 |
Racjonalizm a wiara w Boga Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-12-2011 13:43 | liberawski (8 punktów) | Racjonalizm a wiara w Boga
2 na 2 | Czy racjonalizm w pewnym swoim rozumieniu wyklucza wiarę w Boga i rzeczywistość, która nie jest postrzegana zmysłami? Czy mogę być rozumnym i racjonalnym człowiekiem i jednocześnie przyjmować rzeczywistość nazywaną przez religie rzeczywistością nadprzyrodzoną? Czy jest wiara „do przyjęcia” z punktu widzenia racjonalisty i wiara „nie do przyjęcia” z punktu widzenia racjonalisty. Wydaje się, że z psychologicznego punktu widzenia na co dzień posługujemy się zarówno wiedzą jaki i wiarą a coś takiego jak absolutna pewność dotyczy tylko części naszych przekonań. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Zdefiniuj "bóg". Od definicji będzie zależeć, czy taka wiara będzie choć śladowo racjonalna.
Pozdrawiam
Server and receiver are both blind.
|
|
 | | liberawski (8 punktów) | >Zdefiniuj "bóg". Od definicji będzie zależeć, czy taka wiara będzie choć śladowo racjonalna.<
Do tej dyskusji wystarczy taka definicja. Bóg to osobowy byt absolutny, który nie ma początku i nie ma końca, żeby istnieć nie potrzebuje żadnej przyczyny poza sobą samym i jest ostateczną przyczyną wszystkiego, co istnieje poza nim. W relacji do człowieka jest potencjalnym bytem, który może spełnić wszelkie pragnienia ludzkiego bytu w sposób trwały i doskonały.
|
|
|  | 10 na 10 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Zdefiniuj "bóg". Od definicji będzie zależeć, czy taka wiara będzie choć śladowo racjonalna. >Do tej dyskusji wystarczy taka definicja. >Bóg to osobowy byt absolutny, który nie ma początku i nie ma końca, żeby istnieć nie potrzebuje żadnej przyczyny poza sobą samym i jest ostateczną przyczyną wszystkiego, co istnieje poza nim. W relacji do człowieka jest potencjalnym bytem, który może spełnić wszelkie pragnienia ludzkiego bytu w sposób trwały i doskonały. Nieracjonalny byt. Nieracjonalna wiara w taki byt. Nieracjonalna definicja, bo wewnętrznie sprzeczna: osobowy (osobowość jest złożona), absolutny (kompletny, więc złożony), przyczyny poza sobą samym (absurd), ostateczną przyczyną (absurd - skoro kompletny, to nie może być przyczyną czegoś zewnętrznego), wszelkie pragnienia ludzkiego bytu (absurd - pragnienia bywają sprzeczne i zmnienne).
Pozdrawiam
Server and receiver are both blind.
|
|
|  | 7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Bóg to osobowy byt absolutny
Minęły czasy kiedy to osobowość mogła być bezcielesną duszą wędrującą po pustych niebiosach. Dzisiaj wiemy, że osobowość jest procesem wymagającym skomplikowanej struktury materialnej takiej jak mózg lub co najmniej komputer. Jeżeli nie potrafisz wskazać takiej struktury, to nie potrafisz znaleźć miejsca dla Boga.
> W relacji do człowieka jest potencjalnym bytem, który może spełnić wszelkie pragnienia ludzkiego bytu w sposób trwały i doskonały.
Spełnianie ludzkich pragnień wymaga materialnych odziaływań. A do takowych mrzonki o potencjalnych bytach nie są zdolne.
|
|
 | | Trollius (550 punktów) | >Zdefiniuj "bóg". Bóg nie jest wielki. Bóg jest urojony, ale jest, który jest (choć sceptycyzm podpowiada, że Bóg "nie być"). Teraz ty. Zdefiniuj "prawda" (jeśli coś takiego istnieje).
|
|
|  | | liberawski (8 punktów) | Prawdę rozumiem, tu jako zgodność sądu z rzeczywistością, o której orzeka. Czyli jeżeli mówisz, że jesteś sceptykiem i jesteś nim to mówisz prawdę. Jeżeli mówisz, że nie jesteś sceptykiem a nim jesteś to wypowiadasz fałsz. Co jest urojeniem a co jest prawdą jest właśnie przedmiotem racjonalnego badania realnego świata, który stanowi nie lada zadanie poznawcze dla naszego umysłu.
|
|
|  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Prawda - określenie na tożsamość porównania różnych cech w trakcie procesu porównania.
Pozdrawiam
Server and receiver are both blind.
|
|
| |  | 2 na 2 | Trollius (550 punktów) | >Prawda - określenie na tożsamość porównania różnych cech w trakcie procesu porównania. Skąd wiesz, że ta definicja jest prawdziwa?
|
|
| | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Prawda - określenie na tożsamość porównania różnych cech w trakcie procesu porównania. >Skąd wiesz, że ta definicja jest prawdziwa? Z doświadczenia.
Pozdrawiam
Server and receiver are both blind.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Skąd wiesz że pytając "skąd wiesz?" na prawdę wiesz co znaczy twoje pytanie?
Jeśli nie wiesz skąd, to lepiej zamilknąć. Temat sam dla siebie nie dotyczy uruchomionego wątku.
Pytanie w nieskończoność o definicje a po ich ustaleniu pytanie dalej "skąd wiesz?" I tak do znudzenia za to bez żadnego poznawczego postępu. Sceptyk jeżeli jest konsekwentny w swoim sceptycyzmie (nie spotkałem takiego jeszcze) powinien w ogóle zamilknąć.
|
|
3 na 3 | wafelos (517 punktów) | Otóż mym skromnym zdaniem wiara w boga , szczególnie osobowego jest irracjonalna. Nie ma żadnych przesłanek ,dowodów by bóg istniał. Nie dość że nie ma dowodów że istnieje to jest masa dowodów które zaprzeczają jego istnieniu (choćby paradoks omnipotencji). Racjonaliści powinni być sceptyczni i nie brać niczego na wiarę. Bo wiara w boga osobowego który ma takie atrybuty jakie opisałeś jest równie prawdopodobna jak latający czajniczek z herbatą Bertranda Russela. Oczywiście nie można udowodnić że coś nie istnieje lecz nie mamy też zbytnich przesłanek by myśleć że takie coś istnieje i bądź co bądź te przesłanki są naprawdę mocnymi dowodami że bóg prawie na pewno nie istnieję.
|
|
 | | liberawski (8 punktów) | Czy rzeczywiście nie ma żadnych rozumowych przesłanek, że Bóg jednak istnieje? Uważam, że takie stwierdzenie jest pochopne. Jakie przesłanki byłyby w takim razie zadowalające dla racjonalnego umysłu?
>Racjonaliści powinni być sceptyczni i nie brać niczego na wiarę< Problem w tym, że ten postulat jest niewykonalny. Każdy człowiek żyjąc bierze wiele rzeczy "na wiarę" bez względu na to czy jest sceptykiem czy nim nie jest.
Ten powinnościowy sąd wymagałby głębszego uzasadnienia jeżeli ma być pożyteczną zachętą. Dla mnie racjonalista to człowiek, który uczciwie waży wszystkie racje biorąc pod uwagę pełnię dostępnych danych i doświadczenia. Racjonalista nie wydaje sądu zanim nie zbada zagadnienia.
>naprawdę mocnymi dowodami że bóg prawie na pewno nie istnieję<
"Na prawdę mocne" że "prawie na pewno" To mówi samo za siebie. W tym rzecz, że nie ma żadnych dowodów na nieistnienie czegokolwiek. Może być co najwyżej brak stwierdzeń, że coś istnieje. Problem w tym, że część osób twierdzi, że Bóg istnieje i nie chodzi tu tylko o ich przekonania ale o opis ich doświadczenia Boga. Prawdą więc jest teza, że część ludzi twierdzi, że Bóg istnieje i że w jakiś sposób doświadczyli Jego obecności i wobec tego doświadczenia nie potrzebują jakichkolwiek dalszych dowodów. Sporny przedmiot stał się dla tych ludzi w jakiś sposób dostępny i nikt nie może im zabrać pewności o jego istnieniu. To są socjologiczne fakty, z którymi racjonalny badacz musi się uczciwie uporać.
|
|
|  | 5 na 5 | zupełna (2507 punktów) |
W tym rzecz, że nie ma żadnych dowodów na nieistnienie czegokolwiek. Może być co najwyżej brak stwierdzeń, że coś istnieje. Problem w tym, że część osób twierdzi, że Bóg istnieje i nie chodzi tu tylko o ich przekonania ale o opis ich doświadczenia Boga. Prawdą więc jest teza, że część ludzi twierdzi, że Bóg istnieje i że w jakiś sposób doświadczyli Jego obecności i wobec tego doświadczenia nie potrzebują jakichkolwiek dalszych dowodów. Sporny przedmiot stał się dla tych ludzi w jakiś sposób dostępny i nikt nie może im zabrać pewności o jego istnieniu. To są socjologiczne fakty, z którymi racjonalny badacz musi się uczciwie uporać.
Myślę, że badacz niejednokrotnie badał na czym konkretnie polega "doswiadczanie Boga" i innych bytów pozazmyslowych. Neurologia ma w tej dziedzinie pewne osiągnięcia. i witam ponownie na forum.
|
|
| |  | -2 na 4 | liberawski (8 punktów) | Neurologia ma pewne osiągnięcia... Z pewnością. Ale niestety przedmiot nauki jaką jest neurologia nie obejmuje tematyki, o której tu mówimy. Oczywiście w pewnych "neurologicznych" przypadkach dorobek neurologii i innych nauk medycznych może być użyteczny. Nie mówimy tu jednak o tych przypadkach. Sprowadzenie zagadnienia do neurologii jest nieuprawnionym zredukowaniem rzeczywistości Boga doświadczanej przynajmniej przez setki milionów respondentów na świecie. Sprowadzenie tematu do neurologii jest więc raczej "zabiciem" zagadnienia niż racjonalnym jego badaniem.
|
|
| | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | >Neurologia ma pewne osiągnięcia... Z pewnością. Łaskawy jesteś... >Ale niestety przedmiot nauki jaką jest neurologia nie obejmuje tematyki, o której tu mówimy. Ależ jak najbardziej. Wszelkie "doświadczania Boga" to są właśnie reakcje neurologiczne. Powstają w ludzkim mózgu. >rzeczywistości Boga doświadczanej przynajmniej przez setki milionów respondentów na świecie. ... a jak wszyscy wiemy, miliony... hm... nie mogą się mylić?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | liberawski (8 punktów) | > Wszelkie "doświadczania Boga" to są właśnie reakcje neurologiczne.<To jest właśnie przykład nieuprawnionej próby redukcji pewnego specyficznego doświadczenia do innej rzeczywistości. To jest nieracjonalne i wynika z uprzedniego założenia, że "tak jest i już". Prof. Dawkins i wielu innych stosuje coś podobnego. Opis neurologiczny przebiegu "doświadczenia" oczywiście może i powinien być realizowany tak daleko jak to możliwe. Jest to rzeczywiści robione np. w Medjugorie - www.google(*)3A6MDmQO6A7UDtAPOA7EDGiC5vIuwm> lfHJegGhbmIebgyeZ80LWfY11jZDV93d-VnTAwLEI6u_1ggaCgoICAESBDIHXHsM&ei=3I_rTvPmJ8_68QOu65CACg&ved=0CCYQwg4&biw=1400&bih=923Opis ten mówi nam tylko tyle, co mówi. Nie wyjaśnia przyczyn tego co dzieje z kilkoma osobami jednocześnie w tym samym czasie od kilku lat. To tylko jeden z tysięcy przykładów. Zabieranie ludziom prawa do specyficznego doświadczania tego, co doświadczają i nazywanie ich nieracjonalnymi jest właśnie czymś irracjonalnym. Wynika z własnych pra-przekonań.
|
|
| | | | |  | 5 na 7 | Artur@R (7115 punktów) | >> Wszelkie "doświadczania Boga" to są właśnie reakcje neurologiczne.<> To jest właśnie przykład nieuprawnionej próby redukcji pewnego specyficznego doświadczenia do innej rzeczywistości.<> Zabieranie ludziom prawa do specyficznego doświadczania tego, co doświadczają i nazywanie ich nieracjonalnymi jest właśnie czymś irracjonalnym. Wynika z własnych pra-przekonań.<PLEASE...
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | maruda (5550 punktów) | > Opis neurologiczny przebiegu "doświadczenia" oczywiście może i powinien być realizowany tak daleko jak to możliwe. Jest to rzeczywiści robione np. w Medjugorie -Na podstawie twojego linka i opowieści znalazłem opis "badania". Ta twoja grupa specjalistów opisanych w moim linku to szarlatani spod znaku magii, różdżki i teologii.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) |
>Zabieranie ludziom prawa do specyficznego doświadczania tego, co doświadczają Nikt im nie zabiera prawa do niczego. Każdy może sobie przeżywać, co mu się tylko żywnie podoba. Nieracjonalne jest tylko twierdzenie, że coś istnieje na podstawie wewnętrznych przeżyć i przekonań. Racjonalista nie przyjmuje niczego do wiadomości na podstawie tzw. dowodów anegdotycznych, a opowieści o "doświadczaniu Boga" należą do tej właśnie kategorii.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Każdy może sobie przeżywać, co mu się tylko żywnie podoba. Nieracjonalne jest tylko twierdzenie, że coś istnieje na podstawie wewnętrznych przeżyć i przekonań....że istnieje coś na zewnątrz. Bo wewnątrz, trzeba się z tym zgodzić - może istnieć i tu już musimy zaufać przynajmniej obserwacjom osób przeżywających takie stany. > Racjonalista nie przyjmuje niczego do wiadomości na podstawie tzw. dowodów anegdotycznych, a opowieści o "doświadczaniu Boga" należą do tej właśnie kategorii.Dla mnie "dowodem na istnienie" jest już sama żarliwość niektórych dyskutantów na tym forum 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >>Każdy może sobie przeżywać, co mu się tylko żywnie podoba. Nieracjonalne jest tylko twierdzenie, że coś istnieje na podstawie wewnętrznych przeżyć i przekonań. >...że istnieje coś na zewnątrz. Bo wewnątrz, trzeba się z tym zgodzić - może istnieć i tu już musimy zaufać przynajmniej obserwacjom osób przeżywających takie stany. Dlatego należy odróżniać byty materialne: jak pająk, od procesów, jak strach przed pająkiem. Strach przed pająkiem nie daje nam żadnej pewności, że pająk istnieje. Może jestem zatwardziałą materialistką, ale tak to widzę.
|
|
| | | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Dlatego należy odróżniać byty materialne: jak pająk, od procesów, jak strach przed pająkiem. Strach przed pająkiem nie daje nam żadnej pewności, że pająk istnieje.> Może jestem zatwardziałą materialistką, ale tak to widzę.Owszem. Ale strach przed pająkami, który powoduje poważne komplikacje w życiu osoby zastrachanej jest objawem arachnofobii. I tu wkracza NAUKA.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > .. strach przed pająkami, który powoduje poważne komplikacje w życiu osoby zastrachanej jest objawem arachnofobii. I tu wkracza NAUKA.  Ciekawe czy NAUKA odróżni terroryzm religijny od bogobojności..
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>.. strach przed pająkami, który powoduje poważne komplikacje w życiu osoby zastrachanej jest objawem arachnofobii. I tu wkracza NAUKA.  > Ciekawe czy NAUKA odróżni terroryzm religijny od bogobojności..Tak, nauka rozróżnia, religijność od religianctwa, a fundamentalizm od wiary głębokiej. Zajmują się tą problematyką działy psychologii, socjologii i religioznawstwa. Polecam, bardzo ciekawe zagadnienia. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > Tak, nauka rozróżnia,Nie jest pewne czy Hodży chodziło o świecką naukę, czy o NAUKĘ.  > Polecam, bardzo ciekawe zagadnienia.> Pozdrawiam.Tak, ciekawa może być analiza wpływu religii na podtrzymywanie fobii (a także hipoteza pradawnych lęków jako źródła bóstw). Dzięki.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Tak, ciekawa może być analiza wpływu religii na podtrzymywanie fobii (a także hipoteza pradawnych lęków jako źródła bóstw). Hipotez jest wiele, a może być jeszcze więcej. Osobiście wolę hipotezę "małpiej ciekawości", czyli nasi przodkowie próbowali poznać rzeczywistość i mieć na nią wpływ. Oczywiście żadne (normalne) zwierzę nie jest lęków pozbawione, a więc lęki na powstawanie mitów też wpływały, a następnie lęki te pobudzały. Początków bardziej złożonych systemów religijnych poszukiwał bym w różnych formach szamanizmu.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > >Dlatego należy odróżniać byty materialne: jak pająk, od procesów, jak strach przed pająkiem. Strach przed pająkiem nie daje nam żadnej pewności, że pająk istnieje.> >Może jestem zatwardziałą materialistką, ale tak to widzę.> Owszem. Ale strach przed pająkami, który powoduje poważne komplikacje w życiu osoby zastrachanej jest objawem arachnofobii. I tu wkracza NAUKA.  Tak. Niemniej jednak dowolna fobia jest istotna tylko z punktu widzenia procesu neurologicznego, jaki zachodzi u danej osoby, a nie daje poglądu co do prawdziwości obiektu fobii. BTW - znam dziewczynkę z fobią guzikową...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Niemniej jednak dowolna fobia jest istotna tylko z punktu widzenia procesu neurologicznego, jaki zachodzi u danej osoby, a nie daje poglądu co do prawdziwości obiektu fobii.> BTW - znam dziewczynkę z fobią guzikową...  Właściwie cokolwiek może być obiektem fobii. Ja np. boję się latać samolotami i doprawdy bardzo poważne musiałyby być powody, bym się dał zamknąć w tej fruwającej rurze. Myślę, że całe zagadnienie jest nieco bardziej złożone. Bo można wywołać strach (który jest realnością) za pomocą sygnałów o nieistniejących obiektach. Celowo wystraszyć kogoś. I tak m.in. funkcjonują niektóre religie, ideologie, sekty. Strach na wróble też nie jest żywym człowiekiem. Polecam pl.wikipedia.org/wiki/Screamer .
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | I to jest ciekawy aspekt funkcjonowania religii, o którym się mało mówi. Np. początkowo religie straszyły raczej klęską. Obrządek miał na celu zapewnienie sobie plonów, ustrzec przed chorobami. Jednak weryfikowalność skuteczności obrządku skutkowała wówczas czasem (lub często) uśmierceniem odpowiedzialnej osoby. Taka religia była "słabym memem". Nasza wizja piekła pojawiła się bodaj w Etrurii. I okazała się strzałem w dziesiątkę - widmo strasznej przyszłości, przed którym może uchronić cię obrządek.
Tak to chyba jest z fobiami, że najbardziej boimy się tego, z czym mamy najmniej do czynienia - jest nawet taka forma terapii, przez desensytyzację. Jeśli mamy z tym kontakt, z czasem weryfikujemy zasadność naszych lęków. Lęk może i pozostać - bo nikt normalny nie wkłada głowy w paszczę przypadkowego lwa - ale paranoiczny strach ustępuje.
No i puenta: najpierw stwórzmy obiekt strachu, najlepiej nieweryfikowalny, a potem dajmy zabezpieczenie przed nim - genialne!
Ja osobiście nie boję się latania, ale pająki to moja pięta achillesowa. I skorki vel szczypawice, różnie na nie mówią. Próbuję oswajać lęk, ale odraza i obrzydzenie nie chcą się zmienić...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > No i puenta: najpierw stwórzmy obiekt strachu, najlepiej nieweryfikowalny, a potem dajmy zabezpieczenie przed nim - genialne!Najgorszy jest strach przed nieznanym. Bardzo łatwo go stworzyć a i dojmujące uczucie grozy może słabsze jednostki doprowadzić do obłędu. I dlatego warto mieć na oku tych magików, którzy takie fiku-miku potrafili wyczyniać już wieki temu. > Ja osobiście nie boję się latania, ale pająki to moja pięta achillesowa. I skorki vel szczypawice, różnie na nie mówią. Próbuję oswajać lęk, ale odraza i obrzydzenie nie chcą się zmienić...Kiedyś już pisałem, że to również nie są bohaterowie mojego romansu  Co gorsza, ostatnio podczas sprzątania kuchni utłukłem jednego czarnego tłuściocha (te czarne są najbardziej paskudne), który się zadekował w kącie pod rurą odpływową. W styczniu! . 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > >No i puenta: najpierw stwórzmy obiekt strachu, najlepiej nieweryfikowalny, a potem dajmy zabezpieczenie przed nim - genialne!> Najgorszy jest strach przed nieznanym. Bardzo łatwo go stworzyć a i dojmujące uczucie grozy może słabsze jednostki doprowadzić do obłędu. I dlatego warto mieć na oku tych magików, którzy takie fiku-miku potrafili wyczyniać już wieki temu.Stanowczo. Co gorsze, skoro potrafią wcisnąć ludziom, że osoby np. kochające osobę tej samej płci, albo zbierające zioła na napary są groźne i lepiej je usunąć, najlepiej nieodwracalnie, z populacji, to mogą wszystko. Dlatego nie możemy nie doceniać tego zagrożenia prania mózgu. > >Ja osobiście nie boję się latania, ale pająki to moja pięta achillesowa. I skorki vel szczypawice, różnie na nie mówią. Próbuję oswajać lęk, ale odraza i obrzydzenie nie chcą się zmienić...> Kiedyś już pisałem, że to również nie są bohaterowie mojego romansu Co gorsza, ostatnio podczas sprzątania kuchni utłukłem jednego czarnego tłuściocha (te czarne są najbardziej paskudne), który się zadekował w kącie pod rurą odpływową. W styczniu! .>  Ja odkryłam dwa ostatnio, te chude z długimi nogami: mają dziwaczną nazwę "nasosznik trzęś" trzęsia rozumiem, od trzęsienia, bo faktycznie się trzęsą, kiedy zagrożone, ale skąd nasosznik?!?! Wbrew legendzie nie jest najbardziej jadowitym pająkiem, chociaż oczywiście ma jad, nawet nie słaby, ale faktycznie nie może zrobić nic człowiekowi. Ale potrafi uśmiercić nawet kątnika domowego, który zapewne odwiedził Cię w domu. Zauważyłam (mieszkam w bloku) że najczęściej zaglądają z przewodów wentylacyjnych. Ale ciekawostka - to prawda, że szczury mogą wędrować kanalizacją, pokazywano przypadek, kiedy szczur wlazł aż na 3 piętro (czyli moje!) i wylazł babie z rury do muszli, kiedy na niej siedziała! Oczywiście szczur również ma inne rzeczy do roboty niż rzucać się na nas z zębami, ale jednak perspektywa średnia, siedząc na muszli...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Ja odkryłam dwa ostatnio, te chude z długimi nogami: mają dziwaczną nazwę "nasosznik trzęś" trzęsia rozumiem, od trzęsienia, bo faktycznie się trzęsą, kiedy zagrożone, ale skąd nasosznik?!?!> Wbrew legendzie nie jest najbardziej jadowitym pająkiem, chociaż oczywiście ma jad, nawet nie słaby, ale faktycznie nie może zrobić nic człowiekowi. Ale potrafi uśmiercić nawet kątnika domowego, który zapewne odwiedził Cię w domu.To ten nasosznik jest taki jadowity? Zawsze uważałem za największego bandytę Meta menardi. Nb. znalazłem jednego w garażu dwa lata temu (zasadniczo to pająk jaskiniowy, ostatnio poszerzył swój zasięg w Polsce - ponoć kiedyś znajdowano go tylko w jaskiniach Jury i w Beskidach). > Zauważyłam (mieszkam w bloku) że najczęściej zaglądają z przewodów wentylacyjnych.A ja z kolei stwierdziłem, że pająki wprowadziły mi się wtedy, kiedy zacząłem częściej i na dłużej wyjeżdżać. Widocznie mają "pocztę pantoflową" a może wyczuwają obecność człowieka - tak czy siak, wtedy, kiedy mieszkanie jest zasiedlone pająki trzymają się okolic wlotów wentylacyjnych i nie przeprowadzają niepokojących rekonesansów w sypialni. > Ale ciekawostka - to prawda, że szczury mogą wędrować kanalizacją, pokazywano przypadek, kiedy szczur wlazł aż na 3 piętro (czyli moje!) i wylazł babie z rury do muszli, kiedy na niej siedziała! Oczywiście szczur również ma inne rzeczy do roboty niż rzucać się na nas z zębami, ale jednak perspektywa średnia, siedząc na muszli...Ha, ha, ha! Ależ to stara legenda miejska - słyszałem o tym już jakiś czas temu...  Ale szczury bywają niemiłe - kiedyś jeden mały aportował mi się w prawej nogawce spodni kiedy oglądałem wystawę księgarni w Krakowie. (I nie był to atak delirium  )
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > To ten nasosznik jest taki jadowity?No właśnie tak, jadowity, ale nie aż tak, jest wiele pająków o silniejszym jadzie. > >Ale ciekawostka - to prawda, że szczury mogą wędrować kanalizacją, pokazywano przypadek, kiedy szczur wlazł aż na 3 piętro (czyli moje!) i wylazł babie z rury do muszli, kiedy na niej siedziała! Oczywiście szczur również ma inne rzeczy do roboty niż rzucać się na nas z zębami, ale jednak perspektywa średnia, siedząc na muszli...> Ha, ha, ha! Ależ to stara legenda miejska - słyszałem o tym już jakiś czas temu...  > Ale szczury bywają niemiłe - kiedyś jeden mały aportował mi się w prawej nogawce spodni kiedy oglądałem wystawę księgarni w Krakowie. (I nie był to atak delirium )Ja swego czasu miałam każde miejsce zwiedzone przez szczura, a właściwie szczurzycę o podstępnym imieniu Rufik. Nie są niemiłe, ale te na wolności mogą przenosić liczne choroby, dlatego należy zachować ostrożność. A legenda z ziarnem prawdy - w rurach nie stoi woda, więc mieszkaniec kanalizacji może sobie przejść. Widziałam nawet symulację z rurami w częsci szklanymi, kamera pokazała jak szczurek sprytnie przelazł.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Ja swego czasu miałam każde miejsce zwiedzone przez szczura, a właściwie szczurzycę o podstępnym imieniu Rufik.Intrygujące imię. Potrafią świetnie pływać, bywają agresywne, są bardzo inteligentne i, niestety, stanowią ciągle zagrożenie epidemiologiczne... Dlatego szczurołap ma wciąż ręce pełne roboty. A kiedy rajcy miejscy nie zapłacą za wykonaną pracę - zemsta może być straszna. pl.wikipedia.org/wiki/Flecista_z_Hameln
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >skąd nasosznik?!?! Przypuszczam, że od sochy. To słup, rozwidlony u góry jak Y, podpierający dach. Zazwyczaj stawiano dwie sochy na dwóch końcach budynku, a na nich w rozwidleniu leżała pozioma belka, czyli ślemię. Na ślemieniu mocowano kluczyny, takie żerdzie, których dolny koniec opierał się o oczep (najwyższa belka ściany). Może te pająki miały zwyczaj urzędować pod dachem chaty, przy sosze?
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | > >skąd nasosznik?!?!> Przypuszczam, że od sochy. To słup, rozwidlony u góry jak Y, podpierający dach. Zazwyczaj stawiano dwie sochy na dwóch końcach budynku, a na nich w rozwidleniu leżała pozioma belka, czyli ślemię. Na ślemieniu mocowano kluczyny, takie żerdzie, których dolny koniec opierał się o oczep (najwyższa belka ściany). Może te pająki miały zwyczaj urzędować pod dachem chaty, przy sosze?Dziękuję Ci, dobra kobieto! Jasne, że to prawdopodobne, chętnie montują się pod półkami, pod czymś, więc i pod dachem pewnie też
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Ja odkryłam dwa ostatnio, te chude z długimi nogami: mają dziwaczną nazwę "nasosznik trzęś" trzęsia rozumiem, od trzęsienia, bo faktycznie się trzęsą, kiedy zagrożone, ale skąd nasosznik?!?!Nie zabijaj Tatusióóóóów!!! One są przydatne, zjadają inne pająki, komary i różne inne insekty. W ogóle nie zabijajcie pająków, pająki są potrzebne i ładne, i nikt ich nie kocha mimo to. 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | > W ogóle nie zabijajcie pająków, pająki są potrzebne i ładne, i nikt ich nie kocha mimo to.  Jak to nikt? Wszystkimi kończynami podpisuję się pod apelem. Nie zabijajcie pająków! en.wikipedia.org/wiki/Jumping_spider
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Kwik! ^_^ Kwik 2!
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | > >W ogóle nie zabijajcie pająków, pająki są potrzebne i ładne, i nikt ich nie kocha mimo to.  > Jak to nikt?Muszę przyznać, że to pierwsze zdjęcie pająka jakie w życiu widziałem, które wzbudziło moją sympatię. Oczywiście on tylko tak wygląda, jak pluszowa maskotka, do głaskania się nie nadaje zapewne, ale rzeczywiście, ładny.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | Bardzo ładny, w tym ujęciu wygląda trochę jak trylobit.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Bardzo ładny, w tym ujęciu wygląda trochę jak trylobit.Mnie on wygląda trochę jak jakiś Przewodniczący za zielonym stołem... 
Nie ma niczego, czego pragnąłbym bardziej niż mieć meduzę nazwaną moim nazwiskiem. (Frank Zappa)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | > >Ja odkryłam dwa ostatnio, te chude z długimi nogami: mają dziwaczną nazwę "nasosznik trzęś" trzęsia rozumiem, od trzęsienia, bo faktycznie się trzęsą, kiedy zagrożone, ale skąd nasosznik?!?!> Nie zabijaj Tatusióóóóów!!! One są przydatne, zjadają inne pająki, komary i różne inne insekty.> W ogóle nie zabijajcie pająków, pająki są potrzebne i ładne, i nikt ich nie kocha mimo to.  Staram się je usuwać humanitarnie za okno (na 3 piętro nie wlezą raczej), wiem, że są potrzebne, ale tego ładnego nie czuję nijak... Nie wiem czemu, kraby mają 8 nóg ze stawami, a nie powodują u mnie takiej reakcji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Staram się je usuwać humanitarnie za okno (na 3 piętro nie wlezą raczej), wiem, że są potrzebne, ale tego ładnego nie czuję nijak... Nie wiem czemu, kraby mają 8 nóg ze stawami, a nie powodują u mnie takiej reakcji.Strach można przezwyciężyć. Kup sobie w sklepie zoo jakąś mało jadowitą tarantulę, kiedyś taką widziałem - są bardzo spokojne, powiedziałbym nawet niemrawe, załóż terrarium. Po paru miesiącach będziesz spokojnie brała ją na ręce a nawet pozwolisz biegać po plecach.  P.S. Tylko nie zapomnij o zwierzęciu powiedzieć domownikom. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Staram się je usuwać humanitarnie za okno (na 3 piętro nie wlezą raczej), wiem, że są potrzebne, ale tego ładnego nie czuję nijak... Nie wiem czemu, kraby mają 8 nóg ze stawami, a nie powodują u mnie takiej reakcji.Przesąd taki i/lub atawizm. No i pająki nie mają ślicznych, małych dzieci z wielkimi, załzawionymi oczętami, więc nam się nie wbudowują w psychikę jako coś z okolicy, do opieki. No i pająki w kulturze są raczej pokazywane jako główny bohater horrorów, czarny charakter. Kraby to raczej jedzenie, tańce na plaży, kolorki etc. Mają lepszą prasę 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | Fakt, pająki mają okropny PR. Nie to, co koty.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Przemek J. (3008 punktów) | Ciekawe przejście do nowego tematu, bo przecież koty mają tyle wspólnego z pająkami ile racjonalizm z religią  Koty są stanowczo przereklamowane. Tak uważam ja i mój pies, co prawda nie zgadza się z tym moja córka i jej kot, ale nasze ryby milczą na ten temat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Chlodwig (10939 punktów) | >Koty nie mają arachnofobii
Mój miał. Bał się też myszy, a gdy raz przezwyciężył strach, wystartował do gryzonia, potknął się o szczotkę i przywalił łbem w lodówkę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | >Bał się też myszy, a gdy raz przezwyciężył strach, wystartował do gryzonia, potknął się o szczotkę i przywalił łbem w lodówkę... > Jak bym mojego Fredzisława widziała.... W ubiegłym sezonie, zaskoczony widokiem osy na podłodze usiadł na niej. Szczęściem ma brytyjską ilość sierści, na pupie też. Osa w szoku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Nie mają. Ciągle muszę jakieś kątniki przed moimi ratować. Latem zorganizowałam na balkonie gniazdo ślicznej kątniczce i ciągle musiałam pilnować, żeby jej futrzaci mordercy nie zjedli...
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | > Ciekawe przejście do nowego tematu, bo przecież koty mają tyle wspólnego z pająkami ile racjonalizm z religią > Koty są stanowczo przereklamowane. Tak uważam ja i mój pies, co prawda nie zgadza się z tym moja córka i jej kot, ale nasze ryby milczą na ten temat.Ja się nie zgadzam, mój pies również  Obecnie próbuję przemycić kota do domu, łazi taki cudny po klatkach w bloku...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > No i pająki nie mają ślicznych, małych dzieciPająki mają dużo ślicznych, małych dzieci  bosque-san(*)/2009/11/domestic-spiders.html> No i pająki w kulturze są raczej pokazywane jako główny bohater horrorów, czarny charakter.Takie fantasy kiedyś czytałam, w którym wielki skakun był najlepszym przyjacielem pewnego chłopca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Pająki mają dużo ślicznych, małych dzieci  Ja to wiem, Ty to wiesz, ale ludzie uważają inaczej...  > Takie fantasy kiedyś czytałam, w którym wielki skakun był najlepszym przyjacielem pewnego chłopca.Było coś takiego, faktycznie..! 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Trollius (550 punktów) | >Ależ jak najbardziej. Wszelkie "doświadczania Boga" to są właśnie reakcje neurologiczne. Powstają w ludzkim mózgu. Neurologia bada i opisuje procey jakie zachodzą w mózgach ludzkich. Poddanie tych obserwacji pod interpretacje i wysuwanie z tego wniosków to już spekulacje, czysta filozofia, która nie jest w stanie stwierdzić istnienia/nieistnienia Boga.
|
|
| |  | 2 na 2 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | >Myślę, że badacz niejednokrotnie badał na czym konkretnie polega "doswiadczanie Boga" i innych bytów pozazmyslowych. Neurologia ma w tej dziedzinie pewne osiągnięcia. >i witam ponownie na forum. Zupełna, może powinnaś użyć słowa psychiatria? Łatwiej byłoby odbiorcy zrozumieć?
|
|
| | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | > Zupełna, może powinnaś użyć słowa psychiatria? Łatwiej byłoby odbiorcy zrozumieć? > Założyłam, po przeczytaniu wypowiedzi wczesniejszych kolegi li..., że to reinkarnacja mbieleckiego. a to "miły i inteligentny " człowiek przecież.
|
|
| | | |  | 2 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > Założyłam, po przeczytaniu wypowiedzi wczesniejszych kolegi li..., że to reinkarnacja mbieleckiego. a to "miły i inteligentny " człowiek przecież.<To nie reinkarnacje to .."Atak Klonów"...Poważnie! 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Założyłam, po przeczytaniu wypowiedzi wczesniejszych kolegi li..., że to reinkarnacja mbieleckiego. a to "miły i inteligentny " człowiek przecież.Popatrz jak to człowiek się może pomylić.... [a teraz na szaro]
|
|
 | | Trollius (550 punktów) | >bóg prawie na pewno nie istnieję. Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę? Mam coś do stracenia?
|
|
|  | 6 na 6 | zupełna (2507 punktów) | >>bóg prawie na pewno nie istnieję. >Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę? Mam coś do stracenia? > Życie. Od tej pory może ci je przecież odebrać, zamordować tych których kochasz albo w inny sposób "sprawdzać" twoją wiarę.
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | >Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę? Mam coś do stracenia?<
Rozważenie tego pytania uważam, za niepozbawione sensu. Podobnie jak pytania "co ryzykuję, jeśli założę, że Bóg nie istnieje?" W obu przypadkach uczciwy i racjonalny poznawca przyzna, że jest o czym myśleć. Pytania te można poszerzyć robiąc rachunek zysków i strat dla każdego wariantu życiowego tzn. przy założeniu, że Boga nie ma jak i przy założeniu że jest.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | liberawski napisał:Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę? Mam coś do stracenia? Rozważenie tego pytania uważam, za niepozbawione sensu. Podobnie jak pytania "co ryzykuję, jeśli założę, że Bóg nie istnieje?" W obu przypadkach uczciwy i racjonalny poznawca przyzna, że jest o czym myśleć. [...]Jestem jednym z tych, którzy zakładają, że Bóg nie istnieje. Możesz uczciwie i racjonalnie wyjaśnić, co ryzykuję?
|
|
| | | |  | | Trollius (550 punktów) | >Jestem jednym z tych, którzy zakładają, że Bóg nie istnieje. >Możesz uczciwie i racjonalnie wyjaśnić, co ryzykuję? Pomyłkę. Czyli w gruncie rzeczy to samo co ten, który w Boga wierzy.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Pan Tau (1237 punktów) | Trollius napisał:Jestem jednym z tych, którzy zakładają, że Bóg nie istnieje. Możesz uczciwie i racjonalnie wyjaśnić, co ryzykuję? >Pomyłkę. Czyli w gruncie rzeczy to samo co ten, który w Boga wierzy. Nadal nie rozumiem, dlaczego moja ewentualna pomyłka miałaby być źródłem ryzyka. Czy uważasz, że brak wiary w Boga czymś mi grozi?
|
|
| | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | >Nadal nie rozumiem, dlaczego moja ewentualna pomyłka miałaby być źródłem ryzyka. >Czy uważasz, że brak wiary w Boga czymś mi grozi? Gdybym wiedziała, że Bóg jest i jaki jest, czego oczekuje i co się dzieje po śmierci to bym ci odpowiedział czy brak wiary grozi czymś więcej niż pomyłką i czy pomyłka owa może mieć fatalne konsekwencje. Ja jednak nic o tych rzeczach nie wiem.
B. Pascal natomiast tak o tym pisze: Tak, ale trzeba się zakładać; to nie jest rzecz dobrowolna, zmuszony jesteś. Cóż wybierzesz? Zastanów się. Skoro trzeba wybierać, zobaczmy, w czym mniej ryzykujesz. Masz dwie rzeczy do stracenia: prawdę i dobro; i dwie do stawienia na kartę: swój rozum i swoją wolę, swoją wiedzę i swoją szczęśliwość, twoja zaś natura ma dwie rzeczy, przed którymi umyka: błąd i niedolę. Skoro trzeba koniecznie wybierać, jeden wybór nie jest z większym uszczerbkiem dla twego rozumu niż drugi. To punkt osądzony. A twoje szczęście? Zważmy zysk i stratę, zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że "jest", bez wahania.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | i.czaplicka (5782 punktów) | Ale cena jest wlasne, pewne zycie. Mozna je sobie skutecznie zniszczyc, przestrzegajac nakazow religijnych. A wygrana- wysoce niepewna. I ktorego boga obstawic?
|
|
| | | | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | >Ale cena jest wlasne, pewne zycie. Mozna je sobie skutecznie zniszczyc, przestrzegajac nakazow religijnych. A wygrana- wysoce niepewna. Sposobów na zniszczenie życia świat oferuje bez liku. Czy uważasz, że Pascal coś stracił wybierając wiarę? >I ktorego boga obstawic? Na początek można poprostu założyć, że jakiś istnieje a obstawiać później.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>Sposobów na zniszczenie życia świat oferuje bez liku. >Czy uważasz, że Pascal coś stracił wybierając wiarę? Pascal mnie nie interesuje, mogę napisać, co ja traciłam, wierząc. Tylko te cholerne polskie znaki..
>Na początek można poprostu założyć, że jakiś istnieje a obstawiać później. Dlaczego? Każdy chyba bóg zabrania czcić innych, i każdy ma inne (często przeciwstawne) wymagania.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Czy uważasz, że Pascal coś stracił wybierając wiarę? Stracił tylko życie, bo jak mu odbiło i się nawrócił, to przestał korzystać z usług lekarzy, twierdząc, że choroba to naturalny stan chrześcijanina, a że chorowity był, to szybko kopnął w kalendarz. Jego prymitywny ascetyzm (inspirowany obrzydliwym jansenizmem) doprowadził go do fobii na punkcie "swojej nędznej grzeszności" i można powiedzieć, że uważał się za zdeprawowanego, ludzkiego śmiecia. Wierzył w zepsucie swojego rozumu przez grzech pierworodny, co doprowadziło go do życia w nieustannym poczuciu własnej, niemożliwej do zniesienia nędzy. Jego stan względem życia, świata i siebie to patologicznie skrajna pogarda. Oczywiście nie był zepsuty żadnym idiotycznym grzechem, tylko beznadziejną, poronioną wiarą religijną, która wielkiemu, wybitnemu człowiekowi zrobiła w ostatnich latach życia budyń z mózgu (zresztą prawdopodobnie miał jakąś chorobę mózgu). Niemniej, pytałeś wcześniej, co też takiego złego wiara może zrobić z człowiekiem i sam się wystawiłeś na łatwy strzal z tym Pascalem. Oczywiście, dzisiaj takie żałosne przypadki jak on, aż tak zmasakrowane przez wiarę religijną to rzadkość, przynajmniej w Europie, jednak zdarzają się. Niemniej wiara religijna nadal ma fatalny wpływ na ludzi na różnych płaszczyznach i na ten temat można długo pisać. Wiele lat temu widziałem w teatrze telewzijnym sztukę, nie pamiętam jaką, co za autor i jaki tytuł, ale jedną z dwóch głównych postaci był Pascal. Obraz nędzy i rozpaczy, mocno utkwiło mi to w głowie, do dziś, a i biografie nie pozstawiają złudzeń.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Trollius (550 punktów) | >Niemniej, pytałeś wcześniej, co też takiego złego wiara może zrobić z człowiekiem i sam się wystawiłeś na łatwy strzal z tym Pascalem. Jesteś tego pewien w stu procentach czy też dopuszczasz myśl, że się mylisz a tym samym dopuszczasz dyskusję na ten temat? Polemika z twoim tendencyjnym ) wypracowaniem (przypomina PRL-owskie agitki wymaga sporego nakładu pracy z mojej strony i chęci zrozumienia z twojej. Na nic jednak mój wysiłek jeśli jesteś w temacie uprzedzony. Ja nie jestem misjonarzem ani ewangelistą. Szkoda mi czasu na jałowe dyskusje.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >wymaga sporego nakładu pracy z mojej strony i chęci zrozumienia z twojej. Na nic jednak mój wysiłek jeśli jesteś w temacie uprzedzony. Nie no, nie wysilaj się. Twoja obrona wiary i wierzących jest tutaj misją beznadziejną. To nie ma znaczenia dla mnie, co byś tam wystukał. Coś tam będziesz kręcił, żeby niby wyszło na Twoje, a ja Ci będę odpowiadał i tak stracimy mnóstwo cennego czasu. >Ja nie jestem misjonarzem ani ewangelistą. To w sumie nieważne. Jedno jest pewne, mission impossible, ale zawsze możesz liczyć w tym temacie na kolegę liberawskiego itp. Nie jesteś sam. Masz takie stanowisko, jakie masz, bronisz tego, nikogo oprócz wspomnianego kolegi itp. nie przekonasz i po co Ci to? Będziesz stukał i stukał i stukał i stukał. I stukał. I nic. W innych kwestiach jesteś lepszy, ciekawszy, a z tym swoim przekonaniem odbijać sie będziesz zawsze jak piłeczka pingpongowa od ściany. Nieciekawe to i nudne, niczego nie wnosi. >Szkoda mi czasu na jałowe dyskusje. I wzajemnie. Wszystko, co napisaleś do tej pory "w obronie" było wlaśnie takie, kompletnie jałowe. I inne nie będzie, bo być nie może. Dobranoc.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Pan Tau (1237 punktów) | Trollius napisał:Gdybym wiedziała, że Bóg jest i jaki jest, czego oczekuje i co się dzieje po śmierci to bym ci odpowiedział czy brak wiary grozi czymś więcej niż pomyłką i czy pomyłka owa może mieć fatalne konsekwencje. Ja jednak nic o tych rzeczach nie wiem. Ja również nie wiem i między innymi dlatego nie wierzę. Trollius napisał:B. Pascal natomiast tak o tym pisze: [...] Zważmy zysk i stratę, zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że "jest", bez wahania. Czy ograniczenie możliwości wyboru tylko do dwóch opcji (wiary w Boga nagradzającego za wiarę oraz niewiary w takiego Boga) jest racjonalne? Dlaczego ów hipotetyczny Bóg miałby nagradzać akurat za wiarę? Dlaczego w ogóle miałby nagradzać za cokolwiek? Dlaczego miałbym wierzyć akurat w tego Boga, a nie innego? Dlaczego w ogóle w Boga, a nie w Boginię lub Bogów? I tak dalej, takie pytania można stawiać niemalże bez końca. Dlaczego Pascal udaje, że nie istnieją? Dlaczego przyjmuje milczące założenie, że jedyne, co dla Boga może się liczyć to wiara?
|
|
| | | | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | >I tak dalej, takie pytania można stawiać niemalże bez końca. Można a nawet trzeba. >Dlaczego Pascal udaje, że nie istnieją? Hmm, przyznam szczerze, że nic mi nie wiadomo o tym by coś takiego udawał. >Dlaczego przyjmuje milczące założenie, że jedyne, co dla Boga może się liczyć to wiara? Nic mi nie wiadomo o tym, by przyjmował takie założenie. Mógłbyś wskazać to miejsca w jego pismach w których mówi o tym?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Trollius napisał:>Dlaczego Pascal udaje, że nie istnieją? Hmm, przyznam szczerze, że nic mi nie wiadomo o tym by coś takiego udawał. W cytowanym przez Ciebie fragmencie odnosi się do "Boga" o pewnych specyficznych cechach, więc albo ignoruje te pytania, albo zna wszystkie odpowiedzi. Nic mi nie wiadomo, by znał odpowiedzi, więc zakładam, że zignorował pytania. Trollius napisał:>Dlaczego przyjmuje milczące założenie, że jedyne, co dla Boga może się liczyć to wiara? Nic mi nie wiadomo o tym, by przyjmował takie założenie. Mógłbyś wskazać to miejsca w jego pismach w których mówi o tym? Czy przedmiotem owego "zakładu Pascala" (" Zakładaj się tedy, że "jest", bez wahania.", cytuję z Twojego postu) nie jest właśnie wiara? Jeśli nie ona jest najistotniejsza, jeśli nie ona jest tym, co się liczy najbardziej, tym co zadecyduje o wygranej i przegranej, to dlaczego właśnie wiara stanowi oś symetrii tego zakładu?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | > Nic mi nie wiadomo, by znał odpowiedzi, więc zakładam, że zignorował pytania.Dziwaczne założenie. Gdyby mowa była o Sokratesie wiedziałbym co powiedzieć. W tym przypadku przyznaję szczerze, że nie wiem co na to odpowiedzieć. > Trollius napisał:>Dlaczego przyjmuje milczące założenie, że jedyne, co dla Boga może się liczyć to wiara? >Nic mi nie wiadomo o tym, by przyjmował takie założenie. Mógłbyś wskazać to miejsca w jego pismach w których mówi o tym? > Czy przedmiotem owego "zakładu Pascala" ("Zakładaj się tedy, że "jest", bez wahania.", cytuję z Twojego postu) nie jest właśnie wiara? Jeśli nie ona jest najistotniejsza, jeśli nie ona jest tym, co się liczy najbardziej, tym co zadecyduje o wygranej i przegranej, to dlaczego właśnie wiara stanowi oś symetrii tego zakładu?Nie sądzę by ten fragment mówił, że dla Boga najważniejsza jest wiara w niego, a tym bardziej, że jest to rzecz jedyna. Pascal zajmował się teorią prawdopodobieństwa i tu mamy echo tych zainteresowań. Logika mówi, że albo coś jest albo czegoś nie ma i wg. Pascala zyskowniejsze jest uznanie jego istnienia, czyli postawienie wszystkiego na jedną kartę gdyż dzięki temu można wygrać życie wieczne a stracić niewiele. Założeniem było tu, że Bóg nagradza za wiarę a karze za niewiarę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Trollius napisał:Nic mi nie wiadomo, by znał odpowiedzi, więc zakładam, że zignorował pytania. Dziwaczne założenie. [...]Skądże. Pascal rozumuje, jakby znał odpowiedzi na te pytania, natomiast nikt (przynajmniej z tych osób, do których zwróciłem się o pomoc) nie był w stanie czegoś takiego potwierdzić. Zakładam więc, że je zignorował - świadomie czy nie, nie ma większego znaczenia. Oczywiście ten mój mały sondaż z natury rzeczy nie miał wielkiego zasięgu i nie mogę wykluczyć mojej pomyłki, i być może Pascal gdzieś w jakichś swoich dziełach jednak odniósł się do tych pytań wykazując, że nie mają żadnego znaczenia. Jeśli wskażesz, gdzie to można odnaleźć, oczywiście odwołam to, co powyżej napisałem. Trollius napisał:Nie sądzę by ten fragment mówił, że dla Boga najważniejsza jest wiara w niego, a tym bardziej, że jest to rzecz jedyna. Pascal zajmował się teorią prawdopodobieństwa i tu mamy echo tych zainteresowań. Logika mówi, że albo coś jest albo czegoś nie ma i wg. Pascala zyskowniejsze jest uznanie jego istnienia, czyli postawienie wszystkiego na jedną kartę gdyż dzięki temu można wygrać życie wieczne a stracić niewiele. Założeniem było tu, że Bóg nagradza za wiarę a karze za niewiarę. W porządku, tylko czym jest uznanie istnienia Boga, jeśli nie wiarą w jego istnienie?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Rozumiem, że pytanie brzmi: co tracimy zakładając, że nie istnieje jeżeli okazałoby się, że jednak istnieje?
To dobre pytanie racjonalisty godne oddzielnego wątku.
Nie chciałbym przeżyć całego życia tak jakby Bóg nie istniał, zwłaszcza gdyby okazało się, że jednak istnieje. Straciłbym prawdziwe ukierunkowanie życiowe. Straciłbym przebywanie w Obecności kogoś niezwykle ciekawego, jeśli można tak powiedzieć. Straciłbym możliwość realnego rozwoju duchowego rozumianego jako współpracowanie z Absolutem. Prawdopodobnie dynamika mojego życia zostałaby sprowadzona do rzeczywistości materialnej, co być może spowodowałoby chwilowe zwiększenie powierzchownego materialnego zadowolenia przy jednoczesnej frustracji wynikającej z tego, że całość mojej aktywności życiowej nie ma ostatecznego Celu i zwieńczenia. Że wysiłek miłości, dobroci, pracy nad sobą choć jest moralnie pożyteczny i dobry to jednak nie daje zadowolenia bez świadomości ostatecznego spełnienia w Prawdzie, Dobru i Pięknie, którego pragnie ludzkie serce...
To początek odpowiedzi. Może pociągniemy to na oddzielnym wątku.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Pan Tau (1237 punktów) | Wydaje mi się, że czynisz powyżej bardzo dużo założeń znacznie rozszerzających definicję Boga, którą podałeś w jednym ze swoich wcześniejszych postów. Dlaczego zakładasz, że jeśli Bóg istnieje, to akurat dokładnie taki, w jakiego wierzysz? Taki, który Ciebie ukierunkowuje życiowo. Taki, który umożliwia rozwój duchowy. I tak dalej... Ludzie wierzyli i wierzą w różnych Bogów. Wiele, jeśli nie większość z tych wiar zaprzecza pozostałym. Kto z nich ma rację? Albo, czy ktokolwiek z nich ma rację?
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | >Życie. Od tej pory może ci je przecież odebrać, zamordować tych których kochasz albo w inny sposób "sprawdzać" twoją wiarę.<
Czy sądzisz, że fakt że uznasz istnienie Boga może spowodować, że On cię tym bardziej zabije lub skrzywdzi? Czy to nie jest tylko psychologiczna projekcja lęku przed Bogiem na skutek poczucia winy u niektórych osób. Wierzący respondenci zakładają, że Bóg jest dobry i są skłonni raczej zakładać, że właśnie wiara w Boga jest dodatkowym lub głównym źródłem dobra i sensu w ich życiu a nie czymś niebezpiecznym. Doświadczają obecności Boga między innymi właśnie jako, Tego-Który-Pomaga; tak to właśnie opisują.
Odchodząc od kontekstu religijno-osobowego również nie widać tu żadnej, poza czysto podmiotową (psychologiczną), zależności pomiędzy intelektualnym uznaniem istnienia jakiegoś bytu przez jeden podmiot poznający a sposobem działania tego uznanego bytu na podmiot-umysł, który go poznaje. To czy uznaję czy nie że w zamkniętej i nie otwieranej od 100 lat skrzyni znajduje się 10 kg złota, nijak nie wpływa na mój obiektywny stan posiadania.
|
|
|  | 15 na 15 | Meretseger (61860 punktów) |
>Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę? Mam coś do stracenia? O tak. Trzeźwy ogląd rzeczywistości.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | -3 na 5 | liberawski (8 punktów) | Nie widzę koniecznej zależności pomiędzy założeniem, że Bóg istnieje a utratą "trzeźwego oglądu świata". Doświadczenia wierzących respondentów mówią zupełnie coś innego. Właściwie większość twierdzi, że po doświadczeniu rzeczywistości działania Boga w ich życiu właśnie jakby przejrzeli, otrzeźwieli i złapali mocną stabilizację poznawczą.
|
|
| | |  | 12 na 12 | liliac (147340 punktów) | >Właściwie większość twierdzi, że (...)
Pozwoliłam sobie podkreślić kluczowe słowo.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kugo (267 punktów) | Cytat:Właściwie większość twierdzi, że po doświadczeniu rzeczywistości działania Boga w ich życiu właśnie jakby przejrzeli, otrzeźwieli i złapali mocną stabilizację poznawczą. Oczywiście, nie widzę w tym nic dziwnego. Każdy człowiek przeżywa momenty, po których zmienia swoje poglądy w różnych kwestiach. Nie mówię tutaj tylko o kwestiach światopoglądowych, ale nawet, o tak prozaicznych jak uznanie, że dżem brzoskwiniowy z ketchupem daje rewelacyjny dip słodko-kwaśny (swoją drogą polecam). Część z nich, sprawia wrażenie olśnienia, objawienia, natchnienia. Aż chce się krzyknąć: eureka! Starożytni artyści mieli swe muzy. Średniowiecze w Europie Zachodniej szukało natchnienia w chrześcijańskim bogu, natomiast romantyzm znajdywał natchnienie w kobiecie. Nie tylko bóstwo może być motorem napędzającym poczucie sensu i stabilności. Wracam jednak do kwestii światopoglądowych, ponieważ w tym temacie jest to istotniejsze. Wychowywałem się w rodzinie katolickiej, co skutkowało m.in. katolicką indoktrynacją. Dopóki byłem małym dzieckiem, przyjmowałem wszystko na wiarę. Później, gdy znajdywałem wiele sprzeczności w katolickiej ideologii, a na moje pytania padały nie przekonujące mnie odpowiedzi, zacząłem stopniowo się od niej oddalać. Po zapoznaniu z teorią ewolucji, pracami Stephena Hawkinga i wieloma innymi, alternatywnymi opisami rzeczywistości, doznałem olśnienia! Otrzeźwiałem, przejrzałem na oczy. Porzuciłem całkowicie wiarę, ponieważ uznałem ją za nieracjonalną i wiodę teraz stabilne życie. Gdyby jednak zaszła okoliczność odwrotna - z ateisty stałbym się gorliwym katolikiem. Wtedy z pewnością odczytałbym to za akt działalności boskiej. W szczególności, to wrażenie "olśnienia" jako efekt natchnienia przez Ducha Świętego i dowód na istnienie boga.
|
|
| |  | | Trollius (550 punktów) | >>Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę? Mam coś do stracenia? >O tak. Trzeźwy ogląd rzeczywistości. I pewnie nietrzeźwo oglądając rzeczywistość mogę wpaść pod samochód... Myślisz, że wierząc w Boga jestem bardziej pijany niżbym wierzył w miłość, że stanie się cud gospodarczy w Mozambiku albo że istnienie życia poza Ziemią? Odpowiedz mi z naukowego punktu widzenia: co takiego tkwi w wierze w Boga co sprawia, że wierzący traci trzeźwy ogląd rzeczywistości.
|
|
| | |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | Tu się nie ma co silić na naukowy punkt widzenia. Zwyczajnie - zamiast brać sprawy we własne ręce, wierzący oglądają się na jakiś byt niematerialny, który pomoże, załatwi, wrogów wytraci, a drogim zmarłym załatwi komfortowe miejsce pobytu po śmierci. Weźmy taki prosty przykład - egzamin maturalny. Te wszystkie msze w intencji, pielgrzymki, modły - moim zdaniem nie zdadzą się na nic, jeśli delikwent nie przysiądzie fałdów i nie popracuje. A jak popracuje - to już mu wtedy modły niepotrzebne, i tak zda, bo się naumiał. Czas spędzony na pielgrzymkach to czas stracony, który można było spożytkować lepiej. Według mnie to wszystko nie jest racjonalne ani trzeźwe. Jeśli Twój punkt widzenia jest inny, to proszę bardzo, ja nie zamierzać Cię nawracać. Mówię tylko, jak ja to widzę.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | |  | 8 na 8 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Piekło, niebo, czyściec. Dusza, duch święty, anioły ze stróżem na czele, szatan ze swoją kompanią, rodzące dziewice, wskrzeszanie trupów. Grzech, strach przed nieuchronną i wiecznie trwającą zemstą boga, tego przeczulonego na swoim punkcie nieustannego, żenującego podglądacza. Wiara w to, że tylko religia i bóg powstrzymują ludzi od totalnej, wzajemnej masakry. Moja kuzynka, doktor filozofii, czuje nieustanną obecność owego stróża, uważa picie alkoholu za obrazę boga, tak jak środki antykoncepcyjne (ta obelga jest śmiertelna) i wiele innych kwestii. Moja koleżanka usunęła ciążę w latach 80-tych, a od nagonki antyaborcyjnej w latach 90-tych jest całkowicie przeświadczona o tym, że czeka ją po śmierci wieczny wpierd.l. I nic jej od tego nie odwiedzie. Moja matka żyje od czasów mojej wczesnej młodości w strachu przed jakimś strasznym nieszczęściem, bo ja traktuję "świętości" jak szambo. Ma 70 lat i poza katarem i złamaną nogą nic jej jeszcze w życiu nie było, ma się jak pączek w maśle, ale topór wisi. Nie tylko nietrzeźwością, a już haniebnością jest wszczepione przez trucicieli zaświatowych przeświadczenie o tym, że TA, jedyna rzeczywistość, to tylko przedżycie, runda kwalifikacyjna do doskonałych i wiecznych zaświatów z przymusem podporządkowania swego istnienia i działania ku temu celowi. Wizja ta jest najbardziej nikczemną ideą wcieloną w życie, w myśli i postępowanie otumanionego, najczęściej bezbronnego człowieka. Nie znam niczego bardziej nikczemnego od procesu wytrącania człowieka (już od zarania jego życia najczęściej) z rzeczywistości w świat alternatywny w świat pojęć, zmyślonych, urojonych, nieistniejących. Nadzwyczajność zaistnienia w tym świecie, TO życie, zastąpione jest ideą bycia zmyślonego, wiecznego, jako duch w zaświatach posród aniołów. Człowiek taki realizuje się i swoje życie nie w odniesieniu do rzeczywistości, ale ze względu na idiotyczną, wymyśloną alternatywę. Chciałoby się napisać - po chu.u trzeźwe. Świat czystej fickji, maiłby być światem trzeźwym? Ciekawe, ale to Trollius. Drugą nietrzeźwą nikczemnością w bardzo moim długim rankingu jest zezwolenie na upodlenie siebie, którego doznaje nasz rodzimy wierzący podczas mszy. Jest postawiony w roli winnego-nikczemnego petenta, co kulminuje podczas żalu za grzechy przed komunią (pomijam już trzeźwość przeświadczenia, że wafel zmienia się w ciało, a wino w krew wcielonego Boga). Pada na kolana i skamle, musi zgiąć kark i przepraszać, błagać, przyznawać się do swojej nikczemności i nigdy nieustającej grzeszności. Ten mechanizm zaszczepiony jest tylko po to, żeby petent poczuł się śmieciem, nikim i musiał lizać posadzkę i duchową du.ę boga, by go przbłagać i mieć szansę na nagrodę pośmiertną. To wyjątkowe upodlenie, odebranie godności, honoru, ambicji, w moim odczuciu, człowieczeństwa. Wszyscą skomlą, kiedy pan czarodziej, manipulator-władca, da tylko znak. Właściwie, to nie chce mi się już nad tą trzeźwością znęcać. Dodam tylko coś ogólnego. Nasza kultura narzuca nam różne kalki myślenia, odczuwania, działania w świecie. Tworzymy za tym obrazy i sytuacje, ktore najczęściej nie mają wiele wpólnego z trzeźwością. Drugą obok relgii największą nietrzeźwością to obszar relacji międzyludzkich, czyli uczuć, emocji, miłości i tyleż uproszczonych, co absurdalnych przeświadczeń, przesądów z tym związanych. Ale to już inny temat. Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Wierzący nie odczuwają tego w sposób, który opisałeś. To normalne, że Byt Najwyższy, Doskonały, Nieskończona Miłość generuje specyficzną powinność w stosunku do Niego. Ale to jest oddzielny temat.
|
|
| | | |  | | Trollius (550 punktów) | Problem z twoją odpowiedzią polega na tym, że nie jest to odpowiedź na moje pytanie. Ja pytałem o to, co mogę stracić jeśli uwierzę w Boga, który prawie na pewno nie istnieje a ty mi mówisz co mogę stracić będąc wyznawcą religii katolickiej.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | A przeczytałeś pierwszy akapit, czy tylko przykład?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Trollius (550 punktów) | >A przeczytałeś pierwszy akapit, czy tylko przykład? Oczywiście Piszesz, że wierzący w Boga zamiast brać sprawy we własne ręce, wierzący oglądają się na jakiś byt niematerialny, który pomoże, załatwi, wrogów wytraci, a drogim zmarłym załatwi komfortowe miejsce pobytu po śmierci... Opisujesz więc ogół wierzących w jakieś skodyfikowane prawidła wiary zapominając, że diabeł tkwi w jednostkach odróżniających się od amorficznej masy. Nie potrafisz sobie wyobrazić osoby wierzącej w Boga, która nie potrzebuje boskiego interwencjonizmu, nie modli się, nie czyta katechizmu i nie czyni dobra z powodu istnienia piekła?
|
|
| | | | | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | Nie piszę "wierzący w Boga". Piszę "wierzący". > Nie potrafisz sobie wyobrazić osoby wierzącej w Boga, która nie potrzebuje boskiego interwencjonizmu, nie modli się, nie czyta katechizmu i nie czyni dobra z powodu istnienia piekła? Oczywiście, że potrafię sobie wyobrazić osobę wierzącą, która nie czyta katechizmu. Nawet nie muszę sobie wyobrażać. To na przykład muzułmanin i każdy chrześcijanin poza katolikiem. Ale taką bez boskiego interwencjonizmu i modłów to już trudniej znaleźć. >diabeł tkwi w jednostkach odróżniających się od amorficznej masy. Takie jednostki to... jednostki właśnie. Przytłaczająca większość wierzących to amorficzna masa, która jęczy "Boże, pomóż" i modli się o to, by niewiernych piorun poraził, a wierni dostąpili łaski zbawienia. Może nie?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Takie jednostki to... jednostki właśnie. 99.99.....% wierzących stosuje w stosunku do Boga rozwinięcia narzucone plus najczęściej własne wariacje. Tych, co nie rozwijają w ogóle nie znam, nigdy nie widziałem i nigdy nie spotkałem, ach, nie, znam już teraz jednego. "Bóg" bez rozwinięcia nie istnieje, jest niczym, no może tym samym co hskdhdkgj. Ale może mam pecha, albo zwyczajnie nie bywam tam, gdzie tacy się lęgną. Takich, co rozwijają trzeźwo nie znam również, bo albo nie spotkałem, albo jestem zaślepiony i nie widzę. Widzę jedynie zróżnicowanie w nietrzeźwości. Są tutaj podchmieleni, są pijani, a jeszcze inni narąbani jak stodoła. Ale trzeźwego nie uświadczyłem jeszcze, wszyscy coś tam sobie bredzą, więc może Trollius coś mi w głowie oświeci. Trollius pomóż i rozwiń pojęcie trzeźwości wiary w boga.
|
|
| | | | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | >Takie jednostki to... jednostki właśnie. Przytłaczająca większość wierzących to amorficzna masa, która jęczy "Boże, pomóż" i modli się o to, by niewiernych piorun poraził, a wierni dostąpili łaski zbawienia. Może nie? Tak było od zawsze i trudno przewidywać, że coś się w tej kwestii zmieni. Abderyci byli,są i najprawdopodobniej będą nawet wtedy gdy ludzie religijni będą stanowić mniejszą część społeczeństwa. Zamiast jęczeć "Boże, pomóż" ludzie zaczną prosić o to, żeby energia atomowa poraziła wrogów demokracji a oni sami doświadczyli dobrobytu i życia dłuższego niż lat 200. Może nie?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | rdest (2492 punktów) |
>Przytłaczająca większość wierzących to amorficzna masa, która jęczy "Boże, pomóż" i modli się o to, by niewiernych piorun poraził, a wierni dostąpili łaski zbawienia. Może nie? Czy to opinia, czy wiedza?
|
|
| | | | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | > Nie potrafisz sobie wyobrazić osoby wierzącej w Boga, która nie potrzebuje boskiego interwencjonizmu, nie modli się, nie czyta katechizmu i nie czyni dobra z powodu istnienia piekła? > Ja mogę. Takimi wierzącymi są lub byli intelektualiści. Przychodzi mi tu na myśl anegdotka o Plotynie. Gdy po jednym z wykładów jeden z jego uczniów Amelius, chciał go zabrać do swojej świątyni, Plotyn miał odpowiedzieć: "Bogowie muszą przyjść do mnie, nie ja do nich".
|
|
| | | |  | -2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Przyjęcie tezy, że Bóg istnieje, a tym bardziej przyjęcie istnienia Boga wiary w żadnym sensie nie wyklucza naturalnego wysiłku i pracy. Wprost przeciwnie, osoby, które są głęboko religijne z reguły pracują sumienniej, lepiej znoszą przeciwności, są spokojniejsze w pracy. Normalny wysiłek ludzki człowieka wierzącego niczym się w sensie zewnętrznym nie różni od wysiłku człowieka niewierzącego. Wierzący po prostu pracuje w Obecności Boga a nie samotnie.
|
|
| | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | >Wierzący po prostu pracuje w Obecności Boga a nie samotnie.
Wiele jeszcze zależy od tego, jaka to praca. Np. praca organisty czy praca w kuchni klasztornej dość dobrze znoszą obecność Boga. Dużo gorzej w przypadku lekarzy i ratowników, którym często po prostu brakuje czasu na to, by się skupić i odjechać na kilka chwil w niebiańskie sfery a i obecność Boga na widok różnych paskudnych przypadków ulatnia się nadzwyczaj szybko. O ile sobie przypominam, to "obecność Boga" zawsze mnie rozpraszała i powodowała różne komplikacje, których szczęśliwie ostatnio nie doświadczam, i dałby Bóg, by tak pozostało.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Lucas Nav (55 punktów) |
Wierząc ryzykujesz utratę "trzeźwego oglądu rzeczywistości", jak to napisali moi przedmówcy. Ludzie wyznający jakąkolwiek religię mają zwyczaj szukania pomocy w swoich świętych księgach lub u przewodników duchowych - księży, rabinów itd. Ludzie niewierzący w razie potrzeby podejmują własne decyzje oparte na przemyśleniach które poparły podjęcie tych decyzji. Już podaję przykład - katolicy są przeciwni in vitro bo tak im mówi kościół ("katolik powinien bronić życia" i podobne hasła), natomiast ktoś kto jest niewierzący nie ma nad sobą ludzi którzy mówią mu jak myśleć tylko rozważa daną sytuację na podstawie faktów i dowodów. Czyli - streszczając całego mojego posta - wierząc przenosisz obowiązek myślenia na kogoś/coś innego. Nie wierząc myślisz sam.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Trollius (550 punktów) | >Wierząc ryzykujesz utratę "trzeźwego oglądu rzeczywistości", jak to napisali moi przedmówcy. Ludzie wyznający jakąkolwiek religię mają zwyczaj szukania pomocy w swoich świętych księgach lub u przewodników duchowych - księży, rabinów itd. Ludzie niewierzący w razie potrzeby podejmują własne decyzje oparte na przemyśleniach które poparły podjęcie tych decyzji. Nie jest to do końca zgodne z prawdą. Zakładasz bowiem, że osoba wierząca w Boga jest bezkrytyczna wobec tego, co napisano w świętych księgach i nie potrafi się ustosunkować do tego, co mówią autorytety, duchowni przewodnicy itp. co jest sprzeczne z prawdą. Gdyby tak było nie byłoby w ogóle dyskusji ani w łonie KK, ani wśród buddystów, wyznawców judaizmu itp. >Już podaję przykład - katolicy są przeciwni in vitro bo tak im mówi kościół ("katolik powinien bronić życia" i podobne hasła), Tak się niestety bardzo często zdarza. Ale nie jest to reguła. Kościół niewątpliwie kształtuje sumienia swych wiernych ale nie jest też tak, że katolicy zawsze mają takie samo zdanie jak ich kościół. Najlepiej widać to w kwestii stosowania antykoncepcji. > natomiast ktoś kto jest niewierzący nie ma nad sobą ludzi którzy mówią mu jak myśleć tylko rozważa daną sytuację na podstawie faktów i dowodów. I też nie zawsze tak jest. Jeśli ktoś bowiem jest np. komunistą i ateistą, to zdarzyć się może, że fakty i dowody zastępuje Marks i Lenin. >Czyli - streszczając całego mojego posta - wierząc przenosisz obowiązek myślenia na kogoś/coś innego. Nie wierząc myślisz sam. Przenosisz obowiązek myślenia na kogoś innego gdy jesteś leniwym konformistą co zdarzyć się może zarówno ateiście jak i deiście.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Wierząc ryzykujesz utratę "trzeźwego oglądu rzeczywistości", jak to napisali moi przedmówcy. Ludzie wyznający jakąkolwiek religię mają zwyczaj szukania pomocy w swoich świętych księgach lub u przewodników duchowych - księży, rabinów itd. Ludzie niewierzący w razie potrzeby podejmują własne decyzje oparte na przemyśleniach które poparły podjęcie tych decyzji. >Nie jest to do końca zgodne z prawdą. Tak, jeżeli weźmiemy pod uwagę poszczególne przypadki może być różnie, ale socjologicznie jest to całkowita prawda.
>Zakładasz bowiem, że osoba wierząca w Boga jest bezkrytyczna wobec tego, co napisano w świętych księgach i nie potrafi się ustosunkować do tego, co mówią autorytety, duchowni przewodnicy itp. co jest sprzeczne z prawdą. Albo się wierzy, albo nie, ale głębokości wiary są różne.
>Gdyby tak było nie byłoby w ogóle dyskusji ani w łonie KK, ani wśród buddystów, wyznawców judaizmu itp. Rodzą się umysły niewolnicze (pokorne) oraz niepokorne, poszukujące, buntownicze. Przy tych drugich, to ich intelektualna droga rozwoju prowadzi, co najmniej, do "heretyczności", a konsekwentna do ateizmu.
>>>>Już podaję przykład - katolicy są przeciwni in vitro bo tak im mówi kościół ("katolik powinien bronić życia" i podobne hasła), >Tak się niestety bardzo często zdarza. Ale nie jest to reguła. To jest reguła, choć czasami są wyjątki. Samodzielna myśl z jarzma wiary się wymyka.
>Kościół niewątpliwie kształtuje sumienia swych wiernych ale nie jest też tak, że katolicy zawsze mają takie samo zdanie jak ich kościół. Najlepiej widać to w kwestii stosowania antykoncepcji. Znakomita większość wiernych religijne doktryny traktuje jak stragan. Kupuje tylko to co lubi i co korzyść przynosi. Taka jest socjologiczna prawda.
>>>>natomiast ktoś kto jest niewierzący nie ma nad sobą ludzi którzy mówią mu jak myśleć tylko rozważa daną sytuację na podstawie faktów i dowodów. >I też nie zawsze tak jest. Jeśli ktoś bowiem jest np. komunistą i ateistą, to zdarzyć się może, że fakty i dowody zastępuje Marks i Lenin. Nie przedmiot wiary jest najważniejszy, a jej głębokość. Mordowanym i prześladowanym wszystko było już jedno, czy robili to chrześcijanie - w imię Boga Miłości, czy niemieccy faszyści - w imię Hitlera, czy rosyjscy komuniści - w imię Stalina. Np. głęboka wiara, że Marks był głupkiem świadczy tylko o głupocie tak twierdzącego, a nie Marksa. Choć Marks nie był żadnym Bogiem, a nawet jakimś prorokiem i wiara w Niego i w Jego nieomylność jest też głupotą. Racjonalny krytycyzm pozwala dostrzegać wartości nawet w doktrynach, z którymi się nie zgadzamy. Uważam na przykład za znakomite przesłanie "Kazania na górze". Dodatkowo w konspekcie, że powstało ono przed dwoma tysiącami lat.
>>>>Czyli - streszczając całego mojego posta - wierząc przenosisz obowiązek myślenia na kogoś/coś innego. Nie wierząc myślisz sam. >Przenosisz obowiązek myślenia na kogoś innego gdy jesteś leniwym konformistą co zdarzyć się może zarówno ateiście jak i deiście. Także wszystkim innym wierzącym, gdyż prawdziwą alternatywą jest wiara - niewiara. Jarzmo wiary jest nakładane od urodzenia na ponad 999 promili społeczeństwa i tylko nielicznym udaje się z niego wyzwolić. Tylko krytyczny (sceptyczny) racjonalizm pozwala na dokonywanie samodzielnych ocen i prób samodzielnego zrozumienia rzeczywistości. Tak przynajmniej ja Pana "Lucas Nav" zrozumiałem, ale racjonaliście łatwiej jest zrozumieć racjonalistę.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Lucas Nav (55 punktów) |
>Tak przynajmniej ja Pana "Lucas Nav" zrozumiałem, ale racjonaliście łatwiej jest zrozumieć racjonalistę.
Idealnie Pan to podsumował. Dokładnie o to mi chodziło
|
|
| | | | |  | 4 na 6 | Lucas Nav (55 punktów) | >Nie jest to do końca zgodne z prawdą. Zakładasz bowiem, że osoba wierząca w Boga jest bezkrytyczna wobec tego, co napisano w świętych księgach i nie potrafi się ustosunkować do tego, co mówią autorytety, duchowni przewodnicy itp. co jest sprzeczne z prawdą. Gdyby tak było nie byłoby w ogóle dyskusji ani w łonie KK, ani wśród buddystów, wyznawców judaizmu itp.
Dialog prowadzony wśród hierarchów, a rzadko z ludźmi
>Tak się niestety bardzo często zdarza. Ale nie jest to reguła. Kościół niewątpliwie kształtuje sumienia swych wiernych ale nie jest też tak, że katolicy zawsze mają takie samo zdanie jak ich kościół. Najlepiej widać to w kwestii stosowania antykoncepcji.
Tak, ale tu widzę, raczej hipokryzję taką. Katolik który mówi, że wiara zabrania mu czegoś tam, robi coś innego czego wiara też mu zabrania. W jednym przypadku rozważył za i przeciw i podjął własną decyzję a w innym opiera się na czyjejś decyzji - w tym przypadku kościoła.
>I też nie zawsze tak jest. Jeśli ktoś bowiem jest np. komunistą i ateistą, to zdarzyć się może, że fakty i dowody zastępuje Marks i Lenin.
Oczywiście. W tym przypadku po prostu wiara w Boga została zastąpiona wiarą w człowieka. Jeśli chce się być racjonalnym człowiekiem to trzeba kierować się rozumem, a nie wiarą (bez względu w co) >Przenosisz obowiązek myślenia na kogoś innego gdy jesteś leniwym konformistą co zdarzyć się może zarówno ateiście jak i deiście. > I znowu ma Pan rację, jednak proszę zauważyć, że w jednym przypadku odpowiedzialność jest przenoszona na omylnego człowieka (który żyje/żył popełniał błędy itd.), a w drugim przypadku - na wieczny nieodgadniony wszechmocny wszystkowiedzący byt.
|
|
| | |  | 8 na 8 | jasenka (1863 punktów) | >Odpowiedz mi z naukowego punktu widzenia: co takiego tkwi w wierze w Boga co sprawia, że wierzący traci trzeźwy ogląd rzeczywistości.
Wierząc w boga lub bogów zaprzecza wiedzy zdobytej przez ludzi na temat wszechświata i naszej planety. Konkretniej: - zaprzecza ewolucji - uznaje partogenezę u Homo sapiens (niepokalane poczęcie) - uznaje fakt, że martwy człowiek może wrócić do życia - lekceważy fakt, że rodzaj Homo żyje na Ziemi od 2,5 mln lat, Homo sapiens od 200 tys. dopiero, a same dinozaury bujały się po świecie 150 mln lat, nie mówiąc już o wieku całej planety - trochę mało proporcjonalna ta nasza krótka egzystencja jak na gatunek wybrany - lekceważy gatunki Homo przed nami - nie są one objęte planem boskim - zaprzecza, że człowiek jest zwierzęciem (z rzędu naczelnych) - lekceważy zdanie historyków, którzy nie potwierdzili do dzisiaj istnienia Jezusa - czyta Biblię, w której nietoperze to ptaki, a kobieta jest nieczysta, gdy ma okres
Naprawdę mało, żeby mieć opinię na temat stanu umysłu wierzącego?
|
|
| | | |  | 5 na 5 | maruda (5550 punktów) | >Naprawdę mało, żeby mieć opinię na temat stanu umysłu wierzącego?
Autor wątku chciał rozmawiać o "rzeczywistości nazywanej przez religie rzeczywistością nadprzyrodzoną". Patrząc na chrześcijaństwo powinnaś raczej wymienić: - magię (ostrzeżenia dotyczące czytania Harrego Pottera, chrzest, egzorcyzmy), - wiarę w duchy, życie pozagrobowe, i jak wspomniałaś zmartwychwstanie, - wiarę w demony, diabły, anioły, - cuda i objawienia to przy tym zupełny drobiazg.
|
|
| | | |  | | Trollius (550 punktów) | >>Odpowiedz mi z naukowego punktu widzenia: co takiego tkwi w wierze w Boga co sprawia, że wierzący traci trzeźwy ogląd rzeczywistości. >Wierząc w boga lub bogów zaprzecza wiedzy zdobytej przez ludzi na temat wszechświata i naszej planety. Ale ty mi mówisz o religii a ja pytam o wiarę w Boga.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | jasenka (1863 punktów) | >>Odpowiedz mi z naukowego punktu widzenia: co takiego tkwi w wierze w Boga co sprawia, że wierzący traci trzeźwy ogląd rzeczywistości. >Ale ty mi mówisz o religii a ja pytam o wiarę w Boga.
No dobra, użyłam przykładów z wiary chrześcijańskiej, bo mam ją niejako "pod ręką" w naszym kraju. Inaczej - wszelka wiara w istotę nadprzyrodzoną, która istnieje i jest naszym początkiem i końcem, powstała w umysłach ludzi ze strachu przed śmiercią i bezsensownością życia oraz nadziei na dalszy ciąg po śmierci i nagrody na Ziemi i w życiu pozagrobowym. Nie ma chyba bardziej wykoślawiających rzeczywistość emocji niż strach i nadzieja.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Trollius (550 punktów) | >Inaczej - wszelka wiara w istotę nadprzyrodzoną, która istnieje i jest naszym początkiem i końcem, powstała w umysłach ludzi ze strachu przed śmiercią i bezsensownością życia oraz nadziei na dalszy ciąg po śmierci i nagrody na Ziemi i w życiu pozagrobowym. Teorii jest wiele bo żadna z nich nie potrafi wyjaśnić wszystkiego. Ta którą zaprezentowałaś jest jedną z wielu. Ta akurat niezbyt dobrze wyjaśnia genezę judaizmu. >Nie ma chyba bardziej wykoślawiających rzeczywistość emocji niż strach i nadzieja. A miłość?
|
|
|  | 5 na 7 | Artur@R (7115 punktów) | > Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę?Tam gdzie jest fides (czyli fideizm) wypierane jest ratio (czyli racjonalizm) Wniosek? Prosty : głupiejesz!!! 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | Czy fides wypiera ratio? Doświadczenia wierzących respondentów nie potwierdzają tego. Nie chodzi o doświadczenia, co oni uważają, ale o mierzenie ich sądów o realnym świecie. Okazuje się, że wierzący respondenci, którzy przeszli od stanu niewiary lub wiary nieprzebudzonej po czyś co nazywają "doświadczeniem Boga" zaczynają w sprawach materialnych i doczesnych działać trzeźwiej i skuteczniej niż przed tym przełomowym doświadczeniem. Twierdzą, że "doświadczenie Boga" poszerzyło ich widzenie świata, ale niczego z niego odjęło. W tym sensie "doświadczenie" to nie wypiera działania ich rozumu, czy nie ogranicza ich racjonalności ale prowadzi ją dalej, aż do momentu spotkania tego, czego rozum już zgłębiać nie jest w stanie czyli do Tajemnicy, która choć go przerasta i przerasta przyrodzone doświadczenie ludzkie to nie jest z nim sprzeczna. Tu zaczyna się rozumna fides oparta na pewnej formie "mistycznego" doświadczenia. Na pewno nie nazwałbym tego "głupieniem". To byłoby łatwe zniszczenie zagadnienia nie godne rzetelnego racjonalisty, który sam nie doświadczając tej mistycznej rzeczywistości raczej pochyla się jako badacz nad tym człowiek, który twierdzi, że jej doświadczył - jak badacz motyli, który napotyka w dżungli zupełnie nowy gatunek motyla, którego to gatunku nikt nigdy wcześniej nie spotkał.
|
|
| | |  | 6 na 6 | maruda (5550 punktów) | > Doświadczenia wierzących respondentów nie potwierdzają tego.
Powołujesz się na jakieś wielokrotne doświadczenia, czy możesz podać jakieś badania to potwierdzające, czy to tylko twoje gadanie bez żadnego pokrycia w sprawdzalnych faktach?
|
|
| | | |  | -1 na 3 | liberawski (8 punktów) | Opisów doświadczeń są chyba już setki tysięcy. Naprawdę nie trzeba dużo szukać. Materiał opisowy jest ogólnie dostępny. Ciekawe są też rozmowy bezpośrednie. Jeżeli ktoś ma okazję powypytywać takiego nawróconego czy uzdrowionego to polecam. Nic nie zastąpi doświadczenia.
Problem metodologiczny łatwego redukcjonistycznego racjonalizmu w badaniu doświadczenia religijnego polega właśnie na tym, że mylą osoby ochrzczone czy tylko formalnie przynależące do jakiegoś kościoła z osobami, które przeżyły świeże doświadczenie religijne pod wpływem którego poszerzyły swój ogląd świata czy wręcz przebudowały całkowicie hierarchię wartości. Właśnie żywość tego doświadczenia stoi u podstaw pewnego poznawczo-wolitywnego obudzenia tych osób, które w swej wyrazistości daje się lepiej badać i opisywać. Doświadczenia te mają dla tych osób nieodzowne znamię odkrycia czegoś, czego nie znały, czegoś radykalnie innego niż wszystko, co do tej chwili doświadczały.
Czy racjonalny empiryk może zlekceważyć w imię zacięcia redukcjonistycznego takie fakty badawcze i stwierdzić, że to tylko rezultaty czegoś innego ale z pewnością nie specyficznej rzeczywistości.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | maruda (5550 punktów) | >Opisów doświadczeń są chyba już setki tysięcy. Naprawdę nie trzeba dużo szukać. Materiał opisowy jest ogólnie dostępny. Ciekawe są też rozmowy bezpośrednie. Jeżeli ktoś ma okazję powypytywać takiego nawróconego czy uzdrowionego to polecam. Nic nie zastąpi doświadczenia.
Każesz mi osobiście przebijać się przez opowiadania o kontaktach z UFO czy bogami, jesteś niepoważny. Jeżeli nie masz nic więcej konkretnego i zweryfikowanego do powiedzenia wstawiam twoje opowiadania na półkę z opowiadaniami Danikena.
|
|
| | | | | |  | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) | Jesteś zwyczajnie niezainteresowany tematem i tym specyficznym rodzajem doświadczenia opisywanym przez tych którzy go doświadczyli. Tych ludzi w każdym mieście są tysiące. Trzeba bardzo nie chcieć widzieć, żeby tego nie zobaczyć.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | maruda (5550 punktów) | >Jesteś zwyczajnie niezainteresowany tematem i tym specyficznym rodzajem doświadczenia opisywanym przez tych którzy go doświadczyli. Tych ludzi w każdym mieście są tysiące. Trzeba bardzo nie chcieć widzieć, żeby tego nie zobaczyć.
Przypomnę ci co napisałeś: "Doświadczenia wierzących respondentów nie potwierdzają tego." "Okazuje się, że wierzący respondenci,..." Podkreślone słowo oznacza osobę będącą podmiotem badań. Czy to oznacza że nie wiesz co piszesz, lub celowo mnie okłamałeś, czy tylko zatajasz badania zrzucając całą mrówczą pracę na drugą stronę. Celowo porównałem twoje wynurzenia do UFO, bo będąc złośliwym mogę wybrać badania i wnioski niekorzystne dla ciebie. Chcę byś podał takie które twoim zdaniem spełniają założenia naukowe i udowadniają twoją tezę.
|
|
| | |  | 4 na 6 | Artur@R (7115 punktów) | Każda "wiara" (fideizm) upośledza rozum i jego zdolności poznawcze czyli fałszuje ogląd rzeczywistości, a przez to i wnioski z niego płynące. To podstawowa i w zasadzie bardzo prosta prawda dla racjonalisty, sceptyka człowieka posługującego się rozumem i naukowa metodyką rozstrzygania problemów i poszerzania wiedzy. A po Twoich postach i tego typu stwierdzeniach, będących po prostu bredniami: > którzy przeszli od stanu niewiary lub wiary nieprzebudzonej<> po czyś co nazywają "doświadczeniem Boga"<> Tu zaczyna się rozumna fides oparta na pewnej formie "mistycznego" doświadczenia.<- postanowiłem nie marnowac swojego czasu i wzroku. 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | |  | 2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Poznanie upośledza redukcjonistyczny dogmatyzm, który dąży do sprowadzenia racjonalności do takiej formy, która uznaje to co się chce uznać a nie to co stanowi realny przedmiot badania empirycznego.
Gdy brakuje argumentów zaczyna się obrażanie. To niestety już reguła.
Jak nie chcesz rozmawiać to odejdź w pokoju.
|
|
| | | | |  | 10 na 10 | liliac (147340 punktów) | >Poznanie upośledza redukcjonistyczny dogmatyzm, który dąży do sprowadzenia racjonalności do takiej formy, która uznaje to co się chce uznać a nie to co stanowi realny przedmiot badania empirycznego.
Realny przedmiot badania empirycznego w przypadku wierzących stanowią jedynie ich deklaracje, te zaś nadają się na przedmiot badań co najwyżej socjologicznych, kulturoznawczych, etc, z pewnością nie mogą zaś być uznane za przesłankę świadczącą o istnieniu bytów/zjawisk rzekomo doznawanych. Tak samo poważnie winieneś traktować sprawozdania z "porwań przez UFO" chociażby.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Sprawozdania z porwań przez UFO też są badane. Nie znam wyników i wniosków na ten temat. Nie widzę w tym niczego dziwnego, że nauka bada powtarzające się opisy doświadczeń.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | >Sprawozdania z porwań przez UFO też są badane.
Owszem. Nie piszę, by ich nie badać. Piszę, że twoje opisy doświadczeń wierzących to ta sama kategoria deklaracji.
>Nie znam wyników i wniosków na ten temat.
Podpowiem. Zasadniczo nie stwierdzono śladów ani gwałtów, ani wiwisekcji.
|
|
| | | | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Poznanie upośledza redukcjonistyczny dogmatyzm, który dąży do sprowadzenia racjonalności do takiej formy, która uznaje to co się chce uznać a nie to co stanowi realny przedmiot badania empirycznego. Nie bardzo rozumiem co to jest redukcjonistyczny dogmatyzm. Racjonalność nie jest pojęciem filozoficznym, jest pojęciem ogólnym. Dogmatyzm nie ogranicza empirii. Czyni ją nawet zbędną.
|
|
| | | | | |  | | liberawski (8 punktów) | Redukcjonistyczny dogmatyzm w kontekście, o którym tu rozmawiamy to nieuzasadnione ograniczenie uznawanego doświadczenia będącego udziałem człowieka do, tylko do tego doświadczenia, które było udziałem podmiotu redukującego. W tym sensie redukcjonistyczny racjonalizm nie respektuje opisu doświadczeń będących udziałem innych ludzi i nazywając przekonania zbudowane na ich doświadczeniu irracjonalnymi.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | > W tym sensie redukcjonistyczny racjonalizm nie respektuje opisu doświadczeń będących udziałem innych ludzi i nazywając przekonania zbudowane na ich doświadczeniu irracjonalnymi.
Ale to w dalszym ciągu "mix" informacji innych ludzi na podstawie których buduję się bazę informacji która po wielu latach żyje własnym życiem. Głuchy telefon i tyle.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Trollius (550 punktów) | >Każda "wiara" (fideizm) upośledza rozum i jego zdolności poznawcze czyli fałszuje ogląd rzeczywistości, a przez to i wnioski z niego płynące. Faktem łatwo zauważalnym jest, że wielu ludzi wierzących wykazuje wysoki stopień racjonalnego myślenia oraz potrafi sensownie i spójne uzasadnić swoje przekonania dotyczące polityki czy matematyki, może się z łatwością podzielić z tobą wrażeniami z siusiania na przystanku autobusowym, uzasadnić teorię ewolucji oraz porozmawiać o seksie nienarodzonych dzieci. Z drugiej np. strony masz takie postacie jak tutejszy pan Andrzej B. który uparcie twierdził, że jestem kimś kim nie jestem. Nie chcę przez to powiedzieć, że afideizm pana B. upośledził jego zdolności poznawcze. Chcę tylko powiedzieć, że się pomylił. Podobnie jest z tymi, którzy wierzą w Boga. Oni mogą się mylić w tej kwestii co nie oznacza, że ich rozum jest upośledzony a ogląd rzeczywistości fałszywy.
|
|
| | | | |  | 3 na 5 | Artur@R (7115 punktów) | >Podobnie jest z tymi, którzy wierzą w Boga. Oni mogą się mylić w tej kwestii co nie oznacza, że ich rozum jest upośledzony a ogląd rzeczywistości fałszywy.<
Ogląd rzeczywistości jest złożony z wielu aspektów, dziedzin i obszarów poznania. Upośledzenie fideizmem zdolności poznawczej rozumu w którejkolwiek z nich (nie mówiąc już o wielu z nich) powoduje zafałszowanie tego oglądu, w różnym stopniu. Nigdzie nie stwierdziłem (a tym bardziej w przytoczonym moim zdaniu), że każdy religijny człowiek z powodu swojej wiary jest głupcem w każdej dziedzinie, którą sie zajmuje.
Podstawowy kłopot jaki masz, którego nie zauważasz i nie przyjmujesz to - brak umiejetności czytania ze zrozumieniem. Co skutkuje tym, że odnosisz się do własnych wyobrażeń i nadinterprtacji czyli rozmawiasz ze sobą - dlatego traktowany jesteś krytycznie i często jak troll.
>Z drugiej np. strony masz takie postacie jak tutejszy pan Andrzej B. który uparcie twierdził, że jestem kimś kim nie jestem. Nie chcę przez to powiedzieć, że afideizm pana B. upośledził jego zdolności poznawcze. Chcę tylko powiedzieć, że się pomylił.<
Nie istotne jest to co o sobie sądzisz lecz to co wynika z Twoich wypowiedzi. Powinieneś w końcu pojąć, że Twoje wyobrażenia o samym sobie i tym kim jesteś, tu na forum Racjonalisty nie mają większego znaczenia (z przyczyn również obiektywnych).Tu wszyscy podlegają osądowi pozostalych czytelników tylko i wyłącznie na podstawie swoich wypowiedzi - ich logice, argumentacji, sensownośći, konsekwencji. I ich brak w Twoich wypowiedziach "uparcie" stwierdzał i udowadniał p.A.Bogusławski.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Trollius (550 punktów) | > Upośledzenie fideizmem zdolności poznawczej rozumu w którejkolwiek z nich (nie mówiąc już o wielu z nich) powoduje zafałszowanie tego oglądu, w różnym stopniu.A jakie to zdolności poznawcze rozumu upośledza wiara w Boga? Pytam o wiarę w Boga nie zaś o fideizm bo to o wierze w Boga rozmawiamy a nie o fideizmie. Fideizm mnie nie interesuje. ps Dokumentację medyczną poproszę
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | > >Upośledzenie fideizmem zdolności poznawczej rozumu w którejkolwiek z nich (nie mówiąc już o wielu z nich) powoduje zafałszowanie tego oglądu, w różnym stopniu.> A jakie to zdolności poznawcze rozumu upośledza wiara w Boga?> Pytam o wiarę w Boga nie zaś o fideizm bo to o wierze w Boga rozmawiamy a nie o fideizmie. Fideizm mnie nie interesuje.> ps> Dokumentację medyczną poproszę  Można bez? Wiki wystarczy? No to woda....znaczy się święcona.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Trollius (550 punktów) | > >Dokumentację medyczną poproszę  > Można bez?Jeśli będzie dość przekonująco. > Wiki wystarczy?Pokaż co tam masz. Zobaczymy. > No to woda....znaczy się święcona.Jaśniej proszę.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | maruda (5550 punktów) | > >Upośledzenie fideizmem zdolności poznawczej rozumu w którejkolwiek z nich (nie mówiąc już o wielu z nich) powoduje zafałszowanie tego oglądu, w różnym stopniu.> A jakie to zdolności poznawcze rozumu upośledza wiara w Boga?> Dokumentację medyczną poproszę  Dwa w jednym proszę: www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC61047/
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Trollius (550 punktów) | > >>Upośledzenie fideizmem zdolności poznawczej rozumu w którejkolwiek z nich (nie mówiąc już o wielu z nich) powoduje zafałszowanie tego oglądu, w różnym stopniu.> >A jakie to zdolności poznawcze rozumu upośledza wiara w Boga?> >Dokumentację medyczną poproszę  > Dwa w jednym proszę: www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC61047/Poproszę o komentarz bo naprawdę nie wiem co to ma wspólnego z upośledzeniem zdolności poznawczej rozumu osób wierzących.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | maruda (5550 punktów) | >Poproszę o komentarz bo naprawdę nie wiem co to ma wspólnego z upośledzeniem zdolności poznawczej rozumu osób wierzących.
Szybkość odpowiedzi sugeruje że nie zdążyłeś zapoznać się z podaną dokumentacją. Przeczytaj dokładnie badanie o które sam prosiłeś, a dostaniesz odpowiedź na swoje pytanie.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | Żale na Pana Andrzeja Bogusławskiego proszę wylewać bezpośrednio na adres mailowy zainteresowanego (par. 26 regulaminu).
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 5 | Trollius (550 punktów) | Nie wylewam żali. Podaje przykład.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Każda "wiara" (fideizm) upośledza rozum i jego zdolności poznawcze czyli fałszuje ogląd rzeczywistości, [...]> Faktem łatwo zauważalnym jest, że wielu ludzi wierzących wykazuje wysoki stopień racjonalnego myślenia oraz potrafi sensownie i spójne uzasadnić swoje przekonania dotyczące polityki czy matematyki, [...]Nawet bardzo wysoki pod warunkiem, że zupełnie nie dotyczy przedmiotu wiary. Im bardziej zbliża się do tego przedmiotu tym bardziej racjonalizm myślenia jest ograniczonym. Spójna niespójność Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. [...]
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. [...]
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4971> Z drugiej np. strony masz takie postacie jak tutejszy pan Andrzej B. który uparcie twierdził, że jestem kimś kim nie jestem.Postać nietutejsza Pan Trollius uparcie twierdzi, że ma jakieś tam poglądy, gdy zacznie się go czytać to wyłażą zupełnie inne. Chyba że Andrzej B. nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Proszę się nie przejmować. Tu ma Pan także innych czytelników, a nikt nie jest w stanie bardziej nas skompromitować, niż uczynimy to sami. > Nie chcę przez to powiedzieć, że afideizm pana B. upośledził jego zdolności poznawcze.Bogusławski nie jest nawet tylko "a". On jest zdecydowanym antyfideistą, a sam w nic nie wierzy! Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. > Chcę tylko powiedzieć, że się pomylił.Pomyłki i błędy to ludzka rzecz. Andrzej B. może się mylić, gdy reszta Panu wierzy i klaszcze, to może być Pan dumnym Panie T. > Podobnie jest z tymi, którzy wierzą w Boga. Oni mogą się mylić w tej kwestii co nie oznacza, że ich rozum jest upośledzony a ogląd rzeczywistości fałszywy.Właśnie te powyższe dwa zdania już świadczą jak bardzo myli się Bogusławski pisząc, że Pan T. opowiada, że jest właśnie tym kim nie jest, a tylko tym, którego kimaniu On przeczy. A także, że jego poglądy, to wcale nie jego poglądy, że o to chodzi, o co mu wcale nie chodzi itd.Ale to forum dla racjonalistycznej inteligencji. ALE OTWARTE FORUM i wszyscy mogą pisać co im się podoba, byle regulaminu przestrzegali. (Zaznaczam, że cały czas tylko twierdzę, że rozum jest upośledzony a ogląd rzeczywistości fałszywy, tylko w kwestii wiary. Rzadko kto ogranicza cały swój światopogląd tylko do wiary.) Miłego dnia. @@@ Nawet najbardziej ograniczonych fideistycznie ludzi rzeczywistość ze snu budzi..
|
|
| | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | >Postać nietutejsza Pan Trollius uparcie twierdzi, że ma jakieś tam poglądy, gdy zacznie się go czytać to wyłażą zupełnie inne. Chyba że Andrzej B. nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Jestem dla pana nie pojęty ale niech się pan tym zbytnio nie martwi. Wierzy pan w to, że jestem jakimś fideistą, katolikiem a może nawet tajnym agentem Watykanu którego misją jest zniszczenie tego forum czy coś w tym stylu. Skoro tak bardzo pragnie pan wierzyć w dziwaczne wyobrażenia na mój temat i kompromitować się tym samym to ja nie mam nic przeciwko. To pan robi z siebie głupca z poważną miną.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Jestem dla pana nie pojęty Trudno pojąć zarówno geniusza jak i półgłówka. Ukłony dla Pańskiej genialności.
>ale niech się pan tym zbytnio nie martwi. Jakoś mnie to zupełnie nie martwi. Ważniejszą jest dla mnie moja własna komunikatywność.
>Wierzy pan w to, że jestem jakimś fideistą, katolikiem a może nawet tajnym agentem Watykanu którego misją jest zniszczenie tego forum czy coś w tym stylu. Gdyby Pan zwracał na cokolwiek uwagę poza uwielbieniem mądrości i poczuciem humoru we własnych tekstach, to zauważyłby Pan, iż ja w nic nie wierzę. Wbrew nadziejom niektórych (znowu niech Pan nie bierze tego do siebie), to forum trzyma się mocno i merytorycznie jest bardzo trudno zniszczalne.
>Skoro tak bardzo pragnie pan wierzyć w dziwaczne wyobrażenia na mój temat i kompromitować się tym samym to ja nie mam nic przeciwko. To pan robi z siebie głupca z poważną miną. No właśnie, cóż ja biedny głupol jeszcze mogę tu powiedzieć. Pan też buduje poziom intelektualny i kulturalny naszego forum. Jako jeden z wielu jego uczestników muszę albo Pański poziom akceptować, albo się stąd wynieść. Nie wyniosę się, gdyż jak na razie ludzi, których szanuje jest tu zdecydowana większość. Jak zaczną dominować Panu podobni, to rzeczywiście trzeba będzie się żegnać.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 6 | Trollius (550 punktów) | >>Jestem dla pana nie pojęty >Trudno pojąć zarówno geniusza jak i półgłówka. Istotnie. Granica pomiędzy obłędem a geniuszem jest płynna tak samo jak pomiędzy racjonalizmem a wiarą w Boga. Jedynie ci, którzy boją się wpływu drugiej ciemnej/jasnej strony Księżyca budują Mur na na granicy Światła i Cienia. >Gdyby Pan zwracał na cokolwiek uwagę poza uwielbieniem mądrości i poczuciem humoru we własnych tekstach, to zauważyłby Pan, iż ja w nic nie wierzę. Istotnie. Pan nie wieży w to, że jestem ateistą, ale rozumiem pana- ja też kiedyś nie wierzyłem w nic.
[...] Pójdziesz w swą drogę dalej, a ta droga to ciemną, głucha i posępna noc, ocean groźny, pustynia złowroga, przed każdym krokiem zadrży twoja noga, bo już nie wierzysz w swoją własną moc.
Bo myśl już nie ma skrzydła, które dźwignie, bo w sercu nie ma już płomiennej skry, która w ciemności, jak pochodnia, mignie... A wszędzie, wszędzie widmo cię dosięgnie innych, minionych niepowrotnie dni".
Idź cieniu własny!... A gdy się nie wierzy w swoją moc własną, to już wstrzymać krok? Rzucić ten sztandar, który ręka dzierży, i w tył się cofnąć z szeregu rycerzy, i nie na słońce, lecz w dół zwrócić wzrok?
Więc już ustąpić z bojowej areny, gdzie ślubowało się do końca stać? Od ust oderwać grzmiący róg wojenny, strzaskać za ciężki miecz, a więc niecenny, swój posterunek w cudze ręce zdać?
O, nie!... Bez wiary, nawet bez nadziei, że się potrafi przeciwność zmóc, na posterunku wytrwa- aż z kolei śmierć go zeń wyrwie- ten, kto dla idei miłość ma w duszy, bo miłość- to moc! [...] Kazimierz Przerwa Tetmajer Przeżytym
>Wbrew nadziejom niektórych (...), to forum trzyma się mocno i merytorycznie jest bardzo trudno zniszczalne. Istotnie. Jak Chińczyki. >Pan też buduje poziom intelektualny i kulturalny naszego forum. Istotnie. Niech pan poda cegłę panie Andrzeju Bogusławski. >Jako jeden z wielu jego uczestników muszę albo Pański poziom akceptować, albo się stąd wynieść. Jest jeszcze trzecia droga wynikająca z dwu pozostałych, czyli alternatywa. >Jak zaczną dominować Panu podobni, to rzeczywiście trzeba będzie się żegnać. Jak na razie mnie podobni są zdominowani przez pana podobnym i raczej nic nie wskazuję na jakiekolwiek zmiany. >Miłego dnia. Miłej nocy.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 7 | Artur@R (7115 punktów) | Panie Andrzeju, najlepszym sposobem na Trolla jest ignorowanie go. Dla Trolla najważniejsze jest zainteresowanie nim samym - nie jest istotna dla niego logika, konstruktywność, konsekwencja, wnioski, czytanie ze zrozumieniem. Dlatego ukazywanie mu, dyplomatycznie ujmując, niespójności, nierozumienia, nieadekwatności itp. w wypowiedziach, poglądach - mija się z celem - nie są to istotne rzeczy dla Trolla. On wybiera sobie co chce z tego co się do niego pisze i klepie w klawisze byle klepać, byle się tylko nim "interesować", on się "tym żywi" - to natura Trolla. Brak zainteresowania czyli możliwości "pozkazywanie się", "żerowania" - nudzi Trolla, sprawia, że "głoduje", i wtedy się wynosi gdzieś indziej - bo zawsze ma "alternatywy". A jeśli dalej będzie epatował chamstwem i łamał regulamin to złożymy wniosek o zablokowanie Trolliusa-Trolla (choć jak dla mnie dawno na to załużył), podobnie jak to uczyniono z "prof.Grabowską(-kim)"
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | |  | | Trollius (550 punktów) | >istotne rzeczy dla Trolla. W krasnoludki też pan wieży?
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Artur@R (7115 punktów) | > W krasnoludki też pan wieży?<Nie siedzę w żadnej wieży i w krasnoludki nie wierzę (czyli nie mam przekonania do ich istnienia, a przesłanki , wiadomości, wiedza, która jest mi dostępna i weryfikowalna pozwala mi stwierdzić, że nawet prawdopodobieństwo ich istnienia równe jest zeru) Ale Szanowny i tego raczej nie zrozumie skoro myli mu się wieża z wiarą , a racjonalizm z wiarą w Boga. PS. Dziękuję za "minuska" dla mnie to jak wyraz szacunku Czytelnik 'Trollius' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Racjonalizm a wiara w Boga' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,470429#w473052
Ciekaw jestem ile "kresek" Szanowny mi wstawi za własne błędy ortograficzne?
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| |  | 1 na 1 | Trollius (550 punktów) | > >Co ryzykuję jeśli w Boga uwierzę?> Tam gdzie jest fides (czyli fideizm) wypierane jest ratio (czyli racjonalizm)Jest na to jakiś dowód? > Wniosek?> Prosty : głupiejesz!!!  W średniowieczu mieli ciekawy sposób na leczenie głupoty. Wycinali z głowy kamyk albo dolewali oleju. A jak nie skutkowali, to wsadzano głupców na łódź i wysyłano byle dalej od siebie. Mam nadzieję, że tutaj nie stosuje się podobnych metod i ci co nie uznają ogólnie przyjętej i szanowanej prawdy nie będą poniżeni.
|
|
| | |  | 1 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > Jest na to jakiś dowód?...jest: osobisty, zbrodni, wpłaty lub wypłaty. Nie pasożytuj...poszukaj - jeśli jesteś zaintrygowany. > ...i ci co nie uznają ogólnie przyjętej i szanowanej prawdy nie będą poniżeni.<Skąd? Najwyżej ..ignorowani. 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
 | | liberawski (8 punktów) | >wiara w boga , szczególnie osobowego jest irracjonalna<
Nie rozumiem, dlaczego wiara w Boga osobowego miałaby być bardziej irracjonalna niż w Boga nieosobowego. Jeżeli przyjąć, że definiujemy Boga jako byt Absolutnie Doskonały w niepojętym do końca dla naszego skończonego umysłu wymiarze to dlaczego nie miałby być On doskonałym bytem osobowym, skoro właśnie osoba jest najwyższym spotykanym w świecie stopniem bytu. Dla mnie jest naturalne, że jeżeli Bóg istnieje to jest właśnie Osobą a nie rzeczą, rośliną czy zwierzęciem.
|
|
|  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) |
>Dla mnie jest naturalne, że jeżeli Bóg istnieje to jest właśnie Osobą a nie rzeczą, rośliną czy zwierzęciem. Gdybym uznawała istnienie jakiegoś boga, to byłby raczej prawami fizyki, a nie staruszkiem na chmurze. Pozwolisz, że zadam Ci pytanie - dlaczego ten właśnie bóg, a nie inny? Dlaczego nie Amaterasu-omikami? Jeśli już porównujemy tego typu byty, to raczej wiara w nią jest bardziej racjonalna. Wszyscy widzą Słońce na niebie, znają rolnictwo, tkactwo, umieją budować drapacze chmur. Hebrajskiego Jahwe nikt nie widział. Wyobrażono go sobie. Wierzysz w jego istnienie?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| |  | 1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Ja tu się nie wypowiadam o Bogu konkretnej religii, choć rzeczywiście obraz Boga, który tu zakładamy pasuje do religii monoteistycznych.
Z tym starcem i chmurką to nie na temat. Szukam racjonalności a nie retoryki i kpiarstwa.
Pewnie, że nikt Boga nie widział w jego pełni. Ale wielu ludzi mówi o pewnym doświadczeniu Go, o skutkach Jego przejścia, słyszy Jego słowa, doznaje momentalnych uzdrowień wbrew wiedzy medycznej itd.... , przeżywa radykalne osobowe doświadczenia, których nie da się wyjaśnić dietą czy układem zwojów mózgowych. Jako empiryk nie mogę zlekceważyć tych faktów. Tego typu doświadczenia łatwo się odrzuca wtedy gdy się nigdy z nimi nie zapoznało.
Czy wierzę w Jego istnienie? Nie dotyczy to tematu ale odpowiem. Wierzę i na podstawie mojego doświadczenia uważam, że wiara ta jest czymś racjonalnym. W tym sensie jestem racjonalistą. Nie widzę żadnej sprzeczności pomiędzy poznaniem naturalnym zdroworozsądkowym czy naukowym a tym, że żywię przekonanie o tym, że Bóg istnieje. Co robię z tą wiarą w realnym procesie decyzyjnym, to jeszcze inna sprawa.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Czywierzę w Jego istnienie? Nie dotyczy to tematu ale odpowiem. Wierzę i na podstawie mojego doświadczenia uważam, że wiara ta jest czymś racjonalnym. W tym sensie jestem racjonalistą. Nie widzę żadnej sprzeczności pomiędzy poznaniem naturalnym zdroworozsądkowym czy naukowym a tym, że żywię przekonanie o tym, że Bóg istnieje. Co robię z tą wiarą w realnym procesie decyzyjnym, to jeszcze inna sprawa.Tak sobie czytam i czytam ten wątek aż zacząłem się zastanawiać. Czy tylko mi się wydaje, że oto forum nawiedził kolejny troll? Tego typu dyskusji było ostatnio dość dużo. No i sprawa się rypła. Teraz nastąpi wysyp postów tłumaczących w jaki sposób fideista jest racjonalistą, coś w stylu zrównania wiary z nauką. No ale co tu się dziwić, w końcu nie na darmo się przygotowują Za chwilę powitamy gege i mbieleckiego. Radosną trójcę misjonarzy połączy jedna sprawa- nawracanie bezbożnych.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Argumentacja ad personam - nie jest tu mile widziana.
Chcesz powiedzieć, że żywienie przekonań wyklucza rozważanie rozumienia racjonalizmu?
Albo wypowiedzi nie zostały przeczytane albo nie zostały zrozumiane. Kto zrównuje wiarę z nauką czy wiedzę z wiarą. Właśnie o tym dyskutujemy co jest uzasadnionym czyli racjonalnym przekonaniem czy wiarą a co nim nie jest.
Czy zamierzasz ucinać rozmowę z każdym, kto żywi przekonania, których ty nie podzielasz? Kto cię człowieku nawraca? Odnieś się merytorycznie do tematu albo odejdź i nie zakłócaj rozmowy.
Właśnie takiego ideologicznego racjonalizmu należy unikać.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | >Argumentacja ad personam - nie jest tu mile widziana. I owszem, ale fideistycznych trolli zwykliśmy nazywać po imieniu.
>Chcesz powiedzieć, że żywienie przekonań wyklucza rozważanie rozumienia racjonalizmu? (podkreślenie moje) A skąd, jeżeli starasz się zrozumieć racjonalizm, to jesteś na dobrej drodze. Musisz pamiętać, że droga długa i wyboista. Kiedy już dojdziesz do końca możesz być zaskoczony jak bardzo irracjonalna jest wiara w dogmaty.
>Albo wypowiedzi nie zostały przeczytane albo nie zostały zrozumiane. Kto zrównuje wiarę z nauką czy wiedzę z wiarą. Właśnie o tym dyskutujemy co jest uzasadnionym czyli racjonalnym przekonaniem czy wiarą a co nim nie jest. Dyskutujecie, a ja się przyglądam. Napisałem moje pierwsze spostrzeżenia. Pożywiom uwidziom.
>Czy zamierzasz ucinać rozmowę z każdym, kto żywi przekonania, których ty nie podzielasz? >Kto cię człowieku nawraca? Odnieś się merytorycznie do tematu albo odejdź i nie zakłócaj rozmowy. W tej chwili to ty ucinasz rozmowę. Czuję, że na nawracanie przyjdzie jeszcze czas.
>Właśnie takiego ideologicznego racjonalizmu należy unikać. Kto powiedział, że jestem racjonalistą. Jestem ateistą antyklerykałem, sceptykiem. Jako wierzący (teraz wiadomo dlaczego nie mówisz o innych bogach, a o tym jednym) uciekasz do oskarżeń o ideologiczny racjonalizm. Teraz przynajmniej będziesz mógł mnie posądzić o ideologiczny ateizm i nienawiść do instytucji, choć chyba powinienem użyć słowa korporacji.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Nie widzę żadnej sprzeczności pomiędzy poznaniem naturalnym zdroworozsądkowym czy naukowym a tym, że żywię przekonanie o tym, że Bóg istnieje. Co robię z tą wiarą w realnym procesie decyzyjnym, to jeszcze inna sprawa.Żywię przekonanie, że jesteś Azjatą. Lepiej - że jesteś Japończykiem i jesteś złudnie podobny do Kurosakiego. Zdjęcia, które prześlesz, nie są żadnym dowodem, bo mogą byś sfałszowane, a ponadto - moja wiara jest większa, silniejsza niż istnienie jakiegoś zdjęcia. Jeśli przekonam do tego zdania całą masę ludzi, to znaczy, że nagle zaczniesz tak wyglądać, a twoje obywatelstwo i zestaw genetyczny magicznie staną się właściwe z moim, głęboko żywionym, przekonaniem? Czy zmieni to jakoś moje podejście do świata, inna rzecz. Taki mały eksperyment myślowy, specjalnie dla ciebie.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | |  | | liberawski (8 punktów) | Można oczywiście rozwiązać wszystkie racjonalne problemy przez ich zabicie. Dla mnie jednak zagadnienia związane z racjonalnością przyjęcia tezy, że Bóg istnieje są innej kategorii niż zagadnienia dotyczące przekonań o jakościowym uposażeniu bytów skończonych.
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Dla mnie one wszystkie, te byty, są jednakowe - nieistniejące. Pełna równość  Dlatego też w ogóle nie przyjmuję określenia "racjonalne" w stosunku do tych, przysłowiowych już, krasnoludków. Chwilowo nie do końca zbadany, ale długo nieobserwowalny i niedookreślony, był bozon Higgsa. Bardzo się nim ekscytowałam i czekałam na badania, ale nie przyjmowałam możliwości jego istnienia za pewność. Nadal nie przyjmuję, tak prawdę mówiąc. Ale jakoś tam zakładałam jego istnienie. Bo miał sens w mechanice wszystkiego, co znamy. Taki kawałek morza w dolnym lewym rogu wielkich puzzli  Racjonalnie mogę przyjąć, że ktoś takiej mentalnej kuli rehabilitacyjnej w postaci bóstwa potrzebuje, bo z jakiegoś powodu czegoś do wsparcia mu trzeba. Taki się urodził, proszę go bardzo - jesteśmy różni. O ile nie będzie mi wpychał kul do ręki ani okładał nimi po głowie - wszystko gra i buczy. Ale żeby racjonalnie przyjmować możliwość bóstwa? Nie ma mowy. Bo to trochę tak dla mnie wygląda:  Teraz rozumiesz? Nie można zabić Królewny Śnieżki. Nie można dyskutować o realnej aplikacji możliwości Legolasa vs. Illidana. Nie ma sensu rozważać zastosowania talentów magicznych do rozwoju podróży kosmicznych. Ja jestem straszliwym nerdem i kocham robić analizy porównawcze sprzętu ze SW i innych sf, ale nie biegam za ludźmi namawiając ich na przejście na ciemną stronę mocy. No dobra, może czasem się zamotam w kuchni i wysyłam znajomym smsy "Come to the Dark Side, we have cookies"... Ale tylko tym, którzy łapią, o co chodzi. A przecież Michio Kaku udowodnił, że jeszcze trochę i będzie można sobie budować miecze świetlne. Tylko, kurna, tyle badań krwi mi robią i ani jedengo midichloriana nie wykryli. Więc się nie podniecam. Mocy nie ma, jak bardzo bym nie chciała, żeby była. Bogów też nie ma. Może czas się zacząć oswajać z tą myślą?
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | |  | | Lizergus (691 punktów) | LOTR, Warcraft i Star Wars w jednym poście. Plus!
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > LOTR, Warcraft i Star Wars w jednym poście. Plus!Mogłam gdzieś tam pewnie jeszcze wetknąć Doktora i Spocka, ale piszę na szybko, bo padam na twarz - spałam dziś dokładnie 2h 15m, mózg mi nie działa na pełnych obrotach 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | |  | -4 na 6 | liberawski (8 punktów) | Patrząc na świat nie widzę doprawdy niczego takiego, co uprawniałoby mnie do stwierdzenia, że umysł ludzki jest najwyższą jednostką poznawczą. Nie widzę również przypadkowości w "układzie" świata.
Ja nie próbuję przeciągnąć cię na żadną stronę. Zwyczajnie argumentuję za tym, że "hipoteza" Boga jest w pełni racjonalna i wszelkie dogmatyczne zamykanie się na nią jest irracjonalne czy też jest zwykłym arbitralnym wyborem opcji wierzeniowej w imię akceptowanych przez daną osobę metod poznawczych.
Piszesz o bozonie. Podobnie wygląda mechanizm przyjęcia tezy, że Bóg istnieje. Niektórzy ludzie doświadczają takiego układu rzeczywistości, zdarzeń, "zbiegów okoliczności", fenomenów wewnętrznych takich jak "dar", absolutne przebaczenie, nadzwyczajny momentalny pokój, wyraźny głos, wizje, ekstazy, szlachetną miłość o totalnym religijnym wymiarze, że suma tych doświadczeń prowadzi ich stwierdzenia: Bóg istnieje i jest obecny w moim życiu.
Tak samo jak ty CHCESZ wierzyć, że Bóg nie istnieje, tak samo ci ludzie wierzą, że istnieje.
Czy w ogóle metodologicznie dopuszczasz takie doświadczenie osobiste, na podstawie którego byłabyś w stanie uznać istnienie Boga?
Wielu redukcjonistycznych racjonalistów w gruncie rzeczy przyjmuje taką metodologię, która wyklucza przyjęcie tezy o istnieniu Boga na podstawie jakiegokolwiek doświadczenia. Czyli choćby widzieli na własne oczy Zmartwychwstanie i tak by nie uwierzyli. Tak samo jak jest tajemnica wiary, tak samo jest wielka tajemnica niewiary. Myślę, że klucz do zrozumienia tych wyborów tkwi ostatecznie w dobroci woli i pysze ludzkiej, która nie chce uznawać nikogo ponad sobą widząc w ewentualnej nadrzędności Boga jedynie zagrożenie (negatywne rozumienia Boga) nie widząc Miłosci, Miłosierdzia, Spełnienia, Poznania, Racjonalności!!
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Elka I Ponura (7473 punktów) | >Tak samo jak ty CHCESZ wierzyć, że Bóg nie istnieje, tak samo ci ludzie wierzą, że istnieje. >Czy w ogóle metodologicznie dopuszczasz takie doświadczenie osobiste, na podstawie którego byłabyś w stanie uznać istnienie Boga?
Nie, wiesz, nie bardzo. Gdybym doświadczyła większości rzeczy opisanych przez ciebie w wyciętym kawałku albo (przebaczanie, totalna miłość itp) uznałabym je za moją normalną reakcję, albo (ekstaza, wizje, wrażenia nieprzystające do normalnego wzorca) zgłosiła się do lekarza. Tym bardziej, że ja biorę dużo leków, w tym ze dwa wpływające na OUN - to mógłby być jakiś niepożądany skutek uboczny. Oraz: nie "chcę wierzyć, że bóg nie istnieje", tylko "nie przyjmuję pomysłu, że jakiś dziadek/pan/coś siedzi gdzieś i się mną opiekuje, a potem będzie decydowało, czy byłam grzeczna i dostanę cukierka, czy w dupsko. Metaforyczne, oczywiście, bo metafizyczne". Wiara to tylko opcja, serio. I to opcja bardzo poboczna.
>Czyli choćby widzieli na własne oczy Zmartwychwstanie i tak by nie uwierzyli.
Gdybym miała okazję poznać faceta i zobaczyła, jak ktoś go ewidentnie zabija, a następnie kolega wstaje po kilku dniach i jest zdrowy i wesolutki, to pewnie najpierw sprawdziłabym czy to nie fenomen medyczny, a nie religijny. Potem ewentualnie bym się zastanawiała. W dzisiejszych czasach już można. Posiedzę sobie więc i poczekam na kandydata. Do tej pory uznaję, że nie wszystkie historyczne, skompilowane dokumenty są prawdziwe.
>Tak samo jak jest tajemnica wiary, tak samo jest wielka tajemnica niewiary. Myślę, że klucz do zrozumienia tych wyborów tkwi ostatecznie w dobroci woli i pysze ludzkiej, która nie chce uznawać nikogo ponad sobą widząc w ewentualnej nadrzędności Boga jedynie zagrożenie (negatywne rozumienia Boga) nie widząc Miłosci, Miłosierdzia, Spełnienia, Poznania, Racjonalności!!
To jest pięć bardzo ładnych cech ludzkich. I, szczerze mówiąc, średnio mi się podoba, że nieuznawanie ich za nadrzędne do ludzi uważasz za brak dobrej woli czy pychę. Bo to trochę tak, jakbyś uważał całość homo sapiens za morderców, sukinsynów i chamów. A, zapomniałam - debili też, skoro i racjonalność jest "nadludzka". Nie wiem, czy zauważyłeś, ale właśnie dosyć cwano i nie wprost obrażasz niewierzących. No, i przy okazji uznajesz, że etyka jest nie-ludzka i musi być naddana odgórnie. Nie wiem, co na to etycy, ale myślę, że podzielili by się na obozy turlających ze śmiechu i wkurzonych. Może spróbuj to jakoś inaczej przedstawiać na przyszłość, co? Chyba, że faktycznie uważasz, że tak jest i bez poświęconego pasa nad tyłkiem rodzaj ludzki to banda niegodna szacunku.
Ponadto: bogowie bogami, ja tam uważam, że to ich przedstawiciele na Ziemi i ich zestawy pomysłów na temat (czyt. całościowe religie) robią całej tej idei marną prasę. Pozytywne strony pracy religijnych ludzi potrafię docenić, niech kontynuują. Byle się nie narzucali z całą resztą kramu. Ja jakoś, mimo porzucenia idei religii dosyć wcześnie w życiu, nigdy nie miałam problemów z powstrzymaniem się przed kradzieżą, pobiciem, podpaleniami i całą resztą podobnych zajęć. Nigdy też mój ateizm nie przeszkodził mi pomagać, wspierać, zajmować się ciężko chorymi, być kulturalną czy po prostu przyzwoitą wobec ludzi. Ja wiem, że anegdotycznie (chociaż pewnie na forum znajdziesz mnóstwo innych ludzi w tym typie), ale zawsze.
Argumentacja, że gdyby nie religia, stoczylibyśmy się w otchłań niegodziwości i zła jest w ogóle już tak zwietrzała i przewałkowana na tak cienko, że jej prawie nie widać. Możemy ją sobie odpuścić. Bo już się nudno robi.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | |  | -4 na 4 | liberawski (8 punktów) | Czyli nie zamykasz furtki. Uważasz, że być może, po specyficznym doświadczeniu mogłabyś przyjąć, że Bóg istnieje. To jest racjonalna wypowiedź. Rozumiem, że na razie zawieszasz sąd i zakładasz praktycznie, że "On nie istnieje". Mówisz więc pośrednio, "jeżeli istniejesz to mnie przekonaj". To taka modlitwa uczciwego ateisty.
W rzeczywistości badanie medyczne itd to zawsze jest pierwsze działanie w obliczu wszelkich zgłoszonych przez wierzących cudów. Nikt tego nie zabrania robić. Wprost przeciwnie. Kościół Katolicki ma te procedury maksymalnie rozbudowane.
Nie rozumiem za to tendencji do karykaturalnego przedstawiania Bytu Absolutnego. To inny temat.
Odnośnie źródła moralności to jest tu nieporozumienie. Oczywiście, że istnieje etyka naturalna oparta moim zdaniem na naturze człowieka. Widać to już doskonale u Greków. Etyka Nikomachejska Arystotelesa mówi sama za siebie. W tym sensie etyka oparta na chrześcijaństwie nie jest sprzeczna z etyką naturalną ale ją wnosi na inny poziom. Dla mnie nie ma tu konfliktu. Jestem jak najdalszy od obrażania kogokolwiek. Cenię uczciwość poznawczą ludzi bez względu na ich opcję wiary (teizm czy ateizm. Staram się nie odpowiadać w tonie nienawiści nawet tym, którzy jawnie przekraczają wszelkie normy.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Czyli nie zamykasz furtki. Uważasz, że być może, po specyficznym doświadczeniu mogłabyś przyjąć, że Bóg istnieje. To jest racjonalna wypowiedź. Rozumiem, że na razie zawieszasz sąd i zakładasz praktycznie, że "On nie istnieje". Mówisz więc pośrednio, "jeżeli istniejesz to mnie przekonaj". To taka modlitwa uczciwego ateisty.Nadal "nie, wiesz, nie bardzo". Trochę nadinterpretacja, ale już prostuję. Mówię, że: - jeśli zobaczyłabym cud ewidentny, nie w typie s-f, motywowany i tłumaczony religijnie, to pewnie przyjęłabym możliwość bytu wyższego, chociaż drążyłabym długo temat np cywilizacji o typie daleko wyższym niż nasz albo pojawienie się - kurna, wreszcie!  - magii. - natomiast uważam, że prawdopodobieństwo zaistnienia powyższych okoliczności jest w najlepszym przypadku tak bliskie zeru, że najtężsi matematycy nie są w stanie zauważyć odrębności od zera. Więc i ja nie uważam ich za większe niż zero. Teraz widzisz różnicę? Z tego samego toku myślenia wynika prawdopodobnie moje zamiłowanie do horrorów i Star Wars, gdzie to ostatnie lokuję razem głównie ze względu na istnienie zjawiska Mocy. Bo klasyczne s-f ma jednak element "science", a spekulacja stoi zawsze wyżej na skali prawdopodobieństwa niż czysta fantazja. Ja po prostu mam na tyle bujną wyobraźnię, że jestem sobie w stanie wyobrazić i powtórne przyjście Chrystusa, i odrodzenie się smoków i uśpionej z nimi magii - a do tego oba są dla mnie tak samo prawdopodobne. Jeśli chcesz to uznawać za "dopuszczenie możliwości bogów", twoja wola. Ja widzę to trochę inaczej 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | 2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) |
>Pewnie, że nikt Boga nie widział w jego pełni. Ale wielu ludzi mówi o pewnym doświadczeniu Go, o skutkach Jego przejścia, słyszy Jego słowa, doznaje momentalnych uzdrowień wbrew wiedzy medycznej itd.... Przypadki spontanicznych uzdrowień dotyczą również ludzi niewierzących. Odpowiedzi należy szukać w mobilizacji układu immunologicznego. U osób wierzących ze skłonnościami do mistyki, wiara może być elementem wyzwalającym te siły. Statystyki z Lourdes nie potwierdzają twoich spostrzeżeń. Lepsze wyniki mieli szamani prymitywnych ludów, z ich ziołami i zaklęciami.
Wierzę i na podstawie mojego doświadczenia uważam, że wiara ta jest czymś racjonalnym.
Wiara nie może być racjonalna na podstawie twojego osobistego doświadczenia. Twoja osobista wiara może być dla ciebie czymś racjonalnym. Ogólnie wiara (w Boga) nie jest ani racjonalna ani nieracjonalna, tak jak nie jest ani racjonalne ani nieracjonalne zamiłowanie do jakiegoś konkretnego koloru. Istnienia Boga nie można udowodnić, ani nie można udowodnić coś przeciwnego. Dlatego roztrząsanie istnienia lub nieistnienia Boga jest zaprzeczeniem ratio.
W tym sensie jestem racjonalistą. Nie widzę żadnej sprzeczności pomiędzy poznaniem naturalnym zdroworozsądkowym czy naukowym a tym, że żywię przekonanie o tym, że Bóg istnieje.
To ma sens dopóki mówisz o Bogu jako pojęciu ogólnym. Jeżeli mówisz o konkretnym Bogu i przyjmujesz nauki religii która tego Boga promuje, przyjmujesz również dogmaty, które przeczą zasadzie racjonalizmu. Na przykładzie chrześcijaństwa, nie jest racjonalne wierzyć w dziewictwo Maryi, lub zmartwychwstanie.
Co robię z tą wiarą w realnym procesie decyzyjnym, to jeszcze inna sprawa.
To jest twoja osobista sprawa, do której masz pełne prawo.
|
|
| | | |  | | liberawski (8 punktów) | Mówimy tu nie o racjonalności w sensie naukowym, ale o racjonalności sensie osobistej decyzji uznania istnienia Bytu Absolutnego.
|
|
| | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. Szukam racjonalności a nie retoryki Jeśli tak, to proponuję zająć się zjawiskami mierzalnymi.
|
|
| | | |  | | liberawski (8 punktów) | >Jeśli tak, to proponuję zająć się zjawiskami mierzalnymi.
Nie wszystko mierzy się tymi samymi metodami. Jest rzeczywistość analogiczna, którą się "mierzy i waży" w codziennym życiu zupełnie innymi miarkami. Każdego dnia jesteśmy skazani na dziesiątki nieobliczalnych do końca decyzji, które jednak ważymy.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >"mierzy i warzy"
Warzy się zupę. W kotle na przykład. Albo kaszkę (był taki wierszyk o sroczce).
|
|
| | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >Ale wielu ludzi mówi o pewnym doświadczeniu Go (...) Zauważyłeś, że tylko wierzący? Ateistom nie zdarza się "doświadczanie Boga", a przecież, zgodnie z ewangelicznym przesłaniem, większa radość w niebie jest z jednego nawróconego niż z milionów wierzących od kołyski po grób. Czemu się zatem nie ukaże (jakkolwiek to słowo rozumieć) mnie albo Tomkowi Fiedorkowi - dwoje takich ateistów nawrócić, to byłby nie lada wyczyn - tylko wciąż się objawia bogobojnym pastuszkom, świętym Tereskom albo innym mistykom? Ja wcale nie kpię. Naprawdę ludzki mózg ma przedziwne właściwości. >Ja tu się nie wypowiadam o Bogu konkretnej religii Zakładasz zatem istnienie wielu bogów?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Trollius (550 punktów) | > >Ale wielu ludzi mówi o pewnym doświadczeniu Go (...)> Zauważyłeś, że tylko wierzący? Ateistom nie zdarza się "doświadczanie Boga",Ateiści bowiem nie mówią o doświadczaniu "GO" lecz o doświadczaniu "Tego", "Czegoś"... Dr Albert Hofmann:Istnieją takie przeżycia, o których większość z nas woli milczeć, gdyż nie odnoszą się do codziennej rzeczywistości i nie poddają racjonalnym wyjaśnieniom. Nie wywołują ich jakieś szczególne zdarzenia zewnętrzne, są one raczej związane z życiem wewnętrznym. Najczęściej lekceważymy je, traktując jako wytwory wyobraźni, i nie dopuszczamy ich do świadomości. I nagle, w sposób niezwykły, zachwycający lub alarmujący, znane nam otoczenie ulega transformacji, ujawnia się nam w nowym świetle, nabiera wyjątkowego znaczenia. Przeżycie tego rodzaju może być słabe i ulotne jak muśnięcie powietrza, ale może też odcisnąć się głęboko w naszych umysłach.
> Naprawdę ludzki mózg ma przedziwne właściwości.Wierzący powiedzieć może: niezbadane są wyroki boskie. Ateista powiedzieć może: niezbadane są właściwości ludzkiego mózgu.
|
|
| | | |  | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) | Zdarza się jednak, że ateiści również zaczynają wierzyć i stają się teistami. Przykład- dr Nathanson
Jego przejście ze stanu praktycznego ateizmu do stanu aktywnej religijności jest czymś jak najbardziej naturalnym i racjonalnym. Nie jest tak, że ateista ma zamkniętą ścieżkę do bycia teistą i wierzącym. Twierdzenie, że przyjęcie tezy o istnieniu Boga jest nieracjonalne jest twierdzeniem nieuprawnionym i wskazuje na przyjęcie redukcjonistycznych założeń poznawczych, które z góry wyłączają pewną rzeczywistość ze spektrum istnienia.
|
|
| | | | |  | 10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Zdarza się jednak, że ateiści również zaczynają wierzyć i stają się teistami. Przykład- dr NathansonOto jak nas, biednych ludzi, rzeczywistość ze snu budzi. Tak, historia zna takie przypadki. Najczęściej najzabawniejszą ich częścią jest opowiadanie jakim to ekstremalnym ateistą byłem zanim się nawróciłem. > Jego przejście ze stanu praktycznego ateizmu do stanu aktywnej religijności jest czymś jak najbardziej naturalnym i racjonalnym.Pamiętajcie, drogie dziatki, nie żartować z ojca, matki, bo paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. > Nie jest tak, że ateista ma zamkniętą ścieżkę do bycia teistą i wierzącym.Osobiście rozmawiałem z inteligentnymi i wykształconymi ludźmi, którzy wchodzili w psychozę. Tak jest to możliwe i ateistom też się przytrafia. Mogą wówczas oglądać nawet Boga osobiście, a jest on wówczas bardziej realny od wszystkiego co dotychczas oglądali. > Twierdzenie, że przyjęcie tezy o istnieniu Boga jest nieracjonalne jest twierdzeniem nieuprawnionym i wskazuje na przyjęcie redukcjonistycznych założeń poznawczych, które z góry wyłączają pewną rzeczywistość ze spektrum istnienia.Wszystko zależy od tego co przyjmiemy za "racjonalizm"? Jeżeli tylko myślenie - to ślady myślenia można znależć nie tylko u ssaków, ale nawet u ptaków. Tym bardziej ludzie, jeżeli mają mózgi to myślą, ale czy wszyskich możemy określić racjonalistami? Zdecydowanie wątpię! Wikipedia wprawdzie w swoim haśle dopuszcza, że mogą być racjonalistami teiści, ale pod warunkiem, że nie będą Boga przyjmowali na wiarę: Racjonalizm światopoglądowy - współczesny ruch filozoficzno-światopoglądowy zapoczątkowany w XVIII wieku. Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się zarówno ateiści, jak i agnostycy oraz deiści i teiści.pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowyZupełnie nie wiem jak to jest zupełnie możliwe. Nie tylko nie ma żadnych dowodów na istnienie Boga, ale zupełnie nie wiemy cóż ten termin miałby znaczyć. Nie istnieje żadna spójna logicznie definicja Boga. I dalej: Nasze forum zostało założone z poniższymi myślami przewodnimi: Serwis Racjonalista to KOMPENDIUM WIEDZY opracowywane przez racjonalistów. Wiedzę stanowią dwa aspekty: negatywny i pozytywny. Aspektem negatywnym jest znajomość tego co ludzką rzeczywistość mistyfikuje, zaś pozytywnym - racjonalna i rzetelna wiedza o rzeczywistości przyrodniczo-społecznej. Racjonalista jest przede wszystkim odpowiedzią na mistyfikacje. Racjonalną syntezą wiedzy jest filozoficznie zaprawiony zespół wniosków i poglądów dotyczących człowieka i świata - dział Światopogląd. Poznanie tego jest przejawem odwagi wobec życia - spojrzeniem rzeczywistości 'prosto w twarz', bez chowania głowy w odmęty ideologii, złud i słodyczy niemyślenia.www.racjonalista.pl/kk.php/s,1 Kiedy rozum śpi, budzą się upiory Jako rzecznicy myślenia racjonalnego, opartego na logice i tzw. zdrowym rozsądku, opowiadamy się za racjonalizmem. Uważamy, że z rozumem i rozsądkiem nie można iść na kompromisy, jeśli ustrzec się chcemy błędów irracjonalizmu. Racjonalizm połowiczny to pseudoracjonalizm lub wybiórcza racjonalność. Odrzucamy więc wszelkie formy fideizmu i inne postawy deprecjonujące rozum.
[...] racjonaliści, czyli ludzie, którzy chcą aby społeczeństwa rządziły się rozumem, to w większości ci, którzy na swoim przykładzie dostrzegają, że jest to narzędzie sprawne - choć niedoskonałe, lecz najskuteczniejsze; zaś piewcy fideizmu i irracjonalizmu, czyli ludzie, którzy eksponują głównie ułomności rozumu, to w większości ci, którzy nie mieli okazji przekonać się o skutecznym działaniu narzędzia racjonalności. Kto nie potrafi rozumować sprawnie, siłą rzeczy nie będzie głosił wymagającego racjonalizmu, gdyż z racjonalności wielu pożytków sam nie wyciągnie. "Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein. Skoro niesporne jest to, że powszechnie głupota i ignorancja zawsze królowały nad inteligencją i wiedzą, tedy oczywiste się staje dlaczego racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym. Takim też pozostanie, choć może być wyjątkowo aktywny. Zarazem bycie racjonalistą i sceptykiem oznacza przynależność do elitarnego grona. "Ci, którzy mają szczęście należeć do wykształconej i myślącej mniejszości rodzaju ludzkiego, nie uświadamiają sobie nawet, jaką garstkę stanowią - zauważa Bergen Evans. - Nie myślą o tym, jak niewielu ludzi czyta cokolwiek poza nagłówkami, dowcipami i wiadomościami sportowymi. (...) Nie orientują się też, jak niewielu ludzi myśli racjonalnie, jak bardzo do dziś ograniczona jest wiedza, jak rzadko sceptycyzm stanowi natchnienie dla nauki."www.racjonalista.pl/kk.php/d,67> Twierdzenie, że przyjęcie tezy o istnieniu Boga jest nieracjonalne jest twierdzeniem nieuprawnionym i wskazuje na przyjęcie redukcjonistycznych założeń poznawczych, które z góry wyłączają pewną rzeczywistość ze spektrum istnienia.Co tu chciał Pan powiedzieć? Przecież to tylko teologiczny, nic nie znaczący naukowo bełkot. Racjonaliści opierają swoje poglądy na nauce, a Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką. Miłego
|
|
| | | | | |  | -1 na 5 | liberawski (8 punktów) |
>Tak, historia zna takie przypadki. Najczęściej najzabawniejszą ich częścią jest opowiadanie jakim to ekstremalnym ateistą byłem zanim się nawróciłem. Najpierw proszę się zapoznać z przypadkiem a potem będziemy rozmawiać
Problem w tym, że część ateistów przyjmuje irracjonalną metodologię, która ich zdaniem uprawnia ich do odrzucenia istnienia Boga a priori bez względu na wszelkie możliwe doświadczenia, jakie mogłyby stać się ich udziałem. Oczywiście cenię wszelką trzeźwość poznawczą i stałą wolę poszukiwania przyczyn bezpośrednich wszelkich zjawisk, a nie w taki sposób, który z góry wyklucza przyjęcie istnienia tego, czego przyjęcie lub odrzucenie jest dopiero celem procesu poznawczego. Tego typu ateiści sami zamykają się pseudoracjonalnej w pułapce, która każe im WIERZYĆ, że nie istnieje nic innego niż sobie założyli i że nie ma takiej ścieżki, którą Bóg mógłby ewentualnie przekonać ich o tym, że jednak On-Jest. Rozumiem osoby o postawie agnostyckiej. Osoby te szanują status poznawczy innych podmiotów sami powstrzymując się od sądów i nazywając siebie ewentualnie poszukującymi. Racjonalnie nie zamykają wszystkich poznawczym furtek na redukcjonistyczne zamki za pomocą naturalistycznych kluczy, które są wyszlifowane przez ślusarzy, którzy nie widzą i nie chcą widzieć niczego poza swoim warsztatem pracy.
>Wikipedia.... itd< Problem w tym, że uciekając przed deprecjacją rozumu w rzeczywistości absolutyzujecie rozum skończony rozum ludzki zakładając z góry, że nic większego niż wasze ograniczone myślenie nie istnieje. Znowu pułapka ograniczenia poznawczego zamkniętego od środka ("monady nie mają okien"). Redukcjonistyczny racjonalizm rodzący pychę osądu i aprioryczny naturalizm zamykający człowieka na wszystko, co biednemu nie mieści się w głowie.
Rozumienie fideizmu to zupełnie inny temat. Nikt tu nie broni fideizmu, który uważam za pogląd przedwcześnie rezygnujący z naturalnego poznania na korzyść wiary. Tradycja chrześcijańska jest w tym sensie głęboko antyfideistyczna - czasami aż do bólu. (to oddzielny duży temat)
Nikt nie każe nikomu przyjmować niczego w nauce na wiarę. Wprost przeciwnie należy rozważać i mierzyć co się da. Droga naturalnego poznania musi być przebyta do samego końca. Problem zaczyna się wtedy gdy naukowcy w sposób zupełnie nienaukowy próbują rozciągać metody poznawcze właściwe dla ich dziedzin na całość poznania i doświadczenia ludzkiego.
Nie rozmawiamy tu o fideizmie - to łatwy chłopiec do bicia - ale racjonalnym przyjęciu istnienia Boga, które następuje w kontekście szczególnego doświadczenia wewnętrznego i po wyczerpaniu naturalnej ścieżki poznawczej, która mogłaby zgodnie z sumieniem danego podmiotu czyli zgodnie z poznawczą uczciwością uznać działanie samych "naturalnych" przyczyn danego zjawiska czy doświadczenia.
Konsekwentny racjonalista nie może a priori wykluczyć istnienia wyższego Ratio i wyższej Voluntas których istnienie nie jawi się przecież ludzkiemu umysłowi jako coś absurdalnego a dla większości ludzi jest jednak czymś poznawczo naturalnym. Dojście naturalną drogą poznawczą do granicy Tajemnicy jest właśnie przejawem racjonalnej i empirycznej postawy poznawczej, która nie wyklucza z góry, często w imię naukowo-filozoficznego bełkotu, możliwości istnienia czegoś, co przekracza radykalnie pojemność poznawczą ludzkiego umysłu.
Sprowadzanie przez wielu dyskutantów zagadnień związanych z istnieniem Absolutu do zagadnień science-fiction czy fantazji jest przejawem prymitywizmu poznawczego a dla rasowego poznawcy przejawem braku otwartej i bezstronnej woli poznawczej gotowej do przyjęcia Rzeczywistości, która może się mu ukazać w doświadczeniu, którego prawomocność próbuje z całych sił wyprzeć ze swojego skończonego rozumu.
Pozdrowienia
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Tak, historia zna takie przypadki. Najczęściej najzabawniejszą ich częścią jest opowiadanie jakim to ekstremalnym ateistą byłem zanim się nawróciłem.> Najpierw proszę się zapoznać z przypadkiem a potem będziemy rozmawiaćKtórym przypadkiem? Znam ich wiele i dlatego uogólniłem. Przykład Nathanson jest mi znanym, ale na wszelki wypadek mamy internet pl.wikipedia.org/wiki/Bernard_Nathanson , gdyby Szanownemu Panu się chciało, to sprawdziłby, iż mam zwyczaj sprawdzania tego co piszę. > Problem w tym, że część ateistów przyjmuje irracjonalną metodologię, która ich zdaniem uprawnia ich do odrzucenia istnienia Boga a priori bez względu na wszelkie możliwe doświadczenia, jakie mogłyby stać się ich udziałem.Po pierwsze, to ja żadnego problemu nie widzę. Niech fideiści naukę ( science) opierającą się na naturalizmie metodologicznym pozostawią w spokoju i nie szukają w niej potwierdzenia dla swoich absurdalnych twierdzeń. Po drugie, rzucanie anatem już nie przynosi żadnych rezultatów. Zarzucanie nauce irracjonalizmu dzisiaj budzi - co najwyżej politowanie. Po trzecie, nauka niczego nie przyjmuje a priori (nawet naukowe hipotezy opierają się na dotychczasowych ustaleniach i nie mogą być całkiem oderwane od rzeczywistości). Wyżej o nauce już pisałem, ale jeszcze kawałek - specjalnie dla Pana - powtórzę: Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką. W nauce, to na twierdzącym, że "coś", "jakieś zjawisko" istnieje, leży obowiązek przedstawienie pod weryfikację dowodów, że w takich to a takich warunkach zjawisko to można potwierdzić. > z góry wyklucza przyjęcie istnienia tego, czego przyjęcie lub odrzucenie jest dopiero celem procesu poznawczego.Nauka niczego z góry nie wyklucza, ale także niczego z góry nie przyjmuje. Nauka zajmuje się badaniem tego co istnieje, a nie udowadnianiem istnienia/nieistniena nieistniejącego. Nie istnieją żadne procesy poznawcze poza zmysłami (oczywiście uzbrajanymi w przeróżne i coraz bardziej skomplikowane narzędzia). > Tego typu ateiści sami zamykają się pseudoracjonalnej w pułapce, która każe im WIERZYĆ, że nie istnieje nic innego niż sobie założyli i że nie ma takiej ścieżki, którą Bóg mógłby ewentualnie przekonać ich o tym, że jednak On-Jest.Nie bardzo znam się na ateistach, a szczególnie na ateistach tego typu. Mogę tu mówić tylko o sobie. Jestem naturalistą ontologicznym, który w nic nie wierzy. Nie mam i nie znam żadnej pozanaukowej ścieżki poznania, swoje przekonania opieram na naukowym sceptycyzmie i jestem ogromnie otwarty na wszelkie racjonalne dowody opisu złożoności świata. Teiści, choć nie opierają swoich pogladów na nauce, też nie mają jakiejś tam innej np. pozazmysłowej ścieżki poznania, gdyż takie ścieżki nie istnieją, a opierają się tylko na intelektualnych spekulacjach. Zaś dla ludzkich fantazji nie ma żadnych granic. > Rozumiem osoby o postawie agnostyckiej. Osoby te szanują status poznawczy innych podmiotów sami powstrzymując się od sądów i nazywając siebie ewentualnie poszukującymi. Racjonalnie nie zamykają wszystkich poznawczym furtek na redukcjonistyczne zamki za pomocą naturalistycznych kluczy, które są wyszlifowane przez ślusarzy, którzy nie widzą i nie chcą widzieć niczego poza swoim warsztatem pracy.Rozumiem, że Pan rozumie. Ja zgadzam się tu z prof. Stanosz: Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.). I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy. Starając się zrozumieć rzeczywistość przeczytałem dużo poważnych dzieł wielce mądrych ludzi i nigdzie nie natrafiłem na najmniejszą racjonalną przesłankę dopuszczającą jakiekolwiek istnienie rzeczywistości ponadnaturalnej. Szczytem nieracjonalności zaś by było, oparcie się na intelektualnych spekulacjach (w żaden sposób niepotwierdzalnych), gdy sam mogę wymyśleć znacznie lepsze. Interesującym problemem jest tu dlaczego tak wielu ludzi (znakomita większość ludzkości) w takie bzdury wierzy, ale to już inne zagadnienie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Nie rozmawiamy tu o fideizmie - to łatwy chłopiec do bicia - ale racjonalnym przyjęciu istnienia Boga, które następuje w kontekście szczególnego doświadczenia wewnętrznego i po wyczerpaniu naturalnej ścieżki poznawczej, która mogłaby zgodnie z sumieniem danego podmiotu czyli zgodnie z poznawczą uczciwością uznać działanie samych "naturalnych" przyczyn danego zjawiska czy doświadczenia.Po przeczytaniu tego akapitu jestem tylko jednego jestem pewien, że albo zupełnie inaczej rozumiemy termin racjonalizm, albo tylko jeden z nas jest racjonalistą. Pan wierzy, że to Pan (możemy mówić tylko o wierze, gdy nie przedstawia się dowodów) i znowu wracamy do łatwego chłopca do bicia. Argumenty nie pozwalające zaliczyć fideistów (lub ludzi opierajacych swój światopogląd na wierze) do racjonalistów już przedstawiłem, a dla wiary, że jest inaczej, nie istnieją żadne racjonalne argumenty. Zupełnie śmiało może Pan wierzyć, że jest racjonalistą. (To, że jest Pan człowiekiem i jako człowiek myśli, nie ulega tu najmniejszej kwestii). Co to według Pana znaczy racjonalne przyjęcie istnienia Boga? Jeżeli Pan tu myśli rozumowo-spekulatywnie, to ja się z Panem całkowicie zgadzam. Jest to jedyna możliwość istnienia świata nadprzyrodzonego. Myślę, że nikt rozsądny nie zaprzeczy, że całkiem złożone światy nadprzyrodzone w ludzkich głowach istnieją. Szczególne doświadczenia wewnetrzne są przez różne nauki badane i opisywane. Tak ludzie podlegają takim przypadłościom i są one ogromnie ciekawe poznawczo. Natomiast nie daje nam to najmniejszego przełożenia na poznanie w naukach przyrodniczych, wymagających powtarzalnych dowodów i opierających się na naturalizmie metodologicznym. (Metoda ta doprowadziła nas m. in. do obecnego stanu technologicznego). Człowiek nie żadnych innych, poza własnym zmysłami, możliwości poznania rzeczywistości. Wszystko co ponadto to tylko spekulatywne bajdy. > Konsekwentny racjonalista nie może a priori wykluczyć istnienia wyższego Ratio i wyższej Voluntas których istnienie nie jawi się przecież ludzkiemu umysłowi jako coś absurdalnego a dla większości ludzi jest jednak czymś poznawczo naturalnym.Wielce Szanowny Panie, nie wiem na ile jestem konsekwentnym, a do tego racjonalistą, ale wiem na pewno, że jakiekolwiek istnienie wyższego Ratio i wyższej Voluntas jest dla mnie podobnie absurdalne jak istnienie trolli w poza internetowej rzeczywistości. Wszystko zależy od tego jak bedziemy traktować poznanie. Lubie wiedzieć o czym mówię i dlatego zapoznałem się z wieloma pracami na ten temat. Na przykład prof. Judyckiego: pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Judycki , w których znacznie On przekracza całą argumentację teistyczną, jaką - choćby z braku miejsca - jest zdolny Pan nam tu przedstawić. Ale są to tylko spekulacje chrześcijańskiego filozofa, a ja mówię o poznaniu naukowym, w którym konieczną jest ustalona i wielokrotnie zweryfikowana metodologia. > Dojście naturalną drogą poznawczą do granicy Tajemnicy jest właśnie przejawem racjonalnej i empirycznej postawy poznawczej, która nie wyklucza z góry, często w imię naukowo-filozoficznego bełkotu, możliwości istnienia czegoś, co przekracza radykalnie pojemność poznawczą ludzkiego umysłu.Racjonalizm światopoglądowy, a o takim tu mówimy i z takimi racjonalnymi ideami czujemy się związani - pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy - odrzuca wszelkie "Tajemnice" i "Prawdy" uważając je za asurdalne uzurpacje intelektualne fideistów. Dla nich wystarczająco są ciekawe tajemnice i stałe zbliżanie się do prawdy o istniejącej obiektywnie (niezależnie od podmiotów poznających) rzeczywistości. Aby daleko nie sięgać i nie zawracać "głowy" mędrcom uważam, że na potrzeby naszego forum warto zestawić komunikatywność naszych wypowiedzi. Warto się zastanowić czy bardziej bełkotliwy jest wywód naukowy, który już z założenia musi podlegać weryfikacji, czy wywody teologiczno-filozoficzne, które należy przyjmować na wiarę i w oparciu o autorytet. Co kto lubi?A teraz ja mam do Pana pytanie - co przekracza radykalnie pojemność poznawczą ludzkiego umysłu? Proszę choć jedną taką rzecz przedstawić. Wszystkie religie, wszystkie wiary w istnienie nadprzyrodzoności są wynikiem ludzkich i tylko ludzkich spekulacji. Chyba, że chce Pan tu pójść za Dodą i stwierdzić, że zrozumieć coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła przez racjonalistów jest niemożliwym i koniecznymi są do tego teologiczne umysły, gdyż tylko takie umysły mogą przedstawiać superpokręcone intelektualne spekulacje używając napuszonego ezoteryczno-filozoficznego języka. Proszę przedstawić nam tu jakąś - Pańskim zdaniem - wartościową - z której stwierdzeniami Pan się utożsamia - pracę broniąca poglądów teistycznych i wyciągnąć z niej najistotniejsze myśli, których jest Pan w stanie bronić. To może być ciekawe doświadczenie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Sprowadzanie przez wielu dyskutantów zagadnień związanych z istnieniem Absolutu do zagadnień science-fiction czy fantazji jest przejawem prymitywizmu poznawczego a dla rasowego poznawcy przejawem braku otwartej i bezstronnej woli poznawczej gotowej do przyjęcia Rzeczywistości, która może się mu ukazać w doświadczeniu, którego prawomocność próbuje z całych sił wyprzeć ze swojego skończonego rozumu.Tak, w naszym mniemaniu jesteśmy ograniczeni i zmysłami i całym umysłem, gdyż tylko "Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67Racjonaliści usiłują poszerzyć swoje poznanie i znakomicie im się to udaje, ale nie wykorzystują przy tym spekulacji intelektualnych nie mających odniesienia do rzeczywistości. Nie można nawet tu obrażać science-fiction o jakimś stopniu prawdopodobieństwa z zupełnie nieprawdopodobnymi mitami religijnymi. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
3 na 3 | kkuj (614 punktów) | >Czy racjonalizm w pewnym swoim rozumieniu wyklucza wiarę w Boga i rzeczywistość, która nie jest postrzegana zmysłami? Zawężasz pojęcie racjonalizmu, aby pozostawić więcej pola dla teizmu? Jeśli chcesz się (czy ktoś hipotetyczny) nazywać różowym gigantycznym polimorficznym racjonalistą, to się nazywaj, inna sprawa, że nie dogadasz się z kim innym, bo pozmieniałeś definicje tak aby czuć się komfortowo.
Zapewne pijesz do czegoś co się nazywa naturalizmem metodologicznym, który nie zupełnie polega na wykorzystaniu jedynie zmysłów (jeśli mamy jakieś obserwacje pośrednie, tworzymy model, który następnie wykorzystujemy do predykcji w innych obszarach danych, dzięki czemu dokonujemy walidacji modelu, jeśli nowe obserwacje się zgadzają. Tym samym model reprezentuje nam uproszczenie rzeczywistości, co do której mamy jedynie wgląd cząstkowy - np. elektron. Elektron nie jest kulką, gdzie małą linijką mierzymy jego średnicę, jest modelem. Manifestuje się efekcie fotoelektrycznym, etc.). Zanim o naturalizmie metodologicznym, to zaznaczam, że czym innym jest wiara(belief) a czym innym wiedza(knowledge) jedno ma charakter przekonania o prawdziwości pewnej tezy na bazie błędnych(w sensie niepełnych, niewystarczających, nieprzystających, etc) przesłanek a drugie ma charakter epistemologiczny. Naturalizm metodologiczny dotyczy epistemologii. Co z góry przekreśla twoje pytanie, gdzie epistemologia jest pomieszana z wiarą. Ale, nie chodzi o udowadnianie sobie wzajemnie złych intencji, postaram się przedstawić punkt widzenia czegoś co nazywasz "postrzeganiem zmysłami". Naturalizm metodologiczny, wedle mojego zrozumienia, jest postawą, w której jedynie jako wyjaśnienia rzeczywistości można wykorzystać naturalne przyczyny. Nie jest to postawa, która przekreśla istnienie ponad-naturalnych bytów. Jedynie zakłada, że jeśli są takie to mogą się manifestować w sposób dla nas naturalny. Jeśli się nie manifestują to są nieodróżnialne od braku istnienia, i tym samym nie istotne dla obserwatora. Jeśli uznamy racjonalizm za tożsamy z naturalizmem metodologicznym (co zdaje się nie jest dopuszczalne, ze względu na brak filozofii humanistycznej, ale nie wiem, nie znam się, ja tu tylko sprzątam), to racjonalizm nie wyklucza wiedzy(knowledge) o bogu. Jednakże w związku ze skomplikowaniem świata, człowiek nie wie wszystkiego i jego działania w swojej istocie wynikają z jego przekonań(belief) (wolę słowo przekonania niż wiara, bo wiara zbyt jednoznacznie kojarzy się z religią). Jestem przekonany, że Australia istnieje. Jestem przekonany, że istniała osoba o imieniu Juliusz Cezar, która władała cesarstwem rzymskim. Przekonania pozwalają naszemu mózgowi odpocząć, od N! różnych konfliktów które mogą pojawić się gdy mamy wiedzę o N pojęciach. I teraz ważne! Czemu racjonaliści często nie są przekonani (nie wieżą) w tezę o bogu? (Tutaj uwaga, aby być ateistą wystarczy nie być przekonanym co do tezy boga, przekonanie o nieistnieniu boga nie musi występować) Ma to zapewne źródła w naturalizmie metodologicznym. Otóż teza boga, jak liberawski w swoich dalszych postach definiuje, bardzo często służy wyjaśnieniu pewnego wycinka rzeczywistości przy pomocy bytów nad-naturalnych (nie pastwiąc się już nad sensownością samej definicji boga), co naturalista metodologiczny postrzega jako nieuprawnione. Często brak odpowiedzi jest lepszy niż odpowiedź, za przeproszeniem z dupy wzięta. Mnie nie przeszkadza brak odpowiedzi na pra-przyczynę, czy co tam teologowie teraz nie wymyślą aby boga zapchajdziurę jakoś uwiarygodnić. Stawiana jest mi teza boga i nie jestem do niej przekonany, więc jestem ateistą. Prywatnie mam również przekonanie, że bóg nie istnieje, mimo iż wiem że jest to przekonanie o dużej dozie niepewności, jednak wiele argumentów w mniejszym bądź większym stopniu prawdziwych, powoduje że jestem przekonany o nieistnieniu boga (zaznaczam, że nie będę bronił takiej postawy i na gruncie racjonalnym mogę debatować o braku przekonania co do tezy boga): 1) religie powstają w sposób lokalny i są sprzeczne między sobą, podobnie jak kultura, język - które postrzegamy jako wytwory cywilizacji ludzkiej. 2) religie mają cechy bardzo dobrego memu - musisz ją przekazać dzieciom i innym, odrzucenie memu powoduje ostracyzm. 3) bóg jest jedną z pierwszych hipotez naukowych, odzwierciedla naszą przyczynowo-skutkową psychikę. 4) Wszechświat wygląda tak jakby nie był stworzony dla nas, wygląda na to że my dostosowaliśmy się do tego jaki jest wszechświat. 5) zdarzenia losowe dotykają w tym samym stopniu ludzi różnych religii, co jest przesłanką o przypadkowości. 6) Moralność jest odkrywana, w miarę jak rozumiemy interakcję jednostka-jednostka oraz jednostka-społeczeństwo, ma charakter racjonalny niż absolutny. itd.
|
|
 | 4 na 4 | kkuj (614 punktów) | Nie lubię sobie odpowiadać na post, ale w kwestii uzupełnieni poprzedniego postu. Co to znaczy, że naturalizm metodologiczny nie wyklucza wiedzy o bogu? To znaczy, że jeśli pojawi się ktoś w stylu Jezusa i będzie na zawołanie usuwał trąd (nie przy pomocy antybiotyków). Nauka wtedy sprawdzi co się dzieje z prątkami trądu. Czy przemieszczają się z niewiadomego powodu poza ustrój, czy w jednej nanosekundzie znikają z organizmu, czy białe krwinki nagle na wskutek kojącego dotyku i motywacji chorego przekonanego o kontakcie z bogiem opanowują siedliska choroby? Przeprowadzi badanie ślepej próby w celu ustalenia związku osoby Jezusa z obserwowanym faktem. Jak widzisz jest to badanie w sposób zgodny z metodologią. Postępowanie wg naturalizmu metodologicznego, sformułuje początkowo odpowiedź, że choroba ustępuje z powodu przemieszczenia się prątek poza ustrój, co ma związek z obecnością(obrzędami?) osoby X(z poziomem P=0.01) na skutek dotąd nieustalonego oddziaływania. Możliwe, że otrzymamy pewnej odpowiedzi. Odpowiedź teisty: choroba ustępuje bo Jezus jest bogiem.
Niezależnie od tego czy omawiany w przykładzie Jezus jest bogiem czy nie. Odpowiedź sformułowana przy pomocy naturalizmu metodologicznego jest dla mnie przekonywująca i użyteczna. Druga odpowiedź powoduje jedynie kolokację słowa bóg z nieustalonym oddziaływaniem na prątki trądu przez Jezusa. Nie wyjaśnia niczego poza tym.
|
|
 | 1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Jeżeli chodzi ogólne podejście poznawcze jestem z natury realistą, który działa w oparciu o genetyczny empiryzm i metodologiczny racjonalizm. Jako z natury empiryk staram się nie lekceważyć specyficznych rodzajów doświadczenia w tym również doświadczeń typu ustąpienie trądu w sposób, którego nie zanotowała dotąd medycyna czy opisane doświadczenia mistyczne w różnych wiekach, które wskazują w ramach tej samej religii na podobieństwo, którego nie jestem w stanie uznać za przypadkowe. Rzecz w tym, że racjonalizm jest przez wielu tzw. racjonalistów pojmowany z definicji redukcjonistycznie sam sąd o tym, że Boga nie ma, czy że Boga nie może w ogóle być ma charakter nieracjonalny ale właśnie fideistyczny, co jest irracjonalną niekonsekwencją czy nieuczciwością badawczą.
Z faktu, że pewien rodzaj rzeczywistości został doświadczony przez tylko część osób nie wynika, że ta rzeczywistość nie istnieje. Metody badawcze są dostosowane do przedmiotu, który się bada. Natura badanej rzeczywistości z całym jej bogactwem i specyfiką musi być uszanowana, jeżeli chce się siebie nazywać empirykiem. Usilne próby redukcji rzeczywistości doświadczanej przez wierzących respondentów do innych, prostszych zjawisk nie zostały uwieńczone doświadczeniem i są obarczone właśnie redukcjonistyczną formą racjonalizmu czy naturalizmem poznawczym zamkniętym na pełnię doświadczenia ludzkiego. Rzetelny empiryk nie może się na to łatwo zgodzić. Raczej będzie badał dane zjawisko próbując szukać naturalnych odpowiedzi dochodząc ewentualnie do stwierdzenie, że nie ma wyjaśnienia dla jakiegoś zjawiska.
Razi mnie zbyt łatwe lekceważenie dostępnego materiału opisowego, psychologicznego, socjologicznego i wydawanie fideistycznego sądu antyteistycznego przez badaczy, którzy nigdy nie zmierzyli się ze stanem wiedzy w danej materii. Trąci to podejściem ideologicznym czyli budowanym na bazie belief a nie na bazie knowledge.
Osobiście, na podstawie badania "materiału dowodowego" nie widzę sprzeczności faktycznej pomiędzy przekonaniem a wiedzą czy wiarą i rozumem. Zakres obu tych aktów jest u respondentów wierzących zwyczajnie inny i można raczej powiedzieć, że się uzupełnia niż wyklucza. W tym sensie racjonalna postawa badacza dochodzi w pewnym typie zagadnień do doświadczenia tajemnicy, której umysł nie przenika, ale która to tajemnica wydaje się racjonalna. Tu zaczyna się wiara. Empirykowi trudno zlekceważyć opisy wewnętrznych doświadczeń konwertytów. Niektóre są tak mocne, że musiałbym być ślepy i głuchy jako badacz żeby nie widzieć specyficznego rodzaju rzeczywistości, której doświadczyli ci ludzie. Inną drogą jest dogmatyczny redukcjonizm, który karze w sposób nieuprawniony sprowadzić wszystko, czego się doświadcza do czegoś innego.
|
|
|  | 2 na 2 | kkuj (614 punktów) | >Tu zaczyna się wiara. Empirykowi trudno zlekceważyć opisy wewnętrznych doświadczeń konwertytów. Zasadniczo nie ma między nami niezgody, tylko inna interpretacja znaczenia przekonań i wiedzy. Ja uważam, że jeśli ktoś wierzy na podstawie objawienia osobistego, to ma do tego osobiście pełne prawo (niezależnie od prawdziwości czy fałszywości tego przekonania). Nie jest to jednak powód, który mnie przekonuje i dziwił bym się, aby taki ktoś oczekiwał, że będzie ono dla mnie wystarczające. Nie zajmuję się ani socjologią ani psychologią, więc nie interesują mnie urojenia ani zawodowo, ani prywatnie bo tzw. "belief in belief" jest dla mnie stratą czasu i desperacką próbą uwiarygodnienia postawy teistycznej. Jeśli chodzi o tajemnicę, to przecież napisałem, że najczęściej jest ona dla mnie lepsza niż odpowiedź wynikająca z dogmatu. Tajemnice są motywacją, atrakcją życia, nadawanie im mistycznego charakteru oraz jakiejś kolokacji z tezą boga jest dla mnie nadużyciem. To teizm oferuje protezy pojęciowe, oraz wmawia że wątpienie i rozwikływanie tajemnicy jest największym "grzechem". Łatwo powiedzieć, że coś ma ohydnie redukcjonistyczny charakter, ale czasem podejście holistyczne ustępuje analitycznemu. Niech zatem ktoś wytłumaczy czemu argument poddany analizie okazuje się fałszywym? Odpowiedź na tajemnicę kolejną tajemnicą, nie dziękuję postoję.
|
|
| |  | 1 na 1 | liberawski (8 punktów) | W tym rzecz, że konwertyci czy jak to nazywam ludzie o świeżym doświadczeniu religijnym nie nakazują nikomu wierzyć. Rozumieją z reguły, że ich doświadczenie jest czymś specyficznym czymś danym i wiedzą, że bez tego "dania" nikt ich nie zrozumie jeżeli sam tego nie przeżył - nawet inni wierzący z ich kościoła.
Moje rozumowanie idzie w innym kierunku. Wskazuję, że ich doświadczenie upoważnia ich do twierdzenia, tego co twierdzą czyli, że Bóg istnieje i nie jest uprawnione zabranie im tego prawa, pomiatanie nimi, pyszna dezaprobata itd... Na skutek specyficznego doświadczenia, które przeżyli ich sąd jest racjonalny. Sąd ten wbrew pozorom nie upośledza ich naturalnych aktów poznawczych, ale poszerza zakres ich zainteresowania napotykając w sensie poznawczym tajemnicę a w sensie wolitywnym skłaniając do żywienia przekonań o rzeczywistości, która była możliwą przyczyną ich doświadczenia.
W tym sensie nikt kto nie doświadczył pewnej specyficznej rzeczywistości nie ma prawa podważać sądów zbudowanych na doświadczeniu tejże rzeczywistości przez kogoś innego. Konwertyci pytani o to co skłania ich do wiary, dlaczego wierzą, czy są pewni itd... Z reguły odpowiadają z uśmiechem: Byłbym kłamcą gdybym teraz powiedział, że Bóg nie istnieje! Całe moje wewnętrzne przekonanie karze mi nie tylko mówić, ale krzyczeć, że spotkałem Boga! Zachęcam do poczytania i oglądania świadectw nowo nawróconych.
Np. Andre Frossard "Die l'existe. J'ai Le rancontre" - jest wersja polska.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | >W tym sensie nikt kto nie doświadczył pewnej specyficznej rzeczywistości nie ma prawa podważać sądów zbudowanych na doświadczeniu tejże rzeczywistości przez kogoś innego. Konwertyci pytani o to co skłania ich do wiary, dlaczego wierzą, czy są pewni itd... Z reguły odpowiadają z uśmiechem: Byłbym kłamcą gdybym teraz powiedział, że Bóg nie istnieje! Całe moje wewnętrzne przekonanie karze mi nie tylko mówić, ale krzyczeć, że spotkałem Boga! Zachęcam do poczytania i oglądania świadectw nowo nawróconych. Z całym szacunkiem, czy nie mówiłem o nawracaniu?
|
|
| | | |  | -1 na 1 | liberawski (8 punktów) | To jest opis tego, co mówi konwertyta a nie moja narracja.
|
|
| | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Moje rozumowanie idzie w innym kierunku. Wskazuję, że ich doświadczenie upoważnia ich do twierdzenia, tego co twierdzą czyli, że Bóg istnieje i nie jest uprawnione zabranie im tego prawa, pomiatanie nimi, pyszna dezaprobata itd... Na skutek specyficznego doświadczenia, które przeżyli ich sąd jest racjonalny.
Moje dzieci tez mają specyficzne doświadczenia. Skłania mnie to tylko to nieustannego korygowanie tychże doświadczeń. Ich ciągłe pytania wskazują że nie wiedzą nic a nic. Ciągle budują bazę informacji.
Wystarczy iść z nimi na spacer a dostrzeżemy rzeczy na które na co dzień nie zwracamy nawet najmniejszej uwagi. Najprostsza rzecz "kamień" jest dla nich nie lada sensacją. Mi, moje własne dzieci uzmysłowiły jak wielką sprawą jest proces formowania człowieka. Powiedzieć im że bóg stworzył świat itd. to żaden problem. ONE TO WEZMĄ za dobra monetę i nic z tego nie zrozumieją. Tak jak mój syn który powie że świat powstał od Wielkiego wybuchu (choć i tak mu mówię że takie są założenia) a ma raptem 6 lat. I wiem że on nic a nic z tego nie rozumie. Ta walka nad umysłami trwa i tu o nic innego nie chodzi.
Dopóki nie poznamy siebie całkowicie, swojego mózgu i wszechświata zawsze będzie temat boga powracał.
|
|
| | | |  | | Trollius (550 punktów) | > ma raptem 6 lat. >I wiem że on nic a nic z tego nie rozumie. Wierzy w to, co przekazuje mu najbliższy autorytet.
|
|
|  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | > staram się nie lekceważyć specyficznych rodzajów doświadczenia w tym również doświadczeń typu ustąpienie trądu w sposób, którego nie zanotowała dotąd medycynaDokumentację medyczną poproszę  > Niektóre są tak mocne, że musiałbym być ślepy i głuchy jako badacz żeby nie widzieć specyficznego rodzaju rzeczywistości, której doświadczyli ci ludzie.A rozmawiałeś kiedyś z jakimś schizofrenikiem? Całkiem poważnie pytam.
|
|
| |  | | liberawski (8 punktów) | >A rozmawiałeś kiedyś z jakimś schizofrenikiem?
Schizofrenia jest opisana zupełnie inaczej niż doświadczenie religijne ludzi głęboko wierzących. Nie wiem jaki to ma związek z tematem. Wystarczy przeczytać relacje.
|
|
| | |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | > Schizofrenia jest opisana zupełnie inaczej niż doświadczenie religijne ludzi głęboko wierzących.Ależ nie masz racji. Wizje i doświadczenia schizofreników bywają łudząco podobne do wizji i doświadczeń ludzi głęboko wierzących (zresztą niezwykle często podobne także tematycznie  ). Jakie dostrzegasz różnice? > Wystarczy przeczytaćWłaśnie. Wystarczy poczytać.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Trollius (550 punktów) | >>A rozmawiałeś kiedyś z jakimś schizofrenikiem? >Schizofrenia jest opisana zupełnie inaczej niż doświadczenie religijne ludzi głęboko wierzących. Nie wiem jaki to ma związek z tematem. Jeśli zerkniesz do książki C. G. Junga Symbole przemiany to może się okazać, że związek jest OGROMNY.
|
|
| liberawski (8 punktów) | Pewne dopowiedzenie po wstępnej wymianie zdań.
Celem tego wątku było:
1. Wskazanie na możliwą racjonalność procesów poznawczych, opartych na specyficznym doświadczeniu,prowadzących do nowych przekonań w tym również do wiary w sensie stwierdzenia istnienia Boga w znaczeniu religijnym.
2. Wskazanie na niebezpieczeństwo pułapki redukcjonizmu poznawczego, który fideistycznie zamyka podmiot poznający (samego siebie) w jego dotychczasowym doświadczeniu poznawczym nie dopuszczając doświadczeń o radykalnym znamieniu nowości i odmienności.
3. Wskazanie na nieuprawniony brak szacunku dla osób będących "posiadaczami" specyficznego doświadczenia religijnego i zatrzymaniu komunikacji na poziomie przed rozumowym.
|
|
 | 9 na 9 | maruda (5550 punktów) | >Celem tego wątku było: >1. Wskazanie na możliwą racjonalność procesów poznawczych, opartych na specyficznym doświadczeniu, prowadzących do nowych przekonań w tym również do wiary w sensie stwierdzenia istnienia Boga w znaczeniu religijnym.
Dowiodłeś że nie masz na swoje słowa żadnego potwierdzenia i żądasz od uczestników forum przyjęcia własnych słów na wiarę.
>2. Wskazanie na niebezpieczeństwo pułapki redukcjonizmu poznawczego, który fideistycznie zamyka podmiot poznający (samego siebie) w jego dotychczasowym doświadczeniu poznawczym nie dopuszczając doświadczeń o radykalnym znamieniu nowości i odmienności.
Czy w którymkolwiek momencie dyskusji dopuściłeś do siebie możliwość zmiany własnego zdania? Jeżeli sam sobie odpowiesz negatywnie to przybyłeś na to forum tylko w celu ewangelizacji.
|
|
|  | -2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Moim zdaniem nikt nie udowodnił irracjonalności uznania istnienia Boga na podstawie specyficznego doświadczenia działania Sacrum będącego udziałem milionów ludzi. Moje rozumienie racjonalności jest po prostu realistyczne w tym sensie, że szanuje pełnię ludzkiego doświadczenia i badając to specyficzne doświadczenie adekwatnymi metodami badawczymi. Nie widzę powodu, dla którego mam jako badacz uznać opisy doświadczeń wiarygodnych osób jako niegodne poznawczego zatrzymania. Wielu z tych, którzy prezentują tu redukcjonistyczny racjonalizm po doświadczeniu tej samej rzeczywistości doszłoby do wniosku, że należy poszerzyć racjonalne założenia, które to poszerzenie umożliwi objęcie namysłem również przejawy innej rzeczywistości niż tylko ta, która jest dostępna w najprostszym doświadczeniu empirycznym.
|
|
| |  | 5 na 5 | maruda (5550 punktów) | > Moim zdaniem nikt nie udowodnił irracjonalności uznania istnienia Boga na podstawie specyficznego doświadczenia działania Sacrum będącego udziałem milionów ludzi. Moje rozumienie racjonalności jest po prostu realistyczne w tym sensie, że szanuje pełnię ludzkiego doświadczenia i badając to specyficzne doświadczenie adekwatnymi metodami badawczymi. Nie widzę powodu, dla którego mam jako badacz uznać opisy doświadczeń wiarygodnych osób jako niegodne poznawczego zatrzymania.
Określasz się mianem badacza. Proszę byś objawił swoje metody badawcze i wyjaśnił czy Sathya Sai Baba zmarły w kwietniu tego roku był Synem Boga, jak sam twierdził. Jestem pewien że słyszałeś o jego naukach moralnych. Za życia miał miliony wyznawców, czynił też cuda nie gorsze od opisanych w ewangeliach Jezusowych. Jeżeli odrzucasz jego boskość, czy cuda, to chciałbym wiedzieć na jakiej podstawie.
|
|
 | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) |
>.. nieuprawniony brak szacunku dla osób będących "posiadaczami" specyficznego doświadczenia religijnego i zatrzymaniu komunikacji na poziomie przed rozumowym.
Nikt chyba nie zmusza tych osób do zaniżania poziomu komunikacji..
|
|
 | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | Proces poznawczy jest racjonalny, jeśli przesłankę inicjującą można zweryfikować. Jak chcesz weryfikować "specyficzne doświadczenie"? Nie sprawdzisz tego na podwójnie ślepej próbie, nie ma szans.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
|  | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) | >Proces poznawczy jest racjonalny, jeśli przesłankę inicjującą można zweryfikować. Jak chcesz weryfikować "specyficzne doświadczenie"? Nie sprawdzisz tego na podwójnie ślepej próbie, nie ma szans.
Wielu doświadczeń nie możemy potwierdzić w ślepej próbie. Np doświadczenie zdobycia K2 przez pierwszego człowieka nie jest możliwe do poddania "ślepej" próbie, podobnie jak opisu jego osobistej drogi na szczyt. Niemniej jednak chętnie słuchamy takiego opisu nie odmawiając mu wartości informatywnej. Podobnie jest z doświadczenie religijnym i w ogóle doświadczeniem wewnętrznym. Są ludzie, którzy doświadczają czegoś, czego nie doświadczyli inni. Ci ludzie mówią tym, którzy nie doświadczyli tego a tamci albo dają wiarę albo nie. Tak wygląda świat. Obie decyzje są w pewnym sensie racjonalne. Św. Tomasz apostoł nie był w czasie objawienia Jezusa po Zmartwychwstaniu. Gdy inni apostołowie przekonywali go, że Jezus był, że Go dotykali, jedli z nim św. Tomasz za nic nie chciał uwierzyć. "Jeśli nie zobaczę, nie uwierzę". 10 chłopów mówi mu, że coś widzieli a on nadal nie wierzy. Fenomen niesamowitej niewiary! Uwierzył gdy zobaczył. Np z definicją cudu Hume'a jest taki problem, że wynika z niej, że nawet gdyby zobaczył to by nie uwierzył, czyli skończony empiryk dogmatycznie twierdzi, że pewne doświadczenie nie może mieć miejsca w swojej swoistości.Dla mnie to irracjonalne szaleństwo negacji cudu. Opisy medyczne! cudów są dla mnie przekonujące i w tym sensie racjonalnie przyjmuję, że są prawdziwe.
|
|
| |  | 13 na 13 | liliac (147340 punktów) | > Opisy medyczne! cudów są dla mnie przekonujące i w tym sensie racjonalnie przyjmuję, że są prawdziwe.Nie ma (przynajmniej wedle mojej wiedzy) rzetelnych, podpartych dokumentacją medyczną opisów "cudów". Te które są, opierają się właśnie na domysłach, relacjach z drugiej czy trzeciej ręki, prywatnych deklaracjach i opiniach. Zupełnie jak "cuda" homeopatii, bioenergoterapii czy irydologii. I tyle są właśnie też warte. Oczywiście możesz (właściwie nawet powinieneś) przytoczyć przykłady. Ale - przyznam - będę zdziwiona, jeśli znajdziesz cokolwiek choćby zbliżonego do rzetelności i jednoznaczności
|
|
| |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >doświadczenie zdobycia K2 przez pierwszego człowieka Porównujesz fakt, że ktoś się wspiął na szczyt z relacją o "światełku w tunelu"? (to tylko taki zwrot potoczny). Widziałeś może fotografię "światełka"? Bo zdjęcia ludzi na szczycie K2 widziałam. Ich doświadczenia związane z tym faktem mogę sobie wyobrazić, to nie jest trudne. Ale my rozmawiamy o czymś zupełnie innym, niż dokonanie czegoś, czego nikt przede mną/przed Tobą nie dokonał. >Opisy medyczne! cudów Pokaż choć jeden. Ale rzetelny ma być.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) | Tych udokumentowanych cudów są tysiące. Ostatnio rozmawiałem, ze znajomym lekarzem. Zapytałem go wprost. Czy wierzysz w cuda. Widzisz tyle nieszczęść, beznadziejnych przypadków itd. Na co dzień kroisz ludzkie ciała, oglądasz ich zdjęcia, czy wierzysz w cuda? Odpowiedział mi: "tak, wierzę". Widział po prostu NAGŁE przypadki uzdrowienia, które dobrze znał, na które nie ma żadnego medycznego wyjaśnienia.
Całe życie O. Pio to było 50 lat ciągłych cudów. Opisów cudownych zdarzeń jest wiele. Pytanie główne brzmi: czy i kiedy uznanie istnienia i działania na ich podstawie Siły Wyższej czyli Boga jest racjonalne?
|
|
| | | |  | 11 na 11 | liliac (147340 punktów) | > Tych udokumentowanych cudów są tysiące.Nie. Nie ma. Jeśli ty twierdzisz, że są, ty winieneś tu kilka przytoczyć wraz z rzeczoną dokumentacją. > Ostatnio rozmawiałem, ze znajomym lekarzem. Zapytałem go wprost. Czy wierzysz w cuda. Widzisz tyle nieszczęść, beznadziejnych przypadków itd. Na co dzień kroisz ludzkie ciała, oglądasz ich zdjęcia, czy wierzysz w cuda? Odpowiedział mi: "tak, wierzę".Nie wiem co miałyby mieć do rzeczy prywatne przekonania i wyznania wiary twojego znajomego lekarza, biologa czy astrofizyka. Poproszono cię o konkretne, dobrze udokumentowane przykłady na poparcie twojej tezy o powszechności cudów medycznych. > Widział po prostu NAGŁE przypadki uzdrowienia, które dobrze znał, na które nie ma żadnego medycznego wyjaśnienia.Niedobory w wiedzy medycznej twojego kolegi nie są chyba tematem wątku... Tak samo jak nie jest tematem ciągły rozwój medycyny jako nauki, który powoduje, że niektóre zjawiska, których nie rozumieliśmy jeszcze dekadę temu, teraz nie są już dla nas tajemnicą
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Całe życie O. Pio to było 50 lat ciągłych cudów. O.Pio był szarlatanem. Sam sobie kwasem wypalał rzekomo niegojące się rany. Niewątpliwie miał tak zwaną charyzmatyczną osobowość ale cudów nie robił. Niektórzy ludzie mają taki talent,że potrafią wmówić słuchaczom dużo. Często jak O.Pio wykorzystują religijne potrzeby ludzi. Bywali i tacy co spowodowali zbiorowe samobójstwa.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Paweł Rek (rexus) (2343 punktów) | Cóż, prawdopodobnie rozmawiałeś ze słabo doświadczonym lekarzem, któremu czasami udało się kogoś wyleczyć. Coś w stylu "trafiło się jak ślepej kurze ziarno". Powinieneś udać się na jakiś blok dla chorych psychicznie i popracować jako wolontariusz. Jeśli będziesz bystry zauważysz, że doświadczanie boga, cudów, czy ogólnie tych całych religijnych fantasmagorii to domena chorej wyobraźni. Tak się też składa, stety albo i niestety, iż lwia część ludzkiej populacji doświadcza czasami różnych halucynacji z przejedzenia czy przepicia. Nasze mózgi robią nam różne psikusy, dlatego też należy mieć lekki dystans do wszystkiego co widzimy i słyszymy. Jedynym ratunkiem jest myślenie racjonalne czyli analityczne i krytyczne.
|
|
 | | tomoyo (480 punktów) | >1. Wskazanie na możliwą racjonalność procesów poznawczych, opartych na specyficznym doświadczeniu,prowadzących do nowych przekonań w tym również do wiary w sensie stwierdzenia istnienia Boga w znaczeniu religijnym.
Czytając twoje wypowiedzi zastanawiam się co oznacza pojęcie "specyficzne", a w szczególności "specyficzna rzeczywistość".
Ja zazwyczaj wyróżniam zjawiska, czy obiekty, występujące w rzeczywistości i takie, które nie istnieją. Jeżeli coś istnieje w rzeczywistości to może zająć się tym nauka, a więc neurologia czy medycyna powinna się zajmować doświadczeniami wspomnianych respondentów. Nie widzę powodu zajmować się czymś co "wykracza poza rzeczywistość" bo, jak dla mnie, to po prostu nie istnieje. Oczywiście nie mówię tutaj o matematyce czy filozofii. Chodzi mi o rozróżnienie tego co je komuś wydaje, od faktów obiektywnych. Jest różnica między wiedzą naukową, potwierdzoną, na różne sposoby, przez wiele niezależnych badaczy, a tym co mówi ktoś bazując jedynie na swoim doświadczeniu. Nawet jeżeli kilkaset osób mówi o jakiś doświadczeniach obecności kogoś, to nic z tego samo z siebie nie wynika. Trzeba podejść do każdego przypadku z osobna i zbadać go za pomocą metod naukowych, dokonać analizy i dopiero wyciągnąć jakieś wnioski.
Dochodząc do konkluzji - jeżeli ktoś zajmuje się zjawiskami "z innej rzeczywistości", "nadprzyrodzonymi", a więc nieistniejącymi to jest to, z mojego punktu widzenia, nieracjonalne.
|
|
5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | Nie nadużywaj, proszę, opcji "Nie na temat". Większość pokolorowanych przez Ciebie wypowiedzi bezpośrednio lub pośrednio jest na temat.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>na co dzień posługujemy się zarówno wiedzą jaki i wiarą Tak, wiarą w to, że pociąg na który kupiliśmy bilet przyjedzie mniej więcej o czasie i że się po drodze nie wykolei. Szwajcarzy natomiast i Japończycy są od nas bardziej wierzący, bo oni wierzą, że pociąg przyjdzie punktualnie , tak jak stoi napisane, i ta ich wiara się sprawdza.
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
-3 na 3 Wojciech Ołdakowski (-1 punktów) (zablokowany) | Szanowni Rodaczki i Rodacy! Z mojej, skromnej wiedzy, którą zaczerpnąłem z Nauki Jedynego Ojca wynika, że oznajmiona nam przed ponad dwoma tysiącami lat wiedza, jest nieskończenie racjonalna, i oczywiście na wskroś świecka. Jest także uniwersalna, tym samym ponad religijna i ponad polityczna, a Jej uniwersalizm wynika z faktu powszechnego obowiązywania zawartej w Nauce Ojca wiedzy, oraz powszechnej pożyteczności Tej Nauki. Funkcjonowanie każdej religii, według Nauki Ojca, Którą oznajmił ludzkości tylko Syn Ojca, jest niemożliwym do zaprzeczenia dowodem, sprzeniewierzenia się, przede wszystkim kapłanów, ale i wyznawców Nauce Jedynego Ojca. Słowo, "OJCIEC", oznacza Dawca ŻYCIA, Które to ŻYCIE uosabia Syn Ojca, Drugi Bóg. Nauka Ojca, wyklucza jednobóstwo, co w ślad za Nią, potwierdza logika.
|
|
-4 na 6 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Czy racjonalizm w pewnym swoim rozumieniu wyklucza wiarę w Boga i rzeczywistość, która nie jest >postrzegana zmysłami?
Wprost przeciwnie:
Racjonalizm ,czyli logiczne myślenie, jest podstawą , uzasadnieniem wiary w Boga bowiem :
rozważmy podstawowe twierdzenia materialistów:
A- materia samopowstała
B-materia samoistnieje
C- materia istnieje wiecznie czyli jest bez przyczyny (bowiem w przeciwnym razie przyczyna materii musiałaby poprzedzać w istnieniu materię i przez to materia nie byłaby wieczna).
Czy te zdania sa prawdziwe czy też fałszywe?
Przyczyna skutku nie może być skutkiem np. piekarz nie jest chlebem.
Zatem zdania A i B są fałszywe.
Zdanie C ignoruje zasadę przyczynowo-skutkową: jest zatem nienaukowe (nieracjonalne) bowiem podstawą nauki jest zasada p-s.
Zatem prawdziwe jest zdanie :
Przyczyna zaistnienia a potem istnienia materii jest niematerialna , nazywana w naszej kulturze Bogiem.
>Czy mogę być rozumnym i racjonalnym człowiekiem i jednocześnie przyjmować >rzeczywistość nazywaną przez religie rzeczywistością nadprzyrodzoną?
Zdecydowanie tak.
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) |
>Przyczyna zaistnienia a potem istnienia materii jest niematerialna
Jeśli wolno dopytać na marginesie.. Czy wcześniej była materia czy nazwa materii czyli "materia"? Innymi słowy: czy w rzeczach można upatrywać przyczyn późniejszego pojawienia się ich nazw, czy też odwrotnie - rzeczy (w tym materia) materializują się za sprawą wcześniejszego ich nazwania?
|
|
|  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Czy wcześniej była materia czy nazwa materii czyli "materia"?
>Innymi słowy: czy w rzeczach można upatrywać przyczyn późniejszego pojawienia się ich nazw, czy też odwrotnie - rzeczy (w tym materia) materializują się za sprawą wcześniejszego ich nazwania?
Materia jako cielesność jest pojęciem o rodowadzie platońskim - wg nauki materia była z pewnościa przed Platonem.
|
|
 | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
> rozważmy podstawowe twierdzenia materialistów:> A- materia samopowstała> B-materia samoistniejeOmatkobosko! Parys zmartwychwstał i znowu wkleja te swoje głupoty w kolejnym wątku! Ostatnio nawet dostałem ostrzeżenie za zwrócenie Ci uwagi i namawianie do odpowiedzi, ale trudno: może za którymś tam razem się uda Parysowi pociągnąć rzecz dalej. Czy się może jednak nie da? Czy po tych durnowatych samopowstaniach itp. wyskakująca jak królik z kapelusza Bógprzyczyna to już jest ostateczne objawienie?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
-3 na 3 | liberawski (8 punktów) | Racjonalizm teistyczny, który jest pewną opozycją do racjonalizmu ateistycznego jest więc w pełni uprawnionym poglądem i nie ma podstaw do uważania go za irracjonalny. W tym znaczeniu, człowiek, który np. doświadczył rzeczywistości sacrum - np. poprzez nagłą przemianę, uzdrowienie ciała lub ducha i głośno o tym mówi, gdyż doświadczył czegoś niesamowitego z jego punktu widzenia jest człowiekiem w pełni do tego uprawnionym i nie ma racjonalnych podstaw, żeby mu zamykać usta. Czytając np. Ewangelie znajdujemy tam cały ciąg takich "świadectw" którym jedni dawali wiarę a inni nie. Np uzdrowienie niewidomego od urodzenia - dobry opis postaw odbiorców opisu i racjonalne wypowiedzi uzdrowionego, który mówi, że nie wie czy ten, który go uzdrowił jest Synem Bożym tylko wie, że nie widział a teraz widzi.
W całym tym rozumowaniu zwyczajnie bronię doświadczenia i walczę z aprioryzmem, który jest źródłem wszelkich idealizmów filozoficznych, które jak wiadomo z historii przyczyniły się do rozwoju politycznych systemów totalitarnych.
Obrona doświadczenia jest zawsze też obroną zdrowej tolerancji. Nikomu nie odmawiam prawa do niedania wiary świadectwom osób, które doświadczyły sacrum, ale osoby te mają prawo do wysłuchania i uszanowania. Osobiście nie reaguję wysypką na poglądy ateistyczne. Chętnie rozmawiam z ateistami o ile ich ateizm nie przybiera formy zoologicznej i agresywnej, co przejawia się agresją w stosunku do dyskutanta...
Dziękuję wszystkim za rozmowę. Szczególnie chciałem podziękować kkuj-owi za rzeczowe podejście do tematu. W wolnej chwili wrócę do odpowiedzi. Tymczasem życzę pokoju na nadchodzący czas.
|
|
 | 4 na 4 | tomoyo (480 punktów) |
>W tym znaczeniu, człowiek, który np. doświadczył rzeczywistości sacrum - np. poprzez nagłą przemianę, uzdrowienie ciała lub ducha i głośno o tym mówi, gdyż doświadczył czegoś niesamowitego z jego punktu widzenia jest człowiekiem w pełni do tego uprawnionym i nie ma racjonalnych podstaw, żeby mu zamykać usta.
>1. Wskazanie na możliwą racjonalność procesów poznawczych, opartych na specyficznym doświadczeniu,prowadzących do nowych przekonań w tym również do wiary w sensie stwierdzenia istnienia Boga w znaczeniu religijnym.
Czytając twoje wypowiedzi zastanawiam się co oznacza pojęcie "specyficzne", a w szczególności "specyficzna rzeczywistość".
Ja zazwyczaj wyróżniam zjawiska, czy obiekty, występujące w rzeczywistości i takie, które nie istnieją. Jeżeli coś istnieje w rzeczywistości to może zająć się tym nauka, a więc neurologia czy medycyna powinna się zajmować doświadczeniami wspomnianych respondentów. Nie widzę powodu zajmować się czymś co "wykracza poza rzeczywistość" bo to po prostu nie istnieje.
Dla mnie nauka jest sposobem w jaki człowiek bada i opisuje otaczającą go rzeczywistość. Na to aby metody i język nauki były jak najdoskonalsze pracowały rzesze ludzi przez tysiąclecia i uważam, że jest to prawdziwe dziedzictwo ludzkości. Jeżeli twierdzisz, że nauka jest ułomna i nie ma narzędzi do badania pewnych zjawisk (z czym się zgadzam) to spróbuj zaproponować jakąś sensowną metodę ich badania. Jeżeli zamiast tego wolisz przyjąć "na wiarę" gotowe wyjaśnienia jednej z wielu religii to proszę bardzo, ale nie oczekuj że przyznam że to jest racjonalne.
|
|
|  | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) | "specyficzne doświadczenie" Używam tego terminu na oznaczenie każdego doświadczenia, którego nie da się bez jego zredukowania sprowadzić w całości do innego doświadczenia. W tym sensie opis specyficznej rzeczywistości (zgodnie z opisami osób, które twierdzą, że doświadczyły jakiejś rzeczywistości nadprzyrodzonej, innej, sacrum, nieskończoności itd...)nie jest zdaniem tych osób sprowadzalny (redukowalny) do innego opisu, który mógłby im "wyjaśnić" ich doświadczenia bez odnoszenia się do rzeczywistości specyficznie Bożej w sensie osobowym.
Sprowadzanie osobowego doświadczenia wewnętrznego do rzeczywistości neurologicznej jest metodologicznym redukcjonizmem. Oczywiście należy próbować badać wszelkie rodzaje doświadczeń wszelkimi możliwymi metodami badawczymi ale nie można oczekiwać, że narzędziami neurologii wyjaśnimy relacje interpersonalne i całą psychologie wyższą człowieka zarówno w aspekcie relacji międzyludzkich jaki i osobistych i wspólnotowych relacji osób z Osobą.
"wykraczanie poza rzeczywistość" Proponowany przeze mnie metodologiczny punkt widzenia nie jest żadnym wykraczaniem poza rzeczywistość. Wprost przeciwnie jest czystym realizmem poznawczym, który domaga się uszanowania różnych typów doświadczenia i badania go adekwatnymi dla niego narzędziami. Przy badaniu np. rzeczywistości religijnej nie ignoruję dorobku neurologii ale też nie absolutyzuję jej pozycji. Moim zdaniem jej przedmiot jest zupełnie inny i jej wyniki mogą w sposób tylko dodatkowy rzucić niewielkie światło na rzeczywistość wewnętrznego doświadczenia osobowej relacji człowieka do Boga.
|
|
5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >na co dzień posługujemy się zarówno wiedzą jaki i wiarą a coś takiego jak absolutna pewność dotyczy tylko części naszych przekonań. Absolutną pewność, to daje tylko głęboka wiara. Racjonalny sceptycyzm daje nam większe lub mniejsze prawdopodobieństwo. Naturalizm metodologiczny, na którym opierają się nauki (science) nie potrzebuje wiary do niczego. Jemu potrzebne są powtarzalne (sprawdzalne) dowody.
Spójna niespójność
Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. [...] Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. [...]
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.
Wiara w niewiarę
powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej, którą jest istniejąca rzeczywistość niezależna od obserwatora. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
>Czy racjonalizm w pewnym swoim rozumieniu wyklucza wiarę w Boga i rzeczywistość, która nie jest postrzegana zmysłami? Racjonalizm wyklucza to wszystko - co już z założenia jest niemożliwe dla ludzkiego - bezpośredniego i pośredniego poznania. Przedmiotem jego zainteresowania jest świat poznawany zmysłami, a więc wszystkim co człowiek dla poznania świata posiada. Racjonalizm od strony nauk przyrodniczych nie zajmuje się żadną wyspekulowaną nadrzeczywistością. Bóg nawet gdyby istniał, a żaden sposób na świat nie oddziaływał, jest dla racjonalistów nieinteresującym.
>Czy mogę być rozumnym i racjonalnym człowiekiem i jednocześnie przyjmować rzeczywistość nazywaną przez religie rzeczywistością nadprzyrodzoną? To jest bardzo dobre pytanie?
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
 | -2 na 2 | jmizin (21 punktów) | > powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba".Jeśli mogę się wtrącić, uważam, że jednak w coś wierzyć trzeba. Natomiast w co konkretnie? Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać robiąc "zwrot" od przedmiotu poznania do podmiotu poznającego. Nie skupiamy się więc na Bogu, świecie itp. ale na naszym doświadczeniu. Bo, jak to się mówi, "Kto nie wierzy w Boga, ten wierzy w rozum". I tak, na przykład mój rozum ukazał mi Cztery Prawdy Wiary Racjonalisty: 1. Rozumiem, co znaczy "rozumieć". 2. Znam sens pojęcia "sens". 3. "Oczywistość" jest dla mnie pojęciem oczywistym. 4. Pojęcie "intuicja" rozumiem dzięki intuicji. (chociaż założyłem nowy temat w celu analizy tej kwestii uznałem, że może warto wtrącić ją w bieżącym kontekście) Być może tę listę dałoby się jakoś ograniczyć, choć mam wrażenie, że każde z tych czterech zdań dotyka czegoś choć odrobinę różnego. I spełnia przy tym wszystkie przesłanki, by być Prawdą Wiary - jest paradoksalne, nonsensowne i wydawałoby się logicznie sprzeczne, a jednak stanowi fundament wszelkiego myślenia, które zasadza się właśnie na tych czterech pojęciach: rozumieć, sens, oczywiste, intuicja. Osobiście uważam, że można być zarówno racjonalistą (=człowiekiem myślącym), jak i teistą (=człowiekiem wierzącym). Bóg jest szalenie interesującym bytem i odrzucanie wszystkiego, co go dotyczy, tylko ze względu na to, że "nie wierzy się w jego istnienie" (cokolwiek miałoby to znaczyć) jest zachowaniem niezwykle irracjonalnym. To tak, jakby interesując się literaturą antyczną nie czytać żadnych dzieł Homera, bo "nie wierzę w istnienie Homera"... Przez to pozbawiamy się ogromnej (i, jak sądzę, wartościowej) części doświadczenia i mądrości (w przypadku już niealegorycznym - mądrości życiowej). Ponadto wydaje mi się, że samo pojęcie "prawdy absolutnej" (w tym wypadku - istnienia bądź nieistnienia Boga) nie służy niczemu prócz podsycaniu waśni między wojującymi stronnictwami (np. ateistami i teistami). Nie widzę w tym żadnej mądrości, żadnego sensu.
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>powiedz - w co wierzysz? Bo wierzyć w "coś" koniecznie trzeba". >Jeśli mogę się wtrącić, uważam, że jednak w coś wierzyć trzeba. Tu wtrącać się wolno, a nawet, gdy ma się coś ciekawego do powiedzenia nawet należy. Trzeba wierzyć, a dlaczego?
>Natomiast w co konkretnie? O konkretach, to warto porozmawiać później. Najpierw jednak zastanowić się nad koniecznością wiary. Czy Izdebski (a ja za nim) kłamie mówiąc, że "w nic nie wierzy", a może się myli? Jeżeli koniecznie trzeba, to koniecznie trzeba obalić jego twierdzenie.
>Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać robiąc "zwrot" od przedmiotu poznania do podmiotu poznającego. Nie skupiamy się więc na Bogu, świecie itp. ale na naszym doświadczeniu. Bo, jak to się mówi, "Kto nie wierzy w Boga, ten wierzy w rozum". [...] >każde z tych czterech zdań dotyka czegoś choć odrobinę różnego. Tak dotyka, a czego? To już ezoteryka!
>I spełnia przy tym wszystkie przesłanki, by być Prawdą Wiary - jest paradoksalne, nonsensowne i wydawałoby się logicznie sprzeczne, a jednak stanowi fundament wszelkiego myślenia, które zasadza się właśnie na tych czterech pojęciach: rozumieć, sens, oczywiste, intuicja. A w co ludzie nie wierzą? Zupełnie może być przesłankami Prawdy Wiary, tylko jeszcze wyznawców musi Pan znależć.
>Osobiście uważam, że można być zarówno racjonalistą (=człowiekiem myślącym), jak i teistą (=człowiekiem wierzącym). Bóg jest szalenie interesującym bytem i odrzucanie wszystkiego, co go dotyczy, tylko ze względu na to, że "nie wierzy się w jego istnienie" (cokolwiek miałoby to znaczyć) jest zachowaniem niezwykle irracjonalnym. To tak, jakby interesując się literaturą antyczną nie czytać żadnych dzieł Homera, bo "nie wierzę w istnienie Homera"... Czy rozróżnia Pan "byt przygodny" od "bytu koniecznego"? Warto znać te rozróżnienia przed rozpoczęciem udowadniania racjonalistom zachowań irracjonalnych.
>Przez to pozbawiamy się ogromnej (i, jak sądzę, wartościowej) części doświadczenia i mądrości (w przypadku już niealegorycznym - mądrości życiowej). Żyjemy w wolnym kraju, w którym znakomitą większość stanowią fideiści, którzy doświadczenia i mądrości zapisanej w starożytnych księgach nie są pozbawieni.
>Ponadto wydaje mi się, że samo pojęcie "prawdy absolutnej" (w tym wypadku - istnienia bądź nieistnienia Boga) nie służy niczemu prócz podsycaniu waśni między wojującymi stronnictwami (np. ateistami i teistami). A co to jest "prawda absolutna"? Dla racjonalistów jest to tylko termin spekulatywny nie mający żadnego odniesienia do rzeczywistości. Racjonaliści nie udowadniają nieistnienia Boga, oni (science) tylko nigdzie nie natrafiają na najmniejszy ślad jego istnienia i dlatego nie chcą aby ktoś ich przymuszał do wierzenia w bajdy bez dowodów, a nawet najmniejszych ku temu przesłanek.
>Nie widzę w tym żadnej mądrości, żadnego sensu. A jaki sens dostrzega Pan w swojej wypowiedzi właśnie na naszym forum? To forum dla inteligencji kierującej się rozumem, a nie forum dla wojujących stronnictw. Na przykład ja staram się walczyć z głupotą, a nie fideizmem, gdyż fideizm ulega tylko samouleczeniu, a racjonalne argumenty tylko go umacniają. Aby odrzucić wiarę najpierw trzeba zacząć samodzielnie myśleć (samo tylko myślenie jest dalece niewystarczające), a jest to zadanie ogromnie trudne. W wiekszości przypadków zupełnie niemożliwe.
Miłego dnia.
@@@
Samo myślenie dla racjonalizmu jest dalece niewystarczające - racjonalista musi mieć myśl wolną i myśleć samodzielnie. Dlatego nazywają nas wolnomyślicielami.
.
|
|
| |  | | jmizin (21 punktów) | >Trzeba wierzyć, a dlaczego?
Właśnie dlatego, że istnieje coś, czemu nie możemy zaprzeczyć, ani zdefiniować. Tym czymś są choćby moje Cztery Prawdy. Generalnie każdy światopogląd, każda teoria (zwłaszcza naukowa) ma u swoich absolutnych podstaw coś transcendentnego, coś, w co trzeba uwierzyć (=przyjąć, choć nie można podać dowodu). Czymś takim są aksjomaty w matematyce, pojęcia pierwotne w nauce (np. pojęcie "informacja" w teorii informacji), a według mnie także te cztery pojęcia pierwotne myślenia: zrozumienie, sens, intuicja, oczywistość.
>Czy Izdebski (a ja za nim) kłamie mówiąc, że "w nic nie wierzy", a może się myli?
Takie podejście zdaje się wynikać z niedostrzegania tego, w co się wierzy. Nieświadomej ignorancji, jeśli można tak powiedzieć.
>>każde z tych czterech zdań dotyka czegoś choć odrobinę różnego. >Tak dotyka, a czego? >To już ezoteryka!
Chodziło mi tylko o to, że według mnie nie można już zredukować liczby tych "Prawd". Nie widzę w tym jednak nic ezoterycznego (wg sjp.pwn.pl "Ezoteryka - wiedza dostępna tylko dla wtajemniczonych"). Zwrot ku podmiotowi jest normalnym procesem poznawczym, ze wszech miar racjonalnym - bo warto chyba wiedzieć coś o metodzie poznawczej zanim wypowiemy się o przedmiocie badań.
>A w co ludzie nie wierzą? Zupełnie może być przesłankami Prawdy Wiary, tylko jeszcze wyznawców musi Pan znależć.
Prosiłbym o wyjaśnienie mi rozróżnienia "przesłanek prawdy" od "prawdy", albo ogólnie o co chodzi z tymi przesłankami i czemu to jest ważne. Poza tym - myślę, że każdy normalny człowiek raczej zgodziłby się z moimi Czterema Prawdami. Jeśli nie - proszę spróbować obronić stanowisko przeciwne.
>Czy rozróżnia Pan "byt przygodny" od "bytu koniecznego"? Warto znać te rozróżnienia przed rozpoczęciem udowadniania racjonalistom zachowań irracjonalnych.
Proszę przybliżyć mi, czemu w tym temacie miałoby służyć przywołanie tych dwóch pojęć. Chodzi o to, że "prawdziwy racjonalista" nie uznaje bytów koniecznych?
>Racjonaliści [...] nie chcą aby ktoś ich przymuszał do wierzenia w bajdy bez dowodów, a nawet najmniejszych ku temu przesłanek.
Oczywiście tutaj nikt nikogo do niczego nie przymusza. To "neutralny grunt" pod dyskusję. Jednak co do "braku najmniejszych przesłanek" ciężko się z tym zgodzić - ot, choćby pewną "drobną przesłanką" może być fakt, że od zarania dziejów funkcjonuje wiara w jakiegoś boga, co więcej - wydaje się, że ten Bóg czasem ingeruje w nasze życie: podtrzymuje nasze istnienie, czyni cuda i takie tam. Można oczywiście w to nie wierzyć, ale nie można twierdzić, że to nie istnieje.
>A jaki sens dostrzega Pan w swojej wypowiedzi właśnie na naszym forum?
Miałem nadzieję wnieść coś nowego do dyskusji i poznać bliżej Pańskie poglądy i krytykę moich.
>Aby odrzucić wiarę najpierw trzeba zacząć samodzielnie myśleć (samo tylko myślenie jest dalece niewystarczające), a jest to zadanie ogromnie trudne. W wiekszości przypadków zupełnie niemożliwe.
Choć jest to sprawa niemerytoryczna, to bardzo krzywdzący jest Pański sposób traktowania osób wierzących, wrzucając ich wszystkich, włącznie z fideistami, do jednego worka i traktując jak "bezmyślne masy". Sam nie czuję się bezmyślną masą, co więcej - sądzę, że samodzielne myślenie jest konieczne nie tylko do świadomego odrzucenia wiary, ale również do jej świadomego zaakceptowania i ewentualnej obrony. Natomiast "większość przypadków" rzadko bywa pomocna w argumentacji (chyba że, jak sam jej poprzednio użyłem, jako nierozstrzygająca przesłanka)
|
|
| | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >Choć jest to sprawa niemerytoryczna, to bardzo krzywdzący jest Pański sposób traktowania osób wierzących, wrzucając ich wszystkich, włącznie z fideistami, do jednego worka i traktując jak "bezmyślne masy". Sam nie czuję się bezmyślną masą, co więcej - sądzę, że samodzielne myślenie jest konieczne nie tylko do świadomego odrzucenia wiary, ale również do jej świadomego zaakceptowania i ewentualnej obrony. Natomiast "większość przypadków" rzadko bywa pomocna w argumentacji (chyba że, jak sam jej poprzednio użyłem, jako nierozstrzygająca przesłanka) Akurat ja uważam, że ten akapit jest najbardziej merytoryczną częścią Pańskiej wypowiedzi. Wielce Szanowny Panie, nie zawiesiłem nocą symbolu ateistów w naszym parlamencie, nie mam we władaniu polskich mediów i nie wtłaczam Polakom dogmatu, iż tylko mój światopogląd jest jedynie słusznym, a nawet nie wchodzę na żadne fideistyczne strony aby udowadniać głupotę wierzącym. Ten portal jest skierowany do racjonalistycznej inteligencji, a więc ludzi stawiających rozum ponad wiarę (w cokolwiek). Proszę Pana, dla mnie określenie fideista nie jest żadnym epitetem, tylko określeniem postawy stawiającej wiarę przed rozumem, a więc fideistami są dla mnie wszyscy wierzący. Wszystko jedno czy wierzą w Jahwe, Buddę, czy Stalina i śmieszą mnie katolickie twierdzenia, że choć dla nich podstawą poznania jest wiara w Boga - oparta na Biblii i Magisterium - to fideistami oni nie są. Na tej samej zasadzie mogę twierdzić, że ponieważ jestem naturalistą ontologicznym, to nie wolno mnie nazywać ateistą ani afideistą. To taki sam pokręcony bełkot jak cała teologia.
Szanowny Panie, już wielokrotnie tu pisałem (nawet ku wzburzeniu katolików) rzecz dla mnie oczywistą, że człowiek jest jednym ze zwierząt (konkretnie ze ssaków naczelnych) i uważam, że wiele zwierząt myśli, a jeżeli tak, to jakbym mógł ludzi określać jako "bezmyślne masy". Odwrotnie wielokrotnie już tu wskazywałem na dorobek intelektualny i mądrość ludzi wierzących.
Może jestem, dla niektórych czytelników, zbyt mało komunikatywny, ale proponuję jeszcze raz przeczytać co tu napisałem. Niezależnie od tego za kogo Pan się uważa i kim się Pan czuje, to ja nie dokonywałem tu Pańskiej oceny, gdyż Pana po prostu nie znam. Poznałem na naszym forum niewiele Pańskich wypowiedzi i ich zdecydowanie nie akceptuję, ale nie ze względu na poglądy, tylko ze względu na sposób artykułowania Pańskich myśli. Po prostu - prawdopodobnie z powodu, iż Panu intelektualnie niedostaję (na podobieństwo Pana T.) - nie jestem w stanie zrozumieć większości Pańskich wywodów. __________________________________________________________
>>>>Trzeba wierzyć, a dlaczego? >Właśnie dlatego, że istnieje coś, czemu nie możemy zaprzeczyć, ani zdefiniować. Że coś istnieje, to trzeba udowodnić. Nie można uzasadniać wiary wiarą.
>Tym czymś są choćby moje Cztery Prawdy. To są zupełnie Pańskie Prawdy i mnie nic do tego. Są to tak prawdziwe Prawdy, że tylko zawyć z zachwytu i przyjąć je na wiarę. Zrozumieć przez średnio inteligentnego racjonalistę - za jakiego się uważam - już nie sposób.
>Generalnie każdy światopogląd, każda teoria (zwłaszcza naukowa) ma u swoich absolutnych podstaw coś transcendentnego, coś, w co trzeba uwierzyć (=przyjąć, choć nie można podać dowodu). Czymś takim są aksjomaty w matematyce, pojęcia pierwotne w nauce (np. pojęcie "informacja" w teorii informacji), a według mnie także te cztery pojęcia pierwotne myślenia: zrozumienie, sens, intuicja, oczywistość. Cóż, albo jestem zdecydowanym wyrodkiem, albo nie posiadam żadnego światopoglądu. Dla mnie jedynym bytem jest materia i nie istnieje cokolwiek wobec niej transcendentnego. Najbardziej pierwotnymi pojęciami istot żyjących są jak przetrwać i zapewnić przetrwanie własnym genom, a więc żarcie i seks. Najistotniejszym pojęciem naukowym jest weryfikacja twierdzeń przez praktykę (doświadczalną powtarzalność).
>>>>Czy Izdebski (a ja za nim) kłamie mówiąc, że "w nic nie wierzy", a może się myli? >Takie podejście zdaje się wynikać z niedostrzegania tego, w co się wierzy. Nieświadomej ignorancji, jeśli można tak powiedzieć. Rozumiem, każdy kto nie myśli tak jak Pan jest ślepym, lub nieświadomym ignorantem. Gratuluję!
>Nie widzę w tym jednak nic ezoterycznego (wg sjp.pwn.pl "Ezoteryka - wiedza dostępna tylko dla wtajemniczonych"). Chciałem być tylko grzecznym i użyłem eufemizmu.
>Prosiłbym o wyjaśnienie mi rozróżnienia "przesłanek prawdy" od "prawdy", albo ogólnie o co chodzi z tymi przesłankami i czemu to jest ważne. Proponuję przeczytać choćby tylko to co sam Pan wypisuje. Odniosłem się do konkretnej Pańskiej wypowiedzi.
>Poza tym - myślę, że każdy normalny człowiek raczej zgodziłby się z moimi Czterema Prawdami. Jeśli nie - proszę spróbować obronić stanowisko przeciwne. Jestem - w takim przypadku - nienormalnym człowiekiem, gdyż jest to dla mnie niewiele (lub wprost nic nie) znaczące zestawienie słów. Nie można mieć do niego stanowiska przeciwnego.
>>>>Czy rozróżnia Pan "byt przygodny" od "bytu koniecznego"? Warto znać te rozróżnienia przed rozpoczęciem udowadniania racjonalistom zachowań irracjonalnych. >Proszę przybliżyć mi, czemu w tym temacie miałoby służyć przywołanie tych dwóch pojęć. Chodzi o to, że "prawdziwy racjonalista" nie uznaje bytów koniecznych? Nie! Szanowny Panie, po prostu nie należy zestawiać Homera z Bogiem, gdyż to inne byty.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>A jaki sens dostrzega Pan w swojej wypowiedzi właśnie na naszym forum? >Miałem nadzieję wnieść coś nowego do dyskusji i poznać bliżej Pańskie poglądy i krytykę moich. Parę lat temu dowiedziałem się o istnieniu tego forum. Ponieważ jego założenia ideowe były zgodne z moimi poglądami zacząłem je czytać. Znalazłem tu wiele ciekawych wypowiedzi bardzo mądrych ludzi. Po miesiącu, czy dwóch sam spróbowałem się do jakiegoś tematu odnieść. W naszym archiwum nasze wypowiedzi są zapisane i warto sprawdzić zarówno tematykę, o której tu mówiono, jak i poglądy oraz głosy w dyskusjach (posty) ludzi, z którymi chciałbym porozmawiać. Wątpię aby Pan poszedł podobną drogą.
>Oczywiście tutaj nikt nikogo do niczego nie przymusza. To "neutralny grunt" pod dyskusję. A może nie tak zupełnie. Proszę zestawić sobie forum Apologetyka.pl lub Katolik.pl z naszym. Czy nie dostrzega Pan różnicy? Proszę sobie zestawić dyskusje np. na Onecie z naszymi, czy nie dostrzega Pan różnicy? Tak forum Racjonalisty.pl, to otwarte forum, ale pewne wymagania - zapisane w regulaminie i wprowadzeniach - obowiązują.
>Jednak co do "braku najmniejszych przesłanek" ciężko się z tym zgodzić - ot, choćby pewną "drobną przesłanką" może być fakt, że od zarania dziejów funkcjonuje wiara w jakiegoś boga, co więcej - wydaje się, że ten Bóg czasem ingeruje w nasze życie: podtrzymuje nasze istnienie, czyni cuda i takie tam. Można oczywiście w to nie wierzyć, ale nie można twierdzić, że to nie istnieje. Jedną z przesłanek do udziału w tym forum jest sprawne używanie rozumu, co między innymi poznajemy po tym, że dyskutant potrafi ze zrozumieniem przeczytać teksty innych i do nich się odnieść, a nie przedstawiać tylko własne mądrości. Pisałem o braku najmniejszych przesłanek w naukach przyrodniczych (science), a Pan użył argumentu typu: Gówno jest smaczne - miliardy much nie mogą się mylić. Dalej Pan pisze co się Panu wydaje. Fajnie, tylko z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Ja mówiłem tu o nauce, a w niej trzeba przedstawiać dowody. Dla nauk przyrodniczych Bóg nie istnieje, gdyż nie tylko nikt nie przedstawił dowodów na jego istnienie, ale nawet nie istnieją żadne sensowne przesłanki do podjęcia badań w tym zakresie. Powtórzę więc: Aby odrzucić wiarę najpierw trzeba zacząć samodzielnie myśleć (samo tylko myślenie jest dalece niewystarczające), a jest to zadanie ogromnie trudne. W wiekszości przypadków zupełnie niemożliwe.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | jmizin (21 punktów) | Dziękuję za odpowiedź. Rzeczywiście, pospieszyłem się z pisaniem czegokolwiek, jestem wciąż zbyt przyzwyczajony do, nazwijmy to, "nieogarniętego rozkminiania" bardziej niż do rzeczowej dyskusji. Poczytam to i owo, uzupełnię braki w wiedzy i postaram się wrócić kiedyś jako aktywny uczestnik forum. Odkryłem też dział "ABC Racjonalisty", do którego pewnie będę teraz częściej zaglądał. Chciałbym jednak na koniec zamieścić wypowiedź nie swoją w tej kwestii, jako prawdopodobnie bardziej wiarygodną: www.kul.pl/files/57/working_papers/dabek_2009b.pdfw tym cytat z Podsumowania:> >Naturalizm metodologiczny jest warunkiem koniecznym uprawiania nauki zgodnie z metodologią wypracowaną u jej nowożytnych początków zwłaszcza przez Galileusza i Newtona. Natomiast naturalizm ontologiczny zawiera mocne tezy metafizyczne, którym w sposób nieuprawniony próbuje się przypisywać walor teorii przyrodniczych. Tezy te są przejawem "fundamentalizmu ateistycznego, który sugeruje, iż biologiczne opracowania ewolucjonizmu definitywnie wykluczają istnienie Boga"Wierzę, że jako konsekwentny naturalista ontologiczny jakoś się Pan do tego odniesie. pozdrawiam i również życzę miłego dnia i owocnych przemyśleń w Nowym Roku!
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | maruda (5550 punktów) | > Wierzę, że jako konsekwentny naturalista ontologiczny jakoś się Pan do tego odniesie.Cytat:"Nie można np. w pełni poznać "mechanizmów" oddziaływania bytów duchowych na materialne i odwrotnie. Podobnie też zwykłych związków przyczynowych zachodzących pomiędzy rzeczami materialnymi nie można przenosić na stwórcze działanie Boga.
Odniesienie się do tych aspektów zwyczajnie jest nie możliwe. Pisząc oględnie, ciężko jest polemizować z urojeniami. Podchodząc do problemu bardziej kompleksowo to Dariusz Dąbek świadomie chce obniżyć wartość filozofii i sprowadzić ją na powrót w odmęty średniowiecza. Te wymienione byty duchowe to nie tylko Jehowa, to także duchy, demony i anioły. Badania oddziaływań materialnych powinny dotyczyć tak samo badania wpływu niewidzialnego promieniowania kosmicznego, jak wpływu czarów. Proszę równocześnie określić jak odróżnić wpływ ducha zmarłej cioci Wandy od wpływu Jowisza Gromowładnego, a wpływ Thora od wpływu Jezusa Chrystusa. Proszę tylko nie imputować że ośmieszam tezy doktora Dąbka, ja tylko pokazuje konsekwencje jego podejścia. Przyczyną takiego postępowania księdza Dąbka jest chęć by teologię katolicka była podniesiona do rangi którą ma dzisiejsza nauka. Przyrównanie jej do nowoczesnej filozofii pozwoli na takie traktowanie. W tym celu wystawia najlepszego konia ze stadniny teologicznej Jehowę i żąda się wprowadzenia jego do filozofii. Udawanie że teologia nie ma pochowanych w szafie pozostałych wymienionych "bytów duchowych" jest zwyczajną krótkowzroczną próbą zamydlenia oczu naiwnym.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Dziękuję za odpowiedź. Rzeczywiście, pospieszyłem się z pisaniem czegokolwiek, jestem wciąż zbyt przyzwyczajony do, nazwijmy to, "nieogarniętego rozkminiania" bardziej niż do rzeczowej dyskusji. Poczytam to i owo, uzupełnię braki w wiedzy i postaram się wrócić kiedyś jako aktywny uczestnik forum. Odkryłem też dział "ABC Racjonalisty", do którego pewnie będę teraz częściej zaglądał.Szanowny Panie, tylko durnie uważają, że wszystko wiedzą. Niewiedza jeszcze wcale nie jest dowodem głupoty, natomiast jej przejawem jest pozostawanie w tym samym miejscu. Już uczynił Pan spory krok do przodu, a to jest świadectwem, że nie jest tak źle z Panem. > Chciałbym jednak na koniec zamieścić wypowiedź nie swoją w tej kwestii, jako prawdopodobnie bardziej wiarygodną:> www.kul.pl/files/57/working_papers/dabek_2009b.pdf> w tym cytat z Podsumowania:Naturalizm metodologiczny jest warunkiem koniecznym uprawiania nauki zgodnie z metodologią wypracowaną u jej nowożytnych początków zwłaszcza przez Galileusza i Newtona. Natomiast naturalizm ontologiczny zawiera mocne tezy metafizyczne, którym w sposób nieuprawniony próbuje się przypisywać walor teorii przyrodniczych. Tezy te są przejawem "fundamentalizmu ateistycznego, który sugeruje, iż biologiczne opracowania ewolucjonizmu definitywnie wykluczają istnienie Boga"> Wierzę, że jako konsekwentny naturalista ontologiczny jakoś się Pan do tego odniesie.Do tego nie bardzo mi warto, ale do Pana myślę, że jak najbardziej: Proszę się zastanowić, kto jest autorem tego referatu? Sądzi Pan, że ks. dr Dariusz Dąbek z Wydziału Filozofii KUL jest obiektywnym (a nawet więcej czy mógłby być obiektywnym i pozostawiać, tak księdzem jak i wykładowcą)? Ks. Dąbek broni swojego światopogladu jak potrafi i za to mu nieźle płacą. Natomiast Panu warto się zastanowić, czy człowiekowi opierającymi swoje poglądy na nauce metafizyka jest do czegokolwiek potrzebną. Według Kopalińskiego metafizyka, to dział filozofii zajmujący się przedmiotami wykraczającymi poza doświadczenie i zmierzający do poznania "istoty" rzeczy; nauka o pierwszych zasadach bytu; ontologia (i kosmologia a. gnoseologia); metoda w filozofii przeciwstawna dialektyce, ujmująca zjawiska statycznie, ahistorycznie i w izolacji od innych; pot. oderwane od rzeczywistości, spekulacje myślowe, niezrozumiałe wywody, mętne rozumowanie. Według mnie (a podzielam ten pogląd z co najmniej paroma znanymi filozofami), że nie jest możliwe współczesne uprawianie filozofii bez oparcia jej o najnowsze stwierdzenia nauki, a gdy już ją oprzemy, to znika i cała metafizyka. Zajmujemy się światem dostępnym ludzkim zmysłom i podlegającym weryfikacji doświadczeń. Zakończenie referatu za zakończenie referatu www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf Zakończenie Czy twierdzenie o tak nieograniczonym zakresie badań naukowych, jak postuluje to między innymi Wilson i Crick, jest jedynie kwestią temperamentu i ewentualnego zuchwalstwa naukowców je głoszących? Wydaje się, że nie. Są one raczej wyrazem konsekwentnego trzymania się postulatu naturalizmu metodologicznego oraz uzasadniającego jego przyjęcie naturalizmu metafizycznego, który wyklucza istnienie lub wpływanie na los rzeczywistości jakichkolwiek czynników nadnaturalnych, czyli niedostępnych badaniu naukowemu.
Dodatkowo przy realistycznej interpretacji teorii naukowych, według której twierdzeniom teorii naukowych miałyby przysługiwać wartości logiczne prawdy i fałszu, należałoby uznać naukowy czyli naturalistyczny obraz rzeczywistości za prawdziwy. Sam naturalizm metodologiczny prowadzi wtedy do naturalizmu ontologicznego, jeśli przyjmiemy realistyczną interpretację nauki, uznając, że jej twierdzenia odnoszą się do obiektywnej rzeczywistości i opisują, jak się rzeczy mają.
Obraz nauki, jaki promuje się we współczesnej kulturze Zachodu, to właśnie nauka, która wszystko wie, lub będzie wiedziała, dla której nie ma granic. Skoro naturalistyczna nauka wyjaśnia lub może wyjaśnić wszystko, w takim razie cała rzeczywistość musi mieć charakter wyłącznie przyrodniczy. I ponieważ to nauka decyduje co istnieje, a co nie, to z samych jej założeń wynika, że nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w których byłoby miejsce dla jakiegoś nadnaturalnego bóstwa działającego w materialnym świecie.Mnie bardziej przekonuje dr Piotr Bylica, tym bardziej, że już miałem podobne poglądy, gdy jeszcze Go na świecie nie było. Pozdrawiam i życzę wspaniałych inspirujących lektur i owocnych przemyśleń w Nowym Roku! @@@ .
|
|
 | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) |
>Absolutną pewność, to daje tylko głęboka wiara. Racjonalny sceptycyzm daje nam większe lub mniejsze prawdopodobieństwo.<
To czy wiarę nazwiemy wiarę, czy prawdopodobieństwem w pewnych kontekstach poznawczych nie robi wielkiej różnicy. Uciekanie od nazewnictwa wiary w inne nazewnictwa poznawcze określające w istocie, patrząc od strony, wierzącego czy zakładającego pewne prawdopodobieństwo, tą samą rzeczywistość jest tylko kwestią nominalną. Możemy to rozważyć w oddzielnym wątku.
>Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne.<
Oczywiście, że akt wiary na podstawie bezpośredniego wewnętrznego przeżycia mistycznego czy objawienia sacrum (opisywane w literaturze religioznawczej - patrze: Eliade) nie wymaga psychologicznie żadnych pośrednich dowodów i uzasadnień ale też naukowe badania nie są z tym doświadczeniem sprzeczne. Jeżeli są rzetelne zawsze służą wierzącemu w sensie kontekstu naturalnego wiary.
Wiara na co dzień Nie jest prawdą, że ktokolwiek na co dzień we wszystkich swoich sądach na poznaniu naukowym. Oczywiście w jakiś pośredni i ogólny sposób zakłada zgodność swoich przekonań z ustaleniami nauk, ale nigdy nie jest w stanie tego zweryfikować. Osobiście mam wielki szacunek do tzw ustaleń nauki, o ile wypowiada się ona w zakresie swojego przedmiotu, i jednocześnie zachowuję wielką ostrożność w stosunku do wszelkich tez parafilozoficznych wygłaszanych przez poszczególnych naukowców, którzy wypowiadają je niejako w przerwie, po oderwaniu się od swojego normalnego warsztatu pracy. Głosząc te tezy wychodzą całkowicie całą metodologię poznaczą swojej dziedziny i tak np. biolog z całą siłą wypowiada się na temat tego czy Ten-Który-Jest jest czy Go nie ma. Prawomocność takich nienaukowych postaw naukowców to inny temat. To, że do takich sytuacji masowo dochodzi obrazuje pewien stan rozumu ludzkiego w otaczającej go rzeczywistości. Ten stan to stan głodu poznawczego przy jednoczesnym braku zaspokojenia tego głodu w zadowalający sposób, co zmusza do pójścia na skróty poznawcze i "rozwiązanie" problemu przez uznanie go bezsensownym, przez zredukowanie go innego problemu, przez uznanie go nierozwiązywalnym lub do budowania jakiejś innej filozofii, którą dany pan naukowiec podaje do wierzenia swoim czcicielom. Tak niestety bywa, że chorobliwe wykluczanie nawet jako hipotezy poznawczej istnienia Bytu Absolutnego "każe" produkować "pewne" "naukowe" "racjonalne" filozofie.
>Racjonalizm wyklucza to wszystko - co już z założenia jest niemożliwe dla ludzkiego - bezpośredniego i pośredniego poznania. Przedmiotem jego zainteresowania jest świat poznawany zmysłami, a więc wszystkim co człowiek dla poznania świata posiada.< Myślę, że zachodzi tu pewne nieporozumienie. Czy mówimy o racjonalizmie w sensie poznania naukowego w ramach danej dziedziny czy o racjonalizmie wyboru ludzkiego w całym realizmie tego wyboru. Regularnie konfrontuję swój teizm, który uważam na podstawie doświadczenia swojego i innych teistów za postawę racjonalną, z osiągnięciami współczesnej nauki i jak do tej pory nie zauważyłem tam niczego, co by ten teizm naruszało czy wręcz wykluczało. Wprost przeciwnie, rzeczywistość badawcza, szczególnie nauk przyrodniczych jest czymś, co skłania mnie teizmu.
Nauki również nie opierają się wyłącznie na pośrednim i bezpośrednim doświadczeniu, ale to inny temat.
Generalnie trudno mi się zgodzić, na definicję racjonalności opartą na definicji naukowości.
Można coś racjonalnie wiedzieć, można czegoś doświadczyć i osiągnąć możliwą dla podmiotu ludzkiego psychologiczną pewność poza nauką, co nie oznacza, że wbrew nauce. Biologia, fizyka, matematyka generalnie nie zajmują się istnieniem Boga i wszelkie twierdzenia naukowców na ten temat nie wynikają z ich badań, ale są wyrazem ich przekonań pozanaukowych. Racjonalizm jest czymś dużo szerszym. W praktyce oznacza taką postawę poznawczą, która szukając bezpośrednich przyczyn dla danej rzeczywistości nie absolutyzuje swoich zdolności poznawczych i nie ogranicza a priori zakresu możliwych wniosków. Racjonalność sądu to uznanie pewnej rzeczywistości zgodnie z ludzkim sumieniem. W tym sensie uczciwy agnostyk, który przeistacza się w wierzącego czy w teistę pod wpływem takiego czy innego doświadczenia religijnego czy sacrum mówi: "byłbym we własnym sumieniu kłamcą, gdybym nadal utrzymywał, że Bóg nie istnieje. Na skutek przebytych doświadczeń stwierdzam, że obecnie zakładam jednak, że Bóg istnieje, choć wcześniej byłem skłonny zakładać, że nie istnieje lub w ogóle niczego nie zakładałem".
Psychologiczny problem dyskusji między ateistami, którzy uważają się za racjonalistów, że dyskutując tak naprawdę nie krytykują racjonalnych teistów, ale fideistów nie odróżniając jednych od drugich.
Drugi częsty problem psychologiczny po stronie części ateistów to brak realnej konfrontacji z rzeczywistością ludzi świeżej wiary, konwertytów, mistyków ludzi szczególnie głęboko wierzących. Ateista wrzuca to wszystko to jednego worka razem z doświadczeniem sąsiada katolika, który się upija i bije żonę i w niedzielę czasem pójdzie do kościoła. To taki socjologiczny pseudoargument mający usprawiedliwić prymitywne wypowiedzi typu "wszystko mi jedno Jezus, Budda czy Myszka Mickie"
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Mam - moim zdaniem dobry - zwyczaj wyniesiony jeszcze z PRL-owskiego Uniwersytetu Warszawskiego, że czytam całą wypowiedź (a nawet staram się sięgnąć do poprzednich wypowiedzi) oraz staram się zrozumieć o co autorowi chodziło w wypowiedzi, do której chcę się odnieść. Wtedy jest to rozmowa na temat, a nie danie głosu w temacie. (Na wzór średniowiecznych dysput religijnych, ale to różne szkoły rozmowy) ______________________________________________________________ > To czy wiarę nazwiemy wiarę, czy prawdopodobieństwem w pewnych kontekstach poznawczych nie robi wielkiej różnicy.W pewnych nie robi, w innych robi i to znaczną i o tym Izdebski właśnie napisał. > Uciekanie od nazewnictwa wiary w inne nazewnictwa poznawcze określające w istocie, patrząc od strony, wierzącego czy zakładającego pewne prawdopodobieństwo, tą samą rzeczywistość jest tylko kwestią nominalną.Zdecydowanie nieprecyzyjność znaczenia terminu "wiara" gmatwa jego warstwę komunikacyjną i ta nieprecyzyjność jest wykorzystywana dla obrony racjonalności postaw religijnych. Nie należy uciekać od tego terminu i trzeba właśnie zaznaczać, że ze względu na jego wieloznaczność w tym przypadku myślę o wierze jako ..... > >>>Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne.<> Oczywiście, że akt wiary na podstawie bezpośredniego wewnętrznego przeżycia mistycznego czy objawienia sacrum (opisywane w literaturze religioznawczej - patrze: Eliade) nie wymaga psychologicznie żadnych pośrednich dowodów i uzasadnień, ale też naukowe badania nie są z tym doświadczeniem sprzeczne.Z czym naukowe badania nie są sprzeczne? Z tym, że akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych? Tak z tym nie są sprzeczne. > Jeżeli są rzetelne zawsze służą wierzącemu w sensie kontekstu naturalnego wiary.Na szczęście dla ludzkości już od dawna rzetelnoność badań naukowych weryfikują uczeni, a nie organizacje religijne. "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania" To nie są słowa jakiegoś ateisty, Błażeja Pascala wybitnego katolika. > Nie jest prawdą, że ktokolwiek na co dzień we wszystkich swoich sądach na poznaniu naukowym.To tylko Pańska wiara. Osobiście we wszystkich swoich sądach opieram się na poznaniu naukowym. Czy nie posiadam nieprawdziwej lub błędnej wiedzy? Ależ tak - nawet bardzo dużo, ale nauka jest dla mnie najwyższą instancją odwoławczą. Poznanie naukowe weryfikuje moje sądy. > ale nigdy nie jest w stanie tego zweryfikować.Znowu to tylko Pańska wiara, gdyby Pan rzetelnie przeczytał moje wypowiedzi, to wiedziałby Pan, że weryfikacja jest wpisana w naturalistyczną metodę nauki. > Osobiście mam wielki szacunek do tzw ustaleń nauki, o ile wypowiada się ona w zakresie swojego przedmiotu, i jednocześnie zachowuję wielką ostrożność w stosunku do wszelkich tez parafilozoficznych wygłaszanych przez poszczególnych naukowców, którzy wypowiadają je niejako w przerwie, po oderwaniu się od swojego normalnego warsztatu pracy.Prawie Pan tu mówi jak papież, albo nawet kilku papieży w kupie, tylko dziś uczeni mają takie gadanie w .... wielkim należnym Kościołowi poważaniu. Wielu filozofów - a ja za nimi - uważa, że dziś filozofię można uprawiać tylko w kontekście nauki. Uważam nawet, że błędem jest studiowanie filozofii po maturze. Studia filozoficzne powinny być podejmowane dopiero po ukończeniu jakiegoś fakultetu z nauk przyrodniczych. > Głosząc te tezy wychodzą całkowicie całą metodologię poznaczą swojej dziedziny i tak np. biolog z całą siłą wypowiada się na temat tego czy Ten-Który-Jest jest czy Go nie ma.Biolog jest normalnym człowiekiem i może mieć różne zdanie dotyczące wielu spraw. Może też swoje wykształcenie uzupełnić o przeróżną tematykę i zostać wybitnym intelektualistą, jak np. Dawkins. Nigdzie u Dawkinsa nie spotkałem, aby przekroczył własne kompetencje. Natomiast spotkałem się wielokrotnie z zupełnie gołosłownymi zarzutami pod jego adresem ze strony różnych fideistów. Dawkins nie jest dla mnie żadnym autorytetem, w sprawach dotyczących religii i Boga, ale podejmuję się tu publicznej obrony jego twierdzeń zawartych w "Bogu urojonym". Zresztą już to wielokrotnie robiłem. Przy okazji - a gdzie Józef Życiński pl.wikiped(*)/Józef_Życiński studiował biologię? Na której temat tak zdecydowanie się wypowiadał? Cała historia pokazuje, że to instytucje religijne i funkcjonariusze tych instytucji na siłę wdzierali się do nauki z własną religijną głupota i że nic dobrego z tego nie wynikło. Miłego dnia. @@@ .
|
|
 | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) |
> Bóg nawet gdyby istniał, a żaden sposób na świat nie oddziaływał, jest dla racjonalistów nieinteresującym.< To są straszne słowa. Z mojego punktu widzenia zupełnie nieracjonalne. Taki Byt jakim jest Bóg z definicji będzie interesujący dla umysłu ludzkiego, który z natury jest głodny poznania wszystkiego. Mówienie, że Byt Absolutny może nie być poznawczo interesujący jest tak naprawdę zdradą poszukiwania prawdy w imię poznawczej ideologii, która w rzeczywistości nie jest naprawdę otwarta ale ogranicza się do tylko do określonych metod poznawczych, które wygodnie absolutyzuje. To jest takie stwierdzenie, że może i jest Bóg, ale jeżeli nie mogę Go zobaczyć przez mikroskop to mnie nie interesuje. Toż to zdrada poznawcza. Aprioryczna determinacja przedmiotu poznawczego przez metodę poznania. Nie interesuje mnie jak jest jeżeli nie mam na to matematycznego modelu. Prawdziwy poszukiwacz prawdy nigdy na taki metodologiczny aprioryzm i redukcjonizm się nie godzi. Instynkt poznawczy, bez względu na to jak krytyczny i rzetelny zawsze będzie kazał szukać metod poznawczych adekwatnych i możliwych dla danego przedmiotu a nie odwrotnie.
Stwierdzenie, że Bóg może być nieinteresujący jako przedmiot poznania jest niebezpiecznym znakiem pychy człowieka, który ma poczucie siły opartej na złudnym bezpieczeństwie i pewnej bo wybrakowanej wiedzy. Tu wchodzą już wątki związane z uczciwością poznawczą, relacją przekonań do sumienia itp... Zupełnie inna dyskusja.
Pozdrowienia Dziękuję za rzeczowy dialog z racjonalnym teistą za jakiego się uważam.
p.s. zainteresowanym tematem polecam encyklikę "Fides et Ratio" - Jana Pawła II - relacja wiary i rozumu wzięta centralnie.
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Bóg nawet gdyby istniał, a żaden sposób na świat nie oddziaływał, jest dla racjonalistów nieinteresującym.<> To są straszne słowa.Zupełnie nie wiem, czy rzeczywistość jest straszną? Jestem pewien, że fascynującą i wartą najgłębszego poznania. > Z mojego punktu widzenia zupełnie nieracjonalne.No cóż! Z mojego punktu widzenia, to ja jestem bardziej wierzącym katolikiem, niż Pan racjonalistą, ale ludzie mają prawo do własnych osądów i samookreślenia swoich postaw. > Taki Byt jakim jest Bóg z definicji.Proszę o definicję Boga. Racjonaliści mogą tu próbować ją odnaleźć: www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwaW tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych.[...]
Bogom monoteistycznym - nawet wtedy, a może wręcz szczególnie wtedy, gdy są trynitarni (troiści - od Trinitas = Trójca św.) przypisuje się transcendencję (zewnętrzność, istnienie poza zasięgiem naszego doświadczenia i poznawalności), immanencję (wewnętrzność, pozostawanie w świecie dostępnemu naszemu poznaniu) omniprezencję (wszechobecność), immortalizm (nieśmiertelność) omnipotencję (wszechpotężność), omnisciencję (wszechwiedzę) omnibenewolencję (wszechmiłosierność). Gdy wszystkie powyższe atrybuty będziemy przypisywać jednej postaci, niektóre z nich staną się wzajemnie lub wewnętrznie sprzeczne, ale tu nie obowiązują znane nam prawa logiki i według niektórych religii Bóg może być np. jednocześnie transcendentny i immanentny, omnibenewoletny i zgadzać się na istnienie zła. Religijna wiara umożliwia umysłowe przyjęcie za oczywistość, że zarówno poszczególne cechy Boga jak również tych cech zestawienie nie muszą być (i najczęściej nie są) logicznie spójne, a wręcz czasami paradoksalność zestawień jest wprost podkreślana, [...]
Bóg w chrześcijaństwie występuje w trzech osobach (tzw. Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty), przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym Bogiem, który jest jeden. [...]
"Duch Święty" - Mały słownik teologiczny utrzymuje, że istota jego posłania, po uwzględnieniu tajemnicy zrozumiała jest bez większego trudu: "Duch Ojca i Syna" jest osobą. "Duch Święty" jest sprawczą mocą. "Za jego sprawą poczęła Maryja, z tej racji nie można Go jednak nazywać 'ojcem' Jezusa". I niby wszystko już jasne, ale spór o pochodzenie "Ducha" od "Ojca i Syna" (Filoque) czy "od Ojca przez Syna" (Per Filium) doprowadził do rozłamu między Wschodem a Zachodem, a zgłębieniu problemu istoty "Ducha Świętego" wielu wybitnych teologów poświeciło dużą część własnego dorobku, do którego poznania zachęcam.
Dla racjonalisty dziwnym jest ten monoteizm trynitarny, a robi się jeszcze dziwniejszy, gdy do "Trójcy" dołożymy "Matkę Boską" i "świętych". Efektowną próbą teologicznej ekwilibrystyki jest udowadnianie, że "wynoszenie na ołtarze", beatyfikacja, a później kanonizacja, a więc uznanie pewnej osoby za przedmiot kultu nie jest rodzajem bałwochwalstwa, a tworzenie wizerunków świętych i modlenie się do nich nie jest idolatrią. Wszakże w politeizmie też istnieje hierarchia. Są bogowie pierwsi i bogowie drugorzędni. Bóstwa i półbogowie. A więc czy i tu najistotniejszą jest kwestia nomenklatury?[...] No cóż, to tylko trudne, czy wręcz niemożliwe. > będzie interesujący dla umysłu ludzkiego,Co tu ma być interesujące dla ludzkiego umysłu? Bogactwo wyobraźni, czy siła wierzeń? Jest tu wiele zagadnień bardzo ciekawych poznawczo. Historia kultury, religioznawstwo, a nawet psychiatria mają ciekawy materiał badawczy. > Mówienie, że Byt Absolutny może nie być poznawczo interesujący jest tak naprawdę zdradą poszukiwania prawdy w imię poznawczej ideologii, która w rzeczywistości nie jest naprawdę otwarta ale ogranicza się do tylko do określonych metod poznawczych, które wygodnie absolutyzuje.Tak, to tylko racjonalistyczna ideologia nakazuje nam twierdzić, że udowadnianie istnienia-nieistnienia krasnali jest od strony nauk przyrodniczych czystą bezproduktywną, intelektualnie i praktycznie, głupotą i że od strony nauk przyrodniczych cała teologia i filozofia chrześcijańska jest jedną wielką bzdurą. Z mojej strony, to nawet nie rozumiem pojęcia "byt", chyba że uznamy, iż byt i materia to jedno i to samo, ale wtedy wszelkie dookreślające przymiotniki stają się bezprzedmiotowe. Miłego dnia. @@@ .
|
|
|  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >To jest takie stwierdzenie, że może i jest Bóg, ale jeżeli nie mogę Go zobaczyć przez mikroskop to mnie nie interesuje. Czy Pan ogranicza uczonych, gdyż nie śmiałbym myśleć, że sam poprzez swoją wiarę jest Pan ograniczonym. Ludzkość przez wieki wypracowała ogromną ilość - od prostych, po wybitnie skomplikowane - narzędzi doskonalących nasze zmysły i pozwalających na poznanie i zrozumienie rzeczywistości. Na ogół nie poszukiwano specjalnie nadprzyrodzoności, ale badając dostępną ludziom rzeczywistość nigdy i nigdzie nie natrafiono na najmniejszą przesłankę pozwalającą dopuścić możliwość oddziaływania jakiejś nadrzeczywistości na rzeczywistość. Nie mówiąc już o inteligentnej nadrzeczywistości. Tak, jeżeli ludzkość w żaden sposób nie może czegoś doświadczyć, to jest to dla ludzi nieinteresujące. Oczywiście istnieją siły nadprzyrodzone w ludzkich umysłach i one oddziaływają na rzeczywistość i są interesujące.
>Toż to zdrada poznawcza. Aprioryczna determinacja przedmiotu poznawczego przez metodę poznania. Żadna zdrada poznawcza, a czysta praktyka. Ludzka wyobraźnia, jak i głupota jest nieograniczoną. Uczeni nie mogliby niczym innym się zajmować niż udowadnianiem nieistnienia kolejnego trolla. W nauce przyjęte jest założenie, że jeżeli ktoś twierdzi, iż jest tak, a nie inaczej, to na nim spoczywa obowiązek dowodowy. Jak na razie nikt z teistów nie przedstawił nieobalnego dowodu na istnienie Boga. Uczonym wystarcza zajmowanie się otaczająca nas fascynująca i ciągle pełną tajemnic rzeczywistością.
>Nie interesuje mnie jak jest jeżeli nie mam na to matematycznego modelu. Prawdziwy poszukiwacz prawdy nigdy na taki metodologiczny aprioryzm i redukcjonizm się nie godzi. Instynkt poznawczy, bez względu na to jak krytyczny i rzetelny zawsze będzie kazał szukać metod poznawczych adekwatnych i możliwych dla danego przedmiotu a nie odwrotnie. No fajnie, niech Panowie teiści zbiorą się do kupy i przedstawią nam taki nie do obalenia przez naukę dowód. Wszystko co udało mi się dotychczas przeczytać, to kpiny z ludzkiej inteligencji, tylko bardzo głupi (ograniczony wiarą) to kupi. Racjonalista nie może.
>Stwierdzenie, że Bóg może być nieinteresujący jako przedmiot poznania jest niebezpiecznym znakiem pychy człowieka, który ma poczucie siły opartej na złudnym bezpieczeństwie i pewnej bo wybrakowanej wiedzy. Tu wchodzą już wątki związane z uczciwością poznawczą, relacją przekonań do sumienia itp... Z racjonalnych argumentów już tylko epitety Panu zostały. Wcale mnie to nie dziwi. Powtarza Pan słowa swoich mistrzów, których większość z nas już dawno czytała. Zawsze zastanawiały mnie prymitywne oceny ateizmu u ludzi, których katolicy przedstawiają jako autorytety moralne i intelektualne, ale jak brak siły argumentów, to jeszcze pozostaje argument siły.
>zainteresowanym tematem polecam encyklikę "Fides et Ratio" - Jana Pawła II - relacja wiary i rozumu wzięta centralnie. To nie forum dla katolików - pomimo, że jest ich tu sporo - tu większość nie tylko, że encykliki czytała, ale ma je w razie potrzeby pod ręką.
Uskrzydlenie Przedwojenny intelektualista katolicki ks. Jan Salamucha napisał: Myśl ludzka bez wiary objawionej schodzi na manowce, wiara skrzydła jej daje i zarazem kierunek lotu wskazuje.
Sobór Watykański I: Istnieje podwójny porządek poznania, różniący się nie tylko źródłem, ale i przedmiotem. Różni się źródłem, bo w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary. Różni się przedmiotem, bo oprócz prawdy, do której może dojść rozum naturalny, przedłożone nam są również do wierzenia tajemnice zakryte w Bogu: nie można ich poznać bez Objawienia Bożego. Jan Paweł II w "Fides et ratio", najważniejszej encyklice poświęconej relacjom między religią a nauką, napisał: Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.
Zastanówmy się więc, czy wiara uskrzydla naukę, czy jest dla niej handicapem. Odpowiedź wcale nie jest prosta. Religia przez wieki poważnie ucierpiała w starciu z nauką. W miarę, jak coraz lepiej poznajemy wszechświat, Bogu zostaje coraz mniej do zrobienia. [...]
Nauka i wiara nie mogą być ze sobą sprzeczne, gdyż z punktu widzenia nauki zdania, których przedmiotem jest termin empirycznie nieweryfikowalny są nonsensem, także nonsensem jest przeczenie takim zdaniom. Zaś nauka zajmuje się porządkiem (sensem) empirycznie weryfikowalnego świata. Nie znaczy to, że uważam religię za przeżytek lub mało ważne zjawisko społeczne. I choć wiemy, że doświadczenie religijne jest wyjątkowo odporne na empiryczne badanie i wierzący wyrażają sprzeciw, gdy ich wierzenia chcemy poddawać próbom weryfikacji doświadczalno-rozumowej i racjonalnej dyskusji, to nie zapominajmy, że w religiach musi tkwić coś, co oni uważają za bardzo ważne. Wiara zaspokaja ich potrzeby i odpowiada na ważkie pytania. Religia może być, i najczęściej jest, racjonalna, gdyż jest wynikiem przemyśleń rozumnych ludzi; dlatego wiara na drodze spekulacji intelektualnych może znaleźć potwierdzenie.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| |  | -1 na 3 | liberawski (8 punktów) | >Z racjonalnych argumentów już tylko epitety Panu zostały. Wcale mnie to nie dziwi. Powtarza Pan słowa swoich mistrzów, których większość z nas już dawno czytała. Zawsze zastanawiały mnie prymitywne oceny ateizmu u ludzi, których katolicy przedstawiają jako autorytety moralne i intelektualne, ale jak brak siły argumentów, to jeszcze pozostaje argument siły.
To nie prawda. Proszę najpierw przeczytać własne wypowiedzi i uczciwie je oczyścić z przytyków niegodnych racjonalisty.
|
|
| | |  | 5 na 5 | maruda (5550 punktów) | >To nie prawda. Proszę najpierw przeczytać własne wypowiedzi i uczciwie je oczyścić z przytyków niegodnych racjonalisty.
By ferować takie uwagi, pańskie wypowiedzi powinny nie zawierać dezinformacji, manipulacji i oczywistych kłamstw. Niestety zawierają te wszystkie negatywne cechy, dlatego proszę zachowywać się samemu poprawnie to będzie przynajmniej uprawnione utyskiwanie na jakość komentarzy.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Z racjonalnych argumentów już tylko epitety Panu zostały. Wcale mnie to nie dziwi. Powtarza Pan słowa swoich mistrzów, których większość z nas już dawno czytała. Zawsze zastanawiały mnie prymitywne oceny ateizmu u ludzi, których katolicy przedstawiają jako autorytety moralne i intelektualne, ale jak brak siły argumentów, to jeszcze pozostaje argument siły. >To nie prawda. Co nie jest prawdą? Stek prymitywnych głupot na temat ateistów i niewierzących jakie możemy znaleźć w pismach Kościoła? Od najbardziej oficjalnych: w encyklikach, adhortacjach i listach, przez wypowiedzi hierarchii aż po intelektualistów katolickich? Wstawianie takiego kitu - to nie na tym forum, tu znakomita większość te mądrości czytała. Czy to, że nie idzie Pan w ślady swoich mistrzów?
>Proszę najpierw przeczytać własne wypowiedzi i uczciwie je oczyścić z przytyków niegodnych racjonalisty. Wielce Szanowny Panie, gdybym tylko chciał dorównać chrześcijańskiej miłości bliźniego straciłbym szacunek dla siebie samego, natomiast nikt mnie nie zmusi do zaprzestania kpienia z napuszonej głupoty. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. Wprost uważam to za swój obowiązek.
Szanowny Panie, tu oceniają nas nasi czytelnicy, a zbiorowo to są bardzo sprawiedliwe oceny.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| |  | -5 na 5 | liberawski (8 punktów) | To nic innego jak poznawczy dogmatyzm, który skazuje podmiot poznawczy na nieuznawanie niczego, co z góry ustalił, że chce zobaczyć.
Wszelkie ewentualne próby Boga (osobiste objawienia), względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd...
Jest to swoiste samoudaremnienie poznawcze, które nie dość, że zamyka danego człowieka na poznanie nowej rzeczywistości, to dodatkowo każe szkalować wszystkich innych, którzy takiej redukcjonistycznej poznawczej doktryny nie chcą przyjąć. To nie jest żaden obiektywny racjonalizm.
|
|
| | |  | 14 na 14 | Meretseger (61860 punktów) |
>Wszelkie ewentualne próby Boga (osobiste objawienia), względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd... >Jest to swoiste samoudaremnienie poznawcze No to dlaczego otwartość ograniczać tylko do Boga (judeochrześcijańskiego, skoro pisanego wielką literą), otwórz swój umysł na doświadczenie UFO z dowolnej planety dowolnej galaktyki, wszak znamy relacje osób twierdzących, iż kosmici porywali ich na swoje statki i dokonywali na nich eksperymentów medycznych, a z niektórymi kobietami współżyli. Otwórz się na wszelkie objawienia, dlaczego tylko te boskie mają być prawdziwe, może ktoś doświadcza osobistego objawienia Amaterasu-omikami albo innych bogów. Odrzucając je, stawiasz się w roli skostniałego, zideologizowanego poznawcy, irracjonalnie je redukujesz, przeinaczasz (twierdząc, że to doświadczanie Jahwe). Bo skoro nie wierzysz w istnienie Amaterasu, to nie można jej doświadczać, prawda? Czyli robisz dokładnie to samo, co każdy trzeźwo myślący racjonalista z jednym bóstwem więcej. A wracając do kosmitów, relacji są tysiące. I co, mamy im wierzyć? Bo "osobiście doświadczyli"? No proszę Cię...
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | oczywiście, pójdźmy krok dalej, w tym malowniczym spacerku nad przepaścią a pod wiszącą skała... być może część z nas jest kosmitami! Ja - święcie wierze w kosmiczne bzdury! tak na ten przykład 
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Vytautas (4394 punktów) | >>Wszelkie ewentualne próby Boga (osobiste objawienia), względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd... >Otwórz się na wszelkie objawienia, dlaczego tylko te boskie mają być prawdziwe, może ktoś doświadcza osobistego objawienia Amaterasu-omikami albo innych bogów. Odrzucając je, stawiasz się w roli skostniałego, zideologizowanego poznawcy, irracjonalnie je redukujesz, przeinaczasz (twierdząc, że to doświadczanie Jahwe). Bo skoro nie wierzysz w istnienie Amaterasu, to nie można jej doświadczać, prawda? Albo dowiedz się, co to takiego jest brzytwa Ockhama.
|
|
| | | | |  | 4 na 6 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Albo dowiedz się, co to takiego jest brzytwa Ockhama.Ja proponuję łatwiejsze rozwiązanie:
|
|
| | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Pan Liberawski napisał: Cytat: Celowo unikam prowadzenia rozmowy przez gąszcz dygresji i odniesień nie możliwych do przełknięcia dla rozmówcy; często dygresje te same w sobie stanowią duże zagadnienia. W tym sensie rozmowa ta nie ma charakteru akademickiego. I dalej już jasnym - życzliwym ludziom i światu - tekstem: > To nic innego jak poznawczy dogmatyzm, który skazuje podmiot poznawczy na nieuznawanie niczego, co z góry ustalił, że chce zobaczyć.> Wszelkie ewentualne próby Boga (osobiste objawienia), względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd...> Jest to swoiste samoudaremnienie poznawcze, które nie dość, że zamyka danego człowieka na poznanie nowej rzeczywistości, to dodatkowo każe szkalować wszystkich innych, którzy takiej redukcjonistycznej poznawczej doktryny nie chcą przyjąć. To nie jest żaden obiektywny racjonalizm. Pan Liberawski napisał: Cytat: Proszę najpierw przeczytać własne wypowiedzi i uczciwie je oczyścić z przytyków niegodnych racjonalisty. I dalej mamy wybór chrześcijańskich epitetów. poznawczy dogmatyzm, względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd., każe szkalować wszystkich innych, ------------------------------------------ Wielce Szanowny Panie - "racjonalistyczny teisto", dzięki temu "poznawczemu dogmatyzmowi" może Pan wypisywać tu swoje bzdury, gdyż na nim cała nauka się opiera. Nic nie przynosi szkalowanie kogoś wśród racjonalistycznej inteligencji naszego forum, gdyż ona myśli samodzielnie i nikt w jej ocenach, nie może nas bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wszelkie ewentualne próby Boga (osobiste objawienia), względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd...
A konkretnie? Co to za ewentualne próby? Ewentualne, czy jednak faktyczne skoro są odrzucane? Jest to gdzieś zebrane, opisane, usystematyzowane, czy choćby dyskutowane?
Jak wyjść ze skorupy zideologizowanego poznawcy samoudaremnionego? Ratuj!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 3 na 3 | tomoyo (480 punktów) | > To nic innego jak poznawczy dogmatyzm, który skazuje podmiot poznawczy na nieuznawanie niczego, co z góry ustalił, że chce zobaczyć.> Wszelkie ewentualne próby Boga (osobiste objawienia), względem takiego skostniałego, zideologizowanego poznawcy są irracjonalnie odrzucane, redukowane, przeinaczane itd...> Jest to swoiste samoudaremnienie poznawcze, które nie dość, że zamyka danego człowieka na poznanie nowej rzeczywistości, to dodatkowo każe szkalować wszystkich innych, którzy takiej redukcjonistycznej poznawczej doktryny nie chcą przyjąć. To nie jest żaden obiektywny racjonalizm.Jak pisałam wcześniej, czy jeżeli badasz jakieś zjawisko i już na wstępie zakładasz, że jest z "nowej rzeczywistości" to jest to racjonalne? czy już tak dobrze znasz "starą rzeczywistość" (tę którą badać może każdy naukowiec)? Nie jestem w żadnym wypadku specjalistą w tej dziedzinie, ale takie artykuły jak ten pokazują, że respondenci niekoniecznie wiedzą czego doświadczyli i warto to zbadać. Jednak idąc Twoim (z tego co zrozumiałam) tokiem rozumowania- ponieważ tak dużo ludzi doznało podróżowania poza ciałem (lub poszli do nieba i spotkali boga podczas śmierci klinicznej) to należy na podstawie ich relacji badać świat jakiego doznali (skoro go widzieli to na pewno istnieje). > "wykraczanie poza rzeczywistość"> Proponowany przeze mnie metodologiczny punkt widzenia nie jest żadnym wykraczaniem poza rzeczywistość. Wprost przeciwnie jest czystym realizmem poznawczym, który domaga się uszanowania różnych typów doświadczenia i badania go adekwatnymi dla niego narzędziami. Przy badaniu np. rzeczywistości religijnej nie ignoruję dorobku neurologii ale też nie absolutyzuję jej pozycji. Moim zdaniem jej przedmiot jest zupełnie inny i jej wyniki mogą w sposób tylko dodatkowy rzucić niewielkie światło na rzeczywistość wewnętrznego doświadczenia osobowej relacji człowieka do Boga.Jak dzielisz typy doświadczeń i na podstawie czego dobierasz adekwatne narzędzia? Jakie wyróżniasz rodzaje rzeczywistości? Ze względu na to, że jak już pisałam, nie rozróżniam żadnych rodzajów rzeczywistości, a tylko dzielę zjawiska i obiekty na te istniejące w rzeczywistości i wymyślone (nie istniejące) Twoje wypowiedzi są dla mnie niejasne i trudne do zrozumienia. ps: Jako że "rzeczywistość religijna" jest w dużej mierze wymyślona zajmowanie się nią w taki sposób jak rozumianą przeze mnie rzeczywistością, określiłabym jako wykraczanie poza rzeczywistość.
|
|
2 na 2 | tom2010 (352 punktów) | Wielu ludzi zachowuje się racjonalnie w jednym zbiorze dziedzin, a nieracjonalnie w innych obszarach. To jest widoczne nie tylko w dziedzinie religii - gdzie jest wielu mądrych ludzi przyjmujących za prawdziwe zupełnie bzdurne twierdzenia wiary. To jest także widoczne w jak najbardziej rzeczywistej dziedzinie zdrowia, gdzie tacy myśliciele jak Christopher Hitchens (patrz sekcja o papierosach i alkoholu w Wikipedii) czy Matt Dillahunty nie dali się poznać jako zarządzający swoim zdrowiem w sposób racjonalny.
Akurat religia jest najbardziej oczywiście nieracjonalna z wiekszości poglądów. Wg mnie jednak jeżeli ktoś nadrobi to bardzo dużą tendencją do racjonalności w zdecydowanej większości pozostałych dziedzin życia to nawet przy przypisaniu dużej wagi religii suma wyjdzie pozytywnie, tzn. taka osoba może być nazwana racjonalistą.
|
|
| Cele7 (59 punktów) | Witam wszystkich na forum
Ja wierze w głębszą rzeczywistość wyjaśnioną przez głębszą rzeczywistość i tak dalej... . Tzn sądzę że możemy być stworzeni przez boga który również jest przez coś stworzony . Generalnie staram się zaprzeczać istnieniu czegoś takiego jak nieskończoność w naturze ale ciężko wyobrazić mi jest sobie całkowity i absolutny koniec wszystkiego . Możliwe zatem że ta nieskończoność istnieje naprawdę. Chyba że dojdziemy w końcu do rzeczywistości która wyjaśnia wszystkie inne . Jest po prostu wszystkim . Jednakże rzeczywistość wyjaśniająca wszystko jest tak mało prawdopodobna jak nieskończone rzeczywistości . Ale albo wersja A albo B musi ,powtarzam musi być prawdą. Innej opcji nie ma . Nawet gdyby rządził nami mityczny Allah czy Jahwe wtedy możemy to zaliczyć do wersji skończonej .Czyli 2 rzeczywistości w ,której boska wyjaśnia naszą.
My czyli tzw racjonaliści zaprzeczamy istnieniu skończonej rzeczywistość .Nasze ulubione pytanie :"kto stworzył Boga?" . Jednak spójrzmy z drugiej strony .Nieskończoność jest tak samo mało prawdopodobna. Ja tu widze takie koło w stylu kura i jajko . Cos musi być stworzone przez coś ,ale co stworzyło to co stworzyło to coś . Może żeby to zrozumiec musimy wejsć w inny wymiar rozumowania i odpowiedź będzie całkowicie nie z tej ziemii
|
|
 | 4 na 4 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > >Może żeby to zrozumiec musimy wejsć w inny wymiar rozumowania i odpowiedź będzie całkowicie nie z tej ziemiiWitaj, ja to widzę takie coś, że to coś określa nieokreślone coś i wtedy widzimy to coś tak, jak byśby nie widzieli żadnego coś i tak w nieskończoność, którą my racjonaliści... i tak w nieskończoność. Nie gniewaj się, ale moim ulubionym pytaniem jest: co by tu zjeść? Tak, ale powstaje pytanie co stworzyło coś, co stworzyło stworzenie, które wytworzyło coś, z którego coś zrobię sobie żarełko? Niech zgadnę, Twoim zdaniem jest to: Coś! Najważniejsze, żeby było jakieś Coś, bez tego nie da się żyć, nam r...
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Witam wszystkich na forum> Ja wierze w głębszą rzeczywistość wyjaśnioną przez głębszą rzeczywistość i tak dalej... . Śpiewać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej, ale nie oto chodzi, jak co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi,
ooo
Lubię piosenki, różne inne dźwięki szczególnie jak mnie co wzruszy rzuca mnie się na uszy. Teraz będę już szczery wybrałem drogę kariery, kariery na estradzie, na pewno sobie poradzę.
Stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni, różne sceny, brygady, już nie dadzą mi rady bo ja się wcale nie chwalę ja po prostu niestety mam talent.
Jak człowiek wierzy w_siebie, to cała reszta to betka, nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać wejść na estradę i zostać, cała reszta to rzecz prosta.
A ja wiem co jest grane, dlatego tutaj zostanę, będę śpiewał piosenki będą klaskać panienki będą dawać mi kwiaty będę teraz bogaty bo ja się wcale nie chwalę ja niestety mam talent jak głos wydaje z_siebie wszyscy są w_siódmym niebie
Stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni, wszystkie sceny, brygady, już nie dadzą mi rady nikt mnie tutaj nie kiwnie bo odczuje to dziwnie ja nikogo nie straszę, ja talentem niestety go gaszę. Bardzo lubię piosenki, i różne inne dźwięki szczególnie jak mnie co wzruszy rzuca mnie się na uszy Ja znam ładne szlagiery pójdę drogą kariery "Głęboko wierzę", że Czasami człowiek musi, inaczej się udusi, ale racjonalizm to nie jest jakiekolwiek myślenie. Racjonalizm to samodzielne myślenie krytyczne. Aby być racjonalistą należy bardzo dużo czytać nie tylko ze zrozumieniem, ale i krytycznie. I to dużo wcześniej zanim zacznie się publicznie wypowiadać. Gdy już się coś napisze to warto się zastanowić, czy istotnie mam coś ciekawego do powiedzenia i potrafię powiedzeć to tak, aby mnie inni zrozumieli. Parę lat temu dowiedziałem się o istnieniu tego forum. Ponieważ jego założenia ideowe były zgodne z moimi poglądami zacząłem je czytać. Znalazłem tu wiele ciekawych wypowiedzi bardzo mądrych ludzi. Po miesiącu, czy dwóch sam spróbowałem się do jakiegoś tematu odnieść. W naszym archiwum nasze wypowiedzi są zapisane i warto sprawdzić zarówno tematykę, o której tu mówiono, jak i poglądy oraz głosy w dyskusjach (posty) ludzi, z którymi chciałbym porozmawiać. Wątpię aby Pan poszedł podobną drogą. www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,470429#w472811Miłego dnia. @@@ .
|
|
|  | | Cele7 (59 punktów) | Miałem na myśli to że istnienie boga jako stwórcy jest tak samo prawdopodobne jak jego nieistnienie . Podkreślam słowo stwórcy .Nie mam tu na myśli Boga doskonałego ,odwiecznego ,wszechmogącego. Może jestem ograniczony ,ale nasze istnienie widzę tak : Albo wzięliśmy się (jako cała rzeczywistość, nie tylko wszechświat bo ich podobno jest wiele) skądś albo znikąd . Innego wyjścia nie ma a jeśli ktoś uważa że jest to proszę mnie oświecić Jeśli ciężko jest zrozumieć mój wywód to polecam książkę Paula Daviesa "Kosmiczna wygrana" a odnośnie mojej wypowiedzi ostatnie 3 rozdzialy. Przykład z żółwiem to jest dokładnie to o czym mówie.
Chciałbym jeszcze troszeczkę sprecyzować słowo bóg w moim pojmowaniu. Nie musi być to bóg osobowy tylko istota lub rzecz ,cokolwiek "odpowiedzialna" za nasze istnienie . Teoria symulacji chodź wydaje się niedorzeczna zakłada właśnie istnienie takiego niedoskonałego boga. I jesli kiedykolwiek będziemy dysponowali taką mocą obliczeniową komputerów że stworzymy świadomość a najprowdopodobniej nie ma w niej nic niesamowitego .Bierze się ona z konstrukcji mózgu bedzięmy w stanie stworzyć symulacje w ,której te istoty będą zastanawiać się nad swoim istnieniem a my będziemy właśnie tymi "Bogami" . Przykład rzeczywistosci wyjaśnionej przez inną rzeczywistość .Może my jesteśmy właśnie w jednej z nich . Proszę zauważyc że jeśli możliwa będzie właśnie taka symulacja to istnieć będzie więcej symulowanych siwatów ponieważ w symulacjach będą powstawały symulacje. W takim wypadku racjonalistyczny rachunek prawdopodobieństwa wskaże że istniejemy raczej w sztucznym świecie . Jednakże najpierw musimy stworzyć komputerową swiadomośc ,a moim zdaniem potrzeba do tego potrzeba tylko większej mocy obliczeniowej . Prawo moora nadal dziala i ma działać(potem przeskoczymy na komputery kwantowe) ,także moim zdaniem to kwestia czasu . Ta symulacja to trochę offtop ale mysle że jakiś związek z bogiem ma
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Jeśli ciężko jest zrozumieć mój wywód to polecam książkę Paula Daviesa "Kosmiczna wygrana" a odnośnie mojej wypowiedzi ostatnie 3 rozdzialy. Przykład z żółwiem to jest dokładnie to o czym mówie. Cieszę się, że Pan Daviesa przeczytał. Racjonaliści powinni dużo czytać. Czytać krytycznie różnych autorów, gdyż nie uznają żadnej biblii. Tylko ja się zupełnie nie odnosiłem do jakiegokolwiek autora poza Szanownym Panem: Ja wierze w głębszą rzeczywistość wyjaśnioną przez głębszą rzeczywistość i tak dalej... . Tzn sądzę że możemy być stworzeni przez boga który również jest przez coś stworzony . Generalnie staram się zaprzeczać istnieniu czegoś takiego jak nieskończoność w naturze ale ciężko wyobrazić mi jest sobie całkowity i absolutny koniec wszystkiego . Możliwe zatem że ta nieskończoność istnieje naprawdę. Chyba że dojdziemy w końcu do rzeczywistości która wyjaśnia wszystkie inne . Jest po prostu wszystkim .
W rożne rzeczy ludzie wierzą. Mogą być i tacy, którzy wierzą w głębszą rzeczywistość wyjaśnioną przez głębszą rzeczywistość, tylko dla mnie jest to - nawet jak na głęboko wierzącego fideistę - zwyczajny bełkot. Czy trochę płytsza rzeczywistość to już nie da rady wyjaśnić bezdennej rzeczywistości?
Możemy by stworzeni przez różne niestworzone istoty. Wyobraźnia ludzka nie zna granic, ale to racjonalistyczne forum, tu potrzebne są dowody.
Czy tak nie generalnie to uważa Pan, przy swojej nieskończonej mądrości, że natura jest skończona tylko trudno sobie wyobrazić jej koniec?
Czy rzeczywistość jest inteligentna skoro wyjaśnia wszystko inne i w jakim języku to czyni? Itd.
>Miałem na myśli to że istnienie boga jako stwórcy jest tak samo prawdopodobne jak jego nieistnienie. Nie jestem telepatą i nie mogę wiedzieć co Pan miał na myśli. Zupełnie też nie rozumiem prawdopodobieństwa istnienia nieprawdopodobieństwa. To za mądre jak na zwykłego racjonalistę.
>Może jestem ograniczony , Tego zupełnie nie wiem. Może Pan jest geniuszem, a tylko się tu wygłupia?
>ale nasze istnienie widzę tak : Albo wzięliśmy się (jako cała rzeczywistość, nie tylko wszechświat bo ich podobno jest wiele) skądś albo znikąd . Innego wyjścia nie ma a jeśli ktoś uważa że jest to proszę mnie oświecić. Tak jak już wielokrotnie pisałem racjonaliści muszą bardzo dużo czytać, a na ten temat są całe biblioteki. Proszę zapytać nauczyciela, albo księdza katechetę.
>Może żeby to zrozumiec musimy wejsć w inny wymiar rozumowania i odpowiedź będzie całkowicie nie z tej ziemii. Może rzeczywiście jak się jutro napalę jakiś ziół i napruję winem, to wejdę w inny sposób rozumowania i zrozumiem, że jestem mędrcem nie z tej ziemi.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
@@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | Cele7 (59 punktów) | Rozumiem że moja "wiara " w głębszą rzeczywistość wyjasnioną przez głębszą... Może być dla pana bezpodstawna jednakże ciężko uwierzyć mi jest w coś takiego jak istnienie samo z siebie(absurd) tak samo jak panu we wszechobecną przyczynowość która wedle pańskiego racjonalizmu musi się skończyć. Proszę mi podać jeden ku temu powód. Powtarzam i zdania nie zmienię . Nieskończona przyczynowość jest tak samo prawdopodobna jak skończona .I nasz spór jest tak samo bezsensowny jak 1000 lat temu próba wyjaśnienia czy pierwsza była kura czy jajko. Możliwe że Pan ma rację a możliwe że ja ją mam .Ktoś na pewno . Ale jeśli jest Pan pewien swojego przekonania to znaczy że musi mieć Pan dowody .(Bo w innym wypadku będzie to irracjonalne) Zatem proszę o ich wskazanie i uzasadnienie tego że istnienie samo z siebie jest wyjasnieniem wszystkiego .
|
|
|  | | liberawski (8 punktów) | Metauwaga za metauwagę
Dziękuję za uwagi. Niestety większość uczestników forum nie stosuje się do nich. I mają rację... Spotykamy się, żeby budować naszą historię i wymieniać na żywo nasze poglądy. Celowo unikam prowadzenia rozmowy przez gąszcz dygresji i odniesień nie możliwych do przełknięcia dla rozmówcy; często dygresje te same w sobie stanowią duże zagadnienia. W tym sensie rozmowa ta nie ma charakteru akademickiego. Strofowanie rozmówcy tego typu wypowiedziami jest w efekcie zabijaniem rozmowy i zmuszaniem do milczenia.
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Metauwaga za metauwagę> Dziękuję za uwagi. Niestety większość uczestników forum nie stosuje się do nich. I mają rację... Spotykamy się, żeby budować naszą historię i wymieniać na żywo nasze poglądy. Celowo unikam prowadzenia rozmowy przez gąszcz dygresji i odniesień nie możliwych do przełknięcia dla rozmówcy; często dygresje te same w sobie stanowią duże zagadnienia. W tym sensie rozmowa ta nie ma charakteru akademickiego. Strofowanie rozmówcy tego typu wypowiedziami jest w efekcie zabijaniem rozmowy i zmuszaniem do milczenia.Nasze dążenia dotyczące naszego forum są zdecydowanie rozbieżne. Chciałbym aby nasze forum miało jak najwyższy poziom merytoryczny i zachowywało jak najwyższy poziom kultury dyskusji, aby zachowując jak największą otwartość poglądową powstrzymywało swym poziomem przed udziałem w rozmowach różnych nawiedzonych głupoli i frustratów. Zdecydowanie chciałbym aby nasze rozmowy zachowywały charakter akademicki, dlatego staram się używać jak najprostszego języka i przedstawiać jak najjaśniejsze wywody. Cieszę się z każdego licealisty, a nawet gimnazjalisty na naszym forum. (gdyż jest to przyszłość nie tylko dla akademii), ale pod warunkiem, że jest człowiekiem inteligentnym i w miarę oczytanym. My nie jesteśmy forum dla ludzi wymagających specjalnej intelektualnej troski, a forum które pobudza do racjonalnego myślenia. Jak nie ma się czegoś interesującego do powiedzenia, to rzeczywiście lepiej zamilknąć i coś ciekawego (nawet wypowiedzi innych uczestników) poczytać. Jestem uczestnikiem tego forum już od kilku i zauważam, odwrotnie niż Pan, że większość z naszych uczestników, to ludzie inteligentni, kulturalni i o dużej wiedzy. Czasem wręcz ogromnej. Myśl przewodnia mojego aktywnego udziału w naszym forum zawarta jest tu: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67Serdecznie polecam uważnej lekturze. Miłego dnia. @@@ .
|
|
Łuk@sz (1 punktów) (zablokowany) | Moim skromnym zdaniem racjonalizm jako światopogląd jest do kitu, a poza tym zaprzecza sam sobie. Logiczne myslenie jest ok ale należy pamiętać, że na tyle logicznie rozumujemy na ile obszerna jest nasza wiedza o świecie/wszechświecie. Jakby spotkali sie racjonalista z początku istnienia ruchu z dzisiejszym racjonalistą to jeden musiałby przyjąć coś na WIARĘ aby się nie pozabijali przekonując siebie  .
|
|
|  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > Dziękujemy szanownemu koledze za podzielenie się z nami swoimi - jakże głębokimi - przemyśleniami<..i żegnamy (się). 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| sokra (41 punktów) | Spróbuj w racjonalny sposób znaleźć dowód na istnienie boga. Prawdopodobnie jest tylko jeden dowód, ale tylko poszukiwanie jego może być racjonalne on na pewno nie jest. Dowód ten to wiara.
|
|
2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Czy racjonalizm w pewnym swoim rozumieniu wyklucza wiarę w Boga i rzeczywistość, która nie jest >postrzegana zmysłami?
o tym, że zależy jak zdefiniujesz Boga już w tym wątku było.
Od siebie dodam, że zależy też, jak zdefiniujesz "wiarę".
Jeśli zrównasz ją z wiedzą, to wtedy musisz przyznać, że o Bogu nie wiemy nic. Ewentulanie wiemy tyle, co opowiedzieli na ten temat inni ludzie, i co Ty sam sobie wyobraziłeś - a można mieć do tego podejście sceptyczne.
Jeśli natomiast wiarę zdefiniujesz np. ogólnie jako nadzieję na to, że "wszystko będzie dobrze" (patrz. angielska wersja definicji wiary na wikipedii): to wtedy można rozważyć aspekt racjonalny - czy masz jakiekowliek podstawy, żeby przyjąć jakieś konkretne założenie co do przyszłego rozwoju wypadków? i aspekt psychologiczny - wiara w siebie na pewno pomoże w tym, żeby jednak żyło Ci się dobrze - tylko, że z religią nie musi to juz mieć wiele wspólnego.
>Czy mogę być rozumnym i racjonalnym człowiekiem i jednocześnie przyjmować rzeczywistość nazywaną przez religie rzeczywistością nadprzyrodzoną?
Zależy od tego, jak wygląda u Ciebie to przyjmowanie. Jeśli tą "nadprzyrodzoną rzeczywistość" przyjmujesz jako pewien rodzaj opowieści przekazanej Ci przez innych ludzi i ewentualnie nawet dogłębnie i emocjonalnie przeżywanej przez Ciebie - to osobiście nie widzę w tym nic szczególnie nieracjonalnego. Do wielu treści podchodzimy emocjonalnie i je przeżywamy.
Nieracjonalnie zaczynasz działać wówczas, jeśli przyjmiesz, że ta opowieść to zupełnie dosłownie ostateczna wszechprawda.
Sęk w tym, że jeśli jesteś czlowiekiem religijnym, to Twoja religia nakazuje Ci pozostanie w ramach tej konwencji. Z chwilą, gdy dostrzegasz, że to tylko konwencja - odrzucasz ową religię i stajesz się w tym aspekcie racjonalny.
>Czy jest wiara "do >przyjęcia" z punktu widzenia racjonalisty i wiara "nie do przyjęcia" z punktu >widzenia racjonalisty. Wydaje się, że z psychologicznego punktu widzenia na co dzień posługujemy się >zarówno wiedzą jaki i wiarą a coś takiego jak absolutna pewność dotyczy tylko części naszych >przekonań.
W ogóle nie ma czegoś takiego jak absolutna pewność - są tylko lepiej i gorzej funkcjonujące modele otaczającej nas rzeczywistości. Masz ciągle udoskonalany model naukowy, dzięki któremu możemy powiedzieć, że coś tam zrozumieliśmy z otaczającego nas świata. Masz też dogmatyczny model religijny, w ramach którego niektórzy zdają się osiągać pełnię szczęścia.
Jestem skłonny wyobrazić sobie, że wiara może dać Ci pewne doznania, których pozbawiony będzie sceptyk.
Jednak racjonalizm i dogmatyczna wiara równocześnie - to sprzeczność.
Wydaje mi się, że to są oczywistości.
Jednocześnie istnieje coś takiego jak "indywidualna praktyka duchowa". Coś co zaczyna się powiedzmy od "pozytywnego myślenia" i rozwija np. poprzez medytację. W ramach takiej praktyki można czerpać na zasadzie inspiracji z wielu różnych tradycji mistycznych. Jest to wówczas jakieś osobiste doświadczenie.
Nie widzę nic nieracjonalnego w doświadczaniu różnych stanów umysłu.
Neuronauki zajmują się zresztą zarówno doświadczaniem medytacji jak i doświadczeniem religijnym. "Hełm boga" wydaje mi się być ciekawym wynalazkiem dla osób, którym nie chcę się wykonywać żmudnych, czasochłonnych ćwiczeń.
Ale to wszystko może się odbywać bez dogmatów...
P.S. Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów w Nowym Roku
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Czy racjonalizm w pewnym swoim rozumieniu wyklucza wiarę w Boga i rzeczywistość, która nie jest postrzegana zmysłami?> o tym, że zależy jak zdefiniujesz Boga już w tym wątku było.> Od siebie dodam, że zależy też, jak zdefiniujesz "wiarę".> Jeśli zrównasz ją z wiedzą, to wtedy musisz przyznać, że o Bogu nie wiemy nic. Ewentualnie wiemy tyle, co opowiedzieli na ten temat inni ludzie, i co Ty sam sobie wyobraziłeś - a można mieć do tego podejście sceptyczne.> Jeśli natomiast wiarę zdefiniujesz np. ogólnie jako nadzieję na to, że "wszystko będzie dobrze" (patrz. angielska wersja definicji wiary na wikipedii):Wiara już w języku polskim jest terminem wieloznacznym. Czy warto tą wieloznaczność jeszcze potęgować? No chyba, że chodzi nam o jakąś teologiczno-ezoteryczną manipulację. Wikipedia: Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. W epistemologii wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". pl.wikipedia.org/wiki/Wiara> >>>Czy mogę być rozumnym i racjonalnym człowiekiem i jednocześnie przyjmować rzeczywistość nazywaną przez religie rzeczywistością nadprzyrodzoną?> Zależy od tego, jak wygląda u Ciebie to przyjmowanie. Jeśli tą "nadprzyrodzoną rzeczywistość" przyjmujesz jako pewien rodzaj opowieści przekazanej Ci przez innych ludzi i ewentualnie nawet dogłębnie i emocjonalnie przeżywanej przez Ciebie - to osobiście nie widzę w tym nic szczególnie nieracjonalnego.Można być jednocześnie być jednym i drugim, gdyż w naszych głowach panuje - Spójna niespójność. Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.
Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. [...]
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4971Natomiast wszędzie, gdzie rozum jest podporządkowany wierze, nie zachowujemy racjonalizmu, gdyż jest to po prostu niemożliwe. CDN. @@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Wiara już w języku polskim jest terminem wieloznacznym. Czy warto tą wieloznaczność jeszcze potęgować? >No chyba, że chodzi nam o jakąś teologiczno-ezoteryczną manipulację.
Staram się obecnie nie mieszać porządków i chciałbym po prostu w miarę możliwości zbliżać się do adekwatnego opisu zjawisk. Zacząłem pisać dłuższą odpowiedź i w pewnym momencie zorientowałem się, że w zasadzie jest to temat na odrębny wątek, który przed chwilą założyłem w dziale "filozofia i światopogląd".
Wątek nosi tytul "wiara kontra religia"
pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Czy jest wiara "do przyjęcia" z punktu widzenia racjonalisty i wiara "nie do przyjęcia" z punktu widzenia racjonalisty. Wydaje się, że z psychologicznego punktu widzenia na co dzień posługujemy się zarówno wiedzą jaki i wiarą a coś takiego jak absolutna pewność dotyczy tylko części naszych przekonań. >W ogóle nie ma czegoś takiego jak absolutna pewność - są tylko lepiej i gorzej funkcjonujące modele otaczającej nas rzeczywistości. Masz ciągle udoskonalany model naukowy, dzięki któremu możemy powiedzieć, że coś tam zrozumieliśmy z otaczającego nas świata. Masz też dogmatyczny model religijny, w ramach którego niektórzy zdają się osiągać pełnię szczęścia. Nie do końca tak - Panie Macieju. Głęboka wiara daje absolutną pewność. P R A W D Ę ! A dalej to zgadzam się z Panem. "Racjonalizm" już od dawna znajduje oparcie intelektualne w sceptycyzmie naukowym, a więc opiera się na permanentnie zmieniających się prawdach zrozumienia otaczającego nas świata. Stałym dochodzeniu do poznania obiektywnie istniejącej rzeczywistości.
>P.S. Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów w Nowym Roku Czuję się pozdrowiony i wzajemnie pozdrawiam Pana.
@@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>W ogóle nie ma czegoś takiego jak absolutna pewność - są tylko lepiej i gorzej funkcjonujące modele otaczającej nas rzeczywistości. Masz ciągle udoskonalany model naukowy, dzięki któremu możemy powiedzieć, że coś tam zrozumieliśmy z otaczającego nas świata. Masz też dogmatyczny model religijny, w ramach którego niektórzy zdają się osiągać pełnię szczęścia. >Nie do końca tak - Panie Macieju. Głęboka wiara daje absolutną pewność. P R A W D Ę !
Ma Pan rację. Odnosiłem się do "absolutnej pewności" i w pierwszym kroku rozpatrzyłem jak do tego pojęcia podchodzi metodologia naukowa. Skoro porównujemy to do podejścia religijnego, to w kolejnym kroku należało konsekwentnie wskazać, jak do owego pojęcia podchodzi religia - zamiast wprowadzać dodatkową kategorię "szczęścia". I rzeczywiście tak jest: "Głęboka wiara daje absolutną pewność. P R A W D Ę !"
W tym kontekście przypomina mi się jedynie, że kiedyś, gdzieś na południu Polski nauczono mnie odróżniać trzy rodzaje prawdy:
- prowda, - tyż prowda - i gówno prowda.
Pewnie każdy z nas decyduje jaką to prawdę przekazuje wiara.
Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| Kamil1838 (521 punktów) | Wiara to przeciwieństwo racjonalizmu.
|
|
 | -2 na 2 | liberawski (8 punktów) | >Wiara to przeciwieństwo racjonalizmu<
Wiara to w rzeczywistości dopełnienie racjonalizmu.
|
|
|  | 1 na 1 | Kamil1838 (521 punktów) | >>Wiara to przeciwieństwo racjonalizmu< >Wiara to w rzeczywistości dopełnienie racjonalizmu. Nie zgadzam się, przecież wiara to utrzymywanie, że istnieją bóstwa, które są zaprzeczeniem racjonalnego myślenia.
|
|
|  | 3 na 3 | maruda (5550 punktów) | > Wiara to w rzeczywistości dopełnienie racjonalizmu. Na obrazku A oznacza racjonalizm, A C jest dopełnieniem zbioru racjonalizmu. Pełna zgoda, wiara jest dopełnieniem racjonalizmu.
|
|
| |  | -3 na 3 | liberawski (8 punktów) | Konsekwentny i uczciwy racjonalizm składnia do pewnej formy wiary. Racjonalny namysł na światem skłania człowieka (część ludzi) do stwierdzenia, że wyjaśnieniem i sensem jego egzystencji jest Bóg.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Ania... (14138 punktów) | >Konsekwentny i uczciwy racjonalizm składnia do pewnej formy wiary. Racjonalny namysł na światem skłania człowieka (część ludzi) do stwierdzenia, że wyjaśnieniem i sensem jego egzystencji jest Bóg. To ciekawe- w jaki sposób? Bo jakoś nie przemawia to do mnie.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Do jednych to przemawia, do innych nie. Tak to już jest. Pytanie czy chcemy to uczciwie sprawdzić i zobaczyć jak jest czy też z góry zakładamy to co chcemy "poznawczo" przyznać. Wszak naukowcy spierają się o bardziej przyziemne sprawy.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Ania... (14138 punktów) | >Do jednych to przemawia, do innych nie. Tak to już jest. Pytanie czy chcemy to uczciwie sprawdzić i zobaczyć jak jest czy też z góry zakładamy to co chcemy "poznawczo" przyznać. Wszak naukowcy spierają się o bardziej przyziemne sprawy. Sprawdzanie z góry założonych hipotez nie jest chyba poprawne metodycznie. Naukowcy badają to, co jest namacalne dla nauki. Jeśli przy okazji wyjdzie nam bytność czegoś "boskiego", to będzie istotny dowód, do tego momentu zdroworozsądkowe jest przyjęcie takiego samego poglądu, jak w każdej innej hipotezie, na której zgodność z rzeczywistością brak dowodów.
|
|
-3 na 3 | liberawski (8 punktów) | Widzę, że większość (jeżeli nie wszyscy) wypowiadający się racjonaliści ateistyczni nie biorą pod uwagę zapoznania się z tekstami opisującymi doświadczenia religijne. Mam tu na myśli pisma mistyków wielkich religii, osób obdarzonych specjalnymi darami, ludzi, którzy doświadczyli cudów uzdrowienia duszy i ciała itp...
Osobiście uważam się za racjonalistę teistycznego. Przyjmuję, w moim przekonaniu racjonalnie, tezę o istnieniu Boga. Dodatkowo, w obliczu wewnętrznego doświadczenia osobistego, ale też podobnych doświadczeń innych ludzi (doświadczeń intersubiektywnie komunikowalnych)nie mogę uczciwie zaprzeczyć istnieniu Boga. Rozumiem, że niektórzy ludzie, wobec braku doświadczenia religijnego, oraz w wyniku przyjętych (moim zdaniem redukcjonistycznych i arbitralnych) założeń poznawczych w sposób w jakimś sensie racjonalny stanowczo odrzucają tezę o istnieniu Boga. Przyjęcie istnienia bytu-przyczyny pośredniej, zawsze będzie napotykać psychologiczne trudności. Szkoda jednak, że zmysł prawdy i naturalny głód poznawczy wielu ateistów nie bierze góry nad arbitralnym, zamkniętym w sobie poznawczym redukcjonizmem i nie zadadzą sobie oni trudu, aby zapoznać się, z dobrą poznawczą wolą, choćby z przykładami opisów składających się na współczesne doświadczenie religijne ludzkości. Osobiście przeszedłem tą drogę przed 21 laty. Ze stanu ironizującego agnostycyzmu proateistycznego (choć nieagresywnego), który neguje wszystko, czego nie pojmuje przeszedłem na pozycje teistyczne a następnie stałem się człowiekiem religijnym. Cały ten proces uważam za zwycięstwo racjonalnego namysłu nad światem, ale też skutek manifestacji Obecności Boga w moim życiu osobistym. Tej Obecności doświadcza setki milionów ludzi na świecie w swoich codziennych spotkaniach z Tym-Który-Jest-Miłością i który pragnie wyzwolenia każdego człowieka. Genetyczny empiryzm i metodologiczny racjonalizm były moim naturalnym sprzymierzeńcem w mojej drodze do teizmu i drodze do wiary w Boga uczestniczącego w życiu tych, którzy tego pragną.
Pozdrawiam wszystkich uczestników forum.
|
|
 | 8 na 8 | liliac (147340 punktów) | >Widzę, że większość (jeżeli nie wszyscy) wypowiadający się racjonaliści ateistyczni nie biorą pod uwagę zapoznania się z tekstami opisującymi doświadczenia religijne. Mam tu na myśli pisma mistyków wielkich religii, osób obdarzonych specjalnymi darami, ludzi, którzy doświadczyli cudów uzdrowienia duszy i ciała itp...
Już to pisałeś. Wielokrotnie. Wiele osób ci odpowiadało, ty zaś konsekwentnie je ignorowałeś. Jesteś klasycznym trollem.
|
|
 | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >.. manifestacji Obecności Boga w moim życiu osobistym. Własne życie osobiste to chyba wystarczająco dobre miejsce dla irracjonalnych przeświadczeń. > Tej Obecności doświadcza setki milionów ludzi na świecie w swoich codziennych spotkaniach z Tym-Który-Jest-Miłością i który pragnie wyzwolenia każdego człowieka. Miliardy ludzi (podobno także zwierząt) doświadcza marzeń sennych - nie wszyscy jednak wierzą w sny.
Bądź pozdrowion
|
|
 | 1 na 1 | maruda (5550 punktów) | >Osobiście uważam się za racjonalistę teistycznego. Zwrot racjonalizm teistyczny to oksymoron.
>Pozdrawiam wszystkich uczestników forum. Pomimo próśb głosisz swoją ewangelię na tym forum. Umówmy się tak, przekonaj wszystkich wierzących w innych bogów do swojej religii, a nawracanie ateistów zostaw sobie na koniec, wróć wtedy na forum i spróbuj nawracać dopiero gdy na świecie pozostanie tylko jedna religia. Zaprawdę powiadam ci że łatwiej skonwertować już wierzącego niż przekonać ateistę.
|
|
|  | -2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Co ma teizm do wielości religii? Religia to nie matematyka. Różne ludy i cywilizacje w różnych okresach w różny sposób poznawały jednego Boga. To nic nadzwyczajnego, że doświadczenia religijne przepuszczone przez filtry konkretnej kultury wytworzyły różne systemy etyczne. Nawet na skutek tej samej religii w różnych okresach obyczaje przechodzą pewną ewolucję, choć np. Dekalog czy chrześcijańskie przykazanie miłości Boga i bliźniego nie zmieniają się.
Celem wątku była obrona racjonalizmu teistycznego. Przeszedłem pewną poznawczą drogę do teizmu i wiary i znajdują ją w sobie jako racjonalną. Jestem w stanie racjonalnie uzasadnić tą drogę i uważam ją przynajmniej równie racjonalną jak drogę wielu do ateizmu.
Nie mam tendencji do obrażania kogokolwiek z powodu tego, że jest ateistą czy agnostykiem. Spotkałem i spotykam na co dzień takich ludzi. Dla mnie ważna jest uczciwość poznawcza i zdolność do racjonalnego dyskursu na te tematy. Są ateiści agresywni i są ateiści otwarci na teizm w tym sensie, że nie wykluczają zmiany poglądu w przyszłości na podstawie dalszych poszukiwań... Doktryna metodologiczno-epistemologiczna tych ostatnich nie wyklucza uznania w przyszłości istnienia Bytu Najwyższego, o którym wielu rzetelnych poznawców twierdzi, że istnieje. w tym sensie są oni ateistami otwartymi.
Przykładem zdeklarowanego agnostyka w kwestii istnienia Boga wydaje się być np. prof. Zybertowicz, który bez problemu porusza się w teistycznych w większości środowiskach i nie odmawia im racjonalnego prawa do głoszenia istnienia Bytu, którego o którego istnieniu on sam się nie wypowiada.
|
|
| |  | 3 na 3 | Amai (3012 punktów) | > Nawet na skutek tej samej religii w różnych okresach obyczaje przechodzą pewną ewolucję, choć np. Dekalog czy chrześcijańskie przykazanie miłości Boga i bliźniego nie zmieniają się. Dekalog się nie zmienia, powiadasz? Tak z ciekawości - to bezczelne kłamstwo czy tylko ignorancja?
|
|
 | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | Cały ten proces uważam za zwycięstwo racjonalnego namysłu nad światem, ale też skutek manifestacji Obecności Boga w moim życiu osobistym. W wojnie zawsze są jacyś pokonani. W Twoim przypadku cały świat.
Tej Obecności doświadcza setki milionów ludzi na świecie w swoich codziennych spotkaniach z Tym-Który-Jest-Miłością i który pragnie wyzwolenia każdego człowieka. Co to za byt ? Przecież nie monoteistyczny judeochrzescijański bóg o imieniu Jhvh jakiego znamy z przypisywanej mu twórczości.
>Genetyczny empiryzm i metodologiczny racjonalizm były moim naturalnym sprzymierzeńcem w mojej drodze do teizmu i drodze do wiary w Boga uczestniczącego w życiu tych, którzy tego pragną. Dziwne czasem są ludzkie losy.
>Pozdrawiam wszystkich uczestników forum. pozdrawiam
|
|
|  | -2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Bóg objawia się ludziom w konkrecie ich całego życia. Wielość religii nie wyklucza istnienia jednego Boga. W gruncie rzeczy wszystkie religie monoteistyczne odnoszą się do tego samego Boga, którego różnie pojmują. Bóg jest bytem przekraczającym nieskończenie ludzkie pojmowanie. To naturalne, że ludzie mogą gubić się w szczegółach. Gdy porówna się mistyków różnych religii i niejako czyste doświadczenie religijne, różnice nie są już takie głębokie. Ziarna prawdy o Bogu są w w różnych systemach religijnych. Wg doktryny Kościoła Katolickiego kościołem (w sensie organizmu bożej wspólnoty) są WSZYSCY LUDZIE DOBREJ WOLI. W tym sensie również uczciwy i prawy ateista, który postępuje zgodnie ze swoim sumieniem i szczerym przekonaniem jest również członkiem kościoła powszechnego czyli katolickiego. Jest tu wyraźnie wskazanie na prymat wewnętrznej uczciwości i realizowanej prawdy nad samych przekonaniem i uznaniem intelektualnym doktryny religijnej. W tym sensie ateizujący uczciwi Rzymianie stali w praktyce wyżej niż wierzący ale nie postępujący zgodnie z wiarą faryzeusze.
W tym sensie mówi się o ateistycznych "świętych" czyli ludziach, którzy choć nie znaleźli w swojej osobistej drodze osobowego Boga, są jednak nieprzeciętnie uczciwi w swoich przekonaniach i decyzjach, które z nich wynikają. W tym sensie są zgodnie ze swoim sumieniem. Te przypadku prawdziwych ateistów z klasą nie reagują alergicznie na rozmowy z tymi, którzy Boga jakoś w swoim życiu spotkali.
|
|
| |  | 6 na 6 | Amai (3012 punktów) | > Wg doktryny Kościoła Katolickiego kościołem (w sensie organizmu bożej wspólnoty) są WSZYSCY LUDZIE DOBREJ WOLI. W tym sensie również uczciwy i prawy ateista, który postępuje zgodnie ze swoim sumieniem i szczerym przekonaniem jest również członkiem kościoła powszechnego czyli katolickiego.Cudownie  Nie dość, że włączają do swojego kościoła niemowlęta, które na pewno nie mogą świadomie wyrazić zgody, że nie wykreślają na dobre apostatów, to teraz wliczają do swoich nawet nieochrzczonych i innowierców. To co w końcu trzeba zrobić, żeby się od tego uwolnić?
|
|
| | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | >To co w końcu trzeba zrobić, żeby się od tego uwolnić? Należy ich - mówiąc kolokwialnie - olać. Niech sobie liczą, co chcą, wiadomo, że arytmetyka nie jest ich najmocniejszą stroną. Ja i moje otoczenie wiemy, kim jestem, a to, co tam sobie uroi kler i jego zwolennicy, jest niewiele warte. Ot, urojenie.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >W tym sensie mówi się o ateistycznych "świętych" czyli ludziach, którzy choć nie znaleźli w swojej osobistej drodze osobowego Boga, są jednak nieprzeciętnie uczciwi w swoich przekonaniach i decyzjach, które z nich wynikają. W tym sensie są zgodnie ze swoim sumieniem. Co to jest "osobowy Bóg" ? Może być nieosobowy?
|
|
| | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
>Co to jest "osobowy Bóg" ? No, wiesz, ten starszy pan na chmurce. Albo jego syn z krzyża. >Może być nieosobowy? Może, panteiści takiego mają. Ale dla chrześcijan jest osobą.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| | | |  | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | >>Co to jest "osobowy Bóg" ? >No, wiesz, ten starszy pan na chmurce. Albo jego syn z krzyża.Zatem jak wygląda "osobieste doświadczenie starszego, heteroseksualnego pana na chmurce" w realu? To osobiste pytanie kieruje do liberawskiego, który zadeklarował zgodę na przepytanie w kwestiach wiary. >>Może być nieosobowy? >Może, panteiści takiego mają. Ale dla chrześcijan jest osobą.Wiem. chciałam tym pytaniem ustalić z liberawskim czy on wie i jak rozumie to co wie?
|
|
 | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Dodatkowo, w obliczu wewnętrznego doświadczenia osobistego
To wewnętrzne "doświadczenie religijne" jest czymś, co od zawsze budzi moją najgłębszą odrazę. Uważam je za największy fałsz, a właściwie autofałsz w procesie kształtowania się religijności u ludzi. Takie właśnie dziwolągi (wybacz, ale tak Was postrzegam) uczą się wywoływać i podtrzymywać w sobie "mistyczne stany". Ten pierwszy raz jest zwykle taki jakby znikąd, nagły, spontaniczny (oczywiście jest efektem wcześniejszych wpływów mniejszych lub większych), a później jest to już tylko podtrzymywanie "żaru", doskonalenie działania wi-fi z Bogiem, ćwiczenie mózgu, by ten powtarzał złudzenie miłości, łaski, obecności, wymiany uczuć - całą tą podniecającą "znajomość - obecnosć". To bzdura. Fałsz. Wyćwiczona automanipulacja. Samogwałt. I generalnie niedojrzałość pozwalająca utrzymywać w sobie, czasami do śmierci, stany dające przyjemne odczucia. Coś bardzo podobnego do silnej i nieuzasadnionej wiary nastolatków w uczucia jakiejś Basi z szóstej B, czy Bartka z sąsiedniej klatki. Z wmówionej sobie miłości do realnej osoby na szczęście się trzeźwieje, gorzej z obiektami urojonymi, tutaj można być naprutym do końca życia, a może i jeden dzień dłużej. Głupio, ale przyjemnie i jak się jest wyróżnionym! Namaszczonym. Prawie, że wybranym, prawie że ulubionym. No nie? A ci biedni ateiści, na których łaska wiary i cudowność tych pięknych doswiadczeń nie spływa... ech, to smutni redukcjoniści.
>Rozumiem, że niektórzy ludzie, wobec braku doświadczenia religijnego >choćby z przykładami opisów składających się na współczesne doświadczenie religijne ludzkości. Osobiście przeszedłem tą drogę przed 21 laty.
Wyćwiczyłeś się w robieniu siebie w balona. Nic więcej. Zapewne przyjemnie, zapewne wyróżniony i wybrany. Trafiłeś właśnie na detox, ale jestes bez szans na racjonalne życie, przeżyjesz je i skończysz w przyjemnej dla Ciebie ułudzie. Nieustanny haj. Mózg można w tym wyćwiczyć, w sumie na tym to polega (doświadczenie, obecność, mistyka, miłość).
>Cały ten proces uważam za zwycięstwo racjonalnego namysłu nad światem, ale też skutek manifestacji Obecności Boga w moim życiu osobistym. Jasne. Sam sobie to robisz, juz nawet szaman nie jest Ci potrzebny, żeby szarpać smyczą. Takie osoby są dla czarnoksięzników najwygodniejsze, zero wysiłku - sto procent sukcesu. Jesteś w pułapce bez wyjścia i nie potrzebujesz strażnika ani straszaka. Ujaranie urojonym doświadczeniem i taką też obecnością, załatwia wszystko.
>Tej Obecności doświadcza setki milionów ludzi na świecie w swoich codziennych spotkaniach z Tym-Który-Jest-Miłością i który pragnie wyzwolenia każdego człowieka.
To tylko świadczy o silnej skłonności ludzkiego mózgu do uzależnień i przyjemności oraz o "mistycznych" doświadczeniach jako jednych z najsilniejszym narkotyków (zakochanie, seks, religia itp.)
>Genetyczny empiryzm i metodologiczny racjonalizm były moim naturalnym sprzymierzeńcem akurat >w mojej drodze do teizmu i drodze do wiary w Boga uczestniczącego w życiu tych, którzy tego pragną. O i to jest właśnie to. Jak się czegoś pragnie, to można wiele w sobie wyprodukować i uwierzyć, nawet w bezpośrednią łączność z PrzeNajwyższym i Jeszcze Wyższym. Z własnym mózgiem można nieźle się zabawić, a nawet uwierzyć, że to czy tamto dzieje sie naprawdę. Zwłaszcza jak się widzi, że w takie cuda bawiono się prawie od zawsze i wielu bawi się dzisiaj. Czemu nie spróbować? Ale jak się porządnie wdepnie w to "g", to już ciężko się wydostać, bo uzależniony musi najpierw sobie zdać z tego sprawę, że ma problem. Ale Ty przecież nie masz.
|
|
|  | -1 na 1 | liberawski (8 punktów) | Podałeś twoje rozumienie mojego doświadczenia wewnętrznego. Chętnie się z tym zmierzę. Nie mam z tym problemu. Twój opis jest oczywiście możliwy. Człowiek nie ma naoczności Boga i jest chwiejny. Potrafi się z czasem odwrócić nawet od tych rzeczy, które uważał kiedyś za oczywistość. Nieufność zawsze może być zasiana. Przykład św. Piotra, któremu Jezus rozkazuje, żeby przyszedł po wodzie jest dobrym przykładem. Piotr wierzy i zaczyna iść. Zrywa się jednak wiatr, który powoduje lęk i zachwianie wiary Piotra. Zaczyna tonąć. Tu jest pokazany bazowy mechanizm skuteczności wiary. Dopóki człowiek przyjmuje słowo Boga i postępuje zgodnie z nimi dopóty wchodzi coraz głębiej w rzeczywistość wiary. Idzie z wiarą przez świat, który z natury jest kruchy - bez względu na to czy się jest religijnym czy nie. To właśnie w drodze wiary realizuje się mechanizm poznawczy na podstawie którego poznajemy, że rzeczywistość uznana na podstawie wewnętrznej pewności jest rzeczywista. Wierzę i postępuję, postępuję i wierzę - w jakiś sposób poznaję przez wiarę pewną ukrytą prawdę i jej skuteczność w świecie. Celem tej skuteczności jest ocalenie człowieka i poznawanie i miłość Boga przez wieczność.
W twojej argumentacji widać jedną rzecz. Mianowicie to, że nie opiera się na doświadczeniu religijnej rzeczywistości człowieka głęboko wierzącego, który poznał, że On-Jest. Kładziesz nacisk na aspekt emocjonalny, a on jest zupełnie wtórny. On tylko może współtowarzyszyć religijności. Generalnie, ktoś w wierze opiera się na budowaniu emocji ten musi przegrać. Przejście od "nie wiem" do "wiem" jest w doświadczeniu religijnym czymś, co następuje w pewnym procesie, który jawi się jako obiektywny, który mogę odrzucić i powiedzieć "nie" lub w którym mogę uczestniczyć i któremu mogę zaufać. Gdy idę drogą zaufania Obecności, która mi się dała poznać otrzymuję więcej poznania i więcej rozumienia. Gdy słyszę tzw. słowo wewnętrzne np "Pójdź za Mną" i nie mogą uczciwie sam przed sobą powiedzieć, że sam sobie wytworzyłem to słyszenie ani, że się przesłyszałem itp.... to co należy twoim zdaniem zrobić? Chcąc być uczciwy poznawczo i moralnie badam ten głos. Wnikam sens, kontekst, źródło. W jakiś sposób weryfikuję to, co mi się jawi. Prowadzę racjonalny proces wewnętrzny i też zewnętrzny. Sprawdzam co to jest. Czy ktoś już miał podobne zdarzenia. Czy jest literatura. Co się działo dalej. Szukam i znajduję. Co zrobię z tym, co znajduję to oddzielny temat. Człowiek może uznać lub odrzucić daną rzeczywistość. Może powiedzieć "tak" lub "nie". Dzieje się to przecież nie tylko w prawach religijnych. Z pewnością pojawia się tu temat uczciwości moralnej i pragnienia dobra. Człowiek rozumie, że Obecność jawi się jako Dobro, które pociąga ku Sobie i mówi "przyjdź i zobacz". Człowiek postępuje do przodu i w ukryciu widzi itd, itd. Nie wiemy jak to się dzieje. "Jak" procesu wiary jest nieznane. Bóg jest większy od nas i nie wszystko może zrozumieć na styku rzeczywistości skończonej i Nadprzyrodzonej. Zgadzam, się że z punktu widzenia hedonistycznie nastawionego materialisty o scjentystycznym światopoglądzie rzeczywistość wiary może wydawać się szaleństwem. Z ludzkiego punktu widzenia jest to szaleństwo. Ale czy szaleństwem nie jest również radykalny materializm, który mówi, że powstaliśmy przez przypadek i przez przypadek znikniemy bez żadnego sensu i znaczenia? Czy, jeżeli człowiek jest takim przypadkowym pyłkiem w kosmosie, którego status ontyczny nie różni się w aspekcie wieczności niczym od statusu kury, psa czy muchy nie jest szaleństwem, że jednocześnie absolutyzuje swój skończony umysł tworząc go szczytem wszelkiego bytu? Generalnie sytuacja człowieka w świecie jest naznaczona jakąś formą szaleństwa. Uznanie istnienia Sensu, który daje nam się poznać jest wyjściem z tego szaleństwa i gwarantem ostatecznego zwycięstwa jeżeli będziemy szczerze próbowali być wierni temu, co uczciwie uznamy za Prawdę. W żadnym razie nie neguje to racjonalności ludzkiego poznania, choć uderza bez wątpienia w racjonalizm jako redukcjonistyczną doktrynę poznawczą.
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Podałeś twoje rozumienie mojego doświadczenia wewnętrznego. Chętnie się z tym zmierzę. Nie mam z tym problemu. Twój opis jest oczywiście możliwy. Człowiek nie ma naoczności Boga i jest chwiejny. Potrafi się z czasem odwrócić nawet od tych rzeczy, które uważał kiedyś za oczywistość. Nieufność zawsze może być zasiana.Można tak, można siak, a można inaczej. Sprawy jednostkowe należy przyjmować "z dobrodziejstwem inwentarza", gdyż są bardzo trudno weryfikowalne. Na podstawie przedstawionych na naszym forum wypowiedzi - w przypadku Pana Liberawskiego - nie można mówić o doświadczeniu wewnętrznym bez zrozumienia pojęcia "doświadczenia religijnego". Zobaczmy co mówi na ten temat katolicka encyklopedia filozofii: Tu Aby zrozumieć "doświadczenie religijne" jednostek konieczne są najpierw analizy jednostkowych doświadczeń, a następnie zbudowanie na nich syntez. Próbowało tego dokonać wielu uczonych, z których jednym z najbardziej znanych jest James - zresztą człowiek religijny: Dzieje problematyki. Tradycje rozważań nad d. r. rozpoczał F. D. E. Schleiermacher. Stwierdził, ze ludzie posiadają uczucie (Gefühl) absolutnej zależności od nieskończonego Boga; wraz z odczuciem własnego bytu dane jest człowiekowi uczucie bytu Boga. Na uczuciu zależności od Boga zasadza się religia. W mistycznych stanach świadomości genezę doświadczenia religijnego upatruje W. James; stany te cechuje niewyrażalność, bierność, nietrwałość, ale i zdolność poznawcza, chociaż nie jest to poznanie o charakterze intelektualnym czy racjonalnym, ale raczej uczuciowym. Doświadczenie mistyczne jest właściwym uzasadnieniem religii, ale tylko dla tego, kto takie doświadczenie przeżył.Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. Tu> Przykład św. Piotra, któremu Jezus rozkazuje, żeby przyszedł po wodzie jest dobrym przykładem. [...] Celem tej skuteczności jest ocalenie człowieka i poznawanie i miłość Boga przez wieczność.Dobry opis ideologicznego uzasadnienienia mitu konieczności wiary, ale przekonywujący tylko przekonanych. Nie ma w nim żadnych argumentów - nawet tylko skłaniających do przemyślenia - za przyjeciem wiary przez racjonalistów. > W twojej argumentacji widać jedną rzecz. Mianowicie to, że nie opiera się na doświadczeniu religijnej rzeczywistości człowieka głęboko wierzącego, który poznał, że On-Jest. [...] Bóg jest większy od nas i nie wszystko może zrozumieć na styku rzeczywistości skończonej i Nadprzyrodzonej.100% racji. Już klasycy mawiali: "Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda". Półklasyk powiedział: "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne". Człowiekowi, który wierzy w Boga bezkrytycznie żadne naukowe uzasadnienia nie są potrzebne. > Zgadzam, się że z punktu widzenia hedonistycznie nastawionego materialisty o scjentystycznym światopoglądzie rzeczywistość wiary może wydawać się szaleństwem.Typowo chrześcijańska postawa, gdy kończą się nawet we własnym rozumieniu dostateczne argumenty, zaczynają się epitety. Dlaczego zaraz szaleństwem? Wiara jest tylko ograniczeniem intelektualnym, a im jest głębszą tym wiekszym. > Z ludzkiego punktu widzenia jest to szaleństwo.Mamy tu zasadniczy kłopot, gdyż bez "grzybków", czy "ziół" - nam wszystko jest dostępne tylko z ludzkiej perspektywy, ale nie zazdrościmy Panu "odlotów". > Ale czy szaleństwem nie jest również radykalny materializm, który mówi, że powstaliśmy przez przypadek i przez przypadek znikniemy bez żadnego sensu i znaczenia?Zdecydowanie wielkim szaleństwem, tak wielkim, iż nie sposób w niego uwierzyć, to trzeba zrozumieć. Prawie przed wiekiem H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".> Uznanie istnienia Sensu, który daje nam się poznać jest wyjściem z tego szaleństwa i gwarantem ostatecznego zwycięstwa jeżeli będziemy szczerze próbowali być wierni temu, co uczciwie uznamy za Prawdę. W żadnym razie nie neguje to racjonalności ludzkiego poznania, choć uderza bez wątpienia w racjonalizm jako redukcjonistyczną doktrynę poznawczą.Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Przykład św. Piotra, któremu Jezus rozkazuje, żeby przyszedł po wodzie jest dobrym przykładem. Piotr wierzy i zaczyna iść. Zrywa się jednak wiatr, który powoduje lęk i zachwianie wiary Piotra. Zaczyna tonąć. Tu jest pokazany bazowy mechanizm skuteczności wiary. Dopóki człowiek przyjmuje słowo Boga i postępuje zgodnie z nimi dopóty wchodzi coraz głębiej w rzeczywistość wiary. Idzie z wiarą przez świat, który z natury jest kruchy - bez względu na to czy się jest religijnym czy nie. To właśnie w drodze wiary realizuje się mechanizm poznawczy na podstawie którego poznajemy, że rzeczywistość uznana na podstawie wewnętrznej pewności jest rzeczywista. Wierzę i postępuję, postępuję i wierzę - w jakiś sposób poznaję przez wiarę pewną ukrytą prawdę i jej skuteczność w świecie. Celem tej skuteczności jest ocalenie człowieka i poznawanie i miłość Boga przez wieczność.
Celem tej skuteczności jest zmanipulowanie człowieka za pomocą wdrukowania ilzuji świata wewnętrznego, w którym działa dowolny bóg dowolnego religianta. Skuteczność polega na tym, że ludzie są łatwi do manipulowania, są ignorantami, a świat wewnętrzny nieskończony, plastyczny i można go sobie naginać wedle własnej, nieskończonej wyobraźni i potrzeb. Niektórym religiantom wystarczy powierzchowna obietnica, że będzie wieczność, która jest im miła, bo mamusia, tatuś, dziadkowie, dzieci, wnuki, ulubiony piesek a może i kanarek na wiecznosć z nami, a inni, Ci, ktorzy "głęboko" wierzą i poznali, że On-Jest, potrzebują więcej, czyli ciągłego, wewnętrznego fikumiku, tzn. obcowania nieustannego w Jezusie z Jezusem zatopionym Duchu świętem, a to wszystko W bogu Jedynym. Bawmy się, stragan religijny jest bogaty, a wewnętrzne potrzeby religianta zawsze odnajdą swój asortyment.
>W twojej argumentacji widać jedną rzecz. Mianowicie to, że nie opiera się na doświadczeniu religijnej rzeczywistości człowieka głęboko wierzącego, który poznał, że On-Jest. Kładziesz nacisk na aspekt emocjonalny, a on jest zupełnie wtórny. On tylko może współtowarzyszyć religijności. Generalnie, ktoś w wierze opiera się na budowaniu emocji ten musi przegrać.
Interesują mnie zarówno powierzchownościowcy, jak i głębokościowcy.
>Przejście od "nie wiem" do "wiem" jest w doświadczeniu religijnym czymś, co następuje w pewnym procesie, który jawi się jako obiektywny
Wzruszające
>który mogę odrzucić i powiedzieć "nie" lub w którym mogę uczestniczyć i któremu mogę zaufać. Gdy idę drogą zaufania Obecności, która mi się dała poznać otrzymuję więcej poznania i więcej rozumienia.
Tylko brniesz w iluzję i ciągle coś tam sobie wymyślasz, "zgłębiasz", modyfikujesz, rozbudowujesz. Taka to dziedzina. Róbta co chceta, byle na modłę pana, tzn. Pana księdza oczywiście, ktory ci to wszczepił na spółkę z najbliższymi zazwyczaj.
>Gdy słyszę tzw. słowo wewnętrzne np "Pójdź za Mną" i nie mogą uczciwie sam przed sobą powiedzieć, że sam sobie wytworzyłem to słyszenie ani, że się przesłyszałem itp.... to co należy twoim zdaniem zrobić?
Może pójść do lekarza, jeżeli głosy wewnetrzne mocne i nasilające się, a może wystarczy Racjonalista.pl i systematyczne odtruwanie? Trudno powiedzieć.
>Chcąc być uczciwy poznawczo i moralnie badam ten głos.
Omomierzem czy stetoskopem?
>Wnikam sens, kontekst, źródło. W jakiś sposób weryfikuję to, co mi się jawi.
W jakiś. Na pewno masz znakomicie opracowaną metodę. >Prowadzę racjonalny proces wewnętrzny
Super. Po prostu bosko.
> i też zewnętrzny. Sprawdzam co to jest.
Węchem, ręcami czy jeszcze jakoś inaczej?
>Czy ktoś już miał podobne zdarzenia.
To powszechne dziwactwo.
>Czy jest literatura. Co się działo dalej. Szukam i znajduję. Co zrobię z tym, co znajduję to oddzielny temat.
Robisz to, co dla Ciebie wygodne. Jak każdy religiant w takiej sytuacji. Świat wewnętrzny jest plastyczny. Będzie ci służył do śmierci.
>Człowiek może uznać lub odrzucić daną rzeczywistość. Może powiedzieć "tak" lub "nie". Dzieje się to przecież nie tylko w prawach religijnych. Z pewnością pojawia się tu temat uczciwości moralnej
Nie wiem czy moralnej, ale uczciwości wobec siebie. Ty jesteś uczciwy. Masz to, czego chcesz. Gdybyś to odrzucił, to na gruzach swojej baśni, musisz zbudować coś nowego. Ale jak? Długo, trudno i zawsze niepewnie, niedoskonale, z lukami. Wy nie macie luk, wy jesteście wiedzący. Macie PRAWDĘ. Po co się zatem męczyć? Lepiej przyjąć kompletnego gotowca i nauczyć się czerpać z tego radość, satysfakcję, miłość i nadzieję. Co tylko chcesz, to sobie wyprodukujesz.
>Człowiek rozumie, że Obecność jawi się jako Dobro, które pociąga ku Sobie i mówi "przyjdź i zobacz". Człowiek postępuje do przodu i w ukryciu widzi itd, itd. Nie wiemy jak to się dzieje. "Jak" procesu wiary jest nieznane.
Ano tak, że pan ksiądz i najpewniej rodzice podali Ci wędke, na ktorą teraz sam siebie łowisz. Samonapędzająca się konstrukcja.
>Bóg jest większy od nas i nie wszystko może zrozumieć na styku rzeczywistości skończonej i Nadprzyrodzonej.Ale czy szaleństwem nie jest również radykalny materializm, który mówi, że powstaliśmy przez przypadek i przez przypadek znikniemy bez żadnego sensu i znaczenia?
Nie, to tylko jest brak zgody na zmyślanie.
>Uznanie istnienia Sensu, który daje nam się poznać jest wyjściem z tego szaleństwa i gwarantem ostatecznego zwycięstwa jeżeli będziemy szczerze próbowali być wierni temu, co uczciwie uznamy za Prawdę.
O to chodzi. Tutaj cię mają.
|
|
-2 na 2 | liberawski (8 punktów) | Tłumaczenie się z teizmu....
Szczerze mówiąc śmieszne jest dla mnie całe to tłumaczenie się z teizmu i wiary religijnej. Suma doświadczeń i racjonalnego namysłu nad nimi skłoniła mnie do intelektualnego uznania istnienia Bytu Absolutnego a szczególne wewnętrzne doświadczenie do uznania też Boga w sensie religijnym poznanego w kontekście chrześcijaństwa, które uważam za najdoskonalszą doktrynę gdyż powstała przez Samoobjawienie się Boga przez Wcielenie w naturę ludzką. Bóg nie mógł zrobić więcej żeby w swej Transcendencji dać się poznać człowiekowi w całej jego ograniczoności. Jest to dla mnie pogląd zupełnie racjonalny i zrozumiały. Poznałem też, jak wielu innych ludzi, Obecność Boga w swoistym doświadczeniu wewnętrznym, które jawi się jako coś danego a nie osiągniętego przez ludzkie zabiegi poznawczo-wolitywne. Zaprzeczenie istnieniu tego doświadczenia jego wszechobejmującej prawdy, skutecznemu wewnętrznemu słowu, nagłej metanoi i uzdrowieniu jakich doświadczyłem postrzegałby jako poznawczo nieuczciwe i w konsekwencji irracjonalne. W tym sensie dowodzenia, z punktu widzenia człowieka, który nie doświadczył Obecności Boga uważam za racjonalne choć nieuprawnione. Uprawniona może być postawa, która zakłada że Bóg nie istnieje, ale nie postawa "zabraniająca" innym twierdzić, że Bóg istnieje.
Dowodzenia na podstawie zupełnie wtórnych argumentów natury epistemologicznej, że On nie istnieje, skoro właśnie On dał mi się poznać jako istniejący i działający w moim życiu uważam za nieobowiązujące. Ateista intelektualny (czym innym jest ateizm praktyczny zakładający tymczasowo nieistnienie Boga ale nie wykluczający zmiany sądu) to ktoś, kto twierdzi, że nie istnieje Coś czego on nie doświadczył i próbuje wmówić innym, że to czego doświadczyli nie było tym, co oni doświadczyli. A przecież nie możemy uczciwie milczeć o tym co poznaliśmy. Człowiek, który doświadczył pewnej rzeczywistości nie może słuchać człowieka, który próbuje wtórną argumentacją udowodnić mu, że to czego on doświadczył nie istnieje. Argumentacja czysto spekulatywna zawsze przegrywa z doświadczeniem bezpośrednim. słuchanie tego, co pośrednie i stawianie przed tym co bezpośrednie poznawczo jest zdradą samego poznania i doświadczenia i w tym sensie byłoby czymś nieracjonalnym.
Możecie mnie państwo przesłuchać żebym się jeszcze głębiej wytłumaczył z mojego teizmu i wiary. Nie mam z tym żadnego problemu.
|
|
 | 8 na 8 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Człowiek, który doświadczył pewnej rzeczywistości nie może słuchać człowieka, który próbuje wtórną argumentacją udowodnić mu, że to czego on doświadczył nie istnieje. Argumentacja czysto spekulatywna zawsze przegrywa z doświadczeniem bezpośrednim. słuchanie tego, co pośrednie i stawianie przed tym co bezpośrednie poznawczo jest zdradą samego poznania i doświadczenia i w tym sensie byłoby czymś nieracjonalnym.
Nie to, żeby coś, ale zdajesz sobie sprawę, że lekarze właśnie tak leczą chorych psychicznie? Miewają oni tak rzeczywiste halucynacje, że ich ciała uznają je za rzeczywistość i reagują zgodnie, bądź tak złożony, wytłumaczony i urealniony świat wyobrażony, że mogą wszystko sensownie uzasadnić. I lekarze - prawda, najczęściej z pomocą farmakologiczną - muszą im tłumaczyć, że ich doznanie nie jest prawdziwe.
W związku z tym, argument, że samo doznanie wewnętrzne, doświadczenie bezpośrednie jest pozytywnym dowodem na cokolwiek, tym bardziej zasadniczą pozytywność wiary, jest - jakby to najlepiej powiedzieć - słaby. Tym bardziej uznawanie, że pośrednie dowody lekarza mogą być gorsze niż bezpośrednie poznanie pacjenta są znacznie gorszą opcją życiową czy racjonalistyczną w ogóle nie ma sensu. To tak, jakbyś powiedział, że paranoikowi trzeba zbudować super-bezpieczny dom z totalnym monitoringiem i potakiwać na jego teorie oraz zgadzać na przekazy jego "głosów", bo to jego doświadczenie bezpośrednie i powinniśmy to szanować, co tam lekarz i jego dowody pośrednie. Żeby nie było wątpliwości, nie stawiam znaku równości między wiarą a chorobą psychiczną. Porównanie dotyczy tylko toku twojej argumentacji.
Teraz rozumiesz, dlaczego racjonalistom, a ateistom w szczególe trudno zgadzać się na pomysły o bogach?
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > To tak, jakbyś powiedział, że paranoikowi trzeba zbudować super-bezpieczny dom z totalnym monitoringiem i potakiwać na jego teorie oraz zgadzać na przekazy jego "głosów", bo to jego doświadczenie bezpośrednie i powinniśmy to szanować, co tam lekarz i jego dowody pośrednie.Eee tam - dom... Całkiem niedawno jeszcze całą Rzeczpospolitą budowali... 
Nie ma niczego, czego pragnąłbym bardziej niż mieć meduzę nazwaną moim nazwiskiem. (Frank Zappa)
|
|
| |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Eee tam - dom... Całkiem niedawno jeszcze całą Rzeczpospolitą budowali...  Ojtam, ojtam, ale budowali jak to w Polsce 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
-2 na 4 Jan z Repertuaru (6 punktów) (zablokowany) | Mój mistrz pragnie budzić świadomość (w czym podobny jest do wielu tu obecnych forumowiczów oraz autorytetów o które się opierają). Opowiada w tym celu anegdotę o mtym jak to pewnego razu pewien botanik (dr W. E. Stafford) wystąpił na Zgromadzeniu Towarzystwa Botanicznego w Waszyngtonie i powiedział, że "magiczne grzyby" nigdy w Ameryce nie istniały. Opinia jego przyjęła się w środowisku naukowym. A powiedziano w piśmie: "Szukajcie a znajdziecie". No i znaleźli, ci ktoprzy naprawdę szukali. I jak tu bezkrytycznie wierzyć w to, co głoszą naukowcy?- pyta Mistrz.
Mój mistrz, podobnie jak Anaksagoras, wyobraził sobie, że jakiś impuls wprowadził nieruchomą materię w stan wirowania. Impuls ten dostarczył niejaki duch. Mistrz, tak jak Anaksagoras, nie wierzy, że początek zdarzeń mógłby być dziełem przypadku.
Mój mistrz jest trochę zakręcony. Najadł się grzybów i zakręcił racjonalizm z Bogiem. Wyszło mu z tego szydło. Ukuł się w palca. Zraniony mistrz to mistrz charyzmatyczny, ktory może mocno namieszać i zapewne jeszcze o nim usłyszycie gdyż jego poglądy i stworzony przez niego obraz Racjonalnego Boga na pewno pojawi się w niejednej galeri sztuki współczesnej.
Moj mistrz może zostrać poddany ostrej krytyce. To dobrze bo on lubi ostrą krytykę. Na pewno znajdzie się wielu, którzy będą mowili o nim jak o sekciarzu bo był w dzieciństwie molem książkowym jak Jim Jones. Podobieństw do Jima Jonesa jest więcej. Inteligencja obu panów (mierzona przed okresem dojrzałości) wyniosła około 115-118. Tak wysoka inteligencja nie przeszkadzała obu panom chłonąć idei religijnych (w przypadku Jonesa były to idee metodystów a w przypadku mego mistrza były to filozofia wschodu . Jim Jones po przejściu do Kościoła zielonoświątkowców zdobył sławę jako charyzmatyczny bojownik o prawa wykluczonych. Mistrz zdobył sławę jako charyzmatyk wykluczony z pośród bojowników o nowe prawa. Zdaje się, że na tym podobieństwa się kończą. I kończy sie także mój post o wierze w Boga, która może być racjonalna co udowadnia swą postawą Mistrz.
|
|
 | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Mój mistrz pragnie budzić świadomość (w czym podobny jest do wielu tu obecnych forumowiczów oraz autorytetów o które się opierają). Źle Szanowny Pan trafił. Racjonaliści wcale nie pragną budzić świadomości i przy wielkim szacunku dla wiedzy i mądrości trudno im przyjmować jakieś autorytety. Racjonaliści nie mają żadnych "guru", lub odwrotnie mają ich bardzo, bardzo wielu, gdybym chciał wymienić ludzi, którym intelektualnie coś zawdzięczam, to nie wystarczyłoby jednego posta na same nazwiska. Świadomość to jest przypadłość biologiczna, a jej rozszerzanie zależy od własnej pracy. Jedyne co możemy zrobić to wolny dostęp do bodźców intelektualnych.
>Opowiada w tym celu anegdotę o mtym jak to pewnego razu pewien botanik (dr W. E. Stafford) wystąpił na Zgromadzeniu Towarzystwa Botanicznego w Waszyngtonie i powiedział, że "magiczne grzyby" nigdy w Ameryce nie istniały. Opinia jego przyjęła się w środowisku naukowym. Pana mistrz lubi sobie dobierać anegdoty potwierdzające jego tezy i fajnie gdy ktoś mu wierzy. Dla mnie ci, którzy uwierzyli Williamowi nie byli uczonymi, gdyż podstawą postawy naukowej jest sceptycyzm. Jeżeli pan, panie doktorze Stafford, tak twierdzi, to prosimy o opis procesu na podstawie, którego doszedł pan do swoich wniosków? Tak abyśmy mogli pana sprawdzić.
>A powiedziano w piśmie: "Szukajcie a znajdziecie". No i znaleźli, ci ktoprzy naprawdę szukali. I >jak tu bezkrytycznie wierzyć w to, co głoszą naukowcy?- pyta Mistrz. Zwyczajnie mistrz ma swoich uczniów, którzy mu wierzą. Naukowcy, którzy wierzą przestają być naukowcami. Przynajmniej w przedmiocie wiary.
>Mój mistrz, podobnie jak Anaksagoras, wyobraził sobie, że jakiś impuls wprowadził nieruchomą materię w stan wirowania. Impuls ten dostarczył niejaki duch. Mistrz, tak jak Anaksagoras, nie wierzy, że początek zdarzeń mógłby być dziełem przypadku. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Uczeni nie wiedzą czy był jakikolwiek początek zdarzeń i raczej sądzą, że go nie było, a więc żaden przypadek nie jest tu koniecznym.
>Mój mistrz jest trochę zakręcony. Najadł się grzybów i zakręcił racjonalizm z Bogiem. Wyszło mu z tego szydło. Ukuł się w palca. Zraniony mistrz to mistrz charyzmatyczny, ktory może mocno namieszać i zapewne jeszcze o nim usłyszycie gdyż jego poglądy i stworzony przez niego obraz Racjonalnego Boga na pewno pojawi się w niejednej galeri sztuki współczesnej. Wolałbym aby mistrz sam się wypowiadał. Może byłby bardziej komunikatywnym, a mniej "zakręconym" i nie pisał po "grzybkach".
>Moj mistrz może zostrać poddany ostrej krytyce. Pana mistrz nie może zostrać tu poddany ostrej krytyce, gdyż nic nie wiemy o jego poglądach.
>To dobrze bo on lubi ostrą krytykę. To tak jak moja ciocia lubi ostrą muzykę, a wujek ostrą paprykę. Żyjemy w wolnym kraju. Wolno im!
>Na pewno znajdzie się wielu, którzy będą mowili o nim jak o sekciarzu bo był w dzieciństwie molem książkowym jak Jim Jones. Podobieństw do Jima Jonesa jest więcej. Inteligencja obu panów (mierzona przed okresem dojrzałości) wyniosła około 115-118. Tak wysoka inteligencja nie przeszkadzała obu panom chłonąć idei religijnych (w przypadku Jonesa były to idee metodystów a w przypadku mego mistrza były to filozofia wschodu . Jim Jones po przejściu do Kościoła zielonoświątkowców zdobył sławę jako charyzmatyczny bojownik o prawa wykluczonych. Mistrz zdobył sławę jako charyzmatyk wykluczony z pośród bojowników o nowe prawa. Zdaje się, że na tym podobieństwa się kończą. Wielce Szanowny Panie, w historii ludzkości "zaburzonych" było wielu i tak wielkich, że Jim Jones przy nich to tylko krasnoludek. Wielu ludzi tak potrzebuje "mistrza", że nie tylko święcie wierzy w przekazywane przezeń głupoty, ale nawet skrócą sobie na jego polecenie swój marny los. Niech im ziemia lekką będzie, gdyż na głupotę nie ma lekarstwa.
>I kończy sie także mój post o wierze w Boga, która może być racjonalna co udowadnia swą postawą Mistrz. Jak ktoś w to święcie wierzy, to wiara w Boga może być dla niego racjonalną i nawet na to żadnego dowodu nie potrzebuje. Co najwyżej autorytet Mistrza może ją wzmocnić.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
 | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | > Mój mistrz jest trochę zakręcony. Najadł się grzybów i zakręcił racjonalizm z Bogiem. Wyszło mu z tego szydło. Plus za grzyby. Taki borowik w maśle na ten przykład zakręcił na racjonalizm wielu.... Ukuł się w palca. W kogo?Co? w palec.! ......... Przednia zabawa. Słowa, słowa, słowa.
|
|
|  | Jan z Repertuaru (6 punktów) (zablokowany) | Mój mistrz wyjaśnił mi kiedyś, że nie jestem dupowaty bo słowo "dupa" wywodzi się z języka łacińskiego; 'duplus' co znaczy 'podwójny'. A ja przecież nie jestem podwójny. Jestem liczbą pojedynczą. Tyle gramatyki i językoznawstwa wedle mistrza mego.
|
|
| |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Najwyraźniej Twój mistrz sam jest dupa, bo nawet nie zauważył że od kilkuset lat słowo to jest w użyciu powszechnym i ma nieco odmienne znaczenie a o jego etymologii mało kto pamięta. Choć może jednak coś jest w tym duplusie. Bo niby podajesz się za homo sapiens sapiens, a samodzielnie myśleć nie umiesz, czyli takie magiczne dwa w jednym. Klasyczna dupa z Ciebie
|
|
| | |  | 4 na 4 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Najwyraźniej Twój mistrz sam jest dupa, bo nawet nie zauważył że od kilkuset lat słowo to jest w użyciu powszechnym i ma nieco odmienne znaczenie a o jego etymologii mało kto pamięta.Mi te wywody rodzaj dużego jaskra przypominają. Po czem wnoszę? Ano, imć Trollius popełnił kiedyś wątek ziołem napalon i nieco te wytwory Mistrzem nasycone jego mi przypominają. A niech to, mylić się mogę i złe słowo na Jana syna Mistrza czynić poczynam, niechże ma swawola wybaczona będzie i podobieństwo czysto przypadkowe, aleć co jeśli kwiat podobny do żółtej róży rosnący między dębami na cmentarzu, "shrooms'ów" się objadł i o Mistrzu prawić nam podnietę dostał nową?
|
|
| |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | Na tym forum wolno mieć tylko jedno konto, ty zaś dysponujesz dwoma - do momentu wyjaśnienia sprawy nakładam bana. Skontaktuj się, proszę, z Kolegium Moderatorów bądź administracją portalu.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|