Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
16-06-2026 05:50Mendrek (49 punktów)Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
Ocena 2 na 2
Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?
Kościół odpowiada: można. Filozofia chrześcijańska wypracowała nawet specjalny termin – teodyceę, czyli próbę usprawiedliwienia Boga wobec zarzutu, że stworzył świat pełen zła. Już samo istnienie tego pojęcia jest znamienne. Nikt przecież nie usprawiedliwia słońca za to, że świeci, ani grawitacji za to, że działa. Usprawiedliwia się tylko tego, wobec kogo istnieją poważne oskarżenia.

Pierwszym argumentem jest wolna wola. Człowiek nie jest marionetką. Może wybierać dobro albo zło, pomagać albo zabijać. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności moralnej. Świat pozbawiony możliwości popełnienia zbrodni byłby również światem pozbawionym możliwości bohaterstwa.
Brzmi to rozsądnie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pytamy o cenę tej wolności. Czy rzeczywiście koniecznym warunkiem ludzkiej swobody musiały być wojny, obozy koncentracyjne i ludobójstwa? Czy wszechmocny Stwórca nie potrafił wymyślić świata, w którym człowiek pozostaje wolny, ale nie może zamienić Europy w cmentarz?

W odpowiedzi słyszymy często o cierpieniu jako „szkole duszy”. Dzięki niemu uczymy się odwagi, współczucia i poświęcenia. To prawda. Nikt nie nauczy się miłosierdzia w świecie całkowicie pozbawionym bólu. Ale i tutaj pojawia się pewien rachunek, który nie chce się zgodzić. Jeśli cierpienie ma charakter pedagogiczny, to jaką lekcję otrzymało dziecko umierające z głodu? Jaką moralną edukację wyniosły miliony ofiar Auschwitz?

Niebezpieczeństwo tej teorii polega na tym, że bardzo łatwo zamienia ona ludzką tragedię w środek dydaktyczny. A wtedy cierpienie przestaje być skandalem, staje się narzędziem. Tymczasem człowiek instynktownie buntuje się przeciw takiej logice.
Kiedy argumenty zawodzą, pozostaje tajemnica. Boski plan jest większy od ludzkiego rozumu. Możliwe, że wszystko ma sens, którego jeszcze nie dostrzegamy.
To stanowisko ma jedną niezaprzeczalną zaletę: nie da się go obalić. Ma też wadę równie oczywistą: nie da się go sprawdzić. Tajemnica jest ostatnim schronieniem wiary i pierwszym celem krytyka. Jednemu daje ukojenie, drugiemu wydaje się eleganckim sposobem uniknięcia odpowiedzi.

Chrześcijaństwo dodaje jeszcze jeden element. Bóg nie stoi z boku. W osobie Chrystusa sam doświadcza cierpienia. Nie jest zimnym administratorem kosmosu, lecz uczestnikiem ludzkiego losu.
To bez wątpienia najbardziej poruszająca część chrześcijańskiej odpowiedzi. Tyle że historia zna również drugą stronę medalu. Krucjaty, stosy, prześladowania religijne i wojny prowadzone pod świętymi sztandarami pokazują, że człowiek potrafi uczynić z religii narzędzie przemocy równie skutecznie jak z ideologii politycznej. Krzyż nie zawsze powstrzymywał przed zadawaniem cierpienia. Niekiedy stawał się jego sztandarem.

Wreszcie pozostaje kwestia łaski. Święty Paweł pisze, że tam, gdzie rozmnożył się grzech, jeszcze bardziej obfitowała łaska. Zdanie piękne, ale prowokujące. Bo skoro łaska jest większa od grzechu, to czy nie osłabia to poczucia odpowiedzialności? Kościół odpowiada, że nie, ponieważ przebaczenie nie znosi winy. Jednak paradoks pozostaje i od dwóch tysięcy lat pobudza do sporów.

A może prawda jest mniej metafizyczna? Może świat nie posiada ukrytego scenariusza, a tragedie nie są elementem kosmicznego planu? Może cierpienie wynika po prostu z działania praw natury, przypadku i ludzkich decyzji?
Takie stanowisko ma tę przewagę, że nie wymaga usprawiedliwiania nikogo poza nami samymi. Nie pyta, dlaczego Bóg dopuścił zło, lecz dlaczego człowiek je stworzył albo dlaczego nie potrafił mu zapobiec.

Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Bo jeśli nie istnieje wyższy sens, musimy go stworzyć sami. To zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Łatwiej bowiem odkryć gotowy plan niż wziąć odpowiedzialność za jego brak.
Dlatego spór o Boga i cierpienie prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Wierzący widzą w nim próbę, tajemnicę albo drogę do zbawienia. Niewierzący dostrzegają przypadek, naturę i konsekwencje ludzkich działań. Jedni i drudzy stoją jednak wobec tego samego faktu: cierpienie istnieje.
A skoro istnieje, najważniejsze nie jest to, kto ma rację w metafizycznym sporze, lecz czy potrafimy zmniejszyć jego ilość choćby o jeden ludzki los.
(Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 Dalej..
#1
16-06-2026 07:51
 Ocena 1 na 1
Lolek_Salambek (2673 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
> Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?
>..........

-----------------

Witaj Mendrek 😊 - ciekawe jest to co napisałeś

Odpowiem w mój ulubiony sposób czyli w punktach:

• to co piszę jest to percepcja świata z pozycji antyklerykała oraz agnostyka teistycznego ale w jakimś sensie o tyle specyficznego, że utożsamiającego się z większością wartości katolickich (najmniej utożsamiam się z postrzeganiem seksualności człowieka przez Kościół Katolicki)

• jedną z cnót katolicyzmu, zresztą bardzo bliskich stoicyzmowi, który staram się realizować swoim życiu; jest cnota pokory

• w duchu tejże cnoty oraz w duchu wspomnianych wyżej percepcji świata; odpowiedzi na Twoje pytania z mojej strony sprowadzają się właściwie do jednego; a mianowicie:

Cytat:
Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?

Otóż moim zdaniem można.

Logika jest tu bardzo prosta.

A mianowicie.
Jeśli przyjąć założenie, że istnieje jakiś wyższy byt (Stwórca) to można w łatwy sposób znaleźć odpowiedź na zadawane przez Ciebie pytania w postaci:

"Jeśli istnieje Stwórca / Wyższy Byt niż ludzie to być może jest tak, że Byt ten kieruje się swoją, wyższą logiką, której człowiek jako byt niższy nie jest w stanie zrozumieć"
.

Koniec i kropka .

Mnie tego typu sposób rozumowania daje w znacznym stopniu poczucie spokoju 😊 oraz dystansu 😊 w kontekście różnych trudnych pytań, które również bardzo często przychodzą mi do głowy; w szczególności zaś pytań o charakterze egzystencjalnym.

To takie moje spojrzenie w tym zakresie.

Jednym ze słów kluczowych tego spojrzenia jest słowo "pokora".






.



S pozdravem


Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA
Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !

#2
16-06-2026 08:00
 Ocena 2 na 2
panTeista (6877 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?

Stwierdzenie Karola Wojtyły że Bóg jest miłością, to jedna z największych bzdur.
.

#3
16-06-2026 08:07
 Ocena 1 na 1
Lolek_Salambek (2673 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi panTeista
> Stwierdzenie Karola Wojtyły że Bóg jest miłością, to ....

----------------

Witaj Panteisto 😊 - moim zdaniem (wybacz proszę to nie atak na Ciebie) zacytowane przez Ciebie stwierdzenie ma podobnie dogmatyczny wymiar jak na przykład Twoja wiara w koncepcje panteistyczne czy mój agnostycyzm.

Tak uważam.




.


S pozdravem



Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA
Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !

#4
16-06-2026 13:43
 Ocena 3 na 3
panTeista (6877 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Lolek_Salambek
>> Stwierdzenie Karola Wojtyły że Bóg jest miłością, to ....
>----------------
>moim zdaniem (wybacz proszę to nie atak na Ciebie) zacytowane przez Ciebie stwierdzenie ma podobnie dogmatyczny wymiar jak na przykład Twoja wiara w koncepcje panteistyczne czy mój agnostycyzm.
>Tak uważam.

Podzielam Twoje zdanie- są to dogmaty.
Uważam że dogmaty można poddawać krytyce.

Pozdrawiam

#5
16-06-2026 15:22
 Ocena 1 na 1
Lolek_Salambek (2673 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi panTeista

>>moim zdaniem (wybacz proszę to nie atak na Ciebie) zacytowane przez Ciebie stwierdzenie ma podobnie dogmatyczny wymiar jak na przykład Twoja wiara w koncepcje panteistyczne czy mój agnostycyzm.
>>Tak uważam.
>Podzielam Twoje zdanie- są to dogmaty.
>Uważam że dogmaty można poddawać krytyce.

______

No to Panteisto - pelna zgoda.

😃


Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA

#6
18-06-2026 17:45
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
>Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa?

Nie rozumiem tych ludzi, którzy przeżyli tragedię, nieraz więcej niż jedną, a nadal wierzyli.
Mój wujek miał czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Najpierw umarła jedna z dziewczynek. Miała pięć lub sześć lat. Potem zmarł jeden z chłopców. Miał dwa lata. Po wielu latach w wieku dwudziestu pięciu lat zmarł drugi syn. Została jedna córka. Ta żyje nadal.
Ciotka mówiła, że kogo Pan Bóg kocha, temu krzyże daje. Nie rozumiała, że zła jest taka miłość, która zabrała jej troje dzieci. Nie wiedziała, czy Bóg kochał te jej dzieci, które zmarły, czy też ich nie kochał. Do końca wierzyła w Boga. Wujek zwątpił i w miłość Boga i w jego istnienie.

Jan Woleński, słynny polski filozof, napisał (zob. Granice niewiary s. 147):
--- Bóg może i chce zapobiec złu, a ono nadal istnieje - jest to niezrozumiałe z punktu widzenia tych boskich przymiotów;
--- Bóg nie może zapobiec złu, chociaż tego chce - a zatem nie jest wszechmocny;
--- Bóg może zapobiec złu, ale tego nie chce - a zatem nie kocha ludzi nieograniczoną miłością;
--- Bóg nie może i nie chce zapobiec złu - a zatem nie jest ani wszechmocny, ani też nie kocha ludzi ponad wszystko.

>Kościół odpowiada: można. Filozofia chrześcijańska wypracowała nawet specjalny termin - teodyceę, czyli próbę usprawiedliwienia Boga wobec zarzutu, że stworzył świat pełen zła. Już samo istnienie tego pojęcia jest znamienne. Nikt przecież nie usprawiedliwia słońca za to, że świeci, ani grawitacji za to, że działa. Usprawiedliwia się tylko tego, wobec kogo istnieją poważne oskarżenia.

Kościół nie może inaczej mówić. Zwątpienie w istnienie Boga i jego wielką miłość do ludzi byłaby równoznaczna z końcem wiary wielu milionów chrześcijan.

Tadeusz Kotarbiński, równie wybitny polski filozof, napisał (cytuję z pamięci):
Wobec ogromu zła dziejącego się na ziemi, bluźnierstwem jest pomawiać Boga o istnienie.
Lepiej napisać nie można. Cała teodycea legła w gruzach.

>Pierwszym argumentem jest wolna wola. Człowiek nie jest marionetką. Może wybierać dobro albo zło, pomagać albo zabijać. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności moralnej. Świat pozbawiony możliwości popełnienia zbrodni byłby również światem pozbawionym możliwości bohaterstwa.
>Brzmi to rozsądnie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pytamy o cenę tej wolności. Czy rzeczywiście koniecznym warunkiem ludzkiej swobody musiały być wojny, obozy koncentracyjne i ludobójstwa? Czy wszechmocny Stwórca nie potrafił wymyślić świata, w którym człowiek pozostaje wolny, ale nie może zamienić Europy w cmentarz?

Nie wiem, jak ten dylemat rozwiązać. W którąkolwiek stronę skieruje się nasze rozumowanie, zawsze będą argumenty za i przeciw.
Wiem natomiast, że wszechpotężny Bóg mógł ten nasz świat stworzyć innym. Cóż mu przeszkadzało? Tworząc świat ex nihilo nie był ograniczony czymkolwiek poza sobą i własnymi możliwościami. Psu na budę wtedy tę całą wolną wolę (której ponoć i tak nie mamy) oraz odpowiedzialność moralną z bohaterstwem do towarzystwa.

>W odpowiedzi słyszymy często o cierpieniu jako "szkole duszy". Dzięki niemu uczymy się odwagi, współczucia i poświęcenia. To prawda. Nikt nie nauczy się miłosierdzia w świecie całkowicie pozbawionym bólu. Ale i tutaj pojawia się pewien rachunek, który nie chce się zgodzić. Jeśli cierpienie ma charakter pedagogiczny, to jaką lekcję otrzymało dziecko umierające z głodu? Jaką moralną edukację wyniosły miliony ofiar Auschwitz?

Na ścianie celi w Auschwitz-Birkenau jakiś chłopczyk napisał: "Mamusiu przecież ja byłem grzeczny". W ten sposób wyrzucił z siebie całą bezsilność, ból i rozpacz. To jest przerażające. To rozdziera serce. A ludzie nadal wierzą w tego Boga, który nie pomógł temu chłopcu.
Mogli wtedy obrońcy Pana Boga wytłumaczyć chłopcu całą teodyceę i na dokładkę dodać, że jego ból i cierpienie ma charakter wychowawczy.
W naszych czasach w najbiedniejszych krajach Afryki średnio co pięć minut umiera z głodu jedno dziecko w wieku do pięciu lat. Czy są tam obrońcy Pana Boga? Nie ma? Gdzież się podziali? A może kolejny wysłannik Pana Boga powie właśnie tam, że używanie prezerwatyw jest grzechem wielkim.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

#7
18-06-2026 17:51
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
>Kiedy argumenty zawodzą, pozostaje tajemnica. Boski plan jest większy od ludzkiego rozumu. Możliwe, że wszystko ma sens, którego jeszcze nie dostrzegamy.

Ten sens, o ile jest, to tu na ziemi, a nie w niebiańskich przestworzach. Jeśli teraz tego sensu nie dostrzegamy, to zapewne nigdy nie dostrzeżemy, prawdopodobnie dlatego, że go nie ma.
Możliwe jest, że boski plan jest większy od naszego rozumu. Możliwe jest, że żadnego planu nie ma, Ot po prostu, istnieje wszechświat i my na nim istniejemy ze wszystkim co dobre i ze wszystkim co złe los postawi na naszej drodze. I to wszystko, po prostu istniejemy.

>To stanowisko ma jedną niezaprzeczalną zaletę: nie da się go obalić. Ma też wadę równie oczywistą: nie da się go sprawdzić. Tajemnica jest ostatnim schronieniem wiary i pierwszym celem krytyka. Jednemu daje ukojenie, drugiemu wydaje się eleganckim sposobem uniknięcia odpowiedzi.

A zatem ta tajemnica ma dwa oblicza, a rzecz cała zależna jest od tego, z której strony patrzymy.
Gdy ksiądz mówi "Oto tajemnica Boża", odbiera osobom wierzącym możliwość zadania jakiegokolwiek pytania, a zatem kończy dyskusję. Oczywiście osoba wierząca wierzy w to, co ksiądz mówi, czyli wierzy, że istnieje tajemnica, do której on, zwykły śmiertelnik, nie ma dostępu.
Ale ateista te słowa księdza uznaje za nieuczciwe z tego choćby tylko powodu, że ksiądz tak naprawdę nie wie, czy to jest rzeczywiście boska tajemnica.

>Chrześcijaństwo dodaje jeszcze jeden element. Bóg nie stoi z boku. W osobie Chrystusa sam doświadcza cierpienia. Nie jest zimnym administratorem kosmosu, lecz uczestnikiem ludzkiego losu.

Skoro definiujemy Boga jako byt po stokroć doskonalszy od najdoskonalszego bytu, jaki człowiek jest sobie w stanie wyobrazić, to taki byt na pewno nie może być człowiekiem, bo ten doskonały nie jest. Jak zatem Jezus może być Bogiem?
Ubieranie Jezusa w boskie szaty nie odbywało się bez przyczyny.
Nadszedł taki czas, w którym ortodoksyjni przywódcy i ojcowie Kościoła postawili przed sobą nowe wyzwanie, by uczynić Jezusa Synem Bożym, czyli de facto Bogiem. Coś sfałszowano, coś dopisano do Nowego Testamentu, oczywiście nie po raz pierwszy, i cel osiągnięto. Jezus z Nazaretu, prowincjonalny prorok i nauczyciel z galilejskiej wioski Nazaret, żydowski chłop (ang. peasant) z rejonu Morza Śródziemnego, jak nazwał go John D. Crossan, został Bogiem, a chrześcijaństwo z rangi jednej z wielu religii Imperium stało się w drugiej połowie IV wieku n.e. dominującą i obowiązującą religią Imperium.

Niewątpliwie Jezus cierpiał, bo jego Ojciec wysłał go na śmierć przez ukrzyżowanie, po to wyłącznie, by śmiercią swą zmazał skazę grzechu pierworodnego, z którym nie miał absolutnie nic wspólnego, a także zmazał wszystkie inne grzechy popełniane przez ludzi, których sam jako istota doskonała nie popełniał.
Nawiasem mówiąc, czy dla osiągnięcia tego niesprawdzalnego celu, będącego wyłącznie jednym z elementów chrześcijańskiej wiary, Bóg musiał wysłać swego Syna na śmierć, na dodatek tak okrutną. Czy możliwe było osiągnięcie tego celu bez skazywania kogokolwiek na śmierć? Ani Nowy Testament, ani żaden papież czy inny purpurat chrześcijański, nie udzielił jeszcze odpowiedzi na te pytania.

To była moja dygresja. Już wracam do istoty dyskusji.
W religiach przedchrześcijańskich, a myślę tu przede wszystkim o starożytnych religiach Rzymu i Grecji, Bóg był oddalony od ludzi o wysokość Olimpu, najwyższego masywu górskiego w Grecji, który był siedzibą bogów, co ciekawe - dwunastu bogów. Ta liczba jest skądinąd doskonale znana z Biblii. Siedzieli sobie ci bogowie na Olimpie i popijali nektar albo wino z miodem, a może nawet jakaś dobra whisky się znalazła, lecz ludzkimi sprawami zbytnio się nie interesowali. Od czasu do czasu jakiś bóg schodził wprawdzie na ziemię, ale w swoich boskich sprawach a nie w tych przyziemnych ludzkich. Chrześcijaństwo dokonało zwrotu o 180 stopni: oto Bóg w osobie Jezusa, Syna Bożego i człowieka jednocześnie, zszedł na ziemię do ludzi, tak jak oni znosi trudy codziennego życia, aż w końcu cierpi i umiera, by w ten sposób zapewnić ludziom zbawienie i wieczne życie po śmierci.
To musiało zadziałać i zadziałało. Takiego Boga ludzie potrzebowali, takiego znaleźli, więc w niego uwierzyli i poszli za nim. I tak to nadal trwa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

#8
18-06-2026 17:53
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
>To bez wątpienia najbardziej poruszająca część chrześcijańskiej odpowiedzi. Tyle że historia zna również drugą stronę medalu. Krucjaty, stosy, prześladowania religijne i wojny prowadzone pod świętymi sztandarami pokazują, że człowiek potrafi uczynić z religii narzędzie przemocy równie skutecznie jak z ideologii politycznej. Krzyż nie zawsze powstrzymywał przed zadawaniem cierpienia. Niekiedy stawał się jego sztandarem.
>Wreszcie pozostaje kwestia łaski. Święty Paweł pisze, że tam, gdzie rozmnożył się grzech, jeszcze bardziej obfitowała łaska. Zdanie piękne, ale prowokujące. Bo skoro łaska jest większa od grzechu, to czy nie osłabia to poczucia odpowiedzialności? Kościół odpowiada, że nie, ponieważ przebaczenie nie znosi winy. Jednak paradoks pozostaje i od dwóch tysięcy lat pobudza do sporów.

Tak. W Liście do Rzymian Paweł napisał:
[...]gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała. Żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi wiecznemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego (Rz 5, 20-21).
To bardzo ważne słowa, ale stały się bombą z opóźnionym zapłonem. Cóż bowiem one mówią? Otóż słowa te niemal zapewniają, że "jeśli zgrzeszysz, to spotka Cię łaska i grzech zostanie ci wybaczony, a więc grzesz do woli, łaska będzie ci dana". Paweł zdawał sobie z tego sprawę, dlatego już w następnych wersetach czym prędzej napisał:
Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy? (Rz 6, 1-2)

Pomimo tego "sprostowania", które dopisał Paweł problem jednak pozostał. Znany jest od setek lat rozdźwięk między sprawiedliwością z jednej strony a miłością (miłosierdziem) z drugiej.
Sprawiedliwość mówi: "za zły czyn musi być kara, za dobry nagroda".
Miłosierdzie, czyli łaska mówi: "jeśli zgrzeszyłeś, okażemy ci łaskę i unikniesz kary sprawiedliwej". A więc łaska już z definicji jest niesprawiedliwa.

Łaska jest jednak religii potrzebna. Jeśli się ją usunie, religia straci swą atrakcyjność, gdyż stanie się w jakiejś części surowym prawem.
Co zatem zrobił Paweł? Postawił na miłość (miłosierdzie), która jest silniejsza niż grzech. I zwyciężył, gdyż dał możliwość wybaczenia, której wszyscy potrzebujemy.

>A może prawda jest mniej metafizyczna? Może świat nie posiada ukrytego scenariusza, a tragedie nie są elementem kosmicznego planu? Może cierpienie wynika po prostu z działania praw natury, przypadku i ludzkich decyzji? Takie stanowisko ma tę przewagę, że nie wymaga usprawiedliwiania nikogo poza nami samymi. Nie pyta, dlaczego Bóg dopuścił zło, lecz dlaczego człowiek je stworzył albo dlaczego nie potrafił mu zapobiec.

Pod tym, co napisałeś, podpisuję się dwoma rękami. Gdybym miał trzecią, też bym się nią podpisał.
Świat nie posiada żadnego scenariusza i żadnego celu przed sobą, gdyż nie miał kto tego określić. Świat po prostu jest, i my też jesteśmy.

Nie ma żadnego Boga, nie ma żadnego Stwórcy. Jesteśmy my i tylko my. Nikt nie dał nam żadnego kodeksu moralności, bo nie miał kto nam go dać, więc sami go sobie ułożyliśmy. Nikt za nas nic nie zrobił, nic nam nie podpowiedział, bo na tym świecie jesteśmy przeraźliwie sami, więc sami do wszystkiego musimy dochodzić. Nikt nie otrze nam łez, gdy będziemy się smucić, więc sami musimy je sobie wytrzeć. Nikt nam w niczym nie pomoże, bo pomóc musimy sobie sami. Nikt nie będzie się razem z nami cieszył z sukcesów, które sami osiągamy.
Wszystko, co mamy - medycynę ratującą nam życie, technikę ułatwiającą nam życie, prawo zapewniające sprawiedliwość, sztukę dającą nam radość i wiele innych jeszcze rzeczy, sami sobie krok po kroku zbudowaliśmy. Nikt nie dał nam żadnych forów, daliśmy sobie radę w przeraźliwie pustym kosmosie.
Odrzucenie Boga nie oznacza ani nihilizmu, ani beznadziei, ani zbrodniarzy czyhającymi za każdym rogiem. Wręcz przeciwnie, ta samotność bez Boga doprowadziła nas do głębokiego humanizmu.
To się nazywa egzystencjalizm ateistyczny.

>Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Bo jeśli nie istnieje wyższy sens, musimy go stworzyć sami. To zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Łatwiej bowiem odkryć gotowy plan niż wziąć odpowiedzialność za jego brak.

To jest tak, jakbyśmy chcieli siebie samego za włosy z bagna wyciągnąć.

>Dlatego spór o Boga i cierpienie prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Wierzący widzą w nim próbę, tajemnicę albo drogę do zbawienia. Niewierzący dostrzegają przypadek, naturę i konsekwencje ludzkich działań. Jedni i drudzy stoją jednak wobec tego samego faktu: cierpienie istnieje.
>A skoro istnieje, najważniejsze nie jest to, kto ma rację w metafizycznym sporze, lecz czy potrafimy zmniejszyć jego ilość choćby o jeden ludzki los.

A jak mamy zmniejszyć? Widzimy przecież - bez wskazywania winnych - co się dzieje na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Widzimy głodujące dzieci w najbiedniejszych krajach Afryki. Widzimy przymusową pracę dzieci.Widzimy pedofilię panoszącą się wśród możnych tego świata... Można z tym coś zrobić?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

Elasp (6916 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Andrzej.51

>W naszych czasach w najbiedniejszych krajach Afryki średnio co pięć minut umiera z głodu jedno dziecko w wieku do pięciu lat. Czy są tam obrońcy Pana Boga? Nie ma? Gdzież się podziali? A może kolejny wysłannik Pana Boga powie właśnie tam, że używanie prezerwatyw jest grzechem wielkim.

Minimalizacja cierpień nigdy nie zadowoli człowieka. Jeżeli dziś ludzie przestaną umierać z głodu, inni znajdą jutro inny powód do utyskiwania. Czy w końcu to, że musimy w ogóle zdobywać pożywienie, motywowani niemiłym uczuciem głodu, nie dostarcza także argumentu tym, którzy twierdzą, że istnienie zła nie daje się pogodzić z istnieniem Boga? Czy fakt, że w ogóle trzeba się o cokolwiek starać, nie daje się przekształcić w argument przeciw Bożej wszechmocy lub dobroci? Bo przecież On mógłby nam dać wszystkiego pod dostatkiem, skoro więc nie daje, nie jest wszechmocy, albo dobry. Nawet ciągłe przeżywanie niezmąconej przyjemności powoduje przesyt i nudę. Po co w ogóle istnieć poza Boskim bytem, skoro Bóg, jako najdoskonalszy i najlepszy, nie powinien pozwolić na to, byśmy byli z nim rozłączeni - ? Taki argument z "równi pochyłej" unieważnia wszelkie utyskiwania, gdyż pokazuje, że optymalne dla człowieka byłoby w ogóle nieistnienie (nieistnienie własne, w autonomii względem Boga). Prowadzi do wniosku, iż dla człowieka najlepiej byłoby w ogóle nie istnieć.

Człowiekowi dana jest (od Boga, jeżeli istnieje, lub od natury) możność minimalizacji zła. Jest to pozytywna jakość, na której warto skupiać uwagę, aby ją samemu realizować. Argumenty budowane na faktach niesprawiedliwej śmierci ludzi niczemu niewinnych mają bardziej znaczenie psychologiczne, niż logiczne.

#10
01-07-2026 12:06
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Elasp
Będą dwie moje obszerne odpowiedzi na Pana wypowiedź i będą się między sobą różniły.
Oto odpowiedź pierwsza:

>>W naszych czasach w najbiedniejszych krajach Afryki średnio co pięć minut umiera z głodu jedno dziecko w wieku do pięciu lat. Czy są tam obrońcy Pana Boga? Nie ma? Gdzież się podziali? A może kolejny wysłannik Pana Boga powie właśnie tam, że używanie prezerwatyw jest grzechem wielkim.
>Minimalizacja cierpień nigdy nie zadowoli człowieka.

Pójdę Pana tokiem rozumowania.
Skoro "minimalizacja cierpień nigdy nie zadowoli człowieka", powinniśmy zlikwidować szpitale, wszelkie instytucje humanitarne, zaprzestać organizowania doraźnych akcji pomocy chorym dzieciom, zlikwidować cały szeroko rozumiany system prawa (bo po cóż karać morderców). Po co w ogóle komukolwiek pomagać.
Po co, jak głoszą ewangelie, Jezus uzdrawiał chorych, karmił głodnych czy wreszcie czynił wydajnym połów ryb, skoro już na następny dzień jego rodacy znajdą zapewne nowe powody do biadolenia?

Tym, co Pan pisze, czyli zapewne w zgodzie z własnymi poglądami, dość skutecznie podważa podwaliny i chrześcijaństwa i humanitaryzmu. Czy na pewno taki był Pana cel?

>Jeżeli dziś ludzie przestaną umierać z głodu, inni znajdą jutro inny powód do utyskiwania.

Staram się zrozumieć taktykę, jaką Pan przyjął. O ile moja analiza jest słuszna - a prawdopodobnie jest - to zdecydowanie ucieka pan od konkretnego problemu, który poruszyłem, czyli z głodowej śmierci milionów małych dzieci w najuboższych krajach Afryki, w kierunku zwyczajnej potrzeby zdobywania pożywienia.
W Pana rozumieniu - o ile dobrze oceniam - narzekanie na śmierć głodową, której doświadczają małe dzieci, jest bezcelowe nie tylko dlatego, że zawsze można znaleźć jakiś powód utyskiwania, ale również dlatego, że i tak nie zlikwidujemy głodu a tym samym śmierci głodowej.

Nie ma w Pana słowach współczucia i empatii, nie ma nawet śladu miłosierdzia i ubolewania. A co w to miejsce? Nic poza chłodną i bezduszną logiką. Głód dzieci oraz ból i płacz patrzących na to bezradnych matek nie mają dla Pana żadnego znaczenia. Ważne natomiast, by nic nie ujmować Bogu.

To co Pan napisał to klasyczny, wręcz podręcznikowy przykład bezdusznej teodycei, czyli bezradnej próby usprawiedliwienia Boga i pogodzenia jego istnienia z obecnością zła i cierpienia na świecie.

Pana słowa są dla mnie przerażające i oburzające. Zestawienie potwornej tragedii małych dzieci i ich matek z Pana chłodnym wywodem teologicznym - chciałem napisać "filozoficznym", ale nie potrafię obrazić filozofii - budzi mój głęboki sprzeciw.
Z perspektywy humanistycznej, gdzie najwyższą wartością jest ludzkie życie oraz pomoc i ulga w cierpieniu, Pana argumentacja brzmi cynicznie i po prostu nieludzko. Pana wypowiedź pokazuje ciemną i koszmarną twarz religijności i nieco przesadnej wiary. Pokazuje sytuację, w której ideologia staje się dla człowieka wierzącego ważniejsza od bólu i cierpienia ludzi.

Ja nie jestem odklejony od rzeczywistości. Doskonale wiem, bo dość długo już żyję na tym najlepszym ze światów, że pewna ilość trudności jest naturalną częścią życia, ale śmierć milionów dzieci z przyczyn, którym można zapobiec, jest czymś jakościowo innym, z czym nie sposób się pogodzić.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

#11
01-07-2026 12:15
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Elasp
Ciąg dalszy pierwszej odpowiedzi:

>Czy w końcu to, że musimy w ogóle zdobywać pożywienie, motywowani niemiłym uczuciem głodu, nie dostarcza także argumentu tym, którzy twierdzą, że istnienie zła nie daje się pogodzić z istnieniem Boga? Czy fakt, że w ogóle trzeba się o cokolwiek starać, nie daje się przekształcić w argument przeciw Bożej wszechmocy lub dobroci? Bo przecież On mógłby nam dać wszystkiego pod dostatkiem, skoro więc nie daje, nie jest wszechmocy, albo dobry.

Dla mnie jest ponad miarę oczywiste, że istnienie zła, również - a może przede wszystkim - cierpienia, głodu i spowodowanej nim śmierci małych dzieci, upoważnia do stwierdzenia, że jeśli przez Boga będziemy rozumieć istotę nacechowaną przez teologów i chrześcijańskich filozofów takimi atrybutami jak wszechmoc, wszechwiedza a także dobroć, miłosierdzie oraz niczym nieograniczona miłość do ludzi, to nieistnienie Boga można uznać za empirycznie udowodnione do stopnia praktycznej pewności.

>Nawet ciągłe przeżywanie niezmąconej przyjemności powoduje przesyt i nudę. Po co w ogóle istnieć poza Boskim bytem, skoro Bóg, jako najdoskonalszy i najlepszy, nie powinien pozwolić na to, byśmy byli z nim rozłączeni - ? Taki argument z "równi pochyłej" unieważnia wszelkie utyskiwania, gdyż pokazuje, że optymalne dla człowieka byłoby w ogóle nieistnienie (, albo ). Prowadzi do wniosku, iż dla człowieka najlepiej byłoby w ogóle nie istnieć.

(1) Niezależnie, czy Bóg istnieje czy też nie, to i tak żyjemy poza jego Boskim bytem i niezależnie od niego. Żyjemy bez niego i jesteśmy skazani wyłącznie na siebie. Nie znajdujemy u niego żadnej pomocy. Jak ludzie umierali z głodu, tak nadal umierają, jak wojny były, tak nadal są - i żadnej z jego strony pomocy nie ma. Człowiek, przez Boga ponoć stworzony, zbudował obozy koncentracyjne a w nich komory gazowe i krematoria do masowego unicestwiania ludzi. A Bóg co na to? Krótka odpowiedź: nic! Ten sam człowiek skonstruował bombę atomową i wypróbował jej działanie na bezbronnych ludziach. A Bóg co na to? Ponownie nic! Miliony maleńkich dzieci umiera z głodu w najbiedniejszych krajach Afryki. A Bóg co na to? Kolejny raz nic! Nawet małym dzieciom Bóg jakoś pomóc nie chce. Nawet nie udaje, że chciałby jakoś zmniejszyć tę przerażającą tragedię śmierci głodowej.
A może tego Boga już nie ma? Może umarł nieco ponad osiemdziesiąt lat temu w Auschwitz-Birkenau? A może niedługo potem zmarł ponownie w Hiroszimie i Nagasaki? A może od pewnego czasu umiera po wielekroć każdego dnia wraz ze śmiercią każdego zagłodzonego dziecka? Jego już nie ma.
O jakim zatem Bogu Pan pisze? Jakiego zatem Boga tak zaciekle i nieporadnie Pan broni?

(2) Czy aby na pewno ten argument unieważnia wszelkie utyskiwania? Bo według mnie nie unieważnia.
Oceniam, że Pana argument opiera się na błędnym założeniu, jakoby nie dało się jednoznacznie rozróżnić głodu małych dzieci od potrzeby zdobywania pożywienia. Przecież między tragedią głodu i wynikłą z niej powolną i bolesną śmiercią zagłodzonych dzieci dokonującą się na oczach zrozpaczonych matek, a zwykłą szarą codziennością zdobywania pożywienia istnieje olbrzymia przepaść, której Pan swoimi poglądami nie jest w stanie zasypać. Akceptuję potrzebę zdobywania pokarmu, ale tragedia śmierci zagłodzonych dzieci wywołuje mój zdecydowany sprzeciw i łzy w oczach.

(3) Fałszywa jest Pana alternatywa: albo nierozłączne życie z Bogiem, bytem "najdoskonalszym i najlepszym", który "nie powinien pozwolić na to, byśmy byli z nim rozłączeni", a zatem niewątpliwie heteronomia, albo "nieistnienie własne, w autonomii względem Boga", czyli nihilizm - ulubione słowo chrześcijan kierowane do ateistów i agnostyków - "nieistnienie" jako "optymalne dla człowieka".
Coś mi się wydaje, że strzelił Pan sobie w kolano, a nawet w oba kolana równocześnie, i nie z jednego tylko powodu.

Pan i tacy jak Pan - a są Was setki milionów - twierdzicie, że żyjecie w "symbiozie" z Bogiem, albo tylko wydaje się Wam, że tak właśnie żyjecie. Jaki jest ten świat "pod skrzydłami" Boga doskonale widzicie. Raju nie ma, chyba, że odpowiada Wam świat pełen wojen, bezsensownych śmierci, przemocy, głodu, pandemii i wszelkiego innego okrucieństwa.

Bóg stworzył nas do życia w autonomii, czyli rozłącznie z Bogiem, niezależnie od niego. Wystarczająco dobrze potwierdzają to ostatnie wersety pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju. Gdyby Bóg nie chciał naszego życia w autonomii w stosunku do niego, to po prostu by nas nie stworzył.
W autonomii mamy moralny obowiązek podporządkowywania sobie świata i czynienia go lepszym niż jest, zamiast godzić się ze wszelkim cierpieniem, pod wydumanym pretekstem, że pełnią szczęścia jest życie wyłącznie w Bogu. I człowiek to robi: nieustannie zmienia świat na lepszy bez jakiejkolwiek pomocy ze strony Waszego Boga.

Gdyby Bóg uznał, że najlepsze dla nas jest nieistnienie w autonomii tu na ziemi, to stworzyłby nas jako bezmyślne i ubezwłasnowolnione "roboty" w niebie. A jednak Bóg uznał inaczej: dał nam ziemię we władanie:
Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi! Potem rzekł Bóg: Oto daję wam wszelką roślinę [...] I tak się stało. I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre (Rdz 1, 26-31).


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

#12
01-07-2026 12:20
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Elasp
Ciąg dalszy pierwszej odpowiedzi:

>Człowiekowi dana jest (od Boga, jeżeli istnieje, lub od natury) możność minimalizacji zła. Jest to pozytywna jakość, na której warto skupiać uwagę, aby ją samemu realizować. Argumenty budowane na faktach niesprawiedliwej śmierci ludzi niczemu niewinnych mają bardziej znaczenie psychologiczne, niż logiczne.

Śmierć milionów niewinnych zagłodzonych dzieci to przytłaczająca tragedia, której ludzkość póki co nie potrafi pokonać a Bóg jakoś nie spieszy z pomocą. Logika jest w tym przypadku dla Boga brutalna. Prof. Jan Woleński, mój filozoficzny guru, którego teksty czytam z wielką uwagą, napisał kiedyś:
Postaram się wykazać, że wszechmoc, wszechwiedza i wszechdobroć Boga oraz to, że stworzył świat ex nihilo, są (łagodnie mówiąc) wątpliwe z punktu widzenia tego, czego doświadczamy na tym "łez padole" (J. Woleński "Gdyby istniał", Tygodnik Powszechny 51-52/2019, s. 126-128). Wykazał.
Można to napisać bardziej zdecydowanie: jeśli umrze chociaż jedno dziecko (aż boli pisanie o śmierci milionów zagłodzonych dzieci) to Bóg obdarzony wymienionymi wyżej przymiotami nie istnienie. Nazywanie tego psychologią - co Pan uczynił - to bezradna ucieczka wobec niemożności wytłumaczenia Boga. To ucieczka przed faktami, które bezlitośnie burzą dogmat, w którym się Pan schronił. Nie tylko Pan, ale całe zastępy teologów chrześcijańskich nie są i nigdy nie będą w stanie wytłumaczyć swojego Boga, choćby nie wiem jak "uczone" teksty pisali, bo Boga o powyższych przymiotach z tego akurat wytłumaczyć się nie da.
Ale jest możliwość zlikwidowania tej sprzeczności: "odebranie" Bogu niektórych przymiotów, a szczególnie jednego z nich: wszechdobroci. Na pewno jakimś sposobem zlikwidowania omawianych trudności jest panteizm. Jest też wyjście radykalne: odejście od religii.

Akcentuje Pan możliwość minimalizacji zła. To niewątpliwie godna humanitarna postawa. Ale pisanie o tym w dyskusji o Bogu i głodowej śmierci milionów dzieci jest oburzające. Jeśli bowiem tę minimalizację ma czynić człowiek, jeśli to on ma naprawiać świat, to po co w tym wszystkim Bóg?! Po to tylko, był? A po co ma być z tym swoim nic-nierobieniem? Jeśli ta tragedia jest w głównej mierze powodowana czynnikami niezależnymi od człowieka, takimi jak susza, katastrofy, choroby wrodzone, to absurdem jest zrzucanie konieczności naprawy świata wyłącznie na człowieka. Pozostanę przy słowie "absurdem", choć znam bardziej dobitne.

Ostatnia w tej części uwaga:
Zaprzecza Pan sam sobie w tej krótkiej wypowiedzi. Najpierw twierdzi Pan, że "minimalizacja cierpień nigdy nie zadowoli człowieka", by po chwili napisać, że "możność minimalizacji zła [...] to pozytywna jakość, na której warto skupiać uwagę, aby ją samemu realizować".
Czas na decyzję: czy walka z cierpieniem ma sens i jest pozytywną wartością, czy też jest li tylko utyskiwaniem jako reakcją na naszą autonomię?

Jakie podsumowanie:
To co Pan napisał to logiczny błąd i całkowita klęska. To próba zrównania głodowej śmierci małych dzieci z biadoleniem, że 'trzeba w ogóle coś jeść'. Oceniam, że ten argument nawet nie służy do obrony Boga z uwagi na swą miałkość i nijakość, a jest wyłącznie wytłumaczeniem rezygnacji z ludzkiej empatii na korzyść bezwartościowego cynizmu. To próba zamiecenia niewygodnych faktów pod dywan.

To jest koniec mojej pierwszej odpowiedzi.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

#13
01-07-2026 12:26
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15863 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Elasp
Czas na drugą odpowiedź:

Mam zawsze pewien kłopot z dyskusjami na tematy związane z Bogiem. Muszę pisać w jakiejś przynajmniej części tak, jakby Bóg istniał, a ja jestem jednym z tych, co w niego wierzą. Kilkakrotnie już pisałem, że dla potrzeb dyskusji zakładam istnienie Boga. To nie jest dla mnie komfortowa sytuacja.
A zatem czas najwyższy, bym sobie przypomniał, że jestem ateistą. Odpowiem zatem teraz tak, jak na Pana wypowiedź powinien - jak sądzę - odpowiedzieć ateista.

Schemat wypowiedzi osoby wierzącej jest dość prosty. U podstaw każdej dyskusji na temat Boga, u podstaw każdej pojedynczej wypowiedzi, znajduję się niezmienne dogmatyczne założenie: istnieje Bóg-Stwórca, który jest Bogiem wszechpotężnym i wszechwiedzącym, a nade wszystko obdarzony jest miłosierdziem i niczym nieograniczoną dobrocią i miłością w stosunku do ludzi, których stworzył. Ale Wasz Bóg taki nie jest. To Bóg zły, to Bóg-okrutnik, zdecydowanie za często zapominający o tym, że jest ponoć wszechdobry w stosunku do ludzi. Ba, zamiast być wszechdobrym jest zdecydowanie za często wszechzłym, a swojej wszechzłości nie hamuje nawet w stosunku do maleńkich bezbronnych i niewinnych dzieci. Biblia, Wasza święta księga, daje na poparcie tej tezy szereg bardzo mocnych argumentów. Żeby tylko Biblia. Najgorsze jest to, że w naszym realnym świecie Wasz Bóg jakże często zapomina o swoich głównych atrybutach. Doskonałym przykładem jest tu śmierć głodowa dzieci, o czym właśnie dyskutujemy, niezliczona ilość konfliktów militarnych, z których niektóre przynoszą śmieć - niejednokrotnie okrutną - milionom istnień ludzkich, rozliczne epidemie o globalnym niejednokrotnie zasięgu, czy też katastrowy naturalne nie mające żadnego związku z działalnością człowieka.

Kiedy osoba wierząca, mająca Boga na ustach, zderzy się z realnymi faktami zła dziejącego się na świecie, jak choćby te, o których wspomniałem wyżej, zamiast odrzucić błędne założenia przystępuje do skazanej na porażkę obrony Boga-okrutnika, Boga złego. Żadnej empatii, żadnego współczucia, tylko chłodny cynizm oraz ohydne i obślizgłe teorie, że "dla człowieka lepsze byłoby nieistnienie".

Dla ateisty wszystko jest zrozumiałe. Przyczyną głodowej śmierci są warunki naturalne, które - niestety - uderzają brutalnie w ludzi, z reguły w tych najsłabszych. Nie ma w tym żadnej metafizycznej tajemnicy, żadnego Boskiego planu - jest tylko przerażająca ludzka tragedia. Ateista nie doszukuje się żadnych bzdurnych - tak, bzdurnych - teorii z teologią w tle po to tylko, by bronić Boga i usprawiedliwiać milczenie nieba.
Zastanawiam się - zdecydowanie nie po raz pierwszy - czy teista nie dostrzega tego, że jego teodycea podpowiada mu nieludzkie tłumaczenia, które urągają nie tylko rozumowi, ale przede wszystkim tym dzieciom, które w straszliwej agonii odchodzą z tego świata?

Stworzyliście i czcicie byt złożony z wielu elementów nijak do siebie niepasujących. A kiedy dociera do Was ten przerażający rozdźwięk pomiędzy wyidealizowanym portretem Waszego Boga a brutalną rzeczywistością dnia codziennego, rzeczywistością, w której olbrzymie cierpienie i śmierć milionów niewinnych ludzi jakże często nam towarzyszą, wtedy, zamiast odrzucić wreszcie od siebie błędne urojenia o dobrym Bogu i stanąć mocno na nogach w realnym świecie, przystępujecie do skazanej na porażkę obrony Boga-okrutnika. Ale tego Boga obronić się nie da, nawet wtedy, gdy pisze się o równi pochyłej.

Kiedy ja - ateista - patrzę na śmiertelną agonię maleńkiego zagłodzonego dziecka, widzę bezsensowny koniec maleńkiego życia i rozpacz matki. Kiedy Pan na to patrzy, widzi ciekawy argument z równi pochyłej, który ma bronić Boga. To jest obrzydliwe. Czy zastanawiał się Pan, co z Pana zrobiła religia?

A przecież tak bardzo chwalicie się Waszą chrześcijańską moralnością jako ponoć najlepszą, bo posiadającą - jak wierzycie - transcendentną legitymizację prosto z nieba od Waszego ukochanego Boga-okrutnika, a wszystkie inne są przy niej nic nie warte. Bo te inne symbolizują "cywilizację śmierci", jak z pogardą wyrażacie się o innych systemach moralnych, tych złych, bo nie danych przez Waszego Boga.
Właśnie teraz - w tej ze mną dyskusji - pokazuje Pan prawdziwą wartość tej Waszej transcendentnej moralności, o ile o moralności można w ogóle w tym przypadku mówić, o ile to, co Pan pisze, można jeszcze nazwać moralnością.

Steven Weinberg, wybitny fizyk i noblista, napisał:
Z religią lub bez niej, dobrzy ludzie będą czynić dobro, a źli czynić zło. Ale żeby dobrzy ludzie czynili złe rzeczy - do tego potrzebna jest religia.
Ja wiem o tym, że religia pozostawia za sobą również dobro. Ja wiem, że organizacje humanitarne - w tym również katolickie - jeżdżą do Afryki z lekami, żywnością i wodą, by ratować te dzieci przed głodem i śmiercią. Wśród nich są i lekarze, i pielęgniarki, i przeróżni jeszcze wolontariusze, osoby wierzące i niewierzące. Ja o tym wiem. Ale zło, które religia czyni - myślę choćby o spustoszeniu moralnym - jest ogromne.
Ja wiem również, że świat bez religii byłby lepszy.
Nawiasem mówiąc, zastanawiam się, co myślą katoliccy wolontariusze przyglądający się codziennie tej tragedii. Co myślą o tym, że Bóg milczy? Jak go usprawiedliwiają? A może nie czynią tego?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

#14
01-07-2026 21:04
 Ocena 1 na 1
Elasp (6916 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Andrzej.51

Muszę niestety napisać, że Pana dwuczęściowa odpowiedź jest na swój sposób piękna, stanowiąc wyraz nieobojętnej postawy na zło, ale merytorycznie chybiona, tak iż w jej przypadku nie mam do czego i jak się odnosić. Proszę w wolnej chwili dokładniej przeanalizować to, co napisałem, z zachowaniem (jednak) postawy sine ira et studio. Napisałem (tylko i aż) to, że z obserwacji zła panującego w świecie nie wynika nieistnienie Boga. Nie napisałem, że zło nie istnieje, że nie jest wielkie, ani że nic z nim nie można lub nie trzeba robić. Nie napisałem nawet, że Bóg istnieje. Osobiście wątpię w to, by Bóg istniał, ale dopuszczam jego istnienie dlatego, że uważam ludzkie zdolności poznawcze za ograniczone. Mogę nawet w swoim imieniu powiedzieć rzecz następującą: wszystkie znaki na Ziemi i niebie pokazują, że Bóg nie istnieje, natomiast pokazują to one człowiekowi, istocie ograniczonej poznawczo. Biorąc więc poprawkę na owe granice poznania, nie powinien on wykluczać możliwości, że (w sposób dla niego niezrozumiały) u podstaw rzeczywistości znajduje się byt, który on (człowiek) co najwyżej bardzo niejasno przedstawia sobie jako byt najwyższy (i nazywa "Bogiem"). Każdy rozsądny człowiek powinien brać poprawkę na błąd, który popełnia (lub może popełnić), więc nierozsądne jest apodyktyczne twierdzenie, iż taki byt, leżący u podstaw rzeczywistości, nie istnieje. Wszystkie religie objawione są prymitywnym, nierzadko wewnętrznie sprzecznym przedstawieniem tego (bardzo mętnie pojmowanego) bytu. Ateizm jest tak samo niezgodny z rozumem, jak fanatyczny teizm. Gdybyśmy znali cały świat (a można przypuszczać, że składa się nań nie tylko Wszechświat, jaki znamy, ale i wcześniejsze lub późniejsze Wszechświaty) problemy nas, ludzi, zobaczylibyśmy we właściwej perspektywie.

#15
02-07-2026 09:59
 Ocena 2 na 2
panTeista (6877 punktów)Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
W odpowiedzi Elasp
>Napisałem (tylko i aż) to, że z obserwacji zła panującego w świecie nie wynika nieistnienie Boga.

Z obserwacji zła w świecie wynika że Bóg nie jest miłością (nie jest miłosierny, czy chociażby dobry) jak przedstawiają Go religie chrześcijańskie.

>Mogę nawet w swoim imieniu powiedzieć rzecz następującą: wszystkie znaki na Ziemi i niebie pokazują, że Bóg nie istnieje,

Zdecydowanie tak i tego się trzymajmy- ani jednego znaku istnienia OSOBY Boga.

>nie powinien on wykluczać możliwości, że (...) u podstaw rzeczywistości znajduje się byt, który on (człowiek) co najwyżej bardzo niejasno przedstawia sobie jako byt najwyższy (i nazywa "Bogiem"). Każdy rozsądny człowiek powinien brać poprawkę na błąd, który popełnia (lub może popełnić),

Dlaczego człowiek miałby zakładać że OSOBA nazywana "Bogiem" jest odrębnym bytem znajdującym się w Niebie (Kosmosie czy gdziekolwiek indziej)? Dlaczego człowiek POWINIEN liczyć się z możliwym błędem- czy z ewentualnego błędu nie uznania istnienia osoby najwyższej poniesie człowiek jakieś konsekwencje (jeżeli poniesie konsekwencje/straty to jakie)? Dlaczego "Bóg" a nie bogowie- co przemawia za tym że jest On tylko jeden lub co przemawia za tym że wśród bogów jest jeden najwyższy?

>więc nierozsądne jest apodyktyczne twierdzenie, iż taki byt, leżący u podstaw rzeczywistości, nie istnieje.

Bezpodstawne jest twierdzenie że OSOBA "Boga" istnieje. U podstaw rzeczywistości istnieje energia, Ona (energia) przenika wszystko- jest bytem najwyższym. Przez Nią (energię) wszystko się stało i nadal się dzieje. Bez energii nic się nie dzieje.

>Wszystkie religie objawione są prymitywnym, nierzadko wewnętrznie sprzecznym przedstawieniem tego (bardzo mętnie pojmowanego) bytu. Ateizm jest tak samo niezgodny z rozumem, jak fanatyczny teizm.

Podzielam pogląd że religie objawione są prymitywne i wewnętrznie sprzeczne, zwłaszcza pojmowanie bytu najwyższego jako OSOBY miłosiernej/dobrej. Podejście ateistyczne nie jest logiczne ale pragmatyczne- na dzień dzisiejszy bytem najwyższym (stwarzającym i niszczącym) jest przenikająca wszystko energia.
.

1 2 3 4 Dalej..

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty 
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365