Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
04-01-2018 13:39Arminius (25555 punktów)Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!
Galicyjsko Żyd Wilhelm Reich - kwalifikowany szarlatan, uprawiający pseudonaukę i przejawiający pod koniec swojego życia oznaki choroby umysłowej w 1941 roku spotkał się z Albertem Einsteinem. Usiłował przekonać go do swego humbugu "number one" - to jest nowej formy energii (orgonu) pochodzącej głównie z orgazmu. Niewiele brakowało, a cel zostałby osiągnięty.
Autor blogu "Bedąc młodym fizykiem" - za angielskojęzyczną wikipedią, przedstawia owo spotkanie następująco:

"Znany nam Wilhelm Reich, "odkrywca" orgonu, napisał do Einsteina z prośbą o spotkanie i przedyskutowanie odkrycia. Orgon miał być rzekomo nowym typem energii, przejawiającym się zwłaszcza w orgazmie. 13 stycznia 1941 obaj panowie spotkali się w Princeton. Rozmawiali przez cztery godziny. Einstein zgodził się przetestować akumulator orgonowy, który Reich skonstruował ze stalowej klatki Faradaya i izolowanej z zewnątrz drewnem i papierem. Einstein przyznał, że jeśli - jak sugerował Reich - temperatura obiektu wzrośnie bez źródła ciepła, byłaby to "bomba" w fizyce. Taki zadziwiający efekt pozwoliłby na zbudowanie perpetuum mobile, które narusza prawa termodynamiki.Podczas drugiego spotkania Reich wyposażył Einsteina w mały akumulator orgonowy. Fizyk wykonał w swojej piwnicy serię eksperymentów, w których mierzył temperaturę nad, wewnątrz i obok urządzenia. Rozebrał je również z izolacji, aby porównać temperatury. Próbując odtworzyć wyniki Reicha, Einstein zaobserwował wewnątrz klatki wyższą temperaturę, co według Reicha miało świadczyć o działaniu nowej formy energii. Jednak jeden z asystentów Einsteina zwrócił uwagę, że temperatura przy podłodze jest niższa niż pod sufitem. Idąc za tą sugestią, Einstein zmodyfikował eksperyment i w rezultacie przekonał się, że zjawisko wynikało tylko z nierównomiernego rozkładu temperatury w pomieszczeniu. Odpisał Reichowi, opisując swe doświadczenia i życząc mu, aby rozwinął w sobie bardziej sceptyczne podejście."

Widać więc wyraźnie, iż Einstein połknął haczyk i zaczynał brnąć w pseudonaukowe prowerbialne buraki, serwowane mu przez szarlatana Reicha. Tyłek i prestiż Einsteina został uratowany przez "jednego z asystentów", który wykazał się rzeczywistą WIEDZĄ - i zdemaskował zamiary szarlatana. Zdarzenie owo potwierdza znaną skądinąd tezę, iż Einstein nie był żadnym wybitnym fizykiem, swój zaś autorytet i prestiż zbudował poprzez przywłaszczanie sobie dorobku innych. Tytułem interesującej dygresji warto dodać, iż owym "jednym z asystentów" jak wyżej był.....Leopold Infeld, wybitny uczony (polski Żyd - ale z niekwestionowaną wiedzą),który po drugiej wojnie światowej przez długie lata prowadził działalność naukową w Polsce.


pl.wikipedia.org/wiki/Orgon_(teoria)
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

uxbridge (5980 punktów)
Infeld - wybitny i z niekwestionowaną wiedzą?!
Jak to możliwe, skoro był długoletnim współpracownikiem Einsteina a nigdy go nie zdemaskował jako oszusta i ciemniaka? Ba, on nawet z Einsteinem książkę napisał. Sam się o to zresztą Alberta napraszał, bo stypendium mu się kończyło i nie miał za co żyć w USA. Groził mu więc powrót do Europy (w 1938 r.) a nie bardzo się mu to uśmiechało. Pewnie dlatego, że tacy jak pan już szykowali się na takich jak on.
Ale wracając do naszych mutonów, to ten cwaniak Infeld zawiązał iście żydowski spisek. Mianowicie zaproponował, że napiszą razem książkę popularnonaukową, tzn. Infeld będzie pisał, Einstein skonsultuje oraz dopisze swoje nazwisko i razem zarobią. Geszeft się udał, książka do dziś znajduje się na liście bestsellerów popularnonaukowych. Tak zarobiony Infeld wyjeżdża do Kanady w 1939 roku i nie spotyka się z Einsteinem osobiście juz nigdy (chociaż dużo korespondowali).
Przeto opowiastka o tym, jak w 1941 r. Infeld był asystentem Einsteina mija się mocno z prawdą. Na dodatek Infeld nawet wcześniej nie był żadnym "asystentem" Alberta. W czasach ich współpracy Infeld był samodzielnym i rozpoznawalnym naukowcem. Nie było mowy o jakiejkolwiek podległości.
Nb. Infeld po powrocie do Polski w 1950 r. bez żadnej żenady wspiera komunę i stalinowskie władze. Z czego zresztą się potem marnie tłumaczy w swoich wspomnieniach. Powrotu ludzi panskiego pokroju z obsesją uciętego napletka nie doczekał, bo zmarł w 1968 r. Inaczej kto wie, czy ów "Polski żyd" nie stał by się po prostu "żydem" i wyjechał do Izraela, gdzie by go złotem zamiast gównem obsypali.
P.S. W 1936 r. Infeld nie otrzymał stanowiska na szacownym Uniwersytecie w Wilnie (tak, tak, wie pan dlaczego...) i musiał przenieść się do zapyziałego Priceton. Tak dzięki polskim antysemitom przeżył , za co był im wdzięczny do końca życia.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)erystyczne gadu, gadu
>Infeld - wybitny i z niekwestionowaną wiedzą?!

Tak, z wielką wiedzą - przy wiedzy Einsteina.

>Jak to możliwe, skoro był długoletnim współpracownikiem Einsteina a nigdy go nie >zdemaskował jako oszusta i ciemniaka?

Może ze wzgledu na solidarność żydowską??? W każdym razie Infeld miał wiedzę - o czym świadczy chociażby jego odmienna reakcja na eksperyment Reicha. Einstein zabłysnął zasadniczo odmienną reakcją.

>Ba, on nawet z Einsteinem książkę napisał. Sam się o to zresztą Alberta napraszał, >bo stypendium mu się kończyło i nie miał za co żyć w USA.

O i już Pan sobie odpowiedział na pytanie dotyczące relacji Infeld - Einstein. W chwili gdy Infeld przybył do USA, Einstein po przywłaszczeniu dorobku innych naukowców chodził cały w glorii i chwale. Miał stanowiska, wpływy i pieniądze. Jest wcale prawdopodobne, iż tak naprawdę tę książkę napisał Infeld, a Einstein - w swej pysze, zarozumialstwie i tendencji do dyskontowania dorobku innych - łaskawie zgodził się być jej współautorem. To byłby dobry wątek - przeprowadzić dochodzenie w sprawie rzeczywistego autorstwa owej książki.

>Groził mu więc powrót do Europy (w 1938 r.) a nie bardzo się mu to uśmiechało. >Pewnie dlatego, że tacy jak pan już szykowali się na takich jak on.

Tutaj Pan pozamerytorycznie zahejtował i użył argumentum ad personam - co nie dziwota bo jak na razie nie zprezentował Pan żadnego merytorycznego argumentu w sprawie stosunku Einsteina do eksperymentu szarlatana Reicha.

>Ale wracając do naszych mutonów, to ten cwaniak Infeld zawiązał iście żydowski spisek. Mianowicie zaproponował, że napiszą razem książkę popularnonaukową, tzn. Infeld będzie pisał, Einstein skonsultuje oraz dopisze swoje nazwisko i razem zarobią. Geszeft się udał, książka do dziś znajduje się na liście bestsellerów popularnonaukowych. Tak zarobiony Infeld wyjeżdża do Kanady w 1939 roku i nie spotyka się z Einsteinem osobiście juz nigdy (chociaż dużo korespondowali).

O proszę!!! Czyli jednak. Pan też taki scenariusz widzi. Doskonale!!!

>Przeto opowiastka o tym, jak w 1941 r. Infeld był asystentem Einsteina mija się >mocno z prawdą. Na dodatek Infeld nawet wcześniej nie był żadnym "asystentem" >Alberta. W czasach ich współpracy Infeld był samodzielnym i rozpoznawalnym >naukowcem. Nie było mowy o jakiejkolwiek podległości.

Oczywiście że Infeld nie był żadnym asystentem Einsteina. W zasadzie było na odwrót - zważywszy na to kto i jak reagował na szarlataństwa Reicha. Problem w tym, iż w 1941 r. Einstein miał już niezasłużoną opinię tak wielkiego geniusza, iż wszyscy inni naukowcy z jego otoczenia byli/są przedstawiani jako postacie drugorzędne - podporządkowane Einsteinowi. I autor wikipedii właśnie tak się zachował.

>Infeld po powrocie do Polski w 1950 r. bez żadnej żenady wspiera komunę i >stalinowskie władze. Z czego zresztą się potem marnie tłumaczy w swoich >wspomnieniach.

Tak, był Żydem więc zachowania typu żydokomuna miał we krwi. Ale wiedzę też miał - to fakt obiektywny.

>Powrotu ludzi panskiego pokroju z obsesją uciętego napletka nie doczekał, bo zmarł w 1968 r.

W 1968 r.Chodziło o coś więcej niż napletek. Mianowicie o ekscesy żydowskich komunistów i ubeków, w okresie stalinizmu. Niestety, wiekszość zbrodniarzy żydowskich spokojnie sobie wyjechała wówczas za granice i nie odpowiedziała za swe zbrodnie. Przykładem - chociażby - Helena Wolińska. Infeld jednakże chyba nikogo nie miał na sumieniu???

>Inaczej kto wie, czy ów "Polski żyd" nie stał by się po prostu "żydem" i wyjechał >do Izraela, gdzie by go złotem zamiast gównem obsypali.

Co by było gdyby....Nie mam zacięcia do historii "what - if" - bo to już nie historia tylko bzdurczenie.

>P.S. W 1936 r. Infeld nie otrzymał stanowiska na szacownym Uniwersytecie w Wilnie >>(tak, tak, wie pan dlaczego...) i musiał przenieść się do zapyziałego Priceton. Tak >dzięki polskim antysemitom przeżył , za co był im wdzięczny do końca życia.

Więc nie taki wcale zły ten polski antysemityzm - jak go Żydzi i żydofile malują???

Przyjemnie się gawędzi - ale jak do tej pory nie ustosunkował się Pan - ani jednym słowem - do istoty problemu. Czyli geniusza Einsteina naiwnie dającego wiarę szarlatanowi Reichowi. Ja też "Erystykę Shopenhauera" czytałem - więc proszę Pana, nie ze mną te numery.
04-01-2018 21:33 
 Ocena 3 na 3
uxbridge (5980 punktów)Odp: erystyczne gadu, gadu
>Przyjemnie się gawędzi
Gawędzić z panem? Bez żartów. Umieszczony z waszecią na bezludnej wyspie, czym prędzej wyhodowałbym sobie tasiemca dla towarzystwa.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)człowiek człowiekowi...tasiemcem???
>>Przyjemnie się gawędzi
>Gawędzić z panem? Bez żartów. Umieszczony z waszecią na bezludnej wyspie, czym prędzej wyhodowałbym sobie tasiemca dla towarzystwa.

Złość Pan prezentujesz zaiste "żydowską". Ja nie odpowiem Panu pięknym za...tasiemca.
I nadal brak reakcji merytorycznej na wątek.
04-01-2018 21:58 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: człowiek człowiekowi...tasiemcem???
>Złość Pan prezentujesz zaiste "żydowską". Ja nie odpowiem Panu pięknym za...tasiemca.
>I nadal brak reakcji merytorycznej na wątek.

Wie pan, są, ale pan nie widzi. Pan zdejmie te brunatne okularki, może
coś pan w końcu zobaczy.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!
To są te armaty, co je miał pan wytaczać i prosił z tej okazji o śledzenie pańskich wątków? Zakrawa póki co na kapiszon.
Arminius (25555 punktów)huk kapiszona
>To są te armaty, co je miał pan wytaczać i prosił z tej okazji o śledzenie pańskich >wątków? Zakrawa póki co na kapiszon.

"Einsteinofile" mają na ten temat trochę inne zdanie. I starannie starają się omijać wątek "eksperymentu Einstein - Reich" - co zważywszy na pańską powierzchowną wiedzę, nie jest panu zapewne wiadome. Na marginesie - wątków o szalbierstwach Einsteina będzie więcej - bo to temat rzeka przecież.
04-01-2018 21:44 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: huk kapiszona
>"Einsteinofile" mają na ten temat trochę inne zdanie. I starannie starają się omijać wątek "eksperymentu Einstein - Reich" - co zważywszy na pańską powierzchowną wiedzę, nie jest panu zapewne wiadome.

Jak już raz zaznaczałem - fizykiem jestem z wykształciuchostwa, nie historykiem
fizyki. Pan - do dziś nie wiem, ale wiem, że studiuje pan jak chronić czwartkowisko.

> Na marginesie - wątków o szalbierstwach Einsteina będzie więcej - bo to temat rzeka przecież.

Na osuszanie pańskich mokrych snów o potędze - zabrakłoby mi sucharów
w chlebaku.

Co do owego eksperymentu - nie było mnie obok, a każdy uczciwy przyrodnik
powiedziałby, że jeśli to i tamto (wyglądającego na rewelację) sprawdzimy
doświadczalnie, no to będzie rewolucja. Ba - w potyczkach z panem orbitusem
i panem Szostkiem sugerowałem jasno - jeśli podadzą poważne przyczyny, dla
których ta i owa teoria jest do bani, to się ją wywali i wprowadzi ich
wymysły... Jeśli zechcą je zrozumiale sformułować, co w szczególności mocno
tyczy się pana orbitusa.

Podobnie problemem pana jest to, że wykształcenia przyrodniczego pan
(zdaje się) nie posiada. Problemem Einsteina - że nie żyje...

PS Przytoczony panem kawałek ma się nijak do hucpy zrobionej niegdyś
niejakim Blondlotem. Hasło: "promienie N". Polecam...
MaxGolonko2 (438 punktów)Odp: Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!
Arminus - przestań brnąć w katolsko-pisrydzykowe miazmaty ideologiczne.

W Polsce, a zwłaszcza w nauce, nie trop i nie dyskredytuj Żydów jak tu sprytnie robisz to z Einsteinem załaniając to innymi Żydami (pozytywnymi).

Twoja głupia taktyka jest czytelna dla w miarę inteligentnych ludzi a zatem żenująca!

I przestań relizować tę chorą misję.

Jezus nie był bogiem ani posłańcem bo zapowiedział zburzenie świątyni Jerozolimskiej dopiero podczas końca świata a zburzono ją już kilkadziesiąt lat po nim.

Pochodzenie człowieka od małp zostało udowodnione. Szympans Kanzi (doczytaj) ma więcej inteligencji, słownictwa, empatii i inteligencji niż miliony dorosłych ludzi!

Jahwe to naprawdę absolutnie nielogiczna postać. Pomyśl raz w życiu uczciwie!

Aby być wszechmogącym musiałby znać przyszłość a to wyklucza karanie za grzechy (znałby je już jak stwarzał nasz świat) tym bardziej że byłoby zbyt sadystycznie okrutne a wiec głupie.

NIE MA GO!

Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje?

Powtarzaj to pytanie sobie przed zaśnięciem - kto pyta nie błądzi .
04-01-2018 15:36 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)

>Twoja głupia taktyka jest czytelna dla w miarę inteligentnych ludzi a zatem żenująca!

Przewód logiczny w tym zdaniu wart jest uwiecznienia

edit: będę adwokatem diabła - Arminius deklaruje się jako niewierzący
- więc strzelasz ślepakami... (Co nie znaczy, że jego postępowanie nie
ma cech obsesji/misyjności)
MaxGolonko2 (438 punktów)
Moje:

Twoja głupia taktyka jest czytelna dla w miarę inteligentnych ludzi a zatem żenująca!

mogłeś wwnf i powinieneś zrozumieć (bo to jasne) tak:

Twoja głupia taktyka jest czytelna dla w miarę inteligentnych ludzi a zatem żenująca (dla nich).



...



w takim razie

(zważywszy też na argumenty tu wyżej)

Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje?

Powtarzaj wierzący weń czytelniku tego wątku to pytanie sobie przed zaśnięciem - kto pyta nie błądzi.
04-01-2018 17:48 
 Ocena 3 na 3
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Czasem śmieję się w chwilach, kiedy inni nie mają z czego. To chyba
jedna z tych sytuacji.

> Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje?Powtarzaj wierzący weń czytelniku tego wątku to pytanie sobie przed zaśnięciem - kto pyta nie błądzi.

Jesteś zabawny - przecież wierzący odpowie sobie "tak" po pierwszym
pytaniu. Zwiątpienia w ten sposób raczej nie zasiejesz, jeśli chcesz.
Ale próbuj - lubię się pośmiać.
05-01-2018 12:50 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
> Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje?Powtarzaj wierzący weń czytelniku tego wątku to pytanie sobie przed zaśnięciem - kto pyta nie błądzi.

Paciorek Maxa?
Ciekawy


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Arminius (25555 punktów)w co brniemy???
>Arminus - przestań brnąć w katolsko-pisrydzykowe miazmaty ideologiczne.

A gdzie w moim wątku PiS, Rydzyk i katolicyzm??? Na marginesie - podobnie jak komentator wwnf - hejtujesz Pan ździebko używając słowa "katolsko".

>W Polsce, a zwłaszcza w nauce, nie trop i nie dyskredytuj Żydów jak tu sprytnie >robisz to z Einsteinem załaniając to innymi Żydami (pozytywnymi).

Einstein sam się zdyskredytował, przy udziale Infelda i Reicha. Słowem mieliśmy zydowskie trio.

>Twoja głupia taktyka jest czytelna dla w miarę inteligentnych ludzi a zatem żenująca!

Pewnie że jest czytelna. Mało tego - nikogo nie obrażam tak jak Pan.

>I przestań relizować tę chorą misję.

To Pan może realizować misję a inni nie??? Oj samolub z Pana niemiły.

>Jezus nie był bogiem ani posłańcem bo zapowiedział zburzenie świątyni >Jerozolimskiej dopiero podczas końca świata a zburzono ją już kilkadziesiąt lat po >nim.

Sugeruje Pan, iż Jezus - jak Einstein - też był szarlatanem???

>Pochodzenie człowieka od małp zostało udowodnione. Szympans Kanzi (doczytaj) ma więcej inteligencji, słownictwa, empatii i inteligencji niż miliony dorosłych ludzi!

Nigdzie temu nie przeczyłem???

>Jahwe to naprawdę absolutnie nielogiczna postać. Pomyśl raz w życiu uczciwie!

Nie tylko nielogiczna, wręcz ludobójcza. Pan wie że Stary Testament "ocieka krwią"??? A jego lud wybrany to też niezłe ananaski, co???

>Aby być wszechmogącym musiałby znać przyszłość a to wyklucza karanie za grzechy (znałby je już jak stwarzał nasz świat) tym bardziej że byłoby zbyt sadystycznie okrutne a wiec głupie.
>NIE MA GO!

Ortodoksyjni Żydzi napluliby Panu za takie dictum w twarz - tak jak to co chwila robią z chrześcijanami w Palestynie.

> Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje? Czy Jahwe istnieje?Powtarzaj to pytanie sobie przed zaśnięciem - kto pyta nie błądzi .

Więc ja pytam się - dlaczego nie ustosunkował się Pan do problemu merytorycznego, czyli żenująco naiwnej reakcji Einsteina na eksperyment szarlatana Reicha???
04-01-2018 21:53 
 Ocena 4 na 4
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: w co brniemy???
>Więc ja pytam się - dlaczego nie ustosunkował się Pan do problemu merytorycznego, czyli żenująco naiwnej reakcji Einsteina na eksperyment szarlatana Reicha???

Gdzie jest owa żenada i naiwność? Proszę przeczytać własne słowa - Einstein
powtórzył eksperyment, dociekał. A że dał się złapać - no może i tak. Co jak
na 62-letniego wówczas typa i tak jest niezłym wynikiem... Pan się dał złapać
p. Szostkowi (najprawdopodobniej spontanicznie i przypadkiem - tj. bez starań
i złej woli z jego strony) i jakoś pan żyje.

Mam wrażenie, że miał pan złych nauczycieli od przedmiotów przyrodniczych,
a może dużo pan wagarował.
Wera (1540 punktów)Odp: Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!
Szkoda, że z tym orgonem był niewypał.

"Stawiam na odnawialne źródła energii. W tej chwili mój telewizor jest zasilany pracą 10 onanizujących się studentów."

"Nowy, energooszczędny silnik o mocy 100 koni."
05-01-2018 14:33 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>Szkoda, że z tym orgonem był niewypał.
>"Stawiam na odnawialne źródła energii. W tej chwili mój telewizor jest zasilany pracą 10 onanizujących się studentów."
>"Nowy, energooszczędny silnik o mocy 100 koni."

Może przesadziłaś? 10 studentów wg mnie to dziesięć "koni".


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Ksysio (19 punktów)
ARMINUS: " Einstein nie był żadnym wybitnym fizykiem"
On właśnie był. Fizykiem odważnym i wybitnym.
Że nie wszystko sam? Wiesz w kilku, teraz zespoły liczą tysiące.
XXI wiecznym fakt. Ale i w fizyce XX wieku zrobił nie mało.
Fakt kanalia - plagiator bo nawet algebry uzywał .
Przytoczysz pewnie parę nazwisk, albo że kto to czy owo wcześniej.
A opowiesz coś o tensorach, OTW?
Nie ośmieszaj się.
A co do choroby noblistów, no coż znana i zdiagnozowana, ale i tak był lepszy bo trzymał to w piwnicy.
Arminius (25555 punktów)fakt jest fakt
>Fakt kanalia - plagiator bo nawet algebry uzywał .

Fakt. Tylko z małą ale istotną bardzo korektą: Otóż nie chodzi o "używanie algebry". Chodzi o nieużywanie cytacji z prac autorów, z ktorych czerpał pełnymi garściami. Stąd owa kanalia - plagiator - jak w Pana wpisie.....zacytowanym.
04-01-2018 20:40 
 Ocena 2 na 2
Wera (1540 punktów)Odp: Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!
>ARMINUS: " Einstein nie był żadnym wybitnym fizykiem"
>On właśnie był. Fizykiem odważnym i wybitnym.
>Że nie wszystko sam? Wiesz w kilku, teraz zespoły liczą tysiące.
>XXI wiecznym fakt. Ale i w fizyce XX wieku zrobił nie mało.
> Fakt kanalia - plagiator bo nawet algebry uzywał .
>Przytoczysz pewnie parę nazwisk, albo że kto to czy owo wcześniej.
>A opowiesz coś o tensorach, OTW?
>Nie ośmieszaj się.
>A co do choroby noblistów, no coż znana i zdiagnozowana, ale i tak był lepszy bo trzymał to w piwnicy.
>

Znalazłam anglojęzyczny artykuł (wygląda na naukowy) który wymienia nazwiska, z których Einstein czerpał inspirację:

www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm
Arminius (25555 punktów)szapo ba!!!
>>ARMINUS: " Einstein nie był żadnym wybitnym fizykiem"
>>On właśnie był. Fizykiem odważnym i wybitnym.
>>Że nie wszystko sam? Wiesz w kilku, teraz zespoły liczą tysiące.
>>XXI wiecznym fakt. Ale i w fizyce XX wieku zrobił nie mało.
>> Fakt kanalia - plagiator bo nawet algebry uzywał .
>>Przytoczysz pewnie parę nazwisk, albo że kto to czy owo wcześniej.
>>A opowiesz coś o tensorach, OTW?
>>Nie ośmieszaj się.
>>A co do choroby noblistów, no coż znana i zdiagnozowana, ale i tak był lepszy bo trzymał to w piwnicy.
>>
>Znalazłam anglojęzyczny artykuł (wygląda na naukowy) który wymienia nazwiska, z których Einstein czerpał inspirację:
>www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm

Był już - z paroma innymi - podawany w poprzednich wątkach dotyczących problemu plagiatów Einsteina. Duże uznanie jednakże za zainteresowanie problemem.
04-01-2018 20:53 
 Ocena 1 na 1
Wera (1540 punktów)Odp: szapo ba!!!

>>Znalazłam anglojęzyczny artykuł (wygląda na naukowy) który wymienia nazwiska, z których Einstein czerpał inspirację:
>>www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm
>Był już - z paroma innymi - podawany w poprzednich wątkach dotyczących problemu plagiatów Einsteina. Duże uznanie jednakże za zainteresowanie problemem.
>

To były inne?

Zresztą - gdziekolwiek występuje kult osoby można przypuszczać, że miał miejsce jakiś szwindel. Einstein to nie odosobniony przypadek.
Arminius (25555 punktów)były inne
>To były inne?
>Zresztą - gdziekolwiek występuje kult osoby można przypuszczać, że miał miejsce jakiś szwindel. Einstein to nie odosobniony przypadek.

Tak. Oto linki do nich:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,685757

www.racjonalista.pl/forum.php/s,756374

www.racjonalista.pl/forum.php/s,743446

I będą kolejne.
04-01-2018 20:55 
 Ocena 1 na 1
Ksysio (19 punktów)Odp: szapo ba!!!
Nie kult, tylko nieuk króremu "kult" zawadza.
" Był już - z paroma innymi - podawany w poprzednich wątkach dotyczących problemu plagiatów Einsteina."
Zawsze dotyczyły fizyki w wydaniu POP?
A OTW, EPR?
04-01-2018 21:36 
 Ocena-1 na 1
Arminius (25555 punktów)rodzaj wydania

>Zawsze dotyczyły fizyki w wydaniu POP?

Nie, zawsze dotyczyły fizyki w wydaniu plagiatora Einsteina.
04-01-2018 21:38 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!

>Znalazłam anglojęzyczny artykuł (wygląda na naukowy) który wymienia nazwiska, z których Einstein czerpał inspirację:
>www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm

No proszę, kolejny raz bibliotekaplejades. "Wygląda na naukowy".
Jak to mawiano - zastanawiające.
Arminius (25555 punktów)naukowy sznyt
>>Znalazłam anglojęzyczny artykuł (wygląda na naukowy) który wymienia nazwiska, z których Einstein czerpał inspirację:
>>www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm
>No proszę, kolejny raz bibliotekaplejades. "Wygląda na naukowy".
>Jak to mawiano - zastanawiające.

Pan wpisy zaś wogóle nie wyglądają na naukowe.
04-01-2018 21:48 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: naukowy sznyt
>>>Znalazłam anglojęzyczny artykuł (wygląda na naukowy) który wymienia nazwiska, z których Einstein czerpał inspirację:
>>>www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm
>>No proszę, kolejny raz bibliotekaplejades. "Wygląda na naukowy".
>>Jak to mawiano - zastanawiające.
>Pan wpisy zaś wogóle nie wyglądają na naukowe.

I dzięki Nieistniejącemu! - Skoroś pana Szostka uznał za piszącego naukowo...
05-01-2018 13:10 
 Ocena-2 na 2
Arminius (25555 punktów)nieistniejące publikacje???

>I dzięki Nieistniejącemu! - Skoroś pana Szostka uznał za piszącego naukowo...

Pisze w wydawnictwach naukowych - więc spraw ajest prosta. Pan natomiast nie pisze w wydawnictwach naukowych - więc sprawa też jest prosta.
05-01-2018 13:36 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)Odp: nieistniejące publikacje???
>>I dzięki Nieistniejącemu! - Skoroś pana Szostka uznał za piszącego naukowo...
>Pisze w wydawnictwach naukowych - więc spraw ajest prosta.
Publikuje w ArXiv i SCIRP Obydwa archiwa nie recenzują prac i w zasadzie można tam zamieścić dowolną bzdurę na dowolny temat.


Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
05-01-2018 13:51 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>>I dzięki Nieistniejącemu! - Skoroś pana Szostka uznał za piszącego naukowo...
>>Pisze w wydawnictwach naukowych - więc spraw ajest prosta.
>Publikuje w ArXiv i SCIRP Obydwa archiwa nie recenzują prac i w zasadzie można tam zamieścić dowolną bzdurę na dowolny temat.

W vixra. arxiv wprowadził w pewnym momencie coś na kształt moderacji -
w obronie przed sianem w nadmiernym stężeniu.

ad. Arminius - błaźnisz się pan aż miło. Ale brnij pan dalej...

mlodyfizyk.blox.pl/2011/12/viXra.htm
05-01-2018 14:43 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>>>>I dzięki Nieistniejącemu! - Skoroś pana Szostka uznał za piszącego naukowo...
>>>Pisze w wydawnictwach naukowych - więc spraw ajest prosta.
>>Publikuje w ArXiv i SCIRP Obydwa archiwa nie recenzują prac i w zasadzie można tam zamieścić dowolną bzdurę na dowolny temat.
>W vixra. arxiv wprowadził w pewnym momencie coś na kształt moderacji -
>w obronie przed sianem w nadmiernym stężeniu.
>ad. Arminius - błaźnisz się pan aż miło. Ale brnij pan dalej...
>mlodyfizyk.blox.pl/2011/12/viXra.htm

Widocznie forumowy przekaźnik p. Arminius już nie ma czego wybierać z literatury gazetowej i zaczyna się spłaszczać. Sięga bo byle co, by tylko imponować szeroką erudycją co mu zaczyna już nie wychodzić.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Arminius (25555 punktów)zgrzyt w mechaniźmie?
>Widocznie forumowy przekaźnik p. Arminius już nie ma czego wybierać z literatury >gazetowej i zaczyna się spłaszczać. Sięga bo byle co, by tylko imponować szeroką >erudycją co mu zaczyna już nie wychodzić.

Obwieścił "młot na Romów" - co to niedawno publicznie się zarzekał, iż postów Arminiusa a priori nie czyta, bo tak sobie ustawił system, iż ten od razu je wycina.
Coś się zacięło w mechaniźmie???
05-01-2018 15:36 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)Odp: nieistniejące publikacje???
>>Publikuje w ArXiv i SCIRP Obydwa archiwa nie recenzują prac i w zasadzie można tam zamieścić dowolną bzdurę na dowolny temat.
>W vixra. arxiv wprowadził w pewnym momencie coś na kształt moderacji -
Oczywiście, chodziło mi o viXra. Właśnie tam Szostek&Szostek się publicznią.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)publicznienie
>>>Publikuje w ArXiv i SCIRP Obydwa archiwa nie recenzują prac i w zasadzie można tam zamieścić dowolną bzdurę na dowolny temat.
>>W vixra. arxiv wprowadził w pewnym momencie coś na kształt moderacji -
>Oczywiście, chodziło mi o viXra. Właśnie tam Szostek&Szostek się publicznią.
>
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...


A Pan się gdzieś się publiczni poza niniejszym forum???
Arminius (25555 punktów)brnięcie
>>>>I dzięki Nieistniejącemu! - Skoroś pana Szostka uznał za piszącego naukowo...
>>>Pisze w wydawnictwach naukowych - więc spraw ajest prosta.
>>Publikuje w ArXiv i SCIRP Obydwa archiwa nie recenzują prac i w zasadzie można tam zamieścić dowolną bzdurę na dowolny temat.
>W vixra. arxiv wprowadził w pewnym momencie coś na kształt moderacji -
>w obronie przed sianem w nadmiernym stężeniu.
>ad. Arminius - błaźnisz się pan aż miło. Ale brnij pan dalej...
>mlodyfizyk.blox.pl/2011/12/viXra.htm


Minusy od Pana i komentatora Uxbridge świadczą o tym, iż brnę w jak najbardziej akuratnym kierunku. Jeszcze trochę cierpliwośći - będzie kolejny wątek dotyczący kulisów plagiatów Einsteina.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: brnięcie
>Minusy od Pana i komentatora Uxbridge świadczą o tym, iż brnę w jak najbardziej akuratnym kierunku. Jeszcze trochę cierpliwośći - będzie kolejny wątek dotyczący kulisów plagiatów Einsteina.

Merytorycznie rzecz biorąc - niechże sobie będzie - ze swojej strony
jedno z dwojga: albo uznam, że Einstein to oszust, albo uznam, że pan
stara się ludziom robić wodę z mózgu (czy "w dobrej wierze", tj. już
uprzednio panu zrobiono, czy nie - osobna sprawa... Choć jeśli ludzików
publikujących na vixra gotów jest pan uważać za piszących naukowo -
pewna wskazówka jest. Chyba, że pan kolejny raz oszczędnie gospodaruje
prawdą.
05-01-2018 14:31 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: nieistniejące publikacje???
> Pan natomiast nie pisze w wydawnictwach naukowych - więc sprawa też jest prosta.

Sprawa jest +/- tak skomplikowana, jak gorallenvolksistowscy Kuraś czy
Waluś - pan innym sugerujesz uważać na słowa, to sam pan też się tego
naum. Choć we własnej sprawe IPNem ani par. 212 staszyć pana nie będę
- wolę się ośmieszać inaczej.

Mam w "wykazie" 2 prace w JMP, jedną w GRG, trzy w CQG. Cytowane marnie,
co od zawsze przyznaję bez tzw. bicia. Oprócz tego dwie "bronione" prace
i -naście powiedzianych seminariów, bynajmniej nie tylko zakładowo-
instytutowych.

Ostatnia praca w JMP popełniona została z własnej motywacji, dociekliwości
i bez wsparcia instytucji. Z jednym zarzutem od recenzenta - że zbyt zwięzła.
Ba - nawet zostałem zaproszony do Budapesztu, coby o wynikach opowiedzieć.

...Ironiczny sposób konsumpcji wykształcenia i jego "śladów pisanych", ale
niech i tak będzie. Ideał sięgnął bruku, pompuję ego. Czasem trzeba.

PS Skoro zginął nam wątek rowerowy, to ma pan pecha - jestem po 10 sezonach
w Alpach. Rekord to chyba trasa z Prato dello Stelvio do Braunau (tak, tego
Braunau) przez Giovo (korba zacna) i Brenner (marność) z krótką kimą w
okolicach St Johann i kąpielą przed Lofer. W sumie jakieś 36h, nieco ponad
400 km.

Plus spinki - z zeszłego lata Stelvio + Gavia w jeden dzień, w obie
strony - tj. raz z Prato do Ponte di Legno, drugi raz z powrotem, no
ale w dwa dni. Ach, no i Iseran i Galibier, od Seez do Briancon prawie 200 km.
I w 2016 - Gavia i ten komplecik przełęczy prowadzący "na skróty" pod
Berninę... - tak, półtora roku temu było najlepiej, 3800 km w niecały
miesiąc. Jestem cholernym fizolem, a to wszystko przy ok. 90-95kg żywej
wagi!

Słowem - na Islandii też bym dał radę, ale jakoś mi nie spieszno, wolę
suchy asfalt niż mokry szuter...

Miłej reszty dnia, panie A.; niech pan przemyśli to i owo i nie będzie taki
rozkoszny - bo może pan dostać prztyka w nos, a to niehigieniczne
Arminius (25555 punktów)wstydliwy???
>Sprawa jest +/- tak skomplikowana, jak gorallenvolksistowscy Kuraś czy
>Waluś - pan innym sugerujesz uważać na słowa, to sam pan też się tego
>naum. Choć we własnej sprawe IPNem ani par. 212 staszyć pana nie będę
>- wolę się ośmieszać inaczej.

Rozmawiałem na temat z prokuratorem z IPN. Poczytał sobie pańskie wpisy stosowne i je zeskanował. Twierdzi, iż nadawałyby się już do wszczęcia postępowania - zwłaszcza przypadek Kurasia - Ognia - bo to czołowy żołnierz wyklęty. Bedą się Panu przyglądać od czasu do czasu - więc niech Pan już takich hajtów/fejków nie uprawia - bo może zaboleć.

"Mam w "wykazie" 2 prace w JMP, jedną w GRG, trzy w CQG. Cytowane marnie,
co od zawsze przyznaję bez tzw. bicia. Oprócz tego dwie "bronione" prace
i -naście powiedzianych seminariów, bynajmniej nie tylko zakładowo-
instytutowych.Ostatnia praca w JMP popełniona została z własnej motywacji, dociekliwości
i bez wsparcia instytucji. Z jednym zarzutem od recenzenta - że zbyt zwięzła.
Ba - nawet zostałem zaproszony do Budapesztu, coby o wynikach opowiedzieć.
...Ironiczny sposób konsumpcji wykształcenia i jego "śladów pisanych", ale
niech i tak będzie. Ideał sięgnął bruku, pompuję ego. Czasem trzeba."

Wstydzi się Pan treści tych prac??? Proszę je zparezentoweać - tak jak to zrobił komentator Szostek.

>PS Skoro zginął nam wątek rowerowy, to ma pan pecha - jestem po 10 sezonach
>w Alpach. Rekord to chyba trasa z Prato dello Stelvio do Braunau (tak, tego
>Braunau) przez Giovo (korba zacna) i Brenner (marność) z krótką kimą w
>okolicach St Johann i kąpielą przed Lofer. W sumie jakieś 36h, nieco ponad
>400 km.

Kimy, prysznice, i inne tego typu zdarzenia to są przecież przerwy. Więc się te 36 godzin ciągiem nie liczy. Poza tym nic Pan nie pisze o wietrze. Bez huraganowego wiatru na pysk, to sobie można jechać w nieskończoność, nawet po dużych górkach na dużych przełożeniach.

>Plus spinki - z zeszłego lata Stelvio + Gavia w jeden dzień, w obie
>strony - tj. raz z Prato do Ponte di Legno, drugi raz z powrotem, no
>ale w dwa dni. Ach, no i Iseran i Galibier, od Seez do Briancon prawie 200 km.
>I w 2016 - Gavia i ten komplecik przełęczy prowadzący "na skróty" pod
>Berninę... - tak, półtora roku temu było najlepiej, 3800 km w niecały
>miesiąc. Jestem cholernym fizolem, a to wszystko przy ok. 90-95kg żywej
>wagi!

Znów zero wiatru na pyska A 3800 km w niecały miesiąc - to... taka dobra przeciętna.


>Miłej reszty dnia, panie A.; niech pan przemyśli to i owo i nie będzie taki
>rozkoszny - bo może pan dostać prztyka w nos, a to niehigieniczne

Pan też niech przemyśli sprawę Kurasia, którego Pan wciela bezpodstawnie w szeregi goralnevolku - bo prokurator z IPN za takie łajdactwo może dać nie tyle "prztyka" w nos - co mocno paragrafem po łapkach.
05-01-2018 20:04 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: wstydliwy???
>>naum. Choć we własnej sprawe IPNem ani par. 212 staszyć pana nie będę
>>- wolę się ośmieszać inaczej.
>Rozmawiałem na temat z prokuratorem z IPN. Poczytał sobie pańskie wpisy stosowne i je zeskanował. Twierdzi, iż nadawałyby się już do wszczęcia postępowania - zwłaszcza przypadek Kurasia - Ognia - bo to czołowy żołnierz wyklęty.

Mało mnie obchodzi - uprawianie kultu ludzi, którzy nie posłuchali
ostatniego rozkazu AK i liczyli na III WŚ. Naprawdę - boleśnie mało,
ale jeśli chce pan nosić koszulkę z wilkiem albo inne tego typu
rekwizyty - przecież panu nie bronię.

Podpowiem: Kuraś to kiepski trop. Lepszym jest rtm Pilecki, ale
on raczej średnio do pana profilu ideowego pasuje, czyż nie?

> Bedą się Panu przyglądać od czasu do czasu - więc niech Pan już takich hajtów/fejków nie uprawia - bo może zaboleć.

Czyli donos albo kłamstwo. Jeśli donos - bardzo proszę o kontakt
do owego prokuratora. Może być "pocztą" przez forum - chyba, że
chce pan koniecznie pozostać anonimowy, to może być via moderacja
- jak rozumiem, jest to też poniekąd ich sprawa?


>niech i tak będzie. Ideał sięgnął bruku, pompuję ego. Czasem trzeba."
>Wstydzi się Pan treści tych prac??? Proszę je zparezentoweać - tak jak to zrobił komentator Szostek.

Nie, nie wstydzę się, są na mojej stronie - proszę sięgać
www.fuw.edu.pl/~nat

>>Braunau) przez Giovo (korba zacna) i Brenner (marność) z krótką kimą w
>>okolicach St Johann i kąpielą przed Lofer. W sumie jakieś 36h, nieco ponad
>>400 km.
>Kimy, prysznice, i inne tego typu zdarzenia to są przecież przerwy.

No są. Ale nie lubię śmierdzieć ani spać za kierownicą.

> Więc się te 36 godzin ciągiem nie liczy. Poza tym nic Pan nie pisze o wietrze. Bez huraganowego wiatru na pysk, to sobie można jechać w nieskończoność, nawet po dużych górkach na dużych przełożeniach.

Nizinników szanuję, nawet jeżdżących pod wiatr. Co do "dużych górek"
itp. - pana w Alpy nie zapraszam, swoje wiem.

>>Plus spinki - z zeszłego lata Stelvio + Gavia w jeden dzień, w obie
>>strony - tj. raz z Prato do Ponte di Legno, drugi raz z powrotem, no
>>ale w dwa dni. Ach, no i Iseran i Galibier, od Seez do Briancon prawie 200 km.
>>I w 2016 - Gavia i ten komplecik przełęczy prowadzący "na skróty" pod
>>Berninę... - tak, półtora roku temu było najlepiej, 3800 km w niecały
>>miesiąc. Jestem cholernym fizolem, a to wszystko przy ok. 90-95kg żywej
>>wagi!
>Znów zero wiatru na pyska A 3800 km w niecały miesiąc - to... taka dobra przeciętna.

Koleś, pojedź kiedyś dużą alpejską doliną w dół w ciepły dzień, pod
30-35 km/h, porozmawiamy wtedy.

>>Miłej reszty dnia, panie A.; niech pan przemyśli to i owo i nie będzie taki
>>rozkoszny - bo może pan dostać prztyka w nos, a to niehigieniczne
>Pan też niech przemyśli sprawę Kurasia, którego Pan wciela bezpodstawnie w szeregi goralnevolku - bo prokurator z IPN za takie łajdactwo może dać nie tyle "prztyka" w nos - co mocno paragrafem po łapkach.

Brawo Pawka, wykazaliście się. Nagroda jakaś jest? Frukta?

Dawaj kontakt do tego prokuratora, kłamco albo donosicielu!
Arminius (25555 punktów)jazdy pod wiatr???
>Mało mnie obchodzi - uprawianie kultu ludzi, którzy nie posłuchali
>ostatniego rozkazu AK i liczyli na III WŚ. Naprawdę - boleśnie mało,
>ale jeśli chce pan nosić koszulkę z wilkiem albo inne tego typu
>rekwizyty - przecież panu nie bronię.

Mozna mieć różn eopinie na temat Ognia - i wyrażać się o nim krytycznie. natomiast nie mozna - wbrew faltom - stanowczo twierdzić, iż należał do goralnevolku, czyli organizacji hitlerowskiej, skoro do nie nie należał. Primo, jest to niebiezpieczne - bo może prowadzić do jakiś sankcji prawnych, secundo, jest to nieetyczne.
Do kultu żołnierzy wykletych mam stosunek ambiwalentny - jednakże nigdy nie bym sobie nie pozwolił na jakieś oczywiste oszczerstwa względem nich.

>Podpowiem: Kuraś to kiepski trop. Lepszym jest rtm Pilecki, ale
>on raczej średnio do pana profilu ideowego pasuje, czyż nie?

Pilecki też jest OK. Jak najbardziej. Proszę zwrócić uwagę, iż Niemcy ho nie zmogli - ale komuniści już tak. I jest wielce prawdopodobne iz wśród ubeków go rozpracowujących byli jacyć Żydzi??? A może wsród prokuratorów i sędziów??? Wie Pan, temat jest dobry na samodzielny wątek.

>Czyli donos albo kłamstwo. Jeśli donos - bardzo proszę o kontakt
>do owego prokuratora. Może być "pocztą" przez forum - chyba, że
>chce pan koniecznie pozostać anonimowy, to może być via moderacja
>- jak rozumiem, jest to też poniekąd ich sprawa?

Nie donos czy co innego - tylko życzliwa rada, żeby Pan się nie wplątał w jakieś kłopoty z powodu głoszenia oczywistych historycznych kłamstw. Nie jestem wogóle zwolennikiem kłamstwa oświęcimskiego czy katyńskiego, czy wogóle penalizowania za nieuprawianie tej właściwej wersji historii. Ale realia są jakie są - więc życzliwie wyjaśniam i radzę.

>Koleś, pojedź kiedyś dużą alpejską doliną w dół w ciepły dzień, pod
>30-35 km/h, porozmawiamy wtedy.

Ostatnio zjeżdżałem w takich warunkach z karpackich Transfagarasów ( a wcześniej wjeżdzałem na nie). Ale to sanatorium przy jeździe przez tydzień pod wiatr na Islandii, taki wiatr, że deszcz pada poziomo.

>Brawo Pawka, wykazaliście się. Nagroda jakaś jest? Frukta?
>Dawaj kontakt do tego prokuratora, kłamco albo donosicielu!

Spokojnie! Pan chciałby tak od razu zostać męczennikiem za sprawę. Jak Pan nabroi znacznie więcej - wtedy prokurator sam Pana znajdzie.
05-01-2018 21:25 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: jazdy pod wiatr???
>>Mało mnie obchodzi - uprawianie kultu ludzi, którzy nie posłuchali
>>ostatniego rozkazu AK i liczyli na III WŚ. Naprawdę - boleśnie mało,
>>ale jeśli chce pan nosić koszulkę z wilkiem albo inne tego typu
>>rekwizyty - przecież panu nie bronię.
>Mozna mieć różn eopinie na temat Ognia - i wyrażać się o nim krytycznie. natomiast nie mozna - wbrew faltom - stanowczo twierdzić, iż należał do goralnevolku, czyli organizacji hitlerowskiej, skoro do nie nie należał. Primo, jest to niebiezpieczne - bo może prowadzić do jakiś sankcji prawnych, secundo, jest to nieetyczne.

Błagam - niech pan mnie nie poucza ws. etyki. Jestem dobrze ustawiony,
pan - mam wątpliwości. Ale pośmiejemy się - znów pana kosztem.

>Do kultu żołnierzy wykletych mam stosunek ambiwalentny - jednakże nigdy nie bym sobie nie pozwolił na jakieś oczywiste oszczerstwa względem nich.

Pan sankcjonował kiedyś tu na forum morderstwa na pobratymcach
jakichś mitycznych "żydowskich zdrajców" - więc daj pan spokój...

>>Podpowiem: Kuraś to kiepski trop. Lepszym jest rtm Pilecki, ale
>>on raczej średnio do pana profilu ideowego pasuje, czyż nie?
>Pilecki też jest OK. Jak najbardziej. Proszę zwrócić uwagę, iż Niemcy ho nie zmogli - ale komuniści już tak. I jest wielce prawdopodobne iz wśród ubeków go rozpracowujących byli jacyć Żydzi??? A może wsród prokuratorów i sędziów??? Wie Pan, temat jest dobry na samodzielny wątek.

Dla pana z pewnością. W sprawie sprzedaży żelaza do Szwecji, zegarków
do Szwajcarii i bawełny do Egiptu - także.

>>chce pan koniecznie pozostać anonimowy, to może być via moderacja
>>- jak rozumiem, jest to też poniekąd ich sprawa?
>Nie donos czy co innego - tylko życzliwa rada, żeby Pan się nie wplątał w jakieś kłopoty z powodu głoszenia oczywistych historycznych kłamstw. Nie jestem wogóle zwolennikiem kłamstwa oświęcimskiego czy katyńskiego, czy wogóle penalizowania za nieuprawianie tej właściwej wersji historii. Ale realia są jakie są - więc życzliwie

Czyli kłamstwo/blef - zupełnie mnie to nie dziwi - jesteś pan ostatnia
kanalia i tyle.

wyjaśniam i radzę.
>>Koleś, pojedź kiedyś dużą alpejską doliną w dół w ciepły dzień, pod
>>30-35 km/h, porozmawiamy wtedy.
>Ostatnio zjeżdżałem w takich warunkach z karpackich Transfagarasów ( a wcześniej wjeżdzałem na nie). Ale to sanatorium przy jeździe przez tydzień pod wiatr na Islandii, taki wiatr, że deszcz pada poziomo.

Proszę nie ustawać w wysiłkach. Ja jeszcze nie ustaję w swoich - ba,
jestem coraz lepszy (jeszcze - a już 40stka leci).

>>Brawo Pawka, wykazaliście się. Nagroda jakaś jest? Frukta?
>>Dawaj kontakt do tego prokuratora, kłamco albo donosicielu!
>Spokojnie! Pan chciałby tak od razu zostać męczennikiem za sprawę. Jak Pan nabroi znacznie więcej - wtedy prokurator sam Pana znajdzie.

Nie zmieniam zdania nt. pana uczciwości i zdolności honorowych.

Bez szacunku.

wN.
05-01-2018 21:49 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)zainspirowany
>>Podpowiem: Kuraś to kiepski trop. Lepszym jest rtm Pilecki, ale
>>on raczej średnio do pana profilu ideowego pasuje, czyż nie?
>Pilecki też jest OK. Jak najbardziej. Proszę zwrócić uwagę, iż Niemcy ho nie zmogli - ale komuniści już tak. I jest wielce prawdopodobne iz wśród ubeków go rozpracowujących byli jacyć Żydzi??? A może wsród prokuratorów i sędziów??? Wie Pan, temat jest dobry na samodzielny wątek.

>Dla pana z pewnością. W sprawie sprzedaży żelaza do Szwecji, zegarków
>do Szwajcarii i bawełny do Egiptu - także.

A oto info z wikipedii na temat składu sędziowskiego, który skazał Pileckiego na smierć:
"15 marca 1948 rotmistrz został skazany na karę śmierci. W drugiej instancji, 3 maja 1948, Najwyższy Sąd Wojskowy wyrok ten utrzymał w mocy. W składzie sędziowskim NSW zasiadali pułkownik Kazimierz Drohomirecki, podpułkownik Roman Kryże, major Leo Hochberg, porucznik Jerzy Kwiatkowski i major Rubin Szwajg[33]. Wyrok wykonano dnia 25 maja w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy. Wykonawcą wyroku był Piotr Śmietański[34] zwany "Katem z Mokotowa".

Na pięciu sędziów - dwóch było Żydami(Hochberg i Szwajg). Słowem niezły odsetek, no nie??? Może być z tego pasjonujący wątek. Dzięki za zainspirowanie.
05-01-2018 22:04 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: zainspirowany
>A oto info z wikipedii na temat składu sędziowskiego, który skazał Pileckiego na smierć:
>"15 marca 1948 rotmistrz został skazany na karę śmierci. W drugiej instancji, 3 maja 1948, Najwyższy Sąd Wojskowy wyrok ten utrzymał w mocy. W składzie sędziowskim NSW zasiadali pułkownik Kazimierz Drohomirecki, podpułkownik Roman Kryże, major Leo Hochberg, porucznik Jerzy Kwiatkowski i major Rubin Szwajg[33]. Wyrok wykonano dnia 25 maja w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy. Wykonawcą wyroku był Piotr Śmietański[34] zwany "Katem z Mokotowa".

Kryże to bardzo dobre nazwisko.

>Na pięciu sędziów - dwóch było Żydami(Hochberg i Szwajg). Słowem niezły odsetek, no nie??? Może być z tego pasjonujący wątek. Dzięki za zainspirowanie.

Co tylko podtrzymuje moją opinię o panu - jest pan ostatnia kanalia i
nawet się pan z tym nie kryje; a co do losu Pileckiego - wiedział dobrze,
czym ryzykuje, w tamtych czasach za prowadzenie wywiadu innego niż ten
z Informacji czy MBP/UB - miało się czapę. Więc żadne procenty panu nie
pomogą w tej kwestii - ale dobrze, że pan chociaż ujawnił nieco swojej
kuchni.
06-01-2018 00:18 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)kwalifikowana
>>A oto info z wikipedii na temat składu sędziowskiego, który skazał Pileckiego na smierć:
>>"15 marca 1948 rotmistrz został skazany na karę śmierci. W drugiej instancji, 3 maja 1948, Najwyższy Sąd Wojskowy wyrok ten utrzymał w mocy. W składzie sędziowskim NSW zasiadali pułkownik Kazimierz Drohomirecki, podpułkownik Roman Kryże, major Leo Hochberg, porucznik Jerzy Kwiatkowski i major Rubin Szwajg[33]. Wyrok wykonano dnia 25 maja w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy. Wykonawcą wyroku był Piotr Śmietański[34] zwany "Katem z Mokotowa".
>Kryże to bardzo dobre nazwisko.

A Szwajg jeszcze lepsze???


>>Na pięciu sędziów - dwóch było Żydami(Hochberg i Szwajg). Słowem niezły odsetek, no nie??? Może być z tego pasjonujący wątek. Dzięki za zainspirowanie.
>Co tylko podtrzymuje moją opinię o panu - jest pan ostatnia kanalia i
>nawet się pan z tym nie kryje; a co do losu Pileckiego - wiedział dobrze,
>czym ryzykuje, w tamtych czasach za prowadzenie wywiadu innego niż ten
>z Informacji czy MBP/UB - miało się czapę. Więc żadne procenty panu nie
>pomogą w tej kwestii - ale dobrze, że pan chociaż ujawnił nieco swojej
>kuchni.

A pan swojej. Bo o ile dobrze zrozumiałem - uważa Pan, iż Pilecki zaslużył sobie na karę śmierci???
Co do kwestii bycia kanalią. Jezeli ja jestem kanalia to jak nazwać tych sedziów - w tym żydowskich - którzy wykańczali takich ludzi jak Pilecki??? I jak nazwać Pana, który zdaje się szukać dla nich karkołomnych usprawiedliwień??? Może "kwalifikowana kanalia" będzie terminem właściwym???
06-01-2018 08:41 
 Ocena 4 na 4
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: kwalifikowana
>>Kryże to bardzo dobre nazwisko.
>A Szwajg jeszcze lepsze???

Ach, te nerwy. Pan zaprawdę jesteś chory...

Ale odpowiem: nie wiem, nie było mnie na sali "rozpraw", nie znam
konkretnego udziału tych i owych w tej sprawie.

>>z Informacji czy MBP/UB - miało się czapę. Więc żadne procenty panu nie
>>pomogą w tej kwestii - ale dobrze, że pan chociaż ujawnił nieco swojej
>>kuchni.
>A pan swojej. Bo o ile dobrze zrozumiałem - uważa Pan, iż Pilecki zaslużył sobie na karę śmierci???

Gratuluję samokrytycznego podejścia. Źle pan zrozumiał - tak uważało
ówczesne prawo i klimat. W tym klimat szczucia i nagonki na wroga - być
może panu obcy, bo zaszczuwanymi i szczującymi byli wg pańskich kryteriów
niewłaściwi. Ale przecież szczucie jako zjawisko nie jest, jak mniemam,
panu obce, sądząc po pana twórczości.

Ja zdecydowanie pozostawiłbym typa przy życiu i starał się docierać do
następnych - na tyle, na ile umiem wejść mentalnie w buty śledczych i
bezpieczniaków tamtej epoki. Pewne ślady prowadzą ponoć do J. Cyrankiewicza,
który w Auschwitz był w tym samym czasie do Pilecki. Ponoć mógł wystarać
się o ułaskawienie. Co o tym piszą tuzy rozliczeniowej historii i ich
poputcziki - można przeczytać w sieci. Włącznie z oskarżeniami J.C. o
kolaborację z Niemcami. Zresztą podobne odpryski tknęły także
W. Bartoszewskiego, z kolei gdyby zacząć się w podobny sposób czepiać
ucieczki Pileckiego - można się narazić na lincz, jeśli poruszyć problem
w środowisku uprawiających kult "leśnych".

Myślę, że Pilecki mógłby spokojnie przeżyć - po prostu gdyby nie prowadził
działalności kwalifikowanej jako antypaństwowa. Pamiętam dość zagadkowy
artykuł z "Polityki" sprzed paru lat, gdzie sugerowano pewne sprawy dotyczące
śledztwa i przy okazji nieźle dano w kość IPN. Był tzw. rumor w środowiskach
skrajnie prawicowych.

>Co do kwestii bycia kanalią. Jezeli ja jestem kanalia to jak nazwać tych sedziów - w tym żydowskich - którzy wykańczali takich ludzi jak Pilecki???

Na to musi sobie pan odpowiedzieć. Moja nazwa brzmi - sądownictwo
dyspozycyjne względem totalitarnej władzy. Pan, uprawiający tu niekiedy
sądy zbiorowe, nie powinien mieć problemów z akceptacją takiej postawy,
z ew. odwróceniem politycznych barw - ot, władza sobie kogoś uznała za
zdrajcę i znalazła paragraf. A zresztą po co władza - może wystarczy oddział
maruderów?

Może ze zrozumieniem jej istoty nieco więcej będzie miał pan problemów,
bo w myśleniu zdaje się pan stosować urągające moim kryteriom racjonalizmu
skróty. Pan czasem zdaje się zbyt silnie nienawidzić, żeby zachować w miarę
racjonalne myślenie. Choć przecież egzekucje pańskie są raczej słowne niż
fizyczne, co należy docenić.

> I jak nazwać Pana, który zdaje się szukać dla nich karkołomnych usprawiedliwień???

"Zdaje się" - ot, właśnie. Pan sam wiele razy stosuje podobne figury -
więc poprzestańmy na tym, że należy odróżniać usprawiedliwenie od
tłumaczenia. Tłumaczenie nie oznacza akceptacji.

Póki co - paneś kiedyś niebezpiecznie blisko był usprawiedliwienia
wydawania Żydów w czasie II WŚ jakimiś przypisywanymi im (tj. z klucza
narodowościowego czy religijnego, nie konkretnym osobom) brzydkimi
postępkami. W skrócie - w tej potyczce jesteś pan po prostu nieostrożny,
ale zdaje się nie pierwszy raz i w oczach ludzi nie ma pan wiele do
stracenia.

> Może "kwalifikowana kanalia" będzie terminem właściwym???

Opinia o mnie wypowiadana panem - powiewa mi, albowiem mam dobre
powody (wyłuszczone w kilku wątkach, najczęściej pańskich, a zwłaszcza
w dwóch ostatnich - żeby pana traktować tak, jak traktuję.)

Z okazji soboty - gorące pozdrowienia dla prokuratora z jakże
obiektywnej i niedyspozycyjnej politycznie instytucji.
syku (454 punktów)Odp: Jak Leopold Infeld zdemaskował szarlatana!

Skąd się na tym forum bierze niechęć do Alberta Einsteina? Jest to już chyba z trzeci raz jak czytam wpisy mieszające go z błotem. Czy to niespełnieni naukowcy, którym za młodu marzyło się aby zostać równie sławnym, potrzebują aby wykazać, że Einstein jednak nie był tak wielki, jak go malują? Czy to może jednak podszyte jest antysemityzmem?

Rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że dwóch jest wrogów szczęścia ludzkiego: cierpienie i nuda.
Arminius (25555 punktów)Stąd się bierze...
>Skąd się na tym forum bierze niechęć do Alberta Einsteina?

Stąd, iż popełnił plagiat publikując artykuł naukowy na temat TW - w którym nie było cytacji odnoszących się do pogladów innych naukowców, z których czerpał garściami.

>Jest to już chyba z trzeci raz jak czytam wpisy mieszające go z błotem. Czy to >niespełnieni naukowcy, którym za młodu marzyło się aby zostać równie sławnym, >potrzebują aby wykazać, że Einstein jednak nie był tak wielki, jak go malują?

Nie jestem fizykiem z wykształcenia. Jestem za to historykiem i prawnikiem - i casus Einsteina wydaje się być dosyć jednoznaczny w swej wymowie. Proszę poczytać wszystkie wątki na temat. A lad amoment będzie kolejny - wskazujący na kolejnego naukowca, z którego dorobku Einsteina skorzystał i.....w artykule naukowym jak wyżej nie potwierdził tego faktu.


>Czy to może jednak podszyte jest antysemityzmem?

To co wyżej jest odmianą reductio ad hitlerum - więc pozostawiam Pana stwietdzenie bez komentarza. I zachęcam raz jeszcze do poczytania wątków na temat i podlinkowanych materiałów.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: Stąd się bierze...
>>Skąd się na tym forum bierze niechęć do Alberta Einsteina?
>Stąd, iż popełnił plagiat publikując artykuł naukowy na temat TW - w którym nie było cytacji odnoszących się do pogladów innych naukowców, z których czerpał garściami.

To już było dyskutowane. Owe "cytacje" to prywatne obsesje pana Arminiusa,
który gotów byłby ścigać każdego, kto napisze poprawny wzór tylko dlatego,
że 10 małp na 100 maszynach do pisania wystukały przez 5 lat taką sekwencję
znaków.

Panu już, panie A., usiłowano uświadomić, że powołuje się pan na prace, które
- niestety dla ich autorów - słusznie trafiły na śmietnik nauki. Jak 99% naszej
"produkcji" odbywającej się zgodnie z zasadą publish or perish. Ale - w
przeciwieństwie do chumanistów rozmaitej maści - laboratoria nasze i pracownie
wyposażone są w śmietniki.

>>Jest to już chyba z trzeci raz jak czytam wpisy mieszające go z błotem. Czy to >niespełnieni naukowcy, którym za młodu marzyło się aby zostać równie sławnym, >potrzebują aby wykazać, że Einstein jednak nie był tak wielki, jak go malują?
>Nie jestem fizykiem z wykształcenia. Jestem za to historykiem i prawnikiem -

Że historykiemś pan - nie dziwi mnie. Ale cóż - może o studiach prawniczych
miałem jednak - choć nieprzesadnie - to jednak za wysokie zdanie.

> i casus Einsteina wydaje się być dosyć jednoznaczny w swej wymowie.

"Wydaje się"? Paneś wpros napisał, że Einstein to plagiator.

> Proszę poczytać wszystkie wątki na temat. A lad amoment będzie kolejny - wskazujący na kolejnego naukowca, z którego dorobku Einsteina skorzystał i.....w artykule naukowym jak wyżej nie potwierdził tego faktu.

Nie wiem, czy mam u pana status naukowca - nie obchodzi mnie - ale moje
6 prac też do Einsteina ani razu się nie odwołuje. Podobnie jak wypisanie
metryki nigdy nie opiewa na odwołanie do Pitagorasa.

Ale kabaret jest świetny - proszę nie ustawać w wysiłkach! Sokal to przy
panu marność!
Arminius (25555 punktów)prywatna obsesja Einsteina???
>To już było dyskutowane.

To było podnoszone - ale nie dyskutowane. Nikt, łącznie z panem nie wyjaśnił fenomenu braku cytacji w pracy naukowej Einsteina. Problem - zgodnie z regułą brzytwy Ockhama - jest prosty. Gdyby Einstein zacytował tych wszystkich których dorobek naukowy plagiaryzował - okazałoby się, iż nie wymyślił nic nowego tylko ułożł zgrabną - ale tylko kompilację. I tym samym jego "dorobek" doznałby uszczerbku. Pojawia się pytanie jak to było możliwe, iż w tak renomowanym czasopismie jak to w którym pojawiła się publikacja Einsteina (Annalen der Physik) - pozwolono na taką "obsuwę"??? Cześciowo wyjasnia to wątek pod tym linkiem (www.racjonalista.pl/forum.php/s,743446), traktujący o rywalizacji politycznej między Francją a Niemcami - w którą wpisała się sprawa szalbierstwa Einsteina, plagaryzującego głównie francuskiego naukowca Poincare. W najbliższym czasie postaram się zamiescić kolejny wątek traktujacy o tej kwestii, podnoszący w uzupełniniu poprzedniego, sprawę rywalizacji między francuskim a niemieckim ośrodkiem naukowym.

>Owe "cytacje" to prywatne obsesje pana Arminiusa,

To nieprawda - o czym każdy może się przekonac szperając trochę po sieci. To problem, który frapuje wielu naukowców i historyków nauki.

"Einstein gave no references to other authors in his 1905 paper. We can but wonder why?was it simply plagiarism? Einstein's 1905 paper was 30 pages long and the practice even at that time was to refer to earlier work in the particular field. The paper before Einstein's in the journal had 30 references and the one after it had 12. During the ntire year of 1905 Annalen der Physik had only Einstein's paper and three very short experimental papers that did not give references. In an earlier paper in 1905 on a different topic and in a paper in 1904 Einstein had given references".
!books.goog(*)20without references&f=false)

>Nie wiem, czy mam u pana status naukowca - nie obchodzi mnie - ale moje
>6 prac też do Einsteina ani razu się nie odwołuje

Chce mi Pan powiedzieć, iż pańskie prace naukowe nie są zaopatrzone w zadne odnosniki i cytacje???

>Ale kabaret jest świetny - proszę nie ustawać w wysiłkach! Sokal to przy
>panu marność!

Jest świetny i dlatego nie zmaierzam ustawać w wysiłkach.



wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: prywatna obsesja Einsteina???

>>Nie wiem, czy mam u pana status naukowca - nie obchodzi mnie - ale moje
>>6 prac też do Einsteina ani razu się nie odwołuje
>Chce mi Pan powiedzieć, iż pańskie prace naukowe nie są zaopatrzone w zadne odnosniki i cytacje???

Ach, te emo dzieci i ich wielopytajniki... Poza tym po polsku
mówi się "cytowania", ew. odnośniki.

Są zaopatrzone - ale w te z ostatnich epok. Już to tłumaczyłem,
taki jest zwyczaj. Tłumaczyłem zresztą podobnie jak tu (co dziecko
tu wycięło) na przykładzie Pitagorasa. Po prostu żelaznych klasyków
się nie cytuje i już.

>>Ale kabaret jest świetny - proszę nie ustawać w wysiłkach! Sokal to przy
>>panu marność!
>Jest świetny i dlatego nie zmaierzam ustawać w wysiłkach.

Szkoda tylko, że jesteś, dziecko, jego bezwiednym aktorem - żeby
nie było, że nie ostrzegałem Co za polski baseball, jak rany!
Arminius (25555 punktów)zwyczaj nie nowy wcale

>Są zaopatrzone - ale w te z ostatnich epok. Już to tłumaczyłem,
>taki jest zwyczaj.

I taki był zwyczaj za Einsteina. I problem w tym, iż Einstein nie zacytował pogladów innych naukowców "ze swojej epoki". Świetnie Pan to ujał - pozostaję zobowiązany.

I jeszcze raz przytoczę cytat, do którego jak Pan jako typowy zwykle Einsteinofil się wogóle nie ustosunkował:

"Einstein gave no references to other authors in his 1905 paper. We can but wonder why?was it simply plagiarism? Einstein's 1905 paper was 30 pages long and the practice even at that time was to refer to earlier work in the particular field. The paper before Einstein's in the journal had 30 references and the one after it had 12. During the ntire year of 1905 Annalen der Physik had only Einstein's paper and three very short experimental papers that did not give references. In an earlier paper in 1905 on a different topic and in a paper in 1904 Einstein had given references".
!books.goog(*)20without references&f=false)
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: zwyczaj nie nowy wcale
>>Są zaopatrzone - ale w te z ostatnich epok. Już to tłumaczyłem,
>>taki jest zwyczaj.
>I taki był zwyczaj za Einsteina. I problem w tym, iż Einstein nie zacytował pogladów innych naukowców "ze swojej epoki". Świetnie Pan to ujał - pozostaję zobowiązany.

O - i już nie ma pytajników i zadziwień. A dziękować nie ma za co,
emo - raczej piszesz pod tezę, a łeb zdajesz się mieć żelbetonowy.

>I jeszcze raz przytoczę cytat, do którego jak Pan jako typowy zwykle Einsteinofil się wogóle nie ustosunkował:

Etykietkowanie w wykonaniu obsesjonistów w twoim rodzaju
obchodzą mnie tyle, co śnieg, którego brakuje. Einsteinofilem
być nie mogę, bo wiele ponad "Teorię względności" nie zmogłem,
poza dorobkiem stricte naukowym. Tym bardziej filozoficznym -
na to będę miał czas w wieku stosownym.

>"Einstein gave no references to other authors in his 1905 paper. We can but wonder why?was it simply plagiarism? Einstein's 1905 paper was 30 pages long and the practice even at that time was to refer to earlier work in the particular field. The paper before Einstein's in the journal had 30 references and the one after it had 12. During the ntire year of 1905 Annalen der Physik had only Einstein's paper and three very short experimental papers that did not give references. In an earlier paper in 1905 on a different topic and in a paper in 1904 Einstein had given references".

Zdaje się, że do "wytłuszczeń" nawet sameś się odniósł, więc uznałem
sprawę za zamkniętą, a powyższe - za nadużycie. Nie pierwszy i nie ostatni
raz w twojej wspaniałej karierze - "redaktora Arminiusa".

Reasumując - wielkim swojej epoki "dał kredyt", jak to się mawia. Jako
25-latkowi - raczej wydawnictwo winno było narzucić takie czy inne standardy.
Gdyby miał 30 czy więcej, tj. po kilku latach i kilku publikacjach - sam
tego powinien by był pilnować - wg dzisiejszych standardów, a nie pamiętam,
czy twierdziłem, że wtedy były te same...

Moim zdaniem - podła i zabawna kanalia jesteś, Arminius. Ale pisz, pisz -
strzelanie w buty swoim mistrzom i poputczikom jest cenniejsze niż
nieliczni, którzy strzępią sobie klawiatury w pyskówkach z tobą.
Arminius (25555 punktów)hejtujący bełkot?
>Moim zdaniem - podła i zabawna kanalia jesteś, Arminius. Ale pisz, pisz -
>strzelanie w buty swoim mistrzom i poputczikom jest cenniejsze niż
>nieliczni, którzy strzępią sobie klawiatury w pyskówkach z tobą.

W swoim wcale długim wywodzie nie trafił Pan ani razu na scieżkę merytoryczną, błądząc ciągle po manowcach filisterskich wynurzeń i bezprzedmiotowych dywagacji na tematy nie związane z istotą debaty. A na końcu - w swoim już sprawdzonym stylu - zahejtował Pan, z braku merytorycznych argumentów jak również zabełkotał kreując zdanie którego nie sposób zrozumieć.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: hejtujący bełkot?
>...zdanie którego nie sposób zrozumieć.

Panu - z pewnością. A że dwa dyplomy w tym nie pomogły - tym gorzej
dla dyplomów.
09-01-2018 10:20 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)Odp: zwyczaj nie nowy wcale
>I taki był zwyczaj za Einsteina. I problem w tym, iż Einstein nie zacytował pogladów innych naukowców "ze swojej epoki".

Panie Arminius. Prosta sprawa. Artykuły Einsteina z 1905 r są generalnie krótkie. Weżmy te dwa co do których masz pan takie wątpliwości. Chociażby tu:
hermes.ffn(*)n/Einstein_1905_relativity.pdf
www.astro.puc.cl/~rparra/tools/PAPERS/e_mc2.pdf

Proszę teraz wskazać W KTÓRYCH MIEJSCACH (strona, wiersz) Einstein powinien się powołać na cudze prace i na które konkretnie. Wtedy będzie można dyskutować o faktach. Bo pańskie niekompetentne przekonanie, oparte na podobnie niekonkretnych opiniach wziętych "z internetów" to trochę za mało.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)artykuł Einstaina bez cytacji
>Panie Arminius. Prosta sprawa. Artykuły Einsteina z 1905 r są generalnie krótkie.

"Einstein gave no references to other authors in his 1905 paper. We can but wonder why?was it simply plagiarism? Einstein's 1905 paper was 30 pages long and the practice even at that time was to refer to earlier work in the particular field. The paper before Einstein's in the journal had 30 references and the one after it had 12. During the ntire year of 1905 Annalen der Physik had only Einstein's paper and three very short experimental papers that did not give references. In an earlier paper in 1905 on a different topic and in a paper in 1904 Einstein had given references".

Artykuł 30 stronicowy nie jest artykułem krótkim. Einstein powinien umieszczać w nim odnośniki do poglądów tych autorów - których dorobek w nim wykorzystywał. Chodzi O Poincare, Lorentza, De Pretto, Michelsona... Nie zrobił tego - bo przywołanie dorobku, prac i eksperymentów tych uczonych ukazałoby czytelnikowi - iż koncept Einsteina nie jest wielce oryginalny jest komplilacją złożoną z elementów podebranych innym naukowcom - przy czym czołowe komponenty jego teorii zostały opracowane i sformułowane przez innych.

>Bo pańskie niekompetentne przekonanie, oparte na podobnie niekonkretnych opiniach >wziętych "z internetów" to trochę za mało.

Primo, to nie są opinie wzięte z internetu, tylko z książek i artykułów , które są dostępne on line, secundo, bez względu na to jak oceniać moje kompetencje jak wyżej - brak odnośników w czołowym artykule autorstwa Einsteina był.....zdecydowanie większą niekompetencją, która kryła przywłaszczenie sobie dorobku innych.
09-01-2018 11:00 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)Odp: artykuł Einstaina bez cytacji
>Primo, to nie są opinie wzięte z internetu, tylko z książek i artykułów , które są dostępne on line, secundo, bez względu na to jak oceniać moje kompetencje jak wyżej - brak odnośników w czołowym artykule autorstwa Einsteina był.....zdecydowanie większą niekompetencją, która kryła przywłaszczenie sobie dorobku innych.

Konkrety panie Arminius, konkrety! Miejsce koniecznego odnośnika i odniesienie. Jeśli podpierasz się pan cudzym autorytetem, to znajdź u niego odpowiedź na to pytanie. Bo jak na razie, to niekompetentny powołuje się na niekompetentnych.
P.S. I przestań pan wklejać całe fragmenty cytatów. Streść pan w dwu zdaniach cytowaną opinię i wrzuć link. I nie powtarzaj tego samego cytatu po wielokroć, na miłość boską! W realu też jest pan takim nudziarzem i wodolejem?

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
09-01-2018 11:18 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)
>Einstein powinien umieszczać w nim odnośniki do poglądów tych autorów - których dorobek w nim wykorzystywał. Chodzi O (...) De Pretto (...)
Chyba wykazałem panu jasno, że De Pretto nie miał ŻADNYCH osiągnięć, ŻADNEGO dorobku na tym polu, a Einstein powoływaniem się na niego (jeśli w ogóle miał świadomość istnienia tej pracy) tylko by się ośmieszył.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,756374#w756553
Praca De Pretto była bezwartościowa, pełna absurdów i bez związku z Teorią Względności. Którego słowa w powyższym stwierdzeniu pan nie rozumie!?


Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
syku (454 punktów)Odp: prywatna obsesja Einsteina???

Dlaczego tak przyczepił się Pan jednej pracy? Dlaczego nie stwierdzi Pan, że są wątpliwości co do pewnych prac Einsteina, które można by (przy pewnych założeniach) określić jako nie do końca w porządku co do innych naukowców. Dlaczego od razu trzeba człowieka mieszać z błotem jako oszusta i plagiarystę. W samym 1905 Einstein opublikował 5 przełomowych prac z fizyki. Potem w 1915 również jedną z najważniejszych prac fizycznych tworzącą OTW. No i do tego wiele pomniejszych ale istotnych prac m.in. o paradoksie EPR. Einstein był genialnym fizykiem, nie ma co do tego wątpliowści. A to, że nie był czysty jak łza to nie ma znaczenia - nikt z nas nie jest.

Poza tym to jest ciekawy fakt, że Einstein w pracy o STW nie podał żadnych źródeł, nie wiedziałem o tym. Znowu się od Pana czegoś nowego dowiedziałem. Dzięki


Rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że dwóch jest wrogów szczęścia ludzkiego: cierpienie i nuda.
Arminius (25555 punktów)czepiać się koniecznie
>Dlaczego tak przyczepił się Pan jednej pracy?

Bo jest uważana za przełomową, była bez cytacji, zawarte są w niej tezy i opinie sformułowane wcześniej przez innych, czego Einstein nie przyznał - a miał psi obowiązek - jeżeli chciał uchodzić za rzetelnego naukowca - przyznać.

Dlaczego nie stwierdzi Pan, że są >wątpliwości co do pewnych prac Einsteina, które można by (przy pewnych założeniach) >określić jako nie do końca w porządku co do innych naukowców.

Właśnie coś takiego twierdze, tylko przesuwam punkt ciężkości i utrzymuję, iż to nie było "nie do końca w porządku" tylko było to całkowicie nie w porządku.

>A to, że nie był czysty jak łza to nie ma znaczenia - nikt z nas nie jest.

W przypadku takich filarów nauki i celebrytów jak Einstein ma wielkie znaczenie. Zwłaszcza że nie rozmawiamy tutaj o życiu osobistym Einsteina ( wyrodny ojciec, prześladowca żony, z której dorobku naukowego najpewniej tez korzystał) tylko o "czystości jego łzy" w jego działalności na niwie naukowej.
Proszę sobie poczytać wszystkie wątki dotyczące nieczystości łzy Einsteina - wówczas będzie Pan miał bardziej kompleksowy obraz. W nieodległej przyszłości postaram się zamieścić dwa dodatkowe wątki na temat.

>Poza tym to jest ciekawy fakt, że Einstein w pracy o STW nie podał żadnych źródeł, >nie wiedziałem o tym. Znowu się od Pana czegoś nowego dowiedziałem. Dzięki

A widzi Pan? tak wszyscy twierdzą jak się o tym dowiadują - bo fakt ów jest - powiedzmy - niezbyt eksponowany przez gremia naukowe oraz wszelkiej maści judeofilii.
syku (454 punktów)Odp: czepiać się koniecznie
Rozumiem zastrzeżenia. Widzę, że są podstawy dla nich. W porządku, Einstein (jeżeli założymy, że nie znał pracy Poincarego) powinien dodać przypis do niego w swojej pracy. Mnie chodzi o coś innego. Pisze Pan:

> Tyłek i prestiż Einsteina został uratowany przez "jednego z asystentów", który wykazał się rzeczywistą WIEDZĄ - i zdemaskował zamiary szarlatana. Zdarzenie owo potwierdza znaną skądinąd tezę, iż Einstein nie był żadnym wybitnym fizykiem, swój zaś autorytet i prestiż zbudował poprzez przywłaszczanie sobie dorobku innych.

Na podstawie braku przypisów w jednej pracy i może kilku innych pomniejszych błędów, wobec niekwestionowanych osiągnięć jak: STW, OTW, paradoks EPR, korpuskularno-falowa teoria światła, ruchy Browna i wiele innych, pisze Pan o niekompetencji i plagiatowaniu. To jest bardzo stronnicze ujęcie tej wybitnej postaci.

Z wikipedi:

>W 1999 r. czasopismo naukowe Physics World w gronie 100 wiodących fizyków przeprowadziło ankietę. Jako największego fizyka wszech czasów wskazała właśnie Einsteina.

Rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że dwóch jest wrogów szczęścia ludzkiego: cierpienie i nuda.
Arminius (25555 punktów)podstawy zastrzeżeń.
>Rozumiem zastrzeżenia. Widzę, że są podstawy dla nich. W porządku, Einstein (jeżeli >założymy, że nie znał pracy Poincarego) powinien dodać przypis do niego w swojej >pracy. Mnie chodzi o coś innego. Pisze Pan:

Jeżeli dostrzega Pan podstawy do zastrzeżeń jak wyżej - to z tego wynikają określone konsekwencje.

Bo jeżeli Pan dostrzega problem, to w wypowiedzi jak niżej, jest Pan już jednak niekonsekwentny"
>"Na podstawie braku przypisów w jednej pracy i może kilku innych pomniejszych błędów, >wobec niekwestionowanych osiągnięć jak: STW, OTW, paradoks EPR, korpuskularno-falowa >teoria światła, ruchy Browna i wiele innych, pisze Pan o niekompetencji i >plagiatowaniu. To jest bardzo stronnicze ujęcie tej wybitnej postaci.

Bo praca Einsteina o której mowa miała znaczenie kluczowe dla uczynienia go wielkim fizykiem. I w tej pracy nie było przypisów, w pracy, w której została sformułowana teoria, której zdecydowana większość elementów została już wcześniej przez innych opracowana i przetestowana. Takie postępowanie jest skandalicznie nieuczciwe, jest to kradzież intelektulana. Einstein nie był aż tak wielki jak Pan go przedstawia - bo przecież cały szereg koncepcji jemu przypisywanych było autorstwa innych naukowców. Co ciekawe i....bezczelne, Einstein sam to w wielu przypadkach przyznawał - ale już post factum, w rozmowach z ludźmi, na przyjęciach, itp. (proszę sobie poczytać wątki na temat). Natomiast nie był w stanie tego przyznać w miejscu, które miało krytyczne znaczenie - to jest poprzez przypisy na stronicach artykułu o którym debatujemy.
09-01-2018 13:38 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)Odp: podstawy zastrzeżeń.
>(...)w pracy, w której została sformułowana teoria, której zdecydowana większość elementów została już wcześniej przez innych opracowana i przetestowana.
Które elementy konkretnie? Strona, wiersz. Bez odpowiedzi na to pytanie jest pan zwykłym kłamcą lub świadomym propagatorem cudzych kłamstw (na jedno wychodzi). Słyszy pan panie Arminius? Nazywam pana świadomym kłamcą. Odwołam i przeproszę, jeśli pan odpowie na to pytanie. Jescze raz:
W których miejscach w pracy 1905r Einstein powtarza już istniejące rozumowanie bądź rozwiązanie kluczowe dla STW i czyje?

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)ku lekturze

Polecam lekturze:

www.kontes(*)-plagiator.html?iPageContent=2

"Jules Henri Poincare:

(1) "nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności";
(2) "stwierdził, że światło ma prędkość skończoną" (w pracy opublikowanej w roku 1904 w 28 numerze Buli. ofSci. Math. Poincare podkreśla: "...cała nowa mechanika, kiedy wzrost bezwładności przy prędkości światła stanie się granicą, której nie będzie można przekroczyć");
(3) sugerował, że "masa zależy od prędkości";
(4) "sformułował zasadę względności, zgodnie z którą żaden mechaniczny lub elektromagnetyczny eksperyment nie jest w stanie odróżnić stanu spoczynku od stanu ruchu jednostajnego";
(5) "wyprowadził transformację Lorentza".

Nadszedł czas, aby powiedzieć wprost, kim był Einstein
- był plagiatorem. Był pozbawiony skrupułów i kradł prace innych, podając je jako własne. To, że czynił to rozmyślnie, wydaje się oczywiste.
Oto fragment z książki Ronalda W. Ciarka Einstein: The Life and Times (Einstein - życie i czasy), w której brak jest odwołań do Poincare, z wyjątkiem kilku nic nie znaczących cytatów. I tak na stronie 101 czytamy: "Praca O Elektrodynamice Ciał w Ruchu... jest pod wieloma względami jedną z najwybitniejszych prac naukowych, jakie kiedykolwiek napisano. Nawet jej forma i styl są niezwykłe - brak w niej przypisów i odsyłaczy, które dodają wagi najpoważniejszym opracowaniom... [pokreślenie moje R.M.]". Dlaczego Einstein miałby przy jego doświadczeniu na stanowisku urzędnika patentowego nie zdawać sobie sprawy z potrzeby podania przypisów i odsyłaczy do swojego artykułu o szczególnej teorii względności? Należałoby się raczej spodziewać, że jako neofita raczej przesadzi w ich ilości, a nie pominie je.
Czyż nie należało się również spodziewać trochę większych standardów ze strony wydawcy, któremu przedstawiono długi elaborat, którego autor nie miał ustalonej pozycji? Najwyraźniej zawiodła kontrola jakości, gdy Annalen der Physik kierował tę pracę do publikacji. Wytrawniejsi wydawcy odrzuciliby taką pracę, nawet jej nie czytając. Jako minimum, należałoby się spodziewać, że wydawca przejrzy literaturę, aby sprawdzić, czy roszczenia Einsteina do pierwszeństwa są uzasadnione.
Max Bom stwierdził: "Uderzające [podkreślenie moje - R.M.] jest to, że ta praca nie zawiera ani jednego przypisu do wcześniejszej literatury" (Bom, 1956). Wyraźnie uwypukla fakt, że brak przypisów jest sprawą nienormalną oraz że nawet jak na standardy początku XX wieku było to bardzo dziwne, wręcz nieprofesjonalne.
Einstein kręcił i gmatwał wszystko, aby uniknąć oskarżeń o plagiat, lecz jego krętactwa były ewidentne. Bjerknes (2002) przytacza następujący ustęp autorstwa MacKaye'a: "Wyjaśnienie Einsteina jest wielowymiarowym upostaciowieniem poglądu Lorentza... Tak więc teoria Einsteina nie jest zaprzeczeniem bądź alternatywą tej, którą przedstawił Lorentz. To tylko duplikat lub przebranie jej w inne szaty... Einstein utrzymuje, że teoria Lorentza jest prawidłowa, lecz że nie zgadza się z jej . Czyż więc to nie oznacza, że teoria Einsteina jest po prostu przefasonowaniem teorii Lorentza, zaś pozorna niegodność w sprawie jest niczym innym jak grą słów?
Poincare napisał 30 książek i ponad 500 prac z dziedziny filozofii, matematyki i fizyki. Einstein pisał prace matematyczne, fizyczne i filozoficzne i jednocześnie utrzymywał, że wkład Poincare'a do fizyki był mu nieznany.
Mimo to wiele pomysłów Poincare'a - na przykład to, że prędkość światła jest górną granicą oraz że masa wzrasta wraz z prędkością - zostało wplecionych w pracę Einsteina "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu" bez podania odnośników, skąd pochodzą.
Kradzież koncepcji zawartych w dziełach Lorentza i Po-incare'a, której dopuścił się Einstein, aby umieścić je w swojej pracy, podniosła poprzeczkę plagiatorstwa na wyższy poziom. W dobie współczesnej przy tak rozwiniętym przepływie informacji, tego rodzaju plagiat nie przeszedłby łatwo, tym niemniej środowisko fizyków wciąż nie kwapi się do skorygowania tej historii. W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..."
Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze."
09-01-2018 11:40 
 Ocena 3 na 3
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: czepiać się koniecznie
>>Dlaczego tak przyczepił się Pan jednej pracy?
>Bo jest uważana za przełomową, była bez cytacji, zawarte są w niej tezy i opinie sformułowane wcześniej przez innych, czego Einstein nie przyznał - a miał psi obowiązek - jeżeli chciał uchodzić za rzetelnego naukowca - przyznać.

Proszę redachtora Arminiusa, "E = mc^2" pojawiające się w przytaczanej
wami pracce to - nie ujmując wysiłkom jej autora - tzw. szczęśliwy traf,
a nawet mniej, bo zupełnie bez kontekstu, którego odkrywcą stał
się Einstein. Trudno, inni błądzili. Nawet Minkowski czy Poincare
fizycznego sensu transformacji Lorentza nie tykali, a w matematyce/geometrii
- mają swoje zasługi. Śmiem twierdzić, że docenione. Choćby imieniem
nierówności, czasoprzestrzeni (H.M.) i grupy transformacji wpółrzędnych
czasoprzestrzeni (H.P.) i multum innych - bo Poincare wielkim umysłem
był.

Jesteście, redaktorze, przykładem chama, który wchodzi na salony i
wyrzeka, że gnój którym czuć od obecnych ma jakiś drażniący nos zapach
i rozrzuca przyniesiony swój - na co wyperfumowane panie z oburzeniem
uciekają, a pan się jeszcze dziwi.

Inny przykład - gdybym poszedł do galerii malarstwa jakiegoś-tam, i
zaczął truć autorowi, że to zupełnie nie tak, a właściwie to powinien
się powołać na mojego zapoznanego szwagra - też pacykuje tu i tam,
malarz, ale nie przyjęli na uczelnię... Dla dobrego samopoczucia
zarówno galerników jak i pacykarzy - mam nadzieję, że wyleciałbym
w takiej sytuacji na ulicę, z kopniakiem w zadzie; a że na pacykarstwie
kompletnie się nie wyznaję i nie uważam tego za jakąś ważną powinność,
ani w truciu ludziom bez powodu nie znajduję rozrywki - to ani do
galerii nie chadzam i kłopotów ludziom nie robię. Nieżyjącym - tym
bardziej...

A wy, redaktorze, rozumiecie, niestety jak chodzi o nauki przyrodnicze
zdradzacie brak obycia i kultury - abstrahując od Einsteina, zachowujecie
się niestety jak ten ognojony kmieć. Ja w waszej sytuacji zdjąłbym
kapelusz, przeprosił i wyszedł - uznając, że nie moja działka. I -
działającym w oparciu o OTW GPSem - skierowałbym się z powrotem do
furmanki.

Proszę to potraktować jako dobrą radę - mimo tego jadu, który się
tu leje niekiedy.

>Dlaczego nie stwierdzi Pan, że są >wątpliwości co do pewnych prac Einsteina, które można by (przy pewnych założeniach) >określić jako nie do końca w porządku co do innych naukowców.

Może dlatego, że już np. ja tutaj to stwierdziłem i - odbiwszy się
od waszego, redachtorze, żelbetu - g***o to dało?

>Właśnie coś takiego twierdze, tylko przesuwam punkt ciężkości i utrzymuję, iż to nie było "nie do końca w porządku" tylko było to całkowicie nie w porządku.

Opublikujecie to, redaktorze? W recenzowanym świerszczyku naukowym?
Acta Physica Historica Koziowólcana? Powodzenia - mam nadzieję, że
w recenzjach przeczytacie, rozumiecie, istotnie bardziej
ugrzecznione baty, niż tu dostajecie - bezwiednie póki co. A jak chodzi
o cytaty, spodziewamy się, że i nas tu, wiecie, wspomnicie.
Jak, pomożecie?... No!

>>A to, że nie był czysty jak łza to nie ma znaczenia - nikt z nas nie jest.
>W przypadku takich filarów nauki i celebrytów jak Einstein ma wielkie znaczenie. Zwłaszcza że nie rozmawiamy tutaj o życiu osobistym Einsteina ( wyrodny ojciec, prześladowca żony, z której dorobku naukowego najpewniej tez korzystał) tylko o "czystości jego łzy" w jego działalności na niwie naukowej.

Po raz drugi pytam - której żony, kiedy?

>>Poza tym to jest ciekawy fakt, że Einstein w pracy o STW nie podał żadnych źródeł, >nie wiedziałem o tym. Znowu się od Pana czegoś nowego dowiedziałem. Dzięki
>A widzi Pan? tak wszyscy twierdzą jak się o tym dowiadują - bo fakt ów jest -

Czy fakt to nie wiem, ale wasza, redaktorze, interpretacja tego i owego
i tona nagięć i gadanie pod tezę - drugie. Just for the record, jak mawiają
ci zza wielkiej wody.

> powiedzmy - niezbyt eksponowany przez gremia naukowe oraz wszelkiej maści judeofilii.

Marne; ale pochylę się - o żydowskim pochodzeniu Einsteina dowiedziałem się
chyba po studiach, chyba z "Teorii względności i innych esejów", ale ręki
nie dam sobie za to obciąć - nie pamiętam. Wcześniej uważałem go za pół-
-Szwajcara, pół-Niemca, a później za emigranta politycznego w Stanach, z
wcale dobrą karierą. Ba - jeśli prześledzi pan listy Feynmana, istniało wtedy
na uczelniach coś zwanego "Jewish quota" - żeby przypadkiem nie przyszło
panu do łba, że każdy Żyd miał w stanach jakkolwiek "łatwo". Więc -
przynajmniej w moim przypadku - klucz judeofilski raczej się szczerbi,
redaktorze. Choć - przyznam bez bicia - z klucza Bubli, Pająków i wam
podobnym - Żydzi wydają mi się na pierwszy rzut oka całkiem sympatycznymi
typami, skoro tacy mentalni degeneraci ich tak silnie nie znoszą...

Pozdrawiam czosnkowym chuchem. Piszcie, piszcie, dużo piszcie, byle to nie
odbiegało od "Prawdy", a może "Stuermera".
Arminius (25555 punktów)hejtowy ślinotok
>Proszę redachtora Arminiusa, "E = mc^2" pojawiające się w przytaczanej
>wami pracce to - nie ujmując wysiłkom.........................


To co Pan napisał jak wyżej jest stekiem pozamerytorycznych bzdur, przeplatanych obficie coraz geściejsza felgmą hejtu i pomówień. Jak ktoś nie ma do dyspozycji siły argumentu - sięga po argument siły, w tym wypadku argumentum ad personam
Sytuacja jak wyżej sprawia mi sui generis satysfakcję - bo należy ją najpewniej interpretować w kategoriach porażki przeciwnka, który traci merytoryczny grunt pod nogami.
Zapluj się pan i zaśliń, aż do zakrztuszenia - wtedy wreszcie może się Pan ocknie i oprzytomnieje z nienawistnego amoku, w który Pan wpadł jak śliwa w prowerbialny kompot.

Tytułem dygresji i ciekawości: dlaczego honoruje mnie Pan formą pluralis majestatis??? Chyba nie uznał pan królewskości moich argumentów???
10-01-2018 10:19 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: hejtowy ślinotok
Pomijając redaktora samouniesienia - propozycja jest prosta - skoro
"argumenty" są "królewskie" itp. - zechce to pan redaktor wysłać do
poważnego wydawnictwa i poddać recenzji. Prawdziwych fachowców i
naukowców, no bo kto ja przy nich i kudy mnie...

Póki co uprawia pan redaktor publicystykę z gatunku "X żyje, więc
nie jest wykluczone, że jego matka była puszczalska" itp. puszczanie oka.
Życzliwi (poniekąd) ludzie usiłują redaktorowi to uświadomić, coś w deseń
"Dornie i Sabo, nie idździe tą drogą" - widać na próżno... Choć akurat
Dorn przynajmniej wiedział, o co tu i ówdzie chodzi - redaktor zaś
z fizyki to dziecko we mgle. A się wypowiada.

Diagnozy redaktor może sobie darować - mówiłem redaktorowi wiele razy,
że wytykano mu niejedno i jakoś się nie przejął, ale - jak mówią 
starożytni górale (niekoniecznie Kurasie czy Walusie) - internet nie
zapomina.
Arminius (25555 punktów)gatunkowa publicystyka???
>Póki co uprawia pan redaktor publicystykę z gatunku "X żyje, więc
>nie jest wykluczone, że jego matka była puszczalska"

Póki co "uprawiam publicystykę z gatunku": Einstein jest martwy ale jak był żywy dopuścił się kradzieży intelektualnej pisząc artykuł, w którym zawarł dorobek naukowy innych - nie opatrując go odniesieniami.

>Diagnozy redaktor może sobie darować - mówiłem redaktorowi wiele razy...

Nie wiedzieć czemu, zaadoptował Pan styl wypowiedzi komentatora Koraszewskiego - któremu już dobitnie parę osób wyjaśniało, iż ja nie jestem redaktorem "Racjonalisty". Jestem komentatorem na forum.

>ale - jak mówią
>starożytni górale (niekoniecznie Kurasie czy Walusie) - internet nie
>zapomina.

A co zostało napisane w Annalen der Physik czarno na białym i bez przypisów przez niejakiego Einsteina w 1905 r. - też będzie trudno wymazać albo odpowiednio podretuszować. O tym wiedzą nie tylko starożytni górale.
10-01-2018 10:57 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)Odp: gatunkowa publicystyka???
>A co zostało napisane w Annalen der Physik czarno na białym (...)
Utrzymuje patologiczny kłamca Arminius. Ale natychmiast milknie zapytany o wskazanie konkretnych miejsc w tych pracach z uzasadnieniem.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
10-01-2018 11:01 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>Póki co uprawia pan redaktor publicystykę z gatunku "X żyje, więc
>>nie jest wykluczone, że jego matka była puszczalska"
>Póki co "uprawiam publicystykę z gatunku": Einstein jest martwy ale jak był żywy dopuścił się kradzieży intelektualnej pisząc artykuł, w którym zawarł dorobek naukowy innych - nie opatrując go odniesieniami.

Zawarł - tj. korzystał z. Nie ogłosił tego swoim dorobkiem - radzę
uważać na słowa. Raczej czytającym niż panu, redachtorze.

>>Diagnozy redaktor może sobie darować - mówiłem redaktorowi wiele razy...
>Nie wiedzieć czemu, zaadoptował Pan styl wypowiedzi komentatora Koraszewskiego - któremu już dobitnie parę osób wyjaśniało, iż ja nie jestem redaktorem "Racjonalisty". Jestem komentatorem na forum.

O, obrócił się trybik! Dokładnie tak, to było przepicie do tamtego
lapsusa, moim zdaniem przezabawnego!

A przy okazji nieudolnie, wiecie, gadam Gierkiem, jak chodzi o styl.

>>starożytni górale (niekoniecznie Kurasie czy Walusie) - internet nie
>>zapomina.
>A co zostało napisane w Annalen der Physik czarno na białym i bez przypisów przez niejakiego Einsteina w 1905 r. - też będzie trudno wymazać albo odpowiednio podretuszować. O tym wiedzą nie tylko starożytni górale.

Czyli "pomidor" - ale próbujcie, reda-ment-atorze.
Arminius (25555 punktów)trybienie
>Zawarł - tj. korzystał z. Nie ogłosił tego swoim dorobkiem - radzę
>uważać na słowa. Raczej czytającym niż panu, redachtorze.

Proszę czytać uważnie: zawarł i nie opatrzył odniesieniem - czyli dokonał kradzieży intelektulanej/plagiatu.

>O, obrócił się trybik! Dokładnie tak, to było przepicie do tamtego
>lapsusa, moim zdaniem przezabawnego!

Pozstaję w nadzieji iż Pan też zatrybił albo zatrybi.

>A przy okazji nieudolnie, wiecie, gadam Gierkiem, jak chodzi o styl.

A po co??? Gierek to Pan idol??? Wstydzi się pan swojego oryginalnego stylu??? Proszę pamietać, iż styl, to człowiek!!!

>Czyli "pomidor" - ale próbujcie, reda-ment-atorze.

Przecież już wiele razy napisałem, iż będą kolejne odcinki z serii??? Więc - bez obaw i histerii.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: trybienie
>>Zawarł - tj. korzystał z. Nie ogłosił tego swoim dorobkiem - radzę
>>uważać na słowa. Raczej czytającym niż panu, redachtorze.
>Proszę czytać uważnie: zawarł i nie opatrzył odniesieniem - czyli dokonał kradzieży intelektulanej/plagiatu.

Prośba redaktora - niebędąca odpowiedzią na pytanie - rozpatrzona negatywnie.

>>O, obrócił się trybik! Dokładnie tak, to było przepicie do tamtego
>>lapsusa, moim zdaniem przezabawnego!
>Pozstaję w nadzieji iż Pan też zatrybił albo zatrybi.

Wiesz, redaktorze, uważanie, że ktoś czegoś nie rozumie, należy poprzeć
jeszcze własnym zrozumieniem. Ponieważ macie jak chodzi o zrozumienie
problemy, to łuszczę niniejszym:

- nie wiem, czy p. Koraszewski istotnie uznał was za redaktora
niniejszego zamtuza

- jeśli tak, to albo nie sprawdził detali, albo jest naiwny

- jeśli nie - widocznie chciał wami posmarować szefa zamtuza, pana
Mariusza

- bez względu na powyższe - śmiałem się z tego, bo mi wolno...

>>A przy okazji nieudolnie, wiecie, gadam Gierkiem, jak chodzi o styl.
>A po co??? Gierek to Pan idol??? Wstydzi się pan swojego oryginalnego stylu??? Proszę pamietać, iż styl, to człowiek!!!

I znów wykrzyknienia, emo-uniesienia. Weźmij redaktorku relanium na
spirytusie, może się polepszy.
Arminius (25555 punktów)fersztejen, fersztejen...
>Prośba redaktora - niebędąca odpowiedzią na pytanie - rozpatrzona negatywnie.

Tylko Pan straci na nieuważnym czytaniu. Ale powiadają, iż volenti non fit injuria.

>Wiesz, redaktorze, uważanie, że ktoś czegoś nie rozumie, należy poprzeć
>jeszcze własnym zrozumieniem. Ponieważ macie jak chodzi o zrozumienie
> problemy, to łuszczę niniejszym:
>- nie wiem, czy p. Koraszewski istotnie uznał was za redaktora
>niniejszego zamtuza
>- jeśli tak, to albo nie sprawdził detali, albo jest naiwny
>- jeśli nie - widocznie chciał wami posmarować szefa zamtuza, pana
>Mariusza

Dlaczego nie fersztejen??? My wszystko fwersztejen!!!

>- bez względu na powyższe - śmiałem się z tego, bo mi wolno...

Czemu smiejoties'? nad soboju smiejoties'. Mi zaś wolno zacytować Gogola.

>I znów wykrzyknienia, emo-uniesienia. Weźmij redaktorku relanium na
>spirytusie, może się polepszy.

Łyknąłem wina słodkiego, korzennego, cypryjskiego. Niebo w gębie i w duszy. A jak rozjaśnia w głowie.
10-01-2018 13:16 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: fersztejen, fersztejen...
>>Prośba redaktora - niebędąca odpowiedzią na pytanie - rozpatrzona negatywnie.
>Tylko Pan straci na nieuważnym czytaniu. Ale powiadają, iż volenti non fit injuria.

Nie rozumiem, co redaktor tu po łacinie nawala - ja tylko furmańską
znam. Coś o niesprawiedliwości. Ale że nie odpowiedział pan mi na
pytanie - jest faktem. I nie było to pytanie z gatunku "czy przestał
pan już bić swoją matkę?" - więc - jak niejednokrotnie - fugas chrustas,
albo nieuważne czytanie - przyganiał kocioł.

>Dlaczego nie fersztejen??? My wszystko fwersztejen!!!

- ...po bitwie pod Płowcami.. bili się w Jerozolimie z Palestyńczykami?
- Co ty powiesz?! To myślisz, że oni byli... nasi?
- W 50%.

>>- bez względu na powyższe - śmiałem się z tego, bo mi wolno...
>Czemu smiejoties'? nad soboju smiejoties'. Mi zaś wolno zacytować Gogola.

Wolno, ja niczego nie bronię, ani nosa na kwintę ani tryton nie
zwieszam... Przypominam jeno, że lapsus (albo nie) p. Koraszewskiego
bił raczej nie we mnie - ale w pana i/lub w lokalne bagienko. W którym
taplam się przecie dobrowolnie*.

A dopisywanie pod pańskimi pisemnymi rozpłodami, że produkt potencjalnie
szkodliwy - i tak nie starczy mnie na to, więc bądźcie spokojni - temat
odpuszczę, bo świata zbawiać nie zamierzam. Ani zresztą bronić Razgłaza
"za wszelką cenę" - wolę zobaczyć rzetelny atak. Na razie ślepaki i
kapiszony. Zresztą pan, mam wrażenie, wie to +- tak samo dobrze, jak ja
czy inne osoby krytycznie nastawione do pana działalności. Pan ma misję...

>>I znów wykrzyknienia, emo-uniesienia. Weźmij redaktorku relanium na
>>spirytusie, może się polepszy.
>Łyknąłem wina słodkiego, korzennego, cypryjskiego. Niebo w gębie i w duszy. A jak rozjaśnia w głowie.

Cypryjskiego! A więc SKOK... Przypadek?! (Na pańską wątrobę płacę składki,
oby się nie przydały.)

(*) Tu wtręt osobisty. Za dziecka marzyłem o zostaniu śmieciarzem. Śmieciara
podjeżdżała, potrafiła unieść kontener, i robiła wielki hałas, była
pomarańczowa i miała takąż "bździągwę". Później niestety łaziłem do
przedszkola, do szkoły podstawowej, do liceum, studiowałem nieledwie
dekadę, krótko się i innych uczyłem - z marnym skutkiem, krótko
programowałem (co zamiaruję kontynuować), nieco kurierowałem, uprawiam
rzemiosło...

...na wasze ręce, redaktorze, składam podziękowania za możliwość spełniania
się w najpierwej wymarzonej ze specjalności. Skoro moderacja śpi. A może
to ja nie wiem, co to racjonalizm? Postaram się w najbliższym czasie co
nieco - w podobnym duchu - przytoczyć. (Ale bez kluczów narodowych -
szczególnie, że autorzy raczej tuzami nauki nie byli. Za to publikacji i
mącenia - zapewne)
Arminius (25555 punktów)tu forum nie fura
>Nie rozumiem, co redaktor tu po łacinie nawala - ja tylko furmańską
znam.

To może pomylił Pan sobie "furę" z "forum"???

>Coś o niesprawiedliwości

Raczej o krzywdzie

>- ...po bitwie pod Płowcami.. bili się w Jerozolimie z Palestyńczykami?
>- Co ty powiesz?! To myślisz, że oni byli... nasi?
>- W 50%.

W żadnym wypadku

>A dopisywanie pod pańskimi pisemnymi rozpłodami, że produkt potencjalnie
>szkodliwy - i tak nie starczy mnie na to, więc bądźcie spokojni - temat
>odpuszczę, bo świata zbawiać nie zamierzam. Ani zresztą bronić Razgłaza
>"za wszelką cenę" - wolę zobaczyć rzetelny atak. Na razie ślepaki i
>kapiszony. Zresztą pan, mam wrażenie, wie to +- tak samo dobrze, jak ja
>czy inne osoby krytycznie nastawione do pana działalności. Pan ma misję...

Z pańskiej obfitej pisaniny (furmańskiej???) wynikałoby, iż jednak Pan nie odpuszcza i coraz bardziej się emocjonalnie angażuje w swoją....misję

>Cypryjskiego! A więc SKOK... Przypadek?! (Na pańską wątrobę płacę składki,
>oby się nie przydały.)

To Pan mi nie życzy zdrowia ze szczerego serca tylko z troski o stan swej sakiewki???

>Tu wtręt osobisty...

Tu wstręt to wtrętów osobistych - więc się Pan należycie zobiektywizuj.

>...na wasze ręce, redaktorze, składam podziękowania za możliwość spełniania
>się w najpierwej wymarzonej ze specjalności. Skoro moderacja śpi. A może
>to ja nie wiem, co to racjonalizm? Postaram się w najbliższym czasie co
>nieco - w podobnym duchu - przytoczyć. (Ale bez kluczów narodowych -
>szczególnie, że autorzy raczej tuzami nauki nie byli. Za to publikacji i
>mącenia - zapewne)

Podziękowania przyjęte. Może Pan odejść.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: tu forum nie fura
>>Nie rozumiem, co redaktor tu po łacinie nawala - ja tylko furmańską
>znam.
>To może pomylił Pan sobie "furę" z "forum"???

Pytanie, czy lepiej w bajoro gnojowicy wjechać furą ale suchym
gumofilcem, czy grzebać się we waszej twórczości - jest jak najbardziej
zasadne. Rozważymy.

>>kapiszony. Zresztą pan, mam wrażenie, wie to +- tak samo dobrze, jak ja
>>czy inne osoby krytycznie nastawione do pana działalności. Pan ma misję...
>Z pańskiej obfitej pisaniny (furmańskiej???) wynikałoby, iż jednak Pan nie odpuszcza i coraz bardziej się emocjonalnie angażuje w swoją....misję

Czy uważasz to, goju bez szkoły, za coś nagannego? Jeśli tak, to
klasyk Kali w grobie się przewraca.

>>Cypryjskiego! A więc SKOK... Przypadek?! (Na pańską wątrobę płacę składki,
>>oby się nie przydały.)
>To Pan mi nie życzy zdrowia ze szczerego serca tylko z troski o stan swej sakiewki???

Zdrowia na muniu życzę, na muniu. A skoro stan sakiewki, moce przerobowe
i czas żywota u mnie są wielkościami skończonymi - to chyba są to życzenia
wołającego na puszczy.

Wątroba - to jedynie asekuracja moralna. Chyba, że z Cypru sprowadzacie
denaturat; treść wypisów waszych wskazuje, że rezygnacja z tej hipotezy
może być przedwczesną.

>>Tu wtręt osobisty...
>Tu wstręt to wtrętów osobistych - więc się Pan należycie zobiektywizuj.

Gdyby mi to napisał kto inny - przejąłbym się. Tu - niestety dla was,
redachtórze - mogę się tylko roześmiać, choć n-ty raz z tego samego -
cokolwiek na siłę wychodzi.

Bez szacunku.
Arminius (25555 punktów)in nuce
>Pytanie, czy lepiej w bajoro gnojowicy wjechać furą ale suchym
>gumofilcem, czy grzebać się we waszej twórczości - jest jak najbardziej
>zasadne. Rozważymy.

Rozważcie - i pamiętajcie, iż za uszy, na siłę nikt was w mej twórczości nie nurza.
Należycie do licznej już grupy osobników na tym forum, którzy z jednej strony narzekają na szambo mojej twórczości, z drugiej zaś, są w niej do takiego stopnia zadurzeni, iż bez delektowania się nią, są jak na głodzie narkotykowym - charakterystycznym dla chronicznych ekskrementofilii.

>Czy uważasz to, goju bez szkoły, za coś nagannego?

Tu Pan stracił rezon i zahejtował - czyli merytorycznie został zatopiony. Poza tym, wyszedł chyba z pana wredny a złośliwy brat starszy w wierze??? Ale bez obaw - ja w tradycji nowotestamentowej funkcjonuję, więc nie będę się do Pana zwracał per "ty Żydku".

>Jeśli tak, to klasyk Kali w grobie się przewraca.

Tu zaś - podobnie jak onegdaj komentator Wenancjusz - dajesz Pan upust swego rasistowskiego hejtu względem Murzynów.

>Zdrowia na muniu życzę, na muniu. A skoro stan sakiewki, moce przerobowe
>i czas żywota u mnie są wielkościami skończonymi - to chyba są to życzenia
>wołającego na puszczy.
>Wątroba - to jedynie asekuracja moralna. Chyba, że z Cypru sprowadzacie
>denaturat; treść wypisów waszych wskazuje, że rezygnacja z tej hipotezy
>może być przedwczesną.

Toczysz pan co chwila z siebie wezbrany a spieniony ślinotok - błędnie sądząc, iż ilość zawsze przechodzi w jakość. Bądź Pan bardziej intensywny!!! I ćwicz jak Cezar, lapidarność stylu.

>Gdyby mi to napisał kto inny - przejąłbym się. Tu - niestety dla was,
>redachtórze - mogę się tylko roześmiać, choć n-ty raz z tego samego -
>cokolwiek na siłę wychodzi.
>Bez szacunku

Jak bez to bez - pański szacunek to nadpsuta ździebko moneta.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: in nuce
>>Pytanie, czy lepiej w bajoro gnojowicy wjechać furą ale suchym
>>gumofilcem, czy grzebać się we waszej twórczości - jest jak najbardziej
>>zasadne. Rozważymy.
>Rozważcie - i pamiętajcie, iż za uszy, na siłę nikt was w mej twórczości nie nurza.

Ależ nikt tego nie sugerował - choć szyld zdaje się nieco cierpieć.

>Należycie do licznej już grupy osobników na tym forum, którzy z jednej strony narzekają na szambo mojej twórczości, z drugiej zaś, są w niej do takiego stopnia zadurzeni, iż bez delektowania się nią, są jak na głodzie narkotykowym - charakterystycznym dla chronicznych ekskrementofilii.

Schlebiacie sobie, redaktorzyno; doświadczeń rodzinnych czy też ZK - współczuję.

>>Czy uważasz to, goju bez szkoły, za coś nagannego?
>Tu Pan stracił rezon i zahejtował - czyli merytorycznie został zatopiony. Poza tym, wyszedł chyba z pana wredny a złośliwy brat starszy w wierze??? Ale bez obaw - ja w tradycji nowotestamentowej funkcjonuję, więc nie będę się do Pana zwracał per "ty Żydku".

Szczególnie, że "rasowo" jestem kundlem. Mentalnie - stanowczo bliżej mi do
Żydów niż do ciebie podobnych. Żydzi ważą i rozważają - wy... - jaki jest
prowerbialny koń, każdy widzi. Przepraszam konie.

>>Jeśli tak, to klasyk Kali w grobie się przewraca.
>Tu zaś - podobnie jak onegdaj komentator Wenancjusz - dajesz Pan upust swego rasistowskiego hejtu względem Murzynów.

A więc nie spojrzeliście akapit wyżej. A należało, gdyby się było myślało.
Trudno - panie redaktorze. Gupiście jednak.

>>może być przedwczesną.
>Toczysz pan co chwila z siebie wezbrany a spieniony ślinotok - błędnie sądząc, iż ilość zawsze przechodzi w jakość. Bądź Pan bardziej intensywny!!! I ćwicz jak Cezar, lapidarność stylu.

Iiiitam, to akurat wyćwiczone, nie przeceniajcie się - na was jedynie
muskułę można ćwiczyć. Ale - jak powiada starogóralskie przysłowie -
"miej tyle siły, żeby inni brali ją za technikę".

>>Gdyby mi to napisał kto inny - przejąłbym się. Tu - niestety dla was,
>>redachtórze - mogę się tylko roześmiać, choć n-ty raz z tego samego -
>>cokolwiek na siłę wychodzi.
>>Bez szacunku
>Jak bez to bez - pański szacunek to nadpsuta ździebko moneta.

Merkantylne podejście...
09-01-2018 13:45 
 Ocena 3 na 3
uxbridge (5980 punktów)Odp: czepiać się koniecznie
>(...)zawarte są w niej tezy i opinie sformułowane wcześniej przez innych(...)
Które tezy i które opinie? Przez kogo? Strona, wiersz, cytat.
Brak rzetelnej odpowiedzi = Arminus jest upartym kłamcą i bezczelnym manipulatorem.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)tezy i opinie
>Które tezy i które opinie? Przez kogo? Strona, wiersz, cytat.

"Jules Henri Poincare:

(1) "nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności";
(2) "stwierdził, że światło ma prędkość skończoną" (w pracy opublikowanej w roku 1904 w 28 numerze Buli. ofSci. Math. Poincare podkreśla: "...cała nowa mechanika, kiedy wzrost bezwładności przy prędkości światła stanie się granicą, której nie będzie można przekroczyć");
(3) sugerował, że "masa zależy od prędkości";
(4) "sformułował zasadę względności, zgodnie z którą żaden mechaniczny lub elektromagnetyczny eksperyment nie jest w stanie odróżnić stanu spoczynku od stanu ruchu jednostajnego";
(5) "wyprowadził transformację Lorentza".

Nadszedł czas, aby powiedzieć wprost, kim był Einstein
- był plagiatorem. Był pozbawiony skrupułów i kradł prace innych, podając je jako własne. To, że czynił to rozmyślnie, wydaje się oczywiste.
Oto fragment z książki Ronalda W. Ciarka Einstein: The Life and Times (Einstein - życie i czasy), w której brak jest odwołań do Poincare, z wyjątkiem kilku nic nie znaczących cytatów. I tak na stronie 101 czytamy: "Praca O Elektrodynamice Ciał w Ruchu... jest pod wieloma względami jedną z najwybitniejszych prac naukowych, jakie kiedykolwiek napisano. Nawet jej forma i styl są niezwykłe - brak w niej przypisów i odsyłaczy, które dodają wagi najpoważniejszym opracowaniom... [pokreślenie moje R.M.]". Dlaczego Einstein miałby przy jego doświadczeniu na stanowisku urzędnika patentowego nie zdawać sobie sprawy z potrzeby podania przypisów i odsyłaczy do swojego artykułu o szczególnej teorii względności? Należałoby się raczej spodziewać, że jako neofita raczej przesadzi w ich ilości, a nie pominie je.
Czyż nie należało się również spodziewać trochę większych standardów ze strony wydawcy, któremu przedstawiono długi elaborat, którego autor nie miał ustalonej pozycji? Najwyraźniej zawiodła kontrola jakości, gdy Annalen der Physik kierował tę pracę do publikacji. Wytrawniejsi wydawcy odrzuciliby taką pracę, nawet jej nie czytając. Jako minimum, należałoby się spodziewać, że wydawca przejrzy literaturę, aby sprawdzić, czy roszczenia Einsteina do pierwszeństwa są uzasadnione.
Max Bom stwierdził: "Uderzające [podkreślenie moje - R.M.] jest to, że ta praca nie zawiera ani jednego przypisu do wcześniejszej literatury" (Bom, 1956). Wyraźnie uwypukla fakt, że brak przypisów jest sprawą nienormalną oraz że nawet jak na standardy początku XX wieku było to bardzo dziwne, wręcz nieprofesjonalne.
Einstein kręcił i gmatwał wszystko, aby uniknąć oskarżeń o plagiat, lecz jego krętactwa były ewidentne. Bjerknes (2002) przytacza następujący ustęp autorstwa MacKaye'a: "Wyjaśnienie Einsteina jest wielowymiarowym upostaciowieniem poglądu Lorentza... Tak więc teoria Einsteina nie jest zaprzeczeniem bądź alternatywą tej, którą przedstawił Lorentz. To tylko duplikat lub przebranie jej w inne szaty... Einstein utrzymuje, że teoria Lorentza jest prawidłowa, lecz że nie zgadza się z jej . Czyż więc to nie oznacza, że teoria Einsteina jest po prostu przefasonowaniem teorii Lorentza, zaś pozorna niegodność w sprawie jest niczym innym jak grą słów?
Poincare napisał 30 książek i ponad 500 prac z dziedziny filozofii, matematyki i fizyki. Einstein pisał prace matematyczne, fizyczne i filozoficzne i jednocześnie utrzymywał, że wkład Poincare'a do fizyki był mu nieznany.
Mimo to wiele pomysłów Poincare'a - na przykład to, że prędkość światła jest górną granicą oraz że masa wzrasta wraz z prędkością - zostało wplecionych w pracę Einsteina "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu" bez podania odnośników, skąd pochodzą.
Kradzież koncepcji zawartych w dziełach Lorentza i Po-incare'a, której dopuścił się Einstein, aby umieścić je w swojej pracy, podniosła poprzeczkę plagiatorstwa na wyższy poziom. W dobie współczesnej przy tak rozwiniętym przepływie informacji, tego rodzaju plagiat nie przeszedłby łatwo, tym niemniej środowisko fizyków wciąż nie kwapi się do skorygowania tej historii. W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..."
Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze."

www.kontes(*)-plagiator.html?iPageContent=2
09-01-2018 14:58 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)Odp: tezy i opinie
Nadal bezmyślne kopiowanie z sieci zamiast własnej myśli i konkretu.
Które tezy i które opinie Einsteina są powtórzeniem osiągnięć innych? Strona, wiersz, cytat z pracy Einsteina.
A potem, jeśli to się panu uda, możemy zastanowić się czy zarzuty plagiatu są sensowne.
Dam przykład:
"On the elctrodynamics of moving bodies" Str 1:
Examples of this sort, together with the unsuccessful attempts to discover
any motion of the earth relatively to the "light medium,"(...)
Einstein być może odnosi się do eksperymentu Michelsona-Morleya. "Być może" bo były i inne próby wykazania ruchu względem eteru. No i owszem, mógłby Einstein dać tu odnośnik do publikacji doświadczalników. Olał to. Wynik eksperymentu był dla Einsteina istotny, ale kto go wykonał już nie. Ale przecież nie przywłaszcza sobie tego eksperymentu! Gdzie tu plagiat, gdzie tu nadużycie? Co najwyżej arogancja młodego geniusza.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
10-01-2018 10:42 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>"Jules Henri Poincare:
>(1) "nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności";

Być może, wielu starało się nakreślić. Więcej - robił wówczas rzeczy w
matematyce i fizyce, o których Einsteinowi śnić się nie mogło, ale z
których nie korzystał - pewnie nie rozumiejąc, jeśli w ogóle czytał.

>(2) "stwierdził, że światło ma prędkość skończoną" (w pracy opublikowanej w roku 1904 w 28 numerze Buli. ofSci. Math. Poincare podkreśla: "...cała nowa mechanika, kiedy wzrost bezwładności przy prędkości światła stanie się granicą, której nie będzie można przekroczyć");

Być może domyślał się tego i owego - co nie znaczy, że Einstein musiał
tę pracę przeczytać i się na nią powołać, dochodząc niezależnie do swoich
wniosków.

Jeśli jesteście, redaktorze, w stanie udowodnić, że było inaczej -
prosimy. Choć - jak wskazuje rozmowa SBeka z Molibdenem, "denaci
przeważnie mówią niewiele"... No albo wybieracie wersję z matką
i jej domniemaną puszczalskością - na to zawsze znajdziecie poklask
wśród wyższych warstw, wiecie, odbiorców w naszym jakże wykształconym
speczeństwie.

>(3) sugerował, że "masa zależy od prędkości";

Co i tak jest bzdurą - wypada to wypowiadać z tak wielką ostrożnością,
że aż nie wypada. (Czemu? Ano - dla siły równoległej do prędkości
"zależy" jakoś-tam, dla prostopadłej - zupełnie inaczej).

>(4) "sformułował zasadę względności, zgodnie z którą żaden mechaniczny lub elektromagnetyczny eksperyment nie jest w stanie odróżnić stanu spoczynku od stanu ruchu jednostajnego";

równoważności, nie względności. Zasada względności mówi, że prawa fizyki
mają "tę samą" (czemu cudzysłów - długo by tłumaczyć prawnikowi i historykowi,
ale cudzysłów nie dyskwalifikuje ścisłości sformułowania właściwego) postać
w inercjalnych układach odniesienia.

>(5) "wyprowadził transformację Lorentza".

Transformacje Lorentza wprowadzono lata przed Poincere'm. Wprowadził
je Lorentz, cokolwiek pogubiony w niezgodnościach jakie się dostaje
stosując transformacje Galileusza do elektromagnetyzmu. Więc były
znane długo przed Einsteinem, ale nikt nie wiedział, do czego służą
czy ew. mogą służyć w mechanice.

Więc spokojnie - były znane...

>Nadszedł czas, aby powiedzieć wprost, kim był Einstein
>- był plagiatorem. (...)

>www.kontes(*)-plagiator.html?iPageContent=2

O, kolejna flądra dla domorosłych "nałkowców" w kapciach z kotwicą
i wilkiem...

PS Jeszcze jedno - żeby nie było, że jestem "fanem"... Ale być może
jestem niedokształcony. Otóż nie znam ŻADNYCH osiągnięć Einsteina poza
pracami o STW, OTW, efektem fotoelektrycznym (za który - o ironio
- dostał nagrodę Nobla) i promieniowaniem ciała doskonale czarnego,
czyli w miarę prostej reinterpretacji tego, co zrobił Planck, "ratując"
rozkłady gęstości promieniowania przed podłymi rozbieżnościami. Później
były dysputy z zaczątkami mechaniki kwantowej, w której zdawał się 
zostać wyprzedzonym przez młodych. Dość szybko.

Choć nie zdziwię się, że jednostki chore zrobią z tego użytek.
10-01-2018 17:30 
 Ocena 4 na 4
Celecrin (6386 punktów)
>Być może, wielu starało się nakreślić. Więcej - robił wówczas rzeczy w
>matematyce i fizyce, o których Einsteinowi śnić się nie mogło, ale z
>których nie korzystał - pewnie nie rozumiejąc, jeśli w ogóle czytał.
Wszystko sprowadza się do szokującego dla fizyków doświadczenia Michelsona-Morleya. Transformacja Lorentza, czy jej wersja Poincare'a to jedynie narzędzie matematyczne bez przypisanej mu fizycznej rzeczywistości. Tak jak matematyczne prace Minkowskiego czy Riemanna czekały na zastosowanie ich w fizyce, tak transformacja Lorentza znalazła zastosowanie w fizyce. Oczywiście Poincare i Lorentz próbowali zastosować wzory w fizyce ale pracowali nad utrzymaniem fizyki Newtona przy życiu, a nie tworzeniu nowej fizyki.

Zacytujmy Lorentza:
the chief difference [is] that Einstein simply postulates what we have deduced, with some difficulty and not altogether satisfactorily, from the fundamental equations of the electromagnetic field. [p. 321]: The chief cause of my failure was my clinging to the idea that the variable t only can be considered as the true time and that my local time t' must be regarded as no more than an auxiliary mathematical quantity. In Einstein's theory, on the contrary, t' plays the same part as t; if we want to describe phenomena in terms of x', y', z', t' we must work with these variables exactly as we could do with x, y, z, t.

I jeszcze jeden cytat:

And at a conference on the Michelson-Morley experiment in 1927 at which Lorentz and Michelson were present, Michelson suggested that Lorentz was the initiator of the theory of relativity. Lorentz then replied15]

I considered my time transformation only as a heuristic working hypothesis. So the theory of relativity is really solely Einstein's work. And there can be no doubt that he would have conceived it even if the work of all his predecessors in the theory of this field had not been done at all. His work is in this respect independent of the previous theories.

Teoria Względności to nie praca o grubości 100 stron, która się buduje latami. Tylko bezwstydna, arogancka indolencja Arminiusa pozwala mu w kółko powtarzać, że Pioncare nakreślił jakiś szkic TW. Arminius to rasistowski matoł i tyle.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>Być może, wielu starało się nakreślić. Więcej - robił wówczas rzeczy w
>>matematyce i fizyce, o których Einsteinowi śnić się nie mogło, ale z
>>których nie korzystał - pewnie nie rozumiejąc, jeśli w ogóle czytał.
>Wszystko sprowadza się do szokującego dla fizyków doświadczenia Michelsona-Morleya.

Bynajmniej, tj. dziś (ale nie wiem, od kiedy) można "wyprowadzić STW" (albo - jako
wariant - transformacje Galileusza) bez wiedzy o doświadczeniu MM. Wystarczy
założenie o liniowości transformacji (x,t) -> (x', t') i zależności jej
współczynników od prędkości względnej układu U wzgl. U'. Kol. Ebvalaim
przytaczał stosowne materiały. Da się stwierdzić, że przy powyższych
założeniach istnieje "prędkość fundamentalna", ale nie należy jej a priori
łączyć z prędkością propagacji fal elektromagnetycznych w próżni. Należy
przyjąć, że jest to najwyższa możlia prędkość względna.

A że Einstein opierał się na doświadczeniu MM - osobna sprawa.

> Transformacja Lorentza, czy jej wersja Poincare'a to jedynie narzędzie matematyczne bez przypisanej mu fizycznej rzeczywistości. Tak jak matematyczne prace Minkowskiego czy Riemanna czekały na zastosowanie ich w fizyce, tak transformacja Lorentza znalazła zastosowanie w fizyce. Oczywiście Poincare i Lorentz próbowali zastosować wzory w fizyce ale pracowali nad utrzymaniem fizyki Newtona przy życiu, a nie tworzeniu nowej fizyki.

O Poincare'm nie wiem. Lorentz nie tyle chciał coś utrzymywać przy
życiu, ile trochę w elektrodynamice zgadywał, bo pewna rzecz się nie
zgadzała - tj. "prąd przesunięcia"; bo "pełnej" (tj. dzisiaj wykładanej)
wersji równań Maxwella nie znano. Czegoś brakowało, no i właśności
transformacyjne w mechanice "staromodnej" były "złe". W relatywistycznej
nagle zaczęło się zgadzać.

> Arminius to rasistowski matoł i tyle.

Tego nie wiem. A może po prostu bawi się "w kontrowersje". Nie znam człowieka,
ale też "z pisma" wnosząc - poznać nie chcę.
Celecrin (6386 punktów)
>Bynajmniej, tj. dziś (ale nie wiem, od kiedy) można "wyprowadzić STW" (albo - jako
>wariant - transformacje Galileusza) bez wiedzy o doświadczeniu MM.
Żeby wyprowadzić, trzeba najpierw wiedzieć co. Doświadczenia połowy i końca XIX wieku nad elektromagnetyzmem i światłem ujawniły problemy fizyki w zakresie ruchu z dużymi prędkościami. Doświadczenia Fizeau i Morleya oraz innych fizyków ujawniły, że światło nie porusza się zgodnie z fizyką Newtona czyli sumowaniem prędkości. Lorentz wprowadził do fizyki pojęcie czasu lokalnego t' oraz później pojęcie skracania się ciał (choć do tego wniosku doszłedł też na przykład George FitzGerald w 1889).
Cytat Wiki:
In 1895, Lorentz more generally explained Fresnel's coefficient based on the concept of local time. However, Lorentz's theory had the same fundamental problem as Fresnel's: a stationary aether contradicted the Michelson-Morley experiment. So in 1892 Lorentz proposed that moving bodies contract in the direction of motion (FitzGerald-Lorentz contraction hypothesis, since George FitzGerald had already arrived in 1889 at this conclusion). The equations that he used to describe these effects were further developed by him until 1904. These are now called the Lorentz transformations in his honor, and are identical in form to the equations that Einstein was later to derive from first principles. Unlike Einstein's equations, however, Lorentz's transformations were strictly ad hoc, their only justification being that they seemed to work.

en.wikiped(*)ory_of_Lorentz_transformations

W skrócie chodziło o to, że światło ma zawsze tę samą prędkość
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>Bynajmniej, tj. dziś (ale nie wiem, od kiedy) można "wyprowadzić STW" (albo - jako
>>wariant - transformacje Galileusza) bez wiedzy o doświadczeniu MM.
>Żeby wyprowadzić, trzeba najpierw wiedzieć co.

Jasne - historycznie stało się to inaczej. Jednak - w ramach gdybologii
- myślę, że spokojnie wyprowadzonoby niezależnie.

>W skrócie chodziło o to, że światło ma zawsze tę samą prędkość

Tak, w próżni.

Swoją drogą....... w ośrodkach też powinna obowiązywać transformacja
Lorentza, ale właśnie po odklejeniu się od światła/fotonów - przecież
mogą tam jeździć szybciej niż "prędkość światła", wpadłszy z zewnątrz,
co daje promieniowanie Czerenkowa.
Celecrin (6386 punktów)
>>Żeby wyprowadzić, trzeba najpierw wiedzieć co.
>Jasne - historycznie stało się to inaczej. Jednak - w ramach gdybologii
>- myślę, że spokojnie wyprowadzonoby niezależnie.
Chyba nie.
Założeniem do wyprowadzenia transformacji Lorentza jest przyjęcie stałej prędkości światła. W transformacjach Galileusza prędkości dowolnie się odejmuje i dodaje. Nie było podstaw do wyprowadzania takiego wzoru (same wzrory matematyczne nie są czymś niezwykłym).
home.agh.e(*)ka/imir_fizyka/przyklady_9.pdf
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>>Żeby wyprowadzić, trzeba najpierw wiedzieć co.
>>Jasne - historycznie stało się to inaczej. Jednak - w ramach gdybologii
>>- myślę, że spokojnie wyprowadzonoby niezależnie.
>Chyba nie.

Wiem, to czysta gdybologia, ale matematycznie jest to do zrobienia. Myślę,
że na poziomie I-II roku studiów (jeśli chodzi o treść fizyczną);
matematyczna - kółko zapaleńców w liceum zrozumie. A jak by było, gdyby
nie było Einsteina - nie wiem. Być może, że tak samo jak w jego wersji.

>Założeniem do wyprowadzenia transformacji Lorentza jest przyjęcie stałej prędkości światła.

Nie jest to niezbędne założenie, ale wiadomo skądinąd, że jakaś
prędkość w tych transformacjach pojawić się musi, z przyczyn czysto
wymiarowych - skoro transformacje zależą od względnej prędkości układów
odniesienia, tłumaczą x na x' i t na t', to same muszą być bezwymiarowe.

> W transformacjach Galileusza prędkości dowolnie się odejmuje i dodaje. Nie było podstaw do wyprowadzania takiego wzoru (same wzrory matematyczne nie są czymś niezwykłym).

Podstawy matematyczne jak najbardziej były, ale sam pomysł stanowczo jest
niebanalny; mogło nie być fizycznej motywacji/inspiracji. Po prostu
przy ograniczeniu się do liniowych transformacji współrzędnych czasoprzestrzeni
zależnych od prędkości względnej wychodzi albo skończona "prędkość absolutna"
albo nieskończona. W drugim przypadku dostaje się transformacje Galileusza,
w pierwszym - Lorentza. Trzeci (z grubsza chodzi o to, czy pewna wielkość,
którą dziś nazywamy "1/c^2" jest dodatnia, ujemna, czy zerowa) - obrywa w
łeb choćby przez żądanie, żeby transformacje zachowywały związki przyczynowo-
-skutkowe.

I - niezależnie od doświadczenia MM - w wersji Lorentzowskiej - za friko
dostaje się prawidłowe składanie prędkości i absolutny charakter tej
prędkości fundamentalnej. Która - można powiedzieć, że to przypadek, ja
wolę powiedzieć, że to fakt, z b. dobrą dokładnością - jest prędkością propagacji
światła w próżni. I tu ("dopiero") łączy się to z doświadczeniem MM.

Nie wiem, kto to odkrył. Na pewno u nas konsekwentnie w swoich wykładach
wprowadza to prof. Szymacha.

PS
Papier podlinkowany przez ciebie jawi mi się jako mało przemyślany. Stałość
c to nie tyle "akcjomat" Einsteina, co wejście doświadczalne od Michelsona i
Morley'a - oczywiście można wyprowadzenie robić z tej strony, zapewne w większej
zgodzie z historycznym rozumowaniem Einsteina. Ale - podkreślam - nie jest to
założenie niezbędne. Transformacje Lorentza można dostać "tańszym kosztem",
najpierw równoprawnie z tranformacjami Galileusza, a później szukać wskazówek
doświadczalnych. Wychodzi na korzyść STW, później włączając grawitację - raczej
na OTW, a wszelkie próby łączenia tego z pozostałymi oddziaływaniami raczej
dają straszny kipisz; ale nie śledzę tego od ładnych paru lat...
10-01-2018 12:09 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>"Jules Henri Poincare:
>(1) "nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności";
Nie nakreślił bo nad nią nie pracował matołkowaty kłamco. Proszę przedstawić dowody, że Pioncare pracował nad TW.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365