Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wiara - co to takiego?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
09-09-2017 14:52astrotaurus (12445 punktów)Wiara - co to takiego?
Ocena 12 na 12
Uzgadnianie pojęć to ABC racjonalisty.
To podstawa rozumnej komunikacji.
I jest z tym krucho.
Nie tylko na tym forum.

A jednym z pojęć choć znaczących to umykających uzgodnieniu jest wiara.

- wierzę w Boga,
- wierzę w człowieka,
- wierzę w naukę,
- wierzę żonie,
- wierzę że wygram w Lotto,
- wierzę, ze dolecę samolotem na miejsce bezpiecznie,
- wierzę że zdam egzamin
- itd., itp.
Pojęcie wiara używane bywa w mowie potocznej na wiele sposobów. Najczęściej jako nieudolny synonim innych, o wiele bardziej adekwatnych do sytuacji pojęć: nadzieja, chciejstwo, oczekiwanie, pragnienie, szacowanie prawdopodobieństwa...

Jest jednak okoliczność w której pojęcia wiary nie da się zastąpić żadnym nibysynonimem - tę okoliczność opisuje pierwszy przykład i tylko na wierze w znaczeniu z tego przykładu budowane są religie.

Co to jest zatem wiara?

Biblijny Szaweł dość dobrze definiuje to pojęcie w liście do Hebrajczyków:
"Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy."
Czyli wiara to bardzo specyficzny pogląd na prawdziwość niektórych twierdzeń - pewność bez dowodu.
Absurdem jest budowanie opisu świata i relacji z nim na podstawie czegoś tak niedorzecznego, nie dziwota więc że przebogata religijna twórczość literacka o rzeszach przedziwnych Bogów, duchów i demonów od zarania dziejów nie wniosła nic do dorobku poznawczego ludzkości. Wyznania wiary informują wyłącznie o stanie umysłu człowieka wierzącego, nie mówią natomiast nic o stanie świata rzeczywistego poza umysłami.

Wiara, choć dodaje się do niej różne przymiotniki (np: słaba czy silna) tak naprawdę jest zjawiskiem zerojedynkowym - jest, albo jej nie ma. Tyle że może być rozpatrywana wyłącznie w odniesieniu do jednego tylko obiektu, jednego konkretnego twierdzenia.

Ponadto wiara jest zawsze sprawą indywidualną, właściwością tylko jednego konkretnego umysłu człowieka. Wprawdzie np. KRK ma w zestawie swoich zaklęć "i nie zważaj na grzechy nasze lecz na wiarę swojego Kościoła", ale nie ma czegoś takiego jak wiara Kościoła - trzeba zestaw twierdzeń podawanych do wierzenia przez system organizacyjny na wierze członków oparty odróżniać od uznawania za prawdę poszczególnych twierdzeń przez poszczególnych członków.

Wiara aby była przez człowieka przyjęta za swoją musi być wszczepiana mu do umysłu we wczesnym dzieciństwie przez całe otoczenie na jedno kopyto. Dlatego religie (system wierzeń i praktyk na tej wierze opartych) są zjawiskiem lokalnym, środowiskowym. Ludzie na zasadzie zmasowanego prania mózgu zaczynają bezkrytycznie uznawać za prawdę najdziksze nawet lokalne niedorzeczności - byle pranie mózgu było solidarne i odpowiednio wczesne.

Czesto określam wiarę także jako głębokie upośledzenie zdolności poznawczych i społecznych ludzkiego umysłu. Poznawczych - z racji owego bezrozumnego przypisywania prawdziwości niedorzecznym mitom. Społecznych - bo pod wpływem wiary wierzący są zdolni do każdej nikczemności co udowodnili na wiele sposobów przez wieki i udowadniają ciągle.

Oczywiście ludzie wierzący z jednej strony uznają (przynajmniej w religiach odbiblijnych) wiarę za wielki zaszczyt i przywilej, z drugiej bezrozumność wiary trochę ich krępuje. Próbują zatem tej bezrozumności nie dostrzegać i przedstawiać wiarę jako niesłychaną pracę mózgową kiedy o żadnej pracy w wierze mowy nie ma.
Za to jest ogromna praca umysłowa wokół wiary. Bo to wiara zagnieździwszy się w umyśle przejmuje nad nim kontrolę dla ochrony siebie i człowiek nią upośledzony w celu tej ochrony uruchamia wszystkie swoje zdolności intelektualne, jest gotów zdeptać swą ludzką godność, zaprzeć się rozumu, logiki, zakłamać i zabełkotać wszystko.

Z wiarą dyskusji nie ma i czasu na to szkoda i dlatego jak świat światem nie ma dyskusji między religiami, każda rozwija, wyjaśnia i usprawiedliwia swoją mitologie we własnym gronie i na swój wyłączny użytek.

To chyba z grubsza tyle.
.....

edycja:

Zwrócę jeszcze uwagę na częsty, a z gruntu fałszywy wybieg umysłowy wierzących utożsamiający wiarę z przekonaniem. Proponuję tu lekturę definicji wiary i przekonania w dowolnej encyklopedii czy słowniku. Z lektury tej musi wyniknąć prawda, że każda wiara jest przekonaniem, ale nie każde przekonanie wiarą
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 Dalej..
finerbijk (17282 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson
Te przykłady o Jurku i Jarku to potwierdzenie twierdzenia, że prawda obiektywna (czyli w powszechnym rozumieniu widziana ze strony trzeciej osoby) raz może być przydatna innym razem nie dla dobra tej czy innej jednostki i tylko z subiektywnego punktu widzenia. Czyli nie jest nic warta sama w sobie, a jedynie w odniesieniu do rzeczy/osób i przy konkretnym zastosowaniu. Prawda jest niewątpliwie konieczna w sprawach technicznych/technologicznych, bo jak obliczenia konstruktorów hamulców w twoim samochodzie się rozminą z prawdą (co tutaj oznacza, że nie będą zgodne z doświadczeniem i uzyskaną już wiedzą), to możesz się rozpieprzyć na drodze w pięknym dzwonie, czego można było uniknąć.

Prawda w odniesieniu do psychiki człowieka, jest trochę bardziej skomplikowana. A to dlatego, że prawda rozumiana jako potwierdzenie empiryczne obserwacji osób trzecich może się nie przekładać na faktyczne potrzeby danej jednostki, i trzeba pamiętać, że wszystko odnosimy do siebie, swoich przekonań, lub do powszechnie uznanych schematów społecznie. A dla tej jednostki czasem wiara może być lepsza niż prawda rozumiana jak wyżej. Więc to sami decydujemy, co lepsze prawda/wiara. Prawda może po czasie okazać się pomyłką (wiarą?) a wiara prawdą przynoszącą realne korzyści, dlatego uważam, że nie jest najważniejsze jak sprawy wyglądają wg nas w danej chwili i koniecznie dzielić się naszą prawdą, ale ważniejsze jakie mamy intencje i cel.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi finerbijk
>Te przykłady o Jurku i Jarku to potwierdzenie twierdzenia, że prawda obiektywna (czyli w powszechnym rozumieniu widziana ze strony trzeciej osoby) raz może być przydatna innym razem nie dla dobra tej czy innej jednostki i tylko z subiektywnego punktu widzenia. Czyli nie jest nic warta sama w sobie, a jedynie w odniesieniu do rzeczy/osób i przy konkretnym zastosowaniu.

Może skupmy się na samych przykładach. Czy na miejscu Jurka wolałbyś znać prawdę, czy nie? Jego szczęście jest zbudowane z przekonania, że ma kochającą żonę. Dlatego jest szczęśliwy, bo wg niego taka jest prawda. Czyli istotne jest to co jest prawdą. A na miejscu Jarka? On cierpi, bo myśli, że taka jest prawda. To zmiana informacji na temat prawdy zmieni jego stan na szczęśliwy.

Wg mnie to istotna kwestia. Są 2 poglądy na szczęście:
1. Stan odczuwania szczęścia
2. Działania w rzeczywistości, które wiążą się ze stanem odczuwania szczęścia

Pierwszy jest skrajnym eskapizmem. Szczęście odczuwa ten kto nie musi nic w tym celu robić. Wg mnie ten pogląd prowadzi do zdjęcia ważności z czegokolwiek. Życie jest iluzją, więc nie ma się czym przejmować, ani nie ma realnych powodów do radości. Trzeba tylko czuć się dobrze.

Drugi jest realizmem, ale uzależnia stan szczęścia od czynników zewnętrznych.

Ewolucja "nagradza" poczuciem szczęścia tych, którzy działają w zgodzie z nią i z regułami świata. Jest to jednak szczęście na zasadzie dostosowania się i walki z samym sobą.

Wiara jest mechanizmem, który to rozmywa i sprawia, że jeśli ją przyjmiemy, to przeczymy sami sobie. Chodzi nam o 2, które przechodzi w 1 mimo braku spełniania tych warunków. Trzeba uwierzyć, że te warunki są spełnione, bo inaczej wiara nie spełnia swojej roli. Nie widzisz tu paradoksu? Wierzącemu z jednej strony chodzi o prawdę, ale mimo tego wiara pełni rolę ucieczki od prawdy. Ucieczka od prawdy, w celu przyjęcia fałszywego poglądu na temat prawdy? Wiara nie może istnieć bez wiary w to, że coś jest prawdą.

>Prawda w odniesieniu do psychiki człowieka, jest trochę bardziej skomplikowana. A to dlatego, że prawda rozumiana jako potwierdzenie empiryczne obserwacji osób trzecich może się nie przekładać na faktyczne potrzeby danej jednostki, i trzeba pamiętać, że wszystko odnosimy do siebie, swoich przekonań, lub do powszechnie uznanych schematów społecznie. A dla tej jednostki czasem wiara może być lepsza niż prawda rozumiana jak wyżej.

Czyli dla Jurka wiara jest lepsza niż prawda?

>Więc to sami decydujemy, co lepsze prawda/wiara.

No nie wiem.

>Prawda może po czasie okazać się pomyłką (wiarą?)

To wtedy nie jest prawdą.

>a wiara prawdą przynoszącą realne korzyści

Jakiś przykład?

>dlatego uważam, że nie jest najważniejsze jak sprawy wyglądają wg nas w danej chwili i koniecznie dzielić się naszą prawdą, ale ważniejsze jakie mamy intencje i cel.

Intencje i cel są powiązane z tym co myślimy o prawdzie. Możemy się oczywiście mylić, ale czy tylko z tego powodu mamy odrzucać naukę i bezpodstawnie wierzyć w mrzonki?

finerbijk (17282 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson
>Może skupmy się na samych przykładach. Czy na miejscu Jurka wolałbyś znać prawdę, czy nie? Jego szczęście jest zbudowane z przekonania, że ma kochającą żonę. Dlatego jest szczęśliwy, bo wg niego taka jest prawda. Czyli istotne jest to co jest prawdą. A na miejscu Jarka? On cierpi, bo myśli, że taka jest prawda. To zmiana informacji na temat prawdy zmieni jego stan na szczęśliwy.
W człowieku rzeczy nie są czarno-białe zwykle - prawda/falsz, jak w matematyce czy logice. Jurek może nie znać prawdy, żona po czasie wróci, bo stwierdziła że to błąd i będą żyć długo i szczęśliwie. A jak by poznał prawdę to by się rozwiedli, Jurek by popadł w alkoholizm a żona wylądowała na bruku bo mieszkanie było Jurka. Albo by ją pobił i wylądował w więzieniu, cokolwiek.

>Szczęście odczuwa ten kto nie musi nic w tym celu robić. Wg mnie ten pogląd prowadzi do zdjęcia ważności z czegokolwiek.
Głupie twierdzenie, że do szczęścia coś trzeba robić albo mieć. Robienie czegoś albo mienie nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Szczęście to uczucie, a jego posiadanie nie oznacza braku potrzeby czy możliwości robienia czegoś czy mienia, można być szczęśliwym bez takiego powodu, szczęśliwym się po prostu jest lub nie.

#139
28-09-2017 11:08
 Ocena 1 na 1
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi astrotaurus
>Cała nauka pozwala (i nakazuje wręcz!) na stawianie pytań dowolnego typu.
>Otoczka spekulatwna jest immanentną, konieczną cechą nauki. Najbardziej szalone burze mózgów, najdziksze wymysły są dozwolone, wskazane, pożądane. Byle odróżniać spekulacje od rzeczywistości. W nauce to rozróżnienie jest konieczne, w upośledzeniu zwanym wiarą - niemożliwe.
Nie przesadzaj, przecież pytania: skąd Kain wziął żonę? lub czy Adam miał pępek? docierają i do wierzących czy tam wiernych swoim kościołom. Owszem, z czasem religia staje się nawykiem, a ceremonie przyzwyczajeniem, w końcu to jakieś święto.
Z tym, że brak innego rozwiązania stawia człowieka przed brakiem wyboru. Święcenie ugotowanego jajka jako symbolu życia też tak dziwacznie wygląda i mało logicznie, a poprzez użycie słowa tradycja już wiernym nie przeszkadza.
Chcą naśladować swoich przodków, a z przodkami to różnie bywa ale wiadomo, że wielu nawet pisać i czytać nie potrafiło. Wielu chłopów np;
Korzystają z choinki w Boże Narodzenie i idą do kościoła, gdzie też stoją choinki.
A ich Bóg nie stworzył żadnej choinki, bo stworzył tylko trawę i drzewa owocowe.
1 Moj. 1:11-12
11. Potem rzekł Bóg: Niech się zazieleni ziemia zieloną trawą, wydającą nasienie i drzewem owocowym, rodzącym według rodzaju swego owoc, w którym jest jego nasienie na ziemi! I tak się stało.
12. I wydała ziemia zieleń, ziele wydające nasienie według rodzajów jego, i drzewo owocowe, w którym jest nasienie według rodzaju jego. I widział Bóg, że to było dobre.
(BW)
Kto ma ich uświadomić, że są tłumem podlegającym prawicowej propagandzie?
Przecież nie uczyni tego ksiądz.
Fakt, mogą twierdzić, że i choinki są drzewem owocowym, chociaż szyszek nie jedzą.
Stąd też pojawia się opis ogrodu Eden, żeby bardziej zaznaczyć czym są te drzewa owocowe.
1 Moj. 2:9
9. I sprawił Pan Bóg, że wyrosło z ziemi wszelkie drzewo przyjemne do oglądania i dobre do jedzenia oraz drzewo życia w środku ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
(BW)
Niby edukacja idzie do przodu, a jednak innego wyboru nie mają, stąd ślepota'. Nie, że są upośledzeni, bo dociera do nich tylko za mało informacji, stąd też użyłam słowa propaganda. Zmanipulowani i jednocześnie oszukiwani.
Tacy też bywają naukowcy, a kiedy czegoś nie rozumieją wstawiają w to miejsce Boga.
Dlatego też poziom nauki zależy od sposobu myślenia. Czasami myślę, że gdyby w czasach Adama? istniał już Pluton to by w człowieka wsadzili też Pluton w postaci jakiejś wybuchowej' tabletki.
Ale nad Plutonem to możemy pomyśleć później.

>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi finerbijk
>W człowieku rzeczy nie są czarno-białe zwykle - prawda/falsz, jak w matematyce czy logice. Jurek może nie znać prawdy, żona po czasie wróci, bo stwierdziła że to błąd i będą żyć długo i szczęśliwie. A jak by poznał prawdę to by się rozwiedli, Jurek by popadł w alkoholizm a żona wylądowała na bruku bo mieszkanie było Jurka. Albo by ją pobił i wylądował w więzieniu, cokolwiek.

A może rzuciłby ją, pocierpiał, chwilę popił, po czym by się ogarnął i znalazł prawdziwą miłość? A w wariancie powracającej żony coś pomyliłeś, bo pisałem o tym, że on z nią jest niby szczęśliwy i nic nie wie. Żona wieczorem uprawia seks z nim, a w dzień z kochankiem.

Potem kochankowi żona Jurka się nudzi i znajduje sobie ładniejszą i młodszą. Ta znów niby kieruje swoje uczucia w stronę Jurka, bo nie chce być sama, a z nim się dobrze dogaduje i łatwo wpycha pod pantofel. On myśli, że ma wspaniałą żonę i widzi w niej skarb. Często będąc w jakiejś sytuacji zastanawia się jak ona by się wtedy zachowała i co by powiedziała. Zabiera ją na romantyczne wieczory, a ona się z tego cieszy, bo chwali się koleżankom, że skoro ma tak kochającego męża to jest tak wspaniała i cieszy się, że nie zwierzała się z kochanka, bo teraz byłby wstyd, że rzucił ją dla młodszej. Kochanek był z nią widziany przez detektywa, który śledził akurat tego biznesmena w sprawie przekrętów. Gość oburzył się i poczuł męską solidarność - trzeba ratować tego biednego człowieka przed tą zdzirą! Gdy jadł na kolację bułkę z serem żółtym i pomidorem, jego mózg przetwarzał te informacje. W pewnym momencie zrobiło mu się niedobrze. Nie dojadł kanapki i udał się do posesji Jurka, by poinformować go o prawdzie na temat jego żony.

Jerzy jest oczywiście zrozpaczony, ale jest wdzięczny detektywowi. To dobrze, że poznał prawdę i uwolnił się z tego kłamstwa, choć to tak strasznie boli, że aż wydaje się odbierać sens życia.

Jarkowi prawda nie pomaga, bo jej nie zna. Sprawdza telefon, czyta wiadomości na fejsie i nie znajduje niczego podejrzanego, ale potem jest przekonany, że dobrze usunęła wiadomości, w których pisze z kochankiem. Pewnie ma dla niego osobne konto na fejsie, do którego on nie ma dostępu. No i ciekawe czy ten koleś wie, że ona ma męża. Może nie wie? Trzeba go znaleźć i z nim pogadać i jeśli się okaże, że wie, to dostanie po pysku, a jeśli nie, to Jarek uratuje go informując go o tym. Gdyby tylko Jarek wiedział, że naprawdę żona kocha go tak jak Jurek kocha swoją żonę... ale nie zna tej prawdy i przez to jest nieszczęśliwy.

Poznanie prawdy nie zawsze jest dobre, ale wiara w zastępstwie nie jest lepsza. Czasem najlepsza jest niewiedza, która jednak nie polega na okłamywaniu się wiarą, tylko na niebraniu czegoś pod uwagę i niemyśleniu o tym.

>>Szczęście odczuwa ten kto nie musi nic w tym celu robić. Wg mnie ten pogląd prowadzi do zdjęcia ważności z czegokolwiek.
>Głupie twierdzenie, że do szczęścia coś trzeba robić albo mieć. Robienie czegoś albo mienie nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Szczęście to uczucie, a jego posiadanie nie oznacza braku potrzeby czy możliwości robienia czegoś czy mienia, można być szczęśliwym bez takiego powodu, szczęśliwym się po prostu jest lub nie.

Nieprawda. Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu? Znaczyłoby to, że nic nie jest potrzebne, czyli każde działanie byłoby bez sensu. Szczególnie każde działanie prowadzące do poprawy nastroju. Sens miałyby jedynie działania przedłużające życie. Po to robimy różne rzeczy, by maksymalizować szczęście i minimalizować cierpienie. Robimy to mniej lub bardziej skutecznie i mamy mniejsze lub większe predyspozycje psychiczne do znoszenia przeciwności.

#141
28-09-2017 20:53
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson
>A może rzuciłby ją, pocierpiał, chwilę popił, po czym by się ogarnął i znalazł prawdziwą miłość?
Kurna olson, pisz scenariusze do seriali dla gospodyń domowych Marnujesz tu talent. No chyba że już to robisz.

>Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu?
Jasne że może i często jest. Bywa tak niestety, że dopiero ludzie na krawędzi, ciężko chorzy, albo inaczej poszkodowani przez los doceniają czym jest życie i radość z samego bycia. Jak się jako tako wiodło, to ciągle się bardziej skupiali na tym czego im akurat brakuje, a to powodowało frustrację i ciągłe oczekiwanie. Bycie szczęśliwym nie oznacza, że już się do niczego nie dąży i nie pragnie, oznacza po prostu spokój ducha.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi finerbijk
>>A może rzuciłby ją, pocierpiał, chwilę popił, po czym by się ogarnął i znalazł prawdziwą miłość?
>Kurna olson, pisz scenariusze do seriali dla gospodyń domowych Marnujesz tu talent. No chyba że już to robisz.

No już to robię - marnuję talent

>>Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu?
>Jasne że może i często jest. Bywa tak niestety, że dopiero ludzie na krawędzi, ciężko chorzy, albo inaczej poszkodowani przez los doceniają czym jest życie i radość z samego bycia.

Nie zgodzę się z tym.

1. Choroba sama w sobie jest cierpieniem, a w dodatku odbija się na możliwościach robienia tego co się lubi i planowania. Nieraz życie traci sens po usłyszeniu diagnozy.

2. Szczęście nie jest bezwarunkowe - wymaga odpowiedniego mózgu, który może je odczuwać, odpowiedniego trawienia, odżywiania, samooceny, bliskich, dobrej pracy, pasji, planowania i autorozwoju.

3. Każdy ma coś co ma dla niego wartość i co lubi. Zabranie tego uniemożliwia szczęście.

4. Samo bycie nie jest przyjemne, tylko neutralne. Przyjemność pojawia się gdy ulegamy emocjonalnym iluzjom (albo ulegamy iluzjom gdy pojawia się przyjemność) lub robimy coś w świecie zewnętrznym co odpala szczęście w "świecie wewnętrznym".

>Jak się jako tako wiodło, to ciągle się bardziej skupiali na tym czego im akurat brakuje, a to powodowało frustrację i ciągłe oczekiwanie.

Albo skupiali się na miłości, zabawie, pracy, pasji i byli szczęśliwi. Choroba przychodzi i rujnuje życie. Może nauczyć mądrości, która wcale nie jest nam potrzebna, albo może odebrać trzeźwość umysłu i zamknąć człowieka w racjonalizacjach i wierzeniach. Może odebrać nadzieje na przyszłość, co odbiera sens obecnej chwili. Niestety bardzo często choroba degeneruje człowieka w całości. Gdy siada zdrowie to siada też coś w mózgu. Nieraz na zawsze, a często objawy postępują. Czasem przez to ludzie wpadają w manię "pozytywnego myślenia", która polega na oszukiwaniu się, że jest dobrze i zamiataniu śmieci pod dywan. Wzajemnie się "wspierają" mówiąc sobie kłamstwa w twarz. Wielu nagle zaczyna wierzyć w Boga, a wierzący nagle przypominają sobie, że są żarliwymi katolikami. U mniejszej części dochodzi do przebudzenia. Rozumieją mechanizmy, których większość woli nie dostrzegać. Odczuwanie bólu nie do zniesienia albo prowadzi do obłędu, albo uczy opanowania, ale też niszczy mózg zabierając z niego to co najlepsze. Próby uwierzenia w to, że będzie dobrze spełzają na niczym. Nie ma pozytywnych punktów zaczepienia, ani sił by je znaleźć. Myśli nieraz się urywają, a świadomość przybliża się wtedy do bólu istnienia, jakby będąc jeszcze bardziej w teraźniejszości niż zazwyczaj. Gdy nie ma się czym pocieszyć, zostaje jedynie pogodzenie się ze śmiercią. Wyrok został wydany, ale czemu trzeba to przeżywać? To tak jak kara dożywocia. W przypadku chorób to w dodatku życie z mieczem Damoklesa. Nawet gdy po tym jakimś cudem następuje wyzdrowienie, to psychika może już nie wrócić do normy.

Człowiek chory może udawać szczęśliwego i mówić, że dobrze sobie radzi i 90% osób nie zauważy, że to tylko maska.

>Bycie szczęśliwym nie oznacza, że już się do niczego nie dąży i nie pragnie, oznacza po prostu spokój ducha.

Spokój ducha jest możliwy gdy mamy zaspokojone potrzeby, a te niezaspokojone są zaplanowane i w trakcie realizacji. Wystarczy brak zaspokojenia jednej potrzeby i spokój znika. Wystarczy, że bardzo chce się siku i nie ma szans na spokój ducha. Utrata któregoś ze zmysłów, szansy na miłość i pozytywnych reakcji emocjonalnych sprawiają, że spokoju ducha nie ma, a życie może być w wielu przypadkach koszmarem.

Rozumiem, że ludzie chcą się oszukać i że bez prawdziwego cierpienia nie będą mądrzejsi, więc właściwie powinienem im życzyć... nieszczęścia by zmądrzeli, czy szczęścia by byli szczęśliwi? Sam nie wiem co jest dobre, gdy wybory wskazują tylko na mniejsze zło, a spokój ducha bez względu na to co się dzieje (jak menelik bez ambicji) prowadzi przecież do odklejenia od rzeczywistości i degrengolady.

Irracja (4721 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi finerbijk
>>Czy człowiek, który traci wszystko może być szczęśliwy? Tak po prostu?
>Jasne że może i często jest. Bywa tak niestety, że dopiero ludzie na krawędzi, ciężko chorzy, albo inaczej poszkodowani przez los doceniają czym jest życie i radość z samego bycia. Jak się jako tako wiodło, to ciągle się bardziej skupiali na tym czego im akurat brakuje, a to powodowało frustrację i ciągłe oczekiwanie. Bycie szczęśliwym nie oznacza, że już się do niczego nie dąży i nie pragnie, oznacza po prostu spokój ducha.

... parodiując popularną niegdyś reklamę - za wszystko zapłacisz kartą Visa. Tylko "święty spokój" jest bezcenny...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...

#144
20-10-2017 18:31
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson

Chciałbym wyjaśnić jedną rzecz, ponieważ powtarzasz ją również w postach do innych użytkowników forum, a jest to kłamstwo. Ja nie twierdzę nigdzie, że nie ma wiarygodnego sposobu wyboru teorii naukowej (nie myl mojego stanowiska z samowywrotnym sceptycyzmem empirystycznym), twierdzę tylko że nie da się wybrać teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Nie da się tego zrobić nawet z samych powodów czysto logicznych, a i historia pokazuje, że najlepsze teorie nie były w ten sposób tworzone.

>Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek.

To empirysta twierdzi, że wszystkie te modele są tak samo możliwe. To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.

.

#145
20-10-2017 19:16
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi Jan Bednarski
>Chciałbym wyjaśnić jedną rzecz, ponieważ powtarzasz ją również w postach do innych użytkowników forum, a jest to kłamstwo. Ja nie twierdzę nigdzie, że nie ma wiarygodnego sposobu wyboru teorii naukowej (nie myl mojego stanowiska z samowywrotnym sceptycyzmem empirystycznym), twierdzę tylko że nie da się wybrać teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Nie da się tego zrobić nawet z samych powodów czysto logicznych, a i historia pokazuje, że najlepsze teorie nie były w ten sposób tworzone.

No to przykład z sebixem idealnie obala twoje wypociny o braku możliwości wybrania teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Jedno i drugie to chore schizolskie wypociny.

>>Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek.
>To empirysta twierdzi, że wszystkie te modele są tak samo możliwe. To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.

Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi. Nieempirysta czyli ktoś oderwany od rzeczywistości, czyli ty.

#146
22-10-2017 21:19
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson

>No to przykład z sebixem idealnie obala twoje wypociny

Twój przykład z sebixem bardzo dobrze pokazuje, że nie da się (nawet potencjalnie) podjąć decyzji o wyborze modelu na podstawie danych empirycznych. Do tego potrzebna jest jakaś reguła czyli coś zasadniczo innego od danych empirycznych (wrażeń w świadomości lub odczytu z czujników w przypadku maszyny). Nawet gdyby istniała jakaś poprawna reguła konwertująca dane empiryczne na reguły to nie moglibyśmy o niej wiedzieć mając na początku same dane.

Nie moglibyśmy nic stwierdzić, bo pomiędzy daną empiryczną a zdaniem o wartości logicznej jest przepaść, której nie da się pokonać bez posłużenia się jakąkolwiek metodą wnioskowania.

>>To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
>Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi.

Jeśli nie twierdzi, to nawet lepiej. Jednakże ten argument uważam za bardzo słaby, gdyż widziałem wielokrotnie, że tak twierdził.

.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi Jan Bednarski
>>No to przykład z sebixem idealnie obala twoje wypociny
>Twój przykład z sebixem bardzo dobrze pokazuje, że nie da się (nawet potencjalnie) podjąć decyzji o wyborze modelu na podstawie danych empirycznych. Do tego potrzebna jest jakaś reguła czyli coś zasadniczo innego od danych empirycznych (wrażeń w świadomości lub odczytu z czujników w przypadku maszyny). Nawet gdyby istniała jakaś poprawna reguła konwertująca dane empiryczne na reguły to nie moglibyśmy o niej wiedzieć mając na początku same dane.

Brednie. Dane empiryczne są już apriorycznie połączone z metaregułami. W momencie gdy widzisz sebixa, on już jest zinterpretowany wg ewolucyjnych filtrów jakie natura "zainstalowała" nam w mózgach. Prowadzi to do meta-pojęć, które są świadomie interpretowanymi fenomenami.

>Nie moglibyśmy nic stwierdzić, bo pomiędzy daną empiryczną a zdaniem o wartości logicznej jest przepaść, której nie da się pokonać bez posłużenia się jakąkolwiek metodą wnioskowania.

Taka przepaść jest jedynie w umyśle schizola i istnieje jako złudzenie wynikające z przyjęcia błędnej metodologii - faktycznie oderwanej od rzeczywistości, więc i danych empirycznych.

Z kolei same metody wnioskowania czy reguły są bezwartościowe bez danych empirycznych. Bez nich nie ma logiki i to w obserwacji ich jest zawarta logika, tylko trzeba ją trafnie zaobserwować i opisać. Twoje myślenie jest błędnokołowe i samowywrotne. Reguły nie istnieją poza danymi empirycznymi, tylko są w nich zawarte.

>>>To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
>>Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi.
>Jeśli nie twierdzi, to nawet lepiej. Jednakże ten argument uważam za bardzo słaby, gdyż widziałem wielokrotnie, że tak twierdził.

To, że jakiś jeden empirysta coś twierdził, nie oznacza, że empiryści tak twierdzą. Obalanie strawmana to kiepski sposób na uargumentowanie swojej tezy. Ja się nigdy nie spotkałem z empirystą, który twierdzi, że wszystkie tezy są tak samo możliwe i że jest ich nieskończoność.

Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson

>Brednie. Dane empiryczne są już apriorycznie połączone z metaregułami. W momencie gdy widzisz sebixa, on już jest zinterpretowany wg ewolucyjnych filtrów jakie natura "zainstalowała" nam w mózgach. Prowadzi to do meta-pojęć, które są świadomie interpretowanymi fenomenami.

Możesz sobie tak uważać z punktu widzenia ogólniejszej teorii, jednak samo uzasadnienie tej teorii cierpi na te same problemy, jeśli jesteś empirystą.

>>>>To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
>>>Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi.
>>Jeśli nie twierdzi, to nawet lepiej. Jednakże ten argument uważam za bardzo słaby, gdyż widziałem wielokrotnie, że tak twierdził.
>To, że jakiś jeden empirysta coś twierdził, nie oznacza, że empiryści tak twierdzą. Obalanie strawmana to kiepski sposób na uargumentowanie swojej tezy. Ja się nigdy nie spotkałem z empirystą, który twierdzi, że wszystkie tezy są tak samo możliwe i że jest ich nieskończoność.

Głuptasku sprawdź może najpierw na co odpisujesz. Napisałeś, że rzekomo obalam strawmana, bo wmawiam empiryście, że twierdzi, że może się opierać jedynie na danych empirycznych z przeszłości. Jeśli empirysta tak nie twierdzi to bardzo się ciesze, ale wątpię że tak jest. Empiryści zwykle twierdzą (i kłamią twierdząc to), że opierają się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.

.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi Jan Bednarski
>>Brednie. Dane empiryczne są już apriorycznie połączone z metaregułami. W momencie gdy widzisz sebixa, on już jest zinterpretowany wg ewolucyjnych filtrów jakie natura "zainstalowała" nam w mózgach. Prowadzi to do meta-pojęć, które są świadomie interpretowanymi fenomenami.
>Możesz sobie tak uważać z punktu widzenia ogólniejszej teorii, jednak samo uzasadnienie tej teorii cierpi na te same problemy, jeśli jesteś empirystą.

Nie cierpi na żadne problemy. To ty znów wprowadzasz samowywrotną definicję uzasadnienia, której nic nie spełnia, włącznie ze wszystkimi twoimi pseudoteoriami jakie tutaj pocisz.

Sam widok sebixa odwołuje się od metapojęć, które powodują, że go widzisz i odróżniasz i dostrzegasz jego cechy. Reszta to już kwestia informacji, bo to informacje prowadzą do wyłaniania się z nich reguł (trzeba je wyabstrahować, do czego prowadzi obserwacja plus najprostsze zasady logiki).

>Głuptasku sprawdź może najpierw na co odpisujesz.

Znów świetny przykład ad personam, które jest projekcją. Masz się podświadomie za idiotę (co paradoksalnie świadczy o jakimś zalążku świadomości, ale baaaardzo niewielkim), ale chcesz się uważać za mędrca i tak chcesz być postrzegany, więc gdy się kompromitujesz jedna półkula o tym wie, ale jest słabo połączona z drugą (najprawdopodobniej), która to wypiera i tworzy myślenie życzeniowe, stąd twoja kretyńska projekcja.

Odpisuję na:
\"olson\":
Ty jednak stwierdzisz, że ten model z danymi jest jednym z nieskończoności innych możliwych bo sobie wprowadzasz bezmyślnie taki dogmat bez żadnych przesłanek.

\"Jan Bednarski\":
To empirysta twierdzi, że wszystkie te modele są tak samo możliwe. To on uważa, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.

\"olson\":
Strawman - wmawiasz empiryście coś czego nie twierdzi.


Masz wybitną zdolność do ignorowania tego co istotne i skupiania się na pierdołach, typu poboczne zdanie o opieraniu się jedynie na danych empirycznych z przeszłości. Empirysta oprócz tego opiera się jeszcze na logice, więc i tak masz błąd, nawet jakbyś się uparł przy tym, że odpowiadałeś tylko na to poboczne zdanie.

Nie znam żadnego empirysty, który twierdzi, że wszystkie te wyimaginowane modele są tak samo prawdziwe i że jest ich nieskończoność. To twoje chore dogmaty, które twój umysł wymyślił jako konfabulacje, by w schizolski sposób uzasadnić wiarę w niemechaniczność umysłu i inne głupoty.

>Napisałeś, że rzekomo obalam strawmana, bo wmawiam empiryście, że twierdzi, że może się opierać jedynie na danych empirycznych z przeszłości.

Jakbyś jeszcze umiał czytać ze zrozumieniem... A tu kolejny strawman i kolejna kompromitacja Jasia.

Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Wiara - co to takiego?
W odpowiedzi olson

>Masz wybitną zdolność do ignorowania tego co istotne i skupiania się na pierdołach,
>typu poboczne zdanie o opieraniu się jedynie na danych empirycznych z przeszłości.
>Empirysta oprócz tego opiera się jeszcze na logice, więc i tak masz błąd, nawet jakbyś się
>uparł przy tym, że odpowiadałeś tylko na to poboczne zdanie.

Raczej ty masz taką zdolność. Gdy zorientowałeś się, że już nie wybronisz tego stanowiska to uciekłeś w trolling na poziomie: ja piszę, że empirysta twierdzi, że może opierać się jedynie na danych empirycznych z przeszłości, a ty się odnosisz do tego, że napisałem w liczbie pojedynczej jakby to miało jakieś znaczenie w tym kontekście.

>Nie znam żadnego empirysty, który twierdzi, że wszystkie te wyimaginowane modele są tak
>samo prawdziwe i że jest ich nieskończoność.

A nic w tym dziwnego, gdyż empiryści w swym zakłamaniu nigdy nie respektują kryteriów epistemologicznych, które deklarują.

>To twoje chore dogmaty, które twój umysł wymyślił jako konfabulacje, by w schizolski sposób
>uzasadnić wiarę w niemechaniczność umysłu i inne głupoty.

Zapluwaj się dalej, dla mnie teraz Twoje krzyki to jak woda na młyn.

.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 Dalej..

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365