Racjonalista - Strona głównaDo treści
Podstawa ateistyczna w postawach ideologicznych

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-10-2012 16:30gostyx (347 punktów)Podstawa ateistyczna w postawach ideologicznych
Ocena 4 na 4
Nawiązując do wypowiedzi kolegi Astrotaurusa z wątku "Dlaczego?" z działu Bazgroły www.racjonalista.pl/forum.php/s,520765#w520767

>>ateizm moze byc rowniez niebezpieczny i wywolywac, siac nienawisc i wojny ostatecznie.
>Na samym wejściu błąd fundamentalny. Ateizm jest brakiem teizmu i niczym więcej. Jako brak jest pusty, nie niesie żadnej idei, w imię której można by nienawidzić czy wojować.

chciałbym zacząć kolejną dyskusję.

W odpowiedzi na komentarz ww. Astrotaurusa - ja z kolei widzę w tym po prostu skrót myślowy, nie "błąd fundamentalny".

Ale nie o tym chciałbym. Prawdą jest, że ateizm jest brakiem teizmu, ale nie wyklucza się to w żadnym stopniu z możliwością stworzenia na jego podstawie idei, która każe zabijać nie-ateistów, a w skrajnych przypadkach każdego,kto sprzeciwia się ideologii.

Coś w podobie było już chyba w historii przerabiane - np. rewolucja kulturalna w Chinach mająca na celu wprowadzenie maoizmu, czy nawet można pod to podciągnąć ideologiczne zabijanie popów i księży na terenie byłego ZSRR w latach 20-30-tych ub. w.

Ale to oczywiście nie dowodzi tego, że "ateizm sam w sobie" jest przyczyną takich ekscesów. Oczywiście można (myślę, że słusznie) domniemywać, że istnieją także jednostki, które z pobudek ateistycznych zechcą walczyć "w imię rozumu" z "tymi, którzy nie rozumieją, że Boga nie ma."

Biorąc te rozważania za punkt wyjścia - chciałbym spytać, na pewno nie ja pierwszy tutaj, jaki jest sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju "guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) prezentowania postawy "To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".

Zabijano miliony, to prawda. Ja jednak zastanawiam się, czy aby rzeczywiście u samych podstaw tej postawy leży na pewno religia? Czy nie bardziej polityka, która potrzebuje znaleźć przykrywkę i usprawiedliwienie dla pewnych działań? Czy nie lepiej pasuje do tego portretu prymitywna chęć dokuczenia oraz zniszczenia kogoś, kto jest od nas różny, a która znalazła pożywkę w postaci fundamentalistycznego i nieracjonalnego umysłu, który w ten sposób "racjonalizuje" oraz legitymizuje swoje osądy sam przed sobą?

Czy nie bardziej niż abstrakcyjne pojęcie "religia", czy "ateizm" nie sa winne takich zbrodni ludzkie emocje, egoizm, chciwość oraz skłonności do wszelkiego rodzaju dewiacji i psychopatii? Podsumowując - wielkim banałem, ale również i wielką prawdą jest stwierdzenie, że źli ludzie i bez religii będą czynili zło.

Dlatego myślę, że takie stawianie sprawy, jak Dawkins (wybrałem go jako chyba najbardziej rozpoznawalnego przedstawiciela tego sposobu myślenia) jest wyrazem jedynie płytkości i miałkości myślenia, nacechowanego w dodatku ideologicznie.

Chciabym poznac wasze zdanie na temat podstawy nie tylko religijnej ale i ateistycznej w takich ideologiach. Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Fafciu (953 punktów)
>Czy nie bardziej niż abstrakcyjne pojęcie "religia", czy "ateizm" nie sa winne takich zbrodni (...) egoizm

Egoizm pewnie tak. Jeśli chodzi o poprzednie stulecia, to na przykład egoizm Hitlera czy rasy aryjskiej. Ale z drugiej strony był też egoizm Żydów czy aliantów. Więc nie wiem, czemu się akurat egoizmu czepiać.
gostyx (347 punktów)
>>Czy nie bardziej niż abstrakcyjne pojęcie "religia", czy "ateizm" nie sa winne takich zbrodni (...) egoizm
>Egoizm pewnie tak. Jeśli chodzi o poprzednie stulecia, to na przykład egoizm Hitlera czy rasy aryjskiej. Ale z drugiej strony był też egoizm Żydów czy aliantów. Więc nie wiem, czemu się akurat egoizmu czepiać.

Egoizm rodzący zawiść np. w sensie mniemania, że "ja" zasługuję na wszystko, o implikacji: skoro ktoś inny ma to, co chciałbym mieć (ziemię, bogactwa, posłuch, szacunek, itp) to wolno mi zrobić wiele, żeby mu zaszkodzić i te rzeczy przywłaszczyć, albo przynajmniej sprawić, aby ich nie miał.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ateizm/teizm powinno być, a nie ateizm/religia. Religię można zbudować wychodząc tak od teizmu (wersja z bogiem), jak i od ateizmu (wersja bez boga). A wtedy to już zwykle budzą się demony jedynej słusznej prawdy i wykluwają się fanatycy gotowi na wiele, albo i na wszystko, w jej obronie.
gostyx (347 punktów)
>Ateizm/teizm powinno być, a nie ateizm/religia. Religię można zbudować wychodząc tak od teizmu (wersja z bogiem), jak i od ateizmu (wersja bez boga). A wtedy to już zwykle budzą się demony jedynej słusznej prawdy i wykluwają się fanatycy gotowi na wiele, albo i na wszystko, w jej obronie.

Prawda; pobocznym wątkiem - chodzi mi miedzy innymi też o to, że wiele osób (w tym ateistów) nie rozumie tego, iż ich własna postawa jest ucieleśnieniem postawy "jedynie słusznej prawdy" - vide wspomniany już przez mnie Dawkins, skoro już poruszyłem akurat tę grupę światopoglądową.

Zastanawiam się, jak to możliwe, że ludzie, którzy uważają się za "na tyle inteligentnych, aby przestać wierzyć w bzdury o Bogu" czy jakichkolwiek słów użyją na rzekome uzasadnienie swojej wyższości, zarówno w kwestiach religijnych, czy też w sporach o bardziej świeckim charakterze, są równocześnie na tyle zaslepieni swoimi argumentami, że roszczą sobie prawo do decydowaniu o tym, co jest najlepsze dla innych osób, zamiast w spokoju koegzystować, czyli "żyć i dać żyć innym".
16-10-2012 17:10 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Zastanawiam się, jak to możliwe, że ludzie, którzy uważają się za "na tyle inteligentnych, aby przestać wierzyć w bzdury o Bogu" czy jakichkolwiek słów użyją na rzekome uzasadnienie swojej wyższości, zarówno w kwestiach religijnych, czy też w sporach o bardziej świeckim charakterze, są równocześnie na tyle zaslepieni swoimi argumentami, że roszczą sobie prawo do decydowaniu o tym, co jest najlepsze dla innych osób, zamiast w spokoju koegzystować, czyli "żyć i dać żyć innym".

Nie wiem, jak mają inni, ale koegzystencja jest o.k. i nie mam najmniejszej ochoty rościć sobie prawa do decydowania, co jest dla kogo dobre. Niestety, żeby koegzystencja była w Polsce możliwa, to katolicy muszą się nauczyć, że od przestrzeni Innego, Odmiennego, Obcego, a także od przestrzeni wspólnej , mają sie trzymać z daleka ze swoimi nawet najświętszymi przekonaniami. Dlatego trzeba im poszerzać horyzonty. Idzie powoli do przodu, ale idzie.
16-10-2012 16:50
 Ocena 13 na 13
Ania. (14138 punktów)
Różnice religijne podsycają konflikty. Usprawiedliwiają czyny z gruntu niemoralne jakimiś dziwnymi wyjaśnieniami.

Jak wspomniana gdzieś matka i jej córki, które nie zgodziły się na przechrzczenie, i matka widziała jak za to zabijają po kolei jej córki, a na końcu i ją.
Jakim trzeba być człowiekiem, żeby uznać ich postawę za słuszną?
I co to za matka?!
Przecież naturalnym odruchem każdego w miarę normalnego emocjonalnie człowieka jest powiedzenie wszystkiego, i zrobienie wszystkiego, co sobie wymyślił napastnik, aby uratować bliskich i siebie! Czy wszyscy oglądając film, na którym widać biedną porwaną dziewczynę, która próbuje przeżyć i dlatego robi to, co jej intuicja podpowiada, np. udaje miłość do oprawcy, przysięga mu, że nikomu nic nie powie, że zostanie z nim itd, czy wszyscy myślimy wtedy "co za fałszywa baba, teraz przyrzeka, a za chwilę ucieknie!"? Nie! Nie, dlatego, że ratowanie siebie i bliskich jest jednym z najsilniejszych instynktów i trzeba silnego prania mózgu, aby go stłamsić.

Skoro religia jest w stanie wyprać umysły tak, że poświęcamy życie bliskich i swoje w imię abstrakcji i zupełnie niepotrzebnie - przecież gdyby wspomniane dziewczyny udały przechrzczenie a później spokojnie wróciły do wiary jaką miały wcześniej, każdy NORMALNY zrozumiałby - to jak dziwić się poświęcaniu życia osób nam obojętnych?

Etyka, moralność funkcjonują doskonale bez religii. Niestety - religia bez zdroworozsądkowej etyki również. Efekty widzimy.
16-10-2012 17:15 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Różnice religijne podsycają konflikty. Usprawiedliwiają czyny z gruntu niemoralne jakimiś dziwnymi wyjaśnieniami.

No właśnie chodziło mi o rzecz zupełnie odwrotną Według moich przemyśleń - konflikty powodują i przede wszystkim podsycają typowo ludzkie cechy i nie ma znaczenia, czy ktoś je sobie usprawiedliwia "różnicami religijnymi", czy czymkolwiek innym.

Innymi słowy - sądzę, że w znacznej większości przypadków to człowiek świadomie czy nie, dorabia sobie "racjonalizację" swoich nieetycznych zachowań w ramach ideologii, o prawdziwości której jest przekonany (czyt. "bo Bóg tak chce", albo "bo rasa germańska - w domyśle: jako ta lepsza - to naród panów", ewentualnie "bo ostatnie wydarzenia i łamanie praw człowieka w Syrii/Iraku/Palestynie/Iranie/Afganistanie prowadzą do tego, że musimy wmieszać się w ten konflikt (a przy okazji zdobyć ziemię, ropę czy ważne geopolitycznie tereny)" ) a nie wyznawana ideologia przyczynia się do powstania skłonności do nieetycznych postępków.

>Etyka, moralność funkcjonują doskonale bez religii.

Prawdą jest to stwierdzenie, ale używanie ich jako argumentu na rzecz "zła" religii jako takich jest, w mojej opinii, niejakim nadużyciem - to jest to, o czym mówiłem powyżej - tak naprawdę nie ma znaczenia, czy wyznajemy jakąś religię/ideologię, a jedynie w jaki sposób postępujemy.

Zgadzam się, że wiele "religii" to tylko zwykłe pranie mózgu, ale właśnie o to mi chodziło zakładaąc ten wątek - żeby uwidocznić, ze zaczątkiem destruktywnej ideologii niekoniecznie musi być cos związanego z religią w sensie deizm/teizm, nawet pojęcie ateizmu można wykorzystać do indoktrynacji oraz szerzenia nienawiści.
16-10-2012 17:32 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ale ego można kształtować/inspirować. Jeżeli zarazisz je wartościami wolnościowymi, egalitarnymi, liberalnymi, otwartymi to szybko poczujesz różnicę w stosunku do ego zarażonego jedynymi słusznymi zapatrywaniami, dogmatem, najprawdziwszą prawdą i receptą na zbawienie ludzkości.
16-10-2012 19:58 
 Ocena-1 na 3
gostyx (347 punktów)
>Ale ego można kształtować/inspirować. Jeżeli zarazisz je wartościami wolnościowymi, egalitarnymi, liberalnymi, otwartymi to szybko poczujesz różnicę w stosunku do ego zarażonego jedynymi słusznymi zapatrywaniami, dogmatem, najprawdziwszą prawdą i receptą na zbawienie ludzkości.

Zgadza się - poczuję bardzo prędko Problem chyba polega na tym, że wartości otwarte, wolnościowe i liberalne można prezentować w każdym systemie przekonań, jak również każdy system przekonań może stać się bazą do dogmatyzmu i przekonania o posiadaniu monopolu na prawdę
16-10-2012 20:17 
 Ocena 7 na 7
TyDraniu (6569 punktów)
>Problem chyba polega na tym, że wartości otwarte, wolnościowe i liberalne można prezentować w każdym systemie przekonań

Czy uważa Pan, że np. w katolickim systemie przekonań jest pole do otwartości i wolności np. w temacie niepokalanego poczęcia Marii, albo czy liberalnie podchodzi się do osób dotykających najpierw prawego ramienia, lub mających inne zdanie na temat drugiego przykazania?



17-10-2012 17:44 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>>Problem chyba polega na tym, że wartości otwarte, wolnościowe i liberalne można prezentować w każdym systemie przekonań
>Czy uważa Pan, że np. w katolickim systemie przekonań jest pole do otwartości i wolności np. w temacie niepokalanego poczęcia Marii, albo czy liberalnie podchodzi się do osób dotykających najpierw prawego ramienia, lub mających inne zdanie na temat drugiego przykazania?
>

>

Wie Pan, myślę, że tak naprawdę jest to osobistą sprawą każdego człowieka, w co mu się akurat zachce wierzyć i dopóki nie krzywdzi przez to drugiej osoby, ma do tego święte prawo. Nie jest wtedy istotne, w co ta osoba wierzy, dopóki udaje nam się pokojowo współistnieć, zwłaszcza, gdy jeszcze do tego dochodzą jakieś obopólne korzyści.

Czyli mówiąc prosto - nie powinienem wściubiać nosa, w co wierzy dajmy na to sąsiad-piekarz, u któego co dzień kupuję chleb, dopóki nie zacznie mnie na siłę przekonywać do swoich racji.

Jeśli zaś idzie o systemy przekonań, to sprawa jest dla mnie prosta - dyskusja z katolikiem, czy kimkolwiek innym na temat jego przekonań to stąpanie po cienkim lodzie. Gdy trafimy na osobę tolerancyjną - wysłucha nas, może zmieni zdanie, a może nie, czasem może jednak przybrać postawę wrogą.
Dlatego skłaniałbym się raczej ku powątpiewaniu w ogólną sensowność dyskusji na tematy podobne do tego, czy lepiej jest się żegnać najpierw dotykając prawego, czy lewego ramienia, albo czy Maryja faktycznie była dziewicą.

Spory tego typu mają sens o tyle, o ile akceptujemy pewne założenia leżące u podstaw danego przekonania - w tym np. wypadku dla sporu katolik vs. prawosławny spór taki może mieć dla nich jakąś sensowną wartość merytoryczną. Ale w momencie, gdy chce się do niego dołączyć ateista, buddysta, sikh, czy dżinista - spór robi się natychmiast pozbawiony sensu, gdyż oni po prostu nie akceptują pewnych przesłanek (sensowności czynienia znaku krzyża), które istotne są dla katolika i prawosławnego. Spór taki może się zakończyc w trojaki sposób:

1. ateista, buddysta, sikh i dżinista uznają, ze nie ma sensu gadać o pierdołach z katolikiem i prawosławnym, ci ostatni zaś uznają, że pierwsi nie dorośli/nie rozumieją znaczenia rozstrzygania ważnych (dla katolika i prawosławnego) spraw i rozejdą się w pokoju nic nie załatwiwszy;

2. jak wyżej, ale się na siebie obrażą (także "śmiertelnie"); <-- to stanowisko jest najbardziej eksploatowane i nadużywane przez wielu ateistów, którzy koniecznie chcą walczyć z religią

3. ktoś kogoś przekona do zmiany poglądów - raczej rzadkie, ale się zdarza.

Tym niemniej (i to właściwie odpowiedź na Pana pytanie) - tak, uważam, że w ramach sensownych sporów jak najbardziej jest miejsce na prowadzenie dyskusji na zaadzie - jeden stara się zrozumieć przesłanki kierujące drugim i albo je przyjmuje/koryguje albo nie i w spokoju kończą dyskusję, uznając prawo drugiego do własnych poglądów.
17-10-2012 23:04 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Problem chyba polega na tym, że wartości otwarte, wolnościowe i liberalne można prezentować w każdym systemie przekonań, jak również każdy system przekonań może stać się bazą do dogmatyzmu i przekonania o posiadaniu monopolu na prawdę

Ale inspiracje i proporcje z nich wypływające będą różne.Teista, ateista i filatelista, nie są JESZCZE w żaden sposób szkodliwi. Ten wierzy w Boga, tamten nie wierzy, a ten trzeci zbiera znaczki. JESZCZE. Ale każdy z nich może stworzyć sobie jakiś mniej lub bardziej złożony obraz rzeczywistości.

Wierzący w boga teista może zacząć uważać, że jego bóg jest samą Prawdą, samą miłością i samym dobrem, więc jeżeli ktoś nie uznaje tego Boga, musi żyć w kłamstwie, musi być zły i z miłością na bakier . A więc jest gorszy, no i niebezpieczny, bo może "zarażać". Biedny i jakiś taki upośledzony. No, z wyraźnym defektem jakiś taki. Dobrze by go było naprostować, albo przynajmniej zmarginalizować. Dla jego dobra zwłaszcza. Przynajmniej, żeby się nie wychylał ze swoim chorym patrzeniem i noszeniem, bo inaczej... trzeba będzie jakoś chronić swoich. To już jest coś jak religia. I wiara w jedynosłuszność. I wyznawca musi, a przynajmniej powinien, przestrzegać dogmatów swej wiary.

Niewierzący w boga może czcić kolektyw, rasę wybraną czy cokolwiek i działać podobnie. To jest parareligia i wiara w jedynosłuszność. I wyznawca musi, a przynajmniej powinien, przestrzegać dogmatów swej wiary. Ale to raczej oczywiste, że pośród ludzi niewierzących owych dogmatyków/jedynosłusznościowców" mniej, a ludzi otwartych na odmienność, wolność, inność i różnorodność więcej (choćby uważali, że wiara w Boga jest bzdurą). A może to nie oczywiste?

Filatelista mógłby być wyznawcą Najsłuszniejszego Poglądu, takiego choćby, że wszyscy powinni kochać znaczki, klasery i Polską Pocztę. Najwyższym kultem winno się obdarzać Treskilling Yellow - niech się święci jego imię. A Mesjaszem jest Mauritius. Dla gorliwości mężczyzn stworzono Inverted Jenny (mniam). Każdy kto nie podziela tego kultu jest co najmniej podejrzany i należy go naprostować. ITD. To też może być parareligia. I wiara w jedynosłuszność. Jak już zaznaczył Pan Andrzej - to ślepa wiara rodzi demony. Wiara wypływająca ze swojej jedynosłusznej religii czy parareligii.

A teraz się rozejrzyj po świecie i oszacuj na oko, w której grupie jest najmniej osób uważających, że wspólna przestrzeń powinna być światopoglądowo neutralna? Która grupa ma najmniej ochoty respektewania tego, że obywatel jest podmiotem mającym takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd?
17-10-2012 23:32 
 Ocena 1 na 3
zoro (-102 punktów)
(zablokowany)

>A teraz się rozejrzyj po świecie i oszacuj na oko, w której grupie jest najmniej osób uważających, że wspólna przestrzeń powinna być światopoglądowo neutralna? Która grupa ma najmniej ochoty respektowania tego, że obywatel jest podmiotem mającym takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd?
Nie wiem ale wiem która ma najwięcej tolerancji - Racjonaliści wzorowym przykładem są wybitne jednostki na tym forum - im jest wszystko jedno, obiektywnie i bez żadnego zakłamania oceniają świat, bez indoktrynacji, bez nacisku na jedyny i słuszny sposób postrzegania świata. Szukają prawdy popartej dowodami bez kolorowania i pustosłowia. Czy dostanę plusa od forumowicza z długim stażem np. Pana Andrzeja? Pewnie tak za swoją nieomylność i spostrzegawczość.
16-10-2012 18:07 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>>Różnice religijne podsycają konflikty. Usprawiedliwiają czyny z gruntu niemoralne jakimiś dziwnymi wyjaśnieniami.
>No właśnie chodziło mi o rzecz zupełnie odwrotną Według moich przemyśleń - konflikty powodują i przede wszystkim podsycają typowo ludzkie cechy i nie ma znaczenia, czy ktoś je sobie usprawiedliwia "różnicami religijnymi", czy czymkolwiek innym.
Paradoksalnie, w przypadku np. połączenia kultur nie różniących się religią, często dochodzi do ich integracji. Jeżeli występują różnice religijne, dochodzi do eskalacji przemocy i konfliktu. Omówił to np. Hitch w "Bóg nie jest wielki".
Ile w ostatnim 1000 lat było wojen państw o wspólnej religii? Jak krwawe były kolejne zmiany dominujących kultów w Europie?

>Innymi słowy - sądzę, że w znacznej większości przypadków to człowiek świadomie czy nie, dorabia sobie "racjonalizację" swoich nieetycznych zachowań w ramach ideologii, o prawdziwości której jest przekonany (czyt. "bo Bóg tak chce", albo "bo rasa germańska - w domyśle: jako ta lepsza - to naród panów", ewentualnie "bo ostatnie wydarzenia i łamanie praw człowieka w Syrii/Iraku/Palestynie/Iranie/Afganistanie prowadzą do tego, że musimy wmieszać się w ten konflikt (a przy okazji zdobyć ziemię, ropę czy ważne geopolitycznie tereny)" ) a nie wyznawana ideologia przyczynia się do powstania skłonności do nieetycznych postępków.
Nie sądzę, aby tak było.
Zdjęcie odpowiedzialności karnej i społecznej za postępowanie jest wystarczającym do eskalacji przemocy, czego dowiodły eksperymenty socjologiczne. Nie potrzeba dorabiać do tego ideologii.

>>Etyka, moralność funkcjonują doskonale bez religii.
>Prawdą jest to stwierdzenie, ale używanie ich jako argumentu na rzecz "zła" religii jako takich jest, w mojej opinii, niejakim nadużyciem - to jest to, o czym mówiłem powyżej - tak naprawdę nie ma znaczenia, czy wyznajemy jakąś religię/ideologię, a jedynie w jaki sposób postępujemy.
Nie jest to argument przeciwko religii, ale argument na rzecz bezużyteczności religii.

>Zgadzam się, że wiele "religii" to tylko zwykłe pranie mózgu, ale właśnie o to mi chodziło zakładaąc ten wątek - żeby uwidocznić, ze zaczątkiem destruktywnej ideologii niekoniecznie musi być cos związanego z religią w sensie deizm/teizm, nawet pojęcie ateizmu można wykorzystać do indoktrynacji oraz szerzenia nienawiści.
Jak?
16-10-2012 19:52 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Paradoksalnie, w przypadku np. połączenia kultur nie różniących się religią, często dochodzi do ich integracji. Jeżeli występują różnice religijne, dochodzi do eskalacji przemocy i konfliktu. Omówił to np. Hitch w "Bóg nie jest wielki".

Myślę, że to tylko dowód na to, iż ludzie jako tacy niechętnie przyjmują jakiekolwiek zmiany i gotowi sa bronić status quo, niezależnie od tego, po której stronie tak naprawdę jest racja. Nie czytałem książki Hitcha, więc nie mogę ocenić, ani tym bardziej polemizować, ale zastanawiam sie, na ile w tym wszystkim istotny jest fakt, iż ktoś ma "właśnie inna religię", a jak istotną rolę gra czynnik, nazwijmy go "ogólnej odmieności", nie oparty na różnicach dokrynalnych tej, czy innej wiary.

Mówiąc krótko z przymrużeniem oka - tak naprawdę ciekawi mnie, na ile tak naprawdę wkurzający jest dla nas (jako ludzi) fakt, że ktoś nie wyznaje akurat naszej religii, a na ile fakt, że ktoś po prostu jest inny niż my - ma inny światopogląd itp. oraz który z tych czynników jest dominujący.

Biolodzy i psycholodzy ewolucyjni z pewnością chcieliby od razu dodać, ze zgodnie z ich punktem widzenia z ewolucyjnego wytłumaczenia faktu "wkurzania innością" wynika fakt "wkurzania inną religią" i o żadnym rozróżnieniu tych dwóch przyczyn nie może być mowy, bo to dwa aspekty tego samego zjawiska. Chciałbym zatem spytać, jaki sens ma wobec tego mówienie o tym, jakoby różnice religijne szczególnie "podsycały konflikty", skoro znaczenie ma sam fakt bycia innym, nie zaś samo zjawisko religii?

>Ile w ostatnim 1000 lat było wojen państw o wspólnej religii? Jak krwawe były kolejne zmiany dominujących kultów w Europie?

Nie jestem historykiem, ale myslę, że sporo, wystarczy pomysleć o wojnach Polski z Zakonem Krzyżackim - to znakomity przykład, mówiąc brzydko, wycierania sobie gęby religią jako przykrywką i usprawiedliwieniem militarnej ekspansji, podbojów i grabieży. Tylko ponownie podkreślam, że w tamtym przypadku prawdziwą przczyczyną nie były różnice doktrynalne (czy jakkolwiek inaczej związane z religią), ale polityka oraz (upraszczając) zwykła chęć zdobycia władzy i majątku.

>>Innymi słowy - sądzę, że w znacznej większości przypadków to człowiek świadomie czy nie, dorabia sobie "racjonalizację" swoich nieetycznych zachowań w ramach ideologii, o prawdziwości której jest przekonany (czyt. "bo Bóg tak chce", albo "bo rasa germańska - w domyśle: jako ta lepsza - to naród panów", ewentualnie "bo ostatnie wydarzenia i łamanie praw człowieka w Syrii/Iraku/Palestynie/Iranie/Afganistanie prowadzą do tego, że musimy wmieszać się w ten konflikt (a przy okazji zdobyć ziemię, ropę czy ważne geopolitycznie tereny)" ) a nie wyznawana ideologia przyczynia się do powstania skłonności do nieetycznych postępków.
>Nie sądzę, aby tak było.
>Zdjęcie odpowiedzialności karnej i społecznej za postępowanie jest wystarczającym do eskalacji przemocy, czego dowiodły eksperymenty socjologiczne. Nie potrzeba dorabiać do tego ideologii.

To jest właśnie to, o czym mówię - ludzie dorabiają sobie "wymówki" w ramach ideologii, które już wyznają, aby zdjąć z jakiejś postawy społeczne odium, ewentualnie wybielić się w oczach społeczeństwa, czy własnych.
Nie tworzą z reguły nowych, chociaż bywa i tak.

>Nie jest to argument przeciwko religii, ale argument na rzecz bezużyteczności religii.

Jednak przez wielu bywa błędnie używany własnie w celu dyskredytowania religii - proszę poczytać wypowiedzi na forum Racjonalisty, czy innych portalach internetowych.

>>Zgadzam się, że wiele "religii" to tylko zwykłe pranie mózgu, ale właśnie o to mi chodziło zakładaąc ten wątek - żeby uwidocznić, ze zaczątkiem destruktywnej ideologii niekoniecznie musi być cos związanego z religią w sensie deizm/teizm, nawet pojęcie ateizmu można wykorzystać do indoktrynacji oraz szerzenia nienawiści.
>Jak?

Ot, choćby przez zwyczajne uczynienie rozróżnienia na "my-ateiści" kontra "oni-wierzący". Nie zwraca się uwagi na jednoczący fakt bycia człowiekiem, "bliźnim", jakby to powiedzieć w slangu biblijnym, ale nacisk kładziony jest na poczucie odrębnosci i rozdzielenia tych dwóch grup. Stąd już tylko niedaleka droga do poczucia wyższości jednej z tych grup (obojetnie której) święcie przekonanej o własnych racjach i sile argumentów, co skutkować może wyalienowaniem tej drugiej grupy przez pierwszą (zwłaszcza, jeśli jest liczebniejsza) oraz jej dyskryminacji, w skrajnych przypadkach prowadzącej nawet do prób ekstrerminacji.

Przykładami mogą również być - postrzeganie w kategoriach "biały/murzyn", "aryjczyk/żyd", "wierzący/ateista,innowierca" czy też "ateista/wierzący" - jak już mówiłem szczególnie ta ostatnia zależność, przykro stwierdzić, ma często miejsce także na tym portalu.
16-10-2012 21:40 
 Ocena 7 na 9
Ania. (14138 punktów)
>>Ile w ostatnim 1000 lat było wojen państw o wspólnej religii? Jak krwawe były kolejne zmiany dominujących kultów w Europie?
>Nie jestem historykiem, ale myslę, że sporo, wystarczy pomysleć o wojnach Polski z Zakonem Krzyżackim - to znakomity przykład, mówiąc brzydko, wycierania sobie gęby religią jako przykrywką i usprawiedliwieniem militarnej ekspansji, podbojów i grabieży. Tylko ponownie podkreślam, że w tamtym przypadku prawdziwą przczyczyną nie były różnice doktrynalne (czy jakkolwiek inaczej związane z religią), ale polityka oraz (upraszczając) zwykła chęć zdobycia władzy i majątku.
Nie aż tak wiele. Oczywiście były wyjątki.

>>Nie sądzę, aby tak było.
>>Zdjęcie odpowiedzialności karnej i społecznej za postępowanie jest wystarczającym do eskalacji przemocy, czego dowiodły eksperymenty socjologiczne. Nie potrzeba dorabiać do tego ideologii.
>To jest właśnie to, o czym mówię - ludzie dorabiają sobie "wymówki" w ramach ideologii, które już wyznają, aby zdjąć z jakiejś postawy społeczne odium, ewentualnie wybielić się w oczach społeczeństwa, czy własnych.
>Nie tworzą z reguły nowych, chociaż bywa i tak.
No i to rozmowa staje się zabawna.
Podaję Ci wyniki eksperymentów, w których nie potrzebowali żadnych wymówek. Doskonale sobie radzili bez nich.
Jeżeli bardzo chcemy, to wymordowanie wsi można spokojnie uzasadnić np. "truciem studni", nie ma potrzeby wymyślać religii do tego.
A Ty odpowiadasz, że to jest to, o czym Ty mówisz - nie jest. Jest dokładnie przeciwne. Ludzie jeśli chcą być źli, dręczyć innych, nie potrzebują wymówek. Wystarczy system, który ich nie karze za to.
Religia jest czymś więcej - nie jest wymówką, ale aktywnie pobudza do agresji.
Wierzysz, że każdy z tych, co palili czarownice był psychopatą? Nie, duża część społeczeństwa naprawdę wierzyła, że to czarownice, że należy je wymordować, w trosce o duszę. Takie przekłamanie rzeczywistości to efekt religii.
Wierzysz w to, że rywalizacja ekonomiczna skłoniłaby kogoś do wysadzenia się w powietrze? Nie bardzo w to wierzę, do tego potrzeba religii.

To niezwykle silne narzędzie prania umysłów - dlatego zależy im na praniu umysłów od najmłodszych lat.

>>Nie jest to argument przeciwko religii, ale argument na rzecz bezużyteczności religii.
>Jednak przez wielu bywa błędnie używany własnie w celu dyskredytowania religii - proszę poczytać wypowiedzi na forum Racjonalisty, czy innych portalach internetowych.
Nie wiem czy błędnie. Dla mnie wykazanie braku pożytku z religii jest zasadnie dyskredytujące. Skoro nie jest potrzebna, a tylko przeszkadza, to po co ją hołubić?

>>>Zgadzam się, że wiele "religii" to tylko zwykłe pranie mózgu, ale właśnie o to mi chodziło zakładaąc ten wątek - żeby uwidocznić, ze zaczątkiem destruktywnej ideologii niekoniecznie musi być cos związanego z religią w sensie deizm/teizm, nawet pojęcie ateizmu można wykorzystać do indoktrynacji oraz szerzenia nienawiści.
>>Jak?
>Ot, choćby przez zwyczajne uczynienie rozróżnienia na "my-ateiści" kontra "oni-wierzący". Nie zwraca się uwagi na jednoczący fakt bycia człowiekiem, "bliźnim", jakby to powiedzieć w slangu biblijnym, ale nacisk kładziony jest na poczucie odrębnosci i rozdzielenia tych dwóch grup. Stąd już tylko niedaleka droga do poczucia wyższości jednej z tych grup (obojetnie której) święcie przekonanej o własnych racjach i sile argumentów, co skutkować może wyalienowaniem tej drugiej grupy przez pierwszą (zwłaszcza, jeśli jest liczebniejsza) oraz jej dyskryminacji, w skrajnych przypadkach prowadzącej nawet do prób ekstrerminacji.
>Przykładami mogą również być - postrzeganie w kategoriach "biały/murzyn", "aryjczyk/żyd", "wierzący/ateista,innowierca" czy też "ateista/wierzący" - jak już mówiłem szczególnie ta ostatnia zależność, przykro stwierdzić, ma często miejsce także na tym portalu.
Wiesz... takie myślenie jest typowe raczej dla wierzących, niż niewierzących. Dlaczego? Dlatego, że wprowadzenie segregacji na "światłych" i "niewiernych" jest podstawowym elementem każdej religii. W gronie niewierzących świadomych swojego światopoglądu raczej nie spotykam się z tego typu nietolerancją. Ale to Twoje subiektywne odczucie.
16-10-2012 23:30 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Jest dokładnie przeciwne. Ludzie jeśli chcą być źli, dręczyć innych, nie potrzebują wymówek. Wystarczy system, który ich nie karze za to.

Być może się po prostu nie zrozumieliśmy. Zgadzam się z tym, ale podtrzymuję również, że w systemie, który będzie penalizował (karnie, czy społecznie) pewne zachowania, to chcący je popełnić będzie szukał usprawiedliwienia wewnątrz ideologii przyświecającej danemu środowisku.

>Religia jest czymś więcej - nie jest wymówką, ale aktywnie pobudza do agresji.

Jak dla mnie jest to nadal w większości ogromne uproszczenie i definiowanie religii przez to, co najgorsze w tym zjawisku, by móc się potem łatwo z takim płytkim obrazem "rozprawić".
Sądzę ponadto, iż "jawnie pobudzać do agresji" da się tylko tych, u których istnieje łatwowierność, podatność na autorytety, ewentualnie wymieszana z ksenofobią oraz innymi "-fobiami", można jeszcze dorzucić efekt tłumu, jeśli ktoś chce.
Ponadto, aby pobudzać do nienawiści trzeba mieć w tym cel - nikt nie pobudza do nienawiści dla samego pobudzania, a mam niejakie wrażenie, że własnie w taki sposób postrzegasz religię.

>Wierzysz, że każdy z tych, co palili czarownice był psychopatą? Nie, duża część społeczeństwa naprawdę wierzyła, że to czarownice, że należy je wymordować, w trosce o duszę. Takie przekłamanie rzeczywistości to efekt religii.

Z drugiej strony patrząc myślę, ze w większości przypadków na przestrzeni wieków, spokojnie sobie żyjące obok siebie rodziny, czy poszczególne jednostki nagle, pod wpływem jakiegoś "nawiedzonego", rzucały się na Bogu ducha winną, przypadkową ofiarę, często swojego współziomka - może babkę-zielarkę, co mieszkała trochę na uboczu, może jakiegoś zamkniętego w sobie mruka, który nie miał dobrych kontaktów z ludźmi, bo był np. nieśmiały, czy ewentualnie kogoś bogatego, komu zazdroszczono. Taka osoba (nagle lub pod wpływem powolnej agitacji) stawała się publicznym "wrogiem nr 1", dziś powiedzielibyśmy "terrorystą", tłum nagle wołał krwi, tłum żądał aby takiego "wroga" wyciąć ze "zdrowej tkanki społeczeństwa". Nieważne, czy wczoraj razem biesiadowali w karczmie, nieważne było, że to czyjś krewny - istotne było to, aby takiego "potwora" i "odmieńca" natychmiast unieszkodliwić.

Moje pytanie brzmi - co tutaj było prawdziwą przyczyną takiego postępowania? Moim zdaniem wykorzystanie ludzkiego strachu, naiwności, impulsywności i krótkowzroczności. A to oznacza że istniały jakieś przyczyny tego wykorzystania. Być może były to jakies psychopatie bądź fobie wspomnianego "nawiedzonego", może jego zimne wyrachownanie obliczone na zysk.
Zgadzam się, że wszystkie takie wydarzenia mogą być "racjonalizowane" z wykorzystaniem religii wyznawanej przez daną społeczność. (Np. antysemityzm może być "usprawiedliwiany" rozumowaniem typu - "No przecież Żydzi zabili Chrystusa!") Ale jeśli ktoś mi powie, że to religia jako taka pobudza do agresji, nie mogę się zgodzić, bo gdyby było tak faktycznie, to do tej pory prawdopodonie nikt by sie nie ostał przy życiu, biorąc pod uwagę ilość wyznań na Ziemi oraz niemożliwa byłaby jakakolwiek pokojowa koegzystencja, czy nawet handel między różnymi wyznaniami, a wystarczy pojechać do większego miasta, czy wielokulturowego kraju, aby sie przekonać, że jest w wielu przypadkach inaczej inaczej.

>Wierzysz w to, że rywalizacja ekonomiczna skłoniłaby kogoś do wysadzenia się w powietrze? Nie bardzo w to wierzę, do tego potrzeba religii.

Wierzę, że rywalizacja ekonomiczna popycha ludzi do morderstw popełnianych z zimnym okrucieństwem i w tzw. białych rękawiczkach, tym straszniejszym, że popełnianym także na innych, a jego motywem jest ordynarna chęć zysku. Dlatego sądzę, że jest to w pewien sposób "jeszcze bardziej niemoralne" (choć równie obrzydliwe) od morderstw popełnianych pod przykrywką religii.
17-10-2012 17:33 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>>Wierzysz w to, że rywalizacja ekonomiczna skłoniłaby kogoś do wysadzenia się w powietrze? Nie bardzo w to wierzę, do tego potrzeba religii.
>Wierzę, że rywalizacja ekonomiczna popycha ludzi do morderstw popełnianych z zimnym okrucieństwem i w tzw. białych rękawiczkach, tym straszniejszym, że popełnianym także na innych, a jego motywem jest ordynarna chęć zysku. Dlatego sądzę, że jest to w pewien sposób "jeszcze bardziej niemoralne" (choć równie obrzydliwe) od morderstw popełnianych pod przykrywką religii.
Wysadzenia SIĘ.
Czyli siebie samego. Lub skazania na śmierć własnego dziecka. Za to, że zostało zgwałcone, lub uciekło od bijącego męża.
17-10-2012 13:38 
 Ocena 4 na 4
warchołł (718 punktów)
>Nie jestem historykiem, ale myslę, że sporo, wystarczy pomysleć o wojnach Polski z Zakonem Krzyżackim - to znakomity przykład, mówiąc brzydko, wycierania sobie gęby religią jako przykrywką i usprawiedliwieniem militarnej ekspansji, podbojów i grabieży. Tylko ponownie podkreślam, że w tamtym przypadku prawdziwą przczyczyną nie były różnice doktrynalne (czy jakkolwiek inaczej związane z religią), ale polityka oraz (upraszczając) zwykła chęć zdobycia władzy i majątku.

To nie jest najlepszy przykład. Wojny te toczyły się w czasie, gdy idea krucjat już znacznie się zdewaluowała. Nie można zaprzeczyć, że głównym motorem działania Szpitalników Domu Teutońskiego była zwykła chciwość, choć ideologia też odgrywała sporą rolę.
Zauważ jednak, że Krzyżacy nie dokonywali - z chciwości właśnie - rzezi na skalę np I Krucjaty. Wtedy w samej Jerozolimie Rycerze Chrystusowi wymordowali 70tys mieszkańców. Przyszłych poddanych - dostarczycieli danin i podatków.
16-10-2012 17:10
 Ocena 10 na 10
Marek Matejewski (3695 punktów)
>(...)"To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".
>Zabijano miliony, to prawda. Ja jednak zastanawiam się, czy aby rzeczywiście u samych podstaw tej postawy leży na pewno religia? Czy nie bardziej polityka, która potrzebuje znaleźć przykrywkę i usprawiedliwienie dla pewnych działań?

Religia => polityka... w sumie tyle w temacie. Jak się Pan dobrze przyjrzy, a nasze polskie podwórko nadaje się do tego doskonale - nikt tak nie wywiera ideologicznego wpływu na polityków jak faceci w czerni.

Patrząc w przeszłość, tą starożytną i średniowieczną zamiast znaku " => " należałoby postawić znak " = ".

>Czy nie lepiej pasuje do tego portretu prymitywna chęć dokuczenia oraz zniszczenia kogoś, kto jest od nas różny, a która znalazła pożywkę w postaci fundamentalistycznego i nieracjonalnego umysłu, który w ten sposób "racjonalizuje" oraz legitymizuje swoje osądy sam przed sobą?

Coś zaczyna Pan fantazjować. Proszę popatrzeć na to z perspektywy ewolucyjnej i wszystko się Panu ułoży. Trochę psychologii ewolucyjnej i jakieś wiadomości z zakresu memetyki i religia zostaje odczarowana jak to określił Daniel Dennett.

>Podsumowując - wielkim banałem, ale również i wielką prawdą jest stwierdzenie, że źli ludzie i bez religii będą czynili zło.

Pan widzi to w ten sposób. Mi zdecydowanie bliższa jest wersja pewnego noblisty:
"Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii." - Steven Weinberg

>Dlatego myślę, że takie stawianie sprawy, jak Dawkins (wybrałem go jako chyba najbardziej rozpoznawalnego przedstawiciela tego sposobu myślenia) jest wyrazem jedynie płytkości i miałkości myślenia, nacechowanego w dodatku ideologicznie.

Bez urazy, ale myślę, że pewna część osób na nazwisko Dawkins reaguje do tego stopnia obsesyjnie, że to się kwalifikuje to leczenia. Co jak co, ale Dawkins to jeszcze anty-teistyczna wersja soft.
Jeśli mnie pamięć nie myli, to poza "Bogiem urojonym" i jakimś tam filmem "Korzenie wszelkiego zła" czy jakoś tak to było... to Dawkins przede wszystkim napisał kilkanaście naprawdę świetnych książek o tematyce ewolucyjnej. Jest przede wszystkim wybitnym zoologiem i ewolucjonistą.
16-10-2012 17:23 
 Ocena 9 na 9
doppelganger (3218 punktów)
>Jeśli mnie pamięć nie myli, to poza "Bogiem urojonym" i jakimś tam filmem "Korzenie wszelkiego zła" czy jakoś tak to było... to Dawkins przede wszystkim napisał kilkanaście naprawdę świetnych książek o tematyce ewolucyjnej. Jest przede wszystkim wybitnym zoologiem i ewolucjonistą.

Ataki na Dawkinsa czy Hitchensa są całkiem niezłym argumentem na to, że ich dekonstrukcja wiary/religii trafia w sedno. I to tak naprawdę niektórych boli.
gostyx (347 punktów)
>Religia => polityka... w sumie tyle w temacie. Jak się Pan dobrze przyjrzy, a nasze polskie podwórko nadaje się do tego doskonale - nikt tak nie wywiera ideologicznego wpływu na polityków jak faceci w czerni.

Tu bym się nie zgodził do końca. Trudno przeczyć, że, jak Pan ujął, na naszym polskim podwórku zdecydowanie za dużo do powiedzenia mają purpuraci wszelkiej maści i rodzaju, ale jak się dobrze zastanowić, to nie jest religia - to po prostu nadal polityka. A KK postrzegam mówiąc szczerze nie jako "wspólnotę dusz", za którą chciałby uchodzić, a za aż nazbyt sprawnie działającą machinę polityczną, którą jest od wczesnego średniowiecza.
Tylko, przynajmniej jak dla mnie, religia jako taka to właśnie "wspólnota dusz" - czymkolwiek by tam one nie były. Ale wciąganie ludzi do machiny politycznej za pomoca bajeczek oddziałujących na umysły to moim zdaniem nie domena spod znaku "religia => polityka" ale raczej "polityka <=> religia zinstytucjonalizowana" - obie czerpią z siebie pełnymi garściami oraz stanową swoje wzajemne usprawiedliwienia, przy czym matką i inicjatorką tego kazirodczego "małżeństwa z rozsądku" wydaje mi się właśnie polityka.

>Patrząc w przeszłość, tą starożytną i średniowieczną zamiast znaku " => " należałoby postawić znak " = ".

Jak już pisałem, według mnie raczej " <=> "

>Pan widzi to w ten sposób. Mi zdecydowanie bliższa jest wersja pewnego noblisty:
> "Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii." - Steven Weinberg

Jeśli postawi się dookreślenie "religii zinstytucjonalizowanej" to owszem - przyklasnę z pełnym entuzjazmem. Jesli zaś chodzi o wysnuwanie wniosków co do religii jako takiej, pojmowanej jako zestaw przekonań odnośnie szeroko pojętej "sfery transcendencji" to bym się jednak wstrzymał.

>Co jak co, ale Dawkins to jeszcze anty-teistyczna wersja soft.

Czy można prosić wobec tego o przykłady wersji hardcore?

>Dawkins przede wszystkim napisał kilkanaście naprawdę świetnych książek o tematyce ewolucyjnej. Jest przede wszystkim wybitnym zoologiem i ewolucjonistą.

Całkiem możliwe - przyznam, że naukowy dorobek Dawkinsa jest dla mnie niewiadomą. Nigdy się w to nie zagłębiałem. Na pewno ma wielki talent gawędziarski - czasami jednak moim zdaniem gorzej z merytorycznością argumentów, jeśli idzie o sprawy teistyczne, ale to już nie jest temat tego wątku
16-10-2012 22:03 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)
>>Co jak co, ale Dawkins to jeszcze anty-teistyczna wersja soft.
>Czy można prosić wobec tego o przykłady wersji hardcore?
>>Dawkins przede wszystkim napisał kilkanaście naprawdę świetnych książek o tematyce ewolucyjnej. Jest przede wszystkim wybitnym zoologiem i ewolucjonistą.
>Całkiem możliwe - przyznam, że naukowy dorobek Dawkinsa jest dla mnie niewiadomą. Nigdy się w to nie zagłębiałem. Na pewno ma wielki talent gawędziarski - czasami jednak moim zdaniem gorzej z merytorycznością argumentów, jeśli idzie o sprawy teistyczne, ale to już nie jest temat tego wątku
Znacznie bardziej wyrazisty jest... był Hitch. Nie wspominając o zjadliwym dowcipie Georga Carlina.

A szczególnie uwielbiam teksty o niemerytoryczności argumentów Dawkinsa w ustach osób o znikomej znajomości nawet jego prac. Przede wszystkim - nie ma i nie powinno być spraw teistycznych. Rysiu omawia problemy metodyki oceny danych, tworzenia światopoglądu. Zagadnienia teologiczne zupełnie nie są do tego potrzebne - nie musisz analizować szczegółów dogmatu o niepokalanym poczęciu, aby wiedzieć, że cała zabawa nie ma sensu.
gostyx (347 punktów)
>A szczególnie uwielbiam teksty o niemerytoryczności argumentów Dawkinsa w ustach osób o znikomej znajomości nawet jego prac.

No cóż, ja zaś uwielbiam, gdy interlokutor wydaje o mnie sądy na podstawie z góry przyjętych, niedokładnie nawet przemyślanych, teorii..

Napisałem, że naukowy dorobek Dawkinsa jest dla mnie niewiadomą. Dlatego nie wypowiadam się na ten temat. Być może jest wielkim zoologiem, być może jest europejskim średniakiem, być może jest w ogonie - nie mnie to oceniać.

Mogę za to oceniać jego dorobek nazwijmy to "światopoglądowy" - bo każdemu wolno; jakieś przemyślenia oraz opinie, w skrócie - światopogląd, w końcu posiada każdy. Z logiką u mnie nie jest jeszcze, mam wrażenie, na bakier i naprawdę z uwagą przeczytałem np. "Boga urojonego".
Przyznam się, że zdumiała mnie płytkość i kruchość znakomitej większości argumentów, ilość i rozmiar wstawek, które możnaby określić jedynie jako "nie na temat", wszechobecne wyzłośliwianie się, ilość jawnych wręcz prób manipulacji czytelnikiem oraz doktrynerstwo obecne w tym dziele. Po książce opisywanej jako bestseller znakomitego pisarza oczekiwałem czegoś znacznie, znacznie więcej.
Będę szczery - rozczarował mnie może nawet nie tyle fakt pojawienia się takiej pozycji na rynku - bo w końcu każdemu wolno przedstawiać swoje poglądy - co raczej płomienny zachwyt wielu osób, jaką to znakomitą ksiązkę mieli okazję przeczytać. Nie sądzę, aby wróżyło dobrze ateizmowi, gdyby jego najbardziej znanymi przedstawicielami mieli być ludzie, którzy piszą tak bałamutne książki, a jeszcze mniej, gdyby okazało się, że zwolennicy takiego poglądu rekrutują się spośród osób, które nie widzą oczywistych przekłamań i nadużyć obecnych w dziełach swoich "liderów".
Myślę, że osoba zainteresowana nie tyle potwierdzeniem własnej wizji świata, co racjonalnością argumentów, za pomoca których druga strona chce nas przekonać do swojej wizji, dostrzeże to samo w argumentacji Dawkinsa, co ja oraz wielu innych.

To tyle odnośnie merytoryczności Dawkinsa w kwestiach teistycznych.

>Przede wszystkim - nie ma i nie powinno być spraw teistycznych. Rysiu omawia problemy metodyki oceny danych, tworzenia światopoglądu. Zagadnienia teologiczne zupełnie nie są do tego potrzebne - nie musisz analizować szczegółów dogmatu o niepokalanym poczęciu, aby wiedzieć, że cała zabawa nie ma sensu.

Przyznam, że nie rozumiem - dlaczego "nie ma i nie powinno być spraw teistycznych"?
17-10-2012 00:19 
 Ocena 14 na 14
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mogę za to oceniać jego dorobek nazwijmy to "światopoglądowy" - bo każdemu wolno; jakieś przemyślenia oraz opinie, w skrócie - światopogląd, w końcu posiada każdy. Z logiką u mnie nie jest jeszcze, mam wrażenie, na bakier i naprawdę z uwagą przeczytałem np. "Boga urojonego".
Oczywiście każdy powinien samodzielnie wydawać sądy, ale aby wydawać sądy publicznie, to trzeba je jakoś tam uargumentować. Tu już wielu straszliwych krytyków "Boga urojonego" się pojawiło, tylko jak przychodziło do konkretów, to niczego sensownego wybełkotać nie umieli.

>Przyznam się, że zdumiała mnie płytkość i kruchość znakomitej większości argumentów,
Pitu pitu i pieprzenie o Szopenie. Mnie zdumiewa ogromna nienawiść katolików do tej książki, przy braku podstawowej umiejętności sformułowania merytorycznych zarzutów. Rzeczywiście zdumiewa mnie takie podejście świadczące o ich zdecydowanej słabości intelektualnej.

>ilość i rozmiar wstawek, które możnaby określić jedynie jako "nie na temat",
Konkrety, Szanowny Panie, konkrety.

>wszechobecne wyzłośliwianie się, ilość jawnych wręcz prób manipulacji czytelnikiem oraz doktrynerstwo obecne w tym dziele.
Wielce Szanowny Panie, ten który nie wchodzi w "nosek" Kościołowi, wcale nie musi być nieobiektywnym, Dawkins przeprowadził w "Bogu" obiektywną krytykę chrześcijaństwa, napisał to jako człowiek opisujący je z zewnątrz, choć z bardzo dużym znawstwem zawartości. Tak od strony ideowej, jak organizacyjnej.

To popularna książka, skierowana do szerokiego odbiorcy. Napisana klarownie, jasnym językiem. To ciekawa i ważna pozycja dla tych, którzy samodzielnie chcą budować swój światopogląd i te zupełnie oczywiste jej walory powodują ogromną nienawiść wszystkich kościelnych klerykałów.

>Po książce opisywanej jako bestseller znakomitego pisarza oczekiwałem czegoś znacznie, znacznie więcej.
Tak, ciągle przeżywamy rozczarowania, ja np kiedyś sądziłem, że wszyscy - niezależnie od poglądów - uczestnicy naszego forum będą znali znaczenie słów, których używają. Pan nawet nie zna znaczenia tak popularnego słowa jak bestseller i o czym tu gadać z Panem.

>Będę szczery - rozczarował mnie może nawet nie tyle fakt pojawienia się takiej pozycji na rynku - bo w końcu każdemu wolno przedstawiać swoje poglądy - co raczej płomienny zachwyt wielu osób, jaką to znakomitą książkę mieli okazję przeczytać.
Szanowny Panie, "płomienne zachwyty" to budzi u mnie piękno kobiet i przyrody. Inne sprawy i rzeczy oceniam krytycznie. Tak uważam, że jest to dobra książka, warta polecania młodzieży i jak na razie, tej mojej dobrej oceny, nie udało się żadnemu z "płomiennych" jej krytyków podważyć.

>Nie sądzę, aby wróżyło dobrze ateizmowi, gdyby jego najbardziej znanymi przedstawicielami mieli być ludzie, którzy piszą tak bałamutne książki, a jeszcze mniej, gdyby okazało się, że zwolennicy takiego poglądu rekrutują się spośród osób, które nie widzą oczywistych przekłamań i nadużyć obecnych w dziełach swoich "liderów".
Martw się Pan o Kościół i fideistów, czyli swoje towarzystwo. Ateiści sami sobie dadzą radę - przynajmniej w warstwie intelektualnej.

>Myślę, że osoba zainteresowana nie tyle potwierdzeniem własnej wizji świata, co racjonalnością argumentów, za pomocą których druga strona chce nas przekonać do swojej wizji, dostrzeże to samo w argumentacji Dawkinsa, co ja oraz wielu innych.
Szanowny Panie racjonaliści są realistami i dobrze wiedzą, że fideisty: "Nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" Dlatego też uważamy, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
Dawkins napisał tą książkę "dla poszukujących" i wypowiedzi racjonalistów tylko do takich ludzi są skierowane. Fideiści służą nam jako źródło inspiracji tematami.

>To tyle odnośnie merytoryczności Dawkinsa w kwestiach teistycznych.
Czyli całkowita pustka merytoryczna, obrzucił Pan tylko człowieka niczym nie uzasadnionymi epitetami. Taka to już chrześcijańska moralność. Przecież to obrzydliwość.

>>>>Przede wszystkim - nie ma i nie powinno być spraw teistycznych. Rysiu omawia problemy metodyki oceny danych, tworzenia światopoglądu. Zagadnienia teologiczne zupełnie nie są do tego potrzebne - nie musisz analizować szczegółów dogmatu o niepokalanym poczęciu, aby wiedzieć, że cała zabawa nie ma sensu.
>Przyznam, że nie rozumiem - dlaczego "nie ma i nie powinno być spraw teistycznych"?
A co Pan rozumie? Że Dawkins jest be, a Pan jest cacy!?

@@@
.
17-10-2012 14:47 
 0 na 2
gostyx (347 punktów)
Wielce Szanowny Panie Bogusławski...
Jestem człowiekiem dość spokojnym i zwykle zostawiam bez odpowiedzi podobne "zarzuty", bo przecież trudno nazwać niektóre Pańskie wypowiedzi "argumentami", ale diabeł mnie podkusił i zdecydowałem się odpowiedzieć...

>Oczywiście każdy powinien samodzielnie wydawać sądy, ale aby wydawać sądy publicznie, to trzeba je jakoś tam uargumentować. Tu już wielu straszliwych krytyków "Boga urojonego" się pojawiło, tylko jak przychodziło do konkretów, to niczego sensownego wybełkotać nie umieli.

Wie Pan... Nie zamierzam być straszliwym jak Pan to ujął, krytykiem. Wystarcza mi, że umiem "wybełkotać sensownie" swoje przemyślenia na ten temat. Gdyby to był główny temat mojej wypowiedzi, to argumenty wyraziłbym chętnie. Nie spodziewałem się nawet, że wyrażenie niezbyt pochlebnego wniosku o Dawkinsie uzyska aż taki oddzwięk jego zagorzałych fanów.
Myślę zresztą, że "fan" to bardzo dobre słowo na taką postawę - zawiera wszystko to, o co mi chodzi - zarówno pobłażliwe podejście do wpadek oraz przekrętów "idola", jak również często ślepą i niepochamowaną (tak, to nie błąd ortograficzny) chęć obrony obiektu swojej adoracji w wypadku głosów krytyki. Tylko gdzie w tej postawie racjonalizm?

>Mnie zdumiewa ogromna nienawiść katolików do tej książki, przy braku podstawowej umiejętności sformułowania merytorycznych zarzutów. Rzeczywiście zdumiewa mnie takie podejście świadczące o ich zdecydowanej słabości intelektualnej.

Gdybym był czepialski, to odebrałbym tę wypowiedź jako aluzję odnośnie mojej osoby w Pańskich oczach. Tylko nie mogę nadziwić się, jak Pan poznał, że jestem katolikiem?

>>ilość i rozmiar wstawek, które możnaby określić jedynie jako "nie na temat",
>Konkrety, Szanowny Panie, konkrety.

Konkrety, powiada Pan? Abstrahując od tego, że (jak już wspomniałem) mój watek nie nosi tytułu "Przedstawienie rozważań nt. książki "Bóg urojony", zaś zmienianie tematu na tak rozległy odbiło by się na dyskusji na tematy mnie interesujące, to może i faktycznie powinienem uargumentować swoje stanowisko,nie ograniczając się do podania suchych wniosków końcowych, ale obawiam się jednakże, iż wyjdzie z tego dłuuuuugaśny post i szczerze mówiąc nie wiem, ilu forumowiczów zechce to czytać. Moim zdaniem mogłoby to być po prostu za długie i znaczna większość ludzi odpadłaby z czytania.
Jeśli jednak wyrazi Pan chęć przeczytania go, niezależnie od jego długości - specjalnie dla Pana mogę pokusić się nawet o stworzenie nowego wątku na forum, żeby pomieścić moje przemyślenia i argumenty.

>Wielce Szanowny Panie, ten który nie wchodzi w "nosek" Kościołowi, wcale nie musi być nieobiektywnym, Dawkins przeprowadził w "Bogu" obiektywną krytykę chrześcijaństwa, napisał to jako człowiek opisujący je z zewnątrz, choć z bardzo dużym znawstwem zawartości. Tak od strony ideowej, jak organizacyjnej.

Jeszcze Szanowniejszy Panie, akurat sama krytyka chrześcijaństwa, biorąc pod uwagę na tytuł książki, jest w niej niestety "nie na temat". Sądziłem po tytule, że książka ma za zadanie dostarczyć argumentów na nieistnienie Boga, nie zaś krytykę jakiejś (jednej z wielu) religii. To, że chrześcijański obraz Boga jest wykrzywiony i opaczny, nie implikuje logicznie nieistnienia Boga.

>ja np kiedyś sądziłem, że wszyscy - niezależnie od poglądów - uczestnicy naszego forum będą znali znaczenie słów, których używają. Pan nawet nie zna znaczenia tak popularnego słowa jak bestseller i o czym tu gadać z Panem.

A, fe! Jaka brzydka złośliwość... Gdyby był Pan nieco młodszy ( ) chętnie wytłumaczyłbym Panu, że tak naprawdę racjonalna dyskusja nie polega na rzucaniu błotem na prawo i lewo, bo sami się przy tym brudzimy. Ale mając szacunek dla Pańskiego sędziwego wieku, nawet nie ośmielam się sugerować, że należałby się Panu chociaż klapsik po łapkach, świerzbiacych aż do wypisywania takich głupotek.

>Szanowny Panie, "płomienne zachwyty" to budzi u mnie piękno kobiet i przyrody. Inne sprawy i rzeczy oceniam krytycznie. Tak uważam, że jest to dobra książka, warta polecania młodzieży i jak na razie, tej mojej dobrej oceny, nie udało się żadnemu z "płomiennych" jej krytyków podważyć.

Mam zatem nadzieję, że jeśli wyrazi Pan chęć przeczytania mojego wątku odnośnie tej książki, to będę pierwszym, który spowoduje jakąś wyrwę w skamieniałym murze Pańskiego przekonania o merytorycznej wartości tej książki .

>Martw się Pan o Kościół i fideistów, czyli swoje towarzystwo.

Niezrównany detektywie, Sherlock Holmes to zaprawdę pikuś przy Twej głębi wnioskowania!

>>To tyle odnośnie merytoryczności Dawkinsa w kwestiach teistycznych.
>Czyli całkowita pustka merytoryczna, obrzucił Pan tylko człowieka niczym nie uzasadnionymi epitetami. Taka to już chrześcijańska moralność. Przecież to obrzydliwość.

Nadal nie moge wyjść z podziwu, dla Pańskiej przenikliwości w odgadywaniu moich poglądów na świat. Proszę przyjąć najszczersze gratulacje.

>>Przyznam, że nie rozumiem - dlaczego "nie ma i nie powinno być spraw teistycznych"?
>A co Pan rozumie? Że Dawkins jest be, a Pan jest cacy!?

Wydaje mi się, iż rozumiem na przykład, że argumenty w dyskusji powinny opierać sie na merytoryce, a nie prymitywnych zaczepkach. Powtarzam - patrząc na Pański profil można odnieść wrażenie, że jest Pan w pełni dojrzałym człowiekiem ( ) i raczej poniżej Pana godności powinno być obrzucanie na "dzień dobry" i "do widzenia" podobną dziecinadą ludzi, z którymi Pan się nie zgadza.
17-10-2012 16:12 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
>> Konkrety, Szanowny Panie, konkrety.
> ... może i faktycznie powinienem uargumentować swoje stanowisko, nie ograniczając się do podania suchych wniosków końcowych, ale obawiam się jednakże, iż wyjdzie z tego dłuuuuugaśny post ...

Ależ proszę się oszczędzać, proszę wybrać jedną, konkretną kwestię, w której Dawkins miałby się mylić i jasno a treściwie uzasadnić swoje stanowisko.
17-10-2012 17:32 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jestem człowiekiem dość spokojnym
Gratuluję, mnie się to nie udaje - jak czytam, słyszę głupotę u ludzi sugerujących swoją inteligencję i wiedzę, to we mnie się gotuje i muszę się uspokajać.
Ale powróćmy do meritum, gdyż to najciekawsze.

>i zwykle zostawiam bez odpowiedzi podobne "zarzuty", bo przecież trudno nazwać niektóre Pańskie wypowiedzi "argumentami",
Znowu epitety zamiast faktów. Które moje wypowiedzi Pan podważa? Konkretnie proszę.

>ale diabeł mnie podkusił i zdecydowałem się odpowiedzieć...
Bój się Boga i diabła Pan posłuchał.

>>>>Oczywiście każdy powinien samodzielnie wydawać sądy, ale aby wydawać sądy publicznie, to trzeba je jakoś tam uargumentować. Tu już wielu straszliwych krytyków "Boga urojonego" się pojawiło, tylko jak przychodziło do konkretów, to niczego sensownego wybełkotać nie umieli.
>Wie Pan... Nie zamierzam być straszliwym jak Pan to ujął, krytykiem.
To nie ważne, czym Pan zamierzał i zamierza być. Pojechał Pan epitetami pod jego adresem z grubej rury.

>Wystarcza mi, że umiem "wybełkotać sensownie" swoje przemyślenia na ten temat.
No to niech Pan sensownie bełkocze, chętnie poczytam i wezmę poważnie to pod uwagę.

>Gdyby to był główny temat mojej wypowiedzi, to argumenty wyraziłbym chętnie.
Wyrażał się Pan niepochlebnie na jego temat i temat jego książki tu kilkakrotnie i na tyle obelżywie, aby można było uznać, że on Pana wyraźnie boli.

>Nie spodziewałem się nawet, że wyrażenie niezbyt pochlebnego wniosku o Dawkinsie uzyska aż taki oddzwięk jego zagorzałych fanów.
Nie należę do żadnych fanów Dawkinsa ani nie uznaję go za żadnego "guru". O wiele bardziej cenię jego książki biologiczne od Boga, który jest książką popularną. Natomiast nie zgadzam się na bezpodstawne zarzuty pod jej adresem. (Trochę podstawnych to sam w tej książce znajduję)

>Myślę zresztą, że "fan" to bardzo dobre słowo na taką postawę - zawiera wszystko to, o co mi chodzi - zarówno pobłażliwe podejście do wpadek oraz przekrętów "idola", jak również często ślepą i niepochamowaną (tak, to nie błąd ortograficzny) chęć obrony obiektu swojej adoracji w wypadku głosów krytyki. Tylko gdzie w tej postawie racjonalizm?
I znowu po chamsku obraża Pan ludzi, którzy się z Panem nie zgadzają. Ponadto obrzydliwie Pan kłamie (na podobieństwo innych kolegów podzielających Pański światopogląd). To zwyczajne świństwo podawać bezpodstawne zarzuty. Gdzie Dawkins dokonał przekrętów.
Konkretnie proszę.

Na jakiej podstawie kłamie Pan o mojej adoracji dla Dawkinsa i jego książki. Na tej, iż nie godzę się aby niedouczeni krytykanci obrzucali człowieka bezzasadnymi epitetami. Wielce Szanowny Panie, ja jestem bardzo grzeczny dla Pana. Spokojny i wybitnie grzeczny. To Pańska akcja wywołuje taką uzasadnioną reakcję.

>>>>Mnie zdumiewa ogromna nienawiść katolików do tej książki, przy braku podstawowej umiejętności sformułowania merytorycznych zarzutów. Rzeczywiście zdumiewa mnie takie podejście świadczące o ich zdecydowanej słabości intelektualnej.
>Gdybym był czepialski, to odebrałbym tę wypowiedź jako aluzję odnośnie mojej osoby w Pańskich oczach. Tylko nie mogę nadziwić się, jak Pan poznał, że jestem katolikiem?
Napisałem, że zdumiewa mnie nienawiść katolików, a Pan pyta na jakiej podstawie poznałem iż Pan jest katolikiem, a skąd Pan wywodzi taki wniosek? Nie wiem kim Pan jest i zupełnie nie osądzam Pana. Mam przed sobą głupie teksty bezpodstawnie obrażające człowieka i tylko do tych tekstów się odnoszę, a podobne w treści i sposobie wyrażania wypowiedzi katolików o Dawkinsie czytałem wielokrotnie i o tym tu napisałem.

@@@
.
17-10-2012 20:39 
 Ocena 1 na 3
gostyx (347 punktów)
>>Jestem człowiekiem dość spokojnym
>Gratuluję, mnie się to nie udaje - jak czytam, słyszę głupotę u ludzi sugerujących swoją inteligencję i wiedzę, to we mnie się gotuje i muszę się uspokajać.

No to, widzę, cierpimy czasami na tę samą przypadłość...

>>i zwykle zostawiam bez odpowiedzi podobne "zarzuty", bo przecież trudno nazwać niektóre Pańskie wypowiedzi "argumentami",
>Znowu epitety zamiast faktów. Które moje wypowiedzi Pan podważa? Konkretnie proszę.

No cóż - wystarczy "czytać ze zrozumieniem", jak Pan to ujął. Proponuję jeszcze raz (uważnie i ze zrozumieniem!) przeczytać ten mój post, który Pan tu przytacza. Zresztą, między nami mówiąc - sądzę, że doskonale Pan zdaje sobie sprawę z tego, które argumenty mam na myśli, bo jednak wystosował Pan odpowiedź na ten post, a to znaczy, iż go Pan ze zrozumieniem przeczytał; nie rozumiem jedynie, czemu chce Pan uchodzić za mniej inteligentnego niż Pan jest, zadając tak specyficznie skonstruowane pytanie? Nie, nie, proszę nie odpowiadać - domyślam się. A tak nie na temat - czytał Pan kiedyś Schopenhauera?

>Pojechał Pan epitetami pod jego adresem z grubej rury.

Moim zdaniem co najwyżej z rurki średniego kalibru. Słyszałem/czytałem grubsze epitety, w tym zarówno ze strony bogobojnych chrześcijan (pisma takie obficie cytuje Dawkins w swojej książce)jak i pióra samego Dawkinsa - cytat z "Boga urojonego":
"Wszak ateizm niemal we wszystkich przypadkach oznacza właściwą niezależność myślenia, a w istocie właściwe myślenie, w ogóle".
Jeśli ja na tym forum rozpowszechniałbym twierdzenie, że wyrazem "właściwego myślenia w ogóle" jest mój własny światopogląd, to forumowicze natychmiast zabiliby mnie śmiechem i ironią, ale jak coś takiego napisze Dawkins, to nie widzę, aby ktoś o tym napisał, a jeszcze wielu mu przyklaśnie. Coś mi się nasuwa wniosek, że naprawdę są równi i równiejsi...

>Wyrażał się Pan niepochlebnie na jego temat i temat jego książki tu kilkakrotnie i na tyle obelżywie, aby można było uznać, że on Pana wyraźnie boli.

Nie aż tak wyraźnie, aby jakoś spychać rozmowę na te tematy, dlatego podąłem suche wnioski, bez argumentacji, jako po prostu swoje przemyślenie. No ale skoro już na ten temat zeszło...
"Na tyle obelżywie" - jak już mówiłem - abstrahując od stopnia obelżywości wyrazów typu "miałki", "bałamutny", "kruchy" i "płyki" oraz "zawierający nadużycia i przekłamania" - głowę dam sobie uciąć, że spotykał się już z bardziej obelżywymi epitetami. Parafrazując Dawkinsa (również cytat z "Boga urojonego")- mój język "może być natomiast odbierany jako niewłaściwy i za mocny za sprawą tej dziwacznej, acz powszechnie akceptowanej zasady, iż wierzeniom [religijnym] należy się wyjątkowa pozycja, a wszelki krytycyzm wobec nich jest niedopuszczalny."

>>Myślę zresztą, że "fan" to bardzo dobre słowo na taką postawę - zawiera wszystko to, o co mi chodzi - zarówno pobłażliwe podejście do wpadek oraz przekrętów "idola", jak również często ślepą i niepochamowaną (tak, to nie błąd ortograficzny) chęć obrony obiektu swojej adoracji w wypadku głosów krytyki.
>I znowu po chamsku obraża Pan ludzi, którzy się z Panem nie zgadzają. Ponadto obrzydliwie Pan kłamie (na podobieństwo innych kolegów podzielających Pański światopogląd).

Uderz w stół, a nożyce się odezwą.
Idąc Pańskim torem rozumowania - ja mówiłem o fanach Dawkinsa. Skoro Pan raczył zauważyć: "Napisałem, że zdumiewa mnie nienawiść katolików, a Pan pyta na jakiej podstawie poznałem iż Pan jest katolikiem, a skąd Pan wywodzi taki wniosek?" - ja pytam: "Napisałem, że nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony fanów Dawkinsa", a Pan juz się zaperza, że to o Pana chodzi. A skąd Pan wie, że o Pana mi chodziło, a nie np. o koleżanke Anię, która też Dawkinsa wzięła w obronę?

>Gdzie Dawkins dokonał przekrętów?

Służę: (Także "Bóg urojony"): "Na przeciwnym krańcu natomiast mamy z kolei podszytą tchórzostwem niechęć do nazywania rzeczy po - religijnym - imieniu, gdy mowa o stronach konfliktów zbrojnych. W Irlandii Północnej eufemistycznie mówimy o "nacjonalistach" i "lojalistach", zamiast wprost o katolikach i protestantach.
Sam termin "religia" jest praktycznie nieobecny w relacjonowaniu tego konfliktu - nie ma wojny religijnej, są tylko "starcia między społecznościami""

Natomiast sto kilkanascie stron dalej:

"Oczywiście wiem, że konflikt w Irlandii Północnej ma podłoże polityczne. Wiem, że tu naprawdę dochodziło do gospodarczego i politycznego ucisku jednej grupy przez drugą i że sytuacja ta ciągnęła się przez stulecia. Naprawdę działo się tu dużo krzywd i niesprawiedliwości i miało to niewiele wspólnego z religią."

Pytam zatem - jaki jest zatem sens wzywania do "nazywania rzeczy po religijnym imieniu" skoro parędziesiąt stron dalej samemu się przyznaje, że wie się o tym, że konflikt jest POLITYCZNY, a skoro tak - nie ma znaczenia wyznanie stron uczestniczących w konflikcie? To jest gigantyczna wprost manipulacja czytelnikiem i przeczenie samemu sobie.

>Na jakiej podstawie kłamie Pan o mojej adoracji dla Dawkinsa i jego książki.

Wielce Szanowny itd.. - gdyby przemyslał Pan swoje stwierdzenie nieco bardziej, nieodparcie doszedłby Pan do wniosku, iż nie kłamię w tej sprawie. A nie kłamię, gdyż najzwyczjaniej w świecie w chwili pisania tego posta byłem najświęciej przekonany o Pańskiej mniejszej czy większej adoracji dla Dawkinsa. Uważał Pan, że mój pogląd jest błędny - więc wykorzystał Pan swoje prawo do sprostowania. Prosta sprawa, ale zarzucać mi kłamstwo, to już nadużycie. Nawiasem mówiąc - mimo sprostowania, pozwoli Pan, że zachowam własne zdanie w tej kwestii.

PS. Wszystkie cytaty z Dawkinsa w tłumaczeniu P. Szwajcera
18-10-2012 16:15 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No cóż - wystarczy "czytać ze zrozumieniem", jak Pan to ujął. Proponuję jeszcze raz (uważnie i ze zrozumieniem!) przeczytać ten mój post, który Pan tu przytacza.
Bardzo proszę. Oto ten tekst:
Mogę za to oceniać jego dorobek nazwijmy to "światopoglądowy" - bo każdemu wolno; jakieś przemyślenia oraz opinie, w skrócie - światopogląd, w końcu posiada każdy. Z logiką u mnie nie jest jeszcze, mam wrażenie, na bakier i naprawdę z uwagą przeczytałem np. "Boga urojonego".
Przyznam się, że zdumiała mnie płytkość i kruchość znakomitej większości argumentów, ilość i rozmiar wstawek, które możnaby określić jedynie jako "nie na temat", wszechobecne wyzłośliwianie się, ilość jawnych wręcz prób manipulacji czytelnikiem oraz doktrynerstwo obecne w tym dziele. Po książce opisywanej jako bestseller znakomitego pisarza oczekiwałem czegoś znacznie, znacznie więcej.
Będę szczery - rozczarował mnie może nawet nie tyle fakt pojawienia się takiej pozycji na rynku - bo w końcu każdemu wolno przedstawiać swoje poglądy - co raczej płomienny zachwyt wielu osób, jaką to znakomitą ksiązkę mieli okazję przeczytać. Nie sądzę, aby wróżyło dobrze ateizmowi, gdyby jego najbardziej znanymi przedstawicielami mieli być ludzie, którzy piszą tak bałamutne książki, a jeszcze mniej, gdyby okazało się, że zwolennicy takiego poglądu rekrutują się spośród osób, które nie widzą oczywistych przekłamań i nadużyć obecnych w dziełach swoich "liderów".
Myślę, że osoba zainteresowana nie tyle potwierdzeniem własnej wizji świata, co racjonalnością argumentów, za pomoca których druga strona chce nas przekonać do swojej wizji, dostrzeże to samo w argumentacji Dawkinsa, co ja oraz wielu innych.


Przeczytałem uważnie, a teraz nawet podkreśliłem zwyczajne chamskie epitety, do których bez poważnego (a tu nie przedstawia Pan żadnego) uargumentowania - moim zdaniem - nie miał Pan prawa i dlatego właśnie zareagowałem.

>Zresztą, między nami mówiąc - sądzę, że doskonale Pan zdaje sobie sprawę z tego, które argumenty mam na myśli,
W powyższym tekście nie ma żadnych argumentów (i właśnie o to mi chodziło) są tylko pełne jadu epitety.

>bo jednak wystosował Pan odpowiedź na ten post, a to znaczy, iż go Pan ze zrozumieniem przeczytał;
Nie widzę tu niczego, co mogłoby być nie zrozumiałym. Po prostu bez merytorycznego uzasadnienia obrzuca Pan wybitnego intelektualistę gównem. Tak nie wolno robić i ja się na to zgodzić nie mogę.

>nie rozumiem jedynie, czemu chce Pan uchodzić za mniej inteligentnego niż Pan jest, zadając tak specyficznie skonstruowane pytanie? Nie, nie, proszę nie odpowiadać - domyślam się. A tak nie na temat - czytał Pan kiedyś Schopenhauera?
Elementarz Falskiego kiedyś też czytałem, ale teraz co inteligentniejszym studentom, to polecam prof. Krzysztofa Szymanka, czy Leszka Lachowieckiego, który swoją książkę kończy sławami: [W dyskusji] niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden z dyskutantów pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zabraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbiertwo i w końcu po grubiaństwo.

>>>>Pojechał Pan epitetami pod jego adresem z grubej rury.
>Moim zdaniem co najwyżej z rurki średniego kalibru. Słyszałem/czytałem grubsze epitety, w tym zarówno ze strony bogobojnych chrześcijan (pisma takie obficie cytuje Dawkins w swojej książce)
O chrześcijańskiej kulturze i moralności tu nie chce mi się rozmawiać. Wiele o tym na naszym forum już napisałem.

>jak i pióra samego Dawkinsa - cytat z "Boga urojonego":
>"Wszak ateizm niemal we wszystkich przypadkach oznacza właściwą niezależność myślenia, a w istocie właściwe myślenie, w ogóle".
Jest taka zasada, że nie wyrywa się zdania z kontekstu i podaję się stronę się której cytat pochodzi. Nie uczę się żadnych książek na pamięć, a tą "przeleciałem" dosyć szybko. To tylko książka popularyzująca kawałek wiedzy i pokazująca przemyślenia intelektualisty. "Bóg urojony" ani nie jest naukowym dziełem, ani do niego nie pretenduje, choć jeszcze raz tu podkreślę, to mądra książka napisana przez mądrego człowieka.

>Jeśli ja na tym forum rozpowszechniałbym twierdzenie, że wyrazem "właściwego myślenia w ogóle" jest mój własny światopogląd, to forumowicze natychmiast zabiliby mnie śmiechem i ironią, ale jak coś takiego napisze Dawkins, to nie widzę, aby ktoś o tym napisał, a jeszcze wielu mu przyklaśnie.
A gdzie Dawkins napisał, "że wyrazem właściwego myślenia w ogóle" jest [jego] własny światopogląd"? Pan tu przytoczył tylko jego wypowiedź na temat ateizmu. Tak, zgadzam się z głównym przesłaniem "Boga urojonego", że ateizm jest dowodem zdrowego i niezależnego umysłu, więc ateiści mogą być z niego dumni.

>Coś mi się nasuwa wniosek, że naprawdę są równi i równiejsi...
Dokładnie ma Pan rację uważam (i niedawno o tym tu pisałem), że racjonalizm i wynikający z niego ateizm, to poglądy elitarne rzadko występujące oraz wymagające dużej inteligencji i wiedzy. Racjonaliści nie uznają autorytetów i nich za nich nie myśli, oni do swoich stwierdzeń dochodzą samodzielnie i osobiście biorą za nie odpowiedzialność.

>>Wyrażał się Pan niepochlebnie na jego temat i temat jego książki tu kilkakrotnie i na tyle obelżywie, aby można było uznać, że on Pana wyraźnie boli.
>Nie aż tak wyraźnie, aby jakoś spychać rozmowę na te tematy, dlatego podąłem suche wnioski, bez argumentacji,
Suche wnioski bez argumentacji, czy to eufemistycznie ma znaczyć bezzasadne obrzucanie rzadkim gównem?

CDN

@@@
.
17-10-2012 21:03 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Pytam zatem - jaki jest zatem sens wzywania do "nazywania rzeczy po religijnym imieniu" skoro parędziesiąt stron dalej samemu się przyznaje, że wie się o tym, że konflikt jest POLITYCZNY, a skoro tak - nie ma znaczenia wyznanie stron uczestniczących w konflikcie? To jest gigantyczna wprost manipulacja czytelnikiem i przeczenie samemu sobie.

Manipulacja czytelnikiem powiadasz? Mam to przed sobą - strona 352 wydanie w twardej oprawie.

Co jest dalej na tej samej stronie kolego "niemanipulancie"? No chyba, że Ty kontekstu nie zrozumiałeś aleć nie widzę tu jakiegoś wysokiego skomplikowania.

To wszystko co Ci się udało znaleźć? Dawaj dalej - książkę mam przed sobą - zweryfikuje każdą Twoją złotą myśl.
17-10-2012 21:57 
 Ocena 2 na 4
gostyx (347 punktów)
>Manipulacja czytelnikiem powiadasz?

Tak, powiadam, gdyż główna oś tej książki opiera się swego rodzaju manipulacji - na uznaniu kwestii (nie)istnienia Boga za "hipotezę naukową". Nie sądzę, aby profesor Oxfordu nie zdawał sobie sprawy z faktu, że taki pogląd to zwyczajna bzdura, po prostu z uwagi na specyficzny, dobrze określony sens tego obszaru ludzkiej działalności, jaką jest nauka. Nauka też ma swoje granice stosowalności. Rozumiem, że współcześnie nauka stała się swego rodzaju świecką religią i żąda się od niej odpowiedzi na wszelkie ludzkie pytania i bolączki, ale tak się po prostu nie da.

Wylano już może atramentu na ten temat i konkluzje nadal pozostają te same - własnie dlatego nie jest to teoria naukowa, gdyż nie można jej obalić, a zatem nie kwalifikuje się ona do spraw rozstrzyganych metodami naukowymi. To raczej zajęcie dla filozofa niż naukowca... Ale mimo to Dawkins z uporem maniaka raz po raz wyjmuje z rękawa płytkie argumenty mające świadczyć o czyms przeciwnym.
No, jak ktos się bardzo upiera, to można spróbować zjesć zupę widelcem, ale po co, skoro znacznie sensowniej jest konsumować ją łyżka, która się do tego nadaje znacznie lepiej? Ponadto, jesli ktos nie chce używać łyżki, nie upoważnia go to do wygłaszania opinii o nieistnieniu zup, jedynie na podstawie "dowodu", że bardzo trudno jesć je widelcem.

>To wszystko co Ci się udało znaleźć? Dawaj dalej - książkę mam przed sobą - zweryfikuje każdą Twoją złotą myśl.

Co najwyżej możesz tylko sprawdzić, czy dobrze cytuję Weryfikacji w ścisłym sensie naukowym nie da chyba rady przeprowadzić
Nie, mam jeszcze w zanadrzu dużo więcej

Ot, chociażby: "Celem mojego ataku nie jest żaden konkretny Bóg czy bogowie. Atakuję Boga, wszystkich bogów, wszystko i cokolwiek nadnaturalnego, gdziekolwiek
i kiedykolwiek zostało (lub jeszcze zostanie) wynalezione" (Rozdział drugi)

To bardzo ciekawe, gdyż zostawia w spokoju buddystów, mówiąc, że to bardziej swiatopogląd niż religia. A ja pytam, gdzie jest ścisłe w naukowym sensie rozgraniczenie między jednym a drugim? Wygodne stanowisko dla niego. Ponadto "zapomina" o tym, że w buddyzmie indyjskim na przykład jest parę ładnych milionów bogów. Do tego biorąc pod uwagę wszystkie opowiesci o nirwanie (abstrahując od niescisłosci użycia przeze mnie tutaj tego słowa) oraz rzekome nadnaturalne efekty medytacji, które pomagają jakoby w kontakcie z Absolutem, Pustką, czy jak to kto chce nazwać, powinien wieszać na nich psy. Czemu tego nie robi? Może dlatego, że nie dałby za bardzo rady zaklasyfikować buddyzmu do swojej szufladki z napisem "zło, nie dotykać!" oraz jest to sprawa "zbyt głęboka" jak na jego upraszczanie wszystkiego?

Jak również na tej samej stronie, nieco wyżej: "Potępiam wiarę w ponadnaturalne
we wszystkich jej przejawach, a ten projekt można zrealizować najefektywniej, koncentrując się na formach kultu najlepiej znanych moim czytelnikom, na tych, które najgroźniej atakują nasze społeczeństwo."

Absurd tego podejscia najlepiej uwidocznić pytaniem - a co, jesli wszystkie trzy wielkie religie mylą się w swoich założeniach metafizycznych, zas bardzo bliski prawdy jest, powiedzmy, ten nieszczęsny buddyzm indyjski? Wtedy absurdalne jest założenie, że potępić należy każdą wiarę w "nadnaturalne". Ale nie będziemy wiedzieć, czy buddyzm się myli, jesli nie sprawdzimy i buddyzmu. Będąc uczciwym naukowcem należałoby się zresztą odniesć do każdej z wiar religijnych ludzkosci i opisać czemu uważamy jej założenia za niewiarygodne. Znowu wygodne stanowisko dla Dawkinsa, bo wrzucać całe zjawisko religii, każde z wyznań, do jednego worka z napisem "idiotyzm" bez dokładnego zbadania każdego założenia, a zrobic to z jedynie trzema najpopularniejszymi, bardzo uproszczonymi i naiwnymi religiami (a i to pobieznie), to również nie jest niczym innym jak nie uzasadnionym, potwornym uproszczeniem i ferowaniem wyroków z góry - jak dużo rzeczy, które mówi D. w tej książce.

Ostatnie na dziś, bo śpiący jestem, to:
"Niemniej jednak Huxley, koncentrując się na niemożliwości udowodnienia z absolutną
pewnością istnienia bądź nieistnienia Boga, zignorował zupełnie sferę pośrednią -prawdopodobieństwo. To, iż nie potrafimy dowieść, że coś istnieje lub nie istnieje, nie oznacza automatycznie, że obie te możliwości są równoważne"

Jakaż manipulacja czytelnikiem! W scisłym, naukowym sensie tego słowa, żeby okreslić prawdopodobieństwo, musimy mieć zbiór różnych obiektów, na którym okreslamy częstosć występowania pewnej cechy. Bez tego nie ma co mówić o prawdopodobieństwie. Czyli rozumiem, że pan, jak sam sie określa - "namiętnie przywiązany do empirycznych dowodów", Dawkins zbadał multiwersum różnych swiatów (lub choćby ten nasz), okresliwszy na podstawie jednoznacznych (koniecznie!) kryteriów, co może być w każdym z nich dowodem na istnienie Boga, a co nie, i na podstawie tak przeprowadzonego badania mówi nam o prawdopodobieństwie zaistnienia Boga w każdym z (wszech)swiatów? Bo jesli tego nie zrobił, a mówi o jakims "prawdopodobieństwie", to ponownie dopuszcza się grubego pseudonaukowego nadużycia przedstawiania własnych poglądów na sprawę jako naukowych faktów.
Pomijając już sam fakt, jakie kryteria miałby świadczyć o "byciu dowodem" na istnienie Boga...
17-10-2012 23:22 
 Ocena 9 na 9
MarcinK (9189 punktów)

>>Manipulacja czytelnikiem powiadasz?
>Tak, powiadam, gdyż główna oś tej książki opiera się swego rodzaju manipulacji - na uznaniu kwestii (nie)istnienia Boga za "hipotezę naukową".

Pierwsze Twoje posty na forum tyczyły fizyki kwantowej, a teraz takie bzdury pleciesz?

Hipoteza może dotyczyć co najwyżej boga - nieistnienia się nie dowodzi co doskonale powinieneś wiedzieć. Bóg zaś, zdefiniowany w tej książce jako byt nadnaturalny, mógłby być jak najbardziej poddany naukowej weryfikacji:

1. Miałby się komunikować z miliardami wierzących (obojętnie jakimi) - jakiej szerokości pasmo by to musiało być? Dlaczego nasze detektory nie natrafiły na ślad takowego? Bóg zapchajdziura?

2. Cuda - dlaczego praktycznie wszystkie da się wyjaśnić naukowo? Dlaczego wraz z postępem nauki jest ich coraz mniej? Dlaczego nie ma choć jednego udokumentowanego niepodważalnie takiego zdarzenia?

3. Nieredukowalna złożoność - jakim cudem może sam z siebie powstać organizm nieredukowalnie złożony? Ewolucja wyklucza, że mógł powstać takowy. Jeśli zaś został stworzony to mamy regressus ad infinitum - czyli ponownie bzdura.

> Nie sądzę, aby profesor Oxfordu nie zdawał sobie sprawy z faktu, że taki pogląd to zwyczajna bzdura, po prostu z uwagi na specyficzny, dobrze określony sens tego obszaru ludzkiej działalności, jaką jest nauka.

Jest nią odkrywanie rzeczywistości - świat z bogiem i bez to 2 różne światy. Na boga nie ma absolutnie żadnych dowodów. Problem jeszcze z definicją - o tym niżej.

>Nauka też ma swoje granice stosowalności. Rozumiem, że współcześnie nauka stała się swego rodzaju świecką religią i żąda się od niej odpowiedzi na wszelkie ludzkie pytania i bolączki, ale tak się po prostu nie da.

Nauka, w odróżnieniu od religii, odpowiada właśnie na pytania. I coraz lepiej jej to idzie. Religia od tysięcy lat ma te same bzdurne odpowiedzi.

>Wylano już może atramentu na ten temat i konkluzje nadal pozostają te same - własnie dlatego nie jest to teoria naukowa, gdyż nie można jej obalić, a zatem nie kwalifikuje się ona do spraw rozstrzyganych metodami naukowymi.

Nie kwalifikuje się z banalnego względu - nie da się zdefiniować obiektu badań. Nie da się stworzyć logicznie niesprzecznej definicji teistycznego bóstwa, a deizm to tylko zwykła spekulacja, na którą żadnych dowodów nie ma, co więcej, nie ma ani jednej przesłanki ją uprawdopodabniającej.

>To raczej zajęcie dla filozofa niż naukowca... Ale mimo to Dawkins z uporem maniaka raz po raz wyjmuje z rękawa płytkie argumenty mające świadczyć o czymś przeciwnym.

Filozofa i teologa - ci mogą bredzić do końca świata i jeden dzień dłużej. Po tysiącu lat mają dokładnie to samo do powiedzenia co dnia pierwszego - absolutnie nic.

>Ponadto, jesli ktos nie chce używać łyżki, nie upoważnia go to do wygłaszania opinii o nieistnieniu zup, jedynie na podstawie "dowodu", że bardzo trudno jesć je widelcem.

Wystarczy, że nikt tego na oczy nie widział, nie dotknął językiem ani w ogóle nie wiadomo o jakiej potrawie mowa. Taki zestaw to można jeść śrubokrętem - różnica żadna.

>Co najwyżej możesz tylko sprawdzić, czy dobrze cytuję Weryfikacji w ścisłym sensie naukowym nie da chyba rady przeprowadzić

Bzdury pleciesz - to Tyś radośnie raczył oznajmić:
Cytat:

To jest gigantyczna wprost manipulacja czytelnikiem i przeczenie samemu sobie.


Zarzuciłeś kłamstwo Ryśkowi, a sam manipulujesz jak klasyczny fideista. Wyrywać z kontekstu to sześciolatek potrafi, a czytać chyba umiesz.

>A ja pytam, gdzie jest ścisłe w naukowym sensie rozgraniczenie między jednym a drugim?

A jaka jest różnica między Calineczką, a sierotką Marysią? Widział je kto? Co to ma za znaczenie jak się nazywa jeden czy drugi niewidzialny człowieczek skoro z definicji wynika, że nikt taki istnieć nie może (patrz wyżej)?

>Absurd tego podejscia najlepiej uwidocznić pytaniem - a co, jesli wszystkie trzy wielkie religie mylą się w swoich założeniach metafizycznych, zas bardzo bliski prawdy jest, powiedzmy, ten nieszczęsny buddyzm indyjski?

Wszystkie trzy mylą się w założeniach logicznych - jak z resztą wszystkie inne - żadnej metafizyki tu nie trzeba dokładać. Hipoteza teistycznego bóstwa rozkłada się na elementarnej logice. Cała reszta to już kwiatek do kożucha.

> Znowu wygodne stanowisko dla Dawkinsa, bo wrzucać całe zjawisko religii, każde z wyznań, do jednego worka z napisem "idiotyzm" bez dokładnego zbadania każdego założenia, a zrobic to z jedynie trzema najpopularniejszymi, bardzo uproszczonymi i naiwnymi religiami (a i to pobieznie), to również nie jest niczym innym jak nie uzasadnionym, potwornym uproszczeniem i ferowaniem wyroków z góry - jak dużo rzeczy, które mówi D. w tej książce.

Możesz sobie pedałować 100 lat, a nie ujedziesz centymetra jak nie masz łańcucha.

>jak dużo rzeczy, które mówi D. w tej książce.

I znowu pomówienie - i znowu śmierdzi fideizmem.

>Dawkins zbadał multiwersum różnych swiatów

Jakie multiversum?

>(lub choćby ten nasz),

W tym mamy dość dobra orientację co do "boskiej" hipotezy.

> to ponownie dopuszcza się grubego pseudonaukowego nadużycia przedstawiania własnych poglądów na sprawę jako naukowych faktów.

Ponownie się zapędzasz. Chcesz znowu cytat?

Każdą książkę można sobie tendencyjnie interpretować ale tą pozycje wyjątkowo ciężko - za prostym językiem i za starannie napisana.

>Pomijając już sam fakt, jakie kryteria miałby świadczyć o "byciu dowodem" na istnienie Boga...

Mógłby się zza chmury wychylić i wyjaśnić co mu wpadło do łba żeby wymyślić nowotwory dla niemowląt i pieprzyć jednocześnie trzy po trzy o swej omnibenewolencji. Jakby to sensownie wyjaśnił toby mnie przekonał.
18-10-2012 06:13 
 Ocena 13 na 13
Fizyk (17637 punktów)
> Nauka też ma swoje granice stosowalności.

Płonna to nadzieja, że nauce da się wyznaczyć jakieś granice. Metoda naukowa jest metodą uniwersalną i jeżeli religia głosi jakikolwiek pogląd dotyczący rzeczywistości, to automatycznie naraża się na test naukowy. Na przykład, jeżeli Bóg miałby mieć dzieworodne pochodzenie, to racjonalne jest pytanie skąd Matka Boska wzięła chromosom Y? A że teologia nie ma na to pytanie odpowiedzi, to trudno.

1:0 dla Dawkinsa w pojedynku z urojeniem Boga.

> Ponadto "zapomina" o tym, że w buddyzmie indyjskim na przykład jest parę ładnych milionów bogów.

W buddyźmie nie ma ani jednego boga.

2:0 dla Dawkinsa.

> Do tego biorąc pod uwagę wszystkie opowiesci o nirwanie oraz rzekome nadnaturalne efekty medytacji, które pomagają jakoby w kontakcie z Absolutem, Pustką, czy jak to kto chce nazwać, powinien wieszać na nich psy. Czemu tego nie robi?

Bo w kraju gdzie mieszka przede wszystkim chrześcijańskie urojenia zatruwają umysły.

3:0

> ... żeby okreslić prawdopodobieństwo, musimy mieć zbiór różnych obiektów, na którym okreslamy częstosć występowania pewnej cechy. Bez tego nie ma co mówić o prawdopodobieństwie.

Nieprawda. Z twierdzenia Bayesa można oceniać prawdopodobieństwo jednostkowych zdarzeń takich jak istnienie Boga.

4:0

> śpiący jestem

5:0
18-10-2012 12:42 
 Ocena 13 na 13
astrotaurus (12445 punktów)
>racjonalne jest pytanie skąd Matka Boska wzięła chromosom Y? A że teologia nie ma na to pytanie odpowiedzi, to trudno.
Kiedy teologia ma odpowiedź: czary-mary Boga.
Problem w tym, że teologowie ze wszystkich sił zamazują różnicę miedzy dwoma dziedzinami: opisem stanu umysłu i opisem stanu świata poza umysłami. Ustawiając się poza, "ponad" nauką w ogóle nie wchodzą do rzetelnego, naukowego dyskursu o stanie świata - skąd pochodzi Twoje pytanie o chromosom - opisując jedynie stan swoich umysłów.
A że model świata tak fałszywy jak prawdziwy i tak mieści się w umyśle trudno im pojąć o co ogóle w takim rozróżnieniu chodzi.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-10-2012 14:29 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
.. zamazują różnicę miedzy dwoma dziedzinami: opisem stanu umysłu i opisem stanu świata poza umysłami (..) A że model świata tak fałszywy jak prawdziwy i tak mieści się w umyśle, trudno im pojąć o co ogóle w takim rozróżnieniu chodzi.
Skąd szanowny kolega czerpie taką łatwość formułowania myśli trafiających w samo sedno?
[Według mnie "złota czcionka".]
18-10-2012 16:58 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Skąd szanowny kolega czerpie taką łatwość formułowania myśli trafiających w samo sedno?
A coś tam wezmę z sufitu i strzelę spod dużego palca...
A serio to pytanie "o czym oni mówią?" dręczyło mnie od wczesnego dziecięctwa kiedy to deklaracje serwowane przez dorosłych rozjeżdżały się z moim oglądem sytuacji realnej. Automatycznie pukałem się w czoło i stąd powstało mi rozróżnienia na to co przed oczami i "za oczami".
Najlepszy kontakt z wierzącymi też zawsze łapałem kiedy udawało mi się przekonać ich do niemieszenia tych światów - wiara jako motor duchowy a jako narzędzie opisu rzeczywistości to jednak zupełnie nie to samo. Wierzący zdolny do mówienia za siebie: "wierzę, że Bóg jest" zamiast ex cathedra: "Bóg jest" jest o wiele bliższym bliźnim.

>[Według mnie "złota czcionka".]
A dajesz pomarańczową...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-10-2012 19:11 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>A dajesz pomarańczową...
Ano zrobiło się taką miedziowaną podróbę, coby blask kruszcu drażliwych oczu nie psuł.
17-10-2012 21:51 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

Coś widzę szukanie Ci idzie wybitnie kiepsko - to proszę - zaczniemy dokładnie od kolejnego zdania, którego raczyłeś już nie cytować:

Cytat:
Chciałem tylko wszystkim uświadomić coś, czego, choć to ważne, często się nie dostrzega - bez religii nie byłoby etykietek, które decydowały o tym, kogo poddaje się uciskowi, a na kim trzeba się mścić. I prawdziwym problemem Irlandii Północnej jest to, że kolejne generacje dziedziczą te etykietki. Katolicy, których rodzice, dziadkowie i pradziadkowie chodzili do katolickich szkół, posyłają swoje dzieci do katolickich szkół. Protestanci, których rodzice, dziadkowie i pradziadkowie chodzili do protestanckich szkół, posyłają dzieci do protestanckich szkół. Jedni i drudzy mają ten sam kolor skóry, mówią tym samym językiem, cieszą ich te same rzeczy, ale równie dobrze mogliby należeć do odrębnych gatunków, tak głęboko podzieliła ich historia. Bez religii zaś i opartej o religię segregacji szkół ten podział by nie istniał. Walczące plemiona zaczęłyby się mieszać za sprawą małżeństw i w ciągu kilku pokoleń nie istniałoby już rozróżnienie. Od Kosowa do Palestyny, od Iraku po Sudan, od Ulsteru po subkontynent indyjski - przyjrzyjmy się dowolnemu regionowi rozdartemu przez przemoc i konflikty rywalizujących ze sobą grup. Nie gwarantuję oczywiście, że wszędzie, gdzie tak się dzieje, religia jest główną etykietką w międzygrupowych sporach, ale dużo wskazuje, że tak, niestety, jest.


To była strona 352. Poniżej jeszcze polecimy do połowy 354 żebys mógł na spokojnie kontekst zrozumieć:

Cytat:
Gdy Indie odzyskały niepodległość, ponad milion ludzi zostało zabitych podczas zamieszek na tle religijnym i walk między hinduistami i muzułmanami (a piętnaście milionów ludzi musiało opuścić swoje domy). Elementy stroju czy wyglądu świadczące o przynależności religijnej były wówczas wystarczającym powodem, by kogoś zabić. Poza wyznaniem tak naprawdę nic tych ludzi nie dzieliło. Przez lata zmieniło się niewiele. Salman Rushdie tak był poruszony niedawną falą międzyreligijnych masakr, jaka wstrząsnęła Indiami, że artykułowi, w którym o tym pisał, nadał tytuł Religion, as ever, is the poison in India's blood [Religia-jak zawsze - zatruwa krew Indii]101. Oto ostatnie zdania jego tekstu:

Czyż zatem jest cokolwiek godnego szacunku w tym wszystkim, w różnych zbrodniach popełnianych każdego dnia na całym świecie z budzącym grozę imieniem Boga na ustach? Jakże sprawnie i z jak tragicznymi skutkami religia wznosi nowe totemy i jakże chętnie dla nich zabijamy! A kiedy już to robimy wystarczająco często, znieczula nas to tak bardzo, że następnym razem jest nam tylko łatwiej. Problem Indii jest problemem całego świata, a to, co dzieje się w Indiach, dzieje się w imię Boga. To Bóg jest problemem.

Nie uważam oczywiście, by przemożna ludzka skłonność do wewnątrzgrupowej lojalności i skierowanej na zewnątrz wrogości zanikła, gdyby nie było religii (zachowanie kibiców rywalizujących drużyn to przykład mniejszego kalibru, choć nawet i w tym przypadku podziały przebiegają czasem wzdłuż religijnych granic, jak w przypadku Celticu Glasgow i Glasgow Rangers). Takim kryterium podziału może być też język (casus Belgii) czy podziały plemienne, bardzo silne zwłaszcza w Afryce. Religia jednak nasila te podziały i pogłębia szkody, jakie powodują, i to na co najmniej trzy sposoby:
• Etykietowanie dzieci -już od najmłodszego wieku mówi się na przykład o "katolickich dzieciach" lub "protestanckich dzieciach". Tymczasem to zdecydowanie za wcześnie, by dziecko mogło mieć jakikolwiek pomysł, co myśli o religii (do kwestii religijnego molestowania dzieci wrócę szerzej w Rozdziale 9.).
• Segregacja w szkołach - system edukacyjny (znów często od bardzo wczesnego wieku) zorganizowany jest tak, że dzieci stykają się wyłącznie z członkami własnej wspólnoty religijnej i są odseparowane od dzieci, których rodziny wyznają inne religie. Nie byłoby wielką przesadą stwierdzenie, że gdyby w Irlandii Północnej zakazano szkół wyznaniowych, problemy znikłyby w ciągu kilku generacji.
• Zakaz (a raczej tabu) "małżeństw mieszanych" - to bardzo wzmacnia dziedziczone przez kolejne pokolenie spory i rodowe wendety. Tam, gdzie zwiększa się liczba małżeństw między członkami skłóconych grup, przebieg konfliktu łagodnieje.
17-10-2012 22:04 
 Ocena 1 na 3
gostyx (347 punktów)
>Coś widzę szukanie Ci idzie wybitnie kiepsko

E, tam - coś juz zdążyłem naskrobać
A odnośnie tych cytatów, które uprzejmy byłeś zamieścić, pozwolę sobie zacytować kolegę Nietschego i siebie samego - gdzieś się to pałęta na dole strony:
Cytat:

(Nietsche)Oczywiście religia nie jest źródłem wszelkiego zła. Złem jest klęska nieurodzaju lub powódź a z religią nie mają nic wspólnego. Ale prawdą jest że w imię religii zabijano miliony. W imię religii, nie dla religii. U podłoża każdej wojny leży chęć zaboru terytorialnego, mienia itp. Nawet wojny starotestamentowe nie miały na celu zwiększyć liczbę wyznawców Jahwe tylko zabór mienia,ziemi. Gdyby krzyżowcy mieli na celu jedynie uwolnienie grobu Chrystusa, z trudem zebrano by jedną drużynę wojów. Chęć zaboru i łupy były motywacją rycerzy, ale pretekstem lub usprawiedliwieniem była religia lub wiara.

(Ja) No właśnie, po dojściu do identycznych wniosków zadałem sobie pytanie - jaki jest wobec tego sens szermowania argumentem o szkodliwości religii ze względu na powyższe. Miejmy swiadomość tego, że tak naprawdę w identyczny sposób można wykazać szkodliwość każdego swiatopoglądu czy ideologii, powołujac się na możliwości wykorzystania ich jako takiej przykrywki, nawet potencjalnej możliwości.
Dlatego wlaśnie założyłem ten wątek.


A teraz dobranoc wszystkim
18-10-2012 16:15 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:
.
>"Na tyle obelżywie" - jak już mówiłem - abstrahując od stopnia obelżywości wyrazów typu "miałki", "bałamutny", "kruchy" i "płyki" oraz "zawierający nadużycia i przekłamania" - głowę dam sobie uciąć, że spotykał się już z bardziej obelżywymi epitetami.
Nie tylko się spotykałem, ale nie mam nic przeciwko ich używaniu (nawet samemu mi się zdarza ich używać). Jest jeszcze gorzej - nie mam też nic przeciwko użyciu (oczywiście z rzadka) wulgaryzmów, ale na pewnym minimalnym poziomie intelektualnym, powinny one uzasadnione merytorycznie i wynikać z kontekstu.
U Szanownego Pana zupełnie nie wynikały - poza nienawiścią - z niczego.

>Parafrazując Dawkinsa (również cytat z "Boga urojonego")- mój język "może być natomiast odbierany jako niewłaściwy i za mocny za sprawą tej dziwacznej, acz powszechnie akceptowanej zasady, iż wierzeniom [religijnym] należy się wyjątkowa pozycja, a wszelki krytycyzm wobec nich jest niedopuszczalny."
Tam tu właśnie taki przykład: Na własne żądanie wlazł Pan w gówno, a teraz się Pan miota aby unurzać się w nim cały. Niech Pan udowodni, że traktuję "Boga urojonego" jakoś tam wyjątkowo?

>Idąc Pańskim torem rozumowania - ja mówiłem o fanach Dawkinsa. Skoro Pan raczył zauważyć: "Napisałem, że zdumiewa mnie nienawiść katolików, a Pan pyta na jakiej podstawie poznałem iż Pan jest katolikiem, a skąd Pan wywodzi taki wniosek?" - ja pytam: "Napisałem, że nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony fanów Dawkinsa", a Pan juz się zaperza, że to o Pana chodzi.
Znowu to co wyżej. Mnie nie zainteresował Pański stosunek do Dawkinsa, o którym zresztą Pan niewiele tu napisał, tylko Pańskie żadnymi argumentami nieuzasadnione obrzucanie człowieka gównem. Może spokojnie też mnie Pan uznać za fana tej książki i wcale nie było i nie będzie to powodem do mojego "zaperzania", gdyż uważam ją za wartościową, ale w moim odczuciu "fan", to coś znacznie więcej i to tylko Panu wyjaśniłem. Tak jestem fanem dobrych książek i "Boga" do jednej z kilkuset takich książek zaliczam.

>>Gdzie Dawkins dokonał przekrętów?
>Służę: (Także "Bóg urojony"): (...)
>Pytam zatem - jaki jest zatem sens wzywania do "nazywania rzeczy po religijnym imieniu" skoro parędziesiąt stron dalej samemu się przyznaje, że wie się o tym, że konflikt jest POLITYCZNY, a skoro tak - nie ma znaczenia wyznanie stron uczestniczących w konflikcie? To jest gigantyczna wprost manipulacja czytelnikiem i przeczenie samemu sobie.
"Pytam zatem", czy udało się Panu przeczytać ten post w Pańskim wątku ze zrozumieniem? Nie piszę tam co prawda o Irlandii, ale w ocenie roli religii/wiary w konfliktach społecznych mam podobne do Dawkinsa o tym zdanie. To nie jest żadna manipulacja, tylko nie należy od razu sięgać po książki, które przekraczają możliwości zrozumienia.

>>Na jakiej podstawie kłamie Pan o mojej adoracji dla Dawkinsa i jego książki.
>Wielce Szanowny itd.. - gdyby przemyslał Pan swoje stwierdzenie nieco bardziej, nieodparcie doszedłby Pan do wniosku, iż nie kłamię w tej sprawie. A nie kłamię, gdyż najzwyczjaniej w świecie w chwili pisania tego posta byłem najświęciej przekonany o Pańskiej mniejszej czy większej adoracji dla Dawkinsa.
No tak. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda! Przyjął Pan jakieś założenie i święcie przekonany o jego jedynosłuszności na oślep zaatakował.

Tak przepraszam Pana, jak Pan to teraz wyjaśnił widzę, że to nie było kłamstwo, to tylko zwyczajna głupota.
Ponieważ podkreśla Pan swoją młodość dam Panu radę, że przed opublikowaniem każdego tekstu warto go jeszcze raz przeczytać i zastanowić się, czym mam dostateczne racjonalne argumenty, aby właśnie tak napisać i czy będę w stanie tych argumentów merytorycznie bronić. Nieuzasadnione merytorycznie inwektywy są tylko wyrazem intelektualnej słabości, a nie posiadania racji.

>Uważał Pan, że mój pogląd jest błędny
A jaki pogląd?

> - więc wykorzystał Pan swoje prawo do sprostowania.
Prawo do sprostowania? Ja niczego nie chcę z Pana wypowiedzi prostować - tylko wyraziłem tu oburzenie na Pańską formę (podkreślam formę), a nie treść (gdyż tej nie było tam wcale) wypowiedzi na temat "Boga urojonego".

>Prosta sprawa, ale zarzucać mi kłamstwo, to już nadużycie.
Nie będę się z Panem sprzeczał, czy była to tylko charakterologiczna podłość i głupota, czy też kłamstwo (które jednak wymaga trochę inteligencji). Na pewno prawdy w tym nie było wcale.

>Nawiasem mówiąc - mimo sprostowania, pozwoli Pan, że zachowam własne zdanie w tej kwestii.
Oczywiście!
Tylko jakie zdanie? Że można bezzasadnie i bezkarnie obrzucać ludzi gównem?
Ja uważam, że nie wolno i na tym forum będę przeciwko temu protestował.

>PS. Wszystkie cytaty z Dawkinsa w tłumaczeniu P. Szwajcera
Nie nie mogę tego tu udowodnić, ale odnoszę dziwne przekonanie, że tak jak znakomita większość krytyków Dawkinsa występujących na naszym forum, Pan jego książki po prostu nie czytał i opowiada Pan tylko to co u innych jego krytyków przeczytał. Jeżeli zaś Pan jego książkę przeczytał, to tym bardziej Panu współczuję, gdyż bardzo niewiele Pan z tej książki zrozumiał i nie ma Pan niczego sensownego o tej książce do powiedzenia.

Zdecydowanie uważam, że nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami i zupełnie nie chcę z Panem dyskutować, któremu z nas się to tu przydarzyło. Osąd pozostawiam czytelnikom.

Miłego dnia.

@@@
.
>
18-10-2012 23:48 
 Ocena 3 na 3
gostyx (347 punktów)
>Pana zupełnie nie wynikały - poza nienawiścią - z niczego.

Nienawiścią? Powiedzmy sobie szczerze - teraz Pan usiłuje mi wmówić postawę, której nie prezentuję. Nie nienawidzę Dawkinsa - nie mam do tego podstaw, nie nienawidzę zresztą nikogo. Całkiem możliwe, że jest on w głębi serca naprawdę dobrym człowiekiem, którego razi obskurantyzm i wykorzystywanie "maluczkich" do swoich celów - i tutaj ma moje pełne poparcie. Tylko na litość - dyskutujmy merytorycznie i, walcząc z tym obskurantyzmem, sami się do niego nie uciekajmy.

Tak - razi mnie jego styl wypowiedzi, uważam go za ateistycznego fanatyka, który podżega do nienawiści na tle światopoglądowym i który najchętniej cały świat przerobiłby na swoja modlę i który psuje obraz zdolnego do dialogu ateisty-racjonalisty, budowany kolektywnym wysiłkiem przez inteligentniejszych od niego ludzi, zaś jego argumenty uważam za miałkie, płytkie i pozbawione w większej mierze sensu, co dałem juz odczuć w swoich wypowiedziach.
Mimo tego wszystkiego i kilku innych rzeczy - nie nienawidzę go. Nie podobają mi się jego poglądy, ale nie czuję się zobligowany, aby z tego powodu go nienawidzić.

Powiem Panu poza tym tak - znudziła mnie już trochę ta zabawa słowna, jaką z Panem prowadzę od kilku postów. Mogłem raz i drugi przymknąc oko na Pański styl wypowiedzi, gdzie między wierszami, a czasem i wprost sugeruje Pan moją jakąś niemoc albo i miernotę intelektualną czy sugeruje stanie poniżej Pana poziomu, a naszą polemikę traktować jako swego rodzaju "wprawkę" intelektualną w wynajdywaniu rażących błędów w argumentacji oponentów.
Jednak w momencie, gdy wciska mi Pan (chyba po raz kolejny) jakąś "nienawiść" uznaję, że to już zbyt długo sie ciągnie. Nie potrafi Pan niczego więcej, niż próbować sprowadzać adwerarza do własnego poziomu i pobijać doświadczeniem. Nie będę więcej odpowiadać na Pańskie posty w tej sprawie, gdyż uważam po prostu, że nie mamy o czym dyskutować, a to bardzo smutne. Sądzę ponadto, że nie zna Pan tak dogłębnie znaczenia słowa "nienawidzić", którym tak lekko Pan rzuca - do tego potrzeba empatii.

Mam nadzieję, że nigdy nie poczuje Pan na własnej skórze nienawiści innej osoby. Żywię również nadzieję, ze odczyta Pan moją wypowiedź zgodnie z moimi intencjami, czyli jako życzenie, oby nie spotkał Pana w życiu taki los, nie zaś zawoalowaną groźbę, jak już Pan raz sugerował - gdyby sie Pan pytał, w którym miejscu - proszę jeszcze raz przeczytać wszystkie swoje posty.

>Zdecydowanie uważam, że nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami i zupełnie nie chcę z Panem dyskutować, któremu z nas się to tu przydarzyło.

Tak, to jedna z kilku rzeczy do których się zgadzamy. Podpisałbym się pod tym obiema rękami.
Myślę, że nie ma co sobie strzępić języka, bo na tym portalu są jednak ludzie, z którymi mozna porozmawiac na poziomie, czego Panu bardzo życzę - uczyć się można w każdym wieku.

>Osąd pozostawiam czytelnikom.

Ja tym bardziej.

>Miłego dnia.

Nawzajem.
19-10-2012 10:16 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Pana zupełnie nie wynikały - poza nienawiścią - z niczego.
>Nienawiścią? Powiedzmy sobie szczerze - teraz Pan usiłuje mi wmówić postawę, której nie prezentuję.
No cóż, w różny sposób można wyrażać wyrazy uznania. Gratuluję Panu bogactwa słownictwa. Już we wprowadzeniu obrzucił Pan błotem nie tylko Dawkinsa, ale większość uczestników tego forum podzielających jego zdanie, a mnie na pewno.
Biorąc te rozważania za punkt wyjścia - chciałbym spytać, na pewno nie ja pierwszy tutaj, jaki jest sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju "guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) prezentowania postawy "To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".

Dlatego myślę, że takie stawianie sprawy, jak Dawkins (wybrałem go jako chyba najbardziej rozpoznawalnego przedstawiciela tego sposobu myślenia) jest wyrazem jedynie płytkości i miałkości myślenia, nacechowanego w dodatku ideologicznie.

Największą zaś tego obrzydliwością jest to, że posługiwał się Pan inwektywami wcale jego książki nie znając. Gratuluję charakteru i poziomu intelektualnego.

>Tylko na litość - dyskutujmy merytorycznie i, walcząc z tym obskurantyzmem, sami się do niego nie uciekajmy.
Cały czas - od mojej pierwszej wypowiedzi - o to Pana prosiłem, ale jak Pan może dyskutować o czymś - o czym Pan ma mierne pojęcie. Pan wie, że Pańscy przyjaciele pisali, iż jest be.

>Tak - razi mnie jego styl wypowiedzi, uważam go za ateistycznego fanatyka, który podżega do nienawiści na tle światopoglądowym i który najchętniej cały świat przerobiłby na swoja modlę i który psuje obraz zdolnego do dialogu ateisty-racjonalisty, budowany kolektywnym wysiłkiem przez inteligentniejszych od niego ludzi, zaś jego argumenty uważam za miałkie, płytkie i pozbawione w większej mierze sensu, co dałem juz odczuć w swoich wypowiedziach.
Już teraz styl? Nie rozumiem - zbyt naukowy dla Pana?
Zdecydowanie mnie razi Pański styl antyateistycznego fanatyka, który podżega do nienawiści na tle światopoglądowym i który najchętniej cały świat przerobiłby na swoja modlę i który stara się zepsuć obraz racjonalistycznego dialogu sceptyczno-fideistycznego, budowany tu kolektywnym wysiłkiem przez inteligentniejszych od niego ludzi, zaś Pańskie argumenty uważam za miałkie, płytkie i pozbawione w większej mierze sensu, choćby z tego powodu, iż nie są zbudowane na znajomości rzeczy. Nie zna Pan ani książki, ani naszych tu wypowiedzi na ten temat.

>co dałem juz odczuć w swoich wypowiedziach.
Tak, dał Pan odczuć - śmierdzi jak cholera.

>Mimo tego wszystkiego i kilku innych rzeczy - nie nienawidzę go. Nie podobają mi się jego poglądy, ale nie czuję się zobligowany, aby z tego powodu go nienawidzić.
- Mamo, ja nienawidzę zupy pomidorowej.
- Ale spróbuj, choć łyżeczkę.
- Jak mogę spróbować, kiedy jej nienawidzę!


>Powiem Panu poza tym tak - znudziła mnie już trochę ta zabawa słowna, jaką z Panem prowadzę od kilku postów.
Nie prowadzę z Panem żadnej zabawy. Jestem oburzony na manierę bezzasadnego merytorycznie obrzucania ludzi błotem. Pokazuję to także przez:
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
I ewidentnie Panu bezpodstawność obrzucania inwektywami tu wykazałem. Nie miał Pan i nie ma Pan dalej - najmniejszych podstaw do wypisywania głupot na temat Dawkinsa, a tym bardziej epitetowania go. Obraża Pan też racjonalistów i oczekuje Pan tu oklasków?

>Nie będę więcej odpowiadać na Pańskie posty w tej sprawie, gdyż uważam po prostu, że nie mamy o czym dyskutować, a to bardzo smutne.
Zdecydowanie polecam, choć ja nie przestanę pokazywać rażącej głupoty w tekstach nawet tych, którzy mnie nie czytają. To nasze wspólne forum.

>Myślę, że nie ma co sobie strzępić języka, bo na tym portalu są jednak ludzie, z którymi mozna porozmawiac na poziomie, czego Panu bardzo życzę - uczyć się można w każdym wieku.
Jak, Pan napisze coś na poziomie tego portalu na pewno zauważę i będę się cieszył, iż Panu udało się dorosnąć nareszcie.

PS. A "Boga urojonego" polecam jednak przeczytać, to mądra książka i nawet warto się z nią nie zgadzać, ale merytorycznie na podstawie znajomości rzeczy.

Miłego dnia.

@@@
.
19-10-2012 13:04 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

> który podżega do nienawiści na tle światopoglądowym

Nie krepuj się cytatem. Dawaj śmiało. W końcu tak mocne oskarżenia są z pewnością doskonale umocowane i nie jest to oczywiście ordynarne kłamstwo.

> który psuje obraz zdolnego do dialogu ateisty-racjonalisty, budowany kolektywnym wysiłkiem przez inteligentniejszych od niego ludzi,

Tuś mnie naprawdę zaciekawił. Dawaj no te przykłady kolektywnego wysiłku dialogu budowanego przez inteligentniejszych od niego.
17-10-2012 17:32 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>> Konkrety, Szanowny Panie, konkrety.
>Konkrety, powiada Pan? Abstrahując od tego, że (jak już wspomniałem) mój watek nie nosi tytułu "Przedstawienie rozważań nt. książki "Bóg urojony", zaś zmienianie tematu na tak rozległy odbiło by się na dyskusji na tematy mnie interesujące, to może i faktycznie powinienem uargumentować swoje stanowisko,nie ograniczając się do podania suchych wniosków końcowych, ale obawiam się jednakże, iż wyjdzie z tego dłuuuuugaśny post i szczerze mówiąc nie wiem, ilu forumowiczów zechce to czytać. Moim zdaniem mogłoby to być po prostu za długie i znaczna większość ludzi odpadłaby z czytania.
Jeżeli uważa Pan, że Pański wątek dotyczy innego tematu - zresztą na wątek inicjujący tu opowiedziałem, to trzeba tego tematu się trzymać, a nie wyżywać się bezpodstawnie na Dawkinsie. Zupełnie nie wiem ilu forumowiczów będzie chciało Pana czytać. To najbardziej zależy od Pana.

>Jeśli jednak wyrazi Pan chęć przeczytania go, niezależnie od jego długości - specjalnie dla Pana mogę pokusić się nawet o stworzenie nowego wątku na forum, żeby pomieścić moje przemyślenia i argumenty.
Niech się Pan nie wysila, gdyż może Panu żyłka myśląca pęknąć i dopiero będzie kłopot. Mam zwyczaj czytania ciekawych lub irytujących wypowiedzi na naszym forum.

>>>>Wielce Szanowny Panie, ten który nie wchodzi w "nosek" Kościołowi, wcale nie musi być nieobiektywnym, Dawkins przeprowadził w "Bogu" obiektywną krytykę chrześcijaństwa, napisał to jako człowiek opisujący je z zewnątrz, choć z bardzo dużym znawstwem zawartości. Tak od strony ideowej, jak organizacyjnej.
>Jeszcze Szanowniejszy Panie, akurat sama krytyka chrześcijaństwa, biorąc pod uwagę na tytuł książki, jest w niej niestety "nie na temat".
A jakie ma Pan doświadczenie edytorskie i marketingowe? Jedna z książek, którą sobie dosyć cenię nosi tytuł "O mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem" i co można sądzić po jej tytule?

>Sądziłem po tytule, że książka ma za zadanie dostarczyć argumentów na nieistnienie Boga, nie zaś krytykę jakiejś (jednej z wielu) religii.
Książki aby można było osądzić należy ze zrozumieniem przeczytać. Sam tytuł i obrazki są dalece nie wystarczające.

>A, fe! Jaka brzydka złośliwość... Gdyby był Pan nieco młodszy ( ) chętnie wytłumaczyłbym Panu,
To liczy Pan, iż dałby mi w mordę, albo pałą przywalił?

>że tak naprawdę racjonalna dyskusja nie polega na rzucaniu błotem na prawo i lewo, bo sami się przy tym brudzimy.
No na pewno polega na tym, że gdy ktoś zwraca Panu uwagę aby nie obrzucał Pan ludzi bezpodstawnie gównem, to Pan mu zarzuca iż obrzuca Pana błotem. Tak - nie wiem czy Pan jest katolikiem - ale to typowe katolickie metody prowadzenia rozmów.
Cała moja wypowiedź dotycząca Dawkinsa właśnie tego dotyczyła

>Ale mając szacunek dla Pańskiego sędziwego wieku, nawet nie ośmielam się sugerować, że należałby się Panu chociaż klapsik po łapkach, świerzbiacych aż do wypisywania takich głupotek.
Wielce Szanowny Panie, tu ani wiek, ani wykształcenie nie mają znaczenia. Natomiast ogromnie się liczy poziom i sprawność intelektualna. Powyższe zdanie zdecydowanie świadczy, iż pomylił Pan optymalne dla siebie forum.
Trudno mnie tu do tego poziomu dorównać.

Zamykając powtórzę:
Konkrety, Szanowny Panie, konkrety.
A Pana stać tylko na epitety.

@@@
.
17-10-2012 17:11 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

Dołączam do Fizyka - zupełnie się kolego nie krępuj. Dawaj coś więcej poza "suchymi wnioskami". Krytycy BU to sami entuzjaści tychże - nic dorzecznego dowiedzieć się nie da. Może być naprawdę długaśne - tu ludzie lubią czytać.

Do dzieła
18-10-2012 08:54 
 Ocena 5 na 5
Vytautas (4394 punktów)
>Sądziłem po tytule, że książka ma za zadanie dostarczyć argumentów na nieistnienie Boga, nie zaś krytykę jakiejś (jednej z wielu) religii. To, że chrześcijański obraz Boga jest wykrzywiony i opaczny, nie implikuje logicznie nieistnienia Boga.
   Już starożytni Rzymianie rozumieli, że ei incumbit probandum, qui dicit, non qui negat, że na tym spoczywa ciężar dowodu, kto twierdzi, nie kto przeczy, a Ty tego albo nie rozumiesz, albo udajesz, że nie rozumiesz. Nie da się udowodnić ani nieistnienia Boga, ani innych bogów, ani nawet swojskich milusich krasnoludków, dopóki nie zostanie podana tych bytów ścisła i wyczerpująca definicja. Każdy argument na nieistnienie zostanie "obalony" dodaniem do definicji ad hoc tworzonej odpowiedniej cechy dyskutowanego pojęcia. Na przykład na argument, że nikt krasnoludków nie widział, zwolennik ich istnienia odpowie, że potrafią się chować zawczasu korzystając z umiejętności przewidywania poczynań obserwatora i będzie uważał, że pokonał adwersarza.
18-10-2012 22:51 
 Ocena 2 na 2
gostyx (347 punktów)
>Nie da się udowodnić ani nieistnienia Boga, ani innych bogów, ani nawet swojskich milusich krasnoludków, dopóki nie zostanie podana tych bytów ścisła i wyczerpująca definicja. Każdy argument na nieistnienie zostanie "obalony" dodaniem do definicji ad hoc tworzonej odpowiedniej cechy dyskutowanego pojęcia.

No właśnie! Dlatego jest to dowód na to, ze nie da rady opisywać kwestii istnienia Boga jako hipotezy naukowej, co twierdzi Dawkins...
Skoro jednak ciężar dowodu spoczywa na tym, co ktoś twierdzi, spójrzmy, jakie argumenty ma nam do zaproponowania Dawkins w kwestii "istnienie Boga - hipoteza, czy nie?". Przypominam - Dawkins twierdzi, że jednak hipoteza.

Rozdział 2 ma nas przekonać, że (nie)istnienie Boga to hipoteza. Cytat z Dawkinsa: "Sformułuję Hipotezę Boga znacznie ostrożniej: istnieje nadludzka, nadnaturalna inteligencja, która w zamierzony sposób zaprojektowała i stworzyła Wszechświat i wszystko, co w nim istnieje, w tym również nas. Celem mojej książki jest obrona
przeciwstawnej opinii: jakakolwiek twórcza inteligencja, wystarczająco złożona, by cokolwiek zaprojektować, może powstać wyłącznie jako produkt końcowy rozbudowanego procesu stopniowej ewolucji."

Raz jeden wymsknęła mu się prawda - "przeciwstawnej opinii" zdaje on sobie zatem sprawę z tego, że (nie)istnienie Boga też nie jest hipotezą, tylko nieweryfkowalna opinią. Nie dziwi zatem, czemu zagadnienie istnienia Boga, czyli czemu przeczy, nazywa "hipotezą", czyli czyms, czego można i należy dowodzić w sposób naukowy, zaś pogląd przeciwny, który chce utrzymać, nazywa "opinią". Jeszcze nie słyszałem o koniecznosci dowodzenia prawdziwosci opinii, ani nawet sensownosci tego zabiegu - opinie (w przeciwieństwie do twierdzeń - tych naukowych i potocznych) są chyba raczej"niedowodliwe". Dlatego zapewne to, z czym walczy definiuje jako hipotezę, to zas, co przyjmuje za prawdę, jest dla niego opinią, czyli czyms, co nie wymaga obowiązku logicznego dowodzenia.

Powtarzam - nie sądzę, żeby pan D. nie zdawał sobie sprawy z "niehipotezyjności" istnienia Boga lub też jego braku; jeśli by sobie nie zdawał, to okazałby się natychmiast po prostu mało wiarygodnym dysputantem o podstawowych brakach w edukacji i/lub wyobraźni, robiącym elementarne błędy w założeniach.

Dawkins pisze: "[...]dostępne dowody i logiczne rozumowanie pozwalają oszacować prawdziwość tej hipotezy z prawdopodobieństwem znacznie przekraczającym 50%"
A ja ponownie pytam:
- jakie dowody można mieć za lub przeciw czemus, co nie jest hipotezą naukową? - można mieć argumenty i przesłanki, ale to w żadnym wypadku nie dowody;
- na podstawie jakich jednoznacznych i łatwo rozumianych kryteriów szacowano owo prawdopodobieństwo?;
- wreszcie po trzecie - odnosnie logicznego rozumowania - skąd pewnosć, że Bóg będzie postępował zgodnie z ludzką logiką?
To jeden z wielu argumentów, z powodu których istnienie Boga nie może być hipotezą.

Zresztą - kolejna wpadka we własne sidła (również "Bóg urojony": "Może to właśnie dlatego, iż nie można dowieść opinii teologicznych, wszelkie, najdrobniejsze nawet różnice zdań prowadzą do wybuchów tak wielkiej wrogości, zwłaszcza zaś tyczy to - o czym świadczą chociażby losy herezji ariańskiej - odmienności sądów o naturze Trójcy Świętej."

Czyli jak, do jasnej ciasnej? To istnienie Boga ma być hipotezą naukową, czy jest w końcu tylko opinią teologiczną? Bo jeżeli uznamy ją za hipotezę, to nie rozumiem, czemu nie mielibysmy zrobić tego samego np. z wszystkimi pozostałymi twierdzeniami teologii, która tymże Bogiem się zajmuje, a jej pierwszym, podstawowym i nieodzownym twierdzeniem jest "Bóg istnieje". Ale jeżeli zdań formułowanych w teologii nie można dowiesć, to nie dowiedziemy także i tego, że Bóg istnieje, a więc nie ma sensu robić z tego hipotezy naukowej.

Opieranie się zatem z pełną świadomością na błędnym postawieniu sprawy jako hipotezy, trąci już naprawdę manipulacją obliczoną na efekt - nasuwa się bowiem pytanie - "Skoro zatem wie o tym, że główna podwalina jego wywodu jest błędem (nasze założenie - przypadek jego fałszywości natychmiast implikuje banalne niedouczenie Dawkinsa), zaś uparcie forsuje błędny pogląd, czyżby:
a) nie było to dla niego istotne?
b) liczył na to, że większość osób nie dostrzeże faktu, że robi ten fundamentalny błąd?"
Ja wybieram odpowiedź b), w przypadku prawdziwości a) - sam fakt, ze ktoś nie przykłada wagi do tego, czy opiera swoje rozumowanie na błędnych założeniach jest dla mnie dyskfalifikujący w kwestii uczciwości i wiarygodności merytorycznej.

Skoro już wybrałem b) pojawia się pytanie - co mu to może przynieśc? Niczego nie robi się bez powodu. Moim zdaniem - odpowiedzi udziela sam Dawkins mówiąc "Pisałem już wcześniej, że pragnę budzić w moich czytelnikach świadomość. Tak jest! Potęga takich intelektualnych narzędzi jak model doboru naturalnego, to drugi z czterech filarów, na których tę nową świadomość zamierzam wesprzeć".
Skoro chce wznosić "nową świadomość", to prosze bardzo - jego prawo, tylko czemu (nawet, gdyby miało okazać się, ze racja jest po jego stronie!) czyni to oparłszy swoje metody z pełną świadomością na argumentach o błędnych przesłankach? Uważam, że odpowiedź może być tylko jedna: liczy się dla niego efekt.

Uznaję zatem, że ważne jest dla niego nie to, aby używać "poprawnych" argumentów i robić to tym samym uczciwie pod względem merytorycznym, tylko aby robić to efektywnie - cel uświęca środki.
Przeprowadziwszy takie rozumowanie - dochodzę do wniosku, że od poprawnych, "racjonalnych" argumentów liczy sie dla niego o wiele bardziej to, ile osób zdoła przekonać do swojego zdania, co, nawet, gdyby miał mieć rację w kwesti (nie)istnienia Boga, jest dla mnie wystarczającym dowodem jego manipulanctwa i nieuczciwości w argumentowaniu.
19-10-2012 06:46 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Raz jeden wymsknęła mu się prawda - "przeciwstawnej opinii" zdaje on sobie zatem sprawę z tego, że (nie)istnienie Boga też nie jest hipotezą, tylko nieweryfikowalną opinią.

Nieprawda. Nie rozumiesz co cytujesz. Cytat:
Sformułuję Hipotezę Boga znacznie ostrożniej: istnieje nadludzka, nadnaturalna inteligencja, która w zamierzony sposób zaprojektowała i stworzyła Wszechświat i wszystko, co w nim istnieje, w tym również nas. Celem mojej książki jest obrona przeciwstawnej opinii: jakakolwiek twórcza inteligencja, wystarczająco złożona, by cokolwiek zaprojektować, może powstać wyłącznie jako produkt końcowy rozbudowanego procesu stopniowej ewolucji.
Postulat o istnieniu Boga jest hipotezą naukową. Natomiast opinią jest teza, że Bóg mógłby powstać tylko w wyniku ewolucji.

> - jakie dowody można mieć za lub przeciw czemus, co nie jest hipotezą naukową?

Jest hipotezą naukową.

> - na podstawie jakich jednoznacznych i łatwo rozumianych kryteriów szacowano owo prawdopodobieństwo?

Choćby takich, że nigdy nie było tylko jednej pary ludzi na Ziemi, kobiety nie są zdolne do dzieworództwa, zamiana wody w wino słabo się udaje, tudzież zamiana wina w krew, a opłatek pozostaje opłatkiem pomimo wypowiadania nad mim zaklęć przez tysiąclecia.

> - wreszcie po trzecie - odnosnie logicznego rozumowania - skąd pewnosć, że Bóg będzie postępował zgodnie z ludzką logiką?

Hipoteza ułomnego Boga też jest hipotezą naukową.
19-10-2012 12:51 
 0 na 2
gostyx (347 punktów)
>Nieprawda. Nie rozumiesz co cytujesz. Cytat:
Sformułuję Hipotezę Boga znacznie ostrożniej: istnieje nadludzka, nadnaturalna inteligencja, która w zamierzony sposób zaprojektowała i stworzyła Wszechświat i wszystko, co w nim istnieje, w tym również nas. Celem mojej książki jest obrona przeciwstawnej opinii: jakakolwiek twórcza inteligencja, wystarczająco złożona, by cokolwiek zaprojektować, może powstać wyłącznie jako produkt końcowy rozbudowanego procesu stopniowej ewolucji.
Postulat o istnieniu Boga jest hipotezą naukową. Natomiast opinią jest teza, że Bóg mógłby powstać tylko w wyniku ewolucji.


Błąd - już samo zawarcie w podanej definicji słowa "nadnaturalna" dyskfalifikuje natychmiast takie zdanie pod względem możliwości weryfikacji metodami naukowymi. Nauka, jak sam doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, z racji samej swojej definicji, zajmuje się sprawami "naturalnymi", nie ma nic do powiedzenia (bo z definicji nie może) na temat spraw związanych z jakąś metafizyką, czy "nadnaturalnością".
Kwestia istnienia takiej metafizycznej/nadnaturalnej sfery jest oczywiście sprawą dyskusyjną i można twierdzić, że czegoś takiego nie ma, tym niemniej nauka niestety nie pomoże nam w takim momencie odpowiedzieć na pytanie o jej istnienie. Bo się takimi sprawami nie zajmuje.

>> - jakie dowody można mieć za lub przeciw czemus, co nie jest hipotezą naukową?
>Jest hipotezą naukową.

Ze względu na powyższe - nie jest i nie może nią być.

>> - na podstawie jakich jednoznacznych i łatwo rozumianych kryteriów szacowano owo prawdopodobieństwo?
>Choćby takich, że nigdy nie było tylko jednej pary ludzi na Ziemi, kobiety nie są zdolne do dzieworództwa, zamiana wody w wino słabo się udaje, tudzież zamiana wina w krew, a opłatek pozostaje opłatkiem pomimo wypowiadania nad mim zaklęć przez tysiąclecia.

Mam pytanie - co mają jakieś ludzkie wierzenia do rzeczywistego istnienia, bądź nie, czegokolwiek? Jak widzę, gdy jest mowa o Bogu to zaraz wiele osób wyskakuje z tekstem w stylu: "Boga nie ma - cuda i historie opisane w Biblii są nieprawdziwe/niemożliwe bo: ..., "
Świetnie - też się zgadzam, że takie historie są raczej z palca wyssane, tylko zdaję sobie równocześnie sprawę, że logika podpowiada, że byt, którego chcemy okreslać mianem "Bóg" absolutnie nie musi wykazywać takich cech, jakie przypisuje mu Biblia, czy jakakolwiek inna "święta księga".
Mnie chodzi o uświadomienie sobie faktu, iż "atakując" kwestię istnienia Boga poprzez uwidacznianie absurdu jakichś ludzkich wierzeń na ten temat, tak naprawdę trafiamy kulą w płot, bo to, że czyjeś wyobrażenia są błędne, nie prowadzi logicznie do wniosku, że całe zagadnienie jest fałszywe.

>> - wreszcie po trzecie - odnosnie logicznego rozumowania - skąd pewnosć, że ewentualny byt, którego chcemy określać mianem Boga będzie postępował zgodnie z ludzką logiką?
>Hipoteza ułomnego Boga też jest hipotezą naukową.

Po raz kolejny - nie jest. I dlaczego "ułomnego"? Już pisałem - najprawdopodobniej jedyną logiczną informacją, jaką możemy zebrać odnośnie takiego bytu jest to, że nic nie obliguje go do wykazywania jakichkolwiek cech pojmowalnych dla ludzkiego rozumu, ani do bycia zgodnym z jakimikolwiek ludzkimi wyobrażeniami, a więc kwestia stosowania się do praw ludzkiej logiki nie jest w takim przypadku warunkiem koniecznym. Przykre, ale logiczne.
Kwestia "czy taki byt istnieje" jest dla mnie w tej chwili sprawą drugorzędną, istotne jest to, że nie za wiele niestety da się na taki temat logicznie powiedzieć.
19-10-2012 14:21 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Błąd - już samo zawarcie w podanej definicji słowa "nadnaturalna" dyskwalifikuje natychmiast takie zdanie pod względem możliwości weryfikacji metodami naukowymi.

Ten błąd to błąd teologów a nie Dawkinsa. Z jednej strony teologowie przypisują Bogu nadnaturalność a z drugiej strony - ingerencję w świat naturalny. Ale błąd ten jest nieistotny, bo czy Bóg jest naturalny czy nadnaturalny, to sama jego rzekoma ingerencja w świat nam dostępny jest weryfikowalna i pozwala wykryć jego ewentualne istnienie.

> Mam pytanie - co mają jakieś ludzkie wierzenia do rzeczywistego istnienia, bądź nie, czegokolwiek?

Przyznaję, że niewiele.

> Jak widzę, gdy jest mowa o Bogu to zaraz wiele osób wyskakuje z tekstem w stylu: "Boga nie ma - cuda i historie opisane w Biblii są nieprawdziwe/niemożliwe bo: ..., " Świetnie - też się zgadzam, że takie historie są raczej z palca wyssane, ...

A to świetnie, że świetnie...

> ... tylko zdaję sobie równocześnie sprawę, że logika podpowiada, że byt, którego chcemy okreslać mianem "Bóg" absolutnie nie musi wykazywać takich cech, jakie przypisuje mu Biblia, czy jakakolwiek inna "święta księga".

... tylko w takim razie ten Twój "Bóg" nie jest Bogiem chrześcijańskim i nie o Twoim "Bogu" Dawkins książkę napisał.

>>> skąd pewnosć, że ewentualny byt, którego chcemy określać mianem Boga będzie postępował zgodnie z ludzką logiką?
>> Hipoteza ułomnego Boga też jest hipotezą naukową.
> Po raz kolejny - nie jest.

Jest - patrz wyżej.

> I dlaczego "ułomnego"?

Bo chrześcijaństwo stawia hipotezę Boga doskonałego, a nielogiczne postępowanie niewątpliwie jest ułomnością.
gostyx (347 punktów)
>> Błąd - już samo zawarcie w podanej definicji słowa "nadnaturalna" dyskwalifikuje natychmiast takie zdanie pod względem możliwości weryfikacji metodami naukowymi.
>Ten błąd to błąd teologów a nie Dawkinsa. Z jednej strony teologowie przypisują Bogu nadnaturalność a z drugiej strony - ingerencję w świat naturalny. Ale błąd ten jest nieistotny, bo czy Bóg jest naturalny czy nadnaturalny, to sama jego rzekoma ingerencja w świat nam dostępny jest weryfikowalna i pozwala wykryć jego ewentualne istnienie.

Błąd o którym mówisz, to błąd zarówno teologów jak i Dawkinsa. A będąc jeszcze bardziej precyzyjnym jest to kilka osobnych błędów:

a) błąd teologów, polegający na tym, że stworzyli sobie jakąś wewnętrznie sprzeczną "koncepcję" Boga i twierdzą, że jest jedynie prawdziwa. Tę właśnie wewętrzną sprzeczność wykorzystuje Dawkins wygrywając śmiesznie łatwo w sporach z teologami.

b) błąd Dawkinsa polegający na tym, że ewentualna nieobecność dowodów na jakąś ingerencję istoty "nadprzyrodzonej" zinterpretowana zostanie jako dowód jej nieistnienia. Logicznie rzecz ujmując dowodziłoby to tylko braku ingerencji. Fakty nie świadczą o niczym więcej poza faktami. Reszta jest kwestią interpretacji - a interpretowanie braku ingerencji jako dowód nieistnienia jest nieuzasadniony. Istota taka może istnieć, ale z sobie znanych powodów może nie chcieć ingerować.

c) błąd Dawkinsa, który wynika z błędu b) polegający na tym, że forsuje koncepcję "hipotezy Boga" nie mając żadnych podstaw do jej forsowania.

>... tylko w takim razie ten Twój "Bóg" nie jest Bogiem chrześcijańskim i nie o Twoim "Bogu" Dawkins książkę napisał.

Przykro mi, ale Dawkins sam napisał "Potępiam wiarę w ponadnaturalne we wszystkich jej przejawach[...]" oraz "Celem mojego ataku nie jest żaden konkretny Bóg czy bogowie. Atakuję Boga, wszystkich bogów, wszystko i cokolwiek nadnaturalnego, gdziekolwiek i kiedykolwiek zostało (lub jeszcze zostanie) wynalezione"

Dlatego własnie uważam, że jego książka powinna (przynajmniej w teorii) również rozprawiać się z koncepcją nazwijmy to "mojego" Boga, z braku lepszego określenia, nie zaś jedynie atakować wyobrażenia chrześcijańskie i twierdzić "potępiam wiarę w ponadnaturalne
we wszystkich jej przejawach, a ten projekt można zrealizować najefektywniej, koncentrując się na formach kultu najlepiej znanych moim czytelnikom, na tych, które najgroźniej atakują nasze społeczeństwo..
"

Jest to jawny dowód na to, że Dawkinsowi tak naprawdę nie za bardzo zależy na tym, żeby twardo stać na stanowisku "Boga nie ma", ale żeby wywrzeć wpływ na umysły ludzkie, aby przyjęły jego punkt widzenia, nie dając im do tego nawet własciwych argumentów. Umysły chrześcijańskie może i uda mu sie pozyskać, wyjaśniwszy absurd ich wierzeń, ale w takim razie niech napisze, że jego książka ma na celu właśnie konwertowanie jedynie chrzescijan i walczy jedynie z chrzescijańskim Bogiem.

Jak sam przyznałeś - ludzkie wierzenia mają się nijak do rzeczywistego (nie)istnienia czegokolwiek, więc wykorzystując je nie można dowieść nieistnienia Boga w ogólności, a jedynie Boga w wyobrażeniu chrześcijan.

Jednakże interpretowanie możliwości "zwycięstwa" nad Bogiem chrześcijańskim jako tym samym mozliwości "zwycięstwa" nad koncepcją Boga w ogólności (w tym także koncepcją "mojego" Boga) jest już zwyczajnym błędem lub - jak dla mnie - nadużyciem, gdyż myslę, że (jak pisałem) Dawkins również zdaje sobie z tego sprawę i liczy się dla niego jedynie to, ile osób przekona do swojego zdania.

>>>> skąd pewnosć, że ewentualny byt, którego chcemy określać mianem Boga będzie postępował zgodnie z ludzką logiką?
>>> Hipoteza ułomnego Boga też jest hipotezą naukową.
>> Po raz kolejny - nie jest.
>Jest - patrz wyżej.

Patrz wyżej - nie jest.
21-10-2012 07:02 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> interpretowanie braku ingerencji jako dowód nieistnienia jest nieuzasadniony

To prawda, ale taki pasywny Bóg jest nie lepszy niż czajniczek Russella.

>> ... tylko w takim razie ten Twój "Bóg" nie jest Bogiem chrześcijańskim i nie o Twoim "Bogu" Dawkins książkę napisał.
> Przykro mi, ale Dawkins sam napisał "Potępiam wiarę w ponadnaturalne we wszystkich jej przejawach[...]" oraz "Celem mojego ataku nie jest żaden konkretny Bóg czy bogowie. Atakuję Boga, wszystkich bogów, wszystko i cokolwiek nadnaturalnego, gdziekolwiek i kiedykolwiek zostało (lub jeszcze zostanie) wynalezione"

Zgadza się. Chociaż Dawkins pisze przede wszystkim o Bogu chrześcijańskim, to jego argumenty skutecznie też atakują znakomitą większość innych bóstw. Ale nie wszystkich! Sam Dawkins przecież przyznaje, że atak ten np. słabo się ima deizmu, a panteizm jest w ogóle poza jego zasięgiem.

Uchronić Boga przed falsyfikacją jest bardzo łatwo, po prostu... nie definiując go. Wtedy na jakikolwiek zarzut sceptyka możesz zawsze odpowiedzieć "to nie o moim Bogu mówisz". Jednak niemal wszystkie z tysięcy różnych religii na tyle dużo mówią o swoich bogach, że hipotezy te bez trudu można wykluczyć.

>Jest to jawny dowód na to, że Dawkinsowi tak naprawdę nie za bardzo zależy na tym, żeby twardo stać na stanowisku "Boga nie ma", ...

I nie stoi: przecież Dawkins mówi, że "Boga prawie na pewno nie ma".

> ... ale żeby wywrzeć wpływ na umysły ludzkie, aby przyjęły jego punkt widzenia, ...

Tak, taki jest cel tej książki: zapoznać czytelnika z naukowym punktem widzenia.

> ... nie dając im do tego nawet własciwych argumentów.

Argumenty są właściwe, choć uproszczone i niepełne, bo na popularnym poziomie, kierowane do szerokiej rzeszy odbiorców. Jeżeli jesteś biegły w naukach ścisłych to poczytaj inne książki Dawkinsa o ewolucji i sięgnij po Victora Stengera czy Lawrenca Kraussa. Jeżeli znasz się na filozofii, to polecam prace Daniela Dennetta.

> Dlatego własnie uważam, że jego książka powinna (przynajmniej w teorii) również rozprawiać się z koncepcją nazwijmy to "mojego" Boga ...

Dziwny to wymóg, skoro nawet na tym forum nie wyjawiłeś czym ten Twój Bóg miałby być.
21-10-2012 14:04 
 0 na 2
gostyx (347 punktów)
>> interpretowanie braku ingerencji jako dowód nieistnienia jest nieuzasadniony
>To prawda, ale taki pasywny Bóg jest nie lepszy niż czajniczek Russella.

Zależy do czego "lepszy" Jeśli koniecznie chcemy postrzegać coś takiego jak ewentualny Bóg w kategoriach "konieczności interakcji" z naszym światem - to faktycznie, nie za wiele nam się przyda. Ale jeśli chodzi nam o kwestię możliwości jego istnienia - jest tak samo dobry jak każdy inny. To, czy uznajemy "czajniczkowatość" za rozsądne kryterium do odrzucenia jego istnienia, czy nie, to juz jest nasz prywatny pogląd na sprawę. Nic nas do tego nie zmusza ze strony logiki.

>Zgadza się. Chociaż Dawkins pisze przede wszystkim o Bogu chrześcijańskim, to jego argumenty skutecznie też atakują znakomitą większość innych bóstw. Ale nie wszystkich! Sam Dawkins przecież przyznaje, że atak ten np. słabo się ima deizmu, a panteizm jest w ogóle poza jego zasięgiem.

No właśnie - skoro sam to przyznaje - nie widzę powodów, dla których uczciwe miałoby być jego zarzekanie się, że atakuje "każdą koncepcję bóstwa" oraz "cokolwiek nadnaturalnego zostanie jeszcze wynalezione", skoro sam wie, że jest to niemożliwe.

>Uchronić Boga przed falsyfikacją jest bardzo łatwo, po prostu... nie definiując go. Wtedy na jakikolwiek zarzut sceptyka możesz zawsze odpowiedzieć "to nie o moim Bogu mówisz". Jednak niemal wszystkie z tysięcy różnych religii na tyle dużo mówią o swoich bogach, że hipotezy te bez trudu można wykluczyć.

Zgadza się - ja od samego początku kładę nacisk na to, że istnienie Boga nie jest hipotezą, właśnie z tego względu, że:

a) "Bóg" jest niejako właśnie "z definicji" pojęciem zbyt obszernym, aby móc swtorzyć jakąś jego jednoznaczną definicję - i to jest właśnie ten główny problem;

b) skoro brakuje jednoznacznej definicji, nie za bardzo będziemy wiedzieć, czego mamy szukać w naszym świecie, aby potwierdzić/wykluczyć jakieś slady jego istnienia;

c) możemy, jak sam mówisz - badać konkretne religie, ale za każdym razem musimy mieć swiadomość, że coś takiego jak "Bóg" może być jeszcze czymś innym, niż mówi każda z tych religii - ot, choćby ten cały panteizm - w tym przypadku już nie będziemy mogli zebrać żadnych sensownych dowodów ingerencji, jako, że Bóg nie jest w tym przypadku bytem oddzielnym od natury.

>> ... ale żeby wywrzeć wpływ na umysły ludzkie, aby przyjęły jego punkt widzenia, ...
>Tak, taki jest cel tej książki: zapoznać czytelnika z naukowym punktem widzenia.

Sęk w tym, że będąc uczciwym - naukowy punkt widzenia na tę sprawę powienien brzmieć: "Nauka nie posiada i nie może posiadać żadnych dowodów na ewentualną ingerencję istoty takiej jak Bóg w naszą rzeczywistość, bo nie wiadomo, czym tak w istocie jest Bóg i wobec tego nie wiemy, co moglibyśmy określać mianem dowodów."

I to jest w moim przekonaniu jak najbardziej uczciwe postawienie sprawy - krótkie, treściwe i bez żadnych niedomówień i półprawd.
Nauka nie zajmuje się ani istnieniem ani definiowaniem Boga, jak pisałem: próba jego definicji jest zadaniem karkołomnym - może ona co najwyżej spróbować badać ewentualne ingerencje w nasz świat istot opisanych różnymi religiami - ale jak już się zgodzilismy - ludzkie wierzenia na ten temat mają się nijak do rzeczywistego istnienia (lub nie) Boga.

Właśnie dlatego w momencie, gdy ktoś twierdzi jak Dawkins: "dowody naukowe" pozwalają określić "prawdopodobieństwo istnienia" to już jest fałsz i obłuda przedstawiania własnych poglądów na sprawę, ubranych w aytorytet przedstawiciela nauki. Gdyby Dawkins nie twierdził z uporem maniaka, że "istnienie Boga jest hipotezą naukową", a napisał jasno i wyraźnie, że przedstawia swoje własne poglądy na ten temat - nic bym nie powiedział. Ale w momencie, gdy podczas uzasadniania własnych przekonań zasłania się obiektywizmem nauki, to nie jest to najuczciwszy sposób dobierania argumentów.

>Dziwny to wymóg, skoro nawet na tym forum nie wyjawiłeś czym ten Twój Bóg miałby być.

Nie mógłbym nawet tego zrobić, gdyż jak pisałem, jestem świadomy, że zdefiniować czegoś takiego jak "mój" Bóg w sposób jednoznaczny po prostu się nie da - dlatego nadal twierdzę, że kwestia jego istnienia nie jest hipotezą naukową.

>>Jest to jawny dowód na to, że Dawkinsowi tak naprawdę nie za bardzo zależy na tym, żeby twardo stać na stanowisku "Boga nie ma", ...
>I nie stoi: przecież Dawkins mówi, że "Boga prawie na pewno nie ma".

Podsumowując jego wypowiedzi na ten temat uważam, że on jest w 100% przekonany, że ma rację i Bóg nie istnieje, a takie wypowiedzi, to jedynie erystyczny "listk figowy", tylna furtka, którą zostawia sobie, na wypadek właśnie takiego obrotu sprawy - gdy ktoś mu zarzuca, że zajadle broni własnego przekonania, którego nie może tak naprawdę dowieść.
21-10-2012 17:53 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
>To, czy uznajemy "czajniczkowatość" za rozsądne kryterium do odrzucenia jego istnienia, czy nie, to juz jest nasz prywatny pogląd na sprawę. Nic nas do tego nie zmusza ze strony logiki.

Onus probandi zmusza. To zapewne retoryczne ale długo tak możesz?

>a) "Bóg" jest niejako właśnie "z definicji" pojęciem zbyt obszernym, aby móc swtorzyć jakąś jego jednoznaczną definicję - i to jest właśnie ten główny problem;

Czyli definicja "niewiadomoczego" jest z "definicji" zbyt obszerna by stworzyć definicję ale nic nie stoi na przeszkodzie by stworzyć definicje. To oczywista oczywistość

>b) skoro brakuje jednoznacznej definicji, nie za bardzo będziemy wiedzieć, czego mamy szukać w naszym świecie, aby potwierdzić/wykluczyć jakieś slady jego istnienia;

Skoro brakuje jednoznacznej definicji "niewiadomoczego", nie za bardzo będziemy wiedzieć, czego mamy szukać w naszym świecie, aby potwierdzić/wykluczyć jakieś slady istnienia "niewiadomoczego"

>c) możemy, jak sam mówisz - badać konkretne religie, ale za każdym razem musimy mieć swiadomość, że coś takiego jak "Bóg" może być jeszcze czymś innym, niż mówi każda z tych religii

Za każdym razem musimy mieć swiadomość, że coś takiego jak "niewiadomoco" może być jeszcze innym "niewiadomoczym", niż mówi każda z tych religii

> - ot, choćby ten cały panteizm - w tym przypadku już nie będziemy mogli zebrać żadnych sensownych dowodów ingerencji, jako, że Bóg nie jest w tym przypadku bytem oddzielnym od natury.

Skoro "niewiadomoco" miałoby być bytem nierozdzielnym z naturą to chyba dajemy radę go badać?

>Sęk w tym, że będąc uczciwym - naukowy punkt widzenia na tę sprawę powienien brzmieć: "Nauka nie posiada i nie może posiadać żadnych dowodów na ewentualną ingerencję istoty takiej jak Bóg w naszą rzeczywistość, bo nie wiadomo, czym tak w istocie jest Bóg i wobec tego nie wiemy, co moglibyśmy określać mianem dowodów."

Sęk w tym, że będąc uczciwym - fideistyczny punkt widzenia na tę sprawę powinien brzmieć: "Religia nie posiada i nie może posiadać żadnych dowodów na ewentualną ingerencję istoty takiej jak "niewiadomoco" w naszą rzeczywistość, bo nie wiadomo, czym tak w istocie jest "niewiadomoco" i wobec tego nie wiemy, co moglibyśmy określać mianem dowodów."

No ale szczęściem bóg zesłał teologię

>Nie mógłbym nawet tego zrobić, gdyż jak pisałem, jestem świadomy, że zdefiniować czegoś takiego jak "mój" Bóg w sposób jednoznaczny po prostu się nie da - dlatego nadal twierdzę, że kwestia jego istnienia nie jest hipotezą naukową.

Słusznie - nie daj boże dałbyś pod weryfikację Twe Własne "niewiadomoco". Nieweryfikowalne "niewiadomoco" to nie w kij dmuchał

>Podsumowując jego wypowiedzi na ten temat uważam, że on jest w 100% przekonany, że ma rację

Dobrzeć widzę, że jak Ty się wypowiadasz od razu uznajesz, że nie masz racji. No i w tym wyjątkowo się z Tobą zgodzę.
21-10-2012 19:55 
 Ocena-1 na 1
gostyx (347 punktów)
>>To, czy uznajemy "czajniczkowatość" za rozsądne kryterium do odrzucenia jego istnienia, czy nie, to juz jest nasz prywatny pogląd na sprawę. Nic nas do tego nie zmusza ze strony logiki.
>Onus probandi zmusza. To zapewne retoryczne ale długo tak możesz?

To też zapewne retoryczne, ale co Ty masz z tym "onus probandi" ? Owszem, fajne słowa po łacinie, ale myślałem, że ciężar dowodu leży po naszej stronie tylko, gdy coś twierdzimy? I jeżeli mamy problem z dowodem - oznacza to, że nie potrafimy dowieść, że mamy rację i inni nie muszą nam wtedy wierzyć. Moim zdaniem nie ma to nic do czynienia z jakąkolwiek realnością istnienia lub nie.

>Czyli definicja "niewiadomoczego" jest z "definicji" zbyt obszerna by stworzyć definicję ale nic nie stoi na przeszkodzie by stworzyć definicje. To oczywista oczywistość

Cytujesz, widzę klasyków, jak to mawia nasz premier Tylko nie rozumiem, czemu niby "nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć definicję" - cały czas mówię, że własnie z tą definicją to są same kłopoty

>Skoro brakuje jednoznacznej definicji "niewiadomoczego", nie za bardzo będziemy wiedzieć, czego mamy szukać w naszym świecie, aby potwierdzić/wykluczyć jakieś slady istnienia "niewiadomoczego"

Tak, dokładnie - właśnie dlatego nie jest i nie może być to hipoteza naukowa

>>c) możemy, jak sam mówisz - badać konkretne religie, ale za każdym razem musimy mieć swiadomość, że coś takiego jak "Bóg" może być jeszcze czymś innym, niż mówi każda z tych religii
>Za każdym razem musimy mieć swiadomość, że coś takiego jak "niewiadomoco" może być jeszcze innym "niewiadomoczym", niż mówi każda z tych religii

Ano właśnie

>> - ot, choćby ten cały panteizm - w tym przypadku już nie będziemy mogli zebrać żadnych sensownych dowodów ingerencji, jako, że Bóg nie jest w tym przypadku bytem oddzielnym od natury.
>Skoro "niewiadomoco" miałoby być bytem nierozdzielnym z naturą to chyba dajemy radę go badać?

Badać go - pewnie, ba właśnie nawet twierdzimy wtedy, że on istnieje. Chodziło mi o to, że nie będziemy mogli podac dowodów ingerencji, bo ingerować w samego siebie to chyba dość niezwykłe?

>Sęk w tym, że będąc uczciwym - fideistyczny punkt widzenia na tę sprawę powinien brzmieć: "Religia nie posiada i nie może posiadać żadnych dowodów na ewentualną ingerencję istoty takiej jak "niewiadomoco" w naszą rzeczywistość, bo nie wiadomo, czym tak w istocie jest "niewiadomoco" i wobec tego nie wiemy, co moglibyśmy określać mianem dowodów."

Widzę, że rozumiesz Zgadzam się - nie można być pewnym, czy to, co twierdzi jakakolwiek teologia jest prawdziwe

>No ale szczęściem bóg zesłał teologię

Tu bym się już nie zgodził - bo skoro nie można być pewnym tego, co teologia mówi, to po co mnożyć byty nad potrzebę?

>Słusznie - nie daj boże dałbyś pod weryfikację Twe Własne "niewiadomoco".

No nie poddałbym, bo bym nie mógł przeprowadzić takowej

>Nieweryfikowalne "niewiadomoco" to nie w kij dmuchał

No właśnie dlatego tyle wieków ludzie się z tym męczą

>Dobrzeć widzę, że jak Ty się wypowiadasz od razu uznajesz, że nie masz racji. No i w tym wyjątkowo się z Tobą zgodzę.

Uznaję, że mogę się mylić. Jeśli masz inne zdanie - ok.
21-10-2012 20:44 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
>ciężar dowodu leży po naszej stronie tylko, gdy coś twierdzimy? I jeżeli mamy problem z dowodem - oznacza to, że nie potrafimy dowieść, że mamy rację i inni nie muszą nam wtedy wierzyć.

No i o to chodzi. Powiedz no teraz na kim, w kwestii istnienia tego czegoś zwanego potocznie bogiem, spoczywa ciężar dowodu?

>cały czas mówię, że własnie z tą definicją to są same kłopoty

Ale posługujesz się w zdaniach tym określeniem czyli jakąś definicję mu nadajesz. Jeśli, jak twierdzisz, jednak nie to dlaczego nie nazwać go tosterem czy deskorolką?

Można posługiwać się "bogiem" w kilku znaczeniach:

1. deizm - to tylko spekulacja, z której nie wynikają żadne konsekwencje.
2. panteizm - bóg to synonim praw fizyki więc pojęcie zupełnie zbędne.
3. teizm - każda definicja jest logicznie sprzeczna czyli jest to niedefiniowalne - inaczej mówiąc po prostu bzdura.
4. postacie mitologiczne - tu ma to takie samo znaczenie jak Pankracy czy Myszka Miki.

W którym sensie Ty używasz tego pojęcia?

>Tak, dokładnie - właśnie dlatego nie jest i nie może być to hipoteza naukowa

Te zdanie to kompletny absurd - to, w takim sensie, nie tylko nie nadaje się na jakąkolwiek hipotezę ale na cokolwiek rozumnego.

>Ano właśnie

Jw.

>Badać go - pewnie, ba właśnie nawet twierdzimy wtedy, że on istnieje.

Możesz sobie nazwać "rzeczywistość" jakkolwiek Ci się podoba. To w końcu tylko nazwa.

> Chodziło mi o to, że nie będziemy mogli podac dowodów ingerencji, bo ingerować w samego siebie to chyba dość niezwykłe?

Złamałeś Ty kiedy rękę?

>Widzę, że rozumiesz Zgadzam się - nie można być pewnym, czy to, co twierdzi jakakolwiek teologia jest prawdziwe

Bez problemu można. Odmiennie niż nauka, teologia apriorycznie zakłada niepodważalność istnienia obiektu badań - dowodów na istnienie rzecz jasna nie przedstawia (znowu onus probandi). Przedmiotem badań jest obiekt o cechach wzajemnie sprzecznych więc od razu można odrzucić ten cały koncept.

>Tu bym się już nie zgodził - bo skoro nie można być pewnym tego, co teologia mówi, to po co mnożyć byty nad potrzebę?

Jw.

>No właśnie dlatego tyle wieków ludzie się z tym męczą

Skoro od zarania ludzkości się tym męczą i kompletnie nic rozsądnego nie spłodzili to jest to chyba jakaś przesłanka, że ten cały koncept jest do niczego?
19-10-2012 17:28 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Po raz kolejny - nie jest. I dlaczego "ułomnego"? Już pisałem - najprawdopodobniej jedyną logiczną informacją, jaką możemy zebrać odnośnie takiego bytu jest to, że nic nie obliguje go do wykazywania jakichkolwiek cech pojmowalnych dla ludzkiego rozumu,

A skąd niby masz tą informację? Jeszcze "logiczną" jakoby?

> ani do bycia zgodnym z jakimikolwiek ludzkimi wyobrażeniami,

Niezgodność z wyobrażeniami to też wyobrażenie. Jak chcesz sobie coś "po ludzku nie wyobrazić"?

> a więc kwestia stosowania się do praw ludzkiej logiki nie jest w takim przypadku warunkiem koniecznym. Przykre, ale logiczne.

To "logika" ci podpowiada "brak logiki"?
gostyx (347 punktów)
>A skąd niby masz tą informację? Jeszcze "logiczną" jakoby?

A z wywodu, który przeprowadziłem w poście, na który się powołujesz
Twierdzę, że jest logiczna, bo posługiwałem się przy jej tworzeniu prawami logiki i nie znalazłem w niej nic, co by im przeczyło. Jeśli natomiast Ty coś takiego widzisz - nie krępuj się mi napisać, chętnie podyskutuję.

Rozumiem, że można spróbować zapytać się, czemu w takim razie, postulując "nie stosowanie się Boga do logiki", sam się nią posługuję. Odpowiedź jest prosta - bo nie mam nic lepszego, czego mógłbym użyć do "wyartykułowania" swoich przemyśleń w sposób zrozumiały dla drugiego człowieka.

Jest ponoć co prawda jeszcze inna droga do poznania Boga (o ile istnieje) - niektórzy mówią, że "wewnętrzna", czyli przez osobistą kontemplację - ale na polu komunikacji jest to bardzo zawodne, bo o ile logikę zrozumieją (prawie ) wszyscy, to próba przekazania drugiej osobie dokładnej i ścisłej relacji z jakichś tam własnych przemyśleń i odczuć jest rzeczą karkołomną - z tym się chyba zgadzamy wszyscy.

Biorąc to pod uwagę rozumiem w pełni, czemu w tylu religiach jest zakaz portretowania Boga - po prostu nie da rady przekazać w pełni logicznie tego, co ewentualnie miałoby się na ten temat do powiedzenia - język jest po prostu zbyt ubogi na to, aby precyzyjnie przekazywać stany umysłu. Wykonanie dowolnego nazwijmy to ogólnie "portretu" (czyli próbą wyartykułowania tego, co mamy do powiedzenia odnośnie naszych przemyśleń na ten temat) albo nawet zwykłego portretu grozi zaś tym, że niektórzy mogą przyjąć "portret" (nie wspominając o tym, że i ten zwyczajny malunek również) za nasze faktyczne wyobrażenie takiego bytu. Którego, dodajmy, wcale nie jest tak łatwo zdefiniować (chyba jest to niemożliwe).

Brzmi to jak masło maślane i pisząc to autentycznie mam świadomość tego, że motam się i brzmię jak jakiś religijny kaznodzieja, ale tak naprawdę mam po prostu kłopot ze znalezieniem odpowiednich słów na to, co chcę przekazać. Edytowałem i przerabiałem ten post kilka razy, ale za każdym razem natykam się na mur zasobu słów. Innymi słowy - wiem, co chcę powiedzieć, ale odczuwam w pełni ubogość języka - brakuje ścisłych i precyzyjnych określeń.

Z przymrużeniem oka mówiąc - "naprawdę, słów na to już brakuje"
19-10-2012 19:06 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
>bo posługiwałem się przy jej tworzeniu prawami logiki

Bynajmniej. Cały czas ignorujesz onus probandi czego dowód dajesz tu:
Cytat:

Kwestia istnienia takiej metafizycznej/nadnaturalnej sfery jest oczywiście sprawą dyskusyjną


Na Tobie ciąży dowód udowodnienia istnienia tej sfery i do tego czasu mogę nie robić kompletnie nic. Różowy słoń w Twej kuchni to byłby mój, a nie Twój problem.

>Rozumiem, że można spróbować zapytać się, czemu w takim razie, postulując "nie stosowanie się Boga do logiki", sam się nią posługuję. Odpowiedź jest prosta - bo nie mam nic lepszego, czego mógłbym użyć do "wyartykułowania" swoich przemyśleń w sposób zrozumiały dla drugiego człowieka.

Logika to jedyny sposób na odróżnienie prawdy od fałszu - w jaki sposób Ty niby jesteś dla kogokolwiek zrozumiały? Odrzucając ją nawet sam siebie nie rozumiesz.

>Jest ponoć co prawda jeszcze inna droga do poznania Boga (o ile istnieje) - niektórzy mówią, że "wewnętrzna", czyli przez osobistą kontemplację - ale na polu komunikacji jest to bardzo zawodne, bo o ile logikę zrozumieją (prawie ) wszyscy, to próba przekazania drugiej osobie dokładnej i ścisłej relacji z jakichś tam własnych przemyśleń i odczuć jest rzeczą karkołomną - z tym się chyba zgadzamy wszyscy.

Nie poznania "Boga" ale konkretnych urojeń tego czy innego osobnika. Kowalski to sobie może nazwać bogiem, a Kowalska najlepszym "hajem" w życiu.

>Biorąc to pod uwagę rozumiem w pełni, czemu w tylu religiach jest zakaz portretowania Boga - po prostu nie da rady przekazać w pełni logicznie tego, co ewentualnie miałoby się na ten temat do powiedzenia - język jest po prostu zbyt ubogi na to, aby precyzyjnie przekazywać stany umysłu.

Interesujące - z tego widać chrześcijanom ta "ubogość" nie przeszkadza. Może ten bóg bardziej prostacki niż gdzie indziej?

> Wykonanie dowolnego nazwijmy to ogólnie "portretu" (czyli próbą wyartykułowania tego, co mamy do powiedzenia odnośnie naszych przemyśleń na ten temat) albo nawet zwykłego portretu grozi zaś tym, że niektórzy mogą przyjąć "portret" (nie wspominając o tym, że i ten zwyczajny malunek również) za nasze faktyczne wyobrażenie takiego bytu. Którego, dodajmy, wcale nie jest tak łatwo zdefiniować (chyba jest to niemożliwe).

Acha. Zgłoś no na policji żeby zrezygnowali z portretów pamięciowych

> Innymi słowy - wiem, co chcę powiedzieć, ale odczuwam w pełni ubogość języka - brakuje ścisłych i precyzyjnych określeń.

Widzisz - jako ateista mi precyzyjnych szczęśliwie nie brakuje. Religie to stek kretynizmów, a bóg, w wersji teistycznej, to pojęcie niezdefiniowalne czyli kompletna bzdura.

Spróbuj sformułować jakąkolwiek definicję tego czegoś - będzie to jakiś punkt wyjścia.
gostyx (347 punktów)
>Bynajmniej. Cały czas ignorujesz onus probandi czego dowód dajesz tu:
> Cytat:

>Kwestia istnienia takiej metafizycznej/nadnaturalnej sfery jest oczywiście sprawą dyskusyjną

>Na Tobie ciąży dowód udowodnienia istnienia tej sfery i do tego czasu mogę nie robić kompletnie nic. Różowy słoń w Twej kuchni to byłby mój, a nie Twój problem.

Nie rozumiesz, o co mi chodzi. Śpieszę wyjaśnić.
Nie mogę ignorować onus probandi odnośnie istnienia takiej sfery, skoro w tym wątku nie stawiam innych tez poza:

a) z każdej ideologii/światopoglądu/opinii można wykorzystać jako podwalinę do dyskryminacji innych i wykorzystać jako przykrywkę do czynienia czegoś, co okresla się jako zło - argumentowałem już na ten temat i po to założyłem wątek;
b) "hipoteza" Boga to zdanie pozbawione sensu, zaś Dawkins dopuszcza się manipulacji i przekłamań - to akurat wyszło z czasem, ale argumenty na to również przedstawiłem już tutaj wielokrotnie?

Wszystkie inne rozumowania należy traktować wyłącznie jako "strumień świadomości" - czyli w pełni subiektywne przedstawienie moich rozważań na tematy, które poruszamy, bez pretensji do przekonania kogokolwiek. Po prostu, jak mówił Sokrates, "idę tam, dokąd mnie prowadzi rozumowanie". Jeśli masz inne zdanie - piszesz post i dyskutujemy dalej.
Mam wrażenie, że na tym własnie polega dyskusja, a nie na okopaniu się na swoich pozycjach i uparte przerzucanie się argumentami, bez jakiejkolwiek interakcji między rozmówcami.
Mam również wrażenie, że Ty błednie interpretujesz moje wypowiedzi, z góry przyjmując za pewnik, że chcę udowadniać coś poza podpunktami a) i b).

Dlatego właśnie napisałem Cytat:
Kwestia istnienia takiej metafizycznej/nadnaturalnej sfery jest oczywiście sprawą dyskusyjną
aby pokazać, że doskonale zdaję sobie sprawę, że istnienie takiej sfery jest nieudowodnione i że akurat nie to jest dla mnie przedmiotem rozważań. Niepotrzebnie uznałeś to za chęć jakiegoś "dowodu" z mojej strony. Gdybym chciał dowodzić, to bym podawał argumenty wraz z uzasadnieniem- w podpunktach a) i b) tak robię.

Powtarzam - traktuj to jak strumień swobodnych rozważań - mam akurat taki sposób dyskusji. Formułowanie takich otwartych pytań/rozważań z nastawieniem na interakcję jest dla mnie o wiele bardziej mobilizujące intelektualnie, niż "przekrzykiwanie się" argumentami, a już na pewno wymaga większego wysiłku umysłowego, ale to dobrze.

>Logika to jedyny sposób na odróżnienie prawdy od fałszu - w jaki sposób Ty niby jesteś dla kogokolwiek zrozumiały? Odrzucając ją nawet sam siebie nie rozumiesz.

Wydaje mi się, że siebie będę rozumiał zawsze - w końcu to moje myśli, moje przeżycia i mój stan umysłu. Problemy, jak już równiez pisałem, zaczynają się właśnie w momencie, gdy to, co przeżywam chcę przekazać drugiej osobie.

>Nie poznania "Boga" ale konkretnych urojeń tego czy innego osobnika. Kowalski to sobie może nazwać bogiem, a Kowalska najlepszym "hajem" w życiu.

Zdajmy sobie najpierw sprawę z faktu, że nigdy nie bedziemy w stanie wiedzieć w 100%, które z nich miało rację. Co poza tym rozumiesz tutaj przez słowo "urojenie"? Skoro Kowalski coś przeżywa, to nie może to być urojeniem. "Urojeniem" można ewentualnie nazwać sposób jego interpretacji danego zjawiska, ale to sugeruje, że zakładasz już z góry za pewnik, że Kowalski nie ma racji. Chciałbym zapytać na podstawie jakich przesłanek?

>Interesujące - z tego widać chrześcijanom ta "ubogość" nie przeszkadza. Może ten bóg bardziej prostacki niż gdzie indziej?

Dokładne poglądy chrześcijan na tę sprawę nie interesują mnie zbytnio. Interesuje mnie wytłumaczenie, jakie mam przemyślenia na pewne tematy i jak mogę je najbardziej precyzyjnie przekazać rozmówcy.

>Religie to stek kretynizmów, a bóg, w wersji teistycznej, to pojęcie niezdefiniowalne czyli kompletna bzdura.

Pojęcie niedefiniowalne - zgodzę się. Ale już z "kompletną bzdurą" będę dyskutował. "Niedefiniowalność" jakiegoś pojęcia nie oznacza "braku sensu". Jak już wspominałem - zdefiniujmy zatem miłość, dobro i uczciwość, a także zakochanego oraz człowieka dobrego i uczciwego?
19-10-2012 21:30 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>a) z każdej ideologii/światopoglądu/opinii można wykorzystać jako podwalinę do dyskryminacji innych i wykorzystać jako przykrywkę do czynienia czegoś, co okresla się jako zło - argumentowałem już na ten temat i po to założyłem wątek;

Jednych zło, drugich dobro - generalnie truizm.

>b) "hipoteza" Boga to zdanie pozbawione sensu, zaś Dawkins dopuszcza się manipulacji i przekłamań - to akurat wyszło z czasem, ale argumenty na to również przedstawiłem już tutaj wielokrotnie?

Przeczytaj jednak raz jeszcze wypowiedzi Fizyka.

>Mam wrażenie, że na tym własnie polega dyskusja,

Dyskusja polega na wymianie argumentów, a nie "strumieniach świadomości". Jak mamy takich 2 amatorów "hydrologii" to mamy 2 monologi.

> a już na pewno wymaga większego wysiłku umysłowego, ale to dobrze.

Będę jednak stał na stanowisku, że większego wysiłku wymaga argumentowanie własnego zdania niż wygłaszanie monologu.

>Wydaje mi się, że siebie będę rozumiał zawsze - w końcu to moje myśli, moje przeżycia i mój stan umysłu.

Słyszałeś o czymś takim jak choroby psychiczne?

>Problemy, jak już równiez pisałem, zaczynają się właśnie w momencie, gdy to, co przeżywam chcę przekazać drugiej osobie.

Problemem jak Twoje przeżycia są oderwane od rzeczywistości. Język nie jest aż tak prymitywny by nie dało się sensownie komunikować.

>Zdajmy sobie najpierw sprawę z faktu, że nigdy nie bedziemy w stanie wiedzieć w 100%, które z nich miało rację.

Bzdura - jak się nawącham grzybków to zapewne zobaczę zielonego kangura z trąbą albo Jezuska czy inne dziwo. Projekcja to tylko projekcja.

> "Urojeniem" można ewentualnie nazwać sposób jego interpretacji danego zjawiska, ale to sugeruje, że zakładasz już z góry za pewnik, że Kowalski nie ma racji. Chciałbym zapytać na podstawie jakich przesłanek?

Solipsysta?

> "Niedefiniowalność" jakiegoś pojęcia nie oznacza "braku sensu".

To podyskutujmy o vgwqgfkegvfiqkvcrvbkibevr oraz gcwugfyrgfvygfkvq3 albo wgfyugr3fgv3rfugrf3.

>Jak już wspominałem - zdefiniujmy zatem miłość, dobro i uczciwość, a także zakochanego oraz człowieka dobrego i uczciwego?

W czym tu niby problem?
20-10-2012 12:19 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
>(...)
>a) z każdej ideologii/światopoglądu/opinii można wykorzystać jako podwalinę do dyskryminacji innych i wykorzystać jako przykrywkę do czynienia czegoś, co okresla się jako zło - argumentowałem już na ten temat i po to założyłem wątek; (...)

To "zagadnienie" zostało już dawno wytłumaczone przez popularne powiedzenie: "Kto chce psa uderzyć, ten kij zawsze znajdzie". Sedno tkwi w "chęci" a nie w "kiju".
gostyx (347 punktów)
>To "zagadnienie" zostało już dawno wytłumaczone przez popularne powiedzenie: "Kto chce psa uderzyć, ten kij zawsze znajdzie". Sedno tkwi w "chęci" a nie w "kiju".
>

Zgadzam się, że sedno tkwi w chęci, a nie kiju - po prostu interesuje mnie zdanie innych ludzi na ten temat i na ile są oni świadomi tego faktu, że pod taką postawę można podciągnąć wszystko.
20-10-2012 17:51 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Jest ponoć co prawda jeszcze inna droga do poznania Boga (o ile istnieje) - niektórzy mówią, że "wewnętrzna", czyli przez osobistą kontemplację
Coś przegapiłem? Opisałeś jakąś "zewnętrzną" drogę do poznania Boga? Kurde, też bym chciał....

> próba przekazania drugiej osobie dokładnej i ścisłej relacji z jakichś tam własnych przemyśleń i odczuć jest rzeczą karkołomną - z tym się chyba zgadzamy wszyscy.
Jeśli ów niby poznawany Bóg jest li tylko wewnętrznym przemyśleniem to ja tam i za bardzo detali nie ciekawym.

>język jest po prostu zbyt ubogi na to, aby precyzyjnie przekazywać stany umysłu. Wykonanie dowolnego nazwijmy to ogólnie "portretu" (czyli próbą wyartykułowania tego, co mamy do powiedzenia odnośnie naszych przemyśleń na ten temat) albo nawet zwykłego portretu grozi zaś tym, że niektórzy mogą przyjąć "portret" (nie wspominając o tym, że i ten zwyczajny malunek również) za nasze faktyczne wyobrażenie takiego bytu
Bombastyczne ble ble.

>(...) bytu. Którego, dodajmy, wcale nie jest tak łatwo zdefiniować (chyba jest to niemożliwe).
No ba! Jak się nie wie co się portretuje to pewnie że dziwaczne bohomazy wyjść mogą.

>Brzmi to jak masło maślane i pisząc to autentycznie mam świadomość tego, że motam się i brzmię jak jakiś religijny kaznodzieja, ale tak naprawdę mam po prostu kłopot ze znalezieniem odpowiednich słów na to, co chcę przekazać. Edytowałem i przerabiałem ten post kilka razy, ale za każdym razem natykam się na mur zasobu słów. Innymi słowy - wiem, co chcę powiedzieć, ale odczuwam w pełni ubogość języka - brakuje ścisłych i precyzyjnych określeń.
A już starożytni mawiali, że kto umie jasno myśleć umie również jasno mówić.

>Z przymrużeniem oka mówiąc - "naprawdę, słów na to już brakuje"
No to przestań brzmieć jak religijny kaznodzieja i zacznij nazywać rzeczy po imieniu.
Jeśli nie bardzo wiesz o czym mówisz, jeśli to coś jest niedookreślone to powiedz uczciwie, że jest to niedookreślone niewiadomoco, a nie że jest to takie cuś większego, niż dostępne słowa.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
19-10-2012 08:00 
 Ocena 6 na 6
Vytautas (4394 punktów)
>>Nie da się udowodnić ani nieistnienia Boga, ani innych bogów, ani nawet swojskich milusich krasnoludków, dopóki nie zostanie podana tych bytów ścisła i wyczerpująca definicja. Każdy argument na nieistnienie zostanie "obalony" dodaniem do definicji ad hoc tworzonej odpowiedniej cechy dyskutowanego pojęcia.
>No właśnie! Dlatego jest to dowód na to, ze nie da rady opisywać kwestii istnienia Boga jako hipotezy naukowej, co twierdzi Dawkins...
>Skoro jednak ciężar dowodu spoczywa na tym, co ktoś twierdzi, spójrzmy, jakie argumenty ma nam do zaproponowania Dawkins w kwestii "istnienie Boga - hipoteza, czy nie?". Przypominam - Dawkins twierdzi, że jednak hipoteza.
>Rozdział 2 ma nas przekonać, że (nie)istnienie Boga to hipoteza. Cytat z Dawkinsa: "Sformułuję Hipotezę Boga znacznie ostrożniej: istnieje nadludzka, nadnaturalna inteligencja, która w zamierzony sposób zaprojektowała i stworzyła Wszechświat i wszystko, co w nim istnieje, w tym również nas. Celem mojej książki jest obrona
>przeciwstawnej opinii: jakakolwiek twórcza inteligencja, wystarczająco złożona, by cokolwiek zaprojektować, może powstać wyłącznie jako produkt końcowy rozbudowanego procesu stopniowej ewolucji."
>Raz jeden wymsknęła mu się prawda - "przeciwstawnej opinii" zdaje on sobie zatem sprawę z tego, że (nie)istnienie Boga też nie jest hipotezą, tylko nieweryfkowalna opinią.
   Podziwiam biegłość w erystyce. Ponieważ jeden z zabiegów erystycznych, jakie stosujesz, to próba zagadania adwersarza, dlatego skracam Twoją wypowiedź do sprawy tu, jak sądzę, najistotniejszej.
   W języku moherowym słowo hipoteza (ba, czasem nawet teoria) jest uważane za synonim kłamstwa. Najwyraźniej do takich właśnie kierujesz swoją wypowiedź. Inny zabieg: (nie)istnienie Boga też nie jest hipotezą -- najpierw przytakujesz konieczności stosowania zasady onus probandi, ale wkrótce potem piszesz, że opinia o istnieniu i o nieistnieniu są równoważne. No, cóż, doskonale rozumiesz, że najłatwiej ryby łowić w mętnej wodzie.
   Różnica pomiędzy opinią i hipotezą polega na tym, że hipoteza, to taka opinia, która już przeszła test falsyfikacji. Test ten polega na możliwości wskazania, jak dało by się zaobserwować fałszywość tej opinii. Jeżeli fałszywość opinii nie da przełożyć się na empirię, to znaczy, że zagadnienie to nie jest naukowe i zajmować się nim nie ma sensu. Po tym teście opinia awansuje do hipotezy, która czy jest prawdziwa, czy nie -- podlega testowi weryfikacji. Hipoteza zweryfikowana może być uważana za prawdziwą, a więc wchodzi w skład teorii.
19-10-2012 13:43 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>jeden z zabiegów erystycznych, jakie stosujesz, to próba zagadania adwersarza

Nie Chodzi mi o dokładne i w miarę możliwości precyzyjne oddanie mojego toku rozumowania. Przykro mi, że tak to długo zajmuje

>   W języku moherowym słowo hipoteza (ba, czasem nawet teoria) jest uważane za synonim kłamstwa. Najwyraźniej do takich właśnie kierujesz swoją wypowiedź.

Po raz kolejny - dwa razy nie. W języku moherowym - być może, w moim - jest synonimem zdania, które mogę jednoznacznie sfalsyfikować. Dlatego też uważam, że traktowanie istnienia Boga jako hipotezy jest pozbawione sensu, o czym piszę już od dłuższego czasu.
I nie uważam również, jak ewentualnie możesz sądzić, że kłamstwem jest, że Boga nie ma. Po prostu logicznym dla mnie jest, że nie da się w sposób naukowy jednoznacznie i nieodparcie stwierdzić, czy jest to prawda, czy kłamstwo.

>Inny zabieg: (nie)istnienie Boga też nie jest hipotezą -- najpierw przytakujesz konieczności stosowania zasady onus probandi, ale wkrótce potem piszesz, że opinia o istnieniu i o nieistnieniu są równoważne. No, cóż, doskonale rozumiesz, że najłatwiej ryby łowić w mętnej wodzie.
- pogrubienie moje.

I znów - nie. Przytakuję zasadzie onus probandi w momencie, gdy jest sensowne dowodzenie prawdziwości jakiegoś zdania. Moim zdaniem, stwierdzenie "istnienie Boga jest hipotezą" (odwrotnie niż samo zagadnienie istnienia Boga) - jest zdaniem jednoznacznie falsyfikowalnym. Sądzę, że moje argumenty pozwalają na taką falsyfikację.
Co do równoważności opinii o istnieniu i nieistnieniu - twierdzę jedynie, że równoważne sa w sensie takim, że oba te stwierdzenia są niefalsyfikowanymi opiniami.

>Różnica pomiędzy opinią i hipotezą polega na tym, że hipoteza, to taka opinia, która już przeszła test falsyfikacji.

Uściślając - hipoteza jest to taka opinia, która dopiero może ( i na to jest kładziony nacisk - na możliwość wykonania takiej operacji ) zostać poddana jednoznacznej falsyfikacji i przyjęta bądź odrzucona. W przypadku istnienia Boga nie istnieje możliwość przeprowadzenia falsyfikacji (nie sposób jednoznacznie wskazać, w jaki sposób dałoby się zaobserwować jej fałszywość - spróbuj, jeśli masz inne zdanie - zachęcam bez zadnej złośliwości), więc nie jest ona hipotezą.
20-10-2012 07:04 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>Przytakuję zasadzie onus probandi w momencie, gdy jest sensowne dowodzenie prawdziwości jakiegoś zdania. Moim zdaniem, stwierdzenie "istnienie Boga jest hipotezą" (odwrotnie niż samo zagadnienie istnienia Boga) - jest zdaniem jednoznacznie falsyfikowalnym. Sądzę, że moje argumenty pozwalają na taką falsyfikację.
   Przecież nie wskazałeś ani jednego zjawiska, które przebiegałoby inaczej, gdyby Bóg istniał, niż gdyby nie istniał.
20-10-2012 11:00 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>>Przytakuję zasadzie onus probandi w momencie, gdy jest sensowne dowodzenie prawdziwości jakiegoś zdania. Moim zdaniem, stwierdzenie "istnienie Boga jest hipotezą" (odwrotnie niż samo zagadnienie istnienia Boga) - jest zdaniem jednoznacznie falsyfikowalnym. Sądzę, że moje argumenty pozwalają na taką falsyfikację.
>   Przecież nie wskazałeś ani jednego zjawiska, które przebiegałoby inaczej, gdyby Bóg istniał, niż gdyby nie istniał.

Nie rozumiem, dlaczego miałbym wskazywać. Ja właśnie od samego początku jedynie przeczę zdaniu "istnienie Boga jest hipotezą naukową", nie staram się zaś (jak zapewne Ty sądzisz) udowodnić zdania "Bóg istnieje".
Co więcej - gdyby można było podać takie zjawisko, to zdanie "istnienie Boga jest hipotezą naukową" natychmiast byłoby prawdziwe. Ale tego nie można zrobić (co od samego początku staram sie przekazać), więc zdanie "istnienie Boga jest hipotezą naukową" jest fałszywe.

Czemu zatem uważasz, że z zasady onus probandi powinienem podawać dowody potwierdzające coś, czemu przeczę?
Podaję jedynie argumenty na to, co twierdzę - że zdanie "istnienie Boga jest hipotezą naukową" jest zdaniem fałszywym.
20-10-2012 11:54 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Ja właśnie od samego początku jedynie przeczę zdaniu "istnienie Boga jest hipotezą naukową"

Bezpodstawnie zaprzeczasz, bo nie tylko zgodziłeś się, że hipotezę istnienia Boga chrześcijańskiego można testować, ale też przyznałeś, że hipoteza ta została sfalsyfikowana. (www.racjonalista.pl/forum.php/s,524946#w525636) Oczywiście, jeżeli pod słowo "Bóg" podstawisz "niewiadomoco" to "istnienie niewiadomoczego" trudno zaliczyć do hipotez naukowych, ale wtedy Twoje wypowiedzi sprowadzają się tylko do jałowego mielenia słów.
20-10-2012 16:12 
 Ocena-1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Bezpodstawnie zaprzeczasz, bo nie tylko zgodziłeś się, że hipotezę istnienia Boga chrześcijańskiego można testować...

Nie przypominam sobie, abym gdziekolwiek napisał, że "hipotezę chrześcijańskiego Boga można testować". Po pierwsze dlatego, że nadal twierdzę, że nie jest to hipoteza. Po drugie zgodziłem się jedynie, że wytwór będący chrześcijańskim Bogiem jest postacią nierealną również dla mnie, zaś historie Biblijne są raczej wyssane z palca.

Ale dochodzę do tego wniosku nie ze względu na "sfalsyfikowanie teorii", bo jestem w pełni świadomy faktu (mam wrażenie, że inaczej niż Ty), że nie mam szans na jakąkolwiek jednoznaczną falsyfikację (a własnie jednoznaczność tej falsyfikacji jest kluczowym ogniwem w procesie uznawania czegoś za hipotezę) - każdy wierzący chrześcijanin może zamknąć mi usta i obrócić moje jakiekolwiek argumenty wniwecz twierdząc, że "są cuda", a "Bóg tak chciał".

W tym momencie wszystkie argumenty niestety wypadają mi z ręki, a jedyne co mogę zrobić, to tłuc głową w mur. Dlatego, że to, co nielogiczne dla mnie - niekoniecznie musi być nielogiczne dla chrześcijanina. Kropka.
To, co jest istotne dla hipotezy - czyli możliwość jednoznacznej falsyfikacji nie istnieje, bo to, co dla mnie jest logiczne, chrześcijanin może obejść twierdząc, że (zgodnie z jego zdaniem) istnieją cuda, a Maryja była dziewicą, bo "Bóg tak chciał". A ja w tym momencie nie jestem w stanie logicznie mu udowodnić, że się myli! Moge jedynie powoływac sie na to, o czym pisałeś: że każda kobieta po urodzeniu dziecka nie jest dziewicą, itd.
Ale to nie wnosi niczego do jego spojrzenia na tę sprawę! Mogę sobie mówić aż do skończenia świata, a on na każdy mój argument, na cokolwiek, co sobie wymyslę, ma decydujący kontrargument - "Nie masz racji, jest tak jak mówię - Bóg tak chciał!" I szlus - a ja nie udowodnię mu logicznie, że nie ma racji!
Mogę być sobie święcie przekonany o tym, że się myli, ale nie dowiodę tego, a tym samym nie potwierdzę swojego zdania!
Zatem nie dam rady jednoznacznie sfalsyfikować jego przekonania, a tym samym potwierdzić swojego! Właśnie dlatego to nie jest hipoteza, a co najwyżej opinia, czyjeś przekonanie.

Tak samo jest z istnieniem Boga - od początku tej dyskusji o Dawkinsie usiłuje wam wytłumaczyć, że istnienie Boga nie jest hipotezą. Nie istnieje mozliwość jednoznacznej falsyfikacji - jakiegokolwiek argumentu nie użyjecie, jakich wymyślnych i ekwilibrystyczych sztuczek retorskich byście nie stosowali nikt, kto wierzy w Boga nie jest zobowiązany wam wierzyć na słowo.
Aby zrobić z czegoś hipotezę potrzebny jest zestaw pewnych przekonań, pewna płaszczyzna akceptowana przez obie strony sporu. A w tym przypadku takiego czegoś nie ma.

>....ale też przyznałeś, że hipoteza ta została sfalsyfikowana. (www.racjonalista.pl/forum.php/s,524946#w525636)

Nie powiedziałem, że hipoteza jest sfalsyfikowana, tylko, że dla mnie chrześcijański Bóg jest bez sensu. I to jest moje przekonanie, nigdzie chyba nie twierdziłem, że udowadniam to w sposób logiczny i nieodparty.

>Oczywiście, jeżeli pod słowo "Bóg" podstawisz "niewiadomoco" to "istnienie niewiadomoczego" trudno zaliczyć do hipotez naukowych, ale wtedy Twoje wypowiedzi sprowadzają się tylko do jałowego mielenia słów.

Czyżbyś nareszcie mnie zrozumiał? Nie tylko moje - Dawkinsa równiez.
20-10-2012 17:24 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
> każdy wierzący chrześcijanin może zamknąć mi usta i obrócić moje jakiekolwiek argumenty wniwecz twierdząc, że "są cuda",

Podam Ci sposób na otwarcie - wystarczy powiedzieć - uwaga - TO BREDNIA.

> a "Bóg tak chciał".

Aż podziw bierze, że Ty się w ogóle odzywasz.

> Dlatego, że to, co nielogiczne dla mnie - niekoniecznie musi być nielogiczne dla chrześcijanina. Kropka.

Logika jest jedna - nie ma odmian chrześcijańskich czy gostyx'ich

> Moge jedynie powoływac sie na to, o czym pisałeś: że każda kobieta po urodzeniu dziecka nie jest dziewicą, itd.

Doucz się dobry człowieku - Fizyk bynajmniej tego nie twierdził.

>Ale to nie wnosi niczego do jego spojrzenia na tę sprawę! Mogę sobie mówić aż do skończenia świata, a on na każdy mój argument, na cokolwiek, co sobie wymyslę, ma decydujący kontrargument - "Nie masz racji, jest tak jak mówię - Bóg tak chciał!" I szlus - a ja nie udowodnię mu logicznie, że nie ma racji!

Pozostaje tylko Ci współczuć.

>Tak samo jest z istnieniem Boga - od początku tej dyskusji o Dawkinsie usiłuje wam wytłumaczyć, że istnienie Boga nie jest hipotezą. Nie istnieje mozliwość jednoznacznej falsyfikacji - jakiegokolwiek argumentu nie użyjecie, jakich wymyślnych i ekwilibrystyczych sztuczek retorskich byście nie stosowali nikt, kto wierzy w Boga nie jest zobowiązany wam wierzyć na słowo.

Zetknąłeś się z takim powiedzeniem - bzdura powtórzona 1000 razy dalej ją pozostaje?

>Aby zrobić z czegoś hipotezę potrzebny jest zestaw pewnych przekonań, pewna płaszczyzna akceptowana przez obie strony sporu. A w tym przypadku takiego czegoś nie ma.

Koleżanka "Rzeczywistość" ma te "płaszczyzny" w głębokim poważaniu.

>Czyżbyś nareszcie mnie zrozumiał? Nie tylko moje - Dawkinsa równiez.

Obyś Ty nie został klonem Parysa
20-10-2012 18:08 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Ale dochodzę do tego wniosku nie ze względu na "sfalsyfikowanie teorii", bo jestem w pełni świadomy faktu (mam wrażenie, że inaczej niż Ty), że nie mam szans na jakąkolwiek jednoznaczną falsyfikację (a własnie jednoznaczność tej falsyfikacji jest kluczowym ogniwem w procesie uznawania czegoś za hipotezę) - każdy wierzący chrześcijanin może zamknąć mi usta i obrócić moje jakiekolwiek argumenty wniwecz twierdząc, że "są cuda", a "Bóg tak chciał".
Bo z wiarą (jak i z gustem) dyskusji nie ma.

Można próbować pomóc myśleć upośledzonemu wiarą fideiście, ale traktować to jako dyskusję?! Uważać jego wyznania wiary za argument?! Eeee....

Aha! I w kwestii zasadniczej z tytułowego posta:
> Prawdą jest, że ateizm jest brakiem teizmu, ale nie wyklucza się to w żadnym stopniu z możliwością stworzenia na jego podstawie idei, która każe zabijać nie-ateistów, a w skrajnych przypadkach każdego,kto sprzeciwia się ideologii.
Nie "na podstawie" ateizmu, ale ewentualnie w miejscu, którego on nie zajmuje w umyśle. Ateizm jest ciągle pusty i nie może stanowić podstawy.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
21-10-2012 07:50 
 Ocena 12 na 12
Fizyk (17637 punktów)
> ... od początku tej dyskusji o Dawkinsie usiłuje wam wytłumaczyć, że istnienie Boga nie jest hipotezą.

Obawiam się, że nieskutecznie. Hipoteza to bardzo szerokie pojęcie. Za hipotezę można uznać niemal każde (sensowne) wytłumaczenie dotyczące rzeczywistości. Na przykład, jeżeli ktoś twierdzi, że Bóg stworzył parę ludzi, i wszyscy ludzie pochodzą od tej pary, to jest to naukowa hipoteza. Hipotezę, tę można przetestować badając różnorodność genetyczną populacji ludzkiej i odpowiadając na pytanie czy różnorodność ta mogła być zawarta w 48 parach chromosomów. Falsyfikacja tej hipotezy jest zarazem falsyfikacją istnienia tego konkretnego Boga.

> Aby zrobić z czegoś hipotezę potrzebny jest zestaw pewnych przekonań, pewna płaszczyzna akceptowana przez obie strony sporu.

Oczywiście. Tą płaszczyzną jest metoda naukowa. Jeżeli ktoś nie potrafi, czy wręcz nie chce zrozumieć na czym ona polega, to szkoda czasu na dyskusję.
21-10-2012 14:09 
 Ocena-1 na 3
gostyx (347 punktów)
>> ... od początku tej dyskusji o Dawkinsie usiłuje wam wytłumaczyć, że istnienie Boga nie jest hipotezą.
>Falsyfikacja tej hipotezy jest zarazem falsyfikacją istnienia tego konkretnego Boga.

Właśnie - tego konkretnego. Ale jak juz Ci odpowiedziałem w innym poście - nigdy nie będziemy mieć pewności, co do (nie)istnienia Boga jako takiego.

>> Aby zrobić z czegoś hipotezę potrzebny jest zestaw pewnych przekonań, pewna płaszczyzna akceptowana przez obie strony sporu.
>Oczywiście. Tą płaszczyzną jest metoda naukowa.

Odnośnie naszej rzeczywistości - jak najbardziej. Tylko nie w kwestiach metafizycznych, typu "(nie)istnienie Boga sensu largo" - wtedy nie za bardzo się przydaje. Może być tylko używana do odrzucania konkretnych definicji "Boga sensu stricte".
21-10-2012 22:59 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> nigdy nie będziemy mieć pewności, co do (nie)istnienia Boga jako takiego.

Czyli jakiego?

Jeśli nie potrafisz na to pytanie odpowiedzieć, to nie wiesz o czym piszesz i Twoje wypowiedzi pozbawione są treści.
22-10-2012 02:26 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>nigdy nie będziemy mieć pewności, co do (nie)istnienia Boga jako takiego.
Przypominam swoją propozycję zastanowienia się o czym mówisz i popieram prośbę Fizyka o definicję Boga jako takiego, jeśli chcesz by traktować Cię poważnie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-10-2012 04:30 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Założę się, że podstawowym elementem tego "boga jako takiego" jest dawanie życia pośmiertnego swoim wyznawcom...
17-10-2012 01:10 
 Ocena 9 na 9
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Mogę za to oceniać jego dorobek nazwijmy to "światopoglądowy" - bo każdemu wolno; jakieś przemyślenia oraz opinie, w skrócie - światopogląd, w końcu posiada każdy. Z logiką u mnie nie jest jeszcze, mam wrażenie, na bakier i naprawdę z uwagą przeczytałem np. "Boga urojonego".

"Bóg urojony" nie jest jakąś zapierającą dech książką. Osobiście pewnie wrzuciłbym tam kilkadziesiąt dodatkowych argumentów, których Dawkins zupełnie nie porusza. Przy tym pewnie z kilku, które są tam obecne, faktycznie bym zrezygnował. No i co z tego?
Świat wolnomyślicieli to środowisko gdzie każdy sam kształtuje umiejętność racjonalnego myślenia i żaden Dawkins nie jest mu do tego potrzebny.

>Przyznam się, że zdumiała mnie płytkość i kruchość znakomitej większości argumentów, ilość i rozmiar wstawek, które możnaby określić jedynie jako "nie na temat", wszechobecne wyzłośliwianie się, ilość jawnych wręcz prób manipulacji czytelnikiem oraz doktrynerstwo obecne w tym dziele.

Może więc takie "argumenty" zrobią na Panu wrażenie?
Bo mnie zdecydowanie bardziej od argumentacji Dawkinsa zdumiewa nieprawdopodobna ilość ataków kierowanych ad personam w Jego kierunku. Takie zdziczenie jest możliwe tylko w środowiskach religijnych, bo żaden wolnomyśliciel, ateista czy racjonalista takich pierdół na poziomie człowieka jaskiniowego wygadywać nie będzie.

>Będę szczery - rozczarował mnie może nawet nie tyle fakt pojawienia się takiej pozycji na rynku(...)

To wiele rozczarowań jeszcze Pana czeka. Na horyzoncie czają się:
Sam Harris i Jego "Koniec Wiary",
Victor Stenger i "Bóg - hipoteza, która się nie sprawdziła",
Paul Davies i "Umysł Boga",
Chris Hitchens i "Bóg nie jest wielki",
Daniel Dennett "Odczarowanie - religia jako zjawisko naturalne",
i wiele, wiele innych...

Doświadczenie pokazuje, że jeśli kogoś rozczaruje jedna z tych pozycji, to zwykle będzie rozczarowany wszystkimi pozostałymi. A to ciekawa prawidłowość nieprawdaż?

>Nie sądzę, aby wróżyło dobrze ateizmowi, gdyby jego najbardziej znanymi przedstawicielami mieli być ludzie, którzy piszą tak bałamutne książki, a jeszcze mniej, gdyby okazało się, że zwolennicy takiego poglądu rekrutują się spośród osób, które nie widzą oczywistych przekłamań i nadużyć obecnych w dziełach swoich "liderów".

Tu się Pan może zdziwić. Najbardziej bałamutna książka w historii świata, zwana Biblią jakoś teizmowi nie zaszkodziła...

>Myślę, że osoba zainteresowana nie tyle potwierdzeniem własnej wizji świata, co racjonalnością argumentów, za pomoca których druga strona chce nas przekonać do swojej wizji, dostrzeże to samo w argumentacji Dawkinsa, co ja oraz wielu innych.

Litości! Proszę wreszcie napisać co Pan tam takiego dostrzegł, co Panu spokoju nie daje. Niech Pan wysypie te miałkie argumenty i rozbije je w pył. A jak Pan jeszcze poda niepodważalne kontrargumenty to pełen sukces będzie.
17-10-2012 17:34 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>Przyznam się, że zdumiała mnie płytkość i kruchość znakomitej większości argumentów, ilość i rozmiar wstawek, które możnaby określić jedynie jako "nie na temat", wszechobecne wyzłośliwianie się, ilość jawnych wręcz prób manipulacji czytelnikiem oraz doktrynerstwo obecne w tym dziele. Po książce opisywanej jako bestseller znakomitego pisarza oczekiwałem czegoś znacznie, znacznie więcej.
>Będę szczery - rozczarował mnie może nawet nie tyle fakt pojawienia się takiej pozycji na rynku - bo w końcu każdemu wolno przedstawiać swoje poglądy - co raczej płomienny zachwyt wielu osób, jaką to znakomitą ksiązkę mieli okazję przeczytać. Nie sądzę, aby wróżyło dobrze ateizmowi, gdyby jego najbardziej znanymi przedstawicielami mieli być ludzie, którzy piszą tak bałamutne książki, a jeszcze mniej, gdyby okazało się, że zwolennicy takiego poglądu rekrutują się spośród osób, które nie widzą oczywistych przekłamań i nadużyć obecnych w dziełach swoich "liderów".
>Myślę, że osoba zainteresowana nie tyle potwierdzeniem własnej wizji świata, co racjonalnością argumentów, za pomoca których druga strona chce nas przekonać do swojej wizji, dostrzeże to samo w argumentacji Dawkinsa, co ja oraz wielu innych.
>To tyle odnośnie merytoryczności Dawkinsa w kwestiach teistycznych.
Proszę o wykazanie racji swojego zdania na uroczym przykładzie.

>>Przede wszystkim - nie ma i nie powinno być spraw teistycznych. Rysiu omawia problemy metodyki oceny danych, tworzenia światopoglądu. Zagadnienia teologiczne zupełnie nie są do tego potrzebne - nie musisz analizować szczegółów dogmatu o niepokalanym poczęciu, aby wiedzieć, że cała zabawa nie ma sensu.
>Przyznam, że nie rozumiem - dlaczego "nie ma i nie powinno być spraw teistycznych"?
Bo nie ma weryfikowalnego obiektu tej pseudo-nauki. A więc każdy może bajać co woli.
Co najwyżej można dyskutować na poziomie filozofii przyrody.
19-10-2012 13:51 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Proszę o wykazanie racji swojego zdania na uroczym przykładzie.

Myślę, że w innych moich wypowiedziach w tym wątku można znaleźć do woli uroczych przykładów

>>Przyznam, że nie rozumiem - dlaczego "nie ma i nie powinno być spraw teistycznych"?
>Bo nie ma weryfikowalnego obiektu tej pseudo-nauki. A więc każdy może bajać co woli.
>Co najwyżej można dyskutować na poziomie filozofii przyrody.

Zgadzam się - "nie ma weryfikowalnego obiektu tej pseudo-nauki" - używając słowa "pseudonauka" nie w znaczeniu pejoratywnym, a ściśle zgodnym z definicją.
Osobną kwestią jest natomiast zasadność twierdzenia "nie ma i nie powinno być spraw teistycznych".
Moim zdaniem jednak nieweryfikowalność nie jest powodem do odrzucania jakichś rozważań jako nieprawdziwe, czy bezsensowne.
19-10-2012 14:42 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zgadzam się - "nie ma weryfikowalnego obiektu tej pseudo-nauki" - używając słowa "pseudonauka" nie w znaczeniu pejoratywnym, a ściśle zgodnym z definicją.
Proszę bardzo: pl.wikipedia.org/wiki/Pseudonauka
---------------------
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu. (...)

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.


Światopogląd racjonalistyczny ma wiele wspólnego ze świeckim humanizmem, choć odróżnia go od niego nacisk na stosowanie w każdych okolicznościach własnego rozumu i odrzucanie wielu dogmatów obecnych w klasycznym humanizmie - takich jak choćby antropocentryczny punkt widzenia, będący podstawą etyki humanistycznej. Racjonalizm jest raczej bliższy sceptycyzmowi - odrzucając wszelkie dogmaty ideologiczne, oprócz wiary w potęgę nieskrępowanego, logicznego myślenia oraz możliwości rozumnego poznawania świata. Światopogląd ten bazuje na jak najbardziej konsekwentnym stosowaniu logicznego i racjonalnego myślenia w każdej dziedzinie powiązanej z poznawaniem i opisywaniem świata (kiedy poznanie jest celem lub środkiem) - bazuje na przekonaniu, że takowe poznanie jest jedynym sposobem mogącym prowadzić do pozyskania rzetelnej wiedzy o rzeczywistości.

Racjonalista przyjmuje pewne paradygmaty stanowiące podstawy nauk przyrodniczych i nauk ścisłych oraz niektórych nauk humanistycznych związanych z człowiekiem i społeczeństwem, lecz o ile te paradygmaty nie są uzasadnione z punktu widzenia zupełnego i skrajnego sceptycyzmu, o tyle mają pewne uzasadnienie empiryczne - są zasadne przy pewnych podstawowych metafizycznych założeniach materializmu takich jak założenie o istnieniu rzeczywistego materialnego świata kierującego się możliwymi do zbadania zasadami. Jednak wobec paradygmatów racjonalista nie jest bezkrytyczny i nie uznaje ich w sposób dogmatyczny, gdyż stanowią one podstawę wielu nauk, ale mogą ulec weryfikacji i zmianom.

Światopogląd racjonalistyczny, w przeciwieństwie do filozoficznego racjonalizmu, za główne kryterium i źródło poznania świata stawia metodologię naukową, rozum i zmysły (doświadczenia empiryczne).

Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

@@@
.
warchołł (718 punktów)
>jaki jest sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju "guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) >prezentowania postawy "To religia jest źródłem wszelkiego zła.
>Czy nie bardziej niż abstrakcyjne pojęcie "religia", czy "ateizm" nie sa winne takich zbrodni ludzkie emocje, egoizm, chciwość oraz skłonności do wszelkiego rodzaju dewiacji i psychopatii?
>Dlatego myślę, że takie stawianie sprawy, jak Dawkins (wybrałem go jako chyba najbardziej
>rozpoznawalnego przedstawiciela tego sposobu myślenia) jest wyrazem jedynie płytkości i miałkości myślenia, nacechowanego w dodatku ideologicznie.

Raczej nie. Dla przykładu porównaj proszę dwie wojny toczone w XIXw prawie równocześnie - wojnę hiszpańską i wojnę z Austrią. Skala zaciętości i popełnionych zbrodni jest w pierwszej nieporównywalnie większa. Przypominam, że w wojnie hiszpańskiej religia była bardzo ważnym czynnikiem, a kler brał w działaniach wojennych bezpośredni udział.
16-10-2012 19:51 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Raczej nie. Dla przykładu porównaj proszę dwie wojny toczone w XIXw prawie równocześnie - wojnę hiszpańską i wojnę z Austrią. Skala zaciętości i popełnionych zbrodni jest w pierwszej nieporównywalnie większa. Przypominam, że w wojnie hiszpańskiej religia była bardzo ważnym czynnikiem, a kler brał w działaniach wojennych bezpośredni udział.
>

Nie jestem historykiem, więc czy mógłbym poprosić o skrótowe wytłumaczenie, o co chodziło w tych konfliktach?
17-10-2012 06:44 
 Ocena 2 na 2
warchołł (718 punktów)
>Nie jestem historykiem, więc czy mógłbym poprosić o skrótowe wytłumaczenie, o co chodziło w tych konfliktach?

Ja to raczej skrótowo nie potrafię, ale oni tak.
17-10-2012 13:44 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>>Nie jestem historykiem, więc czy mógłbym poprosić o skrótowe wytłumaczenie, o co chodziło w tych konfliktach?
>Ja to raczej skrótowo nie potrafię, ale oni tak.
>
Dziękuję bardzo, chętnie poczytam
Vytautas (4394 punktów)
>Dla przykładu porównaj proszę dwie wojny toczone w XIXw prawie równocześnie - wojnę hiszpańską i wojnę z Austrią. Skala zaciętości i popełnionych zbrodni jest w pierwszej nieporównywalnie większa. Przypominam, że w wojnie hiszpańskiej religia była bardzo ważnym czynnikiem, a kler brał w działaniach wojennych bezpośredni udział.
   Wojna domowa w Hiszpanii (jeśli Ci o nią chodzi) toczyła się w XX wieku. A z Austrią? O co chodzi? O wojnę we Włoszech, czy austriacko-pruską? Która z nich miała coś wspólnego z religią, czy kościołem?
19-10-2012 10:59 
 Ocena 2 na 2
warchołł (718 punktów)
Chodzi oczywiście o napoleońskie.


A poza tym uważam, że Bielecki, jako kłamca powinien zastać zablokowany.
lukaszewicz (5674 punktów)

>Biorąc te rozważania za punkt wyjścia - chciałbym spytać, na pewno nie ja pierwszy tutaj, jaki jest
>sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju
>"guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) prezentowania postawy "To religia jest
>źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".

Dawkins nigdy nie twierdził, że religia jest źródłem wszelkiego zła.Przeciwnie, w "Bogu urojonym" wyraźnie stwierdza, że nie jest.
Selanos (12869 punktów)
Astrotaurus ma rację, ateizm to brak teizmu, nic więcej.

Jak można stworzyć ideologię na podstawie ateizmu, skoro ateizm to zwyczajne stwierdzenie, że boga nie ma? Były oczywiście ideologie, które w mniejszym lub większym stopniu preferowały brak wiary w boga, ale z reguły zastępowały go czym innym. W komunizmie w ZSRR krzyże w klasach zastąpiono portretami Stalina, u nas też wisieli kolejni pierwsi sekretarze. A za uczniami podczas szkolnych zdjęć widniał wielki napis "nauką i pracą budujemy socjalizm".

Pan Richard Dawkins nie odnosi się tylko do religii, pan Dawkins z reguły pisze o "wrogach rozumu". Proszę zauważyć, że profesor piętnuje wszelkie irracjonalne zachowania: religie, astrologię, homeopatię, energoterapeutów i inne pseudomedyczne praktyki, radiestezję itd.

Jeżeli Richard Dawkins skupia się na religii, to robi to z prostej przyczyny: religia wpływa na życie wszystkich, nie tylko na swoich wyznawców. Polska jest tego najlepszym przykładem, u nas kościół i środowiska z kościołem powiązane próbują często z powodzeniem wpłynąć na życie wszystkich obywateli.
16-10-2012 20:40 
 Ocena 2 na 2
gostyx (347 punktów)
>Astrotaurus ma rację, ateizm to brak teizmu, nic więcej.
>Jak można stworzyć ideologię na podstawie ateizmu, skoro ateizm to zwyczajne stwierdzenie, że boga nie ma?

Z drugiej strony można zauważyć, że teizm to tylko stwierdzenie, że istnieje coś takiego, jak Bóg, nic więcej.
Oraz zapytać "Jak można stworzyć ideologię na podstawie teizmu, skoro teizm, to zwyczajne stwierdzenie, że Bóg jest?"

Odpowiedź brzmi - tak samo. Widzimy ideologię teistyczną oraz ateistyczną.
Jak długo teizm pozostanie jedynie teizmem, a ateizm tylko ateizmem, czyli ten pierwszy przekonaniem o istnieniu Boga, a ten drugi o jego nieistnieniu, to wszystko będzie w porządku i ludzie nie zaczną skakać sobie do gardeł.

Ale jeżeli ktoś zechce jakoś wykorzystać swoje przekonanie do tego, aby coś na kimś wymóc, pozbawić kogoś czegoś, dyskryminować albo stwarzać zagrożenie dla tego drugiego kogoś - wtedy zaczyna się już ideologia i pranie mózgów zorientowane na korzyści.

JHak Pan zauważył - w takich ideologiach szybciutko następuje zamienianie Boga na coś innego - partię, naród, ojczyznę, rasę, osobę wodza - ale wykorzystuje się je do uzyskiwania okreslonych celów, korzyści albo dyskryminacji. Bez tego nie byłyby ideologiami.

Ktoś może mieć w końcu przekonanie, że ZSRR to raj na Ziemi oraz, że komunizm to cos wspaniałego. Jego przekonania - niech sobie ma, jakie chce. Ale jeśliby zaczął twierdzić, ze jeśli nie podziela Pan jego przekonań, to jest Pan "niezdolnym do myślenia głupkiem" czy gorzej: "wrogiem ludu", zaś jego zdanie to wyraz "zdolności do myślenia w ogóle" to już znak, że pewna granica została przekroczona.
16-10-2012 21:12 
 Ocena 4 na 4
Selanos (12869 punktów)
>>Astrotaurus ma rację, ateizm to brak teizmu, nic więcej.
>>Jak można stworzyć ideologię na podstawie ateizmu, skoro ateizm to zwyczajne stwierdzenie, że boga nie ma?
>Z drugiej strony można zauważyć, że teizm to tylko stwierdzenie, że istnieje coś takiego, jak Bóg, nic więcej.

To chyba nazywa się deizm.

>Oraz zapytać "Jak można stworzyć ideologię na podstawie teizmu, skoro teizm, to zwyczajne stwierdzenie, że Bóg jest?"

Z wiarą w Boga w 99.9% przypadków wiąże się powstanie jakiejś religii, nakazów, zakazów, z reguły czegoś, co narzuca się innym.

>Odpowiedź brzmi - tak samo. Widzimy ideologię teistyczną oraz ateistyczną.

Nie. Ateizm nie ma w sobie nic co charakteryzuje religie: żadnych nakazów, zakazów, praktyk, systemu wierzeń, niczego takiego. Ateizm to stwierdzenia, że boga nie ma. Ciężko to nazwać ideologią.

Ateistów łączy znacznie mniej, niż ludzi wierzących. My po prostu mamy jedną cechę wspólną, brak wiary w bogów. Natomiast wierzący mają wiarę w boga, do tego system wierzeń, dekalogi, przykazania i inne dziwne listy grzechów, mają też różne rytuały, praktyki. Możnaby zrobić z tego długą listę..

>Ale jeżeli ktoś zechce jakoś wykorzystać swoje przekonanie do tego, aby coś na kimś wymóc, pozbawić kogoś czegoś, dyskryminować albo stwarzać zagrożenie dla tego drugiego kogoś - wtedy zaczyna się już ideologia i pranie mózgów zorientowane na korzyści.

No właśnie, to nazywa się religia. Ewentualnie jakieś pochodne religii typu stalinizm.

>Ktoś może mieć w końcu przekonanie, że ZSRR to raj na Ziemi oraz, że komunizm to cos wspaniałego. Jego przekonania - niech sobie ma, jakie chce.

Zgadzam się, niech sobie je ma. Byleby te jego przekonania nie wpływały na moje życie.

>Ale jeśliby zaczął twierdzić, ze jeśli nie podziela Pan jego przekonań, to jest Pan "niezdolnym do myślenia głupkiem" czy gorzej: "wrogiem ludu", zaś jego zdanie to wyraz "zdolności do myślenia w ogóle" to już znak, że pewna granica została przekroczona.

Ja twierdzę, że ludzie wierzący którzy są wykształceni i ponadprzeciętnie inteligentni, stają się strasznie głupi kiedy rozmawia się z nimi o wierze i religii. Zachowują się tak, jakby mieli w głowie taki przełącznik: raz są inteligentni i mają empiryczne podejście do świata, nagle PSTRYK, przestają myśleć, religia nadchodzi, czas odmówić dziesięć zdrowasiek i iść do kościoła, bo w niebie jest kosmiczny dziadek który zesłał na ziemię swojego syna który de facto jest nim samym, żeby ten się zabił za zbawienie świata.
16-10-2012 23:59 
 Ocena-6 na 8
zoro (-102 punktów)
(zablokowany)

>Ja twierdzę, że ludzie wierzący którzy są wykształceni i ponadprzeciętnie inteligentni, stają się strasznie głupi kiedy rozmawia się z nimi o wierze i religii. Zachowują się tak, jakby mieli w głowie taki przełącznik: raz są inteligentni i mają empiryczne podejście do świata, nagle PSTRYK, przestają myśleć, religia nadchodzi, czas odmówić dziesięć zdrowasiek i iść do kościoła, bo w niebie jest kosmiczny dziadek który zesłał na ziemię swojego syna który de facto jest nim samym, żeby ten się zabił za zbawienie świata.
>
Cały problem polega na tym że zdecydowana większość stałych, wieloletnich bywalców tego forum nie ma nic wspólnego z ateistami ani tym bardziej racjonalistami. Niestety jedyne prawidłowe określenie dla nurtu głoszonego na tym forum to antyklerykalizm. Znam sporo ateistów bardzo światłych i inteligentnych ludzi - nie głoszą wrogich teorii o praniu mózgu przez rodziców katolików itd. itp. W ogóle nie poruszają raczej tematów religijnych. Sprawa boga jest im obca nie dotyczy ich. "Zlituj się" nad sobą i przestań zadręczać się zdrowaśkami sąsiada. Po prostu zajmij się czymś wartościowym i "olej to".
17-10-2012 00:59 
 Ocena 6 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Cały problem polega na tym że zdecydowana większość stałych, wieloletnich bywalców tego forum nie ma nic wspólnego z ateistami ani tym bardziej racjonalistami. Niestety jedyne prawidłowe określenie dla nurtu głoszonego na tym forum to antyklerykalizm.
A jakimże to genialnym sposobem zoro wykaże, że antyklerykalizm kłóci się z ateizmem i racjonalizmem?
Owszem, antyklerykałów ci u nas dostatek, ale sporo ich przecie także wśród katolików, a wskutek inwazji klerykalizmu antyklerykalizm jest racjonalną potrzebą chwili.

>Znam sporo ateistów bardzo światłych i inteligentnych ludzi - nie głoszą wrogich teorii o praniu mózgu przez rodziców katolików itd. itp.
Może po prostu na ten temat nie myślą...? Skoro uważasz ich poglądy za miarodajne daj im sprawę do przemyślenia, a wyniki tych przemyśleń przedstaw i obroń tutaj.

>W ogóle nie poruszają raczej tematów religijnych.
No to niech poruszą i dopiero wtedy wyrażą zdanie.

>Sprawa boga jest im obca nie dotyczy ich.
No ba! Nie dziwne. Pytanie ewentualne jak podchodzą do sparwy wierców, bo to oni są realni, upierdliwi i groźni.

>"Zlituj się" nad sobą i przestań zadręczać się zdrowaśkami sąsiada.
Zara zara, zoro! Kto kogo zadręcza zdrowaśkami...?

>Po prostu zajmij się czymś wartościowym i "olej to".
A czarnemu w to graj! Nie, nie! Przyjdzie kryska na Matyska.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-10-2012 02:03 
 Ocena 7 na 9
Selanos (12869 punktów)
>Cały problem polega na tym że zdecydowana większość stałych, wieloletnich bywalców tego forum nie ma nic wspólnego z ateistami ani tym bardziej racjonalistami. Niestety jedyne prawidłowe określenie dla nurtu głoszonego na tym forum to antyklerykalizm.

Antyklerykalizm? A owszem, tego ci u nas pod dostatkiem, ale większość tego jakże złego antyklerykalizmu, to zwyczajne "odczepcie się od nas niewierzących", albo jeszcze bardziej zbrodnicze hasło "chcemy rozdziału kościoła od państwa!".

>Znam sporo ateistów bardzo światłych i inteligentnych ludzi - nie głoszą wrogich teorii o praniu mózgu przez rodziców katolików itd. itp.

Nazywamy indoktrynacją wpajanie dziecku religii, w momencie kiedy umysł dziecka działa w taki sposób, że niemal bezkrytycznie przyjmuje wszystkie informacje podane mu przez dorosłych. Czy twierdzimy nieprawdę? Jednym jest mówienie dziecku, że jak włoży palce w ogień to się poparzy - to jest prawda, o czym dziecko może się przekonać, jeżeli nie będzie słuchać rodziców. A religia? Dziecku wpajają to rodzice, katecheci już od przedszkola, a potem w szkole, gdzie uczą tego na równi z faktami, na równi z matematyką, geografią, historią itd. Czy może pan z ręką na sercu powiedzieć, czy raczej napisać, że to nie jest indoktrynacja? Dodajmy do tego jeszcze wpajanie poczucia winy.

Niemniej, poruszył Pan ciekawą kwestię. Jak rozumiem, według Pana światły ateista, to taki, który siedzi cicho i się nie wychyla.

>W ogóle nie poruszają raczej tematów religijnych. Sprawa boga jest im obca nie dotyczy ich.

Mnie też nie dotyczy, pewnie tak jak większości osób na tym forum, ale mogę pisać tylko w swoim imieniu. Nie obchodzi mnie to co robicie w kościołach, średnio interesuje mnie ta cała wasza teologia. Chyba, że chce się pośmiać, wtedy sobie czytam o tym dlaczego papież jest nieomylny, albo dlaczego nawoływanie do zabijania w biblii tak naprawdę nie jest nawoływaniem do zabijania, bo to trzeba zinterpretować... Przerobić na apel o miłość

Za to kiedy kościół wtrąca się do polityki, kiedy hamuje rozwój tego i tak już zmaltretowanego kraju, wtedy się denerwuję. Albo kiedy religia, w osobie swoich agentów w czerni wtrąca się do mojego życia prywatnego - wtedy jestem bardzo zainteresowany. Za wtrącanie do mojego życia prywatnego, uznaje chociażby to, że księża i zakonnice mają emerytury z funduszu kościelnego, tudzież z moich pieniędzy które oddaje w formie podatków. A moje pieniądze, to moja bardzo prywatna sprawa.

>"Zlituj się" nad sobą i przestań zadręczać się zdrowaśkami sąsiada. Po prostu zajmij się czymś wartościowym i "olej to".

W ogóle mnie te zdrowaśki nie obchodzą. Może trochę dziwią, może czasem śmieszą... Jeżeli mówimy o moim sąsiedzie, to jest jeden taki, który zamiast codziennie biegać do kościoła mógłby obciąć swoją leszczynę, która opiera się na moim płocie coraz bardziej go wyginając. I lepiej żeby zrobił to szybko.

Ale wróćmy do tematu zdrowasiek, ostatnio usłyszałem, że różaniec to modlitwa kontemplacyjna. Zapytuję się więc: jak można cokolwiek kontemplować, powtarzając w kółko Macieja zdrowaśki? Czyżby katolicy mieli jakąś niezwykłą podzielność uwagi?

Ech, ci aroganccy wierzący, myślicie, że pierwsze o czym myśli ateista jak wstanie z łóżka to chęć dokopania wierzącym. Niespodzianka! Większość z nas ma ciekawsze rzeczy do roboty i inne zmartwienia!

Kler i środowiska kleropodobne starają się przedstawić ateistów jako ludzi smutnych, niespełnionych, bo nie mają łaski wiary, nie wpuścili do swoich serduszek Jezuska, bo nie mogą otworzyć się na boga. Dzięki temu wierzący myślą, że brak wiary sprawia, że człowiek jest w jakiś sposób wybrakowany i współczują tym biednym ateistom.

Kolejna niespodzianka! Ateiści nie są wybrakowani. My po prostu nie mamy rogu na czole albo kuli u nogi o nazwie "WIARA".
17-10-2012 19:47 
 Ocena-3 na 3
zoro (-102 punktów)
(zablokowany)

>Antyklerykalizm? A owszem, tego ci u nas pod dostatkiem, ale większość tego jakże złego antyklerykalizmu, to zwyczajne "odczepcie się od nas niewierzących", albo jeszcze bardziej zbrodnicze hasło "chcemy rozdziału kościoła od państwa!".
Dlaczego traktujecie samych siebie jak dzieci, baranki albo lepiej owieczki które trzeba prowadzić przez życie? A katolików jako ludzi z OGROMNĄ misją do spełnienia aby nawracać niewiernych świat postrzegany w ten sposób przez RACJONALISTĘ przecież to omamy schizofreniczne a nie rzeczywisty świat. Większość katolików nawet nie wie za dobrze o co chodzi w tej religii a Ci co wiedzą w ogromnej większości mają w dupie w co Ty wierzysz a w co nie. Nawet księża - mimo tego że powinni - nie wszyscy czują prawdziwe powołanie. Więc zachęcam do racjonalnego spojrzenia na świat.
17-10-2012 20:55 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>Dlaczego traktujecie samych siebie jak dzieci, baranki albo lepiej owieczki które trzeba prowadzić przez życie?

Tak to księża traktują wierzących.

Ja jestem przeciwko prowadzenia za rączkę kogokolwiek, poza dziećmi oczywiście.

>A katolików jako ludzi z OGROMNĄ misją do spełnienia aby nawracać niewiernych

Pan zajrzy na frondę, albo katolickiego prawa polskiego, to Pan zobaczy dlaczego patrzymy na katolików jako na ludzi, z tą nieszczęsną misją irytowania wszelkich inności.

>Większość katolików nawet nie wie za dobrze o co chodzi w tej religii

W Polsce tak, mało kto czyta biblię, zna te wszystkie przykazania itd. Ponad połowa nie chodzi nawet do kościoła! Ale kiedy chcą np. wliczania religii do średniej, to im się to udaje. Tak więc nadal twierdzę, że katolicy irytująco wtrącają się w życie innych ludzi.

>a Ci co wiedzą w ogromnej większości mają w dupie w co Ty wierzysz a w co nie.

Pewnie dlatego jak ktoś się dowie, że nie chodzę do kościoła i w ogóle w bozię nie wierzę, to robi wielkie oczy i opada mu szczena. A potem słyszę kazanie.

>Nawet księża - mimo tego że powinni - nie wszyscy czują prawdziwe powołanie. Więc zachęcam do racjonalnego spojrzenia na świat.

Właśnie patrzę na ten świat racjonalnie i oczom nie wierzę. Tak mi łzawić zaczynają, jak przy krojeniu cebuli. Bo spodziewam się racjonalizmu, a widzę religijne piekiełko.
gostyx (347 punktów)
>To chyba nazywa się deizm.

Oj, jednak będę optował za teizmem
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W odpowiedzi na komentarz ww. Astrotaurusa - ja z kolei widzę w tym po prostu skrót myślowy, nie "błąd fundamentalny".
>Ale nie o tym chciałbym. Prawdą jest, że ateizm jest brakiem teizmu, ale nie wyklucza się to w żadnym stopniu z możliwością stworzenia na jego podstawie idei, która każe zabijać nie-ateistów, a w skrajnych przypadkach każdego,kto sprzeciwia się ideologii.
Przyjmijmy, że nie wyklucza, ale najlepiej jednak opierać się na doświadczeniach. Bardzo proszę o taki przykład w historii ludzkości. Ja takiego nie znam. Były co prawda systemy parareligijne, które część swojej doktryny nazywały ateizmem (nawet naukowym), a swojego boga np generalissimusem, ale ich podstawą była wiara w jedynosłuszność ich doktryny i nie miały nic wspólnego z racjonalnym ateizmem.
Wyjaśniane to było na naszym forum już multum razy. Ostatnio w wątku Religia Hitlera, z którym proponuję się jednak zapoznać, a nie ciągle młócić to co już dawno tu wymłócono.

>Ale to oczywiście nie dowodzi tego, że "ateizm sam w sobie" jest przyczyną takich ekscesów.
A co to jest "ateizm sam w sobie" czy to trzeba szukać obok "ateizmu dla siebie"?

>Oczywiście można (myślę, że słusznie) domniemywać, że istnieją także jednostki, które z pobudek ateistycznych zechcą walczyć "w imię rozumu" z "tymi, którzy nie rozumieją, że Boga nie ma."
Znowu, Szanowny Panie, proszę przykłady, gdzie takie jednostki były, które w imię swojego sceptycyzmu inne dręczyły? I niech Pan też mi powie - czym się różni wiara w to, że bóg jest od wiary w to, że boga nie ma, czy też od wiary w innego boga. Chrześcijaństwo i komunizm, to dwie - bardzo bliskie sobie doktrynalnie i organizacyjnie - religie, a najbardziej zajadłe wojny, to wszak wojny religijne.

>Biorąc te rozważania za punkt wyjścia - chciałbym spytać, na pewno nie ja pierwszy tutaj, jaki jest sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju "guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa)
Gratuluję Panu refleksyjności skoro jednego z wybitnych intelektualistów nazywa Pan bezrefleksyjnym. Nie wiem też dla kogo Dawkins jest "guru". Racjonaliści żadnych guru nie mają, a Dawkinsa za bardzo mądrego (choć jednego z wielu) człowieka uważają.

>prezentowania postawy "To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".
Ja tą postawę prezentuję tu od początku wejścia na nasze forum i ją zdecydowanie racjonalnie argumentuję. Proponuję sobie poczytać, a nie znowu zaczynać nam wmawiać grzechy jakich nigdy nie popełniliśmy.

>Zabijano miliony, to prawda. Ja jednak zastanawiam się, czy aby rzeczywiście u samych podstaw tej postawy leży na pewno religia?
Znowu, przemłócono to tu już wielokrotnie, ale następny ewangelizator jeszcze swoich sił nie wypróbował. Bardzo proszę poczytaj Pan sobie wypowiedzi na naszym forum.

Nie, nie religie/ideologie są przyczyną wszelakiego zła, ale wiara w nie. Im jest głębszą tym bardziej ogranicza nas intelektualnie i moralnie. Dlatego cele wojen były przeróżne, ale wiara jest optymalnym narzędziem do skłaniania ludzi aby czynili zło.
"Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia. ( Steven Weinberg)

>Podsumowując - wielkim banałem, ale również i wielką prawdą jest stwierdzenie, że źli ludzie i bez religii będą czynili zło.
Tyle że, gówno prawda! Bez wiary zdarzają się zbrodnie pojedyncze, ale do zbrodni masowych wiara jest wprost konieczną. Natomiast chyba nie ma takiej głupoty, w którą ludzie nie mogliby uwierzyć.

>Dlatego myślę, że takie stawianie sprawy, jak Dawkins (wybrałem go jako chyba najbardziej rozpoznawalnego przedstawiciela tego sposobu myślenia) jest wyrazem jedynie płytkości i miałkości myślenia, nacechowanego w dodatku ideologicznie.
To Pan reprezentuje tu przekład najbardziej typowego katolika, zadufanego w posiadanie jedynej Prawdy, przy ogromnych brakach intelektualnych. Nic Pan - poza jego istnieniem i tym, że nie lubi chrześcijańskiej głupoty - nie wie o Dawkinsie, a tym bardziej o innych krytykach Kościoła i religii.

>Chciałbym poznać wasze zdanie na temat podstawy nie tylko religijnej ale i ateistycznej w takich ideologiach.
Forum istnieje bardzo długo, ale wszystkie teksty są zapisane w archiwaliach. Trzeba tylko umieć czytać ze zrozumieniem. Ponadto jest wiele mądrych książek. Warto czytać.

@@@
.
17-10-2012 00:49 
 Ocena 2 na 2
julian (1206 punktów)
(zablokowany)
>
>>prezentowania postawy "To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".
>Ja tą postawę prezentuję tu od początku wejścia na nasze forum i ją zdecydowanie racjonalnie argumentuję. Proponuję sobie poczytać, a nie znowu zaczynać nam wmawiać grzechy jakich nigdy nie popełniliśmy.

Tylko, czy zasadne jest, panie Andrzeju, wrzucanie do jednego worka wszystkich religii? Współczesny katolicyzm naucza, żeby szanować każdego człowieka, więc nie widzę w tej doktrynie nic złego, jak uznaje tą zasadę jako fundamentalną. Znajduje to wyraz w nauczaniu Krk: www.teologia.pl/m_k/kkk1p02.htm
Pozwolę sobie zacytować tylko niektóre:
KKK 2261 Pismo święte określa szczegółowo zakaz zawarty w piątym przykazaniu: "Nie wydasz wyroku śmierci na niewinnego i sprawiedliwego" (Wj 23, 7). Zamierzone zabójstwo niewinnego człowieka pozostaje w poważnej sprzeczności z godnością osoby ludzkiej, ze "złotą zasadą" i ze świętością Stwórcy. Prawo, które tego zakazuje, jest prawem powszechnie obowiązującym: obowiązuje wszystkich i każdego, zawsze i wszędzie.

KKK 2262 W Kazaniu na Górze Pan przypomina przykazanie: "Nie zabijaj!" (Mt 5, 21) i dodaje do niego zakaz gniewu, nienawiści i odwetu. Co więcej, Chrystus żąda od swojego ucznia nadstawiania drugiego policzka (Por. Mt 5, 22-39). miłowania nieprzyjaciół (Por. Mt 5, 44). On sam nie bronił się i kazał Piotrowi schować miecz do pochwy (Mt 26, 52).
KKK 2288 Życie i zdrowie fizyczne są cennymi dobrami powierzonymi nam przez Boga. Mamy się o nie rozsądnie troszczyć, uwzględniając potrzeby drugiego człowieka i dobra wspólnego.Troska o zdrowie obywateli wymaga pomocy ze strony społeczeństwa w celu zapewnienia warunków życiowych, które pozwalają wzrastać i osiągać dojrzałość. Należą do nich: pożywienie i ubranie, mieszkanie, świadczenia zdrowotne, elementarne wykształcenie, zatrudnienie, pomoc społeczna.

KKK 2303 Nienawiść zamierzona jest przeciwna miłości. Nienawiść do bliźniego jest grzechem, gdy człowiek dobrowolnie chce dla niego zła. Nienawiść jest grzechem ciężkim, gdy dobrowolnie życzy się bliźniemu poważnej szkody. "A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie..." (Mt 5, 44-45).
To tylko część z nauczania Krk o szacunku do osoby ludzkiej, która wskazuje, że katolik, ma obowiązek moralny przestrzegać tych zasad. Co w nich jest złego?

>Nie, nie religie/ideologie są przyczyną wszelakiego zła, ale wiara w nie. Im jest głębszą tym bardziej ogranicza nas intelektualnie i moralnie. Dlatego cele wojen były przeróżne, ale wiara jest optymalnym narzędziem do skłaniania ludzi aby czynili zło.

To ludzie odpowiadają za zło, a nie religia. Gdyby ludzie przestrzegali zasad moralnych wyłożonych w KKK, czyli nauczanych przez Kościół, to wiara w nie i ich praktykowanie przyniesie tylko dobro.

>"Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia. ( Steven Weinberg)
Zupełnie nie zgadzam się z podkreślonym fragmentem. Dobrzy ludzie, a przynajmniej chcący tacy być, jeśli będą żyć wg zasad moralnych KK mają obowiązek czynić dobro. Religia katolicka wyznacza zasady moralne, a te, jak pokazałem chronią godność każdego człowieka. Za inne religie, ani za tych, którzy sprzeniewierzają się nauczaniu KK, religia katolicka nie ponosi odpowiedzialności.

>Tyle że, gówno prawda! Bez wiary zdarzają się zbrodnie pojedyncze, ale do zbrodni masowych wiara jest wprost konieczną. Natomiast chyba nie ma takiej głupoty, w którą ludzie nie mogliby uwierzyć.

Jeśli jest to wiara oparta na pogardzie do człowieka, to tak. Wiara katolicka i jej zasady moralne, nie dają żadnego usprawiedliwienia do mordowania ludzi.
KKK 2304 Poszanowanie i rozwój życia ludzkiego domagają się pokoju. Pokój nie polega jedynie na braku wojny i nie ogranicza się do zapewnienia równowagi sił. Nie da się osiągnąć pokoju na ziemi bez obrony dóbr osoby ludzkiej, swobodnej wymiany myśli między ludźmi, poszanowania godności osób i narodów, wytrwałego dążenia do braterstwa. Jest on "spokojem porządku" (Św. Augustyn, De civitate Dei, 19,13). Jest dziełem sprawiedliwości (Por. Iz 32, 17. i owocem miłości (Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 78).

To są piękne i humanistyczne zasady, żeby tylko ludzie chcieli ich przestrzegać.Współczesna religia katolicka, mimo, że żywię do niej dystans i sceptycyzm( np.dogmaty, rola kleru itd), to pod względem etyki jest godna naśladowania.
17-10-2012 10:37 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Ja tą postawę prezentuję tu od początku wejścia na nasze forum i ją zdecydowanie racjonalnie argumentuję. Proponuję sobie poczytać, a nie znowu zaczynać nam wmawiać grzechy jakich nigdy nie popełniliśmy.
>Tylko, czy zasadne jest, panie Andrzeju, wrzucanie do jednego worka wszystkich religii?
To zależy pod jakim kątem. Oczywiście warto rozróżniać i klasyfikować je w warstwie mitologicznej. Natomiast w swoich wywodach wielokrotnie podkreślam, że to nie tyle religia/mitologia jest złą - co wiara w nią.

>Współczesny katolicyzm naucza, żeby szanować każdego człowieka, więc nie widzę w tej doktrynie nic złego, jak uznaje tą zasadę jako fundamentalną.
Jeszcze bardziej szanuję nauczanie chrześcijaństwa starożytnego, ale co z tego, gdy tak niewielu jego przestrzega.

>Znajduje to wyraz w nauczaniu Krk: www.teologia.pl/m_k/kkk1p02.htm
Więc kto powinien być najbardziej bogobojnym, ci którzy o Bogu wiedzą najwięcej, czyli kler i to hierarchicznie im wyższe stanowiska, tym wyższa bogobojność, a cała historia uczy, że jest odwrotnie. Najbardziej zdemoralizowani są "Książęta Kościoła" później kler parafialny, a najmniej "Lud Boży".

>To tylko część z nauczania Krk o szacunku do osoby ludzkiej, która wskazuje, że katolik, ma obowiązek moralny przestrzegać tych zasad. Co w nich jest złego?
Proszę Szanownego Pana, mnie jeszcze lepiej podoba się bajeczka (religia) komunizmu, a w sztukach, to komuniści chyba wymordowali więcej ludzi niż chrześcijanie. (Ale jednak licząc procentowo, do liczby ludności w danym okresie historycznym, to chyba nikt chrześcijanom nie dorówna.)

>To ludzie odpowiadają za zło, a nie religia.
Napisałem wyraźnie:
Nie, nie religie/ideologie są przyczyną wszelakiego zła, ale wiara w nie. Im jest głębszą tym bardziej ogranicza nas intelektualnie i moralnie. Dlatego cele wojen były przeróżne, ale wiara jest optymalnym narzędziem do skłaniania ludzi aby czynili zło.
I wielokrotnie podkreślałem, że ludzie poprzez swoją pazerność na dobra doczesne i nie poskromioną chuć czynią zło, Ale jak to lapidarnie ujął Steven Weinberg:
"Religia jest obrazą ludzkiej godności. W każdym społeczeństwie, religijnym czy też nie, będą ludzie postępujący dobrze, bo są z natury dobrzy, i ludzie postępujący źle, bo są z natury źli. Ale żeby dobrzy ludzie czynili zło, do tego potrzebna jest religia.
>Zupełnie nie zgadzam się z podkreślonym fragmentem.
Nic dziwnego. Żaden fideista się z nim nie zgadza, gdyż trafia on w rzeczy sedno, z tym, że warto go doprecyzować, iż najważniejszym z "religii/ideologii" jest tu element wiary.

>Dobrzy ludzie, a przynajmniej chcący tacy być, jeśli będą żyć wg zasad moralnych KK mają obowiązek czynić dobro.
Szanowny Panie, popieprzyć to prawie każdy sobie lubi, ale jak wygląda praktyka, to tylko zaślepieni mogą nie wiedzieć.

>Religia katolicka wyznacza zasady moralne, a te, jak pokazałem chronią godność każdego człowieka.
Jak wygląda to w praktyce, to chciałem sobie podyskutować i słabo wyszło. Mało znalazło się tu obrońców katolickiej moralności.

>Za inne religie, ani za tych, którzy sprzeniewierzają się nauczaniu KK, religia katolicka nie ponosi odpowiedzialności.
Będę całkowicie usatysfakcjonowany, gdy KK poniesie odpowiedzialność tylko za swoich. Najwięcej za kler i trochę za "Lud Boży".

>>>>Tyle że, gówno prawda! Bez wiary zdarzają się zbrodnie pojedyncze, ale do zbrodni masowych wiara jest wprost konieczną. Natomiast chyba nie ma takiej głupoty, w którą ludzie nie mogliby uwierzyć.
>Jeśli jest to wiara oparta na pogardzie do człowieka, to tak.
Wiara oparta na pogardzie dla człowieka? Przecież kurtka na wacie, nawet ideologie szowinistyczne mówią o szacunku dla człowieka, tyle że swojego człowieka. Człowieka zgodnego z ich opcją. O której wierze, Szanowny Pan, myśli?

>Wiara katolicka i jej zasady moralne, nie dają żadnego usprawiedliwienia do mordowania ludzi.
Patrz Pan - cud nad cuda!
Nie dają usprawiedliwienia, a mordowali i mordują jak cholera. Normalny człowiek, to by się ze wstydu sam spalił w związku z udowodnieniem powszechności pedofilskiego prześladowania dzieci na całym świecie, ale nie katolik. On ma wyższe zasady moralne, a tą moralność, to znamy w literaturze jako "moralność Kalego".

>Gdyby ludzie przestrzegali zasad moralnych wyłożonych w KKK, czyli nauczanych przez Kościół,
Gdyby ciotka wąsy miała, to byłaby wujkiem. Kit to można owieczkom i baranom na kazaniach wciskać, tu liczy się rzeczywistość.

>to wiara w nie i ich praktykowanie przyniesie tylko dobro.
Nie znany jest mi przypadek aby jakakolwiek wiara/religia przynosiła dobro, choć znane są mi przypadki dobrych ludzi, dla których wiara/religia była inspiracją do czynienia dobra.

Wielce Szanowny Panie, dla mnie istnienie Kościoła Katolickiego (a myślę tu głównie o hierarchii) jest najlepszym dowodem na nieistnienie Boga. Dobry Bóg - Jezus Chrystus nie mógłby się pogodzić na bezmiar zła uczynionego w jego imieniu i na jego chwałę. Dla mnie to jest całkowicie niepojęte, że mogą istnieć inteligentni ludzie, którzy tego nie dostrzegają.

@@@
.
17-10-2012 15:10 
 Ocena 4 na 4
TyDraniu (6569 punktów)
>Religia katolicka wyznacza zasady moralne, a te, jak pokazałem chronią godność każdego człowieka.

Niech Pan zapozna się z zasadami moralnymi objawionymi nam przez Latającego Potwora Spaghetti. Natychmiast zauważy Pan ich przewagę nad dekalogiem i zrozumie Pan, jak należy chronić godność każdego człowieka.



17-10-2012 22:34 
 Ocena-2 na 4
zoro (-102 punktów)
(zablokowany)

>Znowu, Szanowny Panie, proszę przykłady, gdzie takie jednostki były, które w imię swojego sceptycyzmu inne dręczyły?

Ależ Szanowny Pan raczy nie kpić z rozmówców nie godzi się naprawdę - nawet ironia ma swoje granice łaskawco - owe forum jest tego wybitnym przykładem i nie warto szukać przykładów dręczeń i drwin w książkach i historii.
18-10-2012 00:27 
 Ocena 12 na 12
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Znowu, Szanowny Panie, proszę przykłady, gdzie takie jednostki były, które w imię swojego sceptycyzmu inne dręczyły?
>Ależ Szanowny Pan raczy nie kpić z rozmówców nie godzi się naprawdę
Nie godzi się proszę Szanownego Pana, to na takie forum wchodzić. Jest tyle znacznie bardziej odpowiednich dla Pana, a tu, to jak napisał redaktor naczelny:
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich".
Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

Wprost uwielbiam kpić z zadufanej głupoty i dlatego dobrze się tu czuję. Wchodzą tu tacy, z których - przemądrzałych mniemań, na podstawie ich głębokiej wiary w słuszność własnych poglądów - kpić można do woli. I jest też inteligentna większość, która dobrze tą kpinę rozumie.

> - nawet ironia ma swoje granice łaskawco
A mnie jednak wydaje się, że śmiało może sięgać nawet do bezgranicznej głupoty.

> - owe forum jest tego wybitnym przykładem i nie warto szukać przykładów dręczeń i drwin w książkach i historii.
Szkoda, że nie potrafi Pan dostrzec drobnej różnicy. To otwarte forum i każdy może wziąć w nim udział, ale ta otwartość również znaczy, że nawet czytać go nie trzeba.
Ponadto, jest jedynym racjonalistycznym forum (jest jeszcze wprawdzie Ateista.pl, ale to jednak co innego) na kilkadziesiąt fideistycznych. Po diabła pchać się tam, gdzie się człowiek źle czuje i nikt go nie rozumie?
Naprawdę Pan tak musi? No, skoro Pan musi lub lubi, to już Pański wybór.
Mnie dawno już nie ubawił tak żaden post jak ten Pański.

Miłej nocy Panu życzę i zajęcia się czymś ciekawszym od bezskutecznego nawracania racjonalistów.

PS. Rąbnął Pan mi minusa:
Czytelnik 'zoro' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Podstawa ateistyczna w postawach ideologicznych'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,524946#w525039

a ja mam pytanie - czy Pan cokolwiek z tego postu zrozumiał? Oczywiście poza tym, że on jest przeciwko fideistycznej głupocie. Myślę, iż niewiele więcej i stąd ten minus, ale ja właśnie piszę po to, aby ludziom o podobnych do Pana poglądom, to właśnie się nie podobało, aby ich bolało. Tak sprawia mi satysfakcję ich dręczenie i kpiny, choć przyznam, że wolę bardziej wymagających intelektualnie przeciwników ideowych.

@@@
.
18-10-2012 01:22 
 Ocena-5 na 7
zoro (-102 punktów)
(zablokowany)

>PS. Rąbnął Pan mi minusa

Przepraszam za ten minus nie myślałem że tak bardzo Pana zaboli-jaki wrażliwy pod skorupą twardo stąpającego po ziemi przedstawiciela intelektualistów.

> Tak sprawia mi satysfakcję ich dręczenie i kpiny, choć przyznam, że wolę bardziej wymagających intelektualnie przeciwników ideowych.

Mi jednak nie sprawia satysfakcji dręczenie innych ale Pana sobie wybrałem jako rozmówcę - bo mi wolno (chyba, że się mylę) - jak się Panu nie podoba to jest dużo innych miejsc na wirtualne pogaduchy np. ateista.pl. To jak będzie z tym plusem Andrzej?
18-10-2012 06:51 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>Pana sobie wybrałem jako rozmówcę - bo mi wolno (chyba, że się mylę) - jak się Panu nie podoba to jest dużo innych miejsc na wirtualne pogaduchy np. ateista.pl. To jak będzie z tym plusem Andrzej?

Dość ryzykowna uwaga - zwłaszcza ze strony kogoś tak na tym forum świeżego i raczej mało przez innych cenionego. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że niektórzy mogą się taką postawą poczuć na tyle zdegustowani, by skorzystać z §41 forumowego regulaminu.
18-10-2012 07:32 
 Ocena 3 na 3
warchołł (718 punktów)
>jak się Panu nie podoba to jest dużo innych miejsc na wirtualne pogaduchy np. ateista.pl.

A może by tak zoro się wyniósł?
18-10-2012 10:57 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przepraszam za ten minus nie myślałem że tak bardzo Pana zaboli-jaki wrażliwy pod skorupą twardo stąpającego po ziemi przedstawiciela intelektualistów.
Mnie on nie boli, mnie on cieszy, gdyż potwierdza słuszność mojego udziału w forum.
Zabolał to by mnie minus - tak jak cieszą plusy - od ludzi których darzę szacunkiem i którzy mają jakiś tam dorobek intelektualny na naszym forum.
Miłego dnia Panu życzę i znajdź Pan sobie innego interlokutora.

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Coś w podobie było już chyba w historii przerabiane<
Owszem, było. Był tzw. ateizm państwowy.
>Oczywiście można (myślę, że słusznie) domniemywać, że istnieją także jednostki, które z pobudek ateistycznych zechcą walczyć "w imię rozumu" z "tymi, którzy nie rozumieją, że Boga nie ma."<
Zależy co rozumiesz przez walkę. Jeżeli fizyczne unicestwienie, to jesteś w błędzie. Ateista w swym rozumieniu i rozumowaniu nie pozbywa się refleksji i norm etycznych. Religianci zwolnieni są od norm etycznych poprzez prawa boże.
>"To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".<
Oczywiście religia nie jest źródłem wszelkiego zła. Złem jest klęska nieurodzaju lub powódź a z religią nie mają nic wspólnego. Ale prawdą jest że w imię religii zabijano miliony. W imię religii, nie dla religii. U podłoża każdej wojny leży chęć zaboru terytorialnego, mienia itp. Nawet wojny starotestamentowe nie miały na celu zwiększyć liczbę wyznawców Jahwe tylko zabór mienia,ziemi. Gdyby krzyżowcy mieli na celu jedynie uwolnienie grobu Chrystusa, z trudem zebrano by jedną drużynę wojów. Chęć zaboru i łupy były motywacją rycerzy, ale pretekstem lub usprawiedliwieniem była religia lub wiara. Ile kłopotów było z zorganizowaniem każdej wyprawy krzyżowej. Ta przeciw Katarom poparta została odpustem zupełnym ( za minimum 40 dni udziału w wojnie) i obietnicą otrzymania w lenno ziemi Katarów która stała się własnością papieża.
Inkwizycja też miała na celu umocnienie władzy kościelnej a nie ratowanie dusz.
Mariaż władzy państwowej z Kościołem trwał zawsze. Początkowo sam władca był Bogiem, później Boga przeniesiono do nieba. Polityka potrzebuje Kościoła żeby upajał lud opium, Kościół jako dealer każe sobie za te usługi płacić. Żaden z tych władców pierścieni nie wierzy w Jezusa. Ale każdy lubi luksusowe życie na ziemi. Idealnego porządku świata nie ma, jest on utopią. Żeby tym członkom społeczeństw przymulić trochę niesprawiedliwy obraz świata, obiecuje im się lepsze życie w zaświatach. "Ostatni będą pierwszymi". Ale ci co to głoszą wolą być pierwszymi na ziemi niż w niebie. W miarę wzrostu dobrobytu ogółu społeczeństwa, maleje potrzeba sprawiedliwości po drugiej stronie świata. Część społeczności chce poprawić w pewnym stopniu niedoskonałości świata bez obietnicy nagrody wiecznej na podstawach humanizmu. Jako zjawisko uboczne rodzi się wojujący ateizm lub antyklerykalizm, mający na celu ograniczenie przywilejów sprzedawców opium. Ponadto fenomen wiary nie został chyba do końca zbadany. Są ludzie którzy mają potrzebę wiary. Trzeba ich, tolerując ich poglądy, strzec przed pułapką fanatyzmu religijnego, bo wtedy stają się niebezpieczni dla innych.
gostyx (347 punktów)
>Zależy co rozumiesz przez walkę. Jeżeli fizyczne unicestwienie, to jesteś w błędzie. Ateista w swym rozumieniu i rozumowaniu nie pozbywa się refleksji i norm etycznych. Religianci zwolnieni są od norm etycznych poprzez prawa boże.

Ani przez moment nie sugerowałem chęci ateistów jako ogółu do fizycznego unicestwiania kogokolwiek Raczej chodziło mi o przywołanie faktu, że jednak pojedyncze jednostki są jak najbardziej do tego zdolne.

>Oczywiście religia nie jest źródłem wszelkiego zła. Złem jest klęska nieurodzaju lub powódź a z religią nie mają nic wspólnego. Ale prawdą jest że w imię religii zabijano miliony. W imię religii, nie dla religii. U podłoża każdej wojny leży chęć zaboru terytorialnego, mienia itp. Nawet wojny starotestamentowe nie miały na celu zwiększyć liczbę wyznawców Jahwe tylko zabór mienia,ziemi. Gdyby krzyżowcy mieli na celu jedynie uwolnienie grobu Chrystusa, z trudem zebrano by jedną drużynę wojów. Chęć zaboru i łupy były motywacją rycerzy, ale pretekstem lub usprawiedliwieniem była religia lub wiara.

No właśnie, po dojściu do identycznych wniosków zadałem sobie pytanie - jaki jest wobec tego sens szermowania argumentem o szkodliwości religii ze względu na powyższe. Miejmy swiadomość tego, że tak naprawdę w identyczny sposób można wykazać szkodliwość każdego swiatopoglądu czy ideologii, powołujac się na możliwości wykorzystania ich jako takiej przykrywki, nawet potencjalnej możliwości.
Dlatego wlaśnie założyłem ten wątek.

>Są ludzie którzy mają potrzebę wiary.

Ja bym jednak był bardzo ostrożny w utożsamianiu wiary w Boga z wiarą w jakąś religię. Choćby dla czystej logiki.
17-10-2012 18:21 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Ani przez moment nie sugerowałem chęci ateistów jako ogółu do fizycznego unicestwiania kogokolwiek Raczej chodziło mi o przywołanie faktu, że jednak pojedyncze jednostki są jak najbardziej do tego zdolne.<
Jeżeli mąż, który jest przypadkowo ateistą, zabije w afekcie swoją żonę, będącą przypadkowo katoliczką, nie można twierdzić że ateista zabił katolika. Jest to zabójstwo popełnione przez niezrównoważonego psychicznie człowieka i ze światopoglądem nie ma nic wspólnego.
>No właśnie, po dojściu do identycznych wniosków zadałem sobie pytanie - jaki jest wobec tego sens szermowania argumentem o szkodliwości religii ze względu na powyższe.<
Wiara i religia wbrew pozorom są dwiema różnymi sprawami. Wiara jest jak najbardziej osobista, nie demonstrowana na zewnątrz, jest wynikiem przemyśleń lub osobistych doświadczeń.
Religia jest zupełnie czym innym. Jest systemem nakazów i zakazów,zorganizowana w Kościele, najczęściej hierarchicznie zorganizowana, wymagająca bezwzględnego posłuszeństwa, operująca mistycznymi pojęciami piekła i nieba, dobra i zła w rozumieniu anioła i diabła, nie pozostawiająca marginesu swobody dla dokonania wyboru. Ogranicza horyzonty myślowe, podaje gotowe prawdy, często dogmatyczne, jest ekspansywna i usiłuje zwalczać inne religie. Dlatego religia jest szkodliwa.
>Miejmy swiadomość tego, że tak naprawdę w identyczny sposób można wykazać szkodliwość każdego swiatopoglądu czy ideologii, powołujac się na możliwości wykorzystania ich jako takiej przykrywki, nawet potencjalnej możliwości.<
Nie można mówić o szkodliwości danego światopoglądu a priori. Ponadto światopogląd to wiara a nie religia. Kościół który "szerzy wiarę" nie dorobił się pejoratywnego obrazu na skutek czyjejś awersji. Ten obraz jest odbiciem historii Kościoła, jego rzekomych zasług i błędów.Jeżeli przez wieki Kościół popełnia te same błędy, nie można mówić o błędach. Trzeba to nazwać błędnym systemem.
>Ja bym jednak był bardzo ostrożny w utożsamianiu wiary w Boga z wiarą w jakąś religię. Choćby dla czystej logiki.<
Tego zdania nie zrozumiałem.
zoro (-102 punktów)
(zablokowany)

>Biorąc te rozważania za punkt wyjścia - chciałbym spytać, na pewno nie ja pierwszy tutaj, jaki jest
>sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju
>"guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) prezentowania postawy "To religia jest
>źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".
Brawo, jestem tu nowy ale taka postawa aż bije po oczach dlatego też uważam że powinniście bronić racjonalizmu na tym portalu a nie głosić antyklerykalizm i zasłaniać się ateizmem. Chociaż inne Twoje wypowiedzi nie bardzo przypadły mi do gustu za tą dostajesz ode mnie plusa.
Hodża (11172 punktów)
>Ale nie o tym chciałbym. Prawdą jest, że ateizm jest brakiem teizmu, ale nie wyklucza się to w
>żadnym stopniu z możliwością stworzenia na jego podstawie idei, która każe zabijać nie-ateistów, a w
>skrajnych przypadkach każdego,kto sprzeciwia się ideologii.

Tak, gdyż ateizm można ubrać w konkretną formę, która również będzie religią. Stalinizm był czystą religią z całą specyficznie religijną obrzędowością.

>Biorąc te rozważania za punkt wyjścia - chciałbym spytać, na pewno nie ja pierwszy tutaj, jaki jest
>sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju
>"guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) prezentowania postawy "To religia jest
>źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".

Myślę, że aby przyjąć argumentacje Dawkinsa trzeba jednak zdobyć się na minimum refleksji, na pewno nie są to teksty dla bezmyślnych. Poza tym, dużo ciekawszy jako wstęp do zrewidowania swoich przekonań odnośnie religii jest "Samolubny gen" i inne publikacje poświęcone socjobiologii i ewolucyjnym źródłom moralności.

Religia jest źródłem zła, ale Dawkins wyraźnie w "Bogu" pisze, że nie "całego" zła. To już Twoja nadinterpretacja.

>Zabijano miliony, to prawda. Ja jednak zastanawiam się, czy aby rzeczywiście u samych podstaw tej
>postawy leży na pewno religia? Czy nie bardziej polityka, która potrzebuje znaleźć przykrywkę i
>usprawiedliwienie dla pewnych działań? Czy nie lepiej pasuje do tego portretu prymitywna chęć
>dokuczenia oraz zniszczenia kogoś, kto jest od nas różny, a która znalazła pożywkę w postaci
>fundamentalistycznego i nieracjonalnego umysłu, który w ten sposób "racjonalizuje" oraz legitymizuje
>swoje osądy sam przed sobą?
>Czy nie bardziej niż abstrakcyjne pojęcie "religia", czy "ateizm" nie sa winne takich zbrodni
>ludzkie emocje, egoizm, chciwość oraz skłonności do wszelkiego rodzaju dewiacji i psychopatii?
>Podsumowując - wielkim banałem, ale również i wielką prawdą jest stwierdzenie, że źli ludzie i bez
>religii będą czynili zło.

Otóż Twoje rozumowanie jest błędne. Religia bowiem wykorzystuje to, co nazywane jest "złem" a wynika z różnorodnych biologicznych uwarunkowań ludzkiej kondycji do stworzenia struktur władzy. Istotą religii bowiem jest budowanie takich struktur i oddawanie absurdalnie wielkiej władzy nielicznym, kosztem milionów. W tym tkwi największe zło religii i jej potencjał niszczycielski. Religia w żaden sposób nie przyczynia się do postępu moralnego, wręcz przeciwnie, w jej interesie jest to, by zwierzęce instynkty wciąż dawały o sobie znać, jako że jest do jedyny sposób na udowodnienie istnienie "złego ducha", "kusiciela", zatem - podtrzymywania przekonania o istnieniu nadnaturalnych, nie dających się rozumowo wyjaśnić metafizycznych bytów determinujących ludzką kondycję.

>Dlatego myślę, że takie stawianie sprawy, jak Dawkins (wybrałem go jako chyba najbardziej
>rozpoznawalnego przedstawiciela tego sposobu myślenia) jest wyrazem jedynie płytkości i miałkości
>myślenia, nacechowanego w dodatku ideologicznie.

Jego myślenie i argumentacja nie są nacechowane ideologicznie, tylko naukowo. Wynikają z prostych, naukowych metod, zgromadzonej wiedzy i jedynego możliwego do zaakceptowania przez myślącego człowieka wniosku ze zgromadzonych danych - że religia ogłupia i kłamie zawsze wtedy, kiedy twierdzi, że wyjaśnia świat. A to musi prowadzić do zła, nie do zbawienia.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
18-10-2012 12:28 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Tak, gdyż ateizm można ubrać w konkretną formę, która również będzie religią. Stalinizm był czystą religią z całą specyficznie religijną obrzędowością.
Czyli w religijną formę ubrano stalinizm, a nie ateizm - to najważniejsze.
A mniejsze: umysł kontrolowany przez jakiś teizm jest odporny na inne religie, umysł wolny od religii ma większą szansę zarażenia się religią czy parareligią przy czym w jednym umyśle teizm z religijnym stalinizmem też się pewnie pomieścić może.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Matejewski (3695 punktów)
>jaki jest sens (nagminny w przypadku niektórych użytkowników tego portalu, ba nawet w przypadku swego rodzaju "guru" wielu bezrefleksyjnych ateistów - Richarda Dawkinsa) prezentowania postawy "To religia jest źródłem wszelkiego zła. To w imię religii zabijano miliony".

Prezentowanie postawy, że to religia jest "źródłem wszelkiego zła" to klasyczne oszołomstwo. Ciekawy jestem dlaczego przypisuje Pan takie rozumowanie choćby Dawkinsowi.

"Źródło wszelkiego zła" (a w oryginale "The root of all evil") to tytuł, którego Dawkins bardzo chciał uniknąć. Jednak twarde prawa marketingu i presja ze strony producenta filmu zmusiły go do wyrażenia zgody na taki tytuł.
Czy to źle? Uważam, że przekaz zawarty w filmie jest bardzo ważny i zatytułowanie go zgodnie z konwencją zakładającą drobną prowokację dla zwiększenia oglądalności, uważam za zabieg poczyniony w słusznej sprawie, mimo że samemu Dawkinsowi bardzo się to nie podobało.

Inna sprawa, że religia (choć nie tylko ona) naprawdę jest bardzo poważnym problemem dla świata i z całą pewnością znajduje się w ścisłej czołówce w rankingu "zła". Religia prowadzi do daleko idących wynaturzeń, fałszuje obraz rzeczywistości, a u wielu religijnych osób można z jej powodu stwierdzić mocno zaawansowane kalectwo intelektualne.
To właśnie na skutek religii miliardy ludzi od kołyski po grób kierują swoim życiem w oparciu o fundamentalny błąd, którym jest mit o życiu wiecznym. Tracą przy tym tysiące godzin swojego życia na praktykowanie tzw. modlitw - które są przecież ucieczką od rzeczywistości. To nic innego jak balansowanie na granicy choroby psychicznej.

Proponuję przeczytać tekst o Bractwie Muzułmańskim, który dziś ukazał się na Racjonaliście. Autor kazania składa tak "pokojowe" deklaracje i posługuje się tak kretyńską logiką, że całość mrozi krew w żyłach.
Pan powie, że miliony muzułmanów pójdą walczyć w imię Allaha, a nie na rozkaz Allaha i że winę za to ponoszą ekstremiści, którzy manipulują ciemną masą dla realizacji celów politycznych... To oczywiste, bo ktoś kto nie istnieje rozkazów wydawać nie może. Jednak religia jest właśnie tym czynnikiem, który najlepiej potrafi jednoczyć jedną grupę ludzi przeciw innej grupie tzw. niewiernych. Skumulowana nienawiść do wroga zbudowana na mitach, powiązana z fałszywymi obietnicami, dla prostego, niewykształconego człowieka nie wymaga już wtedy dodatkowego uzasadnienia, żeby chwycić za broń.

Widać to było doskonale na przykładzie tłumów bezmyślnie krzyczących "Allah Akbar" czy to na Placu Tahrir w Kairze czy w Benghazi w Libii. Nie byłbym taki pewny, czy gdyby ktoś nie wciskał im kitu o życiu wiecznym, to poszliby walczyć ryzykując życiem. A tak to każdy ma dwie możliwości, z których jedna musi się zdarzyć:
1) Zabiję wroga i osiągnę korzyści grabiąc, kradnąc, przejmując jego terytorium, itd.
2) Wróg zabije mnie i trafię do obiecanego raju.
Stwarza się tu sytuację, w której na walczącego czeka jedna, nieuchronna i niemal natychmiastowa nagroda spośród dwóch alternatywnych opcji. No i jak tu się powstrzymać od zabijania? Zachęta jest przednia.

Oczywiście u zarania dziejów religia była głównie narzędziem służącym do opisywania świata. Jednak już wiele tysięcy lat temu religie zaczęły pełnić nowe funkcje. Między innymi stały się znakomitym narzędziem do walki o byt. Tak jak pierwsza funkcja była pożądana, ale rezultaty były wynikiem fantazji, tak druga była z ewolucyjnego punktu widzenia czymś naturalnym i nierzadko przynosiła korzyści (najczęściej wg zasady "zwycięzca bierze wszystko").
Współczesny świat dąży jednak do pokojowego współistnienia - a żeby to osiągnąć znaczenie religii musi zdecydowanie zmaleć. Oczywiście nie uwolnimy się od wszystkich memów. To z samej definicji jest niemożliwe - gdyż każdy poznając świat kształtuje swój światopogląd i zaczyna się z pewnymi ideami identyfikować. Wolę jednak być więźniem memu racjonalizmu i sceptycyzmu niż popaść w absurd dogmatyzmu i bezrefleksyjności.

Freddie Mercury śpiewał kiedyś "Too much love will kill You"...
Sam to bym zaproponował wersję "Too much faith will kill You". Co widać na przykład na niniejszym filmie. Za dużo tych wezwań do Allaha było... Taki tam nieoficjalny laureat nagrody Darwina przy okazji.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365