Poczytuję sobie do poduchy książkę autorstwa T. Marszałkowskiego pt. "Zamieszki, ekscesy i demonstracje w Krakowie 1918-1939". Jest to rodzaj pitavalu - przy czym koncentruje się on - zgodnie z tytułem - na zdarzeniach zbiorowych, nie indywidualnych.
Z lektury pracy Marszałkowskiego wynikają - miedzy innymi - dwa oczywiste wnioski. Primo, że pojęcie "Żydokomuny" jest jak najbardziej uzasadnione - jako że w każdej sytuacji z udziałem komunistów (opisywanej przez Marszałkowskiego) zdecydowanie dominowały osoby o nazwiskach i narodowości żydowskiej (raporty policyjne). Secundo, że w konflikcie polsko - żydowskim jaki miał miejsce w okresie II RP - strona żydowska - jak to często nadal bywa schematycznie i tendencyjnie prezentowane - wcale nie była jedynie ofiarą, stroną pasywną, zbierająca cięgi od przeciwnika. Przeciwnie, często prowokowała, inicjowała zajścia i charakteryzowała się agresywnych zachowaniem.
Oto fragment z książki jak wyżej (str. 207-208) - opisujący zdarzenie z dnia 12 listopada 1929 r.
"Około godz. 13.00 na ławce na Plantach obok Uniwersytetu usiadło 3 studentów III roku medycyny: Włodzimierz Bieniek, Jan Rydel, Władysław Mazanek. Naprzeciwko nich ustawiła się grupa studentów żydowskich z korporacji „Kadimah” – tej samej, która sprowokowała zajścia w Rynku w lutym 1928 r. (więc już wcześniej miały miejsce prowokacje strony żydowskiej – Arminius). Kadimowcy zaczęli zachowywać się prowokująco, między innymi plując ze wzgardą w stronę Polaków ( plucie jak wyżej jest typowym przykładem okazywania pogardy i wyższości ze strony Żydów wobec gojów; ma rodowód talmudyczny, obecnie jest często praktykowane w Izraelu przez ultraortodoksów, plujących, np. chrześcijanom, zwłaszcza duchownym, w twarz – Arminius). Przechodzący aleją akademik Tomasz Winnicki rzucił w ich stronę: „bić kadimowców”, po czym się oddalił. Żydzi natomiast przystąpili do siedzących na ławce medyków i jeden z nich rzucił obelżywą uwagę o polskim patriotyzmie. Gdy Bieniek odparł: „odwalcie się kolego” otrzymał cios, który powalił go na ziemię. W obronie kolegi poderwali się dwaj następni medycy, Żydzi jednak posiadający znaczną przewagę liczebną, otoczyli ich i zaczęli bić laskami. Zajście zlikwidował słuchacz 4 roku prawa, Kazimierz Zamorski, który napastników po kolei poodciągał zażądał ich nazwisk i poradził poszkodowanym oddać sprawę do sądu, ofiarując się jako świadek. Do kolejnego incydentu doszło około północy. Wracający do domu słuchacz I roku medycyny Mieczysław Nieć, natknął się na Plantach między ul. Szewską i Szczepańską, na grupę studentów żydowskich w czapkach „Kadimahu”. Żydzi krzycząc „medyk”, „medyk”, oni zawsze się nam przeciwstawiają, bić go”, zaczęli się do niego zbliżać z podniesionymi laskami. Widząc niebezpieczeństwo Nieć wydobył z kieszeni rewolwer i zagroził, że wystrzeli na alarm i będzie się bronił. Na te słowa „kadihamowcy” zatrzymali się, a Nieć oddalił się, schodząc im z drogi."
Zdarzenia jak wyżej zainicjowały trwające tydzień polsko - żydowskie ruchawki i bijatyki w Krakowie, określone przez autora książki jako najpoważniejsze w okresie całego międzywojnia - z licznymi przejawami agresywnych zachowań tak z polskiej jak i żydowskiej strony.
W ich trakcie strona polska sformułowała postulat numerus clausus (ograniczenia liczby żydowskich studentów na uczelniach wyższych według zasady proporcjonalności) oraz ostatecznego rozwiązania tzw. "wojny trupiej", która to kwestia została obszerniej potraktowana w wątku: "trupy wasze, doktory nasze"
www.racjonalista.pl/forum.php/s,733538Zachęcam do lektury opracowania jak wyżej.