 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-07-2010 20:32 | Iwona Przybyła (801 punktów) | Racjonalizm, a miłość...
6 na 6 | Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. Czym jest dla Was miłość? Czy to tylko kalkulacja, emocjonalna gra?
Podoba mi się tekst utworu Mariusza Lubomskiego "Żeby": "Żeby z okruchów złożyć świat w coś, co ma koniec i początek; Żeby w chaosie znaleźć ład i uspokoić serce drżące; Żeby cel miała każda droga, człowiek wymyślił sobie boga.
Żeby pomnażać ludzki ród i mieć do tego wyższy pretekst; Żeby nie popęd, ale cud łączył mężczyznę i kobietę; Żeby się dużo wznioślej żyło, człowiek wymyślił sobie miłość.
Żeby poskładać w jakiś rytm kształty, kolory, dźwięki, słowa; Żeby nie każda myśl i czyn dały się mądrze motywować; Żeby móc robić rzeczy głupie, człowiek wymyślił sobie sztukę.
Żeby usprawiedliwić zło i prawo innych niewolenia; Żeby pewności tłumić moc, że w sumie nic wartości nie ma; Żeby oznaczyć wszystko ceną, człowiek wymyślił sobie pieniądz.
Żeby natury poznać twarz i w swoje rysy ją zamieniać; Żeby przed lustrem mocno stać i nadać sobie sens istnienia; Tak z konieczności, jak z potrzeby człowiek wymyślił słowo "żeby".
No i niby racjonalne jest stwierdzenie, że miłość to tylko popęd i rozmnażanie, ale czy miłość można sprowadzić tylko do biologii?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Matix (5786 punktów) | >Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. >Czym jest dla Was miłość? >Czy to tylko kalkulacja
To nie może być kalkulacja, bo kalkulacje jasno pokazują, że miłość się nie opłaca.
|
|
 | 3 na 3 | Witold Baryluk (630 punktów) | >>Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. >>Czym jest dla Was miłość? >>Czy to tylko kalkulacja >To nie może być kalkulacja, bo kalkulacje jasno pokazują, że miłość się nie opłaca. Na prawdę? Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. A koszty dosyć małe.
|
|
|  | | Matix (5786 punktów) | >Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków.
Oczywiście, że tak ale kalkulacja jak sama nazwa mówi "liczy" liczy się pieniądze.
>A koszty dosyć małe.
Dziecko, które jest efektem miłości to raczej spory koszt.
|
|
| |  | | Witold Baryluk (630 punktów) | >>Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. >Oczywiście, że tak ale kalkulacja jak sama nazwa mówi "liczy" liczy się pieniądze.
O, Ciekawe. A ile kosztuje miłość? Biorąc pod uwagę że zakochuje się co roku dziesiątki milionów par to chyba jednak jest tania.
>>A koszty dosyć małe. >Dziecko, które jest efektem miłości to raczej spory koszt. Relatywnie mały, biorąc pod uwagę zysk który potem z tej inwestycji jest. No, może nie w dzisiejszych czasach. Bo dzisiaj ani rodzic sam już nie wychowa dziecka, ani dziecko nie pomoże w domu czy na polu, ani nie zajmie się na starość. Mamy tak zwane zdobycze cywilizacyjne w postaci państwowej edukacji, emerytur, różnych technologii innych. Niezaprzeczalnie też medycyna tutaj się poprawiła bardzo, pozwalając ludziom żyć zdrowiu i aktywności dłużej, a więc pozwalając na dłuższy czas być samodzielnym.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Karol Karpiński (76 punktów) | >O, Ciekawe. A ile kosztuje miłość? Biorąc pod uwagę że zakochuje się co roku dziesiątki milionów par to chyba jednak jest tania.
Chyba jednak powszechna.
>Relatywnie mały, biorąc pod uwagę zysk który potem z tej inwestycji jest. No, może nie w dzisiejszych czasach. Bo dzisiaj ani rodzic sam już nie wychowa dziecka, ani dziecko nie pomoże w domu czy na polu, ani nie zajmie się na starość. (...)
Co nie zmienia faktu, że tzw. pierwotne instynkty (w tym przypadku nakaz kochania swojego dziecka) nadal tkwią w ludziach.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Głąbiński (3538 punktów) | >>Dziecko, które jest efektem miłości to raczej spory koszt. >Relatywnie mały, biorąc pod uwagę zysk który potem z tej inwestycji jest. No, może nie w dzisiejszych czasach. Bo dzisiaj ani rodzic sam już nie wychowa dziecka, ani dziecko nie pomoże w domu czy na polu, ani nie zajmie się na starość. Mamy tak zwane zdobycze cywilizacyjne w postaci państwowej edukacji, emerytur, ... Tu nieco zbłądziłeś. Należy dodać, że wspomniane zdobycze cywilizacji powodują uwspólnotowienie wymienionych wcześniej korzyści. O ile w pierwotnej gospodarce dziecko swe usługi świadczyło bezpośrednio rodzicom, to obecnie oddaje je społeczności, która wg przyjętych zasad (szczególnie dotyczy to emerytury) wydziela korzyści wszystkim swoim członkom. Minusem tego jest, że prawem kaduka bezdzietni staruszkowie korzystają z wkładu pracy tych, którzy wychowali liczne potomstwo, a plusem - że utrzymanie niezdolnych do pracy nie zależy od dobrej woli ich potomstwa, która - jak wiadomo - często zawodzi. Idealnie sprawiedliwy system emerytalny, który uwzględniałby wszelkie poniesione zasługi dla uformowania następnego pokolenia, to temat dla wielu skomplikowanych rozważań.
Stach M. G.
|
|
| | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >Minusem tego jest, że prawem kaduka bezdzietni staruszkowie korzystają z wkładu pracy tych, którzy wychowali liczne potomstwo,
Ten argument jest zły, gdyż bezdzietni swoją pracą utrzymywali dziadków tych, którzy będą ich utrzymywać. Ich bilans wychodzi więc na zero.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >... bezdzietni swoją pracą utrzymywali dziadków tych, którzy będą ich utrzymywać. Niezrozumiałe. W każdym bądź razie jest faktem, że jest niedopuszczalnie duża różnica zamożności przeciętnych rodzin wielodzietnych i osób bezdzietnych.
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>... bezdzietni swoją pracą utrzymywali dziadków tych, którzy będą ich utrzymywać. >Niezrozumiałe. W każdym bądź razie jest faktem, że jest niedopuszczalnie duża różnica zamożności przeciętnych rodzin wielodzietnych i osób bezdzietnych.
Niedopuszczalnie ? Czyżby nowy Robin Hood? Zabieramy bogatym, dajemy biednym?
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>... jest niedopuszczalnie duża różnica zamożności przeciętnych rodzin wielodzietnych i osób bezdzietnych. >Niedopuszczalnie ? Czyżby nowy Robin Hood? Zabieramy bogatym, dajemy biednym? Nie rozumiesz, o czym piszesz. Sam wyraźnie stwierdziłeś, że zabierał bogatym, a nie bezdzietnym, którzy przecież zdarzają się zarówno w kręgach dobrze zarabiających, jak i wśród biedaków. Nie chodzi o różnicę między bogatymi i biednymi, lecz o zbyt dużą różnicę poziomu życia w tej samej grupie społecznej spowodowaną wyłącznie liczebnością rodziny. Szczególnie silnie jest to odczuwane przez członków warstwy średnio zarabiających. Rosnące koszty edukacji i standardów życia sprawiają, że potrzeby finansowe rodziny wzrastają znacznie więcej niż w proporcji do ilości dzieci, a jednocześnie maleją szanse uzyskiwania dodatkowych przychodów. W rezultacie teza, że single dopłacają do przygotowania następnego pokolenia pracowników, traci sens zupełnie. Wspomniana przeze mnie niedopuszczalność tej dysproporcji wynika nie tak z tzw. sprawiedliwości społecznej, ile z rachunku ekonomicznego. Trudność znalezienia pomocy (służącej, niańki itp.), wspomniane koszty edukacji, brak przedszkoli, niepewność zatrudnienia itp. powodują, że decyzja wychowania dziecka obarczona jest zbyt dużym ryzykiem i w rezultacie mamy coraz mniej młodzieży (niestety znaczący wpływ mają również przemiany obyczajowe nie dające się ująć rachunkiem ekonomicznym, ale to inny temat). Grozi nam wyludnienie, a raczej zdominowanie przez ludność napływową. Sprawa nie jest całkiem nowa. Ongiś mężczyźni, pozostający po przekroczeniu wieku dwudziestu kilku lat w stanie bezżennym, płacili podatek - tzw. "bykowe". Nie wiem dokładnie, jaki był cel i jaka skuteczność (chyba niewielka, skoro zrezygnowano z tej praktyki) tego fiskalnego obciążenia, ale z pewnością chodziło tu o coś związanego z dzietnością i zapobieganiem przewidywanym lub obserwowanym złym skutkom tego zjawiska.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>>... jest niedopuszczalnie duża różnica zamożności przeciętnych rodzin wielodzietnych i osób bezdzietnych. >>Niedopuszczalnie ? Czyżby nowy Robin Hood? Zabieramy bogatym, dajemy biednym? >Nie rozumiesz, o czym piszesz. Sam wyraźnie stwierdziłeś, że zabierał bogatym, a nie bezdzietnym, którzy przecież zdarzają się zarówno w kręgach dobrze zarabiających, jak i wśród biedaków. >Nie chodzi o różnicę między bogatymi i biednymi, lecz o zbyt dużą różnicę poziomu życia w tej samej grupie społecznej spowodowaną wyłącznie liczebnością rodziny.
Myślę, że to jest spowodowane raczej podejściem do życia - zwróć uwagę, że bogaci zwykle mają jedno, góra dwoje dzieci ( o ile w ogóle mają ), za to biedni posiadają liczną gromadkę. Zwróć też uwagę, że koszt posiadania każdego KOLEJNEGO dziecka jest coraz mniejszy - ze starszych zostają nam ubranka, zabawki, książki itp. Jeśli ktoś nie myśląc o konsekwencjach generuje sobie takie stadko, czemu miałoby mnie to obchodzić, że potem nie ma skąd go utrzymać?
>Szczególnie silnie jest to odczuwane przez członków warstwy średnio zarabiających. Rosnące koszty edukacji i standardów życia sprawiają, że potrzeby finansowe rodziny wzrastają znacznie więcej niż w proporcji do ilości dzieci, a jednocześnie maleją szanse uzyskiwania dodatkowych przychodów.
W poprzednim akapicie napisałem, że jest dokładnie na odwrót - im więcej dzieci tym mniejsze wydatki w przeliczeniu na dziecko.
> W rezultacie teza, że single dopłacają do przygotowania następnego pokolenia pracowników, traci sens zupełnie. Wspomniana przeze mnie niedopuszczalność tej dysproporcji wynika nie tak z tzw. sprawiedliwości społecznej, ile z rachunku ekonomicznego.
Tak, to możemy sobie gdybać - ja uważam, że single mają ujemny bilans ( więcej wpłacają do systemu niż z niego otrzymują ), ty, że nie - bez danych statystycznych ciężko będzie to rozstrzygnąć.
>Trudność znalezienia pomocy (służącej, niańki itp.), wspomniane koszty edukacji, brak przedszkoli, niepewność zatrudnienia itp. powodują, że decyzja wychowania dziecka obarczona jest zbyt dużym ryzykiem i w rezultacie mamy coraz mniej młodzieży (niestety znaczący wpływ mają również przemiany obyczajowe nie dające się ująć rachunkiem ekonomicznym, ale to inny temat). Grozi nam wyludnienie, a raczej zdominowanie przez ludność napływową.
Od 1960 roku liczba ludzi na świecie się PODWOIŁA. Było 3 mld, jest prawie 7. W ciągu 50 lat. Dominacja przez ludność napływową będzie nam grozić tylko wtedy, jeśli będziemy chcieli utrzymywać ten archaiczny system, w którym młodzi utrzymują starych, a przy braku młodych trzeba ściągać imigrantów.
>Sprawa nie jest całkiem nowa. Ongiś mężczyźni, pozostający po przekroczeniu wieku dwudziestu kilku lat w stanie bezżennym, płacili podatek - tzw. "bykowe". Nie wiem dokładnie, jaki był cel i jaka skuteczność (chyba niewielka, skoro zrezygnowano z tej praktyki) tego fiskalnego obciążenia, ale z pewnością chodziło tu o coś związanego z dzietnością i zapobieganiem przewidywanym lub obserwowanym złym skutkom tego zjawiska.
Przeludnienie jest złym zjawiskiem. Liczba zasobów na planecie jest stała, im więcej jest ludzi, tym mniej przypada dla każdego, co winduje ich cenę. Nadmiar ludzi generuje tylko i wyłącznie bezrobocie - w czasach, kiedy gospodarka opierała się przede wszystkim na sile roboczej więcej pracowników oznaczało większą wydajność. Dzisiaj, kiedy coraz więcej systemów jest zautomatyzowanych a jeden inżynier może sterować pracą całego zakładu więcej ludzi to więcej kosztów dla systemu.
Hmm... ale nam tu offtopic wyszedł, przecież ten wątek jest nie o tym...
|
|
| | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | >>>Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. >>Oczywiście, że tak ale kalkulacja jak sama nazwa mówi "liczy" liczy się pieniądze. >O, Ciekawe. A ile kosztuje miłość?
Życie.
Czy to mało?
>Biorąc pod uwagę że zakochuje się co roku dziesiątki milionów par to chyba jednak jest tania.
To, że dostajesz samochód za darmo, nie znaczy, że nie musisz płacić za benzynę. Ile kosztuje i ilu wyrzeczeń wymaga utrzymanie tej miłości przez długi okres?
|
|
| | | |  | | Witold Baryluk (630 punktów) | >>>>Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. >>>Oczywiście, że tak ale kalkulacja jak sama nazwa mówi "liczy" liczy się pieniądze. >>O, Ciekawe. A ile kosztuje miłość? >Życie. >Czy to mało?
Wspominałeś coś o pieniądzach. Wyraź to w złotówkach, dolarach.
|
|
| | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>>Życie. >>Czy to mało? >Wspominałeś coś o pieniądzach. Wyraź to w złotówkach, dolarach.
O pieniądzach wspominał Matix. Ja uważam koszty finansowe za nieistotne ( chociaż przy braku żony i dzieci konto puchnie znacznie szybciej ) - bardziej boli mnie wyzbycie się wolnego czasu i potrzeba dostosowywania się do innych.
|
|
|  | 3 na 3 | lotrek (14275 punktów) | > A koszty dosyć małe.Młody przyjacielu, cóż Ty o tym możesz widzieć. Dopiero z perspektywy lat można wiedzieć ile kosztuję miłość. I nie tylko w sensie materialnym, chociaż to jest też nie bez znaczenia. Koszty (w każdym znaczeniu tego słowa) są ogromne...ale warto je ponosić  .
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
|
|
| |  | | stilgar (7322 punktów) | > ale warto je ponosić .Już miałem dać plusa, ale przeczytałem te ostatnie cztery słowa  Może rozwiniesz, jaki jest zysk z tak kosztownej i ryzykownej inwestycji?
|
|
| | |  | 2 na 2 | lotrek (14275 punktów) |
> Już miałem dać plusa, ale przeczytałem te ostatnie cztery słowa Może rozwiniesz, jaki jest zysk z tak kosztownej i ryzykownej inwestycji?Czy każda inwestycja musi przynosić jakiś wymierny zysk? Zyskiem w tym przypadku może też być satysfakcja z tego, że nie zmarnowało się lat i szczęście osobiste. A to dużo...dlatego też napisałem, że warto.
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
|
|
| | | |  | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | > >Już miałem dać plusa, ale przeczytałem te ostatnie cztery słowa Może rozwiniesz, jaki jest zysk z tak kosztownej i ryzykownej inwestycji?> Czy każda inwestycja musi przynosić jakiś wymierny zysk? Zyskiem w tym przypadku może też być satysfakcja z tego, że nie zmarnowało się lat i szczęście osobiste. A to dużo...dlatego też napisałem, że warto.Satysfakcja to dla mnie zysk. Szczęście to dla mnie zysk. Tak samo przyjemność. Co rozumiesz przez "zmarnowanie lat" ? Bo ja słyszałem wielu ludzi skarżących się na to, ile lat zmarnowali przez małżeństwo  Ja przyjmuję takie kryterium - jeśli ktoś jest w danym czasie szczęśliwy, to ten czas nie jest zmarnowany. Może to ja jestem taki aspołeczny, ( chociaż jeszcze nie udało mi się zaobserwować pary, która nigdy się nie kłóciła i we wszystkim się zgadzała ) ale współdzielenie mojej przestrzeni życiowej z kimś innym jest dla mnie bardzo irytujące.
|
|
| |  | | Zella (1321 punktów) | > A koszty dosyć małe.> Młody przyjacielu, cóż Ty o tym możesz widzieć. Dopiero z perspektywy lat można >wiedzieć ile kosztuję miłość. I nie tylko w sensie materialnym, chociaż to jest też >nie bez znaczenia. Koszty (w każdym znaczeniu tego słowa) są ogromne...ale warto je >ponosić . W zdecydowany sposób się z Tobą zgadzam! Co mogą wiedzieć 30-40 latkowie na ten temat. Niech im życie udowodni , jak to jest! Plus.
|
|
| |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >Młody przyjacielu, cóż Ty o tym możesz widzieć.
Młodość nie ma monopolu na urodę, ale starość nie chroni przed głupotą.
|
|
| |  | | lukaszewicz (5674 punktów) | > Koszty (w każdym znaczeniu tego słowa) są ogromne...ale warto je ponosić .Nigdy tego co dostałem od moich kobiet nie nazwałbym kosztami. A to co im dawałem to czysta przyjemność.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Nigdy tego co dostałem od moich kobiet nie nazwałbym kosztami.
A dla nich?
>A to co im dawałem to czysta przyjemność. Jw.?
|
|
| | | |  | | lukaszewicz (5674 punktów) |
Staram się wypowiadać za siebie.
|
|
|  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Na prawdę? Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. A koszty dosyć małe.
Dużo zalet, mało kosztów? Ja to widzę dokładnie na odwrót. Tracisz prywatność, święty spokój, możliwość robienia na co masz ochotę w imię kompromisów. Dzieci to dodatkowe obciążenie. A co dostajesz w zamian?
|
|
| |  | | Witold Baryluk (630 punktów) | > Tracisz prywatność, święty spokój, możliwość robienia na co masz ochotę w imię kompromisów. Ja tych problemów jakoś nie mam.
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) | >> Tracisz prywatność, święty spokój, możliwość robienia na co masz ochotę w imię kompromisów. >Ja tych problemów jakoś nie mam. No to jesteś szczęśliwym człowiekiem. Gratuluję.
|
|
| |  | | Zella (1321 punktów) | >>Na prawdę? Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. A koszty dosyć >małe. >Dużo zalet, mało kosztów? Ja to widzę dokładnie na odwrót. Tracisz prywatność, święty >spokój, możliwość robienia na co masz ochotę w imię kompromisów. Dzieci to dodatkowe >obciążenie. A co dostajesz w zamian? Na tym polega egoizm! A jest to ujemna cecha człowieczeństwa!
|
|
| | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > >>Na prawdę? Miłość ma bardzo, bardzo dużo zalet i osobistych pożytków. A koszty dosyć >małe.> >Dużo zalet, mało kosztów? Ja to widzę dokładnie na odwrót. Tracisz prywatność, święty >spokój, możliwość robienia na co masz ochotę w imię kompromisów. Dzieci to dodatkowe >obciążenie. A co dostajesz w zamian?> Na tym polega egoizm! A jest to ujemna cecha człowieczeństwa!Tak, to egoizm, ale wcale nie jest on tak negatywny jak sie go przedstawia w szkolnych czytankach. Co jest złego w pragnieniu dla siebie jak najlepiej? W jaki sposób taki singiel-egoista szkodzi innym? Już w innym poście pisałem o utrzymywaniu przez niego dziadków tych, którzy będą jego utrzymywać na emeryturze ( chociaż biorąc pod uwagę zmniejszone wydatki myślę, że taka osoba uzbiera znacznie większe oszczędności i emerytura nie będzie mu potrzebna  ). Dlaczego uważasz, że taki egoizm jest zły?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Dlaczego uważasz, że taki egoizm jest zły?
Pewnie dlatego, że sama nie lubi myśleć, że egoistką jest. Albo o tym nie wie.
Ale z ciekawością poczytam "oryginału".
|
|
| | | | |  | | Zella (1321 punktów) | >Dlaczego uważasz, że taki egoizm jest zły? >Pewnie dlatego, że sama nie lubi myśleć, że egoistką jest. >Albo o tym nie wie. >Ale z ciekawością poczytam "oryginału".
Wie, wie!Egoizm w obronie swoich przekonań, czy w wyniku cięgów, które daje życie, w końcu musi być bronią kobiety!
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Wie, wie!Egoizm w obronie swoich przekonań, czy w wyniku cięgów, które daje życie, w końcu musi być bronią kobiety! Dlaczego więc piszesz, że jest ujemną cechą człowieczeństwa!... ?
|
|
2 na 2 | Marian (5438 punktów) | > Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości.> Czym jest dla Was miłość? Ot, warstwa mistycyzmu, która narosła wokół czysto zwierzęcego popędu płciowego. (Choć należy wspomnieć, że słówko to ma aż trzy całkowicie różne znaczenia, ale zakładam, że właśnie o tym jednym akurat mowa.) Pozdrawiam. PS. Bardzo mi się wierszyk spodobał
|
|
 | 1 na 1 | Iwona Przybyła (801 punktów) |
> PS. Bardzo mi się wierszyk spodobał  Proponuję zapoznać się zatem z całą twórczością Mariusza Lubomskiego, którego ja nazywam MISTRZEM. Jego głos mnie trochę drażnił, ale teksty są wspaniałe. Przesiąknęłam tym klimatem jako nastolatka i do dziś z sentymentem wspominam tamte chwile przy głośniku. Ech... to były moje aktorskie marzenia  Ideologicznie mnie kupił "Spacerologią": "Chciałem zrozumieć wilka wycie, Zaszyłem się samotnie w las. I wiodłem wilkołacze życie, We wnyki wchodząc raz po raz. Chciałem zrozumiec co ptak śpiewa, Dotykać czasem rąbka chmur, Przesiadywały więc na drzewach, Skończyło się porażką znów. Minęła naiwności pora, To było dawniej, a od wczoraj: Mam ręce w kieszeniach, a kieszenie jak ocean, Powoli chodzę i rozglądam się, Kieszenie jak ocean, a ręce mam w kieszeniach, Dlatego wiem gdzie żyję, dobrze wiem". A tutaj całość w wykonaniu Mariusza: www.youtube.com/watch?v=-8YQjU5W5tQKurczę, łza mi się w oku zakręciła... i kolejna... kap, kap
|
|
|  | 1 na 1 | Iwona Przybyła (801 punktów) | |
|
|  | | Marian (5438 punktów) | > > PS. Bardzo mi się wierszyk spodobał  > Proponuję zapoznać się zatem z całą twórczością Mariusza Lubomskiego, którego ja nazywam MISTRZEM. Widzę, że to poezja śpiewana jest! Dziękuję, nie znałem go wcześniej. Pozdrawiam.
|
|
 | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >>Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. >>Czym jest dla Was miłość? > Ot, warstwa mistycyzmu, która narosła wokół czysto zwierzęcego popędu płciowego.
Nie bagatelizowałbym uczuć wyższych danych jedynej istocie na Ziemi. Mogą mieć swoją solidną neurofizjologiczną reprezentację w mózgu , mając się nijak do metafizycznej mistyki. Biochemia mózgu wraz z psychologicznym czynnikiem może mieć bardzo trwałą strukturę , integralną część świadomości , podświadomości , sięgającej od id poprzez ego do superego.
Trzeba jednak potrafić odróżnić miłość od pożądania - bardziej związanego z popędem płciowym.
|
|
|  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) | >Nie bagatelizowałbym uczuć wyższych danych jedynej istocie na Ziemi. Wyższych? Danych? Przez kogo? Jedynej? Skąd to w ogóle można wiedzieć? To zdanie wyraża wygodny antropocentryzm. Ludzie lubią myśleć, że są niezwykli, stworzeni na podobieństwo bogów, ale to zwykła arogancja. Nie ma jakościowej różnicy między ludźmi a innymi zwierzętami, tylko ilościowa. To, że potrafimy rozszczepić atom, stworzyliśmy Internet i buty ze światełkami w podeszwach spowodowało, że trochę uderzyła nam woda sodowa do głowy. To jest właśnie ta metafizyczna otoczka, pewna komponenta nie z tego świata, wychodząca ponad świat fizyczny, nie dająca się zanalizować. Mumbo-jumbo.
>Biochemia mózgu wraz z psychologicznym czynnikiem może mieć bardzo trwałą strukturę , integralną część świadomości , podświadomości , sięgającej od id poprzez ego do superego. To mi brzmi jak freudowska demagogia.
>Trzeba jednak potrafić odróżnić miłość od pożądania - bardziej związanego z popędem płciowym. Z moich obserwacji wynika, że to odróżnienie jest wyłącznie retrospektywne.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >>Nie bagatelizowałbym uczuć wyższych danych jedynej istocie na Ziemi. > Wyższych?
Jeżeli nie wiesz czym są uczucia wyższe to Twój problem.
>Danych? Przez kogo?
Nie czepiaj się słówek. Wszystko to dzieło ewolucji.
>Jedynej? Skąd to w ogóle można wiedzieć?
To fakt. Powszechnie znany , opisany w tysiącach prac naukowych. Żadne zwierze niema w tak niesamowity sposób zorganizowanej kory mózgowej , która odpowiada za uczucia wyższe. Wszystkie inne prymitywne popędy znajdują się w niższych częściach mózgu , podobnie jak u zwierząt. Powtórzę : to fakt.
>Ludzie lubią myśleć, że są niezwykli,
Bo są.
>stworzeni na podobieństwo bogów,
Ty to napisałeś.
>Nie ma jakościowej różnicy między ludźmi a innymi zwierzętami, tylko ilościowa.
Czyli najlepiej tych mniej potrzebnych należy przerobić na pasztet. Uważaj , żebyś się nie załapał...
>To, że potrafimy rozszczepić atom, ...
Ty nie potrafisz.
> To jest właśnie ta metafizyczna otoczka, pewna komponenta nie z tego świata, wychodząca ponad świat fizyczny, nie dająca się zanalizować. Mumbo-jumbo.
Nic o czym napisałem nie wychodzi poza sklepienie Twojej czaszki. Rzeczywiście neurofizjologia może wydawać się kompletnemu laikowi niczym magia średniowiecznego alchemika. Przykro mi to obserwować ale niektórzy ludzie ze swoją mentalnością pozostali w tych ponurych czasach , pełnych smoków i czarownic.
>>Biochemia mózgu wraz z psychologicznym czynnikiem może mieć bardz trwałą >>strukturę , integralną część świadomości , podświadomości , sięgającej od id >>poprzez ego do superego. > To mi brzmi jak freudowska demagogia.
Kiedyś też bagatelizowałem psychologię ,nie dostrzegając jej wielkich dokonań , ustawiając ją niżej niż fizjologię. Odkąd spotkałem mądrą Panią psycholog , wiem , że właśnie psychologia daje najwięcej satysfakcjonujących odpowiedzi.
>>Trzeba jednak potrafić odróżnić miłość od pożądania - bardziej związanego z popędem płciowym. > Z moich obserwacji wynika, że to odróżnienie jest wyłącznie retrospektywne.
Słaby z Ciebie obserwator lub jeszcze mało doświadczony.
|
|
| | |  | 1 na 7 | Marian (5438 punktów) | Nawet nie chce mi się odpowiadać na argumenty ad personam. Właściwie, to nie powinienem w ogóle odpowiadać. Powiem tylko, że psychologia zawsze była pseudonauką i nie wiem ja jakiej podstawie ktokolwiek uważa ją za co coś więcej. Wydaje mi się, że trochę wiem jak trudno jest wiedzieć cokolwiek, jak uważnym trzeba być, żeby nie oszukać samego siebie i nie widzę, w jaki sposób ludzie zajmujący się tą dyscypliną mogą wiedzieć o czym mówią, jeśli nie wykonali pracy jaką wykonać należy. Widzę jakie błędy popełniają wyciągając wnioski o implikacji z korelacji według własnego uznania. To wszystko jest po prostu zawieszone na niczym, nie ma żadnego modelu. Może to sobie brzmieć naukowo, ale nie dam się tak łatwo oszukać. Tym, czym nieudolnie próbuje się zajmować psychologia, zajmuje się neurologia i to jest rzeczywiście rzetelna nauka.
Pozdrawiam, mimo wszystko.
|
|
| | | |  | | zachaj (5239 punktów) |
> Powiem tylko, że psychologia zawsze była pseudonauką ...
Minus.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >> Powiem tylko, że psychologia zawsze była pseudonauką ... >Minus. A co, nie prawda? Nawet nazwa pochodzi od greckich słów psyche – dusza, logos – słowo, myśl. Psychologia zajmowała się zatem duszą, nieistniejącym bytem, jak teologia. Przejście do dzisiejszej psychologii przypomina trochę przejście od kreacjonizmu do inteligentnego projektu, innymi słowy – zmiana pojęć, ale wciąż ta sama demagogia. Zwykle nie stawiam minusów, ale niemal całkowity brak merytoryki w Twoich wypowiedziach na nie chyba bardziej zasługuje niż moja obraza uczuć religijnych związanych z psychologią. Waham się wciąż, czy brać odwet.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | BTW: Właśnie się dowiedziałem, że Richard Feynman wymyślił nazwę cargo cult science dla takich dziedzin, jak psychologia.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | > BTW: Właśnie się dowiedziałem, że Richard Feynman wymyślił nazwę cargo cult science dla takich dziedzin, jak psychologia.Oczywiście zawsze tak będzie , że matematyka i jej pochodne będzie królową nauk. Każdy fizyk tak twierdzi , typowe zadufanie w swojej dziedzinie. Dawkinsa tez niektórzy nie uważają za naukowca w pełni tego słowa znaczeniu. Zauważ , że psychiatrię według tego linka , którego podałeś też uważają za "soft science" , a jest ona częścią medycyny. Nie wiem czy te twierdzenia są aktualne bo w nowoczesnej medycynie , różnego rodzaju terapii genowych , wkrada się fizyka i chemia. Oczywiście możesz mieć taki punk widzenia ale nikt w tym linku nie pisze , że psychologia i psychiatria to PSEUDONAUKA !! Dlatego dostałeś minus , ośmieszasz się takimi twierdzeniami.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | zachaj (5239 punktów) |
> Zwykle nie stawiam minusów, ale niemal całkowity brak merytoryki w Twoich wypowiedziach na nie chyba bardziej zasługuje niż moja obraza uczuć religijnych związanych z psychologią. Waham się wciąż, czy brać odwet.
Ja też nie rozdaję minusów za darmo ale brak mi słów na Twoją tezę : "Psychologia to pseudonauka".
Nawet nie wiem od czego zacząć...
Psychologia to bardzo obszerny temat. Np. psychologia rozwojowa - opisująca rozwój psychiczny człowieka - przecież na tym się opiera choćby psychoterapia dzieci dotkniętych różnymi wadami. Psychologia kliniczna , bezpośrednio związana z psychiatrią , ratująca z depresji , myśli samobójczych itp. Psychologia społeczna opisująca , między innymi , coś co mnie swego czasu interesowało - psychologie tłumu. Psychologia poznawcza , czyli nauka o mechanizmach i strukturach poznawczych człowieka. Ludzie studiują psychologię długie lata i jeżeli chcesz ze mną na ten temat dyskutować poczytaj najpierw trochę , bo jak piszesz swoje tezy to ręce opadają.
Ps. Może spotkałeś w swoim życiu jakiś miernych psychologów i dlatego masz takie zdanie ale uwierz mi , że to dziedzina nauki , równie skomplikowana jak medycyna.
Pisząc , że to pseudonauka obrażasz wielu ludzi nauki.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) | >Ludzie studiują psychologię długie lata [...] Wiem, i pewnie odrzucają od siebie myśl, że te długie lata zmarnowali.
>Ps. Może spotkałeś w swoim życiu jakiś miernych psychologów i dlatego masz takie zdanie [...] Cóż... spotkałem w życiu całkiem sporo małomiasteczkowych magistrów psychologii, ale nawet jeszcze więcej małomiasteczkowych lek. med.-ów (polecających ludziom akupunkturę czy homeopatię np.), a wcale nie uważam medycyny za pseudonaukę. To nie ma nic do rzeczy. Problem leży w metodologii.
>[...] ale uwierz mi , że to dziedzina nauki , równie skomplikowana jak medycyna. A co ma stopień skomplikowania do tego?
>Pisząc , że to pseudonauka obrażasz wielu ludzi nauki. A przynajmniej za takich się uważających. Jeśli ktoś się obraża za krytykę swoich poglądów, to to jest jego problem. Nie każdy człowiek w białym kitlu jest naukowcem. Nie wszystko, czego uczą na uniwersytecie jest nauką.
>Dlatego dostałeś minus , ośmieszasz się takimi twierdzeniami. Przestałem się tym przejmować dawno temu. Po prostu mówię, co myślę i nie przejmuję się tym, co inni myślą o mnie.
Być może się mylę i coś jest w psychologii poznawczego. Z pewnością nie wiem wszystkiego. Pomaga ludziom? Religia podobno też. Nie oznacza to, że jest prawdziwa. Tak, jak napisałem wcześniej, tym czym próbuje się zajmować psychologia, zajmuje się przecież neurologia. W neurologii jest metodologia, model, wiadomo, że za wszystko odpowiada fizyczny organ, którego właściwości da się badać (EEG, itp.). W jaki sposób psychologia dochodzi do swoich prawd? Dla mnie to przypomina wyjaśnianie zagadki kolejną zagadką.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | nomilk (1013 punktów) | Ewentualnie złagodzić mogę "pseudonaukę" o wysepki trzeźwości, które na szczęście powstały w morzu mniemań psychologów.
three of a perfect pair
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | Jestem zszokowany , że dosłownie nikt na forum nie poparł tego co napisałem. Nie wiem co z Was za racjonaliści , którzy zapomnieli o książce - "Sztuczki umysłu" Darrena Browna. Na czym jak nie na zaawansowanej psychologii opiera się ten iluzjonista.
Przecież ta książka była przez długi czas promowana przez portal. Nawet Dawkins zaciągał rady u Darrena Browna. Czym jest całkowicie abstrakcyjna filozofia , o której tak często piszecie , do niesamowitych efektów jakie może przynieść dogłębne poznanie psychologii.
Jestem oburzony , że tylko ja jako laik , który ledwo liznął psychologii , muszę jej bronić , przed tak absurdalnymi zarzutami.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | Nie denerwuj się. Nie każdy od wczoraj zdążył tu zajrzeć.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | >Nie denerwuj się. Nie każdy od wczoraj zdążył tu zajrzeć. Ja mam usprawiedliwienie w dzienniczku.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
> Tak, jak napisałem wcześniej, tym czym próbuje się zajmować psychologia, zajmuje się przecież neurologia. Nie do końca. Człowiek jest maszynką bardziej skomplikowaną i nie za wszystkie jego problemy odpowiada fizyczny organ. Metodologię też ma psychologia całkiem nieźle rozbudowaną. Wystarczy się zainteresować, żeby poznać i nie pisać obiegowych pejoratywnych osądów.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Człowiek jest maszynką bardziej skomplikowaną i nie za wszystkie jego problemy odpowiada fizyczny organ.
Freud by się pod tym nie podpisał.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>Freud by się pod tym nie podpisał. Freud zmarł 70 lat temu. Ciekawe, pod czym dziś by się podpisał...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >> Człowiek ... nie za wszystkie jego problemy odpowiada fizyczny organ. >Freud by się pod tym nie podpisał. Jestem przeciwnego zdania. Twoje przekonanie - jak sądzę - wynika z bardzo powierzchownej, zwulgaryzowanej interpretacji freudyzmu, który osobę ludzką pojmuje jako zespolenie soma i psyche. Jednostronne wyobrażenie tej teorii powstało, jak przypuszczam, jako wynik polemik z zachowawczą, wiktoriańsko uformowaną opinią publiczną, dla której każde odwołanie się do fizjologii przy omawianiu kwestii płci było skandalem, targnięciem się na świętość.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | >Nie do końca. Człowiek jest maszynką bardziej skomplikowaną i nie za wszystkie jego problemy odpowiada fizyczny organ. Bardziej skomplikowaną od czego? To, że dzisiaj być może nie wiadomo jeszcze wszystkiego na najbardziej podstawowym poziomie, nie oznacza, że mamy tu do czynienia z jakąś metafizyczną komponentą. Po prostu tego jeszcze nie wiemy i nie jestem skłonny zalepiać tej dziury psychologią.
>Metodologię też ma psychologia całkiem nieźle rozbudowaną. Wystarczy się zainteresować, żeby poznać i nie pisać obiegowych pejoratywnych osądów. Staram się. Wszystko, co napisałem stanowi jedynie moją opinię, sformułowaną na postawie tego, co mi się udało dowiedzieć. Nie wykluczone, że fundamentalnie się mylę i jeśli tak, to tego właśnie chciałbym się dowiedzieć. Może (tylko może), mój obraz tego, jak nauka powinna wyglądać jest spaczony studiami w kierunku ścisłym. Może spieramy się tylko o semantykę.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Bardziej skomplikowaną od czego?Od kota, na przykład, choć każdy, kto miał długo do czynienia ze zwierzętami wie, że koty i psy miewają problemy psychiczne, zupełnie niezwiązane z anatomią i fizjologią. > To, że dzisiaj być może nie wiadomo jeszcze wszystkiego na najbardziej podstawowym poziomie, nie oznacza, że mamy tu do czynienia z jakąś metafizyczną komponentą. Po prostu tego jeszcze nie wiemy i nie jestem skłonny zalepiać tej dziury psychologią.Nie ma mowy o żadnej metafizyce. To fakt, wielu rzeczy nie wiemy, ale wiemy już dość dużo, by traktować psychologię nie jak wróżbiarstwo, a nieco poważniej. Psychologia to nie Bóg, nie da się nią zalepić dziur, za to na jej gruncie można wytłumaczyć wiele rzeczy, których nie wytłumaczy neurologia. > Może (tylko może), mój obraz tego, jak nauka powinna wyglądać jest spaczony studiami w kierunku ścisłym. Może spieramy się tylko o semantykę.Możliwe. Moja dziedzina zaliczana jest do nauk humanistycznych, pewnie dlatego uznaję za naukę także psychologię, socjologię i językoznawstwo. A widzę, że dla Ciebie "nauka" = anglosaskie "science". Problem w tym, że i psychologia, i socjologia to nauki stosunkowo młode (w porównaniu do takiej matematyki czy astronomii) i nie zdążyły sobie jeszcze wypracować pełnego i spójnego warsztatu metodologicznego. Ale wszystko jest na dobrej drodze, zapewniam Cię, że na żadne czary-mary nie ma we współczesnej psychologii miejsca  > Pozdrawiam.Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | >> Bardziej skomplikowaną od czego? >Od kota, na przykład [...] Czyżby? Ja bym raczej powiedział, że stopień skomplikowania maszyny kot i maszyny człowiek jest raczej porównywalny. Z grubsza te same organy, porównywalna ilość nukleotydów opisujących „konstrukcję”. Chciałbym przypomnieć, że nie tak znowu dawno temu przodkowie nasi przypominali bardziej dzisiejsze małpy niż nas teraz. Mimo, że anatomicznie i intelektualnie nie różnili się wiele od nas, po prostu nie wiedzieli tyle co my.
>Psychologia to nie Bóg, nie da się nią zalepić dziur, za to na jej gruncie można wytłumaczyć wiele rzeczy, których nie wytłumaczy neurologia. No właśnie ja nie wierzę, że nie wytłumaczy. Byłbym w stanie zaakceptować wytłumaczenia wyłącznie na gruncie neurologii i nauk pokrewnych, bo według mnie psychologia nie daje wyjaśnień w ogóle. Właśnie dlatego użyłem metafory boga-zapchajdziury, bo miałem wiele argumentów z teistami, którzy mówili „nauka tego nigdy nie wyjaśni, to jest domena religii”. Dlatego też porównywałem psychologię do metafizyki, bo jeśli powiemy, że pewne aspekty działania ludzkiej świadomości nie dają się wyjaśnić przy pomocy fizycznych procesów w mózgu, to tworzymy byty „nie należące do tego (fizycznego) świata”.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | finerbijk (17282 punktów) | Zgadzam się, że mimo pozorów naukowości psychologia, czy psychiatria to nadal bardziej sztuki, niż nauki (skuteczność bezpośrednio zależna od indywidualnych predyspozycji praktyków) i są bliższe egzorcyzmom i wróżeniu z fusów niż medycynie. Proponuje poczytać np. o eksperymencie Rosenhana.
Argument, że dziedziny te wymagają długoletnich studiów i połknięcia przepastnych tomów jest nietrafiony. Podobnie argumentują teologowie w dyskusjach z przeciwnikami ich "nauki". Co to za nauka, kiedy o tym, czy dany przypadek jest chorobą, czy nie, decyduje się często przez głosowanie - jak było w przypadku homoseksualizmu. Co w jednej kulturze uchodzi za normę, w innej kwalifikuje się pod stan patologiczny.
Darren Brown i jego psychologiczne sztuczki to tylko potwierdzenie tezy, że to bardziej sztuka (również w sztuce obowiązują pewne metody, techniki, itd.), a nawet jemu nie zawsze wychodzi rezultat zgodny z oczekiwaniami. Nie twierdze, że te sfery są całkiem bezwartościowe, tyle że z nauką sensu stricte mają niewiele wspólnego.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
> Co to za nauka, kiedy o tym, czy dany przypadek jest chorobą, czy nie, decyduje się często przez głosowanie - jak było w przypadku homoseksualizmu. Co w jednej kulturze uchodzi za normę, w innej kwalifikuje się pod stan patologiczny.Zgodzę się z całą wypowiedzią, ale nie z tym zdaniem. Jeszcze nie tak dawno astronomowie ( astronomia jeszcze za naukę uchodzi, prawda? ) głosowali, co jest planetą a co nie ( Pluton się nie załapał ). Każda dziedzina, nie tylko nauki wymaga definicji - nazw na określony aspekty - jak liczby naturalne w matematyce ( co ciekawe, mamy dwie różne definicje tutaj  ). "Choroba" to dziesiątki tysięcy różnych zjawisk, często zupełnie do siebie nie podobnych, spiętych jedną klamerką. Tak jak trudno jest znaleźć granicę, jak duży obiekt już jest planetą, a jaki jeszcze nie, czy zero jest liczbą naturalną czy też nie, tak samo trudno jest określić granice, gdzie coś jest chorobą. Jak na razie, homoseksualizm chorobą nie jest. A co by było, gdyby naukowcy odkryli sposób na zmianę orientacji? Bezbolesny, szybki i trwały. Wtedy wszyscy "homo" mogliby się stać "normalni". Potem można by "wyleczyć" kolor skóry, kolor włosów i masę innych "chorób". O ile grypę łatwo za chorobę uznać, o tyle w przypadku rzeczy, które nie zagrażają życiu i zdrowiu pacjenta wchodzimy w tą "szarą strefę" definicji.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >Zgodzę się z całą wypowiedzią, ale nie z tym zdaniem. Jeszcze nie tak dawno astronomowie ( astronomia jeszcze za naukę uchodzi, prawda? ) głosowali, co jest planetą a co nie ( Pluton się nie załapał ). Racja. Tylko tu akurat nic z tego nie wynika poza uporządkowaniem terminologii. Plutonowi pewnie wszystko jedno. Jednak określenie, że coś jest chorobą pociąga za sobą wskazanie do leczenia.
>trudno jest określić granice, gdzie coś jest chorobą. W psychiatrii na pewno. Ale nie słyszałem, żeby lekarze np. głosowali, czy rak albo zapalenie płuc to choroby.
>Jak na razie, homoseksualizm chorobą nie jest. Raczej już nie jest w większości krajów.
>A co by było, gdyby naukowcy odkryli sposób na zmianę orientacji? Pytanie czy sami zainteresowani by chcieli. Czy się uważają za chorych, czy nie. Niektóre katolickie kliniki już leczą, jak się chwalą skutecznie, z tej "choroby". Ale chyba zbytnio oblegane nie są.
>O ile grypę łatwo za chorobę uznać, o tyle w przypadku rzeczy, które nie zagrażają życiu i zdrowiu pacjenta wchodzimy w tą "szarą strefę" definicji. Zgadza się i ta strefa stale się zmienia. Co było wczoraj chorobą, dziś jest normą i odwrotnie, definiuje się nowe jednostki chorobowe.
Wątek jest o miłości, która też wykazuje cechy choroby - różne zaburzenia psychosomatyczne są nader częste, myślenie obsesyjno-maniakalne, nieracjonalne zachowania, itd.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Jednak określenie, że coś jest chorobą pociąga za sobą wskazanie do leczenia. Może też powodować konsekwencje socjalne, ale też uznanie kogoś za okaz zdrowia może takie konsekwencje nieść.
>Wątek jest o miłości, która też wykazuje cechy choroby - różne zaburzenia psychosomatyczne są nader częste, myślenie obsesyjno-maniakalne, nieracjonalne zachowania, itd. Ale o klasyfikacji chorości-zdrowości w chorobach psychicznych czasami decyduje statystyka.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Nie twierdze, że te sfery są całkiem bezwartościowe, tyle że z nauką sensu stricte mają niewiele wspólnego.Ależ mają, mają  Chyba, że za naukę uważasz wyłącznie matematykę, fizykę, biologię i chemię.
|
|
| | |  | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) |
> >Jedynej? Skąd to w ogóle można wiedzieć?> To fakt. Powszechnie znany , opisany w tysiącach prac naukowych. Żadne zwierze niema w tak niesamowity sposób zorganizowanej kory mózgowej , która odpowiada za uczucia wyższe. Wszystkie inne prymitywne popędy znajdują się w niższych częściach mózgu , podobnie jak u zwierząt. Powtórzę : to fakt.Wystarczy prosta obserwacja zachowań zwierząt i bez analizowania mózgu widać, że są zdolne do wielu uczuć, w tym do miłości ( miałeś kiedyś psa? ). > >Ludzie lubią myśleć, że są niezwykli,> Bo są.Pod pewnymi względami, tak. Pod tym konkretnym - nie. > >Nie ma jakościowej różnicy między ludźmi a innymi zwierzętami, tylko ilościowa.> Czyli najlepiej tych mniej potrzebnych należy przerobić na pasztet. Uważaj , żebyś się nie załapał...Wkładasz mu w usta to, czego nie powiedział. > Kiedyś też bagatelizowałem psychologię ,nie dostrzegając jej wielkich dokonań , ustawiając ją niżej niż fizjologię. Odkąd spotkałem mądrą Panią psycholog , wiem , że właśnie psychologia daje najwięcej satysfakcjonujących odpowiedzi.Tylko, że te odpowiedzi nigdy nie są kompletne. To bardziej błądzenie w mroku. Nauki ścisłe dają odpowiedz konkretne, psychologia - rozmyte. > >>Trzeba jednak potrafić odróżnić miłość od pożądania - bardziej związanego z popędem płciowym.> > Z moich obserwacji wynika, że to odróżnienie jest wyłącznie retrospektywne.> Słaby z Ciebie obserwator lub jeszcze mało doświadczony.Och, jak często słyszałem ten argument, gdy mówiłem ludziom, że miłość nie jest czymś szczególnym. Zawsze było "widać nigdy nikogo naprawdę nie kochałeś". Zastanawiające, że ten sam argument wyciągali narkomani kiedy mówiłem im o szkodliwości ich
|
|
|  | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) | >>>Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. >>>Czym jest dla Was miłość? >> Ot, warstwa mistycyzmu, która narosła wokół czysto zwierzęcego popędu płciowego. >Nie bagatelizowałbym uczuć wyższych danych jedynej istocie na Ziemi.
Pomijając ten podział uczuć na wyższe i niższe, dlaczego uważasz, że człowiek jest jedyną istotą na Ziemi zdolną do ich odczuwania? Zwierzęta też myślą i czują, a jako, że pochodzimy od wspólnego przodka ( w końcu człowiek to też zwierzę ) zapewne ich umysły są dość do naszych podobne.
> Mogą mieć swoją solidną neurofizjologiczną reprezentację w mózgu , mając się nijak do metafizycznej mistyki. Biochemia mózgu wraz z psychologicznym czynnikiem może mieć bardzo trwałą strukturę , integralną część świadomości , podświadomości , sięgającej od id poprzez ego do superego.
Elektrony przebijają się przez warstwy miedzi i krzemu a my w efekcie widzimy na ekranach skomplikowane wzory. Inny poziom abstrakcji.
>Trzeba jednak potrafić odróżnić miłość od pożądania - bardziej związanego z popędem płciowym.
Jedno i drugie jest ze sobą powiązane - są to wbudowane w naszą świadomość mechanizmy do tworzenia stada.
|
|
| |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | Widzę , że naukowców brak. Chyba to już koniec mojej obecności na forum. Wiele się dowiedziałem od Was , za co dziękuję. Uczeń przerósł mistrza. Już czas znaleźć sobie nowe ambitniejsze miejsce. To już nie mój poziom.
Pozdrawiam i żegnam.
|
|
| | |  | | apud (4399 punktów) | >Widzę , że naukowców brak. Chyba to już koniec mojej obecności na forum. Wiele się dowiedziałem od Was , za co dziękuję. Uczeń przerósł mistrza. Już czas znaleźć sobie nowe ambitniejsze miejsce. To już nie mój poziom. >Pozdrawiam i żegnam. > ale MY ciebie kochamy...nie bądź taki obrażalski i nie przerastaj za szybko!
|
|
| | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > Już czas znaleźć sobie nowe ambitniejsze miejsce. To już nie mój poziom."Już czas znaleźć sobie własne koło wzajemnej adoracji"  > Pozdrawiam i żegnam.Do widzenia.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | Ja bym chciał jednak zauważyć, że moja wypowiedź atakująca psychologię dostała tyle samo głosów negatywnych co pozytywnych (0 punktów to jedyna właściwa ilość  ), więc jednak kontrowersja jest. Ja się jednak cieszę, że nie wszyscy myślą tak jak ja i jest o czym rozmawiać. Inaczej byłoby nudno. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | Tak , uczyć kontrowersji. Jakbym słyszał kreacjonistę.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | > Tak , uczyć kontrowersji. Jakbym słyszał kreacjonistę. WTF? Kto tu mówi o uczeniu kontrowersji? Może pomyliłeś odpowiedzi? Nie ze mną te sztuczki erystyczne. Ja tylko mówię, że są różnice w opiniach. Lepiej się do tego przyzwyczaj. Edit, bo to na prawdę jest zabawne. Chciałem być uprzejmy i pokazać, że nie wszyscy tutaj myślą tak jak ja i to, że ktoś nie uważa za naukę czyjejś ulubionej dziedziny, nie jest od razu powodem do opuszczania tego portalu, to jeszcze zostałem wyzwany od kreacjonisty
|
|
4 na 4 Krzysztof Jóźwiak (20202 punktów) (zablokowany) | >No i niby racjonalne jest stwierdzenie, że miłość to tylko popęd i rozmnażanie, ale czy miłość >można sprowadzić tylko do biologii?
AŻ do biologii. Moim zdaniem można zaryzykować stwierdzenie, że ktoś kto nigdy nie był zakochany, nie kochał - nie wie o czym mówimy. To tylko biologia ? Nie, to aż biologia.
"Największy błąd popełnia ten, kto sądząc, że może zrobić niewiele, nie robi nic"
|
|
 | 6 na 6 | stilgar (7322 punktów) |
>AŻ do biologii. Moim zdaniem można zaryzykować stwierdzenie, że ktoś kto nigdy nie był zakochany, nie kochał - nie wie o czym mówimy. To tylko biologia ? Nie, to aż biologia.
O, mój ulubiony argument. Można go zastosować do tylu rzeczy. Jeśli nei spróbowałeś alkoholu, papierosów, narkotyków, to nie krzycz, żeby ich zakazywać, bo nie wiesz o czym mówisz. Spróbowałeś i ci nie smakowało? Widać źle spróbowałeś, albo jesteś jakiś głupi.
Jeśli ktoś odrzuca miłość, to albo nie był zakochany, albo był i zranił się bolenie, przez co jest UPOŚLEDZONY. Czy nie tak?
Skoro nie wierzysz Bogu, widać nigdy nie czułeś miłości Jezusa Chrystusa, Pana Naszego, który własne życie oddał, aby Ciebie zbawić. Jak możesz nie być mu za to wdzięczny?
Moge ten argument wywijać tak długo, aż pojmiesz, że jest on kompletnie bezwartościowy. Skoro wg. ciebie nie znam smaku miłości, może zechcesz mi wytłumaczyć, co w niej takiego słodkiego?
|
|
4 na 4 | Angelika1 (109 punktów) | >Czym jest dla Was miłość? >Czy to tylko kalkulacja, emocjonalna gra?
Miłość to akceptacja drugiej osoby, szacunek i podziw. Miłość to brak oczekiwań.
Jeśli zaczynamy oczekiwać, że w zamian za to co my dajemy należy nam się też coś to już jest handel: coś za coś. I frustracja, jeśli nie dostaniemy nic lub dostaniemy za mało. Nie można w takim przypadku mówić o miłości.
Miłość jest gdy rodzą się dzieci. Są małe, płaczliwe ... i te nieprzespane noce. Moje dzieci były za małe by odwzajemnić moje wysiłki i opiekę nad nimi. Niemowlaki nie uśmiechną się świadomie, nie przytulą w podziękowaniu za starania. Ale ja tego nie oczekiwałam. Ważne było, że SĄ.
Podałam taki przykład bo najlepiej w nim widać, że kochać to nie żądać czegoś w zamian. O to trudno w relacjach z partnerem czy ze starszymi dziećmi. Nieraz chęć zmiany drugiej osoby,chęć sterowania nią, chęć dostosowania jej do naszej wizji jest silniejsza i to już nie jest miłość.
|
|
 | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | >>Czym jest dla Was miłość? >>Czy to tylko kalkulacja, emocjonalna gra? >Miłość to akceptacja drugiej osoby, szacunek i podziw. Miłość to brak oczekiwań.
Innymi słowy, oddaj swoje życie i nie licz na nic w zamian, to może coś dostaniesz. To bardzo poetyckie i piękne, jednak w dłuższej perspektywie również głupie. Pozwając się kontrolować naszym programom, rozkazującym nam przenosić nasze geny dalej, oddajemy się im na służbę, marnując życie. Oczywiście, dostajemy za to wynagrodzenie w postaci ochłapów przyjemności, ale czy nie lepiej być wolnym niż niewolnikiem?
|
|
|  | | Angelika1 (109 punktów) | >Innymi słowy, oddaj swoje życie i nie licz na nic w zamian, to może coś dostaniesz.
Jeśli oddam swoje życie za cokolwiek lub kogokolwiek to nie sądzę bym mogła liczyć na coś w zamian. Trup może na coś liczyć? Zresztą, o jakim oddaniu życia Ty piszesz?
>To bardzo poetyckie i piękne, jednak w dłuższej perspektywie również głupie. Pozwając się kontrolować naszym programom, rozkazującym nam przenosić nasze geny dalej, oddajemy się im na służbę, marnując życie. Oczywiście, dostajemy za to wynagrodzenie w postaci ochłapów przyjemności, ale czy nie lepiej być wolnym niż niewolnikiem?
Nie zrozumiałeś o co mi chodziło. Albo ja nie rozumiem o co Tobie chodzi. Nie pisałam o miłości jako akcie prokreacji. Opiekę nad nowonarodzonym dzieckiem dałam jako przykład bezinteresownej miłości. Pisałam, że kochać to nie żądać podporządkowania się, to nie żądać "zapłaty" za obdarowanie kogoś uczuciem.
|
|
| |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Opiekę nad nowonarodzonym dzieckiem dałam jako przykład bezinteresownej miłości.
Nie ma bezinteresownej miłości, w tym przykładzie dziecko może dawać zadowolenie w przewidywaniu późniejszych zysków, np. z jego pracy.
|
|
| | |  | | Angelika1 (109 punktów) | > Nie ma bezinteresownej miłości, w tym przykładzie dziecko może dawać zadowolenie w przewidywaniu późniejszych zysków, np. z jego pracy.
Nie liczę na to. Nie urodziłam dzieci by zaspokajały moje potrzeby.
Co się dzieje gdy zakładamy tak jak Ty mówisz: przewidujemy, że dziecko zapewni nam byt na starość. Nic się nie dzieje póki dziecko nie idzie w siną dal. A my będziemy rozczarowani, bo ktoś nie spełnił naszych oczekiwań i nie zadbał o nas. Ale czy dziecko miało taki psi obowiązek? Czy dziecko prosiło się na ten świat by stanowić siłę roboczą dla rodziców?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >> Nie ma bezinteresownej miłości, w tym przykładzie dziecko może dawać zadowolenie w przewidywaniu późniejszych zysków, np. z jego pracy. >Nie liczę na to. Nie napisałem, że Ty na to liczysz.
>Nie urodziłam dzieci by zaspokajały moje potrzeby. A czyje? I z jakiego powodu urodziłaś, po co?
|
|
| | | | |  | | Angelika1 (109 punktów) | > I z jakiego powodu urodziłaś, po co? No tak, by zaspokoić swoją potrzebę posiadania dziecka. I na tej potrzebie powinnam zakończyć.
|
|
| |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Zresztą, o jakim oddaniu życia Ty piszesz? Na pewno nie o zabiciu się. Jeśli żyjesz sam(a) to robisz wszystko tak, jak uważasz, kiedy chcesz, jak chcesz itp. Wiążąc się z drugą osobą oddajesz to wszystko, tracą pełną kontrolę nad własnym życiem.
>Nie zrozumiałeś o co mi chodziło. Albo ja nie rozumiem o co Tobie chodzi. >Nie pisałam o miłości jako akcie prokreacji.
Ja też nie. Albo nie tylko. >Opiekę nad nowonarodzonym dzieckiem dałam jako przykład bezinteresownej miłości. Pisałam, że kochać to nie żądać podporządkowania się, to nie żądać "zapłaty" za obdarowanie kogoś uczuciem.
Jednak musisz się dostosowywać do kogoś.
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >Jednak musisz się dostosowywać do kogoś. Nie musisz, chcesz.
|
|
| | |  | | Angelika1 (109 punktów) | > Wiążąc się z drugą osobą oddajesz to wszystko, tracą pełną kontrolę nad własnym życiem.
Taki związek uważam za chory. Można przecież żyć z kimś ale nie oznacza to być podporządkowanym komuś lub oddać pełną kontrolę.
|
|
| | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >> Wiążąc się z drugą osobą oddajesz to wszystko, tracą pełną kontrolę nad własnym życiem. >Taki związek uważam za chory. Można przecież żyć z kimś ale nie oznacza to być podporządkowanym komuś lub oddać pełną kontrolę.
Zauważ, że tego nie powiedziałem. Między moim a twoim zdaniem jest dość istotna różnica.
|
|
| | | | |  | | Angelika1 (109 punktów) | >Zauważ, że tego nie powiedziałem. Między moim a twoim zdaniem jest dość istotna różnica.
Zapewne. To jak ja zaczęłam postrzegać pewne sprawy od niedawna (m.in. miłość) jest zupełnie oderwane od tego co jest powszechnie przyjęte. Ale to tak jak z byciem katoliczką i przejściem na ateizm - nie ma odwrotu by wrócić do tego pierwszego, tak i z moim odkrytym sposobem na szczęście też nie widzę odwrotu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | >>Zauważ, że tego nie powiedziałem. Między moim a twoim zdaniem jest dość istotna różnica. >Zapewne. To jak ja zaczęłam postrzegać pewne sprawy od niedawna (m.in. miłość) jest zupełnie oderwane od tego co jest powszechnie przyjęte. Ale to tak jak z byciem katoliczką i przejściem na ateizm - nie ma odwrotu by wrócić do tego pierwszego, tak i z moim odkrytym sposobem na szczęście też nie widzę odwrotu.
Ja też przeżyłem kilka lat temu takie "oświecenie" po którym zrozumiałem bezsens wiązania się ( ależ to słowo dobrze oddaje sens "miłości" ) z kimś i o ileż bardziej interesujące, spokojne i bezpieczne jest życie samemu.
Nie wiem jednak czy jest to "oświecenie" ostatnie - prawdopodobnie w przyszłości zrozumiem więcej, co znowu wywróci moje postrzeganie świata.
|
|
| | | | | | |  | | Iwona Przybyła (801 punktów) |
>Ja też przeżyłem kilka lat temu takie "oświecenie" po którym zrozumiałem bezsens wiązania się ( ależ to słowo dobrze oddaje sens "miłości" ) z kimś i o ileż bardziej interesujące, spokojne i bezpieczne jest życie samemu.
- czyli "bezsens" jest w Twoim słowniku wyrażeniem pejoratywnym? Ja ostatnio zastanawiam się nad "bezsensem" i dochodzę do zadziwiających wniosków, że to, co uznajemy za niepotrzebne i zbędne potrafi dostarczyć nam takich emocji i przeżyć, dzięki którym codziennie możemy odkrywać siebie na nowo.
Największą wartością jest znalezienie osoby, z którą można dzielić się swoim sposobem widzenia świata, choć jest o to coraz trudniej i będzie jeszcze gorzej. Ludzie wolą wygodnictwo i spokój niż wchodzenie w jakiś skomplikowany układ, który nie gwarantuje szans powodzenia.
Z drugiej strony rozumiem ludzi, którzy kochają naukę i są uzależnieni od "dłubania", poszukiwania, czytania. Zazdroszczę tym, którzy mogli poświęcić swoje życie dla pasji, bo niewielu z nas może tego doświadczyć. Czasami rzeczywistość (przeznaczenie/przypadek) używa szarych barw na naszym obrazie.
>Nie wiem jednak czy jest to "oświecenie" ostatnie - prawdopodobnie w przyszłości zrozumiem więcej, co znowu wywróci moje postrzeganie świata.
Trudno przyznać przed samym sobą, że czegoś w tym interesującym, spokojnym i bezpiecznym życiu brakuje. Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje nadziei na zmianę w przyszłości, a Ty sobie taką furtkę zostawiasz. "Pozbądź się wszelkiej nadziei" pisał Dante, a to oznacza wyrzeczenie się hedonistycznych pragnień i zaakceptowanie swojej bezczasowości. Wtedy dopiero szczęście jest możliwe. Gdy znajdzie się klucz wszystko inne układa się jak należy i miejsce dla drugiego człowieka zawsze istnieje, bo było tam od zawsze.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > >Ja też przeżyłem kilka lat temu takie "oświecenie" po którym zrozumiałem bezsens wiązania się ( ależ to słowo dobrze oddaje sens "miłości" ) z kimś i o ileż bardziej interesujące, spokojne i bezpieczne jest życie samemu.> - czyli "bezsens" jest w Twoim słowniku wyrażeniem pejoratywnym?Nie, jest neutralne - o ile nikt mnie nie zmusza do robienia rzeczy bezsensownych  > Ja ostatnio zastanawiam się nad "bezsensem" i dochodzę do zadziwiających wniosków, że to, co uznajemy za niepotrzebne i zbędne potrafi dostarczyć nam takich emocji i przeżyć, dzięki którym codziennie możemy odkrywać siebie na nowo.Nie rozumiem. Jeśli coś dostarcza ci wrażeń, które lubisz, to nie jest bezsensowne. Chyba, że cena za wrażenia jest zbyt wielka. > Największą wartością jest znalezienie osoby, z którą można dzielić się swoim sposobem widzenia świata, choć jest o to coraz trudniej i będzie jeszcze gorzej. Ludzie wolą wygodnictwo i spokój niż wchodzenie w jakiś skomplikowany układ, który nie gwarantuje szans powodzenia.Polemizowałbym z tą najwyższą wartością. Moim zdaniem najwyższą wartością jest szczęście, a ta osoba to tylko jedna z wielu dróg do niego, w dodatku, nie dla wszystkich - w końcu każdy szczęście rozumie inaczej. > >Nie wiem jednak czy jest to "oświecenie" ostatnie - prawdopodobnie w przyszłości zrozumiem więcej, co znowu wywróci moje postrzeganie świata.> Trudno przyznać przed samym sobą, że czegoś w tym interesującym, spokojnym i bezpiecznym życiu brakuje. Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje nadziei na zmianę w przyszłości, a Ty sobie taką furtkę zostawiasz.Przed "oświeceniem" nowa idea zwykle wydaje się głupia. "Nawrócony ateista" zapewne przez jakiś okres swojego życia był wierzącym i ateizm wydawał mu sie głupi i zły. Stwierdzanie, że wiem już wszystko i nic nie zmieni mojego punktu widzenia jest idiotyczne. bo nie jestem w stanie przewidziec tego co niesie przyszłość. > "Pozbądź się wszelkiej nadziei" pisał Dante, a to oznacza wyrzeczenie się hedonistycznych pragnień i zaakceptowanie swojej bezczasowości. Wtedy dopiero szczęście jest możliwe. Gdy znajdzie się klucz wszystko inne układa się jak należy i miejsce dla drugiego człowieka zawsze istnieje, bo było tam od zawsze.A tutaj pod warstwą poezji nie znalazłem żadnej treści
|
|
| | | | | | | | |  | | Iwona Przybyła (801 punktów) |
> >- czyli "bezsens" jest w Twoim słowniku wyrażeniem pejoratywnym?> Nie, jest neutralne - o ile nikt mnie nie zmusza do robienia rzeczy bezsensownych  Ja mam odwrotnie. W sumie chciałabym, żeby ktoś nagle powiedział: słuchaj, Iwonka, zróbmy coś zupełnie bezsensownego, głupiego, niedorzecznego. Na pewno taki osobnik wydał by mi się interesujący  > >Największą wartością jest znalezienie osoby, z którą można dzielić się swoim sposobem widzenia świata, choć jest o to coraz trudniej i będzie jeszcze gorzej. Ludzie wolą wygodnictwo i spokój niż wchodzenie w jakiś skomplikowany układ, który nie gwarantuje szans powodzenia.> Polemizowałbym z tą najwyższą wartością. Moim zdaniem najwyższą wartością jest szczęście, a ta osoba to tylko jedna z wielu dróg do niego, w dodatku, nie dla wszystkich - w końcu każdy szczęście rozumie inaczej.Zatem pytam: co to jest szczęście? > >"Pozbądź się wszelkiej nadziei" pisał Dante, a to oznacza wyrzeczenie się hedonistycznych pragnień i zaakceptowanie swojej bezczasowości. Wtedy dopiero szczęście jest możliwe. Gdy znajdzie się klucz wszystko inne układa się jak należy i miejsce dla drugiego człowieka zawsze istnieje, bo było tam od zawsze.> A tutaj pod warstwą poezji nie znalazłem żadnej treści  Właśnie zmusiłam Cię do udziału w bezsensie mojej wypowiedzi  lub wpłynęłam na Twoją podświadomość, a treść odkryjesz dopiero, gdy porozmawiasz z nią. Przepraszam, ale ja już tak mam, że lubię mieszać w garze z zupą sensu
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > >>- czyli "bezsens" jest w Twoim słowniku wyrażeniem pejoratywnym?> >Nie, jest neutralne - o ile nikt mnie nie zmusza do robienia rzeczy bezsensownych  > Ja mam odwrotnie. W sumie chciałabym, żeby ktoś nagle powiedział: słuchaj, Iwonka, zróbmy coś zupełnie bezsensownego, głupiego, niedorzecznego. Na pewno taki osobnik wydał by mi się interesujący  Lubię powiedzenie: "Jeśli coś jest głupie, ale fajne, to wcale nie jest takie głupie"  Działanie impulsywne, np. stwierdzenie "Pojedźmy do Australii!", "CO? Kiedy?", "TERAZ" nie jest dla mnie bezsensowne, jeśli dla kogoś jest to ciekawe i przyjemne. Nie widzę za to sensu w siedzeniu w nudnych związkach. Singiel może sobie na taką impulsywność pozwolić - nic go nie trzyma, nie ma zobowiązań, może w każdej chwili rzucić wszystko i pojechać do tej Australii. Kiedy siedzisz w środku rodziny taki nagły ruch mógłby być niezbyt przyjemny dla innych, wręcz ich zranić. > Zatem pytam: co to jest szczęście?Wszystko co ci sprawia przyjemność i nie boli  > Właśnie zmusiłam Cię do udziału w bezsensie mojej wypowiedzi  Niebieski.  > lub> wpłynęłam na Twoją podświadomość, a treść odkryjesz dopiero, gdy porozmawiasz z nią.Może  > Przepraszam, ale ja już tak mam, że lubię mieszać w garze z zupą sensu  Przynajmniej nie używasz tych samych nudnych argumentów co reszta wątku
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Iwona Przybyła (801 punktów) | > >>>- czyli "bezsens" jest w Twoim słowniku wyrażeniem pejoratywnym?> >>Nie, jest neutralne - o ile nikt mnie nie zmusza do robienia rzeczy bezsensownych  > >Ja mam odwrotnie. W sumie chciałabym, żeby ktoś nagle powiedział: słuchaj, Iwonka, zróbmy coś zupełnie bezsensownego, głupiego, niedorzecznego. Na pewno taki osobnik wydał by mi się interesujący  > Lubię powiedzenie: "Jeśli coś jest głupie, ale fajne, to wcale nie jest takie głupie"  > Działanie impulsywne, np. stwierdzenie "Pojedźmy do Australii!", "CO? Kiedy?", "TERAZ" nie jest dla mnie bezsensowne, jeśli dla kogoś jest to ciekawe i przyjemne. Nie widzę za to sensu w siedzeniu w nudnych związkach.Nuda też może być źródłem inspiracji. Bosch prowadził nudne i monotonne życie, co jego sztuce służyło. Cage zaś powiedział: "nuda i uwaga- zaczyna być ciekawie". > Singiel może sobie na taką impulsywność pozwolić - nic go nie trzyma, nie ma zobowiązań, może w każdej chwili rzucić wszystko i pojechać do tej Australii. Kiedy siedzisz w środku rodziny taki nagły ruch mógłby być niezbyt przyjemny dla innych, wręcz ich zranić.Ciekawy punkt widzenia, ale dla mnie to prostu uciekanie od odpowiedzialności za drugiego człowieka. Związek jest jak dziecko, o które należy dbać, pracować nad nim i je pielęgnować. Nagły ruch nie wchodzi w grę, co wcale nie wyklucza spontaniczności. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że singiel ma tu jakąś przewagę? Relacje między ludźmi powinny opierać się na wspólnych wartościach, a tych nie można niszczyć z dnia na dzień, chyba, że jest się mleczem zwyczajnym (czytaj: skur... pospolitym). > >Zatem pytam: co to jest szczęście?> Wszystko co ci sprawia przyjemność i nie boli  Co singlowi sprawia przyjemność zatem? Ja będąc singlem zawsze odczuwałam jakiś rodzaj pustki, niespełnienia, choć być może to kwestia cech charakteru: po prostu lubię z kimś "przegadać" swoje problemy, cudze problemy, wspólne problemy lub brak problemów. > >Właśnie zmusiłam Cię do udziału w bezsensie mojej wypowiedzi  > Niebieski.  mały ptak  > >lub> >wpłynęłam na Twoją podświadomość, a treść odkryjesz dopiero, gdy porozmawiasz z nią.> Może  Almodovar. > >Przepraszam, ale ja już tak mam, że lubię mieszać w garze z zupą sensu  > Przynajmniej nie używasz tych samych nudnych argumentów co reszta wątku  Każdy używa tych samych argumentów. Jesteśmy jedną wielką kupą ludzką, szarą masą, pyłem kosmicznym, itd.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Angelika1 (109 punktów) | Bezsens wiązania się - wiązania się w sensie podporządkowania, kontroli, lub spełnienia się poprzez związek - zgadzam się. Ale nie przebywania ze sobą i czerpania radości z tego, beż żądania czegoś w zamian.
Widzę to tak: błędem jest, że ludzie wiążą się ze sobą (często) gdy są nieukształtowani, gdy nie są niezależni. A tak nie powinno być. Co jest ważne? Niezależność. Mówię: mam pracę, którą lubię, realizuję się, mam pasje, mam ulubione rozrywki, kierują mną takie i takie wartości. Jest to niezależne od kogokolwiek - żyję dla siebie i to kim jestem i co robię uszczęśliwia mnie. Nie potrzebuję kogokolwiek by się spełnić. To jestem JA - poznaj mnie właśnie taką - uszanuj to. Zaakceptuj to jeśli chcesz i bądź przy mnie lub nie akceptuj i odejdź.
To związek takich osób jest oparty na miłości: podziw, szacunek i akceptacja oraz brak oczekiwań bo każde z nich z osobna stanowi siłę i ma wartość. Pisałam o tym niżej panu Adamiakowi. Kochanie kogoś to przebywanie z kimś, to jak słuchanie najpiękniejszej melodii bez chęci zmiany jakiejkolwiek nutki.
Obserwuję swoje otoczenie, związki wkoło i to mnie przeraża. Wszędzie pretensje, obwinianie. Nie ma nastawienia na działanie, rozwiązywanie problemów, na spojrzenie na samych siebie. Ciągłe oczekiwania wobec innych a nie wobec siebie. To jest chore, ale powszechnie akceptowalne. Bo co jest istotą? Mówi się o poświęceniu i miłosierdziu. Dam Ci szczęście a ty go daj mnie, ale kruczek tkwi w tym, że mamy wbudowany w sobie egoizm - efekt jest taki, że nikt nie jest szczęśliwy.
Ważne jest własne JA a nie budowanie czyjegoś Ja naszym kosztem.
|
|
| | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>Obserwuję swoje otoczenie, związki wkoło i to mnie przeraża. Wszędzie pretensje, obwinianie. Nie ma nastawienia na działanie, rozwiązywanie problemów, na spojrzenie na samych siebie. Ciągłe oczekiwania wobec innych a nie wobec siebie. To jest chore, ale powszechnie akceptowalne. Bo co jest istotą? Mówi się o poświęceniu i miłosierdziu. Dam Ci szczęście a ty go daj mnie, ale kruczek tkwi w tym, że mamy wbudowany w sobie egoizm - efekt jest taki, że nikt nie jest szczęśliwy. Mam dokładnie takie same obserwacje. >Ważne jest własne JA a nie budowanie czyjegoś Ja naszym kosztem.
Zgadzam się w 100%.
|
|
| | | | | | | |  | | Iwona Przybyła (801 punktów) | Bardzo cenię sobie ludzi, od których mogę się uczyć i dlatego duży plus dla Twojej wypowiedzi. Pięknie napisane.
|
|
 | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > Miłość to akceptacja drugiej osoby, szacunek i podziw. Piszesz o formach, środkach wyrazu, a przyczyny? Generowanie potrzeb jest sterowane instynktami, więc miłość jest reakcją na bodziec, obiekt miłości. Miłość to przeintelektualizowana odpowiedź na chemicznie sterowane, emocjonalne potrzeby człowieka. Czyli ideologia dorobiona do reakcji chemicznych. Przy niemożności weryfikacji podmiotu miłości (boga) staje się wiarą.
|
|
|  | 2 na 2 | Angelika1 (109 punktów) | > >Miłość to akceptacja drugiej osoby, szacunek i podziw.> Piszesz o formach, środkach wyrazu, a przyczyny?> Generowanie potrzeb jest sterowane instynktami, więc miłość jest reakcją na bodziec, obiekt miłości.> Miłość to przeintelektualizowana odpowiedź na chemicznie sterowane, emocjonalne potrzeby człowieka.> Czyli ideologia dorobiona do reakcji chemicznych.> Przy niemożności weryfikacji podmiotu miłości (boga) staje się wiarą. Nie wiem czy umiem to tak opisać by zostać dobrze zrozumianą. Pytasz o przyczyny? Mogą być różne dla każdego z nas. O miłości takiej jak miłość do boga w religii nie ma mowy. Chodzi o to, że istotne jest by zrozumieć, że żyjemy dla siebie i nie możemy żądać by ktoś żył dla nas. Inni ludzie są jak melodie - zdarza się melodia wyjątkowa, pragniemy jej słuchać bez przerwy a gdy jej "nie ma" przy nas odtwarzamy ją w głowie. Ale nie chcemy zmieniać ani jednej nutki w tej wyjątkowej melodii - bo to by nie było to samo. Nie możemy jej sobie zawłaszczyć ale możemy mieć szczęście przysłuchiwać się jej częściej niż inni. To jest miłość, to jest szczęście. Nie ma tu miejsca na niespełnione oczekiwania, na zawód miłosny, na frustracje, żale itp. Ja wiem że to jest ciężkie by tak postrzegać innych - mówię o tych najbliższych. Mnie jest ciężko, ale to zmienię. Bo uznałam to za słuszne.
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Pytasz o przyczyny? Mogą być różne dla każdego z nas. A ja myślałem, że instynkty są identyczne. > O miłości takiej jak miłość do boga w religii nie ma mowy. Rzeczoznawca pisze, że miłość do człowieka różni się od miłości do Boga tylko tym, że do Boga nie da się przytulić... - kłamie? > Bo uznałam to za słuszne. W którym tego słowa znaczeniu?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Angelika1 (109 punktów) | Nie powinnam była odnosić się do miłości do boga bo według mnie boga nie ma więc co tu porównywać. Rzeczoznawca??? Hm, dziwnie to brzmi.  Cytuję z artykułu "rzeczoznawcy": "Ta zasada dotyczy każdej miłości bez wyjątku. Kochać kogoś to coraz bardziej współmyśleć i współpragnąć, chcieć tego samego, patrzeć w tym samym kierunku, czy to będzie Bóg, czy żona (mąż)." Kochać to wsółmyśleć, współpragnąć...? Co za brednie. I ludzie mają być szczęśliwi skoro serwuje się im takie bzdury. Dzisiaj (godz.12:22) w wypowiedzi do Stilgara uściśliłam jeszcze na czym polega miłość. I jest to DOKŁADNIE odwrócenie tego co pisze "rzeczoznawca". > Bo uznałam to za słuszne.Słuszne czyli takie jakie powinno być. Słuszne wg mnie. To od siebie wygam zmiany postrzegania, postępowania. Nie mogę natomiast wymagać od najbliższych by czynili tak samo. Każdy musi do tego sam się przekonać lub nie.
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Nie powinnam była odnosić się do miłości do boga bo według mnie boga nie ma więc co tu porównywać. Samą miłość, a raczej jej ew. racjonalizm. > Rzeczoznawca??? Hm, dziwnie to brzmi.  Wierzy mu połowa ludzkości, to już nie jest pikuś. > Kochać to wsółmyśleć, współpragnąć...? Co za brednie. I ludzie mają być szczęśliwi skoro serwuje się im takie bzdury. Dzisiaj (godz.12:22) w wypowiedzi do Stilgara uściśliłam jeszcze na czym polega miłość. I jest to DOKŁADNIE odwrócenie tego co pisze "rzeczoznawca". Jasne, czyli uważasz się za mniej dziwnego rzeczoznawcę od miłości, niż ten wyżej, a swój opis miłości za jedynie prawdziwy? Czy słuszny? > Słuszne czyli takie jakie powinno być. Słuszne wg mnie. Taką masz ideologię - według wegetarian ja mam niesłuszną dietę. Czyli słuszność dla mnie się, jako argument, zdewaluowała. > Każdy musi do tego sam się przekonać lub nie. Po pierwsze: jeśli musi lub nie musi, to znaczy może chcieć, nie musieć - czyż nie? Po drugie uważam, że mieszasz rozum z emocjami, o 12:12 też. Jeśli sama nie zechcesz znaleźć tego miszmaszu, to mogę ja to spróbować zrobić. Bo to dwie różne, nie tylko słownikowo, kwestie. A po trzecie, to znam trzeciego rzeczoznawcę od miłości, co Ty na to?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Angelika1 (109 punktów) | > Jasne, czyli uważasz się za mniej dziwnego rzeczoznawcę od miłości, niż ten wyżej, a swój opis miłości za jedynie prawdziwy? Czy słuszny?To Ty użyłeś słowo rzeczoznawca nie ja. Mnie ono nie spasowało bo odnosiło się do księdza a sprawa dotyczy miłości między dwojgiem ludzi. Jakie jest jego doświadczenie w relacjach mąż-żona? Chyba, że o czymś nie wiem. "czyli uważasz się za mniej dziwnego rzeczoznawcę" - gdzie napisałam, że za takiego się uważam? To, że odpowiadam na temat mi bliski i prezentuje moje spostrzeżenia nie oznacza, że jestem rzeczoznawcą. Dla jasności - nie uważam się za rzeczoznawcę w poruszanym tu temacie. > >Słuszne czyli takie jakie powinno być. Słuszne wg mnie.Bij po łapkach za używanie słów nie tak jak trzeba. Przyznaję otwarcie  , że jestem z tym w tyle. Rozumiem, że o ewentualne sprostowania nie muszę się prosić.  Czy jeśli zamienię na "słuszne dla mnie" będzie lepiej? Inaczej: biorę się za siebie i przestawiam swoje myślenie, nastawienie. Nie zamierzam przestawiać bliskich wedle mojego "widzimisie". > >Każdy musi do tego sam się przekonać lub nie.> Po pierwsze: jeśli musi lub nie musi, to znaczy może chcieć, nie musieć - czyż nie?Użyte słowo "musi" faktycznie było za mocne. > Po drugie uważam, że mieszasz rozum z emocjami, o 12:12 też. Jeśli sama nie zechcesz znaleźć tego miszmaszu, to mogę ja to spróbować zrobić.Miszmasz jest. To fakt. Za dużo chciałam napisać w paru zdaniach. Emocje przy tym też były. Oczywiście sam możesz się też do tego odnieść. Nie oszczędzaj (ale też nie przesadzaj)  Do "zobaczenia" (nie wykluczone, że dopiero za dwa tygodnie).
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > To Ty użyłeś słowo rzeczoznawca nie ja. Fakt, ale możesz zmienić na każde inne oznaczające "wypowiadającego się autorytatywnie". > Mnie ono nie spasowało bo odnosiło się do księdza a sprawa dotyczy miłości między dwojgiem ludzi. Jakie jest jego doświadczenie w relacjach mąż-żona? Chyba, że o czymś nie wiem. Mnie pasowało w kontekście, bo oboje wypowiadacie się w sposób autorytatywnie ogólny o rzeczach, które (w moim mniemaniu) są sprawą wybitnie osobniczą w rozumieniu na ogół bilateralnym, choć genezę, jako zjawisko, ma instynktownie-chemicznie wspólną. W CV Kopernika też pobytu na Słońcu nie wyczytałem, prócz tego, że był kobietą. Nie trzeba być krową, by znać się na produkcji mleka. > Dla jasności - nie uważam się za rzeczoznawcę w poruszanym tu temacie. Więc moje rozumienie, wrażenie wynikające bezpośrednio z autorytatywnej treści Twoich tekstów rozminęło się z Twoimi intencjami, ale nie z treścią. > Bij po łapkach za używanie słów nie tak jak trzeba. Przyznaję otwarcie , że jestem z tym w tyle. Rozumiem, że o ewentualne sprostowania nie muszę się prosić.  Sam sobie przyznałem takie prawo, choć ostatnio rozmija się ono z priorytetami forum.  > Inaczej: biorę się za siebie i przestawiam swoje myślenie, nastawienie. Nie zamierzam przestawiać bliskich wedle mojego "widzimisie". Często osobista chęć do takich przestawień jest warunkiem udanego związku, ale mam na myśli chęć w sensie gotowości do kompromisu, bo związek dwojga ludzi to interes, czy komuś to się podoba, czy nie. Udany interes cechuje wzajemna, maksymalna korzyść uzyskana w drodze negocjacji i kompromisu, na ogół. > Miszmasz jest. To fakt.> Oczywiście sam możesz się też do tego odnieść. Nie widzę powodu, jeśli sama to zauważyłaś. > Do "zobaczenia" (nie wykluczone, że dopiero za dwa tygodnie). Pozdrawiam.
|
|
| Guzik (2020 punktów) | Plusik za piękny wiersz... Lub jak kto woli pieśń  O miłości on całkiem nie jest..., ale na ten temat napisano tomy. Mnie się podoba z tej dziedziny wiersz Szymborskiej pod tytułem Miłość szczęśliwa Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne, czy to poważne, czy to pożyteczne - co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi, pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani, że tak stać się musiało - w nagrodę za co? za nic; światło pada znikąd - dlaczego właśnie na tych, a nie innych? Czy to obraża sprawiedliwość? Tak. Czy narusza troskliwie piętrzone zasady, strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.
Spójrzcie na tych szczęśliwych: gdyby się chociaż maskowali trochę, udawali zgnębienie krzepiąc tym przyjaciół! Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie. Jakim językiem mówią - zrozumiałym na pozór. A te ich ceremonie, ceregiele, Wymyślne obowiązki względem siebie - wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!
Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło, gdyby ich przykład dał się naśladować. Na co liczyć by mogły religie, poezje, o czym by pamiętano, czego zaniechano, kto by chciał zostać w kręgu.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne? Takt i rozsądek każą milczeć o niej jak o skandalu z wysokich sfer Życia. Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy. Przenigdy nie zdołałaby zaludnić ziemi, zdarza się przecież rzadko.
Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej
Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.
|
|
 | 2 na 2 | Głąbiński (3538 punktów) | > Plusik za piękny wiersz... Lub jak kto woli pieśń Mnie jednak bardziej odpowiada, to co widzę w twoim postcie. A co do miłości ... Wszystkie próby objaśnienia podstawowych produktów naszego mózgu (inteligencja, świadomość, miłość, odczuwanie przestrzeni, kolorów i dźwięków, poczucie piękna, szczęścia, ból i wiele innych) warto przemyśleć, jednak przekonanie, że uda się temat wyczerpać, jak dotąd wygląda na nieusprawiedliwione. W moim przekonaniu najwierniejsze przedstawienie miłości dała Maria Jasnorzewska-Pawlikowska. Niestety dotyczy ono tylko uczucia kobiety do mężczyzny. Nie przychodzi mi na myśl żaden tekst, który by równie treściwie i przekonująco opisał zarówno odwrotną sytuację, jak miłość do dziecka, lub miłość wynikającą z więzów społecznych (np. głęboko przeżywany patriotyzm, przyjaźń itd.). A oto wspomniany opis miłości: Iżeś z tłumnego przyszedł rynku Z złamanych skrzydeł swych szelestem - Żeś nie pytając się, kto jestem, Żądał na sercu mym spoczynku, Będę ci Marią, będę Martą. Nigdy ci nie zabraknie chleba; Nie będzie zimno ci ni ciemno, Ognia naszego będę wartą. A gdy do gwiaździstego nieba Wytężysz ręce, to wraz ze mną Bo będę ci Marią, będę Martą. Gdy zmierzch zarzuci wszystko srebrem, Klęcząc pić będę z twej mądrości Z głową o nogi twe opartą Lecz w nocy stanę się twym żebrem I dreszczem przejmę cię do kości, I będę ci Marią, będę Martą.
Stach M. G.
|
|
|  | | Guzik (2020 punktów) | Mnie zaś twój się podoba. Dziękuję ci bardzo, bo nie znałam tego pięknego utworu Pawlikowskiej o miłości i o strażniczce domowego ogniska.
|
|
3 na 3 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. >Czym jest dla Was miłość? >Czy to tylko kalkulacja, emocjonalna gra? [...] >No i niby racjonalne jest stwierdzenie, że miłość to tylko popęd i rozmnażanie, ale czy miłość >można sprowadzić tylko do biologii?
Czy mogłabyś nie stawiać znaku równości między racjonalizmem jako sposobem myślenia i podejścia do otaczającego nas świata a bezdusznością i oziębłością emocjonalną?
Każda osoba która pyta, jak racjonalista może się zakochać albo wzruszyć, nie ma zielonego pojęcia co oznacza racjonalizm.
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
 | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) |
> Czy mogłabyś nie stawiać znaku równości między racjonalizmem jako sposobem myślenia i podejścia do otaczającego nas świata a bezdusznością i oziębłością emocjonalną?Z jednej strony racjonaliści chcą stosować logikę matematyczną i metody naukowe tam gdzie im wygodnie ( do uzasadniania bezsensu religii ), ale tam gdzie nei chcą się wyrzekać jakichś przyjemności nagle postulują uwzględnianie emocji i "duszne" podejście do świata  Troche to wyglądaj jak "socjalizm z ludzką twarzą". Racjonalizm z duszą to jakaś parodia. > Każda osoba która pyta, jak racjonalista może się zakochać albo wzruszyć, nie ma zielonego pojęcia co oznacza racjonalizm.O, zakochać się i wzruszyć może bardzo łatwo, w końcu są ludzmi, a ci mają takie "efekty specjalne" zaprogramowane w swojej biochemii. Pytanie jest inne - czy nie powinni odrzucać tych atawistycznych pozostałości tak jak odrzucają religię?
|
|
|  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) |
> O, zakochać się i wzruszyć może bardzo łatwo, w końcu są ludzmi, a ci mają takie "efekty specjalne" zaprogramowane w swojej biochemii. Pytanie jest inne - czy nie powinni odrzucać tych atawistycznych pozostałości tak jak odrzucają religię?Jeśli umiesz zapanować na reakcjami biochemicznymi zachodzącymi w Twoim organizmie, to moje gratulacje. Szczerze. Naprawdę jestem po wrażeniem. Tak z ciekawości - co trzeba zrobić, żeby siłą woli sterować wydzielaniem tyroksyny? 
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| |  | | stilgar (7322 punktów) | > >O, zakochać się i wzruszyć może bardzo łatwo, w końcu są ludzmi, a ci mają takie "efekty specjalne" zaprogramowane w swojej biochemii. Pytanie jest inne - czy nie powinni odrzucać tych atawistycznych pozostałości tak jak odrzucają religię?> Jeśli umiesz zapanować na reakcjami biochemicznymi zachodzącymi w Twoim organizmie, to moje gratulacje. Szczerze. Naprawdę jestem po wrażeniem. Tak z ciekawości - co trzeba zrobić, żeby siłą woli sterować wydzielaniem tyroksyny?  Nie mówiłem, że potrafię wyzwolić się ze wszystkich ograniczeń jakie narzuca na mnie to niedoskonałe ciało - dlaczego jednak miałbym się poddawać tym, z których mogę?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) |
> Nie mówiłem, że potrafię wyzwolić się ze wszystkich ograniczeń jakie narzuca na mnie to niedoskonałe ciało - dlaczego jednak miałbym się poddawać tym, z których mogę?Wybacz, nie mogłam się powstrzymać przeczytawszy ten apel o odrzucenie atawizmów.  Oczywiście można (z różnym skutkiem) próbować nie poddawać się swojej biochemii, ale wątpię, że możliwe jest "uwolnienie" się od niej, bo to immanentna cecha organizmu, bez której ten ostatni by nie funkcjonował. Chemiczne mechanizmy odpowiedzialne za uczucie zakochania, zostały zbadane, choć pewnie nie do końca, a są one tylko wytworem ewolucji, który ma skłaniać ku sobie dwoje osób tak, aby w rezultacie pojawił się ten trzeci człowieczek. A jednak wszystko to nie oznacza, że uczucia, których w związku z tym doświadczamy są w jakikolwiek sposób fałszywe.
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
 | | Iwona Przybyła (801 punktów) | >>Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości. >>Czym jest dla Was miłość? >>Czy to tylko kalkulacja, emocjonalna gra? >[...] >>No i niby racjonalne jest stwierdzenie, że miłość to tylko popęd i rozmnażanie, ale czy miłość >>można sprowadzić tylko do biologii? >Czy mogłabyś nie stawiać znaku równości między racjonalizmem jako sposobem myślenia i podejścia do otaczającego nas świata a bezdusznością i oziębłością emocjonalną?
Mogłabym i nie stawiam znaku równości. Chyba źle odczytałaś mój post, bo większość rozmówców nic takiego z niego nie wywnioskowała.
|
|
2 na 2 | stilgar (7322 punktów) |
>No i niby racjonalne jest stwierdzenie, że miłość to tylko popęd i rozmnażanie, ale czy miłość >można sprowadzić tylko do biologii?
Można ją też rozważać na innych poziomach abstrakcji, jednak nie ma to większego znaczenia. To jest uzależnienie, jak w przypadku narkotyków. Za chwile przyjemności płacisz wieloma wyrzeczeniami ( o kosztach finansowych nawet wspominać nie będę ). A kiedy przyjemność przemija, zostajesz z samymi ciężarami.
|
|
| spellbinder (8577 punktów) | Dobrzy ludzie spierający się o psychologię... pozwolę sobie wyrazić własne zdanie w tym temacie. Psychologia przede wszystkim ma jedną, gigantyczną wadę. Nie widać bezpośrednio wyników działań, ani obiektów obserwacji. Obserwować można jedynie pewne konstrukty teoretyczne, co do których w dodatku poszczególni psychologowie się nie zgadzają. Spytasz fizyka o grawitację, fizyk każdy powie to samo. Spytasz psychologa o inteligencję i niestety otrzymasz sto różnych poglądów na temat "co to w ogóle jest ta inteligencja". Jedno pojęcie, a setki różnych podejść. Jeden to określi jako zbiór jednych cech mierzalnych, inny jako innych, ale przecież nie można tej "inteligencji" zobaczyć, nawet nie wiadomo czy ona istnieje  Tak samo było z Freudem, teoria o id, ego i superego wzięła się z jego analizy budowy mózgu. Bo mózg faktycznie składa się z 3 części, mózg gadzi, paleossaków i nie pamiętam jak ten trzeci się nazywał komponent, słowny czy jakoś tak. Tak czy siak Freud się pomylił w swojej teorii, bo nawet nie miał możliwości sprawdzenia jak działają te części. Zobaczył je sobie i rachu ciachu wymyślił teorię w zasadzie filozoficzną. I wymyślają sobie psychologowie różne rzeczy, część faktycznie całkiem zgrabnie obserwuje jakieś małe i łatwo weryfikowalne rzeczy, jak istnienie reguły wzajemności, albo fakt, że ludzi można przekonać do różnych rzeczy jedynie poprzez umieszczenie w zdaniu słówka "bo" - np. "Może mnie pan przepuścić, bo musze to skserować" i 97% przepuszczało, bez "bo" tylko 20  Ale w psychologii klinicznej to już w ogóle jest łażenie po ciemku, choćby tak banalna rzecz jak leczyć alkoholika i już mamy multum podejść, z których żadne nie działa tak naprawdę. Tylko cała masa gdaczących i wymieniających się poglądami ludzików, którzy chcą być publikowani w prasie specjalistycznej. Żeby w ogóle zrobić jakieś badanie trzeba się odwołać do teorii mającej bazę w filozofii, oprzeć o jakiś nabzdyczony frazes, który niby jakoś opisuje rzeczywistość. Jak choćby teoria piramidy potrzeb Maslowa. Według niej bowiem człowiek może zaspokajać potrzeby wyższego rzędu dopiero zaspokoiwszy potrzeby niższego rzędu. Pierwsze są potrzeby fizjologiczne, potem bezpieczeństwa, potem miłości, następnie szacunku i na końcu samorealizacji. A teraz pytanie. Jak człowiek głoduje na bezludnej wyspie i jest ze swoją, dajmy na to, dziewczyną, to ją zje? Nie drodzy ludzie. Innymi słowy cała piramida Maslowa to tylko wyssana z już nie powiem czego głupota, o której jednak trzeba się uczyć. To tak jakby na fizyce uczyli i odpytywali ze wszystkich głupot jakie powiedział Arystoteles, choćby o tym że cięższe szybciej spada  W psychologii niestety bardzo mało rzeczy jest zdefiniowanych i potwierdzonych, większość to teorie i domysły, które poprzez różne badania próbuje się udowodnić, nazywając coraz to nowe "cechy" ludzkiego umysłu. No i jeszcze ludzie, którzy koniecznie chcą udowodnić to co im się podoba, więc cała masa badań na temat przemocy w grach komputerowych i ich wpływu na umysł dzieciaka. Nie pamiętam nazwiska, ale jeden facet zebrał jakieś 1500 tych prac, gdzie w ponad połowie wyniki nie były istotne statystycznie, a mimo tego badacze wyciągnęli wnioski jakie im się podobało; w 1/4 na poziomie tendencji - znowu ślicznie wyciągnięte wyniki, a reszta pokazała coś zupełnie przeciwnego z tego co pamiętam, niż by ludzie chcieli. Psychologia musi jeszcze nieźle dojrzeć, bo jak na razie to wygląda jak szukanie kontaktu po omacku w ciemnym pokoju. *** Co do miłości z kolei: Miłość jest konstruktem powstałym z błędnego pojęcia, że jesteśmy czymś więcej niż zwierzętami, toteż szukamy w sobie zachowań, które w jakiś sposób nas nobilitują i nadajemy im fikcyjną wartość, mimo iż są zachowaniami instynktownymi i to jeszcze nie tak nasilonymi jakby chciały pisarki prozy dla kobiet. Tu akurat psychologia jest dość zgodna w sądach, że ludzie potrafią pomylić miłość ze strachem. Zasadniczo cały konstrukt został obudowany mitycznymi obrazami, rodzącymi jakieś konkretne oczekiwania - cała popkultura robi tutaj ludziom taką wodę z mózgu, że aż strach bierze. Podczas gdy tzw. miłość jest dość prostym systemem pozwalającym na skuteczną promocję własnych genów, kultura zrobiła z niej jakąś cnotę, jakieś najwyższe dobro dostępne człowiekowi. Wyraz, absurdalne, ostatecznego spełnienia. Wprowadza się pojęcia jak "prawdziwa" miłość, wmawia ludziom, że jeśli po kilku latach zaczynają się na bokach puszczać, to nie kochali "naprawdę", bo prawdziwa miłość jest do grobowej deski. Młode lasencje koniecznie wyrabiają sobie opinie i pytają na forach "czy ja go kocham, bo lubię z nim przebywać, ale ja nie wiem, czy to prawdziwa miłość? Pomóżcie!" - oczywiście chodzi o "zezwolenie" na seks, bo raczej nie o coś innego  . To nie jedyna nasza cecha fizjologiczna, która została zmitologizowana. Spójrzcie choćby na ból, czyli zwykłą informację pod tytułem "zabierz łapę z tego ogniska pacanie". Odporność na ból, a więc de facto czułość układu nerwowego, jest również cnotą, oznaką odwagi, hartu ducha i ogólnie rzecz biorąc rzeczą pożądaną - przy czym osoby naprawdę nie czujące bólu są zazwyczaj w młodym wieku kalekami.
|
|
 | | orchidea78 (385 punktów) | Czasem racjonalizm przeszkadza uczuciom, które nie miałyby szans, aby się rozwinąć.Mówię o normach społecznych,konwenansach; Dzięki niemu nie dochodzi do mezaliansów, czy kroków, których żałowałoby się całe życie. Oczywiście, mogłoby się to wszystko zakończyć "happy endem", ale również, całkiem inaczej... Czy lepiej kierować się "sercem, czy rozumem" przy podejmowaniu decyzji, które zdecydują o naszej przyszłości? Każda możliwość, ma tyle samo "za", co i "przeciw".
|
|
|  | | spellbinder (8577 punktów) | > Czasem racjonalizm przeszkadza uczuciom, które nie miałyby szans, aby się rozwinąć.Mówię o normach społecznych,konwenansach; Dzięki niemu nie dochodzi do mezaliansów, czy kroków, których żałowałoby się całe życie.> Oczywiście, mogłoby się to wszystko zakończyć "happy endem", ale również, całkiem inaczej...> Czy lepiej kierować się "sercem, czy rozumem" przy podejmowaniu decyzji, które zdecydują o naszej przyszłości?> Każda możliwość, ma tyle samo "za", co i "przeciw".> Tak, na przykład obcięcie sobie wszystkich kończyn. Przeciw, że człowiek będzie niesamodzielny. Za, że będą mu usługiwać. Kultura wpoiła człowiekowi, że "miłość" ma jakąś wartość duchową, niemierzalną. Sercem kierować się nie można. Emocjonalność jest ważnym elementem aparatu decyzyjnego człowieka i bez niej tak naprawdę istota ludzka nie może funkcjonować w normalnym obiegu. Umysł oparty tylko na racjonalizmie nigdy by nic nie robił, bo nie ma to większego sensu. Gadać z kimś? Po co? Co to zmieni? Na co wpłynie? Nie pogadasz z nikim, bo go "lubisz". Nie lubisz. Do każdej osoby przykładasz taką samą wartość. Każdy jest tak samo zbędny. Praca - szukasz lepszej? Po co? Nie masz przecież rzeczy, które sprawiają ci przyjemność. Nie musisz za nie płacić, więc nie potrzeba ci pieniędzy. Emocje dają człowiekowi motywację do działania. Pobudzają do zrobienia czegoś, do kombinowania, zadawania sobie pytań, rozwiązywania problemów. Dlatego też "racjonalne" zastanowienie się nad czymś nie istnieje. Oznacza po prostu postąpienie wbrew działającym w danym momencie emocjom, czy afektom. Miłość za to ma całą otoczkę - jedyna prawdziwa, trudno ją zdobyć, pierwsza jest tylko jedna i najważniejsza i inne tego typu bzdury. Emocje w życiu człowieka pełnią kluczową rolę, co jednak nie oznacza, że jakaś jedna ma być ważniejsza od innej
|
|
| OrzełKING (1 punktów) | Miłość to poszukiwanie autorytetu w myśl samorozwoju, czyli poznawania ciągłego i ciągłego. Czerpiemy od partnera jego doświadczenia, jego emocje, uczymy się siebie po przez partnera. Jeśli jeden z partnerów zacznie odstawać i nie służyć drugiemu - może dojść do rozstania. Zakochać się znaczy - spostrzec kogoś, w kim widzimy potencjał, który przyda nam się w realizacji naszych prywatnych celów. Jeśli w związku dążysz do tego samego, co partner, jeśli szukacie jednego, jeśli patrzycie za tym samym, jeśli rozmawiacie ze sobą - rozwijacie się wspólnie - poznajecie siebie i świat razem - a co dwie głowy to nie jedna. Miłość, to realizacja siebie poprzez drugą osobę i realizacja drugiej osoby po przez siebie. Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | Nickto (187 punktów) | > Temat może głupi, ale kto z nas nie myśli o miłości.> Czym jest dla Was miłość?> Czy to tylko kalkulacja, emocjonalna gra?> Podoba mi się tekst utworu Mariusza Lubomskiego "Żeby":Biochemia, budowa mózgu, hormony - było na ten temat już na łamach portalu www.racjon(*)k.php/s,3692/q,Chemia.milosci.Nie da się jednak zaprzeczyć, że osoby, które doznały, tzw. miłości, swoją kondycję opisują rozmaicie. Nie da się zaprzeczyć, że bez względu, czy miłość jest kwestią jakichś schematów myślowych, reakcji chemicznych, skłonności uwarunkowanych genetycznie - to z "jej" powodu wielu ludzi odczuwa silne cierpienie. O ile jesteśmy w stanie empatycznie podejść do "weryfikowalnego" cierpienia (głód, choroba, przemoc), to kiepską kondycję psychiczną a w końcu i fizyczną a w końcu i finansową ludzi cierpiących z powodu niespełnionej miłości - traktujemy "literacko". A przecież skuteczne próby samobójcze i inne dramatyczne skutki zawiedzionych miłości zdarzają się na tyle często, że zdajemy sobie powszechnie sprawę z tego faktu. Czemuż więc nieszczęśliwie zakochani czy zdradzeni, czy jakkolwiek zawiedzeni cierpiętnicy nie znajdują zrozumienia u lekarzy? Czemu nauka nie wymyśla odpowiedniej pigułki nad odkochanie? Czemu niespełniona miłość to żer dla sekt, głosicieli pól morfogenetycznych, filozofii gestalt (czy jak jej tam jest), astrologów i innych pocieszycieli z bożej łaski, oszustów i szarlatanów? Czemu na druku L4 nie może być: chory z powodu miłości, szacowany czas wyzdrowienia wynosi 4 dni/tygodnie/lata/dekady?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|