Racjonalista - Strona głównaDo treści
Edukacja katolicka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
13-07-2008 17:02Mariusz Hyżorek (462 punktów)Edukacja katolicka
Ocena 9 na 9
Minęło już prawie 11 lat odkąd porzuciłem religię, co jak na razie było dla mnie jedną z najtrudniejszych i jednocześnie najsłuszniejszych decyzji. Od tego czasu cały czas zgłębiam swoją wiedzę w różnych dziedzinach. Zgłębiam ją bez żadnych obaw czy barier, nie przejmując się tym, co inni o tym sądzą i nie uznając podejścia, że "o tym się nie dyskutuje". Przez te wszystkie lata uświadomiłem sobie wiele rzeczy, o których wcześniej bałbym się nawet pomyśleć. Dostrzegłem również szereg absurdów, i błędnych założeń, którymi ludzie kierują się w swoim życiu. W tym miejscu chciałbym się zająć kwestią edukacji i tym, co oprócz nauki wykłada się w naszych szkołach i na co rodzice wyrażają bądź przyzwolenie (najczęściej spotykane) bądź obojętność. Co gorsza ze strony ustawodawców i kolejnych ministrów edukacji też widać aprobatę na taki stan rzeczy.
Jest okres wakacyjny i za niecałe 2 miesiące nowa rzesza uczniów ruszy do polskich szkół. Oprócz nauki w szkołach przekazuje się jednak także wartości moralne oraz co gorsza antynaukę, czyli religię. Dla mnie naukę religii w szkole, która powinna być świątynią Nauki (przez duże N), można jedynie porównać do satanistycznej czarnej mszy odbywającej się w katolickim kościele. Ocena z religii jest tak naprawdę oceną za to, w jakim stopniu udało się zindoktrynować dziecko i w jakim stopniu udało się katechecie zmusić dziecko do godzenia sprzeczności i odmowy logicznego myślenia.
Można by sądzić, że oprócz lekcji religii, które są często traktowane trochę luźniej (w zależności od szkoły lub od katechety), pozostała część edukacji moralnej w szkole jest już w porządku, nawet dla ateisty. Moim zdaniem tak nie jest.
Niestety w szkołach przyjmuje się za oczywiste, że należy posługiwać się kodeksem moralnym, jakim są "wartości chrześcijańskie". Co więcej ten kodeks nawet parlamentarzyści próbują wprowadzić w Polsce a także w całej Europie. W powszechnym odczuciu ten kodeks jest w porządku. Moim zdaniem jednak tak nie jest. Kodeks ten bowiem wywodzi się z kilku zupełnie niemoralnych założeń, takich jak pojęcie grzechu pierworodnego, zasada poświęcania swojego życia i swoich wartości dla Boga lub bliźniego, zasada nadstawiania drugiego policzka, zasada wynoszenia wiary ponad rozum, zasada rozdziału "serca" od rozumu i duszy (świadomości) od ciała. Oczywiście to nie wszystkie błędne zasady, ale te właśnie wydają mi się najgorsze.
O ile dziecko o grzechu pierworodnym dowie się na religii, o tyle o pozostałych niemoralnych zasadach dowiedzieć się może także na innych przedmiotach. Pojecie grzechu pierworodnego jest policzkiem dla moralności w ogóle, gdyż jak można odpowiadać za coś, na co się nie ma wpływu, ba jak można odpowiadać za coś co wydarzyło się przed urodzeniem. Stąd jest już malutki kroczek do nienawiści i rasizmu, przykład - skoro Niemcy wywołali drugą wojnę światową, to nie mogę żywić do nich sympatii (to delikatna wersja). Tylko ja się pytam - jacy Niemcy? Ilu spośród ludzi odpowiedzialnych za tamte zbrodnie jeszcze w ogóle żyje? Proszę zauważyć, że godzenie się na dziedziczenie grzechu i to nie tylko pierworodnego doprowadza do niekończącej się fali wielopokoleniowej nienawiści.
Na lekcjach literatury obecna jest z kolei zasada bezsensownego poświęcania siebie dla Boga i innych. Wspomnę tylko doktora Judyma, który poświęcił swoje cenne życie na rzecz najsłabszych albo biblijnego Hioba, który poświęcił wszystko co miał na rzecz Boga. Takie postacie i przykłady zapadają w umysły młodych ludzi i postępowanie mające na celu poświęcanie swoich wartości, a w końcu i całego swojego życia na rzecz beneficjentów w niebie bądź na ziemi staje się dla nich postępowaniem moralnym. Nie muszę chyba mówić, że pełne poświęcenie swojego życia dla kogokolwiek, to po prostu śmierć poświęcającej się jednostki (stąd atak terrorystyczny na World Trade Center - pełne poświęcenie swojego życia na rzecz nagrody w raju).
Co do zasady nadstawiania drugiego policzka, to też powszechnie przejawia się ona nie tylko w szkole - zasada ta jest tak daleko niemoralna, że aż trudno mi uwierzyć, że ktoś w ogóle może się nią kierować. Przyjęcie tej zasady, jako coś moralnego prowadzi do niewolnictwa, grabieży, gwałtu i zniszczenia i to zniszczenia dokonywanego przez najbardziej podłych ludzi. I tu warto też wspomnieć o tym, że w połączeniu zasady nakazującej kochać swoich nieprzyjaciół otrzymujemy czysty terror i rządy najgorszych z możliwych, wynaturzonych barbarzyńców.
Zasada wynoszenia wiary ponad rozum - sprzedawana w szczególności na lekcjach języka polskiego doprowadza do odmowy myślenia, doprowadza do odrzucenia rozumu na rzecz starych legend i mitów, doprowadza w końcu do tego, że człowiek musi wyrzec się najwspanialszego narzędzia, dzięki któremu dokonał najznamienitszych osiągnięć - rozumu.
Zasada rozdziału ciała od ducha, czyli de facto zasada rozdziału ciała od świadomości, doprowadza do takich absurdów, jak bezgraniczna miłość dla całego świata czyli kochania w równym stopniu pijaka i złodzieja co najukochańszej osoby. Czy nikt nie chce dostrzec tego, ze nasze ciało reaguje na to, co sobie uświadamiamy, czyli że nasze uczucia takie jak pożądanie czy miłość zależą od wartości, jakie dostrzegamy w drugiej osobie i naturalnym jest, że nasze ciało, odpowiednio reaguje na to, co powstaje w naszej świadomości. Jaki tu więc rozdział i po co nauczać takich bzdur?
Rozpisałem się trochę i mam świadomość, że można by na ten temat napisać książkę.
Nie mam jeszcze dziecka, ale już drżę przed tym, jakich głupot i niemoralnych zasad będzie się starał wpoić mojemu potencjalnemu potomkowi kler i grono pedagogiczne. Nie mam tego w nosie i nie chciałbym, żeby moje dziecko musiało uczyć się ich reguł. Wolałbym, żeby opierało się na rozumie i zrobię wszystko, żeby tak właśnie było. Zrobię wszystko, żeby dać mu możliwość myślenia i wyciągania wniosków, nawet, jeśli nie będzie się zawsze ze mną zgadzało.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 Dalej..
#1
13-07-2008 19:00
 Ocena 2 na 2
@ffe? (3233 punktów)Odp: Edukacja katolicka
Może ci się udać uchronić dziecko od katolicko-pedagogicznej deprawacji i wprowadzić je na ścieżkę rozumu, jeśli zdołasz zapewnić mu odpowiednie geny i odpowiednią dawkę rozumu w domu. Mnie się udało, a być może jeszcze kilka osób zechce się takim sukcesem pochwalić.
Nim jednak weźmiesz się do roboty, podejdź rozumnie do swoich poglądów. Nie mam zwyczaju się rozpisywać, ale wystarczy jedna uwaga: wsadzanie Judyma, Hioba i terrorystów do jednego worka niezbyt pozytywne świadectwo wystawia twoim przemyśleniom.
Wyjście z księżej niewoli nie oznaczy bynajmniej automatycznego wejścia do krynicy rozumu i dobra.

A sueno de la razon produce automatica secretaria

#2
13-07-2008 19:10
 Ocena 1 na 3
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
Odp: Edukacja katolicka
>Zrobię wszystko, żeby dać mu możliwość myślenia i wyciągania
>wniosków, nawet, jeśli nie będzie się zawsze ze mną zgadzało.
Będziesz miał syna, który na podstawie przemyśleń dojdzie do wniosku, że chce być ministrantem.
Ups...

#3
13-07-2008 19:27
 Ocena 3 na 3
Mariusz Hyżorek (462 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi J.S.
Naprawdę szczerze wątpię, że człowiek mając do wyboru irracjonalną wiarę i rozum wybierze wiarę. Problem w Polsce i innych ultrakatolickich krajach polega na tym, że ludzie nie wiedzą nawet, że alternatywa istnieje, a jeśli nawet wiedzą, to presja społeczna jest tak silna, że wolą udawać, że nie wiedzą, wolą o tym nie myśleć i postępować zgodnie z tradycją.
W każdym razie, jeśli ktoś świadomie odrzuci rozum na rzecz wiary, to przynajmniej wiadomo, że nie trafią już do niego żadne logiczne argumenty. Moim zdaniem nie jest to właściwy wybór, ale lepszy taki wybór niż ciągłe kręcenie się w kółko, niż brak zdecydowania i totalna hipokryzja polegająca na twierdzeniu, że można pogodzić wiarę z rozumem czy też naukę z religią. Niestety hipokrytów jest na świecie tak dużo, że bzdury, które oni głoszą wydają się czymś normalnym.

#4
13-07-2008 19:45
 Ocena 1 na 1
Mariusz Hyżorek (462 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi @ffe?
Wsadzenie Judyma, Hioba i terrorystów do jednego wora było przeze mnie zamierzone, gdyż wyznawali oni wspólny kodeks moralny, to znaczy poświęcenie swoich wartości i w końcu swojego życia na rzecz Boga w zaświatach lub na rzecz sąsiadów na ziemi. Ich kodeks moralny polega na wyrzeczeniu się własnego szczęścia kosztem zadowolenia Boga lub sąsiadów.
Moim zdaniem moralny człowiek to taki, który żyje nie wyzyskując innych ani nie daje się wyzyskiwać przez innych, czyli człowiek, który za cel swoich działań upatruje własne szczęście, a stosunki z ludźmi opiera na zasadzie partnerstwa pomiędzy niezależnymi, myślącymi jednostkami, a nie na zasadzie pasożyta.
Piekarz potrzebuje klientów, żeby ci kupowali od niego chleb, ale nie może im tego chleba włożyć do gardła, podobnie jak klient nie może zmusić piekarza do tego, żeby ten produkował dla niego chleb za darmo, tylko dlatego, że on jest biedny i tego potrzebuje. Wszystko ma swoją cenę. Dostawanie czegoś za darmo prowadzi w końcu do sytuacji, jaka jest w krajach trzeciego świata: biedni są nadal biedni, a przywódcy jeżdżą mercedesami i zbroją się by trzymać w ryzach biednych.

#5
13-07-2008 19:52
 Ocena 9 na 9
Pabloss (4221 punktów)Odp: Edukacja katolicka
Bardzo ciekawy wątek stworzyłeś. Każdy lub prawie każdy z nas obecnych tu na forum przeszedł chcąc lub nie chcąc przez katolicką indoktrynację szkolną. Prawda jest taka, że praktycznie nie można się od niej uwolnić. Doszło już do tego, że nawet nie uczęszczając na religię prawdy z "jedynie słusznej wiary" są tłuczone do głów na takich zajęciach jak: język polski, historia, wos itd. Polska szkoła jest przesączona katolicyzmem i nikt (byłby to zamach stanu według wielu) nie jest w stanie tego zmienić. Myślę, że zabierając głos na tym forum niejako pokładamy te nadzieje w PSR, że może z czasem, gdy zyska na sile będzie w stanie ułatwiać życie swoim sympatykom, a zwłaszcza, że będzie kreowało zmiany mające na celu propagowanie wykorzystania wiedzy i rozumu w szkołach tak bardzo opanowanych przez zaściankowość kleru.
Piszesz, że drżysz na samą myśl jakich głupoty mogą być wpajane Twemu dziecku przez kler i "nawiedzone" grono pedagogiczne i masz faktycznie wiele racji obawiając się o to. Sam zresztą obracasz się wśród katolickich mas i zapewne widzisz na codzień jak "boża miłość się z nich wylewa" - dobroć, miłość, szacunek dla każdego człowieka. To powyższe to oczywiście jeden wielki żart dotyczący katolików, którzy kreują się na jedynie dobrych, mądrych i wogóle the best, podczas, gdy ich dusze (o ile takowe mają) wieją wielokrotnie jedną wielką zgnilizną, a ponadto wypełnione są katolicką goryczą, flustracją, zawiścią itd...... Ty jako powiedzmy przyszły rodzic o ile będziesz chciał wychować potomka w duchu mądrości, wzajemnego poszanowania itd. bedziesz musiał stanąć na przeciw tej wielkiej maszyny obłudy oświatowo-indoktrynacyjnej, która zrobi wszystko aby Ci to utrudnić lub nawet udaremnić. Wielu z obecnych na tym forum olewa te sprawy, uważając że ta katolicka indoktrynacja w niczym nie zaszkodzi ich pociechom, a wręcz przeciwnie- pozwoli że ich dzieciaki nie będą odrzucone przez katolickie społeczeństwo, ale czy oby mają rację? Czy trzeba iść z tym wielkim stadem w jednym kierunku narzuconym przez ich pasterza (kler) aby przeżyć w tym świecie, sorki w tym kraju????? A gdzie ta wielka indywidualność, odwaga i samostanowienie o sobie i o życiu swojej rodziny. Czy faktycznie rodzice ateiści dla własnego spokoju, bezpieczeństwa, dla radochy rodziny (to największa głupota jaką popełniają osoby negujące wiarę) czy też dla bajeru postaci tej całej katolickiej oprawy sakramentalnej (chrzty, komunie, bierzmowania, śluby) powinni swoje pociechy wrzucać do tego stada aby ich owieczka nie została zjedzona przez katolickie bestie??? A może by tak wziąść sprawy wychowania pociech w swoje ręce, bowiem to rodzice decydują o wielu sprawach??? Może czasem warto tupnąć nogą przed panem dyrektorem lub przed nauczycielem i powiedzieć że nie godzimy się na ten zalew katolicyzmu w szkołach. Prędzej czy później do tego musi dojść ale najwazniejsze jest to, żeby zrozumieć, że los naszych dzieci jest w naszych rękach i nikt nas od ich wychowania na porządnych ludzi nie wyręczy, ani żadna katolicko nawiedzona babka, matka, ojciec, ciotka, ani sasiadka, ani nauczycielka w szkole ani żaden ksiądz. To my kształtujemy własne pociechy i niech nikt nie nawija że dziecko jest jednostką odrębną, autonomiczną, bowiem przez pierwsze lata jego życia to my kształtujemy jego światopogląd i to my przykładamy ręce do tego jakim będzie człowiekiem w przyszłości. Po kolejne - wychowanie dziecka to nie zabawa, stąd też najgorszą rzeczą jaką człowiek może zrobić jest wpuszczanie osób postronnych aby to one rzeźbiły światopogląd naszych dzieciaków, czesto w sposób zupełnie odmienny od swiatopoglądu rodziców - czy to jest choć w jakims stopniu racjonalne postępowanie? Przecież dziecko jest owocem miłości rodziców i to oni mają stworzyć z niego porządnego człowieka, nikt inny za nich tego nie dokona. A tak nawiasem, kto lepiej wychowa dzieciaka - dziadkowie-nawiedzeni katolicy słuchający bajek i mitów w kościołach, czy też niewierzący rodzice, którzy opierają swoje rodzicielskie obowiązki o rozum, naukę i poszanowanie ogólnoludzkich zasad etycznych??

#6
13-07-2008 20:56
 0 na 2
@ffe? (3233 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi Mariusz Hyżorek
> Wszystko ma swoją cenę. Dostawanie czegoś za darmo prowadzi w końcu do sytuacji, jaka jest w krajach trzeciego świata: biedni są nadal biedni, a przywódcy jeżdżą mercedesami i zbroją się by trzymać w ryzach biednych.
>

Jaką cenę płacą nam dzieci, małżonkowie, rodzice, czy rodzeństwo?
A słyszałeś kiedyś takie słowo "miłość"?

A sueno de la razon produce automatica secretaria

#7
13-07-2008 21:23
 0 na 6
Brzostowski (7067 punktów)Odp: Edukacja katolicka
Wiara w Boga nie przeszkadza mi zgłębiać żadnej wiedzy, nie mam też jako wierzący żadnych problemów z pomyśleniem o czymkolwiek! To raczej kwestia osobowości, a nie wiary w Boga. Z jednym się zgodzę na początek - też nie przejmuje się tym, co inni o tym sądzą (chociaż słucham z uwagą) i nie uznaję podejścia, że "o tym się nie dyskutuje".
Przyszło nam żyć w różnych krajach, chyba?
Przeżyłem religię w podstawówce, potem w szkole średniej, potem nawet nauki przedmałżeńskie, a wszystko w niewielkim "zapierdowie", gdzie ksiądz proboszcz miał i chyba ma nadal dużo do powiedzenia wśród tubylczej ludności.
Przekazywano nam ową moralność chrześcijańską. Ci którzy na religię nie chodzili (2-3 osoby) szli sobie do biblioteki, czytelni lub na obiad, albo do domu. Nigdy nie zauważyłem żeby ktokolwiek z nich był szykanowany z tego powodu, czy to przez nauczycieli czy kolegów. Było to normalne, byli niewierzący. Kropka. Kiedyś nawet zakonnica która miała z nami katechezę zaprosiła na lekcje religii ojca jednego z kolegów (ateistę) żeby pogadać czym kieruje się (jakimi wartościami) - taka pogadanka, nawet ciekawa. Nikt nie robił z tego żadnej afery, zwyczajnie, ale ciekawie.

>Dla mnie naukę religii w szkole, która powinna być świątynią Nauki (przez duże N), można
>jedynie porównać do satanistycznej czarnej mszy odbywającej się w katolickim kościele.

Czy wiedza na temat Biblii, Boga i religii ogólnie, nie jest wg Ciebie godna tego, abyś ją posiadł?

>Ocena z religii jest tak naprawdę oceną za to, w jakim stopniu udało się zindoktrynować dziecko i w jakim
>stopniu udało się katechecie zmusić dziecko do godzenia sprzeczności i odmowy logicznego myślenia.

Nic takiego nie zauważyłem poddany 12-letniej nauce religii w swoim życiu. Owszem, gdy zadawałem trudne, niewygodne pytania siostra wykręcała się od odpowiedzi, a ksiądz coraz bardziej czerwieniał. Ale to samo było na lekcjach fizyki. Wiesz dlaczego? Bo i jedni i drudzy "nauczyciele" byli miernymi nauczycielami. Ocena z religii jest oceną wiadomości o religii, faktem jest to, że zakłada się że uczęszczający na religię jest wierzący. Gdzie tu problemy? Jak nie wierzysz nie chodź na religię.
>Można by sądzić, że oprócz lekcji religii, które są często traktowane trochę luźniej (w zależności
>od szkoły lub od katechety), pozostała część edukacji moralnej w szkole jest już w porządku, nawet
>dla ateisty. Moim zdaniem tak nie jest.

Człowieku, większość tych wartości chrześcijańskich o których tak pogardliwie się wypowiadasz stanowią podstawę regulacji prawnych w większości krajów (nie dyskutuje o tym co było pierwsze, wskazuje tylko na zbieżność). Odrzuć 3 pierwsze przykazania dekalogu i zauważ że pozostałe są całkiem rozsądne.

Wskazałeś na niemoralne zasady chrześcijaństwa, ale chyba ich zupełnie nie rozumiesz. Grzech pierworodny wskazuje katolikowi, że jest w stanie czynić zło, że jest na nie podatny i że musi nad sobą pracować.
Zasada poświęcania swojego życia i swoich wartości dla Boga lub bliźniego - a co w tym niemoralnego? Większość ludzi tak czyni, jedni dzieciom, drudzy żonie, inni nauce, a jeszcze inni Bogu!
Zasada nadstawiania drugiego policzka - tutaj to już pojechałeś, naprawdę rozumiesz to dosłownie?
Zasada wynoszenia wiary ponad rozum - WIARA W BOGA NIE JEST SPRZECZNA Z NAUKĄ ANI ROZUMEM! Zapamiętaj sobie! Nie ma tutaj miejsca na tłumaczenie, dlaczego.

Wiele piszesz o rozumie:

>...doprowadza w końcu do tego, że człowiek musi wyrzec się najwspanialszego narzędzia, dzięki któremu
>dokonał najznamienitszych osiągnięć - rozumu.

Myślę więc że rozum, inteligencja, logika i prawda są dla Ciebie ważne. Czy zatem możesz też przyjąć taki oto punkt widzenia, że racjonalizm jest tylko jednym z poglądów jaki wypracowała nasza filozofia i nie musi być prawdziwy. Czy musi? Chyba musi, prawda. A to, jest już wiara!

P.S. Jeśli chcesz aby Twoje dziecko nie było indoktrynowane, powinieneś mu zapewnić także wiedzę o religii i o Bogach, jeśli nie będzie to indoktrynacja ateistyczna. A chyba zależy Ci na tym aby dziecko podejmowało decyzje świadomie, czy nie?

pozdrawiam

#8
13-07-2008 21:53
 Ocena 1 na 5
Kelly (2051 punktów)Odp: Edukacja katolicka
>Jest okres wakacyjny i za niecałe 2 miesiące nowa rzesza uczniów ruszy do polskich szkół. Oprócz
>nauki w szkołach przekazuje się jednak także wartości moralne
"Oprócz nauki", czyli wiedzy? I DOBRZE. Jako uczennica gimnazjum dałabym naprawdę wiele, żeby w szkołach do wychowania przykładano jeszcze większą wagę...

>oraz co gorsza antynaukę, czyli religię.
No, z tym gorzej.

>Dla mnie naukę religii w szkole, która powinna być świątynią Nauki (przez duże N), można
>jedynie porównać do satanistycznej czarnej mszy odbywającej się w katolickim kościele. Ocena z
>religii jest tak naprawdę oceną za to, w jakim stopniu udało się zindoktrynować dziecko i w jakim
>stopniu udało się katechecie zmusić dziecko do godzenia sprzeczności i odmowy logicznego myślenia.
Pozory. Na religii rysuje się, trochę gada, czasem słucha muzyki. Jeśli ktoś nie zdążył na przerwie rozprawić się z jedzonkiem, ma na to idealne warunki właśnie na tej "lekcji". Bardziej zdesperowani grają w kółko i krzyżyk. Jeśli komuś się chce, może ewentualnie grać na komórce.
W szkołach publicznych jest o tyle kiepsko, że każdy apel wzbogaca się mocno katolickimi urozmaiceniami. Wydaje mi się jednak, że tak naprawdę na uczniach nie robi to dużego wrażenia.
Sytuacja może wyglądać trochę inaczej w małych miasteczkach i wsiach, ale tam i tak większą rolę w ureligijnianiu spełniają dom i bezpośrednio kościoły.

>Niestety w szkołach przyjmuje się za oczywiste, że należy posługiwać się kodeksem moralnym, jakim
>są "wartości chrześcijańskie".
Nie. "Wartości chrześcijańskie" (miłość, braterstwo, skromność, poświęcenie itd) wynikają po prostu z wartości, z którymi zawsze interpretowało się, interpretuje i chybna będzie interpretować większość ludzi.

>Pojecie grzechu pierworodnego jest policzkiem dla moralności w ogóle, gdyż jak można odpowiadać za coś, na co się nie ma wpływu, ba jak można odpowiadać za coś co wydarzyło się przed urodzeniem. Stąd jest już malutki kroczek do nienawiści i rasizmu, przykład - skoro Niemcy wywołali drugą wojnę światową, to nie mogę żywić do
>nich sympatii (to delikatna wersja). Tylko ja się pytam - jacy Niemcy? Ilu spośród ludzi
>odpowiedzialnych za tamte zbrodnie jeszcze w ogóle żyje?
Żyją ich dzieci i wnuki, którym te starsze pokolenia przekazały pewien sposób myślenia, tak obiektywnie rzecz ujmując.
Ale zgadzam się.

>Na lekcjach literatury obecna jest z kolei zasada bezsensownego poświęcania siebie dla Boga i
>innych. Wspomnę tylko doktora Judyma, który poświęcił swoje cenne życie na rzecz najsłabszych albo
>biblijnego Hioba, który poświęcił wszystko co miał na rzecz Boga. Takie postacie i przykłady
>zapadają w umysły młodych ludzi i postępowanie mające na celu poświęcanie swoich wartości, a w końcu
>i całego swojego życia na rzecz beneficjentów w niebie bądź na ziemi staje się dla nich
>postępowaniem moralnym. Nie muszę chyba mówić, że pełne poświęcenie swojego życia dla kogokolwiek,
>to po prostu śmierć poświęcającej się jednostki (stąd atak terrorystyczny na World Trade Center -
>pełne poświęcenie swojego życia na rzecz nagrody w raju).
Lepiej poświęcić życie dla innych, niż być egoistą.

>Zasada wynoszenia wiary ponad rozum - sprzedawana w szczególności na lekcjach języka polskiego
>doprowadza do odmowy myślenia, doprowadza do odrzucenia rozumu na rzecz starych legend i mitów,
>doprowadza w końcu do tego, że człowiek musi wyrzec się najwspanialszego narzędzia, dzięki któremu
>dokonał najznamienitszych osiągnięć - rozumu.
Mówiąc o "najznamienitszych osiągnięciach" nie masz na myśli wojen, wyzysku i całego zła, wygodnego i przyjemnego jednak dla osób, które do niego doprowadziły? Rozum jest wartością olbrzymią, czysty rozum - nieoszlifowany zasadami etycznymi, emocjami, uczuciami - przekleństwem.

>Zasada rozdziału ciała od ducha, czyli de facto zasada rozdziału ciała od świadomości, doprowadza
>do takich absurdów, jak bezgraniczna miłość dla całego świata czyli kochania w równym stopniu pijaka
>i złodzieja co najukochańszej osoby.
Po piąte (czy tam czwarte albo szóste, nieważne) - nie kradnij. Pijaństwo też nie pasuje do modelu idealnego chrześcijanina.

> Czy nikt nie chce dostrzec tego, ze nasze ciało reaguje na to,
>co sobie uświadamiamy, czyli że nasze uczucia takie jak pożądanie czy miłość zależą od wartości,
>jakie dostrzegamy w drugiej osobie i naturalnym jest, że nasze ciało, odpowiednio reaguje na to, co
>powstaje w naszej świadomości. Jaki tu więc rozdział i po co nauczać takich bzdur?
Zgadzam się.

>Wolałbym, żeby opierało się na rozumie i zrobię wszystko, żeby tak właśnie było. Zrobię wszystko, żeby dać mu możliwość myślenia i wyciągania wniosków, nawet, jeśli nie będzie się zawsze ze mną zgadzało.
Tak jak Pana dokowskiego przekonałam, że można mieć jednocześnie dobry i zły nastrój, będę przekonywać, że myślenie nie opiera się tylko na rozumie.

#9
13-07-2008 22:15
 Ocena 2 na 2
barycki (7788 punktów)
(zablokowany)
Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi @ffe?
>odpowiednią dawkę rozumu w domu.
>
Tylko trzeba dobrze pozamykać drzwi i uszczelnić okna, żeby nic się na zewnątrz nie wydostało.
Adam Barycki

#10
13-07-2008 23:11
 Ocena 3 na 3
Zyga (1539 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi @ffe?
>Jaką cenę płacą nam dzieci, małżonkowie, rodzice, czy rodzeństwo?
>A słyszałeś kiedyś takie słowo "miłość"?

Oj, uważałbym z tą bezinteresownością i miłością.

Jestem z partnerką nie dlatego, że ją kocham, ale dlatego, że jest nam ze sobą dobrze. Łatwiej nam we dwoje. Lubię z nią spędzać czas. Wiem, że mogą na nią liczyć.

Jaką cenę za to płacę? Czasem muszę iść na ustępstwo i coś poświęcić, wykazać się cierpliwością. Ona podobnie, ale za to czerpiemy z tego związku korzyści. Jest nas dwoje... takie małe stado.

#11
14-07-2008 00:17
 Ocena 6 na 6
awitu (7627 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi Brzostowski
>Czy wiedza na temat Biblii, Boga i religii ogólnie, nie jest wg Ciebie godna tego, abyś ją posiadł?

W szkole podstawowej i średniej naucza się tylko na temat Biblii, katolickiego boga i religii katolickiej, nie naucza się na temat Koranu czy Wed.W iem że żyjemy w kręgu cywilizacji łacińskiej i dlatego Biblia wydaje się być ważniejszą książką, ale świat się unifikuje, miesza i aby rozumieć procesy zachodzące obecnie na świecie przydałaby się dziecku także znajomość Koranu. Nauczanie o bogach i religiach jest potrzebne tylko ze względu na to, że na naszym świecie wiara nie jest sprawą prywatną a instytucje religijne mają wpływ na całe życie społeczne i by zrozumieć to pomieszanie z poplątaniem trzeba mieć podstawową wiedzę z zakresu religioznawstwa. Gdyby wiara była sprawą prywatną, znajomość tych pojęć byłaby ateiście niepotrzebna tak jak nie jest mu potrzebna znajomość wszystkich systemów filozoficznych świata.

Dla mnie wiedza o religii i bogu na poziomie szkoły podstawowej jest całkowicie niepotrzebna, bo, do czego ma służyć dziecku, które nie wierzy nauka o tworze wymyślonym?
Rozumiem, że ta wiedza może być potrzebna komuś, kto wierzy, ale przecież nikt nie zabrania katolikom wysyłać dzieci na nauczanie pozalekcyjne, tak jak wysyła się dzieci na lekcje nauki jazdy konnej. Jeśli rodzic uzna, że dziecku potrzebna jest ta wiedza i nauczanie o tym to katolicy mogą stworzyć lekcje religii w salach katechetycznych tak jak to było za czasów mego dzieciństwa.

Powiedz mi, do czego ma służyć mojemu dziecku wiedza nie obiektywna, a przekazywana w sposób subiektywny, bo przecież lekcje religii to nie lekcje religioznawstwa. Przekazuje się jeden subiektywny punkt widzenia. Ten subiektywizm nie kończy się na lekcji religii rozciąga się na np. język polski: gdzie omawia się Biblię nie ze względu na jej przydatność w rozumieniu innych dzieł literackich. W takim nauczaniu nie widziałabym nic złego, bo znajomość tej książki jest potrzebna by rozumieć inne odwołujące się do niego teksty. Niestety w naszych szkołach naucza się na języku polskim moralności według tej książki, wbija się dzieciom do głowy, co dany fragment znaczy i jaka nauka z niego wynika.

W moim przypadku to nauczanie rozciągnięte było jeszcze na np. lekcje biologii i tu jako nastolatka przeżyłam szok, wychowana w ateistycznym domu usłyszałam, że Darwin nie miał racji.... po tym stwierdzeniu usłyszałam najdziwniejsze teorie o jakich słyszałam aż do momentu zajęć poświęconych religioznawstwu na studiach. Wiem, że to jest sytuacja marginalna, ale miałam później okazję pracować jako nauczyciel i spotykałam się z takimi rojeniami u nauczycieli różnych przedmiotów.

Wrócę do lekcji religii - osobiście uczestniczyłam w kilkunastu lekcjach, z tego powodu że lekcja religii została umieszczona w środku dziennego planu zajęć. Z lekcji religii zostałam wyrzucona wraz z kilkoma innymi osobami, gdy któreś z nas zadało jakieś niewygodne pytanie, z którym katecheta nie potrafił sobie dać rady. Bezcelowe okazały się też nasze zabiegi o utworzenie lekcji etyki, przez kolejne lata snuliśmy się bezcelowo po szkole.

>Człowieku, większość tych wartości chrześcijańskich o których tak pogardliwie się wypowiadasz stanowią podstawę regulacji prawnych w większości krajów (nie dyskutuje o tym co było pierwsze, wskazuje tylko na zbieżność). Odrzuć 3 pierwsze przykazania dekalogu i zauważ że pozostałe są całkiem rozsądne.

Jak sam zauważyłeś większość tego co katolicy nazywają dekalogiem, jest wartościami uniwersalnymi, obecnymi także we wszystkich pięciu największych religiach świata, a także w większości pomniejszych. Większość tych zasad jest także zbliżona do wartości moralnych humanizmu. Dlaczego wiec upierać się i nadawać im łatkę chrześcijańskich wartości i nauczać ich pod tym sztandarem? Wszak, gdy wykluczymy z nauczania tą etykietkę, podkreślanie katolicyzmu, możemy dzieciom wpajać zasady uniwersalne bez ciężaru religijnego i ani dzieciom katolików nie stanie się krzywda - wszak te zasady nie są sprzeczne z ich wiarą, ani dzieciom wyznawców innych religii nie będziemy wtłaczać etykietek obcej im religii, a dzieciom osób niewierzących nie będziemy zaśmiecać umysłu pojęciami boga i jakiejś religii a tym samym będą one łatwiej przyswojone bo nie obciążone obcym im ciężarem religijnym.

>P.S. Jeśli chcesz aby Twoje dziecko nie było indoktrynowane, powinieneś mu zapewnić także wiedzę o religii i o Bogach, jeśli nie będzie to indoktrynacja ateistyczna. A chyba zależy Ci na tym aby dziecko podejmowało decyzje świadomie, czy nie?

Widzisz tutaj jestem najlepszym przykładem, wychowano mnie bez wiary. Nie mówiono mi że bóg jest, zaznajomiono mnie z pojęciem boga w dzieciństwie np. mama czytała mi na dobranoc różne mitologie, gdy poszłam do szkoły wyjaśniono mi że są na świecie różni ludzie wierzący w boga i że są różne religie i że moi rodzice nie wierzą w boga.
Nigdy nie zabraniano mi czytać niczego, w moim domu na półce stały książki z zakresu religioznawstwa, stała też Biblia, stał Koran i wiele innych książek z zakresu różnych systemów filozoficznych, stały dzieła Marksa i stały dzieła Mises'a i Hayek'a itd. Nigdy nie zabroniono mi pójść do kościoła czy na spotkanie Towarzystwa Świadomości Kryszny. Jako nastolatka szukałam, czytałam, sama doszłam do moich poglądów na kwestię boga tak jak doszłam do swoich poglądów politycznych. Nikt w domu nie namawiał mnie ani do konkretnej wiary ani do konkretnych przekonań politycznych, zostawiono to mojej ocenie i moim decyzjom. W zakresie religii doszłam do podobnych wniosków, co moi rodzice, w zakresie przekonań politycznych do zupełnie odmiennych. Wychowana w ten sam sposób moja siostra jest osobą wierzącą o odmiennych ode mnie poglądach politycznych. Wychowanie ateistyczne nie oznacza indoktrynacji, a jedynie wstrzymanie się z przedstawiania jedynie słusznego systemu wartości, pozostawienie tej decyzji w rękach wychowywanej osoby.

pozdrawiam

#12
14-07-2008 06:41
 Ocena 4 na 4
barycki (7788 punktów)
(zablokowany)
Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi Kelly
>myślenie nie opiera się tylko na rozumie.
>
W przerażającej większości, niestety.
Adam Barycki

#13
14-07-2008 08:43
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi Kelly
Witam.

>będę przekonywać, że myślenie nie opiera się tylko na rozumie.
Nowatorska koncepcja - możesz rozwinąć?

Pozdrawiam - Zbyszek

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...

#14
14-07-2008 10:01
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)Odp: Edukacja katolicka
>cały czas zgłębiam swoją wiedzę

Czy możesz podać przykład, jak to od wiedzy "płytkiej" zanurzyłeś się w odmęty swej wiedzy "głębokiej". Czy prawda zdania "Trawa jest zielona" jest płytsza czy głębsza od prawdy "Religia jest nonsensem"? Czy prawda ma wymiar głębi? Czym różni się wiedza od mojej wiedzy? Nie myśl, że ironizuję. Bardziej cenię wrażliwą prostotę, niż ogólniki.

>uświadomiłem sobie wiele rzeczy, o których wcześniej bałbym się nawet pomyśleć.

Czy owo "uświadamianie sobie" jest owym zgłębianiem swojej wiedzy? Czy masz na myśli refleksję nad swoim doświadczeniem życiowym?

>Dostrzegłem również szereg absurdów, i błędnych założeń, którymi ludzie kierują się w swoim życiu.

Problem polega na tym, że ludzie najczęściej są kierowani, że najczęściej nie podejmują żadnych wysiłków, aby kierować się własnym doświadczeniem i własnym rozumem (jedno od drugiego trudno rozróżnić). Dlatego analiza myslenia i zachowania człowieka prowadzi prędzej czy później do organizacji, w której funkcjonuje. Jeśli wlazłeś miedzy wrony...

>chciałbym się zająć kwestią edukacji i tym, co oprócz nauki wykłada się w naszych szkołach

Nie zapominaj, że przerwy mogą bardziej kształtować młodych ludzi niż to, co się w szkołach "wykłada". Na lekcjach na ogół nie pochwala się zbrodni, fałszu, przemocy, tym niemniej więzienia są przepełnione. Wykład to nie jedyny przekaz w szkole: zdaje się, że (jesli chodzi o mądrość życiową) - mało istotny. Samo stłoczenie tysiąca dzieciaków pod jeden dach jest juz obrzydliwym "przekazem": o procesach, które tu zachodzą, nikt właściwie nie zdaje sobie sprawy.

>w szkołach przyjmuje się za oczywiste, że należy posługiwać się kodeksem moralnym, >jakim są "wartości chrześcijańskie". ...Kodeks ten ... wywodzi się z kilku zupełnie >niemoralnych założeń takich jak ...pojęcie grzechu pierworodnego

Nie sądzę, że źródłem moralnych kodeksów są jakoweś założenia teoretyczne. W przypadku kleru - sakralizuje on swoją doktrynę moralną, aby w kolejnych pokoleniach ugruntować swój stan posiadania i władzy.Tak więc źródeł moralności doszukiwałbym się poza moralnością: ostatecznie w bezpośrednich przeżyciach przyjemności czy cierpienia. Zobacz, jak wiele mają do stracenia biskupi. Przeżuwanie kodeksów moralnych jest zajęciem w gruncie rzeczy neutralnym: zacznij dyskusję o władzy, o finansach, o nieruchomościach, o zachowaniu się kapłanów - to kij w mrowisko. Powiem tak: gdyby elity religijne wypracowały doktrynę, która skuteczniej trzymałaby ludzi za "gębę" niż Ewangelie - zrobiłyby to bez skrupułów. Zobacz, jak łatwo dawni komuniści zaparli się Marksa.

>Nie mam jeszcze dziecka, ale już drżę przed tym, jakich głupot i niemoralnych zasad >będzie się starał wpoić mojemu potencjalnemu potomkowi kler i grono pedagogiczne.

Nie zapomnij o dużej przerwie w szkole: wtedy twój mały synek lub córeczka może nauczyć się chlać, palić albo zaćpają ci się na amen. Wszystko, co w życiu ważne, może wymknąć się oku opatrzności: czyli monitoringowi mamy, belfra czy klechy.

#15
14-07-2008 10:27
 0 na 2
Kelly (2051 punktów)Odp: Edukacja katolicka
W odpowiedzi Zbyszek Bryłowski
>>będę przekonywać, że myślenie nie opiera się tylko na rozumie.
>Nowatorska koncepcja - możesz rozwinąć?
Oczywiście. Wyobraźnia, emocje i tak zwane "myślenie abstrakcyjne" nie zawsze łączą się z racjonalizmem, a jednak mają duży udział w myśleniu.

1 2 3 4 5 6 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365