 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Świat
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-07-2026 11:14 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | Republika Weimarska | . Republika Weimarska - narodziny i kryzysRepublika Weimarska istniała w latach 1919-1933. Powstała po klęsce Niemiec w I wojnie światowej i abdykacji cesarza Wilhelm II. Była pierwszą demokratyczną republiką w historii Niemiec. Od początku borykała się z wieloma problemami: • upokorzeniem po przegranej wojnie i postanowieniami Traktat wersalski; • ogromnymi reparacjami wojennymi; • hiperinflacją w 1923 roku, która zniszczyła oszczędności klasy średniej; • ostrą walką polityczną między komunistami i nacjonalistami; • słabymi, często zmieniającymi się rządami koalicyjnymi; • skutkami Wielki Kryzys, który doprowadził do masowego bezrobocia. Choć lata 1924-1929 przyniosły względną stabilizację gospodarczą i rozwój kultury, kryzys po 1929 roku doprowadził do gwałtownego wzrostu poparcia dla partii skrajnych. Rozwój ruchu nazistowskiegoPartia nazistowska, czyli Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników, została utworzona w 1920 roku. Jej najważniejszym przywódcą został Adolf Hitler. Etapy rozwoju1919-1923 • niewielka partia o charakterze skrajnie nacjonalistycznym; • powstanie organizacji paramilitarnej SA; • nieudany Pucz monachijski. Po nieudanym puczu Hitler został skazany na więzienie, gdzie napisał Mein Kampf. 1924-1929 Po wyjściu z więzienia Hitler zmienił strategię. Zamiast próbować przejąć władzę siłą, postanowił zdobyć ją drogą legalną - poprzez wybory. 1929-1933 Wielki Kryzys przyniósł gwałtowny wzrost poparcia dla NSDAP. W lipcu 1932 roku partia zdobyła ponad 37% głosów i stała się największym ugrupowaniem w Reichstagu. 30 stycznia 1933 roku prezydent Paul von Hindenburg mianował Hitlera kanclerzem. Ideologia narodowego socjalizmuIdeologia nazistowska była mieszaniną kilku nurtów. Najważniejsze elementy obejmowały: • skrajny nacjonalizm; • rasizm biologiczny; • antysemityzm; • kult wodza (Führerprinzip); • militaryzm; • ekspansjonizm (Lebensraum); • antykomunizm; • antyliberalizm; • podporządkowanie jednostki państwu. Centralnym elementem była wiara w istnienie hierarchii ras oraz przekonanie o wyjątkowej roli narodu niemieckiego. Znaczącą rolę odgrywała również propaganda, która przedstawiała Hitlera jako nieomylnego przywódcę i wybawcę narodu. Praktyka rządówPo przejęciu władzy naziści bardzo szybko zlikwidowali demokrację. Najważniejsze wydarzenia: • Pożar Reichstagu; • dekrety ograniczające prawa obywatelskie; • ustawa o pełnomocnictwach (Ermächtigungsgesetz); • likwidacja partii politycznych; • likwidacja niezależnych związków zawodowych; • utworzenie systemu jednopartyjnego; • rozbudowa aparatu terroru. Powstały obozy koncentracyjne, początkowo przeznaczone głównie dla przeciwników politycznych. Stopniowo rozpoczęto prześladowania Żydów, Romów, osób z niepełnosprawnościami, homoseksualistów oraz innych grup uznanych za "niepożądane". W 1935 roku uchwalono Ustawy norymberskie, które pozbawiły Żydów podstawowych praw obywatelskich. Kulminacją polityki rasowej była Holokaust. Najważniejsze postacie Adolf Hitler Przywódca NSDAP, kanclerz od 1933 roku, od 1934 roku również głowa państwa jako Führer. Joseph Goebbels Twórca nowoczesnego systemu propagandy państwowej i kontroli mediów. Heinrich Himmler Dowódca SS, organizator aparatu terroru i jeden z głównych organizatorów Holokaustu. Hermann Göring Jeden z najbliższych współpracowników Hitlera, twórca Gestapo i dowódca Luftwaffe. Rudolf Hess Jeden z najbliższych współpracowników Hitlera do 1941 roku. Martin Bormann Kontrolował dostęp do Hitlera i miał ogromny wpływ na funkcjonowanie aparatu partyjnego. Alfred Rosenberg Autor rasistowskich i antysemickich koncepcji ideologicznych. Julius Streicher Jeden z najbardziej agresywnych propagatorów antysemityzmu. Ernst Röhm Twórca potęgi SA, zamordowany podczas Noc długich noży. Intelektualne źródła Historycy są zgodni, że ideologia nazistowska nie powstała z niczego. Korzystała z wcześniejszych nurtów: • nacjonalizmu niemieckiego; • rasizmu naukowego XIX wieku; • antysemityzmu europejskiego; • darwinizmu społecznego; • pangermanizmu; • koncepcji geopolitycznych dotyczących "przestrzeni życiowej". Jednocześnie badacze podkreślają, że Hitler i jego współpracownicy stworzyli z tych elementów nową, spójną ideologię totalitarną podporządkowaną zdobyciu i utrzymaniu władzy oraz realizacji programu wojny i eksterminacji. Dlaczego Republika Weimarska upadła? Większość współczesnych historyków wskazuje na splot kilku czynników: • skutki I wojny światowej i traktatu wersalskiego; • niestabilność polityczną republiki; • kryzysy gospodarcze, zwłaszcza po 1929 roku; • słabość elit demokratycznych; • wykorzystanie propagandy i przemocy przez nazistów; • decyzje konserwatywnych elit, które błędnie sądziły, że będą w stanie kontrolować Hitlera po powołaniu go na urząd kanclerza. Nie istnieje jedna przyczyna upadku Republiki Weimarskiej; był to rezultat nakładających się kryzysów politycznych, ekonomicznych i społecznych oraz działań aktorów politycznych, którzy doprowadzili do demontażu demokracji od wewnątrz. .  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | |
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | . Jak umiera demokracja - lekcja Republiki Weimarskiej
Republika Weimarska należy do najważniejszych doświadczeń politycznych XX wieku nie dlatego, że doprowadziła do powstania III Rzeszy, lecz dlatego, że pokazała, jak demokracja może zostać zniszczona przy użyciu własnych instytucji. Jest to lekcja aktualna również dzisiaj, ponieważ mechanizmy zdobywania i utrwalania władzy zmieniają się znacznie wolniej niż technologia, gospodarka czy kultura.
Narodowi socjaliści nie przejęli władzy dzięki spektakularnemu zamachowi stanu. Po nieudanym puczu monachijskim Hitler zrozumiał, że skuteczniejszą drogą jest wykorzystanie procedur demokratycznych. Odtąd wybory, parlament, konstytucja i obowiązujące prawo nie były dla niego wartością samą w sobie, lecz narzędziami prowadzącymi do jednego celu - zdobycia pełni władzy. Demokracja stała się dla jej przeciwników środkiem do likwidacji demokracji.
Nie byłoby to jednak możliwe bez odpowiedniego gruntu społecznego. Tym gruntem były frustracja, lęk, poczucie upokorzenia po przegranej wojnie, hiperinflacja, bezrobocie oraz przekonanie milionów ludzi, że dotychczasowe elity utraciły zdolność rozwiązywania problemów państwa. W takich okolicznościach obywatele coraz częściej rezygnują z wolności na rzecz obietnicy bezpieczeństwa i porządku. Historia wielokrotnie pokazywała, że społeczeństwa nie porzucają demokracji dlatego, że przestały ją lubić. Porzucają ją wtedy, gdy przestają wierzyć, że jest skuteczna.
Hitler doskonale rozumiał psychologię tłumu. Wiedział, że emocje są znacznie silniejsze od argumentów, a propaganda skuteczniejsza od rzeczowej debaty. Zamiast przedstawiać złożone rozwiązania, oferował proste odpowiedzi. Każdy kryzys otrzymywał jednego winnego. Każde niepowodzenie miało swojego zdrajcę. Każdy problem miał zostać rozwiązany przez jednego, silnego przywódcę. Tak rodzi się polityka oparta nie na rozwiązywaniu problemów, lecz na produkowaniu wrogów.
Pierwszym celem nie było zniszczenie przeciwnika. Pierwszym celem było odebranie mu prawa do bycia pełnoprawnym uczestnikiem życia publicznego. Przeciwnik przestawał być obywatelem o odmiennych poglądach. Stawał się zagrożeniem dla narodu, agentem obcych wpływów, pasożytem lub zdrajcą. Taki język przygotowuje społeczeństwo do akceptacji działań, które wcześniej uznałoby za niedopuszczalne.
Kolejnym etapem było podporządkowanie instytucji państwa jednej wizji politycznej. Niezależne media przedstawiano jako wrogów narodu. Sądy jako przeszkodę w sprawowaniu skutecznej władzy. Uniwersytety jako siedliska niebezpiecznych idei. Ekspertów zastępowano ludźmi lojalnymi. Prawo przestawało ograniczać władzę, a zaczynało służyć jej interesom. Wszystko odbywało się stopniowo. Każdy kolejny krok wydawał się niewielki. Dopiero suma tych kroków doprowadziła do powstania państwa totalitarnego.
CDN. .
|
|
 | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | . CD.
Niepokojące jest to, że większość tych mechanizmów nie należy wyłącznie do historii. Nie oznacza to oczywiście, że współczesna Polska, Europa czy Stany Zjednoczone znajdują się na drodze do nowego nazizmu. Historia nigdy nie powtarza się w identycznej postaci. Powracają jednak sposoby zdobywania i utrwalania władzy, ponieważ nie zmienia się ludzka psychologia.
W wielu państwach demokratycznych obserwujemy dziś narastającą polaryzację społeczną. Coraz częściej przeciwnik polityczny przestaje być konkurentem, a staje się moralnym wrogiem. Zaufanie do instytucji publicznych, mediów, nauki i wymiaru sprawiedliwości systematycznie maleje. Coraz większą rolę odgrywają emocje, teorie spiskowe i dezinformacja. Algorytmy mediów społecznościowych premiują treści skrajne, ponieważ wywołują większe zaangażowanie niż spokojna analiza. Sztuczna inteligencja dodatkowo zwiększa możliwości manipulowania opinią publiczną poprzez masowe tworzenie wiarygodnie wyglądających fałszywych informacji, obrazów i nagrań. Nigdy wcześniej propaganda nie dysponowała tak potężnymi narzędziami.
Szczególne zagrożenie stanowi rozwój polityki tożsamościowej i plemiennej. Coraz częściej obywateli zachęca się, aby oceniali informacje nie według ich prawdziwości, lecz według tego, kto je wypowiada. Fakty ustępują miejsca lojalności wobec własnego obozu. W takich warunkach demokracja przestaje być wspólną przestrzenią rozwiązywania konfliktów, a staje się permanentną wojną wszystkich ze wszystkimi.
Niepokój budzi również rosnąca akceptacja dla ograniczania niezależności instytucji kontrolujących władzę. Każda ekipa rządząca uważa, że robi to w imię dobra państwa. Każda twierdzi, że okoliczności są wyjątkowe. Historia Republiki Weimarskiej uczy jednak, że właśnie wyjątkowe okoliczności najczęściej stają się uzasadnieniem dla wyjątkowych uprawnień władzy. Problem polega na tym, że uprawnienia nadzwyczajne bardzo łatwo stają się normalnością.
Największym błędem byłoby jednak przekonanie, że zagrożenie może nadejść wyłącznie z jednej strony sceny politycznej. Historia uczy czegoś znacznie ważniejszego. Totalitarne pokusy mogą rodzić się wszędzie tam, gdzie ideologia uznaje się za jedyne źródło prawdy, przeciwników odczłowiecza, a państwo traktuje jako narzędzie realizacji własnej wizji świata. Dotyczy to zarówno skrajnej prawicy, jak i skrajnej lewicy, nacjonalizmu, fundamentalizmu religijnego czy każdej innej doktryny przekonanej o własnej nieomylności. Zmieniają się symbole, sztandary i hasła. Mechanizmy pozostają zaskakująco podobne.
Dlatego najważniejszym przesłaniem Republiki Weimarskiej nie jest ostrzeżenie przed Hitlerem. Hitler był produktem określonych warunków społecznych, politycznych i psychologicznych. Ostrzeżeniem są mechanizmy, które pozwoliły mu dojść do władzy. Tam, gdzie społeczeństwo przestaje cenić pluralizm, gdzie prawo staje się narzędziem większości, gdzie propaganda zastępuje debatę, a strach staje się głównym narzędziem polityki, demokracja zaczyna tracić swoją odporność.
Historia nie ostrzega nas przed przeszłością. Ostrzega nas przed przyszłością. Jeżeli lekcja Republiki Weimarskiej ma zachować swoją wartość, powinniśmy przestać pytać, czy współczesny świat doczeka się kolejnego Hitlera. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy potrafimy rozpoznać procesy prowadzące do osłabienia demokracji, zanim staną się nieodwracalne. Gdy społeczeństwo orientuje się, że granica została przekroczona, bardzo często jest już za późno, aby zawrócić z tej drogi.
.
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | . Narodziny faszyzmu w Europie
Faszyzm nie narodził się nagle ani nie był dziełem jednego człowieka. Był odpowiedzią - choć odpowiedzią katastrofalną - na głęboki kryzys polityczny, społeczny i cywilizacyjny, jaki ogarnął Europę po I wojnie światowej. Wojna pozostawiła po sobie miliony zabitych, zrujnowane gospodarki, inflację, bezrobocie oraz powszechne poczucie rozczarowania liberalną demokracją. Wielu Europejczyków uznało, że stary porządek skompromitował się, a parlamentaryzm okazał się zbyt słaby, by zapewnić bezpieczeństwo i stabilność.
Jednocześnie sukces rewolucji bolszewickiej w Rosji wywołał w wielu krajach strach przed komunizmem. Dla części elit politycznych i gospodarczych faszyzm zaczął jawić się jako skuteczna zapora przed rewolucją społeczną. W ten sposób Europa znalazła się między dwiema skrajnościami: z jednej strony komunizmem, z drugiej rodzącym się faszyzmem. Oba nurty odrzucały liberalną demokrację, pluralizm polityczny i klasyczny model państwa prawa. Oba obiecywały stworzenie nowego społeczeństwa i nowego człowieka. Oba uznawały, że cel usprawiedliwia użycie przemocy.
Pierwszym krajem, w którym faszyzm zdobył władzę, były Włochy. Sam termin faszyzm wywodzi się od włoskiego słowa fascio - "wiązka", a jego symbolem stały się fasces - rózgi liktorskie z toporem, starożytny znak władzy urzędników rzymskich. Symbol ten miał wyrażać ideę, że pojedynczy człowiek jest słaby, natomiast zjednoczona wspólnota podporządkowana państwu staje się niezwyciężona.
Twórcą włoskiego faszyzmu był Benito Mussolini, który swoją drogę polityczną rozpoczął jako działacz socjalistyczny. Po wybuchu I wojny światowej zerwał jednak z socjalizmem, opowiadając się za udziałem Włoch w wojnie. W 1919 roku założył organizację Fasci Italiani di Combattimento, z której dwa lata później wyrosła Narodowa Partia Faszystowska.
Włochy po wojnie przeżywały głęboki kryzys. Kraj dotknęły inflacja, bezrobocie, fala strajków i zamieszek oraz poczucie, że zwycięstwo w wojnie nie przyniosło oczekiwanych korzyści terytorialnych. Rosły obawy przed rewolucją komunistyczną. Mussolini potrafił wykorzystać te nastroje. Obiecywał przywrócenie porządku, odbudowę potęgi państwa i zakończenie politycznego chaosu.
Jednym z najważniejszych narzędzi faszystów stała się przemoc. Ich bojówki, zwane "Czarnymi Koszulami" (Squadristi), rozbijały strajki, atakowały działaczy lewicowych i zastraszały przeciwników politycznych. Przemoc nie była dla faszystów środkiem ostatecznym, lecz normalnym instrumentem walki politycznej. Państwo miało opierać się nie na kompromisie, lecz na sile.
Przełomowym wydarzeniem był Marsz na Rzym w październiku 1922 roku. Nie był on klasycznym zamachem stanu. Był przede wszystkim demonstracją siły oraz presją wywieraną na legalne władze. Król Wiktor Emanuel III, obawiając się wojny domowej, powierzył Mussoliniemu misję utworzenia rządu. Podobnie jak później w Niemczech, system demokratyczny oddał władzę człowiekowi, który zamierzał tę demokrację zlikwidować.
Początkowo wielu polityków uważało, że uda się kontrolować Mussoliniego. Było to jedno z największych złudzeń europejskich elit. W ciągu kilku lat faszyści podporządkowali sobie administrację, policję, wymiar sprawiedliwości, prasę oraz szkolnictwo. Zlikwidowali niezależne partie polityczne, związki zawodowe i wolne media. Włochy stały się państwem jednopartyjnym, w którym jednostka została podporządkowana interesowi państwa i wodza.
Włoski faszyzm różnił się od późniejszego narodowego socjalizmu w Niemczech. W pierwszym okresie nie opierał się na biologicznym rasizmie i antysemityzmie w takim stopniu jak nazizm. Jego fundamentami były przede wszystkim skrajny nacjonalizm, kult państwa, militaryzm, autorytaryzm oraz przekonanie, że jednostka istnieje wyłącznie jako część narodowej wspólnoty. Dopiero pod wpływem sojuszu z Hitlerem pod koniec lat trzydziestych reżim Mussoliniego przyjął również ustawodawstwo rasowe.
Znaczenie włoskiego faszyzmu wykracza jednak daleko poza historię samych Włoch. Był on pierwszym udanym eksperymentem nowoczesnej dyktatury masowej. Pokazał, że władzę można zdobyć nie tylko dzięki rewolucji lub wojskowemu przewrotowi, lecz również poprzez wykorzystanie kryzysów społecznych, propagandy, przemocy oraz słabości instytucji demokratycznych. W tym sensie faszyzm włoski stał się laboratorium nowych metod sprawowania władzy, z którego czerpały później inne ruchy totalitarne, przede wszystkim niemiecki narodowy socjalizm.
Dlatego analiza początków faszyzmu nie jest jedynie przedmiotem zainteresowania historyków. Pozwala zrozumieć, jak rodzą się systemy polityczne odwołujące się do lęku, poczucia zagrożenia i tęsknoty za silnym przywództwem. Historia pokazuje bowiem, że demokracja najrzadziej przegrywa w otwartej walce. Znacznie częściej ustępuje krok po kroku tym, którzy obiecują społeczeństwu bezpieczeństwo, wielkość i porządek w zamian za ograniczenie wolności. .
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | . Od faszyzmu do narodowego socjalizmu
Narodowy socjalizm nie powstał w ideowej próżni. Hitler nie stworzył swojej doktryny od podstaw. W znacznym stopniu czerpał z doświadczeń włoskiego faszyzmu, który jako pierwszy pokazał, że demokratyczne państwo można przekształcić w nowoczesną dyktaturę masową. Sam Hitler z uznaniem obserwował sukces Mussoliniego, a Marsz na Rzym z 1922 roku stał się inspiracją dla nieudanego puczu monachijskiego rok później.
Oba ruchy łączyło odrzucenie demokracji parlamentarnej, liberalizmu i indywidualizmu. Zarówno Mussolini, jak i Hitler uważali, że państwo powinno być organizmem kierowanym przez jednego przywódcę, którego decyzje stoją ponad prawem i ponad wolą obywateli. W obu systemach najwyższą wartością było państwo i naród, natomiast jednostka miała znaczenie wyłącznie jako część większej całości. Wolność osobista ustępowała miejsca dyscyplinie, posłuszeństwu i lojalności wobec wodza.
Oba ruchy odwoływały się również do podobnych metod działania. Wykorzystywały propagandę, masowe wiece, symbole, rytuały, mundury oraz starannie wyreżyserowane widowiska polityczne. Przemoc nie była traktowana jako ostateczność, lecz jako normalny instrument walki o władzę. Bojówki faszystowskie we Włoszech i oddziały SA w Niemczech zastraszały przeciwników politycznych, rozbijały zgromadzenia i budowały atmosferę permanentnego zagrożenia. Celem było przekonanie społeczeństwa, że tylko silna władza jest w stanie przywrócić porządek.
Na tym jednak podobieństwa się kończą. Narodowy socjalizm poszedł znacznie dalej niż faszyzm włoski. O ile dla Mussoliniego najważniejszym celem było wszechwładne państwo, o tyle dla Hitlera państwo było jedynie narzędziem realizacji ideologii rasowej. W centrum nazizmu znalazła się koncepcja biologicznej nierówności ludzi, podział świata na rasy wyższe i niższe oraz przekonanie, że historia jest nieustanną walką między nimi.
Antysemityzm nie był więc w narodowym socjalizmie jedynie jednym z wielu elementów programu politycznego. Stał się jego osią. Żydzi zostali przedstawieni jako główni sprawcy wszystkich nieszczęść Niemiec: przegranej wojny, kryzysu gospodarczego, komunizmu, kapitalizmu finansowego, upadku moralności i osłabienia narodu. Tak skonstruowany obraz świata prowadził nieuchronnie do wniosku, że rozwiązaniem problemów nie jest reforma państwa, lecz eliminacja wskazanego wroga.
Hitler przejął od Mussoliniego model państwa totalitarnego, lecz połączył go z rasizmem biologicznym, eugeniką, skrajnym antysemityzmem oraz koncepcją zdobycia "przestrzeni życiowej" (Lebensraum) na wschodzie Europy. To właśnie te elementy uczyniły narodowy socjalizm najbardziej zbrodniczą ideologią w dziejach nowożytnej Europy. Jej konsekwencją była II wojna światowa oraz przemysłowo zorganizowane ludobójstwo milionów ludzi.
Warto jednak pamiętać, że różnice ideologiczne nie przesłaniają wspólnych mechanizmów zdobywania i utrwalania władzy. Zarówno faszyzm włoski, jak i narodowy socjalizm wykorzystywały społeczne lęki, kryzysy gospodarcze, poczucie narodowego upokorzenia oraz rozczarowanie demokracją. Oba budowały kult wodza, podporządkowywały media, ograniczały niezależność sądów, likwidowały pluralizm polityczny i przedstawiały przeciwników jako wrogów narodu. W obu przypadkach propaganda stopniowo zastępowała rzeczywistość, a emocje wypierały racjonalną debatę.
To właśnie te mechanizmy mają znaczenie uniwersalne. Historia nie uczy, że każde państwo autorytarne stanie się III Rzeszą. Uczy natomiast, że każda ideologia uznająca się za jedynego depozytariusza prawdy, każda władza odrzucająca kontrolę instytucji demokratycznych oraz każdy ruch polityczny budujący swoją siłę na nienawiści i podziale społeczeństwa tworzy warunki, w których wolność stopniowo ustępuje miejsca przemocy.
Dlatego przejście od włoskiego faszyzmu do niemieckiego narodowego socjalizmu należy postrzegać nie tylko jako ciąg wydarzeń historycznych, lecz również jako proces radykalizacji polityki. Historia pokazuje bowiem, że ideologie bardzo rzadko osiągają swoje najbardziej skrajne formy od razu. Najczęściej zaczynają od obietnicy przywrócenia porządku, bezpieczeństwa i narodowej dumy. Dopiero później pojawiają się represje, prześladowania, terror i zbrodnie usprawiedliwiane rzekomym dobrem narodu. To właśnie ta stopniowość sprawia, że społeczeństwa tak często dostrzegają niebezpieczeństwo dopiero wtedy, gdy jest już ono głęboko zakorzenione. .
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) |
Kościół katolicki, korporacjonizm i faszyzm - między inspiracją a kompromisem
Relacje między Kościołem katolickim a włoskim faszyzmem należą do najbardziej złożonych zagadnień historii XX wieku. Nie sposób sprowadzić ich ani do tezy o pełnym poparciu Kościoła dla faszyzmu, ani do twierdzenia, że Kościół był jego konsekwentnym przeciwnikiem. Rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana i pełna politycznych kompromisów.
Jednym z obszarów, w których dostrzega się pewne podobieństwa między katolicką nauką społeczną a faszystowską wizją państwa, był korporacjonizm. Jego źródła sięgały XIX wieku i stanowiły odpowiedź Kościoła zarówno na liberalny kapitalizm, jak i na marksistowski socjalizm.
Punktem zwrotnym była encyklika Rerum novarum papieża Leon XIII. Dokument ten odrzucał walkę klas jako zasadę organizującą społeczeństwo i proponował model współpracy między pracownikami i pracodawcami. Społeczeństwo miało być zorganizowane wokół wspólnot zawodowych i stanowych, które wspólnie dbałyby o dobro wspólne. Nie był to jeszcze korporacjonizm faszystowski, lecz katolicka koncepcja łagodzenia konfliktów społecznych.
Ideę tę rozwinął papież Pius XI w encyklice Quadragesimo anno. Dokument krytykował zarówno nieograniczony kapitalizm, jak i komunizm, proponując ustrój oparty na korporacjach zawodowych współpracujących pod nadzorem państwa dla dobra całego społeczeństwa.
W tym samym czasie Mussolini budował własne państwo korporacyjne. Zewnętrznie przypominało ono niektóre postulaty katolickiej nauki społecznej: odrzucało walkę klas, głosiło współpracę pracowników i przedsiębiorców oraz podporządkowanie interesów jednostki dobru wspólnemu. Na tym jednak podobieństwa w dużej mierze się kończyły.
Katolicki korporacjonizm zakładał istnienie autonomicznych wspólnot społecznych, kierujących się zasadami moralnymi i niezależnych od bieżących interesów politycznych. Korporacjonizm faszystowski podporządkował natomiast wszystkie organizacje państwu i partii. Korporacje przestały reprezentować społeczeństwo, stając się narzędziem kontroli obywateli. Idea współpracy została zastąpiona zasadą bezwzględnego posłuszeństwa wobec państwa i wodza.
Mimo tych różnic wielu katolickich publicystów i duchownych początkowo odnosiło się do faszyzmu z pewną sympatią. Dostrzegali w nim skuteczną zaporę przeciwko komunizmowi oraz ruch przywracający porządek po latach powojennego chaosu. Obawy przed rewolucją bolszewicką były wówczas jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzje polityczne w całej Europie.
Przełomowym wydarzeniem były Traktaty laterańskie zawarte między Stolicą Apostolską a rządem Mussoliniego. Kończyły one trwający od 1870 roku konflikt między papiestwem a państwem włoskim. Powstało niezależne Państwo Watykańskie, katolicyzm uzyskał uprzywilejowaną pozycję we Włoszech, a Kościół otrzymał znaczne odszkodowanie finansowe za utracone Państwo Kościelne. Dla obu stron było to ogromne zwycięstwo polityczne.
Nie oznaczało to jednak pełnej identyfikacji Kościoła z faszyzmem. Już w latach trzydziestych zaczęły narastać konflikty dotyczące wychowania młodzieży, działalności organizacji katolickich oraz rosnących totalitarnych ambicji państwa. W encyklice Non abbiamo bisogno Pius XI ostro skrytykował faszystowską próbę podporządkowania całego życia społecznego jednej ideologii i potępił "bałwochwalczy kult państwa".
Jeszcze wyraźniej Stolica Apostolska odcięła się od rasizmu biologicznego, który stał się fundamentem niemieckiego narodowego socjalizmu. Encyklika Mit brennender Sorge, skierowana do Kościoła w Niemczech, krytykowała neopogańskie elementy ideologii nazistowskiej, ubóstwienie państwa i narodu oraz próby zastąpienia religii chrześcijańskiej kultem rasy.
Nie zmienia to jednak faktu, że polityka Stolicy Apostolskiej wobec faszyzmu i nazizmu do dziś budzi liczne kontrowersje. Krytycy zarzucają Watykanowi zbyt daleko idącą ostrożność, podporządkowanie działań obawie przed komunizmem oraz brak jednoznacznego potępienia prześladowań już na ich wczesnym etapie. Obrońcy wskazują natomiast, że papieże starali się chronić Kościół i wiernych w warunkach narastających dyktatur oraz że otwarta konfrontacja mogła doprowadzić do jeszcze cięższych represji.
Niezależnie od oceny tych decyzji jedno wydaje się bezsporne. Włoski faszyzm potrafił wykorzystać niektóre idee obecne w katolickiej nauce społecznej, przede wszystkim korporacjonizm i krytykę liberalnego indywidualizmu. Nadał im jednak całkowicie odmienny sens. To, co w nauczaniu Kościoła miało służyć współpracy i solidarności społecznej, zostało przekształcone w instrument podporządkowania całego społeczeństwa państwu totalitarnemu. Historia ta stanowi ważne przypomnienie, że idee wyrwane z ich pierwotnego kontekstu mogą zostać wykorzystane do celów, których ich autorzy nigdy nie zamierzali realizować.
CDN. .
|
|
 | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | . >CD.
Należy jednak wyraźnie odróżnić trzy poziomy analizy: doktrynę społeczną Kościoła, politykę Stolicy Apostolskiej oraz postawy poszczególnych duchownych i świeckich katolików. Nie zawsze były one ze sobą zgodne.
Doktryna katolicka nie była doktryną faszystowską, choć niektóre jej elementy - zwłaszcza korporacjonizm, krytyka liberalnego indywidualizmu oraz odrzucenie marksistowskiej walki klas - zostały przez faszystów wykorzystane i podporządkowane własnym celom politycznym. Polityka Watykanu miała przede wszystkim charakter pragmatyczny. Jej zasadniczym celem była ochrona pozycji Kościoła oraz powstrzymanie ekspansji komunizmu, który w pierwszej połowie XX wieku uznawano za największe zagrożenie dla chrześcijaństwa.
W praktyce oznaczało to, że w pierwszych latach rządów Mussoliniego znaczna część włoskiego duchowieństwa oraz wielu katolickich publicystów i polityków odnosiło się do faszyzmu z wyraźliwą życzliwością, a niekiedy wręcz entuzjazmem. Po latach politycznego chaosu faszyzm jawił się jako siła przywracająca porządek, zwalczająca antyklerykalizm i skutecznie przeciwstawiająca się komunizmowi. Zawarcie Traktatów Laterańskich dodatkowo umocniło przekonanie, że współpraca z reżimem przynosi Kościołowi wymierne korzyści.
Z biegiem czasu relacje te ulegały jednak pogorszeniu. Rosnące totalitarne ambicje państwa, próby podporządkowania młodzieży, organizacji katolickich i całego życia społecznego ideologii faszystowskiej prowadziły do coraz częstszych konfliktów między Watykanem a reżimem Mussoliniego. Nie oznaczało to jednak całkowitego zerwania współpracy. Nawet gdy Stolica Apostolska coraz wyraźniej krytykowała totalitarne aspiracje państwa oraz rasizm narodowego socjalizmu, utrzymywała stosunki dyplomatyczne z faszystowskimi Włochami i unikała otwartej konfrontacji z reżimem aż do jego upadku.
Jest to jedna z najtrudniejszych kart w historii Kościoła XX wieku. Pokazuje ona, że instytucje religijne, podobnie jak instytucje polityczne, podejmują decyzje nie tylko w oparciu o zasady moralne, lecz również kierując się oceną zagrożeń, rachunkiem politycznym oraz własnym interesem instytucjonalnym. Historia uczy jednak, że polityka kompromisu z autorytarną władzą bardzo rzadko pozostaje moralnie obojętna i niemal zawsze pozostawia po sobie pytania, na które kolejne pokolenia próbują znaleźć odpowiedź.
.
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) |
W mojej książce "Teologia ateisty" kilkukrotnie pojawia się pojęcie religii politycznych. W tym miejscu chciałbym jednak pójść o krok dalej i sformułować tezę, którą uważam za jedną z najważniejszych lekcji płynących z historii XX wieku. Neofaszyzm prawdopodobnie nigdy nie nazwie siebie faszyzmem. Tak samo jak faszyzm i narodowy socjalizm nie przedstawiały się jako systemy zniewolenia, lecz jako ruchy odrodzenia narodowego, moralnego i społecznego, tak również ich ewentualni współcześni następcy nie będą maszerować w czarnych czy brunatnych koszulach ani otwarcie głosić programu likwidacji demokracji. Będą natomiast występować pod hasłami bezpieczeństwa, suwerenności, obrony tożsamości narodowej, walki z elitami, ochrony dzieci, demokracji, wolności, sprawiedliwości czy przywracania porządku. Każda epoka tworzy własny język legitymizujący władzę. Nie jest to zresztą cecha wyłącznie faszyzmu. Jest to właściwość wszystkich religii politycznych. Każda z nich przedstawia siebie jako jedyną drogę ocalenia społeczeństwa. Każda obiecuje moralną odnowę, przywrócenie ładu i usunięcie źródeł kryzysu. Każda wskazuje winnych i przekonuje, że dla dobra wspólnoty konieczne są środki nadzwyczajne. Nigdy nie przedstawia siebie jako zagrożenia dla wolności. Przeciwnie - zawsze twierdzi, że to właśnie ona wolność ratuje. Pozwolę sobie postawić jeszcze jedną, być może nawet ważniejszą tezę. Każda religia polityczna jest przekonana, że walczy z poprzednią religią polityczną. W rzeczywistości bardzo często przejmuje jej psychologiczne mechanizmy, zmieniając jedynie język, symbole i wskazanych wrogów. Jedna odwołuje się do narodu, inna do klasy społecznej, jeszcze inna do religii, rasy, postępu, bezpieczeństwa czy nawet demokracji. Zmieniają się sztandary, lecz niezmienny pozostaje mechanizm budowania podziału na "nas" i "ich", na ludzi godnych pełni praw i tych, których można z życia wspólnoty wykluczyć. Dlatego największym błędem byłoby oczekiwanie, że historia powróci w swoich dawnych kostiumach. Historia nie powtarza mundurów. Powtarza mechanizmy. To właśnie zdolność ideologii do zmiany języka przy zachowaniu tych samych psychologicznych i społecznych mechanizmów stanowi jedną z najważniejszych lekcji XX wieku. Z tego powodu nie obawiam się odrodzenia faszyzmu jako wiernej kopii systemu Mussoliniego ani powrotu narodowego socjalizmu w postaci III Rzeszy. Obawiam się znacznie bardziej pojawiania się nowych religii politycznych, które - niezależnie od tego, czy będą miały charakter nacjonalistyczny, religijny, rewolucyjny czy nawet liberalny - uznają siebie za jedyne źródło prawdy, dobra i moralności. Historia uczy bowiem, że największe zagrożenie dla wolności nie rodzi się z otwarcie deklarowanego zła, lecz z przekonania, że w imię wyższego dobra wolno ograniczyć wolność, podporządkować instytucje jednej ideologii i odebrać część obywateli status pełnoprawnych członków wspólnoty. Historia nie ostrzega nas przed przeszłością. Ostrzega nas przed przyszłością. A przyszłość bardzo rzadko przychodzi przebrana za przeszłość. .  .
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52466 punktów) | . Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, ani Koalicja Obywatelska z wynikiem 32,62 proc., ani PiS z 27,54 proc. nie miałyby zdolności do samodzielnego tworzenia rządu. Według sondażu Instytutu Badań Pollster dla "Super Expressu" kluczową rolę w powyborczych negocjacjach odegraliby liderzy obu ugrupowań Konfederacji - Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun.wiadomosci(*)owym-rzadzie-7303083592296864aMam świadomość, że historia nigdy nie powtarza się dosłownie. Nie będzie drugiego Mussoliniego ani drugiego Hitlera. Nie będzie również wiernej kopii włoskiego faszyzmu czy niemieckiego narodowego socjalizmu. W tym sensie rację miała Wisława Szymborska, pisząc, że "nic dwa razy się nie zdarza".Nie oznacza to jednak, że historia przestaje być nauczycielką życia. Powtarzają się bowiem nie wydarzenia, lecz mechanizmy psychologiczne, społeczne i polityczne. To właśnie one powinny być przedmiotem naszej największej uwagi. Trudno nie dostrzegać pewnych analogii między kryzysem demokracji w Republice Weimarskiej a zjawiskami obserwowanymi dziś w wielu państwach Europy i Stanach Zjednoczonych. Rosnąca polaryzacja, spadek zaufania do instytucji państwa, narastający populizm, delegitymizowanie przeciwników politycznych, wykorzystywanie lęku jako narzędzia mobilizacji społecznej, osłabianie autorytetu nauki i mediów oraz coraz większa rola propagandy - wszystko to przypomina mechanizmy, które sto lat temu stworzyły podatny grunt dla narodzin systemów autorytarnych. Nie twierdzę, że współczesna Polska znajduje się na drodze do faszyzmu. Byłoby to historycznie nieuprawnione uproszczenie. Uważam jednak, że lekceważenie podobnych mechanizmów byłoby błędem równie poważnym. Dotyczy to również polskiej sceny politycznej. Należy dostrzegać różnice między poszczególnymi ugrupowaniami, także tymi określanymi zbiorczo mianem Konfederacji. Różnią się one zarówno programem, jak i językiem oraz stosunkiem do wielu kwestii ustrojowych. Wrzucanie ich do jednego worka prowadzi bardziej do publicystyki niż do analizy. Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku badania zjawisk, które mogą osłabiać demokrację. Historia pokazuje, że systemy autorytarne nie rodzą się wyłącznie z ideologii. Rodzą się również z określonego sposobu organizacji życia politycznego. W tym kontekście interesującym przedmiotem analizy jest model funkcjonowania niektórych współczesnych partii politycznych. Jeżeli całość życia partyjnego koncentruje się wokół jednego niekwestionowanego przywódcy, którego decyzje nie podlegają realnej wewnętrznej kontroli, a struktury organizacyjne mają przede wszystkim wykonywać jego wolę, pojawia się model przywództwa przypominający partie typu leninowskiego. Nie oznacza to jeszcze totalitaryzmu ani dyktatury. Pokazuje jednak, że pewne wzorce organizacyjne mogą być zaskakująco trwałe i niezależne od deklarowanej ideologii. To właśnie dlatego w mojej książce większą wagę przywiązuję do analizy religii politycznych niż do etykiet takich jak "faszyzm", "komunizm" czy "neofaszyzm". Partie, ideologie i przywódcy przemijają. Znacznie trwalsze okazują się mechanizmy psychologiczne prowadzące do koncentracji władzy, budowy kultu przywódcy, podziału społeczeństwa na "wiernych" i "wrogów" oraz przekonania, że dobro wspólne wymaga ograniczenia wolności tych, którzy myślą inaczej. To właśnie te mechanizmy są największym zagrożeniem dla demokracji. Historia XX wieku nadała im różne nazwy. Historia XXI wieku prawdopodobnie nada im nazwy nowe..
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|