 |
Kulisy szalbierstwa Einsteina Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-05-2017 21:52 | Arminius (25555 punktów) | Kulisy szalbierstwa Einsteina
-1 na 5 | Zagadnienie plagiatu którego dopuścił się A. Einstein, pisząc w końcu czerwca 1905 r. swój artykuł traktujący o teorii względności, sławetny także z tego względu, iż nie zawierał żadnych przypisów – zostało już kilkakrotnie podjęte na Forum ”Racjonalisty”, najpełniej – najpewniej – w wątku zatytułowanym: "Teoria Poincare/Einsteina ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,685757). Jednakże problem ów nadal pozostaje wielce intrygującym i potrafi rozpalać do czerwoności emocje – które jak wiadomo nie sprzyjają jego racjonalnej i rzeczowej analizie. Problem ów ma także - jak się okazuje – aspekt znacznie szerszy, w którym szalbierstwo popełnione przez Einsteina jest tylko - bardzo co prawda newralgicznym – ale jednym z wielu elementów znacznie bardziej rozbudowanej konstrukcji. Okazuje się bowiem, iż zamach na dorobek francuskiego, genialnego matematyka Poincare oraz innych naukowców – mógł mieć charakter sui generis konspiracji, w której istotną rolę odgrywała polityczna rywalizacja francusko – niemiecka ( 1905 r. to moment zaostrzenia relacji francusko – niemieckich w związku z kryzysem marokańskim/mową Wilhelma II w Tangerze) oraz chęć utrzymania przez niemiecki Uniwersytet w Getyndze i jego naukowców – palmy pierwszeństwa w dziedzinie fizyki i nauk ścisłych. Geniusz Poincare i jego osiągnięcia – także w zakresie konstruowania TW - zagrażał temu statusowi. Stąd machinacja – zaprezentowana w podlinkowanym materiale – w której nikomu nieznany, nie mający większych osiągnięć na polu badań nad teorią względności, niejaki A. Einstein - mający za to wybitne skłonności do plagiaryzowania - przyswoiwszy sobie tezy Poincare, napisał artykuł bez przypisów i zaprezentował się w roli autora TW. Podlinkowany artykuł to hipoteza – ale bardzo mocno uzasadniona – bo opierająca się na faktach niezbitych i udowodnionych, z których najistotniejsze są następujące: 1.Henri Poincare w dniu 5 czerwca 1905 r. zaprezentował Francuskiej Akademii Nauk pracę, w której – po wielu latach jego pracy nad TW – znalazły się zasadnicze elementy TW. Trzy tygodnie później, niejaki A. Einstein, nie mający żadnego dorobku w zakresie TW, opublikował w czasopiśmie naukowym Uniwersytetu w Getyndze swój sławetny artykuł, który zawierał wszystkie elementy TW z pracy Poincare – bez żadnych przypisów i odniesień. Koincydencja szokująca? A może ktoś tu p…..lił kota przy pomocy wielkiego młota??? 2.Brak w naukowym czasopiśmie Uniwersytetu w Getyndze: "Annalen der Physik" recenzji prac Poincare odnoszących się do TW – pomimo zamieszczonych recenzji innych jego prac. Czasopismo jak wyżej było wówczas najbardziej prestiżowym czasopismem naukowym na świecie i słynęło z bardzo wysokiego poziomu oraz dokladności w ewidencjonowaniu postępu naukowego. 3.Brak na konferencji naukowej zorganizowanej na UG w czerwcu i lipcu 1905 r. i poświęconej TW – prac i dorobku Poincare i Lorentza, kluczowych dla omawianych kwestii. Konferencję zorganizował Dawid Hilbert – wybitny uczony z UG rywal Poincare, zazdrosny o rosnącą sławę francuskiego naukowca. Nad faktami jak wyżej nie można przejść obojętnie do porządku dziennego. One coś znaczą, coś z nich dosyć jednoznacznie wynika. Hipoteza autora podlinkowanego tekstu jest następująca: naukowcy z UG, a szczególnie wspomniany Gilbert, postanowili nie dopuścić do triumfu Poincare i Francji i zdecydowali się na działania jak wyżej aby w sposób przebiegły przechwycić dorobek Poincare i przypisać go ośrodkowi niemieckiemu. Nie chcieli ryzykować swoją czcią i karierą. Znaleźli więc delikwenta, znanego już wcześniej z tendencji do plagiaryzowania (Einstein napisał w latach 1902 – 1904 sporo artykułów z zakresu termodynamiki, które były zadziwiająco zbieżne z dorobkiem naukowym innego uczonego - niejakiego Gibbsa – oczywiście bez powoływania się na niego. Max Born laureat nagrody Nobla z 1954 r. tak napisał o nich: “podobieństwo do prac Gibbsa było absolutnie zadziwiające” ) mało znanego, bez większego dorobku, który niewiele miał do stracenia i jemu zaproponowali odegranie krytycznej roli, przy czym nie jest wykluczone, iż w przedsięwzięciu owym także oni napisali mu tekst sławetnego artykułu. Zainteresowanych detalami zachęcam do uważnej lektury podlinkowanego tekstu - polecając - przy okazji - uwadze maksymę autorstwa Honoriusza Balzaka, stanowiącą jego finalną klamrę: „Są dwie historie. Jedna oficjalna i pełna kłamstw oraz druga, sekretna – w której zawarte są prawdziwe przyczyny rzeczy”. "We must hide Poincaré’s relativistic works !Scientists are human beings with their qualities and their failings; they know jealousy,pride, vanity, nationalistic passions...A recent example has been given by the controversy between Luc Montagnier and Robert Gallo in the years 1983-92 about the discovery of AIDS’virus.At the dawn of the twentieth century, the scientists of Göttingen considered their University – where Gauss, Riemann, Lejeune-Dirichlet taught− as the world pole of mathematics and one of the main leader of scientific research especially in Physics.But in June 1905 the relativistic work of Poincaré proved them that they were working in the wrong direction! And this just in the middle of the worst pre-war crisis between France and Germany...David Hilbert, who was already awfully jealous of Poincaré, decided to react. He organized a machination in order to give to Germany the relativistic works of his French rival.But as risks were high, they were given to a young man that had little to loose and much to gain.." web.ihep.su/library/pubs/tconf05/ps/c5-1.pdf | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 Dalej..#16 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: E = mc2 - autorzy równania | > A oto kolejny przykład szalbierstwa Einsteina et consortes - wpisujący się w debatowany problem.I kolejny przejaw lenistwa - kopiuj i wklej informacje z d..y rodem jako dowód własnej tezy. E=mc2 Einstein nie wyprowadził wzoru w tej formie. Jego wynik był równoważny, choć wyglądał nieco inaczej. Za to dokładnie opisał powyższą zależność słownie w swoim artykule. Newton - nie jest jasne, czy jego dywagacje o zamianie materii w światło należy rozumieć w dzisiejszym sensie (równoważność masy i energii). Oczywiście nie ma mowy o tym, by zależność matematyczną podał lub wyprowadził. Tolver Preston - wychodząc z kompletnie błednego przekonania o istnieniu cząstek eteru których ciśnienie jest żródłem grawitacji, postawił hipotezę, że masa to "skoncentrowany eter". Oszacował ile energii mogłaby posiadać masa rozpędzona do prędkości światła. I to oszacowanie dość dobrze się zgadza z wzorem E=mc2. Tyle że einsteinowski wzór mówi o czymś kompletnie innym. Nie miało to też nic wspólnego z równoważnością masy i energii. Wzoru żadnego nie podał ani nie wyprowadził. Di Pretto - podobnie jak Preston, powtarzał dawno zarzuconą teorię grawitacji De Sage'a. Z niej błędnie wnioskował o energi kinetycznej ciał w ruchu jako E=mv2. A ponieważ (wg. niego) cząstki każdego ciała drgają z prędkością światła to niosą ze sobą energię sumaryczną równą mc2. Przypadkowo zgadza się matematyczna postać wzoru. Natomiast jego sens jest bzdurny i nie ma nic wspólnego z relatywistyką. Poincare - jeszcze w 1908 r. błednie twierdził, że teoria Lorentza łamie zasadę zachowania pędu. Tym samym, nie przyjmował do wiadomości, że bezmasowa fala elektromagnetyczna przenosi pęd, a więc jest równoważna pewnej masie. Ives - jego krytyka wyprowadzenia Einsteina jest błedna. Chociaż jest prawdą, że później pojawiły się doskonalsze i ogólniejsze wyprowadzenia. Niemniej, nie ulega wątpliwości, że Einstein jako pierwszy podał formułę na równoważność masy i energii we współczesnym rozumieniu tego pojęcia.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl... |
| Arminius (25555 punktów) | moja kolej | > Proszę odpowiedzieć na pytanie: dlaczego w tak renomowanym czasopiśmie jak Annalen Der Physic pokazała się praca Einsteina bez odnośnikow i przypisów?> W swoim drugim artykule, Einstein rzeczywiście nie podaje odnośnika do żadnych >prac. Ale nie musi, ponieważ całe rozumowanie wywodzi z fundamentalnej zasady >(względności) którą formułuje na wstępie. Za to tam gdzie trzeba, powołuje się w >treści na Lorenzowską niezmienniczość równań Maxwella.Pan nie odpowiedział na to pytanie. Pan potwierdził, iż Einstein nie podał odnośników. Teza iż nie musiał bo swe rozumowanie wywodził z fundamentalnej zasady względności - jest jak z ta brzytwą, której chwyta się tonący. W 1905 r. w takim czasopiśmie jak Annalen Der Physik, MUSIAŁ cytować - chyba że jego kierownictwo zadecydowało inaczej z innych, pozanaukowych wzgledów. Są jeszcze dwa inne pytania kluczowe dla debatowanego problemu: DLACZEGO PRACA JAK WYŻEJ UKAZAŁA SIĘ TRZY TYGODNIE PO ZAPREZENTOWANIU PRZEZ POINCARE SWOICH TEZ DOT. TW FRANCUSKIEJ AKADEMII NAUK? CZY OPUBLIKOWANI E PRACY JAK WYŻEJ W CZASOPIŚMIE JAK WYZEJ I W FORMIE JAK WYŻEJ BYŁO MOŻLIWE BEZ AKCEPTACJI ÓWCZESNEGO ESTABLISHEMNTU NAUKOWEGO Z UNIWERSYTETU W GETYNDZE? Oraz problem wybitnych skłonności Einsteina do plagaiaryzowania dorobku innych. Einstein napisał w latach 1902 - 1904 sporo artykułów z zakresu termodynamiki, które były zadziwiająco zbieżne z dorobkiem naukowym innego uczonego - niejakiego Gibbsa - oczywiście bez powoływania się na niego. Max Born laureat nagrody Nobla z 1954 r. tak napisał o nich: "podobieństwo do prac Gibbsa było absolutnie zadziwiające" I co Pan na to wszystko. Czy Max Born - pana zdaniem - to k...a która się prostytuuje? > To teraz moja kolej:> Proszę odpowiedzieć w którym miejscu artykułu Einstein opiera się na szczególnych >wynikach albo wnioskach z cudzej pracy i nie powołuje się na źródło?Poincare przed Einsteinem ustalił wszystkie podstawowe elmenty TW. Einstein nie wziął ich out of the blue - jak Pan sugeruje - tylko znał je dzięki zapoznaniu się z dorobkiem Poincare i innych. I miał psi obowiązek zacytować ich w swojej pracy. Kopernik w De Revolutionibus, formułując swoją teorię przywołuje w tekscie kilkadziesiąt razy prace, tezy i osiągnięcia innych autorów, w tym z kręgu islamskiego. Bo Kopernik był rzetelnym badaczem - nie aroganckim szlabierzem żądnym zaszczytów. A oto raz jeszcze podaję Panu dorobek Poincare: The Internet Encyclopedia of Philosophy website says that Poincaré: "sketched a preliminary version of the special theory of relativity" "stated that the velocity of light is a limit velocity" (in his 1904 paper from the Bull. of Sci. Math. 28, Poincaré indicated "a whole new mechanics, where the inertia increasing with the velocity of light would become a limit and not be exceeded") suggested that "mass depends on speed" ("formulated the principle of relativity, according to which no mechanical or electromagnetic experiment can discriminate between a state of uniform motion and a state of rest" "derived the Lorentz transformation" |
| Arminius (25555 punktów) | kwalifikowany drań | > I kolejny przejaw lenistwa - kopiuj i wklej informacje z d..y rodem jako dowód własnej tezy.I psim obowiązkiem Einsteina było szczegółowo przywołać tych wszystkich uczonych i ich dorobek naukowy - bo przecież nawet z pańskiego krótkiego rysu widać, iż to oni przetrali mu scieżkę do ustalenia owego równania. Ale Einstein tego nie zrobił - bo był zadufanym w sobie aroganckim typem. A oto jego właśna opinia na temat...braku rzetelnej potrzeby cytowania: "W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..." Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze." Piękne nie? Kwalifikowany drań - bez dwóch zdań. I jeszcze niech Pan sobie to przeczyta: "Prawdziwa natura plagiatorstwa Einsteina ujawnia się wyraźnie w jego pracy z roku 1935 zatytułowanej "Elementary Derivation ofthe Equivalence ofMass and Energy" ("Podstawowe wyprowadzenie równoważności masy i energii"), w której polemizując z Maxwellem napisał: "Problem niezależności tych związków ma charakter naturalny ze względu na transformację Lorentza stanowiącą prawdziwą podstawę szczególnej teorii względności [podkreślenie moje - R.M.]". Tak więc Einstein sam przyznał, że transformacja Lorentza stanowiła rzeczywistą podstawę jego pracy z roku 1905. Jeśli ktoś wątpi, że był on plagiatorem, niech zada sobie proste pytanie: "Co Einstein wiedział i kiedy to wiedział?" Plagiat Einsteina był popełniony z premedytacją, a nie przypadkowo (Moody, 2001)." Jak mówię, drań kwalifikowany. www.daro.it.pl/albert_einstein.html |
#19 2 na 2 | Celecrin (6386 punktów) | Odp: kluczowa kwestia przypisów | > W swoim drugim artykule, Einstein rzeczywiście nie podaje odnośnika do żadnych prac. Ale nie musi, ponieważ całe rozumowanie wywodzi z fundamentalnej zasady (względności) którą formułuje na wstępie. Za to tam gdzie trzeba, powołuje się w treści na Lorenzowską niezmienniczość równań Maxwella.Kurcze zrujnowałeś mi odpowiedź. Muszę trochę zmienić, nie będe się powtarzał. Warto jednak chyba zaprezentować TW Einsteina by pokazać jak prosta jest. Nie dziwię się że inni się trochę wkurzyli, drepcząc w miejscu wokół równań Maxwella ponad 30 lat... (ehkm... dreptanie w miejscu wokół równań Maxwella to taka zakrzywiona czasoprzestrzeń...) |
#20 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | Odp: kwalifikowany drań |
> I psim obowiązkiem Einsteina było szczegółowo przywołać tych wszystkich uczonych i ich dorobek naukowy - bo przecież nawet z pańskiego krótkiego rysu widać, iż to oni przetrali mu scieżkę do ustalenia owego równania.Nie oznacza to automatycznie, że ktoś staje się współautorem TW, co zdaje się być osią dyskusji. Chyba nikt nie twierdzi, iż Einstein nie popełnił faux pas? Dlatego nie dostał nagrody Nobla za TW, byc może słusznie. Ale daleko stąd do plagiaryzmu. Tym bardziej, że Einstein uznał (chyba w 1906 roku) pracę Lorentza. Wyprowadzenie wzoru Lorentz dokonał ponad 20 lat temu (do 1905) i poprawiał go może 3 razy. Zresztą nie sam, bo dokonał tego też Fitgerald równolegle. Praca Poincare nad transformacją Lorentza praktycznie nie ma znaczenia (według mnie). Broniliśmy tutaj wiele lat temu ataku na naukę, jakoby miała tę samą wartość epistemologiczną jak teologia czy rozwój techniki. Głównym winowajcą miała byc właśnie TW. Chodzi o to, że nauka nie rozwija się stopniowo ale rewolucyjnie bez udziału poprzedniej starej nauki. Zobacz prace Thomasa Khuna. Według jego koncepcji TW nie była "wypracowana" ale Einstain wprowadził ją niejako robiąc rewolucję w spokojnym dotąd paradygmacie Newtona. Musisz zrozumieć to, że wszyscy od Poincare do Lorentza tkwili w tym newtonowskim paradygmacie. |
#21 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: moja kolej | > >Proszę odpowiedzieć w którym miejscu artykułu Einstein opiera się na szczególnych >wynikach albo wnioskach z cudzej pracy i nie powołuje się na źródło?> Poincare przed Einsteinem ustalił wszystkie podstawowe elmenty TW. Einstein nie wziął ich out of the blue - jak Pan sugeruje - tylko znał je dzięki zapoznaniu się z dorobkiem Poincare i innych.Pana problem polega na tym, że nie zna fizyki i matematyki w stopniu pozwalającym na zrozumienie istoty STW i jej wyprowadzenia przez Einsteina. Dlatego zamiast rzetelną wiedza, musi się Pan kierować intuicją, brzydkimi uprzedzeniami i wątpliwej jakości opiniami z szajtnetu. Otóż ja sam mogę wyprowadzić transformację Lorentza z zasady wzgledności i stałości prędkości światła w sposób inny niż znane przeze mnie. Nie jest to wielkie osiągnięcie, bo wyprowadzeń jest mnóstwo i zagadnienie jest znane od stulecia. Ważne jest co innego. Nie czytałem żadnych prac Poincare na ten temat i nie są mi one zupełnie potrzebne do wyprowadzenia. Co więcej, gdybym napisał artykuł zawierający moje wyprowadzenie, to nie miałbym kogo cytować i na co się powołać. Moje wyprowadzenie jest bowiem inne od tych które znam, choć zapewne nieoryginalne i dalekie od ścisłości tudzież elegancji. Jedyne co musiałbym napisać, to fakt, że wyszedłem z postulatów zaproponowanych przez Einsteina i w wyniku otrzymałem znaną powszechnie transformację Lorentza. Mógłbym dodać, że innych wyprowadzeń niż moje jest bez liku i podać kilka przykładów literatury dla zainteresowanych. Einstain nie mógł zrobic nawet tego, ponieważ NIKT przed nim nie wyprowadził TL z podstawowych postulatów. NIKT nawet nie zauważył, że można to zrobić. NIKT nie potraktował zasady względności i stałości prędkości światła jako podstawowe postulaty. Einstein zrobił to wszystko po raz pierwszy więc nie musiał się na nikogo powołać. Gdyby wspomiał prace Poincare byłoby miło ale nic poza tym. Powtórzę to inaczej. Prace Poincare jeśli były znane Einsteinowi (czego nie można udowodnić), mogły go zainspirować do rozwiązania problemu. Ale to nie pociąga za sobą obowiązku cytowania w krótkim artykule. Równie dobrze Einstein mógł dodać kilka stron przypisów podając prace z kilku stuleci od Galileusza poczynając. Tak się robi w monografiach, w artykułach to nieco głupie. Każde zdanie, każdy wzór w artykule Einsteina mógł być napisany BEZ ZNAJOMOŚCI jakichkolwiek prac Poincare. Einstein nie zaczął podróży w miejscu w którym stanął Poincare. On poszedł całkowicie inną drogą. Pan twierdzi, że alpinista który wszedł na niezdobyty szczyt inną drogą niż próbowali inni, a nie mówi ile zawdzięcza poprzednikom, jest plagiatorem!
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl... |
#22 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: kwalifikowany drań | > >I kolejny przejaw lenistwa - kopiuj i wklej informacje z d..y rodem jako dowód własnej tezy.> I psim obowiązkiem Einsteina było szczegółowo przywołać tych wszystkich uczonych i ich dorobek naukowy - bo przecież nawet z pańskiego krótkiego rysu widać, iż to oni przetrali mu scieżkę do ustalenia owego równania.Pan w ogóle rozumie co ja napisałem? Powołanie się na Newtona nie miało sensu, bo Newton nic w tym kierunku nie zrobił, oprócz jednozdaniowej, niejasnej dywagacji. Na dodatek w pracy od dawna przestarzałej której Einstein znać nie musiał i pewnie nie znał. Powoływanie się na Prestona czy De Pretto byłoby głupotą, bo oni spekulowali o czymś nieco innym i w dodatku błędnie. Na dodatek Einstein raczej nie miał szans znać ich prac. Szczególnie De Pretto który pisał po włosku, publikował w niszowym czasopiśmie Instytutu Nauki w Wenecji a z wykształcenia był agronomem i geologiem. W swoim krótkim, bo zaledwie trzystronicowym (!) artykule, Einstein przywołuje prace Maxwella i Hertza (wbrew Pańskiemu kłamstwu o braku odwołań) plus zasadę względności (w swoim sformułowaniu) oraz swoje wyprowadzenie TL. Z nich bardzo prosto wywodzi, że promieniujące ciało obserwowane z różnych układów współrzędnych będzie się zachowywało jak tracące masę. I oblicza, że utrata tej masy będzie dokładnie równa energii wypromieniowanej podzielonej przez kwadrat prędkości światła. Dalej, już słownie konkluduje, iż oznacza to, że masa jest formą energii: The mass of a body is a measure of its energy-content; if the energy changes by L, the mass changes in the same sense by L/9 × 1020, the energy being measured in ergs, and the mass in grammes.Nie ma tu absolutnie miejsca na powoływanie się na jakiekolwiek "osiągnięcia" innych w tym zakresie.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl... |
| Arminius (25555 punktów) | narodziny geniusza | > Pana problem polega na tym, że nie zna fizyki i matematyki w stopniu pozwalającym na zrozumienie istoty STW i jej wyprowadzenia przez EinsteinaJednakże znam zasady cytowania w pracach naukowych oraz metody manipulacji przy uprawianiu plagiatu. Pańska teza, iż do TW Einstein doszedł metodą luźnych dywagacji - bez żadnego oczytania w literaturze i bez zaznajamiania się z dorobkiem poprzedników - po czem w przypływie geniuszu stworzył esej na temat TW w którym zawarł wszystkie elementy teorii - jest żenująca. Przypominam, iż tekst Einsteina to ne poezja, to rozprawa naukowa - o czym zdaje się Pan zapominać. > Otóż ja sam mogę wyprowadzić transformację Lorentza z zasady wzgledności i stałości prędkości światła w sposób >inny niż znane przeze mnie. Nie jest to wielkie osiągnięcie, bo wyprowadzeń jest mnóstwo i zagadnienie jest znane >od stulecia.> Ważne jest co innego. Nie czytałem żadnych prac Poincare na ten temat i nie są mi one zupełnie potrzebne do >wyprowadzenia."Proszę!!! Może jest Pan geniuszem na miarę Einsteina, czy też raczej Poincare? I może w "Nature" lub "Science" opublikują pańskie teksty naukowe bez przypisów? Niech Pan próbuje. Nadal nie ustosunkował sie Pan do problemu skłonności Einsteina do plagiaryzowania, podniesionych przez laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki oraz szokującej "koincydencji" czasowej między napisaniem tekstu Einsteina oraz przedłożeniem Francuskiej Akademii Nauk rozprawy Poincare z głównymi elementami TW. Czy Pan uznaje zasadę, że skoro fakty przeczą mojej tezie - to tym gorzej dla faktów i zamiatamy je pod dywan? |
#24 -3 na 3 | Arminius (25555 punktów) | Jest kurcze drugi geniusz | > >W swoim drugim artykule, Einstein rzeczywiście nie podaje odnośnika do żadnych prac. Ale nie musi, ponieważ całe rozumowanie wywodzi z fundamentalnej zasady (względności) którą formułuje na wstępie. Za to tam gdzie trzeba, powołuje się w treści na Lorenzowską niezmienniczość równań Maxwella.> Kurcze zrujnowałeś mi odpowiedź. Muszę trochę zmienić, nie będe się powtarzał. Warto jednak chyba zaprezentować TW Einsteina by pokazać jak prosta jest. Nie dziwię się że inni się trochę wkurzyli, drepcząc w miejscu wokół równań Maxwella ponad 30 lat... (ehkm... dreptanie w miejscu wokół równań Maxwella to taka zakrzywiona czasoprzestrzeń...Po komentatorze Uxbridge - narodził się nam kolejny geniusz na mairę Einsteina, czy też raczej Poincare. Jakież to wszystko było/jest dziecinnie proste!!!! Nie pozostaje Panu nic innego jak pisać naukowe rozprawy bez przypisów. Redakcje "Science" i "Nature" bedą się bić o Pana elukubracje. |
#25 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: narodziny geniusza | > >Ważne jest co innego. Nie czytałem żadnych prac Poincare na ten temat i nie są mi one zupełnie potrzebne do >wyprowadzenia."> Proszę!!! Może jest Pan geniuszem na miarę Einsteina, czy też raczej Poincare? I może w "Nature" lub "Science" opublikują pańskie teksty naukowe bez przypisów? Niech Pan próbuje.STW szczególnie w jej początkowym ujęciu przez Einsteina, bez geometrii Minkowskiego, jest teorią stosunkowo prostą. W swojej podstawowej formie nie wykracza poza matematykę gimnazjalną. Geniuszu trzeba było, aby będąc wykształconym w paradygmacie Galileuszowsko-Newtonowskim okraszonym na dodatek modną koncepcją eteru, odrzucić to wszystko i wpaść na rewolucyjny w swej prostocie pomysł. Ani Lorentz ani Poincare, chociaż byli blisko, nie zdołali tego przeskoczyć kręcąc się wokół teorii z eterem jeszcze parę lat po Einsteinie. > Nadal nie ustosunkował sie Pan do problemu skłonności Einsteina do plagiaryzowania, podniesionych przez laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizykiTa Pańska manipulacja wywołuje obrzydzenie. Jeśli ma Pan odrobinę honoru, to przyjmie mój zakład: płącę 1 tys. zł. jeśli pokaże mi Pan gdzie Born zarzuca plagiat Einsteinowi. Płaci pan MI 1 tys. zł jeśli pokażę Panu, że Born prace Einsteina nt. termodynamiki nazywa "ponownym odkryciem" dokonań Gibbsa i stwierdza że był "w oczywisty sposób (...) absolutnie nieświadomy" ich istnienia. Nb. Einstein pracy Gibbsa znać nie mógł. Opublikował bowiem swoją w kwietniu 1902, a oczywiście napisał i przedłożył wcześniej. Praca Gibbsa ukazała się natomiast w marcu 1902, w Nowym Jorku i w Londynie. Gibbs pracował nad nią bez wątpienia dużo wcześniej (to była książka, nie artykuł), więc pierszeństwo należy się jemu. Einstein fizycznie nie był w stanie jej splagiatować. Musiałby mieć wtyki w wydawnictwie amerykańskim. Co gorsza, nie znał angielskiego. Nauczył się tego języka dużo później, a z pracą Gibbsa zapoznał się w 1905 kiedy została wydana po niemiecku. > (...)oraz przedłożeniem Francuskiej Akademii Nauk rozprawy Poincare z głównymi elementami TW.Jakimi konkretnie i w którym miejscu swojego artykułu Einstein z nich korzysta?
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl... |
| Arminius (25555 punktów) | szalbierz przyznaje po latach | > Pan w ogóle rozumie co ja napisałem?A Pan rozumie, co jest napisane poniżej przez samego Einsteina??? "W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..." Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze." I w uzupełnieniu: "Prawdziwa natura plagiatorstwa Einsteina ujawnia się wyraźnie w jego pracy z roku 1935 zatytułowanej "Elementary Derivation ofthe Equivalence ofMass and Energy" ("Podstawowe wyprowadzenie równoważności masy i energii"), w której polemizując z Maxwellem napisał: "Problem niezależności tych związków ma charakter naturalny ze względu na transformację Lorentza stanowiącą prawdziwą podstawę szczególnej teorii względności [podkreślenie moje - R.M.]". Tak więc Einstein sam przyznał, że transformacja Lorentza stanowiła rzeczywistą podstawę jego pracy z roku 1905. Jeśli ktoś wątpi, że był on plagiatorem, niech zada sobie proste pytanie: "Co Einstein wiedział i kiedy to wiedział?" Plagiat Einsteina był popełniony z premedytacją, a nie przypadkowo (Moody, 2001)." Skoro Einstein przyznał, iż "transformacja Lorentza" stanowiła podstawę TW sformułowanej w jego pracy - to jego obowiązkiem było przyznać ten fakt wprowadzając stosowny przypis. Nie zrobił tego celowo - bo gdyby to zrobił, to jasnym dla każdego byłoby, iż Lorentz jest so najmniej współautorem TW. Nie zrobił tego bo był aroganckim, żądnym sławy szalbierzem - złodziejem właśności intelektualnej. www.daro.it.pl/albert_einstein.html |
| Arminius (25555 punktów) | co wywołuje obrzydzenie | > STW szczególnie w jej początkowym ujęciu przez Einsteina, bez geometrii Minkowskiego, jest teorią stosunkowo >prostą. W swojej podstawowej formie nie wykracza poza matematykę gimnazjalną. Geniuszu trzeba było, aby >będąc wykształconym w paradygmacie Galileuszowsko-Newtonowskim okraszonym na dodatek modną koncepcją >eteru, odrzucić to wszystko i wpaść na rewolucyjny w swej prostocie pomysł. Ani Lorentz ani Poincare, chociaż byli >blisko, nie zdołali tego przeskoczyć kręcąc się wokół teorii z eterem jeszcze parę lat po Einsteinie.Poincare czy Lorentz może i czegos tam nie przeskoczyli - ale stworzyli fundament pod TW co sam Einstein przyznał. Jeden z komentatorów - o ile sie nie mylę o nicku Diogenes - sformułował słuszny pogląd, iż Einstein postawił kropkę nad "i". Jednakże robiąc to był zobligowany przywołać dorobek tych, którzy postawili "i" bez kropki. Takie są i takie wówczas były reguły gry - chyba że z innych nienaukowych względów rezygnowano z nich. "Ta Pańska manipulacja wywołuje obrzydzenie. Jeśli ma Pan odrobinę honoru, to przyjmie mój zakład: płącę 1 tys. zł. jeśli pokaże mi Pan gdzie Born zarzuca plagiat Einsteinowi. Płaci pan MI 1 tys. zł jeśli pokażę Panu, że Born prace Einsteina nt. termodynamiki nazywa "ponownym odkryciem" dokonań Gibbsa i stwierdza że był "w oczywisty sposób (...) absolutnie nieświadomy" ich istnienia." Zdecydowanie większe obrzydzenie wywołują następujące słowa Einsteina: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..." oraz "Problem niezależności tych związków ma charakter naturalny ze względu na transformację Lorentza stanowiącą prawdziwą podstawę szczególnej teorii względności" - rzecz jasn a wkontekście nieprzyznania tego faktu w artykule z 1905 r. Opinie Maxa Borna - mają charakter bardzo istotnego, jednakże nie jedynego dowodu na szalbierstwa Einsteina. > Nb. Einstein pracy Gibbsa znać nie mógł. Opublikował bowiem swoją w kwietniu 1902, a oczywiście napisał i >przedłożył wcześniej. Praca Gibbsa ukazała się natomiast w marcu 1902, w Nowym Jorku i w Londynie. Gibbs >pracował nad nią bez wątpienia dużo wcześniej (to była książka, nie artykuł), więc pierszeństwo należy się jemu. >Einstein fizycznie nie był w stanie jej splagiatować. Musiałby mieć wtyki w wydawnictwie amerykańskim. Co gorsza, >nie znał angielskiego. Nauczył się tego języka dużo później, a z pracą Gibbsa zapoznał się w 1905 kiedy została >wydana po niemiecku.Z tego co Pan napisał powyżej wynika, coś dokładnie przeciwnego. Einstein MÓGŁ wiedzieć o dorobku Gibbsa - np. poprzez - jak Pan to określa - wtyki takie czy inne. Nie możemy wcale tego wykluczyć. > (...)oraz przedłożeniem Francuskiej Akademii Nauk rozprawy Poincare z głównymi elementami TW.> Jakimi konkretnie i w którym miejscu swojego artykułu Einstein z nich korzysta?Takimi: Jules Henri Poincare (1854-1912) był wielkim naukowcem, który wniósł duży wkład do szczególnej teorii względności. Intemetowa Encyklopedia Filozofii podaje, że Poincare: (1) "nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności"; (2) "stwierdził, że światło ma prędkość skończoną" (w pracy opublikowanej w roku 1904 w 28 numerze Buli. ofSci. Math. Poincare podkreśla: "...cała nowa mechanika, kiedy wzrost bezwładności przy prędkości światła stanie się granicą, której nie będzie można przekroczyć"); (3) sugerował, że "masa zależy od prędkości"; (4) "sformułował zasadę względności, zgodnie z którą żaden mechaniczny lub elektromagnetyczny eksperyment nie jest w stanie odróżnić stanu spoczynku od stanu ruchu jednostajnego"; (5) "wyprowadził transformację Lorentza". Jest sprawą oczywistą, że był głęboko zaangażowany w szczególną teorię względności. Nawet Keswani (1965) był zmuszony oświadczyć: "Już w roku 1895 innowator Poincare przypuszczał, że jest niemożliwe określenie absolutnego ruchu" i że "w roku 1900 przedstawił on zasadę względności ruchu, którą nazwał później w swojej opublikowanej w roku 1902 książce Science and Hypothesis (Nauka i hipotezy) prawem względności i zasadą względności". Einstein nie potwierdził istnienia którejkolwiek z tych wcześniejszych prac teoretycznych, kiedy w roku 1905 pisał swój pozbawiony odsyłaczy traktat. Poza zarysem wstępnej wersji teorii względności Poincare dostarczył najistotniejszą część całego konceptu - sposób traktowania czasu lokalnego. Od niego również pochodzi pomysł synchronizacji zegarów, który jest kluczowy dla szczególnej teorii względności. Charles Nordman czuł się zobowiązany do napisania: "Okaże się, że większość rzeczy przypisywanych obecnie Einsteinowi opracował w rzeczywistości Poincare" oraz że "...według relatywistów pomiarowe pręty są tym, co tworzy przestrzeń, zaś zegary tym, co tworzy czas. Wszystko to było znane Poincareowi i innym na długo przed Einsteinem i przypisywanie ich odkrycia temu ostatniemu jest niesprawiedliwością". www.daro.it.pl/albert_einstein.html |
#28 5 na 5 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: co wywołuje obrzydzenie | > Opinie Maxa Borna - mają charakter bardzo istotnego, jednakże nie jedynego dowodu na szalbierstwa Einsteina.Manipulant. Właśnie wykazałem, że Max Born nie tylko nie zarzucał AE szalbierstwa, ale podkreślał samodzielność jego pracy. > Z tego co Pan napisał powyżej wynika, coś dokładnie przeciwnego. Einstein MÓGŁ wiedzieć o dorobku Gibbsa - np. poprzez - jak Pan to określa - wtyki takie czy inne. Nie możemy wcale tego wykluczyć.A owszem. Amerykańscy Żydzi w porozumieniu z Indianami wyznania mojżeszowego, wykradli rękopis Gibbsa z wydawnictwa i przesłali go żydosko łodzio podwodno prosto do Zurichu, gdzie Ajnsztajn (dla niepoznaki piszący się Einstein) w przebraniu niepozornego studenciny spiskował w celu przejęcia światowej nauki. Ja też tego absolutnie nie mogę wykluczyć. Niech Pan zapyta tych dużych panów w białych kitlach. Na pewno potwierdzą. > >(...)oraz przedłożeniem Francuskiej Akademii Nauk rozprawy Poincare z głównymi elementami TW.> >Jakimi konkretnie i w którym miejscu swojego artykułu Einstein z nich korzysta?> Takimi:Lać wodę też potrafię. W których miejscach swojego artykułu i z jakich osiągnięć Poincare. Po kolei. P.S. A o zakładzie cisza. Kaski nie mamy? A może tysiączka żal? Wstyd. Jak Żyd jakiś.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl... |
#29 3 na 3 | Celecrin (6386 punktów) | Kwalifikowany idiota | Najpierw zrozum, że on niczego nie rozumie. Potem z nim rozmawiaj. |
#30 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: szalbierz przyznaje po latach | > >Pan w ogóle rozumie co ja napisałem?> A Pan rozumie, co jest napisane poniżej przez samego Einsteina???Czyli znowu, ogon pod siebie i zmiana tematu. Ale tym samym kwestię rzekomych zapożyczeń przez AE w pracy o materii-energii mamy z głowy. AE nie zrzynał, bo nie miał od kogo. > "W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..."> Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze."Nie. Einstein uważa, że jak ktoś wspina się na niezdobytą górę i to nową drogą, to nie musi modlić się do poprzedników którym się nie udało. Pokazali co najwyżej, którędy nie iść. To mało eleganckie ale jest wręcz przeciwieństwem plagiatu.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl... |
1 2 3 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|