Racjonalista - Strona głównaDo treści
W co wierzycie?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
10-05-2005 12:30AnnaW co wierzycie?
Mam pytanie do osób tworzących ta stronę:
w co tak naprawde wierzycie?
Bo z Waszych tekstów można by sądzić, że chyba w nic?
Prosze o odpowiedź, bo sama jestem trochę zagubiona w tym temacie

Mariusz Agnosiewicz
> w co tak naprawde wierzycie?

Na tak niejasno sformułowane pytanie mogę udzielić równie ogólnikowej odpowiedzi:

Wierzę w człowieka, wierzę w to, że powinienem przeżyć swoje życie robiąc to co najlepiej potrafię i robiąc to najlepiej jak potrafię. Z zaangażowaniem. Wierzę, że powinienem rozwijać i realizować swoją osobowość, a także zdobywać wiedzę i próbować zrozumieć otaczający mnie świat na tyle na ile pozwala mi na to mój umysł. I czerpać z tego wszystkiego przyjemność. Oczywiście wierzę w dużo więcej, ale to jest chyba najważniejsze.

Mam nadzieję, że nie oczekiwałaś odpowiedzi o jakąś koncepcję metafizyczno-eschatologiczną, z podtekstem teistycznym jeszcze, bo wówczas Twoje pytanie miało by taki mniej więcej sens, jak by pytać:

"Jakie papierosy lubisz palić"

albo:

"Jaką kawę pijesz z rana"

Można pić czy palić taką kawę czy takie papierosy, a można nie palić w ogóle. To chyba zrozumiałe.
Niezapominajka (20 punktów)

>Na tak niejasno sformułowane pytanie mogę udzielić równie ogólnikowej odpowiedzi:

Nie wydaje mi się, żeby moje pytanie było niejasne. Skoro zadałam je w części o religii, to chyba łatwo się domyślić, że chodziło mi o boga, bogów, czy cokolwiek innego co jest związane z jakąkolwiek religią.

Zastanawiałam się, czy Ludzie prowadzący taką stronę (jak by na to nie patrząc - zaprzeczającą istnieniu boga) rzeczywiście w niego nie wierzą, czy to jest tylko robione pod publikę. Po to, żeby ludzie czytali coś czego tak naprawdę w internecie dużo nie ma.

Nie chcę, żeby mnie zrozumiano źle - nie krytykuję tego co robisz, bo bardzo często tu zaglądam i dużo rzeczy tu wyczytałam.
Moja wiara jest bardzo słaba (żeby nie rzec - że prawie jej nie ma), więc to co tutaj czytam jest może czymś czego potrzebowałam, żeby przekonać się w swoich poglądach...

Mariusz Agnosiewicz
>Nie wydaje mi się, żeby moje pytanie było niejasne. Skoro zadałam je w części o religii, to chyba łatwo się domyślić, że chodziło mi o boga, bogów, czy cokolwiek innego co jest związane z jakąkolwiek religią.

To nic nie znaczy, są także religie "ateistyczne", np. religia ludzkości, są całkowicie świeckie koncepcje religii i religijności. Jeśli ktoś bardzo szeroko pojmuje religię, a nie widzę takich przeszkód, to każdy swój usystematyzowany czy przemyślany stosunek do sacrum może nazywać religią. Nasze postrzeganie czy pojmowanie sacrum nie musi mieć fideistycznej czy intelektualistycznej genezy, ale równie dobrze uczuciową czy estetyczną. Dla mnie pojęcie religii jest bardzo szerokie.

>Zastanawiałam się, czy Ludzie prowadzący taką stronę (jak by na to nie patrząc - zaprzeczającą istnieniu boga) rzeczywiście w niego nie wierzą, czy to jest tylko robione pod publikę

Istotnie, mam w swoim pokoju mały ołtarzyk Ormuzda, któremu okazjonalnie składam cześć, tylko sza, nie mów nikomu...

>Moja wiara jest bardzo słaba

Dla takiego poganina jak ja takie osoby są najciekawsze.
Nie ma to jak dusza na rozdrożu...
Niezapominajka (20 punktów)

>Dla takiego poganina jak ja takie osoby są najciekawsze.
>Nie ma to jak dusza na rozdrożu...

W takim razie, co byś powiedział takiej osobie na rozdrożu?
Co w sytuacji, gdy wszyscy w domu, w pracy, wśród znajomych patrzą na takich ludzi jak ja "nieciekawie"

Dlaczego większość "wierzy" (nie będę pisać w co, bo wiemy chyba o co chodzi).
Dlaczego większość sekt, odłamów powołuje się właśnie na tą "naszą" religię katolicką?
Na niej sie wzoruje, żeby mieć wyznawców?

Jeżeli po śmierci nie idziemy do nieba, albo do piekał, to co sie dzieje?
Poprostu gnijemy i jedzą nas robaki?

I dokąd ten nasz świat tak będzie sobie tak istniał?
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Hm. prawdę mówiąc jako nie chciałem się wciągać w tego rodzaju dyskusję, bo raz, że jest ona bardzo trudna, albo jest to temat rzeka, a dwa, że taka zupełnie podstawowa światopoglądowo, i ja już to wszystko przerabiałem. I o tym wszystkim rozmawiałem albo na forum, albo w swoich tekstach, w niejednym tekście.

>Co w sytuacji, gdy wszyscy w domu, w pracy, wśród znajomych patrzą na takich ludzi jak ja "nieciekawie"

To nie jest związane z naszym tematem. Kwestia odbioru moich przekonań jest zupełnie odrębna od próby ich kształtowania. Nie należy tego mieszać, aby nie dojść do wniosku, że najlepiej jest przyjąć te przekonania, z którymi się najłatwiej żyje. Dla mnie takie podejście pragmatyczne jest odrażające, bo to jest w istocie światopoglądowy nihilizm, który jest mi obcy.

>Dlaczego większość "wierzy"

No, ale to też nie ma nic wspólnego z naszym tematem kształtowania światopoglądu. To możemy potraktować jako temat naukowy, np. próba wyjaśnienia fenomenu religijności. Korzystając z dokonań szeregu nauk, możemy jak z klocków budować sobie odpowiedź na to pytanie. Ja bym polecał zacząć od psychologii ewolucyjnej:
- Psychologia ewolucyjna religii www.racjonalista.pl/kk.php/s,4024
następnie przejść do neuroteologii:
- Biologia przekonań www.racjonalista.pl/kk.php/s,1955
- Neandertalskie chabry. O religii, pożądaniu i ... www.racjonalista.pl/kk.php/s,2116
a następnie zagłebiać się w inne dziedziny, bliższe naukom społecznym i kulturoznawczym, jak choćby zainteresować się religioznawstwem

Jeśli chodzi o krytyczną refleksję nad samymi wierzeniami to polecam zacząć od Creda sceptyka: www.racjonalista.pl/kk.php/d,92
Dalej jest tak gigantyczny zbiór tekstów, że nie będę już podawał. Wszystko w dziale Światopogląd, Religie i Sekty, Biblia, Kościół i Katolicyzm... noce czytania

To w sprawie wyjaśnienia: dlaczego ludzie wierzą i dlaczego w takie coś wierzą.

Natomiast dla naszego tematu, czyli kształtowania światopoglądu to pytanie: dlaczego ludzie wierzą, jest wadliwe, bo to, że w masach występuje jakieś przekonanie czy praktyka dla bardziej ambitnych, czyli takich, którzy nie przyjmują światopoglądu jako rodzinnego dziedzictwa, nie ma znaczenia w odpowiedzi na pytanie: w co ja powinienem wierzyć, czy tym bardziej: co jest prawdą?

Jeśli ktoś na wieść o tym, że jestem ateistą zada mi pytanie: To dlaczego ludzie wierzą?, mogę mu odpowiedzieć: To dlaczego ludzie palą? Przecież jeszcze kilkanaście lat temu z pewnością poważna większość dorosłych Polaków paliła papierosy. Czy to od razu jest powód dla którego ja mam uzasadniać dlaczego ja nie palę?

>Jeżeli po śmierci nie idziemy do nieba, albo do piekał, to co sie dzieje?

Dla nie temat Boga to jedna bajka, a niebo i piekło to coś zupełnie innego. Przyznam, że trudno jest mi zrozumieć, że zdrowy na umyśle człowiek wierzy, że istnieje niebo i piekło, jakkolwiek by je sobie nie alegoryzować. To, że ludzie mogą wierzyć w takie bajki mogę sobie jakoś tłumaczyć chyba tym, że tak trudno jest pogodzić się ze śmiercią. Ponieważ bardzo trudno jest mi w ogóle rozmawiać na poważnie o tym: czy istnieje niebo i piekło czy też nie ma nic, więc w tym temacie nie jestem dobrym partnerem. Ja czuję się w takiej sytuacji jak by mnie ktoś pytał: Przecież jestem taka młoda i ładna, czy to możliwe, że za parę dekad będę stara? Przecież to jest tak gigantycznie niesprawiedliwe, że aż niemożliwe! Trzeba wierzyć, że zawsze będę młoda i piękna, a zmarszczki to jakaś herezja. Gdyby równie trudno co nasze losy po śmierci było zweryfikować fakt starzenia, ludzie by wierzyli, że to jest herezja, ateizm

> Poprostu gnijemy i jedzą nas robaki?

Przecież przekazujesz bardzo istotną część siebie swoim dzieciom.
Przecież przekazujesz istotną część siebie ludziom z którymi współżyjesz.
Przecież żyjesz także w tym co zrobisz, a może stworzysz.

A poza tym, dlaczego nie okiełznać w sobie tego paraliżującego instynktu samozachowawczego?

Jeśli nie potrafisz się na to zdobyć - można znaleźć ukojenie w mitach religijnych. Mi na to nie pozwala poczucie mojej ludzkiej godności, chęć poznawcza oraz słowa Jezusa o tym, aby odrzucać szeroką bramę, bo to droga do nikąd

Skoro muszę zaakceptować to, że teraz jestem młody i sprawny, a za parę dekad będę pewnie stary i słaby, to równie dobrze mogę zaakceptować, że tak jak po 50 latach odejdzie część mojej żywotności, tak po 100 latach - odejdzie ona cała. W międzyczasie muszę ułożyć sobie życie tak, aby stale mieć świadomość, że żyje się tylko raz i nie mogę żyć niechlujnie.

No, chyba że nauka i technika, a raczej ludzie, którzy wierzą bardziej w człowieka niż w boga, dokonają czegoś, co ...nas zaskoczy
robert.luxa@gmail.com
>trudno jest mi zrozumieć, że zdrowy na umyśle człowiek wierzy, że istnieje niebo i piekło, jakkolwiek by je sobie nie alegoryzować. To, że ludzie mogą wierzyć w takie bajki mogę sobie jakoś tłumaczyć chyba tym, że tak trudno jest pogodzić się ze śmiercią.

"Ciekawe" jest to jak człowiek tak natchniony, ma nawtet ołtarzyk w domu, może mieć w takim poważaniu miliardy ludzi. Bo jak rozumiem, jestem matematykiem, jeżeli jeden cud uznaję za niemożliwy, to automatycznie wszystkie są niemożliwe. Albo Bóg jest wszechmocny albo nie.
Cóż za akademicki przykład pychy... Autor powyższego akapitu wysyła wszystkich wierzących w nadprzyrodzone zdolności Boga, czyli chrześcijan, mahometan, żydów i po części pewnie religii hinduistycznych (po cześci ponieważ nie znam szczegółów) do szpitala psychiatrycznego!!!
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>"Ciekawe" jest to jak człowiek tak natchniony, ma nawtet ołtarzyk w domu
Ciekawe... podobno matematyk, a z inteligencją kruchutko, oj kruchuteńko
mimbla (175 punktów)
>>"Ciekawe" jest to jak człowiek tak natchniony, ma nawtet ołtarzyk w domu
>Ciekawe... podobno matematyk, a z inteligencją kruchutko, oj kruchuteńko
>
NO NIE WIEM, MOŻNA TO ODEBRAC W DWOJAKI SPOSÓB: ŻE ŁYKNĄŁ BĄDŹ ŻARUJE SOBIE Z JEGO ŻARTÓW
gooa (746 punktów)

>Cóż za akademicki przykład pychy... Autor powyższego akapitu wysyła wszystkich wierzących w nadprzyrodzone zdolności Boga, czyli chrześcijan, mahometan, żydów i po części pewnie religii hinduistycznych (po cześci ponieważ nie znam szczegółów) do szpitala psychiatrycznego!!!
To jeszcze zalezy, czy trafisz na psychiatre ateiste, czy np. muzulmana.
Ci ostatni, czesto okazuja sie bardzo dobrymi lekarzami.
mimbla (175 punktów)

>To jeszcze zalezy, czy trafisz na psychiatre ateiste, czy np. muzulmana.
>Ci ostatni, czesto okazuja sie bardzo dobrymi lekarzami.

NIE WIDZĘ ZWIĄZKU
gooa (746 punktów)

Lekarz, to wyksztalcony czlowiek, a wierzacy lekarz nie moze byc racjonalista.
Jak wiec moze pomoc "nawiedzonemu" np. wierzacemu matematykowi ?
mimbla (175 punktów)
>Lekarz, to wyksztalcony czlowiek, a wierzacy lekarz nie moze byc racjonalista.
>Jak wiec moze pomoc "nawiedzonemu" np. wierzacemu matematykowi ?
>
HMMM.. JEŻELI JUŻ ZACZEPIAMY O POMOC P-GICZNĄ CZY P-TRYCZNA TO DOBRY DORADCA W TYM MOMENCIE SWOJE OSOISTE PRZEKONANIA ODSTAWIA NA BOK I PODCHODZI OBIEKTYWNIE DO PACJENTA. JEŻELI TEGO NIE POTRAFI, TO JEST MARNY W SWOJEJ BRANŻY))
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>"Ciekawe" jest to jak człowiek tak natchniony, ma nawtet ołtarzyk w domu

Bez przesady, ten ołtarzyk na ogół jest nieużywany. Co najwyżej raz w tygodniu jakaś czarna msza a raz na ruski rok ofiara całopalna z kota. Czyli, jednym słowem: to nie żaden argument.

>Bo jak rozumiem, jestem matematykiem

Chyba od liczenia diabłów na główce szpilki.

>szpitala psychiatrycznego!!!

Nie bardzo rozumiesz to co czytasz.
Teresa
>Dla nie temat Boga to jedna bajka, a niebo i piekło to coś zupełnie innego. Przyznam, że trudno jest mi zrozumieć, że zdrowy na umyśle człowiek wierzy, że istnieje niebo i piekło, jakkolwiek by je sobie nie alegoryzować. To, że ludzie mogą wierzyć w takie bajki mogę sobie jakoś tłumaczyć chyba tym, że tak trudno jest pogodzić się ze śmiercią.

Pisze w sprawie tego "nieba". Nieśmiertelność owszem wchodzi tu w grę, ale nie tylko, chodzi też o osiągnięcie stanu trwałego szczęścia (niebo) poprzez możliwość zjednoczenia osobowego poprzez poznanie i miłość z Absolutem. Ta możliwość jest b. realna, więc jednoczmy się już teraz.

No właśnie, gdyby okazało się, że dalszy rozwój osobisty wymaga zjednoczenia z Absolutem, to chyba należy sie z nim jednoczyć, prawda?

Ja kiedy jest mowa o niebie czuje się tak, jakby ktoś mówił: "Ona miała 14 lat i umarła na anoreksję w prześwadczeniu, ze jest zbyt beznadziejna żeby żyć, a czy nie jest wiadome, że powinna raczej rozwijac się osobowościowo i osiągnąć szczęście? To jest dopiero gigantycznie niesprawiedliwe!"
Absolut może zwrócić jej to 'utracone' szczęście.
Patuszkin (2279 punktów)
Tereso, myślę, że sobie porozmawiamy o tych pogańskich tezach.
Piotrek Patucha
mimbla (175 punktów)
?
>Poprostu gnijemy i jedzą nas robaki?

Robaków na tej głębokosci nie ma-ciało samo się trawi

V0lrath (3440 punktów)
Może nie tak całkiem samo.
Pomagają bakterie, grzyby i inne drobnoustroje.

Ale po części samo - jeśli dobrze pamiętam to gdzieś czytałem, że część komórek przez dłuższy czas pracuje i pracują np. lizosomy - które przerabiają pozostałości z innych komórek lub niszczą wnętrze własnych po ich śmierci.
mimbla (175 punktów)
>Może nie tak całkiem samo.
>Pomagają bakterie, grzyby i inne drobnoustroje.
A ORGANIZM W SOBIE MAŁO MA BAKTERII I DROBNOUSTROJÓW? WCHODZI TO W SKŁAD ORGANIZMU, NIE SĄDZISZ?
A MÓWIONO: "NIE SĄDŹCIE, BO BĘDIZECIE SĄDZENI" HAHAHHA
V0lrath (3440 punktów)
>A ORGANIZM W SOBIE MAŁO MA BAKTERII I DROBNOUSTROJÓW? WCHODZI TO W SKŁAD ORGANIZMU, NIE SĄDZISZ?

Z jednej strony tak, ale z drugiej strony wiele z tych drobnoustrojów jest autonomicznych, a część pochodzi także z zewnątrz.
mimbla (175 punktów)
Ormuzd-co oznacza?
bubu
Wierzysz pan w niewiele
tekla (6 punktów)
jak w co wierza? zalozyli strone o racjonalistach tzn. ze sa racjonalistami, nie sadzisz? a wydaje mi sie ze wiesz kto to jest racjonalista bo wchodzisz na ta strone
Robert
W Boga mozna wierzyc na wiele sposobow. Dla mnie katolicyzm jest bardzo infantylny. zreszta nie tylko katolicyzm ale wszystkie wyznania ktore poczatek maja w starym testamencie. ja np wierze w istnienie inteligentnej sily majacej pod soba calosc czyli nas i wszystko inne ale nie wyobrazam sobie owej sily jako osobe ktora znajduje sie gdzies tam, gdzie nie dzialaja prawa ziemskie czyli prawa ograniczajace nas jako istoty zywe materialne. Fenomenem na pewno jest dla mnie sam fakt swiadomosci, on kaze mi szukac przyczyny jako ze pewne rzeczy sa wynikiem innych pewnych rzeczy. Z reguly nie zakladam zywiolowych dyskusji z fanatykami religijnymi gdyz oni dla mnie widza wiare i Boga niczym przez pryzmat baśni, naladowanej czarami i glosem z nieba, najlepiej jesli jeszcze dodam ze meskim glosem. Zbyt uproszczone jezeli chodzi o mnie. Daleko mi do krytykowania racjonalistow bo z wieloma sympatyzuje i cieszy mnie to ze ktos jeszcze probuje wlasnym intelektem cokolwiek osiagnac nie liczac na dopust Bozy. Ciekawe stwierdzenie Pani powyzej ze na to wychodzi iz Racjonalisci nie wierza w nic. Aczkolwiek nie pomyslala ona chyba o tym, ze niewiara we wszystko to nihilizm, postawa destrukcyjna a mniej swiatopogladowa. bo o jakim swiatopogladzie mowic skoro nie ma sie w glowie niczego na czym mozna by go bylo zbudowac?
mimbla (175 punktów)
cieszy mnie to ze ktos jeszcze probuje wlasnym intelektem cokolwiek osiagnac nie liczac na dopust Bozy.

tak, tyle że to może \pod wpływem "dopustu Bozego" racjonaliści założyli tę stonkę. To, ze fanatycy religijni ustanawiają dogmaty, mają takie zasady a nie inne nie znazy wcale, ze Bogu to się pdoba)) Negując praktyki ludzkie nie należy też negować Boga, bo być może nie ma on nic z nimi wspólnego.
maurycy (9 punktów)
>Mam pytanie do osób tworzących ta stronę:
>w co tak naprawde wierzycie?
Mam czterdzieści lat. wyższe wykształcenie, jestem fizykiem i najprościej odpowiem :
" Wierzę w Boga Ojca waszechmogącego Stworzyciela nieba i Ziemi.. i w Jezusa Chrystusa .., który stąpił z nieba .. zmartwywstał dnia trzeciegi .. i w Ducha Świętego ..., swiętych obcowanie , grzechów odpuszczenie " czyliw w to co objawia Kościół.
dlaczego ? bo wszystko to stanowi zwartą całość, bo nie znajdziesz czegoś co przeczy temu co było wcześniej.
Ostatnio zgłębiałem istotę Ducha Św. Z pisma św. wynika, że On był zawsze, przy stworzeniu świata, wraz z Chrystusem, dany nam został jako pomac na dalsze lata, To niejest wymysł Kościoła. On był jest i będzie . Trzeba Go tylko umieć dostrzec. I tak jest z wszystkim: miłosierdziem, niebem, stworzeniem świata.
I im dłużej szukam tym bardziej podziwiam, wielbię ufam

Jeśli chcesz to przyślę Ci mój artykuł Nauka i wiara rozwijający ten temat
lp.pw@ikswolokos_s

św.Marek
>Ostatnio zgłębiałem istotę Ducha Św. Z pisma św. wynika, że On był zawsze, przy stworzeniu świata, wraz z Chrystusem, dany nam został jako pomac na dalsze lata, To niejest wymysł Kościoła. On był jest i będzie . Trzeba Go tylko umieć dostrzec. I tak jest z wszystkim: miłosierdziem, niebem, stworzeniem świata.

    Chyba to jakiś wyjątkowo marny żart. Nie, na pewno! Niemożliwe, żeby czterdziestoletni człowiek z wyższym fizycznym wykształceniem mógł wypowiedzieć aż tyle bzdur nie trzymających się kupy... Masz dziwne poczucie humoru.
    Która to dziedzina fizyki zajmuje się duchami? Piszesz coś o dostrzeganiu, więc chyba optyka...

___________
Pozdrawiam
Antyracjonalista
A dlaczego wyjątkowo marny żart? Dla mnie równie niemożliwe, śmieszne i głupie jest to, że człowiek z wyższym wykształceniem absolutnie NIE uznaje istnienia pierwiastka metafizycznego i głosi w zaparte oświeceniowe i pozytywistyczne, czyli, hm, dosyc nieaktualne idee, które może i kręciły naszych pradziadków w "erze pary i elektryczności", ale to było dawno i nieprawda. Rzetelnie traktowana nauka współczesna - mechanika kwantowa i kosmologia zwłaszcza - o wiele ostrożniej podchodzi do metafizyki, bo każde nowe odkrycie stawia jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.
Bardzo nieładnie jest wyśmiewac kogoś, kto jest wierzącym, za to, że jest głupi, ma małe IQ, i jak to, olaboga, profesor czy inny doktor, a wierzy w "bajki".
Przeglądając Waszą stronę jestem co nieco przerażony zadufaniem w sobie, nachalną propagandą i obsesją na punkcie "udowadniania", że Jezus nie istniał (czy coś w ten deseń), że Kościół był i jest pe i w ogóle. Trochę mi Was szkoda, ale to już nie moja sprawa. Dla mnie czysty racjonalizm jest szkodliwy i niebezpieczny. To tylko narzędzie, pomocne w porządkowaniu świata, nic więcej.
Miłego wierzenia w bajeczki o świecie jako bezmyślnej układance z klocków, czyli atomów. To już wolę tą o sile sprawczej, a nawet o Bogu przemawiającym z nieba.
Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)
Proboszcz - Ciebie prosimy,
wierni - wysłuchaj nas Panie.
ugaguga
Masz racje brachu.Te racjonalisty tylko siedzą i knują.Wszędzie ich pełno z tą ich"nachalną propagandą" a to wszystko po to tylko ,żeby podważać tak oczywiste fakty jak na przykład to,że Jezus istniał "czy coś w ten deseń".A w to,że swiat to bezmyślna układanka z atomów to nawet gołębica by nie uwierzyła.Ale jest sposób na odmieńców - chłopie bojkotuj ich!nawet nie wiesz jaką pianę bezsilnej złości sprowadzisz tym na ich jadowite usta.Usuń linka do tego serwisu z "ulubionych" , pokrop pozostałe po nim puste sektory wodą święconą na wszelki wypadek i bądż dobrej mysli bo zaprawdę powiadam Ci - Prędzej czołg przejedzie przez ucho p. J.Urbana niz racjonalista trafi do nieba!
św.Marek
>A dlaczego wyjątkowo marny żart? Dla mnie równie niemożliwe, śmieszne i głupie jest to, że człowiek z wyższym wykształceniem absolutnie NIE uznaje istnienia pierwiastka metafizycznego

    Już Ci mówię, dlaczego żart, i to najmarniejszy z możliwych. Uczelnia jest miejscem zdobywania wiedzy, szlifowania zdolności logicznego myślenia i wyciągania wniosków przy użyciu rozumu. Jeżeli ktoś po skończeniu studiów technicznych usiłuje przekonać innych do istnienia stworów fikcyjnych, to albo sobie mało subtelnie kpi, albo wszystko ze swojej dziedziny wkuł na pamięć i pozostał jaki był przed studiami. Zdecdowana większość ludzi z wyższym wykształceniem umie oddzielić fikcję, czy jak wolisz: pierwiastek metafizyczny od rzeczywistości. Jeśli ktoś, mimo studiów tego nie potrafi, to można mu tylko wyrazić swoje głębokie ubolewanie. Kondolencji nie pojmie.

>Rzetelnie traktowana nauka współczesna - mechanika kwantowa i kosmologia zwłaszcza - o wiele ostrożniej podchodzi do metafizyki, bo każde nowe odkrycie stawia jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.

    Źle to pojmujesz. Każda dziedzina wiedzy trzyma się jak najdalej od metafizyki, ponieważ jest jej przeciwstawieństwem. Rzetelność nauk polega na definiowaniu rzeczywistego obrazu świata, a nie potwierdzaniu indywidualnych lub zbiorowych fikcji. Każde odkrycie stawia mnóstwo pytań, ale nie do metafizyki, bo ta nie jest od wyjaśniania czegokolwiek lecz relacjonowania świata wyobraźni.

>Bardzo nieładnie jest wyśmiewac kogoś, kto jest wierzącym, za to, że jest głupi, ma małe IQ, i jak to, olaboga, profesor czy inny doktor, a wierzy w "bajki".

    To o głupocie i marnym IQ powiedziałeś Ty, nie ja. Nie śmiałby zaprzeczyć tak ogromnej przenikliwości...

>Przeglądając Waszą stronę jestem co nieco przerażony zadufaniem w sobie, nachalną propagandą i obsesją na punkcie "udowadniania", że Jezus nie istniał (czy coś w ten deseń), że Kościół był i jest pe i w ogóle. Trochę mi Was szkoda, ale to już nie moja sprawa. Dla mnie czysty racjonalizm jest szkodliwy i niebezpieczny. To tylko narzędzie, pomocne w porządkowaniu świata, nic więcej.

    Każdy odbiera rzeczywistość jak potrafi i na ile go stać. Jeżeli uważasz używanie rozumu za niebepieczne i wolisz nieposługiwanie się nim, to stawiasz nienajlepsze świadectwo sobie. A tak przy okazji, dla ścisłości: serwis Racjonalista nic nie udowadnia, przekonuje tylko odwiedzających go argumentami zawartymi w setkach artykułów i dyskusji. Dla Ciebie racjonalizm jest tylko narzędziem do porządkowania świata, dla pozostałych, chcących posługiwać się rozumem jest takim wyłącznie.

>Miłego wierzenia w bajeczki o świecie jako bezmyślnej układance z klocków, czyli atomów. To już wolę tą o sile sprawczej, a nawet o Bogu przemawiającym z nieba.

    Czymś musimy się od Ciebie różnić. Tym właśnie, że nasze bajeczki są rzeczywistością, a Twoja rzeczywistość bajką.

___________
Pozdrawiam
Antyracjonalista
>> Jeżeli ktoś po skończeniu studiów technicznych usiłuje przekonać innych do istnienia stworów fikcyjnych, to albo sobie mało subtelnie kpi, albo wszystko ze swojej dziedziny wkuł na pamięć i pozostał jaki był przed studiami.

Czy to nie brak pokory - gdy ktoś z nauki o półprzewodnikach i prądach zmiennych wyprowadza wniosek o tym, że
"pierwastek metafizyczny"="fikcja"? Spośród moich znajomych to raczej ludzie po politechnice są religijni, bo
nie mieszają tych dwóch porządków rzeczywistości. Wśród humanistów bywa różnie - ci akurat często poszukują i wierzą w bardzo różne rzeczy. W racjonalizm też.

>> Każda dziedzina wiedzy trzyma się jak najdalej od metafizyki, ponieważ jest jej przeciwstawieństwem.

Słowniki nie notują "przeciwstawieństwa", ale mniejsza o to. Miałem kiedyś w ręku dośc pokażną książkę M. A. Krąpca (pożyczoną z biblioteki - uwaga - uniwersyteckiej) pt. "Metafizyka", i, uwierz mi, była równie albo nawet bardziej naukowa niż podręczniki politechniczne. Metafizyka - w jednym
ze swych znaczeń - jest nauką, tylko bardzo specyficzną, bo zajmującą się podstawami bytu, teorią poznania etc. Ot, takie zdanko: "charakterystyczne dla nauki prawa wymagają ZAŁOŻENIA
METAFIZYCZNEGO odnośnie powtarzalności zdarzeń, ich jednostajności etc." (cytuję z książki T. Grabińskiej
"Od nauki do metafizyki", PWN 1998, ciężko mi przez nią przebrnąc, bo jest naszpikowana wzorami matematycznymi, ale jest na temat). Nauka NIE jest przeciwieństwem metafizyki, nie wiem, kto wymyślił stawianie metafizyki na równi z krasnoludkami (a krasnoludków na równi z Jezusem). A może wiem. Propaganda oświeceniowo-XIXwieczno-komunistyczna. Na szczęście są też inni filozofowie i inne książki.

>> A tak przy okazji, dla ścisłości: serwis Racjonalista nic nie udowadnia, przekonuje tylko odwiedzających go argumentami zawartymi w setkach artykułów i dyskusji.

Chciałbym, żeby tak było. Miałem nieraz w ręku "Wiedzę i życie", "Świat nauki" i jakoś tam nie czułem propagandy i swoistego "nawracania". W gazecie o nauce piszemy o nauce, a nie o religii. "Racjonalista" jednak nie tyle propaguje naukę, co jasno określony światopogląd, a artykuły dobiera tak, by do tego światopoglądu pasowały. Dla mnie to jest propaganda. Sam dobór artykułów jest taki, by coś udowodnic
(np. ten o budowaniu swej kopii przez robota, co ma pewnie w domyśle dowodzic, że nie tylko Bóg ma możliwości stwórcze, a-ha!). Stronka nie jest zła, co nieco sam tu przeczytałem, no i fajnie. Ale nacisk na jedynie-słuszny-pogląd jest olbrzymi. Dobrze, że jest tu forum - dyskusje całkiem całkiem.

>Pozdrawiam
>
mimbla (175 punktów)
Jeżeli ktoś po skończeniu studiów technicznych usiłuje przekonać innych do istnienia stworów fikcyjnych, to albo sobie mało subtelnie kpi, albo wszystko ze swojej dziedziny wkuł na pamięć i pozostał jaki był przed studiami.
SPÓJRZMY NA TO Z INNEJ PERSPEKTYWY: JEŻELI KTOŚ PO SKONCZENIU STUDIÓW OPIERAJĄCYCH SIĘ WYŁĄCZNIE NA BEHAWIORALNYCH FAKTACH MIMO TEGO JEST WIERZY, TO MOŻE WŁAŚNIE TO JEST ODDZIAŁYWANIE BOGA?

Zdecdowana większość ludzi z wyższym wykształceniem umie oddzielić fikcję, czy jak wolisz: pierwiastek metafizyczny od rzeczywistości.
HEJ, WYPOWIADAJ SIĘ W SWOIM IMIENIU I NIE UOGÓLNIAJ
św.Marek
>spójrzmy na to z innej perspektywy: jeżeli ktoś po skonczeniu studiów opierających się wyłącznie na behawioralnych faktach mimo tego jest wierzy, to może właśnie to jest oddziaływanie boga?

    A może Ku-Klux-Klanu, a może Związku Osieroconych Krasnali, a może Stowarzyszenia Leworęcznych Kowali? Bóg oddziaływuje głównie na tych, którzy zagubili się w otaczajcym świecie i nie bardzo go mogą pojąć. W regułce Boga nie ma nic zbyt skomplikowanego, wszystko jest proste i ustalone, podane na tacy (nomen omen), a także wszystko rozwiązuje na zasadzie: to z woli Boga, więc nie ma co się nad tym zastanawiać.

>Zdecdowana większość ludzi z wyższym wykształceniem umie oddzielić fikcję, czy jak wolisz: pierwiastek metafizyczny od rzeczywistości.

    Zgadza się. Po to między innymi są studia, żeby wpoić w młodego człowieka umiejętność racjonalnego myślenia. Dla niektórych jest to jednak ponad ich możliwości, toteż idą na łatwiznę i zaczynają bredzić o duchach, bogach, i podobnych sprawach nie mających nic wspólnego z racjonalnym, rzeczywistym oglądem świata.

>hej, wypowiadaj się w swoim imieniu i nie uogólniaj

    Odebrałaś to jako odezwę do ludu? Gdzieś napisałem, że wypowiadam się w imieniu innych? Zabraniasz mi uogólniania, a sama to robisz w każdym zdaniu, nie ośmeszaj się, bo zaraz Ci powiem, że to oddziaływanie Boga.

___________
Pozdrawiam
mimbla (175 punktów)

>    A może Ku-Klux-Klanu, a może Związku Osieroconych Krasnali, a może Stowarzyszenia Leworęcznych Kowali?
TAK TYLKO W JAKIM CELU LEWORĘCZNI KRASNALE CZY OSIEROCENI KOWALE MIELIBY WPŁYWAC NA WIARĘ CZŁOWIEKA? WPŁYWALIBY RACZEJ NA POCZUCIE TOLERANCJI DLA LEWORECZNYCH CZY DLA PODKŁUTYCH KONI
>Zdecdowana większość ludzi z wyższym wykształceniem umie oddzielić fikcję, czy jak wolisz: pierwiastek metafizyczny od rzeczywistości

>    Zgadza się.
HMMM... TO AKURAT TO TY STWIERDZIŁEŚ, MARKU, WIEC NIE DZIWNE , ŻE PRZYTAKUJESZ SOBIE. TO TYLKO DOWODZI, ŻE JESTEŚ STAŁY W SWOICH TWIERDZENIACH. ALE CHYBA TROCHE GUBISZ SIE W ARGUMENTACH I TRAKTUJESZ SWOJE, JAKO STRONY PRZECIWNEJ.

Gdzieś napisałem, że wypowiadam się w imieniu innych? Zabraniasz mi uogólniania, a sama to robisz w każdym zdaniu,
O TU: Zdecdowana większość ludzi z wyższym wykształceniem umie oddzielić fikcję,
JA NATOMIAST POLEMIZUJĘ, PRZYPUSZCZAM)) A TAK NA MARGINESIE TO NA PEWNO NIE ZDECYDOWANA WIĘKSZOŚĆ, RACZEJ MNIEJSZOŚĆ. NIE WIEM Z CZEGO TO WYNIKA, Z BRAKU UMIEJĘTNOŚCI ABSTRAKCYJNEGO, OBIEKTYWNEGO MYŚLENIA CZY Z ODDZIAŁYWANIA SIŁY WYŻSZEJ?
>___________
>Pozdrawiam

św.Marek
>tak tylko w jakim celu leworęczni krasnale czy osieroceni kowale mieliby wpływac na wiarę człowieka? wpływaliby raczej na poczucie tolerancji dla leworecznych czy dla podkłutych koni

    To był ironiczny przykład takiego samego wpływu tych nieistniejących organizacji na życie człowieka, jak nieistniejącego przecież Boga. Coś, co istnieje wyłącznie w imaginacji ludzi nie może w żaden sposób ingerować w cokolwiek. To, co wpływa na człowieka kształtując jego światopogląd, społeczne zachowania, to rodzina, społeczeństwo w jakim przebywa, genetyczne uwarunkowania, itd.

>a tak na marginesie to na pewno nie zdecydowana większość, raczej mniejszość. nie wiem z czego to wynika, z braku umiejętności abstrakcyjnego, obiektywnego myślenia czy z oddziaływania siły wyższej?

    Wiara w "siłę wyższą" cechuje wyłącznie tych, którzy nie umieją sobie poradzić w jakiejś dziedzinie, nie umieją sobie czegoś wytłumaczyć, więc idą na skróty wyjaśniając to ingerencją nadprzyrodzoną. Nie mogąc określić nijak istniejącego przecież wyłącznie w wyobraźni Boga sprecyzować, łatwo jest wszystko nim tłumaczyć. To negatywne wykorzystanie wyobraźni, ograniczające myślenie a nie pobudzające je do szukania rozwiązań.
    Nikt nie łudzi się, że religie będą istniały ciągle, trudno przecież wymagać, by wszyscy posiadali umysł nie szukający skrótów myślowych i uproszczeń tam, gdzie istnieją, choć czasem trudne wjaśnienia. Potrzebni są również ludzie nie chcący albo nie umiejący myśleć - bez różnicy poglądów nie byłoby żadnych poglądów.

___________
Pozdrawiam
Niezapominajka
Żal mi Cię....
nicram79 (460 punktów)
>Bardzo nieładnie jest wyśmiewac kogoś, kto jest wierzącym, za to, że jest głupi, ma małe IQ, i jak to, olaboga, profesor czy inny doktor, a wierzy w "bajki".

No na tym forum trzeba się niestety przyzwyczaić, że wiele osób uważających się za racjonalistów nadaje się bardziej do wieku XIX niż XXI. Ale na szczęście nie wszyscy.
mimbla (175 punktów)
>>Bardzo nieładnie jest wyśmiewac kogoś, kto jest wierzącym, za to, że jest głupi, ma małe IQ, i jak to, olaboga, profesor czy inny doktor, a wierzy w "bajki".
>No na tym forum trzeba się niestety przyzwyczaić, że wiele osób uważających się za racjonalistów nadaje się bardziej do wieku XIX niż XXI. Ale na szczęście nie wszyscy.
>
W PEŁNI SIĘ ZGADZAM, JEŻELI BRAKUJE ARGUMENTÓW, WTEDY ZACZYNA SIĘ UBLIZANIE
Monia
>Trochę mi Was szkoda, ale to już nie moja sprawa. Dla mnie czysty racjonalizm jest szkodliwy i niebezpieczny. To tylko narzędzie, pomocne w porządkowaniu świata, nic więcej.

Dokladnie tak! Szkodliwy, niebezpieczny i samoograniczajacy. Kierunek ewolucji jest taki : naiwna religijnosc, racjonalizm, dojrzalosc duchowa. Mysle ze juz powoli doswiadczamy zmierzchu racjonalizmu. Zbyt malo owocow rodzi ta jablon zeby zajmowac sie nia dalej. Trzeba szukac na nowo.
Patuszkin (2279 punktów)
>>Trochę mi Was szkoda, ale to już nie moja sprawa. Dla mnie czysty racjonalizm jest szkodliwy i niebezpieczny. To tylko narzędzie, pomocne w porządkowaniu świata, nic więcej.
>Dokladnie tak! Szkodliwy, niebezpieczny i samoograniczajacy. Kierunek ewolucji jest taki : naiwna religijnosc, racjonalizm, dojrzalosc duchowa. Mysle ze juz powoli doswiadczamy zmierzchu racjonalizmu. Zbyt malo owocow rodzi ta jablon zeby zajmowac sie nia dalej. Trzeba szukac na nowo.

Ha ha, jak zwykle to samo. Moniu trzeba było na portal metafizyczny wskoczyć, a nie tutaj. Ja np. bardzo sie cieszę, że nie ma tutaj jakichś porad egzystencjalnych typu: "kochaj i rób co chcesz" albo "amo te ama me". Ja ten portal traktuję tak miejsce gdzie można rozmawiać o nauce i racjonalnym podejściu do świata. O miłości wolę rozmawiać w sypialni a nie na forum. Tutaj liczę na wartkie, odważne myśli a nie utajone bara bara jak na chatach.
Z tego co wiem, to są portale gdzie rozważa sie problemy egzystencjalne konkretnych ludzi, coś w rodzaju poradni "jak żyć". Ja osobiscie nie lubię kiedy ktoś mi mówii radzi,ze powinienem to lub tamto czynić.

Moze powinnaś rzeczywiście poszukać w innym miejscu, gdzie ludzie mówią dużo o miłości, a o naukach i filozofii(hard-core) wspominają raz na jakiś czas, żeby pochwalić się, że nie są w ciemię bici.

Tak czy owak najbardziej cenie sobie życie po prostu, a nie słowa, które nigdy nie ujmą w pełni tego fenomenu.

pozdr.
Piotrek Patucha
Monia
Ja np. bardzo sie cieszę, że nie ma tutaj jakichś porad egzystencjalnych typu: "kochaj i rób co chcesz" albo "amo te ama me". Ja ten portal traktuję tak miejsce gdzie można rozmawiać o nauce i racjonalnym podejściu do świata. O miłości wolę rozmawiać w sypialni a nie na forum. Tutaj liczę na wartkie, odważne myśli a nie utajone bara bara jak na chatach.
Ja, ja , ja. Moje , moje, moje. Kazdy przechodzi przez taki etap. Dopoki interesuje Cie jedynie wlasna osoba nie bedziemy mogli podyskutować. Popatrz nieco z gory, wyciagnij wnioski. Popatrz na LUDZI.
Jesli wiesz jak zyc to zyj. Wiekszosc nie wie. Wiekszosc nawet nie wie co myslec i w co wierzyc.
A ja ten portal traktuje jako ciekawe zjawisko - nieudana probe stworzenia swiatopogladu, ktory i tak nie ma szans istniec. Portal ktory stawiajac sobie poczatkowo wielkie cele - walke z zabobonami i probe racjonalnego ogarniecia rzeczywistosci powoli zamienia sie w serwis scisle naukowy, zajmujacy sie informowaniem nas o nowinkach naukowych i ewentualnie nowych przekretach przedstawicieli kosciola. Profesjonalnie zrobiony, ale...
Nie wyobrazam sobie jakiejs ewolucji tego serwisu lub osiagniecia celu ktory sobie postawil - odpowiedzi na trudne, irracjonalne pytania, mysle ze za piec lat bedzie zawieral po prostu piec razy wiecej nowinek naukowych i piec razy wiecej doniesien o ciemnych stronach KK. Takie slizganie sie po waskim zakresie tematow. Owszem jest to ciekawe dla osob pasjonujacych sie nauka ale to nie jest zaden swiatopoglad!
V0lrath (3440 punktów)
> A ja ten portal traktuje jako ciekawe zjawisko - nieudana probe stworzenia swiatopogladu, ktory i tak nie ma szans istniec.
> Portal ktory stawiajac sobie poczatkowo wielkie cele - walke z zabobonami i probe racjonalnego ogarniecia rzeczywistosci powoli zamienia sie w serwis scisle naukowy, zajmujacy sie informowaniem nas o nowinkach naukowych i ewentualnie nowych przekretach przedstawicieli kosciola.

Walka z zabobonami - owszem.
Próba racjonalnego ogarniania rzeczywistości - owszem.
Ale na pewno nie miejsce, gdzie można znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania.
Ani nawet te prosto postawione i bardzo ważne, ale z wielu względów nie zbadane (chociażby dlatego, że nie ma jak).

Tutaj można znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania oraz wyjaśnienie dlaczego na pewne pytania odpowiedzi nie ma i odpowiedzi religii na nie są mało prawdopodobne - nie warto w nie wierzyć.

Racjonalizm nie daje odpowiedzi na wszystko - tak jak stara się to robić religia.
Daje tylko sposób na szukanie niektórych odpowiedzi i mówi, że na niektóre pytania prawidłowej odpowiedzi nikt nie ma.
Ani racjonalista (mówi przecież "nie wiem") ani wierzący (bo ma odpowiedź, ale ta jest bardzo nieprawdopodobna).

> Profesjonalnie zrobiony, ale...
> Nie wyobrazam sobie jakiejs ewolucji tego serwisu lub osiagniecia celu ktory sobie postawil - odpowiedzi na trudne, irracjonalne pytania, mysle ze za piec lat bedzie zawieral po prostu piec razy wiecej nowinek naukowych i piec razy wiecej doniesien o ciemnych stronach KK.

Zgadzam się - na trudne pytania pewnie nie odpowie.
Tylko poszerzy ilość argumentów za tym, że ci, którzy odpowiadają, nie mówią prawdy, a jedynie nieprawdopodobne bajki.

> Takie slizganie sie po waskim zakresie tematow. Owszem jest to ciekawe dla osob pasjonujacych sie nauka ale to nie jest zaden swiatopoglad!

To jest światopogląd - przyznawanie się, że się nie wie, gdy się nie wie, a nie udawanie, że się wie i nie widzenie, że to, co się uważa za "wiedzę" lub "wiarę w coś możliwego" jest tak na prawdę wiarą w coś bardzo bardzo mało prawdopodobnego.

Na pewne pytania nikt nie ma odpowiedzi. A to, że niektórzy wymyślają z ogromnym prawdopodobieństwem złe odpowiedzi to już inna sprawa. Mają w tym jednak swój interes. Jeśli uda się przekonać wielu ludzi do takiego poglądu na świat bo brzmi on sensownie - pomijając to i nie wspominając o tym jak mało jest prawdopodobny - to można zyskać władzę i kontrolę nad ludźmi (w pewnym stopniu) i przekonywać ich skutecznie do pewnych czynów (jak chociażby datki na tacę). To się nazywa ładnie "duszpasterstwo".
Patuszkin (2279 punktów)
>Jeśli uda się przekonać wielu ludzi do takiego poglądu na świat bo brzmi on sensownie - pomijając to i nie wspominając o tym jak mało jest prawdopodobny - to można zyskać władzę i kontrolę nad ludźmi (w pewnym stopniu) i przekonywać ich skutecznie do pewnych czynów (jak chociażby datki na tacę). To się nazywa ładnie "duszpasterstwo".

Ja bym to nazwał "sztuką wzbudzania pozorów". Dziedzina pożyteczna zwłaszcza na randkach. Ładnie o tym pisał Owidiusz w "Ars amandi": Kłam ile wlezie, zawsze znajdziesz naiwniaczkę, która ci uwierzy.

Piotrek Patucha
Monia
>To jest światopogląd - przyznawanie się, że się nie wie, gdy się nie wie, a nie udawanie, że się wie i nie widzenie, że to, co się uważa za "wiedzę" lub "wiarę w coś możliwego" jest tak na prawdę wiarą w coś bardzo bardzo mało prawdopodobnego.
>Na pewne pytania nikt nie ma odpowiedzi. A to, że niektórzy wymyślają z ogromnym prawdopodobieństwem złe odpowiedzi to już inna sprawa. Mają w tym jednak swój interes. Jeśli uda się przekonać wielu ludzi do takiego poglądu na świat bo brzmi on sensownie - pomijając to i nie wspominając o tym jak mało jest prawdopodobny - to można zyskać władzę i kontrolę nad ludźmi (w pewnym stopniu) i przekonywać ich skutecznie do pewnych czynów (jak chociażby datki na tacę). To się nazywa ładnie "duszpasterstwo".
Wiesz...jestes dziecinnie uparty, a przeciez dostales juz czekoladkę...Nie wyjezdzaj znowu z tematem "Jest Bog czy go nie ma" i jak na tym ktoś robi kasę bo to naprawde juz nudne sie robi. Juz wszyscy wiedza ze ktos robi kase, wszyscy sa szczesliwie odzabobonnieni i zostawmy to juz!!! Jest tysiace rzeczy irracjonalnych, tysiace tematow pasjonujacych i kontrowersyjnych z punktu widzenia nauki o ktorych racjonalista powinien pisac ale tu nikt nie chce o tym nawet dyskutować. Bylam zachwycona zalozeniami i celami tego serwisu, ale z czasem...zapachnialo lipa...
V0lrath (3440 punktów)
> Wiesz...jestes dziecinnie uparty, a przeciez dostales juz czekoladkę...

Tak łatwo czekoladką mi buzi nie zapchasz...

> Nie wyjezdzaj znowu z tematem "Jest Bog czy go nie ma" i jak na tym ktoś robi kasę bo to naprawde juz nudne sie robi.

To jest główny zabobon naszego kraju w który wierzą miliony i który oddziaływuje na życie każdego - czy tego chce czy nie - wkracza do polityki, do prawa itd.
Dlatego tak dużo się tutaj o nim mówi.

> Juz wszyscy wiedza ze ktos robi kase, wszyscy sa szczesliwie odzabobonnieni i zostawmy to juz!!!

Chciałbym, żeby tak było.

> Jest tysiace rzeczy irracjonalnych, tysiace tematow pasjonujacych i kontrowersyjnych z punktu widzenia nauki o ktorych racjonalista powinien pisac ale tu nikt nie chce o tym nawet dyskutować.

Jeśli masz pomysł na jakiś ciekawy temat - to przecież możesz założyć. Nikt nie zabrania.

Poza tym jakie irracjonalne rzeczy masz na myśli?
Racjonaliści raczej rzadko piszą o irracjonalnych rzeczach - chyba, że wiara w nie dotyka bardzo wielu ludzi i wpływa także na życie racjonalisty tudzież osób jemu bliskich.
Jeśli liczysz na rozprawy o biopolach, energiach z kosmosu i UFO lub innych irracjonalnych rzeczach - to racjonaliści w takie rzeczy nie wierzą. I ciężko rozmawiać o czymś, co nie istnieje.

Jak piszemy o zabobonach i dlaczego nie warto w nie wierzyć - to źle.
Jak piszemy o nauce i "nowinkach" naukowych - to źle.
To czym Racjonalista powinien się zajmować?
Tematyką irracjonalną?
To byłby wtedy "Irracjonalista".
Monia
>>>Jak piszemy o zabobonach i dlaczego nie warto w nie wierzyć - to źle.
>Jak piszemy o nauce i "nowinkach" naukowych - to źle.
>To czym Racjonalista powinien się zajmować?
>Tematyką irracjonalną?
>To byłby wtedy "Irracjonalista".
No ale jak sie zajmuje tylko tematami "bezpiecznymi" to jest to "Naukowiec" ewentualnie "Naukowiec antyklerykał".
UFO niekoniecznie, ale juz biopola jak najbardziej.
Albo chociazby dokladne przebadanie samej logiki i jej przydatnosci wobec odkryc wspolczesnej nauki. To jest niesamowity temat!
I wnioski, wnioski, wnioski.
Zimne, bez emocji spojrzenie na sprawy dziwne. Zimne, ale bez uprzedzen w zadna strone.
Wiem , kaprysze moze nadmiernie i nosem krece ale liczylam na cos wiecej a bardzo mi brakuje wlasnie takich informacji...takiego zlotego srodka pomiedzy nadmiernym sceptycyzmem a bezmyslnym fanatyzmem.
Anonim

Czy tylko dla mnie ten text jest posiekany?.. wszystkie texty Mariusza Agnosiewcza sa wyciete, a inne zaklejone

nadto.. niektore dyskusje na forum sa pozbawione mozliwosci dodanai komentarza.. dlaczego?..

Pzdr.
św.Marek
>Czy tylko dla mnie ten text jest posiekany?.. wszystkie texty Mariusza Agnosiewcza sa wyciete, a inne zaklejone

    Wydaje Ci się. Wprawdzie nie bardzo wiadomo co to jest "text" i "texty", to chyba jakiś modny amerykanizm dla zaszpanowania, ale jeżeli masz na myśli teksty, to są dokładnie w takim stanie, jak zostały napiane. Nie bardzo też wiadomo, co to jest tekst posiekany, wycięty i zaklejony.

>nadto.. niektore dyskusje na forum sa pozbawione mozliwosci dodanai komentarza.. dlaczego?..

    Przeczytaj instrukcję forum to się dowiesz, czemu do niektórych dyskusji nie można dodać komentarza. Zresztą to widać i bez czytania instrukcji.

___________
Pozdrawiam
Niezapominajka
>> Wprawdzie nie bardzo wiadomo co to jest "text" i "texty", to chyba jakiś modny amerykanizm dla zaszpanowania, ale jeżeli masz na myśli teksty, to są dokładnie w takim stanie, jak zostały napiane.

Wyluzuj człowieku!!!
Każdy pisze jak mu się podoba, czemu się czepiasz jednego słowa. Nie masz argumentów, to robisz wielkie halo z jednego wyrazu....
św.Marek
>Wyluzuj człowieku!!!
>Każdy pisze jak mu się podoba, czemu się czepiasz jednego słowa. Nie masz argumentów, to robisz wielkie halo z jednego wyrazu....

    Nikt nikomu Niezpominajko nie broni kaleczyć języka na innych forach. To jest przeznaczone dla ludzi kulturalnych, piszących zrozumiale dla innych, językiem ludzi kulturalnych. Będę więc zwracał uwagę w przypadkach takich jak ten, gdy ktoś rażąco i uporczywie będzie naruszał zasady kultury.

___________
Pozdrawiam
Niezapominajka
>> To jest przeznaczone dla ludzi kulturalnych, piszących zrozumiale dla innych, językiem ludzi kulturalnych.

To znaczy że ktoś kto napisał "text" (inaczej niz Ty piszesz) jest niekulturalny?
Czy w słowie "text" czegos nie zrozumiałeś? Bo ja zrozumiałam co to znaczy, czy to świadczy o mojej niskiej kulturze?

>>Będę więc zwracał uwagę w przypadkach takich jak ten, gdy ktoś rażąco i uporczywie będzie naruszał zasady kultury.

Czy my jesteśmy w szkole?
św.Marek
>To znaczy że ktoś kto napisał "text" (inaczej niz Ty piszesz) jest niekulturalny? Czy w słowie "text" czegos nie zrozumiałeś? Bo ja zrozumiałam co to znaczy, czy to świadczy o mojej niskiej kulturze?

    Nie wiem, co oznacza słowo "text", takiego nie ma w zasobach języka polskiego. Ponieważ ciągle nie pojmujesz, lub też udajesz to, co jest istotą, postaram się Ci to pokrótce wyjaśnić.
    Jeżeli człowiek znajdzie się w miejscu, gdzie inni używają czystego polskiego języka, i pisze coś, co nie znajduje się w zasobach tego języka, to albo czyni to z głupoty, albo z braku odpowiednich zasad kultury. Autorowi postu w niczym nie można zarzucić głupoty, to z pewnością mądry, młody człowiek. Jeżeli więc napisał coś, co jest przyjęte w jakimś slangu młodzieżowym, to z braku wiedzy, iż to, co przyjęte w slangu kaleczącym niemiłosiernie wiele zasad językowych, nie jest dozwolone na forum, na którym używa się języka bez zaśmieceń. To jest brak wiedzy o obowiązującej w danym miejscu kulturze, co jakbyś nie chciała tego skomentować.

>Czy my jesteśmy w szkole?

    To dziwne, że tylko szkoła przyszła Ci na myśl. Jesteśmy Niezapominajko na forum, gdzie znajdują siękulturalni ludzie, starający się wyrażać swoje myśli w sposób zrozumiały dla wszystkich uczestników, komunikatywny. Okaleczanie, świadome czy nie, naszego języka nie jest wśród ludzi kulturalnych najlepiej widziane. Moją rolą jest reagowanie w przypadkach, gdy pojawi się ktoś, kto te zasady łamie. To tyle.

___________
Pozdrawiam
Niezapominajka
Jesteś sztywnym, nudnym facetem... Ale najważniejsze, że jesteś oczywiście bardzo kulturalny, inteligentny, mądry i oczytany (wkońcu jesteś racjonalistą - prawda?) . Żal mi Cię.... wydaje mi się, że dużo w życiu przeżyłeś i los Cię musiał doświadczyć, dlatego jesteś taki ponury...

a i jeszcze jedno - pisałam gdzieś, że Ci, którzy robią tą stronę są nietolerancyjni - no i proszę - potwierdza się. Nawet nie można pisać na luzie tego co się myśli, tylko wg zasad świętego.... tak żeby On zrozumiał... nie ważne że miliony ludzi to zrozumieją

Pamiętajcie - jak coś piszecie tutaj na forum to najlepiej zapytajcie najpierw świętego, czy tak można...
św.Marek
>Jesteś sztywnym, nudnym facetem...

    Niech Ci będzie. Nie prosiłem Cię o rękę, więc wystarczy, gdy będziesz się stosowała do regulaminu, przez co nie będę musiał zanudzać Cię swoimi sztywniackimi słowami. A Twoje grymaszenie, póki nie dezorganizuje forum, jest tak samo uprawnione, jak każde inne odezwanie się. Mógłbym powedzieć, trawestując fraszkę nieocenionego Sztaudyngera, że:

Niezapominajka to taka roślina,
Co z byle moderatorem się nie zapomina.


>Ale najważniejsze, że jesteś oczywiście bardzo kulturalny, inteligentny, mądry i oczytany (wkońcu jesteś racjonalistą - prawda?) .

    Diękuję za miłe słowa. Wprawdzie, biorąc od uwagę kontekst, nie jestem pewien czy szczerze to piszesz, ale niech pozostanę ze swoimi wątpliwościami.

>Żal mi Cię.... wydaje mi się, że dużo w życiu przeżyłeś i los Cię musiał doświadczyć, dlatego jesteś taki ponury...

    Istotnie, oby los oszczędził Ci tego co mnie przypadło od niego w udziale. Tą ponurość jednak wymyśliłaś na własny użytek. Staram się utrzymać forum na pewnym poziomie, na wiele wyższym niż inne fora. Chcę, by bardzo kulturalni i inteigentni ludzie jacy tutaj łaskawi są zaglądnąć i napisać kilka słów, nie musieli ewakuować się w pośpiechu na widok tego, co niektórzy zostawiają, twerdząc, iż nieważna jest forma, ważna jest treść. To błąd, z czym nie zechciałaś się ze mną zgodzić, fundując mi wzamian sztywniactwo i ponurość.

>Pamiętajcie - jak coś piszecie tutaj na forum to najlepiej zapytajcie najpierw świętego, czy tak można...

    Jestem do dyspozycji, jeśli ktoś ma wątpliwości. Jestem dostępny pod Tlenem, GG, i drogą mailową.

___________
Pozdrawiam
V0lrath (3440 punktów)
Nie wiem, co jest trudnego w szanowaniu zasad tego forum oraz szanowaniu osób, do których się pisze i pisaniu poprawnie.
Każdy popełnia błędy, ale jeśli ktoś robi to specjalnie lub ostentacyjnie (i nie z powodu dysleksji czy dysgrafii) lub z braku czasu na to by przeczytać to, co pisze - to czasem należy zwrócić uwagę.

Mnie na przykład nie drażnią, poza dosyć ciężkimi przypadkami, błędy w tekstach.
Ale na przykład denerwują mnie błędy w moich tekstach i czasem wrzucam tekst do Worda - by automat sprawdził pisownię.

Z tego co zauważyłem to często popełniam błędy interpunkcyjne (ale nie tylko takie) i dziwię się, że nikt mi uwagi nie zwraca - bo jak wklejam tekst do Worda to zwykle krzaczków interpunkcyjnych (a czasem i innych) wyskakuje mi sporo.

Może i jest trochę przesady w takim ostrym piętnowaniu osób nie trzymających się zasad pisowni, ale z drugiej strony, jeśli nie jest się dyslektykiem i nie ma się dysgrafii to dużo czasu nie zajmuje przeczytanie tekstu i doprowadzenie go do normy lub choćby wrzucenie go do jakiegoś programu by ten pisownię sprawdził (większość znanych mi osób - a jest ich nie mało - ma na komputerze Worda lub odpowiednik, więc sądzę, że większość osób w ogóle prawdopodobnie ma taką możliwość sprawdzenia tekstu).
gooa (746 punktów)

>    Chyba to jakiś wyjątkowo marny żart. Nie, na pewno! Niemożliwe, żeby czterdziestoletni człowiek z wyższym fizycznym wykształceniem mógł wypowiedzieć aż tyle bzdur nie trzymających się kupy...
Sw. Marku,
Dlaczego osadzasz na podstawie wlasnych przekonan. Uwazasz je za jedyne sluszne ?
Malo to ateistow - bez wyksztalcenia ?
Wyksztalcenie daje nam wiedze, poglebia ja w okreslonej dziedzinie, dlaczego mialoby pozbawic nas mozliwosci zadawania sobie pytan, wykraczajacych poza ta wiedze ?

> Masz dziwne poczucie humoru.
To chyba Ty je masz (dosc uszczypliwe), kpiac sobie z czyjejs wiary. Ten czlowiek nie wyglasza nowych teorii, on po prostu wierzy.
Jest "czyms" gorszym, glupszym ?
A tolerancja ? - tak szeroko gloszona przez wspolczesnych nam "postepowych" ?
św.Marek
>Dlaczego osadzasz na podstawie wlasnych przekonan. Uwazasz je za jedyne sluszne ? (...) Wyksztalcenie daje nam wiedze, poglebia ja w okreslonej dziedzinie, dlaczego mialoby pozbawic nas mozliwosci zadawania sobie pytan, wykraczajacych poza ta wiedze ?

    Wykształcenie droga gooa służy właśnie do tego, żeby człowiek zyskał wiedzę o otaczającym świecie. Jeżeli ktoś mimo wykształcenia opowiada aż takie brednie nie mające nic wspólnego z wykształceniem, to albo kłamie że je ma, albo to taka prowokacyjna kpina z ludzi myślących racjonalnie, albo w końcu trafiła na nasze forum kolejna dogłębnie i nieuleczalnie nawiedzona osoba.
    Słusznie mówisz, że wykształcenie daje nam wiedzę. To, co napisała krytykowana przeze mnie osoba nie jest przecież żadną wiedzą, lecz zlepkiem poprawnych stylistycznie dań bez najmniejszego racjonalnego sensu. Zadawać pytania trzeba, tym bardziej, że nie ma głupich pytań. Jeżeli ktoś wyksztacony zadaje pytania godne nauki bardzo wczesnego średniowiecza, to nie wykracza poza wiedzę, ale poza aktualne kanony poprawności umysłowej.

>To chyba Ty je masz (dosc uszczypliwe), kpiac sobie z czyjejs wiary. Ten czlowiek nie wyglasza nowych teorii, on po prostu wierzy. Jest "czyms" gorszym, glupszym ? A tolerancja ? - tak szeroko gloszona przez wspolczesnych nam "postepowych" ?

    Umiesz czytać? To przeczytaj co napisałem jeszcze raz i zauważ, że nic nie wspomniałem o wierze tego człowieka. To, w co ktoś wierzy mnie nic nie obchodzi. Natomiast nie jest mi wszystko jedno, co do mnie (bo jestem jednym z uczestników forum) pisze. Jeśli ktoś pisze, iż ma wyższe wykształcenie fizyczne i dalej jednym tchem cytuje słowa modlitwy, to albo sobie robi podśmiechujki, albo studia nieco mu zaszkodziły w formułowaniu myśli. Dlaczego mam to pomijać milczeniem?
    Nigdzie nie napisałem, że jest "czymś" gorszym lub głupszym, to Ty to napisałaś. Widocznie takie sformułowania Ci się skojarzyły...

___________
Pozdrawiam
Teresa
To jest scjentyzm.

Tytuł wątku "W co wierzycie"?
Już wiemy, że św. Marek wierzy w bezwględną pewność osiąganą w naukach przyrodniczych

"... scjentyzm nie uznaje innych form poznania niż formy właściwe dla nauk ścisłych, a ponieważ religia w tej formie przedstawić się nie da, bo traktuje o rzeczach również ponadmaterialnych, dlatego scjentyzm uznaje religię za irracjonalną.

Mentalność scjentystyczna ma poważne konsekwencje dla dyskutowania problemów moralnych, bowiem scjentyzm zalicza wszystko, co dotyczy pytania o sens życia, do sfery irracjonalnej lub do domeny wyobraźni. Stąd wynika, iż wszystko, co jest technicznie wykonalne, staje się tym samym także dopuszczalne moralnie. (...)

Sprowadza on wartości do poziomu zwykłych wytworów uczucia i odsuwa na bok pojęcie bytu, pozostawiając miejsce tylko i wyłącznie dla tego, co należy do sfery faktów."


więcej na www.koordy(*)opracowania/fides_et_ratio.htm
V0lrath (3440 punktów)
>" ... Mentalność scjentystyczna ma poważne konsekwencje dla dyskutowania problemów moralnych, bowiem scjentyzm zalicza wszystko, co dotyczy pytania o sens życia, do sfery irracjonalnej lub do domeny wyobraźni. ... "

Nie traktuje tak dyskusji na ten temat ani samych problemów, ale jakiekolwiek założenia a priori nie mające odniesienia do rzeczywistości. No i nikt jeszcze nie odkrył potwierdzalnego naukowo "sensu życia". Więc scjentyzm przyznaje "nie wiem" i jakąkolwiek odpowiedź inną od tej i niesprawdzoną / niesprawdzalną traktuje niepoważnie.
Cel życia może sobie znaleźć każdy - znaleźć lub wybrać. Scjentyzm walczy tylko z traktowaniem wyborów opartych o niesprawdzone informacja lub brak informacji na równi z tymi opartymi o rzeczywistość. Czyli cele religijne lub związane z istnieniem krasnoludków (ehh...zaraziłem się chyba od niektórych krasnoludkomanią ) nie traktuje jako poważną możliwość - w przeciwieństwie do tych opartych o obserwacje czy fakty.
nicram79 (460 punktów)
>>" ... Mentalność scjentystyczna ma poważne konsekwencje dla dyskutowania problemów moralnych, bowiem scjentyzm zalicza wszystko, co dotyczy pytania o sens życia, do sfery irracjonalnej lub do domeny wyobraźni. ... "
>Nie traktuje tak dyskusji na ten temat ani samych problemów, ale jakiekolwiek założenia a priori nie mające odniesienia do rzeczywistości.

Oprócz swoich założeń

>No i nikt jeszcze nie odkrył potwierdzalnego naukowo "sensu życia".

Obawiam się też, że nikt go nigdy nie odkryje, tak jak potwierdzalnego naukowo "dobra" czy "zła". Ale mimo wszystko, ludzie ciągle będą dzielić różne rzeczy na dobre i złe.

> Więc scjentyzm przyznaje "nie wiem" i jakąkolwiek odpowiedź inną od tej i niesprawdzoną / niesprawdzalną traktuje niepoważnie.

Czyli pytania o wartości i cele traktuje jako pytania o fakty.

>Cel życia może sobie znaleźć każdy - znaleźć lub wybrać. Scjentyzm walczy tylko z traktowaniem wyborów opartych o niesprawdzone informacja lub brak informacji na równi z tymi opartymi o rzeczywistość. Czyli cele religijne lub związane z istnieniem krasnoludków (ehh...zaraziłem się chyba od niektórych krasnoludkomanią ) nie traktuje jako poważną możliwość - w przeciwieństwie do tych opartych o obserwacje czy fakty.

Czyli znów wychodzi na to, że scjentyzm wrzuca różne cele i potrzeby człowieka do jednego worka i wszystkie ocenia tak jak cele czysto poznawcze i czysto techniczne. O tym, że człowiek ma jeszcze różne inne potrzeby poza poznawczymi lub technicznymi najwyraźniej zapomina.

I kto tu jest niepoważny ?

V0lrath (3440 punktów)
>Oprócz swoich założeń

Zgadza się

>Obawiam się też, że nikt go nigdy nie odkryje, tak jak potwierdzalnego naukowo "dobra" czy "zła". Ale mimo wszystko, ludzie ciągle będą dzielić różne rzeczy na dobre i złe.

Tak. Ale pojęciom "dobra" czy "zła" bliżej jest do rzeczywistości niż bajkom o kosmitach, krasnoludkach i bogach. Chociażby dlatego, że ludzie mają "wbudowaną" i wzmocnioną przez wychowanie intuicję tego co określają jako "dobre" i tego co "złe". I ma ją za równo ateista, buddysta jak i katolik.

>Czyli pytania o wartości i cele traktuje jako pytania o fakty.

Albo o coś, co z faktami ma jakiś związek - wynika z faktów, opiera się o nie lub choćby podpiera się nimi - gdy jest to wymagane (gdy cel jest związany z poznaniem).

>Czyli znów wychodzi na to, że scjentyzm wrzuca różne cele i potrzeby człowieka do jednego worka i wszystkie ocenia tak jak cele czysto poznawcze i czysto techniczne. O tym, że człowiek ma jeszcze różne inne potrzeby poza poznawczymi lub technicznymi najwyraźniej zapomina.

Może źle to opisałem - masz racje, człowiek ma nie tylko cele poznawcze i techniczne.
W ramach celi opartych i związanych z poznaniem dąży do opierania się na faktach, a nie na bajkach.
nicram79 (460 punktów)
>W ramach celi opartych i związanych z poznaniem dąży do opierania się na faktach, a nie na bajkach.

Ok, tylko wielu ludzi pomija to, że cele poznawcze i techniczne nie muszą być wyraźnie oddzielone od innych, a kiedy nie są, nie muszą być uznawane za najważniejsze. I wtedy religijne "bajki" są lepsze od naukowych faktów, bo zaspokajają wiele ważnych potrzeb na raz, choć te poznawcze i techniczne są wtedy pewnie słabiej zaspokajane niż w przypadku nauki. Dlatego mówienie, że przekonania religijne są gorsze od wiedzy naukowej, bo są mniej zgodne z faktami, jest moim zdaniem bez sensu. Bo one nie istnieją po to, żeby być maksymalnie zgodne z faktami. A jeśli ktoś ich broni mówiąc że są, to po prostu używa słowa "fakty" w innym znaczeniu. A co najśmieszniejsze, zarówno on jak i jego scjentystyczny krytyk uważają, że używają różnych słów w tym samym znaczeniu. A potem nie wiedzieć czemu taka "dyskusja" do niczego nie prowadzi
V0lrath (3440 punktów)
>Ok, tylko wielu ludzi pomija to, że cele poznawcze i techniczne nie muszą być wyraźnie oddzielone od innych, a kiedy nie są, nie muszą być uznawane za najważniejsze.

Scjentysta uważa za ważniejszą zgodność z faktami tam, gdzie są odniesienia do informacji o otaczającej rzeczywistości.
Czyli odrzuca bajki nawet wtedy, gdyby dawały spokój, ukojenie, cel życia, obiecywały wieczne życie, zaspokajały potrzebę wiary oraz dawały informacje na temat tego, co nieznane.

Wierzący stwierdza, że albo prawdopodobieństwa podmiotu wiary określać nie można - bo samo jego określanie jest niepewne lub stwierdza, że warto wierzyć nie zależnie od szans - bo na tym polega wiara - by wierzyć, a nie wiedzieć lub być w pełni przekonanym. Powodem - często nieświadomym - jest to, że daje to godniejsze i wygodniejsze życie oraz zaspokojenie potrzeby wiary i wytłumaczenie dla wielu rzeczy (niezależnie od poprawności wytłumaczenia - w sensie pasowania do rzeczywistości - wierzący uznaje to za mniej ważne lub zrzuca na autorytety odpowiedzialność za pasowanie do rzeczywistości - niech oni się nad tym zastanawiają i w swej mądrości wymyślą).

Scjentysta zauważa, że niezgodność bajek z faktami i brak ich potwierdzenia powodują, że przyjmowanie ich na wiarę = przyjmowanie na wiare czegoś o bardzo małym prawdopodobieństwie. Nie zależnie od celu i "nagrody" wynikającej z przyjmowania ich na wiarę. Dlatego ich nie przyjmuje i uważa to kryterium za ważniejsze od innych - chociażby by nie popadać w swoiste rozdwojenie - w poznawaniu świata uznawać metodę naukową i potwierdzone fakty, a w zaspokajaniu innych potrzeb tam gdzie to przydatne uznawać bajki.

Oczywiście nie każdy musi tak uważać - nikt nikomu nie zabrania wierzyć nawet w różowe słonie na księżycu.

O ile różowe słonie nie zaczną nagle majstrować przy nauce lub prawach.
nicram79 (460 punktów)
>Scjentysta uważa za ważniejszą zgodność z faktami tam, gdzie są odniesienia do informacji o otaczającej rzeczywistości.

No tak, tylko te odniesienia są wszędzie. I niestety ten scjentysta uważa to nie tylko za ważniejsze dla siebie lub swojej grupy tylko ważniejsze "w ogóle".

>Wierzący stwierdza, że albo prawdopodobieństwa podmiotu wiary określać nie można - bo samo jego określanie jest niepewne lub stwierdza, że warto wierzyć nie zależnie od szans - bo na tym polega wiara - by wierzyć, a nie wiedzieć lub być w pełni przekonanym.

Myślę, że jest jeszcze trzecia możliwość - w ogóle nie stosuje do tego takich kategorii pojęciowych jak prawdopodobieństwo (w takim rozumieniu w jakim się go używa w nauce) (choć może w trakcie dyskusji mówić coś innego, żeby dodać sobie argumentów).

>Scjentysta zauważa, że niezgodność bajek z faktami i brak ich potwierdzenia powodują, że przyjmowanie ich na wiarę = przyjmowanie na wiare czegoś o bardzo małym prawdopodobieństwie. Nie zależnie od celu i "nagrody" wynikającej z przyjmowania ich na wiarę.

Czyli traktuje teorie religijne tak jak teorie naukowe. I to jest moim zdaniem błąd, bo myślę, że nie da się oceniać teorii religijnych według kryteriów stosowanych do teorii naukowych.
V0lrath (3440 punktów)
>>Scjentysta zauważa, że niezgodność bajek z faktami i brak ich potwierdzenia powodują, że przyjmowanie ich na wiarę = przyjmowanie na wiare czegoś o bardzo małym prawdopodobieństwie. Nie zależnie od celu i "nagrody" wynikającej z przyjmowania ich na wiarę.
>Czyli traktuje teorie religijne tak jak teorie naukowe. I to jest moim zdaniem błąd, bo myślę, że nie da się oceniać teorii religijnych według kryteriów stosowanych do teorii naukowych.

Oceniać można - jedyne co wyjdzie, że scjentysta uzna wierzenia za bajki nie warte rozważania, a ktoś religijny uzna teorie naukowe za coś drugorzędnego wobec wiary, nie spełniające odpowiednich kryteriów by mógł im zaufać - użyteczne, ale praktycznie - nie światopoglądowo - nie przyjmie ich jako punktu widzenia na świat lub przyjmie w ograniczonym zakresie - tam gdzie do wiary pasują.
nicram79 (460 punktów)
>>Czyli traktuje teorie religijne tak jak teorie naukowe. I to jest moim zdaniem błąd, bo myślę, że nie da się oceniać teorii religijnych według kryteriów stosowanych do teorii naukowych.
>Oceniać można - jedyne co wyjdzie, że scjentysta uzna wierzenia za bajki nie warte rozważania, a ktoś religijny uzna teorie naukowe za coś drugorzędnego wobec wiary, nie spełniające odpowiednich kryteriów by mógł im zaufać - użyteczne, ale praktycznie - nie światopoglądowo - nie przyjmie ich jako punktu widzenia na świat lub przyjmie w ograniczonym zakresie - tam gdzie do wiary pasują.

Jeśli masz na myśli ocenianie w sensie wartościowania, to jasne. Ale nie można oceniać tak jak teorii naukowych, bo wierzenia religijne opierają się w ogóle na innym widzeniu świata.

V0lrath (3440 punktów)
Na czym polega to "inne widzenie"?
Na innych zmysłach czy na innych założeniach poznawczych?

Bo jeśli to pierwsze to racjonalista może próbować odkryć czy to oby na pewno jest zmysł, czy też coś wytwarzanego przez mózg.

A jeśli to drugie to może oceniać.
Czemu miałby nie móc?
Ma wystarczające narzędzia do tego, by weryfikować racjonalność i szanse na zgodność z rzeczywistością. To co, że z pewnym przybliżeniem. Wnioski z weryfikacji będą stabilne - to znaczy drobna zmiana lub nawet duża zmiana nie wiele wniesie. Wszystko jedno czy racjonalista oceni szanse na prawdziwość jak 1 do 200 czy jak 1 do miliarda czy jak 1 do 10^20 czy inaczej.
Ważne, że te szanse są zbyt małe by to uznawać za racjonalne i prawdopodobne wyjaśnienie.
nicram79 (460 punktów)
>Na innych zmysłach czy na innych założeniach poznawczych?

Na innych założeniach poznawczych i innym wartościowaniu.

>A jeśli to drugie to może oceniać.
>Czemu miałby nie móc?

Dlatego, że żeby coś oceniać według określonych kryteriów, to musi to spełnić najpierw pewne wstępne warunki. Nie da się np. ocenić czy kamień jest jajo czy żyworodny, albo jak blisko jest spokrewniony z psem, bo kryteria i wymiary na jakich się to ocenia w ogóle się do kamieni nie stosują. Tak samo nie da się ocenić czy jakaś teoria biologiczna dobrze czy źle wyjaśnia zjawisko spadania przedmiotów. I nie da się ocenić, czy teoria religijna dobrze czy źle odpowiada na naukowe pytania, bo ona w ogóle nie ma za zadanie na nie odpowiadać. Jeśli w ogóle możemy uznać, że odpowiada na jakieś pytania, to nie są to pytania jakie można sensownie w ramach nauki postawić.

Czyli innymi słowy, żeby uznać, że można porównywać teorie naukowe z religijnymi, na takiej samej zasadzie jak teorie naukowe między sobą, trzeba by założyć, że istnieją "uniwersalne pytania" (chodzi mi o pytania dotyczące kwestii teoretycznych a nie wiedzy potocznej). Czyli takie pytania, których znaczenie jest niezależne od kontekstu i osoba religijna będzie je rozumieć dokładnie tak samo jak naukowiec. Tylko naukowiec da lepszą odpowiedź. A ja myślę, że takich pytań nie ma (przynajmniej teraz, kiedy nauka bardzo się wyspecjalizowała i stała się dość autonomiczna, a religia wycofała się w "rzeczywistość niematerialną").
V0lrath (3440 punktów)

> Nie da się np. ocenić czy kamień jest jajo czy żyworodny,

Nie jest ani jajorodny ani żyworodny - bo kamienie nie są żywe.

> albo jak blisko jest spokrewniony z psem,

Spokrewniony jest z psem o tyle, że pies jest zbudowany z podobnych atomów i podobnej materii.
W sensie biologicznym nie jest w ogóle spokrewniony, chyba, że brać pod uwagę żyjące na kamieniu bakterie i mikroorganizmy.

> bo kryteria i wymiary na jakich się to ocenia w ogóle się do kamieni nie stosują.

Jeśli kamień nie spełnia kryteriów żyworodności - bo się do niego nie stosują - to nie jest żyworodny i tyle.

> Tak samo nie da się ocenić czy jakaś teoria biologiczna dobrze czy źle wyjaśnia zjawisko spadania przedmiotów.

Teorie biologiczne po prostu nie wyjaśniają zjawiska spadania przedmiotów.

> I nie da się ocenić, czy teoria religijna dobrze czy źle odpowiada na naukowe pytania, bo ona w ogóle nie ma za zadanie na nie odpowiadać.

Teoria religijna nie odpowiada na naukowe pytania.
Ale za to odpowiada na pytania dotyczące świata.
Odpowiada na racjonalnie postawione pytania.

> Jeśli w ogóle możemy uznać, że odpowiada na jakieś pytania, to nie są to pytania jakie można sensownie w ramach nauki postawić.

Zgadza się. A to dlatego, że nauka nie zna na nie odpowiedzi i przyznaje się do tego. Nie można ich postawić bo wiadomo, że nauka nie odpowie. Powie "nie wiem".
Co nie znaczy, że nie można ich postawić w ramach racjonalnego poglądu na świat. Racjonalizm to trochę więcej niż nauka. Nauka wypowiada się o tym co jest, ale nie o tym, czego nie ma - jeśli nie-istnienie nie zostało potwierdzone naukowo. Racjonalizm zaś mówi o rzeczach bardzo mało prawdopodobnych może nie to, że nie-istnieją, ale to, że właśnie są bardzo mało prawdopodobne i dlatego nie warto w nie wierzyć.
Nauka też stwierdza niejawnie, że dane wyjaśnienie jest zbyt mało prawdopodobne by było naukowe.
Ale nie grupuje wyjaśnień zaprzeczających szczególnemu mało prawdopodobnemu obiektowi w wyjaśnienie naukowe.
Nauka nie mówi: "smoki nie istnieją". Nie robi tego chociażby po to, by nie musiała zaprzeczać (lub by naukowcy nie zajmowali się teoriami polegającymi na zaprzeczaniu) każdemu wymyślonemu bytowi czy hipotezie.
Hipotezy zaprzeczone są odrzucane, ale nie jest wpisywana do nauki hipoteza przeciwna - że np. "teoria eteru jest niesłuszna", "teoria geocentryczna jest niesłuszna" itd.
To będzie można wywnioskować gdy przyjęta zostanie teoria słuszna.
Racjonalista zaś wyciąga z nauki wnioski o teoriach przeciwnych oraz potrafi daną teorię zweryfikować i określić na ile jest prawdopodobna. I też nie zajmuje się budowaniem teorii negacyjnych polegających na negacji krasnoludków, smoków, wróżek i tak dalej. Po prostu stwierdza, że nie są na tyle prawdopodobne by w nie wierzyć oraz potrafi powiedzieć czemu tak twierdzi.

> Czyli innymi słowy, żeby uznać, że można porównywać teorie naukowe z religijnymi, ...

Racjonalista czy naukowiec nie potrzebuje wchodzić w szczegóły hipotezy nieweryfikowalnej z założenia lub niesprawdzonej by ją odrzucić.
Astrofizyk może napisać piękną teorię o czarnych dziurach, ale nawet biolog - nic z niej nie rozumiejąc - może się go zapytać: "no dobra, a co z weryfikacją?" i jeśli fizyk nie odpowie lub powie, że to jest niezweryfikowana hipoteza, to biolog powie, że ta teoria jest bardzo mało prawdopodobna i tyle.
I fizyk nie będzie mógł się nie zgodzić.

nicram79 (460 punktów)
>W sensie biologicznym nie jest w ogóle spokrewniony, chyba, że brać pod uwagę żyjące na kamieniu bakterie i mikroorganizmy.
>Teorie biologiczne po prostu nie wyjaśniają zjawiska spadania przedmiotów.

Właśnie o to mi chodzi. Nie każde pojęcie/wymiar możemy sensownie stosować do każdego obiektu/zjawiska. Na przykład stosowanie biologicznych pojęć do obiektów takich jak kamienie jest w ogóle bez sensu. Nie można powiedzieć, że kamień nie jest spokrewniony z psem, bo mówiąc matematycznie, w ogóle nie należy on do zbioru argumentów funkcji/relacji "bycia spokrewnionym w sensie biologicznym".

>Teoria religijna nie odpowiada na naukowe pytania.
>Ale za to odpowiada na pytania dotyczące świata.
>Odpowiada na racjonalnie postawione pytania.

Z tym się nie zgodzę. Chyba że bardzo szeroko rozumiesz racjonalność.

>> Jeśli w ogóle możemy uznać, że odpowiada na jakieś pytania, to nie są to pytania jakie można sensownie w ramach nauki postawić.
>Zgadza się. A to dlatego, że nauka nie zna na nie odpowiedzi i przyznaje się do tego. Nie można ich postawić bo wiadomo, że nauka nie odpowie. Powie "nie wiem".

Moim zdaniem nie dlatego, tylko dlatego że te pytania są od początku w "niewłaściwym formacie" i w niewłaściwym kontekście. Innymi słowy, osoba która stara się odpowiadać na jakieś pytanie (w znaczeniu ciągu słów a nie znaczeń ) z religijnego punktu widzenia inaczej rozumie to pytanie (te same słowa), niż osoba która stara się na nie odpowiadać z naukowego pytania. Tak na prawdę znaczenie pytania definiuje w dużej mierze kontekst i ukryte założenia, więc te dwie osoby odpowiadają w istocie na dwa różne pytania . Dlatego nie ma sensu porównywanie tych odpowiedzi za pomocą kryteriów pochodzących tylko z jednego kontekstu. Bo to jest tak, jakbyśmy się pytali, co jest lepszą odpowiedzią na pytanie A: jakaś odpowiedź na pytanie A czy jakaś odpowiedź na pytanie B. W ogóle nie da się tego określić, bo ta druga w ogóle nie jest odpowiedzią na pytanie A.
V0lrath (3440 punktów)
>>Odpowiada na racjonalnie postawione pytania.
>Z tym się nie zgodzę. Chyba że bardzo szeroko rozumiesz racjonalność.

Pytanie "czy istnieje byt X posiadający cechy Y" uważam za racjonalne nie zależnie od wyboru nazwy bytu i zestawu cech.

Może są cechy, których nie można objąć podejściem racjonalnym (weryfikacją lub stwierdzeniem małego prawdopodobieństwa), ale wtedy nie można ich nazwać ani określić co znaczą ani wypowiadać nic sensownego o nich - bo nie mogą znaczyć nic co daje się zrozumieć przy pomocy mózgu lub co aktywuje schematy poznawcze czy wyobrażenia w mózgu (aktywowanie pewnych schematów poznawczych czy wyobrażeniowych wymaga przenoszenia przez dane pojęcie jakiejś informacji o czymś, a to już wystarcza do analizy zgodności pojęcia z rzeczywistością lub gdy nie można takowej przeprowadzić to wyliczenia alternatywnych pasujących możliwości i oszacowania jak bardzo nieprawdopodobny jest byt z daną cechą).

Poza tym istnienie nie jest cechą. Jest warunkiem koniecznym posiadania cech. Więc pytanie o istnienie zawsze jest pytaniem racjonalnym. Choć odpowiedź nie musi być racjonalna ani prawdopodobna - na racjonalne pytanie można dać irracjonalną odpowiedź.

Warunkiem koniecznym weryfikowalności i weryfikacji czegoś jest racjonalność pojęcia w znaczeniu jakie używasz.
Warunkiem koniecznym stwierdzenia małego prawdopodobieństwa czegoś jest przenoszenie jakiejkolwiek informacji o danym czymś poprzez dane pojęcie/pojęcia, pewna złożoność informacji (wyrażona chociażby poprzez ilość cech i ilość informacji jakie niosą, ilość schematów poznawczych i złożoność wyobrażeń jakie wywołują) oraz brak weryfikacji.

Nie musi być to pytanie o racjonalne pojęcie by pytanie było racjonalne lub może raczej by dało się na nie odpowiedzieć "nie wiem, ale odpowiedź X jest nieprawdopodobna" - odpowiedzieć tylko na gruncie racjonalizmu.

>>Zgadza się. A to dlatego, że nauka nie zna na nie odpowiedzi i przyznaje się do tego. Nie można ich postawić bo wiadomo, że nauka nie odpowie. Powie "nie wiem".
>Moim zdaniem nie dlatego, tylko dlatego że te pytania są od początku w "niewłaściwym formacie" i w niewłaściwym kontekście. Innymi słowy, osoba która stara się odpowiadać na jakieś pytanie (w znaczeniu ciągu słów a nie znaczeń ) z religijnego punktu widzenia inaczej rozumie to pytanie (te same słowa), niż osoba która stara się na nie odpowiadać z naukowego pytania.

Ja byłem wierzący - jeszcze 2 lata temu.
I pamiętam, że pytania o istnienie X rozumiałem tak samo jak teraz i w takim samym kontekście. Tylko odpowiedź była inna, bo uważałem X za prawdopodobne, a także uważałem, że większość nie może się aż tak mylić oraz byłem do X w pewnym stopniu przywiązany.

Ale może źle rozumiałem religijne znaczenie...

Jak rozumie słowa "Bóg jest" ktoś religijny - jaka jest różnica w rozumienia słowa "jest"?
Bo słowo "Bóg" niesie za sobą pewien zestaw cech, które są podobnie rozumiane i przez wierzącego i przez nie wierzącego (może nie idealnie tak samo, ale wystarczająco podobnie).

> Tak na prawdę znaczenie pytania definiuje w dużej mierze kontekst i ukryte założenia, więc te dwie osoby odpowiadają w istocie na dwa różne pytania .

Co do założeń to masz rację - wierzący więcej rzeczy zakłada i w kontekście tych założeń "Bóg jest" jest niezaprzeczalną tautologią.
Problem w tym, że racjonalista właśnie te założenia uważa za niesłuszne i nie racjonalne - to znaczy nieprawdopodobne.

> Dlatego nie ma sensu porównywanie tych odpowiedzi za pomocą kryteriów pochodzących tylko z jednego kontekstu. Bo to jest tak, jakbyśmy się pytali, co jest lepszą odpowiedzią na pytanie A: jakaś odpowiedź na pytanie A czy jakaś odpowiedź na pytanie B. W ogóle nie da się tego określić, bo ta druga w ogóle nie jest odpowiedzią na pytanie A.

Ja bym to porównał do pytania "Czy Jaś ma więcej jabłek niż Joanna?" gdy jeden matematyk operuje na zbiorze jabłek jako liczbie rzeczywistej, a drugi na zbiorze jabłek jako liczbie zespolonej.
Matematyk 1 stwierdzi, że Jaś ma 10 jabłek, Joanna 12, więc Joanna ma więcej jabłek.
Matematyk 2 powie zaś, że z definicji liczb zespolonych nie można określić na nich relacji większości, a więc nie wiadomo kto ma więcej jabłek.

Liczenie jabłek na liczbach zespolonych sensowne nie jest, ale jeśli założymy, że ilość jabłek wyraża się liczbą zespoloną i nie powiemy, że wyraża się tylko podzbiorem liczb zespolonych - liczbą rzeczywistą, to nie możemy powiedzieć, że któreś z nich ma więcej jabłek.

Podobnie z racjonalistą i wierzącym.

Wierzący powie, że jego pojęcie nie jest racjonalne, więc nie można ani go zweryfikować ani określić jego prawdopodobieństwa, więc określenie niskiego prawdopodobieństwa przez racjonalistę jest błędne.

Racjonalista zauważy jednak, że zdanie wierzącego zawiera słowo "jest", które ogranicza zbiór możliwości do rzeczy, które są (nie ważne gdzie i jak) i mają związek z naszą rzeczywistością, a więc określi ile alternatywnych możliwości o podobnym stopniu złożoności relacji z światem można wymyśleć i stwierdzi, że prawdopodobieństwo zachodzenia jest nie większe niż 1 do ilości tych możliwości.
nicram79 (460 punktów)
> Pytanie "czy istnieje byt X posiadający cechy Y" uważam za racjonalne nie zależnie od wyboru nazwy bytu i zestawu cech.

A czy istnieje rzeczywistość ? Prawdziwa miłość ? Dobro i zło ? Sprawiedliwość na świecie ? Moim zdaniem pytania o istnienie są racjonalne jeśli dotyczą zjawisk bezpośrednio obserwowalnych i to w sytuacji gdy istnieje dość powszechna zgoda co do tego które byty/zjawiska są desygnatami danych pojęć a które nie.

A tak nawiasem mówiąc, pojęcie cechy jest pojęciem dość abstrakcyjnym, więc wątpię czy ludzie na co dzień zadają sobie takie pytania. Można je na takie pytania "przekodować", ale traci się chyba przy tym wiele nie wyrażanych wprost i wynikających z kontekstu znaczeń.

> Może są cechy, których nie można objąć podejściem racjonalnym (weryfikacją lub stwierdzeniem małego prawdopodobieństwa)

Nawet co do teorii naukowych, to nie można chyba mówić o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo to coś, co odnosi się do zdarzeń losowych a nie do reguł rządzących światem. Zakładamy że te reguły są jakieś, a nie że mogą być raz takie raz takie. Można co najwyżej mówić: gdyby ta teoria była prawdziwa, to prawdopodobieństwo uzyskania takich wyników jakie uzyskaliśmy było by skrajnie małe, więc teorię tą odrzucamy.

> ale wtedy nie można ich nazwać ani określić co znaczą ani wypowiadać nic sensownego o nich - bo nie mogą znaczyć nic co daje się zrozumieć przy pomocy mózgu lub co aktywuje schematy poznawcze czy wyobrażenia w mózgu.

Czyli uważasz np., że jak ktoś mówi "to jest dobre", to nikt nie jest w stanie go zrozumieć i nie uruchamia to żadnych procesów poznawczych.

> Poza tym istnienie nie jest cechą. Jest warunkiem koniecznym posiadania cech. Więc pytanie o istnienie zawsze jest pytaniem racjonalnym

No moim zdaniem właśnie dlatego nie jest racjonalne .

> Warunkiem koniecznym weryfikowalności i weryfikacji czegoś jest racjonalność pojęcia w znaczeniu jakie używasz.
> Warunkiem koniecznym stwierdzenia małego prawdopodobieństwa czegoś jest przenoszenie jakiejkolwiek informacji o danym czymś poprzez dane pojęcie/pojęcia, pewna złożoność informacji (wyrażona chociażby poprzez ilość cech i ilość informacji jakie niosą, ilość schematów poznawczych i złożoność wyobrażeń jakie wywołują) oraz brak weryfikacji.
> Nie musi być to pytanie o racjonalne pojęcie by pytanie było racjonalne lub może raczej by dało się na nie odpowiedzieć "nie wiem, ale odpowiedź X jest nieprawdopodobna" - odpowiedzieć tylko na gruncie racjonalizmu.

No może się zagalopowałem z tak szerokim definiowaniem "pojęcia". Zresztą chyba w ogóle nie ma dobrego aparatu pojęciowego do rozważania takich rzeczy, nawet w psychologii.

> Ja byłem wierzący - jeszcze 2 lata temu.
> I pamiętam, że pytania o istnienie X rozumiałem tak samo jak teraz i w takim samym kontekście. Tylko odpowiedź była inna, bo uważałem X za prawdopodobne, a także uważałem, że większość nie może się aż tak mylić oraz byłem do X w pewnym stopniu przywiązany.

Jeśli byłeś wierzący to kontekst nie był taki sam. Myślę też, że mamy różne ukryte założenia na temat rzeczywistości, co do których nie potrafimy powiedzieć czy mamy takie czy inne na podstawie introspekcji. Ja np. zakładam że mam różne takie założenia, ale nie potrafię tego "odczuć". Zakładam tak, bo z rozważań na temat psychologii i zjawisk społecznych wychodzi mi że ludzie zawsze je mają, a ludzie w mojej kulturze i podobnie do mnie myślący przyjmują takie a nie inne założenia. Więc ja też je najprawdopodobniej przyjmuję. Przypuszczam też, że człowiek w przypadku zmian światopoglądowych zazwyczaj nie może dość obiektywnie ocenić czy jego sposób myślenia i różne założenia się zmieniły czy nie. Np. dlatego, że potrzebuje utrzymywać przekonanie, że jest tą samą osobą.

> Jak rozumie słowa "Bóg jest" ktoś religijny - jaka jest różnica w rozumienia słowa "jest"?
> Bo słowo "Bóg" niesie za sobą pewien zestaw cech, które są podobnie rozumiane i przez wierzącego i przez nie wierzącego (może nie idealnie tak samo, ale wystarczająco podobnie).

Myślisz że np. słowo "wszechmocny" jest tak samo rozumiane przez wierzących i niewierzących ? Myślę że nie jest tak samo rozumiane nawet przez samych wierzących. Jego znaczenie może być różne u różnych ludzi (np. duchownych i nieduchownych) albo różne w zależności od kontekstu.

> Co do założeń to masz rację - wierzący więcej rzeczy zakłada i w kontekście tych założeń "Bóg jest" jest niezaprzeczalną tautologią.
Problem w tym, że racjonalista właśnie te założenia uważa za niesłuszne i nie racjonalne - to znaczy nieprawdopodobne.

Założenia nie mogą być nieprawdopodobne, bo prawdopodobieństwo to coś co można oceniać dopiero w ramach jakichś założeń.

> Wierzący powie, że jego pojęcie nie jest racjonalne, więc nie można ani go zweryfikować ani określić jego prawdopodobieństwa, więc określenie niskiego prawdopodobieństwa przez racjonalistę jest błędne.
> Racjonalista zauważy jednak, że zdanie wierzącego zawiera słowo "jest", które ogranicza zbiór możliwości do rzeczy, które są (nie ważne gdzie i jak) i mają związek z naszą rzeczywistością, a więc określi ile alternatywnych możliwości o podobnym stopniu złożoności relacji z światem można wymyśleć i stwierdzi, że prawdopodobieństwo zachodzenia jest nie większe niż 1 do ilości tych możliwości.

Czyli zinterpretuje to zdanie na swój sposób, inny niż wierzący, który czegoś takiego: "słowo "jest" ogranicza zbiór możliwości do rzeczy, które są (nie ważne gdzie i jak) i mają związek z naszą rzeczywistością..." nie zakłada. Wierzący w ogóle raczej nie będzie się (kiedy mówi o kwestiach religijnych) takimi abstrakcyjnymi logicznymi pojęciami posługiwał w interpretacji znaczenia tego zdania.
V0lrath (3440 punktów)
Dużo zależy od założeń.
Ale na pewno każdy (lub prawie każdy - przynajmniej tak na co dzień - by nadać sens temu co robi) człowiek zakłada (jawnie lub niejawnie), że świat jest rzeczywisty, że istnieje. Zakłada, że zmysły być może czasem mylą, ale nie całkowicie.

> A czy istnieje rzeczywistość ?

Jeśli zakładasz (a robi to chyba każdy), że rzeczywistość istnieje, to w ramach założeń odpowiedź jest TAK.

> Prawdziwa miłość ?

Zależy co przez to rozumiesz. Jednak te 2 słowa uruchamiają u mnie pewne wyobrażenia na ten temat, które zawierają na pewno część wspólną z tym jak inni to rozumieją lub sobie wyobrażają i myślę, że odpowiedź brzmi TAK, bo miłość to jedno z uczuć. Odczuwam je (jestem od ponad roku zakochany), więc wiem, że istnieje.

> Dobro i zło ?

Subiektywne - tak. Jako ocena pewnych zdarzeń czy sytuacji - często tak.
Obiektywne czy metafizyczne - myślę, że nie, bo nikt nie zdefiniował obiektywnego zła czy dobra, a metafizycznego nie zaobserwował.

> Sprawiedliwość na świecie ?

Nie.

> Moim zdaniem pytania o istnienie są racjonalne jeśli dotyczą zjawisk bezpośrednio obserwowalnych i to w sytuacji gdy istnieje dość powszechna zgoda co do tego które byty/zjawiska są desygnatami danych pojęć a które nie.

Tak, ale zauważ, że te nie obserwowalne bezpośrednio i co do których trudno nawet znaleźć desygnat mają lub nie wpływ na rzeczywistość.
Miłość ma wpływ na rzeczywistość, poczucie dobra też - istnieją choćby jako same wyobrażenia, uczucia, schematy w mózgu. Istnieją poprzez wpływ na rzeczywistość.

> A tak nawiasem mówiąc, pojęcie cechy jest pojęciem dość abstrakcyjnym, więc wątpię czy ludzie na co dzień zadają sobie takie pytania.

No bo sobie nie zadają. Nie potrzebują zadawać. Ale jeśli się zaczyna komplikować sprawę, zagłębiać w szczegóły natury istnienia lub nie istnienia bytów to trzeba też zagłębiać się w pewne abstrakcje. Choć nie uważam tego za potrzebne - sądzę, że jeśli coś ma związek z rzeczywistością lub wpływ na życie to można to badać poprzez ten związek lub wpływ. A jeśli nie ma związku obserwowalnego to często ma związek domniemany z naszą rzeczywistością (Bóg stworzył, Bóg powiedział, Bóg mówi, Bóg obserwuje, Bóg słucha, Bóg czyni cuda, Bóg wpływa na świat - według wierzeń). I można stwierdzić na ile nieprawdopodobny jest jeżeli już nie sam byt (jeśli się uprzeć przy tym, że nie jest on opisywalny), to byt mający zadany związek z rzeczywistością lub wywierający zadany wpływ na rzeczywistość.

> Można je na takie pytania "przekodować", ale traci się chyba przy tym wiele nie wyrażanych wprost i wynikających z kontekstu znaczeń.

Jeśli się traci to zmniejsza się złożoność, a więc prawdopodobieństwo bytu według oceny rośnie względem tego, jakie by było, gdyby opisać się dało.
Mimo tej utraty informacji i tak to prawdopodobieństwo jest małe.
A oceniam je na zasadzie takiej, że czym bardziej złożone jest coś założonego a priori tym więcej jest możliwości alternatywnych o podobnej złożoności, a więc tym mniejsze jest prawdopodobieństwo (to stosuje się właśnie do hipotez niezweryfikowanych bez przesłanek i nie muszą one być racjonalne - wystarczy, że informacja o nich daje się co najmniej częściowo "zakodować").

>Prawdopodobieństwo to coś, co odnosi się do zdarzeń losowych a nie do reguł rządzących światem.

Tak, ale uprawnione jest stwierdzenie - na podstawie twierdzenia Bayesa - jakie mamy prawdopodobieństwo, że jesteśmy w świecie z pewnymi prawami lub bytami jeśli otrzymaliśmy takie a takie empiryczne wyniki obserwacji.
Może trudno to oceniać dokładnie, ale w sytuacji nieweryfikowalnej hipotezy bez przesłanek to jest bardzo proste - jest to 1 do ilości alternatywnych możliwych niezweryfikowanych hipotez o podobnej złożoności.
Złożoność można wziąć intuicyjną - wyjdzie przybliżenie lub tą Kołmogorova - wyjdzie nieco lepsze przybliżenie.
Tak czy inaczej przybliżenie nie musi być dokładne, bo co to za różnica czy 1 do tysiąca czy 1 do miliarda. I tak i tak to za mało by coś przyjąć.

> Zakładamy że te reguły są jakieś, a nie że mogą być raz takie raz takie. Można co najwyżej mówić: gdyby ta teoria była prawdziwa, to prawdopodobieństwo uzyskania takich wyników jakie uzyskaliśmy było by skrajnie małe, więc teorię tą odrzucamy.

Można też powiedzieć, że dana teoria jest jedną z miliarda możliwych i równie uprawnionych, więc jako mało prawdopodobną nie przyjmujemy jej i nie wierzymy jej.

> Czyli uważasz np., że jak ktoś mówi "to jest dobre", to nikt nie jest w stanie go zrozumieć i nie uruchamia to żadnych procesów poznawczych.

Właśnie o to chodzi, że sądzę, że można.
I dlatego można racjonalnie ocenić (i to pozytywnie) istnienie subiektywnego poczucia dobra oraz można zauważyć, że u prawie każdego jest w pewnym stopniu podobne.

>> Poza tym istnienie nie jest cechą. Jest warunkiem koniecznym posiadania cech. Więc pytanie o istnienie zawsze jest pytaniem racjonalnym
>No moim zdaniem właśnie dlatego nie jest racjonalne .

Moim zdaniem jest racjonalne jeśli zakładamy to, co zakłada prawie każdy człowiek - czyli realność świata. Na gruncie racjonalizmu i pewnych podstawowych "założeń".
Można się z tym sprzeczać i uznawać takie założenie za nieracjonalne, ale i tak każdy czy to jawnie czy nie to zakłada (nie widziałem jeszcze nikogo, kto by zakładał inaczej i na prawdę wcielał to założenia w życie).

> Jeśli byłeś wierzący to kontekst nie był taki sam. Myślę też, że mamy różne ukryte założenia na temat rzeczywistości, co do których nie potrafimy powiedzieć czy mamy takie czy inne na podstawie introspekcji.

Możliwe...
Ale czy one wpływają na myślenie czy tylko na sferę ukrytą?
I jakie to - na przykład - założenia?
Niestety psychologiem nie jestem - nie znam się na tym.
nicram79 (460 punktów)
> Dużo zależy od założeń.
> Ale na pewno każdy (lub prawie każdy - przynajmniej tak na co dzień - by nadać sens temu co robi) człowiek zakłada (jawnie lub niejawnie), że świat jest rzeczywisty, że istnieje. Zakłada, że zmysły być może czasem mylą, ale nie całkowicie.

Ok. Zakłada.

> A czy istnieje rzeczywistość ?
> Jeśli zakładasz (a robi to chyba każdy), że rzeczywistość istnieje, to w ramach założeń odpowiedź jest TAK.

Ok.

> Tak, ale zauważ, że te nie obserwowalne bezpośrednio i co do których trudno nawet znaleźć desygnat mają lub nie wpływ na rzeczywistość.
Miłość ma wpływ na rzeczywistość, poczucie dobra też - istnieją choćby jako same wyobrażenia, uczucia, schematy w mózgu. Istnieją poprzez wpływ na rzeczywistość.

Nie do końca rozumiem. Co ma wpływ na rzeczywistość, dobro, czy poczucie dobra ?

>Prawdopodobieństwo to coś, co odnosi się do zdarzeń losowych a nie do reguł rządzących światem.
>> Tak, ale uprawnione jest stwierdzenie - na podstawie twierdzenia Bayesa - jakie mamy prawdopodobieństwo, że jesteśmy w świecie z pewnymi prawami lub bytami jeśli otrzymaliśmy takie a takie empiryczne wyniki obserwacji.

Zeby stosować twierdzenie Bayesa to:
1. Trzeba założyć, że reguły rządzące światem nie są jakieś określone tylko są możliwymi wynikami jakiegoś zdarzenia losowego, co nie wydaje się uprawnione, zwłaszcza że losowość i rozkłady pradopodobieństw są też pewnymi regułami. Czyli reguły te musiały by istnieć przed swoim powstaniem.

2. Trzeba by znać rozkład prawdopodobieństw różnych wyników takiego zdarzenia - czyli tego że powstanie świat w którym obowiązują takie a nie inne reguły. A jak moglibyśmy go poznać ?

Czyli ogólnie trzeba by założyć, że istnieje "nadświat" w którym powstają różne światy z różnymi prawdopodobieństwami. Trzeba by przy tym założyć że w "nadświecie" tym istnieje taki wymiar jak czas. Ale jak określić reguły tego "nadświata" ? Rozważając świat jeszcze wyższego rzędu ? I czy pojęcie "nadświata" ma wogóle sens, jeśli zakładamy że świat to wszystko co istnieje ?

> Czyli uważasz np., że jak ktoś mówi "to jest dobre", to nikt nie jest w stanie go zrozumieć i nie uruchamia to żadnych procesów poznawczych.
>> Właśnie o to chodzi, że sądzę, że można.
>> I dlatego można racjonalnie ocenić (i to pozytywnie) istnienie subiektywnego poczucia dobra oraz można zauważyć, że u prawie każdego jest w pewnym stopniu podobne.

Ale nie można ocenić racjonalnie czy coś jest dobre czy nie, bo to kwestia wartościowania a nie racjonalności.

Mam wrażenie, że trochę ta dyskusja nam się rozjeżdża i miejscami nie jestem już pewien o czym dyskutujemy.

V0lrath (3440 punktów)
>Nie do końca rozumiem. Co ma wpływ na rzeczywistość, dobro, czy poczucie dobra ?

Poczucie dobra.
Nie ma czegoś takiego jak metafizyczne lub absolutne dobro.
Gdybyśmy żyli na planecie, gdzie lekkie cierpienia są przyjemne to uznawalibyśmy zadawanie lekkich cierpień za dobre.

Ciekawe byłoby spotkanie między nami a takimi kosmitami, którzy zadawanie cierpień nie prowadzących do śmierci czują jako coś przyjemnego i dobrego (abstrahując już od tego, że nie potrafię sobie wyobrazić by ewoluyjnie mogły takie zachowania powstać)...
Mogłoby być ciekawie gdyby wysłannik próbował podać rękę, a taki kosmita mając pokojowe i dobre zamiary by ją uciął (bo im ręce odrastają i regenerują się, a cierpienia sprawiają przyjemność)

> Zeby stosować twierdzenie Bayesa to:
> ...

Zależy jak się je stosuje.
Można je zastosować w tak: mając jakieś wyniki empiryczne zapytać jak one wpływają na prawdopodobieństwo zachodzenia w rzeczywistości pewnego modelu z pewnym przybliżeniem (zakresem skal) zakładając początkowe prawdopodobieństwo na takie wynikające z entropii modelu lub inne "nikłe" (chodzi bardziej o to, czy wyniki empiryczne mocno potwierdzają i czy z "nikłego" robi się duże, czy też odwrotnie lub nie ma korelacji ani wpływu i nikłe pozostaje).

>Ale nie można ocenić racjonalnie czy coś jest dobre czy nie, bo to kwestia wartościowania a nie racjonalności.

Dlatego nie ma czegoś takiego jak obiektywne dobro. Mając inną psychikę mielibyśmy inne poczucie dobra.

Może dla "zielonych ludzików" zrzucenie sąsiada ze schodów jest uprzejmością i ogólnie dobrym czynem?

>Mam wrażenie, że trochę ta dyskusja nam się rozjeżdża i miejscami nie jestem już pewien o czym dyskutujemy.

Mam podobne wrażenie...

Ale chyba ogólnie dyskutujemy o racjonalności racjonalnego podejścia do rzeczywistości (choć chyba wybiegliśmy poza dyskusję o dosłownym i dokładny scjentyzmie).
nicram79 (460 punktów)
>Zależy jak się je stosuje.
>Można je zastosować w tak: mając jakieś wyniki empiryczne zapytać jak one wpływają na prawdopodobieństwo zachodzenia w rzeczywistości pewnego modelu z pewnym przybliżeniem (zakresem skal) zakładając początkowe prawdopodobieństwo na takie wynikające z entropii modelu lub inne "nikłe" (chodzi bardziej o to, czy wyniki empiryczne mocno potwierdzają i czy z "nikłego" robi się duże, czy też odwrotnie lub nie ma korelacji ani wpływu i nikłe pozostaje).

Przyznam że nie do końca rozumiem. Czy modele to zdarzenia które zachodzą z różnymi prawdopodobieństwami ?
nicram79 (460 punktów)
>Ale chyba ogólnie dyskutujemy o racjonalności racjonalnego podejścia do rzeczywistości (choć chyba wybiegliśmy poza dyskusję o dosłownym i dokładny scjentyzmie).

Chyba tak. Zresztą to dla mnie ciekawy temat - nieracjonalność racjonalistów . Może założę jakiś osobny wątek na ten temat.

V0lrath (3440 punktów)

> Przypuszczam też, że człowiek w przypadku zmian światopoglądowych zazwyczaj nie może dość obiektywnie ocenić czy jego sposób myślenia i różne założenia się zmieniły czy nie.

Tak, ale myśląc można konsekwentnie "wypisać" założenia i wymusić na sobie stosowanie tylko takich w myśleniu - tak jak matematyk w rozważaniach.

>Myślisz że np. słowo "wszechmocny" jest tak samo rozumiane przez wierzących i niewierzących ?

Nie do końca, ale podobnie.

> Myślę że nie jest tak samo rozumiane nawet przez samych wierzących.

Też tak myślę.

> Jego znaczenie może być różne u różnych ludzi (np. duchownych i nieduchownych) albo różne w zależności od kontekstu.

Tak, ale pewne cechy "wszechmocy" pozostają niezmienne - jednak nie jest tak, że dla jednego "wszechmocny" = "zielony" a dla drugiego "wszechmocny" = "kochający" itp., ale istnieje pewien stały człon powodujący, że każdy trochę podobnie rozumie słowo "wszechmocny". Innymi słowy słowo "wszechmocny" niesie informacje o obiekcie.

> Założenia nie mogą być nieprawdopodobne, bo prawdopodobieństwo to coś co można oceniać dopiero w ramach jakichś założeń.

Tak, ale można to zrobić na podstawie wspólnej części założeń. Jeśli ja zakładam założenia x,y,k,z a Ty x,y,m,n,g,w,z to ja mogę stosując część wspólną x,y,z ocenić prawdopodobieństwo Twoich założeń m,n,g,w i swojego założenia k - o ile da radę wprowadzić racjonalny (choć być może przybliżony) system oceniania szans na podstawie x,y,z. Myślę, że da - bo np. jednym z wspólnych założeń jest założenie o realności rzeczywistości (jawnie lub nie).

> ... Wierzący w ogóle raczej nie będzie się (kiedy mówi o kwestiach religijnych) takimi abstrakcyjnymi logicznymi pojęciami posługiwał w interpretacji znaczenia tego zdania.

Może nie będzie się jawnie posługiwał, ale zakłada (lub wierzy w) istnienie pewnych bytów oraz ich wpływ na świat.

Można pisać o drzewach w sadzie i abstrakcjami się nie posługiwać, ale niejawnie zakłada się, że (jeśli piszemy o prawdziwych drzewach, a nie bajkę czy wyobrażenie) te drzewa istnieją w sensie jak najbardziej fizycznym i namacalnym.
nicram79 (460 punktów)
>Tak, ale pewne cechy "wszechmocy" pozostają niezmienne - jednak nie jest tak, że dla jednego "wszechmocny" = "zielony" a dla drugiego "wszechmocny" = "kochający" itp., ale istnieje pewien stały człon powodujący, że każdy trochę podobnie rozumie słowo "wszechmocny". Innymi słowy słowo "wszechmocny" niesie informacje o obiekcie.

Ok. Ale ten wspólny człon nie jest moim zdaniem wystarczający, żeby niezależnie od kontekstu ocenić czy może czy nie istnieć istota wszechmocna.

>> Założenia nie mogą być nieprawdopodobne, bo prawdopodobieństwo to coś co można oceniać dopiero w ramach jakichś założeń.
>Tak, ale można to zrobić na podstawie wspólnej części założeń. Jeśli ja zakładam założenia x,y,k,z a Ty x,y,m,n,g,w,z to ja mogę stosując część wspólną x,y,z ocenić prawdopodobieństwo Twoich założeń m,n,g,w i swojego założenia k - o ile da radę wprowadzić racjonalny (choć być może przybliżony) system oceniania szans na podstawie x,y,z. Myślę, że da - bo np. jednym z wspólnych założeń jest założenie o realności rzeczywistości (jawnie lub nie).

Tylko moim zdaniem, kiedy jedna osoba patrzy na świat przez pryzmat religii, a druga przez pryzmat nauki, to x,y,z stanowią małą część. Wystarczy ona żebyśmy jakoś z grubsza rozumieli o czym mówimy a o czym nie. Ale nie wystarczy żeby rozstrzygać różne nieoczywiste kwestie teoretyczne.

>Można pisać o drzewach w sadzie i abstrakcjami się nie posługiwać, ale niejawnie zakłada się, że (jeśli piszemy o prawdziwych drzewach, a nie bajkę czy wyobrażenie) te drzewa istnieją w sensie jak najbardziej fizycznym i namacalnym.

Może lepiej powiedzieć, że zakłada się że istnieją realnie. Zakładanie że coś istnieje w sensie fizycznym zakłada posiadanie pojęcia istnienia w sensie fizycznym. A nie posądzał bym o to np. ludzi z innych kultur, którzy z kulturą zachodnią mieli mały kontakt.
V0lrath (3440 punktów)
>Ok. Ale ten wspólny człon nie jest moim zdaniem wystarczający, żeby niezależnie od kontekstu ocenić czy może czy nie istnieć istota wszechmocna.

Nie chodzi o to by ocenic czy może istnieć czy nie - logicznie może istnieć (jeśli ustali się pewne definicje unikające paradoksów). Chodzi o to by ocenić na podstawie empirycznych doświadczeń oraz opisu (informacji zawartej w wspólnej części pojęcia) jakie są szanse na to, że istnieje.

Wszechmocny każdy rozumie tak, że może wszystko lub prawie wszystko przy czym to, czego nie może, jest co najwyżej ograniczone przez logikę oraz powiązania z innymi cechami.
Wszechmocny = może nieskończenie wiele.

Jeśli coś może nieskończenie wiele, a żadnego wpływu nie obserwujemy, to prawdopodobieństwo istnienia jest może nie nieskończenie małe - bo by to stwierdzić musielibyśmy wszystko zbadać - ale co najwyżej 1/ilość odróżnialnych empirycznych doświadczeń w których wpływu nie zauważono w zakresie skal czas-przestrzeń-częstotliwości-energie w którym wpływu szukano.

Szukać należy albo wszędzie (jeśli jakiegokolwiek wpływu się spodziewamy - jeśli chcemy zapytać o szanse na to "czy wogóle na cos wpływa") albo tam, gdzie wpływu się spodziewamy (aby szybciej potwierdzić / "unieprawdopodobnić" teorię o wpływie na dany podzbiór rzeczywistości).

Trudno określić jak mała to liczba, ale widać, że musi być bardzo mała, a co najwyżej nie duża - nawet jeśli szukamy tyklo tam, gdzie wpływu się spodziewamy - np. badając "cuda" czy kontakt podczas modlitwy czy wpływ na czyjekolwiek losy itp. (szczególnie, że z innych jego cech można wyprowadzić pewne przewidywania co do tego jak powinien najprawdopodobniej wpływać na świat i stwierdzić, że tak nie wpływa - co jeszcze zmniejsza szanse).

>Tylko moim zdaniem, kiedy jedna osoba patrzy na świat przez pryzmat religii, a druga przez pryzmat nauki, to x,y,z stanowią małą część. Wystarczy ona żebyśmy jakoś z grubsza rozumieli o czym mówimy a o czym nie. Ale nie wystarczy żeby rozstrzygać różne nieoczywiste kwestie teoretyczne.

Może co do logiki tak, ale co do określenia prawdopodobieństwa wystarczą takie bardzo bardzo przyblizone pojęcia i kwestie.

>Może lepiej powiedzieć, że zakłada się że istnieją realnie. Zakładanie że coś istnieje w sensie fizycznym zakłada posiadanie pojęcia istnienia w sensie fizycznym. A nie posądzał bym o to np. ludzi z innych kultur, którzy z kulturą zachodnią mieli mały kontakt.

Ok. Ale wtedy można takiemu komuś wyjaśnić co rozumie się przez istnienie w sensie fizycznym i jeśli uda mu się to zrozumieć (zauważy różnicę między bytem z świata idei - w umyśle, bytem fizycznym obserwowalnym przez zmysły) to powie czy uważa, że Bóg istnieje w ściśle takim samym sensie jak drzewo czy też nie.
Jeśli to się nie uda - to nie da rady takiego kogoś przekonać, że jego byt nie jest fizyczny, ale z drugiej strony można przełożyć cechy z jego pojęcia na odpowiedniki dla czegoś "istniejącego na prawdę" (bo świat wyobraźni i idei przypomina ten rzeczywisty często, choć nie zawsze, w wystarczającym stopniu) i wtedy sobie na gruncie racjonalnym rozważać.
V0lrath (3440 punktów)
> I wtedy religijne "bajki" są lepsze od naukowych faktów, bo zaspokajają wiele ważnych potrzeb na raz, choć te poznawcze i techniczne są wtedy pewnie słabiej zaspokajane niż w przypadku nauki.

Tak - i na pewno to przyciąga bardzo wielu ludzi.
A także strach, że po pozbyciu się bajek nie zostanie już nic wartościowego ani żadnego celu itp.

Scjentysta uważa jednak, że szczera i nawet bolesna prawda jest ważniejsza od wygody lub zaspokojenia pewnych potrzeb.
A także nie boi się stwierdzić "nie wiem" - by móc dochodzić od tego do "wiem" i jest konsekwentny - zachowuje w dużym stopniu spójność między wiedzą, a resztą światopoglądu.
Z założenia w "bajki" nie wierzy - nie zależnie od tego w czym miałyby pomóc. Co nie znaczy, że nigdy nie stosuje "nienaukowych" kryteriów lub na wszystko patrzy przez taki pryzmat. Poważnie traktuje uczucia, poczucie piękna, codzienne potrzeby itp. itd. - ale to wszystko nie koliduje z naukowym poznaniem ani nie dodaje "bajek" do poglądów na świat - nie ma dużego związku bezpośredniego z wiedzą.

> Dlatego mówienie, że przekonania religijne są gorsze od wiedzy naukowej, bo są mniej zgodne z faktami, jest moim zdaniem bez sensu.

W zasadzie się zgodzę. Dla jednego są gorsze, a dla drugiego lepsze, a według niektórych nie kolidują ze sobą. I raczej ciężko przekonać kogoś - szczególnie gdy co innego dla danej osoby jest ważniejsze.

> Bo one nie istnieją po to, żeby być maksymalnie zgodne z faktami.

Nie - nie istnieją po to by być ani maksymalnie ani nawet w ogóle zgodne z faktami, ale po to by w nie ludzie wierzyli (by brzmiały prawdopodobnie oraz łatwo zaspokajały pewne potrzeby).

> A jeśli ktoś ich broni mówiąc że są, to po prostu używa słowa "fakty" w innym znaczeniu.

Wtedy albo:
1. inaczej rozumie "fakty" albo
2. wierzy w cuda i podobne sprawy, które go przekonują albo
3. uważa za b. prawdopodobne lub o nieokreślonym prawdopodobieństwie - więc mogącym być nawet prawdopodobnym.
4 - uważa, że warto wierzyć nie zależnie od szans na spełnienie i że na tym wiara polega

W żadnym z tych wypadku nie jest łatwo wierzącego przekonać.
1 - nie można się porozumieć
2 - cudom raczej ciężko się zaprzecza (trzeba by było wykazać - najlepiej bezpośrednio - czemu nie jest to cud - i do tego tak, by wierzący w cud zaufał takiemu dowodowi, a nie swojej wierze)
3 - trudno wykazać, że szanse są małe i to tak, by zostać zrozumianym i by przekonać do tego wierzącego (jest to b. nieprawdopodobne)
4 - praktycznie nie da rady przekonać, że nie warto wierzyć gdy szanse są b. niskie, a nawet jeśli się uda to dochodzi się do zabawy z punktem 3, a czasiem i 2.

> A co najśmieszniejsze, zarówno on jak i jego scjentystyczny krytyk uważają, że używają różnych słów w tym samym znaczeniu.
> A potem nie wiedzieć czemu taka "dyskusja" do niczego nie prowadzi

No właśnie - bo na końcu dyskusji albo nie dochodzi się do nikąd albo do punktu 4 lub/i 3 lub/i 2 (częściej "i") i okazuje się, że nie da rady wierzącego przekonać - z wielu względów.
nicram79 (460 punktów)
>Scjentysta uważa jednak, że szczera i nawet bolesna prawda jest ważniejsza od wygody lub zaspokojenia pewnych potrzeb.
>A także nie boi się stwierdzić "nie wiem" - by móc dochodzić od tego do "wiem" i jest konsekwentny - zachowuje w dużym stopniu spójność między wiedzą, a resztą światopoglądu.

Tylko moim zdaniem, w stosunku do religii "nie wiem" jest nieodpowiednie. Lepiej powiedzieć: to nie jest coś, co w ogóle można rozważać w ramach obrazu świata jaki ja przyjmuję.

>> A jeśli ktoś ich broni mówiąc że są, to po prostu używa słowa "fakty" w innym znaczeniu.
>Wtedy albo:
>1. inaczej rozumie "fakty" albo
>2. wierzy w cuda i podobne sprawy, które go przekonują albo
>3. uważa za b. prawdopodobne lub o nieokreślonym prawdopodobieństwie - więc mogącym być nawet prawdopodobnym.
>4 - uważa, że warto wierzyć nie zależnie od szans na spełnienie i że na tym wiara polega.

Myślę że zazwyczaj to jest 1 lub 2. Pozostałe możliwości zakładają stosowanie pojęć i procedur naukowych (prawdopodobieństwo i jego szacowanie) do tego w co się wierzy w ramch religii, a osoby religijne chyba raczej tego nie robią.
V0lrath (3440 punktów)
>Tylko moim zdaniem, w stosunku do religii "nie wiem" jest nieodpowiednie. Lepiej powiedzieć: to nie jest coś, co w ogóle można rozważać w ramach obrazu świata jaki ja przyjmuję.

Myślę, że to bardziej ogólne stwierdzenie - to znaczy każdy może to powiedzieć gdy dany pogląd na świat nie spełnia jego kryteriów zaufania.

>Myślę że zazwyczaj to jest 1 lub 2. Pozostałe możliwości zakładają stosowanie pojęć i procedur naukowych (prawdopodobieństwo i jego szacowanie) do tego w co się wierzy w ramch religii, a osoby religijne chyba raczej tego nie robią.

Jawnie i sami z siebie wierzący tego nie robią, ale postawieni przed problemem małych szans często tak odpowiadają.

nicram79 (460 punktów)
>>Tylko moim zdaniem, w stosunku do religii "nie wiem" jest nieodpowiednie. Lepiej powiedzieć: to nie jest coś, co w ogóle można rozważać w ramach obrazu świata jaki ja przyjmuję.
>Myślę, że to bardziej ogólne stwierdzenie - to znaczy każdy może to powiedzieć gdy dany pogląd na świat nie spełnia jego kryteriów zaufania.

No bo myślę, że właśnie z tym mamy do czynienia. Taki bardzo ogólny sposób widzenia świata to nie jest coś, o czym świadomie decydujemy, tylko coś co się w nas kształtuje kiedy w ogóle mało co wiemy o świecie i kształtuje się głównie pod wpływem otoczenia i tego jak ono różne rzeczy wartościuje. Zresztą nawet kiedy potem sami zmieniamy światopogląd, to myślę że też w dużej mierze pod wpływem doświadczeń emocjonalnych, choć wymyślamy sobie różne racjonalizacje.

V0lrath (3440 punktów)
>No bo myślę, że właśnie z tym mamy do czynienia. Taki bardzo ogólny sposób widzenia świata to nie jest coś, o czym świadomie decydujemy, tylko coś co się w nas kształtuje kiedy w ogóle mało co wiemy o świecie i kształtuje się głównie pod wpływem otoczenia i tego jak ono różne rzeczy wartościuje.

Zgadzam się - pomijając już to, co nas kształtuje - bo to jest nie tylko otoczenie. Bardziej jest to pewien ukryty przed świadomą jaźnią proces bazujący na informacjach z otoczenia. Świadczy o tym fakt, że w podobnych warunkach, ale w różnych b. odległych kulturach widać wielkie podobieństwa w kształtowaniu.

Ale kształtowanie to jest dobry temat na osobny wątek lub książkę.

> Zresztą nawet kiedy potem sami zmieniamy światopogląd, to myślę że też w dużej mierze pod wpływem doświadczeń emocjonalnych, choć wymyślamy sobie różne racjonalizacje.

Ja akurat zmieniłem światopogląd bez żadnych doświadczeń emocjonalnych - po prostu postanowiłem oceniać własne cele (ale nie je tworzyć - przynajmniej nie większość) pod względem racjonalnym - szans na realizację.
To znaczy z celów jakie dają mi uczucia, potrzeby, wnętrze, chęci itp. itd. wybieram te, które są prawdopodobne - realizowalne i racjonalne. Cele związane z wiarą w cokolwiek a priori do takich nie należą.
św.Marek
>To jest scjentyzm. Tytuł wątku "W co wierzycie"? Już wiemy, że św. Marek wierzy w bezwględną pewność osiąganą w naukach przyrodniczych

    Powiedziałaś to, jakby miało być obelgą, czymś niesmacznym. Wolę być scjentystą i mieć jakiś logicznie określony cel, niż stoczyć się do teizmu, w którym jedna nieokreśloność ściga się z inną fantazją.
    Wiesz Tereso, trochę Ci zazdroszczę. Żeby wierzyć w istnienie Boga, wystarczy najprostszy zasób pojęciowy i żadnego wysiłku umysłowego. To może doskonale tłumaczyć, dlaczego ludzie całe życie będąc aktywni umysłowo na starość nagle zaczynają biegać do kościółka i obcałowywać proboszczowe paluszki w nadziei na jego wstawiennictwo u szefa. Może i mnie kiedyś dopadnie demencja? Brrr, uchowaj scjentycyzmie...

___________
Pozdrawiam
Niezapominajka (20 punktów)
Zadałam jedno małe pytanie - nie spodziewałam się takiego zainteresowania tematem

Pisałam na początku, że moja wiara jest poważnie zachwiana i nie wiem, jaką drogę wybrać, ale przeczytawszy te wszystkie wypowiedzi doszłam do wniosku, że nie chciałabym byc racjonalistą...

Wydaje mi się (z postów tych ludzi), że są to ludzie nietolerancyjni, uważający, że wszyscy, którzy wierzą w Boga (sa katolikami - bo akurat o nich piszę), to idioci, z niskim poziomem IQ, z niskim wykształceniem, itp.

Mam grono (dość duże) znajomych którzy są praktykującymi katolikami i wyobraźcie sobie mają wyższe wykształcenie !!!

Nie uważam, że studia sa po to, żeby "nauczyć się niewierzyć". Bo chyba o to Wam chodzi? Że ucząc się człowiek powinien przestać wierzyć, bo wiara to jest coś niestworzonego. Owszem, wiara to jest coś co się nie da ogarnąć rozumem, ale taka jest już wiara i nic na to nie poradzisz.

Ciekawe jak sie poczujecie racjonaliści - jak będzie koniec świata - a dla Was nie będzie miejsca....

Nie mówię, że nagle uwierzyłam i stałam się kataloczką latającą do kościoła, ale strasznie zabolała mnie Wasza pewność siebie we wszystkim co piszecie i brak szacunku dla osób wierzących...
Patuszkin (2279 punktów)

>Ciekawe jak sie poczujecie racjonaliści - jak będzie koniec świata - a dla Was nie będzie miejsca....

To chwyt poniżej pasa, Niezapominajko. Szantażujesz nas, nieładnie........
Tak swoją drogą czy nie uważasz, że twoja wiara, którą bardzo szanuję(gdyby była cielesna i można ją było polizac i dotknać.... ) jest oparta na strachu?
"Wierzę, bo sie boję trafić do piekła." tak mogłoby brzmieć Twoje wyznanie wiary.
A przecież Bóg jest miłością...... Czy kochamy kogoś za to, że nas szantażuje mękami?
Kochamy raczej za przyjemności, które nam obiecuje.
Piotrek Patucha
Niezapominajka (20 punktów)
>To chwyt poniżej pasa, Niezapominajko. Szantażujesz nas, nieładnie........

Jeżeli tak to odebrałeś, to przykro mi. Nie to miałam na myśli. Poprostu się zastanawiam co by było gdyby....

Nie piszę przecież: zmieńcie poglądy - zacznijcie wierzyć, BO JAK NIE to pójdziecie do piekła...

Daleka jestem od czegos takiego. Co innego gdybym była mocno wierząca, ale ja nie mam prawa komukolwiek mówic co ma robić...

>Tak swoją drogą czy nie uważasz, że twoja wiara, którą bardzo szanuję(gdyby była cielesna i można ją było polizac i dotknać.... ) jest oparta na strachu?

Gdyby była oparta na strachu (moja "wiara") to pewnie by mnie na tej stronie nie było (pewnie bym się bała ). Nie szukałabym odpowiedzi na różne pytania i nie pisałabym tu z Wami... Latałabym do kościółka, modliła się, a Was uważała za jakichś szatanów

Moja wiara (czy niewiara?) nie jest aż tak silna, żebym mogła powiedzieć z całą pewnością, że niebo jest na 100% lub go na 100% nie ma. To samo tyczy się piekła...

A tak wogóle to chyba każda wiara w jakimś stopniu oparta jest na strachu, bo gdyby ludzie byli wyluzowani i nie przejmowali sie nakazami, to by nie wierzyli. Ale wiedzą, że jest piekło, do którego trafią jak będą "źli" dlatego w pewnym stopniu pewnie się tego boją, dlatego wierzą...

>A przecież Bóg jest miłością...... Czy kochamy kogoś za to, że nas szantażuje mękami?

To wogóle jest zupełnie co innego - tego nie rozumiem i na ten temat wogóle nie będę się wypowiadać. Bo dla mnie ktoś kto kocha nie powinien "szantażować mękami". Dlatego właśnie znalazłam się na tej stronie i dlatego piszę, bo są rzeczy dla mnie niezrozumiałe.

Ale nie spodziewałam się poprostu takiego braku tolerancji. Spodziewałam się normalnej rozmowy... i tyle...
Patuszkin (2279 punktów)

>Gdyby była oparta na strachu (moja "wiara") to pewnie by mnie na tej stronie nie było (pewnie bym się bała ). Nie szukałabym odpowiedzi na różne pytania i nie pisałabym tu z Wami... Latałabym do kościółka, modliła się, a Was uważała za jakichś szatanów

Jesteś na serwisie, który jest "piękniejszy niż oczy szatana."
Tutaj możesz wymieniać poglądy nawet te nie-prawo-myślne, bez strachu, że ktoś Cię oskarży o bezbożność i psucie młodzieży.

BTW: Przyszła mi do myśl, że różnica pomiędzy Jezusem i Rydzykiem jest taka, że gdyby Jezus urodził się 30 lat temu jeździłby syrenką, natomiast gdyby ks. Rydzyk urodził się w starożytności dosiadałby pełnokrwistego Araba.

Piotrek Patucha
Antyracjonalista
Zgadzam się z Tobą, Niezapominajko. Nie wiem, czy pytanie akurat racjonalistów o to, w co wierzą, miało aż taki sens, poszukałbym raczej odpowiedzi u innego źródła, zainteresowałbym się tym, co inne światopoglądy i religie mają do zaoferowania... sam jestem osobą poszukującą, ale coraz bardziej zwracam się w stronę już nie tylko "zwykłego" chrześcijaństwa, co katolicyzmu, w jego wstrętnym, papiesko-kościołowo-maryjnym wydaniu. Moja droga, nazwijmy to, "duchowa", przebiegała od racjonalizmu i ateizmu do chrześcijaństwa. Racjonalizm jako taki wydaje mi się mało interesujący i dosyc szkodliwy - taki komunizm to, jakby nie było, ideologia bardzo racjonalna (och, ale się racjonaliści obrażą). U mnie jest to kwestia intuicji - absolutnie wierzę, że istnieje świat duchowy, nadrzędny wobec naszego, a wszystkie wiary i religie to próba określenia Tajemnicy, której istnienie przeczuwali wszyscy, dopiero całkiem niedawno, kilkaset lat temu, jacyś mędrkowie wykombinowali kompletnie obce większości ludzi pomysły na brak Boga czy jakiejkolwiek siły wyższej.
Pewien naukowiec powiedział, że trochę nauki oddala od Boga, ale jej zgłębianie - przybliża z powrotem. Nie przejmowałbym się specjalnie zatem tą "wiedzą" racjonalistów, bo nie wierzę, że są na bieżąco np. z kosmologią kwantową. Lepiej poczytac fizyków: Michała Hellera czy Paula Daviesa, by się przekonac, że wiara i nauka idą w parze... a pytanie racjonalistów z tej strony o wiarę to jak pytanie ślepego o kolory. Nie dziw się ich nietolerancji, ale też im nie zazdrośc, bo nie ma czego. Pozdrawiam i owocnych poszukiwań.
gooa (746 punktów)
Niezapominajko,
Zalozmy, ze Bog istnieje.
Stworzyl wiec min. czlowieka, jako istote zdolna do ...niemalze wszystkiego.
Pozostawil go samemu sobie, tak jak kazdy rodzic, ktory w pewnym momencie uzmyslawia sobie, ze nie ma prawa ingerowac w dorosle zycie swego dziecka, kochajac go nadal.
Ale, kiedy dziecko prosi o pomoc ( nawet piedzisiecioletnie), to nie wazne jest jakie popelnilo bledy, rodzic pomoze. (Normalny rodzic )
Ta milosc Boga, ktora tak blednie wielu z nas pojmuje, moze na tym wlasnie polega ?
>A tak wogóle to chyba każda wiara w jakimś stopniu oparta jest na strachu, bo gdyby ludzie byli wyluzowani i nie przejmowali sie nakazami, to by nie wierzyli.
Zycie w jakiejkolwiek spolecznosci, zamyka sie w prawach i obowiazkach.

gooa (746 punktów)
>>Ciekawe jak sie poczujecie racjonaliści - jak będzie koniec świata - a dla Was nie będzie miejsca....
>To chwyt poniżej pasa, Niezapominajko. Szantażujesz nas, nieładnie........
Szantazysta wie kogo opatrzyc sobie na ofiare.
Czyzbys czul, ze mozesz cos stracic ?
Zielona
>Nie mówię, że nagle uwierzyłam i stałam się kataloczką latającą do kościoła, ale strasznie zabolała mnie Wasza pewność siebie we wszystkim co piszecie i brak szacunku dla osób wierzących...

"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a "serca" bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a "serca" bym nie miał, byłbym niczym"( przeróbka "Hymnu o miłości" na użytek chwili

Niezależnie od tego czy posiadanie genu VMAT2 faktycznie determinuje religijność czy nie uważam, że nie można ludzi podzielić na bezmózgich wierzących v/s bez serca niewierzących a takie etykietki próbuje przyklejać każdej z grup ta druga.
Spotkałam się z brakiem szacunku, tolerancji, perswazją albo wręcz próbą manipulacji ze strony osób wierzących, ale też z drugiej strony wiem, że niektórzy niewierzący sami podsycają nienawiść społeczną kreując się na elitarnych wybrańców, którzy dostąpili wtajemniczenia w prawidła świata i teraz stare "prawdy" zastępują nowymi "prawdami" drogą po trupach do celu.
Sama wiara nie może być w żadnej mierze przesłanką, aby umniejszać człowieka, ale z dewocji i hipokryzji religijnej kpić aż samo się prosi.
W moim świecie wartości ludzie dzielą się na tych, którzy posiadają takie cechy jak samokrytycyzm i otwartość na ludzi (powiedzmy, że jest tzw. potocznie "serce") kontra tych, którzy nie posiadają samokrytycyzmu, są silnie narcystyczni i cechują się wysokim machiavellizmem - tacy ludzie są zarówno wśród wierzących jak i niewierzących.
Myślałam nad tym i stwierdziłam, że dla mnie większą wartość jako człowiek będzie mieć osoba głęboko wierząca, schematyczna, ale cechująca się przy tym prostotą i otwartością na człowieka niż niewierząca osoba odporna na dogmaty, ale przy tym skłonna do wywyższania się i manipulacji ludźmi.
Ale np. nienawiść i hipokryzja, kiedy występuje u osób wierzących to bardziej mnie razi niż wśród niewierzących (z wiadomych chyba powodów)
Pozdrawiam

Patuszkin (2279 punktów)

>W moim świecie wartości ludzie dzielą się na tych, którzy posiadają takie cechy jak samokrytycyzm i otwartość na ludzi (powiedzmy, że jest tzw. potocznie "serce") kontra tych, którzy nie posiadają samokrytycyzmu, są silnie narcystyczni i cechują się wysokim machiavellizmem - tacy ludzie są zarówno wśród wierzących jak i niewierzących.

Zgadzam się.
Machiavelli opisywał tylko praktyki Cezara Borgii, który był synem papieża. Dlatego machiavellizm kojarzy mi się z katolicyzmem. W tamtych czasach papieże, a zwłaszcza ich synowie rzadko bywali "wierzący", w tym znaczeniu jakie przypisujemy temu słowu w odniesieniu do Jezusa i Marii Magdaleny.
Piotrek Patucha
V0lrath (3440 punktów)
W pełni się zgadzam.

Wartościowi, dobrzy ludzie są i wśród wierzących i wśród niewierzących. Nie powinno się przyporządkowywać wierzący-głupi ateista-bez serca/moralności. I wartościować wierzących lub ateistów jako gorszych.
Moja dziewczyna jest b. wierząca.

Ale można uważać dany pogląd/wiarę jako coś dla siebie gorszego i próbować przekonywać do tego, że jest gorszy - argumentami - jeśli się chce i uważa takie przekonywanie za celowe z jakiegoś powodu.

Wiary różnego rodzaju uważam za bajki i odkładam na półkę z Zeusami, smokami i krasnoludkami. Nie pasuje mi wierzenie w coś, co uważam, że jest bardzo nieprawdopodobne lub nie ma określonego sensu (zawiera zdania i określenia, których sami wierzący nie rozumieją) i co w dodatku - patrząc na historię wiary i nauki - wycofuje się z regionów, które zajmuje nauka.

Samo wierzenie "głupie" nie jest - coś daje - zaspokaja łatwo pewne potrzeby, a nierzadko wynika po części z konformizmu (najczęściej jedno i drugie na raz).
Odpowiedź na pytanie "czy warto wierzyć?" jest względna. Zależy jakie kto ma potrzeby, jak silne i jakie cele sobie obiera.

Jeśli chce miło i przyjemnie przeżyć życie, nie zastanawiać się za bardzo nad sensem istnienia czy nad miejscem w świecie, chce mieć gotowe odpowiedzi oraz gotowy przepis jak żyć - to wiara to wszystko daje. Plus dodatkowe wrażenia, iluzję mistyczności, uczestnictwo wspólne w czymś ważnym (dla grupy), poczucie posiadania opieki oraz celu i życia po śmierci.
Coś takiego "kusi" i świadomie i podświadomie.
A dochodzi do tego indoktrynacja od małego - więc trudno nawet to porzucić gdy się już to otrzyma od rodziców i otoczenia.

Jeśli zaś chce się poznawać świat i opierać na wiedzy, a nie na bajkach oraz uważa się, że prawdopodobieństwo i prawda ważniejsze są od przydatności i od pewnych potrzeb czy przyjemności, to lepszy jest ateizm lub agnostycyzm.

Dlatego czym wyżej w hierarchii naukowej i wykształceniu tym większy odsetek ateistów.

Nie twierdze, że wierzący są "głupi".
Ich wierzenia czasem owszem - co najwyżej nie brzmią na pierwszy "rzut ucha" głupio. I są niesprawdzalne.
Jednak nie taki jest cel wierzeń - nie mają być prawdopodobne ani wyraźne, sprecyzowane czy dokładne.
Mają coś dawać i zaspokajać pewne potrzeby. Chociaż chyba wierzący często stara się w pewnym stopniu uprawdopodabniać wiarę albo twierdzi, że prawdopodobieństwo jest nieokreślone lub nieistotne.
Teresa
Są dwa główne typy ludzkiego poznania:
1 - wnioskowanie, poznawanie, postulowanie
2- fenomenologia (fascynacja oczywistością, dążenie do uchwycenia istoty tego, co dane, ideacja, docieranie do istoty zjawisk, widzenie istotnościowe).

Pierwsza możliwość jeśli chodzi o Boga (poznawanie ontyczne) stwarza problemy, Kant uważał, że się nie da udowodnić istnienia Boga (za trudne).
Poznawanie Boga jest możliwe w oparciu o tę drugą możliwość, która się wiąże z docieraniem do istoty wartości (aksjologia). Dlaczego?

Nauka nic nie mówi nt. dobra ani zła, ale to, że o nich nie mówi, to nie znaczy, że ich nie ma. Są to rzeczy oczywiste i właśnie:
Fenomenologia zaczyna budować teorię od tego, co oczywiste. Sądy powinny być oczywiste, powinna je cechować "świetlista pewność". Husserl przejął od swojego nauczyciela (Brentany) ewidencjonalistyczną koncepcję prawdy. Według niego oczywistość właściwie rozumiana jest przeżyciem prawdy.
pl.wikipedia.org/wiki/Fenomenologia

W religii (np. w NT) jest wiele zdań, które przeżywa się jako "oczywistą" prawdę, np. M.A. wspomniał o wchodzeniu przez wąską bramę. Mnie bardzo poruszały niektóre fragmenty z NT dot. moralności najczęściej zresztą dotyczące kobiet (kiedy je czytałam mówiłam sobie: kurcze, w końcu ktoś powiedział prawdę!" albo "tak własne postępuje człowiek naprawdę sprawiedliwy").

Co więcej trzeba samemu być dobrym żeby czynić dobro na zasadzie Dobre drzewo nie może wydac złego owocu.

Wg mnie to miłość (pragnienie dobra dla drugiego) jest motywacją do poznawania dobra jak i kryterium umożliwiającym ocenę stopnia poznania fenomenologicznego wartości pozytywnych.

Wg Schelera (wybitny filozof katolicki) istnieje hierarchia wartości moralnych. Wartości te mają podstawę w naszej psycho - fizjologii i co za tym idzie urzeczywistnianie wartości pozytywnych daje poczucie radości i szczęścia.

A właśnie Bóg (znany z Objawienia) jest aksjologicznie bytem, który jest nie tylko dobry co do wartości, ale jest samym nieskończonym dobrem co do istoty (tzn. jego istota jest dobrem), a ontycznie jest świętą osobą.

Dlatego też, jeśli ktoś twierdzi, że wiara jest "głupia" czy "bez sensu" w sensie ścisłego rozumowania, a obce są mu uczucia skruchy i odrodzenia, to jest trochę tak, jakby mówił, że kolory są bezsensowne, bo nie można ich usłyszeć!

To tak samo jak z zakochaniem.
Nie wytłumaczysz komuś, kto nigdy nie był zakochany, co to jest.
Wystarczy uruchomić wyobraźnię i przypomnieć sobie siebie w wieku kilkunastu lat, wtedy to się wydawało głupie, niemożliwe i bezsensowne ... do czasu.

Ale nigdy mi nie przyszło mi do głowy, że chęć bycia bardziej moralnym (czyli jak sądzę szczęśliwym) w jakikolwiek sposób może kolidować z wykształceniem!!!

Wg mnie takie twierdzenia są całkowicie bezzasadne.
Oless (982 punktów)
Widzę że rozumujesz całkiem logicznie i klarownie.Dobrze się Ciebie czyta.
Zatem mam pytanie. O co chodzi z tym wycofywaniem?
>Nie pasuje mi wierzenie w coś, co uważam, że jest bardzo nieprawdopodobne.. i co w dodatku - patrząc na historię wiary i nauki - wycofuje się z regionów, które zajmuje nauka.
Ateiści (racjonaliści , z innymi rozmawiać nie sposób) często na to się powołują.
Ale ja chyba czegoś w tej kwestii nie rozumiem..

V0lrath (3440 punktów)


>Zatem mam pytanie. O co chodzi z tym wycofywaniem?

Chodzi mi o to, że wiara ciągle się zmienia i coś, co było dogmatem lub elementem wiary 500 lat temu może nagle przestać nim być i nierzadko przestaje - gdy nauka dane zjawisko lub dany kawałek świata zbada i stwierdzi coś innego niż mówi wiara (i przyjmie się to ogólnie - to znaczy b. wiele ludzi zrozumie i przyjmie pogląd naukowy).

Oczywiście i wiara i nauka się zmieniają.
Ale jest wyraźna różnica między zmianami nauki a zmianami wiary (będzie obrazowo )

W nauce obraz świata jest dopiero domalowywany na pustych fragmentach płótna, a poprawki pojawiają się tam, gdzie farba jest świerza oraz w szczegółach - zwiększa się dokładność i precyzję (przykład: prawa Newtona i teoria względności Einsteina - ta druga w zwykłych warunkach daje z ogromnym przybliżeniem takie wyniki jak pierwsza, ale w pewnych szczególnych daje inne - jest uszczegółowieniem, domalowaniem szczegółów). Rzadko kiedy coś zostaje przemalowane - jeśli już to tam, gdzie jeszcze niezbyt dobrze obszar zbadano.

W wierze zaś obraz świata nierzadko jest mocno przemalowywany by pasował do poglądów naukowych - gdy te staną się powszechne.

Zmiany nauki można porównać do malowania jeziora w taki sposób, że najpierw mamy pustą przestrzeń, malujemy wielką niebieską plamę, potem wyrównujemy brzegi, robimy szkic krajobrazu i malujemy z małą rozdzielczością - drzewa to będą plamy zieleni, potem znów poprawiamy brzegi i dodajemy szczegóły (np. liście na drzewach, kamienie na plaży, fale) i tak dalej - może nie przypomina to malowania farbami, bo trzeba co nieco wycierać, ale przypomina konstruktywną twórczość i odwzorowywanie rzeczywistości. I na każdym etapie można obrazowi zaufać o ile nie pytamy o zbyt dokładne szczegóły (czyli nie pytamy o ziarenka piasku lub ich brak, gdy plaża jest jeszcze żółtą plamą).

Zmiany wiary - tam gdzie się ona zmienia, bo bardzo duża część pozostaje niezmienna - przypomina zaś namalowanie pola słoneczników a priori, potem podpatrzenie co namalowali naukowcy i się przyjęło - wielu w to uwierzyło (namalowali jezioro), no to wycieramy część słoneczników, malujemy po środku jezioro, ale nie ustalono jeszcze, że ma być plaża i drzewa, więc na plaży, w jeziorze i w dalszej perspektywie są nadal słoneczniki. Jak naukowcy namalują plażę i las oraz ustalą, że słoneczniki na pewno nie pływają w jeziorze, to słoneczniki będą musiały zmienić położenie, ale i tak na obrazku o nazwie "powszechnie przyjęta nauka" zawsze będzie tyle miejsca wolnego lub nieokreślonych szczegółów, że można te słoneczniki gdzieś umieścić.

Słonecznikami może być Bóg, piekło, opis stworzenia itp. różne jego wersje zmianiały się na przestrzeni dziejów tak samo jak zmieniała się dosłowność i sposób ich rozumienia.

A z niektórych poglądów wiara się wycofała całkowicie lub prawie całkowicie - bo pozostali jeszcze dosłownie w to wierzący (np. geocentryzm czy kreacja zamiast ewolucji).

Moim zdaniem takie wycofywanie się i dopasowywanie do nauki oraz silne zmieny w rozumieniu to kolejny powód by nie ufać wierze - bo jeśli widzę, że fragmenty, które można podać w wątpliwość, się zmieniają, to skąd mam wiedzieć, że gdyby można było sprawdzić inne fragmenty (te niezmienne), to wyszłyby obronną ręką?
Mogę przypuszczać, że podobnie by nie wyszły i nie ufać im także z takiego powodu. Jeśli sprawdzalna część musi się zmieniać i dopasowywać do nauki, to jakie są szanse, że twórca/twórcy obu części nie mylił/nie mylili się w tej niesprawdzalnej?

Nauka ma tu taką przewagę, że stałe i ustalone już fragmenty - te niezmienne - można potwierdzić w laboratorium (w zakresie, w którym obowiązują - bo badając nowy zakres można odkryć nowe szczegóły).

Gdyby obraz świata opisywany przez wiarę nie zmieniał się i nauka by go tylko potwierdzała - patrząc na historię - a nie doprowadzała do zmian poglądów na świat i dogmatów (czyli w mojej analogii gdyby obraz kreowany przez wiarę od początku był dokładnie namalowanym jeziorem, a nie polem słoneczników), to bym się zastanawiał skąd to podobieństwo i czy nie zaufać tej reszcie, której nauka jeszcze nie potwierdziła lub nie może potwierdzić.
nicram79 (460 punktów)
To fajna metafora. Tylko moim zdaniem to z religiami jest zazwyczaj tak, że to jest jeden obraz, który jest malowany przez wiele osób, przez wiele pokoleń, nieświadomie i wszyscy są do niego bardzo silnie emocjonalnie przywiązani. I w ogóle nie dopuszcza się możliwości, że inny obraz może być równie dobry. A jeśli obraz jest zmieniany, to ciągle się wierzy, że to jest ten sam obraz. Świadome skrytykowanie jakiegoś fragmentu, a tym bardziej dużej częsci obrazu, żeby go zetrzeć i namalować lepiej, jest dla ludzi silniej religinych zbyt przerażające, żeby w ogóle dopuszczali do siebie taką możliwość.
V0lrath (3440 punktów)
Zgadzam się.

Proces przemalowywania jest zwykle b. powolny. Co najmniej 1-2 pokolenia trwa zmiana, a zwykle nawet dłużej.

Silne, szybkie i powszechne zmiany w nauce następują dopiero od niedawna.
Jednak wierzenia zdołały się na czas wycofać - głównie do sfery nieweryfikowalnej - tak, by konflikty z nauką pojawiały się rzadko - szczególnie te duże.
Tak więc Bóg z staruszka z brodą siedzącego na tronie i spoglądającego na świat stał się bardziej prawie nie manifestującą swej obecności energią, która jest wszędzie i nigdzie za razem i której nie można z założenia zweryfikować ani zauważyć (choć wierzący może ją poczuć podczas modlitwy - choć tak na prawdę jeśli czuje coś, to czuje to samo co np. buddysta podczas medytacji - i co daje się wywoływać sztucznie oddziaływaniem na mózg - nawet u ateisty).
Podobnie z całą resztą wierzeń - uciekły do wnętrza ludzkiego umysłu (bo ten jest kiepsko zbadany, a badania idą powoli) lub w transcendencję. Piekło też nie jest już po Ziemią - pozycje dawno zmieniło.
nicram79 (460 punktów)
>Silne, szybkie i powszechne zmiany w nauce następują dopiero od niedawna.

Tak, ale w nauce w przeciwieństwie do religii, już od czasów starozytnej Grecji (jeśli można w tym przypadku już mówić o nauce) istniała akceptacja a nawet pozytywne wartościowanie wielości teorii, prób ich podważania i wymyślania lepszych. I to chyba właśnie to (między innymi) pozwoliło na szybki rozwój nauki. A religie jeśli się zmieniają to wolniej, a ich wyznawcy nie chcą za bardzo tego dostrzegać.

V0lrath (3440 punktów)
W pełni się zgadzam.
Oless (982 punktów)
Oczywiście dzięki za odpowiedź.
Myslę że nadal nie rozumiem tego wycofywania, ale na szczęście już nie dlatego że nie wiem o co Ci chodzi tylko po prostu mam inny punkt widzenia.
Chodziło mi o zwykłe przykłady takiego wycofania ale Ty podszedłeś do problemu o wiele ambitniej i opisałeś samą naturę tak religii jak i nauki.
Nie wiem na ile było to potrzebne. Obie sprawy dotyczą jednak zupełnie innych dziedzin.

>Oczywiście i wiara i nauka się zmieniają.

No i nie wiem czy można się na to zgodzić. Rzecz jasna chodzi mi o religie.
Religie same w sobie nie zmieniają sie bo zmieniać się nie mogą. Co najwyżej jedne wierzenia pod wpływem coraz większej wiedzy o swiecie upadają.
Jeżeli np. judeochristian zakłada że Bóg stworzył świat i posłał swojego syna by ten umarł za grzechy ludzi to ta koncepcja zmienić sie nie może. No bo jak? (posłużyłem sie koncepcja religijna zachodu bo z przyczyn oczywistych jest nam najbliższa)
Zastanawiam sie też na ile religia i nauka maluja ten sam obraz? Raczej obiekty malowania pokrywaja sie tylko częściowo.
W religii załozenie czegoś apriori jest nieuniknione.

>A z niektórych poglądów wiara się wycofała całkowicie lub prawie całkowicie - bo pozostali jeszcze dosłownie w to wierzący (np. geocentryzm czy kreacja zamiast ewolucji).

O i tu podałes pragmatyczne przykłady.
Tylko że znowu geocentryzm jest pewnym poglądem na świat a religia sama w sobie opisem swiata się nie zajmuje.
Poza tym cała ta płaskość ziemi jest tragiczna bo okazuje sie że sama biblia (żródło judeochrist) opowiada się za kulistościa. Ironia losu..
Galileusz podobno powiedział że Biblia pokazuje jak trafić do nieba a nie jak zbudowana jest Ziemia.

Zaś co do ewolucji to nie wiem czemu przeciwstawiasz ją kreacji. Nawet kreacjoniści są ewolucjonistami.Sprzeciwiaja się tylko traktowaniu jej jako samowolnego procesu. Ale racja ewolucja jako naturalistyczny proces sprzeciwia sie chrześcijaństwu. Jeśli kiedys wreszcie stworza życie w laboratorium kolejna religia upadnie.
Teoretycznie.Bo ta sprawa jest jednak bardziej skomplikowana.

>Moim zdaniem takie wycofywanie się i dopasowywanie do nauki oraz silne zmieny w rozumieniu to kolejny powód by nie ufać wierze - bo jeśli widzę, że fragmenty, które można podać w wątpliwość, się zmieniają, to skąd mam wiedzieć, że gdyby można było sprawdzić inne fragmenty (te niezmienne), to wyszłyby obronną ręką?

Bardzo uczciwe.I racjanalne zapewne też.Tyle tylko na ile fragmenty testowalne zmieniły sie? Bo wydaje mi sie że wsród ateistów wielokrotnie pojawia się jakaś wypaczona i mityczna wizja religii. Cieszę się że do postowania dołączył nicram bo z nim pisałeś tak:
>>Tak więc Bóg z staruszka z brodą siedzącego na tronie i spoglądającego na świat stał się bardziej prawie nie manifestującą swej obecności energią, która jest wszędzie i nigdzie za razem.
I na pewno zdajesz sobie sprawę że wizja brodacza w rzeczywistości nie występuje w zadnej religii. Ze już 2000 lat temu "nasz" Bóg był duchem itd. Co najwyżej obalono bogów Olimpu ale to zupełnie inna bajka..
Przekonanie że nauka obaliła religię jest pewnego rodzaju mitem pozytywizmu jaki rozsiewają sami ateiści.
Np. rzekomo ogrom świata ma byc argumentem za jego nieistnieniem tak jakby w średniowieczu nie zdawano sobie sprawy że glob w porównaniu do wszechswiata można traktowac jako punkt matematyczny. W moim odczuciu religia nie wycofuje swoich wierzeń na dalsze pozycje. Bowiem ona zawsze tam juz była. A że wtedy nie mozemy niektórych rzeczy złapać weryfikowalnie to juz trudno. Ale nie ma co narzekać tak już jest.

>Gdyby obraz świata opisywany przez wiarę nie zmieniał się i nauka by go tylko potwierdzała to bym sięzastanawiał skąd to podobieństwo i czy nie zaufać tej reszcie, której nauka jeszcze nie potwierdziła lub nie może potwierdzić.

To rzeczywiście dobry postulat.Może najwyżej trochę ryzykowny.
V0lrath (3440 punktów)
>>Oczywiście i wiara i nauka się zmieniają.
>No i nie wiem czy można się na to zgodzić. Rzecz jasna chodzi mi o religie.
>Religie same w sobie nie zmieniają sie bo zmieniać się nie mogą. Co najwyżej jedne wierzenia pod wpływem coraz większej wiedzy o swiecie upadają.

Ogólne koncepcje pozostają takie same lub podobne, ale pewne wierzenia upadają, zmieniają się lub pojawiają się.
Nie twierdzę, że nauka neguje całą religię lub że w końcu ją całą obali - nie taki jest cel nauki i nawet nie sądzę, że kiedyś będzie do tego zdolna, bo zawsze pozostanie miejsce na dopasowanie jakiejś koncepcji do wiedzy oraz miejsce dla tej koncepcji. Nigdy nie będziemy wiedzieć wszystkiego i jednocześnie jeszcze wiedzieć, że wszystko na pewno wiemy.

>Jeżeli np. judeochristian zakłada że Bóg stworzył świat i posłał swojego syna by ten umarł za grzechy ludzi to ta koncepcja zmienić sie nie może. No bo jak? (posłużyłem sie koncepcja religijna zachodu bo z przyczyn oczywistych jest nam najbliższa)

Koncepcja ta nie ulegnie raczej zmianie - bo należy do tych raczej nieweryfikowalnych.

>Zastanawiam sie też na ile religia i nauka maluja ten sam obraz? Raczej obiekty malowania pokrywaja sie tylko częściowo.

Tak, pokrywają się tylko częściowo w chwili obecnej. Ale wiara zajmuje część obrazka, do której nauka jeszcze nie doszła, a może nigdy nie dojdzie. I zawsze będzie miejsce by położenie Boga na obrazku trochę przesunąć (w zasadzie to już przesunięto b.dawno na tyle daleko, że jest bezpieczny - jako byt transcendentny i nieweryfikowalny - a może nawet tak jak mówisz od początku zajmował i część transcendentną i tą bliższą fizyczności, a jedynie z tej drugiej się trochę wycofał - bo co najwyżej wierzenia o pewnych jego wpływach na świat można bezpośrednio weryfikować i tak się powoli dzieje).

Każde stwierdzenie mające jakiś sens może być weryfikowane albo empirycznie albo z braku weryfikacji bezpośredniej poprzez pomyślenie ile alternatywnych stwierdzeń można w to miejsce wstawić i pasują one równie dobrze do obrazu empirycznego - czym jest więcej tym mniej prawdopodobne jest pewne szczególne stwierdzenie (czyli rozważane stwierdzenie).

>W religii załozenie czegoś apriori jest nieuniknione.

Zgadza się. Dlatego nie przyjmuję religii. Wolę być konsekwentny i wolę zgodność między sferą rozumu i empirii a sferą celów i uczuć. Cele nie obieram na podstawie rozumu czy kalkulacji. Cele obieram tak samo jak to robi wierzący - na tej samej zasadzie - płyną one raczej z mojego wnętrza, serca i natury, a nie z rozumu. Jednak wybieram spośród tych celów cele rozumne, dopasowane do świata, mające szanse na realizacje. To co, że i tak nie wiem, czy na pewno się powiodą? To, że nie wiem, nie oznacza, że muszę się poddać. Żołnierze czy sportowcy też się nie poddają tylko z takiego powodu, że mogliby przegrać.
Ale wybierając swoje cele kieruje się tym, by co najważniejsze miały jakieś szanse na prawdziwość, na realizację. Wolę spełnione (lub mające szanse na spełnienie) cele związane z życiem tu na Ziemii i z tym światem niż cele mające prowadzić do nieśmiertelności w niebie, które prawdopodobnie okażą się złudzeniem - i w ostatnich chwilach się o tym prawdopodobnie i niezbyt miło przekonam.

>O i tu podałes pragmatyczne przykłady.

Pragmatyczne, ale nie wszystkie ani nie te bardzo reprezentatywne - tylko takie 2, które mi w pierwszej chwili na myśl przyszły.

>Tylko że znowu geocentryzm jest pewnym poglądem na świat a religia sama w sobie opisem swiata się nie zajmuje.

Nie mogę się zgodzić z drugą częścią zdania (z pierwszą tak - geocentryzm był w zasadzie wierzeniem związanym bezpośrednio z religią, ale nie religijnym dogmatem czy czymś bez czego religia by upadła albo nawet czymś bardzo ważnym).

Każde stwierdzenie dotyczące rzeczywistości, otoczenia jest opisem rzeczywistości (tautologia mi z tego wyszła...).
I jako taki może być potraktowany.
Tak samo można potraktować swierdzenie "Bóg jest" w znaczeniu realnego istnienia pewnego bytu posiadającego pewien zestaw cech i właściwości jak stwierdzenie "Drzewo jest".

>Poza tym cała ta płaskość ziemi jest tragiczna bo okazuje sie że sama biblia (żródło judeochrist) opowiada się za kulistościa. Ironia losu..

A z Biblią to różnie jest...
Pewnie znalazłyby się fragmenty opowiadające się i za jednym i za drugim. W Biblii jest sporo sprzeczności z samą Biblią - choć większość to szczegóły. Ale jak mawiają "diabeł tkwi w szzegółach".

>Zaś co do ewolucji to nie wiem czemu przeciwstawiasz ją kreacji. Nawet kreacjoniści są ewolucjonistami.Sprzeciwiaja się tylko traktowaniu jej jako samowolnego procesu.

Ta głośna i wojująca część niestety nie jest.
Sprzeciwia się samej koncepcji.

Ale zgodzę się, że obecnie wiara się przystosowała i wierzący wierzą teraz w wpływ Boga na ewolucję (choć trudno powiedzieć jak długo będą wierzyć - gdyż statystyczna analiza coraz lepiej pokazuje brak wpływu czynników innych niż mutacje i dobór naturalny) oraz w zapoczątkowanie ewolucji przez Boga (to wierzenie chyba dłużej przetrwa).

> Ale racja ewolucja jako naturalistyczny proces sprzeciwia sie chrześcijaństwu. Jeśli kiedys wreszcie stworza życie w laboratorium kolejna religia upadnie.

Chrześcijaństwo nawet wtedy się przystosuje (choć nie sądzę, że aż tak bardzo się sprzeciwia - da radę obejść się bez tego).

A poza tym już stworzono życie w postaci sztucznego biologicznego wirusa (choć nie biolodzy zwykle nie uznają wirusów za życie).

V0lrath (3440 punktów)
Nauka wpływała na wiarę - nie będę się sprzeczał co do tego, czy wpływała na szczegóły, a koncept ogólny w znacznej mierze pozostał taki sam, czy też było inaczej, ale nie da się ukryć, że pod wpływem wiedzy pewne wierzenia zostały obalone, a inne się zmieniały.
Jeśli coś wymaga zmian w szczegółach, które można było zweryfikować, to raczej ciężko mieć zaufanie do całości czy ogólnej koncepcji, która jest nieweryfikowalna.

Początkowo Biblia była rozumiana bardzo dosłownie. Niektóre części oczywiście miały charakter metafor czy przypowieści, ale wiele z historii tam opisywanych było brane jako prawdziwe.
Obecnie bardzo duża część Biblii jest traktowana metaforycznie i bardzo luźno - nie dosłownie.
Także błędy logiczne tudzież niezgodności logiczne, czy też merytoryczne, o ile dawniej nie były wcale zauważane i wierzono w nie dosłownie, o tyle teraz traktowane są jako mało ważne, nie liczące się - teraz liczy się przekaz metaforyczny i etyczny Biblii (a raczej jej wybranych fragmentów głównie z Nowego Testamentu).
Na przestrzeni wieków zmieniło się podejście do Biblii - z dosłownego traktowania tekstów i wiary bezpośrednio w biblijne słowa do wyszukiwania ukrytych i metaforycznych znaczeń.

Jedną z różnic w wierze jest pojmowanie genezy świata. Jedyne co pozostało po dawnych wierzeniach to stworzenie przez Boga.
Sam opis - koncepcja - stworzenia zmieniła się jednak z biblijnej bajki o Adamie, Ewie i raju na bardzo bardzo metaforyczne jej rozumienie i dopasowane do współczesnych koncepcji astrofizycznych takich jak Wielki Wybuch (choć kreacjoniści młodej Ziemii nadal upierają się przy swoim - przy stworzeniu świata 5000 lat temu).

Kolejną różnicą jest koncepcja genezy życia na ziemi.
O ile dawniej wierzono, że człowieka Bóg stworzył bezpośrednio, o tyle obecnie wierzy się w zapoczątkowanie procesu ewolucji przez Boga i (niektórzy tak wierzą) w jego wpływ na proces ewolucji.
Papież J.P. II uznał teorię ewolucji za niesprzeczną z wiarą (a jeszcze kilkaset lat temu głoszących teorię ewolucji spotkałyby - gdyby wtedy TE mogła powstać - prześladowania, a ich księgi trafiłyby do spisu tych zakazanych) .

Dawniej wierzono także, że każde życie do życia może powołać tylko Bóg.
Obecnie jest przyjętym faktem, że tak nie jest.
Przykładem może być klonowanie, zapładnianie in vitro, konstrukcja biologicznego sztucznego wirusa, komputerowe symulacje z AI, sieciami neuronowymi i "sztucznym życiem" na poziomie zaawansowania takim jakie mają mikroorganizmy lub b.małe zwierzęta.

Jezus w swych naukach nie akceptował gospodarki rynkowej, prywatnej własności czy dążenia do maksymalizacji zysków i konsumpcji.
Współczesne chrześcijaństwo to akceptuje.

To tylko kilka większych i bardziej znanych przykładów.
Ale zmiany w koncepcjach głoszonych przez kościół następowały nie tylko z powodu nauki.

Pojawienie się Trójcy Świętej w chrześcijaństwie: www.racjonalista.pl/kk.php/s,958

Linki powiązane mniej lub bardziej z tematem zmian w wierzeniach, Kościele i religii (ale tutaj nie z powodu nauki):

www.racjonalista.pl/kk.php/s,214
Między innymi o historii stosunku władz Kościoła do zabijania: www.racjonalista.pl/kk.php/s,989
O historii stosunku władz Kościoła do wojen: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2719
O podejściu do niewolnictwa: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2773

www.racjonalista.pl/kk.php/s,2804
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2718
Antyracjonalista (30 punktów)

>Myślałam nad tym i stwierdziłam, że dla mnie większą wartość jako człowiek będzie mieć osoba głęboko wierząca, schematyczna, ale cechująca się przy tym prostotą i otwartością na człowieka niż niewierząca osoba odporna na dogmaty, ale przy tym skłonna do wywyższania się i manipulacji ludźmi.

Dokładnie. Dla mnie też większą wartośc jako człowiek ma np. buddysta, czy nawet tak godny ubolewania wedle autorów tej strony Indianin z plemienia Umpa-Umpa, czczący boga SzuruBuru, niż zatwardziały głosiciel ateizmu, ślepy, głuchy i nietolerancyjny. Co poniektórzy autorzy tej strony, odnoszę wrażenie, nie tyle nie wierzą w Boga, co Go nie lubią, bo im strasznie nie pasuje i przeszkadza w ich wizji świata. Są na szczęście ateiści i racjonaliści, którzy szanują przekonania innych, i nie plotą o czymś, o czym nie mają pojęcia, ale gdy na tej stronie poczytałem niejakiego św. Marka, który wyśmiał jakiegoś fizyka (Maurycego) za to, że wierzy w Ducha Świętego - nie zdzierżyłem.
A istnienie hipokryzji religijnej i księdza Rydzyka - sam z tego kpię, ale nie jest to dla mnie dowód na nieistnienie Boga czy na fałszywośc Kościoła.

V0lrath (3440 punktów)
> Co poniektórzy autorzy tej strony, odnoszę wrażenie, nie tyle nie wierzą w Boga, co Go nie lubią, bo im strasznie nie pasuje i przeszkadza w ich wizji świata.

Podejrzewam, że większośc nie tyle nie lubi i nie tyle im nie pasuje ta wizja, co przeszkadza mieszanie się tej wizji do nauki, polityki, prawa i ich życia. A także "zniewolenie umysłów" takimi wizjami.

Oburzenie Marka moim zdaniem wynikało nie tyle z szyderstwa i nienawiści do samej religii, co do pisania jednym tchem o fizyce i o Duchu Świętym - co rzeczywiście zabrzmiało tak, jakby "fizyk zgłębiał istotę DŚ", a więc tak jakby twierdził, że jest to częścią nauki lub wiedzy - że może to uznawać jako prawdę (i to być może nawet naukową).

Ja osobiście wierzących szanuje.
Choć nie podoba mi się np. mieszanie kościoła do polityki czy wprowadzanie pewnych rzeczy związanych z religią do prawa, a także wojny religijne, Rydzyk i to jaka obecnie jest spora część kocioła (od strony duchownych i "kuchni"). I nie podoba mi się, że tak wiele osób wierzy w bajki (nikt jak na razie mnie nie przekonał, że to nie są bajki i są choćby w niewielkim stopniu prawdopodobne). Ale nikt nikomu nie zabrania wierzyć - jeśli czyni to go szczęśliwym i daje sposób na życie (nawet jeśli prawdopodobnie złudny), a przy tym nie ogranicza praw innych ludzi - to ok. Po co więc staram się pisać o ateizmie i o swoim poglądzie na świat? Bo uważam, że wiary i religie ograniczają ludzi i zabierają im sporo. Dlatego myślę, że warto przekonywać, że wierzenia nie są czymś pożytecznym lub uzmysławiać, że jest to zwykła wymiana - przyjemne życie w nieświadomości w zamian za dopasowanie do zasad religii, płacenie np. na kościół, poświęcanie czasu lub poznanie być może nieprzyjemnej prawdy, ale za to wolność. Wybór jest jak w Matrixie - czerwona lub niebieska pigułka.

Szczególnie mocno mnie mierzi i nie potrafię zdzierżyć wkraczania wiary w sfery nauki i próby jej podważania (prawie zawsze nieudane - zawsze jeśli nie liczyć niesprawdzonych i nowych hipotez) oraz próby kreowania powszechnych poglądów o niesłuszności nauki w pewnych sprawach (np.teoria ewolucji - od dawna znana i uznawana, ale wielu ludzi nadal prawie nic o tym nie wie, lecz silnie zaprzecza - używając głównie dawno obalnej argumentacji z przed 40 lat).

> Są na szczęście ateiści i racjonaliści, którzy szanują przekonania innych, i nie plotą o czymś, o czym nie mają pojęcia, ale gdy na tej stronie poczytałem niejakiego św. Marka, który wyśmiał jakiegoś fizyka (Maurycego) za to, że wierzy w Ducha Świętego - nie zdzierżyłem.

Wyśmiał nie tyle za to, że wierzy (chociaż to chyba też - niektórzy nie potrafią zdzierżyć jak naukowiec wierzy w bajki), ale że miesza ze sobą "bycie fizykiem" - bycie naukowcem - z "zgłębianiem istoty DŚ" i z przyjmowaniem pewnych rzeczy jako prawdy.

> ...nie jest to dla mnie dowód na nieistnienie Boga czy na fałszywośc Kościoła.

Logicznego zupełnego dowodu to nie ma na nic związanego z naszym światem.
W końcu teoretycznie można być solipsysta będący ekstremalnym sceptykiem i nie uznawać nic poza "jestem".
Antyracjonalista (30 punktów)
>> Szczególnie mocno mnie mierzi i nie potrafię zdzierżyć wkraczania wiary w sfery nauki i próby jej podważania (prawie zawsze nieudane - zawsze jeśli nie liczyć niesprawdzonych i nowych hipotez) oraz próby kreowania powszechnych poglądów o niesłuszności nauki w pewnych sprawach

Dla mnie konflikt między wiarą a nauką to to samo, co konflikt pomiędzy biologią molekularną a folklorystyką - kto to wymyślił, że jedno drugiemu przeczy? Język religii jest w bardzo dużym stopniu symboliczny i krytykowanie Biblii za "nienaukowośc" i "nieprawdziwośc" jest lekko infantylne i wypada najpierw zapoznac się głębiej z tematem. Nauka niby z założenia jest obiektywna, ale inaczej przecież wyglądał naukowy model świata za Newtona, inaczej po Einstenie, inaczej będzie wyglądał za ileś tam lat. Rzetelny naukowiec nie powinien się upierac przy najsłuszniejszej słuszności znanych mu praw, bo w każdej chwili pojawic się może jakiś nowy Einstein i co nieco namieszac. Z tego, co mi wiadomo, obecnie trwają próby poszukiwania jednej teorii unifikującej Wszechświat, która łączyłaby prawa obowiązujące w mikroświecie (mechanika kwantowa) z makroświatem (teoria względności). Bo, co ciekawe, te prawa kompletnie się wykluczają. Dla mnie pytania i poszukiwania tego typu są naprawdę przeżyciem religijnym. I nie tylko dla mnie. Skąd się wzięło przekonanie, że zadaniem nauki jest udawadnianie istnienia bądź nieistnienia Boga? Dla mnie i wiara, i nauka to dwie metody postrzegania świata. Kosmolog Michał Heller się kłania. I nie tylko on.
A co do "racjonalizmu" naukowców - jest taka książka "TechGnoza" Erika Daviesa, gdzie jest mowa o tym, jak to w historii nauki duuuuużo naukowców flirtowało sobie w najlepsze z różną mistyką i wierzeniami w różne ciekawe stworki i inne światy. Miałem ubaw po pachy.

>> Bo uważam, że wiary i religie ograniczają ludzi i zabierają im sporo. Dlatego myślę, że warto przekonywać, że wierzenia nie są czymś pożytecznym lub uzmysławiać, że jest to zwykła wymiana

"pożytecznośc" bądź "niepożytecznośc" wierzeń nie jest ich cechą najważniejszą. Najważniejszą sprawą (no niestety, muszę znów przejśc na język religii) jest dla wierzącego zbawienie własnej duszy... ale jeśli się nie uznaje jej istnienia, to już inna sprawa. He he, nie sądzę, żeby religia ograniczała, chyba że jest traktowana na sposób faryzejski tudzież jako swego rodzaju "bożek", mający zapewnic powodzenie i dobre samopoczucie. Wiara w Boga to nie tylko ceremonie, kulty i "wymiany", panowie racjonaliści. To przede wszystkim zaufanie do Boga, który jest, hm, odrobinę mądrzejszy ode mnie, i pewnośc co do sensu i celu świata, historii, człowieka. Wg mnie to racjonalizm ogranicza, z jego wiarą w ludzki rozum. Bo ludzki rozum może okazac się niewystarczający. Bardzo niewystarczający.

Patuszkin (2279 punktów)
Antyracjonalisto!
CZy można wiedzieć w jakim znaczniu używasz słowa "wiara"? To słowo ma conajmniej dwa znaczenia.
Piotrek Patucha
Antyracjonalista (30 punktów)
>> CZy można wiedzieć w jakim znaczniu używasz słowa "wiara"? To słowo ma conajmniej dwa znaczenia.

Pewnie nawet więcej niż dwa. Pewnie też inne będą definicje tworzone przez osoby wierzące właśnie, niż przez tych, którzy nie wierzą, a dla których wiara jest tylko fenomenem psychicznym. Mówisz o dwóch znaczeniach - ktoś tu niedaleko i niedawno wspomniał o tym, rozróżniając "wiarę" czysto religijną (bez podstaw (hmmm...)), od wiary jako przekonania (charakteryzującą "niewierzących", ale będących przekonanymi o istnieniu czegoś).
To chyba oczywiste, że mówię o wierze w sensie religijno-metafizycznym. Tyle że dla mnie jest ona "pozbawiona świadectw empirycznych", ale wynika z czytania Biblii i jej opracowań, z własnych przeżyc i przemyśleń. Więc jest poparta pewną wiedzą.. i zdrowym rozsądkiem. A co do przeżyc empirycznych - czy naprawdę sądzicie, że tylko one uprawomacniają wiarę? Mam wrażenie, że gdyby się jakiemuś ateiście Matka Boska objawiła w centrum miasta, to też by nie uwierzył, a zwątpił w swoje postrzeganie... Żądacie dowodów, a już macie ich pełno, tylko ich nie widzicie. Może zdolnośc tego "innego postrzegania" to właśnie wiara?
Ktoś, pytany o wiarę, powiedział - ja nie wierzę w Boga - "ja WIEM, że On istnieje", i sądzę, że wierzący też na swój sposób o tym wiedzą. Jak i skąd? - pewnie łaska Boża...
--A gdybym ja Ciebie zapytał: co to jest rozum?

fredro
Wiara jako czynnik konieczny? Według mnie lepiej powiedzieć "nie wiem", niż "wierzę", gdyż w tym drugim wypadku pojawia się sprzeczność "nie wiem, ale wiem". Wiara jest właśnie takim swoistym konfliktem, wypływa z niej także wiele paradoksów jakie muszę być w sytuacjach niejasnych lub absurdalnych, np. "czy bóg może stworzyć kamień, którego sam nie podniesie?". Nie byłoby w ogóle tematu, gdyby ten, który nie wie, zachowywał się jak ten, który nie wie, czyli nie wypowiadał się na temat Boga lub w jego imieniu. Nie wiesz! I to jest fakt, ktorego nie ukryjesz udawaniem, że jednak może coś wiesz...
Antyracjonalista (30 punktów)
>> Wiara jest właśnie takim swoistym konfliktem, wypływa z niej także wiele paradoksów jakie muszę być w sytuacjach niejasnych lub absurdalnych, np. "czy bóg może stworzyć kamień, którego sam nie podniesie?"

I co, te paradoksy strasznie przeszkadzają?? Mechanika kwantowa też pełna jest paradoksów. Wstęga Moebiusa też jest paradoksem. Paradoksem jest zdanie "To zdanie jest fałszywe". Bardzo lubię paradosky, bo dowodzą tylko, że Bóg ma poczucie humoru A co do tej bzdurki z Bogiem i kamieniem - oto cytat ze strony apologetyka.com/faq/ateizm

"Powyższy sofizmat jest w rzeczywistości oparty o na ukrytym, błędnym rozumieniu wszechmocy. Mianowicie przyjęto tu samowywrotną definicję wszechmocy jako "zdolności do czynienia wszystkiego włącznie z nie czynieniem wszystkiego". Jak widać, tak definiowana wszechmoc nie ma sensu bo jest wewnętrznie sprzeczna. Stąd i całe pytanie na niej oparte również sensu nie ma. Bóg nie może stworzyć (i równocześnie nie tworzyć) kamienia tak, jak nie może stworzyć kamienia, który zarazem nie jest kamieniem albo trójkąta który jest kwadratem. Domaganie się od Boga by zrobić coś, czego równocześnie nie może zrobić jest nielogiczne, jest pozbawione sensu. -- Definicja wszechmocy jaką przyjmuje chrześcijaństwo, jest pozbawiona tej niespójności logicznej. "Wszechmoc bowiem jest zdolnością do czynienia wszystkiego, co jest możliwe (w sensie logicznym) do uczynienia". Czyli poza niemożnością stwarzania kwadratowych trójkątów czy równie sensownych "bleblaków" Bóg może wszystko."

>> Nie byłoby w ogóle tematu, gdyby ten, który nie wie, zachowywał się jak ten, który nie wie, czyli nie wypowiadał się na temat Boga lub w jego imieniu. Nie wiesz! I to jest fakt, ktorego nie ukryjesz udawaniem, że jednak może coś wiesz...

Nie wypowiadam się w imieniu Boga, zaś na Jego temat i owszem, choc dosyc ogólnikowo. Faktycznie, masz zupełną rację, niewiele wiem o Bogu, nie widziałem Go i nie rozmawiałem z Nim (chyba że poprzez modlitwę). Czuję tylko Jego obecnośc. A czy chcesz zabronic wierzącym rozmawiania o Bogu, bo tak wnioskuję z Twoich słów? To gratuluję tolerancji. Oczywiście, że wierzący nie wiedzą o Bogu wszystkiego, bo mają trochę pokory, a i Bóg nie dał się poznac w całości (ale sądzę, że wystarczająco).
Jak rozumiem, sam wiesz nawet nie tyle "coś", ale wręcz wszystko i jesteś chodzącą encyklopedią popularną, a dowodami na nieistnienie Boga sypiesz jak z rękawa. No to podaj jakiś ciekawszy, niż uch, paradoksy logiczne czy istnienie zła. Ale zaraz, skoro wierzy się w istnienie zła, to chyba się nie jest racjonalistą...

V0lrath (3440 punktów)
> A co do tej bzdurki z Bogiem i kamieniem - oto cytat ze strony
> apologetyka.com/faq/ateizm

Taka bzdurka, a doprowadziła do zmian definicji wszechmocy.

Jeszcze powinno się zmienić pojęcie wszechwiedzy, wszechobecności, niezmienności i nieskończoności - tak by niesprzecznie do siebie pasowały i będzie logicznie OK.

> Oczywiście, że wierzący nie wiedzą o Bogu wszystkiego, bo mają trochę pokory, a i Bóg nie dał się poznac w całości (ale sądzę, że wystarczająco).

Co i skąd wiedzą??
I na ile Twoim zdaniem można tym "źródłom wiedzy" ufać (weź pod uwagę, że te same źródła myliły się w wielu weryfikowalnych sprawach)?

> No to podaj jakiś ciekawszy, niż uch, paradoksy logiczne czy istnienie zła.

Innych dowodów niż logiczne i niezgodność z światem nie ma.
Ale z drugiej strony jest prosty i jasny dowód na to, że hipoteza Boga, nawet po doprowadzeniu do logicznej i niesprzecznej z "istnieniem zła" formy, będzie nieprawdopodobna.

> Ale zaraz, skoro wierzy się w istnienie zła, to chyba się nie jest racjonalistą...

Znów imputujesz komuś poglądy.

Nie będę się wypowiadał za Fredro, ale ja uważam, że można zdefiniować racjonalnie i obiektywnie pojęcie może nie tyle "zła" (metafizycznego), ale globalnego niskiego poziomu szczęśliwości i wysokiego poziomu złych uczynków czy zdarzeń oraz rzeczy złych moralnie - jak dla mnie lub jak dla przeciętnego człowieka.

Przez złe rozumiem to, co jest uznawane za moralnie złe przeze mnie i przez większość ludzi. Czyli m.in. czynienie drugiemu tego, co sobie nie jest miłe itp. itd.
Nie będę się, przynajmniej na razie, rozpisywał na temat moralności ani tego jak i skąd moralność swoją biorę ja - ateista. Napiszę tylko, że nie od Boga ani z innych wierzeń.
Patuszkin (2279 punktów)
>To chyba oczywiste, że mówię o wierze w sensie religijno-metafizycznym. Tyle że dla mnie jest ona "pozbawiona świadectw empirycznych", ale wynika z czytania Biblii i jej opracowań, z własnych przeżyc i przemyśleń.

Aby na pewno ozbawiona świadectw empiryczne? A może jest coś takiego jak wiara zmysłowa?
Np. Jan Duns Szkot uważał, ze to co ty nazywasz wiarą jest zmysłową intuicją.

>Żądacie dowodów, a już macie ich pełno, tylko ich nie widzicie. Może zdolnośc tego "innego postrzegania" to właśnie wiara?

To nie zawsze nazywa się wiara. Przykro mi.

>Ktoś, pytany o wiarę, powiedział - ja nie wierzę w Boga - "ja WIEM, że On istnieje", i sądzę, że wierzący też na swój sposób o tym wiedzą. Jak i skąd? - pewnie łaska Boża...
>--A gdybym ja Ciebie zapytał: co to jest rozum?
Słowo rozum ma kilka znaczeń.
1. rozsadek
2.myślenie dyskursywne
3.intucja

I żeby uniknąć nieporozumień mozemy się umówić, że rozsądek to zdroworozsądkowe myślenie , potoczne. Myślenie dyskuryswne to logiczna obróbka danych zmysłowych(nauki empiryczne). Ale może oznaczać także kombinatorykę w naukach formalnych(matematyka, logika).
Intucja to wgląd w głęboką naturę rzeczywistości. Intuicja musi zostać ubrana w słowa: np. poetyckie(jak w religiach i sztuce) lub logicznie spójny system pojeciowy(filozofia, racjonalizm).

Co ty na to?

Piotrek Patucha
Antyracjonalista (30 punktów)
>> Słowo rozum ma kilka znaczeń.
>1. rozsadek
>2.myślenie dyskursywne
>3.intucja (...)

No tak, ale intuicja to akurat chyba nie rozum? Coś mi się wydaje, że co światlejsi racjonaliści zarzuciliby Ci tutaj pomieszanie pojęc Rozsądek - a daj nam Boże więcej tego rozsądku. Myślenia dyskursywnego też
No i Twoje słowa o "głębokiej naturze rzeczywistości" - rety, to prawie to samo, co ja nazywam "światem duchowym"; to racjonaliści w to wierzą? Coś mi się tu przypomniało na temat.
Nie wiem, czy Jaśnie Oświeceni znają teorię funkcji psychicznych Junga (pewnie znają, w końcu są światli i oczytani); wiem, że Jungowskie teorie są bardzo różnie oceniane, od zachwytu, do porównania z mistycznymi wizjami Blake'a, ale cóż, świadom tego, przywołam je na użytek chwili. Jung wyróżnia 4 funkcje psychiczne: myślenie, intuicję, percepcję, uczucie. Intuicja jest raczej przeciwstawna myśleniu. No i takie zjawisko jak wiara religijna, o którą mnie pytałeś, jest wg niego (i wg mnie) zjawiskiem bardziej intuicyjno-uczuciowym niż rozumowo-percepcyjnym. Zatem szalenie trudno jest podać racjonalną definicję "wiary", bo wiara - z definicji właśnie - jest intuicyjno-uczuciowa, i jak by się wierzący nie starał, to i tak niewierzącego nie zadowoli. Czemu sam wierzę? Wierzę, bo, cholera jasna, intuicyjnie czuję, że jest w Ewangelii jakaś głębia, której nie ma żadna inna religia, ani inne światopoglądy . Nieścisłości, które pewnie rażą ateistów, są dla mnie tylko dowodem, że pisząc Ewangelie, koncentrowano się na idei, a nie na duperelach typu: u św. Jana stoi ktoś pod krzyżem, a u św. Marka nie stoi. Was takie słowa i tak nie zadowolą, bo wy jesteście "rozumowcy", będziecie żądać definicji, teorii i opisu czegoś, co wymyka się opisowi. No ale skoro zrównujesz teraz intuicję z rozumem... może nie jest tak źle. No i nie muszę dodawać chyba, że wg Junga wszystkie te funkcje psychiczne razem wzięte są równie ważne. A Wy - och, rozum, rozum, myślenie, myśleć, myśleć. Intuicja, odpowiadająca m. in. za wiarę jest równie ważna.... choć sam nie wierzę tylko intuicyjnie, musiałem sporo mądrych i mniej mądrych książek przeczytać, by do tego dojść.

Patuszkin (2279 punktów)
>No tak, ale intuicja to akurat chyba nie rozum? Coś mi się wydaje, że co światlejsi racjonaliści zarzuciliby Ci tutaj pomieszanie pojęc

Wyjśnię jednak skąd u mie takie przekonanie.
Kilkaset lat przed narodzinami Jezusa, niejaki Platon sformułował racjonalistyczną epistemologię, która odnisnęła swe piętno w dziejach nauki. Otóż za najwyższy rodzaj poznania rozumowego uznał poznanie noetyczne czyli intuicję. Nawet u Arystotelesa, celem filozofii jest theorein(oglądanie). W średniowieczu teologowie intuicję zastąpili pojęciem wiary. W ten sposób oddzielono od rozumu wiarę(intuicję) i zaczęto traktować to jako odzielne dziedziny.(mówiąc wiara mam na mysłi źródłowe rozumienie tego słowa:tj zaufanie do głosu bożego) Przez ten zabieg filozofia i nauka stały się jałowe, ponieważ zostały ograniczone do procedur typu: aksjomat-dedukcja. W ten sposób powstała racjonalna teologia, racjonalna metafizyka, moim zdaniem pusta i jałowa. Oczywiscie używam tutaj pojęcia racjonalizm na oznaczenie przekonania, ze najdoskonalszym narzędziem poznawczym jest rozum. Dawni racjonaliści mogli nie doceniać , czasem, wagi empirii, ale przecież tak rozuminy racjonalizm nie pojawił się w próżni, był kontrą wobec naiwnego sensualizmu.

Dopiero dziś po wielu wiekach, intuicja w naukach wraca do łask. Prawie każdy wybitny fizyk mówi o tym, że kieruje się w badaniach poczuciem piękna i harmonii kosmosu. Ta harmonia jest poznawana intuicyjnie, bo przecież nie za pomocą definicji, indukcji i dedukcji.

Piotrek Patucha
V0lrath (3440 punktów)
>Dopiero dziś po wielu wiekach, intuicja w naukach wraca do łask. Prawie każdy wybitny fizyk mówi o tym, że kieruje się w badaniach poczuciem piękna i harmonii kosmosu. Ta harmonia jest poznawana intuicyjnie, bo przecież nie za pomocą definicji, indukcji i dedukcji.

Pięknem kierują się gdy maja do wyboru kilka metod opisu i wszystkie są słuszne (odpowiadają sobie na wzajem).
Poza tym widzą piękno w harmonicznych matematycznych strukturach fizyki.
Ale nie kierują się nimi gdy przychodzi do weryfikacji jakiejś hipotezy.

Intuicją kierują się - częściowo - w fazie wymyślania nowych hipotez, generowania pomysłów i wstępnej fazie tworzenia teorii.
Jak przychodzi do dokładniejszych szczegółów, sposobów falsyfikacji czy samej falsyfikacji - używają empirii i rozumu.
Taki mechanizm działa tak jak działa ewolucja - bo generowanie może być mniej lub bardziej przypadkowe (nie jest bardzo przypadkowe i dlatego nauka działa dużo dużo szybciej niż ewolucja), ale weryfikacja już nie.
V0lrath (3440 punktów)
> No i takie zjawisko jak wiara religijna, o którą mnie pytałeś, jest wg niego (i wg mnie) zjawiskiem bardziej intuicyjno-uczuciowym niż rozumowo-percepcyjnym.

Zgadzam się.

> Zatem szalenie trudno jest podać racjonalną definicję "wiary", bo wiara - z definicji właśnie - jest intuicyjno-uczuciowa, i jak by się wierzący nie starał, to i tak niewierzącego nie zadowoli.

Może warto się zastanowić dlaczego tak jest i skąd bierze się tutaj niespójność między rozumem i percepcją a intuicją i uczuciem??

Może właśnie dlatego, że w niektórych sprawach (np. podejście do własnej śmierci) lepsze - ewolucyjnie - jest przyjmowanie jakiejś nieprawdy/czegoś nieprawdopodobnego chociażby by nie poświęcać czasu na myślenie nad tym lub by strach przed śmiercią nie przygniatał tak bardzo?
Otóż zwierzęta nie mają czegoś takiego jak przywoływalna w każdej chwili wyobraźnia - nie potrafią myśleć o czymś, co nie dotyczy chwili obecnej. Dlatego zwierzęta boją się śmierci tylko w sytuacjach zagrożenia śmiercią lub gdy śmierć/martwe ciało widzą.
Człowiek ma wyobraźnię i potrafi myśleć o śmierci w dowolnej chwili. I strach przed śmiercią tudzież problemy egzystencjalne nawiedzają go dużo dużo częściej. Ewolucja wytworzyła więc mechanizm zabezpieczający i gaszący strach przed śmiercią w sytuacjach bez zagrożenia - gdy jest on niepotrzebny i wręcz negatywny.
A przy okazji "pojawili się" bogowie (najpierw wielu, ale ostatnio bardzo popularny jest 1), a także szamani tudzież prorocy.

Intuicja może mylić.
Percepcja czasem (choć rzadziej) też.
Rozum - jeśli jest w dobrej formie - zwykle trudniej oszukać - bo rozum kontrolujemy sami, a percepcja i intuicja powstają nieświadomie i są dane - otrzymujemy je wytworzone/przetworzone przez nieświadomą część mózgu (po przejściu przez nie).
Intuicja jest często przydatna, ale należy podchodzić do niej z odrobiną krytycyzmu. Do rozumu zresztą też, ale myślenie daje tym lepszy efekt czym więcej nad czymś się zastanawiamy i myślimy. Jest kumulatywne. Zaś intuicja nie jest tak łatwo zmienna i nie można tak łatwo na nią wpływać czy kumulować wpływu.
V0lrath (3440 punktów)
Konflikt między wiarą a nauką w pewnym stopniu moim zdaniem zachodzi. Polecam książkę "Wiara kontra nauka" Tada Clemensa.

Ale nie o to mi chodziło - chodziło mi o bezpośrednie ataki różnych wierzeń/wierzących (nie twierdzę, że jakiejś całej wiary - jedynie jej odłamów).
Przykładem może tu być kreacjonizm - większość (prawie wszyscy jeśli nie wszyscy) kreacjoniści to wierzący w jakąś religię (lub czasem w kosmitów). I starają się mieszać do nauki.

nicram79 (460 punktów)
>Konflikt między wiarą a nauką w pewnym stopniu moim zdaniem zachodzi. Polecam książkę "Wiara kontra nauka" Tada Clemensa.

Moim zdaniem między nauką a wiarą nie ma konfliktu logicznego (tak jak np. pomiędzy różnymi sprzecznymi teoriami w nauce). Jest natomiast konflikt światopoglądów, hierarchii wartości i interesów.
V0lrath (3440 punktów)
Tak, zgadzam się.
Wszystko zależy od tego co jest ważniejsze dla danej osoby.
Dobro innych i swoje, prawda, zaufanie, poczucie godności, poczucie bezpieczeństwa, szczęście, poczucie obowiązku, przyjemność, poczucie piękna, duma, tradycja, wiara w pewne rzeczy itp. itd.
Każdy ma swoją hierarchię wartości i jedne uważa za ważniejsze, a inne za mniej ważne lub nie ważne.

Dla mnie np. b. ważna jest prawda - postawiłbym ją na jednym z pierwszych miejsc. Dlatego nie chce bajek i nie chce uznawać nieprawdopodobnych rzeczy za możliwe lub/i wierzyć w nie.

Wiara sama w sobie nie jest logicznie sprzeczna z wiedzą (o ile pominiemy/wyeliminujemy pewne logiczne sprzeczności w pewnych wierzeniach).
Nielogiczna jest nie sama wiara, ale brak konsekwencji u kogoś (przedstawiciela nauki) w poznawaniu świata. I nielogiczne jest przyjmowanie za prawdopodobne czegoś, co prawdopodobne nie jest.

Ale dla kogoś innego prawda może mieć drugorzędne znaczenie.
Np. drugorzędne wobec tradycji i wiary. I wtedy taka osoba przyjmie raczej wiarę niż nawet racjonalny wywód dlaczego jest nieprawdopodobna.
nicram79 (460 punktów)
>Dla mnie konflikt między wiarą a nauką to to samo, co konflikt pomiędzy biologią molekularną a folklorystyką - kto to wymyślił, że jedno drugiemu przeczy?

No wreszcie ktoś ładnie wypowiedział to, do czego od jakiegoś czasu staram się dyskutantów na forum przekonać
Celecrin (11895 punktów)
>No wreszcie ktoś ładnie wypowiedział to, do czego od jakiegoś czasu staram się dyskutantów na forum przekonać
Aparat pojęciowy jakim się posługujesz jest (dla mnie) czasem niezrozumiały. IMHO lekko traktujesz znaczenia słów. O jakiej wierze Ty ciągle mówisz Marcin? Podaj jej definicję (pojęcie).
W naszej dyskusji swego czasu postulowałeś waść, że w nauce obecna jest wiara Czy to jest ta sama wiara, o której teraz mówisz?
Osobiście nie jestem zwolennikiem walki z religią przy pomocy nauki (Bez sensu). Nauka się tym po prostu nie zajmuje ale nie wmawiaj mi, że czasem nauka nie prowadzi do sprzeczności z religią, po prostu mimowolnie.
Przykładów są setki. W zależności od tego w co ludzie wierzą.

Suilad...
nicram79 (460 punktów)
>>No wreszcie ktoś ładnie wypowiedział to, do czego od jakiegoś czasu staram się dyskutantów na forum przekonać
> Aparat pojęciowy jakim się posługujesz jest (dla mnie) czasem niezrozumiały. IMHO lekko traktujesz znaczenia słów. O jakiej wierze Ty ciągle mówisz Marcin? Podaj jej definicję (pojęcie).

W tym przypadku mówiłem o wierze religijnej. Bo tego dotyczyła wypowiedź do której się odnosiłem.

>W naszej dyskusji swego czasu postulowałeś waść, że w nauce obecna jest wiara Czy to jest ta sama wiara, o której teraz mówisz?

Nie. Wtedy miałem na myśli szersze znaczenie wiary: 1. Przyjmowanie różnych założeń bez sprawdzenia - i z założeniem że ich się sprawdzać nie będzie, tylko przyjmuje się je na wiarę (takich jakby aksjomatów) 2. Uznawanie istnienia pewnych wyobrażonych bytów postulowanych przez teorie (religijne, filozoficzne lub naukowe).

>Osobiście nie jestem zwolennikiem walki z religią przy pomocy nauki (Bez sensu). Nauka się tym po prostu nie zajmuje ale nie wmawiaj mi, że czasem nauka nie prowadzi do sprzeczności z religią, po prostu mimowolnie.
>Przykładów są setki. W zależności od tego w co ludzie wierzą.

To zależy co masz na myśli przez sprzeczność. Jeśli mówisz o konfliktach to jasne. Mi chodziło o sprzeczność logiczną, taką jak np. między zdaniami: "to jest białe" i "to jest czarne" w sytuacji gdy mówimy o tym samym przedmiocie o którym można sensownie powiedzieć że ma kolor.

Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Wrócę jeszcze do Twojej wypowiedzi:
>>>No wreszcie ktoś ładnie wypowiedział to, do czego od jakiegoś czasu staram się dyskutantów na forum przekonać
Zgodzisz się, że wypowiedź ta ma znamiona ogólności? (Szczególnie to "od jakiegoś czasu") Dlatego się zapytałem.
>Nie. Wtedy miałem na myśli szersze znaczenie wiary: 1. Przyjmowanie różnych założeń bez sprawdzenia - i z założeniem, że ich się sprawdzać nie będzie, tylko przyjmuje się je na wiarę (takich jakby aksjomatów) 2. Uznawanie istnienia pewnych wyobrażonych bytów postulowanych przez teorie (religijne, filozoficzne lub naukowe).
To Marcinie jest prawie to samo, co wiara religijna. Jeszcze inne znaczenie wiary to przekonanie na podstawie pewnych przesłanek.
>To zależy co masz na myśli przez sprzeczność. Jeśli mówisz o konfliktach to jasne. Mi chodziło o sprzeczność logiczną, taką jak np. między zdaniami: "to jest białe" i "to jest czarne" w sytuacji gdy mówimy o tym samym przedmiocie o którym można sensownie powiedzieć że ma kolor.
Tak. Na przykład wiara w przemianę wody w wino jest sprzeczna z nauką. Rozdzielenie chleba i ryb dla 5 tys. też. Stworzenie świata w 6 dni. Powstanie człowieka z prochu, a kobiety z żebra. Część można tłumaczyć przenośnią, ale część TRZEBA brać dosłownie (wino, nakarmienie tysięcy, wniebowzięcie Jezusa i jego matki).

Suilad...
nicram79 (460 punktów)
>Tak. Na przykład wiara w przemianę wody w wino jest sprzeczna z nauką. Rozdzielenie chleba i ryb dla 5 tys. też. Stworzenie świata w 6 dni. Powstanie człowieka z prochu, a kobiety z żebra. Część można tłumaczyć przenośnią, ale część TRZEBA brać dosłownie (wino, nakarmienie tysięcy, wniebowzięcie Jezusa i jego matki).

Już o tym dyskutowaliśmy, nie wiem czy jest sens do tego wracać.

PS. Czy zwracanie się do mnie po imieniu jest sugestią że skądś się znamy ?

Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Już o tym dyskutowaliśmy, nie wiem czy jest sens do tego wracać.
Nie dyskutowaliśmy NIGDY o wierze religijnej, ani jej odniesień do nauki (no może był lekki styk, ciągle powtarzałeś że nauka i religia są do siebie podobne...). Była dyskusja na temat ZNACZEŃ "wiary" i ich używania, natomiast głównie dyskutowaliśmy spojrzeniu na naukę (IMHO).

>Czy zwracanie się do mnie po imieniu jest sugestią że skądś się znamy ?
Nie, nie znamy się. Jak mam się zwracać? nikram(ie)79?

Nie będę Cię wciągał w rozmowę. Przepraszam

Suilad...
nicram79 (460 punktów)
>Cześć
>>Już o tym dyskutowaliśmy, nie wiem czy jest sens do tego wracać.
>Nie dyskutowaliśmy NIGDY o wierze religijnej, ani jej odniesień do nauki (no może był lekki styk, ciągle powtarzałeś że nauka i religia są do siebie podobne...). Była dyskusja na temat ZNACZEŃ "wiary" i ich używania, natomiast głównie dyskutowaliśmy spojrzeniu na naukę (IMHO).

Ok, w takim razie przepraszam. W tamtej dyskusji odpowiadało czasami kilka osób na raz i nie do końca pamiętam z kim i o czym dyskutowałem.

>Nie, nie znamy się. Jak mam się zwracać? nikram(ie)79?

Nie chodziło mi o to, że mi to jakoś przeszkadza. Tak się pytam.

Venecja (44 punktów)
"PETYCJA SEKCJI PIK DO REPREZENTANTOW LUDU ......."

"...filozofia obala panowanie szalbierstwa, wreszcie człowiek staje sie oswiecony i niszcząc jedna ręka głupie zabawki absurdalnej religii, drugą wznosi ołtarz dla najdroższego swemu sercu BÓSTWA. Rozum zastępuje Maryję w naszych światyniach , a kadzidło palone u kolan cudzołożnicy , zapłonie już tylko u stóp Bogini , która zerwała krępujące nas kajdany.."

Tyrania i Przesąd / ja dodam jeszcze wiara/ tych troje wykarmionych w tej samej kołysce dzieli fanatyzm - któremu sprzyjają owe istoty.

Nie pytaj w co wierzyc..dlaczego wierzyc....zapytaj lepiej co w życiu jest ważne.....wówczas przerazająca hydra ultramontańskiego przesądu ścigana połączonym swiatłem Rozumu i Cnoty nie mając innego schronienia będzie musiała zginąć.
Venecja.
Monia
Antyracjonalisto,
az milo poczytac to co piszesz...
V0lrath (3440 punktów)
Lepiej zapytaj się jak Morfeusz zapytał Neo w Matrixie - którą pigułkę wolisz.

Niebieską czy czerwoną?

Niebieska: wiara, przyjmowanie pewnych wierzeń a priori i poświęcanie im części swojego czasu i życia, ale za to brak problemów egzystencjalnych i odpowiedź na wszystko (nie ważne czy prawdziwa czy iluzoryczna).

Czerwona: nie koniecznie przyjemna prawda + brak wszystkich odpowiedzi, także tych najważniejszych, ale za to prawda i wolność.

Nie łykać nic: odrzucenie rzeczywistości (solipsyzm i maksymalny sceptycyzm)

Ja kiedyś - kilka lat temu gdy byłem dzieckiem - brałem niebieskie, bo takie mi podawano jako dziecku, ale obecnie biorę tylko czerwone.
nicram79 (460 punktów)
>Niebieska: wiara, przyjmowanie pewnych wierzeń a priori i poświęcanie im części swojego czasu i życia, ale za to brak problemów egzystencjalnych i odpowiedź na wszystko (nie ważne czy prawdziwa czy iluzoryczna).
>Czerwona: nie koniecznie przyjemna prawda + brak wszystkich odpowiedzi, także tych najważniejszych, ale za to prawda i wolność.

Niebieska chyba też często nie jest najprzyjemniejsza. Treści religijne są często mało przyjemne. Ważniejsze w religii jest chyba to, że daje poczucie sensu, celowości i organizuje obraz rzeczywistości czy zaspokajanie innych potrzeb. Czyli religia zaspokaja różne potrzeby emocjonalne, ale raczej nie przez mówienie "wszystko jest super, nie ma się czym przejmować".

leo_z (935 punktów)
>Niebieską czy czerwoną?
Zapytam z czystej przekory... a co będzie jak dwie pigułki na raz połkniemy ...oprócz rozwolnienia oczywiście

pozdrawiam

V0lrath (3440 punktów)
To albo jedna z nich w końcu zneutralizuje drugą albo dostąpisz, poza rozwolnieniem, swoistego rozdwojenia jaźni i rozumu na 2 odrębne części - które będą się włączać i wyłączać w zależności od tego co rozważasz
ja:)
ja tam jestem katolikiem normalnie wierze w Boga i nie przeszkadza mi to myśleć racjonlanie. poprostu znam granicę między jednym a drugim... wiem ze to wydaje się bez sensu ale ja już tak mam
św.Marek
    Używałeś już nicka "mlody_patriota", teraz "ja: )". To jest niedozwolone w naszym regulaminie. Radzę go sobie przeczytać, zarejestrować się pod jednym - to naprawdę nie boli - i mieć z głowy problem nicków. Proszę nie używać różnych nicków.

___________
Pozdrawiam
antracyt
Ale sie zakreciliscie...
Dla mnie emocjonalne, intuicyjne i racjonalne, analityczne to dwie natury czlowieka. Ta pierwsza nie musi wcale wyrazac sie wiara w Boga, ta druga nie musi byc ateistyczna. Czyli konflikt pomiedzy nauka a wiara nie musi istniec. My jednak zawsze probujemy okreslic granice tych dwoch obszarow.
V0lrath (3440 punktów)
Właśnie by sobie powiedzieć "nie ma konfliktu" trzeba wyznaczyć sobie stałe granice poznania - tak by nauka nie wchodziła na grunt tego w co wierzymy i vice versa.
antracyt
Ale ta granice moze wyznaczyc tylko sobie, indywidualnie. Inaczej mamy do czynienia z ustanawianiem dogmatow.
Oczywiscie religia jest przedstawicielem dogmatow. ci, ktorzy stoja po stronie racjonalnej zawsze podwazali dogmaty wiary. I znowu jestesmy w tym samym punkcie.
Niezapominajka
>    Używałeś już nicka "mlody_patriota", teraz "ja: )". To jest niedozwolone w naszym regulaminie. Radzę go sobie przeczytać, zarejestrować się pod jednym - to naprawdę nie boli - i mieć z głowy problem nicków. Proszę nie używać różnych nicków.
>___________
>Pozdrawiam

I znów się czepiasz....

Chyba że chcesz pokazać, że przed Tobą nic się nie ukryje....
Wenuska (36 punktów)
Pewnie to zabrzmi naiwnie: wierzę w ludzi, w ich dobrą wolę. Wierzę, że nie tylko strach przed piekłem, czy zwykłą zemstą jest w stanie zmobilizować ich by lepiej siebie traktowali. Wszyscy jesteśmy wspólnotą - od czasów, kiedy jeszcze ludzie nie byli w stanie wymyśleć sobie nadrzędnego Stróża moralności.

Ludzie za bardzo skupili się na rytuałach, za bardzo dali się omotać kościelnej symbolice. W ceremoniach, pieśniach, złotych kielichach, co wieczornych klepanych pacierzach zgubili po drodze siebie i innych towarzyszy życia. Uwierzyli, że nie są godni rozwinąć skrzydeł, że są zwykłymi kurami (za pewną przypowieścią), mało tego traktują tak innych i często gotowi są zadziobać tego członka stada, który odważyłby się obrosnąć w szlachetniejsze pióra.

Kościół uczynił wiele dobrego, ale jednej rzeczy racjonalnie myśląca część ludzkości mu nie wybaczy: poczucia winy, które zabija orła w każdym człowieku i zniża go do poziomu drobiu wdzięcznego Panu za to, że jeszcze żyje. Taki człowiek z paradoksu stworzenia na podobieństwo Doskonałego i poczucia odpowiedzialności za całe zło świata zawsze wybierze to drugie.

Ciężko stawać się orłem wśród osępiałych, na pół ślepych kur... dlatego podziwiam odważnych niestereotypowych ludzi szybujących myślami wysoko ponad większością.

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365