 |
Zwięzła prawda o chrześcijaństwie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-04-2016 13:14 | Max Golonko (1811 punktów) | Zwięzła prawda o chrześcijaństwie
3 na 3 | Krótko mówiąc polecam "Reformy Dioklecjana i Konstantyna" na polskiej wikipedii. pl.wikiped(*)ormy_Dioklecjana_i_KonstantynaOkazuje się, że chodziło im (cesarzom) tylko o uspokojenie konfliktów w cesarstwie jak postawili i lansowali(cynicznie) tę religię i nawet następca Konstantyna (Julian) kompletnie w nią nie wierzył i chciał "odkręcić" to namaszczenie ale już się nie udało. Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję: "historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary" i to na długo po rzekomych cudach Jezusa, czyli nie przez rzekomych naocznych świadków. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Marian Forewa (906 punktów) | Problem w tym, że jedyne informacje na temat związków Konstantyna z chrześcijaństwem pochodzą ze źródeł katolickich, więc należy je traktować z przymrużeniem oka. Może jest w nich trochę prawdy, może nie ma nic. > Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję:> "historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary"> i to na długo po rzekomych cudach Jezusa, czyli nie przez rzekomych naocznych świadków.Teologowie wiedzą o tym od jakichś stu lat, tyle że w kościołach o tym się nie trąbi, ciekawe dlaczego?
|
|
9 na 11 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > Krótko mówiąc polecam "Reformy Dioklecjana i Konstantyna" na polskiej wikipedii.Krótko mówiąc, gimnazjalista dokonał "wielkiego odkrycia" w dziedzinie historii i postanowił się nim podzielić z innymi na tutejszym forum. > Okazuje się, że chodziło im (cesarzom) tylko o uspokojenie konfliktów w cesarstwie jak postawili i lansowali(cynicznie) tę religię i nawet następca Konstantyna (Julian) kompletnie w nią nie wierzył i chciał "odkręcić" to namaszczenie ale już się nie udało.Rządzącym często chodzi o rzeczy, z których maluczcy nie zdają sobie sprawy. Przypuszczam, że program nauczania gimnazjum tego aspektu narracji historycznej raczej nie porusza, stąd takie zachłyśnięcie się tym odkryciem u niektórych. > Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję: "historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary" i to na długo po rzekomych cudach Jezusa, czyli nie przez rzekomych naocznych świadków.Widzisz, ile niezwykłych informacji znalazłeś w dwóch hasełkach Wikipedii. A co by to było, gdybyś tak kiedyś przeczytał całą książkę na ten temat?> Zwięzła prawda o chrześcijaństwieRaczej: "Przeszłość oczami gimnazjalisty".  
|
|
 | 2 na 2 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
Osobiste odkrycia też są ważne, a z perspektywy indywidualnej, osobistej - tylko one naprawdę się liczą. Wielu poczytnych autorów, wpływowych myślicieli, intelektualistów i działaczy, cieszących się nawet sławą i powszechnym uznaniem, wręcz szczyciło się tym, że nigdy nie interesowali się tym, co inni mieli przed nimi do powiedzenia w podobnym przedmiocie badań, w zbliżonej dziedzinie twórczości czy innej działalności. Nie przeszkodziło to im być docenianymi twórcami, szanowanymi autorytetami i popularnymi postaciami życia społecznego. 
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
|  | 7 na 9 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > Osobiste odkrycia też są ważne, a z perspektywy indywidualnej, osobistej - tylko one naprawdę się liczą.Jakoś mnie ta myśl nie przekonuje, a niezależnie od tego uważam, że warto odróżniać rzeczywiste odkrycia od wypadków zapóźnionego przyswojenia sobie jakiejś elementarnej wiedzy, zwłaszcza gdy jest ono połączone z naiwnym przeświadczeniem, że skoro przyswajający sobie czegoś tam dotąd nie wiedział, to inni też byli tych informacji pozbawieni. > Wielu poczytnych autorów, wpływowych myślicieli, intelektualistów i działaczy, cieszących się nawet sławą i powszechnym uznaniem, wręcz szczyciło się tym, że nigdy nie interesowali się tym, co inni mieli przed nimi do powiedzenia w podobnym przedmiocie badań, w zbliżonej dziedzinie twórczości czy innej działalności.Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za dużo czytasz bajeczek i naiwnych opowiastek o sławnych i uznanych ludziach, a za mało rzetelnych opracowań dotyczących ich życia i dokonań. > Nie przeszkodziło to im być docenianymi twórcami, szanowanymi autorytetami i popularnymi postaciami życia społecznego.  Nie wiem, co komu przeszkodziło, wiem jednak, że niewiedza z pewnością nie jest pomocna tym, którzy mają ambicje zostać "docenianymi twórcami, szanowanymi autorytetami i popularnymi postaciami życia społecznego". PS: Jeśli jednak masz na myśli takie "znakomitości" życia społecznego jak na przykład tutejszy Osioł Prawdy, to faktycznie muszę Ci przyznać rację - kompletna ignorancja i totalne zidiocenie nie muszą być żadnymi przeszkodami w dążeniu do "sławy", choć nadal uważam, że społecznego uznania się w ten sposób nie osiągnie.
|
|
| |  | 3 na 3 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
>Jakoś mnie ta myśl nie przekonuje, a niezależnie od tego uważam, że warto odróżniać rzeczywiste odkrycia od wypadków zapóźnionego przyswojenia sobie jakiejś elementarnej wiedzy, zwłaszcza gdy jest ono połączone z naiwnym przeświadczeniem, że skoro przyswajający sobie czegoś tam dotąd nie wiedział, to inni też byli tych informacji pozbawieni.
Jest wiele wiedzy, która dotarła do szerszego kręgu odbiorców fragmentarycznie, z opóźnieniem lub nie dotarła w ogóle, i to wcale nie dlatego, że była za trudna czy zbyt wymagająca, ale dlatego, że została zwyczajnie przeoczona lub zapomniana. Warto ją od czasu do czasu przypominać.
>Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za dużo czytasz bajeczek i naiwnych opowiastek o sławnych i uznanych ludziach, a za mało rzetelnych opracowań dotyczących ich życia i dokonań.
Ileż razy to, co wcześniej było pomijane z obojętnością, w sprzyjających okolicznościach dziejowych nagle stawało się sensacją, budzącą powszechne zainteresowanie?
>Nie wiem, co komu przeszkodziło, wiem jednak, że niewiedza z pewnością nie jest pomocna tym, którzy mają ambicje zostać "docenianymi twórcami, szanowanymi autorytetami i popularnymi postaciami życia społecznego".
Wręcz przeciwnie - przytłoczenie dorobkiem przeszłości może działać deprymująco i hamująco na aktywność twórczą.
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
| | |  | 2 na 4 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > >>Osobiste odkrycia też są ważne, a z perspektywy indywidualnej, osobistej - tylko one naprawdę się liczą. [AO]> >Jakoś mnie ta myśl nie przekonuje, a niezależnie od tego uważam, że warto odróżniać rzeczywiste odkrycia od wypadków zapóźnionego przyswojenia sobie jakiejś elementarnej wiedzy, zwłaszcza gdy jest ono połączone z naiwnym przeświadczeniem, że skoro przyswajający sobie czegoś tam dotąd nie wiedział, to inni też byli tych informacji pozbawieni. [Q]> Jest wiele wiedzy, która dotarła do szerszego kręgu odbiorców fragmentarycznie, z opóźnieniem lub nie dotarła w ogóle, i to wcale nie dlatego, że była za trudna czy zbyt wymagająca, ale dlatego, że została zwyczajnie przeoczona lub zapomniana. Warto ją od czasu do czasu przypominać. [AO]Nie zrozumiałeś treści mojego wpisu. Nie pisałem o wiedzy docierającej do szerszego kręgu odbiorców, lecz o elementarnej wiedzy nabywanej przez jednostkę; w tym samym sensie odniosłem się do zapóźnionego przyswojenia sobie tejże wiedzy przez jednostkę, na którą takie "oświecenie" spłynęło znacznie później, niż powinno było w normalnym trybie nauki. Gdy tak czytam mój wpis i Twoją odpowiedź, nasuwa mi się powiedzenie: "Ja o niebie, ty o chlebie". > >Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za dużo czytasz bajeczek i naiwnych opowiastek o sławnych i uznanych ludziach, a za mało rzetelnych opracowań dotyczących ich życia i dokonań.> Ileż razy to, co wcześniej było pomijane z obojętnością, w sprzyjających okolicznościach dziejowych nagle stawało się sensacją, budzącą powszechne zainteresowanie?Tak jak Ci już napisałem - rozwój myśli ludzkiej i osiągnięć cywilizacyjnych przedstawia się właśnie w taki sposób w bajeczkach i naiwnych opowiastkach. > >Nie wiem, co komu przeszkodziło, wiem jednak, że niewiedza z pewnością nie jest pomocna tym, którzy mają ambicje zostać "docenianymi twórcami, szanowanymi autorytetami i popularnymi postaciami życia społecznego".> Wręcz przeciwnie - przytłoczenie dorobkiem przeszłości może działać deprymująco i hamująco na aktywność twórczą.Opis konkretnego przypadku, być może nawet klinicznego, zapodałem w postscriptum mojego poprzedniego wpisu. Ten byt faktycznie nie jest przytłoczony dorobkiem przeszłości i ten dorobek nie działa nań ani deprymująco, ani hamująco. Szkopuł jednak w tym, że efekt jest żałosny, a chyba byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby takich popularnych postaci życia społecznego było jak najmniej. I jeszcze jedno - dorobek przeszłości można odrzucić, ale takie odrzucenie powinno być świadome, tzn. powinno je poprzedzać poznanie tego, co się odrzuca, i powinno mu towarzyszyć uzasadnienie, dlaczego się to robi, i wyjaśnienie, na czym ma polegać wyższość nowego podejścia; natomiast odrzucenie dorobku, którego się nie zna, jest cechą rozpoznawczą ignorantów, którzy w swoim ograniczeniu odrzucają to, o czym nie mają bladego pojęcia, i zwykle próbują wyważać już otwarte drzwi lub przebijać głową mur.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
> Nie zrozumiałeś treści mojego wpisu.> Nie pisałem o wiedzy docierającej do szerszego kręgu odbiorców, lecz o elementarnej wiedzy nabywanej przez jednostkę...Wprost przeciwnie - to Ty nie zrozumiałeś, co miałem na myśli. Nigdzie przecież nie wspominałem o - cytuję - "wiedzy docierającej do szerszego kręgu odbiorców", ale pisałem o tym właśnie, że ta wiedza czasami, a faktycznie nader często, dociera do kręgu odbiorców bardzo wąskiego. Dlatego właśnie wymaga odkurzania i przypominania. > w tym samym sensie odniosłem się do zapóźnionego przyswojenia sobie tejże wiedzy przez jednostkę, na którą takie "oświecenie" spłynęło znacznie później, niż powinno było w normalnym trybie nauki.Takie postawienie sprawy jest z gruntu niedorzeczne i skrajnie jednostronne. Gdyby zaakceptować taki sposób myślenia, musielibyśmy każdego, kto chciałby się podzielić wiedzą uzyskaną od innych, uznać za "zapóźnionego", choćby względem tych, od których tę wiedzę uzyskał. > Gdy tak czytam mój wpis i Twoją odpowiedź, nasuwa mi się powiedzenie: "Ja o niebie, ty o chlebie".Byłbym nikczemnikiem, gdybym odmawiał Ci przyrodzonego prawa do posiadania różnych mentalnych ograniczeń. W końcu składają się one na Twoją duchową indywidualność. > Tak jak Ci już napisałem - rozwój myśli ludzkiej i osiągnięć cywilizacyjnych przedstawia się właśnie w taki sposób w bajeczkach i naiwnych opowiastkach.Na co przydałoby się współczesnemu inżynierowi lotnictwa studiowanie szkiców maszyn latających Leonarda da Vinci? W architekturze też nie trzeba zaczynać od Witruwiusza, a w medycynie od Galena. > Opis konkretnego przypadku, być może nawet klinicznego, zapodałem w postscriptum mojego poprzedniego wpisu. Ten byt faktycznie nie jest przytłoczony dorobkiem przeszłości i ten dorobek nie działa nań ani deprymująco, ani hamująco. Szkopuł jednak w tym, że efekt jest żałosny, a chyba byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby takich popularnych postaci życia społecznego było jak najmniej.To oceni przyszłość. > I jeszcze jedno - dorobek przeszłości można odrzucić, ale takie odrzucenie powinno być świadome, tzn. powinno je poprzedzać poznanie tego, co się odrzuca, i powinno mu towarzyszyć uzasadnienie, dlaczego się to robi, i wyjaśnienie, na czym ma polegać wyższość nowego podejścia; natomiast odrzucenie dorobku, którego się nie zna, jest cechą rozpoznawczą ignorantów, którzy w swoim ograniczeniu odrzucają to, o czym nie mają bladego pojęcia, i zwykle próbują wyważać już otwarte drzwi lub przebijać głową mur.Przykro czytać ten stek inwektyw, lecz nie ze względu na nie same, a ze względu na to, że zwracają uwagę, jak wiele w życiu ciekawych osób może działać czynników niszczących ich samorodny potencjał. 
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
| | | | |  | 2 na 4 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > >Nie pisałem o wiedzy docierającej do szerszego kręgu odbiorców, lecz o elementarnej wiedzy nabywanej przez jednostkę...> Wprost przeciwnie - to Ty nie zrozumiałeś, co miałem na myśli. Nigdzie przecież nie wspominałem o - cytuję - "wiedzy docierającej do szerszego kręgu odbiorców",Nie wspominałeś? Oto Twoje słowa (różnią się tylko tym, że zamiast "docierającej" jest w nich "która dotarła"): > Jest wiele wiedzy, która dotarła do szerszego kręgu odbiorców fragmentarycznie, z opóźnieniem...Ależ pamięć niektórych osób bywa zawodna!  > ale pisałem o tym właśnie, że ta wiedza czasami, a faktycznie nader często, dociera do kręgu odbiorców bardzo wąskiego. Dlatego właśnie wymaga odkurzania i przypominania.A gdzież zawieruszyły się te Twoje słowa o bardzo wąskim kręgu odbiorców, bo we wcześniejszych wpisach ich nie ma? Chyba wyżarły je pluskwy internetowe. > >w tym samym sensie odniosłem się do zapóźnionego przyswojenia sobie tejże wiedzy przez jednostkę, na którą takie "oświecenie" spłynęło znacznie później, niż powinno było w normalnym trybie nauki.> Takie postawienie sprawy jest z gruntu niedorzeczne i skrajnie jednostronne. Gdyby zaakceptować taki sposób myślenia, musielibyśmy każdego, kto chciałby się podzielić wiedzą uzyskaną od innych, uznać za "zapóźnionego", choćby względem tych, od których tę wiedzę uzyskał.Gdyby odrzucić taki sposób myślenia, "musielibyśmy każdego, kto chciałby się podzielić wiedzą" na przykład o sposobach pisania liter czy liczb, tabliczce mnożenia lub choćby o stolicach poszczególnych krajów uznać za mającego ciekawe rzeczy do zakomunikowania. > >Gdy tak czytam mój wpis i Twoją odpowiedź, nasuwa mi się powiedzenie: "Ja o niebie, ty o chlebie".> Byłbym nikczemnikiem, gdybym odmawiał Ci przyrodzonego prawa do posiadania różnych mentalnych ograniczeń. W końcu składają się one na Twoją duchową indywidualność.Skup się raczej na swoich ograniczeniach - ich asortyment jest przebogaty. > >Tak jak Ci już napisałem - rozwój myśli ludzkiej i osiągnięć cywilizacyjnych przedstawia się właśnie w taki sposób w bajeczkach i naiwnych opowiastkach.> Na co przydałoby się współczesnemu inżynierowi lotnictwa studiowanie szkiców maszyn latających Leonarda da Vinci? W architekturze też nie trzeba zaczynać od Witruwiusza, a w medycynie od Galena.Sięganie do wiedzy sprzed setek czy nawet tysięcy lat jest pożyteczne w tym względzie, że pokazuje ścieżki, jakimi dążył postęp cywilizacyjny czy techniczny, oraz pozwala zrozumieć, że tenże postęp ma zwykle charakter stopniowy, a nie skokowy. A teraz zgadnij, na co przydałaby się inżynierowi lotnictwa, architektowi czy lekarzowi wiedza o rozwiązaniach sprzed kilku lat? A może do niczego by im się nie przydała i wszyscy oni powinni na każdym kroku improwizować, żeby wyzwolić się z przytłaczającego dorobku przeszłości, bo ten "może działać deprymująco i hamująco na aktywność twórczą". > >Opis konkretnego przypadku... Szkopuł jednak w tym, że efekt jest żałosny, a chyba byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby takich popularnych postaci życia społecznego było jak najmniej.> To oceni przyszłość.Wątpię, czy będzie miała co oceniać, chyba że za ocenę uznamy zupełne zapomnienie. > >I jeszcze jedno - dorobek przeszłości można odrzucić, ale takie odrzucenie powinno być świadome, tzn. powinno je poprzedzać poznanie tego, co się odrzuca, i powinno mu towarzyszyć uzasadnienie, dlaczego się to robi, i wyjaśnienie, na czym ma polegać wyższość nowego podejścia; natomiast odrzucenie dorobku, którego się nie zna, jest cechą rozpoznawczą ignorantów, którzy w swoim ograniczeniu odrzucają to, o czym nie mają bladego pojęcia, i zwykle próbują wyważać już otwarte drzwi lub przebijać głową mur.> Przykro czytać ten stek inwektyw, lecz nie ze względu na nie same, a ze względu na to, że zwracają uwagę, jak wiele w życiu ciekawych osób może działać czynników niszczących ich samorodny potencjał.Ignoranci jako ciekawe osoby o samorodnym potencjale. No cóż, każdy ma swoją miarę. Żegnam.
|
|
| | | | | |  | Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
> Nie wspominałeś? Oto Twoje słowa (różnią się tylko tym, że zamiast "docierającej" jest w nich "która dotarła"):> >Jest wiele wiedzy, która dotarła do szerszego kręgu odbiorców fragmentarycznie, z opóźnieniem...> Ależ pamięć niektórych osób bywa zawodna!  Mniejsza o pamięć, gdy zawodzi elementarne logiczne myślenie. Skoro bowiem była mowa o wiedzy, która "dotarła fragmentarycznie lub z opóźnieniem", to jest oczywiste, że chodzi o wiedzę, która poprzednio "nie dotarła" całkowicie i natychmiast. To tylko pokazuje, jak opłakane skutki dla dyskusji może mieć egocentryczne otumanienie i brak odruchów dobrej woli u współrozmówcy. > A gdzież zawieruszyły się te Twoje słowa o bardzo wąskim kręgu odbiorców, bo we wcześniejszych wpisach ich nie ma? Chyba wyżarły je pluskwy internetowe.To że takie słowa nie padły, nie oznacza, że inteligentny odbiorca nie powinien się ich domyśleć. Dla Twojej informacji - to w kręgach fachowych nazywa się "niedopowiedzenie". > Gdyby odrzucić taki sposób myślenia, "musielibyśmy każdego, kto chciałby się podzielić wiedzą" na przykład o sposobach pisania liter czy liczb, tabliczce mnożenia lub choćby o stolicach poszczególnych krajów uznać za mającego ciekawe rzeczy do zakomunikowania.A wiedziałeś, że III Rzesza oznaczała kiedyś Niemcy?  > Sięganie do wiedzy sprzed setek czy nawet tysięcy lat jest pożyteczne w tym względzie, że pokazuje ścieżki, jakimi dążył postęp cywilizacyjny czy techniczny, oraz pozwala zrozumieć, że tenże postęp ma zwykle charakter stopniowy, a nie skokowy.Tym się zajmują historycy nauki i techniki. Co do istoty postępu, to wygląda na to, że ktoś jest tu opętany ideą jego stopniowości i skokowości, ignorując takie jego aspekty, jak akcydentalność, koincydencja, inkubacyjność, cyrkularność, paralelność i kolinearność. Fiksacja na fikcyjnych kategoriach umysłowych, takich jak stopniowość i skokowość, próby naginania do nich rzeczywistości, przy ignorowaniu oczywistych faktów, mogą być tylko przyczyną kompromitacji wyznawców takich oderwanych i bezużytecznych poglądów. > A teraz zgadnij, na co przydałaby się inżynierowi lotnictwa, architektowi czy lekarzowi wiedza o rozwiązaniach sprzed kilku lat? A może do niczego by im się nie przydała i wszyscy oni powinni na każdym kroku improwizować, żeby wyzwolić się z przytłaczającego dorobku przeszłości, bo ten "może działać deprymująco i hamująco na aktywność twórczą".Znowu źle mnie zrozumiałeś. Żeby być dobrym fachowcem w swojej dziedzinie naprawdę nie trzeba wiedzieć dokładnie, co kto miał kiedykolwiek do powiedzenia w podobnym temacie. Wiedza w coraz szybszym tempie się starzeje i staje się bezużyteczna. Nie ma powodu, by sobie taką przestarzałą wiedza obciążać zasoby poznawcze. Oryginalne pomysły wyrastają z potrzeb współczesności. Umiejętność improwizacji jest niezbędna, by na nie elastycznie odpowiadać, co nie oznacza, że efekty tych improwizacji nie podlegają ostatecznie surowej ocenie. Od wygenerowania ciekawego pomysłu, do jego szczegółowego opracowania i wdrożenia, daleka droga. > Wątpię, czy będzie miała co oceniać, chyba że za ocenę uznamy zupełne zapomnienie.I tak może być. > Ignoranci jako ciekawe osoby o samorodnym potencjale. No cóż, każdy ma swoją miarę.Wielu innowatorów chwaliło się, że dokonali czegoś, bo nie wiedzieli, że to niemożliwe. Na przykład, I Koncert fortepianowy Czajkowskiego, który jest absolutnym przebojem muzyki poważnej, przez niektórych pianistów współczesnych kompozytorowi, uważany był początkowo za technicznie niewykonalny... Stało się tak, ponieważ innowacyjność kompozytorska wyznaczyła pianistom zupełnie nowe standardy wykonawcze.
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
| |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | |
|
| | |  | 5 na 7 |
1 na 1 | romaro (25211 punktów) | Konstantyn zwołał i przewodniczył pierwszemu soborowi ekumenicznemu w Nicei w 325 roku. Walter Nigg w swojej książce "Heretycy" opisuje znaczenie osiągniętego porozumienia: "Konstantyn, który traktował zagadnienia religijne jedynie z politycznego punktu widzenia, zapewnia jednomyślność przez skazanie na wygnanie biskupów, którzy nie odpowiadali nowej religii. Było zupełnie nieprawdopodobne, aby uniwersalna wiara mogła opierać się wyłącznie na autorytecie cesarza, który jako katechumen nie był nawet dopuszczony do obrzędu eucharystii i zupełnie nie przestrzegał najwyższych tajemnic wiary. Ani jeden biskup nie wypowiedział marnego słowa przeciwko tej nieprawdopodobnej sytuacji"
Ciekawostka o której może nie wszyscy wiedzą - Konstantyn z soboru wyrzucił biskupów kościoła wschodniego jako, że ci byli lepiej wykształceni, a pozostawił zachodnich nieuków.
Może ktoś się zastanowi nad własną wiarą, dlatego nie mam nic przeciwko takim tematom, aczkolwiek trochę jestem zaskoczony.
|
|
 | 3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Konstantyn zwołał i przewodniczył pierwszemu soborowi ekumenicznemu w Nicei w 325 roku....<<Żeby nie powoływać się na "bezbożników" podaję cytat z super-hiper-kato-poprawnej FRONDY: www.fronda(*)-czytac-w-internecie,2386.htmlJest to o jednym z najstarszych zachowanych egzemplarzy Nowego Testamentu, o Kodeksie Watykańskim. Pochodzi z lat 330-350. Podobnie stary jest Kodeks Synajski. Niczego starszego nie ma. Oprócz jakiegoś skrawka z dwoma wersetami z ewangelii Marka. Zatem nie mamy niczego sprzed soboru nicejskiego. Można więc spokojnie twierdzić, że wtedy, w roku 325-tym stworzono od nowa podstawy chrześcijaństwa. To coś mniej wiecej tak, jakby za jakieś 300 lat ktoś zaczął pisać historię Solidarności i jej Wielkiego Przywódcy TW Bolka. Nie zawracając sobie przy tym głowy jakimiś krytycznymi opiniami i opierając się na wybranych dokumentach z Instytutu Wałęsy. Wyszła by pewnie z tego legenda o Elektryku Kabelku walczącym ze strasznym smokiem esbekiem.
|
|
|  | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >Można więc spokojnie twierdzić, że wtedy, w roku 325-tym stworzono od nowa podstawy chrześcijaństwa. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak blisko jesteś prawdy.
Na soborze trydenckim (XVI wiek) wśród biskupów włoskich, którzy uczestniczyli, było "wielu niedostatecznie wykształconych in theologicis. Niejeden rozpoczynał karierę jako sekretarz biskupa, kardynała, czasem udzielnego księcia, po czym wchodził w posiadanie kościelnych beneficjów i wreszcie dosługiwał się godności biskupiej, nie zdążywszy zawrzeć bliższej znajomości z teologią". Tak było w XVI wieku, a to daje nam obraz poziomu (tu mam problem) teologii za czasów Konstantyna. To tak nawiasem, do poprzedniej wypowiedzi. Ortodoksi pozwolili cesarzowi Rzymu na bezpośrednie wpływanie na swoją doktrynę. To właśnie na Soborze Nicejskim ustanowiono Trójcę. Usunięto obraz ojca, matki i dziecka, zastępując hebrajskie słowo rodzaju żeńskiego, określające ducha - "ruch", greckim słowem rodzaju nijakiego - "pneuma". Trójca składała się teraz z ojca, syna i nijakiego, pozbawionego płci ducha. Nawet późniejszy muzułmański Koran jeszcze błędnie sprowadzał chrześcijańską Trójcę do tego pierwowzoru, uważając za Trójcę Boga, Marię i Jezusa.
Były Pisma, nie było - przekaz był ustny - mitologia.
|
|
| |  | | schlawiner (400 punktów) | > zastępując hebrajskie słowo rodzaju żeńskiego, określające ducha - "ruch" Sg. "ruach" (patach ganuw) Pl. "ruchot" (tak "Biesy" w przekładzie).
|
|
|  | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>>Konstantyn zwołał i przewodniczył pierwszemu soborowi ekumenicznemu w Nicei w 325 roku.... >Żeby nie powoływać się na "bezbożników" podaję cytat z super-hiper-kato-poprawnej FRONDY: >www.fronda(*)-czytac-w-internecie,2386.html. Jest to o jednym z najstarszych zachowanych egzemplarzy Nowego Testamentu, o Kodeksie Watykańskim. Pochodzi z lat 330-350. Podobnie stary jest Kodeks Synajski.
Pomyliłeś się. Przecież przytoczony przez Ciebie mini artykulik z Frondy dotyczy kodeksu synajskiego, a nie watykańskiego. Zwróć uwagę, że w tekście nie padają w ogóle słowa "kodeks watykański".
Kodeks synajski - bo o nim mowa - pochodzi rzeczywiście z IV wieku n.e. Faktem jest, że kodeks watykański datowany jest również na IV wiek, lecz synajski uważany jest za starszy. Zawierają one niemal cały tekst zarówno Starego jak i Nowego Testamentu (występują w nich niewielkie ubytki tekstu). Zaliczane są do grupy czterech wielkich i niewątpliwie najważniejszych kodeksów biblijnych. Poza nimi do grupy tej zaliczane są jeszcze kodeksy aleksandryjski i Efrema datowane na V wiek.
>Niczego starszego nie ma.
To nieprawda! Posiadamy wiele - naprawdę wiele - papirusów Nowego Testamentu starszych od kodeksu synajskiego nawet o około 150 i nieco więcej lat. Faktem jest, że żaden z tych papirusów nie zawiera całego tekstu NT, a wiele z nich zawiera niewielkie tylko fragmenty tekstu. Ale na wielu spośród tych papirusów znajdują się całkiem spore ilości tekstu - od kilku do kilkunastu rozdziałów ewangelii lub listów, lub nawet całe niektóre księgi. Przedstawię chronologicznie kilkanaście takich papirusów.
Najstarszy jest papirus Rylandsa 457 oznaczany jako P52. Datowany jest na okres drugiego ćwierćwiecza II wieku n.e. Ten fragment papirusu o rozmiarach około 9 na 6 cm zawiera dwa fragmenty Ewangelii Jana w grece koine: na recto J 18, 31-33, zaś na verso J 18, 37-38.
Młodsze od niego są dwa papirusy pochodzące z II wieku n.e.: P90 zawierający dwa rozdziały z J oraz P104 zawierający jeden rozdział z Mt. Być może należy tu zaliczyć jeszcze papirus P98 z jednym rozdziałem z Ap, ale datacja w jego przypadku jest niepewna.
W następnej kolejności należy wymienić papirusy pochodzące z ok. roku 200 (przełom II i III wieku). Zalicza się tu papirusy: P32 (dwa rozdziały z Tt), P64 = P67 (trzy rozdziały z Mt), P66 (Bodmer II - cała J), P75 (po kilkanaście rozdziałów z Łk i J) oraz P103 (dwa rozdziały z Mt).
W następnej kolejności należy wymienić około 65 papirusów z III wieku (powstałe nie później niż w roku 300, czyli na przełomie III i IV wieku). Ja wymienię tylko kilka z nich: P1 (jeden rozdział z Mt), P4 (sześć rozdziałów z Łk), P5 (trzy rozdziały z J), P13 (kilka rozdziałów z Hbr), P22 (dwa rozdziały z J), P40 sześć rozdziałów z Rz), P45 (po wiele rozdziałów z czterech ewangelii i z Dz), P46 (osiem całych listów Pawła i kilka rozdziałów dziewiątego), P70 (kilka rozdziałów z Mt), P101 (dwa rozdziały z Mt), P108 (dwa rozdziały z J) oraz P115 (dwanaście rozdziałów z Ap).
Jak widzisz posiadamy dość dużo papirusów sprzed soboru nicejskiego.
>Oprócz jakiegoś skrawka z dwoma wersetami z ewangelii Marka.
Piszesz zapewne o niewielkim fragmencie papirusu odnalezionym w siódmej grocie Qumran, wokół którego swego czasu sporo zamieszania wywołał Carsten Thiede, kontrowersyjny niemiecki biblista. Twierdził on mianowicie, że ten skrawek papirusu - oznaczonego jako 7Q5 - zawiera fragment z Ewangelii Marka, a mianowicie Mk 6, 52-53. Papirus ten datowany jest na okres przed rokiem 68 n.e. (zdobycie Qumran przez Rzymian). Zdecydowana większość badaczy nie poparła hipotezy prof. Thiede. Aktualnie bodaj nikt już nie uznaje juz papirusu 7Q5 za fragment Mk. Papirus Rylandsa 457 pozostał zatem najstarszym znanym papirusem Nowego Testamentu.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | 12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Zatem nie mamy niczego sprzed soboru nicejskiego.
Powyżej udowodniłem Ci, że mamy dość dużo papirusów sprzed tego soboru.
>Można więc spokojnie twierdzić, że wtedy, w roku 325-tym stworzono od nowa podstawy chrześcijaństwa. To coś mniej więcej tak, jakby za jakieś 300 lat ktoś zaczął pisać historię Solidarności i jej Wielkiego Przywódcy TW Bolka. Nie zawracając sobie przy tym głowy jakimiś krytycznymi opiniami i opierając się na wybranych dokumentach z Instytutu Wałęsy.
To się nazywa spiskowa teoria dziejów. Nie Ty jesteś wprawdzie jej twórcą, lecz niejaki Dan Brown, który poglądy swoje wyraził w znanym Kodzie Leonarda da Vinci. Tam zawarł swoje pseudo-historyczne rewelacje a Ty - tak bowiem odbieram Twoją wypowiedź - tu je nam przedstawiasz? Jeśli słusznie to oceniam, to kiepskie wybrałeś sobie źródło wiedzy.
A zatem na soborze nicejskim nie stworzono od nowa podstaw chrześcijaństwa. Ani Konstantyn Wielki - który ten sobór zwołał i przewodniczył jego obradom - ani żaden z biskupów uczestniczących w posiedzeniach soboru, nie napisali od nowa żadnej ewangelii ani innej księgi Nowego Testamentu, do żadnej z nich nic nie dodali, z żadnej nic nie wykreślili. Nie ustalono również wtedy kanonu NT. Nikt nie decydował, które księgi mają się w kanonie znaleźć, a które należy odrzucić. To były procesy trwające od wielu, wielu lat i sobór nicejski nie miał z tym nic wspólnego. Nie dysponujemy żadnym dokumentem, który potwierdzałby takie rewelacje lub choćby sugerował, że tak było. Jeśli znane Ci są takowe dokumenty - ba, choćby jeden tylko - to przedstaw je tu.
Faktem jest, że na soborze nicejskim "przedefiniowano" Jezusa. Z wędrownego charyzmatycznego nauczyciela i "uzdrowiciela" uczyniono go pozaziemską istotą współistotną Bogu, co nie znajduje żadnego potwierdzenia w treści Nowego Testamentu. Stało się tak przez przyjęcie na soborze nicejskiego wyznania wiary (przetworzonego w 381 roku w wyznanie konstantynopolitańskie). Nie powstało ono niejako od nowa, lecz było efektem sporów w łonie Kościoła trwających co najmniej od początków III wieku n.e. Faktem ponoć jest, że jego autorem był cesarz Konstantyn (jeśli nawet nie w całości, to w najważniejszej jego części). To on zadecydował o umieszczeniu w wyznaniu greckiego słowa homoousios - które nie padło dotąd podczas obrad - i jednoczesnym odrzuceniu różniącego się jedną literą (ale o decydującym na wieki znaczeniu) słowa homoiousios rozstrzygając w ten sposób trwający od wielu lat spór pomiędzy Aleksandrem i Atanazym a Ariuszem. Z tego powodu nicejskie wyznanie wiary powinno być raczej nazywane wyznaniem konstantyńskim, gdyż de facto cesarz Konstantyn zadecydował, że w 300 lat po śmierci Jezus stał się bogiem.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 1 na 1 | Marian Forewa (906 punktów) | >Faktem jest, że na soborze nicejskim "przedefiniowano" Jezusa. Z wędrownego charyzmatycznego nauczyciela i "uzdrowiciela" uczyniono go pozaziemską istotą współistotną Bogu, co nie znajduje żadnego potwierdzenia w treści Nowego Testamentu.
Niestety, jest dokładnie odwrotnie. To w dwudziestym wieku teologowie, w obliczu niemożliwości dalszego przedstawiania czarów-marów jako prawdy historycznej "przedefiniowali" Jezusa jako zwykłego, wędrownego nauczyciela. W rzeczywistości wszystkie teksty NT przedstawiają go jako byt nadprzyrodzony, nawet ewangelie.
Trik polega na tym, że a priori przyjmuje się istnienie historycznego Jezusa jako pewnik, następnie ignoruje się wszystko co w tych tekstach magiczne, niemożliwe i głupie, i to co zostaje, głównie rzekome wypowiedzi JC poddaje się analizie przy pomocy bzdurnych "kryteriów autentyczności", i proszę bardzo "JC powiedział to, JC powiedział tamto, a tego wcale nie powiedział" - i z kapelusza wyskakuje koleś na miarę potrzeb i możliwości teologów, o którym wcześniej nie napisano ani słowa.
Szkoda że prawdziwi historycy nie garną się do tego tematu, ale trudno im się dziwić, źródła są wyjątkowo podłej jakości.
|
|
 | 8 na 8 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Ciekawostka o której może nie wszyscy wiedzą - Konstantyn z soboru wyrzucił biskupów kościoła wschodniego jako, że ci byli lepiej wykształceni, a pozostawił zachodnich nieuków.
Podaj źródła informacji, jakoby Konstantyn wyrzucił z soboru nicejskiego biskupów kościoła wschodniego.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) | >Podaj źródła informacji, jakoby Konstantyn wyrzucił z soboru nicejskiego biskupów kościoła wschodniego. 5. C. F. Volney, Les Rulnes ou Meditation sur les Revolutions des Empires, 1791. Ch. F. Dupuis, Nietzsche, Der Antichrist, s. 44. Ellerbe Helen - Ciemna Strona Historii Chrzescijanstwa
Cytuję Deschnera - tutaj akurat nie pisze wprost o wyrzuceniu (biskupów z zachodu jest tylko kilku), ale Ellerbe Helen i Ranke-Heinemann Uta, już tak. Cytuję Deschnera: "Synod antiochijski stanowił tylko rodzaj preludium do zgromadzenia hierarchów Kościoła, które Konstantyn zamierzał pierwotnie zwołać do Ankyry (dzisiejszej Ankary), ale odbyło się ono w roku 326 w jego letniej rezydencji w Nicei, mieście położonym w północno-zachodniej części Azji Mniejszej, i był to pierwszy sobór ekumeniczny, to znaczy powszechny, z udziałem około trzystu biskupów z całego świata. Ogromna ich większość pochodziła ze Wschodu. Przedstawicielami Zachodu byli: jeden biskup z Galii, jeden z Kalabrii oraz jeden z Panonii, a ponadto hiszpański biskup Hozjusz z Kordoby, biskup Cecylian z Kartaginy, jak też dwaj kapłani rzymscy wydelegowani przez chorego biskupa Rzymu, Sylwestra Jednakowoż poziom intelektualny wielu uczestników soboru okazał się dość niski. Ktoś złośliwy napisał wówczas, zapewne bezpodstawnie, że "w tym synodzie wzięli udział tylko ludzie nieuczeni" To by było na tyle.
Faktycznie palnąłem głupstwo - Myślałem o zachodnich , a napisałem wschodnich. Niemniej jednak nie zmienia to wiele- wszyscy historycy jednoznacznie twierdza, że poziom był bardzo niski, aczkolwiek sam Deschner podchodzi z pewną rezerwą.
|
|
| |  | | PerverserPerser (579 punktów) | >tutaj akurat nie pisze wprost o wyrzuceniu (biskupów z zachodu jest tylko kilku), ale Ellerbe Helen i Ranke-Heinemann Uta, już tak.< Chyba coś źle zapamiętałeś. Początkowo 17 biskupów sprzeciwiło się formule nicejskiej. Gdy Konstantyn zagroził im banicją, zagłosowali na tak, ale pokoju z tego powodu w cesarstwie nie było nadal.
Wierzyć jest łatwiej niż wiedzieć.
|
|
| | |  | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) | >>tutaj akurat nie pisze wprost o wyrzuceniu (biskupów z zachodu jest tylko kilku), ale Ellerbe Helen i Ranke-Heinemann Uta, już tak.< >Chyba coś źle zapamiętałeś. Początkowo 17 biskupów sprzeciwiło się formule nicejskiej. Gdy Konstantyn zagroził im banicją, zagłosowali na tak, ale pokoju z tego powodu w cesarstwie nie było nadal. Protokołów nie sporządzano albo też Kościół zadbał o to, by zniknęły, stąd różne źródła różnie podają. Faktem jest, że dla Konstantyna prawda nie była istotna. Rufin opowiada o pewnym wydarzeniu - "Gdy na początku soboru biskupi oskarżali się nawzajem o herezję i wręczali cesarzowi pisma zawierające prośby do niego oraz zarzuty pod adresem innych hierarchów, Konstantyn wyznaczył na rozpatrzenie ich jeden dzień, a kiedy on nastąpił, nie przeczytał owych pism, lecz kazał je wszystkie spalić, "by nikt się nie dowiedział o braku zgody wśród kapłanów". Tekstów jest sporo, różnią się nieco, ale generalnie są to różnice dotyczące samego przebiegu. Myślę, że różnice mogą wynikać zarówno z interpretacji jak i samych tłumaczeń.
|
|
| |  | 10 na 10 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Podaj źródła informacji, jakoby Konstantyn wyrzucił z soboru nicejskiego biskupów kościoła wschodniego. >5. C. F. Volney, Les Rulnes ou Meditation sur les Revolutions des Empires, 1791. Ch. F. Dupuis, >Nietzsche, Der Antichrist, s. 44. >Ellerbe Helen - Ciemna Strona Historii Chrzescijanstwa
Nie znam niestety dwóch pierwszych pozycji, na które sie powołujesz. Znam natomiast książkę Ciemna strona historii chrześcijaństwa autorstwa Helen Ellerbe. Nie podałeś, na których stronach książki znajdują sie interesujące nas informacje a książka, jak na złość, nie posiada indeksu. Przejrzałem więc ją pobieżnie (około 180 stron). Na stronicach 25 i 27 znalazłem raczej skromne informacje o soborze nicejskim (aż 10 zdań). Nie znalazłem informacji o wyrzuceniu z soboru biskupów, czy to Kościoła wschodniego, czy też zachodniego. Możliwe jednak, ze przy pobieżnym przeszukiwaniu nie dostrzegłem powyższej informacji na jakiejś innej stronicy książki. Nie przypominam sobie jednak, bym kiedykolwiek coś na ten temat czytał.
>Cytuję Deschnera - tutaj akurat nie pisze wprost o wyrzuceniu (biskupów z zachodu jest tylko kilku), ale Ellerbe Helen i Ranke-Heinemann Uta, już tak.
Twierdzisz ponownie, że o wyrzucaniu biskupów z soboru mowa jest w książce Helen Ellerbe, ale ani nie podajesz, na których stronicach książki znajduje się ta informacja, ani też nie cytujesz właściwego fragmentu. Twierdzisz, że Deschner "nie pisze wprost o wyrzuceniu biskupów", ale zamieszczasz fragment ze strony 37 drugiego tomu jego książki I znowu zapiał kur (z rozdziału dotyczącego soboru nicejsjkiego). Po co więc zacytowałeś ten fragment? O soborze nicejskim Deschner pisze również na stronach od 226 do 228 pierwszego tomu Kryminalnej historii chrześcijaństwa. Informuję Cię, że również w tej książce nie informuje o wyrzucania biskupów z soboru. Nie czyni tego zresztą ani "wprost" ani "nie wprost". Jestem przekonany, że gdyby Deschner posiadał takie informacje, bez wątpienia by o tym napisał. Sprawdziłem jeszcze w Krzyż Pański z Kościołem i nic nie znalazłem.
Zajrzałem również - zgodnie z twoją sugestią - do znanych mi prac Uty Ranke-Heinemann (Nie i amen oraz Seks, odwieczny problem Kościoła). Ponownie bez rezultatu.
Przejrzałem zatem kolejne opracowania, w których jest mowa o soborze nicejskim: -- Wojny w imieniu Jezusa Philipa Jenkinsa, -- Tajemnica rabbiego Jezusa Johanesa Lehmanna, -- Religia imperium. Chrześcijaństwo od Konstantyna do podboju arabskiego Dennisa E. Groha, -- Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa Marcela Simona, -- Konstantyn Wielki Aleksandra Krawczuka oraz trzy prace autorów chrześcijańskich: -- Sobory niepodzielonego Kościoła Marka Starowieyskiego, -- Chrześcijaństwo Jana Wierusza Kowalskiego, -- tom I Dokumentów soborów powszechnych Arkadiusza Barona i Henryka Pietrasa. I tym razem znowu pudło. Poddałem się i zakończyłem poszukiwania.
>To by było na tyle.
Tak, to byłoby na tyle.
>Faktycznie palnąłem głupstwo - Myślałem o zachodnich , a napisałem wschodnich.
Mój komentarz jest powyżej. Uzupełnię tylko, że przykładowo Aleksander Krawczuk na stronie 22 wzmiankowanej książki napisał m.in.: "W gruncie rzeczy był to zjazd biskupów tylko ze wschodniej części imperium. Z zachodu przyjechało zaledwie kilku [...]".
>Niemniej jednak nie zmienia to wiele- wszyscy historycy jednoznacznie twierdza, że poziom był bardzo niski, aczkolwiek sam Deschner podchodzi z pewną rezerwą.
Nie dostrzegam nadmiaru rezerwy w tym, co napisał Deschner na temat poziomu intelektualnego uczestników soboru (str. 37 drugiego tomu I znowu zapiał kur). Marek Starowiejski (badacz katolicki) na str. 41 wzmiankowanej wyżej książki napisał na ten temat: "Najwięcej było jednak biskupów niezdecydowanych, często chyba nie bardzo rozumiejących nawet poruszane problemy [...]".
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | Cytuję fragment z Ellerbe Helen - Ciemna Strona Historii Chrzescijanstwa str.15 "Konstantyn, który traktował zagadnienia religijne jedynie z politycznego punktu widzenia, zapewnia jednomyślność przez skazanie na wygnanie biskupów, którzy nie odpowiadali nowej religii." Powyższy fragment potwierdza, że cesarz nie dopuścił do debaty, tych którzy w jakiś sposób mogliby mu przeszkodzić w przewodzeniu soborem.
|
|
| | | |  | 11 na 11 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Zacznijmy od początku. Najpierw napisaleś: > Ciekawostka o której może nie wszyscy wiedzą - Konstantyn z soboru wyrzucił biskupów kościoła wschodniego jako, że ci byli lepiej wykształceni, a pozostawił zachodnich nieuków.(moje wytłuszczenie) Jako dowód tego stwierdzenia przytoczyłeś teraz fragment z książki Helen Ellerbe zatytułowanej Ciemna strona historii chrześcijaństwa: > Cytuję fragment z Ellerbe Helen - Ciemna Strona Historii Chrześcijaństwa str.15> "Konstantyn, który traktował zagadnienia religijne jedynie z politycznego punktu widzenia, zapewnia jednomyślność przez skazanie na wygnanie biskupów, którzy nie odpowiadali nowej religii."(wytłuszczenie również moje) Napisałeś również, że: > Powyższy fragment potwierdza, że cesarz nie dopuścił do debaty, tych którzy w jakiś sposób mogliby mu przeszkodzić w przewodzeniu soborem.Z przytoczonego fragmentu nie wynika bezpośrednio, kiedy Konstantyn skazał jakichś biskupów na wygnanie. Ponieważ jednak zdanie to znajduje się niemal zaraz po zdaniu: W celu rozstrzygnięcia ideologicznych sprzeczności Kościoła, Konstantyn zwołał i przewodniczył pierwszemu soborowi ekumenicznemu w Nicei w 325 rokunależy wnioskować, że do zdarzenia tego doszło w czasie trwania soboru, a konkretnie przed ostatecznym rozstrzygnięciem (a dokładnie: przed składaniem podpisów pod treścią credo, czyli nicejskiego wyznania wiary). Jeśli tak będziemy to rozumieć, to rzeczywiście musimy uznać, ze przez usunięcie z soboru "nieposłusznych" biskupów (niestety, Ellerbe nie informuje jakich i ilu) cesarz zapewnił jednomyślność. Stwierdzam jednak jednoznacznie, że przytoczony przez Ciebie fragment z książki Helen Ellerbe nie jest oparty na powszechnie dostępnych informacjach, a zatem - nazywając rzecz po imieniu - jest to nieprawda. Albo Ellerbe nie zna szczegółowo faktów i wszystko jej się miesza, albo celowo pisze tendencyjnie - w jednym i w drugim przypadku wprowadza czytelników w błąd. Wyjaśniam Ci zatem, co na ten temat mówią dostępne źródła. Otóż rzeczywiście cesarz Konstantyn skazał na wygnanie najpierw trzech biskupów a potem jeszcze dwóch, ale miało to miejsce już po ostatecznym rozstrzygnięciu (złożeniu podpisów pod credo), którego wynik bynajmniej nie był jednomyślny. Najzwięźlej jest to opisane przez K. Deschnera w drugim tomie I znowu zapiał kur. Cytuję ze strony 42: Jedynie obaj biskupi ariańscy, Secundus z Ptolemais i Theonas z z Marmaryki, oraz sam Ariusz odmówili podpisania formuły wiary, jakiej życzył sobie cesarz. Zostali oni potępieni i natychmiast skazani na banicję. Ariusz nie tylko utracił godność biskupią, ale ponadto wyklęto go w straszliwy sposób. Biskupi Euzebiusz z Nikomedii i Teognis z Nicei oraz prawdopodobnie również Maris z Chalcedonu zaakceptowali co prawda nicejski symbol, lecz nie uznali potępienia Ariusza, bo w ich mniemaniu sobór przedstawił jego naukę fałszywie. Cesarz dał im najpierw czas do namysłu, ale gdy niedługo udzielili schronienia Ariuszowi i obu wygnanym biskupom, również oni - Euzebiusz i Teognis - zostali pozbawieni władzy biskupiej i wysłani do Galii. Ariusz i biskupi ekskomunikowani w Nicei musieli udać sie na wygnanie do Ilirii.Dodam jeszcze - w oparciu o Sobory niepodzielonego Kościoła Marka Starowieyskiego, że za Ariuszem, który nie przyjął wyznania, poszło 19 biskupów. I dalej ze strony 44: Po reprymendzie udzielonej im przez Konstantyna pozostali z nim tylko jego dwaj wierni towarzysze: Sekundus, biskup Ptolemaidy i Teonas z Marmaryki - obaj z Libii. Mam nadzieję, że teraz już wszystko jasne. Zachęcam Cię do wybierania bardziej wiarygodnych lektur. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | romaro (25211 punktów) | Nie zamierzam polemizować. Helen Ellerbe rzeczywiście może się wydawać mało wiarygodna głównie dlatego, że nie podaje źródeł i to już powinno zwrócić moją uwagę. Pozdrawiam
|
|
3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | |
|
3 na 3 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
> Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję:> "historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary"Co wcale nie oznacza, że nie ma w tych utworach ciekawych rzeczy, wręcz anegdot Cytat: 23 A około tego okresu powstał niemały zamęt co do nauki. 24 Bowiem pewien mincarz, imieniem Demetriusz, robiąc srebrne świątynie Artemidy dostarczał niemały zarobek rzemieślnikom. 25 Zatem zebrał ich razem, a także podobnych pracowników i powiedział: Mężowie! Wiecie, że z tego zarobku jest nasz dobrobyt. 26 A widzicie i słyszycie, że ten Paweł przekonał oraz nakłonił liczny tłum nie tylko z Efezu, ale prawie z całej Azji mówiąc, że nie ci, co powstają przez ręce są bogami. 27 Ale nie tylko ta sprawa jest naszym zagrożeniem, aż do pozbawienia wartości; lecz również za nic ma być uważana świątynia wielkiej bogini Artemidy, i ma zostać odarta ze swej wielkości ta, którą czci cała Azja oraz zamieszkała ziemia. 28 A kiedy to usłyszeli, byli pełni gniewu i krzyczeli, mówiąc: Wielka jest Artemida Efezjan. 29 Zatem miasto było pełne zamętu. Jednomyślnie pędzili też do teatru, porwawszy Macedończyków Gajusa i Artstarcha, towarzyszy podróży Pawła. 30 Zaś gdy Paweł chciał wyjść do mieszkańców, uczniowie mu nie pozwalali. 31 A i niektórzy z azjarchów, będąc mu przyjaciółmi, posłali do niego oraz go prosili, aby sam nie wychodził do teatru. 32 I doprawdy, jedni coś drugim krzyczeli, gdyż społeczność została doprowadzona do zamieszania oraz większość nie wiedziała z jakiego powodu się zeszli. 33 Ale z tłumu wywlekli Aleksandra, ponieważ wypchnęli go Żydzi. A Aleksander skinął ręką, gdyż chciał przemówić do ludu w swej obronie. 34 Ale kiedy poznali, że jest Żydem, mniej więcej przez dwie godziny pojawił się jeden głos od wszystkich, a wołali: Wielką jest Artemida Efezjan. 35 Zaś sekretarz powstrzymał tłum oraz mówi: Mężowie Efezjanie, jakże to! Czy jest ktoś z ludzi, co nie wie, że miasto Efezjan zostało opiekunem świątyni wielkiej bogini Artemidy i wizerunku, który spadł z nieba? 36 Zatem słuszne jest w świetle tych istniejących oraz niezaprzeczalnych faktów abyście byli powściągniętymi i niczego porywczo nie działali. 37 Bowiem przyprowadziliście tych mężów ani nie świętokradców, ani nie bluźnierców naszej bogini. 38 Jeśli zatem Demetriusz oraz ci, razem z nim rzemieślnicy, mają przeciwko komuś sprawę, niech zostaną pozwani przed sądy rynkowe. Są także prokonsulowie oskarżajcie więc jedni drugich. 39 Ale jeśli czegoś ponadto szukacie zostanie to wyjaśnione w zgromadzeniu, które trzyma się prawa. 40 Ponieważ się narażamy, że zostaniemy oskarżonymi w sprawie dzisiejszych rozruchów. Gdyż nie ma żadnej przyczyny, wobec której będziemy mogli zdać sprawę odnośnie tego skupiska. To powiedział oraz rozwiązał zgromadzenie. Nowa Biblia Gdańska, Dokonania apostołów, 19, 23 - 40. Żeby było jeszcze bardziej zabawnie, w Efezie nie ma już wprawdzie Artemizjonu, ale potomkowie mincarza Demetriusza i jemu podobnych mają dziś Domek Maryi Dziewicy, na którym też potrafią zarobić na swój dobrobyt. www.ephesus.us/ephesus/houseofvirginmary.htmOczywiście, osobiście nie mam nic przeciwko kultowi Diany czy Najświętszej Dziewicy, a nawet wprost przeciwnie. Jak można się dowiedzieć z Dziejów Apostolskich, Paweł, jego uczniowie i przyjaciele też nie mieli nic przeciwko Wielkiej Artemidzie. Swoją drogą, ciekawe jest, jak Paweł potrafił wkręcić się do miejscowej elity, skoro wśród jego popleczników znaleźli się wkrótce wysoko postawieni oficjele - tzw. azjarchowie. Musieli oni dostrzegać w Pawłowej nauce jakiś potencjał, skoro udzielali apostołowi swojego poparcia. Wątpliwe jest, by Pawłowi się to udało, gdyby był on nieprzejednanym fanatykiem, nieskłonnym do żadnych ustępstw wobec wpływowego cechu rzemieślników, zajmujących się wyrobem srebrnych dewocjonaliów, a więc obracających sporymi ilościami szlachetnego kruszcu. Tym bardziej, że był Żydem, a przecież - jak świadczy o tym przytoczony fragment z Dziejów Apostolskich - Żyd dla Greków to nie był ktoś, kogo warto byłoby słuchać lub choćby dopuszczać do głosu, nawet jeśli dla niepoznaki ukrywał swoją tożsamość etniczną, kulturową i religijną pod swojsko brzmiącym imieniem Aleksander (częsta żydowska praktyka kamuflażowa, znana w antyku i z czasów późniejszych). 
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
 | 4 na 4 | romaro (25211 punktów) | >Musieli oni dostrzegać w Pawłowej nauce jakiś potencjał, skoro udzielali apostołowi swojego poparcia.
W Antiochii, w stolicy Syrii, istniała związana już z judaizmem, wywodząca się od zwolenników Szczepana, wspólnota chrześcijańska, na którą Paweł, spędziwszy w niej dłuższy czas swojego życia, wywarł ogromny wpływ. Antiochia, ośrodek jeszcze długo znaczący dla dziejów chrześcijaństwa, była też miastem, w którym zostały zainicjowane najistotniejsze fakty w rozwoju tej religii. Na jej szczególny charakter wskazuje również znana powszechnie informacja o tym, że właśnie tamtejszych uczniów jako pierwszych nazywano chrześcijanami. Po tym czasie, gdy był już znany, Paweł zaczął propagować chrześcijaństwo poza terenem Antiochii.
W tym kontekście jeszcze bardziej wyłania się fakt, że Sobór Nicejski to była farsa, w której uczestniczyli mało obeznani w teologii biskupi z zachodu.
|
|
|  | 3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Po tym czasie, gdy był już znany, Paweł zaczął propagować chrześcijaństwo poza terenem Antiochii.<<Pamiętać też należy, że najstarszymi pismami, które weszły do kanonu Nowego Testamentu nie były ewangelie, ale listy pawłowe. A z tych listów wynika, że Paweł praktycznie nic nie wiedział o Jezusie: www.patheo(*)aul-know-about-jesus-not-much/W tych listach nie ma nic o tym, o czym podobno Jezus nauczał, ani nie ma nic o cudach. To wszystko zostało napisane później. A wypisywano również tak wierutne bzdury, że wiele tych pism wylądowało w koscielnym śmietniku z etykietą APOKRYFY, bo najwyraźniej nie chciano ośmieszać się czymś takim. Każą nam wierzyć, że ci, do których Paweł apostoł pisał swoje listy byli chrześcijanami niemal takimi jak dzisiejsi. A to prawdopodobnie byli wyznawcy judaizmu opanowani ideą mesjanizmu.
|
|
| |  | 3 na 3 | romaro (25211 punktów) | >W tych listach nie ma nic o tym, o czym podobno Jezus nauczał, ani nie ma nic o cudach. Żadna z orientacji judeochrześcijańskich, zapoczątkowanych przez pierwotną gminę, nie zaakceptowała Pawła jako apostoła. Między Piotrem i Pawłem trwała zażarta wojna. Zwolennicy Pawła wykazywali po jego śmierci nie mniejszą w walce toczonej przeciwko judeochrześcijanom (stronnictwu Jakuba). List do Tytusa, napisany kilkadziesiąt lat po śmierci Pawła: "Jest bowiem wielu krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli, zwłaszcza wśród obrzezanych: trzeba im zamknąć usta, gdyż całe domy skłócają, nauczając, czego nie należy, dla nędznego zysku".
|
|
| |  | 5 na 5 | Drobner (19539 punktów) | > Pamiętać też należy, że najstarszymi pismami, które weszły do kanonu Nowego Testamentu nie były ewangelie, ale listy pawłowe.I tu jest ciekawostka poznawcza: 1. najstarszymi pismami, które weszły do kanonu Nowego Testamentu nie były ewangelie, ale listy pawłowe; 2. "Żadna z orientacji judeochrześcijańskich, zapoczątkowanych przez pierwotną gminę, nie zaakceptowała Pawła jako apostoła (romaro, p. ciut wyżej); 3. na przykład ebionici: "... obok niedzieli zachowywali szabat i inne żyd. przepisy (...) odrzucali ofiarę mszy i kapłaństwo; nie przyjmowali Listów Pawła, którego uważali za apostatę i wroga Prawa Mojżeszowego..." ("Encyklopedia Katolicka" Lublin 1985, t. IV, szp. 636)Czego więc wtedy uczono?, na jakiej podstawie?, skoro: > ...tych listów wynika, że Paweł praktycznie nic nie wiedział o Jezusiea i najstarsze zachowane pisma też są nadzwyczaj powściągliwe nt. "dzieł" 'Jezusa' i 'ofiary, mszy' (np. Didache, List Klemensa, Celsus). > A wypisywano również tak wierutne bzdury, że wiele tych pism wylądowało w koscielnym śmietniku z etykietą APOKRYFY, bo najwyraźniej nie chciano ośmieszać się czymś takim.Nie wiadomo tylko, czy wśród zachowanych 'apokryfów' są i te, które ongiś były 'prawowierne'. Praktyką powszechną było 'palenie pism', które później uznano za 'niewłaściwe', a na których podstawie kształtowano 'świadomośc i chrześcijańskie'. A było ich 'troszkę'... (i pism i świadomośc i) W tej sytuacji Prawdziwe Słowo Celsusa zdaje się być niedocenionym źródłem. Np: Cytat:... uczniowie zdradzili Jezusa i wyparli się go nie troszcząc się wcale o niego Cytat: a gdyśmy go zdemaskowali, potępili i skazali na karę śmierci ukrywał się i sromotnie uciekł, aż został wydany przez tych, których uważał za swych uczniów A teraz w 'piśmie' jest i inna kolejność zdarzeń (najpierw wydanie, później sąd), i inna liczba 'zdrajców'. Może ktoś wie więcej na ten temat? A skądże , gdyż: Cytat:[Mówi Celsusowy Żyd  Jakże to, wywodzicie swoje pochodzenie z naszych świętych Pism, a skoro tylko poczyniliście postępy, pogardzacie nimi, choć poza naszym Prawem nie potraficie wskazać żadnego innego źródła swej nauki? Drobner, epistemologiczno-aksjomatyczny
|
|
3 na 3 | julek (1527 punktów) | Polecam Emanuelle Carrere - Królestwo i stare dzieło- Ernst Renan - Żywot Jezusa.
|
|
 | Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) | > Polecam> Emanuelle Carrere - Królestwo i stare dzieło- Ernst Renan - Żywot Jezusa.Ze staroci niezrównana jest książeczka: www.gutenberg.org/ebooks/8855
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
1 na 1 | DKnoto (982 punktów) | Polecam do poduszki stronę "Antyk kontra chrystianizm", kiedyś poprawnie zwaną antychryst.info  Niestety autorzy wymiękli i zmienili nazwę
|
|
1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Krótko mówiąc polecam "Reformy Dioklecjana i Konstantyna" na polskiej wikipedii.> pl.wikiped(*)ormy_Dioklecjana_i_KonstantynaOt wymyślił... Z tego co zalinkowałeś, to trzeba mieć dużo fantazji, aby z tego: "Konstantyn wydał w 313 edykt mediolański, zezwalający na legalne wyznawanie chrześcijaństwa[4]. Dostrzegł w nim siłę, która mogła stanowić element spajający nowy porządek. Wcześniej siłę tę stanowił kult religijny oddawany osobie cesarza. Konstantyński edykt wolności religijnej sprawił, że chrześcijaństwo miało wspierać państwo w radykalnie odmienny sposób. Odtąd praktykowanie jakiejkolwiek religii miało być sprawą osobistego wyboru obywateli. Wraz z chrześcijaństwem weszło w życie polityczne pojęcie wolności religijnej. Jednym z ideologów Nowej Republiki był Laktancjusz, wychowawca cesarskiego syna Kryspusa. Cel jego dzieła Divinae Institutiones (Boże rozporządzenia) był ten sam, co wcześniej De oficiis Cycerona[3]. Dwadzieścia cztery lata później, będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest. Wszyscy kolejni cesarze byli chrześcijanami. Wyjątkiem okazał się panujący w latach 361-363 Julian, który podjął ostatnią - nieudaną - próbę ożywienia religii starorzymskiej. W 392 cesarz Teodozjusz Wielki wprowadził chrześcijaństwo jako religię państwową. Wszelkie inne były odtąd nielegalne." wywnioskować to: > Okazuje się, że chodziło im (cesarzom) tylko o uspokojenie konfliktów w cesarstwie jak postawili i lansowali(cynicznie) tę religię i nawet następca Konstantyna (Julian) kompletnie w nią nie wierzył i chciał "odkręcić" to namaszczenie ale już się nie udało.Skoro Konstantyn był takim cynikiem, to dlaczego będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest? Oj Ty, antyklerykale za 5 groszy... > Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję:> "historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary"> i to na długo po rzekomych cudach Jezusa, czyli nie przez rzekomych naocznych świadków.Ażesz Ty... co Ty powiesz... naprawdę tak było? Oooooo kurdę... chyba jako katolik teraz się pohlastam... przez samo "h".
Najbardziej śmieszą mnie lemingi w hełmach dociśniętych chomątem.
|
|
 | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >Skoro Konstantyn był takim cynikiem, to dlaczego będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest? Czy można nazwać Mieszka I cynikiem? W pewnym stopniu musiał nim być, przecież wiadomo, że przyjął chrzest z pobudek czysto politycznych. Wracając do Konstantyna - Ortodoksyjne chrześcijaństwo przyciągało uwagę władz nie jako religia, która popierałaby oświecenie i rozwój duchowy, ale jako coś, co mogło pomóc przywrócić porządek i przestrzeganie prawa w upadającym cesarstwie. Czy Konstantyn miał sen? Mało istotny wybieg, na potrzeby gawiedzi (sny, objawienia), stosowany do dnia dzisiejszego w KK. Encyklopedia Katolicka przyznaje, że "We wszystkich dziedzinach fałszerstwo,interpolacja i ignorancja, wyrządziły ogromne szkody". Konstantyn miał wokół samych wrogów, widział w chrześcijaństwie oparcie dla swojej własnej siły zbrojnej i zjednoczenia wielkiego, przeżywającego trudności Imperium Rzymskiego.
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | |
|
|  | 2 na 2 Zielony Tygrys (4780 punktów) (zablokowany) | > >Skoro Konstantyn był takim cynikiem, to dlaczego będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest?> Czy można nazwać Mieszka I cynikiem? W pewnym stopniu musiał nim być, przecież wiadomo, że przyjął chrzest z pobudek czysto politycznych.Jak to z tym Mieszkiem było scontent-w(*)0d6d2ba4d0669343ea&oe=5771EAD6
Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
|
|
 | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Skoro Konstantyn był takim cynikiem, to dlaczego będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest?Lepiej zadaj sobie pytanie, dlaczego zrobił to dopiero na łożu śmierci. Zastanów się też nad tym, dlaczego przyjął chrzest z rąk biskupa Euzebiusza z Nikomedii, głównego - obok Ariusza - poplecznika arianizmu. Zadaj sobie również pytanie, dlaczego w dniu 21 maja 337 roku, czyli dzień przed śmiercią ale już po przyjęciu chrztu, Konstantyn wydał edykt, w którym zwolnił od danin i innych powinności kapłanów kultu panującej rodziny, czym dał dowód, że konsekwentnie do końca życia popierał aspekty dawnej religii. Przypomnij sobie okoliczności rzekomo poprzedzające bitwę i zwycięstwo Konstantyna na moście mulwijskim w 312 roku, tzn. ukazanie się Konstantynowi na niebie krzyża i napisu In hoc signo vinces. A teraz zastanów się dlaczego na Łuku Konstantyna - wzniesionym po roku 312, czyli po ww. zwycięstwie Konstantyna - brak jest jakichkolwiek symboli chrześcijańskich, zaś znajdują się na nim m.in.: -- kilka symboli niezwyciężonego Boga-Słońca, Sol Invictus, z których jeden ukazuje go jadącego w rydwanie po niebie, -- wizerunek bogini zwycięstwa, -- wizerunki Konstantyna, w tym jeden przedstawiający jego głowę otoczoną wieńcem z promieni słonecznych. I jeszcze zastanów się, dlaczego jeszcze około pięć lat po soborze nicejskim Konstantyn - ponoć władca chrześcijański - pozwalał przedstawiać się na wizerunkach jako Bóg-Słońce. Takich przykładów jest jeszcze kilka. Na koniec wreszcie odpowiedz sobie na pytanie: czy nadal wierzysz w szczerość nawrócenia sie Konstantyna. > >Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję:> >"historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary" i to na długo po rzekomych cudach Jezusa, czyli nie przez rzekomych naocznych świadków.> Ażesz Ty... co Ty powiesz... naprawdę tak było? Oooooo kurdę... chyba jako katolik teraz się pohlastam... przez samo "h".No to się chlastaj.  Bo na Twoje nieszczęście tak się właśnie rzeczy mają. Jak zwykle ciepło Cię pozdrawiam. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >Skoro Konstantyn był takim cynikiem, to dlaczego będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest?> Lepiej zadaj sobie pytanie, dlaczego zrobił to dopiero na łożu śmierci.Pewnie wahający się był. > Zastanów się też nad tym, dlaczego przyjął chrzest z rąk biskupa Euzebiusza z Nikomedii, głównego - obok Ariusza - poplecznika arianizmu.Się kumplowali, to pomógł koledze. > Zadaj sobie również pytanie, dlaczego w dniu 21 maja 337 roku, czyli dzień przed śmiercią ale już po przyjęciu chrztu, Konstantyn wydał edykt, w którym zwolnił od danin i innych powinności kapłanów kultu panującej rodziny, czym dał dowód, że konsekwentnie do końca życia popierał aspekty dawnej religii.Chciał to zwolnił, może koledzy go poprosili, a Ty wyciągasz wnioski o popieraniu dawnej religii. > Przypomnij sobie okoliczności rzekomo poprzedzające bitwę i zwycięstwo Konstantyna na moście mulwijskim w 312 roku, tzn. ukazanie się Konstantynowi na niebie krzyża i napisu In hoc signo vinces. A teraz zastanów się dlaczego na Łuku Konstantyna - wzniesionym po roku 312, czyli po ww. zwycięstwie Konstantyna - brak jest jakichkolwiek symboli chrześcijańskich, zaś znajdują się na nim m.in.:> -- kilka symboli niezwyciężonego Boga-Słońca, Sol Invictus, z których jeden ukazuje go jadącego w rydwanie po niebie,> -- wizerunek bogini zwycięstwa,> -- wizerunki Konstantyna, w tym jeden przedstawiający jego głowę otoczoną wieńcem z promieni słonecznych.Tego "objawienia" poodbno nie było, to i nie dziwne, że nic na łuku nie ma. > I jeszcze zastanów się, dlaczego jeszcze około pięć lat po soborze nicejskim Konstantyn - ponoć władca chrześcijański - pozwalał przedstawiać się na wizerunkach jako Bóg-Słońce.Miał sentyment. > Takich przykładów jest jeszcze kilka.To dawaj. > Na koniec wreszcie odpowiedz sobie na pytanie: czy nadal wierzysz w szczerość nawrócenia sie Konstantyna.Nie wiem, nigdy w to szczególnie nie wierzyłem, ale też nie widzę podstaw aby odrzucać taką opcję. Władcy często podejmuję różne decyzje, a co myślą? Kto wie. Może się wahał, może wierzył, ale też czasem wątpił, ulegał naciskom, itd... czyli jak dobry teista. > >>Polecam też tam temat "Nowy Testament" z którego wynika, że Ewangelie - cytuję:> >>"historia napisana przez wierzących dla wierzących w celu wzbogacenia i pogłębienia wiary" i to na długo po rzekomych cudach Jezusa, czyli nie przez rzekomych naocznych świadków.> >Ażesz Ty... co Ty powiesz... naprawdę tak było? Oooooo kurdę... chyba jako katolik teraz się pohlastam... przez samo "h".> No to się chlastaj. Bo na Twoje nieszczęście tak się właśnie rzeczy mają.A ja to wiem. To była ironia. > Jak zwykle ciepło Cię pozdrawiam.Również.
Najbardziej śmieszą mnie lemingi w hełmach dociśniętych chomątem.
|
|
|  | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >I jeszcze zastanów się, dlaczego jeszcze około pięć lat po soborze nicejskim Konstantyn - ponoć władca chrześcijański - pozwalał przedstawiać się na wizerunkach jako Bóg-Słońce. Ja bym do tego, aż tak dużej wagi nie przywiązywał. Święty Dujam pełnił funkcję biskupa Salony w czasach Dioklecjana. Gdy chrześcijaństwo zakorzeniło się na tych ziemiach szczątki św. Dujama sprowadzone zostały do Splitu i złożono w miejscu, gdzie wcześniej spoczywał Dioklecjan - W słynnej dzisiaj katedrze w Splicie. Ale fakt, taki z Konstantyna był chrześcijanin jak święty.
|
|
 | 3 na 3 | PerverserPerser (579 punktów) | >Skoro Konstantyn był takim cynikiem, to dlaczego będąc na łożu śmierci, Konstantyn sam przyjął chrzest?< Że Konstantyn przyjął chrzest na łożu śmierci jest tak samo udokumentowane historycznie jak jego darowizna Donatio Constantini ad Silvestrem I papam. Monety bite przez niego, pomnik Konstantyna w Konstantynopolu dowodzą że nie posiadał on bogów innych poza sobą.
Wierzyć jest łatwiej niż wiedzieć.
|
|
|  | 3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Że Konstantyn przyjął chrzest na łożu śmierci jest tak samo udokumentowane historycznie jak jego darowizna Donatio Constantini ad Silvestrem I papam.<< Podobnie jak to, że Jaruzelski się wyspowiadał.
|
|
| Max Golonko (1811 punktów) | Na czym polega siła kleru? Siła kleru, w gruncie rzeczy, polega na korzystaniu z rachunku prawdopodobieństwa.
Kler insynuuje,że Jezus był bogiem i że istnieje piekło, które funkcjonuje na zasadzie zero-jedynkowej WSZYSTKO albo NIC. Jeśli przekroczysz jakiś (niejasny) pułap grzechów to trafisz do piekła i po wsze czasy, a nawet dłużej, będziesz miał starszliwą doprawdy karę.
Przy takim założeniu ludzie zmuszani są do kalkulowania, że nawet jeśli boskość Jezusa, a także istnienie piekła jest wątpliwe to z jakimś (mikroskopijnym) pawdopodobieństweem ta bajka proboszcza może być prawdą. I nie warto ryzykować normalniejszym życiem (przyjemniejszym bo bez dziwacznych nakazów) bo za radość zaledwie stu lat zapłacimy nieskończoność RAZY ułamkowe prawdopodobieństwo = NIESKOŃCZONA KARA.
Słabością tego rozumowania jest założenie, że bóg jest sadystycznym idiotą, który za ograniczoną pulę grzechów karłaby nieograniczoną karą. Druga słabościa jest i to, że gdyby bóg znał całą przyszłość to stwarzając świat znałby kto co zrobi i kto pójdzoie do piekła. Byłby zatem sadystą idiotycznym. Teoria ewolucjii i kosmologia bardzo silnie podkopała biblie i rzymskie wypociny z 2 i 3 wieku (ewangelie).
Nauka wszędzie pacyfikuje dawne i niedawne wypowiedzi duchownych wszelkich wyznań. Nauka jest OK.
Religia w szkole jest wielkim przestępstwem wobec dzieci.
|
|
 | 1 na 1 | Fiedia (1636 punktów) | >Słabością tego rozumowania...
Słabością tego rozumowania jest to, że bogów wymyślono od groma i trochę. Dlaczegóż to niby katolicka bozia miałaby być prawdziwa nie zaś Ahura Mazda, Odyn czyn Marduk?
Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami. Michaił Bakunin.
|
|
 | 9 na 9 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Kler insynuuje, że Jezus był bogiem i że istnieje piekło, które funkcjonuje na zasadzie zero-jedynkowej WSZYSTKO albo NIC.
Jestem gotów zgodzić się z Tobą w stu procentach. Kler insynuuje...
>Przy takim założeniu ludzie zmuszani są do kalkulowania, że nawet jeśli boskość Jezusa, a także istnienie piekła jest wątpliwe to z jakimś (mikroskopijnym) prawdopodobieństwem ta bajka proboszcza może być prawdą. I nie warto ryzykować normalniejszym życiem (przyjemniejszym bo bez dziwacznych nakazów) bo za radość zaledwie stu lat zapłacimy nieskończoność RAZY ułamkowe prawdopodobieństwo = NIESKOŃCZONA KARA.
Tak jest, kłania się słynny zakład Pascala.
>Słabością tego rozumowania jest założenie, że bóg jest sadystycznym idiotą, który za ograniczoną pulę grzechów karałby nieograniczoną karą.
Nie wiem, czy takie założenie jest słabością, czy też nią nie jest. Wystarczy bowiem uważnie przeczytać Stary Testament by przekonać się, że coś - i to bardzo duże COŚ - jest tu na rzeczy.
>Druga słabością jest i to, że gdyby bóg znał całą przyszłość to stwarzając świat znałby kto co zrobi i kto pójdzie do piekła. Byłby zatem sadystą idiotycznym.
Tym razem zgadzam się w pełni. To poważna słabość, z której chrześcijańscy obrońcy boga nijak wybrnąć nie potrafią. Tym samym nie potrafią wytłumaczyć ani też usprawiedliwić swojego boga. No bo skoro ten ich bóg zna przyszłość (z uwagi na swą nieograniczoną wszechwiedzę) i przewiduje jakieś złe postępowania ludzi, to dlaczego nie potrafi - a może nie chce - w jakiś sposób tym złym zamiarom przeciwdziałać odwracając niejako przyszły przebieg zdarzeń. Podejmowane próby usprawiedliwienia boga - nadzwyczaj nieudolne zresztą - sprowadzają się do suponowania, że - po pierwsze - bóg obdarzył ludzi wolną wolą oraz - po drugie - że samowolnie zrezygnował z wszechwiedzy dotyczącej wydarzeń mających dopiero nastąpić. Tajemnicą jest, skąd ci obrońcy to wiedzą. Niemniej są święcie przekonani, że przy tak przyjętych argumentach odpowiedzialnością za zło można obciążyć ludzi, a nie boga.
>Teoria ewolucji i kosmologia bardzo silnie podkopała biblie i rzymskie wypociny z 2 i 3 wieku (ewangelie).
I znowu dla odmiany nie zgadzam się z Tobą, ale wyłącznie odnośnie drugiej części powyższego zdania. Po pierwsze, ewangelie nie powstały w II i III wieku n.e. lecz - zgodnie z dominującym poglądem naukowym - w I i II wieku n.e., a konkretnie (najprawdopodobniej) w okresie pomiędzy 70 (65) a 110 (95) n.e. W nawiasach podałem daty raczej mniej prawdopodobne, podawane jednakże przez niektórych badaczy. Powyższy przedział czasowy dotyczy oczywiście podstawowych trzonów ewangelii i nie uwzględnia czasu powstania licznych zmian w ich treści. I po drugie, nie rozumiem dlaczego nazywasz ewangelie dziełami rzymskimi.
>Religia w szkole jest wielkim przestępstwem wobec dzieci.
Trudno się z tym nie zgodzić.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|