Racjonalista - Strona głównaDo treści
Fronda straciła do reszty głowę ... Kreacjonizm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
03-07-2013 09:55MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
Fronda straciła do reszty głowę ... Kreacjonizm
Ocena 21 na 21
Nie wiem, czy podforum "nauka" jest tu dobrym trafem, ale :

Cytat:
Fizyka nie powie skąd się wziął świat fizyczny, chemia skąd się wziął świat chemii, biologia nie wyjaśni skąd się wziął świat biologii. Ludzie wierzący uznają stworzenie świata z niczego. Naukowcy mogą jedynie dotrzeć do "punktu osobliwego", do Wielkiego >Wybuchu, dalej sięgają po czystą spekulację - mówi Michał Chaberek, dominikanin, >stypendysta Discovery Institut w rozmowie z Tomaszem Rowińskim.


www.fronda(*)orzeniu-czlowieka-1,29228.html

Rozpoczynając mój codzienny rytuał czytania najlepszego polskiego portalu satyrycznego przy śniadaniu natknąłem się na tę perełkę : Fronda zaczyna wspierać kreacjonizm.

Cytat:
Obecnie mamy dobre argumenty, czy sugestie, płynące z teorii inteligentnego projektu, że przyrodoznawstwo nie potrafi do końca wyjaśnić pochodzenia człowieka. Nauka może odnaleźć swoje granice, ale nie może dać pozytywnych odpowiedzi na temat pochodzenia pierwszego ludzkiego ciała. Tak to przynajmniej rozumie Tradycja Kościoła.


"Chce mi Pan wmówić, że małpa urodziła człowieka ?"

A tu najlepsze (niezwiązane mocno z kreacjonizmem)

Cytat:
Tutaj musimy odróżnić kwestię autorytetu od możliwości poznawczych lub raczej dwa rodzaje autorytetu - epistemiczny i deontyczny. Ten pierwszy należy do osób, które są ekspertami w jakiejś dziedzinie. Np. jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie-matematyk mówi, że 4, to będziemy skłonni uwierzyć matematykowi na mocy jego autorytetu epistemicznego (poznawczego). Ale jeżeli matematyk mówi, że aborcja powinna być legalna, a kapłan, prorok lub święty mówi, że nie, to będziemy skłonni wierzyć temu drugiemu, na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim jest.


Księża z racji bycia księżmi maja zawsze racje, bo są księżmi!

Komentarze też są boskie, bo nie obeszło się bez powoływania się na Kenta Hovinda.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Komentarze też są boskie, bo nie obeszło się bez powoływania się na Kenta Hovinda.

To nie ten, co dostał 10 lat za oszustwa podatkowe?

"We live in times of smart phones and stupid people"
04-07-2013 11:22 
 Ocena 1 na 1
mrSpock (2845 punktów)
>>Komentarze też są boskie, bo nie obeszło się bez powoływania się na Kenta Hovinda.
>To nie ten, co dostał 10 lat za oszustwa podatkowe?
>
"We live in times of smart phones and stupid people"

O tak ten sam.
"O matko. Oglądajcie dr Kenta Hovinda, On przecież pięknie wszystko wyjaśnił. Biblia mówi prawdę, a nauka kłamie:

www.youtube.com/watch?v=Cnq2vbLbSy0
www.youtube.com/watch?v=fOBA6_3wwvk"
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)

>O tak ten sam.
>"O matko. Oglądajcie dr Kenta Hovinda, On przecież pięknie wszystko wyjaśnił. Biblia mówi prawdę, a nauka kłamie:

Po obejrzeniu czegoś takiego poważnie zastanawiam się nad zakupem bluzy z racjonalisty. O tej

www.racjonalista.pl/ks.php/k,2148


"We live in times of smart phones and stupid people"
mrSpock (2845 punktów)

>Po obejrzeniu czegoś takiego poważnie zastanawiam się nad zakupem bluzy z racjonalisty. O tej
>www.racjonalista.pl/ks.php/k,2148
>
"We live in times of smart phones and stupid people"

Nie zastanawiaj się dłużej. Ja też ją kupię
s1ayto (280 punktów)
>"O matko. Oglądajcie dr Kenta Hovinda, On przecież pięknie wszystko wyjaśnił. Biblia mówi prawdę, a nauka kłamie:
>www.youtube.com/watch?v=Cnq2vbLbSy0
>www.youtube.com/watch?v=fOBA6_3wwvk"

Proszę o wcześniejsze ostrzeżenie przed tak brutalnym dla przeciętnego, racjonalnego umysłu dziełem. Komuś może stać się krzywda.
MarcinK (9189 punktów)

Naprawdę niezłe:

Cytat:
Tymczasem Pismo Święte interpretowane w świetle Tradycji Kościoła jest całkowicie jednoznaczne. Św. Ireneusz, Augustyn, Tomasz z Akwinu, i wielu innych Doktorów i świętych broniło stworzenia człowieka, tak co do duszy, jak i ciała. Jako znakomici teologowie cieszą się oni autorytetem epistemicznym. Jako święci mają także autorytet deontyczny. Jeżeli więc zachodzi konflikt między naukowcami a teologami (dwa autorytety epistemiczne), to trzeba iść za autorytetem deontycznym.
03-07-2013 10:41
 Ocena 21 na 21
Tohver (1287 punktów)
Cytat:
Nauka może odnaleźć swoje granice, ale nie może dać pozytywnych odpowiedzi na temat pochodzenia pierwszego ludzkiego ciała.


Nie to co biblia. Biblia daje prostą odpowiedź: pierwsze ludzkie ciało ulepione zostało z gliny. Drugie ludzkie ciało zrobiono z żebra pierwszego. Prosta i logiczna odpowiedź. A do tego jaka pozytywna
03-07-2013 10:52
 Ocena 26 na 26
astrotaurus (12445 punktów)

>Cytat:
Fizyka nie powie skąd się wziął świat fizyczny, chemia skąd się wziął świat chemii, biologia nie wyjaśni skąd się wziął świat biologii.

To stały fragment kościelnej gry - deprecjonowanie nauki. Wszak wiara więcej warta od rozumu i tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia zawsze można liczyć na nieuka w sutannie, który da odpowiedź na wszystkie pytania - odpowiedź zgodną z lokalnymi bajędami lokalnej religii, a lokalna religijna gawiedź z aplauzem łyknie ją bez popitki.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-07-2013 12:36 
 Ocena-2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>Cytat:
Fizyka nie powie skąd się wziął świat fizyczny, chemia skąd się wziął świat chemii, biologia nie wyjaśni skąd się wziął świat biologii.

>To stały fragment kościelnej gry - deprecjonowanie nauki. Wszak wiara więcej warta od rozumu i tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia zawsze można liczyć na nieuka

Czyli zgadasz się, że nauka ma pewne ograniczenia? No a jeśli tak, to co mamy z tym fantem zrobić - zawiesić wszelkie sądy na problemy niezwiązane z nauką, ponieważ cokolwiek jej nie dotyczy jest domeną ignorancji? Nauka nic nam nie powie o Bogu - czy to znaczy, że ateiści są nieukami (wypowiadają się na tematy, na które nauka nie ma wiele do powiedzenia), a jedyną uprawnioną w świetle nauki postawą wobec istnienia Boga jest agnostycyzm?

bembergiem w berg
05-07-2013 09:26 
 Ocena 12 na 12
astrotaurus (12445 punktów)

>Czyli zgadasz się, że nauka ma pewne ograniczenia?
I znowu troll powtarza głupkowaty bełkot po nieukach sutannowych, żeby zachachmęcić... Nauka nie ma żadnych ograniczeń. Tylko spróbuj zrozumieć to po prostu, bez sztuczek erystycznych w stylu: słoń to banan, który pokonał ograniczenia. Ksiądz plotący głupstwa sprzed wieków nie dokonuje "pokonania ograniczeń nauki" tylko zwyczajnie plecie głupstwa jako zwyczajny nieuk.

>No a jeśli tak, to co mamy z tym fantem zrobić - zawiesić wszelkie sądy na problemy niezwiązane z nauką, ponieważ cokolwiek jej nie dotyczy jest domeną ignorancji?
Nie ma niczego co by nie dotyczyło nauki - ona jest sposobem poznawania świata we WSZYSTKICH jego przejawach i aspektach. Nie znaczy to oczywiście by byle tuman z omamami mógł wedle swojego widzimisię zaprząc ludzi nauki do roztrząsania treści jego urojeń, treści nie wprowadzonych w żaden rozumny sposób do rozumnej dysputy o świecie.

>Nauka nic nam nie powie o Bogu
Czy katolicki, niereformowalny troll nigdy nie sięgnął do jakiegokolwiek słownika czy encyklopedii tworzonych w sposób ściśle naukowy? Sam wielokroć na tym forum nawoływałem do takiego sięgnięcia, bo w słownikach i encyklopediach jest powiedziane to co nauka ma do powiedzenia o Bogu: "postać z opowieści religijnych i inszej literatury".


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-07-2013 13:26 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Nauka nie ma żadnych ograniczeń.

No a jednak sam pisałeś o tym co się dzieje "tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia". Czyli takie miejsca pełne ograniczeń gdzieś jednak są.

>>Nauka nic nam nie powie o Bogu
>jest powiedziane to co nauka ma do powiedzenia o Bogu: "postać z opowieści religijnych i inszej literatury".

Literaturoznawstwo to zaledwie jeden ze sposobów zajmowania się problematyką Boga.

bembergiem w berg
05-07-2013 13:39 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Literaturoznawstwo to zaledwie jeden ze sposobów zajmowania się problematyką Boga.
Jeśli chodzi o naukę, to jeszcze jest religioznawstwo. I na tym koniec.
05-07-2013 13:53 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Literaturoznawstwo to zaledwie jeden ze sposobów zajmowania się problematyką Boga.
>Jeśli chodzi o naukę, to jeszcze jest religioznawstwo. I na tym koniec.

No, nie - nie koniec. Jest jeszcze filozofia religii, antropologia kultury, socjologia ogólna i socjologia religii, nauki polityczne, psychologia...
Samym religioznawstwem fenomenu religii opędzić się tak prosto nie da...

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
05-07-2013 14:11 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Religii tak, ale sprawę boga da się chyba załatwić omówieniem mitów?
05-07-2013 14:39 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Religii tak, ale sprawę boga da się chyba załatwić omówieniem mitów?

Samo omówienie mitów to - moim zdaniem - zdecydowanie za mało.
Trzeba też wyjaśnić niepokojący fakt, że ludzie na te mity lecą - to zadanie psychologii, antropologii, socjologii etc.
A wreszcie trzeba rozczytać roszczenia tych mitów do prawdziwości - i tym się filozofia religii zajmuje.
Jak mi się zdaje - jednym uniwersalnym śrubokrętem się tej problematyki rozkręcić nie da.
Póki co przynajmniej.

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
06-07-2013 10:56 
 Ocena 10 na 10
astrotaurus (12445 punktów)

>No a jednak sam pisałeś o tym co się dzieje "tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia". Czyli takie miejsca pełne ograniczeń gdzieś jednak są.
Są, kiedy się jest trollem obojętnym na słowa interlokutora, odnoszącym wszystko do głupawych bajęd o Nieograniczonym Stworze z księżowskiego ględzenia. To jest zresztą główna przeszkoda w dojściu do rozumnej dysputy z teistami i teistopochodnymi.
Nie ma, kiedy się rozumie rzeczy po prostu i nazywa po imieniu.
Nauka to nauka - cechy ją definiujące nie są jej ograniczeniem: bez przestrzegania metody naukowej na przykład nie ma w ogóle nauki, wiec nie byłoby co ograniczać.
Nauka to poznawanie świata w określony sposób, wiec brak pełnej (co by to nie znaczyło) wiedzy na jakiś temat nie jest ograniczeniem nauki. A już zwłaszcza kiedy chodzi o tematy/obiekty, które są wytworem ludzkiej wyobraźni jak wspominani Bogowie - co nauka może powiedzieć na temat jakiegoś Boga zanim otumaniony wiarą teista wyklepie co mu się uroiło? A że nauka jeszcze (i zapewne nigdy) nie umie przewidzieć co się w ludzkim łepie uroi nie jest jej ograniczeniem.

>Literaturoznawstwo to zaledwie jeden ze sposobów zajmowania się problematyką Boga.
I co z tego? Troll nie pojął co się do niego mówi, czy ulega zwykłej dla siebie manierze trollowania?
Czy ja mówiłem, że nauka to tylko literaturoznawstwo?
Ja mówiłem, że wedle naukowego widzenia Bóg to postać z literatury dowolnej maści.
I przypomnę przy okazji, że teistyczne nieuki nigdy nie wprowadziły definicji Boga jako elementu czy cechy wszechświata do rozumnej o nim dyskusji.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
06-07-2013 13:29 
 Ocena-3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>bez przestrzegania metody naukowej na przykład nie ma w ogóle nauki, wiec nie byłoby co ograniczać.

Jak pokazuje historia nauki - metody naukowe ulegają zmianom. Nie należy więc zbytnio do współczesnych metod się przywiązywać - naraża nas to tylko na śmieszność w oczach przyszłych pokoleń.

>Nauka to poznawanie świata w określony sposób, wiec brak pełnej (co by to nie znaczyło) wiedzy na jakiś temat nie jest ograniczeniem nauki.

Mnóstwo rzeczy ogranicza naukę - np. prędkość światła. Zasada nieoznaczoności. Twierdzenia limitacyjne Godla.

>wedle naukowego widzenia Bóg to postać z literatury

Według literaturoznawstwa. Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?

>I przypomnę przy okazji, że teistyczne nieuki nigdy nie wprowadziły definicji Boga jako elementu czy cechy wszechświata do rozumnej o nim dyskusji.

Np. coś takiego - Bóg jest bytem samowystarczalnym i pozostaje wobec świata w relacji stwarzania.

Samowystarczalność jest założeniem wyprowadzonym w faktu, że cokolwiek w świecie istnieje posiada jakąś przyczynę swojego istnienia, a skoro ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność, więc musi istnieć jakaś pierwsza przyczyna, która nie posiada już racji swojego istnienia poza sobą. I taką pierwszą przyczyną będzie Bóg.

No i wydaje mi się, że można z tym dyskutować.

bembergiem w berg
06-07-2013 14:21 
 Ocena 11 na 11
astrotaurus (12445 punktów)

>Jak pokazuje historia nauki - metody naukowe ulegają zmianom. Nie należy więc zbytnio do współczesnych metod się przywiązywać - naraża nas to tylko na śmieszność w oczach przyszłych pokoleń.
I znów się trollowi nakojarzyło do pustych popisów....
Masz coś konkretnie do powiedzenia czy to takie zwyczajne głupkowate kazanie księżowskie sugerujące, że może powtarzanie idiotyzmów przez wieki jest czymś lepszym od nauki?

>Mnóstwo rzeczy ogranicza naukę - np. prędkość światła. Zasada nieoznaczoności. Twierdzenia limitacyjne Godla.
To znaczy co? Nauka ma ochotę pędzić szybciej, niż światło i nie może?
Znów odnosisz wypowiedź do wymysłów kościelnych umieszczając w tle porównanie do Stwora co go zasada nieoznaczoności nie obowiązuje, kiedy nauka jest działalnością konkretnych ludzi w konkretnym świecie i porównywanie jej z mrzonkami jest jałowe.
A co się dzieje w umysłach, w marzeniach i dążeniach naukowców (i nieuków) to inna rzecz.

>Według literaturoznawstwa.
Według nauki. Przytaczało koleżeństwo wiele dyscyplin nauki gdzie przewija się pojęcie Boga i nie było tam przykładu dyscypliny, która by traktowała Boga inaczej. Może sam podasz lepszy przykład.

>Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?
Przypomnę:
- Nie znaczy to oczywiście by byle tuman z omamami mógł wedle swojego widzimisię zaprząc ludzi nauki do roztrząsania treści jego urojeń, treści nie wprowadzonych w żaden rozumny sposób do rozumnej dysputy o świecie
- teistyczne nieuki nigdy nie wprowadziły definicji Boga jako elementu czy cechy wszechświata do rozumnej o nim dyskusji.

>No i wydaje mi się, że można z tym dyskutować.
No ba! Do upadu!
Religijne trolle przez tysiąclecia płodzą hektolitry takiego bełkotu i jeszcze nic mądrego z tego nie wynikło. Ich dążenie to wciśnięcie tego jałowego poznawczo religijnego badziewia gdziekolwiek.
Jako przykład ku refleksji potraktuj swoje, idące już w tysiące, na tym forum posty.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
06-07-2013 20:00 
 Ocena-4 na 4
worek kości (2937 punktów)
>To znaczy co? Nauka ma ochotę pędzić szybciej, niż światło i nie może?

Ano, prędkość światła jest sporym ograniczeniem jeśli marzy nam się eksploracja kosmosu.

> nie było tam przykładu dyscypliny, która by traktowała Boga inaczej.

Mnóstwo nauk bada pojęcie Boga w oderwaniu od tekstów literackich. Analizuje się również np. rytuały.

>Jako przykład ku refleksji potraktuj swoje, idące już w tysiące, na tym forum posty.

A ty swoje, jejku.

bembergiem w berg
06-07-2013 20:48 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Ano, prędkość światła jest sporym ograniczeniem jeśli marzy nam się eksploracja kosmosu.

To ograniczenie dla techniki i inżynierii, a nie dla fizyki. Fizyk nagle nie wynajdzie lepszego prawa opisującego rzeczywistość. To inżynier będzie zmuszony wymyślić lepszy napęd.

>Mnóstwo nauk bada pojęcie Boga w oderwaniu od tekstów literackich. Analizuje się również np. rytuały.

O ile nie jest to analiza psychologii uczestniczących a tylko bajdurzenie o nadnaturalnych bóstwach, to nie jest to nauka, tylko co najwyżej tradycja.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
08-07-2013 13:09 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Ano, prędkość światła jest sporym ograniczeniem jeśli marzy nam się eksploracja kosmosu.
Mowa była o ograniczeniach nauki, a nie eksploracji kosmosu. Nie bełkocz zatem, trollu, na wszystkie skojarzone przez siebie tematy, ale zacznij od lektury definicji nauki w istniejących już materiałach naukowych i sformułowania jakiejś podstawowej, rzeczowej definicji "nauki nieograniczonej" coby tę zwyczajną czy też "ograniczoną" dało się od owej odróżniać.

>Mnóstwo nauk bada pojęcie Boga w oderwaniu od tekstów literackich. Analizuje się również np. rytuały.
Konkrety proszę, a nie bełkot. Jakie konkretnie dyscypliny naukowe badają rytuały traktując Boga inaczej, niż jako postać literacką? Zwracam uwagę, że mowa jest o Bogu, a nie o wyobrażeniu Boga w umysłach ludzi dokonujących rytuałów.

>A ty swoje, jejku.
Ano, a czy ja jestem jaki troll jak worek kości nie przymierzając? Normalny człowiek zazwyczaj mówi swoje i za to odpowiada. To trolle z lubością powielają cudzy bełkot byle tylko zaistnieć.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-07-2013 13:53 
 Ocena-2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Mowa była o ograniczeniach nauki, a nie eksploracji kosmosu.

1. Jeśli w naszej eksploracji kosmosu jesteśmy ograniczeni, to i nauka o kosmosie jest analogicznie nieco utrudniona.

2. To może coś z innej beczki - czy można naukowo ustalić co jest "piękne"?

>mowa jest o Bogu, a nie o wyobrażeniu Boga w umysłach ludzi dokonujących rytuałów.

Aby zrozumieć sens rytuałów nie wystarczy mieć pojęcie Boga, należy ustalić, jakie wyobrażenie o Bogu posiadają ludzie biorący udział w tych ceremoniach. I tym może już spokojnie zająć się psychologia lub socjologia religii.

Niektórzy twierdzą, że uprawiają niekonfesyjną filozofię religii, czyli w oderwaniu od religijnych wyobrażeń na temat Boga. W tym kontekście można sobie wyobrazić, że pojęcie Boga jest czymś, co można objąć obiektywną filozoficzną refleksją.

bembergiem w berg
08-07-2013 15:19 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>1. Jeśli w naszej eksploracji kosmosu jesteśmy ograniczeni, to i nauka o kosmosie jest analogicznie nieco utrudniona.
Nie leź, trollu, w szkodę po raz kolejny! Ciągle masz na widoku "wszechwiedzę" z religijnych bajań i do tego wydumanego konstruktu odnosisz realia.

>2. To może coś z innej beczki - czy można naukowo ustalić co jest "piękne"?
O tak! Troll ma beczek pełną głowę.
Przypomnę:
- Nie znaczy to oczywiście by byle tuman z omamami mógł wedle swojego widzimisię zaprząc ludzi nauki do roztrząsania treści jego urojeń, treści nie wprowadzonych w żaden rozumny sposób do rozumnej dysputy o świecie
, bo dotyczy to tak kwestii istnienia Boga jak i ustalania przez naukę co jest piękne.

>Aby zrozumieć sens rytuałów nie wystarczy mieć pojęcie Boga, należy ustalić, jakie wyobrażenie o Bogu posiadają ludzie biorący udział w tych ceremoniach. I tym może już spokojnie zająć się psychologia lub socjologia religii.
Ech..., przypomnę:
- Konkrety proszę, a nie bełkot. Jakie konkretnie dyscypliny naukowe badają rytuały traktując Boga inaczej, niż jako postać literacką? Zwracam uwagę, że mowa jest o Bogu, a nie o wyobrażeniu Boga w umysłach ludzi dokonujących rytuałów.

>Niektórzy twierdzą, że uprawiają niekonfesyjną filozofię religii, czyli w oderwaniu od religijnych wyobrażeń na temat Boga. W tym kontekście można sobie wyobrazić, że pojęcie Boga jest czymś, co można objąć obiektywną filozoficzną refleksją.
I co z tego wszystkiego konkretnie miałoby wynikać w kontekście dotychczasowej ... hmmm... wymiany postów?
Słuchaj sobie twierdzeń "niektórych", wyobrażaj sobie i obejmuj co bądź po uważaniu, ale do mnie już nie bełkocz, skup się na wyjaśnieniu tego co już zamiast mnożyć co jeszcze, albo zaprzestaję karmienia..


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-07-2013 18:18 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
Mógłbyś mi to spróbować napisać jeszcze raz, ale nieco mniej, hmm, bełkotliwie? Słowo daję, ciężko między tą gromadą trolli znaleźć coś, do czego można by się odnieść w miarę merytorycznie.


bembergiem w berg
10-07-2013 10:54 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Mógłbyś mi to spróbować napisać jeszcze raz, ale nieco mniej, hmm, bełkotliwie? Słowo daję, ciężko między tą gromadą trolli znaleźć coś, do czego można by się odnieść w miarę merytorycznie.
Odwracanie kota ogonem może służyć satysfakcji trolla, ale nie wyjasnieniu czegokolwiek.
Przyjmij raz do wiadomości, że ja do karmienie trolla jestem jednym z ostatnich i skup się bardziej przy odpowiedziach na akurat moje uwagi (a są przecież zapisane) ograniczając skakanie po skojarzeniach, dążąc do wyjaśnienia problemu, który został już poruszony.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-07-2013 21:47 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>1. Jeśli w naszej eksploracji kosmosu jesteśmy ograniczeni, to i nauka o kosmosie jest analogicznie nieco utrudniona.

Błąd po całej linii. Ograniczony jest tu eksperymentator, nie metodologia.

>2. To może coś z innej beczki - czy można naukowo ustalić co jest "piękne"?

Nie, bo piękno jest pojęciem filozoficznym. Nauka się tym nie zajmuje.

>Aby zrozumieć sens rytuałów nie wystarczy mieć pojęcie Boga, należy ustalić, jakie wyobrażenie o Bogu posiadają ludzie biorący udział w tych ceremoniach. I tym może już spokojnie zająć się psychologia lub socjologia religii.

Po co w ogóle więc religia jako dziedzina (pseudo)naukowa dla racjonalisty ?

>Niektórzy twierdzą, że uprawiają niekonfesyjną filozofię religii, czyli w oderwaniu od religijnych wyobrażeń na temat Boga. W tym kontekście można sobie wyobrazić, że pojęcie Boga jest czymś, co można objąć obiektywną filozoficzną refleksją.

To chyba jedyny sensowny sposób spojrzenia na te zagadnienia.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>>1. Jeśli w naszej eksploracji kosmosu jesteśmy ograniczeni, to i nauka o kosmosie jest analogicznie nieco utrudniona.
>Błąd po całej linii. Ograniczony jest tu eksperymentator, nie metodologia.

Eksperyment jest jedną z metod uprawiania nauki. Niemożliwość eksperymentowania = ograniczenie nauki.

>>2. To może coś z innej beczki - czy można naukowo ustalić co jest "piękne"?
>Nie, bo piękno jest pojęciem filozoficznym. Nauka się tym nie zajmuje.

Ano, nauka (przyrodnicza) się tym nie zajmuje. Zajmuje się tym filozofia, która też jest chyba nauką, czy nie?

bembergiem w berg
08-07-2013 22:05 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Eksperyment jest jedną z metod uprawiania nauki. Niemożliwość eksperymentowania = ograniczenie nauki.

Kiedy dyskusja cały czas o metodologię. Stwierdzenie, że niemożliwość przeprowadzenia eksperymentu jest ograniczeniem nauki jest takim samym absurdem, jak stwierdzenie, że nieobecność filozofa jest ograniczeniem filozofii.

Zasadnicza jest różnica między nauką jako systematycznym sposobem poznawania świata a produktami tej nauki (odkryciami). Niemożność wykonania eksperymentu uniemożliwi tylko to drugie. Chyba u Ciebie jakieś problemy z rozumieniem pojęć.

>>Nie, bo piękno jest pojęciem filozoficznym. Nauka się tym nie zajmuje.
>Ano, nauka (przyrodnicza) się tym nie zajmuje. Zajmuje się tym filozofia, która też jest chyba nauką, czy nie?

Ja osobiście z dużym dystansem podchodzę do wszelkich -zofii i -logii.Na wszystko co nie jest do końca ugruntowane w matematyce (bo to sprowadza dziedzinę do maksymalnego obiektywizmu) patrzę z przymróżeniem oka. Stąd nadawanie filozofii statusu nauki równoprawnej naukom przyrodniczym jest moim zdaniem dosyć nietrafione.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Zasadnicza jest różnica między nauką jako systematycznym sposobem poznawania świata a produktami tej nauki (odkryciami). Niemożność wykonania eksperymentu uniemożliwi tylko to drugie.

Sparafrazuję: niemożliwość wykonania eksperymentu uniemożliwi dokonywanie odkryć naukowych, ale niemożliwość dokonywania odkryć naukowych nie ogranicza nauki?

Innymi słowy - to nie odkrycia tworzą naukę, tylko nauka tworzy odkrycia? A nie sądzi, że następuje tu jednak sprzężenie zwrotne?

No i wydawałoby się, że kontekst odkrycia (obok kontekstu uzasadnienia) jest jednym z kluczowych etapów wszelkich procesów nauko-twórczych.

bembergiem w berg
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Sparafrazuję: niemożliwość wykonania eksperymentu uniemożliwi dokonywanie odkryć naukowych, ale niemożliwość dokonywania odkryć naukowych nie ogranicza nauki?
>Innymi słowy - to nie odkrycia tworzą naukę, tylko nauka tworzy odkrycia? A nie sądzi, że następuje tu jednak sprzężenie zwrotne?
>No i wydawałoby się, że kontekst odkrycia (obok kontekstu uzasadnienia) jest jednym z kluczowych etapów wszelkich procesów nauko-twórczych.

Kompletnie nie znasz znaczenia słów (albo ja nieprecyzyjnie się wyrażam, albo język polski jest upośledzony).

To o czym tu mówisz to nauka jako całokształt odkryć naukowych. Tak, odkrycia naukowe nie mogłyby istnieć bez odkryć naukowych, a do tego potrzebni są eksperymentatorzy.

Kontekst jest istotną kwestią w przypadku naukowych odkryć, nie w przypadku metodologii. Przykład - USA w czasach drugiej wojny potrzebowała broni jądrowej, co zaowocowało znacznym rozwojem w tym kierunku.

Nauka jako metodologia poznawcza nie jest tutaj kompletnie zależna od tego, co bada, o ile jest to obiekt fizyczny.

>A nie sądzi, że następuje tu jednak sprzężenie zwrotne?

Nie wyjeżdża mi tu ze sprzężeniami zwrotnymi, bo ten termin tu nie działa.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Kompletnie nie znasz znaczenia słów

Których słów?

>Nauka jako metodologia poznawcza

Nauka może być różnie rozumiana, a ty po prostu uczepiłeś się aspektu metodologicznego. Z moich wypowiedzi przebijał się jednak aspekt poznawczy - nauka jako wiedza, czyli rezultat poznania. I w tym kontekście ograniczenia nauki mogą być wielorakie - od teoretycznych (zasada nieoznaczoności) przez finansowe (zbyt wysokie koszty) po techniczne (nieprzekraczalna prędkość światła uniemożliwiająca poznawanie innych światów).

bembergiem w berg
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Których słów?

Słów, ogólnie. Język jest chyba upośledzony.

>Nauka może być różnie rozumiana,

Nie zdefiniowałeś wprost o jaki aspekt Ci chodzi. Bez dokładnego określenia kręcimy się w kółko.

>Z moich wypowiedzi przebijał się jednak aspekt poznawczy - nauka jako wiedza, czyli rezultat poznania. I w tym kontekście ograniczenia nauki mogą być wielorakie - od teoretycznych (zasada nieoznaczoności)

Zasada nieoznaczoności nie jest ograniczeniem możliwości poznawczych nauki. Nie wiem, czego nie rozumiesz w stwierdzeniu, że jest to prawo przyrody.

>przez finansowe (zbyt wysokie koszty) po techniczne (nieprzekraczalna prędkość światła uniemożliwiająca poznawanie innych światów).

Dyskutowałbym, że to jest ograniczenie inżynierii, a nie nauki.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Zasada nieoznaczoności nie jest ograniczeniem możliwości poznawczych nauki. Nie wiem, czego nie rozumiesz w stwierdzeniu, że jest to prawo przyrody.

Zasada nieoznaczoności nie jest ograniczeniem możliwości poznawczych nauki ponieważ jest to... prawo przyrody? Ograniczenia poznawcze wynikające z natury rzeczywistości nie są ograniczeniem poznawczym? No naprawdę.

bembergiem w berg
08-07-2013 23:21 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Zasada nieoznaczoności nie jest ograniczeniem możliwości poznawczych nauki ponieważ jest to... prawo przyrody? Ograniczenia poznawcze wynikające z natury rzeczywistości nie są ograniczeniem poznawczym? No naprawdę.

No litości, jako prawo przyrody jest nie do obejścia. Więc czy jest sens patrzeć na to jako jakiekolwiek ograniczenie ?


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
06-07-2013 15:52 
 Ocena 7 na 7
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Jak pokazuje historia nauki - metody naukowe ulegają zmianom. Nie należy więc zbytnio do współczesnych metod się przywiązywać - naraża nas to tylko na śmieszność w oczach przyszłych pokoleń.

Przywiązanie do aktualnej, dającej wymierne skutki metodologii jest znacznie lepsze niż szukanie po omacku nowych metod.

>Mnóstwo rzeczy ogranicza naukę - np. prędkość światła. Zasada nieoznaczoności. Twierdzenia limitacyjne Godla.

Prawa, która opisuje nauka ograniczają możliwości poznawcze nauki ? Fakt, trudno jest poznać coś w 110-u procentach. Stwierdzenie o tych ograniczeniach to kompletny stek bzdur.

Poza tym, te ograniczenia tyczą się dokładnie wszystkiego.

>Według literaturoznawstwa. Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?

Otworzyli książkę i zauważyli tam wzmianki o bogu (bogach) i uznali, że to postać literacka. Nie dostrzegli boga(bogów) gdziekolwiek indziej, więc uznali, że to wciąż postać literacka.

>Np. coś takiego - Bóg jest bytem samowystarczalnym i pozostaje wobec świata w relacji stwarzania.

Nauka nie znalazła samowystarczalnych bytów, postulat o istnieniu takowego jest mocno nieuzasadniony oraz nie podparty żadną spójną teorią.

>Samowystarczalność jest założeniem wyprowadzonym w faktu, że cokolwiek w świecie istnieje posiada jakąś przyczynę swojego istnienia, a skoro ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność, więc musi istnieć jakaś pierwsza przyczyna, która nie posiada już racji swojego istnienia poza sobą. I taką pierwszą przyczyną będzie Bóg.
>No i wydaje mi się, że można z tym dyskutować.

Najprostszym rozwiązaniem nie jest jedna przyczyna, a zero przyczyn. Dodatkowo nauka zdaje się to dość spójnie potwierdzać.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Przywiązanie do aktualnej, dającej wymierne skutki metodologii jest znacznie lepsze niż szukanie po omacku nowych metod.

Jedno nie wyklucza drugiego.

>Prawa, która opisuje nauka ograniczają możliwości poznawcze nauki ?

Ano. Na przykład twierdzenie Godla mówi o ograniczeniach systemów formalnych zawierających arytmetykę. Zasada nieoznaczoności o ograniczeniach fizyki.

>>Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?
>Otworzyli książkę i zauważyli tam wzmianki o bogu (bogach) i uznali, że to postać literacka.

Od kiedy analiza tekstów literackich jest metodą stosowaną w fizyce?

>Najprostszym rozwiązaniem nie jest jedna przyczyna, a zero przyczyn. Dodatkowo nauka zdaje się to dość spójnie potwierdzać.

W jaki sposób?

bembergiem w berg
06-07-2013 20:41 
 Ocena 7 na 7
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Jedno nie wyklucza drugiego.

Zgoda, ale to pierwsze daje rezultaty na pewno, drugie tylko prawdopodobnie. Pierwsze jest więc skuteczniejsze.

>Ano. Na przykład twierdzenie Godla mówi o ograniczeniach systemów formalnych zawierających arytmetykę.

Twierdzenie Godla to matematyka, a nawet nie matematyka, a zabawy z logiką, nie fizyka. Mówiąc o nauce ludzie mówią tu o czymś, co w anglosaskiej części świata w liceach określa się jako "science", czyli nauki przyrodnicze z fizyką na czele.

>Zasada nieoznaczoności o ograniczeniach fizyki.

Nieoznaczoność nie jest ograniczeniem fizyki jako nauki, a ograniczeniem fizyki jako praw przyrody. Tak samo prędkość światła. Tak samo prawa termodynamiki.

>Od kiedy analiza tekstów literackich jest metodą stosowaną w fizyce?

Nie jest. Jako, że nie zaobserwowali Boga w przyrodzie, olali go jako zjawisko niefizyczne a dalszą zabawę zostawili ludziom od literatury, religioznawstwa i tym podobnych.

>W jaki sposób?

Raz jeszcze, Efekt Casimira. Lawrence Krauss wytłumaczy to lepiej ode mnie.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
06-07-2013 21:52 
 Ocena 8 na 8
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Mnóstwo rzeczy ogranicza naukę - np. prędkość światła.

To zdanie jest warte 300 000 ujemnych punktów..
06-07-2013 22:47 
 Ocena 13 na 13
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jak pokazuje historia nauki - metody naukowe ulegają zmianom.

Cel nauki jednakowoż dziwnie niezmienny pozostaje.

>Nie należy więc zbytnio do współczesnych metod się przywiązywać

Może i nie należy, ale dość trudno mi sobie wyobrazić jakąkolwiek ewentualną przyszłą metodę naukową rezygnującą np. z wymogu falsyfikowalności.

>naraża nas to tylko na śmieszność w oczach przyszłych pokoleń.

Jeśliby tak być miało - to żadna strata zaiste. Jeśli "nasi" potomkowie mieliby skretynieć do tego stopnia, żeby rzeczywiście śmieszyły ich "nasze" rzetelne wysiłki, by dysponując najlepszymi dostępnymi w danym momencie narzędziami zrozumieć, ile się tylko da, jeśli zatracą świadomość, że widzą, co widzą, tylko dlatego, że stoją na ramionach (trochę może kulawych i trochę może podpitych) olbrzymów - to niech sobie zdechną, na nic lepszego zasługiwać nie będą.

>Mnóstwo rzeczy ogranicza naukę - np. prędkość światła. Zasada nieoznaczoności. Twierdzenia limitacyjne Godla.

To nie jest tak. Wszystko, co wymieniłeś, jest w praktyce do obejścia - mniejsza jednak już o to.
Grunt, że opowieści bliskowschodnich pasterzy z epoki brązu nic nigdy ograniczyć nie zdoła .

>>wedle naukowego widzenia Bóg to postać z literatury
>Według literaturoznawstwa. Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?

Zgadnę: czytając?

>Np. coś takiego - Bóg jest bytem samowystarczalnym

Przecie nie jest...
Wąkle i dżudżunki są.
Podobno...

>i pozostaje wobec świata w relacji stwarzania.

A skąd.
Długi łańcuch podwykonawców miał.

>Samowystarczalność jest założeniem wyprowadzonym w faktu, że cokolwiek w świecie istnieje posiada jakąś przyczynę swojego istnienia,

...które to założenie - Mocą Magicznego Tup-Tup-Nóżką - akurat do Boga się nie stosuje, no bo po jaki chuj by miało?

>a skoro ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność,

A nie może?

>więc musi istnieć jakaś pierwsza przyczyna,

...żeby to jedna....

>która nie posiada już racji swojego istnienia

O, to, to! Na Tropie jesteś, worek...

>poza sobą. I taką pierwszą przyczyną będzie Bóg.

Ja bym stawiał raczej na Pszczółkę Maję albo Mariusza Błaszczaka - ale ostatecznie co kto lubi...

>No i wydaje mi się, że można z tym dyskutować.

Wydaje Ci się .

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
07-07-2013 23:53 
 Ocena-1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>dość trudno mi sobie wyobrazić jakąkolwiek ewentualną przyszłą metodę naukową

Nasi przodkowie mieli ten sam problem, przynajmniej dopóki coś nowego się wreszcie nie pojawiło.

>Jeśli "nasi" potomkowie mieliby skretynieć do tego stopnia, żeby rzeczywiście śmieszyły ich "nasze" rzetelne wysiłki, by dysponując najlepszymi dostępnymi w danym momencie narzędziami zrozumieć, ile się tylko da

To jak ktoś się będzie nabijał ze średniowiecznej nauki (np. ze św. Tomasza), to mam Twoje błogosławieństwo żeby go nazwać kretynem?

>Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?
>Zgadnę: czytając?

Czytanie literatury to nie uprawianie fizyki przecież.

>>Samowystarczalność jest założeniem wyprowadzonym w faktu, że cokolwiek w świecie istnieje posiada jakąś przyczynę swojego istnienia,
>...które to założenie akurat do Boga się nie stosuje

Albo przyjmiemy, że nie ma pierwszej przyczyny istnienia wszechświata, albo że taka pierwsza przyczyna istnieje. Pierwsza opcja wikła nas w problem nieskończonej ilości przyczyn, a druga w problem Boga.

>>a skoro ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność,
>A nie może?

Skoro może być nieskończona ilość przyczyn, to może być i przyczyna jedna, o nieskończonej mocy. Oba wyjaśnienia są równie "kosmiczne".


bembergiem w berg
pawel_wr (4297 punktów)

>Albo przyjmiemy, że nie ma pierwszej przyczyny istnienia wszechświata, albo że taka pierwsza przyczyna istnieje. Pierwsza opcja wikła nas w problem nieskończonej ilości przyczyn, a druga w problem Boga.

Piszesz nonsensy i wikłasz się w bzdurne potwierdzanie , które jest
zaprzeczaniem jednocześnie , własnych sądów.

Jeżeli nie ma pierwszej przyczyny , to nie jesteśmy wikłani w problem
nieskończonej ilości przyczyn. Zero nie jest nieskończonością.

Skąd wniosek , że istnienie pierwszej przyczyny wikła nas w problemat Boga ?


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
worek kości (2937 punktów)
>Jeżeli nie ma pierwszej przyczyny , to nie jesteśmy wikłani w problem
>nieskończonej ilości przyczyn. Zero nie jest nieskończonością.

Chcesz powiedzieć, że powstanie świata bez jakiejkolwiek przyczyny nie jest już kłopotliwe?

>Skąd wniosek , że istnienie pierwszej przyczyny wikła nas w problemat Boga ?

Ponieważ coś, co istnieje bez przyczyny, a jest w stanie stworzyć wszechświat, posiada cechy przypisywane Bogu.

bembergiem w berg
pawel_wr (4297 punktów)

>Chcesz powiedzieć, że powstanie świata bez jakiejkolwiek przyczyny nie jest już kłopotliwe?

Chcę powiedzieć , że zapętliłeś się ogromnie ,
przyjmując , że zero jest równoważne
nieskończoności.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
worek kości (2937 punktów)
>>Chcesz powiedzieć, że powstanie świata bez jakiejkolwiek przyczyny nie jest już kłopotliwe?
>Chcę powiedzieć , że zapętliłeś się ogromnie ,przyjmując , że zero jest równoważne nieskończoności.

Nic nie przyjąłem, po prostu podałeś trzecią możliwość. I w sporze o istnienie świata mamy teraz:
1. Nieskończona ilość przyczyn.
2. Jedna przyczyna - pierwsza przyczyna - Bóg.
3. Brak przyczyn.

No i wszystkie opcje generują masę problemów, a wybór jednej z nich jest kwestią, no właśnie, czego?

bembergiem w berg
13-07-2013 20:38 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>Bóg.

Religioznawcy opisują jak ludzie tworzyli i zmieniali tę postać.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
13-07-2013 20:46 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>Bóg.
>Religioznawcy opisują jak ludzie tworzyli i zmieniali tę postać.

To fajnie.


bembergiem w berg
13-07-2013 20:22 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6808 punktów)
>Chcesz powiedzieć, że powstanie świata bez jakiejkolwiek przyczyny nie jest już kłopotliwe?

Istnienie energii (w ruchu w przestrzeni) bez jakiejkolwiek przyczyny i początku nie jest kłopotliwe.
Nie dostrzegam potrzeby nazywania energii bogiem. Materia (w tym istoty żywe) są energią o dużym stanie skupienia.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
13-07-2013 20:37 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Istnienie energii bez jakiejkolwiek przyczyny i początku nie jest kłopotliwe.

Skoro tak mówisz.

bembergiem w berg
12-07-2013 00:20 
 Ocena 15 na 15
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>dość trudno mi sobie wyobrazić jakąkolwiek ewentualną przyszłą metodę naukową
>Nasi przodkowie mieli ten sam problem, przynajmniej dopóki coś nowego się wreszcie nie pojawiło.

Tam dalej było: rezygnującą z wymogu falsyfikowalności. Nie przerywaj manipulatorsko, jeśli łaska.

>>Jeśli "nasi" potomkowie mieliby skretynieć do tego stopnia, żeby rzeczywiście śmieszyły ich "nasze" rzetelne wysiłki, by dysponując najlepszymi dostępnymi w danym momencie narzędziami zrozumieć, ile się tylko da
>To jak ktoś się będzie nabijał ze średniowiecznej nauki (np. ze św. Tomasza),

Św. Tomasz naukowcem był?

>to mam Twoje błogosławieństwo żeby go nazwać kretynem?

Tomasz powtarzał po Arystotelesie bzdury, co do których bzdurności teoretycznie można było się zorientować już tysiąc lat wcześniej z okładem. W Indiach się orientowano, zanim Arystoteles się w ogóle urodził.

>>Jaką metodą naukową fizyk albo biolog doszli do odkrycia, że Bóg to postać z literatury, hmm?
>>Zgadnę: czytając?
>Czytanie literatury to nie uprawianie fizyki przecież.

Boga wśród zjawisk, jakie zwyczaj mają badać fizycy, uświadczyć dziwnie się nie udaje. W literaturze jednak - i owszem, ależ proszę, skolko ugodno.

>Albo przyjmiemy, że nie ma pierwszej przyczyny istnienia wszechświata, albo że taka pierwsza przyczyna istnieje.
>Pierwsza opcja wikła nas w problem nieskończonej ilości przyczyn, a druga w problem Boga.

Klituś-bajduś.
To właśnie przykład Arystotelesowsko-Tomaszowych bzdur.
Tak to jest, kiedy się komu język ze światem podupcy.
Arystotelesowko-Tomaszowe rozumienie przyczynowości zasadza się na linearności języka - że A->B, B->C, C->D... "więc" gdzieś się to "musi" kończyć, bo inaczej tylko się popłakać ze zmęczenia.
Chwila obserwacji empirycznego, pozajęzykowego świata powinna - zdawałoby się - dość skutecznie przekonać, że pozaludzka rzeczywistość nie ma żadnego obowiązku pasować do kategorii językowych, i - jak powiedział pewien stary Żyd - każda rzecz na świecie ma więcej niż jedną przyczynę.
Faktycznie obserwowalna przyczynowość nie jest "łańcuchowa" (A->B->C->D...) a wielowymiarowa - X zachodzi dzięki temu, że z lewej zachodzi Y, z dołu Z, z północnego-wschodu Ż z kropką, a na ukos q małe.

Gdy oprzeć się na zwykłej, nieuprzedzonej, obserwacji pozajęzykowej rzeczywistości, okazuje się, że nie ma potrzeby, ani tym bardziej sensu, szukać przyczyny "pierwszej", "drugiej", "trzeciej" itd.

Świat pozaludzki nie jest literaturą i nie rządzi się prawami literatury.

Stwierdzić to bardzo łatwo, o ile tylko nie ma się od małego nasrane do łba, że Najpierw jest Książka.

>>>a skoro ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność,
>>A nie może?
>Skoro może być nieskończona ilość przyczyn, to może być i przyczyna jedna, o nieskończonej mocy. Oba wyjaśnienia są równie "kosmiczne".

Jeszcze Bardziej Imponująca byłaby Przyczyna Nieistniejąca o Nieskończonej Mocy, co ktoś kiedyś odwracając Anzelma bardzo logicznie wykazał - ale akurat nie chce mi się teraz szukać.


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
12-07-2013 00:36 
 Ocena 10 na 10
MarcinK (9189 punktów)

>Jeszcze Bardziej Imponująca byłaby Przyczyna Nieistniejąca o Nieskończonej Mocy, co ktoś kiedyś odwracając Anzelma bardzo logicznie wykazał - ale akurat nie chce mi się teraz szukać.

Cytat:
1. Stworzenie świata to najwspanialsze dzieło, jakie możemy sobie wyobrazić.

2. Jakość dzieła możemy oceniać na podstawie (a) jego właściwości i (b) atrybutów jego autora.

3. Im mniej uzdolniony (lub im bardziej upośledzony) jest autor, tym większe wrażenie robi jego dzieło.

4. Najgorszym upośledzeniem dla autora byłoby nieistnienie.

5. Zatem, jeśli założymy, że Wszechświat powstał za sprawą realnie istniejącego stwórcy (autora), możemy wyobrazić sobie istotę odeń potężniejszą - kogoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc.

6. Bóg realnie istniejący nie jest zatem bytem, od którego nie sposób sobie wyobrazić bytu większego, gdyż Bóg, który nie istnieje, byłby stwórcą jeszcze bardziej wspaniałym i niewiarogodnym - właśnie z racji nieistnienia.

Ergo:

7. Bóg nie istnieje


Bóg urojony, str 125, 126.
worek kości (2937 punktów)
>1. Stworzenie świata to najwspanialsze dzieło, jakie możemy sobie wyobrazić.

Ok.

>2. Jakość dzieła możemy oceniać na podstawie (a) jego właściwości

Zgoda

>(b) atrybutów jego autora.

Kłopotliwe, chociaż praktyka recepcji dzieł sztuki pokazuje względną prawdziwość tej przesłanki. Jeśli małe dziecko narysuje piękny obraz, to zachwyca nas to bardziej ponieważ mamy niskie mniemanie o autorze i jesteśmy zaskoczeni, że spod jego ułomnej ręki wyszło coś tak wspaniałego.

>3. Im mniej uzdolniony (lub im bardziej upośledzony) jest autor, tym większe wrażenie robi jego dzieło.

Jeśli stosujemy takie psychologiczne tłumaczenie, to rzeczywiście im mniej uzdolniony autor (im bardziej upośledzony), tym większe zaskoczenie (wrażenie) jeśli jego dzieło okazuje się być dobre, ale jest tak tylko dlatego, że nasze początkowe wymagania (oczekiwania) w stosunku do tego dzieła nie były zbyt wysokie.

>4. Najgorszym upośledzeniem dla autora byłoby nieistnienie.

Zgoda.

>5. Zatem, jeśli założymy, że Wszechświat powstał za sprawą realnie istniejącego stwórcy (autora), możemy wyobrazić sobie istotę odeń potężniejszą - kogoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc.

W przesłance 3) podkreślony jest nie fakt stworzenia dzieła, tylko wrażenie jakie dzieło wywołuje u odbiorcy. Więc wniosek "możemy wyobrazić sobie istotę odeń potężniejszą - kogoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc" powinien brzmieć - "możemy sobie wyobrazić, że największe wrażenie zrobiłby na nas ktoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc". No i jeśli Bóg miałby być bytem wywołującym swoim stworzeniem jakieś "wrażenia", to największe wrażenie, jak można by się nawet zgodzić, rzeczywiście zrobi stwórca najbardziej upośledzony, czyli nieistniejący.

>6. Bóg realnie istniejący nie jest zatem bytem, od którego nie sposób sobie wyobrazić bytu większego, gdyż Bóg, który nie istnieje, byłby stwórcą jeszcze bardziej wspaniałym i niewiarogodnym - właśnie z racji nieistnienia.

Kryterium wielkości lub doskonałości będzie tutaj stopień wrażenia, jakie autor swoim dziełem wywołuje na odbiorcach. Czyli stwórca robiący największe wrażenie byłby stwórcą nieistniejącym - największe wrażenie zrobi na nas bowiem świat, który został stworzony przez maksymalnie upośledzonego stwórcę, stwórcę tak upośledzonego, że aż nieistniejącego.

>7. Bóg nie istnieje

Można się zgodzić z taką konkluzją tylko wtedy, jeśli uznamy, że doskonałość Boga definiowana jest przez wrażenie jakie swoim dziełem wywołuje na odbiorcach, ale to by jednocześnie znaczyło, że doskonałość Boga nie jest czymś immanentnym, tylko dostarczonym mu z zewnątrz, od ludzi, poprzez psychologiczny odbiór jego dzieła.

Wątpliwość: świat, który zostałby stworzony przez "nieistniejącego Boga" robiłby największe wrażenie, ale tylko dlatego, że byłby czymś absurdalnym i prowokującym reakcje typu - "jakie to niesamowite, że tak doskonałe dzieło powstało dzięki czemuś tak niedoskonałemu". Jednak aby móc wyrazić "najdoskonalsze wrażenie", musimy wcześniej wiedzieć, że Bóg rzeczywiście nie istnieje. Innymi słowy argument zakłada to, co próbuje udowodnić, czyli nieistnienie Boga robiącego najdoskonalsze wrażenie. To prawda, że nasze wrażenie wobec doskonałości świata byłoby największe, gdyby Bóg nie istniał, ale:
(1) stopień naszego zadziwienia doskonałością świata jest czymś subiektywnym, podczas gdy wewnętrzna doskonałość świata jest niezależna od naszych psychologicznych reakcji na naturę stwórcy (obraz namalowany przez upośledzone dziecko może być dobry sam w sobie nawet wtedy, gdy nie wiemy, kim był autor);
(2) wrażenie wywołane niespodziewanym zjawiskiem (słoń maluje trąbą Mona Lisę), jako nieracjonalne, jest w istocie bodźcem negatywnym, który i tak będziemy starali się zracjonalizować (np. założenie nieuczciwości pracowników ZOO);
(3) wrażenie nie może być kryterium oceny doskonałości jakiegoś dzieła/niedoskonałości stwórcy, ze względu na fakt, że ludzkie reakcje na określone zjawiska nie podlegają uniwersalnym regułom - są czymś indywidualnym/subiektywnym, a nie zestandaryzowanym - nie jest oczywiste czy świadomość stworzenia świata przez nieistniejącego Boga wywołałaby największe wrażenie u każdego bez wyjątku.
(4) Największe wrażenie wynika z dysonansu poznawczego - albo (a) najpierw zakładamy ułomność autora, a później oglądamy jego dzieło i mimo niskich oczekiwań jesteśmy zaskoczeni wspaniałością ostatecznego rezultatu - albo (b) najpierw widzimy dzieło, a później zaskoczeni informacją o upośledzeniu autora, doceniamy dzieło jeszcze bardziej. W przypadku nieistnienia Boga punktem wyjścia jest istnienie świata, czyli sytuacja (b), a wniosek o nieistnieniu Boga polega na wymogu "maksymalnego zaskoczenia", które brałoby się z tezy, że stwórca jest "maksymalnie niedoskonały". Argument nie dotyczy więc natury Boga, tylko przedstawia scenariusz "maksymalnie zdumiewającej" sytuacji. Teista mógłby odwrócić argument twierdząc, że "maksymalne zaskoczenie" jest "maksymalnie nieprawdopodobne", więc można się spodziewać, że istnienie Boga, jako bytu doskonałego, w perspektywie stworzenia przez niego doskonałego świata, jest nie tylko czymś niezaskakującym, ale wręcz czymś spodziewanym i wprost wynikającym z natury świata. Innymi słowy argument z doskonałości nieistniejącego Boga może właściwie prowadzić do wniosków teistycznych.

bembergiem w berg
13-07-2013 01:33 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)
>>1. Stworzenie świata to najwspanialsze dzieło, jakie możemy sobie wyobrazić.
>Ok.

Żadne tam ok. Toć te bajania Anzelma rozkładają się dokładnie na samym wstępie. Co to w ogóle miałoby znaczyć, że lepsze/doskonalsze miałoby być coś istniejącego od nieistniejącego?

Żeby coś porównywać trzeba mieć jakiś punkt odniesienia, jakąś więź, nić, cokolwiek pozwalającego w jedną kategorię dane obiekty/zjawiska zakwalifikować i w danym obrębie je wartościować.

Przykładowo jeśli będę sobie porównywał rowery i uznam, że lepsze to takie co więcej przerzutek mają to mogę sobie na kartce oś narysować gdzie:

0 - rower bez przerzutek
1 - rower z jedną
2 - rower z dwiema itd

I tak to normalnie i bezrefleksyjnie czynimy na co dzień.

Anzelm zaś raczył wymyślić jakoweś zróżnicowanie, którego nie sposób rozumnie skategoryzować. Wracając do rowerów:

0 - nic
1 - a. rower b. rower bez przerzutek
2 - rower z jedną
3 - rower z dwiema itd

W punkcie pierwszym jak diabeł z pudełka, znikąd zupełnie, Ci ten rower wyskakuje i jednocześnie magicznie ciąg cały nieforemny tworzy. Co konkretnie da się porównać w relacji "nic" - "rower"? Te "nic" to przecie zupełnie "nic" właśnie.

W ujęciu bardziej filozoficznym to czy lepszy jest rower istniejący od nieistniejącego wikła Cię znowu w nieskończony ciąg niezwykle doniosłych możliwości:

Fajniej go mieć bo to przeca lepiej niż na nogach dreptać ale:

A co jeśli wsiądę na niego i se zęby wybije?
A co jeśli wjadę w dziecko jakieś i złamię mu kilka odnóży?
A co jeśli sobie po prostu kark złamię? etc

To lepszy w końcu ten rower czy też brak jego?

Próbując odpowiedzieć na te doniosłości nie jesteś w stanie odnosić się do relacji nic - rower tylko zupełnie już porównywalnych stanów świadomości/stanu zdrowia/uwarunkowaniach prawnych etc, które by mogły by się zdarzyć gdybyś już ten rower miał. Wartościowanie cech czegokolwiek ma jedynie sens wtedy gdy te cechy możemy powiązać z jakimś cechodawcą, a jakież to cechy miałoby to "nic" mieć?

>>(b) atrybutów jego autora.
>Kłopotliwe, chociaż praktyka recepcji dzieł sztuki pokazuje względną prawdziwość tej przesłanki. Jeśli małe dziecko narysuje piękny obraz, to zachwyca nas to bardziej ponieważ mamy niskie mniemanie o autorze i jesteśmy zaskoczeni, że spod jego ułomnej ręki wyszło coś tak wspaniałego.

Średnio raczej. Toć ekonomia, w najskróconej definicji: optymalne wykorzystanie ograniczonych zasobów, dość łatwo może wytłumaczyć dlaczego nas to podziwem uderza - podziwiasz jej efektywność (tą już możesz zobiektywizować matematycznie i statystycznie) - mając bardziej ograniczone zasoby od jakiego Picassa tworzy porównywalne dzieła. Podziw ten możesz też tłumaczyć ewolucyjnie - wygrywają Ci, którzy efektywniej swe zasoby alokują.

Problem jest tu z uznaniem co to miałoby być to coś wspaniałego.

>>3. Im mniej uzdolniony (lub im bardziej upośledzony) jest autor, tym większe wrażenie robi jego dzieło.
>Jeśli stosujemy takie psychologiczne tłumaczenie, to rzeczywiście im mniej uzdolniony autor (im bardziej upośledzony), tym większe zaskoczenie (wrażenie) jeśli jego dzieło okazuje się być dobre, ale jest tak tylko dlatego, że nasze początkowe wymagania (oczekiwania) w stosunku do tego dzieła nie były zbyt wysokie.

Te same uwagi co do ekonomii.

>>4. Najgorszym upośledzeniem dla autora byłoby nieistnienie.
>Zgoda.

Brak zgody - jw.

>W przesłance 3)

Jw - ekonomia i zasada efektywności.

>>7. Bóg nie istnieje
>Można się zgodzić z taką konkluzją tylko wtedy, jeśli uznamy, że doskonałość Boga definiowana jest przez wrażenie jakie swoim dziełem wywołuje na odbiorcach,

Obiektywizować tą ekonomią to można. Doskonały bóg to byłaby istota posiadająca nieograniczone zasoby - za co tu w ogóle go podziwiać? Toż to każdy pierdoła by dał rade zrobić to samo.

>Jednak aby móc wyrazić "najdoskonalsze wrażenie", musimy wcześniej wiedzieć, że Bóg rzeczywiście nie istnieje.

Ekonomista z zerowych zasobów zrobi dokładnie 0 - tu już musisz Transcendencją jechać.

> To prawda, że nasze wrażenie wobec doskonałości świata byłoby największe, gdyby Bóg nie istniał, ale:

Fakt, że MacGyver z dwóch zapałek robi helikopter rzeczywiście jest do podziwu powodem.

>(obraz namalowany przez upośledzone dziecko może być dobry sam w sobie nawet wtedy, gdy nie wiemy, kim był autor);

Może i być ten sam ale pytanie ile zasobów wykorzystano by go stworzyć da Ci odpowiedź, który stwórca większego podziwu godzien.

>(2) który i tak będziemy starali się zracjonalizować (np. założenie nieuczciwości pracowników ZOO);

To mówisz serio musimy racjonalizować słonia malującego Mona Lisę?

>(3) nie jest oczywiste czy świadomość stworzenia świata przez nieistniejącego Boga wywołałaby największe wrażenie u każdego bez wyjątku.

Sugerujesz, że MacGyver nie na każdym by wrażenie zrobił?

> a wniosek o nieistnieniu Boga polega na wymogu "maksymalnego zaskoczenia", które brałoby się z tezy, że stwórca jest "maksymalnie niedoskonały".

Niskie oczekiwania są uzasadnione - mniejsze zasoby na wejściu. Bez zasobów to już cud zaiste.

> Argument nie dotyczy więc natury Boga, tylko przedstawia scenariusz "maksymalnie zdumiewającej" sytuacji.

Ja bym jednak jakąś naturę zdołał tu podciągnąć - jeden to utracjusz/hedonista, drugi zaś to pracoholik.

> jest nie tylko czymś niezaskakującym, ale wręcz czymś spodziewanym i wprost wynikającym z natury świata.

Czyli niemożliwość zaistnienia boga bezzasobowego udowadnia jakoś takowego bez limitów? Jak to niby konkretnie?

>Innymi słowy argument z doskonałości nieistniejącego Boga może właściwie prowadzić do wniosków teistycznych.

Z całym szacunkiem worek aleć to naprawdę wszystko, ale to wszystko, zawsze i wszędzie, może prowadzić do wniosków teistycznych.
worek kości (2937 punktów)
>Próbując odpowiedzieć na te doniosłości nie jesteś w stanie odnosić się do relacji nic - rower tylko zupełnie już porównywalnych stanów świadomości/stanu zdrowia/uwarunkowaniach prawnych etc, które by mogły by się zdarzyć gdybyś już ten rower miał. Wartościowanie cech czegokolwiek ma jedynie sens wtedy gdy te cechy możemy powiązać z jakimś cechodawcą, a jakież to cechy miałoby to "nic" mieć?

Wiadomo, że lepiej nie mieć kataru, niż się męczyć przez noc, ale to chyba nie o takie istnienie chodzi, nie o naszą subiektywną ocenę istniejącego bytu. Anzelm, tak mi się wydaje, patrzy z perspektywy samego bytu - rower, który jest tylko przedstawieniem pojęciowym ("rower, który ma dobre hamulce"), a nie istnieje, jest po prostu wybrakowany, gorszy od roweru, który ma dobre hamulce i jeszcze istnieje. Innymi słowy istnienie jest dodatkowym atrybutem, zawsze pozytywnym z punktu widzenia bytu.

>mając bardziej ograniczone zasoby od jakiego Picassa tworzy porównywalne dzieła. Podziw ten możesz też tłumaczyć ewolucyjnie

Jeśli ktoś mniej "uzdolniony" tworzy dzieło o jakości porównywalnej z dziełem mistrza, nie da się tego wytłumaczyć matematycznie, ponieważ w punkcie wyjścia zakładamy "brak uzdolnienia" (brak racjonalnej przyczyny) - jedyne wyjaśnienie to przypadek, a jak każdy niezwykły przypadek, wywołuje on zdumienie. Jak mistrz zrobi coś wspaniałego to podziwiamy efekty jego pracy, ale się nie dziwimy - oczekiwaliśmy przecież, że będzie to dobre. W przypadku mistrza zdziwi nas, gdy trafi mu się jakiś kiks.

>>>4. Najgorszym upośledzeniem dla autora byłoby nieistnienie.
>>Zgoda.
>Brak zgody - jw.

Z punktu widzenia bytu jego nieistnienie jest brakiem ważnego atrybutu.

>Doskonały bóg to byłaby istota posiadająca nieograniczone zasoby - za co tu w ogóle go podziwiać?

Jak Bill Gates oddaje część swoich "nieograniczonych zasobów" gotówkowych na cele charytatywne, to jesteśmy mu za to wdzięczni, nie uważamy tego za jego obowiązek. Mielibyśmy pretensje, gdy tego nie zrobił, fakt, ale i tak budzi to jakieś uznanie, że jednak zdobył się na taki gest.

To co mówisz zahacza jednak o problem dobroci i wolności Boga - czy Bóg, jako z definicji dobry, jest rzeczywiście dobry z własnej woli, skoro nie może zrobić nic złego? To oddzielny problem.

>>(obraz namalowany przez upośledzone dziecko może być dobry sam w sobie nawet wtedy, gdy nie wiemy, kim był autor);
>Może i być ten sam ale pytanie ile zasobów wykorzystano by go stworzyć da Ci odpowiedź, który stwórca większego podziwu godzien.

Cały mój kontr-argument opiera się na przekonaniu, że kryterium "większego podziwu" jest słabe, ponieważ podziw bierze się ze zdumienia. Im bardziej zdumiewająca sytuacja, tym większy podziw. Skoro nieistnienie Boga byłoby zdumiewające, a istnienie Boga nie, to zasada ekonomii każe wybrać prostsze wyjaśnienie - istniejący Bóg, który stwarza świat, jako sytuacja mniej zaskakująca, jest bardziej prawdopodobna.

>musimy racjonalizować słonia malującego Mona Lisę?

Albo powiemy, że to niesamowity przypadek, albo będziemy próbowali przedstawić jakieś racjonale wytłumaczenie - np. założenie oszustwa pracowników zoo, którzy podrzucili gotowy obraz do klatki słonia, aby przyciągnąć więcej turystów.

>>(3) nie jest oczywiste czy świadomość stworzenia świata przez nieistniejącego Boga wywołałaby największe wrażenie u każdego bez wyjątku.
>Sugerujesz, że MacGyver nie na każdym by wrażenie zrobił?

Ktoś, kto posiada umiejętności MacGyvera mógłby tylko wzruszyć ramionami. Ktoś inny, kto w ogóle się nie zna na helikopterach, uznałby, że to normalka. Podziw bierze się jednak z pewnej wiedzy o mechanizmach działających w świecie - jak ktoś jest głupi (albo wszechwiedzący), to nic go nie zdziwi (albo zdziwi, ale jakoś dziwnie - i tutaj przypominają mi się moi znajomi z USA; ale to głąby kapuściane).

>Bez zasobów to już cud zaiste.

Świat, który jest tworzony bez zasobów byłby cudem? Toż to typowe myślenie teisty!

>Czyli niemożliwość zaistnienia boga bezzasobowego udowadnia jakoś takowego bez limitów? Jak to niby konkretnie?

Nie udowadnia, tylko pokazuje "większą możliwość" istnienia Boga nieograniczonego niż Boga nieistniejącego (nie istnienie Boga).

>wszystko, ale to wszystko, zawsze i wszędzie, może prowadzić do wniosków teistycznych.

Znowu gadasz jak natchniony teista.

bembergiem w berg
14-07-2013 00:22 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)
>Innymi słowy istnienie jest dodatkowym atrybutem, zawsze pozytywnym z punktu widzenia bytu.

Każdy dobry dziennikarz sprawdza opinie dwóch stron sporu boć inaczej to tylko zwykły pismak jest. Skoro tak, to musiałbyś zasięgnąć opinii i u tego bytu, który jest tego istnienia pozbawiony - boć jakże to tak jedną stronę tylko cytować. Skąd to niby wiadomo, że mu lepiej istniejąc czy też nieistniejąc?

Problem jednak z adresatem - bo jakże to taki nieistniejący rower odróżnić od:

1. nieistniejącego nosorożca
2. nieistniejącej łyżki do butów
3. nieistniejącej śruby okrętowej itd

Może się zdarzyć, że mimo najszczerszych starań ostatecznie wyjdzie Ci tak:

0. nieistniejący orangutan
1. a. rower b. rower bez przerzutek
2. rower z jedną przerzutką itd

Ciężkie to życie dziennikarza teologa.

>Jeśli ktoś mniej "uzdolniony" tworzy dzieło o jakości porównywalnej z dziełem mistrza, nie da się tego wytłumaczyć matematycznie, ponieważ w punkcie wyjścia zakładamy "brak uzdolnienia" (brak racjonalnej przyczyny)

Do stworzenia dzieła potrzebna jest min. sprawna kończyna/chwytak pędzla.

Jeśli ten niemistrz może machać pędzlem 20 razy na minutę, a mistrz 100 na minutę (upraszczam i pomijam inne czynniki) i namalują to samo w tym samym czasie (dzieląc czas przez ilość machnięć na płótnie wyszła średnia 20 na minutę) to nie niemistrz pracował na 100% swoich możliwości, a mistrz ledwie na 20.

No i masz wytłumaczenie matematyczne.

> - jedyne wyjaśnienie to przypadek, a jak każdy niezwykły przypadek, wywołuje on zdumienie.

Wstydziłbyś się te kreacjonistyczne głupoty wklejać.

Na marginesie - czym ten niezwykły przypadek różni się tak od zupełnie zwykłego takiego?

>Z punktu widzenia bytu jego nieistnienie jest brakiem ważnego atrybutu.

Jw - nie bądź pismakiem - skonfrontuj to z drugą stroną.

>Jak Bill Gates oddaje część swoich "nieograniczonych zasobów" gotówkowych na cele charytatywne, to jesteśmy mu za to wdzięczni, nie uważamy tego za jego obowiązek. Mielibyśmy pretensje, gdy tego nie zrobił, fakt, ale i tak budzi to jakieś uznanie, że jednak zdobył się na taki gest.

BG traci część swoich zasobów bo bynajmniej nie ma ich nieograniczonych. Bóg se stwarza i nic nie traci bo przecie z definicji doskonały jest - jakby przecież co stracił to byłby mniej doskonały o to co stracił, a to przecie niepodobna jest bo bezsprzecznie doskonały jest.

>To co mówisz zahacza jednak o problem dobroci i wolności Boga - czy Bóg, jako z definicji dobry, jest rzeczywiście dobry z własnej woli, skoro nie może zrobić nic złego? To oddzielny problem.

Nie sądzę by dodanie kolejnego idiotyzmu miałoby tu coś znacząco zmienić - w kupie im przeca raźniej - zawszeć przecie wszystkie te omni-encje sobie na łeb włażą, bez zachęty nawet.

>Cały mój kontr-argument opiera się na przekonaniu, że kryterium "większego podziwu" jest słabe, ponieważ podziw bierze się ze zdumienia.

Które możesz próbować racjonalnie wytłumaczyć. Wersja druga to rozdziawić usta i się bogiem delektować.

> Skoro nieistnienie Boga byłoby zdumiewające,

Jakoś bardziej od nieistniejącej koparki?

> a istnienie Boga nie, to zasada ekonomii każe wybrać prostsze wyjaśnienie - istniejący Bóg, który stwarza świat, jako sytuacja mniej zaskakująca, jest bardziej prawdopodobna.

Nonsens ma uwiarygodniać kolejny nonsens? W ekonomi nie ma takiego dziwu, że tracisz zasoby jednocześnie ich nie tracąc - toć to ekonomiczne perpetum mobile.

>Ktoś, kto posiada umiejętności MacGyvera mógłby tylko wzruszyć ramionami.

Tych to na pęczki - Zeus, Jezus, Ozyrys i cała reszta tego kółka magików.

> Ktoś inny, kto w ogóle się nie zna na helikopterach, uznałby, że to normalka.

Jestem świetną jednostką badawczą - ja się w ogóle na helikopterach nie znam ni w ząb.

Znaczy - ustawiam sobie na polanie:

1. Helikopter po lewej
2. 2 zapałki po prawej

Myślę teraz intensywnie czy da radę zmajstrować z 2 cm drewna jakieś parę ton żelastwa - to mi zajmie trochę bo nie dość teologicznie biegły jestem.

>Nie udowadnia, tylko pokazuje "większą możliwość" istnienia Boga nieograniczonego niż Boga nieistniejącego (nie istnienie Boga).

Zero to zero - żadnej filozofii tu większej nie trzeba.

>>wszystko, ale to wszystko, zawsze i wszędzie, może prowadzić do wniosków teistycznych.
>Znowu gadasz jak natchniony teista.

To mówisz znalazło by się coś co wszechobecnego (pierwsze z brzegu) boga mogłoby nie tyczyć tak nic a nic?
15-07-2013 15:51 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>jakże to taki nieistniejący rower odróżnić

Pewną pomocą jest po prostu opis, definicja pojęcia.

>Jeśli ten niemistrz może machać pędzlem 20 razy na minutę, a mistrz 100 na minutę (upraszczam i pomijam inne czynniki) i namalują to samo

Wydaje mi się, że różnica między mistrzem a nie-mistrzem polega na tym, że nie-mistrz maluje wspaniały obraz nie posiadając zielonego pojęcia o perspektywie, geometrii itd. O ile mistrz trenował, czytał, uczył się, to nie-mistrz w jakiś niezrozumiały sposób potrafi to wszystko pominąć. Kunszt nie-mistrza jest irracjonalny.

>Wstydziłbyś się te kreacjonistyczne głupoty wklejać.

Naukowcy czasem przyznają, że przypadek to tylko wymówka dla naszej ignorancji. Mówimy o przypadku wtedy, gdy właściwie nie wiemy, co spowodowało jakieś zdarzenie, albo gdy uznamy, że w kosmosie istnienie jakaś dodatkowa siła - siła chaosu.

>Na marginesie - czym ten niezwykły przypadek różni się tak od zupełnie zwykłego takiego?

Jeśli wyjdę z domu i spotkam Jagodę, koleżankę z liceum, uznam to za zwykły przypadek. Ale jak wyjdę z domu i spotkam pod klatką Natalie Imbruglię, będzie to dość niezwykłe.

>>Z punktu widzenia bytu jego nieistnienie jest brakiem ważnego atrybutu.
>Jw - nie bądź pismakiem - skonfrontuj to z drugą stroną.

Zastanawiam się, jak racjonalnie uzasadnić, że istnienie jest dla każdego bytu czymś zawsze dobrym. O ile ciężko zapytać o zdanie przydrożny kamień, to każde żywe stworzenie to potwierdzi. Jest w tym jakaś cenna intuicja.

>Bóg se stwarza i nic nie traci

I tak twierdzą teiści.

>> Skoro nieistnienie Boga byłoby zdumiewające,
>Jakoś bardziej od nieistniejącej koparki?

Nieistnienie Boga miałoby być zdumiewające w kontekście istnienia świata, jako najdoskonalszego dzieła. Na tym się przecież zasadza argument.

>> a istnienie Boga nie, to zasada ekonomii każe wybrać prostsze wyjaśnienie - istniejący Bóg, który stwarza świat, jako sytuacja mniej zaskakująca, jest bardziej prawdopodobna.

Jeśli największe zdumienie budziłby świat, który nie posiada stwórcy, więc świat, który posiada stwórcę, już by takiego zdumienia nie wywoływał. I w tym kontekście koncepcja teistyczna byłaby mniej "dziwna".

bembergiem w berg
15-07-2013 23:06 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)
>>jakże to taki nieistniejący rower odróżnić
>Pewną pomocą jest po prostu opis, definicja pojęcia.

No to opisujże, definiujże - kto Ci broni?

> Kunszt nie-mistrza jest irracjonalny.

Tylko na pozór. Możesz oczywiście kopać się z Rzeczywistością ale ona zawsze ma rację. Jeśli coś zaistniało, co wg Ciebie nie mogło w żadnym razie, to znaczy li tylko, że nie masz dostatecznej wiedzy by właściwie rzecz ocenić. Oczywiście możesz też wciskać tego godofthegapsa ale, patrząc historycznie, ta strategia ponosi klęskę za klęską, a gapsów już szukasz w palcowaniu płytek casimirowskich, gdzie drzewiej co rusz rąbał w baobab jaki.

>Naukowcy czasem przyznają, że przypadek to tylko wymówka dla naszej ignorancji.

A nieczasem to co niby mówią?

> że w kosmosie istnienie jakaś dodatkowa siła - siła chaosu.

Toć krótko istnieć może - Cytat:
Z Chaosu wyłonili się pierwsi bogowie: Uranos - Niebo i Gaja - Ziemia.


>Zastanawiam się, jak racjonalnie uzasadnić, że istnienie jest dla każdego bytu czymś zawsze dobrym. O ile ciężko zapytać o zdanie przydrożny kamień, to każde żywe stworzenie to potwierdzi. Jest w tym jakaś cenna intuicja.

Teraz znowu przeskakujesz z relacji nic - coś na świadome - nieświadome. I znowu - świadomość czy jej brak to atrybuty bytów realnie istniejących. Subiektywnie to Ty możesz nieistnieć ale Twój worek kości będzie dalej pod kroplówką się wylegiwał.

Co do Twojej intuicji:

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie wymyślą - taki to ciężar!

>>Bóg se stwarza i nic nie traci
>I tak twierdzą teiści.

Się tak za tymi teistami nie chowaj. Rację mają czy nie wg worka?

>Nieistnienie Boga miałoby być zdumiewające w kontekście istnienia świata, jako najdoskonalszego dzieła. Na tym się przecież zasadza argument.

A to jakby nieistniejąca koparka ten świat stworzyła nie byłobyż to powodem do jeszcze większego zdumienia?

>>> a istnienie Boga nie, to zasada ekonomii każe wybrać prostsze wyjaśnienie - istniejący Bóg, który stwarza świat, jako sytuacja mniej zaskakująca, jest bardziej prawdopodobna.
>Jeśli największe zdumienie budziłby świat, który nie posiada stwórcy, więc świat, który posiada stwórcę, już by takiego zdumienia nie wywoływał. I w tym kontekście koncepcja teistyczna byłaby mniej "dziwna".

Sam ze sobą konwersujesz?
29-07-2013 12:39 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

>Nieistnienie Boga miałoby być zdumiewające w kontekście istnienia świata, jako najdoskonalszego dzieła.
[..]

Bardzo śmiała teza. Skąd wiadomo,że (nasz) świat jest
najdoskonalszym dziełem ?!

Nieistnienie Boga nie jest zdumiewające.
Nieistnienie Boga jest faktem


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
30-07-2013 00:02 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Bardzo śmiała teza. Skąd wiadomo,że (nasz) świat jest
>najdoskonalszym dziełem ?!

Bo taka była wyjściowa przesłanka, jeez...

Cytat:
1. Stworzenie świata to najwspanialsze dzieło, jakie możemy sobie wyobrazić.



bembergiem w berg
12-07-2013 01:05 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Tomasz powtarzał po Arystotelesie bzdury, co do których bzdurności teoretycznie można było się zorientować już tysiąc lat wcześniej z okładem.

1. Do czasu Bacona i Galileusza arystotelesowski Organon był wzorem naukowości.
2. Tomasz pisał bardzo dużo - bzdurą było wszystko, czy tylko niektóre rzeczy (i tutaj ewentualnie jakiś przykład)?

>W Indiach się orientowano, zanim Arystoteles się w ogóle urodził.

A tutaj koniecznie jakiś przykład. Uwielbiam porównania filozofii greckiej z myślą dalekiego wschodu.

>Boga wśród zjawisk, jakie zwyczaj mają badać fizycy, uświadczyć dziwnie się nie udaje.

Czyli fizyk (ani biolog) nie ma narzędzi, aby się o Bogu jako fizyk (lub biolog) wypowiadać.

>każda rzecz na świecie ma więcej niż jedną przyczynę

1. A może nie ma żadnej przyczyny, a to co nam się jawi jako związek przyczyno-skutkowy jest tylko nieustannym zbiegiem okoliczności?
2. Posiadanie wielu przyczyn zakłada możliwość stworzenia pewnej klasyfikacji różnych oddziaływań odpowiedzialnych za określone zjawiska - innymi słowy - skomplikowane stany rzeczy można rozłożyć na sieć stanów drobniejszych, przyczynowanych względnie skromnie.

>nie ma potrzeby, ani tym bardziej sensu, szukać przyczyny "pierwszej", "drugiej", "trzeciej" itd.

Fizycy zaproponowali teorię Wielkiego Wybuchu, i czymże ta teoria jest jak nie skoncentrowaniem przyczynowości w jednym punkcie?

>Jeszcze Bardziej Imponująca byłaby Przyczyna Nieistniejąca o Nieskończonej Mocy, co ktoś kiedyś odwracając Anzelma bardzo logicznie wykazał - ale akurat nie chce mi się teraz szukać.

Douglas Gasking. Jego argument działa, jeśli przyjmiemy przesłankę, że "im bardziej upośledzony twórca, tym jego dzieło robi większe wrażenie", stąd twórca upośledzony maksymalnie, aż do nieistnienia, robiłby wrażenie największe. U Anzelma założenie jest nieco łatwiej (być może tylko subiektywnie) intuicyjnie uchwytne - "istnienie jest doskonalsze od nieistnienia", więc byt najdoskonalszy musi istnieć. No ale to temat na inną okazję.


bembergiem w berg
12-07-2013 01:45 
 Ocena 16 na 16
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Tomasz powtarzał po Arystotelesie bzdury, co do których bzdurności teoretycznie można było się zorientować już tysiąc lat wcześniej z okładem.
>1. Do czasu Bacona i Galileusza arystotelesowski Organon był wzorem naukowości.

Niestety. To właśnie blokowało postęp nauki przez 2 tysiące lat.

>2. Tomasz pisał bardzo dużo - bzdurą było wszystko,

Ogólnie biorąc - tak, ponieważ oparte było na z dópy wziętym założeniu o Prawdzie Pisma...

>czy tylko niektóre rzeczy (i tutaj ewentualnie jakiś przykład)?

...choć oczywiście w szczegółach Tomasz imponował logiką i precyzją myśli.

>>W Indiach się orientowano, zanim Arystoteles się w ogóle urodził.
>A tutaj koniecznie jakiś przykład. Uwielbiam porównania filozofii greckiej z myślą dalekiego wschodu.

Kazanie z kwiatem Buddy. Potem cała seria tekstów z Kanonu Palijskiego. Potem cała szkoła madhjamiki, w efekcie cz'an, w efekcie zen.

>>Boga wśród zjawisk, jakie zwyczaj mają badać fizycy, uświadczyć dziwnie się nie udaje.
>Czyli fizyk (ani biolog) nie ma narzędzi, aby się o Bogu jako fizyk (lub biolog) wypowiadać.

Podobnie jak o wąklach, dżudżunkach i ciambalakach.

>>każda rzecz na świecie ma więcej niż jedną przyczynę
>1. A może nie ma żadnej przyczyny, a to co nam się jawi jako związek przyczyno-skutkowy jest tylko nieustannym zbiegiem okoliczności?

Można się dowolnie długo bawić w takie parasolipsyzmy - a może parakantyzmy - póki ból zęba nie skłoni do wizyty u dentysty, która - popatrz, popatrz - pomaga.

>2. Posiadanie wielu przyczyn zakłada możliwość stworzenia pewnej klasyfikacji różnych oddziaływań odpowiedzialnych za określone zjawiska - innymi słowy - skomplikowane stany rzeczy można rozłożyć na sieć stanów drobniejszych, przyczynowanych względnie skromnie.

Jasne - przyczyny mają różne "rangi", acz przy ocenie tych "rang" ludzie zwykle własnymi potrzebami się kierują.

>>nie ma potrzeby, ani tym bardziej sensu, szukać przyczyny "pierwszej", "drugiej", "trzeciej" itd.
>Fizycy zaproponowali teorię Wielkiego Wybuchu, i czymże ta teoria jest jak nie skoncentrowaniem przyczynowości w jednym punkcie?

"Wielki Wybuch" to właśnie dobry przykład ludzkiego nawyku redukowania - nawyku ewolucyjnie aż nadto zrozumiałego. Skomplikowane i słabo rozumiane zjawisko sprowadza się do doraźnie użytecznego obrazu, który ma zwłaszcza tę zaletę, że jest bardzo komunikatywny. Ale to nie znaczy, że ten modelowy obraz można uznać za "naprawdę prawdziwy". Się rozumie, że prace mają trwać - i trwają.

>>Jeszcze Bardziej Imponująca byłaby Przyczyna Nieistniejąca o Nieskończonej Mocy, co ktoś kiedyś odwracając Anzelma bardzo logicznie wykazał - ale akurat nie chce mi się teraz szukać.
>Douglas Gasking. Jego argument działa, jeśli przyjmiemy przesłankę, że "im bardziej upośledzony twórca, tym jego dzieło robi większe wrażenie",

A nie jest to przesłanka z punktu oczywista? Gdyby Ci rybka akwariowa zaśpiewała wlazł kotek na płotek nie zrobiłoby to na Tobie większego Wrażenia niż to samo Dzieło w wykonaniu szwagra?

>stąd twórca upośledzony maksymalnie, aż do nieistnienia, robiłby wrażenie największe.

Uhum .

>U Anzelma założenie jest nieco łatwiej (być może tylko subiektywnie)



>intuicyjnie uchwytne - "istnienie jest doskonalsze od nieistnienia", więc byt najdoskonalszy musi istnieć. No ale to temat na inną okazję.

Zwłaszcza na okazję rozważania pojęcia doskonałości .

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
13-07-2013 09:32 
 Ocena 14 na 14
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Zwłaszcza na okazję rozważania pojęcia doskonałości .

Byt doskonały, to byt kompletny. Byt stwarzający nie jest bytem kompletnym, nie jest zatem bytem doskonałym. Miał chcenie czegoś. Mianowicie stworzenia. Chcenie oznacza brak, potrzebę, pragnienie, niezaspokojenie, niekompletność, a zatem niedoskonałość. Byt doskonały jako kompletny, nie tworzy. Bo w swej istocie jest perfekcyjną całością, na niczym mu nie zbywa, niczego poza swoją kompletnością i doskonałością nie chce, nie pragnie, nie tworzy, nawet przez myśl mu to nie może przejść. Byt chcący stwarzać, to byt dodający coś swojej niekompletności, niedoskonałości, emanuje wolą, która jest efektem braku. Byt doskonały może tylko co najwyżej kontemplować swoją doskonałość. Nie wspominam już o czystym idiotyzmie zaspokajania swojego ego, popędów, potrzeb w formie bicia pokłonów, manifestowania wiary, oddawania czci, niezakładania prezerwatyw czy niejedzenia mięsa w piątki. Byt oczekujący, wymagający, pragnący określonych działań, w tym miłości, jest wybrakowany, jest niekompletny, jest niedoskonały. To byt wiecznie niezaspokojony, wiecznie chcący i wiecznie wymagający (co najbardziej żenujące dla postulatu byt doskonałego) nieustannej uwagi, adoracji i miłości, grożąc konsekwencjami. Dość drastycznymi. To egocentryczny dupek, a nie doskonałość.
05-08-2013 15:17 
 Ocena 5 na 5
Iga Twardowska (6 punktów)

>No a jednak sam pisałeś o tym co się dzieje "tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia". Czyli takie miejsca pełne ograniczeń gdzieś jednak są.

Nie OGRANICZENIA, tylko jeszcze nie odkryte prawa, aspekty... chodzi człowieku o to, że nauka, czy raczej naukowcy, nie potrafią jeszcze wyjaśnić absolutnie wszystkiego, np. mamy problem z GUT, ale to nie dlatego, że nauka ma ograniczenia, tylko dlatego, że my je mamy - jeszcze nie doszliśmy do wszystkiego, kumasz? Ale jednak nauka się rozwija, wiemy coraz więcej. Chodzi o to, by nie wkładać wszystkiego czego nie rozumiemy do szufladki z napisem "bóg" bo to że nie potrafimy powiedzieć, co było przed wielkim wybuchem, nie oznacza jeszcze, że "bóg tak chciał".
błagam, powiedz, że w końcu kumasz.
05-08-2013 17:14 
 Ocena-3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>No a jednak sam pisałeś o tym co się dzieje "tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia". Czyli takie miejsca pełne ograniczeń gdzieś jednak są.
>Nie OGRANICZENIA, tylko jeszcze nie odkryte prawa, aspekty...

Nauka ma mnóstwo ograniczeń, które wynikają z jej przedmiotu, metody i celu. Weźmy geografię:

1. Czy geografia może nam coś powiedzieć o mitochondriach? Ano nie, ma inny przedmiot.
2. Czy geografia może w swoich badaniach posługiwać się świadectwami wróżek? Ano nie, ponieważ stosuje się tam inne metody.
3. Czy geografia możne nam powiedzieć, jaka jest relacja między ciałem, a umysłem? Ano nie, ma inny cel.

A o ograniczeniach możliwości pomiarowych:
pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_nieoznaczoności


bembergiem w berg
05-08-2013 20:50 
 Ocena 5 na 5
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
Dosyć tych głupot, wyłączam Twoje wypowiedzi w widoku forum, i apeluje do moderatorów o zablokowanie trola. Chyba że ma być maskotką.

Mod:
Sposób zgłaszania takich wniosków opisano w §41 regulaminu forum.
worek kości (2937 punktów)
>Dosyć tych głupot, wyłączam Twoje wypowiedzi w widoku forum, i apeluje do moderatorów o zablokowanie trola. Chyba że ma być maskotką.

Takie sprawy rozwiązuje się tutaj demokratycznie. Musisz założyć wątek i zebrać odpowiednią ilość głosów.

bembergiem w berg
05-08-2013 22:59 
 Ocena 1 na 1
Paul Figura (1368 punktów)
>>Dosyć tych głupot, wyłączam Twoje wypowiedzi w widoku forum, i apeluje do moderatorów o zablokowanie trola. Chyba że ma być maskotką.
>Takie sprawy rozwiązuje się tutaj demokratycznie. Musisz założyć wątek i zebrać odpowiednią ilość głosów.

Być może się mylę jeśli, tak to wybacz jakiś czas temu było już głosowanie, w twojej sprawie.??
06-08-2013 15:29 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dosyć tych głupot, wyłączam Twoje wypowiedzi w widoku forum, i apeluje do moderatorów o zablokowanie trola. Chyba że ma być maskotką.
Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że pan Piotr (Worek kości) potwornie na naszym forum trolluje. Gorzej nawet on intelektualnie się cofa. Ot takie do tyłu KUL-anie, ale to naprawdę niegłupi i oczytany facet, a ja nie tracę wiary w ludzką inteligencję.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że pan Piotr (Worek kości) potwornie na naszym forum trolluje. Gorzej nawet on intelektualnie się cofa. Ot takie do tyłu KUL-anie, ale to naprawdę niegłupi i oczytany facet, a ja nie tracę wiary w ludzką inteligencję.
>Pozdrawiam serdecznie.
>@@@
>.
>

Już Panie Andrzeju tak po tym KUL-u nie jedźmy. Wszak wyprodukował Hartmana, nie może być taki ostatni.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
06-08-2013 19:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Już Panie Andrzeju tak po tym KUL-u nie jedźmy. Wszak wyprodukował Hartmana, nie może być taki ostatni.
Pisałem to tu już wielokrotnie, a ostatni raz wczoraj:
A ja twierdzę, że nie każdy kto ukończył KUL musi zaraz być idiotą i polecam np. rozważania KUL-owskiego profesora etyki Józefa Kellera: www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816 czy lekturę pięknych mądrych książek Piotra Kuncewicza. Innych inteligentnych absolwentów KUL-u też można znaleźć. To dopiero teraz im się intelektualny poziom gwałtownie obsunął, tak w okolice dna. www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,579291#w579574

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
05-08-2013 21:20 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Nauka ma mnóstwo ograniczeń, które wynikają z jej przedmiotu, metody i celu. Weźmy geografię:
>1. Czy geografia może nam coś powiedzieć o mitochondriach? Ano nie, ma inny przedmiot.
>2. Czy geografia może w swoich badaniach posługiwać się świadectwami wróżek? Ano nie, ponieważ stosuje się tam inne metody.
>3. Czy geografia możne nam powiedzieć, jaka jest relacja między ciałem, a umysłem? Ano nie, ma inny cel.
>A o ograniczeniach możliwości pomiarowych:
>pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_nieoznaczoności
>
bembergiem w berg

>

Królu złoty, uwielbiasz bawić się słowami i semantyką, krążąc wokół sedna sprawy. Bawiąc się słowami, szukając usilnie tautologii w żaden sposób nie tłumaczysz niczego, a jedynie mącisz sprawę.
Na wszystkie rzeczy, które tu wypunktowałem odpowiedziano Ci wielokrotnie. Sugeruję, żebyś przestał robić to co robisz, bo, o ile zabawne, do niczego nie prowadzi.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Królu złoty, uwielbiasz bawić się słowami i semantyką, krążąc wokół sedna sprawy. Bawiąc się słowami, szukając usilnie tautologii w żaden sposób nie tłumaczysz niczego, a jedynie mącisz sprawę.
>Na wszystkie rzeczy, które tu wypunktowałem odpowiedziano Ci wielokrotnie. Sugeruję, żebyś przestał robić to co robisz, bo, o ile zabawne, do niczego nie prowadzi.

Twój koment nie jest raczej polemiczny, co? Chętnie bym podjął dyskusję, ale odsyłanie mnie do "wielokrotnych odpowiedzi" nie bardzo jest zachęcające - słowo daję, odpowiadano mi tutaj wielokrotnie, ale niezbyt jednomyślnie.

bembergiem w berg
05-08-2013 22:45 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ty jednak dla jaj. Jajconalisto. Spróbuję pomóc.

vumag.pl/g(*)nelope-cruz,1297859,media.html
15-08-2013 14:47 
 Ocena 9 na 9
Ignorancja (4718 punktów)
>>>No a jednak sam pisałeś o tym co się dzieje "tam gdzie nauka nie ma wiele do powiedzenia". Czyli takie miejsca pełne ograniczeń gdzieś jednak są.
>>Nie OGRANICZENIA, tylko jeszcze nie odkryte prawa, aspekty...
>Nauka ma mnóstwo ograniczeń, które wynikają z jej przedmiotu, metody i celu. Weźmy geografię:
>1. Czy geografia może nam coś powiedzieć o mitochondriach? Ano nie, ma inny przedmiot.
>2. Czy geografia może w swoich badaniach posługiwać się świadectwami wróżek? Ano nie, ponieważ stosuje się tam inne metody.
>3. Czy geografia możne nam powiedzieć, jaka jest relacja między ciałem, a umysłem? Ano nie, ma inny cel.

Ale bełkot.
To ma być niby przykład na ograniczenia nauki?
To nie są żadne ograniczenia nauki, bo ta nie składa się tylko z geografii.
Co najwyżej jest to przykład na ograniczenie działu nauki zwanego geografią do zagadnień związanych z jego przedmiotem badań.
Co jest zresztą jak najbardziej rozsądne i służy uporządkowaniu.
To właśnie różni naukę od fantastyki teologicznej, która usiłuje zajmować się każdą gałęzią sprowadzając wszystko do jednego mianownika - boga.
Niczego tym nie tłumaczy, ani nie wyjaśnia, choć wiernym wydaje się naturalnie inaczej. Podaje tylko niewymagającego myślenia i prostego w odbiorze gotowca, którym zadowalają się leniwe umysły nieskłonne do zadawania sobie trudu.

Worek znany już na forum z idiotycznych wpisów, tym jednak w mojej ocenie przeszedł samego siebie.
Pozytywnym jest mimo wszystko, iż udowodnił owym postem jednoznacznie, jak bardzo nie rozumie, zdałoby się, najprostszych kwestii. Napieprza post po poście, bez głębszego namysłu i pokazuje, że ilość u niego rozmija się z jakością przerażająco.

>A o ograniczeniach możliwości pomiarowych:
>pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_nieoznaczoności

Hahaha.
Co chcesz nam najmilszy powiedzieć?
Zdaje się, że aby dyskutować na poziomie wyższym, aniżeli poziom katolickiego nieuka Wikipedia nie wystarczy.
Proponuję uzupełnić wiedzę ot chociażby o prace naukowców z ETH w Zurychu, czy Uniwersytetu Technicznego w Darmstadt (2010 rok). Do tego dołożyć prace Kanadyjczyków (w tym prof. Steinberga z Toronto)i nie tylko ich, będące świeżynką, bo wyniki opublikowano pod koniec ubiegłego roku.
A zacząć w ogóle wypada od 2003 roku i osiągnięcia Masano Ozawy.

Jak już uzupełnisz swoje luki w edukacji może przestaniesz się podpierać ZNH, jak hasełkiem na kondomie, pojmiesz, co faktycznie z niej wynika i że przynajmniej w pewnym aspekcie da się już ją obejść.

Jest dla mnie żenującym, jak bardzo ten niestety szalenie aktywny użytkownik zaniża poziom dyskusji.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>Co najwyżej jest to przykład na ograniczenie działu nauki zwanego geografią do zagadnień związanych z jego przedmiotem badań.

Nauka składa się z samych "działów nauki", z których każdy jest ograniczony do swoich przedmiotów, metod i celów. I jeśli jakiś biolog, jako biolog, wypowiada się np. o istnieniu Boga, to ignoruje te ograniczenia i szkodzi nauce.

>To właśnie różni naukę od fantastyki teologicznej, która usiłuje zajmować się każdą gałęzią sprowadzając wszystko do jednego mianownika - boga.

Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład?

>może przestaniesz się podpierać ZNH, jak hasełkiem na kondomie, pojmiesz, co faktycznie z niej wynika

Nie przypominam sobie, żebym pisał, co z zasady nieoznaczoności wynika - zdaje się, że wkleiłem tylko link. Za bardzo dajesz się ponosić swojej fantazji - trzymajmy się tego, co zostało napisane.


bembergiem w berg
15-08-2013 15:46 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)

>Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład?

Inteligentny Projekt wystarczy jako przykład? Chcesz powiedzieć, że nie wcina on się do zagadnień z szeroko pojętej biologii?
Ciekawe.

>>może przestaniesz się podpierać ZNH, jak hasełkiem na kondomie, pojmiesz, co faktycznie z niej wynika
>Nie przypominam sobie, żebym pisał, co z zasady nieoznaczoności wynika - zdaje się, że wkleiłem tylko link. Za bardzo dajesz się ponosić swojej fantazji - trzymajmy się tego, co zostało napisane.

A ten link to w jakim celu wkleiłeś? Coś musiało cię zafascynować w jego zawartości.
Pytanie tylko co?
Zdaje się, że wkleiłeś, bo wydawało się tobie, iż coś on twojemu wpisowi doda.
Pytanie co doda?
Jest dla mnie oczywistym, iż nie pojmujesz zupełnie kwestii, jakie przytaczasz.
A teraz żałośnie usiłujesz jakąś wybrnąć, że ty niby tylko wkleiłeś link.
Co za kompromitacja.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>>Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład?
>Inteligentny Projekt wystarczy jako przykład? Chcesz powiedzieć, że nie wcina on się do zagadnień z szeroko pojętej biologii?

Nie wcina się, ponieważ naukowców nie obchodzą twierdzenia metafizyczne w stylu "czy wszechświat jest racjonalny?". Nauka zajmuje się tylko wyjaśnianiem zachodzących procesów.

>>trzymajmy się tego, co zostało napisane.
>A ten link to w jakim celu wkleiłeś?

Co za niespodziewana teleologia!

bembergiem w berg
worek kości  (-9 punktów)
Usunięte przez moderatora
15-08-2013 16:30 
 Ocena 9 na 9
Ignorancja (4718 punktów)
>>>Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład?
>>Inteligentny Projekt wystarczy jako przykład? Chcesz powiedzieć, że nie wcina on się do zagadnień z szeroko pojętej biologii?
>Nie wcina się, ponieważ naukowców nie obchodzą twierdzenia metafizyczne w stylu "czy wszechświat jest racjonalny?". Nauka zajmuje się tylko wyjaśnianiem zachodzących procesów.

Kolejny przykład "logiki" worka.
To, że naukowców nie obchodzą twierdzenia metafizyczne (i całe szczęście) nie kwestionuje faktu, że teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.
Chcesz temu zaprzeczyć?

>>>trzymajmy się tego, co zostało napisane.
>>A ten link to w jakim celu wkleiłeś?
>Co za niespodziewana teleologia.

Co za spodziewane wyrzygiwanie przez worka słów, byle coś wyrzygać. Troll w całej krasie.
Zamieściłeś ten link, bo chciałeś ZNH podeprzeć swoje dywagacje, jak to nauka podlega ograniczeniom.
Niestety nie masz ani zielonego pojęcia czym jest ZNH, ani tym bardziej nie znasz najnowszych osiągnięć uczonych, po części już sobie z nią radzących.
To stosunkowo nowe eksperymenty i ich doniosłość dopiero przyjdzie nam ocenić.
Jednak wykazują one niezbicie, że nauka cały czas się rozwija i sprawi jeszcze niejedną niespodziankę. To właśnie jest jej nieograniczonością.

Natomiast odwoływanie się do praw przyrody, które ją ograniczają i nie pozwalają na cuda (wbrew "teoriom" wierzących) nie jest żadnym argumentem na rzecz ograniczoności nauki.

Tyle, że tego drobnego niuansu ty akurat nie jesteś w stanie zrozumieć i dlatego tworzysz takie kulfony.




Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
15-08-2013 16:42 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.

Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).

>Jednak wykazują one niezbicie, że nauka cały czas się rozwija i sprawi jeszcze niejedną niespodziankę. To właśnie jest jej nieograniczonością.

Z niespodziankami jest ten problem, że dopóki się nie ujawnią, to nie wiadomo jak będą wyglądać. Nauka przyszłości może przyklasnąć zarówno ateistom, jak i teistom.

bembergiem w berg
19-08-2013 11:33 
 Ocena 10 na 10
maceox (6766 punktów)
>>teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.
>Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).
I co? Nie próbują zaprzeczać ewidentnie naukowo wykazanym faktom?

A czy Ty uważasz, że katolicka wersja teorii ewolucji jest dużo lepsza? Gdyż ja sądzę, że KK próbuje tylko ukryć swoją niemoc w tym zakresie i jest bardziej nawet obłudny od tych ewangelickich fundamentalistów, gdyż twierdzi, jakoby ewolucję uznał. Tymczasem brednie, które w tym kontekście wypowiada całkowicie zaprzecają nie tylko metodologii naukowej, ale wręcz również zdobytej wiedzy naukowej.

Zasadniczym, wciąż koroborowanym stwierdzeniem w ramach TE (i w całej nauce) jest bowiem naturalność zachodzących w jej ramach procesów, a więc powstawanie gatunków, a także umysłu z materii.

Ducha to by dopiero trzeba jakoś wykazać i na razie nikomu się to jeszcze nie udało. Same spekulacje, a jaka buta jest tu okazywana wątpiącym. Dla fideistów wszystko jest oczywiste.

>Z niespodziankami jest ten problem, że dopóki się nie ujawnią, to nie wiadomo jak będą wyglądać. Nauka przyszłości może przyklasnąć zarówno ateistom, jak i teistom.
Dopóki się nie ujawnią, nie wiadomo. Nauka przyszłości może. Może pójść na ryby a może poszli do lasu.

Dowody proszę, Panie Kolego Worek Kości, a nie fantazyjne spekulacje, z których jakimś dziwnym trafem potem rodzi się restrykcyjna moralność katolicka.

Czy Ciebie to nie zastanawia, dlaczego biskupi i księżą rządzą ludzkimi duszami? To właśnie dlatego, że wmawiają ludziom historie o wolności, której ludzie chętnie słuchają i zapominają, że słuchając ulegają tym gawędziarzom. I za to tym gawedziarzom płacą. Nie tylko pieniędzmi, ale i intelektualnym, moralnym i emocjonalnym poddaństwem.

Czego Ty kurna chata chcesz tu bronić?
19-08-2013 12:09 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czego Ty kurna chata chcesz tu bronić?
Siebie samego Panie Kolego.
Czy Pan ma świadomość jak wielkim trzeba być człowiekiem aby intelektualnie odrzucić, to wszystko w czym zostaliśmy ukształtowani i przez lata broniliśmy. Pan myśli, że Obirkowi, Bartosiowi, czy Węcławskiemu to łatwo przyszło. Pan myśli, że nie mają rozterek i wątpliwości? Myślący ludzie mniejszego formatu wybierają drogę ks. Mesliera lub udają, iż jakąś tam wolność wewnętrzną mają: Tymczasem ja, jako rasowy, walczący ateista, co roku przyjmuję księdza po kolędzie z tym samym ironicznym uśmiechem. I Biblią, schowaną między pretensjonalnym Bogiem urojonym Dawkinsa, histerycznym Traktatem ateologicznym Onfreya, i wydumanym Bóg nie jest wielki Hitchensa. Na dokładkę przywalam to z góry Odczarowaniem Dennetta i Cudem teizmu Mackiego (jedyne książki z tej ateistycznej paczki warte uwagi). A biedny klecha robi wtedy taaaakie oczy! A przynajmniej takie by zrobił, gdyby to w ogóle zauważył. Ech. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,577959#w578055

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
19-08-2013 13:45 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Czy Pan ma świadomość jak wielkim trzeba być człowiekiem aby intelektualnie odrzucić, to wszystko w czym zostaliśmy ukształtowani i przez lata broniliśmy.
Pewnie trudno jest mi to sobie wyobrazić.

Mogę tylko mówić o własnym, skromnym doświadczeniu. Nigdy (odkąd pamiętam) nie byłem człowiekiem szczególnie religijnym (zawsze jakieś dziwne wydawało mi się modlenie, a później ten "Jezus" jako słowo-wytrych zupełnie mi nie leżało).

W moim domu zawsze krytykowany był katolicyzm, więc od kołyski docierała do mnie krytyka obowiązującej dookoła religii. Przy jednoczesnym wychowaniu w duchu zasadniczej równości wszystkich ludzi w pewnym momencie powstało dla mnie pytanie, a w czym właściwie protestantyzm ma być lepszy?

Miałem szczeście chodzić przez parę lat do niemieckiej szkoły, w ktorej był przedmiot "filozofia" i w której sednem nauki był udział w dyskusji.

Wierzyłem w Boga raczej jedynie w sensie absolutu, aczkolwiek również w życie po śmierci, a także w jakiś rodzaj przenikającej wszystko duchowej siły. Prawie nigdy nie chodziłem do kościoła - jedynie z rodzinnego obowiązku.

Uważałem się jednoczesnie za człowieka otwartego. Na przykład jeszcze przed zmianą światopoglądu już uznawałem, że ateiści są skromniejsi od teistów, gdyż nie wywodzą pochopnych wniosków z niewiadomego.

Jednocześnie jeszcze wówczas, w ramach zainspirowania szkołą jungowską dostrzegałem, iż natura sacrum jest raczej psychologiczna i ewolucyjna, i że sacrum istnieje o tyle tylko, o ile ta idea wyłania się z przyrody poprzez ludzki mózg.

I pomimo tej mojej i tak już bardzo słabej religijności zajęło mi chyba prawie cały rok intensywnych dyskusji na forum i lektur, aby odrzucić światopogląd magiczny.

A co dopiero w przypadku osób, którzy takich sprzyjających do wolnomyślicielstwa warunków nie mieli?

>Pan myśli, że Obirkowi, Bartosiowi, czy Węcławskiemu to łatwo przyszło.
Nie wiem. Sądzę, że wiedza (nawet tylko o historii religii) sprzyja odrzucaniu religii. Właśnie ostatnio sobie czytałem jak to powstawała idea "trójcy świętej".
Przypomina mi się akcja Dennetta, w ramach której zbiera deklaracje od niewierzących księży. Dennett wyjaśnia, że studia to już nie szkółka niedzielna i w seminarium niektórzy zaczynają wątpić, gdy dostrzegają jak bardzo politycznym procesem był rozwój religii.
Poza tym w przypadku wskazanych przez Pana osób chodzi chyba również o rozdźwiek pomiędzy nauką Jezusa a działalnością kościoła.

>Pan myśli, że nie mają rozterek i wątpliwości?
Mogą mieć. Nie wypowiadam się za nich, ale ja wątpliwości mam.
Czasami stosuję wizualizację (jako jakąś łatwiejszą wersję medytacji - zamykam oczy i obserwuję napływające orbazy i myśli). Dzisiaj dostrzegam, że poprzez inspirację naturalizmem i ateizmem pozamykały mi się w tym świecie wyobrażeń jakieś tam furtki. Odszedł lęk, ale w najlepszym razie docieram do nicości i samotności. Gdy wierzyłem, nie byłem w tych doświadczeniach całkowicie sam. Nie wiem, czy dzisiaj to jest na pewno lepsze z punktu widzenia psychologiczno-zdrowotnego. Oczywiście wolę wolnomyślicielstwo od poddawania się wrażeniom. Jednak gdy zapada noc, to nie zawsze jest to takie oczywiste. Tzn. ostatecznie wolę prawdę od iluzji, ale czy człowiek nie potrzebuje iluzji? I jeśli jest to jego głęboko psychiczna i osobista rzeczywistość, ktorej on nie narzuca innym, a na jawie broni racjonalizmu, sceptycyzmu, a najbardziej wolnomyślicielstwa, to czy w ogóle można mówić o iluzji?

>Myślący ludzie mniejszego formatu wybierają drogę ks. Mesliera lub udają, iż jakąś tam wolność wewnętrzną mają: [color=indigo]
Jak dla mnie Meslier był pierwszorzędnego formatu, gdyż trzeba również uwzględnić w jakich czasach żył i co mu mogło wówczas grozić za swobodne, krytyczne myślenie ujawnione publicznie.

Cytat:
>Tymczasem ja, jako rasowy, walczący ateista, co roku przyjmuję księdza po kolędzie z tym samym ironicznym uśmiechem. I Biblią, schowaną między pretensjonalnym Bogiem urojonym Dawkinsa, histerycznym Traktatem ateologicznym Onfreya, i wydumanym Bóg nie jest wielki Hitchensa. Na dokładkę przywalam to z góry Odczarowaniem Dennetta i Cudem teizmu Mackiego (jedyne książki z tej ateistycznej paczki warte uwagi). A biedny klecha robi wtedy taaaakie oczy! A przynajmniej takie by zrobił, gdyby to w ogóle zauważył. Ech.

Już powiedziałem Workowi Kości, że on jest wolnomyślicielem, tylko że nie chce się sam przed sobą do tego przyznać - prawdopodobnie z buntu i chęci zadawania pytań o niewiadome. Także z uporu.
Istnieje tak tendencja - gdy się juz stworzy wirtualną osobowość (tu np. na forum), to ona nie ulega tak łatwo zmianie (jest ostatecznie emanacją osobowości realnej). Tak więc, gdy dany forumowicz przybiera postać i charakter błazna (a to bardzo cenna i ważna rola), to później trudno ją zamienić na jakąś inną. Lepszy błazen od fundamentalisty. Sam przechodziłem przez takie stadium i nawet nie chciałbym błazeństwa do końca tracić. Dla mnie jest jednak istotne, by nie przeważyło.

Pozdrawiam serdecznie.
19-08-2013 16:25 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mogę tylko mówić o własnym, skromnym doświadczeniu.
Ma Pan ciekawe życiowe doświadczenia i jeszcze ciekawsze na ich temat refleksje.

>>>>Pan myśli, że Obirkowi, Bartosiowi, czy Węcławskiemu to łatwo przyszło.
>Nie wiem.
Ja też - tak do końca - to nie wiem. Czytałem ich książki, a także książki innych autorów opisujących podobne procesy. Z Obirkiem trochę rozmawiałem. Reszta to tylko empatia.

>Sądzę, że wiedza (nawet tylko o historii religii) sprzyja odrzucaniu religii.
Cytowałem już Panu wypowiedzi Izdebskiego i o światopoglądzie:

Spójna niespójność

Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.

Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.......

i o wiedzy:

Czy wiedza jest nauką?

Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności....

To wcale nie jest taki prosty związek.

>>>>Pan myśli, że nie mają rozterek i wątpliwości?
>Mogą mieć. Nie wypowiadam się za nich, ale ja wątpliwości mam.
Ja już nie mam najmniejszych: Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. Ale jeszcze pamiętam swoje rozterki z czasów, gdy byłem nastolatkiem.

>ale czy człowiek nie potrzebuje iluzji?
Moim zdaniem normalny człowiek potrzebuje, ale potrafi ją oddzielić od rzeczywistości.

>I jeśli jest to jego głęboko psychiczna i osobista rzeczywistość, której on nie narzuca innym, a na jawie broni racjonalizmu, sceptycyzmu, a najbardziej wolnomyślicielstwa, to czy w ogóle można mówić o iluzji?
Nie wiem. Lubię iluzje już od małego dziecka i jakoś mi to nie przeszło.

>>>>Myślący ludzie mniejszego formatu wybierają drogę ks. Mesliera lub udają, iż jakąś tam wolność wewnętrzną mają: [color=indigo]
>Jak dla mnie Meslier był pierwszorzędnego formatu, gdyż trzeba również uwzględnić w jakich czasach żył i co mu mogło wówczas grozić za swobodne, krytyczne myślenie ujawnione publicznie.
Tu zgadzam się z Panem, chodziło mi o współczesny wybór takiej drogi. Co innego mówię, a co innego knuję.

>Już powiedziałem Workowi Kości, że on jest wolnomyślicielem, tylko że nie chce się sam przed sobą do tego przyznać - prawdopodobnie z buntu i chęci zadawania pytań o niewiadome. Także z uporu.
Ja zupełnie nie wiem kim jest Pan Piotr, jedyne co wiem to to, że nie jest żadnym durniem. To inteligentny, myślący i oczytany człowiek. Zupełnie nie rozumiem jego prymitywnego trollowania na naszym forum.

>Istnieje tak tendencja - gdy się już stworzy wirtualną osobowość (tu np. na forum), to ona nie ulega tak łatwo zmianie (jest ostatecznie emanacją osobowości realnej). Tak więc, gdy dany forumowicz przybiera postać i charakter błazna (a to bardzo cenna i ważna rola), to później trudno ją zamienić na jakąś inną. Lepszy błazen od fundamentalisty.
Tak! Worek kości twierdzi, że to tylko błazenada i pisuje tu dla jaj aby sobie pokpić z nawiedzonych i niedouczonych racjonalistów, tylko przy tym nie zauważa, że nie wszyscy są jednakowi, a on sam plącze się we własnych nogach.
Przecież w niektórych wypowiedziach kompromituje się tak bardzo, że zupełnie nie wierzę aby chciał je sygnować swoim prawdziwym nazwiskiem.

Jego wybór - ja wolę szczerość wypowiedzi. Pisuję tu tak jak myślę. Zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniami. Szkoda tylko, że nie zawsze udaje mi się uzyskać pełną komunikatywność przekazu i czasem - niektórzy z czytelników - moją życzliwą ironię dotyczącą tylko konkretnego wywodu przyjmują jako złośliwą kpinę z ich niepodważalnej mądrości.
Czasem warto wrócić (nawet do początku wątku) i przeczytać jeszcze raz, co napisał interlokutor, co się samemu napisało, a co napisali też inni.
I zawsze trzeba przy tym pamiętać, iż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami, a czasem komuś przychodzi do głowy aby to sprawdzić.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
19-08-2013 16:51 
 Ocena 2 na 2
Grey (2102 punktów)
>Zupełnie nie rozumiem jego prymitywnego trollowania na naszym forum.
Może on ma większe poczucie humoru niż my?
19-08-2013 17:13 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zupełnie nie rozumiem jego prymitywnego trollowania na naszym forum.
>Może on ma większe poczucie humoru niż my?
Nie wiem cóż by mogło tu znaczyć "większe", ale ma zapewne inne. To teraz zdarza mi się coraz częściej, że ludzie inaczej rozumieją otaczającą nas rzeczywistość i mają inne poczucie humoru, ale ja wszak dinozaurem jestem.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-08-2013 19:30 
 Ocena 2 na 2
Paul Figura (1368 punktów)

> ale ja wszak dinozaurem jestem.

Ależ panie Andrzeju człowiek ma tyle lat na ile się czuje, a nie na ile wygląda.

>Pozdrawiam.

Wzajemnie.


19-08-2013 19:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>> ale ja wszak dinozaurem jestem.
>Ależ panie Andrzeju człowiek ma tyle lat na ile się czuje, a nie na ile wygląda.
Są lusterka młody Panie, a mężczyźni winni się przeglądać w oczach kobiet. Jak nieznajome przestają Pana dostrzegać, a stara Pan się być w miarę eleganckim, to znaczy, że przechodzi Pan w przeszłość. Dobrze, gdy w miarę powoli.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,581593#w581738
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,581593#w581790
Ale serdecznie dziękuję za podtrzymanie na duchu i pozdrawiam.

@@@
.
20-08-2013 11:38 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Są lusterka młody Panie, a mężczyźni winni się przeglądać w oczach kobiet. Jak nieznajome przestają Pana dostrzegać, a stara Pan się być w miarę eleganckim, to znaczy, że przechodzi Pan w przeszłość. Dobrze, gdy w miarę powoli.
Abstrahując od kwestii wieku (gdyż sam jestem w głupiej sytuacji, w której z jednej strony czuję się jak na początku studiów, a z drugiej chyba wiem już jak szybko leci czas) - to bardzo podoba mi się Pańskie stwierdzenie:

[...] mężczyźni winni się przeglądać w oczach kobiet. Jak nieznajome przestają Pana dostrzegać, a stara Pan się być w miarę eleganckim [...]

To jest wprost genialne.

Taka jest książka Ortega u Gasset "Szkice o miłości", a w niej rozdział - o ile pamiętam - "ku psychice interesującego mężczyzny".
Sądzę, że warto byłoby założyć na forum wątek np. o tym tytule. Myślę, że młodzi ludzie czasem mogliby skorzystać z niektórych podpowiedzi - nawiązanie satysfakcjonujacego kontaktu z płcią przeciwną nie dla wszystkich jest naturalnie proste.
20-08-2013 13:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To jest wprost genialne.
Nie przesadzajmy, to zwyczajna obserwacja starszego - nie pozbawionego refleksji - pana.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-08-2013 22:07 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>>>>Pan myśli, że Obirkowi, Bartosiowi, czy Węcławskiemu to łatwo przyszło.
>>Nie wiem.
> Ja też - tak do końca - to nie wiem. Czytałem ich książki, a także książki
> innych autorów opisujących podobne
> procesy. Z Obirkiem trochę rozmawiałem. Reszta to tylko empatia.

Jest pewien moment podczas spotkania autorskiego - dyskusji o książce Obirka pod prowokacyjnym tytułem "Umysł Wyzwolony", gdy Autor mówi coś takiego (nie jestem pewien czy dobrze cytuję , robię to z pamięci):
Cytat:
Człowiekowi po przejściach, po kilkunastoletnich studiach teologicznych bardzo trudno wrócić do zdroworozsądkowego myślenia

www.youtube.com/watch?v=Ha2ImYFkOVc
Dla mnie to jest wielkie, nie tylko suche stwierdzenie zawieszone w powietrzu, ale coś co sam przeżył i wciąż przeżywa.

>> Myślący ludzie mniejszego formatu wybierają drogę ks. Mesliera
> Jak dla mnie Meslier był pierwszorzędnego formatu, gdyż trzeba również
> uwzględnić w jakich czasach żył i co mu mogło wówczas grozić za
> swobodne, krytyczne myślenie ujawnione publicznie.

Hm, ten człowiek przeskoczył swoją epokę. Niesamowite, wprost niewiary godne..

> Ja zupełnie nie wiem kim jest Pan Piotr, jedyne co wiem
> to to, że nie jest żadnym durniem. To inteligentny, myślący
> i oczytany człowiek. Zupełnie nie rozumiem jego prymitywnego
> trollowania na naszym forum.

Z kolei ja wyczuwam, że jego bawi ta jakaś gra. Szkoda, że tak inteligentny i oczytany człowiek marnuje własną energię w jakąś głupią grę w woalki.
Od przedwczoraj w związku z tym staje mi przed oczami człowkek grzebiący kijem w mrowisku i obserwujący ruch sprowokowanych mrówek.

> Przecież w niektórych wypowiedziach kompromituje się tak bardzo, że
> zupełnie nie wierzę aby chciał je sygnować swoim prawdziwym nazwiskiem.

Kiedyś worek wyjdzie z cienia i jeszcze ujrzymy go, jako autora jakiegoś monumentalnego dzieła w stylu "Ateizm i Religia - małżeństwo rozumu z sercem", coś wzorem Joaquina Phoenixa i jego mistyfikacji związanej z pseudo-dokumentalnym filmem ''I'm Still Here''
film.wp.pl(*)c.html?ticaid=11127d&_ticrsn=5

> Jego wybór - ja wolę szczerość wypowiedzi. Pisuję tu tak jak
> myślę. Zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniami. Szkoda tylko,
> że nie zawsze udaje mi się uzyskać pełną komunikatywność przekazu
> i czasem - niektórzy z czytelników - moją życzliwą ironię dotyczącą
> tylko konkretnego wywodu przyjmują jako złośliwą kpinę z ich
> niepodważalnej mądrości.

Tak będzie zawsze dopóki jesteśmy ludźmi, a jeszcze nie automatami
Serdecznie pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-08-2013 12:56 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Cytat:
Człowiekowi po przejściach, po kilkunastoletnich studiach teologicznych bardzo trudno wrócić do zdroworozsądkowego myślenia

Zdanie niezwykle trafne, choć ja rozszerzyłbym je aż do tego, że każdemu człowiekowi jest trudno wyzwolić się ze stereotypów w których został ukształtowany.

>Dla mnie to jest wielkie, nie tylko suche stwierdzenie zawieszone w powietrzu, ale coś co sam przeżył i wciąż przeżywa.
Prof. Obirek jest bardzo mądrym człowiekiem, zadającym jako filozof ważkie pytania, ale nie wolno nam zapominać, iż on - tak jak my wszyscy - jest subiektywnym. "Umysł wyzwolony" to odważna wyprawa intelektualna kogoś, kto uwolnił się od Kościoła jako instytucji, ale pozostał katolikiem - człowiekiem głęboko wierzącym.
-------------------

>>>> Ja zupełnie nie wiem kim jest Pan Piotr, jedyne co wiem to to, że nie jest żadnym durniem. To inteligentny, myślący i oczytany człowiek. Zupełnie nie rozumiem jego prymitywnego trollowania na naszym forum.
>Z kolei ja wyczuwam, że jego bawi ta jakaś gra.
Na pewno tak. Przecież on dokładnie o tym pisze: Przeglądając internetowe strony portalu racjonalista.pl nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tamtejsi wolnomyśliciele doznają takiej właśnie masochistycznej frajdy na myśl o tym, że gdzieś tam istnieją religijni fanatycy spod chrześcijańskiej bandery, od babć w moherowych beretach, po dziadka wymachującego parasolką w kierunku kamer TVN. Nie ważne, że to zaledwie garstka bezbronnych emerytów i rencistów z nadmiarem wolnego czasu i politycznym zacięciem. Ważne, że wróg. Tak więc mnożą się artykuły o ciemnych masach wyznających kreacjonizm, najeżone sarkazmem paszkwile na wyznawców ojca Rydzyka oraz, coraz częściej, sensacyjne reportaże o oszołomach z USA (Ted Haggard i spółka), którymi nie przejmuje się nikt, oprócz samych ateistów. Pusty śmiech ogarnia na taką donkiszoterię walczącą z urojonym, wirtualnym przeciwnikiem. Ale śmiech zamiera na ustach, gdy uświadomimy sobie, że duża część "racjonalistów" w taki właśnie groteskowy i wykoślawiony sposób odbiera wszystkich ludzi wierzących. Bo tak wygodnie. I zabawnie. I nie trzeba za dużo myśleć.
To jego bardzo swoiste poczucie humoru, tylko warto się zastanowić o czym świadczy ta jego pogarda dla całego środowiska, a on nami wszystkimi gardzi. Wiem, że na naszym forum - zresztą dokładnie tak, jak jest we wszystkich zbiorowiskach - nie jesteśmy wszyscy równi i część z nas nie dostaje intelektualnie do jego poczucia wielkości, ale pogarda dla wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają świadczy najbardziej o nim.

>Szkoda, że tak inteligentny i oczytany człowiek marnuje własną energię w jakąś głupią grę w woalki.
Zapewne tak, ale warto mieć umiejętność odczytywania tej gry. Znacznie większą sztuką jest zrozumienie czyjegoś tekstu (ów) i zawartego w nim przesłania niż szybkie napisanie niezbyt przemyślanej wypowiedzi. Mam szacunek dla wszystkich ludzi niezależnie od ich poglądów i poziomu intelektualnego. Jestem za wolnością słowa i za równością, ale uważanie, że wszyscy jesteśmy równi intelektualnie, to co najmniej naiwność. Nie umiem nauczyć się dyplomatycznego szacunku dla głupoty, a ona obejmuje nawet najbardziej utytułowane głowy.

>Od przedwczoraj w związku z tym staje mi przed oczami człowiek grzebiący kijem w mrowisku i obserwujący ruch sprowokowanych mrówek.
Tak, prawdopodobnie pan Piotr coś takiego sobie wyobraża, ale przekonanie o tym, że ma się patent na rację najbardziej świadczy o naszej własnej głupocie.

>>>>Przecież w niektórych wypowiedziach kompromituje się tak bardzo, że zupełnie nie wierzę aby chciał je sygnować swoim prawdziwym nazwiskiem.

>Kiedyś worek wyjdzie z cienia
Może i wyjdzie, ale może lepiej niech nie wychodzi.

>>>>Jego wybór - ja wolę szczerość wypowiedzi. Pisuję tu tak jak myślę. Zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniami. Szkoda tylko, że nie zawsze udaje mi się uzyskać pełną komunikatywność przekazu i czasem - niektórzy z czytelników - moją życzliwą ironię dotyczącą tylko konkretnego wywodu przyjmują jako złośliwą kpinę z ich niepodważalnej mądrości.
>Tak będzie zawsze dopóki jesteśmy ludźmi, a jeszcze nie automatami
Całkowicie się z Panem zgadzam. Ja też jestem tylko człowiekiem z wszystkimi naszymi niedoskonałościami i też emocje odgrywają w moim myśleniu zbyt dużą rolę. Jest tak jak napisał red. Agnosiewicz: Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'. Ale staram się!

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
19-08-2013 15:28 
 Ocena 3 na 3
Grey (2102 punktów)
>Oczywiście wolę wolnomyślicielstwo od poddawania się wrażeniom.
Czy to się wyklucza? Chyba nie.

>Dzisiaj dostrzegam, że poprzez inspirację naturalizmem i ateizmem pozamykały mi się w tym świecie wyobrażeń jakieś tam furtki.
Kurczę, też tak mam. Może jednak się wyklucza?

>ale czy człowiek nie potrzebuje iluzji?
Raczej potrzebuje fantazji, marzeń. Iluzji potrzebuje tylko ktoś, kto jest bardzo niezadowolony z życia i nie może tego zmienić.

>I jeśli jest to jego głęboko psychiczna i osobista rzeczywistość, ktorej on nie narzuca innym, a na jawie broni racjonalizmu, sceptycyzmu, a najbardziej wolnomyślicielstwa, to czy w ogóle można mówić o iluzji?
Nie od tego zależy, czy coś jest iluzją tylko od stopnia oderwania od realiów.

>Istnieje tak tendencja - gdy się juz stworzy wirtualną osobowość (tu np. na forum), to ona nie ulega tak łatwo zmianie
Zawsze można utworzyć nową wirtualną osobowość.

Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zawsze można utworzyć nową wirtualną osobowość.

Teoretycznie można wszystko, choć po pewnym czasie takich decyzji pojawiają się koszty
pl.wikipedia.org/wiki/Sala_samobójców
I ja przyznam, ze wielu rzeczy na tym świcie nie rozumiem.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
20-08-2013 01:08 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Oczywiście wolę wolnomyślicielstwo od poddawania się wrażeniom.
>Czy to się wyklucza? Chyba nie.
Prawda

>>Dzisiaj dostrzegam, że poprzez inspirację naturalizmem i ateizmem pozamykały mi się w tym świecie wyobrażeń jakieś tam furtki.
>Kurczę, też tak mam. Może jednak się wyklucza?
Cieszę się, że masz chyba podobne doświadczenia, a równą radość sprawiło mi Twoje lapidarne ujęcie tej tu rozterki.

>>ale czy człowiek nie potrzebuje iluzji?
>Raczej potrzebuje fantazji, marzeń. Iluzji potrzebuje tylko ktoś, kto jest bardzo niezadowolony z życia i nie może tego zmienić.
Iluzja pochodzi od illudere, a dalej od ludere. Mi się w tym kontekście kojarzy homo ludens - zabawa jest ewidentnie ludzką cechą.
Co ciekawe, np. w języku hiszpańskim "ilusión" oznacza nie tylko iluzję, ale również radość i nadzieję. Miałem kiedyś dziewczynę w Hiszpanii i ona mówiła np. "me da ilusión" - dosłownie coś "daje mi radość", w zależności od kontekstu również "nadzieję". Wprawdzie tu pozostajemy w ramach języka polskiego, jednak taka refleksja może być przydatna dla ewentualnego spojrzenia na iluzję mniej negatywnie (logicznie rzecz biorąc powinienem chyba napisać "bardziej negatywnie", żeby wyszło w sensie "pozytywniej"?).

>>I jeśli jest to jego głęboko psychiczna i osobista rzeczywistość, ktorej on nie narzuca innym, a na jawie broni racjonalizmu, sceptycyzmu, a najbardziej wolnomyślicielstwa, to czy w ogóle można mówić o iluzji?
>Nie od tego zależy, czy coś jest iluzją tylko od stopnia oderwania od realiów.
Tak, tylko że jak wchodzisz w przedmedytacyjną, niekontrolowaną nawałnicę obrazów, to to są wówczas Twoje realia.

>>Istnieje tak tendencja - gdy się juz stworzy wirtualną osobowość (tu np. na forum), to ona nie ulega tak łatwo zmianie
>Zawsze można utworzyć nową wirtualną osobowość.
>
Dobre! Już nawet kiedyś chciałem tak zrobić, żeby nareszcie na forum pogadać o seksie, ale zdaje się, że regulamin wyklucza drugie konto, a ja bardzo regulaminowy z racji zawodu jestem. Dlatego w zasadzie nie rozmawiam tu o tym, co mnie tak naprawdę interesuje
20-08-2013 14:29 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>>>Oczywiście wolę wolnomyślicielstwo od poddawania się wrażeniom.
>>Czy to się wyklucza? Chyba nie.
>Prawda
Myślę, że nie musi się wykluczać, jednak jeśli mózg nastawi się na jakiś konkretny sposób funkcjonowania i to się utrwali, to dostęp do innych sposobów myślenia jest utrudniony.
W każdym razie mam zamiar powrócić do medytacji. Tylko u mnie jest duży problem z motywacją.

>Cieszę się, że masz chyba podobne doświadczenia,
Pewnie tak jest, chociaż nasze doświadczenia mogą różnić się szczegółami, a może nawet interpretacją.

>Iluzja pochodzi od illudere,...
No tak. Iluzję można rozumieć szerzej, niż ja w swojej wypowiedzi.

>Tak, tylko że jak wchodzisz w przedmedytacyjną, niekontrolowaną nawałnicę obrazów, to to są wówczas Twoje realia.
Tak, wszystkie nasze subiektywne stany i wizje świata są jednakowo prawdziwe w naszym odczuciu.
Ich stopień oderwania od rzeczywistości wychodzi dopiero, gdy próbujemy poruszać się w świecie przy ich pomocy.

>Dlatego w zasadzie nie rozmawiam tu o tym, co mnie tak naprawdę interesuje
Porażka.
Masz stałe IP?
Z drugiej jednak strony, jak Ty się wstydzisz rozmawiać tu o seksie, to może inni też i nawet nie będziesz miał z kim pogadać.
maceox (6766 punktów)
>>Cieszę się, że masz chyba podobne doświadczenia,
>Pewnie tak jest, chociaż nasze doświadczenia mogą różnić się szczegółami, a może nawet interpretacją.
Tak, bardzo się zgadzam.

>>Tak, tylko że jak wchodzisz w przedmedytacyjną, niekontrolowaną nawałnicę obrazów, to to są wówczas Twoje realia.
>Tak, wszystkie nasze subiektywne stany i wizje świata są jednakowo prawdziwe w naszym odczuciu.
>Ich stopień oderwania od rzeczywistości wychodzi dopiero, gdy próbujemy poruszać się w świecie przy ich pomocy.
Chyba tak właśnie. Ulegamy różnego rodzaju wpływom i obarczeni nimi poruszamy się w świecie.

>>Dlatego w zasadzie nie rozmawiam tu o tym, co mnie tak naprawdę interesuje
>Porażka.
>Masz stałe IP?
>Z drugiej jednak strony, jak Ty się wstydzisz rozmawiać tu o seksie, to może inni też i nawet nie będziesz miał z kim pogadać.
Chyba trochę tu również żartowałem.
Jednocześnie myślę, że na odpowiednim poziomie intelektualnym można by tu spokojnie porozmawiać o seksie i takie rozmowy mialy zresztą już przecież miejsce.
21-08-2013 12:01 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>Ulegamy różnego rodzaju wpływom i obarczeni nimi poruszamy się w świecie.
Chyba nie tylko. Można też samemu coś wymyślić albo dojść do błędnych wniosków.

>Chyba trochę tu również żartowałem.
Ja też tego całkiem poważnie nie pisałem.
maceox (6766 punktów)
>>Ulegamy różnego rodzaju wpływom i obarczeni nimi poruszamy się w świecie.
>Chyba nie tylko. Można też samemu coś wymyślić albo dojść do błędnych wniosków.
Też mi się tak wydaje.
15-08-2013 15:49 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Nauka składa się z samych "działów nauki", z których każdy jest ograniczony do swoich przedmiotów, metod i celów. I jeśli jakiś biolog, jako biolog, wypowiada się np. o istnieniu Boga, to ignoruje te ograniczenia i szkodzi nauce.

Jeśli napisze coś sensownego w nie swojej dziedzinie, to przyczyni się do rozwoju nauki. Tworzysz jakieś dziwaczne, sztuczne podziały myślowe i tworzysz, za przeproszeniem, z dupy wzięte ograniczenia.

>Nie przypominam sobie, żebym pisał, co z zasady nieoznaczoności wynika - zdaje się, że wkleiłem tylko link. Za bardzo dajesz się ponosić swojej fantazji - trzymajmy się tego, co zostało napisane.

Pisałeś jakieś debilizmy, że to ograniczenie fizyki.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
15-08-2013 15:35 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nauka ma mnóstwo ograniczeń, które wynikają z jej przedmiotu, metody i celu. Weźmy geografię:
>1. Czy geografia może nam coś powiedzieć o mitochondriach? Ano nie, ma inny przedmiot.
>2. Czy geografia może w swoich badaniach posługiwać się świadectwami wróżek? Ano nie, ponieważ stosuje się tam inne metody.
>3. Czy geografia możne nam powiedzieć, jaka jest relacja między ciałem, a umysłem? Ano nie, ma inny cel.

Worek, qurwa... ja wszystko rozumiem... a przynajmniej tak mi się dotąd optymistycznie zdawało...

Jednak mechanizmy każące komuś robić z siebie publicznie Aż Takiego (co najżałośniejsze - zupełnie nieśmiesznego) Błazna są jednak - jak się właśnie okazuje - zupełnie poza moimi zdolnościami pojmowania.

Weźże jakoś przeproś, wyznaj, że kleju się nawdychałeś, szaleju nażarłeś, makowym kompotem zapijając...
że ksiądz Bashobora Cię zaczarował jakoś... albo co...


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
15-08-2013 15:45 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Worek, qurwa

Co wy tak w parze z Ingnoracją po moich postach łazicie? Tylko nie mów, że to zbieg okoliczności - to, że jestem paranoikiem wcale nie oznacza jeszcze, że nie jestem prześladowany.

bembergiem w berg
15-08-2013 16:15 
 Ocena 11 na 11
Ignorancja (4718 punktów)
>Co wy tak w parze z Ingnoracją po moich postach łazicie? Tylko nie mów, że to zbieg okoliczności - to, że jestem paranoikiem wcale nie oznacza jeszcze, że nie jestem prześladowany.

Wytykanie ci idiotyzmów i absurdów, jakie serwujesz uważasz za przejaw prześladowania?
Ciekawe...
Dla mnie to tylko sprostowania, by tsunami bzdetów, jakie produkujesz nie zalało tego miejsca. Innymi słowy to obnażanie głupoty i nieuctwa ma na celu ograniczanie rozprzestrzeniania się prostactwa umysłowego i ograniczanie propagacji nonsensów oraz jawnych niedostatków w wiedzy, które bez cienia zażenowania publicznie prezentujesz.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
15-08-2013 16:36 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Worek, qurwa
>Co wy tak w parze z Ingnoracją po moich postach łazicie? Tylko nie mów, że to zbieg okoliczności

Wyjaśniam - nie, nie jest to "czysty" zbieg okoliczności, ale też nie jakaś złośliwość względem Ciebie specjalnie z góry powzięta.
Tak się po prostu złożyło, że dawno już ustawiwszy sobie na mym koncie opcję śledzenia postów Ignorancji, volens-nolens natrafiłem na jej najnowszą wymianę zdań z Tobą.
Natrafiwszy zaś, zupełnie spontanicznie poczułem się w obowiązku zareagować na wypisywane przez Ciebie Kompletnie Powalające Idiotyzmy.
Żadna Zmowa ( ) z Ignorancją nie była mi do tego potrzebna.
I tyle.

>to, że jestem paranoikiem wcale nie oznacza jeszcze, że nie jestem prześladowany.

Jasne.
Mędrzec powiada: nawet i paranoicy też mają prawdziwych wrogów - jednak tym razem nie jest to taki przypadek.

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
03-07-2013 13:21
 Ocena 20 na 20
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)

>Cytat:
Ale
>jeżeli matematyk mówi, że aborcja powinna być legalna, a kapłan, prorok lub święty mówi, że nie, to
>będziemy skłonni wierzyć temu drugiemu, na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana
>osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim
>jest.


Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem dyplomowanej księgowej, tylko 16-letniego nieuka, bo przecież to on jest synem szefa.

Brawo! Logika zdana na 6+.



Przeklęte lenistwo, w imię siedmiocyfrowej kwoty na koncie, opuść to pracowite ciało!
03-07-2013 14:38 
 Ocena 20 na 20
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem

Autorytety to wspaniały wynalazek. Nie trzeba się uczyć, ani próbować zrozumieć jak działa świat. Nie trzeba przemyśleń. Zbędne stają się dylematy i rozterki.
Wystarczy wybrać jakiś autorytet, który oferuje gotowy szablon widzenia świata i zastępuje rozum.

Wiara i autorytety są sposobem na odciążenie umysłu. Wypoczęty mózg może się zająć czymś nowym. Np. obroną autorytetów i wierzeń, albo walką z obcymi autorytetami...
04-07-2013 12:41 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem
>Autorytety to wspaniały wynalazek. Nie trzeba się uczyć, ani próbować zrozumieć jak działa świat.

Rozumiem, że w swoim życiu nigdy nie powołałeś się na żadne odkrycie naukowe, dopóki go samodzielnie nie zweryfikowałeś?

bembergiem w berg
04-07-2013 13:01 
 0 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem
>>Autorytety to wspaniały wynalazek. Nie trzeba się uczyć, ani próbować zrozumieć jak działa świat.
>Rozumiem, że w swoim życiu nigdy nie powołałeś się na żadne odkrycie naukowe, dopóki go samodzielnie nie zweryfikowałeś?

Nie wiem. Staram się weryfikować większość z nich, ale mogłem zapomnieć.
04-07-2013 14:20 
 Ocena 19 na 19
Meretseger (61860 punktów)

>Rozumiem, że w swoim życiu nigdy nie powołałeś się na żadne odkrycie naukowe
Zdaje się, że jakby nie chodzi o odkrycia naukowe, tylko o coś zupełnie innego.
Otóż fizyk może być dla mnie autorytetem w dziedzinie fizyki, ale już nie w dziedzinie prawa. Zakładam, że na swojej pracy się zna i mogę mu zaufać, zaś jeśli wypowiada się na tematy prawa cywilnego, to niekoniecznie. Natomiast księża zdają się uważać sami siebie za autorytety w każdej dziedzinie. Taki proboszcz to ci dopiero omnipotencjator ogólny! Przy nim i Maria Curie Skłodowska, i Manfred Lachs, i Theodor Schwann, i Carl Friedrich Gauss, i Stephen Hawking, i Alan Gardiner to takie cienkie są, że szkoda gadać.
04-07-2013 15:44 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Rozumiem, że w swoim życiu nigdy nie powołałeś się na żadne odkrycie naukowe, dopóki go samodzielnie nie zweryfikowałeś?

Wystarczająco wiele da się samodzielnie by nabrać zaufania do ludzi nauki. Identyczna sprawa z autorytetami deontycznymi - tyle, że tu idzie to dokładnie w przeciwną stronę.
lukaszewicz (5674 punktów)

>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem dyplomowanej księgowej, tylko 16-letniego nieuka, bo przecież to on jest synem szefa.

Jeżeli zależy Ci na pracy to stawiałbym na syna.
04-07-2013 14:40 
 Ocena 4 na 4
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem dyplomowanej księgowej, tylko 16-letniego nieuka, bo przecież to on jest synem szefa.
>Jeżeli zależy Ci na pracy to stawiałbym na syna.
>

Gdyby szef to aprobował, to na takiej pracy mi nie zależy. Pewnie i tak niedługo spotkałabym takiego szefa w miejscowym PUP-ie.



Przeklęte lenistwo, w imię siedmiocyfrowej kwoty na koncie, opuść to pracowite ciało!
04-07-2013 12:40 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem dyplomowanej księgowej, tylko 16-letniego nieuka, bo przecież to on jest synem szefa.

Skąd taki wniosek? W tekście jest wyraźnie rozróżnione jakie są kompetencje autorytetu epistemicznego, a jakie deontycznego. Pierwszy zajmuje się sprawami związanymi z nauką, drugi - z moralnością. Domyślam się, że księgowość ma więcej wspólnego z tą pierwszą sferą.

>Brawo! Logika zdana na 6+.

Gorzej z czytaniem ze zrozumieniem.

bembergiem w berg
04-07-2013 12:51 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

>Gorzej z czytaniem ze zrozumieniem

Dałem plusa za samokrytykę.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
04-07-2013 13:42 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Skąd taki wniosek? W tekście jest wyraźnie rozróżnione jakie są kompetencje autorytetu epistemicznego, a jakie deontycznego. Pierwszy zajmuje się sprawami związanymi z nauką, drugi - z moralnością. Domyślam się, że księgowość ma więcej wspólnego z tą pierwszą sferą.

No właśnie nie do końca. Autorytet deontyczny zaprezentowany na Frondzie nie odnosi się tu tylko do spraw moralności, a sprawa moralności podana jest tu jedynie jako przykład. Te "inteligjenty" stawiają autorytet wynikający z tego, kim ktoś jest (co w ogóle nie powinno być brane jako kryterium do nadawania jakiegokolwiek autorytetu) ponad rzetelną naukową wiedzę.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
04-07-2013 14:50 
 Ocena 7 na 7
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>Czyli w sprawach księgowości w miejscu pracy powinnam kierować się nie autorytetem dyplomowanej księgowej, tylko 16-letniego nieuka, bo przecież to on jest synem szefa.
>Skąd taki wniosek? W tekście jest wyraźnie rozróżnione jakie są kompetencje autorytetu epistemicznego, a jakie deontycznego. Pierwszy zajmuje się sprawami związanymi z nauką, drugi - z moralnością. Domyślam się, że księgowość ma więcej wspólnego z tą pierwszą sferą.

To że niby co? Samo bycie kimś (księdzem, prorokiem, świętym, dozorcą w żeńskim akademiku) czyni kogoś autorytetem w sprawach moralności? O ile jestem w stanie przyjąć tezę, że osoba staje się autorytetem w określonej dziedzinie poprzez zdobytą wiedzę czy doświadczenie, o tyle w sprawach moralności autorytet nie opiera się na wiedzy, a na wcielaniu tej wiedzy w czyn, a z tym jest wielki kłopot (nawet pośród świętych). Czy autorytetem w kwestii ubóstwa może być ktoś, kto podjeżdża maybachem? Czy autorytetem w kwestiach rodziny i prokreacji i wychowywania dzieci może być stary samotny kawaler. NO, SORRY!

Przeklęte lenistwo, w imię siedmiocyfrowej kwoty na koncie, opuść to pracowite ciało!
worek kości (2937 punktów)
>To że niby co? Samo bycie kimś (księdzem, prorokiem, świętym, dozorcą w żeńskim akademiku) czyni kogoś autorytetem w sprawach moralności?

Cytat:
na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim jest.


I to "kim jest" należy rozumieć nie jako "kim jest z zawodu", tylko "jakim jest człowiekiem". Autorytet moralny zyskuje się nie na zasadzie wykształcenia, tylko służąc przykładem dobrego życia.

bembergiem w berg
05-07-2013 03:38 
 Ocena 2 na 2
TeddyF (46 punktów)
>>...tylko służąc przykładem dobrego życia.

No to większość kreacjonistów odpada, w tym księży. Hovinda już wspominano, a pamięta ktoś Teda Haggarda?
05-07-2013 08:39 
 Ocena 4 na 4
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>>To że niby co? Samo bycie kimś (księdzem, prorokiem, świętym, dozorcą w żeńskim akademiku) czyni kogoś autorytetem w sprawach moralności?
>Cytat:
na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim jest.

>I to "kim jest" należy rozumieć nie jako "kim jest z zawodu", tylko "jakim jest człowiekiem". Autorytet moralny zyskuje się nie na zasadzie wykształcenia, tylko służąc przykładem dobrego życia.
>
bembergiem w berg

>

Ale problemem jest to, że księżom nadaje się a priori autorytet deontyczny. A priori twierdzi się, że to dobrzy, moralni ludzie. Co jest kompletną głupotą.

Cała koncepcja autorytetu deontycznego jest kompletnie nietrafiona.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
05-07-2013 08:49 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Ale problemem jest to, że księżom nadaje się a priori autorytet deontyczny. A priori twierdzi się, że to dobrzy, moralni ludzie. Co jest kompletną głupotą.

To twierdzenie jest sprzeczne z nauką. Psychologia wskazuje deprywację seksualną jako przyczynę zaburzeń psychologicznych i seksualności. To może i często prowadzi do różnych dewiacji.
Takie osoby nie mogą być wzorcem moralności, bo oficjalnie nie występuje u nich najważniejsze (w kontekście ewolucyjnym) z zachowań społecznych, lub deklaracja wstrzemięźliwości jest fałszywa i są hipokrytami.
worek kości (2937 punktów)
>Ale problemem jest to, że księżom nadaje się a priori autorytet deontyczny.

Jak ktoś tak robi, to robi głupio - rozsądni katolicy potrafią jednak odróżnić dobrego księdza od złego.

bembergiem w berg
06-07-2013 15:42 
 Ocena 7 na 7
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Jak ktoś tak robi, to robi głupio - rozsądni katolicy potrafią jednak odróżnić dobrego księdza od złego.

Nie, katolik nie odróżnia księdza dobrego od złego dopóki ten ksiądz nie popełni czegoś złego. W przypadku normalnego człowieka za moralnego uznaje się go dopiero po udowodnieniu tego. Księdza traktują katolicy jako moralnego a priori, a niemoralnego dopiero jak coś przeskrobie.

Poza tym, synonimem rozsądnego katolika jest heretyk.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
05-07-2013 09:19 
 Ocena 9 na 9
MarcinK (9189 punktów)

>I to "kim jest" należy rozumieć nie jako "kim jest z zawodu", tylko "jakim jest człowiekiem". Autorytet moralny zyskuje się nie na zasadzie wykształcenia, tylko służąc przykładem dobrego życia.

W tym tekście jest podany konkretny przykład:

Cytat:
Św. Ireneusz, Augustyn, Tomasz z Akwinu, i wielu innych Doktorów i świętych broniło stworzenia człowieka, tak co do duszy, jak i ciała.


Powiedz no co może zrobić taki biedny katolik jak mu te autorytety deontyczne rozbieżne dane przekazują? Które są jakieś bardziej deo, a które epi? Da się to jakoś uzgodnić skoro podobno jeden apartament zamieszkują?

Cytat:
Zgodnie z nauczaniem św. Augustyna - przypomina prof. Zbigniew Jaworowski - dusza wnika do ciała (czyli powstaje osobowość ludzka) dopiero 40 dni po zapłodnieniu. Potwierdził to II Sobór Nicejski w 787 r. stwierdzając, że u mężczyzn dzieje się to 40 dni po zapłodnieniu, a u kobiet po 80 dniach. Przez całe wieki Kościół dopuszczał aborcje przed tym terminem. Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że "aborcja nie jest grzechem dopóki płód nie został obdarzony duszą", a więc do 40-80 dni od zapłodnienia. Dopiero w 1869 r. papież Pius IX w Konstytucji Apostolicae Sedis zabronił aborcji w każdym okresie ciąży, a więc nawet w okresie preembrionalnym. Stało się to jednak przed ogłoszeniem w 1870 r. przez I Sobór Watykański dogmatu o nieomylności papieża.


Tylko nie mów, że te odwieczne i niezmienne prawo naturalne musiało czekać na rozwój medycyny:

Cytat:
Może lista kontrowersji nie byłaby tak długa, gdyby nie rozwój embriologii i odkrycie, jakiego dokonał niemiecki uczony Carl Ernst von Baer. W 1827 r. odkrył w jajnikach kobiety komórki jajowe. To w nich, po wniknięciu plemnika, dochodzi do zapłodnienia, w wyniku czego tworzy się płód. - Zanim Baer stworzył podstawy embriologii, kobieta traktowana była niczym doniczka, w której żyznej ziemi mężczyzna składał swoje nasienie - mówi prof. Piotr Stępień z Instytutu Genetyki i Biochemii UW. - Ale oto zadano kłam temu stwierdzeniu: ssaki mają komórki jajowe. Odtąd Kościół dostosował swoje zasady to tego poglądu. A więc na podstawie badań embriologicznych ustalił początek poczęcia


www.polity(*)5512,1,kosciol-i-medycyna.read
worek kości (2937 punktów)
>W tym tekście jest podany konkretny przykład:
> Cytat:
Św. Ireneusz, Augustyn, Tomasz z Akwinu, i wielu innych Doktorów i świętych broniło stworzenia człowieka, tak co do duszy, jak i ciała.

>Powiedz no co może zrobić taki biedny katolik jak mu te autorytety deontyczne

A kawałek dalej: "Św. Ireneusz, Augustyn, Tomasz z Akwinu, i wielu innych Doktorów i świętych broniło stworzenia człowieka, tak co do duszy, jak i ciała. Jako znakomici teologowie cieszą się oni autorytetem epistemicznym."

Epistemicznym a nie deontycznym.

>Tylko nie mów, że te odwieczne i niezmienne prawo naturalne musiało czekać na rozwój medycyny

Prawo naturalne odkrywane jest przy pomocy rozumu, więc także dzięki medycynie.


bembergiem w berg
05-07-2013 14:01 
 Ocena 10 na 10
MarcinK (9189 punktów)
>Jako znakomici teologowie cieszą się oni autorytetem epistemicznym."
>Epistemicznym a nie deontycznym.

A zaraz następne zdanie:

Cytat:
Jako święci mają także autorytet deontyczny.


Jakby jeszcze było mało to wcale świętym nie trzeba być:

Cytat:
Ale jeżeli matematyk mówi, że aborcja powinna być legalna, a kapłan, prorok lub święty mówi, że nie, to będziemy skłonni wierzyć temu drugiemu, na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim jest


Jak zatem widzisz wystarczy koloratka i już taki Natanek śpiewająco może tą swoją deontyczność propagować.

Mnie jednak interesuje sytuacja jak mamy 2 autorytety deontyczne - któremu tu wierzyć?

Dla przykładu taki trupi synod - możesz tu wskazać, który autorytet deontyczny jest bardziejszy niż inne:

Cytat:
Jeszcze przed króciutkim pontyfikatem Bonifacego VI, na tronie św. Piotra zasiadał kontrowersyjny papież Formozus. Formozus nie dość, że nie przyjaźnił się z papieżem Janem VIII, w trakcie panowania tego papieża Formozus był na tyle upierdliwym kardynałem, że w końcu wkurwił Jana VIII i został ekskomunikowany. Mimo to, po śmierci Jana VIII, Formozus został przywrócony do łask. Potem było jeszcze dwóch innych papieży, aż w końcu Formozus został papieżem i natychmiast uwikłany został w potyczki, w przenośni i dosłownie, pomiędzy wojującymi frakcjami politycznymi wewnątrz Kościoła. Po pięciu latach swarliwego pontyfikatu, papież Formozus zmarł i pochowano go w Rzymie.

Kilka tygodni później papieżem został Stefan VII. On i wspierające go osoby naprawdę mieli na pieńku z Formozusem, toteż Stefan VII postanowił, że werdykt Jana VIII powinien zostać przywrócony. Zamiast jednak zwyczajnie znów ekskomunikować zmarłego papieża, Stefan VII zrobił coś, co później znane będzie jako "Trupi Synod". Synod, w uproszczeniu, to kościelny sąd, a trup to trup. Widzicie do czego zmierzam?

Stefan VII wykopał Formozusa, zaciągnął jego trupa na papieski tron, i dążył do postawienia go przed sądem za jego zbrodnie. Stefan VII był oskarżycielem, a Formozus, z pomocą kryjącego się za tronem nastoletniego diakona, bronił się.

Stefan VII krzyczał i czytał zarzucane mu czyny, stąpając wokół tronu i próbując przypodobać się widowni. Kiedy przestawał krzyczeć, nastoletni diakon imitował zza tronu głos Formozusa, zaprzeczając zarzutom. Formozusowi kiepsko to wychodziło, co jest dowodem na prawdziwość starego porzekadła, że po śmierci się nie obronisz.

Formozus uznany został za winnego i Stefan VII nakazał odciąć mu palce, pozbawić go szaty liturgicznej, ubrać w łachy i pochować go jak żebraka. Stefan VII wkrótce postanowił, że nie było to dostatecznie adekwatną karą i kazał ponownie wykopać trupa, obwiązać go kamieniami i wrzucić go do Tybru. Trupa odratował mnich.

Mieszkańcy Rzymu uznali Stefana VII za totalnego świra, w wyniku czego przez następne kilka miesięcy trwały zamieszki. Stefan VII pozbawiony został swojej szaty liturgicznej, po czym go uwięziono i uduszono. Co niesamowite, potrzeba było aż trzech synodów (tym razem bez obecności trupa), żeby odkręcić wyrok na Formozusie. Po dziś dzień żaden z papieży nie tytułuje się tym imieniem.


www.wykop.(*)1/6-najokropniejszych-papiezy/

>Prawo naturalne odkrywane jest przy pomocy rozumu, więc także dzięki medycynie.

No bo przecie nie dzięki łasce bożej - ta jakoś z rozumem nic wspólnego nie ma.
05-07-2013 09:46 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>I to "kim jest" należy rozumieć nie jako "kim jest z zawodu", tylko "jakim jest człowiekiem". Autorytet moralny zyskuje się nie na zasadzie wykształcenia, tylko służąc przykładem dobrego życia.

Ja to mam jednak dobrze, bo wszystkie tego typu autorytety trzymam w śmietniku pod ciężką klapą zamkniętą na kłódkę z szyfrem. W związku z tym, że moje doświadczenie życiowe, obserwacja życia, wiedza i wynikające z tego przekonania, preferencje, wartości itd. wskazują jednoznacznie, że z takiego choćby katolicyzmu nie da się wyprowadzić przykładu dobrego życia, to i autorytet moralny jest na tym gruncie niemożliwym. Katolicyzm nie jest w stanie stworzyć człowieka moralnego, dobrego. To zawsze jest stworzenie mniej lub bardziej moralnie przetrącone, ale na szczęście zwykle (nie zawsze) podlega innym, znacznie mądrzejszym wpływom mieszczącym się we współczesnej przestrzeni kulturowej. W związku z tym, przeciętny katolik jest jako tako moralnie ucywilizowany (przypadkowo/intuicyjnie), choć rozrzut spory.
   I dlatego każdy autorytet tego typu, to dla mnie dooopa blada, a nie autorytet. Po owocach ich poznacie.
worek kości (2937 punktów)
>Katolicyzm nie jest w stanie stworzyć człowieka moralnego, dobrego. To zawsze jest stworzenie mniej lub bardziej moralnie przetrącone, ale na szczęście zwykle (nie zawsze) podlega innym, znacznie mądrzejszym wpływom mieszczącym się we współczesnej przestrzeni kulturowej. W związku z tym, przeciętny katolik jest jako tako moralnie ucywilizowany (przypadkowo/intuicyjnie), choć rozrzut spory.

Śmiałe stwierdzenia jak na kogoś, kto wychował się przesiąknięty cywilizacją łacińską, czyli od ponad tysiąca lat chrześcijańską.


bembergiem w berg
05-07-2013 17:09 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Śmiałe stwierdzenia

Eee. Żadnej śmiałości tutaj nie potrzebuję.

>jak na kogoś, kto wychował się przesiąknięty

Nie mierz wszystkich jedną (swoją?) miarą. Nie każdy w tym kraju jest wychowany tak, żeby przesiąknął, nasiąknął i się w tym zabetonował. Mnie wychowano, abym był teflonowy. Krytyczny, sceptyczny, ciekawski, dociekliwy itd.

worek kości (2937 punktów)
>Mnie wychowano, abym był teflonowy. Krytyczny, sceptyczny, ciekawski, dociekliwy itd.

Możesz się miotać i machać rękami, ale takie są właśnie cechy cywilizacji chrześcijańskiej.

bembergiem w berg
05-07-2013 17:31 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Możesz się miotać i machać rękami, ale takie są właśnie cechy cywilizacji chrześcijańskiej.

Tak samo jak masmix ma cechy masła.
05-07-2013 18:08 
 Ocena 6 na 6
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Możesz się miotać i machać rękami, ale takie są właśnie cechy cywilizacji chrześcijańskiej.

Podobnie jak islamskiej w czasach ich wielkiego rozwoju, oraz chińskiej w czasach ich wielkiego rozwoju.
Chrześcijanie chcą teraz zagarnąć myślenie jako wynalazek chrześcijański ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
hazy (354 punktów)
(zablokowany)
Jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie matematyk mówi, że 4 to biorę kartkę, ołówek i sam sprawdzam jaki jest ten wynik, bo w nauce nie ma autorytetów.
03-07-2013 18:15 
 Ocena 2 na 2
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie matematyk mówi, że 4 to biorę kartkę, ołówek i sam sprawdzam jaki jest ten wynik, bo w nauce nie ma autorytetów.

Tak, ale jeśli miałbyś obliczyć prawdopodobieństwo wpływu początkowej energii wielkiego wybuchu na kolor umaszczenia populacji piesków preriowych w ogrodzie zoologicznym w Buenos Aires, to raczej musiałbyś zaufać jakiemuś autorytetowi, który poświęcił na te obliczenia całe życie. I wtedy lepiej, żeby był to laureat Nagrody Nobla z matematyki, niż proboszcz z podradomskiej wsi.


Przeklęte lenistwo, w imię siedmiocyfrowej kwoty na koncie, opuść to pracowite ciało!
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Żona Nobla zdradzała go z matematykiem, więc nagrody Nobla z matmy nie ma.
worek kości (2937 punktów)
>I wtedy lepiej, żeby był to laureat Nagrody Nobla z matematyki, niż proboszcz z podradomskiej wsi.

A ktoś przypisuje autorytet epistemiczny w sprawach fizyki proboszczowi ze względu na to, że proboszcz jest proboszczem?

bembergiem w berg
04-07-2013 13:05 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>I wtedy lepiej, żeby był to laureat Nagrody Nobla z matematyki, niż proboszcz z podradomskiej wsi.
>A ktoś przypisuje autorytet epistemiczny w sprawach fizyki proboszczowi ze względu na to, że proboszcz jest proboszczem?

Zauważyłem że tak. Moherowe babcie ślepo wierzą proboszczowi w sprawach fizyki np. wtedy kiedy mówi że istnieje świat niematerialny i że on fizycznie wpływa na świat materialny przez "wolę bożą", albo "wstawiennictwo świętych".
04-07-2013 13:29 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Zauważyłem że tak. Moherowe babcie

Więc to wszystko to tylko z troski o moherowe babcie? Słowo daję, byłoby mniej nieporozumień, gdyby znalazło się to w statusie racjonalisty, ta troska o babcie. A myślałem, że ten portal ma nieco większe ambicje.

bembergiem w berg
04-07-2013 13:35 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>> A ktoś przypisuje autorytet epistemiczny w sprawach fizyki proboszczowi ze względu na to, że proboszcz jest proboszczem?

>> Zauważyłem że tak. Moherowe babcie ślepo wierzą proboszczowi w sprawach fizyki np. wtedy kiedy mówi że istnieje świat niematerialny i że on fizycznie wpływa na świat materialny przez "wolę bożą", albo "wstawiennictwo świętych".

> Więc to wszystko to tylko z troski o moherowe babcie? Słowo daję, byłoby mniej nieporozumień, gdyby znalazło się to w statusie racjonalisty, ta troska o babcie. A myślałem, że ten portal ma nieco większe ambicje.

Pytałeś o to kto przypisuje proboszczowi autorytet w sprawach fizyki.

Nie pytałeś o przyczynę, ale nagle dyskutujesz z fikcyjnym argumentem, który sobie wymyśliłeś, że przyczyną jest troska o babcie.

Na jakiej podstawie stawiasz tą tezę?
worek kości (2937 punktów)
>Jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie matematyk mówi, że 4 to biorę kartkę, ołówek i sam sprawdzam jaki jest ten wynik, bo w nauce nie ma autorytetów.

A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?

bembergiem w berg
04-07-2013 12:54 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)

>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?

Jesli kreacjonista twierdzi , że Bóg stworzył świat ,
ot tak , na pstryk , to jak to udowodnisz ?

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
04-07-2013 13:13 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?
>Jesli kreacjonista twierdzi , że Bóg stworzył świat ,
>ot tak , na pstryk , to jak to udowodnisz ?

1. Zmieniasz temat.

2. Kreacjonista mógłby powołać się np. na argument kosmologiczny, który brzmi mniej więcej tak:
- cokolwiek istnieje posiada swoją przyczynę
- ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność
wniosek: musi istnieć pierwsza przyczyna, która sama nie posiada przyczyny (Bóg)

Kreacjonista może też powołać się na istnienie matematyki - jeśli matematyka jest czymś, co człowiek odkrywa, a nie tworzy, to znaczy, że istnienie takich skomplikowanych struktur musi posiadać jakieś swoje wyjaśnienie. Niektórzy twierdzą, że tym wyjaśnieniem jest założenie istnienia jakiegoś logosu - kosmicznego umysłu, którego matematyka jest sposobem komunikacji ze światem.

bembergiem w berg
04-07-2013 13:21 
 Ocena 7 na 7
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>2. Kreacjonista mógłby powołać się np. na argument kosmologiczny, który brzmi mniej więcej tak:
>- cokolwiek istnieje posiada swoją przyczynę

To założenie jest błędne. Empiryczne doświadczenia mu zaprzeczają. Efekt Casimira.

>- ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność

Brak podstaw do takiej tezy.

>wniosek: musi istnieć pierwsza przyczyna, która sama nie posiada przyczyny (Bóg)

Na podstawie błędnych założeń wyciągnąłeś dwa błędne wnioski.

>Kreacjonista może też powołać się na istnienie matematyki - jeśli matematyka jest czymś, co człowiek odkrywa, a nie tworzy, to znaczy, że istnienie takich skomplikowanych struktur musi posiadać jakieś swoje wyjaśnienie. Niektórzy twierdzą, że tym wyjaśnieniem jest założenie istnienia jakiegoś logosu - kosmicznego umysłu, którego matematyka jest sposobem komunikacji ze światem.

Błędne założenie, że matematykę się odkrywa. Tak samo mógłbyś zakładać, że język polski istniał wcześniej i został odkryty przez Słowian.
Błędna argumentacja wykorzystująca mechanizm społecznego dowodu słuszności. Powoływanie się na to co niektórzy twierdzą i pominięcie sprawdzenia słuszności ich tez i zasadności przesłanek.
worek kości (2937 punktów)
>>2. Kreacjonista mógłby powołać się np. na argument kosmologiczny, który brzmi mniej więcej tak:
>>- cokolwiek istnieje posiada swoją przyczynę
>To założenie jest błędne. Empiryczne doświadczenia mu zaprzeczają. Efekt Casimira.

Efekt Casimira miałby polegać na powstawaniu rzeczy bez przyczyny, czy jednak z przyczyną, ale jeszcze nie znaną?

>>- ciąg przyczyn nie może biec w nieskończoność
>Brak podstaw do takiej tezy.

Ostatnio byłeś innego zdania:
Cytat:
Nieskończoność wg mnie nie istnieje. To znaczy za słabe są przesłanki świadczące o jej istnieniu.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,571620#w571622

>Błędne założenie, że matematykę się odkrywa. Tak samo mógłbyś zakładać, że język polski istniał wcześniej i został odkryty przez Słowian.

Matematyka tym się jednak różni od języka słowiańskiego, że różni ludzie, nie kontaktując się ze sobą, "wymyślali ją" w ten sam sposób. Byłoby to dość zaskakujące, gdyby jedynym wyjaśnieniem tego zjawiska był zaledwie "zbieg okoliczności".

bembergiem w berg
05-07-2013 07:26 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Efekt Casimira miałby polegać na powstawaniu rzeczy bez przyczyny, czy jednak z przyczyną, ale jeszcze nie znaną?

Na powstawaniu cząstek bez przyczyny. Model teoretyczny zakładał że muszą one powstawać bez przyczyny, a 50 lat później potwierdzono to doświadczalnie.

>Ostatnio byłeś innego zdania:
>Cytat:
Nieskończoność wg mnie nie istnieje. To znaczy za słabe są przesłanki świadczące o jej istnieniu.


To że jest brak przesłanek do istnienia nieskończoności nie oznacza automatycznie że teza o skończoności przyczyn jest uzasadniona. Brak jest przesłanek do jednego i drugiego twierdzenia. Pozostaje też kwestia tego że nawet zakładając na podstawie teorii wielkiego wybuchu nieistnienie minus nieskończoności czasu nie musi być sprzeczne z istnieniem plus nieskończoności czasu. Po prostu nie wiemy, dlatego nie powołuj się na to czego jeszcze nie można udowodnić.

>Matematyka tym się jednak różni od języka słowiańskiego, że różni ludzie, nie kontaktując się ze sobą, "wymyślali ją" w ten sam sposób. Byłoby to dość zaskakujące, gdyby jedynym wyjaśnieniem tego zjawiska był zaledwie "zbieg okoliczności".

Język również był wymyślany w ten sam sposób. W każdym ludzkim języku jest słowo oznaczające np "jeść", "człowiek" itp. Znaczenie tych słów się powtarza, ale różnią się sposobem wymowy i zapisu. Podobnie jak cyfry rzymskie lub dwojkowe różnią się od arabskich.
worek kości (2937 punktów)
>>Efekt Casimira miałby polegać na powstawaniu rzeczy bez przyczyny, czy jednak z przyczyną, ale jeszcze nie znaną?
>Na powstawaniu cząstek bez przyczyny.

Musisz to rozwinąć. Z tego co się orientuję chodzi tutaj o niemożliwość wskazania przyczyny, a nie o brak przyczyny w ogóle.

>To że jest brak przesłanek do istnienia nieskończoności nie oznacza automatycznie że teza o skończoności przyczyn jest uzasadniona.

Ale w ramach naukowych spekulacji, w sytuacji równowagi dwóch przekonań możemy sobie wybrać jedną z opcji (istnienie realnej nieskończoności lub jej niemożliwość) w celu sformułowania jakiejś roboczej hipotezy na temat świata.

>Język również był wymyślany w ten sam sposób.

Myśl, że matematyka jest wydestylowanym z języka opisem uniwersalnych relacji zachodzących w przyrodzie, wydaje mi się całkiem sensowna. Muszę to jeszcze przemyśleć.

Ale pozostaje głębszy problem - skąd w ogóle w przyrodzie takie uniwersalne prawidłowości?


bembergiem w berg
13-07-2013 05:01 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Byłoby to dość zaskakujące, gdyby jedynym wyjaśnieniem tego zjawiska był zaledwie "zbieg okoliczności".<
Wyjaśnieniem tego zjawiska nie jest "zbieg okoliczności". Nie marnuj czasu na Tomasza, poczytaj mądrych ludzi to się dowiesz dlaczego świat fizyczny daje się opisać matematycznie.

Nicholas Reschner - A Useful Inheritance. Evolutionary Aspects of the Theory of Knowledge.


Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
04-07-2013 13:03 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie matematyk mówi, że 4 to biorę kartkę, ołówek i sam sprawdzam jaki jest ten wynik, bo w nauce nie ma autorytetów.
>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?

Bardzo prosto. Na wstępie zapozna się z przesłankami twierdzenia i w domowym zaciszu, nie ruszając się z fotela oceni ich słuszność, logikę, spójność z posiadaną wiedzą. Potem może zaczekać aż doświadczenie zostanie powtórzone przez inne laboratorium i innych fizyków.
worek kości (2937 punktów)
>>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?
>Bardzo prosto.

Współczesna fizyka nie jest tak prosta i jeden człowiek nie jest w stanie w ciągu swojego życia sprawdzić wszystkich naukowych twierdzeń - szczegółowość zagadnień rozważanych przez fizyków wymaga lat studiów, to samo można powiedzieć o problemach z zakresu biologii czy chemii.

>Potem może zaczekać aż doświadczenie zostanie powtórzone przez inne laboratorium i innych fizyków.

Czyli jednak zaufanie do naukowców, że ich społeczność kieruje się zasadami uczciwości i że nie robią ludzi w konia - innymi słowy - uznanie ich epistemicznego autorytetu.


bembergiem w berg
04-07-2013 13:25 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?
>>Bardzo prosto.
>Współczesna fizyka nie jest tak prosta i jeden człowiek nie jest w stanie w ciągu swojego życia sprawdzić wszystkich naukowych twierdzeń - szczegółowość zagadnień rozważanych przez fizyków wymaga lat studiów, to samo można powiedzieć o problemach z zakresu biologii czy chemii.

Nie ma potrzeby sprawdzać wszystkich twierdzeń. Pytasz o bozon Higgsa, więc odpowiadam. Widzisz jakie to proste? Pewne pytania o większym stopniu trudności pojawiają się w procesie poznawania świata. Dwuletnie dzieci oraz babcie moherowe nie pytają o bozon Higgsa, więc ich nieznajomość fizyki kwantowej nie jest problemem.

>>Potem może zaczekać aż doświadczenie zostanie powtórzone przez inne laboratorium i innych fizyków.
>Czyli jednak zaufanie do naukowców, że ich społeczność kieruje się zasadami uczciwości i że nie robią ludzi w konia - innymi słowy - uznanie ich epistemicznego autorytetu.

Nie. Na każdym kroku są sprawdzani. Co ciekawe okazuje się, że większość ich tez można zweryfikować nie ruszając się z domu. Nawet nie trzeba mieć laboratorium. Np. ja nie muszę niczego co twierdzisz sprawdzać, weryfikować doświadczalnie czy szukać w książkach. Od razu widzę że piszesz bez sensu i popełniasz błędy logiczne. W ten sposób dyskwalifikuję Twoje tezy.
04-07-2013 22:53 
 Ocena 4 na 4
DyktaFon (9281 punktów)

>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?

To dziecinnie proste: należy zapytać proboszcza lub jeszcze lepiej - purpurata. Że też rozumni ludzie o takie rzeczy pytają...
13-07-2013 05:18 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?<
W całym wątku rozwodzisz się o metodologii nauk, o jej wiarygodności a nie masz o temacie najmniejszego pojęcia. Tak to sprawdzisz --> Peer-Review.


Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
worek kości (2937 punktów)
>>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?<
>Peer-Review.

Sprawdzenie autentyczności odkrycia poprzez czytanie recenzji nie jest sprawdzeniem bezpośrednim, tylko opiera się na zaufaniu do naukowców, na wierze, że nas nie robią w konia.

bembergiem w berg
13-07-2013 16:43 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Sprawdzenie autentyczności odkrycia poprzez czytanie recenzji nie jest sprawdzeniem bezpośrednim, tylko opiera się na zaufaniu do naukowców, na wierze, że nas nie robią w konia.<
Jeżeli zostaniesz naukowcem to starsi koledzy wytłumaczą ci jak działa weryfikacja. Na razie jesteś tylko wykształconym idiotą dotkniętym chorobą fanatyzmu religijnego, więc i tak nic nie zrozumiesz.

Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
worek kości (2937 punktów)
>Jeżeli zostaniesz naukowcem to starsi koledzy wytłumaczą ci jak działa weryfikacja.

Jak będę naukowcem to tak, ale rozmowa dotyczyła ludzi spoza nauki oraz ich ewentualnych możliwości weryfikacji twierdzeń naukowych, o których czytają np. z internecie.

>Na razie jesteś tylko wykształconym idiotą dotkniętym chorobą fanatyzmu religijnego

Słowo daję, ani razu się nie odwołałem do Objawienia. Co wy z tą moją religijnością?

bembergiem w berg
13-07-2013 20:10 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A jeśli fizyk twierdzi, że odkrył bozon Higgsa - jak to sprawdzisz?<
>>>>Peer-Review.
>Sprawdzenie autentyczności odkrycia poprzez czytanie recenzji nie jest sprawdzeniem bezpośrednim, tylko opiera się na zaufaniu do naukowców, na wierze, że nas nie robią w konia.
Czy tylko sprawdzenie autentyczności odkrycia stanowi dla Pana problem? Czy Pan wie co się aktualnie dzieje za najbliższą ścianą? Czy nie jesteśmy tylko mózgami w słoiku? Problemów jest sporo i każdy sam sobie wybiera punkty, na których swoje zaufanie opiera.

Racjonaliści wybrali zaufanie do metod wypracowanych przez naukę:
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.

Nauką nazywa się też działalność wyspecjalizowanych pracowników organizacji naukowych, dysponujących wciąż ulepszanymi narzędziami, instrumentami, podejmujących przedsięwzięcia badawcze, które powiększając zasoby wiedzy i umiejętności przyczyniają się do dalszego rozwoju nauki.

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy o istniejącej obiektywnie rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
Krytyczne metody wpisane w naukowy proces poznania pozwalają z dużą dozą ufności uwierzyć w naukowe stwierdzenia, choć sceptycyzm w stosunku do wszystkich i wszystkiego zawsze jest wskazany.

Miłego dnia.

@@@
.
Ratatoskr (4439 punktów)
A ja mam na ten temat pewną teorię.

Moim zdaniem to nie jest utrata głowy tylko całkowicie świadoma polityka: zamieszczać na portalu kontrowersyjne i bzdurne teksty, licząc na wywołaną tym reakcję i np. powyższe zalinkowanie. Na tym Fronda się w sumie kiedyś wylansowała pisząc o sprawie "Agaty". Najwidoczniej aktualnie stara się to powtórzyć.
Grzegorz (5685 punktów)
>Nie wiem, czy podforum "nauka" jest tu dobrym trafem, ale :
>Cytat:
Fizyka nie powie skąd się wziął świat fizyczny, chemia skąd się wziął świat chemii, biologia nie wyjaśni skąd się wziął świat biologii. Ludzie wierzący uznają stworzenie świata z niczego. Naukowcy mogą jedynie dotrzeć do "punktu osobliwego", do Wielkiego Wybuchu, dalej sięgają po czystą spekulację - mówi Michał Chaberek, dominikanin, stypendysta Discovery Institut w rozmowie z Tomaszem Rowińskim.


"Czysta spekulacja"? To przecież i tak sporo wiarygodniejsze niż "zwyczajna" wiara
worek kości (2937 punktów)
>"Czysta spekulacja"? To przecież i tak sporo wiarygodniejsze niż "zwyczajna" wiara

Czemu spekulowanie o "pierwotnych osobliwościach" jest uprawnione, a o "inteligentnym projektancie" już nie? Jakiego użyłbyś kryterium odróżniania zdań naukowych od nie-naukowych?

bembergiem w berg
pawel_wr (4297 punktów)

>Czemu spekulowanie o "pierwotnych osobliwościach" jest uprawnione, a o "inteligentnym projektancie" już nie? Jakiego użyłbyś kryterium odróżniania zdań naukowych od nie-naukowych?

Ponieważ inteligentny projekt jest nonsensem.
Wytłumaczyłem najprościej , jak to tylko możliwe.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
worek kości (2937 punktów)
>Ponieważ inteligentny projekt jest nonsensem.
>Wytłumaczyłem najprościej , jak to tylko możliwe.

Przedstawiłeś teraz tylko swoją opinię, a nie argument. Mylenie opinii z argumentem to dość powszechne zjawisko.

bembergiem w berg
04-07-2013 13:08 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Przedstawiłeś teraz tylko swoją opinię, a nie argument. Mylenie opinii z argumentem to dość powszechne zjawisko.

...wśród osób wierzących oraz słuchających autorytetów zamiast myśleć.
worek kości (2937 punktów)
>>Przedstawiłeś teraz tylko swoją opinię, a nie argument. Mylenie opinii z argumentem to dość powszechne zjawisko.
>...wśród osób wierzących oraz słuchających autorytetów zamiast myśleć.

I co zrobiła osoba na post której odpisałem. Sugerujesz, że pawel_wr jest wierzący czy tylko słucha autorytetów zamiast myśleć?

bembergiem w berg
04-07-2013 22:16 
 Ocena 4 na 4
pawel_wr (4297 punktów)

>I co zrobiła osoba na post której odpisałem.

Odpowiedziała na Twój wpis

>Sugerujesz, że pawel_wr jest wierzący czy tylko słucha autorytetów zamiast myśleć?

No , to nieźle się zapętliłeś. Popełniasz błąd logiczny. Można być wierzącym i jednocześnie słuchać autorytetu oraz myśleć :
- każdy budynek ma np. piorunochron , niezależnie od "mocy wiary"
ich mieszkańców , nawet jesli są oni osobami bez wykształcenia. Autorytet
inż. elektryka ( wzmocniony przepisami prawa budowlanego) wygrywa z
dowolnym przekonaniem , także biblijnym , o naturze błyskawicy.
I nie ma znaczenia , co myślą mieszkańcy budynku .

>Sugerujesz, że pawel_wr jest wierzący czy tylko słucha autorytetów zamiast myśleć?

Pawel_wr jest niewierzący , słucha naukowych autorytetów oraz
potrafi myśleć.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
04-07-2013 20:29 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

>Przedstawiłeś teraz tylko swoją opinię, a nie argument. Mylenie opinii z argumentem to dość powszechne zjawisko.

Przedstawiłem stan faktyczny , czyli PRAWDĘ. To nie była opinia , ani argument.
Mylenie i celowe przekręcanie wypowiedzi , do których się odnosisz ,
to dość powszechne zjawisko.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
05-07-2013 02:23 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>Przedstawiłeś teraz tylko swoją opinię, a nie argument. Mylenie opinii z argumentem to dość powszechne zjawisko.
>Przedstawiłem stan faktyczny , czyli PRAWDĘ. To nie była opinia , ani argument.

Przedstawiłeś coś, co w twojej opinii jest prawdą. W racjonalnej dyskusji po tezie, że coś jest nonsensem, powinno znaleźć się jakieś uzasadnienie.


bembergiem w berg
08-07-2013 19:37 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

>że coś jest nonsensem, powinno znaleźć się jakieś uzasadnienie.

Przeczytaj książki Darwina , Dawkinsa , Parandowskiego , Tad Clementsa ....

Gdy uzupełnisz braki w wiedzy biologicznej , to poinformuj
o tym .

Przyda się także( dla pozyskania wiedzy ogólnej)
Carl Sagan,
Steven Hawking,
Daniell Dennett,
itp.itd.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
08-07-2013 19:48 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>Przeczytaj książki Darwina , Dawkinsa , Parandowskiego , Tad Clementsa ....
>Gdy uzupełnisz braki w wiedzy biologicznej , to poinformuj
>o tym .
>Przyda się także( dla pozyskania wiedzy ogólnej)
>Carl Sagan,
>Steven Hawking,
>Daniell Dennett,
>itp.itd.

Perły przed wieprze.
08-07-2013 21:31 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>że coś jest nonsensem, powinno znaleźć się jakieś uzasadnienie.
>Gdy uzupełnisz braki w wiedzy biologicznej , to poinformuj o tym .

W swojej ostatniej książce - Intuition pumps and other tools for thinking - Daniel Dennett krytykuje twoją postawę. Jego zdaniem istotą naukowego sporu jest nieustanne tłumaczenie spraw nawet najprostszych, a nie odwoływanie się do zewnętrznych autorytetów. Jeśli nie potrafisz uzasadnić swojego twierdzenia, a rzucasz tylko garścią nazwisk, może to świadczyć o tym, że właściwie sam nie rozumiesz co piszesz.


bembergiem w berg
08-07-2013 23:37 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>że coś jest nonsensem, powinno znaleźć się jakieś uzasadnienie.
>>>>Gdy uzupełnisz braki w wiedzy biologicznej, to poinformuj o tym .
>W swojej ostatniej książce - Intuition pumps and other tools for thinking - Daniel Dennett krytykuje twoją postawę.
Pana Pawła, czy Pańską? Jak można krytykować odwoływanie się do autorytetów na podstawie odwołania się do autorytetu?

>Jego zdaniem istotą naukowego sporu jest nieustanne tłumaczenie spraw nawet najprostszych, a nie odwoływanie się do zewnętrznych autorytetów.
Znowu - może konkretny cytat. Gdyż np. moim zdaniem istotą naukowego sporu jest krytyczne podejście do przedstawianych przez innych uczonych tez, a nie tłumaczenie.
Jestem przeciwnikiem wszelkich autorytetów, ale wymyślanie za każdym razem Ameryki na nowo jest bzdurą, gdy ktoś trafnie i zgodnie z naszym poglądem coś opisał - to można i należy z niego korzystać. Zawsze warto odwoływać się do ludzi mądrych, ale odwoływać się należy też mądrze.

>Jeśli nie potrafisz uzasadnić swojego twierdzenia, a rzucasz tylko garścią nazwisk, może to świadczyć o tym, że właściwie sam nie rozumiesz co piszesz.
Przyganiał kocioł garnkowi. Czy Panu dokładnie się to nie zdarza?

Miłego dnia.

@@@
.
worek kości (2937 punktów)
>Jak można krytykować odwoływanie się do autorytetów na podstawie odwołania się do autorytetu?

Korzystam z autorytetów pawla_wr, żeby mu pokazać niewłaściwy sposób prowadzenia dyskusji. Chce Pan bronić kogoś, kto włącza się do rozmowy, rzuca "nonsens" i liczy na oklaski? Po takim epitecie człowiek oczekuje jakiegoś uzasadnienia, a nie listy lektur.


bembergiem w berg
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Korzystam z autorytetów pawla_wr, żeby mu pokazać niewłaściwy sposób prowadzenia dyskusji. Chce Pan bronić kogoś, kto włącza się do rozmowy, rzuca "nonsens" i liczy na oklaski? Po takim epitecie człowiek oczekuje jakiegoś uzasadnienia, a nie listy lektur.
Rozumiem, ale krytyka też winna być przemyślaną, gdyż może być obosieczną.

Miłego dnia.

@@@
.
pawel_wr (4297 punktów)

>Jeśli nie potrafisz uzasadnić swojego twierdzenia, a rzucasz tylko garścią nazwisk, może to świadczyć o tym, że właściwie sam nie rozumiesz co piszesz.

Co niby miałem udowodnić ?
Podałem kilka książek , abyś nabył wiedzy np. biologicznej ,
a Ty filozofujesz.

Książek Dawkinsa , Darwina , Feynmanna , Kosidowskiego i wielu
innych oczywiście nie czytałeś i nie musisz ,
bo dla Ciebie kreacjonistyczne bajdurzenia
są prawdą.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
13-07-2013 05:31 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Przedstawiłeś teraz tylko swoją opinię, a nie argument. Mylenie opinii z argumentem to dość powszechne zjawisko.<
Na te bzdurne gadanie wystarczyłaby jedna odpowiedź - Stypendysta Templentona. Jeszcze mu trądzik nie znikł z twarzy ale po przyspieszonym rocznym kursie w Discovery pojął więcej niż świat naukowy prze długie lata.
ID nie jest żadną teorią naukową ponieważ nie spełnia jej wymogów. Możesz jeszcze mulić ile chcesz i tak nie pojmiesz w czym tkwi problem.


Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>"Czysta spekulacja"? To przecież i tak sporo wiarygodniejsze niż "zwyczajna" wiara
>Czemu spekulowanie o "pierwotnych osobliwościach" jest uprawnione, a o "inteligentnym projektancie" już nie? Jakiego użyłbyś kryterium odróżniania zdań naukowych od nie-naukowych?

Kryterium używania lub nieużywania przesłanek naukowych.
worek kości (2937 punktów)
>Jakiego użyłbyś kryterium odróżniania zdań naukowych od nie-naukowych?
>Kryterium używania lub nieużywania przesłanek naukowych.

Innymi słowy kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych jest kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych? No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić - jest to tak samo (tautologicznie) prawdziwe jak fakt, że 4 = 4.

bembergiem w berg
04-07-2013 13:31 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Jakiego użyłbyś kryterium odróżniania zdań naukowych od nie-naukowych?
>>Kryterium używania lub nieużywania przesłanek naukowych.
>Innymi słowy kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych jest kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych? No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić - jest to tak samo (tautologicznie)

Popełniłeś błąd zrównując słowo "zdanie" ze słowem "przesłanka".
Błąd logiczny, czy nieumiejętność czytania ze zrozumieniem?
worek kości (2937 punktów)
>Popełniłeś błąd zrównując słowo "zdanie" ze słowem "przesłanka".

Przesłanka też jest zdaniem, dżizas...

bembergiem w berg
05-07-2013 07:14 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Popełniłeś błąd zrównując słowo "zdanie" ze słowem "przesłanka".
>Przesłanka też jest zdaniem, dżizas...

To że przesłanka może być zdaniem nie znaczy że zdanie jest przesłanką.

Popełniłeś kolejny błąd logiczny. Tym razem było to odwrócenie implikacji.
pl.wikipedia.org/wiki/Implikacja_logiczna
Zapraszam do popełniania kolejnych. Rozszerz repertuar.
worek kości (2937 punktów)
>>>Popełniłeś błąd zrównując słowo "zdanie" ze słowem "przesłanka".
>>Przesłanka też jest zdaniem, dżizas...
>To że przesłanka może być zdaniem nie znaczy że zdanie jest przesłanką.

Jeżeli na moje pytanie o kryterium demarkacji, czyli odróżniania zdań naukowych od nienaukowych, ty piszesz o "kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych", to nie udzielasz odpowiedzi, tylko zadajesz nowe pytanie. I teraz mamy dwa pytania:
1. Jakie jest kryterium odróżniania zdań naukowych od nienaukowych?
2. Jakie jest kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych?

bembergiem w berg
06-07-2013 07:09 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli na moje pytanie o kryterium demarkacji, czyli odróżniania zdań naukowych od nienaukowych, ty piszesz o "kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych", to nie udzielasz odpowiedzi, tylko zadajesz nowe pytanie. I teraz mamy dwa pytania:
>1. Jakie jest kryterium odróżniania zdań naukowych od nienaukowych?

Sprawdzenie zgodności z pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa

>2. Jakie jest kryterium odróżniania przesłanek naukowych od nienaukowych?

Sprawdzenie czy pl.wikipedia.org/wiki/Przesłanka jest zgodna z pl.wikipedia.org/wiki/Logika, nie zawiera pl.wikiped(*)C4™dy_logiczno-językowe i wywodzi się z pl.wikipedia.org/wiki/Nauka.
worek kości (2937 punktów)
>>1. Jakie jest kryterium odróżniania zdań naukowych od nienaukowych?
>Sprawdzenie zgodności z pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa

Ok, to tylko tak w ramach eksperymentu - czy zdanie:
Cytat:
(kryterium naukowości jest) sprawdzenie zgodności z metodą naukową

Jest naukowe czy nie?

bembergiem w berg
04-07-2013 19:41 
 Ocena 5 na 5
Grzegorz (5685 punktów)
>Czemu spekulowanie o "pierwotnych osobliwościach" jest uprawnione, a o "inteligentnym projektancie" już nie? Jakiego użyłbyś kryterium odróżniania zdań naukowych od nie-naukowych?

To co dzisiaj jest spekulacją naukową jutro może zostać zweryfikowane i przy okazji przyczynić się do rozwoju nauki.

Poza tym są różne poziomy spekulacji

Przykład jeden:
trzaskają drzwi
mąż spekuluje: pewnie ktoś wszedł nam do domu
żona: nie to tylko okna są otwarte i wiatr nimi trzasnął
mąż sprawdza że nikogo dodatkowego nie ma w domu, a wiatr rzeczywiście wieje na tyle mocno że rusza drzwiami... problem solved

przykład drugi:
po sprawdzeniu że nikogo nie ma mąż nadal "spekuluje" że intruz po prostu musi być niewidzialny, ewentualnie potrafi latać więc wyleciał przez otwarte okno. Teoria zostaje automatycznie "potwierdzona" bo okno istotnie jest otwarte i nikogo nie widać, a poza tym teoria jest nie do obalenia bo gość może wyciągnąć jeszcze sporo równie trafionych wyjaśnień
worek kości (2937 punktów)
>są różne poziomy spekulacji
>Przykład jeden:
>przykład drugi:

No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej. Może się zdarzyć, że w opisanej przez ciebie sytuacji rzeczywiście brał udział niewidzialny człowiek, ale nie weźmiemy tej opcji pod uwagę, ponieważ mamy inne wyjaśnienie, mniej kłopotliwe. Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.


bembergiem w berg
06-07-2013 16:18 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej. Może się zdarzyć, że w opisanej przez ciebie sytuacji rzeczywiście brał udział niewidzialny człowiek, ale nie weźmiemy tej opcji pod uwagę, ponieważ mamy inne wyjaśnienie, mniej kłopotliwe. Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.

Błąd, szukamy prawdy i prostoty. Im prostsze wyjaśnienie oddające pełnie zjawiska, tym lepiej.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
06-07-2013 19:49 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Błąd, szukamy prawdy i prostoty.

To jak nauka definiuje prawdę, jeżeli rzeczywiście jej szuka?

bembergiem w berg
06-07-2013 20:27 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>To jak nauka definiuje prawdę, jeżeli rzeczywiście jej szuka?

Jako logiczne "1" w przeprowadzonym eksperymencie. Da się jakoś inaczej definiować prawdę niż jako logiczne "1" ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
pawel_wr (4297 punktów)

>To jak nauka definiuje prawdę, jeżeli rzeczywiście jej szuka?

Odrzucając fałsz.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
worek kości (2937 punktów)
>>To jak nauka definiuje prawdę, jeżeli rzeczywiście jej szuka?
>Odrzucając fałsz.

Jesteś pewien, że nauka mówi w ogóle cokolwiek o prawdzie?

bembergiem w berg
09-07-2013 01:21 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)

>Jesteś pewien, że nauka mówi w ogóle cokolwiek o prawdzie?

Jestem pewien , że Ty nie rozumiesz postów , na które ripostujesz.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
13-07-2013 18:13 
 Ocena 1 na 1
Paul Figura. (1368 punktów)

>Jesteś pewien, że nauka mówi w ogóle cokolwiek o prawdzie?

Czy według ciebie poniższa księga ma cokolwiek, wspólnego z prawdą.?



worek kości (2937 punktów)
>>Jesteś pewien, że nauka mówi w ogóle cokolwiek o prawdzie?
>Czy według ciebie poniższa księga ma cokolwiek,

No, coś tam na pewno się znajduje.

>wspólnego z prawdą.?

Jest tam kilka dobrych kawałków.

bembergiem w berg
pawel_wr (4297 punktów)
Poniższy cytat z Twojej wypowiedzi to oczywisty bełkot.
( bez obrazy dla Ciebie)

>No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej.

Takie coś stosowane jest w teologii , a nie w nauce.
Sztuka manipulacji i fałszerstwa jest jądrem teologii.
Fałszerstwo od razu będzie zdemaskowane w fizyce , chemii , ...
i wszystkich naukach przyrodniczych i ścisłych.

> Może się zdarzyć, że w opisanej przez ciebie sytuacji rzeczywiście brał udział niewidzialny człowiek, ale nie weźmiemy tej opcji pod uwagę, ponieważ mamy inne wyjaśnienie, mniej kłopotliwe.

>Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.

Wymyśliłeś zasadę ekonomii w nauce , aby uzasadnić pokrętność
swoich wypowiedzi.

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
worek kości (2937 punktów)
>>No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej.
>Takie coś stosowane jest w teologii , a nie w nauce.

W teologii obowiązuje zasada zgodności z doktryną.

>>Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.
>Wymyśliłeś zasadę ekonomii w nauce , aby uzasadnić pokrętność
>swoich wypowiedzi.

Jeśli mielibyśmy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to co będzie kryterium wyboru jednej z nich?

bembergiem w berg
08-07-2013 21:44 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>W teologii obowiązuje zasada zgodności z doktryną.

Która w jaki sposób jest sensowna ?

>Jeśli mielibyśmy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to co będzie kryterium wyboru jednej z nich?

Tymczasowo obie. Temat byłby głośno debatowany w świecie nauki aż wyłoniono by tę lepszą teorię.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>>W teologii obowiązuje zasada zgodności z doktryną.
>Która w jaki sposób jest sensowna ?

Dzięki temu instytucja KK trwa już grubo ponad 1000 lat.

>Tymczasowo obie. Temat byłby głośno debatowany w świecie nauki aż wyłoniono by tę lepszą teorię.

Jeżeli miałbyś dwie teorie, które przy różnych założeniach dają takie same wyniki, to wybrałbyś tę, która te wyniki daje szybciej i sprawniej.

bembergiem w berg
08-07-2013 22:08 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Dzięki temu instytucja KK trwa już grubo ponad 1000 lat.

Nie jest to bynajmniej powód do szczęścia, albo chociaż wypicia piwa (chyba, że na smutno).

>Jeżeli miałbyś dwie teorie, które przy różnych założeniach dają takie same wyniki, to wybrałbyś tę, która te wyniki daje szybciej i sprawniej.

Tak, ale w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą. Ot, taka różnica w podejściu dogmatycznym i racjonalnym.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Tak, ale w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą. Ot, taka różnica w podejściu dogmatycznym i racjonalnym.

Fizyka Einsteina jest lepiej uzasadniona niż fizyka Newtona, ale ze względu na prostotę rachunków do większości nieskomplikowanych problemów wybiera się tę drugą. Racjonalność to także pragmatyka.

bembergiem w berg
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Fizyka Einsteina jest lepiej uzasadniona niż fizyka Newtona, ale ze względu na prostotę rachunków do większości nieskomplikowanych problemów wybiera się tę drugą. Racjonalność to także pragmatyka.

Fizyka Newtona jest specjalnym przypadkiem fizyki Einsteina. W ogóle, w fizyce praktycznie wszystkie jej działy są z sobą powiązane.
Zastosowanie przybliżenia, o ile daje wyniki nie odbiegające mocno od rzeczywistości, jest uzasadnione. Jak się to ma do metodologii nauki, o której jest ta dyskusja ?


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
> Zastosowanie przybliżenia, o ile daje wyniki nie odbiegające mocno od rzeczywistości, jest uzasadnione. Jak się to ma do metodologii nauki, o której jest ta dyskusja ?

Tak się ma, że wcześniej na mój tekst, że "jeżeli miałbyś dwie teorie, które przy różnych założeniach dają takie same wyniki, to wybrałbyś tę, która te wyniki daje szybciej i sprawniej" - odpisałeś, że "w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą". Fizyka Einsteina jest lepsza od fizyki Newtona, ale i tak stosowałbyś "gorszą" fizykę Newtona, "o ile daje wyniki nie odbiegające mocno od rzeczywistości". Czyli jednak potwierdzasz moją tezę, że w nauce kierujemy się ekonomią.

bembergiem w berg
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Tak się ma, że wcześniej na mój tekst, że "jeżeli miałbyś dwie teorie, które przy różnych założeniach dają takie same wyniki, to wybrałbyś tę, która te wyniki daje szybciej i sprawniej" - odpisałeś, że "w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą". Fizyka Einsteina jest lepsza od fizyki Newtona, ale i tak stosowałbyś "gorszą" fizykę Newtona, "o ile daje wyniki nie odbiegające mocno od rzeczywistości". Czyli jednak potwierdzasz moją tezę, że w nauce kierujemy się ekonomią.

Nigdy nie uprawiałeś nauk ścisłych, prawda ? Fakt, że można użyć fizyki Newtona nie stawia jej jako coś lepszego od fizyki Newtona. Pokazuje jedynie, że w danym przypadku model Newtonowski jest - słowo klucz - wystarczający.

Definiuj, o jakie znaczenie słowa "nauka", Ci chodzi. Oszczędzisz sobie sofizmów, a nam czasu.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>w danym przypadku model Newtonowski jest - słowo klucz - wystarczający.

To jak się to ma do tego, co napisałeś wcześniej:

Cytat:
w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą.

?


bembergiem w berg
09-07-2013 00:22 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>To jak się to ma do tego, co napisałeś wcześniej:
>Cytat:
w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą.

>?

Jeśli twierdzisz, że mechanika Einsteina zaprzecza newtonowskiej, to jesteś kompletnie w błędzie i proponuję się doedukować.

W sensie pełnego opisu zjawisk teoria Einsteina daje pełniejszy opis, więc, z poznawczego punktu widzenia jest lepsza. Nikt przy zdrowych zmysłach i edukacji na poziomie liceum nie twierdzi, że Newton tłumaczy wszystkie zjawiska.

Jeśli jednak badam przykładowo trajektorię pocisku o niewielkiej względem Ziemi masie i poruszającego się z prędkością małą względem prędkości światła, to spokojnie Newton wystarcza, a do tego jest znacznie prostsza obliczeniowo. Czy deprecjonuje to Einsteina ? Oczywiście, że nie.

Dalej, wyprzedzę pytanie : gdzie granica stosowalności przybliżeń ? W nauce jest coś takiego jak miara błędu. Liczymy coś jedną metodą, sprawdzamy, jaki błąd popełniamy względem wartości rzeczywistej. Wybieramy tę metodę, która najlepiej minimalizuje błąd.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
09-07-2013 00:30 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
To robi się już męczące, a przecież chodzi o szczegół:

JA: Jeżeli miałbyś dwie teorie, które przy różnych założeniach dają takie same wyniki, to wybrałbyś tę, która te wyniki daje szybciej i sprawniej.

TY: Tak, ale w przypadku ukazania dobrych dowodów na to, że druga teoria jest jednak lepsza, bez słowa przyjąłbym tę drugą.

JA: Einstein coś tam, coś tam, Newton coś tam, coś tam.

TY: teoria Einsteina daje pełniejszy opis, więc, z poznawczego punktu widzenia jest lepsza (...) Jeśli jednak badam przykładowo trajektorię pocisku (...) to spokojnie Newton wystarcza

JA: Czyli wybrałbyś tę, która wyniki daje szybciej i sprawniej. No i tyle, wygrałem, muzyka! <taniec_zwyciestwa>

TY: <leje_gorzkie_łzy>

JA: <napawa_się_bo_jest_strasznie_małostkowy_i_chyba_uzależniony_od_internetu>


bembergiem w berg
09-07-2013 01:02 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>To robi się już męczące, a przecież chodzi o szczegół:

Zaiste, szczegół, którego Ty nie dostrzegasz. Przykład z Einsteinem i Newtonem jest bardzo nietrafiony, bo to nie są przeciwstawne teorie i żadna nie wyklucza drugiej. Możemy pogadać, jak znajdziesz lepszy przykład.

>JA: <napawa_się_bo_jest_strasznie_małostkowy_i_chyba_uzależniony_od_internetu>

Bez wątpienia.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>to nie są przeciwstawne teorie i żadna nie wyklucza drugiej.

Jak nie? W fizyce Einsteina mamy zupełnie inne rozumienie czasu i przestrzeni, a to tylko jedna z wielu różnic.

bembergiem w berg
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Jak nie? W fizyce Einsteina mamy zupełnie inne rozumienie czasu i przestrzeni, a to tylko jedna z wielu różnic.

Inne rozumienie=inny opis matematyczny. Nasze pojmowanie i opis trajektorii pocisku nie zmienia w żaden sposób faktycznego zachowania pocisku. Jak rozpiszesz sobie hamiltonian w obu przypadkach wyniki będą bardzo podobne. To naprawdę nie jest trudne.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
pawel_wr (4297 punktów)

>Fizyka Einsteina jest lepsza od fizyki Newtona, ale i tak stosowałbyś "gorszą" fizykę Newtona, "o ile daje wyniki nie odbiegające mocno od rzeczywistości". Czyli jednak potwierdzasz moją tezę, że w nauce kierujemy się ekonomią.

W zastosowaniach odkryć naukowych i praw przyrodniczych do praktyki
życiowej stosujemy uproszczenia i przybliżenia .

Znowu Worek Kości przekręca sens wypowiedzi ,
na którą odpowiada.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
MarcinK (9189 punktów)
>>>W teologii obowiązuje zasada zgodności z doktryną.
>>Która w jaki sposób jest sensowna ?
>Dzięki temu instytucja KK trwa już grubo ponad 1000 lat.

A co to za magiczna doktryna?
worek kości (2937 punktów)
>A co to za magiczna doktryna?

Tzn?

bembergiem w berg
MarcinK (9189 punktów)
>>A co to za magiczna doktryna?
>Tzn?

Jaka jest treść tej doktryny, która pozwoliła przetrwać kościołowi?
08-07-2013 22:49 
 Ocena 2 na 2
pawel_wr (4297 punktów)

>Jaka jest treść tej doktryny, która pozwoliła przetrwać kościołowi?
>
.

Płać i płacz !


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
08-07-2013 23:07 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Jaka jest treść tej doktryny, która pozwoliła przetrwać kościołowi?

Możesz sobie o tym poczytać w Katechizmie Kościoła Katolickiego.

bembergiem w berg
08-07-2013 23:19 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)
>Możesz sobie o tym poczytać w Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Które wydanie?
15-08-2013 15:33 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>>są różne poziomy spekulacji
>>Przykład jeden:
>>przykład drugi:
>No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej. Może się zdarzyć, że w opisanej przez ciebie sytuacji rzeczywiście brał udział niewidzialny człowiek, ale nie weźmiemy tej opcji pod uwagę, ponieważ mamy inne wyjaśnienie, mniej kłopotliwe. Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.

Następny qrwa kwiatek.
Że też wcześniej nikt na ten wpis nie zwrócił uwagi, chyba, że coś przeoczyłam, czytając cięgiem ten przydługi wątek, albowiem się tu rozhasało trollisko.

Nie wybiera się teorii prawdziwej?
Czy ten człowiek do końca oszalał w swym świętojebliwym pędzie trolla?
Wybiera się drogi ignorancie teorię, która lepiej opisuje rzeczywistość i nie oznacza to bynajmniej jej prostoty, bo np. taka teoria względności raczej do prostych nie należy. Jednak co istotniejsze wybiera się teorię, w której zawarto słuszne PRZEWIDYWANIA i których to PRZEWIDYWAŃ trafność udało się później potwierdzić.
To decyduje o sile danej teorii, a nie czy jest prostsza i więcej wyjaśnia.

Odnoszę wrażenie, że nie tylko zadomowił się na tym forum troll, ale zwyczajny głąb.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>Wybiera się drogi ignorancie teorię, która lepiej opisuje rzeczywistość i nie oznacza to bynajmniej jej prostoty

Fizyka kwantowa lepiej opisuje rzeczywistość niż fizyka newtonowska, a jednak w codziennych sytuacjach wybieramy wzory Newtona - czemu?


bembergiem w berg
15-08-2013 15:58 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>>Wybiera się drogi ignorancie teorię, która lepiej opisuje rzeczywistość i nie oznacza to bynajmniej jej prostoty
>Fizyka kwantowa lepiej opisuje rzeczywistość niż fizyka newtonowska, a jednak w codziennych sytuacjach wybieramy wzory Newtona - czemu?

Albowiem prostakowi to wystarczy, by wyliczył jakie kuku wyrządzi mu spadająca na czerep masa krowiego gówna.
Jeśli jednak chcesz dyskutować o rzeczywistości to Newton tu nie wystarczy.

Jeszcze raz ci powtarzam. Pieprznąłeś kolejnego gigantycznego gniota pisząc o wyborze jako prawdziwej teorii prostszej i więcej opisującej.
Jak sam powinieneś się zorientować Newtona przemyślenia wyczerpują może i prostotę, ale walą się w gruzy na postulacie "więcej opisującej".

Nie to jest siłą danej teorii, tylko trafność jej przewidywań.

Dyskusja z tobą jest jak dyskusja z glonojadem pływającym w akwarium i ruszającym paszczęką. Nic z tych ruchów nie wynika, poza marnotrawstwem czasu, albowiem te poruszania paszczą są li tylko pozornymi ruchami, jakoby ów coś usiłował rzec.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>Albowiem prostakowi to wystarczy, by wyliczył jakie kuku wyrządzi mu spadająca na czerep masa krowiego gówna. Jeśli jednak chcesz dyskutować o rzeczywistości to Newton tu nie wystarczy.

Wydaje mi się jednak, że wzory Newtona są wciąż drukowane w podręcznikach i uczymy się ich nie tylko jako "historycznej ciekawostki".

>Jeszcze raz ci powtarzam. Pieprznąłeś kolejnego gigantycznego gniota pisząc o wyborze jako prawdziwej teorii prostszej i więcej opisującej.

Napisałem, że nauki nie interesuje prawdziwość teorii, tylko ekonomia.

1. Mówienie o "prawdzie" w nauce jest nienaukowe, ponieważ naukowiec musi wychodzić z założenia, że cokolwiek dzisiaj wie o świecie, jutro może okazać się błędne.
2. W naszej ludzkiej perspektywie mamy jedynie możliwość porównania jakości/skuteczności proponowanych przez konkurencyjne teorie przewidywań, a nie obiektywnej prawdy jakiegoś opisu. Obiektywna prawda dostępna jest tylko z "punktu widzenia Boga". To tak nieco w duchu Dummetta.

>Jak sam powinieneś się zorientować Newtona przemyślenia wyczerpują może i prostotę, ale walą się w gruzy na postulacie "więcej opisującej".

Ale przypadek Newtona pokazuje, że korzystamy z czegoś, co generuje dobre wyniki, chociaż wiemy, że opiera się to na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości.


bembergiem w berg
15-08-2013 17:47 
 Ocena 7 na 7
Ignorancja (4718 punktów)
>>Albowiem prostakowi to wystarczy, by wyliczył jakie kuku wyrządzi mu spadająca na czerep masa krowiego gówna. Jeśli jednak chcesz dyskutować o rzeczywistości to Newton tu nie wystarczy.
>Wydaje mi się jednak, że wzory Newtona są wciąż drukowane w podręcznikach i uczymy się ich nie tylko jako "historycznej ciekawostki".

Ty nie obracaj kotka ogonkiem teraz, bo nie o to chodziło.
Przypomnę ci co wygniotłeś:

>No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej. Może się zdarzyć, że w opisanej przez ciebie sytuacji rzeczywiście brał udział niewidzialny człowiek, ale nie weźmiemy tej opcji pod uwagę, ponieważ mamy inne wyjaśnienie, mniej kłopotliwe. Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.

A teraz wykaż nam, że zasady dynamiki Newtona i Szczególna Teoria Względności to KONKURENCYJNE teorie próbujące wyjaśnić: "TO SAMO ZJAWISKO", bo z tego, co ja wiem to zasady Newtona opisują dynamikę dla ciał poruszających się znacznie wolnej, niż prędkość światła i przy pominięciu efektów kwantowych.

Dlatego nie są konkurencyjne do przemyśleń Einsteina.

Skończ worek, bo przykro obserwować nawet twoim oponentom, jak raz po raz robisz z siebie durnia.

>>Jeszcze raz ci powtarzam. Pieprznąłeś kolejnego gigantycznego gniota pisząc o wyborze jako prawdziwej teorii prostszej i więcej opisującej.
>Napisałem, że nauki nie interesuje prawdziwość teorii, tylko ekonomia.

Zdaje się, że naukę, a raczej naukowców prawdziwość danych teorii interesuje bardzo żywotnie. No chyba, że worek aspiruje do miana "nauki". Wtedy faktycznie "naukę" zwaną "worek kości" prawdziwość/słuszność teorii może nie interesować.
Pisał ci już ktoś, byś nie wypowiadał się w imieniu nauki, albowiem wygląda to groteskowo?

>>Jak sam powinieneś się zorientować Newtona przemyślenia wyczerpują może i prostotę, ale walą się w gruzy na postulacie "więcej opisującej".

>Ale przypadek Newtona pokazuje, że korzystamy z czegoś, co generuje dobre wyniki, chociaż wiemy, że opiera się to na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości.

Generują dobre wyniki, bo nie bazują na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości, tylko opisują wyrywkowy stan danej rzeczywistości, a to różnica, której znowu nie pojmujesz i dlatego zdaje się dla ciebie zasady dynamiki Newtona są konkurencyjne do SZ.T.W. Einsteina.

Powtarzam: skończ i oszczędź sobie sromoty.

I jeszcze z ostatniego (na tę chwilę) wpisu worka:

>Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).

Pogrubienie moje.
Hahaha.
Masz coś z twej ulubionej Wikipedii:

Inteligentny projekt (ang. intelligent design, ID, potocznie teoria inteligentnego projektu) - koncepcja filozoficzna, która utrzymuje, że wyjaśnieniem dla pewnych cech Wszechświata i żywych organizmów jest siła sprawcza - "inteligentna przyczyna", a nie tylko działające samoistnie niesterowane procesy przyrodnicze, takie jak dobór naturalny i ewolucja.

pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt

I ponownie upraszam: skończ waść i wstydu sobie oszczędź.

>Z niespodziankami jest ten problem, że dopóki się nie ujawnią, to nie wiadomo jak będą wyglądać. Nauka przyszłości może przyklasnąć zarówno ateistom, jak i teistom.

Jak do tej pory cała historia nauki wykazuje jednoznacznie, że jej rozwój był ciągłym pasmem kolejnych klapsów wymierzanych teologom i ich "prawdom".




Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>Przypomnę ci co wygniotłeś:
>>No i zwykle w nauce jeśli mamy dwie konkurencyjne teorie próbujące wyjaśnić to samo zjawisko, to nie wybieramy teorii, która jest prawdziwa, tylko teorię, która w prostszy sposób wyjaśnia więcej. Może się zdarzyć, że w opisanej przez ciebie sytuacji rzeczywiście brał udział niewidzialny człowiek, ale nie weźmiemy tej opcji pod uwagę, ponieważ mamy inne wyjaśnienie, mniej kłopotliwe. Zasada ekonomii w nauce sprawa, że nie szukamy prawdy, tylko prostoty.

I twoja odpowiedź:

Cytat:
Jednak co istotniejsze wybiera się teorię, w której zawarto słuszne PRZEWIDYWANIA i których to PRZEWIDYWAŃ trafność udało się później potwierdzić.
To decyduje o sile danej teorii, a nie czy jest prostsza i więcej wyjaśnia.


Cechy dobrej teorii według worka: więcej wyjaśnia i nie mnoży bytów ponad potrzebę (prostota).
Cechy dobrej teorii według Ignorancji: zawiera słuszne, bo potwierdzone, przewidywania.

Moje kryterium odrzuca hipotezę niewidzialnego człowieka (z opowieści wyżej) na rzecz wiatru, ponieważ wiatr jest prostszym wyjaśnieniem. Twoje kryterium akceptuje obie hipotezy.

>A teraz wykaż nam, że zasady dynamiki Newtona i Szczególna Teoria Względności to KONKURENCYJNE teorie próbujące wyjaśnić: "TO SAMO ZJAWISKO", bo z tego, co ja wiem to zasady Newtona opisują dynamikę dla ciał poruszających się znacznie wolnej, niż prędkość światła i przy pominięciu efektów kwantowych. Dlatego nie są konkurencyjne do przemyśleń Einsteina.

Ale nawet te wolniej poruszające się ciała można opisać przy pomocy fizyki relatywistycznej, tylko po co, skoro możemy mieć takie same wyniki, korzystając z PROSTSZEJ newtonowskiej teorii, chociaż opartej na błędnej koncepcji czasu i przestrzeni.

>>Napisałem, że nauki nie interesuje prawdziwość teorii, tylko ekonomia.
>Zdaje się, że naukę, a raczej naukowców prawdziwość danych teorii interesuje bardzo żywotnie.

Rodzi się oczywiste pytanie - jak w nauce rozumie się "prawdę"? I czy prawdziwa teoria może okazać się w przyszłości fałszywa? A jeśli może, to jak to świadczy o jej dzisiejszej prawdziwości?

>>Ale przypadek Newtona pokazuje, że korzystamy z czegoś, co generuje dobre wyniki, chociaż wiemy, że opiera się to na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości.
>Generują dobre wyniki, bo nie bazują na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości, tylko opisują wyrywkowy stan danej rzeczywistości

Fizyka Newtona opiera się na zupełnie innym rozumieniu przestrzeni i czasu, niż to, które obowiązuje w fizyce kwantowej. Współcześnie uznaje się koncepcję czasoprzestrzeni za lepszą, od koncepcji absolutnej przestrzeni i czasu Newtona, tak więc albo-albo. No chyba, że jesteś zwolennikiem dwóch prawd.

>Masz coś z twej ulubionej Wikipedii:
> Inteligentny projekt (ang. intelligent design, ID, potocznie teoria inteligentnego projektu) - koncepcja filozoficzna, która utrzymuje, że wyjaśnieniem dla pewnych cech Wszechświata i żywych organizmów jest siła sprawcza - "inteligentna przyczyna", a nie tylko działające samoistnie niesterowane procesy przyrodnicze, takie jak dobór naturalny i ewolucja.

A kawałek dalej:

Cytat:
Wbrew powszechnemu mniemaniu, koncepcja ta nie stoi w opozycji do teorii Darwina, jako że ta ostatnia jest teorią ściśle biologiczną, opisującą tylko mechanizmy zmian, a nie ich przyczynę czy celowość. Jest wykorzystywana politycznie w stanach tzw. "pasa biblijnego" USA do zwalczania teorii ewolucji

pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt

>>Z niespodziankami jest ten problem, że dopóki się nie ujawnią, to nie wiadomo jak będą wyglądać. Nauka przyszłości może przyklasnąć zarówno ateistom, jak i teistom.
>Jak do tej pory cała historia nauki wykazuje jednoznacznie

Nie należy absolutyzować metody indukcyjnej. Just sayin'.


bembergiem w berg
15-08-2013 23:55 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>Cechy dobrej teorii według worka: więcej wyjaśnia i nie mnoży bytów ponad potrzebę (prostota).

Zapomniałeś taktycznie dodać, że wg worka nie liczy się jej prawdziwość. Prawdziwość teorii przypominam definiujemy weryfikacją słuszności jej przewidywań.

>Cechy dobrej teorii według Ignorancji: zawiera słuszne, bo potwierdzone, przewidywania.

>>A teraz wykaż nam, że zasady dynamiki Newtona i Szczególna Teoria Względności to KONKURENCYJNE teorie próbujące wyjaśnić: "TO SAMO ZJAWISKO", bo z tego, co ja wiem to zasady Newtona opisują dynamikę dla ciał poruszających się znacznie wolnej, niż prędkość światła i przy pominięciu efektów kwantowych. Dlatego nie są konkurencyjne do przemyśleń Einsteina.
>Ale nawet te wolniej poruszające się ciała można opisać przy pomocy fizyki relatywistycznej, tylko po co, skoro możemy mieć takie same wyniki, korzystając z PROSTSZEJ newtonowskiej teorii, chociaż opartej na błędnej koncepcji czasu i przestrzeni.

Tyle, że odwrotnie to już nie. I dlatego skrajny dyletancie nie można było porównywać zasad dynamiki i SZ.T.W. jako teorii konkurencyjnych.
Od czego zdaje się usilnie próbujesz teraz zwiewać, a co w swej ignorancji usiłowałeś dokonywać.

>>>Napisałem, że nauki nie interesuje prawdziwość teorii, tylko ekonomia.
>>Zdaje się, że naukę, a raczej naukowców prawdziwość danych teorii interesuje bardzo żywotnie.
>Rodzi się oczywiste pytanie - jak w nauce rozumie się "prawdę"? I czy prawdziwa teoria może okazać się w przyszłości fałszywa? A jeśli może, to jak to świadczy o jej dzisiejszej prawdziwości?

Nie sadź się. Zasady dynamiki są jak najbardziej poprawne dla danego układu w skali makro, w którym ciała nie osiągają prędkości zbliżonych do prędkości światła.

>>>Ale przypadek Newtona pokazuje, że korzystamy z czegoś, co generuje dobre wyniki, chociaż wiemy, że opiera się to na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości.
>>Generują dobre wyniki, bo nie bazują na błędnych założeniach dotyczących rzeczywistości, tylko opisują wyrywkowy stan danej rzeczywistości
>Fizyka Newtona opiera się na zupełnie innym rozumieniu przestrzeni i czasu, niż to, które obowiązuje w fizyce kwantowej. Współcześnie uznaje się koncepcję czasoprzestrzeni za lepszą, od koncepcji absolutnej przestrzeni i czasu Newtona, tak więc albo-albo. No chyba, że jesteś zwolennikiem dwóch prawd.

Jak mi pokażesz słonia, który interferuje, albo wykazuje superpozycję to ok.
Dalej starasz się porównywać skalę makro ze skalą mikro, w której działają inne prawa, stąd i inne, wcale nie konkurencyjne zasady oba światy opisują.
Spotkałeś się z czymś takim jak układ niekoherentny?

>>Masz coś z twej ulubionej Wikipedii:
>> Inteligentny projekt (ang. intelligent design, ID, potocznie teoria inteligentnego projektu) - koncepcja filozoficzna, która utrzymuje, że wyjaśnieniem dla pewnych cech Wszechświata i żywych organizmów jest siła sprawcza - "inteligentna przyczyna", a nie tylko działające samoistnie niesterowane procesy przyrodnicze, takie jak dobór naturalny i ewolucja.A kawałek dalej:
>Cytat:
Wbrew powszechnemu mniemaniu, koncepcja ta nie stoi w opozycji do teorii Darwina, jako że ta ostatnia jest teorią ściśle biologiczną, opisującą tylko mechanizmy zmian, a nie ich przyczynę czy celowość. Jest wykorzystywana politycznie w stanach tzw. "pasa biblijnego" USA do zwalczania teorii ewolucji


To, że coś jest wykorzystywane politycznie, nie znaczy, że nie jest ruchem filozoficznym, co byłeś łaskaw wykrztusić. Przypomnę, aby ci nie umknęło:

>To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).

>>>Z niespodziankami jest ten problem, że dopóki się nie ujawnią, to nie wiadomo jak będą wyglądać. Nauka przyszłości może przyklasnąć zarówno ateistom, jak i teistom.
>>Jak do tej pory cała historia nauki wykazuje jednoznacznie
>Nie należy absolutyzować metody indukcyjnej. Just sayin'.

Ale należy zastanowić się nad statystyką i rachunkiem prawdopodobieństwa.
Bądź łaskaw nie manipulować i przytaczać pewne frazy w całości, w tym przypadku: co do tej pory wykazuje historia nauki w odniesieniu do wydumań teologicznych
Już Big Żyd zwrócił ci uwagę na szpetotę i nieuczciwość takich zabiegów.

P.S.
Nie zgadzam się z tym, co podaje wiki. ID nie stoi w opozycji do teorii ewolucji Darwina, bo ta ostatnia nie zajmuje się przyczyną, czy celowością zmian (to bełkot nurtu teistycznego ewolucjonizmu) tylko dlatego, że TE jest falsyfikowana, a ID takie nie jest.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>>Cechy dobrej teorii według worka: więcej wyjaśnia i nie mnoży bytów ponad potrzebę (prostota).
>Zapomniałeś taktycznie dodać, że wg worka nie liczy się jej prawdziwość.

Ano nie liczy.

>Prawdziwość teorii przypominam definiujemy weryfikacją słuszności jej przewidywań.

Czyli dopóki weryfikacja zachodzi pozytywnie, teoria jest prawdziwa, a w razie falsyfikacji - fałszywa? Mam wrażenie, że ta prawda jest wtedy jakaś taka, hmm, niestabilna. Nie prościej mówić o mniejszym/większym prawdopodobieństwie?

>>Ale nawet te wolniej poruszające się ciała można opisać przy pomocy fizyki relatywistycznej, tylko po co, skoro możemy mieć takie same wyniki, korzystając z PROSTSZEJ newtonowskiej teorii, chociaż opartej na błędnej koncepcji czasu i przestrzeni.
>Tyle, że odwrotnie to już nie. I dlatego skrajny dyletancie nie można było porównywać zasad dynamiki i SZ.T.W. jako teorii konkurencyjnych.

A co to za jakiś dodatkowy wymóg równoważności symetrycznej? Cały czas piszę o skali makro przecież.

>>Rodzi się oczywiste pytanie - jak w nauce rozumie się "prawdę"? I czy prawdziwa teoria może okazać się w przyszłości fałszywa? A jeśli może, to jak to świadczy o jej dzisiejszej prawdziwości?
>Nie sadź się. Zasady dynamiki są jak najbardziej poprawne dla danego układu w skali makro, w którym ciała nie osiągają prędkości zbliżonych do prędkości światła.

Zasady z definicji mają charakter ogólny i powszechny, ale my tu chyba o prawdziwości teoryj rozprawiamy.

>>Fizyka Newtona opiera się na zupełnie innym rozumieniu przestrzeni i czasu, niż to, które obowiązuje w fizyce kwantowej. Współcześnie uznaje się koncepcję czasoprzestrzeni za lepszą, od koncepcji absolutnej przestrzeni i czasu Newtona, tak więc albo-albo. No chyba, że jesteś zwolennikiem dwóch prawd.
>Jak mi pokażesz słonia, który interferuje, albo wykazuje superpozycję to ok.
>Dalej starasz się porównywać skalę makro ze skalą mikro, w której działają inne prawa, stąd i inne, wcale nie konkurencyjne zasady oba światy opisują.

Prawa może i inne, ale jak wyjaśnisz odmienne założenia dotyczące natury przestrzeni i czasu?

>To, że coś jest wykorzystywane politycznie, nie znaczy, że nie jest ruchem filozoficznym, co byłeś łaskaw wykrztusić. Przypomnę, aby ci nie umknęło:
>>To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).

Nie sądzisz, że wraz ze wzrostem polityczności jakiejś dziedziny, maleje jej naukowość, a wraz ze wzrostem naukowości, maleje polityczność?

>Ale należy zastanowić się nad statystyką i rachunkiem prawdopodobieństwa.

Jasne, ale jednak...

>co do tej pory wykazuje historia nauki w odniesieniu do wydumań teologicznych

...nie należy absolutyzować metody indukcyjnej.

Just sayin'.

>TE jest falsyfikowana, a ID takie nie jest.

Bo ID jest koncepcją filozoficzną, a IE biologiczną. Filozofia nie poddaje się falsyfikacji, bo zwykle interesują ją możliwości, a nie faktyczność.


bembergiem w berg
16-08-2013 01:19 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
Daj sobie spokój worek.
Nie pokryjesz swoich wpadek słowotokiem.

To, że nie rozumiesz fizyki na poziomie choćby dostatecznym udowadniasz po raz kolejny tym wpisem:

>Prawa może i inne, ale jak wyjaśnisz odmienne założenia dotyczące natury przestrzeni i czasu?

Nie bez kozery wspomniałam o takim fancie, jak ten, że dany układ jest niekoherentny, czyli traci koherentność.
Nie zamierzam ci jednak niczego ułatwiać. Dokształć się własnym sumptem.
Tak jak nie zamierzałam podać ci gotowych linków negujących bzdety, jakie usiłowałeś tworzyć, podpierając się zasadą nieoznaczoności Heisenberga. Taka złośliwość drobna.
Zresztą to nie są odmienne założenia tej samej rzeczywistości. Znowu umykasz od tego problemu. To sa tylko odmienne założenia dla odmiennych stanów rzeczywistości.
A stany kwantowe są nieporównywalne do stanów świata makro.

>>To, że coś jest wykorzystywane politycznie, nie znaczy, że nie jest ruchem filozoficznym, co byłeś łaskaw wykrztusić. Przypomnę, aby ci nie umknęło:
>>>To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne). (twoje słowa worek)
>Nie sądzisz, że wraz ze wzrostem polityczności jakiejś dziedziny, maleje jej naukowość, a wraz ze wzrostem naukowości, maleje polityczność?

Nie to było meritum. Nie pokrywaj kolejnej wpadki uciekając w następny słowotok i wybiegi erystyczne.

>>Ale należy zastanowić się nad statystyką i rachunkiem prawdopodobieństwa.
>Jasne, ale jednak...

Zastosuj tu zasadę prostoty, którą sam wcześniej postulowałeś.

>>TE jest falsyfikowana, a ID takie nie jest.
>Bo ID jest koncepcją filozoficzną, a IE biologiczną. Filozofia nie poddaje się falsyfikacji, bo zwykle interesują ją możliwości, a nie faktyczność.

Zdaje się, że we wcześniejszym wpisie negowałeś ID, jako koncepcję filozoficzną.

Jesteś worek jak bęcwał, któremu wystarcza potencjału umysłowego na tyle, by próbować manipulować i cwaniaczyć.
Niestety nie jest to najlepszą metodą na dociekanie praw natury, a w konfrontacji z dyskutantami umiejącymi czytać ze zrozumieniem i widzącymi, jakie kardynalne byki raz po raz popełniasz zwyczajnie się kompromitujesz.

Z mojej strony to koniec "polemiki". Bystrym czytelnikom, nawet tym dopiero tu po raz pierwszy zaglądającym już wystarczy przykładów, by się zorientować co do twej osoby.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>to nie są odmienne założenia tej samej rzeczywistości. Znowu umykasz od tego problemu. To sa tylko odmienne założenia dla odmiennych stanów rzeczywistości.

Fizyka Newtona absolutyzuje czas i przestrzeń, fizyka kwantowa mówi o czasoprzestrzeni. Chcesz powiedzieć, że rzeczywistość raz jest czasoprzestrzenna, a raz newtonowska, w zależności od stanu?

>>>To, że coś jest wykorzystywane politycznie, nie znaczy, że nie jest ruchem filozoficznym, co byłeś łaskaw wykrztusić. Przypomnę, aby ci nie umknęło:
>>>>To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne). (twoje słowa worek)
>>Nie sądzisz, że wraz ze wzrostem polityczności jakiejś dziedziny, maleje jej naukowość, a wraz ze wzrostem naukowości, maleje polityczność?
>Nie to było meritum. Nie pokrywaj kolejnej wpadki uciekając w następny słowotok i wybiegi erystyczne.

Stwierdziłaś:

Cytat:
teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.


Na co ja:

Cytat:
Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).


Innymi słowy: ID jako filozofia nie gryzie się z TE. ID jako ideologia polityczna już tak. Skoro pisałaś o żądaniach wprowadzenia ID do szkół jako alternatywy dla TE, to miałaś na myśli politykę, a nie filozofię.

>Zdaje się, że we wcześniejszym wpisie negowałeś ID, jako koncepcję filozoficzną.

Tylko wtedy, gdy za jej ideologiczne głoszenie zabierali się politycy, a nie naukowcy.


bembergiem w berg
16-08-2013 03:27 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>>to nie są odmienne założenia tej samej rzeczywistości. Znowu umykasz od tego problemu. To sa tylko odmienne założenia dla odmiennych stanów rzeczywistości.
>Fizyka Newtona absolutyzuje czas i przestrzeń, fizyka kwantowa mówi o czasoprzestrzeni. Chcesz powiedzieć, że rzeczywistość raz jest czasoprzestrzenna, a raz newtonowska, w zależności od stanu?

Hehehe.
Nie. To ty usiłujesz wcisnąc w me usta.
Zdaje się, że mowa była o założeniach i ich poprawności.
Ty naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko usiłujesz jakaś wybrnąć?
I tak założenia czasu absolutnego, czyli czasu w jaki jest on pojmowany przez przedmiot w ruchu, bądź spoczynku są poprawne (fizyka klasyczna), tak jak poprawne jest zrelatywizowanie czasu w momencie dołożenia do układu obserwatora zewnętrznego.
Tachiony w stanie spoczynku będą żyły krócej od tachionów w ruchu. To potrafimy stwierdzić jako obserwatorzy. Niestety z punktu widzenia tachionu w ruchu i tachionu w spoczynku nie zmienia się ich postrzeganie czasu. Jest dla nich absolutny, bo niezależnie od pomiaru obserwatora zewnętrznego każdy tachion wykona w trakcie swego życia tę samą ilość pierdnięć. Stąd dla obydwu będzie to takim samym absolutnym pierdzeniem do jakiego są zdolne.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
16-08-2013 09:46 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>Cytat:
teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.

>Na co ja:
>Cytat:
Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).

>Innymi słowy: ID jako filozofia nie gryzie się z TE. ID jako ideologia polityczna już tak. Skoro pisałaś o żądaniach wprowadzenia ID do szkół jako alternatywy dla TE, to miałaś na myśli politykę, a nie filozofię.
>>Zdaje się, że we wcześniejszym wpisie negowałeś ID, jako koncepcję filozoficzną.
>Tylko wtedy, gdy za jej ideologiczne głoszenie zabierali się politycy, a nie naukowcy.

Patrzcie, patrzcie Państwo, więc ID raz jest koncepcją filozoficzną (czemu worek był zaprzeczył, a teraz się mota), a raz ruchem politycznym. Ruchem politycznym, gdy chce trafić do szkół. Ciekawa logika. Idąc tym torem należałoby przyjąć, że TE Darwina raz jest koncepcją naukową, a raz ruchem politycznym.
Naturalnie wszystko w zależności, czy mówią o niej naukowcy, czy hm...nie wiem, ci którzy chcą, by pozostała w szkołach, jako przedmiot nauczania. Co z naukowcami (biologami ewolucyjnymi, biologami molekularnymi, genetykami) chcącymi jej pozostania w programie edukacyjnym? To już politycy, czy jeszcze naukowcy?
Doprawdy interesujące podejście... taki swoisty relatywizm. Tylko, czy uprawniony?

Behe to polityk, czy ktoś pretendujący do miana naukowca? Ten od nieredukowalnej złożoności. Gdzież to on ją chciał wtłoczyć do biologii, czy polityki?
Niewątpliwie postulował konieczność zaistnienia świadomego projektanta i zdaje się, jak najbardziej miał tu na myśli jego dokooptowanie do świata przyrody, w tym biologii, jako nieodzownego jej elementu.

A to było głównym problemem tej żenującej dyskusji od momentu, gdy worek stwierdził był:
>>>Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład?

Na co ja podałam przykład ID.
Teraz oczywiście jeszcze może stwierdzić, że ID to naukowcy w stylu Behe"go, a nie teolodzy.
Wszystko może.

Tworzy sobie pokraczne twory myślowe, próbuje opisać jakąś własną wizję rzeczywistości bazując na częstokroć wybiórczym stosowaniu wyrwanych pojęć i terminów, nie rozumiejąc najczęściej ich wzajemnych zależności i powiązań.
No i przy tym produkuje takie wpadki, jak ta, że rzekomo konkurencyjna teoria naukowa nie musi być prawdziwa, grunt aby była prosta i jak najwięcej opisywała.
Przy tym za konkurencyjne uważa zasady dynamiki i TW Einsteina, skoro na wspomnienie Einsteina wypalił od razu Newtona.
Już można się śmiać?

Ja rozumiem, że takie przedstawianie jest mu na rękę, bo czyż nie jest dla religianta pociągającą "teoria" prosta jak budowa cepa i wszystko opisująca i wyjaśniająca. Piękna koncepcja o bogu-zapchajdziurze.

Inna wpadka to ta, jakoby ID nie był koncepcją filozoficzną. Z czego teraz nieudolnie usiłuje wybrnąć.

Szkoda mego czasu na kopanie z trollem.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
>Tachiony

Ktoś już tę cząsteczkę zaobserwował w ogóle?

>>>Zdaje się, że we wcześniejszym wpisie negowałeś ID, jako koncepcję filozoficzną.
>>Tylko wtedy, gdy za jej ideologiczne głoszenie zabierali się politycy, a nie naukowcy.
>Patrzcie, patrzcie Państwo, więc ID raz jest koncepcją filozoficzną (czemu worek był zaprzeczył, a teraz się mota), a raz ruchem politycznym. Ruchem politycznym, gdy chce trafić do szkół.

Cytat:
teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.


Ok, jeszcze raz, powolutku:

1. ID nie jest koncepcja teologiczną, tylko filozoficzną.
2. Filozofia tym się różni od teologii, że posługuje się argumentacją opartą na rzeczywistości, a nie na Objawieniu.
3. Jeśli ktoś w sposób "teologiczny" wciska komuś jakieś twierdzenie, czyli argumentuje nie przy pomocy rozumu, ale np. autorytetu Biblii, jego twierdzenia nie mają wartości filozoficznej i są najczęściej motywowane politycznie.

>Ciekawa logika. Idąc tym torem należałoby przyjąć, że TE Darwina raz jest koncepcją naukową, a raz ruchem politycznym.

Teoria ewolucji jest koncepcją naukową, ewolucjonizm jest koncepcją filozoficzną, a roszczenia niektórych darwinistów, aby zwalniać z pracy ludzi, którzy nie uznają teorii ewolucji, są zjawiskiem politycznym.

>Naturalnie wszystko w zależności, czy mówią o niej naukowcy, czy hm...nie wiem, ci którzy chcą, by pozostała w szkołach, jako przedmiot nauczania. Co z naukowcami (biologami ewolucyjnymi, biologami molekularnymi, genetykami) chcącymi jej pozostania w programie edukacyjnym? To już politycy, czy jeszcze naukowcy?

1. Nikt nie domaga się usunięcia TE ze szkół.
2. Bycie politykiem nie wyklucza bycia naukowcem; istotny jest typ używanych argumentów: polityczny czy naukowy. Jeśli ktoś twierdzi, że powinniśmy uczyć koncepcji X, ponieważ dzięki temu zyskamy większe wpływy w społeczeństwie, to jego motywacje są polityczne. Jeśli uzasadnia potrzebę nauczania koncepcji X obiektywnymi racjami, wtedy jego podejście jest naukowe.

>Behe to polityk, czy ktoś pretendujący do miana naukowca? Ten od nieredukowalnej złożoności. Gdzież to on ją chciał wtłoczyć do biologii, czy polityki?
>Niewątpliwie postulował konieczność zaistnienia świadomego projektanta i zdaje się, jak najbardziej miał tu na myśli jego dokooptowanie do świata przyrody, w tym biologii, jako nieodzownego jej elementu.

Behe jest biologiem, który w sposób naukowy, czyli poprzez publikacje, ogłasza swoje koncepcje. Nie unika debaty. Publikacje wyników swoich badań i testowanie ich w sporach naukowych to jedne z najważniejszych procesów nauko-twórczych. W czym problem?

>A to było głównym problemem tej żenującej dyskusji od momentu, gdy worek stwierdził był:
>>>>Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład?
>Na co ja podałam przykład ID.
>Teraz oczywiście jeszcze może stwierdzić, że ID to naukowcy w stylu Behe"go, a nie teolodzy.

1. Behe jest naukowcem.
2. ID nie jest koncepcją teologiczną.
3. ID jako koncepcja filozoficzna nie kłóci się z TE.

>rzekomo konkurencyjna teoria naukowa nie musi być prawdziwa, grunt aby była prosta i jak najwięcej opisywała.

Heliocentryczna teoria Kopernika lepiej, niż teoria Ptolemeusza, oddawała naturę rzeczywistości, ale generowała gorsze, niż ptolemeuszowa, przewidywania. Nie sądzisz, że w tej sytuacji czymś racjonalnym było opowiedzieć się za koncepcją Ptolemeusza?

>Przy tym za konkurencyjne uważa zasady dynamiki i TW Einsteina, skoro na wspomnienie Einsteina wypalił od razu Newtona.

Napisałem byłem:

Cytat:
Fizyka kwantowa lepiej opisuje rzeczywistość niż fizyka newtonowska, a jednak w codziennych sytuacjach wybieramy wzory Newtona - czemu?


Na co odparłaś:

Cytat:
Albowiem prostakowi to wystarczy


Chcesz powiedzieć, że każdy kto w codziennych sytuacjach korzysta ze wzorów Newtona jest prostakiem?

>Inna wpadka to ta, jakoby ID nie był koncepcją filozoficzną. Z czego teraz nieudolnie usiłuje wybrnąć.

Ignoracja:
teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID


ID nie jest koncepcją TEOLOGICZNĄ. Jest natomiast koncepcją filozoficzną. Jeśli ktoś "teologicznie wciska" ID zamiast TE, robi to w sposób polityczny, a nie naukowy.

bembergiem w berg
16-08-2013 18:36 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
Faktografia:

Teologia nie wcina się do nauk szczegółowych, nie proponuje alternatywnych względem fizyki czy biologii wyjaśnień jakiegoś zjawiska; jeśli twierdzisz inaczej, to może jakiś przykład? (worek 15.09.2013 godz. 15:37)

Inteligentny Projekt wystarczy jako przykład? Chcesz powiedzieć, że nie wcina on się do zagadnień z szeroko pojętej biologii?
Ciekawe.
(ja, 15.09.2013 godz. 15:46)

Nie wcina się, ponieważ naukowców nie obchodzą twierdzenia metafizyczne w stylu "czy wszechświat jest racjonalny?". Nauka zajmuje się tylko wyjaśnianiem zachodzących procesów. (worek 15.08.2013 godz. 16:15)

Kolejny przykład "logiki" worka.
To, że naukowców nie obchodzą twierdzenia metafizyczne (i całe szczęście) nie kwestionuje faktu, że teolodzy próbują się wcinać do nauki, komponując w pocie czoła takie ID i jeszcze żądając, by był ów kleks traktowany na równi z teorią darwinowską i na równi nauczany w szkołach.
Chcesz temu zaprzeczyć?
(ja 15.08.2013 godz. 16:30)

Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne). (worek 15.08.2013 godz. 16:42)

Hahaha.
Masz coś z twej ulubionej Wikipedii:

Inteligentny projekt (ang. intelligent design, ID, potocznie teoria inteligentnego projektu) - koncepcja filozoficzna, która utrzymuje, że wyjaśnieniem dla pewnych cech Wszechświata i żywych organizmów jest siła sprawcza - "inteligentna przyczyna", a nie tylko działające samoistnie niesterowane procesy przyrodnicze, takie jak dobór naturalny i ewolucja.

pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt
(ja godz.17:47 15.08.2013)

Na co worek:

A kawałek dalej:

Cytat:
Wbrew powszechnemu mniemaniu, koncepcja ta nie stoi w opozycji do teorii Darwina, jako że ta ostatnia jest teorią ściśle biologiczną, opisującą tylko mechanizmy zmian, a nie ich przyczynę czy celowość. Jest wykorzystywana politycznie w stanach tzw. "pasa biblijnego" USA do zwalczania teorii ewolucji

pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt


Jak widzimy drodzy Państwo zaczerpnął worek inspirację, aby przełożyć sobie "wykorzystywana politycznie" na :

Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).

Co jest bzdurą, bo są to jak najbardziej teologiczne ruchy filozoficzne, preferujące daną - wygodną im koncepcję filozoficzną, wykorzystujący ją jak najbardziej w celach politycznych. Jest jednak jeszcze gorzej, bo usiłujący twierdzić, że ID może mieć status teorii naukowej. I dlatego było w pełni uprawnionym podanie właśnie ID jako przykładu na próbę mieszania się teologów do nauki, czego sobie życzył worek, a co potem stanęło mu ością w gardle.
Dlaczego jest to mieszanie się teologów do nauki?

Przypomnę trzy główne ikony ruchu ID: William Dembski, Michael Behe i Stephen Meyer.
Kim jest Dembski?

William Albert "Bill" Dembski (ur. 18 lipca 1960) amerykański matematyk, filozof, teolog ewangelikalny, zwolennik teorii inteligentnego projektu.
pl.wikipedia.org/wiki/William_A._Dembski

Tak więc dwaj naukowcy działają ręka w rękę z teologiem.
Taki mariaż jest jednoznaczny. Gdyby ktoś miał wątpliwości oto słowa samego Dembskiego:

Każdy pogląd w obszarze nauk przyrodniczych, który nie uwzględnia Chrystusa, należy uznać za dogłędnie ubogi [...] Nie da się zachować pojęciowej trafności jakiejkolwiek teorii naukowej, gdy ktoś pomija Jezusa. (Inteligent Design: The Bridge Between Science & Theology).

Cytat zaczerpnęłam z tekstu na Racjonaliście, ale pochodzi on z tej książki:
www.poczytaj.pl/104052

Każdy racjonalnie i trzeźwo myślący człowiek, po przeczytaniu jej nie będzie już miał wątpliwości, że ID to zakamuflowana próba przesączenia do oficjalnego nurtu nauki stanowiska teologów chrześcijańskich wespół ze wspierającymi ich teistycznymi naukowcami, kreacjonizm w nowym wydaniu.

Jeśli ktoś nie posiada książki, odsyłam do tekstu opublikowanego na Racjonaliście:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,8622

Mam jeszcze refleksje odnośnie tego tematu, a wiążące się z meritum tego wątku.
Niestety to, co się dzieje na Frondzie, choć zapewne bywa humorystyczne jest najlepszym sygnałem, że ID zaczyna zdobywać w naszym kraju przyczółki.
I choć część z katolickiego duchowieństwa stoi w opozycji do działań Frondy jest tylko kwestią czasu ugruntowanie się w Polsce tej pseudonaukowej teorii, przynajmniej wśród części naszych ziomków.

Co gorsza wrzucając w Google np. frazę "nieredukowalna złożność", a nawet frazę "kłamstwa o nieredukowalnej złożoności" wyskakują dziesiątki stron w różny sposób broniących ID, bądź przychylnie się do niego ustosunkowujących (w tym jako ciekawej i wartej rozpatrzeni koncepcji)i bardzo, bardzo nieliczne, które polemizują w jakiś sposób z koncepcją ID. Nie muszę chyba dodawać, że jedną z nich jest Racjonalista.

Jest jeszcze gorzej. Jedna z publikacji, której autor m. in. neguje, jakoby ID był nową szczególną formą kreacjonizmu ukazała się pod auspicjami Uniwersytetu Jagiellońskiego i to w dodatku Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
> Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).Co jest bzdurą, bo są to jak najbardziej teologiczne ruchy filozoficzne, preferujące daną - wygodną im koncepcję filozoficzną, wykorzystujący ją jak najbardziej w celach politycznych.

Cały czas o tym piszę: są to pewne "ruchy", wykorzystujące "filozoficzną koncepcję" w celach "politycznych".

>Dlaczego jest to mieszanie się teologów do nauki?
>Przypomnę trzy główne ikony ruchu ID: William Dembski, Michael Behe i Stephen Meyer.
>Kim jest Dembski?
>William Albert "Bill" Dembski (ur. 18 lipca 1960) amerykański matematyk, filozof, teolog ewangelikalny, zwolennik teorii inteligentnego projektu.
>Tak więc dwaj naukowcy działają ręka w rękę z teologiem.

Który oprócz tego jest także matematykiem i filozofem.

>Gdyby ktoś miał wątpliwości oto słowa samego Dembskiego:
>Każdy pogląd w obszarze nauk przyrodniczych, który nie uwzględnia Chrystusa, należy uznać za dogłędnie ubogi [...] Nie da się zachować pojęciowej trafności jakiejkolwiek teorii naukowej, gdy ktoś pomija Jezusa. (Inteligent Design: The Bridge Between Science & Theology).
>Każdy racjonalnie i trzeźwo myślący człowiek, po przeczytaniu jej nie będzie już miał wątpliwości, że ID to zakamuflowana próba przesączenia do oficjalnego nurtu nauki stanowiska teologów chrześcijańskich wespół ze wspierającymi ich teistycznymi naukowcami, kreacjonizm w nowym wydaniu.

Dembski w swojej książce dość wyraźnie pisze, o co mu chodzi z tą "koniecznością Jezusa" - zgodnie z doktryną chrześcijańską wszechświat posiada swój cel, którym jest "powrót do Boga (Jezusa)". I twierdzić coś takiego, to nie jest mieszanie się do nauki, tylko pewna dodatkowa interpretacja. To tak jakbyśmy poszli sobie na spacer, ja i Ignorancja, i w przekonaniu Ignorancji szlibyśmy w kierunku północnym, a według mnie w kierunku kościoła. I oboje mielibyśmy rację. Podobnie z nauką. Z punktu widzenia naturalisty i ateisty wszechświat nie ma celu, lub ten cel jest nieokreślony, a z punktu widzenia teisty historia ludzkości skończy się powrotem do Boga. To nie jest alternatywna teoria naukowa, tylko dodatkowa interpretacja.

>Co gorsza wrzucając w Google np. frazę "nieredukowalna złożność", a nawet frazę "kłamstwa o nieredukowalnej złożoności" wyskakują dziesiątki stron w różny sposób broniących ID, bądź przychylnie się do niego ustosunkowujących (w tym jako ciekawej i wartej rozpatrzeni koncepcji)i bardzo, bardzo nieliczne, które polemizują w jakiś sposób z koncepcją ID. Nie muszę chyba dodawać, że jedną z nich jest Racjonalista.
>Jest jeszcze gorzej. Jedna z publikacji, której autor m. in. neguje, jakoby ID był nową szczególną formą kreacjonizmu ukazała się pod auspicjami Uniwersytetu Jagiellońskiego i to w dodatku Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii.

Sugerujesz, że powinno się zakaż pisania o ID? Nie wierzysz w zdolność naukowców do odpierania pseudonaukowych twierdzeń w sporze naukowym, wiec chciałabyś zastosować prewencyjną cenzurę?

bembergiem w berg
16-08-2013 20:42 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
Nie teolodzy, tylko ewangeliccy fundamentaliści z USA. To są ruchy polityczne, a nie naukowe (filozoficzne).(troll)

Co jest bzdurą, bo są to jak najbardziej teologiczne ruchy filozoficzne, preferujące daną - wygodną im koncepcję filozoficzną, wykorzystujący ją jak najbardziej w celach politycznych.(ja)

>Cały czas o tym piszę: są to pewne "ruchy", wykorzystujące "filozoficzną koncepcję" w celach "politycznych". (troll)

1. Nie to pisałeś.
Nie traktuj rozmówców i czytelników jak idiotów.
Pisałeś wyraźnie o wykluczeniu ID z ruchów naukowych (filozoficznych).

2. Nie tnij cudzych wypowiedzi, aby uzyskać pozór zgodności ze swoim stanowiskiem.

Całość brzmi:

Co jest bzdurą, bo są to jak najbardziej teologiczne ruchy filozoficzne, preferujące daną - wygodną im koncepcję filozoficzną, wykorzystujący ją jak najbardziej w celach politycznych. Jest jednak jeszcze gorzej, bo usiłujący twierdzić, że ID może mieć status teorii naukowej. I dlatego było w pełni uprawnionym podanie właśnie ID jako przykładu na próbę mieszania się teologów do nauki, czego sobie życzył worek, a co potem stanęło mu ością w gardle.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
worek kości (2937 punktów)
Oto co twierdzi worek:

Koncepcja Inteligentnego Projektanta jest teorią filozoficzną, jeśli ogranicza się do publikacji i sporów naukowych. W momencie, gdy zwolennicy ID postulują zastąpienie teorii ewolucji, teorią ID, to są to posunięcia ideologiczne, czyli polityczne.

Analogicznie:

Jeśli ktoś w swojej książce twierdzi i udowadnia, że motorem ewolucji jest dobór naturalny oraz przypadkowe mutacje - uprawia naukę. Ale jeżeli ktoś postuluje w związku z tym uśmiercanie niepełnosprawnych z troski o dobro puli genetycznej całej populacji, to uprawia ewolucjonistyczną ideologię, czyli politykę. Czy takie twierdzenie kompromituje całą TE? Nie, ale pokazuje, że teorie naukowe (filozoficzne) mogą być wykorzystywane w celach politycznych.

bembergiem w berg
15-08-2013 16:11 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Fizyka kwantowa lepiej opisuje rzeczywistość niż fizyka newtonowska, a jednak w codziennych sytuacjach wybieramy wzory Newtona - czemu?

Bo nasz świat jest średnio kwantowy. Dynamiki newtonowskiej się używa, bo działa.
Dodatkowo, mnie osobiście przeraża fakt istnienia niezerowego prawdopodobieństwa istnienia Worka Kości w moim domu, co implikowałaby fizyka kwantowa.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Dynamiki newtonowskiej się używa, bo działa.

I o tym mówię. Nie ważne, czy jest prawdziwa, ważne, że jest skuteczna.

bembergiem w berg
czarny_kot (3864 punktów)
"Od XIX wieku materialiści i ateiści zaczęli twierdzić, że człowiek nie został uformowany mocą Boga z prochu ziemi, tylko wyewoluował w sposób naturalny ze zwierząt. Teorię tę ubrano w naukowe szatki i otoczono takim mnóstwem kłamstw, niedomówień, niejasnych interpretacji, czy nieuzasadnionych analogii, że obecnie człowiek niezorientowany w temacie odnosi wrażenie, że istnieje jakaś "przytłaczająca liczba dowodów" na poparcie tej "teorii". Mało kto zadaje sobie trud, aby sprawdzić jaki jest rzeczywisty stan nauki."

Drzazga u bliźniego jest, ale kłody w swoim oku nie widzi...
03-07-2013 21:55 
 Ocena 7 na 7
kogut59 (3090 punktów)
>"Od XIX wieku materialiści i ateiści zaczęli twierdzić, że człowiek nie został uformowany mocą Boga z prochu ziemi, tylko wyewoluował w sposób naturalny ze zwierząt. Teorię tę ubrano w naukowe szatki i otoczono takim mnóstwem kłamstw, niedomówień, niejasnych interpretacji, czy nieuzasadnionych analogii,
Teorie ewolucji potwierdzono setkami tysięcy publikacji naukowych /b>.

> że obecnie człowiek niezorientowany w temacie odnosi wrażenie, że istnieje jakaś "przytłaczająca liczba dowodów" na poparcie tej "teorii". Mało kto zadaje sobie trud, aby sprawdzić jaki jest rzeczywisty stan nauki."

"Ludźmi niezorientowanymi" nazwałbym wierzących a są to osobnicy nie potrzebujący sprawdzania rzeczywistego stanu nauki. Ludziom tym wystarcza stara 2000 lat nie aktualizowana książka i jej sprzedawcy usilnie zabiegający o utrzymanie wysokich nakładów owej broszury.
Olek Mularski (3178 punktów)
Zacznijmy od tytułu Twojego wątku- Fronda nigdy nie miała głowy, więc nie mogła jej stracić. To forum dla istot pozbawionych organu zwanego mózgowiem.

>Nie wiem, czy podforum "nauka" jest tu dobrym trafem, ale :

Gdyby istniał dział satyryczny pasowałoby jak ulał, ale niestety ze względu na jego brak trzeba umieścić tutaj.

>Cytat:
Fizyka nie powie skąd się wziął świat fizyczny, chemia skąd się wziął świat chemii, biologia nie wyjaśni skąd się wziął świat biologii. Ludzie wierzący uznają stworzenie świata z niczego. Naukowcy mogą jedynie dotrzeć do "punktu osobliwego", do Wielkiego >Wybuchu, dalej sięgają po czystą spekulację - mówi Michał Chaberek, dominikanin, >stypendysta Discovery Institut w rozmowie z Tomaszem Rowińskim.


A religia nie wiedząc zupełnie nic stworzyła boga zapchajdziurę, którym niczym kitem próbuje uszczelniać luki w wiedzy. Niestety umysłowe kalectwo tych ludzi sprawia, że z czasem stają się odporni na wiedzę i nie docierają do nich nawet najmocniejsze argumenty. Pytanie jeszcze skąd jakiś zakonnik-kreacjonista dostał stypendium Discovery Institute?

>www.fronda(*)orzeniu-czlowieka-1,29228.html
>Rozpoczynając mój codzienny rytuał czytania najlepszego polskiego portalu satyrycznego przy śniadaniu natknąłem się na tę perełkę : Fronda zaczyna wspierać kreacjonizm.

Nie nowość. W końcu musieli się ujawnić.

>Cytat:
Obecnie mamy dobre argumenty, czy sugestie, płynące z teorii inteligentnego projektu, że przyrodoznawstwo nie potrafi do końca wyjaśnić pochodzenia człowieka. Nauka może odnaleźć swoje granice, ale nie może dać pozytywnych odpowiedzi na temat pochodzenia pierwszego ludzkiego ciała.
>Tak to przynajmniej rozumie Tradycja Kościoła.


Czyli "napruci winem i palący jakieś zioła" prorocy sprzed 2000 lat są według Frondy bardziej wiarygodni niż profesorowie uniwersytetów?

>"Chce mi Pan wmówić, że małpa urodziła człowieka ?"

A chce mi pan wmówić, że mężczyzna został ulepiony z gliny, a kobieta wyczarowana z jego żebra?

>A tu najlepsze (niezwiązane mocno z kreacjonizmem)
>Cytat:
Tutaj musimy odróżnić kwestię autorytetu od możliwości poznawczych lub raczej dwa rodzaje autorytetu - epistemiczny i deontyczny. Ten pierwszy należy do osób, które są ekspertami w jakiejś dziedzinie. Np. jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie-matematyk mówi, że 4, to będziemy skłonni uwierzyć matematykowi na mocy jego autorytetu epistemicznego (poznawczego). Ale
>jeżeli matematyk mówi, że aborcja powinna być legalna, a kapłan, prorok lub święty mówi, że nie, to będziemy skłonni wierzyć temu drugiemu, na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim jest.


A co ma ksiądz do aborcji?

>Księża z racji bycia księżmi maja zawsze racje, bo są księżmi!
>Komentarze też są boskie, bo nie obeszło się bez powoływania się na Kenta Hovinda.

Chyba muszę zacząć czytać ten kabaret
worek kości (2937 punktów)
>To forum dla istot pozbawionych organu zwanego mózgowiem.

Mhm.

>Niestety umysłowe kalectwo tych ludzi sprawia, że z czasem stają się odporni na wiedzę i nie docierają do nich nawet najmocniejsze argumenty.

To jaka jest ta wiedza odnośnie tego o czym mówił ten dominikanin - skąd się wziął świat fizyki i biologii? Póki co zdążyłeś tylko rzucić epitetem (kalectwo umysłowe).

>>Tak to przynajmniej rozumie Tradycja Kościoła.
>Czyli "napruci winem i palący jakieś zioła" prorocy sprzed 2000 lat są według Frondy bardziej wiarygodni niż profesorowie uniwersytetów?

Tradycja Kościoła nie ogranicza się do autorów Biblii; wiedza to dość powszechna, z zakresu historii.

>A co ma ksiądz do aborcji?

Aborcja to również problem natury moralnej, więc księża, jako rzecznicy pewnej moralności, mają prawo wyrazić na ten temat swoje zdanie.


bembergiem w berg
04-07-2013 13:24 
 Ocena 3 na 3
Appenzeller (3118 punktów)
>Aborcja to również problem natury moralnej, więc księża, jako rzecznicy pewnej moralności, mają prawo wyrazić na ten temat swoje zdanie.
Wyrazić zdanie, a nie mieć rację. Najlepiej też bez podpierania się autorytetem niesprawdzalnym, tj. Zeusem, Ozyrysem, czy jak tam sobie toto nazwali.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
19-07-2013 14:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tradycja Kościoła nie ogranicza się do autorów Biblii;
> wiedza to dość powszechna, z zakresu historii.

Nie do końca. Z tego co wiem, księża składali kiedyś posłuszeństwo jedynie doktrynie Kościoła. Tzn jeśli w swoich poszukiwaniach i badaniach ogarniajacych 'zwykłe' dziedziny wiedzy i nauki, takich jak filozofia nieteistyczna, historia, psychologia, biologia, fizyka itp. pojawi się w ich umysłach myśl niezgodna z Nauczaniem Kościoła - mieli obowiązek ją porzucić i ograniczyć się do Doktryny.
Nazywało się to przysięgą antymodernistyczną, wygłaszaną na bazie dokumentu wydanego przez papieża Piusa X 1 września 1910. Miała ona być obowiązkowo wygłaszana przez wszystkich księży i biskupów przed uzyskaniem święceń oraz przez nauczycieli religii i profesorów w seminariach duchownych. Przysięga została wydana aby zapobiec rozprzestrzenianiu się modernistycznych tendencji w Kościele katolickim, oraz by jasno wyłożyć katolicką doktrynę wobec tych tendencji. Obowiązkowe wygłaszanie Przysięgi zniósł papież Paweł VI w 1967 roku.

Worku uważaj, historia lubi się powtarzać..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
maruda (5550 punktów)
Cytat:
Tutaj musimy odróżnić kwestię autorytetu od możliwości poznawczych lub raczej dwa rodzaje autorytetu - epistemiczny i deontyczny. Ten pierwszy należy do osób, które są ekspertami w jakiejś dziedzinie. Np. jeżeli matematyk mówi, że wynik obliczeń wynosi 5 a nie-matematyk mówi, że 4, to będziemy skłonni uwierzyć matematykowi na mocy jego autorytetu epistemicznego (poznawczego). Ale jeżeli matematyk mówi, że aborcja powinna być legalna, a kapłan, prorok lub święty mówi, że nie, to będziemy skłonni wierzyć temu drugiemu, na mocy autorytetu deontycznego, czyli takiego, który dana osoba posiada nie ze względu na to, co wie (w czym się specjalizuje), ale ze względu na to kim jest.


Powoli zaczynam rozumieć, księża są autorytetami w dziedzinie moralności i zajmują się równocześnie badaniami nad moralnością. Tam gdzie my laicy widzimy pedofilię, są to tylko zaawansowane studia nad moralnością. Dlatego tak niewielki jest odsetek potępienia płynący z wewnątrz tej grupy.
worek kości (2937 punktów)
>Powoli zaczynam rozumieć

Oj, chłopie, w tym tempie trochę to jeszcze potrwa.


bembergiem w berg
pawel_wr (4297 punktów)
>Rozpoczynając mój codzienny rytuał czytania najlepszego polskiego portalu satyrycznego przy

Na frondzie są tez lepsze perełki.
Frondyści (prawie) obalili teorię Darwina :

www.fronda(*)enia-teorii-darwina,29554.html

Juz nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>>Rozpoczynając mój codzienny rytuał czytania najlepszego polskiego portalu satyrycznego przy
>Na frondzie są tez lepsze perełki.
>Frondyści (prawie) obalili teorię Darwina :
>www.fronda(*)enia-teorii-darwina,29554.html
>Juz nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.

Ja się ciesze, że chociaż próbują z metodologią naukową. Teraz może czas ich uczyć, jak to się właściwie robi ?


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
18-07-2013 22:29 
 Ocena 1 na 1
Paul Figura (1368 punktów)

>Na frondzie są tez lepsze perełki.
>Frondyści (prawie) obalili teorię Darwina :
>www.fronda(*)enia-teorii-darwina,29554.html

Strona którą próbowałeś wywołać nie istnieje.

18-07-2013 23:08 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>Strona którą próbowałeś wywołać nie istnieje.
Czyżby dotarło do nich, jaką bzdurę napisali?
19-07-2013 10:05 
 Ocena 2 na 2
Paul Figura (1368 punktów)
>>Strona którą próbowałeś wywołać nie istnieje.
>Czyżby dotarło do nich, jaką bzdurę napisali?

Szukajcie a znajdziecie.


webcache.g(*)html+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl
19-07-2013 10:39 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)
Nie wiedziałam, że frondziaki to taka okropna gromada idiotów.
Cytat:
Jak wiemy teoria Darwina opiera się na stopniowych przekształceniach neandertalczyka w bardziej rozwinięte formy, jak kromaniończyk, a następnie w człowieka współczesnego.

Już tylko za to jedno zdanie zamknęłabym ich dożywotnio w lochu i kazała 1000 razy codziennie pisać:
Człowiek współczesny nie pochodzi od człowieka neandertalskiego.
Człowiek współczesny nie pochodzi od człowieka neandertalskiego.
Człowiek współczesny nie pochodzi od człowieka neandertalskiego.
Człowiek współczesny
...

PS. O ich wysokiej inteligencji i znajomości rzeczy świadczy również wypowiedź "Jest to zasadzie nie możliwe, aby (...)".
Draska (285 punktów)

>Człowiek współczesny nie pochodzi od człowieka neandertalskiego.
>Człowiek współczesny nie pochodzi od człowieka neandertalskiego.
>Człowiek współczesny[/color]...

Zdaje się nie pochodzi, ale zdaje się człowiek współczesny trochę wybił człowieka neandertalskiego i trochę się z nim krzyżował.
24-07-2013 09:37 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Zdaje się nie pochodzi, ale zdaje się człowiek współczesny trochę wybił człowieka neandertalskiego i trochę się z nim krzyżował.
Na pewno nie pochodzi. Drogi rozwoju człowieka neandertalskiego i współczesnego rozeszły się przed 270-440 tysiącami lat. W efekcie ekspansji Homo sapiens sapiens na terytorium H. sapiens neanderthalensis mogło dojść i do walk, i do krzyżowania. Mamy obecnie od 1 do 4% genów neandertalczyków w swoim DNA.
archeowies(*)lczykami-genetycy-maja-dowody/ w artykule link do pracy zespołu S. Pääbo.
19-07-2013 10:48 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
Przeczytałam sobie komentarze, w których ludzie suchej nitki nie zostawiają na tym, pożal się Ptahu, artykule, a redakcja się tłumaczy, że żywcem przetłumaczyła z ukraińskiego "poważnego portalu vesti.ua". Widzę dwa wyjaśnienia:
a/ tłumacz powinien kozy paść, a nie tłumaczyć, bo nie zna ukraińskiego;
b/ vesti.ua to taki sam "poważny" portal, jak fronda.pl.
Tertium non datur.
Draska (285 punktów)

>[cytat]Fizyka nie powie skąd się wziął świat fizyczny, chemia skąd się wziął świat chemii, biologia
>nie wyjaśni skąd się wziął świat biologii.

Co za brednie z samego początku. No skąd wziął się świat fizyczny? Ludzie powoli odkrywali wszystkie jego części, potem nazwali to fizyką. A skąd chemiczny świat się wziął? Ludzie okryli chemię i tak to nazwali. A Biologia w 100% wyjaśnia skąd wziął się świat biologii, tak jak fizyka i chemia. Jakiś nieuk to napisał czy co?

Rozumiem że jakiś totalny nieuk, ignorant, nieznający nic poza szczątkową znajomością pisma świętego może tak napisać. Naprawdę rozumiem to. Ale dlaczego jest ich tak dużo?

Natomiast jak już ktoś zakłada takie założenia a potem pisze i pisze i pisze to nie ma sensu czytać bo temat ukręcony w zarodku.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365