Racjonalista - Strona głównaDo treści
wiara poza wiedzą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-02-2012 11:37maceox (6766 punktów)wiara poza wiedzą
Ocena 6 na 6
Czasem mam wrażenie, że "Bóg" jest pewną pułapką wymyśloną przez przebiegłych teologów, by schwytać ludzkie umysły zajmując je tym wyimaginowanym problemem. Nie jest przy tym istotne, czy ktoś przy rozważaniu owego problemu zakłada istnienie Boga, czy też je kwestionuje. Ważne, że myśli o tym właśnie, a nie o świecie naturalnym, gdyż to dopiero mogłoby prowadzić do odkrycia i ukazania jak się prawdziwie rzeczy mają, a temu właśnie należy zapobiec.

Czy w pewnym momencie nie szkoda naszego potencjału intelektualnego, a w gruncie rzeczy - czasu?

Jeśli przyjmiemy najogólniej, że wiara to przyjmowanie danego twierdzenia za prawdziwe bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia, to musimy przyznać, że w takim razie wiara jest czyms diamteralnie różnym od wiedzy naukowej. Wiara na tym właśnie polega, że się coś przyjmuje bez dowodów. Większość osób wierzących (o ile nie są jakimiś kompletnymi fundamentalistami) z tym właśnie się zgadza - oni przyznają, że racjonalno-empirycznych uzasadnień nie mają. Bóg ma być poza tym naturalnym pojmowaniem!

Czy można w takim razie podnosić w dyskusji z wierzącymi argumenty naukowe, logiczne, wskazujące na to, że ciężar dowodu istnienia czegokolwiek spoczywa na tym, kto utrzymuje, że to coś istnieje? Czy trafi do nich argument, że bez takiego dowodu należałoby się ograniczyć do uznania za prawdziwe tylko tego co jest dostępne za pośrednictwem naszych zmysłów?

Moim zdaniem argumenty te rzadko wierzących mogą przekonać, i to nie tyle ze względu na ich rzekomą bezmyślność, czy rzekomy brak zdolności do spojrzenia na świat taki, jakim jest, ale właśnie z tego powodu, że wiara nie jest wiedzą i w związku z tym nie może być mierzona jej miarą.

Tak więc wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale stwierdzi również, że on nigdy nie mieszał do tego nauki. On również o Bogu nic nie wie - on w niego wierzy.

Wiara nie oznacza tu wiedzy, a głównie pewną praktykę myślową.

Moim zdaniem możliwym wyjściem z pułapki rozważań nad istnieniem lub nieistnieniem Boga jest badanie, skąd takie wyobrażenie w ogóle się w ludzkim umyśle wzięło.

Sądzę, że jest to zadanie dla historii kultury, psychologii i kognitywistyki, w tym przede wszystkim dla neuroteologii.

Natomiast próba weryfikacji przedmiotu wiary poprzez wiedzę naukową dla celów przekonania wierzących jest moim zdaniem nieudolna. Wiara właśnie z definicji poza tę wiedzę wykracza. Zasadnym pytaniem jest - po co?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Świnka Flejka (553 punktów)
>Tak więc wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale stwierdzi również, że on nigdy nie mieszał do tego nauki. On również o Bogu nic nie wie - on w niego wierzy.

A z moich doświadczeń wynika, że wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale za to będzie o nim "wiedział" bardzo dużo. O tym, że jest dobry, wszechpotężny, stworzył wszystko, jest źródłem wszelkiego dobra i wymaga utrzymywania klasy próżniaczej w sukienkach... Oraz wiele innych rzeczy, z których ogromna większość jest bardzo łatwa do naukowej weryfikacji.

Nie ma sensu racjonalizować wiary, nawet jeśli polega to na zauważeniu, że to jedynie drobna irracjonalna ucieczka od świata materialnego. To po prostu zawsze będzie prowadziło do nadużyć. "Jestem lepszy, bo dostąpiłem łaski uświęcającej."
16-02-2012 12:14 
 Ocena 4 na 4
rdest (2492 punktów)

>To po prostu zawsze będzie prowadziło do nadużyć. "Jestem lepszy, bo dostąpiłem łaski uświęcającej."
Bądź "jestem lepszy, bo myślę racjonalnie".

Konformizm gwarantem spójności grupy
16-02-2012 12:31 
 Ocena 8 na 8
Świnka Flejka (553 punktów)
>>To po prostu zawsze będzie prowadziło do nadużyć. "Jestem lepszy, bo dostąpiłem łaski uświęcającej."
>Bądź "jestem lepszy, bo myślę racjonalnie".

Tak, tylko to drugie ma swoje uzasadnienie.
03-03-2012 18:28 
 Ocena 2 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>Tak, tylko to drugie ma swoje uzasadnienie.

Nie bardzo.
03-03-2012 23:19 
 Ocena 2 na 2
Świnka Flejka (553 punktów)
Dla mnie ma. Zawsze lepiej będę oceniał osobę, która myśli racjonalnie i potrafi swoje poglądy uzasadnić w oparciu o weryfikowalną wiedzę, a nie tylko nakazem Dziadka Mroza. I myślę, że taka postawa nie jest obca większości forumowiczów na racjonalista.pl.

Ale oczywiście możemy silić się na skromność i obchodzić się z sekciarzami jak ze zgniłym jajem. Jak kto woli...
04-03-2012 13:08 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>Dla mnie ma.

To dobrze, że nie próbujesz tego obiektywizować.

>Zawsze lepiej będę oceniał osobę, która myśli racjonalnie

Która uważa, że myśli racjonalnie. I jeśli tak uważa, to oczywiście oszukuje sama siebie, bo racjonalnie myśleć to możemy o 5% rzeczy przez 5% czasu naszej aktywności. Decyduje o tym biologia. Poza tym jesteśmy maszynami napędzanymi raczej emocjami i intuicjami niż osądem.

I to jest racjonalne ujęcie sprawy.

>i potrafi swoje poglądy uzasadnić w oparciu o weryfikowalną wiedzę

tłumaczenie: potrafi swoje poglądy uzasadnić rzeczami wyczytanymi w książkach z etykietką "naukowe" a nie "religijne"

>a nie tylko nakazem Dziadka Mroza.

Zamiast tego każdą kwestię rozpatruje przez pryzmat mądrości Samego Richarda Dawkinsa, Największego Apostoła Ateizmu.

>I myślę, że taka postawa nie jest obca większości forumowiczów na racjonalista.pl.

Niestety masz rację. To tylko uczy nasz znowu o roli rozkładu normalnego...

>Ale oczywiście możemy silić się na skromność i obchodzić się z sekciarzami jak ze zgniłym jajem. Jak kto woli...

Swoje ego już podbudowałeś.
04-03-2012 14:31 
 Ocena 1 na 1
Świnka Flejka (553 punktów)
>>Dla mnie ma.
>To dobrze, że nie próbujesz tego obiektywizować.
Szkoda, że ty próbujesz...

>>Zawsze lepiej będę oceniał osobę, która myśli racjonalnie
>Która uważa, że myśli racjonalnie. I jeśli tak uważa, to oczywiście oszukuje sama siebie, bo racjonalnie myśleć to możemy o 5% rzeczy przez 5% czasu naszej aktywności. Decyduje o tym biologia. Poza tym jesteśmy maszynami napędzanymi raczej emocjami i intuicjami niż osądem.
A skąd te 5%? Jakieś publikacje przytoczysz? Na pewno nie 4,76% czasu i 7,92% rzeczy? Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że odpowiadając mi znajdowałeś się w 95% czasu, a sama odpowiedź jest w 95% rzeczy...

>I to jest racjonalne ujęcie sprawy.
Skoro zapytałeś o to biologię i odpowiedziała, że 5% czasu i 5% rzeczy, to owszem - jest. W końcu to ona decyduje.

>>i potrafi swoje poglądy uzasadnić w oparciu o weryfikowalną wiedzę
>tłumaczenie: potrafi swoje poglądy uzasadnić rzeczami wyczytanymi w książkach z etykietką "naukowe" a nie "religijne"
No, bo oczywiście myślenie zredukowane jest do nadawania etykietek. Najlepiej dwóch. Rozumiem, że etykietkę "naukowe" nadajemy przez 5% czasu i zawsze dostaje je tylko 5% książek.

>>a nie tylko nakazem Dziadka Mroza.
>Zamiast tego każdą kwestię rozpatruje przez pryzmat mądrości Samego Richarda Dawkinsa, Największego Apostoła Ateizmu.
Każdy ateista przeczytał tylko jedną książkę - "Boga urojonego". Niestety tylko na to starczyło mu te 5% czasu...

>>Ale oczywiście możemy silić się na skromność i obchodzić się z sekciarzami jak ze zgniłym jajem. Jak kto woli...
>Swoje ego już podbudowałeś.

>>I myślę, że taka postawa nie jest obca większości forumowiczów na racjonalista.pl.
>Niestety masz rację. To tylko uczy nasz znowu o roli rozkładu normalnego...

Ale jak widać, ty swoje bardziej.
04-03-2012 15:14 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Szkoda, że ty próbujesz...

Co próbuję obiektywizować?
Ja zasadniczo nie oceniam ludzi na podstawie pojedynczej deskrypcji, bo to chore.

>A skąd te 5%? Jakieś publikacje przytoczysz?

Och przestań, zgadzam się na retorykę, ale nie tanią retorykę.

>Na pewno nie 4,76% czasu i 7,92% rzeczy?

Załóżmy, że niech będzie, że 50% czasu nieracjonalnie myśli "zwykła osoba", jak sądzisz, o ile procent więcej racjonalnie myśli racjonalna osoba?

Czy myśli racjonalnie na przykład smarując chleb rano i stwierdzając, niet dla margaryny bo tłuszcze utwardzone to wedle najnowszych badań gorsze zło niż cholesterol w maśle?

>Skoro zapytałeś o to biologię i odpowiedziała, że 5% czasu i 5% rzeczy, to owszem - jest. W końcu to ona decyduje.

Nie rozumiem.

>No, bo oczywiście myślenie zredukowane jest do nadawania etykietek. Najlepiej dwóch. Rozumiem, że etykietkę "naukowe" nadajemy przez 5% czasu i zawsze dostaje je tylko 5% książek.

bla bla bla. Akurat jak sobie poczytasz choćby to forum, to scjentystyczny krystkon jest tylko skrajem spektrum. But whatever, jako "racjonalista" jest lepszy do każdego wierzącego.

>>Swoje ego już podbudowałeś.

Nie muszę. Od lat jest rozdęte tak bardzo, że już się więcej nie da.

>Ale jak widać, ty swoje bardziej.

Nie rozumiem.
04-03-2012 15:54 
 Ocena 1 na 1
Świnka Flejka (553 punktów)
>>Szkoda, że ty próbujesz...
>Co próbuję obiektywizować?
Próbujesz uczynić obiektywnym swój własny odbiór racjonalizmu.

>Ja zasadniczo nie oceniam ludzi na podstawie pojedynczej deskrypcji, bo to chore.
Ale zbiory ludzi oceniasz już bardzo chętnie, bo to zdrowe, tak?

>>A skąd te 5%? Jakieś publikacje przytoczysz?
>Och przestań, zgadzam się na retorykę, ale nie tanią retorykę.
No właśnie - co jest tanią retoryką? Konkretne pytanie czy rzucanie teoriami i liczbami wziętymi z sufitu?

>>Na pewno nie 4,76% czasu i 7,92% rzeczy?
>Załóżmy, że niech będzie, że 50% czasu nieracjonalnie myśli "zwykła osoba", jak sądzisz, o ile procent więcej racjonalnie myśli racjonalna osoba?
Nie mam zielonego pojęcia i dlatego nie rzucam liczbami. Ba, nie interesuje mnie strzelanie, bo nie jesteśmy tego w stanie w żaden sposób zweryfikować.

>Czy myśli racjonalnie na przykład smarując chleb rano i stwierdzając, niet dla margaryny bo tłuszcze utwardzone to wedle najnowszych badań gorsze zło niż cholesterol w maśle?
Racjonalnym byłoby przeanalizowanie konkretnego przypadku.

>>Skoro zapytałeś o to biologię i odpowiedziała, że 5% czasu i 5% rzeczy, to owszem - jest. W końcu to ona decyduje.
>Nie rozumiem.
Tak jak ja nie rozumiem, skąd wytrzepałeś akurat 5%.

>bla bla bla. Akurat jak sobie poczytasz choćby to forum, to scjentystyczny krystkon jest tylko skrajem spektrum. But whatever, jako "racjonalista" jest lepszy do każdego wierzącego.
Wybacz, ale w takim razie każdego katolika uznającego teorię ewolucji też trzeba nazwać "racjonalistą".

>>>Swoje ego już podbudowałeś.
>Nie muszę. Od lat jest rozdęte tak bardzo, że już się więcej nie da.
>>Ale jak widać, ty swoje bardziej.
>Nie rozumiem.

I tutaj chyba znowu twoje 95% czasu wzięło górę. Zamiast emocjonalnie do tego podchodzić, mógłbyś rzucić okiem na ilość znaków oznaczających cytowanie i zobaczyć, że najpierw odniosłeś się do swojej wypowiedzi, co wywołało dalsze niezrozumienie. Chyba, że ta pierwsza pomyłka nie przeniosła się na dalsze niezrozumienie. Oj, wtedy rzeczywiście masz problem z umiejscowieniem siebie na pewnej krzywej dzwonowej...
17-02-2012 23:36 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Tak więc wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale stwierdzi również, że on nigdy nie mieszał do tego nauki. On również o Bogu nic nie wie - on w niego wierzy.
>A z moich doświadczeń wynika, że wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale za to będzie o nim "wiedział" bardzo dużo. O tym, że jest dobry, wszechpotężny, stworzył wszystko, jest źródłem wszelkiego dobra i wymaga utrzymywania klasy próżniaczej w sukienkach... Oraz wiele innych rzeczy, z których ogromna większość jest bardzo łatwa do naukowej weryfikacji.
Oczywiście - sama piszesz, że on to będzie "wiedział" w cudzysłowie. Jest to wiedza teologiczna, a więc oparta na wierze, czyli w ostateczności stanowiąca element wiary.
Dla potrzeb mojego wpisu zawężyłem natomiast pojęcie wiedzy do wiedzy weryfikowalnej naukowo.
Być może niezbyt wyraźnie.

>Nie ma sensu racjonalizować wiary, nawet jeśli polega to na zauważeniu, że to jedynie drobna irracjonalna ucieczka od świata materialnego. To po prostu zawsze będzie prowadziło do nadużyć. "Jestem lepszy, bo dostąpiłem łaski uświęcającej."
Zgoda, choć sądzę, że warto racjonalnie wyjaśniać skąd bierze się zarówno potrzeba wiary, jak również sama wiara.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
16-02-2012 13:39
 Ocena-9 na 13
zeno (72 punktów)
>Czasem mam wrażenie, że "Bóg" jest pewną pułapką wymyśloną przez przebiegłych teologów, by schwytać
>ludzkie umysły zajmując je tym wyimaginowanym problemem. Nie jest przy tym istotne, czy ktoś przy
>rozważaniu owego problemu zakłada istnienie Boga, czy też je kwestionuje. Ważne, że myśli o tym
>właśnie, a nie o świecie naturalnym, gdyż to dopiero mogłoby prowadzić do odkrycia i ukazania jak
>się prawdziwie rzeczy mają, a temu właśnie należy zapobiec.
>Czy w pewnym momencie nie szkoda naszego potencjału intelektualnego, a w gruncie rzeczy - czasu?
>Jeśli przyjmiemy najogólniej, że wiara to przyjmowanie danego twierdzenia za prawdziwe bez
>racjonalno-empirycznego uzasadnienia, to musimy przyznać, że w takim razie wiara jest czyms
>diamteralnie różnym od wiedzy naukowej. Wiara na tym właśnie polega, że się coś przyjmuje bez
>dowodów. Większość osób wierzących (o ile nie są jakimiś kompletnymi fundamentalistami) z tym
>właśnie się zgadza - oni przyznają, że racjonalno-empirycznych uzasadnień nie mają. Bóg ma być poza
>tym naturalnym pojmowaniem!
>Czy można w takim razie podnosić w dyskusji z wierzącymi argumenty naukowe, logiczne, wskazujące na
>to, że ciężar dowodu istnienia czegokolwiek spoczywa na tym, kto utrzymuje, że to coś istnieje? Czy
>trafi do nich argument, że bez takiego dowodu należałoby się ograniczyć do uznania za prawdziwe
>tylko tego co jest dostępne za pośrednictwem naszych zmysłów?
>Moim zdaniem argumenty te rzadko wierzących mogą przekonać, i to nie tyle ze względu na ich rzekomą
>bezmyślność, czy rzekomy brak zdolności do spojrzenia na świat taki, jakim jest, ale właśnie z tego
>powodu, że wiara nie jest wiedzą i w związku z tym nie może być mierzona jej miarą.
>Tak więc wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na
>istnienie Boga, ale stwierdzi również, że on nigdy nie mieszał do tego nauki. On również o Bogu nic
>nie wie - on w niego wierzy.
>Wiara nie oznacza tu wiedzy, a głównie pewną praktykę myślową.
>Moim zdaniem możliwym wyjściem z pułapki rozważań nad istnieniem lub nieistnieniem Boga jest
>badanie, skąd takie wyobrażenie w ogóle się w ludzkim umyśle wzięło.
>Sądzę, że jest to zadanie dla historii kultury, psychologii i kognitywistyki, w tym przede wszystkim
>dla neuroteologii.
>Natomiast próba weryfikacji przedmiotu wiary poprzez wiedzę naukową dla celów przekonania wierzących
>jest moim zdaniem nieudolna. Wiara właśnie z definicji poza tę wiedzę wykracza. Zasadnym pytaniem
>jest - po co?

Należy Pan do ateistów, którzy negują istnienie boga-stworzyciela opierając się na naukowym dowodzie, który rzekomo stworzył Darwin, a o wierzących pisze Pan jako o "bezmyślnych i mało zdolnych". Tymczasem Darwin zbudował wprawdzie wizję opartą na racjonalnych podstawach, pokazującą wimaginowaną drogę skonstruowaną z przypadkowych zdarzeń, od tej anomali grawitacyjnej, aż po dzień dzisiejszy, gdzie w jakimś momencie kardynalną rolę zaczyna odgrywać dobór naturalny, ale pomimo swego ogromu wizja ta pozostawia cały szereg nie wytłumaczonych, lub bardzo enigmatycznie tłumaczonych fragmentów tej drogi. Gdzieś w tej dyskusji padło stwierdzenie, że naukowość tezy wymaga możliwości powtórzenia eksperymentu z tymi samymi wynikami, a przecież nawet najmniejszego kroczku ewolucji nie doświadczyliśmy, wszystko stało się wcześniej i Darwin dorysował naszą przeszłość.
We wszystkich religiach bóg jest wszechmogący i akt stworzenia jest momentem, ale gdyby przyjąć, że nasi stworzyciele nasz świat budowali mozolnie krok po kroku, ucząc się i nabierając doświadczenia, to właśnie najpierw powstały by najprymitywniejsze stworzenia i w konstrukcji następnych wykorzystano by wcześniejsze doświadczenia, a i całe fragmenty łąńcucha DNA można by powtarzać.
Piszę "stworzyciele", bo w moim wyobrażeniu bóg jest wielością i w akcie tworzenia funkcjonował jak klastry komputerowe konfigurowane dla poszczególnych zadań.
Dzisiaj przeczytałem wiersz Pani Szymborskiej "Wersja wydarzeń" i pewnie stanie się on moim manifestem...

16-02-2012 14:55 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Przed przystąpieniem do pisania proszę zapoznać się z regulaminem Forum.
16-02-2012 16:34 
 Ocena 5 na 5
mrSpock (2845 punktów)
"Należy Pan do ateistów, którzy negują istnienie boga-stworzyciela opierając się na naukowym dowodzie, który rzekomo stworzył Darwin"
Dowodów się nie tworzy, a przynajmniej naukowcy nie tworzą dowodów. Dowody się znajduje.
"Tymczasem Darwin zbudował wprawdzie wizję opartą na racjonalnych podstawach, pokazującą wimaginowaną drogę skonstruowaną z przypadkowych zdarzeń , od tej anomali grawitacyjnej, aż po dzień dzisiejszy, gdzie w jakimś momencie kardynalną rolę zaczyna odgrywać dobór naturalny, ale pomimo swego ogromu wizja ta pozostawia cały szereg nie wytłumaczonych lub bardzo enigmatycznie tłumaczonych fragmentów tej drogi" Darwin nie był nawiedzony i nie miewał wizji to po pierwsze. Po drugie poczytaj mniej Hovinda i Frondy.
Ok. Zapytam wprost (bez urazy) CO TY BIERZESZ?
Jakie dorysowanie przeszłości? Człowieku czy Ty wiesz w ogóle co mówi teoria ewolucji?
Co, to jest dobór naturalny? Nie gniewaj się zapewne są tematy, w których udowodniłbyś mi głupotę, ale, jeśli nie chcesz się stresować to lepiej się doucz.
16-02-2012 18:40 
 Ocena 4 na 4
Paweł Arłukowicz (3162 punktów)

>Ok. Zapytam wprost (bez urazy) CO TY BIERZESZ?

Pytanie winno brzmieć : co pobierasz ?
Odpowiedż : "nauki" od wszystkowiedzących panów w sutannach i ich, równie dużo wiedzących ( bo z tegoż samego żródła ) asystentek - też w sutannach

16-02-2012 19:00 
 Ocena 1 na 1
wafelos (517 punktów)

>Ok. Zapytam wprost (bez urazy) CO TY BIERZESZ?

Ja osobiście polecam aby zabrał cegłę i huknął sobie nią w łeb. Może jest jeszcze jakaś nadzieja że coś w tym mózgu przeskoczy i przestanie pieprzyć .
18-02-2012 00:17 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Ok. Zapytam wprost (bez urazy) CO TY BIERZESZ?
>Ja osobiście polecam aby zabrał cegłę i huknął sobie nią w łeb. Może jest jeszcze jakaś nadzieja że coś w tym mózgu przeskoczy i przestanie pieprzyć .
Proponowałbym mimo wszystko przeformułować tę propozycję w sposób w miarę możliwości nieco bardziej elegancki.
Sądzę, bowiem, że dużo trudniej trafić do człowieka myślą niż cegłówką.
Czasem jest to wina tego, który chce trafić.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
16-02-2012 18:16 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Należy Pan do ateistów, którzy negują istnienie boga-stworzyciela opierając się na naukowym dowodzie, który rzekomo stworzył Darwin, a o wierzących pisze Pan jako o "bezmyślnych i mało zdolnych".
Wielce Szanowny Panie, mnie się wprost marzą myślący i zdolni wierzący, tak aby było z kim pogadać, ale nic z tego tu przychodzą najczęściej właśnie piszący takie bzdury jak zechciał Pan tu napisać, a więc "bezmyślni i mało zdolni". Znam w miarę dobrze różne koncepcje ateistyczne, ale żadna nie przypomina tu przez Pana przedstawionej.

>Tymczasem Darwin zbudował wprawdzie wizję opartą na racjonalnych podstawach, pokazującą wimaginowaną drogę skonstruowaną z przypadkowych zdarzeń, od tej anomali grawitacyjnej, aż po dzień dzisiejszy, gdzie w jakimś momencie kardynalną rolę zaczyna odgrywać dobór naturalny, ale pomimo swego ogromu wizja ta pozostawia cały szereg nie wytłumaczonych, lub bardzo enigmatycznie tłumaczonych fragmentów tej drogi.
Rzadko się zdarza napisać taką ilość bzdur w jednym zdaniu. To tak jakbym napisał, że Pan Zeno miał wizję, iż Jezus wdał się w romans z Marią z czego zrodził się Jahwe.

>Gdzieś w tej dyskusji padło stwierdzenie, że naukowość tezy wymaga możliwości powtórzenia eksperymentu z tymi samymi wynikami, a przecież nawet najmniejszego kroczku ewolucji nie doświadczyliśmy, wszystko stało się wcześniej i Darwin dorysował naszą przeszłość.
To że Pan czegoś nie wie, to świadczy o Pańskich brakach intelektualnych, a nie o niedostatkach w naukowej weryfikacji. Trzeba wziąć się za czytanie poważnej literatury przedmiotu na każdy temat, o którym chce Pan mieć pojęcie - zamiast tu głupoty wypisywać. Trolli u nas taki dostatek, że nawet się dziwię, że są pod ochroną.

Miłego dnia.

@@@
.
16-02-2012 18:33 
 Ocena 2 na 2
Paweł Arłukowicz (3162 punktów)
Gratuluje "racjonalizacji".!!!
Choć znalazłbym w niej - nie żebym się czepiał, broń boże - pewną sprzeczność.
Po kiego ( dopełniacz zaimka pytającego - kij ) wszechwiedzący i wszechmogący miałby się czegoś uczyć ?
A do tego, że na błędach własnych ? !
18-02-2012 01:25 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
Cieszę się, że chciał Pan nawiązać rozmowę, chociaż najwyraźniej mamy odmienne poglądy na niektóre sprawy.

Na wstępie rzeczywiście poproszę o usuwanie z wpisów niepotrzebnych cytatów poprzedników, a wówczas gdy zechce Pan skomentować jakąś konkretną myśl, proszę ją wówczas zostawić i swą odpowiedź zamieścić bezpośrednio pod nią. Na stronie głównej forum jest dostęp do regulaminu, a pod nim są wskazówki, jak korzystać z forum. Niedawno tam zaglądałem i sądzę, że mogą być pomocne.

>Należy Pan do ateistów
Raczej rzadko mi się zdarza, bym tak sam siebie określał, ale traktuję to jako komplement.

>, którzy negują istnienie boga-stworzyciela
Ja nie neguję istnienia boga-stworzyciela - ja po prostu nic o nim nie wiem ze źródeł bardziej wiarygodnych, niż mitologiczne.

>opierając się na naukowym dowodzie, który rzekomo stworzył Darwin
Moim zdaniem do tego, aby stwierdzić, ze o żadnym Bogu dokładnie nic weryfikowalnego nie wiemy w ogóle nie jest potrzebny ani Darwin, ani jego teoria.
Wiem tylko tyle: odbieram moimi zmysłami świat zewnętrzny. Jego funkcjonowanie bada nauka. Ja sam z tego właśnie świata pochodzę. Doświadczam w nim życia. To wszystko. Z racjonalengo punktu widzenia było tak zarówno przed Darwinem, jak i po nim (i odkąd tylko człowiek był zdolny do takiej refleksji).

>, a o wierzących pisze Pan jako o "bezmyślnych i mało zdolnych".
przepraszam, tu właśnie istotne jest to, by Pan zacytował, co ja napisałem, a napisałem tak:
"Moim zdaniem argumenty te rzadko wierzących mogą przekonać, i to nie tyle ze względu na ich rzekomą bezmyślność, czy rzekomy brak zdolności do spojrzenia na świat taki, jakim jest [...]"
Słowo "rzekomo" oznacza, że ja się nie zgadzam z twierdzeniem, jakoby wierzący byli bezmyślni lub niezdolni do spojrzenia na świat taki, jakim jest.
A o "mało zdolnych" - jak Pan napisał ja w ogóle nie pisałem - i taki zarzut wobec wierzących już bym w ogóle uważał za absurdalny.

>Tymczasem Darwin zbudował wprawdzie wizję opartą na racjonalnych podstawach, pokazującą wimaginowaną drogę skonstruowaną z przypadkowych zdarzeń, od tej anomali grawitacyjnej, aż po dzień dzisiejszy, gdzie w jakimś momencie kardynalną rolę zaczyna odgrywać dobór naturalny, ale pomimo swego ogromu wizja ta pozostawia cały szereg nie wytłumaczonych, lub bardzo enigmatycznie tłumaczonych fragmentów tej drogi.
Bardzo cenię sobie sceptyczne myślenie i cieszę się, że Pan je w tym fragmencie swego tekstu prezentuje. Nie ma nic gorszego, niż naukowiec wierzący w swe hipotezy.
Muszę jednak zwrócić uwagę na to, że z niektórymi hipotezami jest tak, że od pewnego momentu nagromadzony materiał dowodowy jest tak bogaty i tylko potwierdzający, że nie ma już miejsca na rozsądne wątpliwości.
Polecam w tym miejscu bardzo interesujące wykłady w formie filmowej:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,480086

>Gdzieś w tej dyskusji padło stwierdzenie, że naukowość tezy wymaga możliwości powtórzenia eksperymentu z tymi samymi wynikami, a przecież nawet najmniejszego kroczku ewolucji nie doświadczyliśmy, wszystko stało się wcześniej i Darwin dorysował naszą przeszłość.
W pewnym sensie to prawda. Pytanie jednak na jakich przesłankach oparł się Darwin i naukowcy zajmujący się ewolucją po nim i jakie mamy dowody potwierdzające tę hipotezę poza samym tylko doświadczaniem jej kroczku. Mam taką książkę Jerzego Dzika "Dzieje życia na ziemi". Jest w niej dużo obrazków, ale i tak jest dla mnie dość skomplikowana. Wolę filmy popularno-naukowe - nawet na you tubie powinno być ich więcej i bardziej konkretnie dotyczących ewolucji na ziemi. Jak Pan coś znajdzie, to proszę podać linka. Byłbym zainteresowany - mówię poważnie.

>We wszystkich religiach bóg jest wszechmogący i akt stworzenia jest momentem
Nie jestem wprawdzie religioznawcą, ale nie byłbym tego taki pewien... To Pan jest sceptykiem. Proszę sprawdzić, czy tak jest na pewno we wszystkich religiach.

>, ale gdyby przyjąć, że nasi stworzyciele nasz świat budowali mozolnie krok po kroku, ucząc się i nabierając doświadczenia, to właśnie najpierw powstały by najprymitywniejsze stworzenia i w konstrukcji następnych wykorzystano by wcześniejsze doświadczenia, a i całe fragmenty łąńcucha DNA można by powtarzać.
Możnaby tak przyjąć - tylko po co? W jakim celu przyjmować jakichś stworzycieli? To już jeden nie wystarczy? A po co przyjmować nawet tego jednego? Co o nim wiemy i skąd?

>Piszę "stworzyciele", bo w moim wyobrażeniu bóg jest wielością i w akcie tworzenia funkcjonował jak klastry komputerowe konfigurowane dla poszczególnych zadań.
Jestem przekonany o tym, że potrzeba nam wizjonerów. Proszę mi tylko odpowiedzieć, czy widzi Pan możliwośc jakiejś weryfikacji? Jakiś eksperyment?

>Dzisiaj przeczytałem wiersz Pani Szymborskiej "Wersja wydarzeń" i pewnie stanie się on moim manifestem...
Uważam, że poezja może bardzo wiele wnieść do naszego życia, ale raczej nie ograniczałbym się do jednego wiersza. Po co Panu manifest? I co to ma wspólnego z Bogiem? Albo z ewolucją?

Mam do Pana pytanie. Skąd Pan coś wie o Bogu?

Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-02-2012 09:19 
 Ocena 5 na 5
zeno (72 punktów)
>Cieszę się, że chciał Pan nawiązać rozmowę, chociaż najwyraźniej mamy odmienne poglądy na niektóre sprawy.
Drogi Panie,
Zaskoczył mnie Pan bardzo wyraźnie życzliwym pochyleniem nad moim tekste, w odróżnieniu od resztu forumowiczów, którzy w najlepszym razie z pobłażaniem wrzucili do kosza z napisem: wypociny ignorantów.
Trochę wziąłem sobie do serca tego "ignoranta", bo faktycznie powinienem wdeptując w dyskusję ludzi o podobnych, ugruntowanych poglądach, przedtem trochę Ich książek pocztać.
Zanim wrócę na to forum, mam zamiar troszeczkę się dokształcić.
Wkrótce napiszę do Pana, tymczasem jeszcze raz dziękuję za tekst.
Pozdrawiam
Zenek
18-02-2012 11:04 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Pewnie tego nie wiesz, ale w Twojej "branży" tak szybka i celna refleksja to cud normalny. Śpię jeszcze, czy co? Masz plusa.
18-02-2012 17:29 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Pewnie tego nie wiesz, ale w Twojej "branży" tak szybka i celna refleksja to cud normalny. Śpię jeszcze, czy co?

Udawał
20-02-2012 09:31 
 Ocena-5 na 5
zeno (72 punktów)
Proszę Pana,
Było by przesadą stwierdzić, że "dokształciłem się", ale napewno odświeżyłem sobie wiedzę, którą przed ponad czterdziestu laty z wielkim sceptyzmem pobierałem i niestety mój stan umysłu się nie poprawił: w dalszym ciągu darwinowska teoria ewolucji jest dla mnie nie do przyjęcia.
Był bym zobowiązany, gdyby zechciał Pan wskazać mi pozycje literatury, które mogą mój sceptyzm przezwyciężyć, bo na dogłębne studiowanie szkoda mi już czasu, a właściwie tylko jedno zagadnienie, ale fundamentalne gotów jestem teraz zweryfikować
Otóż w rozdziale "dowody bezpośrednie", naukowcy umieszczają jedynie kilka przypadków powstania nowego gatunku w drodze specjacjii, które moim zdaniem w sposób nieprzekonywujący teorię ewolucji uwiarygodniają, bo we wszystkich przypadkach powstaje nowy gatunek o identycznej konstrukcji, w którym inne są tylko niektóre parametry:
- zięby różnią się kolorem upierzenia, mają inny kształt dzioba, różnia się wielkością;
- wiesiołki różnią się też tylko kolorem, wielkością i kształte, a te azjatyckie ptaszki nie krzyżują się bo może żyjąc na innym terytorium, żywią się czym inny i samcowi brzydko z dzioba jedzie... (przepraszam za żarty w poważnej sprawie, ale też nie napinajmy się za bardzo).
Potrzebował bym opisu przypadku, kiedy ta zmiana jest znaczniejsza: powstaje dwupłciowość, pojawia się skrzydło, płuco itp. i od razu dodaję, że wiem, że takiego dowodu nie ma i spodziewam się raczej wizji takiego zdarzenia.
Darwinizm zakłada, że przypadkowe, niekierunkowe i bardzo małe zmiany genetyczne w obrębie gatunku na skutek działania praw doboru naturalnego po jakimś długim okresie czasu może doprowadzić do specjacji i tu pojawiają się moje wątpliwości:
-jeżeli te zmiany mają być małe, to znaczy nie mogą początkowo ich nosicielom zapewniać przywilejów w akcie prokreacji, a tym samym selekcja naturalna nie pomoże;
-powstanie dwupłciowości jeszcze więcej utrudnień mi stwarza: no bo jak sobie wyobrazić synchronizację w czasie i przestrzeni powstania osobnika męskiego i żeńskiego?;
-taki zaczątek płuca u ryby też będzie raczej dla niej obciążeniem, a nie argumentem w walce o partnera itd, itd...
Argumenty w postaci dowodów pośrednich są dla mnie bezużyteczne, bo wierzę w kreacjonizm: od razu uprzedzam, że nie jest to kreacjonizm religijny i z panami w sukienkach proszę mnie nie kojarzyć:
- mój bóg ma początek - powstał kiedy "anomalia magnetyczna", lub coś tam wytworzyła materię, czy coś takiego;
- nie jest wszechmogący, chociaż kiedy odnieść jego możliwości do naszych to i to słowo ma uzasadnienie chociaż symboliczne;
- stworzył nasz świat i nas dla jakichś sobie znanych, ale racjonalnych powodów;
- akt stworzenia był procesem rozłożonym w czasie i pokrywa się ze scenariuszem stworzonym dla ewolucji;
- najpierw powstały elementy proste, a następnie coraz bardziej skomplikowane, a na końcu człowiek;
- ten bóg nie oczekuje od nas żadnych religijnych gestów;
Pzdrawiam
20-02-2012 12:45 
 Ocena 10 na 10
Przemek J. (3008 punktów)
Liliac to pani, gdy nie masz pewności zawsze możesz sprawdzić płeć interlokutora klikając w jego nick.

O cóż to miałby być za dowód, jeśli literatura fachowa Cię nie przekonuje. Skoro się z nią zapoznałeś, to zapewne wiesz, że procesy ewolucyjne są powolne i rozłożone w czasie. Dowody na ewolucję, to np. samoistnie pojawiające się nowe szczepy bakterii odpornych na nowe antybiotyki. Dla takiego organizmu jak bakteria, samoistnie przestawienie się kilku nukleotydów decydując o jej przetrwaniu jest porównywalne co najmniej do wytworzenia płuc przez zwierzęta lądowe.

> -jeżeli te zmiany mają być małe, to znaczy nie mogą początkowo ich nosicielom zapewniać przywilejów w akcie prokreacji, a tym samym selekcja naturalna nie pomoże;

Błędne założenie, niczym niepoparte, dodatkowo sprzeczne z obserwacjami (patrz przykład bakterii).

> -powstanie dwupłciowości jeszcze więcej utrudnień mi stwarza: no bo jak sobie wyobrazić synchronizację w czasie i przestrzeni powstania osobnika męskiego i żeńskiego?;

Chyba nie myślisz, że w tym samym czasie wyewoluowały sobie 2 osobniki różnej płci? Jeśli tak to polecam książkę Dawkinsa "Rozplątywanie tęczy", w której autor opisał w przystępnych słowach, gdzie leży błąd takiego myślenia. Jeśli wolisz bardziej specjalistyczną wiedzę, to daj znać, zapewne ktoś poleci ciekawe publikacje.

> -taki zaczątek płuca u ryby też będzie raczej dla niej obciążeniem, a nie argumentem w walce o partnera itd, itd...

Bo najpierw były stworzenia, które okresowo przebywały poza środowiskiem wodnym, dopiero później narządy, które ostatecznie wyewoluowały w płuca. Wystarczy przejrzeć jak organy związane z oddychaniem zmieniają się pomiędzy rybami, rybami dwudysznymi, płazami i gadami. Przecież to cała historia dostosowania m.in. układu oddechowego do nowych warunków - lądowych.

> Argumenty w postaci dowodów pośrednich są dla mnie bezużyteczne, bo wierzę w kreacjonizm

Kreacjonizm jest bezużyteczny, bo nie ma żadnych dowód. Nawet pośrednich.
To w co wierzysz nie ma żadnego znaczenia, a już na pewno nie ma żadnego znaczenia poznawczego, bo nie jest poparte żadnymi definicjami.

Minus za wmawianie nam, że Twoja wiara jest więcej warta niż lata naukowych badań i analiz.

I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
20-02-2012 19:19 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)
Oczywiście przepraszam Panią "Lilac" za nietakt, ale na forum poruszam się jak "krowa na lodowisku"(Wierietielny).
>>przykład bakterii nie przekonuje mnie, bo może to być po prostu "pamięć genetyczna" skuteczni przekazana przez bakterię, która przeżyła spotkanie z antybiotykiem następnym pokoleniom;
>>jeszcze raz spróbuję wytłumaczyć o co mi chodzi:
-jeżeli ewolucja doprowadzająca do ekspiacji przebiega bardzo wolno, to znaczy, że na początku pojawi się u któregoś osobnika tylko zaczątek nowego organu (np płuco u ryby), co nie wpłynie na jego atrakcyjność i nie zwiększy to w tym momencie jego przystosowania do środowiska, a to są podstawowe warunki w teorii doboru naturalnego, żeby właśnie ten osobnik upowszechnił tą zmianę w populacji i mało tego, każda kolejna, niewybrażalnie mała zmiana w takiej populacji zmierzająca do tego oczekiwanego przez nas płuca powinna się upowszechniać korzystając z tego podstawowego prawa doboru naturalnego; tak jak napisałem, ten zaczątek płuca u ryby, nie pełniący jeszcze swej roli, raczej będzie dla niej obciążeniem i ona w populacji osobnikiem "alfa" się nie stanie;
>>niczego nie wyjaśnia fakt, że można utworzyć pewien ciąg podobnych, ale innych organów oddechowych, bo każda zmiana między tymi odmianami musi rozwiązać wyżej opisaną sprzeczność;
>>Dawkinsa w empiku zamówiłem i mam nadzieję, że coś mi wyjaśni (albo nie).

>Kreacjonizm jest bezużyteczny, bo nie ma żadnych dowód. Nawet pośrednich.
>To w co wierzysz nie ma żadnego znaczenia, a już na pewno nie ma żadnego znaczenia poznawczego, bo nie jest poparte żadnymi definicjami.

>>Jak widzisz, ja mam poważne wątpliwości, czy dowody, które pozwalają Ci powiedzieć WIEM, są niepodważalne i czy przypadkiem nie powinieneś powiedzieć WIERZĘ. Odnoszę wrażenie, że na słowo "wiara", na tym forum źle reagujecie i każde zjawisko choć trochę pasujące wpisujecie na listę naukowych dowodów potwierdzających TD, a że tak Ci brak definicji doskwiera? Nie rozumiem: chyba najpierw jest poznanie, a potem definiowanie (ewentualnie).


























>Minus za wmawianie nam, że Twoja wiara jest więcej warta niż lata naukowych badań i analiz.
>
I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]

21-02-2012 09:45 
 Ocena 6 na 6
Przemek J. (3008 punktów)
>jeżeli ewolucja doprowadzająca do ekspiacji przebiega bardzo wolno, to znaczy, że na początku pojawi się u któregoś osobnika tylko zaczątek nowego organu (np płuco u ryby), co nie wpłynie na jego atrakcyjność i nie zwiększy to w tym momencie jego przystosowania do środowiska, a to są podstawowe warunki w teorii doboru naturalnego, żeby właśnie ten osobnik upowszechnił tą zmianę w populacji...

Mutacje są przypadkowe, nie licząc hodowli i innej ingerencji człowieka, pojawiają się losowo i, tak jak napisałeś, w znacznej ilości przypadków nie tylko nie pomagają ale wręcz przyczyniają się przedwczesnej śmierci osobników nią dotkniętych. Nie zgadzasz się z przypadkową naturą mutacji, to uzasadnij dlaczego mózg ludzki jest na szczycie jego ciała , a nie na środku brzucha? Lokalizacja taka ułatwiałaby zarządzanie organizmem i niesie ze sobą wiele korzyści w przypadku postawy wyprostowanej. Przykładów z ludzkiego ciała jest znacznie więcej, praktycznie wszystko można by usprawnić. Dlaczego mamy tylko 2 komplety zębów? Możemy wyjść poza nasz gatunek, spróbuj odpowiedzieć na pytanie, dlaczego delfiny, które ewoluowały z ssaków lądowych, mają tak źle przystosowany do środowiska morskiego "układ napędowy" w porównaniu z tym u ryb, dlaczego nie mają skrzeli?

Wracając do twojego przykładu z rybami. Przeczytałeś cokolwiek na ten temat?

Jeśli nie to proszę: link do opracowania dla maturzystów.

Pęcherze płucne były neutralne dla ryb, tzn. ani nie ułatwiały, ani nie utrudniały im prokreacji, nie miały też znaczeniu w dożyciu do wieku rozrodczego. Sytuacja zmieniła się, gdy ryby te dotarły do rejonów, gdzie występowały okresowe niedobory wody. Nagle okazało się, że do tej pory nieznacząca mutacja, jak obecnie ludzki wyrostek robaczkowy (choć to akurat przykład drogi w drugą stronę) nagle zaczęła mieć znaczenie. Większa liczba osobników nią dotknięta zaczęła przeżywać, tym samym krzyżować się ze sobą, powodując tym samym wzmocnienie mutacji i jej naturalny rozwój.

To tyle słowami laika. Chcesz więcej to zacznij sensownie argumentować, a nie pisać, że kreacjonizm jest lepszy, bo tak Ci się wydaje. Minus za brak własnego wkładu w rozwój dyskusji, za jaki uważam powtarzanie frazesów bez samodzielnego zapoznania się z tematem.

I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
21-02-2012 11:17 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
Tutaj jeszcze można dodać nerw krtaniowo - wsteczny u żyrafy o czym było już tutaj:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,338226
21-02-2012 14:11 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)
>Mutacje są przypadkowe, nie licząc hodowli i innej ingerencji człowieka, pojawiają się losowo i, tak jak napisałeś, w znacznej ilości przypadków nie tylko nie pomagają ale wręcz przyczyniają się przedwczesnej śmierci osobników nią dotkniętych. Nie zgadzasz się z przypadkową naturą mutacji......
<<<<W dalszym ciągu nie rozumiesz tezy zawartej w moim tekście: ja uważam, że te przypadkowe mutacje genów, będące powodem bardzo niewielkich różnic między osobnikami danej populacji nie mogą doprowadzić do powstania nowego gatunku. Teoria doboru naturalnego, będąca podstawą darwinizmu zakłada, że osobnik wyróżniający się tą zmianą musi ją upowszechnić w populacji, a pomoże mu w tym jego większa atrakcyjność prokreacyjna.
Jeszcze raz powtórzę, że ta pierwsz ryba, która ma dopiero zaczątek płuca, żeby zadziałała teoria doboru naturalnego, musi zdominować populację i ten następny osobnik, który będzię miał odrobinę więcej tego płuco do niczego mu nie potrzebnego też będzie musiał populację zdominować i tak aż do momentu, gdy osobnik z użytecznym już płucem przeżyje, kiedy np niespodziewany odpływ na dłużej zostawi go na brzegu. Ten osobnik w sposób oczywisty będzie w stanie upowszechnić swoje geny wypierając osobniki nieprzystosowane, ale jak ma spełnić swoją rolę dobór naturalny w tym bardzo długim okresie pomiędzy skrajnymi stanami?
>Pęcherze płucne były neutralne dla ryb, tzn. ani nie ułatwiały, ani nie utrudniały im prokreacji, nie miały też znaczeniu w dożyciu do wieku rozrodczego. Sytuacja zmieniła się, gdy ryby te dotarły do rejonów, gdzie występowały okresowe niedobory wody. Większa liczba osobników nią dotknięta zaczęła przeżywać, tym samym krzyżować się ze sobą, powodując tym samym wzmocnienie mutacji i jej naturalny rozwój.
<<<<Najpierw były pęcherze pławne, które wypełniają określone zadanie i chociaż są trochę podobne do pęcherzy płucnych, tylko laik może sobie wyobrazić, że w związku z tym przejęcie przez nie roli płuc jest tak proste, że mówić o tym nie warto: otóż te mutacje genetyczne musiały by pokonać taką samą długotrwałą drogę jaką spróbowałem nakreślić powyżej. Dodatkowo, zmiany przystosowujące pęcherz do innej roli, napewno pogarszało by jego funkcjonowanie w jego podstawowej roli i przewiduję, że dobór naturalny taką zmianę by wyeliminował w stadium początkowym.
21-02-2012 14:41 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
>W dalszym ciągu nie rozumiesz tezy zawartej w moim tekście: ja uważam, że
To Ty nadal nie rozumiesz, że to co Ty uważasz, nie ma żadnego znaczenia jeśli nie masz na to jakiś dowodów. Chciałem tylko zaznaczyć, po raz kolejny, że takowych nie przedstawiłeś.

>Jeszcze raz powtórzę, że ta pierwsz ryba, która ma dopiero zaczątek płuca, żeby zadziałała teoria doboru naturalnego, musi zdominować populację

Ale po co po raz kolejny tę bzdurę powtarzasz? Nie stanie się ona z tego powodu mniej bzdurna.

>ale jak ma spełnić swoją rolę dobór naturalny w tym bardzo długim okresie pomiędzy skrajnymi stanami?

Przecież to opisałem.

>otóż te mutacje genetyczne musiały by pokonać taką samą długotrwałą drogę jaką spróbowałem nakreślić powyżej

I tak się to odbyło. Chyba nie myślisz, że to się stało w ciągu tylko jednego tysiąclecia?

>Dodatkowo, zmiany przystosowujące pęcherz do innej roli, napewno pogarszało by jego funkcjonowanie w jego podstawowej roli i przewiduję, że dobór naturalny taką zmianę by wyeliminował w stadium początkowym.

Zmów jakieś widzimisię, bez poparcia. Wystarczyłoby żeby poprawiło się ukrwienie tego pęcherza, co już ma znaczący wpływ na możliwość oddychania powietrzem atmosferycznym, na tyle żeby ryba taka mogła dłużej przetrwać w źle natlenionym błocie. Jednocześnie zupełnie nie miało to wpływu na jego funkcję pławną. Nie wierzysz, to przyjrzyj się rybom labiryntowatym. Prosty organ w porównaniu z płucami a jakiego ogromne miał ogromne znaczenie dla ryb nim obdarzonych.

Jak na razie to zachowujesz się jak typowy troll-spamer. Nie odpowiedziałeś na żadne z postawionych pytań (za to minus) i chyba najwyraźniej nie zapoznałeś się z linkami, które zostały Ci polecone. Jeśli nie zaczniesz pisać z sensem (to, że coś Ci się wydaje, wcale nie oznacza, że jest sensowne), to ja nie widzę możliwości dalszej dyskusji.


I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
Sylwek (15472 punktów)

>Mutacje są przypadkowe, nie licząc hodowli i innej ingerencji człowieka

A to człowiek umie wywoływać nieprzypadkowe, kierunkowe mutacje?

Chyba się nam przypadkowa zmienność pomyliła z nieprzypadkową selekcją

Ale poza tym sama prawda.
Ratatoskr (4439 punktów)
>>Mutacje są przypadkowe, nie licząc hodowli i innej ingerencji człowieka
>A to człowiek umie wywoływać nieprzypadkowe, kierunkowe mutacje?
>Chyba się nam przypadkowa zmienność pomyliła z nieprzypadkową selekcją

Człowiek może:
- hodować organizmy pod celowo założoną tezę (np. wybieramy mniejsze/większe),
- manipulować genomem organizmów.


www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
Sylwek (15472 punktów)

>- hodować organizmy pod celowo założoną tezę (np. wybieramy mniejsze/większe),
No, z punktu widzenia mechaniki ewolucji nie różni się to od na przykład presji na drzewa by rosły wyżej. Czy czynnikiem jest nasłonecznienie, czy widzimisię innego organizmu: nie wpływa to na kierunkowość/bezkierunkowość mutacji.

>- manipulować genomem organizmów.

Wirusy też.
18-02-2012 17:13 
 Ocena-2 na 2
zeno (72 punktów)

>>Muszę jednak zwrócić uwagę na to, że z niektórymi hipotezami jest tak, że od pewnego momentu nagromadzony materiał dowodowy jest tak bogaty i tylko potwierdzający, że nie ma już miejsca na rozsądne wątpliwości.
I właśnie w tym miejscu mój sceptycyzm przeciwstawię Pańskiemu przekonaniu, że "nie ma miejsca na wątpliwości".
Tak "z grubej rury" - darwinowska teoria ewolucji trafiła na zapotrzebowanie ludzi, którym nie odpowiadało czekanie na klęcząco na "królestwo boskie" i dosyć bezkrytycznie ją przyjęli, a teraz bronią "jak rewolucji".
Teoria przewiduje, że gdy nagromadzi się dostateczna ilość przesłanek do ewolucyjnej zmiany, to następuje ona skokowo i te lepsze, unowocześnione egzemplarze eliminują przestarzałe, dzięki czemu mamy tą ewolucyjna zmianę. Przecież mogła by się jakas grupka zaplątać gdzieś do Australii i dzisiaj mieli byśmy autentyczny dowód ewolucji.
Ewolucjoniści, podobnie jak katolicy potrafią na brudnej szybie dostrzec obraz matki boskiej: bo czy rzeczywiście przystosowanie się bakterii do antybiotyków cokolwiek udowadnia w temacie ewolucja?... a może one, jako stworzenie nie mogące uciec od przesladowcy zostały tak skonstruowane, że po kilku takich nie zdrowych kontaktach potrafią nie wchodzić w zbyt bliskie relacje?
Teoria nie wskazuje, gdzie dokonuje się w najbardziej prymitywnych organizmach gromadzenie informacji o celowości dokonania zmiany ewolucyjnej, jaki kierunek tej zmiany powinien być przyjęty i skąd płynie impuls dla rekonstrukcji helisy DNA, a to było by istotne i bez tego jest to zwykłe ble ble, chociaz opisane w grubych książkach.
Myślę, że można by przyjąć, że rozwój mógł by się odbywać w oparciu impulsy typu "Pawłowa", ale to nie dało by ruch do przodu.
Dziś nie mam czasu, jutro dokończę, ale tak w skrócie po mojemu, to tak:
Anomalia magnetyczna, czy coś takiego stworzyły materię.
Powstał bóg, który jest wielością, działa jak klaster komputerowy.
W pewnym momencie postanowił stworzyć nasz świat z nami w środeczku.
Nie oczekuje od nas żadnych gestów religijnych i nie mości miejsca dla posłusznych w niebie, ani upadłych nie odda diabłu.
Wiersz Pani Szymborskiej wyjątkowo pasuje do moich wizji (wizjoner ?!-fajnie)
Pozdrawiam
zenek
18-02-2012 17:26 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>gdzie dokonuje się w najbardziej prymitywnych organizmach gromadzenie informacji o celowości dokonania zmiany ewolucyjnej, jaki kierunek tej zmiany powinien być przyjęty i skąd płynie impuls dla rekonstrukcji helisy DNA, a to było by istotne

Wydaje mi się, że deklarowałeś powrót na forum po poszerzeniu wiedzy. Radzę zacząć od biologii na poziomie licealnym, być może uda ci się uniknąć w przyszłości podobnego bełkotu.
18-02-2012 17:45 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Wydaje mi się, że deklarowałeś powrót na forum po poszerzeniu wiedzy.

Eee tam. Poszerzać - zawężać. Synonim - antonim. Masło maślane.
22-02-2012 10:00 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Chciałbym być konsekwentny i zwracać się per "Pan" tylko do tych forumowiczów, którzy tego wyraźnie wymagają, ewentualnie również do forumowiczów przedstawiających się z nazwiska i wyjątkowych przypadkach również do tych, u których mi się to wydaje stosowniejsze. Jednak generalnie chciałbym pozostać przy formie per "Ty" i proponuję przejść na nią z wzajemnością. Chyba, że się nie zgadzasz.

Zadałem Ci w poprzednim wpisie parę pytań. Na żadne z nich nie odpowiedziałeś. Bardzo, bym Cię prosił, abyś przed kolejnym wpisem przeczytał jeszcze raz, na spokojnie mój poprzedni wpis:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,482589#w482954

i abyś dla dobra naszej dyskusji odpowiedział na moje pytania - tu je ponownie wklejam:

W jakim celu przyjmować jakichś stworzycieli? To już jeden nie wystarczy? A po co przyjmować nawet tego jednego? Co o nim wiemy i skąd?

Proszę mi tylko odpowiedzieć, czy widzisz możliwośc jakiejś weryfikacji? Jakiś eksperyment?

Po co Ci manifest? I co to ma wspólnego z Bogiem? Albo z ewolucją?

i najważniejsze:
Skąd wiesz coś o Bogu?

Chciałbym traktować naszą dyskusję poważnie i ja odnoszę się bezpośrednio do tego, co Ty napisałeś. Jeśli ja Ci zadaję pytania, to liczę również na Twoją odpowiedź.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
>>>Muszę jednak zwrócić uwagę na to, że z niektórymi hipotezami jest tak, że od pewnego momentu nagromadzony materiał dowodowy jest tak bogaty i tylko potwierdzający, że nie ma już miejsca na rozsądne wątpliwości.
>I właśnie w tym miejscu mój sceptycyzm przeciwstawię Pańskiemu przekonaniu, że "nie ma miejsca na wątpliwości".
Ja mam od razu pytanie, jak daleko sięga Twój sceptycyzm. Czy dotyczy on wyłącznie ewolucji, czy również pewnych innych koncepcji? Bo widzę, że już wobec np. idei Boga sceptyczny nie jesteś.

>Tak "z grubej rury" - darwinowska teoria ewolucji trafiła na zapotrzebowanie ludzi, którym nie odpowiadało czekanie na klęcząco na "królestwo boskie"
Co ma piernik do wiatraka? Znam wielu oczekujących na "królestwo boskie", którzy w pełni akceptują teorię ewolucji.

>Teoria przewiduje, że gdy nagromadzi się dostateczna ilość przesłanek do ewolucyjnej zmiany, to następuje ona skokowo i te lepsze, unowocześnione egzemplarze eliminują przestarzałe, dzięki czemu mamy tą ewolucyjna zmianę. Przecież mogła by się jakas grupka zaplątać gdzieś do Australii i dzisiaj mieli byśmy autentyczny dowód ewolucji.
Mogłaby... ale mamy inne dowody.
Są tu lepsi specjaliści od ewolucji ode mnie - ja tylko twirerdzę, że naukę i wiarę należy traktować w pełni rozłącznie. Są tacy wierzący, którzy to potrafią. Widzę jednak, że Ty obydwa tematy mieszasz.

>Teoria nie wskazuje, gdzie dokonuje się w najbardziej prymitywnych organizmach gromadzenie informacji o celowości dokonania zmiany ewolucyjnej,
Tu jest błąd. Nauka nie bada celowości, a tylko związki przyczynowe. Co się wzięło z czego? Z jakiej przyczyny?
Celowość, czyli uprzedni plan mogą mieć ewentualnie ludzie ... no i wymyślone przez nich mitologiczne postaci.

>Anomalia magnetyczna, czy coś takiego stworzyły materię.
A skąd się wzięła anomalia magnetyczna?

>Powstał bóg, który jest wielością, działa jak klaster komputerowy.
Bóg powstał z materii, która z kolei uprzednio powstała z anomalii magnetycznej?
To zaczyna być ciekawe, bo skoro Bóg jest w pełni materialny, to zatem można go również zdefiniować. Zdefiniuj zatem Boga - jak wygląda i działa materia, z której się składa?

>W pewnym momencie postanowił stworzyć nasz świat z nami w środeczku.
Niektórym wierzącym Darwin nie wystarcza. Oni jeszcze podważają Kopernika.

>Nie oczekuje od nas żadnych gestów religijnych i nie mości miejsca dla posłusznych w niebie, ani upadłych nie odda diabłu.
Skąd to wiesz?

>Wiersz Pani Szymborskiej wyjątkowo pasuje do moich wizji (wizjoner ?!-fajnie)
Wizjoner - tak - pytanie tylko, czy poruszamy się w obrębie nauki (badającej tylko zjawiska natury, której jesteśmy częścią), czy też w obrębie zarysu powieści science-fiction, czy może są to takie tylko pomieszane Twoje refleksje.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
22-02-2012 23:10 
 Ocena-1 na 1
zeno (72 punktów)
Witaj, niezmiernie się cieszę, że będzie kontynuacja.
Odpowiadam:
Dla mnie jest albo kreacjonizm, albo darwinizm (uproszczenie).
Teoria ewolucji do mnie nie dociera; argumenty naukowe wg mnie są miałkie, naciągane - ewolucjoniści usiłują wydusić jakiekolwiek dowody naukowe i czasami wygląda to jak dopatrywanie się wizerunku matki boskiej na brudnej szybie.
Jeżeli nie darwinizm, to kreacjonizm, bo wtedy nawet nauka dotycząca ewolucji nagle jest przydatna: stwórca zapełniał ziemię sukcesywnie, konstruując cały biosystem poczynając od form prymitywnych, a kończąc na człowieku.
W jakimś momencie pomyślałem sobie, że stwórca nie musi być jednością i lepiej mi to w kilku miejscach pasuje.
Ostatnio "dokształcając się" przeczytałem, że agnostycy zakładają niemożność poznania istoty boga i ja chyba się z tym zgadzam.
Manifest, to mi się tak tylko napisało, ale jak się "wyspowiadam", to sam zobaczysz, że w tym mistycznym wierszu, bardzo dużo można dopasować do mojej wizji.
Moja wiedza o bogu nie jest zbyt bogata, chociaż mój kontakt z religijnością nie był standardowy.
Otóż ochrzczono mnie najpierw w kościele katolickim, ale poźniej moja mama stała się świadkiem jehowy, a ponieważ ojciec kiepsko i z kilkoma przerwami uczestniczył w wychowywaniu czwórki dzieci w konsekwencji św. jehowy też mnie ochrzcili. U nich religijność jest wyjątkowo intensywna i wtedy poznałem sporo pisma świętego.
Jako czternastolatek pojechałem do szkoły z internatem 250 km od domu i wtedy uwolniłem się od religijności.
Nie wiem dokładnie kiedy to nastąpiło, w jakimś momencie uznałem, że bóg napewno nie oczekuje od człowieka żadnych gestów religijnych, że nie czeka nas żadne niebo, ani piekło, ale ateistą siebie nigdy nie nazwałem, bo nigdy teoria ewolucji nie wydała mi się przekonywująca.
>---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
>Ja mam od razu pytanie, jak daleko sięga Twój sceptycyzm. Czy dotyczy on wyłącznie ewolucji, czy również pewnych innych koncepcji? Bo widzę, że już wobec np. idei Boga sceptyczny nie jesteś.

Jeżeli nie darwinizm, to kreacjonizm jw.

>Co ma piernik do wiatraka? Znam wielu oczekujących na "królestwo boskie", którzy w pełni akceptują teorię ewolucji.

dla mnie niepojęte

>Mogłaby... ale mamy inne dowody.

Kiepskie. Pod poprzednim artykułem p. Koraszewskiego o tych wylosowanych bogach wywołałem deskusję i ciekawie wypowiada się na ich temat p.Brzeziński - poczytaj.

>Są tu lepsi specjaliści od ewolucji ode mnie - ja tylko twirerdzę, że naukę i wiarę należy traktować w pełni rozłącznie. Są tacy wierzący, którzy to potrafią. Widzę jednak, że Ty obydwa tematy mieszasz.

Gdzieś spotkałem ciekawą definicję wiary, która określała ją jako substytut wiedzy tam gdzie rozum nie sięga, a jak napisałem, godzę się z ograniczeniem, które zafundował nam stwórca.

>Tu jest błąd. Nauka nie bada celowości, a tylko związki przyczynowe. Co się wzięło z czego? Z jakiej przyczyny?

W tamtej dyskusji, też coś o tym było, ale nie spieram się z twierdzeniem, że jestem ignorantem i moje refleksje wymagają subtelnej korekty za pomocą młotka i przecinaka.

>Celowość, czyli uprzedni plan mogą mieć ewentualnie ludzie ... no i wymyślone przez nich mitologiczne postaci.

czy to znaczyże jestem mitomanem?

>Bóg powstał z materii, która z kolei uprzednio powstała z anomalii magnetycznej?

Nie mam zacięcia do zgłębiania tych zagadnień początków wszechświata, jak powstała materia, czym ona faktycznie jest i pewnie dosyć szybko dołączą te zagadnienia do zbioru, który agnostyk zeno odłoży na górną półkę.
Mój bóg jest materialny, chociaż to nie jest raczej materia z tablicy Mendelejewa - tą być może stworzył on.
Nie będę GO czcił, ale chyba powinienem tak staroświecko pisać z dużej litery. Będę.
Materia z której powstał, to może te "boskie cząstki", już matematycznie odkryte?

>>W pewnym momencie postanowił stworzyć nasz świat z nami w środeczku.

Ten środeczek, to mi się napisał, Kopernika nie zwalczam, mieszkam w Toruniu.

>>Nie oczekuje od nas żadnych gestów religijnych i nie mości miejsca dla posłusznych w niebie, ani upadłych nie odda diabłu.

Bóg musi być racjonalny, a stworzenie nas musi mieć racjonalny powód. Obraz Boga stworzyli ludzie i religijność stworzyli też ludzie.
Uff, nigdy tak się nie wyspowiadałem.
Pozdrawiam
23-02-2012 13:34 
 Ocena 7 na 7
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Dla mnie jest albo kreacjonizm, albo darwinizm (uproszczenie).
>Teoria ewolucji do mnie nie dociera; argumenty naukowe wg mnie są miałkie, naciągane - ewolucjoniści usiłują wydusić jakiekolwiek dowody naukowe i czasami wygląda to jak dopatrywanie się wizerunku matki boskiej na brudnej szybie.

Co tylko dowodzi, że za mało na ten temat czytałeś. Ja po edukacji na poziomie licealnym i dwóch wydawnictwach popularno-naukowych też miałam wrażenie, że TE jest jakaś taka niekompletna.

Niestety, z nauką nie jest jak z religią, że ktoś ci powie: "Jest tak i tak, jasne?" i wszystko gra. Z nauką się trzeba pomęczyć, pomolestować mózg niekoniecznie prostymi i kolorowymi rzeczami. Stąd - podejrzewam - jest tak mało totalnych ateistów. Jak się człowiek nie napoci z wychodzeniem z tych pieczar, to zawsze pokurczony jakieś cienie na ścianach będzie oglądał, zamiast wyciągnąć się na słoneczku i wąchać kwiaty...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
23-02-2012 17:50 
 Ocena-2 na 4
zeno (72 punktów)
>Co tylko dowodzi, że za mało na ten temat czytałeś.

Pod tekstem p. Koraszewskiego trwa aktualnie akcja douczająca racjonalistów przez p. Brzezińskiego i warto żebyś ją prześledziła. Nie próbując merytorycznie oceniać Jego wpisów (za cienki jestem) zwraca ona jednak uwagę na cienki lód po którym poruszają się wyznawcy TE: niemal wszystkie sztandarowe "twarde dowody" były zakwestionowane, a nowe się nie pojawiają pomimo, że jest to temat drążony przez całą światową naukę.

Jeżeli zakwestionowano dowód w postaci mutacji bakterii po kontaktach z antybiotykami i muszki owocówki też nie mogą być tym twardym dowodem, no to co?

Nie próbuję w ten sposób Ci sugerować, że jesteś w błędzie, ale uważam, że nawet po przeczytaniu wielu, wielu książek należy zachować postawę pokorną, gdy się staje przed pytaniem: czym jest ten świat?
Niestety, wielu uczestników tego forum zachowuje się butnie, są aroganccy jakby te przysłowiowe wszystkie rozumy pozjadali, a wielu z Nich odpowiadając pokazuje, że nie zrozumieli o co naprawdę chodzi interlokutorowi. Jestem przekonany, że książek przeczytanych też dobrze nie zrozumieli.

Niedawno jestem na tym forum i chyba niedługo zostane "wyautowany", bo jak mi się wydaje funkcjonują tu specyficzne "prawa doboru naturalnego", więc życzę Ci dużo tego słoneczka i spokoju.

Pozdrawiam
23-02-2012 20:05 
 Ocena 3 na 3
Mateusz(Kojut) Kozuch (2120 punktów)
>Pod tekstem p. Koraszewskiego trwa aktualnie akcja douczająca racjonalistów przez p. Brzezińskiego i warto żebyś ją prześledziła.

Moglbys wskazac o ktory tekst chodzi?

>Nie próbując merytorycznie oceniać Jego wpisów (za cienki jestem) zwraca ona jednak uwagę na cienki lód po którym poruszają się wyznawcy TE:

No tak, bo kreacjonisci to po twardym gruncie stapaja

>niemal wszystkie sztandarowe "twarde dowody" były zakwestionowane

Ponownie prosze o wskazanie tych dowodow.

>Jeżeli zakwestionowano dowód w postaci mutacji bakterii po kontaktach z antybiotykami i muszki owocówki też nie mogą być tym twardym dowodem, no to co?

Kto kwestionuje? Rowniez prosze o tytuly lub linki do takowych publikacji.

>Nie próbuję w ten sposób Ci sugerować, że jesteś w błędzie, ale uważam, że nawet po przeczytaniu wielu, wielu książek należy zachować postawę pokorną,

I zaufac tylko tej Jedynej, ktora Prawde zawiera.

>gdy się staje przed pytaniem: czym jest ten świat?

Tym czym odbieram zmyslami

>Niestety, wielu uczestników tego forum zachowuje się butnie, są aroganccy jakby te przysłowiowe wszystkie rozumy pozjadali,

Zdecydowana wiekszosc uczestnikow tego forum przyjmuje postawe sceptyczna w stosunku do rewelacji naukowych, jaki do troli od czasu do czasu nawiedzajacych "Racjonaliste" i pasujacych do Twojego opisu.

>a wielu z Nich odpowiadając pokazuje, że nie zrozumieli o co naprawdę chodzi interlokutorowi. Jestem przekonany, że książek przeczytanych też dobrze nie zrozumieli.

Jakie to bylo to przyslowie o zdzble(glupio ten wyraz wyglada bez polskich znakow i belce w oku?

>Niedawno jestem na tym forum i chyba niedługo zostane "wyautowany", bo jak mi się wydaje funkcjonują tu specyficzne "prawa doboru naturalnego", więc życzę Ci dużo tego słoneczka i spokoju.

Widze, ze dalej nie zrozumiales TE.

>Pozdrawiam


Jak brakuje ogonków znaczy, że piszę z telefonu.
23-02-2012 20:55 
 0 na 2
zeno (72 punktów)
>>Pod tekstem p. Koraszewskiego trwa aktualnie akcja douczająca racjonalistów przez p. Brzezińskiego i warto żebyś ją prześledziła.
>Moglbys wskazac o ktory tekst chodzi?

Poprzedni felieton p. Koraszewskiego "Obrona losowo wybieranych bogów"

>>niemal wszystkie sztandarowe "twarde dowody" były zakwestionowane
>Ponownie prosze o wskazanie tych dowodow.
>>Nie próbuję w ten sposób Ci sugerować, że jesteś w błędzie, ale uważam, że nawet po przeczytaniu wielu, wielu książek należy zachować postawę pokorną,
>I zaufac tylko tej Jedynej, ktora Prawde zawiera.
>>gdy się staje przed pytaniem: czym jest ten świat?
>Tym czym odbieram zmyslami
>Zdecydowana wiekszosc uczestnikow tego forum przyjmuje postawe sceptyczna w stosunku do rewelacji naukowych, jaki do troli od czasu do czasu nawiedzajacych "Racjonaliste" i pasujacych do Twojego opisu.

Na dzień dobry mianujesz mnie trolem i oczekujesz podjęcia dyskusji?
"Dajmy se siana".
Powodzenia
23-02-2012 21:15 
 Ocena 1 na 1
Mateusz(Kojut) Kozuch (2120 punktów)
>Poprzedni felieton p. Koraszewskiego "Obrona losowo wybieranych bogów"

Dziękuję. Zaraz się z nim zapoznam.

>Na dzień dobry mianujesz mnie trolem

Nie mianuję i mam nadzieję, że nie będę musiał.

>i oczekujesz podjęcia dyskusji?

Oczekuję, że ustosunkujesz się do tych pytań, które zadałem.

>Powodzenia

Jak brakuje ogonków znaczy, że piszę z telefonu.
23-02-2012 20:42 
 Ocena 7 na 7
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Nie próbuję w ten sposób Ci sugerować, że jesteś w błędzie, ale uważam, że nawet po przeczytaniu wielu, wielu książek należy zachować postawę pokorną, gdy się staje przed pytaniem: czym jest ten świat?

Nie no, jasne. Ja to rozumiem. Ty za to powinieneś zrozumieć, że za TE przemawia jedna zasadnicza sprawa: TE nie usiłuje ludzi przekonać, że coś magicznie powstało z czegoś magicznego i ponad-naturalnie zmieniło wszystko we Wszechświecie, okolicach i bezpośrednio na Ziemi. Bardziej prawdopodobne jest, że czegoś jeszcze nie łapiemy niż, że coś z zaświatów nas popycha paluszkiem. Na tej samej zasadzie wolałabym raka leczyć eksperymentalnym lekiem niż modlitwami i rytuałem z Amazonii. Ty wolałbyś rytuał (bo dużo ludzi w niego wierzy i kilku nawet przezdrowiało)? Wolno ci, nie krępuj się.

So, if you don't mind, będę się klepała po plecach z ludźmi, którzy lepiej się czują rozglądając się po próbkach w laboratorium i co jakiś czas publikując wyniki niż z tymi, którzy od czasu do czasu doznają olśnienia, patrząc w jakiś historyczny tekst o mitologii albo nawet tylko w sufit


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
23-02-2012 23:53 
 Ocena-2 na 4
zeno (72 punktów)
>Nie no, jasne. Ja to rozumiem. Ty za to powinieneś zrozumieć, że za TE przemawia jedna zasadnicza sprawa: TE nie usiłuje ludzi przekonać, że coś magicznie powstało z czegoś magicznego i ponad-naturalnie zmieniło wszystko we Wszechświecie, okolicach i bezpośrednio na Ziemi. Bardziej prawdopodobne jest, że czegoś jeszcze nie łapiemy niż, że coś z zaświatów nas popycha paluszkiem. Na tej samej zasadzie wolałabym raka leczyć eksperymentalnym lekiem niż modlitwami i rytuałem z Amazonii. Ty wolałbyś rytuał (bo dużo ludzi w niego wierzy i kilku nawet przezdrowiało)? Wolno ci, nie krępuj się.

Oj Elka, Elka, obawiam się po tym wstępniaku, że nie podyskutujemy.
Nie jestem gościnnie na tym forum u racjonalistów, żeby sobie u Wszechmogącego (czy u ojca przełożonego) punkty załapać. Uważam się za racjonalistę, chociaż wierzę w kreację a nie w ewolucję. Piszesz, że TE jest przeciwstawne "czemuś magicznemu powstałemu czegoś z magicznego", ale nawet gdy upraszczając powiesz, że w wyniku ewolucji poprzez przypadkowe mutacje wsparte doborem naturalnym powstało to wszystko co nas otacza i my do tego na dokładkę, po zastanowieniu powinnaś zgodzić się z określeniem, że to był cudowny zbieg przypadkowych mutacji.
Dlaczego w tym zaraniu wszechświata nie mógł by powstać jakiś bóg, natomiast mógł później powstać człowiek? Nawet do tych rozważań można przyjąć, że powstał z tych pierwotnych aminokwasów w oparciu o TE, to czy nie mógł to być byt nieśmiertelny zasilający swoje funkcje życiowe(?) bezpośrednio energią, której pełno wokoło?
Dzisiaj naukowcy (może pseudonaukowcy) próbują znaleźć gen ograniczający długość naszego życia. Powstanie człowieka z całym obciążającym go bagażem odżywiania, prokreacji, wpasowanego niezwykle precyzyjnie w wyjątkowe w kosmosie środowisko, to jest dopiero wyzwanie dla natury !!! Jakiś bóg przy tym to pryszcz.
Ale dość tych bajek, dobrej nocy.
24-02-2012 02:31 
 Ocena 8 na 8
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Oj Elka, Elka, obawiam się po tym wstępniaku, że nie podyskutujemy.
>Nie jestem gościnnie na tym forum u racjonalistów, żeby sobie u Wszechmogącego (czy u ojca przełożonego) punkty załapać.

Kto ci, gekonie, powiedział, że ktoś poważny jest tu dla punktów? Ja wyraziłam tylko położenie swoich sympatii. Szczególnie biorą mnie fizycy. Taki kink.

> Uważam się za racjonalistę, chociaż wierzę w kreację a nie w ewolucję.

*głosem typu droid OOM* Uh, that doesn't compute.

> TE [..] to był cudowny zbieg przypadkowych mutacji.

Cudowny? Nie, nie bardzo. Zupełnie naturalny.

To trochę jak ze zdobyciem pracy i rozwojem firmy, wiesz? Zwykle na stanowisko asystentki przyjmuje się fajną lasię potrafiącą dobrze prowadzić kalendarz i szybko pisać. Szef, zwolniwszy jedną fajną lasię, szuka drugiej. Ustawia wywiad z trzema kandydatkami. Tak się składa, że jedna z nich nie jest super fajna, ale kiedy do biura wpada wściekły i agresywny współpracownik, to właśnie ona go usadza na miejscu i uspokaja (kiedy pozostałe dwie, super fajne, kwiczą w histerii). Tak pracę dostaje średnio fajna, ale bardzo stanowcza i z lepszym cv. Po niej następuje zmiana kierownika, też nie na podstawie zwykłych kryteriów, a nowych, bardziej merytorycznych - bo szefowi coś przeskoczyło w mózgu, a do tego wytyczne naboru pomagała pisać ta nowa. Z powodu nowej, obrotnej asystentki i nowego, cwanego kierownika firma dostaje fundusze, rozwija się i w ogóle lepiej się dzieje. Nawet kawę i herbatę na spotkaniach dają lepszą. Czysty przypadek w wyniku którego organizm się zmienił. I z tej okazji wykolegował z rynku okoliczny organizm. Tak to działa. Prościej? [historia autentyczna (c)]

>Dlaczego w tym zaraniu wszechświata nie mógł by powstać jakiś bóg, natomiast mógł później powstać człowiek?

Jeżeli by powstał "jakiś bóg" to z definicji nie byłby bogiem. Chyba, że lecisz w panteon egipski, ale z tym to do Mere, ona się zna najlepiej na tych kwestiach, a tam faktycznie jacyś powstawali z materii. Co nie zmienia faktu - chcesz tchnąć fizykę w mitologię. I znów głosem droida, wszyscy razem...!

>Dzisiaj naukowcy (może pseudonaukowcy) próbują znaleźć gen ograniczający długość naszego życia.

Taki mechanizm może istnieć, teoretycznie, czemu nie. Pewnie będzie miał coś wspólnego z kontrolowaniem apoptozy. Niech odkrywają. Pewnie przy okazji odkryją lek na raka, ja się nie będę skarżyć. Co to ma do kwestii bogów i nieprawdziwości ewolucji?

>Powstanie człowieka z całym obciążającym go bagażem odżywiania, prokreacji, wpasowanego niezwykle precyzyjnie w wyjątkowe w kosmosie środowisko, to jest dopiero wyzwanie dla natury !!!

To akurat, jest świetny dowód na ewolucję. Nic tak uroczo spi.. skomplikowanego nie mogło powstać z sensownych planów. Takie pokraki mogły powstać tylko stopniowo i przypadkowo. Za każdym razem kiedy wychodzę ze szpitala i patrzę w swoje wyniki upewniam się co do prawdziwości ewolucji



>Ale dość tych bajek, dobrej nocy.

Fakt, słyszałam lepsze.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
23-02-2012 22:41 
 Ocena 4 na 4
Mateusz(Kojut) Kozuch (2120 punktów)
>Pod tekstem p. Koraszewskiego trwa aktualnie akcja douczająca racjonalistów przez p. Brzezińskiego i warto żebyś ją prześledziła. Nie próbując merytorycznie oceniać Jego wpisów (za cienki jestem) zwraca ona jednak uwagę na cienki lód po którym poruszają się wyznawcy TE: niemal wszystkie sztandarowe "twarde dowody" były zakwestionowane, a nowe się nie pojawiają pomimo, że jest to temat drążony przez całą światową naukę.

Jedyne czym p.Brzezinski się wykazuje- poza znajomością wielu tytułów książek i ich autorów- to kompletna nieznajomość TE.
Wszystko co wg. p.Brzezińskiego powinno podważać ewolucję tak naprawdę jej dowodzi i zostało to w tej teorii opisane.


Jak brakuje ogonków znaczy, że piszę z telefonu.
02-03-2012 12:38 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Dla mnie jest albo kreacjonizm, albo darwinizm (uproszczenie).
Moim zdaniem nie jest to logiczne.
Jeśli nawet odrzucić darwinizm - to samo to odrzucenie nie prowadzi do żadnego wniosku w kwestii skąd się wziął świat i człowiek. Może istniał wiecznie?
A jeśliby przyjąć darwinizm i odkrycia astrofizyki - to i tak mamy problem z czego ewentualnie powstała materia. Może istnieje wiecznie?
Tak więc moim zdaniem darwinizm nie obala (szeroko pojętego) kreacjonizmu w tym sensie, że zawsze można sobie dołożyć Boga, który to wszystko stworzył, by się już dalej toczyło tak, jak opisuje nauka.

Dla wierzących kwestia, czy Bóg nas stworzył poprzez ewolucję, czy bezpośrednio w naszej obecnej formie - to już może być tylko niuans. Najważniejsze, że Bóg jest. Tak mówią.

>Ostatnio "dokształcając się" przeczytałem, że agnostycy zakładają niemożność poznania istoty boga i ja chyba się z tym zgadzam.
Wierzący też tak mówią.

>Manifest, to mi się tak tylko napisało, ale jak się "wyspowiadam", to sam zobaczysz, że w tym mistycznym wierszu, bardzo dużo można dopasować do mojej wizji.
Należy oddzielać wizje poetyckie i science-fiction od badań naukowych.

>Moja wiedza o bogu nie jest zbyt bogata
A kto cokolwiek wie o Bogu, poza źródłami mitologicznymi i wychowaniem?

>Jako czternastolatek pojechałem do szkoły z internatem 250 km od domu i wtedy uwolniłem się od religijności.
Skąd zatem takie, a nie inne koncepcje o Bogu tworzącym tak, a nie inaczej wszechświat?

>Nie wiem dokładnie kiedy to nastąpiło, w jakimś momencie uznałem, że bóg napewno nie oczekuje od człowieka żadnych gestów religijnych, że nie czeka nas żadne niebo, ani piekło
A skąd taki wniosek? Bo takie miałeś widzimisię?
I nie przyszło Ci do głowy, że nie tylko Bóg tego nie oczekuje, ale też w ogóle nic o nim nie wiadomo?

>ale ateistą siebie nigdy nie nazwałem, bo nigdy teoria ewolucji nie wydała mi się przekonywująca.
Co ma piernik do wiatraka? Ateiści istnieli przed Darwinem. Można być sceptycznym względem niektórych odkryć naukowych (ale wówczas lepiej wziąść się za kształcenie i sprawdzanie, niż próbować je obalać nie mając wiedzy, ani dowodów) i jednocześnie scpetycznym również wobec prawd przekazywanych przez mitologie.

>>Ja mam od razu pytanie, jak daleko sięga Twój sceptycyzm. Czy dotyczy on wyłącznie ewolucji, czy również pewnych innych koncepcji? Bo widzę, że już wobec np. idei Boga sceptyczny nie jesteś.
>Jeżeli nie darwinizm, to kreacjonizm jw.
j.w.
>>Co ma piernik do wiatraka? Znam wielu oczekujących na "królestwo boskie", którzy w pełni akceptują teorię ewolucji.
>dla mnie niepojęte
j.w.

>Gdzieś spotkałem ciekawą definicję wiary, która określała ją jako substytut wiedzy tam gdzie rozum nie sięga, a jak napisałem, godzę się z ograniczeniem, które zafundował nam stwórca.
Przede wszystkim próbujesz wykroczyć poza świat dostępny Ci zmysłami poprzez przyjęcie idei Boga. Nie godzisz się z jednym ograniczeniem, ale godzisz się z Bogiem. Nie widzę w tym sensu.

>>Tu jest błąd. Nauka nie bada celowości, a tylko związki przyczynowe. Co się wzięło z czego? Z jakiej przyczyny?
>W tamtej dyskusji, też coś o tym było, ale nie spieram się z twierdzeniem, że jestem ignorantem i moje refleksje wymagają subtelnej korekty za pomocą młotka i przecinaka.
Bez przesady z młotkiem. Wystarczy trochę tylko uporządkować myśli - i sądzę, że prawie każdy jest w stanie dostrzec różnicę pomiędzy tym co nauka bada w sposób weryfikowalny a tym, co stanowi tylko niczym nie popartą spekulację - wynikającą w dużej mierze z chęci nadania życiu większego sensu niż ono i tak już samo w sobie posiada.

>>Celowość, czyli uprzedni plan mogą mieć ewentualnie ludzie ... no i wymyślone przez nich mitologiczne postaci.
>czy to znaczyże jestem mitomanem?
Nie wiem. Sam sobie na to odpowiedz.

>>Bóg powstał z materii, która z kolei uprzednio powstała z anomalii magnetycznej?
>Nie mam zacięcia do zgłębiania tych zagadnień początków wszechświata, jak powstała materia, czym ona faktycznie jest i pewnie dosyć szybko dołączą te zagadnienia do zbioru, który agnostyk zeno odłoży na górną półkę.
Agnostyk mowi "nie wiem nic o Bogu". A Ty o Bogu powiedzialeś już bardzo dużo - między innyni jak stwarzał świat.

>Mój bóg jest materialny, chociaż to nie jest raczej materia z tablicy Mendelejewa - tą być może stworzył on.
O materii spoza tablicy Mendelejewa absolutnie niczego nie wiemy. "Być może" to czysta spekulacja.

>Nie będę GO czcił, ale chyba powinienem tak staroświecko pisać z dużej litery.
Nie mam nic przeciwko temu. W tym względzie również jestem staroświecki.

>Nie będę GO czcił, ale chyba powinienem tak staroświecko pisać z dużej litery. Będę.
Co będziesz?

>Materia z której powstał, to może te "boskie cząstki", już matematycznie odkryte?
Nie mam wielkiej wiedzy matematycznej. Możesz wskazać jakieś opracowanie?
Jednak tak czy inaczej - matematyka - to znów świat idei - nieco podobnie jak mitologie.

>>>W pewnym momencie postanowił stworzyć nasz świat z nami w środeczku.
>Ten środeczek, to mi się napisał, Kopernika nie zwalczam, mieszkam w Toruniu.
To Ci się udało

>Bóg musi być racjonalny, a stworzenie nas musi mieć racjonalny powód.
Skąd ta pewność? Ja raczej sądzę, że jest totalnym surrealistą.

>Obraz Boga stworzyli ludzie i religijność stworzyli też ludzie.
Zgadzam się - aczkolwiek niektórych źródeł religijności szukałbym już u naszych zwierzęcych przodków.

>Uff, nigdy tak się nie wyspowiadałem.
Zawsze to może trochę ulżyć

Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
02-03-2012 13:38 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>>Materia z której powstał, to może te "boskie cząstki", już matematycznie odkryte?
>Nie mam wielkiej wiedzy matematycznej. Możesz wskazać jakieś opracowanie?
Przepraszam, że się wetnę w tym momencie. Ja też wiedzy matematycznej (ani fizycznej) nie posiadam takiej, by czytać profesjonalne dzieła, ale bardzo polecam na przykład to. Lekko się czyta i wszystko zostaje w głowie.
02-03-2012 13:44 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Właśnie się ukazała inna książka:
www.proszy(*)zyki_swojego_psa-p-31113-.html
Mam zamiar ją przeczytać. Jeśli chodzi o fizykę, to jestem mniej więcej na poziomie psa właśnie, dlatego mam nadzieję, że zrozumiem.
02-03-2012 15:06 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>Dla wierzących kwestia, czy Bóg nas stworzył poprzez ewolucję, czy bezpośrednio w naszej obecnej formie - to już może być tylko niuans. Najważniejsze, że Bóg jest. Tak mówią.
To, że bóg stworzył świat i nas, nie oznacza, że istnieje.
04-03-2012 15:30 
 Ocena 1 na 1
ayovi (99 punktów)
>>Dla wierzących kwestia, czy Bóg nas stworzył poprzez ewolucję, czy bezpośrednio w naszej obecnej formie - to już może być tylko niuans. Najważniejsze, że Bóg jest. Tak mówią.
>To, że bóg stworzył świat i nas, nie oznacza, że istnieje.

Ja mam zasade do której sie stosuje i którą wyznaje. Zasada ta brzmi następująco: ateista nie jest w stanie udowodnić,że Bóg nie istnieje, a osoba wierząca nie jest w stanie udowodnić ateistom,że Bóg istnieje.
Dobrze byłoby gdyby ludzie przyswoili sobie tę zasade, byłoby mniej nieporozumień z powodu wzajemnego niezrozumienia. Jak widzicie reguła ta ma kluczowe słowo UDOWODNIĆ.
Nie jesteśmy w stanie udowodnić naukowo, że Bóg istnieje, bądź, że nie istnieje. Bo Bóg to kwestia wiary,a nie nauki i dowodów.
03-03-2012 00:39 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)

>Moim zdaniem nie jest to logiczne.
>Jeśli nawet odrzucić darwinizm - to samo to odrzucenie nie prowadzi do żadnego wniosku w kwestii skąd się wziął świat i człowiek. Może istniał wiecznie?

To jest kwestia "pomysłu na świat": mój przewiduje początek materii, stworzenie środowiska i człowieka.
Rozpatrywałem ewolucję jako siłę sprawczą, ale mnie rozczarowała.
Mój Bóg, jest specyficznym bogiem racjonalisty i dlatego cała nauka o ewolucjoniźmie, doskonale pasuje do opisu Jego dzieła: On nie stworzył, a tworzył i "drzewo ewolucji" to historia tworzenia, ulepszania, korygowania świata organicznego. W takim oglądzie, obserwowane mutacje genetyczne są po prostu zaprogramowaną zdolnościa przystosowywania się osobników do środowiska nie do końca przewidywalnego. Najpierw zostały zbudowane organizmy prymitywne i dopiero w oparciu o doświadczenia z tych prac, budowano organizmy bardziej skomplikowane. Tak samo środowisko było bardziej komplikowane, rozbudowywane w miarę zdobywanego doswiadczenia i dokonanych obserwacji. W budowie kolejnych organizmów, wykorzystywano rozwiązania "konstrukcyjne" sprawdzone wcześniej, a genom był zawsze poprawiany, rozbudowywany, był głównym obiektem zabiegów z zakresu inżynierii genetycznej i to sprawia podobieństwo genomu wszystkich organizmów.

>A jeśliby przyjąć darwinizm i odkrycia astrofizyki - to i tak mamy problem z czego ewentualnie powstała materia. Może istnieje wiecznie?

Cały nasz wszechświat ponoć dąży do NICOŚCI: materia(?) po okresie ekspansji powróci do punktu wyjścia i być może spotykając sie z antymaterią "wyzeruje" się, entropia dobrnie do zera i być może bedzie to pozycja startowa dlka nowego świata jeżeli na tej DOSKONAŁEJ NICOŚCI pojawi sie jakaś skaza początkująca znowu tworzenie się mateii i antymaterii, grawitacji i antygrawitacji i jeszcze czegoś co koniecznie musi mieć swoje anty, żeby całość stanowiła w dalszym ciągu KOSMICZNE ZERO.

>Tak więc moim zdaniem darwinizm nie obala (szeroko pojętego) kreacjonizmu w tym sensie, że zawsze można sobie dołożyć Boga, który to wszystko stworzył, by się już dalej toczyło tak, jak opisuje nauka.

Dla swojego Boga mam szacunek i nie chciał bym Go gdziekolwiek dokładać. Nie uważam Go za wszechmocnego, ale uważam, że cokolwiek tworzył, kierował się racjonalizmem "aż do bólu" - nie ma miejsca na cuda, na sentymenty i przypadkowość. Stworzenie człowieka, to nie zachcianka.

>>Manifest, to mi się tak tylko napisało, ale jak się "wyspowiadam", to sam zobaczysz, że w tym mistycznym wierszu, bardzo dużo można dopasować do mojej wizji.
>Należy oddzielać wizje poetyckie i science-fiction od badań naukowych.

Jeżeli badania naukowe nie wystarczają, jest zasadnym, by sięgać, gdzie wzrok nie siega.

>Skąd zatem takie, a nie inne koncepcje o Bogu tworzącym tak, a nie inaczej wszechświat?
>A skąd taki wniosek? Bo takie miałeś widzimisię?
>I nie przyszło Ci do głowy, że nie tylko Bóg tego nie oczekuje, ale też w ogóle nic o nim nie wiadomo?
>Co ma piernik do wiatraka? Ateiści istnieli przed Darwinem. Można być sceptycznym względem niektórych odkryć naukowych (ale wówczas lepiej wziąść się za kształcenie i sprawdzanie, niż próbować je obalać nie mając wiedzy, ani dowodów) i jednocześnie scpetycznym również wobec prawd przekazywanych przez mitologie.

Jeżeli cokolwiek nie naukowo obalam, to tylko "na własne potrzeby" i huku przy tym nie wiele; naukowości tym swoim dywagacjom na siłę nadawał nie będę, a mitologię raczej tworzę, niż wykorzystuję.

>Przede wszystkim próbujesz wykroczyć poza świat dostępny Ci zmysłami poprzez przyjęcie idei Boga. Nie godzisz się z jednym ograniczeniem, ale godzisz się z Bogiem. Nie widzę w tym sensu.

Uznałem, że łatwiej mi "wyobrazić" sobie samopowstanie boga u zarania wszechświata, który potem tworzy z jakichś powodów człowieka, niz samopowstanie człowieka.
Teaki bóg może byś zdecydowanie mniej wymagający, jeżeli chodzi o środowisko, bo może zasilać się jakąś kosmiczną energią, której wkoło pełno, nie musi sie rozmnażać, bo jest bardzo długowieczny itd itp.

>Bez przesady z młotkiem. Wystarczy trochę tylko uporządkować myśli - i sądzę, że prawie każdy jest w stanie dostrzec różnicę pomiędzy tym co nauka bada w sposób weryfikowalny a tym, co stanowi tylko niczym nie popartą spekulację - wynikającą w dużej mierze z chęci nadania życiu większego sensu niż ono i tak już samo w sobie posiada.

Jeszcze raz powtórze - jestem racjonalistą i nie trzeba mnie przekonywać do naukowego oglądu rzeczywistości, ale nauka o ewolucjoniźmie ślizga się po krawędzi i kto to wie, gdzie tu realność, a gdzie ułuda...

>Agnostyk mowi "nie wiem nic o Bogu". A Ty o Bogu powiedzialeś już bardzo dużo - między innyni jak stwarzał świat.

Bo ze mnie taki agnostyk do bani...

>O materii spoza tablicy Mendelejewa absolutnie niczego nie wiemy. "Być może" to czysta spekulacja.

No to spekuluję, bo cóż nam zostało, a przecież żyć trzeba...

>Co będziesz?

No, bedę pisać z dużej litery!

>Nie mam wielkiej wiedzy matematycznej. Możesz wskazać jakieś opracowanie?
>Jednak tak czy inaczej - matematyka - to znów świat idei - nieco podobnie jak mitologie.

Myślę o tych boozonach pod Genewą poszukiwanych.

>Skąd ta pewność? Ja raczej sądzę, że jest totalnym surrealistą.

Więcej skromności Maceox-ie, nie musisz Go czcić, ale podziwiać Jego dzieło chociaż podczas golenia - powinieneś!
Jak już zostałem stworzony, to nie chciał bym, by zrobił to ślepy za pomocą pogrzebacza na przykład i tą opcję bedę podtrzymywał.

Bardzo zdecydowanie strofował mnie KORIUS i potem nie mogłem zamieścić posta, więc myślałem, że zostałem dla utrzymania "czystości" uczestników tego forum wy....y, ale może nie?

Pozdro
03-03-2012 10:11 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Dla swojego Boga mam szacunek i nie chciał bym Go gdziekolwiek dokładać. Nie uważam Go za wszechmocnego, ale uważam, że cokolwiek tworzył, kierował się racjonalizmem "aż do bólu" - nie ma miejsca na cuda, na sentymenty i przypadkowość. Stworzenie człowieka, to nie zachcianka.

Co jest racjonalnego w stworzeniu świata istot żywych, z których 99% ginie we wstępnym okresie życia, najczęściej zżerana żywcem, a jak już się uda przeżyć nieco więcej, to egzystencja polega głównie na zżeraniu innych i uniknięciu tegoż, co zwykle się nie udaje?

>Uznałem, że łatwiej mi "wyobrazić" sobie samopowstanie boga u zarania wszechświata, który potem tworzy z jakichś powodów człowieka, niz samopowstanie człowieka.

No i z jakich to powodów? Można się zachwycać "suchymi" mechanizmami ewolucyjnymi, bo to rzeczywiście fascynujące, ale jak za tym ma stać kreator, to wolałbym, żeby najpierw przewidział to, o czym napisałem powyżej (a nie eksperymentował) plus hospicja dziecięce, onkologię, zabijąjących się ludzi z powodu bólu (choćby zębów) i fatalnych chorób w poprzednich wiekach, życie kurczaków (wybierz się do ubojni, im większe zwierzęta, tym fajniej - zdaje się, że 60 miliardów zwierząt mordujemy w celach spożywczych rocznie, hodujac je często w sposób dla nich nienaturalny, czyli w zamkniętych pomieszczeniach). Możesz dodać 100 000 ludzi umierających dziennie z niedożywienia, obozy koncentracyjne, Koreę, Rwandę i tak dlugo jeszcze. Fajnie się bajdurzy, kiedy siedzi w gnuśnej Europie i jeszcze mama nakarmi i opierze (tutaj strzelam). Twój kreator to nieudacznik. Nic dziwnego, że się schował i nie pokazuje.
03-03-2012 15:49 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)
>Co jest racjonalnego w stworzeniu świata istot żywych, z których 99% ginie we wstępnym okresie życia, najczęściej zżerana żywcem, a jak już się uda przeżyć nieco więcej, to egzystencja polega głównie na zżeraniu innych i uniknięciu tegoż, co zwykle się nie udaje?

Ale pomimo tych wszystkich okropności, człowiek potrafi znajdować w tym życiu szczęście i często pojawia się u schyłku życia ten motyw: gdybym miał szansę jeszcze raz je przeżyć - starał(a) bym się zrobić to identycznie.
Jeżeli to życie dano śmiertelnym, to obawiam się, że inaczej nie mogło być zainscenizowane: szczęście narodzin musi być okupione tragedią umierania, sukcesy mogą tylko rozbłyskiwać na mrocznym tle porażek, a ludzie prawi mogą byćdocenieni tylko wtedy, gdy wkoło łotry i złoczyńcy. Bardzo często sukces jednej osoby jest równocześnie porażką innego.
Kiedy moja mama ubolewała, że nie chcę zasłużyć na boskie królestwo po śmierci, powiedziałem Jej, że jeżeli ono wygląda tak jak jest opisane w piśmie św. to ja tam nie chcę pójść. Powiedziałem Jej, że gdybym tam się znalazł, to pewno już pierwszego dnia bym się pożygał i pewnie powtarzało by się to przynajmniej każdego ranka po przebudzeniu: czy jesteś w stanie sobie wyobrazić spędzanie czasu, kiedy nie trzeba pracować, kiedy możesz mieć wszysto co zapragniesz, ot tak sobie i twoi sąsiedzi też mogli by mieć wszystko, obok lwy jedzą trawę itd itp ?
Masakra !
Tymczasem, jeżeli słyszymy o śmierci, to tymbardziej cieszymy się, że nas nie dotknęła, tak samo gdy słyszymy o cudzym nieszczęściu, a gdy nas dotknie, to możemy też się pocieszyć, że innego dotknęło większe.
Nie bez znaczenia jest, że wiele z tych niszczęść możemy ominąć i chorób wiele zwalczyć co może dać wiele powodów do chwil szczęśliwych.
Te afrykańskie dzieci można karmić poprawiając swoje samopoczucie.
Ostatnio gdzieś czytałem, że zwierzęta inaczej odczuwają ból, więc może tak być, że to tylko wrażliwi ludzie cierpią naprawdę z powodu złego traktowania zwierząt. Gdzieś też przeczytałem, że zwierzęta nie wiedzą, że będzie jakieś jutro, więc tym zabijaniem nie powinnismy się tak dołować.
Kury zamknięte w klatkach, nie podlegają stresom, bo nie wiedzą, że można żyć inaczej, a na dowód regularnie znoszą jajka.
Zauważ, że ewolucja też nic fajnego swoim produktom nie proponuje, a taki kreator ma jakąś szansę się zrehabilitować, no nie?

Pozdro
03-03-2012 16:34 
 Ocena 5 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)
Co do pierwszej części wypowiedzi- polecam "Kobyszcze" Lema. Poruszany tam jest problem szczęścia wynikającego z kontrastu z cudzym nieszczęściem. Ogólnie mówiąc- bardzo podłe takie "szczeście".
>Ostatnio gdzieś czytałem, że zwierzęta inaczej odczuwają ból, więc może tak być, że to tylko wrażliwi ludzie cierpią naprawdę z powodu złego traktowania zwierząt. Gdzieś też przeczytałem, że zwierzęta nie wiedzą, że będzie jakieś jutro, więc tym zabijaniem nie powinnismy się tak dołować.
>Kury zamknięte w klatkach, nie podlegają stresom, bo nie wiedzą, że można żyć inaczej, a na dowód regularnie znoszą jajka.
A za to- 10 minusów. Jak od dawna nie postawiłam nikomu zadnego minusa, tak teraz musze. Niestety, głupota czasem musi zaboleć . I podłość .
03-03-2012 18:11 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Się z minusem dołączam.


...a słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak. (Bułat Okudżawa)
zeno (72 punktów)
>Co do pierwszej części wypowiedzi- polecam "Kobyszcze" Lema. Poruszany tam jest problem szczęścia wynikającego z kontrastu z cudzym nieszczęściem. Ogólnie mówiąc- bardzo podłe takie "szczeście".

No to spróbuj opisać hipotetyczny świat, ale z jakąś dozą realności, który zapewni szczęście "nie podłe", zasiedlony przez ludzi z tej Ziemi.

>A za to- 10 minusów. Jak od dawna nie postawiłam nikomu zadnego minusa, tak teraz musze. Niestety, głupota czasem musi zaboleć . I podłość .

Mam w domu cztery przygarnięte koty i niedawno miałem trzy psy przybłędy (dwa po długim leczeniu zostały uśpione przez weterynarza), w zimie dokarmiałem niemałe stadko sikorek, ale jem mięso. Moim zdaniem, osoby uciekające np w wegetarianizm gwałcą naturę.
03-03-2012 21:39 
 Ocena 2 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

>No to spróbuj opisać hipotetyczny świat, ale z jakąś dozą realności, który zapewni szczęście "nie podłe", zasiedlony przez ludzi z tej Ziemi.
Akurat bohaterami "Kobyszczecia" nie sa ludzie. Ale jest i odpowiedz na to pytanie.

>Mam w domu cztery przygarnięte koty i niedawno miałem trzy psy przybłędy (dwa po długim leczeniu zostały uśpione przez weterynarza), w zimie dokarmiałem niemałe stadko sikorek, ale jem mięso. Moim zdaniem, osoby uciekające np w wegetarianizm gwałcą naturę.
Jak wielokrotnie pisalam- pracowalam na rzezniach. I jestem lek, wet. Nie ma watpliwosci, ze odczuwanie bolu przez zwierzeta jest takie samo jak u ludzi.
Chocby stosuje sie takie same srodki przeciwbolowe, i narkoza jest podobna.
Co do zdolnosci cierpienia- wyzsza czynnosc nerwowa, nie mylic z bolem. Ale mozliwe jest u wielu gatunkow.
Podglad nie chce mi wstawiac polskich liter, a korektor na przegladarce mam dunski.
Moje psy doskomale wiedzialy, co to jest "jutro".
Pakowanie kagancow, czaprakow wieczorem- rano wyjazd, wyscigi. Wiec wieczorem nie pilnowaly samochodu, ale rano juz nie chcialy od niego odejsc.
A jak Miskowi powiedzialam, ze jutro bedzie siosrzyczka, to nastepnego dnia wygladal przez okno, zwlaszcza jak slyszal diesla, i wstawal na kazdy dzwonek domofonu. A normalnie to nigdy tylka nie dzwignie. Wiec nie tylko wie, co to jest "jutro", ale rozumie tez samo slowo.
04-03-2012 16:43 
 Ocena 1 na 3
zeno (72 punktów)
>...Nie ma watpliwosci, ze odczuwanie bolu przez zwierzeta jest takie samo jak u ludzi.
...cierpienie...wyzsza czynnosc nerwowa, nie mylic z bolem. Ale mozliwe jest u wielu gatunkow.

Faktycznie, powinienem napisać, że inaczej cierpią.

>Moje psy doskomale wiedzialy, co to jest "jutro".
>Pakowanie kagancow, czaprakow wieczorem- rano wyjazd, wyscigi. Wiec wieczorem nie pilnowaly samochodu, ale rano juz nie chcialy od niego odejsc.
>A jak Miskowi powiedzialam, ze jutro bedzie siosrzyczka, to nastepnego dnia wygladal przez okno, zwlaszcza jak slyszal diesla, i wstawal na kazdy dzwonek domofonu. A normalnie to nigdy tylka nie dzwignie. Wiec nie tylko wie, co to jest "jutro", ale rozumie tez samo slowo.

Pamiętam taki czas, kiedy wydawało się niektórym, że jeszcze rok, dwa a nauczymy się porozumiewać niemal werbalnie z delfinami, później tym rozmówcą miał być goryl, teraz bardzo często spotykam "pańcie", których kotki, pieski rozumieją niemal każde słowo, ale nie powinniśmy się łudzić: ze zwierzętami nie pogadamy.
To co nazywasz rozumieniem słowa, jest tylko skojarzeniem ze słowem konkretnej sytuacji, osoby.
Psom, pakowanie sprzętu też może skojarzyć się z frajdą, która ich czeka i mogą nawet skojarzyć tą rozpiętość czasową pomiędzy tymi zdarzeniami, ale nie sądzę, żeby w tym momencie w ich mózgach powstawała jakakolwiek projekcja tego jutra z czynnościami, które będą wykonywać, a to by dopiero znaczyło, że wiedzą co to jest jutro.

PS Mieliśmy malamuta, który raz nawet wystartował w zawodach z biegaczem i zajął 3 m-ce! To były dwudniowe zawody i po pierwszym bardzo mroźnym dniu, w nocy zrobiła się odwilż i drugiego dnia leśne dukty były jak ślizgawka więc bieg był męczarnią. Kolejnego poranka pies leżał pod stołem, skamlał i nie mógł się ruszyć. Szybko przyjechał zaprzyjaźniony weterynarz i stwierdził, że pies ma po prostu takie zakwasy, zrobił zastrzyk i skończył się problem, ale tego dnia psa znosiłem z piętra przed dom na siusianie (ok. 35 kg).

Pozdro
09-03-2012 17:38 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)

>PS Mieliśmy malamuta, który raz nawet wystartował w zawodach z biegaczem i zajął 3 m-ce!
Duzo by pisac o wygranych mojego Miska.
Do zakwasow nie mozna dopuscic!!! Same miesnie nie ucierpialy, ale miesien sercowy i watroba tak. Pies musi byc odpowiednio przygotowany, sa tez preparaty zapobiegajace zakwasom.
10-03-2012 02:42 
 Ocena 1 na 1
myprecious (7170 punktów)
>>...Nie ma watpliwosci, ze odczuwanie bolu przez zwierzeta jest takie samo jak u ludzi.
>...cierpienie...wyzsza czynnosc nerwowa, nie mylic z bolem. Ale mozliwe jest u wielu gatunkow.
>Faktycznie, powinienem napisać, że inaczej cierpią.
>>Moje psy doskomale wiedzialy, co to jest "jutro".
>>Pakowanie kagancow, czaprakow wieczorem- rano wyjazd, wyscigi. Wiec wieczorem nie pilnowaly samochodu, ale rano juz nie chcialy od niego odejsc.
>>A jak Miskowi powiedzialam, ze jutro bedzie siosrzyczka, to nastepnego dnia wygladal przez okno, zwlaszcza jak slyszal diesla, i wstawal na kazdy dzwonek domofonu. A normalnie to nigdy tylka nie dzwignie. Wiec nie tylko wie, co to jest "jutro", ale rozumie tez samo slowo.
>Pamiętam taki czas, kiedy wydawało się niektórym, że jeszcze rok, dwa a nauczymy się porozumiewać niemal werbalnie z delfinami, później tym rozmówcą miał być goryl, teraz bardzo często spotykam "pańcie", których kotki, pieski rozumieją niemal każde słowo, ale nie powinniśmy się łudzić: ze zwierzętami nie pogadamy.
>To co nazywasz rozumieniem słowa, jest tylko skojarzeniem ze słowem konkretnej sytuacji, osoby.
>Psom, pakowanie sprzętu też może skojarzyć się z frajdą, która ich czeka i mogą nawet skojarzyć tą rozpiętość czasową pomiędzy tymi zdarzeniami, ale nie sądzę, żeby w tym momencie w ich mózgach powstawała jakakolwiek projekcja tego jutra z czynnościami, które będą wykonywać, a to by dopiero znaczyło, że wiedzą co to jest jutro.
>PS Mieliśmy malamuta, który raz nawet wystartował w zawodach z biegaczem i zajął 3 m-ce! To były dwudniowe zawody i po pierwszym bardzo mroźnym dniu, w nocy zrobiła się odwilż i drugiego dnia leśne dukty były jak ślizgawka więc bieg był męczarnią. Kolejnego poranka pies leżał pod stołem, skamlał i nie mógł się ruszyć. Szybko przyjechał zaprzyjaźniony weterynarz i stwierdził, że pies ma po prostu takie zakwasy, zrobił zastrzyk i skończył się problem, ale tego dnia psa znosiłem z piętra przed dom na siusianie (ok. 35 kg).
>Pozdro

Pominąłeś widzę sporo badań nad naczelnymi. Nie czytałeś zapewne o szympansach i bonobo, które opanowały język migowy. Nie jesteś też zapewne świadom tego, że wytrenowane delfiny rozumieją prostą składnię angielskiego i rozumieja zmianę znaczenia języka przy zmianie tejże składni. Nie czytałeś o badaniach nad samicą bonobo, której młode nauczyło się jezyka migowo-piktogramowego nieformalnie, tylko obserwując matkę i jej interakcję z naukowcami?


Jesus shaves!
10-03-2012 12:23 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)
>Pominąłeś widzę sporo badań nad naczelnymi. Nie czytałeś zapewne o szympansach i bonobo, które opanowały język migowy. Nie jesteś też zapewne świadom tego, że wytrenowane delfiny rozumieją prostą składnię angielskiego i rozumieja zmianę znaczenia języka przy zmianie tejże składni. Nie czytałeś o badaniach nad samicą bonobo, której młode nauczyło się jezyka migowo-piktogramowego nieformalnie, tylko obserwując matkę i jej interakcję z naukowcami?
>
Jesus shaves!

Często się zdarza, że rudzikom, które gnieżdżą się u mnie na werandzie, odchowane pisklęta pożera sójka, albo koty i to nie jest raczej dla nich powód do cierpienia, lub traumy: ptaki bardzo szybko zakładają gdzieś nowe gniazdo, żeby obowiązek prokreacyjny wypełnić.
Kot, bawiąc się myszą przed jej uśmierceniem, albo orki bawiące się młodymi foczkami podczas corocznego obżarstwa nie należy postrzegać jako osobniki zdegenerowane, zadające ból ponad potrzebę zaspokojenia głodu, ale należy z tego wyciągnąć wnioski na temat ich beznamiętnego traktowania śmierci.
Antylopa gnu, kiedy hieny, lub szakale rozszarpią na jej oczach małego cielaczka, też nie wpada w traumatycznego "doła", a zwykle po dogonieniu stada, jeszcze tego dnia skubie trawę i później w przyspieszonym tempie dochodzi do gotowości rozrodczej.
Nasz alaskan był chory na padaczkę i po 7 latach od ordynowanych mu leków przestała mu funkcjonować wątroba, więc ostatnie 2 miesiące utrzymywaliśmy go przy życiu na kroplówkach i wtedy też miałem okazję obserwować beznamiętne znoszenie bólu przez zwierzę.
Jeżeli można w tych przypadkach mówić o cierpieniu, to porównywać je z ludzkim nie można w żaden sposób.
Napisałaś, że jestem głupi i podły, bo źle myślę o "braciach mniejszych", a mnie się wydaje, że twoje myślenie jest nadmiernie oblepione infantylną ckliwością i pomimo, że "robiłaś na rzeźni".
PS
Żeby napisać, że małpy "opanowały język migowy", też trzeba dużo bezkrytycyzmu i jak tu się dziwić głupim babom, co to na brudnej szybie wypatrzą obraz matki boskiej?
10-03-2012 13:50 
 Ocena 2 na 2
myprecious (7170 punktów)
>>Pominąłeś widzę sporo badań nad naczelnymi. Nie czytałeś zapewne o szympansach i bonobo, które opanowały język migowy. Nie jesteś też zapewne świadom tego, że wytrenowane delfiny rozumieją prostą składnię angielskiego i rozumieja zmianę znaczenia języka przy zmianie tejże składni. Nie czytałeś o badaniach nad samicą bonobo, której młode nauczyło się jezyka migowo-piktogramowego nieformalnie, tylko obserwując matkę i jej interakcję z naukowcami?
>>
Jesus shaves!

>Często się zdarza, że rudzikom, które gnieżdżą się u mnie na werandzie, odchowane pisklęta pożera sójka, albo koty i to nie jest raczej dla nich powód do cierpienia, lub traumy: ptaki bardzo szybko zakładają gdzieś nowe gniazdo, żeby obowiązek prokreacyjny wypełnić.
>Kot, bawiąc się myszą przed jej uśmierceniem, albo orki bawiące się młodymi foczkami podczas corocznego obżarstwa nie należy postrzegać jako osobniki zdegenerowane, zadające ból ponad potrzebę zaspokojenia głodu, ale należy z tego wyciągnąć wnioski na temat ich beznamiętnego traktowania śmierci.
>Antylopa gnu, kiedy hieny, lub szakale rozszarpią na jej oczach małego cielaczka, też nie wpada w traumatycznego "doła", a zwykle po dogonieniu stada, jeszcze tego dnia skubie trawę i później w przyspieszonym tempie dochodzi do gotowości rozrodczej.
>Nasz alaskan był chory na padaczkę i po 7 latach od ordynowanych mu leków przestała mu funkcjonować wątroba, więc ostatnie 2 miesiące utrzymywaliśmy go przy życiu na kroplówkach i wtedy też miałem okazję obserwować beznamiętne znoszenie bólu przez zwierzę.
>Jeżeli można w tych przypadkach mówić o cierpieniu, to porównywać je z ludzkim nie można w żaden sposób.
>Napisałaś, że jestem głupi i podły, bo źle myślę o "braciach mniejszych", a mnie się wydaje, że twoje myślenie jest nadmiernie oblepione infantylną ckliwością i pomimo, że "robiłaś na rzeźni".
>PS
>Żeby napisać, że małpy "opanowały język migowy", też trzeba dużo bezkrytycyzmu i jak tu się dziwić głupim babom, co to na brudnej szybie wypatrzą obraz matki boskiej?
>

Pomieszali ci się adresaci - przeczytaj co ja napisałem a potem swoją odpowiedź. Nie odnosiłem się do cierpienia ani raz w swojej wypowiedzi, nie jestem też kobietą
Kontestacja, którą zawarłeś w PS jest kontestacją bezpodstawną połączoną z ad personam. Zaprzeczanie rzeczywistości na podstawie argumentu z ignorancji połączone z obrażaniem rozmówcy to raczej niska nota jaką sobie wystawiasz.

Jesus shaves!
11-03-2012 10:24 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Minus za PS. Uzasadnienie - jak w poście myprecious.
zeno (72 punktów)
>Minus za PS. Uzasadnienie - jak w poście myprecious.

To chyba oczywiste, że jest On tym moim pomieszanym adresatem, ale za nic nie rozumiem, jakiegoż to 'ad personam' dopatrzył się w moim tekście, który zresztą i Ty piętnujesz.
Można z biedą przyjąć, że 'ad personam' wyraziłem się o babach co to na brudnej szybie..., bo P. Czaplickiej zarzuciłem, że nieuprawnionym jest takie jednoznaczne określenie "opanowały język migowy" i to podtrzymuję, bo tamten eksperyment w bardzo ograniczonym zakresie potwierdził, że małpki potrafią z pewną powtarzalnością przypisać jakimś gestom swoje określone reakcje. Pamiętam, że z tym eksperymentem, jak i z poznawaniem "mowy" delfinów wiązano duże nadzieje, a wyszło tak sobie ...
tomoyo (480 punktów)

>Żeby napisać, że małpy "opanowały język migowy", też trzeba dużo bezkrytycyzmu
a może po prostu badań/wiedzy na ten temat

>Psom, pakowanie sprzętu też może skojarzyć się z frajdą, która ich czeka i mogą nawet >skojarzyć tą rozpiętość czasową pomiędzy tymi zdarzeniami, ale nie sądzę, żeby w tym >momencie w ich mózgach powstawała jakakolwiek projekcja tego jutra z czynnościami, >które będą wykonywać, a to by dopiero znaczyło, że wiedzą co to jest jutro.
czy mógłbyś podać źródło informacji które doprowadziły do takiego wniosku? wydaje mi się że ciężko powiedzieć co siedzi w głowie innego człowieka,a co dopiero osobnika innego gatunku, a jednak wydajesz się czytać w myślach
tomoyo (480 punktów)

>Jeżeli badania naukowe nie wystarczają, jest zasadnym, by sięgać, gdzie wzrok nie siega.
puścić wodze fantazji? ale potem trzeba zebrać się do kupy i wrócić do szarej rzeczywistości
22-02-2012 10:41 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
P.S.:
Skoro Ty tak beztrosko opowiadasz o Twoich wizjach, to ja podzielę się z Tobą pewną moją hipotezą, opartą wszak na w pewnym stopniu uzasadnionych przesłankach. Otóż pośród wielu mądrych ludzi na tym forum, działa tu również dwóch Panów Andrzejów, którzy są dla tej mojej hipotezy istotni. Z jednym z nich dyskutowałem ostatnio na temat minimalnego progu poziomu intelektualnego, który trzeba reprezentować, by móc się na forum wypowiadać. Natomiast drugi opublikował na stronie racjonlaisty taki artykuł:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,7760
na który ja pozwoliłem sobie odpowiedzieć i ten mój wątek na forum jest właśnie tą odpowiedzią.

I akurat w chwili, w której w dyskusji z jednym Panem Andrzejem podniosłem, że rozmawiać należy absolutnie z każdym bez względu na poziom, a w odpowiedzi drugiemu wskazałem, że na ogół wierzący w pełni przecież akceptują naukę, dodając tylko do niej wiarę - akurat w tej chwili pojawiłeś się w moim wątku Ty.

Moja hipoteza jest taka: Twoje konto jest fikcyjne. Tak naprawdę jesteś postacią wymyśloną przez jednego albo drugiego Pana Andrzeja, ewentualnie przez obydwu Panów Andrzejów działających w porozumieniu. Chodzi im o to, aby wykazać, jak to się rozmawia na pewnym poziomie, a także jak to można się jednak wciągnąć w dyskusję z kimś, kto z irracjonalnych przyczyn związanych z wiarą kwestionuje odkrycia nauki.

Hipotezę tę odrzucam jedynie z tej przyczyny, że sądzę, iż obydwaj Panowie Andrzeje nie mają czasu akurat na to, by dla mnie tworzyć takie posty, jakie tworzysz Ty. Miałbym zbyt duże mniemanie o sobie i chyba zbyt małe o nich, by tak zakładać. Jednak im bardziej w kolejnych postach ukazuje się, że masz nieco większą wiedzę o ewolucji, niż by się wydawało na samym początku, to pozostaje jakieś prawdopodobieństwo, że mogli się oni tak jednak zabawić - wcale nie tylko z mojego powodu, ale również dla celów choćby np. sprawdzenia wiedzy także innych forumowiczów.

Wykaż mi, że się mylę
(Przeprowadzanie tego dowodu musiałoby chyba oznaczać wspięcie się przez Ciebie na poziom intelektualny obydwu Panów Andrzejów. Gdyś tego dokonał - to wówczas nie byłoby podstaw, dla których możnaby zakladać, że to oni chowają się za nickiem "zeno" - używaliby wówczas norlmanie swoich kont - i wtedy byłbyś na pewno prawdziwy)

pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
23-02-2012 10:32 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Otóż pośród wielu mądrych ludzi na tym forum, działa tu również dwóch Panów Andrzejów,
Co najmniej trzech. Polecam także Andrzeja.51 www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,23304
O Jezusie wie tyle, że zdaje się, iż z wehikułu czasu korzystał.

>Moja hipoteza jest taka: Twoje konto jest fikcyjne. Tak naprawdę jesteś postacią wymyśloną przez jednego albo drugiego Pana Andrzeja, ewentualnie przez obydwu Panów Andrzejów działających w porozumieniu.
Gucio prawda. Tacy ludzie naprawdę istnieją.
To już taki typ, a ten typ tak ma.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-02-2012 11:20 
 Ocena-2 na 4
zeno (72 punktów)
>Wykaż mi, że się mylę

Niestety, muszę Cię rozczarować, nie czeka Cię wyjątkowa, przygoda, kiedy to cenieni przez Ciebie ludzie próbują wciągnąć do takiego intelektualnego swawolenia.
W międzczasie, jak widzisz z Panem Koraszewskim kilka zdań wymieniłem i wielkiej satysfakcji z tego nie mam.
Moja obecność na portalu zaczęła się właśnie od uwagi do Jego artykółu o tych losowanych bogach i od tego momentu wszystkie Jego wypowiedzi czytałem.
Wydajemi się człowiekiem bardzo inteligentnym, oczytanym, posiadającym wyjątkową łatwość nadawania swojej wiedzy felietonowych ram.
Jednocześnie zarozumialstwo kipi z tych jego wypowiedzi.
Nie pięknie się zaprezentował, kiedy "flekował" barbizona.
Pisał, że chodzi mu o to, żeby nie przeszkadzano w rzeczowej dyskusji, a przecież, gdyby wyciąć wpisy barbizona i odpowiedzi na nie i potem jeszcze wpisy "bałwochwalcze" typu "koriusowego", to reszta była by naprawdę nie wiele warta.
Nie wiele warte były te wpisy barbizona, ale kontrargumenty Jego adwersarzy generalnie nie wysokiego lotu.
Jest na tym forum sporo mrSpoków, wafelosów itp z którymi dyskusja jest mało wartościowa.
Chyba Parysowi pisze "poczytaj chłopcze jakieś książki", a i ostatni komentarz do tekstu p. Brzezińskiego jest w Jego stylu: "a może by jakiś dowodzik" i "bełkot Bobzhansky'ego".
Pan Brzeziński miał prawo napisań "w moim odczuciu" bez udawadniania, prowokując p. Koraszewskiego do udowodnienia, że jest inaczej.
Parys napisał, że p. Koraszewski lubi atmosferę takiego forum, gdzie dominuje Jego kamaryla i tak to widzę. Niestety, u każdego przychodzi taki okres, kiedy przestaje czytać ze zrozumieniem, przestaje uważnie słuchać innych i za posłannictwo uważa nasączanie innych swoim oglądem świata.
Podoba mi się sposób dyskutowania p. Brzezińskiego i imponuje mi Jego wiedza.
Pozdrawiam
23-02-2012 11:56 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Podaruj sobie takie wpisy ad personam.
maceox (6766 punktów)
>>Wykaż mi, że się mylę
>Niestety, muszę Cię rozczarować
Nie chciałem Cię urazić moim poprzednim postem. Ty pisałeś o swojej wizji, a ja napisałem o swojej. Zastanawiam się, czy różnica polega na tym, że ja staram się odróżniać wizje od rzeczywistości.

> nie czeka Cię wyjątkowa, przygoda, kiedy to cenieni przez Ciebie ludzie próbują wciągnąć do takiego intelektualnego swawolenia.
Ale skoro nie oni, to jednak Ty - Zeno. Właśnie do tego mnie próbujesz wciągnąć? Do swawolenia?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
04-03-2012 09:24 
 Ocena-2 na 2
zeno (72 punktów)
..... ja staram się odróżniać wizje od rzeczywistości.

Nie bądź zarozumiały, wszyscy się starają i ich poglądy różnią się tylko skutkiem zróżnicowanych efektów tego starania: bardzo często wizje stawały się elementem rzeczywistości i nawet chyba wizjoner Darwin skutecznie coś takiego zrobił.

..... do tego mnie próbujesz wciągnąć? Do swawolenia?

Niedawno zacząłem, ale już tracę chęć do tego "swawolenia": dyskutanci na tych dwóch głównych forach znaleźli się po mniej, lub bardziej skomplikowanych, głębokich rozmyślaniach i teraz skoncentrowani są już tylko na sprawnym, efektownym przerzucaniu się argumentami ze swojego zapyziałego arsenału i w tym "swawoleniu" nie ma miejsca na zastanawianie się nad argumentami strony przeciwnej.

Pozdro
MH1978 (462 punktów)
>Gdzieś w tej dyskusji padło stwierdzenie, że naukowość tezy wymaga możliwości powtórzenia eksperymentu z tymi samymi wynikami, a przecież nawet najmniejszego kroczku ewolucji nie doświadczyliśmy, wszystko stało się wcześniej i Darwin dorysował naszą przeszłość.

Nie jest to prawdą. Trudno oczekiwać "na naszych oczach" ewolucji międzyrzędowej (np. powolnego przekształcania się dinozaurów w ptaki), ale na co dzień obserwujemy ewolucję bakterii, wirusów, ale także większych organizmów żywych, jak choćby komary w londyńskim metrze. Jako ludzie również (i nie mówię teraz o celowym ingerowaniu w kod DNA) doprowadziliśmy i doprowadzamy do powstania szeregu ras i odmian zarówno roślin jak i zwierząt. Można powiedzieć, że od tysięcy lat człowiek dosłownie rzeźbi sobie gatunki, które mają służyć do jego potrzeb. Przykładów jest mnóstwo - cała kynologia (setki ras psów), rolnictwo - od roślin po zwierzęta. My to nazywamy doborem sztucznym, ponieważ do tych zmian wykorzystujemy ludzki umysł, ale zwierzęta czynią podobnie (choć nie na takim poziomie świadomości jak my) - i tak na przykład pszczoły hodują sobie kwiaty (i vice versa), rekiny mniejsze od siebie ryby itd. - złożoność i ilość powiązań jest imponująca! A "rzeźbienie" gatunków przez inne gatunki nazywamy doborem naturalnym (polecam "Najwspanialsze Widowisko Świata" Richarda Dawkinsa).

>We wszystkich religiach bóg jest wszechmogący i akt stworzenia jest momentem, ale gdyby przyjąć, że nasi stworzyciele nasz świat budowali mozolnie krok po kroku, ucząc się i nabierając doświadczenia, to właśnie najpierw powstały by najprymitywniejsze stworzenia i w konstrukcji następnych wykorzystano by wcześniejsze doświadczenia, a i całe fragmenty łąńcucha DNA można by powtarzać.

Możemy sobie oczywiście wyobrazić, że jacyś naukowcy eksperymentują kodem DNA i tworzą sobie całkiem nowe gatunki, tylko że istnienie samego naukowca to już bardzo skomplikowany, trwający setki milionów lat, proces ewolucji. Zupełnie nie rozumiem po co tworzyć dodatkowe byty "rzeźbiące" kolejne struktury DNA, skoro cały proces z powodzeniem da się wyjaśnić nie odwołując się do hipotezy istnienia tych bytów.
zeno (72 punktów)
>Trudno oczekiwać "na naszych oczach" ewolucji międzyrzędowej....

Dlaczego trudno oczekiwać: ewolucja się nie zakończyła przecież, wręcz śmiem twierdzić, że powinna iść szeroką ławą, a ponieważ taka przemiana jakiegoś organu w inny, lub wykształcenie się nowego musi z definicji trwać długo, to powinny być do wypatrzenia takie specjacje "w drodze". Coś chyba jest nienaturalnego w tym, że znaleźliśmy się w takim momencie, kiedy właśnie wszystkie ewolucje międzyrzędowe zakończyły się, a kolejne nie rozpoczęły się na tyle, aby je zauważyć .

>.....na co dzień obserwujemy ewolucję bakterii, wirusów,....

W moim oglądzie nie są to dowody na ewolucyjne powstanie życia, a tylko pokazują, że organizmy posiadają możliwość przystosowania się do warunków środowiskowych, ale jest to możliwe tylko w obrębie danego gatunku. Jeżeli ktoś dopuści jednak możliwość kreacji, to oczywistym się wydaje przewidywanie konieczności przystosowywania się gatunków do srodowiska, a tym samym wyposażenie ich w takie genetyczne możliwości jest oczywiste.

>Możemy sobie oczywiście wyobrazić, że jacyś naukowcy eksperymentują kodem DNA i tworzą sobie całkiem nowe gatunki, tylko że istnienie samego naukowca to już bardzo skomplikowany, trwający setki milionów lat, proces ewolucji. Zupełnie nie rozumiem po co tworzyć dodatkowe byty "rzeźbiące" kolejne struktury DNA.....

Gdzieś już napisałem, że powstanie takiego "naukowca" wg mojego wyobrażenia jest milion razy łatwiejsze, jeżeli wyeliminujemy kilka komplikacji, których nie oszczędzono naszym "Einstainom", "Darwinom":
-nie musi się odżywiać, bo energię do funkcjonowania pobiera np wprost z otoczenia (grawitacyjna, jakieś promieniowanie..??);
-nie musi się rozmnażać w tak skomplikowany "ludzki" sposób: jeżeli już - to poprzez klonowanie;
-jeżeli nie jest wieczny, to przynajmniej bardzo długo wieczny;
-nie jest tak wrażliwy na warunki środowiskowe jak człowiek, bo chyba się zgodzisz, że nasze ziemskie środowisko zdecydowanie odstaje od "przeciętnych" kosmicznych warunków.
Oczywiście, że napisałem milion, ale nie poprę tego obliczeniami.

>z powodzeniem da się wyjaśnić nie odwołując się do hipotezy istnienia tych bytów.

To powodzenie, obiektywnie oceniając jest dosyć wątpliwe, tymczasem są naukowcy, którzy badając ludzki genom, dopatrują się w nim miejsc gdzie nastąpiło cięcie celem dosztukowania nowego fragmentu, czyli dopatrują się śladu inzynierii genetycznej.

Pozdrawiam
MH1978 (462 punktów)
>>Trudno oczekiwać "na naszych oczach" ewolucji międzyrzędowej....
>Dlaczego trudno oczekiwać: ewolucja się nie zakończyła przecież, wręcz śmiem twierdzić, że powinna iść szeroką ławą, a ponieważ taka przemiana jakiegoś organu w inny, lub wykształcenie się nowego musi z definicji trwać długo, to powinny być do wypatrzenia takie specjacje "w drodze". Coś chyba jest nienaturalnego w tym, że znaleźliśmy się w takim momencie, kiedy właśnie wszystkie ewolucje międzyrzędowe zakończyły się, a kolejne nie rozpoczęły się na tyle, aby je zauważyć .

Jesteśmy w całkiem normalnym momencie, w którym ewolucja jak najbardziej postępuje. Podałem przykład zwierząt hodowlanych i udomowionych, gdzie trochę (sztucznie) przyspieszyliśmy ten proces, ale jest to bardzo dobry przykład. Zarówno mały york, jak i potężny owczarek podhalański mają jednego wspólnego przodka - wilka. Poza tym są gatunki, które ewoluują wolniej, są też takie, które ewoluują szybciej. Z tego co wiem, to padła propozycja jednostki tempa ewolucji (1 Darwin). Z takich namacalnie szybko ewoluujących organizmów wymienię choćby muszki owocówki, na których najczęściej przeprowadza się eksperymenty, ponieważ w ciągu kilku lat można z powodzeniem wyhodować znaczną liczbę znacznie różniących się od siebie odmian (aż chciałbym rzec podgatunków). Przykładem na wolne tempo ewolucji jest chociażby miłorząb japoński. Tempo ewolucji zależy od zmian warunków środowiskowych, ale też od tego na ile dany organizm jest, nazwijmy to, elastyczny (czyli na ile zmiana warunków nie powoduje dla niego większych skutków ubocznych).
Niestety nie jestem biologiem (jestem informatykiem) i nie mogę na tę chwilę podać lepszych przykładów, ale odsyłam do książek Dawkinsa oraz innych ewolucjonistów. Zapewniam, że podają oni liczne przykłady na występowanie ewolucji w naszych czasach i są w tym znacznie bardziej biegli niż ja.
Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Tempo ewolucji zależy również od ilości nisz ewolucyjnych. Jeśli te nisze są zajęte, to w ich obrębie tempo ewolucji jest słabe, ale kiedy takie nisze się pojawiają, to bardzo szybko pojawiają się tam nowe gatunki (przykładem u Dawkinsa był gatunek ptaka, którego nazwy teraz nie pamiętam oraz jaszczurek, które po zmianie środowiska (przeniesieniu się na odizolowaną wyspę) stworzyły nowy gatunek, inaczej wyglądający i mający zupełnie inne zwyczaje - i to wszystko stało się zaledwie w ciągu kilkudziesięciu lat.

>>.....na co dzień obserwujemy ewolucję bakterii, wirusów,....
>W moim oglądzie nie są to dowody na ewolucyjne powstanie życia, a tylko pokazują, że organizmy posiadają możliwość przystosowania się do warunków środowiskowych, ale jest to możliwe tylko w obrębie danego gatunku. Jeżeli ktoś dopuści jednak możliwość kreacji, to oczywistym się wydaje przewidywanie konieczności przystosowywania się gatunków do srodowiska, a tym samym wyposażenie ich w takie genetyczne możliwości jest oczywiste.

Polecam eksperyment z bakteriami coli przedstawiony w "Najwspanialszym widowisku świata" Dawkinsa. Większość nie przystosowała się do trawienia cytrynianu sodu przez dwadzieścia lat eksperymentu, bo żeby mogło do tego dojść potrzebne były dwie mało prawdopodobne mutacje. Jednak w jednej z probówek do takiej mutacji doszło i wykształcił się nowy gatunek bakterii, który potrafił już trawić cytrynian sodu. Gatunek ten, ze względu na znacznie lepsze przystosowanie do warunków laboratoryjnych, wyparł gatunek mniej przystosowany.

>Gdzieś już napisałem, że powstanie takiego "naukowca" wg mojego wyobrażenia jest milion razy łatwiejsze, jeżeli wyeliminujemy kilka komplikacji, których nie oszczędzono naszym "Einstainom", "Darwinom":
>-nie musi się odżywiać, bo energię do funkcjonowania pobiera np wprost z otoczenia (grawitacyjna, jakieś promieniowanie..??);
>-nie musi się rozmnażać w tak skomplikowany "ludzki" sposób: jeżeli już - to poprzez klonowanie;
>-jeżeli nie jest wieczny, to przynajmniej bardzo długo wieczny;
>-nie jest tak wrażliwy na warunki środowiskowe jak człowiek, bo chyba się zgodzisz, że nasze ziemskie środowisko zdecydowanie odstaje od "przeciętnych" kosmicznych warunków.
>Oczywiście, że napisałem milion, ale nie poprę tego obliczeniami.

Natura nie znosi marnotrawstwa, ale istnienie organizmu żywego wymaga znacznie więcej sprzyjających warunków niż tylko grawitacji i jakiegoś promieniowania (dlatego na przykład nie ma życia na księżycu i innych planetach naszego układu (choć nie jest powiedziane, że nie było go kiedyś, w prymitywnej postaci na Marsie).
Długość życia gatunku jest niestety też kwestią ekonomii genów. Są gatunki, które rozmnażają się bardzo szybko i wcześnie osiągają wiek dojrzały, ale nie żyją zbyt długo, są też inne - jak chociażby niektóre gatunki żółwi - które wiek dojrzałości płciowej osiągają dopiero po czterdziestu latach, ale potrafią dożyć czterystu lat.
Nasze środowisko odstaje od przeciętnych warunków w naszym Układzie Słonecznym. Jednak z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością nie jest to żadna anomalia - w innych układach słonecznych (co pewnie niedługo zostanie dowiedzione, i co w ogóle mnie nie zdziwi) mogą istnieć podobne warunki jak na Ziemi i wtedy też prawdopodobnie znajdzie się na nich życie (śmiem twierdzić, że na niektórych planetach spoza naszego układu mogą istnieć znacznie bardziej rozwinięte cywilizacje jak nasza, sądzę też, że są przesłanki co do tego, żeby stwierdzić, że takie cywilizacje odwiedzały swego czasu naszą planetę).

>>z powodzeniem da się wyjaśnić nie odwołując się do hipotezy istnienia tych bytów.
>To powodzenie, obiektywnie oceniając jest dosyć wątpliwe, tymczasem są naukowcy, którzy badając ludzki genom, dopatrują się w nim miejsc gdzie nastąpiło cięcie celem dosztukowania nowego fragmentu, czyli dopatrują się śladu inzynierii genetycznej.

Nie zdziwiłoby mnie pozostawienie inżynierii genetycznej w ludzkim genomie, ponieważ, tak jak napisałem wcześniej jest prawdopodobne (dla mnie osobiście wysoce prawdopodo
zeno (72 punktów)
>Jesteśmy w całkiem normalnym momencie....
Zanim zaczniesz pisać co wiesz na temat ewolucji, uważniej czytaj co ta druga strona pisze:
postawiłem tezę, że powinniśmy dzisiaj dopatrzeć się jakiego kolwiek przypadku postępującej ewolucji międzyrzędowej, czyli jakiś tworzący się nowy narząd, lub zmiana zasadnicza roli któregoś, tak jak niby kiedyś przednia łapa zamieniła się w skrzydło.
Te przypadki, które wymieniasz zaliczam do możliwości przystosowawczych organizmu, zaprogramowanych w momencie jego zbudowania, o czym pisałem w kolejnym akapicie. Te różne psy, to nie różne gatunki, tylko różne rasy. To samo jest z pozostałymi przykładami, o kant pleców można je rozbić, a niestety przez tych 130 lat(?) nauka, pomimo usilnych starań nic lepszego nie znalazła, co więcej, niby dowody wcześniej okrzyknięte zdecydowanie "twardymi", po krótkim czasie miękły: dotyczy to zarówno ewolucji bakterii, muszki owocówki i innych.
Odszukaj komentarze, do artykułu p. Koraszewskiego pt "Obrona losowo wybieranych bogów", które napisał p. Brzeziźski, później na stronie www.inteligentny-projekt.pl przeczytaj artykuł "Kto skonstruował dzięcioła" i artykuły p. Ruckiego, a przede wszystkim "Ewolucja oka". Dla mnie objawieniem było przeczytanie wiersza p. Szymborskiej "Wersja wydarzeń" - potem możemy jeszcze podyskutować.

>Nie zdziwiłoby mnie pozostawienie inżynierii genetycznej w ludzkim genomie.....

Tego nie wybaczyli by Ci ateiści rozdający minusy na tych stronach, więc tym się nie chwal, a ja się zapytam: to dlaczego nie założyć, że to była kolejna wizyta na ziemi, bo jej stworzyciele uznali, że należy skorygować, czy zmodernizować człowieka ???

Pozdrawiam
12-03-2012 23:15 
 Ocena 2 na 2
MH1978 (462 punktów)
>Zanim zaczniesz pisać co wiesz na temat ewolucji, uważniej czytaj co ta druga strona pisze:
>postawiłem tezę, że powinniśmy dzisiaj dopatrzeć się jakiego kolwiek przypadku postępującej ewolucji międzyrzędowej, czyli jakiś tworzący się nowy narząd, lub zmiana zasadnicza roli któregoś, tak jak niby kiedyś przednia łapa zamieniła się w skrzydło.

Skwituję to jednym - trudno zaobserwować przekształcenie się jednego rodzaju kończyny w inny przez zaledwie (jak sam napisałeś) 130 lat badań naukowych (przy czym przez część tego czasu ewolucjoniści musieli skupić się bardziej na odpieraniu brutalnych ataków kreacjonistów). Ewolucja nie zachodzi błyskawicznie w ciągu jednego, ani nawet dziesięciu pokoleń. W ciągu pojedynczych pokoleń jest możliwe to, co Ty nazywasz możliwościami przystosowawczymi organizmu, a co ja nazywam pierwszymi zmianami ewolucyjnymi. Na zmianę jednego rodzaju kończyny w inny bądź zwiększenia wydajności/złożoności organu potrzeba milionów lat. Zmiany ewolucyjne są jak dwie klatki filmu - każda następna (przy założeniu, że nie mamy do czynienia ze zmianą sceny) jest łudząco podobna do poprzedniej, a jednak po kilku klatkach widać już jakąś różnicę; po kilku tysiącach klatek obraz może przedstawiać już zupełnie co innego.

>Te przypadki, które wymieniasz zaliczam do możliwości przystosowawczych organizmu, zaprogramowanych w momencie jego zbudowania...

Oprócz danych kopalnych, badań nad owocówkami etc. istnieją jeszcze inne bardzo silne świadectwa ewolucji, jak chociażby podobieństwa w genomie (nasze DNA jest dajmy na to bardziej podobne do DNA szympansa niż muszki owocówki).

>Tego nie wybaczyli by Ci ateiści rozdający minusy na tych stronach, więc tym się nie chwal, a ja się zapytam: to dlaczego nie założyć, że to była kolejna wizyta na ziemi, bo jej stworzyciele uznali, że należy skorygować, czy zmodernizować człowieka ???

Ateiści nie muszą mi nic wybaczać. Zarówno Ty, jak i każdy inny uczestnik tego forum może mi dać minusa (ma do tego prawo i nie pogniewam się). Osobiście uważam, że wersja odwiedzin z zewnątrz przed tysiącami lat jest prawdopodobna i choćby wszyscy ateiści powiedzieli, że się ze mną nie zgadzają (w co wątpię), to ja nie muszę podzielać tego zdania. Ateizm (w sensie, o którym mówię) to nie religia - to jej zaprzeczenie. Nie chodzi mi też o to, żeby poświęcać życie w walce o to, że Boga nie ma. Ateiści, w przeciwieństwie do teistów, którzy są w stu procentach pewni istnienia Boga i w obronie tego twierdzenia są gotowi zabić, zakładają znikomo małe (a jednak) prawdopodobieństwo, że jakiś Stwórca może istnieć (choć istnienie wszechświatów da się też wyjaśnić za pomocą teorii hiperwszechświata i nieskończonych cykli przekształceń takiego tworu). Można też, podobnie jak Einstein, przyjąć, że właściwie Wszechświat = Bóg (tylko, że ja wolę Wszechświat, ponieważ Bóg kojarzy mi się z osobą). Tak czy owak, prawa przyrody można wyjaśnić bez odnoszenia się do Niego, nie trzeba się też przejmować co też może sobie On o mnie pomyśleć. Gniew, zazdrość, potrzeba miłości etc. to typowo ludzkie cechy i o ile istnienie samego Boga jest znikomo mało prawdopodobne, o tyle istnienie osobowego Boga, który może się na mnie gniewać lub mnie kochać (bądź nienawidzić) to już skrajne nieprawdopodobieństwo (i typowy przykład przypisywania Bogu cech ludzkich).

Plusem otwartego umysłu jest to, że nie trzeba się ze wszystkimi zgadzać, że można mieć swoje własne stanowisko (choć oczywiście dobrze jeśli to stanowisko jest poparte czymś konkretnym - faktami i dowodami). Jeśli dwóch rozumnych ludzi się z ze sobą nie zgadza, ale tylko jeden z nich ma rację, to ostatecznym sędzią jest rzeczywistość. Jeśli jeden z nich dowiedzie, że drugi się mylił, ten drugi to zrozumie i ostatecznie obaj na tym skorzystają. Jeśli spotyka się dwóch wyznawców różnych religii i zaczną się sprzeczać o dogmaty - nigdy nie dojdą do porozumienia (co więcej, jest wysoce prawdopodobne, że prędzej czy później jeden drugiemu wbije nóż w plecy).

Religia, z założenia, posiada szereg dogmatów, do których trzeba naginać rzeczywistość, a jeśli się ktoś z nimi nie zgadza, to... no właśnie - na stos z nim (ostatecznie zawsze na stos, albo coś podobnego).

A co do kolejnej wizyty korekcyjnej - nawet jeśli tak było, że przedstawiciele jakiejś wysoko zaawansowanej cywilizacji co jakiś czas odwiedzali naszą planetę (że nie był to jednorazowy epizod, o ile był), to oznaczałoby jedynie, że są oni jakimiś przedstawicielami zaawansowanej, obcej cywilizacji, którzy mieli w takich odwiedzinach jakiś interes (nie wiem jaki i nie odpowiem na takie pytanie bo i skąd miałbym znać na nie odpowiedź). Nie oznaczałoby natomiast: po pierwsze - że byli Bogami (przez duże B), po drugie - że na Ziemi nie mamy do czynienia z ewolucją organizmów żywych, po trzecie - że sami nie podlegają takim samym procesom ewolucyjnym.

Wcale mnie nie zdziwi, jeśli za jakiś czas (choć prawdopodobnie jednak do tego nie dożyję) ludzie znajdą w promieniu kilku, kilkudziesięciu lat świetlnych planetę, na której istnieje życie. Wcale mnie nie zdziwi, jeśli się okaże, że na tej planecie znajdują się, wprawdzie inaczej wyglądające, to jednak żywe organizmy, podlegające tym samym prawom ewolucji, które istnieją na Ziemi.
Trochę mi żal, że pewnie jednak tego nie dożyję (choć cieszę się z tego, że całkiem niedawno udało się naukowcom znaleźć skamieliny bakterii w meteorycie www.foxnew(*)evidence-alien-life-meteorite/ ). Ciekawe co wtedy powiedzą teiści o powstaniu życia na Ziemi i innych planetach? Jestem jednak przekonany, że nagną fakty tak, żeby pasowały do kanonu.
13-03-2012 10:27 
 Ocena-1 na 1
zeno (72 punktów)
>trudno zaobserwować przekształcenie się jednego rodzaju kończyny w inny przez zaledwie (jak sam napisałeś) 130 lat badań naukowych (przy czym przez część tego czasu ewolucjoniści musieli skupić się bardziej na odpieraniu brutalnych ataków kreacjonistów).Na zmianę jednego rodzaju kończyny w inny bądź zwiększenia wydajności/złożoności organu potrzeba milionów lat.
No to jeszcze raz spróbuję wytłumaczyć moją wątpliwość:
-jeżeli duża zmiana ewolucyjna musi realizować się miliony lat, to powinniśmy wypatrzeć w jakimkolwiek organiźmie taką postępującą zmianę w postaci częściowo wykształconego, lub częściowo przekształconego organu, a tymczasem wszystkie organizmy są kompletne, wszystkie ich organy funkcjonalne, bez perspektywy zmiany.
>...istnieją jeszcze inne bardzo silne świadectwa ewolucji, jak chociażby podobieństwa w genomie...
Jeszcze raz stwierdzam - nie istnieją, a podobieństwo w genomie wskazuje jedynie, że ewolucja organizmów była skutkiem inżynierii genetycznej i że organizmy bardziej prymitywne były "materiałem wyjściowym do tworzenia bardziej rozwiniętych.
>Gniew, zazdrość, potrzeba miłości etc. to typowo ludzkie cechy i o ile istnienie samego Boga jest znikomo mało prawdopodobne, o tyle istnienie osobowego Boga, który może się na mnie gniewać lub mnie kochać (bądź nienawidzić) to już skrajne nieprawdopodobieństwo (i typowy przykład przypisywania Bogu cech ludzkich).
Najbardziej absurdalnym wydaje mi się obciążanie relacji między ludźmi i Bogiem tą obezwładniająca miłością.
Miłość jest swego rodzaju ułomnością i jak może doskonały byt, jakim jest Bóg pozwolić sobie na ograniczenie swej racjonalności?
Pozdro
13-03-2012 12:03 
 Ocena 2 na 2
MH1978 (462 punktów)
>No to jeszcze raz spróbuję wytłumaczyć moją wątpliwość:
>-jeżeli duża zmiana ewolucyjna musi realizować się miliony lat, to powinniśmy wypatrzeć w jakimkolwiek organiźmie taką postępującą zmianę w postaci częściowo wykształconego, lub częściowo przekształconego organu, a tymczasem wszystkie organizmy są kompletne, wszystkie ich organy funkcjonalne, bez perspektywy zmiany.

Przykłady ewolucyjnych "niedociągnięć" i "niekompletności":
Narząd wzroku - u sokoła znacznie lepszy niż u człowieka, poza tym, skoro już o wzroku mowa, to można znaleźć szereg zwierząt, w których ten narząd jest mniej lub bardziej wykształcony - natomiast miarą jego wykształcenia jest zapotrzebowanie na niego w danym środowisku, dla danego sposobu życia organizmu (człowiekowi nie jest potrzebny taki wzrok jak sokół, ale zapewniam Cię, że gdyby ktoś pokroju Hitlera chciał wykształcić rasę o sokolim wzroku, to w ciągu kilkudziesięciu pokoleń udałoby mu się to). Kolejne przykłady: nerw krtaniowy wsteczny, wyrostek robaczkowy, są też liczne przypadki zwierząt, których narządy nie są "idealnie" dostrojone do panujących warunków - ich ewolucja postępuje, bądź też organizm powoli pozbywa się zbędnego organu (np. zanik narządu wzroku u kretów, rybek jaskiniowych itp.).

>Miłość jest swego rodzaju ułomnością i jak może doskonały byt, jakim jest Bóg pozwolić sobie na ograniczenie swej racjonalności?

Miłość jest uczuciem, które jeden człowiek żywi do drugiego - dotyczy tylko ludzi (względnie innych, świadomych organizmów żywych). Miłość jest zależna od naszego systemu wartości i upodobań. Trudno mi sobie wyobrazić boskie upodobania i jakikolwiek system wartości dla bytu, który, bez względu na działania swoich stworzeń, jest wieczny i niezniszczalny.
zeno (72 punktów)
>Przykłady ewolucyjnych "niedociągnięć" i "niekompletności":
>Narząd wzroku - u sokoła znacznie lepszy niż u człowieka, poza tym, skoro już o wzroku mowa, to można znaleźć szereg zwierząt, w których ten narząd jest mniej lub bardziej wykształcony - natomiast miarą jego wykształcenia jest zapotrzebowanie na niego w danym środowisku, dla danego sposobu życia organizmu (człowiekowi nie jest potrzebny taki wzrok jak sokół, ale zapewniam Cię, że gdyby ktoś pokroju Hitlera chciał wykształcić rasę o sokolim wzroku, to w ciągu kilkudziesięciu pokoleń udałoby mu się to).
Ty po prostu nie czujesz potrzeby rozumienia tezy, żeby zacząć swoje "tokowanie": Ja dywaguję o specjacji międzyrzędowej, a Ty mi nawijasz o lepszym (nie innej budowie) wzroku sokoła, a przecież juz Ci pisałem, że taki przykład informuje o możliwościach przystosowawczych organizmów, a nie o ewolucji.
>są też liczne przypadki zwierząt, których narządy nie są "idealnie" dostrojone do panujących warunków - ich ewolucja postępuje,...
O jakich zwierzętach myślisz i w czym widzisz ten postęp ewolucji?
>bądź też organizm powoli pozbywa się zbędnego organu (np. zanik narządu wzroku u kretów, rybek jaskiniowych itp.)....
Czy wcześniejsze krety miały dobry wzrok; jest to uwiarygodnione przynajmniej przez naukę?
14-03-2012 14:57 
 Ocena 2 na 2
MH1978 (462 punktów)
>Ty po prostu nie czujesz potrzeby rozumienia tezy, żeby zacząć swoje "tokowanie": Ja dywaguję o specjacji międzyrzędowej, a Ty mi nawijasz o lepszym (nie innej budowie) wzroku sokoła, a przecież juz Ci pisałem, że taki przykład informuje o możliwościach przystosowawczych organizmów, a nie o ewolucji.

A Ty nie rozumiesz (i nie czujesz potrzeby zrozumienia) teorii ewolucji. Zupełnie inne narządy wzroku - nie ma problemu - np. narząd wzroku ważki. Ale jeśli chodzi o ptaki czy ssaki, to faktycznie - narząd wzroku (choć oczywiście różni się w przypadku różnych gatunków), to jest on podobnie skonstruowany. I nie jest to żadne uchybienie dla teorii ewolucji, tylko jej potwierdzenie - wypracowany przed milionami lat narząd wzroku kręgowców był na tyle dobry, że spotykamy tylko dywagacje na ten temat. Inną budowę narządu wzroku mają owady - ponieważ jest ona wystarczająca z ekonomicznego punktu widzenia do ich funkcjonowania.

>>są też liczne przypadki zwierząt, których narządy nie są "idealnie" dostrojone do panujących warunków - ich ewolucja postępuje,...
>O jakich zwierzętach myślisz i w czym widzisz ten postęp ewolucji?

Wymieniłem już przykłady jaszczurek, które znalazły się w nowym miejscu (były sztucznie wprowadzone na wyspę, na której wcześniej ich tam nie było) i ich wygląd i zwyczaje zmienił się w ciągu zaledwie kilku pokoleń (w ciągu jednego ludzkiego życia). Ten wygląd i zwyczaje zmieniły się, ponieważ te zwierzęta nie były idealnie dostrojone do nowych warunków, a więc dobór naturalny preferował takie geny potomstwa, które było przystosowane lepiej.
Wymieniłem też przykład bakterii coli, który w pewnym momencie (po jednoczesnym zajściu dwóch mało prawdopodobnych mutacji) przystosował się do trawienia zupełnie innego rodzaju pokarmu (cytrynianu sodu). To tak jakby człowiek zaczął trawić celulozę, albo muchomora sromotnikowego (i znów - jestem przekonany, że ktoś pokroju Hitlera mógłby sobie wyhodować rasę ludzi odporną na muchomory sromotnikowe - trwałoby to tysiące lat, ale szanse na powodzenie są duże).
Ale Ty oczywiście powiesz, że jest to jedynie "zdolność dostosowawcza organizmu". Tylko, że we wszystkich wymienionych przeze mnie przypadkach dopiero potomkowie, a nie ich rodzice się dostosowali - z każdym następnym pokoleniem lepiej. Tę "zdolność dostosowawczą" da się też dostrzec z poziomu kodu genetycznego.

I jeszcze jedna, ważna sprawa. Ewolucja żywych organizmów na Ziemi trwa już ok. 500 milionów lat. Trudno oczekiwać, że po takim czasie pojawią się nagle jakieś ekstra nowe rozwiązania, skoro wypracowane do tej pory rozwiązania są wystarczająco dobre do replikacji genów poszczególnych organizmów. Ale w tym czasie (500 milionów lat) występowały na Ziemi kataklizmy, po których ewolucja faktycznie startowała niemalże od początku i wypracowywała faktycznie nowe rozwiązania. Przypuszczam, że aby zaobserwować to, czego ode mnie żądasz (np. proces tworzenia się zupełnie nowego typu narządu wzroku) potrzebny byłby kataklizm na skalę światową, taki, żeby ewolucja nie mogła użyć wcześniej wypracowanego, całkiem dobrego, narządu wzroku, a zatem musiałby to być kataklizm niszczący praktycznie wszystkie zwierzęta mające wypracowany ten narząd. Gdyby przeżyły choćby krety, to część z nich najprawdopodobniej poszłaby nieco inną drogą ewolucyjną powoli wychodząc z ziemi i ich wzrok zacząłby się stopniowo poprawiać (ale cały czas byłoby to podobne jak u wszystkich ssaków oko). Pytanie czy po takim kataklizmie nie okazałoby się, że ewolucja poszłaby podobnym torem i oczy nie wyglądałyby całkiem podobnie jak dziś (mimo wszystko)? Przypuszczam, że tak - już choćby dlatego, że soczewka skupiająca światło musi mieć okrągły kształt (a nie np. sześcienny).

>Czy wcześniejsze krety miały dobry wzrok; jest to uwiarygodnione przynajmniej przez naukę?

Wcześniejszy wspólny przodek kreta i innego zwierzęcia (odsyłam do profesorów zajmujących się drzewem rodowym kretów, sam nie wiem, jaki był ten wspólny przodek) miał przypuszczalnie lepszy wzrok od samego kreta. Kilka takich cykli wstecz (na pewno nie pojedynczych pokoleń) i dochodzimy do ssaka z całkiem dobrym wzrokiem (choć na pewno nie tak dobrym jak sokół). Narząd wzroku kreta jest w stadium zaniku, ponieważ kret, w obecnych warunkach jego istnienia, go nie potrzebuje. Narząd ten jest w dalszym ciągu okrągły, ponieważ dużo wcześniej niż w ogóle zaistniały krety, ewolucja wykształciła bardzo dobry model narządu, który sprawdzał (i sprawdza) się w praktyce (z udoskonaleniami - jak w przypadku sokoła, albo degradacją - jak w przypadku kreta).
15-03-2012 19:38 
 Ocena 1 na 1
zeno (72 punktów)
>A Ty nie rozumiesz teorii ewolucji.
No Młody, jeszcze Ci nie odpuszczę, jeszcze Cię troszkę pomęczę!
>Zupełnie inne narządy wzroku - nie ma problemu - np. narząd wzroku ważki.
Nie chodziło mi o inny narząd wzroku, tylko o ten sam, ale na innym etapie ewolucyjnego rozwoju. Ty w ogóle wyrażasz się o ewolucji, jak o kreatorze, który w sposób globalny organizuje to życie na ziemi:
> wypracowany przed milionami lat narząd wzroku kręgowców był na tyle dobry, że spotykamy tylko dywagacje na ten temat. Inną budowę narządu wzroku mają owady - ponieważ jest ona wystarczająca z ekonomicznego punktu widzenia do ich funkcjonowania.
Ewolucja, to nie są mutacje intencjonalne: to są wyłącznie przypadkowe mutacje, które w pewnych momentach przydają się populacji i dobór naturalny wtedy je upowszechnia eliminując osobniki nie posiadające tej oryginalności. Powstawanie mutacji nie jest w ogóle uzależnione od warunków w których się ta jaszczurka znalazła. Ktoś na tym forum mi tłumaczył, że to "lumieryzm" takie błędne poglądy głosił. Pewnie jakimś utrudnieniem jest fakt, że kazda taka przypadkowa mutacja jest ścigana przez organizm i w ramach samonaprawy usuwana
>Wymieniłem już przykłady jaszczurek, które znalazły się w nowym miejscu (były sztucznie wprowadzone na wyspę, na której wcześniej ich tam nie było) i ich wygląd i zwyczaje zmienił się w ciągu zaledwie kilku pokoleń (w ciągu jednego ludzkiego życia).
Jeżeli coś dokonało się w tak krótkim czasie, to nawet to nie "pachnie" ewolucją! Kążda, nawet niewielka zmiana ewolucyjna musi składać sie z niezliczonych drobniutkich mutacji przypadkowych, które przypadkowo utworzą o dziwo funkcjonalną całość.
>Ten wygląd i zwyczaje zmieniły się, ponieważ te zwierzęta nie były idealnie dostrojone
>Ale Ty oczywiście powiesz, że jest to jedynie "zdolność dostosowawcza organizmu".
Tak.
>....skoro wypracowane do tej pory rozwiązania są wystarczająco dobre do replikacji genów poszczególnych organizmów.
A niby kto dokonuje takiej oceny, że są wystarczająco dobre? Na etapie troglobitów, też były wystarczajaco dobre, ale ewolucja jakoby poszła dalej, drzewo ewolucji zyskiwało kolejne gałęzie i tylko teraz jakby się pomysły wyczerpały. Teraz, gdy tych gatunków jest tak wiele, nagle zastój!
PS
Nie gniewaj się za tego "Młodego", ale ja we Wrześni w 1966 skończyłem technikum mleczarskie, a starcom wiele wolno.
Obiecuję, że więcej nie bedę się z Tobą spierał.

Pozdrawiam
15-03-2012 20:14 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>ja we Wrześni w 1966 skończyłem technikum mleczarskie, a starcom wiele wolno.

Nie na tym forum.
15-03-2012 22:07 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>Jeżeli coś dokonało się w tak krótkim czasie, to nawet to nie "pachnie" ewolucją! Kążda, nawet niewielka zmiana ewolucyjna musi składać sie z niezliczonych drobniutkich mutacji przypadkowych, które przypadkowo utworzą o dziwo funkcjonalną całość.

Ciut wyżej sam piszesz, że ktoś ci już tłumaczył m.in. zasadę doboru naturalnego. I cóż z tego, skoro najwyraźniej przekracza pojęcie tak prostych zdałoby się faktów twoją percepcję. Mutacje pojawiają się przypadkowo, ale korzystne są faworyzowane przez mechanizm doboru naturalnego stąd na końcu funkcjonalna całość jest wypadkową i przypadku, ale też celowości (nie mylić z celowością architekta, który projektuje wyobrażając sobie rezultat końcowy). Nie ma tu mowy o żadnych dziwach tylko o zwyczajnej większej szansie na przeżycie jednostki lepiej przystosowanej i osiągnięcie dzięki temu dojrzałości płciowej, a co za tym idzie uzyskania możliwości przekazania swojego materiału genetycznego, w którym ta pożądana mutacja się rozwinęła.

>>Ten wygląd i zwyczaje zmieniły się, ponieważ te zwierzęta nie były idealnie dostrojone
>>Ale Ty oczywiście powiesz, że jest to jedynie "zdolność dostosowawcza organizmu".
>Tak.
>>....skoro wypracowane do tej pory rozwiązania są wystarczająco dobre do replikacji genów poszczególnych organizmów.
>A niby kto dokonuje takiej oceny, że są wystarczająco dobre?

Nikt nie dokonuje oceny, wystarczy naturalna selekcja.
Powiedz ty naprawdę jesteś taki nierozgarnięty, czy tylko się zgrywasz?

>Na etapie troglobitów, też były wystarczajaco dobre, ale ewolucja jakoby poszła dalej, drzewo ewolucji zyskiwało kolejne gałęzie i tylko teraz jakby się pomysły wyczerpały. Teraz, gdy tych gatunków jest tak wiele, nagle zastój!

To o czym usiłujesz mówić to kolejny termin z pojęć tyczących się ewolucji. Zwie się to specjacją. Proponuję zapoznać się co się pod nim kryje. Abyś się nie natrudził zbytnio to nadmienię, że po pierwsze szybkość zachodzenia specjacji nie jest ustalona żadnym wzorem, a jedynie wyróżnia się pewne czynniki mające na nią wpływ. Przede wszystkim długość życia pokolenia w danym gatunku, stąd muszki owocówki moga mutować bardzo szybko i na naszych oczach może dojść do wykształcenia nowego gatunku. Zresztą takie eksperymenty już zostały zrobione (o ile pamiętam zajmował się tym np. Jerry A. Coyne), więc nie rozdzieraj szat nad zastojem. Aby specjacja zaszła i jeden gatunek rozdzielił się na dwie linie, których osobniki z przeciwstawnych linii już nie stworzą w wyniku aktu płciowego płodnego potomstwa (to podstawowa i dla potrzeb tej dyskusji wystarczająca definicja gatunku)muszą zajść odpowiednie warunki. Postuluje się tu konieczność wystąpienia tzw. bariery geograficznej. Chyba wystarczy ci wyobraźni do czego taka bariera prowadzi? Do niespółkowania pomiędzy danymi osobnikami, które do tej pory mogły swobodnie wymieniać swój materiał genetyczny. W obu zatem oddzielonych od siebie grupach będą następowały jakieś mutacje, różne, a ponieważ istnieje bariera to obie linie zaczną się od siebie coraz bardziej różnicować i w końcu powstanie nowy gatunek.

Ile jeszcze razy na tym forum trzeba będzie klepać po klawiszach, aby jakiemuś nowemu tłumaczyć od podstaw to samo. Odrobina kultury wymagałaby, aby przed przystąpieniem do dyskusji poszukać sobie nieco wiadomości, a nie zawracać innym dupę, by walili nadgodziny i uzupełniali cudze braki.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
16-03-2012 09:00 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
>Nie chodziło mi o inny narząd wzroku, tylko o ten sam, ale na innym etapie ewolucyjnego rozwoju. Ty w ogóle wyrażasz się o ewolucji, jak o kreatorze, który w sposób globalny organizuje to życie na ziemi:

Przyznam się szczerze, że nie wiem czy po dziś dzień zachowały się u jakichś zwierząt narządy wzroku na innym (niższym) etapie ewolucyjnego rozwoju (przypuszczam, że tak, ale musiałbym sięgnąć albo do literatury fachowej na temat ewolucji narządu wzroku, albo zapytać człowieka, który zajmuje się tym na co dzień). Ale wiem, że są inne organizmy, jak choćby euglena zielona, którą trudno jednoznacznie zaliczyć do roślin czy zwierząt (tak jakby była na etapie pośrednim - pomiędzy roślinami a zwierzętami), jak również gatunków, które jeszcze nie do końca odseparowały się od swoich ewolucyjnych kuzynów (świetnym przykładem są tu nasze srebrzyste karasie, których ikra w połączeniu z mleczem innych karpiowatych wyda na świat potomstwo). Przyznaję, że mój sposób wyrażania się mógł być nieprecyzyjny i rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że dobór naturalny to jakiś bóg. Ale o tym za chwilę - w odpowiedzi na dalsze zarzuty.

>Ewolucja, to nie są mutacje intencjonalne: to są wyłącznie przypadkowe mutacje, które w pewnych momentach przydają się populacji i dobór naturalny wtedy je upowszechnia eliminując osobniki nie posiadające tej oryginalności. Powstawanie mutacji nie jest w ogóle uzależnione od warunków w których się ta jaszczurka znalazła (...)

Dobór naturalny nie działa intencjonalnie i nie eliminuje słabszych osobników (niektórzy dyktatorzy chcieli użyć teorii ewolucji do eksterminacji słabszych - nie rozumieli teorii ewolucji). Ewolucja działa niezwykle wolno z tego względu, że DNA replikuje się niezwykle dokładnie i mutacje zachodzą bardzo rzadko (dzięki temu w ogóle możemy mówić o gatunkach - czyli organizmach posiadających jakieś konkretne cechy). A jednak te mutacje występują. W kolejnych pokoleniach dobór naturalny preferuje te mutacje, które są lepsze - to znaczy geny je posiadające mają większe szanse na replikacje. W ten oto sposób, w kolejnych pokoleniach powoli, ale sukcesywnie wzrasta liczba osobników lepiej przystosowanych do danych warunków. Może się jednak zdarzyć, że warunki diametralnie się zmienią i wtedy, po pierwsze może zginąć większość populacji, po drugie - jest szansa na powstanie zupełnie innego gatunku, ponieważ od tej pory preferowane będą inne geny - i znów - nikt osobiście ich nie preferuje - po prostu inne geny mają większe PRAWDOPODOBIEŃSTWO replikacji. Anatole France powiedział - "Przypadek to pseudonim Boga, gdy nie chce się on podpisać." - Jeśli zamierzasz się sprzeczać, że przypadkowością zachodzenia mutacji lub choćby efektami kwantowymi, które mogą być wyjaśniane jedynie za pomocą rachunku prawdopodobieństwa (oczywiście rachunku prawdopodobieństwa nie tego ze szkoły podstawowej, ale na bardzo wysokim poziomie - krzywe Gaussa, wartości oczekiwane, odchylenia standardowe etc.), rządzi jakiś świadomy byt - dochodzimy do momentu, w którym nic już sobie dalej nie wyjaśnimy. Ja uważam, że przypadek to po prostu przypadek, Ty - że Bóg nim steruje (a zatem to nie przypadek z punktu widzenia Boga). Tylko, że wtedy, proszę wszystkich teistów - przestańcie mówić o wolnej woli, grzechu, moralności itd., bo takie pojęcia wówczas zupełnie tracą sens - wtedy bylibyśmy jedynie marionetkami pociąganymi za sznurki przez jakiegoś potężnego i bardzo kapryśnego Boga.

>Jeżeli coś dokonało się w tak krótkim czasie, to nawet to nie "pachnie" ewolucją! Kążda, nawet niewielka zmiana ewolucyjna musi składać sie z niezliczonych drobniutkich mutacji przypadkowych, które przypadkowo utworzą o dziwo funkcjonalną całość.

Kiedyś czytałem taką książkę z Twojej "bajki" - nazywała się "Kłamstwo Ewolucji". Autor - Hans Joachim Zillmer - próbował dowieść, że to co obserwujemy na co dzień to jedynie mikro-ewolucja, czy jak to Ty określasz "zdolności przystosowawcze organizmu". Odrzucał natomiast tezę, że kiedykolwiek mogła zajść makro-ewolucja (np. międzyrzędowa). Zillmer zrobił to w tak przekonujący sposób, że jakiś czas naprawdę mocno się nad tym zastanawiałem - do czasu książek Richarda Dawkinsa, który doskonale wytłumaczył mi mechanizm działania ewolucji. Zillmer w "Kłamstwie Ewolucji" koncentrował się głównie na dziurach i lukach (jestem ciekaw ile z tych luk do dnia dzisiejszego pozostało już zapełnionych), Dawkins natomiast przedstawił spójny, uniwersalny mechanizm i dowody na jego funkcjonowanie. Nie jestem profesorem (ani nawet magistrem) biologii ani genetyki (jestem magistrem-inżynierem elektroniki i telekomunikacji), ale rozumiem dobrze przeprowadzone dowody naukowe. Nie jestem mechanikiem, więc pewnie mechanik samochodowy po zawodówce mógłby mnie zaskoczyć detalami w sprawie funkcjonowania silnika spalinowego, ale to nie oznacza, że źle rozumiem ogólną zasadę działania takiego silnika. Podobnie jest z ewolucją - zrozumiałem jej zasadę działania. Drobniutka ewolucja może się składać z zaledwie jednej drobniutkiej mutacji, która nieco bardziej (powiedzmy o 0,1%) będzie preferowała akurat ten gen w stosunku do poprzednich. Proces ewoluowania złożonych narządów jest długi, bardzo długi (znacznie przekracza 130 lat), a kolejne zmiany są tak nikłe, że wprost niezauważalne. Ale oko bystrego obserwatora, dysponującego obecną aparaturą, może zauważyć te drobniutkie zmiany. Wydaje się, że to ta mikro-ewolucja opisana przez Zillmera, ale w ciągu milionów lat okazuje się że makro-ewolucja składa się właśnie z takich malutkich mikro-ewolucji. Nie zaobserwujemy makro-ewolucji, takiej jakiej dowodów ode mnie żądasz, w ciągu jednego ludzkiego życia (ani nawet w ciągu 130 lat istnienia tej nauki). Ale mamy wystarczająco dużo materiału kopalnego, żeby widzieć jak ona funkcjonowała.

cdn...
16-03-2012 10:13 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>(jestem ciekaw ile z tych luk do dnia dzisiejszego pozostało już zapełnionych)
Według przeciwników ewolucji jest ich coraz więcej.
Nic dziwnego. Kreacjoniści wciąż narzekają, że nie ma "ogniw pośrednich", a jak się jakieś znajdzie, chcą ogniwa pośredniego między gatunkiem starszym a ogniwem pośrednim już znalezionym.
Spójrz na to:
gatunek wyjściowy A ------- gatunek potomny B
Pomiędzy gatunkiem A i B (powstałym z A wskutek procesu ewolucji) jest drobna luka. I oto pewnego dnia znajdujemy gatunek A', który nosi cechy stadium przejściowego między A i B. Mamy zatem:
A ---- A'---- B
Co na to powiedzą kreacjoniści?
"Tu są dwie luki"!
No i co z takimi zrobisz?
16-03-2012 10:35 
 Ocena 2 na 2
MH1978 (462 punktów)
No tak - dobre

To trochę tak jak z powiedzeniem "im więcej wiem, tym więcej nie wiem" (już słyszę te słowa wypowiadane z mistycznym wprost "namaszczeniem").
W każdej rozwijającej się nauce po nowych odkryciach powstają nowe pytania - to naturalna kolej rzeczy, ale sumaryczna wiedza się poszerza.
Żeby sobie to uświadomić warto zrobić sobie taki eksperyment myślowy z liczbą PI - są pasjonaci rozwinięcia dziesiętnego tej liczby niewymiernej i cały czas wyliczają kolejne cyfry na kolejnym, odległym miejscu po przecinku. Oczywiście, dzięki temu, coraz bardziej precyzyjnie potrafimy określić liczbę PI, co nie zmienia faktu, że do jej kompletnego rozwinięcia dziesiętnego pozostało jeszcze... no właśnie - nieskończenie wiele cyfr! Ale każda kolejna - po pierwsze wnosi już znacznie mniej (dokładnie 10 razy mniej) do rozwinięcia dziesiętnego niż poprzednia, po drugie - wiemy więcej, a nie mniej na temat tego rozwinięcia.
Podobnie jest z naszym kreacjonistą - my mu pokazujemy, że są kolejne ogniwa, a on nam, że pomiędzy nimi są kolejne dziury. Żeby wypełnić wszystkie kreacjonistyczne dziury musielibyśmy dysponować materiałem kopalnym KAŻDEGO, kolejnego potomka i to z każdego z licznych odgałęzień. O ile mamy dużo szczęścia, że w ogóle jakiś materiał kopalny pozostał (po licznych przecież katastrofach i zmianach klimatu), o tyle odnalezienie WSZYSTKICH ogniw pośrednich jest niemożliwe!
Mimo to, nasze spektrum gatunków coraz bardziej będzie przypominało widmo liniowe niż dyskretne.
16-03-2012 12:38 
 Ocena 4 na 4
jasenka (1863 punktów)
>Podobnie jest z naszym kreacjonistą - my mu pokazujemy, że są kolejne ogniwa, a on nam, że pomiędzy nimi są kolejne dziury.

No właśnie.
Ale po co w ogóle dyskutować na tematy naukowe z kreacjonistami? To tak jak gadać ze ślepym o kolorach. Ktoś kto ignoruje w ten sposób naukę, nie jest w stanie pojąć i docenić argumentów drugiej strony.
Ja zbywam kreacjonistów prostym, zatykającym ich pytaniem: czy Homo ergaster miał duszę? Zazwyczaj zmieniają temat
16-03-2012 15:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A ---- A'---- B
>Co na to powiedzą kreacjoniści?
>"Tu są dwie luki"!
>No i co z takimi zrobisz?
Szkoda, że nie ma superplusów! Chętnie taki "superplus" bym kliknął Pani.

Myślę, że warto darować sobie polemiki z "niewielewiedzącymiajeszczemniejrozumiejącymi", na rzecz dyskusji z "katolickimi uczonymi", którzy z alternatywy "Wykląć ewolucję czy ją ochrzcić" (profesor teologii Michał Wojciechowski) wybrali jej "chrzczenie" i na siłę próbują odebrać ją Darwinowi.

Kupiłem sobie właśnie książkę profesora na Washington Theological Union; Ilia Delio OSF - "Ewolucja a Chrystus", w tłumaczeniu prof. Wojciechowskiego.
Serdecznie polecam.
Dla inteligentów stupor gwarantowany.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
zeno (72 punktów)
>Przyznam się szczerze, że nie wiem czy po dziś dzień zachowały się u jakichś zwierząt narządy wzroku na innym (niższym) etapie ewolucyjnego rozwoju......
Ja pisząc o innym etapie rozwoju ewolucyjnego mam na myśli sytuację, kiedy to oko jeszcze nie funkcjonuje i ten osobnik nie widzi, tak jak i pozostałe osobniki z populacji: nie wiem, np już jest gałka, a nie ma nerwów, albo soczewka się dopiero kształtuje - takie "oko w budowie". Wcześniej zasugerowałem takie dywagacje nt przekształcania przedniej kończyny w skrzydło i wtedy postawiłem to najważniejsze pytanie które nie daje mi spokoju: jak to możliwe, że dobór naturalny na tym etapie foruje osobnika z tym zaczątkiem oka, czy też skrzydła i sprawia, że wygrywa konkurencję prokreacyjną z normalnymi osobnikami. Wtedy ktoś nawiedzony napisał mi: trochę "skrzydła - trochę latania", ale myślę, że Ty tak tego nie skomentujesz. Piszę to o drastycznym przypadku, kiedy organ powstaje, lub ulega radykalnej przebudowie, ale przecież każda zmiana składająca się z tych niezliczonych kroczków, dopiero na końcu, lub prawie na końcu daje osobnikowi jakieś przewagi, które on konsumuje upowszechniając swoje zmutowane geny w całej populacji, natomiast wcześniej, to powstające oko, czy degenerujące się przednie odnóże (w kierunku skrzydła) powinno utrudniać mu funkcjonowanie w populacji i wręcz powinien być z niej wyeliminowany przez normalne osobniki. Nie wiem czemu piszesz
>Dobór naturalny nie działa intencjonalnie i nie eliminuje słabszych osobników.....
kiedy tak właśnie się dzieje: słabsze, czyli ogólnie gorzej przystosowane osobniki albo przegrywają walkę o samice co powoduje, że ich geny nie replikują się, albo po prostu przegrywają walkę o pożywienie, jężeli jest w niedoborze i to jest po prostu eliminacja, a przecież większy okoń(geny wzrostu lepsze) z apetytem zjada mniejszych pobratymców i wtedy napewno jest to eliminacja, prawda?
>Drobniutka ewolucja może się składać z zaledwie jednej drobniutkiej mutacji, która nieco bardziej (powiedzmy o 0,1%) będzie preferowała akurat ten gen w stosunku do poprzednich.
Jeszcze raz wrócę do wyżej rozwijanej tezy: czy nie należy zakładać, że wiele tych drobniutkich mutacji, składających się na ten efekt końcowy ŻADNYCH preferencji nie stworzy?
>Proces ewoluowania złożonych narządów jest długi, bardzo długi (znacznie przekracza 130 lat), a kolejne zmiany są tak nikłe, że wprost niezauważalne.
Absolutnie się z Tobą nie zadzam: zmiany są malutkie i nie do zauważenia w okresie np 130 lat, ale napewno takie "dyndające", nie skończone skrzydło, w połowie wyewoluowane trzecie oko, druga para skrzydeł, czy jeszcze jakiś inny "pomysł" ewolucyjny byśmy zauważyli !!
Pozdrawiam
16-03-2012 13:53 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
>Ja pisząc o innym etapie rozwoju ewolucyjnego mam na myśli sytuację, kiedy to oko jeszcze nie funkcjonuje i ten osobnik nie widzi, tak jak i pozostałe osobniki z populacji: nie wiem, np już jest gałka, a nie ma nerwów, albo soczewka się dopiero kształtuje - takie "oko w budowie". Wcześniej zasugerowałem takie dywagacje nt przekształcania przedniej kończyny w skrzydło i wtedy postawiłem to najważniejsze pytanie które nie daje mi spokoju: jak to możliwe, że dobór naturalny na tym etapie foruje osobnika z tym zaczątkiem oka, czy też skrzydła i sprawia, że wygrywa konkurencję prokreacyjną z normalnymi osobnikami. Wtedy ktoś nawiedzony napisał mi: trochę "skrzydła - trochę latania", ale myślę, że Ty tak tego nie skomentujesz. (...)

Ponieważ są to mutacje PRZYPADKOWE, część z nich rzeczywiście nic nie daje, a część nie szkodzi, ale są też takie, które albo zdecydowanie szkodzą (nie będą preferowane przez dobór naturalny, czyli nie będą dobrą strategią na powielenie genu/genów). Jednak, jak się okazuje jest pożytek z kiepskiego oka. Kiedy tworzyło się pierwsze oko nie było ono w ogóle zaawansowane, co najwyżej mogło informować osobnika o tym, czy jest jasno czy ciemno. Już taka informacja mogła coś mu dać (np. mógł unikać ciemniejszych lub jaśniejszych miejsc, w których mógł zostać zjedzony). Informacja na temat kształtu (zupełnie nieostrego kształtu) daje już znacznie więcej, a informacja o myszy znajdującej się kilometr pod latającym sokołem może dać mu dobry obiad. Rozumiem Twoje fundamentalne pytanie - dlaczego to na przykład jest w ogóle noga, albo skrzydło, dlaczego ma akurat taki, a nie inny kształt, dlaczego oko nie składa się dajmy na to z zespołu dwóch lub więcej soczewek - tak jak w teleskopie i dlaczego te soczewki nie przemieszczają się w celu zogniskowania obrazu tak jak podczas kręcenia okularem. Wszystko wynika z obowiązujących praw fizyki, warunków na naszej planecie oraz ekonomii (przypuszczam, że organizmy na planecie z, dajmy na to silniejszą grawitacją, będą miały zupełnie inne rozwiązania niż te żyjące na Ziemi, podobnie jak inne są rozwiązania dla ryb głębinowych, a inne dla powierzchniowych). Choć istnieje wiele dywagacji na temat skrzydła czy oka, to istnieją jednak charakterystyczne cechy, dzięki którym nadajemy temu organowi konkretną, taką, a nie inną nazwę. A te zupełnie "nieudane" mutacje nie odniosły swojego sukcesu ewolucyjnego - potomstwo nimi obdarzone miało mniejsze szanse na przeżycie/prokreację i ostatecznie ta gałąź ewolucyjnego rozgałęzienia obumarła.

>>Dobór naturalny nie działa intencjonalnie i nie eliminuje słabszych osobników.....
>kiedy tak właśnie się dzieje: słabsze, czyli ogólnie gorzej przystosowane osobniki albo przegrywają walkę o samice co powoduje, że ich geny nie replikują się, albo po prostu przegrywają walkę o pożywienie, jężeli jest w niedoborze i to jest po prostu eliminacja, a przecież większy okoń(geny wzrostu lepsze) z apetytem zjada mniejszych pobratymców i wtedy napewno jest to eliminacja, prawda?

Chodziło mi o raczej o to, że te słabsze, w sensie gorzej przystosowane osobniki, nie giną (z reguły) tak od razu (zakładam brak poważnej katastrofy). Po prostu w kolejnych pokoleniach rodzi się coraz mniej (ale nie zero) osobników gorzej przystosowanych, a populacja lepiej przystosowanych się zwiększa. Oczywiście może się zdarzyć, że te słabsze osobniki zostaną pożarte lub umrą na chorobę, na którą nie są odporne, chodziło mi raczej o to, że dobór naturalny to nie jakiś bóg-eksterminator, który dokonuje masowej, gwałtownej zagłady.
Dobry przykład - powiedzmy, że nie chcę mieć dzieci. Nie zginę z tego powodu, podobnie jak nie zginą ludzie o podobnych pragnieniach. O ile nie zaliczę wpadki - moja pula genów nie będzie preferowana przez dobór naturalny (choć ja sam pożyję do starości). Preferowane są pule genów ludzi, którzy chcą mieć dzieci.

>>Drobniutka ewolucja może się składać z zaledwie jednej drobniutkiej mutacji, która nieco bardziej (powiedzmy o 0,1%) będzie preferowała akurat ten gen w stosunku do poprzednich.
>Jeszcze raz wrócę do wyżej rozwijanej tezy: czy nie należy zakładać, że wiele tych drobniutkich mutacji, składających się na ten efekt końcowy ŻADNYCH preferencji nie stworzy?

Chodzi Ci o nieredukowalną złożoność. Do tej pory, wszędzie tam, gdzie kreacjoniści upatrywali nieredukowalnej złożoności, naukowcy, którzy poważnie zajęli się tym problemem dochodzili do tego (dowodzili tego), że nie ma mowy o żadnych nieredukowalnych złożonościach, że istnieją pośrednie ogniwa w miejscach dziur, których tak bardzo uczepili się kreacjoniści.
A nowa preferencja, która nie daje zupełnie nic - no cóż - istnieje bardzo duże PRAWDOPODOBIEŃSTWO, że nie będzie ona preferowana przez dobór naturalny, choć jeśli ta nowa zmiana nie szkodzi na pulę genów, to może ona istnieć do czasu, gdy nie okaże się jednak przydatna, albo przestać istnieć, jeśli okaże się zbyteczna. To wszystko opiera się na prawdopodobieństwie i jest zależne od zmieniających się warunków. I jeszcze raz podkreślam, że początkowe zmiany są ledwo zauważalne! Nie chodzi mi o to, że ewolucja "pozwoli" na powstanie trzeciego skrzydła, po czym "uzna", że jest to nieekonomiczne i w kolejnych pokoleniach je odrzuci. To czy coś jest nieekonomiczne, czy ekonomiczne zostaje dość szybko "rozstrzygnięte". I znów - posługuję się ludzkim językiem, choć staram się używać strony biernej, ale żeby było jasne, żaden dodatkowy byt nie decyduje świadomie, co jest ekonomiczne, a co nie. Decydują o tym prawa fizyki i szeroko pojęte warunki danego miejsca.
(Wiem, wiem, to Bóg dostroił prawa fizyki... i znów kółko się zamyka, tylko, że w fizyce, podobnie jak w ewolucji, każdego dnia eliminujemy takiego boga-zapchajdziurę).

>>Proces ewoluowania złożonych narządów jest długi, bardzo długi (znacznie przekracza 130 lat), a kolejne zmiany są tak nikłe, że wprost niezauważalne.
>Absolutnie się z Tobą nie zadzam: zmiany są malutkie i nie do zauważenia w okresie np 130 lat, ale
zeno (72 punktów)
>>Ja pisząc o innym etapie rozwoju ewolucyjnego mam na myśli sytuację, kiedy to oko jeszcze nie funkcjonuje i ten osobnik nie widzi, tak jak i pozostałe osobniki z populacji: nie wiem, np już jest gałka, a nie ma nerwów, albo soczewka się dopiero kształtuje - takie "oko w budowie". Wcześniej zasugerowałem takie dywagacje nt przekształcania przedniej kończyny w skrzydło i wtedy postawiłem to najważniejsze pytanie które nie daje mi spokoju: jak to możliwe, że dobór naturalny na tym etapie foruje osobnika z tym zaczątkiem oka, czy też skrzydła i sprawia, że wygrywa konkurencję prokreacyjną z normalnymi osobnikami. Wtedy ktoś nawiedzony napisał mi: trochę "skrzydła - trochę latania", ale myślę, że Ty tak tego nie skomentujesz. (...)
>Ponieważ są to mutacje PRZYPADKOWE, część z nich rzeczywiście nic nie daje, a część nie szkodzi, ale są też takie, które albo zdecydowanie szkodzą (nie będą preferowane przez dobór naturalny, czyli nie będą dobrą strategią na powielenie genu/genów). Jednak, jak się okazuje jest pożytek z kiepskiego oka.

Nie mam czasu, jestem już spakowany, wyjeżdżam na tydzień, ale jedno zdanie napiszę.
W tym swoim wywodzie nie brałem w ogóle pod uwagę tej części mutacji, które rzeczywiście nic nie dają, albo szkodzą jak piszesz nie będą preferowane.
Interesują mnie te drobne mutacje, które muszą być zaakceptowane przez dobór naturalny, bo właśnie one w efekcie, zbiorowo tworzą tę zmianę ewolucyjną, a jednocześnie ich cząstkowa rola nie spowoduje nawet tego 0,1% poprawy funkcjonalności organizmu - będzie obojętna.
Zwracam Ci też uwagę, że nie interesuje mnie to oko, co trochę widzi, bo jest niedoskonałe: powiedz mi jak dobór naturalny przechodzi do porządku dziennego wobec jakiegokolwiek "oka w budowie"?
Pozdrawiam
16-03-2012 15:50 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
>Nie mam czasu, jestem już spakowany, wyjeżdżam na tydzień, ale jedno zdanie napiszę.
>W tym swoim wywodzie nie brałem w ogóle pod uwagę tej części mutacji, które rzeczywiście nic nie dają, albo szkodzą jak piszesz nie będą preferowane.
>Interesują mnie te drobne mutacje, które muszą być zaakceptowane przez dobór naturalny, bo właśnie one w efekcie, zbiorowo tworzą tę zmianę ewolucyjną, a jednocześnie ich cząstkowa rola nie spowoduje nawet tego 0,1% poprawy funkcjonalności organizmu - będzie obojętna.
>Zwracam Ci też uwagę, że nie interesuje mnie to oko, co trochę widzi, bo jest niedoskonałe: powiedz mi jak dobór naturalny przechodzi do porządku dziennego wobec jakiegokolwiek "oka w budowie"?

Dobór naturalny nie wykreował oka czułego np. na fale radiowe, ani takiego, które by było czułe na promieniowanie Roentgena - w pierwszym przypadku dlatego, że bodziec jaki może dostarczyć długa fala radiowa do struktury złożonej z białek jest niewystarczająco silny (fala przechodzi przez strukturę białkową jak przez powietrze); w drugim - ponieważ promieniowanie Roentgena niszczy strukturę białkową. Jest wąski zakres fal, które my nazywamy widzialnymi (choć dla różnych organizmów mogą być pewne różnice w odbieranych długościach fal - od podczerwieni, do ultrafioletu). Co ciekawe, okazało się niedawno, że nasza skóra widzi ultrafiolet (dzięki czemu bardzo szybko i skutecznie jesteśmy chronieni przed rakiem, choć czasem oczywiście ten mechanizm zawodzi) - www.eurekn(*)-skora-widzi-promienie-uv.html

I tak właśnie, zupełnie przypadkowo, dobór naturalny zaczyna tworzyć oko. Pewne promieniowanie wpływa na wcześniej wyewoluowaną strukturę (wyewoluowaną z prostszych struktur). Zaczyna się od reakcji na promieniowanie o wyższej energii - UV, ale potem, dzięki drobnym mutacjom powstają przypadkowe twory, które również czerpią jakąś korzyść (jeszcze nie mówię tu o soczewce itd.) z fal o nieco mniejszej długości (nieco mniejszej energii promieniowania). Droga do oka jest długa, bardzo długa, ale (co widać gołym okiem ), zakończona powodzeniem.

Te mutacje, których rola jest zupełnie obojętna mogą przetrwać jakiś czas - dopóki, dopóty, w zmieniającym się środowisku ta rola obojętna już nie będzie (i wtedy "wóz albo przewóz").

My widzimy końcowy efekt zmian ewolucyjnych. Być może jest prawdopodobne "wykreowanie" (zastrzelę, jeśli do tego słowa ktoś przypisze rolę Kreatorowi ) przez dobór naturalny człowieka o czterech rękach i trzech nogach (choć znaczna ilość kończyn nie jest jak widać problemem w przypadku niektórych owadów), ale jak widać, takie rozwiązanie było zbyt mało prawdopodobne, lub zbyt mało ekonomiczne, żeby zaistnieć w rzeczywistym świecie.
29-03-2012 22:00 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)
>I tak właśnie, zupełnie przypadkowo, dobór naturalny zaczyna tworzyć oko.
To zdanie można traktować jako Twoje credo, ale wcześniej napisałeś coś lepszego, co w wolnym tłumaczeniu zapamiętałem jako "trochę oka - trochę widzenia" i współgra z "trochę skrzydła - trochę latania", czyli Wy ewolucjoniści używacie podobnych szablonów.
Powstawanie oka musiało trwać faktycznie długo, ale jako konstruktor dostrzegam konieczność zrealizowania kilku odrębnych zadań:
-utworzenie gałki ocznej,
-soczewki,
-siatkówki,
-nerwu wzrokowego,
-wyspecjalizowanie jakiegoś fragmentu mózgu w analizie otrzymywanych sygnałów.
Jak mogą te zadania zsynchronizować się w czasie i skonfigurować przestrzennie, jeżeli są wszystkie wynikiem przypadkowych mutacji? Tu nie ma mowy o żadnym wyewoluowaniu z jakichś tam innych struktur, np reagujących na UV; jeżeli takie przedtem były, to najpierw organizm musi dokonać wysiłku ich usunięcia.
Jeżeli przednie kończyny mają zamienić się w skrzydła, to musi nastąpić:
-zmiana proporcji kości tych kończyn,
-zmiana całego szkieletu zwierzęcia - zmiana jego wyważenia,
-zmiana stawów,
-wszystkie kości muszą zmniejszyć swą wagę(puste w środku),
-układ mięśni musi dopasować się do nowej roli
-muszą wyrosnąć pióra,
- potem jeszcze kilkadziesiąt pomniejszych zmian i fruuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tylko zwracam uwagę, że pod koniec tego "przepoczwarzania" ( 100 tys. pokoleń?) osobnik ten był by inwalidą wśród normalnych współplemieńców i pewnie by mu pomogli zemrzeć, aby się nie męczył.
Pozdrawiam
29-03-2012 22:25 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
Naprawdę mógłbyś choć trochę poczytać zanim wypowiesz się na forum. A propos oka mógłbyś zacząć od Wikipedii, a potem przegryźć się przez kilka artykułów tematycznych, np. Evolution of the vertebrate eye: opsins, photoreceptors, retina and eye cup w Nature Reviews Neuroscience czy Evolution of eyes w Current Opinion in Neurobiology czy Evolution of vertebrate retinal photoreception (Philosophical Transactions of the Royal Society B: Biological Sciences) albo zapoznać z numerem specjalnym czasopisma Evolution: Education and Outreach poświęconym właśnie ewolucji oka.
Mógłbyś także zapoznać się z dostępnymi w sieci filmikami edukacyjnymi na ten temat.

Ale rozumiem, że łatwiej wpaść i podzielić się garstką "refleksji"
30-03-2012 08:38 
 Ocena-1 na 1
zeno (72 punktów)
>Ale rozumiem, że łatwiej wpaść i podzielić się garstką "refleksji"
Ilość przeczytanych publikacji nie tworzy w sposób automatyczny żadnej wartości; co krok spotykam na forum ludzi, dla których ta wiedza jest zbyt skomplikowana aby ogarnęli ją swoim rozumem, aby przetworzyli ją swoją wyobraźnią i w efekcie błyskają tym światełkiem odbitym, co po prostu uniemożliwia dyskusję.
Czy czytałaś artykuł p. Mirosława Ruckiego "Przypadkowa ewolucja zaawansowanej optyki"?
Jest on wprawdzie umieszczony na stronie www.inteligentny-projekt.pl, której może się brzydzisz, ale co się nie robi gdy głód wiedzy doskwiera, prawda?
Pozdrawiam
30-03-2012 08:51 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>ale co się nie robi gdy głód wiedzy doskwiera, prawda?

Gdy głód wiedzy doskwiera, sięga się po fachowe piśmiennictwo - przynajmniej w tych kręgach, w których ja się obracam. Podobny klimat staramy się zachować na tym forum.

Poza tym właśnie twoje opowieści o konieczności osobnej ewolucji poszczególnych struktur oka czy o kalekich stadiach pośrednich mówią zarówno o brakach w wiedzy, jak i w wyobraźni
31-03-2012 15:58 
 Ocena 4 na 4
Ratatoskr (4439 punktów)
>Powstawanie oka musiało trwać faktycznie długo, ale jako konstruktor dostrzegam konieczność zrealizowania kilku odrębnych zadań:
>-utworzenie gałki ocznej,
>-soczewki,
>-siatkówki,
>-nerwu wzrokowego,
>-wyspecjalizowanie jakiegoś fragmentu mózgu w analizie otrzymywanych sygnałów.

Łodziki mają oczy pozbawione soczewki (camera obscura)

Któryś z gatunków węży ma drugą parę "oczu" czułą na podczerwień. Nie posiada nawet siatkówki, owe "oczy" to po prostu zagłębienia w skórze, których naskórek odczuwa ciepło i jest w stanie z grubsza określić położenie ciepłej ofiary.

Jak widzisz, oko można budować etapami i nie jest wcale potrzebne jednoczesne zgranie wielu różnych mutacji.


>Jeżeli przednie kończyny mają zamienić się w skrzydła, to musi nastąpić:
>-zmiana proporcji kości tych kończyn,
>-zmiana całego szkieletu zwierzęcia - zmiana jego wyważenia,
>-zmiana
> itd
>Tylko zwracam uwagę, że pod koniec tego "przepoczwarzania" ( 100 tys. pokoleń?) osobnik ten był by inwalidą wśród normalnych współplemieńców i pewnie by mu pomogli zemrzeć, aby się nie męczył.

A ja zwracam uwagę, że właśnie raczyłeś "zniknąć" takie gatunki w trakcie w.w przepoczwarzania jak:

pl.wikipedia.org/wiki/Polatucha
pl.wikipedia.org/wiki/Smok_latający
pl.wikipedia.org/wiki/Ptaszorowate
pl.wikipedia.org/wiki/Nogolotkowate


www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
31-03-2012 21:53 
 Ocena-2 na 2
zeno (72 punktów)
>Jak widzisz, oko można budować etapami i nie jest wcale potrzebne jednoczesne zgranie wielu różnych mutacji.

Nie widzę.

>A ja zwracam uwagę, że właśnie raczyłeś "zniknąć" takie gatunki w trakcie w.w przepoczwarzania jak:

Przywołane przez Ciebie przypadki nie maja żadnego związku z tematem.
Pozdrawiam, dziękuję za czas który mi poświęciłeś, ale na tym skończmy.
03-04-2012 14:42 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Przywołane przez Ciebie przypadki nie maja żadnego związku z tematem.
>Pozdrawiam, dziękuję za czas który mi poświęciłeś, ale na tym skończmy.

Cóż, w tym momencie nie mam już wątpliwości, że jesteś trollem.
Faktycznie - na tym skończymy.

www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
03-04-2012 18:56 
 Ocena 1 na 1
maciejo (3492 punktów)
>>Jak widzisz, oko można budować etapami i nie jest wcale potrzebne jednoczesne zgranie wielu różnych mutacji.
>Nie widzę.

Żal. Nawet jak porównujesz ewolucje życia do ewolucji świata człowieka to i tak Twoje rozumowanie jest błędne. Domu czy komputera czy czegokolwiek też nie zbudowano od razu. Najpierw odkryto plastik, później prąd, potem powstały części elektroniczne i elektryczne (jakieś oporniki, kondensatory, transformatory, etc...) potem układy tych części (też najpierw prostsze, później co raz bardziej złożone) i dopiero efektem finalnym jest komputer. Można to odnieść do każdego wynalazku człowieka. Mówienie, że coś można po prostu złożyć jest ogromnym, wręcz niedopuszczalnym uproszczeniem! Zwykłą ignorancją!
Tak samo jest z przyrodą. Osobniki się zmieniają. Poczytaj genetyki to zobaczysz. Wikipedia starczy. Dowiesz się o mutacjach, crossing-over, epigenetyce i tym podobnych. Zmiany się kumulują, jedne są preferowane inne nie. Ot i całą ewolucja. Niesamowicie piękne i proste wystarczy otworzyć umysł Byle nie zbyt szeroko, bo wówczas wypadnie Ci mózg i uwierzysz w inteligentny projekt;]

>>A ja zwracam uwagę, że właśnie raczyłeś "zniknąć" takie gatunki w trakcie w.w przepoczwarzania jak:
>Przywołane przez Ciebie przypadki nie maja żadnego związku z tematem.

Niby dlaczego nie? Co Ci się w nich nie podoba? Ewidentna ewolucja w działaniu. Złapana na gorącym uczynku. Niesamowita rzecz
30-03-2012 08:55 
 Ocena 2 na 2
Przemek J. (3008 punktów)
>. Być może jest prawdopodobne "wykreowanie" (zastrzelę, jeśli do tego słowa ktoś przypisze rolę Kreatorowi ) przez dobór naturalny człowieka o czterech rękach i trzech nogach (choć znaczna ilość kończyn nie jest jak widać problemem w przypadku niektórych owadów), ale jak widać, takie rozwiązanie było zbyt mało prawdopodobne, lub zbyt mało ekonomiczne, żeby zaistnieć w rzeczywistym świecie.

Gdybyśmy w naszym świecie znaleźli nagle jakieś kręgowce z 3 parami odnóży (coś jak pegaz, czy inne smoki z 4 łapami i 2 skrzydłami), to byłby dowód na ingerencję z zewnątrz. A to dlatego, że w linii przodków kręgowców nie pojawiają się stworzenie w większą liczbą kończyn. Jest taki gatunek żab, którym w specyficznych temperaturach wyrasta dodatkowa kończyna (Chyba było o tym w "Historii świata dysku III", ale nie pamiętam dokładnie), ale jest z nią taki problem, że nie pasuje ona do niczego, więc osobniki z tą nogą nie przeżywają zbyt długo, ale geny dodatkowej nogi są obecne u wszystkich osobników tego gatunku. Ale to tylko dygresja nie na temat. Ciekawa dygresja, bo wiele ciekawych wniosków nukowcy z niej wyciągnęli.

A wracając do tematu. Poza czynnikiem ekonomicznym, mógł być jeszcze taki trywialny powód, jak to że, że nie pojawiła się taka mutacja na etapie gdy kształtowała się przyszła struktura kostna. A później to już było za późno


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
16-03-2012 09:05 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
...cd.

>A niby kto dokonuje takiej oceny, że są wystarczająco dobre? (...)

Nikt nie dokonuje takiej oceny. Zmutowany gen, którego prawdopodobieństwo replikacji jest nieco większe niż jego poprzedników będzie powoli, w kolejnych pokoleniach, coraz bardziej "popularny". A ponieważ może istnieć konkurencyjny gen, którego nośnik (organizm) będzie miał inną strategię przetrwania, to ten drugi również może się z powodzeniem replikować i "konkurować". Po wielu milionach lat powstaje dżungla tropikalna, w której geny, poprzez organizmy, posiadają miliony strategii przetrwania, ale wszystkie organizmy współegzystuje oscylując wokół pewnej stałej liczebności populacji i to się nazywa równowagą biologiczną. Zachwianie tej równowagi uruchamia mechanizmy ewolucyjne, ponieważ nagle inne zestawy genów zaczynają być "lepsze", to znaczy lepiej się replikują w zmienionych warunkach. A ponieważ "zegarmistrz" jest ślepy, to czasem nawet ginie 95% organizmów, których geny nie potrafią się skutecznie replikować w nowych, trudnych warunkach.

Temat ewolucji jest obszerny - bardzo obszerny. Zachęcam do zaznajomienia się z mechanizmami jej funkcjonowania, a nie z "brakującymi ogniwami", których okres "życia" jest ograniczony. Zrozumienie mechanizmu nie czyni z nas profesorów ewolucji (oni, dopingowani przez kreacjonistów, zajmują się wypełnianiem luk), ale pozwala na zrozumienie tematu i zachwyt nad pięknem zasady działania.
Przynajmniej ja jestem zachwycony!

Pozdrawiam.
15-03-2012 10:13 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
awe.mol.uj(*)Powstanie_i_ewolucja_zycia.pdf
wyborcza.p(*)69277,Ewolucja_ssakow_XXL.html
Tak, "wcześniejsze" krety miały dobry wzrok. Przodek kreta był zwierzęciem leśnym. Pod ziemią oczy się uwsteczniły.
15-03-2012 11:14 
 Ocena-3 na 3
zeno (72 punktów)
>Tak, "wcześniejsze" krety miały dobry wzrok. Przodek kreta był zwierzęciem leśnym. Pod ziemią oczy się uwsteczniły.
Dowodem na ewolucyjny zanik oczu u kreta był by osobnik żyjący pod ziemią, ale mający jeszcze dobry wzrok: takiego dowodu mi nie przedłożysz, więc po co mi z tym leśnym zwierzakiem wyjeżdżasz, nie wiem.

Pozdrawiam
15-03-2012 11:20 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
To, co napisałeś, jest koronnym dowodem na to, że nie masz bladego pojęcia, co to jest ewolucja i jak działa. Nie wiem, spałeś czy wagarowałeś na lekcjach biologii?
Przestań wydłubywać kretom oczy, przeczytaj, proszę, co zalinkowałam (szczególnie Korzeniewskiego polecam), a wtedy pogadamy. Inaczej zabraknie platformy porozumienia.
zeno (72 punktów)
> Inaczej zabraknie platformy porozumienia.

Pozdrawiam
16-03-2012 10:14 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Dowodem na ewolucyjny zanik oczu u kreta był by osobnik żyjący pod ziemią, ale mający jeszcze dobry wzrok:

Pyszne zdanie doprawdy .
Spokojnie obleciałoby za dowód, że Tobie też coś zaczęło zanikać, choć może niekoniecznie ewolucyjnie .
Póki jeszcze nie całkiem zanikło, może o rybkach zdołasz co przyswoić?

...a słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak. (Bułat Okudżawa)
MH1978 (462 punktów)
Niestety nie zmieścił mi się cały tekst, więc dokończę tu:

Nie zdziwiłoby mnie pozostawienie inżynierii genetycznej w ludzkim genomie, ponieważ, tak jak napisałem wcześniej jest prawdopodobne (dla mnie osobiście wysoce prawdopodobne), że przed kilkoma tysiącami lat (rzędu 10000 lat) naszą planetę mogli odwiedzić "bogowie", którzy zanim powrócili do swojego domu nieźle się tutaj zabawili w "bogów" i niewykluczone, że namieszali w genomie homo habilisa(choć wielu racjonalistów się z tym nie zgadza; no cóż - posiadanie otwartego umysłu i nie zgadzanie się oznacza, że ciężko jest stworzyć ateistyczną "religię" - i chwała Zeusowi ). Silną przesłanką dla tej tezy jest to, że w każdej kulturze i na wszystkich kontynentach jest mowa o bogach, względnie nauczycielach z gwiazd, którzy ingerowali w życie ludzi. Są też liczne przykłady zaawansowanych technologicznie budowli, których wytworzenie narzędziami z epoki kamienia istotnie graniczy z cudem. Niestety, jak przypuszczam, najbardziej negatywną pozostałością po takiej wizycie stały się liczne legendy, które same w sobie nie byłyby takie złe, gdyby nie przeobraziły się w niszczycielskie religie (każda religia oparta na tych legendach z zamierzchłej przeszłości gatunku dopuściła się potężnych zbrodni).

Hipoteza odwiedzin z kosmosu przed wieloma tysiącami lat nie podważa oczywiście samej teorii ewolucji, nawet jeśli "obcy" majstrowali przy ludzkim genomie. Jeśli uda się ją ostatecznie potwierdzić (a śmiem twierdzić, że po odrzuceniu wszelkich uprzedzeń i wnikliwym zbadaniu sprawy tak się w końcu stanie), to okaże się, że ewolucja działa tak samo dobrze na Ziemi, jak i w innych układach słonecznych (w końcu ci "kosmici" też musieli najpierw wyewoluować).

Pozdrawiam.
13-03-2012 07:51 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>przed kilkoma tysiącami lat (rzędu 10000 lat) naszą planetę mogli odwiedzić "bogowie", którzy zanim powrócili do swojego domu nieźle się tutaj zabawili w "bogów" i niewykluczone, że namieszali w genomie homo habilisa
Homo habilis sprzed 10 000 lat? Namieszałeś. No i za dużo naoglądałeś się "Odysei kosmicznej". To mój ulubiony film, ale na nieprzygotowane umysły źle działa, zwłaszcza pierwsze sceny. Ludzie zaczynają wtedy myśleć "a co, jeśli naprawdę ludzkość dostała kiedyś kosmicznego kopa"?
>Silną przesłanką dla tej tezy jest to, że w każdej kulturze i na wszystkich kontynentach jest mowa o bogach, względnie nauczycielach z gwiazd, którzy ingerowali w życie ludzi.
Z tym, że każdy inaczej.
Opowieści o bogach zstępujących z nieba nie są niczym dziwnym ani zaskakującym. To pierwsze, podstawowe skojarzenie - potężna istota mieszka gdzie? Nie w trawie przecież, tylko tam, gdzie wszystko kojarzy się z potęgą - Słońce, burza, deszcz. Zauważ, że równie potężne bóstwa mieszkają w morzu.
I nie bierz na serio "Stargate".
>Są też liczne przykłady zaawansowanych technologicznie budowli, których wytworzenie narzędziami z epoki kamienia istotnie graniczy z cudem.
Może i graniczy, ale żadnym cudem nie jest. Udowodnione zostało, że zbudowanie tego wszystkiego (o ile się nie mylę, masz na myśli m.in. piramidy, Stonehenge, świątynię w Baalbek, Tiwanaku) wcale nie przekraczało możliwości człowieka, wyposażonego tylko w proste urządzenia typu dźwignia. Oni mieli bardzo dużo czasu. Nie rób tu powtórki z Daenikena, co? Ja wiem, że to się fajnie czyta i jest zajmujące, ale wyssane z palca.
>Niestety, jak przypuszczam, najbardziej negatywną pozostałością po takiej wizycie stały się liczne legendy, które same w sobie nie byłyby takie złe, gdyby nie przeobraziły się w niszczycielskie religie (każda religia oparta na tych legendach z zamierzchłej przeszłości gatunku dopuściła się potężnych zbrodni).
Mam wrażenie, że geneza religii inna nieco jest...
>Hipoteza odwiedzin z kosmosu (...) Jeśli uda się ją ostatecznie potwierdzić (a śmiem twierdzić, że po odrzuceniu wszelkich uprzedzeń i wnikliwym zbadaniu sprawy tak się w końcu stanie)
A ja śmiem twierdzić, że się nie stanie.
Jako pracę domową zadaję przeczytanie tej książki., nowa nie jest, bo wydana w 2000 roku, ale nadal aktualna. Trudna też nie jest, bo popularnonaukowa, łatwym językiem pisana. Na zachętę:
www.wiw.pl/biblioteka/zpowrotem_wroblewski/01.asp
>ewolucja działa tak samo dobrze na Ziemi, jak i w innych układach słonecznych (w końcu ci "kosmici" też musieli najpierw wyewoluować).
Bardzo być może.
Polecam także "Niezwyciężonego" S. Lema.
W sumie: nie ma żadnego, ale to absolutnie żadnego dowodu na "odwiedziny z kosmosu", a wszystkie "dziwności" ludzkiej cywilizacji można wytłumaczyć w najprostszy, bo naukowy sposób.
O ekonomii podróży międzygwiezdnych się nie wypowiadam, bo to inny, nader obszerny temat.
MH1978 (462 punktów)
>Homo habilis sprzed 10 000 lat? Namieszałeś. No i za dużo naoglądałeś się "Odysei kosmicznej". To mój ulubiony film, ale na nieprzygotowane umysły źle działa, zwłaszcza pierwsze sceny. Ludzie zaczynają wtedy myśleć "a co, jeśli naprawdę ludzkość dostała kiedyś kosmicznego kopa"?

Masz rację - wyraziłem się nieprecyzyjnie, ponieważ nie o to mi chodziło, że homo habilis chodził po Ziemi 10000 lat temu. Chciałem tylko zwrócić uwagę przedmówcy, że nawet gdyby udało się dowieść zewnętrzną ingerencję w strukturę ludzkiego genomu, to i tak niczego nie dowodzi - może to być jedynie silny dowód na potwierdzenie hipotezy pana Danikena (o którym również Ty wspomniałeś). Nie byłby to dowód obalający teorię ewolucji, ale dowód wizyty zaawansowanej cywilizacji przed tysiącami lat. Poza tym - co trzeba dodać - jest coraz mniej luk kopalnych - nie tylko w przypadku naszego gatunku, ale i pozostałych i wszystko wskazuje na to, że drzewo rodowe człowieka ma już naprawdę niewiele luk (o ile w ogóle jakieś pozostały). Teoria ewolucji jest tak silna, że w zasadzie jest to prawo obowiązujące nie tylko na Ziemi, ale na wszystkich innych planetach, na których istnieje życie.

>Opowieści o bogach zstępujących z nieba nie są niczym dziwnym ani zaskakującym. To pierwsze, podstawowe skojarzenie - potężna istota mieszka gdzie? Nie w trawie przecież, tylko tam, gdzie wszystko kojarzy się z potęgą - Słońce, burza, deszcz. Zauważ, że równie potężne bóstwa mieszkają w morzu.

Dla mnie osobiście nie da się wszystkiego sprowadzić do tego, że ludzie czcili tylko to, czego się bali (burzę, pioruny, wichry, wzburzone morze), albo co było im niezbędne do życia (Słońce). Za dużo historii o nauczycielach z gwiazd, w których nie można oprzeć się wrażeniu, że mogą mieć wspólne źródło (a potem, jak na wstępie do "Władcy Pierścieni" legenda stała się mitem... a mit przeobraził się w... religię (tego już we "Władcy Pierścieni" nie było)).

>Może i graniczy, ale żadnym cudem nie jest. Udowodnione zostało, że zbudowanie tego wszystkiego (o ile się nie mylę, masz na myśli m.in. piramidy, Stonehenge, świątynię w Baalbek, Tiwanaku) wcale nie przekraczało możliwości człowieka, wyposażonego tylko w proste urządzenia typu dźwignia. Oni mieli bardzo dużo czasu. Nie rób tu powtórki z Daenikena, co? Ja wiem, że to się fajnie czyta i jest zajmujące, ale wyssane z palca.

Chodzi mi o znacznie więcej budowli (z czego część znajduje się np. w Meksyku). Dla mnie osobiście ich zaawansowanie technologiczne daje do myślenia. Napisałeś o ekonomii podróży międzygwiezdnych. Uważam, że na dzień dzisiejszy, takie przedsięwzięcie jest nie tylko nieekonomiczne, ale wręcz byłoby zbrodnią przeciwko podatnikom. Nie wiem jednak jak będzie wyglądała sytuacja w tej kwestii za tysiąc lat (zakładając obecny, wykładniczy wzrost cywilizacji). A jak z ekonomicznego punktu widzenia wyglądałaby budowa piramid? Nie chcę mówić, że jestem pewny, że piramidy wybudowali kosmici (tudzież pomagali w ich budowie - czy to wiedzą czy sprzętem) - nie było mnie przy budowie. Uważam jednak, że choć Daniken w swoich książkach (a czytałem większość z nich) często naprawdę odrywał się od rzeczywistości, albo zbyt łatwowiernie przyjmował niektóre tezy (przede wszystkim niektóre z tez kreacjonistów w książce "Dowody"), to jednak jego hipoteza o odwiedzinach z kosmosu jest warta wzięcia pod (naprawdę wielką) lupę.
Poza tym - co do niektórych historii ze starych ksiąg (nie tylko Biblii) - doceniam kreatywność ludzkiej wyobraźni, ale nie mogę uwierzyć, że ludy pierwotne WSZYSTKO wyssały sobie z palca. Uważam, że te historie mogły mieć swój początek po przerażającej wizycie obcej cywilizacji, która nawet dziś byłaby dla nas imponująca.

>W sumie: nie ma żadnego, ale to absolutnie żadnego dowodu na "odwiedziny z kosmosu", a wszystkie "dziwności" ludzkiej cywilizacji można wytłumaczyć w najprostszy, bo naukowy sposób.

A ja uważam, że przesłanki (zdecydowanie w liczbie mnogiej) do takich zamierzchłych odwiedzin są i że jak najbardziej powinniśmy je zweryfikować w naukowy sposób - bez uprzedzeń (do których zaliczam też kategoryczne stwierdzenie, że było to absolutnie niemożliwe). W takich sprawach powinny liczyć się tylko fakty, dowody i logika - moje lub Twoje przekonania nie powinny mieć nic do rzeczy (no może poza impulsem zmuszającym nas do drążenia i wyjaśniania).
13-03-2012 08:46 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>A ja uważam, że przesłanki (zdecydowanie w liczbie mnogiej) do takich zamierzchłych odwiedzin są
Bardzo ich ciekawam. Bo że nie są nimi budowle i ludzki genom, to już powszechnie wiadomo, choć są tacy, co próbują przeczyć oczywistym faktom
13-03-2012 09:31 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
>>A ja uważam, że przesłanki (zdecydowanie w liczbie mnogiej) do takich zamierzchłych odwiedzin są
>Bardzo ich ciekawam. Bo że nie są nimi budowle i ludzki genom, to już powszechnie wiadomo, choć są tacy, co próbują przeczyć oczywistym faktom

Mogę powiedzieć jedynie co mi daje najwięcej do myślenia. Są to historie o bogach-nauczycielach, które możemy znaleźć w najodleglejszych miejscach na Ziemi. Jeśli czytałaś książki wspomnianego już tutaj Danikena to wiesz dobrze, o jakie historie mi chodzi (zniszczenie Sodomy i Gomory, potop, przekazywanie wiedzy przez "boskich nauczycieli"). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak kapłani potrafią manipulować ludźmi i jak potrafią "dołożyć coś od siebie". Władza, którą dzięki temu zdobywają jest naprawdę imponująca (podobnie jak głupota ludzi, którzy dają się nabrać). Ale, mimo wszystko, mimo na przykład idiotycznych zakazów i nakazów kulinarnych w Pięcioksięgu, są historie, które dają do myślenia.

Co do budowli - no cóż - powszechnie znane wyjaśnienia wydają mi się mało satysfakcjonujące. Po prostu zakładam możliwość zdobycia ekstra-wiedzy, względnie ekstra-technologii z zewnątrz. Ale tak jak już z ekstra-wiedzą (wiedzą, do której człowiek nie dochodzi stopniowo) jest, jest ona krucha. Dzisiejsi fundamentaliści korzystają niejednokrotnie z dorobku naszej cywilizacji (np. zaawansowanej broni), a jednak, biorąc pod uwagę ich zacofanie i nikły poziom wiedzy, wątpię, że potrafiliby utrzymać tę technologię, gdyby nagle cywilizowani lidzie przestali ich swoją wiedzą wspierać (być może jest to dobry sposób na wojnę z terroryzmem).

Czego bym chciał dożyć w tej kwestii - tak jak już właściwie wspomniałem - uczciwego, bez żadnych uprzedzeń, spojrzenia na dowody, fakty i logicznego powiązania w jedną całość. Na dzień dzisiejszy widzę to tak: zbyt mało naukowe podejście Danikena i zbyt mocno dogmatyczne podejście archeologów. Efekt - każdy coraz bardziej okopuje się w swoim własnym okopie.

P.S. Myślę, że trzeba uważać na rzeczy, które są "powszechnie wiadome" O ile nauka, prędzej czy później, wydobywa prawdę z chaosu (to jest piękno nauki, które osobiście podziwiam), o tyle trzeba być sceptycznym - w szczególności zaś w sprawach, w których istnieją liczne wątpliwości, albo brak jednoznacznych dowodów.
13-03-2012 10:04 
 Ocena 6 na 6
Przemek J. (3008 punktów)
Naprawdę przykro się robi, gdy inteligentny człowiek takie rzeczy wypisuje.

Zastanawiałeś się kiedyś, po cóż ta cywilizacja miałaby wydawać ogromne ilości środków na podróż, wynikiem której będzie pomoc w ułożeniu kupki kamieni jakimś małpom?

Te same mity funkcjonują w różnych grupach społecznych, bo: a) są przekazywane, co jest dowodem na istnienie archaicznych biur podróży b) bo mają podobne pochodzenie w postaci zjawisk naturalnych typu potopy, zagłady itp.
Zaraziłeś się memami Danikiena i nie potrafisz krytycznie spojrzeć na te bajki. Dlaczego nauka miałaby się zajmować kosmitami, skoro nie ma żadnych racjonalnych przesłanek ku temu? Nie zajmie się nimi z tego samego powodu, dla którego nie sprawdza wszystkich bogów, krasnoludków i innych jednorożców (sorki Szeregowy).


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
MH1978 (462 punktów)
Przyjmuję Twoją krytykę, choć nie zgadzam się z nią.

Co do memów Danikena - powiem wprost - gdyby nie lektura jego książek w szkole średniej najprawdopodobniej nigdy nie zostałbym ateistą (kiedyś byłem głęboko wierzącym katolikiem). Jakkolwiek mam teraz znacznie bardziej sceptyczny stosunek do tego autora, to nadal uważam, że podał on ciekawą hipotezę wartą rozważenia (to moje zdanie i nie zmienię go, na tę chwilę, nawet jeśli większość ateistów, myślicieli, sceptyków, się z nim nie zgadza). Tak naprawdę mój sceptycyzm zaczął się od książek tego Szwajcara. Po nich jednak dowiedziałem się znacznie, znacznie więcej na temat otaczającego mnie świata. Muszę też przyznać, że z uwagi na to, że właśnie dzięki jego książkom mój mózg odblokował się na inne niż powszechnie przyjęte (w szczególności religijne) tezy, nie jest wykluczone, że mój sceptycyzm co do jego osoby jest zbyt mały. W związku z tym, nie mogę wykluczyć, że w przyszłości (o ile dalej będę się interesował tym tematem i zdobędę więcej przekonywujących dowodów) przyznam Tobie rację.

Zgadzam się z Tobą, że aspekt ekonomiczny takiej podróży (jak również aspekt czasu jej trwania) to bardzo duży minus w całej hipotezie odwiedzin obcej cywilizacji. A jednak mam na uwadze naszą obecną, kosztowną, eksplorację kosmosu i to, że za 1000 lat pewne problemy techniczne mogą zostać przezwyciężone. Jeśli któregoś dnia człowiek stanie na powierzchni jakiegoś pozasłonecznego globu i spotka na nim średnio rozgarniętą małpę, która jednak używa już swojego mózgu, to zostanie przez nią uznany za Boga - nie mam co do tego wątpliwości.
13-03-2012 11:10 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Jeśli któregoś dnia człowiek stanie na powierzchni jakiegoś pozasłonecznego globu i spotka na nim średnio rozgarniętą małpę, która jednak używa już swojego mózgu, to zostanie przez nią uznany za Boga - nie mam co do tego wątpliwości.
Albo za coś innego...
katedra.na(*)e-Arthur-C-Koniec-dziecinstwa/
13-03-2012 11:14 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
Ja też Dankiena czytałem gdzieś na przełomie podstawówki i liceum i jak cała pozostała literatura SF, którą wtedy chłonąłem, wpłyną on na moje myślenie o bogu i religii.

> Jeśli któregoś dnia człowiek stanie na powierzchni jakiegoś pozasłonecznego globu i spotka na nim średnio rozgarniętą małpę, która jednak używa już swojego mózgu, to zostanie przez nią uznany za Boga - nie mam co do tego wątpliwości.

No właśnie co wtedy? Popatrz co się stało w Amerykach i Australii, gdzie rdzenna ludność została przetrzebiona na równi ze zwierzyną łowną. A przecież różnica rozwoju była stosunkowo niewielka pomiędzy mieszkańcami a najeźdźcami z Europy. Jeśli już zainwestujemy ogromne środki w podróż do jakiegoś odległego układu planetarnego, to jak na miejscu zastaniemy jakieś żyjątka, to albo je zjemy, albo wytrzebimy bo nam będą przeszkadzały w dostępnie do potrzebnych surowców. Raczej nie będziemy z nimi cegiełek układać. Jak pisała Meretseger, nikt nie inwestuje w wyprawę do dżungli, żeby mrówkom patyki układać.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
MH1978 (462 punktów)
>No właśnie co wtedy? Popatrz co się stało w Amerykach i Australii, gdzie rdzenna ludność została przetrzebiona na równi ze zwierzyną łowną. A przecież różnica rozwoju była stosunkowo niewielka pomiędzy mieszkańcami a najeźdźcami z Europy. Jeśli już zainwestujemy ogromne środki w podróż do jakiegoś odległego układu planetarnego, to jak na miejscu zastaniemy jakieś żyjątka, to albo je zjemy, albo wytrzebimy bo nam będą przeszkadzały w dostępnie do potrzebnych surowców. Raczej nie będziemy z nimi cegiełek układać. Jak pisała Meretseger, nikt nie inwestuje w wyprawę do dżungli, żeby mrówkom patyki układać.

Już choćby w samej Biblii jest mowa o wielu krwawych masakrach przeprowadzonych przez "Pana", a więc jego postępowanie było podobne do naszego w Amerykach i Australii. Pozostaje też kwestia tego, co tak naprawdę byłoby dla nas cenne w eksploracji obcej planety oraz kwestia szkolenia zwierząt, które sami niejednokrotnie przeprowadzamy (wiem, wiem, co innego zwierzę ziemskie, a co innego koszty wyprawy międzygwiezdnej i to tylko po to, żeby potresować sobie jakąś małpę z dżungli). A na koniec dochodzi pytanie co też będzie dla nas ważne w czasach, w których (o ile w ogóle nadejdą takie czasy) zorganizujemy wyprawę międzygwiezdną?
13-03-2012 11:48 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
> Już choćby w samej Biblii jest mowa o wielu krwawych masakrach przeprowadzonych przez "Pana...

No proszę, nie mieszajmy do tego kolejnych bajek. Naprawdę nie obchodzi mnie, co jacyś upaleni starożytni napisali w książkach dla pastuchów kóz. Opisali po prostu naturę ludzką i wykreowali sobie takiego boga jak był im potrzebny do rządzenia tymi pastuchami bez ambicji. Bez kosmitów jest to zbiór zamknięty. Kropa.

> A na koniec dochodzi pytanie co też będzie dla nas ważne w czasach...

To akurat nie jest trudne do przewidzenia. Będziemy szukać nowego lokum albo surowców. Konsekwencje takich wypraw znamy, nie mają nic wspólnego z piramidami.

Mere i Elka już Ci pisały, że bez dodawania kosmitów wszystko da się zgrabnie wytłumaczyć. Więc po co ich dodawać, co tylko przysparza komplikacji i mnoży pytania bez odpowiedzi i sprzeczności. Słyszałeś kiedyś o brzytwie Ockhama? To jest właśnie ten moment kiedy należy jej użyć i pożegnać dziecięce marzenia o krasnoludkach i kosmitach.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
13-03-2012 10:17 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Na dzień dzisiejszy widzę to tak: zbyt mało naukowe podejście Danikena i zbyt mocno dogmatyczne podejście archeologów.
Zbyt mało naukowe? To jest podejście kompletnie nienaukowe - postawić tezę o wizycie kosmitów i tak naciągać do niej fakty, że aż trzeszczą.
>Efekt - każdy coraz bardziej okopuje się w swoim własnym okopie.
Jeśli nazwać "okopywaniem się we własnym okopie" pokazywanie palcem ewidentnych bzdur, to tak, czuję się okopana.
>P.S. Myślę, że trzeba uważać na rzeczy, które są "powszechnie wiadome"
Trzeba też umieć odróżnić "powszechnie wiadome" rzeczy z zakresu naukowo udowodnionych zjawisk od "powszechnie wiadomych" plotek z Faktu i tym podobnej literatury - do tego gatunku zaliczam też tzw. literaturę ufologiczną. Należy badać to, co się da zbadać, ale nie należy łatwowiernie łykać wszelkich rewelacji.
Poza tym, co już wspomniałam - ewentualni kosmici, sądząc po ich ewentualnej technologii, to nie idioci i na pewno ekonomię mają w małym palcu. A tylko kretyn zużywałby nieprawdopodobne ilości energii, może równe ilości energii własnej gwiazdy tylko po to, żeby odwiedzić jakieś prymitywy na skraju Galaktyki i wybudować im piramidę. Naprawdę chciałbyś nakładem wielkich kosztów zorganizować wielką i wieloletnią ekspedycję do dżungli amazońskiej tylko po to, by jakiejś myszce wydłubać dziurkę w ziemi? Bo to taka porównywalna skala ekspedycji.
Absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że we Wszechświecie nie ma innego życia. Może jest. Tego nie wiem i pewnie się nie dowiem za swojego życia. Póki co, nikt jego śladów nie znalazł - ani TAM, ani tu, na Ziemi. Same opowieści to mało. Nie uważasz chyba, że baśnie o małych podziemnych istotach - skrzatach, krasnoludkach, gnomach, hawajskich Menehune, dogońskich Adambulu - biorą się z pamięci ludzi, którzy się z nimi stykali i z nimi rozmawiali?
Naprawdę, zalecam ostrożność. I przeczytanie tego, co wskazałam.
13-03-2012 10:54 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
>Trzeba też umieć odróżnić "powszechnie wiadome" rzeczy z zakresu naukowo udowodnionych zjawisk od "powszechnie wiadomych" plotek z Faktu i tym podobnej literatury (...) Należy badać to, co się da zbadać, ale nie należy łatwowiernie łykać wszelkich rewelacji.

Oczywiście masz rację. Otwartość umysłu nie polega na łykaniu wszystkiego i przyjmowaniu tego za możliwe.

>Poza tym, co już wspomniałam - ewentualni kosmici, sądząc po ich ewentualnej technologii, to nie idioci i na pewno ekonomię mają w małym palcu. A tylko kretyn zużywałby nieprawdopodobne ilości energii, może równe ilości energii własnej gwiazdy tylko po to, żeby odwiedzić jakieś prymitywy na skraju Galaktyki i wybudować im piramidę. Naprawdę chciałbyś nakładem wielkich kosztów zorganizować wielką i wieloletnią ekspedycję do dżungli amazońskiej tylko po to, by jakiejś myszce wydłubać dziurkę w ziemi? Bo to taka porównywalna skala ekspedycji.

Powiem szczerze, że argument ekonomiczny jest bardzo silny i jeszcze raz będę musiał go przemyśleć. Odpowiedziałem już na niego Przemkowi J., który również jest bardzo sceptycznie nastawiony do możliwości wizyty na Ziemi obcej cywilizacji. Zaznaczę tylko, że nie uważam, iż taka potencjalna cywilizacja trudziła się budową tych monumentów, chodziło mi raczej o pewną wiedzę technologiczną, którą posiadały prymitywne przecież plemiona (skąd ją miały?).

>Absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że we Wszechświecie nie ma innego życia. Może jest. Tego nie wiem i pewnie się nie dowiem za swojego życia. Póki co, nikt jego śladów nie znalazł - ani TAM, ani tu, na Ziemi. Same opowieści to mało. Nie uważasz chyba, że baśnie o małych podziemnych istotach - skrzatach, krasnoludkach, gnomach, hawajskich Menehune, dogońskich Adambulu - biorą się z pamięci ludzi, którzy się z nimi stykali i z nimi rozmawiali?
>Naprawdę, zalecam ostrożność. I przeczytanie tego, co wskazałam.

Tak jak już odpowiedziałem na podobne zarzuty Przemkowi J. - mój ateizm, a właściwie sceptycyzm zaczął się od Danikena i być może szacunek jaki do niego za to żywiłem był (jest?) zbyt wielki (i nieostrożny). Dodam tylko, że na dzień dzisiejszy jestem znacznie bardziej ostrożny niż jeszcze parę lat temu. Myślę, że jeśli zacząłbym od Dawkinsa - też stałbym się ateistą.

W każdym bądź razie, bo trochę odbiegliśmy od głównego tematu - chodziło mi głównie o to, że ingerencja z zewnątrz wcale nie oznacza nieprawdziwości teorii ewolucji, a jedynie poszerza zakres jej obowiązywania na cały Wszechświat.

P.S. Dziękuję za uwagi, które muszę ze spokojem przemyśleć.
P.S2. Oczywiście, że nie wierzę w krasnoludki i inne takie - myślę, że opowieści ludzi, którzy rzekomo się z nimi stykali są najprawdopodobniej skutkiem działania jakiegoś dostępnego w dżungli narkotyku (grzybków halucynogennych, liści koki, ayahuasci, czy jeszcze czegoś innego )
13-03-2012 10:45 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Chciałem tylko zwrócić uwagę przedmówcy, że nawet gdyby udało się dowieść zewnętrzną ingerencję w strukturę ludzkiego genomu, to i tak niczego nie dowodzi - może to być jedynie silny dowód na potwierdzenie hipotezy pana Danikena (o którym również Ty wspomniałaś).

Dobra rada na początek - obok każdego nicka, zaraz za punktami, jest taka ikonka humanoidalna. Tam się klika i sprawdza, jaki rodzaj jest właściwy do użycia

Obawiam się, że to by wymagało powrotu owych wspaniałych "biotechnologów", a liczyć można na to mniej więcej tak samo, jak na kolejne Betlejem

>Dla mnie osobiście nie da się wszystkiego sprowadzić do tego, że ludzie czcili tylko to, czego się bali (burzę, pioruny, wichry, wzburzone morze), albo co było im niezbędne do życia (Słońce). Za dużo historii o nauczycielach z gwiazd, w których nie można oprzeć się wrażeniu, że mogą mieć wspólne źródło

To prości ludzie byli. Najpierw "nauczyciele" byli bezkształtni, potem dziwni, potem - w miarę narastania opowieści - urosły im rączki i nóżki. Czasami z nietypową głową, żeby było ciekawiej i żeby udowodnić, jak to "nauczyciele" mają bardziej, niż my. Nic wielkiego, ludzka wyobraźnia jest niesamowita. Nie słyszałeś o tych wszystkich Jezusach i Matkach Boskich na prawie każdej płaskiej powierzchni? Ja nadal sprawdzam korytarze prowadzące do mojego mieszkania na ewentualność zombie - z tą różnicą, że ja wiem, że to nerwica, a nie prawidłowa reakcja

>A jak z ekonomicznego punktu widzenia wyglądałaby budowa piramid? Nie chcę mówić, że jestem pewny, że piramidy wybudowali kosmici (tudzież pomagali w ich budowie - czy to wiedzą czy sprzętem) - nie było mnie przy budowie. [..]

A nijak. Ludzie albo serio chcieli (bo inaczej będzie im bardzo źle, bo się mzimu wkurzy) albo nie mieli wyboru. I jak napisała Mere - to się nie budowało w trzy miesiące. Oni mieli czas i mało rozrywek.

>Poza tym - co do niektórych historii ze starych ksiąg (nie tylko Biblii) - doceniam kreatywność ludzkiej wyobraźni, ale nie mogę uwierzyć, że ludy pierwotne WSZYSTKO wyssały sobie z palca. Uważam, że te historie mogły mieć swój początek po przerażającej wizycie obcej cywilizacji, która nawet dziś byłaby dla nas imponująca.

No nie wiem. Gdyby mnie się objawił kosmita i zaczął lewitować rzeczy dookoła, to zapytałabym się czy to umiejętność własna, czy technika i jeśli któreś, to niech zaczeka, ja tylko wyjmę notesik i może zacząć tłumaczyć. Raczej ostatnią rzeczą jaka by mi przyszła do głowy, byłoby paść na kolana i kwiczeć. Chyba, że ogłosiłby się bogiem, to faktycznie. Może bym nawet popłakała. Ze śmiechu.

>A ja uważam, że przesłanki (zdecydowanie w liczbie mnogiej) do takich zamierzchłych odwiedzin są i że jak najbardziej powinniśmy je zweryfikować w naukowy sposób - bez uprzedzeń (do których zaliczam też kategoryczne stwierdzenie, że było to absolutnie niemożliwe). W takich sprawach powinny liczyć się tylko fakty, dowody i logika - moje lub Twoje przekonania nie powinny mieć nic do rzeczy (no może poza impulsem zmuszającym nas do drążenia i wyjaśniania).

No dobra, ale które to przesłanki są tak przekonujące, że warto na to tracić czas i pieniądze? Te niby-hełmy na azteckich (?? nie pamiętam dokładnie cywilizacji) płaskorzeźbach? Hinduskie mity o latających pojazdach bogów? Myślisz, że jak ktoś za kilka tysięcy lat odkopie czyjąś kolekcję anime to będą się zastanawiać, czy może nie umieliśmy się przemieszczać na sztucznie tworzonych chmurach pyłu i nazywaliśmy to Kinto'un?

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
MH1978 (462 punktów)
>To prości ludzie byli. Najpierw "nauczyciele" byli bezkształtni, potem dziwni, potem - w miarę narastania opowieści - urosły im rączki i nóżki. Czasami z nietypową głową, żeby było ciekawiej i żeby udowodnić, jak to "nauczyciele" mają bardziej, niż my. Nic wielkiego, ludzka wyobraźnia jest niesamowita. Nie słyszałeś o tych wszystkich Jezusach i Matkach Boskich na prawie każdej płaskiej powierzchni? Ja nadal sprawdzam korytarze prowadzące do mojego mieszkania na ewentualność zombie - z tą różnicą, że ja wiem, że to nerwica, a nie prawidłowa reakcja

Chodziło mi raczej o to, że ci nauczyciele przekazali dzikusom całkiem zaawansowaną technologię potrzebną do wybudowania monumentów - to jest, moim zdaniem, najsilniejszy argument za ingerencją z zewnątrz.

>No nie wiem. Gdyby mnie się objawił kosmita i zaczął lewitować rzeczy dookoła, to zapytałabym się czy to umiejętność własna, czy technika i jeśli któreś, to niech zaczeka, ja tylko wyjmę notesik i może zacząć tłumaczyć. Raczej ostatnią rzeczą jaka by mi przyszła do głowy, byłoby paść na kolana i kwiczeć. Chyba, że ogłosiłby się bogiem, to faktycznie. Może bym nawet popłakała. Ze śmiechu.

Dzisiaj - tak (pod warunkiem, że nie mieszkasz w dżungli). Gdyby jednak nasz kosmonauta wylądował na planecie, na której dopiero co zaczęła się tworzyć inteligencja, to zostałby przez tubylców uznany za Boga (głupia błyskawica byłaby do tego wystarczająca, a co dopiero koleś w dziwnym hełmie na głowie, który właśnie przybył z nieba), nawet gdyby, w niezrozumiałym dla nich języku, próbował im powiedzieć, że jest tylko człowiekiem.

>No dobra, ale które to przesłanki są tak przekonujące, że warto na to tracić czas i pieniądze? Te niby-hełmy na azteckich (?? nie pamiętam dokładnie cywilizacji) płaskorzeźbach? Hinduskie mity o latających pojazdach bogów?

A warto tracić czas i pieniądze na zajmowanie się historią w ogóle? Po co mi w zasadzie wiedza, czy Hitler palnął sobie w Berlinie w łeb, czy też to był tylko jego sobowtór, a prawdziwy wódz urządził się na starość w Ameryce Południowej?
Niektórzy jednak chcą wiedzieć takie rzeczy i pasjonują się tym. Osobiście zajmuję się programowaniem w C++, ale nie mam nic do historyków (i archeologów), którzy chcą wiedzieć jak to naprawdę było. Moim zdaniem te mity, o których wspominasz, mogą skłonić niektórych ludzi do poszukiwań i przełożyć się w przyszłości na dojście do, nawet szokujących, wniosków.
13-03-2012 11:36 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Chodziło mi raczej o to, że ci nauczyciele przekazali dzikusom całkiem zaawansowaną technologię potrzebną do wybudowania monumentów - to jest, moim zdaniem, najsilniejszy argument za ingerencją z zewnątrz.
Ani ta technologia nie była taka zaawansowana, ani ci ludzie nie byli "dzikusami". Nie rób ze starożytnych Egipcjan czy Majów kretynów, którzy kilku kamieni do kupy poskładać nie umieli bez pomocy. To byli naprawdę bystrzy ludzie, obserwować potrafili, rączki i nóżki posiadali, a czasu przy tym po kokardkę. Wcale im się nie spieszyło. Piramidę można było budować i 20 lat.
>Gdyby jednak nasz kosmonauta wylądował na planecie, na której dopiero co zaczęła się tworzyć inteligencja,
... to na pewno nie przekazywałby Erectusowi technologii budowy świątyń i piramid. Znasz jakąś świątynie, której plany i sposoby budowy przetrwały kilkaset tysięcy lat?
>nie mam nic do historyków (i archeologów), którzy chcą wiedzieć jak to naprawdę było.
Ulżyło mi...
>Moim zdaniem te mity, o których wspominasz, mogą skłonić niektórych ludzi do poszukiwań
Te poszukiwania trwają od dawna. Jak chcesz, poszukam Ci całkiem sporej literatury na ten temat, ale zacznij, proszę, od podstaw, czyli od "Z powrotem na Ziemię", gdzie wszystko jest ładnie zebrane do kupy, choć nieco pobieżnie potraktowane. I głównie od strony Daenikena. Tymczasem daenikenopodobnych dzieł jest zatrzęsienie. Niektórzy wierzą w to, co piszą, inni piszą dla pieniędzy, bo te rzeczy dobrze się sprzedają. Ale żeby je poważnie traktować, to ja się nie piszę na to.
13-03-2012 12:31 
 Ocena 1 na 1
MH1978 (462 punktów)
>Te poszukiwania trwają od dawna. Jak chcesz, poszukam Ci całkiem sporej literatury na ten temat, ale zacznij, proszę, od podstaw, czyli od "Z powrotem na Ziemię", gdzie wszystko jest ładnie zebrane do kupy, choć nieco pobieżnie potraktowane. I głównie od strony Daenikena.

Właśnie przejrzałem w sieci kilka wyjątków z tej książki - muszę się z nią zapoznać - koniecznie!
Dziękuję za propozycję lektury.
13-03-2012 11:44 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>I jak napisała Mere - to się nie budowało w trzy miesiące. Oni mieli czas i mało rozrywek.
Średni czas budowy jednej piramidy to 20 lat.
Ale Lublin jest lepszy od Egiptu Od 1974 roku budowany tu jest gmach, który w założeniu miał być teatrem, a docelowo będzie Centrum Spotkania Kultur (takim multikulti, jak to na pograniczu, domem kultury). Planowany rok ukończenia - 2015. Gdyby w Egipcie tyle budowano piramidę, to zamiast faraona możnaby jego następcę pochować...
13-03-2012 10:46 
 Ocena-1 na 1
zeno (72 punktów)
>>Niestety, jak przypuszczam, najbardziej negatywną pozostałością po takiej wizycie stały się liczne legendy, które same w sobie nie byłyby takie złe, gdyby nie przeobraziły się w niszczycielskie religie (każda religia oparta na tych legendach z zamierzchłej przeszłości gatunku dopuściła się potężnych zbrodni).
Stalin i Pol Pot byli wręcz wrogami religii, a Hitler religię tylko instrumentalnie traktował. Myślę, że większość przeszłych wojen toczyła się dla łupów i jeżeli nawet były firmowane znakami religijnymi, to była to premedytacja wodzów.
13-03-2012 11:15 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Sprawdź, z łaski swojej, komu odpowiadasz... Odpowiedź przyszła do mnie, a nie do mnie jest przecież kierowana.
13-03-2012 13:53 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Stalin i Pol Pot byli wręcz wrogami religii,
Bzdura!

Jakiej religii? Żaden z nich nie był przeciwnikiem własnej religii i kultu swojej osoby.
Pański problem jest problemem wszystkich fideistów. Tylko moja religia jest jedynie prawdziwą, a wszyscy jej nie uznający są wrogami religii. Ci którzy nie uznają mojego boga, to ateiści. To co Pan na ten temat uważa, to jest jedna wielka fideistyczna bzdura.
Stalin, Hitler, Pol-Pot i wielu innych - na wzór np. faraonów i cesarzy byli bogami i wiarę w swoją boskość jak mogli tak podtrzymywali.
Większość - prawie wszystkie - zbiorowe zbrodnie były motywowane religijnie, a przy okazji mogły ujawnić się najniższe instynkty i największe podłości - czynione w imię bogów lub religii - rozgrzeszane przez kapłanów w imieniu bogów.

Miłego dnia.

@@@
.
14-03-2012 21:37 
 Ocena-1 na 3
zeno (72 punktów)
>Żaden z nich nie był przeciwnikiem własnej religii i kultu swojej osoby.
>Pański problem jest problemem wszystkich fideistów. Tylko moja religia jest jedynie prawdziwą, a wszyscy jej nie uznający są wrogami religii. Ci którzy nie uznają mojego boga, to ateiści. To co Pan na ten temat uważa, to jest jedna wielka fideistyczna bzdura.
>Stalin, Hitler, Pol-Pot i wielu innych ... byli bogami i wiarę w swoją boskość jak mogli tak podtrzymywali.
Kult swojej osoby - oczywiście, ale jaka religia, jacy Bogowie !! Ty chyba zdrowo namarzłeś, żeby działania Hitlera i Stalina zrónać z wyprawami krzyżowców ! Hitler walczył o przestrzeń życiową dla Niemców, a Stalin chciał uszczęśliwić świat "idealnym " ustrojem bez Boga i Tobie Oni wpisują się w poczet religijnych wojowników? Nie nawidzisz wszelkich "religiantów" - Twoje prawo, ale jeżeli to Cię zaślepia, to źle, bo zamiast udziału w dyskusji, wrzucasz "brednie napalonego antyklerykała". Chyba tylko po to to piszesz, żeby w nastepnym wersie kolejną bzdurę napisać:
>Większość - prawie wszystkie - zbiorowe zbrodnie były motywowane religijnie, a przy okazji mogły ujawnić się najniższe instynkty i największe podłości - czynione w imię bogów lub religii - rozgrzeszane przez kapłanów w imieniu bogów.
Te wyprawy krzyżowców mogę zaliczyć jako jedyny sensowny argument dla Twojej tezy i to pewnie koniec, a jeżeli chodzi o ujawnianie przez ludzi najniższych instynktów i popełnianie największych podłości, to Oni zwykle robili to na własny rachunek niestety, z rzadka tylko przywołując do tego Boga i zwykle tylko jako skuteczną przykrywkę.
A jeżeli chodzi o mnie, to nie jestem fideistą, nie jestem też deistą i choć Cię to może zirytuje - sam siebie nazwał bym ateistą.
15-03-2012 10:15 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A jeżeli chodzi o mnie, to nie jestem fideistą, nie jestem też deistą i choć Cię to może zirytuje - sam siebie nazwał bym ateistą.
Wielce Szanowny Panie Zeno,
nie tylko siebie, ale także i mnie może nazywać Pan tak jak chce (i jak Panu Moderatorzy pozwolą).
Nie uważam aby pyszałkowatość podnosiła czyiś autorytet, a obelżywe epitetowanie obniżało autorytet innych.
Przecież to co reprezentuje tu Pan Zeno to każdy widzi i chyba dodatkowo chwalić się już nie potrzeba.

Miłego dnia.

@@@


Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami
*
15-03-2012 11:43 
 Ocena-1 na 1
zeno (72 punktów)
>Nie uważam aby pyszałkowatość podnosiła czyiś autorytet, a obelżywe epitetowanie obniżało autorytet innych.
"Wielka fideistyczna bzdura", to nie jest opis świadczący o Twoim szacunku dla dyskutanta: no i ta pyszałkowatość....

Dobrego dnia życzę
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Czy w pewnym momencie nie szkoda naszego potencjału intelektualnego, a w gruncie rzeczy - czasu?

Ano, szkoda.

>Moim zdaniem argumenty te rzadko wierzących mogą przekonać, i to nie tyle ze względu na ich rzekomą
>bezmyślność, czy rzekomy brak zdolności do spojrzenia na świat taki, jakim jest, ale właśnie z tego
>powodu, że wiara nie jest wiedzą i w związku z tym nie może być mierzona jej miarą.

Ignorancja jest przeciwieństwem wiedzy - trudno jest wyprowadzić kogoś z ignorancji, ale czy wobec tego należy zaniechać wszelkich prób?

Osoby wierzące zwykle uparcie opierają się na autorytetach - zauważyłem, że ilość osób głoszących podobny pogląd ma spore znaczenie dla wierzącego. Jednego sceptyka lekceważą bez namysłu, ale kilku sceptyków naraz znajduje już pewien posłuch. Jest to widoczne na spotkaniach towarzyskich czy rodzinnych.

>Wiara nie oznacza tu wiedzy, a głównie pewną praktykę myślową.

Ja tę praktykę umysłową nazywam "arogancką ignorancją"...

>Moim zdaniem możliwym wyjściem z pułapki rozważań nad istnieniem lub nieistnieniem Boga jest
>badanie, skąd takie wyobrażenie w ogóle się w ludzkim umyśle wzięło.

Dlatego właśnie typowy Polak-Katolik prędzej wydłubie sobie oko, niż przeczyta w całości parę rozdziałów ze Starego Testamentu.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
17-02-2012 08:08 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Dlatego właśnie typowy Polak-Katolik prędzej wydłubie sobie oko, niż przeczyta w całości parę rozdziałów ze Starego Testamentu.
No i słusznie. Stary Testament gorszący jest, a wg ewangelii św. Mateusza (Mt 5:29) "Jeśli tedy oko twoje prawe gorszy cię, wyłup je, a odrzuć od siebie. Albowiem pożyteczniej będzie dla ciebie, aby zginął jeden z członków twoich, niżby całe ciało twe miało być wrzucone do piekła."
17-02-2012 08:43 
 Ocena 4 na 4
Vytautas (4394 punktów)
>Albowiem pożyteczniej będzie dla ciebie, aby zginął jeden z członków twoich, niżby całe ciało twe miało być wrzucone do piekła."
   Zatem według Mateusza Ewangelisty nie tylko dusza, lecz także ciało jest nieśmiertelne!
rysiek (4593 punktów)
Mogę się pod tekstem rozpoczynającym temat podpisać obiema rękami, z jednym zastrzeżeniem:

>Tak więc wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale stwierdzi również, że on nigdy nie mieszał do tego nauki. On również o Bogu nic nie wie - on w niego wierzy.
>Wiara nie oznacza tu wiedzy, a głównie pewną praktykę myślową.

Opisany w powyższym fragmencie przypadek jest chyba bardzo rzadką formą wiary. Większość wierzących, niekoniecznie fundamentalistów, całkiem sporo "wie" o rzeczach w które wierzy. Ilu z nich, powtarza tzw. prawdy wiary, myśląc "przypuszczam" czy "być może"? - być może Jezus zmartwychwstał, przypuszczam że Bóg istnieje itp.
Mylące jest tu rozumienie terminu wiara, wiara religijna dla wierzącego oznacza wiedzę, wiedzę przyjętą bez poparcia dowodów.

Wiara w coś, o czym się "nic nie wie", a więc w domyśle nawet czy to coś istnieje, byłaby dla mnie jeszcze trudniejsza do zrozumienia, niż wiara teistów czy deistów.
Przypuszczam że taka wiara nie stworzyłaby żadnej religii gdyż dla przeciętnego człowieka byłaby kompletnie nieatrakcyjna, właśnie przez pozbawienie "wiedzy" którą niosą z sobą tradycyjne religie.
18-02-2012 08:30 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Tak więc wierzący (o ile nie jest fundamentalistą) oczywiście przyzna, że nie ma dowodów na istnienie Boga, ale stwierdzi również, że on nigdy nie mieszał do tego nauki. On również o Bogu nic nie wie - on w niego wierzy.
>>Wiara nie oznacza tu wiedzy, a głównie pewną praktykę myślową.
>Opisany w powyższym fragmencie przypadek jest chyba bardzo rzadką formą wiary. Większość wierzących, niekoniecznie fundamentalistów, całkiem sporo "wie" o rzeczach w które wierzy.
Jaka to wiedza? Raczej nie naukowa, a oparta na teologii, czyli ostatecznie na wierze. Taka wiedza jest po prostu elementem wiary.

Sądzę, że warto odróżnić wiedzę, którą o świecie można uzyskać w sposób weryfikowalny i na nieuzasadnione twierdzenia oparte na wierze.
Tego podziału starałem się konsekwentnie trzymać rozpoczynając ten wątek.

>Ilu z nich, powtarza tzw. prawdy wiary, myśląc "przypuszczam" czy "być może"? - być może Jezus zmartwychwstał, przypuszczam że Bóg istnieje itp.
Oni nie przypuszczają, oni są o tym święcie przekonani - oni wierzą - to tak jakby wiedzieli, tyle, że bez uzasadnienia.

> Mylące jest tu rozumienie terminu wiara,
Które rozumienie jest konkretnie mylące?
> wiara religijna dla wierzącego oznacza wiedzę, wiedzę przyjętą bez poparcia dowodów.
Tak, sądzę, że można tak powiedzieć, ale ja przyjąłem ścisły podział na religię lub ideologię będącą przedmiotem wiary, której dla potrzeb mojego postu w uproszczeniu nie uznałem za wiedzę, bowiem nie można się, za jej pomocą dowiedzieć czegoś rozsądnego o świecie naturalnym.
Ja bym powiedział, że wiara to twierdzenie uznane za prawdziwe bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia. Jest to raczej niewiedza, niż wiedza.

>Wiara w coś, o czym się "nic nie wie", a więc w domyśle nawet czy to coś istnieje, byłaby dla mnie jeszcze trudniejsza do zrozumienia, niż wiara teistów czy deistów.
Może w ZEN coś takiego by się znalazło? Choć i tam są słowa, których się używa, a znajomość słów to już jakaś wiedza.

>Przypuszczam że taka wiara nie stworzyłaby żadnej religii gdyż dla przeciętnego człowieka byłaby kompletnie nieatrakcyjna, właśnie przez pozbawienie "wiedzy" którą niosą z sobą tradycyjne religie.
Zgadzam się, o ile właśnie dokładnie "wiedzę" pozostawimy w cudzysłowiu. Ja bym to raczej nazwał treściami religijnymi, a nie wiedzą.
Choć oczywiście można wiedzę zdefiniować szerzej i całkiem możliwe, że moje zawężenie do wiedzy naukowej jest mało komunikatywne. Nie jesteś bowiem pierwszą osobą, która zgłasza do tego zastrzeżenia.
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
18-02-2012 20:21 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
>Które rozumienie jest konkretnie mylące?
Mówią "wiara", ale traktują ją jak wiedzę.
Vytautas (4394 punktów)
>Natomiast próba weryfikacji przedmiotu wiary poprzez wiedzę naukową dla celów przekonania wierzących
>jest moim zdaniem nieudolna. Wiara właśnie z definicji poza tę wiedzę wykracza.
   Credo, quia absurdum est.
Anna Salman (16360 punktów)
>Czasem mam wrażenie, że "Bóg" jest pewną pułapką wymyśloną przez przebiegłych teologów, by schwytać ludzkie umysły zajmując je tym wyimaginowanym problemem...

>Czy w pewnym momencie nie szkoda naszego potencjału intelektualnego, a w gruncie rzeczy - czasu?

Najzupełniej się zgadzam. Dyskutować należy na przykład o tym, dlaczego w okresie kryzysu, gdy większości obywateli odbiera się rzekome przywileje (a w gruncie rzeczy pozbawia się ich stopniowo różnych praw), wciąż funkcjonuje grupa, która jest super-uprzywilejowana, z gwarancjami emerytalnymi włącznie.
Jeżeli stać nasz kraj na wyrzucanie tylu pieniędzy w błoto, to dlaczego prywatyzuje się już całą przestrzeń publiczną, w tym szpitale, przedszkola itd. Dlaczego ci ludzie są często wyłączani z odpowiedzialności karnej za przestępstwa albo otrzymują symboliczne kary (np. czasowy pobyt w klasztorze za molestowanie seksualne).
Religia należy do sfery prywatnej. Powinni ją finansować ci, którzy należą do danej grupy wyznaniowej.
A jak już zapłacą, zwalniając mnie z tego zaszczytnego obowiązku, to mogę z nimi podyskutować na temat wiary.
Brzostowski (7067 punktów)

Inteligentnemu wierzącemu wystarcza oczywiste stwierdzenie, że aktualna wiedza, nie jest tożsama z prawdą o świecie. Często słyszę arguemnt, że nie można uznać za prawdziwe tylko tego, co jest dostępne za pośrednictwem zmysłów lub jest udowodnione naukowo, bo przecież dawniej wiele rzeczy nie było dostępnych naszym zmysłom (nie mieliśmy narzędzi), a istniały. Jeśli ktoś 2,5 tys. lat temu plótł coś o atomach, i nie potrafił tego udowodnić, to z tego nie wynika, że się mylił.

Czyli jeśli nawet nie można udowodnić naukowo lub chociaż mniej lub bardziej udanie powtórzyć eksperyment - dowód, że Bóg istnieje (a nawet trudno zbudować przekonywujący zestaw przesłanek uprawdopodobniających jego istnienie) to i tak pozostaje ów wentyl bezpieczeństwa, aby nie skończyć w psychiatryku.

Zatem Bóg dla wierzących nie musi być poza naturalnym pojmowaniem, tyle tylko, że nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu. Bóg może być zatem częścią rzeczywistości, której nie znamy.

Oczywiście budowanie na podstawie tak słabego "dowodu" całych ideologii jest "trochę" nierozsądne, nieracjonalne, ale to już zupełnie inna historia.
19-02-2012 16:13 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Inteligentnemu wierzącemu wystarcza oczywiste stwierdzenie, że aktualna wiedza, nie jest tożsama z prawdą o świecie.
Czy inteligentnemu wierzącemu wystarcza teologiczny bełkot? Co to w ogóle znaczy "prawda o świecie"?
Świat, czy multiwersum istnieje obiektywnie (niezależnie od podmiotu poznającego) i jest to jedyna "prawda". Ludzie za pomocą posiadanych zmysłów, uzbrojonych w przeróżne narzędzia permanentnie zbliżają się do poznania tej prawdy, ale ponieważ wraz z nowymi odkryciami rodzą się nowe pytania, to najprawdopodobniej nigdy nie dojdą do pełnego poznania "absolutnej" prawdy o świecie.

>Często słyszę arguemnt, że nie można uznać za prawdziwe tylko tego, co jest dostępne za pośrednictwem zmysłów lub jest udowodnione naukowo, bo przecież dawniej wiele rzeczy nie było dostępnych naszym zmysłom (nie mieliśmy narzędzi), a istniały. Jeśli ktoś 2,5 tys. lat temu plótł coś o atomach, i nie potrafił tego udowodnić, to z tego nie wynika, że się mylił.
Czy nie można się nauczyć po polsku wyrażać swoje myśli zanim zacznie się zabierać publicznie głos. Taki argument jak Pan tu przedstawił to może Pan tylko usłyszeć w kościele. Ze strony nauki stwierdzenie o poznaniu świata będzie - mniej więcej - brzmiało tak: Wszystko co człowiek posiada do poznania świata, to jego umysł wraz ze zmysłami i umiejętność budowy narzędzi. Pierwszym narzędziem była umiejętność przekazywania podstawowych informacji, jednym z ostatnich (publicznie znanych) jest zderzacz hadronów.
Poznanie świata, jak większość (o ile nie wszystkie) rzeczy na tym świecie jest procesem. Nie! Demokryt z Abdery się nie mylił, a antycypował (choć z jego koncepcji, tak naprawdę to tylko nazwa pozostała). Był starożytnym filozofem i wówczas przyjmowanie jakiś poglądów z góry, bez liczenia się z doświadczeniem, było dość powszechnym narzędziem intelektualnych spekulacji.

>Czyli jeśli nawet nie można udowodnić naukowo lub chociaż mniej lub bardziej udanie powtórzyć eksperyment - dowód, że Bóg istnieje (a nawet trudno zbudować przekonywujący zestaw przesłanek uprawdopodobniających jego istnienie) to i tak pozostaje ów wentyl bezpieczeństwa, aby nie skończyć w psychiatryku.
Odwrotnie - poza zabawą - i ludźmi z psychiatryka (nawet gdy nie siedzą w szpitalu tylko na uniwersytecie, tu) nikt z uczonych nie zajmuje się udowadnianiem istnienia/nieistnienia Boga. Natomiast nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiono na najmniejszy ślad (czy nawet przesłankę) oddziaływania, jakichkolwiek sił nadnaturalnych na rzeczywistość. Dlatego też taki Bóg (siła nadnaturalna) jest dla myślącego człowieka (uczonego) zupełnie nieinteresującą. Oczywiście pomijam oddziaływanie tego wymyślonego stwora na ludzkie umysły. Ale to już inna bajka.

>Zatem Bóg dla wierzących nie musi być poza naturalnym pojmowaniem, tyle tylko, że nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu.
"Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda". To co sobie ludzie powymyślali i potrafią głęboko w to wierzyć, to trudno w całych bibliotekach pomieścić.

>Bóg może być zatem częścią rzeczywistości, której nie znamy.
"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne".
Pobełkotać to sobie zawsze można. Teologowie nawet tworzą "towarzystwo wzajemnej adoracji" i pieją z wzajemnego zachwytu nad własną mądrością. Racjonaliści są gotowi do rozmów na różne tematy. Już Pana prosiłem, aby Pan przedstawił tu swoją definicję Boga:
www.racjon(*).php/s,464332/z,0/d,13#w474639
www.racjon(*).php/s,464332/z,0/d,14#w474734
Udzielając nawet merytorycznej podpowiedzi poprzez odsyłanie do publikacji o Bogu red. Izdebskiego.
Pan nawet obiecał. "Problem polega na tym, że Pan cały czas nie rozumie, co ja mam na myśli, pisząc bóg, ale stworzę nowy wątek, to może lepiej wyjasnię". www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,464332#w474734
Ale łatwiej można sobie potrollować, jak się pouczyć i coś mądrego napisać.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>Czy inteligentnemu wierzącemu wystarcza teologiczny bełkot? Co to w ogóle znaczy "prawda o świecie"?
Nie potrafię Panu odpowiedzieć obiektywnie na pierwsze pytanie, ale tym wierzącym których znam to bełkot teologiczny nie wystarcza.
Co do drugiego pytania to miałem na myśli fakt, że aktualna wiedza nie jest kompletna i nie daje faktycznego (prawdziwego) obrazu świata.

>Świat, czy multiwersum istnieje obiektywnie (niezależnie od podmiotu poznającego) i jest to jedyna "prawda". Ludzie za pomocą posiadanych zmysłów, uzbrojonych w przeróżne narzędzia permanentnie zbliżają się do poznania tej prawdy, ale ponieważ wraz z nowymi odkryciami rodzą się nowe pytania, to najprawdopodobniej nigdy nie dojdą do pełnego poznania "absolutnej" prawdy o świecie.
Zgadzam się z Panem.
>Czy nie można się nauczyć po polsku wyrażać swoje myśli zanim zacznie się zabierać publicznie głos.
Zaczepka personalna, ignoruję.
>Taki argument jak Pan tu przedstawił to może Pan tylko usłyszeć w kościele.
Nie wiem tego, nie chodzę do kościoła, ale być może tak jest.
>Ze strony nauki stwierdzenie o poznaniu świata będzie - mniej więcej - brzmiało tak: Wszystko co człowiek posiada do poznania świata, to jego umysł wraz ze zmysłami i umiejętność budowy narzędzi. Pierwszym narzędziem była umiejętność przekazywania podstawowych informacji, jednym z ostatnich (publicznie znanych) jest zderzacz hadronów.
Zgadzam się.
>Poznanie świata, jak większość (o ile nie wszystkie) rzeczy na tym świecie jest procesem. Nie! Demokryt z Abdery się nie mylił, a antycypował (choć z jego koncepcji, tak naprawdę to tylko nazwa pozostała). Był starożytnym filozofem i wówczas przyjmowanie jakiś poglądów z góry, bez liczenia się z doświadczeniem, było dość powszechnym narzędziem intelektualnych spekulacji.
Oczywiście, zgoda. Chciałem tylko podkreślić, że przykład Demokryta wskazuje, iż czasami ludzie mogą przyjmować bez dowodu pewne rzeczy, a one mogą okazać się później prawdziwe, mimo że wtedy gdy były ogłaszane nie można było ich udowodnić. Oczywiście, zgoda także co do tego, że kiedyś wiele rzeczy przyjmowano nie licząc się z doświadczeniem - spekulowano. Wynikało to jednak częściowo z braku umiejętności sprawdzenia/przeprowadzenia dowodu. Znani mi wierzący, tym argumentują właśnie m.in. swoją wiarę, która wg nich nie jest sprzeczna z nauką. Wierzą (wiedząc przy tym, że nie jest to racjonalne) znajdują jednak argumenty za tym, że mogą jednak mieć rację, unikając sprzeczności ze światem rzeczywistym. Demokryt nie mylił się, zatem i my też możemy mieć rację.
>Odwrotnie - poza zabawą - i ludźmi z psychiatryka (nawet gdy nie siedzą w szpitalu tylko na uniwersytecie, tu) nikt z uczonych nie zajmuje się udowadnianiem istnienia/nieistnienia Boga. Natomiast nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiono na najmniejszy ślad (czy nawet przesłankę) oddziaływania, jakichkolwiek sił nadnaturalnych na rzeczywistość. Dlatego też taki Bóg (siła nadnaturalna) jest dla myślącego człowieka (uczonego) zupełnie nieinteresującą. Oczywiście pomijam oddziaływanie tego wymyślonego stwora na ludzkie umysły. Ale to już inna bajka.
Jest oczywiste, że nie ma śladów wpływu sił nadnaturalnych na rzeczywistość.
>>Zatem Bóg dla wierzących nie musi być poza naturalnym pojmowaniem, tyle tylko, że nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu.
>"Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda". To co sobie ludzie powymyślali i potrafią głęboko w to wierzyć, to trudno w całych bibliotekach pomieścić.
>>Bóg może być zatem częścią rzeczywistości, której nie znamy.
>"Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne".
Owszem, ale przy takim ujęciu boga - jest elementem rzeczywistego świata, tylko nie jesteśmy w stanie go dostrzec, wierzący unikają sprzeczności, zachowując komfort intelektualny.
>Pobełkotać to sobie zawsze można. Teologowie nawet tworzą "towarzystwo wzajemnej adoracji" i pieją z wzajemnego zachwytu nad własną mądrością. Racjonaliści są gotowi do rozmów na różne tematy.
W zasadzie każda rozmowa o bogu jest takim bełkotem, bo nic o nim nie wiemy, a to co sobie założymy, zdefiniujemy, jest tylko naszym wymysłem na jego temat.
Już Pana prosiłem, aby Pan przedstawił tu swoją definicję Boga:
>www.racjon(*).php/s,464332/z,0/d,13#w474639
>www.racjon(*).php/s,464332/z,0/d,14#w474734
>Udzielając nawet merytorycznej podpowiedzi poprzez odsyłanie do publikacji o Bogu red. Izdebskiego.
>Pan nawet obiecał. "Problem polega na tym, że Pan cały czas nie rozumie, co ja mam na myśli, pisząc bóg, ale stworzę nowy wątek, to może lepiej wyjasnię". www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,464332#w474734
Faktycznie tak było, nawet zapomniałem o tym, ale może Pan na mnie liczyć, znajdę odrobinę więcej czasu, to stosowny wątek utworzę.
>Ale łatwiej można sobie potrollować, jak się pouczyć i coś mądrego napisać.
Zaczepka personalna, ignoruję.

PS. Proszę Pana, aby Pan nie stosował personalnych zaczepek i ocen uogólniająych odnoszących się do dyskutanta. Sam Pan dostrzega, jakie to wprowadza zbędne zamieszanie do rozmów i jest zupełnie niepotrzebne. Także powtórnie proszę Pana o odpowiedzi wyłącznie merytoryczne.
19-02-2012 22:47 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
>Wierzą (wiedząc przy tym, że nie jest to racjonalne) znajdują jednak argumenty za tym, że mogą jednak mieć rację, unikając sprzeczności ze światem rzeczywistym.

Szczęśliwie w tym nierzeczywistym to i można znaleźć Gumisie, Smoka wawelskiego, a jeden to nawet po wodzie chodzi.

>Owszem, ale przy takim ujęciu boga - jest elementem rzeczywistego świata, tylko nie jesteśmy w stanie go dostrzec, wierzący unikają sprzeczności, zachowując komfort intelektualny.

W komfort uwierzę ale intelektualny?

>Faktycznie tak było, nawet zapomniałem o tym, ale może Pan na mnie liczyć, znajdę odrobinę więcej czasu, to stosowny wątek utworzę.

Znajdź koniecznie - coraz wyżej jesteś na liście moich ulubionych autorów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Wierzą (wiedząc przy tym, że nie jest to racjonalne) znajdują jednak argumenty za tym, że mogą jednak mieć rację, unikając sprzeczności ze światem rzeczywistym.
>Szczęśliwie w tym nierzeczywistym to i można znaleźć Gumisie, Smoka wawelskiego, a jeden to nawet po wodzie chodzi.
Owszem można je tam znaleźć, nie zmienia to jednak tego, że w tym kontekście o którym pisałem wierzacy unikają sprzeczności.
>>Owszem, ale przy takim ujęciu boga - jest elementem rzeczywistego świata, tylko nie jesteśmy w stanie go dostrzec, wierzący unikają sprzeczności, zachowując komfort intelektualny.
>W komfort uwierzę ale intelektualny?
Oczywiście, że tak, cała istota tego sposobu myślenia ma właśnie to na celu: wierzysz w jakiegoś tam boga, nie ma żadnych przesłanek racjonlanych potwierdzających jego istnienie, więc jesteś w kropce, ale wyszukujesz sobie takiego Demokryta, który 2,5 tys. lat temu gadał coś o atomach i już wiesz, że skoro on gadał i nie miał dowodu, a rację miał, to i ty możesz utrzymywać że bóg istnieje, nie mieć dowodów i mieć rację, prawda? I komfort intelektualny zachowujesz.
>Znajdź koniecznie - coraz wyżej jesteś na liście moich ulubionych autorów.
Znajdę, i dziękuję za docenienie mnie.
19-02-2012 23:37 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
>Owszem można je tam znaleźć, nie zmienia to jednak tego, że w tym kontekście o którym pisałem wierzacy unikają sprzeczności.

No widzę właśnie, że wierzący nawet na "sprzeczności" mają swą definicję. To musi być ten komfort - jak to szło? - aaa, intelektualny.

>Oczywiście, że tak, cała istota tego sposobu myślenia ma właśnie to na celu: wierzysz w jakiegoś tam boga, nie ma żadnych przesłanek racjonlanych potwierdzających jego istnienie, więc jesteś w kropce, ale wyszukujesz sobie takiego Demokryta, który 2,5 tys. lat temu gadał coś o atomach i już wiesz, że skoro on gadał i nie miał dowodu, a rację miał, to i ty możesz utrzymywać że bóg istnieje, nie mieć dowodów i mieć rację, prawda? I komfort intelektualny zachowujesz.

Komfort kolego, tylko komfort. Jeśli Ci wierzący naprawdę tym uzasadniają swą wiarę, że jakiś Demokryt 300 lat przed naszą erą stworzył jakąś koncepcję, której nie był w stanie zweryfikować to pogratulować znajomych.

>Znajdę, i dziękuję za docenienie mnie.

Czekam z niecierpliwością.
Brzostowski (7067 punktów)
>Komfort kolego, tylko komfort. Jeśli Ci wierzący naprawdę tym uzasadniają swą wiarę, że jakiś Demokryt 300 lat przed naszą erą stworzył jakąś koncepcję, której nie był w stanie zweryfikować to pogratulować znajomych.

Ale jest w tym pewna logika i konkretny przykład. Skoro Demokryt mógł mieć rację, dlaczego inni nie mogą? No mogą, prawda?
19-02-2012 23:57 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Ale jest w tym pewna logika i konkretny przykład. Skoro Demokryt mógł mieć rację, dlaczego inni nie mogą? No mogą, prawda?

Czyli mogę sobie wymyślić dowolną brednię ale ponieważ mogę mieć rację to Jezus zmartwychwstał, a Noe wsadził te 7 mln zwierząt na swoją łajbę?
Brzostowski (7067 punktów)
>>Ale jest w tym pewna logika i konkretny przykład. Skoro Demokryt mógł mieć rację, dlaczego inni nie mogą? No mogą, prawda?
>Czyli mogę sobie wymyślić dowolną brednię ale ponieważ mogę mieć rację to Jezus zmartwychwstał, a Noe wsadził te 7 mln zwierząt na swoją łajbę?
Nie pisałem o bogu judeochrześcijańskim, ale do tego to się w dużej mierze sprowadza, że każdy może wymyślić sobie co chce i mieć rację, bo ktoś kiedyś wymyślił coś i miał rację.

Faktycznie z tym komfortem "intelektualnym" to pojechałem trochę hardkorem.
20-02-2012 00:22 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
> ale do tego to się w dużej mierze sprowadza, że każdy może wymyślić sobie co chce i mieć rację, bo ktoś kiedyś wymyślił coś i miał rację.

Ogromu myśli zawartych w tym zdaniu nie jestem w stanie ogarnąć rozumem.

>Faktycznie z tym komfortem "intelektualnym" to pojechałem trochę hardkorem.

Czekam na ten wątek o bogu. Gdzieś wyczytałem, że Twoja definicja opiera się o teorię ewolucji i teorie złożoności. Tego hardkoru naprawdę nie chciałbym przegapić.
Brzostowski (7067 punktów)
>Czekam na ten wątek o bogu. Gdzieś wyczytałem, że Twoja definicja opiera się o teorię ewolucji i teorie złożoności. Tego hardkoru naprawdę nie chciałbym przegapić.
Nie jest to prawdą, nie formułowałem takich definicji, tylko pewne aspekty możliwosci istnienia boga wyjaśniałem w oparciu o ewolucję i teorię złożoności.
20-02-2012 20:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Czekam na ten wątek o bogu. Gdzieś wyczytałem, że Twoja definicja opiera się o teorię ewolucji i teorie złożoności. Tego hardkoru naprawdę nie chciałbym przegapić.
>Nie jest to prawdą, nie formułowałem takich definicji, tylko pewne aspekty możliwosci istnienia boga wyjaśniałem w oparciu o ewolucję i teorię złożoności.
Bardzo proszę wątek:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,464332

A to wypowiedzi pana Brzostowskiego z tego wątku:
Procesy doskonalenia do warunków otoczenia są istotoą TE.
Dlatego też uważam, że TE daje przesłanki do wniosku, że proces doskonalenia organizmów i dostosowania do otoczenia, przy uwzględnieniu czasu istneinia świata i jego wielkości daje szansę na powstanie organizmu tak dalece doskonałego i dostosowanego do otoczenia, że dla nas może być kimś w rodzaju boga. Takie szanse oceniam jako niezerowe.

"... więc pragnę wyjaśnić - doprecyzować, moje rozumienie Boga, i to o kim myślę mówiąc bóg:
jakiś byt, posiadający nadludzką, nadnaturalną inteligencję, który w zamierzony sposób może zmieniać świat, a nawet go w pewnych obszarach stwarzać i niszczyć, w tym nas."

Faktycznie słowo "nadnaturalnej" jest tutaj nie na miejscu, w każdym razie chodziło mi o nadludzką inteligencję, inteligencję tak zaawansowaną, że można ją nazwać "nadnaturalną". "Boga chrześcijańskiego - NIE", rozumiem, chodziło mi o boga bardziej ogólnie.

Jest Pan zabawny. Żaden byt nie musi swego istnienia objawiać innym bytom, nie wyklucza to jego istnienia. Owszem może sprawiać kłopoty w dyskusji o tym bycie, może też prowadzić do wniosku, że nie ma sensu się takim bytem zajmowac bo niczego się w danym momencie o nim nie dowiemy, itd. Ale nie przeczy to jego istneiniu.
Definicje mogą być szersze i węższe, nie wyklucza to dyskusji o tak zdefiniowanych bytach. Ja pzredstawiam Panu definicję boga, takiego, tak określonego, który wg mnie może wynikać z przesłanek TE i teorii złożoności i nie stoi w sprzecznośc z logiką lub nauką. A Pan każe mi dodefiniować, ja pozostaych cech nie jestem w stanie zdefinjować, bo nie widzę takich przesłanek z TE lub innych teorii.

Znowu Pan nie przeczytał wypowiedzi w tym wątku. Ustaliliśmy już, czym jest bóg na potrzeby tej dyskusji (założenie takie), nic tam nie ma o nieskończonej inteligencji, ani o tym o ile jest ona sprawniejsza od naszej. Nie wyklucza to dyskusji o szansie na istnienei takowej, ani jej istnienia.

To co pisałem o pojedynczym bycie dotyczyło dookreślenia pojęcia boga w dyskusji, a to co pisałem powyżej to odpowiedź Panu Bogusławskiemu na zupełnie inną kwestię. Oczywiste jest, że: "Pojedynczy przystosowujący się do zmienności w otoczeniu byt to coś zupełnie innego niż ewoluujący w czasie gatunek."

Widzę, że jest konieczność szerszego wyjaśnienia stanowiska i opisania wielu rzeczy porządkując wypowiedzi, bo wielu użytkowników odnosi się do pojedynczych zdań bez pamiętania o założeniach i kontekście. Założę nowy wątek, uporządkuję wszystko, wyjaśnię, zaczniemy od nowa.


Pstryk i wszystko jasne.

@@@
.
20-02-2012 14:47 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Czy inteligentnemu wierzącemu wystarcza teologiczny bełkot? Co to w ogóle znaczy "prawda o świecie"?
>Nie potrafię Panu odpowiedzieć obiektywnie na pierwsze pytanie, ale tym wierzącym których znam to bełkot teologiczny nie wystarcza.
To tylko żałować, iż wystarcza Panu.
Zdanie: Cytat:
Inteligentnemu wierzącemu wystarcza oczywiste stwierdzenie, że aktualna wiedza, nie jest tożsama z prawdą o świecie.
szczególnie bez precyzyjnego wyjaśnienia - czym dla niego jest "prawda o świecie" jest tylko teologicznym bełkotem. Inteligentnemu racjonaliście powyższe stwierdzenie nie tylko, że wydaje się nieoczywistym, to jest wprost głupim.

>Co do drugiego pytania to miałem na myśli fakt, że aktualna wiedza nie jest kompletna i nie daje faktycznego (prawdziwego) obrazu świata.
Nie, nie wiemy jeszcze wszystkiego o rzeczywistości, ale już nigdzie nie ma takich dziur, w które Bóg mógłby się schować.

>>>>Czy nie można się nauczyć po polsku wyrażać swoje myśli zanim zacznie się zabierać publicznie głos.
>Zaczepka personalna, ignoruję.
Nie, to nie jest żadna personalna zaczepka!
Jeżeli uważa Pan, że w poniższym zdaniu: Cytat:
Często słyszę arguemnt, że nie można uznać za prawdziwe tylko tego, co jest dostępne za pośrednictwem zmysłów lub jest udowodnione naukowo, bo przecież dawniej wiele rzeczy nie było dostępnych naszym zmysłom (nie mieliśmy narzędzi), a istniały. Jeśli ktoś 2,5 tys. lat temu plótł coś o atomach, i nie potrafił tego udowodnić, to z tego nie wynika, że się mylił.
Wyraził Pan po polsku to o co Panu chodziło, to gratuluję znajomości języka. Jest na podobnym poziomie co inna Pańska wiedza i to już jest personalna zaczepka.

>>>>Taki argument jak Pan tu przedstawił to może Pan tylko usłyszeć w kościele.
>Nie wiem tego, nie chodzę do kościoła, ale być może tak jest.
Do kościoła to ja też chodzę wybitnie rzadko, ale publicystyka intelektualistów fideistycznych jest ogólnie dostępną.

>>>>Był starożytnym filozofem i wówczas przyjmowanie jakiś poglądów z góry, bez liczenia się z doświadczeniem, było dość powszechnym narzędziem intelektualnych spekulacji.
>Oczywiście, zgoda. Chciałem tylko podkreślić, że przykład Demokryta wskazuje, iż czasami ludzie mogą przyjmować bez dowodu pewne rzeczy, a one mogą okazać się później prawdziwe, mimo że wtedy gdy były ogłaszane nie można było ich udowodnić. Oczywiście, zgoda także co do tego, że kiedyś wiele rzeczy przyjmowano nie licząc się z doświadczeniem - spekulowano. Wynikało to jednak częściowo z braku umiejętności sprawdzenia/przeprowadzenia dowodu. Znani mi wierzący, tym argumentują właśnie m.in. swoją wiarę, która wg nich nie jest sprzeczna z nauką. Wierzą (wiedząc przy tym, że nie jest to racjonalne) znajdują jednak argumenty za tym, że mogą jednak mieć rację, unikając sprzeczności ze światem rzeczywistym. Demokryt nie mylił się, zatem i my też możemy mieć rację.
Zdaję sobie sprawę z argumentu, którego chciał Pan użyć. Szkoda tylko, że nie zauważył Pan, że od tamtych czasów mineły wieki. Wchodząc w rozmowy na tym forum trzeba coś słyszeć i o Koperniku i o Darwinie.
www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
Po nich już nic, w poznaniu i rozumieniu świata, nie jest takie samo.

>Jest oczywiste, że nie ma śladów wpływu sił nadnaturalnych na rzeczywistość.
Dlatego też taki Bóg (siła nadnaturalna) jest dla myślącego człowieka (uczonego) zupełnie nieinteresującą. Oczywiście pomijam oddziaływanie tego wymyślonego stwora na ludzkie umysły. Ale to już inna bajka.

>Owszem, ale przy takim ujęciu boga - jest elementem rzeczywistego świata, tylko nie jesteśmy w stanie go dostrzec, wierzący unikają sprzeczności, zachowując komfort intelektualny.
Najbardziej merytorycznym odniesiem się do powyższego zdania będzie określenie go bełkotem. Co to w ogóle znaczy: [Bóg] - jest elementem rzeczywistego świata, tylko nie jesteśmy w stanie go dostrzec,? Co to w ogóle znaczy: wierzący unikają sprzeczności, zachowując komfort intelektualny ? Chyba tylko to - co cały czas twierdzę - Każda wiara ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej.
Tak, ma Pan rację - prymityw intelektualny, opierający swoją wiedzę na wierze w autorytety, potrafi zachować komfort intelektualny - to tylko racjonalni sceptycy - całe życie są pełni wątpliwości.

Dowód Szanowny Panie, dowód.
Jak przytomnie rzekła intelektualiska Doda "napruci winem i palący zioła", to nie takie cudeńska na własne przekrwione oczęta mogą zobaczyć.

>W zasadzie każda rozmowa o bogu jest takim bełkotem, bo nic o nim nie wiemy, a to co sobie założymy, zdefiniujemy, jest tylko naszym wymysłem na jego temat.
Całkowicie ma Pan tu rację. Każda rozmowa o Bogu, na gruncie nauk przyrodniczych (scence), jest tylko bełkotem.
Czytałem - "bogato udokumentowane, naukowe " - dzieła o skrzatach. Inne ludzkie stwory też takowe mają. Ludzka wyobraźnia nie posiada granic, ale takimi wymysłami zajmują się nauki o ludzkiej psychice.

>>>>Ale łatwiej można sobie potrollować, jak się pouczyć i coś mądrego napisać.
>Zaczepka personalna, ignoruję.
Zadna zaczepka personalna. To poważny apel. Niech Pan zacznie się uczyć zamiast pouczać.

CDN

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>To tylko żałować, iż wystarcza Panu.
Skąd taki wniosek?
>Nie, nie wiemy jeszcze wszystkiego o rzeczywistości, ale już nigdzie nie ma takich dziur, w które Bóg mógłby się schować.
Raczej jest ich coraz mniej.
>Nie, to nie jest żadna personalna zaczepka!
Na pewno nie.
>Jeżeli uważa Pan, że w poniższym zdaniu: Cytat:
Często słyszę arguemnt, że nie można uznać za prawdziwe tylko tego, co jest dostępne za pośrednictwem zmysłów lub jest udowodnione naukowo, bo przecież dawniej wiele rzeczy nie było dostępnych naszym zmysłom (nie mieliśmy narzędzi), a istniały. Jeśli ktoś 2,5 tys. lat temu plótł coś o atomach, i nie potrafił tego udowodnić, to z tego nie wynika, że się mylił.
Wyraził Pan po polsku to o co Panu chodziło, to gratuluję znajomości języka. Jest na podobnym poziomie co inna Pańska wiedza i to już jest personalna zaczepka.

Nie zrozumiał Pan tego? Gratuluję.
>>>>>Taki argument jak Pan tu przedstawił to może Pan tylko usłyszeć w kościele.
>>Nie wiem tego, nie chodzę do kościoła, ale być może tak jest.
>Do kościoła to ja też chodzę wybitnie rzadko, ale publicystyka intelektualistów fideistycznych jest ogólnie dostępną.
Myślałem, że Pan chodzi częściej, skoro Pan wie, że można tam usłyszeć różne argumenty.
>Zdaję sobie sprawę z argumentu, którego chciał Pan użyć. Szkoda tylko, że nie zauważył Pan, że od tamtych czasów mineły wieki. Wchodząc w rozmowy na tym forum trzeba coś słyszeć i o Koperniku i o Darwinie.
>www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843
>Po nich już nic, w poznaniu i rozumieniu świata, nie jest takie samo.
A co to zmienia, prawdopodobnie będą nowi, po których też nic w poznaniu i rozumieniu świata nie będzie takie samo jak dziś.
>Najbardziej merytorycznym odniesiem się do powyższego zdania będzie określenie go bełkotem. Co to w ogóle znaczy: [Bóg] - jest elementem rzeczywistego świata, tylko nie jesteśmy w stanie go dostrzec,? Co to w ogóle znaczy: wierzący unikają sprzeczności, zachowując komfort intelektualny ? Chyba tylko to - co cały czas twierdzę - Każda wiara ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą to tym bardziej.
Proszę Pana pzredstawiłem tutaj pogląd/argumentację niektórych wierzących, jeśli Pan nie rozumie, co to znaczy, że wg tej argumentacji bóg jest elementem świata rzeczywistego, to ja nic na to nie poradzę.
>Tak, ma Pan rację - prymityw intelektualny, opierający swoją wiedzę na wierze w autorytety, potrafi zachować komfort intelektualny - to tylko racjonalni sceptycy - całe życie są pełni wątpliwości.
Zgadzam się.
> Dowód Szanowny Panie, dowód.
Ja przedstawiam Panu pogląd, nie dowody.
>Całkowicie ma Pan tu rację. Każda rozmowa o Bogu, na gruncie nauk przyrodniczych (scence), jest tylko bełkotem.
>Czytałem - "bogato udokumentowane, naukowe " - dzieła o skrzatach. Inne ludzkie stwory też takowe mają. Ludzka wyobraźnia nie posiada granic, ale takimi wymysłami zajmują się nauki o ludzkiej psychice.
A na gruncie nauk nieprzyrodniczych? To nauka?
>>>>>Ale łatwiej można sobie potrollować, jak się pouczyć i coś mądrego napisać.
>>Zaczepka personalna, ignoruję.
>Zadna zaczepka personalna. To poważny apel. Niech Pan zacznie się uczyć zamiast pouczać.
Apel ma inną formę, proszę się zaznajomić.

20-02-2012 18:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Skąd taki wniosek?

.
>Raczej jest ich coraz mniej.

>Na pewno nie.

>Nie zrozumiał Pan tego? Gratuluję.

>Myślałem, że Pan chodzi częściej, skoro Pan wie, że można tam usłyszeć różne argumenty.

>A co to zmienia, prawdopodobnie będą nowi, po których też nic w poznaniu i rozumieniu świata nie będzie takie samo jak dziś.

>Proszę Pana pzredstawiłem tutaj pogląd/argumentację niektórych wierzących, jeśli Pan nie rozumie, co to znaczy, że wg tej argumentacji bóg jest elementem świata rzeczywistego, to ja nic na to nie poradzę.

>Ja przedstawiam Panu pogląd, nie dowody.

>A na gruncie nauk nieprzyrodniczych? To nauka?

>Apel ma inną formę, proszę się zaznajomić.

Bez komentarza.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Skąd taki wniosek?
>.
>>Raczej jest ich coraz mniej.
>>Na pewno nie.
>>Nie zrozumiał Pan tego? Gratuluję.
>>Myślałem, że Pan chodzi częściej, skoro Pan wie, że można tam usłyszeć różne argumenty.
>>A co to zmienia, prawdopodobnie będą nowi, po których też nic w poznaniu i rozumieniu świata nie będzie takie samo jak dziś.
>>Proszę Pana pzredstawiłem tutaj pogląd/argumentację niektórych wierzących, jeśli Pan nie rozumie, co to znaczy, że wg tej argumentacji bóg jest elementem świata rzeczywistego, to ja nic na to nie poradzę.
>>Ja przedstawiam Panu pogląd, nie dowody.
>>A na gruncie nauk nieprzyrodniczych? To nauka?
>>Apel ma inną formę, proszę się zaznajomić.
>Bez komentarza.
>@@@
>.
I po co dalej Pan trolluje.
20-02-2012 15:25 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
@@@

Ciąg dalszy.

>PS. Proszę Pana, aby Pan nie stosował personalnych zaczepek i ocen uogólniająych odnoszących się do dyskutanta.
I cóż z Pańskiej prośby, tyle samo co z mojej. Ja też Pana prosiłem aby Pan się pouczył i przemyślał zanim zacznie się Pan mądrzyć i pouczać innych.

>Sam Pan dostrzega, jakie to wprowadza zbędne zamieszanie do rozmów i jest zupełnie niepotrzebne.
Pan Maceox mówi, że należy wierzyć w każdego, ja w wielu przypadkach mam ogromne wątpliwości i Pan do nich należy. Nie wierzę - choć byłbym mile zaskoczony - że możliwa jest zmiana Pańskiej postawy intelektualnej. Nie polemizuję z Panem, tylko nie chcę pozostawiać Pańskich twierdzeń bez racjonalnej reakcji. Uważam, że moje uczestnictwo w naszym forum polega także na krytycznej analizie przedstawianych tu tekstów. To jest publiczna debata i każdy w każdym momencie ma prawo się do niej wtrącić.

>Także powtórnie proszę Pana o odpowiedzi wyłącznie merytoryczne.
Inteligentni czytelnicy już dawno zauważyli, że nawet gdy pozwalam sobie na duże złośliwości, to moje wypowiedzi są merytoryczne, nawet do średnio inteligentnych to też już dotarło, ale wątpię czy kiedykolwiek dotrze to do wszystkich. Prawie każda moja wypowiedź jest merytoryczną. (Czasem pozwalam sobie na żarty, ale też trzymając się meritum) Przykro mi, że Pan tego nie może zrozumieć, ale ja nigdy nie uważałem, że wszystko jest dla wszystkich.

Serdecznie Pana proszę, gdy chce Pan być poważnie traktowanym, to żeby poważnie traktował czytelników tego forum. Przed każdą wypowiedzą pomyślał - co chce powiedzieć i co na ten temat mogą już inni wiedzieć.
Już na początku potraktowałem Pana życzliwie podsyłając różne linki, gdzie możnaby było swoją wiedzę uzupełnić, i albo ich Pan zupełnie nie przeczytał, albo spłyneły po Panu jak woda po kaczce. Najmniejszego śladu ich przetrawienia po Pańskich wypowiedziach nie widać.

Pan nie myśli - Pan chce ewangelizować (narzucać innym swoją prawdę), a nie dyskutować. Do dyskusji trzeba umieć się otworzyć na poglądy innych.
Znowu ogromnie wątpię, aby coś z tego, co tu napisałem, dotarło do Pana. Znowu potraktuje to Pan jako osobisty atak, a ja tak na prawdę, to osobiście mam Pana w nosie (co wcale nie znaczy, że zupełnie Pana skreślam - może jednak coś w końcu do Pana dotrze) tylko zależy mi na tym naszym fajnym racjonalistycznym forum i dlatego jakoś tam bulwersujące mnie wypowiedzi komentuję. Nazywając rzeczy po imieniu.

Miłego dnia.

@@@
.
20-02-2012 16:54 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Ciąg dalszy.>PS. Proszę Pana, aby Pan nie stosował personalnych zaczepek i ocen uogólniająych odnoszących się do dyskutanta.
>I cóż z Pańskiej prośby, tyle samo co z mojej. Ja też Pana prosiłem aby Pan się pouczył i przemyślał zanim zacznie się Pan mądrzyć i pouczać innych.
Pouczam tylko Pana, co do sposobu wypowiedzi, bo dostrzegam istotne problemy.
>>Sam Pan dostrzega, jakie to wprowadza zbędne zamieszanie do rozmów i jest zupełnie niepotrzebne.
>Pan Maceox mówi, że należy wierzyć w każdego, ja w wielu przypadkach mam ogromne wątpliwości i Pan do nich należy. Nie wierzę - choć byłbym mile zaskoczony - że możliwa jest zmiana Pańskiej postawy intelektualnej. Nie polemizuję z Panem, tylko nie chcę pozostawiać Pańskich twierdzeń bez racjonalnej reakcji. Uważam, że moje uczestnictwo w naszym forum polega także na krytycznej analizie przedstawianych tu tekstów. To jest publiczna debata i każdy w każdym momencie ma prawo się do niej wtrącić.
Owszem, ale mógłby Pan pisać o meritum, a nie czepiać się pojedynczych zdań, udawać, że nie rozumie, wytykać niemające większego znaczenia potknięcia językowe. W ten sposób trolluje Pan.
>Inteligentni czytelnicy już dawno zauważyli, że nawet gdy pozwalam sobie na duże złośliwości, to moje wypowiedzi są merytoryczne, nawet do średnio inteligentnych to też już dotarło, ale wątpię czy kiedykolwiek dotrze to do wszystkich. Prawie każda moja wypowiedź jest merytoryczną. (Czasem pozwalam sobie na żarty, ale też trzymając się meritum) Przykro mi, że Pan tego nie może zrozumieć, ale ja nigdy nie uważałem, że wszystko jest dla wszystkich.
Oznacza to, że łamie Pan świadomie regulamin forum.

§ 25.
g) wszystkie treści umieszczane na Forum winny zachowywać ogólnie przyjęte zasady kultury i poszanowania dla innych osób,


>Serdecznie Pana proszę, gdy chce Pan być poważnie traktowanym, to żeby poważnie traktował czytelników tego forum. Przed każdą wypowiedzą pomyślał - co chce powiedzieć i co na ten temat mogą już inni wiedzieć.
Będę się starał.
>Już na początku potraktowałem Pana życzliwie podsyłając różne linki, gdzie możnaby było swoją wiedzę uzupełnić, i albo ich Pan zupełnie nie przeczytał, albo spłyneły po Panu jak woda po kaczce. Najmniejszego śladu ich przetrawienia po Pańskich wypowiedziach nie widać.
Pańska życzliwość nie zna granic. Z resztą mam ją w nosie.
>Pan nie myśli - Pan chce ewangelizować (narzucać innym swoją prawdę), a nie dyskutować. Do dyskusji trzeba umieć się otworzyć na poglądy innych.
Nie, to Pan zakłada, że ja chcę ewangelizować, wbił Pan sobie to do głowy i powtarza w kółko. Jaką prawdę? Pan ocenia ludzi stereotypowo, widać to było wyraźnie, jak trudno było Panu pojąć, że ktoś może być i teistą i antyklerykałem. Pan jest blizej ewangelizowania niż ja, tylko Pan tego nie dostrzega.
>Znowu ogromnie wątpię, aby coś z tego, co tu napisałem, dotarło do Pana. Znowu potraktuje to Pan jako osobisty atak, a ja tak na prawdę, to osobiście mam Pana w nosie (co wcale nie znaczy, że zupełnie Pana skreślam - może jednak coś w końcu do Pana dotrze) tylko zależy mi na tym naszym fajnym racjonalistycznym forum i dlatego jakoś tam bulwersujące mnie wypowiedzi komentuję. Nazywając rzeczy po imieniu.

Niech Pan komentuje, ale to co interlokutor chce przekazać, a nie czepia się Pan słówek.

Sam Pan widzi, że nie znowu Pan trolluje.

Miłego wieczoru
20-02-2012 18:54 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niech Pan komentuje, ale to co interlokutor chce przekazać, a nie czepia się Pan słówek.
Bardzo w niewielu przypadkach na naszym forum zwróciłem uwagę "na słówka". Natomiast często zwracam uwagę na ewidentną głupotę, szczególnie gdy pokrywana jest tupetem. W Pana przypadku najczęściej komentowałem głupotę pokrywaną bełkotem z wielkim zadęciem mniemanologii na swój temat. Wykazywałem ją precyzyjnie, taki mam zwyczaj. Przedstawiałem też poważne kontr-argumenty dla Pańskiej bezsensownej, acz mocno zideologizowanej, paplaniny.

Nigdy nie było Pana stać na żadną merytoryczną odpowiedź. Zamiast przedstawić przekonujące kontr-argumenty atakował Pan mnie i próbował włożyć mi w wypowiedzi twierdzenia i stwierdzenia, których nigdy nie wypowiadałem.
Można sobie poczytać nasze rozmowy (choć nie tylko nasze) Wystarczy też przeczytać tylko to co Pan napisał w wyższych postach w tym wątku, aby wiedzieć na co Pana stać (Dlatego je zamykam).
Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami.
A my tu mamy naprawdę inteligentnych czytelników, potrafiących czytać ze zrozumiem.

Nie jest to żadna ocena Pana, tylko tekstów, które Pan tu przedstawia, ale wiadomo, że ktoś je pisze i bierze za nie odpowiedzialność. Dla tego odnoszę się się do jakiegoś tam "Brzostowskiego".

Myślę, że dokładnie pokazał Pan wyżej na co Pana intelektualnie i kulturalnie stać. Wiedza na poziomie przedszkola lub szkoły specjalnej troski, za to prymitywna zajadłość - na poziomie inkwizytora przy władzy - w prowadzeniu religijnej dysputy.

Niech Pan nie liczy, że w związku z tym odpuszczę Panu głupoty, które Pan chce tu nam wcisnąć. (Do czego, jak wyżej widać chciałby Pan sprowokować). Odwrotnie będę je jeszcze wyraźniej wykazywał, ale może Pan liczyć, że przestanę Panu na cokolwiek odpowiadać. Sądzę, że jest to moja ostatnia odpowiedź Panu na cokolwiek.
Gdyż w Pańskim przypadku zdecydowanie nie warto.

Miłego wieczoru

@@@
.
21-02-2012 20:19 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Bardzo w niewielu przypadkach na naszym forum zwróciłem uwagę "na słówka". Natomiast często zwracam uwagę na ewidentną głupotę, szczególnie gdy pokrywana jest tupetem. W Pana przypadku najczęściej komentowałem głupotę pokrywaną bełkotem z wielkim zadęciem mniemanologii na swój temat. Wykazywałem ją precyzyjnie, taki mam zwyczaj. Przedstawiałem też poważne kontr-argumenty dla Pańskiej bezsensownej, acz mocno zideologizowanej, paplaniny.
Pan chyba sam nie czuje, że to Pan wykazuje się arogancją, przekonaniem o włąsnej mądrości, stale poucza Pan innych i robi to Pan właśnie z zadęciem wychowawczo-pedagogicznym. Jak dostrzegłem wielu innych forumowiczów przyjmuje pańskie połajanki ze spuszczoną głową, zapewne z powodu pańskiej wiedzy i wieku. Ja do takich osób nie należę, znam zbyt wielu profesorów - idiotów, chociaż Pana do nich nie zaliczam. Znam też wielu starych zgorzkniałych ludzi.
>Nie jest to żadna ocena Pana, tylko tekstów, które Pan tu przedstawia, ale wiadomo, że ktoś je pisze i bierze za nie odpowiedzialność. Dla tego odnoszę się się do jakiegoś tam "Brzostowskiego".
>Myślę, że dokładnie pokazał Pan wyżej na co Pana intelektualnie i kulturalnie stać. Wiedza na poziomie przedszkola lub szkoły specjalnej troski, za to prymitywna zajadłość - na poziomie inkwizytora przy władzy - w prowadzeniu religijnej dysputy.
Trzeba mieć tupet aby tak pisać, myśli Pan że ten inteligentny czytelnik racjonalisty do którego Pan się zwraca, nie dostrzega, że prawie wszystkie niemerytoryczne pańskie wypowiedzi są atakami personalnymi?
>Niech Pan nie liczy, że w związku z tym odpuszczę Panu głupoty, które Pan chce tu nam wcisnąć. (Do czego, jak wyżej widać chciałby Pan sprowokować). Odwrotnie będę je jeszcze wyraźniej wykazywał, ale może Pan liczyć, że przestanę Panu na cokolwiek odpowiadać. Sądzę, że jest to moja ostatnia odpowiedź Panu na cokolwiek.
>Gdyż w Pańskim przypadku zdecydowanie nie warto.

Jeśli w pańskiej ocenie, ja reprezentuje niski poziom intelektualny, a Pan wysoki, to świetnie nadrabia Pan zgryźliwością i brakiem kultury. Pan niech nie liczy, że odpuszczę Panu tę zgryźliwość i brak kultury. Nawet jeśli brakuje mi wiedzy w okreslonych dziedzinach, to mogę jeszcze ją nabyć. Pozbyć się zgryźliwości i nauczyć kultury jest trudniej.

Miłego wieczoru
20-02-2012 10:46 
 Ocena 1 na 1
rdest (2492 punktów)

>Natomiast nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiono na najmniejszy ślad (czy nawet przesłankę) oddziaływania, jakichkolwiek sił nadnaturalnych na rzeczywistość.
Odpowiedzią jest Bóg deistów
- skonstruował Wszechświat z jego prawami i na tym poprzestał.
Cytat:
Tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa.

Pozdrawiam


Konformizm gwarantem spójności grupy
20-02-2012 11:33 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Natomiast nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiono na najmniejszy ślad (czy nawet przesłankę) oddziaływania, jakichkolwiek sił nadnaturalnych na rzeczywistość.
>Odpowiedzią jest Bóg deistów
To żadna odpowiedź na stwierdzenie: "nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiono na najmniejszy ślad (czy nawet przesłankę) oddziaływania, jakichkolwiek sił nadnaturalnych na rzeczywistość".

>- skonstruował Wszechświat z jego prawami i na tym poprzestał.
>Cytat:
Tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa.

To gdzie jest najmniejszy ślad tego "kopniaka"? Jeżeli nie ma, to jest taką samą spekulacją intelektualną - jak Baba Jaga, krasnale, czy nawet bogowie osobowi.

Pozdrawiam.

@@@
.
20-02-2012 22:11 
 Ocena 1 na 1
rdest (2492 punktów)

>To gdzie jest najmniejszy ślad tego "kopniaka"?
Wcale nie "najmniejszy". Wokół nas, według deistów.
Deiści wydają się być interesującym przypadkiem osób wierzących, nie uwikłanych w instytucjonalne formy religii.

Pozdrawiam



Konformizm gwarantem spójności grupy
21-02-2012 09:02 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>To gdzie jest najmniejszy ślad tego "kopniaka"?
>Wcale nie "najmniejszy". Wokół nas, według deistów.
>Deiści wydają się być interesującym przypadkiem osób wierzących, nie uwikłanych w instytucjonalne formy religii.
Miałem kilkanaście lat, gdy obok literatury przygodowej, zainteresowałem się archeologią i kulturoznawstwem. Zainteresowanie na tyle wzrosło, że zostałem religioznawcą. Uważam, że - jak na tamte czasy - wybrałem dobrze, gdyż zainteresowanie zmusiło mnie do poznania wielu dziedzin humanistyki i nie tylko humanistyki.

Wiara - zaraz po potrzebie zachowania własnego życia i zachowania gatunku - jest jednym z najważniejszych instyktów kierujących ludzkimi poczynaniami. Prawdopodobnie genetycznie, a na pewno w procesie socjalizacji, nabyta potrzeba wiary przybiera przeróżne przedmioty i chyba nie ma takiej głupoty, w którą ludzie nie mogliby uwierzyć.

Tak - deizm jest ciekawą formą religii. Czasem jawną, a czasem skrywaną. Proszę dobrze się wczytać w publikacje ks. prof. Hellera, który - moim zdaniem - już dawno przekroczył próg herezji i jest bardziej deistą, niż wyznawcą chrześcijańskiego Boga osobowego. Teraz retoryczne pytanie, czy ks. Heller jest uwikłany, czy nie?

Zgadzam się z Panem, że historia porównawcza światopoglądu, jest bardzo ciekawym zagadnieniem, ale podejrzewam, że gdybym dzisiaj był przed trzydziestką, to zająłbym się kognitywistyką Gdyż uważam ją za najbardziej pasjonującą i przyszłościową naukę.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-02-2012 23:59 
 Ocena 1 na 1
Zeusxamp (196 punktów)
Skoro bóg w ujęciu deistycznym tylko "dał kopniaka", to do czego w ogóle jest potrzebny?
W wypadku jego istnienia jest pytanie "kto stworzył stwórce?".
W wypadku jego braku jest "co było przed wielkim wybuchem?".
Dlatego jaki jest sens wprowadzania kolejnego bytu? Skoro nie zmienia nic i nie rusza nas nawet o krok. Czysta ekonomia myślenia.
22-02-2012 00:10 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Inteligentnemu wierzącemu wystarcza oczywiste stwierdzenie, że aktualna wiedza, nie jest tożsama z prawdą o świecie.
Pytanie tylko - do czego mu to wystarcza.
Poza tym - w co on wierzy i dlaczego?

>Często słyszę arguemnt, że nie można uznać za prawdziwe tylko tego, co jest dostępne za pośrednictwem zmysłów lub jest udowodnione naukowo
Oznaczałoby to zatem, że to, co jest niedostępne za pośrednictwem zmysłów lub nieudowodnione naukowo można uznać za prawdziwe.
Pan się z tym zgadza?

>bo przecież dawniej wiele rzeczy nie było dostępnych naszym zmysłom (nie mieliśmy narzędzi), a istniały. Jeśli ktoś 2,5 tys. lat temu plótł coś o atomach, i nie potrafił tego udowodnić, to z tego nie wynika, że się mylił.
Tak, tylko pytanie, czy on był prorokiem, czy też to, co jak Pan mówi - plótł, było w bardzo ogólnym zarysie (a w szczegółach jednak w bardzo ograniczonym stopniu) nieco tylko zbliżone do tego, co dzisiaj wiemy o materii, w związku z czym ze względu na podobieństwo tej jego IDEI do dużo późniejszych, zweryfikowanych odkryć NAUKI wzięto od niego ostatecznie tylko samą NAZWĘ.

>Czyli jeśli nawet nie można udowodnić naukowo lub chociaż mniej lub bardziej udanie powtórzyć eksperyment
Jakiego eksperymentu nie można powtórzyć?

>dowód, że Bóg istnieje
Jaki dowód?

>(a nawet trudno zbudować przekonywujący zestaw przesłanek uprawdopodobniających jego istnienie)
To prawda

>to i tak pozostaje ów wentyl bezpieczeństwa,
Jaki wentyl bezpieczeństwa? Przepraszam, czy dobrze zrozumiałem, że wiara w Boga ma być wentylem[sic!] bezpieczeństwa?

>aby nie skończyć w psychiatryku
A dlaczego od razu skończyć? Czasem ludzie wychodzą stamtąd mądrzejsi o jedno doświadczenie.

A tak przy okazji - opiera się Pan na jakichś wiarygodnych badaniach, wedle których np. więcej ateistów niż wierzących miałoby lądować psychiatrykach?
Bo to taka logika chyba? Wierz, byś mógł rozumieć? Gdzieś to już tu słyszałem.

>Zatem Bóg dla wierzących nie musi być poza naturalnym pojmowaniem, tyle tylko, że nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu.
Albo jedno, albo drugie - jakie naturalne pojmowanie, skoro niczego o tym w naturalnym świecie, dostępnym zmysłami nie wiadomo ?

>Bóg może być zatem częścią rzeczywistości, której nie znamy.
I co? Jak już ją kiedyś poznamy - naukowo ma się rozumieć - to sądzi Pan, że z tej idei Boga pozostanie coś więcej poza samą nazwą określającą jakieś zupełnie naturalne zjawiska?

>Oczywiście budowanie na podstawie tak słabego "dowodu" całych ideologii jest "trochę" nierozsądne, nieracjonalne, ale to już zupełnie inna historia.
Nie - to jest dokładnie właśnie ta historia. Niekompletna wiedza to nie żaden dowód (nawet nie najsłabszy - nawet nie tyci - tyci) na to, by w miejsce tej niewiedzy przyjmować cokolwiek NADNATURALNEGO.
Z tego względu to nie jest "trochę" nierozsądne, tylko całkowicie nieracjonalne.

Dla mnie mieszanie Boga do nauki to fundamentalizm.

Choć istnieją konteksty, w któych można o Bogu mówić rozsądnie. Można mówić o potrzebie wiary i religijności. Można mówić o symbolach, metaforach o filozofii i o ludzkich tęsknotach.

Ale nauce Bóg jest całkowicie niedostępny już z samego założenia. Nauka bada bowiem wyłącznie naturalną rzeczywistość - tę, która jest nam dostępna poprzez zmysły.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Brzostowski (7067 punktów)
>Pytanie tylko - do czego mu to wystarcza.
>Poza tym - w co on wierzy i dlaczego?
Ludzie wierzą w różne rzeczy, tutaj jak rozumiem chodzi o boga. Wierzą bo matka wierzyła i ojciec. Nie dyskutują z tym. Wiara w Boga jest tak silna, że nie potrafią się z niej wyrwać w żaden sposób. Są jednak inteligentni, próbują zatem obronić się przed brakiem dowodów na istnienie boga. Zatem stosują taki właśnie mechanizm.
>Oznaczałoby to zatem, że to, co jest niedostępne za pośrednictwem zmysłów lub nieudowodnione naukowo można uznać za prawdziwe.
>Pan się z tym zgadza?
Nie oznacza, to że jest to prawdziwe, chodzi o to, że może takie być. To wystarcza aby mieć komfort. Ja osobiście twierdzę, że to co jest nieudowodnione może faktycznie istnieć. Pan chyba też się z tym zgadza? Czym innym jest jednak takie twierdzenie, a zupełnie czymś innym budowanie na bazie tego całego światopoglądu.
>Tak, tylko pytanie, czy on był prorokiem, czy też to, co jak Pan mówi - plótł, było w bardzo ogólnym zarysie (a w szczegółach jednak w bardzo ograniczonym stopniu) nieco tylko zbliżone do tego, co dzisiaj wiemy o materii, w związku z czym ze względu na podobieństwo tej jego IDEI do dużo późniejszych, zweryfikowanych odkryć NAUKI wzięto od niego ostatecznie tylko samą NAZWĘ.
Owszem, dzisiaj wiemy znacznie więcej niż pomysły Demokryta, ale co do istoty idei nie pomylił się prawda? Dlatego też, dla wierzącego jest to dobry argument: może jednak bóg istnieje, co do szczegołów to pewnie jest inaczej niż w Biblii, ale może istnieć, to wystarczy.
>>Czyli jeśli nawet nie można udowodnić naukowo lub chociaż mniej lub bardziej udanie powtórzyć eksperyment
>Jakiego eksperymentu nie można powtórzyć?
>>dowód, że Bóg istnieje
>Jaki dowód?
Eksperymentu udowadniającego istnienie boga.
>>(a nawet trudno zbudować przekonywujący zestaw przesłanek uprawdopodobniających jego istnienie)
>To prawda
Tak.
>>to i tak pozostaje ów wentyl bezpieczeństwa,
>Jaki wentyl bezpieczeństwa? Przepraszam, czy dobrze zrozumiałem, że wiara w Boga ma być wentylem[sic!] bezpieczeństwa?
Nie - wiara w boga, tylko możliwość (w percepcji wierzącego) jego istnienia. Inteligentny człowiek dostrzega brak dowodów na istnienie boga, ale jednocześnie nie jest w stanie odrzucić samej idei. Stoi zatem przed problemem, sprzecznością, jak wierzyć (przyjąć że istnieje), skoro nie ma dowodów, to głupie. Jednak nie jest w stanie odrzucić boga, zatem poszukuje wentyla bezpieczeństwa (aby uniknąć sprzeczności) i znajduje np.: w przykładzie który podałem lub szerzej w poglądzie dotyczącym naszej ograniczoności.
>>aby nie skończyć w psychiatryku
>A dlaczego od razu skończyć? Czasem ludzie wychodzą stamtąd mądrzejsi o jedno doświadczenie.
>A tak przy okazji - opiera się Pan na jakichś wiarygodnych badaniach, wedle których np. więcej ateistów niż wierzących miałoby lądować psychiatrykach?
Skończyć w psychiatryku - to było takie wyolbrzymienie sytuacji, w której ludzie wyrażają poglądy sprzeczne, dotyczył wierzących inteligentnych.
>Bo to taka logika chyba? Wierz, byś mógł rozumieć? Gdzieś to już tu słyszałem.
Nie bardzo rozumiem.
>>Zatem Bóg dla wierzących nie musi być poza naturalnym pojmowaniem, tyle tylko, że nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu.
>Albo jedno, albo drugie - jakie naturalne pojmowanie, skoro niczego o tym w naturalnym świecie, dostępnym zmysłami nie wiadomo ?
Podałem przykład z Demokrytem, twierdził on z grubsza biorąc, że świat składa się z atomów. Wtedy nie było to dostępne zmysłami, a atomy już wtedy istniały. To co niepozwalało kiedyś ludziom pojąć pewnych rzeczy (istniejących) , wynikało tylko z braku narzędzi i poziomu rozwoju, a nie z faktu, że one nie istniały. Dzisiaj niektórzy plotą coś o bogu, skąd Pan wie, że się mylą? Fakt braku dowodu nie zmienia faktu istnienia. Nawet Bogusławski szacuje szanse istnienia boga na jakieś tam promile. Tych właśnie promili czepiają się inteligentni wierzący, aby nie zdurnieć.
>>Bóg może być zatem częścią rzeczywistości, której nie znamy.
>I co? Jak już ją kiedyś poznamy - naukowo ma się rozumieć - to sądzi Pan, że z tej idei Boga pozostanie coś więcej poza samą nazwą określającą jakieś zupełnie naturalne zjawiska?
Właśnie tego nie wiem, może tak, może nie - patrz Demokryt. A Pan wie? Może Pan raczej mówić o prawdopodobieństwie, ale nie pewności.
>>Oczywiście budowanie na podstawie tak słabego "dowodu" całych ideologii jest "trochę" nierozsądne, nieracjonalne, ale to już zupełnie inna historia.
>Nie - to jest dokładnie właśnie ta historia. Niekompletna wiedza to nie żaden dowód (nawet nie najsłabszy - nawet nie tyci - tyci) na to, by w miejsce tej niewiedzy przyjmować cokolwiek NADNATURALNEGO.
Przecież wyraźnie piszę, że to nie dowód naukowy. Zwracam tylko uwagę, że zaprezentowany sposób myślenia pozwala wybrnąć wierzącym ze sprzeczności.
>Z tego względu to nie jest "trochę" nierozsądne, tylko całkowicie nieracjonalne.
Tak, ale podejście racjonalne nie daje nam prawdziwego obrazu rzeczywistosci, bo przecież jestesmy ograniczeni i tego trzymają się wierzący.
>Dla mnie mieszanie Boga do nauki to fundamentalizm.
Nic takiego nie robię. Chcę tylko wyjaśnić, że:
według współczesnego stanu wiedzy - boga nie ma!
według stanu wiedzy sprzed 1000 lat elektronów też nie było.
Dzisiaj wiemy, że istnieją.
>Choć istnieją konteksty, w któych można o Bogu mówić rozsądnie. Można mówić o potrzebie wiary i religijności. Można mówić o symbolach, metaforach o filozofii i o ludzkich tęsknotach.
Tak.
>Ale nauce Bóg jest całkowicie niedostępny już z samego założenia. Nauka bada bowiem wyłącznie naturalną rzeczywistość - tę, która jest nam dostępna poprzez zmysły.

Znowu wracamy do definicji boga, trzeba będzie jednak ten obiecany wątek otworzyć. Tutaj tylko dopiszę, że jeśli założymy, iż bóg istnieje jako byt naturalny, to nie ma żadnej sprzeczności z nauką. Tyle tylko, że trzeba pzreformułować znane nam podejscia do boga.
23-02-2012 09:55 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Znowu wracamy do definicji boga, trzeba będzie jednak ten obiecany wątek otworzyć. Tutaj tylko dopiszę, że jeśli założymy, iż bóg istnieje jako byt naturalny, to nie ma żadnej sprzeczności z nauką. Tyle tylko, że trzeba pzreformułować znane nam podejscia do boga.
Tyle tylko, że trzeba [też by było] pzreformułować znane nam podejscia do nauki i logiki. Już nie mówiąc o wydumaniu jakiejś definicji "bytu naturalnego".

Skąd się takie pomysły biorą? Opisał to przed prawie stuleciem H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis": "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
Sto lat mineło, a dla niektórych świat w miejscu stoi.

@@@
.
02-03-2012 11:52 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
Proponuję przejść na "Ty". Staram się stosować tę formę jako regułę, a formę "Pan", tylko gdy ktoś sobie tego wyraźnie życzy. Jeśli się nie zgadzasz, to powrócę do formy "Pan".

>Chcę tylko wyjaśnić, że:
>według współczesnego stanu wiedzy - boga nie ma!
Ja bym raczej powiedział, że zupełnie nic o jego istnieniu nie wiemy poza mitologicznymi opowieściami tworzonymi przez ludzi.

>według stanu wiedzy sprzed 1000 lat elektronów też nie było.
>Dzisiaj wiemy, że istnieją.
Elektrony i skład materii to zupełnie inna para kaloszy. Najśmielsze hipotezy fizyków nie mają nic wspólnego ze spekulacjami teologów. Te pierwsze opierają się zasadniczo na zweryfikowanej wiedzy, a te drugie - to już każdy plecie, co mu akurat ślina na język przyniesie (choć najczęściej bazując na wielowiekowej tradycji plecienia).

Tego faktu zupełnie nie zmieni przykład, w którym ktoś w bardzo ogólnym i zupełnie niedokładnym zarysie - bez naukowej weryfikacji - przypadkowo opisze funkcjonowanie pewnych elementów materii, który to opis jest tylko bardzo z grubsza i tylko w bardzo powierzchownym i jedynie popularnym rozumieniu trochę zgodny z tym, do czego później doszła nauka. Ze względu na owe podobieństwo odkryć do niektórych uprzednich idei, nauka czerpie z tych idei ostatecznie jedynie NAZWY dla tych odkryć.

Może się więc okazać, że niektóre, aktualnie niezweryfikowane spekulacje dotyczące samej MATERII okażą się w przyszłości prawdziwe - i tak bylo w Twoim przykładzie z Demokrytem.

Jednak Bóg ma być przecież z założenia niematerialny, nadnaturalny i niepojęty! Jak więc można liczyć na jego zweryfikowanie w przyszłości? Przykład z Demokrytem nie jest więc adekwatny, bo on mówił o materii, a zatem istniała szansa weryfikacji. Przy Bogu szansa weryfikacji naukowej nie istnieje.

>Znowu wracamy do definicji boga, trzeba będzie jednak ten obiecany wątek otworzyć. Tutaj tylko dopiszę, że jeśli założymy, iż bóg istnieje jako byt naturalny, to nie ma żadnej sprzeczności z nauką. Tyle tylko, że trzeba pzreformułować znane nam podejscia do boga.
Ale po co w takim razie używać pojęcia, które jest zarezerwowane dla teologii?
Jeśli mowa o bycie naturalnym, to w takim razie czy nie lepiej użyć równie wymyślonych pojęć, ale za to bez ryzyka błędnego zrozumienia? Możnaby na przykad wymyślić "substancję przedkwarkową", albo "awangardę grawitacji". Jest już zresztą w fizyce "osobliwość", jest też "fluktuacja próżni". Po co tam jeszcze wkładać na siłę słowo "Bóg"?
Żeby wszystko się już całkiem pochrzaniło?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
prada711 (0 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora
dnlg (85 punktów)
Kluczem do poznania wszelkiej maści systemów wierzeń jest poznanie historii powstawania religii oraz zrozumienie ówczesnych realiów. Prosty przykład: 2 tys. lat temu ludzie nie wiedzieli na czym polegają wyładowania atmosferyczne i stwierdzili, że to musi być sprawka boga (np. greckiego Zeusa). Mimo iż nauka cały czas idzie do przodu, to wszelkiego rodzaju religie trwają w swych pierwotnych, nierzadko śmiesznych założeniach. Wrócę jeszcze raz do historii, kiedyś ludzkim największym pragnieniem była władza, a co mogło dać wielką władzę? religia. Chrześcijaństwo mogło kiedyś upaść, ale dzięki działaniom pewnej grupy demagogów mamy to co mamy, wymyślili proroka, który nie wiadomo czy istniał, ośmielili się nawet nazwać go synem bożym, mało tego uznali go za boga i nadali mu cechy boskie, człowiekowi, którego urodziła niewiasta o imieniu Maria, a spłodził Józef - ludzie. Oczywiście głupotą jest stwierdzić, że Bóg, który tak naprawdę nie jest bytem materialnym mógł mieć syna, bo to fizycznie niemożliwe. Co do kwestii wiary wykraczającej poza nasze rozumienie, to wydaje mi się, że to po prostu wygodne tłumaczenie i odpowiedź na trudne pytania zadawane przez racjonalistów. Wierzący nie dorośli do poważnej dyskusji, bo ktoś kto uważa teologię za naukę nie może być człowiekiem poważnym, to tak jakby twierdzić że Harry Potter istnieje.
Mikuś Frąckiewicz (616 punktów)
>Czasem mam wrażenie, że "Bóg" jest pewną pułapką wymyśloną przez przebiegłych teologów, by schwytać
>ludzkie umysły zajmując je tym wyimaginowanym problemem.

Czyli jest pan zdania, że religia to wynalazek ludzi, którzy chcieli zawładnąć duszą innych? Moim zdaniem to dokonało się później. Podstawowym powodem powstania religii jest wyłącznie strach przed śmiercią. Nic więcej. Moralność nie przyczyniła się do powstania religii. Tylko strach przed śmiercią. Dopiero za Jezusa to się przerodziło w to, o czym mówisz


Religię wynaleźli słabi ludzie, którzy bali się śmierci. Amen!
22-02-2012 21:41 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Czyli jest pan zdania, że religia to wynalazek ludzi, którzy chcieli zawładnąć duszą innych?
Nie. Postawiona w tym wątku teza z wstępnego zdania nie była całkiem serio. Nie pisałem tu o genezie religii i chodziło mi o wskazanie pewnych innych problemów, takich jak rozłączność wiary i nauki.

>Podstawowym powodem powstania religii jest wyłącznie strach przed śmiercią. Nic więcej.
Jest znaczna różnica pomiędzy "podstawowym" a "nic więcej". Osobiście sądzę, że czynników było więcej - w tym nawet czysto biologiczne.

>Moralność nie przyczyniła się do powstania religii.
To skąd w religii tyle treści moralizujących?

>Dopiero za Jezusa to się przerodziło w to, o czym mówisz
A o czym Twoim zdaniem ja mówię?
Czy Jezus w ogóle istniał? Czy aby na pewno chrześcijaństwo wyróżnia się czymś szczególnym w porównaniu do innych religii? Czy np. wcześniejszy judaizm to już nie to, o czym Twoim zdaniem ja mówię?

>Religię wynaleźli słabi ludzie, którzy bali się śmierci. Amen!
Myślisz, że mocni ludzie nie boją się śmierci?

Moje przemyślenia doprowadziły mnie do takiej tezy:

Sądzę, że dla powstania religii istotne są następujące elementy:
- rytualy pochodzace wprost z biologii (takie jak rytualy godowe u zwierząt), które utrzymały się u homo sapiens (sądzę, że nalezy do nich np. taniec)
- rozwój świadomości i samoświadomości u homo sapiens, a wraz z nim powstanie refleksji, woli zrozumienia otaczającej rzeczywistości, a w tym także pytań filozoficznych w rodzaju "skąd jestem" i "jak to jest, że w ogóle coś jest, a nie jest tak, że niczego nie ma?"
- rozwój spontanicznej twórczości artystycznej, która wiązała się i inspirowała zarowno rytuałami, jak i refleksją filozoficzną

w wyniku przemieszania aktywności na tych trzech polach uzyskano w toku długiej ewolucji wizję "sensu istnienia" w postaci wiary religijnej

ale musiałbym ją skonfrontować z hipotezami religioznawców bardziej znającymi się na temacie. Sądzę, że tej mojej tezie daleko jeszcze do doskonałości. Musiałbym więc coś niecoś jeszcze na ten temat poczytać. Dlatego ja nie mówię "amen".

A Ty znasz jakieś lektury godne polecenia w tym temacie?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
sk001 (7 punktów)
>Czasem mam wrażenie, że "Bóg" jest pewną pułapką wymyśloną przez przebiegłych teologów, by schwytać
>ludzkie umysły zajmując je tym wyimaginowanym problemem. Nie jest przy tym istotne, czy ktoś przy
>rozważaniu owego problemu zakłada istnienie Boga, czy też je kwestionuje. Ważne, że myśli o tym
>właśnie, a nie o świecie naturalnym, gdyż to dopiero mogłoby prowadzić do odkrycia i ukazania jak
>się prawdziwie rzeczy mają, a temu właśnie należy zapobiec.
>Czy w pewnym momencie nie szkoda naszego potencjału intelektualnego, a w gruncie rzeczy - czasu?
>Jeśli przyjmiemy najogólniej, że wiara to przyjmowanie danego twierdzenia za prawdziwe bez
>racjonalno-empirycznego uzasadnienia, to musimy przyznać, że w takim razie wiara jest czyms
>diamteralnie różnym od wiedzy naukowej.

A czy w sposob racjonalno-empiryczny można wskazac na istnienie "Ciebie"? Wszakże z której strony by nie patrzeć widać tylko konstelacje komorek, kształty, pulsujacą krew, procesy, zachowanie, ale w żaden sposób nikt nigdy nie dopatrzy sie w tym "Ciebie". Troche to przewrotne, ale takie miało być, gdyż... jakkolwiek bułki nie nadgryźć zawsze wyjdzie to samo: rozważania o bogu sa mniej więcej tym samym co rozważania o "sobie" formacje myślowe.
maceox (6766 punktów)
>A czy w sposob racjonalno-empiryczny można wskazac na istnienie "Ciebie"? Wszakże z której strony by nie patrzeć widać tylko konstelacje komorek, kształty, pulsujacą krew, procesy, zachowanie, ale w żaden sposób nikt nigdy nie dopatrzy sie w tym "Ciebie". Troche to przewrotne, ale takie miało być, gdyż... jakkolwiek bułki nie nadgryźć zawsze wyjdzie to samo: rozważania o bogu sa mniej więcej tym samym co rozważania o "sobie" formacje myślowe.
Uważam, że jest niegłupie co napisałeś. Sądzę, że nie mamy innej perspektywy, niż właśnie nasza własna i poza nią wyjść nie możemy. Jednak rozważania o "sobie" są moim zdaniem tylko bardzo "mniej więcej" tym samym co rozważania o Bogu. Raczej mniej, niż więcej.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
sk001 (7 punktów)
>>A czy w sposob racjonalno-empiryczny można wskazac na istnienie "Ciebie"? Wszakże z której strony by nie patrzeć widać tylko konstelacje komorek, kształty, pulsujacą krew, procesy, zachowanie, ale w żaden sposób nikt nigdy nie dopatrzy sie w tym "Ciebie". Troche to przewrotne, ale takie miało być, gdyż... jakkolwiek bułki nie nadgryźć zawsze wyjdzie to samo: rozważania o bogu sa mniej więcej tym samym co rozważania o "sobie" formacje myślowe.
>Uważam, że jest niegłupie co napisałeś. Sądzę, że nie mamy innej perspektywy, niż właśnie nasza własna i poza nią wyjść nie możemy. Jednak rozważania o "sobie" są moim zdaniem tylko bardzo "mniej więcej" tym samym co rozważania o Bogu. Raczej mniej, niż więcej.
>
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego


Bo tutaj chodzi o cos wiecej, wyjsc poza nia nie mozemy gdyz nia własnie jestesmy. Jezykowa interpretacja świata jest wlasnie taka a nie inna, ze dzieli kroi swiat na czesci, ja i swiat, my i oni, ziemia i niebo. Kiedys znalem grupe buddystow ktorych za cholere zrozumiec nie moglem, uwazałem ich za świrów. Obecnie wiem iz w pewnych kwestiach maja absolutna racje. Nie ma czegos takiego jak "ja i moja perspektywa", jest tylko perspektywa z czego wynika, ze ja i perspektywa to jedno i to samo. Zauwazcie, ze jedyne co w jakikolwiek sposob zbadac i zmierzyc mozna, to efekt takiego czy innego dzialania. Naukowiec powie to i to wywolane jest przez to i to, ale na cokolwiek by nie wskazal, kazda z tych rzeczy jest takze zjawiskiem, wywolywalnym przez poprzednika, i tak dalej i wlasciwie mozna by rzec, to nie ma konca oczywiscie, nie sposob polemizowac z bogobojnymi gdyz dla nich bóg istnieje naprawde, toz to wlasnie kwestia konkretnej perspektywy i tego z czego sie ukształtowała
Zeusxamp (196 punktów)
Usunięte przez moderatora
Wielki Przedwieczny (19 punktów)
Wiara, jak sama nazwa wskazuje polega na uwierzeniu w coś bez doszukiwania się naukowych dowodów. Wiara nie wymaga potwierdzeń, jedynie bezkrytyczne poddanie się dogmatowi. Nauka natomiast o czym wszyscy doskonale wiedzą takich dowodów wymaga. Nie ma więc sensu przekonywanie wierzących do dowodów naukowych na istnienie bądź nieistnienie Boga. Silnie zakorzeniona wiara potrafi się oprzeć nawet najbardziej przekonującym i racjonalnym argumentom. Niektórzy popadają w takie zaślepienie, że zapominają czym jest zdrowy rozsądek.
Zarówno ateiści jak i wierzący często popadają w skrajności. A moim zdaniem każda skrajność prowadzi donikąd. Miejmy otwarty umysł, ale bądźmy racjonalni.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Niektórzy popadają w takie zaślepienie, że zapominają czym jest zdrowy rozsądek.
>Zarówno ateiści jak i wierzący często popadają w skrajności. A moim zdaniem każda skrajność prowadzi donikąd. Miejmy otwarty umysł, ale bądźmy racjonalni.
O Wielki Panie Przedwieczny!
Gdyby Pan nam nie powiedział, to nikt by tego nie wiedział. My już ładnych parę lat tu męczymy się nad przedyskutowaniem i optymalizacją własnych poglądów, a Pan Przedwieczny - w jednym, czy dwu akapitach, tak pięknie i lapidarnie - nas pacyfikuje.

Miłego dnia.

PS. Na dole strony jest "Indeks wątków". Może przed zabraniem głosu warto poczytać o czym tu rozmawialiśmy i jakie zajmowaliśmy stanowiska? Racjonaliści tym się różnią od reszty ludzi, że więcej czytają i próbują zrozumieć, niż piszą.

@@@
.
blaz (3 punktów)
Mysle ze wiara jest czlowiekowi potrzebna, czlowiek nie potrafi znalezc odpowiedzi na jaki ma sens zycie tak jak u nas ssakow. Wiadomo ze nasz gatunek przetrwal do dzis ale tez wiadomo ze czlowiek bedzie wymyslal przecuda tylko aby sie lepiej poczuc i zapelnic ta pustke jaka kolwiek bajeczka. Aby tylko pozbyc sie strachu przed niewiedza. Moim pytaniem jest to: 'Chce wiedziec kim jest Bog, dlaczego istnieje i jak jest to mozliwe ze istnieje? jezeli istnieje' Cos tam musi byc. Czy nie wystarczy powiedziec ze grawitacja jest naszym zbawicielem? Jest to temat rzeka. Tak, czlowiek wierzy lecz nie wie.. a ja chce wlasnie wiedziec.
16-04-2012 18:16 
 Ocena 1 na 1
jasenka (1863 punktów)
> Jest to temat rzeka.

Błagam, wróć do źródła
16-04-2012 18:27 
 Ocena 2 na 2
maciejo (3492 punktów)
Po pierwsze na tym forum należny używać polskich znaków i pisać ładnie i składnie. Popracuj nad stylem bo ledwo da się to przeczytać!

>Mysle ze wiara jest czlowiekowi potrzebna, czlowiek nie potrafi znalezc odpowiedzi na jaki ma sens zycie tak jak u nas ssakow. Wiadomo ze nasz gatunek przetrwal do dzis ale tez wiadomo ze czlowiek bedzie wymyslal przecuda tylko aby sie lepiej poczuc i zapelnic ta pustke jaka kolwiek bajeczka. Aby tylko pozbyc sie strachu przed niewiedza.

Po drugie wiara wcale nie jest człowiekowi potrzebna. Wiara to bujdy na resorach. Potrzebna była kiedyś gdy nie umieliśmy wyjaśnić zjawisk przyrodniczych, nie wiedzieliśmy co się kryje w morzach i w lasach. Pozwalała być spokojniejszym. Obecnie mamy naukę. Mamy możliwości poznawanie świata takim jaki on jest na prawdę! Bez dodawania niepotrzebnych bytów.
Sens życia nie musi się opierać o religię. Dla mnie wystarczającym powodem do istnienia i działania jest chęć poprawy tego świata. Nie trzeba do tego bogów.

> Moim pytaniem jest to: 'Chce wiedziec kim jest Bog, dlaczego istnieje i jak jest to mozliwe ze istnieje? jezeli istnieje' Cos tam musi byc. Czy nie wystarczy powiedziec ze grawitacja jest naszym zbawicielem? Jest to temat rzeka. Tak, czlowiek wierzy lecz nie wie.. a ja chce wlasnie wiedziec.

Ale się nie dowiesz. Istnienie boga jest z gruntu rzeczy niedowodliwe. Nie da się zrobić eksperymentu wykazującego jego obecność. Natomiast historia ludzkości uczy, że boga nie ma. Jego nisza się kurczy, kompetencje są co raz mniejsze, już biedak nawet gromem cisnąć nie może, z uzdrawianiem też mu nie idzie. Zostaje pokazać się na toście;]
Wyjaśnij mi też co rozumiesz przez stwierdzenie, że grawitacja jest zbawicielem bo jakoś nie mogę tego ogarnąć choć bardzo się staram.
blaz (3 punktów)
Po pierwsze nie mam zamiaru tak pisac bo wychowywalem sie od dziecka w innym kraju watpie bym mial na to czas mam inne sprawy na glowie, po drugie nie posiadam znakow a po trzecie nie bede sie zprzeczal o byle co, widocznie zrozumiales mnie i do mnie napisales a wiec spokojnie.

Mod:
Niestety, będę nalegać na polskie znaki. Możesz je sobie prawdopodobnie wybrać w ustawieniach komputera.

Ja nie potrzuebuje Bogow i moge z tym zyc na co dzien ale kolego nie przekonasz ludzi myslisz ze kiedys to sie zmieni? moze.. Ona jest potrzebna ludziom. Chcesz ich uswiadomic? Mozesz miec wiedze ale oni cie nie posluchaja. Nie musisz mi nic tlumaczyc. Matka mi zmarla 2 tygodnie temu miala 46 lat i nie musze wierzyc w jakies poza zycie. Tylko zrozum to ze ludzie beda tego potrzebowac. Ja nie wierze ja wiem. Najpierw musza sie nauczyc sluchac a zreszta watpie aby w gole chcieli sluchac. Ok. Co wiecej ci bede tlumaczyc. Ciesze sie ze mozna tu na ten temat porozmawiac zawsze mozna sie czegos nowego nauczyc.
maciejo (3492 punktów)
>Po pierwsze nie mam zamiaru tak pisac bo wychowywalem sie od dziecka w innym kraju watpie bym mial na to czas mam inne sprawy na glowie, po drugie nie posiadam znakow a po trzecie nie bede sie zprzeczal o byle co, widocznie zrozumiales mnie i do mnie napisales a wiec spokojnie.
>Ja nie potrzuebuje Bogow i moge z tym zyc na co dzien ale kolego nie przekonasz ludzi myslisz ze kiedys to sie zmieni? moze.. Ona jest potrzebna ludziom. Chcesz ich uswiadomic? Mozesz miec wiedze ale oni cie nie posluchaja. Nie musisz mi nic tlumaczyc. Matka mi zmarla 2 tygodnie temu miala 46 lat i nie musze wierzyc w jakies poza zycie. Tylko zrozum to ze ludzie beda tego potrzebowac. Ja nie wierze ja wiem. Najpierw musza sie nauczyc sluchac a zreszta watpie aby w gole chcieli sluchac. Ok. Co wiecej ci bede tlumaczyc. Ciesze sie ze mozna tu na ten temat porozmawiac zawsze mozna sie czegos nowego nauczyc.

Współczuje z powodu Twojej matki i szczerze mówiąc nie chce nikogo uświadamiać. Póki czyjaś wiara nie ogranicza wolności drugiego człowieka, nie narusza jego praw nie interesuje mnie w co kto wierzy. Rozumiem, że ludzie potrzebują wierzyć w bajki - niech sobie wierzą, nic mi do tego.
blaz (3 punktów)
A i jeszcze co do tej grawitacji. Tak sobie pomyslalem ze przeciez to dzieki niej nasz system sloneczny powstal i slonce slonce. Dzieki temu zycie jest mozliwe na ziemi, no ale nie tlk odzieki grawitacji. Naprawde nie mam juz za duzo czasu musze leciec. Moze porozmawiamy kiedys nastepnym razem. Czesc.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365