Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kołakowski o religii

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
26-01-2009 21:44Beatus (2528 punktów)Kołakowski o religii
Ocena 7 na 7
Coraz mi trudniej odróżnić dział religia od działu antyklerykalizm. Znalezienie zaś jakichś wypowiedzi o religii jako takiej innych niż - to głupie i bez sensu, lub takich które nie odnoszą się do katolicyzmu zaczyna graniczyć z cudem. Tym czasem Fridrich Maks Műller pisał "kto zna jedną religię, nie zna żadnej" - z czym ja osobiście się zgadzam.
A co możemy znaleźć o religii u znanego filozofa Kołakowskiego?
Autor ten mówiąc o religii określa ją jako „społecznie ustalony kult rzeczywistości wiecznej”
Uważano, że mity religijne ukazują przede wszystkim pewien rodzaj wiedzy, czy to wyjaśniając niezrozumiałe zjawiska przyrody i tym samym uzupełniając skromny zasób racjonalnej wiedzy prymitywnego człowieka arbitralnymi wytworami fantazji, czy to przekazując mu zniekształconą informację o historii plemiennej. Ta interpretacja mitów jako pseudonauki pierwotnych ludzi, jako fałszywego wyjaśniania przyrody, łączyła się zwykle z analogiczną interpretacją magii jako pseudotechniki, jako próby kompensowania ubogich umiejętności praktycznych technologią imaginacyjną. Ujęcie to, sięgające wstecz aż do starożytności, popularne było wśród antyreligijne nastawionych filozofów Oświecenia i w znacznym stopniu pozostało podłożem badań antropologicznych, łącznie z dziełem Frazera, przez cały wiek dziewiętnasty. Konkurencyjne interpretacja, którą zapoczątkowali epikurejczycy, kładzie nacisk nie na poznawczą, lecz na emocjonalną funkcję mitów; strach przed śmiercią, cierpienie i pragnienie zachowania dobroczynnego ładu w chaosie świata miały wyjaśnić nam historię religii. Ujęcie intelektualistyczne zostało raczej zaniechane w wieku dwudziestym na rzecz różnych teorii (Durkheim, Malinowski), które kładły nacisk na społeczną, nie zaś poznawczą wartość mitów, na ich rolę w integracji społeczeństwa, w sterowaniu i kontrolowaniu emocji zbiorowych, w podtrzymywaniu struktury rodzinnej i innych instytucji życia społecznego. W ostatnich dziesięcioleciach jesteśmy jednak świadkami powrotu do ujęcia intelektualistycznego w całkiem nowej wersji, głównie w wyniku prac Lévi-Straussa i jego kontynuatorów. Okazuje się znowu (jeśli się z nimi zgodzić), że interpretacja mitów w kategoriach ich funkcji poznawczej jest najbardziej owocna, choć nie w oświeceniowym sensie. Wysiłek tej nowej szkoły skupia się na rozkładaniu materiały mitologicznego na części i ponownym zestawieniu go w nowy, sensowny porządek, dzięki czemu ujawniona zostaje ukryta struktura, której ludzie wierzący
nie są świadomi, lecz która dostarcza im w rzeczywistości intelektualnych narzędzi do klasyfikowania i wyjaśniania relacji zarówno przyrodniczych, jak i społecznych.”
Wszystkie podejścia funkcjonalne do badań nad mitem mają wspólne podłoże epistemologiczne. Zakłada się, że język mitu jest nie tylko zrozumiały na gruncie semantyki, ale przed wszystkim przekładalny na sensy i znaczenia dostępne badaczowi. Drugim ważnym założeniem w tej interpretacji jest to, że mity mają sens utajony, niedostępny tak dla wyznawcy jak i dla twórcy, ale możliwy do odkrycia dla antropologa.

Ten obszerny fragment dotyczący różnych sposobów rozumienia i nadawania znaczeń religii nie ma nic wspólnego z światopoglądową wiarą lub jej brakiem. Jest refleksją nad zjawiskiem. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto zechce również w taki, niezaangażowany emocjonalnie sposób, przyjrzeć się wraz ze mną fenomenowi religii.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

atre (971 punktów)
>W ostatnich dziesięcioleciach jesteśmy jednak świadkami powrotu do ujęcia intelektualistycznego

>Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto zechce również w taki, niezaangażowany emocjonalnie sposób, przyjrzeć się wraz ze mną fenomenowi religii.

Oczywiście. Wielokrotnie mówiłem tutaj na ten temat próbując wymusić intelektualne podejście do "fenomenu" religii. Niestety, wszelkie logiczne rozumowanie nie dociera do ateistów na tym portalu. Wolą wymyślać historyjki o Kajfaszu fingującym śmierć Jezusa na krzyżu itp. Poza tym, aby mówić o intelektualnym podejściu do religii nie wystarczy sięgnąć do Lévi-Straussa. Powiedziałbym nawet iż byłoby błędem sięganie po to do niego.
27-01-2009 10:00 
 Ocena 4 na 4
Beatus (2528 punktów)
> Oczywiście. Wielokrotnie mówiłem tutaj na ten temat próbując wymusić intelektualne podejście do "fenomenu" religii. Niestety, wszelkie logiczne rozumowanie nie dociera do ateistów na tym portalu. Wolą wymyślać historyjki o Kajfaszu fingującym śmierć Jezusa na krzyżu itp.
Nie jest to reguła na szczęście. Sądzę, że nie ma tu znaczenia ateizm czy nie ateizm, tylko konkretnie wiedza i zainteresowania jednostki. Mówienie o religii w sposób, który proponuję wymaga jednak nieco wiedzy nt. tego co i kiedy nazywamy zjawiskiem i jak się to rozpatruje. Oczywiście nawet brak takiej wiedzy nie wyklucza możliwości refleksji ale pojawia się wówczas inna przeszkoda. Jeżeli źródłem czyjejś antypatii do religii są indywidualne złe doświadczenia z proboszczem, wzniesienie się ponad te emocje jest utrudnione. Również w drugą stronę, jeśli ktoś określone wyznanie uważa za jedyną prawdę, nie jest w stanie spojrzeć na własną religię jako na jednostkowy przypadek określonego zjawiska. Potrzeba dystansu, który szczególnie w ujęciach fenomenologicznych jest elementem koniecznym poprawnego stosowania metody.
>Poza tym, aby mówić o intelektualnym podejściu do religii nie wystarczy sięgnąć do Lévi-Straussa. Powiedziałbym nawet iż byłoby błędem sięganie po to do niego.
Propozycja Leviego jakkolwiek interesująca i mnie nie przekonuje. On oparł całą swoją myśl w tym temacie na analizie języka i jego znaczeń. Jeżeli sądzi się, że język odzwierciedla w sposób adekwatny rzeczywistość, faktycznie koncepcja jest świetna. Ja mam jednak wątpliwości co do tego. I mimo, że przeczytałam kilka pozycji Lévi-Straussa z przyjemnością, nie zgadzam się z jego interpretacją.
A jakie ujęcie jest tobie bliskie?
28-01-2009 02:43 
 Ocena 1 na 1
atre (971 punktów)
>jeśli ktoś określone wyznanie uważa za jedyną prawdę, nie jest w stanie spojrzeć na własną religię jako na jednostkowy przypadek określonego zjawiska. Potrzeba dystansu, który szczególnie w ujęciach fenomenologicznych jest elementem koniecznym poprawnego stosowania metody.

Większość ludzi nie dochodzi samodzielnie do swojej religijności. Tacy ludzie pod wpływem pewnych doświadczeń nastawiają się negatywnie do duchownych, do pewnych organizacji kościelnych itp., a w końcu do religii jako takiej. Tracą wiarę widząc zło, bezcelowe niekiedy okrucieństwo, bezsensowne zbrodnie (ostatnio nagłośniony przypadek młodzieńca, który wpadł do żłobka, przedszkola belgijskiego i na oślep zaczął dźgać nożem śpiące półtora roczne dzieci). Powstaje wówczas pytanie: gdzie w tym miejsce na Boga? Gdzie był Bóg w takiej chwili? Itd. Inni widzą proboszcza, który parkuje swojego "merola" przed plebanią. Itd. Jeszcze inni mieli sąsiada, który swoim dzieciom żałował na jedzenie, ale każdej niedzieli kładł ostentacyjnie po pięćdziesiąt, czy sto złotych na tacę... "na tego merola"? Itd. Jak dołożymy księży o skłonnościach pedofilskich, homoseksualnych itd. ...to już w ogóle w świadomości takich ludzi Kościół jako sfera duchownych zasługuje na "zrównanie z ziemią". Niestety ludzki umysł funkcjonuje tak iż jedno zło rzuca cień na wszelkie dobro, jedno kłamstwo rzuca cień na prawdę. Jaki sens miałoby jednak istnienie mediów... gdyby nagle miały przestać podawać tzw. złe wiadomości, gdyby nagle przestały łowić skorumpowanych ministrów itd.? To iż zło istnieje wydaje się być faktem... jeśli jednak spogląda się na świat poprzez Fakty, bo na nic więcej po pracy nie ma czasu, to wówczas powstaje zupełnie szklany i nierealny obraz świata.
I z tego powodu właśnie ludzie, którzy samodzielnie nie dochodzą do swojej religijności, tracą świadomość religii, która w ich oczach zostaje w jakimś sensie zdyskredytowana. To też zostaje odniesione do samego Boga. Nie ma jednak człowieka, któremu nie przychodziłyby do głowy refleksje, myśli, którymi jako argumentami posiłkuje się najczęściej ateista. Jest to już jednak dosyć spóźniona refleksja. To tak jakbyśmy zaczęli czytać jakąś powieść od drugiego tomu i zaczęli snuć teorie na temat tego co działo się w pierwszym tomie. Tak bowiem wyglądają opinie ateistów na temat religii, czy też podstaw religii.

Człowiek myślący, o ile myśli, odkrywa religię na nowo, bez względu na to czy już go w jakiejś religii wychowano, czy nie. Religia nie jest dziełem refleksji. Człowiek nie wymyśla Boga, on Go odkrywa. Odkrywa, nie wymyśla. Bóg, gdyby nawet chodził po tym świecie całkiem jawnie, jak ja, lub ty... lecz ani ja, ani ty, nie rozumielibyśmy po co to słowo "Bóg", czy też co to znaczy "Stwórca"... jaki wówczas miałoby to sens? Człowiek sam dochodzi do tego zrozumienia. Gdyby nie doszedł on w sposób refleksyjny do istnienia Stwórcy, do istnienia Boga, Ten mógłby ukazywać się mu codziennie, a i tak nic by to nie dało. Bóg, aby przemówić do człowieka, musiał to zrobić w jego języku.

Pytasz jakie ujęcie jest mi bliskie... No cóż, filozofia jako całość, jest również serią kardynalnych błędów. Jedni filozofowie przejmowali je po innych. Od piętnastego wieku filozofia była w pewnym sensie w regresie. Zapomniano podstaw i na tym zapomnieniu budowano absurdalne teorie. Nie karz mi tego teraz tłumaczyć. Tu potrzeba ścisłej logiki i umiejętności odniesienia jej do filozofii, nauki itd, nic więcej... dla niektórych jednak to za dużo. Próbowałem przez trzy miesiące obudzić w moich rozmówcach zmysł logiczny. Do niektórych jednak można przemówić jedynie z pozycji autorytetu. Poczekamy, zobaczymy.
28-01-2009 19:04 
 Ocena 1 na 3
Beatus (2528 punktów)
> Większość ludzi nie dochodzi samodzielnie do swojej religijności. Tacy ludzie pod wpływem pewnych doświadczeń nastawiają się negatywnie do duchownych, do pewnych organizacji kościelnych itp., a w końcu do religii jako takiej.
To prawda. Wszak wątek ten i perspektywa z której chciałam spojrzeć na religię nie dotyczy większości. Do takiego spojrzenia trzeba mieć specyficzne kompetencje. Jednak odpowiadając na twoją refleksję dotyczącą ogółu... Jestem osobą wierzącą ale nie niewidomą. Wiele praktyk kościoła w naszym kraju i nie tylko zasługuje na krytykę. Silna wiara, pozwala niektórym nie dostrzegać lub pomijać w pamięci wydarzenia kary godne. Jednak oczekiwanie, że wszyscy bez wyjątku będą tak się zachowywać jest obrazą dla ludzkiej tak rozumności jak i potrzeby wolności i samostanowienia.
>Tracą wiarę widząc zło, bezcelowe niekiedy okrucieństwo, bezsensowne zbrodnie (...)Gdzie był Bóg w takiej chwili?
Dla mnie to pytanie jest bezprzedmiotowe. Jednak nie dziwię się, że w obliczu bezsilności wobec zdarzeń wywołujących silne emocje, człowiek pyta o rolę sprawcy świata i odnosi się do najpowszechniejszej wizji tego Sprawcy.
>Itd...
Jestem z natury optymistką i jakoś tak chcąc nie chcąc przychylnie patrzę na świat i ludzi. Dla mnie opisane przez ciebie przykłady i reakcja na nie świadczy zgoła o czymś innym niż to sugerujesz. Mianowicie, świadczy o wzroście moralności wśród ludzi, wzroście ich wrażliwości na zło i jakiejś niezgody na ten stan rzeczy.
>Niestety ludzki umysł funkcjonuje tak iż jedno zło rzuca cień na wszelkie dobro, jedno kłamstwo rzuca cień na prawdę.
To prawda, że złe rzeczy pamiętamy lepiej, mocniej. Ta psychologiczna przywara nie daje nam jednak prawa na zamykanie oczu na wydarzenia choćby incydentalne.
>jeśli jednak spogląda się na świat poprzez Fakty, bo na nic więcej po pracy nie ma czasu, to wówczas powstaje zupełnie szklany i nierealny obraz świata.
Interesująca hipoteza. Czy mógłbyś rozwinąć?
> I z tego powodu właśnie ludzie, którzy samodzielnie nie dochodzą do swojej religijności, tracą świadomość religii, która w ich oczach zostaje w jakimś sensie zdyskredytowana.
Nie zgadzam się z tym. Nadal twierdzę, ku oburzeniu ateistów, że człowiek ze swej natury jest homo religiosus.
>...Tak bowiem wyglądają opinie ateistów na temat religii, czy też podstaw religii.
Ja mam wrażenie, że tak wyglądają opinie większości ludzi. Nie należy to do specyfiki ateizmu.
>Człowiek myślący, o ile myśli, odkrywa religię na nowo, bez względu na to czy już go w jakiejś religii wychowano, czy nie. Religia nie jest dziełem refleksji. Człowiek nie wymyśla Boga, on Go odkrywa. Odkrywa, nie wymyśla. Bóg, gdyby nawet chodził po tym świecie całkiem jawnie, jak ja, lub ty... lecz ani ja, ani ty, nie rozumielibyśmy po co to słowo "Bóg", czy też co to znaczy "Stwórca"... jaki wówczas miałoby to sens? Człowiek sam dochodzi do tego zrozumienia. Gdyby nie doszedł on w sposób refleksyjny do istnienia Stwórcy, do istnienia Boga, Ten mógłby ukazywać się mu codziennie, a i tak nic by to nie dało. Bóg, aby przemówić do człowieka, musiał to zrobić w jego języku.
Zgadzam się z małą korektą. Nie człowiek myślący lecz czujący i poszukujący tego czucia. Nie dochodzi do zrozumienia, tylko do stanu, który chyba najtrafniej w języku polskim oddaje termin "olśnienie".
>Pytasz jakie ujęcie jest mi bliskie... No cóż, filozofia jako całość, jest również serią kardynalnych błędów.
Tak, ale przyznasz, że ranga filozofii i wpływ na codzienne życie zjadacza chleba jest niewspółmiernie mniejsza niż religii. Poza tym filozofia nigdy nie uzurpowała sobie prawa do nieomylności, a wręcz przeciwnie, filozofia jest ciągłym poszukiwaniem, sztuką pytania a nie odpowiadania.
>Nie karz mi tego teraz tłumaczyć.
ok.
>Tu potrzeba ścisłej logiki i umiejętności odniesienia jej do filozofii, nauki itd, nic więcej... dla niektórych jednak to za dużo. Próbowałem przez trzy miesiące obudzić w moich rozmówcach zmysł logiczny. Do niektórych jednak można przemówić jedynie z pozycji autorytetu. Poczekamy, zobaczymy.
Cóż, deklaruję się jako irracjonalistka. Rozum i logika jako przejaw jego działalności jest dla mnie mało godny zaufania i nie cenię go wysoko. Jednak jestem niezłą szachistką, może więc uda mi się sprostać twoim oczekiwaniom. Będę się starać.
Pozdrawiam
29-01-2009 09:54 
 0 na 2
atre (971 punktów)
>Wiele praktyk kościoła w naszym kraju i nie tylko zasługuje na krytykę.

Sama dałaś przykład takiego uogólniania. Kościół to również ty i ja (o ile jesteś katoliczką). Krytykujemy działania i opinie duchownych, nie Kościoła. Kościół jest spadkobiercą nauczania i życia Jezusa. Każdy członek Kościoła jest tym spadkobiercą (w końcu Nowy Testament), tak papież, jak i ja i ty. I każdy kto zechce. Krytykujemy działania i opinie tych duchownych i innych członków Kościoła, które nie są zgodne z nauczaniem Chrystusa i z przykładem jaki nam dał. Argumentem Kościoła jest Ewangelia, nie postępowanie jakiegoś księdza, czy też papieża. Na początku było zaledwie kilkunastu chrześcijan. Oni byli Kościołem. Od ich działania i opinii zależała przyszłość Kościoła... czyli nasza przyszłość. My jednak wierzymy iż od nich zależała nie tyle przyszłość Kościoła, co ludzkości. Gdy jednak św Piotr uciekał z Rzymu - Jezus już do niego szedł... wiadomo po co. I byłby poszedł, gdyby nie wrócił się św Piotr, inaczej mówiąc - gdyby św Piotr Go zawiódł. I to jest argument i dziedzictwo Kościoła.

>Dla mnie opisane przez ciebie przykłady i reakcja na nie świadczy zgoła o czymś innym niż to sugerujesz. Mianowicie, świadczy o wzroście moralności wśród ludzi, wzroście ich wrażliwości na zło i jakiejś niezgody na ten stan rzeczy.

Ludzkość nie jest ani moralna, ani niemoralna. Poszczególni ludzie są moralni, bądź nie moralni, ale przecież też nigdy do końca moralni, ani do końca nie moralni. "Niezgoda na ten stan rzeczy" nie funkcjonuje przy ewolucjonizmie i psychologizmie. Człowiek powstał w drodze bezmyślnej kreacji "z natury". Dlaczego miałby się nie zgadzać na "naturalny przebieg ewolucji"? Dlaczego bulwersują go tak trzęsienia ziemi i bóle rodzenia? Czemu bulwersuje go to iż "krew się leje" i że człowiek może zabijać? Róża ma kolce. Czy róża jest zła? Człowiek zabija, bo musi się bronić. To naturalne. Mielibyśmy to zmienić? Czemu ateista miałby nie zgadzać się na ten stan rzeczy?
Odwoływanie się do wrażliwości w tym przypadku dla kogoś kto ma takie "aksjomaty"... jest odwoływaniem się co najwyżej do odruchów wrażliwości . Wyższe naczelne miałyby być świadome... ale wrażliwe już nie? Dlaczego mielibyśmy odmawiać szympansom możliwość kochania drugiego szympansa? Czy pies nie kocha swojego pana? Nie broni go z poświęceniem swojego życia? Dlaczego mielibyśmy odmawiać mu tego?
Ty to rozumiesz i odwołujesz się do irracjonalizmu... co pozwala ci ignorować takie argumenty. Wiara jednak ma podstawy w rozumie, nauce i w tak pojętym racjonalizmie.
No cóż... jakoś nie zgadza się to z deklarowanym tutaj ateizmem. Nie istnieje coś takiego jak ateizm o podstawach teoretycznych, czyli inaczej mówiąc ateizm posługujący się argumentami. Gdyby ateizm miał opierać się na rozumowych argumentach - nigdy by on nie powstał... bo po prostu takich argumentów nie ma. Ludziom po prostu trudno przyjąć istnienie czegoś na co tylko rozum, poznanie naukowe i logika wskazują pośrednio, poprzez logikę bytu badanego w sposób naukowy, czyli empirię.

> I z tego powodu właśnie ludzie, którzy samodzielnie nie dochodzą do swojej religijności, tracą świadomość religii, która w ich oczach zostaje w jakimś sensie zdyskredytowana.
>Nie zgadzam się z tym. Nadal twierdzę, ku oburzeniu ateistów, że człowiek ze swej natury jest homo religiosus.

Zgodzę się być może i ja jak mi wytłumaczysz co rozumiesz poprzez homo religiosus. Dla mnie to znaczy "podatny na religię"... ale jeszcze nie koniecznie o niej wiedzący. Z tą wiedzą się przecież nie rodzi.

>...Tak bowiem wyglądają opinie ateistów na temat religii, czy też podstaw religii.
Ja mam wrażenie, że tak wyglądają opinie większości ludzi. Nie należy to do specyfiki ateizmu.

Jak najbardziej słusznie. Człowiek jako homo religiosus, nie mógł wymyślić Boga, rozumie jednak sam z siebie Jego potrzebę i nawet jakby Bóg nigdy nie dał o Sobie znać, do dzisiaj czcilibyśmy Peruna na naszych słowiańskich ziemiach.

>Pytasz jakie ujęcie jest mi bliskie... No cóż, filozofia jako całość, jest również serią kardynalnych błędów.
>Tak, ale przyznasz, że ranga filozofii i wpływ na codzienne życie zjadacza chleba jest niewspółmiernie mniejsza niż religii. Poza tym filozofia nigdy nie uzurpowała sobie prawa do nieomylności, a wręcz przeciwnie, filozofia jest ciągłym poszukiwaniem, sztuką pytania a nie odpowiadania.

To jest laickie pojęcie filozofii. To właśnie filozofia ma wpływ na codzienne życie, czyli kształtowanie opinii społecznej, rozwijanie wiedzy, kształtowanie polityki, ekonomii, prawa itd. Filozofia to nauka poprawnego myślenia, umiejętności wyciągania prawidłowych wniosków. Laik zawsze myli filozofię z historią filozofii. Filozofia jest tylko jedna. Nie ma różnych filozofii; filozofii Hegla, filozofii Kanta itd. Każdy z nich próbował odkryć prawidłowe wnioski z refleksji nad rzeczywistością, która nas otacza . I to jest filozofia. Ludzki rozum skazany jest na błędy w dochodzeniu do prawdy. Prawda to każdy prawidłowo wyciągnięty wniosek z refleksji nad rzeczywistością zastaną przez człowieka . I to jest filozofia. Czy to nie ma wpływu na "codzienne życie zjadaczy chleba"?

>Rozum i logika jako przejaw jego działalności jest dla mnie mało godny zaufania i nie cenię go wysoko. Jednak jestem niezłą szachistką, może więc uda mi się sprostać twoim oczekiwaniom.

Ja też nie mam go za Boga... jeśli o to ci chodzi. Rozumiem to jednak, paradoksalnie, właśnie dzięki niemu.
W szachy też lubię zagrać... co prawda nie gram tak dobrze jak Dip Blue... ale czego więcej może wymagać od siebie "codzienny zjadacz chleba"?
29-01-2009 19:29 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Kościół to również ty i ja (o ile jesteś katoliczką).
Nie czuję się katoliczką, ani też katolickim kościołem. Jednak to nie ma znaczenia.
Jaki sens niesie za sobą utożsamienie wyznawców z kościołem? Interpretuję to, jako swego rodzaju przykaz moralny, który znaczy tylko tyle - należąc do organizacji swoimi czynami świadczysz o niej i tworzysz jej wizerunek. Do tego można dodać przekonanie, które już będzie bardziej właściwe dla religijności - w stworzeniu uosabia się stwórca, w stworzeniu jest iskra boża lub po chrześcijańsku, stworzenie partycypuje w istnieniu stwórcy. Przy tym pierwszym świeckim tłumaczeniu faktycznie wyznawcy tworzą kościół i jest to raczej zobowiązanie niż wyróżnienie. Przy drugim, nie można robić rozróżnienia na wiernych i niewiernych, bo wszystko jest z tego samego źródła.
>Krytykujemy działania i opinie duchownych, nie Kościoła.
Śmiem podejrzewać, że duchowni też są kościołem.
>Kościół jest spadkobiercą nauczania i życia Jezusa.
No tutaj, patrząc na historię, tj, na wielość zmian i interpretacji owego spadku, można by mieć wątpliwości.
>Krytykujemy działania i opinie tych duchownych i innych członków Kościoła, które nie są zgodne z nauczaniem Chrystusa i z przykładem jaki nam dał.
Nie do końca. Krytykujemy raczej te, które pozostają w konflikcie z etyką naturalną.
>Argumentem Kościoła jest Ewangelia,
Od ewangelii specjalistą jest Andrzej, wiem że poczytał nas trochę, więc może zechce wejść w spór z tobą na ten temat. Ja ci mogę powiedzieć jedynie, że ewangelie są dla mnie mitami tak jak Edda, Kalevala, Wedy itd. Dodam, że bardzo cenię mity, jednak nie potrafię posegregować ich wg wartości.
>Od ich działania i opinii zależała przyszłość Kościoła... czyli nasza przyszłość.
I z tym mam kłopot. Nie wiele wiemy o wierze Słowian, naszych prawdziwych przodków, których jesteśmy prawnymi a nie na siłę przyszytymi spadkobiercami. Mam żal do nieroztropnych pierwszych chrześcijan, że uniemożliwili mi poznanie wiary moich przodków.
>My jednak wierzymy iż od nich zależała nie tyle przyszłość Kościoła, co ludzkości.
Chciałabym przypomnieć ci, że katolickie są: Polska, Irlandia, Włochy - to nie zupełnie cały świat.
> Ludzkość nie jest ani moralna, ani niemoralna. Poszczególni ludzie są moralni, bądź nie moralni,
No tak, mój błąd, nie ma takiego czegoś jak ludzkość. Jest jednak głos większości i to ten głos większości spowodował, że mamy dziś Prawa Człowieka, a kiedyś mieliśmy grzywnę za zabicie niewolnika.
>"Niezgoda na ten stan rzeczy" nie funkcjonuje przy ewolucjonizmie i psychologizmie.
Nie rozumiem, co miałeś na myśli.
>Człowiek powstał w drodze bezmyślnej kreacji "z natury".
Coś mi się zdaje, że obrażasz swego twórcę?
>Dlaczego bulwersują go tak trzęsienia ziemi i bóle rodzenia? Czemu bulwersuje go to, iż "krew się leje" i że człowiek może zabijać?...
Robisz nieuprawnione przeskoki między znaczeniami. Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć. Za duże skoki jak dla mnie. No bo nie posądzam cię o to, że ateistów uważasz za pozbawionych moralności albo że KK za ostoję tejże.
>Wiara jednak ma podstawy w rozumie, nauce i w tak pojętym racjonalizmie.
A jakie podstawy masz tak konkretniej na myśli? To dość rozległy temat i rozmaicie interpretowany.
>No cóż... jakoś nie zgadza się to z deklarowanym tutaj ateizmem. Nie istnieje coś takiego jak ateizm o podstawach teoretycznych, czyli inaczej mówiąc ateizm posługujący się argumentami.
Ateizm sam z siebie w ogóle nie istnieje, jest on deklarowanym poglądem na temat świata, a deklarowany jest przez ludzi. Ludzie budując swój światopogląd posługują się między innymi argumentami. Jakoś nic dziwnego w tym nie dostrzegam.
>Gdyby ateizm miał opierać się na rozumowych argumentach - nigdy by on nie powstał... bo po prostu takich argumentów nie ma...
Czekaj, czekaj, czy tobie chodzi o to, że skrajny empiryzm nie może dochodzić do twierdzeń o Bogu? A może o to, że Bóg jest bytem myślnym? Wyjaśnij.
>Ludziom po prostu trudno przyjąć istnienie czegoś na co tylko rozum, poznanie naukowe i logika wskazują pośrednio,
E tam, czarne dziury wszyscy łykają.
>Zgodzę się być może i ja jak mi wytłumaczysz co rozumiesz poprzez homo religiosus.
Sednem człowieczeństwa, jego specyfikacją, nieodłącznym elementem - jest wewnętrzna potrzeba przekreślenia tego co zastane i dążenie do przekraczania granic w stronę transcendencji, łącznie ze zmianą własnej kondycji istnienia.
>Dla mnie to znaczy "podatny na religię"...
To jeden z wielu objawów tej specyfiki człowieka, ale nie jedyny.
>nawet jakby Bóg nigdy nie dał o Sobie znać, do dzisiaj czcilibyśmy Peruna na naszych słowiańskich ziemiach.
Prawie, zastrzeżenie, PERUN jest tak samo boski jak JAHWE lub jego poprzednik BAAL.
>To jest laickie pojęcie filozofii. To właśnie filozofia ma wpływ na codzienne życie, czyli kształtowanie opinii społecznej, rozwijanie wiedzy, kształtowanie polityki, ekonomii, prawa itd.
Ma, ale jest równie uprawniona co, każda inna działalność kulturowa człowieka. Religie mają zwyczaj stawiania się w pozycji monarchy nie demokraty, a na pewno nie liberała.
>Filozofia to nauka poprawnego myślenia, umiejętności wyciągania prawidłowych wniosków.
To są sztuczki, dla poklasku i łechtania swego ego. Prawdziwa filozofia to umiejętność zadawania pytań, sobie samemu również.
>filozofia tylko jedna.
Niech ci będzie, ale oblicz ma tysiące
>Prawda to każdy prawidłowo wyciągnięty wniosek z refleksji nad rzeczywistością
Daj mi ten wniosek, a ja go rozłożę na części pierwsze, wskażę błędy w doborze aksjomatów, stosowaniu metody, nieuprawnionych przejść między płaszczyznami, a potem zostawię cię sam na sam z tą prawdą. Samym rozumem można dowieść wszystkiego i wszystko można też obalić.
> W szachy też lubię zagrać...
Może nadarzy się okazja, góra z górą...
29-01-2009 23:55 
 Ocena 1 na 1
atre (971 punktów)
>Krytykujemy działania i opinie duchownych, nie Kościoła.
>Śmiem podejrzewać, że duchowni też są kościołem.

A Hitler był Niemcami. Wybacz, ale nie wiem do czego to miałoby zmierzać. Może więc lepiej przejdziemy na wątek Antyklerykalizm.

>Kościół jest spadkobiercą nauczania i życia Jezusa.
>No tutaj, patrząc na historię, tj, na wielość zmian i interpretacji owego spadku, można by mieć wątpliwości.

A co można by powiedzieć o Niemcach... patrząc na ich(?) historię?

>Krytykujemy działania i opinie tych duchownych i innych członków Kościoła, które nie są zgodne z nauczaniem Chrystusa i z przykładem jaki nam dał.
>Nie do końca. Krytykujemy raczej te, które pozostają w konflikcie z etyką naturalną.

Etyka naturalna? Mówisz o kodeksie Hammurabiego? Bo ja o czymś więcej.

>My jednak wierzymy iż od nich zależała nie tyle przyszłość Kościoła, co ludzkości.
>Chciałabym przypomnieć ci, że katolickie są: Polska, Irlandia, Włochy - to nie zupełnie cały świat.

Jeśli o to chodzi to żadne państwa nie są katolickie. Co do drugiej sprawy: dlaczego ateista ma prawo mówić w imieniu nauki (której i tak nie rozumie, czego dowodzi mówiąc iż nauka jakimś cudem "uczyniła zbytecznym Boga"itp.) o ludzkości... to dlaczego mnie odbierasz to prawo? Ośmielam się zaprotestować w imię obowiązujących chociażby konstytucyjnie praw człowieka mówiących o równości wszystkich... pozwolę sobie jednak zauważyć iż nie mówi ona o "równości poglądów". Te są równe, które są słuszne. Dlatego też obowiązkiem człowieka jest dojść do słuszności swoich poglądów. A jeśli już doszedł, to jego obowiązkiem jest bronić ich słuszności.

>Argumentem Kościoła jest Ewangelia,
>Od ewangelii specjalistą jest Andrzej, wiem że poczytał nas trochę, więc może zechce wejść w spór z tobą na ten temat. Ja ci mogę powiedzieć jedynie, że ewangelie są dla mnie mitami tak jak Edda, Kalevala, Wedy itd. Dodam, że bardzo cenię mity, jednak nie potrafię posegregować ich wg wartości.
Niestety, nie wszystko jest mitem. Mniemam że "naturalna etyka" dla ciebie już nim nie jest. A teraz to udowodnij. Po raz kolejny wzywam do krytycznego spojrzenia nie tylko na cudze, ale na wypowiadane przez siebie poglądy i sformułowania. Ja nie rzucam pustymi hasełkami, w nadziei że to kogoś oświeci... skoro - wiem to po sobie - nikogo to zazwyczaj nie oświeca.

> Ludzkość nie jest ani moralna, ani niemoralna. Poszczególni ludzie są moralni, bądź nie moralni,
>No tak, mój błąd, nie ma takiego czegoś jak ludzkość. Jest jednak głos większości i to ten głos większości spowodował, że mamy dziś Prawa Człowieka, a kiedyś mieliśmy grzywnę za zabicie niewolnika.

Wprowadzasz chaos do wywodów. Coś nie staje się etyczne, słuszne itp. poprzez "głos większości". I dzięki temu mamy też Prawa Człowieka i nie płacimy grzywną za zabicie niewolnika. A za zabicie kilku milionów "niewolników" wierzących w ułudę etyki wybieranej większością głosów (aborcja, eutanazja) już nawet grzywny nie płacimy. Na szczęście jeszcze nie w tym kraju. Ale obawiam się że jak dalej etyka będzie zależała od większości, to i tutaj do tego dojdzie. Postęp etyki naturalnej i wrażliwości.

>Człowiek powstał w drodze bezmyślnej kreacji "z natury".
Coś mi się zdaje, że obrażasz swego twórcę?
Bo mówię czym obrażają się inni?

>Dlaczego bulwersują go tak trzęsienia ziemi i bóle rodzenia? Czemu bulwersuje go to, iż "krew się leje" i że człowiek może zabijać?...
>Robisz nieuprawnione przeskoki między znaczeniami. Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć. Za duże skoki jak dla mnie. No bo nie posądzam cię o to, że ateistów uważasz za pozbawionych moralności albo że KK za ostoję tejże.

Skoro nie rozumiesz, to nie mów iż robię nieuprawnione przeskoki. Ludzie nie są pozbawieni moralności, jeśli o to ci chodzi. Niektóre teorie jednak wykluczają moralność spychając ją do roli odruchów, doboru naturalnego, selekcji naturalnej itp.

>Zgodzę się być może i ja jak mi wytłumaczysz co rozumiesz poprzez homo religiosus.
>Sednem człowieczeństwa, jego specyfikacją, nieodłącznym elementem - jest wewnętrzna potrzeba przekreślenia tego co zastane i dążenie do przekraczania granic w stronę transcendencji, łącznie ze zmianą własnej kondycji istnienia.
Nie chodzi wcale o przekraczanie tego co zastane, ale o dochodzenie do zrozumienia tego co zastane.
A o jakiej ty transcendencji mówisz? Kondycji istnienia? To są pojęcia efemeryczne. Mają tyle znaczeń... ile ich nie mają.

>nawet jakby Bóg nigdy nie dał o Sobie znać, do dzisiaj czcilibyśmy Peruna na naszych słowiańskich ziemiach.
>Prawie, zastrzeżenie, PERUN jest tak samo boski jak JAHWE lub jego poprzednik BAAL.
I tak samo boski jak Stalin-Słoneczko? No właśnie. Bez Boga człowiek staje się "własnym bogiem", ponieważ jest w gruncie rzeczy homo religiosus. Bycie "własnym bogiem" jest jednak zaprzeczeniem bycia.

>To jest laickie pojęcie filozofii. To właśnie filozofia ma wpływ na codzienne życie, czyli kształtowanie opinii społecznej, rozwijanie wiedzy, kształtowanie polityki, ekonomii, prawa itd.
>Ma, ale jest równie uprawniona co, każda inna działalność kulturowa człowieka. Religie mają zwyczaj stawiania się w pozycji monarchy nie demokraty, a na pewno nie liberała.
Bo tu chodzi o etykę, która nie podlega głosowi większości, ani mniejszości.

>Filozofia to nauka poprawnego myślenia, umiejętności wyciągania prawidłowych wniosków.
>To są sztuczki, dla poklasku i łechtania swego ego. Prawdziwa filozofia to umiejętność zadawania pytań, sobie samemu również.
Kto w takim razie udzieli mi odpowiedzi na to pytanie: 2+2=?
To też jest filozofia. Chodzi o tą samą logikę którą posługujemy się przy każdym swoim inteligentnym działaniu. Nie odbierajmy sobie prawa do wyciągania wniosków itd. To są odpowiedzi.

>filozofia tylko jedna.
>Niech ci będzie, ale oblicz ma tysiące
To też odpowiedź.
30-01-2009 20:32 
 Ocena 5 na 5
Beatus (2528 punktów)
>>Krytykujemy działania i opinie duchownych, nie Kościoła.
>>Śmiem podejrzewać, że duchowni też są kościołem.
> A Hitler był Niemcami.
Oj, Atre, to jest właśnie próba użycia logiki w sposób pozbawiony mądrości. To proste narzędzie, w rękach mędrca potrafi przyczynić się do powstania wielkich myśli. Jednak używanie go (logiki) tylko po to aby dzięki uogólnieniom i swobodnemu podstawianiu zmiennych, dowieść prawdy swojej lub ideologicznej, uważam za karygodne.
Atre, jeśli kościół to wyznawcy, duchowni też są kościołem i świadczą o nim. Hitler to zupełnie inna para kaloszy. Uważaj z nim zresztą, bo jakiś rozgarnięty ateista wyprowadzi ci równanie logiczne z którego wyjdzie, że ksiądz to, to samo co esesman, a papież tyle co Hitler.
>Wybacz, ale nie wiem do czego to miałoby zmierzać. Może więc lepiej przejdziemy na wątek Antyklerykalizm.
Cel: prawda.Jeśli krytyka działalności duchownych jest dla ciebie grzechem, faktycznie w tym względzie nie dojdziemy do porozumienia.
>>Kościół jest spadkobiercą nauczania i życia Jezusa.
>>No tutaj, patrząc na historię, tj, na wielość zmian i interpretacji owego spadku, można by mieć wątpliwości.
> A co można by powiedzieć o Niemcach... patrząc na ich(?) historię?
Mnie chodziło o wielość interpretacji nauki Jezusa. A o co chodziło tobie?
> Etyka naturalna? Mówisz o kodeksie Hammurabiego?
Mówię o tomizmie, oficjalnej filozofii KK.
> Jeśli o to chodzi to żadne państwa nie są katolickie. Co do drugiej sprawy: dlaczego ateista ma prawo mówić w imieniu nauki
Nie mówimy tu o ateistach i nauce, tylko o religii i jej znaczeniu.
>której i tak nie rozumie, czego dowodzi mówiąc iż nauka jakimś cudem "uczyniła zbytecznym Boga"
Antropocentryzm jest fascynującym tematem, ale też nie o tym była mowa.
>to dlaczego mnie odbierasz to prawo? Ośmielam się zaprotestować
Protest przyjęty
>obowiązkiem człowieka jest dojść do słuszności swoich poglądów. A jeśli już doszedł, to jego obowiązkiem jest bronić ich słuszności.
Moją maksymą jest iść aż do śmierci, a jak się da to jeszcze dalej. Jeśli nastąpi dzień w którym powiem - tylko ja mam rację - będzie to moja osobista klęska.
> Niestety, nie wszystko jest mitem. Mniemam że "naturalna etyka" dla ciebie już nim nie jest.
Mit - nie opowiada po prostu o wydarzeniu, które miało kiedyś nastąpić w czasie historycznym, by nie powtórzyć się więcej. Mit nie dostarcza wiadomości, ale odkrywa obszar wartości, w których uczestnik mitu dostępuje udziału. Mity objaśniają i organizują doświadczenie ludzkości jako sui generis "wzorzec psychicznego postępowania" Mity zawierają ponadczasową prawdę i wzorzec porządku świata oraz miejsca i celu wszystkich jego elementów.
Etyka naturalna - zespół zasad postępowania, który głosi ludziom zwykły zdrowy rozsądek.
>A teraz to udowodnij.
Co, że etyka naturalna nie jest mitem? Czy, że mit nie jest etyką?
>Po raz kolejny wzywam do krytycznego spojrzenia
Poniosło cię, mnie wzywasz po raz pierwszy Oj te nawyki.
>Wprowadzasz chaos do wywodów. Coś nie staje się etyczne, słuszne itp. poprzez "głos większości".
Praw moralnych się nie przegłosowuje, one albo się przyjmują albo nie i to oznacza głos większości.
>aborcja, eutanazja
O nie, o tym rozmawiać nie będziemy. Nie ze mną.
>>Zgodzę się być może i ja jak mi wytłumaczysz co rozumiesz poprzez homo religiosus.
>>Sednem człowieczeństwa, jego specyfikacją, nieodłącznym elementem - jest wewnętrzna potrzeba przekreślenia tego co zastane i dążenie do przekraczania granic w stronę transcendencji, łącznie ze zmianą własnej kondycji istnienia.
> Nie chodzi wcale o przekraczanie tego co zastane, ale o dochodzenie do zrozumienia tego co zastane.
Zapytałeś co rozumiem przez homo religiosus. Ja ci odpowiedziałam, a ty mi na to, że nie o to chodzi. To po co zadajesz pytanie skoro wiesz jaka będzie odpowiedz i że jest zła?
> A o jakiej ty transcendencji mówisz? Kondycji istnienia? To są pojęcia efemeryczne. Mają tyle znaczeń... ile ich nie mają.
Skoro jesteś katolikiem i to wojującym jak widzę, powinieneś chociaż pobieżnie orientować się w pismach Ojców Kościoła. Ww pojęcia są używane przez św. Tomasza i św. Augustyna. Użyłam ich w rozumieniu tychże Panów.
>I tak samo boski jak Stalin-Słoneczko?
Nie, ja pisałam o Bogach, a ty piszesz o człowieku.
> Bo tu chodzi o etykę, która nie podlega głosowi większości, ani mniejszości.
Etyka - dział filozofii, nauka o moralności. Dział, nie całość.
> Kto w takim razie udzieli mi odpowiedzi na to pytanie: 2+2=?
Stawiam na matematykę!
> To też jest filozofia.
Nie, dodawanie jest arytmetyką. Czy ty, nas filozofów masz za alfy i omegi, czy za kompletnych głupców?
cdn
30-01-2009 00:09 
 0 na 2
atre (971 punktów)
>Prawda to każdy prawidłowo wyciągnięty wniosek z refleksji nad rzeczywistością
>Daj mi ten wniosek, a ja go rozłożę na części pierwsze, wskażę błędy w doborze aksjomatów, stosowaniu metody, nieuprawnionych przejść między płaszczyznami, a potem zostawię cię sam na sam z tą prawdą. Samym rozumem można dowieść wszystkiego i wszystko można też obalić.

Chętnie się w to zabawię.

zacznijmy od aksjomatów w tym stwierdzeniu: to jest drzewo . Już nawet raz o tym mówiłem. Filozofia na szczęście to nie tylko rachunek zdań i tzw. filozofia analityczna. To właściwie margines błędów w filozofii... od jakiegoś czasu (kilku wieków bodajże) ten margines błędów spychał powoli na margines społeczny samą filozofię.

Wstępne pytania pomocnicze:
- kiedy tak mówimy
- co jest potrzebne aby to stwierdzenie było prawdziwe
- w jakiej sytuacji to stwierdzenie byłoby fałszywe

Nie zaprzeczaj, ani nie potwierdzaj, tylko analizuj.
30-01-2009 20:50 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
>>Prawda to każdy prawidłowo wyciągnięty wniosek z refleksji nad rzeczywistością
>>Daj mi ten wniosek, a ja go rozłożę na części pierwsze, wskażę błędy w doborze aksjomatów, stosowaniu metody, nieuprawnionych przejść między płaszczyznami, a potem zostawię cię sam na sam z tą prawdą. Samym rozumem można dowieść wszystkiego i wszystko można też obalić.
> Chętnie się w to zabawię.
> zacznijmy od aksjomatów w tym stwierdzeniu: to jest drzewo .
Miałeś dać mi wniosek. Dałeś mi zaś zdanie twierdzące.
Praca domowa:
- sprawdź w słowniku definicję słowa "wniosek"
- następnie sprawdź definicję "zdanie twierdzące"
- znajdź 10 różnic i 10 podobieństw

>Już nawet raz o tym mówiłem. Filozofia na szczęście to nie tylko rachunek zdań i tzw. filozofia analityczna. To właściwie margines błędów w filozofii... od jakiegoś czasu (kilku wieków bodajże) ten margines błędów spychał powoli na margines społeczny samą filozofię.
> Wstępne pytania pomocnicze:
>- kiedy tak mówimy
>- co jest potrzebne aby to stwierdzenie było prawdziwe
>- w jakiej sytuacji to stwierdzenie byłoby fałszywe
> Nie zaprzeczaj, ani nie potwierdzaj, tylko analizuj.

Wykonam skrupulatnie!

Ps. Może odrobina dystansu do własnych przekonań dobrze by zrobiła tej dyspucie? Jeśli ci o czymś piszę nie wymagam abyś w to wierzył lub popierał, jedynie abyś wziął pod uwagę. Piękno świata objawia się w różnorodności, więc po co dążyć do tego abyśmy mieli takie same poglądy?
30-01-2009 19:03 
 Ocena 9 na 9
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Oto przykład Twojej "logiki":

>Kościół to również ty i ja (o ile jesteś katoliczką).

Czyli: instytucja Kościoła, to jego członkowie (duchowni i wierni).
Pomijam łaskawym milczeniem brednię, że nie-katolicy nie są członkami Kościoła (uprzednio niezdefiniowanego).

>Krytykujemy działania i opinie duchownych, nie Kościoła.

A tu już Kościół to nie są wierni i duchowieństwo; to jakiś abstrakt funkcjonujący samoistnie poza rzeczywistością.

>Kościół jest spadkobiercą nauczania i życia Jezusa.

Kościół jako co? Abstrakt czy wierni wraz z duchowieństwem (czyli wspólnota)?

I tak właśnie wygląda Twoja "logika" - od pierwszego do ostatniego postu. Nie dziw się więc, że nie podejmuję dyskusji z ludźmi Twojej proweniencji, a ograniczam się jedynie do "minusów".

"Szkoda czasu i atłasu."

fides ex necessitate esse non debet
30-01-2009 20:58 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
>nie podejmuję dyskusji z ludźmi Twojej proweniencji, a ograniczam się jedynie do "minusów".
>"Szkoda czasu i atłasu."
O, dzięki za podpowiedz co do sposobu rozwiązania mojego małego problemu w tym wątku.
29-01-2009 16:07 
 Ocena 1 na 5
Vytautas (4394 punktów)
>Cóż, deklaruję się jako irracjonalistka. Rozum i logika jako przejaw jego działalności jest dla mnie mało godny zaufania i nie cenię go wysoko.

No tak,'czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko'...
Zawsze to mnie mierziło w wypowiedziach pobożnych, że nie odróżniają religii od etyki. Stara to tradycja, którą widać już w tekstach starotestamentowych, w których ludzi postępujących nieetycznie nazywa się bezbożnymi. Uważałem, że może być porządnym człowiekiem ktoś, kto nie wierzy w zmartwychwstanie, a może być łajdakiem. Że przyjmują co tydzień komunię zarówno ludzie prawi, jak podli.
Nie znałem Ciebie...
Zdumiewającą postawą zawartą w Twojej wypowiedzi pokazujesz, że bezcelowa jest dyskusja z Tobą, bo gardzisz logiką. To nie jest tylko pięknoduchowska postawa rozkapryszonego dziecka. Rozum i logika stworzyły naukę, ta technologię, a dzięki technologiom żyjesz w tym zatłoczonym ponad naturalną miarę świecie.
Do głupoty swojej postawy sama się przyznajesz, ba, jesteś z niej dumna. Nie wiem, jak dotrzeć do Ciebie i Tobie podobnym, że irracjonalizm jest zbrodnią...
29-01-2009 16:51 
 Ocena 4 na 4
Beatus (2528 punktów)
Przede wszystkim przykro mi, że z moich licznych wypowiedzi zauważyłeś i zapamiętałeś tylko jedno zdanie. Po wtóre, przykro mi, że zinterpretowałeś je wg. własnych uogólnień nie pytając mnie nawet co miałam na myśli.
>>Cóż, deklaruję się jako irracjonalistka. Rozum i logika jako przejaw jego działalności jest dla mnie mało godny zaufania i nie cenię go wysoko.

>Zawsze to mnie mierziło w wypowiedziach pobożnych, że nie odróżniają religii od etyki.
Nie wiem jakim karkołomnym sposobem wywnioskowałeś z mojej wypowiedzi utożsamianie religii i etyki. Co drugi mój post przeczy takiemu porównaniu.

>Stara to tradycja, którą widać już w tekstach starotestamentowych, w których ludzi postępujących nieetycznie nazywa się bezbożnymi.
Mogę ci to zjawisko wytłumaczyć na wiele sposobów. Jest ono faktem, tak się pechowo składa, że dla mnie ocena etyczna w ramach religii jest nieporozumieniem.
>Uważałem, że może być porządnym człowiekiem ktoś, kto nie wierzy w zmartwychwstanie, a może być łajdakiem. Że przyjmują co tydzień komunię zarówno ludzie prawi, jak podli.
Poczytaj więcej moich wypowiedzi, te zarzuty w moim kierunku są bezpodstawne.
>Nie znałem Ciebie...
I nie poznasz, jeśli będziesz się na mnie rzucał, zamiast pytać.
>Zdumiewającą postawą zawartą w Twojej wypowiedzi pokazujesz, że bezcelowa jest dyskusja z Tobą, bo gardzisz logiką.
Nie gardzę logiką. Nie przeczę jej przydatności, dla mnie jest ona jedynie narzędziem, do którego używania mam naturalne predyspozycje. Napisałam "mało godny zaufania" i to podtrzymuję.
>Rozum i logika stworzyły naukę, ta technologię, a dzięki technologiom żyjesz w tym zatłoczonym ponad naturalną miarę świecie.
Rozum i logika między innymi zostały użyte do stworzenia ww. Twórcą zaś jest człowiek, ze wszystkimi jego pragnieniami, determinacją, talentami itd.
>Do głupoty swojej postawy sama się przyznajesz, ba, jesteś z niej dumna.
Jestem szczera. Dla mnie to fakt, taka jest moja postawa, wynikająca z indywidualnych doświadczeń i własnych rozważań.
>Nie wiem, jak dotrzeć do Ciebie i Tobie podobnym, że irracjonalizm jest zbrodnią...
Wymyślając im od głupków i stawiając im minusy na formach, oto pewna droga do sukcesu i przykład, który każdy głupek zechce naśladować.
Pozdrawiam
30-01-2009 05:43 
 Ocena 4 na 6
Vytautas (4394 punktów)
>>Nie wiem, jak dotrzeć do Ciebie i Tobie podobnym, że irracjonalizm jest zbrodnią...
>Wymyślając im od głupków
>
Zechciej mi wyjaśnić, proszę, jaka jest różnica między słowami 'irracjonalista' a 'głupek'. Toż oba te słowa oznaczają kogoś, kto się nie posługuje rozumem.
30-01-2009 06:08 
 Ocena 4 na 4
Adam Gilniewski (399 punktów)
>>>Nie wiem, jak dotrzeć do Ciebie i Tobie podobnym, że irracjonalizm jest zbrodnią...
>>Wymyślając im od głupków
>>
>Zechciej mi wyjaśnić, proszę, jaka jest różnica między słowami 'irracjonalista' a 'głupek'. Toż oba te słowa oznaczają kogoś, kto się nie posługuje rozumem.

Głupi przynajmniej próbuje .


Be the change you want to see in the world.
30-01-2009 21:18 
 Ocena 1 na 3
Humanożerca (481 punktów)
Religia nie jest tożsama z etyką ale dlatego, że ona jest najczęściej świeckim uzasadnieniem dla norm (bądź części tych norm) zaczerpniętych z życia codziennego i mitów, którym było ono (życie codzienne) przesiąknięte. Na początku było plemię o monistycznej wizji świata, gdzie nie było specjalizacji różnych sfer kultury. Fakt, że wyszło ono z stanu ahistoryczności nie wynika z jej wewnętrznej siły lecz z impulsów zewnętrznych typu wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne w danym czasie. Dlatego zawsze będzie można interpretować "walkę" o dominację między różnymi obszarami kultury jako "wojnę bratobójczą"- grzebiącą nadzieję na zasadniczo pozytywna wizję świata, którą przecież obiecuje to, co rozumie się przez oświecenie. Wprawdzie możemy dyskredytować wartość pozostałych sfer oprócz naszej ulubionej ale zawsze pozostanie podejrzenie nieczystości intencji (obiektywna ocena czy walka z konkurentami?), które zawsze się pojawia gdy próbujemy wielość rozmaitych faktów poddać jednoznacznej ocenie aksjologicznej. Pojawia się też inne zjawisko, technika jest po to, aby wyjść poza nią, nie przejmować się, mieć czas, jest obiektywna ale wraz z tą obiektywnością nie zobowiązuje nas min. w sferze światopoglądowej i etycznej, ona umożliwia nam ich autonomię. Scjentyzm dla mnie to próżne i zakłamane snem, że człowiek zechce nałożyć na siebie kajdany natury, który właśnie zrzucił, zaczął zrzucać wraz z świadomością śmierci, czegoś, co technikę podobnie jak na przykład bogactwo czyni radykalnie nieważnym ale dzięki temu możliwym do swobodnego podjęcia.

minds.pl/content/view/222/70/
Beatus (2528 punktów)
Nie wiem kto postawił ci minusa i za co, bo jakoś nie widzę w tym wywodzie nic oburzającego dla żadnej ze stron. Trochę jest chaotyczny i niedoprecyzowany, ale jak sądzę jest to wynikiem skrótów myślowych.
> Religia nie jest tożsama z etyką
Z systemem moralnym, etyka jest nauką o moralności, która nie powinna zajmować się wartościowaniem tylko opisem.
>ona jest najczęściej świeckim uzasadnieniem dla norm (bądź części tych norm) zaczerpniętych z życia codziennego i mitów, którym było ono (życie codzienne) przesiąknięte.
Religia powstaje zawsze w kontekście jakiejś kultury. Zestaw praw moralnych jakie proponuje jest wyborem z praw etyki naturalnej i praw obowiązujących w określonej kulturze. Moralność poprzedza religię i pozostaje niezależna od niej.
>Na początku było plemię o monistycznej wizji świata, gdzie nie było specjalizacji różnych sfer kultury.
Tu moglibyśmy się pokłócić. Specyfiką starych religii była specjalizacja. Z drugiej strony w pierwotnych wyznaniach przewija się pojęcie "siły życiowej" zwanej: mana, orenda, wakanda, manitu, co pozwala na teoretyzowanie dotyczące jednolitości wizji sacralnego podłoża świata. Jednak monizm, to za wiele powiedziane.
>Fakt, że wyszło ono z stanu ahistoryczności nie wynika z jej wewnętrznej siły lecz z impulsów zewnętrznych typu wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne w danym czasie. Dlatego zawsze będzie można interpretować "walkę" o dominację między różnymi obszarami kultury jako "wojnę bratobójczą"- grzebiącą nadzieję na zasadniczo pozytywna wizję świata,
Nie rozumiem co masz dokładnie na myśli, możesz rozwinąć?
>możemy dyskredytować wartość pozostałych sfer oprócz naszej ulubionej ale zawsze pozostanie podejrzenie nieczystości intencji (obiektywna ocena czy walka z konkurentami?), które zawsze się pojawia gdy próbujemy wielość rozmaitych faktów poddać jednoznacznej ocenie aksjologicznej.
Trudno się nie zgodzić.
>Pojawia się też inne zjawisko, technika jest po to, aby wyjść poza nią, nie przejmować się, mieć czas, jest obiektywna ale wraz z tą obiektywnością nie zobowiązuje nas min. w sferze światopoglądowej i etycznej, ona umożliwia nam ich autonomię.
Jedna z koncepcji. Nie przekonuje mnie choć nie jest pozbawiona racji. Opiera się na przekonaniu, że człowiek zaczyna kombinować ww sferach dopiero gdy ma na to czas. Ja uważam, że człowiek bez względu na czas i ochotę, nie jest w stanie funkcjonować jeśli nie uporządkuje sobie owych sfer w jakikolwiek sposób.
>Scjentyzm dla mnie to próżne i zakłamane snem, że człowiek zechce nałożyć na siebie kajdany natury, który właśnie zrzucił, zaczął zrzucać wraz z świadomością śmierci, czegoś, co technikę podobnie jak na przykład bogactwo czyni radykalnie nieważnym ale dzięki temu możliwym do swobodnego podjęcia.
Rozumiem o co ci chodzi, ale się nie zgodzę. Scjentyzm jest czymś więcej niż naukowością, jest już zaangażowany światopoglądowo. Następuje tutaj takie niby pogodzenie się z tym, że poza materialność i zwierzęcość nie wychodzimy. Dlaczego na niby? Ponieważ pojawia się przy okazji pojęcie prawdy. Zwolennicy materialistycznej wizji świata, twierdzą, że jest ona wizją okrutną, ale należy w tym okrucieństwie trwać z uwagi na Prawdę, a trwanie w niej jest objawem odwagi, której brakuje innym, nie podzielającym tego poglądu. Tak więc mamy połączenie idei degradującej człowieka do roli zwierzęcia i/lub mechanizmu. Jednocześnie pojawiają się wartości wywyższające człowieka: prawda i odwaga, które nie są specyfiką człowieczeństwa, ale dotyczą jedynie propagatorów teorii.
Pozdrawiam
Humanożerca (481 punktów)
>Nie wiem kto postawił ci minusa i za co, bo jakoś nie widzę w tym wywodzie nic >oburzającego dla żadnej ze stron. Trochę jest chaotyczny i niedoprecyzowany, ale >jak sądzę jest to wynikiem skrótów myślowych
Jest tu jeden taki, co sam zadeklarował, że ogranicza się do dyskusji na tak niskim poziomie, może on, ja na minusy nie zważam, a każdy kto ma radykalnie inne zdanie na tym forum niż reszta może je śmiało liczyć jak plusy.
>> Religia nie jest tożsama z etyką
>Z systemem moralnym, etyka jest nauką o moralności, która nie powinna zajmować się wartościowaniem tylko opisem.
Na poziomie opisu zawsze pozostaniemy z zespołem niespójnych norm aksjologicznych zwanych moralnością.
>>ona jest najczęściej świeckim uzasadnieniem dla norm (bądź części tych norm) zaczerpniętych z życia codziennego i mitów, którym było ono (życie codzienne) przesiąknięte.
>Religia powstaje zawsze w kontekście jakiejś kultury.
Kultura w stanie pierwotnym jest czymś zasadniczo monicznym, nie ma jasno rozdzielonych sfer, różne artefakty odgrywają wiele różnych ról naraz, człowiek dysponuje pełną wiedzą o własnej kulturze i jej wytworach.Religia zaś z czasem się wyodrębnia, stając się z świeckiej perspektywy czymś na przecięciu sztuki, władzy, etyki- staje się sferą autonomiczną min. dzięki pismu i ekskluzywności.
>Zestaw praw moralnych jakie proponuje jest wyborem z praw etyki naturalnej
??? Nie rozumiem.
>i praw obowiązujących w określonej kulturze. Moralność poprzedza religię i >pozostaje niezależna od niej.
Nie poprzedza, kultura w stanie pierwotnym jest moniczna, a potem następuje równoległa ewolucja różnych sfer. Takie wyodrębnianie i porządkowanie jest arbitralne.
>Tu moglibyśmy się pokłócić. Specyfiką starych religii była specjalizacja.
??? Specyfiką pierwotnych nie mylić ze starymi religiami w okresie przedpiśmiennym jest płynność i ścisła zależność od grupy, należy mówić nie tyle o religii plemienia Bantu, co o stylu życia Bantu. Nawet nie ma słowa religia, ono jest używane jako przełożenie naszych kategorii na świat w których ich jeszcze nie ma i i które ewentualnie pojawiają się wraz z zetknięciem się z naszą kulturą bądx inna kulturą dysponującą pismem.
>Z drugiej strony w pierwotnych wyznaniach przewija się pojęcie "siły życiowej"
Co znaczy starość w tkzw. kulturze ahistorycznej, gdzie pamięć porządkuje zdarzenia w co najwyżej 7-9 elementów? A wszystkie dawniejsze fakty zostają zapomniane, ginie też pamięć o konkretnych postaciach, które wniosły jakieś zmiany.
>zwanej: mana, orenda, wakanda, manitu, co pozwala na teoretyzowanie dotyczące >jednolitości wizji sacralnego podłoża świata. Jednak monizm, to za wiele >powiedziane.
Znalazłem je w opracowaniach naukowych.
>>Fakt, że wyszło ono z stanu ahistoryczności nie wynika z jej wewnętrznej siły >lecz z impulsów zewnętrznych typu wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne w >danym czasie. Dlatego zawsze będzie można interpretować "walkę" o dominację >między różnymi obszarami kultury jako "wojnę bratobójczą"- grzebiącą nadzieję na >zasadniczo pozytywna wizję świata,
>Nie rozumiem co masz dokładnie na myśli, możesz rozwinąć?
Wynalazek pisma wiąże się z rozwojem rolnictwa, zmianą stosunków ekonomicznych, opanowywaniem większego terytorium, rozwarstwieniem władzy, wzrostem liczby ludności. Aby te fakty zaszły potrzebne są sprzyjające warunki zewnętrzne. Bez pisma nie ma wejścia do historii. Społeczność pozostaje przez pokolenia na tym samym poziomie i rządzi się dwiema zasadami: było tak jak jest, ma być tak jak było.
>>Pojawia się też inne zjawisko, technika jest po to, aby wyjść poza nią, nie >przejmować się, mieć czas, jest obiektywna ale wraz z tą obiektywnością nie >zobowiązuje nas min. w sferze światopoglądowej i etycznej, ona umożliwia nam ich >autonomię.
>Jedna z koncepcji. Nie przekonuje mnie choć nie jest pozbawiona racji. Opiera się >na przekonaniu, że człowiek zaczyna kombinować ww sferach dopiero gdy ma na to >czas.
U mnie opiera się na obserwacji życia, zainteresowania historią, filozofią nauki, oraz na tym, że wszystkie ideologie potrafią się nią podpierać. Nawet wymyśliłem takie kryterium naukowości, jeśli dana teoria naukowa nie daje się przywłaszczyć, zinterpretować przez dwie, dowolne, sprzeczne ideologie, nie jest naukowa. Być może początkowo światopogląd silniej wiązał się z wiedzą naukową jednakże znikło to wraz z rozwojem nauki, szczególnie po rozejściu się nauk ścisłych i humanistycznych.
>Ja uważam, że człowiek bez względu na czas i ochotę, nie jest w stanie >funkcjonować jeśli nie uporządkuje sobie owych sfer w jakikolwiek sposób.
Istnieje porządkowanie, które się toczy samo wraz z rozwojem praktyki, jednakże gdy dany światopogląd dąży do zmiany praktyk, bądź odsłonięcia pola możliwych zmian praktyki, staje się czysto teoretyczny i wymaga czasu. Światopogląd na przykład zawiera czasem historiozofię, która wykracza daleko poza świat jednostki i jej działania.
>Rozumiem o co ci chodzi, ale się nie zgodzę. Scjentyzm jest czymś więcej niż >naukowością, jest już zaangażowany światopoglądowo. Następuje tutaj takie niby >pogodzenie się z tym, że poza materialność i zwierzęcość nie wychodzimy. Dlaczego >na niby? Ponieważ pojawia się przy okazji pojęcie prawdy.
Zgoda tylko nie wiem czy scjentysta musi być materialistą.
>Zwolennicy >materialistycznej wizji świata, twierdzą, że jest ona wizją okrutną, >ale należy w >tym okrucieństwie trwać z uwagi na Prawdę, a trwanie w niej jest >objawem odwagi, której brakuje innym, nie podzielającym tego poglądu.
Nie zauważa przy tym, że pogląd ten strukturalnie dziwnie przypomina przekonanie, że stoimy przed okrutnym wyborem, będziemy zbawieni albo potępieni na wieki. Sytuacja dość koszmarna ale trzeba w niej wytrwać.

Pozdrawiam wzajemnie.

minds.pl/content/view/222/70/
Beatus (2528 punktów)
>>Religia powstaje zawsze w kontekście jakiejś kultury.
>Kultura w stanie pierwotnym jest czymś zasadniczo monicznym, nie ma jasno rozdzielonych sfer, różne artefakty odgrywają wiele różnych ról naraz, człowiek dysponuje pełną wiedzą o własnej kulturze i jej wytworach.Religia zaś z czasem się wyodrębnia, stając się z świeckiej perspektywy czymś na przecięciu sztuki, władzy, etyki- staje się sferą autonomiczną min. dzięki pismu i ekskluzywności.
Nie jest ta opinia pozbawiona podstaw. Pisząc religia miałam na myśli usankcjonowany, skodyfikowany system. Ty piszesz o czasach wcześniejszych. Nie bez przyczyny mianem religia określimy chrześcijaństwo, islam, taoizm. Jeśli jednak chodzi o szamanizm, totemizm itp. nie mówi się o nich religia, tylko system wierzeń. Tak więc religia powstaje w kontekście kultury, system wierzeń jest tworem w dużym uproszczeni, spontanicznym.
>>Zestaw praw moralnych jakie proponuje jest wyborem z praw etyki naturalnej
>??? Nie rozumiem.
Do etyki naturalnej należą przede wszystkim prawa incestu. Poza tym tzw. moralność zdroworozsądkowa, nie wiele trzeba doświadczenia aby wykombinować, że bieganie po ulicy i tłuczenie przechodniów pałą po głowie, jest złym pomysłem.
>>Tu moglibyśmy się pokłócić. Specyfiką starych religii była specjalizacja.
>??? Specyfiką pierwotnych nie mylić ze starymi...
Trochę się rozminęliśmy. Ja mówię o specjalizacji, tj inne moce, postacie, obrzędy przynależą do łapania antylopy, inne do inicjacji dziewcząt, a inne do lepienia garnka. Tobie zaś, jak sądzę, chodzi o trudność w rozdzielenia sfery sacrum i profanum w pierwotnych społecznościach. I tu się zgadzam.
>>Z drugiej strony w pierwotnych wyznaniach przewija się pojęcie "siły życiowej"
>Co znaczy starość w tkzw. kulturze ahistorycznej, gdzie pamięć porządkuje zdarzenia w co najwyżej 7-9 elementów? A wszystkie dawniejsze fakty zostają zapomniane, ginie też pamięć o konkretnych postaciach, które wniosły jakieś zmiany.
Więcej zaufania do mitologii nieodłącznego źródła wiedzy i poznania w społecznościach tradycyjnych.
>>zwanej: mana, orenda, wakanda, manitu, co pozwala na teoretyzowanie dotyczące >jednolitości wizji sacralnego podłoża świata. Jednak monizm, to za wiele >powiedziane.
>Znalazłem je w opracowaniach naukowych.
W sensie monizm?
W opracowaniach, które ja znam też pojawia się taka hipoteza. Swego czasu bardzo wielkie zamieszanie powstało, bo ktoś tam okrzyknął, że człowiek pierwotny wierzyła w jednego Boga, że monizm jest naturalny dla człowieka. No i poszły konie po betonie. Co niektórzy teolodzy chrześcijańscy jak i sympatycy przyjęli to za dobrą monetę i postanowili propagować gdzie i jak się da.
Terenowe badania etnologiczne niestety tego fantastycznego odkrycia nie potwierdziły. Faktycznie w wielu tradycyjnych społecznościach można dowiedzieć się od najstarszego szamana w wiosce o bogu stworzycielu, tym pierwszym wiecznym i najważniejszym. Nie bardzo jest on czczony, ponieważ zwykle wie wszystko i wszystko przewidział, więc i po co. Czczone są inne bóstwa i siły mające swoje specjalizacje.
Inną sprawą jest wspomniana wcześniej komplementarność kultur tradycyjnych, gdzie każde zwyczaj, rola, umiejętność mają swoje sacralne pochodzenie i nie są dziełem człowieka.
>>Jedna z koncepcji. Nie przekonuje mnie choć nie jest pozbawiona racji. Opiera się >na przekonaniu, że człowiek zaczyna kombinować ww sferach dopiero gdy ma na to >czas.
>U mnie opiera się na obserwacji życia, zainteresowania historią, filozofią nauki, oraz na tym, że wszystkie ideologie potrafią się nią podpierać. Nawet wymyśliłem takie kryterium naukowości, jeśli dana teoria naukowa nie daje się przywłaszczyć, zinterpretować przez dwie, dowolne, sprzeczne ideologie, nie jest naukowa. Być może początkowo światopogląd silniej wiązał się z wiedzą naukową jednakże znikło to wraz z rozwojem nauki, szczególnie po rozejściu się nauk ścisłych i humanistycznych.
Tobie chodzi o specjalizację i rozdzielność. Mnie chodziło o zależności pomiędzy. Tak czy inaczej, teraz mamy modę na teorie unifikujące. Coraz więcej nauk powstaje poprzez połączenie dwóch innych. Czas rozsypywania się filozofii na drobne już się skończył. Dynamizm kultury nie jest łatwy do przewidzenia, ale można założyć, że będzie działał inaczej niż nam się wydaje
>Zgoda tylko nie wiem czy scjentysta musi być materialistą.
Oczywiście, że nie musi. To tylko jedna z opcji, którą podałam za przykład.
>Nie zauważa przy tym, że pogląd ten strukturalnie dziwnie przypomina przekonanie, że stoimy przed okrutnym wyborem, będziemy zbawieni albo potępieni na wieki. Sytuacja dość koszmarna ale trzeba w niej wytrwać.
Z deszczu pod rynnę
Pozdrawiam
27-01-2009 14:11 
 Ocena 11 na 11
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wielokrotnie mówiłem tutaj na ten temat próbując wymusić intelektualne podejście do "fenomenu" religii. Niestety, wszelkie logiczne rozumowanie nie dociera do ateistów na tym portalu.

Owo "wymuszenie" było z góry skazane na porażkę z jednej prostej przyczyny.
Twoja "logika" jest typową logiką wszelkiej maści teologów, którzy próbują swoją dyscyplinę podciągnąć pod choćby pozór naukowości aby się nobilitować. Stosujesz w tym celu kilka prostych zabiegów erystycznych, na które nie każdy da się nabrać. Przykłady: Adam Wojtkiewicz w wątku ""Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?", Sylwek w wątku "Wynalazek religia" i kilku innych.
Zatem, aby "wszelkie logiczne rozumowanie" (pogrubienie moje - MAM) mogło dotrzeć do kogokolwiek (z wyjątkiem teologów Twojego pokroju), musi być faktycznie logiczne.

>Powiedziałbym nawet iż byłoby błędem sięganie po to do niego.

Dlaczego?

PS. W dyskusji z Sylwkiem otrzymałeś ode mnie sporo minusów - nie jako osoba i nie za poglądy; za brak umiejętności rzeczowej (logicznej) argumentacji.

fides ex necessitate esse non debet
28-01-2009 03:24 
 Ocena-3 na 5
atre (971 punktów)
>>Wielokrotnie mówiłem tutaj na ten temat próbując wymusić intelektualne podejście do "fenomenu" religii. Niestety, wszelkie logiczne rozumowanie nie dociera do ateistów na tym portalu.
>Owo "wymuszenie" było z góry skazane na porażkę z jednej prostej przyczyny.
>Twoja "logika" jest typową logiką wszelkiej maści teologów, którzy próbują swoją dyscyplinę podciągnąć pod choćby pozór naukowości aby się nobilitować. Stosujesz w tym celu kilka prostych zabiegów erystycznych, na które nie każdy da się nabrać. Przykłady: Adam Wojtkiewicz w wątku ""Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?", Sylwek w wątku "Wynalazek religia" i kilku innych.
>Zatem, aby "wszelkie logiczne rozumowanie" (pogrubienie moje - MAM) mogło dotrzeć do kogokolwiek (z wyjątkiem teologów Twojego pokroju), musi być faktycznie logiczne.
>>Powiedziałbym nawet iż byłoby błędem sięganie po to do niego.
>Dlaczego?
>PS. W dyskusji z Sylwkiem otrzymałeś ode mnie sporo minusów - nie jako osoba i nie za poglądy; za brak umiejętności rzeczowej (logicznej) argumentacji.
>
fides ex necessitate esse non debet


Jeśli dla ciebie nie była... to trzeba było tego dowieść, iż nie była. Co do o "wszelkiej maści teologów" podciągających rzekomo swoją dyscyplinę pod pozór naukowości... to ja dosyć często mówiłem o "wszelkiej maści ateistach" próbujących podciągnąć swoje przekonania pod pozór naukowości.
Poza tym daruj sobie resztę swoich dygresji, szanowny klakierze, bo odkąd uczestniczę w rozmowach na tym forum, to jest bodajże twoja pierwsza, może druga bezpośrednia wypowiedź "odnośnie" (podkreślam, w cudzysłowie) mojego tekstu.
Co do pana S., to nie tylko nie "poddał" się on "mojej" logice, ale zaprzeczał na okrągło sam sobie, co tylko dowiodło iż pogubił się we "własnej" logice. Co do pana A.W. to on się bynajmniej nie "poddał"... jakże mógł się "poddać", skoro zdezerterował. Nie rozumiem po co go przytaczasz. On praktycznie ze mną nie dyskutował.
I przestań chrzanić pozorancie o nielogiczności tego, czego nielogiczności nie wykazałeś. Oto wypowiedzi jakie z łaski swojej umieszczałeś na wątkach w których brałem udział, czy też które sam zainicjowałem. To wszystkie wypowiedzi z przeciągu dwóch miesięcy na tych wątkach. Tylko jedna z nich miała więcej niż jedno zdanie. I to jeszcze jakie.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,175139#w176641
www.racjonalista.pl/forum.php/s,175139#w176063
www.racjonalista.pl/forum.php/s,175139#w176043
www.racjonalista.pl/forum.php/s,174840#w174872
www.racjonalista.pl/forum.php/s,174840#w174870
www.racjonalista.pl/forum.php/s,170747#w170850
Sens twojego udziału w dyskusjach na tym forum pojąłem jak prześledziłem resztę twoich wypowiedzi. Ty chyba masz fioła na punkcie swojego członkostwa w PSR. Odzywasz się tylko po to aby banować czynnych uczestników rozmowy. Sam natomiast w żaden sposób się do niej nie dokładasz. 90 procent twoich wypowiedzi to idiotyczne uwagi, straszenie "niepokornych" ateistów itd. Powinieneś zmienić organizację... na tą z pałkami. Ale i to już się skończyło... no nie?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,161951#w166619
Który w końcu odszedł?
28-01-2009 09:41 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
Przepraszam, że jeszcze Ci nie odpowiedziałam w poście powyżej, chwilowo mam nawałnicę zajęć, ale postaram się do jutra wszystko nadrobić.
Tymczasem, chciałam Cię prosić o zawieszenie broni z MAM. Miałam okazję kilka razy prowadzić z nim jakieś dyskusje. W wielu miejscach nasze poglądy i oceny znacznie się od siebie różnią. Jednak na tle średniej statystycznej tego forum, oceniam MAM jako cennego rozmówcę. Niektóre jego spostrzeżenia i ujęcia dały mi okazję do interesujących refleksji. Z nim naprawdę można się dogadać mając całkiem przeciwne opinie. Nie skreślaj go więc
29-01-2009 04:52 
 Ocena-1 na 1
atre (971 punktów)
>Przepraszam, że jeszcze Ci nie odpowiedziałam w poście powyżej, chwilowo mam nawałnicę zajęć, ale postaram się do jutra wszystko nadrobić.
>Tymczasem, chciałam Cię prosić o zawieszenie broni z MAM. Miałam okazję kilka razy prowadzić z nim jakieś dyskusje. W wielu miejscach nasze poglądy i oceny znacznie się od siebie różnią. Jednak na tle średniej statystycznej tego forum, oceniam MAM jako cennego rozmówcę. Niektóre jego spostrzeżenia i ujęcia dały mi okazję do interesujących refleksji. Z nim naprawdę można się dogadać mając całkiem przeciwne opinie. Nie skreślaj go więc

On sam się skreśla.
29-01-2009 19:44 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
> On sam się skreśla.
Cóż, muszę uznać, że MAM stosując się o mojej prośby wykazał się większym opanowaniem niż ty. Tak więc tylko jemu mogę wyrazić podziękowania w elektroniczn-plusowej formie.
Pozdrawiam
30-01-2009 00:36 
 Ocena-1 na 3
atre (971 punktów)
>> On sam się skreśla.
>Cóż, muszę uznać, że MAM stosując się o mojej prośby wykazał się większym opanowaniem niż ty. Tak więc tylko jemu mogę wyrazić podziękowania w elektroniczn-plusowej formie.
>Pozdrawiam
>

Wszyscy chyba już wiedzą, że nie dbam o to. Poza tym, ja wykazałem się chyba większą cierpliwością przez dwa miesiące znosząc jego zdawkowe, impertynenckie, zaczepne uwagi i jałowe stawianie minusików ad hoc.
30-01-2009 22:03 
 Ocena 7 na 7
Sylwek (15472 punktów)
> Co do pana S., to nie tylko nie "poddał" się on "mojej" logice, ale zaprzeczał na okrągło sam sobie, co tylko dowiodło iż pogubił się we "własnej" logice. Co do pana A.W. to on się bynajmniej nie "poddał"... jakże mógł się "poddać", skoro zdezerterował. Nie rozumiem po co go przytaczasz. On praktycznie ze mną nie dyskutował.

Nie sądzę bym się pogubił. Mylisz i mieszasz wszystko co się da: pojęcia, rozumowania i postawy. Dziwisz się potem, że twoi rozmówcy dezerterują.
Całość twoich wywodów da się streścić w kilku zdaniach:

Nauka nie wyjaśnia powstawania.
By coś powstało to nie mogło istnieć.
"Powstawanie" w zwykłym sensie (na przykład wody z tlenu i wodoru czy majonezu z żółtek i oliwy), to nie powstawanie (bo czy w wodzie jest coś poza wodorem i tlenem, albo w majonezie poza żółtkiem i oliwą?) to tak naprawdę nie powstawanie a tylko przekształcanie.
Nauka zajmuje się wyłączenie przekształcaniem rzeczy, a więc nie może odpowiadać jak powstał wszechświat.
Wszechświat nie mógł powstać z niczego gdyż nic nie powstaje z niczego. Nie mógł też być własną przyczyną, wszak jak mógł być skoro go nie było.
Wszechświat stworzył Bóg.
Bóg nie powstał.
Nie musiał, jest bytem bez przyczyny.

Jeśli myślisz, że zamotałem się w swoich wypowiedziach to co powiedzieć o tobie? Udajesz dyskusje, ale w rzeczywistości, oprócz permanentnego przeinaczania cudzych wypowiedzi w bez mała wszystkich wątkach w których brałeś udział, stale też ignorujesz silne kontrargumenty.
Nie potrafisz wyjaśnić co, poza logicznie nieprawomocnym argumentem z definicji o samoistności Boga, pozwala mu istnieć bez przyczyny. Nie potrafisz wyjaśnić, czemu Bóg może istnieć bez przyczyny, a materia (lub wszechświat, co za różnica) nie może. Wyjaśnienie, że takie są definicje tych rzeczy nie jest żadnym wyjaśnieniem. Definicje są arbitralne i niczego nie dowodzą, ani też nie wynikają z nich rzeczywiste własności rzeczy.
01-02-2009 01:46 
 Ocena-1 na 1
atre (971 punktów)
>Nauka nie wyjaśnia powstawania.
>By coś powstało to nie mogło istnieć.

Czułem, że się odezwiesz jeszcze. Nie mogłeś tego zostawić. I nie zostawiłeś. A więc nauka nie tłumaczy powstawania wszechświata w tym "nie zwykłym sensie". ...Czyżby jednak nie próbowała tego robić w tym "nie zwykłym sensie"? Po co więc teorie Big Bangu? Co z interpretacjami o powstawaniu "wirtualnych cząstek"?

>"Powstawanie" w zwykłym sensie (na przykład wody z tlenu i wodoru czy majonezu z żółtek i oliwy), to nie powstawanie (bo czy w wodzie jest coś poza wodorem i tlenem, albo w majonezie poza żółtkiem i oliwą?) to tak naprawdę nie powstawanie a tylko przekształcanie.
>Nauka zajmuje się wyłączenie przekształcaniem rzeczy, a więc nie może odpowiadać jak powstał wszechświat.

Nigdy nie mówiłem iż nauka zajmuje się przekształcaniem rzeczy. To twój wniosek. I nie dlatego nie może odpowiadać na pytania jak powstał wszechświat. Bo nawet gdyby, wedle twojej sugestii, sformułować pytanie tak: jak wykształcił się wszechświat? ... to cóż by to zmieniło? Nadal mamy do czynienia z owym "nie zwykłym sensem", nie wykształcił się przecież z niczego, ani z siebie.

>Wszechświat nie mógł powstać z niczego gdyż nic nie powstaje z niczego. Nie mógł też być własną przyczyną, wszak jak mógł być skoro go nie było.

Ta sama logika, którą streściłeś w ostatnich trzech linijkach: "Bóg nie mógł powstać z niczego, gdyż nic nie powstaje z niczego. Nie mógł być własną przyczyną, wszak jak mógł być skoro go nie było."
A teraz: "Wszechświat nie mógł powstać z niczego gdyż nic nie powstaje z niczego. Nie mógł też być własną przyczyną, wszak jak mógł być skoro go nie było."

No więc co na to naukowcy? Jak w tym świetle wygląda teoria Big Bangu? Wszechświat jest. Naukowcy chcieliby wyjaśnić jak to się stało iż jest.

>Wszechświat stworzył Bóg.
>Bóg nie powstał.
>Nie musiał, jest bytem bez przyczyny.

Za wcześnie na te wnioski. Wywód logiczny odnośnie wszechświata nie został przez ciebie przeprowadzony do końca. I dlatego ciągle zarzucasz mi iż nie stosuje niby tej samej logiki odnośnie istnienia Boga, co istnienia wszechświata. To nie ja jednak przerwałem dyskusję z tobą na ten temat.
01-02-2009 10:33 
 Ocena 7 na 7
Beatus (2528 punktów)
> No więc co na to naukowcy?
Prawdziwi naukowcy, ci z wyższej półki, a nie oszołomione doktorki, doskonale wiedzą co jest przedmiotem nauki, którą uprawiają.
Nauki szczegółowe nie pytają o boga, nie pytają co było pierwsze kura czy jajko, nie pytają też o nicość. To nie jest przedmiotem ich badań.
Fizyk, astronom, biolog itd. jeśli w ramach swojej dziedziny robi choćby najmniejsze aluzje nt. boga, twierdząc, że jego nauka coś na ten temat wie, jest zwyczajnie szkodliwy. Nauki szczegółowe mają zajmować się konstatacją faktów, poszukiwaniem prawideł. Jeżeli nakładają na to niełatwe zadanie jakąś ideologię, czy teistyczną, czy ateistyczną, czy jakąkolwiek inną, ich możliwość odkrycia prawdy maleje w znaczący sposób.
Nauki humanistyczne, takie jak psychologia, socjologia, kulturoznawstwo itd. interesują się bogiem, ale zawsze tylko i wyłącznie zajmują się wspływem określonej idei boga na życie psychiczne jednostki, zależności społeczne, relacje międzyludzkie itd. Nauki te, nic nie mówią o bogu, nie roszczą sobie prawa rozstrzygania o słuszności lub nie idei, to nie jest ich przedmiotem. Ponieważ ich tezy dla części scjentystów są mało naukowe, uznają za uprawnione tylko psychologię behawioralną, socjobiologię, a kulturoznawstwo jako encyklopedyjkę lub historię.
Nauki z pogranicza, np. ontologia też nie mają za przedmiot boga. Te nauki pytają o pierwszą przyczynę, o nicość i jajko. To jest ich prawo. Jednak tematyka ta jest oparta na dywagacjach czystego rozumu, który swe metody i fakty może zapożyczać z innych dziedzin. Ontologia tworzy hipotetyczne konstrukty opisujące rzeczywistość. Są to szablony, matryce, pod które w miejsce X co niektórzy uwielbiają podstawiać np. boga. Dla ontologa, bóg jest możliwy jako hipoteza, a nie pewnik. Równie możliwy jest jego brak. Ponieważ przedmiotem ontologii jest rzeczywistość jako całość, niektórzy twierdzą, że nie ma ona przedmiotu w ogóle i na tej podstawie odmawiają jej miana nauki.
Jedyną nauką, która ma prawo wypowiadać się o Bogu jest teologia. Trzeba jednak pamiętać, że teologia nie odkrywa Boga, ona go przyjmuje na samym początku w takiej postaci i specyfice, jakiej religii jest teologią. Ten fakt powoduje, że wielu odmawia teologii w ogóle miana nauki.

Tu nie ma się o co kłócić. Jak kto ma swój ogródek niechże go uprawia i nie przymusza całej okolicy by jak on, sadziła truskawki.

Pozdrawiam
02-02-2009 20:59 
 Ocena-2 na 4
atre (971 punktów)
>Ontologia tworzy hipotetyczne konstrukty opisujące rzeczywistość. Są to szablony, matryce, pod które w miejsce X co niektórzy uwielbiają podstawiać np. boga. Dla ontologa, bóg jest możliwy jako hipoteza, a nie pewnik. Równie możliwy jest jego brak.

Dla ateisty pewnikiem jest to, iż Boga nie ma. Inaczej nie byłby ateistą.
Dla ateisty pewnikiem jest to, iż Bóg jako konieczność to absurd. Bóg nie jest więc koniecznością dla ateisty. Inaczej mówiąc, istnienie świata obywa się bez Stwórcy. Ateista jest tego pewien, inaczej nie byłby ateistą. A jeśli mówi iż nie jest pewien, to nie jest ateistą - tylko ignorantem. Mówiąc jednak iż jest pewien, powinien umieć przedstawić rozumowanie, z którego wynika bezpośrednio i niezaprzeczalnie iż świat obywa się bez Stwórcy. Jeśli nie potrafi tego zrobić - to znaczy iż jest tylko ignorantem.

Posługujesz się słowami: ontologia, teologia itd., ale z tego, co o nich mówisz wynikanie iż nie rozumiesz czego one dotyczą, skąd się wzięły, co one oznaczają, a czego nie mogą oznaczać. Posługujesz się nazwami w dowolny sposób, jak tylko dusza zapragnie. Nie tylko ty zresztą. Wymigałaś się od analizy zdania, które ci podałem. Myślenie trzeba wyprowadzać od podstaw. Jak można myśleć o filozofach, "filozofiach", skoro takie proste zdanie wpędza twój umysł w delirium "hipotetycznych konstrukcji".

03-02-2009 19:32 
 Ocena 5 na 5
Beatus (2528 punktów)
>Dla ateisty pewnikiem jest to, iż Boga nie ma. Inaczej nie byłby ateistą.
Ja piszę o tym czym zajmują się poszczególne dziedziny wiedzy, Więcej piszę, że tezy światopoglądu jako założenia w wiedzy prowadzą do błędów i wypaczeń. A ty? A ty mi na to, że ateista. Ateizm jest światopoglądem, a nie dziedziną wiedzy naukowej. Światopogląd ma wpływ na to jak uczony uprawia swoją dziedzinę, ale odpowiedzialny uczony zawsze powinien ten wpływ minimalizować. Czym innym jest inspiracja, która może brać się z poglądów, z codziennego życia, z literatury pięknej, czy z czegokolwiek. Inspiracja nigdy, przenigdy nie może stać się aksjomatem na mocy chciejstwa uczonego. Można zrobić z inspiracji hipotezę, hipotezę i nic więcej, którą następnie trzeba dokładnie zweryfikować.
>Mówiąc jednak iż jest pewien, powinien umieć przedstawić rozumowanie, z którego wynika bezpośrednio i niezaprzeczalnie iż świat obywa się bez Stwórcy.
Jest mnóstwo takich rozumowań, ale żadne z nich, ani też rozumowanie przeciwne, mówiące, że istnienie Boga jest pewne nie ma, nie miało i nieć nie będzie rangi niezaprzeczalności.

Denerwuje mnie to, a czasem przeraża, że trafiając na wierzącego, a więc kogoś kto myśli podobnie do mnie, rozbijam się o mur czegoś takiego przerażającego. Jakiejś mieszanki nadmiaru pewności siebie, mesjanizmu nawet, niedbalstwa myślowego i powierzchowności w sądach. Myślę sobie wtedy, jak ludzie mają wracać do źródła i inspiracji sensu i powagi życia, którym jest współistnienie w sacrum? Za kim? Na jakich prawach? Dlaczego? Widzę jak ludzie odchodzą od religii, od korzeni świętości życia, rodziny, siebie, jak kamień przydrożny staje się dla nich martwym nic, jak przestrzeń otwartego morza przemienia się w tandetne tło zdjęcia z wakacji. Widzę jak ludzka nieodpowiedzialność, wrogość, niedbalstwo i pycha zamykają drogę innym do świata sensu i istnienia. Ty jesteś jednym z tych ludzi. Dla ciebie nie jest ważna harmonia współistnienia w świcie, nie istotny jest największy dar Boga dla ludzi - ich wolność, za nic masz szacunek i suwerenność drugiego ja. Najważniejsza jest nazwa: ateista czy teista. Do rangi najistotniejszej rzeczy na świecie urasta zdanie: Bóg istnieje, Bóg nie istnieje. Słowa lżejsze od pyłu na wietrze, mniej trwałe niż pamięć smaku porannej kawy. Tylko je widzisz, tylko im ufasz, tylko przez nie oceniasz. Zasłaniają ci one zachwyt nad świata i wolą Boga. Jesteś pełen niepokoju i gniewu, izolującej cię niechęci. Czy to jest droga twojego Boga? Czy tego on sobie życzy? Jeśli tak, wierzymy w zupełnie innych bogów.

Nie ważne, wróćmy do tematu.
> Posługujesz się słowami: ontologia, teologia itd., ale z tego, co o nich mówisz wynikanie iż nie rozumiesz czego one dotyczą, skąd się wzięły, co one oznaczają, a czego nie mogą oznaczać. Posługujesz się nazwami w dowolny sposób, jak tylko dusza zapragnie.
Nie lubię wychodzić z pozycji autorytetu, nie przystoi mi, no ale nie bardzo wiem, co mam począć na takie dictum. 11 lat mojego życia poświęciłam na czynne zgłębianie i przekazywanie wiedzy filozoficznej. Moja specjalność, w której mam formalne wykształcenie i doświadczenie w pracy akademickiej to ontologia, inaczej zwana metafizyką, inaczej filozofią pierwszą i jeszcze inaczej filozofią bytu, Boga i religii. Bardzo miło, że znasz grecki źródłosłów nazw ( to on logos i teos logos), bo zdaje się o to ci chodziło. Nie wiem czy jesteś zorientowany, że źródłosłowem wyrazu "kurwa" jest niemieckie "kurve" co znaczy zakręt, krzywa. Nie wyciągałabym więc pochopnie sensu słowa z jego źródła.
A na jakiej podstawie ty, wiesz lepiej niż ja, co to jest ontologia i teologia?
>Wymigałaś się od analizy zdania,
Oferowałam analizę wniosku, nie zdania twierdzącego. Jeśli ci jednak zależy mogę i to zdanie obalić, choć to dziecinne.
>Myślenie trzeba wyprowadzać od podstaw.
Nie, myśląc trzeba pamiętać, że podstawy zostają dla nas zagadką i nie wpadać w pychę pozornej wiedzy.
>Jak można myśleć o filozofach, "filozofiach", skoro takie proste zdanie wpędza twój umysł w delirium "hipotetycznych konstrukcji".
Pominę milczeniem
03-02-2009 22:44 
 Ocena-4 na 4
atre (971 punktów)
>Mówiąc jednak iż jest pewien, powinien umieć przedstawić rozumowanie, z którego wynika bezpośrednio i niezaprzeczalnie iż świat obywa się bez Stwórcy.
>Jest mnóstwo takich rozumowań, ale żadne z nich, ani też rozumowanie przeciwne, mówiące, że istnienie Boga jest pewne nie ma, nie miało i nieć nie będzie rangi niezaprzeczalności.

No właśnie, tak wygląda rozmowa z ateistą. Ale to wasz mit iż nie ma takich rozumowań, a jeśli nawet są, to nie posiadają one - jak to określiłaś - rangi niezaprzeczalności. Sęk w tym iż to wasze przesłanki nie posiadają owej rangi niezaprzeczalności. Nie potraficie podać żadnego wnioskowania na temat - czy to, co istnieje potrzebuje, czy też potrzebowało Stwórcy. Nie wiecie nawet jak się do tego zabrać. Wyrażacie tylko jakieś sądy, które wysysacie sobie z palca, ze swojego widzimisię, nie mającego nic wspólnego z tym, czego ono powinno dotyczyć, a więc faktu istnienia. To on musi odgrywać w takim rozumowaniu główną rolę, bo to o niego chodzi. A więc takie rozumowanie musi rozpatrywać fakt istnienia. Aby takie rozumowanie przeprowadzić wystarczy wziąć na stół jakiś dowolny przykład, czegoś co istnieje. Fizyk bierze "na stół" nie konstrukcje, ani idee, ani sądy, ani nie wnioskuje z sądów a priori itp. On bierze na stół realny byt. Od tego zaczyna się wszelkie rozumowanie. Już niemowlę stosuje tę metodę. Tak rozwija się logika: czerpie ona zasady z bytu, z tego co dociera do niego zanim jeszcze nauczy się mówić i rozumieć słowa. Logika nie jest żadną abstrakcją, ani też czymś co nie gwarantuje sądów niezaprzeczalnych, pewnych itd. To mit wzięty z Kartezjusza i powtarzany przez wielu filozofów aż do dzisiaj. Ja jednak nie lubię odwoływać się do filozofów, chociaż moja wiedza pod tym względem jest więcehj niż wystarczająca. Jeśli więc mamy mówić o dowodach i o pewności, to są do tego odpowiednie narzędzia, które je umożliwiają. Skoro ktoś nie potrafi z nich w pełni korzystać... to już jest jego nieudolność, bądź lenistwo.

>Dla ciebie nie jest ważna harmonia współistnienia w świcie, nie istotny jest największy dar Boga dla ludzi - ich wolność, za nic masz szacunek i suwerenność drugiego ja.

Nie wiem o kim tu mówisz, ale na pewno nie o mnie. Przegalopowałaś się trochę. Pewnie mówisz o ateistach, którzy usuwają krzyżyki ze szkół itp. Ateista ma prawo bowiem do tego aby brak krzyżyka w szkołach wyrażał jego pogląd na religię. Wierzący natomiast nie mają już prawa do tego aby obecność krzyżyka wyrażała ich pogląd na religię. Nie denerwuj więc mnie takim demagogicznym pojęciem szacunku do suwerenności drugiego ja.

>Wymigałaś się od analizy zdania,
>Oferowałam analizę wniosku, nie zdania twierdzącego. Jeśli ci jednak zależy mogę i to zdanie obalić, choć to dziecinne.

A wnioski są już nie twierdzące? Kiedy wnioskuję nie twierdzę? I co ty chcesz obalać w tym zdaniu? ...I ty chciałaś dyskutować o... Kołakowskim? Żartujesz sobie?

>Myślenie trzeba wyprowadzać od podstaw.
>Nie, myśląc trzeba pamiętać, że podstawy zostają dla nas zagadką i nie wpadać w pychę pozornej wiedzy.

Jakie to podstawy są dla nas taką zagadką? To ty wychodzisz od jakichś ogólnikowych sądów, gdy ja proszę o analizę zdania: to jest drzewo, to jest cegła, to jest dom, to jest kamień, to jest Księżyc, to jest ołówek itd. ...I to ja wpadam w pychę pozornej wiedzy?
04-02-2009 20:19 
 Ocena 5 na 5
Beatus (2528 punktów)
Zwracasz się do mnie per wy ateiści. Skoro nawet nie wiesz do kogo mówisz, jak mogę oczekiwać, że będziesz wiedział co mówisz.

Na pożegnanie chciałabym zapytać cię tylko o jedno, czy możesz powiedzieć: jestem szczęśliwy Tak czy nie?
atre (971 punktów)
>Zwracasz się do mnie per wy ateiści. Skoro nawet nie wiesz do kogo mówisz, jak mogę oczekiwać, że będziesz wiedział co mówisz.
>Na pożegnanie chciałabym zapytać cię tylko o jedno, czy możesz powiedzieć: jestem szczęśliwy Tak czy nie?
>

Rozumowe podejście nie polega na uznaniu prawdziwości, ale na jej dowiedzeniu. Nie potrafiąc dowieść niczego, zaczynasz dowodzić, że właściwie niczego nie można dowieść. Najśmieszniejsze jest jednak to, iż wprawdzie dowieść nie można... ale obalić już tak... z dziecinną wręcz prostotą, jak się ostatnio wyraziłaś. No cóż... Jest jeszcze taka odmiana ateizmu, którą ukrywamy sami przed sobą. Podsumowałem ją powyżej.

Na najnowszym wątku w tym dziale Filozofia i światopogląd Konowal odesłał do pewnego artykułu. Znalazłem tam parę ciekawych spostrzeżeń:

"wraz z postępującym wyjałowieniem tradycji, polska pobożność traci swoją najważniejszą podstawę. Trzeba ją szybko czymś zastąpić i to jest największe wyzwanie stojące obecnie przed naszym Kościołem.

Tą nową podstawą może być tylko wiara - ugruntowana zarówno intelektualnie , jak i duchowo."
05-02-2009 19:27 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
Dobrze, dobrze, już rozumiem jesteś ty i ateiści. Niech i tak będzie.

Zadałam ci jednak pytanie na które nie odpowiedziałeś. Czy możesz powiedzieć: jestem szczęśliwy? Tak czy Nie.

Obiecuje, że nie skomentuję tej odpowiedzi i nie użyję w żaden sposób. Chciałabym tylko wiedzieć.
06-02-2009 00:21 
 Ocena-1 na 1
atre (971 punktów)
>Dobrze, dobrze, już rozumiem jesteś ty i ateiści. Niech i tak będzie.
>Zadałam ci jednak pytanie na które nie odpowiedziałeś. Czy możesz powiedzieć: jestem szczęśliwy? Tak czy Nie.
>Obiecuje, że nie skomentuję tej odpowiedzi i nie użyję w żaden sposób. Chciałabym tylko wiedzieć.
>

To jest drzewo . Obok płynie rzeczka. Przy brzegu siedzi starszy mężczyzna i zarzuca wędkę. Tak, czy Nie?

No właśnie...
07-02-2009 17:49 
 Ocena 8 na 8
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
> Rozumowe podejście nie polega na uznaniu prawdziwości, ale na jej dowiedzeniu.
>Nie potrafiąc dowieść niczego, zaczynasz dowodzić, że właściwie niczego nie można dowieść.

A Ty jesteś, rzecz jasna, święcie przekonany, że właśnie czegoś dowiodłeś?
To masz rację. Dowiodłeś.
Dowiodłeś, że:
1. Nie jesteś w stanie zrozumieć niczyich racji poza własnymi;
2. Twoja pseudologika nie trzyma się "kupy", a warta jest dokładnie tyle samo czego się nie trzyma;
3. Nie potrafisz nawet odróżnić sojuszników od oponentów;
4. Pieprzysz głupoty jak potłuczony (a lepiej: jak nawiedzony);
5. Że z Twojej gadaniny, tak naprawdę, nic nie wynika.

Boże, chroń nas wszystkich przed takimi w Ciebie wierzącymi!!!

PS. Nawiąż kontakt z Janem Lewandowskim z portalu Katolik, pogadacie sobie jak "logik" z "logikiem" i katolik z katolikiem. Tylko, że on zapewne nie uzna Ciebie za godnego sobie partnera (fakt, merytorycznie jest od Ciebie o niebo lepszy).


fides ex necessitate esse non debet
07-02-2009 17:58 
 Ocena 5 na 5
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Podziwiam Cię Michale, że jeszcze Ci się chce. Ja się podałam już dawno bo dyskusja z "atre" to nawet nie gadanie do obrazu ale rozmawianie jakby ktoś pozamieniał znaczenie słów. A przy tym jest niegrzeczny i zamiast argumentów usiłuje zakrzyczeć a ten wrzask jest u niego najmocniejszym argumentem.
07-02-2009 18:45 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Podziwiam Cię Michale, że jeszcze Ci się chce.

Alicjo, gdy już mi się przestanie chcieć, to nie będę mężczyzną, a to oznacza, że pora umierać.

>[...] usiłuje zakrzyczeć a ten wrzask jest u niego najmocniejszym argumentem.

Dlatego uwielbiam Chopina, Czjkowskiego, Beethovena, Ravela i kilkudziesięciu innych, którzy nie krzyczą.


fides ex necessitate esse non debet
06-03-2009 07:49 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>gdy już mi się przestanie chcieć, to nie będę mężczyzną, a to oznacza, że pora umierać.
Zawsze możesz próbować być człowiekiem.
.
Beatus (2528 punktów)
Teoretycznie i zgodnie ze sztuką, można podsumować twoją wypowiedz tak - puściły mu nerwy, a wywód i tak nie wywoła żadnych skutków.
Tak zgodnie ze sztuką.
A prawda życiowa wygląda następująco.
W moim domu nie tylko ja śledzę co niektóre wątki, między innymi niezwykłe możliwości atre. Gdy przeczytaliśmy twoją odpowiedz, pierwszą reakcją była fala entuzjazmu - dobrze mówi, może dosadnie ale jak inaczej opisać to co ma miejsce? Po punktach widzę, że popleczników masz więcej.
Zastanawiam się czy moderatorzy rozpoczną krucjatę za p...? Mam nadzieję, że i oni wykażą się taktem oraz solidarnością, udając, że tego kawałka akurat nie czytali. Przecież nie mogą wszystkiego przeczytać. Prawda?
Pozdrawiam
08-02-2009 02:08 
 Ocena 1 na 7
atre (971 punktów)

Coś jeszcze oprócz tego masz do powiedzenia... drogi klakierze? Ktoś ci płaci za tą klakę? Wręcza medale? Nie jesteś w stanie udowodnić żadnych nielogiczności w moich wypowiedziach, ani nawet nie próbowałeś. Za mały jesteś, jak widzę na to. Daruj więc sobie tę klakę, bo tylko potwierdza ona płytkość twojego umysłu. You are empty like bubble soap.
05-02-2009 12:47 
 Ocena 6 na 6
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Pewnie mówisz o ateistach, którzy usuwają krzyżyki ze szkół itp.
Uważam, że w państwie neutralnym światopoglądowo(a takim jest podobno Polska), w szkołach publicznych nie powinno się wieszać żadnych symboli religijnych.

>Ateista ma prawo bowiem do tego aby brak krzyżyka w szkołach wyrażał jego pogląd na religię.
Brak jakichkolwiek symboli oznacza jedynie neutralność światopoglądową - uznanie, że wyznawana religia jest prywatną sprawą każdego obywatela.

>Wierzący natomiast nie mają już prawa do tego aby obecność krzyżyka wyrażała ich pogląd na religię.
Symbole religijne mogą przecież wisieć na szyjach wyznawców, zdobić mieszkania lub wieńczyć budynki przeznaczone do uprawiania danego kultu. Nikt nie postuluje ich usunięcia.

Jeżeli ktoś nie ma Boga w sercu - żadne symbole nie pomogą...

Pozdrawiam - Zbyszek


Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
06-02-2009 00:07 
 Ocena-2 na 4
atre (971 punktów)
>Pewnie mówisz o ateistach, którzy usuwają krzyżyki ze szkół itp.
>Uważam, że w państwie neutralnym światopoglądowo(a takim jest podobno Polska), w szkołach publicznych nie powinno się wieszać żadnych symboli religijnych.

Mówisz o szkołach podstawowych, średnich, czy wyższych? Ani nauka, ani szkoła nie są ateistyczne. Państwa też nie są ateistyczne. Świat nie jest ateistyczny. Kultura nie jest ateistyczna. Literatura nie jest ateistyczna. Sztuka nie jest ateistyczna. Ateista oszukuje sam siebie iż świat, czy też człowiek może obyć się bez Boga. Oszukuje się jeszcze bardziej twierdząc iż się obywa. Gdyby nie wiara wierzących, nie mielibyśmy kultury, literatury, sztuki, nauki. Jestem nawet w stanie udowodnić iż nie powstałby ludzki język, gdyby nie odnoszenie się człowieka do Boga, gdyby nie religijność człowieka. Ateizm zubaża człowieka i - co najważniejsze - jego świadome odnoszenie się do świata i siebie.


>Ateista ma prawo bowiem do tego aby brak krzyżyka w szkołach wyrażał jego pogląd na religię.
>Brak jakichkolwiek symboli oznacza jedynie neutralność światopoglądową - uznanie, że wyznawana religia jest prywatną sprawą każdego obywatela.

Dlaczego jednak ateista nie chce być neutralny światopoglądowo? Co mu przeszkadza ten kawałek drewna na ścianie? Jakie to ma dla niego znaczenie? Czyżby ten kawałek drewna rzucał na niego jakiś urok? Zmuszał go do klękania? Czy ludzkość miałyby być neutralna światopoglądowo? Co to za idiotyzm? Który ateista jest neutralny światopoglądowo? Niech mi ateista z łaski swojej udowodni że wiara to li tylko łudzenie samego siebie, a sam zdejmę ten krzyżyk. Dla ateisty krzyżyk, czy też obraz Matki Boskiej, powinien mieć tylko takie znaczenie jak każdy inny obraz. Jeśli większość decyduje iż taki obrazek powinien wisieć na ścianie z powodów, które ateisty przecież nie interesują - to dlaczego nie miałby tam wisieć? Człowiek wierzący ma na to dowody iż świat nie mógłby obyć się bez Boga-Stwórcy. Ateista nie ma żadnych argumentów, przesłanek itp. świadczących o tym iż mógłby się bez Niego obyć. Dlaczego ludzkość miałaby respektować taki absurdalny światopogląd? Niech mi ateista na to pytanie odpowie.

>Jeżeli ktoś nie ma Boga w sercu - żadne symbole nie pomogą...

Jeżeli ktoś nie ma Boga w sercu - żadne symbole mu nie przeszkodzą...
06-02-2009 14:05 
 Ocena 7 na 7
wojtek (1061 punktów)
>Ani nauka, ani szkoła nie są ateistyczne.

Teistyczne również nie są i dlatego nie są odpowiednim miejscem dla Waszych symboli. Teizm i ateizm są indywidualnymi światopoglądami i symbole z nimi związane nie powinny być umieszczane w placówkach publicznych.

>Ateista oszukuje sam siebie iż świat, czy też człowiek może obyć się bez Boga. Oszukuje się jeszcze bardziej twierdząc iż się obywa.
>Ateizm zubaża człowieka i - co najważniejsze - jego świadome odnoszenie się do świata i siebie.
>Dlaczego ludzkość miałaby respektować taki absurdalny światopogląd?

Masz jakąś obsesję na punkcie ateistów i ateizmu? Nie ma na chyba na tym forum tematu którego nie sprowadziłbyś do snucia swoich przedziwnych fantasmagorii o ciemnocie tego poglądu. Jeśli ktoś jest ateistą to jego sprawa. Skąd u Ciebie człowieku taka pogarda i nienawiść dla ludzi o innym światopoglądzie niż Twój?

>Dlaczego jednak ateista nie chce być neutralny światopoglądowo?
>Który ateista jest neutralny światopoglądowo?

Ateizm i teizm, jak już wyżej pisałem są światopoglądami, więc ani teista ani ateista nie może być człowiekiem neutralnym światopoglądowo. Neutralność światopoglądowa może być jedynie doktryną państwową, która zakłada rozdział państwa od kwestii wyznaniowych i brak faworyzowania przez władzę którejkolwiek religii. Polska jest takim właśnie krajem o czym możesz się przekonać czytając konstytucję. Jeśli konstytucja gwarantuje rozdział kościoła od państwa to w placówkach publicznych symboli religijnych być nie powinno.

>Jeśli większość decyduje iż taki obrazek powinien wisieć na ścianie z powodów, które ateisty przecież nie interesują - to dlaczego nie miałby tam wisieć?

Najpierw zmień w konstytucji zapis o którym wyżej wspomniałem, gwarantujący rozdział kościoła od państwa, ponieważ to konstytucja ma najwyższą moc prawną w państwie.

>Człowiek wierzący ma na to dowody iż świat nie mógłby obyć się bez Boga-Stwórcy.

A konkretnie, jakie to dowody?

>Jeżeli ktoś nie ma Boga w sercu - żadne symbole mu nie przeszkodzą...

Nie Ty będziesz decydował o tym, co przeszkadza temu, komu konstytucyjnie zagwarantowane prawo umożliwia nie oglądanie wszędzie Waszych krzyży i świętych obrazków. Na wieszanie takich rzeczy macie miejsce w kościele, Waszych domach i innych placówkach które do Was należą. I tego nikt nie ma zamiaru Wam odbierać.
06-02-2009 20:44 
 0 na 2
atre (971 punktów)

>Masz jakąś obsesję na punkcie ateistów i ateizmu? Nie ma na chyba na tym forum tematu którego nie sprowadziłbyś do snucia swoich przedziwnych fantasmagorii o ciemnocie tego poglądu. Jeśli ktoś jest ateistą to jego sprawa. Skąd u Ciebie człowieku taka pogarda i nienawiść dla ludzi o innym światopoglądzie niż Twój?

Żartujesz sobie? Nie ma prawie wątku na tym forum, na którym ateiści prześmiewczym, obraźliwym tonem nie potraktowali religii, katolicyzmu, katolików, duchownych itd. Kto tu ma obsesję na jakimkolwiek punkcie? Ateista ma obsesję względem dowodów, których nie ma i sądów, których nie potrafi dowieść.

>Jeśli większość decyduje iż taki obrazek powinien wisieć na ścianie z powodów, które ateisty przecież nie interesują - to dlaczego nie miałby tam wisieć?

>Najpierw zmień w konstytucji zapis o którym wyżej wspomniałem, gwarantujący rozdział kościoła od państwa, ponieważ to konstytucja ma najwyższą moc prawną w państwie.

Rozdział Kościoła od państwa, to nie rozdział wiernych od państwa. Niech ateista założy szkołę prywatną i zabrania w niej wieszania krzyżyków i lekcji religii. Szkoły państwowe powstają z podatków wszystkich, a w większości ludzi wierzących. Jakie państwo utrzymałoby się z podatków jedynie ateistów? Dopóki więc płacimy - wymagamy. A w tym co państwowe obowiązuje zasada wyboru demokratycznego.

>Człowiek wierzący ma na to dowody iż świat nie mógłby obyć się bez Boga-Stwórcy.

>A konkretnie, jakie to dowody?

Od takiego pytania, gdybym był nieuczciwy, wymigałbym się własnym: a gdzie twoje dowody na to, że nie? Byłoby to jednak niskie, chociaż taką "logikę" stosują właśnie ateiści. No cóż... uważasz iż nie ma takiego dowodu? Czy też po prostu go nie znasz? Kopernik wiele lat pracował nad pewnym dowodem. Ludzie przyjmują na wiarę to iż to nie Słońce krąży wokół Ziemi. Jak wielu tych "wierzących" potrafiłoby przedstawić dowód rozumowy na to iż tak nie jest, komuś kto chciałby ten dowód poznać, nie chcąc opierać się jedynie na wierze, czy też głosie większości? A czy ty nigdy nie spotkałeś się z tym, iż jakiś filozof, teolog, myśliciel, dowodził istnienia Boga? Przestudiowałeś jego twierdzenia, sprawdziłeś czy aby naprawdę innemu filozofowi, myślicielowi udało się obalić przedstawiony przez tamtego tok rozumowania? A może właśnie ten, który twierdził iż je obalił, oparł swoje rozumowanie na błędnych przesłankach? Sprawdziłeś na jakich przesłankach opierały się rozumowania dowodzące istnienia Boga? Sprawdziłeś czy są rzeczywiście błędne? Zdobyłeś się na ten wysiłek? Co do przesłanek - mówiłem już o tym na paru moich wątkach. 1.Skąd czerpiemy przesłanki do wszelkiego rozumowania na jakikolwiek temat, a ściślej mówiąc, jakie są przyczyny niezrozumienia będącego u podstaw wszelkich dążeń człowieka do zrozumienia. To jest właściwie kluczowe zagadnienie. 2. Jak rozbudowuje się ludzkie myślenie. 3. Jak dochodzi do podstawowych pytań, tym samym na drodze poznania naukowego. Wiele razy na ten temat mówiłem, chcąc zainicjować dyskusję. Niestety, to tylko forum internetowe. Zbyt wielu aktywistów torpedujących dyskusję, aby coś takiego można poprowadzić na anonimowym forum.
12-02-2009 14:04 
 Ocena 10 na 10
wojtek (1061 punktów)
>Żartujesz sobie?

Nie żartuje.

>Nie ma prawie wątku na tym forum, na którym ateiści prześmiewczym, obraźliwym tonem nie potraktowali religii, katolicyzmu, katolików, duchownych itd. Kto tu ma obsesję na jakimkolwiek punkcie?

Nawet jeśli masz rację, to Ty, takim samym prześmiewczym, obraźliwym tonem wyrażasz się o ateistach, również tych którzy nikogo nie obrażają. Jesteś taki sam jak i ci z którymi wojujesz, stoisz tylko po przeciwnej stronie barykady. Wrzucasz dokumentnie wszystkich ateistów do jednej szufladki, takiej z napisem "ciemniaki" a to samo robią co poniektórzy nawiedzeni ateiści z teistami. Moim zdaniem obsesję mają i ci ateiści którzy wyśmiewają i znieważają religię i wierzących, jak i ci wierzący którzy obrażają i wyśmiewają ateistów. Takie zachowanie powoduje tylko nakręcanie spirali wzajemnej niechęci i do niczego dobrego nie doprowadzi. Przecież jest wiele ciekawych i inteligentnych osób będących ateistami i tak samo ma się sprawa z teistami. Nie wiem po co to wzajemne obrażanie się, patrzenie z góry z pogardą na przeciwną stronę. Z tego co obserwuję to część dyskusji pomiędzy ateistami i teistami nie wynika z chęci poznania i zrozumienia stanowiska drugiej strony ale raczej z chorobliwej wręcz chęci dowiedzenia głupoty oponenta. I taką chęć widzę równie często u obu stron.

> Ateista ma obsesję względem dowodów, których nie ma i sądów, których nie potrafi dowieść.

Ja widzę nieraz taką obsesję po jednej i po drugiej stronie konfliktu.

>Rozdział Kościoła od państwa, to nie rozdział wiernych od państwa.

Zgadza się. Nikt nie ma zamiaru oddzielać wiernych od państwa. Rozdział Kościoła od państwa jest to oddzielenie wiary i elementów z nią związanych od tego co publiczne.

> Niech ateista założy szkołę prywatną i zabrania w niej wieszania krzyżyków i lekcji religii.

Publiczne szkoły są szkołami państwowymi. W Polsce jak już pisałem mamy (teoretycznie) rozdział kościoła od państwa więc krzyży i lekcji religii być w szkole państwowej nie powinno. Jeśli prywatną szkołę założy ateista to ma prawo wieszać sobie na ścianach swoje symbole i nauczać swojego światopoglądu, jeśli prywatną szkołę założy teista to jego prawem jest dokładnie to samo. Szkoły państwowe jak i inne państwowe placówki NIE SĄ wystawami ani ateizmu ani teizmu.

>Szkoły państwowe powstają z podatków wszystkich, a w większości ludzi wierzących. Jakie państwo utrzymałoby się z podatków jedynie ateistów? Dopóki więc płacimy - wymagamy. A w tym co państwowe obowiązuje zasada wyboru demokratycznego.

Cóż, problem w tym, że nie wiadomo dokładnie ilu jest w Polsce wierzących. Biorąc pod uwagę statystykę chrztów to będzie około 90 - 95% samych katolików. Na ateistów i osoby innych wyznań w tym wypadku przypada 5-10%. Jednak nawet sami hierarchowie kościelni przyznają, że w życiu kościoła uczestniczy mniej niż połowa z tych którzy zostali ochrzczeni. Oczywiście to, że ktoś nie chodzi do kościoła nie oznacza, że nie wierzy w Boga ale również nie oznacza tego, że jest chętny wieszać krzyże w szkołach publicznych.
Polska nie jest krajem wyznaniowym i jest to uregulowane w konstytucji. W świetle tejże konstytucji sprawy państwowe i wyznaniowe są rozdzielone, niezależnie liczby wierzących, więc jeśli chcesz krzyży w klasach szkół publicznych itd. to najpierw znieś odpowiedni zapis w konstytucji i postuluj utworzenie państwa wyznaniowego w którym wierni dominującej religii będą rządzili tak, aby tylko ich światopogląd był respektowany a ich religia uprzywilejowana. Jeśli rzeczywiście uważasz, że większości zależy na państwie wyznaniowym to nikt nie broni Ci działać w tej sprawie.

>Od takiego pytania, gdybym był nieuczciwy, wymigałbym się własnym: a gdzie twoje dowody na to, że nie? Byłoby to jednak niskie, chociaż taką "logikę" stosują właśnie ateiści. No cóż... uważasz iż nie ma takiego dowodu? Czy też po prostu go nie znasz?[...]

Ten wątek jest o filozofii Kołakowskiego i nie chciałbym go zaśmiecać (wątku, nie Kołakowskiego). Odpowiem więc możliwie jak najkrócej. Rzeczywiście uważam, że nie można dowieść istnienia Boga w sposób który nie budziłby żadnych wątpliwości. Natomiast wiem, że są pewne argumenty, przesłanki które przemawiają za istnieniem bytu który stworzył wszechświat. Jednak moim zdaniem tych przesłanek nie można nazwać dowodami.
Ja nie wierzę w Boga, natomiast nigdy nie uważałem i nie uważam ludzi weń wierzących za głupszych czy bardziej ograniczonych niż ja i reszta nie wierzących. Wręcz przeciwnie, bardzo lubię rozmowy z wierzącymi, poznawanie ich punktu widzenia. Nie twierdzę wcale, że wiara w Boga jest bzdurna i bezpodstawna. Uważam tylko, że istnienie Boga nie jest wcale takie oczywiste.
Jedyne czego nie lubię i z czym staram się walczyć to fanatyzm, zadufanie w sobie i przekonanie o własnej nieomylności, a taką postawę widzę dość często.
12-02-2009 20:08 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
E, jesteś ateistą więc i tak się nie liczysz

Ciepło pozdrawiam z wyrazami szacunku za zachowanie spokoju i cierpliwość do Atrego, której mi nie starczyło.

PS. śledzę uważnie, może to ty jesteś mistrzem
czes (4083 punktów)
>PS. śledzę uważnie, może to ty jesteś mistrzem
To "mój" Wojtuś! Wspaniały facet! Co?!

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
Beatus (2528 punktów)
>To "mój" Wojtuś! Wspaniały facet! Co?!
Niewątpliwie dobrze się zapowiada, choć nie mieliśmy okazji bliżej się poznać.
Przyznasz jednak, że wybrał sobie wyjątkowo trudny materiał.
Pozdrawiam
28-02-2009 14:08 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Taaaaak, bardzo trudny materiał.
Ale on lubi trudne wyzwania. Od pierwszej wizyty na naszym forum, wdawał się w dyskusje z trudnymi adwersarzami.
I zawsze, z zaangażowaniem i dojrzałością, której trudno spodziewać się po 25-cio letnim człowieku.
A piszę "mój Wojtuś" z satysfakcją i dumą gdyż to ja pierwszy zwróciłem uwagę na jego potencjał i namówiłem do zarejestrowania się na forum racjonalistów i pozostania z nami.

Pozdrawiam Cię. Czesiek


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>A piszę "mój Wojtuś" z satysfakcją i dumą gdyż to ja pierwszy zwróciłem uwagę na jego potencjał i namówiłem do zarejestrowania się na forum racjonalistów i pozostania z nami.
Niezły z Ciebie łowca talentów.

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
03-03-2009 22:31 
 Ocena 3 na 3
wojtek. (1061 punktów)
>E, jesteś ateistą więc i tak się nie liczysz

W Boga co prawda nie wierzę ale nie nazwałbym siebie ateistą. Ateistami nazywa się raczej ludzi którzy oprócz tego, że nie wierzą w bóstwa to nie są też wyznawcami żadnej religii. Ja w swoich poszukiwaniach odnalazłem religię/filozofię w której nie ma Boga i z tą filozofią w dużym stopniu się identyfikuję.
Ale myślę, że masz rację, dla Atre, nie będąc Chrześcijaninem zapewne i tak się nie liczę.

>PS. śledzę uważnie, może to ty jesteś mistrzem

Wymagania które określiłaś i którym musiałby sprostać wybraniec godzien tytułu mistrza dialogu i negocjacji są niesamowicie wyśrubowane.
Ale cóż, od mistrza trzeba w końcu wymagać, dołożę więc wszelkich starań aby na zaszczytne miano zasłużyć
Jak tylko znajdę chwilę czasu (którego ostatnio mi brakuje) odpowiem Atre na ostatni Jego skierowany do mnie komentarz.

Pozdrawiam cieplutko.
atre (971 punktów)
>Moim zdaniem obsesję mają i ci ateiści którzy wyśmiewają i znieważają religię i wierzących, jak i ci wierzący którzy obrażają i wyśmiewają ateistów. Takie zachowanie powoduje tylko nakręcanie spirali wzajemnej niechęci i do niczego dobrego nie doprowadzi.

Nie interesuje mnie z kim rozmawiam, tylko co słyszę. Jeśli używam prześmiewczego w jakimś sensie tonu, to tylko wobec wypowiedzi tych, którzy albo w podobnym tonie sami się wypowiadają, albo sami się o to proszą. Nie wymagam od ateistów tolerancji dla wiary, religii, Kościoła, duchownych itd. Wymagam rozumnego podejścia do poruszanych przez nich samych kwestii. Niestety, poziom laicyzmu dorównuje tutaj stopniu zaangażowania obrońców honoru dla tego, co nie nigdy nie miało nic wspólnego z honorem. Aby bronić honoru, trzeba najpierw umieć obronić swoje poglądy, to w imieniu czego się występuje. Większość występuje jednak tylko w imieniu siebie i broni tylko siebie. Podnosi się kwestię tonu u jednego rozmówcy, udając iż się nie słyszało tonów wypowiedzi u pozostałych uczestników dyskusji. Wytyka mu się ton, gdy nie potrafi mu się wytknąć nic innego. Dla mnie nie ma znaczenia z czyim argumentem mam do czynienia, ateisty czy misia Koala. A wytykanie ciemnoty teistom pozostawiam ateistom, którzy tylko tym dotychczas się zajmowali. Wystarczy sięgnąć do pierwszego lepszego wątku aby się przekonać komu i czemu ateista wytyka ciemnotę, matactwa, zacofanie itp. Bez problemu przychodzi ateiście wyśmiewanie ciemnoty kleru, czy coś w tym stylu. Nie wymagaj tez ode mnie abym z szacunkiem odnosił się do poglądów, których ten, co je wyraża, nie potrafi wywieść z równie pewnych przesłanek, jak pewność, z którą je wyraża.

>Ten wątek jest o filozofii Kołakowskiego i nie chciałbym go zaśmiecać (wątku, nie Kołakowskiego).

W wypowiedzi, która ten wątek zainicjowała, nie ma nic co dotyczyłoby Kołakowskiego.

>Ja nie wierzę w Boga, natomiast nigdy nie uważałem i nie uważam ludzi weń wierzących za głupszych czy bardziej ograniczonych niż ja i reszta nie wierzących.

Nie spotkałem się jednak jeszcze z ateistą, który deklarowałby się jako ateista i nie uważał jednocześnie religii i wiary za bezpodstawną bzdurę. Tym sposobem każdy wierzący jest z góry traktowany jak istota o ograniczonym umyśle... skoro jeszcze do tego nie doszła. Wiara traktowana jest jak choroba, czy też bezrozumny akt rozumu.

>Jedyne czego nie lubię i z czym staram się walczyć to fanatyzm, zadufanie w sobie i przekonanie o własnej nieomylności, a taką postawę widzę dość często.

Ateista nie uważa swojego poglądu o nieistnieniu Boga za słuszny i nieomylny? 99 procent wypowiedzi ateistów temu przeczy. Szkoda że tego nie widzisz... bo to coś więcej niż "dość często".
07-02-2009 23:12 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Jestem nawet w stanie udowodnić iż nie powstałby ludzki język, gdyby nie odnoszenie się człowieka do Boga, gdyby nie religijność człowieka.
Chciałem w pierwszej chwili zapytać o ten dowód, ale prawdopodobnie zamiast niego otrzymałbym jakiś wykład, więc chyba lepiej dać sobie z tym dowodem spokój.
Zastanowiło mnie zaś jak wyglądałaby ewolucja języka według teorii atre.
Zapewne pierwsze słowo jakie wymówił homo sapiens odnosiło się do jakiegoś bóstwa. To jest możliwe. Nawet bardzo prawdopodobne. Z doświadczenia wiem że tam gdzie jest para: kobieta i mężczyzna, zawsze jest też trzecia osoba: teściowa. Takie rzeczy się wie nawet jeżeli nie można jeszcze wymówić ani jednego słowa. Teściowa zaistniała przed mową, to pewne.
Teraz wyobraźmy sobie że pewnego razu błyskawica trafia w teściową (swoją drogą bardzo sprzyjający zbieg okoliczności).
Takie zdarzenie musiało wyzwolić w homo sapiens ukryte zdolności! Takie zdarzenie mogło, lub wręcz musiało być przyczyną wypowiedzenia pierwszego słowa. Słowa które zrozumieją inni homo sapiens (zwłaszcza mężczyźni). Ale co konkretnego wtedy się stanie?
To proste: mężczyzna czci błyskawicę jak bóstwo i jest praktycznie pewne że wymówi imię Bóstwa.
Najpierw będzie to proste: HaHaHa, co po pewnym czasie będzie znaczyć to samo co Błyskawica.
Gdy już zostanie wymówione pierwsze słowo: imię Boga, to później powinno już iść z górki. Zapewne mężczyzna powie coś w stylu:
- dzięki Ci o wielka Błyskawico!
- będę Ciebie czcił do końca mych dni!
- moje dzieci też będą Ciebie czcić i składać pokłony.
- zwłaszcza synowe..

Faktycznie atre może mieć rację.

>Ateizm zubaża człowieka i - co najważniejsze - jego świadome odnoszenie się do świata i siebie.
To Jezus miał na myśli ateistów, gdy mówił o ubogich duchem?
Hmm..
Radon (29 punktów)
> Gdyby nie wiara wierzących, nie mielibyśmy kultury, literatury, sztuki, nauki. Jestem nawet w stanie udowodnić iż nie powstałby ludzki język, gdyby nie odnoszenie się człowieka do Boga, gdyby nie religijność człowieka. Ateizm zubaża człowieka i - co najważniejsze - jego świadome odnoszenie się do świata i siebie.

Mam pytanie: obecnie trwa 6-7 wojen lub konfliktów religijnych; czy to jest dorobek religijności człowieka, czy upadek?
Gdzie tu wina "zubożałych" ateistów? Wytłumacz mi.

Jaką naukę techniczną rozwinęła wiara ? - nie kumam, raczej z rozwojem techniki walczyła i robi to konsekwentnie do dzisiaj.

A co jest grane z "gadniem" - tu już zupełnie nie wiem ? W co ty wierzysz ?

Jeżeli wierzysz w Adama i Ewę - to oni rozmawiali ze sobą, a nawet z wężem, więc tu o powstawaniu języka nie ma mowy, on był NA WYPOSAŻENIU człowieka od początku.

Jeżeli natomiast wierzysz w teorię ewolucji (...) to w pewnym okresie rozwoju człowieka przed średniowiczem, zanim narzucono chrześcijaństwo była całkiem niezła kultura. Ci ludzie z epoki brązu rozmawiali nawet o tym, że ziemia krązy wokół słońca. Co takiego wiara rozwinęła, co masz na myśli ?

> Co mu przeszkadza ten kawałek drewna na ścianie?

Dosłownie kawałek drewna by nie przeszkadzał, ale ...
Przy założeniu wiara=społeczeństwo, czyli jeden kościół, jeden naród - OK.

Ale jeżeli do szkoły uczęszczałyby dzieci wyznawców innych religii ? I obok krzyża wisiałyby ich relikwie - to co? Takie jest Twoje marzenie ?
Czy nie byłbyś w takim przypadku zwolennikiem większej prywatności religii ?

Pozdrowienia "R"
13-02-2009 04:06 
 Ocena-1 na 1
atre (971 punktów)
>obecnie trwa 6-7 wojen lub konfliktów religijnych; czy to jest dorobek religijności człowieka, czy upadek?

Upadek człowieka. Poza tym, czyżbyś sugerował mi iż np. powodem konfliktu między Palestyną a Izraelem było coś innego niż... ziemia? O co tu chodzi? Kto tu komu wmawia iż to jakieś wojny o religię, czy też w jakimś sensie wojny, w których kartą przetargową jest religia, a nie coś innego, i że kiedykolwiek było inaczej.

>Jaką naukę techniczną rozwinęła wiara ? - nie kumam, raczej z rozwojem techniki walczyła i robi to konsekwentnie do dzisiaj.

Tu chodzi o logikę, podstawy języka, filologiczny stosunek do zagadnienia... a nie o to jakie teorie naukowe kiedyś tam nie podobały się komuś.

>jeżeli do szkoły uczęszczałyby dzieci wyznawców innych religii ? I obok krzyża wisiałyby ich relikwie - to co?

A gdy od kościoła do meczetu jest 150 metrów... to co? Którą świątynię usunąć? A może obie?
Nie przeszkadza mi wiara ludzi... a tobie? Jeśli ktoś chciałby umieścić np. w tej samej sali coś co symbolizowałoby dla niego jego wiarę... dlaczego miałbym mu tego zabronić???
Radon (29 punktów)
Jak filozofię można wykorzystać do sterowania tłumu prostych ludzi ?

Pozdrowienia "R"
Elka (7473 punktów)
>>obecnie trwa 6-7 wojen lub konfliktów religijnych; czy to jest dorobek religijności człowieka, czy upadek?
> Upadek człowieka. Poza tym, czyżbyś sugerował mi iż np. powodem konfliktu między Palestyną a Izraelem było coś innego niż... ziemia? O co tu chodzi? Kto tu komu wmawia iż to jakieś wojny o religię, czy też w jakimś sensie wojny, w których kartą przetargową jest religia, a nie coś innego, i że kiedykolwiek było inaczej.

O, nie, nie, nie, słoneczko, takich przeinaczeń nie będziesz wypisywał... Czytałeś Ty kiedyś Charter of Hamas?
Cytuję:
"In the Name of Allah, the Merciful, the Compassionate
[..]
the Islamic Resistance Movement* erupted in order to play it's role in teh path of it's Lord. In so doing, it joined hands with those of all Jihad** fighters for the purpose of liberating Palestine... For our struggle against Jews is extremly wide-ranging and grave, so much so that it will need all the loyal efforts we can wield, to be followed by further steps and reinforced by successive battalions from the multifarious Arabs and islamic world, until the enemies are defeated and Allah's victory prevails.

The Islamic Resistance Movement... is characterized by a complete comprehensiveness of all concepts of Islam in all domains of life: views and beliefs, politics and economics, education and society, jurisprudence and rule, indoctrination and teaching, the arts and publications, the hidden and the evident, and all the other domains of life.

Hamas regards Nationalism as a part and parcel of the religious faith. [..]

There is no solution to the Palestinian problem except Jihad..."

[in: Christopher C. Harmon, "Terrorism Today", London 2000, p. 30]

* - Hamas i Islamic resistance Movement to wymiennie używane nazwy
** - chodzi oczywiście o mniejszy jihad
(przypisy moje)

and that's it.
14-02-2009 16:17 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
> Mówisz o szkołach podstawowych, średnich, czy wyższych? Ani nauka, ani szkoła nie są ateistyczne.
Nauka jest, gdyż bada zjawiska i dochodzi do wniosków w stylu "deszcz pada, bo chmury się skraplają", a nie "deszcz pada, gdyż to sam bóg ojciec oddaje na nas swój czcigodny mocz" ;P

>Ateista oszukuje sam siebie iż świat, czy też człowiek może obyć się bez Boga.
Elfy, mantikory, hipokampy, gryfy, chimery też nie istnieją, jednak książki fantasy powstają. "Człowiek wierzący oszukuje sam siebie iż świat, czy też człowiek może się obejść bez Fantasy", czyli automatyczne oznacza to, że machnę na człowieka patykiem i zmieni się w żabę? :>
>Gdyby nie wiara wierzących, nie mielibyśmy kultury, literatury, sztuki, nauki.
Taaa, zwłaszcza nauki by nie było xD

Gdyby nie fantasy nie mielibyśmy mitologii, ,literatury, kultury... Tolkien, Sapkowski, Rowling...

>Jestem nawet w stanie udowodnić iż nie powstałby ludzki język, gdyby nie odnoszenie się człowieka do Boga, gdyby nie religijność człowieka.
No to dawaj xD Ja słyszałam co innego, tylko nie mogę znaleźć źródła, tak fajnie tam o tym pisało...

> Dlaczego jednak ateista nie chce być neutralny światopoglądowo? Co mu przeszkadza ten kawałek drewna na ścianie? Jakie to ma dla niego znaczenie? Czyżby ten kawałek drewna rzucał na niego jakiś urok? Zmuszał go do klękania?
Powieśmy Swastykę na ścianie, będzie fajnie! xD Co komu będzie przeszkadzał ten kawałek drewna na ścianie? Jakie to ma dla katolika znaczenie? Czyżby ten kawałek drewna rzucał na niego jakiś urok? Zmuszał go do bycia antysemitą? Nic takiego nie robi, więc niech sobie wisi :>

> Dla ateisty krzyżyk, czy też obraz Matki Boskiej, powinien mieć tylko takie znaczenie jak każdy inny obraz.
Takie same znaczenie ma dla mnie pentagram, swastyka, gwiazda Dawida, yin-yang, znak tau, koło dharmy... Ale jakoś nie wiszą one w każdej sali na zmianę z krzyżem, co nie? :> Co gorsza, kiedyś przy jakimś sanktuarium widziałam tablicę ogłoszeń, na której pisało które symbole pochodzą od szatana i właśnie tam zostało umieszczone yin-yang, które jak każdy wie oznacza równowagę pomiędzy dwiema sprzecznymi lub przeciwstawnymi rzeczami, dobrem-złem, kobietą-mężczyzną, dniem-nocą. wiadomo tez, że dobro nie może istnieć bez zła i odwrotnie, dzień nie może istnieć bez nocy i odwrotnie... no ale oczywiście to wszystko wymyślił szatan, co nie? :>

> Jeśli większość decyduje iż taki obrazek powinien wisieć na ścianie z powodów, które ateisty przecież nie interesują - to dlaczego nie miałby tam wisieć?

Oczywiście oprócz katolików i ateistów istnieje również islam, prawosławie, taoizm, hinduizm, buddyzm, ich też nikt nie pytał o zdanie :>

>>Jeżeli ktoś nie ma Boga w sercu - żadne symbole nie pomogą...
> Jeżeli ktoś nie ma Boga w sercu - żadne symbole mu nie przeszkodzą...
Jeśli ktoś nie jest satanistą/faszystą - to swastyka czy czarny pentagram nic mu nie zrobi, przecież to tylko symbol... :>
atre (971 punktów)
>"deszcz pada, gdyż to sam bóg ojciec oddaje na nas swój czcigodny mocz" ;P

Nie biorąc pod uwagę twojego nieuzasadnionego sarkazmu... pozwolę sobie uzasadnić dlaczego jest on nieuzasadniony. Po pierwsze: takie historie ludzie opowiadali sobie przed powstaniem filozofii, a więc gdzieś ok. 3000 lat temu. Mówiłem o tym na wątku "Fronda raz jeszcze" w dziale Religie www.racjonalista.pl/forum.php/s,182557#w183053. Oto fragment: "grecka filozofia przeciwstawiała się od początku - i taki był jej początek - mitycznemu wyjaśnianiu rzeczywistości, politeizmowi który wówczas panował. Nie znali oni jednak wiary w sensie w jakim my ją znamy. W stosunku do ówczesnych wierzeń byli jednak ateistami i tak ich postrzegano.
I gdy obalali oni sensowność ówczesnych wierzeń, zaczęli dostrzegać ów wymiar sensowności, który Sokratesowi pozwolił wymyślić Dajmoniona, do którego jednak przecież się nie modlił, ani nie traktował go jak kolejnego "boga", i który pozwolił Arystotelesowi dostrzec pewną konieczność, która wcale nie wynikała dla niego z nieznajomości praw fizycznych, sam w końcu obalał takie mityczne wyjaśnienia rzeczywistości - jak cała filozofia, która zerwała z takim wyjaśnianiem rzeczywistości i tak właśnie powstała.
Na pierwszym etapie spierano się czy to woda, powietrze, a może ogień był tym co stało na początku i z czego wszystko się rozwinęło. Było to oczywiście naiwne, ale świadczyło już o zerwaniu właśnie z owym mitycznym wyjaśnianiem rzeczywistości. Skończyło się na Platonie i Arystotelesie. Platon poszedł za bardzo w kierunku a priori idei. Arystoteles skupiony bardziej na tym co empiryczne, aposterioryczne, "ocenzurował" idee platońskie. Po kilkunastu wiekach dopiero zaczęto odnajdywać resztki zagubionego dziedzictwa starożytnych myślicieli.
Trudno było się w tym wszystkim od razu zorientować. Kultura żydowska nie miała zbyt wiele wspólnego z kulturą starożytnych greków, chociażby przez sam fakt jej politeistycznego charakteru. Monoteizm kultury żydowskiej nie opierał się na refleksji Arystotelesa, który jako ateista nowych Zeusów tworzyć nie chciał i nie widział ku temu żadnych powodów, wręcz przeciwnie. Dostrzegł jednak coś, co już we współczesnym rozumieniu, nie czyniło zeń ateisty. Arystoteles dostrzegł rzeczywiste podstawy refleksji, jak odbywa się refleksja nad rzeczywistością, jaki jest stosunek refleksji do rzeczywistości itd. Wychodząc od tych podstaw doszedł do przesłanek, do których mógł ustosunkować się dopiero myśliciel pochodzący z kultury opartej na religii monoteistycznej."
Po drugie: czyja to wina iż ateista w większości przypadków argumentuje przeciwko podstawom wiary zarzucając jej to co zupełnie nie przyczyniło się do jej powstania? Wręcz przeciwnie, odejście od tego rodzaju mitycznego wyobrażenia rzeczywistości przyczyniło się do intelektualnego jej uzasadnienia.
machejno (761 punktów)

>Nauki humanistyczne, takie jak psychologia, socjologia, kulturoznawstwo itd. interesują się bogiem, ale zawsze tylko i wyłącznie zajmują się wspływem określonej idei boga na życie psychiczne jednostki, zależności społeczne, relacje międzyludzkie itd. Nauki te, nic nie mówią o bogu, nie roszczą sobie prawa rozstrzygania o słuszności lub nie idei, to nie jest ich przedmiotem.

To bardzo cenna uwaga, myślę ze warta skopiowania w wielu innych wątkach.

>Tu nie ma się o co kłócić. Jak kto ma swój ogródek niechże go uprawia i nie przymusza całej okolicy by jak on, sadziła truskawki.

I to mi się ogromnie podoba. Ja uwielbiam truskawki, ale nikomu ich sadzić nie każę!!!
Tak przy okazji na samym początku wątku jest obrzydliwe: "nie karz mi...." Oj, razi...

Byłbym jednak ostrożny z pakowaniem teologii do tego samego worka co inne nauki. Podstawy - jak sama piszesz - są inne, to i ciąg dalszy nie może być wspólny z nauką. W nauce mimo wszystko ważną jest metoda.

Ponieważ wątek ma być o Kołakowskim, dodam tylko, że na podstawie tego co znam, co JK napisał o religii, jego myślenie ewoluowało właśnie w kierunku takiej spokojnej zgody na różnorodne ogródki. Choć z początku bywał dość agresywny. Ciekawe, czy to kwestia ewolucji myśli, czy tylko efekt zwykłego starzenia się człowieka?
Pozdrawiam
Beatus (2528 punktów)
>I to mi się ogromnie podoba. Ja uwielbiam truskawki, ale nikomu ich sadzić nie każę!!!
Podziękowania w imieniu wielbicieli brzoskwiń.
> Tak przy okazji na samym początku wątku jest obrzydliwe: "nie karz mi...." Oj, razi...
Znowu. Staram się, sprawdzam, czytam dwa razy choć nie bardzo mi się chce. I wiecznie zaliczam takie wpadki. Tej nie mogę już edytować. Są nawet forumowicze (naliczyłam trzech) którzy znajdując takie moje dyslektyczne wyskoki piszą do mnie prywatnie poza forum - zmień to i to. Za co jestem im bardzo zobowiązana.
>Byłbym jednak ostrożny z pakowaniem teologii do tego samego worka co inne nauki. Podstawy - jak sama piszesz - są inne, to i ciąg dalszy nie może być wspólny z nauką. W nauce mimo wszystko ważną jest metoda.
To trochę nie tak. Obowiązująca dziś definicja nauki, do powszechnego użytku weszła całkiem niedawno. W gruncie rzeczy każda nauka ma jakiś tam zestaw założeń. Cięższych lub lżejszych. Teologia też, z tym, że jej założenia są nieprzystające do obecnych prawideł. Nauka w gruncie rzeczy nie jest czymś bardzo wzniosłym i poważnym. Jest zbiorem wiedzy człowieka na określony temat. Teologia też jest takim zbiorem wiedzy i ma swoje założenia metodologiczne. Problem z teologią polega na tym, że wielu ludzi nie zgadza się z jej aksjomatami. Tym czasem ze stwierdzeniem "świat istnieje i można go w sposób uprawniony badać empirycznie" nie wiele osób próbuje dyskutować.
>Ponieważ wątek ma być o Kołakowskim, dodam tylko, że na podstawie tego co znam, co JK napisał o religii, jego myślenie ewoluowało właśnie w kierunku takiej spokojnej zgody na różnorodne ogródki. Choć z początku bywał dość agresywny. Ciekawe, czy to kwestia ewolucji myśli, czy tylko efekt zwykłego starzenia się człowieka?
Mam czasem okazję obserwować walki dziadków i babć w komunikacji miejskiej o siedzenie dla ich bagażu. To doświadczenie podpowiada mi, że wiek nie powoduje utraty wigoru gdy idzie o rzeczy ważne. Sądzę więc, że chodzi o dojrzałość poglądów, a nie narządów.
Pozdrawiam
28-01-2009 09:34 
 Ocena 1 na 3
Beatus (2528 punktów)
MAM wielka prośba do Ciebie, wiesz że cię lubię i cenię, mam jednocześnie nadzieję, że i ty doceniasz moje umiejętności prowadzenia dyskusji. Chciałam aby ten wątek, jak i wątek "racjonalne i irracjonalne w filozofii" biegły po linii niezaangażowanych emocjonalnie rozważań. Pozwól mi więc spróbować ustawić rozmówcę wg moich metod. Oczywiście skutku nie sposób gwarantować, poległam już nie raz, ale daj mi szansę
28-01-2009 13:33 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Przede wszystkim jestem Ci winien podziękowanie za ten wątek. Jest szalenie ciekawy i bardzo twórczy. Daje spore pole do ciekawej dyskusji.
Powiem Ci, że gdy przeczytałem go po raz pierwszy od razu zacząłem szukać stosownej literatury na ten temat. Aktualnie przekopuję się przez kilka tomiszcz, więc zechciej wykazać odrobinę cierpliwości.
Odezwę się wkrótce.

Tymczasem pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Przede wszystkim jestem Ci winien podziękowanie za ten wątek. Jest szalenie ciekawy i bardzo twórczy. Daje spore pole do ciekawej dyskusji.
>Powiem Ci, że gdy przeczytałem go po raz pierwszy od razu zacząłem szukać stosownej literatury na ten temat. Aktualnie przekopuję się przez kilka tomiszcz, więc zechciej wykazać odrobinę cierpliwości.

Tak, masz rację, wątek arcyciekawy.

Pozdawiam


"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
28-01-2009 15:17 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Cieszę się, Piotrze, że - po długiej przerwie - znów jesteś z nami.

>Pozdawiam

Z pełną wzajemnością.

fides ex necessitate esse non debet
Piotr Patucha (2279 punktów)
Michale,

Pracuję w Ogrodzie Wolności - o korzeniach nie zapominam.



"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
Beatus (2528 punktów)
>Aktualnie przekopuję się...
Inspiracja do poszukiwań, to więcej niż oczekiwałam. Dziękuję za "czynny" komplement.
Owocnych wykopalisk, pozdrawiam.
Beatus (2528 punktów)
Podziękowania za milczenie mimo zaczepki.



Dostałeś kiedyś plusa za milczenie?
30-01-2009 12:16 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Dostałeś kiedyś plusa za milczenie?

Tak, na lekcji religii...

fides ex necessitate esse non debet
29-01-2009 16:38 
 Ocena 1 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>MAM wielka prośba do Ciebie, wiesz że cię lubię i cenię, mam jednocześnie nadzieję, że i ty doceniasz moje umiejętności prowadzenia dyskusji.
Skromnością nie grzeszysz.
>Chciałam aby ten wątek, jak i wątek "racjonalne i irracjonalne w filozofii" biegły po linii niezaangażowanych emocjonalnie rozważań.
Przecież logiką gardzisz. Zmuszasz adwersarzy do posługiwania się emocjami.
>Pozwól mi więc spróbować ustawić rozmówcę wg moich metod.
To znaczy dobrze ustawić do ciosu
waligóra (961 punktów)
>Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto zechce również w taki, niezaangażowany emocjonalnie sposób, przyjrzeć się >wraz ze mną fenomenowi religii.
Bardzo chętnie posłucham (poczytam) co masz do zaproponowania w temacie. Nie ukrywam , że fenomenologia religii jest bardzo ciekawa, a od dawna nie czytałem niczego interesujacego w tym kierunku.

Beatus (2528 punktów)
>Bardzo chętnie posłucham (poczytam) co masz do zaproponowania w temacie. Nie ukrywam , że fenomenologia religii jest bardzo ciekawa, a od dawna nie czytałem niczego interesujacego w tym kierunku.
Takie jakieś mam niskie zapotrzebowanie na głoszenie, preferuję dialog
Fenomenologia czegokolwiek faktycznie jest mi szczególnie bliska, uważam tę metodę za jedno z cenniejszych narzędzi filozofii i kulturoznawstwa. Ludzi stosujących tę metodę do oglądu zjawiska religii czy też samej religijności było sporo, ale nadal nie ma jednej dominującej koncepcji. Van der Leeuw w religioznawstwie zastosował fenomenologię w sposób najbliższy propozycji Husserla.
Tak czy inaczej, pytanie: czym jest religia i jakie są jej ponadczasowe i ponad terytorialne znaczenia, pozostaje otwarte. A jak ty to widzisz? Którą koncepcję preferujesz, może masz własną?
27-01-2009 13:00 
 Ocena 1 na 1
waligóra (961 punktów)
>Tak czy inaczej, pytanie: czym jest religia i jakie są jej ponadczasowe i ponad terytorialne znaczenia, pozostaje >otwarte. A jak ty to widzisz? Którą koncepcję preferujesz, może masz własną?

Nie mam jakieś jednej i ukształtowanej koncepcji podejścia do fenomenu religii. Wiem jedynie , że jest to bardzo rozległe i wieloaspektowe zagadnienie. Trudno zatem zamykać je w sztywnych ramach np. w antropologiczno-kulturowych. Interesujace jest jednak wskazanie pewnych interesujących jej własności poprzez pryzmat obrzędów i rytuałów mających wielokrotnie ponadczasowy i kulturowy wymiar. Jak zapewne jest ci wiadomo bardzo ciekawe jest prześledzenie (komparystyczne ) roli misteriów we wszystkich religiach ( tych ze wschodu i zachodu) lub kultów astralnych lub agralnych.
Wszystko to pokazuje jaki wymiar i role należy przypisać religii jako takiej oraz pozwala odniesc się do współczesnosci. Dziś jak wiadomo religia utraciła już moc wyjaśnienia otaczającego świata ale nie straciła mocy "misteryjnej" ( przykładowo kazda wizyta Naszego papieża miała właśnie taki charakter - uczestnictwo w takim obrzędzie miało charakter ekspiacyjny , łączący a może nawet uzdrawiający )
Beatus (2528 punktów)
>Nie mam jakieś jednej i ukształtowanej koncepcji podejścia do fenomenu religii. Wiem jedynie , że jest to bardzo rozległe i wieloaspektowe zagadnienie. Trudno zatem zamykać je w sztywnych ramach np. w antropologiczno-kulturowych.
Ja akurat się z tym zgadzam. Uważam, że najlepiej jest rozpatrywać religię jako zjawisko samo w sobie, bez tła w postaci konkretnej dziedziny ludzkiej aktywności. Nie znaczy to, że owe tła nie istnieją, nie mają znaczenia, czy też, że są jakimś sztucznym tworem. Po prostu nie od nich należy rozpoczynać refleksję, ale to moje podejście.
>Interesujace jest jednak wskazanie pewnych interesujących jej własności poprzez pryzmat obrzędów i rytuałów mających wielokrotnie ponadczasowy i kulturowy wymiar. Jak zapewne jest ci wiadomo bardzo ciekawe jest prześledzenie (komparystyczne ) roli misteriów we wszystkich religiach ( tych ze wschodu i zachodu) lub kultów astralnych lub agralnych.
Owszem, można wskazać na wiele cech wspólnych. Mam jednak wątpliwość, czy wspólnota obrzędów i rytuałów nie jest nieco naciągana. Widzę to nieco inaczej. Pewne kategorie widzenia rzeczywistości występują we wszystkich religiach. Może nawet należałoby stwierdzić, że są sednem religijności, bez którego o religijności nie moglibyśmy mówić. W tym ujęciu podobieństwa między obrzędami są jedynie wynikiem tego, że gesty te są "skierowane w tym samym kierunku."
>Wszystko to pokazuje jaki wymiar i role należy przypisać religii jako takiej oraz pozwala odniesc się do współczesnosci. Dziś jak wiadomo religia utraciła już moc wyjaśnienia otaczającego świata ale nie straciła mocy "misteryjnej" ( przykładowo kazda wizyta Naszego papieża miała właśnie taki charakter - uczestnictwo w takim obrzędzie miało charakter ekspiacyjny , łączący a może nawet uzdrawiający )
Dla wielu jest to widomy znak końca religii. Dla mnie, jest to znak końca religijności naiwnej i przyziemnej, a początek klarowania się nowej wyższej świadomości religijnej. Życzeniowe? Być może.
Pozdrawiam
29-01-2009 10:01 
 Ocena 2 na 2
waligóra (961 punktów)
>są sednem religijności, bez którego o religijności nie moglibyśmy mówić. W tym ujęciu podobieństwa między >obrzędami są jedynie wynikiem tego, że gesty te są "skierowane w tym samym kierunku."
Religijnośc nie jest i nigdy nie była zbiorem przepisów mających jakieś jednoukierunkowanie , chociaż niejednokrotnie taki "kierunek" ( w stronę konkretnego bóstwa) daje się jednoznacznie wyróznić. Wielokrotnie chodzi głównie o przekroczenie pewnej granicy między tym co jest sacrum a profanum , między tym co zwykłe a tym co niezwykłe
( tabu) wreszcie o przekroczenie granicy między swoim a obcym (ryty związane z prowadzeniem wojny), dzieckiem a męzczyzną (ryty inicjalizacyjne). Wielokrotnie jest tak , że nie przywołuje się konkretnego Boga a obrzęd ma znamoina religijne. Wielokrotnie jest również tak , że wyznacza się pewne "zastępstwo" dla Boga (bożka , bóstwa itp) które po spełnieniu roli zostaje zniszczone.
W bardzo wielu obrzędach trudno nawet wyznaczyć granicę między tym co poświęca się Bogu a tym co stanowi obrzęd czysto "świecki". Oczywiście tym sposobem własciwie wszystko możemy podciągnąc pod religijność ale to właśnie jest istotą religii. Nie ma (przy odpowiedniej interpretacji) czynności nie religijnych tak jak nie ma czynności racjonalnych lub irracjonalnych.

>Dla wielu jest to widomy znak końca religii. Dla mnie, jest to znak końca religijności naiwnej i przyziemnej, a >początek klarowania się nowej wyższej świadomości religijnej. Życzeniowe? Być może.

Oczywiście , śmiesznym jest staranie przewidywania końca lub początku jakiejkolwiek religii, historia pokazuje , że takie prognozy są bezużyteczne lub nie miarodajne - zbyt wiele zmiennych czynników ma na to wpływ.
Równie dobrze można było by ( w związku z ekspansją wojowniczo nastawionych religii np. islamu ) powiedzieć , że nadchodzi era własnie religii naiwnej. I według mnie jest to bardziej prawdopodobne , mówi się , że szukanie finezji jest oznaką końca sił witalnych ( dotyczy to religii ale również każdej innej dziedziny ). Wielokrotnie siłą religii była jej dynamiczna ekspansja (agresywna) kiedy zaczęto rozprawiać o jej walorach intelektualnych religie upadały lub borykały się z wielkimi klopotami. Religijność jest silna siłą swoich wyznawców od wyznawcy nie wymaga się (ogólnie) refleksji ale działania.
pozdrawiam
29-01-2009 20:24 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
>Religijnośc nie jest i nigdy nie była zbiorem przepisów mających jakieś jednoukierunkowanie , chociaż niejednokrotnie taki "kierunek" ( w stronę konkretnego bóstwa) daje się jednoznacznie wyróznić.
Chyba nadużyłam bez wyjaśnienia określeń z dziedziny religioznawstwa porównawczego i się nie zrozumieliśmy.
Oczywiście o zbiorze przepisów jako czymś wspólnym religiom nie można mówić. Chodziło mi o dążenie do sacrum...
>Wielokrotnie chodzi głównie o przekroczenie pewnej granicy między tym co jest sacrum a profanum, między tym co zwykłe a tym co niezwykłe
No to znów jesteśmy w tym samym obszarze.
>Wielokrotnie jest tak , że nie przywołuje się konkretnego Boga a obrzęd ma znamiona religijne.
Poszłabym nawet dalej w tym twierdzeniu. Jest cała gama gestów, które są z założenia laickie, mają jednak w sobie coś z sacralizmu. Będzie do tej gamy należał heroizm i zapał wojenny, ale też wiece i demonstracje ekologiczne; szaleństwo tłumu na koncercie metalowym i samotność wielogodzinnej wędrówki górskiej.
>W bardzo wielu obrzędach trudno nawet wyznaczyć granicę między tym co poświęca się Bogu a tym co stanowi obrzęd czysto "świecki". Oczywiście tym sposobem własciwie wszystko możemy podciągnąć pod religijność ale to właśnie jest istotą religii. Nie ma (przy odpowiedniej interpretacji) czynności nie religijnych tak jak nie ma czynności racjonalnych lub irracjonalnych.
Ocho, no to nie wiem co powiedzieć. To są moje poglądy, a ludzie, ateiści szczególnie, nie mają takich jak ja poglądów. Wiem co się robi, gdy ktoś nazywa mnie motłochem religijnym i wiem jak reagować, gdy ktoś zachwyca się moim intelektem. Ale teraz nie wiem co robić

>mówi się , że szukanie finezji jest oznaką końca sił witalnych
Przyczyna upadków wielkich cywilizacji.
W "Duszy dostojnej" Nietsche zauważa, że wiele razy w historii ludzkości barbarzyńcy podbijali społeczności bardziej cywilizowane. Wg niego barbarzyńcy swoje zwycięstwa zawdzięczali nie tyle sile fizycznej co raczej duchowej. Autorowi chodzi tutaj o wolę mocy.
Jeśli przyjmiemy, że: im bardziej cywilizowana jest społeczność, tym większą rolę w niej odgrywa racjonalność; z drugiej strony im na niższym poziomie cywilizacyjnym stoi społeczność tym silniejsze działanie pierwotnych sił, pojawia się interesujący problem. Konsekwencją takiego stanu rzeczy będzie, że im wyższy poziom cywilizacyjny społeczności, tym mniejsze szanse na ujawnienie się nieświadomych form reakcji, porywających i bezkompromisowych w swym dążeniu do celu. Jeśli w przeintelektualizowanej społeczności (i nie istotne czy będzie to religia, państwo czy kółko poetyckie)nawet pojawi się jakiś heros, nowelizator, ktoś kto nawołuje do obrony atakowanej twierdzy, aby jego działanie było skuteczne musi zostać nadbudowany rys legendarności wokół jego osoby i celu który wyznacza. Może się jednak okazać, że dotarcie do irracjonalnej i dzikiej natury członków społeczności jest niemożliwe. Zupełnie zracjonalizowane społeczeństwo nie miałoby "narzędzia" dzięki któremu mogłoby skorzystać z twórczej siły działania.

Ja mam jednak wrażenie, że problem owej finezji i bezsilności leży w braku proporcji. Generalnie większe szanse na znalezienie pracy będzie miał ktoś, kto ani minuty nie spędzi na refleksji dotyczącej przyszłości zawodowej, ale zaniesie CV do wszystkich firm w promieniu 10 km; niż ten kto w tym samym czasie będzie zajmował się rozważaniem, planowaniem i dokształcaniem. Sukces osiągnie zaś ten, kto będzie wiedział kiedy przestać planować i przystąpić do realizacji. Zapatrzenie intelektualistów w rozum jest tak samo zgubne i niebezpieczne jak zachwyt moich łysych sąsiadów nad obwodem bicepsa.

Pozdrawiam
30-01-2009 09:20 
 Ocena 2 na 2
waligóra (961 punktów)
>Poszłabym nawet dalej w tym twierdzeniu. Jest cała gama gestów, które są z założenia laickie, mają jednak w >sobie coś z sacralizmu. Będzie do tej gamy należał heroizm i zapał wojenny, ale też wiece i demonstracje >ekologiczne; szaleństwo tłumu na koncercie metalowym i samotność wielogodzinnej wędrówki górskiej.
Tak, wielokrotnie granica między czynnością "laicką" a "religijną" jest płynna (nieostra). Kontekst, interpretacja lub nawet jedna myśl sprawia , że to co było zwykłe staje się nie zwykłe - poświęcone. Bardzo wielkim błędem jest usiłowanie (sztuczne) wycięcia tej sfery działalności człowieka ze swojego życia. Redukcja taka jest oczywiście nieosiągalna i zazwyczaj kończy się utopijną walką z samym sobą.

>Ocho, no to nie wiem co powiedzieć. To są moje poglądy, a ludzie, ateiści szczególnie, nie mają takich jak ja poglądów. Wiem co się robi, gdy ktoś nazywa mnie motłochem religijnym i wiem jak reagować, gdy ktoś zachwyca się moim intelektem. Ale teraz nie wiem co robić
Ateizm nie jest tożsamy z areligijnością. Ateizm jest jedynie wyrazem pewnej (mocno zaakcentowanej) postawy
wobec konkretnej epifanii. Jednym z podstawowych mechanizmów racjonalności jest zrozumienie pewnych mechanizmów kierujących działaniami człowieka. Religijnośc jest jednym z takich czynników, można temu przeczyć ale co to da - to tak jakby próbować zaprzeczać instynktom. Oczywiście fakt bycia teistą jest już faktem o "ciężkiej"
wymowie - jest to już caly światopogląd.

>Ja mam jednak wrażenie, że problem owej finezji i bezsilności leży w braku proporcji. Generalnie większe szanse na >znalezienie pracy będzie miał ktoś, kto ani minuty nie spędzi na refleksji dotyczącej przyszłości zawodowej, ale >zaniesie CV do wszystkich firm w promieniu 10 km; niż ten kto w tym samym czasie będzie zajmował się >rozważaniem, planowaniem i dokształcaniem. Sukces osiągnie zaś ten, kto będzie wiedział kiedy przestać planować >i przystąpić do realizacji. Zapatrzenie intelektualistów w rozum jest tak samo zgubne i niebezpieczne jak zachwyt >moich łysych sąsiadów nad obwodem bicepsa.
Ja zaakcentowałbym bardziej działanie (gotowośc do bezkompromisowego działania) coś na kształt pierwotnego instynktu popartego głęboką wiarą w słuszność i celowość działania. Kiedy człowiek przestaje wierzyć w sens tego co robi popada w marazm, jego działania są jedynie pustymi gestami i w przypadku nagłej potrzeby ich skorygowania nie ma motywacji (i celu) aby je wykonać. Wracajac do religii można powiedzieć ,że najgorsze dla niej są właśnie puste gesty - czynności które wykonuje się bez przekonania o ich sakralnym wymiarze. I nie chodzi tu wcale o ich ewentualną "racjonalność" bo ta jest bardziej związana z wykładnią i pragmatyką wiary, chodzi o obecność i konsekracje sacrum. Wyznawca musi być przekonany , że to z czym ma do czynienia nie jest zwyczajne, codzienne ale ma niezwykły najlepiej nadprzyrodzony wymiar. Dynamika wiary wymaga aby refleksja nad tym sacrum miała jedynie wymiar konfirmacji , przyjmuje się wtedy pewną logikę wiary która uzasadnia wszelkie działanie wiążące się z obustronnym i symbiotycznym pożytkiem. Warto w tym miejscu podkreslić obeność takiej szczególnej logiki i jej wpływ na rozwój wiary - nie jest prawdą , że wiara jest pozbawiona swojej logiki. Zakwestionowanie przyjmowanej logiki jest głownym powodem upadku lub odejscia od wiary.
pozdrawiam
30-01-2009 13:54 
 Ocena 4 na 4
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Zakwestionowanie przyjmowanej logiki jest głownym powodem upadku lub odejscia od wiary.

Pełna zgoda.

>Warto w tym miejscu podkreslić obeność takiej szczególnej logiki i jej wpływ na rozwój wiary - nie jest prawdą , że wiara jest pozbawiona swojej logiki.

A cóż to takiego "szczególna logika" i "swoja logika"?

Kiedy czytam posty takiego np. atre - oczywiście muszę przyznać Ci rację. Jest to znamienny przypadek "szczególnej", a nawet "swojej" logiki.

Zwróćmy uwagę, że całe jego skomplikowane wywody da się streścić takim oto zdaniem:

"Skoro nie może powstać coś z niczego, to musi istnieć ktoś, kto owo coś z niczego stworzy."

Ale atre nie raczył wskazać prawa logicznego, na podstawie ktorego tego typu wnioskowanie byłoby poprawne. Z prostej przyczyny: takiego prawa zwyczajnie nie ma; nie istnieje. A sam wniosek jest - delikatnie mówiąc - nieuprawniony (chciałoby się rzec znacznie dosadniej...).
Nie przeszkadza mu to jednak w zachowaniu wysokiego mniemania o sobie i nazywania wszystkich wokół głupcami.

Nie ma jednej logiki, ale jest to zupełnie odrębny temat. Na codzień, do naszych potrzeb posługujemy się logiką arystotelesowską i tę uznajmy za obowiązującą w naszych dyskusjach.
Jeśli bowiem zaczniemy się rozdrabniać i doszukiwać "logiczności" w wywodach stricte teologicznych, to temat sam utopi się w powodzi "logicznych racji".
A jest on zbyt ciekawy, aby do tego dopuścić.

>pozdrawiam

Z równą serdecznością.


fides ex necessitate esse non debet
30-01-2009 20:08 
 Ocena 3 na 3
Marzenka (546 punktów)
>"Skoro nie może powstać coś z niczego, to musi istnieć ktoś, kto owo coś z niczego stworzy."

To zdanie potwierdza również jak ograniczona jest zdolność tego typu rozumowania. Stosowanie tutaj logiki i prawa wynikania jest oczywiste, ale co po niektórzy mają problem z następnym krokiem wynikającym właśnie z tego prawa: skoro nie może powstać coś z niczego, to skąd powstał ten ktoś?


31-01-2009 11:17 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>>"Skoro nie może powstać coś z niczego, to musi istnieć ktoś, kto owo coś z niczego stworzy."
>To zdanie potwierdza również jak ograniczona jest zdolność tego typu rozumowania. Stosowanie tutaj logiki i prawa wynikania jest oczywiste, ale co po niektórzy mają problem z następnym krokiem wynikającym właśnie z tego prawa: skoro nie może powstać coś z niczego, to skąd powstał ten ktoś?

Skoro już była mowa o logice Arystotelesa, warto do niego wrócić zastanawiając się nad twoim pytaniem. Natrafiwszy na ten problem, Arystoteles zaproponował coś takiego jak PNP (Pierwszy Nieruchomy Poruszyciel) Pomińmy kwestię jak i dlaczego do tego doszedł. W tym miejscu ważniejsze jest, że chrześcijaństwo wykorzystując myśl arystotelesowską uznało, że PNP jest Bogiem. PNP jest właśnie konstruktem logicznym, ale w metafizyce Arystotelesa nie ma on cech osobowych, ani też boskich.

Pozdrawiam
waligóra (961 punktów)
>A cóż to takiego "szczególna logika" i "swoja logika"?
Powiedziałem , że religia kieruje się pewną logiką tzn. nie jest działaniem chaotycznym lub bez celowym.
Jesto to "szczególna logika" w tym sensie , że nie dopracowała się swojej formalizacji. Mało tego, z punktu widzenia logiki klasycznej (w rozumieniu Arystotelesa) pewne jej tezy są sprzeczne. Nie zamierzam jednak analizować głębiej logiki (logik) wiary religijnej, dla mojego celu wystarczającym jest stwierdzenie, że takowa istnieje. Przejawem takiej logiki jest np. modlitwa w intencji , ofiara w imię czegoś lub za coś lub wiara w trójce św. itp.
Ogólnie w życiu nie posługujemy się taka logiką ponieważ jest ona mało skuteczna ale w religii ma ona istotne zastosowanie , przykładowo mogę wiedzieć , że złożenie ofiary za spokój duszy przodka nic nie daje (bo mogę nie wierzyć w nieśmiertelność ) ale składam tą ofiarę ponieważ jest mi lżej ze świadomością iż taka ofiarę złożyłem - jest to oczywiście wymierna korzyśc i dla mnie i dla kościoła w którym złozyłem datek, drugi przykład - zalezność między modlitwą o deszcz a faktycznymi opadami , wiadomo korelacja żadna ale przecierz mozna tłumaczyć to na wiele sposobów : niewystarczająca modlitwa , zła modlitwa, Bóg się gniewa , ktoś jest nieczysty - interpretacji wiele , wielkie też pole do domysłów. Weźmy podany przykład, stwierdzenie :
"Skoro nie może powstać coś z niczego, to musi istnieć ktoś, kto owo coś z niczego stworzy."
Oczywiście jest to całkiem poprwane rozumowanie pod pewnymi warunkami m.in należy zdefiniować czym jest "coś" i "ktoś" czym jest "istnieć" i co oznacza powstać z "niczego".
Zazwyczaj mówi się : materia nie powstaje z "niczego" a jezeli powstała z "niczego" to napewno zaistniało coś co sprawiło , że powstała. Jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem - wiemy z codziennego doświadczenia , że jesli znajduje np. wodę tam gdzie przed chwilą było sucho napewno mogę doszukać się tego przyczyny sprawczej (osobowj lub nie osobowej , celowej lub nie ). Ekstrapolując takie rozumowanie na wszystko co kiedykolwiek zaistniało dostajemy rodzaj rozumowania religijnego.
To co istnieje (w domyśle jest postrzegane) stworzył Bóg , Bóg sam ze swej istoty nie jest stworzony.
Właściwie uzupełniając takie stwierdzenie o kilka "dodatków" można je przyjąć - jest to racjonalne.

Beatus (2528 punktów)
>Kontekst, interpretacja lub nawet jedna myśl sprawia , że to co było zwykłe staje się nie zwykłe - poświęcone. Bardzo wielkim błędem jest usiłowanie (sztuczne) wycięcia tej sfery działalności człowieka ze swojego życia.
Sądzę, że w dużej mierze mój teistyczny światopogląd bierze się właśnie z czucia i refleksji nad tym co opisujesz. Inną jednak i ważną sprawą jest odpowiedź na pytanie, jakie jest źródło takiego zjawiska. To już sprawa przyjęcia określonych aksjomatów. Jak pisałam wyżej artemu, człowiek jest dla mnie homo religiosus. Można rzecz jasna, tłumaczyć to na wiele sposobów, jakiś funkcjonalizm, rodzaj atawizmu i inne. I ja nie upieram się wcale, że przejścia między sacrum i profanum są inspirowane, czy wręcz osobiście sprawiane przez jakiegoś konkretnego boga. Mam silne przekonanie, że jeżeli coś jest, i jest trwałe, a tym bardziej wieloaspektowe, nie może być jednocześnie niepotrzebne, nie może mieć rangi błędu.
>Redukcja
Tłumaczenie zjawiska komplementarnego i właściwie nie związanego z czymś konkretnym nazywam właśnie redukcjonizmem. Tłumaczenie religii jako alternatywy dla nauki jest chyba takim najbardziej naiwnym redukcjonizmem. To są inne zjawiska, inne aktywności.
>Ateizm nie jest tożsamy z areligijnością. Ateizm jest jedynie wyrazem pewnej (mocno zaakcentowanej) postawy wobec konkretnej epifanii.
W naszych narodowych warunkach, jest wiele racji w tym stwierdzeniu. Ateiści, choćby na tym forum, swoje zaprzeczenie sensu i potrzeby wiaty opierają na negacji konkretnej doktryny. Jednak nie zgodzę się, że ateizm jest opozycją wobec konkretnej epifanii. W tym ujęciu i ja musiałabym być ateistką. Opozycja ta jest inspiracją. Jeżeli ktoś następnie przechodzi wprost do negacji wszelkiego sacrum, to będzie ateizm naiwny.
>Jednym z podstawowych mechanizmów racjonalności jest zrozumienie pewnych mechanizmów kierujących działaniami człowieka. Religijnośc jest jednym z takich czynników, można temu przeczyć ale co to da - to tak jakby próbować zaprzeczać instynktom.
Dawno temu, wydawało mi się, że człowiek myślący racjonalnie, to ten czyjego działania i deklaracje mają cechy: braku skrajności, wyważenia, ergonomiczności, postawy emocjonalnie letniej.
Teraz nie wiem co ro znaczy być człowiekiem myślącym racjonalnie, ponieważ deklaracje racjonalizmu widzę u osób, które w żaden sposób nie podpadają pod to moje wyobrażenie. Nie mogę przecież lekceważyć faktów. Wszak racjonalność to tylko pojęcie, którego znaczenie i waga zmieniają się w czasie. Na dzień dzisiejszy, zawieszam więc sąd na ten temat.
>Ja zaakcentowałbym bardziej działanie (gotowośc do bezkompromisowego działania) coś na kształt pierwotnego instynktu popartego głęboką wiarą w słuszność i celowość działania.
Czytałeś książkę Waltariego "Anioł śmierci"?
Sądzę, choć się nie upieram, że ten rodzaj działania o którym piszesz jest wpisany w instynkt każdego człowieka. Jednak jego uwolnienie wymaga szczególnych warunków. Nieodzowne jest posiadanie stabilnego systemu wartości. System ten może pochodzić z zewnątrz, tj. z przekonania o prawdziwości idei np. religijnej, ale też dowolnej innej. Może też być wypracowany wewnętrznie, choć to o wiele trudniejsze.
>Wracajac do religii można powiedzieć ,że najgorsze dla niej są właśnie puste gesty - czynności które wykonuje się bez przekonania o ich sakralnym wymiarze. I nie chodzi tu wcale o ich ewentualną "racjonalność" bo ta jest bardziej związana z wykładnią i pragmatyką wiary, chodzi o obecność i konsekracje sacrum. Wyznawca musi być przekonany , że to z czym ma do czynienia nie jest zwyczajne, codzienne ale ma niezwykły najlepiej nadprzyrodzony wymiar. Dynamika wiary wymaga aby refleksja nad tym sacrum miała jedynie wymiar konfirmacji , przyjmuje się wtedy pewną logikę wiary która uzasadnia wszelkie działanie wiążące się z obustronnym i symbiotycznym pożytkiem.
Dodałabym tutaj rolę i znaczenie autorytetu. Z resztą trudno się nie zgodzić.
>Warto w tym miejscu podkreslić obeność takiej szczególnej logiki i jej wpływ na rozwój wiary - nie jest prawdą , że wiara jest pozbawiona swojej logiki. Zakwestionowanie przyjmowanej logiki jest głownym powodem upadku lub odejscia od wiary.
No i wychodzi nam, to za co dostałam powyżej minusy - logika to tylko narzędzie, którego zastosowanie może być rozmaite, a wynik nie jest zależny od metody, ale od tego co ją poprzedza. Dlatego nie wierzę w logikę oderwaną od reszty rozlicznych wpływów.
>pozdrawiam
I ja pozdrawiam
waligóra (961 punktów)
>Sądzę, że w dużej mierze mój teistyczny światopogląd bierze się właśnie z czucia i refleksji nad tym co opisujesz.
Ale chyba zdajesz sobie sprawę ,że jest to wycinkowa wizja świata ?
( tzn. światopogląd tak kształtowany nie jest i nie może być jedynym składnikiem poznania )
Wspominasz pojęcie "homo religiosus" - człowieka religijnego ( religia jest tu oczywiście pojmowana jako cecha , właściwość podmiotowosci) można zgodzić się z takim określeniem pod warunkiem ujęcia go w szerszym kontekscie. Mamy bowiem również "homo faber" - człowiek pracujacy (używający narzędzi), "homo viator" ( człowiek podróznik, pielgrzym), mamy również inne "homo...". Każde z tych okresleń niesie pewien zespół cech konstytutuwnych dla człowieka w określonej perspektywie, nie gorszej ni lepszej niż perspetywa religijna.

>Tłumaczenie zjawiska komplementarnego i właściwie nie związanego z czymś konkretnym nazywam właśnie >redukcjonizmem. Tłumaczenie religii jako alternatywy dla nauki jest chyba takim najbardziej naiwnym >redukcjonizmem. To są inne zjawiska, inne aktywności.
Nie za bardzo zrozumiałem o co chodzi.

>opozycją wobec konkretnej epifanii. W tym ujęciu i ja musiałabym być ateistką. Opozycja ta jest inspiracją. Jeżeli >ktoś następnie przechodzi wprost do negacji wszelkiego sacrum, to będzie ateizm naiwny.
Przynależność do okreslonej formacji religijnej zobowiazuje do przyjecia konkretnych aktów wiary , z tego co wiem nie można być np. katolikiem i odzrucać dogmat o trójcy św. albo się z nim zgadzasz albo nie , a wtedy trudno należeć do KK oferującego konkretny "rodzaj" teizmu.

>Czytałeś książkę Waltariego "Anioł śmierci"?
Nie.
>Sądzę, choć się nie upieram, że ten rodzaj działania o którym piszesz jest wpisany w instynkt każdego człowieka.
Zapewne tak może być i było by to z antropologicznego punktu widzenia prawdopodobne.

>Dodałabym tutaj rolę i znaczenie autorytetu. Z resztą trudno się nie zgodzić.
Oczywiście autorytet ( pisma, osoby, objawienia itp ) jest ważny - buduje i kształtuje pewne zachowania.

>No i wychodzi nam, to za co dostałam powyżej minusy - logika to tylko narzędzie, którego zastosowanie może być >rozmaite, a wynik nie jest zależny od metody, ale od tego co ją poprzedza. Dlatego nie wierzę w logikę oderwaną >od reszty rozlicznych wpływów.
Nie jest tajemnicą , że logika jest usankcjonowaniem pewnej praktyki nie ma logiki bez doswiadczenia a doświadczenie bywa różne.
pozdrawiam
Beatus (2528 punktów)
>Ale chyba zdajesz sobie sprawę ,że jest to wycinkowa wizja świata ?
Człowiek nie jest w stanie mieć, tzw. całościowej wizji świata. Może mu się tak tylko wydawać. Nasze poznanie jest wszak aspektowe. Można jednak mówić o wąskich lub szerokich horyzontach. Ta miara jest jednak bardzo indywidualna. Sam więc musisz ocenić na podstawie wycinkowej wizji mojej osoby, rozległość moich horyzontów.
>Wspominasz pojęcie "homo religiosus" (...)nie gorszej ni lepszej niż perspetywa religijna.
Nie gorzej, nie lepiej, ino z innej strony.
>>Tłumaczenie religii jako alternatywy dla nauki jest chyba takim najbardziej naiwnym redukcjonizmem. To są inne zjawiska, inne aktywności.
>Nie za bardzo zrozumiałem o co chodzi.
Chodzi mi o bezprzedmiotowy spór czy tak, czy nie i dlaczego bóg zastępuje naukę i odwrotnie. Te dwie dziedziny, w oderwaniu od podmiotu, człowieka, nie mają ze sobą nic wspólnego. Tylko o to mi chodziło.
>Przynależność do okreslonej formacji religijnej zobowiazuje do przyjecia konkretnych aktów wiary , z tego co wiem nie można być np. katolikiem i odzrucać dogmat o trójcy św. albo się z nim zgadzasz albo nie , a wtedy trudno należeć do KK oferującego konkretny "rodzaj" teizmu.
Tak, ale brak przynależności np. do katolicyzmu nie implikuje ateizmu.
>Nie jest tajemnicą , że logika jest usankcjonowaniem pewnej praktyki nie ma logiki bez doswiadczenia a doświadczenie bywa różne.
Zapewniam cię jest to wiedza tajemna
>pozdrawiam
I ja pozdrawiam
waligóra (961 punktów)
>Człowiek nie jest w stanie mieć, tzw. całościowej wizji świata.
Chodzi o zamkniecie (hermetyczne) w jednym kręgu światopogladowym , bez dopuszczenia innych.

>Nie gorzej, nie lepiej, ino z innej strony.
Tak właśnie powiedziałem.

>Chodzi mi o bezprzedmiotowy spór czy tak, czy nie i dlaczego bóg zastępuje naukę i odwrotnie. Te dwie dziedziny, >w oderwaniu od podmiotu, człowieka, nie mają ze sobą nic wspólnego. Tylko o to mi chodziło.
Oczywiśie wg. mnie spór jest bezprzedmiotowy z przyczyn zasadniczych.

>Tak, ale brak przynależności np. do katolicyzmu nie implikuje ateizmu.
to odstępstwo implikuje konkretny rodzaj ateizmu , a-teizmu katolickiego (chrzescijańskiego ?)

Beatus (2528 punktów)
>Chodzi o zamkniecie (hermetyczne) w jednym kręgu światopogladowym , bez dopuszczenia innych.
Tak, tak, ale coś innego przyszło mi do głowy, skojarzenie.

Co sądzisz o alchemii, o naczyniu hermeneutycznym i o kamieniu filozoficznym?

>a-teizmu katolickiego (chrzescijańskiego ?)
Bardzo ładne słowotwórstwo i trafnie opisujące powszechne zjawisko mylone z całkiem innym i mniej powszechnym zjawiskiem.
waligóra (961 punktów)
>Co sądzisz o alchemii, o naczyniu hermeneutycznym i o kamieniu filozoficznym?
Alchemia interesuje mnie jedynie z punktu widzenia historii nauki tj. jako stadium początkowe chemii, dwa pozostałe terminy jedynie z punktu widzenia rozwoju myśli magicznej (szczerze powiedziawszy o magii niewiele mam do powiedzenia, miałem kiedyś w ręce ksiazkę M. Sędziwoja dotyczacą bodajże tych zagadnień ale tylko ją przegladałem).
05-02-2009 19:15 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>>Co sądzisz o alchemii, o naczyniu hermeneutycznym i o kamieniu filozoficznym?
>Alchemia interesuje mnie jedynie z punktu widzenia historii nauki tj.
Mnie zaś raczej z punktu widzenia przesłanek określonych irracjonalnych elementów w kulturze. Czy irracjonalnych, może nawet za mocno powiedziane.
Może zaciekawi cię pewna koncepcja.
Spotkałeś się zapewne z pojawiającym się co jakiś czas szczególnym nastawieniem do nauki. Nastawienie to, raczej negatywne o lękowym podłożu, jest wyrażane przez ludzi o bardzo różnych światopoglądach i inspiracją nie koniecznie jest religia. W jakiś dziwny sposób bardzo wielu ludzi odczuwa lęk przed rozwojem nauk i przed wprowadzaniem w życie jej wynalazków. Kilka przykładów:
- elektrownia atomowa, która coś ponoć wyziewa i z pewnością się zepsuje
- genetyka, którą lepiej zostawić w spokoju ponieważ "grzebiąc" w niej doprowadzimy do nieprzewidzianych skutków ubocznych
- klonowanie, zbyt szeroko dyskutowane aby je opisywać
- nowe gatunki roślin jadalnych, które po jakimś czasie doprowadzą do wybuchu nieokiełznanych mutacji
itd.
To mamy teraz, w dobie nauki i oświecenia. Jak donosi całkiem niedawna historia, telewizor, lokomotywa, samochód, elektryczności i wiele innych całkiem miłych wynalazków w momencie pojawienia się wzbudzało szereg obaw.
Można całe to zjawisko skwitować: bo ludzie są głupi.
Nie ma jednak takiej powszechnej głupoty, która pozostawałaby bez jakichkolwiek podstaw.

Pionierami w próbach zmuszenia zastanej natury do podporządkowania się potrzebom człowieka byli magowie, starsi bracia alchemików. Magowie, alchemicy, naukowcy - cała ta ferajna w gruncie rzeczy chce najpierw odkryć tajemnice natury, bogów a następnie kierować procesami twórczymi, więc nawet zastąpić działanie naturalnego czy boskiego, działaniem człowieka. W tym klimacie pojawia się kamień filozoficzny. Rozmaicie rozumiany i interpretowany. Powszechne u alchemików było przekonanie, że kamień taki jest czymś materialnym co pozwala dowolną inną materię przemienić w złoto. Złoto jest tu tylko symbolem, czegoś bardzo pożądanego. Do tajemnej wiedzy alchemicznej należało, że w gruncie rzeczy nie chodzi o złoto ale o wejście w posiadanie umiejętności tworzenia, czyli postawienie się na miejscu boga lub natury. Wydarcie tej tajemnicy z jednej strony okupione jest wielkimi niebezpieczeństwami. Z drugiej, przekonanie, że człowiek nadal pozostaje istotą niedoskonałą, każe obawiać się iż mag, alchemik lub naukowiec popełni błąd, który spowoduje katastrofalne skutki. Ten kto szuka poznania na taką miarę i jeszcze dodatkowo chce poprawiać zastany świat, staje się istotą tabu, tj. świętą i przeklętą zarazem. Jego dzieła nacechowane są tymi samymi niebezpieczeństwami. Zachwycają swą niezwykłością jednocześnie budząc irracjonalny lęk.

W kontekście takiego rozumienia relacji człowieka z otoczeniem, zaczynają klarować się powody dla których niektóre wynalazki zyskały miano szatańskich. W cywilizacji europejskiej, tradycyjnie to szatan, był tym, który chciał wiedzieć więcej i lepiej od boga. Sama idea oczywiście nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, jest o wiele starsza i powszechniejsza.

Jak ci się podoba?

Pozdrawiam
waligóra (961 punktów)
Myślenie i działanie magiczne u swych początków było próbą nawiązania dialogu z przyrodą (naturą), próbą jej uosobienia zmuszenia do współpracy. Magia zawsze była sciśle związana z pojęciem "tajemnicy" a ta z kolei z pojeciem "niebezpieczeństwa" jej posiadania, zdradzenia lub konsekwencj wypływających z jej skutków (działania). Magik posiadał tajemnice w tym sensie , że wiedział (lub miał takie odczucie) jak należy rozmawiać z naturą. Natura jednak bywała zmienna, kapryśna i niebezpieczna - dialog prowadzony nieodpowiednio mógł skończyć się zagładą.
Ogólnie zgadzam się z twoimi wywodami - nauka jako kontynuatorka myślenia magicznego przejmuje w spadku takie "pierwotne" lęki. Nalezy jeszcze zauważyć , że lęk zazwyczaj dotyczy czegoś nowego , nieznanego i niepewnego , coś co zostało poznane (ujarzmione ) raczej nie wzbudza juz lęku. Lęk jest zatem pewnym mechanizmem obronnym danym przez naturę ( polecam książkę : Kepiński "Lęk" )
Beatus (2528 punktów)
>Myślenie i działanie magiczne u swych początków było próbą nawiązania dialogu z przyrodą (naturą), próbą jej uosobienia zmuszenia do współpracy.
Wydaje mi się, że nie można mówić o dialogu w tym kontekście. Dominującym będzie ujarzmienie, wydarcie tajemnic. Dialog z naturą wydaje mi się raczej zjawiskiem, które można odnaleźć w mistyce dalekiego wschodu, czasami we współczesnej ekologii (choć wielu tam oszołomów), oraz całkiem współcześnie i po europejsku w gestalt.
>Magia zawsze była sciśle związana z pojęciem "tajemnicy" a ta z kolei z pojeciem "niebezpieczeństwa"
Niebezpieczeństwo w odpowiednich dawkach jest stymulujące. Tutaj, mam wrażenie chodzi o coś więcej, o jakiś bardziej pierwotny lęk.
>Nalezy jeszcze zauważyć , że lęk zazwyczaj dotyczy czegoś nowego , nieznanego i niepewnego , coś co zostało poznane (ujarzmione ) raczej nie wzbudza juz lęku.
Jak najbardziej, trzeba to rozróżnić.
>Lęk jest zatem pewnym mechanizmem obronnym danym przez naturę ( polecam książkę : Kepiński "Lęk" )
Czytałam kilka pozycji Kępińskiego, bardzo przyjemna lektura. Jeden z tych, którzy będąc fachowcami w swojej dziedzinie, dziwnie nie potrzebują do opisu swoich myśli używania branżowego bełkotu. Wielka to sztuka.
Zastanawia mnie jednak to co napisałeś wyżej. Taki lęk jest, lęk jest mechanizmem obronnym. Przed czym broni człowieka lęk przed krokami milowymi nauki? Zastanawiałam się już kiedyś nad tym, ale nie wymyśliłam niczego, co mnie samą przekonało by do końca. Może jakieś propozycje?
Pozdrawiam
09-02-2009 13:45 
 Ocena 1 na 1
waligóra (961 punktów)
>Wydaje mi się, że nie można mówić o dialogu w tym kontekście. Dominującym będzie ujarzmienie, wydarcie >tajemnic.
Ujarzmienie było by oczywiście najlepsze ale mag zdaje sobie sprawę z potęgi natury oraz jego nikłości wobec niej,
pierwszym krokiem jest zatem dialog - potem ujarzmianie.

>Dialog z naturą wydaje mi się raczej zjawiskiem, które można odnaleźć w mistyce dalekiego wschodu, czasami we >współczesnej ekologii (choć wielu tam oszołomów), oraz całkiem współcześnie i po europejsku w gestalt.
Nie zupełnie, ofiara składana w intencji dobrych zbiorów jest juz przykładem dialogu - w imię zasady :
daję abyś TY dał. Mamy więc próbę nawiązania dialogu , próbę znalezienia pewnych zależności w świecie przyrody oraz jej personifikacje ( dialog musi mieć świadomego odbiorce )

>Czytałam kilka pozycji Kępińskiego, bardzo przyjemna lektura. Jeden z tych, którzy będąc fachowcami w swojej >dziedzinie, dziwnie nie potrzebują do opisu swoich myśli używania branżowego bełkotu. Wielka to sztuka.
Również cenię Kępińskiego za proste wyrażanie myśli.

>Zastanawia mnie jednak to co napisałeś wyżej. Taki lęk jest, lęk jest mechanizmem obronnym. Przed czym broni >człowieka lęk przed krokami milowymi nauki? Zastanawiałam się już kiedyś nad tym, ale nie wymyśliłam niczego, co >mnie samą przekonało by do końca. Może jakieś propozycje?
Rozumie, że pytasz dlaczego człowiek boi się postępu w szczególności naukowego ?
Według mnie chodzi o rutynę , doswiadczenie zdobywane poprzez stałe ćwiczenie. Jak wiadomo najmniej obaw przed postępem mają ludzie młodzi , dzieci. Dla nich każda rzecz jest nowa , nie ma rozróznienia między tradycją a nowoczesnoscią , szybkość uczenia się sprawia , że potrafią sprawnie opanować to co dorosłemu przychodzi trudniej.
Zatem jeśli mowa o leku przed postępem to głównie dotyczy to osób starszych dla nich każda nowość staje się niebezpieczna ponieważ musi uczyć się jej od nowa , zdobywać sprawność w jej posługiwaniu się. W tym zaś upatruje groźbę utraty swojej pozycji w społeczenstwie oraz narażenie się na niepowodzenie. Przykładów jest wiele m.in : rewolucja przemysłowa oraz informatyczna (nie tak dawne czasy - obawy przed wprowadzeniem elektronicznych technik obliczeniowych w księgowości - starsze pokolenie nie umiało się odlaleźć stawiało opór chociaz wiedzieli że jest on bezsensowny i z góry skazany na porażke ), ale zapewne tak równiez bywało dawniej kiedy np. pojawiały się nowe techniki łowieckie.
Reasumując, wele mojej oceny jest to lęk przed utratą pozycji , znaczenia i prestiżu społecznego , a należy pamiętać, że kiedyś spadek prestiżu np. np grupie (społeczności) łowieckiej oznaczał wykluczenie , śmierć - a w najlepszym razie utratę dostępu do dóbr konsumpcyjnych .
pozdrawiam.
Beatus (2528 punktów)
>Nie zupełnie, ofiara składana w intencji dobrych zbiorów jest juz przykładem dialogu - w imię zasady :
>daję abyś TY dał. Mamy więc próbę nawiązania dialogu , próbę znalezienia pewnych zależności w świecie przyrody oraz jej personifikacje ( dialog musi mieć świadomego odbiorce )
Magia i wiara są zaciekłymi przeciwnikami. Magia faktycznie posługuje się metodą coś za coś, a najlepiej coś małego za coś dużego. W wierze istotna jest bezinteresowność dawcy i cała mistyka samoofiarowania, która jest bardzo interesująca. To, że oba porządki się mieszają w indywidualnych przypadkach jest już inną sprawą i należy do wypaczeń.
>Rozumie, że pytasz dlaczego człowiek boi się postępu w szczególności naukowego ?
Wszystko to co piszesz jest prawdą. Jest jednak opisem faktów, które mają miejsce. Mnie zaś chodziło o coś innego. Dlaczego ten mechanizm w ogóle istnieje. Wydaje się, że opór i lęk przed nowością jest czynnikiem negatywnym rozwojowo. Przecież cała nasza kultura, status gatunku na planecie jest oparty o kreatywność. Dlaczego więc istnieje lęk przed nią, właściwie lęk przez źródłem gatunkowego sukcesu?
>Reasumując, wele mojej oceny jest to lęk przed utratą pozycji , znaczenia i prestiżu społecznego , a należy pamiętać, że kiedyś spadek prestiżu np. np grupie (społeczności) łowieckiej oznaczał wykluczenie , śmierć - a w najlepszym razie utratę dostępu do dóbr konsumpcyjnych .
Jeżeli owe lęki ustaliły się na skutek tak opisanej sytuacji (choć z tym też bym dyskutowała), czy oznacza to, że obecnie nie mają właściwie sensu ani żadnego zadania? Mam wątpliwości.
pozdrawiam
waligóra (961 punktów)
>Magia i wiara są zaciekłymi przeciwnikami. Magia faktycznie posługuje się metodą coś za coś, a najlepiej coś >małego za coś dużego. W wierze istotna jest bezinteresowność dawcy i cała mistyka samoofiarowania, która jest >bardzo interesująca. To, że oba porządki się mieszają w indywidualnych przypadkach jest już inną sprawą i należy >do wypaczeń.
Zgoda , jednak mówiąc o całej złożoności samoofiarowania, nawiązujesz do "zaawansowanych" pojęć religijnych, które istotnie są już bardzo odelgłe od magii.

>Dlaczego ten mechanizm w ogóle istnieje....
Nie myślałem o tym w takich kategoriach

>Jeżeli owe lęki ustaliły się na skutek tak opisanej sytuacji (choć z tym też bym dyskutowała), czy oznacza to, że >obecnie nie mają właściwie sensu ani żadnego zadania? Mam wątpliwości.
Dlaczego obecnie nie miały by sensu ?
sledziu (1058 punktów)

>A co możemy znaleźć o religii u znanego filozofa Kołakowskiego?
>Autor ten mówiąc o religii określa ją jako "społecznie ustalony kult rzeczywistości
>wiecznej"
>Uważano, że mity religijne ukazują przede wszystkim pewien rodzaj wiedzy,

Owszem, Kołakowski powraca w swoich pismach do ujęcia intelektualistycznego, zauważ jednak, że nie jest to jedyna dokonana przez niego próba genezy religii. Kołakowski w swojej arcyfrapującej książce "Jeśli Boga nie ma" (domyślam się, że to z niej korzystałeś) rozpatruje fenomen religii także na innych płaszczyznach. Oprócz ujęcia socjologicznego, proponuje on też specyfikację bardziej, o ile można tak powiedzieć, psychologiczną, jednostkową. W końcowych rozdziałach "Jeśli Boga nie ma" pisze Kołakowski o swego rodzaju "hibernacyjnej" mocy religii. Otóż jego zdaniem, niewystarczająca jest klasyczna eksplikacja podłoża wierzeń religijnych jako dojmującego strachu przed śmiercią. Czymś, co nas trwoży, nie jest, powiada, sama śmierć tout court - fizyczny kres naszego życia. Człowiek to istota samoświadoma i aktywna, której bycie to permanentne stawanie się, a skoro tak, to owoce owego stawania - myśli, aspiracje, działania, nietrwałe wytwory materialne - stanowią dla człowieka wartości. Na ich unicestwienie człowiek nie jest zdolny przyzwolić, zatem projektuje sobie rzeczywistość post mortem, gdzie on jako twórcza Osoba pozostanie utrwalony, a być może nawet uhonorowany za to, czym był.

Kołakowski w swojej pracy nie zapomina również o dokonaniach wspomnianych przez Ciebie socjologów, akcentujących integracyjną rolę religii. Wydaje mi się, że takie podejście jest najbardziej poprawne i rzetelne - wszak poszczególne "naturalne historie religii" bynajmniej nie wykluczają się nawzajem. Inny parający się filozofią religii myśliciel, John Mackie, również nie skupiał się na uwydatnianiu którejś z możliwych genez, większość z nich uznając za w jakimś aspekcie słuszne. W jego "Cudzie teizmu" znajdziemy odwołania do poglądów tak różnych badaczy, jak Hume, Feuerbach, Marks, Freud czy Durkheim.

Myślę, że najzasadniej jest uznać, iż dopuszczalne są rozmaite wyjaśnienia fenomenu religii - pełni ona szereg funkcji społecznych, politycznych i psychologicznych. O tym, jakie to funkcje, napisano już całe tomy, jednakże, jak słusznie zauważyłeś, racjonaliści z tego portalu, piszący w działach "Religia" oraz "Kościół i antyklerykalizm" zdają się tego nie zauważać. Dobrze więc, że wrzuciłeś taki wątek - przyda się, w zalewie całej tej pseudofilozoficznej, wybiórczej i tendencyjnej papki w rodzaju "Traktatu ateologicznego" Onfray'a.
28-01-2009 01:58 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Myślę, że najzasadniej jest uznać, iż dopuszczalne są rozmaite wyjaśnienia fenomenu religii - pełni ona szereg funkcji społecznych, politycznych i psychologicznych. O tym, jakie to funkcje, napisano już całe tomy, jednakże, jak słusznie zauważyłeś, racjonaliści z tego portalu, piszący w działach "Religia" oraz "Kościół i antyklerykalizm" zdają się tego nie zauważać.

Wszystko pełni jakieś funkcje - religia, literatura, wibrator, karabin maszynowy.

"Szereg funkcji społecznych, politycznych i psychologicznych" pełni także kara śmierci, propaganda, manipulacja społeczna, itp.

Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego funkcji jest bezpodstawne.
sledziu (1058 punktów)

>Wszystko pełni jakieś funkcje - religia, literatura, wibrator, karabin maszynowy.
>"Szereg funkcji społecznych, politycznych i psychologicznych" pełni także kara śmierci, propaganda, manipulacja społeczna, itp.
>Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego funkcji jest bezpodstawne.

Bezpodstawne jest przypisywanie mi takiego stanowiska. Ani razu nie posunąłem się do sformułowania go, tym bardziej, że i moja ocena religii jako zjawiska społecznego jest skrajnie negatywna. Uważam jedynie, że zachodzi paląca potrzeba opracowywania "naturalnych historii religii" - choćby z tego powodu, że wroga trzeba znać, a niepodobna dyskutować z nim, powtarzając wciąż frazesy o ciemnocie i średniowiecznych krucjatach. Źle odczytałeś moje intencje.
28-01-2009 15:15 
 Ocena 5 na 5
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Uważam jedynie, że zachodzi paląca potrzeba opracowywania "naturalnych historii religii" - choćby z tego powodu, że wroga trzeba znać, a niepodobna dyskutować z nim, powtarzając wciąż frazesy o ciemnocie i średniowiecznych krucjatach.

Myślę, że my Polacy in genere, spostrzegamy fenomen religii w pewnym wąskim zakresie dlatego, iż po pierwsze naszym kraju katolicyzm jest dominującą religią, co implikuje, że słowo religia kojarzymy z tą właśnie a nie inną wersją kultu. Po drugie, nasz katolicyzm został pozbawiony wewnętrznej treści, wzniosłości, swoistego ognia, który rozpala serca. Dlatego religia jest dla nas synonimem pustych, wyzutych z wartości rytuałów, oraz formą władzy, który rzuca na kolana. Każdy czuje, że jest pod bucikiem i cierpi, lecz tego cierpienia nie można uzasadnić w kategoriach religijnych: np.nagrody w zaświatach. Podskórnie wiemy, że im chodzi tylko o władzę i kasę.

Pozdrawiam


"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
Beatus (2528 punktów)
>Bezpodstawne jest przypisywanie mi takiego stanowiska. Ani razu nie posunąłem się do sformułowania go, tym bardziej, że i moja ocena religii jako zjawiska społecznego jest skrajnie negatywna. Uważam jedynie, że zachodzi paląca potrzeba opracowywania "naturalnych historii religii" - choćby z tego powodu, że wroga trzeba znać, a niepodobna dyskutować z nim, powtarzając wciąż frazesy o ciemnocie i średniowiecznych krucjatach. Źle odczytałeś moje intencje.

Od ludzi mądrych oczekuję umiejętności stawania obok własnych emocji i przekonań. Jest to warunek konieczny właściwego zrozumienia informacji płynących z zewnątrz. Jak na razie zdajesz się tę rzadką umiejętność posiadać i dlatego choć jesteśmy ideologicznymi przeciwnikami, liczę na inspirującą dyskusję.

Co do wroga, aby wroga pokonać trzeba uważać go za nieco lepszego od siebie. Tym sposobem łatwo uśpić jego czujność, jednocześnie nie sposób zapomnieć o własnej ostrożności.

I jeszcze coś, tylko pośrednio w temacie i dla rozluźnienia przykłady będą z świata współczesnej rozrywki, a nie z zakurzonych ksiąg.
W literaturze często pojawia się twierdzenie, że każdy bohater lub nowelizator, ma swoje alter ego. Jest nim ktoś lub coś złego, co przekracza kondycję świata. Miano alter ego wskazuje na to, że przeciwnik jest w jakiejś mierze tym samym czym bohater. Bliskość, a wręcz wspólnota reprezentowana przez bohatera i jego naczelnego wroga bywa różnorako eksponowana. Okazuje się, że najzacieklejszy wróg bohatera jest jego bratem. Było tak w filmie Desperado (reż. R. Rodriguez USA 1995). Luke Skywalker ("Imperium kontratakuje" reż. I. Kershner, USA 1980) tak jak i Hulk ("Hulk" reż. Ang Lee, USA 2003) walczą z własnymi ojcami. Może też być jego dawnym przyjacielem jak w filmie X-men (reż. B. Singer; USA 2000). Czasami subtelniej jest to pokazywane. Między bohaterem a jego przeciwnikiem jest jakaś nić sympatii, zrozumienia. Nie dlatego, że są tym samym, ale dlatego, że źródło ich mocy i konsekwencje z tym związane są takie same. Tego rodzaju wspólnotę zaprezentował M. Scorsese w "Gangach Nowego Jorku" (USA, Niemcy, Włochy, Anglia, Holandia - 2002).

Pozdrawiam
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>>Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego funkcji jest bezpodstawne.
>Bezpodstawne jest przypisywanie mi takiego stanowiska. Ani razu nie posunąłem się do sformułowania go, tym bardziej, że i moja ocena religii jako zjawiska społecznego jest skrajnie negatywna. Uważam jedynie, że zachodzi paląca potrzeba opracowywania "naturalnych historii religii" - choćby z tego powodu, że wroga trzeba znać, a niepodobna dyskutować z nim, powtarzając wciąż frazesy o ciemnocie i średniowiecznych krucjatach. Źle odczytałeś moje intencje.

Przyznaję się do nadinterpretacji, i mniemam że "zdają się nie dostrzegać funkcji" też nie należy rozumieć dosłownie, ale raczej jako brak większego zainteresowania debatowaniem nad bogactwem funkcji pełnionych przez religie świata.
Beatus (2528 punktów)
>Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego funkcji jest bezpodstawne.
Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego pozytywnych funkcji jest podstawne.
Nie jestem skłonna zgodzić się, że religia, zjawisko tai trwałe, tak powszechne i tak wieloaspektowe jest jednocześnie zjawiskiem od początku do końca negatywnym. I nie mają tu nic do rzeczy moje własne poglądy nt religii.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>>Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego funkcji jest bezpodstawne.
>Założenie że negatywna ocena jakiegoś zjawiska wiąże się z niedostrzeganiem jego pozytywnych funkcji jest podstawne.
Biorąc pod uwagę, że odbiór funkcji jako pozytywnej lub negatywnej jest kwestią subiektywnej oceny, i że możliwa jest negatywna ocena zjawiska pomimo postrzegania pewnych jego funkcji jako pozytywne, to jednak jest bezpodstawne, albo podstawne tylko w niektórych przypadkach.

>Nie jestem skłonna zgodzić się, że religia, zjawisko tai trwałe, tak powszechne i tak wieloaspektowe jest jednocześnie zjawiskiem od początku do końca negatywnym. I nie mają tu nic do rzeczy moje własne poglądy nt religii.
Nie przychodzi mi w tej chwili do głowy żadne zjawisko negatywne w każdym aspekcie.

Zjawiskiem nie mniej trwałym, nie mniej powszechnym i wieloaspektowym jest wojna, a i tu też da się wskazać pewne pozytywne funkcje.
Beatus (2528 punktów)
>Zjawiskiem nie mniej trwałym, nie mniej powszechnym i wieloaspektowym jest wojna, a i tu też da się wskazać pewne pozytywne funkcje.
Wojna jest złem, ale dlaczego. A no dlatego, że jej integralnymi elementami są: przemoc i okrucieństwo. Dzięki empatii i doświadczeniu wiemy, że to coś, czego nie chcielibyśmy absolutnie doświadczać.
Jednak wojna należy do kategorii zła koniecznego. Jest wynikiem waleczności (lepiej brzmi prawda) naszego gatunku, który to dzięki tej cesze zdobył sobie możliwość nieskrępowanego rozwoju - zlazł z drzewa, a dalej się potoczyło. Śmiem przypuszczać, że gdyby nie owa waleczność w naszej naturze nie byłoby nas dzisiaj wcale.
Jednak wybór wojny w sytuacji gdy można znaleźć łagodniejsze rozwiązanie, nazwałabym ugięciem się wobec prymitywnej przeszłości. Z drugiej strony, nie podniesienie rzuconej rękawicy, jest tchórzostwem. Może przesadzam, ale są okoliczności w których wybór inny niż walka jest tchórzostwem.

Dlaczego zaś zła ma być religia? Ponieważ ktoś wartościuje ją jako złą? Ponieważ komuś wydaje się, że myślenie w kategoriach wieczności jest głupotą, a głupota jest złem?

Jakoś to do mnie nie trafia.
30-01-2009 14:18 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wojna jest złem, ale dlaczego?

Bardziej: dla kogo?

>Śmiem przypuszczać, że gdyby nie owa waleczność w naszej naturze nie byłoby nas dzisiaj wcale.

Zwierzęta są równie waleczne (a może nawet bardziej). Cywilizacji zbliżonej choćby do naszej jednak nie zbudowały.
Zatem, to chyba nie tędy droga, moja droga.

>Z drugiej strony, nie podniesienie rzuconej rękawicy, jest tchórzostwem. Może przesadzam, ale są okoliczności w których wybór inny niż walka jest tchórzostwem.

A czy "tchórzostwo" nie jest przypadkiem pewnej konwencji kulturowej? W odróżnieniu od strachu, który jest naturalnym stanem psychicznym. Zauważ, że tchórzostwo obudowane jest całą gamą konotacji właśnie kulturowych.

>Dlaczego zaś zła ma być religia?

W potocznym myśleniu stosujemy zasadę wyciągania pewnej średniej (aby to myślenie uprościć i skrócić). Jeśli w naszym odczuciu coś przejawia więcej cech negatywnych niż dobrych, to mówimy kolokwialnie, że "to coś jest złe".

W rzeczywistości tak nie jest. Każda rzecz i każde zjawisko ma swoje dobre i złe strony. (Pomijam kwestię relatywności tych ocen, bo mnie śledziu zaatakuje i będzie nie na temat.) Religie nie są tu żadnymi wyjątkami.

Z ustawicznymi pozdrowieniami.

fides ex necessitate esse non debet
Beatus (2528 punktów)
>>Wojna jest złem, ale dlaczego?
>Bardziej: dla kogo?
W ten sposób przechodzimy z sfery praw wszechobowiązujących w sferę interesów indywidualnych. I przejście to jest o tyle istotne, że jak powszechnie wiadomo jeśli jest potrzeba znajdzie się też sposób.
>>Śmiem przypuszczać, że gdyby nie owa waleczność w naszej naturze nie byłoby nas dzisiaj wcale.
>Zwierzęta są równie waleczne (a może nawet bardziej). Cywilizacji zbliżonej choćby do naszej jednak nie zbudowały.
Dowodzi to jedynie temu, że agresywność nie jest jedynym czynnikiem niezbędnym do wykreowania gatunku nr jeden na planecie. Nie świadczy jednak o tym, że bez agresywności byłoby to możliwe.
>A czy "tchórzostwo" nie jest przypadkiem pewnej konwencji kulturowej? W odróżnieniu od strachu, który jest naturalnym stanem psychicznym. Zauważ, że tchórzostwo obudowane jest całą gamą konotacji właśnie kulturowych.
Masz rację ale...
Tchórzostwo i strach nie są tym samym. Strach wynika z doświadczeń i przewidywań. Tchórzostwo zaś jest brakiem odwagi, tj. nieumiejętnością działania mimo strachu. Odważnym nie nazwę niemowlaka wkładającego łapkę w ognisko. Nazwę tak osobę dorosłą i w pełni świadomą bólu, którego dozna, ale mimo to decydującą się na doznanie obrażeń z uwagi na inny, ważniejszy cel, np. ratowanie kogoś z pożaru.
>>Dlaczego zaś zła ma być religia?
>W potocznym myśleniu stosujemy zasadę wyciągania pewnej średniej (aby to myślenie uprościć i skrócić). Jeśli w naszym odczuciu coś przejawia więcej cech negatywnych niż dobrych, to mówimy kolokwialnie, że "to coś jest złe".
>W rzeczywistości tak nie jest. Każda rzecz i każde zjawisko ma swoje dobre i złe strony. (Pomijam kwestię relatywności tych ocen, bo mnie śledziu zaatakuje i będzie nie na temat.) Religie nie są tu żadnymi wyjątkami.
Zgadzam się, że religia ma też złe skutki. Nie zgadzam się, że sama sacralizacja świata jest zła. Jak wiadomo sakiewkę pełną pieniędzy można wykorzystać w celach dobroczynnych, można dla własnej wygody i przyjemności, można nią też dać w łeb, bo przecież ciężar ma odpowiedni.
Sposób wykorzystania nie nadaje jeszcze wartości narzędziu.
>Z ustawicznymi pozdrowieniami.
I wzajemnie
31-01-2009 12:35 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Tchórzostwo i strach nie są tym samym.

Przecież właśnie na to zwracałem uwagę!

>Zgadzam się, że religia ma też złe skutki. Nie zgadzam się, że sama sacralizacja świata jest zła.

Niczego takiego nawet nie odważyłbym się napisać.

Zauważmy, że owej "sakralizacji" (jak to ładnie nazwałaś; choć proponuję polską pisownię, a więc przez "k") poddajemy wiele czynności wręcz codziennych, o ile - w danym momencie - posiadają dla nas szczególne znaczenie. To samo dotyczy rzeczy (przedmiotów).
Inaczej zachowujemy się w sytuacjach "zwyczajnych", a więc takich, w które nie jesteśmy zbytnio zaangażowani emocjonalnie (np. w sklepie), a całkiem inaczej tam, gdzie emocje mają nadrzędne znaczenie (np. w tym samym sklepie, gdzie ekspedientką/em jest obiekt naszych marzeń i pożądań).
Inaczej traktujemy szalik noszony zimą, a całkiem inaczej szalik z logiem ukochanego klubu sportowego.

Mamy zatem tendencję do rytualizacji wszystkiego co dla nas stanowi jakąś wartość (tak pozytywną jak i negatywną).

Nie przypadkiem też w języku znalazł się termin, że kogoś (częściej) lub coś ubóstwiamy. I choć termin ten ma dwa znaczenia (1. uwielbienie; 2. nadanie cech boskich), to w obu jest adekwatny do opisywanych przezeń sytuacji lub obiektów.

Dlatego też - moim zdaniem - fenomenu religii nie należy rozpatrywać z pozycji teologicznych, bo jest to droga do nikąd.
Właściwymi zaś płaszczyznami naszych dywagacji powinny być: kulturoznawstwo, antropologia kulturowa, psychologia, socjologia i... (ew.) politologia.
I, jako Autorka wątku, powinnaś tego pilnować (o ile się ze mną zgadzasz).

Pozdrawiam jak zwykle serdecznie.

fides ex necessitate esse non debet
01-02-2009 11:34 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>>Tchórzostwo i strach nie są tym samym.
>Przecież właśnie na to zwracałem uwagę!
Tak, ale twierdziłeś, lub ja tak to zrozumiałam, że strach jest czymś naturalnym, tchórzostwo zaś już tylko kulturowym. Mnie chodziło o to, że tchórzostwo jest opozycją do odwagi. Odwaga zaś jako pokonanie naturalnego strachu, nie jest kulturową cechą ale naturalną. Może być przez kulturę pobudzana, ale źródłowo z niej się nie wywodzi.
>>Zgadzam się, że religia ma też złe skutki. Nie zgadzam się, że sama sacralizacja świata jest zła.
>Niczego takiego nawet nie odważyłbym się napisać.
Nie bądź taki skromy, do strachliwych nie należysz
>Zauważmy, że owej "sakralizacji"...
To prawda, niemniej jednak nie każde szczególne wartościowanie jest już sacralizacją (przywiązałam się do c). Postawienie jasnej granicy jest trudne, ale zgodzisz się chyba, że rytualizacja to pojęcie szersze, które nie koniecznie ma coś wspólnego z sacrum. Np. obsesyjne przywiązanie do porządku, które jest udziałem mojej rodzicielki. Ma cechy i wagę rytuału, ale nie ma konotacji religijnych.
>(np. w tym samym sklepie, gdzie ekspedientką/em jest obiekt naszych marzeń i pożądań).
Nie mam takich doświadczeń z ekspedientkami, ale będę się upierać, że o ile odmienne podejście do ekspedientki nie ma za cel rytualnego odtworzenia kosmosu na pogańską modłę, nie ma też sacralnego znaczenia. Rytuał jest wtedy podpowiadany przez biologię i zwie się: godowy.
>Nie przypadkiem też w języku znalazł się termin, że kogoś (częściej) lub coś ubóstwiamy.
Słuszna uwaga. Odzwierciedla lekkość przejścia od zwyczajności do nadzwyczajności i dalej do czegoś całkiem innego, poza światowego.
>Dlatego też - moim zdaniem - fenomenu religii nie należy rozpatrywać z pozycji teologicznych, bo jest to droga do nikąd.
Oczywiście, w fenomenologii zakłada się brak redukcjonizmu zjawiska. Teologia zawsze przyjmuje na początku jakąś interpretację tego zjawiska. Jest więc sprzeczna z założeniami metody.
>Właściwymi zaś płaszczyznami naszych dywagacji powinny być: kulturoznawstwo, antropologia kulturowa, psychologia, socjologia i... (ew.) politologia.
>I, jako Autorka wątku, powinnaś tego pilnować (o ile się ze mną zgadzasz).
Zgadzam się z tobą i staram się pilnować, np. przenosząc treści w szerszy kontekst. A że czasem nie udaje mi się robić tego skutecznie, coś, człowiek materia żywa w swych dążeniach nieokiełznana...

I ja cię pozdrawiam
30-01-2009 22:20 
 Ocena 1 na 1
sledziu (1058 punktów)

>Dlaczego zaś zła ma być religia? Ponieważ ktoś wartościuje ją jako złą?

A dlaczego złe ma być morderstwo? Jest złe z dokładnie tych samych przyczyn - wszak człowiek to w etyce jedyny punkt odniesienia. Jako teistka, możesz oczywiście zakładać, że jest inaczej, jednak na potrzeby dyskusji o "religii naturalnej" powinnaś raczej wziąć w nawias to przekonanie.

>Ponieważ komuś wydaje się, że myślenie w kategoriach wieczności jest głupotą, a głupota jest złem?

To jeszcze pół biedy. Jestem w stanie zrozumieć, że nie każdy jest zdolny z godnością spojrzeć w twarz nicości - abstrahując od mojej oceny takiej postawy, mogę ją zaakceptować jako jednostkowy wybór. Natomiast palącym problemem społecznym jest dla mnie dogmatyzm, który utożsamiam z myśleniem religijnym. W mojej opinii składają się na nie dwa, równie złowróżbne, komponenty - sakralizacja tej czy innej rzeczywistości wyidealizowanej (eschatologicznej bądź społecznej, jak to było choćby w marksizmie) oraz, bezpośrednio z niej wynikająca, skłonność do ujmowania rzeczywistości w kategoriach dialektycznych. Dla umysłu dogmatycznego wszystko, co przeciwstawia się jego umiłowanej imaginacji, nabiera cech wrogości. Tak oto rodzi się antyrealistyczny fanatyzm, przybierający przeróżne maski - hitleryzmu, faszyzmu, komunizmu, integryzmu. Wobec powyższego, nie jest moim przeciwnikiem ten, kto np. uznaje słuszność dowodu ontologicznego (choć takie stanowisko jawi mi się jako cokolwiek absurdalne). Taki ktoś to dla mnie po prostu oponent teoretyczny. Prawdziwy strach odczuwam wobec tych, którzy do swych przekonań dotarli sola fide i gotowi są złożyć na ich ołtarzu wszystko, czego ofiary ich urzeczywistnienie by wymagało. Dlatego właśnie definiuję siebie jako racjonalistę i występuję w opozycji do religii - dążę do tego, aby racje uznawane społecznie były racjami intersubiektywnymi i dyskursywnymi, wolnymi od fobii, dogmatów i obsesyjnego ładotwórstwa.

Pozdrawiam.
Beatus (2528 punktów)
>A dlaczego złe ma być morderstwo?
Morderstwo jest zawsze złe. Zabójstwo już nie ma tej wagi.
>Jest złe z dokładnie tych samych przyczyn - wszak człowiek to w etyce jedyny punkt odniesienia. Jako teistka, możesz oczywiście zakładać, że jest inaczej, jednak na potrzeby dyskusji o "religii naturalnej" powinnaś raczej wziąć w nawias to przekonanie.
Mój teizm nie bardzo ma coś wspólnego z etyką. Jednak uważam, że nie tylko człowiek ale też naturalne, niezależne od niego warunki zewnętrzne mają wpływ na kształtowanie systemu wartości.
>Jestem w stanie zrozumieć, że nie każdy jest zdolny z godnością spojrzeć w twarz nicości - abstrahując od mojej oceny takiej postawy, mogę ją zaakceptować jako jednostkowy wybór.
Nie abstrahowałeś od oceny poprzez użycie słów "nie każdy jest zdolny z godnością". Tym samym wywyższyłeś jednych i poniżyłeś drugim domniemując ich tchórzostwa.
Co do nicości i religii chciałabym zwrócić ci uwagę na pojęcie nirwany i jego pochodzenie.
Co do teizmu, ja nie dokonuję wyboru między, jest a nie ma. Nie dokonując wyboru, nie mogę się przy nim kierować ani rozsądkiem, ani lękami, ani czymkolwiek. Moje przeświadczenie, pewność i prawdziwość istnienia transcendencji jest spoza świata wartości, wyborów i rozważań.
>Natomiast palącym problemem społecznym jest dla mnie dogmatyzm, który utożsamiam z myśleniem religijnym.
Faktycznie wielu ludzi dokonuje tego utożsamienia, trzeba podkreślić, że zawsze chodzi tu o przyjęcie zestawu twierdzeń i praw jakiegoś jednego systemu religijnego. Jednak nie wszystkie religie mają taki zestaw dogmatów o jakim piszesz. Religijność sama w sobie, w oderwaniu od konkretnego wyznania zaczyna się i kończy na jednym tylko dogmacie - sacrum istnieje.
>W mojej opinii składają się na nie dwa, równie złowróżbne, komponenty - sakralizacja tej czy innej rzeczywistości wyidealizowanej
To już nie mistyka, to polityka.
>skłonność do ujmowania rzeczywistości w kategoriach dialektycznych.
Dialektyka między sacrum i profanum jest nieodzowna w oczach mistyka. Jest też całkiem czym innym, niż stwierdzenie - Bóg mi objawił. Idźcie i wyrżnijcie to plemię.
>Dla umysłu dogmatycznego wszystko, co przeciwstawia się jego umiłowanej imaginacji, nabiera cech wrogości. Tak oto rodzi się antyrealistyczny fanatyzm, przybierający przeróżne maski - hitleryzmu, faszyzmu, komunizmu, integryzmu.
Owszem, ale tutaj wyszliśmy już ze sfery religii.
>Wobec powyższego, nie jest moim przeciwnikiem ten, kto np. uznaje słuszność dowodu ontologicznego (choć takie stanowisko jawi mi się jako cokolwiek absurdalne). Taki ktoś to dla mnie po prostu oponent teoretyczny. Prawdziwy strach odczuwam wobec tych, którzy do swych przekonań dotarli sola fide i gotowi są złożyć na ich ołtarzu wszystko, czego ofiary ich urzeczywistnienie by wymagało.
Nawiązałeś tu do tego o czym była mowa powyżej. Faktycznie intelektualista nie ma szans wobec bezkompromisowej woli mocy.
Z mojej perspektywy, wszystkie te elementy, szaleństwo berserkera jak i wysublimowane systemy filozoficzne istnieją i to się nie zmieni. Próba zaprzeczenia, czy unicestwienia jakiegoś z elementów jest z góry skazana na niepowodzenie. Dlatego preferuję, nielubianą przez ciebie dialektykę. Odkrycie jej zasad i uwarunkowań pozwala na wykorzystanie tego co zastane.
>Dlatego właśnie definiuję siebie jako racjonalistę i występuję w opozycji do religii - dążę do tego, aby racje uznawane społecznie były racjami intersubiektywnymi i dyskursywnymi, wolnymi od fobii, dogmatów i obsesyjnego ładotwórstwa.
Chwalebny to cel, i mogłabym się nawet pod nim podpisać. Cel jest dobry, metoda zła. Ludźmi nigdy nie rządził i rządził nie będzie intelekt. Nie mam ambicji uzdrawiania świata. Tym bardziej, że nie wiem jaki stan byłby owym zdrowiem. Na potrzeby własnego życia i bycia, we własnym ogródku staram się w relacjach z innymi minimalizować wpływy fobii i obsesji. Nie robię jednak tego przy pomocy rozumu, logiki, dyskursu. To są narzędzia wspomagające i można ich użyć ale nie są wystarczające. Więcej, czasami nawet szkodzą.
W praktyce różnie bywa ale kilka sukcesów odniosłam. A dal mnie liczy się ten efekt końcowy, nie zaś rozum i racjonalność jako dobra same w sobie.
>Pozdrawiam.
I ja pozdrawiam
31-01-2009 18:54 
 Ocena 1 na 1
sledziu (1058 punktów)

>Morderstwo jest zawsze złe.

Owszem, lecz nie zmienia to faktu, że morduje się kogoś .

>Jednak uważam, że nie tylko człowiek ale też naturalne, niezależne od niego warunki zewnętrzne mają wpływ na kształtowanie systemu wartości.

Na przykład? Standardy etyczne są fundowane przez normy społeczne, nie mniej jednak głównym probierzem moralności jest nasza biologiczna konstytucja. W naszą naturę zostały wbudowane elementarne odruchy empatyczne, odnoszące się zwykle do ludzi, względnie do innych istot czujących. Świat zwierząt to jedyny obszar, na który byłbym skłonny rozciągać pojęcia aksjologiczne. Naturalnie, można stać się socjopatą po uderzeniu w głowę kamieniem, jednakże kamień nigdy nie stanie się odnośnikiem naszych przekonań etycznych, czyż nie?

>Nie abstrahowałeś od oceny poprzez użycie słów "nie każdy jest zdolny z godnością".

Nie obiecywałem, że powstrzymam się od ocen. Żyjąc zawsze wartościujemy - innej drogi nie widzę. Tak się składa, że cenię sobie człowieka. Cóż innego mógłbym w nim kochać, jeśli nie to, co jest dla niego swoiste, unikatowe? Nie mam wątpliwości, że owym unikatowym atrybutem człowieczeństwa jest właśnie wolny rozum, niecofający się przed prawdą, niechby i najstraszliwszą. Jak napisał Camus: "Być wolnym, to móc nie kłamać" - a ja wyżej stawiam wolnych, niż uciemiężonych.

>Co do nicości i religii chciałabym zwrócić ci uwagę na pojęcie nirwany i jego pochodzenie.

O ile wiem, jedyny związek między nicością a nirwaną polega na tym, że nirwana przeczy nicości.

>Nie dokonując wyboru, nie mogę się przy nim kierować ani rozsądkiem, ani lękami, ani czymkolwiek.

Zauważ, że lęki poprzedzając wolny wybór, niejednokrotnie go unicestwiają. Troska-ku-śmierci to fundamentalny dla człowieka modus bycia, który determinuje go ubiegając świadomość.

>Faktycznie wielu ludzi dokonuje tego utożsamienia, trzeba podkreślić, że zawsze chodzi tu o przyjęcie zestawu twierdzeń i praw jakiegoś jednego systemu religijnego. Jednak nie wszystkie religie mają taki zestaw dogmatów o jakim piszesz. Religijność sama w sobie, w oderwaniu od konkretnego wyznania zaczyna się i kończy na jednym tylko dogmacie - sacrum istnieje.

Pytanie tylko, jakie to sacrum? Dobre, radosne i spolegliwe, czy może złe, nienawistne i ekspansywne? Jak wiesz, moralne konsekwencje mistycyzmu,są różnorakie - podobnie jak obiekty mistycznej miłości. Mistycyzm to każda relacja pomiędzy człowiekiem, a napotykanym przezeń bezpośrednio sacrum - tak pomiędzy dobrotliwym pustelnikiem, a jego bóstwem, jak i pomiędzy żywym pociskiem, a ziejącym żądzą mordu Allachem. Przyznasz, że trudno o dalej posunięty dogmatyzm.

>>W mojej opinii składają się na nie dwa, równie złowróżbne, komponenty - sakralizacja tej czy innej rzeczywistości wyidealizowanej
>To już nie mistyka, to polityka.

Mistyka może i nie, wszak brakuje w polityce teofanii. Za to dogmatyzm - w rzeczy samej.

>Dialektyka między sacrum i profanum jest nieodzowna w oczach mistyka. Jest też całkiem czym innym, niż stwierdzenie - Bóg mi objawił. Idźcie i wyrżnijcie to plemię.

Czasem jest czymś całkiem innym, a czasem czymś tożsamym z takim stwierdzeniem. Niezbadane są wyroki mistyków.

>Owszem, ale tutaj wyszliśmy już ze sfery religii.

Skądże. Kult Wielkiego Sternika, Duce, Fuhrera, admiracja narodowego bądź klasowego raju na Ziemi - to też religia. W szczególności marksizm zdradzał mnóstwo punktów stycznych z religią, i to konkretną - chrześcijaństwem. Myśl Marksa miała przecież charakter profetyczny i egalitarny, spełnienia tudzież sensu dziejów doszukiwała się w nastaniu Królestwa Wolności - odpowiedniku Nieba pobożnych. Co więcej, porównując pisma marksistów działających w początkach XX wieku (np. Róży Luksemburg) z enuncjacjami pierwszych chrześcijan, również natrafiamy na uderzające podobieństwa. W obu przypadkach mamy do czynienia z żarliwą wiarą w rychłe zbawienie. Różnica pomiędzy chrześcijanami a marksistami sprowadza się do tego, że pierwsi wypatrywali paruzji na niebie, zaś drudzy w danych ekonomicznych i grupach uzbrojonego proletariatu. Marksizm to zeświecczony chrystianizm, ot co.

>Z mojej perspektywy, wszystkie te elementy, szaleństwo berserkera jak i wysublimowane systemy filozoficzne istnieją i to się nie zmieni.

Dogmatyzm można wyeliminować. Wystarczy laickie, pluralistyczne wychowanie, a wtedy...

>Dlatego preferuję, nielubianą przez ciebie dialektykę. Odkrycie jej zasad i uwarunkowań pozwala na wykorzystanie tego co zastane.

Chodziło mi o dialektykę potoczną i historyczną, w wydaniu heglowsko-marksowskim. Prawdę rzekłszy, ich historycyzm był raczej zaprzeczeniem, aniżeli konsekwencją dialektyki.

>Nie mam ambicji uzdrawiania świata. Tym bardziej, że nie wiem jaki stan byłby owym zdrowiem.

I ja tego nie wiem, przynajmniej w szczegółach. Znam za to objawy najdotkliwszych ludzkich dolegliwości. Należy do nich dogmatyzm i jestem przekonany, że można i trzeba mu się przeciwstawiać.

>Na potrzeby własnego życia i bycia, we własnym ogródku staram się w relacjach z innymi minimalizować wpływy fobii i obsesji. Nie robię jednak tego przy pomocy rozumu, logiki, dyskursu. To są narzędzia wspomagające i można ich użyć ale nie są wystarczające. Więcej, czasami nawet szkodzą.

No właśnie. Ty piszesz o minimalizacji - ja chcę wyrywać z korzeniami. Tego można dokonać tylko z pomocą dyskursywnego rozumu, inne środki perswazji pozwalają co najwyżej pacyfikować fanatyków.

>W praktyce różnie bywa ale kilka sukcesów odniosłam. A dal mnie liczy się ten efekt końcowy, nie zaś rozum i racjonalność jako dobra same w sobie.

Dla mnie również racjonalność nie jest celem samym w sobie. Otwarte, rządzone poprzez dyskurs i partycypujące w owym dyskursie społeczeństwo to środowisko, mające gwarantować oraz chronić wolność jednostek. Wolny, twórczy, świadomy i aktywny człowiek - oto port, do którego winien zmierzać nasz statek.

Pozdrawiam.
Beatus (2528 punktów)
>Owszem, Kołakowski powraca w swoich pismach do ujęcia intelektualistycznego, zauważ jednak, że nie jest to jedyna dokonana przez niego próba genezy religii.
Kołakowski przeszedł drogę od ateizmu, do czegoś co nazwałabym intelektualnym mistycyzmem. Wiele pisząc i szeroko zastanawiając się nad religią, jednocześnie nie zaproponował jednego spójnego sposobu jej definiowania. Ta okoliczność wydała mi się wyjątkowo atrakcyjna na potrzeby tego wątku. Każdy może znaleźć u Kołakowskiego coś dla siebie, jednocześnie nikt nie może powiedzieć, że się z nim w pełni zgadza.
>Kołakowski w swojej arcyfrapującej książce "Jeśli Boga nie ma" (domyślam się, że to z niej korzystałeś)
Zgadza się. Jeśli ktoś czuje potrzebę aby doczytać w oryginale - Jeśli Boga nie ma... Horror metaphysicus, Poznań 1999, s. 10-14
>Człowiek to istota samoświadoma i aktywna, której bycie to permanentne stawanie się, a skoro tak, to owoce owego stawania - myśli, aspiracje, działania, nietrwałe wytwory materialne - stanowią dla człowieka wartości. Na ich unicestwienie człowiek nie jest zdolny przyzwolić, zatem projektuje sobie rzeczywistość post mortem, gdzie on jako twórcza Osoba pozostanie utrwalony, a być może nawet uhonorowany za to, czym był.
W tym ujęciu zastanawiającym jest pewna sprzeczność. Człowiek z jednej strony nie znosi bezruchu. Sensem życia jednostki jak i gatunku jest nieustanna zmiana, która dodatkowo ma być rozwojem, a więc zmianą wzwyż. Przyjrzyjmy się więc, jak wyobraża sobie ten sam człowiek życie wieczne? Wieczność to przede wszystkim trwanie nie mające końca, nie mające różnic jakościowych, wieczność jest niezmiennością. Przeniesienie siebie, choć nie koniecznie własnej indywidualności, w rzeczywistość nieruchomą. Tak więc, człowiek przez całe swoje życie dąży do zmiany, ulepszania, poprawiania, odmieniania; jednocześnie jego największym pragnieniem jest zaprzeczenie tych dążeń. Człowiek jest zachwycający w swej naturze!
>Myślę, że najzasadniej jest uznać, iż dopuszczalne są rozmaite wyjaśnienia fenomenu religii - pełni ona szereg funkcji społecznych, politycznych i psychologicznych. O tym, jakie to funkcje, napisano już całe tomy, jednakże, jak słusznie zauważyłeś, racjonaliści z tego portalu, piszący w działach "Religia" oraz "Kościół i antyklerykalizm" zdają się tego nie zauważać. Dobrze więc, że wrzuciłeś taki wątek - przyda się, w zalewie całej tej pseudofilozoficznej, wybiórczej i tendencyjnej papki w rodzaju "Traktatu ateologicznego" Onfray'a.
A więc powtórzmy po raz n-ty "Biada mędrcowi jednej księgi"
Pozdrawiam i dziękuję za wypowiedz.
29-01-2009 13:04 
 Ocena 1 na 1
sledziu (1058 punktów)

>Kołakowski przeszedł drogę od ateizmu,

I od marksistowskiego betonu intelektualnego, przez co, jakkolwiek jego poglądy nie byłyby odległe od moich zapatrywań, cenię go za tę woltę.

>do czegoś co nazwałabym intelektualnym mistycyzmem.

Nie wiem, czy to dobre określenie. Intelektualni mistycy to dla mnie Szestow, Pascal i Kierkegaard. Kołakowskiego nazwałbym raczej dobrotliwym sceptykiem.

>Wiele pisząc i szeroko zastanawiając się nad religią, jednocześnie nie zaproponował jednego spójnego sposobu jej definiowania. Ta okoliczność wydała mi się wyjątkowo atrakcyjna na potrzeby tego wątku. Każdy może znaleźć u Kołakowskiego coś dla siebie, jednocześnie nikt nie może powiedzieć, że się z nim w pełni zgadza.

Dla mnie w spośród jego rozważań najciekawsze były epistemologiczne konsekwencje ateizmu, które podnosił oraz przejęty od Sekstusa Empiryka argument z nieprzenikalności paradygmatów. Jako, że "Przeciw matematykom" przeczytałem później, aniżeli "Jeśli Boga nie ma", to było to dla mnie czymś absolutnie nowym i zaskakującym. Kołakowski, dzięki swojej niezależności, ma pozycję o tyle dobrą, że może argumenty sceptyckie do woli stosować - w ustach przekonanego teisty brzmiałyby one dość cudacznie, zgodzisz się chyba.

>W tym ujęciu zastanawiającym jest pewna sprzeczność.

Być może, lecz nie tkwi ona w ujęciu, a w tym, co ujmowane - w człowieku.

>Człowiek z jednej strony nie znosi bezruchu. Sensem życia jednostki jak i gatunku jest nieustanna zmiana,

Nie przesadzałbym z tym gabinetowym sensotwórstwem. Sens to każda racja, jaką człowiek zechce nadać swemu życiu - może nim być nawet nałogowe picie wódki, o ile komuś wydaje się to słusznym horyzontem wszelkich działań. Nie wahałbym się natomiast wchodzić w dyskusję na temat tego, jakie sensy możemy uznać za - nazwijmy to sobie - pełniejsze. Tu wódka odpada w przedbiegach.

>Przeniesienie siebie, choć nie koniecznie własnej indywidualności, w rzeczywistość nieruchomą. Tak więc, człowiek przez całe swoje życie dąży do zmiany, ulepszania, poprawiania, odmieniania; jednocześnie jego największym pragnieniem jest zaprzeczenie tych dążeń.

Masz rację, ale nie wiem, czemu aż tak Cię to dziwi. Z dwojga złego lepiej struchleć, niż obrócić się nicość. Poza tym, na jakiej podstawie przypuszczasz, że prawdziwa wizja nieba to ta, którą zaludniają istoty androgyniczne o immanentnej naturze? I dlaczego sądzisz, że wszyscy chrześcijanie w taką paruzję wierzą? Raj to coś na tyle nieokreślonego, że niekoniecznie trzeba wyobrażać go sobie statycznym. Wystarczy pomyśleć, że nie ma w nim zła.

Pozostaje jeszcze jedno wytłumaczenie - jeśli przyjąć, że wierzący przeważnie akceptują koncepcję eschatologiczną, gdzie nie ma miejsca na transcendencję. Zauważ, że zmienność życia mało kto bierze za dobrą monetę. Jak wykazywał Heidegger, egzystencjałem bycia ku przeszłości bynajmniej nie jest samozadowolenie. Jest to troska, od której wielu rozpaczliwie chce się uwolnić.

>Człowiek jest zachwycający w swej naturze!

Prawda

PS: A propos eksponowania przeciwieństw w kulturze - nie wiem, czy wiesz, ale Twój ulubiony Husserl, filozof na wskroś laicki, przyjaźnił się z Lwem Szestowem - mistykiem, co się zowie. Dzięki Husserlowi Szestow poznał pod koniec życia bliską sobie twórczość Kierkegaarda, z którą wcześniej nie było mu dane się zetknąć. Myślę, że to najbardziej optymistyczny przykład łączenia się opozycji.

Pozdrawiam.
29-01-2009 21:11 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>I od marksistowskiego betonu intelektualnego, przez co, jakkolwiek jego poglądy nie byłyby odległe od moich zapatrywań, cenię go za tę woltę.
Tym bardziej, że lądowanie okazało się bardzo finezyjne.
>>do czegoś co nazwałabym intelektualnym mistycyzmem.
>Nie wiem, czy to dobre określenie. Intelektualni mistycy to dla mnie Szestow, Pascal i Kierkegaard. Kołakowskiego nazwałbym raczej dobrotliwym sceptykiem.
Może faktycznie nie jest najlepsze, chciałam przez nie podkreślić, że Kołakowski zdaje się szukać mistycyzmu ale na drodze intelektu, wywodu. Szestow i kompania raczej szukali intelektualnego sposobu wyrażenia swego naturalnego mistycyzmu.
>Dla mnie w spośród jego rozważań najciekawsze były epistemologiczne konsekwencje ateizmu,...
Też mnie w pierwszej chwili zachwyciły, ale po przemyśleniu musiałam zmienić zdanie
>Kołakowski, dzięki swojej niezależności, ma pozycję o tyle dobrą, że może argumenty sceptyckie do woli stosować - w ustach przekonanego teisty brzmiałyby one dość cudacznie, zgodzisz się chyba.
Zgodzę się, myślę, że to zasługa warsztatu filozoficznego, choć nie wolno nie doceniać bogatej historii własnej.
>>Człowiek z jednej strony nie znosi bezruchu. Sensem życia jednostki jak i gatunku jest nieustanna zmiana,
>Nie przesadzałbym z tym gabinetowym sensotwórstwem. Sens to każda racja, jaką człowiek zechce nadać swemu życiu - może nim być nawet nałogowe picie wódki, o ile komuś wydaje się to słusznym horyzontem wszelkich działań. Nie wahałbym się natomiast wchodzić w dyskusję na temat tego, jakie sensy możemy uznać za - nazwijmy to sobie - pełniejsze. Tu wódka odpada w przedbiegach.
No może mnie poniosło, wszak jak już ustaliliśmy człowiek jest władny zburzyć każdy porządek i nie poddaje się tak całkowicie żadnym uogólnieniom.
>Masz rację, ale nie wiem, czemu aż tak Cię to dziwi.
Nie bardzo dziwi, ale bardzo zachwyca.
>Z dwojga złego lepiej struchleć, niż obrócić się nicość.
Pod warunkiem, że został ci przedstawiony konkretny wachlarz wyborów. Jeśli jednak jesteś twórcą tego wachlarza?
>Poza tym, na jakiej podstawie przypuszczasz, że prawdziwa wizja nieba to ta, którą zaludniają istoty androgyniczne o immanentnej naturze? I dlaczego sądzisz, że wszyscy chrześcijanie w taką paruzję wierzą? Raj to coś na tyle nieokreślonego, że niekoniecznie trzeba wyobrażać go sobie statycznym. Wystarczy pomyśleć, że nie ma w nim zła.
Wcale nie przypuszczam. Miałam na myśli nie konkretne wyznanie, ale sens jaki niosą za sobą słowa: wieczność, trwałość, ostateczność itp. którymi zwykło się określać życie pośmiertne.
>Pozostaje jeszcze jedno wytłumaczenie - jeśli przyjąć, że wierzący przeważnie akceptują koncepcję eschatologiczną, gdzie nie ma miejsca na transcendencję. Zauważ, że zmienność życia mało kto bierze za dobrą monetę. Jak wykazywał Heidegger, egzystencjałem bycia ku przeszłości bynajmniej nie jest samozadowolenie. Jest to troska, od której wielu rozpaczliwie chce się uwolnić.
Przyznasz jednak, że o ile jest nam źle dążymy do zmiany. Jeśli jest nam dobrze to zwykle trwa to chwilę i zaraz wyobraźnia podpowiada jakieś opcje w których byłoby nam lepiej. Jeśli zaś wyobraźnia jest zbyt uboga w tym względzie pojawią się nuda. Bardzo znudzony homo sapiens już nawet woli aby było mu źle niż trwanie w owej nudzie. Jednostkowe wybory typu: alkoholizm, stagnacja, wręcz cofanie się, są raczej wynikiem braku umiejętności lub możliwości niż konsekwencją świadomego i celowego wyboru takiej, a nie innej formy egzystencji.

>PS: A propos eksponowania przeciwieństw w kulturze
Nie wiedziałam.
Husserl nie jest moim ulubieńcem
>Pozdrawiam.
I ja pozdrawiam
30-01-2009 19:34 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Raj to coś na tyle nieokreślonego, że niekoniecznie trzeba wyobrażać go sobie statycznym. Wystarczy pomyśleć, że nie ma w nim zła.

I to wystarczy.
Brak opozycji wyklucza walkę przeciwieństw, a więc i dynamikę. Raj musi więc być statyczny.

>Pozdrawiam.

Wzajemnie.


fides ex necessitate esse non debet
sledziu (1058 punktów)
>>Raj to coś na tyle nieokreślonego, że niekoniecznie trzeba wyobrażać go sobie statycznym. Wystarczy pomyśleć, że nie ma w nim zła.
>I to wystarczy.
>Brak opozycji wyklucza walkę przeciwieństw, a więc i dynamikę. Raj musi więc być statyczny.

Hmmm... Nie sądzę. Pańskie stanowisko jest jak najbardziej poprawne, tj. następnik wynika w nim z poprzednika, jednak opozycja, o której Pan mówi, może sprowadzać się do relacji "pustka-wypełnienie". Pragnienie rozwoju, motywowane niechęcią do stagnacji i potrzebą kreacji, nie musi być konfrontowane ze złem. Nie jest złem to, co ze swej strony oczekuje tylko naszej działalności. Innymi słowy - w raju zanika zło, opozycje - niekoniecznie.

Pozdrawiam.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Nie pomyślałem o tym w ten sposób, przyznaję.
To ciekawy punkt widzenia i chyba słuszny.

>Pozdrawiam.

Wzajemnie.


fides ex necessitate esse non debet
Beatus (2528 punktów)
>Hmmm... Nie sądzę. Pańskie stanowisko jest jak najbardziej poprawne, tj. następnik wynika w nim z poprzednika, jednak opozycja, o której Pan mówi, może sprowadzać się do relacji "pustka-wypełnienie". Pragnienie rozwoju, motywowane niechęcią do stagnacji i potrzebą kreacji, nie musi być konfrontowane ze złem. Nie jest złem to, co ze swej strony oczekuje tylko naszej działalności. Innymi słowy - w raju zanika zło, opozycje - niekoniecznie.
Nie zgodzę się. Jeśli wrócimy do przyczyn wartościowania, okazuje się, że zło i dobro to opozycje tworzone przez nas na potrzebę oddzielenia tego co chciane od tego co nie chciane.
Działanie to zawsze wybór, w minimalistycznym ujęciu między działać a nie działać. Aby wybór był dokonany, musi poprzedzić go nadanie wartości. Choćby między większe dobro i mniejsze dobro. Punkt odniesienia tworzy opozycję i nie wiele trzeba, aby aby mniejsze dobro nazwać złem.
Jeżeli działanie nazwiemy większym dobrem, nie działanie zacznie jawić się nam jako zło. Eliminacja z wizji raju zła, a więc na potrzeby tego momentu rozważań, stagnacji, spowoduje, że zniknie wybór. Można jedynie działać. Mamy więc wizję dynamicznego raju w którym wszyscy jesteśmy marionetkami, mogącymi jedynie robić to co dla nas przewidziane. Znany schemat żółwia na żółwiu, powstanie jeśli w owym działaniu istnieje jakaś wolność, znowu trzeba będzie wartościować aby wybierać.
Ten teoretyczny problem skłaniałby raczej do przyjęcia wartościowania w odwróconym kierunku. Mniejszym dobrem jest działanie, a większym zaniechanie tego działania. No ale tym sposobem wracamy do punktu wyjścia. Raj staje się statyczny.
Pozdrawiam
sledziu (1058 punktów)
>
>Nie zgodzę się. Jeśli wrócimy do przyczyn wartościowania...

Zgodzę się z Tobą tylko w tym sensie, że jedynie statyczny obraz raju może być spójny. Ale kto powiedział, że wizje eschatologiczne muszą być spójne?

Pozdrawiam.
Beatus (2528 punktów)
>>>Nie zgodzę się. Jeśli wrócimy do przyczyn wartościowania...
>Zgodzę się z Tobą tylko w tym sensie, że jedynie statyczny obraz raju może być spójny. Ale kto powiedział, że wizje eschatologiczne muszą być spójne?

No tak, zawsze ilekroć to o czym mówimy jest nieco lżejsze od skały, bez względu na wynik, możemy powiedzieć, ale dopuszczalne jest rozwiązanie przeciwne.

>Pozdrawiam.
I ja pozdrawiam
Vytautas (4394 punktów)
>Mam nadzieję, że
>znajdzie się ktoś kto zechce również w taki, niezaangażowany emocjonalnie sposób, przyjrzeć się wraz
>ze mną fenomenowi religii.
W owym przyglądaniu się zjawisku religii brakuje jeszcze jednej płaszczyzny rozważań -- psychologicznej, czy wręcz psychiatrycznej. Nie da się sensownie mówić o religii nie wiedząc, co to jest padaczka skroniowa, lub nerwica eklezjogenna.
Proponuję tym, którzy zastanawiają się nad fenomenem religii, zanim sięgną po Husserla czy Levi-Straussa, niech zajrzą na portal Racjonalisty >> Nauka >> Biologia >> Antropologia >> Nauki o zachowaniu i mózgu >> Religiologia. Za zwłaszcza cenny uważam artykuł 'Mariusza Agnosiewicza' "Biologia przekonań".
03-02-2009 19:47 
 Ocena 1 na 1
Cykman (260 punktów)
Chciałam bardzo podziękować za ten wątek. Arcyciekawy, czytając czasem odruchowo kiwałam głową, czasem waliłam pięścią w stół.
Dwa skojarzenia. Pierwsze o teologii - dawno temu na tym forum zdarzyło mi się założyć wątek dotyczący tego, czy teologia jest de facto nauką... też była gorąca dyskusja.

Drugie skojarzenie - autor wątku chce racjonalnie i bez emocji (takie wrażenie wyniosłam z wypowiedzi) porozmawiać o religii.
Niestety nie da się, religia to nie euglena zielona - zawsze będzie wywoływać emocje. Wojny były przez religię, mocarstwa upadały....
Możemy najwyżej próbować..
Zauważyłam, że przeważa na forum (i dobrze) filozoficzne rozważanie fenomenu wiary, a może warto "zatrudnić" socjologię, medycynę, psychologię i parę innych dziedzin naukowych.
12-02-2009 21:15 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Chciałam bardzo podziękować za ten wątek. Arcyciekawy, czytając czasem odruchowo kiwałam głową, czasem waliłam pięścią w stół.
Taki paradoks. Podziękowałeś za ten wątek koledze, który mnie założycielce, wstawił tu 5 minusów. Nie jest istotne ile ich było, ważne, że tylko on stawiał mi minusy w tym akurat wątku.
>Drugie skojarzenie - autor wątku chce racjonalnie i bez emocji (takie wrażenie wyniosłam z wypowiedzi) porozmawiać o religii.
>Niestety nie da się, religia to nie euglena zielona - zawsze będzie wywoływać emocje. Wojny były przez religię, mocarstwa upadały....
Będzie, ale nie znaczy to, że nie ma innego sposobu mówienia o religii niż - ty jesteś głupi, nie prawda to ty jesteś głupi. Na szczęście okazało się, że poza dwiema osobami, reszta rozmówców zachowała spokój i poziom w temacie.
>Zauważyłam, że przeważa na forum (i dobrze) filozoficzne rozważanie fenomenu wiary, a może warto "zatrudnić" socjologię, medycynę, psychologię i parę innych dziedzin naukowych.
Badania wymienionych przez ciebie nauk są faktycznie ciekawe. Opisują określone prawidłowości lub niezwykłości towarzyszące zjawiskom religijnym. Miało być filozoficznie, ale to nie istotne. Nie życzyłam sobie światłych wypowiedzi po wezwaniem - wiara to choroba umysłowa mająca bezpośredni związek z poziomem inteligencji, ale niedługą wynajdą tabletki. Ze strachu przed taką błyskotliwością napisałam to: www.racjonalista.pl/forum.php/s,179338#w180414
Może nie tylko ja miałam takie obawy, skoro temat nie został rozwinięty.
Pozdrawiam
Cykman (260 punktów)
Sprostowanie.
Za wątek dziękowałam jego założycielowi/założycielce a nie osobie z wpisem powyżej mojego. (Nie napisałam tego dosłownie bo wydawało mi się to oczywiste - przepraszam).
Beatus (2528 punktów)
>Za wątek dziękowałam jego założycielowi/założycielce
Jestem płci żeńskie, wiem że nick jest mylący
>oczywiste - przepraszam).
Nie ma za co przepraszać, ja to zrozumiałam. Po prostu wydało mi się to paradoksalne, że pisząc iż wątek ci się podobał, postanowiłeś zagaić tylko do jednej osoby, i to akurat do tej, której ewidentnie watek się nie spodobał.
Tylko tyle
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365