Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy Polacy są coraz głupsi i jak wpływa to na światopogląd?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
09-03-2013 17:14Andrzej Bogusławski (52275 punktów)Czy Polacy są coraz głupsi i jak wpływa to na światopogląd?
Ocena 19 na 19
.
Na Wirtualnej ukazała się notatka:
Polacy są coraz głupsi? Przygnębiające wyniki najnowszych badań czytelnictwa
Nie czytają już nawet najlepiej wykształceni! Z roku na rok jest z nami coraz gorzej. 61 proc. Polaków w ciągu ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką - wynika z tegorocznego badania czytelnictwa przeprowadzonego przez Bibliotekę Narodową we współpracy z TNS Polska.

Coraz częściej ze swego wtórnego analfabetyzmu dumne są także osoby z wyższym wykształceniem. Już co trzeci absolwent studiów nie ma większego problemu z tym, że nie czyta książek:
ksiazki.wp(*)twa,galeria.html?ticaid=110330
Informacja ta pokazuje, że ta tendencja opisana w referacie A. Izdebskiego [Załącznik] jest narastająca. Obniżenie poziomu czytelnictwa związane jest z obniżeniem poziomu intelektualnego, a to przekłada się na wzrost postaw fideistycznych i brak umiejętności racjonalnego myślenia. Moim zdaniem - źle to wróży dla kraju. Stajemy się coraz bardziej europejskim zaściankiem i nie osiągniemy rozwoju kraju w oparciu o wiedzę jego obywateli, a nie bardzo widzę inne podstawy. Jakoś gaz głupkowy też nam nie wypalił.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich dużo czytających i samodzielnie myślących, a więc racjonalistów.

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Czytam książki, ale mniej niż kiedyś. Internet zabrał część czasu, ale w zamian oferuje łatwy dostęp do informacji. Mam to szczęście, że zdążyłem zasmakować książek przed fascynacją komputerami. Zanim miałem komputer czytałem na jego temat. Teraz jest inaczej. Nie wiem, czy mając jednoczesny dostęp do komputera i sieci nie wybrałbym właśnie ich? Kiedyś książki nie miały alternatyw, a teraz coraz trudniej przekonać młodych o ich przewadze nad kolorowymi filmikami i łatwo przyswajalną papką z TV i sieci.
DEMONICON (4893 punktów)
>.
>Na Wirtualnej ukazała się notatka:
>Polacy są coraz głupsi? Przygnębiające wyniki najnowszych badań czytelnictwaNie czytają już nawet najlepiej wykształceni! Z roku na rok jest z nami coraz gorzej. 61 proc.
>Polaków w ciągu ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką - wynika z tegorocznego badania
>czytelnictwa przeprowadzonego przez Bibliotekę Narodową we współpracy z TNS Polska.
>Coraz częściej ze swego wtórnego analfabetyzmu dumne są także osoby z wyższym wykształceniem. Już co
>trzeci absolwent studiów nie ma większego problemu z tym, że nie czyta książek:
>ksiazki.wp(*)twa,galeria.html?ticaid=110330


Artykuł wydaje mi się troszkę łopatologicznym ...
Bo spójrzmy na to tak:
Czy mądrzejszy jest ten, który przeczyta 15 wymęczonych pod sprzedaż świętych ksiąg o Janie Pawle Drugim, czy może ten, który przez rok dokładnie prześledzi, przegryzie i przetrawi "O powstawaniu gatunków" Karola Darwina. Tu Karol i tu Karol, a jaka różnica ...

>Informacja ta pokazuje, że ta tendencja opisana w referacie A. Izdebskiego
>[Załącznik] jest narastająca. Obniżenie poziomu
>czytelnictwa związane jest z obniżeniem poziomu intelektualnego, a to przekłada się na wzrost postaw
>fideistycznych i brak umiejętności racjonalnego myślenia.

Z tym fideizmem to już niekoniecznie tak musi być. To może być najmniejszy dylemat. Młodzi nieczytający są dumni ze swych postaw antysystemowych, antyspołecznych. Poznałem nieczytającego artystę i dumnego z tego, a jego marzeniem jest pomalować wszystkie budynki na różowo, bo uważa ten kolor za paskudny. I nawet jest niereligijny.

>Moim zdaniem - źle to wróży dla kraju.

No tak.

>Stajemy się coraz bardziej europejskim zaściankiem i nie osiągniemy rozwoju kraju w oparciu o wiedzę
>jego obywateli, a nie bardzo widzę inne podstawy. Jakoś gaz głupkowy też nam nie wypalił.

Jakby tak zliczyć, to wiele nie wypala, a mówi się o niewyobrażalnych możliwościach i niesamowitym potencjale tkwiącym w narodzie.

>Serdecznie pozdrawiam wszystkich dużo czytających i samodzielnie myślących, a więc racjonalistów.

A jak będę pieścił swój umysł dylematami teologicznymi? Racjonalny człowiek z zadatkami na niezłego katechetę? Lepiej jakość chyba, jak ilość.

Pozdrawiam
09-03-2013 18:56 
 Ocena 15 na 15
czarny_kot (3864 punktów)
<Artykuł wydaje mi się troszkę łopatologicznym ...
Bo spójrzmy na to tak:
Czy mądrzejszy jest ten, który przeczyta 15 wymęczonych pod sprzedaż świętych ksiąg o Janie Pawle Drugim, czy może ten, który przez rok dokładnie prześledzi, przegryzie i przetrawi "O powstawaniu gatunków" Karola Darwina. Tu Karol i tu Karol, a jaka różnica ... >

Fakt, w mojej miejskiej bibliotece jest ponad 60 książek o JPII, a żadnej o religii z punktu widzenia ateistów.
Dostępna jest również "Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa", pomimo braku "Boga Urojonego". Jaki jest sens książki polemizującej z inną, skoro tej drugiej nie ma w bibliotece?
09-03-2013 19:03 
 Ocena 12 na 12
DEMONICON (4893 punktów)
>Jaki jest sens książki polemizującej z inną, skoro tej drugiej nie ma w bibliotece?

Sens utrzymania jednej świętej prawdy i zamykania umysłów na istnienie innych jako co najmniej nie gorszych, metoda północnokoreańska.

Pozdrawiam
10-03-2013 12:40 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
>Czy mądrzejszy jest ten, który przeczyta 15 wymęczonych pod sprzedaż świętych ksiąg o Janie Pawle Drugim, czy może ten, który przez rok dokładnie prześledzi, przegryzie i przetrawi "O powstawaniu gatunków" Karola Darwina. Tu Karol i tu Karol, a jaka różnica ... >Fakt, w mojej miejskiej bibliotece jest ponad 60 książek o JPII, a żadnej o religii z punktu widzenia ateistów.

Każda książka w jakiś sposób rozwija intelektualnie, zwłaszcza jeśli się potrafi czytać, a nie tylko ślabizować. Brak czytania uwstecznia ZAWSZE.

Idę o zakład, że p. Bogusławski przeczytał więcej książek o Janie Pawle i książek Jana Pawła niż większość proboszczów i dlatego gdybym miał wąpliwości przy czytaniu o JP (a miałbym je na pewno) raczej nie poszedłbym do proboszcza.

Moja lektura obecnie to "Czas bez dzwonów" Horsta Bienka
Polecam (po przeczytaniu poprzednich części tetralogii)
Pozdrawiam czytających
10-03-2013 18:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Idę o zakład, że p. Bogusławski przeczytał więcej książek o Janie Pawle i książek Jana Pawła niż większość proboszczów i dlatego gdybym miał wątpliwości przy czytaniu o JP (a miałbym je na pewno) raczej nie poszedłbym do proboszcza.
Nie wiem czy więcej, ale sporo jego publikacji, to nawet mam w domowej biblioteczce. Część wydanych jeszcze wtedy, gdy nikt nie przypuszczał, iż kiedykolwiek on papieżem zostanie.

Tylko książki zacietrzewione ideologicznie (nieważne jakiej religii/ideologii) na ogół nie warte są czytania (choć mam też kilka, otrzymanych na moją prośbę z ambasad, pięknie wydanych {i dobrze przetłumaczonych na polski} "biblii" znanych zbrodniczych dyktatorów świata, ale to moje skrzywienie zawodowe) wszystkie inne warto czytać krytycznie, gdyż nawet w najgłupszych można znaleźć mądre myśli.

Pozdrawiam.

@@@
.
szarley (54911 punktów)

>Tylko książki zacietrzewione ideologicznie (nieważne jakiej religii/ideologii) na ogół nie warte są czytania (choć mam też kilka, otrzymanych na moją prośbę z ambasad, pięknie wydanych {i dobrze przetłumaczonych na polski} "biblii" znanych zbrodniczych dyktatorów świata, ale to moje skrzywienie zawodowe) wszystkie inne warto czytać krytycznie, gdyż nawet w najgłupszych można znaleźć mądre myśli.

Nie zgodzę się z Panem. Kiedy dyskuje Pan z kimś zacietrzewionym ideologicznie, warto wiedzieć skąd bierze swoje przekonania. Owszem, można z takim człowiekiem nie rozmawiać ale postawiony w kącie może być bardziej niebezpieczny, bardziej oddany swojemu wodzowi.
10-03-2013 21:20 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Tylko książki zacietrzewione ideologicznie (nieważne jakiej religii/ideologii) na ogół nie warte są czytania (choć mam też kilka, otrzymanych na moją prośbę z ambasad, pięknie wydanych {i dobrze przetłumaczonych na polski} "biblii" znanych zbrodniczych dyktatorów świata, ale to moje skrzywienie zawodowe) wszystkie inne warto czytać krytycznie, gdyż nawet w najgłupszych można znaleźć mądre myśli.
>Nie zgodzę się z Panem.
A dobrze Pan zrozumiał moją wypowiedź?

>Kiedy dyskutuje Pan z kimś zacietrzewionym ideologicznie,
To, gdy on jest przy władzy dramatycznie źle dla delikwenta się kończy, gdy władzy nie posiada cała Pańska argumentacja spływa po nim jak woda po kaczce, z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Z głęboko wierzącymi warto dyskutować publicznie, gdyż może Pan dostarczyć argumentów poszukującym własnego zdania.

>warto wiedzieć skąd bierze swoje przekonania.
Przekonania, to zawsze bierze się z wiary i może Pan poszukiwać tylko lepiej wyartykułowanej mitologii, na której wierzący opiera swoje poglądy. Nie mogę powiedzieć, że nie warto tego robić skoro temu dużą część życia poświęciłem.

>Owszem, można z takim człowiekiem nie rozmawiać ale postawiony w kącie może być bardziej niebezpieczny, bardziej oddany swojemu wodzowi.
Nasze rozmowy z fundamentalistami nie mają dla nich żadnego znaczenia. Na przykład jestem na naszym forum kilka lat i stwierdzam, że na wierzących żadne racjonalne argumenty nie oddziaływają. Może Pan sobie to sam sprawdzić. Niebezpieczeństwo tkwi w ilości takich osób oraz sile jaka za nimi stoi i nie ma to nic wspólnego z rozmowami i dialogiem, gdy świat jest czarno biały - my i oni, to rozumuje się też my lub oni, a nie my oraz oni. W mojej biblioteczce jest dużo książek religijnych z ostatnich stu lat - są wśród nich zupełnie dewocyjne - całkowicie treściowo puste i o nich głównie myślałem. Natomiast proponuję - tak na szybko - wejść na strony Katolik.pl, Apologetyka.pl, czy wiele innych fideistycznych. Zobaczyć zdecydowanie warto, ale czy czytać?
Są także strony "Opoka", której już coś znaleźć można i polecana przeze mnie - Nauka a religia, gdzie znaleźć można już sporo poważnych wypowiedzi obrońców religii.

PS. www.racjonalista.pl/forum.php/s,552946/z,0#w552979

@@@
.
09-03-2013 19:38 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Czy mądrzejszy jest ten, który przeczyta 15 wymęczonych pod sprzedaż świętych ksiąg o Janie Pawle Drugim, czy może ten, który przez rok dokładnie prześledzi, przegryzie i przetrawi "O powstawaniu gatunków" Karola Darwina. Tu Karol i tu Karol, a jaka różnica ...
Mądrość w najwęższym znaczeniu to umiejętność podejmowania uzasadnionych decyzji, które w dłuższej perspektywie przynoszą pozytywne rezultaty. W innym ujęciu można powiedzieć, że mądrość to umiejętność praktycznego wykorzystywania posiadanej wiedzy i doświadczenia. pl.wikipedia.org/wiki/Mądrość
Mądrzejszy jest ten, który potrafi wybrać lekturę dającą większe korzyści intelektualne, ale lepiej czytać nawet dewocyjną literaturę niż nic nie czytać.

>Z tym fideizmem to już niekoniecznie tak musi być. To może być najmniejszy dylemat.
Ja tu nawet dylematu nie widzę, oparcie światopoglądu na autorytecie innych jest to jest mat własnej inteligencji postawiony.

>Młodzi nieczytający są dumni ze swych postaw antysystemowych, antyspołecznych.
I o tej "przyszłości narodu" tu mowa.

>Poznałem nieczytającego artystę i dumnego z tego, a jego marzeniem jest pomalować wszystkie budynki na różowo, bo uważa ten kolor za paskudny. I nawet jest niereligijny.
Spotykamy - i zawsze tak było - ludzi przeróżnych, chodzi tylko aby głupcy nas nie zdominowali.

>Jakby tak zliczyć, to wiele nie wypala, a mówi się o niewyobrażalnych możliwościach i niesamowitym potencjale tkwiącym w narodzie.
Gdyż mamy takie możliwości. Szkoda tylko, że dokonujemy tak nieracjonalnych wyborów politycznych, a politycy wybierają prywatę.

>>>>Serdecznie pozdrawiam wszystkich dużo czytających i samodzielnie myślących, a więc racjonalistów.
>A jak będę pieścił swój umysł dylematami teologicznymi? Racjonalny człowiek z zadatkami na niezłego katechetę?
Mogę od jutra rozpocząć wykłady teologii w seminarium, choć oczywiście bez wiary we własne słowa, ale nie byłby ani pierwszy, ani ostatni. Wiedza nie szkodzi, szkodliwa jest wiara.

>Lepiej jakość chyba, jak ilość.
Tak, jakość jest zdecydowanie ważniejszą.

Pozdrawiam

@@@
.
09-03-2013 20:06 
 Ocena 6 na 6
czarny_kot (3864 punktów)
>Mądrzejszy jest ten, który potrafi wybrać lekturę dającą większe korzyści intelektualne, ale lepiej czytać nawet dewocyjną literaturę niż nic nie czytać.<

Lepiej czytać cokolwiek niż nic. Zawsze jest większa szansa, że takie wielbicielki Grey'a czy Zmierzchu, sięgną w przyszłości po literaturę wyższych lotów, niż osoby które nie czytają wcale. Znam to po sobie, ciarki mnie przechodzą gdy pomyślę, co czytałam jako nastolatka.
09-03-2013 20:12 
 Ocena 1 na 1
DEMONICON (4893 punktów)
>Mądrzejszy jest ten, który potrafi wybrać lekturę dającą większe korzyści intelektualne, ale lepiej czytać nawet dewocyjną literaturę niż nic nie czytać.

Być może zawyżać chcę standardy?

>Ja tu nawet dylematu nie widzę, oparcie światopoglądu na autorytecie innych jest to jest mat własnej inteligencji postawiony.

W historii ludzkości nie wszyscy byli na wysokim poziomie i dalej nie wszyscy będą, ja bym się aż tak ludzi nie czepiał, czasem się liczy zwartość grupy, czasem inteligencja dominujących jednostek w grupie. Jesteśmy różnorodnym stadem. Ja tam nie oczekuję jednakowości wszystkich, choć chciałbym, aby wektor zaliczał szczyty.

>I o tej "przyszłości narodu" tu mowa.

Przyszłość iście anarchistyczna, kierunkowo nihilistyczna, a na plecach tego zawsze jakaś brutalna polityczne menda wespnie się do władzy.

>Spotykamy - i zawsze tak było - ludzi przeróżnych, chodzi tylko aby głupcy nas nie zdominowali.

"Głupy" są problemem, gdy dają możliwość władzy dyktatorom i siepaczom.

>Gdyż mamy takie możliwości. Szkoda tylko, że dokonujemy tak nieracjonalnych wyborów politycznych, a politycy wybierają prywatę.

Wybory efektem wiedzy i obycia. Taką edukację wybrała polityka aktualna, oczywiście zabezpieczając się.

>Mogę od jutra rozpocząć wykłady teologii w seminarium, choć oczywiście bez wiary we własne słowa, ale nie byłby ani pierwszy, ani ostatni.

Ja bym nie mógł.

>Wiedza nie szkodzi, szkodliwa jest wiara.

Tak.

Pozdrawiam
11-03-2013 01:21 
 Ocena 3 na 3
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Bo spójrzmy na to tak:
>Czy mądrzejszy jest ten, który przeczyta 15 wymęczonych pod sprzedaż świętych ksiąg o Janie Pawle Drugim, czy może ten, który przez rok dokładnie prześledzi, przegryzie i przetrawi "O powstawaniu gatunków" Karola Darwina. Tu Karol i tu Karol, a jaka różnica ...

Dobre pytanie, a odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, jak się Panu wydaje. Przeczytanie "świętych ksiąg" jest o tyle dobre, że jeśli się z KK nie zgadzamy, to warto wiedzieć, w czym się nie zgadzamy.

Poza tym, jak zawsze powtarzam - chcesz wyleczyć kogoś z wiary, każ mu dokładnie i ze zrozumieniem przeczytać Biblię.

>Z tym fideizmem to już niekoniecznie tak musi być. To może być najmniejszy dylemat. Młodzi nieczytający są dumni ze swych postaw antysystemowych, antyspołecznych.

O zgrozo. To jak krzyczeć "precz z komuną", nie mając nawet bladego pojęcia, kim był Marks. Nie sposób być ignorantem i być z tego dumnym, to przeczy samej definicji pojęcia "dumy", która wymaga przecież wysiłku.

>>Moim zdaniem - źle to wróży dla kraju.
>No tak.
Podpisuję się jako trzeci.

>Jakby tak zliczyć, to wiele nie wypala, a mówi się o niewyobrażalnych możliwościach i niesamowitym potencjale tkwiącym w narodzie.

Co by o Polakach nie mówić, mają tendencję do wyolbrzymiania swoich sukcesów.

>A jak będę pieścił swój umysł dylematami teologicznymi? Racjonalny człowiek z zadatkami na niezłego katechetę? Lepiej jakość chyba, jak ilość.

W ramach rozrywki ludzie różne rzeczy robią

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
11-03-2013 21:52 
 Ocena 2 na 2
DEMONICON (4893 punktów)

>Dobre pytanie, a odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, jak się Panu wydaje.

Tak samo jak mi się nie wydaje oczywistością wyciąganie jednoznacznych wniosków z takich sondaży. Gdyż może być tak, że prawda leży zupełnie w innym miejscu. Testem dla młodych ludzi jest odnalezienie się w przyszłym otoczeniu życiowym. Ja np. nauczyłem się czytać selektywnie, acz dokładnie i żeby jak najwięcej wynieść z danej książki. Internet jest dla mnie do czytania "dużo", książki "jakościowo". Poluję na te Odpowiednie, z których uważam, że mogę coś wynieść nowego.
Mi zwyczajnie chodzi o to, żeby nie tworzyć jakiejś reguły, gdzie ona może zupełnie inaczej wyglądać.

>Przeczytanie "świętych ksiąg" jest o tyle dobre, że jeśli się z KK nie zgadzamy, to warto wiedzieć, w czym się nie zgadzamy.

Oczywiście. Niech każdy czyta, ile chce, ale i niech każdy czyta jak chce i to co jest mu potrzebne. Każdy ma inne drogi dochodzenia do czegoś i wychodzenia z czegoś, gdyż wszyscy się różnią pod wieloma względami. I w tym też może tkwić błąd szukania reguły.

>Poza tym, jak zawsze powtarzam - chcesz wyleczyć kogoś z wiary, każ mu dokładnie i ze zrozumieniem przeczytać Biblię.

Moją pierwszą książką była Biblia, drugą "Książka z biologii ze ślimakiem" (tak ją pamiętam).

>O zgrozo. To jak krzyczeć "precz z komuną", nie mając nawet bladego pojęcia, kim był Marks. Nie sposób być ignorantem i być z tego dumnym, to przeczy samej definicji pojęcia "dumy", która wymaga przecież wysiłku.

Ja cytuję tu jakieś osoby. "Jestem dumny z tego, że nie czytałem książek." Powyższe jest Pańskim zdaniem i cóż konkretny osobnik może mieć zupełnie pokrętne. Przecież katolicy nie widzą sprzeczności i uważają się za super logicznych, bo są wierzący. Dogmat tak działa. A tam są i dogmaty bezreligijne. Mnie też to dziwi, ale cóż, muszę się godzić z tym, że takie coś istnieje.

>Co by o Polakach nie mówić, mają tendencję do wyolbrzymiania swoich sukcesów.

Czyli Adam Małysz powinien dostać Nagrodę Nobla za swoje skoki, po przyczynił się do rozwoju skoczności w narodzie?

>W ramach rozrywki ludzie różne rzeczy robią

Niech robią, nie moje to rozrywki.

Pozdrawiam
12-03-2013 08:35 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Moją pierwszą książką była Biblia, drugą "Książka z biologii ze ślimakiem" (tak ją pamiętam).
To ta?



Bardzo dobra książka to była
12-03-2013 16:33 
 Ocena 1 na 1
DEMONICON (4893 punktów)

>To ta?

Dokładnie ta. Z siedem lat wtedy miałem.

Pozdrawiam
romaro (25211 punktów)
Osobiście wydaje mi się, że nie jest aż tak źle. Książkę w pewnym sensie zastąpił niektórym internet, ba, wielu by jednego zdania nie przeczytało gdyby nie sieć. Oczywiście żartuję, jeżeli na miejscu jest tu żart.
W bibliotekach brak (wiem z internetu) dobrej książki. Sporo rodzin ledwo wiąże koniec z końcem i książka jest dla nich za droga. Inna sprawa, że w Polsce finansowany jest przez państwo kontakt z bogiem a nie kontakt z dobrą lekturą. KK wywiera wpływ na to co uczniowie mają czytać.

09-03-2013 20:04 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Osobiście wydaje mi się, że nie jest aż tak źle. Książkę w pewnym sensie zastąpił niektórym internet, ba, wielu by jednego zdania nie przeczytało gdyby nie sieć. Oczywiście żartuję, jeżeli na miejscu jest tu żart.
Dobra obserwacja. Prywatnie jednak uważam, że internet nie jest w stanie zastąpić książki, choć jestem świadomy tego, że dla wielu osób właśnie tak jest.
>W bibliotekach brak (wiem z internetu) dobrej książki. Sporo rodzin ledwo wiąże koniec z końcem i książka jest dla nich za droga. Inna sprawa, że w Polsce finansowany jest przez państwo kontakt z bogiem a nie kontakt z dobrą lekturą. KK wywiera wpływ na to co uczniowie mają czytać.
W bibliotekach, z którymi mam styczność wybór książek jest mocno ograniczony, zarówno w wypadku pozycji naukowych czy rozrywkowych. Co do cen książek, to nie tylko dla rodzin ledwo wiążących koniec z końcem są one drogie. Szczególnie dotyczy to literatury naukowej, w mniejszym stopniu beletrystyki.
Selanos (12869 punktów)
>KK wywiera wpływ na to co uczniowie mają czytać.

To akurat nie ma znaczenia, bo uczniowie nie czytają lektur. Uczniowie czytają streszczenia. W internecie można znaleźć całe opracowania lektur szkolnych na które składają się: streszczenie, plan wydarzeń, charakterystyka bohaterów, wnioski z lektury, przydatne cytaty i wiele, wiele innych rzeczy które sprawiają że omawianie tych książek w szkole to farsa.
09-03-2013 20:14 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>To akurat nie ma znaczenia, bo uczniowie nie czytają lektur. Uczniowie czytają streszczenia. W internecie można znaleźć całe opracowania lektur szkolnych na które składają się: streszczenie, plan wydarzeń, charakterystyka bohaterów, wnioski z lektury, przydatne cytaty i wiele, wiele innych rzeczy które sprawiają że omawianie tych książek w szkole to farsa.
Patrząc na listę lektur szkolnych wcale się nie dziwię temu nieczytaniu. Uwspółcześnienie kanonu raczej nikomu by nie zaszkodziło. Póki lektury nie staną się bardziej interesujące to uczniowie będą sięgać po bryki. Inna sprawa, że nawet wtedy znalazłyby się jednostki chcące uniknąć wysiłku.
09-03-2013 20:25 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>Patrząc na listę lektur szkolnych wcale się nie dziwię temu nieczytaniu. Uwspółcześnienie kanonu raczej nikomu by nie zaszkodziło. Póki lektury nie staną się bardziej interesujące to uczniowie będą sięgać po bryki. Inna sprawa, że nawet wtedy znalazłyby się jednostki chcące uniknąć wysiłku.

A może dobrze, że kanon lektur wygląda tak jak wygląda. Przynajmniej szkoła nie zniechęca do czytania dobrych książek
09-03-2013 21:54 
 Ocena 3 na 3
Borgïr (736 punktów)
Zawsze mówiłem, że nie czytam książek dzięki przymusowym lekturom, ale pomimo nich Nie dali rady mnie zniechęcić
09-03-2013 22:51 
 Ocena 3 na 3
Maciej Stachowski (255 punktów)
>>Patrząc na listę lektur szkolnych wcale się nie dziwię temu nieczytaniu. Uwspółcześnienie kanonu raczej nikomu by nie zaszkodziło. Póki lektury nie staną się bardziej interesujące to uczniowie będą sięgać po bryki. Inna sprawa, że nawet wtedy znalazłyby się jednostki chcące uniknąć wysiłku.
>A może dobrze, że kanon lektur wygląda tak jak wygląda. Przynajmniej szkoła nie zniechęca do czytania dobrych książek

Ależ w kanonie lektur jest mnóstwo dobrych książek (zwłaszcza na profilach humanistycznych w liceum), które wielu młodych ludzi z pewnością czytałoby z większą przyjemnością, mogąc je przeczytać zwyczajnie, a nie z nauczycielskim biczem nad głową.

Jest "Zbrodnia i Kara", jedna z moich ulubionych w ogóle powieści, jest "Ferdydurke", są "Sklepy Cynamonowe" Schulza, "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa, jest nawet chyba jeszcze w kanonie "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall i Marka Edelmana, które pewnie długo w nim nie zostanie. Oczywiście, jest sporo książek zwyczajnie nudnych (nie trawię na przykład Żeromskiego, mimo szczerych chęci, bo problematyka jest mi bliska), ale mało jest książek, których przeczytać nie warto. No, może Sienkiewicza moglibyśmy wreszcie w spokoju zostawić.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
09-03-2013 22:22 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
>W bibliotekach brak (wiem z internetu) dobrej książki.
Mam rozumieć, że kiedyś w tych bibliotekach było ich więcej? Zwłaszcza tych dobrych książek?
10-03-2013 11:08 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>W bibliotekach brak (wiem z internetu) dobrej książki.
>Mam rozumieć, że kiedyś w tych bibliotekach było ich więcej? Zwłaszcza tych dobrych książek?
Tak, nawet samych bibliotek było więcej, a książki były tanie w ogromnych nakładach. Czy były to dobre książki? Różne, ale procent tych dobrych do tych kiepskich wydaje mi się lepszy od obecnego, a tak praktycznie to i tak było trudno znaleźć czas na przeczytanie 1/4 z tych dobrych.
Jakoś dziwnie się składa, że sporą cześć z listy wrzuconej tu przez pana Rafała przeczytałem po polsku w czasach PRL-u.

Spotykałem się ze studentami UW i w końcówce lat 70 i po 2000 roku, dostrzegając sporą różnicę w ich oczytaniu.
Tą różnicę dostrzega i ks. prof. Michał Heller:
- No więc ja powiem kilka gorzkich słów na ten temat. Ja mniej więcej uczę w wyższych uczelniach gdzieś od końca lat 60-tych ubiegłego wieku, a więc już bardzo długo i stwierdzam ponad wszelką wątpliwość, że na pierwszy rok przychodzi coraz gorzej przygotowany student. W tej chwili sprawa jest tak kiepska, że nie mogę zakładać, że ten student potrafi pisać po polsku. www.racjon(*).php/z,0/d,38/s,532005#w542029

Zresztą wystarczy poczytać jak sobie radzi ze "słowem pisanym" wielu naszych młodych użytkowników forum. Zwyczajnie ten brak oczytania wychodzi prawie w każdym akapicie, ale trudno to zauważyć, gdy ma się tą samą dolegliwość. Oczywiście i tu nie wolno generalizować - są młodzi ludzie znakomicie oczytani i znakomicie znający, tak literaturę piękną, jak i fachową, a co najważniejsze potrafiący czytać ze zrozumieniem. Notatka z internetu, czy referat A. Izdebskiego pokazuje na podstawie socjologicznych badań tylko pewną - moim zdaniem - groźną tendencję.

PS. Artykuły czy książki zdigitalizowane nadal pozostają książkami i wszystko jedno w jakiej formie ich treści się przyswaja .

@@@
.
szarley (54911 punktów)

>Jakoś dziwnie się składa, że sporą cześć z listy wrzuconej tu przez pana Rafała przeczytałem po polsku w czasach PRL-u.

Ta lista to temat na bardzo ciekawą dyskusję.
Proszę zauważyć że brakuje tam .....

i tu każdy do listy 100 książek dorzuciłby 101 swoich

Ja proponuję Małego Księcia (Le Petit Prince) Antoine'a de Saint-Exupéry'ego

Panie profesorze, wybaczy Pan zmianę kierunku dyskusji?
10-03-2013 21:16 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Ta lista to temat na bardzo ciekawą dyskusję.
>Proszę zauważyć że brakuje tam .....
>
>i tu każdy do listy 100 książek dorzuciłby 101 swoich
Ja nawet więcej.

>Ja proponuję Małego Księcia (Le Petit Prince) Antoine'a de Saint-Exupéry'ego
Bardzo sympatyczna lektura.

>Panie profesorze, wybaczy Pan zmianę kierunku dyskusji?
Nie, ale przecież można założyć nowy wątek. Był też tu niedawno podobny.

Czy grzeczne prośby Panu nie wystarczają?
Prosiłem już dwukrotnie, aby nie wyzywał mnie Pan od profesorów.

@@@
.
Selanos (12869 punktów)
Głupich zawsze było więcej niż mądrych. Teraz i tak jest dobrze, nie mamy analfabetów.

Może sytuacja byłaby nieco lepsza, gdybyśmy w Polsce mieli klasę średnią, ponieważ klasa średnia zdaje się mieć jakieś aspiracje. W Polsce niestety mamy dwie klasy: maleńki procent ludzi którym udało się dojść do dużych pieniędzy (z reguły w latach 90) i cała reszta która zapieprza od rana do nocy. Po drodze zdarzają się przypadki którym żyje się lepiej, ale to mniejszość.
10-03-2013 19:38 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>Głupich zawsze było więcej niż mądrych. Teraz i tak jest dobrze, nie mamy analfabetów.

Jesteś pewien?

>Może sytuacja byłaby nieco lepsza, gdybyśmy w Polsce mieli klasę średnią, ponieważ klasa średnia zdaje się mieć jakieś aspiracje.

Jestem pewien
11-03-2013 20:20 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>>Głupich zawsze było więcej niż mądrych. Teraz i tak jest dobrze, nie mamy analfabetów.
>Jesteś pewien?

Jestem pewien tego, że głupich zawsze było więcej niż mądrych. Nie mam pewności co do liczby analfabetów w Polsce.

>>Może sytuacja byłaby nieco lepsza, gdybyśmy w Polsce mieli klasę średnią, ponieważ klasa średnia zdaje się mieć jakieś aspiracje.
>Jestem pewien

Jestem pewien tego, że w Polsce nie ma klasy średniej oraz tego, że istnienie klasy średniej coś by zmieniło.
11-03-2013 21:04 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>>Głupich zawsze było więcej niż mądrych. Teraz i tak jest dobrze, nie mamy analfabetów.
>>Jesteś pewien?
>Jestem pewien tego, że głupich zawsze było więcej niż mądrych. Nie mam pewności co do liczby analfabetów w Polsce.
>>>Może sytuacja byłaby nieco lepsza, gdybyśmy w Polsce mieli klasę średnią, ponieważ klasa średnia zdaje się mieć jakieś aspiracje.
>>Jestem pewien
>Jestem pewien tego, że w Polsce nie ma klasy średniej oraz tego, że istnienie klasy średniej coś by zmieniło.
>

Jak ja lubię te słowa: "zgadzam się"
12-03-2013 08:19 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Jestem pewien tego, że w Polsce nie ma klasy średniej oraz tego, że istnienie klasy średniej coś by zmieniło.
Ludzi, których teoretycznie zalicza się do klasy średniej jest w Polsce od metra, że od siebie zacznę. Problem polega na tym, że po 1945 roku zamiast klasy średniej występowała niejaka "inteligencja pracująca", mocno zresztą spauperyzowana. I chyba do tej pory tak zostało... Termin "klasa średnia" nieco się rozmył. Teraz nawet w rozmaitych sondażach występuje osobno "kadra kierownicza", osobno "drobni przedsiębiorcy", osobno "pracownicy umysłowi", osobno "specjaliści" i jeszcze osobno "wolne zawody". Także poziom życia "klasy średniej" bywa niekiedy... no cóż, średni (w tym drugim znaczeniu tego słowa). To pozostałości dawniejszych czasów, kiedy specjalista z wyższym wykształceniem był opłacany gorzej od kopacza rowów, a prywatny biznes był więcej niż podejrzany.
Zjawiskiem gorszym, niż rozmycie klasy średniej jest niewątpliwe istnienie w Polsce swoistej "klasy wyższej". Niestety, tu problem polega na tym, kto do tej klasy należy (lub aspiruje) i jak opłakane są tego rezultaty.
Takie coś trafiłam: www.is.uw.(*)t/uploads/02_Domański.pdf
12-03-2013 10:31 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)

>Zjawiskiem gorszym, niż rozmycie klasy średniej jest niewątpliwe istnienie w Polsce swoistej "klasy wyższej". Niestety, tu problem polega na tym, kto do tej klasy należy (lub aspiruje) i jak opłakane są tego rezultaty.
Zgadzam z Pani zawartymi w tym poście spostrzeżeniami i racjonalną argumentacją.
_________________________________

Można i warto dyskutować z poglądami, choć do tego potrzebne jest oczytanie ułatwiające korzystanie ze źródeł - Pani erudycja i młody żywy umysł są godne podziwu - ale nie sposób dyskutować z czyjąś wiarą.
Na przykład czy w tym wątku jest rozmowa? Jakaś wymiana poglądów?

Poniżej parę internetowych informacji na temat budowania nowej struktury klasowej w III RP.
www.isppan.waw.pl/ksiegarnia/polacy_rowni.htm
www.sprawy(*)l/?section=article&art_id=1371
www.sprawy(*)tid=248:wersja-elektr&Itemid=1

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
12-03-2013 11:17 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>młody żywy umysł

Piękne dzięki, Panie Andrzeju, ale pozwoli Pan, że odpowiem jak Klimina - jak po Marcinie jagoda
Selanos (12869 punktów)
>Ludzi, których teoretycznie zalicza się do klasy średniej jest w Polsce od metra, że od siebie zacznę.

No właśnie chodzi o to "zalicza się". Kiedy porównamy sytuację bytową polskiej "klasy średniej" do tej z USA czy Europy zachodniej, to sytuacja wygląda niewesoło. Niektórzy zaliczający siebie do klasy średniej mają niewiele większe zarobki, niż próg ubóstwa w USA. Próg ubóstwa w USA to jeśli dobrze pamiętam ok. 11 000 $ na osobę.

>Problem polega na tym, że po 1945 roku zamiast klasy średniej występowała niejaka "inteligencja pracująca", mocno zresztą spauperyzowana.

Nie jestem w stanie nazwać tego, co było w PRL. Poziom życia, zarobki, towary dostępne dla obywatela, to wszystko jest dla mnie niewyobrażalne. Klasa zapieprzająca za marną płacę.

>Zjawiskiem gorszym, niż rozmycie klasy średniej jest niewątpliwe istnienie w Polsce swoistej "klasy wyższej". Niestety, tu problem polega na tym, kto do tej klasy należy (lub aspiruje) i jak opłakane są tego rezultaty.

A co to jest w Polsce ta klasa wyższa? I znowu, w USA sytuacja jest jasna, lekarze i prawnicy to najlepiej płatne zawody, a w Polsce? Lekarz czy prawnik zarabia pi razy drzwi tyle, co klasa średnia-wyższa na zachodzie. No, może przesadzam, zarabiają nieco więcej, ale to też zależy od specjalizacji, miejsca pracy etc.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Już co trzeci absolwent studiów nie ma większego problemu z tym, że nie czyta książek
"Za moich czasów" najwięcej książek czytało się będąc w szkole średniej. Na studiach najwięcej czytało się podręczników, skryptów, norm (sic!) i... rysunków technicznych
Okres po studiach też nie był okresem szczególnego czytelnictwa (jak i obecnie).
Nie wiem czy takie badania, których wnioskiem jest "61% Polaków nie czyta" sprawdzają czytelnictwo e-booków i słuchanie audiobooków.
Moja znajoma czytała kiedyś kilka książek tygodniowo (potrafi czytać b. szybko), obecnie czyta jeszcze więcej, bo kupiła sobie Kindle'a. Zabiera go ze sobą na krótsze i dłuższe wyjazdy, na które przedtem nie zabierała żadnej książki, albo tylko 2-3, żeby nie zajmować miejsca w walizce i nie przeciążać bagażu.

A tak na koniec - jeśli nawet prawdą jest, że kolejne pokolenia są coraz głupsze, to czy jest nad czym płakać? Prawdę mówiąc guzik mnie obchodzi co będzie z ludzkością za 50, 100 czy 1000 lat, bo niby czemu miałbym się tym przejmować?



Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
emilpromil (184 punktów)

>Nie wiem czy takie badania, których wnioskiem jest "61% Polaków nie czyta" sprawdzają czytelnictwo e-booków i słuchanie audiobooków.

Tak samo pomija się fakt że spora część książek dorobiła się różnych ekranizacji i nawet jeśli ktoś oglądał tylko ekranizację, to jest zaznajomiony z fabułą i potrafi wychwycić i prawidłowo zinterpretować kulturowe odniesienia do danego utworu.
10-03-2013 23:34 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Oglądania ekranizacji książek nie da się zaliczyć do czytelnictwa.


Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
11-03-2013 14:59 
 Ocena 1 na 1
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>Oglądania ekranizacji książek nie da się zaliczyć do czytelnictwa.
Lecz da się porównać poznawanie fabuły za pośrednictwem czytania do poznawania fabuły za pośrednictwem ekranizacji. Jeśli do tego dodać, że film dysponuje bogatszym niż literatura zestawem środków wyrazu, powstaje wątpliwość co do literatury, czy aby czytelnictwo nie zaczyna być przereklamowanym sposobem pozyskiwania wiedzy o świecie. Czyli skoro w przeszłości, jako ludzkość, byliśmy dosyć mądrzy by przedłożyć przekaz pisany nad przekaz ustny, to może powinno się uznać, że dzisiejszą mądrością jest stawianie na nośniki informacji nowszej generacji.

Inaczej mówiąc nie można wykluczyć, że główne założenie wątku wiążące domniemane głupienie społeczeństwa z czytelnictwem jest chybione.
11-03-2013 15:56 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Książki rozwijają wyobraźnię, filmy ją zabijają - nawet na podstawie tej samej fabuły. Poza tym osoby czytające książki mają bogatsze słownictwo, popełniają mniej błędów gramatycznych, ortograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych itd. itp.
Biorąc powyższe pod uwagę można stwierdzić, że nieczytający jest głupszy od czytającego.



Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
11-03-2013 17:02 
 Ocena 1 na 1
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>Książki rozwijają wyobraźnię, filmy ją zabijają - nawet na podstawie tej samej fabuły. Poza tym osoby czytające książki mają bogatsze słownictwo, popełniają mniej błędów gramatycznych, ortograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych itd. itp.
Czyli można powiedzieć, że czytanie daje kompetencje pisarskie. No, ale za to oglądanie filmów daje kompetencje m.in. reżyserskie. Tylko co to za logika, wg której skromniejszy

Ale jeżeli skromniejsza technika przekazu, jaką w porównaniu z filmem jest literatura, lepiej rozwija wyobraźnię, to czemu pokolenia z rozwiniętą wyobraźnią chcą tworzyć gorsze niż literatura techniki przekazywania informacji, takie, jak właśnie kinematografia?

>Biorąc powyższe pod uwagę można stwierdzić, że nieczytający jest głupszy od czytającego.
Żadni "nieczytający" nie istnieją, ponieważ nowe rodzaje przekazu są na razie zbyt skromnie reprezentowane, by mogły wypierać literaturę.
11-03-2013 20:17 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Czyli można powiedzieć, że czytanie daje kompetencje pisarskie.
Nie można. Znajomość wielu dzieł malarskich nikogo nie czyni artystą malarzem, nawet znajomość technik malarskich nic nie da, gdy się nie ma talentu.

>Ale jeżeli skromniejsza technika przekazu, jaką w porównaniu z filmem jest literatura, lepiej rozwija wyobraźnię, to czemu pokolenia z rozwiniętą wyobraźnią chcą tworzyć gorsze niż literatura techniki przekazywania informacji, takie, jak właśnie kinematografia?
Idź na całość, zamiast porównywać literaturę i kinematografię jako sposoby gorszej i lepszej techniki przekazywania informacji porównaj książkę z Internetem, a co masz sobie żałować!

>Żadni "nieczytający" nie istnieją, ponieważ nowe rodzaje przekazu są na razie zbyt skromnie reprezentowane, by mogły wypierać literaturę.
To mi przypomniało, że w USA pewna pani dostała wysokie odszkodowanie z powodu tego, że na zakupionym przez nią kubku z kawą nie było napisane, że kawa jest gorąca, więc można się nią poparzyć. Przypuszczam zatem, że owa pani umiała korzystać ze "skromniejszej techniki przekazu", jakim jest słowo pisane, natomiast "pokolenie z rozwiniętą wyobraźnią" nie zdążyło stworzyć niezbyt "skromnie reprezentowanego rodzaju przekazu" (może prezentacji holograficznej z dźwiękiem?), aby uchronić tę panią przed poparzeniem ust gorącą kawą.

Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>Znajomość wielu dzieł malarskich nikogo nie czyni artystą malarzem, nawet znajomość technik malarskich nic nie da, gdy się nie ma talentu.
Mimo to zachwalałeś czytelnictwo jako dające określone kompetencje i na pewno są one przydatne w pisarstwie.

>porównaj książkę z Internetem, a co masz sobie żałować!
W ramach tego porównywania warto zadać sobie pytanie czy książka jest nam tak samo potrzebna dziś, jak 100 lat temu.

>w USA pewna pani dostała wysokie odszkodowanie z powodu tego, że na zakupionym przez nią kubku z kawą nie było napisane, że kawa jest gorąca, więc można się nią poparzyć. Przypuszczam zatem, że owa pani umiała korzystać ze "skromniejszej techniki przekazu", jakim jest słowo pisane
Ja przypuszczam, że najwięcej umiał adwokat tej pani.

> natomiast "pokolenie z rozwiniętą wyobraźnią" nie zdążyło
I to właśnie próbowałam Ci napisać: pokolenie czytelników nie nadąża...
11-03-2013 20:38 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>A tak na koniec - jeśli nawet prawdą jest, że kolejne pokolenia są coraz głupsze, to czy jest nad czym płakać? Prawdę mówiąc guzik mnie obchodzi co będzie z ludzkością za 50, 100 czy 1000 lat, bo niby czemu miałbym się tym przejmować?[/color]

Z wielu książek pisanych dawno temu, że wspomnę tylko B. Prusa (a także z opowieści starych ludzi) można wywnioskować, że już od dawna powszechne jest narzekanie na młodzież, na jej głupotę, zanik moralności itp.
Kiedy byłem młody, pewien starszy pan zwrócił mi uwagę na to, że słucham głupiej muzyki. Jego matka, będąca świadkiem tego zdarzenia publicznie go sponiewierała, przypominając co o nim w młodości mówili starsi, po czym sama przyznała, że przed wojną na nią też wyzywano.
Nie wiem, kto jest najstarszym uczestnikiem tego forum, ale proponuję, żeby poszperał w pamięci i opowiedział, co w czasach jego młodości mówili o jego pokoleniu starsi.
Herman Titov powiedział kiedyś : "Starzy prorokowali, że zniszczymy ten Świat, a my go zobaczyliśmy z oddali"

Zasadniczo nie neguję wyników badań, ale zjawisko czytelnictwa jest wektorem a nie skalarem i jedna liczba nie jest wynikiem.
Chciałbym też znać metody zastosowane przy badaniu, jedną z nich przywołaną na tym forum publicznie kwestionuję!
Badanie na poborowych uważam za nieporozumienie, ponieważ większość szympansów mających odrobinę inteligencji umiała się wywinąć od poboru.

Uważam, że książek jest ZAWSZE za mało, a każdy kto czyta naprawdę dużo chciełby jeszcze więcej, ale myślę że osąd młodego pokolenia jest zbyt surowy
11-03-2013 21:21 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>już od dawna powszechne jest narzekanie na młodzież, na jej głupotę, zanik moralności itp.
Co nie przeszkadza przedstawicielom starszego pokolenia korzystać z głupoty i zaniku moralności pokolenia młodszego, co by było niemożliwe, gdyby młodsi byli mądrzejsi i moralniejsi od starszych.

>Badanie na poborowych uważam za nieporozumienie
Tym bardziej, że już chyba nie ma poborowych?

>Uważam, że książek jest ZAWSZE za mało, a każdy kto czyta naprawdę dużo chciałby jeszcze więcej
Sugerujesz, że zamiłowanie do książek jest niczym obżarstwo?

>myślę że osąd młodego pokolenia jest zbyt surowy
I już zawsze tak będzie, gdyż oceniający nie przynależą do świata ocenianych. To nie ma wiele wspólnego z jakąkolwiek "prawdą obiektywną", ale chyba z tęsknotą za młodością, ale tą swoją ("za moich czasów").


Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
12-03-2013 13:41 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)

>>Uważam, że książek jest ZAWSZE za mało, a każdy kto czyta naprawdę dużo chciałby jeszcze więcej
>Sugerujesz, że zamiłowanie do książek jest niczym obżarstwo?

Mam dwa nałogi : książki i cygara
Danie na dziś: Horst Bienek i Bossanova
Scarabaeus (2198 punktów)
Pogłoski i badania o nasilającym się analfabetyzmie włożyłbym między bajki.

Dziś czyta się inaczej, wystarczy spojrzeć na ilość wejść na popularne blogi. Ciekaw byłbym też jak wygląda w liczbach sprzedaż literatury fachowej i popularnonaukowej?

To co obserwujemy to spadek zainteresowania książką jako formą rozrywki i z reguły o tym mówią podawane wyniki badań. Dziś coraz częściej zamiast książki wybieramy inne rodzaje rozrywki. W książkach szuka się częściej wiedzy.

Badania te często nie uwzględniają ilości artykułów przeczytanych online. Nie analizują wartości czytanych materiałów.
Załamując się dzisiejszym stanem należy też zaznaczyć do jakiego okresu jako tego lepszego się odwołujemy.
Lata 80? To dzisiejsze elity wyrosłe w tamtych latach, zwłaszcza te polityczne powinny być ostoją racjonalizmu a fideizm powinien im być obcy.
Może okres międzywojenny? Nie sądzę.
Mam jednak wrażenie, że to właśnie ta "nieczytająca" młodzież jest częściej racjonalna i dalsza od fideizmu.
Może po prostu młodzież dziś czyta więcej?
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Polacy są coraz głupsi? Przygnębiające wyniki najnowszych badań czytelnictwaNie czytają już nawet najlepiej wykształceni! <<
A może dzisiejsze książki są coraz głupsze? A może biblioteki są coraz biedniejsze i nie stać je na zakup dobrych książek? W końcu jak te badania były przeprowadzane? Czy aby nie w oparciu o statystykę biblioteczną? Dzisiaj bez problemu można za friko ściągnąć z internetu setki książek. Biblioteka tego nie wykaże.
No i prawdą jest, że jeśli dziennie poświęca się kilka godzin na przeglądanie internetu, co w dużej mierze jest też czytaniem, to czasu na czytanie papierowych książek pozostaje mniej. A nawet jeśli ktoś czyta kilka książek tygodniowo, to co? Czy przypadkiem nie są to tanie romansidła? Niech ci biadolący nad upadkiem głupich Polaków podadzą swoją listę książek do poczytania. Ciekaw jestem, ile na niej bedzie z tej listy: en.wikiped(*)The_100_Best_Books_of_All_Time
11-03-2013 08:32 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Niech ci biadolący nad upadkiem głupich Polaków podadzą swoją listę książek do poczytania. Ciekaw jestem, ile na niej bedzie z tej listy: en.wikiped(*)The_100_Best_Books_of_All_Time
Nie czytałam 28 książek z tej listy. Przeczytałam za to kilka(naście?) tysięcy innych, w tym co najmniej 100 wcale nie gorszych od tych z wikipedyjnej setki.
11-03-2013 08:42 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie czytałam 28 książek z tej listy. Przeczytałam za to kilka(naście?) tysięcy innych, w tym co najmniej 100 wcale nie gorszych od tych z wikipedyjnej setki.
Powiem więcej. Uznając, iż istnieją wielkie światowe dzieła, które warto znać - nie znam ani jednej książki, której nieznajomość by nas dyskwalifikowała. Dyskwalifikuje nas brak oczytania, ale ten brak dostrzegają tylko oczytani.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Powiem więcej. Uznając, iż istnieją wielkie światowe dzieła, które warto znać - nie znam ani jednej książki, której nieznajomość by nas dyskwalifikowała. Dyskwalifikuje nas brak oczytania, ale ten brak dostrzegają tylko oczytani.
>Pozdrawiam serdecznie.
>@@@

Pełna zgoda. Wedle mnie jest całkiem sporo dzieł, które warto znać, ale ich nieznajomość w żaden sposób nas nie dyskwalifikuje. Nawiązując do wyżej wspominanej listy 100 książek, muszę powiedzieć, że z większością znajdujących się na niej autorów jest mi nie po drodze - może z wyjątkiem Dostojewskiego - a jakoś nie czuje się zdyskwalifikowany na polu czytelniczym.
11-03-2013 12:58 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Pełna zgoda. Wedle mnie jest całkiem sporo dzieł, które warto znać, ale ich nieznajomość w żaden sposób nas nie dyskwalifikuje. Nawiązując do wyżej wspominanej listy 100 książek, muszę powiedzieć, że z większością znajdujących się na niej autorów jest mi nie po drodze - może z wyjątkiem Dostojewskiego - a jakoś nie czuje się zdyskwalifikowany na polu czytelniczym.
Tak, ale nie do końca. Przez wiele z tych książek z ledwością przebrnąłem, tak mentalnościowo, jak i stylowo, ale należą one do tzw. światowej klasyki i stanowią pewien kod kulturowy, dzięki któremu ludzie na pewnym poziomie intelektualnym mogą się skrótowo ze sobą porozumiewać i to, w tym przypadku, niezależnie od narodowości. Można nie znać jakiejś książki z tego zestawu, można i kilku, ale nie sposób lekceważyć całego zestawu.

Pozdrawiam.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Tak, ale nie do końca. Przez wiele z tych książek z ledwością przebrnąłem, tak mentalnościowo, jak i stylowo, ale należą one do tzw. światowej klasyki i stanowią pewien kod kulturowy, dzięki któremu ludzie na pewnym poziomie intelektualnym mogą się skrótowo ze sobą porozumiewać i to, w tym przypadku, niezależnie od narodowości. Można nie znać jakiejś książki z tego zestawu, można i kilku, ale nie sposób lekceważyć całego zestawu.
>Pozdrawiam.
>@@@

Przeglądając listę zauważyłem, iż większość pozycji nań jest dosyć leciwa co nie jest bez znaczenia jeśli chodzi o łatwość odbioru. W związku z tym zastanawiam się czy kod kulturowy nawiązujący do nich wciąż istnieje, czy może uległ przemianie, ewoluując w miarę tworzenia nowych dzieł. Ciekawym jest też to, że na liście nie ma Bułhakowa czy Sołżenicyna, których utwory z pewnością zasługują na poznanie.
Pozdrawiam.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>Pozdrawiam.
>>@@@

Proszę wycinać niepotrzebne teksty!

>Przeglądając listę zauważyłem, iż większość pozycji nań jest dosyć leciwa co nie jest bez znaczenia jeśli chodzi o łatwość odbioru.
Szanowny Panie, nie ma tam Biblii, Eposu Gilgamesza, Koranu, Bajek Ezopa, utworów Platona i jeszcze paru setek wcześniejszych - nad wymienione w liście - książek, które znać wypada.

>W związku z tym zastanawiam się czy kod kulturowy nawiązujący do nich wciąż istnieje, czy może uległ przemianie, ewoluując w miarę tworzenia nowych dzieł.
Wciąż istnieje i wciąż ulega przemianom. Ponadto - jak napisałem - nie ma żadnego obowiązku jego znajomości ani w całości, ani w kawałkach i nikt kto nie przywiązuje do tego wagi nawet tego nie zauważy. Tak, jak nie dostrzegają błędów językowych - ci którzy je popełniają, ale innych one wszak drażnią.
To Pan sam musi zdecydować, jakie ma być Pańskie miejsce.

>Ciekawym jest też to, że na liście nie ma Bułhakowa czy Sołżenicyna, których utwory z pewnością zasługują na poznanie.
Czy potrzeba poniższą wypowiedź jakoś uzupełniać? Moim zdaniem nie!
www.racjon(*)m.php/s,552946/z,0/d,2#w553204

Pozdrawiam.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Szanowny Panie, nie ma tam Biblii, Eposu Gilgamesza, Koranu, Bajek Ezopa, utworów Platona i jeszcze paru setek wcześniejszych - nad wymienione w liście - książek, które znać wypada.
Nie żebym chciał wytykać błędy ale Epos Gilgamesza jest, choć reszty wymienionych istotnie brakuje, co budzi we mnie pewne zdziwienie.
>Wciąż istnieje i wciąż ulega przemianom. Ponadto - jak napisałem - nie ma żadnego obowiązku jego znajomości ani w całości, ani w kawałkach i nikt kto nie przywiązuje do tego wagi nawet tego nie zauważy. Tak, jak nie dostrzegają błędów językowych - ci którzy je popełniają, ale innych one wszak drażnią.
>To Pan sam musi zdecydować, jakie ma być Pańskie miejsce.
Akurat to, że nie ma obowiązku znajomości opisywanego kodu zaliczam na plus, zgadzam się też z tym, iż może być on niezauważalny. Jednakże nie sądzę aby był on całkowicie uniwersalny, różne społeczeństwa, ba nawet różne osoby mogą mieć rozmaite pomysły na temat tego jakie dzieła literackie znać wypada.
>Czy potrzeba poniższą wypowiedź jakoś uzupełniać? Moim zdaniem nie!
>www.racjon(*)m.php/s,552946/z,0/d,2#w553204
W zasadzie zgoda, wypowiedzi istotnie nie trzeba uzupełniać, ciekawi mnie jedynie fakt arbitralnego umieszczenia na liście książek takich a nie innych.
11-03-2013 18:52 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Nie żebym chciał wytykać błędy ale Epos Gilgamesza jest, choć reszty wymienionych istotnie brakuje, co budzi we mnie pewne zdziwienie.
Nie wydrukowałem sobie tej listy i nie sprawdzałem, gdyż jest to zupełnie tu nieistotne. Wybrałem kilka tytułów z pamięci, jako przykład. Gdy ktoś zamówi i zapłaci, to mogę sporządzić listę najważniejszej setki starożytności, ale po co?

>Akurat to, że nie ma obowiązku znajomości opisywanego kodu zaliczam na plus, zgadzam się też z tym, iż może być on niezauważalny.
A czy jest obowiązek należenia do elity kulturalnej?
Tak, jego nieznajomość może być niezauważalna, ale dla kogo?

>Jednakże nie sądzę aby był on całkowicie uniwersalny, różne społeczeństwa, ba nawet różne osoby mogą mieć rozmaite pomysły na temat tego jakie dzieła literackie znać wypada.
Myli Pan tu dwie sprawy kod i wypadanie. Uważam, że wypada być oczytanym, gdyż to świadczy o naszej przynależności do pewnego środowiska. Oczywiście o ile chcemy do niego należeć. Znowu obowiązku tu nie ma.
Natomiast kod, to zestaw symboli, zwrotów, memów, które ułatwiają - znającym ten zestaw porozumienie. (Więc musi to być ten sam lub bardzo podobny zestaw) Znowu Pan sobie może wymyśleć swój zestaw, swój kod i swoje środowisko. Żaden przymus tu nie istnieje.

>W zasadzie zgoda, wypowiedzi istotnie nie trzeba uzupełniać, ciekawi mnie jedynie fakt arbitralnego umieszczenia na liście książek takich a nie innych.
Spotkałem w swoim życiu - podobnych acz bardzo różniących się wykazem książek - list co najmniej kilkanaście. Jaki jest stosunek do tego wyboru, to pani Meretseger napisała: Nie czytałam 28 książek z tej listy. Przeczytałam za to kilka(naście?) tysięcy innych, w tym co najmniej 100 wcale nie gorszych od tych z wikipedyjnej setki. Na co odpowiedziałem: Powiem więcej. Uznając, iż istnieją wielkie światowe dzieła, które warto znać - nie znam ani jednej książki, której nieznajomość by nas dyskwalifikowała. Dyskwalifikuje nas brak oczytania, ale ten brak dostrzegają tylko oczytani. Wybór jest subiektywny i arbitralny, ale parę tu osób i tak wie o co chodzi, a innym i tak nie sposób nawet to wytłumaczyć. Nie, oczytanie - szczególnie w światowej klasyce - nie jest koniecznym. Bardzo dobrze można żyć i bez tego, a nawet ma się wtedy większą pewność, co do własnej mądrości i we własnych oczach za bardziej inteligentnego (sprytnego) się uważa.

PS. Istnieją podobne zestawy sztuk teatralnych, filmów, utworów muzycznych itd.

Pozdrawiam.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie wydrukowałem sobie tej listy i nie sprawdzałem, gdyż jest to zupełnie tu nieistotne. Wybrałem kilka tytułów z pamięci, jako przykład. Gdy ktoś zamówi i zapłaci, to mogę sporządzić listę najważniejszej setki starożytności, ale po co?
O ile nie uważam wspomnianej listy za wyrocznie mówiącą, co warto, czy co wypada przeczytać, to w kontekście wątku warto wiedzieć co się na niej znajduje. Tak poza tym faktycznie jest to nieistotne.
>A czy jest obowiązek należenia do elity kulturalnej?
>Tak, jego nieznajomość może być niezauważalna, ale dla kogo?
Rzecz jasna nie ma takiego obowiązku. Powiedziałbym nawet, że nie ma takiej możliwości. Co do niezauważalności kodu to zdaje się, iż wyraziłem się nieprecyzyjnie, miałem na myśli to, że posługiwanie się nim może pozostać niezauważone przez osoby bez odpowiednich ku temu predyspozycji. W gruncie rzeczy powtórzyłem Pana słowa o tym, że kod ten jest niezauważalny dla osób nieoczytanych.
>Myli Pan tu dwie sprawy kod i wypadanie. Uważam, że wypada być oczytanym, gdyż to świadczy o naszej przynależności do pewnego środowiska. Oczywiście o ile chcemy do niego należeć. Znowu obowiązku tu nie ma.
Prywatnie uważam, że warto być oczytanym, dla samej wiedzy jaką wynosi się z książek, sprawa przynależności do danego środowiska jest drugorzędna.
>Natomiast kod, to zestaw symboli, zwrotów, memów, które ułatwiają - znającym ten zestaw porozumienie. (Więc musi to być ten sam lub bardzo podobny zestaw) Znowu Pan sobie może wymyśleć swój zestaw, swój kod i swoje środowisko. Żaden przymus tu nie istnieje.
Skoro kod to zestaw symboli, itp. to sądzę, że nie może być uniwersalny, przy założeniu, iż jest oparty na takim czy innym spisie dzieł literackich. Zgodnie z tym co Pan piszę istotnie pomoże on w porozumieniu osobom z tego samego kręgu kulturowego, lecz czy załóżmy Azjata i Europejczyk będą posługiwać się tym samym kodem ?
>Spotkałem w swoim życiu - podobnych acz bardzo różniących się wykazem książek - list co najmniej kilkanaście. Jaki jest stosunek do tego wyboru, to pani Meretseger napisała: Nie czytałam 28 książek z tej listy. Przeczytałam za to kilka(naście?) tysięcy innych, w tym co najmniej 100 wcale nie gorszych od tych z wikipedyjnej setki. Na co odpowiedziałem: Powiem więcej. Uznając, iż istnieją wielkie światowe dzieła, które warto znać - nie znam ani jednej książki, której nieznajomość by nas dyskwalifikowała. Dyskwalifikuje nas brak oczytania, ale ten brak dostrzegają tylko oczytani. Wybór jest subiektywny i arbitralny, ale parę tu osób i tak wie o co chodzi, a innym i tak nie sposób nawet to wytłumaczyć. Nie, oczytanie - szczególnie w światowej klasyce - nie jest koniecznym. Bardzo dobrze można żyć i bez tego, a nawet ma się wtedy większą pewność, co do własnej mądrości i we własnych oczach za bardziej inteligentnego (sprytnego) się uważa.
Zarówno z tym, że oczytanie w światowej klasyce nie jest potrzebne do szczęśliwego życia, jak i z tym, że im mniejsza wiedza tym lepszy byt jestem skłonny się zgodzić.
Jednocześnie jednak uważam, że oczytanym można być nawet nie zahaczywszy o tą czy podobne listy. W końcu wartościowych lektur nie brakuje, a spis utworów na Wikipedii - mimo dość sporej wartości literackiej - nie jest ostatecznym wyznacznikiem książek godnych przeczytania.
>PS. Istnieją podobne zestawy sztuk teatralnych, filmów, utworów muzycznych itd.
Mam tego świadomość i uważam to za symptomatyczne. Dość często można się przecież spotkać z opiniami mówiącymi o tym że nieznajomość danej sztuki, filmu czy piosenki dyskwalifikuje osobę z grona kulturalnych ludzi.
>Pozdrawiam.
Również pozdrawiam.
11-03-2013 20:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>O ile nie uważam wspomnianej listy za wyrocznie mówiącą, co warto, czy co wypada przeczytać,
Ja nie uważam.

>to w kontekście wątku warto wiedzieć co się na niej znajduje.
Tak jak napisałem poznałem już kilkanaście takich list i wiem, że spora grupa tytułów jednak się powtarza. Listy te najczęściej powstają na podstawie sond wśród czytelników, a więc zawsze jednak są skażone środowiskowo.

>Prywatnie uważam, że warto być oczytanym, dla samej wiedzy jaką wynosi się z książek, sprawa przynależności do danego środowiska jest drugorzędna.
To zależy, gdy ktoś zajmuje się szeroko pojętą działalnością publiczną, to ważne jest aby jego przekaz był zrozumiały dla innych. Rzucę tu nazwisko np. Petrażycki i dla części osób nie skojarzy się ono z niczym, a u części zapali się zielona lampka, choć ich skojarzenia też mogą być różne. Rzucę Murphy z "Lotu" i znowu podobnie, ale może być i "żona Lota".

>Skoro kod to zestaw symboli, itp. to sądzę, że nie może być uniwersalny, przy założeniu, iż jest oparty na takim czy innym spisie dzieł literackich. Zgodnie z tym co Pan piszę istotnie pomoże on w porozumieniu osobom z tego samego kręgu kulturowego,
Musi być uniwersalny, aby był skuteczny, ale istotnie może dotyczyć tylko jednego kręgu kulturowego.

>lecz czy załóżmy Azjata i Europejczyk będą posługiwać się tym samym kodem?
Coraz bardziej tak i to nazywa się "globalizacja".

>Jednocześnie jednak uważam, że oczytanym można być nawet nie zahaczywszy o tą czy podobne listy. W końcu wartościowych lektur nie brakuje, a spis utworów na Wikipedii - mimo dość sporej wartości literackiej - nie jest ostatecznym wyznacznikiem książek godnych przeczytania.
Nigdy z takich list nie korzystałem przy własnym wyborze lektur, choć gdy wpadły mi w ręce, to zawsze konfrontowałem z własnym zestawem poznanych pozycji. Bardzo sobie cenię, gdy ktoś poleca mi ciekawą i wartościową książkę, ale to wcale nie znaczy, że ją przeczytam, a tym bardziej, że zrobię to zaraz. Szkolne lektury w większości miałem przeczytane, ale najczęściej robiłem to wcześniej niż było to wymagane. Lubię chodzić własnymi drogami i zawsze byłem krytycznym wobec wszelakich autorytetów heretykiem, ale kanon literatury światowej istnieje niezależnie, jak bardzo byśmy się na niego obrażali, czy z niego wyśmiewali i moim zdaniem znać go warto.

>Dość często można się przecież spotkać z opiniami mówiącymi o tym że nieznajomość danej sztuki, filmu czy piosenki dyskwalifikuje osobę z grona kulturalnych ludzi.
A mnie to akurat śmieszy. Za moich czasów Słomczyński przetłumaczy "Ulisesa" i za książką ustawiały się ogromne kolejki "wymagającej inteligencji", która już po miesiącu, czy dwóch zaczęła się chwalić, kto mniej stron przeczytał. (Gdyby ktoś jednak chciał tą książkę przeczytać, to raczej powinien przeczytać najpierw książkę Naganowskiego) Jak już napisałem jest dużo książek wartościowych i godnych najlepszego polecenia, ale nie znam książek (i dotyczy to także innych dzieł) koniecznych.

Pozdrawiam.

@@@
.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ja nie uważam.
Czytając Pana posty na forum od długiego czasu wcale się nie spodziewałem, iż będzie Pan ową listę uznawał za wyrocznię.
>Tak jak napisałem poznałem już kilkanaście takich list i wiem, że spora grupa tytułów jednak się powtarza. Listy te najczęściej powstają na podstawie sond wśród czytelników, a więc zawsze jednak są skażone środowiskowo.
Tutaj nie mam nic do dodania.
>To zależy, gdy ktoś zajmuje się szeroko pojętą działalnością publiczną, to ważne jest aby jego przekaz był zrozumiały dla innych. Rzucę tu nazwisko np. Petrażycki i dla części osób nie skojarzy się ono z niczym, a u części zapali się zielona lampka, choć ich skojarzenia też mogą być różne. Rzucę Murphy z "Lotu" i znowu podobnie, ale może być i "żona Lota".
Owszem, istotnie jest to ważne. Podejrzewam jednak, że ktoś zajmujący się taką działalnością nie ma problemu z doborem poziomu wypowiedzi do słuchaczy.
>Musi być uniwersalny, aby był skuteczny, ale istotnie może dotyczyć tylko jednego kręgu kulturowego.
Widzę więc, że tu się zgadzamy.
>Coraz bardziej tak i to nazywa się "globalizacja".
Ot czyli uniwersalizacja kultury posuwa się coraz dalej. W sumie może to i lepiej, gdy znikają bariery uniemożliwiające porozumienie się.
>Nigdy z takich list nie korzystałem przy własnym wyborze lektur, choć gdy wpadły mi w ręce, to zawsze konfrontowałem z własnym zestawem poznanych pozycji. Bardzo sobie cenię, gdy ktoś poleca mi ciekawą i wartościową książkę, ale to wcale nie znaczy, że ją przeczytam, a tym bardziej, że zrobię to zaraz. Szkolne lektury w większości miałem przeczytane, ale najczęściej robiłem to wcześniej niż było to wymagane. Lubię chodzić własnymi drogami i zawsze byłem krytycznym wobec wszelakich autorytetów heretykiem, ale kanon literatury światowej istnieje niezależnie, jak bardzo byśmy się na niego obrażali, czy z niego wyśmiewali i moim zdaniem znać go warto.

Zaczynając od końca nie neguje istnienia kanonu światowej literatury, choć bez wątpienia jest on bogatszy niż 100 pozycji. Z tym że warto go znać również się zgodzę, jednocześnie nie sądzę jednak, iż nieznajomość którejś z jego pozycji deprecjonuje człowieka. Dużo przecież można o kimś powiedzieć, nie tyle na podstawie jego lektur, lecz patrząc na to co motywuję tą osobę do wyboru danego utworu. Co do szkolnych lektur również przeczytałem większość lecz nie powiem żebym uznał to za wielką przyjemność, jedynie smutną konieczność. Przy wyborze swoich lektur również nie kieruje się żadnym spisem. Doboru dokonuje patrząc na to jak dana książka może rozwinąć moją wiedzę czy też jak się ma do moich zainteresowań.
>A mnie to akurat śmieszy. Za moich czasów Słomczyński przetłumaczy "Ulisesa" i za książką ustawiały się ogromne kolejki "wymagającej inteligencji", która już po miesiącu, czy dwóch zaczęła się chwalić, kto mniej stron przeczytał. (Gdyby ktoś jednak chciał tą książkę przeczytać, to raczej powinien przeczytać najpierw książkę Naganowskiego) Jak już napisałem jest dużo książek wartościowych i godnych najlepszego polecenia, ale nie znam książek (i dotyczy to także innych dzieł) koniecznych.
Tu zgadzam się z Panem bez zastrzeżeń, w końcu ludzie mają różne gusta, potrzeby, czy potencjał.
>Pozdrawiam.
Wzajemnie.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Tutaj nie mam nic do dodania.
Ja też!

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
rafael 77 (456 punktów)
"61 proc polaków w ciągu ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką - wynika z tegorocznego badania TNS Polska.Nie czytają już nawet najlepiej wykształceni! Coraz częściej ze swego wtórnego analfabetyzmu dumne są także osoby z wyższym wykształceniem. Już co trzeci absolwent studiów nie ma większego problemu z tym, że nie czyta książek:Z roku na rok jest z nami coraz gorzej.
Niski poziom czytelnictwa związany jest z obniżeniem poziomu intelektualnego, a to przekłada się na wzrost postaw fideistycznych i brak umiejętności racjonalnego myślenia. Moim zdaniem - źle to wróży dla kraju.
>Stajemy się coraz bardziej europejskim zaściankiem i nie osiągniemy rozwoju kraju w oparciu o wiedzę."

Polacy-z dekady na dekadę stają się coraz bardziej leniwi:zarówno fizycznie jak i intelektualnie. Przyzwyczaili się już do codziennej papki informacyjnej serwowanej im przez różnego rodzaju media-najczęściej niskich lotów. Obecnie najbardziej liczy się rozrywka oraz sensacja-bo to przyciąga tłumy. Edukacja oraz samorozwój schodzi na dalszy-bliżej nieokreślony plan.
Na marginesie dodam,iż taki stan rzeczy jest wybitnie na rękę dla wszelkiego rodzaju rządzących (zarówno świeckich jak i religijnych).A to z tego powodu,iż słabowykształconym oraz nieracjonalnie myślącym tłumem łatwiej jest sterować i manipulować.
10-03-2013 11:47 
 Ocena 3 na 3
RadRado (1047 punktów)
Ogólna tendencja może i jest, ale nie opierałbym się na wrażeniach nauczycieli szkół średnich czy wyższych, bo to może być mylące. Załóżmy, że liczba inteligentnej młodzieży jest stała. A teraz zobaczcie jaki procent niegdyś wybierał się do szkoły średniej a jaki na studia. Kiedyś studiowali nieliczni, teraz jakieś 40%. Po prostu teraz Ci lepsi rozmywają się w tłumie przeciętniaków i stąd ten spadek poziomu w oczach wykładowców. Za PRL ktoś, kto chciał być kominiarzem czy tam kłaść płytki, szedł do szkoły zawodowej i żaden nauczyciel szkoły średniej czy wykładowca nawet go na oczy nie widział, chyba, że łazienkę remontował. Teraz ktoś taki musi mieć maturę i iść do szkoły wyższej Kominiarstwa czy Glazurnictwa (oczywiście przykład celowo przerysowany, chodziło o pokazanie pewnej tendencji o której w temacie mowa).
Przy okazji: Boni chce zlikwidować biblioteki szkolne. Większość elektoratu jest nieczytata, więc jest to logiczne posunięcie. Za to znalazła się kasa na fundusz kościelny. Bo większość jakby nie liczyć czuje się katolikami. Tak działa demokracja w praktyce. Teraz tylko czekać aż Wałęsa każe czytającym posłom usiąść za ścianą.
10-03-2013 12:49 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Przy okazji: Boni chce zlikwidować biblioteki szkolne. Większość elektoratu jest nieczytata, więc jest to logiczne posunięcie. Za to znalazła się kasa na fundusz kościelny. Bo większość jakby nie liczyć czuje się katolikami. Tak działa demokracja w praktyce. Teraz tylko czekać aż Wałęsa każe czytającym posłom usiąść za ścianą.
Likwidacja szkolnych bibliotek to moim zdaniem absurdalny pomysł. Jeśli już to powinny zostać dofinansowane, bo nieraz cierpią na znaczne niedobory. Co do Wałęsy i ściany to lepiej za nią niż przed
11-03-2013 00:57 
 Ocena 2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>Przy okazji: Boni chce zlikwidować biblioteki szkolne. Większość elektoratu jest nieczytata, więc jest to logiczne posunięcie. Za to znalazła się kasa na fundusz kościelny. Bo większość jakby nie liczyć czuje się katolikami. Tak działa demokracja w praktyce.

"90% społeczeństwa uważa, że 90% społeczeństwa to idioci" A tak bardziej na poważnie, to właśnie jeden z powodów, dla którego denerwuje mnie ślepe popieranie demokracji jako "jedynego słusznego ustroju" - zwłaszcza demokracji rozumianej jako "rządy większości", a nie "rządy ludu".

Jak dla mnie warunkiem koniecznym otrzymania prawa do głosowania powino być udowodnienie, że rozumie się coś na temat tego, jak działa państwo. Niestety, zgodnie z tezą w tytule, społeczeństwo głupieje - a dwóch meneli na zasiłku, którzy zagłosują na tego, co obieca im więcej pieniędzy, nadal ma więcej do powiedzenia, niż doktor po habilitacji.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
11-03-2013 08:37 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>"90% społeczeństwa uważa, że 90% społeczeństwa to idioci" A tak bardziej na poważnie, to właśnie jeden z powodów, dla którego denerwuje mnie ślepe popieranie demokracji jako "jedynego słusznego ustroju" - zwłaszcza demokracji rozumianej jako "rządy większości", a nie "rządy ludu".
>Jak dla mnie warunkiem koniecznym otrzymania prawa do głosowania powinno być udowodnienie, że rozumie się coś na temat tego, jak działa państwo. Niestety, zgodnie z tezą w tytule, społeczeństwo głupieje - a dwóch meneli na zasiłku, którzy zagłosują na tego, co obieca im więcej pieniędzy, nadal ma więcej do powiedzenia, niż doktor po habilitacji.
Internet:
Demokracja nie jest systemem idealnym.
Istnieje wiele słabości tegoż systemu, m.in. polega na niepodejmowaniu przez polityków niezbędnych dla kraju bardzo trudnych decyzji - w obawie przed przegraną w wyborach albo przed grupami nacisku. Powoduje to najczęściej wzrost deficytu budżetowego i długu publicznego. Następnie korzystając z wolności zrzeszania się - towarzyszą jej grupy nacisku, lobbies, usiłujące uzyskać dla siebie więcej pieniędzy dzięki ulgom podatkowym lub subsydiom budżetowym albo też ochronie przed konkurencją, co przynosi większe pieniądze przy mniejszym wysiłku. Sama walka o rozdawane przez państwo przywileje dodatkowo osłabia rozwój, gdyż pochłania cenny czas i energię ludzi. W skrajnym wypadku uruchamia ona błędne koło: wzrost konfliktów o podział narodowego bochenka zmniejsza ten bochenek, co z kolei zaostrza konflikty. potencjalną słabością demokracji jest posługiwanie się ważnymi dla kraju kwestiami jako narzędziami walki politycznej. Dla zdobycia popularności - albo przynajmniej dla osłabienia oponentów - oskarża się np. zwolenników prywatyzacji, że chcą za bezcen wyprzedać narodowy majątek, zwolennikom reformy systemu emerytalnego zarzuca się, że chcą zgładzić emerytów, zwolennikom reformy służby zdrowia - że chcą uśmiercić pacjentów itp. Wszystko to może opóźniać podejmowanie niezbędnych decyzji i - w efekcie - wpędzić cały kraj w kryzys. Kolejna słabość wiąże się z następną: próba otumanienia wyborców, szczególnie w czasie kampanii wyborczych (obietnice siedmiomiliowych emerytur. "Zrobimy z Polski drugą Irlandię."). I ostatnią możliwą słabością jest to, że politycy u władzy odsuwają niekiedy przed wyborami niezbędne, acz niepopularne decyzje, podejmując za to kroki popularne, ale gospodarczo wątpliwe ("wyborcza kiełbasa"). W efekcie demokratyczna polityka może wnosić cykliczną niestabilność do gospodarczego i społecznego życia. W ekonomii nazwano to zjawisko "politycznym falowaniem koniunktury".


Polityk brytyjski i mąż stanu w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu - Winston Churchill wypowiedział jakże proste lecz głębokie słowa: "demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu". Miało to miejsce na przemówieniu w Izbie Lordów 11 listopada 1947 roku.

Przykro mi, ale znam doktorów habilitowanych - nawet z tytułem profesora - wcale nie mądrzejszych od meneli. Wystarczy zresztą telewizornię otworzyć i posłuchać tych utytułowanych przez redaktorów-celebrytów zapraszanych.

A. Izdebski w 2006 roku:
Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara:
"Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy: - ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami;
- czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane;
- głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży".

A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: "Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".


Na "ślepo" popieram demokrację dostrzegając jej wady. W Polsce jest zbyt mało, a nie zbyt dużo demokracji. Konieczną jest maksymalna decentralizacja władzy. Ludzie w gminach wcale nie są głupsi od ministrów, a radni od posłów.
Tak, oczekiwana demokracja to taka, gdzie głos i prawa mniejszości zostaną poszanowane. Strasznie daleko Polsce do tego, gdyż to, to nawet niewiele osób potrafi zrozumieć.

@@@
.
diogenes (42753 punktów)
>Tak, oczekiwana demokracja to taka, gdzie głos i prawa mniejszości zostaną poszanowane.

Jest coś, co poprzedza poszanowanie (praw, jeśli są) mniejszosci, mianowicie szacunek dla różnorodności, inności w ogóle. Proszę zerknąć na wpisy internautów pod czymś, co odbiega od mizernej polskiej średniej: inna (niszowa) muzyka, inna sztuka, inna pasja, itp. Zdecydowana większość wpisów kpi z odmienności, często w języku wulgaryzmów i chamstwa. Różnorodność przyrody to jedna z jej fundamentalnych cech, a na poziomie społecznym mamy polską urawniłowkę, przede wszystkim katolicką, ale i rządową (postpezetpeerowską).

Demokracja jest jednym z elementów otwartego światopoglądu, akceptacją i tolerancją wobec oszałamiającej róznorodności procesu zwanego światem, jest jego konkretyzacją w przestrzeni społeczno-politycznej i etycznej.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>>Tak, oczekiwana demokracja to taka, gdzie głos i prawa mniejszości zostaną poszanowane.
>Jest coś, co poprzedza poszanowanie (praw, jeśli są) mniejszości, mianowicie szacunek dla różnorodności, inności w ogóle.
Nie bardzo rozumiem, zgadzając się z Panem w ocenie rangi "szacunku dla różnorodności, inności w ogóle", o nie wiem o co chodzi w tym "poprzedzaniu poszanowania praw"? Według mojej wiedzy szacunek dla odmienności i mniejszości, to wyższy poziom cywilizacji, a nie niższy (poprzedzający).

>Proszę zerknąć na wpisy internautów pod czymś, co odbiega od mizernej polskiej średniej: inna (niszowa) muzyka, inna sztuka, inna pasja, itp. Zdecydowana większość wpisów kpi z odmienności, często w języku wulgaryzmów i chamstwa.
Dokładnie tak, ale w świecie zwierząt jest podobnie, wszyscy odmieńcy są dyskryminowani, tak jest też na niższych poziomach ludzkiej kultury, a więc nie należy się dziwić, że podobnie jest w Polsce.

>Różnorodność przyrody to jedna z jej fundamentalnych cech, a na poziomie społecznym mamy polską urawniłowkę, przede wszystkim katolicką, ale i rządową (postpezetpeerowską).
Znowu mam kłopot ze zrozumieniem. Różnorodność przyrody jest banałem. "Polskie piekło" znamy od wieków. Oportunizm i konformizm są podstawowymi cechami społecznymi i zgodnie ludzką z naturą jest trzymanie się stada. Tylko wybitne jednostki są heretyckie, krytyczne wobec rzeczywistości i powszechnych poglądów. Nie zawsze mają rację, ale zawsze przynoszą korzystny ferment. Zupełnie nie rozumiem - co Pana boli - w kontekście tej rozmowy PZPR (tu już naprawdę jest bardzo dawno po pogrzebie)?

>Demokracja jest jednym z elementów otwartego światopoglądu, akceptacją i tolerancją wobec oszałamiającej różnorodności procesu zwanego światem, jest jego konkretyzacją w przestrzeni społeczno-politycznej i etycznej.
Wszystko to prawda, ale zacznijmy od rozumienia podstawowego: Demokracja - ustrój polityczny i forma sprawowania władzy, w których źródło władzy stanowi wola większości obywateli (sprawują oni rządy bezpośrednio lub za pośrednictwem przedstawicieli). Obecnie powszechną formą ustroju demokratycznego jest demokracja parlamentarna. pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja
Wewnątrz takiej, praktycznie istniejącej, demokracji powinno się znaleźć poszanowanie praw mniejszości, szacunek dla różnorodności i inności.
Jest to nawet w naszej konstytucji, tyle że praktyka daleko od tego odbiega, a znakomita część polskiego społeczeństwa zupełnie nie potrafi zrozumieć o co - zwolennikom laickości państwa i poszanowania praw i wolności dla mniejszości - chodzi.

Pozdrawiam.

@@@
.
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>61 proc. Polaków w ciągu ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką...
Książka to tylko forma, a czytanie - czynność, a naprawdę chodzi o treść.
11-03-2013 00:59 
 Ocena 2 na 2
Maciej Stachowski (255 punktów)
>>61 proc. Polaków w ciągu ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką...
>Książka to tylko forma, a czytanie - czynność, a naprawdę chodzi o treść.
>

Chciałbym wierzyć, że w zgodzie z postępem technologicznym czytanie książek wyparte zostało przez analizę np. filmów Bergmana. Niestety, problem w tym, że za to czytanie nie ma czego podstawić.

I may disapprove of what you say,
But I will defend to the death your right to say it.
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym wierzyć, że w zgodzie z postępem technologicznym czytanie książek wyparte zostało przez analizę np. filmów Bergmana. Niestety, problem w tym, że za to czytanie nie ma czego podstawić.
W takim razie ów problem powinien mieć inne określenie. Które albo powinno być w mądrych księgach wskazane, albo przez umiejętną analizę wykoncypowane. A skoro nie jest, to albo nie są księgi dosyć mądrymi, albo problem nieczytania książek tylko sobie wykoncypowano.
11-03-2013 15:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>W takim razie ów problem powinien mieć inne określenie. Które albo powinno być w mądrych księgach wskazane, albo przez umiejętną analizę wykoncypowane. A skoro nie jest, to albo nie są księgi dosyć mądrymi, albo problem nieczytania książek tylko sobie wykoncypowano.
Mądrość w najwęższym znaczeniu to umiejętność podejmowania uzasadnionych decyzji, które w dłuższej perspektywie przynoszą pozytywne rezultaty. W innym ujęciu można powiedzieć, że mądrość to umiejętność praktycznego wykorzystywania posiadanej wiedzy i doświadczenia. pl.wikipedia.org/wiki/Mądrość
Czyli mądrzejszy jest ten, który potrafi sam sobie wybrać lekturę dającą większe korzyści intelektualne. Ten który potrzebuje "imprimatur" - wskazówek autorytetów - co należy i warto czytać jest ograniczonym na własne życzenie.
Ciekawostka jest też tu inna jak wynika z wypowiedzi prawie nikt - z lekceważących problem oczytania - nie przeczytał referatu A. Izdebskiego, czyżby już był dla twitterowej inteligencji zbyt długi?
Zgadzam się z Szanowną Panią - nie każdy może i musi być muzykiem.
Ja umiem tylko grać na nerwach.

Pozdrawiam.

@@@
.
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>Czyli mądrzejszy jest ten, który potrafi sam sobie wybrać lekturę dającą większe korzyści intelektualne. Ten który potrzebuje "imprimatur" - wskazówek autorytetów - co należy i warto czytać jest ograniczonym na własne życzenie.
Gdzie więc lokuje Pan samodzielnie wybierających nieczytanie?

>Ciekawostka jest też tu inna jak wynika z wypowiedzi prawie nikt - z lekceważących problem oczytania - nie przeczytał referatu A. Izdebskiego, czyżby już był dla twitterowej inteligencji zbyt długi?
To nie ciekawostka, lecz oczywistość, że tekst zdefiniowany jako przydługawy czytującym zwykle rzeczy krótsze nie dowiedzie nietrafności ich czytelniczych decyzji, bo zwyczajnie tekstu tego nie przeczytają. I słusznie, bo jaki sens czytać dzieło chybione. Żartuję, ale coś jest na rzeczy, jak w tym dowcipie.

Sekretarka w dużej firmie zanosi sporą kupkę listów motywacyjnych do szefa. Ten otwiera okno i wyrzuca połowę listów.
- Co pan robi? - pyta sekretarka.
A szef na to
- Pechowców nie potrzebujemy.


Tyle żart, zaś co do Izdebskiego, tematyka jego referatu nie całkiem w temat trafia.
11-03-2013 18:12 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Gdzie więc lokuje Pan samodzielnie wybierających nieczytanie?
Jest to zupełnie średni mój problem. Oni już sami się ulokowali.

>To nie ciekawostka, lecz oczywistość, że tekst zdefiniowany jako przydługawy czytującym zwykle rzeczy krótsze nie dowiedzie nietrafności ich czytelniczych decyzji, bo zwyczajnie tekstu tego nie przeczytają.
Nie, nie dowiedzie, gdyż trzeba by go przed tym przeczytać, a to niemożliwe.

>I słusznie, bo jaki sens czytać dzieło chybione.
Tak, gdy czegoś się nie poznało, to sądy są pewne. Szkoda czasu na czytanie i refleksje nad tekstem, gdy wie się lepiej.

>Żartuję, ale coś jest na rzeczy, jak w tym dowcipie.
Wolę inny (ale to tylko dlatego, że zbyt dużo przeczytałem):

Na plaży leży tysiące małych żółwi do góry nogami.
Idzie starzec i przewraca je na nogi.
Gapiący się pyta - jest ich tysiące, a ty możesz przewrócić, tylko trochę - czy to nie wszystko jedno.
Starzec odpowiada - tym które przewrócę, to na pewno nie jest wszystko jedno.


Ot, inny kod kulturowy.

>Tyle żart, zaś co do Izdebskiego, tematyka jego referatu nie całkiem w temat trafia.
Proponuję jednak najpierw przeczytać - choć kawałek: [Załącznik], gdyż nawet Pani nie czuje jak się kompromituje.
Ale dla Pani i tak to nie ma żadnego znaczenia.

Miłego dnia.

@@@
.
11-03-2013 21:44 
 0 na 2
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>Jest to zupełnie średni mój problem. Oni już sami się ulokowali.
Najpewniej, ale przecież nie w Pańskiej niespójnej z powodu ich przeoczenia teorii.

>Tak, gdy czegoś się nie poznało, to sądy są pewne. Szkoda czasu na czytanie i refleksje nad tekstem, gdy wie się lepiej.
Czy nie Pan twierdził, że nikt nie czyta wszystkiego, oraz że mądrze jest dokonywać wyboru?

> tym które przewrócę, to na pewno nie jest wszystko jedno.
Tylko cóż to znaczy, skoro starcem bywa czytelnik, a autorom jest nie wszystko jedno?

>Ot, inny kod kulturowy.
Wątek wydaje się być o tym, że to jest lepszy kod. Bo i pewnie, że lepszy. Tylko że dowodzenie truizmu o pożytkach z czytelnictwa jest dla odmiany spoza mojego kodu kulturowego.

> nawet Pani nie czuje jak się kompromituje
Byłoby fair, gdyby Pan tej mojej kompromitacji dowiódł, bo z referatu podającego nieprawdziwe dane i posługującego się spolszczoną pisownią nazwiska amerykańskiego prezydenta nie moja kompromitacja przecież wynika.
11-03-2013 22:42 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Wątek wydaje się być o tym, że to jest lepszy kod. Bo i pewnie, że lepszy. Tylko że dowodzenie truizmu o pożytkach z czytelnictwa jest dla odmiany spoza mojego kodu kulturowego.
Tak, zdecydowanie daje się to zauważyć, iż należymy do innego kodu kulturowego, co uniemożliwia mi zrozumienie sensu wypowiedzi Szanownej Pani. Dlatego zapewne ma Pani rację, ale ja jej dostrzec nie umiem.

@@@
.
12-03-2013 06:39 
 Ocena 1 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Książka to tylko forma, a czytanie - czynność, a naprawdę chodzi o treść.<
I to naprawdę nie wszystko - treść trzeba jeszcze zrozumieć.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>>Książka to tylko forma, a czytanie - czynność, a naprawdę chodzi o treść.<
>I to naprawdę nie wszystko - treść trzeba jeszcze zrozumieć.
Do czego forma ma szansę walnie się przyczyniać, stąd moja aprobata dla alternatywnych, a zwłaszcza zaawansowanych technologicznie sposobów przekazu.
12-03-2013 11:34 
 0 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Do czego forma ma szansę walnie się przyczyniać,<
Rzeczywistość, w tym temacie, raczej skrzeczy.
W przypadku książki forma jej podania niewielki ma wpływ na zrozumienie jej treści (czytanie ze zrozumieniem).
Służyć może jako inspiracja (zachęta) lub/i ułatwiać dostęp - choćby w zaawansowany technologicznie sposób.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Ada M. (1403 punktów)
(zablokowany)
>W przypadku książki forma jej podania niewielki ma wpływ na zrozumienie jej treści
Chodzi jednak o formę podania TREŚĆI, nie książki.

Kiedy pisałam "Książka to tylko forma, a czytanie - czynność, a naprawdę chodzi o treść" - do czego się Pan odnosił, rozróżniłam właśnie "treść" i "książkę", tę drugą poddając pod osąd jako formę.

>(czytanie ze zrozumieniem).
No właśnie.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365