Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dziecko - protezą...?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
12-01-2010 09:17Adamiak (36436 punktów)Dziecko - protezą...?
Ocena 7 na 7
   W dyskusjach o adopcji dzieci chyba każdy poważny dyskutant staje nieuchronnie w moralnym szpagacie, bowiem sam temat traktuje o dobrach co najmniej dwóch podmiotów, z których jeden, będący podmiotem bez zdolności prawnych, ma być niejako urzędowo przydzielony drugiemu.

   Czyli u wrażliwszych rozmówców ambiwalencja jest, myślę, murowana.

   Pominę cele przyświecające trzem stronom tej transakcji ze względu na trudność w precyzyjnym ustaleniu racji jednej ze stron kontraktu, dziecka, będącego paradoksalnie jego najważniejszą częścią, choć jedynie ze względów kulturowych w czym utwierdził mnie "nasz" znakomity badacz tych dóbr.

   Swych racji jednak dzieciak wyartykułować nie może (w przeciwieństwie do big_zyda) zazwyczaj dlatego, że w ogóle o nich nie wie, ale Konstytucja gwarantuje takim osobnikom różne prawa, bez względu na to, czy mają tych praw świadomość.

   Jako, że dzieci przydziela się na ogół rodzicom, którzy ze względu na usterki biologiczne swojego potomstwa spłodzić nie mogą, więc nie od rzeczy, choć może trochę cynicznie, jest nazwać dziecko wytypowane do adopcji protezą dla małżeństwa rozrodczo-niepełnosprawnego.

   Przy adopcji dzieci przez pary homoseksualne, problem ten nabiera jeszcze innego wymiaru, mianowicie dziecko staje się czymś w rodzaju protezy w aspekcie wyłącznie społecznym z tej racji, że niepełnosprawność homoseksualistów nie jest w tym względzie inwalidztwem fizycznym.
   Potencjalnie mogą mieć dzieci, a przeszkodą jest jedynie fakt wyboru partnera z którym jest to niemożliwe.

   Zdaję sobie sprawę, że prawie każde ze zdań w tym tekście może być przedmiotem osobnych elaboratów, ale konsekwentnie do ambiwalencji sygnalizowanej wstępem chcę zaproponować dwa pytania dotyczące tego zagadnienia, a mianowicie:
1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?- a jeśli tak, to czy:
2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>   Przy adopcji dzieci przez pary homoseksualne, problem ten nabiera jeszcze innego wymiaru, mianowicie dziecko staje się czymś w rodzaju protezy w aspekcie wyłącznie społecznym z tej racji, że niepełnosprawność homoseksualistów nie jest w tym względzie inwalidztwem fizycznym.
>   Potencjalnie mogą mieć dzieci, a przeszkodą jest jedynie fakt wyboru partnera z którym jest to niemożliwe.
Spłycasz. Wśród par heteroseksualnych nie mogących mieć dzieci niekoniecznie obydwoje jest bezpłodne.
Pozdrawiam
12-01-2010 10:13 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Spłycasz.
   Możliwe.

>Wśród par heteroseksualnych nie mogących mieć dzieci niekoniecznie obydwoje jest bezpłodne.
   Pogłębiłeś, ale co to zmienia w kontekście tematu?

   Pozdrawiam.
12-01-2010 10:42 
 Ocena 7 na 7
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Wśród par heteroseksualnych nie mogących mieć dzieci niekoniecznie obydwoje jest bezpłodne.
>   Pogłębiłeś, ale co to zmienia w kontekście tematu?
To, że adopcji nie wybiera się głównie ze wzgledu na brak możliwości posiadania dziecka. Dochodzi czynnik trwania w związku.
Jakby patrzeć z perspektywy: chcę trwać w tym konkretnym związku, chcę mieć dzieci; sytuacja par homo i hetero staje się taka sama, jeśli któreś z pary hetero jest/wydaje się bezpłodne.

Tak naprawdę sednem sporu o przyznanie związkom homoseksualnym praw równorzędnym związkom hetero jest nieufność. Wychowano nas, jako spoleczeństwo w przekonaniu, że pary homo są okropne, obrzydliwe, a fe. To w nas siedzi (słusznie lub niesłusznie- nie chciałbym tego dyskutować w tym temacie).
Nie ufamy homoseksualistom. Boimy się, że gdybyśmy dali im dziecko, oni przelali by w nie swoją 'obrzydliwość' lub zrobili inne 'obrzydliwości'.

Jedyną sensowną przesłanką, by nie dać komuś dziecka do adopcji jest przekonanie, że on to dziecko źle wychowa.

Pozdrawiam
12-01-2010 11:35 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Pogłębiłeś, ale co to zmienia w kontekście tematu?
>To, że adopcji nie wybiera się głównie ze wzgledu na brak możliwości posiadania dziecka. Dochodzi czynnik trwania w związku.
   Który staje się zagrożony brakiem posiadania potomstwa w przypadku par normalnych.
   Pogłębiasz dalej?

>Jakby patrzeć z perspektywy: chcę trwać w tym konkretnym związku, chcę mieć dzieci; sytuacja par homo i hetero staje się taka sama, jeśli któreś z pary hetero jest/wydaje się bezpłodne.
   Zupełnie inaczej, bo para hetero najczęściej nie jest świadoma tej ułomności w momencie zawierania związku, a para homo raczej tak.
   Więc sytuacja bezpłodnej pary hetero zmienia się w trakcie trwania związku skutkując dojrzewaniem decyzji o ew. adopcji, do czego przesłanek nie widzę w parze homo.

>Tak na prawdę sednem sporu o przyznanie związkom homoseksualnym praw równorzędnym związkom hetero jest nieufność. Wychowano nas, jako spoleczeństwo w przekonaniu, że pary homo są okropne, obrzydliwe, a fe. To w nas siedzi (słusznie lub niesłusznie- nie chciałbym tego dyskutować w tym temacie).
   Bez komentarza.
13-01-2010 09:38 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>   Pogłębiłeś, ale co to zmienia w kontekście tematu?
>>To, że adopcji nie wybiera się głównie ze wzgledu na brak możliwości posiadania dziecka. Dochodzi czynnik trwania w związku.
>   Który staje się zagrożony brakiem posiadania potomstwa w przypadku par normalnych.
W naszej kulturze TAK. Związek taki jest atakowany przez otoczenie nawet jeśli poradi sobie z tarciami wewnątrz.
>>Jakby patrzeć z perspektywy: chcę trwać w tym konkretnym związku, chcę mieć dzieci; sytuacja par homo i hetero staje się taka sama, jeśli któreś z pary hetero jest/wydaje się bezpłodne.
>   Zupełnie inaczej, bo para hetero najczęściej nie jest świadoma tej ułomności w momencie zawierania związku, a para homo raczej tak.
>   Więc sytuacja bezpłodnej pary hetero zmienia się w trakcie trwania związku skutkując dojrzewaniem decyzji o ew. adopcji, do czego przesłanek nie widzę w parze homo.
To odwróć sytuację. Para homo 'wstępując' w związek nie myśli o dzieciach, a później dojrzewa do chęci adopcji.
Pozdrawiam
13-01-2010 11:41 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>To odwróć sytuację.
   Odwróciłem.

>Para homo 'wstępując' w związek nie myśli o dzieciach, a później dojrzewa do chęci adopcji.

   Ok, zacznę od truizmu, że proteza ma na celu zastąpić brak czegoś, co się miało i utraciło, albo od urodzenia się nie ma, a powinno mieć, bo "wszyscy" mają.

   Znakomita większość par hetero wstępuje w związek z osobą innej płci po to, by mieć wspólne genetycznie dziecko przy okazji cementujące ten związek - gdy wychodzi na jaw tragedia(?) braku możliwości posiadania genetycznego potomka, powstaje luka, dziura po czymś, co na pewno miało być. Wówczas pojawia się i dojrzewa decyzja o adoptowaniu dziecka zastępczego, jako protezy w miejsce powstałej luki po oczekiwanym dziecku, nastąpił brak czegoś, co w małżeństwie powinno być.

   Wszystkie pary homo inicjują związek z założeniem, że wspólnego dziecka nie chcą, nie oczekują, bo w związku homo dzieci nie może być, i taki brak wynika z natury tegoż związku.
   Bo żaden związek homo dzieci nie ma. I pod tym względem jest nienormalny w populacji związków.
   Bo normalny jest tylko w bezdzietnej populacji związków homo.

   Nie ma oczekiwań, więc i nie ma luki.

   Więc co ma zastąpić adoptowane dziecko? Lukę po braku oczekiwań? Lukę po niczym?

   Cóż więc się zmienia w trakcie trwania w związku homo, że dojrzewa decyzja na posiadanie protezy?

   Ano myślę, że zmieniają się, nasilają oczekiwania, by być normalnym związkiem.
   A co mają normalne związki?
   Ano, mają dzieci.
   Więc prawo do posiadania protezy dziecka tak, jak to mają normalne związki, jest protezą normalności związku homo.

   Związek homo chce być na siłę normalny w całej populacji związków, przy pomocy gadżetów fizycznie niemożliwych do uzyskania, więc robi to przy pomocy symbolu, protezy normalności.

   Ale dlaczego przy pomocy dziecka?

   Pozdrawiam.
13-01-2010 13:48 
 Ocena 6 na 6
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Na część posta nie mogę odpowiedzieć bo jestem hetero- w szczególności chodzi mi o 'dojrzewanie' do posiadania dziecka w związku homo.
>   Ok, zacznę od truizmu, że proteza ma na celu zastąpić brak czegoś, co się miało i utraciło, albo od urodzenia się nie ma, a powinno mieć, bo "wszyscy" mają.
Dokładnie! Jest to proteza spowodowana niemożnością posiadania dziecka z danym partnerem/partnerką. Tym jest w Twoim wątku adopcja!
Na zasadzie ukrytego wprowadzenia pojęcia "naturalności" odmawiasz imprawa do adopcji. W naturze nie istnieje możliwość posiadania dzieci przez parę homo, to my też z tego powodu im tego zabronimy.

Gdyby opierać się na pojęciu 'naturalności' padłaby cała współczesna medycyna produkująca w celach leczniczych substancje nie występujące w naturze lub występujące lecz nie nadające się do spożycia w stanie 'naturalnym'. Zresztą cała technika jest 'nienaturalna' względem takiego pojęcia 'naturalności'.
Korzystanie z 'nienaturalnego' kompa nie jest dla Ciebie problemem, natomiast możliwość adopcji w 'nienaturalnym' kontekście już tak.

Pozdrawiam
13-01-2010 15:34 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Gdyby opierać się na pojęciu 'naturalności' padła by cała współczesna medycyna produkująca w celach leczniczych substancje nie występujące w naturze lub występujące lecz nie nadające się do spożycia w stanie 'naturalnym'.
Np. wspaniałych szczepionek przeciwko świńskiej grypie, usuwających objawy na zawsze a. że razem z pacjentem to nieważne.
>Zresztą cała technika jest 'nienaturalna' względem takiego pojęcia 'naturalności'.
Ponosisz koszty tej nienaturalności, pomimo tego, że nie zdajesz sobie z nich sprawy.
>Korzystanie z 'nienaturalnego' kompa nie jest dla Ciebie problemem, natomiast możliwość adopcji w 'nienaturalnym' kontekście już tak.
Wiesz co to jest szacunek zysków i strat?
Nienaturalna adopcja nie przynosi żadnych zysków w obecnej sytuacji a jedyne co może przynieść to straty.
Pozdrawiam
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Nienaturalna adopcja nie przynosi żadnych zysków w obecnej sytuacji a jedyne co może przynieść to straty.
Proszę o rozwinięcie tematu.
Pozdrawiam
14-01-2010 22:41 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>>Nienaturalna adopcja nie przynosi żadnych zysków w obecnej sytuacji a jedyne co może przynieść to straty.
>Proszę o rozwinięcie tematu.
Osobiście to byłbym za jego zwinięciem. Bo nie ma o specjalnie sensu gadać na temat butnego skomlenia o dodatkowy przywilej dla ludzi, którzy z upodobania seksualnego zrobili subkulturę.
Jedynym zyskiem jest podniesienie samooceny marginalnej grupki homoseksualnej.
Natomiast dzieciom to nijak nie pomoże w praktyce.
Pozdrawiam
13-01-2010 16:17 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Na zasadzie ukrytego wprowadzenia pojęcia "naturalności" odmawiasz imprawa do adopcji.
   Dlaczego ukrytego? To to już też jest zabronione???

   Przecież napisałem wyraźnie, że "w związku homo dzieci nie może być, i taki brak wynika z natury tegoż związku."

>W naturze nie istnieje możliwość posiadania dzieci przez parę homo, to my też z tego powodu im tego zabronimy.
   No, nie istnieje coś takiego w naturze, a w Polsce normą jest, że naturalne prawo do rodzenia, ale i adopcji dzieci mają pary naturalnie zgodne z naturą, więc para gejów naturalnie nie służy do wychowywania dzieci... I o co Ci chodzi?
   W Polsce także woda leci naturalnie przeważnie z góry na dół, i przed wojną tak było, więc to źle?

>Korzystanie z 'nienaturalnego' kompa nie jest dla Ciebie problemem, natomiast możliwość adopcji w 'nienaturalnym' kontekście już tak.
   Wolałbym kompa drewnianego i w nim scalaki z niebieskiej gliny (bo lubię niebieski, wiesz?), ale się nie da - wolałbym, by dzieci adoptowały normalne pary hetero, bo tak jest dla dziecka naturalnie naturalniej i się da.

   Amen naturalny.

   Pozdrawiam.
13-01-2010 18:35 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Rozmowa takim tonem staje się nieprzyjemna sama z siebie.
Do tego nie posuwa się do przodu.

W poprzednim swoim poście w tym wariancie wątku wskazalem, to, co udalo mi się wyczytać u Ciebie między wierszami: Twoim argumentem dla odmowy adopcji dla par homo jest oparcie się o jej 'nienaturalność'.
Zarzucilem Ci następnie, że w innych dziedzinach (medycynie, technice) ignorujemy 'nienaturalność' tego, co robimy.
Jak rozumiem uważasz, że w tej dziedzinie powinniśmy trzymać się 'naturalności'.

Ty uważasz, że pojęcie to wyczerpuje temat, ja że trzeba się tematowi przyglądać z innego punktu widzenia.
Ani nie zamierzam Ci atakować tego pojęcia, ani wdawać się w dyskusje o swoim podejściu (niech inni przetestują i dopiero wtedy 'Teraz Polska').
Zrozumialem Twój pogląd i wyartykowałem swój. W tym momencie mi to wystarcza.
Dzięki za dyskusję w tym wariancie wypowiedzi.

Pozdrawiam
13-01-2010 19:23 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Dzięki za dyskusję w tym wariancie wypowiedzi.
   Też dziękuję - nie lubię, gdy ktoś insynuuje mi ukrywanie pojęć, lub udaje, że nie odróżnia, iż niektóre rzeczy lepsze są naturalne, ale już inne niekoniecznie.
   Pozdrawiam.
12-01-2010 14:33 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Nie ufamy homoseksualistom.

   Pod tym względem im nie ufam.

>Boimy się, że gdybyśmy dali im dziecko, oni przelali by w nie swoją 'obrzydliwość' lub zrobili inne 'obrzydliwości'.

   Aaa, to już nie ja. Ani nie uważam homoseksualizmu za obrzydliwość, ani nie sądzę, aby można było go przekazywać w procesie wychowania w rodzinie homoseksualnej.

>Jedyną sensowną przesłanką, by nie dać komuś dziecka do adopcji jest przekonanie, że on to dziecko źle wychowa.

   Aaa, to znowu ja. Pełna zgoda. Jestem przekonany, że wychowane w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie będzie miało żadnych szans, aby w takiej rodzinie nauczyć się pełnienia ról płciowych. Po prostu brak mu będzie rodzicielskich wzorców. Skutkiem tego będzie obniżenie jego szans na nawiązanie w przyszłości trwałego związku heteroseksualnego.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
12-01-2010 15:56 
 Ocena 9 na 9
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>>Jedyną sensowną przesłanką, by nie dać komuś dziecka do adopcji jest przekonanie, że on to dziecko źle wychowa.   Aaa, to znowu ja. Pełna zgoda. Jestem przekonany, że wychowane w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie będzie miało żadnych szans, aby w takiej rodzinie nauczyć się pełnienia ról płciowych. Po prostu brak mu będzie rodzicielskich wzorców. Skutkiem tego będzie obniżenie jego szans na nawiązanie w przyszłości trwałego związku heteroseksualnego.
Nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc " nauczyć się pełnienia ról płciowych"
czy to, że tatuś leje mamusię bo jest silniejszy, czy też to że tatuś ogląda telewizję a mamusia sprząta, pierze , gotuje...
Takie pełnienie ról płciowych już odchodzi w przeszłość, pierze, gotuje, sprząta ten w rodzinie kto ma na to czas. Młode małżeństwa robią wszystko wspólnie lub wymiennie.
Obydwoje pracują , obydwoje wykonują prace domowe, obydwoje, zajmują się pielęgnacją dziecka....
Partnerski układ działania likwiduje klasyczny podział na babskie i męskie czynności.
Rodzina homo w tym zakresie da dziecku prawidłowe podejście do życia bez stereotypowych poglądów na role płciowe.
Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.
Mężczyźni już nie polują, a ognisko zastąpiła kuchenka mikrofalowa, o dochód w rodzinie dbają oboje nie ma więc powodu by wymuszać jakieś powstałe w zamierzchłej przeszłości role.
12-01-2010 16:09 
 Ocena 4 na 6
placownik (17853 punktów)

>Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.

   A ja pierwszą randkę, pierwszy pocałunek...

   Czy feministki muszą być takie smutne?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
12-01-2010 16:26 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.
>   A ja pierwszą randkę, pierwszy pocałunek...
>   Czy feministki muszą być takie smutne?

   Nie muszą - one chcą więc są.

   Pozdrawiam.
Chlodwig (10939 punktów)

>>   Czy feministki muszą być takie smutne?
>   Nie muszą - one chcą więc są.
>   Pozdrawiam.

Jeżeli 4-go będziesz na spotkaniu w Gdyni, poznasz Liliac i sam ocenisz czy smutna.
12-01-2010 17:19 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>>   Czy feministki muszą być takie smutne?
>>   Nie muszą - one chcą więc są.
>>   Pozdrawiam.
>Jeżeli 4-go będziesz na spotkaniu w Gdyni...
   Nie wiem gdzie będę 4-go, ale jeśli to spotkanie jakiejś organizacji, to przypuszczam, że wątpię.
12-01-2010 16:38 
 Ocena 10 na 10
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>>Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.
>   A ja pierwszą randkę, pierwszy pocałunek...
A do czego na pierwszej randce była potrzebna ci mamusia albo tatuś?
Tatuś uczył cię całować?
Jaki wpływ na orientację seksualną mają preferencje seksualne rodziców jest chyba oczywiste, gdyż homoseksualiści nie rodzą się w rodzinach homo tylko hetero.
Rodzice homo nie zrobią z niego homoseksualisty jeżeli urodził się hetero.
A, żeby nie uchodzić za smutną zacznę wszędzie stawiać
12-01-2010 17:14 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)
>>>Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.
>>   A ja pierwszą randkę, pierwszy pocałunek...
>A do czego na pierwszej randce była potrzebna ci mamusia albo tatuś?

   Ależ nie zmieniaj tematu! Mówimy o rolach płciowych, które według Ciebie, jeśli nie już nie istnieją, to przestaną istnieć już za chwilę, który to pogląd uważam za absurdalny!

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
12-01-2010 17:46 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>   Ależ nie zmieniaj tematu! Mówimy o rolach płciowych, które według Ciebie, jeśli nie już nie istnieją, to przestaną istnieć już za chwilę, który to pogląd uważam za absurdalny!
Tak! To może mi wyjaśnisz Twoją definicję "roli płciowej" , może wcale nie będzie inna od mojej.
Dla mnie jedynie czego mężczyzna nie może to "być w ciąży i urodzić dziecko", ale to krótki okres 1 rok na jedno dziecko, chyba, że zdarzą się wieloraczki.
Wszystko inne można robić razem albo wymiennie.
Odkąd wynaleziono "kreta" do czyszczenia zatkanych rur i korkociąg z dźwignią nie ma takiej rzeczy, której nie potrafiłam zrobić a potrafił jedynie mój mężczyzna.
Pozdrawiam
12-01-2010 17:59 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

   Kwiaty też sama sobie kupujesz?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
12-01-2010 18:10 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>   Kwiaty też sama sobie kupujesz?
A żebyś wiedział! Nie tylko mój mężczyzna ale i wszyscy znajomi przychodzili bez kwiatów bo jak twierdzili drzew do lasu się nie nosi a w moim ogrodzie i oranżerii kwiaty są ładniejsze.
A po za tym nie są w stanie kupić mi takiego kwiatka jakiego jeszcze nie miałam.

Oranżerii już nie mam ale kolekcję storczyków mam całkiem sporą.
13-01-2010 14:12 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Przepraszam, ale przecieram oczy ze zdumienia i nie mogę uwierzyć w to co czytam.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
placownik (17853 punktów)

   Cóż Cię tak zdumiewa?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
13-01-2010 15:20 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Żeby być możliwe jasnym i zwięzłym: rozróżnijmy płeć biologiczną, kulturową, identyfikację płciową oraz orientację seksualną.

Płeć biologiczna wiąże się z posiadaniem biologicznych czy fizjologicznych oznak płci - jest dosyć jednoznaczna u większości ludzi nie licząc osobników obojnaczych. Identyfikacja płciowa jest jakby samodzielnym rozpoznaniem własnej (właściwej - co u osobników transpłciowych nie jest jednoznaczne z posiadaną od urodzenia) płci biologicznej i ewentualnym stosowaniem do tego rozpoznania kulturowych kodów tożsamości - czyli płci kulturowej właśnie.
Orientacja seksualna to z kolei jak wiadomo wrodzona właściwość określająca biologiczna płeć osobników, którzy są seksualnie atrakcyjni dla danej osoby.

Przekładając twoja wypowiedź na wskazane kategorie należy stwierdzić:

Wychowanie przez dwa osobniki homoseksualne tej samej płci uniemożliwia przyjęcie płci kulturowej. Jest to nieuchronna interpretacja o ile zgodzisz się co do wskazanych przeze mnie kategorii tożsamości - tylko płeć kulturowa wydaje się być podatna na wpływy otoczenia.

Nim przejdę do dalszej dyskusji, chciałbym się spytać czy zgadzasz się z dotychczasową moja interpretacją (tak bym mógł dyskutować z tobą a nie z własnymi wizjami twoich poglądów).

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
placownik (17853 punktów)

>Wychowanie przez dwa osobniki homoseksualne tej samej płci uniemożliwia przyjęcie płci kulturowej.

   Uniemożliwia, to określenie zbyt mocne. Na pewno utrudnia, gdyż zmusza do poszukiwania wzorców poza rodziną.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
13-01-2010 15:57 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
A ja jednak podtrzymam, ze uniemożliwia. Trzeba sobie przede wszystkim uświadomić czym jest płeć kulturowa - nie jest to żaden obiektywny, biologiczny element konstytucji danego człowieka - lecz zbiór ustalonych reguł i stereotypów dotyczących tego co przystoi a co nie kobietom i mężczyznom. Jest też całkowicie zależnym od kultury. Ponadto, głównym składnikiem "płci kulturowej" jest zbiór zabsolutyzowanych cech, które mają "przysługiwać" kobietom i mężczyznom jako "właściwe".

Właściwym (w naszej kulturze) jest, a przynajmniej niedawno było by kobieta nie zajmowała się naukami, bo kobiety "nie nadają się do pracy umysłowej". Właściwym jest by kobieta trwale wiązała się z mężczyzną a mężczyzna z kobietą. Jak widać - płeć kulturowa zawiera elementy niezgodne z biologia wielu osób, czasami wręcz większości (kulturowy przesąd o istotnych intelektualnych różnicach między kobietami a mężczyznami jest przykładem takiego elementu płci kulturowej który stoi w opozycji do rzeczywistych cech większości ludzi).

Wracając do homoseksualnych adopcji - każdy akceptujący siebie homoseksualista obojga płci musi z siebie zrzucić jarzmo płci kulturowej (oczywiście dotyczy to też każdej kobiety która nie chce pełnić li tylko roli wiernej, oddanej pani domu, szyi, na której spoczywa głowa rodziny) - wszak występuje przynajmniej przeciwko jednemu elementowi płci kulturowej - zasadzie wiązania się z płcią przeciwną. Gdyż to jest właśnie istota płci kulturowej - homogenizacja, ujednolicenie i sprasowanie rzeczywistej różnorodności ludzkich charakterów, aspiracji, marzeń i tożsamości do dwóch obowiązujących wzorców, wobec których można tylko określać jak bardzo odstaje się od wyznaczonego przez nich ideału.

W rzeczywistości jednak, nie mamy powodu by cenić płeć kulturową - traktowanie jako normy wzorca naszej kultury nie ma samo w sobie więcej sensu, niż traktowanie jako właściwego wzorca modelu płci pochodzącego na przykład z islamu. Przekonanie o "obiektywności" naszego modelu jest równie błędne.
Jest oczywistym, że para homoseksualistów wychowująca dziecko być może uniemożliwi mu przyjęcie płci kulturowej. Być może mniej oczywiste jest, ze tak samo zrobi małżeństwo rozwiedzione, albo małżeństwo w którym to kobieta utrzymuje rodzinę a mąż zajmuje się domem.

Jest jeszcze jeden aspekt - na płeć kulturowa składa się tyle cech, że na pewno żadni rodzice z nielicznymi wyjątkami nie spełniają ich wszystkich - a mimo to dzieci mają dostęp do tego (często opresyjnego) wzorca. trudno się temu dziwić - wszak jest on wtłaczany przez całość kultury reprezentowanej przez wszystkie interakcje z ludzką aktywnością, a nie tylko rodzicielską.

A co do kwiatów - mam znajomego, który uwielbia dostawać od swojego chłopaka kwiaty - jeśliby jakimś cudem związał się kiedyś z kimś i mógł zaadoptować dziecko - to nie będzie ono miało problemu z nauczeniem się wyrażania miłości za pomocą tego pięknego gestu. Może tylko ulegnie dewiacji i nie będzie dla tego dziecka oczywistym, że tylko dziewczynom sprawia przyjemność dostawanie kwiatów.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 16:29 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Trzeba sobie przede wszystkim uświadomić czym jest płeć kulturowa - nie jest to żaden obiektywny, biologiczny element konstytucji danego człowieka - lecz zbiór ustalonych reguł i stereotypów dotyczących tego co przystoi a co nie kobietom i mężczyznom.

>wszak występuje przynajmniej przeciwko jednemu elementowi płci kulturowej - zasadzie wiązania się z płcią przeciwną

   No to się zdrowo zagalopowałeś. O jedno zdanie za daleko. Jeszcze trochę, a napiszesz, że "zasada wiązania się z płcią przeciwną" to czysta konwencja, nie mająca żadnego uzasadnienia w biologii.

   Zgodzę się, że płeć kulturowa nie jest konstruktem w pełni obiektywnym, ale nie jest też konstruktem całkowicie subiektywnym i dowolnym.

>kulturowy przesąd o istotnych intelektualnych różnicach między kobietami a mężczyznami jest przykładem takiego elementu płci kulturowej który stoi w opozycji do rzeczywistych cech większości ludzi.

   Niezliczone prace badawcze wykazujące w jaki sposób różnice w budowie mózgu przekładają się na różnice w sposobie funkcjonowania w świecie społecznym, a nawet fizycznym nie są w stanie przewalczyć tworzącego się na naszych oczach nowego kulturowego przesądu o bezwzględnej i absolutnej równości kobiet i mężczyzn. Nawet nie piszę płci, bo zdaje się, że zgodnie z tym przesądem sama płeć to też tylko konwencja.

>musi z siebie zrzucić jarzmo płci kulturowej

   Ładnie napisane. Jarzmo. W gruncie rzeczy cała kultura może być postrzegana jako jarzmo. Jednak jego zrzucanie to bardzo niebezpieczna zabawa. Czy nie lepiej "ograniczyć się" do przekształcania? Twórcy kultury tym właśnie się zajmują.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
13-01-2010 20:09 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>   No to się zdrowo zagalopowałeś. O jedno zdanie za daleko. Jeszcze trochę, a napiszesz, że "zasada wiązania się z płcią przeciwną" to czysta konwencja, nie mająca żadnego uzasadnienia w biologii.
Zależy jak rozumieć "w biologii". Ze na poziomie populacji z biologii wynika, że większość osobników wiąże się z płcią przeciwną to się zgodzę. Ale już na poziomie osobniczym sankcjonowany kulturową norma stereotyp każący się wiązać z płcią przeciwna w niepomijalnej liczbie przypadków nie tylko nie jest zgodny z biologia ale jej przeciwny. I krzywdzi nie tylko tych, którzy wbrew własnej naturze próbują dostosować się do kulturowego wzorca (który nie robi nic innego ale z dominującego wzorca biologicznego robi jedyny właściwy w moralnym i obyczajowym sensie) ale też na przykład ich żony lub mężów - często bezimienne ofiary homofobicznych nastrojów.

>   Zgodzę się, że płeć kulturowa nie jest konstruktem w pełni obiektywnym, ale nie jest też konstruktem całkowicie subiektywnym i dowolnym.
Oczywiście, że nie - część płci kulturowej to po prostu różnorodność płci biologicznej uproszczona (zredukowana) do dominującej tendencji, często uświęconej mitologiczną i/lub religijną sankcją właściwą dla danej kultury.

>   Niezliczone prace badawcze wykazujące w jaki sposób różnice w budowie mózgu przekładają się na różnice w sposobie funkcjonowania w świecie społecznym, a nawet fizycznym nie są w stanie przewalczyć tworzącego się na naszych oczach nowego kulturowego przesądu o bezwzględnej i absolutnej równości kobiet i mężczyzn. Nawet nie piszę płci, bo zdaje się, że zgodnie z tym przesądem sama płeć to też tylko konwencja.
Mylisz się, ale rozumiem z czego wynika to pomieszanie - sam mu uległem. Niezliczone prace badawcze wykazują pewne (niewielkie zresztą) różnice w funkcjonowaniu mózgów męskich i żeńskich. Cóż to jednak znaczy? Czy stanowi to podparcie kulturowego podziału na role męskie i żeńskie? Nie sądzę. Po pierwsze sformułowanie "mózg męski" i "mózg żeński" ma tylko znaczenie statystycznej korelacji - ten pierwszy to "średnia" wyciągnięta z badań nad funkcjonowaniem mózgów ludzi z penisami, a ta druga ludzi z waginami (wybacz mi dosadność). Czy jednak znaczy to, że "mózg męski" posiada jakiekolwiek właściwości których nie posiada żaden konkretny mózg kobiety (i vice versa)? Tymczasem podział ról płciowych opiera się właśnie na czymś takim: kobieta (KAŻDA) do garów, facet do kopalni. Lub w wersji bardziej wyrafinowanej, ona do salonu grac pieśni Schuberta na fortepianie, on ma się zajmować ważkimi sprawami, na przykład dyplomacja lub polityką. I nie chodzi tylko o to, że tzw. kulturowy podział ról płciowych upraszcza rzeczywistość - to uproszczenie zyskuje rangę normy, a odstępstwa od niego dewiacji/choroby/grzechu (to jak zostanie zaklasyfikowane to pozorna różnica - nawet rzeczywistych zaburzeń psychicznych o porównywalnym - czyli żadnym stopniu zagrożenia dla chorego i jego otoczenia nie "leczono" z takim zaangażowaniem jak homoseksualizmu i to wbrew woli samych zainteresowanych.
Przestaje się liczyć rzeczywistość - liczą się uprzedzenia.

>   Ładnie napisane. Jarzmo. W gruncie rzeczy cała kultura może być postrzegana jako jarzmo. Jednak jego zrzucanie to bardzo niebezpieczna zabawa. Czy nie lepiej "ograniczyć się" do przekształcania? Twórcy kultury tym właśnie się zajmują.
Ci którzy walczyli o równość także.
Zresztą, z gejami i tożsamością kulturową jest zabawna sprawa - w "American Beauty" w obrazie pary Jima i Jima ładnie ukazano kulturową "normę" geja - bo i coś takiego powstało w niektórych odpowiednio liberalnych społeczeństwach.
Ba, nawet tam, gdzie homoseksualiści nie pasują do ogólnospołecznej normy, są w stanie produkować własne ograniczone kategorie dokonywać za ich pomocą wykluczania (normalny, nieprzegięty gej kontra ciota).
Nie idzie o to by zrzucić wszelkie kulturowe konwenanse ale by do nich krytycznie podchodzić - by uczyć ludzi, uczyć dzieci, że mają prawo same decydować o tym kim i jak chcą być, o ile nie krzywdzi to innych.
To byłby naprawdę lepszy świat od świata abstrakcyjnych, zbyt często nieprzystających do rzeczywistości (kulturowych) "rol płciowych".

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 21:18 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
.......
......
.....
....
...
..
.
>To byłby naprawdę lepszy świat...

   A ja myślałem, że im prościej tym lepiej.
13-01-2010 21:28 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Pewnie masz rację.
Która wersja prostoty bardziej cie pociąga?


.............

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 21:53 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Pewnie masz rację.
>Która wersja prostoty bardziej cie pociąga?

   Ta -
12-01-2010 18:19 
 Ocena 9 na 9
Gosia (9452 punktów)

>Odkąd wynaleziono "kreta" do czyszczenia zatkanych rur i korkociąg z dźwignią nie ma takiej rzeczy, której nie potrafiłam zrobić a potrafił jedynie mój mężczyzna.

Sidonie Gabrielle Colettte (1873-1954) twierdziła, że jest jedna rzecz, której kobieta nie potrafi zrobić tak jak mężczyzna: obsikać muru na stojąco.
Jednak odkąd istnieje p-mate urinal i to stało się możliwe...
12-01-2010 17:35 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>A do czego na pierwszej randce była potrzebna ci mamusia albo tatuś?
Do tego żebym totalnie nie stracił głowy i pamiętał czym to się może skończyć.
>Tatuś uczył cię całować?
W pewnym sensie. Przy okazji miałem świetną zabawę podglądając jak to robią dorośli.
>Jaki wpływ na orientację seksualną mają preferencje seksualne rodziców jest chyba oczywiste, gdyż homoseksualiści nie rodzą się w rodzinach homo tylko hetero.
Moda na absolutorium dziedziczność już przeminęła wśród fachowców.
>Rodzice homo nie zrobią z niego homoseksualisty jeżeli urodził się hetero.
Oficjalnych proporcji kompromisu autorytetów co do dziedziczności i wpływu środowiskowego jeszcze nie przedstawiono.
>A, żeby nie uchodzić za smutną zacznę wszędzie stawiać
Lepiej wytłumacz w wesoły sposób skąd te konkluzje.
12-01-2010 18:00 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>>A do czego na pierwszej randce była potrzebna ci mamusia albo tatuś?
>Do tego żebym totalnie nie stracił głowy i pamiętał czym to się może skończyć.
Instrukcja powinna być przed randką a nie trakcie czy po.

>Moda na absolutorium dziedziczność już przeminęła wśród fachowców.
Też czytałam , że rodzice mają wpływ jedynie w 25% na ukształtowanie swojego dziecka, drugie 25% to środowisko a 50% to geny.
Więc tym bardziej wychowanie w rodzinie homo tylko w 25% wpłynie na charakter dziecka.
>>Rodzice homo nie zrobią z niego homoseksualisty jeżeli urodził się hetero.

>Lepiej wytłumacz w wesoły sposób skąd te konkluzje.
Nie mam pojęcia! Chyba na to ma wpływ mój awatar.
12-01-2010 18:18 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>Też czytałam , że rodzice mają wpływ jedynie w 25% na ukształtowanie swojego dziecka, drugie 25% to środowisko a 50% to geny.
No widzisz a ja np. przeczytałem:"Wydaje się dziś, że czynniki genetyczne stanowią około 40% zmienności cech osobowości, a środowisko 60%. " i to nie byle gdzie
>Więc tym bardziej wychowanie w rodzinie homo tylko w 25% wpłynie na charakter dziecka.
Zapewniam Cię, że jak poszukasz więcej publikacji na ten temat. To zobaczysz, że ich zgodność co do tych %, poprzedzonych magicznym około o bliżej nie ustalonym promieniu, będzie miała tolerancję większą od wartości.
>Nie mam pojęcia! Chyba na to ma wpływ mój awatar.
No to w takim układzie, nijak nie mogę podważyć autorytetu źródła
13-01-2010 14:22 
 Ocena 4 na 4
jkl; (5859 punktów)
>>Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.
>   A ja pierwszą randkę, pierwszy pocałunek...
>   Czy feministki muszą być takie smutne?

Ja tu widzę radosny i pełen satysfakcji post Alicji o postępie w ludzkiej mentalności.
W życiu nie pomyślałabym o pierwszej randce jako o spełnianiu roli płciowej!
Czemu antyfeminiści są tacy ponurzy?...
12-01-2010 16:25 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>... tatuś leje mamusię bo jest silniejszy...
   To logiczne, trudno, żeby było odwrotnie.

>... czy też to że tatuś ogląda telewizję a mamusia sprząta, pierze , gotuje...
   To logiczne, gdyby oboje prali i sprzątali, to nie byłoby komu telewizji oglądać.

>Takie pełnienie ról płciowych już odchodzi w przeszłość...
   Nie, bo...

>... pierze, gotuje, sprząta ten w rodzinie kto ma na to czas.
   ... sprząta ten, co akurat telewizji nie ogląda, jak sama słusznie zauważyłaś.

>Młode małżeństwa robią wszystko wspólnie lub wymiennie.
   Młode to głupie.

>Obydwoje pracują , obydwoje wykonują prace domowe...
   A tv?

>... obydwoje , zajmują się pielęgnacją dziecka....
   Czyjego?

>Partnerski układ działania likwiduje klasyczny podział na babskie i męskie czynności.
   Przy rodzeniu dzieci już też?

>Rodzina homo w tym zakresie da dziecku prawidłowe podejście do życia bez stereotypowych poglądów na role płciowe.
   W oglądaniu tv?

>Jak czytam o rolach płciowych to mam przed oczami kobietę gotującą przy ognisku i mężczyznę wracającego z polowania.
   Możesz podać tytuł? A może czytasz w czasie oglądania tv? Ten zwyczaj, to stereotypowy przeżytek.

>Mężczyźni już nie polują...
   Już przestali? Na co?

>... a ognisko zastąpiła kuchenka mikrofalowa...
   Przy grillowaniu na majówce też?
   Eh, gdzie ten romantyzm!

>.. nie ma więc powodu by wymuszać jakieś powstałe w zamierzchłej przeszłości role.
   A skąd arogancka pewność, że dziecko musi być nieszczęśliwe z takim samym gustem, jak ty?
13-01-2010 21:05 
 Ocena 1 na 1
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>czy to, że tatuś leje mamusię bo jest silniejszy, czy też to że tatuś ogląda telewizję a mamusia sprząta, pierze , gotuje...
>Takie pełnienie ról płciowych już odchodzi w przeszłość, pierze, gotuje, sprząta ten w rodzinie kto ma na to czas.
I leje jedno drugie albo ogląda telewizję też w ten sposób? Ten kto ma czas?
Co za bzdury...
Jutro dam Ci minusa bo dzisiejsze poszły na albowiema
12-01-2010 16:24 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>   Aaa, to już nie ja. Ani nie uważam homoseksualizmu za obrzydliwość, ani nie sądzę, aby można było go przekazywać w procesie wychowania w rodzinie homoseksualnej.
No tak. Eksperci od definicji, po latach bojów na temat dziedziczenia i wpływu środowiska, są jak na razie na etapie lizania ran i ustalania kompromisowej proporcji między objętością dwóch szufladek i nie zajęli jak do tej pory oficjalnego stanowiska w tej kwestii. W sumie to i tak jeden z większych sukcesów, zachodniej myśli psychologicznej.
>   Aaa, to znowu ja. Pełna zgoda. Jestem przekonany, że wychowane w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie będzie miało żadnych szans, aby w takiej rodzinie nauczyć się pełnienia ról płciowych. Po prostu brak mu będzie rodzicielskich wzorców.
Zgoda główną rolą płciową jest podtrzymanie gatunku.
>Skutkiem tego będzie obniżenie jego szans na nawiązanie w przyszłości trwałego związku heteroseksualnego.
Tutaj wkraczasz już na ślepą ścieżkę wartości kulturowych, która może, podobnie jak wszystkie przysłowiowe drogi, doprowadzić nas tylko do...
Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
13-01-2010 09:43 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Jedyną sensowną przesłanką, by nie dać komuś dziecka do adopcji jest przekonanie, że on to dziecko źle wychowa.
>   Aaa, to znowu ja. Pełna zgoda.

> Jestem przekonany, że wychowane w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie będzie miało żadnych szans, aby w takiej rodzinie nauczyć się pełnienia ról płciowych. Po prostu brak mu będzie rodzicielskich wzorców. Skutkiem tego będzie obniżenie jego szans na nawiązanie w przyszłości trwałego związku heteroseksualnego.
I to jest jasne postawienie sprawy. Jest konkretny argument przeciw.
Rozumiem, że najproście byłoby przeprowadzić tu dyskusję opierając się na danych z rodzin homo z dziecmi z miejsc, gdzie to jest dopuszczalne. Nie mam tych danych. Przyjmuję argument do wiadomości.
Pozdrawiam
13-01-2010 12:21 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... najproście byłoby przeprowadzić tu dyskusję opierając się na danych z rodzin homo z dziecmi z miejsc, gdzie to jest dopuszczalne. Nie mam tych danych.

   Nikt nie ma i to jest argument za tym, by nie eksperymentować na dzieciach.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>... najproście byłoby przeprowadzić tu dyskusję opierając się na danych z rodzin homo z dziecmi z miejsc, gdzie to jest dopuszczalne. Nie mam tych danych.
>   Nikt nie ma i to jest argument za tym, by nie eksperymentować na dzieciach.

Natomiast eksperyment typu: żyjcie sobie same w sierocińcu bez rodziców dopuszczasz.
Tu są dane- negatywne niestety.

Ale w jednym masz rację- przeprowadzanie tego eksperymentu w Polsce to nie to samo, co robienie go w krajach E. Zachodniej. Tu byłaby rzeźnia!
Pozdrawiam
13-01-2010 15:24 
 Ocena-1 na 3
Smith (10069 punktów)
>>>... najproście byłoby przeprowadzić tu dyskusję opierając się na danych z rodzin homo z dziecmi z miejsc, gdzie to jest dopuszczalne. Nie mam tych danych.
>>   Nikt nie ma i to jest argument za tym, by nie eksperymentować na dzieciach.
>
>Natomiast eksperyment typu: żyjcie sobie same w sierocińcu bez rodziców dopuszczasz.
Nie rozładujesz kolejki chętnych przez wydłużenie jej.
A DO TEGO JEDYNIE ZMIERZAJĄ ARGUMENTY ZA HOMO ADOPCJĄ.
Poparte jedynie pustym pojęciem "orientacja seksualna".
>Tu są dane- negatywne niestety.
Pytałem już kiedyś o datki na rzecz dzieci ze strony stowarzyszeń zorientowanych inaczej. Nie dostałem żadnej odpowiedzi, więc wybacz ale wycieranie sobie gęby przez aktywistów dobrem dziecka na rzecz stworzenia pełnoprawnej trzeciej płci, ze względu na odchylenia popędu płciowego, uważam za populistyczny chwyt i nic więcej.
Pozdrawiam
13-01-2010 18:45 
 Ocena 3 na 5
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Napisałem, że z wprowadzeniem homoadopcji trzeba poczekać na wyniki z innych krajów, gdzie to działa.
Jakkolwiek nie napisałem tego wprost wprowadzanie homoadopcji dziś w Polsce byłoby niebezpieczne dla dzieci jej poddanych i homorodziców.

Nie pisałem o tym, bo jest to fakt żenujący dla normalnego Polaka. Piszę o tym, że część społeczeństwa w czynny sposób nie dawała by żyć adoptowanemu dziecku homorodziców. Mimo, ze normalny czlowiek rozumie, że dziecko niczemu nie winne. Niestety w Polsce odsetek odchylenia od normy czasami daje 'nową normę'.

Pozdrawiam
13-01-2010 19:38 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Napisałem, że z wprowadzeniem homoadopcji trzeba poczekać na wyniki z innych krajów, gdzie to działa.
   Czyli już z góry założyłeś, że się wprowadzi.
    "Sceptyczny sceptymucho".
13-01-2010 21:29 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Napisałem, że z wprowadzeniem homoadopcji trzeba poczekać na wyniki z innych krajów, gdzie to działa.
>   Czyli już z góry założyłeś, że się wprowadzi.
>    "Sceptyczny sceptymucho".

Prawie edycja.
   Temu sfrustrowanemu kretynowi, co za ten tekst dał minusa, dorzuciłbym z 10 punktów do IQ, coby choć do 30-ki w nerwowych podrygach doszlusował.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Napisałem, że z wprowadzeniem homoadopcji trzeba poczekać na wyniki z innych krajów, gdzie to działa.
>   Czyli już z góry założyłeś, że się wprowadzi.
>    "Sceptyczny sceptymucho".
Zamieńmy w wyrazie 'wprowadzeniem' e na a i wyjdzie 'wprowadzaniem', co mam nadzieję rozwiązuje problem.
Pozdrawiam
Adamiak (36436 punktów)
>Zamieńmy w wyrazie 'wprowadzeniem' e na a i wyjdzie 'wprowadzaniem', co mam nadzieję rozwiązuje problem.

   Pozostaje jeszcze mieć nadzieję, że dzieci będą tego samego zdania.

   Pozdrawiam.
13-01-2010 20:13 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Pytałem już kiedyś o datki na rzecz dzieci ze strony stowarzyszeń zorientowanych inaczej.

Czy w "datki" byleś łaskaw wliczyć działania przeciwko homofobii w szkołach i domach rodzinnych? Młodzi homoseksualiści to tez dzieci. A ja się pytam - ile ty zrobiłeś by co 20 dzieciak nie dowiadywał się od nauczyciela, rówieśników czy rodziców, ze jest zboczoną lesbą czy pedałem, tudzież "dewiantem" ale tu bez urazy, mamusia cie kocha a tylko ty się odchylasz od średniej?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 21:12 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A ja się pytam - ile ty zrobiłeś by co 20 dzieciak nie dowiadywał się od nauczyciela, rówieśników czy rodziców, ze jest zboczoną lesbą czy pedałem, tudzież "dewiantem" ale tu bez urazy, mamusia cie kocha a tylko ty się odchylasz od średniej?

   A nie byłaby lepszą metoda mówienia po prostu prawdy polegającej na nazywaniu rzeczy po imieniu?
   Czyli, że każdy człowiek (prócz bliźniaków jednojajowych) jest inny, a mały odsetek ludzi jest jeszcze trochę, lub zupełnie inny?
   Nie gorszy, nie lepszy - po prostu i najzwyczajniej w świecie INNY.

   Mnie takie podejście znakomicie ułatwia życie.

   Mieszanie w nauce za pomocą dyrektyw i zmiany nazw zjawisk jest tak głupie, że aż prawie nie śmieszne, poza tym, że przynosi dużo więcej złego niż dobrego samym zainteresowanym.

   Jeszcze nikomu nie udało się osłodzić kawy mieszaniem.
   Cukierek miętowy też nie zrobi się owocowy przez nazwanie "malinowym extraplus".

   Termin "nienormalny" też miewa konotacje pejoratywne nie z winy statystyki przecie, tylko przez używanie niezgodnie ze znaczeniem, lub z pogardliwym akcentem.

   Jestem alkoholikiem i tak długo trudno było mi się z tym pogodzić, aż zrozumiałem, że moja niezgoda na tę nazwę zwyczajnie utrudnia mi życie, powodując potęgowanie stresu związanego z samą chorobą i moją nienormalnością.

   Bo ja jestem alkoholikiem zwyczajnym, ni złym ni dobrym, będąc przy tym nienormalnym statystycznie.

   Naprawdę nie jestem "trzecim stanem", ogniwem łączącym pijaka z abstynentem - jestem po prostu pijakiem, pijanicą, opojem, ochlapusem, moczymordą, moczygębą, biboszem, pijaczyną... zwanym czasem alkoholikiem.
13-01-2010 21:44 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>   Nie gorszy, nie lepszy - po prostu i najzwyczajniej w świecie INNY.

Z całym szacunkiem, ty nie sugerujesz w innych miejscach, ze geje są pod takim czy innym względem inni ale po prostu gorsi. Takk wiec daruj sobie kłamliwą retorykę.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 22:03 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nie gorszy, nie lepszy - po prostu i najzwyczajniej w świecie INNY.
>Z całym szacunkiem, ty nie sugerujesz w innych miejscach, ze geje są pod takim czy innym względem inni ale po prostu gorsi.

   No więc poproszę o przykłady, cytaty.

>Takk wiec daruj sobie kłamliwą retorykę.
   Najpierw udowodnij, tani cfaniaczku.
14-01-2010 15:50 
 0 na 2
Smith (10069 punktów)
>Czy w "datki" byleś łaskaw wliczyć działania przeciwko homofobii w szkołach i domach rodzinnych? Młodzi homoseksualiści to tez dzieci.
Teraz to zaczynasz jak wierzący rozumem o przedsiębiorczości.
>A ja się pytam - ile ty zrobiłeś by co 20 dzieciak nie dowiadywał się od nauczyciela, rówieśników czy rodziców, ze jest zboczoną lesbą czy pedałem, tudzież "dewiantem" ale tu bez urazy, mamusia cie kocha a tylko ty się odchylasz od średniej?
Udzieliłbyś z jednej konkretnej odpowiedzi zamiast tysiąca pytań w nadziei na znalezienie homofobii w odpowiedzi, tudzież argumentacji w stylu "przecież, może nic złego z tego będzie."
Sylwek (15472 punktów)
Skoro ci się nie podobała moja poprzednia wypowiedź to przyjmij taką:

Ktoś kto oczekuje od organizacji, które statutowo maja walczyć z dyskryminacja osób homoseksualnych zbierania pieniędzy na domy dziecka, równie dobrze może oczekiwać od Jurka Owsiaka akcji na rzecz lasów deszczowych, albo dziwić się, że ojciec Rydzyk nie wspiera finansowo ruchu racjonalistycznego.

O czym niby ma świadczyć twój argument? I czemu wciąż i nieustannie pałętasz się po forum wtrącają się co chwila z kretyńskimi pytaniami i uwagami, które nie mają żadnego związku z prowadzonymi dyskusjami, poza tym jednym, mglistym, obecnym w stwierdzeniu "a u was biją Murzynów".

Robisz za podpórkę Adamiaka, ale taką koślawą, która miast pomagać tylko destabilizuje jego konstrukcje (choc nie wiem czy on sam jest tego świadomy, wszelako mało mnie to obchodzi).

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 21:15 
 0 na 2
Smith (10069 punktów)
>Skoro ci się nie podobała moja poprzednia wypowiedź to przyjmij taką:
>Ktoś kto oczekuje od organizacji, które statutowo maja walczyć z dyskryminacja osób homoseksualnych zbierania pieniędzy na domy dziecka, równie dobrze może oczekiwać od Jurka Owsiaka akcji na rzecz lasów deszczowych, albo dziwić się, że ojciec Rydzyk nie wspiera finansowo ruchu racjonalistycznego.
Niech sobie walczy z dyskryminacją, tylko niech nie miesza w tę swoją walkę hipokryzji o działaniu na rzecz dobra dzieci.
>O czym niby ma świadczyć twój argument?
Chociażby o braku śladu argumentu z Twojej strony.
>I czemu wciąż i nieustannie pałętasz się po forum
Bo mam takie kaprynio i w przeciwieństwie do Ciebie, nie czuję potrzeby dobudowywania do niego zbędnej ideologii.
>wtrącają się co chwila z kretyńskimi pytaniami i uwagami, które nie mają żadnego związku z prowadzonymi dyskusjami, poza tym jednym, mglistym, obecnym w stwierdzeniu "a u was biją murzynów".
Próbuję dopasować kretynizm wypowiedzi do poziomu wypowiedzi oponenta. Nie jest to znowu takie łatwe ale jak widać, przynajmniej częściowo, się udało.
Jak na razie to znowu oceniasz coś, tylko że tym razem to, wyłącznie na podstawie własnej niezdolności.
>Robisz za podpórkę Adamiaka, ale taką koślawą, która miast pomagać tylko destabilizuje jego konstrukcje (choc nie wiem czy on sam jest tego świadomy, wszelako mało mnie to obchodzi).
To zupełnie, tak jak z dziećmi w tych wątkach. Mało Cię obchodzą a bzdurzysz byle bzdurzyć na temat ich losu.
Sylwek (15472 punktów)

>Niech sobie walczy z dyskryminacją, tylko niech nie miesza w tą swoją walkę hipokryzji o działaniu na rzecz dobra dzieci.
Jeśli chcesz wiedzieć - z punktu widzenia dobra dzieci nie ma znaczenia czy adoptują je rodzice homo i hetero. Ponieważ dla ciebie jest to nieoczywiste, przeto możesz sądzić, jakoby celem wprowadzenia adopcji miałoby być powiększenie dobra dzieci. Wszelako byłoby takim samym szaleństwem twierdzić że geje będą lepszymi rodzicami jak twierdzić, że będą gorszymi.
W tym sensie kwestia homoadopcji jest li tyko kwestią dyskryminacji homoseksualistów. I tym zajmują się gejowskie orgi - a nie pomaganiem dzieciom (w jakimkolwiek organizacyjnym sensie). Twój zarzut nie świadczy o hipokryzji orgów, a tylko albo o twojej indolencji umysłowej albo złośliwości bezsilnej.
Analogicznie, wedle twego poglądu, nikomu nie wolno krytykować polityków o ile sam nie jest politykiem i "nie robi czegoś dla kraju".
Tak więc schowaj się ze swoimi psudoargumentami, bo nie ma w nich nawet pozornej racji obecnej przynajmniej czasami w postach Adamiaka - są one tylko kurzem który zasłania właściwy obraz i wprowadza w konfuzje i irytację na sposób podobny do poszczekiwania małego pieska co mało rozumie. Albo wspomnianą koślawą podporą, która bardziej wadzi niż pomaga (to znaczy gdybym był Adamiakiem tak bym to postrzegał - ale nie jestem i niewątpliwie on postrzega inaczej).

>Chociażby o braku śladu argumentu z Twojej strony.
Litości.

>Bo mam takie kaprynio i w przeciwieństwie do Ciebie, nie czuję potrzeby dobudowywania do niego zbędnej ideologii.
Nie no, wcale nie czujesz - patrz niżej.

>Próbuję dopasować kretynizm wypowiedzi do poziomu wypowiedzi oponenta.
Gdybyś chociaż wychodził poza bezmyślne odbijane piłeczki - ale twoja wola, jak widzisz ja też potrafię.

>Jak na razie to znowu oceniasz coś, tylko że tym razem to, wyłącznie na podstawie własnej niezdolności.
Uzdolnij się do rozumienia, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Naprawdę nie jesteś Adamiakiem i nawet nie potrafisz mnie zdenerwować jak on. Meczysz mnie tylko jak jakiś komar co nie daje spac po nocach szumiąc swoimi skrzydełkami.

>To zupełnie, tak jak z dziećmi w tych wątkach. Mało Cię obchodzą a bzdurzysz byle bzdurzyć na temat ich losu.
Tak tak, a ty w swoich postach, jak napisałeś wyżej, nie prezentujesz ideologii...


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 22:34 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Jeśli chcesz wiedzieć - z punktu widzenia dobra dzieci nie ma znaczenia czy adoptują je rodzice homo i hetero.
Przedstaw mi jakieś konkretne dowody zamiast swojego gdybania na podstawie ich braku.
>Ponieważ dla ciebie jest to nieoczywiste, przeto możesz sądzić, jakoby celem wprowadzenia adopcji miałoby być powiększenie dobra dzieci.
Innego sensownego celu nie widzę w zmianach prawa dotyczącego dzieci.
Znowu wszystko staje się jasne i przejrzyste. Nie chodzi tu o dzieci tylko o kolejną próbę wytargowania czegoś co ma służyć tylko i wyłączne podniesieniu samooceny czującego się gorszym.
A mnie nie najzwyczajniej w świecie nie interesuje ta samoocena bo jest tylko i wyłącznie problemem zainteresowanego.
>Wszelako byłoby takim samym szaleństwem twierdzić że geje będą lepszymi rodzicami jak twierdzić, że będą gorszymi.
Ulepszanie ma na celu poprawę. Nie widzę żadnego zysku dla dzieci a zyski homoseksualistów mnie nie obchodzą tym bardziej, że dzieci mogą być narażone na straty.
Więc zajmij się np. ulepszaniem koła, celem zwiększenia jego krągłości.
>W tym sensie kwestia homoadopcji jest li tyko kwestią dyskryminacji homoseksualistów. I tym zajmują się gejowskie orgi - a nie pomaganiem dzieciom (w jakimkolwiek organizacyjnym sensie). Twój zarzut nie świadczy o hipokryzji orgów, a tylko albo o twojej indolencji umysłowej albo złośliwości bezsilnej.
Zgadzam się tylko z wytłuszczonym fragmentem. Żałosności pozostałej części komentować nie będę.
>Analogicznie, wedle twego poglądu, nikomu nie wolno krytykować polityków o ile sam nie jest politykiem i "nie robi czegoś dla kraju".
Bardziej "anal" niż "logicznie". Ale cóż najwidoczniej w Twoim wypadku to nie do przeskoczenia.
>Tak więc schowaj się ze swoimi psudoargumentami, bo nie ma w nich nawet pozornej racji obecnej przynajmniej czasami w postach Adamiaka - są one tylko kurzem który zasłania właściwy obraz i wprowadza w konfuzje i irytację na sposób podobny do poszczekiwania małego pieska co mało rozumie. Albo wspomnianą koślawą podporą, która bardziej wadzi niż pomaga (to znaczy gdybym był Adamiakiem tak bym to postrzegał - ale nie jestem i niewątpliwie on postrzega inaczej).
Schowaj się. Pisałem Ci już chyba o moim poszanowaniu dla Twoich porad.
>>Chociażby o braku śladu argumentu z Twojej strony.
>Litości.
A może chociaż raz czego innego. Bo to na tym głównie opiera się całe Twoje skomlenie.
>Nie no, wcale nie czujesz - patrz niżej.
Litości nie co najwyżej politowanie.
>Gdybyś chociaż wychodził poza bezmyślne odbijane piłeczki - ale twoja wola, jak widzisz ja też potrafię.
Problem w tym, że niczym innym nie potrafisz się wykazać. Ale to już jest jakiś drobny sukces, przynajmniej załapałeś na czym to polega.
>Uzdolnij się do rozumienia, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Naprawdę nie jesteś Adamiakiem i nawet nie potrafisz mnie zdenerwować jak on. Meczysz mnie tylko jak jakiś komar co nie daje spac po nocach szumiąc swoimi skrzydełkami.
Nie mam zamiaru kierować się litością by próbować zrozumieć tę anallogikę.
>Tak tak, a ty w swoich postach, jak napisałeś wyżej, nie prezentujesz ideologii...
Zaraz znajdziesz może jeszcze "mowę nienawiści".
Biedactwo dyskryminowane.
Sylwek (15472 punktów)
Po tym wynurzeniu napiszę ci tylko jedno - z pizdomyśleniem nie wdaję się nawet w odbijanie piłeczki.
EDIT: jednak dwie rzeczy:
twoje zerowe zrozumienie dla interesów homoseksualistów każe wątpić by twoje "zrozumienie" dla dzieci było czymkolwiek więcej niż zasłoną dymna i racjonalizacją. Prawdopodobnie o dzieciach w domu dziecka myślisz tylko gdy masz okazję poargumentowac na rzecz prześladowania analnych panów. Jest to tym bardziej oślizła praktyka, że podwójnie przesycona hipokryzja w kontekście twych uwag o orgach i ich zaangażowaniu w pomoc dzieciom. Sam jak mniemam złamanego grosza na żadną sierotę w życiu nie dałeś, ale tu dziarsko robisz za herosa broniącego przed homo ofensywą.

dwa: naprawdę, Adamiak mnie nierzadko denerwuje, uważam szereg jego poglądów za absurdalnych i w ogóle moje nadęte ego skłania mnie do wściekłych ataków. Zresztą on nie pozostaje dłużny i nie dziwię sie mu. Wszelako, jako oponent (nawet jeśli w atakach wściekłości twierdze inaczej) prezentuje zupełnie inna klasę - przede wszystkim zmusza do myślenia a nie odganiania się.
Żegnam.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 23:01 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Po tym wynurzeniu napiszę ci tylko jedno - z pizdomyśleniem nie wdaję się nawet w odbijanie piłeczki.
Bo dyskryminująca siateczka za wysoko. Nie kłam znowu
>EDIT: jednak dwie rzeczy:
>twoje zerowe zrozumienie dla interesów homoseksualistów każe wątpić by twoje "zrozumienie" dla dzieci było czymkolwiek więcej niż zasłoną dymna i racjonalizacją.
No, no i już prawie do mowy nienawiści doszedłeś.
>Prawdopodobnie o dzieciach w domu dziecka myślisz tylko gdy masz okazję poargumentowac na rzecz prześladowania analnych panów. Jest to tym bardziej oślizła praktyka, że podwójnie przesycona hipokryzja w kontekście twych uwag o orgach i ich zaangażowaniu w pomoc dzieciom. Sam jak mniemam złamanego grosza na żadną sierotę w życiu nie dałeś, ale tu dziarsko robisz za herosa broniącego przed homo ofensywą.
Znowu twierdzisz, że prawdopodobnie mniemasz i na tej podstawie, przypisujesz odpowiednik żałośnie odgrywanej przez siebie rólki herosa walczącego z niską samooceną.
>dwa: naprawdę, Adamiak mnie nierzadko denerwuje, uważam szereg jego poglądów za absurdalnych i w ogóle moje nadęte ego skłania mnie do wściekłych ataków.
Cieszę się, że znalazłeś w końcu powód tego skomlenia.
>Zresztą on nie pozostaje dłużny i nie dziwię sie mu. Wszelako, jako oponent (nawet jeśli w atakach wściekłości twierdze inaczej) prezentuje zupełnie inna klasę - przede wszystkim zmusza do myślenia a nie odganiania się.
Biedactwo znowu dyskryminowane.
>Żegnam.
Poważnie. Ja myślę, że znowu ściemniasz.
14-01-2010 22:56 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Zaraz znajdziesz może jeszcze "mowę nienawiści".

   Anallogika, jaką prezentujesz, jest od tej mowy wcale nieodległa.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
14-01-2010 23:03 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>   Anallogika, jaką prezentujesz, jest od tej mowy wcale nieodległa.
Przepraszam to tylko niepoprawna politycznie klawiatura.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

13-01-2010 14:39 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>Jestem przekonany, że wychowane w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie będzie miało żadnych szans, aby w takiej rodzinie nauczyć się pełnienia ról płciowych. Po prostu brak mu będzie rodzicielskich wzorców. Skutkiem tego będzie obniżenie jego szans na nawiązanie w przyszłości trwałego związku heteroseksualnego.

A co z dziećmi wychowywanymi przez jedno z rodziców- np chłopca wychowywanego przez matkę?
Nie ma żadnych szans na przyswojenie "męskich wzorców".
Na ile obniżone są jego szanse na udany związek?
13-01-2010 15:23 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>A co z dziećmi wychowywanymi przez jedno z rodziców- np chłopca wychowywanego przez matkę?
>Nie ma żadnych szanse na przyswojenie "męskich wzorców".

   Na pewno będzie miał szanse mniejsze, niż jego kolega z rodziny pełnej i najprawdopodobniej większe od rówieśnika, wychowywanego przez kochającą się parę homoseksualną.

>Na ile obniżone są jego szanse na udany związek?

   To pole do badań. Gdyby takie badania wykazały, że jestem w błędzie i szanse na zawarcie trwałego związku heteroseksualnego w żaden sposób nie zależą od środowiska rodzinnego, stanę się gorącym orędownikiem adopcji przez pary homoseksualne.

   Pozdrawiam

>

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
13-01-2010 20:28 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Choć to nie do końca o tym - interesujący przegląd badań:
futureofch(*)publications/docs/15_02_06.pdf

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 22:25 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Choć to nie do końca o tym

   Rzeczywiście nie do końca. A swoją drogą to ciekawe, dlaczego ten właśnie aspekt wychowania przez pary homoseksualne - zdolność wychowanka do zawierania trwałych związków heteroseksualnych - nie jest dla badaczy interesujący. Zaryzykowałbym tezę, że dzieje się tak, gdyż taka zdolność nie jest przez nich uznawana za wartość.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Sylwek (15472 punktów)
Ale co rozumiesz przez trwałe? Jeśli chodzi o "na całe życie" to można zaryzykować tezę, że nawet rodzice biologiczni dostarczają odpowiedniego wzorca w coraz mniejszym stopniu.
I owszem, być może nie uznają tego za wartość - wszak nie jest to wartość sama w sobie.
Trudno by też było obiektywnie porównywać wpływ wychowania, skoro obecne zmiany heteroseksualnych wzorców związków wskazują na tak silne kulturowe uwarunkowanie oceny wartości "trwałego związku".

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 22:44 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Ale co rozumiesz przez trwałe?

   Trwałe, czyli trwające co najmniej do czasu osiągnięcia przez dzieci dojrzałości społecznej, czyli zdolności - niechby nawet tylko potencjalnej - do zawarcia związku. Trwałego, rzecz jasna.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Sylwek (15472 punktów)
Tzn, chodzi ci o to czy dzieci homoseksualistów same są zdolne wychowywać dzieci? Hmm, poszukam, bo trudno mi uwierzyć by nigdy nie zwrócono na to uwagi.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
placownik (17853 punktów)

>Tzn, chodzi ci o to czy dzieci homoseksualistów same są zdolne wychowywać dzieci?

   Niekoniecznie. Chodzi mi o osiąganie dojrzałości społecznej warunkującej zdolność do zawierania związków trwałych na tyle, że gdyby okazały się płodne, trwałyby odpowiednio długo. W zdolność wychowywania dzieci raczej się nie wpuszczajmy, bo przecież obaj jesteśmy zapewne zgodni co do tego, że ta cecha nie jest w populacji zbyt powszechna i nie zależy od orientacji seksualnej rodziców.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Sylwek (15472 punktów)
Próbowałem to przeczytać kilka razy, ale i tak nie rozumiem, więc nie będę się wdawał w polemikę bo zwyczajnie nie mam z czym.

Pozdrawiam.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
placownik (17853 punktów)

>Próbowałem to przeczytać kilka razy, ale i tak nie rozumiem,

   Spróbuj jeszcze rano. Może lepiej Ci pójdzie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Sylwek (15472 punktów)
Nie poszło.
Zwyczajnie nie rozumiem tego kryterium, a jego opis jeszcze bardziej mnie konfunduje.

Przy takim kryterium, tez bym nie miał dosyć wyobraźni by zabrać się za jego badanie.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
placownik (17853 punktów)

>Nie poszło.

   To spróbuję inaczej. Myślę o badaniu, w którym poddano by analizie:

  • ilość bliskich partnerów (bliskich, to znaczy takich z którymi badany prowadziłby wspólnie gospodarstwo domowe);

  • długość okresów pozostawania poza związkiem z bliskim partnerem;

  • ilość dzieci, w tym: wychowywanych w trakcie pozostawania w związku z bliskim partnerem, wychowanych w trakcie pozostawania w związku z bliskim partnerem i analogicznie dla dzieci wychowywanych poza takim związkiem;

  • zerwanie związku z bliskim partnerem w trakcie wychowywania dzieci.

   Porównanie powyższych przykładowych danych dla dzieci wychowanych w związkach homo i hetero mogłoby rzucić nieco światła na kwestie, które uważam za decydujące dla oceny adopcji dokonywanej przez pary homoseksualne.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
12-01-2010 14:52 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Jedyną sensowną przesłanką, by nie dać komuś dziecka do adopcji jest przekonanie, że on to dziecko źle wychowa.Pozdrawiam

Z takiej samej wychodząc przesłanki, należałoby wielu rodzicom zabronić płodzić dzieci: często wiele przesłanek przemawia bowiem za tym, że wychowają dzieci źle. Taki zarzut można czasem postawić w globalnej skali (wojny).


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
13-01-2010 09:45 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Jedyną sensowną przesłanką, by nie dać komuś dziecka do adopcji jest przekonanie, że on to dziecko źle wychowa.Pozdrawiam
>Z takiej samej wychodząc przesłanki, należałoby wielu rodzicom zabronić płodzić dzieci: często wiele przesłanek przemawia bowiem za tym, że wychowają dzieci źle. Taki zarzut można czasem postawić w globalnej skali (wojny).
Można też zakazać śniegowi padania prosto w oczy, gorzej z możliwościami technicznymi, by później zakaz zrealizować.
Pozdrawiam
Chardin (168 punktów)
Moim zdaniem to trochę dziwny punkt widzenia. Protezy? A po co tak?

Oczywiście, że ludzie (w tym homoseksualni) w większości mają potrzebę macierzyństwa/ojcostwa. Tyle że dzieci jeszcze bardziej potrzebują mieć rodziców. Jak się nazywało wzajemne wykorzystywanie? Symbioza?

Co do drugiego pytania - nie lubię w etyce mówieniu o "prawach". To pozostałość po Kancie. A racjonaliści tutaj chyba więcej mają wspólnego z Millem i Benthamem. Dlatego proponuję mówić o korzyściach i stratach. Patrząc z takiej perspektywy też adopcja jest dobra dla wszystkich, bo dziecko wolałoby opiekunów homoseksualnych niż żadnych. Ja bym wolał.
12-01-2010 10:09 
 Ocena 1 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Moim zdaniem to trochę dziwny punkt widzenia.
   Jako racjonalista powiem - inny.

>Protezy? A po co tak?
   Dziwne() pytanie - a po co nie tak?

>Oczywiście, że ludzie (w tym homoseksualni) w większości mają potrzebę macierzyństwa/ojcostwa.
   Na czym opierasz tę tezę w stosunku do homoseksualistów?
   Bo dla mnie ta "oczywistość" tutaj się kończy.

>Tyle że dzieci jeszcze bardziej potrzebują mieć rodziców.
   Więc rodzice adopcyjni są w takiej nomenklaturze protezą biologicznych dla dziecka.

>Jak się nazywało wzajemne wykorzystywanie? Symbioza?
   Mówisz już o konsumowaniu zjawiska, które niekoniecznie symbiozą musi się stać - mnie zafrapował proces "przydziału" dobra, które nazwałem protezą.

>Co do drugiego pytania - nie lubię w etyce mówieniu o "prawach".
   Mnie to ganz pomada - ale w Konstytucji i Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym akurat takich sformułowań używają.

>To pozostałość po Kancie. A racjonaliści tutaj chyba więcej mają wspólnego z Millem i Benthamem.
   Nie znam tych ludzi, a lubię Kanta.
   Ale też go nie znam.

>Dlatego proponuję mówić o korzyściach i stratach.
   Jw.

>Patrząc z takiej perspektywy też adopcja jest dobra dla wszystkich, bo dziecko wolałoby opiekunów homoseksualnych niż żadnych.
   To o czym my gadamy?

>Ja bym wolał.
   Masz mniej niż 13 lat?
Sylwek (15472 punktów)

>   Na czym opierasz tę tezę w stosunku do homoseksualistów?
>   Bo dla mnie ta "oczywistość" tutaj się kończy.

Może na tym, że u siebie jak każdy normalny człowiek nie dostrzega istotnego związku między pożądaniem, i popędem płciowym, a uczuciami żywionymi do dzieci. W końcu, jeśli się nie jest pedofilem, to nie miesza się myślenia o dzieciach z myśleniem o seksie.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 23:12 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Może na tym, że u siebie jak każdy normalny człowiek nie dostrzega istotnego związku między pożądaniem, i popędem płciowym, a uczuciami żywionymi do dzieci.
   Też uważam, że normalny nie dostrzega.

>W końcu, jeśli się nie jest pedofilem, to nie miesza się myślenia o dzieciach z myśleniem o seksie.
   Zgadzam się, jeśli się nie jest pedofilem, to nie, ale czy homoseksualizm wyklucza pedofilię?

W takim razie - jak często miewasz pedofilne marzenia? Ja się przyznam, że w takim sensie z raz czy dwa miałem.
<
Sylwek (15472 punktów)
>>Może na tym, że u siebie jak każdy normalny człowiek nie dostrzega istotnego związku między pożądaniem, i popędem płciowym, a uczuciami żywionymi do dzieci.
>   Też uważam, że normalny nie dostrzega.
>>W końcu, jeśli się nie jest pedofilem, to nie miesza się myślenia o dzieciach z myśleniem o seksie.
>   Zgadzam się, jeśli się nie jest pedofilem, to nie, ale czy homoseksualizm wyklucza pedofilię?
Nie wiem, wątpię, tylko, co z tego?

> W takim razie - jak często miewasz pedofilne marzenia? Ja się przyznam, że w takim sensie z raz czy dwa miałem.
A czy ty naprawdę wtedy nie zrozumiałeś o czym ja pisałem? Wykpiłem twoje utożsamienie pedofilii z seksem z nieletnimi. Chyba że nie dokonywałeś takiego utożsamienia i rozumiałeś pedofilię tak jak należy ją rozumieć - odczuwanie pociągu do dzieci przed pokwitaniem. Taka pedofilia nie jest ani homo- ani heteroseksualna - bo nie ma istotnej różnicy między małymi chłopcami a dziewczynkami z punktu widzenia normalnej seksualności.
W każdym razie, owszem, jeśliby przyjąć idiotyczne utożsamienie pedofilii jako inklinacje w stronę nieletnich w sensie prawnym - to owszem, takie myśli "pedofilne" pewno zdarzało mi się żywić, gdyż zdarzają się niepełnoletni chłopcy, którzy cieleśnie są już po prostu młodymi mężczyznami. Podobnie zdarzają się nieletnie dziewczęta, które są młodymi kobietami. Po prawdzie to chyba nie jest aż tak rzadkie zjawisko, prawda? Tylko co z tego? Ba, mam w pełni heteroseksualną przyjaciółkę, której podobają się podobni chłopcy jak mi, ona też jest pedofilką, czy heteroseksualnosc ją tłumaczy?
><
dnoterlikowskiego.blogspot.com/

14-01-2010 23:54 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A czy ty naprawdę wtedy nie zrozumiałeś o czym ja pisałem?
   Zrozumiałem.

>Wykpiłem twoje utożsamienie pedofilii z seksem z nieletnimi.
   Oczywistym było i wynikało z kontekstu, że to był lapsus, bo pisałem o pedofilii.

>Taka pedofilia nie jest ani homo- ani heteroseksualna - bo nie ma istotnej różnicy między małymi chłopcami a dziewczynkami z punktu widzenia normalnej seksualności.
   Przecie pisałem, że gejostwo nie wyklucza pedofilii.
Sylwek (15472 punktów)

>   Przecie pisałem, że gejostwo nie wyklucza pedofilii.
A tu się zagalopowałeś - być może homoseksualizm nie wyklucza pedofilii (podobnie zresztą jak heteroseksualizm) ale gejostwo owszem. To znaczy - kto nazywa siebie gejem i jednocześnie gwałci dzieci zwyczajnie kłamie.

A tak na marginesie - to chyba większość pedofilów nie jest ani homo ani hetero - tzn nie utrzymuje zazwyczaj stosunków z dorosłymi. Choć głowy nie dam, to wydaje mi się, ze czytałem coś takiego kiedyś.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 06:02 
 Ocena-1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>... być może homoseksualizm nie wyklucza pedofilii (podobnie zresztą jak heteroseksualizm) ale gejostwo owszem.
   Czyli np. zoofilia nie wyklucza stosunku ze źrebakiem, ale już sodomia tak?- żeby pozostać w sferze seksu.

>To znaczy - kto nazywa siebie gejem i jednocześnie gwałci dzieci zwyczajnie kłamie.
   Zamieszałeś i co, słodsza kawa, kłamczuszku?

>A tak na marginesie - to chyba większość pedofilów nie jest ani homo ani hetero - tzn nie utrzymuje zazwyczaj stosunków z dorosłymi. Choć głowy nie dam, to wydaje mi się, ze czytałem coś takiego kiedyś.
   A ja czytałem coś takiego, że Osoba, u której rozpoznano pedofilię w Ameryce przy zastosowaniu klasyfikacji DSM-IV, niekoniecznie musi mieć rozpoznaną pedofilię według stosowanej w Europie WHO-wskiej klasyfikacji ICD-10.
   Wynika mi z tego niezbicie, że największym zboczeniem, jest pier***enie bezgranicznych głupot.
   Kłamczuszku.
Sylwek (15472 punktów)

>   Czyli np. zoofilia nie wyklucza stosunku ze źrebakiem, ale już sodomia tak?- żeby pozostać w sferze seksu.
Sam sobie odpowiedz czy masochizm wyklucza stosunki z drzewem a preferowanie seksu z rudymi kobietami wyklucza seks z dziewczynkami-blondynkami.
Masz chyba wystarczająco dużo wyobraźni, prawda?
Jeśli ja mieszam co by kawa słodszą była, to ty mieszasz tak by wylać wszystko na stół.

>   Zamieszałeś i co, słodsza kawa, kłamczuszku?
Nie, większa skłonność do wyznawania przyczynowej teorii odniesienia.

>   A ja czytałem coś takiego, że Osoba, u której rozpoznano pedofilię w Ameryce przy zastosowaniu klasyfikacji DSM-IV, niekoniecznie musi mieć rozpoznaną pedofilię według stosowanej w Europie WHO-wskiej klasyfikacji ICD-10.
milusio, że czytałes ale jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Nawiasem mówiąc amerykańska klasyfikacja wydaje się by bardziej dorzeczna, ale jak wszelkie ustalenia nauki, to wynik głosowania, więc i tak jest bez znaczenia.
Wybiórczy wielbicielu psychologicznych ustaleń.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 07:17 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Czyli np. zoofilia nie wyklucza stosunku ze źrebakiem, ale już sodomia tak?- żeby pozostać w sferze seksu.
>Sam sobie odpowiedz czy masochizm wyklucza stosunki z drzewem a preferowanie seksu z rudymi kobietami wyklucza seks z dziewczynkami-blondynkami.
   No to dlaczego na moje słowa: "że gejostwo nie wyklucza pedofilii" napisałeś, że: "się zagalopowałeś - być może homoseksualizm nie wyklucza pedofilii (podobnie zresztą jak heteroseksualizm) ale gejostwo owszem. To znaczy - kto nazywa siebie gejem i jednocześnie gwałci dzieci zwyczajnie kłamie."
   Czyżby chodziło ci o dowiedzenie, że chorobliwe kłamanie wyklucza inne zboczenia...?...

>Masz chyba wystarczająco dużo wyobraźni, prawda?
   Coś mi się widzi, że chętnie byś mi jej ujął.

>Jeśli ja mieszam co by kawa słodszą była, to ty mieszasz tak by wylać wszystko na stół.
   Trudno, najwyżej się upaprzemy, ale przynajmniej dzieci nie poparzymy gorącą.

>Wybiórczy wielbicielu psychologicznych ustaleń.
   Lubię tak.
   Bo czasami (raz, dwa razy dziennie) resztką bohaterskich sił, z narażeniem własnego życia uratuję jakieś bezbronne, słodkie bez mieszania, niczemu niewinne dziecię przed skatowaniem okrutnym przez geja, co to pedofilem podobno być nie chce...
   Ale każdy by tak zrobił na moim miejscu...

Sylwek (15472 punktów)
>>>   Czyli np. zoofilia nie wyklucza stosunku ze źrebakiem, ale już sodomia tak?- żeby pozostać w sferze seksu.
>>Sam sobie odpowiedz czy masochizm wyklucza stosunki z drzewem a preferowanie seksu z rudymi kobietami wyklucza seks z dziewczynkami-blondynkami.
>   No to dlaczego na moje słowa: "że gejostwo nie wyklucza pedofilii" napisałeś, że: "się zagalopowałeś - być może homoseksualizm nie wyklucza pedofilii (podobnie zresztą jak heteroseksualizm) ale gejostwo owszem. To znaczy - kto nazywa siebie gejem i jednocześnie gwałci dzieci zwyczajnie kłamie."

Dlatego, że gej to nie ktoś o jakiś określonych faktycznych właściwościach, ale rodzaj deklaracji.
Nie decydujesz czy jesteś homoseksualny czy heteroseskualny, nie decydujesz o skłonnościach pedofilnych.
Decydujesz o byciu gejem - co jest tożsame z deklarowaniem się gejem, budowaniem sobie (świadomym) określonej pozytywnej tożsamości, a jeśli "przy okazji" lubisz zbyt małych chłopców, to sam się oszukujesz i taki z ciebie gej jak z koziej dupy trąba.

Pa.


dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 07:38 
 Ocena-1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Dlatego, że gej to nie ktoś o jakiś określonych faktycznych właściwościach, ale rodzaj deklaracji.
p>A ja myślałem, że gej to prostu homoseksualista.

>Nie decydujesz czy jesteś homoseksualny czy heteroseskualny, nie decydujesz o skłonnościach pedofilnych.
   Aha.

>Decydujesz o byciu gejem - co jest tożsame z deklarowaniem się gejem, budowaniem sobie (świadomym) określonej pozytywnej tożsamości...
   Aha, więc zdecyduj się zrobić swoje dziecko, bo do tej pory kłamałeś, że nie możesz.

>... a jeśli "przy okazji" lubisz zbyt małych chłopców, to sam się oszukujesz i taki z ciebie gej jak z koziej...

   Nie dość, że gej, to jeszcze kłamczuch i pedofil...


Sylwek (15472 punktów)
>>Dlatego, że gej to nie ktoś o jakiś określonych faktycznych właściwościach, ale rodzaj deklaracji.
>p>A ja myślałem, że gej to prostu homoseksualista.
To źle myślałeś.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Adamiak (36436 punktów)
>>p>A ja myślałem, że gej to prostu homoseksualista.
>To źle myślałeś.

   No popatrz, to czas na zmianę w słowniku.
Sylwek (15472 punktów)

>   No popatrz, to czas na zmianę w słowniku.
Nie pierwszy raz na to czas - popatrz sobie na hasło "homoseksualizm" w Wielkiej Encyklopedii PWN - okaże się, że musiało je pisać z 5 osób a każda miała inny pogląd na dane zjawisko, sprzeczny z poglądami pozostałych osób.

Ale czciciele słowników nie różnią się od czcicieli Biblii - tylko inne Pismo jest dla nich święte.

Nie rozumiem tylko, po co się oszukujesz co do posiadania małego rozumku, skoro zastępuje ci go sporawy słowniczek.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 11:37 
 0 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Dlatego, że gej to nie ktoś o jakiś określonych faktycznych właściwościach, ale rodzaj deklaracji.
>>Decydujesz o byciu gejem - co jest tożsame z deklarowaniem się gejem, budowaniem sobie (świadomym) określonej pozytywnej tożsamości...
>   Nie dość, że gej, to jeszcze kłamczuch i pedofil...
>

I W ZWIĄZKU Z TAK PODJĘTĄ DEKLARACJĄ ŚWIAT MA ZACZĄĆ SIĘ KRĘCIĆ W DRUGĄ STRONĘ, ŻEBY PRZYPADKIEM NIE DYSKRYMINOWAŁ BIEDNEJ OFIARY WŁASNEJ DEKLARACJI.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>   W dyskusjach o adopcji dzieci chyba każdy poważny dyskutant staje nieuchronnie w moralnym
>szpagacie, bowiem sam temat traktuje o dobrach co najmniej dwóch podmiotów, z których jeden, będący
>podmiotem bez zdolności prawnych, ma być niejako urzędowo przydzielony drugiemu.

Mówisz o adopcji jakby to było złapanie i oswojenia jakiegoś dzikiego zwierzątka, bo ładne i miłe.

Adopcja jest najlepszym wyjście dla dziecka pozbawionego biologicznych rodziców.
Nie ma lepszego. Nie ma równorzędnej alternatywy - dzieci nie biegają sobie po lesie, dzikie i szczęśliwe. To nie wiewiórki!!!

Rozważanie czym ta adopcja jest dla rodziców adopcyjnych jest drugorzędne.
Jeżeli chcą adoptować dziecko, będą się nim opiekować, otaczać miłością i troską to jest wszystko, co potrzebujemy wiedzieć.
Chcesz znać intencje? Pewnie jest ich tyle, ile rodzin adopcyjnych.

> 2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?

Dziecko się nikomu nie należy. Ale dziecku należy się kochająca rodzina.
Z naciskiem na "kochająca". "Rodzina" w najszerszym tego słowa znaczeniu.


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
12-01-2010 10:58 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Mówisz o adopcji jakby to było złapanie i oswojenia jakiegoś dzikiego zwierzątka, bo ładne i miłe.
   Nie na temat.
   Piszę o jednym z możliwych aspektów adopcji.

>Adopcja jest najlepszym wyjście dla dziecka pozbawionego biologicznych rodziców. Nie ma lepszego.
   Mam poszukać licznych wyjątków, czy sama to zrobisz?

>Nie ma równorzędnej alternatywy - dzieci nie biegają sobie po lesie, dzikie i szczęśliwe. To nie wiewiórki!!!
   Nie na temat.
   Podajesz w egzaltowanej formie informacje, które są mi znane.

>Rozważanie czym ta adopcja jest dla rodziców adopcyjnych jest drugorzędne.
   Pisanie w tym wątku nie jest obowiązkowe.

>Jeżeli chcą adoptować dziecko, będą się nim opiekować, otaczać miłością i troską to jest wszystko, co potrzebujemy wiedzieć.
   Pisz za siebie - widocznie Tobie wystarczą tak szczątkowe, jak wyssane nie wiem skąd, "argumenty".

>Ale dziecku należy się kochająca rodzina.
   Ten wątek nie ma tytułu "koncert życzeń".

>Z naciskiem na "kochająca". "Rodzina" w najszerszym tego słowa znaczeniu.
   Ja przywiązuję nieporównanie mniejszą wagę do nieistniejącej miłości w tym kontekście, oraz miłości w ogóle.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?
A skoro to jednak rodzice adopcyjni służyć mają dziecku, to w miarę możliwości ono powinno sobie dobierać rodziców z galerii kandydatów.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
12-01-2010 11:04 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?
>A skoro to jednak rodzice adopcyjni służyć mają dziecku...
   Brak zysku rodziców wyklucza adopcję, chyba, że adopcja z nakazu, co praktycznie wyklucza zysk dziecka.

>... to w miarę możliwości ono powinno sobie dobierać rodziców z galerii kandydatów.
   I jaka miara takie możliwości.
   Czy sugerujesz czekanie z adopcją do 13 roku życia dziecka, w świetle obowiązujących przepisów?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Czy sugerujesz czekanie z adopcją
Sugeruję, że rodzice mogą grymasić i odmówić, a dziecko zdaje się - nie.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
12-01-2010 23:50 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Czy sugerujesz czekanie z adopcją
>Sugeruję, że rodzice mogą grymasić i odmówić, a dziecko zdaje się - nie.

   Może grymasić dziecko już przysposobione:
   KRiO Art. 125.
§ 1. Z ważnych powodów zarówno przysposobiony, jak i przysposabiający mogą
żądać rozwiązania stosunku przysposobienia przez sąd.
Rozwiązanie stosunku przysposobienia nie jest dopuszczalne, jeżeli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro małoletniego dziecka. Orzekając rozwiązanie stosunku przysposobienia, sąd może, stosownie do okoliczności, utrzymać w mocy wynikające z niego obowiązki alimentacyjne.

   Przed przysposobieniem grymaszę w jego imieniu tak, jakbym grymasił w swoim.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Przed przysposobieniem grymaszę w jego imieniu tak, jakbym grymasił w swoim.
Cokolwiek masz tu na myśli, to i tak kandydaci na rodziców mogą pogrymasić osobiście.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
13-01-2010 09:34 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Przed przysposobieniem grymaszę w jego imieniu tak, jakbym grymasił w swoim.
>Cokolwiek masz tu na myśli, to i tak kandydaci na rodziców mogą pogrymasić osobiście.

   Masz rację, ale czy to powód, bym przestał grymasić? Osobiście?
13-01-2010 10:25 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Masz rację, ale czy to powód, bym przestał grymasić? Osobiście?
To powód, aby dążyć do udzielenia głosu ważniejszej ze stron, czyli dzieciom.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Adamiak (36436 punktów)
>>   Masz rację, ale czy to powód, bym przestał grymasić? Osobiście?
>To powód, aby dążyć do udzielenia głosu ważniejszej ze stron, czyli dzieciom.

   Niniejszym udzielam.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>> udzielenia głosu ważniejszej ze stron, czyli dzieciom.
>   Niniejszym udzielam.
Nie jesteś w stanie, Racjonalista.pl jest dozwolony od 18 lat.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
13-01-2010 13:20 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>> udzielenia głosu ważniejszej ze stron, czyli dzieciom.
>>   Niniejszym udzielam.
>Nie jesteś w stanie...
   Niniejszym, skąd wiesz?

>...Racjonalista.pl jest dozwolony od 18 lat.
   Jak zawsze masz rację - racjonalista pl jest dozwolony od 18 lat.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Nie jesteś w stanie...
>   Niniejszym, skąd wiesz?
Z niewskazania innego niż niniejsze miejsca.

>   Jak zawsze masz rację - racjonalista pl jest dozwolony od 18 lat.
Dobra "użytkownik musi mieć ukończone 18 lat", teraz ok?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
13-01-2010 17:33 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>Nie jesteś w stanie...
>>   Niniejszym, skąd wiesz?
>Z niewskazania innego niż niniejsze miejsca.
   Bo napisałem, że udzielam, ale nie mam zamiaru komuś narzucać lokalizacji gadania.
   Niech się młodzież becikowa uczy, że Polska to wolny kraj.

>Dobra "użytkownik musi mieć ukończone 18 lat", teraz ok?
   Jak zwykle teraz ok.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Bo napisałem, że udzielam, ale nie mam zamiaru komuś narzucać lokalizacji gadania.
"Niniejszym udzielam głosu" wygłoszone w wątku przez samego autora oznacza jego zgodę na wypowiadanie się w tym jego wątku.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
13-01-2010 19:51 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Bo napisałem, że udzielam, ale nie mam zamiaru komuś narzucać lokalizacji gadania.
>"Niniejszym udzielam głosu" wygłoszone w wątku przez samego autora oznacza jego zgodę na wypowiadanie się w tym jego wątku.
   Niniejszym wprowadziłem nową, świecką tradycję - nie dość, że pozwalam gadać, to jeszcze byle gdzie.
    Byle co kwitnie samo.
13-01-2010 22:14 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Niniejszym wprowadziłem nową, świecką tradycję
A że jest ona i naciągana, i niepopularna, niniejszym ją w przyszłości zwalczę.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
13-01-2010 22:47 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>A że jest ona i naciągana, i niepopularna, niniejszym ją w przyszłości zwalczę.
   Eeee tam, zanim ją zwalczysz, to już zajdzie pod strzechy supermarketów, a stamtąd nawet tak zabójczo groźnym pokazywaniem języka nie wyplenisz.
14-01-2010 00:17 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

Oko za oko język za język

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-01-2010 18:20 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Oko za oko język za język
   Jak Cię znam, to protezy.
17-01-2010 18:53 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Jak Cię znam, to protezy.
Przecież nie jestem tu tytułowym dzieckiem.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-01-2010 19:08 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Jak Cię znam, to protezy.
>Przecież nie jestem tu tytułowym dzieckiem.
   A gdzie?
( )
setarkos (10757 punktów)

>   Czyli u wrażliwszych rozmówców ambiwalencja jest, myślę, murowana.

Zupełnie błędne spostrzeżenie. Wrażliwość (będąca emocją) ucieka od ambiwalentnych odczuć, bo te się wiążą z 'niewygodną' wątpliwością. Wrażliwość to 'zasłona dymna' przed logiką (wymagającą utrzymania emocji na wodzy), którą to logikę pozostawia zimnym draniom o stępionej wrażliwości
.
12-01-2010 11:12 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Czyli u wrażliwszych rozmówców ambiwalencja jest, myślę, murowana.
>Zupełnie błędne spostrzeżenie.
   Mam inne zdanie.

>Wrażliwość (będąca emocją) ucieka od ambiwalentnych odczuć, bo te się wiążą z 'niewygodną' wątpliwością.
   A skąd ucieka?

>Wrażliwość to 'zasłona dymna' przed logiką (wymagającą utrzymania emocji na wodzy), którą to logikę pozostawia zimnym draniom o stępionej wrażliwości.
   Więc jestem wyjątkowy i pod tym względem, bo u mnie te gadżety najczęściej funkcjonują równolegle, choć ze zmiennym natężeniem.
13-01-2010 10:16 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)

>   A skąd ucieka?

A diabli wiedzą skąd

>   Więc jestem wyjątkowy ..

Nie ma osób o tak rozbudowanej wyobraźni, by pozwalała przeczyć temu stwierdzeniu
zachaj (5239 punktów)
Adopcja jest o wiele lepsza niż sierociniec. Jeżeli rodzina , która chce adoptować nie jest patologiczna i jest w stanie je wychować - stać ją na to - może a nawet powinna tej adopcji dokonać. Tak samo para homoseksualna , oczywiście gdy społeczeństwo będzie na to gotowe i dziecko nie będzie wyśmiewane w szkole , może adoptować. Wychowanie w rodzinie może uratować życie dziecku. Sierociniec wytwarza jedynie problemy i patologie. Tylko psychicznie silne dzieci są w stanie wyrwać się ze schematu i osiągnąć sukces , status społeczny wychowawszy się w sierocińcu.
Kurczewski (2471 punktów)

>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?-

Kwestia przyjętej optyki. Czy adopcja ma służyć dziecku i jego potrzebom, czy tez ma spełniać potrzeby rodziców (niezależnie od tego czy są płodni, bezpłodni, homo, hetero czy zoo). Jeśli ma służyć dziecku- to oczywiście nie ono jest protezą a ewentualni rodzice. To oni pełnią rolę służebną wobec istoty niezdolnej do samodzielnego funkcjonowania. Moim zdaniem to podejście jest o tyle właściwsze, że przy jego przyjęciu dwie świadome i odpowiedzialne jednostki decydują o tym że CHCĄ spełniać taką- było nie było służebną- funkcję. Przy przyjęciu postawy odwrotnej o świadomej decyzji osoby mającej "służyć" czy używając Twojej nomenklatury- "być protezą"- nie może być mowy.

a jeśli tak, to czy:
>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?

Należy ? Daruj ale nie mogę się powstrzymać: a co to miałoby znaczyć ? Należy im się mały człowiek do kompensowania ewentualnych potrzeb ?


erka.ovh.org/
12-01-2010 17:43 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?-
>Kwestia przyjętej optyki. Czy adopcja ma służyć dziecku i jego potrzebom, czy tez ma spełniać potrzeby rodziców (niezależnie od tego czy są płodni, bezpłodni, homo, hetero czy zoo).
   O tym napisałem we wstępie - dziecko nie ma możliwości wyartykułowania swoich potrzeb, więc tematem jest kwestia z pozycji rodziców.

>Jeśli ma służyć dziecku- to oczywiście nie ono jest protezą a ewentualni rodzice.
   Jw.

>To oni pełnią rolę służebną wobec istoty niezdolnej do samodzielnego funkcjonowania.
   Brak zysku rodziców wyklucza adopcję....

>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>Należy ? Daruj ale nie mogę się powstrzymać: a co to miałoby znaczyć ?
   To, co znaczy.
   Mam tłumaczyć kryteria przyznawania protez?
   W skrócie: głównym kryterium są biologiczne lub w wyniku wypadku czy schorzenia zmiany w stanie fizycznym osoby.

>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?

>Należy im się mały człowiek do kompensowania ewentualnych potrzeb ?
   Właśnie o to pytam, bo rodzicom hetero już się należy.
12-01-2010 18:23 
 Ocena 4 na 4
Kurczewski (2471 punktów)

>   O tym napisałem we wstępie - dziecko nie ma możliwości wyartykułowania swoich potrzeb, więc tematem jest kwestia z pozycji rodziców.

O czekaj- brak niemożności artykułowania praw czy potrzeb nie oznacza ich braku. Na podobnej zasadzie można by odmawiać niektórym chorym opieki medycznej. Podchodzenie do tematu z pozycji rodziców jest- oczywiście moim i najzupełniej prywatnym, jak każdy głos w dyskusji- błędem.

>   To, co znaczy.
>   Mam tłumaczyć kryteria przyznawania protez?
>   W skrócie: głównym kryterium są biologiczne lub w wyniku wypadku czy schorzenia zmiany w stanie fizycznym osoby.

Człowiek nie jest protezą i sprowadzanie go do tej roli to degeneracja. MOŻE- jako rodzic zastępczy czy opiekun- dobrowolnie zgodzić się na bycie nią z własnej woli, na mocy własnej decyzji ale nigdy nie powinien być do tego zmuszany, decyzja o tym nie może być narzucona (a tym byłoby sprowadzanie dziecka do roli przedmiotu ułatwiającego innym życie).

>>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>>Należy im się mały człowiek do kompensowania ewentualnych potrzeb ?
>   Właśnie o to pytam, bo rodzicom hetero już się należy.

Nie, moim zdaniem nie NALEŻY się i to niezależnie od orientacji- to rodzice należą się dziecku a nie dziecko rodzicom. "Dajmy im dziecko żeby mogli się dobrze poczuć bo są tacy biedni, dysfunkcyjni " ? Absolutnie nie. JEŚLI spełniają pewne- nie oszukujmy się, nieszczególnie wyśrubowane- kryteria dajmy ich potrzebującemu dziecku jako rodziców. Niby nieznaczące przesunięcie akcentów ale moim zdaniem- podstawowe dla tej kwestii.


erka.ovh.org/
12-01-2010 19:16 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   O tym napisałem we wstępie - dziecko nie ma możliwości wyartykułowania swoich potrzeb, więc tematem jest kwestia z pozycji rodziców.
>O czekaj- brak niemożności artykułowania praw czy potrzeb nie oznacza ich braku.
   Też to napisałem.

>Podchodzenie do tematu z pozycji rodziców jest- oczywiście moim i najzupełniej prywatnym, jak każdy głos w dyskusji- błędem.
   Po co mieszasz innych w swoje błędy?

>>   W skrócie: głównym kryterium są biologiczne lub w wyniku wypadku czy schorzenia zmiany w stanie fizycznym osoby.
>Człowiek nie jest protezą i sprowadzanie go do tej roli to degeneracja.
   Zobaczymy.

>MOŻE- jako rodzic zastępczy czy opiekun- dobrowolnie zgodzić się na bycie nią z własnej woli, na mocy własnej decyzji ale nigdy nie powinien być do tego zmuszany...
   Czyli jednak protezą być może.
   Już o tym pisałem.

>... decyzja o tym nie może być narzucona (a tym byłoby sprowadzanie dziecka do roli przedmiotu ułatwiającego innym życie).
   Jw.

>Nie, moim zdaniem nie NALEŻY się i to niezależnie od orientacji...
   Czyli jesteś przeciwny adopcji w ogóle.

>... to rodzice należą się dziecku a nie dziecko rodzicom.
   Nic się nikomu nie należy, dopóki ktoś o tym nie zdecyduje.

>"Dajmy im dziecko żeby mogli się dobrze poczuć bo są tacy biedni, dysfunkcyjni " ? Absolutnie nie.
   Jw.

>JEŚLI spełniają pewne- nie oszukujmy się, nieszczególnie wyśrubowane- kryteria dajmy ich potrzebującemu dziecku jako rodziców. Niby nieznaczące przesunięcie akcentów ale moim zdaniem- podstawowe dla tej kwestii.
   Czy w ogóle czytasz co ktoś pisze, czy jedynie wypełniasz rubryczki w swoim koncercie życzeń?

   Piszę jak wół - Brak zysku rodziców wyklucza adopcję, chyba, że adopcja z nakazu, co praktycznie wyklucza zysk dziecka. - jeśli się z tym nie zgadzasz, to napisz wyraźnie i uzasadnij.
12-01-2010 19:33 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
>>Podchodzenie do tematu z pozycji rodziców jest- oczywiście moim i najzupełniej prywatnym, jak każdy głos w dyskusji- błędem.

>   Po co mieszasz innych w swoje błędy?

Moje ? Ja nie przyjmuję podejścia "z pozycji rodziców". Uważam je wprost- za błąd. To Ty zaproponowałeś jego przyjęcie. Mylę się ?

>>Człowiek nie jest protezą i sprowadzanie go do tej roli to degeneracja.
>   Zobaczymy.

Co mamy zobaczyć ? Czy takie jest moje zdanie ?

>   Czyli jednak protezą być może.

Z własnej woli ? Tak, ale wówczas nie jest SPROWADZANY do tej roli przez nikogo i DEGENEROWANY tylko sam dobrowolnie godzi się na pełnienie pewnej funkcji. Różnica taka jak pomiędzy gwałtem a entuzjastycznym stosunkiem.

>   Czyli jesteś przeciwny adopcji w ogóle.

Nie, jestem przeciwny adopcji która ma zaspokajać potrzeby dorosłych. Adopcja ma być pomocą dziecku.

>   Czy w ogóle czytasz co ktoś pisze, czy jedynie wypełniasz rubryczki w swoim koncercie życzeń?
>   Piszę jak wół - Brak zysku rodziców wyklucza adopcję, chyba, że adopcja z nakazu, co praktycznie wyklucza zysk dziecka. - jeśli się z tym nie zgadzasz, to napisz wyraźnie i uzasadnij.

Piszesz jak wół ? Bez przesady, zwykle piszesz lepiej niż wół .

Tak, czytam co napisałeś, natomiast mam wrażenie że Ty rozpędziłeś się w negacjach tylko dlatego że nasze podejścia do sprawy nie pokrywają się.

Podstawą adopcji jest dla mnie dobro dziecka natomiast jej warunkiem- co podkreślałem dwukrotnie- wyrażenie WOLI pełnienia wobec niego funkcji służebnej przez adoptujących. Wyrażając ją godzą się na wszystkie konsekwencje bycia rodzicem, również te które określimy jako "stratę" (zdarzają się koniec końców wyjątkowo niewdzięczne dzieci).


erka.ovh.org/
12-01-2010 20:51 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>> Podchodzenie do tematu z pozycji rodziców jest- oczywiście moim i najzupełniej prywatnym, jak każdy głos w dyskusji- błędem.
>>   Po co mieszasz innych w swoje błędy?
>Moje ?
   Twoje, przeczytaj jeszcze raz co napisałeś a ja wytłuściłem.

>Ja nie przyjmuję podejścia "z pozycji rodziców". Uważam je wprost- za błąd.
   Dziecko w takim ujęciu jest towarem, jak prawie wszystko w relacjach interpersonalnych; adopcja jest transakcją w której rodzice otrzymują towar/dziecko za obietnicę zapewnienia temu dziecku odpowiednich warunków bytowo-opiekuńczo-wychowawczych; pośrednikiem/hurtownikiem są Ośrodki Adopcyjno-Opiekuncze, a plenipotentem interesów dziecka w tym geszefcie jest Państwo - proste?

   Więc Tobie wolno w ogóle o tym nie myśleć czy pisać, ale jeśli się podjąłeś, to uzasadniaj swoje zdanie.
   Dlatego czekam na uzasadnienie, dlaczego rozpatrywanie zysku i w ogóle pozycji rodziców jest błędem?
   Przestali istnieć, bo nie lubisz o tym mówić, bo temat jest beee?

>To Ty zaproponowałeś jego przyjęcie.
   Oczywiście, bo lubię przemyśleć różne aspekty i spojrzeć z innej strony na pozornie jednostronnie tematy.

>>>Człowiek nie jest protezą i sprowadzanie go do tej roli to degeneracja.
>>   Zobaczymy.
>Co mamy zobaczyć ? Czy takie jest moje zdanie ?
   Po prostu niżej przyznałeś, że (w takim ujęciu) człowiek protezą jest.
>Cóż z tego, że: "wówczas nie jest SPROWADZANY do tej roli przez nikogo..."
   To ja Ci napisałem?

>Nie, jestem przeciwny adopcji która ma zaspokajać potrzeby dorosłych. Adopcja ma być pomocą dziecku.
   Chyba się nie rozumiemy totalnie i bezgranicznie:

Brak zysku rodziców wyklucza adopcję...
- jeśli się z tym nie zgadzasz, to napisz wyraźnie i uzasadnij.

>Podstawą adopcji jest dla mnie dobro dziecka natomiast jej warunkiem- co podkreślałem dwukrotnie- wyrażenie WOLI pełnienia wobec niego funkcji służebnej przez adoptujących. Wyrażając ją godzą się na wszystkie konsekwencje bycia rodzicem, również te które określimy jako "stratę"

   A po jaką cholerę wyrażanie jakiejś woli, skoro są na to przepisy:
   USTAWA z dnia 25 lutego 1964 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy.
   Warunki Adopcji

   A roli służebnej szukaj w Związku Masochistów Polskich.
12-01-2010 21:19 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)

>   Twoje, przeczytaj jeszcze raz co napisałeś a ja wytłuściłem.

Brak słowa "zdaniem" . "oczywiście moim i nazupełniej prywatnym zdaniem, najzupełniej prywatnym jak każdy głos w dyskusji" Mea culpa.

>>Ja nie przyjmuję podejścia "z pozycji rodziców". Uważam je wprost- za błąd.

>   Dziecko w takim ujęciu jest towarem, jak prawie wszystko w relacjach interpersonalnych; adopcja jest transakcją w której rodzice otrzymują towar/dziecko za obietnicę zapewnienia temu dziecku odpowiednich warunków bytowo-opiekuńczo-wychowawczych; pośrednikiem/hurtownikiem są Ośrodki Adopcyjno-Opiekuncze, a plenipotentem interesów dziecka w tym geszefcie jest Państwo - proste?

Proste, ale nie zgadzam się z tym, dlatego proponuję uznanie że to usługi jakie zapewnia rodzic są towarem. Przeniesienie ciężaru i zmiana podejścia

>   Dlatego czekam na uzasadnienie, dlaczego rozpatrywanie zysku i w ogóle pozycji rodziców jest błędem?

Dlatego że w przeciwieństwie do rozpatrywania problemu z pozycji potrzeb dziecka prowadzi do jego uprzedmiotowienia. Sam piszesz że jest ono "towarem".

>   Przestali istnieć, bo nie lubisz o tym mówić, bo temat jest beee?

Gdybym uznał że jest bee i zniknie jak zamknę oczy to nie dyskutowalibyśmy .

>   Oczywiście, bo lubię przemyśleć różne aspekty i spojrzeć z innej strony na pozornie jednostronnie tematy.

Rozumiem i podzielam

>>Cóż z tego, że: "wówczas nie jest SPROWADZANY do tej roli przez nikogo..."
>   To ja Ci napisałem?

A czy Tobie stawiam zarzut ?

>   Chyba się nie rozumiemy totalnie i bezgranicznie:
> Brak zysku rodziców wyklucza adopcję...

Mam takie wrażenie. Link nieodmiennie odsyła mnie do Twojego profilu.

>   A po jaką cholerę wyrażanie jakiejś woli, skoro są na to przepisy: [...]

Myślałem że rozważamy problem a nie omawiamy stan prawny. Jeśli ograniczamy się do tego ostatniego to dyskusja jest zbyteczna, wystarczy wymienić odpowiednie paragrafy i po kłopocie.

>   A roli służebnej szukaj w Związku Masochistów Polskich.

Być może skorzystam kiedy przekroczę wiek po którym mężczyźnie zostaje tylko szukanie pomocy w Związkach, póki co szczęściem radzę sobie bez nich. Jakkolwiek by nie było przyjmuję z należną wdzięcznością radę bardziej doświadczonego kolegi

erka.ovh.org/
12-01-2010 22:50 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Proste, ale nie zgadzam się z tym, dlatego proponuję uznanie że to usługi jakie zapewnia rodzic są towarem. Przeniesienie ciężaru i zmiana podejścia
   Wymiana barterowa też jest transakcją.

>Dlatego że w przeciwieństwie do rozpatrywania problemu z pozycji potrzeb dziecka prowadzi do jego uprzedmiotowienia. Sam piszesz że jest ono "towarem".
   Bo w kontekście tematu, czyli przydziału dóbr, jest obiektem transakcji, a podmiotem jest z racji swoich cech, oraz będzie podmiotem w związku, już jako przysposobione. W takim kontekście małżonkowie zawierający kontrakt małżeński są podmiotami związku, będąc jednocześnie towarem w chwili zawierania kontraktu.

>Mam takie wrażenie. Link nieodmiennie odsyła mnie do Twojego profilu.
   Nie tak całkiem nieodmiennie, bo tutaj jeszcze był dobry: Brak zysku rodziców wyklucza adopcję..., ale za późniejszą zamianę przepraszam, nie mam pojęcia jak to się stało.

>Myślałem że rozważamy problem a nie omawiamy stan prawny. Jeśli ograniczamy się do tego ostatniego to dyskusja jest zbyteczna, wystarczy wymienić odpowiednie paragrafy i po kłopocie.
   Zarzut niesłuszny, bo w takiej transakcji ważne są przepisy regulujące i poruszam się w już istniejących, a nie wyrażanie woli, bo wolę ich przestrzegania wyrażają rodzice decydując się na adopcję.
   Gdyby stracili wolę to dzieciak na bruk? Państwo było bardziej przewidujące.
12-01-2010 23:04 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)

>   Bo w kontekście tematu, czyli przydziału dóbr, jest obiektem transakcji, a podmiotem jest z racji swoich cech, oraz będzie podmiotem w związku, już jako przysposobione. W takim kontekście małżonkowie zawierający kontrakt małżeński są podmiotami związku, będąc jednocześnie towarem w chwili zawierania kontraktu.

Rozumiem. Jasne- nie mam złudzeń, w absolutnie KAŻDYM układzie symbiotycznym obie strony muszą otrzymywać coś co zaspokaja jakieś, mniej lub bardziej uświadamiane, potrzeby- choćby była to możliwość opowiadania sąsiadom "ja się tak poświęcam i nic z tego nie mam". Ważną rzeczą jest moim zdaniem rozważenie tego czyje dobro powinno być tu na pierwszym miejscu czyli- językiem naszych wcześniejszych postów- czy rzecz rozważać z pozycji dziecka czy rodziców.

>   Nie tak całkiem nieodmiennie, bo tutaj jeszcze był dobry: Brak zysku rodziców wyklucza adopcję..., ale za późniejszą zamianę przepraszam, nie mam pojęcia jak to się stało.

Ot, nieporozumienie. Nic wielkiego. Moja wina że nie zauważyłem wcześniej

>   Zarzut niesłuszny, bo w takiej transakcji ważne są przepisy regulujące i poruszam się w już istniejących, a nie wyrażanie woli, bo wolę ich przestrzegania wyrażają rodzice decydując się na adopcję.
>   Gdyby stracili wolę to dzieciak na bruk? Państwo było bardziej przewidujące.

Oczywiście- przepisy są niezbędne. Sęk w tym że jeśli chodzi o pary homoseksualne, ba- nawet samotnych ojców- są chyba nieco przestarzałe. Wolę akcentuję dlatego, że wzięcie na siebie ciężaru wychowania musi być świadomą i dobrowolną decyzją dojrzałej jednostki. To warunki niezbędne stworzenia jakichkolwiek podstaw. Dziecko tego rodzaju decyzji podjąć nie może, mimo że będzie ona nieuchronnie rzutować na jego dalsze życie. Żeby nie było ono tylko "przedmiotem" umożliwiającym dwojgu ludzi załatwienie czegoś (bądź spełnienie kaprysu) konieczne jest (mam nadzieję że teraz nie popełnię błędu składni)- moim i prywatnym zdaniem- rozpatrywanie całej sytuacji z pozycji dziecka. To ono jest tu najbardziej bezbronne i najbardziej upośledzone.

A jeśli opiekunowie tracą "wolę" działania dla dobra dziecka to nie oszukujmy się- niezależnie od przepisów los dziecka jest nie do pozazdroszczenia.


erka.ovh.org/
13-01-2010 09:28 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Jasne- nie mam złudzeń, w absolutnie KAŻDYM układzie symbiotycznym obie strony muszą otrzymywać coś co zaspokaja jakieś, mniej lub bardziej uświadamiane, potrzeby...
   Z takiego założenia wyszło moje dalsze rozumkowanie.

>Ważną rzeczą jest moim zdaniem rozważenie tego czyje dobro powinno być tu na pierwszym miejscu czyli- językiem naszych wcześniejszych postów- czy rzecz rozważać z pozycji dziecka czy rodziców.
   Moje rozważania z pozycji rodziców ma na celu wyłącznie moje dobro, będące przy okazji dobrem dziecka (tak uważam), będącego absolutnym priorytetem w tej transakcji, któremu to dobru zupełnie nie przeszkadza rozważanie problemu z którejkolwiek strony.

   Wręcz przeciwnie, bo w moim rozumieniu jedynie WSZECHSTRONNE rozpatrzenie tematu jest dla dziecka optymalne i w takim układzie najlepszą opcją byłoby, gdybym się mylił, bo to stworzyłoby dla dziecka najszersze spektrum możliwości, ok?

>Sęk w tym że jeśli chodzi o pary homoseksualne, ba- nawet samotnych ojców- są chyba nieco przestarzałe.
   Tego nie wiem i dopóki nie pozbędę się podejrzeń co do motywacji gejów w adopcji cudzych dzieci, przy jednoczesnym wmawianiu, że posiadanie przetrwalników własnych genów (co jest finalnym "celem" instynktu) jest dla nich niemożliwe, choć jednocześnie fizycznie możliwe KATEGORYCZNIE jest... więc dopóki tych podejrzeń się nie pozbędę - uważam, że obecne prawo jest dla dzieci może nie najlepsze, ale na pewno bezpieczniejsze.

>Wolę akcentuję dlatego, że wzięcie na siebie ciężaru wychowania musi być świadomą i dobrowolną decyzją dojrzałej jednostki.

   Dla mnie ważniejsze są powody dla których ktoś chce dziecko adoptować, bo wolę to ma każdy, kto chce to zrobić.

   Prawie każdy ma wolę wziąć bezzwrotną zapomogę państwową w wysokości 10tys. PLN, ale już nie każdy z tych samych powodów - jednemu ta dycha jest potrzebna, by kupić sobie protezę uciętej ręki w celu smarowania masłem chleba, a drugiemu na kupno krawata od Diora, żeby go bardziej sąsiedzi "szanowali". Krawaciarza, nie Diora.

   I żadnemu z nich nie odmawiam prawa do takiego chcenia, ale jednemu z nich tych (moich, bo państwowych) pieniędzy nie chcę dać - zgadnij któremu.

   Według mnie najprawdziwszą motywacją jest chęć zysku, sęk w tym, żeby realizacja tej chęci była jak najbardziej biologicznie związana (nieodłączna) z zyskiem dziecka.
   Bo najbardziej naturalne jest dziecko biologicznie własne.

   Za najlepszy (dla dziecka) powód u potencjalnych rodziców uważam ich naturalną chęć zysku, polegającego na realizowaniu swoich potrzeb wynikających z instynktu rozrodczego, którego produktem ubocznym(?) jest późniejsza opieka nad potomstwem. W tym przypadku cudzym uznanym za własne w wyniku fizycznie-kategorycznej niemożności posiadania własnego.

>Żeby nie było ono tylko "przedmiotem" umożliwiającym dwojgu ludzi załatwienie czegoś...
   I ja mam przesłanki do takich właśnie "krawacianych"- jw- przypuszczeń.

>... konieczne jest (mam nadzieję że teraz nie popełnię błędu składni)- moim i prywatnym zdaniem- rozpatrywanie całej sytuacji z pozycji dziecka.
   Chyba nie popełniłeś błędu składni, co nie znaczy, że się z nią zgadzam.

   Bo uważam, że dla optymalnego dobra dziecka (teraz chyba ja przeginam) konieczne jest rozpatrzenie sytuacji z każdej możliwej strony, co znakomicie zwiększa już wspomniane spektrum tegoż dziecka możliwości, czyli uatrakcyjnia jego pozycję towaru w transakcji z racji zwiększenia popytu, przy niezmiennej podaży, ok?

>To ono jest tu najbardziej bezbronne i najbardziej upośledzone.
   Wcale nie, bo najbardziej upośledzony jestem ja - dziecko o niczym nie wie, a ja się "muszę" z Tobą użerać.

   I tu jest drugie dno mojej dobroci dla dzieci - jeśli przegram tę dyskusję z przysłowiowym "Sylwkiem", to dając mu kwiaty przy okazji adopcji pierwszego dziecka adoptowanego przez parę homo, będę miał satysfakcję do potęgi n-tej.

   No, bo jakim to zajebiście szlachetny - wszystko dla dobra dziecka, poniał? ...

P.S. A miał to być temat wątku: jak grać, żeby wygrać przegraną, a nawet- w razie czego- przede wszystkim.

Edycja.
   No, bo tak racjonalnie, to z jakiej innej racji miałyby mnie obchodzić cudze bachory? ...
14-01-2010 03:49 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>   Moje rozważania z pozycji rodziców ma na celu wyłącznie moje dobro, będące przy okazji dobrem dziecka (tak uważam), będącego absolutnym priorytetem w tej transakcji, któremu to dobru zupełnie nie przeszkadza rozważanie problemu z którejkolwiek strony.

Ależ oczywiście. Przepraszam, mi po prostu kojarzy się to próbą rozważania zabójstwa z pozycji zabójcy (celowo przejaskrawione). A może on biedny ? A może rodzice go bili ?

>   Tego nie wiem i dopóki nie pozbędę się podejrzeń co do motywacji gejów w adopcji cudzych dzieci, przy jednoczesnym wmawianiu, że posiadanie przetrwalników własnych genów (co jest finalnym "celem" instynktu) jest dla nich niemożliwe, choć jednocześnie fizycznie możliwe KATEGORYCZNIE jest... więc dopóki tych podejrzeń się nie pozbędę - uważam, że obecne prawo jest dla dzieci może nie najlepsze, ale na pewno bezpieczniejsze.

Wiesz- jest tajemnicą poliszynela że polskie sądy w przypadku spraw o przyznanie opieki nad dziećmi o niebo częściej przyznają je matkom (z czymś jakoś partia kobiet nijak walczyć nie chce). Tak, też mam podskórne i nie do końca uświadomione opory przed wychowywaniem dzieci przez pary homoseksualne ale trudno mi znaleźć konstruktywny argument przeciw który nie byłby krzywdzącym uogólnieniem.

>   Dla mnie ważniejsze są powody dla których ktoś chce dziecko adoptować, bo wolę to ma każdy, kto chce to zrobić.

A tu już przeskoczyliśmy dużo dalej (czy raczej- Ty mnie wyprzedziłeś). Ja byłem jeszcze na poziomie tego kto może/powinien podejmować decyzję, kto jest do niej uprawniony i dlaczego.

>   Według mnie najprawdziwszą motywacją jest chęć zysku, sęk w tym, żeby realizacja tej chęci była jak najbardziej biologicznie związana (nieodłączna) z zyskiem dziecka.
>   Bo najbardziej naturalne jest dziecko biologicznie własne.
>   Za najlepszy (dla dziecka) powód u potencjalnych rodziców uważam ich naturalną chęć zysku, polegającego na realizowaniu swoich potrzeb wynikających z instynktu rozrodczego, którego produktem ubocznym(?) jest późniejsza opieka nad potomstwem. W tym przypadku cudzym uznanym za własne w wyniku fizycznie-kategorycznej niemożności posiadania własnego.

To prawda, tylko- odwracając sytuację: mamy w kraju setki (jeśli nie tysiace) dzieci, które już są w nienaturalnej sytuacji. Tu i teraz. Dla tych dzieci wychowanie przez troskliwego opiekuna wydaje się być mniej szkodliwym wyjściem niż wychowanie w ośrodku. Ktokolwiek ich nie zaadoptuje- o naturalnych układach można zapomnieć, adopcja naturalna niestety nie jest. Jeśli ten opiekun (opiekunka bądź para w dowolnej konfiguracji) chce zająć się dzieckiem i gwarantuje że będzie to robił nawet nie czule i troskliwie ale sumiennie- może nie jest to złe wyjście ?

>>To ono jest tu najbardziej bezbronne i najbardziej upośledzone.
>   Wcale nie, bo najbardziej upośledzony jestem ja - dziecko o niczym nie wie, a ja się "muszę" z Tobą użerać.

He he he. Tak, ale Ty się poużerasz, potem albo pokażemy sobie języki albo pójdziemy na piwo, a dziecko jeśli nieświadomie źle trafi to będzie miało przegrane do końca życia. Wypisz wymaluj jak chrzest- ktoś zadecydował źle (choćby w dobrej wierze) a potem skaza na całe życie.

>   No, bo tak racjonalnie, to z jakiej innej racji miałyby mnie obchodzić cudze bachory? ...

Nie wiem Mówiąc szczerze wręcz organicznie nie cierpię dzieci (choć przyznaję że sam proces ich produkcji ma niejakie zalety) i niewiele mogę na to poradzić ale to - jak mawiał pewien Anglik- całkiem inna bajeczka.


erka.ovh.org/
Adamiak (36436 punktów)
>Przepraszam, mi po prostu kojarzy się to próbą rozważania zabójstwa z pozycji zabójcy (celowo przejaskrawione).
   Wykształciłem sobie taki sposób podchodzenia do kwestii interpersonalnych, który zaczyna się na ogół pytaniem: po co?- wychodząc jednocześnie ze stałego założenia, że nikt niczego nie robi za darmo, choćby nie wiem jak absurdalnym czy egzotycznym ten cel na początku mi się zdawał.

2.- każdy człowiek jest inny. Zakładam na wstępie, że jego zysk może być zupełnie nie w moim guście, do czego on ma takie samo prawo, jakie ja mam, by tak myśleć, ale o zysk na pewno mu chodzi.

3.- każdy do tego zysku instynktownie dąży, choć często tylko podświadomie, bo niewygodnym jest sobie zdawać z tego sprawę, co jest przypadkiem najczęstszym.
   Najtrudniej na ogół jest przyznać przed sobą samym, że ja wcale nie jestem takim dobrym, tylko mam w tym interes. Co jest lepsze, bo prawdziwe.
   I się wcale nie wyklucza, a wręcz odwrotnie - nie znam zdrowszego odruchu, niż egoizm. Prócz kaszlu.

   Przecież to jest tak naturalna prawda, że aż w oczy szczypie, tylko pieprzona kurturarna hipokryzja tak nami kręci, jak kierat koniem.

   Z takimi założeniami każdy, kto mówi, że robi coś dla czyjegoś dobra, staje się natychmiast podejrzanym, bo jest prawie pewne, że prawdziwej motywacji albo sam nie zna, albo jej się kurturarnie wstydzi.

>Tak, też mam podskórne i nie do końca uświadomione opory przed wychowywaniem dzieci przez pary homoseksualne...
   Mam również intuicyjne przekonanie o innych, niż deklarowane, celach gejów.
   Najlepszym argumentem jest wykazać prawdziwe intencje adopcji, stąd trudność.

> Ja byłem jeszcze na poziomie tego kto może/powinien podejmować decyzję, kto jest do niej uprawniony i dlaczego.
   Mizeria mojej erudycji przy jednoczesnym dużym jej zróżnicowaniu i rozproszeniu "skazuje" mnie, niejako na myślenie intuicyjne - często w jakimś przebłysku dostrzegam najpierw rozwiązanie problemu, a dopiero później mozolnie dochodzę: dlaczego?

>... odwracając sytuację: mamy w kraju setki (jeśli nie tysiace) dzieci, które już są w nienaturalnej sytuacji.
   Zmienię na "złej" sytuacji - fakt.

>Dla tych dzieci wychowanie przez troskliwego opiekuna wydaje się być mniej szkodliwym wyjściem niż wychowanie w ośrodku.
   Jeśli troska zostanie także po podpisaniu kontraktu, to jestem za. Tylko jak to wykazać?
   I tu dostrzegam rolę intencji - u par hetero wydają mi się bardziej kompatybilne z interesem dziecka.

>Ktokolwiek ich nie zaadoptuje- o naturalnych układach można zapomnieć, adopcja naturalna niestety nie jest.
   To nieprecyzyjny ogólnik - co rozumiesz pod pojęciem "nienaturalna adopcja"?

   Adopcja na pewno nie jest normalnym zjawiskiem w ujęciu statystycznym, bo nienaturalne jej umocowanie w kulturze już dla mnie tak oczywiste nie jest, choć nie chciałbym się wypowiadać za "naszego" znakomitego (zupełnie bez wrodzonej ironii) kolegę, antropologa kultury, którego niniejszym (tu ukłon Osnowie) gorąco proszę o skrótowe choćby rozjaśnienie kwestii.
    (Może po "starej znajomości" potwierdzi moje spekulacje?- plizzzzz...)

   Pobawię się trochę w dywagacje, zanim big_zyd pozbawi mnie złudzeń.

   Człowiek ma na ogół jedno młode rocznie, więc w warunkach pewnie dużej śmiertelności niemowląt (u początków "kariery" hominidów) utrzymanie liczebności grupy łowców wcale nie było tak łatwym zadaniem, a to właśnie liczebność decydowała o przeżyciu z racji deficytu innych przymiotów.
   Przy jednocześnie sporej śmiertelności w wyniku urazów popolowaniowych u dorosłych łowców, kwestia adopcji mogła być zwyczajnie opłacalnym procederem.

   Tak więc może się okazać- co już od dawna mi świta- że adopcja w dzisiejszych czasach ma znaczenie jedynie polityczne i sentymentalno-kulturowe, będąc zupełnie irracjonalnym gadżetem w 6-cio miliardowej rzeczywistości przy braku naturalnych wrogów.
   Więc z takiej pozycji gadamy o pietruszce.
   Pozostają jedynie względy emocjonalne.

   Choć z drugiej strony spartańska bajka z ostrą selekcją w tle, dla tej populacji skończyła się niezbyt miło, co widzę po tym, że już dawno prawdziwego Spartanina w sklepie na rogu nie spotkałem.
   No, czasem Bolek Spartanin, ale to od wódki nie genów.

>Jeśli ten opiekun (opiekunka bądź para w dowolnej konfiguracji) chce zająć się dzieckiem i gwarantuje że będzie to robił nawet nie czule i troskliwie ale sumiennie- może nie jest to złe wyjście ?
   Może i tak, nawet bardziej mi to rozwiązanie "leży", o czym niżej.

>... dziecko jeśli nieświadomie źle trafi to będzie miało przegrane do końca życia. Wypisz wymaluj jak chrzest- ktoś zadecydował źle (choćby w dobrej wierze) a potem skaza na całe życie.
   I tu znowu staję w szpagacie, choć tym razem między emocjami i rozumem.

>Mówiąc szczerze wręcz organicznie nie cierpię dzieci (choć przyznaję że sam proces ich produkcji ma niejakie zalety) i niewiele mogę na to poradzić ale to - jak mawiał pewien Anglik- całkiem inna bajeczka.
   Też nie jestem fanem zasikanych niemowlaków, ale te bardziej już rozgarnięte bajtle budzą we mnie coś w rodzaju resztek szacunku do gatunku ludzkiego z racji braku hipokryzji, która tak mnie razi u sponiewieranych kulturą, zestresowanych "dorosłych".

   Po prostu w kilkuletnim maluchu widzę więcej takiego człowieka, jakiego chciałbym widzieć u dorosłych.

   Dzieci są bezinteresownymi egoistami i gdybym był Ministrem od Wychowania, to nakazałbym (jakem liberał) kłaść nacisk na rozwijanie dostrzegania zdrowo-egoistycznej konsekwencji w postępowaniu, a nie na kretyńskie uczucia.

   Miłość jest jedynie chorobliwym epizodem w życiu człowieka, więc po cholerę przywiązywać do niej taką wagę?
   I tak z dużym prawdopodobieństwem człek na nią zachoruje, nie ma na to wpływu, ale po jaką cholerę nadawać tej chorobie status uczuć wyższych? Wyższych od czego? Od rozumu, zapewne.

   Natomiast trzecie prawo dynamiki kieruje życiem od urodzenia do śmierci.
17-01-2010 00:04 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ktokolwiek ich nie zaadoptuje- o naturalnych układach można zapomnieć, adopcja naturalna niestety nie jest.
>   To nieprecyzyjny ogólnik - co rozumiesz pod pojęciem "nienaturalna adopcja"?
>   Adopcja na pewno nie jest normalnym zjawiskiem w ujęciu statystycznym, bo nienaturalne jej umocowanie w kulturze już dla mnie tak oczywiste nie jest,(...) antropologa kultury, którego niniejszym (...) gorąco proszę o skrótowe choćby rozjaśnienie kwestii.

Trudno mi się wypowiedzieć inaczej niż bardzo ogólnie, bo to trochę nie mój obszar zainteresowań; zerknąłem do podręcznej literatury - a tam, prócz paru czysto etnograficznych szczegółów, żadnych o adopcji konkretów.

>   Człowiek ma na ogół jedno młode rocznie, więc w warunkach pewnie dużej śmiertelności niemowląt (u początków "kariery" hominidów) utrzymanie liczebności grupy łowców wcale nie było tak łatwym zadaniem, a to właśnie liczebność decydowała o przeżyciu z racji deficytu innych przymiotów.
>   Przy jednocześnie sporej śmiertelności w wyniku urazów popolowaniowych u dorosłych łowców, kwestia adopcji mogła być zwyczajnie opłacalnym procederem.

Z tą śmiertelnością na polowaniu bym nie przesadzał. W ogóle zresztą - rozpowszechniony obraz człowieka paleolitu jako myśliwego jest raczej błędny, a utrzymuje się głównie z powodu psychologicznej przyjemności, jakiej dostarcza wizja Dumnego Drapieżnika. Tymczasem dostępne dane sugerują, że (na ogół - wyjątkiem mogą być choćby Eskimosi) zdecydowanie większą rolę od zawsze odgrywało żmudne i nieefektowne zbieractwo.
Ale do rzeczy - pewnie dlatego tak mało danych o adopcji podaje literatura, że adopcja (w naszym rozumieniu) wymaga wcześniejszego naszego pojęcia "rodzicielstwa", a ono wcale typowe nie jest. Spotykany w różnych częściach świata system znany jako awunkulat polega na tym, że rolę męską w życiu dziecka, jaką nasza kultura przypisuje ojcu, pełni w nim brat matki, zaś biologiczny ojciec może być uznawany za zupełnie obcą osobę. Inne rozwiązanie może zakładać, że mąż matki jest z automatu uznawany za ojca wszystkich dzieci żony, mimo, iż ta ma znaczną swobodę seksualną, a męża może niemal w ogóle nie widywać. U Germanów (i Słowian) funkcjonował sobie mund, system własności/opieki nad kobietą oparty na założeniu, iż ta jest zawsze "czyjaś" (ojca, brata, męża, syna, dalszych krewnych męskich), nigdy zaś "swoja własna" - w przypadku, gdy z jakichś powodów żadnych męskich krewnych już nie stało, mund nad delikwentką przechodził na wodza plemienia, co można uznać za jakiś rodzaj "adopcji".
Generalnie jest bowiem tak, że rodzina to przede wszystkim interes, nie zaś uczucia czy genetyka. Społeczności, nazwijmy je ogólnie, przedpaństwowe nie tolerują nawet wyobrażenia ludzi-"wolnych elektronów", nie wplecionych w sieć związków pokrewieństwa z innymi, które to związki są zarazem związkami wymiany dóbr i usług. Nigdy nie jest się po prostu "sobą", a zawsze czyimś dzieckiem, stryjem, szwagrem i innym pociotkiem. Tam, gdzie nie istnieje aparat państwa i pisane prawo, kulturowe pokrewieństwo jest głównym sposobem ustalania od kogo i w jakiej mierze można spodziewać się pomocy w razie potrzeby (czyli często). "Adopcja" w naszym rozumieniu może być więc w ogóle niezrozumiała i niepotrzebna, gdyż każdy rodząc się zostaje już jakoś umocowany w siatce związków, z których wynika automatycznie, kto ma się nim w razie czego zająć.

>   Tak więc może się okazać- co już od dawna mi świta- że adopcja w dzisiejszych czasach ma znaczenie jedynie polityczne i sentymentalno-kulturowe, będąc zupełnie irracjonalnym gadżetem w 6-cio miliardowej rzeczywistości przy braku naturalnych wrogów.

Tak jest, choć "irracjonalnym gadżetem" bym jej nie nazwał. Prawo związków homoseksualnych do adopcji dzieci jest ważnym probierzem równości.

>   Pozostają jedynie względy emocjonalne.

Też - popęd seksualny jawi mi się jako zupełnie odrębny od "popędu" do spełniania się w roli rodzica.
17-01-2010 09:46 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Ale do rzeczy - pewnie dlatego tak mało danych o adopcji podaje literatura, że adopcja (w naszym rozumieniu) wymaga wcześniejszego naszego pojęcia "rodzicielstwa", a ono wcale typowe nie jest.
   Dlatego też ująłem (jak zwykle niezgrabnie) adopcję nie w sensie genetycznym, ale jako instrument w utrzymaniu liczebności grupy.

>Generalnie jest bowiem tak, że rodzina to przede wszystkim interes, nie zaś uczucia czy genetyka.
   To miałem na myśli pisząc szerzej, o interesie grupy.

>Tak jest, choć "irracjonalnym gadżetem" bym jej nie nazwał.
   Irracjonalnym, bo 6-cio miliardowa populacja ca 40 kilogramowych osobników już jawi mi się na granicy masy krytycznej w stosunku do istniejących zasobów. Dopóki nie wejdą nowe technologie... Powodujące wzrost liczby... O kurrr...

>Prawo związków homoseksualnych do adopcji dzieci jest ważnym probierzem równości.
   Której nie było, nie ma i nie będzie.

>>   Pozostają jedynie względy emocjonalne.
>Też - popęd seksualny jawi mi się jako zupełnie odrębny od "popędu" do spełniania się w roli rodzica.

   O tym traktuje "moja" zupełnie egzotyczna teza, oparta na równie ekwilibrystycznym przypuszczeniu, że to kobieta z mężczyzną są rodzicami.

   Zakładam, że te popędy u rodziców z orientacją dwupłciową idą statystycznie częściej w parze - stąd ich (dominująca) heteroseksualność.
20-01-2010 18:15 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Dlatego też ująłem (jak zwykle niezgrabnie) adopcję nie w sensie genetycznym, ale jako instrument w utrzymaniu liczebności grupy.

Ważniejsza niż liczebność grupy, jest w tym wypadku (jak i w wielu innych) jej integracja.

>>Generalnie jest bowiem tak, że rodzina to przede wszystkim interes, nie zaś uczucia czy genetyka.
>   To miałem na myśli pisząc szerzej, o interesie grupy.

Mamy tu poplątaną grę "interesu grupy" (niekoniecznie jako taki uświadamianego) i indywidualnych interesów zainteresowanych (sorki, że tak zanieczyszczam las czyli kalambur). Nie podejmuję się jej tu rozplątywać.

>>Prawo związków homoseksualnych do adopcji dzieci jest ważnym probierzem równości.
>   Której nie było, nie ma i nie będzie.

Chodzi o równość w sensie prawnym tylko. Taką ustanowić można bardzo łatwo - wystarczy wola ustawodawcy.

>   O tym traktuje "moja" zupełnie egzotyczna teza, oparta na równie ekwilibrystycznym przypuszczeniu, że to kobieta z mężczyzną są rodzicami.

Różnie to bywa w kulturach.

>   Zakładam, że te popędy u rodziców z orientacją dwupłciową idą statystycznie częściej w parze - stąd ich
>(dominująca) heteroseksualność.

Heteroseksualność u rodziców z orientacją dwupłciową - hmmm... . Czy heteroseksualność "popędu" rodzicielskiego... też hmmm... .
20-01-2010 20:47 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Chodzi o równość w sensie prawnym tylko.
Na podstawie nadinterpretacji pojęcia orientacja.
>Taką ustanowić można bardzo łatwo - wystarczy wola ustawodawcy.
Niestety tak bo referendum to raczej nikt z zainteresowanych nie zaproponuje.
21-01-2010 10:36 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Ważniejsza niż liczebność grupy, jest w tym wypadku (jak i w wielu innych) jej integracja.
   Ale coś trzeba integrować - genezą grupy jest jej liczebność.

>Chodzi o równość w sensie prawnym tylko. Taką ustanowić można bardzo łatwo - wystarczy wola ustawodawcy.
   Cóż to za probierz, który można sobie dmuchnięciem w jakimś sejmie zmienić?

>>   O tym traktuje "moja" zupełnie egzotyczna teza, oparta na równie ekwilibrystycznym przypuszczeniu, że to kobieta z mężczyzną są rodzicami.
>Różnie to bywa w kulturach.
   Ale biologiczni (w domyśle) rodzice są na ogół mężczyzną i kobietą, w kulturach ludzkich.

>Heteroseksualność u rodziców z orientacją dwupłciową - hmmm... . Czy heteroseksualność "popędu" rodzicielskiego... też hmmm... .
   Oż Ty cholero kielecka...

>>>... popęd seksualny jawi mi się jako zupełnie odrębny od "popędu" do spełniania się w roli rodzica.
   Założyłem, iż popęd seksualny częściej (statystycznie) występuje razem z popędem
"rodzicielskim" u osób heteroseksualnych - teraz lepiej?

   Bo czy słuszniej, tego się tylko mogę domyślać.
Sylwek (15472 punktów)

>   Tego nie wiem i dopóki nie pozbędę się podejrzeń co do motywacji gejów w adopcji cudzych dzieci, przy jednoczesnym wmawianiu, że posiadanie przetrwalników własnych genów (co jest finalnym "celem" instynktu) jest dla nich niemożliwe, choć jednocześnie fizycznie możliwe KATEGORYCZNIE jest... więc dopóki tych podejrzeń się nie pozbędę - uważam, że obecne prawo jest dla dzieci może nie najlepsze, ale na pewno bezpieczniejsze.

Boshe, ty się o ewolucji chyba z "Niedzieli" uczyłeś.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 21:54 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Boshe, ty się o ewolucji chyba z "Niedzieli" uczyłeś.

   Po co miałem się uczyć?- sama mnie dopadła.
   Sobota to była, przed fajerantem.
rudyment (3233 punktów)
>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?-

Tak

>a jeśli tak, to czy:
>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?

Tak samo jak wszystkim innym.


Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
12-01-2010 19:34 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?-
>Tak
   Też tak myślę.

>>a jeśli tak, to czy:
>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>Tak samo jak wszystkim innym.
   Rozumiem, że wg Ciebie fakt, iż ...niepełnosprawność homoseksualistów nie jest (...) inwalidztwem fizycznym. Potencjalnie mogą mieć dzieci, a przeszkodą jest jedynie fakt wyboru partnera z którym jest to niemożliwe....
   ... niczego nie zmienia?
12-01-2010 21:11 
 Ocena 3 na 3
rudyment (3233 punktów)
>>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>>Tak samo jak wszystkim innym.
>   Rozumiem, że wg Ciebie fakt, iż ...niepełnosprawność homoseksualistów nie jest (...) inwalidztwem fizycznym. Potencjalnie mogą mieć dzieci, a przeszkodą jest jedynie fakt wyboru partnera z którym jest to niemożliwe....
>   ... niczego nie zmienia?

Sądzę, że pod względem możności posiadania dzieci są po prostu inwalidami. Innym brakuje np. drożnych jajowodów, macicy. potencji czy możności syntezy ruchliwych plemników, a homoseksualistom - odpowiedniej orientacji seksualnej.


Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
12-01-2010 23:22 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Sądzę, że pod względem możności posiadania dzieci są po prostu inwalidami.
   Pod względem fizycznym nie.

>Innym brakuje np. drożnych jajowodów, macicy. potencji czy możności syntezy ruchliwych plemników, a homoseksualistom - odpowiedniej orientacji seksualnej.

   Przychodzi bezrobotny na budowę szukać pracy.
Majster pyta:
- Co może pan robić za 2tys. miesięcznie?
- Mogę kopać - odpowiada bezrobotny.
- A co jeszcze może pan robić?
- Mogę nie kopać.
13-01-2010 00:00 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
>>Sądzę, że pod względem możności posiadania dzieci są po prostu inwalidami.
>   Pod względem fizycznym nie.

Owszem, jak najbardziej - zjawiska psychiczne mają zawsze fizyczny podkład.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
13-01-2010 07:50 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>Sądzę, że pod względem możności posiadania dzieci są po prostu inwalidami.
>>   Pod względem fizycznym nie.
>Owszem, jak najbardziej - zjawiska psychiczne mają zawsze fizyczny podkład.

   Aha.
   I powinniśmy je wykrywać już w fazie zygoty.
   Gdzie haploidalna gameta męska jest adoptowaną protezą homo.
   I każdemu się należy!

   A Balcerowicz musi odejść! ...
Sylwek (15472 punktów)
A potrafisz stworzyć choćby pozór dorzecznej odpowiedzi rudymentowi?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 17:45 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A potrafisz stworzyć choćby pozór dorzecznej odpowiedzi rudymentowi?
   No popatrz, a jemu to wystarczyło.
13-01-2010 15:02 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Adamiak - gej nie wiąże się z gejem dlatego, że nie może z nim spłodzić dzieci (twoje - nie chcą mieć dzieci) ale dlatego, że (przynajmniej czasami) łączy ich miłość - a więc mogą chcieć mieć dzieci, a tylko nie mogą spłodzić ich z kochana osobą. Takoż twoje usilne próby uzasadnienia swojego sprzeciwu w kategoriach innych niż czysta niechęć są zupełnie komiczne za pomocą przerabiania homoseksualizmu z orientacji seksualnej na zaburzenia rodzicielskie. Że wymaga to, by zaburzenia rodzicielskie ujawniały się w wieku w którym nawet "zdrowi" heteroseksualiści nie myślą o płodzeniu dzieci - ach to po prostu ten kontradyktoryczny urok swoistej poezji adamiakowych myśli....

Ja wiem, że dla ciebie esencją gejostwa jest niechęć do zdrowego, płodnego chędożenia kobit jak się należy, ale naprawdę istnieją lepsze powody.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 17:42 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Adamiak - gej nie wiąże się z gejem dlatego, że nie może z nim spłodzić dzieci (twoje - nie chcą mieć dzieci) ale dlatego, że (przynajmniej czasami) łączy ich miłość - a więc mogą chcieć mieć dzieci, a tylko nie mogą spłodzić ich z kochana osobą.
   Ja nie zabraniam im chcieć.

>Takoż twoje usilne próby uzasadnienia swojego sprzeciwu w kategoriach innych niż czysta niechęć są zupełnie komiczne za pomocą przerabiania homoseksualizmu z orientacji seksualnej na zaburzenia rodzicielskie.
   Nawet jeśli gej nie ma zaburzeń rodzicielskich (czego nie udowodniłeś), to już związek gejów, jako rodzina takie zaburzenia ma.

>... ten kontradyktoryczny urok swoistej poezji adamiakowych myśli....
   Ja mam zwykłe, niezagraniczne.
13-01-2010 20:37 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   związek gejów, jako rodzina takie zaburzenia ma.

Czego nie udowodniłeś, a co sfalsyfikowano.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
13-01-2010 21:41 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   związek gejów, jako rodzina takie zaburzenia ma.
>Czego nie udowodniłeś, a co sfalsyfikowano.

   No popatrz, czegóż to jeszcze nie napiszą o nienormalnej rodzinie, nono. Tylko podziwiać -
12-01-2010 19:50 
 0 na 2
Smith (10069 punktów)
>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>Tak samo jak wszystkim innym.
Tak jak mi uposażenie z tytułu braku chęci do pracy.
Jak chcesz to mogę całą litanię powodów wymyślić, dla których jego brak będzie dla mnie dyskryminujący.
>
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów

13-01-2010 16:59 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
Zgłosiłeś już wniosek o zlikwidowanie tak wyraźnie dyskryminującego Cię niedoboru minusów wobec, ilości oponentów, którym nie masz nic sensownego do powiedzenia w tej kwestii ?
Panie anty dyskryminacyjny aktywisto.
Chlodwig (10939 punktów)

>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?

Tak

>czy potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?

Tak
jkl; (5859 punktów)
>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?
Jeśli dla ludzi którzy chcą a nie mogą zostać rodzicami dziecko jest protezą, to dla tych którzy nie chcieli a się im trafiło- trzecią nogą?

>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
Proteza należy się każdemu, kto kuleje. Kryterium raczej powinno być cierpienie jakiego kulawy doświadcza, a nie jego powody.
13-01-2010 17:48 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?
>Jeśli dla ludzi którzy chcą a nie mogą zostać rodzicami dziecko jest protezą, to dla tych którzy nie chcieli a się im trafiło- trzecią nogą?
   Trafna uwaga - właśnie o tych, zbędnych dla wielu nogach, gadamy, bo komuś są bardzo potrzebne.

>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>Proteza należy się każdemu, kto kuleje. Kryterium raczej powinno być cierpienie jakiego kulawy doświadcza, a nie jego powody.
   Największe może mieć cierpiący pedofil.
14-01-2010 09:28 
 Ocena 1 na 3
jkl; (5859 punktów)
>>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>>Proteza należy się każdemu, kto kuleje. Kryterium raczej powinno być cierpienie jakiego kulawy doświadcza, a nie jego powody.
>   Największe może mieć cierpiący pedofil.

Owszem, ale jego potrzeby są zupełnie inne, niż ludzi pragnących zostać rodzicami, prawda?
Wracając do protez, pedofil (w przeciwieństwie do par homo i hetero) potrzebuje jej nie do chodzenia tylko do zabawy. I taka motywacja go wyklucza.
14-01-2010 10:33 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
> Kryterium raczej powinno być cierpienie jakiego kulawy doświadcza, a nie jego powody.
>>   Największe może mieć cierpiący pedofil.
>Owszem, ale jego potrzeby są zupełnie inne, niż ludzi pragnących zostać rodzicami, prawda?
   Jego potrzeby są dokładnie takie same - potrzebuje dziecka, a cierpienia może i większe, ale nie przesądzam. Czy już cierpienie przestało być dla ciebie ważne? Teraz zdecydowanie powody, które były nieważne?
   Możesz się zdecydować?

>Wracając do protez...
   Aha.

>... pedofil (w przeciwieństwie do par homo i hetero)...
   A dlaczego automatycznie ustawiasz pary homo i hetero w jednej pozycji? Nie czytałaś o czym wątek traktuje?
   Więc ci wstępnie streszczę, że właśnie o tym, czy tym parom można przypisać te same intencje, o czym ty sobie tak beztrosko, jak arbitralnie zdecydowałaś.

   Nie potrafisz rozmawiać bez manipulatorskich sztuczek?
   Najpierw odrób zadanie domowe - udowodnij, że te pary mają te same intencje.

>... potrzebuje jej nie do chodzenia tylko do zabawy.
   Dla pedofila seks z dzieckiem jest taką samą zabawą, jak dla geja seks z facetem, a dla mnie z kobietą, więc to wyklucza w przedbiegach gejów i pedofilów.
   Jeśli mi nie wierzysz, to spytaj "Sylwka".

   "Sylwek", spoważniej wreszcie - przestań się bawić!

>I taka motywacja go wyklucza.
   Oczywiście, tak, jak w twoim rozumowaniu, gejów.
14-01-2010 12:33 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Jego potrzeby są dokładnie takie same - potrzebuje dziecka, a cierpienia może i większe, ale nie przesądzam. Czy już cierpienie przestało być dla ciebie ważne? Teraz zdecydowanie powody, które były nieważne?
Nieco się pogubiłeś.
Proteza należy się komuś, kto cierpi z powodu niemożności chodzenia. Nie należy się komuś, kto cierpi, bo nie może się nią pobawić lub bo brzuch go boli. Poziom cierpienia jest istotny, ale bardzo konkretnego cierpienia.

>A dlaczego automatycznie ustawiasz pary homo i hetero w jednej pozycji? Nie czytałaś o czym wątek traktuje?
Nie ma podstaw by zdrowych psychicznie, dojrzałych i poprawnie funkcjonujących w środowisku ludzi podejrzewać, że zrobią dziecku krzywdę. Bez względu na orientację, która jest ułamkiem ludzkiej aktywności.

>Nie potrafisz rozmawiać bez manipulatorskich sztuczek?
I to mówi ktoś, kto sprzecza się z samą gramatyką, jak nic innego nie wymyśli...

>   Najpierw odrób zadanie domowe - udowodnij, że te pary mają te same intencje.
A Ty- oskarżając- żadnych dowodów nie przedstawiasz...
Zresztą jak taki dowód (czystości intencji) miałby wyglądać?

>Dla pedofila seks z dzieckiem jest taką samą zabawą, jak dla geja seks z facetem, a dla mnie z kobietą, więc to wyklucza w przedbiegach gejów i pedofilów.
Z tego bełkotu wynika też, że wykluczyłeś się w przedbiegach z możliwości adopcji dziewczynki.

>   Jeśli mi nie wierzysz, to spytaj "Sylwka".
Mam Ci wierzyć?
To trzeba było na początku zaznaczyć, że występujesz w charakterze proroka i nie życzysz sobie podważania prawd objawionych...

>>I taka motywacja go wyklucza.
>   Oczywiście, tak, jak w twoim rozumowaniu, gejów.
Każdego wyklucza taka motywacja. Nie wykazałeś, że geje innej nie mają.
14-01-2010 15:35 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Nieco się pogubiłeś...
   - napisała pogubiona jkl;'ka.

>Proteza należy się komuś, kto cierpi z powodu niemożności chodzenia.
   No, no!- na razie się zgadza, a to już drugie zdanie.

>Nie należy się komuś, kto cierpi, bo nie może się nią pobawić lub bo brzuch go boli.
   Jeśli nie myślisz o protezie brzucha - to zgoda.

>Poziom cierpienia jest istotny...
   Dla cierpiącego, bo nie słyszałem o cierpieniomierzach.

>... ale bardzo konkretnego cierpienia.
   O wykrywaczo-identyfikatorach "konkretnych cierpień" też nie słyszałem.

>Nie ma podstaw by zdrowych psychicznie, dojrzałych i poprawnie funkcjonujących w środowisku ludzi podejrzewać, że zrobią dziecku krzywdę.
   Owszem.

>Bez względu na orientację, która jest ułamkiem ludzkiej aktywności.
   Masz prawo tak sobie myśleć.

>A Ty- oskarżając- żadnych dowodów nie przedstawiasz...
>Zresztą jak taki dowód (czystości intencji) miałby wyglądać?
   Najpierw udowodnij swoje oskarżenie i napisz: gdzie oskarżam gejów o "brak czystych intencji"?

>Z tego bełkotu wynika też, że wykluczyłeś się w przedbiegach z możliwości adopcji dziewczynki.
   Z twojego tekstu: "pedofil (w przeciwieństwie do par homo...) potrzebuje jej nie do chodzenia tylko do zabawy. I taka motywacja go wyklucza."
- wynika, że gej też potrzebuje do zabawy, więc para gejów w dwójnasób.

>>   Jeśli mi nie wierzysz, to spytaj "Sylwka".
>Mam Ci wierzyć?
   Napisałem, że niekoniecznie - poleciłem "Sylwka" "autorytet".

>To trzeba było na początku zaznaczyć, że występujesz w charakterze proroka i nie życzysz sobie podważania prawd objawionych...
   Jeśli niczego innego prócz takich "prawd objawionych", jak powyżej nie potrafisz sklecić, to miej pretensje do siebie.

>Każdego wyklucza taka motywacja. Nie wykazałeś, że geje innej nie mają.
   Wykazałem i nikt jej nie obalił, bo dogmatów naukowych uchwalanych większością głosów nie biorę pod uwagę.
   Takowe są potrzebne innym, jako sztuczna motywacja poparta równie fajnymi sztuczkami "naukowymi".
   U mnie na sztuczki brak popytu.
15-01-2010 00:04 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   Wykazałem i nikt jej nie obalił, bo dogmatów naukowych uchwalanych większością głosów nie biorę pod uwagę.

Nie wykazałeś - orzekłeś, ze geje nie chcą dzieci.
Uzasadniłeś to w następujący sposób: wiedzą, że facet z facetem bachora nie spłodzi, to skoro się wiążą ze sobą, znaczy, iż z góry zakładając nieposiadanie dzieci. A skoro potem niektórym odbija w stronę homoadopcji, to najwyraźniej z "podejrzanych" pobudek, a jako podręczne wyjaśnienie zaproponowałeś kompensację społecznego upośledzenia ich związków.

Twoje rozumowanie cierpi jednak na poważny błąd - [b]zakłada[b] że większość ludzi wiąże się by płodzić dzieci. Jest to absurdalne. Ludzie wchodzą w bardziej przelotne związki jeśli im się ze sobą dobrze sypia (skrajnym typem są "związki" na jedną noc), lub w bardziej trwałe jeśli się zakochają/kochają.

Zastanawiam się czy chociaż uczciwie rozważyłeś możliwość, że dana para gejowska się w sobie zakochała, że nie myślała o dzieciach, że nie wybrała się w ramach swoistej antykoncepcji (tą można uzyskać za pomocą kondomów) a z kwestią braku szans na biologiczne rodzicielstwo mierzy się dopiero po jakimś czasie, a wcześniej o niej w ogóle nie myślała (nie tylko geje "nie myślą" gdy się zakochują, tak mi się przynajmniej wydaje)

Całe twoje rozumowanie zakłada też, ze to co dzieje się "za kulisami" przy tasowaniu genowych frekwencji w procesie doboru - występuje w formie jawnej w procesach psychicznych ludzi. A więc skoro z ewolucyjnego punktu widzenia ludzie "powinni" (i cudzysłów jest niemalże ważniejszy od zawartego w nim słowa) powielać swoje geny - to dochodzi do świadomego brania pod uwagę interesu genowego. Nie przyjmujesz do wiadomości, że poszczególne komponenty behawioru regulujące prokreację, popęd płciowy, opiekę nad dziećmi, a także dowolną inna aktywność wcale nie muszą a często nie są powiązane. Szczególnie sztuczne jest twoje wiązane popędu płciowego z rodzicielskim, które uzyskujesz na drodze nieuprawnionego wprowadzeni w obręb zjawisk psychicznych interesów genowych.
Jasne jest, że zwykle heteroseksualny popęd płciowy prowadzi do płodzeni dzieci (w warunkach naturalnych gdy ludzie nie wiedzą o roli seksu, nie znają antykoncepcji etc, krótko mówiąc ulegają ewolucji, która miast mówić im "płódźcie dzieci" stwierdza "róbcie sobie dobrze - reszta wykona się sama").
Ale to nie znaczy, że popęd płciowy stanowi początek sekwencji psychicznych zdarzeń prowadzących do uaktywnienia instynktów rodzicielskich (twoja sfera apetencyjna). Odłóżmy na bok gejów na chwilę i przyjrzyjmy się zwyczajom heteroseksualistów:
Gdyby seks był elementem zachowań apetencyjnych, to realizacja popędu powinna skutkować obligatoryjnym uruchomieniem zachowań rodzicielskich - po seksie partnerzy powinni się przygotowywać na ewentualne przyjście dziecka etc... Coś takiego występuje u ptaków - po godach samiec z samiczka budują gniazdo a potem wysiadują jajka etc..

U ludzi jest inaczej. Mało, od kiedy na poziomie obiektywnej wiedzy ludzkości znany jest związek miedzy seksem a rozrodem ludzie z lubością świadomie pozbawiają się płodności by cieszyć się nieskrępowanym seksem dla seksu. Podważa to twoje przekonanie, jakoby ludzie wchodzili ze sobą w związki by płodzić dzieci (choć, gdy już ludzkość uzyskała wiedzę o związku seksu z narodzinami - wykorzystywano często seks intencjonalnie w celu płodzenia dzieci).

Wróćmy do gejów - że ich popęd płciowy uległ, jak to mówisz dewiacji, to nie ulega wątpliwości - ale twoje przekonanie o wpływie tejże na kompetencje rodzicielskie pozostaje dziewiczo nieudowodnione. A ponieważ trochę badań już jest, to nawet leży w sferze tez poddanych choć trochę w wątpliwość.

Geje mogą się wiązać bo po prostu mają się ku sobie, a nie dlatego, że to panowie, którzy nie chcą dzieci - tacy są i wśród heteryków, ale miast odkrywać w tym celu uroki brzydszej płci odwiedzają rosmana i kupują prezerwatywę.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 06:56 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Wykazałem i nikt jej nie obalił, bo dogmatów naukowych uchwalanych większością głosów nie biorę pod uwagę.
>Nie wykazałeś - orzekłeś, ze geje nie chcą dzieci.
   Wiem, że taka wersja baaardzo ci odpowiada, ale kłamiesz, user.

   Geje chcą dzieci, geje bardzo chcą dzieci, czego dowodem cały szum i cała nasza dyskusja.

   Nigdzie nie napisałem, że geje nie chcą dzieci, natomiast cały czas piszę, że geje nie chcą swoich dzieci.

   I niczego nie orzekałem w przeciwieństwie do WHO - ja tylko wydedukowałem, na podstawie właśnie tego, że geje chcą wyłącznie cudze dzieci, że ich motywacja nie pokrywa się z deklaracjami.

   I między innymi to dało mi asumpt do stwierdzenia, że geje chcą dzieci, ale nie dla ich dobra, tylko swojego.
   Co kolejny raz bardzo wyraźnie potwierdziłeś tutaj, userku.

   Natomiast celem nadrzędnym w adopcji jest DOBRO DZIECKA, a nie szczęście pary gejów.

   I nikomu bez wyjątku (czyli gejom również) tego szczęścia nie odmawiam, ani jego chcenia - tylko nie zgadzam się, by je realizowali przy pomocy arogancji i hipokryzji, a przede wszystkim dzieci.

   Uważam, że warto było założyć kolejny wątek poświęcony homoadopcji, choćby po to, by uzyskać deklarację kolejnego geja, przyznającego, że adopcja dziecka przez parę homoseksualistów tylko przypadkowo może mieć związek z głównym celem tej adopcji.

   Życzę miłego dnia.
Sylwek (15472 punktów)
Userku, jak zwykle pomijasz meritum które ci wygodne, a uwagę odwracasz linkując do innych wypowiedzi, co z tego, że nawet to bez sensu.

A nie uwiera cię sprzeczność między zarzucaną mi hipokryzją między moimi rzekomymi twierdzeniami o "szczególnym dobru dla dzieci" a tym co explicite napisałem - z homoadopcji nie wynika większe ni mniejsze dobro niż z heteroadopcji? NIe, wszak kłamliwa erystyka jest u ciebie orężem równie ważnym (ostatnio ważniejszym) niż rzeczywista argumentacja.

Kim jesteś w takim ujęciu: kłamcą, hipokrytą czy kombinacja obojga. Zresztą. Zaczynasz permanentnie unikać dyskusji skupiając się już tylko na osobistych przytykach - osobiste przytyki u ciebie mogę znieść z racji jakie wyłożyłem Smithowi bodaj, ale tylko jeśli towarzyszy temu zwykle jednak obecna u ciebie merytorycznosć.

Tej jednak coraz mniej. Widać też coraz większa bezwstydna arogancję - w dwóch różnych wątkach z lubością bredzisz coś o pedofilii by chociaż odrobinę przykleić to pojęcie do homoadopcji, a gdy jawnie zwraca ci na to uwagę Chlodwig masz czelność się oburzać jakobyś nigdzie nie sugerował zagrożenia molestacją.
Cóż, ja pewny jestem, że homoadopcje wejdą i w Polsce w zycie, z trywialnego faktu: bredzenie ostaecznie zawsze przegrywa z trzeźwą rzeczywistością.
Skoro ani się nie odnosisz nigdzie do mojego zarzutu wobec argumentu "z prześladowania homoadoptowanych dzieci", ani do moich wątpliwości wyrażonych w poście powyżej o twej teorii apetencji zachowań seksualnych i rozrodczych u człowieka, to pozostaje mi podobnie jak ze Smithem powiedzieć: żegnam.
I miłego utwierdzania się w swej wierze o iście religijnej żarliwości.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 09:49 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Widać też coraz większa bezwstydna arogancję - w dwóch różnych wątkach z lubością bredzisz coś o pedofilii by chociaż odrobinę przykleić to pojęcie do homoadopcji, a gdy jawnie zwraca ci na to uwagę Chlodwig masz czelność się oburzać jakobyś nigdzie nie sugerował zagrożenia molestacją.
   No, to pokaż mi, kłamczuszku, gdzie tak piszę.

>Skoro ani się nie odnosisz nigdzie do mojego zarzutu wobec argumentu "z prześladowania homoadoptowanych dzieci"...
   A gdzieś napisałem o prześladowaniu homoadoptowanych dzieci? Pokaż gdzie, kłamczuszku.

>... ani do moich wątpliwości wyrażonych w poście powyżej o twej teorii apetencji zachowań seksualnych i rozrodczych u człowieka...
   Spox, już sprostowałem twoje manipulacyjki, kłamczuszku.

>... to pozostaje mi podobnie jak ze Smithem powiedzieć: żegnam.
   A co mnie obchodzi, co ci pozostaje?
Sylwek (15472 punktów)

>   A gdzieś napisałem o prześladowaniu homoadoptowanych dzieci? Pokaż gdzie, kłamczuszku.
Tu

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Adamiak (36436 punktów)
>>   A gdzieś napisałem o prześladowaniu homoadoptowanych dzieci? Pokaż gdzie, kłamczuszku.
>Tu

   Aaa, no jasne, odniosłem się do gadki karoliny m. o dręczeniu przez rówieśników.

   Odniosłem się też do twojego zarzutu, tylko nie moja wina, że nie po twojej myśli, kłamczuszku.
15-01-2010 09:36 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Twoje rozumowanie cierpi jednak na poważny błąd - [b]zakłada[b] że większość ludzi wiąże się by płodzić dzieci. Jest to absurdalne.
   Oczywiście, że absurdalne i nigdzie tak nie napisałem, chyba, że popełniłem lapsusika.

   Bo moje rozumkowanie zakłada, że osobniki przeciwnej płci wiążą się dla różnych korzyści świadomych również w tym przyjemności, ale kierowani zupełnie niezależnym od ich chęci instynktem rozrodczym - prawda, że inaczej brzmi?

>Ludzie wchodzą w bardziej przelotne związki jeśli im się ze sobą dobrze sypia (skrajnym typem są "związki" na jedną noc), lub w bardziej trwałe jeśli się zakochają/kochają.
   Bo ewolucja "dorzuciła" niektórym wyższym formom biologicznym przyjemność z samego seksu i te cele - przyjemne z instynktownie pożytecznym- mogą być traktowane, również świadomie, oddzielnie.

>Zastanawiam się czy chociaż uczciwie rozważyłeś możliwość, że dana para gejowska się w sobie zakochała...
   Co mam się zastanawiać? To dla mnie oczywiste.

>... że nie wybrała się w ramach swoistej antykoncepcji...
   A to już oczywiste nie jest - sądzę, że wybrała się w ramach nie antykoncepcji, ale braku potrzeby posiadania potomstwa w ogóle. Antykoncepcja jest zapobieganiem zapłodnienia, czyli chwilowym zapobieżeniem skutków instynktu rozrodczego, którego gejom brak.

>... (tą można uzyskać za pomocą kondomów)...
   Kondomy służą do incydentalnie świadomej antykoncepcji, a geje są "antykoncepcyjni" z braku instynktu rozrodczego. Nie muszą zapobiegać temu, co się stać nie może.

>Całe twoje rozumowanie zakłada też, ze to co dzieje się "za kulisami" przy tasowaniu genowych frekwencji w procesie doboru - występuje w formie jawnej w procesach psychicznych ludzi.
   Zupełnie odwrotnie.
   Już raczyłeś zmanipulować, więc przypomnę, iż moja teza zakłada właśnie wadę w fazie tasowania genowych frekwencji, jak to ładnie nazwałeś.

   Sekwencja z popędem płciowym i przyjemnością z jego spełnienia udała się znakomicie, natomiast zaszwankował układ powiązań części genomu(?) odpowiedzialnego za instynkt rozrodczy, o jak sam słusznie napisałeś "poszczególne komponenty behawioru regulujące prokreację, popęd płciowy, opiekę nad dziećmi, a także dowolną inna aktywność wcale nie muszą a często nie są powiązane."

   W takim układzie sekwencje odpowiedzialne za przyjemność skutkują wybieraniem do seksu (dla samej przyjemności) osobników najatrakcyjniejszych seksualnie, ale nie pod względem rozrodu. A, że koszula zawsze ciału najbliższa, więc wybierają obiekt podobny własnej osobie.
   Dlatego też damska cipka jest dla geja jedynie obrzydliwą "raną", bo czegoś tam brak, a dla mnie śliczna z tego samego powodu - bo mam coś, co tę "ranę" znakomicie uzupełnia.

>A więc skoro z ewolucyjnego punktu widzenia ludzie "powinni" (i cudzysłów jest niemalże ważniejszy od zawartego w nim słowa) powielać swoje geny - to dochodzi do świadomego brania pod uwagę interesu genowego.
   Bzdura.

>Nie przyjmujesz do wiadomości, że poszczególne komponenty behawioru regulujące prokreację, popęd płciowy, opiekę nad dziećmi, a także dowolną inna aktywność wcale nie muszą a często nie są powiązane.
   Dokładnie się zgadzam i o tym od pół roku piszę.

>... stwierdza "róbcie sobie dobrze - reszta wykona się sama").
   To jest w założeniu instynktu.

>Ale to nie znaczy, że popęd płciowy stanowi początek sekwencji psychicznych zdarzeń prowadzących do uaktywnienia instynktów rodzicielskich (twoja sfera apetencyjna).
   Właśnie to znaczy.

>Gdyby seks był elementem zachowań apetencyjnych, to realizacja popędu powinna skutkować obligatoryjnym uruchomieniem zachowań rodzicielskich - po seksie partnerzy powinni się przygotowywać na ewentualne przyjście dziecka etc... Coś takiego występuje u ptaków - po godach samiec z samiczka budują gniazdo a potem wysiadują jajka etc..
   Zupełnie nie - seks jest działaniem spełniającym, zachowania apetencyjne to wędrówka rozrodcza, wybór terytorium, zbieranie materiału na gniazdo.

>U ludzi jest inaczej.
   Dlatego, że kobity malują usta (zachowanie apetencyjne) po seksie? Z akcentem na oralny?

>Mało, od kiedy na poziomie obiektywnej wiedzy ludzkości znany jest związek miedzy seksem a rozrodem ludzie z lubością świadomie pozbawiają się płodności by cieszyć się nieskrępowanym seksem dla seksu.
   Jasne.

>Podważa to twoje przekonanie, jakoby ludzie wchodzili ze sobą w związki by płodzić dzieci...
   Czy jedzenie dla przyjemności wyklucza instynkt pokarmowy?

>Wróćmy do gejów - że ich popęd płciowy uległ, jak to mówisz dewiacji, to nie ulega wątpliwości - ale twoje przekonanie o wpływie tejże na kompetencje rodzicielskie pozostaje dziewiczo nieudowodnione.
   Wiem, ale też nie jest obalone. Może to oryginalna teza.

>A ponieważ trochę badań już jest, to nawet leży w sferze tez poddanych choć trochę w wątpliwość.
   Proszę o źródła obalające moją tezę.

>Geje mogą się wiązać bo po prostu mają się ku sobie, a nie dlatego, że to panowie, którzy nie chcą dzieci - tacy są i wśród heteryków, ale miast odkrywać w tym celu uroki brzydszej płci odwiedzają rosmana i kupują prezerwatywę.
   A ty zamiast pogodzić się z rzeczywistością i w spokoju udać się do Rossmana, zamęczasz naukowców o wydanie kolejnej Dyrektywy mającej poprawić ci samopoczucie.

   Zapomniałeś, biedaku, że swoje samopoczucie masz w swojej główce i nikt ci nie może go ani zabrać, ani dać.
Sylwek (15472 punktów)
Twoja gadanina o instynkcie rozrodczym w jawny sposób pokazuje, że za pomocą słów próbujesz maskować niespójność własnych teorii.
Przyjąłeś strategie teologów paplających trzy po trzy o samoistności, doskonałości i PROSTOCIE Boga - w jednym masz rację, z taką argumentacja nie da się wygrać, i nie dlatego że jest prawdziwa, a ponieważ leży w sferze poza prawda i fałszem.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
15-01-2010 09:52 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Twoja gadanina o instynkcie rozrodczym w jawny sposób pokazuje, że za pomocą słów próbujesz maskować niespójność własnych teorii.

   To ją obal przy pomocy tylu słów, ile chcesz - masz cały wątek do dyspozycji, albo załóż wątek obalający moją skromną tezę. ...... marudo sakramencka.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)

>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?- a jeśli tak, to czy:
>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?

Uważam, że dziecko jest dzieckiem, i nie ono się należy tylko jemu należy się opieka,
po drugie uważam, że każdemu należy się wszystko o ile tego nie kradnie i kogoś nie krzywdzi w procesie zdobywania. Prawo powinno zezwalać na realizację aspiracji adopcyjnych każdego o ile to nie krzywdzi dziecka. Jak dotąd nie udowodniono aby adopcja przez osoby homoseksualne była dla dzieci krzywdząca.

Pozdrawiam
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
13-01-2010 15:27 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>nie udowodniono aby adopcja przez osoby homoseksualne była dla dzieci krzywdząca.
A i nie ma zakazu, osoby homoseksualne mogą ubiegać się o adopcję. Tyle, że jeśli chodzi o pary, wykluczeni są pozostający w nieformalnych związkach.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
13-01-2010 21:48 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>A i nie ma zakazu, osoby homoseksualne mogą ubiegać się o adopcję. Tyle, że jeśli chodzi o pary, wykluczeni są pozostający w nieformalnych związkach.

Wyjątkowo żałosna wypowiedź.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 08:17 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Wyjątkowo żałosna wypowiedź.
Za docenienie wyjątkowości - plus.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Adamiak (36436 punktów)
>>1. Czy dziecko w ogóle jest protezą dla rodziców adopcyjnych?- a jeśli tak, to czy:
>>2. ... potencjalnym rodzicom homoseksualnym taka proteza się zwyczajnie należy?
>Uważam, że dziecko jest dzieckiem, i nie ono się należy tylko jemu należy się opieka...
   Ale ten układ działa w dwie strony, a nie ma adopcji przez Super Rodziców z nakazu.

>po drugie uważam, że każdemu należy się wszystko o ile tego nie kradnie i kogoś nie krzywdzi w procesie zdobywania.
   Zgodzę się - i co z tego?

>Prawo powinno zezwalać na realizację aspiracji adopcyjnych każdego o ile to nie krzywdzi dziecka.
   Nie zgadzam się - widzę różnicę między dobrem dziecka a brakiem jego krzywdy.

>Jak dotąd nie udowodniono aby adopcja przez osoby homoseksualne była dla dzieci krzywdząca.
   Nie udowodniono też, że jest odwrotnie.

   Pozdrawiam.
13-01-2010 21:49 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>   Nie udowodniono też, że jest odwrotnie.
A kto udowodnił, że adopcja przez pary heteroseksualne nie jest krzywdząca?

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 11:43 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nie udowodniono też, że jest odwrotnie.
>A kto udowodnił, że adopcja przez pary heteroseksualne nie jest krzywdząca?

   Masz pole do popisu.
14-01-2010 11:46 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Obawiam się, że będę równie bezsilny jak przy udowadnianiu nieszkodliwości homoadopcji.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 11:57 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Obawiam się, że będę równie bezsilny jak przy udowadnianiu nieszkodliwości homoadopcji.

   Ja nieszkodliwość homoadopcji w Polsce mógłbym udowodnić w 5 sekund.
Sylwek (15472 punktów)
Wątpię bo choć takowych nie ma oficjalnie, to przecież realnie są takie rodziny.

No ale udowadniaj sobie, udowadniaj...

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
14-01-2010 12:08 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Wątpię bo choć takowych nie ma oficjalnie, to przecież realnie są takie rodziny.
>No ale udowadniaj sobie, udowadniaj...

   Nie mam zapotrzebowania na udowadnianie sobie czegokolwiek.
setarkos (10757 punktów)
>   W dyskusjach o adopcji dzieci chyba każdy poważny dyskutant staje nieuchronnie w moralnym
>szpagacie, bowiem sam temat traktuje o dobrach co najmniej dwóch podmiotów, z których jeden, będący
>podmiotem bez zdolności prawnych, ma być niejako urzędowo przydzielony drugiemu.

Warto może rozważyć temat z obszaru widzenia trzeciego podmiotu czyli sierocińca (domu dziecka). W szczególności nasuwa się pytanie, czy wychowawcy w domu dziecka mają być zatrudniani z zachowaniem parytetu ze względu na płeć.

Pozdrawiam
14-01-2010 10:07 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Warto może rozważyć temat z obszaru widzenia trzeciego podmiotu czyli sierocińca (domu dziecka). W szczególności nasuwa się pytanie, czy wychowawcy w domu dziecka mają być zatrudniani z zachowaniem parytetu ze względu na płeć.

   Ciekawie ujęty problem, choć nie wydaje mi się, żeby domy dziecka miały coś wspólnego z rodziną, prócz eufemistycznej nazwy.

   Placówki opiekuńczo - wychowawcze mają też tylko życzeniową nazwę, a w obu dzieciaki czerpią wzorce z zachowań starszych kolegów, oraz swoistej subkultury środowiska w której dominuje kult siły niezbilansowany z partnerstwem, tak myślę.

   Pozdrawiam.
setarkos (10757 punktów)

>   Ciekawie ujęty problem ..

Dziękuję

> .. choć nie wydaje mi się, żeby domy dziecka miały coś wspólnego z rodziną, prócz eufemistycznej nazwy.

Daleki jestem od faworyzowania domów dziecka jako remedium na cały problem samotnych dzieci , nie znam ich też z bliska. Jeszcze dalej mi jednak do pomysłów likwidacji pogotowia opiekuńczego czy instytucji wychowawczych.
Skoro zatem istnienie domów dziecka uznaję, to przypuszczam, że nie powinny być one byle jakie, lecz według pewnych zasad zbudowane. Te zasady, by tak rzec, profesjonalnie traktujące opiekę nad dziećmi, mogą i rodziny (kierujące się tu intuicjami) czegoś nauczyć.
Ponadto ramy prawne określające jaka instytucja ma prawo a jaka nie, do uzyskania statusu domu dziecka, mogą podpowiedzieć kierunki adopcji (czy np. dziecko mogą sobie wziąć 'Siostry Cnót Cielesnych' albo 'Bracia W Komunikacji Ekologicznej')

Pozdrawiam
14-01-2010 11:13 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
> Skoro zatem istnienie domów dziecka uznaję, to przypuszczam, że nie powinny być one byle jakie, lecz według pewnych zasad zbudowane. Te zasady...

   ... są sprecyzowane tutaj.

>Ponadto ramy prawne określające jaka instytucja ma prawo a jaka nie, do uzyskania statusu domu dziecka, mogą podpowiedzieć kierunki adopcji (czy np. dziecko mogą sobie wziąć 'Siostry Cnót Cielesnych' albo 'Bracia W Komunikacji Ekologicznej')

   Z tgo co się orientuję, spektrum instytucji zajmujących się opieką dzieci i młodzieży jest duże

   Wystarczy też zaguglować.

   Natomiast w kwestii parytetu wśród wychowawców domów dziecka po prostu, do kilku zarysowanych w tym wątku, dorzucasz jeszcze jeden aspekt, tym razem ew. dyskryminacji w miejscu pracy.

   Pozdrawiam.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365