 |
Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-10-2008 00:26 | Teresa (2693 punktów) | Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?
-6 na 14 | Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga? Odpowiedź pozytywna na to pytanie jest nonsensem bo, jakiego niby Boga nauka uczyniła istnienie zbytecznym? Boga teistów, Boga deistów, Boga panteistów a może panenteistów? 1. Bóg panteistów jest tożsamy z wszechświatem, więc twierdzić, że nauka uczyniła go zbytecznym to tak jakby twierdzić nauka, że uczyniła zbytecznym istnienia wszechświata.  To absurd. 2. Dla panenteistów świat jest częścią Boga – czy nauka uczynił zbytecznym istnienie świata, skoro jest on częścią Boga? To absurd. 3. Bóg deistów z założenia jest już taki, jakby go nie było. Wg Hawkinga Bóg deistów był potrzebny, aby wybrać „wartości początkowe” dla wszechświata– co udało się Hawkingowi „przezwyciężyć”. Tylko, że nie wiadomo, czemu Bóg miałaby być potrzebny do ustalenia wartości początkowych a nie miałby być potrzebny do ustalenia praw fizyki… Jeżeli wartości początkowe nie mogły same się wybrać to dlaczego prawa fizyki mogły? Pomysł zbyteczności Boga, więc raczej upada. 4. Z kolei Bóg teistów czyni cuda, ustanawia prawa fizyki i prawa moralne, stwarza nieśmiertelne dusze i wolną wolę. W teizmie czynnik duchowy panuje nad materia. Cóż, cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje. Pytanie czy Bóg stwarzając praw fizyki ograniczył swoją wszechmoc i pole działania we wszechświecie? Być może, ale w fizyce poza prawami mówi się wciąż o przypadku. Wg fizyki np. to, że Ziemia ma jeden Księżyc to przypadek, to, że wystąpił Wielki Wybuch to przypadek i to, że zachodzą prawa fizyki to jest przypadek, to ze materia istnieje to jest przypadek. Tak, więc nauka nadal nie wiele tłumaczy i wyjaśnia. Tor ruchu pojedynczego elektronu w mózgu to znowu przypadek, więc duch może nad nim panować. Każdy z nas np. na śniadanie pije najczęściej to, co lubi, a nie za każdym razem coś innego (a tak by było gdyby to była kwestia czystego przypadku). Innymi słowy Bóg teistów jest również zbyteczny wg nauki tylko wtedy jeśli wcześniej założy się że jest zbyteczny. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
13 na 13 | @ffe? (3233 punktów) | Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we Wszechświecie. W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość. Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, ani nie da się sprawdzić, jest zbędna.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | -2 na 4 Parys (592 punktów) (zablokowany) | " Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia,"
Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata
"ani nie da się sprawdzić, jest zbędna."
sprawdza sie w każdej chwili, w której napotykamy coś istniejącego
bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
|
|
|  | 12 na 12 | @ffe? (3233 punktów) | >" Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia," >Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata >"ani nie da się sprawdzić, jest zbędna." >sprawdza sie w każdej chwili, w której napotykamy coś istniejącego >bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
Nie wyjaśnia - jedynie twierdzi, że Bóg jest przyczyną sprawczą, ale nie przytacza na swoje poparcie żadnych dowodów czy choćby poszlak. Nie da się więc stwierdzić, czy jest prawdziwsza od analogicznych hipotez stawianych przez wszystkie inne religie, bo tamte dysponują dokładnie takim samym empirycznym czy logicznym poparciem. Dokładnie z tego samego powodu istnienie czegokolwiek nie jest sprawdzianem istnienia bóstwa. Bo na końcu żadnego z dotąd poznanych łańcuchów przyczynowo-skutkowych nikt jak dotąd nijakiego boga nie znalazł.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
| |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>Nie wyjaśnia - jedynie twierdzi, że Bóg jest przyczyną sprawczą, ale nie przytacza na swoje poparcie żadnych dowodów czy choćby poszlak.
Napisałem przecież: bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
>Nie da się więc stwierdzić, czy jest prawdziwsza od analogicznych hipotez stawianych przez wszystkie inne religie, bo tamte dysponują dokładnie takim samym empirycznym czy logicznym poparciem.
Nie ma hipotez prawdziwszych czy nieprawdziwych - to wynika z samej definicji hipotezy.
>Dokładnie z tego samego powodu istnienie czegokolwiek nie jest sprawdzianem istnienia bóstwa. Bo na końcu żadnego z dotąd poznanych łańcuchów przyczynowo-skutkowych nikt jak dotąd nijakiego boga nie znalazł.
Zwracam uprzejmnie uwagę na to , że nikomu jeszcze nie udało się dotrzeć do końca łańcucha przyczynowo-skutkowego.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Nie wyjaśnia - jedynie twierdzi, że Bóg jest przyczyną sprawczą, ale nie przytacza na swoje poparcie żadnych dowodów czy choćby poszlak. >Napisałem przecież: bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
Skąd to wiesz? A może to nieprawda?
>>Dokładnie z tego samego powodu istnienie czegokolwiek nie jest sprawdzianem istnienia bóstwa. Bo na końcu żadnego z dotąd poznanych łańcuchów przyczynowo-skutkowych nikt jak dotąd nijakiego boga nie znalazł. >Zwracam uprzejmnie uwagę na to , że nikomu jeszcze nie udało się dotrzeć do końca łańcucha przyczynowo-skutkowego.
A skąd wiesz, że musi być jakiś koniec tego łańcucha? Skoro może istnieć coś nieskończonego to może to być ten łańcuch równie dobrze.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>>Nie wyjaśnia - jedynie twierdzi, że Bóg jest przyczyną sprawczą, ale nie przytacza na swoje poparcie żadnych dowodów czy choćby poszlak. >>Napisałem przecież: bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej. >Skąd to wiesz? A może to nieprawda?
To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(niestniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest!
>A skąd wiesz, że musi być jakiś koniec tego łańcucha? Skoro może istnieć coś nieskończonego to może to być ten łańcuch równie dobrze.
Czytaj dokładnie wypowiedzi a potem je komentuj - ja tak nie twierdziłem: o końcu mówił @ffe
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(niestniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest!
Jak doszedłeś do tego wniosku? Skąd wiesz że jeśli coś istnieje to kiedyś musiało nie istnieć? A może materia istniała wiecznie, bez początku?
>>A skąd wiesz, że musi być jakiś koniec tego łańcucha? Skoro może istnieć coś nieskończonego to może to być ten łańcuch równie dobrze. >Czytaj dokładnie wypowiedzi a potem je komentuj - ja tak nie twierdziłem: o końcu mówił @ffe >
Jeżeli nie istnieje koniec łańcucha przyczynowo-skutkowego i łańcuch ten jest nieskonczony, to nie istnieje pierwotna przyczyna czyli Bóg.
|
|
| | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(nieistniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest! >Jak doszedłeś do tego wniosku?
Drogą logicznego myślenia.
>Skąd wiesz że jeśli coś istnieje to kiedyś musiało nie istnieć?
Wynika to z obserwacji powszechnych jak i naukowych tego Świata.
>A może materia istniała wiecznie, bez początku?
Wtedy złamana by była zasada przyczynowości.
>Jeżeli nie istnieje koniec łańcucha przyczynowo-skutkowego i łańcuch ten jest nieskończony, to nie istnieje pierwotna przyczyna czyli Bóg.
Łańcuch p-s nieskończony wstecz? To niemożliwe realnie, bo jeśli tak to absurd: materia nie istnieje przecież wiecznie!
|
|
| | | | | | |  | 9 na 9 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>>To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(nieistniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest! >>Jak doszedłeś do tego wniosku? >Drogą logicznego myślenia.
Okej, inni tą samą drogą mogli dojść do innych wniosków. Tak naprawdę nie mamy pojęcia czy materia została stworzona, czy nie, czy istnieje wiecznie czy nie. Może się przekształca w energię tam i z powrotem zgodnie z E=mc2 a proces ten nie ma początku ani końca. Nie możesz twierdzić że wiesz na pewno, że materia musiała kiedyś powstać.
>>Skąd wiesz że jeśli coś istnieje to kiedyś musiało nie istnieć? >Wynika to z obserwacji powszechnych jak i naukowych tego Świata.
Musiałbyś żyć tyle co wszechświat aby stwierdzić że tak naprawdę jest. Wcale nie jest powiedziane, że jeśli ta zasada się sprawdza w milionie przypadków to w milion pierwszym może się nie sprawdzić.
>>A może materia istniała wiecznie, bez początku? >Wtedy złamana by była zasada przyczynowości.
Znowu dogmaty. Zasada przyczynowości nie musi zawsze zachodzić. Nie możesz udowodnić że ta zasada zawsze działa.
>>Jeżeli nie istnieje koniec łańcucha przyczynowo-skutkowego i łańcuch ten jest nieskończony, to nie istnieje pierwotna przyczyna czyli Bóg. >Łańcuch p-s nieskończony wstecz? To niemożliwe realnie, bo jeśli tak to absurd: materia nie istnieje przecież wiecznie!
Kręcisz się w koło. Ani nie wiesz czy materia istnieje wiecznie, ani nie wiesz czy łańcuch p-s może być skończony czy nieskończony. Krzyczysz tylko: To niemożliwe! Umysł zaciął ci się na dogmatach.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Okej, inni tą samą drogą mogli dojść do innych wniosków.
Ciekawe: tą samą drogą? - znowu błąd logiczny
>Tak naprawdę nie mamy pojęcia czy materia została stworzona, czy nie, czy istnieje wiecznie czy nie. Może się przekształca w energię tam i z powrotem zgodnie z E=mc2 a proces ten nie ma początku ani końca. Nie możesz twierdzić że wiesz na pewno, że materia musiała kiedyś powstać.
Fizycy mają pojęcie bo mówią , że materia powstała około 15mld lat temu wskutek złamania symetrii tuż po Wielkim Wybuchu. Tuż po -czyli wcześniej jej nie było!
>Znowu dogmaty. Zasada przyczynowości nie musi zawsze zachodzić. Nie możesz udowodnić że ta zasada zawsze działa.
Czyli jednak dopuszczasz możliwość cudów.
>Krzyczysz tylko: To niemożliwe! Umysł zaciął ci się na dogmatach.
Mnie czy tobie? - twój dogmat to "nie ma Boga"
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Znowu dogmaty. Zasada przyczynowości nie musi zawsze zachodzić. Nie możesz udowodnić że ta zasada zawsze działa. >Czyli jednak dopuszczasz możliwość cudów.
Ojeja! xD A czym ma niby być cud? Jak walniesz kolegę to nie zawsze musi ci oddać. Czyli jest jeden przykład, że ta zasada działać nie musi. I czy jakiś wierzący wreszcie mógłby przestać porozumiewać się słowami takimi, jak: cud, zbawienie, bóg ojciec, grzech, które są tylko i wyłącznie wymysłem religii? Bo to utrudnia komunikację. grzech to pojęcie względne, można zgrzeszyć, a potem robiąc to samo się nie grzeszy, bo "tak mówi papież!"
|
|
| | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Jak walniesz kolegę to nie zawsze musi ci oddać. Czyli jest jeden przykład, że ta zasada działać nie musi.
Kolega się po prostu boi i to jest ta przyczyna- a więc zasada działa.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Jak walniesz kolegę to nie zawsze musi ci oddać. Czyli jest jeden przykład, że ta zasada działać nie musi.> Kolega się po prostu boi i to jest ta przyczyna- a więc zasada działa.ZASADĄ JEST, ŻE NA ATAK ODPOWIADA SIĘ ATAKIEM. Więc jeśli ktoś na atak nie odpowie atakiem, np walniesz kolegę i on nie odda, to zasada zostaje złamana, bo KOLEGA NIE ODPOWIEDZIAŁ NA ATAK ATAKIEM. Tłumaczę łopatologicznie: ATAK A = ATAK B Jeśli ATAK A ǂ ATAK B To zasada zostaje złamana. A twierdzenie, że ATAK A ǂ ATAK B, gdyż SKŁADOWA ATAKU A + CZYNNIK(agresja na plusie) ǂ SKŁADOWA ATAKU B - CZYNNIK(agresja na minusie) Jest TWORZENIEM NOWEJ ZASADY, która Fałszuje wynik poprzedniej. I co najciekawsze: Sam nowe zasady w przypadku naszych domysłów tworzysz, a działania odwrotnego zupełnie nie dopuszczasz. Idąc Twoim tokiem myślenia: "Bóg nie stworzył świata, bo stworzył się on sam, i to jest ta przyczyna - a więc zasada działa"
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Smith (10069 punktów) | >Ojeja! xD A czym ma niby być cud? spodobała mi się jedna definicja. Cud jest to zaskakujący, pozytywny dla nas zbieg okoliczności, wydarzający się w momencie kiedy go najbardziej potrzebujemy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > spodobała mi się jedna definicja. Cud jest to zaskakujący, pozytywny dla nas zbieg okoliczności, wydarzający się w momencie kiedy go najbardziej potrzebujemy.> Mam lepszą: O cudzie mówimy wtedy, gdy babcia dziadka sąsiadki z 3 piętra widziała, jak Waldemar, syn tego pijaczka z pod sklepu rozmawiał z ciocią babci ojca Brunhildy o tym, jak stryjek babci cioci Marty mówił, że widział, jak dziadek babci wujka cioci siostry stryjecznej Paris Hilton chodził po wodzie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Smith (10069 punktów) |
> Mam lepszą: O cudzie mówimy wtedy,..a o wiarygodnej informacji kiedy?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Mam lepszą: O cudzie mówimy wtedy,..> a o wiarygodnej informacji kiedy?  Kiedy taki łańcuszek jest krótszy oraz informację nam przekazaną da się zweryfikować doświadczalnie (jeśli to było coś naukowego, np Franio podskoczył i spadł na ziemię) lub też nie wykracza nam ona poza "kategorię ontologiczną" czy jak to tam w takiej książce pisało  Znaczy zwierzęta mają cechy zwierzęce, przedmioty cechy przedmiotów, osoby cechy osób (np niewidzialny człowiek, śpiewające drzewo, spełniający życzenia posążek odpadają). Jestem w trakcie czytania takiej jednej książki, w której pisze, że właśnie takie udziwnienia w stylu duchów, bogów, ludzi zamieniających się w zwierzęta, drzew chroniących przed złym urokiem, dziewic rodzących synów mają największą szansę stać się jakąś religią.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | tusziwa (48 punktów) | Dzień dobry Państwu >>Skąd wiesz że jeśli coś istnieje to kiedyś musiało nie istnieć? >Wynika to z obserwacji powszechnych jak i naukowych tego Świata. Przepraszam za głupie pytanie, ale z jakich obserwacji (powszechnych czy też naukowych) wynika, że coś co istnieje, kiedyś musiało nie istnieć? Może jakiś przykład?
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Może jakiś przykład?
Obserwacja powszechna: rower jest ale kiedyś go nie było nie?
Obserwacja naukowa: jest gwiazda ale kiedyś powstała z materii kosmicznej
Materia też nie jest odwieczna : fizycy twierdzą ,że powstała w wyniku złamania symetrii tuż po wielkim wybuchu.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | tusziwa (48 punktów) | >Obserwacja powszechna: rower jest ale kiedyś go nie było nie? >Obserwacja naukowa: jest gwiazda ale kiedyś powstała z materii kosmicznej Jak sam stwierdziłeś, gwiazda powstała z istniejącej wcześniej materii, a nie z niczego. Podobnie zresztą rower. Te przykłady nijak nie uzasadniają stwierdzenia że istnienie materii implikuje jej wcześniejsze nieistnienie.
>Materia też nie jest odwieczna : fizycy twierdzą ,że powstała w wyniku złamania >symetrii tuż po wielkim wybuchu. Mogłeś od razu powiedzieć, że wierzysz naukowcom w ich hipotezę wyjaśniającą powstanie materii, w odpowiedzi na pytanie 'dlaczego sądzisz że materia miała swój początek'. Albo wówczas nie ma potrzeby zakładania istnienia boga jako stwórcy materii.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>Te przykłady nijak nie uzasadniają stwierdzenia że istnienie materii implikuje jej wcześniejsze nieistnienie.
Odpowiadałem tu na inne pytanie:
>Przepraszam za głupie pytanie, ale z jakich obserwacji (powszechnych czy też naukowych) wynika, że coś co >istnieje, kiedyś musiało nie istnieć? Może jakiś przykład?
A tu uzasadnienie stwierdzenia że istnienie materii implikuje jej wcześniejsze nieistnienie:
Gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(niestniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest!
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) |
>Gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(niestniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest!
Gdyby istniała sama z siebie to nie musiałaby się stwarzać. Była, jest i będzie. Ja nie wiem, nieskończoność przestrzeni jakoś nie przeraża, a nieskończoność czasu- wstecz i w przód- tak.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -5 na 7 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Gdyby istniała sama z siebie to nie musiałaby się stwarzać. Była, jest i będzie.
Jeśli materia jest od zawsze to jest bez przyczyny a więc mamy do czynienia z cudem . Zaczynasz wierzyć w cuda?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | jkl; (5859 punktów) | >Jeśli materia jest od zawsze to jest bez przyczyny a więc mamy do czynienia z cudem
Nie z cudem, tylko z trwaniem. Coś takiego jak cud nie istnieje, więc wszystkie jego definicje są bezwartościowe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 7 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Coś takiego jak cud nie istnieje, więc wszystkie jego definicje są bezwartościowe.
Są zjawiska nie dające się wytłumaczyć prawami przyrody i ten fakt nazywamy cudem. A więc są cuda bo są takie zjawiska . Dlaczego zatem definicja cudu ma być bezwartościowa-pojęcia zdefiniowane wzbogacają nasz język, a więc mają wartość.
Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika z praw przyrody , dopóty mamy do czynienia z cudem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Są zjawiska nie dające się wytłumaczyć prawami przyrody i ten fakt nazywamy cudem. Zapominasz o istnieniu takich słów jak już i jeszcze. W średniowieczu wyładowania atmosferyczne jeszcze były cudem. Dziś już nim nie są. Faktem jest, że obecnie nie potrafimy wyjaśnić wielu zjawisk. Nie ma jednak żadnego powodu twierdzić, że nie będziemy tego w stanie zrobić w przyszłości. We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.Stephen Roberts
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Faktem jest, że obecnie nie potrafimy wyjaśnić wielu zjawisk. >Nie ma jednak żadnego powodu twierdzić, że nie będziemy tego w stanie zrobić w przyszłości.
Jest powód: ograniczenie poznawcze ludzi. Poznajemy to z czym oddziałujemy bezpośrednio lub pośrednio czyli różne stany materii. Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest niepoznawalna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | keymak (3379 punktów) | > Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) To faktycznie byłby cud gdyby z niczego powstało coś.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | keymak (3379 punktów) | >> Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) >To faktycznie byłby cud gdyby z niczego powstało coś.
Dostałem za ten wpis plus od Teresy, co oznacza że chyba wyraziłem się nieprecyzyjnie, lub Teresa się pomyliła. Tak czy siak uściślę o co mi chodziło. Gdyby jakieś bóstwo które według zapewnień ludzi religijnych jest niczym (nie jest materialne) stworzyło cokolwiek to wtedy faktycznie byłby cud. Teraz chyba będzie wszystko jasne.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -4 na 4 | Teresa (2693 punktów) |
> Gdyby jakieś bóstwo które według zapewnień ludzi religijnych jest niczym (nie jest materialne) stworzyło cokolwiek to wtedy faktycznie byłby cud.Dlaczego uwazasz, że jeśli coś jest niematerialne to jest niczym? Gdyby to była prawda, to np. wiedza też byłaby niczym  . W ten sposob udowodnileś, że nie tylko Bóg ale i nauka jest zbyteczna bo jej wyniki są "niczym". Gratulacje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | keymak (3379 punktów) | > Dlaczego uwazasz, że jeśli coś jest niematerialne to jest niczym?Bo nie widzę różnicy między niematerialnym i nicością. O jednym i drugim można jedynie opowiadać bajki, lub jak mówią inni: filozofować. Nie da się dokładnie określić czym jest niematerialne i czym jest nicość. Czyli parafrazując znaną reklamę: jeżeli nie widać różnicy to po co przepłacać? > Gdyby to była prawda, to np. wiedza też byłaby niczym .Wiedza czy sama myśl jest jak najbardziej materialna. Tak samo jak materialny jest mózg. Nie wiadomo jeszcze jak dokładnie powstaje myśl i jak jest magazynowana (wiedza), ale pewne jest że bez mózgu (materii) myśli nie zaobserwowano. > W ten sposob udowodnileś, że nie tylko Bóg ale i nauka jest zbyteczna bo jej wyniki są "niczym". Gratulacje.  To tylko Twoja interpretacja. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Wiedza czy sama myśl jest jak najbardziej materialna. Tak samo jak materialny jest mózg. Nie wiadomo jeszcze jak dokładnie powstaje myśl i jak jest magazynowana (wiedza), ale pewne jest że bez mózgu (materii) myśli nie zaobserwowano.Mózg Einsteina nie wydzielił przecież myśli zawierającej ogólną teoria względności tak, jak jego wątroba wydzielała żółć. Twierdzisz, wiedza też jest materialna. No to przekonajmy się czy Ogólna teoria względności jest materialna. O materii można mówić w znaczeniu naukowym, fizyków lub w sensie potocznym. W sensie potocznym materia to coś, co zajmuje miejsce w przestrzeni, posiada wymiary i może być zmierzone, podlega ruchowi, porusza się z miejsca na miejsce, jest także podzielna (każdy kawalek materii można podzielić na mniejsze kawałki). W sensie naukowym to trudne pojęcie. W fizyce zawsze zakłada się obiektywne istnienie pewnej rzeczywistości i jej poznawalność zmysłami bezpośrednio, lub za pośrednictwem przyrządów badawczych. Powszechnie akceptowane są też takie cechy tej rzeczywistości jak: czasoprzestrzenny sposób istnienia, zmienność w przemianach fizycznych i podleganie prawom fizycznym. (wiki , pl.wikipedia.org/wiki/Materia_(fizyka) ) Proszę powiedz, czy powyższe cechy posiada Ogólna teoria względności skoro jest materialna? Może jest poznawalna za pomocą zmysłów lub przyrządów badawczych?  Otóż nie posiada żadnej z tych cech, nie można jej zmierzyć centymetrem, niepodobna jej dzielić na części ani przesuwać z miejsca na miejsce. To chyba oczywiste.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | keymak (3379 punktów) | > Mózg Einsteina nie wydzielił przecież myśli zawierającej ogólną teoria względności tak, jak jego wątroba wydzielała żółć.Gdyby sprawę interpretować dosłownie to teoria względności jest jak najbardziej materialna. Przecież sama myśl to właściwie materia, więc zapis/wypowiedzenie myśli to również materia, ale rozumiem o co Tobie chodzi. Jest oczywiście różnica w wydzielaniu żółci, oraz w "materializacji" myśli. Można potocznie nazywać myśl jako coś niematerialnego i jest to z różnych powodów uzasadnione. Tylko że taki umowny niematerialny byt nie ma prawa zaistnienia bez materii i tutaj jest cały problem. Niestety w wypadku niematerialnego bóstwa chodzi o coś zupełnie innego, bo jest to podobno byt który jest absolutnie niezależny od materii. Twierdzi się nawet że istniał przed powstaniem materii (nie ważne w tej chwili że słowo "przed" nie ma w tej opinii sensu). Ta różnica jest tutaj kluczowa i nie widzę ani jednego rozsądnego powodu aby ją ignorować. > Proszę powiedz, czy powyższe cechy posiada Ogólna teoria względności skoro jest materialna? Może jest poznawalna za pomocą zmysłów lub przyrządów badawczych?  Tak jak powiedziałem wyżej w sensie dosłownym jest jak najbardziej materialna, ale z pewnych umownych powodów można ją nazywać za coś niematerialnego, ale to cały czas nie jest to magiczne niematerialne o którym mówią wszelkie religie. Dla mnie sprawa jest prosta. Idea niematerialnego bytu w sensie religijnym (istniejącego niezależnie od materii) niczym się nie różni od idei nicości. Nie jestem filozofem i nie będę w stanie dyskutować na ten temat jak to filozofowie lubią robić. Wolałbym usłyszeć konkrety. Czy jest w takim układzie szansa że dowiem się od Ciebie czym się różni "religijny niematerialny byt" od nicości ? Potrafisz przywołać z niebytu to co sami teologowie z powodu odkryć naukowych w ten niebyt odesłali? Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Jest oczywiście różnica w wydzielaniu żółci, oraz w "materializacji" myśli.> Można potocznie nazywać myśl jako coś niematerialnego i jest to z różnych powodów uzasadnione. Tylko że taki umowny niematerialny byt nie ma prawa zaistnienia bez materii i tutaj jest cały problem.To dobrze, że się rozumiemy, ale nie zmienia to faktu, gdyby byt niematerialny był tylko umownie niematerialny, to można by go zobaczyć, a to jest taki sam absurd jak np. powiedzenie, że "liczba jest głodna". Po drugie nie wiem skąd wiesz, że niematerialny byt nie ma prawa zaistnieć bez materialnego? Z tego co wiem, jedyny argument na to jest taki: skoro, jeśli działamy na ciało, wpływa to na dusze (myśl) to myśl dusza (myśl) jest ciałem. Może wiesz, że filozof Bergson odpowiedział na to tak: "płaszcz wisi na gwoździu; jeśli potrząśniesz gwoździem, to płaszcz będzie się chwiał, jeśli wyrwiesz gwóźdź to upadnie na ziemię. Czy będzie wolno z tego wnosić, że płaszcz ma dokładnie taki sam kształt jak gwóźdź, albo więcej ze sam jest gwoździem, ze jest żelazny, itd." Oczywiście nie. Poza tym myśl (dusza) nie zalezy tak ściśle od ciała jak plaszcz od gwożdzia na którym wisi, związek miedzy nimi jest luźniejszy. Wydaje się, ze nie ma też logicznej sprzeczności w tym, aby dusza istniała po śmierci (np. może być podtrzymywana przez Boga) więc twierdzenie, że nie ma prawa istnieć jest bezzasadne. > Potrafisz przywołać z niebytu to co sami teologowie z powodu odkryć naukowych w ten niebyt odesłali?A skąd pewność że materia nie jest niczym?  Weźmy np. książkę. Jeśli książkę wrzuci się do pieca to sama książka przestanie istnieć, lecz materia która była w niej (jej tworzywo) dalej jest lecz "przyjmuje" nowe "struktury" tzn. składniki spalania. Książka (jako ciało materialne) nie jest więc tożsame z materią z której się składa, bo książki już nie ma, a materia która była w książce dalej jest (jak i była wcześniej zanim powstała książka). Można, więc powiedzieć, że materia z kórej skladała się ksiązka przeszła w nową fazę i przyjęła inne struktury. Ta "materia" jest niczym w tym sensie, że nie jest, np. ani książką, ani zbiorem atomów, ani innym cialem materialnym, itp, (gdyz książka i atomy to są tylko kolejne "fazy" tej tajemniczej materii), ale z drugiej strony musi istnieć, bo gdyby tak nie było, to książka, atomy jako "fazy" czegoś nieistniejącego, nie byłby realnymi bytami. Obecnie w fizyce nie ma chyba już cząstek niezniszczalnych i niezmiennych za jakie kiedyś niektórzy uważali atomy. Bóg (rozumiany jako praźródło, pierwszy motor) żeby nie był "niczym" musi być zrobiony (składać się ) sam z siebie (nie ma bowiem żadnego innego tworzywa poza Nim), i musi być tożsamy sam ze soba jako swoim tworzywem. A żadne ciało materialne (np. atom) taki nie jest jak wykazałam powyżej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | keymak (3379 punktów) | > To dobrze, że się rozumiemy, ale nie zmienia to faktu, gdyby byt niematerialny był tylko umownie niematerialny, to można by go zobaczyć, a to jest taki sam absurd jak np. powiedzenie, że "liczba jest głodna".Ale przecież właśnie dlatego taki byt umownie określa się jako materialny. Chyba nie zrozumiałaś co chciałem Tobie przekazać. > Po drugie nie wiem skąd wiesz, że niematerialny byt nie ma prawa zaistnieć bez materialnego?A czy potrafisz wymienić jakiś byt niematerialny (w umownym znaczeniu), który może zaistnieć bez materii ? Oczywiście pomijając idee bóstwa, bo to faktycznie jest wyjątek. To jest coś faktycznie niematerialnego czyli nicość. > Z tego co wiem, jedyny argument na to jest taki: skoro, jeśli działamy na ciało, wpływa to na dusze (myśl) to myśl dusza (myśl) jest ciałem.> Może wiesz, że filozof Bergson odpowiedział na to tak: "płaszcz wisi na gwoździu; jeśli potrząśniesz gwoździem, to płaszcz będzie się chwiał, jeśli wyrwiesz gwóźdź to upadnie na ziemię. Czy będzie wolno z tego wnosić, że płaszcz ma dokładnie taki sam kształt jak gwóźdź, albo więcej ze sam jest gwoździem, ze jest żelazny, itd." Oczywiście nie.A czy twierdziłem że myśl to mózg ? Nie przypominam sobie. > Poza tym myśl (dusza) nie zalezy tak ściśle od ciała jak plaszcz od gwożdzia na którym wisi, związek miedzy nimi jest luźniejszy.Związek między bytami które określiłem jako umownie niematerialnymi zawsze występuję i nie ma znaczenia jak silny jest to związek. Nie wiem zaś dlaczego nie wspominasz o związku między ideą bóstwa a materią. Pewnie dlatego że nie ma takiego związku.. > >Potrafisz przywołać z niebytu to co sami teologowie z powodu odkryć naukowych w ten niebyt odesłali?> A skąd pewność że materia nie jest niczym? Weźmy np. książkę. Jeśli książkę wrzuci się do pieca to sama książka przestanie istnieć, lecz materia która była w niej (jej tworzywo) dalej jest lecz "przyjmuje" nowe "struktury" tzn. składniki spalania. Książka (jako ciało materialne) nie jest więc tożsame z materią z której się składa, bo książki już nie ma, a materia która była w książce dalej jest (jak i była wcześniej zanim powstała książka).> Można, więc powiedzieć, że materia z kórej skladała się ksiązka przeszła w nową fazę i przyjęła inne struktury.> Ta "materia" jest niczym w tym sensie, że nie jest, np. ani książką, ani zbiorem atomów, ani innym cialem materialnym, itp, (gdyz książka i atomy to są tylko kolejne "fazy" tej tajemniczej materii), ale z drugiej strony musi istnieć, bo gdyby tak nie było, to książka, atomy jako "fazy" czegoś nieistniejącego, nie byłby realnymi bytami. Obecnie w fizyce nie ma chyba już cząstek niezniszczalnych i niezmiennych za jakie kiedyś niektórzy uważali atomy.Tak czy siak materia nie znika. Zmienia tylko stan skupienia, ewentualnie zamienia się w energię, która również jest materią. Obawiam się że to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Ja nie mam mocy nakazywać teologom mówić tego co mówią. Z własnej woli twierdzą że przyczyna powstania wszechświata jest gdzieś poza wszechświatem, czyli poza materią. > Bóg (rozumiany jako praźródło, pierwszy motor) żeby nie był "niczym" musi być zrobiony (składać się ) sam z siebie ([..]), i musi być tożsamy sam ze soba jako swoim tworzywem.Nicość musi się składać z nicości i nie ma w nicości niczego co nie byłoby nicością. W ten sposób opisujemy to samo. > (nie ma bowiem żadnego innego tworzywa poza Nim)Tutaj chyba popełniłaś błąd. Czy to oznacza że Twój Bóg jest równocześnie materialny i niematerialny ? Przecież jeżeli poza nim nie ma innego tworzywa to również materia musi być jego składnikiem. > A żadne ciało materialne (np. atom) taki nie jest jak wykazałam powyżej.Czyli udowodniłaś tylko że podział który zaproponowałem ( niematerialne i umownie niematerialne ) jest uzasadniony. Zaś niestety nie dostałem odpowiedzi czym nicość różni się od niematerialnego bytu. Wygodnie było też Tobie pominąć próbę dokładnego zdefiniowania tego niematerialnego który jest podobno niezależny od materii. Obawiam się że w ten sposób do niczego nie dojdziemy. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >To dobrze, że się rozumiemy, ale nie zmienia to faktu, gdyby byt niematerialny był tylko umownie niematerialny, to można by go zobaczyć, a to jest taki sam absurd jak np. powiedzenie, że "liczba jest głodna".> Ale przecież właśnie dlatego taki byt umownie określa się jako materialny.> Chyba nie zrozumiałaś co chciałem Tobie przekazać.Proponuję abyś zatem przeprowadził eksperyment i zaczął odżywiać się samymi umownie niematerialnymi a więc wg Ciebie materialnymi przedmiotami takimi, jak: liczby, wiersze, kolędy, piosenki i przemówienia. Jeśli nie umrzesz z głodu to mnie przekonasz, są one materialne.  > >Po drugie nie wiem skąd wiesz, że niematerialny byt nie ma prawa zaistnieć bez materialnego?> A czy potrafisz wymienić jakiś byt niematerialny (w umownym znaczeniu), który może zaistnieć bez materii ?A czy Ty potrafisz wymienić jakiś byt niematerialny, który nie może zaistnieć bez materii? Wątpię. Ale dobrze odpowiem: np. anioły, demony, ich istnienie można wykazać, bo np. w nawiedzonych domach przedmioty same się poruszają... > Oczywiście pomijając idee bóstwa, bo to faktycznie jest wyjątek. To jest coś faktycznie niematerialnego czyli nicość.> >Z tego co wiem, jedyny argument na to jest taki: skoro, jeśli działamy na ciało, wpływa to na dusze (myśl) to myśl dusza (myśl) jest ciałem.> >Może wiesz, że filozof Bergson odpowiedział na to tak: "płaszcz wisi na gwoździu; jeśli potrząśniesz gwoździem, to płaszcz będzie się chwiał, jeśli wyrwiesz gwóźdź to upadnie na ziemię. Czy będzie wolno z tego wnosić, że płaszcz ma dokładnie taki sam kształt jak gwóźdź, albo więcej ze sam jest gwoździem, ze jest żelazny, itd." Oczywiście nie.> A czy twierdziłem że myśl to mózg ? Nie przypominam sobie.Twierdziłeś, że myśl jest materialna, ale nie wyjaśniłeś dlaczego a) wg Ciebie myśl nie może istnieć bez mózgu, b) jeśli jest to prawdą, to dlaczego musi być tez materialna tak, jak mózg. > >Poza tym myśl (dusza) nie zalezy tak ściśle od ciała jak plaszcz od gwożdzia na którym wisi, związek miedzy nimi jest luźniejszy.> Związek między bytami które określiłem jako umownie niematerialnymi zawsze występuję i nie ma znaczenia jak silny jest to związek.Skąd wiesz, że zawsze? > Nie wiem zaś dlaczego nie wspominasz o związku między ideą bóstwa a materią. Pewnie dlatego że nie ma takiego związku..Bo materia nie może być boska, bo no dlaczego akurat materia a nie np. energia albo przestrzeń albo czas? > Tak czy siak materia nie znika. Zmienia tylko stan skupienia, ewentualnie zamienia się w energię, która również jest materią.A może to energia nie znika tylko zmienia się w materię, która też jest energią?? > Obawiam się że to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Ja nie mam mocy nakazywać teologom mówić tego co mówią. Z własnej woli twierdzą że przyczyna powstania wszechświata jest gdzieś poza wszechświatem, czyli poza materią.Tak twierdzą, ale potrafią to uzasadnić. > >Bóg (rozumiany jako praźródło, pierwszy motor) żeby nie był "niczym" musi być zrobiony (składać się ) sam z siebie ([..]), i musi być tożsamy sam ze soba jako swoim tworzywem.> Nicość musi się składać z nicości i nie ma w nicości niczego co nie byłoby nicością.> W ten sposób opisujemy to samo.> >(nie ma bowiem żadnego innego tworzywa poza Nim)> Tutaj chyba popełniłaś błąd.> Czy to oznacza że Twój Bóg jest równocześnie materialny i niematerialny ?> Przecież jeżeli poza nim nie ma innego tworzywa to również materia musi być jego składnikiem.Nie musi, gdyż Bóg materię stworzył z nicości (a nie z siebie). > >A żadne ciało materialne (np. atom) taki nie jest jak wykazałam powyżej.> Czyli udowodniłaś tylko że podział który zaproponowałem ( niematerialne i umownie niematerialne ) jest uzasadniony.> Zaś niestety nie dostałem odpowiedzi czym nicość różni się od niematerialnego bytu.> Wygodnie było też Tobie pominąć próbę dokładnego zdefiniowania tego niematerialnego który jest podobno niezależny od materii.> Obawiam się że w ten sposób do niczego nie dojdziemy.Uderzasz w nazbyt dramatyczne tony. Np. zwykły wzór na pole trójkąta jest niezależny od materii, przewyższa on rzeczy materialne tym, że jest wolny od czasowości (w tym przemijania), ograniczenia przestrzennego, i przypadkowości jakie cechują byty materialne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | keymak (3379 punktów) | > Proponuję abyś zatem przeprowadził eksperyment i zaczął odżywiać się samymi umownie niematerialnymi a więc wg Ciebie materialnymi przedmiotami takimi, jak: liczby, wiersze, kolędy, piosenki i przemówienia. Jeśli nie umrzesz z głodu to mnie przekonasz, są one materialne.  Gdybym się odżywiał samami plastikiem też bym za długo nie przeżył, ale to nie znaczy że plastik nie jest materią. Próbujesz zmienić temat, bo odpowiedź wprost na moje pytanie jest niewygodna? > A czy Ty potrafisz wymienić jakiś byt niematerialny, który nie może zaistnieć bez materii? Wątpię.Mówię o tym od samego początku: tylko nicość jest niematerialna. > Ale dobrze odpowiem: np. anioły, demony, ich istnienie można wykazać, bo np. w nawiedzonych domach przedmioty same się poruszają...A może jednak podasz jakiś poważny argument? Przepraszam ale nie mam ochoty rozmawiać o jakichś urojonych aniołach czy demonach. > >A czy twierdziłem że myśl to mózg ? Nie przypominam sobie.> Twierdziłeś, że myśl jest materialna, ale nie wyjaśniłeś dlaczego a) wg Ciebie myśl nie może istnieć bez mózgu, b) jeśli jest to prawdą, to dlaczego musi być tez materialna tak, jak mózg.Bo nie spotkałem jeszcze myśli która byłaby efektem działania czegoś innego niż materialny mózg. > >Związek między bytami które określiłem jako umownie niematerialnymi zawsze występuję i nie ma znaczenia jak silny jest to związek.> Skąd wiesz, że zawsze?Mowa jest o bytach które nazywamy umownie niematerialnymi tylko dlatego że ich istnienie obserwujemy zawsze w efekcie obserwacji materii, więc fakt że muszą istnieć razem wynika wprost z definicji takich bytów. Ty zaś próbujesz ogólną idee niematerialnego wmieszać właśnie w te byty które tylko umownie nazywamy niematerialnymi. To jest błąd, bo istota idei absolutnie niematerialnego i umownie niematerialnego wynika właśnie z różnicy między tymi bytami, a nie z podobieństwa. > >Nie wiem zaś dlaczego nie wspominasz o związku między ideą bóstwa a materią. Pewnie dlatego że nie ma takiego związku..> Bo materia nie może być boska, bo no dlaczego akurat materia a nie np. energia albo przestrzeń albo czas?Chodziło mi o coś innego. Chciałem wreszcie usłyszeć od Ciebie czy istnienie bóstwa zależy od istnienia materii. Czy bóstwo może istnieć bez materii? Nie chcesz jakoś przyznać jak tak naprawdę postrzegasz to bóstwo. Co prawda już się przyzwyczaiłem do tego że bardzo trudno wydobyć od teistów definicję ich bóstwa, ale bez takiej definicji trudno rozsądnie dyskutować. > >Tak czy siak materia nie znika. Zmienia tylko stan skupienia, ewentualnie zamienia się w energię, która również jest materią.> A może to energia nie znika tylko zmienia się w materię, która też jest energią??Materia i energia jest ze sobą nierozerwalnie związana, więc Twoje pytanie niczego nowego do tematu nie wnosi. > >Obawiam się że to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Ja nie mam mocy nakazywać teologom mówić tego co mówią. Z własnej woli twierdzą że przyczyna powstania wszechświata jest gdzieś poza wszechświatem, czyli poza materią.> Tak twierdzą, ale potrafią to uzasadnić.Ciekawe zdanie. Pomijam już sprawę mocy uzasadniania filozofów, ale wynika z niego że jednak zgadzasz się ze mną i jednak według Ciebie teologowie odesłali bóstwa w niebyt. > >>(nie ma bowiem żadnego innego tworzywa poza Nim)> >Tutaj chyba popełniłaś błąd.> >Czy to oznacza że Twój Bóg jest równocześnie materialny i niematerialny ?> >Przecież jeżeli poza nim nie ma innego tworzywa to również materia musi być jego składnikiem.> Nie musi, gdyż Bóg materię stworzył z nicości (a nie z siebie).Dobrze, gdyby nawet tak było to wiemy przecież że teraz materia istnieje. Czy to znaczy że bóstwo które podobno stworzyło materię już nie istnieje? Przecież powiedziałaś: "nie ma bowiem żadnego innego tworzywa poza Nim". To jak to wreszcie jest? Ale niestety odpowiedziałaś tylko na coś co było tylko dodane na marginesie. Ważniejsze było to że Twój opis niematerialnego bóstwa niczym się nie różni od opisu nicości. Wcześniejsza wymiana zdań: > >>Bóg (rozumiany jako praźródło, pierwszy motor) żeby nie był "niczym" musi być zrobiony (składać się ) sam z siebie ([..]), i musi być tożsamy sam ze soba jako swoim tworzywem.> >Nicość musi się składać z nicości i nie ma w nicości niczego co nie byłoby nicością.> >W ten sposób opisujemy to samo.> Uderzasz w nazbyt dramatyczne tony. Np. zwykły wzór na pole trójkąta jest niezależny od materii, [..]Nie no nie żartuj sobie. Jaki ma sens wzór na pole trójkąta bez odniesienia go do materialnej rzeczywistości? Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Proponuję abyś zatem przeprowadził eksperyment i zaczął odżywiać się samymi umownie niematerialnymi a więc wg Ciebie materialnymi przedmiotami takimi, jak: liczby, wiersze, kolędy, piosenki i przemówienia. Jeśli nie umrzesz z głodu to mnie przekonasz, są one materialne.  > Gdybym się odżywiał samami plastikiem też bym za długo nie przeżył, ale to nie znaczy że plastik nie jest materiąNiewiarygodne  . A może plastik jest tylko 'umownie' materią  . > Próbujesz zmienić temat, bo odpowiedź wprost na moje pytanie jest niewygodna?Tak, to zawsze można odpowiedzieć. Tak samo ja mogłaby twierdzić, że jamnik jest kotem, a psem jest tylko umownie. Gdybyś zaczął argumentować ze jamnik nie ma cech jakie przysługują kotom mogłabym powiedzieć, ze mówisz tak, bo najwidoczniej jest to dla Ciebie niewygodne. Można nazywać tak samo różne rzeczy, ale jaki to ma sens? > Mowa jest o bytach które nazywamy umownie niematerialnymi tylko dlatego że ich istnienie obserwujemy zawsze w efekcie obserwacji materii, więc fakt że muszą istnieć razem wynika wprost z definicji takich bytów.Nieprawda, jeśli cokolwiek obserwujemy to tylko dzięki temu, że jesteśmy świadomi -a jesteśmy świadomi mimo, że wcale nie obserwujemy własnego mózgu! > Co prawda już się przyzwyczaiłem do tego że bardzo trudno wydobyć od teistów definicję ich bóstwa, ale bez takiej definicji trudno rozsądnie dyskutować.Ależ to nie jest zadna trudnosć. Proszę bardzo, wg teistów Bóg to niewidzialny, nieskończenie doskonały duch. > Dobrze, gdyby nawet tak było to wiemy przecież że teraz materia istnieje. Czy to znaczy że bóstwo które podobno stworzyło materię już nie istnieje? Przecież powiedziałaś: "nie ma bowiem żadnego innego tworzywa poza Nim".> To jak to wreszcie jest?Chodzi o to, że materia sama z siebie nie istnieje, bo Bog cały czas ją "podtrzymuje" (daje jej byt), gdyby Bóg przestał ją podtrzymywać to by zginęła. > Ale niestety odpowiedziałaś tylko na coś co było tylko dodane na marginesie. Ważniejsze było to że Twój opis niematerialnego bóstwa niczym się nie różni od opisu nicości.Bóg jest nieskończenie doskonałym duchem, ma wolę, ma wiedzę, jest miłoscia, nie ma ciała - to nie jest przecież nic! Sprecyzuj o co Ci chodzi. > Nie no nie żartuj sobie. Jaki ma sens wzór na pole trójkąta bez odniesienia go do materialnej rzeczywistości?Chodzi o to, że nawet gdyby w naszym świecie (materialnym) żadnych trójkątów nie było, to wzór ma pole trójkąta pozostałby bez zmian (wzór ten jest wolny od ograniczen czasowo-przestrzennych jak i przypadkowości, które to ograniczenia cechuję rzeczy materialne). Poza tym to Ty sobie ze mnie nie żartuj: jaki bowiem sens ma słowo "sens" w materialnej rzeczywistości?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | keymak (3379 punktów) | Dziękuję za odpowiedź, ale minęło już tyle czasu od ostatniej mojej wypowiedzi, że nie mam już ochoty ponownie wracać wstecz i sprawdzać od czego tak naprawdę się zaczęło.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) |
Była to jedna z mądrzejszych i bardziej wyważonych "kłótni" bądź jak kto woli wymiany zdań pomiędzy wierzącym a niewierzącym (tak sondzem ;P ), ale po pewnym czasie zaczęliście się kłócić jak małe dzieci ;P
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Gdyby to była prawda, to np. wiedza też byłaby niczym .> W ten sposob udowodnileś, że nie tylko Bóg ale i nauka jest zbyteczna bo jej wyniki są "niczym". Gratulacje.  > Tak, są niczym, bo nie są materialne. No chyba, że weźmiemy pod uwagę fakt, że głos to fala dźwiękowa, zaburzenia ośrodka, drgające powietrze, więc jakby się uprzeć to wiedza jest materialna :> No, ale na upartego to można nawet wywinąć hełm na drugą stronę :> Są "wartości" niematerialne, na przykład energia. A wyniki nauki są "czymś", bo to wiedza pozwalająca wpływać na materię, ludzki umysł i tak dalej. Jeśli pomyślę, że nagle drzewo zniknie, to zniknie ono? Nie, ale mając odpowiednią wiedzę można je: -ściąć -spalić -napuścić na nie korniki xD -zatruć w jakiś sposób, może chemikaliami... Więc mamy dowód, ze to "nic" jednak jest czymś. I nie porównywać mi tutaj od razu, że to także dowód na istnienie boga (jakiegośtam) bo jedyne porównanie, jakie może z tego wyjść, to że bóg (jakikolwiek, pies, kot, karaluch też się z małej pisze, to nie są imiona :> ) jest jak myśl, niematerialny, jest "niczym", więc nic nie zrobi. Musiałby (tak samo, jak w przypadku myśli) użyć czynników materialnych...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:[...] Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest niepoznawalna. Skąd masz pewność, że istnieje coś takiego jak związek skutek-przyczyna? We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.Stephen Roberts
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>Skąd masz pewność, że istnieje coś takiego jak związek skutek-przyczyna?
Podstawą logiki , racjonalizmu , cywilizacji technicznej jest związek przyczynowo-skutkowy a nie skutkowo-przyczynowy.
Tego ,który nie stosuje logiki ,nazywamy przecież głupcem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Podstawą logiki , racjonalizmu , cywilizacji technicznej jest związek przyczynowo-skutkowy [...] OK, w takim razie trochę rozwinę poprzednie pytanie: Skąd wiesz, że zależność przyczyna-skutek jest czymś więcej, niż tylko, wynikającym z istoty ludzkiego umysłu, sposobem porządkowania informacji o otoczeniu człowieka? We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.Stephen Roberts
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Skąd wiesz, że zależność przyczyna-skutek jest czymś więcej, niż tylko, wynikającym z istoty ludzkiego umysłu, sposobem porządkowania informacji o otoczeniu człowieka?
Zasada przyczynowo-skutkowa była zanim był człowiek - w przeciwnym razie w Świecie panowałby chaos , nie byłoby więc układu słonecznego i w końcu człowieka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Zasada przyczynowo-skutkowa była zanim był człowiek - w przeciwnym razie w Świecie panowałby chaos , nie byłoby więc układu słonecznego i w końcu człowieka. Pytałem, "skąd wiesz?" a powyższy tekst niestety nie odpowiada na to pytanie. Nadal mogę więc je powtarzać: skąd wiesz, że bez istnienia zasady przyczynowo-skutkowej na świecie panowałby chaos? Skąd wiesz, że zależność przyczyna-skutek jest czymś więcej, niż tylko, wynikającym z istoty ludzkiego umysłu, sposobem porządkowania informacji o otoczeniu człowieka? Skąd wiesz, że nie jest to rodzaj wrażenia psychicznego, jak choćby kolor czerwony, który, choć wszystkim wydaje się, że jest wykorzystywanym przez nasze umysły atrybutem rzeczy, obiektywnie nie istnieje? We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.Stephen Roberts
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Nadal mogę więc je powtarzać: skąd wiesz, że bez istnienia zasady przyczynowo-skutkowej na świecie panowałby chaos? >Skąd wiesz, że zależność przyczyna-skutek jest czymś więcej, niż tylko, wynikającym z istoty ludzkiego umysłu, sposobem porządkowania informacji o otoczeniu człowieka? >Skąd wiesz, że nie jest to rodzaj wrażenia psychicznego?
Prawa przyrody to nic innego jak realnie istniejące (a nie jako wrażenie człowieka) związki przyczynowo-skutkowe. Nietrudno sobie wyobrazić chaos , gdyby nie było np. prawa grawitacji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Prawa przyrody to nic innego jak realnie istniejące (a nie jako wrażenie człowieka) związki przyczynowo-skutkowe. Nietrudno sobie wyobrazić chaos , gdyby nie było np. prawa grawitacji. "Prawa przyrody" to właśnie przykład porządkowania informacji o otoczeniu człowieka. To porządkowanie jest procesem, nic więc dziwnego, że "prawa przyrody" ulegają zmianom - inaczej wyglądały przed Newtonem, inaczej przed Einsteinem i nie ma żadnej gwarancji, że za jakiś znów nie ulegną zmianie. Trudno wyobrazić sobie, by wszechświat opierał się na czymś, co się zmienia. A wracając do zależności przyczynowo-skutkowych - ich rzeczywiste istnienie jest bardzo wątpliwe choćby przez to, że poza skalą człowieka przestają być oczywistością. W szczególności w mikroskali występują zjawiska, których nijak się nie da wytłumaczyć stosując zależność przyczyna-skutek. Na tej podstawie można przypuszczać, że wszechświat nie jest zbudowany w oparciu o tę zależność, my go tylko tak odbieramy, ponieważ istniejemy w naszej pseudo-deterministycznej skali. Ale nasza skala jest tylko jedną z wielu kolejnych warstw wszechświata, z pewnością nie tą pierwszą. Przenoszenie "praw" naszej warstwy na cały wszechświat jest po prostu nadużyciem. "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."św. Augustyn, List 185
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >"Prawa przyrody" to właśnie przykład porządkowania informacji o otoczeniu człowieka. To porządkowanie jest procesem, nic więc dziwnego, że "prawa przyrody" ulegają zmianom - inaczej wyglądały przed Newtonem, inaczej przed Einsteinem i nie ma żadnej gwarancji, że za jakiś znów nie ulegną zmianie. Trudno wyobrazić sobie, by wszechświat opierał się na czymś, co się zmienia.
Zmienia się nasza wiedza o prawach przyrody ale nie one same - człowiek nie jest ich źródłem .
>A wracając do zależności przyczynowo-skutkowych - ich rzeczywiste istnienie jest bardzo wątpliwe choćby przez to, że poza skalą człowieka przestają być oczywistością. W szczególności w mikroskali występują zjawiska, których nijak się nie da wytłumaczyć stosując zależność przyczyna-skutek.
Owszem ,wiele praw jest do odkrycia, wiele zjawisk nie rozumiemy -ale wszystko przed nami.
>Na tej podstawie można przypuszczać, że wszechświat nie jest zbudowany w oparciu o tę zależność.
Nasza niepełna wiedza o Świecie nie jest powodem aby tak przypuszczać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Zmienia się nasza wiedza o prawach przyrody ale nie one same - człowiek nie jest ich źródłem. Owszem, nasza wiedza o prawach przyrody się zmienia i nie dysponujemy niczym poza tą zmienną wiedzą. Zatem nie mamy prawa mówić, że znamy prawa przyrody - jedyne, co znamy, to nasze ich wyobrażenie. Dokładnie tak, jak kolor czerwony jest naszym wyobrażeniem promieniowania elektromagnetycznego o pewnej częstotliwości. "Prawo grawitacji", które wcześniej nazywałeś prawem przyrody, jest też tylko naszym wyobrażeniem a nie żadnym rzeczywistym prawem. Cytat:>Na tej podstawie można przypuszczać, że wszechświat nie jest zbudowany w oparciu o tę zależność. Nasza niepełna wiedza o Świecie nie jest powodem aby tak przypuszczać. Do tego, aby tak stwierdzić, nie jest potrzebna pełna wiedza o świecie - ta, którą mamy w tej chwili, jest wystarczająca. Zasada przyczyna-skutek nie może być podstawą budowy wszechświata, ponieważ nie działa choćby w mikroskali, gdzie występują zjawiska niezgodne z tą zasadą. "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."św. Augustyn, List 185
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >"Prawo grawitacji", które wcześniej nazywałeś prawem przyrody, jest też tylko naszym wyobrażeniem a nie żadnym rzeczywistym prawem.
Bzdura: gdyby tak było Księżyc by nie krążył wokół Ziemi a Ziemia wokół Słońca.
>Do tego, aby tak stwierdzić, nie jest potrzebna pełna wiedza o świecie - ta, którą mamy w tej chwili, jest wystarczająca. Zasada przyczyna-skutek nie może być podstawą budowy wszechświata, ponieważ nie działa choćby w mikroskali, gdzie występują zjawiska niezgodne z tą zasadą.
No to proszę podać przykład takiego zjawiska.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >>"Prawo grawitacji", które wcześniej nazywałeś prawem przyrody, jest też tylko naszym wyobrażeniem a nie żadnym rzeczywistym prawem. >Bzdura: gdyby tak było Księżyc by nie krążył wokół Ziemi a Ziemia wokół Słońca. Księżyc nie krąży wokół Ziemi, a Ziemia nie krąży wokół Słońca. Wszystkie ciała niebieskie w układzie słonecznym krążą wokół wspólnego środka ciężkości, znajdującego się bodaj kilkadziesiąt tysięcy kilometrów pod powierzchnia Słońca ale nie w jego środku. Księżyc został wybity z Ziemi kilka miliardów lat temu i od tamtej chwili nieustannie się od niej oddala zataczając spiralę wokół macierzystej planety, ale bynajmniej nie krążąc.
Ale to tak naprawdę niskie i tanie chwytanie się niewiedzy co do podstawowych faktów. Istotne jest to, że newtonowskie prawo grawitacji rzeczywiście jest opisem przyrody, który wydawał się prawdą ( a samo "prawo" grawitacji prawdziwym prawem przyrody) ale jest tylko bliski prawdy i to w szczególnych warunkach, o czym z kolei poucza nas teoria względności (która przechodzi wszystkie testy przechodzone przez fizykę newtonowską a do tego wiele innych falsyfikujących tę ostatnią).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:"Prawo grawitacji", które wcześniej nazywałeś prawem przyrody, jest też tylko naszym wyobrażeniem a nie żadnym rzeczywistym prawem. Bzdura: gdyby tak było Księżyc by nie krążył wokół Ziemi a Ziemia wokół Słońca.Przypominam to, co sam wcześniej napisałeś: Cytat:Zmienia się nasza wiedza o prawach przyrody ale nie one same - człowiek nie jest ich źródłem. Skąd w takim razie wiesz, że "prawo grawitacji" jest prawem przyrody samym w sobie a nie naszą wiedzą o prawach przyrody? Sam napisałeś, że nasza wiedza jest zmienna, a prawa przyrody są niezmienne. Czy jesteś w stanie zagwarantować, że obecna postać tego, co dziś nazywamy "prawem grawitacji", już nigdy nie ulegnie zmianie? Cytat:No to proszę podać przykład takiego zjawiska. Oto przykład: Nicolas Gisin z Uniwersytetu Genewskiego badał zachowanie dwóch splątanych fotonów, które wysłał oddzielnymi światłowodami do różnych miejscowości znajdujących się o 18 kilometrów od laboratorium. Okazało się, że zmiana właściwości jednego z nich, "powodowała" identyczną zmianę w drugim. Skąd ten cudzysłów? Otóż nie wykryto żadnego opóźnienia - zmiany były identyczne i zachodziły natychmiastowo. Co więc jest tu przyczyną, a co skutkiem, skoro zgodnie z zasadą przyczynowo-skutkową przyczyna musi poprzedzać skutek? "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."św. Augustyn, List 185
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>"Prawo grawitacji", które wcześniej nazywałeś prawem przyrody, jest też tylko naszym wyobrażeniem a nie żadnym rzeczywistym prawem. >Bzdura: gdyby tak było Księżyc by nie krążył wokół Ziemi a Ziemia wokół Słońca.
Ale zaraz, zaraz, tu chyba o coś innego chodzi... Prawa natury są formowane przez człowieka, wiec jeśli przed laty człowiek ich nie formował to nie znaczy, że coś, np grawitacja, nie istniała ;P
Jak już się gdzieś wyżej wypowiedziałam: pierw jest obserwacja, czyli SKTUEK. Księżyc krąży wokół ziemi. Należy dodać, że kiedyś inne były obserwacje, gdyż kiedyś ziemia "płaska" była, a księżyc nie krążył, tylko chował się pod horyzontem i następnej nocy pojawiał po drugiej stronie ;P
Wracając do poprzedniego: Mamy obserwacje SKUTKU. Księżyc krąży wokół ziemi. I teraz rozpoczyna się szukanie PRZYCZYNY. Jako, że ludzi przyciąga coś do ziemi, oznaczać może, że księżyc również coś do niej przyciąga. Tak samo, jak coś przyciąga ziemię do słońca. Więc ktoś wpadł na pomysł, że za te zjawiska odpowiada tylko jedna siła, nazwana grawitacją. No i teraz możemy sformułować PRAWO: istnieje siła grawitacji (PRZYCZYNA), dlatego księżyc krąży wokół ziemi (SKUTEK).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Skąd masz pewność, że istnieje coś takiego jak związek skutek-przyczyna? >Podstawą logiki , racjonalizmu , cywilizacji technicznej jest związek przyczynowo-skutkowy a nie skutkowo-przyczynowy. >Tego ,który nie stosuje logiki ,nazywamy przecież głupcem. > Ale to chyba pierw kogoś grzmotnęło jabłko w łeb, a dopiero potem ktoś zaczął się zastanawiać co się może za tym kryć ;P dopiero po takich obserwacjach (skutek: guz na głowie, przyczyna: coś to jabłko ściągło, nazwiemy to grawitacja) można mówić o przyczynie (grawitacja ściąga wszystko w dół) i skutku (dlatego boli mnie głowa i mam guza)... Chociaż z tą "przyczyną i skutkiem" można by się pozastanawiać ;P
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) |
>Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest niepoznawalna. Jak nie, jak tak? To po jakiego wacka naukowcy budowali ten cały akcelerator, zderzacz hadronów, czy jak mu tam? :>
Poza tym jak pewnie każdy z Was pamięta z chemii (no chyba, że mamy tutaj kilku wagarowiczów ;P ) W skład atomu wchodzą neutrony + protony i elektrony. Jak wiemy (lub tak też mi się wydaje ;P ) Prąd jest przepływem elektronów. Może nie tak, jak ja mówiłam, ale zauważyć można, że składowe materii tworzą energię. Ładunek ujemny i tyle samo dodatnich tworzy atom, podstawowy budulec materii. Więc, co, jeśli materia jest zbudowana z energii, a my nawet tego nie zauważamy? Co, jeśli sytuacja przed wielkim wybuchem była skupiskiem energii, która po eksplozji zamieniła się w wodór itp? Moja hipoteza, może ktoś mądry to potwierdzi (bądź odrzuci, nie obrażę się, jak niektórzy tutaj, gdy podważa się ich zdanie).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Co, jeśli sytuacja przed wielkim wybuchem była skupiskiem energii, która po eksplozji zamieniła się w wodór itp?
Co lub Kto jest przyczyną Energii i dlaczego ma ona zdolność zamieniania się w materię?
Pozatym nie chodzi o Wacka tylko o Zosię - staraj się czytać teksty ze zrozumieniem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Co, jeśli sytuacja przed wielkim wybuchem była skupiskiem energii, która po eksplozji zamieniła się w wodór itp?> Co lub Kto jest przyczyną Energii i dlaczego ma ona zdolność zamieniania się w materię?"Co lub Kto jest przyczyną Chmur i dlaczego mają one zdolność zamieniania się w deszcz?" Pytanie na takim samym poziomie. Różni je tylko to, że naukowcy jednoznacznie stwierdzili, że chmury zamieniają się w deszcz SAMOISTNIE. Tak samo jak woda z kałuży czy jeziora SAMOISTNIE paruje dając początek chmurom. W tym też chcesz się doszukiwać boskiej ingerencji?  > Pozatym nie chodzi o Wacka tylko o Zosię - staraj się czytać teksty ze zrozumieniem.> Ze zrozumieniem? wyjęłaś mi to z ust ;P Część zdania brzmiała "po jakiego wacka", a kojarząc może pewną "bardzo mądrą" kreskówkę "Włatcy Móch" można zorientować się co było nazywane "wackiem". Gdybym nie zastosowała owej "cenzury" zdanie brzmiało by: "po jakiego Ch*ja naukowcy budowali cały ten akcelerator..." Więc już nie tak pięknie :>
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Patty Matheson (2087 punktów) | A jaka jest przyczyna przyczyny materii? To już było i na nikim nie robi wrażenia.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | jkl; (5859 punktów) | >Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika z praw przyrody , dopóty mamy do czynienia z cudem. A skąd wiesz, co wynika a co nie wynika z praw przyrody, skoro nie możesz mieć pewności, że znasz wszystkie prawa przyrody?
Ok, mogę się zgodzić, że definicja cudu wzbogaca język i w tym jej wartość. Definicja krasnoludka również.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>>A skąd wiesz, co wynika a co nie wynika z praw przyrody, skoro nie możesz mieć pewności, że znasz wszystkie prawa przyrody?
Dobrze, będę bardziej precyzyjny: Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika ze znanych nam praw przyrody , dopóty dla nas ludzi to zjawisko będzie cudem.
>Ok, mogę się zgodzić, że definicja cudu wzbogaca język i w tym jej wartość. >Definicja krasnoludka również.
A widzisz...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | jkl; (5859 punktów) | >Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika ze znanych nam praw przyrody , dopóty dla nas ludzi to zjawisko będzie cudem.
Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika ze znanych nam praw przyrody , dopóty dla nas ludzi to zjawisko będzie wynikało z nieznanych praw przyrody...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika ze znanych nam praw przyrody , dopóty dla nas ludzi to zjawisko będzie wynikało z nieznanych praw przyrody...
Nie ma nieznanych praw przyrody z których wynika istnienie materii: przyroda to przecież nic innego jak materia w różnych formach w czasoprzestrzeni.
Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest poza przyrodą. Taką sytuację nazywamy cudem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Dopóki istnienie, trwanie materii nie wynika ze znanych nam praw przyrody , dopóty dla nas ludzi to zjawisko będzie wynikało z nieznanych praw przyrody... >Nie ma nieznanych praw przyrody z których wynika istnienie materii: przyroda to przecież nic innego jak materia w różnych formach w czasoprzestrzeni. > Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest poza przyrodą. Taką sytuację nazywamy cudem.
Ciągle powtarzasz w kółko to samo a tak naprawdę nie masz pojęcia o tym co piszesz.
Nie istnieje skutek ani przyczyna, to są tylko twoje nazwy. Nie istnieje nic poza materią, materia wcale nie musi mieć żadnej przyczyny mimo że tak twierdzisz. Materia nie musi być skutkiem czegokolwiek. Nie istnieją cuda, to tylko ty masz takie wrażenie. Istnienie wieczne materii nie jest żadnym cudem. Nie masz żadnego dowodu na to, że materia musiała powstać, ani nie masz żadnego dowodu, że materia musi kiedyś przestać istnieć. Czy potrafisz zniszczyć cokolwiek tak aby chociaż jeden atom tej rzeczy przestał istnieć? Czy potrafisz stworzyć coś z niczego? Możesz najwyżej rekonfigurować atomy. Składasz się z tych samych atomów co rowery i gwiazdy i rozpadniesz się na atomy z których powstanie potem coś innego. Nie możesz w kółko uparcie powtarzać tego samego, że materia musiała mieć początek i że przed materią musiało być coś niematerialnego. Nie masz na to żadnych podstaw. Daj sobie spokój.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Daj sobie spokój.
Ja jestem spokojny , natomiast ty nieco zdenerwowany: z braku kontrargumentów?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >> Daj sobie spokój. >Ja jestem spokojny , natomiast ty nieco zdenerwowany: z braku kontrargumentów?
Popełniasz nadużycie, usiłując odczytywać mój stan emocjonalny z moich wypowiedzi pisemnych na forum. Nie widać w nich emocji, nawet nie ma wykrzykników. Kontrargumenty nie są potrzebne ponieważ nie masz argumentów. Twoje rozumowanie obraca się w koło ponieważ nie mieści ci się w głowie wieczne istnienie materii, więc powtarzasz: materia nie może istnieć wiecznie, bo nie mogła się sama stworzyć, (a jeśli się nie musiała stwarzać bo istniała wiecznie?), skutek nie może poprzedzać przyczyny (jeśli coś istnieje wiecznie to nie musi mieć przyczyny), wszystko musi mieć przyczynę (ale Bóg nie musi bo nie jest materialny i dlaczego wszystko inne musi mieć przyczynę?) bo nie może stworzyć samo siebie (a jeśli nie musi być stworzone bo już istniało?) i tak dalej w kółko ad infinitum. Na dodatek korzystasz z definicji Boga, która jest po prostu dogmatem, że Bóg jest przeciwieństwem materii. Tak zdefiniowany Bóg po prostu może zwyczajnie nie istnieć. Materia może istnieć wiecznie bo nie musi być prawdziwa twoja definicja materii (że jest to coś co musiało być stworzone bo nie mogło istnieć od zawsze). Opierasz się na definicjach które są po prostu wymyślone od czapy i nie muszą być wcale prawdziwe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 5 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > nie mieści ci się w głowie wieczne istnienie materii,
Musisz mieć wyjątkowo dużą głowę , skoro taka bzdura w niej się mieści. Naukowcy ustalili wiek świata materii na 15 mld lat - a więc twierdzenie ,że materia jest wieczna ,jest sprzeczne z nauką.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >> nie mieści ci się w głowie wieczne istnienie materii, >Musisz mieć wyjątkowo dużą głowę , skoro taka bzdura w niej się mieści. Naukowcy ustalili wiek świata materii na 15 mld lat - a więc twierdzenie ,że materia jest wieczna ,jest sprzeczne z nauką.
Naukowcy ustalali już różne rzeczy wiele razy. Potem zmieniali te ustalenia, precyzowali. Poza tym to jest wiek naszego wszechświata - on mógł powstać wtedy a wcześniej mógł być inny. (Model inflacyjny). Rozmawiamy o materii w ogóle czy o tym obecnym wszechświecie? Dodatkowo pojęcie czasu może być zupełnie subiektywne.
I jak się ma do tego Bóg? Czy naukowcy ustalili że on istnieje i dlatego tak dowodzisz tutaj swoich racji?
Czy naprawdę uważasz że taki dualizm: "wieczny Bóg i nietrwała materia" jest taki prosty, jednoznaczny i ostatecznie prawdziwy? Ja nie jestem przekonany.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >I jak się ma do tego Bóg? Czy naukowcy ustalili że on istnieje i dlatego tak dowodzisz tutaj swoich racji?
Nie, ja posługuję się logiką :
Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . W takim razie mamy dwa przypadki: a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna
A więc jest oczywiste że w obu przypadkach mamy do czynienia z fundamentalną niewyjaśnialnością materii na gruncie naukowym.
>Czy naprawdę uważasz że taki dualizm: "wieczny Bóg i nietrwała materia" jest taki prosty, jednoznaczny i ostatecznie prawdziwy? Ja nie jestem przekonany.
Wieczność Boga wynika z jego definicji a nietrwałość materii z badań naukowych,
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>I jak się ma do tego Bóg? Czy naukowcy ustalili że on istnieje i dlatego tak dowodzisz tutaj swoich racji? >Nie, ja posługuję się logiką : >Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest .
Gdyby była samoistna to by się stworzyła. Coś co jest samoistne samo się stwarza a ty twierdzisz, że coś co jest samoistne nie może się stworzyć. Koledzy niżej odpisali Ci na ten argument. Przyczyna i skutek to tylko elementy percepcji. Wciąż nie reagujesz na te argumenty.
>W takim razie mamy dwa przypadki: >a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem
Na to też ci odpowiadałem, istnienie bezprzyczynowe materii nie musi być żadnym cudem. Patrz wyżej.
>b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna
Nie wiem dlaczego tworzysz dychotomię materialne/niematerialne. Nie możesz udowodnić że istnieje coś niematerialnego.
>A więc jest oczywiste że w obu przypadkach mamy do czynienia z fundamentalną niewyjaśnialnością materii na gruncie naukowym.
Nauka nie twierdzi że posiada prawdę objawioną o powstaniu materii. Raczej stara się dojść do tej prawdy. Niewyjaśnialność powstania materii czy też jej wiecznego trwania nie dowodzi istnienia Boga. Świadczy tylko o tym, że czegoś jeszcze nie wiemy.
>>Czy naprawdę uważasz że taki dualizm: "wieczny Bóg i nietrwała materia" jest taki prosty, jednoznaczny i ostatecznie prawdziwy? Ja nie jestem przekonany. >Wieczność Boga wynika z jego definicji a nietrwałość materii z badań naukowych,
Jak już wielokrotnie pisałem, Twoja definicja Boga nie musi odpowiadać prawdzie, a badania naukowe są wciąż w toku i mogą dać jeszcze dotychczas nieznane rezultaty. Jeśli jest jakaś przyczyna powstania materii (jeśli powstała kiedyś) to nie musi to być Bóg.
Ze swojej strony kończę ten dialog ponieważ piszesz wciąż w kółko to samo i nie reagujesz na argumenty ani się do nich nawet nie odniosłeś w ostatniej wypowiedzi tylko sugerowałeś że się denerwuję.
Pozdrawiam Adam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >W takim razie mamy dwa przypadki: >a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem >b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna >A więc jest oczywiste że w obu przypadkach mamy do czynienia z fundamentalną niewyjaśnialnością materii na gruncie naukowym. >>Czy naprawdę uważasz że taki dualizm: "wieczny Bóg i nietrwała materia" jest taki prosty, jednoznaczny i ostatecznie prawdziwy? Ja nie jestem przekonany. >Wieczność Boga wynika z jego definicji a nietrwałość materii z badań naukowych,
Zobacz to, może być ciekawie:
>Gdyby Bóg miał własność samostwarzania (czyli byłby samoistny) to >by go nie było ( bo nie będąc nie mógłby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >W takim razie mamy dwa przypadki: >a)Bóg jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie Boga jest cudem >b)Bóg nie jest samoistny czyli przyczyna jego istnienia jest poza nim i jest w związku z tym nieboska >A więc jest oczywiste że w obu przypadkach mamy do czynienia z fundamentalną niewyjaśnialnością Boga na gruncie naukowym.
Czy nie niepokoi cię z jaką łatwością mogłem zamienić twoje rozumowanie w obronę wieczności materii? Czy na prawdę nie rozumiesz ze definicje to językowe twory ludzi. Że boga można sobie zdefiniować jako istniejącego z własnej przyczyny, potwora spaghetti podobnie, a nawet Doskonały Wibrator Dostarczający Rozkoszy Każdemu Szczeremu Wyznawcy Swojego Istnienia? Pozwoliłem sobie na to niepoważne szyderstwo bo nie sposób poważnie dyskutować z kimś kto na poważnie sądzi że z definicji słów które określają relacje z innymi słowami wynika cokolwiek o niejęzykowym świecie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Czy nie niepokoi cię z jaką łatwością mogłem zamienić twoje rozumowanie w obronę wieczności materii?
Niepokoi bo to oznacza ,że mówisz od rzeczy czyli nieracjonalnie na portalu racjonalistów: Bóg jako pierwsza przyczyna , nie może podlegać zasadzie przyczynowo skutkowej, którą ,jak wszystko inne,stworzył.
>Pozwoliłem sobie na to niepoważne szyderstwo bo nie sposób poważnie dyskutować
Raczej: Nie sposób poważnie dyskutować z kimś kto szydzi.
>z kimś kto na poważnie sądzi że z definicji słów które określają relacje z innymi słowami wynika cokolwiek o niejęzykowym świecie.
Dzięki poważnemu potraktowaniu definicji słów, które określają relacje z innymi słowami zawartymi np. w prawie powszechnego ciążenia , prof. Wolszanin odkrył planetę poza układem słonecznym w niejęzykowym świecie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Sylwek (15472 punktów) | >>Czy nie niepokoi cię z jaką łatwością mogłem zamienić twoje rozumowanie w obronę wieczności materii? >Niepokoi bo to oznacza ,że mówisz od rzeczy czyli nie racjonalnie na portalu racjonalistów: Bóg jako pierwsza przyczyna , nie może podlegać zasadzie przyczynowo skutkowej, którą ,jak wszystko inne,stworzył. Nieprawda ty mówisz od rzeczy bo popełniasz błąd wyciągania wiedzy o obiektywnym świecie z konwencjonalnych i wymyślonych przez człowieka definicji.
>>z kimś kto na poważnie sądzi że z definicji słów które określają relacje z innymi słowami wynika cokolwiek o niejęzykowym świecie. >Dzięki poważnemu potraktowaniu definicji słów, które określają relacje z innymi słowami zawartymi np. w prawie powszechnego ciążenia , prof. Wolszanin odkrył planetę poza układem słonecznym w niejęzykowym świecie.
Masz zerowe pojęcie o filozofii po średniowieczu i jak się okazuje ujemne wręcz pojęcie o nauce jeśli sądzisz że uczeni tworzą swoje teorie i dokonują odkryć bazując na analizie słów. Twój przykład z Wolszczanem jest o tyle idiotyczny że gdyby, jak powiedziałeś poważnie traktował definicje słów, to nigdy nie przyznałby że odkrył planety pozasłoneczne, gdyż za prawie dogmat w astronomii uchodziło iż planety istnieć mogą wyłącznie wokół gwiazd a nie pulsarów będących pozostałością po umarłych gwiazdach, co za tym idzie pewnym być można że zdecydowana większość astronomów i astrofizyków ówczesnych za element definicji planety uznać by mogło krążenie wokół zwykłej gwiazdy. Uznać by mogło bo kwestią dowolności i uznania, a ściślej nazewnictwa jest definicja w nauce. Niczym więcej jak powiązaniem skrótowej nazwy z rozwlekłym opisem - zamiast stabilna grawitacyjnie kula gazu z reaktorem termojądrowym w środku mówimy gwiazda. Ale najpierw musimy wiedzieć jakie są gwiazdy żeby móc je definiować, a nie że tworzymy sobie definicje i we wszechświecie pojawiają się obiekty o cechach z nią zgodnych. Tymczasem ty tworzysz definicje Boga (no dobra, inni taką stworzyli) i sądzisz że z faktu że go zdefiniowałeś jako istniejącego sam z siebie wynika że istnieje. Wiesz to de facto modyfikacja, czy tez uproszczona wersja dowodu Anzelma a on najzwyczajniej w świecie uznawany jest za logicznie niepoprawny. Pozdrawiam i radzę zaakceptować fakt irracjonalności swej wiary a nie na siłę naciągać nań niepasujące szaty (pseudo)logicznego rozumowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | niemniej musimy oprzeć na czymś dyskusję - a tu definicje i słowa są potrzebne. Definicje w większości chcą opisać istniejącą rzeczywistość, na tyle na ile człowiek to może ogarnąć środkami które posiada, bo boskich przecież nie ma.
moim zdaniem Twoja próba wyszydzenia nie jest udana, bo mimo wszystko musiałeś zmienić treść wypowiedzi, czyli są takie wypowiedzi których sensu nie można zmienić nie zmieniając ich treści. Można je tylko obalić inną wypowiedzią wskazującą jakieś błędy.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >niemniej musimy oprzeć na czymś dyskusję - a tu definicje i słowa są potrzebne. Definicje w większości chcą opisać istniejącą rzeczywistość, na tyle na ile człowiek to może ogarnąć środkami które posiada, bo boskich przecież nie ma. potrzebne są słowa i umiejętność ich używania. definicje redukują znaczenia słów do znaczeń innych słów - tak czy siak albo zgodzimy się na przyjęcie jakiś słów bez definicji albo będziemy musieli łańcuch definiowania ciągnąć w nieskończoność.
>moim zdaniem Twoja próba wyszydzenia nie jest udana, bo mimo wszystko musiałeś zmienić treść wypowiedzi, czyli są takie wypowiedzi których sensu nie można zmienić nie zmieniając ich treści. Można je tylko obalić inną wypowiedzią wskazującą jakieś błędy.
Nie sądzę bym zmieniał treść wypowiedzi -wręcz przeciwnie, pokazałem że rzekomo znacząca definicja Boga udowadniająca jego samoistne istnienie może być po prostu przeniesiona pod materię i teista nie będzie mógł wskazać nic co wykazałoby błędność takiego zabiegu. Będzie co najwyżej mógł się odwołać do teistycznej tradycji nazywania bytu samoistnego Bogiem. Ale tradycja ta w żaden sposób nie uniemożliwi powiązania owego bytu z tym co inni uważają za byt samoistny i utożsamiają z materią (o ile w ogóle tracą czas na taką scholastykę).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | teraz mamy Twoją definicję przeciwko początkowej - to dwa różne twierdzenia - nie ma tu powiązania to inne słowa inne definicje
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >teraz mamy Twoją definicję przeciwko początkowej - to dwa różne twierdzenia - nie ma tu powiązania to inne słowa inne definicje
No właśnie - ponieważ definiowanie nic istotnego nam nie powie o świecie poza powtórzeniem wiedzy juz istniejącej albo zaklinaniem rzeczywistości. Definiowanie psa jest powtarzaniem wiedzy już istniejącej. Definiowanie boga, bez jakiejkolwiek weryfikowalnej, uzasadnionej wiedzy o tej istocie jest zaklinaniem rzeczywistości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | A jeśli przed wielkim wybuchem nie było niczego, znaczy się w sensie materii, może to oznaczać, że kiedyś materia była bardzo ciasno skumulowana, wręcz mogła nie być materią. Mogła być rodzajem energii. A czarne dziury? Wciągają wszystko, światło, materię. I w nich materia mogłaby się "zbijać" do formy pierwotnej. Czyli, idąc moim tokiem rozumowania materia była zawsze, tylko nieco zmieniała swoją formę. Na przykład na "energię".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | stary (143 punktów) | > > nie mieści ci się w głowie wieczne istnienie materii,> Musisz mieć wyjątkowo dużą głowę , skoro taka bzdura w niej się mieści. Naukowcy ustalili wiek świata materii na 15 mld lat - a więc twierdzenie ,że materia jest wieczna ,jest sprzeczne z nauką.Jakoś nigdzie nie doczytałem się, że materia powstała około 15 mld lat temu. Tego nie powiedział ani nie napisał żaden znany mi z literatury naukowiec, chyba, że przez nieświadomość i nieznajomość faktów pisali tak dziennikarze.  Reasumując wszystkie doniesienia z prac naukowych do chwili obecnej twierdzi się, że w wyniku "wielkiego wybuchu" (tłumaczenia nazwy są różne i niejednoznaczne)ukształtował się obecnie "znany nam" wszechświat. Nikt nie twierdzi, że z niczego. Wszyscy zgadzają się, że nie wiadomo jak ewoluował od 0 przez około 1 lub kilka sekund. Większość twierdzi, że była to kula masy lub energii o ogromnej grawitacji skompresowanej w niewielkiej przestrzeni, biorąc skalę wielkości obecnego wszechświata, o nieustalonej średnicy od kilkudziesięciu km do wielkości niewielkiej planetki.  Podkreślam nie spotkałem się nigdzie z zapisem, że powstał z niczego. Nie podważają tego nawet religijni kosmologowie.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Reasumując wszystkie doniesienia z prac naukowych do chwili obecnej twierdzi się, że w wyniku "wielkiego wybuchu" (tłumaczenia nazwy są różne i niejednoznaczne)ukształtował się obecnie "znany nam" wszechświat. Nikt nie twierdzi, że z niczego.
Zatem co wybuchło, z jakiego powodu?
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | stary (143 punktów) |
>Zatem co wybuchło, z jakiego powodu?
No cóż, jak się dowiem to odpowiem. Reszta to czysta spekulacja myślowa i przednia zabawa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Zatem co wybuchło, z jakiego powodu?> Pozdrawiam.Mam kilka teorii, ale one bardziej się nadają do portalu takiego, jak focus.pl ;P Może tam kiedyś coś o moich przypuszczeniach napiszę, ale pierw trzeba by było je trafniej sformułować oraz jakoś ogarnąć ;P W ogromniastym skrócie: Co, jeśli wielka dziura wessie pozostałe czarne dziury, całą energię, promieniowanie, materie i wszystko, co nie można określić słowem "nic"? :> Może cała taka struktura wybucha? Może wsysa również czas, który po wybuchu biegnie od początku? Moja hipoteza, pozwalam na wyzywanie mnie od heretyków i modlenie się za mnie, bo jestem zła i pójdę do piekła
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Patty Matheson (2087 punktów) |
Wcześniej czy później wszystkie "cuda" zostaną wyjaśnione, tak jak wyjaśnione są "cuda" Starego Testamentu, więc po co te triumfy? "Cud" to pojęcie czysto antropocentryczne. Coś dla nas unikatowego, niesamowitego, nie do pojęcia, nie do wyjaśnienia. Co nie znaczy, że niepojęte dla Wszechświata, który może niejedno takie "cudo" widział.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Gdyby istniała sama z siebie to nie musiałaby się stwarzać. Była, jest i będzie. >Jeśli materia jest od zawsze to jest bez przyczyny a więc mamy do czynienia z cudem . Zaczynasz wierzyć w cuda?
Weź przestań walić takimi ABSOLUTAMI, bo to wg mnie żadnego sensu nie ma. Ja, jeśli coś mówię, to staram się używać słownictwa "wg mnie" "sądzę, że" "moja hipoteza to". A jeśli nawet takiego słowa nie będzie, to w domyśle jest i tak należy moją wypowiedź odczytywać ;P
Moim zdaniem należało by napisać: "a więc SĄDZĘ, ŻE mamy do czynienia z cudem".
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Moim zdaniem należało by napisać: "a więc SĄDZĘ, ŻE mamy do czynienia z cudem".
A moim ,jak sadzę, zdaniem należało tak napisać jak napisałem - tak sądzę a nawet przypuszczam czyli z pewnością.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | jad11 (18783 punktów) | Cytat:tak sądzę a nawet przypuszczam czyli z pewnością. Genialne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Moim zdaniem należało by napisać: "a więc SĄDZĘ, ŻE mamy do czynienia z cudem". >A moim ,jak sadzę, zdaniem należało tak napisać jak napisałem - tak sądzę a nawet przypuszczam czyli z pewnością. Czyli jesteś bogiem, i wszystko, co twierdzisz jest prawdą? Jeśli fryteczki nie smakują to należy przestać je smażyć, bo tak sądzisz, a nawet przypuszczasz, czyli takie są z pewnością, na wieki wieków amen i jeden dzień dłużej ;P Powiedz to mojej babci, bo chyba nie wie, że są wstrętniaste i smaży mi drugą porcję ;P
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | Droga P
krzykiem swoim przegoniłaś Logikę a wprowadziłas na ten portal Emocję - jest to niemądre, jes to też niezgodne z nazwą poralu "Racjonalista"
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > krzykiem swoim przegoniłaś Logikę a wprowadziłas na ten portal Emocję - jest to niemądre, jes to też niezgodne z nazwą poralu "Racjonalista"No wreszcie ktoś zauważył,ze kobietą jestem  Poza tym nie wiem jak można krzyczeć używając klawiatury, cóż to za nieRacjonalne i nieLogiczne podejście, zupełnie nie pasuje do nazwy portalu "Racjonalista"  I zauważyłam, że niektórzy mają zakodowane w głowie jakieś takie... jakby to powiedzieć... "Zawsze mnie atakują! Muszę im oddać", i jeśli ktoś użyje sarkazmu to od razu na stos, a gdy napisze "Oczywistą oczywistością jest, że bóg istnieje!" zostaje zasypywany plusami ;P Mimiki nie da się pokazać przez internet normalnie, do tego służą emotikony, a jeśli ktoś nie rozumie ich znaczenia to cóż, z rozmowa z taką osobą nie jest rozmową ;P A poprzedni post jest celowo napisany w taki, a nie inny sposób, żeby nikt go nie odbierał na serio :> A jak ktoś tak robi, no cóż, żal.com xD
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >I zauważyłam, że niektórzy mają zakodowane w głowie jakieś takie... jakby to powiedzieć... "Zawsze mnie atakują! Muszę im oddać", i jeśli ktoś użyje sarkazmu to od razu na stos, ...
sama tak postępujesz, tyle że Ty akurat na odwrót stawiasz +
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >I zauważyłam, że niektórzy mają zakodowane w głowie jakieś takie... jakby to powiedzieć... "Zawsze mnie atakują! Muszę im oddać", i jeśli ktoś użyje sarkazmu to od razu na stos, ...> sama tak postępujesz, tyle że Ty akurat na odwrót stawiasz +Jeśli ktoś użyje sarkazmu? Tak, stawiam, odkryłeś Amerykę  Przynajmniej ja w pewnych granicach jestem w stanie stwierdzić, czy ktoś mówi serioserio, czy robi sobie jaja z przedmówcy ;P No chyba, że dana persona umie tylko włączyć i wyłączyć przeglądarkę i nie zna się na realiach komunikatorów internetowych i pisze ciągiem, jak w książce ;P Na stos mówisz? No cóż, przez moje sygnaturki i avatary z płomieniami kilka osób nazwało mnie "piromanem" ;P I wiesz, gadaj sobie co chcesz, zasypuj mnie minusami, ja i tak na liczbę punktów nie zwracam uwagi, pisze dla siebie i dla innych, a jeśli komuś się to nie podoba to jego foch z przytupem nie robi na mnie najmniejszego wrażenia :>
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | >A moim ,jak sadzę, zdaniem należało tak napisać jak napisałem - tak sądzę a nawet przypuszczam czyli z pewnością.
:D
Dobre. Jak ze starych polskich komedii. Albo z Wiejskiej.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Obserwacja naukowa: jest gwiazda ale kiedyś powstała z materii kosmicznej...Która to powstała po rozpadnięciu się gwiazdy, która to z kolei powstała z innego obłoku gazów, który to powstał podczas wyrzucenia materii przez wcześniejszą umierającą gwiazdę, która powstała, gdy materia kosmiczna, którą wyrzuciła gwiazda podczas wybuchu supernovej pod wpływem grawitacji utworzyła nowy obiekt, który nazywamy gwiazdą. Czyli znana wszystkim zabawa w "co było pierwsze: jajko, czy kura?" w wydaniu dla pracowników NASA
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | atre (971 punktów) | >>>To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(nieistniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest! >>Jak doszedłeś do tego wniosku? >Drogą logicznego myślenia. >>Skąd wiesz że jeśli coś istnieje to kiedyś musiało nie istnieć? >Wynika to z obserwacji powszechnych jak i naukowych tego Świata. >>A może materia istniała wiecznie, bez początku? >Wtedy złamana by była zasada przyczynowości. >>Jeżeli nie istnieje koniec łańcucha przyczynowo-skutkowego i łańcuch ten jest nieskończony, to nie istnieje pierwotna przyczyna czyli Bóg. >Łańcuch p-s nieskończony wstecz? To niemożliwe realnie, bo jeśli tak to absurd: materia nie istnieje przecież wiecznie! >
Z ciekawości wszedłem na ten temat, bo ktoś mi go polecił na wątku Wiara a religia. Toczę tam właśnie dyskusję na podobną tematykę dotyczącą między innymi związku przyczynowo-skutkowego. Twoje poglądy są zbieżne z moimi, uważam jednak iż sam użyłeś tutaj argumentów na ich poparcie niedostatecznych i łatwych do zbicia. Wejdź na wątek Wiara a religia i popatrz jak ja to robię. Mam nadzieję iż włączysz się do dyskusji. Pozdrawiam ATREyou
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Z ciekawości wszedłem na ten temat, bo ktoś mi go polecił na wątku Wiara a religia. Toczę tam właśnie dyskusję na podobną tematykę dotyczącą między innymi związku przyczynowo-skutkowego. Twoje poglądy są zbieżne z moimi, uważam jednak iż sam użyłeś tutaj argumentów na ich poparcie niedostatecznych i łatwych do zbicia. Wejdź na wątek Wiara a religia i popatrz jak ja to robię. Mam nadzieję iż włączysz się do dyskusji. > Pozdrawiam > ATREyou
Jeśli podajesz swoją próbę argumentacji za przykład, to jest to przykład bardzo słaby. Nic nie udowodniłeś a twoje kilometrowe wypowiedzi dowodzą jedynie pewnej wąskości światopoglądu. Proszony o wyjaśnienia dodatkowe jedynie się bulwersujesz, że nie lubisz się powtarzać.
|
|
| | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >> Z ciekawości wszedłem na ten temat, bo ktoś mi go polecił na wątku Wiara a religia. Toczę tam właśnie dyskusję na podobną tematykę dotyczącą między innymi związku przyczynowo-skutkowego. Twoje poglądy są zbieżne z moimi, uważam jednak iż sam użyłeś tutaj argumentów na ich poparcie niedostatecznych i łatwych do zbicia. Wejdź na wątek Wiara a religia i popatrz jak ja to robię. Mam nadzieję iż włączysz się do dyskusji. >> Pozdrawiam >> ATREyou >Jeśli podajesz swoją próbę argumentacji za przykład, to jest to przykład bardzo słaby. Nic nie udowodniłeś a twoje kilometrowe wypowiedzi dowodzą jedynie pewnej wąskości światopoglądu. Proszony o wyjaśnienia dodatkowe jedynie się bulwersujesz, że nie lubisz się powtarzać.
Skoro są to przykłady takie słabe to proszę wykaż logiczną sprzeczność w nich, a nie tylko mów,że są takie, czy też inne. Ja staram się właśnie tak postępować. Wysłałem już kilkanaście postów. W stosunku do żadnego z nich nie doczekałem się żadnej zgodnej z zasadami logiki, jakie sam staram się zachowywać, krytyki. Wręcz przeciwnie, udowodniłem już wielu osobom iż ich mniemania są sprzeczne z nimi. Żadna z tych osób nie dokonała podobnej krytyki zachowującej tę samą ścisłość logiczną w stosunku do moich wypowiedzi. Nie wystarczy powiedzieć - mylisz się, tak jak to sam robisz teraz. Przeczytaj np. moje ostatnie wypowiedzi na wątku Logika czy logika. Przeczytaj moją najdłuższą wypowiedź na wątku Wiara czy religia, w której streściłem mniej więcej to o co mi na owym wątku chodziło i wykaż błąd logiczny w którejkolwiek z tych wypowiedzi. Ale wykaż, a nie tylko mów iż się nie zgadzasz z nimi. Poza tym, jak rozumiesz, nie mogę na każdy post odpowiadać i wykazywać każdą nieścisłość w rozumowaniu, tak jak to zrobiłem mówiąc np. o argumentach Hume'a na wątku Wiara czy religia, o zakładzie Pascala na wątku Logika czy logika, i wiele, wiele innych, ponieważ musiałbym nie odchodzić od komputera. Zaprzecz wyciągniętym przeze mnie wnioskom zachowując te same niezmienne normy dla logiki i poprawnego rozumowania.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Skoro są to przykłady takie słabe to proszę wykaż logiczną sprzeczność w nich, a nie tylko mów,że są takie, czy też inne. Ja staram się właśnie tak postępować. Wysłałem już kilkanaście postów. W stosunku do żadnego z nich nie doczekałem się żadnej zgodnej z zasadami logiki, jakie sam staram się zachowywać, krytyki. Wręcz przeciwnie, udowodniłem już wielu osobom iż ich mniemania są sprzeczne z nimi.
Ja mam dokładnie odwrotne wrażenie, że twoje wypowiedzi są pokrętne i nielogiczne a osoby które ci odpowiadają nie mogą liczyć na rzeczowe odpowiedzi od Ciebie.
> Żadna z tych osób nie dokonała podobnej krytyki zachowującej tę samą ścisłość logiczną w stosunku do moich wypowiedzi.
Wydaje mi się, że ścisłość logiczna tych odpowiedzi jest większa od twoich.
> Nie wystarczy powiedzieć - mylisz się, tak jak to sam robisz teraz.
Nie wiem czy się mylisz co do wszystkiego, ale na przykład nie odpowiedziałeś mi nic rzeczowego na mój przykład ze zbiorem liczb rzeczywistych tylko napisałeś "tylko na to cię stać?". To nie jest odpowiedź merytoryczna.
Na pytanie czy Bóg jest całością skoro jest nieskończony nic nie odpisałeś.
> Przeczytaj np. moje ostatnie wypowiedzi na wątku Logika czy logika.
W tym wątku nie udzielam się na razie.
> Przeczytaj moją najdłuższą wypowiedź na wątku Wiara czy religia, w której streściłem mniej więcej to o co mi na owym wątku chodziło i wykaż błąd logiczny w którejkolwiek z tych wypowiedzi. Ale wykaż, a nie tylko mów iż się nie zgadzasz z nimi.
Wybacz ale ta wypowiedź jest dla mnie zbyt mętna i niezrozumiała. Zrozumiałem z niej, że zakładasz, że całość musi być skończona, ale moim zdaniem to założenie jest bezpodstawne. Nie wiem czemu tak zakładasz. Nie widzę żadnych przesłanek aby robić takie założenie.
> Poza tym, jak rozumiesz, nie mogę na każdy post odpowiadać i wykazywać każdą nieścisłość w rozumowaniu, tak jak to zrobiłem mówiąc np. o argumentach Hume'a na wątku Wiara czy religia, o zakładzie Pascala na wątku Logika czy logika, i wiele, wiele innych, ponieważ musiałbym nie odchodzić od komputera. Zaprzecz wyciągniętym przeze mnie wnioskom zachowując te same niezmienne normy dla logiki i poprawnego rozumowania.
Ale dlaczego ja mam zachowywać normy logiki skoro sam ich nie zachowujesz?
Pozdrawiam Adam
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) | >> Skoro są to przykłady takie słabe to proszę wykaż logiczną sprzeczność w nich, a nie tylko mów,że są takie, czy też inne. Ja staram się właśnie tak postępować. Wysłałem już kilkanaście postów. W stosunku do żadnego z nich nie doczekałem się żadnej zgodnej z zasadami logiki, jakie sam staram się zachowywać, krytyki. Wręcz przeciwnie, udowodniłem już wielu osobom iż ich mniemania są sprzeczne z nimi. >Ja mam dokładnie odwrotne wrażenie, że twoje wypowiedzi są pokrętne i nielogiczne a osoby które ci odpowiadają nie mogą liczyć na rzeczowe odpowiedzi od Ciebie. >> Żadna z tych osób nie dokonała podobnej krytyki zachowującej tę samą ścisłość logiczną w stosunku do moich wypowiedzi. >Wydaje mi się, że ścisłość logiczna tych odpowiedzi jest większa od twoich. >> Nie wystarczy powiedzieć - mylisz się, tak jak to sam robisz teraz. >Nie wiem czy się mylisz co do wszystkiego, ale na przykład nie odpowiedziałeś mi nic rzeczowego na mój przykład ze zbiorem liczb rzeczywistych tylko napisałeś "tylko na to cię stać?". To nie jest odpowiedź merytoryczna. >Na pytanie czy Bóg jest całością skoro jest nieskończony nic nie odpisałeś. >> Przeczytaj np. moje ostatnie wypowiedzi na wątku Logika czy logika. >W tym wątku nie udzielam się na razie. >> Przeczytaj moją najdłuższą wypowiedź na wątku Wiara czy religia, w której streściłem mniej więcej to o co mi na owym wątku chodziło i wykaż błąd logiczny w którejkolwiek z tych wypowiedzi. Ale wykaż, a nie tylko mów iż się nie zgadzasz z nimi. >Wybacz ale ta wypowiedź jest dla mnie zbyt mętna i niezrozumiała. Zrozumiałem z niej, że zakładasz, że całość musi być skończona, ale moim zdaniem to założenie jest bezpodstawne. Nie wiem czemu tak zakładasz. Nie widzę żadnych przesłanek aby robić takie założenie. >> Poza tym, jak rozumiesz, nie mogę na każdy post odpowiadać i wykazywać każdą nieścisłość w rozumowaniu, tak jak to zrobiłem mówiąc np. o argumentach Hume'a na wątku Wiara czy religia, o zakładzie Pascala na wątku Logika czy logika, i wiele, wiele innych, ponieważ musiałbym nie odchodzić od komputera. Zaprzecz wyciągniętym przeze mnie wnioskom zachowując te same niezmienne normy dla logiki i poprawnego rozumowania. >Ale dlaczego ja mam zachowywać normy logiki skoro sam ich nie zachowujesz? >Pozdrawiam >Adam >
Po raz kolejny wymigujesz się niestety. Jedyne co masz do powiedzenia, to "mam dokładnie odwrotne wrażenie", "twoje wypowiedzi są pokrętne i nielogiczne", ale nie potrafisz wykazać ich błędu. Gdyby na tym opierała się krytyka filozoficzna, historia filozofii skończyłaby się na Sokratesie dwa i pół tysiąca lat temu i na jego Wiem, że nic nie wiem. Czy ty w ogóle kiedykolwiek miałeś do czynienia z jakąkolwiek krytyką filozoficzną?
>Wydaje mi się, że ścisłość logiczna tych odpowiedzi jest większa od twoich.
Znowu coś ci się wydaje i nie masz nic więcej do powiedzenia. Na tym polega krytyka filozoficzna?????????????????????????????????????????
>Na pytanie czy Bóg jest całością skoro jest nieskończony nic nie odpisałeś.
Pytanie na które odpowiadałem brzmiało: Dlaczego wszechświat musi być skończony, a Bóg nie? Gdzie tu widzisz pytanie czy Bóg jest całością? Na pytanie dlaczego wszechświat musi być całością odpowiedziałem. Moja odpowiedź, w najkrótszej wersji mogłaby brzmieć: 1. Idea wartości nieskończonych jest sprzeczna z wszelkimi zasadami logiki. 2. Nauka również wysuwa tylko takie hipotezy, sprzeczne jednak z wszelkimi prawami fizyki. Nikt nie sformułował jeszcze takiego prawa fizyki, które by zawierało w sobie coś takiego jak wartości nieskończone, nie mówiąc o tym aby jeszcze mogły być w jakiś sposób obliczalne. 3. I apeluję po raz kolejny: skoro "wydaje ci się" iż jest odwrotnie, bądź też inaczej, przedstaw własną argumentację zachowującą choćby podstawowe normy logiki.
>Wybacz ale ta wypowiedź jest dla mnie zbyt mętna i niezrozumiała. Zrozumiałem z niej, że zakładasz, że całość musi być skończona, ale moim zdaniem to założenie jest bezpodstawne. Nie wiem czemu tak zakładasz. Nie widzę żadnych przesłanek aby robić takie założenie.
"moim zdaniem"? Krytyka zwalająca z nóg. "nie wiem czemu tak zakładasz" - nie chcąc być złośliwy... po raz kolejny, podam logiczną definicję rzeczownika "pies": jedyny, konkretny obiekt poza którym nie ma już psa. No chyba, że uważasz iż "pies" to jedyny, konkretny obiekt poza którym może być jeszcze pies. A skoro uważasz, a mniemam że tak jest, wszechświat za coś co istnieje równie realnie jak ów pies, to podaj inną logiczną definicję rzeczownika "wszechświat". Co do Boga - jeśli uważasz Go za coś, co istnieje równie realnie jak ów pies, to podaj mi logiczną definicję rzeczownika(bo wówczas musiałby być to rzeczownik) "bóg".
To, co nie jest kwestią logiki, jest kwestią wiary. Nie tylko Bóg, ale również, łamiąca wszelkie zasady logiki wolna wola, miłość, nienawiść, bycie kochającym, bycie kochanym, a więc w ogóle "bycie", które materializm i źle pojęty racjonalizm chciałby sprowadzić jedynie do "bytu", chemii, fizyki, nie-woli, itd. A jeśli uważasz iż posiadasz wolną wolę, potrafisz kochać, jesteś kochany, a więc w ogóle jesteś człowiekiem, to sprowadź teraz to wszystko do tak pojętego materializmu i racjonalizmu. Jak ci się to uda nie pozbywszy się tego... to ja będę w błędzie.
Pozdrawiam również atreYOU
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Czy ty w ogóle kiedykolwiek miałeś do czynienia z jakąkolwiek krytyką filozoficzną?Przyznam się szczerze, że nie. Na dodatek mam czasem wrażenie, że filozofia jest pseudonauką, ponieważ stosuje aparat logiki do mgliście zdefiniowanych pojęć i udaje, że otrzymuje poprawne logicznie wnioski. Możesz mnie za to nazwać dyletantem i ingorantem. Ja nawet nie znam pojęcia krytyka filozoficzna. > Znowu coś ci się wydaje i nie masz nic więcej do powiedzenia. Na tym polega krytyka filozoficzna?????????????????????????????????????????Ja nie aspiruję do bycia krytykiem filozoficznym. Staram się normalnie dyskutować. Czy dyskusja to od razu krytyka filozoficzna? > Pytanie na które odpowiadałem brzmiało: Dlaczego wszechświat musi być skończony, a Bóg nie? Gdzie tu widzisz pytanie czy Bóg jest całością?Tutaj zadałem pytanie o to czy jak Bóg może być całością skoro jest nieskończony: www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,26812> Na pytanie dlaczego wszechświat musi być całością odpowiedziałem. Moja odpowiedź, w najkrótszej wersji mogłaby brzmieć:> 1. Idea wartości nieskończonych jest sprzeczna z wszelkimi zasadami> logiki.Jednak do Boga nie stosujesz już logiki w takim razie. > 2. Nauka również wysuwa tylko takie hipotezy, sprzeczne jednak z> wszelkimi prawami fizyki. Nikt nie sformułował jeszcze takiego prawa fizyki, które by zawierało w sobie coś takiego jak wartości nieskończone, nie mówiąc o tym aby jeszcze mogły być w jakiś sposób obliczalne.A co z tym zbiorem liczb rzeczywistych, znowu nie odpowiedziałeś. Ten zbiór jest niepoliczalny, ale jest całością, jest też nieskończony. Co do praw fizyki: wszystkie są jedynie modelem matematycznym zasad istniejących realnie. To oznacza, że: ten model nie musi zawsze odpowiadać rzeczywistości, odpowiada jej tylko do pewnego stopnia (praktycznie użytecznego w większości doświadczeń). Na dodatek prawa fizyki które obserwujemy nie muszą być takie same w całym wszechświecie. Nie znam też wszystkich praw fizyki aby tak kategorycznie jak ty twierdzić, że są takie z nich, które nie zawierają wartości nieskończonych. Wiem że idea nieskończoności istnieje na przykład w teorii względności jako osobliwość. > "moim zdaniem"? Krytyka zwalająca z nóg.Przecież ty też masz swoje zdanie, to coś złego? Czy uważasz że wyrażasz tutaj na forum jakąś prawdę objawioną będącą czymś więcej niż twoim zdaniem? > "nie wiem czemu tak zakładasz" - nie chcąc być złośliwy... po raz kolejny, podam logiczną definicję rzeczownika "pies": jedyny, konkretny obiekt poza którym nie ma już psa. No chyba, że uważasz iż "pies" to jedyny, konkretny obiekt poza którym może być jeszcze pies.Moim zdaniem popełniasz tutaj błąd logiczny, który polega na tym, iż uznajesz, że to co się odnosi do psa, musi się odnosić też do wszechświata. Jeżeli założymy że wszechświat jest nieskończonym zbiorem elementów skończonych to atrybut skończoności nie przekłada się z elementu zbioru na całość tego zbioru. > A skoro uważasz, a mniemam że tak jest, wszechświat za coś co istnieje równie realnie jak ów pies, to podaj inną logiczną definicję rzeczownika "wszechświat".Tak naprawdę to nie jestem pewien w stu procentach czy wszechświat istnieje realnie czy tylko tak nam się wydaje. > Co do Boga - jeśli uważasz Go za coś, co istnieje równie realnie jak ów pies, to podaj mi logiczną definicję rzeczownika(bo wówczas musiałby być to rzeczownik) "bóg".Uważam że Bóg w ogóle nie istnieje. Realnie ani też nierealnie. Uważam że nie istnieje materialnie i pozamaterialnie również. > To, co nie jest kwestią logiki, jest kwestią wiary.Myślałem że mamy w dyskusji posługiwać się aparatem logicznym. Z wiarą nie można dyskutować. Mógłbym wierzyć w niewidzialnego różowego jednorożca i niestety nasza dyskusja na żadnym poziomie logiki nie przyniosłaby nic nowego do tej wiary. Na szczęście nie wierzę w tego jednorożca. > Nie tylko Bóg, ale również, łamiąca wszelkie zasady logiki wolna wola, miłość, nienawiść, bycie kochającym, bycie kochanym,To co z tym aparatem logicznym którym mieliśmy się posługiwać skoro go łamiesz na koniec jednym słowem "wiara". > a więc w ogóle "bycie", które materializm i źle pojęty racjonalizm chciałby sprowadzić jedynie do "bytu", chemii, fizyki, nie-woli, itd.Znajdowanie źródła emocji w funkcji materii nie jest moim zdaniem umniejszające. > A jeśli uważasz iż posiadasz wolną wolę,Nie jestem pewien, patrz wątek "wolna wola". > potrafisz kochać, jesteś kochany, a więc w ogóle jesteś człowiekiem,Sądzę, że tak. > to sprowadź teraz to wszystko do tak pojętego materializmu i racjonalizmu. Jak ci się to uda nie pozbywszy się tego...Nie uważam za konieczne pozbywanie się tego, co sprowadzić mogę do materializmu. Mogę sprowadzać to do materializmu a jednocześnie czerpać z tego satysfakcję. > to ja będę w błędzie.Nie zależy mi abyś był w błędzie. Lubię po prostu rozmawiać, konfrontować swoje schematy myślowe ze schematami innych. > Pozdrawiam również> atreYOUZ wyrazami życzliwości Adam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
Ja również lubię rozmawiać, dyskutować itd. Ty jednak jednocześnie twierdzisz, iż jest przeciwnie niż ja twierdzę... a więc zakładałem cały czas iż masz jakieś ku temu racjonalne powody. Nie wykręcaj się teraz życzliwością, tylko dopełnij swojej krytyki, którą zacząłeś od słów (może już zapomniałeś): Wtrącę się bo nie mogę już wytrzymać.
Zresztą, skoro zakładasz iż jest możliwe iż nie w całym wszechświecie panują te same prawa, to dlaczegóż miałyby być te same w logice, matematyce, w ogóle wszystko jest dowolne, nieważne, może być albo nie - z jednym oczywiście wyjątkiem: Boga, który NA PEWNO nie istnieje, nawet jeżeli gdzie indziej we wszechświecie panują całkiem inne prawa fizyki, np. ludzie zmartwychwstają, albo w ogóle nie umierają, myślą innymi zasadami logiki, Bóg sprzedaje hot dogi za rogiem a diabeł gra Jamesa Bonda w najnowszym odcinku z tej serii.
Ja naprawdę nie jestem złośliwy, ale jak mówisz komuś iż nie ma racji, to przyjmuj chociaż jakieś jednolite prawa we wszechświecie i to samo co do logiki.
Pozdrawiam atreYOU
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Ja również lubię rozmawiać, dyskutować itd. Ty jednak jednocześnie twierdzisz, iż jest przeciwnie niż ja twierdzę... a więc zakładałem cały czas iż masz jakieś ku temu racjonalne powody.
Podałem je w powyższej wypowiedzi.
> Nie wykręcaj się teraz życzliwością, tylko dopełnij swojej krytyki, którą zacząłeś od słów (może już zapomniałeś): Wtrącę się bo nie mogę już wytrzymać.
Wyczerpałem swoje argumenty w powyższej odpowiedzi i kolejnej.
> Zresztą, skoro zakładasz iż jest możliwe iż nie w całym wszechświecie panują te same prawa, to dlaczegóż miałyby być te same w logice, matematyce, w ogóle wszystko jest dowolne, nieważne, może być albo nie
Znowu mylisz prawa rzeczywiste z prawami modelowymi, które są tylko opisem. Prawa matematyczne są wymysłem człowieka, przybliżeniem modelowym rzeczywistości. Natomiast czy każde z naszych modelowych praw matematycznych stosują się do całego wszechświata jednakowo w każdym jego miejscu, tego nie wiemy bo nie byliśmy jeszcze wszędzie w kosmosie. Może kiedyś polecimy do innej galaktyki a tam się okaże że nasza fizyka już nie znajduje zastosowania.
> - z jednym oczywiście wyjątkiem: Boga, który NA PEWNO nie istnieje, nawet jeżeli gdzie indziej we wszechświecie panują całkiem inne prawa fizyki, np. ludzie zmartwychwstają, albo w ogóle nie umierają, myślą innymi zasadami logiki, Bóg sprzedaje hot dogi za rogiem a diabeł gra Jamesa Bonda w najnowszym odcinku z tej serii.
Nie wiem teraz o czym mówisz, mieszając postaci mitologiczne do praw fizyki.
> Ja naprawdę nie jestem złośliwy, ale jak mówisz komuś iż nie ma racji, to przyjmuj chociaż jakieś jednolite prawa we wszechświecie i to samo co do logiki.
Nie rozumiem dlaczego wymagasz wciąż stosowania logiki i jednolitych praw podczas gdy sam jednym słowem "wiara" wyłączasz się spod zasad logiki i czynisz całą tę rozmowę zbyteczną.
A co do reszty moich argumentów, nie zająknąłeś się ani słowem.
Przypomnę: liczby rzeczywiste oraz całość i nieskończoność Boga. Nic nie mówisz też na definicję wszechświata jako zbioru nieskończonego skończonych elementów ani moją krytykę twojego odniesienia własności psa do wszechświata. Milczysz na te tematy jakbyś ich nie zauważył.
Pozdrawiam Adam
|
|
| | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
>Ale dlaczego ja mam zachowywać normy logiki skoro sam ich nie zachowujesz? >Pozdrawiam >Adam >
Choćby po to aby wykazać w jakim jestem błędzie. I abym nie wprowadzał w ten sposób w błąd innych tzn. tam gdzie nie można tego robić powoływał się na logikę. Inne sądy, jak np. Bóg nie istnieje, Bóg istnieje, niestety nie są falsyfikowalne, a więc nie można się w ich przypadku powoływać, tak jak się to sugeruje na owym portalu, na logikę. Ja w sowich wywodach nigdzie nie dowodziłem istnienia, czy też nie istnienia Boga, ale poprzez analogię do takich przykładów jak "wszechświat" starałem się wykazać i wykazałem(że nie wykazałem nie udowodniłeś, ani ty, ani nikt inny)iż nie można mówić iż istnienie Boga zostało uczynione zbytecznym przez kogokolwiek, czy też cokolwiek, tak jak nie można tego uczynić w przypadku takich pojęć jak wolna wola i inne, które już wymieniłem i wiele innych, których nie wymieniłem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Ale dlaczego ja mam zachowywać normy logiki skoro sam ich nie zachowujesz? >>Pozdrawiam >>Adam >> > Choćby po to aby wykazać w jakim jestem błędzie. I abym nie wprowadzał w ten sposób w błąd innych tzn. tam gdzie nie można tego robić powoływał się na logikę. Inne sądy, jak np. Bóg nie istnieje, Bóg istnieje, niestety nie są falsyfikowalne, a więc nie można się w ich przypadku powoływać, tak jak się to sugeruje na owym portalu, na logikę.
Dlatego ja się nie upieram przy logice, ja po prostu nie znajduję wystarczającej ilości przesłanek aby wierzyć w Boga.
> Ja w swoich wywodach nigdzie nie dowodziłem istnienia, czy też nie istnienia Boga, ale poprzez analogię do takich przykładów jak "wszechświat" starałem się wykazać i wykazałem(że nie wykazałem nie udowodniłeś, ani ty, ani nikt inny)iż nie można mówić iż istnienie Boga zostało uczynione zbytecznym przez kogokolwiek,
Skoro nie można się powoływać na logikę w osądzie "Bóg istnieje" to nie mogłeś również powołując się na aparat logiczny udowodnić, że Bóg nie został uczyniony zbytecznym przez kogokolwiek. Ponieważ najpierw musiałbyś udowodnić że istnieje aby potem móc dowodzić, że jego istnienie nie zostało uczynione zbytecznym.
Tytuł wątku jest z resztą bałamutny i nieścisły, ponieważ chodziło raczej o to, czy nauka uczyniła zbytecznym pojęcie filozoficzne "Bóg". Chodzi tutaj też o takie redukcyjne pojęcie Boga, które redukuje go do Boga zapchajdziury - wyjaśnienia jeszcze niewyjaśnionych rzeczy. W tym sensie cała nasza rozmowa jest na darmo. Ponieważ nauka faktycznie zastępuje wielu ludziom pojęcie Boga zapchajdziury - Boga który jest wyjaśnieniem zjawisk jeszcze niewyjaśnionych. Nawet dla tak zredukowanego pojęcia Boga jest jednak jeszcze kawałek miejsca, tam gdzie nie wiemy wiele o powstaniu wszechświata jeśli powstał, oraz tam gdzie nie wiemy wiele o powstaniu początku ewolucji biologicznej na Ziemi.
> czy też cokolwiek, tak jak nie można tego uczynić w przypadku takich pojęć jak wolna wola i inne, które już wymieniłem i wiele innych, których nie wymieniłem.
Nie czuję się władny aby ocenić czy samym aparatem logicznym można coś wywnioskować o istnieniu wolnej woli, raczej sądzę iż potrzebne są tutaj eksperymenty medyczne z zakresu neurofizjologii.
Dobrej nocy, Adam
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>Z ciekawości wszedłem na ten temat, bo ktoś mi go polecił na wątku Wiara a religia. Toczę tam właśnie dyskusję na podobną tematykę dotyczącą między innymi związku przyczynowo-skutkowego. Twoje poglądy są zbieżne z moimi, uważam jednak iż sam użyłeś tutaj argumentów na ich poparcie niedostatecznych i łatwych do zbicia.
Łatwe do zbicia? No to proszę zbić choć jeden.
>Wejdź na wątek Wiara a religia i popatrz jak ja to robię. Mam nadzieję iż włączysz się do dyskusji.
Wszedłem i szybko wyszedłem bo...... tam dużo, bardzo dużo słów a mało istotnych treści lub te treści ,jeśli są, giną w powodzi zbędnych słów tak ,że trudno je dostrzec,
Pozdrawiam
Parys
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | atre (971 punktów) | > >Z ciekawości wszedłem na ten temat, bo ktoś mi go polecił na wątku Wiara a religia. Toczę tam właśnie dyskusję na podobną tematykę dotyczącą między innymi związku przyczynowo-skutkowego. Twoje poglądy są zbieżne z moimi, uważam jednak iż sam użyłeś tutaj argumentów na ich poparcie niedostatecznych i łatwych do zbicia. >Łatwe do zbicia? No to proszę zbić choć jeden. >>Wejdź na wątek Wiara a religia i popatrz jak ja to robię. Mam nadzieję iż włączysz się do dyskusji. >Wszedłem i szybko wyszedłem bo...... tam dużo, bardzo dużo słów a mało istotnych treści lub te treści ,jeśli są, giną w powodzi zbędnych słów tak ,że trudno je dostrzec, > Pozdrawiam >Parys
Powiedziałem "łatwych do zbicia", ponieważ powoływanie się na intuicję, swoją wiarę, bądź niewiarę, nie jest żadnym argumentem. Oczywiście, nie może w takich dyskusjach chodzić o to, aby udowadniać istnienie, czy też nieistnienie Boga, właśnie ze względu na to iż jest to - i tylko tym może być - przekonanie oparte na intuicyjnych sądach. Ja w momencie kiedy po raz pierwszy wszedłem na ów portal i na forum przeraziło mnie przede wszystkich jedno: jakieś absurdalne przekonanie iż istnienie Boga jest sprzeczne z logiką, czy też poprawnym myśleniem. I jeszcze raz powtórzę: ani teista, ani ateista nie może powoływać się na poprawne myślenie, czy też logikę, broniąc swojego poglądu na temat istnienia, czy też nieistnienia Boga.
Pozdrawiam ATREyou
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
> Powiedziałem "łatwych do zbicia", ponieważ powoływanie się na intuicję, swoją wiarę, bądź niewiarę, nie jest żadnym argumentem.
W którym miejscu powołuję sie na intuicje , swoją wiarę lub niewiarę?- proszę o przykład.
> I jeszcze raz powtórzę: ani teista, ani ateista nie może powoływać się na poprawne myślenie, czy też logikę, broniąc swojego poglądu na temat istnienia, czy też nieistnienia Boga.
A na co się mają dyskutujący powołać, czym się posłużyć, jeżeli nie logiką? - nie używanie logiki w dyskusji przekreśla jej sens.
Pozdrawiam
Parys
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) |
>A na co się mają dyskutujący powołać, czym się posłużyć, jeżeli nie logiką? - nie używanie logiki w dyskusji przekreśla jej sens.
Oczywiście, ale posługiwać się nią a powoływać się na nią to duża różnica. Nie ma żadnych, jeśli można to tak nazwać, logicznych argumentów, czy też naukowych przesłanek przekreślających istnienie, czy też nieistnienie Boga-Stwórcy. Sugerowanie iż takie są to pomyłka. Tak samo jak bycie racjonalistą, czy też powoływanie się na racjonalizm nie implikuje bycia ateistą. Mogę być stu procentowym racjonalistą i być wierzącym. Inaczej mówiąc, aby być wierzącym nie muszę zaprzeczać swojemu rozumowi, gdyż ten nie daje mi jakichkolwiek przesłanek do tego abym musiał je, że tak powiem, lekceważyć, aby być wierzącym. Żenujące jest to iż ludzie deklarujący się jako ateiści, z czym bardzo często mamy do czynienia na owym portalu, coś takiego właśnie sugerują... nieświadomi zazwyczaj iż czyniąc tak sami zaprzeczają temu na co się tak powołują. To wszystko. Moim zadaniem było tylko wskazanie na ową pomyłkę. Poza tym na owym portalu przeważają np. takie opinie co do osób wierzących, a w szczególności katolików: 1.wierzący, a w szczególności katolicy, to ciemnogród, a ateista to człowiek oświecony. 2. człowiek wierzący, a w szczególności katolik, nie opiera się w swoich osądach dotyczących swojej wiary na rozumie, natomiast ateista jak najbardziej tak, jeśli chodzi o jego niewiarę. Prawda jest jednak taka iż ani jednym, ani drugim rozum takowych przesłanek, za czy też przeciw, nie dostarczył. Jeśli miałbym podać jakieś przykłady takiego myślenia to, np: wszechświat powstał sam z siebie, natomiast ten sam osąd co do Boga jest, wedle ateisty, argumentem przeciw Jego istnieniu, itd. Może zauważyłeś jak wielki atak przypuszczono na moją tezę brzmiącą iż wszechświat w ogóle, jako całość, implikuje jakieś granice. Zaprzeczano temu wielokrotnie, mówiono że to bzdura, i że skąd takie mniemanie, itd. Nie przedstawiono jednak żadnego ciągu logicznych argumentów przeciwko temu "mniemaniu". Ja natomiast przedstawiłem ciąg logicznych argumentów za takim mniemaniem, które można by streścić w następujący sposób: umysł ludzki pod wszelkie pojęcie, chcąc nie chcąc, podstawia jakiś skończony obiekt. Można oczywiście powiedzieć iż kiedy myślę np. ONZ, to nie mam na myśli jakiegoś skończonego obiektu, czy coś w tym rodzaju. Jest to jednak, niestety błąd, ponieważ mówiąc ONZ, mówię Organizacja Narodów Zjednoczonych, a to już nasuwa jakieś skojarzenia z czymś skończonym, zrzeszającym skończoną liczbę skończonych obiektów, itp. Tak samo kiedy myślę "wszechświat": nie myślę niby o niczym konkretnym, bo o czymkolwiek konkretnym nie pomyślę to już jest częścią tego co określam mianem "wszechświat". Mówiąc jednak iż wszechświat jest to nieskończony zbiór skończonych elementów musielibyśmy założyć, będąc np. fizykami, istnienie jakiejś siły we wszechświecie posiadającej nieskończoną wartość powielającą, że tak powiem, owe skończone elementy w nieskończoność. Istnienie takiej siły we wszechświecie jednak fizycy nie stwierdzili. Więcej, na istnienie takiej siły posiadającej nieskończoną wartość nic we wszechświecie nie wskazuje. A, co najważniejsze, jakże miałoby wyglądać i na czym polegać, wartościowanie takiej siły o nieskończonej wartości, itd. Taka siła jest ze swojej definicji nieobliczalna. Rozum ludzki istnienie takiej siły może przyjąć jedynie a priori i za pomocą żadnej aparatury nie będzie w stanie takiej siły ani stwierdzić, ani określić jej wpływu na to co jesteśmy w stanie zmierzyć i określić. Poza tym umysł ludzki jest w stanie pojąć coś jedynie w odniesieniu do czegoś innego (pies jest psem ponieważ nie jest człowiekiem, jabłko jest jabłkiem ponieważ nie jest gruszką, ani kamieniem. Szukanie, czy też domniemywanie wartości nieskończonej, to jak próba zdefiniowania czegoś co nie jest czymś w porównaniu do czegoś). Mielibyśmy więc pojąć coś nieskończonego w odniesieniu do czegoś, powiedzmy, bardziej nieskończonego? Z założeniem istnienia takiej siły o nieskończonej wartości zawieszamy równocześnie wszelkie dociekanie w stosunku do jej istnienia. Jest ona możliwa do założenia, ale jedynie a priori, jako dogmat. Z tego co wiem naukowiec jednak nie posługuje się dogmatami. A może jednak tak? Do czego więc tak naprawdę dąży nauka? No bo przecież nie do poznania tego co jest - ze względu na takie pochopne założenia - dla ludzkiego umysłu niepoznawalne. Spotkałem się również na tym forum z sądem iż wszechświat może być w prawdzie skończony w przestrzeni, ale nieskończony w czasie. Może tak powiedzieć ktoś kto czas traktuje tak jak traktowano go przed sformułowaniem OTW przez Einsteina. Czas to nie jest jakaś abstrakcyjna wartość, niezależna od, że tak powiem, przestrzeni. Einstein, świadom tego o czym powiedziałem wcześniej na temat nieskończonych wartości, nie zakładał takowych we wszechświecie... dzięki temu doszedł do tego , do czego doszedł i dzięki temu wyjaśnił to, co udało się dzięki temu wyjaśnić. Wszechświat jest albo możliwy do pojęcia przez ludzki umysł, albo... Równie dobrze możemy zacząć postulować istnienie cudów.
>W którym miejscu powołuję sie na intuicje , swoją wiarę lub niewiarę?- proszę o przykład.
Ktoś na wątku czy Bóg istnieje, odpowiedział ci: >Gdy dyskusja z osobą wierzącą dochodzi do konstatacji, że Bóg jest ponad logiką mam >ochotę zamknąć dyskusję,
A ty jemu: Dobry pomysł, bowiem Pan nic nie wnosi istotnego do dyskusji na temat istnienia Boga.
W tym momencie muszę zgodzić się z ateistą, bo logika rzeczywiście nie nadaje się do dyskusji o Bogu. Powołując się na nią w rozmowie o Bogu wierzący, jak i ateista ośmieszają się. Dlatego też ateista, w takiej sytuacji może ci zarzucić iż coś z twoją logiką jest nie tak. Wątek przecież nie brzmiał: jaki jest Bóg, ale czy Bóg istnieje. Ja bym powiedział na takim wątku tylko tyle: Tak. A na pytanie skąd to wiem, powiedziałbym: Z tego samego źródła co ty, że nie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Ktoś na wątku czy Bóg istnieje, odpowiedział ci: >>Gdy dyskusja z osobą wierzącą dochodzi do konstatacji, że Bóg jest ponad logiką mam >ochotę zamknąć dyskusję, >A ty jemu: >Dobry pomysł, bowiem Pan nic nie wnosi istotnego do dyskusji na temat istnienia Boga.
Tutaj miałem na myśli wszystkie poprzednie wypowiedzi tego Pana - to takie podsumowanie kończące jałową dyskusję. Natomiast konstatację " Bóg jest ponad logiką " podtrzymuję - Bóg jako Stwórca stworzył także logikę a więc jest ponad nią.
>W tym momencie muszę zgodzić się z ateistą, bo logika rzeczywiście nie nadaje się do dyskusji o Bogu. > Powołując się na nią w rozmowie o Bogu wierzący, jak i ateista ośmieszają się.
Niezupełnie: właśnie logika to jedna z dróg do Boga , to dzięki niej odkrywamy cud istnienia rzeczy czyli niematerialną przyczynę materii, a więc logiczną przesłankę Boga.
Ośmiesza się raczej ateista poprzez brak konsekwencji : z jednej strony logika jako podstawa nauki jest OK ale ta sama logika ,która doprowadza do wniosku o niematerialności przyczyny materii już nie jest OK.
>Dlatego też ateista, w takiej sytuacji może ci zarzucić iż coś z twoją logiką jest nie tak. Wątek przecież nie brzmiał: >jaki jest Bóg, ale czy Bóg istnieje. Ja bym powiedział na takim wątku tylko tyle: Tak. A na pytanie skąd to wiem, >powiedziałbym: Z tego samego źródła co ty, że nie.
Oj nie: pierwsze źródło to używanie logiki a drugie to jej ignorowanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >Niezupełnie: właśnie logika to jedna z dróg do Boga , to dzięki niej odkrywamy cud istnienia rzeczy czyli niematerialną przyczynę materii, a więc logiczną przesłankę Boga.
Dla wierzącego, może to być logiczna przesłanka Boga, ateista ma jednak niestety prawo, odwołując się do tymczasowej niewiedzy, uważać to za logiczną przesłankę nie prowadzącą jednak do spirytus movens.
>Ośmiesza się raczej ateista poprzez brak konsekwencji : z jednej strony logika jako podstawa nauki jest OK ale ta sama logika ,która doprowadza do wniosku o niematerialności przyczyny materii już nie jest OK.
Logika jeśli ma się trzymać jakichś praw musi odwoływać się do doświadczenia. Poza nim niestety może doprowadzać do różnych paradoksów, jak te Zenona i argumenty Huma przeciwko związkowi przyczynowo-skutkowemu. Dogmaty wiary mają wprawdzie poparcie w logice, czy też nie są one sprzeczne z logiką, ale aby przejść do nich potrzebny jest pewien przeskok, akt zawierzenia, z jakim mamy chociażby do czynienia w stosunkach między ludźmi. Tak to w najkrótszym sensie rozumiem. Na tym polega wiara.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Dla wierzącego, może to być logiczna przesłanka Boga, ateista ma jednak niestety prawo, odwołując się do tymczasowej niewiedzy, uważać to za logiczną przesłankę nie prowadzącą jednak do spirytus movens.
Niematerialność przyczyny materii wynika z logicznego myślenia a to nie zależy od tego , czy ktoś jest ateistą czy też wierzy w Boga - jest to fakt obiektywny. Niematerialną przyczynę materii, która leży poza naszymi możliwościami poznawczymi, nazywamy w naszej tradycji, kulturze Bogiem, Absolutem, Pierwszym Poruszycielem itp.- jest wiele spekulacji co do definicji Boga. Znany fakt, że aby opisać coś tak wydawałoby się prostego jak próżnia , potrzebne są skomplikowane teorie pól kwantowych, skłania wielu do tego, aby w Bogu widzieć także intelekt absolutny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | >Niematerialną przyczynę materii, która leży poza naszymi możliwościami poznawczymi, nazywamy w naszej tradycji, kulturze Bogiem, Absolutem, Pierwszym Poruszycielem itp.- jest wiele spekulacji co do definicji Boga. Mogę Ci wymyślić jeszcze wiele innych stworów i upierać się, że to one nas stworzyły bo taka ich własność... I nie znajdziesz dowodów, że tak nie jest! Miejsce Boga jest obok Elfów, Gnomów i Rusałek- ich istnienie lub nie to kwestia uznania (wiary) a logika nie ma tu nic do rzeczy. Próba używania logiki do potwierdzania lub obalania tworów ludzkiej fantazji jest wręcz śmieszna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Mogę Ci wymyślić jeszcze wiele innych stworów i upierać się, że to one nas stworzyły bo taka ich własność... I nie znajdziesz dowodów, że tak nie jest!
Czy ja ci zabraniam?- wymyślaj.
>Miejsce Boga jest obok Elfów, Gnomów i Rusałek- ich istnienie lub nie to kwestia uznania (wiary) a logika nie ma tu nic do rzeczy.
Zgoda, jeśli przyczynę niematerialną materii chcesz nazywać Rusałką - twoja wola, ja zgodnie z tradycją nazywam Bogiem.
>Próba używania logiki do potwierdzania lub obalania tworów ludzkiej fantazji jest wręcz śmieszna.
A czy ja to próbuję? Ja użyłem logiki do wykazania ,że przyczyna materii jest niematerialna a nie do wykazania ,że ta przyczyna nie nazywa się Rusałka.
Przypominam moje rozumowanie oparte o logikę (jeśli znajdujesz w nim błąd logiczny to go wskaż):
>>Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest niepoznawalna .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >Przyczyną materii nie może być ona sama (skutek nie wyprzedza przyczynę) a więc przyczyna materii nie jest materialna zatem jest niepoznawalna .
Czemu przyczyny niematerialne maja być nie poznawalne? Czy koła i kwadraty są niepoznawalne? Ale załóżmy ze masz rację i że można udowodnić że przyczyną materialnego świata jest coś niematerialnego co ty zgodnie, jak sam mówisz, z tradycją nazywasz Bogiem. Mówisz też, że oczywiście ateiści mogą to sobie nazywać rusałką jeśli chcą, lecz to nie zmieni istoty sprawy. A jaka jest ta istota sprawy? Zastanówmy się. Teiści próbując być może sami siebie oszukać sądzą że mają szereg niepodważalnych rozumowań takich jak to przedstawione prowadzących ich do stwierdzenia że to bóg stworzył wszechświat. Ale gdyby tylko chodziło o myśl "jest niematerialna i niepoznawalna przyczyna wszechrzeczy i nazywa się bóg" to faktycznie chodziłoby tylko o nadanie nazwy i różnica między ateistą czy na przykład buddystą mówiącym iż nieznana jest przyczyna wszechświata a teistą nazywającym sobie tą nieznaną przyczynę bogiem byłaby pozorna. Jednakże nie to chodzi. Już to widzę jak teistą wystarczy stwierdzi, że bóg po prostu jest przyczyną świata. Bóg go STWORZYŁ, a więc CHCIAŁ, chciał bo jest INTENCJONALNA ISTOTĄ, do tego z jakiegoś powodu pomimo całej tej okropności jaką jest stworzony świat nazywa się go DOBRĄ istotą, pół biedy gdyby go uważano za dobrotliwego ale w istocue ograniczonego bożka, nie to WSZECHMOCNY stwórca wszystkiego.
Więc proszę państwa, wiara że ten wypełniony chaosem i bezcelowością, rozwijający się w swej ożywionej części drogą krwawej, przynoszącej hekatomby cierpienia darwinowskiej ewolucji wszechświat stworzył TAKI bóg to jest coś co owszem nie tylko nauka ale zwykły rozsądek i przyzwoitość uczyniła zbytecznym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >Zgoda, jeśli przyczynę niematerialną materii chcesz nazywać Rusałką - twoja wola, ja zgodnie z tradycją nazywam Bogiem. Nie twierdzę że Rusałka to inna nazwa Boga. Rusałka to Rusałka. Jeśli wierzysz w Boga, to nie ma przeszkód by nie wierzyć w Rusałki. Jedno i drugie jest ludzkim wymysłem, a różnice są dwie: cechy jakie człowiek nadał tym wyobrażeniom oraz wyuczony, narzucony społecznie szacunek dla jednego tworu a brak tego szacunku dla drugiego.
>Ja użyłem logiki do wykazania ,że przyczyna materii jest niematerialna a nie do wykazania ,że ta przyczyna nie nazywa się Rusałka. >Przypominam moje rozumowanie oparte o logikę (jeśli znajdujesz w nim błąd logiczny to go wskaż): Tuzin osób wskazało Ci go po wielokroć.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | atre (971 punktów) | >>Ktoś na wątku czy Bóg istnieje, odpowiedział ci: >>>Gdy dyskusja z osobą wierzącą dochodzi do konstatacji, że Bóg jest ponad logiką mam >ochotę zamknąć dyskusję, >>A ty jemu: >>Dobry pomysł, bowiem Pan nic nie wnosi istotnego do dyskusji na temat istnienia Boga. > Tutaj miałem na myśli wszystkie poprzednie wypowiedzi tego Pana - to takie podsumowanie kończące jałową dyskusję. Natomiast konstatację " Bóg jest ponad logiką " podtrzymuję - Bóg jako Stwórca stworzył także logikę a więc jest ponad nią. >>W tym momencie muszę zgodzić się z ateistą, bo logika rzeczywiście nie nadaje się do dyskusji o Bogu. >> Powołując się na nią w rozmowie o Bogu wierzący, jak i ateista ośmieszają się. >Niezupełnie: właśnie logika to jedna z dróg do Boga , to dzięki niej odkrywamy cud istnienia rzeczy czyli niematerialną przyczynę materii, a więc logiczną przesłankę Boga. >Ośmiesza się raczej ateista poprzez brak konsekwencji : z jednej strony logika jako podstawa nauki jest OK ale ta sama logika ,która doprowadza do wniosku o niematerialności przyczyny materii już nie jest OK. >>Dlatego też ateista, w takiej sytuacji może ci zarzucić iż coś z twoją logiką jest nie tak. Wątek przecież nie brzmiał: >jaki jest Bóg, ale czy Bóg istnieje. Ja bym powiedział na takim wątku tylko tyle: Tak. A na pytanie skąd to wiem, >powiedziałbym: Z tego samego źródła co ty, że nie. >Oj nie: pierwsze źródło to używanie logiki a drugie to jej ignorowanie.
Widzisz, jak znowu stałeś się przedmiotem ataku, tych - jak ich określiłem sobie niedawno - wierzących ateistów. Ateistów, bo twierdzą iż nie wierzą w Boga. Wierzących, bo chociaż twierdzą iż nie wierzą w Boga, to jednak wierzą we wszystko, co tylko nie wymaga od nich założenia istnienia Boga. Niestety nauka, z którą mamy doi czynienia dzisiaj opiera się na sprzecznych i nie przemyślanych założeniach. Wie to każdy logik! Wiedzą to również sami fizycy. Dlatego też najwybitniejsze współczesne umysły naukowe tego świata zachowują ostrożność w formułowaniu skrajnych wniosków. A nawet jeśli to robią, to nie powołują się na naukę, przynajmniej w takim jej stanie, w jakim jest dzisiaj. A skoro oni, jej twórcy tego nie robią, to jakie przesłanki mogą mieć do tego ci, którzy z nauką w większości mają jedynie tyle wspólnego, ile poczytają o niej w Świecie Nauki? Co innego mieć niepodważalne, czy też jakiekolwiek dowody, a co innego sądzić, czy też mieć nadzieję iż kiedyś naukowcy nam ich dostarczą. Ba, oby się na przykład nie okazało, iż owszem, dostarczą nam ich, ale jako dowody na zgoła coś całkiem innego, czego się raczej po nich nie spodziewaliśmy. I co wtedy będzie? Mam prawo spodziewać się tego w takim samym stopniu jak i z taką samą dozą prawdopodobieństwa. Bo póki co, u podstaw współczesnej nauki leży tyle sprzeczności, niekonsekwencji, a nawet absurdu, iż trzeba mieć albo zaćmiony umysł, albo być fanatykiem, aby tego nie zauważyć. A jeśli się samemu nie umie do tego dojść, to można na ten temat poczytać. Trzeba jednak sięgnąć do czegoś więcej niż do Świata Nauki. Chociaż i tam wiele ciekawych na ten temat informacji również można znaleźć. Niekiedy odnoszę wrażenie, czytając wypowiedzi deklarujących się jako ateiści forumowiczów, iż ich argumenty rozumowe polegają jedynie na jakimś dziecięcym zawierzeniu nauce, nie opartej jednak na jakiejś gruntownej wiedzy i własnych, przeprowadzonych bez uprzedzeń, przemyśleniach. To samo w stosunku do teistów... Na Boga, nie ma żadnej logicznej, rozumowej, potwierdzonej przesłanki prowadzącej do założenia niematerialności przyczyny materii! Mówię to jako wierzący! Jak i też nie ma żadnych teorii fizycznych opisujących pustkę! Zresztą, co to za określenie "niematerialność"? Czy to nie po prostu "nic"? Jak "nic" może być przyczyną czegokolwiek w kategoriach rozumu? Wiary też! Bóg nie jest niczym! ...drogi teisto. A jak chcesz się już wypowiadać na temat wiary to sięgnij czasem do teologii. Bo znowuż znajdzie się kolejny niewierzący w Boga, ale wierzący w naukę ateista, czy też po prostu teista naukowy, który będzie porównywał Boga do rusałek w odwecie za to iż ty mu sugerujesz jakieś niematerialne przyczyny materii. Niech sobie on w to wierzy! Jeszcze raz powtarzam: Bóg nie jest niczym! A skoro ty uważasz iż masz argumenty za tym iż nic stworzyło świat... to nie myl tego przynajmniej z Bogiem! Więcej odpowiedzialności za to czego, uważa się, iż się broni. Bo skutek może być odwrotny do zamierzonego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Celecrin (11895 punktów) | Czesc Cytat:Niestety nauka, z którą mamy doi czynienia dzisiaj opiera się na sprzecznych i nie przemyślanych założeniach. Wie to każdy logik! Wiedzą to również sami fizycy. Chetnie poznam jeden przyklad.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Czesc> Cytat:Niestety nauka, z którą mamy doi czynienia dzisiaj opiera się na sprzecznych i nie przemyślanych założeniach. Wie to każdy logik! Wiedzą to również sami fizycy. > Chetnie poznam jeden przyklad.> Być może chodzi o fakt, że wbrew powszechnej opinii nauka nie posiada narzędzi do udowadniania prawd, większość teorii naukowych jest, w sensie logicznym fałszywych. I pod tym względem atre ma rację - nazbyt wiele jest osób mieniących się racjonalistami, którzy pokładają wiarę w naukę jako źródło prawd w sposób analogiczny do tego jak wierzący ufają autorytetom kościołów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Cytat:Być może chodzi o fakt, że wbrew powszechnej opinii nauka nie posiada narzędzi do udowadniania prawd Jeden przykład proszę. Podajcie jeden konkretny przykład naukowej nieprawdy. Będzie o czym rozmawiać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Cześć> Cytat:Być może chodzi o fakt, że wbrew powszechnej opinii nauka nie posiada narzędzi do udowadniania prawd > Jeden przykład proszę.> Podajcie jeden konkretny przykład naukowej nieprawdy. Będzie o czym rozmawiać.Matko: -fizyka newtonowska (nieprawdziwa). -teoria względności połączona z mechaniką kwantową daje wyniki zupełnie rozbieżne z tym co możemy zaobserwować. -obowiązująca długo teoria że zamarznięcie zabija żywe organizmy (obalona przez odkrycie krioprotektorów) Jeśli się na prawdę wierzy w naukę, w to że dokonuje ona postępów w wyjaśnianiu świata, trzeba przyjąć że większość wyznawanych dziś przez nas teorii to nieprawdy których jeszcze nie jesteśmy świadomi. Poza tym nie chodzi mi o udowodniona fałszywość różnych naukowych teorii, ale o niezdolność nauki do dowodzenia że jej teorie są prawdziwe, ta kwestia techniczna odróżnia ją od metafizyki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > -fizyka newtonowska (nieprawdziwa).Możesz mi napisać dlaczego, pomomo, iż jest nieprawdziwa, MUSISZ się jej uczyć w szkole? Nie pisz, że jest niepotrzebna, nie traćmy czasu na sprawy oczywiste i mnie zdenerwujesz przy okazji  .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
> Możesz mi napisać dlaczego, pomomo, iż jest nieprawdziwa, MUSISZ się jej uczyć w szkole?Najwięcej uczymy się na błędach. także tych w obrębie nauki.  A na serio, chociaż fizyka newtonowska jest nieprawdziwa jest podobna do prawdy wystarczająco by wciąż mogła służyć jako względnie prosty model działania świata w warunkach jaki żyją ludzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 8 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > A na serio, chociaż fizyka newtonowska jest nieprawdziwa jest podobna do prawdy >wystarczająco by wciąż mogła służyć jako względnie prosty model działania świata w >warunkach jaki żyją ludzie.Zastanawiam się czy potraktować Ciebie serio. Z jednej strony chcę poświęcić czas dla Ciebie, z drugiej szkoda mi go na rozmowy do niczego nie prowadzące. Postaram się jednak w miarę coś Ci wytłumaczyć, choć obawiam się że humaniście nie jest dane dojść do pewnych prawd. Po kolei jednak. [Zakładam, że jesteś humanistą - 3 z maty standardowo, masz nie więcej niż 20 lat i masz pewne pojęcie filozoficzne, lubisz myśleć i dyskutować] Podam Ci tylko jeden przykład ilustrujący tok Twojego "dziecinno - filozoficznego"<---(młodego>okrąg Najpierw definicja: Okrąg - zbiór wszystkich punktów płaszczyzny euklidesowej odległych od ustalonego punktu o żadaną odległość. Jak to odnosi się do rzeczywistości? Z filozoficznego punktu widzenia okręgi w rzeczywistości nie istnieją . Po pierwsze geometria euklidesa jest "nieprawdziwa". Po drugie coś takiego jak punkt nie istnieje. Po trzecie nie ma takiego zbioru punktów odległych dokładnie o tę samą odleglość. Okrąg jest zatem tylko tworem matematycznym, istniejącym tylko w świecie matematyki, a okręgi w rzeczywistości są "nieprawdziwe", są jedynie niedoskonałymi, zbliżonymi formami. Czy jednak słowo krąg nie istaniało zanim zostało ono użyte w matematyce? Czy narysowanej cyrklem formy nie możemy nazwać okręgiem? MOŻEMY. Czy się rożnią te dwa okręgi? dokładnością . Takiego słowa powinieneś użyć. Teoria Newtona jest prawdziwa , ona jest tylko niedokładnaWeźmy pod uwagę promień Ziemi. R= 6 378,24 km (równikowy). Na ile dokładna jest teoria Newtona w tym przypadku? Jeśli przyjąć dokładność stałej grawitacji to jak 10 do -11. Czyli promień Ziemi można obliczyć z dokładnością 0,000063 metra. Fizyka newtonowska pozostaje i pozostanie aktualna (czyt. prawdziwa) dla układów w skali układów planetarnych. Jest bardzo dokładna. Błąd w pomiarach orbity Merkurego, który został wyjaśniony na gruncie OTW, to 47 sekund w ciągu 100 lat  . Sekunda to zaledwie 1/3600 stopnia. Wzory Netwona działają, jeśli używa się ich w odpowiedniej skali. Można powiedzieć inaczej. Działają w świecie Newtona (w którym żyjemy). Dziś świat opisują jednocześnie wzory trzech facetów: Newtona, Einsteina i Schrödingera. Każdy z nich odpowiada innej skali. Warto jednak dodać, ze zastosowane do skali Newtona dają te same wyniki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) |
> Zastanawiam się czy potraktować Ciebie serio. Z jednej strony chcę poświęcić czas dla Ciebie, z drugiej szkoda mi go na rozmowy do niczego nie prowadzące. Postaram się jednak w miarę coś Ci wytłumaczyć, choć obawiam się że humaniście nie jest dane dojść do pewnych prawd. Po kolei jednak. [Zakładam, że jesteś humanistą - 3 z maty standardowo, masz nie więcej niż 20 lat i masz pewne pojęcie filozoficzne, lubisz myśleć i dyskutować]Cóż po takim żenującym ataku ad personam właściwie powinienem zmilczeć twoją odpowiedź. Nie jestem humanistą, nie miałem 3 z matmy, mam więcej niż 20 lat. Nie wiem co to jest "pewne pojęcie filozoficzne' więc tego epitetu nie skomentuję > Podam Ci tylko jeden przykład ilustrujący tok Twojego "dziecinno - filozoficznego"<---(młodego>okrągNajpierw definicja: Okrąg - zbiór wszystkich punktów płaszczyzny euklidesowej odległych od ustalonego punktu o żadaną odległość.> Jak to odnosi się do rzeczywistości?> Z filozoficznego punktu widzenia okręgi w rzeczywistości nie istnieją .> Po pierwsze geometria euklidesa jest "nieprawdziwa".> Po drugie coś takiego jak punkt nie istnieje.Tak, w fizycznej rzeczywistości okręgi matematyczne nie istnieją. Tak, w fizycznej rzeczywistości punkty matematyczne nie istnieją. Tak, geometria euklidesowa to nie jest to co najlepiej nadaje się dociekania tego jak się rzeczy maja. Tak, już teraz mogę stwierdzić, że krytykując dziecinno-filozoficzne zapatrywania innych sam zachowujesz sie jak delikatnie mówiąc uczniak, który opanował różniczki i całki ale na tym jego przygoda z zaawansowana matematyką, z którą, nie wątpię nie miał problemu, się zakończyła i nie zdążył dojść do takich rzeczy jak metamatematyka, logika czy teoria prawdy. > Po trzecie nie ma takiego zbioru punktów odległych dokładnie o tę samą odleglość.> Okrąg jest zatem tylko tworem matematycznym, istniejącym tylko w świecie matematyki, a okręgi w rzeczywistości są "nieprawdziwe", są jedynie niedoskonałymi, zbliżonymi> formami.> Czy jednak słowo krąg nie istaniało zanim zostało ono użyte w matematyce?> Czy narysowanej cyrklem formy nie możemy nazwać okręgiem?> MOŻEMY. Czy się rożnią te dwa okręgi? dokładnością .Oczywiście że możemy sobie NAZYWAĆ. Ale to nie zmieni fatu że przybliżone okręgi fizyczne to nie okręgi matematyczne, a w przybliżeniu prawdziwe, czy poprawne wyniki przewidywań pewnej teorii fizycznej to nie to samo co jej PRAWDZIWOŚĆ W SENSIE LOGICZNYM. > Takiego słowa powinieneś użyć. Teoria Newtona jest prawdziwa , ona jest tylko niedokładnaWeźmy pod uwagę promień Ziemi. R= 6 378,24 km (równikowy). Na ile dokładna jest teoria Newtona w tym przypadku? Jeśli przyjąć dokładność stałej grawitacji to jak 10 do -11. Czyli promień Ziemi można obliczyć z dokładnością 0,000063 metra.> Fizyka newtonowska pozostaje i pozostanie aktualna (czyt. prawdziwa) dla układów w skali układów planetarnych.Byc może gdybyś będąc jeszcze dzieckiem poświęcił sobie trochę czasu na czytanie, jak sam stwierdziłeś dziecinnych, a więc właściwych dla tego wieku książek filozoficznych dowiedziałbyś się że to Hume był tym który wykazał logiczną bezzasadność wiary, że skończony zbiór doświadczeń może być DOWODEM na prawdziwość jakiejkolwiek teorii o uniwersalnym prawie przyrody. Skąd wiesz że za na przykład 100000000000 lat nie dojdzie do gwałtownej zmian praw i fizyka Newtonowska przestanie działać gdziekolwiek? Tego się nie udowodni żadnym eksperymentem, i proszę daruj tu sobie wyskakiwanie ze zdrowym rozsądkiem albo praktyczną pewnością bo to dobre dla przekupek na targu. Poza tym że jest to rzecz którą musi brać też pod rozwagę. > Jest bardzo dokładna. Błąd w pomiarach orbity Merkurego, który został wyjaśniony na gruncie OTW, to 47 sekund w ciągu 100 lat . Sekunda to zaledwie 1/3600 stopnia. I co z tego? Czym innym jest zwykła niedokładność która wynika na przykład z ograniczeń instrumentalnych i którą zakłada się nie jako w testowaniu każdej teorii, a czym innym jest fałszywość fizykii newtonowskiej, którą w tej chwili możemy wyliczać dla danych warunków bazując na teoriach ogólniejszych. Właściwie, teoria Ptolemeusza tez jest prawdziwa, ona jest niedokładna, gdyby myśleć podług ciebie. A jak bardzo jest niedokładna biblijna teoria o stworzeniu świata? > Wzory Netwona działają, jeśli używa się ich w odpowiedniej skali. Można powiedzieć inaczej. Działają w świecie Newtona (w którym żyjemy).Nie wiem. Wierzę ze jest jeden świat i multum teorii go opisujących. Większość jeśli nie wszystkie są fałszywe, ale fałsz niektórych jest większy i łatwiej go dostrzegamy a innych wciąż się przed nami zakrywa. Są tez teorie tak zbudowane, że w zasadzie odporne na wykrycie fałszu. To metafizyki wszelkiego rodzaju. > Dziś świat opisują jednocześnie wzory trzech facetów: Newtona, Einsteina i Schrödingera. Każdy z nich odpowiada innej skali. Warto jednak dodać, ze zastosowane do skali Newtona dają te same wyniki.Cóż, GPS działa w naszej skali jak to powiadasz skali Newtona, ale bez poprawek relatywistycznych uwzględniających zakrzywienie czasoprzestrzeni w polu grawitacyjnym Ziemi można by je o kant d*** obić. Chyba że rozumujemy tak: teoria Newtona jest prawdziwa, a jak sie okaże ze nie jest to znaczy ze nie ta salę wykorzystujemy. Właściwie, gdyby uczeni prezentowali podejście jak ty nie bawiliby się dalej w fizykę - wszystko co w tej chwili jest w zasięgu naszych doświadczeń i laboratoriów, jest skutecznie wyjaśniane na gruncie tych trzech teorii, a jednak fizycy szarpia się z teorią strun, kwantową grawitacją, geometrią nieprzemienną i całą reszta tych rzeczy, dla których póki co nawet nie bardzo są w stanie zaproponować wykonywalnych testów empirycznych. Ciekawe po co skoro jedynym mankamentem tego co maja jest "niedokładność".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Cytat:Cóż po takim żenującym ataku ad personam właściwie powinienem zmilczeć twoją odpowiedź. Ani to nie był atak, ani tym bardziej żenujący. Ad personam, przepraszam czy ja to wykorzystuję w dyskusji? Nie używam argumentów ad personam. Napisałem wyraźnie, że zakładam, jeśli się pomyliłem to... tym gorzej dla Ciebie  Przejdźmy do rzeczy: Cytat:Tak, już teraz mogę stwierdzić, że krytykując dziecinno-filozoficzne zapatrywania innych sam zachowujesz sie jak delikatnie mówiąc uczniak, który opanował różniczki i całki ale na tym jego przygoda z zaawansowana matematyką, z którą, nie wątpię nie miał problemu, się zakończyła i nie zdążył dojść do takich rzeczy jak metamatematyka, logika czy teoria prawdy.
To jest argument ad personam, bo udaje argument w dyskusji, a nic nie wnosi. Cytat:Skąd wiesz że za na przykład 100000000000 lat nie dojdzie do gwałtownej zmian praw i fizyka Newtonowska przestanie działać gdziekolwiek? Tego się nie udowodni żadnym eksperymentem, i proszę daruj tu sobie wyskakiwanie ze zdrowym rozsądkiem albo praktyczną pewnością bo to dobre dla przekupek na targu. Skąd wiemy, czy nie dojdzie do gwałtownych zmian praw. Czyli co udowadniasz że teraz teoria Newtona działa? Jeśli dojdzie do gwałtownych zmian praw zmienią się wszystkie teorie Newtona, Einsteina i Schrodingera. Nie ma to nic do rzeczy z prawdziwością jakiejkolwiek teorii, bo do tego potrzebujesz niezmiennej prawdziwej rzeczywistości, jako odnośnika "prawdy", tak? Cytat:Czym innym jest zwykła niedokładność która wynika na przykład z ograniczeń instrumentalnych i którą zakłada się nie jako w testowaniu każdej teorii Do tego się to sprowadza w rzeczywistości. Założenia Newtona były poparte (właściwie powstały) dzięki eksperymentom i są przez to zgodne z rzeczywistością. Cytat:Wierzę ze jest jeden świat i multum teorii go opisujących. Większość jeśli nie wszystkie są fałszywe, ale fałsz niektórych jest większy i łatwiej go dostrzegamy a innych wciąż się przed nami zakrywa Są niedokładne. Fałszywość teorii naukowych to wymysł New Age  Podaj mi dokładnie jak rozumiesz prawdziwość, fałszywość naukowych teorii. Uważam, że to musisz sprecyzować, po tym jak nie łyknąłeś mojej "niedokładności". Jednocześnie chcę podkreślić, że do "fałszywości" teorii Newtona należy rozdzielić ją całkowicie z OTW oraz teorią kwantową. Nie udało się to Khunowi (niewspółmierności) nie uda i Tobie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >To jest argument ad personam, bo udaje argument w dyskusji, a nic nie wnosi. Już nie będę.
Ujme pokrótce. PRAWDZIWOŚĆ teorii naukowych rozumiem jak zgodność z faktami, jest to tak zwana korespondencyjna teoria prawdy, dziwię się że trzeba ja precyzować bo jest to jedna z niewielu, może jedyna dopracowana teoria prawdy jaką zawiera szeroko rozumiana nauka i filozofia. Zgodnie z tą teoria fizyka newtonowska jest nieprawdziwa, bo nawet pomijając błędy pomiarowe, zawsze będzie dawać inny obraz rzeczywistości niż teorie ogólniejsze. Na podstawie testów empirycznych przedkładamy te ogólniejsze teorie (mechanika kwantowa i TW), więc zakładając ich prawdziwość, musi to implikować fałszywość (w sensie braku korespondencji z faktami) fizyki klasycznej.
Co do zmiany praw: jest faktem podstawowym w dziedzinie filozofii nauki NIEZDOLNOŚĆ nauki do UDOWADNIANIA jej teorii, a fakt ten jest znany od czasów Humowskiej krytyki indukcji. Załóżmy, że jakiś fizyk pomierzył dwie zmienne a i b i wyszło mu, że pasują mu one do wzoru a=b^2. Ściśle zgadł on zaproponował czy jak to nazwiemy taki wzór i on pasował mu do JUŻ uzyskanych wyników. Sprawdził następnie dla kilku innych wartości b jakie wartości a wychodzą mu eksperymentalnie a jakie według jego teorii. Jeśli wyniki zgadzałyby się to teoria jest prawdziwa. Tak wielu uważa (mam też wrażenie że ty). Ale: -nie ma przesłanek by stwierdzić że na przykład kolejne 13 pomiarów okaże się zupełnie nie pasowac do tej teorii. Ze skończonej liczby doświadczeń nie można w sposób logicznie prawomocny dowodzić teorii uniwersalnych. - Kant poradził sobie z tym w ten sposób, iż przyjął, że doświadczany obraz świata zależy w znacznej mierze od poznawczego oprzyrządowania umysłu - a "stałość przyrody" to zasada wpisana w nasze umysły i aparat poznawczy i dlatego koniecznie obowiązująca w świecie empirycznego doświadczenia (można wtedy reaktywować pewną formę indukcji i "dowodzić" teorii naukowych) -Popper zaproponował, by zupełnie zapomnieć o dowodzeniu w obrębie nauki i odrzucić kantowską teorię o niezmienności aparatu poznawczego i konieczności zasady "stałości natury". Zamiast tego rozpatrywać naukę jako zbiór teorii uniwersalnych poddawanych testom pod kątem ich zgodności z faktami, i odrzucanych w zasadzie po wykazaniu ich fałszywości. Sama wiedza rozwija się ewolucyjnie, teorie "dostosowują się" zmieniając opisy praw uniwersalnych tak by pasowały do pojedynczych, eksperymentalnie zaobserwowanych faktów. Prawo stałości przyrody jest zbędne, bo zgodność z prawdą obiektywną, jakkolwiek pełni rolę idei regulatywnej i niedosiężonego celu nauki to jednak nie jest wymagana do przyjmowania teorii - wystarczy że teoria wyjaśnia fakty lepiej i dokładniej niż inne i jest nieobalona.
Podany opis jest skrajnie uproszczony i ZASADNIE KRYTYKOWALNY. Ale wystarczy mi do pokazania co różni mnie od ciebie w pojmowaniu nauki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | kanik (3636 punktów) (zablokowany) | Podjąłeś się karkołomnego wyzwania  . To przerasta możliwości intelektualne Celerina. Jedyne co powtarza w kółko jak mantrę to naukowo udowodnione, erystyka oczywiście w jego własnym pojęciu. Człowiek ten ma ograniczone możliwości percepcji i marnujesz czas na polemikę z nim. Empirycznie to sprawdziłem. Ogólnie to wesoły z niego człek tzn pocieszne są jego wypowiedzi. Ogólnie można powiedzieć , że Celerin nie rozumie jednego faktu dość istotnego , że prawda , teorie i dowody są funkcją czasu. Dla niego jak już coś naukowcy (oczywiście wybrani przez niego) coś ogłoszą i niby udowodnią to tak jest i finito. Także szkoda Twego wysiłku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adam Michalik (153 punktów) | > Są niedokładne. Fałszywość teorii naukowych to wymysł New Age > Podaj mi dokładnie jak rozumiesz prawdziwość, fałszywość naukowych teorii. Uważam, że to musisz sprecyzować, po tym jak nie łyknąłeś mojej "niedokładności".> Jednocześnie chcę podkreślić, że do "fałszywości" teorii Newtona należy rozdzielić ją całkowicie z OTW oraz teorią kwantową. Nie udało się to Khunowi (niewspółmierności) nie uda i Tobie.Nie da się udowodnić, że dana teoria jest prawdziwa, tak samo jak nie mogę udowodnić, że cały świat nie jest tylko wytworem mojej wyobraźni... a właściwie Twojej wyobraźni, bo przecież ja nie istnieję. Dokładność. Hm. Na tej samej zasadzie można twierdzić, że np. liczba pi jest wymierna, bo można ją przybliżać liczbami wymiernymi z dowolną dokładnością. Jednakże pi wymierna nie jest. Wniosek? Prawdziwość to nie jest jedynie kwestia dokładności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | I teraz ciekawostka: Czym różni się nauka od wiary? Bo nauka potrafi przyznać się do błędów, "tak, sądziliśmy, że ziemia istniała przez 4 tysiące lat, ale myliliśmy się" i co odpowiada na podobne pytania wiara/biblia/kościół? "tak, ewolucja nie istnieje, bo tak pisze i już" Jeśli nawet teoria ewolucji zostanie obalona nauka powie "no tak, myliliśmy się, jednak to inne prawa rządzą światem przyrody, znajdźmy je!", religia natomiast "ha! my od początku wiedzieliśmy, że się mylicie, bo tak pisze w bilbii i już!" Nauka się rozwija, i niektóre początkowe stwierdzenia wydają się być dziwne, a wręcz śmieszne. Na przykład " kamienie nie mogą spadać z nieba, bo w niebie nie ma kamieni" powiedział ktoś na temat meteorytów
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Marzenka (546 punktów) | >Bo nauka potrafi przyznać się do błędów, "tak, sądziliśmy, że ziemia istniała przez 4 tysiące lat, ale myliliśmy się" i co odpowiada na podobne pytania wiara/biblia/kościół? " tak, ewolucja nie istnieje, bo tak pisze i już"
Oj, oj, oj, no przecież kilka lat temu nasz szanowny JP2 powiedział, że bóg mógł się posłużyć ewolucją do stworzenia człowieka. Kościół po wielu wiekach walk i morderstw w końcu musiał przyznać, że Ziemia jest okrągła. Już dawno przestali głosić, że wszechświat powstał w 7 dni. Oni zmieniają zdanie ale tylko w tedy kiedy dowody są miażdżące i nie mają już wyjścia. Cały szkopuł w tym, że nauka jak nie zna odpowiedzi na jakieś pytanie - odpowiada się uczciwie: nie wiem, ale spróbuję znaleźć rozwiązanie. Natomiast religia udaje, że wie wszystko: od zarania dziejów, aż do tego co się dzieje po śmierci, na a ta cholerna nauka cały czas każe im zmieniać wersje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >Bo nauka potrafi przyznać się do błędów, "tak, sądziliśmy, że ziemia istniała przez 4 tysiące lat, ale myliliśmy się" i co odpowiada na podobne pytania wiara/biblia/kościół? " tak, ewolucja nie istnieje, bo tak pisze i już"Oj, oj, oj, no przecież kilka lat temu nasz szanowny JP2 powiedział, że bóg mógł się posłużyć ewolucją do stworzenia człowieka. Kościół po wielu wiekach walk i morderstw w końcu musiał przyznać, że Ziemia jest okrągła. Już dawno przestali głosić, że wszechświat powstał w 7 dni. Oni zmieniają zdanie ale tylko w tedy kiedy dowody są miażdżące i nie mają już wyjścia. Cały szkopuł w tym, że nauka jak nie zna odpowiedzi na jakieś pytanie - odpowiada się uczciwie: nie wiem, ale spróbuję znaleźć rozwiązanie. Natomiast religia udaje, że wie wszystko: od zarania dziejów, aż do tego co się dzieje po śmierci, na a ta cholerna nauka cały czas każe im zmieniać wersje.Jest nawet gorzej - bo naciąga swoje uprzednie twierdzenia, teraz już niewygodne, do nowo odkrytych faktów naukowych, wykręcając się jak wyjątkowo sprytny przedszkolak  Te 7 dni okazuje się nagle, że to nie jest według ziemskiej miary czasu (co jest poniekąd logiczne, skoro Ziemi jeszcze nie było - no ale z drugiej strony była, w boskim planie  ), tylko miary boskiej - takie kamienie milowe boskiej działalności, a nie dosłowne dni. Najważniejszy argument człowieka wiary przeciwko atakowi człowieka niewierzącego na jego "dane od Boga" święte pisma to "ale przecież tego nie bierze się dosłownie!"  I zaraz potem następuje staranne odwracanie kota ogonem (czemu jestem przeciwna, bo co biedny kot winny  ). Trochę podobnie, jak z "Pieśnią nad pieśniami" - erotykiem wszech czasów (te piersi jak para koźląt bliźniaczych), który w pewnej chwili zyskał interpretację alegoryczną (że niby opisuje miłość Boga do Kościoła, i parę jeszcze innych kombinacji).
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Bo nauka potrafi przyznać się do błędów, "tak, sądziliśmy, że ziemia istniała przez 4 tysiące lat, ale myliliśmy się" i co odpowiada na podobne pytania wiara/biblia/kościół? " tak, ewolucja nie istnieje, bo tak pisze i już"> Oj, oj, oj, no przecież kilka lat temu nasz szanowny JP2 powiedział, że bóg mógł się posłużyć ewolucją do stworzenia człowieka.No właśnie, i teraz tworzysz nową hipotezę, która czeka na swoje potwierdzenie. Jak każdy wie biblię można czytać jak komu pasuje i za każdym razem coraz to innych dziwności się dowiadywać  I czytając fragment: "20 Potem Bóg rzekł: «Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!» 21 Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, 22 pobłogosławił je tymi słowami: « Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi»." Możemy się dowiedzieć, że Bóg posługiwał się ewolucją!  A idąc przykładem naszych kolegów i koleżanek: " MUSIAŁ posługiwać się ewolucją", gdyż wyrazy na 100% pewne są ich jedynym sposobem argumentowania. Tak samo, jak "to pisze w biblii, więc jest 100% prawdą"...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > To samo w stosunku do teistów... Na Boga, nie ma żadnej logicznej, rozumowej, potwierdzonej przesłanki prowadzącej do założenia niematerialności przyczyny materii!
Jest:
Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . W takim razie mamy dwa przypadki: a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna
>Zresztą, co to za określenie "niematerialność"?Czy to nie po prostu "nic"? Jak "nic" może być przyczyną czegokolwiek w kategoriach rozumu?
Jeśli niematerialne to niepoznawalne (dla ludzi) ale to nie znaczy ,że "nic". Chyba, że Pan jest jednak materialistą i "nic" dla Pana to brak materii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >> To samo w stosunku do teistów... Na Boga, nie ma żadnej logicznej, rozumowej, potwierdzonej przesłanki prowadzącej do założenia niematerialności przyczyny materii! >Jest: >Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >W takim razie mamy dwa przypadki: >a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem >b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna Intrygujące ze materia ani sama sie stworzyć nie mogła, ani nie może istnieć od zawsze bo to cud. Intrygujące jeszcze bardziej że bóg może już zupełnie spokojnie sam się stwarzać, ewentualnie istnieć od zawsze i w tym problemu nie ma. Okazuje się nagle, że wystarczy nazwać coś bogiem, a od razu (prawdziwie cudownym sposobem) wyłamuje się to spod prawa przyczynowości i innych ograniczeń jakie ma narzucone nieszczęsna materia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >>> To samo w stosunku do teistów... Na Boga, nie ma żadnej logicznej, rozumowej, potwierdzonej przesłanki prowadzącej do założenia niematerialności przyczyny materii! >>Jest: >>Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >>by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >>W takim razie mamy dwa przypadki: >>a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem >>b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna > Intrygujące ze materia ani sama sie stworzyć nie mogła, ani nie może istnieć od zawsze bo to cud. >Intrygujące jeszcze bardziej że bóg może już zupełnie spokojnie sam się stwarzać, ewentualnie istnieć od zawsze i w tym problemu nie ma. Okazuje się nagle, że wystarczy nazwać coś bogiem, a od razu (prawdziwie cudownym sposobem) wyłamuje się to spod prawa przyczynowości i innych ograniczeń jakie ma narzucone nieszczęsna materia. >
Twoją krytykę w stosunku do samoistności Boga, jak może zauważyłeś, z równym powodzeniem można by zastosować w stosunku do materii. Nauka (a o takich sprzecznościach przede wszystkim mówiłem) przeczy istnieniu perpetuum mobile, a z drugiej strony, jakby na przekór sobie, próbuje dowieść iż takim perpetuum mobile jest wszechświat. Gdzież jest więc ta siła i właściwie gdzie należy jej szukać, skoro nie we wszechświecie w którym przecież nie ma czegoś takiego jak perpetuum mobile, która napędzałaby wszechświat w nieskończoność? Bardzo naiwne pytanie, ale od takich zazwyczaj zaczynały się wszelkie rewolucje w nauce. Może właśnie należałoby zadać sobie je na poważnie. Idea perpetuum mobile łamie przecież wszelkie prawa ustalone przez naukę i nie tylko zresztą. Do czego właściwie dąży ta nauka? No bo przecież nie do odkrycia czegoś co w konsekwencji ją samą by zniszczyło. I gdzież tu logika i konsekwencja? Nie zastanawiało cię to nigdy? Mnie tak. I nie znalazłem na to odpowiedzi. Uznałem jedynie iż intencje nauki są przynajmniej podejrzane, choć ona sama niekoniecznie. Sądzę jednak iż dopóki nie pokona ona tej sprzeczności w sobie, wszelkie wnioski wyciągane przez nią nie będą mogły pretendować do miana ostatecznych. O ile w ogóle, ze względu właśnie na tę sprzeczność, jest to możliwe. Trudno mi jednak uwierzyć w to, aby ta sprzeczność była nie do pokonania w ramach samego rozumu. Wbrew podejrzeniom, czy też sugestiom fizyków zajmujących się m.in. teorią kwantową (bo o dowodach nie możemy mówić) nie sądzę aby prawa panujące we wszechświecie były nie do ujęcia przez ludzki rozum w sposób ścisły i ostateczny. Nie sądzę jednak jednocześnie aby owa ścisłość i ostateczność mogła się obyć bez tego, wobec czego dotychczasowa nauka zdaje się stać w opozycji. Z moich przemyśleń wynika iż bez owej rewolucyjnej zmiany nauka nie ruszy z miejsca, tak jak już zresztą tkwi w nim od pięćdziesięciu lat, od sformułowania OTW i podstaw teorii kwantowej. Owa "nieszczęsna materia" nie może przecież liczyć na ów cud wyjęcia spod zasady przyczynowości. ...A więc może, czy nie? Bo jak może, to już po wszelkiej nauce. A jak nie... to o co chodzi?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
Cóż, jednak kiedy ja mówiłem o niepewnych podstawach nauki miałem coś zupełnie innego na myśli.
Cóż, nauka nie dąży ani nie ma na celu udowadniać że wszechświat to perpetuum mobile. Po prawdzie CEL jako taki w nauce nie istnieje, to znaczy nie ma żadnej teorii z góry przyjętej do "zrealizowania" i znalezienia dowodów. Tym bardziej że dowody to coś obcego nauce. Co do początku wszechświata nauka nie zna odpowiedzi.Może nigdy nie pozna. Religie też nie znają. Nie od rzeczy jest stwierdzić, iż nauka zdyskredytowała zawarte w mitach teorie o świecie prawdopodobnie wszystkich religii. Oczywiście wciąż można uprawiać ekwilibrystykę logiczną i metafizyczną, polegającą na scholastycznej dziecinadzie z udowadnianiem istnienia tajemnych, transcendentnych bytów - absolutów na podstawie znaczenia i "istoty" (HA HA, przepraszam ale nie sposób się powstrzymać) słów, oraz (a to już intelektualny bezwstyd) utożsamiać te byty z prymitywnymi tworami jakimi są bóstwa różnych religii. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | atre (971 punktów) | >Cóż, jednak kiedy ja mówiłem o niepewnych podstawach nauki miałem coś zupełnie innego na myśli. >Cóż, nauka nie dąży ani nie ma na celu udowadniać że wszechświat to perpetuum mobile. Po prawdzie CEL jako taki w nauce nie istnieje, to znaczy nie ma żadnej teorii z góry przyjętej do "zrealizowania" i znalezienia dowodów. >Tym bardziej że dowody to coś obcego nauce. >Co do początku wszechświata nauka nie zna odpowiedzi.Może nigdy nie pozna. >Religie też nie znają. Nie od rzeczy jest stwierdzić, iż nauka zdyskredytowała zawarte w mitach teorie o świecie prawdopodobnie wszystkich religii. >Oczywiście wciąż można uprawiać ekwilibrystykę logiczną i metafizyczną, polegającą na scholastycznej dziecinadzie z udowadnianiem istnienia tajemnych, transcendentnych bytów - absolutów na podstawie znaczenia i "istoty" (HA HA, przepraszam ale nie sposób się powstrzymać) słów, oraz (a to już intelektualny bezwstyd) utożsamiać te byty z prymitywnymi tworami jakimi są bóstwa różnych religii. >Pozdrawiam.
Skoro stwierdziłeś iż nauka nie ma na celu udowadniać iż wszechświat to perpetuum mobile, to może postarasz się pójść w swoim rozumowaniu odrobinkę dalej, naprawdę zupełnie niedaleczko, i wyciągniesz ze swojego (o moim tu już nie mówię) stwierdzenia kolejne wnioseczki. Taka naprawdę odrobinka dobrej woli i chęci by się tu przydała, wówczas nasza dyskusja mogłaby pójść chociaż małymi kroczkami (naprawdę niewiele wymagam) do przodu. Aby troszeczkę cię zachęcić, czy też zmotywować, zaproponuję pierwszą konsekwencję twojego stwierdzenia: 1. Jeśli nauka nie ma na celu udowadniać, a więc i według ciebie tego nie robi, iż wszechświat to perpetuum mobile, to znaczy iż zakłada ona iż wszechświat, jako nie będący perpetuum mobile, potrzebuje czy też potrzebował czegoś co, że tak powiem wprawiło go w ruch, czy też pozwoliło mu zaistnieć. To coś oczywiście nie mogłoby pochodzić z owego wszechświata, ponieważ dzięki temu dopiero ów wszechświat mógłby powstać. Niestety nie mogę się powstrzymać i wyciągnę jeszcze jeden wniosek z twojego rozumowania: 2. Skoro nauka nie próbuje dowieść iż wszechświat to perpetuum mobile, to w takim razie w jaki sposób, odrzucając bajeczki o jakimś tam Bogu, ma zamiar ona sobie poradzić z tym iż wszechświat, jako nie będący perpetuum mobile, musiał w takim razie potrzebować jakiegoś impulsu sprawczego nie pochodzącego z samego wszechświata, który dopiero za sprawą owego impulsu mógł powstać. Zresztą, jeszcze jeden, ale ostatni, przysięgam: 3. Nauka odrzucając założenie iż wszechświat to perpetuum mobile musiałaby jednocześnie założyć z góry iż wszechświat jest ograniczony w jakiejś przestrzeni, a więc i czasie, ponieważ musiał mieć jakiś początek, a tego co miało jakiś początek nie możemy traktować jako nieskończone. Takich wniosków mógłbym mnożyć i mnożyć odpowiadając (biorąc sobie twój wniosek za przesłankę) po drodze właściwie na wszystkie dręczące ludzkość pytania. Jednocześnie podając oczywisty dowód na istnienie Boga, kimkolwiek i czymkolwiek Jest. Następnym razem naprawdę zastanów się nad tym co mówisz i myślisz w pośpiechu zapewne, ponieważ trudno mi uwierzyć aby coś tak banalnego po jakiejś krótkiej zwłoce poświęconej na myślenie do ciebie nie dotarło.
>Co do początku wszechświata nauka nie zna odpowiedzi.Może nigdy nie pozna.
Gratuluje! Właśnie sam kilka linijek powyżej udzieliłeś sobie odpowiedzi na to pytanie. Wszechświat nie będący perpetuum mobile musiał zostać przez coś powołany do istnienia. A więc musiał mieć początek. Sęk w tym iż to co powołało go do istnienia samo nie mogło, że tak powiem, pochodzić z tego wszechświata, który przecież dopiero powołało do istnienia. Oto jaką konsekwentność wykazałeś w swoim rozumowaniu skoro niemal w następnym zdaniu zaprzeczasz temu co powiedziałeś w poprzednim.
>Oczywiście wciąż można uprawiać ekwilibrystykę logiczną i metafizyczną, polegającą na scholastycznej dziecinadzie z udowadnianiem istnienia tajemnych, transcendentnych bytów - absolutów na podstawie znaczenia i "istoty" (HA HA, przepraszam ale nie sposób się powstrzymać) słów, oraz (a to już intelektualny bezwstyd) utożsamiać te byty z prymitywnymi tworami jakimi są bóstwa różnych religii.
Jak więc widzisz sam swoim rozumowaniem dałeś doskonały przykład takiej ekwilibrystyki udowadniając za jego pomocą istnienia owych ...tajemnych bytów. (HA HA, przepraszam ale nie sposób się powstrzymać) Ale zapewne i na tą druzgocącą krytykę znajdziesz jakieś zgrabniutkie wytłumaczenie. Choćby ze względu na z lekka prześmiewczy ton mojej wypowiedzi. Impulsem jednak do tego była twoja własna wypowiedź. Naprawdę, tylko schizofrenik mógłby - uważając iż miał świadomość tego co robi - sklecić taki ciąg sprzecznych ze sobą argumentów. Następnym razem, z kimkolwiek nie będziesz dyskutował, zastanów się nad tym co mówisz. Nie trzeba by być geniuszem aby to wszystko wykryć w twoim rozumowaniu.
z szacuneczkiem atreYou
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | > 1. Jeśli nauka nie ma na celu udowadniać, a więc i według ciebie tego nie robi, iż wszechświat to perpetuum mobile, to znaczy iż zakłada ona iż wszechświat, jako nie będący perpetuum mobile, potrzebuje czy też potrzebował czegoś co, że tak powiem wprawiło go w ruch, czy też pozwoliło mu zaistnieć. To coś oczywiście nie mogłoby pochodzić z owego wszechświata, ponieważ dzięki temu dopiero ów wszechświat mógłby powstać.
Nie, może to oznaczać na przykład że wszechświat to fluktuacja kwantowa - w próżni według mechaniki kwantowej cały czas powstają "z niczego" cząsteczki, zwykle proces ten jest skrajnie krótkotrwały i dług energetyczny zaciągnięty przez parę cząstka-antycząstka jest natychmiast spłacany przez ich wzajemną anihilację. Taki proces zachodzi nieustannie, a średni efekt w skali makroskopowej daje wg. tej teorii złudzenie iż nic nie może powstać z niczego. Tym się nauka różni od wulgarnego poznania zwanego mitami, że potrafi być znacząco sprzeczna z intuicjami zdroworozsądkowymi.
> 2. Skoro nauka nie próbuje dowieść iż wszechświat to perpetuum mobile, to w takim razie w jaki sposób, odrzucając bajeczki o jakimś tam Bogu, ma zamiar ona sobie poradzić z tym iż wszechświat, jako nie będący perpetuum mobile, musiał w takim razie potrzebować jakiegoś impulsu sprawczego nie pochodzącego z samego wszechświata, który dopiero za sprawą owego impulsu mógł powstać.
Koniec końców, moja wypowiedź wyraźnie mówiła, że ewentualne teorie o początku wszechświata trzeba dopiero wykryć, a ich kształt nie jest ustalony. A co ma Bóg wyjaśniać? Nauka mówi nie wiemy i może nigdy się nie dowiemy a wiara słabym duchem wierzącym, przerażonym ogromem tajemniczego, milczącego wszechświata opowiada: nie, nie, nie bójcie się, nie ma pustki, obojętności i fundamentalnej bezcelowości, jest dobry Pan Bóg, on się wami zajmie, on wam umościł to gniazdko. On mógł powstać z niczego, ewentualnie sam się stworzyć, ewentualnie istniał od zawsze. Spokojnie, Bóg jest dobry, po śmierci będzie niebo, a od czasu do czasu, wiadomo, entliczek pętliczęk... bęc i piekiełko.
> 3. Nauka odrzucając założenie iż wszechświat to perpetuum mobile musiałaby jednocześnie założyć z góry iż wszechświat jest ograniczony w jakiejś przestrzeni, a więc i czasie, ponieważ musiał mieć jakiś początek, a tego co miało jakiś początek nie możemy traktować jako nieskończone.
Zastanawiam co ma perpetuum mobile do ograniczenia w czasie i przestrzeni. Poza wszystkim czas i przestrzeń to elementy wszechświata, a może jak mawiał Kant właśnie aprioryczne formami poznania (tak, jest coś takiego, była kiedyś taka filozofia,która dosyć już dawno temu zdruzgotała podstawy scholastyki, tomizmu i tych wszystkich esencjalizmów udowadniających istnienie pana boga z konieczności przyczyny sprawczej, czy dowodzących istnienia absolutu jako doskonałego a więc istniejącego, nieprzygodnego, więc samoistnego). Jeśli są to jednak "obiektywne" własności wszechświata to wciąż możliwy jest do pomyślenia (z wykorzystaniem narzędzia jakim jest nieintuicyjna matematyka) stan, w którym wynikają one z bardziej fundamentalnych własności wszechświata, a co za tym idzie samo pojecie ograniczenia wszechświata w czasie i przestrzeni jest nierozsądne (i to z powodów bardziej wyrafinowanych, niźli te do których doszedł św. Augustyn)
> Takich wniosków mógłbym mnożyć i mnożyć odpowiadając (biorąc sobie twój wniosek za przesłankę) po drodze właściwie na wszystkie dręczące ludzkość pytania. Jednocześnie podając oczywisty dowód na istnienie Boga, kimkolwiek i czymkolwiek Jest.
A to jest dobre. "czymkolwiek jest". Cóż jakoś pewny jestem że czymkolwiek jest, to tak jak pewny jesteś że jest, tak w głębi duszy wierzysz że to stary dobry białobrody Pan Bóg w trójcy jedyny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | atre (971 punktów) |
W jakiej próżni??? Fizycy nie mówią o czymś takim jak doskonała próżnia, nicość, czy coś w tym rodzaju. Próżnia w ich definicji to stan wszechświata przed powstaniem materii, czasoprzestrzeni. Poniżej stałej granicznej Plancka wszelkie znane nam procesy fizyczne nie mogą zachodzić. Teoria kwantowa nie wyjaśnia powstawania materii z nicości, ale z jakiejś pierwotnej energii. Powstanie wszechświata to wedle współczesnych teorii fizycznych złamanie symetrii w stanie materia-antymateria. Coś powstaje w wyniku fluktuacji kwantowej ale nie z nicości. Fizycy mówiąc o próżni bo jak inaczej zdefiniować brak materii? Albo antymaterię? Niemożliwość wyobrażenia sobie czegoś nie oznacza iż to coś to nicość, mój drogi. Czytaj uczciwie jak już coś czytasz i starasz się zinterpretować. Poza tym sam owe "z niczego" umieściłeś w cudzysłowie. Czy to schizofrenia?
>Zastanawiam co ma perpetuum mobile do ograniczenia w czasie i przestrzeni.
Już ci napisałem: wszechświat, jako nie będący perpetuum mobile, potrzebuje czy też potrzebował czegoś co, że tak powiem wprawiło go w ruch, czy też pozwoliło mu zaistnieć. Jasne? Ale jak widzę próbujesz stosować do mnie owe ubeckie metody: jak będziesz komuś coś wmawiał po wielokroć to może sam w końcu w to uwierzy. Ty chyba sam do siebie tę metodę zastosowałeś już wcześniej. Jak ktoś udaje albo nie potrafii takich elementarnych wniosków wyciągać to znaczy że... Poza tym twój wielce naukowy wywodzik na temat Kanta itd. to przykład laicyzmu z jakim się jeszcze nie spotkałem w tym temacie.
>> Takich wniosków mógłbym mnożyć i mnożyć odpowiadając (biorąc sobie twój wniosek za przesłankę) po drodze właściwie na wszystkie dręczące ludzkość pytania. Jednocześnie podając oczywisty dowód na istnienie Boga, kimkolwiek i czymkolwiek Jest. >A to jest dobre. "czymkolwiek jest". Cóż jakoś pewny jestem że czymkolwiek jest, to tak jak pewny jesteś że jest, tak w głębi duszy wierzysz że to stary dobry białobrody Pan Bóg w trójcy jedyny. >
A ty znowu swoje. Zaciąłeś się? Przecież to ty w poprzednim poście napisałeś iż nauka wcale nie dąży do stwierdzenia iż wszechświat jest perpetuum mobile,a więc że jest samoistny i samoistnie powstał! Czego ty w końcu chcesz od tej nauki?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | > W jakiej próżni??? Fizycy nie mówią o czymś takim jak doskonała próżnia, nicość, czy coś w tym rodzaju. Próżnia w ich definicji to stan wszechświata przed powstaniem materii, czasoprzestrzeni. Poniżej stałej granicznej Plancka wszelkie znane nam procesy fizyczne nie mogą zachodzić. Teoria kwantowa nie wyjaśnia powstawania materii z nicości, ale z jakiejś pierwotnej energii. Powstanie wszechświata to wedle współczesnych teorii fizycznych złamanie symetrii w stanie materia-antymateria. Coś powstaje w wyniku fluktuacji kwantowej ale nie z nicości. Fizycy mówiąc o próżni bo jak inaczej zdefiniować brak materii? Albo antymaterię? Niemożliwość wyobrażenia sobie czegoś nie oznacza iż to coś to nicość, mój drogi. Czytaj uczciwie jak już coś czytasz i starasz się zinterpretować. Poza tym sam owe "z niczego" umieściłeś w cudzysłowie. Czy to schizofrenia?
Eh: -w istocie fizycy nie mówią o niczym takim jak doskonała próżnia, gdyż każdy obszar przestrzeni wypełniony jest wirtualnymi cząstkami powstającymi z niczego i w nicość się obracającymi. Nie wiem o co chodzi powstawaniem materii z pierwotnej materii. Fizycy mówiąc o próżni NAZYWAJĄ rzeczy a nie je definiują. Antymateria akurat łatwo wjaśnić - są to cząstki o przeciwnej wartości liczb kwantowych i takiej samej masie, które w wypadku kontaktu anihilują z wytworzeniem fal elektromagnetycznych. W cudzysłów się bierze słowa wtedy kiedy zwraca się uwagę by zbytnio nie ufać ich znaczeniom podsuwanym przez zdroworozsądkowa intuicję. >>Zastanawiam co ma perpetuum mobile do ograniczenia w czasie i przestrzeni. > Już ci napisałem: wszechświat, jako nie będący perpetuum mobile, potrzebuje czy też potrzebował czegoś co, że tak powiem wprawiło go w ruch, czy też pozwoliło mu zaistnieć. Nie. Hawking wykazał na teoretyczna możliwość iż wszechświat jest czasoprzestrzenią bez brzegu - co udowadnia fałszywość zdroworozsądkowych, zwyczajnie prostackich intuicji, które są tyle warte co zdroworozsądkowe pojęcie równoczesności. > Jasne? Ale jak widzę próbujesz stosować do mnie owe ubeckie metody: jak będziesz komuś coś wmawiał po wielokroć to może sam w końcu w to uwierzy. Ty chyba sam do siebie tę metodę zastosowałeś już wcześniej. Jak ktoś udaje albo nie potrafii takich elementarnych wniosków wyciągać to znaczy że... Poza tym twój wielce naukowy wywodzik na temat Kanta itd. to przykład laicyzmu z jakim się jeszcze nie spotkałem w tym temacie. Zamiast ciągle obdarzać mnie epitetami ógłbyś sformułować po prostu racjonalny kontrargument, dowodzący iż Kantowska teoria o czasie i przestrzeni jako apriorycznych formach poznania jest do kitu. Ja mogę ci taki sformułować, ale dam ci szansę sie wykazać w dyscyplinie obcej ci - racjonalnej dyskusji. >>> Takich wniosków mógłbym mnożyć i mnożyć odpowiadając (biorąc sobie twój wniosek za przesłankę) po drodze właściwie na wszystkie dręczące ludzkość pytania. Jednocześnie podając oczywisty dowód na istnienie Boga, kimkolwiek i czymkolwiek Jest. >>A to jest dobre. "czymkolwiek jest". Cóż jakoś pewny jestem że czymkolwiek jest, to tak jak pewny jesteś że jest, tak w głębi duszy wierzysz że to stary dobry białobrody Pan Bóg w trójcy jedyny. >> > A ty znowu swoje. Zaciąłeś się? Przecież to ty w poprzednim poście napisałeś iż nauka wcale nie dąży do stwierdzenia iż wszechświat jest perpetuum mobile,a więc że jest samoistny i samoistnie powstał! Czego ty w końcu chcesz od tej nauki?
Więc wyjaśnię ci: nawet jeśli uznamy że z nauki wynika że musi być przyczyna wszechświata poza wszechświatem to nie ma żadnych przesłanek by wiązać ją z bogiem jakiejkolwiek religii. Zamiast ględzić jaki jestem zacięty i na jakie to choroby psychiczne nie cierpię mógłbyś podać argument wskazujący że na przykład Jahwe stworzył ten wszechświat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) |
A więc pomyślę racjonalnie i postaram się nie trzymać owych prostackich pojęć: wszechświat nie ma początku i końca/ nie można więc powiedzieć iż w jakimś tam momencie powstał/ a więc istnieje, ale wcale nie musiał powstać. O to chodziło Hawkingowi? W takim razie nie powinien go interesować proces powstawania wszechświata.
Wirtualne cząstki nie powstają z niczego i w nic się nie obracają. Jeśli góra lodowa stopnieje to nie znaczy że obróciła się w nicość. Ale to jest prostackie porównanie.
Co do Kanta, mógłbym ci taki dowód przedstawić, tylko do czego właściwie miałoby się to odnosić? Sam tego Kanta zacytowałeś, chociaż nie wiem po co, a teraz chcesz abym obalał jego teorie. Ja wykazałem sprzeczności w twoim rozumowaniu, a ty na ich obronę masz jakieś tam domysły, możliwości i w dodatku nie swoje. Jeśli uważasz iż moja krytyka twojej poprzedniej wypowiedzi była błędna to zrób to samo i uzasadnij że twoja była jednak prawidłowa, czy też niesprzeczna sama w sobie, a nie po raz kolejny wysuwasz jakieś hipotezy i domniemania, robisz jakiś bigos i myślisz że mnie to zniechęci. A na koniec czepiasz się swoich własnych wyobrażeń na temat Boga, które jednak z wiarą i religią nie mają nic wspólnego.
Na pewne dwa pytania powinieneś odpowiedzieć już poprzednio, ale się wymigałeś Hawkingiem, którego teoria w dodatku wcale nie zaprzecza moim wnioskom wyciągniętym w sprawie intencji współczesnej nauki, w tym teorii Hawkinga. 1.O co ci chodziło kiedy powiedziałeś iż nauka nie zamierza udowadniać iż wszechświat to nie perpetuum mobile? Przypominam że perpetuum mobile to znaczy "wiecznie ruchome", a więc działające w nieskończoność, nie mające początku i końca działanie, to świat bez brzegu Hawkinga itd. Życzę powodzenia w przeprowadzeniu racjonalnego, a więc m.in. nie polegajacego na domysłach, rozumowania zaprzeczającemu stwierdzeniu iż nauka właśnie do tego dąży. Ja nie stwierdzałem iż wszechświat musi mieć przyczynę poza wszechświatem, wykazałem tylko iż nauka musi udowodnić iż wszechświat to perpetuum mobile - coś działające wiecznie, bez początku i końca, których wówczas nie możemy zakładać, skoro ma być wieczne, krótko mówiąc nie potrzebujące czegoś co powodowałoby jego istnienie od zewnątrz i, proszę zauważyć, również od wewnątrz, gdyż wówczas trzeba by jednak zakładać jakiś początek, przynajmniej początek, dla owego wszechświata, nawet jeżeli miałby być spowodowany tylko od wewnątrz - aby nie musieć zakładać przyczyny poza nim samym.
2.Oczywiście, wszechświat nie mógłby mieć granic jeśli ma być uznany za wieczny i bezprzyczynowy. Nie mógłby mieć więc przyczyny od "zewnątrz" jak i od "wewnątrz". Innymi słowy nic co w owym wszechświecie jest do udowodnienia samo nie może być określone jako owa przyczyna, czy też coś co jakiś tam proces powstawania wszechświata zapoczątkowało. W ogóle o czymś takim jak proces powstawania nie można już mówić. O czym więc w takim razie starają się mówić naukowcy? To jest ta sprzeczność, która leży u podstaw nauki. Przedstawiłem ci teraz pewien tok rozumowania. Zrobiłem to już zresztą i w poprzednim poście. Zgadzasz się z nim czy nie? Tylko tyle mnie interesuje. Nic więcej. Jest rozumowanie ścisłe logicznie. Aby je przeprowadzić nie potrzebowałem przesłanek w rodzaju jakichś teorii naukowych.
Aha, interesuje cię jeszcze dowód na to że to Jahwe stworzył wszechświat, a nie Allah. Moja odpowiedź brzmi: ani jeden, ani drugi. A więc jako ateista nie muszę przedstawiać takich dowodów. A więc jestem ateistą i tak mnie traktuj. Nie zmienia to jednak mojego toku rozumowania, które przedstawiłem ci powyżej. Proszę więc wykazać iż jest ono nieprawidłowe. Ja wskazuje tylko na pewne sprzeczności, na które mógłby wskazać każdy myślący bez uprzedzeń człowiek. Nie bronię wiary, ani niewiary, a jedynie poprawnego, uczciwego myślenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > A więc pomyślę racjonalnie i postaram się nie trzymać owych prostackich pojęć: wszechświat nie ma początku i końca/ nie można więc powiedzieć iż w jakimś tam momencie powstał/ a więc istnieje, ale wcale nie musiał powstać. O to chodziło Hawkingowi? W takim razie nie powinien go interesować proces powstawania wszechświata.
Wszechświat bez brzegu oznacza że nie jest nieograniczony w czasie i przestrzeni ale też nie ma "początku". Przykładem przestrzeni bez brzegu jest powierzchnia kuli. Nie jest nieskończona, ale też nie jest ograniczona jakimś początkiem czy krawędzią. > Wirtualne cząstki nie powstają z niczego i w nic się nie obracają. Jeśli góra lodowa stopnieje to nie znaczy że obróciła się w nicość. Ale to jest prostackie porównanie. W zasadzie można mówić o powstawaniu cząstek z niczego (zaciągany jest dług energetyczny, po anihilacji cząstek jest on spłacany). > Co do Kanta, mógłbym ci taki dowód przedstawić, tylko do czego właściwie miałoby się to odnosić? Sam tego Kanta zacytowałeś, chociaż nie wiem po co, a teraz chcesz abym obalał jego teorie. Ja wykazałem sprzeczności w twoim rozumowaniu, a ty na ich obronę masz jakieś tam domysły, możliwości i w dodatku nie swoje. Jeśli uważasz iż moja krytyka twojej poprzedniej wypowiedzi była błędna to zrób to samo i uzasadnij że była twoja była jednak prawidłowa, czy też niesprzeczna sama w sobie, a nie po raz kolejny wysuwasz jakieś hipotezy i domniemania, robisz jakiś bigos i myślisz że mnie to zniechęci.
Kantowska teoria apriorycznych form poznania obala dowody istnienia absolutu z rozumowań o skończoności/nieskończoności czasu i przestrzeni. Inaczej mówiąc nie muszę się kłopotać twoja argumentacją bo mogę się zasłonić twierdzeniem iż czas i przestrzeń to nie obiektywne własności wszechświata ale warunki wszelkiego możliwego doświadczenia wbudowane w nasze poznanie i jako takie nie stosujące się do wszechświata i absolutu jako rzeczy samych w sobie.
> 1.O co ci chodziło kiedy powiedziałeś iż nauka nie zamierza udowadniać iż wszechświat to nie perpetuum mobile? Przypominam że perpetuum mobile to znaczy "wiecznie ruchome", a więc działające w nieskończoność, nie mające początku i końca działanie, to świat bez brzegu Hawkinga itd. Życzę powodzenia w przeprowadzeniu racjonalnego, a więc m.in. nie polegającego na domysłach, rozumowania zaprzeczającemu stwierdzeniu iż nauka właśnie do tego dąży.
No fizycy nie budzą się rano oblani potem z powodu niemożności wykazania że wszechświat to perpetuum mobile.
> Ja nie stwierdzałem iż wszechświat musi mieć przyczynę poza wszechświatem, wykazałem tylko iż nauka musi udowodnić iż wszechświat to perpetuum mobile - coś działające wiecznie, bez początku i końca, których wówczas nie możemy zakładać, skoro ma być wieczne, krótko mówiąc nie potrzebujące czegoś co powodowałoby jego istnienie od zewnątrz i, proszę zauważyć, również od wewnątrz, gdyż wówczas trzeba by jednak zakładać jakiś początek, przynajmniej początek, dla owego wszechświata, nawet jeżeli miałby być spowodowany tylko od wewnątrz - aby nie musieć zakładać przyczyny poza nim samym.
pozostawię bez komentarza szerszego. Nauka nie tylko nie musi ale nie może udowadniać czegokolwiek.
> 2.Oczywiście, wszechświat nie mógłby mieć granic jeśli ma być uznany za wieczny i bezprzyczynowy. Nie mógłby mieć więc przyczyny od "zewnątrz" jak i od "wewnątrz". Innymi słowy nic co w owym wszechświecie jest do udowodnienia samo nie może być określone jako owa przyczyna, czy też coś co jakiś tam proces powstawania wszechświata zapoczątkowało. W ogóle o czymś takim jak proces powstawania nie można już mówić. O czym więc w takim razie starają się mówić naukowcy? Widzisz posługujesz się zdroworozsądkowym a nie matematycznym pojęciem wszechświata jako przestrzeni. Dlatego (niesłusznie) uznajesz za poprawną alternatywę wieczny, nieskończony, albo skończony stworzony.
Nauka proponuje teorie wyjaśniające fakty. Ale nie wszech wyjaśniające. Żegnam, miłego życia w najlepszym z możliwych światów.
PS jeśli chodzi o temat całego wątku: Nauka nie musiała czynić boga zbytecznym. Wyręczyła ja w tym filozofia. Bo filozofia nie kończy się na scholastyce. Ale może nauka UDOWODNIŁA nieistnienie boga? Skądże. I nigdy tego nie udowodni. Naukowcy prawdopodobnie nie bedą też w stanie podważyć wiary w FSM. Santa Klałsa Tego że Windows jest lepszy od Mac OS X. I że biedny Sauron źle skończył jak mu zepsuli ulubiona błyskotkę. I wielu, wielu, naprawdę wielu innych rzeczy nauka nigdy nie obali.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -3 na 3 | atre (971 punktów) |
Kantowska teoria apriorycznych form poznania cokolwiek nie obala sama została obalona. Jest wiele współczesnych teorii które to uczyniły. Największy udział mieli w tym polscy logicy, np. Ajdukiewicz. A więc nie możesz się nią zasłaniać. To żenujące jak znowu wymigałeś się od myślenia. Jakież zresztą to ma znaczenie czy czas i przestrzeń to obiektywne własności wszechświata czy nie? I nadal twierdzę iż ów dług energetyczny nie jest zaciągany z niczego, chyba że ty masz na to dowód. Całe twoje rozumowanie prowadzi do tego iż właściwie nie ma sensu myśleć. To choroba, którą można by określić jako skrajny sceptycyzm, z której to przypadłości niestety filozofia się już wyleczyła. Sam w końcu stwierdzasz iż nauka wyjaśnia jakieś fakty, ale nie wyjaśnia niczego do końca. To ja, za przeproszeniem, takie wyjaśnienia mam gdzieś.
>Wszechświat bez brzegu oznacza że nie jest nieograniczony w czasie i przestrzeni ale też nie ma "początku". Przykładem przestrzeni bez brzegu jest powierzchnia kuli. Nie jest nieskończona, ale też nie jest ograniczona jakimś początkiem czy krawędzią.
Czy ty czytasz to, co sam piszesz? Nie jest nieskończona, ale też nie jest ograniczona jakimś początkiem, czy krawędzią. Z kogo ty idiotę chcesz zrobić? Czas i przestrzeń mogą nie być własnością czegoś co po prostu nie istnieje w czasie, ani w przestrzeni. To jest, jak rozumiem, ten twój wszechświat. Ciekawe, bardzo ciekawe. Twoje rozumowanie zatrzymało się na teoriach Berkeley która polega na skrajnym solipsyzmie, z którego wynika iż wszystko, co istnieje,włącznie z czasem i przestrzenią, to idee w umyśle człowieka, a jak człowiek odwróci się od drzewa to nie ma dowodu na to iż to drzewo nadal istnieje.
>W zasadzie można mówić o powstawaniu cząstek z niczego (zaciągany jest dług energetyczny, po anihilacji cząstek jest on spłacany).
A więc w zasadzie to perpetuum mobile.
>Widzisz posługujesz się zdroworozsądkowym a nie matematycznym pojęciem wszechświata jako przestrzeni. Dlatego (niesłusznie) uznajesz za poprawną alternatywę wieczny, nieskończony, albo skończony stworzony.
Ty takimi pojęciami się nie posługujesz. Jakimi więc pojęciami obalasz moje?
>pozostawię bez komentarza szerszego. Nauka nie tylko nie musi ale nie może udowadniać czegokolwiek.
Na jakiej więc zasadzie i za pomocą czego twierdzisz że ja nie mam racji? Nie, nie, ty i nauka nie musicie nic udowadniać. To coś co bada nauka i nazywa wszechświatem to chimera zdroworozsądkowego myślenia. Masz rację. Reszta jest... milczeniem. Żenada, żenada, żenada!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Właściwie twoja niezdolność do formułowania argumentów i zastępowania ich obelgami zaczyna mnie nużyć. Poczynię więc kilka uwag po raz ostatni.
> Kantowska teoria apriorycznych form poznania cokolwiek nie obala sama została obalona. Jest wiele współczesnych teorii które to uczyniły. Największy udział mieli w tym polscy logicy, np. Ajdukiewicz. A więc nie możesz się nią zasłaniać.
Jeśli już ja przytaczam Kanta to wskazuję jakie jego twierdzenia są kontrargumentami dla przedstawianej przez ciebie scholastyki. Ty nie raczysz tak robić, po prostu przywołujesz nazwisko, to nie argument, to tania erystyka.
>Jakież zresztą to ma znaczenie czy czas i przestrzeń to obiektywne własności wszechświata czy nie? JAKIE? Jeśłi to tylko formy poznania funkcjonujące tak jak to Kant napisał to rozumowania o wieczności lub skończoności wszechświata z konieczności są antynomiami o zerowym znaczeniu poznawczym.
>nadal twierdzę iż ów dług energetyczny nie jest zaciągany z niczego, chyba że ty masz na to dowód.
Właściwie mógłbyś wyjaśnić wreszcie skąd niby jest zaciągany ten dług. Ponadto naucz się czegoś o statystycznym charakterze termodynamiki i teoriach stanu niskiej entropii u początku tego co nazywamy wszechświatem a co może być układem przechodzącym stochastycznie przez wszystkie statystycznie możliwe stany i w którym na przykład zasada iż entropia zawsze rośnie jest fałszywa.
>Sam w końcu stwierdzasz iż nauka wyjaśnia jakieś fakty, ale nie wyjaśnia niczego do końca. To ja, za przeproszeniem, takie wyjaśnienia mam gdzieś.
Trudno. Ci co chcą pewności i ostatecznych wyjaśnień muszą się najpierw wyprać z mózgu a potem zapisać do jakiejś sekty.
>>Wszechświat bez brzegu oznacza że nie jest nieograniczony w czasie i przestrzeni ale też nie ma "początku". Przykładem przestrzeni bez brzegu jest powierzchnia kuli. Nie jest nieskończona, ale też nie jest ograniczona jakimś początkiem czy krawędzią. > Czy ty czytasz to, co sam piszesz? Nie jest nieskończona, ale też nie jest ograniczona jakimś początkiem, czy krawędzią. Z kogo ty idiotę chcesz zrobić? Czas i przestrzeń mogą nie być własnością czegoś co po prostu nie istnieje w czasie, ani w przestrzeni. To jest, jak rozumiem, ten twój wszechświat. Ciekawe, bardzo ciekawe. Twoje rozumowanie zatrzymało się na teoriach Berkeley która polega na skrajnym solipsyzmie, z którego wynika iż wszystko, co istnieje,włącznie z czasem i przestrzenią, to idee w umyśle człowieka, a jak człowiek odwróci się od drzewa to nie ma dowodu na to iż to drzewo nadal istnieje.
Nie ładnie używać takiego argumentu ale nie rozumiem. Nie wiem co maja przestrzenie zakrzywione bez brzegu do Berkeleya. Nawiasem mówiąc, Kant uważał, że KONIECZNE bo wynikające z form poznania jest by przestrzeń była nieskończona, bo jeśli osiągniemy jakiś punkt możemy posunąć się dalej. Mylił się, gdyż przestrzenie zakrzywione takie jak sfery nie mają ani granicy ani krawędzi. Ty z kolei masz archaiczne wyobrażenie że czas lub przestrzeń są albo nieskończone albo skończone i wtedy maja "początek", który, gdy go osiągniemy nie pozwoli nam poruszać się dalej. To błędna intuicja. Cała nieeuklidesowa geometria jest jej obaleniem. >>W zasadzie można mówić o powstawaniu cząstek z niczego (zaciągany jest dług energetyczny, po anihilacji cząstek jest on spłacany). > A więc w zasadzie to perpetuum mobile. Nie. Próżnia pełna nieustannie tworzonych wirtualnych cząsteczek ani nie generuje nowej energii, ani nie wykonuje coraz to nowej pracy.
>>pozostawię bez komentarza szerszego. Nauka nie tylko nie musi ale nie może udowadniać czegokolwiek. > Na jakiej więc zasadzie i za pomocą czego twierdzisz że ja nie mam racji? Bo nie rozumiejąc pojęcia perpetuum mobile, nie wiedząc co to jest kreacja cząstek wirtualnych, nie pojmując iż uniwersalne teorie o świecie są nieudowadnialne pokazujesz ze nie masz racji.
> Nie, nie, ty i nauka nie musicie nic udowadniać. To coś co bada nauka i nazywa wszechświatem to chimera zdroworozsądkowego myślenia.
...chimera z czym?
> Żenada, żenada, żenada!
Najbardziej bawią mnie twoje niepohamowane emocję które chyba zużywają większość energii twojego mózgu, że jej nie starcza do napędzania rozumu. Oczywiście moja ostatnia uwaga jest trolliczna ale po prostu nie mogłem się powstrzymać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) |
Argumenty oparte na prawdopodobieństwu, domysłach i twoich nadziejach względem nauki to nie są żadne poważne argumenty. Twoje myślenie jest pełne antynomii i teorii, których konsekwencji nie przemyślałeś. Współczesna filozofia nie kończy się na Kancie, który jest już historią. Czy to ja przytoczyłem Kanta czy ty? Ja mam już daleko w tyle jego teorie, jak i też cały współczesny świat filozoficzny razem ze mną. Co do scholastyki to powoli wraca ona do łask po idiotyzmach Kartezjusza, który skaził ludzką myśl na wiele stuleci. Współczesna filozofia zaczyna powracać do myślenia sprzed Kartezjusza, ale oczywiście nie jest to jakiś bierny powrót, czy coś w tym rodzaju. Ty natomiast skaczesz po różnych, niemal na chybił trafił wybranych teoriach nie wiedząc nawet iż sposób w jaki je interpretujesz nie jest wcale jedynym możliwym i pełnoprawnym w świecie naukowym i filozoficznym. Jak zauważyłem, darzysz zaufaniem te teorie, które insynuują iż ludzka wyobraźnia nie jest w stanie właściwie pojąć pewnych rzeczy, gdyż to w jakiś sposób ciebie samego zwalnia, że tak powiem od twórczego myślenia. Mówiąc iż ja mam jakieś staromodne wyobrażenie o przestrzeni, chyba sam nie wiesz o tym co mówisz. Twierdzisz tylko iż jest jakieś inne możliwe wyobrażenie, ale przecież twój mózg, ani mózg Hawkinga nie jest w stanie posłużyć się innymi. Mówiłeś coś o matematycznych przestrzeniach, tak jakby mogły one nie odnosić się w twoim umyśle do niczego, co sam w swoim życiu doświadczyłeś! Poza tym jak widzę próbujesz mi dowieść iż masz jakieś inne wyobrażenie próżni niż ja, inne wyobrażenie przestrzeni niż ja i inne niż takie, które jest w ogóle możliwe do pomyślenia! Dla mnie i dla Hawkinga! Przestrzenie zakrzywione to przestrzenie które dla obserwatora z wewnątrz mogą sprawić wrażenie nieskończonych, ale dla obserwatora z zewnątrz musiałyby być już skończone w przestrzeni i w czasie. Tak, co do pewności i ostatecznych wyjaśnień, to należę do takiej właśnie sekty zdroworozsądkowców na czele z całym światem naukowym, który do takich wyjaśnień dąży. Przestrzenie zakrzywione jeżeli je traktować tak jak ja i Hawking, ale jak widzę nie ty, a więc jako przestrzenie skończone w czasie i przestrzeni, chociaż może to być nie do udowodnienia dla tych w wewnątrz owych przestrzeni, to rzeczywiście nie mają one nic wspólnego z Berkeleyem. Co do długu energetycznego i początku wszechświata to może sam wreszcie napisałbyś jakiś esej i wyjaśnił to bezradnym jak dotąd naukowcom. Co do początku czegokolwiek w ogóle też masz jakieś dziwne wyobrażenia, inne niż cały świat naukowy. Zastanowiłbyś się nad tymi sprawami poważnie, bez uprzedzeń. Moja dyskusja z tobą powinna się zakończyć w momencie kiedy stwierdziłeś iż nauka nie dąży do wyjaśnienia procesu powstania wszechświata, a więc jakiejś uniwersalnej teorii i że to wcale nie oznacza jakiegoś początku w przestrzeni i w czasie owego wszechświata, czy też, jak wolisz, jakiegoś początku przestrzeni i czasu. Spisz swoje przemyślenia i wyślij do Hawkinga, bo mnie już rzeczywiście nie wystarcza nerwów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Poza tym jak widzę próbujesz mi dowieść iż masz jakieś inne wyobrażenie próżni niż ja, inne wyobrażenie przestrzeni niż ja i inne niż takie, które jest w ogóle możliwe do pomyślenia! Dla mnie i dla Hawkinga!Ty to jesteś zabawny z tym "możliwe do pomyślenia". Uważasz, że jeśli coś jest niemożliwe do pomyślenia to nie istnieje? Ten wątek się stale przewija w twoich wypowiedziach. Ty chyba uznajesz kryterium "możliwości do pomyślenia" za kryterium prawdziwości rzeczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >Najbardziej bawią mnie twoje niepohamowane emocję które chyba zużywają większość energii twojego mózgu, że jej nie starcza do napędzania rozumu. >Oczywiście moja ostatnia uwaga jest trolliczna ale po prostu nie mogłem się powstrzymać.
Ja już dałem dawno spokój bo to jest człowiek, który argumenty adwersarza pomija i się do nich nie odnosi a tylko krzyczy raz po raz "udowodnij mi że się mylę" potem prezentowane dowody odrzuca i tak w kółko.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > Nauka (a o takich sprzecznościach przede wszystkim mówiłem) przeczy istnieniu perpetuum mobile, a z drugiej strony, jakby na przekór sobie, próbuje dowieść iż takim perpetuum mobile jest wszechświat.Błędnie rozumiesz pojęcie perpetuum mobile. Dosłownie to rzeczywiście "wieczny ruch", ale w nauce oznacza to wytwarzanie energii (lub materii) z niczego. ( en.wikipedia.org/wiki/Perpetual_motion)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | > > Nauka (a o takich sprzecznościach przede wszystkim mówiłem) przeczy istnieniu perpetuum mobile, a z drugiej strony, jakby na przekór sobie, próbuje dowieść iż takim perpetuum mobile jest wszechświat.> Błędnie rozumiesz pojęcie perpetuum mobile. Dosłownie to rzeczywiście "wieczny ruch", ale w nauce oznacza to wytwarzanie energii (lub materii) z niczego. (en.wikipedia.org/wiki/Perpetual_motion)Nie ma sensu dyskutować, naprawdę, wszelkie twoje argumenty zostaną po prostu odrzucone..
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > >Błędnie rozumiesz pojęcie perpetuum mobile. Dosłownie to rzeczywiście "wieczny ruch", ale w nauce oznacza to wytwarzanie energii (lub materii) z niczego. (en.wikipedia.org/wiki/Perpetual_motion)> Nie ma sensu dyskutować, naprawdę, wszelkie twoje argumenty zostaną po prostu odrzucone..Prawdopodobnie masz rację. Zauważyłem ten błąd powtórzony wielokrotnie, to go poprawiłem. Tylko tyle.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) | > > Nauka (a o takich sprzecznościach przede wszystkim mówiłem) przeczy istnieniu perpetuum mobile, a z drugiej strony, jakby na przekór sobie, próbuje dowieść iż takim perpetuum mobile jest wszechświat.> Błędnie rozumiesz pojęcie perpetuum mobile. Dosłownie to rzeczywiście "wieczny ruch", ale w nauce oznacza to wytwarzanie energii (lub materii) z niczego. (en.wikipedia.org/wiki/Perpetual_motion) Ja naprawdę jestem dobrych chęci... ale ten "Fizyk" to chyba jednak tylko ksywka... z dziecinnego podwórka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | >Nauka (a o takich sprzecznościach przede wszyskim mówiłem) przeczy istnieniu perpetuum mobile, a z drugiej strony, jakby na przekór sobie, próbuje dowieść iż takim perpetuum mobile jest wszechświat. Gdzież jest więc ta siła i właściwie gdzie należy jej szukać, skoro nie we wszechświecie w którym przecież nie ma czegoś takiego jak perpetuum mobile, która napędzałaby wszechświat w nieskończoność?
Drogi atre! Rzeczywiście, dotknąłeś zagadnienia kluczowego dla fizyki, tyle że je źle nazwałeś. Gdybyś nie był na wagarach wtedy, gdy pani od fizyki mówiła o pierwszej zasadzie dynamiki, to byś rozumiał, że do tego, aby istniał ruch, nie jest potrzebna żadna siła. Ta lekcja fizyki nie jest jedyną, którą zwagarowałeś, bo najwyraźniej nie widzisz różnicy między siłą, a energią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >>Nauka (a o takich sprzecznościach przede wszyskim mówiłem) przeczy istnieniu perpetuum mobile, a z drugiej strony, jakby na przekór sobie, próbuje dowieść iż takim perpetuum mobile jest wszechświat. Gdzież jest więc ta siła i właściwie gdzie należy jej szukać, skoro nie we wszechświecie w którym przecież nie ma czegoś takiego jak perpetuum mobile, która napędzałaby wszechświat w nieskończoność? >Drogi atre! >Rzeczywiście, dotknąłeś zagadnienia kluczowego dla fizyki, tyle że je źle nazwałeś. Gdybyś nie był na wagarach wtedy, gdy pani od fizyki mówiła o pierwszej zasadzie dynamiki, to byś rozumiał, że do tego, aby istniał ruch, nie jest potrzebna żadna siła. > Ta lekcja fizyki nie jest jedyną, którą zwagarowałeś, bo najwyraźniej nie widzisz różnicy między siłą, a energią.
Przecież to ty zinterpretowałeś to tak jakbym ja nie rozumiał przez "siłę" energii. A potem sugerujesz iż ja nie widzę różnicy. To ty idiotycznie zrozumiałeś a nie ja źle nazwałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Vytautas (4394 punktów) | >Gdzież jest więc ta siła i właściwie gdzie należy jej szukać, skoro nie we wszechświecie w którym przecież nie ma czegoś takiego jak perpetuum mobile, która napędzałaby wszechświat w nieskończoność.
Perpetuum mobile to nieistniejące urządzenie, które produkuje ENERGIĘ z niczego, zaś według Arystotelesa (wbrew Newtonowi i prawdzie) do tego, żeby istniał ruch potrzebna jest SIŁA.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Rozważania filozoficzne na temat istnienia Boga są może ciekawe ale chyba nie najważniejsze. Wydaje mi się, że wiara to przede wszystkim zaufanie. Chodzi o dokładnie takie samo zaufanie, jakim darzymy bliskie osoby. Pozostając w związku z kimś ufam, że nie zostanę zdradzony, że dana osoba mnie nie zawiedzie. Gdyby ludzie decydowali się na miłość czy przyjaźń dopiero po otrzymaniu ścisłego matematycznego dowodu, że będą trwały, to nikt nie tworzyłby więzi. Jezus też chce, żebyśmy mu zaufali. Szukanie pewności w relacjach jest komunikatem: Jeśli mi w 100% nie udowodnisz, że będę mógł ci ciągle ufać, to ci nie zaufam. Taki dowód jest niemożliwy. Z drugiej strony zaufanie to jedyna sensowna postawa w odniesieniu do osób. Jeśli potrafię komuś zaufać, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby Bogu też zaufać. Nie trzeba stawiać zbyt wygórowanych warunków.
"...Zaufaj drugiemu człowiekowi. - Zaufaj sobie. i nawet gdybyś się zawiódł, pamiętaj, że to jest wyjątkowy przypadek, który nie może przekreślić twojej ufności..." ks. M. Maliński
dajmonion
|
|
| | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | zgadza się dlatego np w świecie coraz bardziej niewierzącym jest coraz więcej rozwodów, bo zaufanie opiera się na wierze
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Marzenka (546 punktów) | > zgadza się dlatego np w świecie coraz bardziej niewierzącym jest coraz więcej rozwodów, bo zaufanie opiera się na wierzeNie zgadza się. Statystyki mówią wyraźnie, że rozwodów jest mniej wśród ludzi niewierzących niż wierzących. Cytat:Tylko 8%-14% populacji USA to niewierzący, ale wśród więźniów liczba ta zmniejsza się do 0,209%. Również częstotliwość rozwodów wśród ateistów i agnostyków jest niższa, niż wśród wierzących. wśród żydów wynosi 30%, wśród chrześcijańskich fundamentalistów 27%, wśród reszty chrześcijan 24%, a wśród agnostyków i ateistów tylko 21%. www.pardon(*)_ludzi_wierzy_w_ufo_niz_w_boga
|
|
| | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | pisałem o ogóle a nie o konkretnej grupie społecznej
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
Lubię czyste dźwięki, fałsz rani moje zmysły. Pozdrawiam po raz ostatni - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Lubię czyste dźwięki, fałsz rani moje zmysły.> Pozdrawiam po raz ostatni - Zbyszek  > Prawda jest jedna.no wiesz ale kto pod kim dołki kopie ,,,..
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marzenka (546 punktów) | >pisałem o ogóle a nie o konkretnej grupie społecznej
Popraw mnie jeśli się mylę, ale statystyki są przeprowadzane na ogóle społeczeństwa z którego wybiera się grupę reprezentatywną. Dane pochodzą z ogółu społeczeństwa w USA, który nota bene jest krajem bardzo religijnym w porównaniu z innymi krajami rozwiniętymi, nie wiem jak jest w innych krajach, ale śmiem podejrzewać że jest podobnie.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | ależ się nie mylisz 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > >zgadza się dlatego np w świecie coraz bardziej niewierzącym jest coraz więcej rozwodów, bo zaufanie opiera się na wierze> Nie zgadza się. Statystyki mówią wyraźnie, że rozwodów jest mniej wśród ludzi niewierzących niż wierzących.> Cytat:Tylko 8%-14% populacji USA to niewierzący, ale wśród więźniów liczba ta zmniejsza się do 0,209%. Również częstotliwość rozwodów wśród ateistów i agnostyków jest niższa, niż wśród wierzących. wśród żydów wynosi 30%, wśród chrześcijańskich fundamentalistów 27%, wśród reszty chrześcijan 24%, a wśród agnostyków i ateistów tylko 21%. > www.pardon(*)_ludzi_wierzy_w_ufo_niz_w_boga> No właśnie, żeby to potwierdzić, trzeba przeanalizować wszystkie kraje i nie tylko USA. Weźmy np. Europę. W najbardziej katolickich krajach rozwodem kończy się tylko: we Włoszech - 18% , a w Irlandii - 17% małżeństw (w Polsce -33%) . Natomiast na czołowych miejscach pod względem rozwodów są (po Belgii, w której rozwodem kończy się aż ponad 70 proc!!!): Hiszpania, Estonia, Czechy i Niemcy. Estonia i Czechy są na samym końcu pod względem deklaracji wiary w Boga ( mniej niż jedna osoba na 5 deklaruje, ze wierzy w Boga). Ateiści żyją ze sobą w ogóle bez ślubu, dlatego i nie rozwodzą się. Tak było np. w Wielkiej Brytanii, która była w czołówce pod względem liczby rozwodów a obecnie już nie jest. Dowodem może być choćby odsetek dzieci rodzących się w parach bez ślubu - w Szwecji to 55 proc., we Francji to 45 proc., a w Wielkiej Brytanii 42 proc. Są to jedne z najbardziej zlaicyzowanych krajów w Europie. W katolickiej Polsce, co szóste dziecko ma rodziców żyjących bez ślubu (17 proc). A według statystyk takie nieformalne związki rozpadają się częściej niż małżeństwa. (na podstawie danych z GW: wyborcza.pl/1,76842,4554763.htmli z ec.europa.(*)ives/ebs/ebs_225_report_en.pdf) Wg mnie tendencja jest taka: Slub kościelny -> tylko ślub cywilny -> brak ślubu
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marzenka (546 punktów) | Z pewnością jest to związane z dobrze rozwiniętą opieką społeczną dla osób samotnych w tych krajach.
Dlaczego ludzie religijni starają się za wszelką cenę udowodnić, że ateista to najgorszy rodzaj człowieka? Powiedz czy których z nas zrobił Ci coś złego?
Mogłabym wymieniać miliony ofiar które zginęły w imię boga - literalnie, proszę wymień choć jedno morderstwo które było popełnione ze względu na poglądy ateistyczne i proszę nie podawaj poglądów politycznych ani tym podobnych, mówię wprost: ateista zabił inną osobę za to że wierzyła w boga. Zresztą nawet gdybyś podała 1 czy nawet 100 przykładów to w drugą stronę przebicie jest tysiąckrotne.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >zgadza się dlatego np w świecie coraz bardziej niewierzącym jest coraz więcej rozwodów, bo zaufanie opiera się na wierze
Nie wiem czy ateizm prowadzi do rozwodów. Może nawet rzadziej się rozwodzą. Dla mnie to bez znaczenia. Najistotniejsza jest dla mnie świadomość, że mogę zaufać Bogu tak jak ufam różnym ludziom. Tak jak Jezus zaufał Piotrowi, który przecież się go zaparł. Dyskusje jaka się tutaj toczy daje może satysfakcję intelektualną, ale w ten sposób z ateisty można zrobić co najwyżej deistę. Pytanie tylko po co? Wątpię, aby Jezus chciał, żeby Go komuś wciskać przy pomocy jakiejś dialektyki. Akt zaufania odbywa sie natomiast w atmosferze wolności. To tak jakby Bóg mówił: Zaufasz mi, ok. Jeśli mi nie zaufasz, bo masz jakieś uzasadnione wątpliwości, to też ok. Ja będę na ciebie zawsze czekał. Wydaje mi się, że tak właśnie jest.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Jeśli mi nie zaufasz, bo masz jakieś uzasadnione wątpliwości, to też ok. Ja będę na ciebie zawsze czekał. Wydaje mi się, że tak właśnie jest.raczej nie - zresztą chyba nie zamierzasz Bogu narzucać wartościowania 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | ani Bogu ani Tobie.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Patty Matheson (2087 punktów) | > Wątpię, aby Jezus chciał, żeby Go komuś wciskać przy pomocy jakiejś dialektyki.Żeby było więcej takich jak Ty! 
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Wydaje mi się, że wiara to przede wszystkim zaufanie.Daję plusa, zgadzam się z pierwszą częścią Twojego postu. Mam jednak zastrzeżenia do tego ks. M. Malińskiego. To właśnie on, Mieczysław Maliński - człowiek z otoczenia JPII, był współpracownikiem SB. I on śmie pisać o zaufaniu drugiemu człowiekowi??? Cóż za ponury żart, cóż za rechot historii, cóż za hipokryzja!!! Taki człowiek jest dla Ciebie autorytetem? Wybacz - brak mi słów. wiadomosci(*)iadomosci/1,80708,3915011.html Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Po prostu podoba mi się to co napisał.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Po prostu podoba mi się to co napisał.To już "inna bajka". Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
| | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) |
> Mam jednak zastrzeżenia do tego ks. M. Malińskiego.> To właśnie on, Mieczysław Maliński - człowiek z otoczenia JPII, był współpracownikiem SB.> I on śmie pisać o zaufaniu drugiemu człowiekowi???> Cóż za ponury żart, cóż za rechot historii, cóż za hipokryzja!!!> Taki człowiek jest dla Ciebie autorytetem? Wybacz - brak mi słów. Panie Zbyszku, nie przesadził pan? Bo o ile pamiętam, to nie udowodniono jednoznacznie zarzutów o współpracę. Wątpliwości są, ale... www.mm-veto.pl/aktualnosci.phpOsobiście nie widziałem materiałów, więc ciężko mi oceniać jak było faktycznie. W moim odczuciu jednak ksiądz Tadeusz I-Z nie wydaje się specjalnie wiarygodnym źródłem informacji. Mówiąc o kolegach którzy donosili, sam donosi na nich do mediów. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Panie Zbyszku, nie przesadził pan?Po pierwsze Zbyszku.  > Wątpliwości są, ale...Wątpliwości, wątpliwości. Wszystkie Kościoły były infiltrowane. W przypadku Kościoła prawosławnego okazało się, że większość hierarchów współpracowała (abp Sawa i spółka). W przypadku protestantów również( bp Janusz Jagucki). Logiczne, że w dużo większym stopniu infiltrowany był Krk. Nie darmo Kościelna Komisja Historyczna pospiesznie zamknęła postępowanie. Do tej pory IPN nie wydał oficjalnego oświadczenia w sprawie abp Wielgusa mimo, że to tylko kilkadziesiąt stron. Prezydent Kaczyński coś wie w tej sprawie - nie na darmo klaskał, kiedy stwierdzono, że Wielgus nie zostanie metropolitą warszawskim. BXVI też musiał mieć wiarygodne informacje, skoro podjął taką decyzję wbrew "wrzaskom" Rodziny Radia Maryja. Cóż - spójrzmy prawdzie w oczy. Nieliczni odważyli się przeciwstawić. I teraz tych nielicznych usiłuje się zdyskredytować, postawić w jednym szeregu z tymi, którzy ulegli. Smutne i znamienne. Uważam, że ks. Isakowicz - Zaleski jest tym ostatnim sprawiedliwym, który uważa, że "prawda Was wyzwoli". Niestety, jak za dawnych czasów, najlepiej uśmiercić posłańca przynoszącego złą nowinę. Pozostaje jeszcze środowisko akademickie przesiąknięte agentami. Na niektórych wydziałach 40% współpracowało z SB. Nie chce mi się już pisać o Wolszczanie i jego kumplach. Czuję obrzydzenie do takich ludzi. Oczywiście nikt "nie szkodził". Wyszkolono ich, że tak mają mówić. I tak mówią mimo, że każda, powtórzę każda informacja była cenna dla SB. Jedynie w przypadku zagrożenia życia najbliższych mógłbym usprawiedliwić symulowanie współpracy. Pozostaje jeszcze środowisko dziennikarzy, praktycznie nie ruszone. Panuje zmowa milczenia, przecież nie będą o sobie wzajemnie pisali? Trzymają się w szachu i milczą. Eeeech...  > W moim odczuciu jednak ksiądz Tadeusz I-Z nie wydaje się specjalnie wiarygodnym źródłem informacji.Nie zgadzam się. Ponieważ sam był inwigilowany ma dostęp da akt - zna prawdę. A przecież o nią właśnie chodzi..., podobno.  > Mówiąc o kolegach którzy donosili, sam donosi na nich do mediów.Czy "donosząc" na policję, że ktoś ukradł, sam jestem złodziejem? Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
| |  | 10 na 10 | Vytautas (4394 punktów) | >>" Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia," >>bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej. >Nie wyjaśnia - jedynie twierdzi, że Bóg jest przyczyną sprawczą, ale nie przytacza na swoje poparcie żadnych dowodów czy choćby poszlak. Dotykamy jednego z dowodów istnienia stwórcy autorstwa Tomasza z Akwinu: "Każda rzecz ma swoją przyczynę, przyczyną ostateczną jest Bóg". A co jest przyczyną Boga -- hiperbóg?. Łańcuch przyczyn musi się gdzieś kończyć. Faktycznie. Ale dlaczego na Bogu, a nie na materii? -- 'bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej' -- przecież to tylko inny sposób powiedzenia 'istnieje stwórca'! Istnieje, bo tak!
|
|
| | |  | | atre (971 punktów) | >>>" Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia," >>>bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej. >>Nie wyjaśnia - jedynie twierdzi, że Bóg jest przyczyną sprawczą, ale nie przytacza na swoje poparcie żadnych dowodów czy choćby poszlak. >Dotykamy jednego z dowodów istnienia stwórcy autorstwa Tomasza z Akwinu: "Każda rzecz ma swoją przyczynę, przyczyną ostateczną jest Bóg". >A co jest przyczyną Boga -- hiperbóg?. Łańcuch przyczyn musi się gdzieś kończyć. Faktycznie. Ale dlaczego na Bogu, a nie na materii? -- 'bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej' -- przecież to tylko inny sposób powiedzenia 'istnieje stwórca'! >Istnieje, bo tak!
No dobrze, łańcuch przyczyn kończy się na materii. A więc mamy ostateczną przyczynę: materię. A co jest przyczyną przyczyny w tym łańcuchu? Jakaś hipermateria?
Bóg nie istnieje... bo nie?
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | > No dobrze, łańcuch przyczyn kończy się na materii. A więc mamy ostateczną przyczynę: materię. > A co jest przyczyną przyczyny w tym łańcuchu? Jakaś hipermateria? > Bóg nie istnieje... bo nie? >
Czy Ty nie rozumiesz, co to znaczy 'kończy się', czy tylko głupa rżniesz?
|
|
|  | 13 na 13 | wojtek (1061 punktów) | Jeśli można się wtrącić.
>Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata
Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata jedynie hipotetycznie. Teorii dotyczących istnienia Świata jest wiele (bardziej lub mniej dorzecznych).
>bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
Z czego w takim razie wynika istnienie Boga który tę materię miałby stworzyć?
Pozdrawiam.
|
|
| |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Z czego w takim razie wynika istnienie Boga który tę materię miałby stworzyć?
Bóg nie definiuje się jako rzecz, która ma przyczynę swego istnienia-pytanie niedorzeczne.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Z czego w takim razie wynika istnienie Boga który tę materię miałby stworzyć? >Bóg nie definiuje się jako rzecz, która ma przyczynę swego istnienia-pytanie niedorzeczne.
A dlaczego? Bo taki jest dogmat?
|
|
| | | |  | -1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>>Z czego w takim razie wynika istnienie Boga który tę materię miałby stworzyć? >>Bóg nie definiuje się jako rzecz, która ma przyczynę swego istnienia-pytanie niedorzeczne. >A dlaczego? Bo taki jest dogmat?
Niedorzeczność nie wynika z dogmatu tylko z błędu logicznego, który popełniłeś traktując Boga jako rzecz materialną, którą Bóg nie jest z definicji.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>>>Z czego w takim razie wynika istnienie Boga który tę materię miałby stworzyć? >>>Bóg nie definiuje się jako rzecz, która ma przyczynę swego istnienia-pytanie niedorzeczne. >>A dlaczego? Bo taki jest dogmat? >Niedorzeczność nie wynika z dogmatu tylko z błędu logicznego, który popełniłeś traktując Boga jako rzecz materialną, którą Bóg nie jest z definicji. >
Twoja definicja Boga wcale nie musi być prawdziwa.
|
|
| | | | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>Twoja definicja Boga wcale nie musi być prawdziwa.
Podobnie jak twoja negacja Boga.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | jkl; (5859 punktów) |
>Niedorzeczność nie wynika z dogmatu tylko z błędu logicznego, który popełniłeś traktując Boga jako rzecz materialną, którą Bóg nie jest z definicji.
O? a Jezus był materialny, będąc jednocześnie pełnoprawną częścią Trójcy
|
|
| | |  | 16 na 16 | wojtek (1061 punktów) | >pytanie niedorzeczne.
A ja naiwny sądziłem, że obejdzie się bez takich słów i złośliwości ... No cóż, jeśli inaczej Pan nie potrafi to możemy i tak.
>Bóg nie definiuje się jako rzecz, która ma przyczynę swego istnienia.
Argument doprawdy porażający... Pytanie tylko na jakiej podstawie Pan twierdzi, że Bóg nie definiuje się w ten sposób? Jeżeli Bóg (wedle tych którzy w niego wierzą) może być swoją własną przyczyną to materia (wedle mnie) może funkcjonować na tych samych zasadach.
Pan stwierdza, że materia nie może być przyczyną sama w sobie, ale Bóg już może, ponieważ Bóg nie definiuje się jako byt który ma przyczynę swego istnienia ( a nie definiuje się ponieważ Pan tak uważa). Na pytanie Adama Wojtkiewicza dotyczące Pańskiej wiedzy na temat tego dlaczego materia nie może istnieć sama z siebie, odpowiada Pan następująco:
>To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było( niestniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest!
Tym samym tokiem rozumowania można wykluczyć istnienie Boga który jest przyczyną samego siebie, ale tego już Pan jakoś dziwnie nie robi. Tworzy Pan taką teorię jak powyższa i stosuje ją tylko w jedną stronę tzn. odnośnie materii czyli tak jak Panu pasuje, ponieważ zakłada Pan z góry, że Bóg nie musi mieć przyczyny swojego istnienia . Dlaczego w takim razie Bóg nie potrzebuje swojej przyczyny a wszystko inne potrzebuje ? Może dlatego, że tak Panu wygodnie zakładać ?
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Tym samym tokiem rozumowania można wykluczyć istnienie Boga który jest przyczyną samego siebie, ale tego już Pan jakoś dziwnie nie robi. Tworzy Pan taką teorię jak powyższa i stosuje ją tylko w jedną stronę tzn. odnośnie materii czyli tak jak Panu pasuje, ponieważ zakłada Pan z góry, że Bóg nie musi mieć przyczyny swojego istnienia . Dlaczego w takim razie Bóg nie potrzebuje swojej przyczyny a wszystko inne potrzebuje ? Może dlatego, że tak Panu wygodnie zakładać ? >Pozdrawiam.
Ciągle ignoruje Pan fakt, że Bóg to nie materia i odwrotnie - po co?
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) |
>Ciągle ignoruje Pan fakt, że Bóg to nie materia i odwrotnie - po co? >
Ciągle udajesz, że wiesz jaki jest Bóg.
|
|
| | | | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Ciągle ignoruje Pan fakt, że Bóg to nie materia i odwrotnie - po co? >> >Ciągle udajesz, że wiesz jaki jest Bóg.
Znana jest mi tylko ludzka definicja Boga i nią sie posługuję.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Władek Lichacz (2050 punktów) | >Znana jest mi tylko ludzka definicja Boga i nią sie posługuję.
Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną definicję - to z encyklopedii.
|
|
| | | | |  | 8 na 8 | wojtek (1061 punktów) | >Ciągle ignoruje Pan fakt, że Bóg to nie materia i odwrotnie - po co?
To dla Pana, Bóg nie jest materią i odwrotnie. Dla mnie Bóg o którym Pan mówi nie istnieje, bo nie ma powodu dla którego miałby istnieć. Nie jest więc tak, że ja coś ignoruje. Ignorancję mógłby mi Pan zarzucić gdybym: należał do Kościoła do którego Pan należy, podzielał Pańską wiarę, uczestniczył w obrzędach Kościelnych a przy tym wszystkim głosił poglądy zupełnie sprzeczne z nauką tegoż Kościoła. Dopiero wtedy powyższe Pańskie stwierdzenie byłoby prawdziwe. Chyba, że uważa Pan, iż poznał ostateczną prawdę dotyczącą Wszechświata i wszyscy którzy nie zgadzają się z Pańskim poglądem są ignorantami.
Chciałbym abyśmy dobrze się zrozumieli. Rozumiem i szanuje to, że wierzy Pan w Boga i nie mam najmniejszego zamiaru tego zmieniać. Nie atakuje też Pańskiej wiary. Każdy ma prawo wierzyć w to, w co uzna za stosowne, jeśli nie wyrządza tym nikomu krzywdy ani nie narzuca nikomu swojej wiary. Jednak to co Pan mówi o materii i Bogu, dla mnie jest tylko przesunięciem ciężaru z odpowiedzi na pytanie o pochodzenie materii na odpowiedz dotyczącą pytania o pochodzenie Boga. Pan nie ma tego problemu ponieważ uznaje Boga, zdefiniowanego jako przyczyna sama w sobie. Ja istnienia takiego Boga nie uznaje dlatego też m.in. zadałem pytanie (na które mi Pan nie udzielił odpowiedzi): "... na jakiej podstawie Pan twierdzi, że Bóg nie definiuje się w ten sposób?" Pytanie to dotyczyło Pańskiego stwierdzenia, że Bóg nie definiuje się jako byt który ma przyczynę. Zapytam więc jeszcze raz. W oparciu o co, definiuje Pan Boga w taki akurat sposób?
Jeśli chodzi o materię to nie spotkałem się jeszcze z kategorycznym stwierdzeniem, że musi mieć ona swojego stwórcę. Co więcej, nauka wcale nie wyklucza, że to właśnie materia istnieje od zawsze a Wszechświat w którym żyjemy jest jednym z wielu w nieskończonym procesie w którym poprzedni Wszechświat warunkuje następny. Z tego co wiem, Wszechświat teoretycznie może również wyłonić się z pustki w spontaniczny sposób, bez pierwotnej przyczyny, dzięki fluktuacjom kwantowym. To której z hipotez dotyczących powstania Wszechświata ten czy inny człowiek da wiarę zależy od wielu czynników. Jedni skłaniają się ku jednej teorii inni ku zupełnie odmiennej. Grunt to szanować się wzajemnie.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Ciągle ignoruje Pan fakt, że Bóg to nie materia i odwrotnie - po co? >To dla Pana, Bóg nie jest materią i odwrotnie. Dla mnie Bóg o którym Pan mówi nie istnieje, bo nie ma powodu dla którego miałby istnieć. Nie jest więc tak, że ja coś ignoruje.
Ignoruje Pan definicję Boga- a to prowadzi do błędów logicznych.
> Ja istnienia takiego Boga nie uznaje dlatego też m.in. zadałem pytanie (na które mi Pan nie udzielił odpowiedzi): "... na jakiej podstawie Pan twierdzi, że Bóg nie definiuje się w ten sposób?" Pytanie to dotyczyło Pańskiego stwierdzenia, że Bóg nie definiuje się jako byt który ma przyczynę. Zapytam więc jeszcze raz. W oparciu o co, definiuje Pan Boga w taki akurat sposób?
Posługuję się taką, tomistyczną definicją Boga:
Bóg to samoistny byt pierwszy,rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych , wymagających zewnętrznej przyczyny sprawczej swego istnienia- jako faktyczna przyczyna sprawcza istnienia tych bytów , jako właśnie samoistne istnienie, które będąc wyłącznie istnieniem, jest niezależne od przyczyn.
> Wszechświat teoretycznie może również wyłonić się z pustki w spontaniczny sposób, bez pierwotnej przyczyny, dzięki fluktuacjom kwantowym.
1."dzięki fluktuacjom kwantowym" to nie przyczyna? 2.Czy pustka ,która fluktuuje kwantowo ,jest pusta?
> Grunt to szanować się wzajemnie. >Pozdrawiam.
Zgadzam się i także pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Władek Lichacz (2050 punktów) | >Bóg to samoistny byt pierwszy,rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych...
Gdzie mogę zobaczyć tę analizę?
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | stary (143 punktów) | > > Tym samym tokiem rozumowania można wykluczyć istnienie Boga który jest przyczyną samego siebie, ale tego już Pan jakoś dziwnie nie robi. Tworzy Pan taką teorię jak powyższa i stosuje ją tylko w jedną stronę tzn. odnośnie materii czyli tak jak Panu pasuje, ponieważ zakłada Pan z góry, że Bóg nie musi mieć przyczyny swojego istnienia . Dlaczego w takim razie Bóg nie potrzebuje swojej przyczyny a wszystko inne potrzebuje ? Może dlatego, że tak Panu wygodnie zakładać ?> >Pozdrawiam.> Ciągle ignoruje Pan fakt, że Bóg to nie materia i odwrotnie - po co?Do tego momentu pilnie śledziłem przebieg dyskusji. I troszkę mnie to rozbawiło. Po pierwsze: może pan zakładać istnienie boga jako stwórcy materii. To pana sprawa. Ale żaden argument nie wskazuje, że istota niematerialna ma prawo stwarzać materię a twór materialny nie. Teoria przyczynowo skutkowa nie rozwiązuje tego dylematu.Zawsze można postawić pytanie co było wcześniej. Zawsze też można powiedzieć, że materia cyklicznie funkcjonuje zgodnie z wzorem E=mc2  Po drugie: założenie, że bóg to nie materia i odwrotnie można zinterpretować inaczej niż pan zakłada. Bóg to nie materia, ale wytwór myślowy mózgu człowieka wymyślony na okoliczność nie rozwiązywalnych i niewyjaśnionych w danym czasie zagrożeń, problemów, pragnień, i marzeń itd. Tam gdzie nie możemy znaleźć odpowiedzi tam włączamy boga, który jest władny załatwić nasze problemy i to najczęściej zgodnie z naszym życzeniem - stworzyć świat, pomóc pokonać wroga, ochronić od głodu, dodać nam siły, uleczyć, dać wieczne życie itd. Po trzecie: Zbyt wiele żądamy od "nauki". Badaniami naukowymi ludzkość zajmuje się tak naprawdę 4-6 tys lat. Przyśpieszenie poznania zjawisk nas otaczających nastąpiło gwałtownie w ostatnich 300 latach. Cóż to jest w porównaniu do istnienia wszechświata (~14mld lat). Ponadto zbyt chętnie w przeprowadzaniu wywodów posiłkujemy się teoriami jako dowodami naukowymi, które w niewielkim stopniu poparte są dowodami lub wcale nie są nimi poparte. Po czwarte: Wszyscy zajmujemy się funkcjonowaniem tej części świata poznawalnego, który stanowi prawdopodobnie tylko około 4% część całości (?), o której nie mamy żadnego pojęcia po za tym, że ta pozostała część(96%) istnieje. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
Po przeczytaniu Pana słowotoku muszę Pana zacytować:
> "I troszkę mnie to rozbawiło."
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Po przeczytaniu Pana słowotoku muszę Pana zacytować:> > "I troszkę mnie to rozbawiło."Różne rzeczy różnych ludzi rozbawiają  Mnie na przykład - nazywanie wypowiedzi o objętości niecałego ekranu, dość porządnie wypunktowanej i "skompresowanej" - "słowotokiem"  No chyba że na tej zasadzie, iż wszelka wypowiedź nie moja jest niewarta skupienia uwagi, wobec czego każda dłuższa niż jedno lub dwa zdania jest za długa
|
|
| | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >>Z czego w takim razie wynika istnienie Boga który tę materię miałby stworzyć? >Bóg nie definiuje się jako rzecz, która ma przyczynę swego istnienia-pytanie niedorzeczne.
Nawet jeśli musi istnieć coś jakościowo innego od materii, co by wyjaśniało jej istnienie, to istnienie materii już nie domaga się ostateczności tego czegoś. Brak nie tylko uzasadnienia, że to coś jest akurat Bogiem chrześcijańskim. Brak też uzasadnienia jego ostateczności. Pytanie jest więc niedorzeczne, ale tylko przy wziętym nie wiadomo skąd założeniu, że coś, co wyjaśnia istnienie materii jest już ostateczne. Pytanie Russela jest więc nadal dorzeczne.
dajmonion
|
|
| | | |  | -1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Brak nie tylko uzasadnienia, że to coś jest akurat Bogiem chrześcijańskim. Brak też uzasadnienia jego ostateczności.
Ostateczność Boga zawiera Jego definicja: Pierwsza Przyczyna.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >>Brak nie tylko uzasadnienia, że to coś jest akurat Bogiem chrześcijańskim. Brak też uzasadnienia jego ostateczności. >Ostateczność Boga zawiera Jego definicja: Pierwsza Przyczyna.
Jeśli ostateczność transcendencji nie wynika z fundamentalnej niewyjaśnialności materii wówczas element ostateczności w definicji tej transcendencji jest wzięty z sufitu. Jeśli dobrze zrozumiałem, to według Ciebie niesamowyjaśnialność materii domaga się samowyjaśnialnego czegoś jakościowo innego od materii. Innymi słowy: Gdyby materia była samowyjaśnialna to by nie istniała, wobec czego musi istnieć coś samowyjaśnialne.
dajmonion
|
|
| | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Jeśli ostateczność transcendencji nie wynika z fundamentalnej niewyjaśnialności materii wówczas element ostateczności w definicji tej transcendencji jest wzięty z sufitu.
Wynika:gdyby materia miała własność samostwarzania to by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć) a jest . W takim razie mamy dwa przypadki: a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest oczywiście niematerialna
A więc jest oczywiste że w obu przypadkach mamy do czynienia z fundamentalną niewyjaśnialnością materii na gruncie naukowym.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >> Jeśli ostateczność transcendencji nie wynika z fundamentalnej niewyjaśnialności materii wówczas element ostateczności w definicji tej transcendencji jest wzięty z sufitu. >Wynika:gdyby materia miała własność samostwarzania to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć) a jest .
Gdyby materia miała własność samostwarzania, to by się po prostu stworzyła a nie nie-stworzyła. To tak jak byś powiedział: Gdybym umiał chodzić, to bym nie umiał chodzić. Zdolność samostwarzania implikuje stworzenie siebie z niczego a nie przypadek przeciwny.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Gdyby materia miała własność samostwarzania, to by się po prostu stworzyła a nie nie-stworzyła.
Zapominasz ,że skutek jest po przyczynie a nie odwrotnie.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >> Gdyby materia miała własność samostwarzania, to by się po prostu stworzyła a nie nie-stworzyła. >Zapominasz ,że skutek jest po przyczynie a nie odwrotnie.
Jeśli cokolwiek posiada moc samostwarzania, to skutek musi być przed przyczyną, bo najpierw ma się moc, a potem powołuje się samego siebie do istnienia. Skutek przed przyczyną z konieczności wiąże się z samostwarzaniem. Samo to pojęcie odwraca ciąg przyczynowo-skutkowy. Skoro posługujesz się taki pojęciem, to nie możesz stawiać takiego zarzutu.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Skoro posługujesz się taki pojęciem, to nie możesz stawiać takiego zarzutu.
To nie ja ale materialiści : na pytanie co jest powodem istnienia materii odpowiadają: a) ona sama sie stwarza lub b)jest odwiecznie bez przyczyny
W ten sposób popadają w absurd , gdyż w obu przypadkach mamy do czynienia z cudem a w cuda programowo nie wierzą. Robią tak byle tylko uniknąć imię Boga.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >>Skoro posługujesz się taki pojęciem, to nie możesz stawiać takiego zarzutu. >To nie ja ale materialiści : na pytanie co jest powodem istnienia materii odpowiadają: >a) ona sama sie stwarza
Jeśli posługują się pojęciem samostwarzania, to ich wypowiedzi również są pozbawione sensu. To pojęcie odwraca ciąg przyczynowo-skutkowy, co daje okazję do logicznych nadużyć jak w tedy gdy w polemice powołujesz się na pierwszeństwo przyczyny. Wniosek stąd taki, że Twój dowód nie wprost na istnienie Boga upada u samych podstaw.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Twój dowód nie wprost na istnienie Boga upada u samych podstaw.
Bóg był zanim było cokolwiek innego a więc i zasady przyczynowo-skutkowej - a więc Bóg jej nie podlega. Twierdzenie przeciwne jest często stosowane w polemikach ale jest bezzasadne (niezgodne z definicją Boga).
Zatem nie traktujmy Boga jak rzeczy materialne.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >>Twój dowód nie wprost na istnienie Boga upada u samych podstaw. >Bóg był zanim było cokolwiek innego a więc i zasady przyczynowo-skutkowej - a więc Bóg jej nie podlega. >Twierdzenie przeciwne jest często stosowane w polemikach ale jest bezzasadne (niezgodne z definicją Boga). >Zatem nie traktujmy Boga jak rzeczy materialne.
Zanim zaczniesz cokolwiek mówić o Bogu musisz najpierw udowodnić Jego istnienie. Na razie Ci się to nie udało, bo w rozważaniach nad materią użyłeś pojęcia samostwarzania, które wyklucza sensowność tych rozważań, bo nasze myślenie jest tak ustawione, że najpierw jest przyczyna, potem skutek.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Bóg był zanim było cokolwiek innego a więc i zasady przyczynowo-skutkowej - a więc Bóg jej nie podlega. Ojeja, jakieś nowe teorie tutaj wymyślasz... A ja na to, że podlega, bo boga stworzył Latający Potwór Spaghetti! A On był zanim cokolwiek innego stworzył, więc nie podlega zasadzie przyczynowo-skutkowej :>
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > a) ona sama sie stwarza> lub> b)jest odwiecznie bez przyczynyTak samo jak podawana przez niektórych definicja boga ;P > W ten sposób popadają w absurd , gdyż w obu przypadkach mamy do czynienia z cudemg*wno prawda, tyle Ci powiem xD Walisz jakimiś ABSOLUTAMI, że "mamy do czynienia" z cudem. Absurdem to może być dla Ciebie, bo nie możesz pojąć, że coś ot tak sobie się stworzyło. Gdzieś wspominałeś, że cud jest wtedy, gdy nie da się czegoś wyjaśnić. Czyli coś, co jest cudem teraz i dla paru osób za kilka lat już cudem nie będzie. Więc "cud" sam w sobie traci sens. Powtarzasz bajkę, którą Twój chłonny umysł wchłonął w dzieciństwie i dopasowujesz do tego fakty, tak robi większość osób. Jeśli materia sama z siebie się nie może stworzyć, to najwidoczniej musiał to zrobić ktoś. i Pam! oczywiscie jest bóg! Bo tak pisze w biblii! No i w biblii też pisze, że boga nikt nie stworzył, więc to na pewno prawda. > a w cuda programowo nie wierzą. Robią tak byle tylko uniknąć imię Boga.Niechcący z dużej litery napisałeś, ale nie przejmuj się, mnie też się literówki zdarzają  Unikają tego, bo to z góry wydaje się być absurdalne, niepasujące, nie wynikające z niczego. Jeśli w warszawie upuszczę jabłko i w tym samym czasie w zakopanym będzie trzęsienie ziemi czy to będzie wina jabłka? Materia mogła się sama z siebie stworzyć. Taka jest teoria. I mogę ją obalić stwierdzeniem, że nie tworzy się sama z siebie, bo nie? I nie wiem co to ma być to "materialiści" ;P
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >> Jeśli ostateczność transcendencji nie wynika z fundamentalnej niewyjaśnialności materii wówczas element ostateczności w definicji tej transcendencji jest wzięty z sufitu. >Wynika:gdyby materia miała własność samostwarzania to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć) a jest .
Coś musi posiadać własność samostwarzania, bo gdyby nic tej własności nie posiadało, to by niczego nie było. Dlatego jeśli coś tę własność posiada, to nie można na tej podstawie wnioskować, że w takim razie nie powinno istnieć, a takie wnioskowanie stosujesz w odniesieniu do materii.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >gdyby materia miała własność samostwarzania to >by jej nie było
Nie byłoby materii gdyby posiadała pewną własność, a więc nie byłoby materii gdyby była.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >>Brak nie tylko uzasadnienia, że to coś jest akurat Bogiem chrześcijańskim. Brak też uzasadnienia jego ostateczności. >Ostateczność Boga zawiera Jego definicja: Pierwsza Przyczyna. > Odjąłem punkt za bezwstydne obnoszenie się z głupia wiarą że z definicji czegokolwiek może wynikać istnienie czegoś. Obwieszczam: Wielki Stworzyciel I Przyczyna Psich Kup Na Trawnikach jest tez przyczyną samej siebie. Ergo z definicji istnieje.
|
|
| | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Brak nie tylko uzasadnienia, że to coś jest akurat Bogiem chrześcijańskim. Brak też uzasadnienia jego ostateczności. >Ostateczność Boga zawiera Jego definicja: Pierwsza Przyczyna. > Według mitologii greckiej "pierwszą przyczyną" był chaos. Z chaosu narodzili się gaja i Uranos, ziemia i niebo (w starożytności pojęcie ziemi było troszkę inne), oni urodzili w różne dziwaczne sposoby tytanów, cyklopów, sturękich, bla, bla bla, a tytan Kronos miał potomstwo, które nazwano bogami. I na dodatek chciał je zjeść. I teraz udowodnij mi, że ta teoria jest błędna, bo może Boga urodził Kronos, którego urodziła Gaja, która powstała z nicości. Bóg wtedy nie jest "Pierwszą przyczyną", tylko potomstwem "pierwszej przyczyny" A całą tą wizję mógł nam wmówić Latający Potwór Spaghetti, bo to On mógł stwirzyć nicość, czy tam chaos, jak zwał, tak zwał ;P
|
|
|  | 11 na 11 | keymak (3379 punktów) | >Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata Samo stwierdzenie: "Bóg stworzył wszechświat" niczego nie wyjaśnia. Wyjaśnieniem byłyby odpowiedzi na pytania typu: - jak został stworzony wszechświat? - jak doszło do stworzenia czegoś z niczego?
Na te pytanie otrzymujemy odpowiedzi dzięki nauce, gdzie postulowanie istnienia jakiegoś bóstwa jest nadmiarowe. Oczywiście odpowiedzi nie są jeszcze pewne i kompletne, ale przynajmniej można je weryfikować. Odpowiedzi te są ponadto źródłem postępu, czego nie można powiedzieć o religijnych fantazjach.
W sprawie początków wszechświata ludzie religijni zachowują się jak dzieci. Gdy dziecko znajduje prezent pod choinką i pyta się skąd się tam znalazł to wystarcza mu odpowiedź że Święty Mikołaj ten prezent tam umieścił. Dziecko nie pyta o to skąd się wziął Święty Mikołaj, jak Święty Mikołaj wszedł do domu, skąd wziął prezent. To przecież dla dziecka nie jest ważne. Ważne że dostał prezent i nie musi się głowić nad trudnymi pytaniami. Takie postępowanie jest wygodne, ale trudno je uznać za rozsądne. Jest zaś rzeczą zadziwiającą z jaką łatwością ludzie przestają wierzyć w Świętego Mikołaja i jednocześnie z uporem utrzymują że inny urojony byt musi istnieć. Czy to dlatego że lubią dostawać prezenty i nie mają ochoty odpowiadać na trudne pytania ?
Na szczęście istnieją ludzie, którzy trudnych pytań się nie boją i nie oczekują za swoje postępowanie żadnych prezentów ..
Pozdrawiam.
|
|
| |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Wyjaśnieniem byłyby odpowiedzi na pytania typu: >- jak został stworzony wszechświat? >- jak doszło do stworzenia czegoś z niczego?
Metodologię dostosowaną do badania materii chce Pan stosować do tego co niematerialne?- chyba nie jest to rozsądne.
>Na te pytanie otrzymujemy odpowiedzi dzięki nauce, gdzie postulowanie istnienia jakiegoś bóstwa jest nadmiarowe. Oczywiście odpowiedzi nie są jeszcze pewne i kompletne, ale przynajmniej można je weryfikować. Odpowiedzi te są ponadto źródłem postępu, czego nie można powiedzieć o religijnych fantazjach.
Zaprzecza Pan sam sobie: to mamy odpowiedż czy nie mamy?
>W sprawie początków wszechświata ludzie religijni zachowują się jak dzieci. Gdy dziecko znajduje prezent pod choinką i pyta się skąd się tam znalazł to wystarcza mu odpowiedź że Święty Mikołaj ten prezent tam umieścił. Dziecko nie pyta o to skąd się wziął Święty Mikołaj, jak Święty Mikołaj wszedł do domu, skąd wziął prezent. To przecież dla dziecka nie jest ważne. Ważne że dostał prezent i nie musi się głowić nad trudnymi pytaniami. Takie postępowanie jest wygodne, ale trudno je uznać za rozsądne. >Jest zaś rzeczą zadziwiającą z jaką łatwością ludzie przestają wierzyć w Świętego Mikołaja i jednocześnie z uporem utrzymują że inny urojony byt musi istnieć. >Czy to dlatego że lubią dostawać prezenty i nie mają ochoty odpowiadać na trudne pytania ? >Na szczęście istnieją ludzie, którzy trudnych pytań się nie boją i nie oczekują za swoje postępowanie żadnych prezentów ..
Tu Pan stosuje stary chwyt stosowany przez chamowatych propagandzistów ateizmu, który zasadza się na sugerowaniu niedorozwoju (jak dzieci) umysłowego katolików jako przyczyny ich wiary.
>Pozdrawiam.
Ja również
|
|
| | |  | 11 na 11 | keymak (3379 punktów) | >Metodologię dostosowaną do badania materii chce Pan stosować do tego co niematerialne?- chyba nie jest to rozsądne. Przecież twierdzisz że Bóg stworzył wszechświat, który jak wiadomo jest materialny. Dlatego odpowiedzi na pytania związane z budową materii mogą cokolwiek wyjaśniać. Samo zaś stwierdzenie że materia została stworzona niczego przecież nie wyjaśnia.
Nico rozwinę ten temat na przykładzie. Gdyby zadać pytanie jak został stworzony rower zupełnie inne odpowiedzi nas zadowolą. Ciebie zadowoli odpowiedź typu: rower został zrobiony w fabryce rowerów i dla Ciebie jest to wystarczające wyjaśnienie istnienia roweru. Dla mnie zaś taka odpowiedź jest niewystarczająca i dla mnie niczego nie wyjaśnia. Mnie interesują odpowiedzi na pytania typu: jak zbudowano rower, dlaczego rower jeździ, jak zbudować inny rower aby działał tak samo jak rower wzorcowy. Takie odpowiedzi dopiero wyjaśniają istnienie roweru. Co ciekawe mało kto potrafi wyjaśnić działanie każdej części z której składa się rower, ale to nie znaczy że nie warto szukać odpowiedzi na takie pytania i zastępować je prostym stwierdzeniem: rower został zrobiony w fabryce rowerów. Ty zaś właśnie próbujesz mnie przekonać że odpowiedź typu: "rower został zrobiony w fabryce rowerów" lub "Bóg stworzył wszechświat" jest wystarczająca i cokolwiek wyjaśnia. Niestety niczego nie wyjaśnia. To jest tylko prosta odpowiedź dla wszystkich tych którzy nie mają ochoty znać dokładnego wyjaśnienia budowy roweru lub budowy wszechświata.
>Zaprzecza Pan sam sobie: to mamy odpowiedż czy nie mamy? Mamy odpowiedzi na wiele pytań, ale nie na wszystkie. Jeżeli zapytasz jak powstała Ziemia to nauka udziela dość szczegółowych odpowiedzi. Jeżeli zapytasz jak powstał Układ Słoneczny będzie podobnie. Jeżeli zaś zapytasz o powstanie materii we wszechświecie to nauka oferuje wiele teorii, które nie są pewne, ale zbliżają nas do odpowiedzi i wyjaśnienia jak doszło do powstania materii. Zaś odpowiedź typu: "Bóg stworzył wszechświat" nie tłumaczy: - jak powstała materia, - jak powstał Układ Słoneczny, - jak powstała Ziemia. Każdy może ocenić które podejście zajmuje się wyjaśnianiem, a które oferuje proste odpowiedzi na trudne pytania bez podawania jakichkolwiek wyjaśnień.
>Tu Pan stosuje stary chwyt stosowany przez chamowatych propagandzistów ateizmu, który zasadza się na sugerowaniu niedorozwoju (jak dzieci) umysłowego katolików jako przyczyny ich wiary. No cóż każde słowa dotyczące religii, które nie są wypowiadane z pozycji klęczącej uznawane są przez wierzących za chamowate. To jest typowa obrona stosowana przez ludzi religijnych którzy chcą wymusić na swoich rozmówcach pozycję klęczącą wtedy gdy mówią o religii. Ja pozycji klęczącej nie uważam za właściwą. Co więcej uważam że każdy kto mówi o religii na klęczkach nie może być traktowany poważnie. W ten sposób nie można dojść do jakiejkolwiek obiektywnej prawdy.
Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Metodologię dostosowaną do badania materii chce Pan stosować do tego co niematerialne?- chyba nie jest to rozsądne. Ale jakie niematerialne, na miłość boską czy zaproponował pan jakąś rozsądna testowalną teorię, która by mówiła, że to co nazywamy materią powstało w wyniku czegoś co nie nazywamy materią (bo materia to tylko nazwa, nie niesie żadnej istotowej treści)? Bo to że panu jako dziecku powiedziano, że pan Bóg w 7 dni stworzył wszechświat, a potem jak pan trochę podrósł wyjaśniono dodatkowo, ze jest on przyczyną samego siebie nas nie wiąże. Równie dobrze mogę stwierdzić że materia, czymkolwiek jest jest własna przyczyną i będzie to tak samo prawomocne (i bełkotliwe) jak scholastyczny bełkot, który pan prezentuje.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Bo to że panu jako dziecku powiedziano, że pan Bóg w 7 dni stworzył wszechświat, a potem jak pan trochę podrósł wyjaśniono dodatkowo, ze jest on przyczyną samego siebie nas nie wiąże. Równie dobrze mogę stwierdzić że materia, czymkolwiek jest jest własna przyczyną i będzie to tak samo prawomocne (i bełkotliwe) jak scholastyczny bełkot, który pan prezentuje.
Pan histeryzuje, jak ktoś , kto cały czas twierdził , udawadniał i propagował,że 2+2=3 a zobaczywszy zdanie 2+2=4 czuje ,że ... nie ma racji i ogarnia go strach przed demaskacją.
Niech Pan rzeczowo odniesie się do takiej wypowiedzi:
Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . W takim razie mamy dwa przypadki: a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna
Jezeli uważa Pan ,że ta wypowiedź jest błędna , to w którym miejscu i dlaczego ?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Niech Pan rzeczowo odniesie się do takiej wypowiedzi: >Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >W takim razie mamy dwa przypadki: >a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem >b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna >Jezeli uważa Pan ,że ta wypowiedź jest błędna , to w którym miejscu i dlaczego ?
W zasadzie masa/energia nie pojawia się ani nie znika (nie licząc kwantowych fluktuacji które jednak sumarycznie znoszą się), dlatego prawdopodobnie najbliższe prawdy z przedstawionych przez pana alternatyw będzie powiedzieć że materia (czyli właśnie ogół wszystkiego posiadającego masę/energię) jest od zawsze. Ale... Po pierwsze jak wiemy żyjemy w (co najmniej) 4 wymiarowej czasoprzestrzeni a nie 3 wymiarowej przestrzeni i jednwymiarowym czasie, i "od zawsze" może być w zasadzie tożsame z wszędzie (pamiętajmy na przykład że fotony pędzące z prędkością światła nie starzeją się - w układzie odniesienia jaki stanowią czas w ogóle nie płynie). Po drugie być może sama czasoprzestrzeń zbudowana jest z cząstek które dzisiaj "zestrojone" tworzą iluzję ciągłego "tła" zdarzeń ale które mogły "swego czasu" istnieć nie tworząc takiej pozornie gładkiej czasoprzestrzeni, a co za tym idzie mówić o nich jako istniejących od zawsze o tyle jest bez sensu, że nie zawsze było "zawsze". I zgodzę się, że to że materia, wszechświat istnieje sama z siebie jest cudem, ale jeśli pan nadaje temu szydercze znaczenie, że zakładam fantastyczną, niemożliwą rzecz, to nie rozumiem jak pan może być tak zaślepiony by wierzyć że mniej fantastyczną rzeczą jest nieskończenie złożony działający intencjonalnie umysł który już "jakimś cudem" może istnieć bez przyczyny. Ale teiści mają wytłumaczenie - sam jest swoja przyczyną, chociaż chwile wcześniej sami odmawiali materii możliwości samostwarzania, wszak pki jej nie było nie mogła się stworzyć. Pan, jak reszta teistów jest na bakier z logiką i ignoruje pan fakt, że argumenty którymi pan się posługuje są już od dawna najzwyczajniej obalone. Ja odniosłem się do pana wypowiedzi, czy pan zechce odnieść się do mojej wcześniejszej: "Ale jakie niematerialne, na miłość boską czy zaproponował pan jakąś rozsądna testowalną teorię, która by mówiła, że to co nazywamy materią powstało w wyniku czegoś co nie nazywamy materią (bo materia to tylko nazwa, nie niesie żadnej istotowej treści)?" Potrafi pan jakąś teorię inną od tej: materia nie może być własna przyczyną, jej przyczyną jest Bóg; bo ta teoria ma tyle samo treści co powiedzieć: nie wiemy jak powstał wszechświat, powiemy że stworzył go Bóg. Czy pana intelekt jest tak przygnieciony warunkowaniem wiarą, że bez wstydu obnosi się pan z tym co pan wypisuje? Dla mnie to po prostu skandal, że religia tak bardzo odziera ludzi z rozumu, że to aż posuwa się do upodlenia, chociaż sami wierzący są jak mieszkańcy Platońskiej jaskini, niewiedzący w jakim stanie się znajdują i myślący że wszystko z nimi w porządku.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>prawdopodobnie najbliższe prawdy z przedstawionych przez pana alternatyw będzie powiedzieć że materia (czyli właśnie ogół wszystkiego posiadającego masę/energię) jest od zawsze.
Nieprawda: badania naukowe wykazują ,że materia nie jest bytem prostym ale złożonym - w takim razie nie może być od zawsze : przecież części całości wyprzedzają w istnieniu tą całość .
>I zgodzę się, że to że materia, wszechświat istnieje sama z siebie jest cudem, ale jeśli pan nadaje temu szydercze znaczenie, że zakładam fantastyczną, niemożliwą rzecz, to nie rozumiem jak pan może być tak zaślepiony by wierzyć że mniej fantastyczną rzeczą jest nieskończenie złożony działający intencjonalnie umysł
Załóżmy , że części materii to byty proste - w jaki sposób z tego co proste powstało to co złożone opisywane przez tak skomplikowane teorie kwantowe ( i tak nie do końca). Przez przypadek? Jeśli przez przypadek to powinniśmy obserwować, obok materii , ogromną ilość ( miliardy razy większą od ilości materii) "śmieci" czyli " nieudane" przypadkowo wykreowane całości - a tego nie ma!
Zatem Świat nie jest przypadkowy- a to z kolei jest podstawą do wiary w Boga jako świadomego kreatora tego co jest.
>Pan, jak reszta teistów jest na bakier z logiką
Bóg zapłać za życzliwe słowo.
>Czy pana intelekt jest tak przygnieciony warunkowaniem wiarą, że bez wstydu obnosi się pan z tym co pan wypisuje? Dla mnie to po prostu skandal, że religia tak bardzo odziera ludzi z rozumu, że to aż posuwa się do upodlenia, chociaż sami wierzący są jak mieszkańcy Platońskiej jaskini, niewiedzący w jakim stanie się znajdują i myślący że wszystko z nimi w porządku.
Myślę, że to Pan jest w jaskini ciemności ,z której wyjście jest zamknięte przez wielki głaz - nielogiczny dogmat o materii od zawsze.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Nieprawda: badania naukowe wykazują ,że materia nie jest bytem prostym ale złożonym - w takim razie nie może być od zawsze : przecież części całości wyprzedzają w istnieniu tą całość . Doprawdy? Zastanawiam się co jest tą tajemnicza materią badana przez naukę która udowadnia jej złożony charakter. Nie jest pan chyba świadomy, że materia chociaż uczeni intuicyjnie wciąż posługują się tym terminem została jako taka wyrugowana ze słownika teorii fizycznych. Ergo, fizyka jako taka nie zna żadnego słowa materia i jednego, odpowiadającego mu desygnatu. Fizyka operuje różnymi wielkościami i zależnościami między nimi a nie tajemniczym pojęciem materii. Tak więc nie wiem jakim cudem miałaby udowadniać jej złożony charakter. >Załóżmy , że części materii to byty proste - w jaki sposób z tego co proste powstało to co złożone opisywane przez tak skomplikowane teorie kwantowe ( i tak nie do końca). Przez przypadek? Jeśli przez przypadek to powinniśmy obserwować, obok materii , ogromną ilość ( miliardy razy większą od ilości materii) "śmieci" czyli " nieudane" przypadkowo wykreowane całości - a tego nie ma! Ponieważ, pomijając niejasne, intuicyjno-metaforyczne znaczenie używane przez naukowców gdy mówią językiem potocznym, a nie swoich teorii naukowych, nie ma czegoś takiego jak materia cały wywód jest bez sensu. Ponieważ rozważania o prostych składnikach materii i ich złożonych efektach to pusty bełkot, przeto wciąż wyznanie wiary w kreatora jest tym czym jest - upokarzającym dla rozumu (teistów) przebieraniem ślepej i głupiej, bezzasadnej wiary w szaty logicznie poprawnego i faktycznie zasadnego rozumowania.
>Myślę, że to Pan jest w jaskini ciemności ,z której wyjście jest zamknięte przez wielki głaz - nielogiczny dogmat o materii od zawsze. Szokuje mnie że dogmat o materii od zawsze jest nielogiczny, ale o bogu od zawsze już nie. Ja się dalej w dyskusje z kimś kto ignoruje wykazane mu błędy w rozumowaniu nie wdaję.
|
|
| | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | Najpierw Pan podejmuje dyskusję na temat materii , ale w chwili , w której nie ma Pan już logicznych argumentów na poparcie swojej tezy ,że materia istnieje od zawsze, zaczyna Pan twierdzić , że materii nie ma i dyskusja na jej temat nie ma sensu.
Nieładnie, bardzo nieładnie.
Dlatego też zacytuję Pana:
>Ja się dalej w dyskusje z kimś kto ignoruje wykazane mu błędy w rozumowaniu nie wdaję.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Najpierw Pan podejmuje dyskusję na temat materii , ale w chwili , w której nie ma Pan już logicznych argumentów na poparcie swojej tezy ,że materia istnieje od zawsze, zaczyna Pan twierdzić , że materii nie ma i dyskusja na jej temat nie ma sensu. >Nieładnie, bardzo nieładnie. >Dlatego też zacytuję Pana: >>Ja się dalej w dyskusje z kimś kto ignoruje wykazane mu błędy w rozumowaniu nie wdaję. Dosyć jasno chyba napisałem że w potocznym sensie słowa materia można z powodzeniem przyjąć iż z zaproponowanych przez pana teorii najlepiej wybrać tą o wiecznej materii. Bliższe prawdy jest oczywiście stwierdzić że nie wiemy jak powstał nasz wszechświat. Ścisłego sensu słowo materia w fizyce już nie ma. Tradycyjne filozoficzne znaczenie materii Jako czegoś co jest rozciągłe, nieprzeniknione zostało w dużej mierze zdyskredytowane - w każdym razie nauka nie zna niczego takiego, a nasze "makroskopowe" wrażenia rozciągłej nieprzeniknionej materii są złudzeniem. To tyle na temat mojej ucieczki od argumentów. Poniżenie rozumu wciąż widoczne w całej krasie u pana, na prawdę może pan wierzyć, czerpać z tego jakąś egzystencjalną przyjemność ale niech pan nie oszukuje siebie ani innych ze jest w tym coś więcej niż bezkrytyczne i naiwne przyjęcie opowieści o dobrym panu bogu z dzieciństwa wzbogacone lekturami przebrzmiałych filozofów którzy nigdy nawet nie próbowali rozważać nieistnienia Boga.
|
|
| | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Załóżmy , że części materii to byty proste - w jaki sposób z tego co proste powstało to co złożone opisywane przez tak skomplikowane teorie kwantowe ( i tak nie do końca). Przez przypadek? Jeśli przez przypadek to powinniśmy obserwować, obok materii , ogromną ilość ( miliardy razy większą od ilości materii) "śmieci" czyli " nieudane" przypadkowo wykreowane całości - a tego nie ma!
Zakładanie, że czegoś takiego na pewno nie ma jest takim samym zakładaniem, że to na pewno jakiś bóg stworzył ;> Tak samo znowu pokazujesz odwieczną prawdę, że to, co się nie miesci w ludzkim mózgu oczywiście musiał zrobić bóg. Dalczego? :> Może takie "przypadkowo wykreowane całości" zostawały poddane recyclingowi, czyli (jeśli materia powstała z energii) zamieniały się z powrotem w energię? Ewolucja ma podobne założenia, no i oczywisćie "nie może istnieć, bo tak wspaniałe rzeczy mógł ktoś tylko stworzyć, nie mogło by się zrobić samo, bo wtedy obserwowalibyśmy ogromną ilość śmieci, któe nie nadają się do życia". No, ale takie "śmieci" umierają, i rozkładając się itp. trafiają z powrotem do obiegu jako ziemia, czy częsć rośliny, któa pobtała z ziemi takie wartości odżywcze ;P
Pisałam na szybko, jakby były jakieś błędy, możecie mi je powytykać, nie boje się krytyki ;P
>Zatem Świat nie jest przypadkowy- a to z kolei jest podstawą do wiary w Boga jako świadomego kreatora tego co jest.
Oczywiscie planety "też krążą po idelnych orbitach", nie zderzają się ze sobą, co z kolei jest podstawą wiary w boga jako świadomego kreatora. Czyli on na pewno trzyma te planetki i nimi kręci, tak, tak ;P Planet w układzie słonecznym prawdopodobnie było więcej, i, co okazało się z początku piękną prawdą okazało się fałszem. Zderzały się, i to, co z nich zostało (lub mogło zostać) to pas planetoid (przykładowo). Dochodzi do tego jedna z teorii powstawania księżyca, ta, że obiekt wielkości połowy ziemi uderzył w nią i oderwał spory kawałek. Skąd by on się wziął? Przecież takich rozmiarów to są właśnie planety ;P
>Myślę, że to Pan jest w jaskini ciemności ,z której wyjście jest zamknięte przez wielki głaz - nielogiczny dogmat o materii od zawsze. Ten pan najprawdopodobniej dawno wyrwał się z jaskiń ciemności, wstał, pomyślał, ze coś jest nie tak i trzyma się swojego własnego rozumu. A Pan, najprawdopodobniej w takiej jaskini siedzi i się boi wyjść, bo coś go skonsumuje, albo popełni grzech ;P I nie jest w stanie założyć, że poza tą jaskinią jest światło, bo zawsze żył pan w "ciemności", więc dlaczego miałoby być inaczej?
Nie, nie mówię, że pan jest ciemny ;P Bo można by to było wywnioskować jako obrazę i wmawianie ludziom, którzy myślą inaczej, że są idiotami :>
|
|
|  | 3 na 5 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Jak wiesz materia jest, w zasadzie, energią. Na obecnym etapie wiedzy naukowcy zaobserwowali już samoistne powstawanie i znikanie cząstek. Dzięki fluktuacjom kwantowym, czyli chwilowym zmianom energii w pewnych miejscach, mogą powstawać pary cząstek, zwanych cząstkami wirtualnymi. Opisuje do efekt Casimira --> pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Casimira.Cząstki materii pojawiają się znikąd i natychmiast znikają, jednak powstają spontanicznie, z "niczego". Naukowcy sądzą, że jesteśmy efektem fluktuacji kwantowej, która rozciągnęła się do dużych rozmiarów. Dużą rolę gra tu bozon Higgsa, zwany również "boską cząstką, który powoduje "umasowienie" cząstek, a więc daje nam życie. Hipoteza boga wyjaśniała 400 lat temu prawie wszystko, dziś "wyjaśnia" coraz mniej, mniej i mniej. Mógłbym Ci podać kilka przykładów wyjaśnień, które dziś się zdezaktualizowały. Zjawisko to nazywa się potocznie, zapychaniem dziur wiedzy, bogiem (bez urazy, że z małej litery, każdym możliwym bogiem)
|
|
| |  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >naukowcy zaobserwowali już samoistne powstawanie i znikanie cząstek. Dzięki fluktuacjom kwantowym,
1.Czy na pewno rozumiesz co piszesz? - jeśli samoistnie to nie dzięki czemuś - a więc błąd logiczny. 2.Aby wystąpiła fluktuacja kwantowa musi być wcześniej to co ma własność fluktuacji kwantowej - co to jest , skąd się wzięło ?
>Hipoteza boga wyjaśniała 400 lat temu prawie wszystko, dziś "wyjaśnia" coraz mniej, mniej i mniej. Mógłbym Ci podać kilka przykładów wyjaśnień, które dziś się zdezaktualizowały. Zjawisko to nazywa się potocznie, zapychaniem dziur wiedzy, bogiem (bez urazy, że z małej litery, każdym możliwym bogiem)
Odwrotnie -im dalej w las tym więcej drzew- im więcej faktów poznaje nauka tym więcej pytań na które nauka nie potrafi odpowiedzieć.
Tak więc idea Boga jako Kreatora nie jest niczym zagrożona.
|
|
| | |  | 4 na 6 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Napisałeś: Cytat:istnienie materii nie wynika z niej samej Widzę, że problem polega tu na przekazie, nie na błędnym rozumowaniu. Fluktuacja kwantowa to chwilowa zmiana energii w punkcie, innymi słowy para cząstek powstaje z niczego . W zasadzie mogłem napisać, że właśnie powstanie cząstek to fluktuacja, patrz ---> materia to w zasadzie energia, jednak zjawisko opisuje wzór Heisenberga mówiący o fluktuacji energii DeltaE.  , dlatego napisałem w ten sposób. Chwilowe kwantowe złamanie zachowania energii wynika zatem z nieoznaczoności Heisenberga. Cytat:Aby wystąpiła fluktuacja kwantowa musi być wcześniej to co ma własność fluktuacji kwantowej - co to jest , skąd się wzięło ?
Problem w tym, że nic nie ma. Jest pustka, próżnia. Nagle pojawia się para cząstek i znika i dalej nic nie ma. Powstawanie samoistne rozumiałem i rozumiem, jako powstawanie bez czynników zewnętrznych, dzięki samej tylko zasadzie, że prawo zachowania energii jest łamane. Wynika to z budowy języka przekazu i wzoru opisującego zjawisko, przepraszam za niedokładne przekazanie myśli. P.S. Nie oznacza to jednak, że powstawanie czegoś samoistnie nie można wyjaśnić, prawda? Inne najbardziej popularne stwierdzenie z naszych sporów to "samoistne powstanie życia" znanej abiogenezą, czyli powstawaniem samorzutnym, natomiast nikt przecież nie ma złudzeń, że nie musiały być spełnione określone warunki co do tego, więc zawsze jest jakieś "dzięki". Na drugą część Twojego posta powiedziałbym tak: pojawiają się nowe pytania, ale to są pytania wynikające z wiedzy. Wiele religijnych mitów nauka obaliła, na przykład zagadnienie Adama i Ewy nie zaprząta dziś już głowy wykształconemu człowiekowi, tak samo jak istnienie nieba bezpośrednio nad Ziemią. Z nowocześniejszych rzeczy można podać, badania nad pochodzeniem moralności, altruizmu, które wskazują na powstanie tychże w toku ewolucji, a nie poprzez przymierze zawarte przez Abrahama i przykazania na kamiennych tablicach. Podsumowując: Pojęcie boga, staje się coraz bardziej transcendentalne, a historie, choćby z Biblii, coraz bardziej symboliczne i mitologiczne.
|
|
| | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Problem w tym, że nic nie ma. Jest pustka, próżnia. Nagle pojawia się para cząstek i znika i dalej nic nie ma.
Z jednej strony wg. ciebie nic nie ma a z drugiej jest pustka ,próżnia - zaprzeczasz sam sobie.
>Powstawanie samoistne rozumiałem i rozumiem, jako powstawanie bez czynników zewnętrznych
tu się zgadzam , nazywa sie to cudem.
>dzięki samej tylko zasadzie, że prawo zachowania energii jest łamane.
a więc nie samoistnie no bo " dzięki zasadzie" - skąd się wzięła ta zasada?
>Nie oznacza to jednak, że powstawanie czegoś samoistnie nie można wyjaśnić, prawda?
Jednak oznacza - w przeciwnym razie to coś nie jest samoistne.
|
|
| | | | |  | 2 na 4 | Celecrin (11895 punktów) | > >Problem w tym, że nic nie ma. Jest pustka, próżnia. Nagle pojawia się para cząstek i znika i dalej nic nie ma.> Z jednej strony wg. ciebie nic nie ma a z drugiej jest pustka ,próżnia - zaprzeczasz sam sobie.Niestety taka jest prawda. Bardzo łatwo znaleźć informacje na temat cząstek wirtualnych czy fluktuacji kwantowych. Dzięki doświadczeniu Casimira, czyli naukowemu dowodowi, że w próżni tworzą się wirtualne cząstki (popatrz na nazwę, wirtualne), Hawking mógł opracować teorię o ...parowaniu czarnych dziur. Tu nie ma z czym dyskutować. Z jednej strony teoria głosi, ze nic z czarnej dziury nie może się wydostać, z drugiej że dzięki zjawisku fluktuacji, jedna cząstka z pary wirtualnej może się wydostać z horyzontu zdarzeń. W ten sposób czarna dziura może parować i nie jest wieczna. W fizyce kwantowej jest wiele podobnych "sprzeczności". Cytat:a więc nie samoistnie no bo " dzięki zasadzie" - skąd się wzięła ta zasada? Wynika ona z nieoznaczoności Heisenberga. Czegoś co fizycy zaobserwowali doświadczalnie. Potem Heisenberg ujął to we wzór, który Ci podałem. żeby ująć to precyzyjnie: Możliwość istnienia kwantowych fluktuacji jest konsekwencją zasady nieoznaczoności. Cytat:Zasada nieoznaczoności (zasada nieokreśloności) mówi, że istnieją takie pary wielkości, których nie da się jednocześnie zmierzyć z dowolną dokładnością. O wielkościach takich mówi się, że nie komutują. Akt pomiaru jednej wielkości wpływa na układ tak, że część informacji o drugiej wielkości jest tracona. Zasada nieoznaczoności nie wynika z niedoskonałości metod ani instrumentów pomiaru, lecz z samej natury rzeczywistości. Reasumując Twoje wypowiedzi: Cytat:bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej. To proste: gdyby materia istniała sama z siebie wtedy by jej nie było(niestniejąc nie mogłaby siebie stworzyć) a przecież jest!
Udowodniono naukowo, że materia jest w stanie powstać z niczego. Cząstki wirtualne powstają w wyniku łamania zasady zachowania energii, co wynika z zasady nieoznaczoności Heisenberga. Zasada nieoznaczoności nie wynika z błędów pomiarowych, ale z samej natury rzeczywistości. Cząstki materii mogą więc powstawać dzięki samej naturze rzeczywistości, CBDU Cytat:>Powstawanie samoistne rozumiałem i rozumiem, jako powstawanie bez czynników >zewnętrznych tu się zgadzam , nazywa sie to cudem. Teresa: Cytat:Cóż, cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje. Cytat:W jaki sposób możesz wyjaśnić (bez wykorzystania mocy nadprzyrodzonych) np. chodzenie po wodzie? Cytat:Każdy nas, jeśli nie doznał sam cudu, to zna kogoś, kto cud widział. Dlaczego mam w takie informacje nie wierzyć? Cytat:Cud - w religiach określenie niecodziennego, nieprawdopodobnego wręcz zjawiska lub zdarzenia, które będąc niepojętym i niewyjaśnionym przez ówczesnie/obecnie znane prawa natury, uważane bywa za sprzeczne z tymi prawami i za wyraz ingerencji Boga lub sił nadprzyrodzonych. Zaprzeczasz sam sobie. Twierdzisz, że niczego nie ma bez przyczyny. Natomiast pojęcie cudu jest ścisłe określone i też ma przyczynę.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >>Problem w tym, że nic nie ma. Jest pustka, próżnia. Nagle pojawia się para cząstek i znika i dalej nic nie ma. >Z jednej strony wg. ciebie nic nie ma a z drugiej jest pustka ,próżnia - zaprzeczasz sam sobie.
Idąc tym tokiem myślenia należałoby uznać, że zdanie 'Nicość nie istnieje' jest wewnętrznie sprzeczne.
dajmonion
|
|
| | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Idąc tym tokiem myślenia należałoby uznać, że zdanie 'Nicość nie istnieje' jest wewnętrznie sprzeczne.
Nicość inaczej niebyt nie ma desygnatu a więc zdanie 'Nicość nie istnieje' nie jest wewnętrznie sprzeczne, jest prawdą.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >> Idąc tym tokiem myślenia należałoby uznać, że zdanie 'Nicość nie istnieje' jest wewnętrznie sprzeczne. >Nicość inaczej niebyt nie ma desygnatu a więc zdanie 'Nicość nie istnieje' nie jest wewnętrznie sprzeczne, jest prawdą.
Podobnie jak w zdaniu 'Jest pustka' słowo 'pustka' nie ma desygnatu, stąd niesłuszność zarzutu o zaprzeczanie samemu sobie.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Podobnie jak w zdaniu 'Jest pustka' słowo 'pustka' nie ma desygnatu, stąd niesłuszność zarzutu o zaprzeczanie samemu sobie.
Z kontekstu wynika ,że przez pustkę Celetrin rozumie próżnię, która przecież realnie istnieje.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >> Podobnie jak w zdaniu 'Jest pustka' słowo 'pustka' nie ma desygnatu, stąd niesłuszność zarzutu o zaprzeczanie samemu sobie. >Z kontekstu wynika ,że przez pustkę Celetrin rozumie próżnię, która przecież realnie istnieje.
Gdyby przez pustkę rozumiał próżnię, to nie napisałby, że nic nie ma, bo próżnia to nie jest stan, w którym nic nie ma. Jest to stan o najniższej energii.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Zajmowałem się tylko i wyłącznie samoistną, lub używając mniej filozoficznie obciążonych słów i bardziej "naukowych", samorzutną, spontaniczną kreacją pary cząstek. Słowa "próżnia" użyłem na określenie stanu: "A vacuum is a volume of space that is essentially empty of matter", słowo pustka w zasadzie nie znaczy nic, poza tym, że cząstek jeszcze nie ma. Chodziło mi tylko o to, żeby obalić Twoje twierdzenia o materii. Dziś pisanie, że materia nie może siebie sama stworzyć jest "przestarzałe", bo udowodniono teoretycznie i praktycznie, że powstaje spontanicznie podczas fluktuacji kwantowej. Fluktuacja kwantowa może być odpowiedzią jak pojawiła się materia w naszym wszechświecie. Zachodzi jednak w czasie i przestrzeni, czyli w czasoprzestrzeni, której to zdaje się istnienie jest konieczne do zachodzenie fluktuacji kwantowej. Odnośnik do ciekawej pracy: www.kul.lu(*)rs/szydlowski_golbiak_2007.pdfPowinieneś zaś mówić, że dowodem na istnienie Boga jest czasoprzestrzeń, bo sama siebie nie może stworzyć. Materię zostaw już fizyce. Jednak ostrzegam, może czasoprzestrzeń też jest skwantowana i może podlegać fluktuacjom? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Dziś pisanie, że materia nie może siebie sama stworzyć jest "przestarzałe", bo udowodniono teoretycznie i >praktycznie, że powstaje spontanicznie podczas fluktuacji kwantowej.
Co fluktuuje dając w efekcie materię? i jaki to ma związek z samostwarzaniem? Chyba nie chciałeś powiedzieć od rzeczy, że nieistniejąca materia fluktuuje i w ten sposób się stwarza - czy coś czego nie ma może wykonywać jakąkolwiek czynność?
Fluktuować może coś co już jest i ma własność fluktuacji czyli jeśli materia fluktuuje to już jest.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > Co fluktuuje dając w efekcie materię? i jaki to ma związek z samostwarzaniem? Cały materiał znajdziesz sobie w internecie, możesz to zrozumieć na swój sposób. Ja do końca tego nie rozumiem również. Fizyka kwantowa pełna jest takich problemów. Najważniejsze, żebyś zrozumiał jedno: Powstanie pary cząstek jest fluktuacją. Pytanie co fluktuuje jest bez sensu. Nie chcę jednak unikać odpowiedzi. Wrócę jeszcze do tematu, nie chodzi mi o uprawianie erystyki.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Problem w tym, że nic nie ma. Jest pustka, próżnia. Nagle pojawia się para cząstek i znika i dalej nic nie ma.> Z jednej strony wg. ciebie nic nie ma a z drugiej jest pustka ,próżnia - zaprzeczasz sam sobie.O ja pierdziu xD PUSTKA = NIC Powinnam jeszcze zwiększyć czcionkę, bo to tak samo, jakby twierdzić, że człowiek nie należy do naczelnych, bo jest człowiekiem :> I Allah nie jest bogiem, bo się nie nazywa Bóg, tylko Allah. Tu mnie gościu przestraszyłeś normalnie. Jeśli te oba pojęcia się różnią, to proszę powiedz mi czym :> są nawet takie pudełeczka PRÓŻNIOWE do przechowywania żywności i zasada ich działania polega na tym, że odsysa się powietrze, i zostaje... NIC? :> No dobra, jest tam może tlen itp, ale bardzo rozrzedzony, żeby była próżnia to by się trzeba poważnie przyssać było  No i oczywiście zostaje tam to, co do środka włożyliśmy... Jeśli mamy 2 jabłuszka i jedno zjemy, albo zepsujemy to ile mamy jabłuszek? ZERO ;P ZERO = NIC. Jak pierdniesz w kosmosie to nikt tego raczej nie usłyszy, bo fala dźwiękowa potrzebuje ośrodka, który by te zaburzenia przenosił. Mówiąc wprawiam w ruch powietrze, które przenosi falę w powietrzu. Tupnę, i ośrodek (w tym przypadku ziemia lub inna skała) przeniesie wibracje dalej. Zanurzając głowę w wodzie też coś słyszysz, bo woda także przekazuje zaburzenia (fale na morzu) dalej. A w kosmosie... no cóż, nie ma NIC, dlatego ni usłyszysz NIC i ten stan bycia NIC nazywamy PRÓŻNIĄ, by odróżnić go od atmosfery ziemskiej, a to słowo najlepiej sprawdza się, gdy usiłuje się dzieciom wyjaśnić dlaczego w kosmosie się nie da oddychać. Na stwierdzenie NIC dziecko co najwyżej zrobi dziwną minę, no, bo przecież ziemia jest w kosmosie, czyli jednak nie może tam nie być NIC. To "BZIIIUUUUM!", "ZIUUUM" i "PIF PAF JEBUDU!!!" znane z "Gwiezdnych wojen" to czyste "sejens fikszyn" powie Ci to każdy fizyk i temu podobni  No, to to by było chyba na tyle, jednak szkoła na coś się przydaje ;P > >Powstawanie samoistne rozumiałem i rozumiem, jako powstawanie bez czynników zewnętrznychtu się zgadzam , nazywa sie to cudem.nie, sam sobie przeczysz, bo cud i samoistne powstawanie/zamienienie wina w ocet/dziewica bez tenteges różnią się od siebie tym, co picie w Szczawnicy od szczania w piwnicy ;P Inaczej się tego ująć nie da... > >dzięki samej tylko zasadzie, że prawo zachowania energii jest łamane.> a więc nie samoistnie no bo " dzięki zasadzie" - skąd się wzięła ta zasada?Wymyślił ją sobie jakiś "ludź", oczekujesz odpowiedzi w stylu "bóg tak chciał", czy "wiem, że nic nie wiem", co jest stwierdzeniem, które ma małą sansę zostać przez Ciebie wypowiedziane... Mówiąc łopatologicznie: Coś się stało samo z siebie i już. I to, czy ktoś taką zasadę wymyśli, czy nie, to to jest warte tyle, ile ten kurz, co mam za szafą ;P A łamanie zasad oznacza, że te zasady są jakieś kijowe, lub ten, kto je wymyślał nie do końca je domyślił ;P Bardziej pasuje tu określenie "zasada nie została spełniona".
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>2.Aby wystąpiła fluktuacja kwantowa musi być wcześniej to co ma własność fluktuacji kwantowej - co to jest , skąd się wzięło ? Istnieją zasadne powody by pytania "Co to jest?" uznawać za pozbawione treści.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >Odwrotnie -im dalej w las tym więcej drzew- im więcej faktów poznaje nauka tym więcej pytań na które nauka nie potrafi odpowiedzieć. >Tak więc idea Boga jako Kreatora nie jest niczym zagrożona. > A co w takim razie z teologią? Czy dała przekonujące wyjaśnienie jak pozbawić wszechwiedzącego i wszechmocnego stwórce moralnej odpowiedzialności za zło w świecie? NIE Wyjaśniła jak Bóg stworzył świat (tzn wyszła poza ogólnikowe stwierdzenie że stworzył)? NIE (w istocie nigdy nie zadała tego pytania) Wyjaśniła jak Bóg może robić takie rzeczy jak wszechwiedza i kochanie będąc jednocześnie bytem niezłożonym? NIE (to chyba najbardziej kretyński i bezwstydnie jawny absurd na jaki pozwala sobie ta "nauka") można by tak w nieskończoność. Nauka rzeczywiście mnoży pytania, bo jest KRYTYCZNA wobec własnych teorii. Religia i jej pseudowiedza, pseudofilozofia, cała ta intelektualna szarlataneria dla niepoznaki zwana teologią żyje w pożałowania godnym ukontentowaniu własnej niewiedzy i kłamliwego zapewniania się o wiedzy której nie ma.
|
|
|  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
Słusznie. Istnienie domaga się wyjaśnienia. Z tym, że brak dowodu na to, że nadrzędną rzeczywistość będąca racją dostateczną istnienia materii = Bóg jakiego znamy z pisma Świętego czy jakiejkolwiek innej tradycji. Tak więc można co najwyżej bronić transcendencji rozumianej jedynie jako coś poza granicami poznania. Zastanawiam się jaki sens ma tak uprawiana apologetyka. Przecież jeśli ktoś nie czuje bożej obecności w swoim życiu, to wiara oparta na takich wywodach może być co najwyżej rodzajem gnozy.
dajmonion
|
|
|  | | kieszniewski (10939 punktów) |
>Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata >sprawdza sie w każdej chwili, w której napotykamy coś istniejącego >bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej.
Jeżeli przedstawisz dowód na istnienie boga,natychmiast go zaakceptuję,na razie Twoja teoria jest mało prawdopodobna.
|
|
| |  | 2 na 2 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Hipoteza Boga wyjaśnia istnienie Świata >>sprawdza sie w każdej chwili, w której napotykamy coś istniejącego >>bowiem istnienie materii nie wynika z niej samej. >Jeżeli przedstawisz dowód na istnienie boga,natychmiast go zaakceptuję,na razie Twoja teoria jest mało prawdopodobna.
W Boga wierzymy czyli dowodu nie ma ale są przesłanki racjonalne tej wiary np. takie rozumowanie:
Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . W takim razie mamy dwa przypadki: a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna
Niematerialną przyczynę materii ( świata materialnego) nazywamy Bogiem.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > W Boga wierzymy czyli dowodu nie maZgoda. > ale są przesłanki racjonalne tej wiary np. takie rozumowanie:Bardzo wątłe. > Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to> by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest.To jak wyjaśnisz fluktuacje kwantowe?> W takim razie mamy dwa przypadki:> a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem> b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna> Niematerialną przyczynę materii ( świata materialnego) nazywamy Bogiem.To ja też opiszę 2 podpunktami: 1. Badanie Wszechświata samym tylko rozumem jest jałowe, takie podejście stosowali w większości starożytni myśliciele i do istotnego rozwoju technicznego ich to nie doprowadziło (przy całym szacunku do rzeczonych myślicieli). 2. Zasada przyczynowo-skutkowa nie musi obowiązywać w skali Wszechświata 3. Jeśli Twoje rozumowanie jest prawdziwe dochodzimy jedynie do deizmu, a stąd mamy lata świetlne do tzw. "prawd" ze świętych ksiąg.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | |  | 2 na 2 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > To jak wyjaśnisz fluktuacje kwantowe?Jeżeli występują fluktuacje kwantowe to musi istnieć coś co ma własność fluktuowania - no bo czy może NIC fluktuować? Wstaw teraz to coś (można to coś nazwać A-materią ) zamiast słowa "materia" do mojego rozumowania. > 1. Badanie Wszechświata samym tylko rozumem jest jałowe,A kto tak czyni? > 2. Zasada przyczynowo-skutkowa nie musi obowiązywać w skali WszechświataWszechświat nie istnieje samoistnie a więc skoro jest , to i jest jego przyczyna. > 3. Jeśli Twoje rozumowanie jest prawdziwe dochodzimy jedynie do deizmu, a stąd mamy lata świetlne do tzw. "prawd" ze świętych ksiąg.Nie prawda- jeżeli by zniknęła przyczyna( Bóg )istnienia Świata to i by Świata nie było a jest. > "Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > > To jak wyjaśnisz fluktuacje kwantowe?> Jeżeli występują fluktuacje kwantowe to musi istnieć coś co ma własność fluktuowania - no bo czy może NIC fluktuować?No właśnie jest tak, że to z literalnie, dokładnie z niczego powstaję cząstki, a prawo zachowania energii zostaje złamane - proponuję doczytać. Zmierzam do faktu, który powtarzam już któryś raz na tym forum i jest to on nagminnie ignorowany przez moich teistów - Wszechświat jest zbyt skomplikowany, żeby stosować do niego proste lingwistyczne formułki typu "gdyby materia miała własność samostwarzania to by jej nie było", które mówią jedynie o tym jak działa ludzki mózg, a nie jak Wszechświat wygląda lub powstał. Równie dobrze mogę podać inną ciekawą formułkę lingwistyczną: Każdy bóg kłamie, ja jestem bogiem -> mamy sprzeczność czyli wszechmocny bóg nie istnieje. Ale skoro już bawimy się w cofanie przyczynowo-skutkowe (niepotwierdzone w skali Wszechświata) pytam: kto stworzył boga/ów? > Wstaw teraz to coś (można to coś nazwać A-materią ) zamiast słowa "materia" do mojego rozumowania.Powstaje analogiczny rozumowy wywód, który nijak nie przystaje do rzeczywistości. > >1. Badanie Wszechświata samym tylko rozumem jest jałowe,> A kto tak czyni?Ty Mój Szanowny Adwersarzu, bo w swoim rozumowaniu ignorujesz dorobek wiedzy o Wszechświecie jaki wypracowała współczesna fizyka. > >2. Zasada przyczynowo-skutkowa nie musi obowiązywać w skali Wszechświata> Wszechświat nie istnieje samoistnie a więc skoro jest , to i jest jego przyczyna.> >3. Jeśli Twoje rozumowanie jest prawdziwe dochodzimy jedynie do deizmu, a stąd mamy lata świetlne do tzw. "prawd" ze świętych ksiąg.> Nie prawda- jeżeli by zniknęła przyczyna( Bóg )istnienia Świata to i by Świata nie było a jest.Ok, jak chcesz to ignoruj fakty. Ale czas jest ściśle związany z materią (nie ma sensu pytać co było przed materią, bo nie było wtedy czasu) i Wszechświat nie musi posiadać globalnej historii (rozwiązanie równań Einsteina zaproponowane przez Gödla).
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >No właśnie jest tak, że to z literalnie, dokładnie z niczego powstaję cząstki, a prawo zachowania energii zostaje złamane - proponuję doczytać.
> Wszechświat jest zbyt skomplikowany, żeby stosować do niego proste lingwistyczne formułki typu "gdyby materia miała własność samostwarzania to by jej nie było", które mówią jedynie o tym jak działa ludzki mózg, a nie jak Wszechświat wygląda lub powstał.
Zdania te ignorują logikę, podstawę racjonalizmu.
Życzę więcej zdrowia!
|
|
| | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >No właśnie jest tak, że to z literalnie, dokładnie z niczego powstaję cząstki, a prawo zachowania energii zostaje złamane - proponuję doczytać.> > Wszechświat jest zbyt skomplikowany, żeby stosować do niego proste lingwistyczne formułki typu "gdyby materia miała własność samostwarzania to by jej nie było", które mówią jedynie o tym jak działa ludzki mózg, a nie jak Wszechświat wygląda lub powstał.> Zdania te ignorują logikę, podstawę racjonalizmu.Podawałem przykłady realnie zaobserwowanych zjawisk, które nijak przystają do ludzkiej logiki, dlatego stosuje się matematykę do ich opisu. Czyżbyś stosował próbę dyskredytacji w reakcji na dysonansik poznawczy?  > Życzę więcej zdrowia!Dziękuję. Nawzajem!
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Podawałem przykłady realnie zaobserwowanych zjawisk, które nijak przystają do ludzkiej logiki, dlatego stosuje się matematykę do ich opisu.
Znowu bełkocik, bo przecież matematyka to królestwo logiki ludzkiej.
Zatem życzę ponownie więcej zdrowia.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >>Podawałem przykłady realnie zaobserwowanych zjawisk, które nijak przystają do ludzkiej logiki, dlatego stosuje się matematykę do ich opisu. >Znowu bełkocik, bo przecież matematyka to królestwo logiki ludzkiej.
Uściślam - pod pojęciem "logiki ludzkiej" rozumiałem tzw. "zdrowy rozsądek", a nie o "logikę matematyczną", która jak najbardziej w mechanice kwantowej obowiązuje. Przypominam, że żadnego sensownego dowodu istnienia boga poza "chwytem językowym" nie przedstawiałeś.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Uściślam - pod pojęciem "logiki ludzkiej" rozumiałem tzw. "zdrowy rozsądek", a nie o "logikę matematyczną", która jak najbardziej w mechanice kwantowej obowiązuje.
Skoro logika matematyczna obowiązuje w mechanice kwantowej , to dlaczego podważasz zasadę p-s ,która jest podstawą logiki i matematyki, np.:
2+2 = 4
czyli przyczyna 2+2 i skutek 4.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Uściślam - pod pojęciem "logiki ludzkiej" rozumiałem tzw. "zdrowy rozsądek", a nie o "logikę matematyczną", która jak najbardziej w mechanice kwantowej obowiązuje.> Skoro logika matematyczna obowiązuje w mechanice kwantowej , to dlaczego podważasz zasadę p-s ,która jest podstawą logiki i matematyki, np.:> 2+2 = 4> czyli przyczyna 2+2 i skutek 4.> Bo: Cytat:Michał Heller: "Ogólna teoria względności dopuszcza czasoprzestrzenie, w których istnieją zamknięte krzywe przyczynowe. Takimi czasoprzestrzeniami są na przykład rozwiązania Gödla i rozszerzone rozwiązanie Kerra. W tego rodzaju czasoprzestrzeniach zachodzi globalne łamanie przyczynowości".
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | "Ogólna teoria względności dopuszcza czasoprzestrzenie, w których istnieją zamknięte krzywe przyczynowe.
Każdy model matematyczny rzeczywistości odbiega od niej - przez to "dopuszcza" to co nierealne. Zresztą podobnie jak bajki jeszcze bardziej mijające sie z rzeczywistością , w których kot ma 7 milowe buty.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >> "Ogólna teoria względności dopuszcza czasoprzestrzenie, w których istnieją zamknięte krzywe przyczynowe. >Każdy model matematyczny rzeczywistości odbiega od niej - przez to "dopuszcza" to co nierealne.
A jak udowodnisz, że nierealne? Bo Tobie jest to niewygodne dla uzasadnienia koncepcji boga? A może racjonalnie było by pozostawić otwarty umysł?
> Zresztą podobnie jak bajki jeszcze bardziej mijające sie z rzeczywistością , w których kot ma 7 milowe buty.
Do listy bajek dodam jeszcze biblię i inne "święte księgi".
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > A może racjonalnie było by pozostawić otwarty umysł?
Napewno - tylko czemu tego sam nie robisz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | >> A może racjonalnie było by pozostawić otwarty umysł? >Napewno - tylko czemu tego sam nie robisz?
Ale właśnie tak robię - to wynika z moich wcześniejszych wypowiedzi na forum. Nie twierdzę, że boga nie ma, mówię natomiast, że jego istnienie jest skrajnie nieprawdopodobne (subtelna różnica). I jestem nieufny w stosunku do organizacji, które twierdzą, że mają monopol na prawdę ostateczną, tak samo jak trzymam dystans np. do teorii superstrun - najlepsza na dzień dzisiejszy próbę unifikacji OTW i mechaniki kwantowej, która jednak jest słabo potwierdzona empirycznie. Analizowałem dowody na istnienie boga św. Anzelma, ale nie potrafię ich uznać za wiarygodne.
Pozdrawiam
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Nie twierdzę, że boga nie ma, mówię natomiast, że jego istnienie jest skrajnie nieprawdopodobne (subtelna różnica). I jestem nieufny w stosunku do organizacji, które twierdzą, że mają monopol na prawdę ostateczną, tak samo jak trzymam dystans np. do teorii superstrun - najlepsza na dzień dzisiejszy próbę unifikacji OTW i mechaniki kwantowej, która jednak jest słabo potwierdzona empirycznie. >Analizowałem dowody na istnienie boga św. Anzelma, ale nie potrafię ich uznać za wiarygodne.
Jestes zatem w bardzo dynamicznej fazie kształtowania swego ostatecznego światopoglądu.
Ja bym ci tylko radził , abyś starał się przy tym unikać emocji (np. " jestem nieufny w stosunku do organizacji, które twierdzą, że mają monopol na prawdę ostateczną") a więcej używać logiki do analizy sensu czytanych zdań.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Jestes zatem w bardzo dynamicznej fazie kształtowania swego ostatecznego światopoglądu.Już dawno nie  - ale mój ateizm jest coraz dojrzalszy. > Ja bym ci tylko radził , abyś starał się przy tym unikać emocji ...Nawzajem  > a więcej używać logiki do analizy sensu czytanych zdań.Cóż ... staram się w miarę moich skromnych możliwości  Jeśli mogę się odwzajemnić radą to sugeruję dystans do dogmatów i a więcej pytań "ale dlaczego?"
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Jeśli mogę się odwzajemnić radą to sugeruję dystans do dogmatów i a więcej pytań "ale dlaczego?"
Jakich dogmatów?
Przedstawiłem rozumowanie zgodne z logiką doprowadzające do wniosku ,że przyczyna materii jest niematerialna nazywana zgodnie z tradycją Bogiem. Jak dotąd nikt nie wskazał błędu w tym rozumowaniu ale wielu się z nim mimo to nie zgadza .I to właśnie jest dogmatyzm czyli bezmyślna obrona dogmatu : nie ma Boga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | >Przedstawiłem rozumowanie zgodne z logiką doprowadzające do wniosku ,że przyczyna materii jest niematerialna nazywana zgodnie z tradycją Bogiem. Jak dotąd nikt nie wskazał błędu w tym rozumowaniu ale wielu się z nim mimo to nie zgadza ...
Błędem tego rozumowania jest brak zgodności z danymi empirycznymi, podobnym sposobem można mnożyć absurdy i tak mamy: przyczyna logiki jest nielogiczna, przyczyna energii jest nieenergetyczna, przyczyna przyczyny jest nieprzyczynowa, przyczyna wszechwiedzy jest ignorancją, przyczyna okręgu jest nieokrągła ... itd.
Bo mam wrażenie, że słowo "Bóg" samym swoim brzmieniem wyłącza u teistów racjonalne myślenie.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | Parys:[...] dlaczego podważasz zasadę p-s ,która jest podstawą logiki i matematyki, np.: 2+2 = 4 czyli przyczyna 2+2 i skutek 4. Jak również: 4 = 2+2 czyli przyczyna 4 i skutek 2+2. Podsumowując mamy: przyczyna = skutek.  "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Podsumowując mamy: przyczyna = skutek.  W świecie realnym nie bo w nim istnieje czas (przyczyna poprzedza skutek a więc nie jest z nim tożsama , w matematyce tak bo w niej czasu nie ma. > "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy> i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."> Św. AugustynJa Pana nie nękam - to prawda Pana nęka.
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | >Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we Wszechświecie.
Doprawdy? Muszę być tępa, bo nie potrafię dostrzec tego, że nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych. Moze taki charakterystyczny przykład: w chwili Wielkiego Wybuchu wszechświat miał zerowy promień i nieskończenie wysoką i temperaturę a z biegiem czasu w miarę jak wrastał promień, temperatura promieniowania malała. Ktoś może powiedzieć, że przyczyną tego promień wzrastał był spadek temperatury, ale równie dobrze można powiedzieć, że przyczyną tego, że temperatura spadała był wzrost promienia. NIe ma tu związku przyczyno-skutkowego jest tylko pewna zależności między wielkościami fizycznymi (wyrażone w postaci wzorów matematycznych).
>W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość. >Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia,
Może dla Ciebie, niektórzy uwazają, że bez wiary w Boga nie da się wyjasnić np. kim był Chrystus a inni, że religia daje rozwiązanie problemu zła (w życiu pozagroboywm doznamy zadośćuczynienia za poniesione krzywdy w życiu doczesnym), itd..
>ani nie da się sprawdzić, jest zbędna.
Cóż, aby sprawdzić czy Bóg istnieje wystarczy umrzeć.
|
|
|  | 8 na 8 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > >Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we Wszechświecie.> Doprawdy? Muszę być tępa, bo nie potrafię dostrzec tego, że nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych. Moze taki charakterystyczny przykład: w chwili Wielkiego Wybuchu wszechświat miał zerowy promień i nieskończenie wysoką i temperaturę a z biegiem czasu w miarę jak wrastał promień, temperatura promieniowania malała.> Ktoś może powiedzieć, że przyczyną tego promień wzrastał był spadek temperatury, ale równie dobrze można powiedzieć, że przyczyną tego, że temperatura spadała był wzrost promienia. NIe ma tu związku przyczyno-skutkowego jest tylko pewna zależności między wielkościami fizycznymi (wyrażone w postaci wzorów matematycznych).Ta wzajemna zależność to właśnie związek przyczynowo skutkowy. Sama to wyżej udowodniłaś. W podanym przez ciebie przypadku oba te procesy są dla siebie nawzajem skutkiem i przyczyną. (Tak czy siak wielki wybuch to tylko hipoteza, nawet nie wiem czy teoria). > >W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość.> >Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia,> Może dla Ciebie, niektórzy uwazają, że bez wiary w Boga nie da się wyjasnić np. kim był ChrystusA jakie ma znaczenie kim był Chrystus? To niczego nie zmienia. Do czego ci potrzebna wiedza kim on był? > a inni, że religia daje rozwiązanie problemu zła (w życiu pozagroboywm doznamy zadośćuczynienia za poniesione krzywdy w życiu doczesnym), itd..Zło to tylko nazwa na zespół zjawisk niekorzystnych w jakiś sposób dla oceniającego. To tylko pojęcie, etykieta. Problem zła nie istnieje. Świat zawiera w sobie wszystko co można zaobserwować, również to co nazywasz złem, dobrem czy kisielem malinowym. Tak było, jest i będzie. To są po prostu zjawiska przyrody. > >ani nie da się sprawdzić, jest zbędna.> Cóż, aby sprawdzić czy Bóg istnieje wystarczy umrzeć.Aby sprawdzić czy się będzie istnieć po śmierci wystarczy umrzeć czyli przestać istnieć? Jak to wtedy sprawdzisz?
|
|
| |  | 1 na 1 | @ffe? (3233 punktów) | Dzięki ci, Adamie za te dwa posty - pięknie mnie wyręczyłeś.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
| |  | | Teresa (2693 punktów) | > Ta wzajemna zależność to właśnie związek przyczynowo skutkowy. Sama to wyżej udowodniłaś. W podanym przez ciebie przypadku oba te procesy są dla siebie nawzajem skutkiem i przyczyną. (Tak czy siak wielki wybuch to tylko hipoteza, nawet nie wiem czy teoria).Nie, nauka stwierdza tylko tyle, że takie prawo zachodzi i a nie, że jest przyczyną czy skutkiem... To zdumiewające jak łatwo niektórzy ludzie myślą, że coś udowodnili.  Z tego pewne fakty występują razem jeszcze nie wynika, ze są przyczyną i skutkiem. To tak samo jakbym twierdziła, że przyczyną radości jest smutek a smutku - radość, a tymczasem przyczyna radości jest przecież zupełnie inna niż to, że przezywało smutek. > A jakie ma znaczenie kim był Chrystus? To niczego nie zmienia. Do czego ci potrzebna wiedza kim on był?Żeby w ogóle wiedzieć czy to kim był Chrystus ma znaczenie trzeba najpierw mieć wiedzę o Nim. Jeśli był tym za kogo się uważał, to, to bardzo wiele zmienia. > Zło to tylko nazwa na zespół zjawisk niekorzystnych w jakiś sposób dla oceniającego.To absurd, bo to znaczy, że można zabić staruszkę jeśli to jest korzystne. Tymczasem staruszka ma prawo zyć - niezależnie od tego czy to jest dla kogoś korzystne czy nie. Zło to zło i nie da się go zastąpić korzyścią, czy wartościami estetycznymi, itp. > Aby sprawdzić czy się będzie istnieć po śmierci wystarczy umrzeć czyli przestać istnieć? Jak to wtedy sprawdziszBłedne koło - powołujesz się na coś, co do dopiero ma być dowiedzione, bo to, czy w wyniku śmieci fizycznej przestaniesz istnieć czy nie jest właśnie do sprawdzenia. Wcale niewiadomo czy po śmierci fizycznej przestaje się istnieć - jeśli Bóg istnieje to jest logicznie możliwa dalsza egzystencja.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > >Ta wzajemna zależność to właśnie związek przyczynowo skutkowy. Sama to wyżej udowodniłaś. W podanym przez ciebie przypadku oba te procesy są dla siebie nawzajem skutkiem i przyczyną. (Tak czy siak wielki wybuch to tylko hipoteza, nawet nie wiem czy teoria).> Nie, nauka stwierdza tylko tyle, że takie prawo zachodzi i a nie, że jest przyczyną czy skutkiem...Dobrze. > To zdumiewające jak łatwo niektórzy ludzie myślą, że coś udowodnili. O tak, to zdumiewające. Niektórzy tak samo łatwo twierdzą że Bóg istnieje, bez dowodu. > Z tego pewne fakty występują razem jeszcze nie wynika, ze są przyczyną i skutkiem.> To tak samo jakbym twierdziła, że przyczyną radości jest smutek a smutku - radość, a tymczasem przyczyna radości jest przecież zupełnie inna niż to, że przezywało smutek.Nie ma sprawy, mogę się zgodzić. > >A jakie ma znaczenie kim był Chrystus? To niczego nie zmienia. Do czego ci potrzebna wiedza kim on był?> Żeby w ogóle wiedzieć czy to kim był Chrystus ma znaczenie trzeba najpierw mieć wiedzę o Nim. Jeśli był tym za kogo się uważał, to, to bardzo wiele zmienia.Miliony ludzi nie wiedzą nic o Chrystusie, ani nie wiedzieli o nim zanim się urodził. Nic to dla nich nie zmienia ani nie zmieniło. A za kogo się uważał? Jeżeli można wierzyć Biblii (a ja uważam że nie można do końca), to uważał się za "syna człowieczego". > >Zło to tylko nazwa na zespół zjawisk niekorzystnych w jakiś sposób dla oceniającego.> To absurd, bo to znaczy, że można zabić staruszkę jeśli to jest korzystne. Tymczasem staruszka ma prawo zyć - niezależnie od tego czy to jest dla kogoś korzystne czy nie. Zło to zło i nie da się go zastąpić korzyścią, czy wartościami estetycznymi, itp.Nie ma dla mnie znaczenia jak zdefiniujesz zjawisko nazywane złem. W religiach wschodu mówi się raczej o cierpieniu i braku cierpienia a nie o złu i dobru. Mówi się np o trzech gunach natury materialnej, dobru, pasji i ignorancji. W religiach tych ideałem jest nie tyle postępowanie dobre co postępowanie ponad dobro, pasję i ignorancję. Ten system też się sprawdza etycznie, nie gorzej niż proste "dobro" i "zło". Dlatego uważam, że zło to tylko pojęcie, określenie. > >Aby sprawdzić czy się będzie istnieć po śmierci wystarczy umrzeć czyli przestać istnieć? Jak to wtedy sprawdzisz> Błedne koło - powołujesz się na coś, co do dopiero ma być dowiedzione, bo to, czy w wyniku śmieci fizycznej przestaniesz istnieć czy nie jest właśnie do sprawdzenia.> Wcale niewiadomo czy po śmierci fizycznej przestaje się istnieć - jeśli Bóg istnieje to jest logicznie możliwa dalsza egzystencja.a jeśli nie istnieje to dalsza egzystencja jest nie do sprawdzenia. Adam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | stary (143 punktów) |
> >Z tego pewne fakty występują razem jeszcze nie wynika, ze są przyczyną i skutkiem.> >To tak samo jakbym twierdziła, że przyczyną radości jest smutek a smutku - radość, a tymczasem przyczyna radości jest przecież zupełnie inna niż to, że przezywało smutek.Ależ radość u jednych jest przyczyną smutku, złości a nawet wściekłości u innych, i odwrotnie smutek jednych jest przyczyna radości u drugich. Zależność między pokonanym a zwycięzcą. Tak więc widać, że nawet proste zależności przyczynowo skutkowe (lub nie) mają odniesienia na innych poziomach relacji emocjonalnych. Zaznaczam, że niektórzy mówią tu o zależnościach materialnych posługując się przykładami z innej dziedziny - niematerialnej (smutek, radość, bóg. Stąd wnioski często nie są powiązane z przesłankami faktograficznymi. A może się mylę? Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) |
>>Zło to tylko nazwa na zespół zjawisk niekorzystnych w jakiś sposób dla oceniającego. >To absurd, bo to znaczy, że można zabić staruszkę jeśli to jest korzystne. Tymczasem staruszka ma prawo zyć - niezależnie od tego czy to jest dla kogoś korzystne czy nie. Zło to zło i nie da się go zastąpić korzyścią, czy wartościami estetycznymi, itp.
Ha! I tu cię mam! xD Jeśli zło byłoby absolutem, czymś co zawsze będzie tym samym, to na poniższe pytania za każdym razem NALEŻY odpowiedzieć TWIERDZĄCO: a) czy jak zabiję staruszkę będzie to złe? b) czy jeśli zabiję staruszkę, która będzie zamachowcem-samobójcą będzie to złe? c) czy jeśli zabiję staruszkę, która będzie zamachowcem-samobójcą idącym w stronę obiektu pełnego ludzi (hipermarket, teatr) będzie to złe? d) czy jeśli zabiję staruszkę, która będzie zamachowcem-samobójcą idącym w stronę obiektu pełnego ludzi będących terrorystami będzie to złe? e) czy jeżeli zabiję staruszkę, która chce mnie napaść, a dajmy na to jestem niepełnosprawną osobą z paraliżem będzie to złe?
"punkt widzenia zależy od punktu siedzenia", jak już przedmówca powiedział: "Zło to tylko nazwa na zespół zjawisk niekorzystnych w jakiś sposób dla oceniającego." Oznacza to, że: - z punktu widzenia staruszki będzie to niekorzystne, bo i tak i tak umrze. - z punktu widzenia ludzi, których ta babcia chciała zabić będzie to korzystne, bo nie zginą. - z punktu widzenia terrorystów będzie to dobre, bo nikt nie zabije ich i oni będą mogli zabić tysiące ludzi. - z punktu widzenia napadanej osoby jest to akt samoobrony i czy kogoś zabiję, czy nie teraz się nie liczy, najważniejsze, by przeżyć. A potem się pozastanawiamy kto tu był diabeł wcielony ;P
Tylko proszę Cię, nie walnij gadki w stylu kolegi "bo to właśnie cud", bo to tak jakby na pytanie o sens życia odpowiadać "latające kartofle".
>>Aby sprawdzić czy się będzie istnieć po śmierci wystarczy umrzeć czyli przestać istnieć? Jak to wtedy sprawdzisz >Błedne koło - powołujesz się na coś, co do dopiero ma być dowiedzione, bo to, czy w wyniku śmieci fizycznej przestaniesz istnieć czy nie jest właśnie do sprawdzenia. >Wcale niewiadomo czy po śmierci fizycznej przestaje się istnieć - jeśli Bóg istnieje to jest logicznie możliwa dalsza egzystencja.
Jeśli nikt nie dowiódł istnienia bądź nieistnienia kosmitów to powinno się wierzyć, że oni tam są i odwiedzają Ziemię? Bo taką strategię przyjmują tutaj niektóre osoby, bez obrazy oczywiście ;P
|
|
|  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość. >>Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, >Może dla Ciebie, niektórzy uwazają, że bez wiary w Boga nie da się wyjasnić np. kim był Chrystus a inni, że religia daje rozwiązanie problemu zła (w życiu pozagroboywm doznamy zadośćuczynienia za poniesione krzywdy w życiu doczesnym), itd..
Jak się nie da, jak się da? Otóż najprawdopodobniej: był człowiekiem, mężczyzną, żydem, możliwe, że jego ojciec (lub ojczym) był cieślą, w biblii podobno tak pisze, zagłębiając się w to bardziej można dowiedzieć się dosyć dużo...
Poza tym: na głupie pytania są głupie odpowiedzi ;P Tak samo: "dlaczego kosmici chcieli wyhodować kaktusy na Antarktydzie?" A odpowiedzią może być coś w stylu "oto tajemnica boża (czy tam kosmiczna)", "bo to był nowy eksperyment, w którym kosmici tworzyli świat".
Wyżej wspomniany przykład o jezusie: jeśli założymy, że był synem bożym, i nawet nie będziemy starali się tego udowodnić przyjmując to za fakt, właśnie będą rodzić się takie pytania. Albo "bez bycia faszystą nie da się wyjaśnić geniuszu hitlera" (głupie porównanie ;P )
I skąd wiemy, ze zło nie jest czymś jak barwa czerwona? Czymś, co tylko my postrzegamy, a tego nie ma? Dobro i zło mogą być tylko naszą interpretacją rzeczywistości, bo złodziej kradnąc (zło) ratuje swoją rodzinę przed głodem (dobro), więc nie ma tutaj absolutów, że niby zrobił tylko dobrze, albo tylko źle. Interpretować sobie można różnie, bo gdyby nie było zła wiedzielibyśmy co to jest dobro? Gdyby diamenty leżały na ziemi jak dzisiaj kamienie i psie kupy to cenilibyśmy je? Wątpię...
>Cóż, aby sprawdzić czy Bóg istnieje wystarczy umrzeć. I pewnie niczego się nie dowiesz, bo może się okazać, że "dusza" rozpada się razem z układem nerwowym i po prostu Twoje myśli rozpłyną się, nie będą istnieć. Był ktoś kiedyś pod narkozą? Pierw coś czujesz, dają ci kroplówkę, a potem budzisz się, i dopiero wtedy do ciebie dochodzi, że byłeś w stanie "nic". Mózg się budzi, "była operacja" i tyle... Pamiętasz, że kładłaś się na stole i pamiętasz, jak się budziłaś. A co było pomiędzy? Gdybyś się nie obudziła nie wiedziałąbyś, że jesteś w stanie "nic", bo to człowiek uświadamia sobie dopiero po przebudzeniu.
A jeśli się nigdy nie obudzisz? Może "raj" polega na uwolnieniu się od bólu, którego po prostu przestanie się odczuwać? No, albo to bajeczka, b nie zamartwiać i nie doprowadzać do histerii emerytów ;P
|
|
 | 3 na 3 | stary (143 punktów) | >Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we Wszechświecie. W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość. Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, ani nie da się sprawdzić, jest zbędna. > Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Tak traktując sprawy można by powiedzieć, że między innymi kultura jest zbyteczna (większość twórców nie liczy się z faktami), i wiele innych dziedzin działalności człowieka jest zbytecznych. Nie sądzę, że jest racjonalnym wyrokować co jest zbyteczne a co nie dla funkcjonowania człowieka i społeczeństw. Należałoby się raczej zastanawiać dlaczego hipoteza boga takiego lub innego fascynuje zdecydowana większość ludności świata( a przynajmniej dlaczego zdecydowana mniejszość - do 30 % zdeterminowana wiarą w jakiegoś, dowolnego boga - narzuca skutecznie w ramach państw, kultur, kontynentów, swoja wolę reszcie - do 70 % społeczeństw).
|
|
|  | 2 na 2 | keymak (3379 punktów) | >Tak traktując sprawy można by powiedzieć, że między innymi kultura jest zbyteczna (większość twórców nie liczy się z faktami), i wiele innych dziedzin działalności człowieka jest zbytecznych. Namowa do zastanowienia się i dyskusji nad ideami artystów jest czymś zupełnie innym od tego co proponują wszelkie religie. Artysta jedynie zachęca do zastanowienia się nad jakimiś ideami lub obserwacjami. Zaś ludzie religijni, teologowie namawiając do refleksji na temat wszelkich bóstw ograniczają wnioski z tych przemyśleń i próbują narzucać jakieś konkretne wnioski. Przy tym podstępnie podpierają się teoriami naukowymi, etyką a przecież etycy i naukowcy bardzo dobrze radzą sobie bez pomocy teologów lub wszelkiego rodzaju fanatyków religijnych. Nie porównuj ludzi którzy namawiają do używania rozumu do ludzi którzy próbują narzucać jakieś własne dziwaczne teorie. To są tematy nijak do siebie nieprzystające.
>Należałoby się raczej zastanawiać dlaczego hipoteza boga takiego lub innego fascynuje zdecydowana większość ludności świata Na to pytanie jest prosta odpowiedź. Ludzie lubią wierzyć w bajki. Lubią doszukiwać się we wszystkim jakiegoś pierwiastka duchowego (cokolwiek to znaczy). Lubią zachwycać się nad pewnymi zjawiskami które trudno wyjaśnić, a raczej lubią słuchać estetycznych interpretacji takich zjawisk, bo wtedy życie staje się ciekawsze i bardziej wartościowe. Niestety mało jest ludzi, którzy potrafią zachwycać się wyjaśnieniami które się sprawdzają i również mogą być źródłem doświadczeń estetycznych. No ale to jest zrozumiałe. O wiele łatwiej jest przecież wierzyć aniżeli pogłębiać swoją wiedzę. Wygodnie jest żyć obserwując świat przez różowe okulary.
>( a przynajmniej dlaczego zdecydowana mniejszość - do 30 % zdeterminowana wiarą w jakiegoś, dowolnego boga - narzuca skutecznie w ramach państw, kultur, kontynentów, swoja wolę reszcie - do 70 % społeczeństw). Ano bo tak się przyjęło że ludzie którzy bujają w obłokach są o wiele ciekawsi od tych którzy stoją twardo na ziemi.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | 1 na 1 | stary (143 punktów) | > Namowa do zastanowienia się i dyskusji nad ideami artystów jest czymś zupełnie innym od tego co proponują wszelkie religie. Artysta jedynie zachęca do zastanowienia się nad jakimiś ideami lub obserwacjami. Zaś ludzie religijni, teologowie namawiając do refleksji na temat wszelkich bóstw ograniczają wnioski z tych przemyśleń i próbują narzucać jakieś konkretne wnioski. Przy tym podstępnie podpierają się teoriami naukowymi, etyką a przecież etycy i naukowcy bardzo dobrze radzą sobie bez pomocy teologów lub wszelkiego rodzaju fanatyków religijnych.> Nie porównuj ludzi którzy namawiają do używania rozumu do ludzi którzy próbują narzucać jakieś własne dziwaczne teorie. To są tematy nijak do siebie nieprzystające.Nie namawiam by tu zastanawiać się nad ideami artystów. Nie zastanawiam się także, co proponują różne religie ani do czego namawiają. W tej dyskusji, uważam, że jest to nieistotne. Nie porównuję również ludzi używających rozumu do ludzi go nie używających lub używających do innych celów. Stwierdzam tylko, że religie są wytworem ludzkim, ludzkiej kultury i w takich kategoriach można o nich dyskutować na ile wpływają na stan i rozwój myśli człowieka i są nierozłączną częścią kultury. Tymi problemami zajmuje się także nauka (nie tylko teologia, którą mi jakoś trudno zaklasyfikować do nauki)i z tego punktu widzenia nie można mówić czy bóg jest zbyteczny czy nie. On istnieje w kulturze różnych narodów. Natomiast rozważania czy bóg ten czy inny stworzył świat czy człowieka, czy jest bardziej doskonały czy mniej, czy występuje w takiej lub innej legendzie, moim zdaniem są tylko albo zabawy intelektualne tych którzy w jakiś sposób interesują się takimi rozważaniami albo obrońcami idei wiary. Z pozostałymi wątkami Twojej wypowiedzi się zgadzam.  Pozdrawiam
|
|
| | |  | | keymak (3379 punktów) | Wydaje mi się że nasze poglądy są zbieżne, a różnice wynikają jedynie z niezrozumienia. Możliwe że ja coś źle zrozumiałem.
>z tego punktu widzenia nie można mówić czy bóg jest zbyteczny czy nie. Dla przykładu tutaj uważam, że nie warto przedstawiać tego problemu mówiąc jednocześnie o jakichś bóstwach zamiast o religiach/kościołach. Bóstwa nie są tutaj żadnym problemem bo nie istnieją, a religie i kościoły istnieją i o nich można w rozsądny sposób dyskutować. No, ale w tym temacie chyba też się zgadzamy.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Na to pytanie jest prosta odpowiedź. Ludzie lubią wierzyć w bajki. (...) Lubią zachwycać się nad pewnymi zjawiskami które trudno wyjaśnić, a raczej lubią słuchać estetycznych interpretacji takich zjawisk, bo wtedy życie staje się ciekawsze i bardziej wartościowe.
O, tu mnie masz, kocham stworzenia fantastyczne, smoki, feniksy, gryfy, hipogryfy, manticory, chimery, syreny, harpie, hipocampy, perytony, krakeny, wiwerny... Tylko, że ja to traktuję jako dział Fantasy, a nie rzeczywistość ;P Czasem coś tworzę, czasem zastanawiam się jakby to mogło być z ewolucją u smoka albo gryfa, no ale nikomu nie narzucam, że mają się modlić do feniksa czy składać ofiary z mięsa, by obłaskawić smoki... A takie bajki można wziąć dosłownie, tak samo, jak mój kuzyn wierzy w istnieje baby jagi, która porywa dzieci, jak są niegrzeczne ;P Albo dlaczego niektórzy księża mówią, że Harry Potter jest zły? Przecież mało kto bierze ten dość oryginalny świat fantasy na poważnie... Albo Władca Pierścieni... O, patrz, Sauron za tobą! xD
|
|
 | | Jazmig (-4 punktów) | >Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we >Wszechświecie.
Nie tylko. Aby badać te związki, należy znać skutki. Zatem najpierw poznaje się skutki, a potem szuka ich przyczyn. Nauka zajmuje się wszystkim. Także zupełną abstrakcją, rzeczami, których nie ma, albo których istnienia nie jesteśmy w stanie dowieść w momencie, gdy rozpoczynamy ich rozważanie. Nie wiemy, czy istnieją kosmici, ale zakładamy, że mogą istnieć i zaczynamy rozważać - kiedy jak i gdzie można by się o nich dowiedzieć.
>Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, ani nie da się sprawdzić, jest zbędna.
Wiele hipotez nie da się wyjaśnić, to wcale nie oznacza, że są zbędne. Po prostu, przy obecnym stanie wiedzy nie umiemy nic powiedzieć na ich temat. Jak chodzi o Boga, to Jego istnienie wiele rzeczy wyjaśnia - chociażby powstanie życia na Ziemi.
|
|
|  | 1 na 3 | rudyment (3233 punktów) | >>Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we >Wszechświecie. >Nie tylko. Aby badać te związki, należy znać skutki. Zatem najpierw poznaje się skutki, a potem szuka ich przyczyn. Nauka zajmuje się wszystkim. Także zupełną abstrakcją, rzeczami, których nie ma, albo których istnienia nie jesteśmy w stanie dowieść w momencie, gdy rozpoczynamy ich rozważanie. Nie wiemy, czy istnieją kosmici, ale zakładamy, że mogą istnieć i zaczynamy rozważać - kiedy jak i gdzie można by się o nich dowiedzieć.
To, co piszesz, zawiera się właśnie w problematyce badania związków przyczynowo-skutkowych.
>>Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, ani nie da się sprawdzić, jest zbędna. >Wiele hipotez nie da się wyjaśnić, to wcale nie oznacza, że są zbędne. Po prostu, przy obecnym stanie wiedzy nie umiemy nic powiedzieć na ich temat. Jak chodzi o Boga, to Jego istnienie wiele rzeczy wyjaśnia - chociażby powstanie życia na Ziemi.
To nie wyjaśnienie, tylko teza, czekająca na dowód. Wyjaśnieniem byłby opis relacji zachodzących między Bogiem a czymkolwiek innym -i to taki, który dałby się sprawdzić.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| |  | | Jazmig (-4 punktów) | >>>Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we >Wszechświecie. >>Nie tylko. Aby badać te związki, należy znać skutki. Zatem najpierw poznaje się skutki, a potem szuka ich przyczyn. Nauka zajmuje się wszystkim. Także zupełną abstrakcją, rzeczami, których nie ma, albo których istnienia nie jesteśmy w stanie dowieść w momencie, gdy rozpoczynamy ich rozważanie. Nie wiemy, czy istnieją kosmici, ale zakładamy, że mogą istnieć i zaczynamy rozważać - kiedy jak i gdzie można by się o nich dowiedzieć. >To, co piszesz, zawiera się właśnie w problematyce badania związków przyczynowo-skutkowych.
Nie, nie zawiera się. Związki przyczynowo skutkowe są czym innym, niz sam skutek. A już zupełnie związki przyczynowo skutkowe nie dotyczą pojęć abstrakcyjnych, ponieważ, skoro nie ma skutku, to nie ma związku przyczynowo-skutkowego.
>>Wiele hipotez nie da się wyjaśnić, to wcale nie oznacza, że są zbędne. Po prostu, przy obecnym stanie wiedzy nie umiemy nic powiedzieć na ich temat. Jak chodzi o Boga, to Jego istnienie wiele rzeczy wyjaśnia - chociażby powstanie życia na Ziemi.
>To nie wyjaśnienie, tylko teza, czekająca na dowód.
Dla ciebie teza, dla innych hipoteza. Podobnie jest z teorią ewolucji, na razie nie jest udowodniona i jest tylko hipotezą
>Wyjaśnieniem byłby opis relacji zachodzących między Bogiem a czymkolwiek innym -i to taki, który dałby się sprawdzić.
Dokładnie to samo dotyczy ewolucji. Nie ma pomysłu, co mogłoby zanegować jej słuszność poza jednym: pojawia się Bóg i oznajmia, że jest stwórcą wszystkiego. Po prostu mamy alternatywę: przypadkowe powstanie Wszechświata i życia, albo Stwórca Wszechświata i życia. Tak jak niesposób sfalsyfikować istnienia Boga, tak samo niesposób sfalsyfikować teorię ewolucji. Dlatego są to hipotezy.
|
|
| | |  | 1 na 3 | rudyment (3233 punktów) | >>To, co piszesz, zawiera się właśnie w problematyce badania związków przyczynowo-skutkowych. >Nie, nie zawiera się. Związki przyczynowo skutkowe są czym innym, niz sam skutek. A już zupełnie związki przyczynowo skutkowe nie dotyczą pojęć abstrakcyjnych, ponieważ, skoro nie ma skutku, to nie ma związku przyczynowo-skutkowego.
Chyba nigdy nie słyszałeś o matematyce?
>Dokładnie to samo dotyczy ewolucji. Nie ma pomysłu, co mogłoby zanegować jej słuszność poza jednym: pojawia się Bóg i oznajmia, że jest stwórcą wszystkiego. Po prostu mamy alternatywę: przypadkowe powstanie Wszechświata i życia, albo Stwórca Wszechświata i życia. Tak jak niesposób sfalsyfikować istnienia Boga, tak samo niesposób sfalsyfikować teorię ewolucji. Dlatego są to hipotezy.
Nie jest dokładnie tak samo - na rzecz ewolucji istnieje znacznie więcej dowodów niż na rzecz aktu stwórczego.Bo na rzecz tego ostatniego liczb ta wynosi zero. Ale widzę, że skutkiem braku argumentów sięgasz po środki przemocy fizycznej, czyli niejakie minusy. Wobec tego kończę rozmowę.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| | | |  | | Jazmig (-4 punktów) | >>skoro nie ma skutku, to nie ma związku przyczynowo-skutkowego.
>Chyba nigdy nie słyszałeś o matematyce?
Nie tylko słyszałem, ale znam ją o wiele lepiej, niż przypuszczasz i własnie dlatego podtrzymuję swoją opinię.
>>Dokładnie to samo dotyczy ewolucji. Nie ma pomysłu, co mogłoby zanegować jej słuszność poza jednym: pojawia się Bóg i oznajmia, że jest stwórcą wszystkiego. Po prostu mamy alternatywę: przypadkowe powstanie Wszechświata i życia, albo Stwórca Wszechświata i życia. Tak jak niesposób sfalsyfikować istnienia Boga, tak samo niesposób sfalsyfikować teorię ewolucji. Dlatego są to hipotezy.
>Nie jest dokładnie tak samo - na rzecz ewolucji istnieje znacznie więcej dowodów niż na rzecz aktu stwórczego.
Znowu się mylisz, to co wskazuje na słuszność hipotezy ewolucji jest niezmiernie skąpe. Nie istnieje ani jedna linia wykopalisk, które pokazywałyby ciąg od prostego gatunku do innego, bardziej złożonego. W ewolucjonizmie jest więcej hipotez, niż konkretów. Ostatnio nawet darowano sobie neandertalczyka, jako przodka człowieka, i uznano, że żyli obok siebie. Nie wyjaśniono natomiast, dlaczego neandertalczyk wyginął.
>Ale widzę, że skutkiem braku argumentów sięgasz po środki przemocy fizycznej, czyli niejakie minusy. Wobec tego kończę rozmowę.
?? Jaka znowu przemoc fizyczna?
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Dla ciebie teza, dla innych hipoteza. Podobnie jest z teorią ewolucji, na razie nie jest udowodniona i jest tylko hipotezą >>Wyjaśnieniem byłby opis relacji zachodzących między Bogiem a czymkolwiek innym -i to taki, który dałby się sprawdzić. >Dokładnie to samo dotyczy ewolucji. Nie ma pomysłu, co mogłoby zanegować jej słuszność poza jednym: pojawia się Bóg i oznajmia, że jest stwórcą wszystkiego. Po prostu mamy alternatywę: przypadkowe powstanie Wszechświata i życia, albo Stwórca Wszechświata i życia. Tak jak niesposób sfalsyfikować istnienia Boga, tak samo niesposób sfalsyfikować teorię ewolucji. Dlatego są to hipotezy.
Dałem ci minusa bo nie rozumiem czemu zabierasz głos w dyskusji o poznawczym znaczeniu nauki skoro popełniasz tak fundamentalne błędy jak suponowanie dowodliwości teorii naukowych. Teoria ewolucji to falsyfikowalna i koroborująca z rzeczywistością teoria naukowa, "hipoteza boga" to niefalsyfikowalna metafizyka i nader marna filozofia.
|
|
| | | |  | | Jazmig (-4 punktów) | > Teoria ewolucji to falsyfikowalna i koroborująca z rzeczywistością teoria naukowa,
Podaj sposób falsyfikacji teorii ewolucji.
>"hipoteza boga" to niefalsyfikowalna metafizyka i nader marna filozofia.
Wiara w Boga, jak każda wiara, jest nierozumna. Gdybyśmy widzieli Boga, to nie musielibyśmy w niego wierzyć. Podognie haj hipoteza ewolucji, jest ona niefalsyfikowalna.
Co do filozofii, to nie obraź się, ale z pewnością jesteś w tej materii kompletnym ignorantem.
|
|
| | | | |  | 4 na 6 | Sylwek (15472 punktów) | >> Teoria ewolucji to falsyfikowalna i koroborująca z rzeczywistością teoria naukowa, >Podaj sposób falsyfikacji teorii ewolucji.
Chociażby na samym początku, jasno z teorii ewolucji jescze w wersji zaprezentowanej przez Darwina wynikała skwantowana genetyka. Ponieważ powszechny był wtedy pogląd że dziedziczenie jest ciągłe, odrzucono darwinizm (sam darwin pod koniec zycia przeszedł na pewna formę teleologii z dziedziczeniem ciągłym). Gdyby teoria o dziedziczeniu ciągłym okazała się prawdziwa, gdyby materiał dziedziczny "mieszał się" niczym krew, to to by była falsyfikacja TE. Ale materiał dziedziczny nie miesza się, jak to wykazał Mendel niezależnie od predykcji w jasny sposób wynikającej z TE - i to jest przykład koroboracji TE. Zapis kopalny (wbrew pozorom można zrekonstruować wiele lini ewolucyjnych). Ewolucja i dostosowanie (włącznie z zachodzeniem zmienności mutacyjnej a nie li tylko selekcja już istniejącej zmienności) populacj bakterii, wirusów, Protista i grzybów, a także roślin obserwujemy na naszych oczach. Są tez przykłady specjacji w działaniu u ssaków. Z biologii jesteś ignorantem.
>>"hipoteza boga" to niefalsyfikowalna metafizyka i nader marna filozofia. >Wiara w Boga, jak każda wiara, jest nierozumna. Gdybyśmy widzieli Boga, to nie musielibyśmy w niego wierzyć. Podognie haj hipoteza ewolucji, jest ona niefalsyfikowalna. >Co do filozofii, to nie obraź się, ale z pewnością jesteś w tej materii kompletnym ignorantem. >
Jeśli sądzisz że erystyczny popis z niefalsyfikowalnością wiary w bogi różne pokazuje jakim wyrafinowanym filozofem jesteś to ci współczuję. Wiara w jednorożce, vodoo czy czajniczek orbitujący wokół Słońca na orbicie za Marsem jest równie niefalsyfikowalna. Pytanie co z tego, czy dlatego warto jej poświęcać choćby chwile uwagi?
|
|
| | | | | |  | | Jazmig (-4 punktów) | >>Podaj sposób falsyfikacji teorii ewolucji. >Gdyby teoria o dziedziczeniu ciągłym okazała się prawdziwa, gdyby materiał dziedziczny "mieszał się" niczym krew, to to by była falsyfikacja TE.
Niby dlaczego?
>Zapis kopalny (wbrew pozorom można zrekonstruować wiele lini ewolucyjnych).
Podaj przykład linii ewolucyjnej z jednego do innego gatunku odtworzonej w zapisie kopalnym.
>Ewolucja i dostosowanie (włącznie z zachodzeniem zmienności mutacyjnej a nie li tylko selekcja już istniejącej zmienności) populacj bakterii, wirusów, Protista i grzybów, a także roślin obserwujemy na naszych oczach. Są tez przykłady specjacji w działaniu u ssaków.
Ewolucji w obrębie gatunku nikt nie podważa. Kwestionowana jest ewolucja powodująca powstanie nowego gatunku z jakiegoś gatunku wcześniejszego.
>Jeśli sądzisz że erystyczny popis z niefalsyfikowalnością wiary w bogi różne pokazuje jakim wyrafinowanym filozofem jesteś to ci współczuję.
Zamiast mi współczuć, poczytaj co nieco o religii, a potem pisz o filozofii z nią związanej. Narazie wykazujesz kompletną ignorancję w tej materii.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >>>Podaj sposób falsyfikacji teorii ewolucji. >>Gdyby teoria o dziedziczeniu ciągłym okazała się prawdziwa, gdyby materiał dziedziczny "mieszał się" niczym krew, to to by była falsyfikacja TE. >Niby dlaczego?
Bo w dziedziczeniu ciągłym cechy rozmywałyby się w kolejnych pokoleniach i nie mogłoby dochodzić do kumulacji w pulach genowych populacji zmian korzystnych.
>>Zapis kopalny (wbrew pozorom można zrekonstruować wiele lini ewolucyjnych). >Podaj przykład linii ewolucyjnej z jednego do innego gatunku odtworzonej w zapisie kopalnym. Linia ewolucyjna czlowieka. Psa. Konia. Tysiące innych. Warto nadmienić, że "kontrewolucjonistyczne" podejście posiada wewnętrznie niespójne pojecie lini ciągłej, bo nawet znalezienie formy B pośredniej między A i C skutkuje zapytaniem o formy pośrednie między A i B i B i C. >>Ewolucja i dostosowanie (włącznie z zachodzeniem zmienności mutacyjnej a nie li tylko selekcja już istniejącej zmienności) populacj bakterii, wirusów, Protista i grzybów, a także roślin obserwujemy na naszych oczach. Są tez przykłady specjacji w działaniu u ssaków. >Ewolucji w obrębie gatunku nikt nie podważa. Kwestionowana jest ewolucja powodująca powstanie nowego gatunku z jakiegoś gatunku wcześniejszego. Nie jest kwestionowana. >>Jeśli sądzisz że erystyczny popis z niefalsyfikowalnością wiary w bogi różne pokazuje jakim wyrafinowanym filozofem jesteś to ci współczuję. >Zamiast mi współczuć, poczytaj co nieco o religii, a potem pisz o filozofii z nią związanej. Narazie wykazujesz kompletną ignorancję w tej materii. >
Podaj no mi te niesamowite argumenty z nieznanej mi filozofii religii dowodzące istnienia boga, albo chociaż wskazujące że są powody by w niego wierzyć. Oczywiście niech to nie będą przebrzmiałe argumenty typu z pierwszego poruszyciela, przyczyny sprawczej, bytu doskonałego, inteligentnego projektu i całej tej masy tradycyjnych argumentów których wadliwość po kolei wykazano (także przy współudziale nauki, chociaż w dużej mierze siłami samej filozofii.
|
|
| | | | | | | |  | | Jazmig (-4 punktów) | >>>>Podaj sposób falsyfikacji teorii ewolucji. >>>Gdyby teoria o dziedziczeniu ciągłym okazała się prawdziwa, gdyby materiał dziedziczny "mieszał się" niczym krew, to to by była falsyfikacja TE. >>Niby dlaczego? >Bo w dziedziczeniu ciągłym cechy rozmywałyby się w kolejnych pokoleniach i nie mogło by dochodzić do kumulacji w pulach genowych populacji zmian korzystnych.
Ale dlaczego to akurat ma być lub nie być falsyfikacją TE?
>>>Zapis kopalny (wbrew pozorom można zrekonstruować wiele lini ewolucyjnych). >>Podaj przykład linii ewolucyjnej z jednego do innego gatunku odtworzonej w zapisie kopalnym. >Linia ewolucyjna czlowieka. >Psa. >Konia. >Tysiące innych.
No dobra, przekonałeś mnie, szkoda czasu na dyskusję z tobą. Żaden archeolog ani paleontolog niczego takiego by nie napisał. Ja mogę dyskutować w oparciu o fakty, a nie o dogmaty i propagandę. Nie istnieje kompletna linia ewolucyjna żadnego współczesnego, ani prehistorycznego, stworzenia.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >>>>>Podaj sposób falsyfikacji teorii ewolucji. >>>>Gdyby teoria o dziedziczeniu ciągłym okazała się prawdziwa, gdyby materiał dziedziczny "mieszał się" niczym krew, to to by była falsyfikacja TE. >>>Niby dlaczego? >>Bo w dziedziczeniu ciągłym cechy rozmywałyby się w kolejnych pokoleniach i nie mogło by dochodzić do kumulacji w pulach genowych populacji zmian korzystnych. >Ale dlaczego to akurat ma być lub nie być falsyfikacją TE? BO PRZY NIEKWANTOWEJ GENETYCE WSZELKIE POŻYTECZNE MUTACJE ROZPUSZCZAŁYBY SIĘ W MORZU MIESZAJĄCYCH SIĘ NIMI CECH - ERGO EWOLUCJA DARWINOWSKA NIE MOGŁABY ZAJŚĆ >>>>Zapis kopalny (wbrew pozorom można zrekonstruować wiele lini ewolucyjnych). >>>Podaj przykład linii ewolucyjnej z jednego do innego gatunku odtworzonej w zapisie kopalnym. >>Linia ewolucyjna czlowieka. >>Psa. >>Konia. >>Tysiące innych. >No dobra, przekonałeś mnie, szkoda czasu na dyskusję z tobą. Żaden archeolog ani paleontolog niczego takiego by nie napisał. Ja mogę dyskutować w oparciu o fakty, a nie o dogmaty i propagandę. Nie istnieje kompletna linia ewolucyjna żadnego współczesnego, ani prehistorycznego, stworzenia. >
Słuchaj, wchodzisz w dyskusję otumaniony kłamstwami kreacjonistów i jeszcze piszesz niedowarzone głupoty o archeologach wypowiadających się na temat ewolucji. Czy chociaż poświeciłeś sekundę nad zastanowieniem się nad moimi słowami nad wewnętrzna niespójnością pojęcia ciągłej linii ewolucyjnej jaką posługują się kreacjoniści, a której ty bezrefleksyjnie (by nie powiedzieć bezmyślnie) się posługujesz? Równie dobrze ja mógłbym powiedzieć, że nie ma dowodów na twe ciągłe istnienie od twego urodzenia, bo wiarygodne dowody (na przykład zdjęcia) nie tworzą ciągłej dokumentacji. Rzeczywiści zakończyliśmy rozmowę, bo nie ma sensu dyskutować z kimś kto zamiast argumentów prezentuje cudze (do tego wadliwe) myśli.
|
|
| | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >No dobra, przekonałeś mnie, szkoda czasu na dyskusję z tobą. Żaden archeolog ani paleontolog niczego takiego by nie napisał. Ja mogę dyskutować w oparciu o fakty, a nie o dogmaty i propagandę. Nie istnieje kompletna linia ewolucyjna żadnego współczesnego, ani prehistorycznego, stworzenia. A czy nie powinieneś zapytać raczej o "drzewo ewolucyjne"? Na przykład na początku istnienia świata nie było tyle gatunków, co teraz, więc jeden gatunek podczas izolacji mógł się przekształcić w 2 różne. Np wszystkie walenie mogły mieć jednego przodka. Tak samo większość małp, też prawdopodobnie miała...
|
|
| | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Zapis kopalny (wbrew pozorom można zrekonstruować wiele lini ewolucyjnych).> Podaj przykład linii ewolucyjnej z jednego do innego gatunku odtworzonej w zapisie kopalnym.Pierzaste dinozaury na przykład... ;P Mamy dinozaura drapieżnego, mamy dinozaura z piórami, mamy ptaka z dziobem i ogonem, potem ptaki, w których istnienie raczej mało kto wątpi... Poza tym nie zauważyłeś, że ptaki mają łuski? Tak, mają, na nogach na przykład :> Poza tym z moich źródeł wynika, że ptaki posiadają kilka genów, które istnieją, ale są uśpione bądź wyłączają się w różnej kolejności. Ktoś wstrzyknął do zarodka kurczaka jakiegoś wirusa, który mieszając trochę w genach spowodował, że ogon kurzego płodu zanikł później, niż normalnie. A gdyby nigdy się nie wyłączył?  Co, gdyby uaktywnić gen odpowiedzialny za zęby, łuski zamiast piór? Park jurajski może to by nie był, ale... Moje źródła = niedawno obejrzany dość ciekawy film na discovery czy czymś podobnym  > >Ewolucja i dostosowanie (włącznie z zachodzeniem zmienności mutacyjnej a nie li tylko selekcja już istniejącej zmienności) populacj bakterii, wirusów, Protista i grzybów, a także roślin obserwujemy na naszych oczach. Są tez przykłady specjacji w działaniu u ssaków.> Ewolucji w obrębie gatunku nikt nie podważa. Kwestionowana jest ewolucja powodująca powstanie nowego gatunku z jakiegoś gatunku wcześniejszego.A jak wyjaśnisz kilka "ras" ludzkich, po co bóg stwarzał kilka rodzajów człowieka, zamiast tylko jednego? Co by było, gdyby murzyni nadal żyli w afryce, Azjaci nie mieli żadnej styczności z europejczykami a ci ostatni "kisili się we własnym sosie"?
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Jazmig (-4 punktów) | >>Podaj przykład linii ewolucyjnej z jednego do innego gatunku odtworzonej w zapisie kopalnym. >Pierzaste dinozaury na przykład... ;P Mamy dinozaura drapieżnego, mamy dinozaura z piórami, mamy ptaka z dziobem i ogonem, potem ptaki, w których istnienie raczej mało kto wątpi...
I to jest twoim zdaniem linia ewolucyjna? Co było poprzednikiem pierzastego dinozaura? Linia, jeżeli ma być ciągła, to powinna mieć swój początek w okresie, gdy powstało życie na Ziemi i koniec na współcześnie żyjącym organizmie.
>Poza tym nie zauważyłeś, że ptaki mają łuski? Tak, mają, na nogach na przykład :>
Jabłka też mają łuski - gratuluję znajomości biologii.
>A jak wyjaśnisz kilka "ras" ludzkich, po co bóg stwarzał kilka rodzajów człowieka, zamiast tylko jednego?
Nikt nie kwestionuje ewolucji w obrębie gatunku. Dyskusyjna jest ewolucja powodująca powstanie nowego gatunku od pierwszych komórek do dzisiaj.
|
|
| | | | | | | | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Dyskusyjna jest ewolucja powodująca powstanie nowego gatunku od pierwszych komórek do dzisiaj.Możesz doprecyzować, co masz na myśli? Pozdrawiam - Zbyszek 
Przewartościowanie wszelkich wartości - oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą, aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
|
|
| | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) |
> I to jest twoim zdaniem linia ewolucyjna? Co było poprzednikiem pierzastego dinozaura? Linia, jeżeli ma być ciągła, to powinna mieć swój początek w okresie, gdy powstało życie na Ziemi i koniec na współcześnie żyjącym organizmie.Przecież napisałam, że przodkiem pierzastego dinozaura mógł być dinozaur drapieżny ;P Chodzi mi o coś w rodzaju raptora, małego, zwinnego gada. Ich przodkiem mógł być inny gad, przypominający bardziej jaszczurkę, przodkiem jaszczurki płaz, który miał ogon (takie istnieję do dziś, np traszki), przodkiem tego płaza w mniejszym lub większym stopniu organizm wodny, ryba trzonopłetwa, dokąd mam to ciągnąć? Uważasz, że równolegle w tym samym czasie powstało 2 miliony takich samych komórek, które nic ze sobą nie miały wspólnego, nie krzyżowały się ze sobą, równoległe każda z nich przechodziła takie same zmiany (bo tak) i każdy owad przeszedł od bakterii do obecnego gatunku identyczną drogę? 99% mutacji było identycznych, czy o co Ci chodzi? Naprawdę nie rozumiem tego  > >Poza tym nie zauważyłeś, że ptaki mają łuski? Tak, mają, na nogach na przykład :>> Jabłka też mają łuski - gratuluję znajomości biologii.Wyjąłeś mi to z ust :> To w takim razie uważasz, że ptaki mają na nogach pióra? Czy skórę taką, jak na opuszkach palców mają ludzie? Albo co lepsze futro xD Czy chodzi o takie łuski, jakie mają ryby, w tym przypadku krokodyl też nie ma łusek :> > >A jak wyjaśnisz kilka "ras" ludzkich, po co bóg stwarzał kilka rodzajów człowieka, zamiast tylko jednego?> Nikt nie kwestionuje ewolucji w obrębie gatunku. Dyskusyjna jest ewolucja powodująca powstanie nowego gatunku od pierwszych komórek do dzisiaj.No właśnie, przecież mówię, a Ty nie rozumiesz ;P Z jednego gatunku człowieka ewoluują rasy, które przez tysiące czy miliony lat są w izolacji i zmieniają się do tego stopnia, że zaczynają stanowić osobny gatunek. A skąd o tym wiadomo? Bo nie są w stanie się krzyżować. Chyba wiadomo o co chodzi :> Wiec jeśli z pradawnego psowatego stworka w wyniku takich samych przemian powstaną wilki, kojoty, likaony, szakale, lisy, lisy pustynne, lisy polarne, tak samo, jak z jednego gatunku (wilka) powstało wiele ras psów (przy czym to już inny gatunek, z tego, co mi wiadomo) to ja nie wiem gdzie jest ta kwestia sporna :> Tak samo z jednej bakterii mogło powstac kilka innych szczepów, z któregoś z tych szczepów organizm wielokomórkowy, z tego jednego organizmu inne, różniące się od siebie... Jeden gatunek dinozaura mógł "zdobyć" pióra, nie wazne na jakim etapie rozwoju, potem te pierzaste dinozaury dały początek innym pierzastym dinozaurom, jeden z tych nowych pierzastych "utracił" po bardzo wielu pokoleniach zęby... Nie jestem paleontologiem, więc nie powiem jak to dokładnie się odbywało, ale co w tym sposobie myślenia jest złego?
|
|
 | 1 na 1 | Leśniewski (35 punktów) | >Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we Wszechświecie. W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość. Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, ani nie da się sprawdzić, jest zbędna. > Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Bardzo trafnie napisane.
>" jest zbędna."
To jednak krzywdzące stwierdzenie dla ludzi o uwięzionych umysłach w wierze w "boga" . Jest zbędna dla Ciebie, jak sądzę i dla mnie, jestem pewien. Uważam jednak że każdy powinien mieć prawo do wiary w to co dodaje mu sił, czymkolwiek by to nie było. Bo czymkolwiek by to nie było uruchamia proces "wiary" będący złotym lekiem , według mnie na wszystko. Pozdrawiam
|
|
 | | TomekOln (157 punktów) | >Nauka zajmuje się badaniem związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami zachodzącymi we Wszechświecie. W tym celu tworzy hipotezy i teorie wyjaśniające te związki, i sprawdza ich prawdziwość. Ponieważ hipoteza Boga ani niczego nie wyjaśnia, ani nie da się sprawdzić, jest zbędna. > Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów Nauka nie zajmuje się badaniem związków przyczynowych, ponieważ nie ma takich dowodów na ich istnienie. W filozofii swojej Hume poświęca temu wiele uwagi. Bada nauka zjawiska nie zaś związki przyczynowe.
|
|
 | | Patty Matheson (2087 punktów) | Hipoteza boga (też zależy która) wiele wyjaśnia i jest w pewnym sensie sprawdzalna. Ja widzę problem jedynie w tym, że i bez niej wszystko jest w miarę jasne, a poprzez mnożenie bytów wprowadza tylko dodatkowe pytania.
Pozdrawiam
|
|
13 na 13 | Kurczewski (2471 punktów) | Ciekawa wypowiedź- dwa miejsca do których można by się przyczepić: Cytat:" Cóż, cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje. " Założenie że "cuda"- czyli wydarzenia w jakiś sposób a-normalne rzeczywiście są faktami nijak nie implikuje przyczyny występowania owych wydarzeń (choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie temu żeby w teistycznej wizji świata były wynikiem działań boskich) z tym że przyjęcie takiej wizji również nie będzie "wyjaśnienie" w rozumieniu "wiedzy" na temat wydarzeń, a jedynie pewnym kluczem interpretacyjnym, którego kryterium przyjęcia jest akt wiary. Stwierdzenie "bóg stworzył wszechświat" nie wnosi do naszej wiedzy o rzeczonym wszechświecie nic nowego. Cytat:Tor ruchu pojedynczego elektronu w mózgu to znowu przypadek więc duch może nad nim panować(...) Nie czepiając się słówek - to co w życiu codziennym nazywamy "przypadkowym" w rzeczywistości bardzo rzadko jest wynikiem przypadku- częściej składową wielu nakładających się na siebie przyczyn których analiza raz że wymagałaby niesamowitej wiedzy (jaki wpływ ma ciśnienie krwi, wydzielanie hormonów- ba, pogoda- na preferencje smakowe) a dwa- z punktu widzenia codzienności byłaby zupełnie niecelowa bo koniec końców jaki jest sens analizowania przez 20 dni dlaczego w poniedziałek rano miałem ochotę na kakao. To raz. Dwa- o ile w ramach teizmu można z powodzeniem założyć że duch panuje nad wszystkim i nie ma potrzeby ograniczać jego działalności do "przypadków", o tyle z punktu widzenia nauki już sam wyraz "duch" pozbawiony jest znaczenia. Jeśli więc chodzi o pytanie początkowe- żeby uczciwie na nie odpowiedzieć należałoby najpierw odpowiedzieć na pytanie "jakie były przyczyny istnienia Boga (bądź boga)", niezależnie od tego czy w owego Boga wierzymy czy nie. Mówiąc inaczej- jaki jest cel- bo pytanie o przyczynę jest pytaniem o cel- istnienia bytu (tak naprawdę dowolnego). Żeby poznać cel należałoby znać istotę. Skoro bóg z definicji ma być transcendentny i poznany być nie może (nie można poznać jego istoty) odpowiedź na zadane przez Ciebie pytanie jest niemożliwa. Można rzecz ująć jeszcze inaczej: skoro "wszechstwórca" jest jedynym bytem istniejącym bez przyczyny, sam z siebie (więc również bez celu) to nieistniejącej przyczyny istnienia nie można usunąć- nauka nie może usunąć czegoś, czego nie ma. Bóg byłby więc albo zbyteczny (nieposiadający przyczyny) albo pozostający poza przyczynowością, nieustanie samostwarzający się (tworzący wewnętrznie zamknięte uzasadnienie dla własnego bytu). W obu przypadkach znajdowałby się poza zasięgiem narzędzi jakimi posługuje się nauka. Możemy również rozważyć rzecz z punktu widzenia językoznawcy i przyłożyć wytartą już od używania brzytwę: skoro pojęcia bóg i wszechświat są tożsame, nie ma podstaw do ich duplikowania. Mówmy po prostu "wszechświat" (lub "bóg) i wyrzućmy drugi wyraz ze słownika jako zbyteczny równoważnik innego pojęcia. Jeśli z kolei pojęcie "bóg" nie oznacza niczego, co bylibyśmy w stanie wyrazić (w obliczu transcendencji nie może być inaczej) to samo pytanie jest "puste" i równie dobrze mogłoby brzmieć "czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie cosia". Wreszcie ostatnie- możemy zapytać czy nauka czyni wiarę (tak naprawdę jakąkolwiek) zbyteczną- ale to pytanie nie jest pytaniem o boga, a o człowieka. erka.ovh.org/
|
|
 | 3 na 3 | Vytautas (4394 punktów) |
> Cytat:" Cóż, cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje. " Z tym się faktycznie dyskutować nie da -- ręce opadają. > Cytat:Tor ruchu pojedynczego elektronu w mózgu to znowu przypadek więc duch może nad nim panować(...) Wychodzi na to, że elektrony poruszają się tylko w mózgu! > Nie czepiając się słówek - to co w życiu codziennym nazywamy "przypadkowym" w rzeczywistości bardzo rzadko jest wynikiem przypadku- częściej składową wielu nakładających się na siebie przyczyn których analiza raz że wymagałaby niesamowitej wiedzyFryderyk Engels: Wolność to uświadomiona konieczność; przypadek to nieuświadomiona konieczność.
|
|
|  | | Teresa (2693 punktów) | > Z tym się faktycznie dyskutować nie da -- ręce opadają.Każdy nas, jeśli nie doznał sam cudu, to zna kogoś, kto cud widział. Dlaczego mam w takie informacje nie wierzyć? Poza tym w Kościele katolickim, do procesu beatyfikacyjnego potrzeba dwóch cudów (nie dotyczy to męczenników)! Cuda te sa udokumentowane. Jest wiele książek i prac naukowych na ten temat. > >Cytat:> >Tor ruchu pojedynczego elektronu w mózgu to znowu przypadek więc duch może nad nim panować(...)> Wychodzi na to, że elektrony poruszają się tylko w mózgu!Nie tylko. Poza mózgiem to się dopiero dzieje!  > >Nie czepiając się słówek - to co w życiu codziennym nazywamy "przypadkowym" w rzeczywistości bardzo rzadko jest wynikiem przypadku- częściej składową wielu nakładających się na siebie przyczyn których analiza raz że wymagałaby niesamowitej wiedzy> Fryderyk Engels: Wolność to uświadomiona konieczność; przypadek to nieuświadomiona konieczność.To dogmat? Czy też potrafisz to uzasadnić, jakie masz ku temu podstawy aby uważać wszystko za konieczne?
|
|
| |  | 4 na 4 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > >Z tym się faktycznie dyskutować nie da -- ręce opadają.> Każdy nas, jeśli nie doznał sam cudu, to zna kogoś, kto cud widział. Dlaczego mam w takie informacje nie wierzyć?A dlaczego mam wierzyć? > Poza tym w Kościele katolickim, do procesu beatyfikacyjnego potrzeba dwóch cudów (nie dotyczy to męczenników)! Cuda te sa udokumentowane. Jest wiele książek i prac naukowych na ten temat.Te tak zwane cuda to są po prostu naturalne zjawiska. Czy efekt placebo to cud? > >>Cytat:> >>Tor ruchu pojedynczego elektronu w mózgu to znowu przypadek więc duch może nad nim panować(...)> >Wychodzi na to, że elektrony poruszają się tylko w mózgu!> Nie tylko. Poza mózgiem to się dopiero dzieje! Ano dzieje się. A w komputerze to dopiero mamy kupę elektronów, a latają jak najęte. > >>Nie czepiając się słówek - to co w życiu codziennym nazywamy "przypadkowym" w rzeczywistości bardzo rzadko jest wynikiem przypadku- częściej składową wielu nakładających się na siebie przyczyn których analiza raz że wymagałaby niesamowitej wiedzyCzy nazwiesz to przypadkiem czy kumulacją przyczyn, nie ma to znaczenia. I tak jest to tylko to co jest. Efekt będzie ten sam i nie masz na to wpływu. To co za różnica czy to przypadek czy nie? > >Fryderyk Engels: Wolność to uświadomiona konieczność; przypadek to nieuświadomiona konieczność.> To dogmat? Czy też potrafisz to uzasadnić, jakie masz ku temu podstawy aby uważać wszystko za konieczne?Nie zrozumiałaś. Przypadek to tylko nazwa na coś co musiało się stać ale nie wiedzieliśmy o tym, że musiało, wydaje nam się że nie ma przyczyny. Czyli Engels się z Tobą zgadza!
|
|
| |  | 9 na 9 | kortyzol (422 punktów) | > Każdy nas, jeśli nie doznał sam cudu, to zna kogoś, kto cud widział.BEzdura  Nie doznałam "cudu" i nie znam nikogo, kto doznał. Wszystkie tzw. cuda, o których mi wiadomo, to: a)banalne ściemy dla prostego ludu służące trzepaniu kasy; b) wysokiej klasy oszustwa służące trzepaniu kasy; c) urojenia wykorzystywane przez kler w celu szerzenia kultu czyli trzepania kasy; d) brudne szyby  > Dlaczego mam w takie informacje nie wierzyć?dlatego, że ponieważ powyżej  > Poza tym w Kościele katolickim, do procesu beatyfikacyjnego potrzeba dwóch cudów (nie dotyczy to męczenników)!Jak jest popyt na świętych, to i cuda się znajdą. Kwestia ceny. > Cuda te sa udokumentowane. Jest wiele książek i prac naukowych na ten temat. dobre, naprawdę dobre
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
| |  | 3 na 3 | Władek Lichacz (2050 punktów) | >Cuda te sa udokumentowane. Jest wiele książek i prac naukowych na ten temat.
Przeczytałem wiele książek o fałszerstwach, a jak jest fałszowany najstarszy cud katolicki to widziałem w telewizji - publicznej. Gdybyś mogła wymienić choć kilka książek o cudach chrześcijańskich napisanych przez niewierzących albo chociaż wierzących inaczej byłbym wdzięczny.
|
|
| |  | 10 na 10 | plodzien (7378 punktów) | > Każdy nas, jeśli nie doznał sam cudu, to zna kogoś, kto cud widział. Dlaczego mam w takie informacje nie wierzyć? >
Nie znam nikogo, kto zna kogoś, kto słyszał o kimś, kto cud widział. Jedynym wyjątkiem z tego niezwykle szerokiego kręgu osób jestem ja sam. Kiedyś, w bardziej rozrywkowym etapie życia tylko raz przyszedł do mnie Duch Święty. Po imprezie leżałem na łóżku na wprost okna i próbując opanować paroksyzmy nawracających mdłości - przekrwionymi oczyma spoglądałem na Niego. A On na mnie - spokojnie i przyjaźnie, ale jednak nieco smutno i jakby karcąco. Resztką sił zwlokłem się z łóżka na kolana i tylko niechęć przed przychyleniem się do żądań sałatki jarzynowej powstrzymała mnie przed otwarciem ust ze zdumienia.
Było to bardzo mocne doznanie. Niestety przerwane przez żonę, która wybudziła się właśnie i weszła, by swoim zwyczajem ponarzekać na wszystko. A to że tak pechowo wyszła za mąż, a że buty leżą w przedpokoju, a że te cholerne gołębie ciągle zanieczyszczają parapet tak, że nie nadąża z czyszczeniem....
|
|
 | 6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | >Stwierdzenie "bóg stworzył wszechświat" nie wnosi do naszej wiedzy o rzeczonym wszechświecie nic nowego.
O języku mówimy w jego metajęzyku. O wszechświecie możnaby sensownie mówić stojąc na zewnątrz niego, co jest operacją pozbawioną sensu. Chyba że skonstruujemy coś takiego jak boga, któremu przypiszemy nasze poetyckie raczej wyobrażenia. Dziejową chwilę, w której homo sapiens sapie na ziemi i uogólnia swe mniemania na niewyobrażalne okresy czasu to logiczny nonsens.
>o ile w ramach teizmu można z powodzeniem założyć że duch panuje nad wszystkim i nie ma potrzeby ograniczać jego działalności do "przypadków", o tyle z punktu widzenia nauki już sam wyraz "duch" pozbawiony jest znaczenia.
Jakiego znaczenia? W teologii żongluje się tym terminem na różne sposoby, wedle róznych reguł (są rózne teologie); słowo to ma więc jakiś operatywny sens. Nie ma jednak powszechnego sensu empirycznego (przy bardzo szerokim zakresie tego pojęcia), albo, jak chcą niektórzy, pozbawiony jest on sensu ejdetycznego.
>Jeśli więc chodzi o pytanie początkowe- żeby uczciwie na nie odpowiedzieć należałoby najpierw odpowiedzieć na pytanie "jakie były przyczyny istnienia Boga (bądź boga)",
Żeby w tym kontekście mówić o uczciwości (poznawczej), należałoby najpierw w ramach teorii pytań podać zakres sensownych pytań. Nie widzę mozliwości sensownego wprowadzenia terminu Bóg do jakiegokolwiek dyskursu poznawczego. Co nie znaczy, że ten (i inne) pusty termin nie odgrywa dużej roli psychologicznej i społecznej.
>Skoro bóg z definicji ma być transcendentny i poznany być nie może (nie można poznać jego istoty) odpowiedź na zadane przez Ciebie pytanie jest niemożliwa.
Samo pytanie pozbawione jest sensu.
>Możemy również rozważyć rzecz z punktu widzenia językoznawcy i przyłożyć wytartą już od używania brzytwę: skoro pojęcia bóg i wszechświat są tożsame, nie ma podstaw do ich duplikowania. Mówmy po prostu "wszechświat" (lub "bóg) i wyrzućmy drugi wyraz ze słownika jako zbyteczny równoważnik...
To herezja panteizmu, która już z daleka zalatuje stosem. Kościół robi wszsytko, aby się uchronić od takiego rozwiązania i odrzuca wszsytko, co ma posmak panteizmu. Dlatego religijni naukowcy są mile widziani w gronie wiernych, ale do pewnego krytycznego momentu, w którym ich tezy lub ich dość proste konsekwencje zdaja się sugerować panteistyczne zboczenie.
>Wreszcie ostatnie- możemy zapytać czy nauka czyni wiarę (tak naprawdę jakąkolwiek) zbyteczną- ale to pytanie nie jest pytaniem o boga, a o człowieka.
Nie tylko. To również problem racjonalności człowieka i - mimo wszystko - jakiejś ontologii. Ludzie nie są na tyle naiwni, aby swe życie organizować w kontekście pustych słów. Nie ma szans na uznanie teoria, która twierdziłaby, że tak na prawdę boga nie ma, ale wiara jest pożądana, bo krzepi jak cukier. Wiara ludzi w Boga nie jest tylko psychologicznym zjawiskiem występującym obok innych. Kryje sie za nią pewnego rodzaju ontologiczna sugestia: ludzie wierzą, że Bóg istnieje z akcentem na owo "istnieje". Nauka jest rozwinięciem pewnego przednaukowego problemu: jak żyć w ramach doświadczanego świata. Każde doświadczane zjawisko interpretuje w kategoriach świata, a nie tego świata, co zakłada już fałszywy podział na ten i tamten świat. Jesli jakiś głos każe o sobie myśleć inaczej - myśl jest wystarczająco krytyczna, aby odsłonić tę mistyfikację i czyni to od niepamietnych czasów. Nie tylko nauka czyni wiarę zbędną. Wystraczy do tego zdrowy rozsądek, którego zabrakło Mojżeszowi.
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | > Założenie że "cuda"- czyli wydarzenia w jakiś sposób a-normalne rzeczywiście są faktami nijak nie implikuje przyczyny występowania owych wydarzeńCzytam i nie rozumiem...  > działań boskich) z tym że przyjęcie takiej wizji również nie będzie "wyjaśnienie" w rozumieniu "wiedzy" na temat wydarzeń, a jedynie pewnym kluczem interpretacyjnym, którego kryterium przyjęcia jest akt wiary.Nie dopuszczanie do istnienia cudów tez wynika jedynie z "interpretacji". > Stwierdzenie "bóg stworzył wszechświat" nie wnosi do naszej wiedzy o rzeczonym wszechświecie nic nowego.Stwierdzenie, ze bóg nie stworzył wszechświata tez nie wnosi nic do naszej wiedzy i jest jedynie pewnym kluczem interpretacyjnym. Moim zdaniem jednak te dwa stwierdzenia wnoszą coś do naszej wiedzy gdyż za ich pomocą można mieć wyobrażenie pochodzenia wszechświata ( i nie tylko). > Nie czepiając się słówek - to co w życiu codziennym nazywamy "przypadkowym" w rzeczywistości bardzo rzadko jest wynikiem przypadku- częściej składową wielu nakładających się na siebie przyczyn których analiza raz że wymagałaby niesamowitej wiedzy (jaki wpływ ma ciśnienie krwi, wydzielanie hormonów- ba, pogoda- na preferencje smakowe) a dwa- z punktu widzenia codzienności byłaby zupełnie niecelowa bo koniec końców jaki jest sens analizowania przez 20 dni dlaczego w poniedziałek rano miałem ochotę na kakao.Można by przeprowadzić doświadczenie: czy mając dokładnie takie samo ciśnienie krwi i hormony (a nawet ten sam stan kwantowy mózgu) można wybrać za każdym razem coś innego. Chociaż wtedy ktoś móglby powiedzieć, że wpływ na wybór mogło mieć to, że kilka kilometrów dalej motyl usiadł kwiatku przez co Ty w tydzień po tym musiałeś wypić kakao - co w końcu nie jest wykluczone  . > To raz. Dwa- o ile w ramach teizmu można z powodzeniem założyć że duch panuje nad wszystkim i nie ma potrzeby ograniczać jego działalności do "przypadków", o tyle z punktu widzenia nauki już sam wyraz "duch" pozbawiony jest znaczenia.Irytuje mnie takie stwierdznie, bo przecież to zalezy, o jakiej nauce jest mowa. Nie w każdej nauce stosuje się metody empiryczne jak w fizyce. Np. psychoanalityk nie rozcina skalpelem mózgu pacjenta żeby znaleźć jego kompleks tylko analizuje jego przeżycia. A psychoanaliza to tez jest pożyteczna nauka. > Jeśli więc chodzi o pytanie początkowe- żeby uczciwie na nie odpowiedzieć należałoby najpierw odpowiedzieć na pytanie "jakie były przyczyny istnienia Boga (bądź boga)", niezależnie od tego czy w owego Boga wierzymy czy nie. Mówiąc inaczej- jaki jest cel- bo pytanie o przyczynę jest pytaniem o cel- istnienia bytu (tak naprawdę dowolnego). Żeby poznać cel należałoby znać istotę. Skoro bóg z definicji ma być transcendentny i poznany być nie może (nie można poznać jego istoty) odpowiedź na zadane przez Ciebie pytanie jest niemożliwa.Akurat Tomasz z Akwinu podjął się wyjaśnienia na czym polega istotna Boga skoro jest on praprzyczyną wszystkiego. Wg Tomasza można sensownie mówić o Bogu, gdyż istnieje analogia między przyczynami a skutkami, czyli tez Bogiem a stworzeniem. Wspominam o nim gdyż teoria analogii Tomasz miała i ma wielki wpływ na zachodnią teologię. > Można rzecz ująć jeszcze inaczej: skoro "wszechstwórca" jest jedynym bytem istniejącym bez przyczyny, sam z siebie (więc również bez celu) to nieistniejącej przyczyny istnienia nie można usunąć- nauka nie może usunąć czegoś, czego nie ma.> Bóg byłby więc albo zbyteczny (nieposiadający przyczyny)"Zbyteczny" oznacza "nie nadający się" do kasacji?  To dośc osobliwe. > W obu przypadkach znajdowałby się poza zasięgiem narzędzi jakimi posługuje się nauka.Zgodnie z logiką z tego, że nauka nie znajduje tego, co jest ewidentnie poza jej zasięgiem nie wynika, ze zdanie, ze Bóg istnieje jest nieprawdziwe i co za tym idzie zbytecznośc wiary w niego. > Mówmy po prostu "wszechświat" (lub "bóg) i wyrzućmy drugi wyraz ze słownika jako zbyteczny równoważnik innego pojęcia.Nie można tak powiedzieć, gdyż wszechświat jaki daje nauka nie jest tym samym co wszechświat rzeczywisty. Nauka (fizyka) daje bowiem tylko opis struktury fizycznej (obecnie mamy x modeli wszechświata). A sprowadzając świat do struktury fizycznej więcej pomija się niż uwzględnia, np. pomija się świadomość. > Jeśli z kolei pojęcie "bóg" nie oznacza niczego, co bylibyśmy w stanie wyrazić (w obliczu transcendencji nie może być inaczej) to samo pytanie jest "puste" i równie dobrze mogłoby brzmieć "czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie cosia".Obawiam się, że pojęcia Bog wcale nie jest puste. Możemy jednak poznać niektóre atrybuty (cechy Boga). Na przykłąd z tego, że Bóg jest przyczyną wszystkiego wynika, ze niczego mu nie brakuje gdyż gdyby miał braki to nie mogłoby być prawdziwą przyczyna wszystkiego, lecz sam potrzebowałby przyczyny aby uzupełnić swoje braki. > Wreszcie ostatnie- możemy zapytać czy nauka czyni wiarę (tak naprawdę jakąkolwiek) zbyteczną- ale to pytanie nie jest pytaniem o boga, a o człowieka.Moim zdaniem nauka czyni zbędnym istnienie człowieka. Zacznijmy może od tego ze słowo "człowiek" jest puste, po co od razu nazywac zbior atomów człowiekiem, skoro pojęcia te są tożsame. Co Ty na to?
|
|
|  | 9 na 9 | Kurczewski (2471 punktów) | > Czytam i nie rozumiem...  Jeśli mianem "cudu" określasz wydarzenie zaprzeczające znanym nam regułom (jeśli masz inną definicję proszę, podaj) to fakt zaistnienia tego rodzaju wydarzeń nie przesądza o ich przyczynie. Innymi słowy fakt wystąpienia "cudu" nie potwierdza istnienia mocy nadprzyrodzonych. > Nie dopuszczanie do istnienia cudów tez wynika jedynie z "interpretacji".Jeśli uznasz powyższą definicję za akceptowalną to nie ma możliwości "dopuszczenia" lub "niedopuszczenia" do cudu (zajścia określonego zdarzenia). Zdarzenie zachodzi lub nie- koniec kropka. > Stwierdzenie, ze bóg nie stworzył wszechświata tez nie wnosi nic do naszej wiedzy i jest jedynie pewnym kluczem interpretacyjnym.Samo stwierdzenie nie może być kluczem interpretacyjnym- może być wynikiem jego zastosowania, ale masz rację, stwierdzenie "bóg nie stworzył wszechświata" nie wnosi do naszej wiedzy niczego bo w gruncie rzeczy o owych początkach wszechświata nic nie mówi. > Moim zdaniem jednak te dwa stwierdzenia wnoszą coś do naszej wiedzy gdyż za ich pomocą można mieć wyobrażenie pochodzenia wszechświata ( i nie tylko).Nie, jedno z tych twierdzeń jest aktem wiary i nie odnosi się do wiedzy rozumianej jako zbiór weryfikowalnych informacji o rzeczywistości. > Chociaż wtedy ktoś móglby powiedzieć, że wpływ na wybór mogło mieć to, że kilka kilometrów dalej motyl usiadł kwiatku przez co Ty w tydzień po tym musiałeś wypić kakao - co w końcu nie jest wykluczone .Dokładnie tak- ilość czynników które należałoby wziąć pod uwagę jest zbyt wielka żeby analiza była raz- możliwa a dwa- celowa (koniec końców co za różnica czy wypiję dziś kakao czy herbatę). Na potrzeby życia codziennego oczywiście nie będziemy się bawić w dzielenie włosa na czworo i powiemy że decyzje czy zdarzenia są chaotyczne ale tak naprawdę ów "chaos" jest w większości przypadków składową tysięcy czy milionów zupełnie nieprzypadkowych czynników. > Irytuje mnie takie stwierdznie, bo przecież to zalezy, o jakiej nauce jest mowa. (..) Np. psychoanalityk nie rozcina skalpelem mózgu pacjenta żeby znaleźć jego kompleks tylko analizuje jego przeżycia. A psychoanaliza to tez jest pożyteczna nauka.Przykro mi że doprowadzam Cię do irytacji, ale zauważ, że psychoanalityk- jak i każdy inny naukowiec- opiera się na logice (teorii) i empirii (doświadczeniu). Tym różni się od bioenergoterapeuty czy innego szamana. Nie ma nauki która nie opierałaby się na przynajmniej jednym z tych filarów- rozumie bądź doświadczeniu. > Akurat Tomasz z Akwinu podjął się wyjaśnienia na czym polega istotna Boga skoro jest on praprzyczyną wszystkiego. Wg Tomasza można sensownie mówić o Bogu, gdyż istnieje analogia między przyczynami a skutkami, czyli tez Bogiem a stworzeniem. Wspominam o nim gdyż teoria analogii Tomasz miała i ma wielki wpływ na zachodnią teologię.Sęk w tym, że Akwitanta z góry zakładał on że praprzyczyną wszystkiego jest Bóg (nie brał pod uwagę innych możliwości) i dopasowywał argumenty do z góry przyjętej tezy, stąd wyjątkowa wątłość jego "dróg" jako argumentu w sporze. > "Zbyteczny" oznacza "nie nadający się" do kasacji? To dośc osobliwe.Nie, zbyteczny oznacza w tym przypadku byt nad którym nie warto się zastanawiać bo albo nie istnieje (nie mając celu) albo istnieje (będąc celem sam dla siebie) w sposób uniemożliwiający sprawdzenie tego przy pomocy nauki co tak naprawdę oznacza to samo- z punktu widzenia nauki rozważania nad nim sa niecelowe, stąd zadawanie nauce pytań o boga przy świadomości tego stanu rzeczy byłoby w tej sytuacji pomyłką lub złośliwością  . > Zgodnie z logiką z tego, że nauka nie znajduje tego, co jest ewidentnie poza jej zasięgiem nie wynika, ze zdanie, ze Bóg istnieje jest nieprawdziwe i co za tym idzie zbytecznośc wiary w niego.Nauka nie odnosi się do wiary. Wiara nie opiera się na racjonalnych podstawach, stąd nauka nie może przesądzać o wierze, zwłaszcza kiedy owa wiara odnosi się do transcendencji (bo oczywiście nauka z powodzeniem może przesądzić o zbyteczności wiary w lecznicze właściwości proszku z członka pandy wielkiej czy plucia przez lewe ramię w celu zapobieżenia pechowi). > Nie można tak powiedzieć, gdyż wszechświat jaki daje nauka nie jest tym samym co wszechświat rzeczywisty. Nauka (fizyka) daje bowiem tylko opis struktury fizycznej (obecnie mamy x modeli wszechświata). A sprowadzając świat do struktury fizycznej więcej pomija się niż uwzględnia, np. pomija się świadomość.W którym momencie nauka mówiąc wszechświat mówi o modelu wykluczającym jakiekolwiek elementy ? Możesz wspomnieć która z teorii przyjmuje takie założenia ? > Obawiam się, że pojęcia Bog wcale nie jest puste. Możemy jednak poznać niektóre atrybuty (cechy Boga).Nie możemy poznać. Możemy wierzyć że są takie albo inne. > Na przykłąd z tego, że Bóg jest przyczyną wszystkiego wynika, ze niczego mu nie brakuje gdyż gdyby miał braki to nie mogłoby być prawdziwą przyczyna wszystkiego, lecz sam potrzebowałby przyczyny aby uzupełnić swoje braki.Samo twierdzenie "bóg jest przyczyną pierwotną" jest wyznaniem wiary a nie opisem stanu rzeczy. Najpierw musiałabyś udowodnić że istniała jakaś "pierwotna przyczyna"- byt czy zjawisko które nie miało swojego początku co w obliczu pojęcia nieskończoności może być trudne do przeprowadzenia. Potem- że owa pierwotna przyczyna jest tożsama z osobowym bogiem w którego wierzysz. > Moim zdaniem nauka czyni zbędnym istnienie człowieka. Zacznijmy może od tego ze słowo "człowiek" jest puste, po co od razu nazywać zbiór atomów człowiekiem, skoro pojęcia te są tożsame. Co Ty na to?Ja na to, że pojęcie "zbiór atomów" nie jest tożsame z pojęciem "człowiek"- jest o wiele szersze. Wyłącznie taki zbiór atomów, o którym wiemy, że posiada określone cechy, nazywa się człowiekiem po to, żeby móc odróżnić go od innych zbiorów atomów. Proste i logiczne- mamy zbiór warunków, po spełnieniu których możemy nazwać dany byt tak czy inaczej. Jak przedstawisz ów zbiór warunków dla pojęcia "bóg" ? erka.ovh.org/
|
|
| |  | | Teresa (2693 punktów) | > Jeśli mianem "cudu" określasz wydarzenie zaprzeczające znanym nam regułom (jeśli masz inną definicję proszę, podaj) to fakt zaistnienia tego rodzaju wydarzeń nie przesądza o ich przyczynie. Innymi słowy fakt wystąpienia "cudu" nie potwierdza istnienia mocy nadprzyrodzonych.W jaki sposób możesz wyjaśnić (bez wykorzystania mocy nadprzyrodzonych) np. chodzenie po wodzie? Czy możesz podać możliwe naturalne wyjaśnienie tego wydarzenia (abstrahujemy od tego czy się w nie wierzy czy nie)? > >Moim zdaniem jednak te dwa stwierdzenia wnoszą coś do naszej wiedzy gdyż za ich pomocą można mieć wyobrażenie pochodzenia wszechświata ( i nie tylko).> Nie, jedno z tych twierdzeń jest aktem wiary i nie odnosi się do wiedzy rozumianej jako zbiór weryfikowalnych informacji o rzeczywistości.Obawiam się, że oba te twierdzenia są aktem wiary i nie odnoszą się do wiedzy rozumianej jako zbiór weryfikowalnych informacji o rzeczywistości. No bo niby jak nauka może udowodnić, że wszechświat jest niestworzony? W jaki sposób można to zweryfikować? Czy jakis naukowiec był przy stworzeniu świata ?  > Dokładnie tak- ilość czynników które należałoby wziąć pod uwagę jest zbyt wielka żeby analiza była raz- możliwa a dwa- celowa (koniec końców co za różnica czy wypiję dziś kakao czy herbatę). Na potrzeby życia codziennego oczywiście nie będziemy się bawić w dzielenie włosa na czworo i powiemy że decyzje czy zdarzenia są chaotyczne ale tak naprawdę ów "chaos" jest w większości przypadków składową tysięcy czy milionów zupełnie nieprzypadkowych czynników.Ale może tez być zupełnie inaczej , ilość czynników może być raczej zbyt mała niż za duża. Jęsli mam wolną wole (a zakladam, że tak) to moja decyzje może być spowodowana tylko przez jeden czynnik tzn. moje "widzimisię". Poza tym zamiast mówić o "milionach zupełnie nieprzypadkowych czynników" również dobrze można wymienić tylko jeden czynnik, że np. entropia wszechświata rośnie.  > Przykro mi że doprowadzam Cię do irytacji, ale zauważ, że psychoanalityk- jak i każdy inny naukowiec- opiera się na logice (teorii) i empirii (doświadczeniu). Tym różni się od bioenergoterapeuty czy innego szamana. Nie ma nauki która nie opierałaby się na przynajmniej jednym z tych filarów- rozumie bądź doświadczeniu.Ciesze się, ale psychoanaliza zakłada istnienie czynnika duchowego i wolnej woli, gdyż uważa się, że człowiek analizujący własne przeżycia może coś zmienić, czyli swoją myślą może zapanować nad "składową tysięcy czy milionów zupełnie nieprzypadkowych czynników" (patrz wyżej), których sobie nawet nie uświadamia. Psychoanaliza powinna więc być nonsensem i zabobonem a Jednak nazywasz ją nauką- skąd taka niekonsekwencja?. > Sęk w tym, że Akwitanta z góry zakładał on że praprzyczyną wszystkiego jest Bóg (nie brał pod uwagę innych możliwości) i dopasowywał argumenty do z góry przyjętej tezy, stąd wyjątkowa wątłość jego "dróg" jako argumentu w sporze.Akurat w "drogach" Tomasz rozumiał Boga w sposób ogólny (miał na myśli dowolnego boga rozumianego jako pierwszy byt motor wszystkieho). Z jego "drog" nie wynika nawet liczba pierwszych bytów. > Nie, zbyteczny oznacza w tym przypadku byt nad którym nie warto się zastanawiać bo albo nie istnieje (nie mając celu) albo istnieje (będąc celem sam dla siebie) w sposób uniemożliwiający sprawdzenie tego przy pomocy nauki co tak naprawdę oznacza to samo- z punktu widzenia nauki rozważania nad nim sa niecelowe, stąd zadawanie nauce pytań o boga przy świadomości tego stanu rzeczy byłoby w tej sytuacji pomyłką lub złośliwością .Tak. Ale odwrotnie rozważanie Boga (w teizmie) było celowe gdyż dało początek pojęciu praw natury. > Nauka nie odnosi się do wiary. Wiara nie opiera się na racjonalnych podstawach, stąd nauka nie może przesądzać o wierze, zwłaszcza kiedy owa wiara odnosi się do transcendencji (bo oczywiście nauka z powodzeniem może przesądzić o zbyteczności wiary w lecznicze właściwości proszku z członka pandy wielkiej czy plucia przez lewe ramię w celu zapobieżenia pechowi).Nie wiem co masz na myśli pisząc, że wiara nie opiera się na racjonalnych podstawach. Wyznawcy religii też opierają się na logice i doświadczeniu (a mianowicie wiara ma wyjaśniać całość ich doświadczeń). > W którym momencie nauka mówiąc wszechświat mówi o modelu wykluczającym jakiekolwiek elementy ? Możesz wspomnieć która z teorii przyjmuje takie założenia ?Masz rację nauka niczego nie wyklucza , tylko stwierdza (jak wyzej pisałam) , że np. promień rośnie a temperatura maleją ( w chwili w Wielkiego Wybuchu wszechświat miał zerowy promień i nieskończenie wysoką temperaturę i w miarę jak wrastał promień, temperatura promieniowania malała). Jednak niektórzy widzą w tym przyczyny i skutki, lub konieczność, co już nie jest naukowe (tylko filozoficzne). To tak samo jakby ktoś twierdził, że przyczyną otwarcia książki jest jej zamknięcie, bo fakty te występują jakoś razem (są zależne)- gdyż nie można otworzyć otwartej książki tylko zamkniętą - nie znaczy to jednak, że są dla siebie przyczynami, wręcz przeciwnie przyczyny otwarcia/zamknięcia książki są zupełnie inne  . > >Obawiam się, że pojęcia Bog wcale nie jest puste. Możemy jednak poznać niektóre atrybuty (cechy Boga).> Nie możemy poznać. Możemy wierzyć że są takie albo inne.W filozofii nie ma chyba zgodności jeśli chodzi o cechy Boga ( "boga" w sensie ogólnym). Niemniej jednak poszczególne stanowiska filozoficzne dają nam jakąś wiedze nt cech. c. d. n.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Jeśli mianem "cudu" określasz wydarzenie zaprzeczające znanym nam regułom (jeśli masz inną definicję proszę, podaj) to fakt zaistnienia tego rodzaju wydarzeń nie przesądza o ich przyczynie. Innymi słowy fakt wystąpienia "cudu" nie potwierdza istnienia mocy nadprzyrodzonych. >W jaki sposób możesz wyjaśnić (bez wykorzystania mocy nadprzyrodzonych) np. chodzenie po wodzie? Czy możesz podać możliwe naturalne wyjaśnienie tego wydarzenia (abstrahujemy od tego czy się w nie wierzy czy nie)?
Chodzenie po wodzie przez owada zwanego nartnikiem, jest wyjaśnione i udokumentowane. Chodzi o napięcie powierzchniowe. Co do chodzenia po wodzie przez człowieka, to taka sytuacja prawdopodobnie nie miała nigdy miejsca. Na ochotnika, który w kontrolowanych warunkach będzie potrafił to zrobić, czeka nagroda miliona dolarów bodajże, ufundowana przez Jamesa Randiego, słynnego demaskatora oszustów.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | >Chodzenie po wodzie przez owada zwanego nartnikiem, jest wyjaśnione i udokumentowane. Chodzi o napięcie powierzchniowe. >Co do chodzenia po wodzie przez człowieka, to taka sytuacja prawdopodobnie nie miała nigdy miejsca.
No proszę i już wszystko jest jasne i jakie okazało się być proste. Cóż wiadomo, że materializm odznacza sie wręcz szaleńczą prostotą.
Twoje wyjaśnienie jest logiczne, jednak taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca tylko wtedy jeśli "z góry" założy ze istnieje tylko jeden porządek rzeczy, ten przyrodniczy (innymi słowy, ze Bóg jest światem). Zaś zakładanie "z góry" ze istnieje tylko jeden porządek rzeczy nie ma nic wspólnego z nauką.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Chodzenie po wodzie przez owada zwanego nartnikiem, jest wyjaśnione i udokumentowane. Chodzi o napięcie powierzchniowe. >>Co do chodzenia po wodzie przez człowieka, to taka sytuacja prawdopodobnie nie miała nigdy miejsca. >No proszę i już wszystko jest jasne i jakie okazało się być proste. Cóż wiadomo, że materializm odznacza sie wręcz szaleńczą prostotą. >Twoje wyjaśnienie jest logiczne, jednak taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca tylko wtedy jeśli "z góry" założy ze istnieje tylko jeden porządek rzeczy, ten przyrodniczy (innymi słowy, ze Bóg jest światem). >Zaś zakładanie "z góry" ze istnieje tylko jeden porządek rzeczy nie ma nic wspólnego z nauką. >
A ty zakładasz, że człowiek chodzi po wodzie. Udowodnij, że to prawda, przy okazji skasujesz milion od Randiego. Dopóki tego nie zrobisz, nie ma o czym w ogóle rozmawiać.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Kurczewski (2471 punktów) | > W jaki sposób możesz wyjaśnić (bez wykorzystania mocy nadprzyrodzonych) np. chodzenie po wodzie? Czy możesz podać możliwe naturalne wyjaśnienie tego wydarzenia (abstrahujemy od tego czy się w nie wierzy czy nie)?To jak z "dzikusem" który zobaczyłby komórkę- może wymyślać że to duchy służą trzymającemu małe pudełeczko ale tak naprawdę jego wyjaśnienie będzie tylko nieudolną próbą zakrycia niewiedzy. To kwestia uczciwości i umiejętności powiedzenia "nie wiem" w chwili kiedy nie zna się odpowiedzi na jakieś pytanie, zamiast wyszukiwania uzasadnień wydumanych. Nauka w tego rodzaju sytuacji powinna powiedzieć "nie wiem" (co nie znaczy że nie powinna dążyć do wyjaśnienia fenomenów) > No bo niby jak nauka może udowodnić, że wszechświat jest niestworzony? W jaki sposób można to zweryfikować? Czy jakis naukowiec był przy stworzeniu świata ? Żaden z naukowców nie dał rady ugryźć prątka gruźlicy- a mimo to mamy szczepionki. Żaden nie był w odległych galaktykach- a wiemy o nich sporo. Sposób weryfikacji teorii naukowych jest niezmienny od lat i zasadza się na wyszukiwaniu w nich wszelkich możliwych błędów. Jeśli jakaś teoria mimo tego rodzaju działań pozostaje niepodważona przyjmuje się ją za obowiązującą- choć nie "niepodważalną". > Ale może tez być zupełnie inaczej , ilość czynników może być raczej zbyt mała niż za duża. Jęsli mam wolną wole (a zakladam, że tak) to moja decyzje może być spowodowana tylko przez jeden czynnik tzn. moje "widzimisię".Kluczowym zagadnieniem byłoby ustalenie na ile to, co uznajemy za "wolną wolę" jest rzeczywiście niezależne od jakichkolwiek czynników. Temat na bardzo długą dyskusję (jak i wszystkie pozostałe zresztą) > Poza tym zamiast mówić o "milionach zupełnie nieprzypadkowych czynników" również dobrze można wymienić tylko jeden czynnik, że np. entropia wszechświata rośnie. Nie bardzo rozumiem- z jakiej racji mielibyśmy dokonywać takiego zabiegu ? > Ciesze się, ale psychoanaliza zakłada istnienie czynnika duchowego i wolnej woli, gdyż uważa się, że człowiek analizujący własne przeżycia może coś zmienić, czyli swoją myślą może zapanować nad "składową tysięcy czy milionów zupełnie nieprzypadkowych czynników" (patrz wyżej), których sobie nawet nie uświadamia.> Psychoanaliza powinna więc być nonsensem i zabobonem a Jednak nazywasz ją nauką- skąd taka niekonsekwencja?.Psychoanaliza zajmuje się ludzką podświadomością- częścią psychiki podlegającą takim bądź innym prawom. Badania nad tymi prawami czy regułami opierając się na logice i doświadczeniach empirycznych. Wyniki kolejnych ( w tej chwili wieloletnich) doświadczeń i obserwacji stanowią podstawę pracy psychoterapeutów. Nie widzę tu żadnych powodów do mówienia o zabobonie, podobnie jak nie widzę powodów do wciskania w cały proces wątków mistycznych. Uważasz że nie mam racji ? > Akurat w "drogach" Tomasz rozumiał Boga w sposób ogólny (miał na myśli dowolnego boga rozumianego jako pierwszy byt motor wszystkieho). Z jego "drog" nie wynika nawet liczba pierwszych bytów.Co nie zmienia faktu że przyjmował istnienie bytu pierwszego (pierwszego poruszyciela- nieodmiennie w liczbie pojedynczej o ile pamiętam) za pewnik. > Tak. Ale odwrotnie rozważanie Boga (w teizmie) było celowe gdyż dało początek pojęciu praw natury.Hmm... ale tak pojęcie praw natury, jak i owe "prawa" istniały dużo wcześniej, niezależnie od rozważań teistów i badań naukowców. > Nie wiem co masz na myśli pisząc, że wiara nie opiera się na racjonalnych podstawach. Wyznawcy religii też opierają się na logice i doświadczeniu (a mianowicie wiara ma wyjaśniać całość ich doświadczeń).Mam na myśli to że podstawą wiary nie jest wiedza na temat otaczającego nas świata czy nasze jego doświadczenie a przyjęcie pewnych założeń, zwykle z ową wiedzą i doświadczeniami sprzecznych i nie podlegających tak krytyce jak i weryfikacji. Oczywiście- systemy religijne muszą korzystać z logiki jeśli mają być wewnętrznie spójne ale u ich podstaw nie leży ani logika ani empiria (nie mająca nic wspólnego z "doświadczeniem" o którym mówisz- to dwa różne pojęcia) > Jednak niektórzy widzą w tym przyczyny i skutki, lub konieczność, co już nie jest naukowe (tylko filozoficzne).Trudno mi odpowiadać za niektórych, za to zaskoczyło mnie to, co zawarłaś w nawiasie. Czy filozofia nie jest według Ciebie dziedziną nauki ? > W filozofii nie ma chyba zgodności jeśli chodzi o cechy Boga ( "boga" w sensie ogólnym). Niemniej jednak poszczególne stanowiska filozoficzne dają nam jakąś wiedze nt cech.Albo uznajemy że filozofia jest nauką- i wówczas nie powinnaś mieć problemów z wymienieniem cech boga (dowolnego), albo też uznajemy że nią nie jest- i wówczas powyższe zastrzeżenie przestanie mieć znaczenie w toku naszej dyskusji. erka.ovh.org/
|
|
| | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >W jaki sposób możesz wyjaśnić (bez wykorzystania mocy nadprzyrodzonych) np. chodzenie po wodzie? Czy możesz podać możliwe naturalne wyjaśnienie tego wydarzenia (abstrahujemy od tego czy się w nie wierzy czy nie)?> To jak z "dzikusem" który zobaczyłby komórkę- może wymyślać że to duchy służą trzymającemu małe pudełeczko ale tak naprawdę jego wyjaśnienie będzie tylko nieudolną próbą zakrycia niewiedzy.Kłopot z tym, że to nie jest adekwatny przykład, gdyż "dzikus" też wiedział, że po wodzie nie da się chodzić. Jeśli weźmiesz człowieka i wodę, i prawa przyrody, które są niezmienne i wszystkie wielkości fizyczne identyczne (waga człowieka, głębokość wody, itp.) to jeśli człowiek raz tonie a raz nie, to można to wyjaśnić tylko jeśli się uwzględni czynnik niematerialny. Bo jak inaczej? > To kwestia uczciwości i umiejętności powiedzenia "nie wiem" w chwili kiedy nie zna się odpowiedzi na jakieś pytanie, zamiast wyszukiwania uzasadnień wydumanych. Nauka w tego rodzaju sytuacji powinna powiedzieć "nie wiem" (co nie znaczy że nie powinna dążyć do wyjaśnienia fenomenów)Z tym się zgodzę. > >No bo niby jak nauka może udowodnić, że wszechświat jest niestworzony? W jaki sposób można to zweryfikować? Czy jakis naukowiec był przy stworzeniu świata ?> Żaden z naukowców nie dał rady ugryźć prątka gruźlicy- a mimo to mamy szczepionki. Żaden nie był w odległych galaktykach- a wiemy o nich sporo.Nie chodzi tu jednak o "ugryzienie" prątka gruźlicy wystarczy, że jego odkrywca R. Koch potrafił go zaobserwować i wyizolować. Zaś wszystko, co wiedzą naukowcy o odległych galaktykach jest tylko uogólnieniem tego, co zaobserwowali w dostępnej nam zmysłowo części wszechświata. Inaczej wygląda sprawa stworzenia, bo przecież naukowcy są materialni, jak więc by naukowcy mogli zaobserwować stworzenie materii? Byli w Wielkim Wybuchu?  Mówiąc poważnie ktoś kto bada świat od wewnątrz, nie może wiedzieć o nim skąd się wziął jako całość, gdyż z punktu widzenia osoby wewnątrz świat po prostu "jest" (gdyby go nie było nie byłoby tez osoby wewnątrz), nauka też bada to, co " jest" (na mocy własnych założeń). Należy więc również powiedzieć "nie wiem" w kwestii czy świat jest stworzony czy nie. Czy jesteś co do tego przekonany? > Kluczowym zagadnieniem byłoby ustalenie na ile to, co uznajemy za "wolną wolę" jest rzeczywiście niezależne od jakichkolwiek czynników. Temat na bardzo długą dyskusję (jak i wszystkie pozostałe zresztą)Chyba każdy wie, że nasza "wolna wola" jest zależna od innych czynników (typowy przykład to upicie się), ale z tego nie wynika, że jest całkowicie zależna. > >Poza tym zamiast mówić o "milionach zupełnie nieprzypadkowych czynników" również dobrze można wymienić tylko jeden czynnik, że np. entropia wszechświata rośnie.> Nie bardzo rozumiem- z jakiej racji mielibyśmy dokonywać takiego zabiegu ?Żeby zwrócić uwagę, że owe czynniki nie są przyczynami wydarzeń. Przyczyna wydarzeń jest nieznana. > Psychoanaliza zajmuje się ludzką podświadomością- częścią psychiki podlegającą takim bądź innym prawom. Badania nad tymi prawami czy regułami opierając się na logice i doświadczeniach empirycznych. Wyniki kolejnych ( w tej chwili wieloletnich) doświadczeń i obserwacji stanowią podstawę pracy psychoterapeutów. Nie widzę tu żadnych powodów do mówienia o zabobonie, podobnie jak nie widzę powodów do wciskania w cały proces wątków mistycznych. Uważasz że nie mam racji ?Nie wiem o jakich doświadczeniach empirycznych piszesz. Wg mnie podświadomość jest niedostępna dla doświadczeń empirycznych. Nie ma możliwości sprawdzenia czy osoba w sposób właściwy powtórzy polecenia psychoterapeuty i czy się dobrze rozumieją. > >Akurat w "drogach" Tomasz rozumiał Boga w sposób ogólny (miał na myśli dowolnego boga rozumianego jako pierwszy byt motor wszystkieho). Z jego "drog" nie wynika nawet liczba pierwszych bytów.> Co nie zmienia faktu że przyjmował istnienie bytu pierwszego (pierwszego poruszyciela- nieodmiennie w liczbie pojedynczej o ile pamiętam) za pewnik.Masz rację, napisałam tylko, że z "dróg" to nie wynika (on tego, że Bóg jest jeden dowodził w innym miejscu). > >Tak. Ale odwrotnie rozważanie Boga (w teizmie) było celowe gdyż dało początek pojęciu praw natury.> Hmm... ale tak pojęcie praw natury, jak i owe "prawa" istniały dużo wcześniej, niezależnie od rozważań teistów i badań naukowców.Tak, ale potrzeba było teistycznej filozofii aby je odkryć... > Mam na myśli to że podstawą wiary nie jest wiedza na temat otaczającego nas świata czy nasze jego doświadczenie a przyjęcie pewnych założeń, zwykle z ową wiedzą i doświadczeniami sprzecznych i nie podlegających tak krytyce jak i weryfikacji. Oczywiście- systemy religijne muszą korzystać z logiki jeśli mają być wewnętrznie spójne ale u ich podstaw nie leży ani logika ani empiria (nie mająca nic wspólnego z "doświadczeniem" o którym mówisz- to dwa różne pojęcia)Moim zdaniem jednak wiara silnie odwołuje się do otaczającego nas świata. Np. problem zła jest realnym problemem otaczającego nas świata. > >Jednak niektórzy widzą w tym przyczyny i skutki, lub konieczność, co już nie jest naukowe (tylko filozoficzne).> Trudno mi odpowiadać za niektórych, za to zaskoczyło mnie to, co zawarłaś w nawiasie. Czy filozofia nie jest według Ciebie dziedziną nauki ?Wg mnie jest. Byłam jednak przekonana, że to Ty nie uważasz filozofii za naukę, gdyż pisałeś, że w nauce pojęcie duch nie ma sensu, i że w nauce Bóg jest zbyteczny (a w filozofii tak nie jest). Na skutek błednych załozeń, ktore przyjęłam, mnie z kolei zaskoczyło to, że uwazasz psychoanalizę na naukę. Nadal jednak nie rozmiem jak można jednoczesnie uwazać, ze decyzja człowieka zalezy od milionów czynników, wśród ktorych nie ma miejsca na czynnik duchowy i jednoczesniej wierzyc w powodzenie psychoanalizy.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Kłopot z tym, że to nie jest adekwatny przykład, gdyż "dzikus" też wiedział, że po wodzie nie da się chodzić. Jeśli weźmiesz człowieka i wodę, i prawa przyrody, które są niezmienne i wszystkie wielkości fizyczne identyczne (waga człowieka, głębokość wody, itp.) to jeśli człowiek raz tonie a raz nie, to można to wyjaśnić tylko jeśli się uwzględni czynnik niematerialny. Bo jak inaczej?Zaraz- na odległość 20 km też "nie da się" rozmawiać. Nasz "dzikus" też "wie" o tym i dlatego uzna tego rodzaju rozmowę za cud. Wracając do przykładu z chodzeniem po wodzie- nie mamy wiarygodnego przekazu dotyczącego chodzenia po wodzie. Znamy przypadki w których człowiek przeżył upadek z 10 km, znamy i przypadki "samoistnych" wyzdrowień- i te wydarzenia, mimo że "cudowne"- są udokumentowanymi faktami. Nie da się ich podważyć w żaden sposób. Jeśli chodzi o cuda ewangeliczne (popraw mnie, mam wrażenie że do takiego właśnie cudu się odnosisz) to już sam przekaz na ich temat jest wątpliwy. > Należy więc również powiedzieć "nie wiem" w kwestii czy świat jest stworzony czy nie. Czy jesteś co do tego przekonany?Tak- nie mając wiedzy na temat powstania wszechświata nie mogę wykluczyć nawet najbardziej nieprawdopodobnej teorii (bo nie mam 100% pewności). Zwróć uwagę że naukowcy nie mówią "wiemy jak powstał wszechświat"- póki co mamy zaledwie do czynienia z lepszymi bądź gorszymi modelami. Inna rzecz że nauka odpowiedzi na takie pytanie nie da, nawet jeśli znajdzie odpowiedź na pytanie o początek wszechświata. To tak jak z teorią ewolucji- nawet jeśli niektórzy wierzący uznają ją za prawdziwą nijak nie podważa ona ich wiary w Boga. Po prostu wierzą oni że mechanizmy ewolucji były dziełem boskim i są zgodne z boską wolą. Nauka nijak nie jest w stanie zaprzeczyć tego rodzaju interpretacji bo wychodzi ona poza zasięg jej zainteresowań- to tyle. > Żeby zwrócić uwagę, że owe czynniki nie są przyczynami wydarzeń. Przyczyna wydarzeń jest nieznana.Zupełnie nieznana ? To chyba nieco zbyt daleko idące uogólnienie. Po prostu dociekanie przyczyny części zjawisk jest bezprzedmiotowe. Można to robić (ktoś badał czemu kuleczki brudu w pępku są ciemne a nie jasne, niezależnie od koloru koszulki) ale mija się to z celem. Mówisz "jem bo jestem głodna" i nie wnikasz we wszystkie kolejne "dlaczego". > Nie wiem o jakich doświadczeniach empirycznych piszesz. Wg mnie podświadomość jest niedostępna dla doświadczeń empirycznych. Nie ma możliwości sprawdzenia czy osoba w sposób właściwy powtórzy polecenia psychoterapeuty i czy się dobrze rozumieją.Psychologia (właściwie cała) jest próbą zastosowania obserwacji dotyczących działania ludzkiej psychiki. Mieszczą się w jej ramach działania mniej lub bardziej sensowne ale wszystkie bez wyjątku opierają się na wspólnej podstawie jaką jest wiedza, zebrana na drodze obserwacji. Co do pewności rezultatów- nie, nie mamy jej, dlatego że zasób wiedzy na temat działania naszego mózgu jest ciągle zbyt mały żeby dało się mówić o pewności. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ze 100% pewnością wyników dużo prostszych zabiegów- świat jest po prostu zbyt złożony (choć postępy jakich dokonaliśmy są znaczące). > Tak, ale potrzeba było teistycznej filozofii aby je odkryć...Nie, nie tylko filozofia teistyczna dochodziła do tego rodzaju wniosków. Co więcej- teizm wyjątkowo często próbuje przedstawiać elementy własnego światopoglądu jako "prawa naturalne". > Moim zdaniem jednak wiara silnie odwołuje się do otaczającego nas świata. Np. problem zła jest realnym problemem otaczającego nas świata.Oczywiście- ponieważ wiara (niezależnie od tego czy wierzysz czy nie) jest również sposobem interpretacji świata, ujęcia go w pewne ramy. Coś jest przyczyną- coś skutkiem. Dlatego nie ma religii w której bóg byłby obojętny- wiara w takiego boga nie miałaby sensu. Dlatego również nasze podejścia są - bez złej woli- niekompatybilne. Inaczej interpretujemy świat, odczytujemy go w inny sposób i na innych poziomach. > Wg mnie jest. Byłam jednak przekonana, że to Ty nie uważasz filozofii za naukę, gdyż pisałeś, że w nauce pojęcie duch nie ma sensu, i że w nauce Bóg jest zbyteczny (a w filozofii tak nie jest).Musielibyśmy teraz usiąść i zastanawiać się czy pojęcie boga jest w filozofii zbyteczne czy też nie i czy zna ona pojęcie ducha. Co więcej- czy teologia (której nie uważam za naukę z racji przyjmowania przesłanek poza-rozumowych) jest częścią filozofii ? W którym momencie kończy się filozofia, które z jej działów czym się zajmują i temu podobne- w gruncie rzeczy mało związane z pierwotnym pytaniem zagadnienia. Na skutek błednych załozeń, ktore przyjęłam, mnie z kolei zaskoczyło to, że uwazasz psychoanalizę na naukę. Nadal jednak nie rozmiem jak można jednoczesnie uwazać, ze decyzja człowieka zalezy od milionów czynników, wśród ktorych nie ma miejsca na czynnik duchowy i jednoczesniej wierzyc w powodzenie psychoanalizy. Szczerze mówiąc psychoanaliza to "ni pies ni wydra"- nie jest nauką bo tak naprawdę jej tezy nie są weryfikowalne, natomiast z pewnością była próbą odkrycia prawideł rządzących zachowaniem człowieka czyli podejścia stricte naukowego. Oczywiście- część jej obserwacji wytrzymała próbę czasu, inne zostały obalone. Obecnie jest modelem bardzo przestarzałym- właściwie muzealnym- ale była jedną z prób naukowego podejścia do problemu struktury ludzkiej psychiki. Jakkolwiek zabawna nie wydawałaby się dziś posunęła nas do przodu i z tego powodu warto o niej (moim skromnym pamiętać). erka.ovh.org/
|
|
| | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Zaraz- na odległość 20 km też "nie da się" rozmawiać. Nasz "dzikus" też "wie" o tym i dlatego uzna tego rodzaju rozmowę za cud.Widzę, że dalej się nie rozumiemy. Chodzi o sytuację, w której zakładamy, że mamy dwie osoby, żadna nie ma komórki i jedna rozmawia na odległość 20 km kiedy zechce, a druga -może tylko z komórką. Jak to wytłumaczyć, jeśli nie poprzez wprowadzenie czynnika niematerialnego? > Jeśli chodzi o cuda ewangeliczne (popraw mnie, mam wrażenie że do takiego właśnie cudu się odnosisz) to już sam przekaz na ich temat jest wątpliwy.Proszę nie zmieniać tematu, nie dyskutujemy nt przekazu tylko o tym, czy można to wyjaśnić w sposób tzw. "naturalny". > Nauka nijak nie jest w stanie zaprzeczyć tego rodzaju interpretacji bo wychodzi ona poza zasięg jej zainteresowań- to tyle.No wreszcie  . Ok > Zupełnie nieznana ? To chyba nieco zbyt daleko idące uogólnienie. Po prostu dociekanie przyczyny części zjawisk jest bezprzedmiotowe. Można to robić (ktoś badał czemu kuleczki brudu w pępku są ciemne a nie jasne, niezależnie od koloru koszulki) ale mija się to z celem. Mówisz "jem bo jestem głodna" i nie wnikasz we wszystkie kolejne "dlaczego".To akurat wiem "dlaczego" jem, "jem" bo podjęłam taką decyzję, żeby coś zjeść. > Psychologia (właściwie cała) jest próbą zastosowania obserwacji dotyczących działania ludzkiej psychiki. Mieszczą się w jej ramach działania mniej lub bardziej sensowne ale wszystkie bez wyjątku opierają się na wspólnej podstawie jaką jest wiedza, zebrana na drodze obserwacji. Co do pewności rezultatów- nie, nie mamy jej, dlatego że zasób wiedzy na temat działania naszego mózgu jest ciągle zbyt mały żeby dało się mówić o pewności. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ze 100% pewnością wyników dużo prostszych zabiegów- świat jest po prostu zbyt złożony (choć postępy jakich dokonaliśmy są znaczące).Unikasz odpowiedzi na zasadnicze pytanie, bo: Albo duch w człowieku rządzi materią i wolna wola istnieje - i wówczas jest sens terapii, która np. polega na analizie przeżyć z przeszłości i dokonaniu aktu wybaczenia "zranień" albo "psychika" jest tylko "pochodną" (epifenomenem) reakcji biochemicznych - i wówczas należy tylko podawać pacjentowi chemię i sprawdzać czy zaczął od tej chemii inaczej myśleć. Wydaje mi się jednak ze psychoterapia zakłada pierwszy wariant, który mieści w sobie drugi (czyli najpierw wykluczane są ew. "przyczyny" chorobowe o podłożu biochemicznym). > Nie, nie tylko filozofia teistyczna dochodziła do tego rodzaju wniosków. Co więcej- teizm wyjątkowo często próbuje przedstawiać elementy własnego światopoglądu jako "prawa naturalne".Filozofia teistyczna jednak wiele wniosła, gdyż wg niej świat jest jedną całością stworzoną przez Jednego Wszechmocnego i Rozumnego Boga , w przeciwnym wypadku każdy fragment natury mógłby być rządzony przez innego boga, i mielibyśmy chaos - a tak nie jest. > Oczywiście- ponieważ wiara (niezależnie od tego czy wierzysz czy nie) jest również sposobem interpretacji świata, ujęcia go w pewne ramy. Coś jest przyczyną- coś skutkiem. Dlatego nie ma religii w której bóg byłby obojętny- wiara w takiego boga nie miałaby sensu. Dlatego również nasze podejścia są - bez złej woli- niekompatybilne. Inaczej interpretujemy świat, odczytujemy go w inny sposób i na innych poziomach.Wydaje mi się, że jednak jest taka wiara, w której bóg jest obojętny ("pusty"). Jej wyznawcy dążą do ideału obojętności, aby wyzwolić się z życia, które jest cierpieniem ( nawet radosne urodziny wiążą się ze smutkiem śmierci, dlatego nie należy cieszyć się urodzin aby nie smucić z powodu śmierci) - jest nią skrajna postać buddyzmu. Zresztą w chrz. tez występuje obojętność ale rozumiana zupełnie inaczej. Ponieważ Bóg zsyła deszcz i na dobrych i złych, to żeby być doskonałymi jak Bóg i móc być nazwanymi "synami Bożymi", mamy miłować nie tylko przyjaciół, ale i nieprzyjaciół. > Musielibyśmy teraz usiąść i zastanawiać się czy pojęcie boga jest w filozofii zbyteczne czy też nie i czy zna ona pojęcie ducha.Powyżej wykazałam że psychologia zna pojęcie ducha, a psychologia jest wymieniana jako dział filozofii. > Co więcej- czy teologia (której nie uważam za naukę z racji przyjmowania przesłanek poza-rozumowych) jest częścią filozofii ?Nie, teologia nie jest częścią filozofii, bo teologia ma dogmaty a filozofia żadnych dogmatów oczywiście mieć nie może (no chyba, ze chodzi o tzw. "teologię naturalna", która jest wymieniana jako dział filozofii, ale jest to cos innego niż teologia) Historycy filozofii wymieniają taki podział w odniesieniu do wiedzy: - wiedza niższego poziomu (nauki przyrodnicze), - Wiedza wyższego poziomu (filozofia), - Wiedza objawiona (teologia). Można być teologiem i filozofem, np. św Augustyn uprawiał filozofię teistyczną a inspirował się chrześcijaństwem (wiedza objawiona). > Szczerze mówiąc psychoanaliza to "ni pies ni wydra"- nie jest nauką bo tak naprawdę jej tezy nie są weryfikowalne, natomiast z pewnością była próbą odkrycia prawideł rządzących zachowaniem człowieka czyli podejścia stricte naukowego. Oczywiście- część jej obserwacji wytrzymała próbę czasu, inne zostały obalone. Obecnie jest modelem bardzo przestarzałym- właściwie muzealnym- ale była jedną z prób naukowego podejścia do problemu struktury ludzkiej psychiki. Jakkolwiek zabawna nie wydawałaby się dziś posunęła nas do przodu i z tego powodu warto o niej (moim skromnym pamiętać).To budujące, ale nie wykazałeś jasno, jaki sens ma psychoanaliza jeśli pojęcie ducha, który rządzi materią w człowieku nie ma sensu.
|
|
| | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Widzę, że dalej się nie rozumiemy. Chodzi o sytuację, w której zakładamy, że mamy dwie osoby, żadna nie ma komórki i jedna rozmawia na odległość 20 km kiedy zechce, a druga -może tylko z komórką. Jak to wytłumaczyć, jeśli nie poprzez wprowadzenie czynnika niematerialnego?Czy niezidentyfikowany "czynnik niematerialny" ma być łatą na każdy brak w naszej wiedzy ? Albo mówimy o faktach- o sytuacjach które wydarzyły się i zostały udokumentowane- albo teoretycznie sobie gdybamy. To drugie nie jest w gruncie rzeczy niczym złym, ale obciążone jest bagażem odrzucenia wszystkich uwarunkowań konkretnych sytuacji i jako takie nie może być rozważane z pozycji nauki. Mniemanologia i gdybologia nie są dziedzinami wiedzy. To pierwsze w sytuacji której nie rozumiemy nakazuje uczciwie powiedzieć "nie wiem" i zająć się badaniami. > Proszę nie zmieniać tematu, nie dyskutujemy nt przekazu tylko o tym, czy można to wyjaśnić w sposób tzw. "naturalny".Ale co chcesz wyjaśnić ? Wydarzenia mityczne czy takie które są udokumentowane ? Jeśli mówimy o mitologiach i wielkich cyklach narracyjnych to jako twory fantazji nie podlegają one dowodzeniu naukowemu, podobnie jak nie badamy tego dlaczego Gargamel nie mieszka z mamusią. Są historyjkami tej samej rangi- tworami ludzkiego umysłu. > No wreszcie . OkJak rozumiem oczekiwałaś takiej (nieszczególnie zreszta zaskakującej) konkluzji. Skoro tak- i skoro wiedziałaś że taka musi być odpowiedź- po co zadawałaś pytanie ?  > To akurat wiem "dlaczego" jem, "jem" bo podjęłam taką decyzję, żeby coś zjeść.No nie- podajesz tylko uproszczone wyjaśnienie. Żeby podać pełne, musiałabyś posiadać pełną wiedzę na temat tego jaki jest mechanizm podejmowania decyzji ( a tej o ile wiem póki co nie mamy). Wiemy, że Twoja decyzja była uwarunkowana setkami czynników. Szybkością spalania, zapotrzebowaniem na węglowodany, witaminy i innymi tego rodzaju które prowadzą do pojawienia się mechanizmu głodu. To tak jak z cofnięciem ręki po dotknięciu czegoś gorącego- tak, chciałaś wycofać rękę ale Twoja "decyzja" o jej wycofaniu nie była wynikiem decyzji w 100% świadomej i autonomicznej. > Unikasz odpowiedzi na zasadnicze pytanie, bo:> Albo duch w człowieku rządzi materią i wolna wola istnieje - i wówczas jest sens terapii, która np. polega na analizie przeżyć z przeszłości i dokonaniu aktu wybaczenia "zranień"> albo"psychika" jest tylko "pochodną" (epifenomenem) reakcji biochemicznych - i wówczas należy tylko podawać pacjentowi chemię i sprawdzać czy zaczął od tej chemii inaczej myśleć.> Wydaje mi się jednak ze psychoterapia zakłada pierwszy wariant, który mieści w sobie drugi (czyli najpierw wykluczane są ew. "przyczyny" chorobowe o podłożu biochemicznym).Sekundkę, bo znowu mamy galimatias pojęciowy. Pozwól że uściślę, odpowiadając równocześnie na kilka pytań z końca Twojego postu. "Duch" to pojęcie wieloznaczne i obejmuje tak ducha Brunhildy jak i ducha prawa. Tak, psychika to sfera "ducha" ale nie, nie jest to sfera ducha rozumianego jako nieuchwytny element metafizyczny (czemu dowodzi wzmiankowana przez Ciebie możliwość wywoływania określonych reakcji psychofizycznych przez podawanie substancji chemicznych- chyba że uznamy że chemia może wpływać na dusze- byty było nie było transcendentne). Oczywiście- nasza wiedza na temat tak psychiki jak i chemii mózgu jest ciągle w powijakach i działanie przy jej użyciu przypomina używanie młota pneumatycznego do wbijania pinezek, ale nie da się ukryć, że to, co wiemy, pozwala na wykluczenie mistycznej metafizyki. To, że zapis wiadomości w naszym mózgu jest wynikiem złożonych reakcji fizykochemicznych nie wyklucza skuteczności metod psychoterapeutycznych, stworzonych na podstawie obserwacji sposobu działania ludzkiej psychiki. Nie ma tu konfliktu założeń. > Filozofia teistyczna jednak wiele wniosła, gdyż wg niej świat jest jedną całością stworzoną przez Jednego Wszechmocnego i Rozumnego Boga , w przeciwnym wypadku każdy fragment natury mógłby być rządzony przez innego boga, i mielibyśmy chaos - a tak nie jest.Świat jest całością i był nią jeszcze w rozumieniu ludów które nie wyodrębniały pojęcia osobowego boga- takie ujęcie nie było ani niczym nowym ani szczególnie odkrywczym. Jedyną zmianą jest próba doklejenia owego bóstwa opiekuńczego, nie wnosząca zupełnie nic do teorii poznania. > Historycy filozofii wymieniają taki podział w odniesieniu do wiedzy:> - wiedza niższego poziomu (nauki przyrodnicze),> - Wiedza wyższego poziomu (filozofia),> - Wiedza objawiona (teologia).Ten podział nijak nie wynika z historii filozofii i nie ma nic wspólnego z nauką. To kolejna próba wepchnięcia teologii na piedestał, przy użyciu cudacznego pojęcia "wiedza objawiona". Albo wiedza albo objawienie. Nie ma "lepszej" i "gorszej" wiedzy, wiedzy wyższego i niższego poziomu tak jak - wbrew temu co twierdzą różnego rodzaju mistyczni szarlatani- nie ma dobrej i złej energii. Jest wiedza. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Czy niezidentyfikowany "czynnik niematerialny" ma być łatą na każdy brak w naszej wiedzy ?Nikt nie twierdzi, że na każdy brak, ale w tym przypadku - przynajmniej przy założeniach, jakie obecnie czyni nauka -nie da się tego chyba wyjaśnić bez czynnika niematerialnego. Jeśli jednak masz jakiś inny pomysł, to jestem ciekawa jaki. > Albo mówimy o faktach- o sytuacjach które wydarzyły się i zostały udokumentowane- albo teoretycznie sobie gdybamy. To drugie nie jest w gruncie rzeczy niczym złym, ale obciążone jest bagażem odrzucenia wszystkich uwarunkowań konkretnych sytuacji i jako takie nie może być rozważane z pozycji nauki. Mniemanologia i gdybologia nie są dziedzinami wiedzy. To pierwsze w sytuacji której nie rozumiemy nakazuje uczciwie powiedzieć "nie wiem" i zająć się badaniami.Od kiedy to "gdybologia" nie jest dziedziną wiedzy? Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Np. takie obiekty jak czarne dziury, przez długi czas były to obiektami tylko czysto teoretycznymi (i jedynie możliwość ich istnienia wynikała z wzorow), gdyby uznano je za "gdybologię" to by ich nie okryto (o ile je odkryto). > Ale co chcesz wyjaśnić ? Wydarzenia mityczne czy takie które są udokumentowane ? Jeśli mówimy o mitologiach i wielkich cyklach narracyjnych to jako twory fantazji nie podlegają one dowodzeniu naukowemu, podobnie jak nie badamy tego dlaczego Gargamel nie mieszka z mamusią. Są historyjkami tej samej rangi- tworami ludzkiego umysłu.Problem w tym, ze autorzy Ewangelii nie twierdzą bynajmniej, ze cuda to tylko twory ich fantazji (w przeciwieństwie do autora Gargamela). Dopiero przyjmując pewne założenia można dojść do wniosku ze sa to tylko twory fantazji. Trzeba przyjąć, że istnieje tylko widzialna przyroda (i poza nią nie ma nic). > Jak rozumiem oczekiwałaś takiej (nieszczególnie zreszta zaskakującej) konkluzji. Skoro tak- i skoro wiedziałaś że taka musi być odpowiedź- po co zadawałaś pytanie ? Chciałam usłyszec Twoje zdanie. Jeśli już napisałeś "taką" konkluzję, że nie można odrzucić nawet najbardziej nieprawdopodobnej interpretacji powstania świata to nie rozumiem dlaczego ... powyżej odrzucasz cuda? Zaiste odnoszę wrażenie, że chyba dużo myślałeś (krytycznie) tylko o teologii i mistyce, nie myśląc jednak jak to pasuje do innych tematów. Nie można krytykować teologii i mistyki zapominając o całym świecie, bo można dojść do tego, ze (nie nawet zauważając tego) odrzuci się naukę, aby odrzucić teologię ( a tego chyba byś nie chciał). > >To akurat wiem "dlaczego" jem, "jem" bo podjęłam taką decyzję, żeby coś zjeść.> No nie- podajesz tylko uproszczone wyjaśnienie. Żeby podać pełne, musiałabyś posiadać pełną wiedzę na temat tego jaki jest mechanizm podejmowania decyzji ( a tej o ile wiem póki co nie mamy).No jak to? W świetle argumentu Hume-a poznanie mechanizmu nie ma znaczenia, bo nawet gdyby poznać mechanizm to i tak nie da się zaobserwować zmysłami żadnego wpływu przyczynowego. Wg Hume-a przyczynowość nie jest oczywista i nie jest oparta na doświadczeniu, a "wszystkie nasze rozumowania dotyczą przyczyny i skutku nie opierają się na niczym innym niż na nawyku" (Badania dotyczące umysłu ludzkiego). Dlatego uważam, że skoro przyczyna jest metafizyczna i to tą przyczyną jestem ja (podmiot). > Wiemy, że Twoja decyzja była uwarunkowana setkami czynników. Szybkością spalania, zapotrzebowaniem na węglowodany, witaminy i innymi tego rodzaju które prowadzą do pojawienia się mechanizmu głodu. To tak jak z cofnięciem ręki po dotknięciu czegoś gorącego- tak, chciałaś wycofać rękę ale Twoja "decyzja" o jej wycofaniu nie była wynikiem decyzji w 100% świadomej i autonomicznej.A czym była motywowana decyzja Maksymiliana Kolbe, który wybrał śmierć z głodu? Chcesz powiedzieć, że w jego przypadku, szybkością spalania była tak mała, zapotrzebowanie na węglowodany tak niskie, że po prostu musiał umrzeć z głodu?  Obawiam się , ze Twoja teoria jest nazbyt prosta. > Sekundkę, bo znowu mamy galimatias pojęciowy. Pozwól że uściślę, odpowiadając równocześnie na kilka pytań z końca Twojego postu. "Duch" to pojęcie wieloznaczne i obejmuje tak ducha Brunhildy jak i ducha prawa.Tak  > Tak, psychika to sfera "ducha" ale nie, nie jest to sfera ducha rozumianego jako nieuchwytny element metafizyczny (czemu dowodzi wzmiankowana przez Ciebie możliwość wywoływania określonych reakcji psychofizycznych przez podawanie substancji chemicznych- chyba że uznamy że chemia może wpływać na dusze- byty było nie było transcendentne).Mówiąc o duchu mam myśli psychikę, której przejawy bezpośrednio (nie zmysłowo) doświadczamy, np. każdy z nas doświadcza, że jest świadomy, że ma jakieś "przekonania", że czegoś pragnie, coś wie. Wg mnie "świadomość" czy "wola" to tez metafizyka. Faktem jest, że czegoś takiego jak dusza nie doświadczamy chyba bezpośrednio i istnienie duszy ( nieśmiertelnej) można tylko wydedukować (dlatego dusza jest transcendentna). > Oczywiście- nasza wiedza na temat tak psychiki jak i chemii mózgu jest ciągle w powijakach i działanie przy jej użyciu przypomina używanie młota pneumatycznego do wbijania pinezek, ale nie da się ukryć, że to, co wiemy, pozwala na wykluczenie mistycznej metafizyki.Nie rozumiem jednak, dlaczego tylko elementy metafizyczne uważasz koniecznie za mistyczne. Przecież równie dobrze "mistycznym" może być zwykły kamień, bo może do kogoś przemówić w środku jego głowy. Spadająca "gwiazdka z nieba" może być odczytana jako znak czy wróżba. Czy dla Ciebie metafizyczne elementy: to są tylko diabły, anioły, Sąd Ostateczny, itd.? To naprawdę wzruszające.  Wg mnie mówienie o tym, ze "można wykluczyć mistyczną metafizykę" jest stratą czasu, bo nawet Twój sąd że "można wykluczyć mistyczną metafizykę" jest też metafizyczny a może nawet mistyczny  .
|
|
| | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Nikt nie twierdzi, że na każdy brak, ale w tym przypadku - przynajmniej przy założeniach, jakie obecnie czyni nauka -nie da się tego chyba wyjaśnić bez czynnika niematerialnego. Jeśli jednak masz jakiś inny pomysł, to jestem ciekawa jaki.Ucziciwe powiedzenie: tego czy tamtego nie potrafimy w tej chwili wyjaśnić (zamiast mówienia że to napewno Zeus maczał paluchy w tym czego nie rozumiemy). Nie odczuwam potrzeby powiedzenia : "O, nie wiem jak to działa ! To musi być wynik działań bóstwa !" > Od kiedy to "gdybologia" nie jest dziedziną wiedzy? Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Np. takie obiekty jak czarne dziury, przez długi czas były to obiektami tylko czysto teoretycznymi (i jedynie możliwość ich istnienia wynikała z wzorow), gdyby uznano je za "gdybologię" to by ich nie okryto (o ile je odkryto).Albo coś było modelem teoretycznym opartym na wiedzy i z niej wynikającym, albo swobodnym gdybaniem nie mającym z wiedzą nic wspólnego > Problem w tym, ze autorzy Ewangelii nie twierdzą bynajmniej, ze cuda to tylko twory ich fantazji (w przeciwieństwie do autora Gargamela). Dopiero przyjmując pewne założenia można dojść do wniosku ze sa to tylko twory fantazji. Trzeba przyjąć, że istnieje tylko widzialna przyroda (i poza nią nie ma nic).Nie o to mi chodziło. Cuda ewangeliczne nie są udokumentowane. Jedynym ich potwierdzeniem są księgi stworzone przez wyznawców a więc osoby być może uczciwe i najlepsze na świecie ale już nie bezstronne. Rzymianie i Żydzi jakoś nie zauważyli setek nakarmionych chlebem, trzygodzinnego zaćmienia słońca czy rozdarcia kotary miejsca świętego świętych, powstawania zmarłych czy trzęsienia ziemi (co byłoby wydarzeniem wręcz niesamowitym dla wyznawców judaizmu). Tak samo jest z cudami islamu, buddyzmu czy hinduizmu- dziwnym trafem ich świadkami są wyłącznie wyznawcy. Skoro jednak tego rodzaju argument wyciągasz- jakie ma znaczenie to co twierdzi autor przekazu ? Czy jeśli mój kolega twierdzi że sznurówka chciała go udusić, ba- zarzeka się że to prawda a nie twór jego fantazji- to mam mu wierzyć ? > Chciałam usłyszec Twoje zdanie. Jeśli już napisałeś "taką" konkluzję, że nie można odrzucić nawet najbardziej nieprawdopodobnej interpretacji powstania świata to nie rozumiem dlaczego ... powyżej odrzucasz cuda?Mówiąc najprościej- nie odrzucam. Inaczej interpretuję wydarzenia uznawane za "cuda". Wyjątkowo dobrze udokumentowany i przebadany fakt, przeżycia przez kobietę upadku z wysokości 7 km na beton nie jest dla mnie wynikiem działania sił nadprzyrodzonych, natomiast masz rację, opowieści o tym że dawno dawno temu ciało biskupa pociętego przez niedobrego króla cudownie się zrosło uważam za godne pożałowania bajdy. Nie umiem dowieść że św. Krzysztof nie był psiogłowcem któremu po przyjęciu wiary chrześcijańskiej głowa zmieniła się w ludzką- a mimo to również i w tą historyjkę nie wierzę. > Zaiste odnoszę wrażenie, że chyba dużo myślałeś (krytycznie) tylko o teologii i mistyce, nie myśląc jednak jak to pasuje do innych tematów. Nie można krytykować teologii i mistyki zapominając o całym świecie, bo można dojść do tego, ze (nie nawet zauważając tego) odrzuci się naukę, aby odrzucić teologię ( a tego chyba byś nie chciał).Zaiste ?  Nie, nie zauważyłem żadnego związku teologii i mistyki z rzeczywistością, a jeszcze mniej z krytycznym podejściem do rzeczywistości. I jedna i druga zakłada- jako warunek nieodzowny- wyłączenie krytycznego myślenia i "zawierzenie". > Wg Hume-a przyczynowość nie jest oczywista i nie jest oparta na doświadczeniu(..)Hola hola. Humme uznawał przyczynowość za konieczną i niezbędną. Fragment który cytowałaś odnosił się do tego w jaki sposób ludzki mózg odbiera rzeczywistość a nie do jej kształtu. > Dlatego uważam, że skoro przyczyna jest metafizyczna i to tą przyczyną jestem ja (podmiot).Przepraszam, nie rozumiem powyższego > A czym była motywowana decyzja Maksymiliana Kolbe, który wybrał śmierć z głodu? (..) Obawiam się , ze Twoja teoria jest nazbyt prosta.Uciekasz ad absurdum. Była to wypadkowa wszystkich czynników które sprawiły że był, kim był. W rezultacie wszystkich nakładających się na siebie czynników- których były miliony jeśli nie miliardy, od tych które miały miejsce tysiące lat temu, przez wychowanie, preferencje psychofizyczne, do tych, które oddziaływały w chwili kiedy podejmował decyzję (jak choćby krzyki i lamenty Gajowniczka) - sposób działania mózgu ojca Kolbego był taki a nie inny i sprawił że podjął on taką a nie inną decyzję. > Mówiąc o duchu mam myśli psychikę, której przejawy bezpośrednio (nie zmysłowo) doświadczamy (...) Wg mnie "świadomość" czy "wola" to tez metafizyka.Czyli mówiąc o duchu nie masz na myśli elementów transcendentnych tylko psychikę, czy dobrze rozumiem ? > Nie rozumiem jednak, dlaczego tylko elementy metafizyczne uważasz koniecznie za mistyczne. (...) Czy dla Ciebie metafizyczne elementy: to są tylko diabły, anioły, Sąd Ostateczny, itd.? To naprawdę wzruszające. Czyżbyś siliła się na ironię ? Nareszcie jakieś zdrowe odruchy, brawo ! Wracając do naszej małej utarczki: to, jak dany byt zostanie zaklasyfikowany czy przyporządkowany przez odbiorcę nie zmienia istoty tego bytu. Stąd kamień nigdy nie będzie "mistycznym", chyba że jego cechą charakterystyczną będzie zdolność nawiązania bezpośredniego kontaktu z absolutem. > Wg mnie mówienie o tym, ze "można wykluczyć mistyczną metafizykę" jest stratą czasu, bo nawet Twój sąd że "można wykluczyć mistyczną metafizykę" jest też metafizyczny a może nawet mistyczny .Mistyczna metafizyka to metafizyka oparta na doświadczeniu mistycznym (czyli na bezpośrednim kontakcie z absolutem, jakkolwiek rozumianym). Mówiąc inaczej- próba wyjaśnienia istoty bytu za pomocą doświadczenia mistycznego. Nasza wiedza na temat działania mózgu pozwala nam na używanie w badaniach nad nim narzędzi być może mniej efektownych, za to o wiele bardziej efektywnych. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Ucziciwe powiedzenie: tego czy tamtego nie potrafimy w tej chwili wyjaśnić (zamiast mówienia że to napewno Zeus maczał paluchy w tym czego nie rozumiemy). Nie odczuwam potrzeby powiedzenia : "O, nie wiem jak to działa ! To musi być wynik działań bóstwa !"Zgodzę się z tym. Nie jest to jednak kwestia tego, że nie wiemy jak to działa, tylko tego, że przy obecnym stanie wiedzy nie da się tego wyjaśnić (każdy fizyk Ci powie, ze chodzenie po wodzie przez człowieka jest niemożliwe)! Oczywiście, z tego, że w obecnym stanie wiedzy nie da się tego wyjaśnić nie wynika, że to jest cud. Ale nie ma tez żadnych podstaw, aby założyć, że przyszłości uda się to wyjaśnić za pomocą samych praw przyrodniczych. > Albo coś było modelem teoretycznym opartym na wiedzy i z niej wynikającym, albo swobodnym gdybaniem nie mającym z wiedzą nic wspólnegoMoment. Skąd to wiesz, że cud jest tylko "gdybaniem"? Ja nie wiem skąd to wiesz. Cudów nie ma, bo nie może być, więc ich nie ma ... czy taki jest Twój tok rozumowania? Gdybym jak tak twierdziła, to od razu nazwano by mnie "zakutą" głową. > Nie o to mi chodziło. Cuda ewangeliczne nie są udokumentowane. Jedynym ich potwierdzeniem są księgi stworzone przez wyznawców a więc osoby być może uczciwe i najlepsze na świecie ale już nie bezstronne.Sam chyba nie wiesz, co mówisz. Przecież osoba bezstronna, która naprawdę zobaczyła cud, mogła stać się oczywiście wyznawcą nie tracąc nic ze swej bezstronności. Jedynym Twoim uzasadnieniem tego, że wyznawca nie jest bezstronny jest to, że uwierzył w cuda, a więc to, że jest wyznawcą! > Rzymianie i Żydzi jakoś nie zauważyli setek nakarmionych chlebem, trzygodzinnego zaćmienia słońca czy rozdarcia kotary miejsca świętego świętych, powstawania zmarłych czy trzęsienia ziemi (co byłoby wydarzeniem wręcz niesamowitym dla wyznawców judaizmu).To ciekawy problem. Spotkałam się teoriami paroma sprzecznymi teoriami na ten temat: - Rzymianie i Żydzi nie zauważyli cudów z tego samego powodu, dla których Ty ich nie zauważasz, bo nie wierzyli wyznawcom, - Rzymianie i Żydzi jednak zauważyli i to właśnie -między innymi -dzięki mocy czynienia cudów chrześcijaństwo odniosło sukces (Gibbon, "Zmierzch cesarstwa rzymskiego), - wg Bertrand Russell w "Historii filozofii Zachodu" pisze, że cuda w Starożytności występowały bardzo często i dlatego Rzymianie i Żydzi ich "nie zauważyli" . > Tak samo jest z cudami islamu, buddyzmu czy hinduizmu- dziwnym trafem ich świadkami są wyłącznie wyznawcy.Nie wiem czy w jakiejkolwiek święty w innej religii niż chrz. tak, jak Jezus czynił cuda publicznie właśnie po to, aby w Niego uwierzono. > Skoro jednak tego rodzaju argument wyciągasz- jakie ma znaczenie to co twierdzi autor przekazu ? Czy jeśli mój kolega twierdzi że sznurówka chciała go udusić, ba- zarzeka się że to prawda a nie twór jego fantazji- to mam mu wierzyć ?A gdyby widzialy to cztery osoby, to tez uznalbyś to za wytwór fantazji? > Mówiąc najprościej- nie odrzucam. Inaczej interpretuję wydarzenia uznawane za "cuda". (...)Nie umiem dowieść że św. Krzysztof nie był psiogłowcem któremu po przyjęciu wiary chrześcijańskiej głowa zmieniła się w ludzką- a mimo to również i w tą historyjkę nie wierzę. Cóż widzę, że masz jakąś oszałamiającą i nieznaną mi wizję religii. Ja też w to nie wierzę, ale przeciwieństwie do Ciebie nawet nie sadziłam, ze mam w to wierzyć, gdyż są to legedny (każdy wierzący to wie). Nie znam dogmatu który głosił że należy potępić każdego kto nie wierzy, że św. Krzysztof był psiogłowcem.  > Nie, nie zauważyłem żadnego związku teologii i mistyki z rzeczywistością, a jeszcze mniej z krytycznym podejściem do rzeczywistości. I jedna i druga zakłada- jako warunek nieodzowny- wyłączenie krytycznego myślenia i "zawierzenie".Krytyczne podejście do rzeczywistości nie jest celem samym w sobie. > >Wg Hume-a przyczynowość nie jest oczywista i nie jest oparta na doświadczeniu(..)> Hola hola. Humme uznawał przyczynowość za konieczną i niezbędną. Fragment który cytowałaś odnosił się do tego w jaki sposób ludzki mózg odbiera rzeczywistość a nie do jej kształtu.Niemniej jednak używanie jego argumentów do walki z wiarą w Boga jest nieporozumieniem  , gdyż własnie jego filozofia ponoć spowodowała wielki przypływ irracjonalnej wiary i mistycyzmu! Hume doszedł do wniosku, że kiedy mówimy "A powoduje B" mamy na myśli tylko tyle, ze A i B faktycznie stale współwystępują, nie zaś, że zachodzi miedzy nimi jakiś związek konieczny. Dzięki czystej obserwacji możemy, bowiem jedynie dostrzec, że np. A jest wyżej niż B, że A jest na prawo od B, ale nie, ze A powoduje B. Tak samo, kiedy chcesz zjeść jabłko to "spodziewasz" się występowania pewnego smaku. O "przyczynie" mówimy, gdy A i B występują razem lub A i B występują bardzo szybko po sobie. W "Traktacie o naturze ludzkiej" pisał tak: "Jeśli wierzymy, ze ogień grzeje a woda orzeźwia, to wierzymy tylko dlatego, że myślenie przeciwne kosztuje nas zbyt wiele męki". Czyli nie możemy ustrzec się przekonań, ale żadne z nich nie jest oparte na rozumie. Bertrand Russell "rozdzierał szaty" i stwierdzając w "Dziejach filozofii Zachodu", ze filozofia Hume'a jest odzwierciedleniem bankructwa osiemnastowiecznej racjonalności tak pisał: "Dlatego wazne jest ustalenie, czy na gruncie filozofii czysto bądź w zasadzie empirycznej istnieje jakakolwiek odpowiedź Hume-owi. Jeśli nie, to nie ma żadnej intelektualnej różnicy między zdrowiem umysłowym a obłędem. Wariata przekonanego, że jest jajkiem na miękko, daje się potępić jedynie z racji tego, że jest w mniejszości, albo tez raczej - skoro nie musimy zakładać demokracji - z tej racji, że władza nie zgadza się z nim."c. d .n.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Zgodzę się z tym. Nie jest to jednak kwestia tego, że nie wiemy jak to działa, tylko tego, że przy obecnym stanie wiedzy nie da się tego wyjaśnić (każdy fizyk Ci powie, ze chodzenie po wodzie przez człowieka jest niemożliwe)!Czy możesz przytoczyć udokumentowany- choćby relacjami z pierwszej ręki- przypadek kiedy człowiek chodził po wodzie ? > Ale nie ma tez żadnych podstaw, aby założyć, że przyszłości uda się to wyjaśnić za pomocą samych praw przyrodniczych.Tak naprawdę póki co nie ma żadnych powodów żeby to wyjaśniać, podobnie jak nie ma powodów do wyjaśniania przyczyn dla których koń proroka latał. > Cudów nie ma, bo nie może być, więc ich nie ma ... czy taki jest Twój tok rozumowania?Nie, jak pisałem Ci wcześniej: nie wykluczam żadnej, nawet najmniej prawdopodobnej opcji, ale do tej pory nie spotkałem się z ani jednym przypadkiem udokumentowanego "cudu" o którym można by powiedzieć że jest bez żadnych wątpliwości wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Jeśli możesz- przytocz go i wtedy porozmawiamy na konkretnym przykładzie a nie w próżni. Znam za to z historii przykłady setek "cudów" w które dziś nie wierzą nawet wyznawcy religii, która je stworzyła. > Sam chyba nie wiesz, co mówisz.Widzę że rozpędzasz się jeśli chodzi o ataki ad personam > Przecież osoba bezstronna, która naprawdę zobaczyła cud, mogła stać się oczywiście wyznawcą nie tracąc nic ze swej bezstronności. Jedynym Twoim uzasadnieniem tego, że wyznawca nie jest bezstronny jest to, że uwierzył w cuda, a więc to, że jest wyznawcą!Dziwnym trafem wszystkie informacje o jego cudach pochodzą nie tylko z drugiej ręki, ale i od osób zainteresowanych tym, żeby kult rozwijał się w takiej a nie innej postaci. > To ciekawy problem. Spotkałam się teoriami paroma sprzecznymi teoriami na ten temat:> - Rzymianie i Żydzi nie zauważyli cudów z tego samego powodu, dla których Ty ich nie zauważasz, bo nie wierzyli wyznawcom,Nie da się nie zauważyć trzygodzinnego zaćmienia słońca czy rozdarcia kotary w świątyni na pół "dlatego że się nie wierzy". Tego rodzaju wydarzenia mogłyby być interpretowane bez związku z działalnością Jezusa ale nie zostałyby pominięte. > - Rzymianie i Żydzi jednak zauważyli (...) (Gibbon, "Zmierzch cesarstwa rzymskiego),Jeśli zauważyli- żadne ich źródła o tym nie wspomniały. > Nie wiem czy w jakiejkolwiek święty w innej religii niż chrz. tak, jak Jezus czynił cuda publicznie właśnie po to, aby w Niego uwierzono.Nie do końca rozumiem jakie znaczenie miałby mieć powód dla którego dane bóstwo dokonywało cudów. > A gdyby widzialy to cztery osoby, to tez uznalbyś to za wytwór fantazji?Możliwe. Pamiętam jak dziesiątki osób zaklinały się na wszystko co święte że szramy na obrazie częstochowskim wydłużają się. > Cóż widzę, że masz jakąś oszałamiającą i nieznaną mi wizję religii. (..)Nie znam dogmatu który głosił że należy potępić każdego kto nie wierzy, że św. Krzysztof był psiogłowcem.  A znasz dogmat mówiący o tym że należy potępić niewierzących w to że Jezus chodził po wodzie ? I nie, nie każdy wierzący to wie, podobnie jak nie każdy wierzący wie że kult dziewic z Kolonii i setki innych lokalnych kultów to podobna bajki. > Krytyczne podejście do rzeczywistości nie jest celem samym w sobie.Masz rację, nie jest celem. Jest warunkiem koniecznym jeśli chcemy osiągać wiarygodne i weryfikowanle informacje na jej temat. > Niemniej jednak używanie jego argumentów do walki z wiarą w Boga jest nieporozumieniem , gdyż własnie jego filozofia ponoć spowodowała wielki przypływ irracjonalnej wiary i mistycyzmu!Trudno uznać to za winę jego obserwacji. Nie widzę też związku między wnioskami jakie wyciągnęli z jego postulatów postronni a wartością przedstawionej przez niego argumentacji. > Hume doszedł do wniosku, że kiedy mówimy "A powoduje B" mamy na myśli tylko tyle, ze A i B faktycznie stale współwystępują, nie zaś, że zachodzi miedzy nimi jakiś związek konieczny. Dzięki czystej obserwacji możemy, bowiem jedynie dostrzec, że np. A jest wyżej niż B, że A jest na prawo od B, ale nie, ze A powoduje B.Mówisz o dwu różnych częściach jego dowodzenia. Hume najpierw omawia zasady przyczynowości (do czego się odwołałem) a potem zastanawia się nad tym, jak przyczyna i skutek są interpretowane przez nasz umysł- i do tej części odwołujesz się Ty. > Czyli nie możemy ustrzec się przekonań, ale żadne z nich nie jest oparte na rozumie.Nadużycie. Można co najwyżej powiedzieć że nie wszystkie z naszych przekonań są wynikiem rozumowania. > Bertrand Russell "rozdzierał szaty" i stwierdzając w "Dziejach filozofii Zachodu", ze [...] skoro nie musimy zakładać demokracji - z tej racji, że władza nie zgadza się z nim."c. d .n.Trudno się dziwić Rusellowi że wychodząc od empiryzmu nie mógł przyjąć za prawdziwe postulatów kwestionujących wartość doświadczenia. Szkoda, że powołując się na jego opinie nie przytaczasz jego poglądów dotyczących problemu którym się zajmujemy, a które są wspólne wielu piszącym tutaj : "As a philosopher, if I were speaking to a purely philosophic audience I should say that I ought to describe myself as an Agnostic, because I do not think that there is a conclusive argument by which one can prove that there is not a God. On the other hand, if I am to convey the right impression to the ordinary man in the street I think that I ought to say that I am an Atheist, because, when I say that I cannot prove that there is not a God, I ought to add equally that I cannot prove that there are not the Homeric gods." Na pytanie o pierwszą przyczynę odpowiedział jak następuje: " [...]I read Mill's Autobiography, where I found a sentence to the effect that his father taught him the question "Who made me?" cannot be answered, since it immediately suggests the further question "Who made God?" This led me to abandon the "First Cause" argument, and to become an atheist." erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Czy możesz przytoczyć udokumentowany- choćby relacjami z pierwszej ręki- przypadek kiedy człowiek chodził po wodzie ?Gdyby ludzie chodzili często po wodzie to już nie byłby żaden cud.  A mówiąc poważnie to nie Ty stawiasz tu warunki (ani nie ja). > Tak naprawdę póki co nie ma żadnych powodów żeby to wyjaśniać, podobnie jak nie ma powodów do wyjaśniania przyczyn dla których koń proroka latał.Wychodzi na to, że sa powody, aby wyjaśniać tylko to, co można "wyjaśnić" za pomocą praw przyrodniczych a wszystko, co nie mieści się w tym "kanonie" jest niemożliwe. Jak prawdziwy racjonalista zakładasz to z "góry". Cóż, jestem pod wrażeniem Twej głębokiej wiary. > Nie, jak pisałem Ci wcześniej: nie wykluczam żadnej, nawet najmniej prawdopodobnej opcji, ale do tej pory nie spotkałem się z ani jednym przypadkiem udokumentowanego "cudu" o którym można by powiedzieć że jest bez żadnych wątpliwości wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Jeśli możesz- przytocz go i wtedy porozmawiamy na konkretnym przykładzie a nie w próżni. Znam za to z historii przykłady setek "cudów" w które dziś nie wierzą nawet wyznawcy religii, która je stworzyła.Chętnie. Może wiesz, o tym, że do kanonizacji i beatyfikacji potrzeba cudu (nie dotyczy to męczenników). Kongregacja do Spraw Kanonizacyjnych zbiera i ocenia świadectwa, wybierając z nic te, które są wiarygodne i przed wszystkim dobrze udokumentowana. Kościół formułuje opinię teologiczną jedynie wówczas, gdy zostało wydane zaświadczenia, co do możliwości wyjaśnienia naukowego zaistniałego faktu. Badania te trwają nawet dziesiątki lat. Oto taka sprawa 34 letniej zakonnicy z Włoch, która została trafiona serią z karabinu maszynowego w czasie II wojny światowej. Biedaczka miała cały podbródek w strzępach. W klinice uznano, ze nic już dla niej nie można zrobić. Stwierdzony przez lekarzy brak kości miedzy dwoma końcami żuchwy uniemożliwiał jej połączenia. Założono jej opatrunek, który miał podtrzymywać brodę. Wtedy matka przełożona zabrała ją do klasztoru. Kiedy siostra zaczęła się bardzo źle czuć siostry zaczeły się modlić o cud. W połowie czerwca kość odbudowała się błyskawicznie podczas snu. > Widzę że rozpędzasz się jeśli chodzi o ataki ad personamPrzepraszam. > Dziwnym trafem wszystkie informacje o jego cudach pochodzą nie tylko z drugiej ręki, ale i od osób zainteresowanych tym, żeby kult rozwijał się w takiej a nie innej postaci.Skoro te osoby wierzą w możliwość cudu, to chyba logiczne, że są zainteresowane, aby kult się rozwijał, nie widzę w tym nic dziwnego czy "podejrzanego". > Nie da się nie zauważyć trzygodzinnego zaćmienia słońca czy rozdarcia kotary w świątyni na pół "dlatego że się nie wierzy". Tego rodzaju wydarzenia mogłyby być interpretowane bez związku z działalnością Jezusa ale nie zostałyby pominięte.Jeśli chodzi o "trzygodzinne zaćmienie Słońca" to najpierw należy ustalić jak to interpretować- czy w przenośni czy dosłownie. Jeśli zdarzyło się to naprawdę to: w Ewangelii jest mowa o tym, że zarówno setnik, jak i inni obecni na Kalwarii, widzieli, że słońce zaćmiło się, zostawiając ziemię pogrążoną w całkowitych ciemnościach, a przeciez zjawisko zaćmienia Słońca nie powoduje przecież całkowitej ciemności. Jeśli chodzi rozdarcia kotary w świątyni na pół to nie jestem przekonana, dlaczego ktoś inny miałby o tym pisać. > >- Rzymianie i Żydzi jednak zauważyli (...) (Gibbon, "Zmierzch cesarstwa rzymskiego),> Jeśli zauważyli- żadne ich źródła o tym nie wspomniały.Może nie wspominają chyba tylko dla kogoś, kto chce, aby nie wspominały. Choćby Talmut wspomina o tym, że Jezus posługiwał się magią, również Józef Flawiusz pisze o tym, że "czynił rzeczy niezwykłe" . > Nie do końca rozumiem jakie znaczenie miałby mieć powód dla którego dane bóstwo dokonywało cudów.Chodzi o to, że można sobie wyobrazić, że historia o jakimś niezwykłym człowieku z biegiem czasu przerodziła się w legendę i została ubarwiona cudami (jak np. psiogłowym św. Krzysztofie). Nie można sobie jednak tego wyobrazić w przypadku historii, w której cuda stanowią jej trzon. > Możliwe. Pamiętam jak dziesiątki osób zaklinały się na wszystko co święte że szramy na obrazie częstochowskim wydłużają się.Kiedy to się wydarzyło?? > A znasz dogmat mówiący o tym że należy potępić niewierzących w to że Jezus chodził po wodzie ?No nie, ale należy wierzyć w to, co Kościół do wierzenia podaje a cuda doskonale przez Jezusa są podawane do wierzenia jako fakty, a nie jako legenda czy bajka, gdyż jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego: "Słowom Jezusa towarzyszą liczne "czyny, cuda i znaki" (Dz 2, 22), które ukazują, że Królestwo jest w Nim obecne. Potwierdzają one, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem 264 ." oraz "Przez czyny, cuda i słowa zostało objawione, że "w Nim... mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała" (Kol 2, 9)." www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkI-2-2.htm> I nie, nie każdy wierzący to wie, podobnie jak nie każdy wierzący wie że kult dziewic z Kolonii i setki innych lokalnych kultów to podobna bajki.Wow! Kult dziewic z Kolonii!  > Masz rację, nie jest celem. Jest warunkiem koniecznym jeśli chcemy osiągać wiarygodne i weryfikowanle informacje na jej temat.Tak, ale to niewiele zmienia, gdyż najistotniejsze kwestie jak np. sens zycia, dobro i zło nie są weryfikowane naukowo, prawda? > Mówisz o dwu różnych częściach jego dowodzenia. Hume najpierw omawia zasady przyczynowości (do czego się odwołałem) a potem zastanawia się nad tym, jak przyczyna i skutek są interpretowane przez nasz umysł- i do tej części odwołujesz się Ty.Cóż, to również niewiele zmienia, skoro najpierw Hume omawia zasady przyczynowości posługując się swoim umysłem, a potem podważa ten umysł (jego możliwości poznawcze) twierdząc, że o przyczynowości można tylko mówić tylko z nawyku.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Gdyby ludzie chodzili często po wodzie to już nie byłby żaden cud. A mówiąc poważnie to nie Ty stawiasz tu warunki (ani nie ja).Zaraz- to Ty przytoczyłaś ten przykład wałkując go w tę i nazad a teraz, kiedy proszę o przytoczenie udokumentowanej relacji wycofujesz się. > Wychodzi na to, że sa powody, aby wyjaśniać tylko to, co można "wyjaśnić" za pomocą praw przyrodniczych a wszystko, co nie mieści się w tym "kanonie" jest niemożliwe. Jak prawdziwy racjonalista zakładasz to z "góry". Cóż, jestem pod wrażeniem Twej głębokiej wiary.Dziękuję, ale nie zasłużyłem- ponownie przypisujesz mi rzeczy których nie powiedziałem. Jak pisałem wcześniej i powtórzę jeszcze raz: wyjaśniać należy wszystko, o tym czego nie da się wyjaśnić należy uczciwie powiedzieć "nie posiadamy wiedzy na ten temat" i odłożyć "ad acta", natomiast masz rację, tak jak i każdy inny człowiek, niezależnie od światopoglądu, uważam jedne problemy za warte mojego czasu, innymi się nie zajmuję. Latające konie, smurfy i ludzie chodzący po wodzie zaliczają się do tych zjawisk, którym nie poświęcam czasu. > Chętnie(...) W połowie czerwca kość odbudowała się błyskawicznie podczas snu.Zakładając że relacja o której mówisz jest prawdziwa- mamy cud. Sęk w tym, że nie jest możliwym ustalenie związku przyczynowo- skutkowego między modlitwami a ozdrowieniem (znowu kłania się Humme). Jedyne co możemy powiedzieć na pewno i bez żadnych zastrzeżeń- doszło do wydarzenia wykraczającego poza to, co uznajemy za "normę". Tu widać właśnie różnicę podejść religii i nauki- nauka powie "nie wiem", religia- "wiem napewno, przyczyną jest ingerencja sił nadprzyrodzonych". > Przepraszam.Wybaczamy i prosimy o wybaczenie > Skoro te osoby wierzą w możliwość cudu, to chyba logiczne, że są zainteresowane, aby kult się rozwijał, nie widzę w tym nic dziwnego czy "podejrzanego".Oj jak to możliwe ? Jeśli pan X, mający najlepsze intencje, chce, żeby inni wierzyli że Y jest cudotwórcą i stawia sobie za cel życia przekonanie innych o tym, to czy uznasz X-a za obiektywnego ? Jest zbyt zaangażowany emocjonalnie- właśnie dlatego w pracy historyka tak ważne jest potwierdzanie informacji przy pomocy różnych źródeł. > Jeśli chodzi o "trzygodzinne zaćmienie Słońca" to najpierw należy ustalić jak to interpretować- czy w przenośni czy dosłownie. Jeśli zdarzyło się to naprawdę to: w Ewangelii jest mowa o tym, że zarówno setnik, jak i inni obecni na Kalwarii, widzieli, że słońce zaćmiło się, zostawiając ziemię pogrążoną w całkowitych ciemnościach, a przeciez zjawisko zaćmienia Słońca nie powoduje przecież całkowitej ciemności.Zaraz- to może i zaczniemy się zastanawiać czy samo ukrzyżowanie interpretować w przenośni czy dosłownie (jak wiesz było kilka herezji tego typu) ? Biorąc Vulgatę- Łukasz 23:44-45 pisze co następuje: "erat autem fere hora sexta et tenebrae factae sunt in universa terra usque in nonam horam; et obscuratus est sol et velum templi scissum est medium;" Niezależnie od tego czy ciemności były całkowite czy nie- nikt oprócz ewangelistów ich nie zauważył (a zjawiska tego typu były bardzo ważne dla większości religii hellenistycznych i opisywano je drobiazgowo). > Jeśli chodzi rozdarcia kotary w świątyni na pół to nie jestem przekonana, dlaczego ktoś inny miałby o tym pisać.Dlatego, że byłoby to wydarzenie niespotykane w historii Izraela, o niesamowitym znaczeniu dla wszystkich wyznawców. > Może nie wspominają chyba tylko dla kogoś, kto chce, aby nie wspominały. Choćby Talmut wspomina o tym, że Jezus posługiwał się magią, również Józef Flawiusz pisze o tym, że "czynił rzeczy niezwykłe" .Daruj ale ani Talmud nie wspomina o Jezusie ani nie mówi o nim Flawiusz (chyba że wspominasz o nie będącym jego autorstwa fragmencie, tzw. Testimonium Flavianum) > Chodzi o to, że można sobie wyobrazić, że historia o jakimś niezwykłym człowieku z biegiem czasu przerodziła się w legendę i została ubarwiona cudami (jak np. psiogłowym św. Krzysztofie). Nie można sobie jednak tego wyobrazić w przypadku historii, w której cuda stanowią jej trzon.Nie bardzo rozumiem. To właśnie cuda stanowią trzon legendy o św. Krzysztofie. Jeśli "obierzesz ją" z cudów nie zostanie nic (co zresztą jest o ile się nie mylę przyczyną obecnego stanowiska kościoła katolickiego wobec tych relacji), absolutnie żadna wiadomość o owym Krzysztofie. > Kiedy to się wydarzyło??We wczesnych latach 80-tych. > No nie, ale należy wierzyć w to, co Kościół do wierzenia podaje a cuda doskonale przez Jezusa (...)Zgoda, ale przyznasz- wiara w cuda nie jest dogmatem. Dogmatem jest boskość Jezusa- cuda są ledwie jej przejawami. > Wow! Kult dziewic z Kolonii! Jeden z bardziej znanych kultów średniowiecza, sprawiający że miasto było słynnym na całym świecie centrum pielgrzymkowym i- efekt uboczny- obiektem żartów. > Tak, ale to niewiele zmienia, gdyż najistotniejsze kwestie jak np. sens zycia, dobro i zło nie są weryfikowane naukowo, prawda?Tak naprawdę są, w różnych ujęciach. Etyka, socjologia, kulturoznawstwo, psychologia- wszystkie te dziedziny zajmują się tymi zagadnieniami. Oczywiście- posiadanie wiedzy na temat miłości nie robi z nikogo zakochanego tak jak nikogo nie ogrzeje znajomość zasad termodynamiki. > Cóż, to również niewiele zmienia, skoro najpierw Hume omawia zasady przyczynowości posługując się swoim umysłem, a potem podważa ten umysł (jego możliwości poznawcze) twierdząc, że o przyczynowości można tylko mówić tylko z nawyku.Humme nie kwestionuje możliwości poznawczych umysłu. Nawet jeśli uznamy że nasz umysł może zawodzić, mylnie używając kryteriów przyczyny i skutku, sama zdolność zauważenia występowania tego zjawiska świadczy o jego zdolności do autokorekty. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Gdyby ludzie chodzili często po wodzie to już nie byłby żaden cud. A mówiąc poważnie to nie Ty stawiasz tu warunki (ani nie ja).> Zaraz- to Ty przytoczyłaś ten przykład wałkując go w tę i nazad a teraz, kiedy proszę o przytoczenie udokumentowanej relacji wycofujesz się.Nie wycofuję się, ale naprawdę nie Ty i nie ja stawiamy tu warunki. Możliwe, ze jedynymi osobami, które mogły chodziły po wodzie był Jezus i Piotr i nikt poza uczniami tego nie widział. Z tego nie wynika, że skoro nikt inny tego nie widział to tego nie było albo, że skoro nikt nie potrafi tego powtórzyć to też tego nie było. Twierdzenie takie byłoby, bład logiczny ex silentio. Nikt nie powiedział, ze wszystko musi być weryfikowalne dla zwykłych śmiertelników  . Pytanie raczej brzmi czy apostołowie są na tyle wiarygodni, aby im wierzyć. Dla Ciebie nie, bo byli zbyt zaangażowaniu emocjonalnie, ale przecież "zaangażowanie emocjonalne" nie bierze się z niczego. I prawdą jest, ze gdyby ludzie regularnie spacerowali po wodzie, to naukowcy szukaliby prawa, która te opisuje. Chodzenie po wodzie wcale nie jest dziwniejsze niż nie chodzenie po wodzie. > uważam jedne problemy za warte mojego czasu, innymi się nie zajmuję. Latające konie, smurfy i ludzie chodzący po wodzie zaliczają się do tych zjawisk, którym nie poświęcam czasu.A jakie rzeczy są bardziej godne poświęcenia czasu przez człowieka niezależnie od jego światopoglądu niz cel jego zycia? Gdyby ktoś twierdził, że pewien koń latał specjalnie dla Ciebie  , to też by Cię to nie obeszło? Nie wierzę. > >Chętnie(...) W połowie czerwca kość odbudowała się błyskawicznie podczas snu.> Zakładając że relacja o której mówisz jest prawdziwa- mamy cud. Sęk w tym, że nie jest możliwym ustalenie związku przyczynowo- skutkowego między modlitwami a ozdrowieniem (znowu kłania się Humme).Podcinasz gałąź, na której siedzisz. Hume obalił zasadę indukcji jako wywiedziona z doświadczenia czy zasad logicznych, ale bez zasady indukcji nie ma nauki a Ty naukę uznajesz! Nauka (na bazie doświadczenia) nie bada związków przyczynowo- skutkowych, tylko następstwa faktów. Nie obserwujemy, że przyczyną ruchu kuli bilardowej jest uderzenie jej kijem tylko, ze ruch kuli następuje po ruchu kija. Nie da się też udowodnić, że jutro wzejdzie Słonce, bo nie ma żadnej "przyczyny", aby Słonce jutro wzeszło (przewidujemy tylko, że jutro wzejdzie, na postawie dotychczasowych wyników obserwacji i poczynionych na ich podstawie ogólnień). Związek między modlitwami a ozdrowieniem tak samo jak w nauce opiera się na zasadzie indukcji. Mamy fakty: nieuleczalną chorobę (w sposób naturalny), modlitwę, i uzdrowienie. Z faktu, że doszło do szybkiego uzdrowienia od razu po modlitwie wnioskujemy, ze modlitwa jest tutaj najbardziej prawdopodobnym czynnikiem. > Jedyne co możemy powiedzieć na pewno i bez żadnych zastrzeżeń- doszło do wydarzenia wykraczającego poza to, co uznajemy za "normę". Tu widać właśnie różnicę podejść religii i nauki- nauka powie "nie wiem",religia- "wiem napewno, przyczyną jest ingerencja sił nadprzyrodzonych". Nie do końca jest tak jak to przedstawiasz. Naukowiec nie powie "nie wiem" tylko "wiem, że to nie jest możliwe", bo w świetle obecnych wyników nauki nie da się tego wyjaśnić. Jednak ten sam człowiek - już nie jako naukowiec- powie "nie wiem", bo ma świadomość, że założenia, które przyjmuje się w nauce, nie pokrywają całej rzeczywistości. > >Przepraszam.> Wybaczamy i prosimy o wybaczenieWidzę, że chcesz chyba być dalej atakowany at personam..  > >Skoro te osoby wierzą w możliwość cudu, to chyba logiczne, że są zainteresowane, aby kult się rozwijał, nie widzę w tym nic dziwnego czy "podejrzanego".> Oj jak to możliwe ? Jeśli pan X, mający najlepsze intencje, chce, żeby inni wierzyli że Y jest cudotwórcą i stawia sobie za cel życia przekonanie innych o tym, to czy uznasz X-a za obiektywnego ? Jest zbyt zaangażowany emocjonalnie- właśnie dlatego w pracy historyka tak ważne jest potwierdzanie informacji przy pomocy różnych źródeł.To budujące. Jednak zaangażowanie emocjonalnie nie bierze się z niczego i wcale nie wyklucza "potwierdzania informacji przy pomocy różnych źródeł". > Niezależnie od tego czy ciemności były całkowite czy nie- nikt oprócz ewangelistów ich nie zauważył (a zjawiska tego typu były bardzo ważne dla większości religii hellenistycznych i opisywano je drobiazgowo).Interpretując dosłownie należy ustalić czy mówimy o zjawisku: nadprzyrodzonym czy naturalnym (zaćmienie Słońca). Chodzi o zjawisko o charakterze nadnaturalnym. > (a zjawiska tego typu były bardzo ważne dla większości religii hellenistycznych i opisywano je drobiazgowo).Cuda chrz. też zostały drobiazgowo opisane w Ewangeliach i były (i są) bardzo ważnej dla chrześcijaństwa -to nie jest mój problem, że księgi innych religii uznajesz, a Biblii -nie. > Dlatego, że byłoby to wydarzenie niespotykane w historii Izraela, o niesamowitym znaczeniu dla wszystkich wyznawców.To trudny problem. Te słowa o "rodarciu zasłony" rozumiałam symbolicznie (tj. metafizycznie), jako mowiace o tym, że już nic nie oddziela nas od Boga. > Daruj ale ani Talmud nie wspomina o Jezusie ani nie mówi o nim Flawiusz (chyba że wspominasz o nie będącym jego autorstwa fragmencie, tzw. Testimonium Flavianum)W Księdze XX Flawiusz, wspomina o Jakubie, pisze o nim nie jako o synu określonego ojca, ale jako o bracie Jezusa (i tu już nie można odmowić jego autorstwa). c. d. n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Celecrin (11895 punktów) | Czesc Cytat:Z tego nie wynika, że skoro nikt inny tego nie widział to tego nie było albo, że skoro nikt nie potrafi tego powtórzyć to też tego nie było. Twierdzenie takie byłoby, błąd logiczny ex silentio. Nikt nie powiedział, ze wszystko musi być weryfikowalne dla zwykłych śmiertelników Po prostu taka informacja jest NIC nie warta. Jest tak mało ważna, że nie ma znaczenia czy to było czy nie. O rzeczach, których nie da się potwierdzić, nie powinno się mówić. Jeśli ktoś mówi, to trzeba się zastanowić czemu? 1. Czemu Jezus chodził po wodzie? 2. Czemu apostołowie rozpowszechniali te informacje? 3. Czy apostołowie rozpowszechniali te informacje? Uważam, że mamy wszelkie powody, żeby krytykować 'chodzenie po wodzie'. Dlaczego? Proste. Po pierwsze trzeba najpierw zbudować wiarygodność. 'Jezus był Bogiem' Potem autorytet. 'Jesteśmy uczniami Boga' Teraz mamy powód wiary. Jezus był Bogiem bo chodzi po wodzie, mu jesteśmy jego uczniami więc mówimy prawdę. Problem w tym, że to apostołowie uwiarygadniają Jezusa. Uwiarygadniają go w sposób infantylny i przeciwny nauce. Na dodatek nie ma bezpośredniego przekazu z ust apostołów. Chyba żadna ewangelia nie jest napisana przez nich. Ktoś stworzył tajemnicze źródło Q, ale nie wiadomo kto to był. Więc piramida autorytetu jest o wiele wyższa  Nauka opisuje dokładnie wzorami dlaczego pewne ciała toną. Wie też dlaczego nie toną. Dziś chodzenie po wodze nie może być dobra bazą dla budowania autorytetu. Raczej na odwrót.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | nauka nie wie czemu bąk lata bo wg niej nie powinien latać - co nie znaczy że nie lata
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | >nauka nie wie czemu bąk lata bo wg niej nie powinien latać - co nie znaczy że nie lata Po pierwsze jaki bak? Chyba trzmiel, baki mozesz sobie puszczac do woli i nauka potwierdza, ze moga latac. Po drugie, nauka niczego takiego nie udowodnila, ze trzmiele nie MOGA latac, to legenda niedouczonych mieszkancow miast, powstala na zasadzie gluchego telefonu. Kiedys prowadzono badania nad trzmielami i stwierdzono, ze nie moga SZYBOWAC, to jednak co innego, prawda? Nie brano tez pod uwage bocznych ruchów skrzydelek tworzacych dodatkowa sile nosna.
> Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie No nie jestem pewien...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>nauka nie wie czemu bąk lata bo wg niej nie powinien latać - co nie znaczy że nie lata >Po pierwsze jaki bak? Chyba trzmiel, baki mozesz sobie puszczac do woli i nauka potwierdza, ze moga latac.
no dobra a słyszałeś o tunelowym z fizyki ? że elektron nie może wyskoczyć ze studni grawitacyjnej a wyskakuje - chodzi mi o zasadę, a nie konkretny przykład
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Podałeś zły przykład. Przykład-legendę o trzmielu, który nie powinien latać, bo nauka tak twierdzi, ale trzmiel o tym nie wie i lata. Wszytko pięknie, tylko to nieprawda.
Studnia potencjału (jeden wymiar), czy kropki potencjału (trzy wymiary) to też zły przykład. Chodzi przecież o energię skwantowaną i prawdopodobieństwo występowania cząstek. Takie prawa zachodzą tylko w zwariowanym świecie fizyki kwantowej.
W naszej sytuacji pływalnością ciał zajmuje się fizyka klasyczna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | wiem wiem jesteś ode mnie mądrzejszy i piękniejszy  w związku z tym wiesz o co mi chodzi, czyli: 1. albo uważasz że nie ma w nauce zjawiska typu że coś teoretycznie jest niemożliwe a jest - wtedy mój argument jest niewłaściwy 2. albo tak nie uważasz i wtedy czekam na odpowiedź 3. coś wymyślisz innego 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >nauka nie wie czemu bąk lata bo wg niej nie powinien latać - co nie znaczy że nie lata
Nie wie, bo jeszcze takiego prawa nie wymyśliła. Nie ma opisu, który mówiłby dokładnie, lub w uproszczeniu dlaczego tak, a nie inaczej. Kiedyś ludzie też nie wiedzieli, dlaczego ptak lata i ich wyjaśnieniem było to, że ma skrzydła. Dopiero potem ktoś wpadł na pomysł, że nie lata, bo ma skrzydła, tylko lata, bo skrzydłą umożliwiają mu sterowanie w locie, wznoszenie się. pomagają nie dlatego, że są tylko, że są aerodynamiczne... Potem doszło to, że ptak jest lekki, ma silne mięśnie, odpowiednie płuca...
Odpowiedź, że "bąk lata" jednak dziwnie by było wyjaśniać słowami "bo bóg jest stworzycielem i nie powinniśmy w to wnikać".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | uznaję że Bóg jest bytem o tyle nas przewyższającym (w każdej dziedzinie) że jeszcze długo ludzkość nie będzie miało możliwości tego potwierdzić - mimo że On faktycznie jest 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > uznaję że Bóg jest bytem o tyle nas przewyższającym (w każdej dziedzinie) że jeszcze długo ludzkość nie będzie miało możliwości tego potwierdzić - mimo że On faktycznie jest  A ja nie uznaję, i? :> Bo zdrowy rozsądek nie pozwala na uznanie, że jeśli czegoś nie wiemy to na pewno coś za tym stoi. Albo, że bóg tak zaprojektował bąka, byśmy nie wiedzieli jak lata. Po prostu lata i żaden bóg nie ma z tym nic wspólnego...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Nauka opisuje dokładnie wzorami dlaczego pewne ciała toną. Wie też dlaczego nie toną.Ogólne prawa (wzory) są wyprowadzane z konkretnych obserwacji, i tylko takich, które udaje się powtórzyć ludziom, stąd wiec jest to oczywiste, dlaczego wzory nie uwzględniają sytuacji chodzenia po wodzie. Innymi słowy wzory są zbyt antropocentryczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Nie wycofuję się, ale naprawdę nie Ty i nie ja stawiamy tu warunki. Możliwe, ze jedynymi osobami, które mogły chodziły po wodzie był Jezus i Piotr i nikt poza uczniami tego nie widział. Z tego nie wynika, że skoro nikt inny tego nie widział to tego nie było albo, że skoro nikt nie potrafi tego powtórzyć to też tego nie było. Twierdzenie takie byłoby, bład logiczny ex silentio. Nikt nie powiedział, ze wszystko musi być weryfikowalne dla zwykłych śmiertelników . Pytanie raczej brzmi czy apostołowie są na tyle wiarygodni, aby im wierzyć. Dla Ciebie nie, bo byli zbyt zaangażowaniu emocjonalnie, ale przecież "zaangażowanie emocjonalne" nie bierze się z niczego.Wiesz- jesteśmy śmiertelnikami. Suchy fakt. Jeśli coś pozostaje dla nas nieweryfikowalne, stawianie pytania o weryfikację nie ma sensu. Oczywiście- tak podchodząc możemy obronić dowolną, nawet najbardziej nieprawdopodobną opowieść- katolicką, hinduistyczną czy pochodzącą z wierzeń animistów. Co do apostołów i autorstwa ewangelii- to kolejny bardzo obszerny temat. Żeby go nie rozwlekać uznajmy że ja uznaję konieczność weryfikacji każdego przekazu przez przynajmniej jedno niezależne źródło (oprócz oryginalnego) podczas gdy Ty uznajesz za właściwe uwierzyć bez pytania o weryfikację, ale tylko w przypadku wybranych tekstów. > A jakie rzeczy są bardziej godne poświęcenia czasu przez człowieka niezależnie od jego światopoglądu niz cel jego zycia? Gdyby ktoś twierdził, że pewien koń latał specjalnie dla Ciebie , to też by Cię to nie obeszło? Nie wierzę.No cóż- uznałbym że albo kłamie albo jest pomylony. Serio i bez krygowania się. > Podcinasz gałąź, na której siedzisz. Hume obalił zasadę indukcji jako wywiedziona z doświadczenia czy zasad logicznych, ale bez zasady indukcji nie ma nauki a Ty naukę uznajesz! Nauka (na bazie doświadczenia) nie bada związków przyczynowo- skutkowych, tylko następstwa faktów. .Oj nie. Zdecydowanie nie. Raz- nauka bada związki przyczynowo- skutkowe. Dwa- Humme nijak nie odrzucał indukcji jako metody wnioskowania- zwrócił zaledwie uwagę na to, że nie ma ona charakteru analitycznego (nie możemy raz na zawsze wnioskować o "skutkach" na podstawie wcześniejszych obserwacji- co nie znaczy że nie możemy o nich wnioskować wogóle). > Związek między modlitwami a ozdrowieniem tak samo jak w nauce opiera się na zasadzie indukcji. Mamy fakty: nieuleczalną chorobę (w sposób naturalny), modlitwę, i uzdrowienie. Z faktu, że doszło do szybkiego uzdrowienia od razu po modlitwie wnioskujemy, ze modlitwa jest tutaj najbardziej prawdopodobnym czynnikiem.Nie. Żeby móc tak wnioskować musielibyśmy dysponować wcześniejszym doświadczeniem tego typu (potwierdzonymi przypadkami w których modlitwa uleczyła chorobę). Bez nich- jeśli chcemy być uczciwi- możemy co najwyżej powiedzieć : "wierzę (lub zakładam) że to modlitwa była przyczyną tego uzdrowienia (czy mówiąc precyzyjniej ingerencja bóstwa wysłuchującego owej modlitwy). Nie wiemy, czy nie doszło do uleczenia samoistnego (fenomenu czy- jeśli wolisz- "cudu" natury). Nie możemy więc go wykluczyć. > Widzę, że chcesz chyba być dalej atakowany at personam..  Ad persona  Góra już się trzęsie, za chwilę ujrzymy mysi ogon... > Interpretując dosłownie należy ustalić czy mówimy o zjawisku: nadprzyrodzonym czy naturalnym (zaćmienie Słońca). Chodzi o zjawisko o charakterze nadnaturalnym.Nie ma to najmniejszego znaczenia. Ważne jest to, że zjawiska te- według samych autorów ewangelii- miały charakter powszechny, doświadczali ich wszyscy niezależnie od wyznawanej wiary. Mimo owej powszechności żadne z nich nie zostało zauważone czy wspomniane przez nikogo oprócz jednego autora. > Cuda chrz. też zostały drobiazgowo opisane w Ewangeliach i były (i są) bardzo ważnej dla chrześcijaństwa -to nie jest mój problem, że księgi innych religii uznajesz, a Biblii -nie.Nie uznaję ksiąg żadnych religii. Zwracam uwagę na to, że zjawiska takie jak zaćmienia słońca są dobrze udokumentowane w wielu niezależnych od siebie źródłach z czasów o których mówimy. To jedno "nadnaturalne" zaćmienie dziwnym trafem pominięto. > To trudny problem. Te słowa o "rodarciu zasłony" rozumiałam symbolicznie (tj. metafizycznie), jako mowiace o tym, że już nic nie oddziela nas od Boga.Nie, to nie trudny problem. Mowa o zasłonie w przybytku świątynii- konkretnym przedmiocie (oczywiście zdarzeniu takiemu można nadać wymiar symboliczny i pisarze chrześcijańscy to robili wielokrotnie, nigdy jednak- o ile pamiętam- nie próbowali zaprzeczać temu że chodziło o wydarzenie historyczne). Trudnym problemem jest wybiórcze manipulowanie tekstem i uznawanie że "tego nie można rozumieć wprost tylko symbolicznie, to alegoria " w chwili kiedy nie da się dłużej obstawać przy jego dosłownym rozumieniu. > W Księdze XX Flawiusz, wspomina o Jakubie, pisze o nim nie jako o synu określonego ojca, ale jako o bracie Jezusa (i tu już nie można odmowić jego autorstwa).Wiemy więc, że Jakub- z innych źródeł syn Zebedeusza- był rodzonym bratem Jezusa, natomiast nie ma mowy o jakichkolwiek cudach- ten autor, podobnie jak i Talmud na który się powołałaś- nic o nich nie mówi. Gdzie więc jesteśmy ? Brawo- potwierdziliśmy to, o czym wiedzieliśmy już wcześniej: Jezus zwany Chrystusem był postacią historyczną. Nieco mniej wygodne są inne wnioski: jeśli Józef się nie myli, to Jezus nie tylko miał braci z których dwu było jego uczniami, ale też znamy imiona jego rodziców. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Wiesz- jesteśmy śmiertelnikami. Suchy fakt. Jeśli coś pozostaje dla nas nieweryfikowalne, stawianie pytania o weryfikację nie ma sensu. Oczywiście- tak podchodząc możemy obronić dowolną, nawet najbardziej nieprawdopodobną opowieść- katolicką, hinduistyczną czy pochodzącą z wierzeń animistów.:D Ty zdaje się, że nie masz żadnej "opowieści". Jak więc możesz wypowiadać się odnośnie prawdopodobieństwa? A może jednak masz opowieść mówiącą o tym "jak to nie można mieć żadnej opowieści" - w takim przypadku jesteś w takiej samej sytuacji jak ja -a nawet gorszej bo kategorycznie wypowiadasz się w kwestiach metafizycznych (w których autorytetem jest Bóg). Nie uważam, opowieści- katolickiej, hinduistycznej czy pochodzącej z wierzeń animistów za jednakowo prawdopodobne (bo stosuję inne metody weryfikacji niż metodę niezależnego źródła). > Co do apostołów i autorstwa ewangelii- to kolejny bardzo obszerny temat. Żeby go nie rozwlekać uznajmy że ja uznaję konieczność weryfikacji każdego przekazu przez przynajmniej jedno niezależne źródło (oprócz oryginalnego) podczas gdy Ty uznajesz za właściwe uwierzyć bez pytania o weryfikację, ale tylko w przypadku wybranych tekstów.A w istnienie Sokratesa wierzysz?  Wolę mieć otwarty umysł (open - mind) i nie uważam " z góry", że nie jest racjonalna wiara w coś tylko dlatego, że ludzie nie mogą tego zweryfikować naukowo. > >A jakie rzeczy są bardziej godne poświęcenia czasu przez człowieka niezależnie od jego światopoglądu niz cel jego zycia? Gdyby ktoś twierdził, że pewien koń latał specjalnie dla Ciebie , to też by Cię to nie obeszło? Nie wierzę.> No cóż- uznałbym że albo kłamie albo jest pomylony. Serio i bez krygowania się.Uznałabym, że to jest zbyt dziwne, żeby uznać to za objaw zwykłego pomylenia lub kłamstwa, i że należy koniecznie się nad tym zastanowić. > >Podcinasz gałąź, na której siedzisz. Hume obalił zasadę indukcji jako wywiedziona z doświadczenia czy zasad logicznych, ale bez zasady indukcji nie ma nauki a Ty naukę uznajesz! Nauka (na bazie doświadczenia) nie bada związków przyczynowo- skutkowych, tylko następstwa faktów. .> Oj nie. Zdecydowanie nie. Raz- nauka bada związki przyczynowo- skutkowe.Zacznijmy od tego, ze wg Hume-a przyczynowości w ogóle nie ma, gdyż widzimy tylko, ze impresja A występuje razem z B, nie widzimy natomiast żadnego wypływu przyczynowego (Hume uznawał poznanie tylko za pomocą zmysłów). Co za tym idzie wielu metodologów nauki kategorycznie twierdziło, ze pojęcie przyczyny nie występuje w naukach przyrodniczych. "Jeżeli się mianowicie założy, że dana nauka ma do czynienia tylko ze zdaniami obserwacyjnymi, które opisują zmysłowo dające się obserwować fenomeny, wtedy jest jasne, że nie może tu być mowy o żadnym wpływie, ponieważ nie da się on zmysłowo zaobserwować." (Współczesne metody myślenia, J. M. Bocheński) Istnieją dwa pojęcia przyczyny: - Ontologiczna - A powoduje B w tym sensie, że A wywołuje urzeczywistnienie się B (A daje byt B) - Fenomenologiczna - nie mówi przyczynach, lecz tylko o warunkach (np. żeby jakąś cząstkę, np. elektron, wprawić w ruch muszą być spełnione pewne warunki). Można więc powiedzieć ze nauki przyrodnicze badają warunki a nie przyczyny i skutki, chociaż takie słowa jak przyczyna, skutek czy cel są w użyciu, lecz można je wyeliminowac. > Dwa- Humme nijak nie odrzucał indukcji jako metody wnioskowania- zwrócił zaledwie uwagę na to, że nie ma ona charakteru analitycznego (nie możemy raz na zawsze wnioskować o "skutkach" na podstawie wcześniejszych obserwacji- co nie znaczy że nie możemy o nich wnioskować w ogóle).Nie, właśnie twierdził, że nie możemy wnioskować prawomocnie w ogóle. Niezależnie od tego ile przypadków współwystępowania impresji A i B moglibyśmy zaobserwować w przeszłości, nie daje to żadnej racji, aby tego oczekiwać tego po jakiejś sytuacji w przyszłości! > Nie. Żeby móc tak wnioskować musielibyśmy dysponować wcześniejszym doświadczeniem tego typu (potwierdzonymi przypadkami w których modlitwa uleczyła chorobę).> Bez nich- jeśli chcemy być uczciwi- możemy co najwyżej powiedzieć : "wierzę (lub zakładam) że to modlitwa była przyczyną tego uzdrowienia (czy mówiąc precyzyjniej ingerencja bóstwa wysłuchującego owej modlitwy). Nie wiemy, czy nie doszło do uleczenia samoistnego (fenomenu czy- jeśli wolisz- "cudu" natury). Nie możemy więc go wykluczyć.Owszem, nie możemy, ale jeśli cudowne uzdrowienia występują razem z modlitwą (o ilu takich samoistnych fenomenach słyszałeś wśród ateistów?), to jest to bardzo prawdopodobne ze to ingerencja nadprzyrodzona lub wpływ modlitwy samej w sobie (co byłoby niemniej dziwne). > Ad persona Góra już się trzęsie, za chwilę ujrzymy mysi ogon...Pożyjemy zobaczymy...  > Nie uznaję ksiąg żadnych religii. Zwracam uwagę na to, że zjawiska takie jak zaćmienia słońca są dobrze udokumentowane w wielu niezależnych od siebie źródłach z czasów o których mówimy.> To jedno "nadnaturalne" zaćmienie dziwnym trafem pominięto.Pech chciał, że możliwe, że o ciemnościach pisali kronikarze, których dziela zaginęły: Tallus pisał w 52r.n.e., ( Juliusz Afrykańczyk cytował go w 221 r.n.e.) Juliusz pisze: "Ciemność tę Tallus w trzeciej księdze swojej Historii nazywa, jak mi się wydaje, bez racji zaćmienia słońca ( rzecz jasna że zaćmienie nie mogło mieć miejsca podczas pełni księżyca, Chrystus umarł podczas paschalnej pełni księżyca).(Chronography 18:1) Flegon (Jego kroniki zachowały się tylko w niewielkiej części w pismach Juliusza Afrykańczyka). "W czasach cesarza Tyberiusza doszło do zaćmienia słońca podczas pełni księżyca"(Chronography 18:1). Ta wzmianka jest także u Orygenesa (Przeciwko Celsusowi, II,14,33,59), także u Filopona (De opif mund II 21) c. d. n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > :D Ty zdaje się, że nie masz żadnej "opowieści". Jak więc możesz wypowiadać się odnośnie prawdopodobieństwa?Nie muszę wierzyć w daną opowieść żeby móc ją weryfikować. Gdyby było inaczej Ty nie miałabyś prawa do wypowiedzi na temat jakiejkolwiek innej religii czy filozofii niż chrześcijaństwo. > A może jednak masz opowieść mówiącą o tym "jak to nie można mieć żadnej opowieści" - w takim przypadku jesteś w takiej samej sytuacji jak ja -a nawet gorszej bo kategorycznie wypowiadasz się w kwestiach metafizycznych (w których autorytetem jest Bóg).Nie- jak zapewne pamiętasz bo miało to miejsce w trakcie tej dyskusji dopuszczam możliwość istnienia boga, jakkolwiek uznaję ją za mało prawdopodobną. Próbujesz przypisać mi dogmatyzm który nijak mnie nie pociąga. Domagam się potwierdzenia przedstawianych mi teorii, nie godząc się na przyjmowanie ich "na wiarę". Uznanie boga (lub Boga) za autorytet jest o tyle ryzykowne że autorytet ten od kilkuset lat nie zaangażował się w żaden dyskurs a wszelkie o nim informacje pochodzą w najlepszym razie z drugiej ręki. Nie uważam, opowieści- katolickiej, hinduistycznej czy pochodzącej z wierzeń animistów za jednakowo prawdopodobne (bo stosuję inne metody weryfikacji niż metodę niezależnego źródła). Jaka jest metoda weryfikacji którą stosujesz ? > A w istnienie Sokratesa wierzysz? Wolę mieć otwarty umysł (open - mind) i nie uważam " z góry", że nie jest racjonalna wiara w coś tylko dlatego, że ludzie nie mogą tego zweryfikować naukowo.Nie, nie "wierzę". Wiem o nim z relacji. Jeśli okaże się że były lub są fałszywe nijak nie zmieni to mojego światopoglądu. A wiara jest nieracjonalna z definicji (kiedy staje się racjonalna przestaje być wiarą). > Uznałabym, że to jest zbyt dziwne, żeby uznać to za objaw zwykłego pomylenia lub kłamstwa, i że należy koniecznie się nad tym zastanowić.Przyjmując taką postawę moglibyśmy zastanawiać się nad każdym bredzeniem wariata. Oczywiście- możemy, pytanie tylko w jakim celu. > Zacznijmy od tego, ze wg Hume-a przyczynowości w ogóle nie ma, gdyż widzimy tylko, ze impresja A występuje razem z B, nie widzimy natomiast żadnego wypływu przyczynowego (Hume uznawał poznanie tylko za pomocą zmysłów). Co za tym idzie wielu metodologów nauki kategorycznie twierdziło, ze pojęcie przyczyny nie występuje w naukach przyrodniczych.No właśnie nie  . Humme uznawał że nie możemy przyczynowości obserwować (czego sama powyżej trafnie dowiodłaś)- nijak jednak nie negował jej istnienia. Tak naprawdę są trzy szkoły, odmiennie interpretujące jego wypowiedzi- jedna uznaje go za przedstawiciela pozytywizmu logicznego, druga- sceptycznego realizmu a trzecia- quasi- realizmu. > Nie, właśnie twierdził, że nie możemy wnioskować prawomocnie w ogóle. Niezależnie od tego ile przypadków współwystępowania impresji A i B moglibyśmy zaobserwować w przeszłości, nie daje to żadnej racji, aby tego oczekiwać tego po jakiejś sytuacji w przyszłości!Masz rację, punkt dla Ciebie- czapka z głowy. Jakie więc wynikają z tego wnioski dla naszych rozważań ?  > Owszem, nie możemy, ale jeśli cudowne uzdrowienia występują razem z modlitwą (o ilu takich samoistnych fenomenach słyszałeś wśród ateistów?), to jest to bardzo prawdopodobne ze to ingerencja nadprzyrodzona lub wpływ modlitwy samej w sobie (co byłoby niemniej dziwne).Jak się domyślasz nie czuję się na siłach odpowiadać na temat prawdopodobieństwa zajścia ingerencji sił nadprzyrodzonych- żeby o nich mówić najpierw musiałbym mieć dowód istnienia bytów nadprzyrodzonych a tego- jak ustaliliśmy- przeprowadzić się nie da, chyba że na drodze osobistego doświadczenia mistycznego które - póki co- nie było mi dane. > Pech chciał, że możliwe, że o ciemnościach pisali kronikarze, których dziela zaginęłyMogli- równie dobrze mogli NIE pisać, z tej racji trudno uznać "X mógł pisać o Y" za dowód tego że rzeczywiście tak było. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >:D Ty zdaje się, że nie masz żadnej "opowieści". Jak więc możesz wypowiadać się odnośnie prawdopodobieństwa?> Nie muszę wierzyć w daną opowieść żeby móc ją weryfikować. Gdyby było inaczej Ty nie miałabyś prawa do wypowiedzi na temat jakiejkolwiek innej religii czy filozofii niż chrześcijaństwo.Zarzut brzmi tak: jeśli wszystkie hipotezy są nieprawdopodobne, to skąd wiadomo, że w ogóle są nieprawdopodobne? > >A może jednak masz opowieść mówiącą o tym "jak to nie można mieć żadnej opowieści" - w takim przypadku jesteś w takiej samej sytuacji jak ja -a nawet gorszej bo kategorycznie wypowiadasz się w kwestiach metafizycznych (w których autorytetem jest Bóg).> Nie- jak zapewne pamiętasz, bo miało to miejsce w trakcie tej dyskusji dopuszczam możliwość istnienia boga, jakkolwiek uznaję ją za mało prawdopodobną.Ja przeciwnie - możliwość stworzenia rzeczy przez Boga (rzeczy istnieją dlatego, że zostały pomyślane przez Boga i dlatego i my możemy je pomyśleć) uznaję za bardziej prawdopodobną niż możliwość, że ślepe, nieświadome siły natury wytworzyły wszystko "same z siebie" ( w tym istoty świadome!). Poza tym, jeśli przyjmiemy, że ateizm to tez jest postawa, jaką przyjmuje człowiek w sprawie Boga to: - Bóg chrz. jest świadomością, - zaś absolut ateisty dla odróżnienia nie ma cech osobowych na tym polega różnica, a nie na tym czy Bóg/absolut istnieje czy nie. > Próbujesz przypisać mi dogmatyzm który nijak mnie nie pociąga. Domagam się potwierdzenia przedstawianych mi teorii, nie godząc się na przyjmowanie ich "na wiarę". Uznanie boga (lub Boga) za autorytet jest o tyle ryzykowne, że autorytet ten od kilkuset lat nie zaangażował się w żaden dyskurs a wszelkie o nim informacje pochodzą w najlepszym razie z drugiej ręki.Znów ten antropocentryczny punkt widzenia. Ważniejsze jest to, co zostało powiedziane, od tego, kiedy. W NT Jezus Chrystus wypowiada się w kwestiach moralnych i pozaświatowych (teologicznych), czyli ponadczasowych i najistotniejszych. Zauważ, że jego nauka jest wolna od sfer: politycznej, socjologicznej,itp. pozostawił to ludziom (tak, jakby wiedział, że to i tak będzie się zmieniać). > >Nie uważam, opowieści- katolickiej, hinduistycznej czy pochodzącej z wierzeń animistów za jednakowo prawdopodobne (bo stosuję inne metody weryfikacji niż metodę niezależnego źródła).> Jaka jest metoda weryfikacji którą stosujesz ?Patrzę na treść, czy mogła zostać wymyślona czy nie, na ideały, czy wspiera rozwój, czy jest miejsce na naukę i demokrację (po kilkuset latach można to sprawdzić na mocy doświadczenia!). > A wiara jest nieracjonalna z definicji (kiedy staje się racjonalna przestaje być wiarą).Problem w tym, ze właśnie tylko wiara pozwala zrozumieć, gdyz przybliża do sensu - jak więc może być nieracjonalna? > >Uznałabym, że to jest zbyt dziwne, żeby uznać to za objaw zwykłego pomylenia lub kłamstwa, i że należy koniecznie się nad tym zastanowić.> Przyjmując taką postawę moglibyśmy zastanawiać się nad każdym bredzeniem wariata. Oczywiście- możemy, pytanie tylko w jakim celu.Nie, wariat zamyka się we własnym małym świecie, w którym wszystko się ściśle kręci wokół niego ("oni" mnie śledzą, itp.) -jego myśli sa logiczne lecz fałszywe. Jeśli jednak ktoś twierdzi, że jakiś koń latał po niebie dla kogos-to wg mnie świadczy to o raczej zdrowiu psychicznym (może to nie być logiczne, ale moze to być czesciowo prawdziwe). > No właśnie nie . Humme uznawał że nie możemy przyczynowości obserwować (czego sama powyżej trafnie dowiodłaś)- nijak jednak nie negował jej istnienia. Tak naprawdę są trzy szkoły, odmiennie interpretujące jego wypowiedzi- jedna uznaje go za przedstawiciela pozytywizmu logicznego, druga- sceptycznego realizmu a trzecia- quasi- realizmu.Humme uznawał, że nie możemy przyczynowości obserwować i uznawał tylko poznanie za pomocą zmysłów to z tego wynika, wg Hume-a przyczynowości nie ma. > >Nie, właśnie twierdził, że nie możemy wnioskować prawomocnie w ogóle. Niezależnie od tego ile przypadków współwystępowania impresji A i B moglibyśmy zaobserwować w przeszłości, nie daje to żadnej racji, aby tego oczekiwać tego po jakiejś sytuacji w przyszłości!> Masz rację, punkt dla Ciebie- czapka z głowy. Jakie więc wynikają z tego wnioski dla naszych rozważań ?  Może taki, że pomimo wyników nauki nadal w to, że jutro wzejdzie Słońce możemy tylko wierzyć (może wschodzi, bo w to wierzymy?). > Jak się domyślasz nie czuję się na siłach odpowiadać na temat prawdopodobieństwa zajścia ingerencji sił nadprzyrodzonych- żeby o nich mówić najpierw musiałbym mieć dowód istnienia bytów nadprzyrodzonych a tego- jak ustaliliśmy- przeprowadzić się nie da, chyba że na drodze osobistego doświadczenia mistycznego które - póki co- nie było mi dane.Nie, skoro jakiegoś cudu nie da się wyjaśnić jako wytworu ślepych się natury to logiczne jest, że poza tymi ślepymi prawami natury, poza naturą musi być coś jeszcze (rzeczywistość ma więcej warstw). > >Pech chciał, że możliwe, że o ciemnościach pisali kronikarze, których dziela zaginęły> Mogli- równie dobrze mogli NIE pisać, z tej racji trudno uznać "X mógł pisać o Y" za dowód tego że rzeczywiście tak było.Tak. Ale wracając do Twojej argumentacji: nikt nie napisał o ciemnościach, więc ich nie było - O Kaczorze Donaldzie tez nie napisano, ze go tam nie było, a więc był !  Taka argumentacja:"nikt nie napisał o ciemnościach, więc ich nie było" jest tyle samo warta, co "nikt nie napisał o ciemnościach, że ich nie było, więc były".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Zarzut brzmi tak: jeśli wszystkie hipotezy są nieprawdopodobne, to skąd wiadomo, że w ogóle są nieprawdopodobne?Poczekaj- ja napisałem gdzieś że wszystkie hipotezy sa nieprawdopodobne ? Są takie na poparcie których mamy określony materiał dowodowy i są takie, na poparcie których nie mamy żadnego. > Poza tym, jeśli przyjmiemy, że ateizm to tez jest postawa, jaką przyjmuje człowiek w sprawie Boga to:> - Bóg chrz. jest świadomością,> - zaś absolut ateisty dla odróżnienia nie ma cech osobowych> na tym polega różnica, a nie na tym czy Bóg/absolut istnieje czy nie.O czekaj. Czemu pakujesz do ateizmu pojęcie absolutu ? A- terizm to odrzucenie postawy teistycznej. To między innymi uznanie że twierdzenie "Bóg chrz. jest świadomością" oraz "Bóg/absolut" jest absurdalne. > Znów ten antropocentryczny punkt widzenia. Ważniejsze jest to, co zostało powiedziane, od tego, kiedy. W NT Jezus Chrystus wypowiada się w kwestiach moralnych i pozaświatowych (teologicznych), czyli ponadczasowych i najistotniejszych. Zauważ, że jego nauka jest wolna od sfer: politycznej, socjologicznej,itp. pozostawił to ludziom (tak, jakby wiedział, że to i tak będzie się zmieniać).Masz tekst powstały przed- zakładając optymistyczną wersję- 1900 lat. Nie masz niczego co dowodziłoby że jest on wynikiem ingerencji sił nadprzyrodzonych. Podobnie rzecz się ma w przypadku innych świetych tekstów innych religii. Z jakiej racji mam dawać im wiarę i uznawać to lub inne bóstwo za "autorytet" ? > Jaka jest metoda weryfikacji którą stosujesz ?> Patrzę na treść, czy mogła zostać wymyślona czy nie, na ideały, czy wspiera rozwój, czy jest miejsce na naukę i demokrację (po kilkuset latach można to sprawdzić na mocy doświadczenia!).To nie weryfikacja. To wybór wedle własnego uznania oparty na dość wątłych przesłankach. Pisma o których mówisz nie zawierają idei wyprzedających swoją epokę. Nie kojarzę też żeby można było wymyślić treść które NIE MOGŁA zostać wymyślona. > Problem w tym, ze właśnie tylko wiara pozwala zrozumieć, gdyz przybliża do sensu - jak więc może być nieracjonalna?Jeśli wiara to nie zrozumieć tylko uwierzyć.  . Przybliża do sensu czy daje gotową odpowiedź "sens jest taki i taki", nie dając żadnych narzędzi weryfikacji swoich postulatów ? > Nie, wariat zamyka się we własnym małym świecie, w którym wszystko się ściśle kręci wokół niego ("oni" mnie śledzą, itp.) -jego myśli sa logiczne lecz fałszywe. Jeśli jednak ktoś twierdzi, że jakiś koń latał po niebie dla kogos-to wg mnie świadczy to o raczej zdrowiu psychicznym (może to nie być logiczne, ale moze to być czesciowo prawdziwe).Zawsze jest jakieś tam prawdopodobieństwo. Dlatego chcąc być uczciwym nie można kompletnie wykluczyć tezy o istnieniu boga. Co nie zmienia faktu że jeśli jutro sklepowa powie mi nad jogurtem że nad kioskiem latał dla mnie koń raczej narysuję kółko na czole niż padnę na kolana. > Może taki, że pomimo wyników nauki nadal w to, że jutro wzejdzie Słońce możemy tylko wierzyć (może wschodzi, bo w to wierzymy?).Tak popadasz w solipsyzm. Jeśli odrzucasz empirię i odrzucasz rozum automatycznie cały świat który znasz może równie dobrze nie istnieć poza Twoim umysłem i istnieć przestanie wraz ze śmiercią. Nikt z nas, po zakwestionowaniu doznań zmysłowych i wniosków logicznych, nie jest w stanie dowieść niczego. To postawa filozoficzna której nie sposób zanegować, ale mimo to jest ona wyjątkowo niepraktyczna i jakoś niewielu ma wyznawców. > Nie, skoro jakiegoś cudu nie da się wyjaśnić jako wytworu ślepych się natury to logiczne jest, że poza tymi ślepymi prawami natury, poza naturą musi być coś jeszcze (rzeczywistość ma więcej warstw).Oj naginasz jak tylko możesz. Nie. Oznacza tylko tyle, że nasza wiedza na temat działania mechanizmów sterujących naszym światem jest niepełna. > Tak. Ale wracając do Twojej argumentacji: nikt nie napisał o ciemnościach, więc ich nie było - O Kaczorze Donaldzie tez nie napisano, ze go tam nie było, a więc był ! Taka argumentacja:"nikt nie napisał o ciemnościach, więc ich nie było" jest tyle samo warta, co "nikt nie napisał o ciemnościach, że ich nie było, więc były". Miło wywrotowe ale prowadzi do pewnego ciekawego wniosku wynikającego z tego rodzaju taktyki: skoro tak, to nie mamy żadnych argumentów na rzecz tego że Ewangelie są choćby w najmniejszej części prawdą a uznanie ich za prawdziwe bądź fałszywe zależy od osobistej decyzji. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Zarzut brzmi tak: jeśli wszystkie hipotezy są nieprawdopodobne, to skąd wiadomo, że w ogóle są nieprawdopodobne?> Poczekaj- ja napisałem gdzieś że wszystkie hipotezy sa nieprawdopodobne ? Są takie na poparcie których mamy określony materiał dowodowy i są takie, na poparcie których nie mamy żadnego.Nie ma też żadnego dowodu na to, okrucieństwo dla przyjemności jest złe. W przypadku problemów najbardziej doniosłych dla ludzi metody naukowe nie są adekwatne. Problemy te stanowią ogromny obszar. W sprawach etycznych (wartości) i pozaświatowych (transcendentnych) Bóg jest uprawnionym autorytetem. Z drugiej strony gdyby religia nie ograniczała się do ww. spraw to uniemożliwiłoby postęp i wchodziłaby w dziedzinę nauki. > O czekaj. Czemu pakujesz do ateizmu pojęcie absolutu ? A- terizm to odrzucenie postawy teistycznej. To między innymi uznanie że twierdzenie "Bóg chrz. jest świadomością" oraz "Bóg/absolut" jest absurdalne.Pierwsze słyszę, aby ateiści odrzucali absolut. Myślałam, że absolut jest kluczem do wszelkiej racjonalności (nie tylko teistów)? > Masz tekst powstały przed- zakładając optymistyczną wersję- 1900 lat. Nie masz niczego co dowodziłoby że jest on wynikiem ingerencji sił nadprzyrodzonych. Podobnie rzecz się ma w przypadku innych świetych tekstów innych religii. >Z jakiej racji mam dawać im wiarę i uznawać to lub inne bóstwo za "autorytet" ?Mam coś, co dowodzi, że jest wynikiem ingerencji sił nadprzyrodzonych, np. Kazanie na Górze dowodzi, ze Jezus miał wszechwiedzę. Przed przeczytaniem Kazania na Górze świat jest czarno-biały, lecz po przeczytaniu Kazania na Górze wszyscy ludzie szarzeją (wszyscy stoją w mroku), gdyż dopiero ujawnia się upadek moralny ludzi. Okazuje się, jak bardzo człowiek jest uwikłany w niesprawiedliwość świata. Albo weźmy np. chodzenie po wodzie, możliwe, ze ileś lat ludzie tez będą potrafili zmieniać prawa fizyki i będą mogli góry przenosić, i wtedy okaże się, że Jezus miał wszechwiedzę, bo już to potrafił wcześniej. > To nie weryfikacja. To wybór wedle własnego uznania oparty na dość wątłych przesłankach.W takim razie wybór nauki jako podstawy życia tez jest wyborem wedle własnego uznania opartym na dość wątłych przesłankach. > Pisma o których mówisz nie zawierają idei wyprzedających swoją epokę. Nie kojarzę też żeby można było wymyślić treść które NIE MOGŁA zostać wymyślona.Oczywiście, ale jakoś żaden zwykły śmiertelnik tego nie wymyślił (wymyślił to dopiero człowiek, który mówił, że jest jedno z Bogiem). > Zawsze jest jakieś tam prawdopodobieństwo. Dlatego chcąc być uczciwym nie można kompletnie wykluczyć tezy o istnieniu boga. Co nie zmienia faktu że jeśli jutro sklepowa powie mi nad jogurtem że nad kioskiem latał dla mnie koń raczej narysuję kółko na czole niż padnę na kolana.To zdrowy objaw  . Myślałam, ze uznałbyś, że to jest alegoria albo chęć uczynienia Cię władcą?:D > Tak popadasz w solipsyzm. Jeśli odrzucasz empirię i odrzucasz rozum automatycznie cały świat który znasz może równie dobrze nie istnieć poza Twoim umysłem i istnieć przestanie wraz ze śmiercią. Nikt z nas, po zakwestionowaniu doznań zmysłowych i wniosków logicznych, nie jest w stanie dowieść niczegoNie popadam w solipsyzm, chodzilo mi o to, że im bardziej człowiek chce być racjonalnym w sprawach tego świata, tym bardziej dotrzega sens wiary w zaświaty. > >Nie, skoro jakiegoś cudu nie da się wyjaśnić jako wytworu ślepych się natury to logiczne jest, że poza tymi ślepymi prawami natury, poza naturą musi być coś jeszcze (rzeczywistość ma więcej warstw).> Oj naginasz jak tylko możesz. Nie. Oznacza tylko tyle, że nasza wiedza na temat działania mechanizmów sterujących naszym światem jest niepełna.Jeśli cud wydarzył się natychmiast po tym jak ktoś odmawiał np. nowennę do św. Andrzeja - to o jakiej niepełności wiedzy nt. świata może to świadczyć? Może o takiej, że "wiara góry przenosi", ale to też zostało wcześniej "odkryte" w Ewangelii. > Miło wywrotowe ale prowadzi do pewnego ciekawego wniosku wynikającego z tego rodzaju taktyki: skoro tak, to nie mamy żadnych argumentów na rzecz tego że Ewangelie są choćby w najmniejszej części prawdą a uznanie ich za prawdziwe bądź fałszywe zależy od osobistej decyzji.Bez przesady, przyjęcie, że Ewangelie nie są prawdą wymaga przyjęcia jakichś karkołomnych i fantastycznych tłumaczeń jak doszło do powstania chrz., w które trudniej jest uwierzyć (przynamniej mi) niż w to, że Ewangelie są prawdą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Nie ma też żadnego dowodu na to, okrucieństwo dla przyjemności jest złe.> W przypadku problemów najbardziej doniosłych dla ludzi metody naukowe nie są adekwatne. Problemy te stanowią ogromny obszar.> W sprawach etycznych (wartości) i pozaświatowych (transcendentnych) Bóg jest uprawnionym autorytetem.Powiedz: JA wierzę że w sprawach etycznych Bóg jest uprawnionym autorytetem- i będzie to zdanie mające ręce i nogi. W innym przypadku będziesz się powoływać na autorytet którego istnienie jest wątpliwe. > Pierwsze słyszę, aby ateiści odrzucali absolut. Myślałam, że absolut jest kluczem do wszelkiej racjonalności (nie tylko teistów)?Absolut w rozumieniu bytu osobowego ? Oczywiście że tak. > Mam coś, co dowodzi, że jest wynikiem ingerencji sił nadprzyrodzonych, np. Kazanie na Górze dowodzi, ze Jezus miał wszechwiedzę. Przed przeczytaniem Kazania na Górze świat jest czarno-biały, lecz po przeczytaniu Kazania na Górze wszyscy ludzie szarzeją (wszyscy stoją w mroku), gdyż dopiero ujawnia się upadek moralny ludzi. Okazuje się, jak bardzo człowiek jest uwikłany w niesprawiedliwość świata. Albo weźmy np. chodzenie po wodzie, możliwe, ze ileś lat ludzie tez będą potrafili zmieniać prawa fizyki i będą mogli góry przenosić, i wtedy okaże się, że Jezus miał wszechwiedzę, bo już to potrafił wcześniej.To co podajesz jako dowód to ledwie wyznanie wiary. Nie masz dowodu że Jezus chodził po wodzi podobnie jak nie masz dowodów na to że senin latał a od krzyku Pana (tego z kopytkami) trzęsły się góry. > W takim razie wybór nauki jako podstawy życia tez jest wyborem wedle własnego uznania opartym na dość wątłych przesłankach.Watłych ? Dla mnie empiria jest wystarczająco silną podstawą żeby kiedy dopadnie mnie grypa brać penicylinę a przeciwko piorunom bronić się piorunochronem. Jak rozumiem Ty w obu przypadkach odrzucasz naukę ? > To zdrowy objaw . Myślałam, ze uznałbyś, że to jest alegoria albo chęć uczynienia Cię władcą?:DGdyby 100 ludzi zaczęło mówić że jestem synem boga i nad moim domem lata koń z pewnością znalazłoby się kilku kolejnych którzy by im uwierzyli, jeszcze inni poszliby sprawdzić a kiedy zaczęliby krzyczeć że konia nie ma wierzący powiedzieliby im że to była tylko alegoria ale synem boga jestem i tak. > Nie popadam w solipsyzm, chodzilo mi o to, że im bardziej człowiek chce być racjonalnym w sprawach tego świata, tym bardziej dotrzega sens wiary w zaświaty.Możesz rozwinąć tą myśl ? W jaki sposób wiara w zaświatach ma być racjonalna ? > Jeśli cud wydarzył się natychmiast po tym jak ktoś odmawiał np. nowennę do św. Andrzeja - to o jakiej niepełności wiedzy nt. świata może to świadczyć? Może o takiej, że "wiara góry przenosi", ale to też zostało wcześniej "odkryte" w Ewangelii.A jeśli wcześniej recytował sutrę serca ? Albo którąś z sur ? Bo i o takich przypadkach było swego czasu głośno. > Bez przesady, przyjęcie, że Ewangelie nie są prawdą wymaga przyjęcia jakichś karkołomnych i fantastycznych tłumaczeń jak doszło do powstania chrz., w które trudniej jest uwierzyć (przynamniej mi) niż w to, że Ewangelie są prawdą.Karkołomnych dlatego że Tobie trudniej w nie uwierzyć ? To - przy całym szacunku dla Ciebie- wyznanie Twojej wiary i akt woli ale nie argument. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Pierwsze słyszę, aby ateiści odrzucali absolut. Myślałam, że absolut jest kluczem do wszelkiej racjonalności (nie tylko teistów)?> Absolut w rozumieniu bytu osobowego ? Oczywiście że tak.To nie jest taki oczywiste, bo ateiści stawiają też siebie w miejscu Boga. Np. w przypadku komunizmu (który inspirował się ateizmem), absolut dochodził do świadomości w centralnym komitecie partii  . > To co podajesz jako dowód to ledwie wyznanie wiary. Nie masz dowodu że Jezus chodził po wodzi podobnie jak nie masz dowodów na to że senin latał a od krzyku Pana (tego z kopytkami) trzęsły się góry.Tak, jednak jeśli w przyszłości okaże, ze naprawdę "wiara góry przenosi" to wystarczającym dowodem na to, że Jezus miał wszechwiedzę będzie to, że wiedział o tym (przewidział to) wcześniej (lub, że jego uczniowie o tym wiedzieli). > >W takim razie wybór nauki jako podstawy życia tez jest wyborem wedle własnego uznania opartym na dość wątłych przesłankach.> Watłych ? Dla mnie empiria jest wystarczająco silną podstawą żeby kiedy dopadnie mnie grypa brać penicylinę a przeciwko piorunom bronić się piorunochronem. Jak rozumiem Ty w obu przypadkach odrzucasz naukę ?Wprost przeciwnie - dla mnie nie wzięcie penicyliny czy nie korzystanie z piorunochronu byłoby grzechem przeciw 5 przekazaniu, czyli nie zabijaj (także siebie) tudzież wystawianiem Pan Boga na próbę.  Natomiast gdyby Tobie odechciało sie żyć to rozumiem ze odrzuciłbyś naukę, bo nie użyłbyś tego piorunochronu ani penicyliny?  Wybacz, ale to brzmi absurdalnie. > Gdyby 100 ludzi zaczęło mówić że jestem synem boga i nad moim domem lata koń z pewnością znalazłoby się kilku kolejnych którzy by im uwierzyli, jeszcze inni poszliby sprawdzić a kiedy zaczęliby krzyczeć że konia nie ma wierzący powiedzieliby im że to była tylko alegoria ale synem boga jestem i tak.Ale z jakiego powodu mieliby o robić?  Rozumiem, że przekupiłbyś tych 100 ludzi. Ale na śmierć by za to nie poszli, a apostołowie (poza jednym) zginęli śmiercią męczeńską. Jakie jest prawdopodobieństwo, aby ktoś umierał za coś, o czym sam wie ze nie jest to prawdą? Twoje wyjaśnienia spełzają na niczym. > Możesz rozwinąć tą myśl ? W jaki sposób wiara w zaświatach ma być racjonalna ?Np. gdyyby nie istniały zaświaty to nie można by wierzyć w dobro i zło, poza tym życie nie miałoby sensu. > A jeśli wcześniej recytował sutrę serca ? Albo którąś z sur ? Bo i o takich przypadkach było swego czasu głośno.To byłby argument za tym, ze "cudowność" przynależy do natury człowieka. > Karkołomnych dlatego że Tobie trudniej w nie uwierzyć ? To - przy całym szacunku dla Ciebie- wyznanie Twojej wiary i akt woli ale nie argument.Nie, to akurat dotyczy spraw ziemskich a w tych sprawach jestem racjonalna jak Ty, dlatego takie karkołomne wyjaśnienia (tylko po to, aby w zaświatach nic nie było) mnie nie zadawalają.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | >>Możesz rozwinąć tą myśl ? W jaki sposób wiara w zaświatach ma być racjonalna ? >Np. gdyyby nie istniały zaświaty to nie można by wierzyć w dobro i zło, poza tym życie nie miałoby sensu.
To zależy jak definiujesz dobro i zło - czego te pojęcia dotyczą. Jako ateistka za dobro przyjmuję wszystko, co rozwija, buduje, naprawia, pomaga: tu i teraz. Zaś zło to destrukcja, krzywda, egocentryzm - wybory, które szkodzą innym. Zaświaty nie mają tu nic do rzeczy. Sens życia nie polega na zarabianiu na lepszą miejscówkę po zakończeniu tego życia - polega na pracy nad polepszaniem świata, dla siebie, dla innych, na teraz i na przyszłość. W dobro i zło nie ma co wierzyć - realizuje się je albo i nie (w końcu najwięcej jest rzeczy ani dobrych, ani złych - nie wymagających wartościowania pod tym kątem).
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Nie, to nie trudny problem. Mowa o zasłonie w przybytku świątynii- konkretnym przedmiocie (oczywiście zdarzeniu takiemu można nadać wymiar symboliczny i pisarze chrześcijańscy to robili wielokrotnie, nigdy jednak- o ile pamiętam- nie próbowali zaprzeczać temu że chodziło o wydarzenie historyczne). Trudnym problemem jest wybiórcze manipulowanie tekstem i uznawanie że "tego nie można rozumieć wprost tylko symbolicznie, to alegoria " w chwili kiedy nie da się dłużej obstawać przy jego dosłownym rozumieniu.Nie, to nie jest wybiórcze manipulowanie źródłami, gdyż mogą być inne powody do obstawania przy tym, że jest alegoria niż to, że nie ma o tym wzmianki w innych źródłach, np. głos Tradycji. Poza tym owszem, brak wzmianki w innych źródłach może być czasem wskazówka. Najłatwiejszy przypadek to taki, w którym wszystko interpretuje się dosłownie albo wszystko alegorycznie, a trudniejszy przypadek to taki kiedy część interpretuje się dosłownie a część alegorycznie (przenośnie). > Wiemy więc, że Jakub- z innych źródeł syn Zebedeusza- był rodzonym bratem Jezusa, natomiast nie ma mowy o jakichkolwiek cudach- ten autor, podobnie jak i Talmud na który się powołałaś- nic o nich nie mówi. Gdzie więc jesteśmy ? Brawo- potwierdziliśmy to, o czym wiedzieliśmy już wcześniej: Jezus zwany Chrystusem był postacią historyczną. Nieco mniej wygodne są inne wnioski: jeśli Józef się nie myli, to Jezus nie tylko miał braci z których dwu było jego uczniami, ale też znamy imiona jego rodziców.Mniej wygodne?  I bez tego z Ewangelii przecież znamy imiona jego rodziców i jego 'braci'.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Nie, to nie jest wybiórcze manipulowanie źródłami, gdyż mogą być inne powody do obstawania przy tym, że jest alegoria niż to, że nie ma o tym wzmianki w innych źródłach, np. głos Tradycji. Poza tym owszem, brak wzmianki w innych źródłach może być czasem wskazówka.Widzisz- nie mam nic przeciwko alegoriom ale jeśli podejście do tego samego tekstu ulega ewolucji i te same zdarzenia raz są odczytywane dosłownie a później- z powodu niemożności utrzymania takiej interpretacji (choćby przykład wód nad sklepieniem niebieskim czy historyczności postaci Adama) zaczyna się je interpretować alegorycznie to nieuchronnie pojawia się pytanie "no dobrze, skoro tamto nie jest już opisem rzeczywistego zdarzenia a alegorią to skąd wiemy że to nie ?" > >Wiemy więc, że Jakub- z innych źródeł syn Zebedeusza- był rodzonym bratem Jezusa, natomiast nie ma mowy o jakichkolwiek cudach- ten autor, podobnie jak i Talmud na który się powołałaś- nic o nich nie mówi. Gdzie więc jesteśmy ? Brawo- potwierdziliśmy to, o czym wiedzieliśmy już wcześniej: Jezus zwany Chrystusem był postacią historyczną. Nieco mniej wygodne są inne wnioski: jeśli Józef się nie myli, to Jezus nie tylko miał braci z których dwu było jego uczniami, ale też znamy imiona jego rodziców.> Mniej wygodne? I bez tego z Ewangelii przecież znamy imiona jego rodziców i jego 'braci'. No nie- według ewangelii ojcem Jezusa nie był Zebedeusz. Podobnie nie ma powodu żeby Józef używał pojęcia "brat" w sensie innym niż bezpośredni. Opierając się na tradycji chrześcijańskiej zakładasz że tak było- że Jezus nie miał braci (w rozumieniu: krewnych) ale dowodów- po raz kolejny- brak bo o postaci tej wiemy tak naprawdę bardzo niewiele rzeczy "pewnych". Dla wierzącego to nie problem, dla niewierzącego- również. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Widzisz- nie mam nic przeciwko alegoriom ale jeśli podejście do tego samego tekstu ulega ewolucji i te same zdarzenia raz są odczytywane dosłownie a później- z powodu niemożności utrzymania takiej interpretacji (choćby przykład wód nad sklepieniem niebieskim czy historyczności postaci Adama) zaczyna się je interpretować alegorycznie to nieuchronnie pojawia się pytanie "no dobrze, skoro tamto nie jest już opisem rzeczywistego zdarzenia a alegorią to skąd wiemy że to nie ?"Dlaczego mnie o to pytasz? Nie da sie w całości Biblii zinterpretować alegorycznie - albo inaczej: da się, lecz bedzie to całkowicie fałszywa interpretacja. No chyba, ze również prawa logiki też podważyć (bo dlaczego nie? ), to wówczas wszystko jest możliwe (Jezus zył i nie zył jednocześnie, itp.), wtedy będzie można w zinterpretować Biblie w całości alegorycznie.  > No nie- według ewangelii ojcem Jezusa nie był Zebedeusz. Podobnie nie ma powodu żeby Józef używał pojęcia "brat" w sensie innym niż bezpośredni. Opierając się na tradycji chrześcijańskiej zakładasz że tak było- że Jezus nie miał braci (w rozumieniu: krewnych) ale dowodów- po raz kolejny- brak bo o postaci tej wiemy tak naprawdę bardzo niewiele rzeczy "pewnych". Dla wierzącego to nie problem, dla niewierzącego- również.Cóż, mówimy o czasach, w których ludzie mogli raczej sobie pomarzyć o książce, niż ją przeczytać Przecież kiedy mówi się że historyk zna historie Starożytnego Rzymu o mówi się tyle, że zna ją nawet gorzej niż kucharz żyjący z Starożytnym Rzymie, prawda? Poza tym mylisz się, bo to jest problem: czy Jezus był jedynym Synem Maryi czy nie. Chodzi o rolę kobiety w danym kręgu kulturowym. Zgodnie z tradycją Maryja to była kobieta, która nie zyła dla żadnego mężczyzny, tylko sama dla siebie i dla Boga, i to od Niej zależały losy wszechświata. Jako kontrast weźmy np. sytuacje kobiet w islamie (zyją jedynie dla meżczyzn). W islamie taka postac jak Najświętsza Panienka byłaby czymś niewyobrażalnym. Niezależnie czy w to wierzy się czy nie -jest to piękny (właściwy) ideał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) |
> Dlaczego mnie o to pytasz? Nie da sie w całości Biblii zinterpretować alegorycznie - albo inaczej: da się, lecz bedzie to całkowicie fałszywa interpretacja.Na jakiej podstawie twierdzisz że będzie fałszywa ? Chodzi o rolę kobiety w danym kręgu kulturowym. Zgodnie z tradycją Maryja to była kobieta, która nie zyła dla żadnego mężczyzny, tylko sama dla siebie i dla Boga, i to od Niej zależały losy wszechświata. Jako kontrast weźmy np. sytuacje kobiet w islamie (zyją jedynie dla meżczyzn). W islamie taka postac jak Najświętsza Panienka byłaby czymś niewyobrażalnym. Niezależnie czy w to wierzy się czy nie -jest to piękny (właściwy) ideał. Nie, nie chodzi o problem kulturowy i nie o nim mówimy. Chodzi o przekaz dotyczący faktów z życia pewnej postaci- jak twierdzisz- historycznej. Albo są one przedstawiane spójnie albo nie. I jedno i drugie ma swoje konsekwencje. Ideał ? Jeśli to ma być kobieta zamężna to według naszych standardów zdanie "żyła tylko sama dla siebie i dla Boga" sugerowałoby raczej obraz hipokryzji i egoizmu. I nie, islam również ma swoje święte kobiety służące Allahowi. Miriam jest powszechnie uznawana za jedną z nich. Kobiety nie żyją jedynie dla mężczyzn. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >>Dlaczego mnie o to pytasz? Nie da sie w całości Biblii zinterpretować alegorycznie - albo inaczej: da się, lecz bedzie to całkowicie fałszywa interpretacja. >Na jakiej podstawie twierdzisz że będzie fałszywa ? Na takiej, ze byłaby sprzeczna z doświadczeniem. To mogłoby, znaczyć przykładowo, ze może i żył człowiek o imieniu Jezus, lecz pewni ludzi wymyślili sobie, ze jest on mesjaszem, włożyli w jego usta słowa, których nie wypowiedział i wymyślili całą historię z Nim związaną, o czym On nawet nic nie wiedział. Niestety ich następcy - byli na tyle głupi, że mylnie zinterpretowali pisma w sposób dosłowny i to trwa aż do dziś! Jedyne wytłumaczenie byłoby takie, że wszyscy, ktorzy interpretują Ewangelię inaczej niż Ty to głupcy. Uczniowe nie rozumieli swojego Pana, za to Ty jak najbardziej.
>Ideał ? Jeśli to ma być kobieta zamężna to według naszych standardów zdanie "żyła tylko sama dla siebie i dla Boga" sugerowałoby raczej obraz hipokryzji i egoizmu. I nie, islam również ma swoje święte kobiety służące Allahowi. Miriam jest powszechnie uznawana za jedną z nich. Kobiety nie żyją jedynie dla mężczyzn.
Oczywiście. Są też kobiety (i niestety dzieci), które wysadzają się dla Allaha. Tylko nie wiem, dlaczego to robią? Może są one lesbijkami i pociąga ich wizja hurys w niebie.... Wybacz, ale nie masz pojęcia, o czym piszesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Na takiej, ze byłaby sprzeczna z doświadczeniem. To mogłoby, znaczyć przykładowo, ze może i żył człowiek o imieniu Jezus, lecz pewni ludzi wymyślili sobie, ze jest on mesjaszem, włożyli w jego usta słowa, których nie wypowiedział i wymyślili całą historię z Nim związaną, o czym On nawet nic nie wiedział. Niestety ich następcy - byli na tyle głupi, że mylnie zinterpretowali pisma w sposób dosłowny i to trwa aż do dziś! Jedyne wytłumaczenie byłoby takie, że wszyscy, ktorzy interpretują Ewangelię inaczej niż Ty to głupcy. Uczniowe nie rozumieli swojego Pana, za to Ty jak najbardziej.O jakim doświadczeniu mówisz ? I jakich "słowach Pana" skoro w Twoim przykładzie mówimy o prostym fałszerstwie ? Masz tekst, co do którego- jak widać- nie wiadomo które fragmenty interpretować alegorycznie a które nie. Na przestrzeni dziejów różnie do tego podchodzono więc oparcie w tradycji jako argument przesądzający odpada- w tej sytuacji pytam na jakiej podstawie chcesz ocenić które fragmenty są alegoryczne a które nie. Jak rozumiem jest nią decyzja zwierzchników religii którą wyznajesz ? > Oczywiście. Są też kobiety (i niestety dzieci), które wysadzają się dla Allaha.> Tylko nie wiem, dlaczego to robią? Może są one lesbijkami i pociąga ich wizja hurys w niebie.... Wybacz, ale nie masz pojęcia, o czym piszesz.Na jakiej podstawie tak twierdzisz ? To co napisałem jest w 100% zgodne z nauką islamu. Skoro nie wiesz dlaczego islam jest atrakcyjny dla kobiet i co im oferuje to raczej Tobie należałoby zarzucać braki. Posądzając muzułmanki o homoseksualizm nie zachowujesz się lepiej niż ludzie piszący o zakonach jako miejscach dla pederastów i lesbijek. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >O jakim doświadczeniu mówisz ? I jakich "słowach Pana" skoro w Twoim przykładzie mówimy o prostym fałszerstwie ?
Doświadczenie mówi, że ogrom wiernych ( w tym wielu ludzi inteligentnych i uczciwych) wierzyło (wierzy) interpretuje Pismo dosłownie tak, jakby rzeczy w nim opisane miały miejsce. Ty zaś chcesz wykazać, że tak nie było, ze to wszystko była alegoria. Jak wyjaśnisz to, że tylu inteligentnych ludzi dało (daje) się nabrać? Gdzieś musiało dojść do przekłamania albo do oszustwa...
>>Tylko nie wiem, dlaczego to robią? Może są one lesbijkami i pociąga ich wizja hurys w niebie.... Wybacz, ale nie masz pojęcia, o czym piszesz. >Na jakiej podstawie tak twierdzisz ? To co napisałem jest w 100% zgodne z nauką islamu. Skoro nie wiesz dlaczego islam jest atrakcyjny dla kobiet i co im oferuje to raczej Tobie należałoby zarzucać braki. Posądzając muzułmanki o homoseksualizm nie zachowujesz się lepiej niż ludzie piszący o zakonach jako miejscach dla pederastów i lesbijek.
To była drwina z islamu, a nie żadne posądzenie kobiet o homoseksualizm! Islam nie jest atrakcyjny dla kobiet... no chyba, ze dla tych kobiet, które chcą spędzić całe zycie zycie siedząc w domu na utrzymaniu swych mężów. Dziwi mnie jednak, że bronisz islamu, bo islam kaze ateizm karą śmierci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Nie bardzo rozumiem. To właśnie cuda stanowią trzon legendy o św. Krzysztofie. Jeśli "obierzesz ją" z cudów nie zostanie nic (co zresztą jest o ile się nie mylę przyczyną obecnego stanowiska kościoła katolickiego wobec tych relacji), absolutnie żadna wiadomość o owym Krzysztofie.To przekonajmy się. Zgodnie z legendą św Krzysztof - olbrzym, barbarzyńca, obdarzony nadludzką sila, psiogłowiec, postanowił służyć temu, kto jest najsilniejszy na świecie. Najpierw zaciągnął się do gwardii cesarskiej, potem służył... diabłu; w końcu, oświecony przez pewnego pustelnika, postanowił służyć Jezusowi.. dopiero później przyjął chrzest i Jezus zamienił mu głowę na ludzką... Poprzestając tylko na tym widać , że nawet gdyby głowa się nie zamieniła w ludzką to ta opowiesć niczego by nie straciła, jeśli chodzi o uniwersalne prawdy jakie wyraża. Gdyby istotą opowieści była zmiana głowy w ludzką to legenda wyglądałaby zupełnie inaczej. Np. tak: ów barbarzyńca wędrował po cały świecie szukając kogoś, kto mógłby zmienić mu głowę... w końcu trafił do Kościoła katolickiego, którego Pasterze odprawili magiczny obrzęd "chrztu" w wyniku, po którym przywrócono mu ludzkie oblicze... a on im za to ofiarnie służył. Dla mnie to brzmi jak opowieść fantasy. Nie wiem, o jakim "obecnym stanowisku kościoła katolickiego wobec tych relacji" piszesz?? > Zgoda, ale przyznasz- wiara w cuda nie jest dogmatem. Dogmatem jest boskość Jezusa- cuda są ledwie jej przejawami.To trzeba by zbadać. Kwestionowanie możliwość cudu i jego poznawalność to tym samym odrzucanie dogmatów wiary zdefiniowanych na Soborze Watykańskim I, a poza tym katolik chyba musi wierzyc, że Jezus chodził po wodzie: KKK 156 "Aby jednak posłuszeństwo naszej wiary było zgodne z rozumem, Bóg zechciał, by z wewnętrznymi pomocami Ducha Świętego były połączone także argumenty zewnętrzne Jego Objawienia" (Sobór Watykański I: DS 3009). Tak więc cuda Chrystusa i świętych (Por. Mk 16, 20; Hbr 2, 4). proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich", są "racjami wiarygodności", które pokazują, że "przyzwolenie wiary żadną miarą nie jest ślepym dążeniem ducha" (Sobór Watykański I: DS 3008-3010)."www.teologia.pl/m_k/kkk1w03.htm> Tak naprawdę są, w różnych ujęciach. Etyka, socjologia, kulturoznawstwo, psychologia- wszystkie te dziedziny zajmują się tymi zagadnieniami. Oczywiście- posiadanie wiedzy na temat miłości nie robi z nikogo zakochanego tak jak nikogo nie ogrzeje znajomość zasad termodynamiki.Owszem, ale zauważ, że etyka nie mówi, co jest dobre a co złe - jako nauka może jedynie mówić o tym co się uważa za dobre a co za złe, bo tyko to da się zweryfikować. To samo dotyczy socjologii, kulturoznawstwa, psychologii. > Humme nie kwestionuje możliwości poznawczych umysłu. Nawet jeśli uznamy że nasz umysł może zawodzić, mylnie używając kryteriów przyczyny i skutku, sama zdolność zauważenia występowania tego zjawiska świadczy o jego zdolności do autokorekty.O jakim zjawisku piszesz? Skoro nasz umysł wie, że nic nie wie nt. przyczyn i skutków, gdyż są metafizyczne (zna tylko idee przyczyny i skutku, ktore mu się narzucają - swoją drogę ciekawe dlaczego?  ) to nie ma tu za wiele miejsca na autokorektę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Czesc >> Jeśli "obierzesz ją" z cudów nie zostanie nic, absolutnie żadna wiadomość o owym Krzysztofie. >To przekonajmy się. Poprzestając tylko na tym widać , że nawet gdyby głowa się nie >zamieniła w ludzką to ta opowiesć niczego by nie straciła, jeśli chodzi o uniwersalne >prawdy jakie wyraża. Uniwersalne prawdy TAKŻE nic nie mówią o danej osobie. Ten św. jest CAŁKOWICIE wymyślony. To postać alegoryczna, tu masz racje fantastyczna. Czego można się dowiedzieć o pierwowzorze? Niczego. Jego imię jest alegoryczne, czyli legenda została stworzona dla imienia. I o czym mamy się przekonać?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Uniwersalne prawdy TAKŻE nic nie mówią o danej osobie. Ten św. jest CAŁKOWICIE wymyślony. To postać alegoryczna, tu masz racje fantastyczna. Czego można się dowiedzieć o pierwowzorze? Niczego. Jego imię jest alegoryczne, czyli legenda została stworzona dla imienia. I o czym mamy się przekonać?Proszę o nie przypisywać mi tu czegoś, czego nie napisałam. Św. Krzysztof jest ujęty w oficjalnym kalendarzu świętych i oddaje mu się część. Jest znany głownie z legend, ale to nie znaczy, ze jest całkowicie wymyślony. Badania historyczne dowodzą że pochodził z Azji Mniejszej i poniósł męczeńską śmierć za panowania cesarza Decjusza, ok. 250 roku (wiki). Dyskusja jednak dotyczyła czegoś innego: miejsca cudów w legendzie (legendach) o św. Krzysztofie. W tym kontekście Twoje zarzuty sprowadzają się do tego, że zarzucasz legendzie to, ze jest (tylko) legenda
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Nie wiem, o jakim "obecnym stanowisku kościoła katolickiego wobec tych relacji" piszesz??Mówię o tym, że obecnie historie takie jak przytoczona przez Ciebie (w formie niezgodnej zresztą z oryginalną, średniowieczną) są one uznawane właśnie za legendę. > To trzeba by zbadać. Kwestionowanie możliwość cudu i jego poznawalność to tym samym odrzucanie dogmatów wiary zdefiniowanych na Soborze Watykańskim I, a poza tym katolik chyba musi wierzyc, że Jezus chodził po wodzie:> KKK 156 "Aby jednak posłuszeństwo naszej wiary było zgodne z rozumem, Bóg zechciał, by z wewnętrznymi pomocami Ducha Świętego były połączone także argumenty zewnętrzne Jego Objawienia" (Sobór Watykański I: DS 3009). Tak więc cuda Chrystusa i świętych (Por. Mk 16, 20; Hbr 2, 4). proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich", są "racjami wiarygodności", które pokazują, że "przyzwolenie wiary żadną miarą nie jest ślepym dążeniem ducha" (Sobór Watykański I: DS 3008-3010)."Poczekaj- mówiliśmy nie o kwestionowaniu możliwości cudu (bo poznawalność cudu to oksymoron- cud poznawalny przestaje być cudem) a o tym, czy wiara w cuda jest dogmatem. Albo przytaczasz dogmaty wiary, albo próbujesz mi pokazać że KKK wspomina o cudach. Jedno nie jest tożsame z drugim, katechizm oprócz dogmatów zawiera całą wykładnię wiary i sam fakt wzmianki o tym czy owym w katechizmie nie oznacza, że jest to automatycznie dogmat. > Owszem, ale zauważ, że etyka nie mówi, co jest dobre a co złe - jako nauka może jedynie mówić o tym co się uważa za dobre a co za złe, bo tyko to da się zweryfikować. To samo dotyczy socjologii, kulturoznawstwa, psychologii.Oczywiście. O tym co jest dobre czy złe przesądza moralność. > >Humme nie kwestionuje możliwości poznawczych umysłu. Nawet jeśli uznamy że nasz umysł może zawodzić, mylnie używając kryteriów przyczyny i skutku, sama zdolność zauważenia występowania tego zjawiska świadczy o jego zdolności do autokorekty.> O jakim zjawisku piszesz? Skoro nasz umysł wie, że nic nie wie nt. przyczyn i skutków, gdyż są metafizyczne (zna tylko idee przyczyny i skutku, ktore mu się narzucają - swoją drogę ciekawe dlaczego? ) to nie ma tu za wiele miejsca na autokorektę.Znowu- naciągasz. Jesteśmy świadomi nie tego, że nic nie wiemy, a tego, że możemy się mylić. Przyczyna i skutek są metafizyczne ? A to dlaczego ? erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > >Nie wiem, o jakim "obecnym stanowisku kościoła katolickiego wobec tych relacji" piszesz??> Mówię o tym, że obecnie historie takie jak przytoczona przez Ciebie (w formie niezgodnej zresztą z oryginalną, średniowieczną) są one uznawane właśnie za legendę.Owszem, ale są to legendy stworzone przez wierzących, dlatego są traktowane jako legendy. Rozumiem, ze uważasz, że wyznawcy powinni bać się legend jak diabeł święconej wody, bo jeśli dopuścimy jedną legendę, to ktoś może pomyśleć, ze wszystko jest legendą  . Otóż, w katolicyzmie nie ma powodów, aby się tego obawiać, bo są wytyczone nieprzekraczalne granice, dzięki czemu nie trzeba ograniczać wyobraźni w tworzeniu legend, ale także jest ona pod kontrolą jeśli chodzi o credo. > Poczekaj- mówiliśmy nie o kwestionowaniu możliwości cudu (bo poznawalność cudu to oksymoron- cud poznawalny przestaje być cudem) a o tym, czy wiara w cuda jest dogmatem. Albo przytaczasz dogmaty wiary, albo próbujesz mi pokazać że KKK wspomina o cudach. Jedno nie jest tożsame z drugim, katechizm oprócz dogmatów zawiera całą wykładnię wiary i sam fakt wzmianki o tym czy owym w katechizmie nie oznacza, że jest to automatycznie dogmat.KKK odwołuje się do dokumentu Soboru Watykańskiego I " - Dei Filius (Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej): konserwaty(*)n=com_content&do_pdf=1&id=1967w którym dokumencie można przeczytać: " Gdyby ktoś mówił, ze [a] cuda nie są wcale możliwe, a zatem wszystkie opowiadania o cudach, nawet te zawarte w Piśmie Świętym, trzeba uznać za baśnie i mity; [b] albo, że cudów nigdy nie można poznać w sposób pewny, ani że na ich podstawie nie można w należyty sposób wykazać Bożego pochodzenia religii chrześcijańskiej - niech będzie wyklęty"konserwaty(*)n=com_content&do_pdf=1&id=1967Tak więc wygląda na to, że katolik musi wierzyć w cuda i jest to dogmat. > >Owszem, ale zauważ, że etyka nie mówi, co jest dobre a co złe - jako nauka może jedynie mówić o tym co się uważa za dobre a co za złe, bo tyko to da się zweryfikować. To samo dotyczy socjologii, kulturoznawstwa, psychologii.> Oczywiście. O tym, co jest dobre czy złe przesądza moralność.Moralność, etyka - gdy jest rozumiana jako zespół norm postępowania. Moralność nie jest naukowa, bo nauka bada tylko fakty a nie co to, co ma być. Weryfikowalne są poglądy ludzi na dobro i zło, ale nie jest weryfikowalna prawdziwość tychże poglądów. Naukowiec może co najwyżej analizować zasady etyczne, starać się je zrozumieć, badać czy nie ma w nich sprzeczności, itp. jednak nie może mówić ludziom co jest dobre a co złe jak np. ksiądz czy moralista (wśród moralistów sa tez ateiści). Twierdzenie, że dobro i zło są naukowo weryfikowalne jest więc swoistą sofistyką. > Znowu- naciągasz. Jesteśmy świadomi nie tego, że nic nie wiemy, a tego, że możemy się mylić. Przyczyna i skutek są metafizyczne ? A to dlaczego ?Jeśli założymy, że poznanie jest sensualistyczne (opiera się wylaczneie na zmylach) to przyczyny i skutku w ogóle"nie ma", jeśli mówimy o poznaniu opartym na bezpośrednim doświadczeniu (np. doświadczenie bólu) - tak samo, więc wyglada na to, że "przyczyna" i "skutek" są "poza" jakimkolwiek doświadczeniem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Owszem, ale są to legendy stworzone przez wierzących, dlatego są traktowane jako legendy. Rozumiem, ze uważasz, że wyznawcy powinni bać się legend jak diabeł święconej wody, bo jeśli dopuścimy jedną legendę, to ktoś może pomyśleć, ze wszystko jest legendą . Otóż, w katolicyzmie nie ma powodów, aby się tego obawiać, bo są wytyczone nieprzekraczalne granice, dzięki czemu nie trzeba ograniczać wyobraźni w tworzeniu legend, ale także jest ona pod kontrolą jeśli chodzi o credo.Te granice są wyraźne obecnie . Jak pewnie wiesz w średniowieczu nie były i udzielano odpustów w imieniu całkowicie legendarnych postaci, obecnie usuwanych z ołtarzy. Credo obecne jest od... kilkunastu wieków a mimo to nie zapobiegło schizmom. > Tak więc wygląda na to, że katolik musi wierzyć w cuda i jest to dogmat.Masz rację. Myliłem się, na dodatek jestem wyklęty  . > Moralność nie jest naukowa, bo nauka bada tylko fakty a nie co to, co ma być. Weryfikowalne są poglądy ludzi na dobro i zło, ale nie jest weryfikowalna prawdziwość tychże poglądów. Naukowiec może co najwyżej analizować zasady etyczne, starać się je zrozumieć, badać czy nie ma w nich sprzeczności, itp. jednak nie może mówić ludziom co jest dobre a co złe jak np. ksiądz czy moralista (wśród moralistów sa tez ateiści). Twierdzenie, że dobro i zło są naukowo weryfikowalne jest więc swoistą sofistyką.Sekundkę. Nikt nie ustala norm obowiązujących w danym społeczeństwie. Nie ustala ich ani ksiądz czy moralista. Poza systemami totalnymi (w tym totalitarnymi) ustalane normy moralne to rzadkość- w normalnej sytuacji większość z nich jest efektem długotrwałej ewolucji poglądów. Co za tym idzie masz rację, naukowiec nie ustala zasad etycznych (nie mówi jak będą wyglądać standardy dobra i zła) ale bez problemów jest w stanie wypowiadać się na temat obowiązujących norm. Jeśli natomiast mówimy o weryfikowalności poglądów i norm moralnych (jakichkolwiek) to póki co jej przeprowadzenie nie jest możliwe, co zresztą jest przyczyną naszych nieustannych sporów. Umrzemy- zobaczymy  > Jeśli założymy, że poznanie jest sensualistyczne (opiera się wylaczneie na zmylach) to przyczyny i skutku w ogóle"nie ma", jeśli mówimy o poznaniu opartym na bezpośrednim doświadczeniu (np. doświadczenie bólu) - tak samo, więc wyglada na to, że "przyczyna" i "skutek" są "poza" jakimkolwiek doświadczeniem.Wszystko pięknie, ale wnioskowanie logiczne nie zalicza się do dziedziny metafizyki, nie jest też (co oczywiste) empirią. Nasze poznanie może być oparte na doświadczeniu ale nie ogranicza się do niego. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Owszem, ale są to legendy stworzone przez wierzących, dlatego są traktowane jako legendy. Rozumiem, ze uważasz, że wyznawcy powinni bać się legend jak diabeł święconej wody, bo jeśli dopuścimy jedną legendę, to ktoś może pomyśleć, ze wszystko jest legendą . Otóż, w katolicyzmie nie ma powodów, aby się tego obawiać, bo są wytyczone nieprzekraczalne granice, dzięki czemu nie trzeba ograniczać wyobraźni w tworzeniu legend, ale także jest ona pod kontrolą jeśli chodzi o credo.> Te granice są wyraźne obecnie . Jak pewnie wiesz w średniowieczu nie były i udzielano odpustów w imieniu całkowicie legendarnych postaci, obecnie usuwanych z ołtarzy. Credo obecne jest od... kilkunastu wieków a mimo to nie zapobiegło schizmom.Muszę sprostować Twoją wypowiedź: odpusty nie są udzielane w czyimś imieniu. Jeśli zaś chodzi np. o Ewangelie to nie ma żadnych legendarnych podań tworzonych na ich podstawie w Kościele (panuje milczenie). > >Tak więc wygląda na to, że katolik musi wierzyć w cuda i jest to dogmat.> Masz rację. Myliłem się, na dodatek jestem wyklęty .Jesteś (choć nominalnie) katolikiem, że uważasz, się za wyklętego?  > Sekundkę. Nikt nie ustala norm obowiązujących w danym społeczeństwie. Nie ustala ich ani ksiądz czy moralista. Poza systemami totalnymi (w tym totalitarnymi) ustalane normy moralne to rzadkość- w normalnej sytuacji większość z nich jest efektem długotrwałej ewolucji poglądów.Masło maślane- ustalanie norm moralnych jest efektem długotrwałego ustalania poglądów. Ewolucja poglądów tez polega na ich "ustalaniu". Wg mnie prawem moralnym jest jak ze wzorem na pole trójkąta: zarówno ateiści jak i wierzący powinni dojść do tego samego. W teologii chrz. ma to uzasadnienie, bo opiera się ona nie na "widzimisie" Boga, lecz na naturze człowieka (która została pomyślana przez Boga). > Co za tym idzie masz rację, naukowiec nie ustala zasad etycznych (nie mówi jak będą wyglądać standardy dobra i zła) ale bez problemów jest w stanie wypowiadać się na temat obowiązujących norm. Jeśli natomiast mówimy o weryfikowalności poglądów i norm moralnych (jakichkolwiek) to póki co jej przeprowadzenie nie jest możliwe, co zresztą jest przyczyną naszych nieustannych sporów. Umrzemy- zobaczymy  Nie jestem wcale przekonana czy trzeba umierać, aby przekonać się, że jest się niemoralnym  . > >Jeśli założymy, że poznanie jest sensualistyczne (opiera się wylaczneie na zmylach) to przyczyny i skutku w ogóle"nie ma", jeśli mówimy o poznaniu opartym na bezpośrednim doświadczeniu (np. doświadczenie bólu) - tak samo, więc wyglada na to, że "przyczyna" i "skutek" są "poza" jakimkolwiek doświadczeniem.> Wszystko pięknie, ale wnioskowanie logiczne nie zalicza się do dziedziny metafizyki, nie jest też (co oczywiste) empirią. Nasze poznanie może być oparte na doświadczeniu ale nie ogranicza się do niego.Jednak logika formalna jak i matematyka nie mają się (lub niewiadomo w jaki sposób) maja się do rzeczywistości. Tak wiec o poznaniu czego mówimy?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > >Te granice są wyraźne obecnie . Jak pewnie wiesz w średniowieczu nie były i udzielano odpustów w imieniu całkowicie legendarnych postaci, obecnie usuwanych z ołtarzy. Credo obecne jest od... kilkunastu wieków a mimo to nie zapobiegło schizmom.> Muszę sprostować Twoją wypowiedź: odpusty nie są udzielane w czyimś imieniu. Jeśli zaś chodzi np. o Ewangelie to nie ma żadnych legendarnych podań tworzonych na ich podstawie w Kościele (panuje milczenie).Masz rację, źle się wyraziłem. Handlowano fikcyjnymi szczątkami równie legendarnych świętych, często wiążac te zakupu z przekonaniem o odpuszczeniu grzechów, a pieniądze z tego procederu zasilały kasę papieską. Czy tak brzmi lepiej ? Jeśli chodzi o ewangelie- oczywiście że istniały podania tworzone na ich podstawie. O lepieniu przez Jezusa ptaszków z piachu. O pajaku i palmie które miały ukryć uciekających do Egiptu i wiele podobnych. Ich ślady można znaleźć na setkach retabulów ołtarzowych całej Europy. > Jesteś (choć nominalnie) katolikiem, że uważasz, się za wyklętego? Trzeba być katolikiem żeby być wyklętym czy też KAŻDY kto zgrzeszy przeciw Duchowi Świętemu ma być według pisma wyklętym ? > Masło maślane- ustalanie norm moralnych jest efektem długotrwałego ustalania poglądów. Ewolucja poglądów tez polega na ich "ustalaniu".Nie masło maślane. Norma- to reguła postępowania. Ta norma powstaje w wyniku ścierania się różnych opcji, poglądów. QED. > Wg mnie prawem moralnym jest jak ze wzorem na pole trójkąta: zarówno ateiści jak i wierzący powinni dojść do tego samego. W teologii chrz. ma to uzasadnienie, bo opiera się ona nie na "widzimisie" Boga, lecz na naturze człowieka (która została pomyślana przez Boga).Ale tak nie jest. Przytaczałem już przykłady standardów moralnych całkowicie odmiennych od siebie nawzajem. Kiedyś bicie dzieci do krwi było moralne a ojciec który tego nie robił był złym rodzicem. Dziś jest dokładnie odwrotnie- a wszystko dzieje się w ramach tej samej kultury i jest uzasadniane bardzo podobnie- często - jeśli w grę wchodzi religia- przy użyciu tych samych świętych ksiąg. Jeśli sięgniemy po przykłady spoza naszego kręgu kulturowego różnice są jeszcze głębsze. > Nie jestem wcale przekonana czy trzeba umierać, aby przekonać się, że jest się niemoralnym .Znowu semantyka  Niemoralnym czy uznającym inne zasady moralne ? > Jednak logika formalna jak i matematyka nie mają się (lub niewiadomo w jaki sposób) maja się do rzeczywistości. Tak wiec o poznaniu czego mówimy? Daruj ale nie rozumiem- w jaki sposób logika i matematyką są oderwane od rzeczywistości ? erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Masz rację, źle się wyraziłem. Handlowano fikcyjnymi szczątkami równie legendarnych świętych, często wiążac te zakupu z przekonaniem o odpuszczeniu grzechów, a pieniądze z tego procederu zasilały kasę papieską. Czy tak brzmi lepiej ?Odpusty nie dotyczą odpuszczania grzechów tylko odpuszczania kary za grzechy (doczesnej i pośmiertnej -czyśćcowej). Same odpusty nie są złe, tylko nadużycia z nimi związane były złe - sama myśl o tym, że kara za grzechy moze byc odpuszczona za pieniądze bez postawy oderwania od grzechu, bez spowiedzi, modlitwy, itp. ( www.opoka.org.pl/slownik/odpust.html). Rozumiem, ze najbardziej boli Cię zasilanie kasy papieskiej ... no, bo cóż to za marnotrawstwo pieniędzy.  > Jeśli chodzi o ewangelie- oczywiście że istniały podania tworzone na ich podstawie. O lepieniu przez Jezusa ptaszków z piachu. O pajaku i palmie które miały ukryć uciekających do Egiptu i wiele podobnych. Ich ślady można znaleźć na setkach retabulów ołtarzowych całej Europy.No tak  , tym pająkiem i palma i ptaszkami z piachu to mnie pobiłeś, ale niestety jednak kanon Pisma św. nie zawiera takich podań czy legend (już o zyciu Jezusa do około 30 roku prawie nic nie ma - właściwie niewiadomo dlaczego!? -jak sądzisz?). > >Jesteś (choć nominalnie) katolikiem, że uważasz, się za wyklętego? > Trzeba być katolikiem żeby być wyklętym czy też KAŻDY kto zgrzeszy przeciw Duchowi Świętemu ma być według pisma wyklętym ?Gdzie w Piśmie jest tak napisane? > >Masło maślane- ustalanie norm moralnych jest efektem długotrwałego ustalania poglądów. Ewolucja poglądów tez polega na ich "ustalaniu".> Nie masło maślane. Norma- to reguła postępowania. Ta norma powstaje w wyniku ścierania się różnych opcji, poglądów. QED.Nie, zauważ, że do tego, aby zadecydować czy jakaś regułę postępowania zaakceptować czy odrzucić tez jest potrzebna "reguła postępowania". Norma postępowania zawsze jest więc pierwsza (nadrzędna)- nie może wiec powstawać w wyniku ustalania poglądów.  > Ale tak nie jest. Przytaczałem już przykłady standardów moralnych całkowicie odmiennych od siebie nawzajem. Kiedyś bicie dzieci do krwi było moralne a ojciec który tego nie robił był złym rodzicem. Dziś jest dokładnie odwrotnie- a wszystko dzieje się w ramach tej samej kultury i jest uzasadniane bardzo podobnie- często - jeśli w grę wchodzi religia- przy użyciu tych samych świętych ksiąg. Jeśli sięgniemy po przykłady spoza naszego kręgu kulturowego różnice są jeszcze głębsze.Nie mogę się z tym zgodzisz. Sądzę, ze jest tak samo jak z prawami fizyki: to, że ludzie mieli różne (w tym błędne) poglądy na ich temat nie oznacza, że prawa te zmieniały się. Tak samo natura ludzka nie zmienia się przez wieki: to, co dla niej dobre i złe tez nie zmienia się. W każdej kulturze ojciec, który nienawidzi swoich dzieci jest zły. Ojciec, który bije dzieci z miłości chce dobrze, ale może mieć złą metodę. > >Nie jestem wcale przekonana czy trzeba umierać, aby przekonać się, że jest się niemoralnym .> Znowu semantyka Niemoralnym czy uznającym inne zasady moralne ?Mozesz mi wyjaśnić czy Adolf Hitler był wg Ciebie niemoralny czy był uznającym inne zasady moralne? A może uznawanie zasady, ze "Żydzi nie są ludźmi, więc można nie traktować ich jak ludzi" nie świadczy o innych zasadach, lecz o deprawacji? Można mieć jedynie inne (np. fałszywe) wyobrażenie zasad moralnych, podobnie jak można mieć fałszywe wyobrażenie praw fizyki. Wg mnie mieć inne zasady etyczne jest równie łatwo jak ruszyć motyką Słońce  . > >Jednak logika formalna jak i matematyka nie mają się (lub niewiadomo w jaki sposób) maja się do rzeczywistości. Tak wiec o poznaniu czego mówimy? > Daruj ale nie rozumiem- w jaki sposób logika i matematyką są oderwane od rzeczywistości ?W taki sposób, ze logika i matematyka są to nauki czysto formalne, np. "1+1" znaczy "2". Polega to na tym, że pomija się jakiekolwiek znaczenie używanych znaków i bierze się pod uwagę wyłącznie ich formę graficzną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Same odpusty nie są złe, tylko nadużycia z nimi związane były złe - sama myśl o tym, że kara za grzechy moze byc odpuszczona za pieniądze bez postawy oderwania od grzechu, bez spowiedzi, modlitwy, itp.Rozumiem, ze najbardziej boli Cię zasilanie kasy papieskiej ... no, bo cóż to za marnotrawstwo pieniędzy.  Aż się przypomina jak to tłumaczono że sam komunizm nie był zły, tylko wypaczenia były złe  Boli ? Nie, mimo całej hipokryzji i obrzydliwości takiego procederu jest mi to w gruncie rzeczy obojętne. Głupota i naiwność tak czy tak zostaną wykorzystanee, nie przez jednych szarlatanów to przez innych. > No tak , tym pająkiem i palma i ptaszkami z piachu to mnie pobiłeś, ale niestety jednak kanon Pisma św. nie zawiera takich podań czy legend (już o zyciu Jezusa do około 30 roku prawie nic nie ma - właściwie niewiadomo dlaczego!? -jak sądzisz?).Jasne że Biblia nie zawiera takich podań- co nie nijak nie zmienia tego co stanowiło punktu wyjścia: w pewnym okresie w historii podania owe podawano do wierzenia jako prawdę. Na jednych terenach takie, na innych inne. > Gdzie w Piśmie jest tak napisane?Mt 12,31-32, Mk 3,28-29, Łk 12,10 > Nie, zauważ, że do tego, aby zadecydować czy jakaś regułę postępowania zaakceptować czy odrzucić tez jest potrzebna "reguła postępowania". Norma postępowania zawsze jest więc pierwsza (nadrzędna)- nie może wiec powstawać w wyniku ustalania poglądów. Nadrzędną regułą jest - na początku- prosta, empiryczna weryfikacja. Nie zabijamy "swoich" bo jak nas napadną to będziemy zbyt słabi. Nie bawimy się w kazirodztwo bo prowadzi to do upośledzeń - i tak dalej i tak dalej. Później cały system ulega komplikacji ale jego podstawy zawsze i nieodmiennie wynikają z przyczyn pragmatycznych. > Nie mogę się z tym zgodzisz. Sądzę, ze jest tak samo jak z prawami fizyki: to, że ludzie mieli różne (w tym błędne) poglądy na ich temat nie oznacza, że prawa te zmieniały się.O poczekaj- tu już mówisz o swojej ocenie. Uznajesz że jest jeden właściwy system i dlatego nie godzisz się mimo przytoczonych przeze mnie argumentów. > Mozesz mi wyjaśnić czy Adolf Hitler był wg Ciebie niemoralny czy był uznającym inne zasady moralne?Hitler uznawał inne zasady moralne- o czym zresztą sam pisał. Jego celem było stworzenie nowej moralności. > A może uznawanie zasady, ze "Żydzi nie są ludźmi, więc można nie traktować ich jak ludzi" nie świadczy o innych zasadach, lecz o deprawacji?Świadczy przede wszystkim o tym, że w chwili kiedy racjonalne myślenie zastępuje ideologia nieodmiennie dochodzi do tragedii. > Można mieć jedynie inne (np. fałszywe) wyobrażenie zasad moralnych, podobnie jak można mieć fałszywe wyobrażenie praw fizyki. Wg mnie mieć inne zasady etyczne jest równie łatwo jak ruszyć motyką Słońce .Każdy system porządkujący świat będzie uznawał odstępstwa od własnych norm za aberracje. Muzułmanie uznają katolików za politeistów. Wegetarianie jedzących mieso za niemal zbrodniarzy. Monogamiści- poligamistów za wynaturzonych (i vice versa oczywiście). Czy tego chcesz czy nie obok Ciebie żyje mnóstwo ludzi wyznających inne zasady etyczne niż Ty- ot, choćby taki sobie ja > W taki sposób, ze logika i matematyka są to nauki czysto formalne, np. "1+1" znaczy "2". Polega to na tym, że pomija się jakiekolwiek znaczenie używanych znaków i bierze się pod uwagę wyłącznie ich formę graficzną.Nooo... nie, bez przesady. Fakt że nauka zajmuje się formą nie oznacza jeszcze że jest oderwana od rzeczywistości. Gramatyka również zajmuje się formą a bez jej zasad przekaz staje się nieczytelny. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Same odpusty nie są złe, tylko nadużycia z nimi związane były złe - sama myśl o tym, że kara za grzechy moze byc odpuszczona za pieniądze bez postawy oderwania od grzechu, bez spowiedzi, modlitwy, itp.Rozumiem, ze najbardziej boli Cię zasilanie kasy papieskiej ... no, bo cóż to za marnotrawstwo pieniędzy.  > Boli ? Nie, mimo całej hipokryzji i obrzydliwości takiego procederu jest mi to w gruncie rzeczy obojętne. Głupota i naiwność tak czy tak zostaną ukarane, nie przez jednych szarlatanów to przez innych.Myślę, że tylko ludzie małej wiary mogli brać w tym udział, bo człowiek dużej wiary nigdy by nie uwierzył, że wystarczy dokonać zakupu, aby została odpuszczona kara za grzechy (bez oderwania od samego grzechu). > Jasne że Biblia nie zawiera takich podań- co nie nijak nie zmienia tego co stanowiło punktu wyjścia: w pewnym okresie w historii podania owe podawano do wierzenia jako prawdę. Na jednych terenach takie, na innych inne.Sam piszesz, że uznawano je za prawdę. Czy są to, aby legendy o Jezusie? > >Gdzie w Piśmie jest tak napisane?> Mt 12,31-32, Mk 3,28-29, Łk 12,10Bycie wyklętym (anatema - czyli oddanie kogoś pod osąd Boga), bo o tym była wcześniej mowa, nie jest tożsame z popełnieniem niewybaczalnego grzechu przeciwko Duchowi św. Pojęcie anatemy, klątwy w prawie kanonicznym oznacza karę kościelną, nakładaną na tych katolików, którzy dopuścili się najcięższych przestępstw, np. bluźnierstwa, herezji, świętokradztwa. Generalnie oznacza ona wykluczenie ze społeczności Kościoła w sensie doczesnym. Jeśli jednak kogoś się wyklucza ze społeczności wiernych to tylko z nadzieją, że jeszcze zmieni zdanie i wróci. Jest jeszcze pojęcie ekskomuniki (np. można podpaść pod ekskomunikę za porzucenie wiary czyli apostazje) ale jego sens jest podobny do anatemy. > Nadrzędną regułą jest - na początku- prosta, empiryczna weryfikacja. Nie zabijamy "swoich" bo jak nas napadną to będziemy zbyt słabi. Nie bawimy się w kazirodztwo bo prowadzi to do upośledzeń - i tak dalej i tak dalej. Później cały system ulega komplikacji ale jego podstawy zawsze i nieodmiennie wynikają z przyczyn pragmatycznych.Wybacz, ale to daremne uzasadnienie. Są przypadki kazirodztwa, wiec ludzie, którzy się tego dopuszczają są widocznie aż tak źli, że mają gdzieś "upośledzenia". Czy są nieracjonalni? Wcale niekoniecznie, bo zauważ, że "Nie bawimy się w kazirodztwo, bo prowadzi to do upośledzeń", dlatego, że uważamy, ze życie jest dobre i ludzkość powinna przetrwać. Gdyby założyć, ze życie jest złe i ludzkość powinna zginąć to kazirodztwo byłoby racjonalne, tzn. prowadzące do celu, zaś to, co teraz jest moralne byłoby "grzechem"(czyli chybieniem celu). Wg mnie to, że życie jest dobre i ludzkości powinna przetrwać jest rzeczą wiary a nie racjonalnego myślenia (racjonalne myślenie jest jak widać tylko narzędziem). > >Nie mogę się z tym zgodzisz. Sądzę, ze jest tak samo jak z prawami fizyki: to, że ludzie mieli różne (w tym błędne) poglądy na ich temat nie oznacza, że prawa te zmieniały się.> O poczekaj- tu już mówisz o swojej ocenie. Uznajesz że jest jeden właściwy system i dlatego nie godzisz się mimo przytoczonych przeze mnie argumentów.Podałeś argument jedynie różnicy poglądów dotyczących zasad moralnych. Z tego bynajmniej logicznie nie wynika, że są różne systemy. To ciekawy problem, bo - mamy sprzeczne ze sobą opinie nt. zasad moralnych (konkurencyjne systemy), - z logiki wiadomo, ze tyko jeden system może być prawdziwy lub tez wszystkie są fałszywe Każdy uważa, ze to jego system jest prawomocny Czy w związku z tym mam prawo prześladować zwolenników innych poglądów? Czy może w związku z tym mam tolerować inne poglądy (nawet te najbardziej z mojego punktu widzenia zboczone?) I jedno i drugie rozwiązanie nie jest dobre, bo jest szkodliwe społecznie. > >Mozesz mi wyjaśnić czy Adolf Hitler był wg Ciebie niemoralny czy był uznającym inne zasady moralne?> Hitler uznawał inne zasady moralne- o czym zresztą sam pisał. Jego celem było stworzenie nowej moralności.Problem tylko w tym, że istotą zasad moralnych jest to, żeby mogły się stać normą dla każdego człowieka w każdej sytuacji. Wg mnie można wątpić w to, że gdyby Adolf Hitler był Żydem to podjąłby się stworzenia takiej samej moralności, jakiej podjął się będąc Niemcem. Zaś zasada "punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia" jest przyznaj, sprzeczna z wyczuciem moralnym. > >A może uznawanie zasady, ze "Żydzi nie są ludźmi, więc można nie traktować ich jak ludzi" nie świadczy o innych zasadach, lecz o deprawacji?> Świadczy przede wszystkim o tym, że w chwili kiedy racjonalne myślenie zastępuje ideologia nieodmiennie dochodzi do tragedii.Rozumiem, że uważasz, ze racjonalne myślenie wyklucza ideologie i całe zło tego swiata. Zaraz się przekonamy. > Każdy system porządkujący świat będzie uznawał odstępstwa od własnych norm za aberracje. Muzułmanie uznają katolików za politeistów.A co na to racjonalne myślenie? Czy prawdą jest, ze katolicy to politeiści? > Wegetarianie jedzących mieso za niemal zbrodniarzy.A co na to racjonalne myślenie? Czy jedzenie mięsa jest zbrodnią? Czy są na to racjonalne argumenty? > Monogamiści- poligamistów za wynaturzonych (i vice versa oczywiście).J.w. Co jest lepsze poligamia czy monogamia? > Czy tego chcesz czy nie obok Ciebie żyje mnóstwo ludzi wyznających inne zasady etyczne niż Ty- ot, choćby taki sobie jaI co? Nawet racjonalne myślenie nic im nie może pomóc?  Nie wiem czy obok żyje mnóstwo ludzi wyznających inne zasady etyczne. Może ludzi tych męczą wyrzuty sumienia i poczucie winy i jeszcze zmienią zdanie a może "racjonalne myślenie" im pomoże. Poza tym z tego, ze ludzie łamią pewne zasady wcale nie wynika, ze ich nie uważają za słuszne. Parafrazując Senekę najczęściej wiem, co jest dobre, ale czynię co gorsze. > Gramatyka również zajmuje się formą a bez jej zasad przekaz staje się nieczytelny.Jest zapis "1+1" znaczy "2". Co Ci to mówi o rzeczywistości?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | Jeszcze na temat zaćmienia Słońca i rozdarcia zasłony, bo to jest bardzo interesujące
>>Jeśli chodzi o "trzygodzinne zaćmienie Słońca" to najpierw należy ustalić jak to interpretować- czy w przenośni czy dosłownie. Jeśli zdarzyło się to naprawdę to: w Ewangelii jest mowa o tym, że zarówno setnik, jak i inni obecni na Kalwarii, widzieli, że słońce zaćmiło się, zostawiając ziemię pogrążoną w całkowitych ciemnościach, a przeciez zjawisko zaćmienia Słońca nie powoduje przecież całkowitej ciemności. >Zaraz- to może i zaczniemy się zastanawiać czy samo ukrzyżowanie interpretować w przenośni czy dosłownie (jak wiesz było kilka herezji tego typu) ? >Biorąc Vulgatę- Łukasz 23:44-45 pisze co następuje: >"erat autem fere hora sexta et tenebrae factae sunt in universa terra usque in nonam horam; et obscuratus est sol et velum templi scissum est medium;" >Niezależnie od tego czy ciemności były całkowite czy nie- nikt oprócz ewangelistów ich nie zauważył (a zjawiska tego typu były bardzo ważne dla większości religii hellenistycznych i opisywano je drobiazgowo).
Masz rację, że jeśli się powie, że ciemności należy rozumieć przenośnie to zaraz pojawia się pytanie dlaczego i innych fragmentów tak nie traktować. Ale problem jest bardziej złożony, bo może tu nie chodzić tylko o przenośnię, lecz o symboliczne znaczenie. Mamy takie możliwości: - fizyczny mrok ogarnął Ziemię - metafizyczny mrok ogarnął Ziemię - fizyczny i metafizyczny mrok ogarnął Ziemię Metafizyczny ( jak fizyczny) mrok jest prawdziwy a nie "przenośny". Setnik mógł mieć wizję metafizycznych ciemności. Słyszałam o takiej interpretacji dlatego o tym piszę.
Poza tym było tam jeszcze trzęsienie Ziemi i umarli wyszli z grobów!
Jeśli interpretować dosłownie, to wówczas należy ustalić czy mówimy o zjawisku nadprzyrodzonym czy naturalnym (zaćmienie Słońca). A określenia "całą Ziemię" nie należy tez interpretować dosłownie.
>>Jeśli chodzi rozdarcia kotary w świątyni na pół to nie jestem przekonana, dlaczego ktoś inny miałby o tym pisać. >Dlatego, że byłoby to wydarzenie niespotykane w historii Izraela, o niesamowitym znaczeniu dla wszystkich wyznawców. Nie ma żadnych powodów, aby fizyczna zasłona nie rozdarła się na dwoje. Żydzi mogli tego celowo nie rozgłaśniać lub też mogli powiedzieć, że to Jego uczniowie rozdarli zasłonę, poza tym było też jeszcze trzęsienie Ziemi!
Dla mnie nie ma to jednak żadnego znaczenia. Większe znaczenie ma, że prawdziwa zasłona - ta metafizyczna (rozdzielająca ludzi od Boga)- rozdarła się, a nie ze tylko rozdarła się ta fizyczna. Dlatego napisałam, że interpretowałam to symbolicznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Jeszcze na temat zaćmienia Słońca i rozdarcia zasłony, bo to jest bardzo interesująceZawsze do usług jeśli jesteś w stanie mnie znosić  > Masz rację, że jeśli się powie, że ciemności należy rozumieć przenośnie to zaraz pojawia się pytanie dlaczego i innych fragmentów tak nie traktować. Ale problem jest bardziej złożony, bo może tu nie chodzić tylko o przenośnię, lecz o symboliczne znaczenie.> Mamy takie możliwości:> - fizyczny mrok ogarnął Ziemię> - metafizyczny mrok ogarnął Ziemię> - fizyczny i metafizyczny mrok ogarnął ZiemięPominęłaś jeszcze jedną możliwość- w ogóle nie zapadł mrok a ten fragment opisu ukrzyżowania jest wynikiem próby nadania było nie było najważniejszej w dziejach całego chrześcijaństwa scenie wymiaru eschatologicznego. > Setnik mógł mieć wizję metafizycznych ciemności. Słyszałam o takiej interpretacji dlatego o tym piszę.To prawda, ale ewangelista nie pisze wyłącznie o setniku. Pisze, że mrok ogarnął ziemię. > Jeśli interpretować dosłownie, to wówczas należy ustalić czy mówimy o zjawisku nadprzyrodzonym czy naturalnym (zaćmienie Słońca). A określenia "całą Ziemię" nie należy tez interpretować dosłownie.Wiesz- to czy przyczyna była nadprzyrodzona czy nie ma znaczenie dla wyznawców. Z punktu widzenia historyka ważniejszym jest: dlaczego nikt oprócz jednego, jedynego pisarza nawet nie zająknął o wydarzeniach tej skali (ciemność, trzęsienie ziemi i zombie na ulicach) i mających tak wielkie znaczenie. > Nie ma żadnych powodów, aby fizyczna zasłona nie rozdarła się na dwoje. Żydzi mogli tego celowo nie rozgłaśniać lub też mogli powiedzieć, że to Jego uczniowie rozdarli zasłonę, poza tym było też jeszcze trzęsienie Ziemi!Rzecz w tym że nie powiedzieli. Nie wspomnieli. Nie użyli do celów propagandowych w polityce, nie próbowali wygrać w gierkach politycznych (a przyznasz że tego rodzaju wydarzenie nadaje się do tego idealnie). > Dla mnie nie ma to jednak żadnego znaczenia. Większe znaczenie ma, że prawdziwa zasłona - ta metafizyczna (rozdzielająca ludzi od Boga)- rozdarła się, a nie ze tylko rozdarła się ta fizyczna. Dlatego napisałam, że interpretowałam to symbolicznie.To kwestia Twojej wiary i Twoich osobistych przekonań do których mi absolutnie nic. Jeśli tak wierzysz- tak wierzysz, kropka. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Pominęłaś jeszcze jedną możliwość- wogóle nie zapadł mrok a ten fragment opisu ukrzyżowania jest wynikiem próby nadania było nie było najważniejszej w dziejach całego chrześcijaństwa scenie wymiaru eschatologicznego.Co rozumiesz przez nadanie wymiaru eschatologicznego? Wg mnie można jakąś prawdę ilustrować tworami wyobraźni, ale mimo wszystko mówimy o jakiejś prawdzie. Jaką prawdę chciał wyrazić autor (czyli co się zmieniło w rzeczywistym świecie)? > Wiesz- to czy przyczyna była nadprzyrodzona czy nie ma znaczenie dla wyznawców. Z punktu widzenia historyka ważniejszym jest: dlaczego nikt oprócz jednego, jedynego pisarza nawet nie zająknął o wydarzeniach tej skali (ciemność, trzęsienie ziemi i zombie na ulicach) i mających tak wielkie znaczenie.Nie wiem czy jedynego, a inni pisarze nie mieli obowiązku o tym pisać, z analizy ich dzieł wynika, że przemilczali i inne doniosłe fakty. Moze to tylko historiografia starożytna nie spełnia współczesnych racjonalistycznych wymogów w odniesieniu do opisywania zjawisk? > Rzecz w tym że nie powiedzieli. Nie wspomnieli. Nie użyli do celów propagandowych w polityce, nie próbowali wygrać w gierkach politycznych (a przyznasz że tego rodzaju wydarzenie nadaje się do tego idealnie).Skąd wiesz, że nie powiedzieli? Byłeś tam?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Co rozumiesz przez nadanie wymiaru eschatologicznego? Wg mnie można jakąś prawdę ilustrować tworami wyobraźni, ale mimo wszystko mówimy o jakiejś prawdzie. Jaką prawdę chciał wyrazić autor (czyli co się zmieniło w rzeczywistym świecie)?To nielubiana przeze mnie mniemanologia (na Twoje życzenie zmuszony jestem zadać sobie gwałt) ale ... autor mógł celowo nadać wydarzeniu wymiar globalny. Oto słońce gaśnie (wydarzenie bez precedensu i zakrawające na cud na miarę kosmiczną), powstają zmarli- to znaki mające podkreślić doniosłość wydarzenia, zaznaczyć że tego że to co się stało nie można traktować jako czegoś "normalnego" skoro cała natura w obliczu wydarzeń zachowuje się w sposób nadzwyczajny. Zabieg często stosowany w narracjach tak starożytnych jak i późniejszych. Gdyby napisał "Jezusa umarł na krzyżu, miał brudne nogi, uczniowie uciekli a nikt się tym nie przejął" byłoby to o wiele mniej imponujące. > Skąd wiesz, że nie powiedzieli? Byłeś tam?  Uwierzysz jak powiem że tak ?  erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Co rozumiesz przez nadanie wymiaru eschatologicznego? Wg mnie można jakąś prawdę ilustrować tworami wyobraźni, ale mimo wszystko mówimy o jakiejś prawdzie. Jaką prawdę chciał wyrazić autor (czyli co się zmieniło w rzeczywistym świecie)?> To nielubiana przeze mnie mniemanologia (na Twoje życzenie zmuszony jestem zadać sobie gwałt) ale ... autor mógł celowo nadać wydarzeniu wymiar globalny. Oto słońce gaśnie (wydarzenie bez precedensu i zakrawające na cud na miarę kosmiczną), powstają zmarli- to znaki mające podkreślić doniosłość wydarzenia, zaznaczyć że tego że to co się stało nie można traktować jako czegoś "normalnego" skoro cała natura w obliczu wydarzeń zachowuje się w sposób nadzwyczajny. Zabieg często stosowany w narracjach tak starożytnych jak i późniejszych. Gdyby napisał "Jezusa umarł na krzyżu, miał brudne nogi, uczniowie uciekli a nikt się tym nie przejął" byłoby to o wiele mniej imponujące.Nie rozumiem - naprawdę, - po co autorowi miałoby zależeć na tym, aby coś, co było niczym wyglądało na imponujące? Autorzy starożytni, to co innego, bo często pisali na zamówienie władców, wieć wyolbrzymiali doniosłość pewnych faktów związanych władcami. > >Skąd wiesz, że nie powiedzieli? Byłeś tam?  > Uwierzysz jak powiem że tak ? Niewykluczone, gdyż nie jest to logicznie niemożliwe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Nie rozumiem - naprawdę, - po co autorowi miałoby zależeć na tym, aby coś, co było niczym wyglądało na imponujące? Autorzy starożytni, to co innego, bo często pisali na zamówienie władców, wieć wyolbrzymiali doniosłość pewnych faktów związanych władcami.Czekaj- ewangeliści to też autorzy starożytni a bogowie starożytni nagminnie byli przedstawiani jak władcy. Czy Jezus nie był przedstawiany najpierw z atrybutami władzy cesarza, potem królów (do dziś zresztą wciska mu się na głowę koronę)? Jeśli zerkniesz na księgi święte dowolnej religii zawsze, nawet kiedy mówią o wydarzeniach znanych nam jako historyczne (narodziny buddy, śmierć cesarz Nitoku) podają je polukrowane do zdechu. Jak nie latające konie (Mahomet) to gadające słonie (Shakhamuni). erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >>Nie rozumiem - naprawdę, - po co autorowi miałoby zależeć na tym, aby coś, co było niczym wyglądało na imponujące? Autorzy starożytni, to co innego, bo często pisali na zamówienie władców, wieć wyolbrzymiali doniosłość pewnych faktów związanych władcami. >Czekaj- ewangeliści to też autorzy starożytni a bogowie starożytni nagminnie byli przedstawiani jak władcy. Czy Jezus nie był przedstawiany najpierw z atrybutami władzy cesarza, potem królów (do dziś zresztą wciska mu się na głowę koronę)? Jeśli zerkniesz na księgi święte dowolnej religii zawsze, nawet kiedy mówią o wydarzeniach znanych nam jako historyczne (narodziny buddy, śmierć cesarz Nitoku) podają je polukrowane do zdechu. Jak nie latające konie (Mahomet) to gadające słonie (Shakhamuni).
To nie jest odpowiedź, Bogowie starożytni byli władcami - przynajmniej dla ich wyznawców, - każdy z bogów był uosobieniem mocy.Tymczasem Jezus był zwykłą świecką(!) osobą, nie był nawet kapłanem, nie był królem, z punktu widzenia świata był niczym, nic nie miał, nie angażował się w żadne ruchy polityczne, niczego nie napisał a przede wszystkim poniósł hańbiącą śmierć. Dlaczego więc ktoś miałby chcieć czynić Go władcą równym Bogu (poza tym, że rzeczywiście Nim był?). Poza tym gadające słonie czy latające konie to nie to samo co zmartwychwstanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > To nie jest odpowiedź, Bogowie starożytni byli władcami - przynajmniej dla ich wyznawców, - każdy z bogów był uosobieniem mocy.Tymczasem Jezus był zwykłą świecką(!) osobą, nie był nawet kapłanem, nie był królem, z punktu widzenia świata był niczym, nic nie miał, nie angażował się w żadne ruchy polityczne, niczego nie napisał a przede wszystkim poniósł hańbiącą śmierć.To jest odpowiedź. Każdy z przywódców religijnych był na początku "zwykłą świecką osobą"- mimo to o wszystkich z nich pisano cudowności. Dlatego i Jezus w ewangeliach- wbrew temu co sugerujesz- nie jest przedstawiany jako "zwykła osoba" a jako cudotwórca mający bezpośredni kontakt z bogiem (co do tego czy syn boży nie są zgodni nawet ludzie uznający ewangelie za księgi objawione więc ten element zostawmy na boku). > Dlaczego więc ktoś miałby chcieć czynić Go władcą równym Bogu (poza tym, że rzeczywiście Nim był?).Dla udowodnienia "Ten człowiek był synem boga, patrzcie co się działo kiedy umierał, to my mamy rację, nasza wiara jest prawdziwa więc przyłączcie się". Ot- zwykła działalność propagandowa, identyczna w przypadku każdej religii. > Poza tym gadające słonie czy latające konie to nie to samo co zmartwychwstanie.Niby dlaczego ? I jedno i drugie jest równie prawdopodobne. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >>To nie jest odpowiedź, Bogowie starożytni byli władcami - przynajmniej dla ich wyznawców, - każdy z bogów był uosobieniem mocy.Tymczasem Jezus był zwykłą świecką(!) osobą, nie był nawet kapłanem, nie był królem, z punktu widzenia świata był niczym, nic nie miał, nie angażował się w żadne ruchy polityczne, niczego nie napisał a przede wszystkim poniósł hańbiącą śmierć. >To jest odpowiedź. Każdy z przywódców religijnych był na początku "zwykłą świecką osobą"- mimo to o wszystkich z nich pisano cudowności. Dlatego i Jezus w ewangeliach- wbrew temu co sugerujesz- nie jest przedstawiany jako "zwykła osoba" a jako cudotwórca mający bezpośredni kontakt z bogiem (co do tego czy syn boży nie są zgodni nawet ludzie uznający ewangelie za księgi objawione więc ten element zostawmy na boku).
Przedstawiano go jako cudotworce a nim nie był, przedstawiano jako jako władce a nim nie był (bo był zwykly), to w końcu kim był, że ktoś zadal sobie tyle trudu aby o Nim to wszystko napisac?
>>Dlaczego więc ktoś miałby chcieć czynić Go władcą równym Bogu (poza tym, że rzeczywiście Nim był?). >Dla udowodnienia "Ten człowiek był synem boga, patrzcie co się działo kiedy umierał, to my mamy rację, nasza wiara jest prawdziwa więc przyłączcie się". Ot- zwykła działalność propagandowa, identyczna w przypadku każdej religii.
Robili to aby udowodnić, ze był synem Boga i że ich wiara jest słuszna, ale nadal jest to niewyjaśnione w jaki sposob sami doszli do wniosku że ich wiara jest sluszna?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >>Poza tym gadające słonie czy latające konie to nie to samo co zmartwychwstanie.
>Niby dlaczego ? I jedno i drugie jest równie prawdopodobne.
Gadające słonie i latające konie są zbyteczne, w tym sensie nie mają chyba one większego znaczenia dla doktryny religii. Natomiast zmartwychwstanie jest sednem doktryny (bez zmartwychwstania nie byłoby wiary chrz.) nie mogłoby być wiec czymś, co ktoś sobie później "dodał" aby udowodnić słuszność swojej wiary.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >Na pytanie o pierwszą przyczynę odpowiedział jak następuje: >" [...]I read Mill's Autobiography, where I found a sentence to the effect that his father taught him the question "Who made me?" cannot be answered, since it immediately suggests the further question "Who made God?" This led me to abandon the "First Cause" argument, and to become an atheist."
Niektórym naprawdę niewiele potrzeba, aby stać się ateistami. Bóg to jest właśnie byt, który nie ma racji istnienia poza sobą. Pytanie, więc kto zrobił Boga nie ma krzty sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Niektórym naprawdę niewiele potrzeba, aby stać się ateistami. Bóg to jest właśnie byt, który nie ma racji istnienia poza sobą. Pytanie, więc kto zrobił Boga nie ma krzty sensu.Ależ ma. To pytanie o pierwszą przyczynę- o to czy jest ona rzeczywiście niezbędna, czy mówienie o niej w ogóle ma sens. Jeśli przyjmujesz pojęcie nieskończoności i operujesz nim w odniesieniu do jakiegokolwiek bytu, to tym samym musisz przyjmować ewentualność istnienia bez początku. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >>Niektórym naprawdę niewiele potrzeba, aby stać się ateistami. Bóg to jest właśnie byt, który nie ma racji istnienia poza sobą. Pytanie, więc kto zrobił Boga nie ma krzty sensu. >Ależ ma. To pytanie o pierwszą przyczynę- o to czy jest ona rzeczywiście niezbędna, czy mówienie o niej w ogóle ma sens. Jeśli przyjmujesz pojęcie nieskończoności i operujesz nim w odniesieniu do jakiegokolwiek bytu, to tym samym musisz przyjmować ewentualność istnienia bez początku.
Większa nieskończoność może stworzyć mniejszą nieskończoność. Poza tym można sobie wyobrazić np. skończony łańcuch (ma początek i koniec) nieskończonych łańcuchow.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Większa nieskończoność może stworzyć mniejszą nieskończoność.> Poza tym można sobie wyobrazić np. skończony łańcuch (ma początek i koniec) nieskończonych łańcuchow.Zakładając że byłoby to możliwe (jeśli się nie mylę to "skończony łańcuch nieskończoności" to contradictio in terminis w najczystszej postaci)- byłby to jeden z modeli czy propozycji badawczych którą należałoby dopiero przebadać i w zależności od wyników- przyjąć lub odrzucić. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Większa nieskończoność może stworzyć mniejszą nieskończoność.> >Poza tym można sobie wyobrazić np. skończony łańcuch (ma początek i koniec) nieskończonych łańcuchow.> Zakładając że byłoby to możliwe (jeśli się nie mylę to "skończony łańcuch nieskończoności" to contradictio in terminis w najczystszej postaci)- byłby to jeden z modeli czy propozycji badawczych którą należałoby dopiero przebadać i w zależności od wyników- przyjąć lub odrzucić.Jeśli można teoretycznie rozważać nieskończony łańcuch (swoją droga czy to nie Ty byłeś przeciwnikiem "gdybologii"  , no cóż cieszę się, ze zmieniłeś zdanie ) to można i skończonych łańcuch nieskończonych łańcuchów. Nieskończony łańcuch jest nieskończony tylko pod względem długości, lecz jest skończony pod względem liczby (1) więc musi mieć początek
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) |
> Jeśli można teoretycznie rozważać nieskończony łańcuch (swoją droga czy to nie Ty byłeś przeciwnikiem "gdybologii" , no cóż cieszę się, ze zmieniłeś zdanie ) to można i skończonych łańcuch nieskończonych łańcuchów.Jestem nim cały czas - poświęcam się wyłącznie z powodu uroku pogawędki z Tobą  > Nieskończony łańcuch jest nieskończony tylko pod względem długości, lecz jest skończony pod względem liczby (1) więc musi mieć początek Nnnno... nie. Masz jeden (policzalny) ale nieskończony ciąg wydarzeń. Nie musi mieć początku ani końca- ot, nieskończoność obustronnie otwarta. Nam chodzi właśnie o nieskończoność po względem długości, nic innego. Możemy "zebrać" naszą rozmowę "w kupę" ? Będzie ciut łatwiej. Poprzednio ja to robiłem teraz może Ty żeby było sprawiedliwie ? erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Jeśli można teoretycznie rozważać nieskończony łańcuch (swoją droga czy to nie Ty byłeś przeciwnikiem "gdybologii" , no cóż cieszę się, ze zmieniłeś zdanie ) to można i skończonych łańcuch nieskończonych łańcuchów.> Jestem nim cały czas - poświęcam się wyłącznie z powodu uroku pogawędki z Tobą  Miło mi, jednak to nie jest "gdybologia" tylko rozważania dot. istoty bytu, które obecnie nie są modne i pewnie stąd są tak pogardliwe określane. > >Nieskończony łańcuch jest nieskończony tylko pod względem długości, lecz jest skończony pod względem liczby (1) więc musi mieć początek > Nnnno... nie. Masz jeden (policzalny) ale nieskończony ciąg wydarzeń. Nie musi mieć początku ani końca- ot, nieskończoność obustronnie otwarta. Nam chodzi właśnie o nieskończoność po względem długości, nic innego.Jeśli mówimy tylko długości to masz rację. Ja jednak miałam na myśli nieograniczoność w każdym sensie. > Możemy "zebrać" naszą rozmowę "w kupę" ? Będzie ciut łatwiej. Poprzednio ja to robiłem teraz może Ty żeby było sprawiedliwie ?Pytanie sprowadza się do kwestionowania konieczności bytu koniecznego. Jak na razie jako alternatywę Boga wprowadziłeś - nieskończony łańcuch, ktory cóż też jest boski (wieczny, bez początku).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Pytanie sprowadza się do kwestionowania konieczności bytu koniecznego. Jak na razie jako alternatywę Boga wprowadziłeś - nieskończony łańcuch, ktory cóż też jest boski (wieczny, bez początku). Boski ? Skoro chcesz używać tego rodzaju określenia- właściwie czemu nie...chociaż- określenie to zawiera sugestię elementu osobowego i nadnaturalnego którego łańcuch wydarzeń- choćby i nieskończony- nie posiada  . Mówiąc inaczej- tak, uznaję że nie ma konieczności wprowadzenia pojęcia bytu koniecznego Jeszcze trochę i sypnie po necie wieścią że ateiści to wierzą w łańcuchy ;D. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Pytanie sprowadza się do kwestionowania konieczności bytu koniecznego. Jak na razie jako alternatywę Boga wprowadziłeś - nieskończony łańcuch, ktory cóż też jest boski (wieczny, bez początku). > Boski ? Skoro chcesz używać tego rodzaju określenia- właściwie czemu nie...chociaż- określenie to zawiera sugestię elementu osobowego i nadnaturalnego którego łańcuch wydarzeń- choćby i nieskończony- nie posiada . Mówiąc inaczej- tak, uznaję że nie ma konieczności wprowadzenia pojęcia bytu koniecznego> Jeszcze trochę i sypnie po necie wieścią że ateiści to wierzą w łańcuchy ;D.Może wyjaśnić skąd wiesz, że ów łańcuch wydarzeń nie posiada elementu osobowego? Ten łańcuch ten istnieje sam przez się. Powinien sam siebie definiować. Czy byt, który nie jest świadomy swojego byłby do tego zdolny? Jeśli łańcuch istnieje, ale nie wie, ze istnieje, to dlaczego właśnie jest to łańcuch (przecież nie ma nic innego poza nim, co mogłoby być tego przyczyną)? > Mówiąc inaczej- tak, uznaję że nie ma konieczności wprowadzenia pojęcia bytu koniecznegoWprowadzając łańcuch... dowodzisz, że uznajesz, że jest taka konieczność. Dlaczego nie napiszesz po prostu, że wszechświat "wyskoczył" z absolutnej nicości?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kurczewski (2471 punktów) | > Może wyjaśnić skąd wiesz, że ów łańcuch wydarzeń nie posiada elementu osobowego?> Ten łańcuch ten istnieje sam przez się. Powinien sam siebie definiować. Czy byt, który nie jest świadomy swojego byłby do tego zdolny? Jeśli łańcuch istnieje, ale nie wie, ze istnieje, to dlaczego właśnie jest to łańcuch (przecież nie ma nic innego poza nim, co mogłoby być tego przyczyną)?Możesz wyjaśnić w jaki sposób ciąg wydarzeń ma według Ciebie posiadać "element osobowy" ? Ot- mamy n wydarzeń gdzie n to nieskończoność. Nie ma żadnego powodu dla którego nadawanie jakiejkolwiek przyczynie nadawać cechy osobowe- to Ty postulujesz- bez widocznej przyczyny- taką konieczność. Wszechświat jest- jak ustaliliśmy- redukowalny do tych samych w odniesieniu do WSZYSTKICH swoich najbardziej nawet skomplikowanych elementów- cząstek prostych. > Wprowadzając łańcuch... dowodzisz, że uznajesz, że jest taka konieczność.Nie, nie uznaję. Bytem koniecznym byłaby pojedyncza i definiowalna przyczyna pierwotna. > Dlaczego nie napiszesz po prostu, że wszechświat "wyskoczył" z absolutnej nicości?  Stwierdzenie że "wszechświat wyskoczył z absolutnej nicości" byłoby o tyle w tym szczególnym obrazie nieprawdziwe, że nie zakłada on istnienia owej absolutnej nicości. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Nie ma żadnego powodu dla którego nadawanie jakiejkolwiek przyczynie nadawać cechy osobowe- to Ty postulujesz- bez widocznej przyczyny- taką konieczność. Wszechświat jest- jak ustaliliśmy- redukowalny do tych samych w odniesieniu do WSZYSTKICH swoich najbardziej nawet skomplikowanych elementów- cząstek prostych.Nie autoryzowałam takiego ustalenia  . Czyli uważasz, ze owe proste cząstki mają wolną wolę i świadomość (bo kiedy są w mózgu to mają)?  > >Wprowadzając łańcuch... dowodzisz, że uznajesz, że jest taka konieczność.> Nie, nie uznaję. Bytem koniecznym byłaby pojedyncza i definiowalna przyczyna pierwotna.Teraz zaczynasz mówić tak, jak ja. > >Dlaczego nie napiszesz po prostu, że wszechświat "wyskoczył" z absolutnej nicości?  > Stwierdzenie że "wszechświat wyskoczył z absolutnej nicości" byłoby o tyle w tym szczególnym obrazie nieprawdziwe, że nie zakłada on istnienia owej absolutnej nicości.No właśnie o to pytam: dlaczego nie zakłada absolutnej nicości?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... Czyli uważasz, ze owe proste cząstki mają wolną wolę i świadomość (bo kiedy są w mózgu to mają)?  Moim zdaniem świadomość powstaje ze złożoności, komputer potrafi grać w szachy pomimo, ze jego poszczególne cząstki niekoniecznie. Wracając do "prostych cząstek" - nie są one takie znów proste - podlegają zasadzie nieoznaczoności Heiselberga, co z filozoficznego punktu widzenia czyni je elementami wyjątkowo niepojętymi. > >>Wprowadzając łańcuch... dowodzisz, że uznajesz, że jest taka konieczność.> >Nie, nie uznaję. Bytem koniecznym byłaby pojedyncza i definiowalna przyczyna pierwotna.> Teraz zaczynasz mówić tak, jak ja.To rozumowanie prowadzi co najwyżej do deizmu. Ale to rozumowanie może być jedynie prawdziwe przy założeniu że czasoprzestrzeń naszego wszechświata jest stabilnie przyczynowa - a wcale tak być nie musi - Godel już w 1949 znalazł rozwiązania równań Einsteina z zamkniętymi krzywymi czasopodobnymi. Zmierzam do tego, że tzw. "dowód kosmologiczny" (zdaje się św Augustyna) na istnienie boga jest jedynie chwytem semantycznym. A jak wiemy język ludzki nie nadaje się do opisu Wszechświata - do tego potrzeba matematyki. Dowód kosmologiczny jest wiec zwyczajnie naiwny i wynika z ignorancji współczesnej fizyki. > >>Dlaczego nie napiszesz po prostu, że wszechświat "wyskoczył" z absolutnej nicości?  > >Stwierdzenie że "wszechświat wyskoczył z absolutnej nicości" byłoby o tyle w tym szczególnym obrazie nieprawdziwe, że nie zakłada on istnienia owej absolutnej nicości.> No właśnie o to pytam: dlaczego nie zakłada absolutnej nicości?Bo pytanie o to co było przed Wielkim Wybuchem jest tak samo naiwne jak zapytanie o to co jest bardziej na północ od bieguna północnego (odsyłam do prac Hawkinga i Penrose'a)
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >Moim zdaniem świadomość powstaje ze złożoności, komputer potrafi grać w szachy pomimo, ze jego poszczególne cząstki niekoniecznie. Nie rozumiem, co komputer ma do świadomości. Komputer istnieje, ale nie wie, że istnieje, nie wie, wiec też nic o tym, ze "gra w szachy".
>Ale to rozumowanie może być jedynie prawdziwe przy założeniu że czasoprzestrzeń naszego wszechświata jest stabilnie przyczynowa - a wcale tak być nie musi - Godel już w 1949 znalazł rozwiązania równań Einsteina z zamkniętymi krzywymi czasopodobnymi.
Co rozumiesz przez: "czasoprzestrzeń naszego wszechświata jest stabilnie przyczynowa"??
>Bo pytanie o to co było przed Wielkim Wybuchem jest tak samo naiwne jak zapytanie o to co jest bardziej na północ od bieguna północnego (odsyłam do prac Hawkinga i Penrose'a) To zalezy w jakim znaczeniu używa się słowa "przed": czasowym czy nie. Wybacz, ale to Ty stosujesz, tu chwyty semantyczne: pytanie o to, co było "przed" Wielkim Wybuchem nie ma sensu, bo wtedy czas nie istniał. To jest chyba jedynie problem językowy, że nie da się o to zapytać jeśli "przed" ma tylko sens czasowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | >>Moim zdaniem świadomość powstaje ze złożoności, komputer potrafi grać w szachy pomimo, ze jego poszczególne cząstki niekoniecznie. >Nie rozumiem, co komputer ma do świadomości. Komputer istnieje, ale nie wie, że istnieje, nie wie, wiec też nic o tym, ze "gra w szachy".
Chodziło mi o pokazanie, że złożoność jest czymś więcej niż prostą sumą cząstek elementarnych. Powstawanie świadomości jest jeszcze nie zbadane, ale hipoteza boga nie wnosi tu nic wartościowego tj. mierzalnego, pozwalającego przeprowadzić konkretne doświadczenie praktyczne.
>>Ale to rozumowanie może być jedynie prawdziwe przy założeniu że czasoprzestrzeń naszego wszechświata jest stabilnie przyczynowa - a wcale tak być nie musi - Godel już w 1949 znalazł rozwiązania równań Einsteina z zamkniętymi krzywymi czasopodobnymi. >Co rozumiesz przez: "czasoprzestrzeń naszego wszechświata jest stabilnie przyczynowa"??
Zapewne wiesz, że czas płynie w różnych miejscach Wszechświata z różną prędkością (b. mocno upraszczam) i to do tego stopnia, że Wszechświat nie musi posiadać jednolitej globalnej historii, co w konsekwencji może uniemożliwić odróżnienie przyczyn od skutków. A co z kolei oznacza, że zasada przyczynowo-skutkowa jest niekoniecznie fundamentalną zasadą działania Wszechświata. To z kolei pokazuje jak kruchy jest "łańcuszek szczęścia" prowadzący do Pierwotnej Przyczyny, a oparty rzeczoną zasadę p-s.
>>Bo pytanie o to co było przed Wielkim Wybuchem jest tak samo naiwne jak zapytanie o to co jest bardziej na północ od bieguna północnego (odsyłam do prac Hawkinga i Penrose'a) >To zalezy w jakim znaczeniu używa się słowa "przed": czasowym czy nie.
Wreszcie do czegoś dochodzimy - materia może być dynamiczna bezczasowo (według hipotezy początku wszechświata opartej na arytmetyce nieprzemiennej). Zauważ, że wchodzimy na poziom abstrakcji, w którym wysiada "zdrowy rozsądek" i zostaje jedynie matematyka. I dowód kosmologiczny na istnienie boga sformułowany w języku ludzkim nijak się ma do Wszechświata. A z równań matematycznych nie wynika choćby ślad sił nadprzyrodzonych.
>... To jest chyba jedynie problem językowy, że nie da się o to zapytać jeśli "przed" ma tylko sens czasowy.
W istocie język ludzki nie nadaje się precyzyjnego opisu Wszechświata.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Chodziło mi o pokazanie, że złożoność jest czymś więcej niż prostą sumą cząstek elementarnych.Ok. Tylko dlaczego mi to mówisz, może porozmawiaj o tym z Kurczewskim, bo jest najwidoczniej odmiennego zdania. > Powstawanie świadomości jest jeszcze nie zbadane, ale hipoteza boga nie wnosi tu nic wartościowego tj. mierzalnego, pozwalającego przeprowadzić konkretne doświadczenie praktyczne.Tak, bo to Bóg jest stwórcą tego wszystkiego, konkretne doświadczenia można więc wykonywać na jego dziełach (a nie na Nim). > Zapewne wiesz, że czas płynie w różnych miejscach Wszechświata z różną prędkością (b. mocno upraszczam) i to do tego stopnia, że Wszechświat nie musi posiadać jednolitej globalnej historii, co w konsekwencji może uniemożliwić odróżnienie przyczyn od skutków. A co z kolei oznacza, że zasada przyczynowo-skutkowa jest niekoniecznie fundamentalną zasadą działania Wszechświata. To z kolei pokazuje jak kruchy jest "łańcuszek szczęścia" prowadzący do Pierwotnej Przyczyny, a oparty rzeczoną zasadę p-s.W najgorszym wypadku będziemy mieć nieskończenie wiele pierwotnych przyczyn (same p bez s). > Wreszcie do czegoś dochodzimy - materia może być dynamiczna bezczasowo (według hipotezy początku wszechświata opartej na arytmetyce nieprzemiennej). Zauważ, że wchodzimy na poziom abstrakcji, w którym wysiada "zdrowy rozsądek" i zostaje jedynie matematyka. I dowód kosmologiczny na istnienie boga sformułowany w języku ludzkim nijak się ma do Wszechświata. A z równań matematycznych nie wynika choćby ślad sił nadprzyrodzonych.Zaiste, nauka to jest inny (niższy) system wiedzy, niż teologia. Może wiesz, że pojęcie praw przyrody (wzory matematyczne) pojawiło się w Średniowieczu z rozważań nad wszechmocą Boga, tzn. wg teologów to Bóg wymyślił i stworzył prawa (którymi tak się zachwycasz). Dlatego też np. Newton traktował naturę jako wielką łamigłówkę, którą wysiłkiem myśli można rozwikłać. Kosmologiczny "dowód" jest nadal obowiązujący: albo świat jest sam dla siebie Pierwotną przyczyną albo ma przyczynę poza sobą. Wzory matematyczne niczego w tym nie zmieniają. Są nawet tacy, którzy uważają, że niczego nie można by poznać, gdyby nie dało się tego pomyśleć, a można to pomyśleć, tylko dlatego, że zostało wcześniej pomyślane przez Boga. > W istocie język ludzki nie nadaje się precyzyjnego opisu Wszechświata.Ciekawe. A matematyka się nadaje? A jeśli tak, to nie jest "ludzka"? A jeśli nie jest ludzka, to jaka jest?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Chodziło mi o pokazanie, że złożoność jest czymś więcej niż prostą sumą cząstek elementarnych.> Ok. Tylko dlaczego mi to mówisz, może porozmawiaj o tym z Kurczewskim, bo jest najwidoczniej odmiennego zdania.Kurczewski pisze "Wszechświat jest- jak ustaliliśmy- redukowalny do tych samych w odniesieniu do WSZYSTKICH swoich najbardziej nawet skomplikowanych elementów- cząstek prostych." - i ja się z nim zgadzam  Co nie zmienia faktu, że z prostych cząstek powstaje stosunkowo szybko nieogaranialna umysłem złożoność. I tu dochodzimy fundamentalnej bariery ograniczającej poznanie Wszechświata - czyli złożoności. Są algorytmy obliczeniowe, które potrafią zabić nawet PetaFLOPSowe klastry HPC. Zobacz co robisz - znów chowasz boga poza światłem nauki - nauka nie rozpracowała mechanizmu powstawania świadomości - hurra - wtłaczamy tam koncepcję boga.> >Powstawanie świadomości jest jeszcze nie zbadane, ale hipoteza boga nie wnosi tu nic wartościowego tj. mierzalnego, pozwalającego przeprowadzić konkretne doświadczenie praktyczne.> Tak, bo to Bóg jest stwórcą tego wszystkiego, konkretne doświadczenia można więc wykonywać na jego dziełach (a nie na Nim).No tak, dogmat jest jak tarcza  - zawsze można się nim zasłonić. Zauważ, że dogmat ten jednak nie prowadzi do Jezusa tylko co najwyżej do boga deistów. > >Zapewne wiesz, że czas płynie w różnych miejscach Wszechświata z różną prędkością (b. mocno upraszczam) i to do tego stopnia, że Wszechświat nie musi posiadać jednolitej globalnej historii, co w konsekwencji może uniemożliwić odróżnienie przyczyn od skutków. A co z kolei oznacza, że zasada przyczynowo-skutkowa jest niekoniecznie fundamentalną zasadą działania Wszechświata. To z kolei pokazuje jak kruchy jest "łańcuszek szczęścia" prowadzący do Pierwotnej Przyczyny, a oparty rzeczoną zasadę p-s.> W najgorszym wypadku będziemy mieć nieskończenie wiele pierwotnych przyczyn (same p bez s).I żadna z tych "nieskończenie wielu pierwotnych przyczyn" nie musi mieć nic wspólnego z żadnym z "pism świętych". > Zaiste, nauka to jest inny (niższy) system wiedzy, niż teologia.A czy jest na to lepszy dowód niż dogmat czy subiektywne odczucia? Koncepcji pseudonaukowych świetnie tłumaczących "przeszłe" zjawiska jest wiele, tylko żadna nie daje wyników dających się ekstrapolować w przyszłość. Podobnie jest z koncepcją boga. > Może wiesz, że pojęcie praw przyrody (wzory matematyczne) pojawiło się w Średniowieczu z rozważań nad wszechmocą Boga, tzn. wg teologów to Bóg wymyślił i stworzył prawa (którymi tak się zachwycasz).A wiesz co się przytrafiało ludziom w Średniowieczu jeśli nieroztropnie próbowali głośno myśleć inaczej niż teologowie nakazywali? > Dlatego też np. Newton traktował naturę jako wielką łamigłówkę, którą wysiłkiem myśli można rozwikłać.Z tym, że Wszechświat wydaje się być zbyt złożony jak na możliwości ludzkiego mózgu. Patrz, teraz próbujesz mi "wszczepić" koncepcję boga za pomocą autorytetu Newtona Z naszej dyskusji wynoszę wniosek, że teologia jest nauką manipulacji ludzkimi umysłami.> Kosmologiczny "dowód" jest nadal obowiązujący:Zgoda, pod warunkiem, że dotyczy innego Wszechświata, niż ten w którym żyjemy  > albo świat jest sam dla siebie Pierwotną przyczyną albo ma przyczynę poza sobą. Wzory matematyczne niczego w tym nie zmieniają.Wzory jako jedyne mówią coś realnego o Wszechświecie, a nie o ludzkich, dziecinnych pragnieniach, żeby ktoś wszechmocny się nami opiekował. > Są nawet tacy, którzy uważają, że niczego nie można by poznać, gdyby nie dało się tego pomyśleć, a można to pomyśleć, tylko dlatego, że zostało wcześniej pomyślane przez Boga.Znów odbijam się od dogmatu. > >W istocie język ludzki nie nadaje się precyzyjnego opisu Wszechświata.> Ciekawe. A matematyka się nadaje?Daje dokładniejsze wyniki od teologii. > A jeśli tak, to nie jest "ludzka"? A jeśli nie jest ludzka, to jaka jest?  Jest obiektywna. I jest najlepszym narzędziem do odnajdywania zależności we Wszechświecie jakie człowiek posiada. Czy jest boska jak sugerujesz? - brak na to racjonalnych dowodów, bo sam subiektywny zachwyt nad pięknem matematyki jeszcze żadnym dowodem teologicznym nie jest.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Kurczewski pisze "Wszechświat jest- jak ustaliliśmy- redukowalny do tych samych w odniesieniu do WSZYSTKICH swoich najbardziej nawet skomplikowanych elementów- cząstek prostych." - i ja się z nim zgadzam > Co nie zmienia faktu, że z prostych cząstek powstaje stosunkowo szybko nieogaranialna umysłem złożoność. I tu dochodzimy fundamentalnej bariery ograniczającej poznanie Wszechświata - czyli złożoności. Są algorytmy obliczeniowe, które potrafią zabić nawet PetaFLOPSowe klastry HPC.Jeśli świadomość pojawia się dopiero, gdy układ jest skomplikowany - wówczas pojedynczy element układu jej nie ma (bo jest zbyt prosty), tylko dopiero cały układ ją ma. A zatem nie jest prawdą, ze świat jest redukowalny do tych samych cząstek prostych, bo oprócz cząstek musza być jeszcze: -"potencjalnie" prawa mówiące o tym, w jaki sposób proste cząstki tworzą skomplikowane układy - "potencjalnie" prawa mówiące o tym, kiedy pojawia się świadomość -oraz "potencjalna" świadomość, (bo świadomość nie jest cząstką prostą) gdyby nie było wyzej wymienionych to owe proste cząstki nie połączyłyby się ze sobą w skomplikowane układy elementów. Litościwie nie wspominam o tym, ze w świetle współczesnych teorii naukowych mówienie o "cząstkach" jest już chyba przestarzałe. > Zobacz co robisz - znów chowasz boga poza światłem nauki - nauka nie rozpracowała mechanizmu powstawania świadomości - hurra - wtłaczamy tam koncepcję boga.Gdzie niby tak robię? > No tak, dogmat jest jak tarcza - zawsze można się nim zasłonić.> Zauważ, że dogmat ten jednak nie prowadzi do Jezusa tylko co najwyżej do boga deistów.Tu nie chodzi o dogmat tylko o logikę. To tak samo jakbym ja dowodziła, ze Szekspir nie istniał (był zbyteczny), bo król Makbet go nigdy nie spotkał...  > I żadna z tych "nieskończenie wielu pierwotnych przyczyn" nie musi mieć nic wspólnego z żadnym z "pism świętych".Nie musi, ale może mieć! > >Zaiste, nauka to jest inny (niższy) system wiedzy, niż teologia.> A czy jest na to lepszy dowód niż dogmat czy subiektywne odczucia?> Koncepcji pseudonaukowych świetnie tłumaczących "przeszłe" zjawiska jest wiele, tylko żadna nie daje wyników dających się ekstrapolować w przyszłość. Podobnie jest z koncepcją boga.To nie wymaga dowodu, to jest klasyfikacja systemów wiedzy słuszna dlatego, że na dnie wszystkiego zawsze jest wiara - również dotyczy to racjonalistów, ateistów, itp. > A wiesz co się przytrafiało ludziom w Średniowieczu jeśli nieroztropnie próbowali głośno myśleć inaczej niż teologowie nakazywali?Nie widze związku. Widzę, że próbujesz odwoływać się do emocji .... > Z tym, że Wszechświat wydaje się być zbyt złożony jak na możliwości ludzkiego mózgu.> Patrz, teraz próbujesz mi "wszczepić" koncepcję boga za pomocą autorytetu Newtona Z naszej dyskusji wynoszę wniosek, że teologia jest nauką manipulacji ludzkimi umysłami.Przecież ja też czytam Twoje wypowiedzi, które są przeciwne wierze, ale jakoś nie pisze mi "wszczepiasz" niewiarę... Cóż, czas zacząć poznawać poglądy innych ludzi (w tym Newtona) - rozumiem, ze Ty wolisz przebywać we własnym "kółku adoracji"?  > Wzory jako jedyne mówią coś realnego o Wszechświecie, a nie o ludzkich, dziecinnych pragnieniach, żeby ktoś wszechmocny się nami opiekował.Jest tak dlatego, że w nauce wzory służą jedynie to opisu tego, co poznaje się zmysłowo. Religia ma znacznie trudniejsze zadanie, gdyż zajmuje się innymi typami zdań niż tylko zdania obserwacyjne, np. zdaniami o wartościach. > >Są nawet tacy, którzy uważają, że niczego nie można by poznać, gdyby nie dało się tego pomyśleć, a można to pomyśleć, tylko dlatego, że zostało wcześniej pomyślane przez Boga.> Znów odbijam się od dogmatu.E tam ... to nie jest żaden dogmat tylko koncepcja filozoficzna. > >Ciekawe. A matematyka się nadaje?> Daje dokładniejsze wyniki od teologii.Te wyniki dotyczą "czegoś innego", więc nie ma sensu ich porównywać. Owszem w matematyce są ściśle dowody, ale za to matematyka nie odpowie na pytanie: jak działa samolot, ani co jest dobre a co złe, itp. > Jest obiektywna. I jest najlepszym narzędziem do odnajdywania zależności we Wszechświecie jakie człowiek posiada.A czy ktoś temu przeczy? Bo na pewno nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Jeśli świadomość pojawia się dopiero, gdy układ jest skomplikowany - wówczas pojedynczy element układu jej nie ma (bo jest zbyt prosty), tylko dopiero cały układ ją ma.To ma sens. > A zatem nie jest prawdą, ze świat jest redukowalny do tych samych cząstek prostych, bo oprócz cząstek musza być jeszcze:> -"potencjalnie" prawa mówiące o tym, w jaki sposób proste cząstki tworzą skomplikowane układy> - "potencjalnie" prawa mówiące o tym, kiedy pojawia się świadomośćDo tego miejsca się zgadzam. > -oraz "potencjalna" świadomość, (bo świadomość nie jest cząstką prostą)Świadomość powstaje ze złożoności, a nie odwrotnie. Ale zaznaczam, że są to spekulacje, bo nie zbadano jeszcze fachowo mechanizmu powstawania świadomości. Złożone układy rządzą się swoimi prawami (np. teoria chaosu), co nie zmienia faktu, że są redukowalne do atomów czy cząstek elementarnych. Wprowadzanie koncepcji inteligentnej siły nic tu nie wyjaśnia. > gdyby nie było wyżej wymienionych to owe proste cząstki nie połączyłyby się ze sobą w skomplikowane układy elementów.Niby dlaczego nie bez myślnika nr 3? Przecież mamy już "potencjalnie prawa mówiące o tym, w jaki sposób proste cząstki tworzą skomplikowane układy". > Litościwie nie wspominam o tym, ze w świetle współczesnych teorii naukowych mówienie o "cząstkach" jest już chyba przestarzałe.To ja również litościwie nie rewanżuję się ironicznym komentarzem  > Tu nie chodzi o dogmat tylko o logikę. To tak samo jakbym ja dowodziła, ze Szekspir nie istniał (był zbyteczny), bo król Makbet go nigdy nie spotkał... Mocno naciągana analogia. Makbet stworzył fikcyjna postać - ok, ale jak to się ma do złożoności Wszechświata? > >I żadna z tych "nieskończenie wielu pierwotnych przyczyn" nie musi mieć nic wspólnego z żadnym z "pism świętych".> Nie musi, ale może mieć!Zgoda, ale jest jeszcze kwestia prawdopodobieństwa. Antropocentryczna wiara, że opatrzność nad nami czuwa, mówi wiele o ludziach i ich potrzebach, a niewiele o Wszechświecie. > To nie wymaga dowodu, to jest klasyfikacja systemów wiedzy słuszna dlatego, że na dnie wszystkiego zawsze jest wiara - również dotyczy to racjonalistów, ateistów, itp.Owszem wymaga dowodu! Jeśli twierdzisz, że istniał bóg - ten konkretny, 2000 lat temu czynił cuda i wyprowadzasz z tego faktu daleko idące wnioski to musisz to udowodnić. I tu dochodzimy do istoty rzeczy, bo skoro koncepcja boga nie wyjaśnia nic w konkretny, mierzalny sposób i jej prawdziwość jest empirycznie nieudowadnialna to należy się do niej odnosić z dużym dystansem. A to że wiara nadaje komuś sens życia, nie znaczy automatycznie, że przedmiot wiary jest prawdziwy. > >A wiesz co się przytrafiało ludziom w Średniowieczu jeśli nieroztropnie próbowali głośno myśleć inaczej niż teologowie nakazywali?> Nie widze związku. Widzę, że próbujesz odwoływać się do emocji ....Wskazuję więc wyprany z emocji związek: w ówczesnym systemie społeczno-politycznym nie było innej możliwości oficjalnego postrzegania świata jak tylko przez pryzmat boga, dlatego "pojęcie praw przyrody (wzory matematyczne)" musiały w tej epoce pojawić się w kontekście "rozważań nad wszechmocą Boga", a nie dlatego, że naprawdę istnieje wszechmocny bóg. > Przecież ja też czytam Twoje wypowiedzi, które są przeciwne wierze, ale jakoś nie pisze mi "wszczepiasz" niewiarę...Bo nie wszczepiam, tylko odmawiam racjonalności twierdzeniu, że bóg na pewno istnieje. > Cóż, czas zacząć poznawać poglądy innych ludzi (w tym Newtona) - rozumiem, ze Ty wolisz przebywać we własnym "kółku adoracji"?  Przecież prowadzimy wymianę poglądów, rzekł bym nawet, że w miarę kulturalną - bez przekraczania pewnych granic  Z drugiej jednak strony nie widzę nic złego w przebywaniu we własnym "kółku adoracji". > ... wzory służą jedynie to opisu tego, co poznaje się zmysłowo. Religia ma znacznie trudniejsze zadanie, gdyż zajmuje się innymi typami zdań niż tylko zdania obserwacyjne, np. zdaniami o wartościach.Wybacz, ale po odczarowaniu z boskości - religia uzasadnia sama siebie i staje się niczym więcej niż doktryną polityczną, a nie nauką (nie mylić z nauką o religiach). > >>Są nawet tacy, którzy uważają, że niczego nie można by poznać, gdyby nie dało się tego pomyśleć, a można to pomyśleć, tylko dlatego, że zostało wcześniej pomyślane przez Boga.> >Znów odbijam się od dogmatu.> E tam ... to nie jest żaden dogmat tylko koncepcja filozoficzna.No tak, ale co ta koncepcja ma wspólnego z realnym światem? > >>Ciekawe. A matematyka się nadaje?> >Daje dokładniejsze wyniki od teologii.> Te wyniki dotyczą "czegoś innego", więc nie ma sensu ich porównywać. Owszem w matematyce są ściśle dowody, ale za to matematyka nie odpowie na pytanie: jak działa samolot, ani co jest dobre a co złe, itp.Bez matematyki odpowiedź na pytanie jak działa samolot jest niekompletna, bez teologii tak. A odpowiedzią na pytania o dobro i zło zajmują się też świeckie nauki. > >Jest obiektywna. I jest najlepszym narzędziem do odnajdywania zależności we Wszechświecie jakie człowiek posiada.> A czy ktoś temu przeczy? Bo na pewno nie ja.No czasami się zgadzamy 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Do tego miejsca się zgadzam.> >-oraz "potencjalna" świadomość, (bo świadomość nie jest cząstką prostą)> Świadomość powstaje ze złożoności, a nie odwrotnie. Ale zaznaczam, że są to spekulacje, bo nie zbadano jeszcze fachowo mechanizmu powstawania świadomości.Oczywiście, ze są to spekulacje. Zauważ jednak, że o świadomości mówimy wtedy, gdy układ nie tylko jest, ale wie, że jest. Jest to nowa cecha układu, która się pojawia - stąd koniecznośc punktu 3. > Złożone układy rządzą się swoimi prawami (np. teoria chaosu), co nie zmienia faktu, że są redukowalne do atomów czy cząstek elementarnych. Wprowadzanie koncepcji inteligentnej siły nic tu nie wyjaśnia.Czyli dla Ciebie "nic to nie zmienia" czy jesteś "inteligentny'" czy tez jesteś jedynie "układem", ktorym rządzi "teoria choasu"?  Jeśli uważasz się za "chaos" to jaki jest sens rozmowy z Tobą? > Niby dlaczego nie bez myślnika nr 3? Przecież mamy już "potencjalnie prawa mówiące o tym, w jaki sposób proste cząstki tworzą skomplikowane układy".Wyjaśniłam to powyżej. Gdyby był tylko punkt 1 i 2 mielibyśmy tylko skomplikowane uklady a nie uklady, ktore wiedzą, że istnieją. Złożonośc nie jest tym samym co (samo)świadomość. > Mocno naciągana analogia. Makbet stworzył fikcyjna postać - ok, ale jak to się ma do złożoności Wszechświata?Czy to nie Ty pisałeś, że Boga nie ma we wzorach matematycznych. Otóż, nie ma, bo to On je stworzył. > Zgoda, ale jest jeszcze kwestia prawdopodobieństwa. Antropocentryczna wiara, że opatrzność nad nami czuwa, mówi wiele o ludziach i ich potrzebach, a niewiele o Wszechświecie.Błąd logiczny. Ludzie ( a więc i ludzkie potrzeby) też są częścią Wszechświata. Antropocentryczna wiara wcale nie jest taka bezpodstawna, ponieważ jeden człowiek (pod względem rozumu i woli ) przewyzsza miliardy galaktyk.. > I tu dochodzimy do istoty rzeczy, bo skoro koncepcja boga nie wyjaśnia nic w konkretny, mierzalny sposób i jej prawdziwość jest empirycznie nieudowadnialna to należy się do niej odnosić z dużym dystansem.Jest to prawdą chyba tylko przypadku kogoś, kogo sens życia ogranicza się konkretnie do "mierzenia" - jest to jednak powierzchowne i mało wnikliwe podejście do rzeczywistości. > A to że wiara nadaje komuś sens życia, nie znaczy automatycznie, że przedmiot wiary jest prawdziwy.A czy ktoś tak twierdzi? > Wskazuję więc wyprany z emocji związek: w ówczesnym systemie społeczno-politycznym nie było innej możliwości oficjalnego postrzegania świata jak tylko przez pryzmat boga, dlatego "pojęcie praw przyrody (wzory matematyczne)" musiały w tej epoce pojawić się w kontekście "rozważań nad wszechmocą Boga", a nie dlatego, że naprawdę istnieje wszechmocny bóg.A może bez pojęcia jednego, wszechmogącego Boga w ogóle nie pojawiłoby się pojęcie praw przyrody? > Bo nie wszczepiam, tylko odmawiam racjonalności twierdzeniu, że bóg na pewno istnieje.Podobno większośc filozofów uważa, że Bóg -w sensie pierwszy byt- jest. Nie jest to dowód lecz jest to poważny argument. > Z drugiej jednak strony nie widzę nic złego w przebywaniu we własnym "kółku adoracji".A ja nie widzę nic złego w wierze w to, że opatrzność nad nami czuwa. > Wybacz, ale po odczarowaniu z boskości - religia uzasadnia sama siebie i staje się niczym więcej niż doktryną polityczną, a nie nauką (nie mylić z nauką o religiach).A dlaczego "odczarowywać religę z boskości"? Jest to równie absurdalny pomysl , co "odczarowywanie" Poczty z dostarczania listów... > >E tam ... to nie jest żaden dogmat tylko koncepcja filozoficzna.> No tak, ale co ta koncepcja ma wspólnego z realnym światem?Tyle samo co każda koncepcja naukowa - czyli nic, oprócz tego, że jest logiczną próbą wyjaśnienia tego świata. > Bez matematyki odpowiedź na pytanie jak działa samolot jest niekompletna, bez teologii tak.Nieprawda. Samolot nie latałby, gdyby prawa nie zachodziły, a na to dlaczego prawa zachodzą matematyka już nie potrafi odpowiedzieć. > A odpowiedzią na pytania o dobro i zło zajmują się też świeckie nauki.Kolejna nieprawda. Nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów (czyli najwyżej tym, co uważa się za dobre lub złe ) -tym co można sprawdzić, a nie wartościowaniem czyli tym, co jest dobre lub złe. > No czasami się zgadzamy  Też mnie to cieszy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... Zauważ jednak, że o świadomości mówimy wtedy, gdy układ nie tylko jest, ale wie, że jest. Jest to nowa cecha układu, która się pojawia ...Tylko że nie bardzo widzę racjonalną możliwość wepchnięcia tu "wyższej świadomości" bez pogwałcenia zasady ekonomii myślenia. > >Złożone układy rządzą się swoimi prawami (np. teoria chaosu), co nie zmienia faktu, że są redukowalne do atomów czy cząstek elementarnych. Wprowadzanie koncepcji inteligentnej siły nic tu nie wyjaśnia.> Czyli dla Ciebie "nic to nie zmienia" czy jesteś "inteligentny'" czy tez jesteś jedynie "układem", ktorym rządzi "teoria choasu"?  Jestem materialnym układem, ziarnkiem piasku na megapustyni Wszechświata. I nie pogarsza mojego samopoczucia fakt, że dla Wszechświata jestem zupełnie obojętny. Nie jestem uzależniony od myśli, że skoro mam samoświadomość to muszę być dzieckiem jakiegoś mistycznego stwórcy, który mnie obroni. W świecie bez cudów można normalnie żyć! > Jeśli uważasz się za "chaos" to jaki jest sens rozmowy z Tobą?Zdarza mi się czasami coś zgubić lub zapomnieć, ale żeby od razu od "chaosu" wyzywać  > >Niby dlaczego nie bez myślnika nr 3? Przecież mamy już "potencjalnie prawa mówiące o tym, w jaki sposób proste cząstki tworzą skomplikowane układy".> Wyjaśniłam to powyżej. Gdyby był tylko punkt 1 i 2 mielibyśmy tylko skomplikowane uklady a nie uklady, ktore wiedzą, że istnieją. Złożonośc nie jest tym samym co (samo)świadomość.Jedyny problem to brak empirycznych danych potwierdzających Twoje rozumowanie. Filozofia jest niewystarczająca do badania złożoności układów. > >Mocno naciągana analogia. Makbet stworzył fikcyjna postać - ok, ale jak to się ma do złożoności Wszechświata?> Czy to nie Ty pisałeś, że Boga nie ma we wzorach matematycznych. Otóż, nie ma, bo to On je stworzył.To powinien dzieło podpisać, bo potem taki Einstein sobie całą chwałę przypisuje!  > >Zgoda, ale jest jeszcze kwestia prawdopodobieństwa. Antropocentryczna wiara, że opatrzność nad nami czuwa, mówi wiele o ludziach i ich potrzebach, a niewiele o Wszechświecie.> Błąd logiczny. Ludzie ( a więc i ludzkie potrzeby) też są częścią Wszechświata. Antropocentryczna wiara wcale nie jest taka bezpodstawna, ponieważ jeden człowiek (pod względem rozumu i woli ) przewyzsza miliardy galaktyk.Przypominam, że antropocentryczna wiara w fakt, że to ziemia jest centrum Wszechświata okazała się hmm ... niedokładna. A co dzieje się na miliardach galaktyk zwyczajnie nie wiesz, więc zalecam trochę otwartości na różne możliwości. > >I tu dochodzimy do istoty rzeczy, bo skoro koncepcja boga nie wyjaśnia nic w konkretny, mierzalny sposób i jej prawdziwość jest empirycznie nieudowadnialna to należy się do niej odnosić z dużym dystansem.> Jest to prawdą chyba tylko przypadku kogoś, kogo sens życia ogranicza się konkretnie do "mierzenia" - jest to jednak powierzchowne i mało wnikliwe podejście do rzeczywistości.A co ma sens życia do prawdy o Wszechświecie? Jak wiara nadaje Ci sens życia to proszę bardzo, ale - z czystej przyzwoitości - nie opowiadaj, że wiara ma racjonalne podstawy, ani że "pisma święte" są źródłem rzetelnej wiedzy o Wszechświecie. > >A to że wiara nadaje komuś sens życia, nie znaczy automatycznie, że przedmiot wiary jest prawdziwy.> A czy ktoś tak twierdzi?Uściślę, to że wierzysz w boga nie znaczy, ze nie możesz się mylić. > A może bez pojęcia jednego, wszechmogącego Boga w ogóle nie pojawiłoby się pojęcie praw przyrody?Cóż, błędne założenia początkowe nie są rzadkością w nauce, na dzień dzisiejszy koncepcja boga jest zbędna. > >Bo nie wszczepiam, tylko odmawiam racjonalności twierdzeniu, że bóg na pewno istnieje.> Podobno większość filozofów uważa, że Bóg -w sensie pierwszy byt- jest. Nie jest to dowód lecz jest to poważny argument.Filozofia jest niewystarczająca do badań początków Wszechświata. Oto przykład: Czy Bóg potrafi zmienić prawa logiki? Jeśli tak to nie ma sensu w niego wierzyć w jakiś logiczny, formalny sposób. Jeśli nie to lepiej wierzyć w prawa logiki. > A ja nie widzę nic złego w wierze w to, że opatrzność nad nami czuwa.OK, ale widzę dużo złego w narzucaniu siłą takiego światopoglądu. > A dlaczego "odczarowywać religę z boskości"?Żeby np. zobaczyć czym naprawdę jest i jak działa na umysły ludzi. I trzeba też przypadek nieistnienia boga rozpatrzyć, żeby udowodnić jej prawdziwość, np. weźmy takich scjentologów - maszynka się nakręca pomimo, że ich bóg nie istnieje, a Twórca tego kościoła przyznał publicznie, że założył kościół dla pieniędzy. > Jest to równie absurdalny pomysl , co "odczarowywanie" Poczty z dostarczania listów...Proszę Cię ... analogia trudna do zaakceptowania. > >>E tam ... to nie jest żaden dogmat tylko koncepcja filozoficzna.> >No tak, ale co ta koncepcja ma wspólnego z realnym światem?> Tyle samo co każda koncepcja naukowa - czyli nic, oprócz tego, że jest logiczną próbą wyjaśnienia tego świata.Zapominasz o danych empirycznych i konieczności z nimi zgodności dla koncepcji naukowych. > >Bez matematyki odpowiedź na pytanie jak działa samolot jest niekompletna, bez teologii tak.> Nieprawda. Samolot nie latałby, gdyby prawa nie zachodziły, a na to dlaczego prawa zachodzą matematyka już nie potrafi odpowiedzieć.Ale to nie jest powód, żeby odpowiedź przyjmować arbitralnie poprzez przyjęcie koncepcji Allaha. > >A odpowiedzią na pytania o dobro i zło zajmują się też świeckie nauki.> Kolejna nieprawda. Nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów (czyli najwyżej tym, co uważa się za dobre lub złe ) -tym co można sprawdzić, a nie wartościowaniem czyli tym, co jest dobre lub złe.Teresa Ty wierzysz w boga czy w religię, bo się pogubiłem? 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >... Zauważ jednak, że o świadomości mówimy wtedy, gdy układ nie tylko jest, ale wie, że jest. Jest to nowa cecha układu, która się pojawia ...> Tylko że nie bardzo widzę racjonalną możliwość wepchnięcia tu "wyższej świadomości" bez pogwałcenia zasady ekonomii myślenia.Jak to możliwe, że Ty masz "wyższa świadomość", a do Twojego mózgu nie da się jej wepchnąć? Twoja świadomość jest poza mózgiem, poza wszechświatem a może nie masz świadomości - bo nie rozumiem? > I nie pogarsza mojego samopoczucia fakt, że dla Wszechświata jestem zupełnie obojętny.To żaden argument, bo wiara chrz. nie zawiera tylko treści "poprawiających samopoczucie", jest przeciwnie, bo zawiera też ostrzeżenia przed piekłem psujące samopoczucie. Są tacy, którzy odrzucają wiarę, bo jest "zbyt optymistyczna" a inni, bo jest "zbyt pesymistyczna". > Nie jestem uzależniony od myśli, że skoro mam samoświadomość to muszę być dzieckiem jakiegoś mistycznego stwórcy, który mnie obroni.Czyli wierzysz, ze świadomość powstała tak sama z siebie ... no cóz, ja nie mam az tak dużej wiary. > W świecie bez cudów można normalnie żyć!Nie chodzi o to, czy można żyć "normalnie", lecz o to, co jest prawdziwe. Poza tym, co to znaczy "normalnie" i kto ustala standard "normalności"? Jak widzę w sposób arbitralny wybierasz sobie, to, co "uznajesz" za normalność. Np. czy latanie samolotami przez ludzi jest normalne? Bez tego też przecież można "normalnie" żyć. > Zdarza mi się czasami coś zgubić lub zapomnieć, ale żeby od razu od "chaosu" wyzywać  Wcześniej pisałeś, że są tylko "materialne" układy rządzone przez teorie chaosu (punkt 1 i 2). Stad moje pytanie (w celu weryfikacji): czy uważasz się (ludzi) za taki(e) układ (układy)? > Jedyny problem to brak empirycznych danych potwierdzających Twoje rozumowanie.> Filozofia jest niewystarczająca do badania złożoności układów.Wybacz, ale to bzdura. Filozofia nie służy do wyjaśniania "układów" fizycznych (obojętnie czy złożonych czy nie) co nie oznacza, ze nie jest wystarczająca dla analizy "złożoności" bytu (nic innego niż filozofia nie ma). > >>Mocno naciągana analogia. Makbet stworzył fikcyjna postać - ok, ale jak to się ma do złożoności Wszechświata?> >Czy to nie Ty pisałeś, że Boga nie ma we wzorach matematycznych. Otóż, nie ma, bo to On je stworzył.> To powinien dzieło podpisać, bo potem taki Einstein całą chwałę przypisuje!  Einstein powiedział ponoć: "Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat. Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły"Nie rozumiem jak to się ma do przypisywania sobie chwały jaka przysługuje Stwórcy?  > Przypominam, że antropocentryczna wiara w fakt, że to ziemia jest centrum Wszechświata okazała się hmm ... niedokładna. A co dzieje się na miliardach galaktyk zwyczajnie nie wiesz, więc zalecam trochę otwartości na różne możliwości."Antropocentryczna wiara w fakt, że to ziemia jest centrum Wszechświata" jest wymysłem propagandy racjonalistycznej i antykościelnej. Proszę zobacz: "KIEDY ZIEMIA PRZESTAŁA BYĆ PŁASKA? - ŚREDNIOWIECZE WOBEC KULISTEJ ZIEMI" apologetyka.katolik.net.pl/content/view/1256/72/"WSTRZYMAŁ SŁOŃCE, AWANSOWAŁ ZIEMIĘ" apologetyka.katolik.net.pl/content/view/1260/72/> >>I tu dochodzimy do istoty rzeczy, bo skoro koncepcja boga nie wyjaśnia nic w konkretny, mierzalny sposób i jej prawdziwość jest empirycznie nieudowadniana to należy się do niej odnosić z dużym dystansem.> >Jest to prawdą chyba tylko przypadku kogoś, kogo sens życia ogranicza się konkretnie do "mierzenia" - jest to jednak powierzchowne i mało wnikliwe podejście do rzeczywistości.> A co ma sens życia do prawdy o Wszechświecie?Nie chodziło mi o sens życia tylko o to, że samo "zmierzenie" Wszechświata jest niewystarczające. > Jak wiara nadaje Ci sens życia to proszę bardzo, ale - z czystej przyzwoitości - nie opowiadaj, że wiara ma racjonalne podstawy, ani że "pisma święte" są źródłem rzetelnej wiedzy o Wszechświecie.Jak to? To wszechświat nie został stworzony w ciągu sześciu dni?? > >>A to że wiara nadaje komuś sens życia, nie znaczy automatycznie, że przedmiot wiary jest prawdziwy.> >A czy ktoś tak twierdzi?> Uściślę, to że wierzysz w boga nie znaczy, ze nie możesz się mylić.O mnie się nie martw, jeśli się mylę, to i tak nic nie stracę, gorzej może być z Tobą. > >A może bez pojęcia jednego, wszechmogącego Boga w ogóle nie pojawiłoby się pojęcie praw przyrody?> Cóż, błędne założenia początkowe nie są rzadkością w nauce, na dzień dzisiejszy koncepcja boga jest zbędna.W jakiej nauce? W fizyce owszem - tak, jest zbędny, bo ona bada tylko zjawiska zachodzące w świecie, ale na pewno nie w filozofii. > Jeśli tak to nie ma sensu w niego wierzyć w jakiś logiczny, formalny sposób.> Jeśli nie to lepiej wierzyć w prawa logiki.Nie rozumiem co to znaczy "wierzyć w prawa logiki". Jezus Chrystus kiedy był na ziemi posługiwał się "ludzką" logiką, bo używał "ludzkiego" języka (uważał więc logikę ludzką za wystarczająco dobrą). > >A ja nie widzę nic złego w wierze w to, że opatrzność nad nami czuwa.> OK, ale widzę dużo złego w narzucaniu siłą takiego światopoglądu.A czy ktoś tak robi? c d. n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > A dlaczego "odczarowywać religię z boskości"?> Żeby np. zobaczyć czym naprawdę jest i jak działa na umysły ludzi.> I trzeba też przypadek nieistnienia boga rozpatrzyć, żeby udowodnić jej prawdziwość, np. weźmy takich scjentologów (...)Nie od dziś wiadomo, że pieniądz może stać sie bogiem. Podobno jest trzech takich "fałszywych" bogów: władza, pieniądz, seks (gdy się je absolutyzuje to biorą człowieka w niewolę). Zasługą chrześcijaństwa jest to, ze bogowie ci zostali zdemaskowani jako nalezący do sfery "świeckiej" także dziś przynajmniej nikt nie buduje już dla nich świątyń (jak dawniej np. kwitła prostytucja sakralna). Może z wyjątkiem scjentologów ....  > >Jest to równie absurdalny pomysł , co "odczarowywanie" Poczty z dostarczania listów...> Proszę Cię ... analogia trudna do zaakceptowania.Dlaczego? Wg mnie jest bardzo dobra.  > >>>E tam ... to nie jest żaden dogmat tylko koncepcja filozoficzna.> >>No tak, ale co ta koncepcja ma wspólnego z realnym światem?> >Tyle samo co każda koncepcja naukowa - czyli nic, oprócz tego, że jest logiczną próbą wyjaśnienia tego świata.> Zapominasz o danych empirycznych i konieczności z nimi zgodności dla koncepcji naukowych.Dzięki za przypomnienie, ale to niczego nie zmienia. > >>Bez matematyki odpowiedź na pytanie jak działa samolot jest niekompletna, bez teologii tak.> >Nieprawda. Samolot nie latałby, gdyby prawa nie zachodziły, a na to dlaczego prawa zachodzą matematyka już nie potrafi odpowiedzieć.> Ale to nie jest powód, żeby odpowiedź przyjmować arbitralnie poprzez przyjęcie koncepcji Allaha.Oczywiście, że nie, ale to tez nie jest powód, aby twierdzić, ze "z matematyką" odpowiedź jest już kompletna. Wzory matematyczne same "nie ożyją". > >>A odpowiedzią na pytania o dobro i zło zajmują się też świeckie nauki.> >Kolejna nieprawda. Nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów (czyli najwyżej tym, co uważa się za dobre lub złe ) -tym co można sprawdzić, a nie wartościowaniem czyli tym, co jest dobre lub złe.> Teresa Ty wierzysz w boga czy w religię, bo się pogubiłem?  O jakiego "boga" pytasz? Pytanie o czy wierzę w religię jest absurdalne, bo to tak samo jakbym ja Cię zapytała np. czy wierzysz "światopogląd".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Jak to możliwe, że Ty masz "wyższa świadomość", a do Twojego mózgu nie da się jej wepchnąć? Twoja świadomość jest poza mózgiem, poza wszechświatem a może nie masz świadomości - bo nie rozumiem?Zależy jak rozumieć "wyższą świadomość" - jeśli jako "myśl boga" lub "duszę" to będzie ciężko ją wepchnąć do mojej głowy bez racjonalnych (potwierdzonych doświadczalnie) przesłanek. Jeśli natomiast uznamy świadomość za efekt narastającej złożoności układu to mamy prostą i logiczną koncepcję - dobór naturalny, który tłumaczy wymiernie szereg zjawisk w przeciwieństwie do koncepcji boga czy duszy, które nie wyjaśnia niczego i demotywuja do wszelkich prób poznawania złożoności świata. Wiązanie istnienia świadomości z koniecznością istnienia boga i w konsekwencji duszy jest kwestią wiary, a nie racjonalną przesłanką. > >I nie pogarsza mojego samopoczucia fakt, że dla Wszechświata jestem zupełnie obojętny.> To żaden argument, bo wiara chrz. nie zawiera tylko treści "poprawiających samopoczucie", jest przeciwnie, bo zawiera też ostrzeżenia przed piekłem psujące samopoczucie. Są tacy, którzy odrzucają wiarę, bo jest "zbyt optymistyczna" a inni, bo jest "zbyt pesymistyczna".Po pierwsze nie tylko wiara chrześcijańska (nie tylko Jezus umierał na krzyżu za nasze grzechy, są starsze podobne wierzenia) po drugie nie znam nikogo kto odrzuca wiarę bo jest zbyt "pesymistyczna" czy "optymistyczna", tu chodzi o prawdopodobieństwo. Powszechnie wiadomo, że człowiek ma tendencje do dostrzegania zjawisk nadnaturalnych tam gdzie świat jest dla niego zbyt skomplikowany, dlatego twierdzę, że człowiek wierzy, bo chce wierzyć, a nie dlatego, że bóg naprawdę istnieje. > >Nie jestem uzależniony od myśli, że skoro mam samoświadomość to muszę być dzieckiem jakiegoś mistycznego stwórcy, który mnie obroni.> Czyli wierzysz, ze świadomość powstała tak sama z siebie ... no cóz, ja nie mam az tak dużej wiary.A ja nie mam tej wiary wcale - znów to kwestia racjonalnej oceny prawdopodobieństwa  > >W świecie bez cudów można normalnie żyć!> Nie chodzi o to, czy można żyć "normalnie", lecz o to, co jest prawdziwe.Otóż to! A dla mnie tradycja przodków nie jest argumentem wystarczającym do uznania czegoś za prawdziwe. A dowody św. Anzelma są sofizmatami. Poza tym mechanizmy powstawania religii, rozprzestrzeniania się i zapominania o jej prawdziwych początkach są dobrze znane i zbadane, bo wydarzyły się współcześnie - patrz kult cargo podobnie mogło powstać chrześcijaństwo > Poza tym, co to znaczy "normalnie" i kto ustala standard "normalności"? Jak widzę w sposób arbitralny wybierasz sobie, to, co "uznajesz" za normalność.No oczywiście, że tak. Bo to określenie ma w sobie z założenia element subiektywny tj. normalny czyli "zgodny z normą, uchodzący za taki, jaki powinien być" > Np. czy latanie samolotami przez ludzi jest normalne? Bez tego też przecież można "normalnie" żyć.Zbaczamy z tematu. > Wcześniej pisałeś, że są tylko "materialne" układy rządzone przez teorie chaosu (punkt 1 i 2).> Stad moje pytanie (w celu weryfikacji): czy uważasz się (ludzi) za taki(e) układ (układy)?Istotnie uważam ludzi za swoiste "układy złożone", teoria chaosu to tylko narzędzie matematyczne, które pewne zależności ujmuje. > Wybacz, ale to bzdura. Filozofia nie służy do wyjaśniania "układów" fizycznych (obojętnie czy złożonych czy nie) co nie oznacza, ze nie jest wystarczająca dla analizy "złożoności" bytu (nic innego niż filozofia nie ma).Ale musisz przyznać, że jest krok do tyłu za nauką, bo próbuje wyjaśniać na przyczyny powstania wszechświata w oderwaniu od danych empirycznych i tym samym z założenia może produkować bzdury. > Einstein powiedział ponoć: "Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat. Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły"Nie rozumiem jak to się ma do przypisywania sobie chwały jaka przysługuje Stwórcy?  Wg mojej najlepszej wiedzy Einstein nie wierzył w osobowego boga (za co był publicznie krytykowany)  I trudno się z nim nie zgodzić  A że określenia "bóg" używał nagminnie to inna sprawa. > "Antropocentryczna wiara w fakt, że to ziemia jest centrum Wszechświata" jest wymysłem propagandy racjonalistycznej i antykościelnej...I to może racjonaliści wpisali dzieło Kopernika na indeks ksiąg zakazanych? Żeby nie wspomnieć Galileusza  > >>>I tu dochodzimy do istoty rzeczy, bo skoro koncepcja boga nie wyjaśnia nic w konkretny, mierzalny sposób i jej prawdziwość jest empirycznie nieudowadniana to należy się do niej odnosić z dużym dystansem.> >>Jest to prawdą chyba tylko przypadku kogoś, kogo sens życia ogranicza się konkretnie do "mierzenia" - jest to jednak powierzchowne i mało wnikliwe podejście do rzeczywistości.> >A co ma sens życia do prawdy o Wszechświecie?> Nie chodziło mi o sens życia tylko o to, że samo "zmierzenie" Wszechświata jest niewystarczające.Istnienie boga/ów lub nie jako fakt jest w zainteresowaniu nauki i tak powinno być udowodnione. > >Uściślę, to że wierzysz w boga nie znaczy, ze nie możesz się mylić.> O mnie się nie martw, jeśli się mylę, to i tak nic nie stracę, gorzej może być z Tobą.No nie wiem - a jeśli Allach istnieje?  Zostawmy zakład Pascala w spokoju, bo był już zbyt często tu wałkowany. cdn ...
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >>A może bez pojęcia jednego, wszechmogącego Boga w ogóle nie pojawiłoby się pojęcie praw przyrody?> >Cóż, błędne założenia początkowe nie są rzadkością w nauce, na dzień dzisiejszy koncepcja boga jest zbędna.> W jakiej nauce? W fizyce owszem - tak, jest zbędny, bo ona bada tylko zjawiska zachodzące w świecie, ale na pewno nie w filozofii.Zależy od koncepcji filozoficznej, bo z filozofii nauki nie wynika, że "bóg" faktem naukowym jest. > Jezus Chrystus kiedy był na ziemi posługiwał się "ludzką" logiką, bo używał "ludzkiego" języka (uważał więc logikę ludzką za wystarczająco dobrą).Jest zgrabne wyjaśnienie - bo był zwykłym człowiekiem, a nie bogiem!  Boskość mu dorobiono post faktum. > Nie od dziś wiadomo, że pieniądz może stać sie bogiem. Podobno jest trzech takich "fałszywych" bogów: władza, pieniądz, seks (gdy się je absolutyzuje to biorą człowieka w niewolę).Jest mnóstwo fałszywych bogów, a ja nie wierzę tylko w jednego więcej do Ciebie ...  > >>Jest to równie absurdalny pomysł , co "odczarowywanie" Poczty z dostarczania listów...> >Proszę Cię ... analogia trudna do zaakceptowania.> Dlaczego? Wg mnie jest bardzo dobra. Bo poczta nie potrzebuje transcendentnych założeń do działania, wręcz przeciwnie  > >>>>E tam ... to nie jest żaden dogmat tylko koncepcja filozoficzna.> >>>No tak, ale co ta koncepcja ma wspólnego z realnym światem?> >>Tyle samo co każda koncepcja naukowa - czyli nic, oprócz tego, że jest logiczną próbą wyjaśnienia tego świata.> >Zapominasz o danych empirycznych i konieczności z nimi zgodności dla koncepcji naukowych.> Dzięki za przypomnienie, ale to niczego nie zmienia.Dużo zmienia, bo w głowie można naprodukować dużo bzdur, tylko że potem one nie pasują do rzeczywistości  > Oczywiście, że nie, ale to tez nie jest powód, aby twierdzić, ze "z matematyką" odpowiedź jest już kompletna. Wzory matematyczne same "nie ożyją".Spełniają one swoją funkcję bez mistyki. > >>>A odpowiedzią na pytania o dobro i zło zajmują się też świeckie nauki.> >>Kolejna nieprawda. Nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów (czyli najwyżej tym, co uważa się za dobre lub złe ) - tym co można sprawdzić, a nie wartościowaniem czyli tym, co jest dobre lub złe.Ale mamy za dużo różnych religii, które mają sprzeczne odpowiedzi co do istoty dobra i zła, żeby uznać ich nauki za wiarygodne.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Sylwek (15472 punktów) | >Niektórym naprawdę niewiele potrzeba, aby stać się ateistami. Bóg to jest właśnie byt, który nie ma racji istnienia poza sobą. Pytanie, więc kto zrobił Boga nie ma krzty sensu.
A ja na to ci odpowiem: świat to jest właśnie byt, który nie ma racji istnienia poza sobą. Pytanie więc kto zrobił świat nie ma krzty sensu.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > >Dlatego uważam, że skoro przyczyna jest metafizyczna i to tą przyczyną jestem ja (podmiot).> Przepraszam, nie rozumiem powyższegoPodmiot to jest główny proces psychiczny (który "myśli", "wie", "odczuwa", "analizuje" itp.) tak więc jest to coś niematerialnego, dusza, duch. Podmiot to, to co poznaje, a przedmiot to co jest poznawane. > >A czym była motywowana decyzja Maksymiliana Kolbe, który wybrał śmierć z głodu? (..) Obawiam się , ze Twoja teoria jest nazbyt prosta.> Uciekasz ad absurdum. Była to wypadkowa wszystkich czynników które sprawiły że był, kim był. W rezultacie wszystkich nakładających się na siebie czynników- których były miliony jeśli nie miliardy, od tych które miały miejsce tysiące lat temu,Mam pytanie czy dopuszczasz w ogóle, że mogła mieć miejsce inna wersja wydarzeń? A jeśli tak, to, co decyduje o tym, która wersja się wydarza? Po drugie wg mnie masz sprzeczność, bo nie masz prawa mówić, ze lamenty czy krzyki były jakimiś czynnikami, gdyż "lament" jest kategoria psychiczną i niematerialną (takie pojęcie jak "lament" czy "krzyk" nie występuje w fizyce), a Ty właśnie czynniki niematerialne chcesz odrzucić (jako "zapychanie luk w naszej wiedzy"). > Czyli mówiąc o duchu nie masz na myśli elementów transcendentnych tylko psychikę, czy dobrze rozumiem ?Tak. > Czyżbyś siliła się na ironię ? Nareszcie jakieś zdrowe odruchy, brawo ! Wracając do naszej małej utarczki: to, jak dany byt zostanie zaklasyfikowany czy przyporządkowany przez odbiorcę nie zmienia istoty tego bytu. Stąd kamień nigdy nie będzie "mistycznym", chyba że jego cechą charakterystyczną będzie zdolność nawiązania bezpośredniego kontaktu z absolutem.Wielu ludzi (często wbrew wykształceniu) wierzy w "magiczne" kamienie, które ich chronią ich przed złymi mocami. Nawet zwykła drabina może przestać być zwykłą, mało istotą rzeczą a nabywa pewnych złowróżbnych cech. Niewątpliwie ludzie ci wierzą, że nawiązali mistyczny kontakt z jakaś głębszą warstwą rzeczywistości. > Mistyczna metafizyka to metafizyka oparta na doświadczeniu mistycznym (czyli na bezpośrednim kontakcie z absolutem, jakkolwiek rozumianym). Mówiąc inaczej- próba wyjaśnienia istoty bytu za pomocą doświadczenia mistycznego. Nasza wiedza na temat działania mózgu pozwala nam na używanie w badaniach nad nim narzędzi być może mniej efektownych, za to o wiele bardziej efektywnych.To pięknie. A czy ktoś usiłował poznawać budowę mózgu za pomocą mistyki?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Podmiot to jest główny proces psychiczny (który "myśli", "wie", "odczuwa", "analizuje" itp.) tak więc jest to coś niematerialnego, dusza, duch. Podmiot to, to co poznaje, a przedmiot to co jest poznawane.Czy możesz podać przykład podmiotu który istnienie w oderwaniu od materii ? > Mam pytanie czy dopuszczasz w ogóle, że mogła mieć miejsce inna wersja wydarzeń? A jeśli tak, to, co decyduje o tym, która wersja się wydarza?Nic nie może decydować o tym "która wersja się wydarza" bo nie mogą istnieć dwie równolegle istniejące. Bóg nie może równocześnie mieć i nie mieć wpływu na wydarzenia- albo ma- i rację masz Ty- albo nie ma- i rację mam ja. > Po drugie wg mnie masz sprzeczność, bo nie masz prawa mówić, ze lamenty czy krzyki były jakimiś czynnikami, gdyż "lament" jest kategoria psychiczną i niematerialną (takie pojęcie jak "lament" czy "krzyk" nie występuje w fizyce), a Ty właśnie czynniki niematerialne chcesz odrzucić (jako "zapychanie luk w naszej wiedzy").Raz- lament to nie "kategoria psychiczna". Dwa- pokaż mi w którym miejscu postulowałem odrzucenie czynników które "nie występują w fizyce". Trzy- wbrew temu co napisałaś powyżej w tym zdaniu utożsamiasz elementy transcendentne z psychiką. Tym, co odrzucam jest wpływ transcendencji a nie istnienie ludzkiej psychiki. > Wielu ludzi (często wbrew wykształceniu) wierzy w "magiczne" kamienie, które ich chronią ich przed złymi mocami. Nawet zwykła drabina może przestać być zwykłą, mało istotą rzeczą a nabywa pewnych złowróżbnych cech. Niewątpliwie ludzie ci wierzą, że nawiązali mistyczny kontakt z jakaś głębszą warstwą rzeczywistości.Daruj, ale jak się ma fakt że wielu ludzi wierzy w głupoty takie jak tarot czy klątwy do obiektywnego obrazu rzeczywistości ? Czy jeśli "wielu ludzi" uwierzy że Ziemia jest płaska nasz glob nagle stanie się płaski ? > >Mistyczna metafizyka to metafizyka oparta na doświadczeniu mistycznym (czyli na bezpośrednim kontakcie z absolutem, jakkolwiek rozumianym). Mówiąc inaczej- próba wyjaśnienia istoty bytu za pomocą doświadczenia mistycznego. Nasza wiedza na temat działania mózgu pozwala nam na używanie w badaniach nad nim narzędzi być może mniej efektownych, za to o wiele bardziej efektywnych.> To pięknie. A czy ktoś usiłował poznawać budowę mózgu za pomocą mistyki? Nie mogę odpowiedzieć- znając ludzi pewnie tak skoro tworzono już mistyczne mapy ciała. Nie to jest istotne- tym na co chciałem zwrócić uwagę jest kompletna nieprzydatność mistyki w procesie poznawczym. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Czy możesz podać przykład podmiotu który istnienie w oderwaniu od materii ?A znasz jakiś podmiot, który nie może istnieć bez materii? > Nic nie może decydować o tym "która wersja się wydarza" bo nie mogą istnieć dwie równolegle istniejące. Bóg nie może równocześnie mieć i nie mieć wpływu na wydarzenia- albo ma- i rację masz Ty- albo nie ma- i rację mam ja.Moment. Pisałeś, że miliony czynników złożyły się na to, jak postąpił Maksymilian Kolbe. Sama nazwa "czynnik" wskazuje na to, że sprawy mogły się potoczyć inaczej, np. gdybyś jakiś "czynnik" nie wystąpił. Moje pytanie dotyczyło tego, co wg Ciebie decyduje o tym, że takie a nie inne czynniki wystąpiły czy mogły wystąpić inne? Zwłaszcza, że determinizm nie ma "naukowego" uzasadnienia. > Raz- lament to nie "kategoria psychiczna".A jaka? > Dwa- pokaż mi w którym miejscu postulowałem odrzucenie czynników które "nie występują w fizyce".No, ba to, co jest "poza" fizyką nie da się przecież uwiarygodnić testami naukowymi, tego chyba chciałbyś. > Trzy- wbrew temu co napisałaś powyżej w tym zdaniu utożsamiasz elementy transcendentne z psychiką. Tym, co odrzucam jest wpływ transcendencji a nie istnienie ludzkiej psychiki.Żadna indywidualna psychika nie jest transcendentna dla niej samej. Masz przecież świadomość, że jesteś świadomy, wiesz, że coś wiesz, itp. - inaczej z niż np. z grzechem pierworodnym, którego bezpośredniego śladu nie ma w umyśle (grzech pierworodny może być transcendentny). Ale jeśli chodzi o metody uprawomocnione w fizyce czy chemii, to chyba ludzka psychika jest jednak dla nich "transcendentna", w tym sensie, że nie jest materialna (nauki te badają ciała). Jeśli uznamy, że świat to jest tylko to, co można poznać zmysłami, to faktycznie ludzka psychika jest "poza" światem. Jednak nie chciałam tak daleko pójść. Chodziło mi tylko o to, ze o związku ciała i psychiki chyba nie wypowiada się żadna nauka, bo np. fizyka tylko mówi tylko i wyłącznie o bryłkach materii w mózgu (pędzie, masie, prędkości), nie ma to żadnego przełożenia na składniki umysłu,takie, jak np. kolęda, fałszywy wzór na pole trójkąta, czy np. decyzja oddania życia za współwięźnia. Być może "przyczyna" tego jak postąpił Maksymilian Kolbe leżała w jego psychice, a nie np. w warunkach atmosferycznych czy ciśnieniu krwi. > Daruj, ale jak się ma fakt że wielu ludzi wierzy w głupoty takie jak tarot czy klątwy do obiektywnego obrazu rzeczywistości ? Czy jeśli "wielu ludzi" uwierzy że Ziemia jest płaska nasz glob nagle stanie się płaski ?Zgoda. Ale wiara w życie wieczne, w cuda, w skuteczność sakramentów nie jest taką głupotą. > Nie mogę odpowiedzieć- znając ludzi pewnie tak skoro tworzono już mistyczne mapy ciała. Nie to jest istotne- tym na co chciałem zwrócić uwagę jest kompletna nieprzydatność mistyki w procesie poznawczym.W procesie poznawczym mózgu -owszem, ale np. w przypadku np. przyszłych wydarzeń dar proroctwa wydaje się być jednak przydatnym. > Jak napisałem wcześniej- elementem który kwestionuję jest transcendencja, a nie istnienie psychiki czy świadomości. Celowo zacierasz granicę między jednym a drugim ?Niczego nie zacieram. Wyjaśniłam to powyżej. > Już to co napisałem powyżej zaprzecza twierdzeniu o rzekomej niemożności wyjaśnienia działania naszego umysłu bez odwoływania się do boga. Wyjaśnienie takie jest możliwe.Owszem, jest możliwe, ale nie jest ono zbyt wiarygodne, bo jednak człowieka dzieli zbyt duża przepaść w stosunku do zwierząt. Dlaczego ludzie czynią tak duży użytek z mózgu a małpy tak niewielki? Przecież rozum człowieka mieści w sobie cały wszechświat. Dlaczego człowiek nie zadawala się znalezieniem jedzenia i mieszkania, jak zwierzęta, ale sięga poza świat, dlaczego ma wolę, której nawet najsilniejszy popęd i uczcie nie mogą okiełznać? > Nie widzę związku. Cała nasza wiedza to efekt praktycznego wykorzystania potencjału naszego mózgu. Ot- kroczek po kroku, od tłuka pięściowego aż do mikrofalówki ułatwiamy sobie życie dzięki wiedzy którą zdobywamy. Wyłącznie dlatego że możemy i że przynosi nam to korzyści.No, dobrze, ale jakie korzyści przynosi np. alpinistom zdobywanie tysiączników?  > Zaraz- znowu wykrzywiasz. Pytałaś "Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga ?". Nie pytałaś o to czy ta bądź inna koncepcja boga jest kiepska ani czy jest prawdziwa.Ok, to proszę napisz śmiało cos więcej na temat statystyki, którą uważałeś za pomocną w odp. na wyżej postawione pytanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > >Czy możesz podać przykład podmiotu który istnienie w oderwaniu od materii ?> A znasz jakiś podmiot, który nie może istnieć bez materii?Pytaniem na pytanie ? A fe  . Oczywiście- weź za przykład łyżkę leżącą na moim biurku. > Moment. Pisałeś, że miliony czynników złożyły się na to, jak postąpił Maksymilian Kolbe. Sama nazwa "czynnik" wskazuje na to, że sprawy mogły się potoczyć inaczej, np. gdybyś jakiś "czynnik" nie wystąpił. Moje pytanie dotyczyło tego, co wg Ciebie decyduje o tym, że takie a nie inne czynniki wystąpiły czy mogły wystąpić inne?Inne czynniki. Nieskończony ich ciąg, jedne wynikające z drugich. > Zwłaszcza, że determinizm nie ma "naukowego" uzasadnienia.O ile wiem trudno będzie znaleźć koncepcję filozoficzną która będzie miała "naukowe" uzasadnienie. > >Raz- lament to nie "kategoria psychiczna".> A jaka?To jedna z nazw stanu emocjonalnego. Skąd swoją drogą pomysł "kategorii psychicznej" ? Mylę się czy też psychologia ani psychiatria nie używają takiego pojęcia ? > No, ba to, co jest "poza" fizyką nie da się przecież uwiarygodnić testami naukowymi, tego chyba chciałbyś.Poza fizyką jest choćby logika, biologia, historia... > Ale jeśli chodzi o metody uprawomocnione w fizyce czy chemii, to chyba ludzka psychika jest jednak dla nich "transcendentna", w tym sensie, że nie jest materialna (nauki te badają ciała).Transcendencja nie oznacza niematerialności, a jedynie niepoznawalność (pozostawanie poza zasięgiem wszelkich narzędzi badawczych, według starszych teorii- po prostu poznania zmysłowego). Ponieważ ludzka psychika może być i jest przedmiotem badań naukowych- nie jest transcendentna. > Jednak nie chciałam tak daleko pójść. (...) Być może "przyczyna" tego jak postąpił Maksymilian Kolbe leżała w jego psychice, a nie np. w warunkach atmosferycznych czy ciśnieniu krwi.Oj- biofizyka już w tej chwili pozwala na wywoływanie określonych reakcji (fakt- prostych, ale jednak), badania A. Newberga ( www.andrewnewberg.com/ ) wnoszą sporo ciekawych informacji na temat wiary. Oczywiście nie zmienia to faktu, że nawet gdy dojdziemy do momentu w którym będziemy posiadać pełną wiedzę na temat funkcjonowania mózgu, świadomości, podświadomości, psychiki itd. itp. kwalifikacja moralna tego co zrobił w Oświęcimiu ojciec Kolbe pozostanie niezmiennie wysoka. > Zgoda. Ale wiara w życie wieczne, w cuda, w skuteczność sakramentów nie jest taką głupotą.Przepraszam bo może to pytanie sprawi Ci przykrość ale na jakiej podstawie tak twierdzisz ? Jest również wiarą- tak samo jak i wiara we wróżki stanowi uzasadnienie sama dla siebie. > W procesie poznawczym mózgu -owszem, ale np. w przypadku np. przyszłych wydarzeń dar proroctwa wydaje się być jednak przydatnym.Klops w tym że wszelkie proroctwa są weryfikowalne post factum (jeśli wogóle) > Owszem, jest możliwe, ale nie jest ono zbyt wiarygodne, bo jednak człowieka dzieli zbyt duża przepaść w stosunku do zwierząt.Nie zgadzam się z tym. Trudno mówić o przepaści. > Dlaczego ludzie czynią tak duży użytek z mózgu a małpy tak niewielki?Tak naprawdę jeśli chodzi o sposób wykorzystania mózgu to jesteśmy (ludzie i małpy) bardzo blisko. > Dlaczego człowiek nie zadawala się znalezieniem jedzenia i mieszkania, jak zwierzęta, ale sięga poza świat,Nawet zwierzęta nie zadowalają się znalezieniem jedzenia i mieszkania a ekspansja w sprzyjających warunkach i przy użyciu wszelkich dostępnych środków jest zjawiskiem wspólnym dla wszystkich gatunków. > dlaczego ma wolę, której nawet najsilniejszy popęd i uczcie nie mogą okiełznać?Oj... czasem mogą (w przypadku większości ludzi prawie zawsze okiełznują)- a wolę posiadają również zwierzęta. > No, dobrze, ale jakie korzyści przynosi np. alpinistom zdobywanie tysiączników?  Przyjemność. Nie wszystkie nasze działania są sensowne- jazda na karuzeli z punktu widzenia celowości jest nonsensem, podobnie jak seks nie służący prokreacji. Jedno i drugie jest dość popularnym zajęciem. > Ok, to proszę napisz śmiało cos więcej na temat statystyki, którą uważałeś za pomocną w odp. na wyżej postawione pytanie.Bardzo proszę. Biorąc pod uwagę fakt że ateiści stanowią od 8 do 16 % całości populacji na Ziemi, a gdyby chcieć uzyskać poprawny wynik należałoby sprawdzić jaki odsetek niewierzących przyjmuje taką postawę pod wpływem nauki- czyli z tej grupy jakaś część z pewnością by "odpadła"- można powiedzieć że nie, nauka nie uczyniła zbytecznym istnienia Boga. QED  erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >>Czy możesz podać przykład podmiotu który istnienie w oderwaniu od materii ?> >A znasz jakiś podmiot, który nie może istnieć bez materii?> Pytaniem na pytanie ? A fe . Oczywiście- weź za przykład łyżkę leżącą na moim biurku.Łyżkę na biurku uważasz za podmiot?  > >Moment. Pisałeś, że miliony czynników złożyły się na to, jak postąpił Maksymilian Kolbe. Sama nazwa "czynnik" wskazuje na to, że sprawy mogły się potoczyć inaczej, np. gdybyś jakiś "czynnik" nie wystąpił. Moje pytanie dotyczyło tego, co wg Ciebie decyduje o tym, że takie a nie inne czynniki wystąpiły czy mogły wystąpić inne?> Inne czynniki. Nieskończony ich ciąg, jedne wynikające z drugich.Nie wiem skąd tak silne przekonanie o istnieniu nieskończonego ciągu, bo np. jeśli odwołamy się do mechaniki kwantowej, to napotykamy nieprzewidywalność i nieopisywalność dokładnego momentu powstania cząstki elementarnej. Tu nie istnieje "ciąg". > >Zwłaszcza, że determinizm nie ma "naukowego" uzasadnienia.> O ile wiem trudno będzie znaleźć koncepcję filozoficzną która będzie miała "naukowe" uzasadnienie.Obawiam się, że "Nieskończony ich ciąg, jedne wynikające z drugich" też nie ma naukowego uzasadnienia.  > >>Raz- lament to nie "kategoria psychiczna".> >A jaka?> To jedna z nazw stanu emocjonalnego. Skąd swoją drogą pomysł "kategorii psychicznej" ? Mylę się czy też psychologia ani psychiatria nie używają takiego pojęcia ?W filozofii są używane tego typu pojęcia. > Transcendencja nie oznacza niematerialności, a jedynie niepoznawalność (pozostawanie poza zasięgiem wszelkich narzędzi badawczych, według starszych teorii- po prostu poznania zmysłowego). Ponieważ ludzka psychika może być i jest przedmiotem badań naukowych- nie jest transcendentna.Skoro nie jest transcendetna to proszę odpowiedz jaka nauka potrafi rozstrzygnąc czy czlowiek ma wolną wolę czy nie?  Wg mnie żadna. Psychologia tego nie rozstrzygnie, bo zakłada, że wolna wola już istnieje. Fizyka nie zna pojecia "wolnej woli". > >Jednak nie chciałam tak daleko pójść. (...) Być może "przyczyna" tego jak postąpił Maksymilian Kolbe leżała w jego psychice, a nie np. w warunkach atmosferycznych czy ciśnieniu krwi.> Oj- biofizyka już w tej chwili pozwala na wywoływanie określonych reakcji (fakt- prostych, ale jednak), badania A. Newberga ( www.andrewnewberg.com/ ) wnoszą sporo ciekawych informacji na temat wiary. Oczywiście nie zmienia to faktu, że nawet gdy dojdziemy do momentu w którym będziemy posiadać pełną wiedzę na temat funkcjonowania mózgu, świadomości, podświadomości, psychiki itd. itp. kwalifikacja moralna tego co zrobił w Oświęcimiu ojciec Kolbe pozostanie niezmiennie wysoka.To ciekawe. A czy zbadano już dar "mówienia obcymi językami"? To byłaby rewelacja " gdyby się okazało, że wystarczy "podrażnić" mózg żeby zacząć mówić w obcym języku albo napisać dowolne dzieło, np. "Pana Tadeusza" (oczywiście nie znając go wcześniej).  > >Zgoda. Ale wiara w życie wieczne, w cuda, w skuteczność sakramentów nie jest taką głupotą.> Przepraszam bo może to pytanie sprawi Ci przykrość ale na jakiej podstawie tak twierdzisz ? Jest również wiarą- tak samo jak i wiara we wróżki stanowi uzasadnienie sama dla siebie.Chodzi o to ze mogą być prawdziwe (są niesprzeczne) i nie kłócą się z wynikami żadnych nauk a nadają życiu sens. Nie potrafiłabym wierzyć w coś, o czym sama bym wiedziała, że istnieje to tylko w mojej głowie (wymyślony sens zycia), dlatego wolę wierzyć w Boga, gdyż On może istnieć naprawdę. Wolę modlić się zamiast "trzymac za kogoś kciuki", bo modlitwa może naprawdę zadziałać, a "trzymanie kciuków" - nie. > >W procesie poznawczym mózgu -owszem, ale np. w przypadku np. przyszłych wydarzeń dar proroctwa wydaje się być jednak przydatnym.> Klops w tym że wszelkie proroctwa są weryfikowalne post factum (jeśli wogóle)Wow! A co nie jest weryfikowalne post factum?  > Tak naprawdę, jeśli chodzi o sposób wykorzystania mózgu to jesteśmy (ludzie i małpy) bardzo blisko.Jeśli jesteśmy bardzo blisko (ludzie i małpy) pod względem wykorzystania mózgu- to tym bardziej staje się dziwne, ze człowiek potrafi zagrać na skrzypcach, zbudować kolosalny budynek, napisać powieść a małpa - nie. Tak samo małpa a ma dwie ręce i człowiek ma dwie ręce - ale dziwne jest właśnie jest to, że mając dwie ręce robi nimi tak nie wiele!!! > Bardzo proszę. Biorąc pod uwagę fakt że ateiści stanowią od 8 do 16 % całości populacji na Ziemi, a gdyby chcieć uzyskać poprawny wynik należałoby sprawdzić jaki odsetek niewierzących przyjmuje taką postawę pod wpływem nauki- czyli z tej grupy jakaś część z pewnością by "odpadła"- można powiedzieć że nie, nauka nie uczyniła zbytecznym istnienia Boga. QEDPrzykro mi, ale to jest brak konsekwencji. Kiedy rozmailiśmy o mistyce to pozwól, że przytoczę Twoje słowa, bo napisałeś: "Czy jeśli "wielu ludzi" uwierzy, że Ziemia jest płaska nasz glob nagle stanie się płaski?" a jak rozmawiamy o Bogu to potrzebujesz statystki? Ciekawe dlaczego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Łyżkę na biurku uważasz za podmiot? W szerokim rozumieniu ? Tak > Nie wiem skąd tak silne przekonanie o istnieniu nieskończonego ciągu, bo np. jeśli odwołamy się do mechaniki kwantowej, to napotykamy nieprzewidywalność i nieopisywalność dokładnego momentu powstania cząstki elementarnej. Tu nie istnieje "ciąg".Owszem- ciągle istnieje. Następuje zaledwie przeniesienie akcentu na nieprzewidywalność następstw kolejnych elementów. > Obawiam się, że "Nieskończony ich ciąg, jedne wynikające z drugich" też nie ma naukowego uzasadnienia. Masz rację. > Skoro nie jest transcendetna to proszę odpowiedz jaka nauka potrafi rozstrzygnąc czy czlowiek ma wolną wolę czy nie? Wg mnie żadna. Psychologia tego nie rozstrzygnie, bo zakłada, że wolna wola już istnieje. Fizyka nie zna pojecia "wolnej woli".Czekaj- czy dobrze rozumiem ? Jeśli nauka nie potrafi udzielić odpowiedzi na jakieś pytanie to znaczy że mamy do czynienia z transcendencją ? Kurcze, właśnie udowodniłaś, że zimna fuzja i lekarstwo na HIV to byty transcendentne. Gratulacje. > To ciekawe. A czy zbadano już dar "mówienia obcymi językami"? To byłaby rewelacja " gdyby się okazało, że wystarczy "podrażnić" mózg żeby zacząć mówić w obcym języku albo napisać dowolne dzieło, np. "Pana Tadeusza" (oczywiście nie znając go wcześniej).  A potwierdzono istnienie owego "daru" ? > Chodzi o to ze mogą być prawdziwe (są niesprzeczne) i nie kłócą się z wynikami żadnych nauk a nadają życiu sens. Nie potrafiłabym wierzyć w coś, o czym sama bym wiedziała, że istnieje to tylko w mojej głowie (wymyślony sens zycia), dlatego wolę wierzyć w Boga, gdyż On może istnieć naprawdę. Wolę modlić się zamiast "trzymac za kogoś kciuki", bo modlitwa może naprawdę zadziałać, a "trzymanie kciuków" - nie.Nie wiesz czy modlitwa może zadziałać (wierzysz w to) a niesprzeczość wiary z nauką jest o tyle zasadna, o ile wiara zajmuje obszary którymi nauka nie może się zajmować (sferę transcendencji). Twoja wiara jest w tym przypadku tak samo prawdziwa jak wiara muzułmanina czy buddysty (co zresztą jest źródłem nieustannych problemów w sporach pomiędzy religiami- wszystkie oparte sa na zbliżonych założeniach więc trudno podważyć podstawy jednej bez podkopywania wszystkich pozostałych). Zostawmy kwestię Twojej wiary- to twoja prywatna sprawa i zupełnie nie mój interes. > Wow! A co nie jest weryfikowalne post factum? Trafiony zatopiony  . Masz racje, rezultaty wszelkich działań są weryfikowalne w ten sposób. Niestety w przypadku proroctw odsetek tych które się sprawdzają jest wyjątkowo niski- zbyt niski żeby mogły stanowić narzędzie na którym możnaby polegać. > Jeśli jesteśmy bardzo blisko (ludzie i małpy) pod względem wykorzystania mózgu- to tym bardziej staje się dziwne, ze człowiek potrafi zagrać na skrzypcach, zbudować kolosalny budynek, napisać powieść a małpa - nie.> Tak samo małpa a ma dwie ręce i człowiek ma dwie ręce - ale dziwne jest właśnie jest to, że mając dwie ręce robi nimi tak nie wiele!!!To prawda, tym bardziej że różnicą która decyduje jest tak drobne przystosowanie jak chwyt przeciwstawny. Zmiana pod jaką ustawionych jest ledwie parę kostek. Dla mnie ciekawe jest coś innego co- jak sądzę- jeszcze za naszego życia stanie się problemem również dla teologów. Otóż AI które jesteśmy w stanie stworzyć w tej chwili jest na poziomie - według różnych ocen- od psa do 3-latka. Co będzie w chwili kiedy AI uzyska samoświadomość ? > Przykro mi, ale to jest brak konsekwencji. Kiedy rozmailiśmy o mistyce to pozwól, że przytoczę Twoje słowa, bo napisałeś: "Czy jeśli "wielu ludzi" uwierzy, że Ziemia jest płaska nasz glob nagle stanie się płaski?" a jak rozmawiamy o Bogu to potrzebujesz statystki? Ciekawe dlaczego? Nie, to nie jest brak konsekwencji, natomiast jest to brak zrozumienia lub złośliwość z Twojej strony. Jeśli zadasz sobie trud przeczytania poprzednich postów, zauważysz, że zastrzegłem, że jeśli pytanie dotyczy tego, czy ludziom istnienie boga jest potrzebne, udzielenie odpowiedzi jest możliwe i jak widzisz pokazałem w jaki sposób można udzielić odpowiedzi na tego rodzaju pytanie. W chwili kiedy mówimy o poglądach statystyka znakomicie spełni swoją funkcje. Czym innym byłoby próbowanie zastosowania narzędzi statystycznych do udzielenia odpowiedzi na pytanie "czy bóg istnieje" lub "czy ziemia jest płaska", "czy żona stróża ma kochanka"- wtedy byłby to kliniczny przykład użycia niewłaściwego narzędzia badawczego. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Łyżkę na biurku uważasz za podmiot? > W szerokim rozumieniu ? TakCo przez to rozumiesz? > Owszem- ciągle istnieje. Następuje zaledwie przeniesienie akcentu na nieprzewidywalność następstw kolejnych elementów.Zauważ jednak, że o ścisłym determinizmie da się mówić tylko w wypadku, gdy przyjmuje się, że dla każdego fenomenu istnieje warunek wystarczający i konieczny. Jednak w nauce (mikrofizyce ) mówi się tylko o częściowym determinizmie. Np. żeby jakąś cząstkę, np. elektron, wprawić w ruch muszą być spełnione pewne warunki, jednak one same nie wystarczają, gdyż nawet wtedy, gdy są spełnione, oczekiwany fenomen może nie wystąpić. > Czekaj- czy dobrze rozumiem ? Jeśli nauka nie potrafi udzielić odpowiedzi na jakieś pytanie to znaczy że mamy do czynienia z transcendencją ? Kurcze, właśnie udowodniłaś, że zimna fuzja i lekarstwo na HIV to byty transcendentne. >Gratulacje.Nie chodzi o to, że nauka nie potrafi udzielić odpowiedzi czy istnieje wolna wola czy nie, ale o to, że nawet nie ma nauki, która mogłaby dać taką odpowiedź. > >To ciekawe. A czy zbadano już dar "mówienia obcymi językami"? To byłaby rewelacja " gdyby się okazało, że wystarczy "podrażnić" mózg żeby zacząć mówić w obcym języku albo napisać dowolne dzieło, np. "Pana Tadeusza" (oczywiście nie znając go wcześniej).  > A potwierdzono istnienie owego "daru" ?W "labolatrium"? Zapewne nie. > Niestety w przypadku proroctw odsetek tych które się sprawdzają jest wyjątkowo niski- zbyt niski żeby mogły stanowić narzędzie na którym możnaby polegać.Bo są tez proroctwa fałszywe. Ale prawdziwości proroctw nie mierzy się prawdopodobieństwem tylko źródłem, jeśli pochodzą od Boga to mają najwyższy stopień pewności. > >Tak samo małpa a ma dwie ręce i człowiek ma dwie ręce - ale dziwne jest właśnie jest to, że mając dwie ręce robi nimi tak nie wiele!!!> To prawda, tym bardziej że różnicą która decyduje jest tak drobne przystosowanie jak chwyt przeciwstawny. Zmiana pod jaką ustawionych jest ledwie parę kostek.To jest pozorne wyjaśnienie, którego niczego nie wyjaśnia. Gdyby małpy były to samo inteligentne to chwyt przeciwstawny by im nie przeszkodził.  > Co będzie w chwili kiedy AI uzyska samoświadomość ?Będą dyskusje czy AI ma duszę nieśmiertelną czy nie? > Nie, to nie jest brak konsekwencji, natomiast jest to brak zrozumienia lub złośliwość z Twojej strony. Jeśli zadasz sobie trud przeczytania poprzednich postów, zauważysz, że zastrzegłem, że jeśli pytanie dotyczy tego, czy ludziom istnienie boga jest potrzebne, udzielenie odpowiedzi jest możliwe i jak widzisz pokazałem w jaki sposób można udzielić odpowiedzi na tego rodzaju pytanie. W chwili kiedy mówimy o poglądach statystyka znakomicie spełni swoją funkcje. Czym innym byłoby próbowanie zastosowania narzędzi statystycznych do udzielenia odpowiedzi na pytanie "czy bóg istnieje" lub "czy ziemia jest płaska", "czy żona stróża ma kochanka"- wtedy byłby to kliniczny przykład użycia niewłaściwego narzędzia badawczego.Ok. Wybacz, jednak nie można sprowadzić naszego pytania do pytania o poglądy. To nie jest dobry sposób, aby wykazać, że nauka udziela odpowiedzi na wszystkie pytania -jeśli Ci o to chodziło.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Ok. Wybacz, jednak nie można sprowadzić naszego pytania do pytania o poglądy.> To nie jest dobry sposób, aby wykazać, że nauka udziela odpowiedzi na wszystkie pytania -jeśli Ci o to chodziło.Ale ja wcale nie twierdzę że udziela i nie próbuję tego udowodnić. Pokazuję, że może udzielić odpowiedzi na pytanie które zadałaś- wyjaśniłem dlaczego tak a nie inaczej do niego podchodzę. Byt który istnieje (niekoniecznie byt transcendentny) nie może być "zbytecznym" sam w sobie. Może być zbytecznym dla kogoś - konieczna jest wzajemna relacja- i tą ewentualność przedstawiłem w sposób- mam nadzieję- czytelny. Oczywiście żeby móc sprawdzić czy dany byt stał się takim lub innym, trzeba by mieć narzędzia umożliwiające choćby proste stwierdzenie że ów byt istnieje. Zgodziliśmy się że w przypadku boga tego typu narzędzi być po prostu nie może- jest on bytem transcendentnym- więc w hipotetycznych badaniach tego rodzaju podejście naukowe jest kompletnie nieadekwatnym z powodu przyjętych założeń początkowych. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Ok. Wybacz, jednak nie można sprowadzić naszego pytania do pytania o poglądy.> >To nie jest dobry sposób, aby wykazać, że nauka udziela odpowiedzi na wszystkie pytania -jeśli Ci o to chodziło.> Ale ja wcale nie twierdzę że udziela i nie próbuję tego udowodnić. Pokazuję, że może udzielić odpowiedzi na pytanie które zadałaś- wyjaśniłem dlaczego tak a nie inaczej do niego podchodzę. Byt który istnieje (niekoniecznie byt transcendentny) nie może być "zbytecznym" sam w sobie. Może być zbytecznym dla kogoś - konieczna jest wzajemna relacja- i tą ewentualność przedstawiłem w sposób- mam nadzieję- czytelny.Tak, bo "zbyteczność" jest kategorią psychiczną. Gdybyś nie miał świadomości to w ogóle nie wiedziałbyś, że istniejesz a co dopiero zastanawianie się nad zbytecznością. Nieskończony łańcuch tez - choć nie nazywasz go Bogiem -jest rzeczywistością absolutna. Skoro jesteśmy jednym z etapów w łańcuchu zdarzeń, to łańcuch nie jest zbyteczny - w tym sensie, ze jest potrzebny do zrozumienia rzeczywistości, ale również po to, abyśmy mogli istnieć. > Oczywiście żeby móc sprawdzić czy dany byt stał się takim lub innym, trzeba by mieć narzędzia umożliwiające choćby proste stwierdzenie że ów byt istnieje. Zgodziliśmy się że w przypadku boga tego typu narzędzi być po prostu nie może- jest on bytem transcendentnym- więc w hipotetycznych badaniach tego rodzaju podejście naukowe jest kompletnie nieadekwatnym z powodu przyjętych założeń początkowych.Ponoć nikt nie wykazał przekonywująco, że nie ma możliwości uprawnia naukowej metafizyki. Widzę, że zasłaniasz się tym bytem transcendentnym jak tarczą  . Ale można powiedzieć, że przyglądając się światu, odkrywamy rzeczy, których nie da się w sposób przekonywujący wyjaśnić jako wytworu ślepych sil, lecz rozsądniej jest w nich widzieć świadectwo istnienia Zamysłu (Rozumu). Wcale nie musimy zamysłowi dodawać cech metafizycznych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Nieskończony łańcuch tez - choć nie nazywasz go Bogiem -jest rzeczywistością absolutna. Skoro jesteśmy jednym z etapów w łańcuchu zdarzeń, to łańcuch nie jest zbyteczny - w tym sensie, ze jest potrzebny do zrozumienia rzeczywistości, ale również po to, abyśmy mogli istnieć.Jest jakimś tam modelem rzeczywistości (czy hipotezą). O tyle absolutną o ile kompletną. Jeśli jest fałszywy lub zbyteczny- to nie ma wpływu na nasze istnienie i nauka nie ma powodu do dalszego zajmowania się nim > Widzę, że zasłaniasz się tym bytem transcendentnym jak tarczą . Ale można powiedzieć, że przyglądając się światu, odkrywamy rzeczy, których nie da się w sposób przekonywujący wyjaśnić jako wytworu ślepych sil, lecz rozsądniej jest w nich widzieć świadectwo istnienia Zamysłu (Rozumu). Wcale nie musimy zamysłowi dodawać cech metafizycznych.Daruj ale nie widzę tego rodzaju dowodów. Zasłaniam się ? Nie, to nie ja się zasłaniam i nie ja stworzyłem to pojęcie. Zostało stworzone jako ucieczka przed weryfikacją narzędziami dostępnymi nauce. Kiedyś się mówiło że aniołki są, naprawdę, tylko takie niewidzialne- teraz mówi się że są transcendentne. Czemu nie- ale bądźmy konsekwentni. Jeśli coś jest transcendentne to jest- koniec i kropka, wymyka się poznaniu zmysłowemu i jeśli chce się być uczciwym nie można o tym nic konkretnego powiedzieć. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Jest jakimś tam modelem rzeczywistości (czy hipotezą). O tyle absolutną o ile kompletną. Jeśli jest fałszywy lub zbyteczny- to nie ma wpływu na nasze istnienie i nauka nie ma powodu do dalszego zajmowania się nimNo właśnie, "jeśli", a jeśli nie? Nauka (a konkretnie filozofia) nie potrafi tego rozstrzygnąć, dlatego może zajmować się nim jako jedną z możliwości. > >Widzę, że zasłaniasz się tym bytem transcendentnym jak tarczą . Ale można powiedzieć, że przyglądając się światu, odkrywamy rzeczy, których nie da się w sposób przekonywujący wyjaśnić jako wytworu ślepych sil, lecz rozsądniej jest w nich widzieć świadectwo istnienia Zamysłu (Rozumu). Wcale nie musimy zamysłowi dodawać cech metafizycznych.> Daruj ale nie widzę tego rodzaju dowodów. Zasłaniam się ? Nie, to nie ja się zasłaniam i nie ja stworzyłem to pojęcie. Zostało stworzone jako ucieczka przed weryfikacją narzędziami dostępnymi nauce. Kiedyś się mówiło że aniołki są, naprawdę, tylko takie niewidzialne- teraz mówi się że są transcendentne. Czemu nie- ale bądźmy konsekwentni. Jeśli coś jest transcendentne to jest- koniec i kropka, wymyka się poznaniu zmysłowemu i jeśli chce się być uczciwym nie można o tym nic konkretnego powiedzieć.Sama jestem wyznawczynią religii, w której Bóg jest miłością i sprawiedliwością, a idee miłości i sprawiedliwości są weryfikowalne. Np. w islamie Bóg zupełnie arbitralnie kocha tylko Arabów a w chrz. Bóg kocha wszystkich ludzi bez względu na naród, rasę, płeć, itp.. Poza tym nie rozumiem Twoich dylematów: anioły istnieją naprawdę i są niewidzialne, czyli są transcendentne, ale co to zmienia? Anioł może przyjąć widzialną postać w naszym świecie. Tak samo w chrz.. Bóg przecież stał się człowiekiem (jakoś transcendencja mu w tym nie przeszkodziła). Dziwne jest to, że kiedy już Bóg przestaje być transcendentny, to używasz metod historycznych i przenosisz go z kolei w obszar alegorii i zamiast przeanalizować treść tak, jakbyś zetknął się z tym tekstem pierwszy raz w życiu. Gdyby np. Twój sąsiad powiedział Ci, że jest Bogiem to postukałbyś się w czoło (no, bo jak mały musiałby to być świat, którego on miałby być Bogiem), jednak czytając Ewangelie tak nie robisz. Zastanawiałeś się kiedyś na tym dlaczego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > No właśnie, "jeśli", a jeśli nie? Nauka (a konkretnie filozofia) nie potrafi tego rozstrzygnąć, dlatego może zajmować się nim jako jedną z możliwości.Chcesz jak widzę udowodnić że naukowy opis świata jest mylny bądź niekompletny ale nie masz dowodów na poparcie swojej tezy bo opierasz się na z definicji nieweryfikowalnej wierze w supernaturalia. Będzie trudno ale chętnie posłucham. > Sama jestem wyznawczynią religii, w której Bóg jest miłością i sprawiedliwością, a idee miłości i sprawiedliwości są weryfikowalne. Np. w islamie Bóg zupełnie arbitralnie kocha tylko Arabów a w chrz. Bóg kocha wszystkich ludzi bez względu na naród, rasę, płeć, itp..Nie idzie Ci z tym islamem. Sprawdź może jeszcze raz, hmm ? > Poza tym nie rozumiem Twoich dylematów: anioły istnieją naprawdę i są niewidzialne, czyli są transcendentne, ale co to zmienia? Anioł może przyjąć widzialną postać w naszym świecie. Tak samo w chrz.. Bóg przecież stał się człowiekiem (jakoś transcendencja mu w tym nie przeszkodziła). Dziwne jest to, że kiedy już Bóg przestaje być transcendentny, to używasz metod historycznych i przenosisz go z kolei w obszar alegorii i zamiast przeanalizować treść tak, jakbyś zetknął się z tym tekstem pierwszy raz w życiu.Ja przenoszę w obszar alegorii ? Kto zaproponował alegoryczną interpretację ciemności nad Golgotą ? Czasem rozmawiając z Tobą mam wrażenie że rozmawiam z kilkoma osobami na różnych poziomach którym nie chce się czytać wzajemnie swoich postów. I nie, transcendentny nie znaczy "niewidzialny". Transcendentny oznacza niedostępny poznaniu- jakiemukolwiek. > Gdyby np. Twój sąsiad powiedział Ci, że jest Bogiem to postukałbyś się w czoło (no, bo jak mały musiałby to być świat, którego on miałby być Bogiem), jednak czytając Ewangelie tak nie robisz. Zastanawiałeś się kiedyś na tym dlaczego?Robię. I zastanawiam się jak ktokolwiek może wierzyć w tego rodzaju historie. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Chcesz jak widzę udowodnić że naukowy opis świata jest mylny bądź niekompletny ale nie masz dowodów na poparcie swojej tezy bo opierasz się na z definicji nieweryfikowalnej wierze w supernaturalia. Będzie trudno ale chętnie posłucham.Naukowy opis świata jest mylny i niekompletny, ale tego nie trzeba chyba udowadniać ani nie trzeba się opierać na wierze w supernaturalia, aby to zauważyć. > Nie idzie Ci z tym islamem. Sprawdź może jeszcze raz, hmm ?Czytałam wywiady z osobami, które nawróciły się na chrześcijaństwo z islamu, i każda z nich jako powód porzucenia islamu podawała to, że chce wierzyć w Boga, który jest miłością i sprawiedliwością. Poza tym w islamie widać odniesienia do czasów w których żył Mahomet. Np. Mahomet, żył w świecie którym poligamia była normalna, ale błędnie uczynił z niej prawdę objawioną (przez Boga) - czyli jako absolutnie niezmienną, której należy się bezwzględnie podporządkować ( www.womeninislam.ws/pl/polygamy.aspx). Uzasadnienie jest takie, że kobieta tak została stworzona przez Boga, że jest jakby upośledzona w stosunku do mężczyzny. Proszę bardzo: Fragment z: www.womeni(*)l/woman-and-a-certificate.aspx Allah Najwyższy (Subhaanahu wa ta´ala- Chwała Jemu i Wyniosłość) mówi: (Żądajcie świadectwa dwóch świadków spośród waszych mężczyzn! A jeśli nie będzie dwóch mężczyzn, to jeden mężczyzna i dwie kobiety mogą być świadkami, na których się zgodzicie; jeśli jedna z nich zbłądzi, to druga będzie mogła ją napomnieć. ) (Qur'an 2:282) (...) Ze względu na naturę i charakter kobiety (np. emocjonalność i impulsywność), które mogą mieć wpływ na jej świadectwo i okoliczności z nim związane Allah zadbał o dokładność świadectwa i wykluczenie jakiegokolwiek błędu i dlatego świadectwo kobiety w sprawach karnych nie jest uwzględniane. Jest rzeczą wiadomą, że islam dozwolił kobiecie podobnie jak i mężczyźnie korzystanie z praw dotyczących zobowiązań finansowych. Jedynie naturalne uwarunkowania kobiety i jej szlachetna misja w społeczeństwie wymagają od niej pozostania w domu w celu rozporządzania jego sprawami oraz dopełnienia obowiązku w stosunku do rodziny. Wymaga to od kobiety poświęcenia dużo czasu jak również przyczyni się do sporadycznego odwiedzania przez nią miejsc handlu, w których zazwyczaj zdarzają się kłótnie i afery finansowe a ponieważ z reguły tego rodzaju konflikty są sprawami nie niedotyczącymi kobiety, zatem nie dba o to by o nich pamiętać. (...) Nie dowodzi to poniżenia kobiet, ale jest to rodzaj zapobiegania pomyłkom lub zapomnieniom podczas świadectwa dwóch kobiet gdyż ta druga kobieta wzmacnia świadectwo pierwszej (...)
Jak widać to jest "zamrożenie" mentalności i stosunków społecznych z czasów ST. Tak samo Arystoteles, który zył w świecie, w którym posiadanie niewolników było normalne, pisał o niewolnictwie jako o czymś normalnym, czynił rozróżnienia miedzy ludźmi: wolnymi i niewolnikami (podawał uzasadnienia takiego stan rzeczy jako normalnego!! Pisał o wolnych i niewolnikach jak np. biolodzy piszą o różnych gatunkach roślin. Nauka Jezus Chrystus była zupełnie wyjątkowa, gdyż była wolna od kwestii socjologicznych, co miało i ma ogromne znaczenie. > I nie, transcendentny nie znaczy "niewidzialny". Transcendentny oznacza niedostępny poznaniu- jakiemukolwiek.Nie rozumiem, anioł zwiastował Pannie Maryi, widziała go i słyszała jego głos a mimo to Ty piszesz, że anioł jest niedostępny poznaniu- jakiemukolwiek??? Chodzi Ci o to, że Maryja mogła mieć tylko "duchowy" ("oczyma umysłu") ogląd anioła? Czy może te to, ze anioł nie może się zmaterializować (niby dlaczego)? > Robię. I zastanawiam się jak ktokolwiek może wierzyć w tego rodzaju historie.To budujące.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Naukowy opis świata jest mylny i niekompletny, ale tego nie trzeba chyba udowadniać ani nie trzeba się opierać na wierze w supernaturalia, aby to zauważyć.Niekompletności nie przeczę. Nawet wręcz przeciwnie: wysiłek nauki jest skoncentrowany na obszarach gdzie nasza wiedza jest niekompletna. Natomiast rzekoma mylność nauki jest tylko pobożnym życzeniem wynikającym z wiary w byty nadprzyrodzone. Odwieczny konflikt wiary i rozumu, którego nie usuną nawet encykliki .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > > Naukowy opis świata jest mylny i niekompletny, ale tego nie trzeba chyba udowadniać ani nie trzeba się opierać na wierze w supernaturalia, aby to zauważyć.> Niekompletności nie przeczę. Nawet wręcz przeciwnie: wysiłek nauki jest skoncentrowany na obszarach gdzie nasza wiedza jest niekompletna.> Natomiast rzekoma mylność nauki jest tylko pobożnym życzeniem wynikającym z wiary w byty nadprzyrodzone. Odwieczny konflikt wiary i rozumu, którego nie usuną nawet encykliki .> Czyżby? No to zastanówmy się co to jest nauka? Jest to wysiłek człowieka, aby własnym rozumem, poznać jak najwięcej tych rzeczy, które są w świecie i starać się je wyjaśnić, wytłumaczyć. Przy czym wyjaśnić oznacza: przyjąć jakieś założenia, z których wynika to, co zauważono, zaobserwano. Teoria Kopernika jest takim założeniem, tzn. jeśli je przyjmie to wynikają z niej te rzeczy które obserwujemy. Teoria Kopernika nie jest dogmatem, ludzie przed Kopernikiem inaczej sobie to tłumaczyli. Obecnie tez sobie to inaczej tłumaczymy. Teorie są zastępowane przez inne teorie. Wszystkie teorie przed nami były mylne i chyba nie ma co się łudzić, ze te które mamy obecnie takie nie są. Dogmatem nauki jest właśnie to, że jej wyniki sa zawsze nieostateczne, prowizoryczne, tymczasowe, nauka rości sobie prawo do zmiany swoich teorii (gdyby tak nie byłoby byłaby dogmatem). Inną jednak sprawą jest to, ze na podstawie nauki nie da się oprzeć zasadniczych poglądów nt rzeczywistości (np. na pytanie czy wszechświat jest stworzony żadna nauka CI nie odpowie, bo nauka bada tylko wszechświat, który juz jest). Tak więc jeśli twierdzisz, ze opierasz się tylko na nauce, to przykro mi, ale jasne jest, że musisz czerpać zasadnicze poglądy nt rzeczywistości z jakichś innych źródeł niz nauka ( w tym poglądy nt. zasad moralnych). Ale dobrze, wyniki nauki nie są mylne, są tylko prowizoryczne i tymczasowe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Naukowy opis świata jest mylny i niekompletny, ale tego nie trzeba chyba udowadniać ani nie trzeba się opierać na wierze w supernaturalia, aby to zauważyć.> > Niekompletności nie przeczę. Nawet wręcz przeciwnie: wysiłek nauki jest skoncentrowany na obszarach gdzie nasza wiedza jest niekompletna.> > Natomiast rzekoma mylność nauki jest tylko pobożnym życzeniem wynikającym z wiary w byty nadprzyrodzone. Odwieczny konflikt wiary i rozumu, którego nie usuną nawet encykliki .> Czyżby? No to zastanówmy się co to jest nauka?Tak, masz rację, warto wiedzieć o czym się dyskutuje. > Jest to wysiłek człowieka, aby własnym rozumem, poznać jak najwięcej tych rzeczy, które są w świecie i starać się je wyjaśnić, wytłumaczyć.Może chcielibyśmy aby tym była nauka, ale cel taki jest często nierealizowalny. Celem nauki jest budowanie abstrakcyjnych modeli rzeczywistości, który zakres stosowania i dokładność przystawania do rzeczywistości jest następnie testowany doświadczalnie lub obserwacyjnie. Modele, które coś wyjaśniają są mile widziane i chętniej używane, ale jest to cel poboczny. Skrajnym przykładem jest tu mechanika kwantowa, która nic nie wyjaśnia , mówi nam tylko jak mikroświat funkcjonuje. A robi to tak dobrze, że używając jej wysoce abstrakcyjnego formalizmu matematycznego budujemy lasery, tworzywa sztuczne i telefony komórkowe. > Przy czym wyjaśnić oznacza: przyjąć jakieś założenia, z których wynika to, co zauważono, zaobserwowano. Teoria Kopernika jest takim założeniem, tzn. jeśli je przyjmie to wynikają z niej te rzeczy które obserwujemy.Owszem, robimy założenia, ale potem sprawdzamy czy wynikające z nich teoretyczne wnioski są zgodne z doświadczeniem. Jak są, to znaczy, że założenia były prawdziwe. > Teoria Kopernika nie jest dogmatem, ludzie przed Kopernikiem inaczej sobie to tłumaczyli. Obecnie tez sobie to inaczej tłumaczymy.Nie każdy. Może się zdziwisz, ale zawodowi astronomowie powszechnie używają ptolemejskiego obrazu świata. Po prostu założenie o nieruchomości Ziemi jest wygodniejsze przy wielu praktycznych obserwacjach. Zresztą podejrzewam, że nawet jak Ty chcesz wydedukować czy teraz jest dzień w Tokio, to nie wyobrażasz sobie kręcącej się Ziemi. > Teorie są zastępowane przez inne teorie. Wszystkie teorie przed nami były mylne i chyba nie ma co się łudzić, ze te które mamy obecnie takie nie są.Z tym się nie zgadzam. Od czasu wypracowania metody naukowej, stare teorie są tylko zastępowane lepszymi, o szerszym zakresie stosowalności. W ciągu ostatnich 400-tu lat bardzo mało powstało naukowych teorii, które teraz można nazwać mylnymi. > Inną jednak sprawą jest to, ze na podstawie nauki nie da się oprzeć zasadniczych poglądów nt rzeczywistości (np. na pytanie czy wszechświat jest stworzony żadna nauka CI nie odpowie, bo nauka bada tylko wszechświat, który juz jest).Ależ nauka jak najbardziej mówi nam o rzeczywistości. Może obraz jaki nam maluje nie jest ostateczny ale staje się on jej coraz bliższy. Model ptolemejski, kopernikański, keplerowski, newtonowski, Einsteina to ciąg kolejnych, coraz lepszych przybliżeń do rzeczywistości. Żadnego z tych przybliżeń nie można nazwać mylnym - każde z nich jest prawdziwe w swym zakresie stosowalności. > Tak więc jeśli twierdzisz, ze opierasz się tylko na nauce, to przykro mi, ale jasne jest, że musisz czerpać zasadnicze poglądy nt rzeczywistości z jakichś innych źródeł niz nauka ( w tym poglądy nt. zasad moralnych).Nie, nie ma innego źródła wiedzy oprócz nauki. Cała wiedza (w odróżnieniu od wiary) opiera się na doświadczeniu, a metoda naukowa jest tylko udoskonaloną metodą korzystania z tego doświadczenia. A co do zasad moralnych, to chyba jest Ci wiadome, że badania naukowe wskazują na ich genetyczne pochodzenie. Na przykład przyczyny altruizmu, na pozór przeczącego naiwnie pojmowanej teorii ewolucji, zostały opisane i wyjaśnione na gruncie tej właśnie teorii. Spodziewam się, że już wkrótce źródła moralności zostaną opisane na tyle szczegółowo, że pomysły o ich nadnaturalnym pochodzeniu będzie można zaliczyć do religijnych mitów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Skrajnym przykładem jest tu mechanika kwantowa, która nic nie wyjaśnia , mówi nam tylko jak mikroświat funkcjonuje. A robi to tak dobrze, że używając jej wysoce abstrakcyjnego formalizmu matematycznego budujemy lasery, tworzywa sztuczne i telefony komórkowe.Wyraz "wyjaśnia" jest wieloznaczny. Chyba jednak wyjaśniłam w jakim sensie go uzyłam. > Owszem, robimy założenia, ale potem sprawdzamy czy wynikające z nich teoretyczne wnioski są zgodne z doświadczeniem. Jak są, to znaczy, że założenia były prawdziwe.Błąd. Wnioskując ze zdania warunkowego i następnika o poprzedniku nie otrzymasz prawdy, takie rozumowanie nie jest niezawodne. Nie ma mostu między redukcją a dedukcją. > Nie każdy. Może się zdziwisz, ale zawodowi astronomowie powszechnie używają ptolemejskiego obrazu świata. Po prostu założenie o nieruchomości Ziemi jest wygodniejsze przy wielu praktycznych obserwacjach. Zresztą podejrzewam, że nawet jak Ty chcesz wydedukować czy teraz jest dzień w Tokio, to nie wyobrażasz sobie kręcącej się Ziemi.Jednak w nauce nie chodzi tylko o sprawy praktyczne, a nawet jeśli by tak było to, co z tego, źe dana teoria przy wielu obserwacjach byłaby wygodniejsza, skoro przy innych dawałaby wyniki niezgodne z rzeczywistością? Tylko teoria, która jest zgodna z rzeczywistością może być praktyczna. > > Teorie są zastępowane przez inne teorie. Wszystkie teorie przed nami były mylne i chyba nie ma co się łudzić, ze te które mamy obecnie takie nie są.> Z tym się nie zgadzam. Od czasu wypracowania metody naukowej, stare teorie są tylko zastępowane lepszymi, o szerszym zakresie stosowalności. W ciągu ostatnich 400-tu lat bardzo mało powstało naukowych teorii, które teraz można nazwać mylnymi.To pocieszające. Jednak piszesz o prawach czy o teoriach? Bo teorie chyba jednak cały czas zmieniają się. Mogę podać przykłady zaczerpnięte z M. Bocheńskiego "Współczesnych metodach myślenia": "W 1919 roku Einstein przeciwstawił teorii grawitacji Newtona inną teorię . Z teorii tej wynikała mniej więcej dwukrotnie wyższa wartość odchylenia promieni świetlnych przez masę Słońca niż z teorii starszych. 29 maja 1919 roku miało miejsce zaćmienie Słońca, podczas którego dwie ekspedycje (jedna na Wyspę Książęcą w Zatoce Gwinejskiej, pod kierownictwem Eddingtona i Cottinghama) mogły obserwować ten fenomen w szczególnie korzystnych okolicznościach. Rezultaty odpowiadały całkowicie przewidywaniom wyprowadzonym z teorii Einsteina."Nie da się więc ukryć że starsze teorie były więc mylne w tym sensie, gdyby ktoś na nich opierał zostałby wprowadzony w błąd. Były nieprawdziwe, bo nie pokrywały się doświadczeniem. "Innym klasycznym przykładem jest sławny eksperyment Michelsona-Morley'a (1887). Chodziło w tym wypadku o weryfikację obowiązującej wówczas teorii Stoksa i Kelvina, według której miało istnieć coś takiego jak eter służący jako medium dla rozprzestrzeniania się promieni świetlnych. W oparciu o tę teorię Michelson i Morley wnioskowali, że ponieważ Ziemia znajduje się w ruchu, powinien istnieć <wiatr>, a stąd wynikało dalej, że prędkość światła musiałaby być różna, zależnie od jego kierunku w stosunku do tego <wiatru>. W Cleve-land (Ohio), za pomocą skomplikowanych aparatów, przeprowadzono eksperyment, który wykazał ostatecznie, że nie da się stwierdzić żadna różnica w prędkości światła. W ten sposób teoria została sfalsyfikowana. Najbardziej interesujące jest jednak, że teorii tej natychmiast nie odrzucono, lecz próbowano ją ratować przez różne teorie pomocnicze. Sami Michelson i Morley sądzili, że eter porusza się wraz z Ziemią. W 1895 Fitzgerald sformułował teorię pomocniczą, która głosiła, że rozmiary aparatów zmieniają się wraz ze zmianą kierunku i dlatego nie można zaobserwować żadnych różnic w prędkości. Dopiero teoria Einsteina umożliwiła całkowite wyjaśnienie tego nowego zdania obserwacyjnego." Jeszcze bardziej interesujące jest to, że nauka rości sobie prawo do całkowitej zmiany swych teorii, czyli jeszcze może się okazać, że jednak coś takiego jak eter istnieje. Założymy się?  > Ależ nauka jak najbardziej mówi nam o rzeczywistości. Może obraz jaki nam maluje nie jest ostateczny ale staje się on jej coraz bliższy. Model ptolemejski, kopernikański, keplerowski, newtonowski, Einsteina to ciąg kolejnych, coraz lepszych przybliżeń do rzeczywistości. Żadnego z tych przybliżeń nie można nazwać mylnym - każde z nich jest prawdziwe w swym zakresie stosowalności.Nie, cos jest albo nie jest prawdziwe - nie można być "prawdziwym" w jakimś zakresie stosowalności. Ale rozumiem, że chodzi Ci o to, że fragmentarycznie sa zgodne z rzeczywistością (co nie zmienia faktu ze w innych "fragmentach" nie są z nią zgodne). Dla mnie aby teoria była prawdziwa powinna być w całości zgodna a nie "fragmentarycznie". c. d. n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | >> Owszem, robimy założenia, ale potem sprawdzamy czy wynikające z nich teoretyczne wnioski są zgodne z doświadczeniem. Jak są, to znaczy, że założenia były prawdziwe.
> Błąd. Wnioskując ze zdania warunkowego i następnika o poprzedniku nie otrzymasz prawdy, takie rozumowanie nie jest niezawodne. Nie ma mostu między redukcją a dedukcją.
Masz rację: niestety błąd. Ale to "niestety" to problem dedukcji, nie indukcji. Bo indukcja działa, i to fenomenalnie dobrze. Cała współczesna nauka i technologia opiera się na indukcji. A według praw logiki powinna być fałszywa. A na dokładkę sama dedukcja, choć logicznie poprawna, jest impotentna. Takie zgryzisko dla zwolenników czystego rozumu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Masz rację: niestety błąd. Ale to "niestety" to problem dedukcji, nie indukcji. Bo indukcja działa, i to fenomenalnie dobrze. Cała współczesna nauka i technologia opiera się na indukcji. A według praw logiki powinna być fałszywa. A na dokładkę sama dedukcja, choć logicznie poprawna, jest impotentna. Takie zgryzisko dla zwolenników czystego rozumu.Wg praw logiki indukcja jest zawodna. Natomiast to, ze nauka i technologia , które opierają na indukcji , działają - to jest to przypadek lub Łaska Boska.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > Jednak w nauce nie chodzi tylko o sprawy praktyczne, a nawet jeśli by tak było to, co z tego, że dana teoria przy wielu obserwacjach byłaby wygodniejsza, skoro przy innych dawałaby wyniki niezgodne z rzeczywistością? Tylko teoria, która jest zgodna z rzeczywistością może być praktyczna.
Mylisz się. Według Twoich kryteriów mechanika Newtona jest fałszywa bo rozmija się z teorią względności. Tymczasem w praktycznych zastosowaniach niemal wyłącznie jest używana ta pierwsza. Na przykład, nikt rozsądny nie projektuje samolotu z użyciem teorii względności. Jest ona potrzebna tylko w nielicznych wypadkach, jak na przykład w nawigacji GPS.
> Nie, coś jest albo nie jest prawdziwe - nie można być "prawdziwym" w jakimś zakresie stosowalności. Ale rozumiem, że chodzi Ci o to, że fragmentarycznie są zgodne z rzeczywistością (co nie zmienia faktu ze w innych "fragmentach" nie są z nią zgodne). Dla mnie aby teoria była prawdziwa powinna być w całości zgodna a nie "fragmentarycznie".
Zbyt duże masz wymagania. Przy tak wysoko postawionej poprzeczce wszystkie teorie zaliczasz do fałszywych. Teoria bez ograniczonej dziedziny stosowalności byłaby Ogólną Teorią Wszystkiego, a takiej nie mamy i nie będziemy jej mieć szybko - jeżeli w ogóle.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >Mylisz się. Według Twoich kryteriów mechanika Newtona jest fałszywa bo rozmija się z teorią względności. Tymczasem w praktycznych zastosowaniach niemal wyłącznie jest używana ta pierwsza. Na przykład, nikt rozsądny nie projektuje samolotu z użyciem teorii względności. Jest ona potrzebna tylko w nielicznych wypadkach, jak na przykład w nawigacji GPS.
Cóż, do praktycznych zastosowań może być przydatna teoria fałszywa. Tak, jak już napisałam praktyczne zastosowania nie mogą być kryterium prawdy, bo wówczas byłoby prawdziwym nie to, co przedmiotowo jest prawdziwe, lecz to, co jest potrzebne. To by było fałszywe podejście, gdyż poznanie prawdy musi być na pierwszym miejscu, (dopiero jak się coś pozna można wiedzieć czy to użyteczne/potrzebne czy nie).
Mogę dodać, że w teologii katolickiej jest podobnie, tzn. w ramach "dogmatu" jest wiele sprzecznych ze sobą teorii.
>Zbyt duże masz wymagania. Przy tak wysoko postawionej poprzeczce wszystkie teorie zaliczasz do fałszywych. Teoria bez ograniczonej dziedziny stosowalności byłaby Ogólną Teorią Wszystkiego, a takiej nie mamy i nie będziemy jej mieć szybko - jeżeli w ogóle.
To nie są za duże wymaganie tylko podstawowe pytanie o prawdziwośc teorii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > Cóż, do praktycznych zastosowań może być przydatna teoria fałszywa.
Widzę, że musimy uzgodnić co to jest prawda. Chyba zgodzisz się z jej klasyczną definicją: veritas est adaequatio rei et intellectus. Jeżeli nasza teoria (intellectus ) jest zgodna z praktycznymi zastosowaniami (rei ) to znaczy, że jest prawdziwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >> Cóż, do praktycznych zastosowań może być przydatna teoria fałszywa. >Widzę, że musimy uzgodnić co to jest prawda. Chyba zgodzisz się z jej klasyczną definicją: veritas est adaequatio rei et intellectus. Jeżeli nasza teoria (intellectus ) jest zgodna z praktycznymi zastosowaniami (rei ) to znaczy, że jest prawdziwa. > Praktycznie to mogę przyjąć, że Ziemia jest dyskiem, który leży na żółwiu, czy wg Ciebie skoro to dla moich celów praktycznych jest to wystarczające to jest to prawdą??? Wybacz, ale to absurd. Rzeczywistość jest jedna (ani praktyczna ani niepraktyczna). Najwyraźniej mylisz dwa pojęcia: warunek wysokiej pewności, rozumiany jako wysoki stopień potwierdzenia przez doświadczenie (nalezy dodać doświadczenie z przeszłości bez gwaranacji na przyszłość) z prawdziwością. Owszem nie da się potwierdzić prawdziwości teorii (z uwagi na jej ogólność), ale zauważ, że falsyfikacja teorii jest możliwa (niezgodnośc z doświadczeniem) i powoduje właśnie odrzucenie jej jako fałszywej . Potwierdza to tok rozwoju nauk przyrodniczych, który normalnie wygląda tak, że obserwacja dostarcza coraz to nowych zdań obserwacyjnych i odpowiednio do tego wyjaśnienie tworzy nowe prawa. Jak pisze JÓZEF M. BOCHEŃSKI w "Wspólczesnych metodach myślenia": "Zazwyczaj dawniej sformułowana teoria <pokrywa> początkowo te nowe prawa, tzn. pozwala je wyprowadzić. Po pewnym jednak czasie nie jest ona już wystarczająca. Wtedy zwykle nieco się ją ulepsza i zmienia, tak aby znowu mogła pokrywać nowe prawa. Wcześniej lub później przychodzi jednak moment, w którym nie nadaje się ona w ogóle do wyjaśnienia wszystkich nowych praw. Mimo to toleruje się ją, w każdym razie tak długo, jak może ona wyjaśniać wiele praw. W końcu staje się tak skomplikowana i niewystarczająca, że się ją porzuca, traktując jako obowiązującą, co najwyżej dla przypadku granicznego, ale zasadniczo szuka się nowej teorii. W ten sposób cały proces zaczyna się od nowa. Ani w dotychczasowej historii nauk przyrodniczych, ani w logicznej analizie ich struktury nie można znaleźć jakiejkolwiek racji dla przyjęcia, że proces ten będzie kiedykolwiek miał swój koniec."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Jeszcze bardziej interesujące jest to, że nauka rości sobie prawo do całkowitej zmiany swych teorii, czyli jeszcze może się okazać, że jednak coś takiego jak eter istnieje.
Może okazać się, że eter istnieje. Ale czy spowodowałoby to odrzucenie szczególnej teorii względności (STW)? Nie sądzę. STW ma zbyt prostą strukturę matematyczną aby okazać się bezużyteczną. Po prostu eter byłby dodatkiem zwiększającym zakres stosowalności STW.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Może okazać się, że eter istnieje. Ale czy spowodowałoby to odrzucenie szczególnej teorii względności (STW)? Nie sądzę. STW ma zbyt prostą strukturę matematyczną aby okazać się bezużyteczną. Po prostu eter byłby dodatkiem zwiększającym zakres stosowalności STW.> Zapewne masz rację. Ciekawe jednak kryterium przyjąłeś. Pod względem prostości struktury to nic nie przebije Boga (który jest swoją istotą).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > Pod względem prostości struktury to nic nie przebije Boga (który jest swoją istotą). Trudno się z tym zgodzić. Bóg musiałby być skomplikowany. Musiałby się dwoić i troić nie tylko po to aby sam siebie począć  , ale także po to aby zapewnić prawdziwość indukcji. Bo jak sama piszesz: > Natomiast to, ze nauka i technologia, które opierają na indukcji, działają - to jest to przypadek lub Łaska Boska. Aby Wszechświat nie był kompletnym chaosem Bóg musiałby bezustannie interweniować swoją łaską aby zapewnić działanie praw przyrody, nie tylko tu, na Ziemi ale także w miliardach galaktyk. Zaiste, Bóg musiałby być bardziej skomplikowany niż znany nam Wszechświat. Jeżeli chcesz traktować Boga jako hipotezę naukową (bo czemu nie?), to właśnie ta niepomierna komplikacja nie wytrzymuje kryterium brzytwy Ockhama.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Aby Wszechświat nie był kompletnym chaosem Bóg musiałby bezustannie interweniować swoją łaską aby zapewnić działanie praw przyrody, nie tylko tu, na Ziemi ale także w miliardach galaktyk. Zaiste, Bóg musiałby być bardziej skomplikowany niż znany nam Wszechświat. To są jakieś herezje, co Ty wypisujesz. Jego łaskawość objawia się przez to np., że nie zmienia zdania w sprawie "zachodzenia praw", które ustanowił dekretem swej woli. Ale nie powiem podoba mi się taka wizja rzeczywistości  . > Jeżeli chcesz traktować Boga jako hipotezę naukową (bo czemu nie?), to właśnie ta niepomierna komplikacja nie wytrzymuje kryterium brzytwy Ockhama.To nie jest tak, bo wszystko zależy od tego, do czego coś jest potrzebne. Np. do zbawienia duszy Bóg niezbędny. Inna sprawa, ze dla niektórych zbawienie ich własnej duszy jest zbędne. Pytanie więc brzmi: co jest nam niezbędne do zrozumienia świata? I czy w ogóle zrozumienie świata jest potrzebne? Poza tym Ty też nic chyba aż takiego nie mówisz, aby koniecznym było użycie brzytwy Ockhama, gdyż pojęcia stosowane w nauce (takie pojęcia, jak: "siła", "ładunek dodatni", "atom", "neutron", itp.) są czysto teoretyczne, i nie wiadomo, aby istniały rzeczywiście. Równie dobrze może być więc tak, jak opisaleś powyżej, że to Bóg bezustannie interweniuje!!  Ale załóżmy, ze wszechświat istnieje i że pojęcia stosowane w nauce mimo, ze są teoretyczne to "odbijają" jakoś jego najistotniejsze aspekty (w tym to, ze indukcja działa). Czy w takiej sytuacji uprawnionym byłoby odcięcie Boga? Weźmy takie proste zdanie "książka leży na stole". Nasuwają się pytania co to jest "książka", "leży", "stół" "dlaczego książka się nie rozpada", "dlaczego "leży"", dlaczego stół się nie rozpada", dalej "dlaczego prawa zachodzą?", "czy materia jest wieczna", itd... dla mnie im więcej takich pytań sobie zadaję tym bardziej Bóg jest potrzebny. Ateiści tez mają z tym problem, bo wprowadzają nieskonczenie wiele (!) wszechświatów, itp. itd. Także to wcale nie jest jasne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > >Aby Wszechświat nie był kompletnym chaosem Bóg musiałby bezustannie interweniować swoją łaską aby zapewnić działanie praw przyrody, nie tylko tu, na Ziemi ale także w miliardach galaktyk. Zaiste, Bóg musiałby być bardziej skomplikowany niż znany nam Wszechświat.> To są jakieś herezje, co Ty wypisujesz.Wiem, z punktu widzenia religii rozwój nauki jest nieustającym ciągiem herezji. O tym jest ten wątek.  > Jego łaskawość objawia się przez to np., że nie zmienia zdania w sprawie "zachodzenia praw", które ustanowił dekretem swej woli. Ale nie powiem podoba mi się taka wizja rzeczywistości .Obawiam się, że jednak uważasz, że Bóg zmienia zdanie. Chyba, że przyznasz, że cuda nie zdarzają się. > > Jeżeli chcesz traktować Boga jako hipotezę naukową (bo czemu nie?), to właśnie ta niepomierna komplikacja nie wytrzymuje kryterium brzytwy Ockhama.> To nie jest tak, bo wszystko zależy od tego, do czego coś jest potrzebne. Np. do zbawienia duszy Bóg niezbędny.Współczesna nauka neguje istnienie duszy odrębnej od ciała. > Ale załóżmy, ze wszechświat istnieje i że pojęcia stosowane w nauce mimo, ze są teoretyczne to "odbijają" jakoś jego najistotniejsze aspekty (w tym to, ze indukcja działa). Czy w takiej sytuacji uprawnionym byłoby odcięcie Boga?Praktycznie, tak. Bo praktycznie nie ma żadnych przesłanek potwierdzających Jego istnienie, nawet pośrednich. W porównaniu z pojęciem Boga, istnienie w rzeczywistości odpowiedników takich pojęć, jak: "siła", "ładunek dodatni", "atom", "neutron", itp. jest nieporównanie lepiej sprawdzone. Współczesnej nauce hipoteza Boga jest po prostu zbędna. I nic tu się nie zmieniło od czasu rozmowy Napoleona z Laplacem . > Weźmy takie proste zdanie "książka leży na stole". Nasuwają się pytania co to jest "książka", "leży", "stół" "dlaczego książka się nie rozpada", "dlaczego "leży"", dlaczego stół się nie rozpada", dalej "dlaczego prawa zachodzą?", "czy materia jest wieczna", itd... dla mnie im więcej takich pytań sobie zadaję tym bardziej Bóg jest potrzebny.A mnie nie jest potrzebny. Ja studiuję w tym celu naukę i z satysfakcją stwierdzam, że odpowiada ona na wszystkie powyższe pytania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... z punktu widzenia religii rozwój nauki jest nieustającym ciągiem herezji. O tym jest ten wątek.  - oto istota sprawy!
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Wiem, z punktu widzenia religii rozwój nauki jest nieustającym ciągiem herezji. O tym jest ten wątek.  Ne, ten watek jest chyba o tym, że Ty najwidoczniej nie wiesz co to jest herezja. Herezja dotyczy prawd objawionych a nauka do takich nie należy. > > Jego łaskawość objawia się przez to np., że nie zmienia zdania w sprawie "zachodzenia praw", które ustanowił dekretem swej woli. Ale nie powiem podoba mi się taka wizja rzeczywistości .> Obawiam się, że jednak uważasz, że Bóg zmienia zdanie. Chyba, że przyznasz, że cuda nie zdarzają się.Nie rozumiem, skąd przekonanie, że Bog zmienia zdanie. Dla nas (chrześcijan) cud to nie żadna "zmiana zdania", tylko zajście wyższego porządku, bo wierzymy, ze oprócz tego porządku praw przyrodniczych, który obserwujemy (oczami) i który bada nauka, jest jeszcze wyższy porządek. Innymi słowy rzeczywistość jest wielopoziomowa. Ponieważ wierzysz w to, że jest tylko jeden porządek przyrodniczy to wychodzi Ci, ze Bóg zmienia zdanie, ale jest jasne, że Twoja wiata nie ma nic wspólnego z nauką. > > To nie jest tak, bo wszystko zależy od tego, do czego coś jest potrzebne. Np. do zbawienia duszy Bóg niezbędny.> Współczesna nauka neguje istnienie duszy odrębnej od ciała.Po pierwsze negowane odrębnej duszy nie ma nic wspólnego z nauką. Po drugie, co to ma do rzeczy? Np. św. Tomasz z Akwinu twierdził wręcz, że dusza jest treścią ciała, lecz po śmierci jest podtrzymywana przez Boga. > >Czy w takiej sytuacji uprawnionym byłoby odcięcie Boga> Praktycznie, tak. Bo praktycznie nie ma żadnych przesłanek potwierdzających Jego istnienie, nawet pośrednich. W porównaniu z pojęciem Boga, istnienie w rzeczywistości odpowiedników takich pojęć, jak: "siła", "ładunek dodatni", "atom", "neutron", itp. jest nieporównanie lepiej sprawdzone.Wg mnie tak nie jest, bo "siła", "ładunek" są to (z założenia) byty czysto teoretyczne, ktore tylko wiązą sie z pewnymi "wrażeniami" osiąganymi za pomocą zmysłów. Bóg natomast nie jest czysto teoretyczny, choć nie wiąże sie z wrazeniami osiąganymi za pomocą zmysłów. > Ja studiuję w tym celu naukę i z satysfakcją stwierdzam, że odpowiada ona na wszystkie powyższe pytania.To zdumiewające. Rozumiem, że studiesz filozofię materialistyczną?  Bo filozofia też zalicza się na nauki. Jednakże materializm jest tylko jednym z wielu stanowisk w filozofii, a sporów miedzy nimi sama filozofia (nauka) o własnych siłach nie potrafi rozstrzygnać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >Nie, nie ma innego źródła wiedzy oprócz nauki. Cała wiedza (w odróżnieniu od wiary) opiera się na doświadczeniu, a metoda naukowa jest tylko udoskonaloną metodą korzystania z tego doświadczenia.
Wg mnie nauki przyrodnicze składają się w dużej mierze nie z doświadczenia, ale z samego myślenia (hipotezy, teorie). Hipotezy czy teorii nie da się zaobserwować, owe hipotezy czy teorie są "teoretyczne" (tzn. powstają tylko dzięki myśleniu w oparciu o zasadę redukcji) tak samo nie da się zaobserwować np. ładunku dodatniego i ujemnego (nie zobaczysz plusa i minusa).
>A co do zasad moralnych, to chyba jest Ci wiadome, że badania naukowe wskazują na ich genetyczne pochodzenie. Na przykład przyczyny altruizmu, na pozór przeczącego naiwnie pojmowanej teorii ewolucji, zostały opisane i wyjaśnione na gruncie tej właśnie teorii. Spodziewam się, że już wkrótce źródła moralności zostaną opisane na tyle szczegółowo, że pomysły o ich nadnaturalnym pochodzeniu będzie można zaliczyć do religijnych mitów.
W Twoim rozumowaniu występuje pomieszanie pojęć. Zgadzam się z Tobą, ze człowiek ma np. zdolność od odczuwania winy, jeśli zrobi cos, co uważa za złe i że ta zdolność wykształciła się ewolucyjnie. Ma wiec struktury psychiczne, które mu to umożliwiają. Ale czym innym jest treść owych struktur psychicznych, a czym innym te struktury. Altruizm nie jest strukturą psychiczną (jak np. pamięć czy wola) tylko jest treścią struktury. Popełniasz taki sam błąd jakbym ja twierdziła, ze wzór na pole trójkąta powstał ewolucyjnie. Otóż wzór na pole trójkąta tak nie powstał, gdyż wzór ten nie jest przypadkowy (jest pewną ideą stanowiącą logiczną całość). Równie absurdalnym twierdzeniem byłoby twierdzenie, ze ogólna teoria względności wykazuje genetyczne pochodzenie. Genetyczne pochodzenie, co najwyżej wykazują struktury psychiczne zdolne do tego, że mogą zawierać taką teorię (np. małpie "nie zmieściłaby się" w glowie).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Wg mnie nauki przyrodnicze składają się w dużej mierze nie z doświadczenia, ale z samego myślenia (hipotezy, teorie). Hipotezy czy teorii nie da się zaobserwować, owe hipotezy czy teorie są "teoretyczne" (tzn. powstają tylko dzięki myśleniu w oparciu o zasadę redukcji) tak samo nie da się zaobserwować np. ładunku dodatniego i ujemnego (nie zobaczysz plusa i minusa).
Przyznaję, że nie wiem co masz na myśli, bo teorie można obejrzeć w podręcznikach, a ładunki dodatnie i ujemne widziałem w zeszły piątek na pracowni studenckiej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) |
> Przyznaję, że nie wiem co masz na myśli, bo teorie można obejrzeć w podręcznikach, a ładunki dodatnie i ujemne widziałem [...]Nie, w podręcznikach to można co najwyżej obejrzeć grudki farby drukarskiej na papierze. Dowód na to, jest taki, że gdybyś dostał kartki zapisane w języku, którego nie znasz to już nie "obejrzałbyś" żadnej teorii.  Skoro widziałeś ładunek dodatni i ujemny to proszę opowiedz jak wyglądały?  Szczególnie interesuje mnie jak wygląda "dodatniość" i "ujemność"  ...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > Nie, w podręcznikach to można co najwyżej obejrzeć grudki farby drukarskiej na papierze.Hmm... Chyba nie chcesz powiedzieć, że czytając Biblię widzisz co najwyżej grudki farby drukarskiej? > Skoro widziałeś ładunek dodatni i ujemny to proszę opowiedz jak wyglądały? Szczególnie interesuje mnie jak wygląda "dodatniość" i "ujemność" ...Wyglądały jak świecące punkciki, "dodatniość" popychała je w górę a "ujemność" w dół. en.wikiped(*)-drop_experiment#The_apparatus
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > > Nie, w podręcznikach to można co najwyżej obejrzeć grudki farby drukarskiej na papierze.> Hmm... Chyba nie chcesz powiedzieć, że czytając Biblię widzisz co najwyżej grudki farby drukarskiej?Tak, chcę tak powiedzieć. A Ty rozumiem widzisz coś więcej? > > Skoro widziałeś ładunek dodatni i ujemny to proszę opowiedz jak wyglądały? Szczególnie interesuje mnie jak wygląda "dodatniość" i "ujemność" ...> Wyglądały jak świecące punkciki, "dodatniość" popychała je w górę a "ujemność" w dół. en.wikiped(*)-drop_experiment#The_apparatusMożemy się tak umówić, ale zauważ, że w żaden sposób nie można się dopatrzyć "dodatniości" i "ujemności" w popychaniu w górę czy w dół (czyli w zmysłowo dających się zaobserwować zjawiskach). Jasne jest, że są to czysto teoretyczne pojęcia, wymyślone pojęcia (idee istniejące w umyśle naukowca) przydatne do opisu obserwowanych zjawisk. Równie dobrze mogłoby to być "bakabur" i "alasa" , tzn.: "bakabur" popychał je w górę a "alasa" w dół.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > > Hmm... Chyba nie chcesz powiedzieć, że czytając Biblię widzisz co najwyżej grudki farby drukarskiej?> Tak, chcę tak powiedzieć. A Ty rozumiem widzisz coś więcej?Niewątpliwie. Zazwyczaj czytając książkę widzę nawet więcej niż na filmie zrobionym na jej podstawie. > >> Skoro widziałeś ładunek dodatni i ujemny to proszę opowiedz jak wyglądały? Szczególnie interesuje mnie jak wygląda "dodatniość" i "ujemność" ...> > Wyglądały jak świecące punkciki, "dodatniość" popychała je w górę a "ujemność" w dół. en.wikiped(*)-drop_experiment#The_apparatus> Możemy się tak umówić, ale zauważ, że w żaden sposób nie można się dopatrzyć "dodatniości" i "ujemności" w popychaniu w górę czy w dół (czyli w zmysłowo dających się zaobserwować zjawiskach). Jasne jest, że są to czysto teoretyczne pojęcia, wymyślone pojęcia (idee istniejące w umyśle naukowca) przydatne do opisu obserwowanych zjawisk. Równie dobrze mogłoby to być "bakabur" i "alasa" , tzn.: "bakabur" popychał je w górę a "alasa" w dół.Oczywiście nazwy są arbitralne, ale nie w tym rzecz. Nawet nie w tym rzecz, że wszystkie pojęcia są wymyślone. Rzecz w tym, że pojęcia "góra" i "dół" wcale nie są bardziej zmysłowo dane niż znak ładunku. Nie ma tu jakościowej różnicy a jedynie ilościowa: używasz tych pojęć częściej, więc są Ci bardziej znajome.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | >>> Hmm... Chyba nie chcesz powiedzieć, że czytając Biblię widzisz co najwyżej grudki farby drukarskiej? >> Tak, chcę tak powiedzieć. A Ty rozumiem widzisz coś więcej?
>Niewątpliwie. Zazwyczaj czytając książkę widzę nawet więcej niż na filmie zrobionym na jej podstawie.
Widzę, że nie odróżniasz tego, co widzisz oczami wyobraźni (ogląd duchowy), od tego, co widzisz oczami (ogląd zmysłowy). Cóż, więcej zdrowia życzę!
>Oczywiście nazwy są arbitralne, ale nie w tym rzecz. Nawet nie w tym rzecz, że wszystkie pojęcia są wymyślone. Rzecz w tym, że pojęcia "góra" i "dół" wcale nie są bardziej zmysłowo dane niż znak ładunku. Nie ma tu jakościowej różnicy a jedynie ilościowa: używasz tych pojęć częściej, więc są Ci bardziej znajome.
Taaa, jasne... chyba tylko w Twojej głowie. Jak wyżej!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > W Twoim rozumowaniu występuje pomieszanie pojęć.
Będę argumentował, że nie należy ich rozdzielać.
>Zgadzam się z Tobą, ze człowiek ma np. zdolność od odczuwania winy, jeśli zrobi coś, co uważa za złe i że ta zdolność wykształciła się ewolucyjnie. Ma wiec struktury psychiczne, które mu to umożliwiają. Ale czym innym jest treść owych struktur psychicznych, a czym innym te struktury.
Rozdzielenie psychiki na strukturę i treść jest arbitralne. Podobnie jak rozdział na hardware i software. Pamiętam jeszcze jak programowałem pierwsze mikrokomputery przez wlutowywanie diod. Czy te diody były programem, czy elementami konstrukcyjnymi?
W mózgu taki rozdział pojęć jest jeszcze mniej przydatny. Sieci neuronowe są plastyczne. W miarę uczenia się powstają nowe połączenia synaptyczne, a nieużywane zanikają. Nawet chwilowe pobudzenie komórek nerwowych, to nie tyle przepływ ładunków jak w komputerze, ale fizyczne przemieszczenie się dużej ilości jonów. W zasadzie można by się uprzeć, że mózg to tylko nieustannie zmieniająca się struktura.
> Altruizm nie jest strukturą psychiczną (jak np. pamięć czy wola) tylko jest treścią struktury.
A to na pewno nie. Nawet gdyby przydzielić treści najwięcej jak tylko się da, zakładając, że człowiek rodzi się ze strukturą psychiki, a wszystko czego w życiu się nauczył to jej treść, to altruizm pozostanie strukturą. Na tym polega genetyczne uwarunkowanie altruizmu: ludzie rodzą się ze strukturami mózgu warunkującymi mniej lub bardzie altruistyczne zachowanie.
>Popełniasz taki sam błąd jakbym ja twierdziła, ze wzór na pole trójkąta powstał ewolucyjnie. Otóż wzór na pole trójkąta tak nie powstał, gdyż wzór ten nie jest przypadkowy (jest pewną ideą stanowiącą logiczną całość). >Równie absurdalnym twierdzeniem byłoby twierdzenie, ze ogólna teoria względności wykazuje genetyczne pochodzenie.
Z tym wzorem na pole trójkąta in ogólną teorią względności to mogę przyznać Ci rację - nie widzę przeszkód aby zaliczyć je do treści - jeżeli już chcesz uprzeć się przy takim podziale. Choć jako ciekawostkę podam, że arystotelesowska mechanika (np. to że ruch ciała musi być podtrzymywany siłą) zdaje się być wrodzona.
>Genetyczne pochodzenie, co najwyżej wykazują struktury psychiczne zdolne do tego, że mogą zawierać taką teorię (np. małpie "nie zmieściłaby się" w głowie).
Z tym antropocentryzmem to bym uważał. W ptasich móżdżkach, będącym synonimem głupoty, mieści się bardzo dużo. Ptaki wędrowne budują myślowe mapy olbrzymich obszarów, nad którymi przelatują. Którejś wiosny krążyłem na paralotni w kominie razem z rudą kanią. Bardzo sprawnie potrafiła wykorzystywać najlepsze noszenia. W jej wzroku odczułem wyraz politowania nad nieporadną istotą, która wytężając swą uwagę do maksimum, wciąż ma kłopoty z rozeznaniem się co się wokół dzieje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > W mózgu taki rozdział pojęć jest jeszcze mniej przydatny. Sieci neuronowe są plastyczne. W miarę uczenia się powstają nowe połączenia synaptyczne, a nieużywane zanikają. Nawet chwilowe pobudzenie komórek nerwowych, to nie tyle przepływ ładunków jak w komputerze, ale fizyczne przemieszczenie się dużej ilości jonów. W zasadzie można by się uprzeć, że mózg to tylko nieustannie zmieniająca się struktura.Wszystko to pięknie, ale nie wiem, co to ma do twierdzenia, ze "Rozdzielenie psychiki na strukturę i treść jest arbitralne". > Na tym polega genetyczne uwarunkowanie altruizmu: ludzie rodzą się ze strukturami mózgu warunkującymi mniej lub bardzie altruistyczne zachowanie.Chodzi Ci o to, że to jest tak samo jak np. są ludzie mniej lub bardziej muzykalni? > Z tym wzorem na pole trójkąta in ogólną teorią względności to mogę przyznać Ci rację - nie widzę przeszkód aby zaliczyć je do treści - jeżeli już chcesz uprzeć się przy takim podziale.Jeśli nie znasz innego podziału to jedynie, co Ci chyba pozostaje to przyznać mi rację. > Choć jako ciekawostkę podam, że arystotelesowska mechanika (np. to że ruch ciała musi być podtrzymywany siłą) zdaje się być wrodzona."Zdaje się" to dobre określenie  > Z tym antropocentryzmem to bym uważał. W ptasich móżdżkach, będącym synonimem głupoty, mieści się bardzo dużo. Ptaki wędrowne budują myślowe mapy olbrzymich obszarów, nad którymi przelatują. Którejś wiosny krążyłem na paralotni w kominie razem z rudą kanią. Bardzo sprawnie potrafiła wykorzystywać najlepsze noszenia. W jej wzroku odczułem wyraz politowania nad nieporadną istotą, która wytężając swą uwagę do maksimum, wciąż ma kłopoty z rozeznaniem się co się wokół dzieje. Wow  . Jednak mozna z tego wywieść, że nie tylko dotyczy to ptaków, ale i może główka kapusty zna lepiej prawa botaniki niż biolodzy.
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > To, że zapis wiadomości w naszym mózgu jest wynikiem złożonych reakcji fizykochemicznych nie wyklucza skuteczności metod psychoterapeutycznych, stworzonych na podstawie obserwacji sposobu działania ludzkiej psychiki. Nie ma tu konfliktu założeń.Wg mnie jest jednak tu konflikt założeń. Np. jeśli terapeuta mówi do pacjentki: "zastanów się, dlaczego nie jesz? Czy chcesz naprawdę dalej nie jeść i doprowadzić do nieodwracalnych zmian w swoim organizmie, których zapewne nie chciałabyś?", to jedyne co można zaobserwować (usłyszeć) to, to , że powstaje wiązka fal w powietrzu. Jednak wiązka fala dźwiękowa nie wystarczy aby powodować zmiany w mózgu człowieka, gdyz ten sam dzwięk może oznaczać dwie różne rzeczy (np. w dwóch różnych językach) lub różne dźwięki moga oznaczać to samo. > Świat jest całością i był nią jeszcze w rozumieniu ludów które nie wyodrębniały pojęcia osobowego boga- takie ujęcie nie było ani niczym nowym ani szczególnie odkrywczym. Jedyną zmianą jest próba doklejenia owego bóstwa opiekuńczego, nie wnosząca zupełnie nic do teorii poznania.Logika naszego umysłu zgadza się z tym jak działa wszechświat, podobno nie da się tego wyjaśnić bez Boga. > Ten podział nijak nie wynika z historii filozofii i nie ma nic wspólnego z nauką. To kolejna próba wepchnięcia teologii na piedestał, przy użyciu cudacznego pojęcia "wiedza objawiona". Albo wiedza albo objawienie. Nie ma "lepszej" i "gorszej" wiedzy, wiedzy wyższego i niższego poziomu tak jak - wbrew temu co twierdzą różnego rodzaju mistyczni szarlatani- nie ma dobrej i złej energii. Jest wiedza.Można nawet stwierdzić, że wiedza dzieli się na wiedzę opierającą się na Objawieniu i na wiedze nieopierającą się na Objawieniu. Cóż nie tylko ateiści potrafią być złośliwi  .
|
|
| | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Wg mnie jest jednak tu konflikt założeń.(...) Jednak wiązka fala dźwiękowa nie wystarczy aby powodować zmiany w mózgu człowieka, gdyz ten sam dzwięk może oznaczać dwie różne rzeczy (np. w dwóch różnych językach) lub różne dźwięki moga oznaczać to samo.Zaraz- ucięłaś łańcuch w połowie. Ta "wiązka" fal zostaje odebrana, przetworzona, zanalizowana i dopiero wyniki tej analizy mogą powodować określone reakcje w mózgu odbiorcy (lub nie spowodowac ich- to już zależy od tego jak ów mózg działa). > Logika naszego umysłu zgadza się z tym jak działa wszechświat, podobno nie da się tego wyjaśnić bez Boga.Oczywiście że da sie. To my jesteśmy w wyniku ewolucji dostosowani do otaczającego nas wszechświata, nie on do nas. > Można nawet stwierdzić, że wiedza dzieli się na wiedzę opierającą się na Objawieniu i na wiedze nieopierającą się na Objawieniu. Cóż nie tylko ateiści potrafią być złośliwi .No... nie. Tak to, co opiera się na "objawieniu" to nie wiedza tylko wiara, jak i to, co potrafią teiści to nie złośliwość a ledwie chciejstwo  Wróćmy może do tematu bo zaczynamy sobie po raz kolejny wciskać sobie szpile obejmując obszar od powstania świata aż do kozetek psychoterapeutów i odchodząc coraz dalej i dalej, co najśmieszniejsze- zupełnie niepotrzebnie. Zadałaś pytanie czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga. Moim - nieskromnym i prywatnym- należałoby odpowiedzieć na dwa inne pytania: czy ów bóg (bądź Bóg) wogóle istniał (jeśli nie to Twoje pytanie byłoby bezprzedmiotowe) oraz dla kogo owo istnienie miałoby stać się zbytecznym. Niezależnie od tego jak każdy z nas odpowie na pierwsze pytanie, warto zwrócić uwagę na drugie. Czy nauka sprawiła bądź sprawia, że istnienie boga/bogów, rzeczywistych bądź imaginacyjnych, stało bądź staje się zbytecznym dla ludzi (bo domyślam się że o nich chodzi) ? Tu o odpowiedź powinno być o tyle łatwiej, że nie mamy już do czynienia ze sferą transcendencji i ograniczamy się do rozmów o konkretnych postawach przyjmowanych przez ludzi których spotykamy codziennie. Przechodzimy do obserwacji socjologicznych i kulturoznawczych a w uzyskaniu odpowiedzi może pomóc zwykła statystyka. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Zaraz- ucięłaś łańcuch w połowie. Ta "wiązka" fal zostaje odebrana, przetworzona, zanalizowana i dopiero wyniki tej analizy mogą powodować określone reakcje w mózgu odbiorcy (lub nie spowodowac ich- to już zależy od tego jak ów mózg działa).Ucięłam, bo zgodnie z założeniami musiałam uciąć. "Wiązka" fal może, bowiem zostać zanalizowana tylko przez "podmiot" (patrz wyżej), a sceptyk wątpiący o czynniku niematerialnym tj. o świadomości nie może wiedzieć, że cokolwiek jest "analizowane". Cóż, żadna nauka, nie może nam powiedzieć, czy zjawiska psychiczne są inną formą zjawisk fizjologicznych (ich epifenomenem), czy czymś zupełnie różnym i jaki jest stosunek jednych do drugich. > >Logika naszego umysłu zgadza się z tym jak działa wszechświat, podobno nie da się tego wyjaśnić bez Boga.> Oczywiście że da sie. To my jesteśmy w wyniku ewolucji dostosowani do otaczającego nas wszechświata, nie on do nas.Nie wiem skąd to wiesz. Równie dobrze może być tez odwrotnie. Gdyby tak było jak piszesz, to po co człowiekowi jest np. potrzebna, informacja o zakrzywieniu czasoprzestrzeni? Do tego, aby uchylić się przed maczugą, wystarczyłaby najprostsza fizyka Newtona  . > Tu o odpowiedź powinno być o tyle łatwiej, że nie mamy już do czynienia ze sferą transcendencji i ograniczamy się do rozmów o konkretnych postawach przyjmowanych przez ludzi których spotykamy codziennie. Przechodzimy do obserwacji socjologicznych i kulturoznawczych a w uzyskaniu odpowiedzi może pomóc zwykła statystyka.To osobliwe kryterium. Np. ludzie, których spotykamy codziennie, przyjmują dość obojętną postawę wobec ogólna teoria względności czy z tego wynika, ze jest ona kiepska?  Albo czy, ze z tego, ze ludzie na co dzień nie przejmują się piekłem wynika, ze do niego trafią?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Ucięłam, bo zgodnie z założeniami musiałam uciąć. "Wiązka" fal może, bowiem zostać zanalizowana tylko przez "podmiot" (patrz wyżej), a sceptyk wątpiący o czynniku niematerialnym tj. o świadomości nie może wiedzieć, że cokolwiek jest "analizowane".Jak napisałem wcześniej- elementem który kwestionuję jest transcendencja, a nie istnienie psychiki czy świadomości. Celowo zacierasz granicę między jednym a drugim ? > Nie wiem skąd to wiesz. Równie dobrze może być tez odwrotnie.Już to co napisałem powyżej zaprzecza twierdzeniu o rzekomej niemożności wyjaśnienia działania naszego umysłu bez odwoływania się do boga. Wyjaśnienie takie jest możliwe. > Gdyby tak było jak piszesz, to po co człowiekowi jest np. potrzebna, informacja o zakrzywieniu czasoprzestrzeni? Do tego, aby uchylić się przed maczugą, wystarczyłaby najprostsza fizyka Newtona .Nie widzę związku. Cała nasza wiedza to efekt praktycznego wykorzystania potencjału naszego mózgu. Ot- kroczek po kroku, od tłuka pięściowego aż do mikrofalówki ułatwiamy sobie życie dzięki wiedzy którą zdobywamy. Wyłącznie dlatego że możemy i że przynosi nam to korzyści. > To osobliwe kryterium. Np. ludzie, których spotykamy codziennie, przyjmują dość obojętną postawę wobec ogólna teoria względności czy z tego wynika, ze jest ona kiepska? Albo czy, ze z tego, ze ludzie na co dzień nie przejmują się piekłem wynika, ze do niego trafią?Zaraz- znowu wykrzywiasz. Pytałaś "Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga ?". Nie pytałaś o to czy ta bądź inna koncepcja boga jest kiepska ani czy jest prawdziwa. erka.ovh.org/
|
|
| |  | | Teresa (2693 punktów) | >Samo twierdzenie "bóg jest przyczyną pierwotną" jest wyznaniem wiary a nie opisem stanu rzeczy. Najpierw musiałabyś udowodnić że istniała jakaś "pierwotna przyczyna"- byt czy zjawisko które nie miało swojego początku co w obliczu pojęcia nieskończoności może być trudne do przeprowadzenia. Potem- że owa pierwotna przyczyna jest tożsama z osobowym bogiem w którego wierzysz.
Wydaje mi się ze, "bóg jest przyczyną pierwotną" to jest definicja Boga a nie wyznanie wiary. Użyłam słowa "bóg" w sensie ogólnym ( ten konkretny "Bóg" znany z religii tez jest "bogiem" w sensie filozoficznym).
>Ja na to, że pojęcie "zbiór atomów" nie jest tożsame z pojęciem "człowiek"- jest o wiele szersze. Wyłącznie taki zbiór atomów, o którym wiemy, że posiada określone cechy, nazywa się człowiekiem po to, żeby móc odróżnić go od innych zbiorów atomów. Proste i logiczne- mamy zbiór warunków, po spełnieniu których możemy nazwać dany byt tak czy inaczej. Jak przedstawisz ów zbiór warunków dla pojęcia "bóg" ?
Chodzi ogólnie o Boga ? Czy o Boga teistycznego? Ogólnie Bóg to pierwszy byt, motor wszystkiego. Zaś w teizmie Bóg ma wiele cech. Mam je wymienić?
|
|
| | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Wydaje mi się ze, "bóg jest przyczyną pierwotną" to jest definicja Boga a nie wyznanie wiary. Użyłam słowa "bóg" w sensie ogólnym ( ten konkretny "Bóg" znany z religii tez jest "bogiem" w sensie filozoficznym).Daruj ale nie użyłaś go w sensie ogólnym. Definicja którą proponujesz właściwa byłaby tylko w odniesieniu do religii monoteistycznych a pojęcie "bóg" nigdy nie ograniczało się wyłącznie do nich(w jej rozumieniu Zeus- było nie było bóg pełną gębą- nie byłby bogiem). Co więcej- wyciągnijmy na moment z lamusa definicję Hume'a. Żeby można było mówić o jakiejkolwiek przyczynowości- a więc również i istnieniu przyczyny pierwotnej- konieczne jest występowanie przyczyny przed skutkiem, ich następowanie po sobie. Jeśli nie ma jednego z tych dwu- nie można mówić o przyczynie, ergo- jeśli mówimy o powstaniu wszechświata (a więc również i "powstaniu" czasu)- nie może być "przyczyny pierwotnej" bo w chwili kiedy nie ma czasu nie można mówić o przyczynowości. > Chodzi ogólnie o Boga ? Czy o Boga teistycznego? Ogólnie Bóg to pierwszy byt, motor wszystkiego. Zaś w teizmie Bóg ma wiele cech. Mam je wymienić?Jeśli pozwolisz ograniczmy się do wcześniejszej definicji (określenia tego co rozumiemy przez pojęcie "bóg") skoro jest ona ogólną bo inaczej rozmowa rozlezie się nam na boki. erka.ovh.org/
|
|
| | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Wydaje mi się ze, "bóg jest przyczyną pierwotną" to jest definicja Boga a nie wyznanie wiary. Użyłam słowa "bóg" w sensie ogólnym ( ten konkretny "Bóg" znany z religii tez jest "bogiem" w sensie filozoficznym).> Daruj ale nie użyłaś go w sensie ogólnym. Definicja którą proponujesz właściwa byłaby tylko w odniesieniu do religii monoteistycznych a pojęcie "bóg" nigdy nie ograniczało się wyłącznie do nich(w jej rozumieniu Zeus- było nie było bóg pełną gębą- nie byłby bogiem).Widzę, że niedowierzasz i w głowie to Ci się nie mieści, ale, ta definicja dotyczy tez oczywiście Zeusa i bogów politeistycznych. Tomasz przecież wziął "drogi" od Arystotelesa, poganina, który nie wiedział nic o Bogu chrześcijańskim (nie możesz nie wiedzieć, że każdą z dróg lub pewną jej postać można spotkać w filozofii Arystotelesa). Inna sprawa, ze można zapytać czy "bogowie" politeistyczni jak Zeus w ogóle byli prawdziwymi bogami, tj. praprzyczynami... Zeus (znany z mitów) miał jednak braki (pod względem rozumu jak i moralności) przez co nie mógłby być przyczyną dla wszystkiego, w szczególności nie mógłby być przyczyną dla np. dla Sokratesa, który był - obawiam się - mądrzejszy od Zeusa.  > Co więcej- wyciągnijmy na moment z lamusa definicję Hume'a. Żeby można było mówić o jakiejkolwiek przyczynowości- a więc również i istnieniu przyczyny pierwotnej- konieczne jest występowanie przyczyny przed skutkiem, ich następowanie po sobie. Jeśli nie ma jednego z tych dwu- nie można mówić o przyczynie, ergo- jeśli mówimy o powstaniu wszechświata (a więc również i "powstaniu" czasu)- nie może być "przyczyny pierwotnej" bo w chwili kiedy nie ma czasu nie można mówić o przyczynowości.Dlaczego nie można? Można mówić o przyczynowości w porządku logicznym a nie czasowym. Nie ma przeszkód, aby np. powiedzieć, że wieczny wszechświat jest stwarzany przez wiecznego Boga. > >Chodzi ogólnie o Boga ? Czy o Boga teistycznego? Ogólnie Bóg to pierwszy byt, motor wszystkiego. Zaś w teizmie Bóg ma wiele cech. Mam je wymienić?> Jeśli pozwolisz ograniczmy się do wcześniejszej definicji (określenia tego co rozumiemy przez pojęcie "bóg") skoro jest ona ogólną bo inaczej rozmowa rozlezie się nam na boki.Ok. Bóg to praprzyczyna wszystkiego, pierwszy poruszyciel. Wyjątkowość Boga (ogólnie pojętego) polega na tym, że jego istota i egzystencja są identyczne, gdyż w przeciwnym wypadku sam potrzebowałby poruszyciela i przyczyny.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Kurczewski (2471 punktów) | > Widzę, że niedowierzasz i w głowie to Ci się nie mieści, ale, ta definicja dotyczy tez oczywiście Zeusa i bogów politeistycznych. Tomasz przecież wziął "drogi" od Arystotelesa, poganina, który nie wiedział nic o Bogu chrześcijańskim (nie możesz nie wiedzieć, że każdą z dróg lub pewną jej postać można spotkać w filozofii Arystotelesa).Zaraz- to że Akwitanta zaczerpnął od Arystotelesa (którego koncepcja nieingerującego w losy świata i będącego idealnym wzorem bóstwa jest w gruncie rzeczy bliższa temu do czzego doszedł buddyzm niż chrześcijaństwu), czy ktoś inny od kogoś innego- to nieistotne, ponieważ nijak się ma do faktu że - jak sama dalej zauważyłaś- definicja podana przez Ciebie ogranicza w taki czy inny sposób pojęcie "bóg", sprawiając że wiele postaci, będących w ramach różnych religii i tradycji językowych nazywanych "bogami" nagle znajduje się poza nawiasem. Nie ma znaczenia czy były to istoty doskonałe czy nie- w ramach różnych kultur pojęcie "bóg" było wobec nich stosowane, a skoro tak- to definicja którą przytoczyłaś nie jest pełna i ogranicza się do jednego, wąskiego nurtu pojmowania tego pojęcia który akurat- przypadkiem bądź nie- jest bliski Twoim poglądom. > Dlaczego nie można? Można mówić o przyczynowości w porządku logicznym a nie czasowym. Nie ma przeszkód, aby np. powiedzieć, że wieczny wszechświat jest stwarzany przez wiecznego Boga.Jeśli mówimy o przyczynowości to nie możemy o niej mówić w oderwaniu od wymiaru czasowego. Żeby zaszedł skutek musi istnieć przyczyna. Jeśli przyczyna istnieje "równolegle z" lub "po" skutku- nie jest przyczyną. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby przyjąć model nieustannego stwarzania- ale wówczas nie da się powiedzieć że coś jest "przyczyną" a coś "skutkiem"- jedno i drugie staje się częścią tego samego procesu i... dochodzimy do panteizmu. Bóg- wszechświat nieustannie stwarza się na nowo w akcie autokreacji który stanowi jego istotę. > Ok. Bóg to praprzyczyna wszystkiego, pierwszy poruszyciel. Wyjątkowość Boga (ogólnie pojętego) polega na tym, że jego istota i egzystencja są identyczne, gdyż w przeciwnym wypadku sam potrzebowałby poruszyciela i przyczyny.NO dobrze- dochodzimy do sedna. Jedyną tak naprawdę uchwytną cechą "boga" w tym ujęciu byłoby istnienie (czyli stare dobre "jestem który jestem") ale w takim razie raz- nie jest to "ogólne" pojęcie boga (nawet w ramach różnych teizmów bogowie i boginie rodzili się jedni z drugich). To pojęcie właściwe dla pewnego, określonego nurtu. Dwa- nawet jeśli uznamy że istniała pierwsza przyczyna to ciągle nie mamy żadnych podstaw do nadawania tak rozumianemu bytowi cech osobowych. Trzy- dlaczego właściwie mielibyśmy mówić o jednej przyczynie a nie o dwu, trzech czy wręcz nieskończonej liczbie pierwotnych poruszycieli ? erka.ovh.org/
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Zaraz- to że Akwitanta zaczerpnął od Arystotelesa (którego koncepcja nieingerującego w losy świata i będącego idealnym wzorem bóstwa jest w gruncie rzeczy bliższa temu do czzego doszedł buddyzm niż chrześcijaństwu), czy ktoś inny od kogoś innego- to nieistotne, ponieważ nijak się ma do faktu że - jak sama dalej zauważyłaś- definicja podana przez Ciebie ogranicza w taki czy inny sposób pojęcie "bóg", sprawiając że wiele postaci, będących w ramach różnych religii i tradycji językowych nazywanych "bogami" nagle znajduje się poza nawiasem. Nie ma znaczenia czy były to istoty doskonałe czy nie- w ramach różnych kultur pojęcie "bóg" było wobec nich stosowane, a skoro tak- to definicja którą przytoczyłaś nie jest pełna i ogranicza się do jednego, wąskiego nurtu pojmowania tego pojęcia który akurat- przypadkiem bądź nie- jest bliski Twoim poglądom.Można nazwać tak samo rózne rzeczy, ale chodzi jednak o to, aby nazwa wskazywała na tę samą naturę. Jesli nazywano bogami istoty o innej naturze, ktore bynajmniej nie były praprzyczyną i pierwszym bytem, to te istoty oczywiście nie były Bogiem w znaczeniu Arystotelesa/św. Tomasza- nawet dla ich wyznawców - to znaczy, że istoty te wcale nie dały początku ludziom i wszechświatu, a z tego wynika, że musiało istnieć coś co dało początek tymże istotom a więc prawdziwy Bóg ( podobno w takiego Boga wierzyli też politeiści, lecz został on albo "zapomniany" albo był "zupełnie niepojęty" ). > Jeśli mówimy o przyczynowości to nie możemy o niej mówić w oderwaniu od wymiaru czasowego. Żeby zaszedł skutek musi istnieć przyczyna. Jeśli przyczyna istnieje "równolegle z" lub "po" skutku- nie jest przyczyną.Zgadzam się z tym  . Jednak Bóg jest poza czasem więc nie stwarza "równolegle" (czasowo) więc jest (może być) prawdziwą przyczyna zarówno celową jak i sprawczą. Dziwi mnie tylko dlaczego ów argument Hume-a stosujesz akurat do Boga nie do innych "przyczyn", które wymieniałeś jako przyczyny a które dzieją się w czasie.., np. przyczyny zmiany pogody. > Nic nie stoi na przeszkodzie żeby przyjąć model nieustannego stwarzania- ale wówczas nie da się powiedzieć że coś jest "przyczyną" a coś "skutkiem"- jedno i drugie staje się częścią tego samego procesu i... dochodzimy do panteizmu.W sytuacji gdy mówimy o akcie "stworzenia" (a nie np. emanacji), Bóg jest czymś innym niż świat , bo Bóg stwarza świat samym słowem, czyli z niczego- mamy więc dwa różne byty, czyli dualizm (Bóg stwarza świat tak świat jak Szekspir stwarzał "Makbeta"). > NO dobrze- dochodzimy do sedna. Jedyną tak naprawdę uchwytną cechą "boga" w tym ujęciu byłoby istnienie (czyli stare dobre "jestem który jestem") ale w takim razie raz- nie jest to "ogólne" pojęcie boga (nawet w ramach różnych teizmów bogowie i boginie rodzili się jedni z drugich).Nawet, jeśli "bogowie i boginie rodzili się jedni z drugich" to zawsze pojawi się pytanie, jaka jest przyczyna "procesu rodzenia" jak i "bogów". Co popycha bogów to nieustannego rozmnażania się  , przecież zamiast rodzić się mogliby wiecznie grac w szachy  . Ów "łańcuch" powinien uzasadnić sam siebie, a nie uzasadnia. Dalej szukamy, więc praprzyczyny... w końcu dojdziemy do prostego bytu który jest niczym innym jak swoim istnieniem. > To pojęcie właściwe dla pewnego, określonego nurtu. Dwa- nawet jeśli uznamy że istniała pierwsza przyczyna to ciągle nie mamy żadnych podstaw do nadawania tak rozumianemu bytowi cech osobowych.Wydaje mi się, że mamy jednak jakieś podstawy nadawać cechy osoby (bo, np. świadomość jest czymś lepszym niż nieświadomość, dlatego byt będący praprzyczyną wszystkiego powinien mieć świadomość). Ale nie mamy podstawy nadawać tak rozumianemu bytowi "świętości" (Bóg w religii jest święty). > Trzy- dlaczego właściwie mielibyśmy mówić o jednej przyczynie a nie o dwu, trzech czy wręcz nieskończonej liczbie pierwotnych poruszycieli ?Możemy jak najbardziej mówić o nieskończonej liczbie. Jedyność pierwszej przyczyny tez wymaga dowodu. Np. w "Summa Contra Gentiles" (Księga pierwsza) św. Tomasz przestawia drogę "z ruchu" w rozdziale "13" a dowodzi też tego, ze Bóg jest jedyny (w rozdziale 42). Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Można nazwać tak samo rózne rzeczy, ale chodzi jednak o to, aby nazwa wskazywała na tę samą naturę. Jesli nazywano bogami istoty o innej naturze, ktore bynajmniej nie były praprzyczyną i pierwszym bytem, to te istoty oczywiście nie były Bogiem w znaczeniu Arystotelesa/św. Tomasza- nawet dla ich wyznawców - to znaczy, że istoty te wcale nie dały początku ludziom i wszechświatu, a z tego wynika, że musiało istnieć coś co dało początek tymże istotom a więc prawdziwy Bóg ( podobno w takiego Boga wierzyli też politeiści, lecz został on albo "zapomniany" albo był "zupełnie niepojęty" ).Zaraz- a dlaczego mamy przyjąć że akurat koncepcja Akwitanty (Arystotelejska różni się na tyle znacząco że sensownie byłoby ją odłożyć) jest tą "właściwą", że takie rozumienie pojęcia "bóg"- jedno z kilkunastu- jest tym poprawnym ? Nie znamy "natury" boskiej. Nie wiemy czy rzeczywiście istniała pierwotna przyczyna (zakładając że cokolwiek może istnieć "wiecznie" tym samym otwieramy furtkę dla twierdzenia że przyczyny nie było). Ba- nie wiemy nawet czy mówimy o bycie rzeczywistym czy tylko spekulujemy przy herbatce. > Zgadzam się z tym . Jednak Bóg jest poza czasem więc nie stwarza "równolegle" (czasowo) więc jest (może być) prawdziwą przyczyna zarówno celową jak i sprawczą. Dziwi mnie tylko dlaczego ów argument Hume-a stosujesz akurat do Boga nie do innych "przyczyn", które wymieniałeś jako przyczyny a które dzieją się w czasie.., np. przyczyny zmiany pogody.Jeśli bóg miałby być "poza" czasem (osobliwy koncept)- to nie mógłby równocześnie "być", ponieważ to pojęcie warunkowane jest w ramach naszego uniwersum przez trwanie. Mimo to starotestamentowy bóg Izraela mówi "Ja jestem który jestem"- ergo trwa w przestrzeni w której czas nie jest pojęciem pustym. Dlaczego myślisz że nie stosuję argumentu Hume'a do pogody ? > W sytuacji gdy mówimy o akcie "stworzenia" (a nie np. emanacji), Bóg jest czymś innym niż świat , bo Bóg stwarza świat samym słowem, czyli z niczego- mamy więc dwa różne byty, czyli dualizm (Bóg stwarza świat tak świat jak Szekspir stwarzał "Makbeta").Znowu- przestajemy mówić o ogóle a zaczynamy rozważać jedną teorię.Bóg stwarza świat słowem- to już model nie dość że oparty na Biblii, ale wręcz wynikający z koncepcji św. Jana. Jeśli mówimy o stworzeniu to musielibyśmy mówić o przyczynie i skutku a w chwili kiedy tego rodzaju podział zanika, zanika też rozdział na dwa różne byty. > Nawet, jeśli "bogowie i boginie rodzili się jedni z drugich" to zawsze pojawi się pytanie, jaka jest przyczyna "procesu rodzenia" jak i "bogów". Co popycha bogów to nieustannego rozmnażania się , przecież zamiast rodzić się mogliby wiecznie grac w szachy . Ów "łańcuch" powinien uzasadnić sam siebie, a nie uzasadnia. Dalej szukamy, więc praprzyczyny... w końcu dojdziemy do prostego bytu który jest niczym innym jak swoim istnieniem.Na czym opierasz przekonanie że prosty byt który nie jest niczym innym tylko swoim istnieniem jest przyczyną istnienia świata ? Skąd przekonanie że w ogóle istnieje przyczyna istnienia ? > Wydaje mi się, że mamy jednak jakieś podstawy nadawać cechy osoby (bo, np. świadomość jest czymś lepszym niż nieświadomość, dlatego byt będący praprzyczyną wszystkiego powinien mieć świadomość). Ale nie mamy podstawy nadawać tak rozumianemu bytowi "świętości" (Bóg w religii jest święty).No... nie. Wartościowanie "lepszy- gorszy" jest w tym kontekście całkowicie niezasadne. Dlaczego "świadomość" miałaby być "lepszą" ? Jak byt prosty i ograniczony WYŁĄCZNIE do istnienia ma być bytem doskonałym, wyposażonym w różne atrybuty ? > Możemy jak najbardziej mówić o nieskończonej liczbie. Jedyność pierwszej przyczyny tez wymaga dowodu. Np. w "Summa Contra Gentiles" (Księga pierwsza) św. Tomasz przestawia drogę "z ruchu" w rozdziale "13" a dowodzi też tego, ze Bóg jest jedyny (w rozdziale 42).Uparłaś się na tego Akwitantę chyba po to żeby dręczyć mnie jego łopatologią. Jedynym argumentem jaki ma przeciwko wielości bytów doskonałych jest to, że byłyby nierozróżnialne. Rozumiem że w sporze z Gentilesem był to ważny punkt, ale w naszej rozmowie rozróżnialność czy policzalność ewentualnych "bytów doskonałych" nie ma znaczenia. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Zaraz- a dlaczego mamy przyjąć że akurat koncepcja Akwitanty (Arystotelejska różni się na tyle znacząco że sensownie byłoby ją odłożyć) jest tą "właściwą", że takie rozumienie pojęcia "bóg"- jedno z kilkunastu- jest tym poprawnym ? Nie znamy "natury" boskiej.No, ale jaką mamy alternatywę? Że pierwszy samoistny byt nie istnieje, a jednak cos istnieje (niesamoistnego). Nie ma żadnego prawa istnieć a jednak istnieje, tak? > Jeśli bóg miałby być "poza" czasem (osobliwy koncept)- to nie mógłby równocześnie "być", ponieważ to pojęcie warunkowane jest w ramach naszego uniwersum przez trwanie. Mimo to starotestamentowy bóg Izraela mówi "Ja jestem który jestem"- ergo trwa w przestrzeni w której czas nie jest pojęciem pustym.Wygłaszasz stwierdzenie dot. Boga, a nie myślisz o tym jak to samo stwierdzenie ma do innych rzeczy metafizycznych. Zgodnie z takim tokiem rozumowania wszechświat (jako całość) tez nie istnieje, bo przecież nie trwa w czasie ( czas jest tylko jego wewnętrznym wymiarem). Wszechświat więc jest tak samo metafizyczny jak Bóg a jednak nauka się nim zajmuje! > Dlaczego myślisz że nie stosuję argumentu Hume'a do pogody ?To wyjaśniłam wyżej. > Znowu- przestajemy mówić o ogóle a zaczynamy rozważać jedną teorię.Bóg stwarza świat słowem- to już model nie dość że oparty na Biblii, ale wręcz wynikający z koncepcji św. Jana. Jeśli mówimy o stworzeniu to musielibyśmy mówić o przyczynie i skutku a w chwili kiedy tego rodzaju podział zanika, zanika też rozdział na dwa różne byty.Z tego żebyśmy nie wiedzieli, co jest przyczyną a co skutkiem nie wynika, że ich nie ma i że coś "zanika". > Na czym opierasz przekonanie że prosty byt który nie jest niczym innym tylko swoim istnieniem jest przyczyną istnienia świata ?No logice, jeśli pierwszy byt jest przyczyną wszystkiego to jest i świata (choć może też być światem). > Skąd przekonanie że w ogóle istnieje przyczyna istnienia ?Co masz na myśli? Czy istnieje przyczyna istnienia? Coż, są dwie możliwości: tak albo nie  . > >daje mi się, że mamy jednak jakieś podstawy nadawać cechy osoby (bo, np. świadomość jest czymś lepszym niż nieświadomość, dlatego byt będący praprzyczyną wszystkiego powinien mieć świadomość). Ale nie mamy podstawy nadawać tak rozumianemu bytowi "świętości" (Bóg w religii jest święty).> No... nie. Wartościowanie "lepszy- gorszy" jest w tym kontekście całkowicie niezasadne. Dlaczego "świadomość" miałaby być "lepszą" ?Lepsza w sensie, tzn. mająca więcej możliwości, pełniejsza, bardziej funkcjonalna. > Jak byt prosty i ograniczony WYŁĄCZNIE do istnienia ma być bytem doskonałym, wyposażonym w różne atrybuty ?Jego istnienie (którym jest) nie jest przez nic ograniczone, jest nieskończone w każdym sensie (jest to pełnia istnienia, pełna rzeczywistość, pełnia "życia"). Np. egzystencja książki jest ograniczona tym, że to właśnie "tylko" książka, On zaś nie jest ograniczony przez nic. > Uparłaś się na tego Akwitantę chyba po to żeby dręczyć mnie jego łopatologią. Jedynym argumentem jaki ma przeciwko wielości bytów doskonałych jest to, że byłyby nierozróżnialne. Rozumiem że w sporze z Gentilesem był to ważny punkt, ale w naszej rozmowie rozróżnialność czy policzalność ewentualnych "bytów doskonałych" nie ma znaczenia.Zauważ jednak, ze także w nauce, jeśli coś nie jest rozróżnialne to jest traktowane jak jedno i to samo.
|
|
| | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > No, ale jaką mamy alternatywę? Że pierwszy samoistny byt nie istnieje, a jednak cos istnieje (niesamoistnego). Nie ma żadnego prawa istnieć a jednak istnieje, tak?Pamietaj że jeśli tylko przyjmujesz pojęcie istnienia wychodzącego poza ramy czasowe (nieskończoności czy wieczności) to nie ma powodu do szukania przyczyny "pierwszej", tak jak i nie ma powodu szukania "ostatniej". W takiej perspektywie równie dobrze można uznać że - na przykład- energia jest wieczna, przemianom podlegają tylko postaci w których występuje i cała sprawa big bangu, poczatku świata i wszystkich innych nagle zacznie się znakomicie obchodzić bez pojęcia przyczyny pierwotnej > Wygłaszasz stwierdzenie dot. Boga, a nie myślisz o tym jak to samo stwierdzenie ma do innych rzeczy metafizycznych. Zgodnie z takim tokiem rozumowania wszechświat (jako całość) tez nie istnieje, bo przecież nie trwa w czasie ( czas jest tylko jego wewnętrznym wymiarem). Wszechświat więc jest tak samo metafizyczny jak Bóg a jednak nauka się nim zajmuje!Sęk w tym, że istnienie wszechświata jest dość dobrze empirycznie i logicznie potwierdzonym faktem. Istnienie boga- w żaden sposób nie jest. Dodatkowo- mówisz o ledwie jednym z modeli czasu (nie możemy powiedzieć że czas jest tylko wewnętrznym wymiarem wszechświata). > Z tego żebyśmy nie wiedzieli, co jest przyczyną a co skutkiem nie wynika, że ich nie ma i że coś "zanika".Owszem, ale wówczas wszystko co mówimy o rozróżnieniach pomiędzy bytami traci sens. W takiej sytuacji nie możesz powiedzieć "bóg stworzył wszechświat" skoro równoprawnym jest twierdzenie "wszechświat stworzył boga". > Co masz na myśli? Czy istnieje przyczyna istnienia? Coż, są dwie możliwości: tak albo nie ....i Ty opowiadasz się za "tak", nadając owej przyczynie cechy osobowe. > Lepsza w sensie, tzn. mająca więcej możliwości, pełniejsza, bardziej funkcjonalna.Chyba ciągle- tylko w odniesieniu do nas jako ludzi i naszych standardów. Czy świadomość w przypadku planety bądź chmury gazu byłaby "bardziej funkcjonalna" i "pełniejsza" ? > Jego istnienie (którym jest) nie jest przez nic ograniczone, jest nieskończone w każdym sensie (jest to pełnia istnienia, pełna rzeczywistość, pełnia "życia"). Np. egzystencja książki jest ograniczona tym, że to właśnie "tylko" książka, On zaś nie jest ograniczony przez nic.Poczekaj- jeśli uznajemy że mamy dany, byt którego jedyną i główną cechą jest istnienie w rozumieniu trwania (a nie wszelkich przejawów istnienia- tego tematu w ogóle nie dotykaliśmy), to przyjęcie takiego założenia w żaden sposób nie oznacza pełni we wszystkich wymiarach. To co proponujesz to rozbudowanie definicji owego bytu o kolejną cechę- doskonałość, nieuzasadnione póki co żadnym argumentem logicznym. Zakładamy że istniało "coś" (z braku lepszego określenia, nie możemy określić czy to byt mający cechy osobowe czy nie), co było pierwszym co zaistniało lub jedynym co istniało (zależnie od koncepcji czasu). Na jakiej podstawie chcesz wnioskować że owo "coś"- praprzyczyna istnienia- musiało posiadać cechy o których wspominasz, a nie było czymś równie nieznacznym co para szurniętych atomów które gdzieś tam się stuknęły ? > Zauważ jednak, ze także w nauce, jeśli coś nie jest rozróżnialne to jest traktowane jak jedno i to samo.Nie, nierozróżnialność w momencie kiedy masz świadomość istnienia wielości nie jest jednym i tym samym. Nierozróżnialne są choćby elektrony czy neutrony- a nie są "tym samym". erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Pamietaj że jeśli tylko przyjmujesz pojęcie istnienia wychodzącego poza ramy czasowe (nieskończoności czy wieczności), to nie ma powodu do szukania przyczyny "pierwszej", tak jak i nie ma powodu szukania "ostatniej".W takiej perspektywie równie dobrze można uznać że - na przykład- energia jest wieczna, przemianom podlegają tylko postaci w których występuje i cała sprawa big bangu, poczatku świata i wszystkich innych nagle zacznie się znakomicie obchodzić bez pojęcia przyczyny pierwotnej Nawet gdyby energia była wieczna to i tak nie ma w sobie nic co by wskazywało na to dlaczego istnieje. Czyli znowu albo owa energia byłaby czymś, co istnieje samo z siebie (czyli czymś co nie może nie istnieć) albo czymś co nie istnienie samo z siebie (czyli cos co ma przyczynę istnienia poza sobą i może nie istnieć). W pierwszym przypadku byłaby czymś, co wszyscy nazywają "Bogiem", absolutem, a w drugim -dlaczego mam wierzyć w absurd? > Sęk w tym, że istnienie wszechświata jest dość dobrze empirycznie i logicznie potwierdzonym faktem. Istnienie boga- w żaden sposób nie jest. Dodatkowo- mówisz o ledwie jednym z modeli czasu (nie możemy powiedzieć że czas jest tylko wewnętrznym wymiarem wszechświata).Jedyne, co można zaobserwować to: gwiazdy, planety, itp. a nie wszechświat. Wszechświat jest metafizyczny jak Bóg czy dusza. > >Z tego żebyśmy nie wiedzieli, co jest przyczyną a co skutkiem nie wynika, że ich nie ma i że coś "zanika".> Owszem, ale wówczas wszystko co mówimy o rozróżnieniach pomiędzy bytami traci sens. W takiej sytuacji nie możesz powiedzieć "bóg stworzył wszechświat" skoro równoprawnym jest twierdzenie "wszechświat stworzył boga".Rozumiem, że pisząc o "bogu" masz teraz na myśli li tylko boga religijnego jak Zeus a nie praprzyczynę, bo w przeciwnym wypadku zadanie "wszechświat stworzył boga" byłoby niedorzeczne, gdyż z założenia to bóg jest praprzyczyną. Bóg zawiera wszystkie idee zgodnie, z którymi działa wszechświat, w tym idee umysłu człowieka, idee świadomości. Jeśli chodzi o mnie to nie wiem jak coś nieświadomego może stworzy cos świadomego, ale może Ty mi to wyjaśnisz skoro dla Ciebie nie stanowi to różnicy? Odpowiadając wnioski Hume dotyczą tylko tego, co jest obserwowalne zmysłami, a Bóg i wszechświat nie są obserwowalne. Pisanie, więc o wnioskach Hume-a w kontekście rzeczy niewidzialnych może być fantastyką. Nie wiem jak "widzą" Boga i wszechświat anioły, czytałam gdzieś, ze "widzą" dzięki światłu od Boga... nie wiadomo ile tego światła mają. Jeśli niewiele, to możliwe, że błądzą w ciemnościach jak my (i mają własną wersję filozofii Hume-a  ). > >Co masz na myśli? Czy istnieje przyczyna istnienia? Coż, są dwie możliwości: tak albo nie .> ...i Ty opowiadasz się za "tak", nadając owej przyczynie cechy osobowe.Nie rozumieliśmy się. Ty mnie pytasz o to czy "istnieje" przyczyna istnienia? Jak tak daleko nie idę. Poprzestaję na tym, że Bóg to istnienie samoistne. Nie pytam, jaka jest przyczyna istnienia samoistnego, bo ono już z definicji nie ma przyczyny lub sam jest przyczyną dla siebie. > >Lepsza w sensie, tzn. mająca więcej możliwości, pełniejsza, bardziej funkcjonalna.> Chyba ciągle- tylko w odniesieniu do nas jako ludzi i naszych standardów. Czy świadomość w przypadku planety bądź chmury gazu byłaby "bardziej funkcjonalna" i "pełniejsza" ?Gdyby coś jedynie o cechach chmury gazu było praprzyczyną jakiegoś świata to, jaki "nędzny" musiałby to być ten świat? Obawiam, że nie zawierałby nic poza chmurami... > Poczekaj- jeśli uznajemy że mamy dany, byt którego jedyną i główną cechą jest istnienie w rozumieniu trwania (a nie wszelkich przejawów istnienia- tego tematu w ogóle nie dotykaliśmy), to przyjęcie takiego założenia w żaden sposób nie oznacza pełni we wszystkich wymiarachGdyby Bóg mógł trwać tylko w czasie, to gdyby nie było czasu to mogłoby nie być Boga a to jest niemożliwe (z definicji, ze to Bóg jest praźródłem/praprzyczyną wszystkiego w tym czasu). No chyba, że Bóg jest czasem...  ? > Na jakiej podstawie chcesz wnioskować że owo "coś"- praprzyczyna istnienia- musiało posiadać cechy o których wspominasz, a nie było czymś równie nieznacznym co para szurniętych atomów które gdzieś tam się stuknęły ?Pierwszy byt musi być jak najbardziej doskonały, gdyż jest źródłem wszelkiej doskonałości jaka występuje w świecie, w Bogu znajdują się doskonałości wszystkich rzeczy (św. Tomasz). Jeśli na świecie jest prawo morlane i sprawiedliwość, miłosc to Bóg jest zasadą zasad i sprawiedliwością, miłoscią.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > W takiej perspektywie równie dobrze można uznać że - na przykład- energia jest wieczna, przemianom podlegają tylko postaci w których występuje i cała sprawa big bangu, poczatku świata i wszystkich innych nagle zacznie się znakomicie obchodzić bez pojęcia przyczyny pierwotnejNie, zupełnie nie o to chodziło. Nawet bez zakładania wieczności trwania jakiegokolwiek pojedynczego bytu ich ciąg może być nieskończony- zawsze może być kolejna "przyczyna", bez przyczyny pierwszej czy pierwotnej > W pierwszym przypadku byłaby czymś, co wszyscy nazywają "Bogiem", absolutem, a w drugim -dlaczego mam wierzyć w absurd?Jeśli wierzyć słowom 1 Kor 1:23 już wierzysz w absurd  . Daruj ale nie. Bogiem nazywasz byt osobowy, posiadający pewne cechy. W twojej koncepcji jest on bytem złożonym > Jedyne, co można zaobserwować to: gwiazdy, planety, itp. a nie wszechświat. Wszechświat jest metafizyczny jak Bóg czy dusza.Moim zdaniem całkowicie niezasadne twierdzenie. Wszechświat znajduje się w zasięgu naszych narzędzi badawczych. > Rozumiem, że pisząc o "bogu" masz teraz na myśli li tylko boga religijnego jak Zeus a nie praprzyczynę, bo w przeciwnym wypadku zadanie "wszechświat stworzył boga" byłoby niedorzeczne, gdyż z założenia to bóg jest praprzyczyną.Sigh... O tym właśnie mówię. Jeśli nie masz rozróżnienia na przyczynę i skutek to jak możesz mówić o praprzyczynie ? > Bóg zawiera wszystkie idee zgodnie, z którymi działa wszechświat, w tym idee umysłu człowieka, idee świadomości. Jeśli chodzi o mnie to nie wiem jak coś nieświadomego może stworzy cos świadomego, ale może Ty mi to wyjaśnisz skoro dla Ciebie nie stanowi to różnicy?To Ty postulujesz że wszechświat został stworzony przez świadomy i działający celowo byt- nie ja. Jeśli pytasz mnie o początek wszechświata odpowiem Ci- jak się spodziewasz- nie wiem. Wiem że to co skomplikowane w początkach zwykle bywa proste i wcale niekoniecznie u podstaw musi mieć "idee". > Nie rozumieliśmy się. Ty mnie pytasz o to czy "istnieje" przyczyna istnienia? Jak tak daleko nie idę. Poprzestaję na tym, że Bóg to istnienie samoistne. Nie pytam, jaka jest przyczyna istnienia samoistnego, bo ono już z definicji nie ma przyczyny lub sam jest przyczyną dla siebie.Masło maślane. Pytam czy istnieje przyczyna a ty odpowiadasz że istnieje samoistnie bóg który jest przyczyną i piszesz że nie idziesz "tak daleko"  . > Gdyby coś jedynie o cechach chmury gazu było praprzyczyną jakiegoś świata to, jaki "nędzny" musiałby to być ten świat? Obawiam, że nie zawierałby nic poza chmurami...Skąd to twierdzenie ? Ciągle zakładasz że "przyczyna pierwotna" musi być bytem złożonym i doskonałym, w pewnien sposób zawierającym w sobie wszystko, co dzięki niej powstało- dlaczego ? Dlaczego punktem wyjścia nie może być byt prosty ? To tak jakbyś mówiła " nie, ze zwykłych ziaren piasku nie może powstać coś tak złożonego jak róża pustynii". > Gdyby Bóg mógł trwać tylko w czasie, to gdyby nie było czasu to mogłoby nie być Boga a to jest niemożliwe (z definicji, ze to Bóg jest praźródłem/praprzyczyną wszystkiego w tym czasu). No chyba, że Bóg jest czasem... ?Tylko w sytuacji kiedy zakładasz istnienie "praprzyczyny" (a nie ciągu przyczyn) i uznajesz że musiała być jedna. > Pierwszy byt musi być jak najbardziej doskonały, gdyż jest źródłem wszelkiej doskonałości jaka występuje w świecie, w Bogu znajdują się doskonałości wszystkich rzeczy (św. Tomasz). Jeśli na świecie jest prawo morlane i sprawiedliwość, miłosc to Bóg jest zasadą zasad i sprawiedliwością, miłoscią.Moim zdaniem to całkowicie niezasadne założenie. Elementy pierwotne nie muszą zawierać w sobie cech produktu wyjściowego. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Nie, zupełnie nie o to chodziło. Nawet bez zakładania wieczności trwania jakiegokolwiek pojedynczego bytu ich ciąg może być nieskończony- zawsze może być kolejna "przyczyna", bez przyczyny pierwszej czy pierwotnejNawet gdybyśmy założyli nieskończony ciąg przyczyn (w wieczności byłyby one jednoczesne) to dalej ów ciąg nie ma w sobie powodu, dlaczego miałby istnieć. Parafrazując przytoczone przez Ciebie powyżej pytanie (Who made God?): Kto zrobił "nieskończony ciąg bytów"?  > Jeśli wierzyć słowom 1 Kor 1:23 już wierzysz w absurd Jeśli wierzyć słowom 1 Kor 1:23 to wierzę w coś, co najwyżej jest dla innych jest absurdem a to nie to samo  . > Daruj ale nie. Bogiem nazywasz byt osobowy, posiadający pewne cechy. W twojej koncepcji jest on bytem złożonymNie, Bóg: - jest bytem, który jest tożsamy ze swoją istotą, - jego istota jest tożsama z istnieniem. Istota w przypadku bytów materialnych to tyle, co cechy, określające gatunek danego bytu. Jeśli zaś byt jest tożsamy ze swoją istotą, to znaczy, że wszystkie cechy, które ma są jednocześnie nim (jego istotą). Dlatego o Bogu nie mówi się, tylko że jest mądry, ale że jest Mądrością, itp., I chociaż mówi sie o Nim różne rzeczy to opisują one coś jednego (to ze używamy wielu słów wynika tylko z naszych doświadczeń). > Moim zdaniem całkowicie niezasadne twierdzenie. Wszechświat znajduje się w zasięgu naszych narzędzi badawczych.Mam wątpliwość czy aby wszechświat znajdował sie w zasięgu naszych narzędzi badawczych. W zasięgu moich narzędzi znajduje sie np. moja ręka i mogę tylko wnioskować, że ponieważ moja ręka istnieje to wszechświat istnieje, gdyż ręka jest jego częścią (składnikiem wszechświata). > Sigh... O tym właśnie mówię. Jeśli nie masz rozróżnienia na przyczynę i skutek to jak możesz mówić o praprzyczynie ?Na tej samej zasadzie jak w każdej inne nauce (w koncu nie rozróżnienie przyczyny i skutku nie dotyczy tylko teologii). Jeśli np. mam "Makbeta", kamień i Szekspira to nie przyjmę, ze przyczyna Makbeta jest kamień tylko Szekspir. > To Ty postulujesz że wszechświat został stworzony przez świadomy i działający celowo byt- nie ja. Jeśli pytasz mnie o początek wszechświata odpowiem Ci- jak się spodziewasz- nie wiem. Wiem że to co skomplikowane w początkach zwykle bywa proste i wcale niekoniecznie u podstaw musi mieć "idee".To w końcu wiesz czy nie wiesz?  Skad wiesz że to, co skomplikowane w początkach zwykle bywa proste? Czy możesz podać przykład? > Masło maślane. Pytam czy istnieje przyczyna a ty odpowiadasz że istnieje samoistnie bóg który jest przyczyną i piszesz że nie idziesz "tak daleko" .Nie idę daleko w tym sensie, że nie wiem, czym jest "istnienie". Ba, jak sie okazuje nie wiemy nawet, co to jest "przyczyna". > Skąd to twierdzenie ? Ciągle zakładasz że "przyczyna pierwotna" musi być bytem złożonym i doskonałym, w pewnien sposób zawierającym w sobie wszystko, co dzięki niej powstało- dlaczego ? Dlaczego punktem wyjścia nie może być byt prosty ? To tak jakbyś mówiła " nie, ze zwykłych ziaren piasku nie może powstać coś tak złożonego jak róża pustynii".Mówię rzaczej tak: " ze zwykłych ( z samych) ziaren piasku nie mogą powstać teorie na temat ziaren piasku", bo przecież w naszym świecie istnieją też "teorie". > Tylko w sytuacji kiedy zakładasz istnienie "praprzyczyny" (a nie ciągu przyczyn) i uznajesz że musiała być jedna.Ale ciąg przyczyn "poza" czasem znaczy, ze żadna z ciągu przyczyn nie może być "późniejsza" ani "wcześniejsza" w stosunku do innych. > Moim zdaniem to całkowicie niezasadne założenie. Elementy pierwotne nie muszą zawierać w sobie cech produktu wyjściowego.Mile widziane byłoby jakieś uzasadnienie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Nawet gdybyśmy założyli nieskończony ciąg przyczyn (w wieczności byłyby one jednoczesne) to dalej ów ciąg nie ma w sobie powodu, dlaczego miałby istnieć.> Parafrazując przytoczone przez Ciebie powyżej pytanie (Who made God?): Kto zrobił "nieskończony ciąg bytów"? Czekaj- skąd w ogóle pomysł że musi istnieć jakaś pierwotna "przyczyna" ? Nie możesz określić początku (lub końca) nieskończoności. > Nie, Bóg:> - jest bytem, który jest tożsamy ze swoją istotą,> - jego istota jest tożsama z istnieniem.Ergo- bóg jest tożsamy z istnieniem. Z tego wynika że bóg to nieosobowa zasada "istnienia"- czy tak chcesz tłumaczyć pojęcie "bóg" ? > Istota w przypadku bytów materialnych to tyle, co cechy, określające gatunek danego bytu.Nie, istotą bytu (czymś co filozofowie nazywają esencją) jest to, co sprawia że jest tym, czym jest. Nie tylko gatunek, ale wszystkie cechy sprawiające że dany byt jest unikalny, jest tym czym jest a nie czymś innym. W innym razie Ty i ja bylibyśmy tym samym bytem. > Jeśli zaś byt jest tożsamy ze swoją istotą, to znaczy, że wszystkie cechy, które ma są jednocześnie nim (jego istotą). Dlatego o Bogu nie mówi się, tylko że jest mądry, ale że jest Mądrością, itp.,Zaraz- jeśli istota bóstwa zawiera w sobie wszystkie możliwe elementy, to po pierwsze- nie jest ono bytem prostym tylko złożonym, po drugie- twierdzenie że istota tego bytu jest tożsama z istnieniem jest błędne. > I chociaż mówi sie o Nim różne rzeczy to opisują one coś jednego (to ze używamy wielu słów wynika tylko z naszych doświadczeń).I tu wywracasz nie tylko dyskusję ale cały swój dowód. Albo możemy mówić używając dostępnych nam pojęć i kryteriów i wtedy dyskurs ma sens, a twierdzenie o tym, że istota boga jest tożsama z istnieniem jako takim jest do obronienia, albo uznajemy że pojęcie "bóg" jest z założenia niedefiniowalne (używając znanych nam pojęć nie da się go wyjaśnić) i wówczas jakakolwiek dyskusja jest niemożliwa. > Na tej samej zasadzie jak w każdej inne nauce (w koncu nie rozróżnienie przyczyny i skutku nie dotyczy tylko teologii). Jeśli np. mam "Makbeta", kamień i Szekspira to nie przyjmę, ze przyczyna Makbeta jest kamień tylko Szekspir.Jeśli uznajesz że w jakiejś sytuacji nie ma rozróżnienia na przyczynę i skutek to nie ma- koniec i kropka. "Nie możemy rozróżnić ale możemy rozróżnić" ? > To w końcu wiesz czy nie wiesz? Skad wiesz że to, co skomplikowane w początkach zwykle bywa proste? Czy możesz podać przykład?Owszem- rozwój narzędzi którymi dysponuje człowiek. Proces produkcyjny komputera. Ewolucja życia na ziemi. > Mówię rzaczej tak: " ze zwykłych ( z samych) ziaren piasku nie mogą powstać teorie na temat ziaren piasku", bo przecież w naszym świecie istnieją też "teorie".Czekaj- po co plączesz w to teorię ? Jak ona ma się do tego że ze zwykłych ziaren piasku może powstać twór bardziej złożony- tzw. róża pustyni ? > Mile widziane byłoby jakieś uzasadnienie.  Bardzo proszę- piach nie posiada cech kryształu. Cegły nie posiadają cech domu. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) |
> >Nawet gdybyśmy założyli nieskończony ciąg przyczyn (w wieczności byłyby one jednoczesne) to dalej ów ciąg nie ma w sobie powodu, dlaczego miałby istnieć.> >Parafrazując przytoczone przez Ciebie powyżej pytanie (Who made God?): Kto zrobił "nieskończony ciąg bytów"? > Czekaj- skąd w ogóle pomysł że musi istnieć jakaś pierwotna "przyczyna" ? Nie możesz określić początku (lub końca) nieskończoności.Są dwa pytania: na którego szukamy odpowiedzi: dlaczego coś istnieje i dlaczego jest takie a nie inne. Złożony łańcuch nie ma w sobie odpowiedzi, dlaczego jest taki a nie inny, gdyż mógłby być zupełnie inny. Można sobie wyobrazić skończony łańcuch nieskończonych łańcuchów, nieskończony łańcuch nieskończonych łańcuchów nieskończonych, itd. Kto lub, co decyduje, jaki ten łańcuch jest? Gdyby decydować miał o tym sam łańcuch (a tak musiałaby być, bo poza tym łańcuchem już nic nie ma, gdyż jest on Bogiem), to wybacz, ale musiałby być niematerialny, a rzeczy niematerialne nie dzielą się na części. > Ergo- bóg jest tożsamy z istnieniem. Z tego wynika że bóg to nieosobowa zasada "istnienia"- czy tak chcesz tłumaczyć pojęcie "bóg" ?> Zaraz- jeśli istota bóstwa zawiera w sobie wszystkie możliwe elementy, to po pierwsze- nie jest ono bytem prostym tylko złożonym, po drugie- twierdzenie że istota tego bytu jest tożsama z istnieniem jest błędne.> I tu wywracasz nie tylko dyskusję ale cały swój dowód. Albo możemy mówić używając dostępnych nam pojęć i kryteriów i wtedy dyskurs ma sens, a twierdzenie o tym, że istota boga jest tożsama z istnieniem jako takim jest do obronienia, albo uznajemy że pojęcie "bóg" jest z założenia niedefiniowalne (używając znanych nam pojęć nie da się go wyjaśnić) i wówczas jakakolwiek dyskusja jest niemożliwa.Jeszcze raz od początku. W naszym doświadczeniu jest nam dany byt niedoskonały i nieskończony. Byt skończony nie ma w sobie samym przyczyny swojego istnienia, np. łyżka, która leży na Twoim biurku nie powołała się sama do istnienia. To wskazuje na istnienie Boga jako przyczyny, jako tego, który w sam w sobie ma przyczynę swojego istnienia a więc istnieje samoistnie. Bóg jest jedynym bytem który istnieje sam przez się. Jeśli zaś mówimy o cechach Boga, to cech Boga nie możemy poznać, wprost, lecz pośrednio na drodze negacji (zaprzeczenie) albo na drodze "eminencji", czyli nieskończone wzmożenia cech istot skończonych. Drogą negacji można ustalić takie cechy jak: Bóg jako samoistny nie ma przyczyny, więc nie istnieje nic, co mogłoby być przyczyna jego zmiany, jest niezmienny, wieczny, bez początku i końca (powstanie i koniec są zmianami), jest niematerialny, jest bytem prostym, niezłożonym, (bo podstawą wszelkiej złożoności jest materia), itp. Drogę eminencji zaś można ustalić, że cechami Boga są doskonałość, mądrość, wszechmoc, rozum, wola. Tymi wieloma ludzki rozum może ująć prostą istotą Boga. > Jeśli uznajesz że w jakiejś sytuacji nie ma rozróżnienia na przyczynę i skutek to nie ma- koniec i kropka. "Nie możemy rozróżnić ale możemy rozróżnić" ?Muszę się chyba nad tym głębiej zastanowić... > To w końcu wiesz czy nie wiesz? Skad wiesz że to, co skomplikowane w początkach zwykle bywa proste? Czy możesz podać przykład?> Owszem- rozwój narzędzi którymi dysponuje człowiek. Proces produkcyjny komputera. Ewolucja życia na ziemi.Narzędzia stworzył człowiek, który jest doskonalszy od nich. Proces produkcyjny komputera również stworzyli człowiek, który jest doskonalszy od komputera a nie komputer. Ewolucja życia na ziemi bazuje na bardzo złożonych prawa fizyki, chemii, biologii, świadomości, (np. kiedy pojawia się świadomość), te prawa musza "zawierać" w sobie możliwości zaistnienia wszystkiego, co istnieje. W jaki sposób te prawa mogły same się stworzyc?? > Czekaj- po co plączesz w to teorię ? Jak ona ma się do tego że ze zwykłych ziaren piasku może powstać twór bardziej złożony- tzw. róża pustyni ?Z samych ziaren piasku nie powstaje róża pustyni. > Bardzo proszę- piach nie posiada cech kryształu.Piach sam z siebie nie stworzy kryształu. > Cegły nie posiadają cech domu.Cegły same z siebie nie zbudują domu (gdyby tak było to byłby to cud, same cegły nie są zazwyczaj przyczyną powstawania domów  ).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Są dwa pytania: na którego szukamy odpowiedzi: dlaczego coś istnieje i dlaczego jest takie a nie inne.> Złożony łańcuch nie ma w sobie odpowiedzi, dlaczego jest taki a nie inny, gdyż mógłby być zupełnie inny. Można sobie wyobrazić skończony łańcuch nieskończonych łańcuchów, nieskończony łańcuch nieskończonych łańcuchów nieskończonych, itd.> Kto lub, co decyduje, jaki ten łańcuch jest?> Gdyby decydować miał o tym sam łańcuch (a tak musiałaby być, bo poza tym łańcuchem już nic nie ma, gdyż jest on Bogiem), to wybacz, ale musiałby być niematerialny, a rzeczy niematerialne nie dzielą się na części.Widzisz- jedną z możliwych ewentualności jest ta że nie ma odpowiedzi. Po prostu. Jeśli masz ciąg nieskończony to pytanie o jego początek jest absurdem. Podobnie z pytaniem o cel jego istnienia i podobnie jeśli chodzi o pytanie o jego kształt. Dlaczego czynnik przesądzający o kształcie bytu musiałby być niematerialny ? Skąd twierdzenie że "rzeczy niematerialne" nie dzielą się na części ? > Jeszcze raz od początku. W naszym doświadczeniu jest nam dany byt niedoskonały i nieskończony. Byt skończony nie ma w sobie samym przyczyny swojego istnienia, np. łyżka, która leży na Twoim biurku nie powołała się sama do istnienia. To wskazuje na istnienie Boga jako przyczyny, jako tego, który w sam w sobie ma przyczynę swojego istnienia a więc istnieje samoistnie. Bóg jest jedynym bytem który istnieje sam przez się.Poczekaj- w "danych" do naszego rozważania nie mamy bytu nieskończonego (chyba że zakładamy jego istnienie w ramach eksperymentu myślowego). Mamy łyżkę która- masz rację- nie istnieje sama z siebie. Istnienie "bytu" który nie ma początku- to założenie które ma wyjaśnić genezę wszystkich bytów, ale jest to ledwie założenie. Póki co nie mamy żadnych dowodów na jego prawdziwość. > Drogą negacji można ustalić takie cechy jak: Bóg jako samoistny nie ma przyczyny, więc nie istnieje nic, co mogłoby być przyczyna jego zmiany,Samoistność nie implikuje niezmienności. > bez początku i końcaNie mamy podstaw do wnioskowania o "końcu". > jest niematerialny, jest bytem prostym, niezłożonym, (bo podstawą wszelkiej złożoności jest materia), itp.Do tej pory nie znamy "bytów niematerialnych". > Drogę eminencji zaś można ustalić, że cechami Boga są doskonałość, mądrość, wszechmoc, rozum, wola. Tymi wieloma ludzki rozum może ująć prostą istotą Boga.No dobrze- jeśłi stosujesz zasadę eminencji to dlaczego cechami owego bytu nie miałyby być entropia, chaos, przypadek ? > Ewolucja życia na ziemi bazuje na bardzo złożonych prawa fizyki, chemii, biologii, świadomości, (np. kiedy pojawia się świadomość), te prawa musza "zawierać" w sobie możliwości zaistnienia wszystkiego, co istnieje. W jaki sposób te prawa mogły same się stworzyc?? (...)> Narzędzia stworzył człowiek, który jest doskonalszy od nich (...).> Cegły same z siebie nie zbudują domu (gdyby tak było to byłby to cud, same cegły nie są zazwyczaj przyczyną powstawania domów (...)Ewolucja bazuje na bardzo prostych prawach. Podobnie jeśli chodzi o materię- jeśli zejdziesz wystarczająco głęboko w dół, do struktury elementarnej znajdziesz tam zaledwie dwie cząstki- kwarki i leptony. To- póki co- najprostsze elementy z których zbudowany jest cały znany nam świat, bez wyjątku. Są identyczne i takie same we wszystkich cząstkach. Nie zawierają w sobie cech obiektów które są z nich zbudowane, co zaprzecza Twojej teorii o niemożności powstania całego wszechświata z tych samych, prostych elementów (popraw jeśli coś źle zrozumiałem). erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >Kto lub, co decyduje, jaki ten łańcuch jest?> >Gdyby decydować miał o tym sam łańcuch (a tak musiałaby być, bo poza tym łańcuchem już nic nie ma, gdyż jest on Bogiem), to wybacz, ale musiałby być niematerialny, a rzeczy niematerialne nie dzielą się na części.> Widzisz- jedną z możliwych ewentualności jest ta że nie ma odpowiedzi. Po prostu.Nie może nie być odpowiedzi, co najwyżej może ona być niepoznawalna. > Jeśli masz ciąg nieskończony to pytanie o jego początek jest absurdem. Podobnie z pytaniem o cel jego istnienia i podobnie jeśli chodzi o pytanie o jego kształt.Ale łańcuch jest nieskończony tylko pod pewnym względem, poza tym jest skończony, bo ma skończony kształt. A jeśli jest skończony pod jakimś względem to musi mieć początek, a więc pytanie o niego nie jest absurdem.  > Dlaczego czynnik przesądzający o kształcie bytu musiałby być niematerialny ?Czy materia, która "nic nie wie" może sama określić swój kształt? Załóżmy, że istnieje jakiś automat, który generuje wszystkie możliwe kształty. Ale wówczas można zapytać, kto zaprojektował kształt tego automatu? Załóżmy, że inny automat ... i tak w nieskończoność. Pytanie jednak brzmi, dlaczego "któryś tam z kolei" automat wybrał akurat np. taki kształt jak "łańcuch"? Skąd znał idee? Wybranie idei wymaga chyba bycia twórczym a więc bytu świadomego a nie automatu (automat potrafi operować tylko na tym, co ma na wejściu, tj. nie tworzy nowych idei). Z tego punktu widzenia tworzenie nieskończonych ciągów jest tylko odwlekaniem odpowiedzi na pytania w nieskończoność a nie żadnym alternatywnym rozwiązaniem. > Poczekaj- w "danych" do naszego rozważania nie mamy bytu nieskończonego (chyba że zakładamy jego istnienie w ramach eksperymentu myślowego). Mamy łyżkę która- masz rację- nie istnieje sama z siebie. Istnienie "bytu" który nie ma początku- to założenie które ma wyjaśnić genezę wszystkich bytów, ale jest to ledwie założenie. Póki co nie mamy żadnych dowodów na jego prawdziwość.Jednak wiara w taki byt jest racjonalnie uzasadniona, gdyż istnienie takiego bytu jest wywnioskowane przy pomocy doświadczenia (ze skutków wnioskujemy o przyczynie). > >Drogą negacji można ustalić takie cechy jak: Bóg jako samoistny nie ma przyczyny, więc nie istnieje nic, co mogłoby być przyczyna jego zmiany,> Samoistność nie implikuje niezmienności.Mówiąc po Arystotelesowsku niezmienność wynika, z tego ze Bóg jest rzeczywistością, czyli najczystsza aktualnością i nie ma w Nim nic co jest w możności. > >bez początku i końca> Nie mamy podstaw do wnioskowania o "końcu".Byt samoistny, którego istotą jest istnienie (negacja) nie może nie istnieć a więc nie ma i końca. > Do tej pory nie znamy "bytów niematerialnych".Np. świadomośc, wola, wiedza, dobro, kompleks, liczba. > >Drogę eminencji zaś można ustalić, że cechami Boga są doskonałość, mądrość, wszechmoc, rozum, wola. Tymi wieloma ludzki rozum może ująć prostą istotą Boga.> No dobrze- jeśłi stosujesz zasadę eminencji to dlaczego cechami owego bytu nie miałyby być entropia, chaos, przypadek ?To po kolei: Entropia - termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym. Jest wielkością ekstensywną. Druga zasada termodynamiki stwierdza, że jeżeli układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego bez udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze rośnie. Bóg zawiera w sobie idee (doskonałości) wszystkich rzeczy, zapewne ideę entropii też, ale mówienie, że Bog jest entropią nie ma sensu, gdyż jako pierwsza przyczyna sprawcza nie może być funkcją czegoś. Chaos Parę definicji: - kosmogoniczny termin z mitologii greckiej;mieszanina wody,ognia,powietrza i ziemi (wiki) - w matematyce niestabilność rozwiązań równań ze względu na warunki początkowe, (wiki) - uosobienie pierwotnej próżni kosmicznej, stanu, który istniał przed powstaniem świata; bezkształtna materia, będąca zarodkiem uporządkowanego wszechświata (kosmosu). Według Hezjoda (Teogonia) wraz z Chaosem na początku czasów powstali: Gaja (Ziemia), Eros (Miłość) i Tartar (najniższa część Hadesu). Z Chaosu zrodzili się Ereb (personifikacja świata podziemnego) i jego siostra-małżonka Nyks (Noc), których dziećmi byli Hemera (Dzień) i Eter (grecki Ajter), uosabiający wyższe strefy nieba; (Słownik PWN) - według Biblii, stan zamętu i ciemności przed powstaniem świata. (Słownik PWN)Rozumiem, że chodzi o Chaos jako "uosobienie pierwotnej próżni kosmicznej, stanu, który istniał przed powstaniem świata; bezkształtna materia, będąca zarodkiem uporządkowanego wszechświata (kosmosu)." . Chaos jest przyczyną materialną, a tu chodzi jest najwyższa przyczyna sprawczą, która musi zawierać ideę chaosu, uporządkowanego świata jak i wyłonienia się świata z chaosu, dlatego Bóg nie może być chaosem. Przypadek może służyć celowości, lecz celowość nie może służyć przypadkowi. Dlatego celowość jest silniejsza, jest pierwsza. "Przypadek to słowo pozbawione sensu; nie ma niczego, co nie miałoby swoich przyczyn." Wolter c. d. n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > >>Narzędzia stworzył człowiek, który jest doskonalszy od nich (...).> >Cegły same z siebie nie zbudują domu (gdyby tak było to byłby to cud, same cegły nie są zazwyczaj przyczyną powstawania domów (...)> Ewolucja bazuje na bardzo prostych prawach. Podobnie jeśli chodzi o materię- jeśli zejdziesz wystarczająco głęboko w dół, do struktury elementarnej znajdziesz tam zaledwie dwie cząstki- kwarki i leptony.> To- póki co- najprostsze elementy z których zbudowany jest cały znany nam świat, bez wyjątku. Są identyczne i takie same we wszystkich cząstkach. Nie zawierają w sobie cech obiektów które są z nich zbudowane, co zaprzecza Twojej teorii o niemożności powstania całego wszechświata z tych samych, prostych elementów (popraw jeśli coś źle zrozumiałem).Na poczatek sprostowanie kwarki i leptony to nie dwie czątki tylko dwie rodziny cząstek  . alpha.uwb.edu.pl/zjazd/Turnau/s21.pdfChyba już rozumiem skąd to nieporozumienie. Bóg jest początkiem w obrębie przyczyny sprawczej a nie materialnej. Im bardziej, więc materia jest niedoskonała (jako bierne tworzywo) tym bardziej przyczyna sprawcza (czysta forma, Bóg) musi być w najwyższym stopniu doskonała (nie może jej niczego brakowac). A więc początek materialny (niedoskonały) musi być poprzedzony przez coś niematerialnego (doskonałego). Ewolucja jest twórcza... na kolejnych etapach pojawiały się nowe elementy (nie tylko leptony i kwarki), np. nowe rodzaje cząstek o nowych właściwościach, nowe rodzaje sił, pojawiła się świadomość, a świadomość wybacz nie jest prosta. Pytanie czy te nowe elementy pojawiały się przez "przypadek" czy tez zgodnie z pewną ideą (która była w umyśle Boga) i dlatego że miały wzorce w Umyśle Boga. Jak sądzisz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Ewolucja jest twórcza... na kolejnych etapach pojawiały się nowe elementy (nie tylko leptony i kwarki), np. nowe rodzaje cząstek o nowych właściwościach, nowe rodzaje sił, pojawiła się świadomość, a świadomość wybacz nie jest prosta. Pytanie czy te nowe elementy pojawiały się przez "przypadek" czy tez zgodnie z pewną ideą (która była w umyśle Boga) i dlatego że miały wzorce w Umyśle Boga. Jak sądzisz?Nasza wiedza na temat powstania wszechświata jest ciągle bardzo niepełna. Widze że ciążysz ku przekonaniu że nasz wszechświat jest jedynym "w ciągu" (nasza rozmowa o łańcuchach) i istnieje jedna pierwotna przyczyna. Ja nie udzielę kategorycznej odpowiedzi na to pytanie bo luki w obrazie rzeczy są zbyt duże a nie chcę go dopasowywać do z góry przyjętego wzorca, jakikolwiek nie miałby być. Nie znam przykładów istnienia niematerialnych sił sprawczych, nie jestem również przekonany co do postulowanej przez Ciebie niedoskonałości materii. Jeśli (jak twierdzi się obecnie) energia jest wieczna, zmienia tylko formy a materia jest jedną z jej postaci to odwoływanie się do "umysłu boga" (ciekawa antropomorfizacja  ) nie jest konieczne. Nieskończony ciąg przyczyn w którym stanowimy tylko jeden z etapów. Czy jest to pełen obraz ? W żadnym razie, nie jestem nawet pewien czy choćby w zarysie jest on poprawny. Ot- jedna z możliwości. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Nasza wiedza na temat powstania wszechświata jest ciągle bardzo niepełna. Widze że ciążysz ku przekonaniu że nasz wszechświat jest jedynym "w ciągu" (nasza rozmowa o łańcuchach) i istnieje jedna pierwotna przyczyna.Nie, Twój zarzut jest błędny, gdyż argument o przyczynie pierwotnej pozostaje zasadny na gruncie hipotezy nieskończonego łańcucha. Bóg mógł równie dobrze stworzyć: - jeden element (nieskończony) - nieskończony łańcuch jak i - nieskończenie wiele nieskończonych łańcuchów. (nie widzę powodów, dla których miał stworzyć tylko jeden wszechświat). > Ja nie udzielę kategorycznej odpowiedzi na to pytanie bo luki w obrazie rzeczy są zbyt duże a nie chcę go dopasowywać do z góry przyjętego wzorca, jakikolwiek nie miałby być. Nie znam przykładów istnienia niematerialnych sił sprawczych, nie jestem również przekonany co do postulowanej przez Ciebie niedoskonałości materii.Ja znam np. świadomość. > Jeśli (jak twierdzi się obecnie) energia jest wieczna, zmienia tylko formy a materia jest jedną z jej postaci to odwoływanie się do "umysłu boga" (ciekawa antropomorfizacja ) nie jest konieczne. Nieskończony ciąg przyczyn w którym stanowimy tylko jeden z etapów. Czy jest to pełen obraz ? W żadnym razie, nie jestem nawet pewien czy choćby w zarysie jest on poprawny. Ot- jedna z możliwości.To już udowodnili Starożytni Grecy wykazali, że to nie jest możliwe: energia kiedy zmienia formę przestaje być energią - jak więc moze zmienic formę skoro już jej nie ma? Energia i metaria są raczej formami czegoś niewidzialnego. Nie wspominając juz o tym, ze owa energia zmieniałay formy nie mając o nich pojęcia. Potrzeba bardzo dużej wiary, żeby wierzyć, ze formy zmieniają się w tak regularny sposób "same z siebie".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | > Nie, Twój zarzut jest błędny, gdyż argument o przyczynie pierwotnej pozostaje zasadny na gruncie hipotezy nieskończonego łańcucha. Bóg mógł równie dobrze stworzyć:> - jeden element (nieskończony)> - nieskończony łańcuch jak i> - nieskończenie wiele nieskończonych łańcuchów.> (nie widzę powodów, dla których miał stworzyć tylko jeden wszechświat).Hola- znakomicie pokazałaś że niezależnie od odpowiedzi zawsze da się wcisnąć gdzieś boga, ale nie pokazałaś że konieczne jest wprowadzenie przyczyny pierwotnej. Nieskończony łańcuch wydarzeń (czy jakikolwiek element nieskończony) nie musi mieć początku i tu argument o konieczności istnienia przyczyny pierwotnej odpływa w priedrazswietnyj tuman, chyba że na potrzeby wierzących uznamy że łańcuch nie ma początku ale ma początek  > Ja znam np. świadomość.Znasz przykład świadomości istniejącej w oderwaniu od materii ? > To już udowodnili Starożytni Grecy wykazali, że to nie jest możliwe: energia kiedy zmienia formę przestaje być energią - jak więc moze zmienic formę skoro już jej nie ma? Energia i metaria są raczej formami czegoś niewidzialnego.Oj.. nie. W tym przypadku współczesna fizyka kopie starożytnych Greków w czcigodne zadki. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Hola- znakomicie pokazałaś że niezależnie od odpowiedzi zawsze da się wcisnąć gdzieś boga, ale nie pokazałaś że konieczne jest wprowadzenie przyczyny pierwotnej. Nieskończony łańcuch wydarzeń (czy jakikolwiek element nieskończony) nie musi mieć początku i tu argument o konieczności istnienia przyczyny pierwotnej odpływa w priedrazswietnyj tuman, chyba że na potrzeby wierzących uznamy że łańcuch nie ma początku ale ma początek  Łańcuch nie ma początku, ale to za mało. Powinien istnieć sam przez się (bo nic innego poza nim nie ma). Jest więc pierwszą przyczyną dla tego, co nie istnieje samo przez się. Powinien być sam dla siebie zarówno tworzywem jak i formą. Powinien być czymś nieprzypadkowym. Np. u Arystotelesa jest to myśl myśląca siebie, a u Hegla świadomość sama siebie świadoma. > >Ja znam np. świadomość.> Znasz przykład świadomości istniejącej w oderwaniu od materii ?Tak się sklada, znam tylko jedną świadomośc (własną), a bez niej nie znałabym "żadnej" materii... > >To już udowodnili Starożytni Grecy wykazali, że to nie jest możliwe: energia kiedy zmienia formę przestaje być energią - jak więc moze zmienic formę skoro już jej nie ma? Energia i metaria są raczej formami czegoś niewidzialnego.> Oj.. nie. W tym przypadku współczesna fizyka kopie starożytnych Greków w czcigodne zadki.Niezupełnie. Obecnie tworzywem fizyki nie są cząstki ("rzeczy") tylko zdarzenia, "wiązki fal". To, co ujmuje się (ujmowało się) jako cząstkę materialną jest ciągiem wydarzeń lub wiązką fal. Cząstka materialna jest czystą aktywnością (analogia do Boga, który jest czystym istnieniem!). Stąd wniosek, ze "materia" (ani "energia") nie jest ostatecznym tworzywem świata, tylko jest o ciągiem wydarzeń, który akurat ma takie właściwości, że zwraca uwagę naszych zmysłów. Kiedyś zaś panowało inne przekonanie, że świat składa się z rzeczy, które trwają jakiś czas i poruszają się w przestrzeni, a te z kolei składają się z bardzo małych cząstek, które są wieczne. Otóż wśród niektorych starożytnych Greków istniało przekonanie, ze to, co widzialne to nie są realnie istniejące "rzeczy". Przykładowo kiedy mówili o tym, ze świat jest złożony z ognia, wody, powietrza, to nie były to dla nich rzeczy (z których złożony jest świat) tylko stany świata. Widać więc, że pewne 'odkrycia' Starożytnych Greków są nadal na czasie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kurczewski (2471 punktów) | > Łańcuch nie ma początku, ale to za mało. Powinien istnieć sam przez się (bo nic innego poza nim nie ma). Jest więc pierwszą przyczyną dla tego, co nie istnieje samo przez się. Powinien być sam dla siebie zarówno tworzywem jak i formą. Powinien być czymś nieprzypadkowym. Np. u Arystotelesa jest to myśl myśląca siebie, a u Hegla świadomość sama siebie świadoma.Wszystko się zgadza. Łańcuch przyczyn istnieje sam przez się, jest "pierwszą" przyczyną (jakkolwiek absurdalne by nie było szukanie w tym przypadku pierwszej przyczyny. Nieprzypadkowy ? A to dlaczego ? > Tak się sklada, znam tylko jedną świadomośc (własną), a bez niej nie znałabym "żadnej" materii...Jak rozumiem jako osoba żyjąca nie możesz powiedzieć że Twoja świadomość istnieje w oderwaniu od materii ? > Niezupełnie. Obecnie tworzywem fizyki nie są cząstki ("rzeczy") tylko zdarzenia, "wiązki fal". To, co ujmuje się (ujmowało się) jako cząstkę materialną jest ciągiem wydarzeń lub wiązką fal. Cząstka materialna jest czystą aktywnością (analogia do Boga, który jest czystym istnieniem!). Stąd wniosek, ze "materia" (ani "energia") nie jest ostatecznym tworzywem świata, tylko jest o ciągiem wydarzeń, który akurat ma takie właściwości, że zwraca uwagę naszych zmysłów. Fizyka czastek elementarnych w wydaniu starożytnych niczego nie dowodziła więc Twoje "dowiedli już starożytni Grecy" jest - daruj- naciąganiem. Nie dowiedliśmy my- przy całym naszym aparacie poznawczym. Na wnioski zbyt wcześnie- opisujesz teorię budowy materii która ciągle jeszcze jest daleka od pełnej weryfikacji. erka.ovh.org/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) |
> Wszystko się zgadza. Łańcuch przyczyn istnieje sam przez się, jest "pierwszą" przyczyną (jakkolwiek absurdalne by nie było szukanie w tym przypadku pierwszej przyczyny. Nieprzypadkowy ? A to dlaczego ?... gdyż istnieje sam przez się (nic innego poza nim nie ma, nawet przypadku). > Jak rozumiem jako osoba żyjąca nie możesz powiedzieć że Twoja świadomość istnieje w oderwaniu od materii ?Miałam na mysli to, że istnienie materii nie jest w ogóle pewne (nie da się udowodnić istnienia materii), za to istnienie świadomości jest najpewniejsze jak powiedział Kartezjusz "myślę, więc jestem".  To świadomość daje materii sens i byt. Materia jest jakimś transcendentnym wydedukowanym rozumowo bytem, bo jedyne, co mamy to "wrażenia". Ale dobrze odpowiadając na Twoje pytanie tak, jako osoba żyjąca nie mogę powiedzieć, że moja świadomość istnieje bez materii, lecz z doktryny wiary wiem, ze po śmierci świadoma dusza będzie podtrzymywana przez Boga... jest to logiczne możliwe, nie można więc wykluczyć takiej możliwości. > Fizyka czastek elementarnych w wydaniu starożytnych niczego nie dowodziła więc Twoje "dowiedli już starożytni Grecy" jest - daruj- naciąganiem. Nie dowiedliśmy my- przy całym naszym aparacie poznawczym. Na wnioski zbyt wcześnie- opisujesz teorię budowy materii która ciągle jeszcze jest daleka od pełnej weryfikacji.Jak to za wcześnie?  Jesli się opieramy tylko nauce (nie na wierze) jesteśmy skazani na ostatnie wynik nauki (nie ma nic innego).
|
|
12 na 12 | diogenes (42753 punktów) | >Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?
To, jak ktoś tu słusznie zauwazył, nie jest problemem nauki. Kiedy Polak został papieżem, myślałem, że po rozprawie z komunizmem zostanie mu jeszcze na tyle humoru, aby rozprawić się z katolicyzmem. Że pewnej pięknej niedzieli pojawi się w oknie i powie do tłumów we wszystkich języka świata: Panowie i Panie! Koniec farsy! Boga nie ma. A po polsku dorzuci: a teraz idziemy na jednego!
Zdaje mi się, że istnienie Boga może uczynic zbytecznym tylko religia.
|
|
 | 2 na 2 | stary (143 punktów) | > >Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?> To, jak ktoś tu słusznie zauwazył, nie jest problemem nauki.> Kiedy Polak został papieżem, myślałem, że po rozprawie z komunizmem zostanie mu jeszcze na tyle humoru, aby rozprawić się z katolicyzmem. Że pewnej pięknej niedzieli pojawi się w oknie i powie do tłumów we wszystkich języka świata: Panowie i Panie! Koniec farsy! Boga nie ma. A po polsku dorzuci: a teraz idziemy na jednego!> Zdaje mi się, że istnienie Boga może uczynic zbytecznym tylko religia.Ale problem w tym, że tak nigdy się nie stanie. Część ludzi jest genetycznie zdeterminowana na tworzenie religijności. Nawet jeżeli religia ogłosi, że boga nie ma w następnym dniu bóg powstanie. Kto będzie naprawiał błędy człowieka? Kto będzie bronił przed nieznanym? Kto obieca nieśmiertelność, kto ukarze tych, których pojedynczy (i nie tylko)człowiek ukarać nie ma szans?  Pozdrawiam
|
|
|  | 7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >Ale problem w tym, że tak nigdy się nie stanie.
Nie wiem. W tej chwili ideologom religijnym (róznej maści)wciąz udaje się wystarczająco młodym ludziom wbic do głowy alternatywę: Bóg albo nicość, zło, klęska. Antropologia skończoności człowieka nie ma właściwie żadnych praktycznych szans na przedstawienie się. Ale to jest wciąż jedna z mozliwych opcji. I to opcji wcale nie ponurych:
Żyję, nie wiedząc jak długo. Umrę, nie wiedząc kiedy. Wędruję, nie wiedząc dokąd. Dziwi mnie, żem jest tak wesół.
Nic tu o łasce, grzechu, odkupieniu, raju, wiecznym życiu. Czysta, niemalże sokratejska radość w obliczu fundamentalnej niewiedzy. Przekonanie, że tylko teistyczna perspektywa ludzkiego bytu czyni ten byt znośnym - jest ewidentnie fałszywa i szkodliwa. Mnie osobiście kruchość egzystencji nie motywuje do religijnych (u)rojeń. Byłby to dowód na to, że w sposób fundamentalny jej, owej egzystencji, nie rozumiem, nie akceptuję.
Bóg jest wymysłem frustracji. I to ona jest na początku religii.
Co do wierszyka: cytowałem M. Schelera.
|
|
|  | 1 na 1 | Władek Lichacz (2050 punktów) | >>Zdaje mi się, że istnienie Boga może uczynic zbytecznym tylko religia. >Ale problem w tym, że tak nigdy się nie stanie. Część ludzi jest genetycznie zdeterminowana na tworzenie religijności.
Już funkcjonuje pojęcie: religia bez boga. Raz się z tym tylko spotkałem, ale nie miałem czasu, żeby tym się zainteresować. Nie wiem jak to ma wyglądać w praktyce.
|
|
 | | rysiek (4593 punktów) | >Że pewnej pięknej niedzieli pojawi się w oknie i powie do tłumów we wszystkich języka świata: Panowie i Panie! Koniec farsy! Boga nie ma. A po polsku dorzuci: a teraz idziemy na jednego! Kurcze blade, też miałem "wizje" takiej sytuacji, tylko wyobrażałem sobie papieża w hawajskiej koszuli w towarzystwie jakiejś zgrabnej zakonnicy z dużym biustem w obcisłej mini. A propos tematu, uważam że tak sformułowany nie ma sensu?
|
|
3 na 5 | Celecrin (11895 punktów) | Witam Teresa, Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga? To pytanie nie do racjonalisty. Powody stawania się ateistą tkwią w religii, nie w nauce. Dopiero po odrzuceniu Boga racjonalista wybiera naukę, wiesz dlaczego? Odpowiedź tkwi w Twoim pytaniu lub w bardzo podobnym. Czy nauka uważa za zbyteczne istnienie Boga? TAK. Nauka nie bierze Boga pod uwagę. Cytat:Wg fizyki np. to, że Ziemia ma jeden Księżyc to przypadek, to, że wystąpił Wielki Wybuch to przypadek i to, że zachodzą prawa fizyki to jest przypadek, to ze materia istnieje to jest przypadek.
Wiem, że ciężko to sobie wyobrazić. My jesteśmy, jak mucha, która siedzi gdzieś na witrażu w wielkiej katedrze i próbuje ogarnąć jej budowę. Jednak na Twoje pytania można odpowiedzieć tylko w jeden sposób. Nie, to nie przypadek, że jesteśmy tu na Ziemi, a doszło do tego przypadkowo... Podam Ci przykład z mojego doświadczenia w pracy, przykład uważam subiektywnie, doskonały. Jak wiesz mnóstwo rzeczy w przemyśle dzisiaj montuje się automatycznie. Jest problem z małymi częściami, jak w miarę szybki sposób, łączyć je ze sobą, kiedy jeszcze trzeba to robić bardzo szybko? Po prostu inżynierowie wykorzystują "przypadek". Wsypuje się tę drobnicę do zasobnika. Specjalny mimośród wywołuje szybkie drgania, części zaczynają wędrować, (jak łyżka na stole, kiedy zaczynasz w niego uderzać), na końcu jest, powiedzmy, lejek do którego muszą wpaść, lecz oczywiście pod określonym kątem , lub określoną stroną. Reszta w złym położeniu wraca do zasobnika. Problem w tym że one podskakują w różne strony, jednak drgania są tak intensywne, a części tak dużo, że zawsze jakaś wpadnie, to jest przypadek Podobnie jest z Ziemią , galaktykami, gwiazdami, wszechświatem... Możesz oczywiście się nie zgodzić z tym co zaraz napiszę, ale przecież wystarczy, że znajdę racjonalne wyjaśnienie, które może być faktem, prawda? Popatrz od strony zmontowanej już drobnej części. Wydaje się niemożliwym, żeby jeden element, SAM , znalazł się w drugim. Faktycznie, wrzucając JEDNĄ część do zasobnika, praktycznie nigdy nie znajdzie się na swoim miejscu. My Tereso jesteśmy wybrańcami. Innym światom się nie udało. Stała grawitacyjna była za mała, grawitacja na planecie za duża, gwiazda wybuchła? Nam się udało. Tysiące, miliony, miliardy prób i jesteśmy. Zrozum teraz, twierdzenie w sensie: Gdyby stała grawitacyjna była o 10% inna nie było by nas. To nie mógł być przypadek, alleluja! Jest...śmieszne. Gdyby bowiem stała grawitacyjna była inna rzeczywiście by nas nie było i nie byłoby komu się zastanawiać dlaczego istniejemy. Istniejemy, bo taka jest, może innym się nie udało? Obecnie odkryto już ponad 300 planet, wiele podobnych do Ziemi. Astronomowie mają zamiar znaleźć planety DOKŁADNIE podobne do Ziemi, jednak jak do tej pory nie odkryto jeszcze układu, który by rokował na szanse życia. Zawsze coś to uniemożliwia. Jak nie dwie gwiazdy, które się nie lubią, to jakaś supernowa, która zniszczyła wszystko...Nam się udało. Miliardy dopasowań i udało się. Każdą sytuację "przypadkową", można tak pokazać. Tłumaczyłem Ci to już na totolotku. Nasz ma 6 z 49 to jest około 1/14000000. Są gorsze, EuroMilion z racji graczy z całej Europy ma coś jak 5 z 49 plus chyba 3 z 10. Szansa praktycznie 1 do 100 mln? I wygrywają! Dlaczego? Liczba zakładów jest 200 mln! Ktoś MUSI wygrać, przypadkowo. Generalnie w masie tych zakładów prawdopodobieństwo jest bliskie 1, nawet czasem większe. Ty po prostu widzisz w takim przypadku rękę opatrzności, ale czy słusznie?
|
|
 | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | Wiecie co, mnie się jednak wydaje, że mamy pewną niedokładność sformułowania, tego mianowicie: "Nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga". Nauka nie uczyniła zbytecznym istnienia Boga - a tylko nauka, dla swego prawidłowego funkcjonowania (czyli dla tłumaczenia świata) nie potrzebuje zakładać istnienia Boga lub innej Istoty Wyższej, pojedynczej lub wielu. Czyli: istnienie Boga jest zbyteczne tylko dla nauki, rozumianej jako narzędzie poszerzania wiedzy. Natomiast nie posunęłabym się do twierdzenia, że istnienie Boga (bogów, jakiegokolwiek bytu mistycznego) jest zbyteczne ogólnie. Bóg, jako istota, której istnienie może być stwierdzone wyłącznie drogą aktu wiary - potrzebny jest:
1) jako element socjotechniki - dla tych, dla których władza jest dobrem podstawowym i przewyższającym wszystkie inne 2) jako element spajający społeczności - ułatwia wytyczanie wspólnych celów i formułowanie zasad, które co prawda istnieją niezależnie od niego, ale są zbyt trudne do ogarnięcia dla sporej części społeczności - wymagają uproszczenia do codziennego użytku; także pomaga opanowywać rozmaite lęki i fobie, indywidualne i zbiorowe (np. lęk przed śmiercią, przed brakiem sensu życia itd.) 3) bo podobno istnieje w psychice ludzkiej coś takiego jak "potrzeba sacrum".
Bóg staje się całkowicie zbędny dopiero wtedy, jeśli ww cele potrafi się osiągnąć i potrzeby zaspokoić bez jego "udziału".
|
|
|  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Bóg staje się całkowicie zbędny dopiero wtedy, jeśli ww cele potrafi się osiągnąć i potrzeby zaspokoić bez jego "udziału".Czyli jeśli istnieje potrzeba, którą jedynie Opatrzność potrafi zaspokoić to znaczy, że Bóg istnieje. Prosze: - Człowiek ma potrzebę całkowitego szczęścia, czyli stanu stuprocentowego zadowolenia, zaspokojenia wszystkich potrzeb bez reszty, i to z gwarancją wiecznego trwania. - Takie szczęście jest ideałem, którego nikt nigdy w tym życiu osiągnąć nie może. - Szczęście tego nie można osiągnąć aż się nie posiądzie Absolutu( Augustyn z Hippony: "niespokojne jest serce nasze aż spocznie w Tobie, Panie"), -A zatem Bóg istnieje, i istnieje życie pozagrobowe albo Argument Kanta (odwołujący się do "potrzeby" sprawiedliwości): - Prawo moralne domaga się sprawiedliwości, to znaczy szczęśliwości proporcjonalnie do cnoty. - Jedynie Opatrzność może to zapewnić, a bez wątpienia nie zapewnia w tym zyciu. - A zatem istnieje Bóg, istnieje zycie pozagrobowe i istnieje wolna wola (gdyz bez wolnej woli nie byłoby cnoty).
|
|
| |  | 3 na 5 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Czyli jeśli istnieje potrzeba, którą jedynie Opatrzność potrafi zaspokoić to znaczy, że Bóg istnieje.Tereniu, kiedy wreszcie nauczysz się logiki? Wiem, nigdy. Twój Bóg jest Twoją logiką. Przemyśl kilka razy zdanie, które napisałaś wyżej i rozpatrz wszystkie możliwe implikacje. Odpowiedz sobie (uczciwie) - czy z poprzednika wynika następnik ("Bóg istnieje")? Jeśli tak, to...  mam gdzieś takiego Boga (jako logikę). 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Tereniu, kiedy wreszcie nauczysz się logiki? Wiem, nigdy. Twój Bóg jest Twoją logiką.> Przemyśl kilka razy zdanie, które napisałaś wyżej i rozpatrz wszystkie możliwe implikacje. Odpowiedz sobie (uczciwie) - czy z poprzednika wynika następnik ("Bóg istnieje")? Jeśli tak, to... mam gdzieś takiego Boga (jako logikę).  Może nie zauważyłeś, ale moja odpowiedź była kontynuacją toku rozumowania mojej przedmówczyni. Czyżbyś chciał zaprzeczyć jej stwierdzeniom ?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Czesc > Może nie zauważyłeś, ale moja odpowiedź była kontynuacją toku rozumowania mojej przedmówczyni.> Czyżbyś chciał zaprzeczyć jej stwierdzeniom ? Twoja przedmówczyni pisala calkowicie w innym sensie. To tak jak wypowiedz Einsteina 'Bog nie gra w kosci' Jej chodzilo o sens podobny jaki prezentuje Parys, ze tam gdzie 'czegos nie wiemy' upychamy boga, jak wiemy bog nie jest potrzebny. Czlowiek ma naturalna potrzebne szczescia, a najwiekszym jest WIEDZIEC. To ewolucja, boimy sie tego czego nie wiemy. Dlaczego? Musimy sie uczyc, by przetrwac. Jestesmy uwarunkowani do uczenia. Na poczatku narzedziem przetrwania byly instynkty, czyli wiedza zgromadzona przez przodkow. Potem doskonalszym narzedziem okazalo sie wyciaganie wnioskow na bierzaco i wymiana wiedzy. Instynkty nam przeszkadzaja w ten sposob, ze staramy sie dopasowywac wszystko do JUZ nabytych wzorcow. W ten sposob wyewoluowala 'dusza', bog' i cala religijna mitologia. Sadze, ze w takim wlasnie sensie to napisala. PS. Twoje wnioski, ze czlowiek potrzebuje szczescia absolutnego i wiecznego, sa podobne do pewnosci jaka zywia Swiadkowie Jehowy, ze kazdy chce zyc wiecznie tu na Ziemi. Ja na takie pytanie odpowiedzialem NIE, byli mocno zdziwieni. Zupelnie nie rozumiem dlaczego. Inna wazna potrzebna ludzi jest 'pozostawienie czegos po sobie', czego akurat religie, w sumie, nie popieraja, a to jest bardzo silna potrzeba. Do tego boga nie potrzeba, to zalezy glownie od czlowieka. Pozdrawiam
|
|
| |  | 3 na 3 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Czyli jeśli istnieje potrzeba, którą jedynie Opatrzność potrafi zaspokoić to znaczy, że Bóg istnieje.Owszem. Przy czym kluczowe tu jest słówko "jedynie" - bo na przykład do zaspokojenia potrzeby szczęścia można dążyć (i niekiedy to szczęście osiągnąć) nie wciągając w to bytów nadprzyrodzonych - kwestia ustalenia sobie celów, priorytetów, konsekwentnego dążenia do ich realizacji, a także uznania własnych ograniczeń. Potrzebę zaś sprawiedliwości - drogą np. ścisłego egzekwowania litery i ducha prawa, oraz zasad współżycia społecznego. "Bóg istnieje" też nie jest stwierdzeniem jednoznacznym - może istnieć wyłącznie w pojęciu osoby w Niego wierzącej, bez żadnych konsekwencji dla reszty ludzkości (zakładam, być może niesłusznie, że zwierzęta nie tworzą religii). Bóg, który istnieje wyłącznie dla zaspokojenia potrzeby sacrum wierzących, nie jest raczej bytem istniejącym obiektywnie. Jest potrzebny, ale nie dla wszystkich
|
|
| | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Bóg, który istnieje wyłącznie dla zaspokojenia potrzeby sacrum wierzących, nie jest raczej bytem istniejącym obiektywnie. Jest potrzebny, ale nie dla wszystkich  Zgodnie z takim tokiem rozumowania to nie tylko Bóg, ale i cały wszechświat nie istnieje obiektywnie, bo jest niepotrzebny np. dla samobójcy (bez żadnych konsekwencji). Gdyby tak było jak piszesz, to prawdziwe byłoby to , co jest człowiekowi potrzebne a nie to co naprawdę istnieje. Raz Słońce kręciło by się dalej Ziemi, gdyż dla większość ludzi normalnie "nie ma potrzeby" aby było inaczej, a raz Ziemia wokół Słońca- dla tych ludzi, którzy odczuwają większą potrzebę dokładności pomiarów z teoriami, lub którzy mają wzniosłą potrzebę "poznania prawdy".
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >Bóg, który istnieje wyłącznie dla zaspokojenia potrzeby sacrum wierzących, nie jest raczej bytem istniejącym obiektywnie. Jest potrzebny, ale nie dla wszystkich  > Zgodnie z takim tokiem rozumowania to nie tylko Bóg, ale i cały wszechświat nie istnieje obiektywnie, bo jest niepotrzebny np. dla samobójcy (bez żadnych konsekwencji).> Gdyby tak było jak piszesz, to prawdziwe byłoby to , co jest człowiekowi potrzebne a nie to co naprawdę istnieje. Raz Słońce kręciło by się dalej Ziemi, gdyż dla większość ludzi normalnie "nie ma potrzeby" aby było inaczej, a raz Ziemia wokół Słońca- dla tych ludzi, którzy odczuwają większą potrzebę dokładności pomiarów z teoriami, lub którzy mają wzniosłą potrzebę "poznania prawdy". Wszechświat, a w każdym razie jego fragment bezpośrednio dostępny naszym zmysłom i narzędziom badawczym, istnieje o tyle obiektywnie*, że jego istnienie stwierdzają wszyscy niezależnie od religii lub jej braku - wspomniany przez ciebie samobójca także. Poza, oczywiście, buddyzmem i wedantą, które wszystko co jest uznają za iluzję. Co robią względem siebie nawzajem Słońce i Ziemia - dość łatwo sprawdzić, w naszych czasach metod takiego sprawdzania uczy się młodzież w szkole. Są to dość podstawowe wiadomości, nie trzeba mieć "wzniosłej potrzeby poznania prawdy", wystarczy nie opierać się zbytnio procesowi edukacji  Istnienia Boga natomiast nie można stwierdzić bez uwierzenia w Niego - jak to powiadają ludzie religijni: "doznania łaski wiary". Stąd całkiem spora część ludzi odrzuca koncepcję bóstwa, jednego lub wielu, jako niepotrzebną do wytłumaczenia działania świata. I nie tylko nieźle sobie z tym radzi, ale też doskonale się czuje bez opieki wyimaginowanej Istoty wyższej. * obiektywizm: "przedstawianie i ocenianie czegoś w sposób zgodny ze stanem faktycznym, niezależnie od własnych opinii, uczuć i interesów" (SJP PWN)
|
|
| | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Wszechświat, a w każdym razie jego fragment bezpośrednio dostępny naszym zmysłom i narzędziom badawczym, istnieje o tyle obiektywnie*, że jego istnienie stwierdzają wszyscy niezależnie od religii lub jej braku - wspomniany przez ciebie samobójca także. Poza, oczywiście, buddyzmem i wedantą, które wszystko co jest uznają za iluzję.Jak więc jest to możliwe, że wszyscy niezależnie od religii lub jej braku uważają, że wszechświat istnieje obiektywnie i jednocześnie buddyści uważają go za iluzję? > Co robią względem siebie nawzajem Słońce i Ziemia - dość łatwo sprawdzić, w naszych czasach metod takiego sprawdzania uczy się młodzież w szkole. Są to dość podstawowe wiadomości, nie trzeba mieć "wzniosłej potrzeby poznania prawdy", wystarczy nie opierać się zbytnio procesowi edukacji  Aby do tego doszło potrzeba było jednak długich wieków i wystarczyłoby aby wcześniej ktoś doszedł do wniosku, że nie ma potrzeby poznawania prawdy, a w ogóle nie byłoby nauki. Poza tym skoro rzeczy poznawalne zmysłowo istnieją obiektywnie tj. niezależnie od "czyjejś" potrzeby, to tym bardziej niezależnie istnieje istota bytu, podstawa bytu! W filozofii to Bóg jest właśnie pierwszym motorem, praźródłem, podstawą bytu, zasada zasad, itp. Istnienie Boga też przecież można sprawdzić.. umierając. To nie jest tak, ze po śmierci św. Piotr lub Anioł Stróż Cię zapyta: Czy szanowna Pani ma potrzebę, aby Bóg istniał?  > Istnienia Boga natomiast nie można stwierdzić bez uwierzenia w Niego - jak to powiadają ludzie religijni: "doznania łaski wiary".O łasce mówią tylko chrześcijanie. Według oficjalnej nauki KRK istnienie Boga można poznać za pomoc rozumu (przeczenie temu jest fideizmem, który został potępiony jako herezja). > Stąd całkiem spora część ludzi odrzuca koncepcję bóstwa, jednego lub wielu, jako niepotrzebną do wytłumaczenia działania świata.Nic dziwnego, bo nauka przyrodnicza bada to, co jest obserwowanej zmysłami, więc Bóg nie leży w jej dziedzinie... > I nie tylko nieźle sobie z tym radzi, ale też doskonale się czuje bez opieki wyimaginowanej Istoty wyższej.To niemożliwe. Zupełnie bez pomocy Istoty Wyższej to nie przeżyliby ani milisekundy. Poza tym skąd można wiedzieć czy z większą pomocą nie czuliby się o niebo lepiej.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Jak więc jest to możliwe, że wszyscy niezależnie od religii lub jej braku uważają, że wszechświat istnieje obiektywnie i jednocześnie buddyści uważają go za iluzję?Bo ludzie potrafią uwierzyć we wszystko, co sobie wykoncypują?...  > >Co robią względem siebie nawzajem Słońce i Ziemia - dość łatwo sprawdzić, w naszych czasach metod takiego sprawdzania uczy się młodzież w szkole. Są to dość podstawowe wiadomości, nie trzeba mieć "wzniosłej potrzeby poznania prawdy", wystarczy nie opierać się zbytnio procesowi edukacji  > Aby do tego doszło potrzeba było jednak długich wieków i wystarczyłoby aby wcześniej ktoś doszedł do wniosku, że nie ma potrzeby poznawania prawdy, a w ogóle nie byłoby nauki.Ale ludzki umysł jest tak skonstruowany, że bada otoczenie i nie tylko rejestruje zjawiska, ale docieka przyczyn (co dało nam kapitalną przewagę w procesie ewolucji). Że zacytuję: Cytat:Tygrys polować musi I latać musi ptak, A człowiek musi pytać: Po co? dlaczego? i jak? Kurt Vonnegut Jr, "Kocia kołyska" > Poza tym skoro rzeczy poznawalne zmysłowo istnieją obiektywnie tj. niezależnie od "czyjejś" potrzeby, to tym bardziej niezależnie istnieje istota bytu, podstawa bytu! W filozofii to Bóg jest właśnie pierwszym motorem, praźródłem, podstawą bytu, zasada zasad, itp.W filozofii - jakiej? Wyłącznie opartej na religii. Byt, rozumiany jako wszystko co istnieje, nie musi być tworem przemyślanym, zaplanowanym i zamierzonym, nawet jeśli dla niektórych sprawia takie wrażenie. Jeżeli z tezy "rzeczy poznawalne istnieją obiektywnie" wyciągasz wniosek "Bóg jest ich podstawą i źródłem", niczego nie udowadniasz. Po prostu ten wniosek nijak nie wynika z tezy, jest tylko nowym założeniem, na dokładkę dla przyjęcia którego trzeba mieć stosownie "umeblowany" umysł. > Istnienie Boga też przecież można sprawdzić.. umierając. To nie jest tak, ze po śmierci św. Piotr lub Anioł Stróż Cię zapyta: Czy szanowna Pani ma potrzebę, aby Bóg istniał?  Co w zasadzie czyni całą dyskusję bezprzedmiotową, sprowadzającą się do gołosłownych stwierdzeń: "Bóg istnieje" (przyjęte na podstawie wiary) lub "istoty boskie są wyłącznie tworem ludzkiego umysłu" (przyjęte na zasadzie brzytwy Ockhama). > >Stąd całkiem spora część ludzi odrzuca koncepcję bóstwa, jednego lub wielu, jako niepotrzebną do wytłumaczenia działania świata.> Nic dziwnego, bo nauka przyrodnicza bada to, co jest obserwowanej zmysłami, więc Bóg nie leży w jej dziedzinie...> >I nie tylko nieźle sobie z tym radzi, ale też doskonale się czuje bez opieki wyimaginowanej Istoty wyższej.> To niemożliwe. Zupełnie bez pomocy Istoty Wyższej to nie przeżyliby ani milisekundy. Poza tym skąd można wiedzieć czy z większą pomocą nie czuliby się o niebo lepiej.Absolutnie możliwe. Nie chcesz chyba powiedzieć, że twój Bóg stworzył kalekie, niesamodzielne istnienia, których ani na milisekundę nie może pozostawić samym sobie, bo zgasną. "Lepiej" jest względne - ateista czuje się "o niebo" lepiej wiedząc, że zależy tylko od siebie i okoliczności życia, a nie od niepojętych intencji i kaprysów istoty boskiej.
|
|
| | | | | |  | 3 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | Cała ta dyskusja jest już niemiłosiernie rozdęta. Wybrałem następujące sformułowanie by zwrócić uwagę na pewien szczególny rys teistycznego rozumowania na tym portalu: >Poza tym skoro rzeczy poznawalne zmysłowo istnieją obiektywnie tj. niezależnie od "czyjejś" potrzeby, to tym bardziej niezależnie istnieje istota bytu, podstawa bytu! W filozofii to Bóg jest właśnie pierwszym motorem, praźródłem, podstawą bytu, zasada zasad, itp.
Ktoś mówi takie "filozoficzne " stwierdzenie jako jakowąś głęboką obiektywną mądrość, a tymczasem powtarza intelektualnie miałką i co najważniejsze lokalną, wręcz prowincjonalną nieprawdę, będąca teologicznym bełkotem przystrojonym w szatę naukowości.
W filozofi podstawą btu było wiele rzeczy. Atomy u Leukipposa. U Parmenidesa złożonośc bytu była złudzeniem wynikającym z uznawania miast pewnej wiedzy niepewnego mniemania. U therawadinów jest to strumień dharm. Obiektywna świadomość w innych szkołach. Materia i Duch w niektórych szkołach ortodoksyjnej filozofii indyjskiej.
Można by tak w nieskończoność.
Bogowie to nadprzyrodzone istoty zamieszkujące mityczne światy różnych religii. Bóg chrześcijański jest jednym z nich, ma cechy specyficzne, na przykład jako bóstwo monoteistyczne łączy cechy boga niebiańskiego, świetlistego ale też momentami zachowuje się jak demoniczne bóstwa wczesnych etapów kosmogonii innych mitologii (typu Tiamat czy Uranosa). tak czy siak to zwykła emocjonalna istota, wszechwiedząca niby, ale atrybut taki miał też Odyn na przykład. Nijak się ma do filozoficznego problemu ontologicznej podstawy istnienia. Połączono go na siłę i nazywając rzeczy po imieniu, poniesiono w tym klęskę, z tym problemem w wiekach średnich gdzie ponure mity biblii usiłowano uzgodnić z asymilowaną filozofią esencjalistyczną Arystotelesa i w mniejszym stopniu Platona. I dlatego pytanie "czy nauka..." jest źle postawione. nauka nie czyni zbytecznym boga- nauka czyni zbytecznym esencjalistyczną filozofię którą próbowano uzgodnić z monoteistycznymi wierzeniami. Tak więc mamy nikłe połączenie obrzydliwego despoty starego testamentu, ewentualnie egocentryka z nowego, z pewną filozofią, którą zasadniczo odrzuca się, jeśli przyjmuje się nauke jako model poznania świata poznawczo bardziej atrakcyjny. Oczywiście, wciąż istnieją powody by wierzyć w boga - piszą o nim w biblii, rodzice często mówią nam że istnieje itd.. Ale lepiej się już nie kompromitować wyciągając z lamusa Arystotelesa, tym bardziej że on pewnie spłoną by rumieńcem wstydy jakby zobaczył czym w filozofii chrześcijańskiej stał się jego pierwszy poruszyciel.
|
|
| | | | | | |  | | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | Bardzo dobrze napisałeś. Szczególnie imponuje mi twoja znajomość filozofii wschodu. Ja otarłem się solidnie o filozofię waisznawa (monoteistyczny, personalistyczny hinduizm szkoły brahma-madhva-gaudiya sampradaya (Czeitanja)) oraz buddyzm zen szkoły kwan-um. Wszystko to jest fascynujące ale zajmuje kupę czasu.
Pozdrawiam Adam
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Bardzo dobrze napisałeś. Szczególnie imponuje mi twoja znajomość filozofii wschodu. >Ja otarłem się solidnie o filozofię waisznawa (monoteistyczny, personalistyczny hinduizm szkoły brahma-madhva-gaudiya sampradaya (Czeitanja)) oraz buddyzm zen szkoły kwan-um. >Wszystko to jest fascynujące ale zajmuje kupę czasu. >Pozdrawiam >Adam Nie ma podstaw by moja wiedza ci imponowała, gdyż jak widzę jest dużo mniejsza niż twoja. Znajomość podstaw filozofii indyjskiego czy chińskiego kręgu kulturowego jest równie konieczna jak znajomość podstawowych faktów dotyczących naszej europejskiej filozofii. Owszem wszystko to, jest fascynujące i rzeczywiście zajmuje kupę czasu. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > W filozofi podstawą btu było wiele rzeczy.> Atomy u Leukipposa.> U Parmenidesa złożonośc bytu była złudzeniem wynikającym z uznawania miast pewnej wiedzy niepewnego mniemania. (....)> U therawadinów jest to strumień dharm. Obiektywna świadomość w innych szkołach. Materia i Duch w niektórych szkołach ortodoksyjnej filozofii indyjskiejMogę się założyć, że gdyby np. św. Tomasz z Akwinu urodził się jako Chińczyk to tak samo byś go wymieniał jako filozofa zajmującego się podstawą bytu... , ale ponieważ urodził się jako Europejczyk i był chrześcijainem to rozumiem, że dla Ciebie to już wystarczy aby wspominanie o nim było kompromitacją?  Słowo Bóg nie wystepuje tylko w chrz. ale w filozofii jak w innych religiach. Mówiąc o Bogu w filozofii miałam na myśli Absolut. Filozofowie zarówno naszego jak i kręgu Chin i Indii zajmowali się zagadnieniem Absolutu - to, że nie ma zgody to do Jego cech to inna sprawa. Może się też zdziwisz, ale obecnie uważa się, że ludzkość posiada jeden rodzaj filozofii tak, jak posiada jedną fizykę, a mianowicie europejską (gdyż najpoważniejsza filozofia indyjska jest dziś martwa). > Bogowie to nadprzyrodzone istoty zamieszkujące mityczne światy różnych religii. Bóg chrześcijański jest jednym z nich, ma cechy specyficzne, na przykład jako bóstwo monoteistyczne łączy cechy boga niebiańskiego, świetlistego ale też momentami zachowuje się jak demoniczne bóstwa wczesnych etapów kosmogonii innych mitologii (typu Tiamat czy Uranosa). tak czy siak to zwykła emocjonalna istota, wszechwiedząca niby, ale atrybut taki miał też Odyn na przykład. Nijak się ma do filozoficznego problemu ontologicznej podstawy istnienia.Nie rozumiem, dlaczego akurat Bogu chrześcijańskiemu odmawiasz związku z ontologiczną podstawą istnienia?  Skoro jesteś znawcą filozofii Indii i Chin to proponuję abyś raczej pouczył np. wyznawców szkół buddstycznych, że Brahman w przeciwieństwie do Obiektywnej świadomości ma się nijak do ostatecznej rzeczywistości albo wyznawców szkół ortodoksyjnej filozofii indyjskiej, ze ontologiczne Materia i Duch nie odpowiada krwiożerczej bogini Kali. Jak sądzisz jakby na te "odkrycia" zaregowali?  Swoją drogą to w tamtych religiach to jest dużo dziwactw, np. święte krowy. Masz odwagę wypisywać temu podobne stwierdzenia tylko w odniesieniu katolików i chrześcijan czy może jest to tak zawężone postrzeganie rzeczywistości? > Tak więc mamy nikłe połączenie obrzydliwego despoty starego testamentu, ewentualnie egocentryka z nowego, z pewną filozofią, którą zasadniczo odrzuca się, jeśli przyjmuje się nauke jako model poznania świata poznawczo bardziej atrakcyjny.Obawiam się, że połączenie Boga ze ST z filozofią esencjalistyczną ma o wiele więcej sensu niz to, co Ty napisałeś w tym zdaniu, bo to tak samo jakby np.: - wyznawca chrześcijaństwa twierdził, ze nikt nie jest bez grzechu, - a naukowiec (którego model poznania jest b. atrakcyjny) odpowiedział na to, że wcale tak nie jest istnieje, ponieważ testy naukowe go nie wykryły "grzechu". Może dla Ciebie to brzmi nieodparcie atrakcyjnie, zauważ jednak, ze w wypowiedzi naukowca nie ma jednak krzty sensu, gdyż grzechu nie można odkryć za pomocą testów naukowych, i co ważniejsze ludzie od samego twierdzenia że nie ma grzechu, nie przestają być źli. Twierdzenia religijne nie są podobnie jak twierdzenia nauki, sprawdzalne naukowo, dlatego religia z nią nie konkuruje. Żadne twierdzenie autentycznej religii nie jest naukowo sprawdzalne, bo chodzi w niej o sprawy egzystencjalne, moralne albo poza-światowe (np. grzech pierworodny, laska uświęcająca, prawo karmana czy życie pozagrobowe).
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > >W filozofi podstawą btu było wiele rzeczy.> >Atomy u Leukipposa.> >U Parmenidesa złożonośc bytu była złudzeniem wynikającym z uznawania miast pewnej wiedzy niepewnego mniemania. (....)> >U therawadinów jest to strumień dharm. Obiektywna świadomość w innych szkołach. Materia i Duch w niektórych szkołach ortodoksyjnej filozofii indyjskiej> Mogę się założyć, że gdyby np. św. Tomasz z Akwinu urodził się jako Chińczyk to tak samo byś go wymieniał jako filozofa zajmującego się podstawą bytu... , ale ponieważ urodził się jako Europejczyk i był chrześcijainem to rozumiem, że dla Ciebie to już wystarczy aby wspominanie o nim było kompromitacją? Hmmm, chyba nie zrozumiałaś intencji mojej wypowiedzi, nie twierdzę że Akwinata nie zajmował sie podstawa bytu, a jedynie chciałem pokazać iż przekonanie iż absolut rozpatrywany jako Bóg ("bo to zgodne z tradycją nazywać go bogiem") jest fałszywe i nawet nie tyle europocentryczne co dostrzegające jedynie inspirację wypływającą z religii monoteistycznych. > Słowo Bóg nie wystepuje tylko w chrz. ale w filozofii jak w innych religiach. Mówiąc o Bogu w filozofii miałam na myśli Absolut. Filozofowie zarówno naszego jak i kręgu Chin i Indii zajmowali się zagadnieniem Absolutu - to, że nie ma zgody to do Jego cech to inna sprawa. Może się też zdziwisz, ale obecnie uważa się, że ludzkość posiada jeden rodzaj filozofii tak, jak posiada jedną fizykę, a mianowicie europejską (gdyż najpoważniejsza filozofia indyjska jest dziś martwa).Osobliwy pogląd, szczególnie iż pewne konkretne osiągnięcia najnowocześniejszej filozofii lingwistycznej antycypowane były przez logików buddyjskich dosyć dawno. > >Bogowie to nadprzyrodzone istoty zamieszkujące mityczne światy różnych religii. Bóg chrześcijański jest jednym z nich, ma cechy specyficzne, na przykład jako bóstwo monoteistyczne łączy cechy boga niebiańskiego, świetlistego ale też momentami zachowuje się jak demoniczne bóstwa wczesnych etapów kosmogonii innych mitologii (typu Tiamat czy Uranosa). tak czy siak to zwykła emocjonalna istota, wszechwiedząca niby, ale atrybut taki miał też Odyn na przykład. Nijak się ma do filozoficznego problemu ontologicznej podstawy istnienia.> Nie rozumiem, dlaczego akurat Bogu chrześcijańskiemu odmawiasz związku z ontologiczną podstawą istnienia? No przecież właśnie wszystkim wymienionym stworkom i duszkom odmówiłem tego związku. > Skoro jesteś znawcą filozofii Indii i Chin to proponuję abyś raczej pouczył np. wyznawców szkół buddstycznych, że Brahman w przeciwieństwie do Obiektywnej świadomości ma się nijak do ostatecznej rzeczywistości albo wyznawców szkół ortodoksyjnej filozofii indyjskiej, ze ontologiczne Materia i Duch nie odpowiada krwiożerczej bogini Kali. Jak sądzisz jakby na te "odkrycia" zaregowali?  Nie mam większego szacunku dla wierzeń innych religii niż dla chrześcijaństwa. Mam równie wielki szacunek dla innych filozofii jak dla europejskiej. > Swoją drogą to w tamtych religiach to jest dużo dziwactw, np. święte krowy.> Masz odwagę wypisywać temu podobne stwierdzenia tylko w odniesieniu katolików i chrześcijan czy może jest to tak zawężone postrzeganie rzeczywistości?To jak na przykład prawo karmy wykorzystywane jest w Indiach do sankcjonowania systemu kastowego uznaję za równie obrzydliwe, może nawet bardziej, jak na przykład piętnowanie kobiet które poddały się zabiegowi aborcji na bazie "poszanowania godności ludzkiej przysługującej zarodkowi ludzkiemu". > >Tak więc mamy nikłe połączenie obrzydliwego despoty starego testamentu, ewentualnie egocentryka z nowego, z pewną filozofią, którą zasadniczo odrzuca się, jeśli przyjmuje się nauke jako model poznania świata poznawczo bardziej atrakcyjny.> Obawiam się, że połączenie Boga ze ST z filozofią esencjalistyczną ma o wiele więcej sensu niz to, co Ty napisałeś w tym zdaniu, bo to tak samo jakby np.:> - wyznawca chrześcijaństwa twierdził, ze nikt nie jest bez grzechu,> - a naukowiec (którego model poznania jest b. atrakcyjny) odpowiedział na to, że wcale tak nie jest istnieje, ponieważ testy naukowe go nie wykryły "grzechu".> Może dla Ciebie to brzmi nieodparcie atrakcyjnie, zauważ jednak, ze w wypowiedzi naukowca nie ma jednak krzty sensu, gdyż grzechu nie można odkryć za pomocą testów naukowych, i co ważniejsze ludzie od samego twierdzenia że nie ma grzechu, nie przestają być źli.> Twierdzenia religijne nie są podobnie jak twierdzenia nauki, sprawdzalne naukowo, dlatego religia z nią nie konkuruje. Żadne twierdzenie autentycznej religii nie jest naukowo sprawdzalne, bo chodzi w niej o sprawy egzystencjalne, moralne albo poza-światowe (np. grzech pierworodny, laska uświęcająca, prawo karmana czy życie pozagrobowe).Większość twierdzeń religii dotyczy tych samych aspektów świata, które intersują naukę i filozofię: geneza świata, moralności, rozwój świata, świadomość i jej natura, powstanie życia, ludzi, determinizm historii i tak dalej. To na co ja zwróciłem uwagę to: -istnieje esencjalistyczna i/lub mistyczna filozofia upatrująca w Bogu monoteizmów wywodzących się z Judaizmu transcendentną, absolutna podstawę świata. Właściwie istnieją dwie takie filozofie - neoplatońska i pochodne oraz nawiązująca do Arystotelesa scholastyka. Rozwój nauki pokazał iż można skutecznie poznawać świat odrzucając esencjalistyczne i mistyczne podejście tych filozofii i w tym sensie jest powodem by w nie wątpić. Powodem ale nie dowodem. -nawet nie zwracając uwagi na naukę, wątpliwe są rozumowania próbujące łączyć prosty, absolutny, transcendentny element (który jako taki nie może mieć emocji, uczuć, być moralny itp...) z rozemocjonowaną, moralnie karłowatą, histeryczną istotą która zajmuje się wymyślaniem coraz t nowych udręk dla nieszczęsnych istot stworzonych przez siebie.
|
|
| | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Nie mam większego szacunku dla wierzeń innych religii niż dla chrześcijaństwa. Mam równie wielki szacunek dla innych filozofii jak dla europejskiej.Szacowny Sylwku, czyli masz wielki szacunek do Tomasza z Akwinu jako do ontologa i jednocześnie nie masz większego szacunku do Tomasza z Akwinu jako do tego, który łączył Boga z Biblii z transcendentnym prostym bytem? Widzę w tym jawną sprzeczność, gdyż Tomasz rozwijając swoją godną szacunku ontologię inspirował się niejednokrotnie lichą Biblią, np. "Jestem, który jestem" -> istota tożsama z istnieniem. Czy możesz wyjaśnić ten paradoks, bo jeśli nie to może jednak Bóg nie jest aż tak zły jak Ty go przedstawiasz?  > Rozwój nauki pokazał iż można skutecznie poznawać świat odrzucając esencjalistyczne i mistyczne podejście tych filozofii i w tym sensie jest powodem by w nie wątpić. Powodem ale nie dowodem.Ale jakiej nauki? Fizyki, chemii, czy może meteorologii?  Czy może chodziło Ci o rozwój szeroko pojętej nauki (w tym filozofii)? Wówczas pytanie sprowadzałoby się do tego czy można odrzucić "mistyczną filozofię" z powodu rozwoju filozofii. Chyba nie, bo w ramach samej filozofii istnieją sprzeczne stanowiska (które przyjmują sprzeczne założenia), weźmy np. podejście teistyczne i tzw. "materializm", i sama filozofia nigdy nie może rozstrzygnąć miedzy nimi. > nawet nie zwracając uwagi na naukę, wątpliwe są rozumowania próbujące łączyć prosty, absolutny, transcendentny element (który jako taki nie może mieć emocji, uczuć, być moralny itp...) z rozemocjonowaną, moralnie karłowatą, histeryczną istotą która zajmuje się wymyślaniem coraz t nowych udręk dla nieszczęsnych istot stworzonych przez siebie.Dobrze napisałeś, że "nawet nie zwracają uwagi na naukę", bo od teologów dowiadujemy się, że tylko z rozkładu samej Biblii wnika, że Bóg wcale nie jest "rozemocjonowaną, moralnie karłowatą, histeryczną istotą, która zajmuje się wymyślaniem coraz to nowych udręk dla nieszczęsnych istot stworzonych przez siebie" tylko, że jest to byt bezczasowy, nieskończony, wszechwiedzący, jest miłością.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Szacowny Sylwku, czyli masz wielki szacunek do Tomasza z Akwinu jako do ontologa i jednocześnie nie masz większego szacunku do Tomasza z Akwinu jako do tego, który łączył Boga z Biblii z transcendentnym prostym bytem?> Widzę w tym jawną sprzeczność, gdyż Tomasz rozwijając swoją godną szacunku ontologię inspirował się niejednokrotnie lichą Biblią, np. "Jestem, który jestem" -> istota tożsama z istnieniem.> Czy możesz wyjaśnić ten paradoks, bo jeśli nie to może jednak Bóg nie jest aż tak zły jak Ty go przedstawiasz? Tak, biedny Tomek nie zrobiłby kariery w tamtych czasach gdyby powiedział "Skończmy z tymi biblijnymi bzdetami, zajmijmy się prawdziwą filozofią" Oczywiście nie twierdzę że tak było, raczej po prostu wierzył w Boga i czynnie opracował teorie łączące jego metafizykę z Biblią. Ale nawet jeśli uznamy scholastykę i tomizm za istotną (choćby z historycznych względów) filozofię, nie uniemożliwia nam to zanegowania prawdziwości wielu jeśli nie większości jej twierdzeń. > >Rozwój nauki pokazał iż można skutecznie poznawać świat odrzucając esencjalistyczne i mistyczne podejście tych filozofii i w tym sensie jest powodem by w nie wątpić. Powodem ale nie dowodem.> Ale jakiej nauki? Fizyki, chemii, czy może meteorologii?  Fizyki, biologii, chemii. Pytania o definicje rzeczy, ich istotę są obce nauce, mimo to dostarcza nam ona więcej i skłonny jestem twierdzić lepszej wiedzy niż esencjalistyczna filozofia. > Dobrze napisałeś, że "nawet nie zwracają uwagi na naukę", bo od teologów dowiadujemy się, że tylko z rozkładu samej Biblii wnika, że Bóg wcale nie jest "rozemocjonowaną, moralnie karłowatą, histeryczną istotą, która zajmuje się wymyślaniem coraz to nowych udręk dla nieszczęsnych istot stworzonych przez siebie" tylko, że jest to byt bezczasowy, nieskończony, wszechwiedzący, jest miłością.Dlaczego miłość zabiła własnego syna? Pomordowała ludzi i nie tylko w potopie? Stworzyła ten okrutny świat? Teolodzy sami się oszukują lub są hipokrytami. Nie widzę trzeciej drogi.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) |
>Dlaczego miłość zabiła własnego syna? Pomordowała ludzi i nie tylko w potopie? Stworzyła ten okrutny świat? >Teolodzy sami się oszukują lub są hipokrytami. Nie widzę trzeciej drogi.
zapomniało Ci się o wolnej woli tu jest pies pogrzebany nieszczęść ludzkich
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >>Dlaczego miłość zabiła własnego syna? Pomordowała ludzi i nie tylko w potopie? Stworzyła ten okrutny świat? >>Teolodzy sami się oszukują lub są hipokrytami. Nie widzę trzeciej drogi. >zapomniało Ci się o wolnej woli tu jest pies pogrzebany nieszczęść ludzkich >
Tzn co? Ludzie z własnej woli stworzyli niedoskonały świat z chorobami i katastrofami? Sami siebie z własnej woli uczynili niedoskonałymi? Co za tani argument. Jako wszechmocne źródło wszystkiego Bóg jest tez obarczony nieskończoną wszechodpowiedzialnością.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) |
>Tzn co? Ludzie z własnej woli stworzyli niedoskonały świat z chorobami i katastrofami? Sami siebie z własnej woli uczynili niedoskonałymi?
no tak - nie czytałeś Bibli ?? wiesz Adam, Ewa, wąż, wygnanie z raju .......
>Co za tani argument. >Jako wszechmocne źródło wszystkiego Bóg jest tez obarczony nieskończoną wszechodpowiedzialnością.
jedno nie wyklucza drugiego - choć może to się nie mieści w racjonalnym pojęciu świata
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Ale nawet jeśli uznamy scholastykę i tomizm za istotną (choćby z historycznych względów) filozofię, nie uniemożliwia nam to zanegowania prawdziwości wielu jeśli nie większości jej twierdzeń.Na przyklad jakich twierdzeń? > Fizyki, biologii, chemii. Pytania o definicje rzeczy, ich istotę są obce nauce, mimo to dostarcza nam ona więcej i skłonny jestem twierdzić lepszej wiedzy niż esencjalistyczna filozofia.Chyba przeczytałeś bez zrozumienia to, co napisałam wcześniej, bo dalej powtarzasz to samo. > Dlaczego miłość zabiła własnego syna? Pomordowała ludzi i nie tylko w potopie? Stworzyła ten okrutny świat?Nie, w to już nie uwierzę! Gdyby świat był tak okrutny jak piszesz, to ludzie powinni w możliwie największej liczbie popełnić samobójstwo. A tymczasem jednak nie jest im tak źle, skoro większość się nie zabija, a nawet przeciwnie chce żyć! Dlaczego ludzie uważają za złe cierpienie i śmierć a nie np. życie? Wierzący, żyją, bo boją się, że gdyby się zabili to po śmierci mogliby trafić z deszczu po rynnę, czyli do piekła. Nie wiem jednak, po co żyją ateiści? Jeśli świat jest tak okrutny, to należy cieszyć się, ze Bóg ulitował się na ludźmi i zesłał potop... ! > Teolodzy sami się oszukują lub są hipokrytami. Nie widzę trzeciej drogi.Ja widzę  albo teolodzy sami się oszukują lub są hipokrytami albo Ty sam się oszukujesz lub jesteś hipokrytą. Niewątpliwie piszesz rzeczy sprzeczne, co w lepszym świetle stawia teologów  .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Śmieszna Tereso! Piszesz tak, jak gdyby teolodzy nie pisali rzeczy sprzecznych ze sobą... Ba! Oni piszą rzeczy sprzeczne z logiką i doświadczeniem rzeczywistości, a Tobie to zdaje się ciągle umykać. Wyciągnij belkę ze swojego oka, a potem szukaj drzazgi w oku swojego interlokutora. Amen.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Śmieszna Tereso! Piszesz tak, jak gdyby teolodzy nie pisali rzeczy sprzecznych ze sobą... Ba! Oni piszą rzeczy sprzeczne z logiką i doświadczeniem rzeczywistości, a Tobie to zdaje się ciągle umykać. Wyciągnij belkę ze swojego oka, a potem szukaj drzazgi w oku swojego interlokutora. Amen.Wymachujesz mi tu przed nosem "sprzecznością z logiką i doświadczeniem rzeczywistości" w teologii, a przecież sprzeczność czy tez niezgodność z doświadczeniem występują wszędzie, nie tylko w teologii. Sprzeczności występują także w nauce i są bardzo istotne, bo są motorem jej rozwoju. Duża część działań naukowców polega na usuwaniu sprzeczności. To jest normalne zachowanie. Przezwyciężenie sprzeczności prowadzi do nowych zmian. W teologii jest tak samo (nie wiem dlaczego miałoby być inaczej). Jeśli napotyka na sprzeczności, to tak samo dąży się do ich usunięcia. Najpierw jednak należy zadac sobie pytanie czy w ogóle mamy do czynienia ze sprzecznością. Może dla Ciebie coś jest sprzecznością, a w rzeczywistości żadną sprzecznością nie jest.
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Wszechświat, a w każdym razie jego fragment bezpośrednio dostępny naszym zmysłom i narzędziom badawczym, istnieje o tyle obiektywnie*, że jego istnienie stwierdzają wszyscy niezależnie od religii lub jej braku - wspomniany przez ciebie samobójca także. Poza, oczywiście, buddyzmem i wedantą, które wszystko co jest uznają za iluzję. Pozwolę sobie dodać jedynie że nawet buddyzm ani wedanta nie negują istnienia świata - uważają go jedynie za iluzję, fałszywą, ale istniejącą dokładnie tak jak wymacany kamień albo wypita woda.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Wszechświat, a w każdym razie jego fragment bezpośrednio dostępny naszym zmysłom i narzędziom badawczym, istnieje o tyle obiektywnie*, że jego istnienie stwierdzają wszyscy niezależnie od religii lub jej braku - wspomniany przez ciebie samobójca także. Poza, oczywiście, buddyzmem i wedantą, które wszystko co jest uznają za iluzję. >Pozwolę sobie dodać jedynie że nawet buddyzm ani wedanta nie negują istnienia świata - uważają go jedynie za iluzję, fałszywą, ale istniejącą dokładnie tak jak wymacany kamień albo wypita woda.
A ja pozwolę sobie dodać, że są różne szkoły wedanty i nie każda uważa świat za iluzję. Advaita vedanta Śankary tak czyni, ale są jeszcze inne szkoły (Madhva, Ramanuja, Caitanya itp.). Zauważanie tylko jednej szkoły Vedanty jest przekleństwem świata zachodniego.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Może rzeczywiście powinienem zwrócić uwagę że z tą iluzją to skrajne uproszczenie - ostatecznie w hinajanie na przykład też dharmy są realnymi obiektywnie elementami rzeczywistości.
|
|
| | | | | | | |  | | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Może rzeczywiście powinienem zwrócić uwagę że z tą iluzją to skrajne uproszczenie - ostatecznie w hinajanie na przykład też dharmy są realnymi obiektywnie elementami rzeczywistości.> A co do negacji istnienia świata to doktryna Śunyata to w pewnym sensie robi, ale należy zwrócić uwagę, że dychotomia istnieje/nie istnieje też jest pusta  Temat rzeka i nie na temat tego wątku.  Pozdrawiam Adomas
|
|
| | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Wydaje mi się że doktryna Pustki neguje absolutyzację jakichkolwiek pojęć i teorii o świecie niż neguje sam świat.
______________
Chory w podróży śnię, że polem wymarłym biegam bez końca
[i]Basho[i/]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Wydaje mi się że doktryna Pustki neguje absolutyzację jakichkolwiek pojęć i teorii o świecie niż neguje sam świat.Ja zrozumiałem że neguje wszystko oprócz samego doświadczenia Pustki. W pewnym sensie samą siebie też neguje. Wkraczamy na pozapojęciowy obszar więc zaniecham tego tematu. Będę utrzymywał umysł "nie wiem".  Pozdrawiam Adam
|
|
| |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) |
> Czyli jeśli istnieje potrzeba, którą jedynie Opatrzność potrafi zaspokoić to znaczy, że Bóg istnieje.Albo ma jakieś urojenia :> > Prosze:> - Człowiek ma potrzebę całkowitego szczęścia, czyli stanu stuprocentowego zadowolenia, zaspokojenia wszystkich potrzeb bez reszty, i to z gwarancją wiecznego trwania.Antydepresanty?  > - Takie szczęście jest ideałem, którego nikt nigdy w tym życiu osiągnąć nie może.Można. Na upartego wszystko można, można na przykład nie przejmować się niczym i być szczęśliwym  > - Szczęście tego nie można osiągnąć aż się nie posiądzie Absolutu( Augustyn z Hippony: "niespokojne jest serce nasze aż spocznie w Tobie, Panie"),a czemu cytujesz filozofów itp, którzy z góry zakładali istnienie boga? Filozofia Dalekiego Wschodu też poszukiwała szczęścia, i doszła do o wiele ciekawszych wniosków: Jeśli coś posiadamy i ten przedmiot się zniszczy to będziemy smutni. Wiec gdyby nie było przedmiotu nikt nie mógłby go nam odebrać i nie bylibyśmy smutni. Czyli raczej szczęśliwi  A kiedy człowiek robi sie smutny? Gdy ktoś go okradnie (zabiera mu coś) bądź zaatakuje słownie. Jeśli ktoś cie obrazi robisz się smutny, kiedy popchnie lub wydłubie oko tez, przy czym to ostatnie łączy się z bólem ;P I tak Cię Tereso podziwiam, bo jako jedna z nielicznych osób tutaj stojących po drugiej stronie barykady masz jakieś bardziej sensowne argumenty ;P > -A zatem Bóg istnieje, i istnieje życie pozagroboweNo ale jedno wcale nie mówi o drugim, bo bóg może istnieć i wcale nie przejmować się ludźmi ;P Sytuacja przykładowa ;P
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >My jesteśmy, jak mucha, która siedzi gdzieś na witrażu w wielkiej katedrze i próbuje ogarnąć jej budowę.
No, no...To juz jest bardzo mądra mucha, skoro wie, że jest w katedrze. Podejrzewam, że to jakaś mucha zakonna. Albo raczej mucha Platona, która nigdy nie opuściła swojego katedralnego świata i na dobrą sprawę nie wie, gdzie jest. Podobnie jest z ekstrapolacjami naszego doświadczenia.
>Po prostu inżynierowie wykorzystują "przypadek". Wsypuje się tę drobnicę do zasobnika. Specjalny mimośród wywołuje szybkie drgania, części zaczynają wędrować, ...Problem w tym że one podskakują w różne strony, jednak drgania są tak intensywne, a części tak dużo, że zawsze jakaś wpadnie, to jest przypadek Podobnie jest z Ziemią , galaktykami, gwiazdami, wszechświatem...
To nie jest przypadek, lecz ściśle zaprojektowane urządzenie. Czy na takiej samej zasadzie działa nasz mózg, który "wibrując" konstruuje owo urzadzenie(uogólniając: teorie, światopoglądy)? Czy myślenie jest przypadkiem? To, o czym piszesz (przykład rzeczywiście świetny) jest grą racjonalnej myśli i przypadku. Przypadku pod warunkiem, że nie wnikamy w mechanikę wszystkich ruchów części, co, jak się okazuje, jest w praktyce zbędne. W życiu wystarczą nam statystyczne przybliżenia. Statystycznym urządzeniem jest język: dzięki jego abstrakcyjności możemy pomijać masę szczegółów. Statystycznie funkcjonuje mózg: porównaj np. ilość fotoreceptorów oka z ilością włókien nerwu wzrokowego: tu też mamy redukcję. Co zaś do uogólnienia tego zjawiska na "wszystko": nie wiem, czy tak jest z Ziemią, galaktykami, wszechświatem. Wiem, że inaczej nie możemy myśleć. Twoje urządzenie działa właśnie na tej zasadzie: kompromisu myślenia ...z jego brakiem.
>My Tereso jesteśmy wybrańcami. Innym światom się nie udało.
Antropomorficzny nonsens. Odwróćmy to: nam się nie udało być innym światem. Widzieć w człowieku coś uprzywilejowanego, szczególnego - to relikt religii. W "wibrującym" wszechświecie każde zdarzenie jest równie prawdopodobne: teoria wydmy niczym nie rózni sie od wydmy.
>Nam się udało.
Niektórzy widzą w tym pecha. A tu nie chodzi ani o szczęście, ani o pecha.
>Tysiące, miliony, miliardy prób i jesteśmy.
Jesteśmy i tworzymy nasze światy, historię, przyszłość.
>Nam się udało.
Pomyśl o tym, że nie udało się jakiejś czarnej dziurze, która mogłaby być w miejscu naszego szczęścia. Jeśli chcemy mysleć o wszystkim, trzeba zrezygnować z jednego: z naszego ego. To ono widzi róznicę między naszą np. przyjemnością, teorią, a rozpadem cząstek czy wybuchem gwiazdy.
>Ktoś MUSI wygrać, przypadkowo.
Nie, nie musi. Weź pod uwagę zjawisko kumulacji. Jest mozliwe, że kumulowanie wygranej będzie trwało nawet 100, 1000, 1000 000 lat. W skali, o jakiej tu mówimy, każde zjawisko (również twoje śrubki) nie są realizacjami prawdopodobieństwa, ale raczej nieprawdopodobieństwa. Czas ma czas.
>Ty po prostu widzisz w takim przypadku rękę opatrzności, ale czy słusznie?
To problem ludzi, którzy widzą coś, czego nie widzą inni. Dopóki nie każą widzieć innym tego, co im się wydaja, że widzą - nie mam nic przeciwko. Problem zaczyna się wówczas, kiedy ze swoich (przy)widzeń, ze swojej karykaturalnej teorii poznania, zaczynają robić politykę.
|
|
|  | -1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > No, no...To juz jest bardzo mądra mucha, skoro wie, że jest w katedrze.Mucha nie wie. Siedzi sobie na czerwonym szkiełku witraża i kombinuje, o co tu chodzi. Cytat:My Tereso jesteśmy wybrańcami. Innym światom się nie udało.
Antropomorficzny nonsens. Odwróćmy to: nam się nie udało być innym światem. Widzieć w człowieku coś uprzywilejowanego, szczególnego - to relikt religii. Nie o uprzywilejowanie chodzi. Raczej jest to argument anty-antropomorficzny, jesteśmy i koniec. Nie ma sensu pytanie: Dlaczego my. > Nie, nie musi. Weź pod uwagę zjawisko kumulacji.Oj. Na końcu musi. Tak samo jak części w końcu się właściwie ułożą. W Polsce z tego co pamiętam na jedno losowanie przypada czasem wielokrotność 1/14 mln. Ludzie kupują 28 mln zakładów, według rachunku prawdopodobieństwa wychodzi 2:1, że padnie główna wygrana. Może nie paść jasne, ale kumulacja powoduje, że ludzie kupują jeszcze więcej zakładów , jest 3:1. w końcu padnie. Zwykle jednak zakładów kupionych jest mniej niż 14 mln. Uwaga: Nie wchodźmy w filozoficzne "musi", wiem, że takie twierdzenie brzmi jak "nieskończenie dobry". Mi chodzi tylko o jedno, prawdopodobieństwo wygranej jest większe niż jeden (z reguły). Nie ma więc cudu, że pada wygrana. Pozdrawiam
|
|
| |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Mucha nie wie. Siedzi sobie na czerwonym szkiełku witraża i kombinuje, o co tu chodzi.
Podobnie jest z naukowcem: siedzi sobie na obrotowym fotelu, patrzy w mikroskop lub teleskop i kombinuje, o co tu chodzi. 2/3 mózgu muchy obrabia bodźce dochodzące z jej nieprawdopodobnego oka: mucha przede wszystkim widzi (ważka robi to jescze lepiej). Człowiek, żeby zobaczyć, musi myśleć.
>jesteśmy i koniec.
Niestety - nie. Jesteśmy - i to jest początek. Początek historii, przyszłości i tego, co mamy przed nosem.
|
|
| |  | 1 na 1 | darlove (2804 punktów) | >>Nie, nie musi. Weź pod uwagę zjawisko kumulacji. >Oj. Na końcu musi. Tak samo jak części w końcu się właściwie ułożą. W Polsce z tego co pamiętam na jedno losowanie przypada czasem wielokrotność 1/14 mln. Ludzie kupują 28 mln zakładów, według rachunku prawdopodobieństwa wychodzi 2:1, że padnie główna wygrana. Może nie paść jasne, ale kumulacja powoduje, że ludzie kupują jeszcze więcej zakładów , jest 3:1. w końcu padnie. Zwykle jednak zakładów kupionych jest mniej niż 14 mln. >Uwaga: Nie wchodźmy w filozoficzne "musi", wiem, że takie twierdzenie brzmi jak "nieskończenie dobry". Mi chodzi tylko o jedno, prawdopodobieństwo wygranej jest większe niż jeden (z reguły). Nie ma więc cudu, że pada wygrana.
Bzdury piszesz. Prawd. wygranej większe od jeden... Na każdej uczelni wyższej, nawet u Rydzyka, dostałbyś za tę wypowiedź notę = 1, a pewnie nawet w szkole średniej. Granicą prawdopodobieństw może być 1 (czyli w granicy otrzymujemy zdarzenie pewne - często się tutaj wykorzystuje lemat Cantellego-Borela, aby tego dowieść), ba!, nawet istnieją przestrzenie probabilistyczne o prawd. ułomnym, tj. mniejszym istotnie od 1. Sorry, ale po prostu piszesz bzdury na resorach. Prawd. nie może być z definicji większe od jeden (aksjomaty Kołmogorova), a jeśli twierdzisz co innego, to znaczy, że po prostu nie masz pojęcia o tym, czym prawd. jest, a czym nie jest... A jest miarą unormowaną - tak w skrócie.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Oczywiście wiem czym jest prawdopodobieństwo i jasne, że napisałem bzdurę. Wyjaśnię zatem już bardzo dokładnie o co mi chodziło. Generalnie chodziło mi o liczbę sukcesów . Prawdopodobieństwo wypadnięcia 6-stki to: 1/13983816 Liczba sukcesów zależy od liczby zakładów Liczba losowań to inaczej liczba zakładów Liczba losowań-------Liczba sukcesów------Prawdopodobieństwo 13983816 1 1/13983816 27967632 2 1/13983816 41951448 3 1/13983816 Przy ilości zawieranych zakładów na poziomie 14 mln liczba sukcesów, czyli wygranej będzie dążyć do 1, przy wielokrotności będzie dążyć do większych liczb. Z mojej wypowiedzi wynika, iż nie chodziło mi o prawdopodobieństwo wylosowania 6 jako takiej, lecz o szansę na trafienie w ogóle. Z zwrócenie uwagi dziekuję. Teraz moja wypowiedź jest klarowna (mam nadzieję).
|
|
1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | Gdyby nauka wynalazła tabletkę na nieśmiertelność, to Bóg przestałby istnieć.
To wymysł żyjący tylko w ludzkim umyśle i dokładnie tak długo jak człowiekowi to potrzebne.
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | > Gdyby nauka wynalazła tabletkę na nieśmiertelność, to Bóg przestałby istnieć.> To wymysł żyjący tylko w ludzkim umyśle i dokładnie tak długo jak człowiekowi to potrzebne.> W takiej sytuacji byc moze niektórzy z nas czekaliby na Sąd Ostateczny, licząc na to, ze może nigdy nie nadejdzie ... a inni, że nadejdzie prędko  . To, co głosi religia chrz, też jest niemniej zachęcające, bo owszem niestety trzeba umrzeć, ale za to jest nadzieja na zmartwychwstanie z odnowionym ciałem. A w tym świecie, cóż - chyba pomimo wydłużenia czasu trwania życia - nie będzie już chyba lepiej, bo ludzie nie stają się lepszymi wraz z upływem czasu (choć znam teorię, że gdyby ludzie żyli dłuzej to wszyscy staliby się katolikami), poza tym nie uniknęlibyśmy nieszczęść typu wpadnięcie do czarnej dziury (gdyby się okazało, że wszechświat będzie mieć jednak koniec).
|
|
1 na 1 kanik (3636 punktów) (zablokowany) | Po pierwsze należałoby ustalić o czym mówimy czyli definicję boga. i dopiero na tej definicji mogłaby się toczyć dalsza dyskusja. Rozumiem, że mówiąc o bogu masz na myśli potoczne znaczenie tego słowa, czyli jakiś tam byt , który to ma nieograniczoną siłę sprawczą, generalnie może wszystko  łącznie z tym , że stwarza inne byty na swoje podobieństwo następnie na nich eksperymentuje. Opieram się tu na koncepcji rzymsko-katolickiej boga , bo ta z racji miejsca mojego urodzenia jest mi najbardziej znana. Cała koncepcja boga jest bezsensowna i absurdalna. Bo niby wedle biblii było tak,że bóg się nudził więc postanowił stworzyć ziemie, następnie się dalej nudził to stworzył różne pierdoły na tej ziemi.Na końcu postanowił stworzyć coś na podobieństwo swoje i stworzył człowieka. I sobie pomyślał następnie,że dobrze by było sprawdzić czy ów człowiek będzie przestrzegać wymyślonego przez niego regulaminu. Gdy się okazało , że nie to postanowił go ukarać. Potem jeszcze kilka razy karał ludzi między innymi potopem(arka Noego te sprawy  . Czyli pewnego dnia postanowił w złości , że zniszczy wszystko na Ziemi żeby zacząć od nowa. I wymyślił sobie misterny plan , że każe Noemu zbudować łódź podwodną , zabrać wszystkiego po parze, następnie spowodować długotrwałą powódź celem zniszczenia wszystkiego , toż to jakiś absurd jest. Skoro taki wszechmocny mógł po prostu rzec tak jak wcześniej to orzekał : Niech się stanie doskonały świat i ów świat by się taki stał  . Czyli co biblia zaprzecza sama sobie raz robi z boga wszechmogącego geniusza o dobroci niespotykanej następnie udowadnia , że był partaczem i to na dodatek mściwym i lubiącym się zabawić eksperymentami na ludziach. Do czego więc ten bóg niby jest potrzebny i komu ? Bez żadnej nauki widać gołym okiem,że cała koncepcja boga jest po prostu beznadziejnie absurdalna. A kościół stara się ostatnimi czasy dowieść o braku sprzeczności pomiędzy bogiem i nauką. To wszystko tak jest, bo bóg tak to stworzył i zaplanował  . Ale faktem jest ,że nauka uczyni zbytecznym istnienie boga, ponieważ to co jest zarezerwowane bogu przestanie takim być. Dlatego kościół tak walczy np. z niektórymi dziedzinami badań naukowych i przestrzega przed bawieniem się w boga. Ale skoro bóg może się bawić w boga to dlaczego człowiek miałby się nie pobawić w boga ? Skoro człowiek zdobędzie atrybuty boskie to bóg nie będzie mu już do niczego potrzebny. Nie ma boga nie ma kościoła nie ma papieża ,kleru, kościołów. Jedno jest natomiast pewne, zawsze się znajdą wyznawcy jakiejś teorii np boga niezależnie od rozwoju nauki, tym bardziej , że jest to koncepcja całkiem przyjemna i dająca nadzieje na dalszy żywot w jakimś lepszym świecie
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Po pierwsze należałoby ustalić o czym mówimy czyli definicję boga. i dopiero na tej definicji mogłaby się toczyć dalsza dyskusja.Wcale nie. > Rozumiem, że mówiąc o bogu masz na myśli potoczne znaczenie tego słowaSkoro rozumiesz to po co definiować? > czyli jakiś tam byt , który to ma nieograniczoną siłę sprawczą, generalnie może wszystko łącznie z tym , że stwarza inne byty na swoje podobieństwo następnie na nich eksperymentuje. Opieram się tu na koncepcji rzymsko-katolickiej boga , bo ta z racji miejsca mojego urodzenia jest mi najbardziej znana.Skoro juz uznałeś za stosowne definiować boga mógłbyś zdefiniować inne słowa, wszak skąd mamy pewność że wiemy o czym mówimy mówiąc "rzymski", "katolicki" czy na przykład "siła sprawcza" Błagam skończmy z tym lingwistycznym argumentem o konieczności definiowania słów skoro nie da się go zrealizować.
|
|
|  | | darlove (2804 punktów) | I tak oto, Sylwiuszu, doszedłeś sam do sedna sprawy: o bogu/Bogu nie da się nic powiedzieć. Zatem bądź mądry i po prostu daj sobie spokój.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
|  | 2 na 2 | Adam Michalik (153 punktów) | >Błagam skończmy z tym lingwistycznym argumentem o konieczności definiowania słów skoro nie da się go zrealizować.
Trzeba i można. Każda poważna naukowa dyskusja zaczyna się od definicji terminów. Definicja jest konieczna, by nie odwoływać się do nieznanych własności pojęć, jak również ułatwić stronom dyskusji zrozumienie wzajemnych argumentów.
|
|
| Jazmig (-4 punktów) | Skoro Bóg jest zbyteczny, to po co zawracasz sobie Nim głowę? Zajmij sie sprawamie które nie są zbyteczne, to będzie racjonalne działanie.
|
|
| Andreass (339 punktów) | Myślę, że nauka właśnie dlatego udowadnia zbyteczność boga, gdyż znajduje sama bez nadprzyrodzonych pomocy rozwiązania wszystkich problemów rzeczywistości. Każda dziedzina prowadzi własne badania i wyjaśnia stany faktyczne poddając krytycznej analizie swe osiągnięcia. Nie ma żadnego znaczenia czyj niby bóg ma być brany pod uwagę. Bo jeśli założyć, że jest którykolwiek, to znaczy że są i pozostali. Jeśli natomiast szukamy prawdy o świecie, a w jej poszukiwaniu nie spotkaliśmy boga (istoty nadprzyrodzonej), to znaczy że nie był do tej pory nikomu potrzebny, żeby przy jego pomocy cokolwiek osiągnąć. Jeśli nie napotykamy na cudowności, na nadprzyrodzoności w poszukiwaniach, to znaczy, że ich nie ma, i że nie są potrzebne, skoro bez nich to działa. Tak więc nie ma powodu zastanawiać się czyj Bóg co zrobił. Bo musielibyśmy mieć przynajmniej jeden przykład jego działania, a i do tego nie można by pominąć wszystkich bogów wszystkich wyznań.
|
|
 | | Kozak (140 punktów) | >Myślę, że nauka właśnie dlatego udowadnia zbyteczność boga, gdyż znajduje sama bez nadprzyrodzonych pomocy rozwiązania wszystkich problemów rzeczywistości. Każda dziedzina prowadzi własne badania i wyjaśnia stany faktyczne poddając krytycznej analizie swe osiągnięcia. Nie ma żadnego znaczenia czyj niby bóg ma być brany pod uwagę. Bo jeśli założyć, że jest którykolwiek, to znaczy że są i pozostali. Jeśli natomiast szukamy prawdy o świecie, a w jej poszukiwaniu nie spotkaliśmy boga (istoty nadprzyrodzonej), to znaczy że nie był do tej pory nikomu potrzebny, żeby przy jego pomocy cokolwiek osiągnąć. Jeśli nie napotykamy na cudowności, na nadprzyrodzoności w poszukiwaniach, to znaczy, że ich nie ma, i że nie są potrzebne, skoro bez nich to działa. Tak więc nie ma powodu zastanawiać się czyj Bóg co zrobił. Bo musielibyśmy mieć przynajmniej jeden przykład jego działania, a i do tego nie można by pominąć wszystkich bogów wszystkich wyznań. A ja jestem odmiennego zdania. Wszyscy wyznawcy jakiegokolwiek boga ograniczają jego możliwości i jego wpływ na cokolwiek. Przyjmując założenie, że bogiem jest Nauka! To to każdy wyznawca powinien jeszcze raz otworzyć oczy i uruchomić kiepełę. Wiara w jakiegokolwiek boga to zwykłe wygodnictwo!! Co się będę wysilał i swój mózg nadwyrężał, przecież mam swego boga. Pomodlę się, walnę sto zdrowasiek, albo pięćset i samo się zrobi. O przepraszam, mój stwórca za mnie to załatwi. Amen.
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) |
>A ja jestem odmiennego zdania. >Wszyscy wyznawcy jakiegokolwiek boga ograniczają jego możliwości i jego wpływ na cokolwiek. >Przyjmując założenie, że bogiem jest Nauka! >To to każdy wyznawca powinien jeszcze raz otworzyć oczy i uruchomić kiepełę. >Wiara w jakiegokolwiek boga to zwykłe wygodnictwo!! >Co się będę wysilał i swój mózg nadwyrężał, przecież mam swego boga. >Pomodlę się, walnę sto zdrowasiek, albo pięćset i samo się zrobi. >O przepraszam, mój stwórca za mnie to załatwi. >Amen.
Twoje pojęcie religijności jest mniej więcej na poziomie człowieka pierwotnego- a chciałbym zaznaczyć że już od tego momentu sporo czasu upłynęło, zaś widzę że nic nie słyszałeś o "wolnej woli" danej od Boga i wzięcia na swoje barki "własnego krzyża" Pozdrawiam
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:[...] widzę że nic nie słyszałeś o "wolnej woli" danej od Boga i wzięcia na swoje barki "własnego krzyża" "Wolna wola dana od Boga" nie istnieje. Albo Bóg, albo wolna wola - wybór należy do ciebie, "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."Św. Augustyn
|
|
| | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Cytat:[...] widzę że nic nie słyszałeś o "wolnej woli" danej od Boga i wzięcia na swoje barki "własnego krzyża" > "Wolna wola dana od Boga" nie istnieje.to Ty tak twierdzisz - ja twierdzę inaczej
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:PAN TAU: "Wolna wola dana od Boga" nie istnieje. to Ty tak twierdzisz - ja twierdzę inaczejNie istnieją żadne argumenty przemawiające za Twoim twierdzeniem - przeciw niemu jest ich mnóstwo. Jeśli zakładamy istnienie Boga, który - jak Bóg chrześcijański - znajduje się poza przestrzenią i czasem stworzonego przez siebie świata, to nie ma innej możliwości, niż ta, że ów Bóg zna każdą chwilę tego czasu i każde zdarzenie zachodzące w tej przestrzeni i na dodatek wszystko to wie od początku istnienia świata. Stąd Bóg (przynajmniej ten chrześcijański) samym swoim istnieniem odbiera jakąkolwiek nadzieję na istnienie wolnej woli w stworzonym przez siebie świecie. "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści." Św. Augustyn
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | nie - on zna wszystkie możliwości - ale to ja wybieram 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:nie - on zna wszystkie możliwości - ale to ja wybieram A jak definiujesz możliwość? .
|
|
| | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Cytat:nie - on zna wszystkie możliwości - ale to ja wybieram > A jak definiujesz możliwość?> .> w sposób naturalny
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | Czym więc według ciebie jest możliwość?
"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści." Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | Nie potrafisz zdefiniować pojęcia, którym się posługujesz? OK, spróbuję ci pomóc. Załóżmy, że słowo "możliwość" oznacza dowolne przyszłe zdarzenie, które może, ale nie musi się wydarzyć. (Jeśli ta definicja tobie nie pasuje, to oczywiście możesz zaproponować inną.) Zakładam też, że mówimy o Bogu, który po pierwsze: stworzył świat, w którym istniejemy, po drugie: istnieje poza tym światem.
Zaakceptowanie tego, co napisałeś wcześniej, czyli "Bóg zna wszystkie możliwości (wszystkie zdarzenia, które mogą się wydarzyć w przyszłości), ale nie zna wyborów, których dokona człowiek" oznaczałoby, że Bóg nie zna przyszłości. Jednakże Bóg jako istota transcendentna nie może sobie tak po prostu "znać" lub "nie znać" przyszłości. Co więcej dla niego - jako bytu istniejącego poza czasem - nie ma i nie może być żadnej różnicy między tym, co dla nas jest przeszłością, przyszłością i teraźniejszością. Pozaświatowy stwórca istnieje jednocześnie przed początkiem świata i po jego końcu - zatem ostatnie zdarzenie świata poznaje równocześnie z poznaniem pierwszego zdarzenia i równocześnie z wszystkimi pozostałymi zdarzeniami, które (dla nas, istot zależnych od czasu) zaszły/zachodzą/zajdą między nimi. Wszystkie chwile wszechświata są dla niego jednością i taki pozaczasowy Bóg "widzi" jednocześnie każdą chwilę naszego czasu. Stąd też bierze się jego wszechwiedza, przynajmniej w odniesieniu do stworzonego przezeń wszechświata, a ona z kolei od początku do końca ten wszechświat determinuje. Jeśli Bóg wie wszystko i zna każdą chwilę, zna też każdy "nasz" wybór, każdą "naszą" decyzję. Nie możemy więc zrobić niczego, czego on nie chce. Nie możemy podjąć żadnej innej decyzji, niż ta, którą on dla nas zaplanował w chwili stworzenia świata, bo właśnie wtedy "poznał" wszystkie decyzje, które ktokolwiek i kiedykolwiek podejmie, po prostu je "stwarzając".
Jeśli więc istnieje Bóg, który stworzył nasz świat, to nie może w nim zaistnieć wolna wola. To, co nam wydaje się być wolną wolą, jest w takim wypadku tylko jej złudzeniem. Pozostaje nam tylko wybierać: albo Bóg, albo wolna wola, bo jednego z drugim nie da się pogodzić.
"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści." Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | oprócz tego że Bóg jest wszystkowiedzący to jest jeszcze wszechmocny i dlatego właśnie może nam zostawić wolną wolę co nie przeszkadza mu wiedzieć jaka nas czeka przyszłość, bez względu na to jaką podejmiemy decyzję - dajmy na to odwraca wrok w chwili podejmowania decyzji przez człowieka  ciekawe zagadnienie
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... Bóg ... dajmy na to odwraca wrok w chwili podejmowania decyzji przez człowieka  > ciekawe zagadnienieNie bierz tego osobiście, ale dziwi mnie nieustająco jak wymyślne i genialne sposoby mają teiści na upychanie sobie bzdur do głowy. Normalnie czapki z głów!  Tylko - na miłość boską  - po co to robić?
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Tylko - na miłość boską - po co to robić?a jaki jest sens życia bez wiary ? - pobawić się? - już się pobawiłem - coś zbudować ? parę babek z piasku się postawiło - napisać coś ? nie mam do tego talentu - ulepszać/pomagać ? a jakie to ma globalnie znaczenie - zapisać sie w historii ? a cóż to za różnica po śmierci czy będą pamiętali czy nie
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Tylko - na miłość boską - po co to robić?> a jaki jest sens życia bez wiary?A widzisz motywacja negatywna! Odpowiedź brzmi: bo można inaczej i wciąż w zgodzie z własnym sumieniem. Wystarczy zrobić krok do tyłu, spojrzeć na religię z dystansem, a wniosek o wypisaniu się przychodzi sam. Różnica w życiu w/g ateisty, a życiu w/g teisty jest mniejsza niż Słudzy Boży chcą Owieczkom wmówić. Można żyć w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem będąc ateistą, bez myślowej ekwilibrystyki mającej za zadanie pogodzić ogień z wodą - w sensie logicznym. > - pobawić się? - już się pobawiłem> - coś zbudować ? parę babek z piasku się postawiło> - napisać coś ? nie mam do tego talentu> - ulepszać/pomagać ? a jakie to ma globalnie znaczenie> - zapisać sie w historii ? a cóż to za różnica po śmierci czy będą pamiętali czy nieDokładnie tak samo odpowiedziałbym na powyższe pytania. I Zadam Ci dodatkowe pytanie: Czy Wszechmocny i Miłościwy Bóg miałby Ci za złe ateizm jeśli żyjesz zgodnie z własnym sumieniem? Naprawdę podpisujesz się pod odpowiedzią negatywną rękami nogami jaki chcieli by Jego Pasterze?
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > >>Tylko - na miłość boską - po co to robić?> >a jaki jest sens życia bez wiary?> A widzisz motywacja negatywna! Odpowiedź brzmi: bo można inaczej i wciąż w zgodzie z własnym sumieniem.a dlaczego negatywna ? ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK - tylko dalej nie widzę w tym sensu. Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ? > Wystarczy zrobić krok do tyłu, spojrzeć na religię z dystansem, a wniosek o wypisaniu się przychodzi sam. Różnica w życiu w/g ateisty, a życiu w/g teisty jest mniejsza niż Słudzy Boży chcą Owieczkom wmówić. Można żyć w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem będąc ateistą, bez myślowej ekwilibrystyki mającej za zadanie pogodzić ogień z wodą - w sensie logicznym.tyle że nie za bardzo jest po co - dal przyjemności ? to można zastosować "złoty strzał" dający przyjemność do końca życia - czego chcieć więcej > >- pobawić się? - już się pobawiłem> >- coś zbudować ? parę babek z piasku się postawiło> >- napisać coś ? nie mam do tego talentu> >- ulepszać/pomagać ? a jakie to ma globalnie znaczenie> >- zapisać sie w historii ? a cóż to za różnica po śmierci czy będą pamiętali czy nie> Dokładnie tak samo odpowiedziałbym na powyższe pytania.> I Zadam Ci dodatkowe pytanie: Czy Wszechmocny i Miłościwy Bóg miałby Ci za złe ateizm jeśli żyjesz zgodnie z własnym sumieniem?nie jeśli bym o Nim nie słyszał tak jeżeli już słyszałem > Naprawdę podpisujesz się pod odpowiedzią negatywną rękami nogami jaki chcieli by Jego Pasterze?dla mnie nie jest to odpowiedź negatywna tylko stwierdzenie faktu
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > a dlaczego negatywna ?Bo nie wyobrażasz sobie innej drogi pomimo, że może i rozumiesz określenie "inna droga" w sensie semantycznym. > ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK ...Co masz na myśli? Niewierzący praktykujący? > Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ?To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm, to bardziej zrozumienie zasady: szanuj swoje życie, bo drugiego nie będziesz miał. Liczy się tu i teraz. Zważ na fakt, że "nagroda w niebie" to nie tylko pojęcie religijne to także skuteczna technika negocjacyjna mająca na celu skłonić stronę przeciwną do zaakceptowania gorszych warunków tu i teraz w zmian za mrzonki w przyszłości. Wolę maksymę "zaplanuj swoje życie bo inni zrobią to za ciebie". > > Wystarczy zrobić krok do tyłu,> tyle że nie za bardzo jest po co - dal przyjemności ? to można zastosować "złoty strzał" dający przyjemność do końca życia - czego chcieć więcejMożna chcieć więcej. Najłatwiejsze wybory i drogi na skróty mszczą się tak samo na teistach jak i na ateistach. Złoty strzał to finisz życia zgodnie z najprostszymi, hedonistycznymi wyborami - efekt wielomiesięcznego upodlenia - dziękuję postoję ...  > > Czy Wszechmocny i Miłościwy Bóg miałby Ci za złe ateizm jeśli żyjesz zgodnie z własnym sumieniem?> nie jeśli bym o Nim nie słyszał> tak jeżeli już słyszałemW takim razie misjonarze to świnie, bo pozbawiają co oporniejszych przedstawicieli innych kultur szansy na niebo 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >a dlaczego negatywna ?> Bo nie wyobrażasz sobie innej drogi pomimo, że może i rozumiesz określenie "inna droga" w sensie semantycznym.dalej to nie tłumaczy dlaczego negatywna a co to jedyna droga nie może być pozytywna ? > >ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK ...> Co masz na myśli? Niewierzący praktykujący?nie tyle praktykujący co żyjący wedle tych zasad. czyli niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiej > >Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ?> To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm,ja tego nie twierdzę, ale jaki sens ma ulepszanie świata? przecież żadnych korzyści z tego by nie było. > to bardziej zrozumienie zasady: szanuj swoje życie, bo drugiego nie będziesz miał. Liczy się tu i teraz. Zważ na fakt, że "nagroda w niebie" to nie tylko pojęcie religijne to także skuteczna technika negocjacyjna mająca na celu skłonić stronę przeciwną do zaakceptowania gorszych warunków tu i teraz w zmian za mrzonki w przyszłości. Wolę maksymę "zaplanuj swoje życie bo inni zrobią to za ciebie".to podejście jest ok. A co powiesz na takie "po nas choćby potop" które z Twoim się nie kłóci przecież > >> Wystarczy zrobić krok do tyłu,> >tyle że nie za bardzo jest po co - dal przyjemności ? to można zastosować "złoty strzał" dający przyjemność do końca życia - czego chcieć więcej> Można chcieć więcej. Najłatwiejsze wybory i drogi na skróty mszczą się tak samo na teistach jak i na ateistach. Złoty strzał to finisz życia zgodnie z najprostszymi, hedonistycznymi wyborami - efekt wielomiesięcznego upodlenia - dziękuję postoję ...  ale można bez upodlenia, ciach i już - impreza do końca życia > >> Czy Wszechmocny i Miłościwy Bóg miałby Ci za złe ateizm jeśli żyjesz zgodnie z własnym sumieniem?> >nie jeśli bym o Nim nie słyszał> >tak jeżeli już słyszałem> W takim razie misjonarze to świnie, bo pozbawiają co oporniejszych przedstawicieli innych kultur szansy na niebo  a może zbawcy, przecież każdy może być zbawiony 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > a co to jedyna droga nie może być pozytywna ?Chodziło o "motywację negatywną", a nie "drogę". Negatywna, bo nie z powodu świadomego wyboru realnych opcji tylko ze strachu przed nowością lub na podstawie uprzedzeń i zaprogramowania od dziecka. > ...niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiejA to inna sprawa. Ateizm to nie równa się wyzbyciu zasad moralnych, wręcz przeciwnie. Zasadniczo przykazania 4-10 zawierają w sobie wiele mądrości. Ale 1-3 są nie do przełknięcia. Ale takie podejście nie jest w zgodzie z naukami KK. > to podejście jest ok. A co powiesz na takie "po nas choćby potop" które z Twoim się nie kłóci przecieżOwszem kłóci się, ateiści też miewają dzieci  Prezentujesz podejście stereotypowe, które jest nieprawdziwe. > >Złoty strzał to finisz życia zgodnie z najprostszymi, hedonistycznymi wyborami - efekt wielomiesięcznego upodlenia - dziękuję postoję ...  > ale można bez upodlenia, ciach i już - impreza do końca życiaJak ktoś ma taką potrzebę - religia go nie powstrzyma. Nikt normalny tak nie zrobi, bez względu na wyznanie lub jego brak. Kolejny stereotyp. > przecież każdy może być zbawiony  Nie każdy, niektórym mózg się buntuje przeciw idei boga. Takie osoby zawsze można zmusić co najwyżej do mechanistycznych praktyk religijnych a nie do wiary. Ale to by najwyraźniej kk odpowiadało 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >a co to jedyna droga nie może być pozytywna ?> Chodziło o "motywację negatywną", a nie "drogę". Negatywna, bo nie z powodu świadomego wyboru realnych opcji tylko ze strachu przed nowością lub na podstawie uprzedzeń i zaprogramowania od dziecka.z tego punktu widzenia nie za bardzo można mieć motywację pozytywną bo każdy ulega strachowi przed nowością, uprzedzeniom, zaprogramowaniu itp. > >...niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiej> A to inna sprawa. Ateizm to nie równa się wyzbyciu zasad moralnych, wręcz przeciwnie.nie chodzi o brak czy wyzbycie się zasad tylko ich możliwą relatywność - wszystko można przegłosować/wytłumaczyć > >to podejście jest ok. A co powiesz na takie "po nas choćby potop" które z Twoim się nie kłóci przecież> Owszem kłóci się, ateiści też miewają dzieci  > Prezentujesz podejście stereotypowe, które jest nieprawdziwe.to właśnie Ty posługujesz się stereotypami - dzieci więc trzeba im zapewnić byt - a niby dlaczego ? bo co się stanie jak nie zapewnimy ? chyba nie sądzisz że pójdziemy do piekła :-D > >>Złoty strzał to finisz życia zgodnie z najprostszymi, hedonistycznymi wyborami - efekt wielomiesięcznego upodlenia - dziękuję postoję ...  > >ale można bez upodlenia, ciach i już - impreza do końca życia> Jak ktoś ma taką potrzebę - religia go nie powstrzyma.> Nikt normalny tak nie zrobi, bez względu na wyznanie lub jego brak.> Kolejny stereotyp.tu też Ty stereotypujesz  "Nikt normalny tak nie zrobi" a powiedz co to za różnica miedzy setką a tysiącem imprez ? po złotym strzale wprawdzie przeżywamy jedną ale nieustanną :-D > >przecież każdy może być zbawiony  > Nie każdy, niektórym mózg się buntuje przeciw idei boga. Takie osoby zawsze można zmusić co najwyżej do mechanistycznych praktyk religijnych a nie do wiary. Ale to by najwyraźniej kk odpowiadało  trzeba walczyć  , może instytucji KK by odpowiadało ale to nie ma znaczenia jak się stanie do rozliczenia przed Bogiem
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... każdy ulega strachowi przed nowością, uprzedzeniom, zaprogramowaniu itp.No i ten strach zapełnia kościoły, na szczęście nie po brzegi. > nie chodzi o brak czy wyzbycie się zasad tylko ich możliwą relatywność - wszystko można przegłosować/wytłumaczyćWszystko też można rozgrzeszyć i wytłumaczyć wolą boską. Grunt to nie stać się częścią przerażonego, potulnego tłumu i mieć swój rozum - nawet kosztem pożegnania się z KrK. > to właśnie Ty posługujesz się stereotypami - dzieci więc trzeba im zapewnić byt - a niby dlaczego ? bo co się stanie jak nie zapewnimy ? chyba nie sądzisz że pójdziemy do piekła :-DNo nagrody w niebie nie oczekuję  > ... może instytucji KK by odpowiadało ale to nie ma znaczenia jak się stanie do rozliczenia przed BogiemTakie, że może boga prawdopodobnie ma. Poza tym "jeśli jakikolwiek Bóg istnieje, bardziej cenić sobie musi hołd rozumu niż ślepego lęku" Thomas Jefferson
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>... każdy ulega strachowi przed nowością, uprzedzeniom, zaprogramowaniu itp. >No i ten strach zapełnia kościoły, na szczęście nie po brzegi.
bo tak Tobie sie wydaje? masz receptę na ludzkie szczęście? Każdy sam decyduje jak pokonać strach - jedni to robią hulając przez całe życie, inni się bawią w Boga, a inni jeszcze mają swoją religię i wiarę, co lepsze pożyjemy zobaczymy :-D
>>nie chodzi o brak czy wyzbycie się zasad tylko ich możliwą relatywność - wszystko można przegłosować/wytłumaczyć >Wszystko też można rozgrzeszyć i wytłumaczyć wolą boską. Grunt to nie stać się częścią przerażonego, potulnego tłumu i mieć swój rozum - nawet kosztem pożegnania się z KrK.
nie wszystko można wytłumaczyć wolą boską - jak jest nie kradnij to nie można wytłumaczyć że kradzież jest ok. bo Bóg tak chce - bo nie chce, zas przegłosować można - np. podatki
>>... może instytucji KK by odpowiadało ale to nie ma znaczenia jak się stanie do rozliczenia przed Bogiem >Takie, że może boga prawdopodobnie ma. Poza tym "jeśli jakikolwiek Bóg istnieje, bardziej cenić sobie musi hołd rozumu niż ślepego lęku" Thomas Jefferson
niewątpliwie - co nie znaczy że ludźmi religijnymi kieruje tylko strach i lęk
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >>... każdy ulega strachowi przed nowością, uprzedzeniom, zaprogramowaniu itp.> >No i ten strach zapełnia kościoły, na szczęście nie po brzegi.> bo tak Tobie sie wydaje?Poprawiam się, presja otoczenia - z moich obserwacji w większości tak wynika - badań nie przeprowadzałem. > masz receptę na ludzkie szczęście?Tylko dla siebie samego i działa! Skoro już pytasz ...  > Każdy sam decyduje jak pokonać strachNiektórzy go po prostu nie pokonują. > - jedni to robią hulając przez całe życie, inni się bawią w Boga, a inni jeszcze mają swoją religię i wiarę, co lepsze pożyjemy zobaczymy :-DNikt Cię na nic nie namawia, grzecznie dyskutujemy  Wszedłeś na portal zdominowany przez ateistów to zakładam, że interesuje Cię poznanie innego podejścia do życia. > nie wszystko można wytłumaczyć wolą boską - jak jest nie kradnij to nie można wytłumaczyć że kradzież jest ok. bo Bóg tak chce - bo nie chce, zas przegłosować można - np. podatkiAle czym się różnią podatki od kradzieży jak nie dobrym wytłumaczeniem? Technicznie rzecz biorąc jedno i drugie jest przymusową redystrybucją dochodów. A wola boska jest i bywała nawet argumentem do zabijania. Nawet w naszych czasach, Bush w swoich przemówieniach do marines w Iraku powoływał się na boga, choć chodziło tak naprawdę o ropę. > co nie znaczy że ludźmi religijnymi kieruje tylko strach i lękOk, generalizuję. Choć moim zdaniem konformizm jest istotną przyczyną wiary. A jakie są inne powody?
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >>>... każdy ulega strachowi przed nowością, uprzedzeniom, zaprogramowaniu itp.> >>No i ten strach zapełnia kościoły, na szczęście nie po brzegi.> >bo tak Tobie sie wydaje?> Poprawiam się, presja otoczenia - z moich obserwacji w większości tak wynika - badań nie przeprowadzałem.jak to się mówi "na oko" to chłop w szpitalu umarł, choć zgadzam sie z Tobą że takie wrażenie można odnieść, tak jak to że politycy to kłamcy i oszuści - choć faktycznie opinię wydajemy na podstawie tych kilkunastu oglądanych w TV. Tak naprawdę tylko w chwili próby widać co ludzi gna do kościoła - wydaje mi się po czasach PRL że to strach czy też presja otoczenia na pewno nie byłą > >masz receptę na ludzkie szczęście?> Tylko dla siebie samego i działa! Skoro już pytasz ...  na Ciebie działa, ale na innych już nie  - mało uniwersalna hihi > >Każdy sam decyduje jak pokonać strach> Niektórzy go po prostu nie pokonują.ale to już nie zależy od religijności > >- jedni to robią hulając przez całe życie, inni się bawią w Boga, a inni jeszcze mają swoją religię i wiarę, co lepsze pożyjemy zobaczymy :-D> Nikt Cię na nic nie namawia, grzecznie dyskutujemy Wszedłeś na portal zdominowany przez ateistów to zakładam, że interesuje Cię poznanie innego podejścia do życia.jak najbardziej, wychodzę z założenia że prawdziwa cnota krytyk się nie boi więc nie traktuję dyskusji jako ataku tylko jako doprecyzowania poglądów. Ot portal ten robi za swoistego adwokata diabła :-D > >nie wszystko można wytłumaczyć wolą boską - jak jest nie kradnij to nie można wytłumaczyć że kradzież jest ok. bo Bóg tak chce - bo nie chce, zas przegłosować można - np. podatki> Ale czym się różnią podatki od kradzieży jak nie dobrym wytłumaczeniem? Technicznie rzecz biorąc jedno i drugie jest przymusową redystrybucją dochodów. A wola boska jest i bywała nawet argumentem do zabijania. Nawet w naszych czasach, Bush w swoich przemówieniach do marines w Iraku powoływał się na boga, choć chodziło tak naprawdę o ropę.faktycznie interpretacje są różne - ale mimo wszystko to są interpretacje (nikt nie mówi że człowiek jest doskonały) zaś podatki to prawo - dodam zmienne prawo > >co nie znaczy że ludźmi religijnymi kieruje tylko strach i lęk> Ok, generalizuję. Choć moim zdaniem konformizm jest istotną przyczyną wiary. A jakie są inne powody?Z mojego pkt. widzenia konformizm jest spowodowany niewiarą  te wszystkie zakazy - a fe. Poza tym po prostu ludzie wierzą i jedni Wierza w Boga inni w Naukę itd. Choć pewnie część i z tych powodów co podałeś chodzi do kościała
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... Tak naprawdę tylko w chwili próby widać co ludzi gna do kościoła - wydaje mi się po czasach PRL że to strach czy też presja otoczenia na pewno nie byłąAle nie zaprzeczysz, że "wierzenie po swojemu" jest znaczącym problemem władz kościelnych - nie zacytuję źródła, ale czytałem o tym na którymś z dużych portali. > >>masz receptę na ludzkie szczęście?> >Tylko dla siebie samego i działa! Skoro już pytasz ...  > na Ciebie działa, ale na innych już nie - mało uniwersalna hihiIle Ty masz lat, że nie wiesz, że nie ma uniwersalnej recepty na szczęście?  Każdy musi do tego dojść sam. > >>Każdy sam decyduje jak pokonać strach> >Niektórzy go po prostu nie pokonują.> ale to już nie zależy od religijnościPopraw mnie jeśli się mylę, ale jedną z form wsparcia jaką daje wiara jest dodanie odwagi "Chociażbym chodził ciemną doliną zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną" > Ot portal ten robi za swoistego adwokata diabła :-D W diabła też nie wierzymy! Mylisz nas z Al Kaidą. > >>nie wszystko można wytłumaczyć wolą boską ...> >... wola boska jest i bywała nawet argumentem do zabijania...> faktycznie interpretacje są różne - ale mimo wszystko to są interpretacje (nikt nie mówi że człowiek jest doskonały)Wierzenia też nie są doskonałe i stąd ich początki, końce i ewolucje. > >... konformizm jest istotną przyczyną wiary. A jakie są inne powody?> Z mojego pkt. widzenia konformizm jest spowodowany niewiarą  > te wszystkie zakazy - a fe.Niewiara - w tym kraju - jest aktem odwagi i wynikiem niezależności intelektualnej, konformistyczni wierni do kościoła sporadycznie chodzą, a myślą i robią swoje. Ale jak ktoś uczciwie i głośno zadeklaruje, że nie wierzy w Boga - tragedia we wsi!  > Poza tym po prostu ludzie wierzą i jedni Wierza w Boga inni w Naukę itd.To jest ulubiony argument Teistów - wiara w naukę. Oczywiście fałszywy. Można przeżywać fascynację nauką, ale z góry wiadomo, że nauka nie ma atrybutów boskości i istnieją fundamentalne granice poznania naukowego. Poprostu nauka jest bardziej przekonująca od irracjonalnych wierzeń. Można z powodzeniem żyć bez wiary w rzeczy nadprzyrodzone.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >... Tak naprawdę tylko w chwili próby widać co ludzi gna do kościoła - wydaje mi się po czasach PRL że to strach czy też presja otoczenia na pewno nie byłą> Ale nie zaprzeczysz, że "wierzenie po swojemu" jest znaczącym problemem władz kościelnych - nie zacytuję źródła, ale czytałem o tym na którymś z dużych portali.tu masz rację i moim zdaniem przez KK niedoceniany to problem > >>>Każdy sam decyduje jak pokonać strach> >>Niektórzy go po prostu nie pokonują.> >ale to już nie zależy od religijności> Popraw mnie jeśli się mylę, ale jedną z form wsparcia jaką daje wiara jest dodanie odwagi "Chociażbym chodził ciemną doliną zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną"nie ulęknę chociaż bym się go bał  No nie chodzi (a przynajmniej nie powinno) się chodzić do kościoła żeby być odważnym tylko żeby mieć Wiarę z której dopiero ta odwaga wypływa, bo jak mówił Paweł w ostatniej Ewangelii "Skoro Bóg jest z nami , któż przeciwko nam ? " > > Ot portal ten robi za swoistego adwokata diabła :-D> W diabła też nie wierzymy! Mylisz nas z Al Kaidą.pisałem o sobie  > >>>nie wszystko można wytłumaczyć wolą boską ...> >>... wola boska jest i bywała nawet argumentem do zabijania...> >faktycznie interpretacje są różne - ale mimo wszystko to są interpretacje (nikt nie mówi że człowiek jest doskonały)> Wierzenia też nie są doskonałe i stąd ich początki, końce i ewolucje.ha ale nie możemy z tego powodu zarzucać swoich pogladów - weryfikować jak najbardziej tak > >>... konformizm jest istotną przyczyną wiary. A jakie są inne powody?> >Z mojego pkt. widzenia konformizm jest spowodowany niewiarą  > > te wszystkie zakazy - a fe.> Niewiara - w tym kraju - jest aktem odwagi i wynikiem niezależności intelektualnej, konformistyczni wierni do kościoła sporadycznie chodzą, a myślą i robią swoje. Ale jak ktoś uczciwie i głośno zadeklaruje, że nie wierzy w Boga - tragedia we wsi!  na wsi tak w mieście wydaje mi się że jest odwrotnie > >Poza tym po prostu ludzie wierzą i jedni Wierza w Boga inni w Naukę itd.> To jest ulubiony argument Teistów - wiara w naukę. Oczywiście fałszywy. Można przeżywać fascynację nauką, ale z góry wiadomo, że nauka nie ma atrybutów boskości i istnieją fundamentalne granice poznania naukowego. Poprostu nauka jest bardziej przekonująca od irracjonalnych wierzeń. Można z powodzeniem żyć bez wiary w rzeczy nadprzyrodzone.Jakby to było takie oczywiste to już dawno by na Ziemi panował ateizm, a jednak tak nie jest. Cały problem moim zdaniem leży w naturze człowieka który jako konformista przyjmuje raz argumenty wiary za prawdziwe,a raz nauki, a potem się w tym gubi.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | >>>ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK ... >>Co masz na myśli? Niewierzący praktykujący? >nie tyle praktykujący co żyjący wedle tych zasad. czyli niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiej
Nie rozumiem, dlaczego niewierzący mieliby postępować "wg zasad etyki chrześcijańskiej". To stawianie sprawy na głowie, bo to raczej wierzący postępują (czy też starają się postępować) według zasad etyki - normalnych, zwyczajnych zasad życia w społeczności. A że ubrali sobie te zasady w sformułowania rzekomo pochodzące od istoty wyższej... to ich problem, a nie ogólny.
>>>Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ? >>To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm, >ja tego nie twierdzę, ale jaki sens ma ulepszanie świata? przecież żadnych korzyści z tego by nie było.
Całkiem po prostu - lepszy świat, to lepsze życie. Dla ateisty, dla jego bliskich, dla wszystkich, na których dobru mu/jej zależy. Tu i teraz, a także na przyszłość. Nie chcesz chyba powiedzieć, że np. dobrze wykonana praca nie ma sensu, jeśli nie ma za nią nagrody w niebie? Są korzyści, których nie trzeba przeliczać na wartości mistyczne.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | jimmy_88gno (1653 punktów) | >Nie rozumiem, dlaczego niewierzący mieliby postępować "wg zasad etyki chrześcijańskiej". To stawianie sprawy na głowie, bo to raczej wierzący postępują (czy też starają się postępować) według zasad etyki - normalnych, zwyczajnych zasad życia w społeczności. A że ubrali sobie te zasady w sformułowania rzekomo pochodzące od istoty wyższej... to ich problem, a nie ogólny.
Słownie wyniosły sekty moralność na piedestał, tymczasem realnie ją rozszarpały. Ponadto: etyka to nic, co powinno być gloryfikowane - to normalność i dążenie do budowania szczęśliwszego świata - i to ateiści stoją na tym stanowisku. Nauka nigdy nie była sprzeczna z moralnością, metafizyka - zawsze. Mało tego, kapłani sekt w moralności chowają wszystkie swoje zbrodnie oraz nakładli na szczyt słabości, jakoby te słabości miały uchodzić za wartości. Człowiek nie potrzebuje klękać.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | >Słownie wyniosły sekty moralność na piedestał, tymczasem realnie ją rozszarpały. Ponadto: etyka to nic, co powinno być gloryfikowane - to normalność i dążenie do budowania szczęśliwszego świata - i to ateiści stoją na tym stanowisku. Nauka nigdy nie była sprzeczna z moralnością, metafizyka - zawsze.
Hm, nauka sprzeczna z moralnością... Jakby tu powiedzieć: zdarzało się. Naukowiec to też istota społeczna, a jeżeli usiłuje się stawiać ponad etyką, skutki bywają tragiczne. Bo etyka go, jako człowieka, obowiązuje - jak każdego innego. Zresztą nauka sama w sobie nie jest ani etyczna, ani nieetyczna - nieetyczne mogą być metody przeprowadzania badań naukowych, jeżeli wiążą się z krzywdą ludzi lub zwierząt albo postawione tezy naukowe, jeśli dążą do dezintegracji etyki (rozumianej jako prawa umożliwiające funkcjonowanie społeczeństw).
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | >Naukowiec to też istota społeczna, a jeżeli usiłuje się stawiać ponad etyką, skutki bywają tragiczne. Bo etyka go, jako człowieka, obowiązuje - jak każdego innego.
Człowiek nie jest z natury zły.
>Zresztą nauka sama w sobie nie jest ani etyczna, ani nieetyczna
Zależy, jak rozumiemy etykę. Według mnie etyka to działania zmierzające do poprawy warunków bytowych członków społeczeństwa, a także działania zwiększające poziom odczuwania radości u członków społeczeństwa. Technologia nie jest domeną metafizyki, lecz - nauki. Podobnie medycyna. Wysokie formy organizacji społeczeństw zresztą też. Etyka chrześcijańska to pseudoetyka.
>nieetyczne mogą być metody przeprowadzania badań naukowych, jeżeli wiążą się z krzywdą ludzi lub zwierząt
Nawet nie zdaje sobie Pani sprawy, ile zawdzięczamy badaniom na zwierzętach. Metody naukowe nie krzywdzą ludzi.
>albo postawione tezy naukowe, jeśli dążą do dezintegracji etyki (rozumianej jako prawa umożliwiające funkcjonowanie społeczeństw).
Nauka zawiera w sobie etykę. Prochrześcijańska komórka społeczna, rodzina, odchodzi na szczęście w niepamięć. Miłość nie pragnie być opłacana ani regulowana.
> I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | >>Naukowiec to też istota społeczna, a jeżeli usiłuje się stawiać ponad etyką, skutki bywają tragiczne. Bo etyka go, jako człowieka, obowiązuje - jak każdego innego. >Człowiek nie jest z natury zły.
Ani dobry.
>>Zresztą nauka sama w sobie nie jest ani etyczna, ani nieetyczna >Zależy, jak rozumiemy etykę. Według mnie etyka to działania zmierzające do poprawy warunków bytowych członków społeczeństwa, a także działania zwiększające poziom odczuwania radości u członków społeczeństwa. Technologia nie jest domeną metafizyki, lecz - nauki. Podobnie medycyna. Wysokie formy organizacji społeczeństw zresztą też. Etyka chrześcijańska to pseudoetyka.
Nie. Zawiera w sobie etykę ogólną, tylko że obudowuje ją, dopisuje do niej zasady wynikające z wierzeń religijnych i stawia je ponad zasadami etyki obowiązującymi wszystkich.
>>nieetyczne mogą być metody przeprowadzania badań naukowych, jeżeli wiążą się z krzywdą ludzi lub zwierząt >Nawet nie zdaje sobie Pani sprawy, ile zawdzięczamy badaniom na zwierzętach. Metody naukowe nie krzywdzą ludzi.
Metody naukowe stosowali też naukowcy-zbrodniarze hitlerowscy, krzywdzili przy tym ludzi jak cholera, pod pozorem, że ci ludzie to "podludzie", których wolno krzywdzić do woli.
Eksperymenty na zwierzętach już dawno przekroczyły konieczność, powtarza się je w nieskończoność nawet jeśli to, co było do udowodnienia, dawno zostało ustalone. Poza tym taniej i prościej zakatować kolejną partię zwierząt laboratoryjnych niż zamiast tego przeprowadzić odpowiednią ilość symulacji komputerowych. Do tego dochodzi użycie zwierząt do testowania niezliczonych środków chemicznych - kosmetyków i chemii domowej. A nawet, paradoksalnie, karm i innych akcesoriów przeznaczonych dla zwierzęcych ulubieńców domowych - i nie polega to bynajmniej na posadzeniu w kilku wygodnych klatkach kilku piesków, karmieniu ich kilkoma różnymi produktami i patrzeniu, który zdrowiej wygląda.
>>albo postawione tezy naukowe, jeśli dążą do dezintegracji etyki (rozumianej jako prawa umożliwiające funkcjonowanie społeczeństw). >Nauka zawiera w sobie etykę. Prochrześcijańska komórka społeczna, rodzina, odchodzi na szczęście w niepamięć. Miłość nie pragnie być opłacana ani regulowana.
Nauka nie zawiera w sobie etyki, jest tylko, jak każda ludzka działalność, poddana kontroli pod kątem etyki - czy to przez samego naukowca, czy przez ustalenia prawne. Sęk w tym, żeby te ustalenia prawne nie były narzucane przez organizacje religijne - a więc żeby dotyczyły faktycznie etyki, a nie zasad religijnych - żeby były w miarę możności uniwersalne.
Rodzina wcale nie odchodzi w niepamięć, bywa tylko niepoddana rytuałom religijnym. Osoby żyjące w związku cywilnym lub w ogóle nieformalnym nie są wcale mniej rodziną niż w rytualnie zawartym z błogosławieństwem kapłana. Komórka rodzinna powstaje w celu utrwalenia związku i zabezpieczeniu interesów potomstwa, jeżeli takowe jest.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | > Ani dobry.> Nauka nie zawiera w sobie etyki, jest tylko, jak każda ludzka działalność, poddana kontroli pod kątem etyki - czy to przez samego naukowca, czy przez ustalenia prawne. Sęk w tym, żeby te ustalenia prawne nie były narzucane przez organizacje religijne - a więc żeby dotyczyły faktycznie etyki, a nie zasad religijnych - żeby były w miarę możności uniwersalne.Z pseudoetyką, czyli m.in. z etyką chrześcijańską człowiek nie jest dobry. "Skoro jest bóg - wolno wszystko" - Michel Onfray. Rozum jest moralny, sercem oddychamy. > Nie. Zawiera w sobie etykę ogólną, tylko że obudowuje ją, dopisuje do niej zasady wynikające z wierzeń religijnych i stawia je ponad zasadami etyki obowiązującymi wszystkich.Nagroda Templetona się Pani należy. Uciułała Pani taki nonsens, że aż rozum boli. > Metody naukowe stosowali też naukowcy-zbrodniarze hitlerowscy, krzywdzili przy tym ludzi jak cholera, pod pozorem, że ci ludzie to "podludzie", których wolno krzywdzić do woli.Wykazuje się Pani nieznajomością historii. Tak się składa, że zbrodniarze hitlerowscy ściśle współpracowali z katolickim kościołem. W moich wypowiedziach pisałem już na ten temat: www.racjonalista.pl/forum.php/s,174050#w174068, www.racjonalista.pl/forum.php/s,173387#w173618. Wykazuje się Pani zatem nieznajomością dyskutanta. Ponadto wykazuje się pani nieznajomością filozofii Nietzschego. Nietzsche był wielkim zagrożeniem dla katolickiego kościoła, a snując wojnę zapragnięto upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: przeinaczono filozofię Nietzschego i propagandowo zwalono na niego winę, podobnie jak propagandowo tworzy się w Polsce historię dla dzieci i mówi o tym, że kościół wcale nie kolaborował z nazistami. Nietzsche udowadnia właśnie, że "etyka" chrześcijańska niszczy człowieka; jest bezpośrednią przyczyną ogromu patologii. Pani nawet nie ukuła jeszcze swojego rozumienia etyki, a żongluje sobie tym pojęciem i chce je wielce gloryfikować. > Eksperymenty na zwierzętach już dawno przekroczyły konieczność, powtarza się je w nieskończoność nawet jeśli to, co było do udowodnienia, dawno zostało ustalone. Poza tym taniej i prościej zakatować kolejną partię zwierząt laboratoryjnych niż zamiast tego przeprowadzić odpowiednią ilość symulacji komputerowych. Do tego dochodzi użycie zwierząt do testowania niezliczonych środków chemicznych - kosmetyków i chemii domowej. A nawet, paradoksalnie, karm i innych akcesoriów przeznaczonych dla zwierzęcych ulubieńców domowych - i nie polega to bynajmniej na posadzeniu w kilku wygodnych klatkach kilku piesków, karmieniu ich kilkoma różnymi produktami i patrzeniu, który zdrowiej wygląda.Medycyna cały czas się rozwija. Rozumie Pani, co to znaczy rozwój? Nieustanne eksperymenty. Gdyby się dało symulacji dokonać, na pewno oszczędzono by tym zwierzętom cierpienia. Chyba, że to kwestia finansów. Odbierzmy zatem hierarchom katolickiego kościoła ich majątki i łóżmy na badania naukowe! W końcu z badań naukowych wynika wiele pożytecznych ogólnospołecznie (moralnych) skutków. A ksiądz wyda na alkohol, na dziwkę i tyle (bardzo moralne). Wszak hierarchowie kościelni zalecają ubóstwo wnętrza i portfela, sami będąc zasobnymi materialnie i ubodzy wnętrzem. > Rodzina wcale nie odchodzi w niepamięć, bywa tylko niepoddana rytuałom religijnym. Osoby żyjące w związku cywilnym lub w ogóle nieformalnym nie są wcale mniej rodziną niż w rytualnie zawartym z błogosławieństwem kapłana. Komórka rodzinna powstaje w celu utrwalenia związku i zabezpieczeniu interesów potomstwa, jeżeli takowe jest.Osoby żyjące w związku cywilnym albo w ogóle bez związku są bardziej rodziną niż w rytualnie zawartym.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >Nie. Zawiera w sobie etykę ogólną, tylko że obudowuje ją, dopisuje do niej zasady wynikające z wierzeń religijnych i stawia je ponad zasadami etyki obowiązującymi wszystkich.> Nagroda Templetona się Pani należy. Uciułała Pani taki nonsens, że aż rozum boli.A od czego konkretnie tak ten biedny pański rozum boli?... Od tego, że istnieje etyka podstawowa, powstała w procesie formowania się społeczeństw, czy że systemy religijne (oraz ideowe) budują na jej gruncie własną, "jedynie słuszną", uzupełniając ją o mechanizmy sprawowania władzy? > >Metody naukowe stosowali też naukowcy-zbrodniarze hitlerowscy, krzywdzili przy tym ludzi jak cholera, pod pozorem, że ci ludzie to "podludzie", których wolno krzywdzić do woli.> Wykazuje się Pani nieznajomością historii. Tak się składa, że zbrodniarze hitlerowscy ściśle współpracowali z katolickim kościołem. W moich wypowiedziach pisałem już na ten temat: www.racjonalista.pl/forum.php/s,174050#w174068, www.racjonalista.pl/forum.php/s,173387#w173618. Wykazuje się Pani zatem nieznajomością dyskutanta. Ponadto wykazuje się pani nieznajomością filozofii Nietzschego. Nietzsche był wielkim zagrożeniem dla katolickiego kościoła, a snując wojnę zapragnięto upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: przeinaczono filozofię Nietzschego i propagandowo zwalono na niego winę, podobnie jak propagandowo tworzy się w Polsce historię dla dzieci i mówi o tym, że kościół wcale nie kolaborował z nazistami. Nietzsche udowadnia właśnie, że "etyka" chrześcijańska niszczy człowieka; jest bezpośrednią przyczyną ogromu patologii. Pani nawet nie ukuła jeszcze swojego rozumienia etyki, a żongluje sobie tym pojęciem i chce je wielce gloryfikować.Nie mówimy o związkach kościoła z systemami faszystowskimi - bo temu nikt poza jego hierarchami oraz wierną trzódką nie zaprzecza. Odpowiadając na konkretną wypowiedź w konkretnym wątku nie mam też obowiązku zapoznawać się uprzednio z całą forumową produkcją dyskutanta - absurd tak dziwaczny, że świadczy tylko o piszącym go. Nie mówimy też o filozofii Nietzschego, a o zwyrodnieniach etycznych powstałych - i owszem - na bazie jego filozofii, ale pod którymi by się nie podpisał. Etyka chrześcijańska jedyne co niszczy, to tylko ludzką dążność do samodzielnego myślenia, przez wymuszanie posłuszeństwa dogmatom - nie różni się w tym od systemów etycznych innych religii oraz ideologii. > Medycyna cały czas się rozwija. Rozumie Pani, co to znaczy rozwój? Nieustanne eksperymenty. Gdyby się dało symulacji dokonać, na pewno oszczędzono by tym zwierzętom cierpienia.Idealista  Machina badań naukowych jest równie bezwładna i skostniała, jak wszystkie inne systemy oparte na biurokracji. Że im się udaje osiągać pomimo wszystko jakiś postęp, to tylko dlatego, że wśród niezliczonych pracowników nauki jest jednak pewien procent prawdziwie twórczych umysłów, którym bardziej zależy na osiągnięciu czegoś ważnego, niż na uzyskaniu grantów i publikacjach. Nie twierdzę, że w 100% można odejść od eksperymentów na zwierzętach - tylko że większa ich część jest przeprowadzana niepotrzebnie, bo powtarza przeprowadzone już dawno identyczne eksperymenty, bo zanim się przystąpi do decydującej serii można lwią część zasymulować komputerowo, bo część z nich w ogóle jest niezbyt przydatna z racji różniącej się od ludzkiej fizjologii zwierzęcia użytego do eksperymentu. > >Rodzina wcale nie odchodzi w niepamięć, bywa tylko niepoddana rytuałom religijnym. Osoby żyjące w związku cywilnym lub w ogóle nieformalnym nie są wcale mniej rodziną niż w rytualnie zawartym z błogosławieństwem kapłana. Komórka rodzinna powstaje w celu utrwalenia związku i zabezpieczeniu interesów potomstwa, jeżeli takowe jest.> Osoby żyjące w związku cywilnym albo w ogóle bez związku są bardziej rodziną niż w rytualnie zawartym.Niekoniecznie. W ostateczności i tak zależy to od osób żyjących w tym związku, a nie od formy lub jej braku powstania tego związku. Ludzie stabilni emocjonalnie, uczciwi i kochający się tworzą na ogół trwały związek, niezależnie od tego, czy mają ślub pobłogosławiony przez kapłana dowolnej religii, zapisany w urzędzie czy w ogóle żadnego nie mają.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | >A od czego konkretnie tak ten biedny pański rozum boli?... Od tego, że istnieje etyka podstawowa, powstała w procesie formowania się społeczeństw, czy że systemy religijne (oraz ideowe) budują na jej gruncie własną, "jedynie słuszną", uzupełniając ją o mechanizmy sprawowania władzy?
Biedny nie jest, może co najwyżej zbiednieć czytając nonsensy. Sęk w tym, że etyka to rdzennie religijne pojęcie. Nie można też mienić ideologami wszystkich. Ktoś ma rację.
>Odpowiadając na konkretną wypowiedź w konkretnym wątku nie mam też obowiązku zapoznawać się uprzednio z całą forumową produkcją dyskutanta - absurd tak dziwaczny, że świadczy tylko o piszącym go.
Gdyby pani nie próbowała uprzednio Nietzschego zdewaluować poprzez sugestię, iż jego filozofia opierała się na zabijaniu podludzi - w ogóle nie byłoby tematu. Wycofuje się pani z tego dopiero w kolejnej wypowiedzi. Feralność należy omijać.
>Machina badań naukowych jest równie bezwładna i skostniała, jak wszystkie inne systemy oparte na biurokracji.
Każdy system jest oparty na biurokracji, lecz najbardziej rozbudowaną biurokrację posiadają te systemy, w których wpływowe kościoły są naprawdę silne. Co ciekawe, w Polsce mamy zaledwie 30 tysięcy księży - kościół dba o to, by w jego strukturach przerost biurokracji nie miał miejsca.
>Że im się udaje osiągać pomimo wszystko jakiś postęp, to tylko dlatego, że wśród niezliczonych pracowników nauki jest jednak pewien procent prawdziwie twórczych umysłów, którym bardziej zależy na osiągnięciu czegoś ważnego, niż na uzyskaniu grantów i publikacjach.
Granty są do badań konieczne, więc się nie dziwię, iż naukowcom zależy na ich zdobywaniu. Zarabiać też trzeba.
>Nie twierdzę, że w 100% można odejść od eksperymentów na zwierzętach - tylko że większa ich część jest przeprowadzana niepotrzebnie
Często jest tak, że dopiero n-te badanie udowadnia początkowe założenie.
>Niekoniecznie. W ostateczności i tak zależy to od osób żyjących w tym związku, a nie od formy lub jej braku powstania tego związku. Ludzie stabilni emocjonalnie, uczciwi i kochający się tworzą na ogół trwały związek, niezależnie od tego, czy mają ślub pobłogosławiony przez kapłana dowolnej religii, zapisany w urzędzie czy w ogóle żadnego nie mają.
Osoby żyjące w związku zawartym rytualnie znajdują się w paszczy krokodyla.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >A od czego konkretnie tak ten biedny pański rozum boli?... Od tego, że istnieje etyka podstawowa, powstała w procesie formowania się społeczeństw, czy że systemy religijne (oraz ideowe) budują na jej gruncie własną, "jedynie słuszną", uzupełniając ją o mechanizmy sprawowania władzy?> Sęk w tym, że etyka to rdzennie religijne pojęcie. Nie można też mienić ideologami wszystkich. Ktoś ma rację.Zacytuję wypowiedź Fizyka, dotyczącą zasad moralnych, które są składowymi systemów etycznych: Cytat:A co do zasad moralnych, to chyba jest Ci wiadome, że badania naukowe wskazują na ich genetyczne pochodzenie. Na przykład przyczyny altruizmu, na pozór przeczącego naiwnie pojmowanej teorii ewolucji, zostały opisane i wyjaśnione na gruncie tej właśnie teorii. Spodziewam się, że już wkrótce źródła moralności zostaną opisane na tyle szczegółowo, że pomysły o ich nadnaturalnym pochodzeniu będzie można zaliczyć do religijnych mitów. Pisząc o systemach ideowych miałam na myśli podobne do religijnych systemy typu komunizmu (ścisłe wytyczne postępowania, jakie uchodzi "człowiekowi socjalistycznemu", niektóre dość absurdalne). > >Odpowiadając na konkretną wypowiedź w konkretnym wątku nie mam też obowiązku zapoznawać się uprzednio z całą forumową produkcją dyskutanta - absurd tak dziwaczny, że świadczy tylko o piszącym go.> Gdyby pani nie próbowała uprzednio Nietzschego zdewaluować poprzez sugestię, iż jego filozofia opierała się na zabijaniu podludzi - w ogóle nie byłoby tematu. Wycofuje się pani z tego dopiero w kolejnej wypowiedzi. Feralność należy omijać.Nie wymieniałam w ogóle nazwiska Nietzschego. Wspomniałam tylko, jak nazistowscy naukowcy używali teorii istnienia nad- i podludzi do usprawiedliwienia bestialstw "medycznych". > >Machina badań naukowych jest równie bezwładna i skostniała, jak wszystkie inne systemy oparte na biurokracji.> Każdy system jest oparty na biurokracji, lecz najbardziej rozbudowaną biurokrację posiadają te systemy, w których wpływowe kościoły są naprawdę silne. Co ciekawe, w Polsce mamy zaledwie 30 tysięcy księży - kościół dba o to, by w jego strukturach przerost biurokracji nie miał miejsca.To proszę zaliczyć do "wpływowych kościołów" również np. stalinizm. Biurokracja jest to zjawisko nieodłączne we wszystkich systemach począwszy od objęcia stanowiska przez pierwszego urzędnika. > >Że im się udaje osiągać pomimo wszystko jakiś postęp, to tylko dlatego, że wśród niezliczonych pracowników nauki jest jednak pewien procent prawdziwie twórczych umysłów, którym bardziej zależy na osiągnięciu czegoś ważnego, niż na uzyskaniu grantów i publikacjach.> Granty są do badań konieczne, więc się nie dziwię, iż naukowcom zależy na ich zdobywaniu. Zarabiać też trzeba.OK, dopóki nie stają się celem samym w sobie, wyłącznie środkiem do utrzymania się na stanowisku - dopóki przyznawane są na ważne badania, a nie tylko lepiej reklamowane. > >Nie twierdzę, że w 100% można odejść od eksperymentów na zwierzętach - tylko że większa ich część jest przeprowadzana niepotrzebnie> Często jest tak, że dopiero n-te badanie udowadnia początkowe założenie.Tylko że bywa, że eksperymenty przeprowadza się pomimo że początkowe założenie jest już dawno udowodnione...
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | jimmy_88gno (1653 punktów) | > Zacytuję wypowiedź Fizyka, dotyczącą zasad moralnych, które są składowymi systemów etycznych: Cytat:A co do zasad moralnych, to chyba jest Ci wiadome, że badania naukowe wskazują na ich genetyczne pochodzenie. Na przykład przyczyny altruizmu, na pozór przeczącego naiwnie pojmowanej teorii ewolucji, zostały opisane i wyjaśnione na gruncie tej właśnie teorii. Spodziewam się, że już wkrótce źródła moralności zostaną opisane na tyle szczegółowo, że pomysły o ich nadnaturalnym pochodzeniu będzie można zaliczyć do religijnych mitów. Te pomysły już można zaliczyć do religijnych mitów. Pojęcie "moralności" samo w sobie jest pojęciem bardzo groźnym, bo kapłani skutecznie potrafili i nadal potrafią nim operować, jednocześnie spotwarzając wszystko to, co istotnie etyka zakłada. To słowo kulturalnie opatula wszelką dzicz, którą kapłańskie zalecenia wytwarzają. Prawodawstwo powinno być całkowicie tożsame z ludzkimi wartościowaniami. Wartością nie można się bawić. > To proszę zaliczyć do "wpływowych kościołów" również np. stalinizm.Podobnie jak Nietzschego, tak i Marksa drastycznie zniekształcono. Obaj ci Panowie nie mają nic wspólnego z tym, co z nimi stronnicy metafizyki uczynili. Argument komunizmu jest częstokroć podnoszony przeciw ateistom, jednak komunizm w takim kształcie, w jakim miał miejsce, nie ma nic wspólnego z ateizmem. Kult osoby, manipulacje medialne (w przypadku komunizmu akurat cenzura), rozbudowana biurokracja, zgoła władza totalna, to wszystko produkty systemów teokratycznych. Kościół po prostu zgrabnie ciągnął za sznurki, jednocześnie propagandowo będąc niby komunizmowi przeciwny. Szeroko zakrojona akcja, z której polscy sekciarze korzystają do dziś. > OK, dopóki nie stają się celem samym w sobie, wyłącznie środkiem do utrzymania się na stanowisku - dopóki przyznawane są na ważne badania, a nie tylko lepiej reklamowane.Z czegoś naukowcy żyć muszą. Sytuacja całkowicie ozdrowiałaby dzięki konfiskacie majątku kościelnego. > Tylko że bywa, że eksperymenty przeprowadza się pomimo że początkowe założenie jest już dawno udowodnione...Jeżeli podejmuje się badanie, to na pewno w jakimś celu.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Wtrąciłem się już raz, wtrącę się i drugi.
>Te pomysły już można zaliczyć do religijnych mitów.
Czyżby?
>Pojęcie "moralności" samo w sobie jest pojęciem bardzo groźnym, bo kapłani skutecznie potrafili i nadal potrafią nim operować, jednocześnie spotwarzając wszystko to, co istotnie etyka zakłada. To słowo kulturalnie opatula wszelką dzicz, którą kapłańskie zalecenia wytwarzają. Prawodawstwo powinno być całkowicie tożsame z ludzkimi wartościowaniami. Wartością nie można się bawić.
Zacznę od końca. Skoro "wartością nie można się bawić", a "prawodawstwo powinno być całkowicie tożsame z [...] wartościami", to jakim cudem "pojęcie 'moralności' samo w sobie jest pojęciem bardzo groźnym"? I skąd ta szczególna rola kapłanów? Kim jest owa "dzicz"? Jak zalecenie (nawet i kapłańskie) może cokolwiek wytwarzać? A już szczególnie, jak może wytwarzać dzicz? Co ma prawodawstwo do "ludzkiego wartościowania"? Jak sobie wyobrażasz taką zgodność? Czy wszystkie wartości należy skodyfikować?
Zalecam zimny prysznic przed zasiąściem do klawiatury (komputera).
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jimmy_88gno (1653 punktów) | >Wtrąciłem się już raz, wtrącę się i drugi.
Gorączkowo nadciągnął samozwańczy arbiter.
>Czyżby?
Oczywiście.
>Zacznę od końca. Skoro "wartością nie można się bawić", a "prawodawstwo powinno być całkowicie tożsame z [...] wartościami", to jakim cudem "pojęcie 'moralności' samo w sobie jest pojęciem bardzo groźnym"? I skąd ta szczególna rola kapłanów?
Nie warto się zapędzać, a zwłaszcza - kulejąc. Napisałem, że: "prawodawstwo powinno być całkowicie tożsame z ludzkimi wartościowaniami", a nie, że: "prawodawstwo powinno być całkowicie tożsame z ludzkimi wartościami". To jednak nie ma większego znaczenia, ponieważ Pańska sugestia, jakobym popełnił błąd i tak jest obezwładniająco... nielogiczna.
Każdy człowiek pragnie być wartościowy, a prawie żaden nie raczył się w to pojęcie zagłębić. Hierarchowie wszystkich religii chcą, aby to właśnie uformowana przez nich tajemnica uchodziła za szlachetną. Wokół swoich zasobnych w atrybuty imaginacji stwarzają masę rzekomo dobrotliwych zaleceń i niby prawych zakazów. Nabierają umysły na chwytliwe pojęcia i straszliwe interpretacje. Wmawiają dobroć pierworzędnie tym, którzy są najbardziej skorzy do przeciwstawiania się swoim własnym rozumom. Im do większej zawiłości przyprawione owiec głowy, tym interpretatorom lepiej. Dzierżąc pożądaną przez wszystkich moralność, kapłani władają licznymi sumieniami. Sieją w tych sumieniach spustoszenie; starają się, jak tylko mogą, by zakazy były łamane, a zalecenia - nieprzestrzegane. Dywagują o etyce i czynią ludzi złymi, by móc wciąż dywagować.
Dla dobra wszystkich najlepiej byłoby wykończyć moralność. W miejsce moralności natomiast - za pomocą słów oraz znaczeń wdrożyć mechanizm konieczności rozumienia swoich czynów przez każdego z członków społeczeństwa. Dla szczęścia ogółu najbardziej użyteczna jest logika. Rzetelne prawodawstwo to właśnie nowe, ateistyczne zasady celebrujące życie, a nie - śmierć.
>Kim jest owa "dzicz"?
Dzicz to ludzie niemoralni przekonani o swojej moralnej wybitności; "suchotnicy duszy"; obskubani z cnót przez metafizykę członkowie społeczeństwa.
>Jak zalecenie (nawet i kapłańskie) może cokolwiek wytwarzać? A już szczególnie, jak może wytwarzać dzicz?
Bawiąc się wartościami i rozszarpując je.
>Czy wszystkie wartości należy skodyfikować?
Tak, to będzie element przejściowy do szczęśliwszego społeczeństwa. Przy czym w wielu sytuacjach należy przyzwolić na dowolność, np. zarówno pozostawanie w stosunku seksualnym z jednym partnerem/partnerką, jak i pozostawanie w stosunkach seksualnych z większą ilością partnerów/partnerek jest całkowicie prawidłowa.
>Zalecam zimny prysznic przed zasiąściem do klawiatury (komputera).
Komputer to nie jest synonim klawiatury.
Pozdrawiam.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >>Czy wszystkie wartości należy skodyfikować? >Tak, to będzie element przejściowy do szczęśliwszego społeczeństwa.
A jak sobie wyobrażasz skodyfikowanie takich np. wartości estetycznych? Bo skoro chcesz kodyfikować wszystkie, to konsekwentnie.
>>Zalecam zimny prysznic przed zasiąściem do klawiatury (komputera). >Komputer to nie jest synonim klawiatury.
Oczywiście, że nie. Ale można zasiąść do klawiatury np. fortepianu!
>Pozdrawiam.
Wzajemnie.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) |
>Podobnie jak Nietzschego, tak i Marksa drastycznie zniekształcono.
łoj to tak jak i nauki płynące z Biblii
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >>Podobnie jak Nietzschego, tak i Marksa drastycznie zniekształcono. >łoj to tak jak i nauki płynące z Biblii
Akurat w przypadku biblii masę czasu i energii jest zużywane, żeby nauczać jej przez odpowiedni filtr.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>>Podobnie jak Nietzschego, tak i Marksa drastycznie zniekształcono. >>łoj to tak jak i nauki płynące z Biblii >Akurat w przypadku biblii masę czasu i energii jest zużywane, żeby nauczać jej przez odpowiedni filtr. no filtr do Biblii wydaje się odpowiedniejszy niż filtry stosowane do marksizmu i nietzchezmu
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Pani nawet nie ukuła jeszcze swojego rozumienia etyki, a żongluje sobie tym pojęciem i chce je wielce gloryfikować.
Tu już muszę się wtrącić.
Oboje popełniacie ustawicznie ten sam błąd: używacie zamiennie pojęć "etyka" i "moralność" tak, jakby były synonimami. Tymczasem nie są. To, o czym dyskutujecie tak zażarcie, to moralność, czyli kodeks zachowań podlegających wartościowaniu w zgodzie z określonym systemem wartościowo-normatywnym przyjętym wcześniej za obowiązujący w danej społeczności. Etyka zaś, to nauka o moralności. Jako taka nie poddaje wartościowaniu zachowań.
Dyskutując tak jak dotychczas, nigdy się nie dogadacie.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | >>Pani nawet nie ukuła jeszcze swojego rozumienia etyki, a żongluje sobie tym pojęciem i chce je wielce gloryfikować. >Tu już muszę się wtrącić. > Oboje popełniacie ustawicznie ten sam błąd: używacie zamiennie pojęć "etyka" i "moralność" tak, jakby były synonimami. Tymczasem nie są. >To, o czym dyskutujecie tak zażarcie, to moralność, czyli kodeks zachowań podlegających wartościowaniu w zgodzie z określonym systemem wartościowo-normatywnym przyjętym wcześniej za obowiązujący w danej społeczności. > Etyka zaś, to nauka o moralności. Jako taka nie poddaje wartościowaniu zachowań. >Dyskutując tak jak dotychczas, nigdy się nie dogadacie.
Bo z definicji słownikowej przyjmujemy znaczenie 1.: «ogół zasad i norm postępowania przyjętych w danej epoce i w danym środowisku» (dopiero 2. to: «nauka o moralności» ). Jest tam też pojęcie etyka biblijna: «zawarty w Biblii zespół norm moralnych i ich uzasadnień, będący podstawą etyki chrześcijańskiej».
Ja zresztą usiłuję trzymać się raczej pojęcia "system(y) etyczny/ne", które są na ogół dość konkretnie opisywane przez przynależne do nich kodeksy zachowań.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Pozwoliłem sobie na tę uwagę głównie ze względu na Twojego oponenta, który nie dość, że nadużywa zamienności znaczeń tych dwóch pojęć ( w logice: błąd ekwiwokacji), to jeszcze wykorzystuje tę sytuację (Twojej bezradności wobec takich nadużyć) do zwykłej manipulacji opinią. Ty zaś (niestety) również mylisz te pojęcia, a tym samym, dajesz się wciągnąć w jego manipulacje.
Wasza dyskusja jest niezmiernie ciekawa. Dla mnie przynajmniej. Nie odmawiam pewnych racji Twojemu oponentowi. Ma ich sporo. Trudno jednak nie dostrzec w jego wypowiedziach ogromnego ładunku emocjonalnego rzutującego na sposób argumentacji. I to właśnie ten emocjonalizm pcha go (być może podświadomie) w kierunku dopasowywania faktów do prezentowanej tezy (manipulacji). Ale to powinno być właśnie Twoim atutem. Wykorzystaj szansę. Warto.
Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | Tak. No cóż. Tylko ile można  Dyskutuję właściwie tylko dlatego, że w moim pojęciu wszelkie zacietrzewienie i jednotorowość myślenia zaprzeczają racjonalizmowi. Który powinien przyjmować rzeczy takimi, jakie są (na ile da się to stwierdzić), a nie jakie oczekujemy, że będą. Uogólnienia są szkodliwe. Stereotypy są ograniczające "nas" i krzywdzące "ich". Rozum powinien być otwarty na wszelkie możliwości, inaczej staje się skostniały w dogmatach identycznie jak umysł fundamentalisty religijnego. Racje częściowe łatwo obalić używając pozostałej, odrzuconej części. Tendencje do zabraniania siłą (dla dobra...) tego, co nas nie dotyczy, są groźne. Z narzucaniem idei nie można walczyć narzucaniem idei... I tak dalej 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | Widzę, że zawitała Pani na wątek o relatywizmie.
Dość tchórzliwie jednak broni Pani heretyczki częstując mnie tym i owym, nie wypowiedziawszy się.
"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Widzę, że zawitała Pani na wątek o relatywizmie.> Dość tchórzliwie jednak broni Pani heretyczki częstując mnie tym i owym, nie wypowiedziawszy się.Nie "bronię", tylko w większości podzielam poglądy. Niestety, nie mam czasu na całodzienne dyskusje (póki co ograniczam się do jednego wątku), być może za jaki czas się i tam przyczepię 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jimmy_88gno (1653 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>>>ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK ... >>>Co masz na myśli? Niewierzący praktykujący? >>nie tyle praktykujący co żyjący wedle tych zasad. czyli niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiej >Nie rozumiem, dlaczego niewierzący mieliby postępować "wg zasad etyki chrześcijańskiej".
a dlaczego nie ? co to gorsza etyka od innych ?
>To stawianie sprawy na głowie, bo to raczej wierzący postępują (czy też starają się postępować) według zasad etyki - normalnych, zwyczajnych zasad życia w społeczności. A że ubrali sobie te zasady w sformułowania rzekomo pochodzące od istoty wyższej... to ich problem, a nie ogólny.
a niby jakie są te normalne zasady
Nie zabijaj Nie kradnij Nie cudzołóż Nie mów fałszywego świadectwa przecie bliźniemu swemu
coś mi się kojarzy może podpowiesz ?
>>>>Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ? >>>To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm, >>ja tego nie twierdzę, ale jaki sens ma ulepszanie świata? przecież żadnych korzyści z tego by nie było. >Całkiem po prostu - lepszy świat, to lepsze życie.
brak TV w domu ??
>Dla ateisty, dla jego bliskich, dla wszystkich, na których dobru mu/jej zależy. Tu i teraz, a także na przyszłość. Nie chcesz chyba powiedzieć, że np. dobrze wykonana praca nie ma sensu, jeśli nie ma za nią nagrody w niebie? Są korzyści, których nie trzeba przeliczać na wartości mistyczne.
korzyści są , ale sensu brak , bo np. jaki sens miała praca człowieka pierwotnego ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >>>>ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK ...> >>>Co masz na myśli? Niewierzący praktykujący?> >>nie tyle praktykujący co żyjący wedle tych zasad. czyli niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiej> >Nie rozumiem, dlaczego niewierzący mieliby postępować "wg zasad etyki chrześcijańskiej".> a dlaczego nie ? co to gorsza etyka od innych ?Część jej jest po prostu zbędna dla ateisty lub nawet innowiercy. > >To stawianie sprawy na głowie, bo to raczej wierzący postępują (czy też starają się postępować) według zasad etyki - normalnych, zwyczajnych zasad życia w społeczności. A że ubrali sobie te zasady w sformułowania rzekomo pochodzące od istoty wyższej... to ich problem, a nie ogólny.> a niby jakie są te normalne zasady> Nie zabijaj> Nie kradnij> Nie cudzołóż> Nie mów fałszywego świadectwa przecie bliźniemu swemu> coś mi się kojarzy może podpowiesz ?Dobrze ci się kojarzy  Dodaj jeszcze to o szacunku dla starszego pokolenia. To są zasady, dzięki którym żyjąc wśród ludzi nie pozagryzamy się nawzajem - wspólne dla większości systemów etycznych (no, może z tym cudzołożeniem to niekoniecznie...). Dodając do tego "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" i "nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno", tudzież o święceniu dnia świętego - no i nieujęty w Dekalogu wymóg bezrefleksyjnego posłuszeństwa dogmatom - tworzy się etykę chrześcijańską... którą się następnie uważa za jedynie istniejącą  > >>>>Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ?> >>>To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm,> >>ja tego nie twierdzę, ale jaki sens ma ulepszanie świata? przecież żadnych korzyści z tego by nie było.> >Całkiem po prostu - lepszy świat, to lepsze życie.> brak TV w domu ??Co innego dążenia, a co innego aktualna rzeczywistość (w końcu coś trzeba zmieniać, żeby osiągnąć to "lepsze"). Osobiście uważam, że metoda małych kroczków na dłuższą (niestety, bardzo długą) metę się sprawdza. Wystarczy się przyjrzeć myśleniu człowieka sprzed pół wieku i porównać z tym, co mamy teraz. Działalność tych, którzy robią ten potworny bałagan, który widać w TV, nie zaprzecza istnieniu tych, którzy usiłują go uporządkować. > >Dla ateisty, dla jego bliskich, dla wszystkich, na których dobru mu/jej zależy. Tu i teraz, a także na przyszłość. Nie chcesz chyba powiedzieć, że np. dobrze wykonana praca nie ma sensu, jeśli nie ma za nią nagrody w niebie? Są korzyści, których nie trzeba przeliczać na wartości mistyczne.> korzyści są , ale sensu brak , bo np. jaki sens miała praca człowieka pierwotnego ?Na przykład osiągnięcie stanu sytej, bezpiecznej gromady? Wygodniejszej jaskini, gdzie można zająć się twórczością artystyczną, "literacką", wymyślaniem praktyczniejszych, skuteczniejszych narzędzi? Co prawda człowiek pierwotny ateistą raczej nie był, ale też nie wszystko robił dla przebłagania duchów 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) |
> >a dlaczego nie ? co to gorsza etyka od innych ?> Część jej jest po prostu zbędna dla ateisty lub nawet innowiercy.część zbędna , ale druga część jest taka że ją stosuje - ale że ją wymyślił na podstawie chrześcijańskiego dekalogu to już nawet na stosie się nie przyzna > >>To stawianie sprawy na głowie, bo to raczej wierzący postępują (czy też starają się postępować) według zasad etyki - normalnych, zwyczajnych zasad życia w społeczności. A że ubrali sobie te zasady w sformułowania rzekomo pochodzące od istoty wyższej... to ich problem, a nie ogólny.> >a niby jakie są te normalne zasady> >Nie zabijaj> >Nie kradnij> >Nie cudzołóż> >Nie mów fałszywego świadectwa przecie bliźniemu swemu> >coś mi się kojarzy może podpowiesz ?> Dobrze ci się kojarzy Dodaj jeszcze to o szacunku dla starszego pokolenia. To są zasady, dzięki którym żyjąc wśród ludzi nie pozagryzamy się nawzajem - wspólne dla większości systemów etycznych (no, może z tym cudzołożeniem to niekoniecznie...).nie mówimy o większości systemów tylko o europejskich korzeniach etyki która ewidentnie bazuje na chrześcijańskiej co jest naturalne. > Dodając do tego "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" i "nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno", tudzież o święceniu dnia świętego - no i nieujęty w Dekalogu wymóg bezrefleksyjnego posłuszeństwa dogmatom - tworzy się etykę chrześcijańską... którą się następnie uważa za jedynie istniejącąjedynie słuszną - oczywiście przez chrześcijan - a nie jedynie istniejącą, co i tak nie ma znaczenia dla faktu że jest podstawą wielu późniejszych etyk > >>>>>Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ?> >>>>To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm,> >>>ja tego nie twierdzę, ale jaki sens ma ulepszanie świata? przecież żadnych korzyści z tego by nie było.> >>Całkiem po prostu - lepszy świat, to lepsze życie.> >brak TV w domu ??> Co innego dążenia, a co innego aktualna rzeczywistość (w końcu coś trzeba zmieniać, żeby osiągnąć to "lepsze"). Osobiście uważam, że metoda małych kroczków na dłuższą (niestety, bardzo długą) metę się sprawdza. Wystarczy się przyjrzeć myśleniu człowieka sprzed pół wieku i porównać z tym, co mamy teraz. Działalność tych, którzy robią ten potworny bałagan, który widać w TV, nie zaprzecza istnieniu tych, którzy usiłują go uporządkować.nie za bardzo wiem o czym piszesz - nie za bardzo widzę te powiązania o których piszesz. pół wieku temu człowiek nie chciał być piękny młody i bogaty ?? > >>Dla ateisty, dla jego bliskich, dla wszystkich, na których dobru mu/jej zależy. Tu i teraz, a także na przyszłość. Nie chcesz chyba powiedzieć, że np. dobrze wykonana praca nie ma sensu, jeśli nie ma za nią nagrody w niebie? Są korzyści, których nie trzeba przeliczać na wartości mistyczne.> >korzyści są , ale sensu brak , bo np. jaki sens miała praca człowieka pierwotnego ?> Na przykład osiągnięcie stanu sytej, bezpiecznej gromady? Wygodniejszej jaskini, gdzie można zająć się twórczością artystyczną, "literacką", wymyślaniem praktyczniejszych, skuteczniejszych narzędzi? Co prawda człowiek pierwotny ateistą raczej nie był, ale też nie wszystko robił dla przebłagania duchów  piszesz o subiektywnym postrzeganiu świata. Mi też się wydaje wiele spraw godnych uwagi i mojej pracy - co nie oznacza że jest w tym dla kogokolwiek poza mną, zaś podejrzewam że po 100latach mój żywot nie będzie miał dla nikogo znaczenia czyli sens czy bezsens moich czynów nikogo nie obejdzie - tak samo i dla mnie żadnego sensu nie mają czyny jakiegoś tam człowieczka sprzed 1000 lat
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | >>>a dlaczego nie ? co to gorsza etyka od innych ? >>Część jej jest po prostu zbędna dla ateisty lub nawet innowiercy. >część zbędna , ale druga część jest taka że ją stosuje - ale że ją wymyślił na podstawie chrześcijańskiego dekalogu to już nawet na stosie się nie przyzna
Odpowiedz sobie na dwa podstawowe pytania: 1) Kiedy powstało chrześcijaństwo i chrześcijański dekalog? 2) Co było przedtem?... I, co wynika z powyższego: 3) Jak mogli ateiści/innowiercy wymyślić swoją etykę na podstawie czegoś, co jeszcze nie istniało?
>nie mówimy o większości systemów tylko o europejskich korzeniach etyki która ewidentnie bazuje na chrześcijańskiej co jest naturalne.
Otóż nieprawda. Europejskie korzenie etyki sformalizowanej bazują na etyce starożytnych (którzy formułowali ją w ramach filozofii), a sam Dekalog bezpośrednio wywodzi się z judaizmu. Wszystko to zresztą miało swoje wcześniejsze formy, bo żadne społeczeństwo nie da rady funkcjonować bez podstawowych zasad postępowania obowiązujących obywatela.
>> Dodając do tego "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" i "nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno", tudzież o święceniu dnia świętego - no i nieujęty w Dekalogu wymóg bezrefleksyjnego posłuszeństwa dogmatom - tworzy się etykę chrześcijańską... którą się następnie uważa za jedynie istniejącą >jedynie słuszną - oczywiście przez chrześcijan - a nie jedynie istniejącą, co i tak nie ma znaczenia dla faktu że jest podstawą wielu późniejszych etyk
Właśnie z przyczyny tego, co pogrubiłam, użyłam zwrotu "jedynie istniejącą". Bo uważasz, że wszystkie inne systemy etyczne wywodzą się z chrześcijańskiego - podczas kiedy to chrześcijaństwo jest kompilacją wszystkiego, co było przed nim.
>nie za bardzo wiem o czym piszesz - nie za bardzo widzę te powiązania o których piszesz. pół wieku temu człowiek nie chciał być piękny młody i bogaty ??
Mówimy o etyce, która pojawia się w kontakcie człowieka z otoczeniem - a nie o osobistych życzeniach. Jeżeli chce być piękny, młody i bogaty - to nie jest to poprawianie świata, tylko własnej sytuacji, a jeżeli uzyskuje to kosztem innych - nie jest to etyczne.
>piszesz o subiektywnym postrzeganiu świata. Mi też się wydaje wiele spraw godnych uwagi i mojej pracy - co nie oznacza że jest w tym dla kogokolwiek poza mną, zaś podejrzewam że po 100latach mój żywot nie będzie miał dla nikogo znaczenia czyli sens czy bezsens moich czynów nikogo nie obejdzie - tak samo i dla mnie żadnego sensu nie mają czyny jakiegoś tam człowieczka sprzed 1000 lat
A to tylko zależy od jakości tego osobistego wkładu. Jeżeli uda ci się zmienić coś na lepsze, to nawet, jeśli nie będą cię pamiętać po nazwisku, to będą korzystać z twojej pracy. Dla ciebie też mają ogromny sens czyny bardzo wielu człowieczków sprzed 1000 i więcej lat - gdyby nie oni, nie siedziałbyś tu gdzie siedzisz i nie miałbyś sposobu prowadzenia tej dyskusji, bo nie miałbyś ani techniki, ani informacji, ani nawet odpowiednio ukształtowanego umysłu.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | Super to Iza ujęłaś, zgadzam się choć nie potrafiłbym tego tak zgrabnie uzasadnić  > >piszesz o subiektywnym postrzeganiu świata. Mi też się wydaje wiele spraw godnych uwagi i mojej pracy - co nie oznacza że jest w tym dla kogokolwiek poza mną, zaś podejrzewam że po 100latach mój żywot nie będzie miał dla nikogo znaczenia czyli sens czy bezsens moich czynów nikogo nie obejdzie - tak samo i dla mnie żadnego sensu nie mają czyny jakiegoś tam człowieczka sprzed 1000 lat> A to tylko zależy od jakości tego osobistego wkładu. Jeżeli uda ci się zmienić coś na lepsze, to nawet, jeśli nie będą cię pamiętać po nazwisku, to będą korzystać z twojej pracy. Dla ciebie też mają ogromny sens czyny bardzo wielu człowieczków sprzed 1000 i więcej lat - gdyby nie oni, nie siedziałbyś tu gdzie siedzisz i nie miałbyś sposobu prowadzenia tej dyskusji, bo nie miałbyś ani techniki, ani informacji, ani nawet odpowiednio ukształtowanego umysłu.Dodam do tego argument wynikający z teorii ewolucji. Zostaliśmy tak ukształtowani, żeby odwalać mrówczą robotę i mieć z tego satysfakcję, pomimo faktu, że większość z nas nie będzie jakoś szczególnie zapamiętana przez przyszłe pokolenia. Rozpamiętywanie każdego przejawu dobrej pracy nie jest niezbędne dla przetrwania gatunku. Ale dobrze wykonana praca zwyczajnie daje radość.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | z tego co piszesz to mi wynika że jedynym sensem który możnaby uznać to rodzenie potomstwa - czyli dawanie przedłużenia gatunkowi
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | albo ja coś przegapiłem albo nastąpiło jakieś nieporozumienie bo Ty piszesz o czym innym a ja o czym innym. Mi chodzi o korzenie etyki europejskiej ubiegłego wieku więc nie mam co rozpatrywać jakichś mrocznych dziejów.
>>piszesz o subiektywnym postrzeganiu świata. Mi też się wydaje wiele spraw godnych uwagi i mojej pracy - co nie oznacza że jest w tym dla kogokolwiek poza mną, zaś podejrzewam że po 100latach mój żywot nie będzie miał dla nikogo znaczenia czyli sens czy bezsens moich czynów nikogo nie obejdzie - tak samo i dla mnie żadnego sensu nie mają czyny jakiegoś tam człowieczka sprzed 1000 lat >A to tylko zależy od jakości tego osobistego wkładu. Jeżeli uda ci się zmienić coś na lepsze, to nawet, jeśli nie będą cię pamiętać po nazwisku, to będą korzystać z twojej pracy. Dla ciebie też mają ogromny sens czyny bardzo wielu człowieczków sprzed 1000 i więcej lat - gdyby nie oni, nie siedziałbyś tu gdzie siedzisz i nie miałbyś sposobu prowadzenia tej dyskusji, bo nie miałbyś ani techniki, ani informacji, ani nawet odpowiednio ukształtowanego umysłu.
dalej piszesz o subiektywnym postrzeganiu świata. Bo czy dla świata ma znaczenie że coś tam zostało zrobione ? a jak byśmy siedzieli jak 2000 lat temu wokół ogniska i snuli opowieści to tak bardzo inne by było od tego co robimy na forum ? Jakieś fakty obiektywnie rejestrujemy że coś wynika z drugiego, ale dalej zrobienie czegoś czy nie zrobienie nie ma wpływu na kondycję psychiczną danego człowieka. JAk bysmy odrzucili całą cywilizację to też byśmy latali z maczugami raz szczęśliwi raz nieszczęśliwi , walczylibyśmy, rodzili , umierali wzdychali do gwiazd.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | >... czy dla świata ma znaczenie że coś tam zostało zrobione ?
Wysiłek pojedynczej osoby może być mało istotny, ale już suma starań o poprawę świata wokół nas ma znaczenie
>... JAkbysmy odrzucili całą cywilizację to też byśmy latali z maczugami raz szczęśliwi raz nieszczęśliwi , walczylibyśmy, rodzili , umierali wzdychali do gwiazd.
Ale jakiś racjonalnie myślący człowiek (nie mylić z ateistą) starałby się to proste życie usprawnić i po pewnej liczbie pokoleń zanotowalibyśmy istotny postęp.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >>>>>ja nie mówię że nie można inaczej, ba nawet można inaczej i to całkiem w zgodzie z naukami KK ... >>>>Co masz na myśli? Niewierzący praktykujący? >>>nie tyle praktykujący co żyjący wedle tych zasad. czyli niewierzący postępujący wg. zasad etyki chrześcijańskiej >>Nie rozumiem, dlaczego niewierzący mieliby postępować "wg zasad etyki chrześcijańskiej". >a dlaczego nie ? co to gorsza etyka od innych ?
Etyka przykazań 4-10 jeszcze by uszła w tłumie etyk, ale radosne rozgrzeszanie nawet najcięższych zbrodni w konfesjonale tę etykę "rozmienia na drobne". Ateista ze swoimi złymi uczynkami musi żyć bez szansy na odpuszczenie.
>>>>>Wszystkie dokonania człowieka w chwili śmierci nie mają wtedy znaczenia - więc po co je dokonywać ? >>>>To nie tak. Ateizm (według mnie) to nie totalny hedonizm, >>>ja tego nie twierdzę, ale jaki sens ma ulepszanie świata? przecież żadnych korzyści z tego by nie było. >>Całkiem po prostu - lepszy świat, to lepsze życie. >brak TV w domu ??
Hehe, rozbawiłeś mnie. Fakt, TV warto się pozbyć, bo to urządzenie odmóżdżające.
>>Dla ateisty, dla jego bliskich, dla wszystkich, na których dobru mu/jej zależy. Tu i teraz, a także na przyszłość. Nie chcesz chyba powiedzieć, że np. dobrze wykonana praca nie ma sensu, jeśli nie ma za nią nagrody w niebie? Są korzyści, których nie trzeba przeliczać na wartości mistyczne. >korzyści są , ale sensu brak , bo np. jaki sens miała praca człowieka pierwotnego ?
Np. przetrwanie. I znów uparłeś się na uproszczenie - Bez boga życie nie ma sensu, otóż ma!
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Etyka przykazań 4-10 jeszcze by uszła w tłumie etyk, ale radosne rozgrzeszanie nawet najcięższych zbrodni w konfesjonale tę etykę "rozmienia na drobne". Ateista ze swoimi złymi uczynkami musi żyć bez szansy na odpuszczenie.  Telewizji będę jednakowóż bronić - jednych odmóżdża (reality shows - brrr  ), innych wzbogaca (dobre filmy)  Zależy co kto z dostarczonego bałaganu informacyjnego sobie wybierze 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Telewizji będę jednakowóż bronićJak lwica?  > - jednych odmóżdża (reality shows - brrr ), innych wzbogaca (dobre filmy) Zależy co kto z dostarczonego bałaganu informacyjnego sobie wybierze  I tu się zgadzamy!  - dobre filmy wzbogacają, ale równie dobrze można je oglądać na komputerze z większym monitorem i - co ważne - wtedy kiedy się chce. A pokusa zamiany w "dziecko autystyczne z pilotem w ręku" jest po prostu zbyt silna  A że jestem bezbożnym bezideowcem to i wolę pokus unikać 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) |
> Etyka przykazań 4-10 jeszcze by uszła w tłumie etyk, ale radosne rozgrzeszanie nawet najcięższych zbrodni w konfesjonale tę etykę "rozmienia na drobne". Ateista ze swoimi złymi uczynkami musi żyć bez szansy na odpuszczenie.a ateista popełnia grzechy ? niby jakie ? zresztą sąd też "rozgrzesza" a jak nie to zawsze można przegłosować że grzech to nie grzech nie  > >>Dla ateisty, dla jego bliskich, dla wszystkich, na których dobru mu/jej zależy. Tu i teraz, a także na przyszłość. Nie chcesz chyba powiedzieć, że np. dobrze wykonana praca nie ma sensu, jeśli nie ma za nią nagrody w niebie? Są korzyści, których nie trzeba przeliczać na wartości mistyczne.> >korzyści są , ale sensu brak , bo np. jaki sens miała praca człowieka pierwotnego ?> Np. przetrwanie. I znów uparłeś się na uproszczenie - Bez boga życie nie ma sensu, otóż ma!a jakie?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > a ateista popełnia grzechy ? niby jakie ?Słowo grzech tu nie ma sensu, popełnia złe uczynki, z powodu których może mieć "wyrzuty sumienia" > zresztą sąd też "rozgrzesza"Polskie sądownictwo jest mocno niedoskonałe (mogę temat rozszerzyć), ale to właśnie poczucie "nieuniknioności" kary jest tym mechanizmem społecznym który trzyma w ryzach nasze w większości katolickie społeczeństwo, nie kara w piekle (bo przecież można się wyspowiadać). Zważ, że włoscy mafiozi są mocno religijni. > a jak nie to zawsze można przegłosować że grzech to nie grzech nieNie myl ateistów z politykami  Po postu można żyć uczciwie i dostatnio dzięki sobie i swojej determinacji do stawania się lepszym, bez boga lub jak wolisz pomimo boga (jeśli uznać że jest on starotestamentowym protoplastą naszego el Presidente) > >... I znów uparłeś się na uproszczenie - Bez boga życie nie ma sensu, otóż ma!> a jakie?Cieszyć się życiem tu i teraz, tak żeby niczego nie żałować i nie mieć wyrzutów sumienia. KrK zawiera taką umową z wyznawcami "podporządkuj się nam teraz, dokonuj nieoptymalnych dla siebie wyborów w życiu a w nagrodę będzie mrzonka - niebo". Dziękuję, postoję 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > >a ateista popełnia grzechy ? niby jakie ?> Słowo grzech tu nie ma sensu, popełnia złe uczynki, z powodu których może mieć "wyrzuty sumienia"> >zresztą sąd też "rozgrzesza"> Polskie sądownictwo jest mocno niedoskonałe (mogę temat rozszerzyć), ale to właśnie poczucie "nieuniknioności" kary jest tym mechanizmem społecznym który trzyma w ryzach nasze w większości katolickie społeczeństwo, nie kara w piekle (bo przecież można się wyspowiadać). Zważ, że włoscy mafiozi są mocno religijni.> >a jak nie to zawsze można przegłosować że grzech to nie grzech nie> Nie myl ateistów z politykami Po postu można żyć uczciwie i dostatnio dzięki sobie i swojej determinacji do stawania się lepszym, bez boga lub jak wolisz pomimo boga (jeśli uznać że jest on starotestamentowym protoplastą naszego el Presidente)i tu jest cały "myk" , niewierzący może sobie w swoim sumieniu etyce itp. systemie wartości coś usprawiedliwić, dlatego pytałem się Ciebie czy niewierzący "grzeszą". Każdy zły uczynek można usprawiedliwić jak się mocno poszuka - ot np. zabójcy księdza Popiełuszki - toż oni też wierzyli że dobrze robią, no a przynajmniej było to konieczne do czegoś tam ważnego. U wierzących nie da sie tak wszystkiego nagiąć. Oczywiście po jednej i drugiej stronie odcień "szarości" przeważa. > >>... I znów uparłeś się na uproszczenie - Bez boga życie nie ma sensu, otóż ma!> >a jakie?> Cieszyć się życiem tu i teraz, tak żeby niczego nie żałować i nie mieć wyrzutów sumienia. KrK zawiera taką umową z wyznawcami "podporządkuj się nam teraz, dokonuj nieoptymalnych dla siebie wyborów w życiu a w nagrodę będzie mrzonka - niebo". Dziękuję, postoję  może mrzonka ale czy nie nie wolno nam mieć takiego sensu życia ? sens Twojego życia na pewno zaginie w pomroce dziejów, a jeżeli to ja ma rację moje życie będzie trwało wiecznie  pozdrawiam
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | Plusik za szybkość reakcji, nie mam tyle czasu na czytanie forum, więc nie obiecuję równie szybko odpowiadać. > i tu jest cały "myk" , niewierzący może sobie w swoim sumieniu etyce itp. systemie wartości coś usprawiedliwić, dlatego pytałem się Ciebie czy niewierzący "grzeszą".Kwestia semantyki jest naprawdę drugorzędna, istotne jest, że ateiści też mają wyrzuty sumienia. > Każdy zły uczynek można usprawiedliwić jak się mocno poszuka ...Zgoda, dlatego powstał obraz "gdy rozum śpi budzą się demony" Francisca Goyi. Ekstremiści islamscy wierzą, że pójdą do nieba po udanych zamachu samobójczym. A jakby się chwilę zastanowili w co są wplątywani to może by się opamiętali. > U wierzących nie da sie tak wszystkiego nagiąć.I tu się z Szanownym Adwersarzem nie zgodzę. Są bardzo skuteczne techniki wpływania na ludzi, literatura jest obszerna, przywołam klasyk z czasów moich studiów tj. Cialdini "wywieranie wpływu na ludzi teoria i praktyka", autor rozpracowuje m.in. mechanizm jak zwykli ludzi stawali się hitlerowskimi oprawcami - tzw. zasada autorytetu, którą szefostwo KrK posługuję się nagminnie. Zmierzam do tego, że teiści i ateiści w kwestii pokus pójścia "w życiu na skróty" tak bardzo się nie różnią. A nawet ekstremalne zło można czynić zarówno w imię boga jak i pomimo boga. > może mrzonka ale czy nie nie wolno nam mieć takiego sensu życia?Wolno, ale pod warunkiem, że się szanuje prawo innych do wiary/niewiary - co jest jednym z celów statutowych PSR. > sens Twojego życia na pewno zaginie w pomroce dziejów, a jeżeli to ja ma rację moje życie będzie trwało wiecznie  Moim zdaniem to kwestia ewolucji uśrednionych przekonań społeczeństw: najpierw był politeizm, potem monoteizm, a w końcu ... ateizm! 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Plusik za szybkość reakcji, nie mam tyle czasu na czytanie forum, więc nie obiecuję równie szybko odpowiadać.> >i tu jest cały "myk" , niewierzący może sobie w swoim sumieniu etyce itp. systemie wartości coś usprawiedliwić, dlatego pytałem się Ciebie czy niewierzący "grzeszą".> Kwestia semantyki jest naprawdę drugorzędna, istotne jest, że ateiści też mają wyrzuty sumienia.> >Każdy zły uczynek można usprawiedliwić jak się mocno poszuka ...> Zgoda, dlatego powstał obraz "gdy rozum śpi budzą się demony" Francisca Goyi. Ekstremiści islamscy wierzą, że pójdą do nieba po udanych zamachu samobójczym. A jakby się chwilę zastanowili w co są wplątywani to może by się opamiętali.> >U wierzących nie da sie tak wszystkiego nagiąć.> I tu się z Szanownym Adwersarzem nie zgodzę. Są bardzo skuteczne techniki wpływania na ludzi, literatura jest obszerna, przywołam klasyk z czasów moich studiów tj. Cialdini "wywieranie wpływu na ludzi teoria i praktyka", autor rozpracowuje m.in. mechanizm jak zwykli ludzi stawali się hitlerowskimi oprawcami - tzw. zasada autorytetu, którą szefostwo KrK posługuję się nagminnie.masz rację i wiadomo że wodę z mózgu można zrobić każdemu. Mnie chodzi o zasady - czy sie je stosuje czy nie to inna sprawa, a jak się je interpretuje to jeszcze inna. Jednak podstawowych praw (np. dekalog) u wierzących sie nie da zmienić u niewierzących np. wystarczy 2/3 sejmu żeby zmienić konstytucję i coś przegłosować - o ten kontekst mi się rozchodzi. > Zmierzam do tego, że teiści i ateiści w kwestii pokus pójścia "w życiu na skróty" tak bardzo się nie różnią. A nawet ekstremalne zło można czynić zarówno w imię boga jak i pomimo boga.zgadza się , ale przyznasz że interpretacja ma mniejszą wagę niż zgodność z prawem. > >może mrzonka ale czy nie nie wolno nam mieć takiego sensu życia?> Wolno, ale pod warunkiem, że się szanuje prawo innych do wiary/niewiary - co jest jednym z celów statutowych PSR.> >sens Twojego życia na pewno zaginie w pomroce dziejów, a jeżeli to ja ma rację moje życie będzie trwało wiecznie  > Moim zdaniem to kwestia ewolucji uśrednionych przekonań społeczeństw: najpierw był politeizm, potem monoteizm, a w końcu ... ateizm!  a co dalej ? chyba ludzkość nie stanie w miejscu  ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 |
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > masz rację i wiadomo że wodę z mózgu można zrobić każdemu. Mnie chodzi o zasady - czy sie je stosuje czy nie to inna sprawa, a jak się je interpretuje to jeszcze inna. Jednak podstawowych praw (np. dekalog) u wierzących sie nie da zmienićDekalog to tylko 10 krótkich, ogólnych zaleceń, a za pomocą ogromnej otoczki interpretacyjnej można zrobić wiernym - jak to ująłeś - "wodę z mózgu". Dlatego trzymanie się zasad zdrowego rozsądku i niezależne myślenie większości populacji są czynnikami, które utrudniają różnym reżimom (w tym religijnym) na czynienie zła w imię takich czy innych ideałów. > u niewierzących np. wystarczy 2/3 sejmu żeby zmienić konstytucję i coś przegłosować - o ten kontekst mi się rozchodzi.A co sejmowa, polityczna paplanina ma wspólnego z faktem, że niewierzący też mają sumienia? - czego uparcie nie przyjmujesz do wiadomości. > >Zmierzam do tego, że teiści i ateiści w kwestii pokus pójścia "w życiu na skróty" tak bardzo się nie różnią. A nawet ekstremalne zło można czynić zarówno w imię boga jak i pomimo boga.> zgadza się , ale przyznasz że interpretacja ma mniejszą wagę niż zgodność z prawem.Nie doceniasz prawników 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >masz rację i wiadomo że wodę z mózgu można zrobić każdemu. Mnie chodzi o zasady - czy sie je stosuje czy nie to inna sprawa, a jak się je interpretuje to jeszcze inna. Jednak podstawowych praw (np. dekalog) u wierzących sie nie da zmienić> Dekalog to tylko 10 krótkich, ogólnych zaleceń, a za pomocą ogromnej otoczki interpretacyjnej można zrobić wiernym - jak to ująłeś - "wodę z mózgu". Dlatego trzymanie się zasad zdrowego rozsądku i niezależne myślenie większości populacji są czynnikami, które utrudniają różnym reżimom (w tym religijnym) na czynienie zła w imię takich czy innych ideałów.jednak co punkt odniesienia to punkt odniesienia - zdrowy rozsądek nic nie da jezeli nie będzie jakiegoś punktu odniesienia. Takim przykładem też krótkiego tekstu może być Konstytucja USA - też interpretacji narosło co niemiara , a na przykład teraz powstał ruch który chce znieść podatki bezpośrednie bo nie ma tego w konstytucji. Oczywiście na zdrowy rozsądek jest to oczywiste, ale dla tych co wierzą w konstytucję a nie dla tych co wierzą w państwo - bo państwo może wszystko przegłosować - tak jak ostatnio żeby ograbić obywateli i kasę oddać bankom. > >u niewierzących np. wystarczy 2/3 sejmu żeby zmienić konstytucję i coś przegłosować - o ten kontekst mi się rozchodzi.> A co sejmowa, polityczna paplanina ma wspólnego z faktem, że niewierzący też mają sumienia? - czego uparcie nie przyjmujesz do wiadomości.No wydawało mi się to logiczne, a to że ma jakieś zasady etyczne/moralne to nie ulega kwestii. > >>Zmierzam do tego, że teiści i ateiści w kwestii pokus pójścia "w życiu na skróty" tak bardzo się nie różnią. A nawet ekstremalne zło można czynić zarówno w imię boga jak i pomimo boga.> >zgadza się , ale przyznasz że interpretacja ma mniejszą wagę niż zgodność z prawem.> Nie doceniasz prawników  hehe punkt dla Ciebie, ale mam nadzieją że prawnicy w Niebie nie będą mieli głosu :-D
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >jednak co punkt odniesienia to punkt odniesienia - zdrowy rozsądek nic nie da jezeli nie będzie jakiegoś punktu odniesienia.
Próbowałem Ci dowieść, że biblijny punkt odniesienia jest mocno płynny ze względu na fakt niedostosowania księgi bezpośrednio do dzisiejszych realiów. A księgę tę czyta się wybiórczo na kazaniach, wierni nie znają całości tekstu. I już pole do manipulacji jest. Zdrowy rozsądek, system prawny i etyczny powstały na drodze rozwoju społeczeństw są lepszym punktem odniesienia. np. nie może być mowy o Państwie opiekuńczym bez wzrostu bogactwa społeczeństw. A religia w rozwoju lubi przeszkadzać (wszak to zbawienie jest celem najistotniejszym nie bogacenie się narodów). Życie bez boga nie jest absolutną katastrofą - dopuść tę myśl do siebie.
>Takim przykładem też krótkiego tekstu może być Konstytucja USA - też interpretacji narosło co niemiara , a na przykład teraz powstał ruch który chce znieść podatki bezpośrednie bo nie ma tego w konstytucji. Oczywiście na zdrowy rozsądek jest to oczywiste, ale dla tych co wierzą w konstytucję a nie dla tych co wierzą w państwo - bo państwo może wszystko przegłosować - tak jak ostatnio żeby ograbić obywateli i kasę oddać bankom.
Wchodzimy tu na pole makroekonomii i racjonalności zachowania władz USA wobec kryzysu. Ostrożnie używałbym określenia "ograbianie obywateli", bo jeśli dzięki takim a nie innym decyzjom w USA nastąpi wzrost PKB (w tym PKB per capita) to można by wręcz mówić o "pomocy obywatelom". Ekonomia jest b. skomplikowanym tworem, a pokusa prostych, spiskowych wyjaśnień bardzo silna. A fakt jest taki, że nawet najwięksi ekonomiści ekonomii do końca nie rozumieją.
Ale wracając do konstytucji i prawa - nieuchronność ludzkiej kary, a nie boskiej powstrzymuje ludzi przed czynieniem zła. Marchewka w niebie i kij w piekle nie wystarczają. Wartość dodana ze stosowania się do religii nie jest tak wielka jak religie sobie uzurpują.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >jednak co punkt odniesienia to punkt odniesienia - zdrowy rozsądek nic nie da jezeli nie będzie jakiegoś punktu odniesienia.> Próbowałem Ci dowieść, że biblijny punkt odniesienia jest mocno płynny ze względu na fakt niedostosowania księgi bezpośrednio do dzisiejszych realiów. A księgę tę czyta się wybiórczo na kazaniach, wierni nie znają całości tekstu. I już pole do manipulacji jest.jak najbardziej się zgadza, ale ja Ci próbuję dowieść że mimo wszystko to jakiś punkt stały jest > Zdrowy rozsądek, system prawny i etyczny powstały na drodze rozwoju społeczeństw są lepszym punktem odniesienia. np. nie może być mowy o Państwie opiekuńczym bez wzrostu bogactwa społeczeństw.może i jest lepszym - ale jutro może być całkiem inny punkt bo tak ktoś zarządzi > A religia w rozwoju lubi przeszkadzać (wszak to zbawienie jest celem najistotniejszym nie bogacenie się narodów).poc os ię bogacić jak się jest zbawionym :-D > Życie bez boga nie jest absolutną katastrofą - dopuść tę myśl do siebie.nie mogę  > >Takim przykładem też krótkiego tekstu może być Konstytucja USA - też interpretacji narosło co niemiara , a na przykład teraz powstał ruch który chce znieść podatki bezpośrednie bo nie ma tego w konstytucji. Oczywiście na zdrowy rozsądek jest to oczywiste, ale dla tych co wierzą w konstytucję a nie dla tych co wierzą w państwo - bo państwo może wszystko przegłosować - tak jak ostatnio żeby ograbić obywateli i kasę oddać bankom.> Wchodzimy tu na pole makroekonomii i racjonalności zachowania władz USA wobec kryzysu. Ostrożnie używałbym określenia "ograbianie obywateli", bo jeśli dzięki takim a nie innym decyzjom w USA nastąpi wzrost PKB (w tym PKB per capita) to można by wręcz mówić o "pomocy obywatelom". Ekonomia jest b. skomplikowanym tworem, a pokusa prostych, spiskowych wyjaśnień bardzo silna. A fakt jest taki, że nawet najwięksi ekonomiści ekonomii do końca nie rozumieją.no widzisz a w Biblii jest całkiem prosta - Nie kradnij - ot i cała ekonomia :-D > Ale wracając do konstytucji i prawa - nieuchronność ludzkiej kary, a nie boskiej powstrzymuje ludzi przed czynieniem zła. Marchewka w niebie i kij w piekle nie wystarczają. Wartość dodana ze stosowania się do religii nie jest tak wielka jak religie sobie uzurpują.zgadza się, ale czy nie większa niz wartość dodana jakiegoś innego systemu etycznego ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Życie bez boga nie jest absolutną katastrofą - dopuść tę myśl do siebie.> nie mogę  Rozumiem, ze grzech dociekliwości jest Ci obcy?  > no widzisz a w Biblii jest całkiem prosta - Nie kradnij - ot i cała ekonomia :-DW KrK nie ma demokracji, więc ktoś ustali arbitralnie, że skoro ktoś odrzuca prawo boskie to nie może się na nie powoływać, więc można go okradać - i już "punkt stały" poszedł do diabła  > >Wartość dodana ze stosowania się do religii nie jest tak wielka jak religie sobie uzurpują.> zgadza się, ale czy nie większa niz wartość dodana jakiegoś innego systemu etycznego ?Wiesz ... założenia piękne - wychodzi jak zwykle 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:oprócz tego że Bóg jest wszystkowiedzący to jest jeszcze wszechmocny i dlatego właśnie może nam zostawić wolną wolę co nie przeszkadza mu wiedzieć jaka nas czeka przyszłość, bez względu na to jaką podejmiemy decyzję - dajmy na to odwraca wrok w chwili podejmowania decyzji przez człowieka  ciekawe zagadnienie Owszem, ciekawe. Szkoda tylko, że niezbyt przemyślałeś swoją odpowiedź. Czy naprawdę Boga, w którego wierzysz, uważasz za kogoś w rodzaju faceta obdarzonego nadnaturalnymi mocami? Jak pozaczasowy Bóg może "odwracać wzrok" w chwili podejmowana decyzji przez człowieka? Mógłbyś to wyjaśnić? Istnieje poza czasem, więc każdą chwilę chwilę stworzonego przez siebie czasu zna od momentu jego stworzenia. Czas nie może być wymiarem dla swojego stwórcy - Bóg zatem nie może odwracać wzroku od jakiejś chwili, cokolwiek by to znaczyło. Co więcej, nawet jak by mógł, nie miałoby to najmniejszego znaczenia, ponieważ logiczną konsekwencją stworzenia świata przez istotę istniejącą poza nim jest konieczność znajomości wszystkich elementów tworzących świat (czyli wszystkich zdarzeń niezależnie od miejsca w przestrzeni i czasie) w chwili jego utworzenia. A to z kolei oznacza, że decyzję jakiegoś Jana Kowalskiego o tym, aby w dniu 20 marca 2009 roku wieczorem siąść za kierownicą swojego Daewoo po suto zakrapianej imprezie stwórca świata zaplanował na długo przed jego narodzinami. Zwróć uwagę jeszcze jedną rzecz: jeśli chcesz udowodnić istnienie wolnej woli, to musisz wykazać konieczność jej zaistnienia, a nie tylko możliwość. "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Cytat:oprócz tego że Bóg jest wszystkowiedzący to jest jeszcze wszechmocny i dlatego właśnie może nam zostawić wolną wolę co nie przeszkadza mu wiedzieć jaka nas czeka przyszłość, bez względu na to jaką podejmiemy decyzję - dajmy na to odwraca wrok w chwili podejmowania decyzji przez człowieka  > ciekawe zagadnienie> Owszem, ciekawe.> Szkoda tylko, że niezbyt przemyślałeś swoją odpowiedź.> Czy naprawdę Boga, w którego wierzysz, uważasz za kogoś w rodzaju faceta obdarzonego nadnaturalnymi mocami?obdarzony nadnaturalnymi zdolnościami - tak, facet - nie wiem? > Jak pozaczasowy Bóg może "odwracać wzrok" w chwili podejmowana decyzji przez człowieka? Mógłbyś to wyjaśnić?ina tą chwilę integrując się z czasem  i od razu odpowiadam że nie wiem jak on to mógłby zrobić > Istnieje poza czasem, więc każdą chwilę chwilę stworzonego przez siebie czasu zna od momentu jego stworzenia. Czas nie może być wymiarem dla swojego stwórcy - Bóg zatem nie może odwracać wzroku od jakiejś chwili, cokolwiek by to znaczyło.no przecież jest wszechmogący > Co więcej, nawet jak by mógł, nie miałoby to najmniejszego znaczenia, ponieważ logiczną konsekwencją stworzenia świata przez istotę istniejącą poza nim jest konieczność znajomości wszystkich elementów tworzących świat (czyli wszystkich zdarzeń niezależnie od miejsca w przestrzeni i czasie) w chwili jego utworzenia.wszystko się zgadza z ludzkiego punktu widzenia, ale z Boskiego nie wiemy czy się zgadza, bo przecież nie wiemy jak pozaczasowa rzeczywistość się zachowuje > A to z kolei oznacza, że decyzję jakiegoś Jana Kowalskiego o tym, aby w dniu 20 marca 2009 roku wieczorem siąść za kierownicą swojego Daewoo po suto zakrapianej imprezie stwórca świata zaplanował na długo przed jego narodzinami.wcale nie zaplanował bo dał nam wolną wole co nie znaczy że nie może widzieć konsekwencji naszych decyzji. Z naszego pkt. widzenia to taki jasnowidz co widzi wszystkie drogi jakimi człowiek może pójść, zaś jeżeli nie ma czasu to automatycznie bóg wie co w danym momencie ktoś zrobił > Zwróć uwagę jeszcze jedną rzecz: jeśli chcesz udowodnić istnienie wolnej woli, to musisz wykazać konieczność jej zaistnienia, a nie tylko możliwość.ależ konieczność jest oczywista - Bóg nam dał wolną wolę żebyśmy z niej korzystali  PS. oczywiście to są moje dywagacje tylko i oczywiście nie jestem filozofem broniącym jakiejś spójnej filozofii - Ty próbujesz zachwiać moją wiarę w dogmat, co jest trochę bez sensu 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:PAN TAU: Jak pozaczasowy Bóg może "odwracać wzrok" w chwili podejmowana decyzji przez człowieka? Mógłbyś to wyjaśnić?
i na tą chwilę integrując się z czasem  i od razu odpowiadam że nie wiem jak on to mógłby zrobić Nie wiesz, jak mógłby to robić, więc na jakiej podstawie twierdzisz, że tak robi? Cytat:[...] no przecież [Bóg] jest wszechmogący [...] Co to znaczy, że Bóg jest wszechmogący? Czy wszechmoc Boga może być absolutna? Czy w ramach swojej wszechmocy Bóg może przestać być Bogiem, lub przynajmniej pozbyć się któregoś ze swoich atrybutów boskości? Cytat:PAN TAU: Co więcej, nawet jak by mógł, nie miałoby to najmniejszego znaczenia, ponieważ logiczną konsekwencją stworzenia świata przez istotę istniejącą poza nim jest konieczność znajomości wszystkich elementów tworzących świat (czyli wszystkich zdarzeń niezależnie od miejsca w przestrzeni i czasie) w chwili jego utworzenia. wszystko się zgadza z ludzkiego punktu widzenia, ale z Boskiego nie wiemy czy się zgadza, bo przecież nie wiemy jak pozaczasowa rzeczywistość się zachowujeOwszem, nie wiemy, jak się zachowuje, za to wiemy, jak się nie może zachowywać. Oczywiście, jeśli założymy, że owa rzeczywistość jest racjonalna. Przyjmując takie założenie (a nie mamy innego wyjścia, jeżeli chcemy racjonalnie argumentować, zamiast przerzucać się fideistycznymi hasłami "bo ja tak wierzę"), wiemy, że w świecie stworzonym przez transcendentnego Boga nie może istnieć ani jedno zdarzenie, którego on by nie znał - bowiem świat z punktu widzenia takiej pozaczasowej istoty jest sumą wszystkich zdarzeń po wszystkich jego wymiarach, a więc jego stworzenie jest równoznaczne ze stworzeniem wszystkich tych zdarzeń. Oczywiste jest też to, że - patrząc z zewnątrz - stworzenie świata nie może być procesem, ponieważ czas, bez odwoływania do którego nie może się obyć żaden proces, jest wymiarem stwarzanego świata, a nie pozaczasowego Boga. Cytat:[...] Z naszego pkt. widzenia to taki jasnowidz co widzi wszystkie drogi jakimi człowiek może pójść, zaś jeżeli nie ma czasu to automatycznie bóg wie co w danym momencie ktoś zrobił [...] Jeśli nie ma czasu (czas nie jest wymiarem dla Boga), to Bóg zna wszystkie zdarzenia tego świata. Wszystkie - z naszego punktu widzenia przeszłe, przyszłe i teraźniejsze, ponieważ oczywiste jest, że dla istoty pozaczasowej nie istnieje ani przeszłość, ani przyszłość, ani teraźniejszość. Taki Bóg więc wie nie tylko to, co ktoś zrobił w danym momencie, ale również to, co ktoś zrobi w dowolnym momencie. Zrobi, a nie może zrobić - możliwość jest funkcją czasu, więc nie istnieje dla istoty pozaczasowej. Cytat:PAN TAU: Zwróć uwagę jeszcze jedną rzecz: jeśli chcesz udowodnić istnienie wolnej woli, to musisz wykazać konieczność jej zaistnienia, a nie tylko możliwość.
ależ konieczność jest oczywista - Bóg nam dał wolną wolę żebyśmy z niej korzystali  PS. oczywiście to są moje dywagacje tylko i oczywiście nie jestem filozofem broniącym jakiejś spójnej filozofii - Ty próbujesz zachwiać moją wiarę w dogmat, co jest trochę bez sensu  [...] Przyznam, że liczyłem na racjonalną odpowiedź. Wygląda na to, że się przeliczyłem. Zachwianie twojej wiary w dogmaty mnie nie interesuje. Interesuje mnie argumentacja osób podających się za racjonalistów i jednocześnie wierzących w dogmaty, które są ze sobą sprzeczne. Hasła "wolna wola jest, bo Bóg tak chciał" czy "tak jest, bo w to wierzę" to nie argumenty, więc jeśli nie masz chęci prowadzić racjonalnej dyskusji i używać jakichś sensownych kontrargumentów, to lepiej będzie to zakończyć. "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) |
to jest dla wierzących dogmat więc możesz go obalić tylko z moją wiarą, teraz mogę na wszystkie odpowiedzi powiedzieć tak - paradoks? może tak a może prawda, ja twierdzę że jeszcze nie mamy możliwości oceniać tego dogmatu, tak jak człowiek pierwotny nie mógł ocenić czy przedmiot cięższy od powietrza może latać. Rozumiem że może Ci to przypominać solipizm (chyba dobrze zapamiętałem) i tak z zewnątrz może to wyglądać, ale jest jeden szczegół który nadaje inny wymiar - istnienie Boga - jak go nie ma to uprawiamy taki chrześcijański solipizm - jak jest to po prostu mamy rację > Cytat:PAN TAU: Co więcej, nawet jak by mógł, nie miałoby to najmniejszego znaczenia, ponieważ logiczną konsekwencją stworzenia świata przez istotę istniejącą poza nim jest konieczność znajomości wszystkich elementów tworzących świat (czyli wszystkich zdarzeń niezależnie od miejsca w przestrzeni i czasie) w chwili jego utworzenia. wszystko się zgadza z ludzkiego punktu widzenia, ale z Boskiego nie wiemy czy się zgadza, bo przecież nie wiemy jak pozaczasowa rzeczywistość się zachowuje> Owszem, nie wiemy, jak się zachowuje, za to wiemy, jak się nie może zachowywać.> Oczywiście, jeśli założymy, że owa rzeczywistość jest racjonalna.> Przyjmując takie założenie (a nie mamy innego wyjścia, jeżeli chcemy racjonalnie argumentować, zamiast przerzucać się fideistycznymi hasłami "bo ja tak wierzę"), wiemy, że w świecie stworzonym przez transcendentnego Boga nie może istnieć ani jedno zdarzenie, którego on by nie znał - bowiem świat z punktu widzenia takiej pozaczasowej istoty jest sumą wszystkich zdarzeń po wszystkich jego wymiarach, a więc jego stworzenie jest równoznaczne ze stworzeniem wszystkich tych zdarzeń. Oczywiste jest też to, że - patrząc z zewnątrz - stworzenie świata nie może być procesem, ponieważ czas, bez odwoływania do którego nie może się obyć żaden proces, jest wymiarem stwarzanego świata, a nie pozaczasowego Boga.> Cytat:[...] Z naszego pkt. widzenia to taki jasnowidz co widzi wszystkie drogi jakimi człowiek może pójść, zaś jeżeli nie ma czasu to automatycznie bóg wie co w danym momencie ktoś zrobił [...] > Jeśli nie ma czasu (czas nie jest wymiarem dla Boga), to Bóg zna wszystkie zdarzenia tego świata. Wszystkie - z naszego punktu widzenia przeszłe, przyszłe i teraźniejsze, ponieważ oczywiste jest, że dla istoty pozaczasowej nie istnieje ani przeszłość, ani przyszłość, ani teraźniejszość. Taki Bóg więc wie nie tylko to, co ktoś zrobił w danym momencie, ale również to, co ktoś zrobi w dowolnym momencie. Zrobi, a nie może zrobić - możliwość jest funkcją czasu, więc nie istnieje dla istoty pozaczasowej.Przyjąłeś istnienie jednego rozwiązania, a wcale tak być nie musi. Nie wymagaj ode mnie żebym Ci powiedział jak funkcjonuje wszechświat. Dajmy na to że Bóg stworzył świat i dalej zostawił go żeby się mógł rozwijać. Nie wiem dlaczego uważasz że "jego stworzenie jest równoznaczne ze stworzeniem wszystkich tych zdarzeń" ? Może sie tak wydaje z naszego "czasowego" punktu widzenia. Trochę to jest dyskusja o niczym bo ani Ty ani ja nie wiemy jak to jest gdy nie ma czasu. Może są inne czynniki które rozgraniczają zdarzenia. Na swój rozumek  widzę to (w uproszczeniu) tak, że Bóg wie, czy też może wiedzieć (ciężko to określić przy braku czasu) wszystko, ale bardziej w znaczeniu takim że zna wszystkie możliwe alternatywne historie - co przy braku czasu oznacza że jest wszechwiedzący, niemniej dopóki jakieś zdarzenie nie zaistnieje nie można mówić o nim bo go nie było. Oczywiście zawsze dojdziemy do momentu tego że jeżeli to my decydujemy (wolna wola) to Bóg nie wie co zdecydujemy - jak to możliwe nie wiem - i dlatego z ciekawości sobie dyskutuje. > Cytat:PAN TAU: Zwróć uwagę jeszcze jedną rzecz: jeśli chcesz udowodnić istnienie wolnej woli, to musisz wykazać konieczność jej zaistnienia, a nie tylko możliwość.
ależ konieczność jest oczywista - Bóg nam dał wolną wolę żebyśmy z niej korzystali  > PS. oczywiście to są moje dywagacje tylko i oczywiście nie jestem filozofem broniącym jakiejś spójnej filozofii - Ty próbujesz zachwiać moją wiarę w dogmat, co jest trochę bez sensu [...] > Przyznam, że liczyłem na racjonalną odpowiedź. Wygląda na to, że się przeliczyłem.sorry ale nie jestem filozofem/teologiem z pełną teorią wyjaśniającą wszystkie kwestie. Dla mnie nieracjonalne jest że muszę wykazać konieczność zaistnienia rzeczy oczywistych. Stajemy przed problemem i decydujemy - bez wolnej woli nie możemy tego zrobić. > Zachwianie twojej wiary w dogmaty mnie nie interesuje. Interesuje mnie argumentacja osób podających się za racjonalistów i jednocześnie wierzących w dogmaty, które są ze sobą sprzeczne.Pewnie jak niejedna teoria , zaś cudy i dogmaty raczej racjonalnym wyjaśnieniem się nie poddają - bo jakby się poddały toby były naukowymi przypadkami. > Hasła "wolna wola jest, bo Bóg tak chciał" czy "tak jest, bo w to wierzę" to nie argumenty, więc> jeśli nie masz chęci prowadzić racjonalnej dyskusji i używać jakichś sensownych kontrargumentów, to lepiej będzie to zakończyć.chcesz kończyć Twoja sprawa - trudno żeby wierzący prowadził dyskusje jak niewierzący  to chyba by było nieracjonalne. Zresztą czy filozofia jest racjonalna?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Pan Tau (1237 punktów) | Konował:to jest dla wierzących dogmat więc możesz go obalić tylko z moją wiarą [...] Dlaczego zatem wierzysz w sprzeczne dogmaty? Konował:[...] jest jeden szczegół który nadaje inny wymiar - istnienie Boga - jak go nie ma to uprawiamy taki chrześcijański solipizm - jak jest to po prostu mamy rację Nie dość, że prawdopodobieństwo istnienia jakiegokolwiek Boga/bogów jest znikome, to biorąc pod uwagę wzajemnie sprzeczne objawienia różnych religii i wyznań oraz miejscami absurdalną niespójność ich dogmatów, nie warto tracić czasu na zastanawianie się nad prawdopodobieństwem tego, że będzie to akurat Bóg w wersji katolickiej. Konował:[...] niemniej dopóki jakieś zdarzenie nie zaistnieje nie można mówić o nim bo go nie było. Owszem, tak to wygląda w naszym świecie, ze względu na czas. Ale poza czasem? Gdyby istniało jakiekolwiek zdarzenie w naszym świecie, którego istoty pozaczasowa nie mogłaby jeszcze znać, oznaczałoby, że to zdarzenie jest dla niej przyszłością. Ale przecież nic nie może być przyszłością dla istoty pozaczasowej. Przyszłość, przeszłość czy teraźniejszość to kategoryzacje wynikające z istnienia czasu! Nie ma czasu --> nie ma przyszłości. Nie ma przyszłości --> nie ma nieznanych zdarzeń. Czyli pozaczasowy stwórca wszechświata zna stworzony przez siebie wszechświat w sposób absolutny - zna każde zdarzenie w każdym kwancie czasu i w każdym miejscu wszechświata od pierwszej do ostatniej chwili jego istnienia. Z naszego "wewnętrznego" punktu widzenia, ów stwórca posiadł taką wiedzę już w chwili zaistnienia wszechświata. Wiedza ta obejmuje np. całe twoje życie, którego każda chwila została zaplanowana na długo przed (oczywiście z naszego punktu widzenia) twoim przyjściem na świat. I gdzie tu miejsce na wolną wolę? Konował:[...] Oczywiście zawsze dojdziemy do momentu tego że jeżeli to my decydujemy (wolna wola) to Bóg nie wie co zdecydujemy - jak to możliwe nie wiem - i dlatego z ciekawości sobie dyskutuje. Jeśli nie wiesz, jak to możliwe, to skąd wiesz, że tak jest? Konował:sorry ale nie jestem filozofem/teologiem z pełną teorią wyjaśniającą wszystkie kwestie. Dla mnie nieracjonalne jest że muszę wykazać konieczność zaistnienia rzeczy oczywistych. Stajemy przed problemem i decydujemy - bez wolnej woli nie możemy tego zrobić. Dlaczego oczywistych? Oczywiste jest tylko to, że masz poczucie posiadania wolnej woli. To jednak zbyt mało, by twierdzić, że wolna wola jest oczywistością. Jak bowiem człowiek może rozróżnić złudzenie wolnej woli od wolnej woli? "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > Konował:to jest dla wierzących dogmat więc możesz go obalić tylko z moją wiarą [...] > Dlaczego zatem wierzysz w sprzeczne dogmaty?może nie tyle wierzę co uznaje że tak jest , choć mam pewne wątpliwości - no ale cóż człowiek to grzeszna istota  Jestem katolikiem i uznaje/wyznaje wszystkie dogmaty - nie mogę sobie wybrać niektórych - no chyba żebym przestał być katolikiem To że w rozumieniu nauki mogą być sprzeczne to już inna sprawa. Ty podchodzisz do tego eliminacyjnie - ja wolę poznawczo , czyli poczekam aż nauka je dopasuje. Jutro naukowcy coś odkryją co zmieni świat - to jest faktem. > Konował:[...] jest jeden szczegół który nadaje inny wymiar - istnienie Boga - jak go nie ma to uprawiamy taki chrześcijański solipizm - jak jest to po prostu mamy rację > Nie dość, że prawdopodobieństwo istnienia jakiegokolwiek Boga/bogów jest znikome, to biorąc pod uwagę wzajemnie sprzeczne objawienia różnych religii i wyznań oraz miejscami absurdalną niespójność ich dogmatów, nie warto tracić czasu na zastanawianie się nad prawdopodobieństwem tego, że będzie to akurat Bóg w wersji katolickiej.ależ ja nie tracę czasu na zastanawianie się - ja to wiem że "to akurat Bóg w wersji katolickiej" Jest wiele innych aspektów wartych zastanowienia. > Konował:[...] niemniej dopóki jakieś zdarzenie nie zaistnieje nie można mówić o nim bo go nie było. > Owszem, tak to wygląda w naszym świecie, ze względu na czas.> Ale poza czasem? Gdyby istniało jakiekolwiek zdarzenie w naszym świecie, którego istoty pozaczasowa nie mogłaby jeszcze znać, oznaczałoby, że to zdarzenie jest dla niej przyszłością. Ale przecież nic nie może być przyszłością dla istoty pozaczasowej. Przyszłość, przeszłość czy teraźniejszość to kategoryzacje wynikające z istnienia czasu!> Nie ma czasu --> nie ma przyszłości.> Nie ma przyszłości --> nie ma nieznanych zdarzeń.> Czyli pozaczasowy stwórca wszechświata zna stworzony przez siebie wszechświat w sposób absolutny - zna każde zdarzenie w każdym kwancie czasu i w każdym miejscu wszechświata od pierwszej do ostatniej chwili jego istnienia.> Z naszego "wewnętrznego" punktu widzenia, ów stwórca posiadł taką wiedzę już w chwili zaistnienia wszechświata. Wiedza ta obejmuje np. całe twoje życie, którego każda chwila została zaplanowana na długo przed (oczywiście z naszego punktu widzenia) twoim przyjściem na świat.> I gdzie tu miejsce na wolną wolę?To tylko Twoje spekulacje. Może też być tak że Bóg zna wszystkie możliwe warianty naszych wyborów, czyli jest wszechwiedzący - ale to my decydujemy którą droga pójdziemy. Trochę ciężko dyskutować bo nikt na ziemi nie zna właściwości przestrzeni bezczasowej, czyli możemy się przerzucać teoriami, ale to nic ie wyjaśni. Chociaż jest to ciekawa sprawa, a podstawowym pytaniem jest czy człowiek może stworzyć model czegoś czego nigdy nie doświadczył czyli braku czasu. > Konował:[...] Oczywiście zawsze dojdziemy do momentu tego że jeżeli to my decydujemy (wolna wola) to Bóg nie wie co zdecydujemy - jak to możliwe nie wiem - i dlatego z ciekawości sobie dyskutuje. > Jeśli nie wiesz, jak to możliwe, to skąd wiesz, że tak jest?dogmat  ale staram się go pojąć, nawet i rozumowo. W końcu wielu naukowców coś zakładało z góry, później dopasowywało fakty a na końcu dochodzili co i jak. > Konował:sorry ale nie jestem filozofem/teologiem z pełną teorią wyjaśniającą wszystkie kwestie. Dla mnie nieracjonalne jest że muszę wykazać konieczność zaistnienia rzeczy oczywistych. Stajemy przed problemem i decydujemy - bez wolnej woli nie możemy tego zrobić. > Dlaczego oczywistych?> Oczywiste jest tylko to, że masz poczucie posiadania wolnej woli. To jednak zbyt mało, by twierdzić, że wolna wola jest oczywistością.> Jak bowiem człowiek może rozróżnić złudzenie wolnej woli od wolnej woli?zapytam przewrotnie a co za różnica czy masz wolną wolę czy tylko jej złudzenie ? dodajmy złudzenie 100%-o idealne. Ha nawet ateiści uważają że mają wolną wolę  myślisz że też się mylą?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Konował:[...] To tylko Twoje spekulacje. Może też być tak że Bóg zna wszystkie możliwe warianty naszych wyborów, czyli jest wszechwiedzący - ale to my decydujemy którą droga pójdziemy. Trochę ciężko dyskutować bo nikt na ziemi nie zna właściwości przestrzeni bezczasowej, czyli możemy się przerzucać teoriami, ale to nic ie wyjaśni. [...] Nie jest prawdą, że nie znamy żadnych właściwości przestrzeni bezczasowej, jedną znamy doskonale - brak czasu. I to jest wszystko, czego potrzeba, by zaprzeczyć możliwości zaistnienia wolnej woli w świecie stworzonym przez chrześcijańskiego Boga. "Możliwości", o których wspominasz powyżej, nie są żadnym wyjściem z pułapki braku czasu. Dlaczego? 1. Otóż możliwość jest hipotetycznym zdarzeniem, które może zajść w przyszłości. 2. Nie możemy zatem mówić o możliwości, jeśli nie istnieje przyszłość. 3. A przyszłość istnieje tylko wtedy, kiedy istnieje czas. 4. Zatem przyszłość istnieje tylko dla istot zanurzonych w czasie, jak my. 5. Natomiast istoty pozaczasowe, takie jak Bóg-stwórca Wszechświata, nie znające przeszłości, teraźniejszości ani przyszłości, nie mogą też znać czegoś takiego jak "możliwość". Raz jeszcze powtórzę to, co pisałem poprzednio, ponieważ to również dotyczy problemu "możliwości": Gdyby istniało jakiekolwiek zdarzenie w naszym świecie, którego istoty pozaczasowa nie mogłaby jeszcze znać, oznaczałoby, że to zdarzenie jest dla niej przyszłością. Ale przecież nic nie może być przyszłością dla istoty pozaczasowej. Przyszłość, przeszłość czy teraźniejszość to kategoryzacje wynikające z istnienia czasu! Nie ma czasu --> nie ma przyszłości. Nie ma przyszłości --> nie ma nieznanych zdarzeń. Nie ma nieznanych zdarzeń --> nie ma możliwości (zdarzenie nieznane to po prostu możliwość). Konował:[...] dogmat  ale staram się go pojąć, nawet i rozumowo. W końcu wielu naukowców coś zakładało z góry, później dopasowywało fakty a na końcu dochodzili co i jak. [...] Jestem katolikiem i uznaje/wyznaje wszystkie dogmaty - nie mogę sobie wybrać niektórych - no chyba żebym przestał być katolikiem To że w rozumieniu nauki mogą być sprzeczne to już inna sprawa. Ty podchodzisz do tego eliminacyjnie - ja wolę poznawczo , czyli poczekam aż nauka je dopasuje. Jutro naukowcy coś odkryją co zmieni świat - to jest faktem. [...] Dotychczasowe dzieje nauki wskazują raczej na coś odwrotnego - im więcej, dzięki rozwojowi nauki, wiemy o otaczającym nas świecie, tym mniej sensowne stają się religijne dogmaty, w tym oczywiście i te katolickie. Konował:[...] zapytam przewrotnie a co za różnica czy masz wolną wolę czy tylko jej złudzenie ? dodajmy złudzenie 100%-o idealne. Ha nawet ateiści uważają że mają wolną wolę  myślisz że też się mylą? [...] Dlaczego "nawet ateiści"? Ateizm nie wypowiada się na temat istnienia wolnej woli. Jedyne, co tak naprawdę łączy ateistów, to brak wiary w Boga/bogów - ich poglądy na wszelkie inne zagadnienia mogą być całkowicie odmienne. A wracając do pytania - dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia. Nikt nie potrafi rozróżnić wolnej woli od jej złudzenia, ja również. Konował:[...] ależ ja nie tracę czasu na zastanawianie się - ja to wiem że "to akurat Bóg w wersji katolickiej" [...] Jak jesteś w stanie to udowodnić? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > Konował:[...] To tylko Twoje spekulacje. Może też być tak że Bóg zna wszystkie możliwe warianty naszych wyborów, czyli jest wszechwiedzący - ale to my decydujemy którą droga pójdziemy. Trochę ciężko dyskutować bo nikt na ziemi nie zna właściwości przestrzeni bezczasowej, czyli możemy się przerzucać teoriami, ale to nic ie wyjaśni. [...] > Nie jest prawdą, że nie znamy żadnych właściwości przestrzeni bezczasowej, jedną znamy doskonale - brak czasu. I to jest wszystko, czego potrzeba, by zaprzeczyć możliwości zaistnienia wolnej woli w świecie stworzonym przez chrześcijańskiego Boga.a od kiedy czas jest potrzebny do podjęcia decyzji ??? > "Możliwości", o których wspominasz powyżej, nie są żadnym wyjściem z pułapki braku czasu. Dlaczego?> 1. Otóż możliwość jest hipotetycznym zdarzeniem, które może zajść w przyszłości.jeżeli nie ma czasu to może zajść także w przeszłości albo teraźniejszości, albo po prostu może zajść bez czasu - jest możliwość która może być uzależniona od innych czynników jak zas > 2. Nie możemy zatem mówić o możliwości, jeśli nie istnieje przyszłość.to trochę naciągane - jak już to możemy mówić o niemożności zaistnienia możliwośći bez istnienia czasu haha - ale sama mozliwość istniej bez czasu > 3. A przyszłość istnieje tylko wtedy, kiedy istnieje czas.nie ma to nic do rzeczy > 4. Zatem przyszłość istnieje tylko dla istot zanurzonych w czasie, jak my.Zgadza się - co się jednak wcale nie musi tyczyć Boga który jest poza czasem  > 5. Natomiast istoty pozaczasowe, takie jak Bóg-stwórca Wszechświata, nie znające przeszłości, teraźniejszości ani przyszłości, nie mogą też znać czegoś takiego jak "możliwość".jak nie ma czasu to oczywiście nie można mówić o poznaniu przyszłości, ale to nie znaczy że Bóg nie wie jakie wybory by dokonał człowiek gdy już w nurcie czasu się znajdzie - cały szkopuł polega na tym ze nie możemy naszej perspektywy na siłę narzucac w rzeczywistośc która tej perspektywy z definicji nie może mieć - co nie znaczy że nie istnieje i nie ma koleracji między nimi > Raz jeszcze powtórzę to, co pisałem poprzednio, ponieważ to również dotyczy problemu "możliwości":> Gdyby istniało jakiekolwiek zdarzenie w naszym świecie, którego istoty pozaczasowa nie mogłaby jeszcze znać, oznaczałoby, że to zdarzenie jest dla niej przyszłością. Ale przecież nic nie może być przyszłością dla istoty pozaczasowej. Przyszłość, przeszłość czy teraźniejszość to kategoryzacje wynikające z istnienia czasu!ale to wcale nie oznacza że bez czasu one nie zaistnieją i ktoś w umownej jednej chwili nie zna wszystkich zdarzeń - przeszłych , przyszłych i teraźniejszych. Nawet wśród ludzi istnieją różne określenie czasowości co nie znaczy że się jakich ś rzeczy w różnych zakątkach świata nie można doliczyć. U nas jest trzy czasy - a w Angli chyba 16-cie - co nie znaczy że u nich się więcej wydarza rzeczy. > Nie ma czasu --> nie ma przyszłości.> Nie ma przyszłości --> nie ma nieznanych zdarzeń.tego nie wiesz bo nie możesz zbadać rzeczywistości bezczasowej > Nie ma nieznanych zdarzeń --> nie ma możliwości (zdarzenie nieznane to po prostu możliwość).j.w. > Konował:[...] dogmat  ale staram się go pojąć, nawet i rozumowo. W końcu wielu naukowców coś zakładało z góry, później dopasowywało fakty a na końcu dochodzili co i jak. [...] > Jestem katolikiem i uznaje/wyznaje wszystkie dogmaty - nie mogę sobie wybrać niektórych - no chyba żebym przestał być katolikiem To że w rozumieniu nauki mogą być sprzeczne to już inna sprawa. Ty podchodzisz do tego eliminacyjnie - ja wolę poznawczo , czyli poczekam aż nauka je dopasuje. Jutro naukowcy coś odkryją co zmieni świat - to jest faktem. [...]> Dotychczasowe dzieje nauki wskazują raczej na coś odwrotnego - im więcej, dzięki rozwojowi nauki, wiemy o otaczającym nas świecie, tym mniej sensowne stają się religijne dogmaty, w tym oczywiście i te katolickie.a tym bardziej stają się sensowne naukowe dogmaty ? - to że pewne rzeczy się wyjaśniają nie stanowi o istocie dogmatu , czyli nawet jak jeden dogmat zostanie to jednak będzie świadczyć że takie "coś" może istniec > Konował:[...] zapytam przewrotnie a co za różnica czy masz wolną wolę czy tylko jej złudzenie ? dodajmy złudzenie 100%-o idealne. > Ha nawet ateiści uważają że mają wolną wolę myślisz że też się mylą? [...]> Dlaczego "nawet ateiści"? Ateizm nie wypowiada się na temat istnienia wolnej woli. Jedyne, co tak naprawdę łączy ateistów, to brak wiary w Boga/bogów - ich poglądy na wszelkie inne zagadnienia mogą być całkowicie odmienne.> A wracając do pytania - dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia. Nikt nie potrafi rozróżnić wolnej woli od jej złudzenia, ja również.> Konował:[...] ależ ja nie tracę czasu na zastanawianie się - ja to wiem że "to akurat Bóg w wersji katolickiej" [...] > Jak jesteś w stanie to udowodnić?> .obydwie rzeczy nie wymagają udowadniania - bo po co - albo wierzysz że masz wolną wolę od boga , albo nie - a wtedy w co wierzysz to inna sprawa.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Konował:a od kiedy czas jest potrzebny do podjęcia decyzji ??? A w którym miejscu napisałem, że jest do tego potrzebny? Konował:PAN TAU: [...] możliwość jest hipotetycznym zdarzeniem, które może zajść w przyszłości. [1] jeżeli nie ma czasu to może zajść także w przeszłości albo teraźniejszości, [2] albo po prostu może zajść bez czasu - [3] jest możliwość która może być uzależniona od innych czynników jak zas [Ad 1] Nieprawda. Odsyłam do definicji (np. z Wikipedii): Przeszłość - w liniowej koncepcji czasu, jest to część linii czasu, która już się wydarzyła. Część czasoprzestrzeni, w której zawarte są wszystkie zdarzenia, które już miały miały miejsce. [...] przeszłości przeciwstawiamy przyszłość (zbiór zdarzeń, które wydarzą się później) oraz teraźniejszość (zbiór zdarzeń, które właśnie się dzieją).Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość to kategorie czasu. Jeśli więc nie ma czasu, to żadne zdarzenie nie może zajść ani w przeszłości, ani w teraźniejszości. [Ad 2] Jak cokolwiek może zachodzić bez czasu? Jesteś podać choć jeden wiarygodny przykład? [Ad 3] Od jakich czynników? Konował:PAN TAU: [...] Nie możemy zatem mówić o możliwości, jeśli nie istnieje przyszłość. to trochę naciągane - jak już to możemy mówić o niemożności zaistnienia możliwośći bez istnienia czasu haha - ale sama mozliwość istniej bez czasu OK, w takim razie podaj swoją definicję możliwości - taką, która nie odwołuje się do czasu. Konował:PAN TAU: [...] A przyszłość istnieje tylko wtedy, kiedy istnieje czas. nie ma to nic do rzeczyDlaczego nie ma nic do rzeczy? Konował:PAN TAU: [...] Zatem przyszłość istnieje tylko dla istot zanurzonych w czasie, jak my. Zgadza się - co się jednak wcale nie musi tyczyć Boga który jest poza czasem Skoro: (a) przyszłość istnieje tylko dla istot, które są w czasienatomiast (b) Bóg jest istotą poza czasemto (c) dla Boga przyszłość nie istnieje. Konował: jak nie ma czasu to oczywiście nie można mówić o poznaniu przyszłości, ale to nie znaczy że Bóg nie wie jakie wybory by dokonał człowiek gdy już w nurcie czasu się znajdzie - cały szkopuł polega na tym ze nie możemy naszej perspektywy na siłę narzucac w rzeczywistośc która tej perspektywy z definicji nie może mieć - co nie znaczy że nie istnieje i nie ma koleracji między nimi Niczego nie narzucamy, tylko: (a) albo jesteśmy racjonalistami i zakładamy, że cały świat łącznie z ewentualnym Bogiem można analizować rozumowo, (b) albo jesteśmy fideistami i irracjonalistami i zakładamy, że istnieją prawdy, których nie da się poznać rozumem. Zastanów się, co wybierasz - jeśli (b), to nie mamy o czym rozmawiać, ponieważ nie zamierzam dyskutować o subiektywnych przekonaniach i objawieniach. Jeśli jednak zdecydujesz się wybrać (a), podobnie jak ja, nie odwołuj się do argumentów pozalogicznych, bo twoje stwierdzenie, że " nie możemy naszej perspektywy na siłę narzucac w rzeczywistośc która tej perspektywy z definicji nie może mieć - co nie znaczy że nie istnieje i nie ma koleracji między nimi" z racjonalizmem nie ma nic wspólnego. Konował: ale to wcale nie oznacza że bez czasu one nie zaistnieją i ktoś w umownej jednej chwili nie zna wszystkich zdarzeń - przeszłych , przyszłych i teraźniejszych. Powtarzam jeszcze raz: przeszłość, przyszłość i teraźniejszość to kategorie czasu! Takie są ich definicje i bez czasu nie istnieją! Jeśli znasz inne, to je po prostu przytocz, a dopóki tego nie zrobisz, nie widzę powodu, by nie korzystać z definicji encyklopedycznych. A skoro z nich wynika, że przeszłość, przyszłość i teraźniejszość są kategoriami czasu i bez niego nie istnieją, istota pozaczasowa nie rozróżnia przeszłości, przyszłości i teraźniejszość - te pojęcia bowiem dla niej nie istnieją. Konował: Nawet wśród ludzi istnieją różne określenie czasowości co nie znaczy że się jakich ś rzeczy w różnych zakątkach świata nie można doliczyć. U nas jest trzy czasy - a w Angli chyba 16-cie - co nie znaczy że u nich się więcej wydarza rzeczy. Czy to żart, czy ty naprawdę nie rozróżniasz czasu fizycznego od czasu lingwistycznego? Konował:tego nie wiesz bo nie możesz zbadać rzeczywistości bezczasowej. Oczywiście, że mogę - zrobiłem to powyżej. Przyjrzyj się temu jeszcze raz: (a) Jeżeli nie ma czasu, to nie ma przyszłości(b) Jeżeli nie ma przyszłości, to nie ma nieznanych zdarzeń(c) Jeżeli nie ma nieznanych zdarzeń, to nie ma możliwościKtóre z tych zdań nie jest prawdziwe i dlaczego? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Konował:a od kiedy czas jest potrzebny do podjęcia decyzji ??? > A w którym miejscu napisałem, że jest do tego potrzebny?tu: > Nie jest prawdą, że nie znamy żadnych właściwości przestrzeni bezczasowej, jedną znamy doskonale - brak czasu. I to jest wszystko, czego potrzeba, by zaprzeczyć możliwości zaistnienia wolnej woli w świecie stworzonym przez chrześcijańskiego Boga.dla mnie to jasne jeżeli nie mamy wolnej woli nie ma Boga który nam ją dał, jeżeli ty wiążesz czas z istnieniem wolnej woli to dla mnie jest to jednoznaczne. Ja nie uważam że wolna wola nie może istnieć bez czasu. > [Ad 1] Nieprawda. Odsyłam do definicji ...ad1 - "w liniowej koncepcji czasu" może i masz rację - a w nieliniowej ?? czy też innej KONCEPCJI ? ad2 - w naszej rzeczywistości oczywiście nic bez czasu nie może zajść - ale w rzeczywistości gdzie nie ma czasu - wszystkie wydarzenia zachodzą bez czasu - jezeli przyjmiemy że takiej rzeczywistości nie może być, to część naszej dyskusji nie ma sensu ad3 - np. już spadający przedmiot - nawet jakbyś zatrzymał czas to teoretycznie powinien spaść  czy też spadać dalej :-D > Konował:PAN TAU: [...] Nie możemy zatem mówić o możliwości, ....
może podam przykład takich możliwośći - np w zdarzeniach losowych - rzucamy monetą i możliwość wypadnięcia orła czy reszki jest taka sama dla wszystkich czasów czyli ekstrapolująć nba zdrowy rozsądek przy braku czasu też taka sama możliwość istnieje
>[cytat=Konował][i][color=darkred]PAN TAU: [...] A przyszłość istnieje tylko wtedy, kiedy istnieje czas. nie ma to nic do rzeczy> Dlaczego nie ma nic do rzeczy?bo moim zdaniem możliwość następuje w teraźiejszości - zaś przyszłość nie ma na nią wpływu > Skoro:> (a) przyszłość istnieje tylko dla istot, które są w czasienatomiast> (b) Bóg jest istotą poza czasemto> (c) dla Boga przyszłość nie istnieje.mogę się zgodzić z tym wnioskiem, co nie znaczy że nie zna naszej przyszłości - patrz niżej moją wypowiedź > Konował: jak nie ma czasu to oczywiście nie można mówić o poznaniu przyszłości, ale to nie znaczy że Bóg nie wie jakie wybory by dokonał człowiek gdy już w nurcie czasu się znajdzie - cały szkopuł polega na tym ze nie możemy naszej perspektywy na siłę narzucac w rzeczywistośc która tej perspektywy z definicji nie może mieć - co nie znaczy że nie istnieje i nie ma koleracji między nimi > Niczego nie narzucamy, tylko:> (a) albo jesteśmy racjonalistami i zakładamy, że cały świat łącznie z ewentualnym Bogiem można analizować rozumowo,> (b) albo jesteśmy fideistami i irracjonalistami i zakładamy, że istnieją prawdy, których nie da się poznać rozumem.> Zastanów się, co wybierasz - jeśli (b), to nie mamy o czym rozmawiać, ponieważ nie zamierzam dyskutować o subiektywnych przekonaniach i objawieniach.> Jeśli jednak zdecydujesz się wybrać (a), podobnie jak ja, nie odwołuj się do argumentów pozalogicznych, bo twoje stwierdzenie, że "nie możemy naszej perspektywy na siłę narzucac w rzeczywistośc która tej perspektywy z definicji nie może mieć - co nie znaczy że nie istnieje i nie ma koleracji między nimi" z racjonalizmem nie ma nic wspólnego.nie uważam że możemy wybrać miezy tymi dwoma postawami - postawę a mają roboty, b- zwierzęta - a my jesteśmy pomiędzy nimi. od lat trwają badania czym jest miłość chemią czy uczuciem - co jakiś czas nowe DOWODY naukowe przyznają rację raz jednym raz drugim. Uważam że część rzeczy jeszcze po prostu nie możemy zbadać , co nie znaczy że ich nie ma, zaś z racjonalnego punktu widzenia jeżeli istnieje nawet niewielka możliwość na prawdziwość odmiennego poglądu - to nie jest to pogląd irracjonalny. > Powtarzam jeszcze raz: przeszłość, przyszłość i teraźniejszość to kategorie czasu! Takie są ich definicje i bez czasu nie istnieją!> Jeśli znasz inne, to je po prostu przytocz, a dopóki tego nie zrobisz, nie widzę powodu, by nie korzystać z definicji encyklopedycznych.> A skoro z nich wynika, że przeszłość, przyszłość i teraźniejszość są kategoriami czasu i bez niego nie istnieją, istota pozaczasowa nie rozróżnia przeszłości, przyszłości i teraźniejszość - te pojęcia bowiem dla niej nie istnieją.> Konował:tego nie wiesz bo nie możesz zbadać rzeczywistości bezczasowej. > Oczywiście, że mogę - zrobiłem to powyżej.> Przyjrzyj się temu jeszcze raz:> (a) Jeżeli nie ma czasu, to nie ma przyszłości(b) Jeżeli nie ma przyszłości, to nie ma nieznanych zdarzeń(c) Jeżeli nie ma nieznanych zdarzeń, to nie ma możliwościKtóre z tych zdań nie jest prawdziwe i dlaczego?> .to Ty się zdecyduj - jest rzeczywistość bezczasowa którą zbadałeś, czy nie am takiej rzeczywistości? Jeżeli nie ma czasu w jakiejś rzeczywistości to nie możesz zbadać czy jest tam przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, bo nie masz do niej dostępu, a że stworzyłeś sobie jakąś "KONCEPCJĘ" do swoich rozważań to już całkiem inna sprawa. Bardzoo mi sie ciekawie dyskutowało 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Konował:PAN TAU: Dotychczasowe dzieje nauki wskazują raczej na coś odwrotnego - im więcej, dzięki rozwojowi nauki, wiemy o otaczającym nas świecie, tym mniej sensowne stają się religijne dogmaty, w tym oczywiście i te katolickie. a tym bardziej stają się sensowne naukowe dogmaty ?Źródłem naukowych aksjomatów jest doświadczenie i ono też jest weryfikatorem ich sensowności - jeśli jakikolwiek z nich staje się z nim niezgodny, zostaje zmieniony. A jak weryfikujesz sensowność dogmatów religijnych? Skąd je bierzesz, jak i na jakiej podstawie je zmieniasz? Konował: to że pewne rzeczy się wyjaśniają nie stanowi o istocie dogmatu , czyli nawet jak jeden dogmat zostanie to jednak będzie świadczyć że takie "coś" może istniec. Coś może istnieć, jeśli istnieją jakiekolwiek przesłanki za istnieniem tego czegoś. Dogmat nie jest żadną przesłanką, a co najwyżej pobożnym życzeniem. Konował:[...] ja to wiem że "to akurat Bóg w wersji katolickiej" [...][/color] PAN TAU: Jak jesteś w stanie to udowodnić?.. obydwie rzeczy nie wymagają udowadniania - bo po co - albo wierzysz że masz wolną wolę od boga , albo nie - a wtedy w co wierzysz to inna sprawa.Napisałeś "ja to wiem", a nie "ja w to wierzę". Jeśli więc napisałeś prawdę i rzeczywiście to wiesz (a interesuje mnie tylko wiedza), udowodnij, że "to akurat Bóg w wersji katolickiej". .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Konował:PAN TAU: Dotychczasowe dzieje nauki wskazują raczej na coś odwrotnego - im więcej, dzięki rozwojowi nauki, wiemy o otaczającym nas świecie, tym mniej sensowne stają się religijne dogmaty, w tym oczywiście i te katolickie. a tym bardziej stają się sensowne naukowe dogmaty ?> Źródłem naukowych aksjomatów jest doświadczenie i ono też jest weryfikatorem ich sensowności - jeśli jakikolwiek z nich staje się z nim niezgodny, zostaje zmieniony.czy dopuszczasz możliwość że dogmat może yć jednostkowym, unikalnym wydarzeniem ? > A jak weryfikujesz sensowność dogmatów religijnych? Skąd je bierzesz, jak i na jakiej podstawie je zmieniasz?tak jak Ty sie opierasz na publikacjach naukowych, ja opieram sie na słowie Papieża który jest jedyną osobą władną wypowiadać sie w sprawie dogmatów. > Konował: to że pewne rzeczy się wyjaśniają nie stanowi o istocie dogmatu , czyli nawet jak jeden dogmat zostanie to jednak będzie świadczyć że takie "coś" może istniec. > Coś może istnieć, jeśli istnieją jakiekolwiek przesłanki za istnieniem tego czegoś.> Dogmat nie jest żadną przesłanką, a co najwyżej pobożnym życzeniem.nie o czarnych dziurach kiedyś nie wiedzieliśmy a istniały - w końcu dowody się znalazły. Uważam , że poznanie dowodów w sprawach "wiary" jeszcze przed nami - co nie znaczy że ich nie ma. > Konował:[...] ja to wiem że "to akurat Bóg w wersji katolickiej" [...][/color] PAN TAU: Jak jesteś w stanie to udowodnić?.. obydwie rzeczy nie wymagają udowadniania - bo po co - albo wierzysz że masz wolną wolę od boga , albo nie - a wtedy w co wierzysz to inna sprawa.> Napisałeś "ja to wiem", a nie "ja w to wierzę".> Jeśli więc napisałeś prawdę i rzeczywiście to wiesz (a interesuje mnie tylko wiedza), udowodnij, że "to akurat Bóg w wersji katolickiej".> .Argumentem jest dla mnie 20000 lat chrześcijaństwa i moja wiara.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | > Myślę, że nauka właśnie dlatego udowadnia zbyteczność boga, gdyż znajduje sama bez nadprzyrodzonych pomocy rozwiązania wszystkich problemów rzeczywistości.Problem tym, że nauka bynajmniej nie rozwiązuje problemów rzeczywistości. Np. Każdy człowiek podejmując decyzje stosuje normy etyczne, które przecież nie są "naukowe" , gdyż nauka zajmuje się tym, co jest a nie tym co, ma być. Dalej nauka zakłada, ze już jakaś rzeczywistość, którą można badać istnieje. Nie rozwiązuje, więc problemu skąd się wzięła ta rzeczywistość ani tego, co jest poza tą rzeczywistością (sprawy pozaświatowe). > Każda dziedzina prowadzi własne badania i wyjaśnia stany faktyczne poddając krytycznej analizie swe osiągnięcia.No, ale dlaczego w ogóle mamy prowadzić jakieś badania a nie np. pić kawę?  To czy w ogóle będziemy prowadzić badania zalezy od tego czy zobaczymy w tym jakiś sens, a sens jest rzeczą wiary. > Nie ma żadnego znaczenia czyj niby bóg ma być brany pod uwagę. Bo jeśli założyć, że jest którykolwiek, to znaczy że są i pozostali.Absolutnie nie, jeśli założymy np., że istnieje Bóg różny od świata (stwórca świata), to wykluczamy tym samym, ze wszechświat jest tożsamy z bogiem. Każdy typ światopoglądu należy, więc rozpatrywać niezależnie. > Jeśli natomiast szukamy prawdy o świecie, a w jej poszukiwaniu nie spotkaliśmy boga (istoty nadprzyrodzonej), to znaczy że nie był do tej pory nikomu potrzebny, żeby przy jego pomocy cokolwiek osiągnąć.To tak samo jakby król Makbet twierdził, że, ponieważ nie spotkał Szekspira, wiec Szekspir do tej pory nikomu potrzebny, więc Szekspir nie istnieje.  To potwornie antropocentryczny punkt widzenia  : istnieje tylko to, co możemy osiągnąć/zrobić sami. Tymczasem: - jest cała masa rzeczy, których człowiek nie potrafi zrobić (nie stworzył wszechświata, to nie od nas zależy ze w ogóle żyjemy, ani kiedy żyjemy), - jeśli Bóg istnieje to wszystko, co robimy ogólnie rzecz biorąc dzięki Niemu. > Jeśli nie napotykamy na cudowności, na nadprzyrodzoności w poszukiwaniach, to znaczy, że ich nie ma, i że nie są potrzebne, skoro bez nich to działa.Ależ przecież napotykamy na cuda!!! > Tak więc nie ma powodu zastanawiać się czyj Bóg co zrobił. Bo musielibyśmy mieć przynajmniej jeden przykład jego działania,Mamy, religie dostarczają takich przykładów. > a i do tego nie można by pominąć wszystkich bogów wszystkich wyznańA dlaczego właściwie nie mielibyśmy analizować wszystkich?
|
|
|  | 1 na 1 | Adam Michalik (153 punktów) | >Ależ przecież napotykamy na cuda!!!
Nie.
>A dlaczego właściwie nie mielibyśmy analizować wszystkich?
Bo niektórzy są bardziej beznadziejni niż inni.
|
|
|  | 1 na 1 | Andreass (339 punktów) | > To tak samo jakby król Makbet twierdził, że, ponieważ nie spotkał Szekspira, wiec Szekspir do tej pory nikomu potrzebny, więc Szekspir nie istnieje. > To potwornie antropocentryczny punkt widzenia : istnieje tylko to, co możemy osiągnąć/zrobić sami. Tymczasem:> - jest cała masa rzeczy, których człowiek nie potrafi zrobić (nie stworzył wszechświata, to nie od nas zależy ze w ogóle żyjemy, ani kiedy żyjemy),Znaczyłoby to ni mniej ni więcej, że jeśli człowiek nie stworzył wszechświata, to oczywistym jest że stworzył go bóg? Znaczy, że to czego nie jesteśmy dziś w stanie zrobić, to zrobił bóg? Piękne. A co z rzeczami, które kiedyś były dziełem boga, a dziś mamy nad nimi władzę i staramy się nawet poprawiać jego dzieło? Przez Pani analogię, czy jesteśmy już bogami? > - jeśli Bóg istnieje to wszystko, co robimy ogólnie rzecz biorąc dzięki Niemu.Niewiarygodne. Rozumiem, gdyby to pisał sam biskup np. > Ależ przecież napotykamy na cuda!!!Ponieważ jak Pani twierdzi jest dużo cudów, to nie będzie chyba żadnym problemem przytoczenie kilku. Chciałbym poznać czym wg Pani jest cud? > >Tak więc nie ma powodu zastanawiać się czyj Bóg co zrobił. Bo musielibyśmy mieć przynajmniej jeden przykład jego działania,> Mamy, religie dostarczają takich przykładów.Religie potwierdzają istnienie bogów? To ciekawe, to tak jak by ślepiec potwierdzał istnienie kolorów. Złodziej że nim nie jest. Bardzo wykwintna teza. > >a i do tego nie można by pominąć wszystkich bogów wszystkich wyznań> A dlaczego właściwie nie mielibyśmy analizować wszystkich?I tu ciekawostka jak dla mnie. Czy oznacza to, że ilość religii świadczy o ilości bogów? Podejrzewam, że odpowie Pani, że to ten sam bóg inaczej pojmowany w różnych religiach. Ale wówczas znaczyłoby to że bóg oszukuje swych wyznawców. Bawi się z nimi w ciuciubabkę. Myśli Pani, że takowa jest natura boska?
|
|
| |  | -1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Znaczyłoby to ni mniej ni więcej, że jeśli człowiek nie stworzył wszechświata, to oczywistym jest że stworzył go bóg?> Znaczy, że to czego nie jesteśmy dziś w stanie zrobić, to zrobił bóg?> Piękne. A co z rzeczami, które kiedyś były dziełem boga, a dziś mamy nad nimi władzę i staramy się nawet poprawiać jego dzieło? Przez Pani analogię, czy jesteśmy już bogami?Próbujesz wykręcić kota ogonem. Nikt kto nie jest Bogiem nie wie (do konca) co znaczy być Bogiem. A ponieważ my nie wiemy co, to znaczy, to nie jesteśmy Bogami  . Zarzut był taki, ze zawężasz się tylko do tego, co można zrobić. Ba, jeśli chcemy coś osiągnąć, to możemy osiągnąć tylko dlatego, że prawa zachodzą. A dlaczego zachodzą? Tego nie wiadomo. Jak więc możesz twierdzisz, że Bog jest zbyteczny? > >Ależ przecież napotykamy na cuda!!!> Ponieważ jak Pani twierdzi jest dużo cudów, to nie będzie chyba żadnym problemem przytoczenie kilku. Chciałbym poznać czym wg Pani jest cud?Cóż, nie jest to problem. Nauka o cudach zasadniczo znajduje się w wypowiedziach Ojców Kościoła i teologów. Akurat mam pod ręką materiał na ten temat z rozważań dominikańskich pewnej osoby. Wg Tomasza z Akwinu, to nadzwyczajne działanie Boga, wykonywane przez Niego wtedy kiedy chce, ale zawsze w zgodzie z logika świata stworzonego. Wyróżnił on trzy rodzaje cudów: - supra naturam - taki cud, który przewyższa swoja treścią w sposób absolutny porządek natury i jako taki nigdy nie mógłby zaistnieć dzięki prawom natury. Przykładem może być cudowna przemiana wody w wino w Kanie Galilejskiej lub wskrzeszenie Łazarza. - praeter naturam - przekraczające naturę, jej porządek, takie wydarzenia, które dokonują się z pominięciem naturalnych przyczyn. Są to cuda zdziałane przez naturę, ale w sposób określony przez jej Stwórcę - np. uzdrowienie paralityka, kobiety cierpiącej na krwotok czy niewidomego od urodzenia. Wydarzenia te mogłyby się dokonać również w porządku natury przy odpowiedniej terapii (jeśli w danym momencie byłaby dostępna medycynie). - contra naturam - cuda wbrew naturze, pojawiające się wówczas, gdy natura zachowuje się odmiennie niż zazwyczaj, np. w przypadku lewitacji czy stąpania po wodzie. Sam św. Tomasz jako przykład takiego cudu podawał wrzucenie trzech młodzieńców do pieca ognistego - ogień tam płonął, ale nie zrobił żadnej szkody młodzieńcom (por. Dn 3). Jednak taką klasyfikację teologowie zakwestionowali, gdyż: jeśli natura jest dziełem Stwórcy, a Stwórca nie może działać przeciw Sobie - to taki cud nie może zaistnieć. Może należałoby raczej powiedzieć jak sw. Augustyn, że cuda nie są sprzeczne z naturą tylko z naszą wiedzą o niej. Kolejna definicja cudu - w tzw. podejściu personalistycznym Cud jest znakiem, przez który Bóg nawiązuje kontakt z konkretnym człowiekiem - relacją osobową (ta definicja kładzie akcent na uniezależnienie się od nauki, gdyż w związku z rozwojem nauki, co dziś jest cudem w przyszłości mogłoby nim nie być jak i natury  ). Są też cuda moralne, np. uzdrowienie z narkomanii czy alkoholizmu. Wg mnie jednak podział św. Tomasz jest ok., przynajmniej cuda są sprzeczne z obrazem natury jaki daje materializm. > >>Tak więc nie ma powodu zastanawiać się czyj Bóg co zrobił. Bo musielibyśmy mieć przynajmniej jeden przykład jego działania,> >Mamy, religie dostarczają takich przykładów.> Religie potwierdzają istnienie bogów? To ciekawe, to tak jak by ślepiec potwierdzał istnienie kolorów. Złodziej że nim nie jest. Bardzo wykwintna teza.To absurd, bo to samo jak by powiedzieć, że fizycy nie mogą potwierdzać praw fizyki, bo wiadomo, ze fizycy chcieliby aby takie prawa istniały, bo bez tych praw straciliby miłe zajęcie. > >>a i do tego nie można by pominąć wszystkich bogów wszystkich wyznań> >A dlaczego właściwie nie mielibyśmy analizować wszystkich?> I tu ciekawostka jak dla mnie. Czy oznacza to, że ilość religii świadczy o ilości bogów?> Podejrzewam, że odpowie Pani, że to ten sam bóg inaczej pojmowany w różnych religiach. Ale wówczas znaczyłoby to że bóg oszukuje swych wyznawców. Bawi się z nimi w ciuciubabkę. Myśli Pani, że takowa jest natura boska?Ani ilość religii nie świadczy o ilości bogów ani nie musi to być ten sam Bog pojmowany w różnych relgiiach. Na przyklad nawrócenie na chrześcijaństwo wykluczało wiarę w Moloha czy Baala tudzież Zeusa, czy każdego innego boga pogańskiego. Absolutnie nikt nie twierdzi, że Bog (Jahwe) jest tym samym bogiem co Zeus. Utożsamiono jednak "chrześcijańskiego" Boga (Ojca Wszechmogącego) z Bogiem filozofów (absolutem, rzeczywistościa ostateczną). Trudno powiedziec czy bawi się w ciuciubabkę. Własciwe tylko w chrz. Bóg przyszedl na świat jako człowiek ( Budda nie twierdził, ze jest Brahmanem, ani Mahomet nie twierdził ze jest Allahem). Owszem mówi się, ze w innych religiach są "odblaski" prawdy i ze wszystko, co w nich szlachetne zasługuje na szacunek. Ale z drugie strony mówi się o nich że zawierają zafałszowania, które są wynikiem niemoralności ludzi ( a nawet nazywa sie je "naukami demonów"). Widać więc, że problem jest złożony.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Może należałoby raczej powiedzieć jak sw. Augustyn, że cuda nie są sprzeczne z naturą tylko z naszą wiedzą o niej.Jakież to racjonalne  Od poglądu stuprocentowego racjonalisty różni się tylko tym, że ten ostatni by nie powiedział "cuda", a "zjawiska niewyjaśnione"  > Są też cuda moralne, np. uzdrowienie z narkomanii czy alkoholizmu.To się nazywa odpowiednio silna motywacja, a nie cud... > >>>Tak więc nie ma powodu zastanawiać się czyj Bóg co zrobił. Bo musielibyśmy mieć przynajmniej jeden przykład jego działania,> >>Mamy, religie dostarczają takich przykładów.> >Religie potwierdzają istnienie bogów? To ciekawe, to tak jak by ślepiec potwierdzał istnienie kolorów. Złodziej że nim nie jest. Bardzo wykwintna teza.> To absurd, bo to samo jak by powiedzieć, że fizycy nie mogą potwierdzać praw fizyki, bo wiadomo, ze fizycy chcieliby aby takie prawa istniały, bo bez tych praw straciliby miłe zajęcie.Fizycy nie tworzą praw fizyki, tylko je odkrywają. Religie tworzą bogów (lub, jak kto woli, bogowie zakładają religie). I to jest podstawowa różnica. Niezależnie od tego, jak bardzo fizyk chciałby, żeby wymyślone przez niego prawo fizyczne było prawdziwe, nie uczyni go prawdziwym przez samo chcenie - musi dostarczyć solidne, sprawdzalne dowody.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| arcus (13 punktów) | > Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?A ja sobie myślę, że paradoksalnie nauka udowodni koniecznosć istnienia Boga! Konieczność istnienia Boga nie jako istoty, nie jako pancreatora, nie jako źródła początku i końca. Będzie to udowodnienie, że w mózgu człowieka istnieje taki ośrodek który odpowiada za równowagę psychiczną i poczucie bezpieczeństwa. A częścią tego ośrodka jest potrzeba wierzenia i odwoływania się do czegoś wszech.... czegoś czy kogoś kto moze w cudowny sposób nam pomóc, poradzić, uleczyć czy wyjaśnić to co niezrozumiałe. I choć logicznie odrzucamy istnienie Boga w jakiejkolwiek postaci to i tak mamy wbudowany moduł wiary i to nauka wg mnie udowodni. Ale przecież to tylko teoria
|
|
 | | powazka (42 punktów) | > >Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?> A ja sobie myślę, że paradoksalnie nauka udowodni koniecznosć istnienia Boga!> Konieczność istnienia Boga nie jako istoty, nie jako pancreatora, nie jako źródła początku i końca. Będzie to udowodnienie, że w mózgu człowieka istnieje taki ośrodek który odpowiada za równowagę psychiczną i poczucie bezpieczeństwa. A częścią tego ośrodka jest potrzeba wierzenia i odwoływania się do czegoś wszech.... czegoś czy kogoś kto moze w cudowny sposób nam pomóc, poradzić, uleczyć czy wyjaśnić to co niezrozumiałe.> I choć logicznie odrzucamy istnienie Boga w jakiejkolwiek postaci to i tak mamy wbudowany moduł wiary i to nauka wg mnie udowodni. Ale przecież to tylko teoria > Czy ateisci tez mają wbudowany moduł wiary.Napewno mają wbudowany ośrodek odpowiadajacy za równowage psychiczną i poczucie bezpieczeństwa.Ale nie mam potrzeby wierzenia,wręcz przeciwnie nie mogę uwierzyć i odwoływać się do czegoś wszech......"Cudownie" mi pomaga "wiara" w to że żyję tu i teraz i chcę dać z siebie wszystko aby to życie się spełniło jak najlepiej dla mnie i dla innych.Pomoć mogą mi ludzie zajmujący się nauką np./lekarz i to w każdej dziedzinie -i chirurg i psychiatra i psycholog/ wyjaśnić to co niezrozumiałe "dla mnie" może fizyk,astronom,biolog itd.Nie oczekuję na wyjaśnienia rzeczy nadprzyrodzonych bo w nie niewierzę.Dziwi mnie natomiast fakt że tyle osób zajmuje się roztrząsaniem wypowiedzi Pani Teresy.Ona chyba pomyliła strony internetowe.Wydaje mi się że ona nie potrzebuje wyjasnien ani nie ma problemów ze swoim światopoglądem więc po co poświęcać temu czas.Zamiast pisać tutaj powinna poczytać "Racjonalistę" od deski do deski a jeżeli nie zrozumie to nie nasza wina.
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) |
>Dziwi mnie natomiast fakt że tyle osób zajmuje się roztrząsaniem wypowiedzi Pani Teresy.Ona chyba pomyliła strony internetowe.Wydaje mi się że ona nie potrzebuje wyjasnien ani nie ma problemów ze swoim światopoglądem więc po co poświęcać temu czas.Zamiast pisać tutaj powinna poczytać "Racjonalistę" od deski do deski a jeżeli nie zrozumie >to nie nasza wina. > czemu zakładasz że tego nie zrobiła , albo że nie zrozumiała? może zrozumiała i chce naprawić błędy w waszym rozumowaniu
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 1 na 1 | Teresa (2693 punktów) | > Dziwi mnie natomiast fakt że tyle osób zajmuje się roztrząsaniem wypowiedzi Pani Teresy.Ona chyba pomyliła strony internetowe.Wydaje mi się że ona nie potrzebuje wyjasnien ani nie ma problemów ze swoim światopoglądem więc po co poświęcać temu czas.Zamiast pisać tutaj powinna poczytać "Racjonalistę" od deski do deski a jeżeli nie zrozumieMoże to przejdzie Twoje wyobrażenie, ale ten wątek powstał po lekturze artykułu: Autor tekstu: Victor J. Stenger; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6118"Czy nauka czyni zbędną wiarę w Boga?" i miał na celu przestawienie jego błędów. Ty rozumiem traktujesz artykuły na Racjonaliscie jako prawdę objawioną. To błąd.
|
|
 | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga? >A ja sobie myślę, że paradoksalnie nauka udowodni koniecznosć istnienia Boga! >(...)Będzie to udowodnienie, że w mózgu człowieka istnieje taki ośrodek który odpowiada za równowagę psychiczną i poczucie bezpieczeństwa.
Em... Ale to będzie dowód na to, że wszystkie religie są wymysłem, który został spowodowany tym, że w mózgu człowieka istnieje taki ośrodek odpowiedzialny za wiarę. I to, że człowiek musi w niego wierzyć nie znaczy, że on tam jest. Tak samo, jak narkoman będzie twierdzić, że jakiś narkotyk jest mu potrzebny, bo w jego mózgu jest "nakaz" brania mu tego narkotyku... A potrzebny mu będzie? Czy jak przestanie brać to nie stanie się wolnym człowiekiem?
|
|
|  | 1 na 1 | arcus (13 punktów) | Masz rację. Nauka nie udowodnia w żaden sposób istnienia Boga( zresztą jak by się tak głębiej zastanowić to jeśli by udowodnić istnienie Boga to Bóg przestał by byc boski?)Nauka myślę, że wcześniej czy później dojdzie do wniosków, że wiara w bogów, wiara w ogień itd jest rodzajem przystosowania na środowiska i powoduje że osobniki ją posiadające wygrywają w procesie selekcji naturalnej. Dlaczego? Bo np wierząc w sprzyjające działanie bóstwa plemię jest zdolne zaatakować znacznie wydawało by się silniejszego przeciwnika.Czasem taki atak to klęska- ale i tak można sie spodziwać że taki silny sąsiad by to plemię zdominował. Jednak w wielu wypadkach takie zachowanie pozwalało na poszerzenie swojej puli genetycznej
|
|
2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | Takie przedstawienie sprawy to manipulacja. Dostajemy pytanie i 4 odpowiedzi do wyboru, które z pozoru wyczerpują wszystkie możliwe przypadki - typowe "false dilemma".
Wybieram 5. możliwość tj. nauka nie uczyniła zbytecznym istnienia Boga, bo nie zajmuje się ona niemożliwymi do empirycznej weryfikacji tezami. Mam wrażenie, że nie możesz pojąć, że nauka nie jest substytutem Buddy, Chrystusa, Allacha czy innych Bogów. To zupełnie inna kategoria pojęć. Nauka nigdy nie odpowie ostatecznie na pytanie czym jest Wszechświat i jak dokładnie powstał, ale jedynie rozszerza naszą wiedzę. Zawsze będą jakieś kwestie niezbadane i zjawiska nieopisane za pomocą formalizmu matematycznego. Ale twierdzenie, że w tych niezbadanych obszarach mieszka Bóg (i to na 100% ten jeden jedyny) to pochopny wniosek.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | > Takie przedstawienie sprawy to manipulacja. Dostajemy pytanie i 4 odpowiedzi do wyboru, które z pozoru wyczerpują wszystkie możliwe przypadki - typowe "false dilemma".To nie jest żadna manipulacja tylko wykazanie absurdalności twierdzenia jakoby nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga. > Wybieram 5. możliwość tj. nauka nie uczyniła zbytecznym istnienia Boga, bo nie zajmuje się ona niemożliwymi do empirycznej weryfikacji tezami.To budujące. > Mam wrażenie, że nie możesz pojąć, że nauka nie jest substytutem Buddy, Chrystusa, Allacha czy innych Bogów. To zupełnie inna kategoria pojęć.Jak sie okazuje pierwsze wrażenie moze być mylne  . Chodziło o to czy model świata, który daje nauka jest sprzeczny z modelem świata, jaki daje wiara. Modele te nie pokrywają się. Np. obecne prawa fizyki nie przewidują, aby człowiek mógł chodzić po wodzie, a Jezus chodził - nie ma w tym sprzeczności, bo prawa nie zawierają w sobie żadnej konieczności, itd.itp.
|
|
|  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Takie przedstawienie sprawy to manipulacja. Dostajemy pytanie i 4 odpowiedzi do wyboru, które z pozoru wyczerpują wszystkie możliwe przypadki - typowe "false dilemma".> To nie jest żadna manipulacja tylko wykazanie absurdalności twierdzenia jakoby nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga.Tym nie mniej, należy napiętnować metodę, bo chyba najświętszy nawet cel nie może uświęcać środków? > >Wybieram 5. możliwość tj. nauka nie uczyniła zbytecznym istnienia Boga, bo nie zajmuje się ona niemożliwymi do empirycznej weryfikacji tezami.> To budujące.To tylko źle postawione, "wydumane" pytanie, na które jednak odpowiadam. > >Mam wrażenie, że nie możesz pojąć, że nauka nie jest substytutem Buddy, Chrystusa, Allacha czy innych Bogów. To zupełnie inna kategoria pojęć.> Jak sie okazuje pierwsze wrażenie moze być mylne .No i znów minęła mnie pochwała, wszystko przez tę niewyparzoną buzię, eh ...  Załóżmy, że będę pisał po Twojej myśli, jaka spotka mnie nagroda? Krzepiące wsparcie wspólnoty religijnej? Otrzymam poczucie sensu życia i przynależności? Jeśli będę wymyślać sofizmaty, aby przekonać siebie samego i innych do "jedynie słusznej drogi" to wsparcie grupy otrzymam, w przeciwnym razie "ekskomunika"! Jest bat i marchewka. Tak to u Was działa? Bo nie do końca rozumiem determinację "teistów" do upychania sobie na siłę bzdur do głowy typu pogodzenie kreacjonizmu i darwinizmu. > Chodziło o to czy model świata, który daje nauka jest sprzeczny z modelem świata, jaki daje wiara. Modele te nie pokrywają się.Ale też nie uzupełniają się. Religia zwyczajnie "chowa" boga poza obszary "oświetlone" przez naukę, żeby nie narazić się na śmieszność. Kiedyś było oczywiste, że słońce to bóg - dowód jak na dłoni, ale odkąd odkryto zjawisko widma emisyjnego pl.wikipedia.org/wiki/Widmo_emisyjne i tym samym zdobyto wiedzę o budowie słońca - teorie o jego boskości upadły. Z rozwojem nauki religie albo upadły, albo wycofały się na "z góry upatrzone pozycje". > Np. obecne prawa fizyki nie przewidują, aby człowiek mógł chodzić po wodzie, a Jezus chodził - nie ma w tym sprzeczności, bo prawa nie zawierają w sobie żadnej konieczności, itd.itp.Mam "przeczucie graniczące z pewnością" (jak to mawiał Ludwik Dorn), że jednak nie chodził. Bo trzeba umieć oddzielić życzenie od faktu.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
2 na 2 | Madman (7811 punktów) | > Cóż, cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje.Masz rację. Częściowo. Te cuda, które są faktami, znajdziesz tutaj: pl.wikiped(*)/Siedem_cudów_świataReszta to bajki. > Innymi słowy Bóg teistów jest również zbyteczny wg nauki tylko wtedy jeśli wcześniej założy się że jest zbyteczny.Bóg istnieje, jeśli wcześniej założyć, że istnieje.
|
|
Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?
Pytanie to zawiera fałsz, sugeruje bowiem, że istnienie lub nieistnienie Boga zależy od poznawczej aktywności człowieka czyli nauki , jej postępów. Tymczasem Bóg jest niezależnie od tego jaką wiedzę o świecie materialnym zgromadzi człowiek bo:
- Bóg jest przyczyną materii a więc jest konieczny skoro Świat materialny istnieje - Bóg jako przyczyna materii jest niematerialny - niematerialny Bóg jest niepoznawalny
Pytanie powinno być takie: Czy nasze wyobrażenie Boga jest stałe czy też zmienia się wraz z postępem nauki?
|
|
 | 2 na 2 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >- niematerialny Bóg jest niepoznawalny Czyli nikt nie jest wstanie przedstawić nawet najmniejszej przesłanki, na jego istnienie. Czyli go nie ma. A jeżeli założymy, że coś takiego jak jakiś bóg istnieje to mamy pewność że nie interesuje go życie ludzi na ziemi, bo inaczej byłby w jakiś sposób rozpoznawalny.
|
|
|  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>- niematerialny Bóg jest niepoznawalny >Czyli nikt nie jest wstanie przedstawić nawet najmniejszej przesłanki, na jego istnienie. >Czyli go nie ma.
Przesłanką jest wszystko to co jest , co musi mieć przyczynę istnienia nazywaną przez nas Bogiem.
|
|
| |  | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >Przesłanką jest wszystko to co jest , co musi mieć przyczynę istnienia nazywaną przez nas Bogiem. Jak go zwał tak zwał. Można nazwać "bogiem", można "początkiem" można "niewidzialnym, różowym jednorożcem" co nie zmienia faktu, że wszystko co mówi się o bogach jest wymysłem ludzi.
|
|
| | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Jak go zwał tak zwał. Można nazwać "bogiem", można "początkiem" można "niewidzialnym, różowym jednorożcem"
Zgoda - ale jest !
>co nie zmienia faktu, że wszystko co mówi się o bogach jest wymysłem ludzi.
Nie wszystko jest wymysłem - część jest rezultatem logicznego myślenia.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | > Nie wszystko jest wymysłem - część jest rezultatem logicznego myślenia.Która?  Rozbawiłeś mnie tym stwierdzeniem, że aż ze śmiechu dałam Ci +. Chyba że jest to rezultatem "religijnego" logicznego myślenia, lub z dopiskiem "nowy" jak "nowy feminizm" czy "nowe otwarcie".
|
|
| | | | |  | -2 na 4 | Soren (-6 punktów) | Witam I ja postaram się dodać trochę do tej dyskusji. Jestem świadomy, że tematy te są bardzo trudne, dlatego od razu chce zaznaczyć, że nie mam zamiaru nikogo obrazić. Nie musimy sie zgadzać ze zdaniem strony przeciwnej, najważniejsze jest żebyśmy siebie nawzajem szanowali.
Myślę, że każdy w pewnym okresie swojego życia zadaje sobie te "duże" pytania. Pytania o pochodzenie, sens, moralność i cel naszego życia. Obecnie na świecie istnieją dwa główne nurty myślenia.
Pierwszy z nich bazuje w oparciu o ewolucjonizm Darwina. Ewolucjonizm próbuje podjąć ten trudny temat, jednak teoria ta jest bardzo niebezpieczna dla ludzi. Zauważmy, że w ewolucji cały świat ludzki i jego dokonania, jak również wartość każdej istoty ludzkiej, Ciebie i mnie, obnaża się z jej całej godności. Dla ewolucjonisty nie istnieje pojecie moralności. Nie istnieją również takie rzeczy jak dobro i zło. Pytamy się dlaczego na świecie jest tyle zła. Ile razy słyszymy w wiadomościach o morderstwach, gwałtach zbrodniach wojennych przeciwko ludzkości, czy to nie jest złem? Czy popierasz takie rzeczy? Czy jeżeli ktoś zgwałci małe dziecko, ucieknie i uniknie kary to tak naprawdę nic sie nie stało? Od szkoły ucza nas o tym że pochodzimy od małpy czy wierzysz temu naprawdę? Zastanów się jeżeli ewolucjonizm to jest to w co wierzymy i opieramy nasze zaufanie w tą teorię to tak naprawde nie ma różnicy co robisz w życiu, nie istnieje coś takiego jak zło ani dobro. Zgodnie z tą teorią jesteśmy jedynie trochę bardziej rozwiniętymi zwierzętami bez przydzyny oraz bez celu a więc niczego nie warci. Losowo się tutaj pojawiliśmy i prędzej czy później nas nie będzie. Czy nie widzisz co ta teoria próbuje zabrać Tobie i mnie? Jaki ma sens to co teraz robisz? Czy tak naprawdę nie ma żadnego głębszego sensu? Zadajmy sobie pytanie jaka rzeczywiście jest wartość człowieka, czy istnieje zło na świecie, wszyscy wiemy że tak. Jeżeli uważasz, że nie różnisz sie od zera to ewolucja jest dla Ciebie, ale nie wmawiaj innym żeby tak myśleli. Chciałbym tutaj zauważyć że zdecydowana większośc ludzkich tragedii, wynika z porządania władzy i stawiania siebie ponad innymi. Na takiej doktrynie właśnie bazuje faszyzm, komunizm, Nie będe przypominał ile ofiar pochłonęły te doktryny. To nie Bóg jest powodem ludzkiej krzywdy ale właśnie to że próbuje się go usunąć i tym samym sprowadzić godność istoty ludzkiej do zera.
Drugie podejście tłumaczy powyższe cztery kwestie opierając się o akt stworzenia świata. Tutaj człowiek może znaleść prawdziwą godność osoby ludzkiej. Tutaj robi wielką różnice to co zrobisz w swoim życiu. Popatrzmy na groby naszych bliskich zmarłych. Po co stoimy nad ich grobami czy wierzymy że się z nimi spotkamy? Życie to jest droga do zbawienia i życia wiecznego z naszym niebieskim Ojcem. I to jest prawdziwy sens naszego życia. Miłuj bliźniego jak siebie samego. Wiele ludzi, których spotkałem stara się temat ten sprowadzić jedynie do Kościoła Katolickiego. Ja nie mam zamiaru mówic wiele na ten temat. Wiem że wiele ludzi doświadczyło wiele zla od duchowieństwa. Jest to jeden z powodów dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła. Nie mam zamiaru bronić tych duchownych, ale powiem że ich zachowanie zasługuje na potępienie. Nie łudźmy się każdy ksiądz czy zakonnik to tylko człowiek i tak jak każdy z nas popełnia grzechy. Jeżeli ktoś myślał że księża sa poto aby dawać przykład to go zasmucę. Nie warto szukać ideałów w ludziach. Niechodzimy jednak do kościołów dla księdza, ale z własnego przekonania.
Na zakończenie chciałem prosić wszystkich odwiedzających to forum, każdego z osobna. Jeżeli niechcesz wierzyć w Boga to tylko i wyłącznie Twoja decyzja. Szanuję ją. Chciałem prosić jednak abyście odrzucili wszystko to co próbuje zabrać nam naszą godność. Szacunek należy się każdemu człowiekowi nie ważne skąd pochodzisz, jaki masz kolor skóry, jakiego jesteś wyznania. Możemy się różnić i rzeczywiście tak jest, nigdy nie będziemy się zgadzać ze sobą w 100% ale najważniejsze jest to abyśmy siebie nawzajem szanowali, bo szacunek to najważniejsza rzecz. Odrzućmy wszelkie próby podziałów i dyskryminacji. Nie dajmy sobie zabrać naszej godności, nie zapominajmy co nauczyła nas historia, gdzie naszym braciom próbowano zabrać ich godność. Pamiętajmy, żeby to się nigdy więcej nie powtórzyło, nikomu choćby największemu przestępcy nie życzę tego co musieli przejśc ludzie w obozach koncentracyjnych, gdzie z ludzkiego tłuszczu robiono mydło a z włosów nici, gdzie ich głodzono, zmuszano do nadludzkiej pracy oraz eksterminowywano w komorach gazowych i spalano w piecach. Ten okres był najstraszniejszym w ludzkiej histori. Proszę Was abyśmy nigdy nie gardzili człowiekiem, ale żebyśmy wyciągnęli lekcję z tej dramatycznej historii XX wieku, tak aby nigdy się nie powtórzyła. To zadanie nie należy tylko do pewnej grupy ludzi ale do całej ludzkości, aby o tym przypominac każdemu i wszędzie.
Dziękuję i pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Witaj! >Obecnie na świecie istnieją dwa główne nurty myślenia. >Pierwszy z nich bazuje w oparciu o ewolucjonizm Darwina. >Ewolucjonizm próbuje podjąć ten trudny temat, jednak teoria ta jest bardzo niebezpieczna dla ludzi. .... >Dla ewolucjonisty nie istnieje pojecie moralności. Nie istnieją również takie rzeczy jak dobro i zło. >Pytamy się dlaczego na świecie jest tyle zła. A czy kreacjonista jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć inaczej niż: że Bóg tak chciał? >Zastanów się jeżeli ewolucjonizm to jest to w co wierzymy i opieramy nasze zaufanie w tą teorię to tak naprawde nie ma różnicy co robisz w życiu, nie istnieje coś takiego jak zło ani dobro. Zgodnie z tą teorią jesteśmy jedynie trochę bardziej rozwiniętymi zwierzętami bez przyczyny oraz bez celu a więc niczego nie warci.
Czysta demagogia. Jesteśmy zwierzętami ( naczelnymi podobno) ale i zwierzęta rządzą się swoimi regułami. Dlaczego i na jakiej podstawie uważasz, że tylko religia (jakakolwiek) daje prawo do oceny co jest dobre a co złe.
>Losowo się tutaj pojawiliśmy i prędzej czy później nas nie będzie. Czy nie widzisz co ta teoria próbuje zabrać Tobie i mnie? Jaki ma sens to co teraz robisz? Czy tak naprawdę nie ma żadnego głębszego sensu? Zadajmy sobie pytanie jaka rzeczywiście jest wartość człowieka, czy istnieje zło na świecie, wszyscy wiemy że tak.
Co zabrać? Coś czego nie ma. Czy iluzoryczna wiara w jakieś życie pozagrobowe ma mieć jakąś wartość? Żyjemy tu i teraz. Po nas zostaną co najwyżej nasze geny w następnych pokoleniach. >Chciałbym tutaj zauważyć że zdecydowana większośc ludzkich tragedii, wynika z porządania władzy i stawiania siebie ponad innymi. Na takiej doktrynie właśnie bazuje faszyzm, komunizm, Nie będe przypominał ile ofiar pochłonęły te doktryny. To religie stworzyły glebę pod te "izmy" Gdyby nie nienawiść do Żydów podsycana przez katolicyzm faszyzm musiałby znaleźć sobie inną ofiarę albo co jest bardziej prawdopodobne by go nie było. Nie jest przecież tajemnicą, że papież sprzyjał eksterminacji Żydów. Popierał Hitlera, Mussoliniego, Gen.Franko. ( to że pod koniec wojny pomagał Żydom a i zbrodniarzom hitlerowskim równocześnie jest czystą polityką Watykanu prowadzoną od zawsze) >To nie Bóg jest powodem ludzkiej krzywdy ale właśnie to że próbuje się go usunąć i tym samym sprowadzić godność istoty ludzkiej do zera. To religia obdziera ludzi z godności, każąc im się wstydzić za to że są ludźmi. Wmawia im absurdalne grzechy od urodzenia po śmierć. >Popatrzmy na groby naszych bliskich zmarłych. Po co stoimy nad ich grobami czy wierzymy że się z nimi spotkamy? Życie to jest droga do zbawienia i życia wiecznego z naszym niebieskim Ojcem. I to jest prawdziwy sens naszego życia. Miłuj bliźniego jak siebie samego. Strasznie mieszasz. Nie wierzę , że spotkam kiedykolwiek swoich rodziców, co nie znaczy, że nie mam do nich szacunku, że o nich nie myślę, że nie jestem im wdzięczna za to co dzięki nim się nauczyłam. Znam ich wady i zalety,. W miarę upływu czasu coraz lepiej potrafię ich zrozumieć i coraz więcej im wybaczyć. >Jeżeli ktoś myślał że księża sa poto aby dawać przykład to go zasmucę. Nie warto szukać ideałów w ludziach. Niechodzimy jednak do kościołów dla księdza, ale z własnego przekonania. Nikt nie miałby pretensji do poszczególnych potknięć księży gdyby: - Nie ukrywali ewidentnych przestępstw, - Gdyby nie używali nacisków by zamieść ewidentne zbrodnie pod dywan. - Gdyby nie próbowali (nielegalnymi naciskami) uniknąć odpowiedzialności - Gdyby nie mianowani się wyroczniami w sprawach moralności i nie narzucali swoich poglądów siłą ( wymuszając na posłach zbrodnicze ustawy). - Gdyby pozwolili by decyzje ( światopoglądowe)podejmował każdy wierzący/niewierzący zgodnie z własnym sumieniem a nie pod rygorem kodeksu karnego.
>Chciałem prosić jednak abyście odrzucili wszystko to co próbuje zabrać nam naszą godność. > Nie dajmy sobie zabrać naszej godności, nie zapominajmy co nauczyła nas historia, gdzie naszym braciom próbowano zabrać ich godność. Nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc "nasza godność" i w jaki sposób można by ci ją zabrać. I kto gardzi człowiekiem? > Proszę Was abyśmy nigdy nie gardzili człowiekiem, ale żebyśmy wyciągnęli lekcję z tej dramatycznej historii XX wieku, tak aby nigdy się nie powtórzyła. To zadanie nie należy tylko do pewnej grupy ludzi ale do całej ludzkości, aby o tym przypominac każdemu i wszędzie. Jedynym sposobem by historia się nie powtórzyła jest nauka tolerancji i akceptacji innego człowieka już od przedszkola. Niestety religie namawiają do nienawiści. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | -6 na 8 | Soren (-6 punktów) | >A czy kreacjonista jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć inaczej niż: że Bóg tak chciał? Kreacjonista wierzy w to co wierzy i nikt nie zmusza Cie do tego samego.
>Czysta demagogia. Jesteśmy zwierzętami ( naczelnymi podobno) ale i zwierzęta rządzą się swoimi regułami. Dlaczego i na jakiej podstawie uważasz, że tylko religia (jakakolwiek) daje prawo do oceny co jest dobre a co złe.
No właśnie mówię dokładnie o takim rozumowaniu jakie Ty reprezentujesz. Zero wartości moralnych. Powiedz tym ludziom, co byli w obozach, że zwierzęta rządzą sie swoimi prawami. Gwarantuje zlinczowaliby Cię to jest wielka obraza a Ty widzę nie zdajesz sobie sprawy z tragedii tych ludzi. Powiedz im ze tak naprawde nic sie niestało, że sa małpami i porównaj to do odstrzału zwierzat. Im więcej będzie takich ludzi tym częściej godność człowieka będzie niszczona. Ale nie mów potem że ludzie na świecie sa źli.
>Co zabrać? Coś czego nie ma. Czy iluzoryczna wiara w jakieś życie pozagrobowe ma mieć jakąś wartość? Żyjemy tu i teraz. Po nas zostaną co najwyżej nasze geny w następnych pokoleniach. To jest twój pogląd.
>To religie stworzyły glebę pod te "izmy" Widzę że kompletnie nie znasz historii. To rządza władzy przewraca ludziom w głowach ich uprzedzenia i nienawiść do innych. A religia katolicka nie jest religią buntu i wojny. Bóg jest miłością. Każdy ksiądz Ci to powie.
>Gdyby nie nienawiść do Żydów podsycana przez katolicyzm faszyzm musiałby znaleźć sobie inną ofiarę albo co jest bardziej prawdopodobne by go nie było. Nie jest przecież tajemnicą, że papież sprzyjał eksterminacji Żydów. Popierał Hitlera, Mussoliniego, Gen.Franko. ( to że pod koniec wojny pomagał Żydom a i zbrodniarzom hitlerowskim równocześnie jest czystą polityką Watykanu prowadzoną od zawsze)
Próbujesz usprawiedliwić faszyzm? Tamci juz dawno nie żyją za swoje zbrodnie. Skąd takie brednie wyczytałes że papież popierał Hitlera ? Bzdura Chrześcijaństwo było przez Hitlera niszczone.
>To religia obdziera ludzi z godności, każąc im się wstydzić za to że są ludźmi. Wmawia im absurdalne grzechy od urodzenia po śmierć. Z godności obdziera CIę bardziej ewolucjonizm, dla którego jesteś niczym innym jak zwierzęciem tak jak napisałes wyżej. To jak będziesz prowadzil życie to zależy od Ciebie nikt Ci grzechów nie dodaje, ale pamiętaj, że w religii chrześcijańskiej część win przechodzi także z rodziców na dzieci, tak, że nic "czyste" nie może powstać z nieczystego. A skoro pierwsi rodzice zgrzeszyli to ten grzech ciąży na nich i ich dzieciach od zawsze. Dlatego właśnie przyszedł Jezus aby dać nam drogę do zbawienia. Przed Nim nie było innej drogi bo ludzie zgrzeszyli i wszyscy odwrócili się od Boga. Ale Bóg z miłości dał nam tę szasę aby za swoją świętą Krew, która została wylana za nasze grzechy, mogliśmy byc odkupieni. Dlatego nie ma innej drogi do zbawienia, lecz tylko przez Jezusa Chrystusa. Polecam świadectwo pani Glorii Polo.
>Strasznie mieszasz. Nie wierzę , że spotkam kiedykolwiek swoich rodziców, A ja wierze i dlatego mam sens życ a Ty robisz wszystko bez sensu
>Nikt nie miałby pretensji do poszczególnych potknięć księży gdyby: >- Nie ukrywali ewidentnych przestępstw, >- Gdyby nie używali nacisków by zamieść ewidentne zbrodnie pod dywan. >- Gdyby nie próbowali (nielegalnymi naciskami) uniknąć odpowiedzialności >- Gdyby nie mianowani się wyroczniami w sprawach moralności i nie narzucali swoich poglądów siłą ( wymuszając na posłach zbrodnicze ustawy). >- Gdyby pozwolili by decyzje ( światopoglądowe)podejmował każdy wierzący/niewierzący zgodnie z własnym sumieniem a nie pod rygorem kodeksu karnego.
Kodeks masz w państwie a nie w kościele, nikt Cie niezmusza do wiary. A nikt nie jest bez grzechu. Każdemu można coś zarzucić, ja niepopieram wielu działan duchowieństwa ale wierzę dla siebie a nie dla innych. Wiara musi byc mocna tzn nieważe czy ksiądz opuści kościół czy papież, Ty wiesz jaka jest prawda. Ciekawo jak wyjaśnisz nagłe pojawienie się ludzi, którzy gdziekolwiek sie udali, głosili zmartwychwstanie Jesusa i byli tak pewni, ze oddawali swoje życie w tej sprawie. Nie sądzisz ze tyle ludzi zginęło tylko dlatego że sobie coś ubzdurali? Nawet obecni naukowcy, którzy pracują nad Pismem Św. nie znajdują obecnie innej teori jak ta że rzeczywiście to się stało.
>Nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc "nasza godność" i w jaki sposób można by ci ją zabrać. I kto gardzi człowiekiem?
Nie zrozumiesz dopóki zmienisz swoje rozumowanie, pamiętaj że aby miec godność musisz byc czymś więcej niż produktem ewolucji bo wtedy wlaściwie pojęcie godności nie ma sensu istnienia.
>Jedynym sposobem by historia się nie powtórzyła jest nauka tolerancji i akceptacji innego człowieka już od przedszkola.Niestety religie namawiają do nienawiści.
Jedyną religią namawiającą do nienawiści jest islam. Na pewno nie jest to chrześcijaństwo. I nie próbuj pisać jaki był zły bo wracamy sie do początku, ja Ci mogę podać jaki był dobry.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >No właśnie mówię dokładnie o takim rozumowaniu jakie Ty reprezentujesz. Zero wartości moralnych. Powiedz tym ludziom, co byli w obozach, że zwierzęta rządzą sie swoimi prawami. Gwarantuje zlinczowali by Cię to jest wielka obraza a Ty widzę nie zdajesz sobie sprawy z tragedii tych ludzi. Powiedz im ze tak naprawde nic sie niestało, że sa małpami i porównaj to do odszczału zwierzat. Im więcej będzie takich ludzi tym częściej godność człowieka będzie niszczona. >Ale niemów potem że ludzie na świecie sa źli. Dalej nie odpowiedziałeś co to jest według ciebie ta "godność"
>To religie stworzyły glebę pod te "izmy" >Widzę że kompletnie nieznasz historii. To rządza władzy przewraca ludziom w głowach ich uprzedzenia i nienawiść do innych. A religia katolicka nie jest religią buntu i wojny. Bóg jest miłością. Każdy ksiądz Ci to powie. Wojny krzyżowe też były z miłości?
>Skąd takie brednie wyczytałes że papież popierał hitlera ? Bzdura Nie bzdura ale fakt historyczny udokumentowany.
>dlatego niema innej drogi do zbawienia, lecz tylko przez Jezusa Chrystusa. >A ja wierze i dlatego mam sens życ a Ty robisz wszystko bez sensu Przyszedłeś na to forum nawracać?
>Niesądzisz ze tyle ludzi zginęło tylko dlatego że sobie coś ubzdurali? Gdzieś około 30 lat temu w Ameryce ponad setka ludzi popełniła samobójstwo gdyż uwierzyła swojemu guru. Czy dla ciebie jest to dowód , że mieli rację? Dla mnie jest to dowód , że religia ogłupia i jest szkodliwa. >>Nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc "nasza godność" i w jaki sposób można by ci ją zabrać. I kto gardzi człowiekiem? >Nie zrozumiesz dopóki zmienisz swoje rozumowanie, pamiętaj że aby miec godność musisz byc czymś więcej niż produktem ewolucji bo wtedy wlaściwie pojęcie godności nie ma sensu istnienia. To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
>Jedyną religią namawiającą do nienawiści jest islam. Na pewno nie jest to chrześcijaństwo. I niepróbuj pisać jaki był zły bo wracamy sie do początku, ja Ci mogę podać jaki był dobry. Islam z koranem i chrześcijaństwo z biblią mają bardzo wiele wspólnego w zależności od aktualnych potrzeb albo jest to religia miłości albo nienawiści a właściwie obie mają miłość i nienawiść równocześnie adresaci się czasami zmieniają.
|
|
| | | | | | | | |  | -4 na 6 | Soren (-6 punktów) | >Dalej nie odpowiedziałeś co to jest według ciebie ta "godność" Przestań bo pytasz się jak dziecko jakbyś się dopiero urodził. Uważasz, że człowiek nie ma godności? Właśnie bardzo dużo ma tutaj twoje podejście do czterech pytań, które postawiłem wcześniej. Jeżeli nie jesteś kreacjonistą to faktycznie nie ma dla Ciebie różnicy pomiędzy czlowiekiem a zwierzęciem. Równie dobrze można by było człowieka postawić w zoo. Taka jest postawa jaką reprezentujesz a więc zero godności i zero wartości. Zauważ że w świat, który opisuje teoria Darwina nie ma żadnych wartości moralnych no bo jakie wartości moralne można zbudować na czymś bez przyczyny i bez celu. Wartości moralne stworzone na gruncie darwinowskim są ułudą, nie ma ich wcale bo podmiot, którego dotyczą nie przedstawia żadnej wartości.
>Wojny krzyżowe też były z miłości? Wojny krzyżowe były rozpoczątę przez muzłuman, którzy zaatakowali południowa Hiszpanie. Wojny krzyżowe i inkwizycja to przykłady złej polityki Watykanu, ale jaki to ma związek z prawdziwością tego co głoszą, żaden. Napisalem wcześniej że potępiam wszystkie zło jakie pochodzi od chrześcijan, ale to nie ma żadnego związku z prawdziwością tego co głoszą. Jeżeli uważasz, że osoba, która zna prawdę będzie żyla idealnie to się mylisz. Nie można zbodować ideałów na człowieku bo każdy jest grzeszny a więc każdemu można coś zarzucić. Historia pokazuje że zdecydowana większość zła pochodzi jednak od systemów ateistycznych, faszyzmu i komunizmu, które potępiają wszelkie religie i same chcą decydować o wszystkich dziedzinach życia obywateli. Za czasów II wojny światowej niektórych ludzi zrównywano ze zwierzętami tylko ze względu na ich pochodzenie, czyli dokładnie początki tego co uczy nas ewolucjonizm. Chrześcijaństwo nie różnicuje ludzi. To że się z kims nie zgadzasz nie znaczy że masz go nie szanować. Chrześcijanie i judaizm to różne religie ale to nie znaczy że mamy sie nawzajem mordować.
>>dlatego niema innej drogi do zbawienia, lecz tylko przez Jezusa Chrystusa. >>A ja wierze i dlatego mam sens życ a Ty robisz wszystko bez sensu >Przyszedłeś na to forum nawracać? Przedstawiłem tylko w co wierzą chrześcijanie.
>Gdzieś około 30 lat temu w Ameryce ponad setka ludzi popełniła samobójstwo gdyż uwierzyła swojemu guru. Czy dla ciebie jest to dowód , że mieli rację? Dla mnie jest to dowód , że religia ogłupia i jest szkodliwa. Otóż nie setka męczenników ale całe tysiące i setki tysięcy. Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowane. A mimo to wiara tych ludzi się niezmiejszyła. Powiem Ci więcej, wiele ludzi nie tylko zagorzałych chrześcijan ale także, niewierzących, pogan a nawet wrogów doświadczało w swoim życiu obecności Chrystusa i ich życie się przemieniało ale Ty o tym wcale nieczytałeś.
>To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Przeczytaj jeszcze raz a może poprostu nie możesz pogodzić sie z tym, ze twoje życie nie ma sensu na gruncie ewolucji.
>Islam z koranem i chrześcijaństwo z biblią mają bardzo wiele wspólnego w zależności od aktualnych potrzeb albo jest to religia miłości albo nienawiści a właściwie obie mają miłość i nienawiść równocześnie adresaci się czasami zmieniają. Otóż różnica jest zasadnicza. Jest wiele podobieństw jako że islam jest późniejszą religią posiada pewne cechy judaizmu i chrześcijaństwa. Ale gdy sie zagłębisz to dostrzeżesz wielką różnicę. Islam to religia, która nawołuje do głoszenia wiary mieczem, a w chrześcijanstwie nikt Cię nie zmusza to jest twoja decyzja. Islam ma zły koncept boga bo ani nie jest on wszechmogący, ani najbardziej sprawiedliwy najbardziej miłosierny ani też nie ma miłości dla wszystkich swoich stworzeń.
|
|
| | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Uważasz, że człowiek nie ma godności? Właśnie bardzo dużo ma tutaj twoje podejście do czterech pytań, które postawiłem wcześniej. Jeżeli nie jesteś kreacjonistą to faktycznie nie ma dla Ciebie różnicy pomiędzy czlowiekiem a zwierzęciem. Równie dobrze można by było człowieka postawić w zoo. Taka jest postawa jaką reprezentujesz a więc zero godności i zero wartości.> Zauważ że w świat, który opisuje teoria Darwina nie ma żadnych wartości moralnych no bo jakie wartości moralne można zbudować na czymś bez przyczyny i bez celu. Wartości moralne stworzone na gruncie darwinowskim są ułudą, nie ma ich wcale bo podmiot, którego dotyczą nie przedstawia żadnej wartości.Po pierwsze, nie czytasz odpowiedzi na swoje elukubracje, ani nie zwracasz nawet uwagi, komu odpowiadasz (chyba że uważasz, że facet może mieć na imię Alicja  ) Po drugie - chyba nie masz pojęcia, co to są i skąd się biorą wartości moralne. Żadna religia ich nie stworzyła (tym bardziej wtórne, zakłamane chrześcijaństwo). Różnica między człowiekiem a zwierzęciem polega prawdę mówiąc bardziej na zdolności abstrakcyjnego myślenia, niż na moralności. Zwierzę na ogół trzyma się zasad swojego gatunku, m. in. np. nie morduje współplemieńców. Człowiek zasady współżycia w społeczności sformalizował i nazwał moralnością, ale ich nie stworzył - tyle, że dorobił parę całkiem absurdalnych  - po czym przystąpił do konsekwentnego ich łamania  Wszystko to, co ujmuje siedem (najwyżej, bo trzy wykoncypowali ludzcy kapłani na swój pożytek) przykazań z Dekalogu, jest przestrzegane też w społecznościach zwierzęcych (rodzicom się nie robi krzywdy, a okazuje przywiązanie, bo karmią i chronią; nie zabija się członków społeczności, chyba że zagrażają społeczności; za dobieranie się do cudzej samicy można oberwać zębami lub dziobem; za kradzież upolowanej zwierzyny lub uzbieranego ziarna takoż; pojęcia fałszywego świadectwa żadne zwierzę nie zna, więc też go nie daje; za węszenie koło cudzej samicy też się bierze w łeb; takoż za łażenie koło zapasów). Z tych prostych zasad urodziły się podstawowe prawa, które twórcy religii uczynili "pochodzącymi od Boga/ów". No pewnie, jeśli założyć istnienie Boga - to od niego pochodzi wszystko, włącznie z owymi pierwotnymi zasadami  Ale Bóg nie jest konieczny do ich zaistnienia. > >Wojny krzyżowe też były z miłości?> Wojny krzyżowe były rozpoczątę przez muzłuman, którzy zaatakowali południowa Hiszpanie. Wojny krzyżowe i inkwizycja to przykłady złej polityki Watykanu, ale jaki to ma związek z prawdziwością tego co głoszą, żaden.Raczej chyba Turcy, Seldżucy, wleźli do Bizancjum? W każdym razie to pozwoliło papieżowi Urbanowi II rozpętać powszechne ruszenie przeciwko muzułmanom, w ramach pierwszej wyprawy krzyżowej. Chodziło oczywiście nie o głoszenie wiary chrześcijańskiej (najwyżej jako środek osiągnięcia pożądanego celu), tylko o utrzymanie i rozszerzenie strefy wpływów papiestwa i cesarza Bizancjum. Przy czym metody wojenne różniły się ponoć zasadniczo: muzułmanie zdobywając miasto ściągali haracz, zostawiali swojego zarządcę, i szli dalej - chrześcijańscy rycerze najpierw grabili, gwałcili, palili, a dopiero potem zostawiali kogoś, kto by dopilnował, żeby poganie łba nie podnieśli. Jaki związek? No nie wiem - chyba taki, że prawie od początku chrześcijaństwo głosząc miłość przejawiało ją... nieco dziwnie  > Napisalem wcześniej że potępiam wszystkie zło jakie pochodzi od chrześcijan, ale to nie ma żadnego związku z prawdziwością tego co głoszą. Jeżeli uważasz, że osoba, która zna prawdę będzie żyla idealnie to się mylisz. Nie można zbodować ideałów na człowieku bo każdy jest grzeszny a więc każdemu można coś zarzucić. Historia pokazuje że zdecydowana większość zła pochodzi jednak od systemów ateistycznych, faszyzmu i komunizmu, które potępiają wszelkie religie i same chcą decydować o wszystkich dziedzinach życia obywateli.> Za czasów II wojny światowej niektórych ludzi zrównywano ze zwierzętami tylko ze względu na ich pochodzenie, czyli dokładnie początki tego co uczy nas ewolucjonizm.A cóż to za absurd?  Co ma ewolucjonizm do rzekomego "zrównywania ze zwierzętami"?  W jaki sposób "zrównywano" - odbierano im zdolność abstrakcyjnego myślenia? artykułowanej mowy? W jaki sposób zwierzęta niby mają przywiązywać jakąkolwiek wagę do pochodzenia osobników tego samego gatunku?  Ewolucjonizm, o ile wiem, nie ma nic wspólnego z "pochodzeniem", tylko z lepszym przystosowaniem do przeżycia. Tak w ogóle - to straszna bzdura, o tym pochodzeniu od małpy - nikt rozumiejący bodaj podstawy teorii ewolucji tak nie powie - tylko że człowiek i małpa mieli wspólnego przodka  > >>dlatego niema innej drogi do zbawienia, lecz tylko przez Jezusa Chrystusa.> >>A ja wierze i dlatego mam sens życ a Ty robisz wszystko bez sensuJaki to jest konkretnie sens? Jaki pożytek dla świata i ludzi? I z jakiej racji osądzasz (wbrew regułom swojej wiary - "nie sądźcie...") sens działania, o którym nie wiesz, kogoś, kogo nie znasz? > [...] wiele ludzi nie tylko zagorzałych chrześcijan ale także, niewierzących, pogan a nawet wrogów doświadczało w swoim życiu obecności Chrystusa i ich życie się przemieniało ale Ty o tym wcale nieczytałeś.Zapewniam cię, że większość z nas zna takie "świadectwa", choć nie zagłębia się w nich z zachwytem. Ani tym bardziej nie popiera - najwyżej ze smutkiem kiwa głową nad łatwowiernością ludzką, nad słabością ludzkiego ducha, wciąż potrzebującego takich pretekstów, żeby dążyć w kierunku bycia lepszym.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Po pierwsze, nie czytasz odpowiedzi na swoje elukubracje, ani nie zwracasz nawet uwagi, komu odpowiadasz (chyba że uważasz, że facet może mieć na imię Alicja )Plusik za determinację do rzeczowej dyskusji z kimś, kogo tak naprawdę nie interesuje co drugi człowiek ma do powiedzenia.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >Po pierwsze, nie czytasz odpowiedzi na swoje elukubracje, ani nie zwracasz nawet uwagi, komu odpowiadasz (chyba że uważasz, że facet może mieć na imię Alicja )> Plusik za determinację do rzeczowej dyskusji z kimś, kogo tak naprawdę nie interesuje co drugi człowiek ma do powiedzenia.A, bo tak czasem trzeba dać ujście waporom  Wnerwia mnie bezkrytyczne chwalstwo Jedynej Słusznej Religii, wnerwia mnie ignorowanie nauki i jej rozwoju plus klapki na oczach, wnerwia mnie też niepomiernie traktowanie zwierząt jak niewiadomoco - coś pomiędzy przedmiotami użytkowymi a przykładem zła wszelkiego, podczas gdy ten paskudny heretyk, Franciszek...  I bywa, że muszę to wnerwienie wylać, bo mi para uszami bucha 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Soren (-6 punktów) | > ..chyba nie masz pojęcia, co to są i skąd się biorą wartości moralne. Żadna religia ich nie stworzyłaZ tym się zgadzam. > (tym bardziej wtórne, zakłamane chrześcijaństwo)Nie rozumiem dlaczego wszyscy tak cisną na chrześcijaństwo. Krzywdę zrobiły osoby, które oficjalnie być może wyznawały ta religię, ale pamiętaj, że jeżeli ta osoba zrobi jakąś złą rzecz to stoi to zawsze w sprzeczności z prawem i przykazaniami Bożymi. A więc ta osoba nie wypełnia tego co chrześcijaństwo uczy ale wyłamuje się. Sposób jaki rozumujesz jest kompletnie błędny. Gdyby był prawdziwy to musiałbyś dołączyc również wszystkie grzechy każdego chrześcijanina, które były wyznane kiedykolwiek przy spowiedzi. Ci ludzie wyłamują sie a więc to nie liczy sie na Kościół ale na sumienie i konto osoby popełniającej to wykroczenie. Pamiętaj, że popełniając grzech przez swoją niedoskonałość i nieposłuszeństwo przykazaniom Bożym zrywasz łączność z Bogiem oraz Kościołem. Jeżeli popełniasz grzech to on dotyczy Ciebie a nie innego człowieka. A to że człowiek jest grzeszny to jest druga sprawa i obojętnie czy jesteś ateistą, agnostykiem czy wierzącym popełniasz grzechy. Jeżeli kolektywnie patrzysz na grzechy popełnione przez chrześcijan to popatrz też o ile więcej zła zostało popełnione przez ludzi niewierzących. Popatrz na systemy totalitarne, które usiłowały zastąpić Boga na ziemi. Popatrz na absolutyzm, faszyzm i komunizm, czyż one nie wyrządziły znacznie więcej złego. Myślę że wiele uważa chrześcijanstwo za najgorsze bagno ale nie przypatrzyli się uważnie stronie przeciwnej i zachowują sie jak gdyby sie nic nie stało. Mam nadzieję że wyjaśniłem te kwestie raz na zawsze. > Różnica między człowiekiem a zwierzęciemDobrze, że ją jeszcze dostrzegasz bo sa osoby, które uważają ze nie ma tak naprawdę żadnej różnicy. > polega prawdę mówiąc bardziej na zdolności abstrakcyjnego myślenia, niż na moralności. Zwierzę na ogół trzyma się zasad swojego gatunku, m. in. np. nie morduje współplemieńców.A tutaj sie niestety nie zgadzam. Jeżeli uważasz ze zwierzęta nie mordują siebie nawzajem jeżeli chodzi o ten sam gatunek to jesteś w wielkim błędzie. Szkoda, że nie oglądaleś pewnego filmu przyrodniczego. Pokazywali tam jak wiele gatunków posuwa sie to kanibalizmu, a nawet matki jedzące swoje potomstwo. Było m.in o małpach, lwach owadach, które stanowią przecież najliczniejszą rodzinę zwierząt. Przypuszczałbyś ? > Człowiek zasady współżycia w społeczności sformalizował i nazwał moralnością, ale ich nie stworzył - tyle, że dorobił parę całkiem absurdalnych - po czym przystąpił do konsekwentnego ich łamania Wszystko to, co ujmuje siedem (najwyżej, bo trzy wykoncypowali ludzcy kapłani na swój pożytek) przykazań z Dekalogu, jest przestrzegane też w społecznościach zwierzęcych (rodzicom się nie robi krzywdy, a okazuje przywiązanie, bo karmią i chronią; nie zabija się członków społeczności, chyba że zagrażają społeczności; za dobieranie się do cudzej samicy można oberwać zębami lub dziobem; za kradzież upolowanej zwierzyny lub uzbieranego ziarna takoż; pojęcia fałszywego świadectwa żadne zwierzę nie zna, więc też go nie daje; za węszenie koło cudzej samicy też się bierze w łeb; takoż za łażenie koło zapasów). Z tych prostych zasad urodziły się podstawowe prawa, które twórcy religii uczynili "pochodzącymi od Boga/ów". No pewnie, jeśli założyć istnienie Boga - to od niego pochodzi wszystko, włącznie z owymi pierwotnymi zasadami Ale Bóg nie jest konieczny do ich zaistnienia.Zgadzam się że Bóg nie jest konieczny do tego abyśmy posiadali moralne wartości. Ale musimy być tutaj bardzo ostrożni. Nie chodzi o to, że potrafimy żyć moralnie bez Boga, ale o to, że jeżeli nie ma Boga nie jesteśmy do tego zobligowani. Na gruncie ewolucji nie ma czegoś takiego jak moralność, przyjrzyj sie chociaż temu co mają do powiedzenia wielcy ateiści dzisiejszych czasów. Jeżeli zgwałcisz i nie dasz sie złapać to tak naprawde nic złego sie nie stało. Widzisz problem polega na tym, ze patrząc na kwestię moralności z poziomu ateisty, który nie wierzy w Boga, nie można udowodnić pewnych rzeczy. Ateizm opiera się na prawach moralnych stworzonych przez człowieka, które są zgodnie z teorią ewolucji produktami przemian biologicznych, które to kształtowały sie przez miliony lat.  A skoro opieramy sie na prawach stworzonych przez człowieka to zauważ, że na gruncie ateistycznym nie możesz udowodnić, że naziści robili coś złego mordując ludzi w obozach koncentracyjnych. System moralności w Niemczech za czasów III Rzeszy zakładał, że mordowanie Żydów jest dobre. Był on wewnątrz zupełnie spójny, tak więc nie można mu niczego zarzucić. Tak samo istnieją kultury, w których ludzie nie są dla siebie mili ale się zjadają. Wszyscy wiemy jednak, że pewne rzeczy sa naprawdę złe np. gwałt lub morderstwo oraz że miłość, równość, poświęcenie to rzeczy dobre. Jedyny sposób w jaki możesz udowodnić, ze coś jest złe lub dobre, to posiadanie prawa niezależnego od ludzkich podziałów i kulturowych różnic.Prawo to musi być prawem stworzonym nie przez umysł ludzki, ale przez Boga, który nas stworzyć i nam wyznacza granicę wszystkiego co jest dobre a co złe. Rozumiesz ?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | Facet, ja jestem kobietą! (Alicja)Duda też! Przestań pisać do nas w rodzaju męskim! > >(tym bardziej wtórne, zakłamane chrześcijaństwo)> Nie rozumiem dlaczego [...]Wyjaśnię dlaczego wtórne: bo zaczerpnęło z wszystkich możliwych poprzednich religii i jest tak naprawdę ich kompilacją. Nie będę tu wyliczać, bo by wyszło na kilka stron - są tacy, którzy obsesyjnie te tropy śledzą - mnie wystarczy, że jeśli zacznę czytać taką listę, to w którymkolwiek punkcie (po pięciu czy po pięćdziesięciu) skończę, nie natrafiam na fałsz. Wyjaśnię, dlaczego zakłamane: nie chodzi mi nawet o sumę grzechów wszystkich chrześcijan (bo masz w tym jednym rację: nikt nie jest bez grzechu, jakkolwiek go rozumiemy), tylko o twierdzenia, które zwyczajnie nie są prawdziwe. Twierdzenia, opisujące Boga i zasady wiary w niego. Choćby to najchętniej przytaczane: "Bóg jest miłością" - jakaż to u licha miłość, która przewiduje starcie w proch i pył ukochanych rzekomo istot, niezależnie od tego nawet, czy są posłuszne, czy też nie? Bóg Starego Testamentu (przecież tożsamy z Bogiem w ogóle?) to sadystyczny, egocentryczny, zazdrosny maniak władzy. Zasady wiary, w tym Dekalog, są cały czas interpretowane zależnie od okoliczności: jeśli tak jest wygodnie namiestnikom bożym na Ziemi, to można (a nawet należy) zabijać, kraść, kłamać (mówić fałszywe świadectwo), krzywdzić ludzi i zwierzęta w dowolny sposób - przy czym stosuje się tzw. filozofię Kalego: dobrze - jeśli zabiję w imię Boga, źle - jeśli mnie zabiją w jakiekolwiek inne imię. Dobrze - jeśli nazwę ateistę amoralnym bydlęciem i zmuszę go do wykonywania gestów czci wobec mojego Boga i wszystkich Jego atrybutów i imponderabiliów; źle - jeśli ateista nie wykona owych gestów (wtedy można go co najmniej oskarżyć o obrazę uczuć religijnych). > >Różnica między człowiekiem a zwierzęciem> Dobrze, że ją jeszcze dostrzegasz bo sa osoby, które uważają ze nie ma tak naprawdę żadnej różnicy.> >polega prawdę mówiąc bardziej na zdolności abstrakcyjnego myślenia, niż na moralności. Zwierzę na ogół trzyma się zasad swojego gatunku, m. in. np. nie morduje współplemieńców.> A tutaj sie niestety niezgadzam. Jeżeli uważasz ze zwierzęta nie mordują siebie nawzajem jeżeli chodzi o ten sam gatunek [...] Przypuszczał byś ?Nie przypuszczałbym ! Aczkolwiek przypuszczałabym ! W przeciwieństwie do ciebie wiem zresztą, co może spowodować takie zachowania (pożeranie potomstwa) i z czego wynikają. Nie z moralności lub jej braku, tylko z konieczności biologicznych, które człowiek, stwarzając sobie możliwości niedostępne zwierzętom (np. hodowania żywności tam, gdzie nie da się jej uzbierać), mógł z czasem wyeliminować. Natomiast zwierzęta nie mordują się między sobą z przyczyn pozabiologicznych - a nawet te wszystkie walki o teren, dominację czy samice niesłychanie rzadko kończą się zabiciem przeciwnika - kończą się przeważnie przepędzeniem go i/lub wymuszeniem podporządkowania się. > Zgadzam się że Bóg nie jest konieczny do tego abyśmy posiadali moralne wartości. Ale musimy być tutaj bardzo ostrożni. Niechodzi o to, że potrafimy żyć moralnie bez Boga, ale o to, że jeżeli nie ma Boga nie jesteśmy do tego zobligowani. Na gruncie ewolucji nie ma czegoś takiego jak moralność, przyjżyj sie chociaż temu co mają do powiedzenia wielcy ateiści dzisiejszych czasów. Jeżeli zgwałcisz i nie dasz sie złapać to tak naprawde nic złego sie nie stało.Obliguje nas zdrowy rozsądek i szersze spojrzenie na skutki swojego działania. Nie ma to nic wspólnego z ewolucją (nie wiem, czemu ją uważasz za element pozbawiający moralności - w ramach ewolucji kształtują się zasady rządzące społecznościami, umożliwiające przeżycie zarówno jednostki, jak społeczności), nie na tym etapie. Zakładając, że byłabym zdoln a do zgwałcenia kogoś (musiałabym posiadać stosowne wyposażenie  ) nie wykrycie przestępstwa nie znaczy, że przestanie istnieć zło, czyli jego skutek - krzywda jednostki zgwałconej i zagrożenie dla społeczności. "Nic złego się nie stało" może powiedzieć tylko jednostka egocentryczna, niedorozwinięta emocjonalnie - w mniejszym lub większym stopniu socjopata; przy czym może być szalenie wierząca (fanatyk), może być ateistyczna, a może być tysiąc odcieni pomiędzy. > A skoro opieramy sie na prawach stworzonych przez człowieka to zauważ, że na gruncie ateistycznym nie możesz udowodnić, że naziści robili coś złego mordując ludzi w obozach koncentracyjnych. System moralności w Niemczech za czasów III Rzeszy zakładał, że mordowanie żydów jest dobre. Był on wewnątrz zupełnie spójny, tak więc nie można mu niczego zarzucić. Tak samo istnieją kultury, w których ludzie nie są dla siebie mili ale się zjadają.Spójność zbrodniczych systemów nie świadczy o tym, że są godne pochwały z dowolnego punktu widzenia (poza ich "wyznawcami"). Zbrodnicze systemy bywały tworzone zarówno na bazie wierzeń religijnych, jak przy ich odrzuceniu, i wcale jedne nie były lepsze i mniej przekonane o własnej słuszności od drugich. Zapewniam cię, że Żyd zamordowany przez inkwizycję w Hiszpanii za "herezję" (a naprawdę: za posiadanie zbyt wielkiego majątku i wpływów) był tak samo storturowany i martwy jak ofiara hitleryzmu. Zresztą hitlerowcy, z samym Hitlerem na czele, nie byli atestami i nie deklarowali się jako tacy - wręcz przeciwnie, wyznawali przedziwną mieszaninę mistycyzmów  Co do kultur uwzględniających kanibalizm - nie uważam wojownika pożerającego mózg przeciwnika (lub zmarłego rodzica), żeby mu okazać szacunek, za bardziej niemoralnego niż "cywilizowanego" (i bardzo wierzącego) żołnierza, zrzucającego bombę na wioskę pełną cywilów. Kanibalizm w większości kultur go uprawiających był rytualny, miał znaczenie duchowe. To, że nam się robi niedobrze (niezależnie od wiary lub jej braku), nie znaczy, że jest złem - a tylko że nie mieści się w naszych pojęciach.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Soren (-6 punktów) | > A skąd wiesz, ze ja jestem facet? Nie wiesz nic na mój temat ani ja na Twój. > Wyjaśnię, dlaczego zakłamane: nie chodzi mi nawet o sumę grzechów wszystkich chrześcijan (bo masz w tym jednym rację: nikt nie jest bez grzechu, jakkolwiek go rozumiemy),Chociaż z czymś się zgadzasz  > tylko o twierdzenia, które zwyczajnie nie są prawdziwe. Twierdzenia, opisujące Boga i zasady wiary w niego. Choćby to najchętniej przytaczane: "Bóg jest miłością" - jakaż to u licha miłość, która przewiduje starcie w proch i pył ukochanych rzekomo istot, niezależnie od tego nawet, czy są posłuszne, czy też nie?Posłuszne czy tez nie, hmm.. daj mi chociaz jeden przykład poszłusznego człowieka. Sama odpowiedz sobie na pytanie na co zasługujesz. I masz jeszcze jakieś pretensje? Chciałbym napisać bardzo ważną rzecz dlatego prosze posłuchaj uwaznie. Bóg w chrześcijanstwie jest miłością. Ale ma tez inne przymioty. Jest najbardziej sprawiedliwy oraz miłosierny. A jeżeli przekroczysz przykazania to sprawiedliwa jest kara bo na tym polega własnie sprawiedliwość. A Bóg nie może pozwolić sobie na nieukaranie bo musiałby zrezugnować ze sprawiedliwości kosztem miłosierdzia i w ten sposób gdyby wybaczył wszystkim kierując się miłosierdziem nie byłby już najsprawiedliwszy. A ponieważ On jest właśnie najsprawiedliwszy to nic sie nie schowa przed jego doskonałością. Tak czy inaczej ktoś musi tę karę odbyć. Była taka opowieść. Był pewiem król i ustanowił on prawo za złamanie, którego groziła chłosta biczem. Odnotowano złamanie tego prawa i złapano przestępcę. Wyznaczono sto batów a więc bardzo dużo. Gdy pokazano mu przestępce zdziwil sie i zasmucił bo była to jego ukochana matka. Był zmartwiony bo przeciez jeżeli by chciał zmienić prawo dla swojej matki to ludzie by uznali, że jest niesprawiedliwy. W dniu wykonania kary kierując się miłością dla matki i sprawiedliwością prawa, które ustanowił objął matkę i zasłonił ją swoim ciałem i tak przyjął całą chłostę na siebie. Ta historia jest na gruncie ludzkim ale, można odnieść ją także do spraw Bożych. Bóg jest sprawiedliwy i nie może dlatego pozwolić sobie na ot tak darowanie kary. Wszystkie grzechy zasługują na śmierć bo Bóg jest doskonały a my nie, bo Bóg dał nam miłość a my go cały czas odrzucamy. Obdarzył ludzi wolną wolą tak że każdy może wybrać czy chce żyć z Bogiem i go kochać, czy nie. Ale w życiu popełniamy błędy za które później, żałujemy dlatego Bóg w swojej nieskończonej miłości dał nam właśnie takiego Baranka, który przyjął z własnej woli na siebie nasze grzechy. Dał nam swojego Syna, ktory odkupił Twoje i moje winy swoją Najświętszą Krwią. Żadna inna religia nie daje Ci tak naprawdę przebaczenia win. Jedynie gdy uznasz Jezusa za swojego Zbawiciela on może obmyc Cię z grzechu i przywrócić łaskę Bożą. Jeżeli jednak Jego przykazania Cie nie interesują, sam zatracasz sie i odwracasz na zawsze od Boga to jak możesz jeszcze mówić, że on Ciebie nie kocha. To jest Twoja decyzja. Twoje uczynki posyłają Ciebie do piekła. Nie chcesz przebaczenia ? > W przeciwieństwie do ciebie wiem zresztą, co może spowodować takie zachowania (pożeranie potomstwa) i z czego wynikają. Nie z moralności lub jej braku, tylko z konieczności biologicznych, które człowiek, stwarzając sobie możliwości niedostępne zwierzętom (np. hodowania żywności tam, gdzie nie da się jej uzbierać), mógł z czasem wyeliminować. Natomiast zwierzęta nie mordują się między sobą z przyczyn pozabiologicznych - a nawet te wszystkie walki o teren, dominację czy samice niesłychanie rzadko kończą się zabiciem przeciwnika - kończą się przeważnie przepędzeniem go i/lub wymuszeniem podporządkowania się.Wiesz ludzie nawet w najgorszej sytuacji potrafią być razem. Jedynie osoby, które uważają że człowiek nie przedstawia, żadnej wartości posuną sie do kanibalizmu. Czytam co tam piszesz i załamuje głowę. Wg. tego co piszesz rzeczywiście nie widzisz żadnej większej różnicy między człowiekiem a zwierzęciem poza tymi malutkimi szczegółami. Wg Ciebie to ewolucja biologiczna zmienila nas że nie musimy zabijać tak jak zwierzęta. Naprawdę tak myślisz? Skoro ewolucja kieruje się potrzebą przetrwania gatunku i rozmnażaniu, to skąd wiesz, że to co mówisz i jak rozumujesz nie jest całkiem racjonalne a po prostu jest potrzebne do przeżycia. Innymi słowy, jeżeli ewolucja jest prawdziwa to cała Twoja racjonalność czyli to co "otrzymaliśmy od ślepej biologii" nie musi być prawdą a po prostu posiadac wartości dla rozmnażania i przetrwania gatunku. Nie zaprzeczylaś że naziści zrobili coś zlego w obozach koncentracyjnych bo nie masz żadnego solidnego fundamentu do tego. Jesteśmy zobligowani do systemów ludzkich a nie biologicznych poza tym nie ma takich wcale. A systemy ludzkie jak udowodniłem nie są doskonałe i różnią się pomiędzy sobą. Dlatego w celu prawdziwego osądzenia moralności potrzebne jest prawo ponadkulturowe, ponadpodziałowe, prawo Boże, nie ludzkie. > Obliguje nas zdrowy rozsądek i szersze spojrzenie..Raz mówisz, że nie ma nic wspólnego z ewolucją potem, że w jej ramach tworzą się zasady umożliwiające przeżycie. Jeżeli kierujesz sie jedynie zasadą umożliwiająca przeżycie to może twoja racjonalność wcale nie jest taka racjonalna a jedynie wykształconą zasadą umożliwiająca przeżycie. Przemyśl kwestię moralności bo nigdzie na tym świecie nie ma żadnych zasad fundamentów, które mówią nie zabijaj. Normaly człowiek rozróżnia dobro na podobnej zasadzie jak kolory. Odczuwa że coś jest złe, oczywiście jeżeli nie ma zasłoniętego sumienia jakie to mieli naziści. Oni mówili, że wiedzą że robili coś złego ale potem juz sie przyzwyczaili nie było ,zadnej różnicy , żadnych granic, zahamowań. Ateiści uczą nas że nie ma czegoś takiego jak grzech. Jeżeli zatracimy nasze sumienie to utracimy jakąkolwiek możliwośc rozeznania zła i wtedy dopiero zacznie sie zło bo nic nie będzie zabronione. Jak komu wygodnie. Czyż wszechświat nie jest wystarczającym dowodem na istnienie Boga ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > > A skąd wiesz, ze ja jestem facet? Nie wiesz nic na mój temat ani ja na Twój. Nie odwracaj kota ogonem - nie czytasz uważnie postów! Ew. masz problem z kobietami  > Posłuszne czy tez nie, hmm.. daj mi chociaz jeden przykład poszłusznego człowieka.Proszę bardzo: zamachowiec-samobójca > Sama odpowiedz sobie na pytanie na co zasługujesz. I masz jeszcze jakieś pretensje?Zapewne uważa, że zasługuje na więcej niż patriarchalna religia ma do zaoferowania. > Chciałbym napisać bardzo ważną rzecz dlatego prosze posłuchaj uwaznie.W tym sęk, że czytamy uważnie  > Bóg w chrześcijanstwie jest miłością."Słowacki wielkim poetą był" > Była taka opowieść. ...Był sobie król i królowa i to już bajki połowa, przyjechał goniec i bajki koniec. Proszę o racjonalne argumenty. > Bóg obdarzył ludzi wolną wolą tak że każdy może wybrać czy chce żyć z Bogiem i go kochać, czy nie.Stara spiewka teisty. To nie "wszechmogącemu" przeszkadza niewiara tylko głosicielom jego woli na ziemi. > ... Twoje uczynki posyłają Ciebie do piekła. Nie chcesz przebaczenia ?Jesteś przyzwyczajony do skuteczności pytań retorycznych? Cóż ... religijne strachy na lachy nie robią na mnie wrażenia! > Jedynie osoby, które uważają że człowiek nie przedstawia, żadnej wartości posuną sie do kanibalizmu.W tym mnisi, cytuję: "używanie ludzkich zwłok miało również znaczenie religijne. Dla części protestantów było to coś w rodzaju namiastki Eucharystii, spożywania ciała Chrystusowego podczas Ostatniej Wieczerzy. Dlatego też niektórzy mnisi mieli zwyczaj sporządzania ... marmolady z ciał zmarłych" Cały artykuł: portalwied(*)1122,1529890,1,czasopisma.html> ... w celu prawdziwego osądzenia moralności potrzebne jest prawo ponadkulturowe, ponadpodziałowe, prawo Boże, nie ludzkie.A znasz RACJONALNY sposób na odróżnienie prawa boskiego od prawa ludzkiego ogłoszonego przez głosicieli JEGO woli? > Normaly człowiek rozróżnia dobro na podobnej zasadzie jak kolory. Naziści ... mówili, że wiedzą że robili coś złego ale potem juz sie przyzwyczaili nie było ,zadnej różnicy , żadnych granic, zahamowań.Zadziałała zasada autorytetu, polecam książkę Robert Cialdini: Wywieranie wpływu na ludzi : teoria i praktyka. Ten sam mechanizm działał w przypadku wypraw krzyżowych. > Ateiści uczą nas że nie ma czegoś takiego jak grzech. Jeżeli zatracimy nasze sumienie to utracimy jakąkolwiek możliwośc rozeznania zła i wtedy dopiero zacznie sie zło bo nic nie będzie zabronione. Jak komu wygodnie.Jestem ateistą i mam tzw "sumienie", religia nie ma prawa uzurpować sobie prawa do moralności. > Czyż wszechświat nie jest wystarczającym dowodem na istnienie Boga ?Nie. Toczy się na ten temat dyskusja na gruncie współczesnej fizyki w TYM WĄTKU!  eh ... szkoda słów.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | Niestety, rzadko mam czas, by zagłębić się w obszerne dyskusje - teraz trochę doczytuję. Dziękuję, Bartku, za satysfakcjonującą odpowiedź  - uzupełnię jeszcze tylko dwa punkty: > > Jedynie osoby, które uważają że człowiek nie przedstawia, żadnej wartości posuną sie do kanibalizmu.> W tym mnisi, cytuję: "używanie ludzkich zwłok miało również znaczenie religijne. Dla części protestantów było to coś w rodzaju namiastki Eucharystii, spożywania ciała Chrystusowego podczas Ostatniej Wieczerzy. Dlatego też niektórzy mnisi mieli zwyczaj sporządzania ... marmolady z ciał zmarłych"> Cały artykuł: portalwied(*)1122,1529890,1,czasopisma.htmlPrawdę mówiąc, jeśli chodzi o kanibalizm uprawiany wśród ludów zwanych "dzikimi" - jest dokładnie odwrotnie. Dla nich, wyznawców religii przez nas uważanych za prymitywne (bardzo często niesłusznie), człowiek przedstawia wartość ogromną, dlatego się spożywa niektóre części jego ciała - na ogół siedlisko ducha, odwagi, zalet najrozmaitszych (mózg, wątrobę, cokolwiek akurat jest według danych wierzeń owym siedliskiem). Zmarłych bliskich - np. rodziców - zjada się, żeby się z nimi połączyć (sposób myślenia pokrewny chrześcijańskiej komunii), przyjąć ich mądrość i doświadczenie; wrogów - żeby przejąć ich dzielność. Tchórzliwego wroga nikt by nie jadł  > >Ateiści uczą nas że nie ma czegoś takiego jak grzech. Jeżeli zatracimy nasze sumienie to utracimy jakąkolwiek możliwośc rozeznania zła i wtedy dopiero zacznie sie zło bo nic nie będzie zabronione. Jak komu wygodnie.> Jestem ateistą i mam tzw "sumienie", religia nie ma prawa uzurpować sobie prawa do moralności.Religia nie wynalazła moralności, tylko ją skodyfikowała (dodając ustępy mające na celu zabezpieczenie władzy kasty kapłańskiej). Moralność, pojęcia dobra i zła, są pojęciami powstającymi w momencie powstania społeczeństw - za złe uważane jest postępowanie zagrażające społeczności. Ateiści nie "uczą, że nie ma czegoś takiego jak grzech", tylko że pojęcie grzechu przeciwko Bogu nie ma sensu, skoro Bóg nie istnieje - natomiast pojęcie grzechu jako szkody, przewinienia przeciwko drugiemu człowiekowi i społeczności, jest jak najbardziej przez wszystkich ateistów uznawane.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Dziękuję, Bartku, za satysfakcjonującą odpowiedźCała przyjemność po mojej stronie  > ... Tchórzliwego wroga nikt by nie jadł  To może odpuścimy już Soren'owi?  > Ateiści nie "uczą, że nie ma czegoś takiego jak grzech", tylko że pojęcie grzechu przeciwko Bogu nie ma sensu, skoro Bóg nie istnieje - natomiast pojęcie grzechu jako szkody, przewinienia przeciwko drugiemu człowiekowi i społeczności, jest jak najbardziej przez wszystkich ateistów uznawane.Dobrze, że to piszesz, bo nie ma chyba bardziej szkodliwego stereotypu niż ten, że ateizm oznacza kompletny brak moralności.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Różnica między człowiekiem a zwierzęciem> Dobrze, że ją jeszcze dostrzegasz bo sa osoby, które uważają ze nie ma tak naprawdę żadnej różnicy.Jest różnica, bo to tak jakby twierdzić, że ksiądz nie jest człowiekiem, tylko księdzem :> ZWIERZE TO KRÓLESTWO!!! Nie było się na lekcjach biologii chyba albo na tychże o koleżance z ławki się myślało :> Więc: Królestw mamy kilka: Rośliny, Zwierzęta, Grzyby i Protisty, cokolwiek to znaczy :> No wiec spróbujmy sklasyfikować człowieka: pl.wikipedia.org/wiki/Zwierzęta Zgadza się? Zgadza :> "kopiąc leżącego" dodam jeszcze resztę, również BARDZO istotną :> pl.wikipedia.org/wiki/Ssaki Też wszystko pasuje, kobieta cycki posiada, a to chyba fakt niezaprzeczalny xD. Idąc dalej: pl.wikipedia.org/wiki/Łożyskowcepl.wikipedia.org/wiki/Naczelne "rząd ssaków łożyskowych charakteryzujących się najlepiej wśród wszystkich zwierząt rozwiniętym mózgiem. (...)Ich kończyny są chwytne, tylne tzw. stopochodne, pięciopalczaste o przeciwstawnym pierwszym palcu, palce u większości gatunków są zakończone paznokciami, tylko u nielicznych pazurami, opuszki palców są bogato unerwione. Duża ruchliwość kości przedramienia ułatwia manipulowanie przedmiotami." No chyba, że ktoś ma szczypce ;P pl.wikiped(*)82py_człekokształtne "Małpy człekokształtne różnią się od innych gatunków naczelnych brakiem ogona, większą długością kończyn przednich w porównaniu do tylnych oraz bardzo ruchliwymi dłońmi i ramionami. Jest dla nich charakterystyczny także duży, o złożonej strukturze mózg. Wszystkie małpy człekokształtne mogą siedzieć i stać na dwóch nogach. Do człekokształtnych zalicza się rodziny: (...) * człowiekowate (Hominidae)" pl.wikipedia.org/wiki/CzłowiekowateKończąc tymże linkiem uzupełniam Twoje braki w wiedzy, ogromną ignorancję, zapatrzenie w siebie, rozrośnięte ego i zgrzeszyłeś, idź do piekła! xD
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Po drugie - chyba nie masz pojęcia, co to są i skąd się biorą wartości moralne. Żadna religia ich nie stworzyła (tym bardziej wtórne, zakłamane chrześcijaństwo). (...) Z tych prostych zasad urodziły się podstawowe prawa, które twórcy religii uczynili "pochodzącymi od Boga/ów". No pewnie, jeśli założyć istnienie Boga - to od niego pochodzi wszystko, włącznie z owymi pierwotnymi zasadami Ale Bóg nie jest konieczny do ich zaistnienia.BRAWA DLA TEJ PANI!  Nic już więcej dodawać nie trzeba  > Tak w ogóle - to straszna bzdura, o tym pochodzeniu od małpy - nikt rozumiejący bodaj podstawy teorii ewolucji tak nie powie - tylko że człowiek i małpa mieli wspólnego przodka  Taki pogląd głoszą debilowaci kreacjoniści, którzy nawet nie raczą się zagłębić w to, co mówią i jaki jest w tym sens :> I przykładem tym jest to, że NIE ODRÓŻNIAJĄ SZYMPANSA OD MAŁPY!!! Jeśli człowiek miał niby "pochodzić od małpy", to wskażcie mi od której?! Samo pojęcie "małpa" dzieli się na kilka: Małpy szerokonose, wąskonose, człekokształtne. No chyba, że kreacjonistom chodzi o [Shift] + [2], lol xD Idąc ich tokiem myślenia: szympans pochodzi od małpy, goryl pochodzi od małpy, koczkodan pochodzi od małpy, pawian pochodzi od małpy... Nie będzie się dalej wgłębiać w gatunki, bo niektórzy nawet nie będą wiedzieć, że coś takiego istnieje, przecież to wszystko to "małpa" i już
|
|
| | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Jeżeli nie jesteś kreacjonistą to faktycznie nie ma dla Ciebie różnicy pomiędzy czlowiekiem a zwierzęciem.Różnica między człowiekiem a zwierzęciem jest taka sama, jak między kasztanowcem, a rośliną. I chyba tylko kreacjoniści tego nie widza, dzielą świat na człowieka i śmieci, które bóg stworzył dla nich. > Wojny krzyżowe były rozpoczątę przez muzłuman, którzy zaatakowali południowa Hiszpanie. Wojny krzyżowe i inkwizycja to przykłady złej polityki Watykanu, ale jaki to ma związek z prawdziwością tego co głoszą, żaden. Napisalem wcześniej że potępiam wszystkie zło jakie pochodzi od chrześcijan, ale to nie ma żadnego związku z prawdziwością tego co głoszą.Tak tak, Jezus po wodzie zamienionej w wino chodził i był synem boga, bo inaczej fiku miku ze zbawieniem by nie pasowało ;P > Jeżeli uważasz, że osoba, która zna prawdę będzie żyla idealnie to się mylisz.O, odezwał się ;P > Nie można zbodować ideałów na człowieku bo każdy jest grzeszny a więc każdemu można coś zarzucić.Jezus był grzesznikiem, do piekła! > Historia pokazuje że zdecydowana większość zła pochodzi jednak od systemów ateistycznych,Krucjaty ;P > faszyzmuKrucjaty ;> > i komunizmu,Kru... chociaż nie, to nie komuniści prowadzili krucjaty ;P > które potępiają wszelkie religie...Oprócz swojej własnej ;P > i same chcą decydować o wszystkich dziedzinach życia obywateli.No właśnie. Mają do tego jakieś prawa? :> > Za czasów II wojny światowej niektórych ludzi zrównywano ze zwierzętami tylko ze względu na ich pochodzenie, czyli dokładnie początki tego co uczy nas ewolucjonizm.A za czasów II wojny światowej i wcześniej zwierzęta były zrównywane z gównem. Czyż to nie faszyzm itp.? > Chrześcijaństwo nie różnicuje ludzi.To przeciwko komu były krucjaty? ;P > Chrześcijanie i judaizm to różne religie ale to nie znaczy że mamy sie nawzajem mordować.Krucjaty ;P > Przedstawiłem tylko w co wierzą chrześcijanie.Że człowiek to nie zwierze, papuga to nie ptak, kobiete urodził facet i wszystko, co złe to nie my ;P Wracając do tego: wątpisz także, że człowiek jest ssakiem pewnie... > Otóż nie setka męczenników ale całe tysiące i setki tysięcy. Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowane. A mimo to wiara tych ludzi się niezmiejszyła.Jehowę wywalisz oknem to i tak przez komin wejdzie ;P O "świadkach" mówię, żeby nie było ;P Sekty też się nowe tworzą... > Powiem Ci więcej, wiele ludzi nie tylko zagorzałych chrześcijan ale także, niewierzących, pogan a nawet wrogów doświadczało w swoim życiu obecności Chrystusa i ich życie się przemieniało ale Ty o tym wcale nieczytałeś.Niewierzący i poganin to to samo, poganami nazywano Twoich przodków, którzy zamieszkiwali polskie ziemie i niesety poddali się najeźdźcy... I była to taka sama obelga, jak nazwanie kogoś gejem, jak się go nie lubi ;P Albo pedałem... > >To nie jest odpowiedź na moje pytanie.> Przeczytaj jeszcze raz a może poprostu nie możesz pogodzić sie z tym, ze twoje życie nie ma sensu na gruncie ewolucji.Jak nie ma, jak ma? Nie ma tylko boskiego sensu życia, takiego, że "och ach to życie jest tylko tak, bo potem będziesz żyć wiecznie, jupi!". Z drugiej strony życie po życiu tez nie ma sensu, i co? Sensem życia jest życie samo w sobie! A to, jak to życie wykorzystasz to już tylko twoja wola. Kombinujesz, kręcisz, ewolucja nie ma za zadanie wyjaśniać "sensu" życia, tylko skąd ono się wzięło. > Otóż różnica jest zasadnicza. Jest wiele podobieństw jako że islam jest późniejszą religią posiada pewne cechy judaizmu i chrześcijaństwa.(...) Islam to religia, która nawołuje do głoszenia wiary mieczem,Krucjaty? > a w chrześcijanstwie nikt Cię nie zmusza to jest twoja decyzja.nie prawda, bo będę miała grzech ;P A jak pójdę na krucjatę to nie będę miała, więc to jest rodzaj przekupstwa, tak samo jak "zagłosuj w wyborach szkolnych a dam ci cukierka". > Islam ma zły koncept boga bo ani nie jest on wszechmogący, ani najbardziej sprawiedliwy najbardziej miłosierny ani też nie ma miłości dla wszystkich swoich stworzeń.Bóg nie ma miłości dla zwierząt, więc gdzie tu różnica?  Nie jest wszechmogący, bo nie może zlikwidować zła. Sprawiedliwy też nie jest, bo wielu chrześcijan ginęło...
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... Bzdura ...> Nie zrozumiesz dopóki zmienisz swoje rozumowanie, pamiętaj że ...Szanowny Interlokutorze, informuję Cię, że masz kompletnie wyprany mózg!Kompletnie nie słuchasz "strony przeciwnej" tylko zależy Ci na wykrzyczeniu swoich tez. Zacznij pisać na forum dopiero jak nauczysz się logicznie odpowiadać na pytania, podawać fakty, źródła. I koniecznie zapoznaj się z tą definicją: en.wikipedia.org/wiki/Internet_troll 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Czysta demagogia. Jesteśmy zwierzętami ( naczelnymi podobno) ale i zwierzęta rządzą się swoimi regułami. Dlaczego i na jakiej podstawie uważasz, że tylko religia (jakakolwiek) daje prawo do oceny co jest dobre a co złe.> No właśnie mówię dokładnie o takim rozumowaniu jakie Ty reprezentujesz. Zero wartości moralnych.MWAHAHAHAHA!!! xD Ta osoba mówi prawdę, a to, że prawda jest brakiem zasad moralnych pierwszy raz się spotykam ;P Chociaż nie, kościół non stop kłamie, więc zasady moralne ma, zapomniałam o tym. Zasady moralne miał też Hilter, Stalin, Mojżesz i spółka ;P > Powiedz tym ludziom, co byli w obozach, że zwierzęta rządzą sie swoimi prawami. Gwarantuje zlinczowaliby Cię to jest wielka obraza a Ty widzę nie zdajesz sobie sprawy z tragedii tych ludzi. Powiedz im ze tak naprawde nic sie niestało, że sa małpami i porównaj to do odstrzału zwierzat.Czyli sugerujesz, że jeśli wyrwę pieskowi łapki to nic się nie stanie, bo to zwierze i nie zna zasad moralnych? Bo nie mogę tego zrozumieć... Tragedią tych ludzi było traktowanie ich przez CZŁOWIEKA, a nie przez ZWIERZE. Hitler nie był psem, tylko człowiekiem, takim samym jak każdy tutaj piszący, miał ręce, nogi, nos, oczy, dłonie, jak każdy człowiek... A porównanie do odstrzału zwierząt jest najlepszym porównaniem, jakie ktoś mógł wymyślić! Odstrzelają was jak zwierzęta, są tak samo okrutni, jak w tym przypadku, mordują i tłumaczą, że "zwierze, to można". > Im więcej będzie takich ludzi tym częściej godność człowieka będzie niszczona.> Ale nie mów potem że ludzie na świecie sa źli.A godność zwierzątka to nic? Gdyby jakiś łagodny i żyjący w harmonii goryl dowiedział się jak go obrażasz to gołymi rękami rozerwał by cie na strzępy. Już nawet szympans jest 6 razy śilniejszy od dorosłego mężczyzny, żyje w hierarchii społecznej, więc nie wiem, dlaczego to równa się z brakiem moralności... > Widzę że kompletnie nie znasz historii. To rządza władzy przewraca ludziom w głowachKrucjaty  > ich uprzedzenia i nienawiść do innych.Krucjaty ;> > A religia katolicka nie jest religią buntu i wojny.Krucjaty ;P > Bóg jest miłością.I lubi krucjaty? xD Jak przypominam, były one spowodowane rządzą władzy, uprzedzeniami co do innowierców i nienawiścią do nich. Religia katolicka, a raczej chrześcijaństwo popierało wojnę i bunt, bo było to dla niego korzystne. Znajdując sobie powód do agresji miało wymówkę, bo przecież walczyło w imię boga. > Każdy ksiądz Ci to powie.A każdy pedofil Ci powie, że seks z dziećmi to nic złego i jest faaajny ;P > Skąd takie brednie wyczytałes że papież popierał Hitlera ? BzduraA skąd wiesz który papież? Może od razu pewien Piotr, co się Skałą zwał? > Chrześcijaństwo było przez Hitlera niszczone.Czyli oczywiście MUSIAŁ byc ateistą? > Z godności obdziera CIę bardziej ewolucjonizm, dla którego jesteś niczym innym jak zwierzęciem tak jak napisałes wyżej.Tak, każdy człowiek jest zwierzęciem, każdy szympans jest zwierzęciem, każdy łabędź to zwierze, i nie wiem dlaczego niektórzy nie potrafią tego zaakceptować. To tak jakby termit nie chciał być owadem, bo kolonia jest czymś więcej, niż jakaś głupia mucha, i to jest obdzieranie z godności wielkich budowniczych :> Podaj mi proszę swoją definicję zwierzęcia, bo chyba nawet u tej podstawy się nie rozumiemy... Tylko nie walnij gadki w stylu "zwierze to istota bez moralności" bo wyjdzie na to, że żadne zwierze nie jest zwierzęciem xD > nikt Ci grzechów nie dodaje,"fcale" ;P > w religii (...) część win przechodzi także z rodziców na dzieci,Czyli jednak dodają? Kręcisz coś, pójdziesz do piekła! ;P > Polecam świadectwo pani Glorii Polo.A ja to: dogs.pl/artykuly/index.php3?id=6> Jedyną religią namawiającą do nienawiści jest islam.krucjaty ;P > Na pewno nie jest to chrześcijaństwo.krucjaty? xD > I nie próbuj pisać jaki był zły bo wracamy sie do początku, ja Ci mogę podać jaki był dobry.Krucjaty...
|
|
| | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | Alicja, werbalizuję "+". Miałem odpisać na poprzedni post, ale po Twojej odpowiedzi już nie czuję takiej potrzeby 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > Czy jeżeli ktoś zgwałci małe dziecko, ucieknie i uniknie kary to tak naprawdę nic sie nie stało? [...] Wszystkie zwierzęta chronią młode osobniki własnego gatunku, jeżeli tylko mogą je odchować... człowiek jest tu niechlubnym wyjątkiem.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Myślę, że każdy w pewnym okresie swojego życia zadaje sobie te "duże" pytania. >Pytania o pochodzenie, sens, moralność i cel naszego życia. >Obecnie na świecie istnieją dwa główne nurty myślenia.
Tutaj mogłaby Ci wytknąć kilka rzeczy, bo takich nurtów jest od cholerci dużo, począwszy od średniowiecznego "świat dzielimy na istoty boskie, ludzkie i stworzone przez Szatana" do nurtu ludzi mieszkających w różnych dalekich miejscach "zakopanie pod ziemią zmarłej osoby to brak szacunku dla niej i jej rodziny, dlatego zjadając zwłoki unikniemy zbeszczeszczenia zmarłego bliskiego przez zwierzęta i robactwo". No, ale, jeśli mówisz o "dwóch głównych" masz pewnie na myśli 2, pozornie sprzeczne ze sobą sposoby myślenia.
>Pierwszy z nich bazuje w oparciu o ewolucjonizm Darwina.
I pomijasz zupełnie fakt, że ewolucjonizm to TEORIA, a nie ABSOLUT, który jest prawdziwy, BO TAK. Ktoś sobie tak wymyślił, postawił kilka pytań, prawdopodobnych wyjaśnień na nie i teoria ta okazała się na tyle ciekawa, interesująca i wyjaśniające niektóre aspekty, że wielu ludzi (i prawie wszyscy wielcy naukowcy) uznają ją za jedną z bardziej prawdopodobnych. Nie za WIECZNĄ PRAWDĘ, tylko coś PRAWDOPODOBNEGO.
>Ewolucjonizm próbuje podjąć ten trudny temat, jednak teoria ta jest bardzo niebezpieczna dla ludzi.
Zdefiniuj i proszę pojęcie "niebezpieczna dla ludzi" bo nie mogę pojąc w jaki sposób 2+2=4 może zagrozić egzystencji ludzkości, czy wywołać zarazę, czy inną epidemię :>
>Zauważmy, że w ewolucji cały świat ludzki i jego dokonania, jak również wartość każdej istoty ludzkiej, Ciebie i mnie, obnaża się z jej całej godności.
Aha, czyli ta teoria jest zła, bo człowiek jest oczywiście lepszy pod każdym względem od małpy, ptaka, czy innego tygryska... To jest SZOWINIZM, FASZYZM i po prostu CHAMSTWO. To samą, tylko, że w innej postaci głoszą muzułmanie twierdząc, że to kobieta powinna podlegać mężczyznom, bo tak pisze w świętych księgach, czyli tak chciał bóg. Kobieta jest odpowiedzialna za gwałt na niej, bo to jej wina, ona skusiła mężczyznę żeby to zrobił, i powinno się ją za to zabić, bo przyniosła wstyd... swojemu ojcu! I jeśli ktoś założy, że może kobieta też coś czuje, to jest heretykiem, bo taka teoria obnaża człowieka z całej jego godności. Tak, spotykałam się też ze stwierdzeniem, że kobieta to nie człowiek... I musi się chować za ścierkami, by przypadkiem nie popełnić grzechu i nie skusić jakiegoś mężczyzny... I co najciekawsze, te kobiety mają zrobione takie pranie mózgu przez religię, którą chcąc, czy nie chcąc muszą wyznawać, że godzą się z tym losem... Kobietę można uderzyć, no ale kobieta mężczyzny uderzyć nie może, bo to oczywiście obraza jego godności...
>Dla ewolucjonisty nie istnieje pojecie moralności. O, jak miło, skąd wiesz? :>
>Pytamy się dlaczego na świecie jest tyle zła. Ile razy słyszymy w wiadomościach (...) zbrodniach wojennych przeciwko ludzkości, czy to nie jest złem? A ile się słyszy o BOHATERACH, którzy zabili kilku niemców w czasie wojny? :> Ptawda jest jak doopa, każdy ma swoją ;P
>Od szkoły ucza nas o tym że pochodzimy od małpy czy wierzysz temu naprawdę?
Powiedz mi, dlaczego miałoby być inaczej, skoro jedyną różnicą między człowiekiem a szympansem jest to, że szympansy nie potrafią się porozumiewać na takim poziomie jak człowiek? Po prostu DUMA Ci nie pozwala, bo oczywiście małpy są głupie i ty być taki nie możesz, bo to absurd :>
>Zastanów się jeżeli ewolucjonizm to jest to w co wierzymy i opieramy nasze zaufanie w tą teorię to tak naprawde nie ma różnicy co robisz w życiu, nie istnieje coś takiego jak zło ani dobro. Próbujesz tutaj podnieść ewolucję do rangi religii, tak samo, jak swoją głupote i brak wiedzy do rangi "wiary".
>Zgodnie z tą teorią jesteśmy jedynie trochę bardziej rozwiniętymi zwierzętami bez przydzyny oraz bez celu a więc niczego nie warci. Tak tak, a kobieta "nie może rządzić mężczyzną, bo to wbrew bogu, bo bóg stworzył ewę dla uciechy adama", znam tą bajkę, a potem żyli długo i szczęśliwie a świnki latają...
>Losowo się tutaj pojawiliśmy i prędzej czy później nas nie będzie. (...) Jeżeli uważasz, że nie różnisz sie od zera to ewolucja jest dla Ciebie, ale nie wmawiaj innym żeby tak myśleli. Hitler też potrafił manipulować tłumem i zrzucił żydów do rangi zwierząt. "Jeżeli uważacie, że nie różnicie się od brudnych żydów to wasza sprawa, ale nie wmawiajcie ludziom, że są zerem". Robisz teraz dokładnie to samo, czyli zarzucasz, że zwierzęta zostały stworzone tylko i wyłącznie, by człowiek nad nimi panował, są zerem. Założę się także, że nie masz zwierzątek lub tylko akwarium, w którym rybki traktujesz jako dekorację...
>Chciałbym tutaj zauważyć że zdecydowana większośc ludzkich tragedii, wynika z porządania władzy i stawiania siebie ponad innymi. Tak, masz rację. Ach, ten kościół... Nie słyszałeś co robili księża i biskupi w średniowieczu? Heretyków na stos! Czy o nie jest nadużywanie władzy?
>Na takiej doktrynie właśnie bazuje faszyzm, komunizm, Nie będe przypominał ile ofiar pochłonęły te doktryny. WIESZ ILU Indian, Azteków, majów i innych cywilizacji pochłonęły wyprawy w celu nawrócenia ich na "jedyną, słuszną wiarę"? Wiesz, ilu ludzi zginęło na wyprawach krzyżowych?
Brakuje mi liter, w drugim poście kontynuacja ;P
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > To nie Bóg jest powodem ludzkiej krzywdy ale właśnie to że próbuje się go usunąć i tym samym sprowadzić godność istoty ludzkiej do zera.Krucjaty były prowadzone w imię boga. Próby wzniesienia go ponad wszysto spowodowały krwawe wyprawy. Uczestnikom krucjat obiecywało się, że od razu pójdą do nieba, więc czy to nie jest zło czynione w imię bogów? :> Definicja faszyzmu "Prawa jednostki są podporządkowane prawom narodu. (...) Każde działanie dla jej dobra i na jej korzyść jest działaniem moralnie usprawiedliwionym. Jest to przede wszystkim zasada wodzostwa. Charyzmatyczny wódz, który "ma zawsze rację", (...) to osoba, która doskonale umie zdobywać sobie posłuch wśród ludzi." (wikipedia) nie przypomina pod pewnymi względami kościoła? > Drugie podejście tłumaczy powyższe cztery kwestie opierając się o akt stworzenia świata. Tutaj człowiek może znaleść prawdziwą godność osoby ludzkiej.Oj tak, jak się cieszę, że powstałam z faceta, żeby miał rozrywkę... I zapewne tylko po to :> > Tutaj robi wielką różnice to co zrobisz w swoim życiu. Popatrzmy na groby naszych bliskich zmarłych.... Których grzebali ludzie pierwotni, pewnie dlatego, żeby nie zjadły ich tygrysy szablastozębne :> "poganie" też ich grzebali, egipcjanie swoich królów, grecy, rzymianie... > Po co stoimy nad ich grobami czy wierzymy że się z nimi spotkamy?1. Bo taka jest tradycja a kto zmarłych nie pogrzebie ten pała (czyli coś na zasadzie szkolnych wygłupów, nie zapalisz papierosa to jesteś frajer i idiota). 2. A gdyby zmarły nie był pochowany wierzyłbyś, że się z nim nie spotkasz? Bo mnie to zastanawia... > Życie to jest droga do zbawienia i życia wiecznego z naszym niebieskim Ojcem.Papa Smerf? xD > I to jest prawdziwy sens naszego życia....czyli poglądy średniowieczne :> To tylko taka zapchaj-dziura. Po co człowiek żyje? Żeby żyć po śmierci! No a po co człowiek ma żyć po śmierci? Odpowiedzcie mi na to pytanie. Ablo po co żyje teraz i to tak długo, skoro może się zabić i żyć i tak, i tak?  > Wiele ludzi, których spotkałem stara się temat ten sprowadzić jedynie do Kościoła Katolickiego. Ja nie mam zamiaru mówic wiele na ten temat. Wiem że wiele ludzi doświadczyło wiele zla od duchowieństwa. Jest to jeden z powodów dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła.Tak, bo nienawidzą faszyzmu i uważania się za lepszych, bo tak. > Nie mam zamiaru bronić tych duchownych, ale powiem że ich zachowanie zasługuje na potępienie.No to dlaczego są duchownymi?! Albo jesteś obiektywny, albo "co złego to nie my", czyli bóg jest dobry, a źli księża to wina szatana, krucjaty to wina szatana, zabójstwa to dzieła szatana... > Nie łudźmy się każdy ksiądz czy zakonnik to tylko człowiek i tak jak każdy z nas popełnia grzechy. Jeżeli ktoś myślał że księża sa poto aby dawać przykład to go zasmucę. Nie warto szukać ideałów w ludziach. Niechodzimy jednak do kościołów dla księdza, ale z własnego przekonania.Albo dlatego, że ktoś nam każe, albo dlatego, że nie chcemy się wyróżniać i być wyśmiewanym przez grupę ludzi, co czasami prowadzi do samobójstwa... > Na zakończenie chciałem prosić wszystkich odwiedzających to forum, każdego z osobna.(...) Nie dajmy sobie zabrać naszej godności, nie zapominajmy co nauczyła nas historia, gdzie naszym braciom próbowano zabrać ich godność.TYSIĄC lat bez godności, poprzedzonych szykanowaniem, morderstwami, napadaniem przez inne kraje... No, a potem był Renesans ;P
|
|
| | | | |  | -1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Która?Teologia > Rozbawiłeś mnie tym stwierdzeniem, że aż ze śmiechu dałam Ci +.OK - przecież "śmiech to zdrowie" ale istnieje też powiedzenie: "Śmieje się jak głupi do sera"
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Jak go zwał tak zwał. Można nazwać "bogiem", można "początkiem" można "niewidzialnym, różowym jednorożcem" >Zgoda - ale jest !
Więc dlaczego nazywacie go bogiem, a nie niewidzialnym, różowym jednorożcem? ;P
Poza tym powyższą wypowiedzią potwierdzasz w pewien sposób istnienie jednorożców i tym podobnych ;P
>>co nie zmienia faktu, że wszystko co mówi się o bogach jest wymysłem ludzi. >Nie wszystko jest wymysłem - część jest rezultatem logicznego myślenia.
Mówisz o logice w stylu "pioruny nie mogą powstawać same z siebie, więc musi je miotać potężna istota, co jest faktem jej istnienia", czy "logicznie myśląc jak powiem, że boga nie ma, to zgrzeszę, a grzech jest zły, więc jeśli pomyślę o jego nieistnieniu popełnię grzech, więc mnie ukarze, choć nie wiem, czy tam jest, czy go nie ma"?
Czy może mówisz o tym, że "matka dziadka mojego stryja widziała, jak Franek, ten, co ukradł babci wykałaczkę zrobioną przez syna wujka siostry Arnolda rozmawiał z babcią prababci syna wnuczki mojego stryja o tym, że ciotka Genowefy, córki dziadka wujka Harrego Pottera w trzysetnym pokoleniu wstecz słyszała, jak pijany syn wujka babci mojego dziadka w pięćsetnym pokoleniu mówił jąkając się, że jakiś tajemniczy pan widział, jak mąż babci ciotki Gertrudy rozmawiał z facetem, który słyszał, jak ojciec babci dziadka mamy widział, ze jakiś facet stał przy pojemnikach na wode a jak sobie poszedł to potem okazało się, że w tych pojemnikach było wino, więc jak śmiesz twierdzić, że mówię kłamstwo?! Prawnuk babci ciotki dziadka sprzątaczki, która tam była spisał to będąc natchnionym przez ducha świętego, a nie, jak mówi praprababci syna ciotka że miał kaca, więc oczywistą oczywistością jest, że osobą, która dokonała cudu zamienienia wody w wino był Jezus, oczywiste też jest, że był synem bożym zrodzonym z dziewicy Maryi i umarł za nas na krzyżu! I nie wiem, gdzie wy chcecie mi wykazać brak logiki?!"
|
|
| |  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >>- niematerialny Bóg jest niepoznawalny> >Czyli nikt nie jest wstanie przedstawić nawet najmniejszej przesłanki, na jego istnienie.> >Czyli go nie ma.> Przesłanką jest wszystko to co jest , co musi mieć przyczynę istnienia nazywaną przez nas Bogiem.Dlaczego "musi"? 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Dlaczego "musi"? A dlaczego nie musi?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Dlaczego "musi"? > A dlaczego nie musi?> Bo zależności przyczynowo-skutkowe występują dopiero w bardziej złożonych układach materii, rozpatrując materię na poziomie subatomowym, takie zależności nie występują, polecam poczytać pl.wikipedia.org/wiki/Kot_SchrĂśdingera - eksperyment myślowy w którym kot jest jednocześnie żywy i martwy. Tym samym doszukiwanie się boskich przyczyn powstania Wszechświata może być kolejnym "pobożnym życzeniem". 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | Mówi prof. Czesław Radzewicz informatyk kwantowy:
Schrödinger, który wspaniale zasłużył się dla mechaniki kwantowej, w pewnym momencie zauważył, że teoria, którą rozwijał razem z wieloma innymi uczonymi, prowadzi do rozmaitych paradoksów. Przykładem może być wspomniany przez pana kot, który jest równocześnie i żywy, i martwy. Co wcale nie znaczy, że to jest chory kot, który za chwilę wyzionie ducha. I to Schrödingera bardzo gryzło. Starał się z tym paradoksem uporać, ale tak na dobrą sprawę do dzisiaj nie mamy dobrego obrazu tej sytuacji. Pojawiają się bardzo egzotyczne pojęcia, na przykład - używając żargonu fizyków - kolaps funkcji falowej. Ale tak naprawdę nikt nie wie, co to znaczy. To bardzo typowy dla ludzi sposób postępowania - kiedy czegoś nie rozumiemy, przynajmniej nadajmy temu nazwę.
Jak widać daleko nam do kwestionowania zasady p-s.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Mówi prof. Czesław Radzewicz informatyk kwantowy:Tytuł profesorski nie wyłącza myślenia u mnie samym tylko brzmieniem tego pojęcia. > Schrödinger, który wspaniale zasłużył się dla mechaniki kwantowej, w pewnym momencie zauważył, że teoria, którą rozwijał razem z wieloma innymi uczonymi, prowadzi do rozmaitych paradoksów. Przykładem może być wspomniany przez pana kot, który jest równocześnie i żywy, i martwy. Co wcale nie znaczy, że to jest chory kot, który za chwilę wyzionie ducha. I to Schrödingera bardzo gryzło. Starał się z tym paradoksem uporać, ale tak na dobrą sprawę do dzisiaj nie mamy dobrego obrazu tej sytuacji. Pojawiają się bardzo egzotyczne pojęcia, na przykład - używając żargonu fizyków - kolaps funkcji falowej. Ale tak naprawdę nikt nie wie, co to znaczy. To bardzo typowy dla ludzi sposób postępowania - kiedy czegoś nie rozumiemy, przynajmniej nadajmy temu nazwę.> Jak widać daleko nam do kwestionowania zasady p-s.Ustosunkuję się (lubię to określenie,  ) w punktach: 1. Nie kwestionuję zasady p-s w układach w których rzeczony kolaps funkcji falowej już nastąpił. 2. Powyższy cytat nie popiera tezy o absolutnie wszechobecnym królowaniu zasady p-s. 3. W układach kwantowych panuje zasada nieoznaczoności Heisenberga pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_nieoznaczoności, z którą związane jest zjawisko splątania kwantowego pl.wikipedia.org/wiki/Stan_splątany, które to zjawisko zakłada występowanie pewnych zdarzeń jednocześnie, nielokalnie i idealnie w tym samym czasie, bez możliwości wyodrębnienie przyczyny i skutku - CBDU. 4. W początkach istnienia Wszechświata - zgodnie z przewidywaniami fizyków - materia ujawniała przede wszystkim swój charakter kwantowy 5. Fakt, że nie jesteśmy w stanie objąć na logikę fizyki kwantowej świadczy tylko o niedoskonałości naszego mózgu (wynika to z ekonomiki ewolucyjnej - do przetrwania nie trzeba tego koniecznie rozumieć, lub jak kto woli z niedoskonałości Boga, który nas stworzył na swoje podobieństwo  )
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Mówi prof. Czesław Radzewicz informatyk kwantowy: >Tytuł profesorski nie wyłącza myślenia u mnie samym tylko brzmieniem tego pojęcia.
Super, w takim razie pomyśl:
Fale radiowe w eterze - co to znaczy? Fala rozchodzi się w ośrodkach sprężystych a więc musi być coś sprężystego bo są fale radiowe , nazwijmy ten ośrodek eterem (coś tam z greki) -mamy tu typowe zastosowanie zasady p-s wstecz: skutek determinuje jego przyczynę. Czy eter istnieje rzeczywiście? Przez parę dobrych lat "istniał" ,a obecnie nie istnieje za to istnieją tym razem "pola elektromagnetyczne" a nawet kwanty tego pola. Co będzie "istniało" za 100 lat?
Podobnie mamy w układach kwantowych: bez przerwy stosowana jest zasada p-s wstecz , bez przerwy pojawiają się nowe "byty realnie istniejące" ale tak naprawdę każdy wie , że te "byty " istnieją tylko przez chwilę, dotąd dopóki ktoś nie wymyśli nowe,lepsze wyobrażenie przyczyny, lepszą teorię realnego zjawiska.
Co to znaczy lepsza teoria?
Teoria nie tylko opisuje to co było (zasada p-s wstecz) ale pozwala przewidzieć przyszłość (zasada p-s wprzód). Zatem teoria jest lepsza , jeśli lepiej (dokładniej) opisuje zarówno przyczynę zjawiska jak i jego skutki w przyszłości. Jeśli jakaś teoria przewiduje jakiś absurd jest bądź odrzucana , bądź modyfikowana- czyli jedne "byty" są zastępowane drugimi.
Czy mechanika kwantowa generuje absurdy?
Superpozycja stanów kwantowych cząstki to realny byt? Jeśli tak to mamy coś co jest w kilku stanach jednocześnie - a więc absurd. Podsumując:
-zasada p-s jest cały czas jest stosowana , nawet w fizyce kwantowej, która rzekomo ją podważa.
-mechanika kwantowa generuje absurdy a zatem nadaje się do kosza - może przesadziłem ale do poprawki napewno inaczej czeka ją los eteru.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:[...] -zasada p-s jest cały czas jest stosowana , nawet w fizyce kwantowej, która rzekomo ją podważa. -mechanika kwantowa generuje absurdy a zatem nadaje się do kosza - może przesadziłem ale do poprawki napewno inaczej czeka ją los eteru. A jakie to ma znaczenie? Fakty, pokazujące, że istnieją miejsca we wszechświecie, w których zasada przyczyna-skutek nie obowiązuje, są niezależne od prawdziwości jakichkolwiek teorii. To nie fizyka kwantowa podważa zasadę p-s, tylko fakty obserwowane w mikroświecie. Oddziaływania jednoczesne, o których powyżej wspominał kolega Bartek, są przykładem takiego faktu. Przypominam to co już pisałem wcześniej, a do czego zapomniałeś się ustosunkować: www.racjonalista.pl/forum.php/s,160562#w167162Zasada p-s jest stosowana przez ludzi - w końcu jest tworem ludzkiego umysłu pozwalającym nam porządkować informacje napływające z naszego otoczenia. Tak jak kolory są innym tworem umysłu, służącym do porządkowania informacji o istotnych z ewolucyjnego punktu widzenia długościach fal elektromagnetycznych. I niczym więcej. "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści."Św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... eter przez parę dobrych lat "istniał" ,a obecnie nie ... Co będzie "istniało" za 100 lat?Nie jestem wszystkowiedźminem  Zapewne ludzka wiedza, będzie rozleglejsza. Może nawet na tyle rozległa, że "chowanie boga za wielkim wybuchem" będzie oczywistą kompromitacją  A może jednak uda nam się zajrzeć do bożej kuchni  - jeśli tego dożyję stawiam Ci beczkę piwa  > Teoria nie tylko opisuje to co było (zasada p-s wstecz) ale pozwala przewidzieć przyszłość (zasada p-s wprzód). Zatem teoria jest lepsza , jeśli lepiej (dokładniej) opisuje zarówno przyczynę zjawiska jak i jego skutki w przyszłości.Z definicji teorii wynika konieczność przewidywania obserwowalnych, mierzalnych zjawisk, model standardowy - jakkolwiek niedoskonały - tę cechę posiada. > -zasada p-s jest cały czas jest stosowana , nawet w fizyce kwantowej, która rzekomo ją podważa.O to są spory. Faktem jest, że za pomocą splątania kwantowego nie potrafimy przekazać informacji na odległość, z tego faktu cześć fizyków wywodzi twierdzenie, że zasada p-s jest zachowana, informacja "jednoczesna" jest skorelowana, ale absolutnie losowa. Ale inni fizycy badają hipotezy sugerujące, ze materia w na swoim fundamentalnym poziomie jest "bezczasowa" i "nielokalna" i tym samym zasadzie p-s nie musi podlegać. > -mechanika kwantowa generuje absurdy a zatem nadaje się do kosza - może przesadziłem ale do poprawki napewno> inaczej czeka ją los eteru.A czemu absurdy? Bo ludziom się to w głowie nie mieści? Mechanika kwantowa może się okazać uproszczeniem lub szczególnym przypadkiem nowej teorii kwantowej grawitacji. Wracając do meritum, dzisiejsza nauka nie jest w stanie ostatecznie potwierdzić ani zaprzeczyć istnieniu siły sprawczej - boga. I uczciwą odpowiedzią na pytanie o boga jest proste "nie wiem". Jeśli twierdzisz, że Jezus jest Bogiem, a nie np. Jednorożec - na Tobie ciąży obowiązek dowodowy. A co jeśli jest Bóg, ale to nie Jahwe? Wiem - odpowiesz - to kwestia wiary, ale moim zdanie nie jest to podejście uczciwe, a na pewno nie racjonalne. Zdajesz sobie sprawę jak skrajnie nieprawdopodobna jest boskość Jezusa w świetle nauki?
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Dlaczego "musi"? > A dlaczego nie musi?> Bo MOŻE? :> Inaczej brzmi: " Możesz iść do kościoła", a inaczej " Musisz iść do kościoła"... "Bóg może istnieć" a inaczej "Bóg musi istnieć" przy czym to ostatnie częściej się słyszy :> Tak samo, jak "Ateista musi być zły " zamiast "Ateista może być zły"...
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | grawitacja też jest niematerialna
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >grawitacja też jest niematerialna
I tu się mylisz. Grawitację czujesz, więc wywołuje wrażenie zmysłów, że nie wzroku, ani słuchu -- nie szkodzi. Grawitacja nie posiada masy, ale masa to tylko jedna z form materii, drugą jest energia. Taki jest między innymi sens Einsteinowskiego e=mc2, a przecież istnieje energia potencjalna ciężkości.
|
|
| | |  | -2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | >>grawitacja też jest niematerialna >I tu się mylisz. Grawitację czujesz, więc wywołuje wrażenie zmysłów, że nie wzroku, ani słuchu -- nie szkodzi. Grawitacja nie posiada masy, ale masa to tylko jedna z form materii, drugą jest energia. Taki jest między innymi sens Einsteinowskiego e=mc2, a przecież istnieje energia potencjalna ciężkości. > jasne
więc nie widzę powodu żeby negować istnienie Boga - wytłumaczenie jest podobne
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Vytautas (4394 punktów) | >>>grawitacja też jest niematerialna >>I tu się mylisz. Grawitację czujesz, więc wywołuje wrażenie zmysłów, że nie wzroku, ani słuchu -- nie szkodzi. Grawitacja nie posiada masy, ale masa to tylko jedna z form materii, drugą jest energia. Taki jest między innymi sens Einsteinowskiego e=mc2, a przecież istnieje energia potencjalna ciężkości. >> >jasne >więc nie widzę powodu żeby negować istnienie Boga - wytłumaczenie jest podobne > Objaśnij mnie, mężu uczony, na czymże to podobieństwo miałoby polegać, bo ja nijak nie umiem tego dostrzec. Wdzięczny będę niezmiernie.
|
|
| | | | |  | -2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | >>>>grawitacja też jest niematerialna >>>I tu się mylisz. Grawitację czujesz, więc wywołuje wrażenie zmysłów, że nie wzroku, ani słuchu -- nie szkodzi. Grawitacja nie posiada masy, ale masa to tylko jedna z form materii, drugą jest energia. Taki jest między innymi sens Einsteinowskiego e=mc2, a przecież istnieje energia potencjalna ciężkości. >>> >>jasne >>więc nie widzę powodu żeby negować istnienie Boga - wytłumaczenie jest podobne >> >Objaśnij mnie, mężu uczony, na czymże to podobieństwo miałoby polegać, bo ja nijak nie umiem tego dostrzec. Wdzięczny będę niezmiernie.
posługujesz się abstrakcją do opisania zjawiska - ja tam żadnej grawitacji nie czuje nie widzę , ani się o nią nie potknąłem. Czym się różni ona od Boga ? bo oczywiście wierzysz że jest grawitacja
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >posługujesz się abstrakcją do opisania zjawiska - ja tam żadnej grawitacji nie czuje nie widzę , ani się o nią nie potknąłem. Czym się różni ona od Boga ? bo oczywiście wierzysz że jest grawitacja
Różni się tym, że jest elementem pewnej naukowej teorii przewidującej mnóstwo zjawisk bezpośrednio już odczuwanych. Elementem niezbędnym. Oczywiści wciąż można podważać jej realność tak jak to zrobił Berkeley. Niezależnie od tego, Bóg nie tylko jest abstrakcją jak grawitacja, jest on niepotrzebną abstrakcją, tj nie stanowi niezbędnego elementu żadnej teorii, która byłaby zdolna wyjaśnić rzeczy niewyjaśnialne na gruncie innych teorii. Przy czym mówimy oczywiście o teoriach falsyfikowalnych, a nie metafizykach w stylu: Bóg stworzył wszechświat, a więc jest, bo gdyby go nie było, nic by nie było.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > ja tam żadnej grawitacji nie czuje nie widzę , ani się o nią nie potknąłem. Czym się różni ona od Boga ? bo oczywiście wierzysz że jest grawitacjaW grawitację nie trzeba wierzyć, wystarczy np. stanąć na brzegu dachu i postąpić krok do przodu - zapewniam cię, że poczujesz jej działanie nader boleśnie i wcale nie abstrakcyjnie  No chyba że wytłumaczysz sobie zjawisko natychmiastową karą bożą za głupie pomysły i udawanie ptaszyny 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| | | | | | |  | -2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | > >ja tam żadnej grawitacji nie czuje nie widzę , ani się o nią nie potknąłem. Czym się różni ona od Boga ? bo oczywiście wierzysz że jest grawitacja> W grawitację nie trzeba wierzyć, wystarczy np. stanąć na brzegu dachu i postąpić krok do przodu - zapewniam cię, że poczujesz jej działanie nader boleśnie i wcale nie abstrakcyjnie No chyba że wytłumaczysz sobie zjawisko natychmiastową karą bożą za głupie pomysły i udawanie ptaszyny  > I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.a jak astronauci są w kosmosie to już nie ma grawitacji ? ich nic nie przyciąga z żadnego urwiska nie spadną poczuję uderzenie w ziemię a nie grawitację, bo jakbym w takim stopniu czuł grawitację to długo bym nie pożył razem z resztą ludzkości
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Vytautas (4394 punktów) | >a jak astronauci są w kosmosie to już nie ma grawitacji ? ich nic nie przyciąga z żadnego urwiska nie spadną >poczuję uderzenie w ziemię a nie grawitację, bo jakbym w takim stopniu czuł grawitację to długo bym nie pożył razem z resztą ludzkości
Dowiedz się, że jesteś w kosmosie! Naprawdę, nic, a nic nie kłamię, Ziemia też jest częścią kosmosu i nie trzeba być astronautą, aby w tym kosmosie być. Prawdopodobnie coś Ci się kojarzy z zachowaniem astronautów wewnątrz sztucznego satelity. Otóż tam grawitacja też jest, tyle, że jest ona zrównoważona przez siłę bezwładności zwaną też siłą d'Alemberta. W takim samym stanie, stanie nieważkości byłbyś, gdybyś znajdował się w windzie, w której urwała się lina. Ba, zawsze gdy poruszasz się pod wpływem ciężaru, obserwujesz siłę d'Alemberta, która ten ciężar równoważy. Nawet wtedy, gdy sobie tylko podskoczysz.
Uderzenie o ziemię boleśnie poczujesz na skutek działania siły reakcji ziemi na Twoje jej wgniatanie. Siła grawitacji spowodowała, że wcześniej, kiedy spadałeś Twoja prędkość rosła. Gdy już wyhamowałeś po spadaniu, siła reakcji ziemi jest już mniejsza, równoważy tylko twój ciężar z łacińska zwany grawitacją.
Nie mam złudzeń, jeśli tego nie zrozumiałeś w szkole, nie zrozumiesz z mojego pisania.
Pokój z Tobą.
Aha, możesz przestać bać się grawitacji, która przyjdzie i zarżnie Ciebie i z Tobą wyrżnie całą ludzkość. Ciężar zwany także grawitacją morduje tylko bardzo nieostrożnych i głupich, którzy np. uważają, że są Batmanami i próbują wyfrunąć z okna na dziesiątym piętrze. No, ale Ty przecież głupi nie jesteś.
|
|
| | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | sorry napisałem ironicznie o tej grawitacji, ale widocznie zbyt mało wyraźnie i się napisałeś niepotrzebnie - za to "+"
chodzi mi o to że grawitacji tak jak Boga nie możemy dotknąć, poczuć, zobaczyć, powąchać - przyjmujemy na wiarę/słowo naukowców, że to jest. Kościół się podpiera cudami, nauka jakimiś wzorami czy pośrednimi badaniami które co parę lat jakiś naukowiec kwestionuje. Tak naprawdę naukę opisuje słynne zdanie "wiem, że nic nie wiem" , zaś to że nam wygodniej w coś uwierzyć dlatego że możemy to zbadać to już inna bajka.
pozdrawiam
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >chodzi mi o to że grawitacji tak jak Boga nie możemy dotknąć, poczuć,
Naprawdę nie czujesz, jak Cię grawitacja przyciska do podłogi? -- nie wierzę Ci!
|
|
| | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | > >chodzi mi o to że grawitacji tak jak Boga nie możemy dotknąć, poczuć,> Naprawdę nie czujesz, jak Cię grawitacja przyciska do podłogi? -- nie wierzę Ci!a cóż ma tu wiara do rzeczy  ja tam nic nie czuje że mnie coś przyciska - no chyba że powietrze 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Vytautas (4394 punktów) | > >Naprawdę nie czujesz, jak Cię grawitacja przyciska do podłogi? -- nie wierzę Ci!> a cóż ma tu wiara do rzeczy  > ja tam nic nie czuje że mnie coś przyciska - no chyba że powietrze  Nie czujesz, jak Cię ciężar ciągnie w dół i przyciska do podłogi -- życzę przyjemnej lewitacji. Ja zaś nie czuję, jak mnie ściska powietrze, choć skądinąd wiem, że bardzo przykro bym to odczuł, gdyby mnie ściskać przestało.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Chyba jednak bez wystawienia za okno z 2 piętra się nie obejdzie. Dopiero wtedy przyzna , że oprócz powietrza, które go "ściska"  istnieje coś jeszcze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > Chyba jednak bez wystawienia za okno z 2 piętra się nie obejdzie. Dopiero wtedy przyzna , że oprócz powietrza, które go "ściska" istnieje coś jeszcze.oczywiście się droczę z Wami - jakąś podstawową wiedzę techniczną mam, ale dajmy na to żeby nie miał, tak jak nie mam na temat natury Boga - to właściwie wasze słowa o grawitacji która przyciąga, czy o powietrzu które ściska musiałbym brać na WIARĘ Rozumiem że nie ma NAUKOWEGO bezpośredniego, czy też jakiegoś pośredniego ale powtarzalnego dowodu na istnienie Boga, ale może jeszcze nie mamy na to przyrządów pomiarowych, może to nastąpi dopiero na etapie jakiegoś rozwoju duchowego itd. W każdym razie powoływanie się w tym sporze/dyskusji na naukowe argumenty jest bez sensu, co starałem sie wam pokazać z dozą ironii. Byle jakie badania pokazują że kupa ludzi wierzy w ufo, że słońce się kręci wokół ziemi, a część wierzy że jest ona płaska - a Wy tu wyskakujecie z jakąś grawitacją której nikt nie widział i nie czuł, zaś jak się pójdzie do spowiedzi to się czuje ulgę. pozdrawiam
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >>chodzi mi o to że grawitacji tak jak Boga nie możemy dotknąć, poczuć,> >Naprawdę nie czujesz, jak Cię grawitacja przyciska do podłogi? -- nie wierzę Ci!> a cóż ma tu wiara do rzeczy  > ja tam nic nie czuje że mnie coś przyciska - no chyba że powietrze  Drogi Kolego Konowale, uważaj z tym bezkompromisowym sceptycyzmem, bo jeszcze zaprowadzi Cię na "ciemną stronę mocy" i staniesz się ateistą 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) |
> Drogi Kolego Konowale, uważaj z tym bezkompromisowym sceptycyzmem, bo jeszcze zaprowadzi Cię na "ciemną stronę mocy" i staniesz się ateistą > "Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel"prawdziwa cnota krytyk się nie boi" więc lęk mi obcym uczuciem jest  a Moc jest ze mną
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | Czyli podsumujmy: wierzysz, że jest cośtam, jakiś wyższy byt, który nie dość, że wie co robi każde zwierze i inny organizm żywy (6 miliardów ludzi, a na każdego człowieka przypada przykładowo milion owadów + jeszcze zwierzęta) na raz, to na dodatek zrobił dziecko jakieś babie nie wiem jakim sposobem, a to dziecko było synem bożym, które zabili rzymianie czy ktośtam inny, za głoszenie herezji i bóg na to pozwolił, bo od tego czasu ludzie szli do nieba, a nie przyjmujesz oczywistego faktu, że istnieje siła, która wszystko ściąga ku powierzchni ziemi? Czy jak, bo nie za bardzo kapuję ;P Jeśli nie byłoby grawitacji nie występowało by zjawisko, że ciężkie substancje opadają na dół, a nad nimi są te lżejsze... Czyli mogłoby być, że idziesz ulicą, a nad tobą jest ocean, w którym pływają ryby, kałamarnice olbrzymie i rekiny. A to jest dość surrealistyczne ;P Albo heca z wodą i olejem: olej jest lżejszy, więc jest mniej przyciągany do powierzchni ziemi, a woda jest cięższa, bo przyciąga ją bardziej. Skoro woda > olej, woda idzie na dno a olej jest na górze. Jako, że obie substancje się ze sobą nie mieszają można gołym okiem zaobserwować to. Albo jak na olej naleje się wody: woda i tak spłynie pod spód ;P A jak do takiego czegoś wrzucisz kamień to spadnie on na samo dno, bo jest cięższy od obu substancji. Bardziej chodzi tu o masę, no ale mówiąc prosto i na poziomie podstawówki są rzeczy ciężkie i lekkie ;PI nie jest to żaden skomplikowany wzór, ani wymyślone stwierdzenie, tylko siła, którą można zbadać doświadczalnie  Boga doświadczalnie się zbadać nie da, no chyba, że coś zaproponujesz ;P
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > a jak astronauci są w kosmosie to już nie ma grawitacji ?Tak, brawo, odkryłeś Amerykę, lol ;P Dlatego na stacji kosmicznej nie ma podłogi, bo nikt nigdzie nie musi stawać, po prostu przelatują przez kolejne pomieszczenia. A jak śpią to się przypinają do łóżek ,czy co oni tam mają, żeby nie odlecieli :> > ich nic nie przyciąga z żadnego urwiska nie spadnąbo w kosmosie nie ma urwisk?! Gdzieś ty był, jak ciebie nie było? xD > poczuję uderzenie w ziemię a nie grawitację,poczujesz uderzenie w ziemie, bo grawitacja działając na ciebie ciągnie cię w dół. Gdyby nie było grawitacji nie poczuł byś uderzenia, bo żadna siła nie ciągnęła by cię w dół. > bo jakbym w takim stopniu czuł grawitację to długo bym nie pożył razem z resztą ludzkości"Śmiech na sali" xD Tak, tak, mądre jak "Śmierć samobójcom!"
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >Tak, tak, mądre jak "Śmierć samobójcom!"
to akurat bardzo mądre, choć widzę ze przypadkowo to napisałeś, właśnie chodzi o to żeby żeby to nie samobójca wybrał moment śmierci tylko ten co przed nim broni czegoś.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>Tak, tak, mądre jak "Śmierć samobójcom!" >to akurat bardzo mądre
No nie? Zabijmy wszystkich, którzy planują samobójstwo lub zabijmy tych, którzy już je popełnili! Nie będą mieli grzechu a my za zabójstwo drugiego człowieka pójdziemy prosto do nieba! ;P
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | poczytaj sobie o obronie koniecznej
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >poczytaj sobie o obronie koniecznej Co ma wspólnego zabijanie napastnika pod wpływem emocji by samemu nie zginąć, od zabijania ludzi, którzy są już martwi? ;P To tak jakby zjeść ciasto, które przed chwilą zjadł ktoś inny ;P
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >>>>>grawitacja też jest niematerialna >>>>I tu się mylisz. Grawitację czujesz, więc wywołuje wrażenie zmysłów, że nie wzroku, ani słuchu -- nie szkodzi.
>>Objaśnij mnie, mężu uczony, na czymże to podobieństwo miałoby polegać, bo ja nijak nie umiem tego dostrzec. Wdzięczny będę niezmiernie. >posługujesz się abstrakcją do opisania zjawiska - ja tam żadnej grawitacji nie czuje nie widzę , ani się o nią nie potknąłem. Czym się różni ona od Boga ? bo oczywiście wierzysz że jest grawitacja > Po łacinie 'graves', po polsku 'ciężki', to to samo słowo, tyle że w innych językach. Weź do garści kamień. Czyżbyś nie czuł jego ciężaru, czyli grawitacji? Podnieś ten kamień i spuść go sobie na łeb. Pewnie dalej będziesz twierdził, że nic nie czujesz. Nie wyrażę się brzydko o twoich możliwościach intelektualnych, bo w to pewnie też nie uwierzysz.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >ja tam żadnej grawitacji nie czuje nie widzę , ani się o nią nie potknąłem. Czym się różni ona od Boga ? bo oczywiście wierzysz że jest grawitacja
Ale ty jesteś durny xD Jeśli nie odczuwałbyś grawitacji, to po podskoczeniu leciał być bez przerwy w górę, po drodze minął być teleskop Hubble'a, Jowisza, Plutona, mgławicę kraba albo Alfa Centauri, zależy gdzie i o jakiej porze byś podskoczył ;P A gdybyś po jakimś czasie zaczął zwalniać i kierować się w kierunku odwrotnym do obranego wcześniej przy pomocy odepchnięcia się od powierzchni ziemi znaczyłoby to, że grawitacja, chociaż bardzo mała, to istnieje :> Gdyby grawitacji nie było musiałbyś gonić bąbel wody pomagając sobie oporem powietrza (coś ala pływanie) żeby móc się napić :> Kojarzysz może filmy ze stacji kosmicznej lub jakiegoś wahadłowca? :>
Więc jeśli nie wierzysz, że jest grawitacja to czemu ściąga cię w dół? Ach, no tak, to szatan chce przyciągnąć do siebie duszyczki ;P
Grawitacja to w przypadku naszej planety "siła ściągająca wszystkie blisko znajdujące się obiekty w kierunku środka planety". Można wykonać doświadczenie: puścić obiekt, na przykład kamień i zobaczyć co się z nim stanie. Jeśli nic: żadna siłą na niego nie działa, nie zmienił swojego stany, więc grawitacji nie ma. Jeśli poruszy się, to znaczy, że jakaś siła zmusiła go do tego. Wydaje się, że grawitacja ciągnie wszystko "w dół", więc jeśli obiekt zacznie zbliżać się do powierzchni ziemi, to jendak jakaś siła istnieje. Spróbuj mi zaprzeczyć :>
Teraz tak mi jeszcze wpadło do głowy podnosząc kubek z sokiem: gdyby nie działały żadne siły, obiekt o masie nawet tony (np samochód) można by było podnieść jednym palcem bez żadnego wysiłku, gdyż nie działałaby żadna siła odwrotna do naszej, użytej do podnoszenia go.
|
|
| |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > grawitacja też jest niematerialnaNiekoniecznie, nośnikiem grawitacji może być cząstka elementarna: pl.wikipedia.org/wiki/Grawiton
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | > >grawitacja też jest niematerialna> Niekoniecznie, nośnikiem grawitacji może być cząstka elementarna: pl.wikipedia.org/wiki/Grawiton> Istnienie grawitonów jest mocno naciąganą hipotezą. To raczej pobożne życzenie teoretyków, którym się marzy teoria wszystkiego.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >>grawitacja też jest niematerialna> >Niekoniecznie, nośnikiem grawitacji może być cząstka elementarna: pl.wikipedia.org/wiki/Grawiton> >> Istnienie grawitonów jest mocno naciąganą hipotezą. To raczej pobożne życzenie teoretyków, którym się marzy teoria wszystkiego.Zgoda, kwantowa teoria grawitacji jest na razie nie etapie hipotezy, dlatego piszę "może być", a nie "jest". To że inne nośniki oddziaływań mają charakter kwantowy nie oznacza automatycznie, że grawitacja też musi. I też nie wierzę, że powstanie teoria wszystkiego. Moja wypowiedź była elementem dowodu na płytkość i niedojrzałość uproszczenia, że "skoro widzę świat wokół siebie to musi on mieć przyczynę - boga".
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > >grawitacja też jest niematerialna> Niekoniecznie, nośnikiem grawitacji może być cząstka elementarna: pl.wikipedia.org/wiki/GrawitonNiezależnie czy grawitacja posiada swoje kwanty czy nie, to warto zawsze pamiętać o jedynie intuicyjnym charakterze współcześnie używanego pojęcia materia - tradycyjny jego sens jako czegoś rozciągłego przestrzennie i nieprzenikliwego jest tylko makroskopowym przybliżeniem. Ergo - materia, tak jak ją widzi współczesna fizyka, jest niematerialna.
|
|
| | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >Niezależnie czy grawitacja posiada swoje kwanty czy nie, to warto zawsze pamiętać o jedynie intuicyjnym charakterze współcześnie używanego pojęcia materia - tradycyjny jego sens jako czegoś rozciągłego przestrzennie i nieprzenikliwego jest tylko makroskopowym przybliżeniem. Ergo - materia, tak jak ją widzi współczesna fizyka, jest niematerialna.
Materia jest niematerialna, a jej pojęcie ma tylko intuicyjny charakter. Zatkało mnie.
A podobno jestem wśród racjonalistów.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >Zatkało mnie. Niepotrzebnie. Może gdybym napisał:
>>Niezależnie czy grawitacja posiada swoje kwanty czy nie, to warto zawsze pamiętać o jedynie intuicyjnym charakterze współcześnie używanego pojęcia materia - tradycyjny jego sens jako czegoś rozciągłego przestrzennie i nieprzenikliwego jest tylko makroskopowym przybliżeniem. Ergo - materia, tak jak ją widzi współczesna fizyka, jest niematerialna (w klasycznym sensie tego słowa).
uniknąłby pan konfuzji.
>Materia jest niematerialna Oczywiście w myśl klasycznej definicji określającej ją jako coś rozciągłego przestrzennie, nieprzenikliwego i będącego substratem czy tez nośnikiem cech. Wątpliwe by o czymś takim mówiła współczesna fizyka (ciała składają się z pustej przestrzeni wypełnionej oddziaływaniami cząstek, które, przynajmniej na razie, wedle modelu standardowego przedstawia się jako punkty) >a jej pojęcie ma tylko intuicyjny charakter. A jest inaczej? Kiedy mówimy świat materialny dobrze wiemy o co nam chodzi - drzewa, chmury, gwiazdy, ale nie matematyczne okręgi czy kwadraty, logiczne treści teorii naukowej czy umysły (chociaż niewielu, jeśli ktokolwiek, byłoby w stanie przedstawić spójną teorię w której logiczna treść teorii czy innych bytów językowych jest bytem materialnym, fizycznym, to wielu wierzy, że z jakiegoś powodu da się to zrobić z umysłem). Ale to nie znaczy że przypisujemy materialnym bytom własności niezbędne do podpadania pod klasyczną definicję materii. Zarazem jednak wielu tutaj bezpośrednio w dyskusjach miesza tradycyjne pojęcie materii (wywleczone z arystotelizmu albo tomizmu) z intuicyjnym pojęciem właściwym współczesnej nauce. A to jest jak mniemam błąd ekwiwokacji.
>A podobno jestem wśród racjonalistów.
Pewnie trochę ich tu jest. Po takim zbesztaniu nie śmiem już sugerować, że się do nich zaliczam.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > >Niezależnie czy grawitacja posiada swoje kwanty czy nie, to warto zawsze pamiętać o jedynie intuicyjnym charakterze współcześnie używanego pojęcia materia - tradycyjny jego sens jako czegoś rozciągłego przestrzennie i nieprzenikliwego jest tylko makroskopowym przybliżeniem. Ergo - materia, tak jak ją widzi współczesna fizyka, jest niematerialna.> Materia jest niematerialna, a jej pojęcie ma tylko intuicyjny charakter.> Zatkało mnie.> A podobno jestem wśród racjonalistów.> Chodziło zapewne o to, że materia rozumiana jest jako coś, co da się dotknąć. Otóż wg niektórych elektrony i spółka, wszystko to, co jest budulcem materii składa się z energii. Wiec atom też składa się z energii. Ciężko to pojąć, mnie też na początku to dezorientowało, ale można przyjąć, że... no jakby to powiedzieć... Obudowa komputera składa się z plastiku. Plastik jak każdy wie składa się z atomów, których już gołym okiem nie widać. No ale: pojedynczy atom składa się z protonów, elektronów i neutronów. Te cząstki też podobno można "rozłożyć", i wg niektórych otrzymamy energię, czy jakoś tak... No ale idąc tym torem można dojść do wniosku, że istnieje prawdopodobieństwo, że materia składa się z energii, wiec nie jest już taka "materialna" jak się wydawało
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Otóż wg niektórych elektrony i spółka, wszystko to, co jest budulcem materii składa się z energii. O ile wiem, to nie według niektórych, ale według wszystkich fizyków. I chyba nie tyle składa się co jest energią/masą. Ale energia/masa to tylko jedne z wielu wielkości jakie opisują obiekty zwane materialnymi. Są i inne na przykład ładunek elektryczny itp... To co ważne, to że wbrew esencjalistycznym twierdzeniom, nie trzeba zakładać iż cokolwiek istnieje jako substrat tych różnych wielkości, a w każdym razie na pewno nie ma żadnego substratu pozbawionego wszelkich własności za wyjątkiem rozciągłości i nieprzenikliwości.
|
|
| | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Otóż wg niektórych elektrony i spółka, wszystko to, co jest budulcem materii składa się z energii.> O ile wiem, to nie według niektórych, ale według wszystkich fizyków. I chyba nie tyle składa się co jest energią/masą. Ale energia/masa to tylko jedne z wielu wielkości jakie opisują obiekty zwane materialnymi. Są i inne na przykład ładunek elektryczny itp...> To co ważne, to że wbrew esencjalistycznym twierdzeniom, nie trzeba zakładać iż cokolwiek istnieje jako substrat tych różnych wielkości, a w każdym razie na pewno nie ma żadnego substratu pozbawionego wszelkich własności za wyjątkiem rozciągłości i nieprzenikliwości.Wróćmy może do początku sporu: Czy chodzi Ci np. o neutrina czy wręcz tachiony? Czy o inne pomysły na "zagospodarowanie" tajemniczej ciemnej materii? I z tego faktu wywodzisz pole dla "sfery duchowej" i "niematerialnego Stwórcy"? Bo już się zgubiłem  Zgadzam się też, że materia jest "nieciągła", a większość przestrzeni wypełniają "oddziaływania" - ale wciąż ciała stałe nie przenikają się dowolnie i stąd w praktycznym znaczeniu są jednak "materialne".
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Czy chodzi Ci np. o neutrina czy wręcz tachiony? Czy o inne pomysły na "zagospodarowanie" tajemniczej ciemnej materii? I z tego faktu wywodzisz pole dla "sfery duchowej" i "niematerialnego Stwórcy"? Bo już się zgubiłem  Niewątpliwe zgubiłeś się  bo nie do mnie powinno być to pytanie o niematerialnego stwórcę - ja jedynie zwróciłem uwagę na techniczną kwestię posługiwania się słowem materia w różnych znaczeniach. Pozwolę sobie zauważyć, iż przedstawiałem też argument podważające zasadność rozumowań o istnieniu Boga z konieczności istnienia przyczyny sprawczej. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | > >>Niezależnie czy grawitacja posiada swoje kwanty czy nie, to warto zawsze pamiętać o jedynie intuicyjnym charakterze współcześnie używanego pojęcia materia - tradycyjny jego sens jako czegoś rozciągłego przestrzennie i nieprzenikliwego jest tylko makroskopowym przybliżeniem. Ergo - materia, tak jak ją widzi współczesna fizyka, jest niematerialna.> >Materia jest niematerialna, a jej pojęcie ma tylko intuicyjny charakter.> >Zatkało mnie.> >A podobno jestem wśród racjonalistów.> >> Chodziło zapewne o to, że materia rozumiana jest jako coś, co da się dotknąć. Otóż wg niektórych elektrony i spółka, wszystko to, co jest budulcem materii składa się z energii. Wiec atom też składa się z energii. Ciężko to pojąć, mnie też na początku to dezorientowało, ale można przyjąć, że... no jakby to powiedzieć...> Obudowa komputera składa się z plastiku. Plastik jak każdy wie składa się z atomów, których już gołym okiem nie widać. No ale: pojedynczy atom składa się z protonów, elektronów i neutronów. Te cząstki też podobno można "rozłożyć", i wg niektórych otrzymamy energię, czy jakoś tak...> No ale idąc tym torem można dojść do wniosku, że istnieje prawdopodobieństwo, że materia składa się z energii, wiec nie jest już taka "materialna" jak się wydawało  Wydaje mi się, że powiedzenie 'być materialnym, rozumiesz jako 'posiadać masę'. Już przed Einsteinem rozumiano, że światło, jest falą, czyli przekazywaniem energii pola elektromagnetycznego coraz dalszym punktom przestrzeni. Nic przytem nie przeszkadza temu światłu być rojem cząstek -- fotonów. Później de Broglie rozszerzył tę dwoistą naturę (dualizm korpuskularno-falowy) na inne także cząstki, np. na elektrony. Nie mieści nam się w głowie, że coś, co jest cząstką (ruchem masy), może być jednocześnie falą (ruchem energii), a nie mieści się dlatego, że nam głowa wyewoluowała po to, abyśmy sobie dawali radę w naszym, średnim świecie na miarę człowieka, gdzie się odległości mierzy od milimetra do kilometra, czas od sekundy do roku. Mikroświata z odległościami od femtometra do nanometra i czasem od pikosekundy do mikrosekundy nie rozumiemy, bo to nie jest nasz, ludzki świat. Nie mieści nam się też w głowie, że E=mc 2, to znaczy, że masa i energia to dwie formy materii, które mogą się w siebie zamieniać, a więc ruch masy (cząstka) i ruch energii (masa), to to samo. Że gdy mówimy 'elektron porusza się wokół jądra po torze zakrzywionym siłą elektrostatyczną' i 'elektron w pobliżu jądra nakłada się sam na siebie i tworzy falę stojącą' -- mówimy to samo. Energia jest materialna, bo to jedna z dwóch form materii.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >Energia jest materialna, bo to jedna z dwóch form materii.
Jak ciekawostkę dodam, że foton (nośnik oddziaływań elektromagnetycznych) nie posiada masy spoczynkowej (przy prędkości mniejszej niż prędkość światła miałby masę zero). Jest on jednak cząstką, która przenosi energię i dlatego zgodnie z wzorem E = mc2 - fotonowi można przypisać masę. W ten sam sposób wszelkie formy energii podlegają działaniu grawitacji.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > grawitacja też jest niematerialnaBo jest SIŁĄ, a siła nie jest materią, tylko SIŁĄ ;P Natomiast istnieje, bo można sprawdzić jej istnienie podskakując lub przytrzymując nad czyjąś głową kulę armatnią a potem ją puszczając
|
|
| | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | > >grawitacja też jest niematerialna> Bo jest SIŁĄ, a siła nie jest materią, tylko SIŁĄ ;P> Natomiast istnieje, bo można sprawdzić jej istnienie podskakując lub przytrzymując nad czyjąś głową kulę armatnią a potem ją puszczając  Chciałeś zapewne powiedzieć, że grawitacja nie posiada masy. Ano nie posiada, jak nie posiada jej prędkość, temperatura, czy inna wielkość fizyczna. Siła też nie. Mówienie o czymś, co nie posiada masy, że jest niematerialne, jest niebezpieczne. Do czego prowadzi -- sam widzisz. Na początku XX w. udowodniono, że światło posiada masę. Ponieważ światło to fala elektromagnetyczna, powstał domysł, że podobnie jak pole elektromagnetyczne, także pole grawitacyjne posiada masę. W ramach wojskowego szkolenia studentów zrobiono ze mnie oficera artylerii, wiec armat kilka widziałem. Nigdy jednak nie widziałem, żeby pocisk armatni miał kształt kuli.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Chciałeś JESTEM KOBIETĄ! ;P
>zapewne powiedzieć, że grawitacja nie posiada masy. Ano nie posiada, jak nie posiada jej prędkość, temperatura, czy inna wielkość fizyczna. Siła też nie.
Chodziło o wyjaśnienie szanownemu koledze czym jest grawitacja. Stwierdzenia "grawitacja jest niematerialna" miało zapewne zasugerować, że jeśli czegoś nie da się dotknąć to to nie istnieje. Wiec wg poprzednika grawitacji nie ma, bo jest niematerialna, czyli nie istnieje, co jest moim zdaniem błędem, gdyż grawitacja to SIŁA, z jaką obiekty na siebie działają. Nie da się stwierdzić jej istnienia jak i nieistnienia metodami pomiaru stosowanymi do materii, ale da się ją stwierdzić metodami pomiaru siły. Może nie do końca o to chodzi, no ale... ;P Materia JEST a siła DZIAŁA, więc da się zaobserwować to, że jakiś przedmiot JEST, da się również zaobserwować DZIAŁANIE siły. Robiąc odwrotnie (Materia DZIAŁA i siła JEST w sensie, że można ją zobaczyć i dotknąć) wyjdą nam dziwne dziwności...
|
|
 | 7 na 7 | wojtek (1061 punktów) | > - Bóg jest przyczyną materii a więc jest konieczny skoro Świat materialny istnieje
Nikt, nigdzie jak dotąd, jednoznacznie nie stwierdził, ani tego co jest przyczyną materii, ani nawet tego, że materia stwórcy potrzebuje. Ten temat wciąż jest otwarty i takim chyba już pozostanie.
> - Bóg jako przyczyna materii jest niematerialny
A mógłby Pan wyjaśnić jak byt niematerialny może wytworzyć coś materialnego?
> - niematerialny Bóg jest niepoznawalny
W takim razie na jakiej podstawie przypisujecie Bogu takie cechy jak np. Bóg w trójcy jedyny? Jeśli Bóg jest niepoznawalny to skąd pewność, że cała teologia nie jest jedynie mylnym wyobrażeniem?
Aby uniknąć nieporozumień, od razu chciałem zaznaczyć, że moje pytania nie są atakiem na Pana ani na Pańską wiarę, są jedynie wyrazem chęci poznania Pańskiego stanowiska.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 3 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Nikt, nigdzie jak dotąd, jednoznacznie nie stwierdził, ani tego co jest przyczyną materii, ani nawet tego, że materia stwórcy potrzebuje. Ten temat wciąż jest otwarty i takim chyba już pozostanie.
Nikt?Przesada- każdy może rozumować logicznie np. tak:
Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . W takim razie mamy dwa przypadki: a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna
Przyczynę niematerialną materii nazywamy Bogiem.
>A mógłby Pan wyjaśnić jak byt niematerialny może wytworzyć coś materialnego?
Nie mógłbym- to jest dla mnie tajemnicą.
> Jeśli Bóg jest niepoznawalny to skąd pewność, że cała teologia nie jest jedynie mylnym wyobrażeniem?
Mylnym albo niemylnym.
>Pozdrawiam.
Ja również
|
|
| |  | 2 na 2 | Madman (7811 punktów) | >Nikt?Przesada- każdy może rozumować logicznie np. tak: >Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >W takim razie mamy dwa przypadki: >a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem >b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna > Przyczynę niematerialną materii nazywamy Bogiem. Gdzie ta logika?
|
|
| |  | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) |
>Nikt?Przesada- każdy może rozumować logicznie np. tak: >Gdyby materia miała własność samostwarzania (czyli byłaby samoistna) to >by jej nie było ( bo nie będąc nie mogłaby się stworzyć-przyczyna wyprzedza przecież skutek) a jest . >W takim razie mamy dwa przypadki: >a)materia jest od zawsze - czyli bezprzyczynowo a więc istnienie materii jest cudem >b)materia nie jest samoistna czyli przyczyna jej istnienia jest poza nią i jest w związku z tym niematerialna >Przyczynę niematerialną materii nazywamy Bogiem.
Mimo wszystko nie obserwujemy powstawania ani ginięcia materii, więcej nawet, jedną z fundamentalnych hipotez składających się na najskuteczniejsze z posiadanych przez nas teorii jest założenie, że materia nie może powstać ani zniknąć (może jedynie zmieniać się jej forma), skąd więc to absurdalne w istocie założeni, że materia nie może być bez przyczyny? Załóżmy jednak że rozumowanie jest poprawne - czemu jednak to właśnie materia nie może być Bogiem (jak w panteizmie)? A jeśli nawet jest coś "poza" materią i "nazywamy" to Bogiem to cóż to właściwie znaczy? Ano nic nie znaczy poza arbitralnym przypięciem nazwy "Bóg" do definicji "przyczyna materii". Nie ma to żadnego związku z jakimkolwiek bogiem jakiejkolwiek religii. Nie jest to więc argument przeciwko ateizmowi. Jest to żonglerka słowna mająca dać wsparcie dla słabych w wierze, przez zapewnienie pozorów rozumowania dowodzącego, że przyczyna wszechświata to Bóg (Jahwe, albo inny bóg wyznawcy który akurat prezentuje ten argument). Ale ona tego nie dowodzi. W istocie nic nie dowodzi. A jedynie przypina nazwę "Bóg" do domniemanej niematerialnej przyczyny wszechświata (czymkolwiek by miała być). I mamy dobre powody by teorię uznającą konieczność istnienia takiej przyczyny uznać za sprzeczną z doświadczeniem (skoro materia może powstawać, może też znikać - a więc załamuje się cała nasza fizyka - bo chyba nie chodzi teistom o powstawaniu cząstek w wyniku fluktuacji kwantowych?).
|
|
| | |  | | erypis (92 punktów) |
>Mimo wszystko nie obserwujemy powstawania ani ginięcia materii, więcej nawet, jedną z fundamentalnych hipotez składających się na najskuteczniejsze z posiadanych przez nas teorii jest założenie, że materia nie może powstać ani zniknąć (może jedynie zmieniać się jej forma), skąd więc to absurdalne w istocie założeni, że materia nie może być bez przyczyny?
Kto nie obserwuje powstania ani ginięcia materii? Kto tworzy hipotezy,teorie, założenia? W kim pojawiło się pojęcie przyczyny i skutku? Czy "ja", a właściwie nie "ja", tylko myśląca w pewnej przestrzeni materia ograniczona powłoką nazwaną skóry, prowadzi sama z sobą dialog. Rozmyśla jak z ruchu elementarnych cząsteczek, cząsteczki postanowiły (ale nie mogły jeszcze postanowić), postanowiły (może lepiej bardziej rozmyte słowo -zakodowały się), zakodowały się tak, żeby skutek przerósł oczekiwania przyczyny i na pewnym etapie samoewolucji cząsteczek powstała materia organiczna. Nastąpił przeskok samoewolucyjny. Słowo przeskok wszystko wyjaśnia, nie ma tu żadnej luki. Ci co nie WIERZĄ w moc stwórczą materii i w nieistniejącą lukę chcą wcisnąć tchnienie życia odpowiem cytatem.
>Załóżmy jednak że rozumowanie jest poprawne - czemu jednak to właśnie materia nie może być Bogiem (jak w panteizmie)? >A jeśli nawet jest coś "poza" materią i "nazywamy" to Bogiem to cóż to właściwie znaczy? Ano nic nie znaczy poza arbitralnym przypięciem nazwy "Bóg" do definicji "przyczyna materii". >Ale ona tego nie dowodzi. W istocie nic nie dowodzi. A jedynie przypina nazwę "Bóg" do domniemanej niematerialnej przyczyny wszechświata (czymkolwiek by miała być).
Na świat przychodzi nowy materialny obiekt tzw. "Nowy obywatel". Jednak on nie może być nowy. On musiał wyskoczyć z rodziców, z żarłocznego kodu genetycznego napychającego się materią, i który po osiemnastu okrążeniach Ziemi dookoła Słońca osiągnął typowe rozmiary. Na dodatek ta materia ma sumienie, czasem potrafi być bezinteresowna, pyta się o sens życia, potrafi się dziwić. A co najśmieszniejsze nazywa siebie (?) "Ja". Nawet pewien Bóg powiedział, że jego prawdziwe imię to "Jam Jest". Są tacy, którzy widzą czego widzieć nie można, widzą jak od chwili śmierci opuszczają człowieka siły życiowe i rozpuszczają się w siłach życiowych planety. Zwłoki rozpuszczają się w materii nieorganicznej a pozbawione materii ludzkie "Ja" osłonięte subtelnym ciałem astralnym budzi się w innym świecie, świecie niematerialnym, którego przecież niema. Na dodatek mówią, że w tym nieistniejącym świecie, oprócz ludzkich "Ja" jest jeszcze wiele innych rodzajów nieludzkich "Ja" np. Aniołowie, którzy żyją w świetle i nie brudzą sobie rąk materią. Ten nie istniejący świat, jest wszędzie, blisko i daleko, jest nie przestrzenny. Jeżeli nie przestrzenny to go niema. Po co te wszystkie nienaukowe wypociny. Wierzyć tylko w materię jest znacznie prościej i wygodniej, wiara taka jest bardziej naukowa. Mówią , że w tym nieistniejącym świecie jest taki książę, który się bardzo cieszy gdy na Ziemi ludzie wyznają, że świat jest jedynie materialny i nie ma żadnej formy współistnienia wielu odmiennych światów. Mówią, że książę ma nawet swoich ulubieńców, których, gdy głęboko śpią zaprasza do swojego królestwa, podsuwa im myśli, i rankiem po przebudzeniu znajdują prawie gotowe w swoich głowach. I komu tu wierzyć.
|
|
| | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >skąd więc to absurdalne w istocie założeni, że materia nie może być bez przyczyny?
Odwrotnie : absurdalnym załozeniem jest to, że materia może być bez przyczyny? - łamie ono bowiem zasadę przyczynowo - skutkową , która jest podstawą nauki.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >>skąd więc to absurdalne w istocie założeni, że materia nie może być bez przyczyny? >Odwrotnie : absurdalnym załozeniem jest to, że materia może być bez przyczyny? - łamie ono bowiem zasadę przyczynowo - skutkową , która jest podstawą nauki. > Na poziomie molekularnym wiele praw fizyki odnoszących się do naszego, "makro" świata po prostu nie pasuje, więc jeśli materia w wersji makro (np kamień) może mieć jakiś początek i koniec, to już składowe materii tego kamienia (atom, elektron i mniejsze) mogły powstać w zupełnie inny sposób. Na przykład elektron: czy miał kiedyś czas swojego początku? Albo końca? A jeśli materia rozpada się na energię, a z energii powstaje materia to jesteśmy na poziomie słynnego paradoksu z kurą i jajkiem...
|
|
| | | | |  | | jad11 (18783 punktów) | Cytat:na poziomie słynnego paradoksu z kurą i jajkiem... Nie ma tu żadnego paradoksu
|
|
| |  | | Kocur (65 punktów) |
>Przyczynę niematerialną materii nazywamy Bogiem. Można na przykład przyjąć, że materia to skutek funkcjonowania Bożego umysłu. To znaczy wszyscy żyjemy jakby w rzeczywistości wirtualnej, w symulacji, którą umysł Boga wytworzył. Na rzecz takiej hipotezy świadczy na przykład imię Boga - "JHWH" <<jam>>. My - wszyscy pozostali - to jedynie symulacje, albo nieświadomi gracze w bożą "grę", z czego zdamy sobie naprawdę sprawę dopiero po śmierci, kiedy z głównym, prawdziwym graczem - Bogiem - będziemy bezpośrednio obcować. Pozostaje tylko pytanie - jaką rolę miałby pełnić taki model rzeczywistości, prócz pokrzepiania nas psychicznie, że śmierć nie musi być końcem wszystkiego? Osobiście nie widzę różnicy między stwierdzeniem "dany proces zachodzi w ten sposób, bo tak chce Bóg", a stwierdzeniem "nie mam bladego pojęcia, dlaczego ten proces tak zachodzi". Każdy światopogląd musi opierać się na jakichś założeniach (postulatach, dogmatach, jak je zwał, tak zwał). Założenie o "Bożej woli" rządzącej jakimś procesem staje się - przynajmniej dla mnie - nieatrakcyjne, jeśli zniechęca do dalszego badania tego procesu. Jeśli kogoś nie zniechęca, to jego wiara mi zupełnie nie przeszkadza, najwyżej razi jakieś moje odczucia estetyczne (to upokarzające być częścią "rzeczywistości wirtualnej", a gdzie brzytwa Ockhama? itp.). Ale - jak mówią amerykańscy i brytyjscy imperialiści - "tastes differ". Kocur
|
|
| | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Przyczynę niematerialną materii nazywamy Bogiem. >> Pozostaje tylko pytanie - jaką rolę miałby pełnić taki model rzeczywistości, prócz pokrzepiania nas psychicznie, że śmierć nie musi być końcem wszystkiego?
Niematerialną przyczynę materii możemy różnie nazywać , spekulować kim/czym ona jest. Bóg to jej wyobrażenie w które wierzymy.
|
|
3 na 3 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) |
>Cóż, cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje.
O matko, tu mnie przeraziłaś!
Cud to tylko jeden ze sposobów wyjaśniania niektórych rzeczy. Na przykład ktoś przeżył operację raka czegośtam, jeszcze żyje, no i na wyjaśnienie tego mamy kilka możliwości: a)bóg istnieje!!! bo tak i już! b)organizm tej osoby jest bardzo silny c)dobra opieka po operacji d)cud! bo tak i już! e)dobre leki itp itd. f)to napewno jakiś kosmita
I teraz albo można wybierać co tylko się chcę, albo metodą odrzucanek wywalić wszystkie hipotezy, które wydają się lekko naciągane. No i zostanie nam kilka, które są najbardziej prawdopodobne. Tylko zrozumieć nie mogę, że u niektórych za "bardziej prawdopodobne" uważa się a, d, f...
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | >O matko, tu mnie przeraziłaś! >Cud to tylko jeden ze sposobów wyjaśniania niektórych rzeczy. Na przykład ktoś przeżył operację raka czegośtam, jeszcze żyje, no i na wyjaśnienie tego mamy kilka możliwości:
Widzę, że nie wiesz o czym mówisz cud z definicji wyklucza możliwość "naturalnego wyjaśnienia" ( Gdyby dało się "naturalnie" wyjaśnić nie byłby to już cud). Może wiesz, że do procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego potrzeba dwóch cudów (nie dotyczy to męczenników). Podałam przykład cudu z takiego procesu. Było to natychmiastowe ( w ciągu snu) odrośnięcie kości żuchwy u siostry zakonnej. Owa siostra została trafiona serią z karabinu maszynowego w czasie II wojny światowej. Miała cały podbródek w strzępach i lekarze uznali, ze nic już dla niej nie można zrobić. Stwierdzony przez lekarzy brak kości miedzy dwoma końcami żuchwy uniemożliwiał jej połączenie Siostry zaczęły się modlić o cud. Kość odbudowała się błyskawicznie podczas snu. Pisząc, że "cuda są faktem a z faktami się nie dyskutuje" miałam takie cuda na myśli.
Wg "teologii cudów" w przypadku uzdrowień- By uzdrowienie było uznane jako cud wymagane jest spełnienie siedmiu warunków: 1. Choroba, z której zostaje się uzdrowionym, musi być ciężka, tak że wyleczenie z niej jest niemożliwe lub przynajmniej trudne. 2. Choroba nie może być już w stadium zaniku, tak że mogłaby się cofnąć samoistnie. 3. Nie mogą być aplikowane żadne lekarstwa, a gdy już zostały podane, stwierdzona musi być ich nieskuteczność. 4. Uzdrowienie musi być natychmiastowe. 5. Uzdrowienie musi być całkowite. 6. Przed uzdrowieniem nie może mieć miejsca żaden nagły kryzys na skutek podawania określonego środka; jeśli tak było, nie należy mówić o cudownym uzdrowieniu, gdyż można je częściowo lub też całkowicie wytłumaczyć w sposób naturalny. 7. Po uzdrowieniu nie może nastąpić nawrót choroby.
|
|
 | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | Dodam: g) postawiono błędną diagnozę lub wręcz pomylono pacjentów 
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| Leśniewski (35 punktów) | Nauka niczego nie musiała czynić według mnie. Szaleństwem byłoby marnowanie cennego czasu naukowców na udowadnianie fikcji literackiej. Z drugiej zaś strony badania nad zjawiskami na ziemi,(np),dają wyniki które wyjaśniają niebezpośrednio,czym był dla wierzących ich "Bóg" . Biorąc pod uwagę jednak uniwersalność słowa "nauka",można spojrzeć z innej strony na temat. Z punktu widzenia filozofii, która to również jest nauką a daje jednoznaczne wyniki ludziom o zdrowych zmysłach(proszę się zdystansować do tych słów) które mówią, że "boga" nie ma. Ta sama nauka, wcale nie wyklucza wiary. Należy podejść poważnie do sprawy i nie mylić "wiary" jako zjawiska "psychospołecznego" z jej literacką alegorią, czyli "bogiem" . Nikt jednak nie zabrania ludziskom wiary w "boga" . Myśl zawsze była wolna i będzie do czasu kiedy nauczymy się ją przechwytywać i czytać. Człowiek powinien wierzyć w co mu się jawnie podoba,do póki nie narzuca się z tym do innych. Pozdrawiam
|
|
 | | Konowal (6291 punktów) | >Nauka niczego nie musiała czynić według mnie. Szaleństwem byłoby marnowanie cennego czasu naukowców na udowadnianie fikcji literackiej.
co powiesz na odnalezienie Troi ? też mówili że ten Schliemann to szaleniec
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >Nauka niczego nie musiała czynić według mnie. Szaleństwem byłoby marnowanie cennego czasu naukowców na udowadnianie fikcji literackiej.> co powiesz na odnalezienie Troi ? też mówili że ten Schliemann to szaleniecSchliemann, owszem, uparł się, że znajdzie Troję - ale naukowcem nie był, no i... ileż ten człowiek szkody narobił  Kolejne pokolenia archeologów klną go w żywy kamień, bo co zniszczył, tego już się nie odtworzy. Jedyny z niego pożytek to taki, że zwrócił uwagę na wartość fikcji literackiej jako zbeletryzowanego przekazu o zdarzeniach historycznych.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | > >>Nauka niczego nie musiała czynić według mnie. Szaleństwem byłoby marnowanie cennego czasu naukowców na udowadnianie fikcji literackiej.> >co powiesz na odnalezienie Troi ? też mówili że ten Schliemann to szaleniec> Schliemann, owszem, uparł się, że znajdzie Troję - ale naukowcem nie był, no i... ileż ten człowiek szkody narobił Kolejne pokolenia archeologów klną go w żywy kamień, bo co zniszczył, tego już się nie odtworzy. Jedyny z niego pożytek to taki, że zwrócił uwagę na wartość fikcji literackiej jako zbeletryzowanego przekazu o zdarzeniach historycznych.naukowcem nie był bo co ? bo nie miał jakiegoś świstaka papieru - a może naukowcy to takie typki co się nigdy nie mylą nie niszczą nice i w dodatku nie zajmują fikcją literacką - no to byśmy w ogóle o Troi nie wiedzieli....
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | -1 na 1 | Ysobeth nha Ana (291 punktów) | > >>>Nauka niczego nie musiała czynić według mnie. Szaleństwem byłoby marnowanie cennego czasu naukowców na udowadnianie fikcji literackiej.> >>co powiesz na odnalezienie Troi ? też mówili że ten Schliemann to szaleniec> >Schliemann, owszem, uparł się, że znajdzie Troję - ale naukowcem nie był, no i... ileż ten człowiek szkody narobił Kolejne pokolenia archeologów klną go w żywy kamień, bo co zniszczył, tego już się nie odtworzy. Jedyny z niego pożytek to taki, że zwrócił uwagę na wartość fikcji literackiej jako zbeletryzowanego przekazu o zdarzeniach historycznych.> naukowcem nie był bo co ? bo nie miał jakiegoś świstaka papieru - a może naukowcy to takie typki co się nigdy nie mylą nie niszczą nice i w dodatku nie zajmują fikcją literacką - no to byśmy w ogóle o Troi nie wiedzieli....Był genialnym, intuicyjnym samoukiem, i zawdzięczamy mu wiele - niestety, archeologia wymaga mrówczej, rzetelnej, drobiazgowej pracy - a on chadzał "na skróty" i nie tylko szuflował łopatą tam, gdzie należało użyć pędzelka i narobił potwornego bałaganu w datowaniu znalezisk, ale zdarzało mu się też niszczyć obiekty, które mu nie pasowały do założeń. No cóż, ówcześni archeolodzy, pomimo "świstaka papieru", też potrafili robić rzeczy, które dzisiejszym archeologom jeżą włos na głowie - masz rację, że on przynajmniej miał rozmach i wyobraźnię.
I have not lost my mind - it's backed up on disk somewhere.
|
|
| Rutkiewicz (1290 punktów) | Doskonale! Też próbowałem kiedyś tu tłumaczyć, że "Bóg" i "Nauka" funkcjonują na różnych poziomach poznawczych i też dostałem minus siedemset punktów.  Zgadzam się całkowicie, z małą erratą. W panenteizmie świat nie jest częścią Boga, raczej Bóg świata. Panenteizm to rozwinięta myśl (ponoć Talesa), że "świat jest pełen bogów". Panenteizm znaczy dosłownie "we wszystkich bytach Bóg", tzn. że Bóg jest fizycznie, faktycznie, realnie, treściowo obecny w strukturze każdego bytu, jako jego konstytutywny element.
|
|
2 na 2 | jimmy's girl (817 punktów) | >Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?
Oczywiście.
"Być nietzscheanistą nie oznacza myśleć tak samo jak Nietzsche, ale myśleć wraz z nim, zakorzenić własną refleksję w krajobrazie intelektualnym radykalnie przeobrażonym dzięki filozofii Nietzschego" - Michel Onfray. natalka_88gno
|
|
-1 na 7 | Sapiencjusz (11 punktów) | >Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga?
Głupie pytanie. A czy nauka uczyniła niezbędnym istnienie atomów?
|
|
1 na 1 | lontri (16088 punktów) | Idea boga była zbyteczna na długo przed powstaniem nauki, co nie znaczy, że nie istniały pewne sytuacje społeczne i historyczne, w których była użyteczna. Dziś też pojęcie boga bywa użyteczne, można na nim wręcz zarabiać i utrzymywać się z jego kultywowania. Zaryzykowałbym tezę, że wykorzystanie idei boga jest tym bardziej użyteczne im bardziej zgodne z osiągnięciami nauki, np. psychologii społecznej. Dlatego też nowoczesne kaznodziejstwo niewiele różni się w metodach i środkach od niezłego marketingu.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|