Po off topicu jaki wyniknął w wątku, a który usunąłem z oczywistych przyczyn kilka osób poczuło się ocenzurowanych. Cóż, to zaśmieca wątek i uniemożliwia merytoryczną dyskusję, a poza tym komu miałem pokazać, że się skompromitował to pokazałem. Ale skoro ta osoba sama tego chce to tutaj wstawiam tamtą "dyskusję", do której dał się sprowokować użytkownik W.R.
Zaczęło się tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,717663#w717775W.R. jako zadeklarowany "lewak" poczuł się zaatakowany przez użytkownika VonM i odpisał w podobnym tonie. Ewidentnie dał się sprowokować, więc odpisałem:
"To możesz sobie z tymi prawakami podać rączkę. Ty lewą, on prawą, odwrócone postawy prawie jak przy pozycji 69, albo 666 i 999, a w pogotowiu masz pewnie chusteczki na wypadek gdyby ktoś z Was się popluł w trakcie dyskusji.
Nie pojmuję jak ponoć dorosły człowiek może nie wyrosnąć z tak poronionych idei jak prawactwo lub lewactwo. Mentalny syfilis i obrzucanie błotem ludzi podobnych do siebie, tylko przypadkowo opowiadających się po przeciwnych stronach sztucznie stworzonej barykady. "
W.R. zareagował bardzo emocjonalnie, wręcz histerycznie:
"Ech i dał pan przykład nie zrozumienia tekstu. Kolega VonM dał nam swoją definicję lewaka. Jeżeli nie pojąłeś, że mój tekst jest kpiną z takiej definicji to najwidoczniej nie jesteś tak inteligentny jak ci się to wydaje. A twoja działalność na forum (panie obalaczu) mnie w tym utwierdza."
I od razu z nieuzasadnionym atakiem ad personam. Dalej mamy już tylko typowe schizowe racjonalizacje, żeby tylko wyszło na jego. Od tej pory zaczął dawać mi seryjnie minusy, choć wcześniej siedział cicho.
Powrócił tutaj kompromitując się po raz kolejny:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,723264#w723347Dał się wciągnąć w żałosną emocjonalną pyskówkę, choć nie od dziś wiadomo co robię - wykazuję ludziom jak działają rozchwiane emocje, jak przysłaniają logikę, jakie standardowe mechanizmy kierują ludźmi.
Potem dał się sprowokować jeszcze tutaj i postanowiłem trochę to pociągnąć i wykazać mu błędy, wkurzyć go i to usunąć, ale on brnie w to dalej, a poza tym włączyli się do tego inni użytkownicy, którzy pomyśleli o mnie jako o cenzorze. Tak, usunąłem ten syf, bo nie ma sensu żeby to dłużej wisiało i zaśmieca to wątek, zniechęca do merytorycznej dyskusji.
Ja mam stałą taktykę rozmowy, którą podkreślam co chwilę. Staram się wymieniać argumentami, zobaczyć w jaki sposób można skrytykować to co piszę (żeby zmienić zdanie lub zobaczyć, że w danym momencie pojawiają się standardowe odpowiedzi), krytykuję to co inni piszą. Moja retoryka też jest prosta. Przeważnie ludzie podają przykłady, które da się obalić podając analogiczny przykład, który nie potwierdza czyjejś teorii, np:
- Piszę o nienawiści
- Ktoś pisze, że nienawiść jest nieracjonalna
- Podaję inny przykład wzmocniony hiporbolą, na to że bywa racjonalna
- Teraz na rozmówcy spoczywa ciężar udowodnienia, że ten konkretny przykład jest nieracjonalną nienawiścią
Albo:
- Piszę o tym, że jestem mizantropem
- Ktoś pisze, że Hitler też był mizantropem
- Odpowiadam, że Hitler budował autostrady
- Teraz rozmówca musi odpowiedzieć dlaczego bycie mizantropem jest złe
Tu zdecydowana większość się wykłada. To poziom podstawówka - gimnazjum.
I teraz co najlepsze - gdy kogoś besztam za podstawowe braki w myśleniu lub to, że emocje wzięły górę, to ktoś zarzuca mi, że się niby wywyższam. Serio tłumacząc podstawy z gimnazjum wywyższam się? To w społeczeństwie samych pijaków abstynencja jest wywyższaniem się, super.
Staram się sprowadzać dyskusję do argumentacji na temat meritum. Jeśli ktoś usilnie od tego ucieka obserwuję standardowe reakcje, zaczynam samemu trollować żeby podgrzać atmosferę. Najlepiej jak delikwentowi wydaje się, że to on mnie prowokuje. To znaczy, że już całkowicie emocje przesłoniły mu logikę i teraz mogę sprowokować go do napisania właściwie tego na czym mi zależy, a potem wykazuję głupotę tych stwierdzeń.
Kolejna sprawa - komuś inteligentnemu emocjonalnie nie da się tak zrobić.
A oto tamta pyskówka, w której nerwy puściły W.R.
W.R. - shame on you.
To co tu zrobiłeś było tak typowe, że potwierdziłeś empirycznie moje główne tezy, które powtarzam tu od jakiegoś czasu. Oczywiście kilka przykładów o niczym nie świadczy, więc można to potraktować jedynie jako ciekawostkę. Dopiero gdy ktoś postanowi sprawdzić w realu te mechanizmy, o których mówię, to zobaczy, że to faktycznie działa. Być może będzie przecierał oczy ze zdumienia. "To niemożliwe żeby ludzie byli tak głupi", ale takie wrażenie ma każdy kto zawodowo spotyka większe grupy ludzi, a sam nie jest jakoś głupi (co nie znaczy, że jest mądry).
Tu link do tamtej rozmowy:
megawrzuta(*)14ace4e9d5dc9504fc9d3b256.htmlRozpakować i otworzyć w czymś innym niż internet explorer. Sorry, nie chciało mi się robić screenów, bo uważam, że to burza w szklance wody, ale na specjalne życzenie W.R. wstawiam.