 |
Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-06-2026 05:50 | Mendrek (49 punktów) | Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
2 na 2 | Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa? Kościół odpowiada: można. Filozofia chrześcijańska wypracowała nawet specjalny termin – teodyceę, czyli próbę usprawiedliwienia Boga wobec zarzutu, że stworzył świat pełen zła. Już samo istnienie tego pojęcia jest znamienne. Nikt przecież nie usprawiedliwia słońca za to, że świeci, ani grawitacji za to, że działa. Usprawiedliwia się tylko tego, wobec kogo istnieją poważne oskarżenia.
Pierwszym argumentem jest wolna wola. Człowiek nie jest marionetką. Może wybierać dobro albo zło, pomagać albo zabijać. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności moralnej. Świat pozbawiony możliwości popełnienia zbrodni byłby również światem pozbawionym możliwości bohaterstwa. Brzmi to rozsądnie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pytamy o cenę tej wolności. Czy rzeczywiście koniecznym warunkiem ludzkiej swobody musiały być wojny, obozy koncentracyjne i ludobójstwa? Czy wszechmocny Stwórca nie potrafił wymyślić świata, w którym człowiek pozostaje wolny, ale nie może zamienić Europy w cmentarz?
W odpowiedzi słyszymy często o cierpieniu jako „szkole duszy”. Dzięki niemu uczymy się odwagi, współczucia i poświęcenia. To prawda. Nikt nie nauczy się miłosierdzia w świecie całkowicie pozbawionym bólu. Ale i tutaj pojawia się pewien rachunek, który nie chce się zgodzić. Jeśli cierpienie ma charakter pedagogiczny, to jaką lekcję otrzymało dziecko umierające z głodu? Jaką moralną edukację wyniosły miliony ofiar Auschwitz?
Niebezpieczeństwo tej teorii polega na tym, że bardzo łatwo zamienia ona ludzką tragedię w środek dydaktyczny. A wtedy cierpienie przestaje być skandalem, staje się narzędziem. Tymczasem człowiek instynktownie buntuje się przeciw takiej logice. Kiedy argumenty zawodzą, pozostaje tajemnica. Boski plan jest większy od ludzkiego rozumu. Możliwe, że wszystko ma sens, którego jeszcze nie dostrzegamy. To stanowisko ma jedną niezaprzeczalną zaletę: nie da się go obalić. Ma też wadę równie oczywistą: nie da się go sprawdzić. Tajemnica jest ostatnim schronieniem wiary i pierwszym celem krytyka. Jednemu daje ukojenie, drugiemu wydaje się eleganckim sposobem uniknięcia odpowiedzi.
Chrześcijaństwo dodaje jeszcze jeden element. Bóg nie stoi z boku. W osobie Chrystusa sam doświadcza cierpienia. Nie jest zimnym administratorem kosmosu, lecz uczestnikiem ludzkiego losu. To bez wątpienia najbardziej poruszająca część chrześcijańskiej odpowiedzi. Tyle że historia zna również drugą stronę medalu. Krucjaty, stosy, prześladowania religijne i wojny prowadzone pod świętymi sztandarami pokazują, że człowiek potrafi uczynić z religii narzędzie przemocy równie skutecznie jak z ideologii politycznej. Krzyż nie zawsze powstrzymywał przed zadawaniem cierpienia. Niekiedy stawał się jego sztandarem.
Wreszcie pozostaje kwestia łaski. Święty Paweł pisze, że tam, gdzie rozmnożył się grzech, jeszcze bardziej obfitowała łaska. Zdanie piękne, ale prowokujące. Bo skoro łaska jest większa od grzechu, to czy nie osłabia to poczucia odpowiedzialności? Kościół odpowiada, że nie, ponieważ przebaczenie nie znosi winy. Jednak paradoks pozostaje i od dwóch tysięcy lat pobudza do sporów.
A może prawda jest mniej metafizyczna? Może świat nie posiada ukrytego scenariusza, a tragedie nie są elementem kosmicznego planu? Może cierpienie wynika po prostu z działania praw natury, przypadku i ludzkich decyzji? Takie stanowisko ma tę przewagę, że nie wymaga usprawiedliwiania nikogo poza nami samymi. Nie pyta, dlaczego Bóg dopuścił zło, lecz dlaczego człowiek je stworzył albo dlaczego nie potrafił mu zapobiec.
Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Bo jeśli nie istnieje wyższy sens, musimy go stworzyć sami. To zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Łatwiej bowiem odkryć gotowy plan niż wziąć odpowiedzialność za jego brak. Dlatego spór o Boga i cierpienie prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Wierzący widzą w nim próbę, tajemnicę albo drogę do zbawienia. Niewierzący dostrzegają przypadek, naturę i konsekwencje ludzkich działań. Jedni i drudzy stoją jednak wobec tego samego faktu: cierpienie istnieje. A skoro istnieje, najważniejsze nie jest to, kto ma rację w metafizycznym sporze, lecz czy potrafimy zmniejszyć jego ilość choćby o jeden ludzki los. | (Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 #46 1 na 3 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | . Panie Haish, zapytałem o naukową definicję Boga. W odpowiedzi otrzymałem osła, golema, łaciniacki spisek uczonych, niematerialny rozum, hebrajską edukację i wreszcie Boga, który okazuje się istnieć "w kolejnych ludzkich pokoleniach". Definicji nadal nie ma. Co więcej, sam Pan znakomicie pokazał, dlaczego o nią pytam. Najpierw pisze Pan, że Bóg jest bytem, następnie utożsamia go Pan z rozumnością trwającą w kolejnych pokoleniach, a wszystko to przedstawia jako oczywistość, której nie rozumieją uczeni z powodu braków w edukacji. Przy okazji zaliczył Pan psychiatrię, psychologię i neurologię do czegoś innego niż nauki przyrodnicze, a niematerialność rozumu uznał Pan najwyraźniej za fakt naukowy. To dość odważny wykład o niedostatkach własnej wiedzy. Rzadko zdarza się, aby ktoś, próbując wykazać cudzą ignorancję, tak skutecznie zademonstrował własną - nie podając ani jednej definicji, ani jednego dowodu, ani jednego sprawdzalnego faktu.Najbardziej pouczające jest jednak to, że na pytanie o naukową definicję Boga odpowiedział Pan własną opowieścią o Bogu. Czyli dokładnie potwierdził Pan problem, o którym piszę..  . |
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | |
#48 1 na 1 | Andrzej.51 (15863 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji. Nie potrafię się powstrzymać przed napisaniem tego, co sądzę o tym, co znowu napisałeś. > >[Andrzej B. Izdebski] jaka jest naukowa definicja Boga?Bo właśnie na to pytanie nadal nie otrzymałem odpowiedzi.> Jest pan uparty jak osioł i ignoruje wszystko co nie jest materią którą można badać dzięki naukom przyrodniczym. Ale oprócz nauk przyrodniczych, są też nauki takie jak psychiatria i psychologia, neurologia, oraz lingwistyka i językoznawstwo. Różnica pomiędzy materią, a tym co niematerialne nie jest problemem do ogarnięcia, a już szczególnie nie powinna stanowić problemu dla osób z tytułami naukowymi w jakiejkolwiek dziedzinie (dyplom zobowiązuje i i dyplom winien świadczyć o większej niż powszechna rozumności). Brak definicji BOGA jest skutkiem interesu łaciniackich dyplomowanych środowisk naukowych i łaciniackich teologów.To, co napisałeś, jakoby "brak definicji BOGA" był "skutkiem interesu łaciniackich dyplomowanych środowisk naukowych i łaciniackich teologów" brzmi jak kolejny klocek do Twojej układanki o spiskowej teorii dziejów. Ale to nie jest tak, że ci panowie zbierają się od czasu do czasu by ustalić, co można jeszcze (głupiego) wymyślić, byle tylko na tym zarobić. To tak nie działa. Poprawię się: to tak działa w Twojej głowie i w głowach tych, którzy myślą podobnie, jak Ty. > W religii hebrajskiej i islamskiej nie istnieje problem definicji Boga.Nie masz pojęcia o czym piszesz. W judaizmie - tak jak w chrześcijaństwie i islamie - problem definicji Boga jest jednym z najważniejszych, jakim zajmowali się i nadal zajmują się ich myśliciele. Mojżesz Majmonides (1135-1204, hebr. Mosze ben Majmon, zwany Rambam), żydowski filozof, rabin, lekarz i talmudysta, dużo czasu poświęcił w swoich księgach (1) "dowodom" na istnienie Boga (skonstruował cztery "dowody" analogiczne do późniejszych pięciu dróg Akwinaty); (2) próbom zrównania judaizmu z filozofią Arystotelesa; oraz (3) właśnie zagadnieniu zdefiniowania Boga. Według niego Bóg jest pierwszą przyczyną wszystkiego, co istnieje, a także jest: wieczny i jedyny, doskonały pod każdym względem, niezmienny, niecielesny oraz wszechwiedzący i opatrzny. Ponadto żydzi wierzą, że: --- żadne fizyczne wydarzenie (np. ruch) nie ma na Boga wpływu; --- Bóg komunikuje się z człowiekiem poprzez proroctwa; --- oraz wierzą w jego boską nagrodę i odpłatę. To, co wyżej napisałem, to jest definicja Boga według Majmonidesa. Jest to fragment z "trzynastu podstawowych zasad wiary żydowskiej" przez niego skompilowanych. Przeczytaj to jeszcze raz i skończ wreszcie z tymi bredniami. Na temat islamu nic nie napiszę, poza propozycją zapoznania się z poglądami średniowiecznych filozofów arabskich, Awicenny i Awerroesa, w kwestii definicji Boga. > Rozumienie Boga przez człowieka jest wynikiem układów i interesów edukatorów z tytułami naukowymi. Czyli jedni udają, ze nie wiedzą, a pozostali nie wiedzą, bo nikt ich nie wyedukował aby sami byli w stanie ogarnąć temat.A w tym wszystkim jesteś Ty, jedyny człowiek, który zdekonspirował cały system, jedyny, który naprawdę wie, bo reszta to albo podli kłamcy albo wyedukowani głupcy. > Sytuacja przypomina legendę o golemie( = idiocie) którego rabin 'ulepił' wymazując mu z wyrazu emet (prawda) pierwszą literę i taki wyedukowany przez rabina zamiast prawdy ma w głowie wyraz met (śmierć) [ ta smierć odnosi się do rozumu wyedukowanego].Zostaw już tego golema. Tyle razy już to pisałeś, nie powtarzaj w kółko ciągle tego samego. Próbujesz błysnąć na forum znajomością legendy o golemie a przy okazji dowartościować samego siebie, ale kiepsko Ci wychodzi. Zabłyszcz wreszcie na forum mądrymi tekstami, a nie bzdurami, które klepiesz bez opamiętania. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog |
#49 2 na 2 | Andrzej.51 (15863 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > Jakiekolwiek badania naukowe są możliwe tylko dzięki temu, że ludzkość jako jedyny gatunek jest podobna do JEDYNEGO BOGA dzięki rozumności. Ale co na ten temat mądrego może powiedzieć profesor od naukmo materii(przyrodniczych) - niewiele i najczęściej ignorancja takich osobników z dyplomami jest porażająca. Błedy poznawcze minionych pokoleń rozmaitych 'uczonych' i 'filozofów' w kwestii religii monoteistycznej stworzyły 'obraz Jedynego Boga' jako bytu wszystkomogącego i taki 'obraz' jest nadal przedstawiany przez religiantów i przez ateistów, którzy punktują wybrane absurdy jako nienaukowe i bezsensowne. [...]> Jedyny Bóg jest 'wieczny' - rozumieć przez to należy, że jako byt istnieje nieprzerwanie w kolejnych ludzkich pokoleniach od momentu pierwszej iskry rozumności w umyśle gatunku ludzkiego. Dzięki rozumności człowiek kształtuje w jakimś stopniu matkę naturę i czyni to coraz lepiej z pokolenia na pokolenie.Powtarzasz to w nieskończoność. O ile dobrze rozumiem, to według Ciebie Bóg nie jest taki, jak twierdzą osoby wierzące, z czym z kolei nie zgadzają się ateiści. Twoim zdaniem Bóg to Rozum, to Myśl, to Jestestwo, to Świadomość, przekazywane kolejnym pokoleniom. To można rozebrać na czynniki pierwsze. Wynika bowiem z tego, że Bóg pojawił się, gdy gdy w umyśle człowieka zaczął rodzić się rozum, lub też gdy człowiek zaczął myśleć o Bogu, czyli gdy w jego rozumie pojawiła się idea Boga. A zatem przedtem Bóg nie istniał. Świat nie został przez niego stworzony, lecz powstał sam z siebie, czym zapewne zmartwili się wyznawcy judaizmu i chrześcijaństwa, a ateiści uradowali wiedząc i bez tego Twojego odkrycia, że świat jest samoistny oraz istnieje ewolucja. Czy to było Twoim celem? > Ci ateiści jednocześnie jak 'diabeł świnconej wody' unikają merytorycznych konkretów, które wykazują ich ignorancję niematerialnej 'ludzkiej rozumności'. Jak na ironię ateiści w swoich wywodach posługują się czymś co sami nazywają ROZUM.Tak, ateiści posługują się swoim rozumem. To nie jest "coś", co sami nazywają "rozum", lecz jest to Rozum przez duże "R" jako produkt biologicznej ewolucji mózgu. Jeśli zaś chodzi o Ciebie i rozum - to ja chwilami wątpię. > Dzięki rozumności gatunek ludzki rozwija cywilizację i nauki wszelkie - efektem tego jest znaczący postęp w naukach medycznych i komfort oraz jakość życia cywilizowanego homo sapiens(człowieka rozumnego) jest na bardzo wysokom poziomie w stosunku do momentu gdy gatunek ludzki przygodę z rozumnością zaczynał.Wiem o tym i ateiści też wiedzą. Nawiasem mówiąc jest to jedyne służenie w Twojej dość obszernej wypowiedzi. > Zaś w kwestji tematu wątku, - ludzkość jest powszechnie wyedukoana aby relatywizować rzeczywistość. [...]> Rozum ma to do siebie, że nie pochodzi z genów i nie da się go odziedziczyć, aby być rozumnym konieczna jest edukacja. W języku hebrajskim eduk znaczy dosłownie upobożnianie.Słowo "eduk", czyli w efekcie "edukacja", nie oznacza w języku hebrajskim "upobożnianie". Pisałem to kilkakrotnie, a Ty w kółko to samo. Powtórzę zatem kolejny raz. W języku hebrajskim "edukacja" to chinuch [חנוך] (ewentualnie haskala [השכלה] - edukacja, wykształcenie, oświata) i nie ma to nic wspólnego z jakimś wymyślonym "upobożnianiem". Słowo "Bóg" to w języku hebrajskim: Adonai [אדני], lub El [אל], lub Elohim [אלהים]. Te wyrazy nie mają z sobą nic wspólnego. Próbujesz komuś swoją znajomością języka hebrajskiego, ale nie najlepiej Ci to wychodzi. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog |
1 2 3 4 Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|