Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
18-04-2013 22:20Matix (5786 punktów)Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.
Ocena 6 na 6
Bogactwo (przynajmniej to w ogólnym pojęciu) warunkuje nie tyle bieda lecz różnice. Do założenia tematu skłonił mnie jakiś komentarz z internetu:

Cytat:
Dalej nierozumiecie ze: ABY ISTNIAL BOGATY MUSI ISTNIEC TEZ BIEDNY, BEZ BIEDNEGO NIE MA BOGATEGO, Jak wam wmawiali w tv kupujcie zloto to wy jak te barany zaczeliscie pedzic po nie - pytanie tylko czyim kosztem chcieliscie zarobic? chcieliscie byc wszyscy bogaci z czasem? bogaci wzgledem kogo? Prosty przyklad: Jak pan Andrzej uprawia ziemniaki i jezdzi nowym mercedesem i reszta popatrzy i powie kur... ja tez chcem ja tez, i jak reszta zacznie uprawiac tez ziemniaki wszyscy oni beda jezdzic nowymi mercedesami? Czy beda skomlac do rzadu o doplaty? W kapitalizmie jest prosty wzor nauczcie sie go na pamiec - ilosc biednych musi byc wiesza anizeli bogatych. Jesli w tv wam mowia - ze wiekszosc cos robi to robcie na odwrot poniewaz wiekszosc zawsze musi obrywac, DALEJ WIERZYCIE W TO ZE WSZYSCY MOGA BYC BOGACI? BEZ BIEDNYCH? skad oni beda wiedzieli ze sa bogaci jak niemaja porownania? tez beda biedni, w jajo was zrobili i tyle.


www.hotmon(*)-zlota-To-z-powodu-Chin-a30200

To nie postęp czyni bogactwo. Dowód? Cofnijmy się w czasie kilkadziesiąt lat. Wtedy też byli ludzie uznawani wtedy za bogatych prawda? No. A cóż oni mieli w porównaniu do zwykłych ludzi dzisiaj? Wystarczy ów komputer, żeby przebić wszystkie ówczesne zabawki. Czy np. kanalizacja, albo styropian na ścianie domu. A jednak uważali się za bogatych. Na jakiej podstawie? Na takiej, że byli bogatsi od innych. Tylko tyle.

Czyli jest oczywista oczywistość. Bieda/bogactwo to pojęcia WZGLĘDNE. Win Win to bujda na resorach jakiej w życiu nie słyszałem. Dla ludzi nie ważne jest Win Win tylko to, żeby mieć więcej od sąsiada. Cóż z tego że każda osoba na świecie dostanie Ferrari? To ja chcę je mieć i tylko ja! To ja chcę szpanować, czuć spojrzenia zazdrości kiedy wchodzę do swojej fury. - Tak myślą ludzie. Nie wszyscy. Niektórzy po prostu mają w d**** ten chory wyścig szczurów i najzwyczajniej w świecie cieszą się życiem, bez nerwów, bez stresu, po prostu: zdrowo. Polecam. Nie chodzi o to, żeby przestać pracować, zarabiać, protestować. Powtarzam: chodzi o to, żeby się nie przejmować tyle tym życiem i tym żeby czuć się "lepszym" (to też jest pojęcie względne i to bardzo) od innych i po prostu się cieszyć.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4
#46
28-04-2013 15:11
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)Odp: Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.
W odpowiedzi Anna Salman

>Ależ to dopiero kilkanaście lat eksperymentu. Jeszcze kilka lat i będzie widoczny podział na tych, których stać na prywatne przedszkola, szkoły i będą mieli zapewniony dostęp do wyższych uczelni. Reszta się nie załapie, bo będzie skazana na publiczne szkoły - przepełnione i coraz gorszej jakości, a ze szkołami ponadgimnazjalnymi dojdzie dodatkowa bariera - koszty dojazdu.

To co piszesz to gdybologia stosowana, a do takiej trudno się odnosić. Jeśli przyjąć, że nadrabiamy zapóźnienia cywilizacyjne względem "Starej Europy", a z dostępnych danych wynika to jednoznacznie, to taki proces musiałby mieć miejsce dawniej i u nich jak byli na podobnym poziomie. Czy potrafisz wskazać jakiś wiarygodny model, do którego można się odnieść?

>>Dlaczego to ma się zmienić?
>Bo mamy coraz większą dziurę w budżecie,

W zeszłym roku poziom długu w relacji do PKB nieznacznie spadł. Deficyt budżetowy, choć nieco wyższy od zaplanowanego, nie zagraża finansom publicznym co można wywnioskować stąd choć, ze względu na niższy wzrost gospodarczy niż zaplanowany w budżecie być może będzie potrzebna jego korekta.

>a jeśli nie zauważyłeś pod młotek idą najpierw koszty leczenia

Na razie nie da się tego stwierdzić:
www.rynekz(*)owia-w-2013-roku,126689,1.html

Choć trudno stwierdzić, że jest dobrze:
www.trystero.pl/archives/12374

> i edukacji.

Tu niestety racja:
obywatelen(*)arla-propozycje-budzetu-nauki/

Jeszcze garść danych:
smarterpol(*)osc-lub-wtorkowy-czarny-humor/

>Ci, których nie stać na wykupienie ubezpieczenia,

A to trzeba?

> a nie pracują na etacie oraz ci, których nie stać na tzw. prywatne leczenie, tylko miesiącami oczekują na operacje.

W takim razie dobrze by było byśmy jak najszybciej się bogacili gdyż Ci zamożniejsi zwolnią miejsce w kolejkach dla uboższych.

>Zjawisko od dawna już analizowane np. w Stanach - biedny jest pokazywany, jako człowiek z marginesu, w większym stopniu skłonny do łamania prawa, a więc z założenia podejrzany.

To co piszesz jest dość oczywiste - jest tylko jedna skuteczna recepta na te problemy - po prostu ludzi z tej biedy wyciągnąć bo wtedy te problemy samoistnie znikają.

Z jednej strony wygląda to tak:
wyborcza.p(*)8_mln_biednych__Najwiecej.html

Niestety spowolnienie gospodarcze te tendencje zahamowały:
www.stat.g(*)s/WZ_ubostwo_w_polsce_2011.pdf

> Sięgnij kiedyś w wolnej chwili do historii Polski, ale tej dawniejszej - z okresu Jagiellonów.

Bronisz tezy o tożsamości barier prawnych i ekonomicznych - wskaz zatem, jeśli odnosisz się do Jagiellonów, gdzie to miały miejsce te masowe przejścia z chłopstwa w stan szlachecki czy mieszczański. Wydawać się by mogło, że urodzenie praktycznie determinowało przynależność dożywotnią do własnego stanu, a tym samym konserwowało stosunki społeczne i biedę niższych warstw.

Jeśli zaś chodzi o bariery ekonomiczne to może zainteresuje Cię to:
www.wykop.(*)ska-przegania-poludnie-europy/

Dane może nie w 100% aktualne ale tendencja ciekawa.

>Tyle, że ja już jakiś czas temu zaczęłam szukać alternatywnych źródeł informacji. Jeżeli mam poczucie dysonansu poznawczego, z reguły staram się wyjaśnić, gdzie tkwi błąd.

To prośba o te alternatywne źródła informacji. Gdzie w moich tkwi błąd?

finerbijk (17282 punktów)Odp: Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.
W odpowiedzi Anna Salman
>Nie uważam, że jakikolwiek system coś zrobił. System to tylko nazwa określonych stosunków społecznych - stworzonych i realizowanych przez ludzi, w przypadku niewolnictwa przy użyciu przemocy.
Dlatego ludzie mieli niewolników, bo było wolno. Gdyby dzisiaj wprowadzić niewolnictwo, to nabywcy też by się znaleźli. Idealnie byłoby obejść się bez różnych systemów prawnych, społecznych itd., licząc, że wszyscy będą dla siebie milutcy, ale chyba nieprędko to nastąpi, jeśli w ogóle. Dlatego uprawnione jest stwierdzenie, że mogą być systemy mniej lub bardziej sprawiedliwe.

>Inaczej to wygląda w odniesieniu do sprawców. I to oni najbardziej lubią posługiwać się "systemem" - żaden hitleryzm / faszyzm / ustrój feudalny, czy niewolniczy nic nikomu nie kazały.
System sam się nie stworzy i wiadomo, że komuś służy, ale jak już jest to dotyka również tych, którzy niekoniecznie chcą z nim mieć z nim cokolwiek wspólnego, oraz potrafi doprowadzić kulturalny naród europejski do bestialstwa i barbarzyństwa, co sama słusznie zauważyłaś.

> Buntowali się przeciwko konkretnym ludziom - wyzyskiwaczom. Walka z tzw. systemem jest walką z urojeniami, a gdy nie ma alternatywy prowadzi jedynie do odwrócenia ról.
Nawet często się buntowali. Czasem udało im się nawet kilku tych wyzyskiwaczy ubić, ale dopóki się nie zmienił system własnościowy wszystko wracało do starego. Dzisiaj też można doprowadzić do upadku jedną czy drugą korporację z podobnym skutkiem.

Andrzej Bogusławski (52449 punktów)Odp: Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.
W odpowiedzi Konowal
.
>>>>Poza tym są struktury, które biedę hołubiąc, chwaląc, tuląc w ciepłym uścisku "woli bożej" czerpią z niej do woli. To tzw. religie.
>No bzdury - poczytaj sobie kto fundował kościołom różne rzeczy - chyba nie biedni ludzie co?
Całe bogactwo Kościoła opiera się na biedakach i to pomimo wszelkich manipulacji ekonomicznych kleru aby zedrzeć jak najwięcej również z bogatych. Warto zastanowić się, kto w Polsce płaci zbiorczo większy podatek? Czy ci których majątek (roczny przychód) jest powyżej średniej, czy ci których majątek (roczny przychód) jest poniżej średniej.
Warto się też zastanowić, kto dawał więcej Rydzykowi - biedni, czy bogaci?
Ale do tego potrzebną jest umiejętność myślenia, tu sama wiara w słuszność własnych przekonań jest niewystarczająca.

>To wszelkiej maści socjalizmy hołubią biedaków bo bez nich, czyli braci robotniczo-chłopskiej nie mieliby co robić.
Czemuś biedny - bom głupi, a czemuś głupi bom biedny. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie - ograniczając zło czynione w jej imieniu. Na świecie są różne religie/ideologie, które mają swoje doktryny np. chrześcijaństwo, muzułmanizm, komunizm, faszyzm, neoliberalizm. Doktryny te same z siebie niczego złego nie czynią, aby zaistniało zło konieczną jest wiara. Im głębsza, bardziej fundamentalistyczna tym groźniejszą. Fanatycy zapluwają się w swojej złości na wszystkich inaczej myślących, a nawet wątpiących. Gdy pojawiają się takie możliwości w imię swoich religii dręczą i mordują. Socjalizm - dopóki nie staje się przedmiotem wiary - jest wartościową koncepcją reformowania (uczłowieczania) kapitalizmu, ale już nawet jako religijna doktryna jest mniej groźnym od ekstremalnych doktryn - takich jak: chrześcijaństwo, muzułmanizm, komunizm, faszyzm i neoliberalizm.

>Tam gdzie bieda tam religia schodzi na drugi plan, bo najpierw trzeba zapewnić godne warunki życia.
"Jak trwoga to do Boga". Im większa bieda tym większa religijność.
Polecam artykuł amerykańskiego socjologa Phila Zuckermana pt. Atheism: Contemporary Rates and Patterns. Który jest rozdziałem książki The Cambridge Companion to Atheism pod redakcją Michaela Martina.

Autor artykułu wykonał żmudną pracę, zbierając wyniki badań socjologicznych, przeprowadzonych w wielu krajów świata, w których pytano ankietowanych, czy wierzą w Boga lub bogów obejmującej 50 państw z najwyższym odsetkiem niewierzących(...)

Okazuje się, że w czołówce państw najlepiej rozwiniętych znajdują się prawie wyłącznie kraje o wysokim wskaźniku ateizmu organicznego. Co to jest ateizm organiczny? Otóż autor zwraca uwagę na istotne różnice między tymi państwami, w których ateizm był lub jest elementem oficjalnej ideologii, narzucanej społeczeństwu przez władzę (taki ateizm określa jako przymusowy), a tymi, w których ateizm rozwija się samoistnie, bez ingerencji władz, a więc jest "organiczny". (...)

W podsumowaniu Zuckerman pisze: ...nie zamierzam sugerować, że powszechna wiara lub niewiara w Boga staje się przyczyną zdrowia społecznego lub społecznych patologii. Staram się po prostu jasno pokazać, że wysoki poziom niewiary w Boga w danym społeczeństwie nie doprowadza społeczeństwa do ruiny, a wysoki poziom wiary w Boga nie zapewnia społeczeństwu pomyślności. Należy to wyraźnie podkreślić, ponieważ aktywni politycznie teiści często zrównują ateizm z przestępczością, niemoralnością i społecznym rozkładem. Zarówno islamscy fundamentaliści w Iranie, jak i chrześcijańscy fundamentaliści w stanie Indiana głośno przekonują, że wiara w Boga jest "dobra dla społeczeństwa" - jako największe panaceum - a odrzucenie wiary w Boga jest dla społeczeństwa złe. Powyższa analiza pokazuje, że taka teza jest zdecydowanie błędna. www.racjon(*)rum.php/z,0/d,2/s,70619#w71165
A także:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,503845#w504250

>To socjalizm się boi że biedacy się wzbogacą bo wtedy mondrołków co to kombinują jak im zabrać kasę kopnęli by w żyć.
Tak, przeróżni mądrale przeróżnie kombinują i ciekawie opisuje to Thorstein Veblen w wydanej w 1899 r. Theory of the Leisure Class Poniżej (w następnym poście) cytat z rozdziału: Kult religijny.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.

Andrzej Bogusławski (52449 punktów)Odp: Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.
W odpowiedzi Konowal
.
>To socjalizm się boi że biedacy się wzbogacą bo wtedy mondrołków co to kombinują jak im zabrać kasę kopnęli by w żyć.
Veblen ponad 100 lat temu w "Teorii klasy próżniaczej" tak opisuje część mądrali próbujących oszwabić innych z kasy:
Warto byłoby jednak rozważyć ogólny ekonomiczny charakter konsumpcji "religijnej" i porównać z konsumpcją o innym przeznaczeniu. Wskazanie zakresu motywów i celów, z których wywodzi się religijna konsumpcja dóbr, dopomoże zarówno w ocenie tej ostatniej, jak i w ocenie związanego z nią typu umysłowości. Widać uderzające podobieństwo, jeśli nie tożsamość, motywów między konsumpcją w służbie bóstwa antropomorficznego a konsumpcją wielkich panów, wodzów plemienia lub patriarchów tworzących klasę próżniaczą w społeczeństwie barbarzyńskim. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z wystawianiem kosztownych budowli osobom, którym się służy.

Budynki te, jak i ich wyposażenie, nie mogą mieć zwykłego wyglądu i zawsze wykazują wyraźne cechy ostentacyjnego marnotrawstwa. Można również zauważyć, że wygląd i wystrój budowli przeznaczeniu religijnym ma zawsze charakter archaiczny. Podobnie ci, którzy służą zarówno naczelnikowi, jak i bóstwu, muszą w ich obecności występować w specjalnym, ozdobnym ubiorze. Charakterystyczną cechą ekonomiczną takiego stroju jest silniej niż zazwyczaj podkreślona ostentacyjna rozrzutność, co wiąże się z drugorzędną sprawą, którą jest pewna staroświeckość fasonu, obowiązującego w większym stopniu duchowieństwo niż służbę i dworzan barbarzyńskiego wielmoży. Podobnie ubiór ludzi świeckich noszony w obecności boga winien być bardziej kosztowny niż ubiór codzienny. Zaznacza się w tym podobieństwo zwyczajów obowiązujących w sali posłuchań wodza i w świątyni boga. Obowiązuje pod tym względem pewna uroczysta nienaganność, "czystość" stroju, która z ekonomicznego punktu widzenia ma na celu staranne zatarcie wszelkich związków z jakąkolwiek produktywną pracą czy zajęciem o konkretnej, materialnej użyteczności.

Wspomniane wymogi marnotrawstwa na pokaz i uroczystego zatarcia śladów pracy produkcyjnej obowiązują również w odniesieniu do stroju noszonego w dni świąteczne (...)

Święta religijne i święta w ogóle mają charakter daniny, ściąganej od społeczeństwa. Spłaca się ją poprzez zastępcze próżnowanie, a płynący z tego prestiż zostaje przeniesiony na osobę lub wydarzenia, na cześć których święto zostało ustanowione. Prawo do dziesięciny w formie świąt jest atrybutem wszystkich członków nadprzyrodzonej klasy próżniaczej i jest niezbędne dla ich dobrego imienia. Un saint qu'on ne chóme pas - to z pewnością święty, na którego przyszły złe czasy.

Oprócz ludzi świeckich, na których nałożono daniny zastępczego próżnowania, istnieją specjalne grupy osób, duchowieństwo różnych stopni, które poświęcają całkowicie swój czas podobnym usługom. Od duchowieństwa wymaga się powstrzymania się od zwyczajnej pracy, zwłaszcza użytecznej lub takiej, która mogłaby przyczynić się do szczęścia doczesnego całej ludzkości. Tabu w tym przypadku jest jeszcze silniejsze, gdyż dochodzi doń zakaz dążenia do ziemskich korzyści, nawet jeśli nie łączą się one z poniżającym i upokarzającym udziałem w (procesie produkcji. Poszukiwanie korzyści materialnych, a nawet myślenie o sprawach doczesnych uważa się za niegodne prawdziwego sługi bożego, a ściślej, za niegodne bóstwa, w którego służbie się pozostaje. "Człowiek, który podaje się za kapłana Boga, a naprawdę jest kapłanem jeno swych własnych wygód i korzyści, najbardziej godny jest potępienia".

Każdy człowiek o wyrobionym poczuciu tego, co przystoi w życiu religijnym, z łatwością dokona podziału między postępowaniem prowadzącym do osiągnięcia pełni zadowolenia życiowego a zachowaniem służącym większej chwale bóstwa antropomorficznego. W idealnym systemie kultury barbarzyńskiej czynności wykonywane przez duchowieństwo w całości znajdują się po drugiej stronie tej linii podziału. Wszystko to, co wchodzi w zakres życia materialnego, znajduje się poniżej właściwego poziomu aspiracji duchowieństwa. (...)

Wszystkie oznaki wskazujące na to, że słudzy niewidzialnego pana nie żyją poświęceniem dla jego czci, lecz swymi osobistymi, prywatnymi sprawami, silnie drażni nasze odczucia, jako coś zasadniczo niewłaściwego. Duchowieństwo stanowi klasę służebną, lecz służąc wysoko postawionemu władcy i zapożyczając odeń blasku zajmuje wysokie miejsce w hierarchii społecznej. Konsumpcja duchowieństwa ma charakter zastępczy, a ponieważ w bardziej rozwiniętych religiach pan nie ma w ogóle potrzeb materialnych, zawód duchownych polega na zastępczym próżnowaniu w pełnym znaczeniu tego słowa. "Cokolwiek byś spożywał, cokolwiek pił, bądź cokolwiek byś czynił - czyń to wszystko na chwałę bożą".


Warto oczywiście przeczytać i cały rozdział i całą książkę, gdyż niewiele można ująć w krótkim cytacie, a książka ta uczy nas sceptycyzmu do wszelakich wiar. Dla racjonalisty zawsze powinno być żenadą twierdzenie, że nasza wiara jest jedynie słuszną, a wszystkie inne są złe i głupie, ale racjonalizm nie deklarowany a uprawiany, to bardzo rzadka przypadłość.

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.

#50
29-04-2013 22:46
 Ocena 1 na 1
Grzegorz (2117 punktów)Odp: Co warunkuje bogactwo? Bieda? Nie, ale prawie.
W odpowiedzi Anna Salman
>Czyli bogaci będą kształcić swoje dzieci, dzięki czemu staną się jeszcze bogatsze, a biedni przestaną kształcić swoje i staną się jeszcze biedniejsze. Ciekawy pomysł, ale to już było testowane u nas kiedyś, a nadal jest w kilku krajach od i jakoś per saldo dla kraju to nie wychodzi korzystnie.

Jakoś tych testów u nas nie pamiętam. Możesz przybliżyć?
Wygląda mi to na jakiś totalny impas a nawet błędne koło - rynek usług edukacyjnych nie rozwinie się wobec braku klientów na te usługi. Ci zaś nie maja pieniędzy na, choćby częściową, partycypację w jego kosztach, bo m.in. ... zabieramy im pieniądze w postaci podatków po to, aby utrzymywać system edukacyjny. No i dochodzimy do ściany. Na tej zasadzie nic się nie ma szansy zmienić na lepsze, a o odpowiedniej edukacji bez pieniędzy to możemy sobie tylko bajki opowiadać i patrzeć z zazdrością na USA, gdzie semestr studiów kosztuje kilkadziesiąt i więcej tys. USD.

>Przecież to było w PRL w przypadku szkół zawodowych ... Wtedy działało - teraz nie mamy pracodawców.

Kłopotem PRL był formalny i praktyczny brak akceptacji istnienia mechanizmu rynkowego. Można oczywiście stwierdzić, że w ogólnym i powszechnym braku wszystkiego, popyt na wiele produktów był ogromy i to przy zerowej konkurencji, dzięki czemu np. produkowaliśmy do lat 90-tych samochody, które gdzie indziej uznano by za zabytkowe. Czego zatem mogli uczuć się młodzi adepci w owych przyzakładowych kuźni talentów bo raczej nie nowoczesnych technologii produkcji, obsługi zaawansowanych urządzeń itp. Nie było też rynku pracy. Trudno to porównać do propozycji, która zakłada powstawanie przy nowoczesnych firmach produkcyjnych szkół kształcących wykwalifikowanych pracowników.

>... Wszędzie tam, gdzie jedyną wartością jest czysta kalkulacja, w dodatku krótkoterminowa, przestaje istnieć społeczeństwo. Czy nam o to chodzi?

Nie widzę powodu aby mówiąc o edukacji jako o biznesie mówić o "krótkoterminowych kalkulacjach". Edukacja to takie same usługi jak każde inne - inwestujemy w infrastrukturę (lub ja wynajmujemy), kadrę i ... dostarczmy usług. Jakoś na rynku szkoleń, nauki języka czy innych kursów nie ma problemu. Firmy edukacyjne będą konkurować, budować swoje marki, inwestować, pośredniczyć w kredytowaniu czy pozyskiwaniu środków na edukację. Co jest takiego szczególnego w edukacji żeby musieli to robić nadal - słabo zmotywowani i źle opłacani nauczyciel, w oparciu o archaiczną infrastrukturę?

>W takim razie głupie pytanie - ile budżet dokłada do tzw. prywatnych uczelni? Bo rozumiem, że prywatne znaczy prywatne i ciężar kosztów ponoszą studenci lub ich rodzice. Dobro publiczne to szkoły i uniwersytety państwowe i tylko tam powinny trafiać środki z budżetu. Wiem jednak, że jest inaczej.

Albo godzimy się na wspieranie edukacji z budżetu w zakresie niezbędnego minimum i wówczas staramy się optymalnie wydawać środki organizując edukację w oparciu o dostępną bazę nie oglądając się na własność (kasa podąża za uczniem), albo mamy całkowicie wolny rynek i wtedy żadna szkoła żadnej kasy z budżetu nie powinna dostawać, albo mamy publiczne szkoły do jakiegoś poziomu, a wolny rynek powyżej. Teraz mamy rożne patologie.

> lepiej żebyśmy mieli kilkuset bardzo dobrych fachowców, niż tysiące analfabetów z dyplomami. Oni wcale nie są wykształceni, oni nie mają kwalifikacji, za to mają wygórowane oczekiwania.

To prawda ale też potem są bardzo brutalnie weryfikowani już od dawna przeglądając aplikacje do pracy nie patrzy się na fakt skończenia studiów za to dość często liczy się uczelnia czy kierunek.

>My Polacy mamy jednak straszną potrzebę, żeby się dowartościowywać ...

Mamy też chyba kompleksy. Jakoś nie chce mi się wierzyć aby bratnie społeczeństwa europejskie pochłaniały nasza "siłę roboczą" w trosce o jej dobrostan i z potrzeby podzielnia się uwierającym ich dobrobytem Może jestem jakiś odosobniony ale wśród emigrantów zarobkowych znam sporo lekarzy, architektów, informatyków i inżynierów (np. budownictwa lądowego), którzy pracują jak najbardziej w swoich zawodach. Taki drenaż wykwalifikowanej kadry może nie przekłada się obecnie na jakieś kolosalne wzrosty PKB ale daje tym krajom za darmo specjalistów, których wykształcenie po pierwsze trwa po drugie kosztuje krocie.

>Jak członkowie narodu, który żadnego dobrobytu sobie nie wypracował przez ostatnich kilkaset lat, mają tworzyć dobrobyt gdzie indziej?

Jak mnie kiedyś uczono - podstawą sukcesu jest dobry management. Potencjał ludzi można wykorzystać lub zmarnować przy czym to drugie jest bardzo proste. Myśle że jednak troche zbyt krytycznie nas osądzasz gdybyśmy faktycznie się tak równomiernie jako kraj rozwijali przez te kilkaset lat we względnym choćby spokoju zapewne nie byłoby różnic jakie obserwujemy. Jakby nie patrzeć np. II-ga RP po dwóch latach od uzyskania niepodległości była w stanie wybudować największy i najnowocześniejszy port w ówczesnej Europie.

>Ja już nie wierzę w głosowanie pieniędzmi. Przez stulecia w Polsce tak się to odbywało i jakoś elity intelektualnej się nie dorobiliśmy.

J.W. - Chyba trochę zbyt to jednostronne.

>Częściowe rozwiązanie już jest - pieniądze podatników do państwowych uczelni, a uczelnie rozliczane z rzeczywistych osiągnięć naukowych, a nie liczby studentów. Ten tzw. liberalny system dojenia budżetu jest chory - de facto oznacza finansowanie przez biedniejszych wydatków bogatszych.

System edukacji to nie tylko uczelnie zaryzykowałbym nawet tezę, że akurat ten etap edukacji mógłby wręcz całkiem wypłynąć na wolny rynek bez pomocy z budżetu lub z jakimiś dotacjami głównie w kierunku prowadzenia badań i rozwoju. Słaby jest system, a zaczyna się on od podstawówki.
Nie widzę żadnego "liberalizmu" w koncepcji dopłacania do czegoś z budżetu. Jeśli widzę potrzebę takich interwencji budżetowych to jest to wyłącznie skutek naszych zapóźnień i struktury majątkowej naszego społeczeństwa, którego po prostu na wiele rzeczy nie stać.

Pozdrawiam

1 2 3 4

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia 
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365