Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dla kogo jesteśmy i jak rozmawiamy? Poziom i kultura forum.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Sprawy portalu
NapisanoAutorTytuł
21-10-2013 16:05Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Dla kogo jesteśmy i jak rozmawiamy? Poziom i kultura forum.
Ocena 15 na 15
.
Racjonalista jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1

Racjonaliści, czyli ludzie, którzy chcą aby społeczeństwa rządziły się rozumem, to w większości ci, którzy na swoim przykładzie dostrzegają, że jest to narzędzie sprawne - choć niedoskonałe, lecz najskuteczniejsze; zaś piewcy fideizmu i irracjonalizmu, czyli ludzie, którzy eksponują głównie ułomności rozumu, to w większości ci, którzy nie mieli okazji przekonać się o skutecznym działaniu narzędzia racjonalności. Kto nie potrafi rozumować sprawnie, siłą rzeczy nie będzie głosił wymagającego racjonalizmu, gdyż z racjonalności wielu pożytków sam nie wyciągnie. (...) Skoro niesporne jest to, że powszechnie głupota i ignorancja zawsze królowały nad inteligencją i wiedzą, tedy oczywiste się staje dlaczego racjonalizm był zawsze poglądem mniejszościowym. (...) www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii. pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

Red. Kaper Leśniewicz przeprowadził wywiad z dr Małgorzatą Molędą-Zdziech, który mnie zainspirował do otworzenia nowego wątku na temat języka i form jakich tu używamy:

Naukowiec jako osoba odpowiedzialna za słowa powinien mówić o rzeczach, na których się zna. Jeśli prowadzi badania, dobrze by było, gdyby pokazał, jakimi metodami. Ważne, żeby naukowcy nie dali się wepchnąć w ten żargon telewizyjny nie mówili, że wszystko jest cool, bo to niewiele tłumaczy. (...)

Bardzo ważne jest rozgraniczenie ról, w jakich się występuje. Jeśli fizyk jest pytany o wybory polityczne, oczywiście ma prawo odpowiedzieć, ale udziela odpowiedzi jako obywatel, a nie naukowiec. Nawet gdy jest profesorem, to w innej dziedzinie. (...) U nas bardzo trudno jest powiedzieć publicznie, że się nie wie, albo przyznać się do braku kompetencji. Skłonni jesteśmy odpowiadać na wszystkie pytania.

Intelektualiści w czasach ponowoczesnych zrezygnowali z roli tłumacza, w większości wycofując się z życia publicznego. Niebezpieczne jest to, że oddali tę rolę celebrytom albo sami się nimi stali. (...) Mamy teraz przykład komisji Macierewicza, która gromadzi specjalistów, tłumacząc, że zatrudnia ekspertów od katastrof lotniczych, mimo że jeden jest specem od katastrof budowlanych.


Czy wobec tego jest jeszcze w mediach miejsce dla poważnego Intelektualisty, naukowca?
Jest go coraz mniej, a nawet jeśli się ich zaprasza; robi się wszystko, żeby uatrakcyjnić na siłę wizerunek takich osób. Dziennikarze telewizji informacyjnych np. bardzo szybko chcą się z nimi bratać, skracając dystans, spoufalając się. Jeśli zapraszają profesora czy doktora w roli eksperta, dobrze by było, gdyby zwracali się do niego po prostu: "proszę pani", "proszę pana". Bardzo często łamie się tę barierę, używając imienia. Przy czym o wiele częściej robi się tak w stosunku do kobiet niż do mężczyzn. Na dodatek dziennikarze posługują się zdrobnieniem. Nie "pani Małgorzato", tylko "pani Małgosiu". Trudno tłumaczyć jako mała pani Małgosia mechanizmy funkcjonowania zjawisk czy świata. W jednej ze stacji telewizyjnych mamy poranny program, w którym prowadzący w różny sposób buduje atmosferę i ociepla wizerunek gości: poprzez zdrobnienia, śmieszne komentarze itp. To specyfika telewizji śniadaniowej, która jest tłem, ona ma nie przeszkadzać.

Problem w tym, że śniadanie w mediach zaczyna trwać całą dobę.
Właśnie. A przecież nie można cały dzień jeść śniadania. Jako widzowie nie jesteśmy jeszcze z tym obeznani, nie wiemy, że media posługują się różnymi konwencjami. Dziś dominuje tabloidyzacja. To jest również związane z ponowoczesną kulturą, daleką od promowania jakiegoś wzoru czy standardu, np. w edukacji. Kiedyś wychowywały dom, szkoła, teraz nikt nie wychowuje. Kto ma młodym ludziom powiedzieć, jak należy się zachować, jakim językiem mówić w konkretnej sytuacji? To wszystko promieniuje. Taki dziennikarz wie, że buduje ową bliskość dla atmosfery na ekranie, ale młody człowiek jest zagubiony. Wydaje się nie rozróżniać kodów i konwencji. Coraz częściej studenci, rozpoczynając mejle, nie używają już zwrotu "Pani Doktor", "Szanowna Pani" czy nawet zwykłego "Dzień dobry", ale "Witam, Pani Małgosiu". I nie widzą w tym niczego niestosownego. "Przecież tak się mówi", tłumaczą. Co więcej, dwudziestokilkuletni studenci, przysyłają prace z adresów "koteć2ka" czy "madzia".

Z tego, co wiem, poszukując praktyk, czyli starając się o doświadczenia zawodowe, robią to samo. Nie zdają sobie zatem sprawy z różnych ról, w jakich występują, i konieczności dostosowywania języka, formy komunikacji, konwencji do sytuacji.
Pan mówi o edukacji. Doszliśmy do momentu, kiedy nauka nie może być zbyt męcząca, zaleca się nie przeciążać studentów lekturami. Pamiętam z okresu studiów, zarówno w Polsce, jak i we Francji, że wykłady poza wiedzą merytoryczną przekazywały także sztukę słowa. Uczyłam się języka uniwersyteckiego, konwencji. Teraz - np. podczas szkoleń dydaktycznych - kładzie się nacisk na formę: coś, co jest lekkie i zbytnio nie męczy i ma być atrakcyjne. A według mnie, nauka czasem musi być nudna i żmudna.
/PRZEGLĄD 14-20.10.2013/

Pozdrawiam.

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Morvoren (311 punktów)Odp: Dla kogo jesteśmy i jak rozmawiamy? Poziom i kultura f
A według mnie, nauka czasem musi
>być nudna i żmudna.[/color] /PRZEGLĄD 14-20.10.2013/
>Pozdrawiam.

Gdyby była taka ciągle, mniej zdolni uczniowie przestaliby się uczyć w ogóle. Znam to z autopsjii. Zresztą pojęcie np. "nudna" jest bardzo względne, ponieważ każdy ma inne zainteresowania i zdolności.

21-10-2013 17:12 
 Ocena 8 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
A według mnie, nauka czasem musi być nudna i żmudna.
>Gdyby była taka ciągle, mniej zdolni uczniowie przestaliby się uczyć w ogóle.
Niewielka szkoda. Nie wszyscy muszą mieć zaraz wysokie wykształcenie. Większości podstawowe i zawodowe wystarczy. Nauka - choć czasem i nudna - inteligentnym daje jednak sporo satysfakcji.

>Znam to z autopsjii.
A czy jest się czym chwalić i koniecznie na forum racjonalisty o tym pisać?

>Zresztą pojęcie np. "nudna" jest bardzo względne, ponieważ każdy ma inne zainteresowania i zdolności.
Tak, nuda, jak wiele innych, to pojęcie względne. Ja w życiu nudziłem się niewiele, gdyż dobre geny dały mi zdolności, a zainteresowania zapobiegały nudzie.

Tyle tylko, iż to nie jest wątek na Pański temat, a moim zdaniem, na naszym forum powinien obowiązywać pewien minimalny poziom intelektualny, który przejawia się między innymi tym, iż najpierw przeczytam wypowiedź ze zrozumiem, a dopiero później się na jej temat wypowiadam. Wydaje mi się, że choć to forum otwarte dla wszystkich, to jednak skierowane do samodzielnie myślącej inteligencji. Nie wszyscy muszą na naszych łamach pisać. Mogę się w tym mylić i stąd moje pytanie?

Miłego dnia.

@@@
.
22-10-2013 06:15 
 Ocena 5 na 7
sinapis (1725 punktów)
>.
Nie wszyscy muszą na naszych łamach pisać. Mogę się w tym mylić i stąd moje pytanie?
>.

Rzeczywiście nikt nie musi, wszyscy jedynie chcą, choćby jedynie wklejając obszerne cytaty.
W związku z tym mam aż dwa pytania:
1. Jak brzmiało pańskie pytanie, bo jak dotąd nie padło?
2. Co robi znak zapytania na końcu zdania twierdzącego?
Medice, cura te ipsum
22-10-2013 12:11 
 Ocena 5 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Nie wszyscy muszą na naszych łamach pisać. Mogę się w tym mylić i stąd moje pytanie?
>Rzeczywiście nikt nie musi, wszyscy jedynie chcą, choćby jedynie wklejając obszerne cytaty.
Jestem ze starej inteligencji, a nie z tej nowej SMS-owej. Dawniej inteligentne rozmowy nie polegały na tym aby "dać głos" tylko na tym, aby zająć jakieś stanowisko - wyrazić jakiś pogląd, a do tego potrzebnym jest jakiś tam materiał do przemyśleń. Własny poziom intelektualny i wstępne nakreślenie tematu rozmowy.

Czy ci którzy "chcą", to zaraz koniecznie "muszą" się tu wypowiadać i narzucać całemu forum swój poziom intelektualny i kulturalny? Według mnie ani nie jesteśmy "Onetem", ani do jego poziomu nie dążymy. Racjonalista.pl jest portalem skierowanym głównie do racjonalistycznej inteligencji. Pisze o tym red. Agnosiewicz - jego twórca - przy określaniu naszej linii programowej. Chyba Pan jego wprowadzeń nie przeczytał i stąd moje profilaktycznie do nich odwołanie (choć jak widać to dalej nie zostały przeczytane) w poście wprowadzającym w wątek.

>W związku z tym mam aż dwa pytania:
>1. Jak brzmiało pańskie pytanie, bo jak dotąd nie padło?
"Dla kogo jesteśmy i jak rozmawiamy? Poziom i kultura forum."
- wątek na temat języka i form jakich tu używamy.

Mogę się mylić, ale uważam, że jeżeli nie rozumiem o czym jest mowa, to po prostu się nie odzywam. Czasem warto i dwa razy przeczytać oraz pomyśleć trochę zanim zacznie się stukać w klawiaturę.

Jak na razie większość tu się wypowiadających zrozumiała o co pytam i odniosła się do tych pytań merytorycznie. (Rozwinięcie interesujących mnie tu problemów znajduje się w wywiadzie z dr Małgorzatą Molędą-Zdziech). A Pan jest dopiero drugą osobą, tu się wypowiadającą, która nie rozumie o co w tym wątku chodzi.
11 do 2 - to zupełnie niezły wynik!

>2. Co robi znak zapytania na końcu zdania twierdzącego?
"Znakiem zapytania (pytajnikiem), należącym do znaków logiczno-emocjonalnych, kończymy te konstrukcje składniowe, które albo mają formę pytania, albo są wyrazem zdziwienia, niedowierzania, ironii, także prośby."

>Medice, cura te ipsum
Popisuje się Pan znajomością łaciny, ale czy trafnie użył Pan tu tego powiedzenia? Uważa Pan, iż Pan jest tym zdrowym, a ja dojdę do zdrowia dopiero, gdy dojdę do Pańskiego poziomu?

Wybaczy Pan, ale choć dostrzegam u siebie wielkie braki intelektualne i popełniam sporo błędów różnych, to jednak wolę własny poziom. Jestem otwarty na wiedzę i chętnie się uczę, ale jednak pouczenia, to chciałbym przyjmować tylko od wiele umiejących. Pan za takiego się uważa?

Miłego dnia.

@@@
.
22-10-2013 18:50 
 Ocena 4 na 4
sinapis (1725 punktów)

>chętnie się uczę, ale jednak pouczenia, to chciałbym przyjmować tylko od wiele umiejących. Pan za takiego się uważa?

Ależ w żadnym razie nie uważałbym tak przy Panu! Ale nie o tym chciałem... otóż chciałem podziękować za obszerną lekcję inteligentnej i kulturalnej rozmowy.
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
> Dziennikarze telewizji informacyjnych np. bardzo szybko
chcą się z nimi bratać, skracając dystans, spoufalając się. Jeśli zapraszają profesora czy doktora w roli eksperta, dobrze by było, gdyby zwracali się do niego po prostu: "proszę pani", "proszę pana".
Bardzo często łamie się tę barierę, używając imienia. Przy czym o wiele częściej robi się tak w stosunku do kobiet niż do mężczyzn. Na dodatek dziennikarze posługują się zdrobnieniem. Nie "pani Małgorzato", tylko "pani Małgosiu". ...


Po jednej z dyskusji w PR-3, której tematem był infantylizm językowy, wysłałem do prowadzacego redaktora e-maila, wskazując, że w ich audycjach bardzo często i oni i ich nobliwi goście, mówiąc o wspólnych znajomych, mówią "stasiu kowalski", "ania wiśniewska" i.t.p, choć wspomniane osoby przedszkole kończyły co najmniej 60 lat temu...
Otrzymałem uprzejmą odpowiedź redaktora, że owszem, rozumie on mój dyskomfort, ale on ma znacznie gorzej, robiąc np. wywiad ze znanym reżyserem: "Zagaję: panie Wajda - obrazi się (tak się zwraca szef do podwładnego), panie Andrzeju - nie jestem jego znajomym, będąc o pokolenie młodszy , mistrzu - protekcjonalnie. A jakby pan zaczął?"
Przyznaję, że nie znalazłem odpowiedzi. Bo A.Wajda nie ma tytułu! Bez tego - jak się okazuje - ani rusz! Panie [pośle, ministrze, doktorze, magistrze, kierowniku, dyrektorze, redaktorze i.t.d.] - tak można zacząć. A jak ktoś ma tytuł? To taki z reguły obrazi się śmiertelnie, za zwrot w jego kierunku "proszę pana/pani", nie wspominając o "panie Kowalski". Ważniejsze jest "panie profesorze" - choć profesorów pełno, niż "panie Yski", choć taki może jest jeden jedyny na świecie...
Ech, polska język, trudna język....
21-10-2013 22:02 
 Ocena 12 na 12
DyktaFon (9281 punktów)
To życie jest faktycznie straszne.... Przez setki lat niewykształceni ludzie (co skończyli podstawówkę, a niekiedy i nie...) dawali sobie radę z językiem... A dziś, wszyscy mają magistrów, niektórzy nawet zawodowo (dziennikarz radiowy) powinni posługiwać się językiem polskim... i nie da się. Nie można i już!

Niektórzy latają na księżyc, a niektórzy mówić nie umieją. Ciekawe na co nam posyłanie 6-latków do szkoły. Przecież to i tak nic nie zmieni.
22-10-2013 08:26
 Ocena 19 na 19
Meretseger (61860 punktów)
Otóż to
Mnie to szalenie irytuje, takie niemal "tykanie" przez obce osoby. Dzwoni do mnie panienka z call center w sprawie jakiegoś kredytu bankowego i natychmiast zaczyna rzucać imieniem. Internetowy zwyczaj "tykania" przenosi się na inne sfery życia, a ja bym wolała, żeby został w internecie...
I to słówko "witam". Zaraz mi się przypomina staropolskie poufało-lekceważące "kłaniam", kierowane do osoby mniej godnej, z niższej klasy społecznej. Okropność. Przecież gdy się nie wie, jak zacząć (spotkanie, email czy cokolwiek), a nie chce się zaczynać od "Szanowny Panie/Szanowna Pani" najprościej zacząć od "dzień dobry". Zwykłego, klasycznego powitania.
Ale co ja tam wiem, stary zwapniały ramol...
22-10-2013 10:19 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Mnie to szalenie irytuje, takie niemal "tykanie" przez obce osoby. Dzwoni do mnie panienka z call center w sprawie jakiegoś kredytu bankowego i natychmiast zaczyna rzucać imieniem. Internetowy zwyczaj "tykania" przenosi się na i

Też zauważyłem, że "tykanie" jest coraz częściej spotykane. Podobnie jak nadużywanie słowa "ja" w zdaniach, gdzie jest ono zupełnie zbędne np. "ja poszedłem" zamiast "poszedłem". Sam się coraz częściej na tym łapię i dziwię się skąd mi się to wzięło?

Stawiam tezę, że jest to spowodowane coraz większą popularnością języka angielskiego. Tam nie ma odpowiednika "pan" i używa się po prostu "ty" - "you". Podobnie jak z powodu niewyposażenia tegoż języka w bogactwo końcówek i przedrostków konieczne jest używanie "ja" - "I" w każdym zdaniu dotyczącym siebie.
22-10-2013 11:45 
 Ocena 5 na 5
szarley (54913 punktów)
>Stawiam tezę, że jest to spowodowane coraz większą popularnością języka angielskiego. Tam nie ma odpowiednika "pan" i używa się po prostu "ty" - "you". Podobnie jak z powodu niewyposażenia tegoż języka w bogactwo końcówek i przedrostków konieczne jest używanie "ja" - "I" w każdym zdaniu dotyczącym siebie.

"You" tłumaczy się jak "Ty" czy "Wy"
W większości znanych mi języków (w tym także w staropolskim i współczesnym polskim w wielu okolicach) forma grzecznościowa to "Wy".
Rosyjskie "ВЫ" czy francuskie "Vous" tłumaczy się na polski "Pani/Pan"
Jak więc jest z "You" ?
22-10-2013 11:56 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Jak więc jest z "You" ?
Dokładnie tak, jak napisałeś. Ty lub wy w zależności od kontekstu. Jeżeli chce się podkreślić szacunek / różnicę wieku, czy statusu - "you, mr / mrs". Tylko tłumaczy mamy coraz gorszych i na filmach tłumaczenie jest często nieadekwatne to oryginału.
22-10-2013 18:04 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Jak więc jest z "You" ?
>Dokładnie tak, jak napisałeś. Ty lub wy w zależności od kontekstu. Jeżeli chce się podkreślić szacunek / różnicę wieku, czy statusu - "you, mr / mrs". Tylko tłumaczy mamy coraz gorszych i na filmach tłumaczenie jest często

Pochwalę się, że znam ten język na tyle, że od wielu lat lat oglądam filmy i wiadomości bez tłumacza. Zwracanie się per "you" (ty, wy) jest standardem. Jeśli nawet Jon Stuart w Daily Show witając się z prezydentami użyje zwrotu "mr president", to w dalszej rozmowie zwraca się "you", czyli "ty".
Tutaj podczas minuty Jon trzy razy mówi do Obamy "you". www.youtube.com/watch?v=xHeumkWlLVE

Zwrot "sir" jest przyjęty np. dla kelnerów w stosunku do służących, albo podobnie jak "mr" przy przywitaniu lub szczególnie uroczystym zwracaniu się, a nie w trakcie rozmowy.

Nasz język jest po prostu bardzo formalny, a nawet zaryzykuję określenie... nadęty.
22-10-2013 18:08 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>Pochwalę się, że znam ten język na tyle, że od wielu lat lat oglądam filmy i wiadomości bez tłumacza. Zwracanie się per "you" (ty, wy) jest standardem. Jeśli nawet Jon Stuart w Daily Show witając się z prezydentami użyje zwrotu "mr president", to w dalszej rozmowie zwraca się "you", czyli "ty".

Właśnie o to pytam.
"you", czyli "ty",
czy
"you", czyli "wy"

Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Pochwalę się, że znam ten język na tyle, że od wielu lat lat oglądam filmy i wiadomości bez tłumacza. Zwracanie się per "you" (ty, wy) jest standardem. Jeśli nawet Jon Stuart w Daily Show witając się z prezydentami użyje zwrotu "mr president", to w dalszej rozmowie zwraca się "you", czyli "ty".
>Właśnie o to pytam.
>"you", czyli "ty",
>czy
>"you", czyli "wy"
>Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
>

"You" tłumaczy się zarówno na "ty", jak i "wy". Liczba pojedyncza i mnoga.
Jednak użycie "you" w rozmowie z pojedynczą osobą należy zawsze tłumaczyć jako "ty", a nie "wy", bo nie ma żadnych podstaw do drugiej wersji tłumaczenia. Nie ma różnicy w wymowie itp.
sinapis (1725 punktów)
>"You" tłumaczy się zarówno na "ty", jak i "wy". Liczba pojedyncza i mnoga.
>Jednak użycie "you" w rozmowie z pojedynczą osobą należy zawsze tłumaczyć jako "ty", a nie "wy", bo nie ma żadnych podstaw do drugiej wersji tłumaczenia. Nie ma różnicy w wymowie itp.
>

Masz może jakieś informacje na temat zaniku "thou"? Teraz używają go, zdaje się, wyłącznie poeci.
22-10-2013 18:53 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)

>Jednak użycie "you" w rozmowie z pojedynczą osobą należy zawsze tłumaczyć jako "ty", a nie "wy", bo nie ma żadnych podstaw do drugiej wersji tłumaczenia. Nie ma różnicy w wymowie itp.

Równie dobrze, mógłbyś przyjąć , że zawsze należy tłumaczyć jako "wy", a nie "ty", bo nie ma żadnych podstaw....itd
Znam na tyle angielski, żeby znać znaczenie tych słów, pytam raczej o historię języka i kultury.
Widocznie nawet w tej materii lubię mieć wąpliwości
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Równie dobrze, mógłbyś przyjąć , że zawsze należy tłumaczyć jako "wy", a nie "ty", bo nie ma żadnych podstaw....itd.

Spróbujmy to sprawdzić na przykładzie tłumaczenia popularnego zwrotu "you motherfucker!". Jakoś mi tu "wy" nie pasuje.

>Widocznie nawet w tej materii lubię mieć wąpliwości

Słusznie.
22-10-2013 18:40 
 Ocena 2 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
Zgadza się, ale język jest mocno powiązany z kulturą, a to już kwestia preferencji. Osobiście bardzo cenię sobie kulturę polska i europejską. Znacznie mniej mnie przekonuje radziecka (nie rosyjska) i amerykańska, którą moim zdaniem doskonale skarykaturował Steven Spielberg w komedii 1941.

Sporej części Polaków do szczęścia jest jakiś "wielki brat" potrzebnym. W PRL-u na siłę chcieli w Polsce wdrożyć radzieckie rozwiązania, a teraz zachłystują się amerykańską kulturą. Zapominając przy tym o własnej. Ale aby ją cenić to trzeba ją znać. Jeżeli zaś ją krzewi Kościół, Kaczyński i PiS, to mamy właśnie to w czym się coraz bardziej nurzamy. Nie zauważając, iż taka "polityka historyczna" to coś jednak śmierdzi. Nibyśmy naród wybrany, ale jak przychodzi do czego coś - to idziemy za celebryckimi autorytecikami jak barany.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-10-2013 19:37 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
>>Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
>Zgadza się, ale język jest mocno powiązany z kulturą, a to już kwestia preferencji.

Tu akurat chyba najmocniej widać różnicę między Pańskim a moim językiem i tradycją wychowania.
(Jak to dobrze, że świat jest kolorowy)
Na polskim forum, jako gość, staram się pisać po polsku i zwracać się do osób , które sobie tego życzą w sposób w polskim języku przyjęty. "to kwestia preferencji."

Na Śląsku, zwracanie się do siebie "za dwoje" jest nadal żywe. Nawet kiedy byłem nauczycielem, niektórzy rodzice na konsultacjach tak się do mnie zwracali.
Słowo "Pan" nie bardzo miało się jak przyjąć równolegle do tego procesu w Polsce (który zresztą po wsiach się jeszcze nie zakończył), bo do "panów" Praschmów, Larischów, Thurzo, Colonnów, Hochbergów, Kochcickich, Gaszyńskich zwracano się po niemiecku, a do nauczycieli czy urzędników sposób zwracania się per "wy" był zgodny z urzędowym czeskim językiem. Szlachty w polskim rozumieniu na Śląsku praktycznie nie było.

Najważniejsze, aby sposobem zwracania umieć okazać należyty szacunek rozmówcy
Kiedy mówię "bylibyście radzi" to znaczy po polski "byłby Pan łaskaw"
szacunek dla rozmówcy jest taki sam.


>Sporej części Polaków do szczęścia jest jakiś "wielki brat" potrzebnym.
Ani Panu ani mnie nie.

>W PRL-u na siłę chcieli w Polsce wdrożyć radzieckie rozwiązania, a teraz zachłystują się amerykańską kulturą. Zapominając przy tym o własnej.
Oj , bardzo nad tym ubolewam, niestety to nie tylko w Polsce tak jest. Szyld MD górujący nad małym syberyjskim miasteczkiem bardzo mnie przygnębił

>Ale aby ją cenić to trzeba ją znać.
Oczywiście. Także warto wiedzieć jak zwracali się wzajem do siebie nasi pradziadkowie.

Niestety w zakresie poznawania własnej kultury, Polacy zbyt wiele do powiedzenia zostawili "polsko"języcznym mediom i kampaniom himermarketów. Karp na Wiliję, santa Claus ze skarpetką na prezenty, helołiny i walentistagi... ma Pan rację, wielki brat zaciera ręce.

Pozdrawiam

22-10-2013 21:47 
 Ocena 5 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
>>>>Zgadza się, ale język jest mocno powiązany z kulturą, a to już kwestia preferencji.
>Tu akurat chyba najmocniej widać różnicę między Pańskim a moim językiem i tradycją wychowania.
Możliwe, ale ja jakoś nie bardzo je dostrzegam.

>(Jak to dobrze, że świat jest kolorowy)
Całkowita zgoda.

>Na polskim forum, jako gość, staram się pisać po polsku i zwracać się do osób , które sobie tego życzą w sposób w polskim języku przyjęty.
Moim zdaniem - co najmniej - dobrze to Panu wychodzi.

>"to kwestia preferencji."
Kulturę w większości wynosimy z rodzinnego domu z dużym udziałem środowiska społecznego, w którym byliśmy kształtowani. Kwestia preferencji dotyczy wyborów dokonywanych przez ludzi w miarę dorosłych, którzy sami wybierają odpowiadające im wzorce. Wzorce się zmieniają, ale dobrze gdy ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Bardzo polecam Panu lekturę "Teorii klasy próżniaczej", której autor udowadnia, iż do znajomości reguł obowiązujących w środowiskach klas wyższych potrzebny jest czas, na który klasy ciężko zarabiające "na chleb", pozwolić sobie nie mogą.

Pani dr Małgorzatą Molędą-Zdziech:
Kiedyś wychowywały dom, szkoła, teraz nikt nie wychowuje. Kto ma młodym ludziom powiedzieć, jak należy się zachować, jakim językiem mówić w konkretnej sytuacji? To wszystko promieniuje. Taki dziennikarz wie, że buduje ową bliskość dla atmosfery na ekranie, ale młody człowiek jest zagubiony. Wydaje się nie rozróżniać kodów i konwencji. (...) Pamiętam z okresu studiów, zarówno w Polsce, jak i we Francji, że wykłady poza wiedzą merytoryczną przekazywały także sztukę słowa. Uczyłam się języka uniwersyteckiego, konwencji.

>Na Śląsku, zwracanie się do siebie "za dwoje" jest nadal żywe. Nawet kiedy byłem nauczycielem, niektórzy rodzice na konsultacjach tak się do mnie zwracali.
Na Mazowszu i w Małopolsce, gdzie dużo bywałem było tak samo i jest to zgodne z Polską kulturą oraz teraz mało używanym językiem niektórych grup społecznych (przede wszystkim w środowisku wiejskim). Jak Pan bardzo dobrze zauważył, było to formą wyrażania szacunku i było równoznaczne z "panem".

>Najważniejsze, aby sposobem zwracania umieć okazać należyty szacunek rozmówcy.
Dokładnie ma Pan rację, ale sposobem wyrażania szacunku są właśnie przyjęte w kulturze zwroty.

>>>>W PRL-u na siłę chcieli w Polsce wdrożyć radzieckie rozwiązania, a teraz zachłystują się amerykańską kulturą. Zapominając przy tym o własnej.
>Oj , bardzo nad tym ubolewam, niestety to nie tylko w Polsce tak jest.
Nie, cały świat się amerykanizuje, ale co bardziej cywilizowane narody, to ostro się przed tym bronią, preferując własną kulturę.

>>>>Ale aby ją cenić to trzeba ją znać.
>Oczywiście. Także warto wiedzieć jak zwracali się wzajem do siebie nasi pradziadkowie.
100% zgoda. Trochę wiem, jak było, jak się zmieniało i dla mnie jest to ważne.

>Niestety w zakresie poznawania własnej kultury, Polacy zbyt wiele do powiedzenia zostawili "polsko"języcznym mediom i kampaniom himermarketów. Karp na Wiliję, santa Claus ze skarpetką na prezenty, helołiny i walentistagi... ma Pan rację, wielki brat zaciera ręce.
Właśnie, trafił Pan tu w sedno, ale dodać do tego należy ogromy brak szacunku dla tego co rodzime przez młodzież. Żenadą dla mnie stawianie np. Netykiety ponad dobre wychowanie wynikające z polskiej kultury. Netykieta - choć mocno podpasowana pod amerykański poziom i mentalność (stamtąd zresztą jej wzór) - jest może i dobrą, a wręcz konieczną, gdy kogoś dotychczas kultury rozmowy nie nauczono.

Pozdrawiam.

@@@
.
23-10-2013 11:28 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>amerykańska, którą moim zdaniem doskonale skarykaturował Steven Spielberg w komedii 1941.

Poza tematem wątku: film - chociaż akcja wydaje się być dość absurdalna - został zainspirowany rzeczywistym wydarzeniem, znanym jako Bitwa o Los Angeles.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
18-11-2013 22:05 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
Ale "my" mamy trochę inne doświadczenia historyczne.

Krzysztof Wasilewski
ZLIKWIDOWAĆ ELITY
W wyniku hitlerowskich akcji niszczenia polskiej inteligencji mogło zginąć nawet sto tysięcy osób

"Należy bezwarunkowo zwrócić uwagę na to, że nie może być żadnych
»polskich panów« ", zanotował Martin Bormann po jednej z narad z Hitlerem. "Fuhrer musi podkreślić jeszcze raz, że dla Polaków może być tylko jeden pan i jest nim Niemiec, dwóch panów obok siebie nie może być i nie ma na to zgody, dlatego wszyscy przedstawiciele polskiej inteligencji mają zostać zabici. To brzmi twardo, ale takie jest prawo życia".

Polska inteligencja skupiła na sobie szczególne zainteresowanie władz okupacyjnych po rozwiązaniu tymczasowego zarządu wojskowego 25 października 1939 r. Rozporządzenie szefa zarządu cywilnego przy 3. Armii Brunona Mullera jasno stwierdzało, że aby utrzymać spokój, należy ująć przede wszystkim osoby uważane za "reprezentantów szowinizmu polskiego". Zaliczano do nich m.in. oficerów służby czynnej i rezerwy, byłych powstańców, legionistów, członków Związku Strzeleckiego i Sokoła, młodzież katolicką, nauczycieli, urzędników, ziemian, a także leśników i gajowych. (...)

Obniżanie potencjału intelektualnego następnych pokoleń towarzyszyło bezwzględne tępienie już wykształconych elit. Egzekucje profesorów, nauczycieli czy urzędników przeprowadzano na całym obszarze włączonym do Rzeszy. (...)

Według różnych szacunków, w ramach Intelligenzaktion do początku 1940 r. jedynie na terenach włączonych do Rzeszy zamordowano ponad 40 tys. osób. Kolejne 20 tys. wysłano do obozów koncentracyjnych - większość już z nich nie wróciła.
Szacuje się, że w wyniku Intelligenzaktion oraz akcji AB zginęło 100 tys, osób. Jednak likwidowanie polskich warstw przywódczych Władze okupacyjne kontynuowały aż do końca wojny.

Mimo tak znacznego przetrzebienia polskiego społeczeństwa hitlerowski plan się nie powiódł, system podziemnej oświaty, przede wszystkim tajne komplety; wykształcił nowe pokolenie rodzimej; inteligencji. Warunki powstałe w wyzwolonej Polsce dały zaś szansę awansu na niespotykaną Wcześniej skalę. Szansę, z której wielu skorzystało. Powojenny rozkwit polskiej humanistyki, ale i nauk technicznych dowiódł witalności narodu i jego elity.
/Przegląd 18-24.11.2013/

Do tego dołożyli - co najmniej 21 768 - osób ludzie radzieccy też »polskich panów« nienawidzący, a warszawskie inteligenckie niedobitki dobito w Powstaniu Warszawskim. Z polskiej inteligencji pozostała garstka z trudem odbudowywana w powojennej Polsce aż po III RP.

Czy więc można i należy cieszyć się z trafnej obserwacji prof. Szyszkowskiej Czy naród nie szanujący własnej kultury i własnego języka może być narodem, czy staje się tylko kosmopolitycznym zlepkiem mieszkańców. Szanuje wszystkie kultury, narody, tradycje, chciałbym aby wszyscy mieszkający w Polsce niezależnie od płci, orientacji seksualnej, narodowości, koloru skóry, religii lub bezreligijności czuli się równymi sobie i u siebie, ale to wcale nie znaczy, iż podoba mi się wyzbywanie się własnych tradycji i tożsamości. Czy wyborem jest tylko alternatywa między szowinizmem, a kosmopolityzmem, czy nie można być zwyczajnym krytycznym polskim patriotą.

Nie, nie podoba mi się amerykanizacja i narzucanie jednej jedynie słusznej opcji kultury. Mam - może i kiepską - ale własną, z którą i w której jest mi dobrze.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-11-2013 11:51 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>>Wy, to bardzo naturalna i dość powszechnie przyjęta w europejskich językach forma
>Ale "my" mamy trochę inne doświadczenia historyczne.

Być może przywołany przez Pana artykuł tłumaczy dlaczego w Polsce Pani/Pan jest powszechnie stosowanym zwrotem grzecznościowym. Nie jestem historykiem języka, aby to oceniać. Myślę, że Polaków nie interesuje , czy jest to dla mnie naturalny czy raczej nienaturalny sposób odnoszenia się do obcych, ważne że potrafię się dostosować, w przeciwieństwie do wielu młodych Polaków przenosząch netykietę nad dobre wychowanie.

>Czy więc można i należy cieszyć się z trafnej obserwacji prof. Szyszkowskiej Czy naród nie szanujący własnej kultury i własnego języka może być narodem, czy staje się tylko kosmopolitycznym zlepkiem mieszkańców.

Ja się nie cieszę, Pan też nie, ale niedawno całkiem , na tym forum pojawił się wątek w którym napisano: "zwykłemu człowiekowi patriotyzm jest potrzebny jak rybie rower". Jak widać nie wszystkim zależy na byciu narodem.

W Polsce jest to o tyle dziwne, że Polacy w dużej mierze własne państwo, media, szkołę wykorzystują do wspomagania braku szacunku dla wszystkiego co rodzime. Dziennikarze mówią i piszą rzyg-pol-inglisz-slangiem, nauczyciele promują helołina, a w reklamie i sklepach przez pół roku króluje Przenajświętszy Renifer Rudolf, bez którego w tradycyjnej polskiej Skarpecie zabrakłoby równie tradycyjnego Karpia.

Państwo, szkoła, media... ale przecież najważniejsza powinna być rodzina. Jak wielu młodych ludzi wynosi z domu przekonanie, że najpierw trzeba zobaczyć Barcelonę, Paryż, Berlin, a potem Kraków? Przyznawanie się do wakacji nad Bałtykiem to "siara". "Nie po to należę do elity, żeby z chamami w Dąbkach się opalać" Duma z czytania polskiej książki to przeszłość, szanowanie tradycji to śmieszna cepeliada.

>Szanuje wszystkie kultury, narody, tradycje, chciałbym aby wszyscy mieszkający w Polsce niezależnie od płci, orientacji seksualnej, narodowości, koloru skóry, religii lub bezreligijności czuli się równymi sobie i u siebie, ale to wcale nie znaczy, iż podoba mi się wyzbywanie się własnych tradycji i tożsamości.

Pan to napisał, a ja się pod tym podpisuję.
Dopiszę jeno, że ilekroć wszyscy "czuli się równymi sobie i u siebie" tylekroć Polska wznosiła się na wyżyny swojej kulturalnej i gospodarczej potęgi.

>Czy wyborem jest tylko alternatywa między szowinizmem, a kosmopolityzmem, czy nie można być zwyczajnym krytycznym polskim patriotą.

Można być zwyczajnym polskim ( i każdym innym !!! ) patriotą, tak jak można być zwyczajnym lojalnym obywatelem. Dobra wiadomość dla Pana: szowiniści są bardzo hałaśliwi, kosmopolici również, zwyczajnych patriotów po prostu na codzień nie widać. Często przywołuję jako przykład patriotyzmu zwyczajne zamiatanie przed domem w każdą sobotę, na Śląsku to takie normalne...

>Nie, nie podoba mi się amerykanizacja i narzucanie jednej jedynie słusznej opcji kultury. Mam - może i kiepską - ale własną, z którą i w której jest mi dobrze.

Kiepską? dla mnie polska kultura jest fascynująca

>Pozdrawiam.
Wzajemnie
20-11-2013 14:06 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Myślę, że Polaków nie interesuje, czy jest to dla mnie naturalny czy raczej nienaturalny sposób odnoszenia się do obcych, ważne że potrafię się dostosować, w przeciwieństwie do wielu młodych Polaków przenoszących netykietę nad dobre wychowanie.
Już dawno napisałem, iż w mojej ocenie jest Pan inteligentnym samodzielnie myślącym racjonalistą o sporej wiedzy i ogólnym oczytaniu. Mam to stale powtarzać?

>>>>Czy więc można i należy cieszyć się z trafnej obserwacji prof. Szyszkowskiej Czy naród nie szanujący własnej kultury i własnego języka może być narodem, czy staje się tylko kosmopolitycznym zlepkiem mieszkańców.
>Ja się nie cieszę, Pan też nie, ale niedawno całkiem , na tym forum pojawił się wątek w którym napisano: "zwykłemu człowiekowi patriotyzm jest potrzebny jak rybie rower". Jak widać nie wszystkim zależy na byciu narodem.
Zdecydowanie nie wszystkim pasuje bycie narodem. Inni zaś za jedynie prawdziwych Polaków się uważają. Mój patriotyzm jest gorzki - zupełnie mi się moi rodacy, w swojej masie, nie podobają - i wolałbym należeć do jakiegoś innego narodu, ale jestem Polakiem i Polska jest moją ojczyzną. Powtórzę tu głupio za Broniewskim: Cóż, że nieraz smakował gorzko na tej ziemi więzienny chleb? Za tę dłoń podniesioną nad Polską - kula w łeb! Miłość i patriotyzm, to nie są wcale mądre uczucia.

>W Polsce jest to o tyle dziwne, że Polacy w dużej mierze własne państwo, media, szkołę wykorzystują do wspomagania braku szacunku dla wszystkiego co rodzime. Dziennikarze mówią i piszą rzyg-pol-inglisz-slangiem, nauczyciele promują helołina, a w reklamie i sklepach przez pół roku króluje Przenajświętszy Renifer Rudolf, bez którego w tradycyjnej polskiej Skarpecie zabrakłoby równie tradycyjnego Karpia.
>Państwo, szkoła, media... ale przecież najważniejsza powinna być rodzina. Jak wielu młodych ludzi wynosi z domu przekonanie, że najpierw trzeba zobaczyć Barcelonę, Paryż, Berlin, a potem Kraków? Przyznawanie się do wakacji nad Bałtykiem to "siara".
Całkowicie się z Panem zgadzam.

>"Nie po to należę do elity, żeby z chamami w Dąbkach się opalać" Duma z czytania polskiej książki to przeszłość, szanowanie tradycji to śmieszna cepeliada.
Prof. Michał Rożek w "Etosie dworu szlacheckiego" napisał:
Tradycja szlachecka odżyła, choć w groteskowej formie, w latach osiemdziesiątych XX w., gdy zaczęły powstawać gargamelowe wille naśladujące dwory czy pałace. Odrodził się pseudodwór, lecz brakło Jaśnie Pana. Dziedzica osadzonego w dworskim etosie. Mamy za to nuworysza o niejasnej przeszłości. Wielki awans cywilizacyjny robotników i chłopów w drugiej połowie ubiegłego stulecia był jednym z najdonioślejszych zwrotów w naszej historii. Niejako ubocznym produktem tego awansu był półinteligent - człowiek niedouczony, bez kindersztuby, bez biegłej też znajomości języka polskiego, za to bez najmniejszych kompleksów. Doszło do bardzo dziwnej sarmatyzacji ludzi ze wsi, uwidaczniającej się ukrywaniem pochodzenia czy zmienianiem nazwisk. Brakło też trzech łaskawych wróżek rządzących dworem: uprzejmości, dobroci, taktu. Współczesnym dworem rządzą za to trzy wiedźmy: plotka, zawiść, oszczerstwo. Ich robota polega na waśnieniu, podżeganiu jednych przeciw drugim, oczernianiu aż do przesady Kopaniu dołków pod bliźnimi. Brakuje empatii i kultury, postrzeganej jako sposób doskonałości.

Współczesny sarmata jako wytwór przemian dokonanych po roku 1989 może być dumny z siebie oraz swoich przodków, choćby byli zerem, a rodzina bandą pijaków i łajdaków. Posiada zazwyczaj zmyślony przez współczesnego historyka herb i równie fałszywe drzewo genealogiczne. Tytuł hrabiowski też można kupić. Pełna hochsztaplerka. Nasz sarmata uważa, że jest otwarty na świat i zarazem dumny z nieznajomości innych kultur. Zanikło poczucie wstydu i przyzwoitości, ba uczciwości. Honor i reputacja to dzisiaj tani towar. Możemy nawet twierdzić, że dzisiaj honoru już nie ma.

Nowoczesnemu sarmacie znowu marzy się Polska aż po Ural. Nosi się jak paw, choć przypomina skuloną kuropatwę. Brata się z równym, choć najchętniej z bogatszym. Gril uważa za relikt dawnej Sarmacji. Kawę uwielbia pić w szklance po piwie, choć to ostatnie najlepiej pije z gwinta lub z puszki. Ulega modom i płynie z prądem, głównie politycznym. Obrabia wszystkim wokół tyłek, z siebie robiąc sprawiedliwego. Popiera zawsze tych, którzy są u władzy, bez jakiegokolwiek zastanowienia i osobistej refleksji. Tak jak sarmata, książek nie czyta, a w gazetach tylko programy telewizyjne. Narzeka bez względu na to, kto sprawuje władzę. Do kościoła chodzi tylko po to, aby sąsiedzi widzieli jego głęboką wiarę, zaś po zakończeniu mszy jest w stanie z zawiści zamordować sąsiada. Współczesny sarmata lubi głośno narzekać, a na jego opitych ustach nigdy uśmiech się nie pojawia. Gardzi wszelakimi nowinkami, za to kocha wszystko, co swojskie, w szczególności ogórki kiszone na zagrychę, zaś wodę spod ogórków w następnym dniu po nadużyciu darów Bożych. Kocha bezgranicznie papieża Jana Pawła II, nie znając jego encyklik, a nauki papieskie jego nie dotyczą. Uwielbia tzw. "polskie piekiełko", bo w nim czuje się najlepiej.


Nie uznaję z samego założenia żadnych etosów za lepsze lub gorsze (choć mogę je różnie oceniać np. etos złodziejski),
ale uważam, iż etos - jako zakorzeniony w określonej grupie społecznej nośnik specyficznych dla nich wartości i idei, który odgrywa w indywidualnej kulturze człowieka ogromną wagę.
Uważam, iż warto mieć jakiś system aksjologiczny, do którego możemy się odwoływać i to niezależnie od tego, jak bardzo nie byłby on zmitologizowany.

CDN

@@@
.
20-11-2013 14:06 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>>>>Szanuje wszystkie kultury, narody, tradycje, chciałbym aby wszyscy mieszkający w Polsce niezależnie od płci, orientacji seksualnej, narodowości, koloru skóry, religii lub bezreligijności czuli się równymi sobie i u siebie, ale to wcale nie znaczy, iż podoba mi się wyzbywanie się własnych tradycji i tożsamości.
>Pan to napisał, a ja się pod tym podpisuję.
>Dopiszę jeno, że ilekroć wszyscy "czuli się równymi sobie i u siebie" tylekroć Polska wznosiła się na wyżyny swojej kulturalnej i gospodarczej potęgi.
Nie potrafię ani temu zaprzeczyć, ani to potwierdzić. Możliwe, iż tak było, a na pewno tak być powinno.
Moja postawa otwartości i tolerancji, a nawet akceptacji odmienności wynika z "etosu" wyniesionego z rodzinnego domu, podwórka, wspaniałych nauczycieli i wielu książek.

>>>>Czy wyborem jest tylko alternatywa między szowinizmem, a kosmopolityzmem, czy nie można być zwyczajnym krytycznym polskim patriotą.
>Można być zwyczajnym polskim ( i każdym innym !!! ) patriotą, tak jak można być zwyczajnym lojalnym obywatelem.
Można, gdyż staram się takim być oraz znam sporo takich (także na naszym forum), ale naprawdę w dzisiejszej Polsce trudno.

>Dobra wiadomość dla Pana: szowiniści są bardzo hałaśliwi, kosmopolici również, zwyczajnych patriotów po prostu na codzień nie widać.
Ale niech ich będzie widać choć raz na cztery lata. Nie głosujmy na oszołomów, ale to tylko marzenie!

>Często przywołuję jako przykład patriotyzmu zwyczajne zamiatanie przed domem w każdą sobotę, na Śląsku to takie normalne...
Dobry przykład, choć to trochę mało.

>>>>Nie, nie podoba mi się amerykanizacja i narzucanie jednej jedynie słusznej opcji kultury. Mam - może i kiepską - ale własną, z którą i w której jest mi dobrze.
>Kiepską? dla mnie polska kultura jest fascynująca
Tak, mnie różne kultury fascynują. Na przykład zafascynowany jestem kulturą żydowską. Cieszyło mnie poznawanie głównie poprzez literaturę kultury czeskiej, czy francuskiej, a znajomość polskiej, to dla Polaka obowiązek. Znowu wcale nie uważam, aby kultura polska była lepszą od innych, ale gorszą wcale też nie jest.
Etos chłopski wcale nie jest gorszy od szlacheckiego (lub odwrotnie), ale z etosem to jest tak, jak z nadzieją w tym powiedzeniu: "Nadzieja to matka głupich!" Może i tak, ale jak to dobrze mieć matkę.

Mnie najbardziej interesuje - szkoda, że już miniony - etos polskiej inteligencji, gdyż jest on mi najbliższym.

Pozdrawiam.

@@@
.
21-11-2013 12:37 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
Dwót szlachecki jest dla mnie podobną egzotyką jak igloo Eskimosa. Zapewne w Polsce szlachta (dwór) miał wielkie zasługi w kultywowaniu języka, kultury, świadomości narodowej, ale na Śląsku rzecz miała się zupełnie inaczej. Szlachty w polskim rozumieniu tego słowa nie było. Owszem byli wielcy państwo, ale to nie właściciele jednej czy kilku wsi, ale całych potężnych imperiów, a zaścianek tu jest pojęciem zupełnie nieznanym. Praschmowie, Larischowie, Gaszyńscy, Colonnowie, rody włoskie, niemieckie, polskie łączył raczej arystokratyczny internacjonalizm niż patrioryzm, a jeśli nawet patriotyzm to na pewno nie śląski czy polski. Wyjątkiem byli książęta pszczyńscy - Hochbergowie, z których każdy po polsku mówił i którzy jako obywatele polscy umieli się bardzo godnie zachować, ale i tego bym patriotyzmem nie nazwał, raczej lojalnością wobec Państwa i otaczającej ich społeczności. (Obecna granica na Olzie to w dużej mierze "zasługa" Larischów.)
Jeśli jakiś patriotyzm inny niż niemiecki się utrzymał to raczej na przekór błękitnokrwistym niż za ich przyczyną.
Dotyczy to zapewne nie tylko Śląska, przypuszczam (!), że Ukraina czy Litwa też mogą to o sobie powiedzieć
Wartości jakie wielcy państwo sobą reprezentowali też różne bywały i szacunek chłopstwa lub proletariatu w różny sposób był wymuszany. Moi przodkowie herbu Gumiaki z Onucą Powiewającą zapewne wiele by na ten temat opowiadali.
W Polsce Rabacja Galicyjska się z powietrza nie wzięła. Owszem, nikt nie ma prawa zaprzeczyć znaczeniu szlachty w tworzeniu się Narodu, ale sumaryczna jej ocena tak całkiem jednoznaczna nie jest.

>>Dopiszę jeno, że ilekroć wszyscy "czuli się równymi sobie i u siebie" tylekroć Polska wznosiła się na wyżyny swojej kulturalnej i gospodarczej potęgi.
>Nie potrafię ani temu zaprzeczyć, ani to potwierdzić.
Przytoczę dwa przykłady: pozyskanie Gdańska w XV wieku, które otwarło okno na Bałtyk i III Powstanie na Śląsku, które choć militarnie przegrane, doprowadziło do podwojenia potencjału przemysłowego II RP. W obu przypadkach stało się to za wolą mieszkańców tych stron, skutecznie skuszonych perspektywami zarobku na handlu polskim zbożem, lub autonomią. Polska była krajem zapraszającym i zyskiwała na tym znacząco.

>Mnie najbardziej interesuje - szkoda, że już miniony - etos polskiej inteligencji, gdyż jest on mi najbliższym.
Czy na pewno minionym? Znów uważam, że Pański pesymizm, choć zapewne ze starannych obserwacji wzięty, jest nie do końca uzasadniony. Etos inteligencji jest co prawda mocno wypierany przez "etos" pitulitengeszefciarzy, ale ma jeszcze w sobie tyle sił witalnych, aby się odrodzić. Może łatwiej go szukać wśród małomiasteczkowych aptekarzy i nauczycieli niż w wielkich miastach? Niektórych będzie zapewne martwić lewicowość tego etosu, kibole nie zniosą jego tolerancyjności, geszefciarze jego skłonności do służebności, wielu jego niepokorność...
Pracujmy nad jego odbudową

Pozdrawiam
23-11-2013 15:09 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dwór szlachecki jest dla mnie podobną egzotyką jak igloo Eskimosa.
Igloo Eskimosa i cała ich kultura są bardzo ciekawe, ale kultura szlachecka w Polsce jest bardziej rozbudowana i złożona, gdyż o wiele bardziej złożoną była to grupa społeczna. Jak napisał w swojej książce prof. Rożek: "Polska szlachta jako uprzywilejowany stan wywodziła się z rycerstwa. Dopiero w XIV wieku rycerstwo przekształciło się w warstwę posiadaczy ziemi, zwaną już szlachtą. Był to termin obcy wywodzący się przez czeskie slechta z niemieckiego Geschlecht (ród). Przynależność do szlachty była dziedziczna. Dla monarchy szlachta stanowiła ostoję władzy. Dzięki temu uzyskiwała liczne przywileje. Szlachcica od XV wieku nie można było pozbawić wolności lub majątku z wyjątkiem niektórych przypadków przewidzianych konstytucjami (ustawami), ogłaszanymi przez sejm. Z upływem czasu wytworzyły się cztery grupy szlachty: magnateria, szlachta średnia posiadająca do kilku wsi, szlachta zagonowa (szaraczkowa) pracująca sama w swoich gospodarstwach, niemająca poddanych i wreszcie gołota szlachecka nieposiadająca ziemi. Na Litwie ubogiego szlachcica nazywano 'szlachcicem oszmiańskim' od Oszmiany, miasta w dawnej guberni wileńskiej. Otóż okoliczna szlachta z powodów nieurodzajnych gruntów była bardzo biedna. Powiadano: 'szlachcic oszmiański - w jednym łapciu i o jednym bucie'."

>Zapewne w Polsce szlachta (dwór) miał wielkie zasługi w kultywowaniu języka, kultury, świadomości narodowej,
Ma tu wielkie zasługi, ale także trzeba zauważać liczne przypadki mało chlubnych zachowań, szczególnie wśród magnaterii i bogaczy, a jak wyżej widać było to środowisko o dużej rozpiętości bogactwa materialnego i powiązanych z tym możliwościami niewolenia poddanych.

>Wartości jakie wielcy państwo sobą reprezentowali też różne bywały i szacunek chłopstwa lub proletariatu w różny sposób był wymuszany.
Dokładnie tak.

>Moi przodkowie herbu Gumiaki z Onucą Powiewającą zapewne wiele by na ten temat opowiadali.
Coś mi się jednak wydaje, iż zna Pan imiona przynajmniej pradziadków oraz wie czym się zajmowali? Myślę, że warto "Chłopów" przeczytać, a cztery tomy "Młodego pokolenia chłopów" Chałasińskiego przynajmniej przejrzeć. Przy okazji polecam też książkę Beli Szwarcman-Czarnoty "Znalazłam wczorajszy dzień" Moim zdaniem - wtórnym jest do jakich tradycji nawiązujemy, ważne natomiast jest abyśmy z jakimś etosem kulturowym byli powiązani.
(Etosem czyli zmitologizowaną tradycją - wyborem tego co w niej najlepsze, choć nie zawsze prawdziwe.)

>W Polsce Rabacja Galicyjska się z powietrza nie wzięła.
Jestem przeciwnikiem wszelkich rewolucji, ale w większości przypadków ich przyczyny rozumiem i za rewolucyjne wybuchy nie obwiniam rewolucjonistów. Tu podobnie - metody były okropne, ale racja po stronie chłopstwa.

>Owszem, nikt nie ma prawa zaprzeczyć znaczeniu szlachty w tworzeniu się Narodu, ale sumaryczna jej ocena tak całkiem jednoznaczna nie jest.
Wszelkie uogólnienia - już z założenia - nie są do końca prawdziwe, a budowanie na ich podstawie epitetów jest ideologicznym kłamstwem. Zgadzam się całkowicie z Panem, że ocena społecznej roli szlachty jest niejednoznaczna, a nawet przy pewnym uogólnieniu raczej zła. Ale z każdej kultury można wybrać jej złe i dobre elementy. Etos różnych tradycji budowany jest na wyborze tych dobrych.

>>>>Mnie najbardziej interesuje - szkoda, że już miniony - etos polskiej inteligencji, gdyż jest on mi najbliższym.
>Czy na pewno minionym? Znów uważam, że Pański pesymizm, choć zapewne ze starannych obserwacji wzięty, jest nie do końca uzasadniony.
Po prostu w dzisiejszej Polsce nie istnieje już warstwa inteligencji - co wcale nie znaczy, że ludzi inteligentnych (żyjących z pracy umysłowej) jest mniej. Zupełnie odwrotnie jest ich więcej, tyle tylko, że nie mają już wspólnoty interesów, a zatem i nie łączą ich wspólne poglądy. Nalezą do przeróżnych partii i ich poglądy - czasem wprost na wszystko - bywają rozbieżne. Moim zdaniem, skończył się już etos inteligencji i zupełnie nie wiem kogo dziś mógłbym zaliczyć do współczesnych polskich intelektualistów, a tylko przed ćwierćwieczem takich nazwisk wymienił bym kilkadziesiąt.

>Może łatwiej go szukać wśród małomiasteczkowych aptekarzy i nauczycieli niż w wielkich miastach?
Moje obserwacje zdecydowanie to potwierdzają.

>Pracujmy nad jego odbudową
Najpierw muszą pojawić się takie potrzeby i już nawet na uczelniach się pojawiają.
Moim zdaniem, nasz portal pełni w tym dziele bardzo ważną rolę, choć dalece nie wystarczającą.

Pozdrawiam.

@@@
.
24-11-2013 20:51 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
>Coś mi się jednak wydaje, iż zna Pan imiona przynajmniej pradziadków oraz wie czym się zajmowali?
Nie mam się czym chwalić , znam historię dziadków moich pradziadków, ale nie ma w tym mojej zasługi.

>Myślę, że warto "Chłopów" przeczytać,
Toż to przecie jeden z największych polskich skarbów! Czytałem nawet wersję "pierwotną" kiedy jeszcze Lipców nie było. Raz przeczytać nie wystarczy. Godzi się przy tym zauważyć że i p. Rybkowskiemu też się cudo udało jak niewielu artystom. Z radością oglądałem.

>a cztery tomy "Młodego pokolenia chłopów" Chałasińskiego przynajmniej przejrzeć.
Nie obiecuję, kolejka lektur z wiekiem rośnie zamiast maleć

>Moim zdaniem - wtórnym jest do jakich tradycji nawiązujemy, ważne natomiast jest abyśmy z jakimś etosem kulturowym byli powiązani.
>(Etosem czyli zmitologizowaną tradycją - wyborem tego co w niej najlepsze, choć nie zawsze prawdziwe.)

Nie do końca. Etos jako zmitologizowania tradycja towarzyszy nie tylko pozytywnie odbieranym grupom społecznym. Pan być może pamięta etos kibiców z czasów Gerharda Cieślika, jak wygląda to dziś?
Oczywiście można po etosach maszkecić, łączyć je jak architektoniczne style. Niejeden inteligent zyskał wykształcenie dzięki wyniesionym z domu chłopskim wartościom. Dziś powinien mu przewodzić etos chłopsko - inteligencki, a jeśli chłopskich korzeni zapomni, inteligenckiego etosu w sobie nie wykształci, bo jeśli się wyalienował to utracił umiejętność zauważania konieczności służebności.

>Po prostu w dzisiejszej Polsce nie istnieje już warstwa inteligencji - co wcale nie znaczy, że ludzi inteligentnych (żyjących z pracy umysłowej) jest mniej. Zupełnie odwrotnie jest ich więcej, tyle tylko, że nie mają już wspólnoty interesów, a zatem i nie łączą ich wspólne poglądy. Nalezą do przeróżnych partii i ich poglądy - czasem wprost na wszystko - bywają rozbieżne. Moim zdaniem, skończył się już etos inteligencji i zupełnie nie wiem kogo dziś mógłbym zaliczyć do współczesnych polskich intelektualistów, a tylko przed ćwierćwieczem takich nazwisk wymienił bym kilkadziesiąt.

Mam czasem wrażenie, oby mylne, że Pańskim zdaniem 25 lat temu wszystko co dobre się w Polsce skończyło, ale to tylko wrażenie. Odwrócę jednak Pański pesymizm. To prawda, że inteligencja do różnych partii należy i różne ma interesy (zawsze miała różne poglądy). Etos inteligencji to nie wojskowa dyscyplina. Prawdą, jest, że z upowszechnieniem "wykształcenia" zaczyna się tworzenie lumpeninteligencji i to nie w sensie materialnym, ale mentalnym.
Podam jednak jeden przykład poprawy w ostatnich latach przeze mnie zaobserwowanej a przez statystyki PIP potwierdzonej. Kiedy w latach 80-tych obserowałem jako pracownik lub współpracownik polskie zakłady, widziałem jak kadra ignorowała i pozwalała ignorować bezpieczeństwo pracowników i środowiska. Najważniejszy był św. Plan. Dziś z pozoru ekonomia jest jeszcze ważniejsza, ale w tych fabrykach i kopalniach z którymi współpracuję, znakomita większość inżynierów <50 ma swoje zdanie na temat np stosowania niewłaściwych zabezpieczeń pracownika, toksycznych substancji, warunków pracy i bezpieczeństwa dla środowiska i potrafią o to swoje zdanie walczyć. Powtórzę to nie tylko moje wrażenie, PIP ma takie samo zdanie. Etos inżyniera? To przecież także inteligencja.

Postrzegam różnicę między inteligentem a intelektualistą, choć to może tylko słowny niuans, definiować się nie odważę ale także intelektualiści żyją i są w polskim życiu publicznym przytomni. Dziś dostałem do rąk Politykę. Paradowska, Żakowski... nie tylko mają się dobrze, ale też są czytani. Pollityka ma dość duży nakład.

>>Pracujmy nad jego odbudową
>Najpierw muszą pojawić się takie potrzeby i już nawet na uczelniach się pojawiają.
>Moim zdaniem, nasz portal pełni w tym dziele bardzo ważną rolę, choć dalece nie wystarczającą.

Dalece nie wystarczającą. Inteligencki etos ma w siebie wbudowaną tolerancję wobec wszystkich postaw i światopoglądów zgodnie z zasadą "tolerancja do tolerancyjnych, szacunek dla wzajem szanujących" (TGM, tłum. moje) Wyklucza więc projektowanie opinii o setce ludzi na sto pierwszego. Zgodnie z Pańskimi słowy:
>Wszelkie uogólnienia - już z założenia - nie są do końca prawdziwe, a budowanie na ich podstawie epitetów jest ideologicznym kłamstwem.
Na tym forum uogólnień jest zbyt wiele.

Słonimski nałożył na inteligentów pewien obowiązek:
unforgettable.pinger.pl/m/595850
obowiązek bycia Żydem na antysemickiej hecy, Chrześcijaninem, Muzułmaninem, Ateistą, kiedy ich trzeba bronić lub chociaż jako prześladowanych, poniewieranych, obrażanych rozumieć.
Czasem trzeba być Polakiem na lewym brzegu Rzeki, Czechem na prawym.
Czasem tego wymaga "etos" czasem po prostu przyzwoitość.

>Pozdrawiam.
Wzajemnie
25-11-2013 15:05 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie mam się czym chwalić, znam historię dziadków moich pradziadków, ale nie ma w tym mojej zasługi.
Jest odwrotnie! To, że jesteśmy i to jacy jesteśmy, to - zawsze genetyczna, w większości przypadków także kulturowa - zasługa naszych przodków i z wdzięczności za tą drobną przysługę (połączoną na ogół z przyjemnością) powinniśmy coś tam o nich wiedzieć.

>Nie obiecuję, kolejka lektur z wiekiem rośnie zamiast maleć
A im dalej, to tym bardziej czas przyspiesza, a zaległości rosną.

>>>>Moim zdaniem - wtórnym jest do jakich tradycji nawiązujemy, ważne natomiast jest abyśmy z jakimś etosem kulturowym byli powiązani.
(Etosem czyli zmitologizowaną tradycją - wyborem tego co w niej najlepsze, choć nie zawsze prawdziwe.)
>Nie do końca.
Na ogół, to bardzo niewiele jest tak "do końca".

>Etos jako zmitologizowania tradycja towarzyszy nie tylko pozytywnie odbieranym grupom społecznym.
Wyżej napisałem:
Nie uznaję z samego założenia żadnych etosów za lepsze lub gorsze (choć mogę je różnie oceniać np. etos złodziejski),
ale uważam, iż etos - jako zakorzeniony w określonej grupie społecznej nośnik specyficznych dla nich wartości i idei, który odgrywa w indywidualnej kulturze człowieka ogromną wagę.
Odwołując się tam do hasła w Wikipedii.

>Niejeden inteligent zyskał wykształcenie dzięki wyniesionym z domu chłopskim wartościom. Dziś powinien mu przewodzić etos chłopsko - inteligencki, a jeśli chłopskich korzeni zapomni, inteligenckiego etosu w sobie nie wykształci, bo jeśli się wyalienował to utracił umiejętność zauważania konieczności służebności.
A wygląda to tak, że wstydzi się przejść ulicą miasta, w którym mieszka z ubranymi po wiejsku rodzicami itd.

>Mam czasem wrażenie, oby mylne, że Pańskim zdaniem 25 lat temu wszystko co dobre się w Polsce skończyło, ale to tylko wrażenie.
Zdecydowanie ma Pan mylne wrażenie. Uważam, że teraz jest znacznie lepiej niż było 25 lat temu, ale najbardziej mnie interesuje co będzie za lat 50 czy 100 i dlatego uważam, że głupotą jest niedostrzeganie rzeczywistości i tej minionej i tej obecnej.
PRL nie było żadną czarną dziurą, a teraz nie znaleźliśmy się w raju. PRL jest ustrojem słusznie minionym i krytykować go teraz to byle przygłup potrafi i zupełnie niewiele z tego wynika dla przyszłości. Natomiast warto być krytycznym do tego co dzieje się dziś, aby jutro było trochę lepiej.

>Odwrócę jednak Pański pesymizm.
Cały czas jestem optymistą, choć wcale nie przeszkadza mi to w mojej postawie krytycznej. Potrafiłem publicznie krytykować PRL, gdy PZPR był przy władzy, a setki tysięcy rodaków krzyczało Partia-Gierek, Gierek-Partia. Jest mi dobrze, w III RP zjeździłem Europę z przyległościami, mamy wraz żoną przyzwoite emerytury, własne duże mieszkanie i ogromną domową bibliotekę. Dzieci dożyją do śmierci wyprzedając dorobek przodków.

Tak, mnie jest teraz dobrze, ale inteligencja i wykształcenie pozwala mi dostrzegać głupią politykę i małość naszych przywódców (ostatniego ćwierćwiecza właśnie) podejmujących niekorzystne dla ogółu Polaków decyzje.
Pańskim zdaniem powinien ślepo klaskać. Nie umiem i nie chcę.

>To prawda, że inteligencja do różnych partii należy i różne ma interesy (zawsze miała różne poglądy). Etos inteligencji to nie wojskowa dyscyplina. Prawdą, jest, że z upowszechnieniem "wykształcenia" zaczyna się tworzenie lumpeninteligencji i to nie w sensie materialnym, ale mentalnym.
Może Pan zacznie nowy wątek na temat inteligencji. Jest ogromny zbiór lektury - uczonych różnych opcji o poważnych dorobkach - na jej temat. Inteligencja jako cecha umysłu i inteligencja jako warstwa społeczna, to dwie różne sprawy, tylko w niewielkim stopniu ze sobą połączone. Bez podstawowej wiedzy na ten temat trudno dyskutować. Nie, to nie jest tak, jak się Panu wydaje.
pl.wikiped(*)_(społeczeństwo)
Poniżej parę linków do artykułów na ten temat:
lukaszfolt(*)a-inteligenci-i-wyksztalciuchy
www.andrzejwronka.com/archiwumtxt/inteligencja.htm
www.ipsir.(*)orskiEtosWarstwSpolecznych.pdf
www.kulturaswiecka.pl/node/167
www.academia.pan.pl/dokonania.php?id=495
tygodnik.onet.pl/kraj/poki-my-zyjemy/l1ys7
www.krytyk(*)ogrzebanizywcem/menuid-76.html
.
www.tygielkultury.eu/4_6_2009/aktual/03.htm
www.nerito(*)o.php?cPath=32&products_id=663
Nie, to nie są autorzy, z którymi się zgadzam (lub nie zgadzam), ale to są autorzy, którzy wiedzą o czym piszą i dlatego polecam przejrzenie ich wypowiedzi.

CDN.

@@@
.
25-11-2013 15:05 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Podam jednak jeden przykład poprawy w ostatnich latach przeze mnie zaobserwowanej a przez statystyki PIP potwierdzonej. Kiedy w latach 80-tych obserwowałem jako pracownik lub współpracownik polskie zakłady, widziałem jak kadra ignorowała i pozwalała ignorować bezpieczeństwo pracowników i środowiska. Najważniejszy był św. Plan. Dziś z pozoru ekonomia jest jeszcze ważniejsza, ale w tych fabrykach i kopalniach z którymi współpracuję, znakomita większość inżynierów <50 ma swoje zdanie na temat np stosowania niewłaściwych zabezpieczeń pracownika, toksycznych substancji, warunków pracy i bezpieczeństwa dla środowiska i potrafią o to swoje zdanie walczyć. Powtórzę to nie tylko moje wrażenie, PIP ma takie samo zdanie.
Cieszy mnie ta Pańska osobista refleksja, ale warto by ją uzupełnić danym z jakiś badań socjologicznych. Mam osobistą, opartą na wyrywkowych doświadczeniach, refleksję, że prywatni właściciele w Polsce traktują z krzywdą materialną dla siebie, ludzi znacznie gorzej od maszyn, ale to też nie potwierdzone naukowo obserwacje.

>Etos inżyniera? To przecież także inteligencja.
Właśnie tu jest pytanie - czy współcześni inteligentni ludzie żyjący z pracy umysłu tworzą - jakąś połączoną wspólnotą interesów - warstwę. Moim zdaniem i zdaniem wielu uczonych nie.

Słyszał Pan o takiej szkole? Stary już jestem i znałem absolwentów - Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. H. Wawelberga i S. Rotwanda (1929-1939), a także Szkoły Inżynierskiej im. H. Wawelberga i S. Rotwanda (1945-1951), to byli tylko inżynierowie, bez żadnych mgr, a teraz nawet ci z dodatkiem dr w tzw. ogólnej kulturze jakoś zdecydowanie im ustępują. Gorzej! W latach okupacji (1940-1944) w gmachu Szkoły działały średnie szkoły techniczne m.in. Zawodowa Szkoła Techniczna i ci absolwenci, których tylko grzecznościowo inżynierami nazywaliśmy byli ludźmi bardzo ogólnie oczytanymi o ogromnych potrzebach kulturalnych.

Czy mam coś przeciwko wszystkim dzisiejszym inżynierom? Dalece nie! Mój szwagier mgr inż. materiałoznawca dla własnych potrzeb intelektualnych przestudiował historię filozofii oraz teorię ewolucji, głównie od strony biochemicznej.
Tacy inżynierowie są na pewno - tylko nie wiem jak wielu jest takich.

>Postrzegam różnicę między inteligentem a intelektualistą, choć to może tylko słowny niuans,
Ja też dostrzegam i dlatego odwołałem się do hasła w Wikipedii.

>definiować się nie odważę
Może wystarczy zalinkowane hasło przeczytać?

>ale także intelektualiści żyją i są w polskim życiu publicznym przytomni. Dziś dostałem do rąk Politykę. Paradowska, Żakowski... nie tylko mają się dobrze, ale też są czytani. Polityka ma dość duży nakład.
Czytam Politykę i Przegląd odkąd zaczęły wychodzić. Bardzo cenie sobie Paradowską i Żakowskiego, ale do intelektualistów, to mam trochę większe wymagania i dla mnie są to może profesorowie Łagowski, Walicki, Romanowski?

PiS-owska prawica ma za intelektualistów: prezesa Jarosława Kaczyńskiego. prof. Jadwigę Staniszkis, prof. Zdzisława Krasnodębskiego, prof. Ryszarda Legutko, prof. Krzysztofa Szczerskiego, prof. Tomasza Dietla i parę jeszcze innych osób.
Ale czy znajdzie Pan jednego współczesnego myśliciela, którego PiS-owcy by szanowali i którego ja bym obdarzał szacunkiem?

>Na tym forum uogólnień jest zbyt wiele.
Jest sporo.

>Słonimski nałożył na inteligentów pewien obowiązek:
>unforgettable.pinger.pl/m/595850
>obowiązek bycia Żydem na antysemickiej hecy, Chrześcijaninem, Muzułmaninem, Ateistą, kiedy ich trzeba bronić lub chociaż jako prześladowanych, poniewieranych, obrażanych rozumieć.
Słonimski obok Tuwima, Lema, Hena i wielu innych, to mądrzy ludzie, wielcy Polacy, od których warto uczyć się patriotyzmu i humanizmu. Tak przynajmniej ze mną było.

>Czasem trzeba być Polakiem na lewym brzegu Rzeki, Czechem na prawym.
>Czasem tego wymaga "etos" czasem po prostu przyzwoitość.
Zawsze starałem się tak postępować, a było to zgodne z moimi przekonaniami. Jakoś ręce ciężko układają mi się do klaskania, czy stałego odnajdywania się - pomimo zmian kierunku - w awangardzie. Tylko, że mój krytycyzm wobec wszelkich ideologicznych kitów, niektórzy dostrzegają jako pesymizm frustrata.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-11-2013 22:08 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Mam czasem wrażenie, oby mylne, że Pańskim zdaniem 25 lat temu wszystko co dobre się w Polsce skończyło, ale to tylko wrażenie.
>Zdecydowanie ma Pan mylne wrażenie.
Przepraszam

>PRL nie było żadną czarną dziurą, a teraz nie znaleźliśmy się w raju. PRL jest ustrojem słusznie minionym i krytykować go teraz to byle przygłup potrafi i zupełnie niewiele z tego wynika dla przyszłości. Natomiast warto być krytycznym do tego co dzieje się dziś, aby jutro było trochę lepiej.

Wobec wszystkiego warto być krytycznym. Także pewne błędy przeszłości krytykować należy, aby się nie powtórzyły. Zgadzam się z Panem, że PRL nie była czarną dziurą, rzeczywistość rzadko bywa czarno - biała. Zgadzam się też że dziś nie żyjemy w raju, zwłaszcza bezrobocie i zapomnienie o całych miastach uważam za najgorszą , choć nie jedyną plagę. Fakt , że dziś PRL łatwiej krytykować, bo jest to bezkarne (na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje czy jakoś tak.... )

To chyba jednak nie jest temat zaczętej przez Pana dyskusji.

>Pańskim zdaniem powinien ślepo klaskać. Nie umiem i nie chcę.
Nigdy i od nikogo nie oczekuję bezmyślnych oklasków.
Sam też klaszczę bardzo niechętnie.

>>Podam jednak jeden przykład poprawy w ostatnich latach przeze mnie zaobserwowanej a przez statystyki PIP potwierdzonej. (...)
>Cieszy mnie ta Pańska osobista refleksja, ale warto by ją uzupełnić danym z jakiś badań socjologicznych. Mam osobistą, opartą na wyrywkowych doświadczeniach, refleksję, że prywatni właściciele w Polsce traktują z krzywdą materialną dla siebie, ludzi znacznie gorzej od maszyn, ale to też nie potwierdzone naukowo obserwacje.
Oj, co potrafią zrobić prywatni właściciele to wystarczy czasem się dobrze po ulicy rozejrzeć. Nie ich jednak mam na myśli ale zarządzającą kadrę, inżynierów, którzy myślą innymi kategoriami właśnie w tych sprawach o których wspominam. Tak, jest to moja osobista refleksja, dane PIP pomagają mi tylko wyciągnąć wnioski. Bez zaangażowania inżynierów ilość wypadków nie spadłaby na pewno.

>>Etos inżyniera? To przecież także inteligencja.
>Właśnie tu jest pytanie - czy współcześni inteligentni ludzie żyjący z pracy umysłu tworzą - jakąś połączoną wspólnotą interesów - warstwę. Moim zdaniem i zdaniem wielu uczonych nie.
Czy kiedykolwiek tworzyli?
Czy Judym i Dietl należeli do jednej warstwy społecznej? Coś ich łączyło oprócz faktu że obydwaj mieli skończone studia i mieszkali w Zagłębiu?
Wspólnota interesów nie musi być kryterium istnienia grupy społecznej. Ciegielski, Wawrzyniak, Łukasiewicz traktowali przynależność do elity umysłowej jako zobowiązanie, choć do lewicy było im bardzo daleko. Wspólną cechą inteligencji , wymogiem jej etosu jest służebność, choć prawdą jest , że do lewicy jej bliżej, to nie jest ona z lewicowością tożsama.

>Czy mam coś przeciwko wszystkim dzisiejszym inżynierom? Dalece nie! Mój szwagier mgr inż. materiałoznawca dla własnych potrzeb intelektualnych przestudiował historię filozofii oraz teorię ewolucji, głównie od strony biochemicznej.
>Tacy inżynierowie są na pewno - tylko nie wiem jak wielu jest takich.
Bardzo wielu! i zawsze za mało!
Polsko - czesko - rosyjski zespół inżynierów, po pracy, przy niejednej butelce samogonu w syberyjskiej głuszy, bez telewizora..
Gdyby Pan słyszał o czym są dyskusje, na pewno nie wstydziłby się Pan za absolwentów politechnik w Krakowie czy Gliwicach. Nadmieniam, że z Rosjanami pije się o wiele kulturalniej niż to w polskich mitach się opowiada.

>>Postrzegam różnicę między inteligentem a intelektualistą, choć to może tylko słowny niuans,
>Ja też dostrzegam i dlatego odwołałem się do hasła w Wikipedii.
>>definiować się nie odważę
>Może wystarczy zalinkowane hasło przeczytać?
Przeczytać, zrozumieć i ... zgodzić się? Wiem, że jednakowe definiowanie pojęć jest podstawą języka, ale ja jakoś nawet do definicji czasem podchodzę sceptycznie.

>PiS-owska prawica ma za intelektualistów: prezesa Jarosława Kaczyńskiego. prof. Jadwigę Staniszkis, prof. Zdzisława Krasnodębskiego, prof. Ryszarda Legutko, prof. Krzysztofa Szczerskiego, prof. Tomasza Dietla i parę jeszcze innych osób.
>Ale czy znajdzie Pan jednego współczesnego myśliciela, którego PiS-owcy by szanowali i którego ja bym obdarzał szacunkiem?

Proszę mnie nie wpuszczać. Nie powinienem wypowiadać się o polskich politykach (choć czasem to robię). Nie życzyłbym sobie, aby polski obywatel, nawet mieszkający kilka miesięcy w roku w Czeskiej Republice krytykował prezydenta Zemana, choć osobiście go nie uważam i na niego nie głosowałem. Przyjmie obywatelstwo, pójdzie głosować, niech krytykuje do woli.

>Słonimski obok Tuwima, Lema, Hena i wielu innych, to mądrzy ludzie, wielcy Polacy, od których warto uczyć się patriotyzmu i humanizmu. Tak przynajmniej ze mną było.
Na Tuwimie i na Debřiku uczyłem się czytać . Tuwim wchodził łatwiej
Słonimski to nie tylko świetna poezja ale też dobry żywot, zawsze pod wiatr.

>Zawsze starałem się tak postępować, a było to zgodne z moimi przekonaniami. Jakoś ręce ciężko układają mi się do klaskania, czy stałego odnajdywania się - pomimo zmian kierunku - w awangardzie. Tylko, że mój krytycyzm wobec wszelkich ideologicznych kitów, niektórzy dostrzegają jako pesymizm frustrata.

Pesymizm to i ja dostrzegam, choć frustracji nie widzę. Zbyt pesymistycznie Pan patrzy na swój pesymizm

Pozdrawiam
25-11-2013 23:56 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nadmieniam, że z Rosjanami pije się o wiele kulturalniej niż to w polskich mitach się opowiada.

Potwierdzam . Z Ukraińcami zresztą też .

Ot, wcinka taka tylko .

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
27-11-2013 10:51 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Etos inżyniera? To przecież także inteligencja.
>>>>Właśnie tu jest pytanie - czy współcześni inteligentni ludzie żyjący z pracy umysłu tworzą - jakąś połączoną wspólnotą interesów - warstwę. Moim zdaniem i zdaniem wielu uczonych nie.
>Czy kiedykolwiek tworzyli?
Wyżej zalinkowałem wiele publikacji na ten temat. Czy Pan je przeczytał?
Tu dodatkowe:
pl.wikiped(*)Stratyfikacja_(socjologia)
socjologia(*)atyfikacja-spoleczna-w-polsce/

>Czy Judym i Dietl należeli do jednej warstwy społecznej? Coś ich łączyło oprócz faktu że obydwaj mieli skończone studia i mieszkali w Zagłębiu?
Można przeprowadzić studium przypadku, ale takie studium może być tylko drobną ilustracją w badaniach socjologicznych.

Dlatego właśnie wyżej zalinkowałem Panu publikacje, aby Pan dostrzegł nareszcie różnicę pomiędzy istnieniem grupy ludzi inteligentnych i wykształconych żyjących z pracy umysłowej istniejących w każdym społeczeństwie i w każdej epoce - od "warstwy inteligencji". Specyficznego zjawiska społecznego, które wystąpiło tylko w kilku krajach, w określonym czasie, ale jak widzę z mizernym skutkiem.

>Wspólnota interesów nie musi być kryterium istnienia grupy społecznej.
Nie musi być, ale ja mówiłem o specyficznym zjawisku istnienia "warstwy inteligencji" i tam to jednak było ważnym kryterium, choć oczywiście nie jedynym. Proszę wrócić do wcześniejszych postów.

>>>>Czy mam coś przeciwko wszystkim dzisiejszym inżynierom? Dalece nie! Mój szwagier mgr inż. materiałoznawca dla własnych potrzeb intelektualnych przestudiował historię filozofii oraz teorię ewolucji, głównie od strony biochemicznej.
>>>>Tacy inżynierowie są na pewno - tylko nie wiem jak wielu jest takich.
>Bardzo wielu! i zawsze za mało!
>Polsko - czesko - rosyjski zespół inżynierów, po pracy, przy niejednej butelce samogonu w syberyjskiej głuszy, bez telewizora..
>Gdyby Pan słyszał o czym są dyskusje, na pewno nie wstydziłby się Pan za absolwentów politechnik w Krakowie czy Gliwicach. Nadmieniam, że z Rosjanami pije się o wiele kulturalniej niż to w polskich mitach się opowiada.
Nie mam ani podstaw, ani zamiaru przeczyć indywidualnym doświadczeniom i ludzie i ich doświadczenia bywają przeróżne. Swój osąd opieram na publikowanych wypowiedziach nauczycieli szkół wyższych. Na przykład, to co mam pod ręką - wypowiedź ks. prof. Hellera, czy prof. Marcina Zaręby w Gazecie Wyborczej z 23-24 listopada 2013. Takich publikacji pokazało się wiele, ale nie chce mi się szukać. Sam jeszcze niedawno miałem zajęcia ze studentami oraz czytam wypowiedzi wielu nowych młodych forumowiczy. Oczywiście to tylko mój subiektywny osąd sprawy.

>Przeczytać, zrozumieć i ... zgodzić się? Wiem, że jednakowe definiowanie pojęć jest podstawą języka, ale ja jakoś nawet do definicji czasem podchodzę sceptycznie.
Ja też! Szczególnie do Wikipedii, ale wtedy należy przedstawić swoje zastrzeżenia i próbę własnego zdefiniowania, gdy tego nie robimy, to należy przyjąć, iż posługujemy się słowami zdefiniowanymi przez polskie słowniki i encyklopedie. Inaczej rozmowy stają się bezsensowne.

>>>>Słonimski obok Tuwima, Lema, Hena i wielu innych, to mądrzy ludzie, wielcy Polacy, od których warto uczyć się patriotyzmu i humanizmu. Tak przynajmniej ze mną było.
>Na Tuwimie i na Debřiku uczyłem się czytać . Tuwim wchodził łatwiej
>Słonimski to nie tylko świetna poezja ale też dobry żywot, zawsze pod wiatr.
Już Panu pisałem, ale powtórzę jeszcze raz. Najwyżej cenię sobie heretyków wszelkich i ludzi chodzących pod wiatr. Oczywiście to tylko uogólnienie, gdyż wśród takich też się idioci znajdują.

Najważniejszym jest, aby nie zaczęło się nam wydawać, że już wszystko wiemy i mamy jakiś patent na rację. Do śmierci trzeba się wciąż uczyć i szukać nowych odpowiedzi na stare pytania. Pan tak czyni i w moich oczach to bardzo dobrze o Panu świadczy.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-10-2013 18:31 
 Ocena 5 na 5
DyktaFon (9281 punktów)

>Nasz język jest po prostu bardzo formalny, a nawet zaryzykuję określenie... nadęty.

Nadęty to może być ktoś, kto nie umie używać tegoż języka... A sam język ma po prostu jakieś tam formy wypracowane przez setki lat. I te formy warto stosować mówiąc w tym języku. Stosując formy z obcego języka wypacza się własne myśli, a na pewno jest się źle rozumianym przez inne osoby (czego dowody widać z licznych wypowiedzi w tym wątku). Przecież panie i panowie z telemarketingu nie chcą nikogo obrażać zwracając się do rozmówcy "panie Janku", ale wychodzi, jak wychodzi.
22-10-2013 19:45 
 Ocena 5 na 5
szarley (54913 punktów)
>Przecież panie i panowie z telemarketingu nie chcą nikogo obrażać zwracając się do rozmówcy "panie Janku", ale wychodzi, jak wychodzi.

Zadzwoniłem do towarzystwa ubezpieczeniowego i usłyszałem "...twoja rozmowa jest nagrywana... jeśli nie życzysz sobie... przerwij połączenie" Oczywiście nie spieram się z automatem, ale w piśmie do towarzystwa zażyczyłem sobie przeprosin pod rygorem rezygnacji z ubezpieczenia.

Czesi jednak nie mają tego problemu
23-10-2013 16:41 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
A sam język ma po prostu jakieś tam formy wypracowane przez setki lat. I te formy warto stosować mówiąc w tym języku. Stosując formy z obcego języka wypacza się własne myśli, a na pewno jest się źle rozumianym przez inne osoby (czego dowody widać z licznych wypowiedzi w tym wątku).
Na naszym forum, jest mało ważnym jakie mamy formalne wykształcenie, gdyż nawet mając różne stopnie naukowe, to poza swoją specjalnością, wszyscy mamy średnie. Zresztą jest tu parę osób nawet bez średniego i trudno to zauważyć. Natomiast forum racjonalisty skierowane jest do inteligencji, a inteligencja powinna mieć intelektualne aspiracje, to znaczy, że jako minimum powinna być ogólnie oczytaną i znać dobrze język, którego się w środowisku inteligencji używa. Inaczej powstają kłopoty z poważniejszymi lekturami, które ze względu na barierę językową (niezrozumienie używanej tam terminologii) stają się nieprzystępne i wprost nudne.

Szkoły - poza wyjątkami - drastycznie obniżyły (poza językiem angielskim uczonym już powszechnie) teraz poziom uczenia. Lektur się nie czyta, gdyż powszechną jest opinia, iż są głupie i czytać ich nie warto. Media pełnią rolę zdecydowanie ogłupiającą - czy to dotyczy telewizji, czy znakomitej większości gazet. Jest sporo ciekawych książek (choć jeszcze więcej bzdurnych), ale książki są drogie.

Sporo do ogłupiania społeczeństwa przyczynił się internet (wszak skądinąd tak doskonałe narzędzie ułatwiające nasze poznanie) oraz telefony komórkowe - SMS. Anonimowość internetu daje nam złudne poczucie demokracji intelektualnej, ale często nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko nasz poziom się uwidocznia, jak szybko widać to co za nami stoi, jak szybko widać naszą głupotę. Choć prawie nikt nie skarży na brak rozumu, to Bóg bardzo niesprawiedliwie tu dzielił i inteligencji oraz wiedzy za żadne pieniądze się nie kupi. Jedną trzeba dostać w genach, a na drugą to ciężko zapracować.

Jestem zdecydowanym demokratą, a moja demokracja wynika z humanistycznej ideologii, ale nie mam zamiaru przeczyć oczywistościom. Intelektualnie jesteśmy nierówni i głupszych jest znacznie więcej od tych mądrzejszych. Przy tym uważam, że mało ważnym jest nasz aktualny poziom. Ważnym jest brak satysfakcji z jego obecnego stanu i aspiracje do jego permanentnego podnoszenia. Każdy człowiek, który jest ciekawy świata i pyta jest człowiekiem wartościowym, ale już tylko niektórzy z tych którzy wiedzą i innych pouczają.
Stąd moje pytanie: "Dla kogo jesteśmy i jak rozmawiamy? Poziom i kultura forum." - wątek na temat języka i form jakich tu używamy., a rozwinięcie interesujących mnie tu problemów znajduje się w zacytowanych tu fragmentach wywiadu z dr Małgorzatą Molędą-Zdziech.

Moim zdaniem jesteśmy forum dla "wiecznych heretyków", ciekawych rzeczywistości i otwartych na świat. Ludzi stale się uczących i starających się kierować racjonalnym podejściem do poznania i zrozumienia - czyli samodzielnie myślącej inteligencji, zdolnej do intelektualnej refleksji. Otwartym dla wszystkich, ale jednak preferujących określony w linii programowej sposób myślenia oraz jego intelektualny poziom. Zależy mi na tym i stąd mój wątek.

PS. To refleksje nad wątkiem, tylko trochę nawiązujące do Pańskiej słusznej konstatacji, a nie jakakolwiek polemika, gdyż tu nasze poglądy - jak sądzę - są bardzo podobne.

Pozdrawiam.

@@@
.
23-10-2013 21:12 
 Ocena 8 na 8
Hodża (11172 punktów)
>Szkoły - poza wyjątkami - drastycznie obniżyły (poza językiem angielskim uczonym już powszechnie) teraz poziom uczenia. Lektur się nie czyta, gdyż powszechną jest opinia, iż są głupie i czytać ich nie warto.

Pozwolę sobie na wspomnienie własnych czasów szkolnych (lata 70-te). Otóż z wdzięcznością wspominam wielu nauczycieli (ze szkoły podstawowej a w jeszcze większym stopniu z liceum, w owym czasie jednego z najlepszych w kraju), którzy byli żywymi realizacjami znanych z literatury postaci nauczycieli "z powołania", dla których uczenie oznaczało świadomość, że spełniają jedną z najważniejszych dla cywilizacji funkcji, jaką jest przekazywanie wiedzy. Ale też - z drugiej strony, już wtedy była widoczna owa przeciwwaga dla tych szlachetnych wysiłków, którą była pogarda dla wiedzy i lekceważący stosunek do wszystkiego, co było odrobinę bardziej intelektualnie absorbujące i wymagało wysiłku dla zrozumienia. Nie wiem, czy i na ile w innych kulturach ten problem występuje (sądząc po filmach w kulturze anglosaskiej również istnieje) - jakiegoś organicznego wręcz obrzydzenia do czytania i braku ciekawości świata (zastąpionej prostackim hedonizmem), ale był on na tyle widoczny, że z biegiem czasu, wzbogacony również i o pewne własne pedagogiczne doświadczenia doszedłem do wniosku, że ta mroczna siła, którą jest ciążenie w kierunku świata przed-kulturalnego sprawia, że dla wielu nauczycieli nauczanie młodzieży (w pewnych środowiskach, nie wszędzie) staje się przysłowiowym "pchaniem martwego konia pod górę" i po pewnym czasie odpuszczają sobie, widząc, że z tym żywiołem nie wygrają. Ot, "Syzyfowe prace" a rebours.

Bardzo znamiennym dla mnie zdarzeniem było zniszczenie przez pewnego niezadowolonego ucznia w pewnym Studium Nauczycielskim pod koniec lat 80-tych kilkunastu pianin w zemście za oblanie go na egzaminie. Barbarzyństwo w postaci czystej; tylko jeden przykład, zaś mniejszych mógłbym wymieniać setki. Prymitywna, chamska pogarda dla wszystkiego, co piękne i odrobinę bardziej wyrafinowane od cepa. A co więcej, ów nurt prymitywizmu i intelektualnej jałowości obecny jako składnik naszej kultury możemy łatwo odcyfrować choćby z wizerunku narodu, jaki jest malowany w tak wielkich dziełach, jak "Pan Tadeusz" Mickiewicza. Jest też wiele innych literackich przykładów.

> Media pełnią rolę zdecydowanie ogłupiającą - czy to dotyczy telewizji, czy znakomitej większości gazet.

Tak, to swoista "ubojnia intelektu" z nowymi standardami tego, co jest "cool" (nie do końca rozumiem znaczenie tego słówka, podejrzewam, że zastępuje ono słowo "fajne"). Kobietom telewizja pozostawiła sieczkę serialową, filmy fabularne to głównie miks testosteronu i krwi dla bezmózgich mięśniaków szukających gratyfikacji w obrazach przemocy, której niestety nie mogą zaznać osobiście. Programów popularyzujących naukę prawie nie ma (w tv publicznej chyba w ogóle zniknęły) natomiast na tych kanałach, w których jakieś odniesienia do nauki się pojawiają, jest ona podawana w konwencji bardziej zbliżonej do wideoklipu niż programu, z którego ktoś może wynieść jakąś wiedzę. Bronią się jeszcze programy o dzikiej przyrodzie; cóż, kiedy i tu akcenty są położone na spektakularność obrazu i ktoś, kto ucieknie od Arnolda Schwartzeneggera na kanał NatGeoWild nie uniknie widoku krwawej jatki, jakkolwiek tu realizowanej przez inne gatunki.

>Jest sporo ciekawych książek (choć jeszcze więcej bzdurnych), ale książki są drogie.

To też; ale prawdziwym dramatem jest drogi czas. Dziś już nikt, kto ma rodzinę i pracę zarobkową, nie czyta książek, gdyż na to potrzeba odrobinę czasu i wyciszenia. Codzienny kierat również ogłupia, chociaż trudno oceniać to w tych samych kategoriach, co dobrowolne oddawanie hołdu głupocie poprzez narkotyki czy inne bzdurne zachowania. Możliwość poszerzania swoich horyzontów i czytania w coraz większym stopniu staje się przywilejem tych, którzy z pracy intelektualnej żyją i dla których jest ona głównym zatrudnieniem.

>Sporo do ogłupiania społeczeństwa przyczynił się internet (wszak skądinąd tak doskonałe narzędzie ułatwiające nasze poznanie) oraz telefony komórkowe - SMS.

Są podobno badania, wskazujące na zmiany w mózgu zachodzące u młodzieży pod wpływem nadużywania elektronicznych form komunikacji. To bardzo możliwe; ludzie, którym do wyrażenia swoich odczuć i istotnych do zakomunikowania treści wystarczają 163 znaki sms-u z całą pewnością posiadają umysły sformatowane do tego okrojonego rozmiaru.

>Moim zdaniem jesteśmy forum dla "wiecznych heretyków", ciekawych rzeczywistości i otwartych na świat. Ludzi stale się uczących i starających się kierować racjonalnym podejściem do poznania i zrozumienia - czyli samodzielnie myślącej inteligencji, zdolnej do intelektualnej refleksji.

To chyba jedyne polskie forum wolnomyślicielskie i stąd jego duże znaczenie. Natomiast dbałość moderatorów o zachowywanie pewnych standardów językowych było dla mnie osobiście jednym z głównych powodów, dla których tu zacząłem zaglądać. Zgadzam się z Panem, że warto dochować dbałości o poziom języka i wymagać tego od dyskutantów.

Pozdrawiam.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
23-10-2013 21:38 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
>...prawdziwym dramatem jest drogi czas. Dziś już nikt, kto ma rodzinę i pracę zarobkową, nie czyta książek, gdyż na to potrzeba odrobinę czasu i wyciszenia.

Nikt? A ja?

Nad garażem jest stryszek, kilka książek, tylko kilka, bo tam trochę dymu z cygar, bibliotekarka się czasem złości... Komp, bo przy czytaniu trzeba czasem sprawdzić co jest czym, muzyka, jeśli pasuje do książki, cygara, czasem szklaneczka śliwowicy...

Żona czyta w sypialni, nie lubi cygar

>...prawdziwym dramatem jest drogi czas.
Prawdziwym dramatem jest marnowanie czasu. Bardzo powszechne zjawisko. Telewizja jest szybsza. I brak Nałogu Czytania. A dla mnie brak nałogu ruchu fizycznego, co mnie kiedyś zamoczy w formaldehydzie Na coś czasu brakować musi.

>Natomiast dbałość moderatorów o zachowywanie pewnych standardów językowych było dla mnie osobiście jednym z głównych powodów, dla których tu zacząłem zaglądać. Zgadzam się z Panem, że warto dochować dbałości o poziom języka i wymagać tego od dyskutantów.

Niestety, nie mogę się zgodzić, choć jest mi z tego powodu smutno. Nie zazdroszczę Moderatorom, błędów jest za dużo. Rozmowy z niektórymi ludźmi rozwijają moją znajomość języka, zmuszają do zajrzenia do słownika, ale od wielu nie chcę się uczyć.
Niestety też popełniam błędy. Przepraszam
24-10-2013 11:38 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Na naszym forum nie należy - co prawda - odpowiadać zbiorowo, ale wiem, że jest tu grupa osób, która wszystkie wewnątrz tej grupy (tak warto wybierać własne lektury) wypowiedzi czyta i Panowie do niej należą, a tu - w tym wątku - mamy dosyć dużą spójność poglądów.

>To chyba jedyne polskie forum wolnomyślicielskie i stąd jego duże znaczenie.
Dla mnie wolnomyślicielskość jest ważną cechą, ale jeszcze ważniejszym jest poziom intelektualny, a tu większość dyskutantów reprezentuje wysoki. Tym bardziej denerwujące są przypadki drastycznie go obniżające.

>Natomiast dbałość moderatorów o zachowywanie pewnych standardów językowych było dla mnie osobiście jednym z głównych powodów, dla których tu zacząłem zaglądać.
Rozumiem (choćby sięgając do własnych doświadczeń) doskonale ciężką pracę redaktorów i moderatorów. Zupełnie nie ma czego im zazdrość. Jeżeli już to bardziej współczuć im należy, ale także oddać szacunek i zrozumienie dla ich pracy.

>Zgadzam się z Panem, że warto dochować dbałości o poziom języka i wymagać tego od dyskutantów.
Tyle, iż mnie tu najbardziej, to wcale nie o dbałość o poprawność językową chodzi. Tak, jest to bardzo ważne, ale ważniejszym jest poziom ewidentnej głupoty, niektórych z naszych forumowiczy. Ktoś jest ogólnie nieoczytanym, ma kłopoty z racjonalnym myśleniem i komunikatywnym wyrażaniem swoich przemyśleń, a zaśmieca nam dyskusję swoim "dawaniem głosu", często na każdy temat. Różnych ewangelizatorów własnych religii/ideologii, którzy nawet opisać ich dobrze nie potrafią, a są święcie przekonani, iż są one jedynie słuszne.

Z tym jest największy problem, gdyż jak pogodzić nasz szacunek dla różnych poglądów i otwartość na świat i człowieka. Głęboko zakorzenioną ideę tolerancji, a nawet akceptacji dla wszelakich "inności" z cenzurą i odrzucaniem głupoty, która wszak bywa ogromnie upierdliwa. Moim zdaniem - właśnie z tym redakcja i moderatorzy mają największy problem i stąd mój wątek i stąd moje pytania.
_________________________________

>Rozmowy z niektórymi ludźmi rozwijają moją znajomość języka, zmuszają do zajrzenia do słownika,
Jestem już starym człowiekiem, który przez sporo lat zawodowo się trudnił wyrażaniem myśli na piśmie w języku polskim (choć zupełnie nie jestem polonistą i nie mam też takiego przygotowania), ale całkowicie zgadzam się z powyższym Pańskim zdaniem.

>ale od wielu nie chcę się uczyć.
No, bo i czego?

>Niestety też popełniam błędy. Przepraszam
100% zgody. Ze mną jest tak samo.

Pozdrawiam serdecznie obu Panów oraz wszystkich, którym ten wątek chce się czytać i zastanawiać nad przedstawionymi przeze mnie (czasem tylko retorycznymi) pytaniami.

PS. Mój udział w naszym forum, niektórych jego użytkowników (głównie byłych) bardzo bulwersuje. Myślę, iż warto poznać ich opinię: - [Mod: Moderacja prosiła już kilkakrotnie, by treści tej klasy na forum nie linkować - to zdecydowanie poniżej akceptowanego na tym forum poziomu.] aby poznać kierunek zmian, jakie chcieliby tu osiągnąć. Już chociażby w tym kontekście warto się właśnie zastanowić: Dla kogo jesteśmy i jak rozmawiamy? Poziom i kultura forum.

@@@
.
22-10-2013 22:31 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>... Zwracanie się per "you" (ty, wy) jest standardem. Jeśli nawet Jon Stuart w Daily Show witając się z prezydentami użyje zwrotu "mr president", to w dalszej rozmowie zwraca się "you", czyli "ty".
To po prostu kwestia intuicji - naturalnej, gdy ktoś posługuje się tym językiem od dzieciństwa. Jeżeli najpierw pada "mr president", to dalej nie trzeba tego powtarzać, bo wszelkie dalsze "you" oznacza "wy", a nie "ty".
To samo w przypadku "mr / mrs" (nazwisko) - wystarczy raz, inaczej byłoby nienaturalnie. Fakt, nie dopisałam, że chodzi mi o taką konkretnie formę - pani jakaśtam, ale ciebie z kolei zawiodła intuicja.
Natomiast nie przywoływałam formy "sir" używanej głównie w sytuacji zależności formalnej (wojsko, pracownik wobec prezesa korporacji itp.)
>Zwrot "sir" jest przyjęty np. dla kelnerów w stosunku do służących, ...
Tego nie zrozumiałam.
>Nasz język jest po prostu bardzo formalny, a nawet zaryzykuję określenie... nadęty.
Mnie się podoba. Można wyrazić wszystko bardzo precyzyjnie. Można też rozpoznać, z jakiego środowiska ktoś się wywodzi i nie chodzi tu o jakieś slangi, czy gwary.
22-10-2013 23:51 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mnie się podoba. Można wyrazić wszystko bardzo precyzyjnie. Można też rozpoznać, z jakiego środowiska ktoś się wywodzi i nie chodzi tu o jakieś slangi, czy gwary.
Uzupełnił bym to prawidłowością, że prawie nigdy nie zauważamy własnych błędów językowych, tak w mowie, jak i piśmie. Natomiast, gdy już znamy prawidłową formę, to popełniane przez innych błędy nas wprost rażą. Czasem wystarczy kilka zdań abyśmy dobrze wiedzieli z kim mamy do czynienia.

Warto przy tym pamiętać, iż język polski nie należy do najprostszych ani w mowie, ani w piśmie i dlatego wszyscy popełniamy błędy językowe (szczególnie tu, gdy piszemy szybko i bez dokładnej korekty), ale warto robić wszystko, żeby było ich jak najmniej.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
30-10-2013 14:16 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
<Można też rozpoznać, z jakiego środowiska ktoś się wywodzi i nie chodzi tu o jakieś slangi, czy gwary.

Zaciekawiło mnie to. Z jakiego środowiska np. ja się wywodzę?
Szczególnie interesuje mnie, czy masz sprawdzalność wyższą niż horoskopy.
30-10-2013 19:42 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Zaciekawiło mnie to. Z jakiego środowiska np. ja się wywodzę?
Do takich ocen potrzebna dłuższa wymiana zdań, najlepiej w kwestiach drażliwych i przy rozbieżności stanowisk.
>Szczególnie interesuje mnie, czy masz sprawdzalność wyższą niż horoskopy.
O to nietrudno, zwłaszcza, gdy chodzi o te w pisemkach kolorowych - układane przez rozbawiony zespół redakcyjny, pod pseudonimem np. Esmeralda.
Barbiel (1106 punktów)
>>Zaciekawiło mnie to. Z jakiego środowiska np. ja się wywodzę?
>Do takich ocen potrzebna dłuższa wymiana zdań, najlepiej w kwestiach
>drażliwych i przy rozbieżności stanowisk.

A już się wystraszyłem, że potrafisz rozpoznać czyjeś pochodzenie na
podstawie sposobu wysławiania się.
Po treści wypowiedzi rzeczywiście dużo można poznać.
A dyskutując na wybrany temat jeszcze więcej.
06-11-2013 14:26 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>A już się wystraszyłem, że potrafisz rozpoznać czyjeś pochodzenie na podstawie sposobu wysławiania się.
Owszem, przecież sposób wysławiania się to między innymi szacunek do interlokutora. Po stosunku do kobiet często można rozpoznać wychowanie w środowisku patriarchalnym, co związane jest z określonymi religiami.
Poprawne używanie języka wskazuje również na region. Według mnie najlepszą (staranną) polszczyzną posługują się Ślązacy i Kaszubi. Przykładów jest zresztą więcej, ale to sobie samemu można przemyśleć.
06-11-2013 16:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>A już się wystraszyłem, że potrafisz rozpoznać czyjeś pochodzenie na podstawie sposobu wysławiania się.
>Owszem,
Zdecydowanie ma Pani rację, to nawet jest dosyć łatwe i tylko w niewielu przypadkach można się pomylić. Oczywiście do tego rzadko wystarczy jedna rozmowa, czy jedna - nawet dłuższa - wypowiedź, ale już przy kilku można mieć dobrze wyrobione zdanie. Warto tu zastrzec, że zdecydowanie łatwiej dostrzec różne braki i minusy niż plusy, a oceniający musi reprezentować sobą wyższy poziom niż oceniany.
Zawsze też zdarzają się wyjątki od reguły, tak w jedną, jak i w drugą stronę. Ludzie potrafią się sami kształtować i odrywać od swojego środowiska, ale to wcale nie takie łatwe.

Oczywiście nie wszyscy mamy psychologiczne przygotowanie i rzadko spełnione są dostateczne warunki poznania w zwyczajnej rozmowie, ale większość inteligentnych ludzi ma tu podstawową wiedzę i z niej korzysta:
Rozmowa i wywiad kliniczny
Jest to podstawowa metoda diagnozy psychologicznej. Sprawny diagnosta podczas rozmowy-wywiadu może zebrać wiele informacji o swoim rozmówcy. Źródłem informacji jest nie tylko treść rozmowy, ale także sposób mówienia, postawa, brzmienie głosu, pozycja ciała, stopień unikania kontaktu wzrokowego itp. Oczywiście potrzebny jest dobry kontakt z osobą badaną. Wywiad kliniczny może przybierać różne formy. Wywiad swobodny (niestrukturalizowany) jest właściwie rozmową na określony temat. Dostosowany jest do konkretnej sytuacji danej osoby. Taki charakter wywiadu, oprócz wielu walorów (stwarza możliwość bezpośredniej komunikacji), ma również mankamenty. Trudno byłoby przeprowadzić dwa identyczne wywiady tego typu, stąd metodologicznie rzetelność i trafność zdobytych w ten sposób informacji bywa mała. Drugą formę stanowi tzw. wywiad ustrukturalizowany. Taki wywiad zawiera ściśle określone pytania. Uzyskane informacje, dotyczące tych samych spraw są porównywalne z materiałem pochodzącym z podanych badań (niezależnie od osoby przeprowadzającej wywiad). W wywiadzie istotne jest poznanie faktów z życia badanego oraz towarzyszących im emocji i ocen.
www.zdrowie.med.pl/psychologia/ps_pojecia.html

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-10-2013 02:18 
 Ocena 16 na 16
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>"You" tłumaczy się jak "Ty" czy "Wy"
>W większości znanych mi języków (w tym także w staropolskim i współczesnym polskim w wielu okolicach) forma grzecznościowa to "Wy".
>Rosyjskie "ВЫ" czy francuskie "Vous" tłumaczy się na polski "Pani/Pan"
>Jak więc jest z "You" ?

You pierwotnie oznaczało drugą osobę liczby mnogiej (wy), drugą osobą liczby pojedynczej (ty) było thou.
W angielskim - podobnie jak w rosyjskim, francuskim czy plebejskim polskim - przyjęte było, że uprzejmiej jest posłużyć się liczbą mnogą miast ("merytorycznie" właściwej) pojedynczej (np. powiedzcie, kumie zamiast powiedz, kumie - użycie liczby pojedynczej sugeruje już pewną poufałość).
Poczynając od wieku XVIII waga podziałów stanowych/klasowych w Europie stopniowo się zmniejsza, tedy ludzie mniej brutalnie traktują niżej społecznie usytuowanych bliźnich; a ponieważ też coraz więcej ludzi w swym życiu spotykają (wg pewnych wyliczeń przeciętny średniowieczny chłop mógł w całym swym życiu w ogóle zobaczyć około 800 różnych osób - dziś każdy więcej różnych osób widzi codziennie) i (wraz z ogólnym wzrostem dobrobytu) coraz mniej zaczęło być widać na pierwszy rzut oka, kto jaką pozycją społeczną się cieszy - tedy przyjęło się (było wszak w oczywisty sposób opłacalne), by na wszelki wypadek każdego traktować w miarę uprzejmie. Zatem per you (wy), zamiast familiarnego (między bliskimi osobami) lub lekceważącego (Ty tam! Skocz mi po piwo!) thou.
Do tego stopnia, że thou zostalo całkowicie wyparte, aż doszło do zabawnego odwrócenia sytuacji - ponieważ thou "normalnie" używane znaleźć już można tylko w tekstach dość archaicznych (powiedzmy XIX-wiecznych), a wszystko co archaiczne z automatu wydaje się Podniosłe i Uroczyste, tedy dziś formę thou odbiera się właśnie jako tę Przydającą Znaczenia adresatowi.
Jeśli kto pisze wiersz miłosny i tam I love you zamieści, to wynika z tego, że kocha dosyć przeciętnie - ot, na miarę miłości z komedii romantycznych co najwyżej.
Jeśli jednak I love thee napisze - jasne jest już zupełnie, że z Miłości Otwarcie Umiera jak Romeo z Tristanem do spóły.
Dziwnie się plecie na tym Bożym świecie.
Tym dziwniej, że jakby odwrotne procesy zaszły w polskim i w hiszpańskim. I w Polsce, i w Hiszpanii - inaczej niż w Anglii, Francji czy Rosji - warstwa szlachecka (Panowie) była stosunkowo liczna i to ona zaszczepiła swą gramatykę całej reszcie. Szlachcic zwracając się formalnie do innego szlachcica używał trzeciej osoby liczby pojedynczej - niechże mi Waszmość (Waść) powie; digame Usted. Polskie Waszmość, Waść to przy tym skrót od Wasza Miłość - dokładnie to samo, co hiszpańskie Usted od Vuestra Merced.
Pewien akcent plebejski w Polsce - gdzie kultura tzw. ludu jest zdeprecjonowana totalnie i wyparta ze Wstydem z pamięci (na powierzchni przynajmniej, bo w głębi ona aż Huczy) i gdzie każdy Ślimak pańszczyźniany czuje się Kmicicem-Husarzem - dostrzec można w tym, że jednak zamiast Waszmość/Waść ludziom utarło się zwracać się do siebie per Pan - czyli tak jak cham do Dziedzica.
W Hiszpanii to Usted niby zostało - a w każdym razie tak mnie uczono w sezonie 1988/89 na warszawskiej iberystyce - kiedym jednak oną Hiszpanię w 1992 r. kilka razy odwiedził, wielokrotnie tambylcy wręcz upraszali mnie, bym się nie wygłupiał i gadał normalnie per ty (tu).
Znaczy się - i tam ewolucja w kierunku bezpośredniości postępuje i to od dawna już .


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
26-10-2013 07:36 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
Pięknie dziękuję za kompetentny i wyczerpujący wykład
Duży uśmiech dla Waszmości

26-10-2013 13:59 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Pięknie dziękuję za kompetentny i wyczerpujący wykład

Doprawdy nie ma za co. Ot, napisałem, co wiedziałem.

>Duży uśmiech dla Waszmości

Z chamów jezdem, więc jakby co, to co najwyżej dla was .

Pozdrawiam .

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
26-10-2013 14:11 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)

>Z chamów jezdem, więc jakby co, to co najwyżej dla was .
>Pozdrawiam .

... a ja szlachcic herbu Widły w Kupie Gnoju
26-10-2013 14:32 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> ... a ja szlachcic herbu Widły w Kupie Gnoju

Spodziewam się, że to autoironia po prostu - jednak dość ostrożnie się spodziewam...
Bo wszak polską specyfiką było ongiś to, że istniały tu bardzo poważnie brane herby i zawołania, które resztę szlacheckiej Europy o śmiech do rozpuku (albo Zgorszenie) przyprawiały.
Weźmy taki - jeden z Najstarszych i Najszacowniejszych - herb Jelita na przykład.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
26-10-2013 15:12 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>> ... a ja szlachcic herbu Widły w Kupie Gnoju
>Spodziewam się, że to autoironia po prostu - jednak dość ostrożnie się spodziewam...

w takim razie zmienię klejnot na Gumiaki
26-10-2013 16:30 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bo wszak polską specyfiką było ongiś to, że istniały tu bardzo poważnie brane herby i zawołania, które resztę szlacheckiej Europy o śmiech do rozpuku (albo Zgorszenie) przyprawiały.
(My zaś śmiertelnie poważnie traktowaliśmy ich hrabiów, margrabiów, baronów itp. przez naszych - co bardziej majętnych bezherbowych - kupowane)
Nie widzę powodu do kpin, gdyż przynajmniej niektórzy bardzo poważnie traktowali przykaz, iż noblesse oblige i bardzo przyzwoicie w związku z nim się zachowywali.
pl.wikiped(*)_(społeczeństwo)
szyszkowsk(*)ndex.html?smoybbtticaid=6118d7
polish-jew(*)/pol/inteligencja_zydowska.htm
Nie ma dla mnie żadnego znaczenia skąd człowiek swoje korzenie wywodzi, gdyż niezależnie od tych korzeni można zachowywać się przyzwoicie lub być zwyrodnialcem, ale to wcale nie znaczy, że nasze tradycje są nieważne
Tradycja odgrywała i odgrywa wielka rolę w życiu człowieka, ponieważ przekazuje obyczaje i poglądy przodków, które my z kolei powinniśmy wpoić naszym dzieciom. Zasady postępowania i obyczaje, przechodzące już od wieków z ojca na syna, ukształtowały polską kulturę. Dzięki niej właśnie przetrwaliśmy my Polacy okres zaborców i trwamy do dziś jako odrębny naród. Już od czasów renesansu polskość utożsamiana była z tradycją szlachecką sarmacką. Tradycja ta miała bowiem przez długie wieki, aż do XIX stulecia, największy wpływ na kulturę naturę narodową. Szlachta była to bowiem warstwa liczna, zamożna, wykształcona i dlatego jej właśnie tradycja promieniowała na resztę narodu. Warstwy takie, jak mieszczaństwo czy chłopstwo doszły do głosu znacznie później i wtedy dopiero również ich obyczaje i poglądy zaczęły rzutować na kulturę narodową. (...)

W taki oto sposób wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej, przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości. Dzięki tradycji właśnie udało się Polakom przetrwać około 150 lat niewoli i zbudować w okresie międzywojennym nową Polskę.

www.edutek(*)niu-polskiej-kultury-narodowej

Zupełnie nieważnym jest czy na nogach mamy gumiaki, czy lakierki, pochodzimy ze wsi, czy mieliśmy wieś przed wojną, ale ciągle jest ważnym, gdy komuś "słoma z butów wystaje". Tego ani herbem, ani nawet naukowym tytułem nie pokryje.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-10-2013 21:01 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>My zaś śmiertelnie poważnie traktowaliśmy ich hrabiów, margrabiów, baronów itp. przez naszych - co bardziej majętnych bezherbowych - kupowane

Co tam Wy, Panie Andrzeju, jak traktowaliście, to Wasza sprawa - mnie do tego nie mieszajcie, bo nie przypominam sobie, bym w ogóle był przy tym obecny.

>Nie ma dla mnie żadnego znaczenia skąd człowiek swoje korzenie wywodzi, gdyż niezależnie od tych korzeni można zachowywać się przyzwoicie lub być zwyrodnialcem

Na tutejszym Forumie Pan to tłumaczy?... Litości, Panie Andrzeju...

>Tradycja odgrywała i odgrywa wielka rolę w życiu człowieka, ponieważ przekazuje obyczaje i poglądy przodków, które my z kolei powinniśmy wpoić naszym dzieciom. Zasady postępowania i obyczaje, przechodzące już od wieków z ojca na syna, ukształtowały polską kulturę. Dzięki niej właśnie przetrwaliśmy my Polacy okres zaborców i trwamy do dziś jako odrębny naród. Już od czasów renesansu polskość utożsamiana była z tradycją szlachecką sarmacką. Tradycja ta miała bowiem przez długie wieki, aż do XIX stulecia, największy wpływ na kulturę naturę narodową. Szlachta była to bowiem warstwa liczna, zamożna, wykształcona i dlatego jej właśnie tradycja promieniowała na resztę narodu. Warstwy takie, jak mieszczaństwo czy chłopstwo doszły do głosu znacznie później i wtedy dopiero również ich obyczaje i poglądy zaczęły rzutować na kulturę narodową. (...)
>W taki oto sposób wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej, przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości. Dzięki tradycji właśnie udało się Polakom przetrwać około 150 lat niewoli i zbudować w okresie międzywojennym nową Polskę.


Przyznam, że mi w pierwszej chwili, qurwa, mowę odebrało .
Nie wątpi Pan - mam nadzieję - w mój do Pana szacunek.
Niechże więc zechce Pan - bez obrażania się i bez pielęgnowania ewentualnej Urazy na przyszłość - przyjąć to, co napisać muszę i muszę brutalnie, bo non possum, qurwa, inaczej:

A nie Wstyd Panu, Panie Andrzeju, cytować tu takie Rzewne Pierdoły, do faktów mające się jak chuj do Mississippi, qurwa???!!!

Zbyt Pana szanuję, by robić tu Panu wykłady z historii Polski, ze szczególnym uwzględnieniem
1. polskiej szlachty
2. okresu zaborów.

Ośmielam się jednak nalegać, by zechciał Pan zapoznać się z tym oto krótkim tekstem. To oczywiście tylko felieton, z wszystkimi ograniczeniami właściwymi tej formie, ale ma tę zaletę, że sprawy ukazuje bardzo jasno, uczciwie i wyraziście.
Jeśli Pana nie przekona, niechże sięgnie Pan do źródła z epoki, które trudno posądzać o stronniczość, skoro autorem był przecie szlachcic Mickiewicz - na myśli mam oczywiście Dziadów część II ze szczególnym uwzględnieniem partii Kruka i Sowy.
Tak to między szlachtą i ludem wyglądało. Proszę mi nie pieprzyć, że wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości, bo mnie śmiech jakiś pusty ogarnia.
Co do tego, że dzięki tradycji właśnie udało się Polakom przetrwać około 150 lat niewoli itd. - niechże zechce Pan przyjąć do wiadomości zupełnie elementarny fakt, że dla ok. 80 % ludności Polski rozbiory oznaczały właśnie (względne) wyzwolenie od samowoli Panów-Braci, bo wreszcie te 80 % objęte zostało jakąkolwiek ochroną prawno-państwową. Znów do literatury pozwolę sobie się odwołać (chodzi o rozmowę między polskim dziedzicem Nardzewskim i austriackim urzędnikiem Hiblem; można ją sobie zresztą obejrzeć w filmie - www.youtube.com/watch?v=QPV6OoU-xrQ - poczynając od 16'16'').
Nad Weselem Wyspiańskiego już się tym razem nie będę rozwodził.

>Zupełnie nieważnym jest czy na nogach mamy gumiaki, czy lakierki, pochodzimy ze wsi, czy mieliśmy wieś przed wojną,

Pan tak na poważnie???
Gdy nawet red.nacz. najważniejszego w Polsce pisma lewicowego Sierakowski się nazywa i po salonach warszawskich bryluje?

>ale ciągle jest ważnym, gdy komuś "słoma z butów wystaje".

Uhum. Jest okazja do beki, że słoik .

>Tego ani herbem, ani nawet naukowym tytułem nie pokryje.

Dość już o herbach, a o tytułach naukowych - po występach parówkowych modelarzy ze stodoły - nie znajduję w sobie siły, by pisać w ogóle cokolwiek...

Na koniec: raz jeszcze upewniam o moim wobec Pana szacunku. Przez szacunek właśnie pozwoliłem sobie zupełnie Otwarcie dać też wyraz mojemu Wqurwieniu, gdy napisał Pan coś, co jawi mi się jako Piramidalne Bzdury. Byłoby nieuczciwością z mojej strony, gdybym napisał cokolwiek innego. Ma Pan oczywiście Święte Prawo odpłacić mi Pięknym za Nadobne (i jeszcze mi dołożyć - że tak Markiem Ewangelistą polecę). Nie obrażę się na pewno.

Pozdrawiam.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
27-10-2013 00:05 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ośmielam się jednak nalegać, by zechciał Pan zapoznać się z krótkim tekstem.
Zapoznałem się. "Przyznajmy się: tak, jesteśmy narodem morderców i niewolników." Nie przyznaję się. Nie jesteśmy żadnym "narodem morderców i niewolników", to uogólnienie jest niczym nie uzasadnione, niesprawiedliwe i wprost głupie.

>To oczywiście tylko felieton, z wszystkimi ograniczeniami właściwymi tej formie,
Forma ma niewielkie znaczenie, gdy argumenty mają siłę, tu argumentacja na siłę jest dobierana.

>ale ma tę zaletę, że sprawy ukazuje bardzo jasno, uczciwie i wyraziście.
To Panów ocena. Moim zdaniem, wielce subiektywna, nieuczciwa i emocjonalna.

>Jeśli Pana nie przekona, niechże sięgnie Pan do źródła z epoki, które trudno posądzać o stronniczość, skoro autorem był przecie szlachcic Mickiewicz - na myśli mam oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem partii Kruka i Sowy.
Tak, jakoś się zdarzyło, iż Mickiewicza, to przeczytałem wszystko co zostało opublikowane, a ponieważ czytać od wczesnego dzieciństwa lubię, to nie tylko Mickiewicza czytałem. Znam trochę źródeł i opowieści na źródłach opartych.

>Tak to między szlachtą i ludem wyglądało. Proszę mi nie pieprzyć, że wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości, bo mnie śmiech jakiś pusty ogarnia.
To nie mój tekst, ale nie śmiałbym postawić tezy, że wszystko co najlepsze dla Polski wynikło, z kultury plebejskiej. Sam uważam, że najlepsze są przeróżne mieszanki, a większy wpływ na kulturę mają ludzie bardziej wykształceni. W Polsce to jednak była szlachta i wyłoniona z niej w XIX w. inteligencja. Oczywiście - co wyżej zalinkowałem - polska inteligencja nie tylko szlacheckie miała pochodzenie.

> - niechże zechce Pan przyjąć do wiadomości zupełnie elementarny fakt, że dla ok. 80 % ludności Polski rozbiory oznaczały właśnie (względne) wyzwolenie od samowoli Panów-Braci, bo wreszcie te 80 % objęte zostało jakąkolwiek ochroną prawno-państwową. Znów do pozwolę sobie się odwołać (chodzi o rozmowę między polskim dziedzicem Nardzewskim i austriackim urzędnikiem Hiblem; można ją sobie zresztą obejrzeć w filmie - www.youtube.com/watch?v=QPV6OoU-xrQ - poczynając od 16'16'').
Lubię dobre filmy, ale jednak książki preferuję. Od dzieł historycznych też nie stronię. Coś tam przeczytałem i przepuściłem przez filtr samodzielnego myślenia.
Nie z internetu ani też z naszego forum moja wiedza pochodzi. Przyjmuję do wiadomości przeróżne fakty. Znam przerażające opisy samowoli Panów-Braci z poważnych źródeł pochodzących - nie muszą to być opowieści z powieści. Jestem też na tyle starym, że na własne uszy słyszałem lamenty nad grobem barona, a teraz za "Wolnej Polski", chłopstwo nazwało główną ulicę we wsi nazwiskiem hrabiego, który jako dobry pan potrafił fornalowi osobiście przyłożyć.

>>>>>Zupełnie nieważnym jest czy na nogach mamy gumiaki, czy lakierki, pochodzimy ze wsi, czy mieliśmy wieś przed wojną, ale ciągle jest ważnym, gdy komuś "słoma z butów wystaje". Tego ani herbem, ani nawet naukowym tytułem nie pokryje.
>Pan tak na poważnie???
Tak! Zupełnie poważnie.

>Gdy nawet red.nacz. najważniejszego w Polsce pisma lewicowego Sierakowski się nazywa i po salonach warszawskich bryluje?
Tyle ja mam wspólnego z Sierakowskim, co Sierakowski z lewicą, czyli niby coś, a bardzo niewiele.

>>>>ale ciągle jest ważnym, gdy komuś "słoma z butów wystaje".
>Uhum. Jest okazja do beki, że słoik .
Tyle Pan z tego zrozumiał? Nie szkodzi, ja np. jestem mało muzykalnym.

>>>>Tego ani herbem, ani nawet naukowym tytułem nie pokryje.
>Dość już o herbach, a o tytułach naukowych - po występach parówkowych modelarzy ze stodoły - nie znajduję w sobie siły, by pisać w ogóle cokolwiek...
Nie mam przywiązania ani do herbów, ani do herbowych, tyle że bardzo nie lubię wywyższania się jednych kosztem drugich. Akurat znam rodziny szlacheckie, których pochodzenie zobowiązywało do szlachetnych zachowań i tą tradycję dalej przekazali.
Czy z tego powodu, iż paru profesorów okazało się durniami miałbym deprecjonować całą naukę? Moim zdaniem nie należy (a nawet nie wolno) z tych faktów wyciągać żadnych uogólnień. Nigdy, to nie są wszyscy i nigdy też, to nie wszyscy razem.

>Na koniec: raz jeszcze upewniam o moim wobec Pana szacunku. Przez szacunek właśnie pozwoliłem sobie zupełnie Otwarcie dać też wyraz mojemu Wqurwieniu, gdy napisał Pan coś, co jawi mi się jako Piramidalne Bzdury.
Uważam Pana za mądrego człowieka i dużym zainteresowaniem czytam Pańskie wypowiedzi, choć nie ze wszystkimi się zgadzam. Nie oczekuję od innych więcej niż sam im przyznać mogę. Nie musi Pan się ze mną we wszystkim zgadzać, a nawet może Pan sądzić, że piszę czasem, ku Pańskiemu "Wqurwieniu" "Piramidalne Bzdury". Takie oceny poszczególnych moich wypowiedzi nie zmniejszą mojego szacunku dla Pana, ani do jego wywodów, chyba iż uzna Pan, że tylko na pisanie bzdur mnie stać.

>Byłoby nieuczciwością z mojej strony, gdybym napisał cokolwiek innego. Ma Pan oczywiście Święte Prawo odpłacić mi Pięknym za Nadobne (i jeszcze mi dołożyć - że tak Markiem Ewangelistą polecę). Nie obrażę się na pewno.
Jakoś bliższy mi tu książę Piotr Aleksiejewicz Kropotkin, który w swoich pamiętnikach o Polakach napisał:
"W ciągu ostatnich stu lat zesłano na Sybir niemało rosyjskich wygnańców politycznych, ale - zgodnie z charakterystyczną cechą Rosjan - poddawali się swemu losowi i nigdy się nie buntowali. Polacy zaś - niech to będzie powiedziane im na chwałę -nigdy nie znosili swojego losu z taką pokorą. Tym razem zorganizowali prawdziwe powstanie. Rozumie się, że nie mieli żadnych widoków powodzenia, ale mimo to powstali". Ot, cholerne pany!

Pozdrawiam.

@@@
.
27-10-2013 15:44 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ośmielam się jednak nalegać, by zechciał Pan zapoznać się z krótkim tekstem.
>Zapoznałem się. "Przyznajmy się: tak, jesteśmy narodem morderców i niewolników." Nie przyznaję się. Nie jesteśmy żadnym "narodem morderców i niewolników",

I słusznie się Pan nie przyznaje, bo Pan żadnym narodem nie jest. Ja też nie. Nic nie poradzę jednak na to, że autor felietonu pojechał w sposób logicznie nieuprawniony liczbą mnogą. Uległ tu powszechnemu nawykowi językowemu - nawykowi bardzo głupiemu, na który zresztą jestem wyjątkowo uczulony. Zawsze wypowiadam się wyłącznie we własnym imieniu - o ile ktoś mnie do wypowiadania się także w jego/jej imieniu wyraźnie nie upoważni.
Proponuję mimo wszystko wybaczyć autorowi uleganie powszechnie przyjętym durnym automatyzmom i przejść do adremu.

>to uogólnienie jest niczym nie uzasadnione, niesprawiedliwe i wprost głupie.

Każde uogólnienie aż prosi się o Wątpliwości i Sprzeciwy - jednak nie uogólniając (ze świadomością, że się uogólnia) w ogóle z żadnym namysłem nie dałoby się ruszyć z miejsca.
Zachowując więc świadomość, że zachodzi tu uogólnienie, twierdzę, że teza o narodzie niewolników jest najzupełniej uprawniona - ba! oczywista wręcz. Dziewięćdziesiąt kilka procent dzisiejszej ludności Polski pochodzi - koniec końców - od niewolnego chłopstwa.
Z mordercami jest oczywiście inaczej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że to, co opisuje w przywoływanej przez Piątka książce Zgliczyński rzeczywiście miało miejsce.

>Forma ma niewielkie znaczenie, gdy argumenty mają siłę, tu argumentacja na siłę jest dobierana.

Jw.

>>ale ma tę zaletę, że sprawy ukazuje bardzo jasno, uczciwie i wyraziście.
>To Panów ocena. Moim zdaniem, wielce subiektywna, nieuczciwa i emocjonalna.

Przeciwnie. Na wszystko są dokumenty, liczby, spisane czyny i rozmowy.

>>Proszę mi nie pieprzyć, że wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości, bo mnie śmiech jakiś pusty ogarnia.
>To nie mój tekst,

Jasne - jednakowoż zacytował go Pan jako mniej-więcej wyrażający Pańskie stanowisko.

>ale nie śmiałbym postawić tezy, że wszystko co najlepsze dla Polski wynikło, z kultury plebejskiej.

Próbuje Pan sprowadzić rzecz do absurdu, kulą w płot jednak, skoro ja do stawiania podobnej tezy nawet się nie zbliżałem.
O co innego mi szło - o to mianowicie, że do tzw. kultury narodowej (cokolwiek to znaczy) przeniknęło również i to, co w "tradycji szlacheckiej" było najgorsze. Chcąc być ścisłym należy podkreślić, że samo klasyfikowanie różnych kulturowych treści jako "lepszych" czy "gorszych" żadnym narzędziem poznawczym nie jest. Co jednemu miłe, drugiego wstrętem będzie napawać - i odwrotnie. Z "tradycji szlacheckiej" czy też "tradycji plebejskich" do "kultury narodowej" treści przenikały (albo nie) bynajmniej nie przez wzgląd na swą lepszość/gorszość; "Darwinowskim" kryterium selekcji była tu wyłącznie danych treści żywotność, zmieniająca się w czasie i przestrzeni zdolność do obsługiwania różnych potrzeb różnych ludzi czy zbiorowości.

>większy wpływ na kulturę mają ludzie bardziej wykształceni.

No, nie wiem, czy stolarz z Nazaretu albo inszy mekkański handlarz-analfabeta tak od razu by się z tym zgodzili .
Żarcik taki .

>W Polsce to jednak była szlachta i wyłoniona z niej w XIX w. inteligencja.

Nie jestem zbyt dobrego mniemania o polskiej XIX-wiecznej inteligencji (branej jako pewna całość). Ale ten temat do ewentualnego osobnego omówienia wolę zostawić.

>Oczywiście - co wyżej zalinkowałem - polska inteligencja nie tylko szlacheckie miała pochodzenie.

Trochę Żydów się przypętało, ale obaj wiemy, że z nich tylko Bezbożność, Jad, Zdrada, Zaprzaństwo i Komuna .

>Lubię dobre filmy, ale jednak książki preferuję. Od dzieł historycznych też nie stronię. Coś tam przeczytałem i przepuściłem przez filtr samodzielnego myślenia.
>Nie z internetu ani też z naszego forum moja wiedza pochodzi.

Wie Pan wszelako, że jesteśmy na publicznym Forum internetowym; jasne zatem chyba, że gdy potrzebuję sięgnąć po konkretne przykłady - a chcąc by były one zrozumiałe nie tylko dla Pana i mnie, ale też i dla każdego spośród naszych ewentualnych Czytelników - dobieram je pod kątem:
1. szerokiej znajomości (np. klasyka literatury polskiej)
2. łatwej dostępności (jedno kliknięcie)
3. krótkości i węzłowatości (bo mało komu zechce się dłuższe teksty czytać).
Byłoby pod każdym wględem Wysoce Niepraktyczne, gdybym tu opracowania naukowe przepisywał.

>na własne uszy słyszałem lamenty nad grobem barona, a teraz za "Wolnej Polski", chłopstwo nazwało główną ulicę we wsi nazwiskiem hrabiego, który jako dobry pan potrafił fornalowi osobiście przyłożyć.

To znaczy, że takie bardziej ludzkie podejście miał, poniekąd podmiotowo tych fornali traktował, skoro osobiście Fatygować się Raczył...
Pan bardziej nieludzki posłałby karbowego...

Tak czy owak - przebijam: w Nowej Hucie ulice ponazywano imionami sanacyjnych generałów .

>>>Zupełnie nieważnym jest czy na nogach mamy gumiaki, czy lakierki,
>>Pan tak na poważnie???
>Tak! Zupełnie poważnie.

Codzienna praktyka mnie jednak dość skutecznie przekonuje, że gumiaki a lakierki to jednak nie jest w społecznym odbiorze to samo.

>Tyle ja mam wspólnego z Sierakowskim, co Sierakowski z lewicą, czyli niby coś, a bardzo niewiele.

Nie o Sierakowskiego jako takiego (którego skądinąd dosyć cenię) mi szło, a o pewne exemplum szerszego zjawiska.

Na tym na razie urywam, bo mi miejsca nie staje. O tyle "nie lubię" z Panem dyskutować, że w tych dyskusjach Nieuchronnie muszę tołstyje gramoty wypisywać, a ja Leniwy Nieludzko jestem...
Oczywiście jednak rzecz dokończę, o chwilę cierpliwości tylko Upraszam.

CDN.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (
29-10-2013 12:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Dostrzegam teraz konieczność uzupełnienia wątku pytaniem:
Skąd jesteśmy?
Jakie są nasze osobiste źródła i inspiracje osobowościowe?

Można opowiadać - jak wielu fideistów - iż dokonujemy samodzielnych wyborów, ale w świetle i praktyki i naukowej wiedzy jest to przecież ewidentna bzdura. Otrzymujemy po rodzicach pewien genetyczny zestaw. Tu zaś jak udowadnia Radosław Tyrała nie istnieją żadne rasy ludzkie, a tym bardzie nie występują żadne narodowości. Tyle, że już od chwili urodzenia jesteśmy kształtowani w procesie socjalizacji. W tych procesach w rodzinach katolickich kształtowani są katolicy w rodzinach muzułmańskich muzułmanie. Niemcy w niemieckich, Żydzi w żydowskich, a Polacy w Polskich. Tak nasze pochodzenie ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy i kim jesteśmy.

Znaczenie mają tradycje kulturowe naszych rodziców i ich poziom intelektualny. Znaczenie ma także ich poziom materialny ułatwiający nasz intelektualny rozwój i późniejsza samorealizację. Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym. Wyrwanym ze swojego rodzinnego środowiska i nie mogący odnaleźć się w nowym. Sam jestem proeuropejskim internacjonalistą i ogromnym przeciwnikiem wynaradawiania. Odwrotnie uważam, że tradycje kulturowe - nawet małych grup społecznych - powinny znajdować się pod społeczną ochroną.

"Przyznajmy się: tak, jesteśmy narodem morderców i niewolników." Nie przyznaję się. Nie jesteśmy żadnym "narodem morderców i niewolników", to uogólnienie jest niczym nie uzasadnione, niesprawiedliwe i wprost głupie.
>I słusznie się Pan nie przyznaje, bo Pan żadnym narodem nie jest.
Narodem żadnym nie jestem, ale (czy mi się to podoba czy nie) jestem Polakiem, czyli człowiekiem z polskim narodem kulturowo i uczuciowo związanym. W takiej tradycji ukształtowała mnie moja rodzina i środowisko, w którym się wychowywałem. Wychowano mnie patriotycznie, ale zagruntowano także pogląd, że każdy nacjonalizm prowadzi do zła. Uważam, że nie ma dobrych nacjonalizmów!
Dlatego gdy czasem słucham lub czytam wypowiedzi np. Żydów skarżących się na polski antysemityzm, a tych skarg przebija silny antypolonizm - ludzi u których, w innych wypowiedziach, ich antyarabizm jest wyraźniejszy od polskiego antysemityzmu, to wydaję mi się to żałosne.

I taka ogólna tu refleksja, choć wiele na tym świecie stworzono złych ideologii, to jakoś wszelkie "anty" rzadko bywają od nich lepsze.

>Nic nie poradzę jednak na to, że autor felietonu pojechał w sposób logicznie nieuprawniony liczbą mnogą.
Oczywiście nie Pańska to wina i nie do Pana mam pretensję o jego głupie i nieuzasadnione uogólnienie: To straszna narracja. Ale prawdziwsza, a więc i bardziej interesująca niż fałszywa i nudna do wyrzygania opowieść o Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej.

Mam ogromne pretensje do swoich współziomków za wiele spraw i na naszym forum o tym wielokrotnie pisałem. Uważam, że krytyka może tylko pomóc, ale krytyka a nie rzyganie nieuprawnionym jadem. Czymże merytorycznie jest lepszym osąd "jesteśmy narodem morderców i niewolników" od osądu "Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej", to takie samo ideologiczne gówno. Myślę, iż szkoda na tym poziomie w ogóle dyskutować.

>Uległ tu powszechnemu nawykowi językowemu - nawykowi bardzo głupiemu, na który zresztą jestem wyjątkowo uczulony.
Uleganie nawykom raczej nie świadczy o lotności intelektualnej, a raczej jest jej zaprzeczeniem.

>Zawsze wypowiadam się wyłącznie we własnym imieniu
Ja na wszelki wypadek dodałbym tylko - "prawie".

> - o ile ktoś mnie do wypowiadania się także w jego/jej imieniu wyraźnie nie upoważni.
Jestem (i zawsze byłem) człowiekiem bardzo osobnym. Moje poglądy podziela niewielu rodaków (choć na naszym forum jest z tym trochę lepiej), ale czy mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu? Nic nie zawdzięczać moim rodzicom, rodzinie, nauczycielom, przeczytanym lekturom? Tak za swoje wypowiedzi, tylko ja ponoszę odpowiedzialność, ale jednak trochę wypowiadam się w imieniu tych, którzy mnie ukształtowali.

>Proponuję mimo wszystko wybaczyć autorowi uleganie powszechnie przyjętym durnym automatyzmom i przejść do adremu.
Nie widzę powodu do tego aby mu wybaczyć, czy też nie wybaczać. Uważam, iż nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować niż uczynimy to sami.

>>>>to uogólnienie jest niczym nie uzasadnione, niesprawiedliwe i wprost głupie.
>Każde uogólnienie aż prosi się o Wątpliwości i Sprzeciwy - jednak nie uogólniając (ze świadomością, że się uogólnia) w ogóle z żadnym namysłem nie dałoby się ruszyć z miejsca.
Zrozumiałe. Sam też stosuję uogólnienia (tyle tylko, iż lubię to zaznaczyć) Nie protestowałem przeciw uogólnieniu tylko przeciwko jego nieuzasadnieniu i głupocie.

>Zachowując więc świadomość, że zachodzi tu uogólnienie, twierdzę, że teza o narodzie niewolników jest najzupełniej uprawniona - ba! oczywista wręcz. Dziewięćdziesiąt kilka procent dzisiejszej ludności Polski pochodzi - koniec końców - od niewolnego chłopstwa.
To Pański wniosek, którego nie podzielam. Mamy z małpami wspólnych przodków, ale poza okresem młodości po drzewach chodzimy raczej mało. Z chłopstwem sprawy są złożone, a i mieszczaństwo odgrywało swoją rolę. Jest też proletariat
Oczywiście bogaci i sprawujący władzę zawsze dążą do tego aby jak najbardziej sobie podporządkować jak najwięcej osób, ale zawsze też rodzą się natury niepodległe, które dążą do wyzwolenia siebie i sobie bliskich ze zniewolenia.

CDN
.
01-11-2013 01:23 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Dostrzegam teraz konieczność uzupełnienia wątku pytaniem:
>Skąd jesteśmy?

Z Afryki, Panie Andrzeju, z Afryki...

>Jakie są nasze osobiste źródła i inspiracje osobowościowe?

Różne.

>Tu zaś jak udowadnia Radosław Tyrała nie istnieją żadne rasy ludzkie,

Nie znam tej pracy, ale z omówienia wynika, że to jakieś totalne bzdury. Autor nie potrafi nawet odróżnić moralności od polityki, a polityki od antropologicznego meritum. Kwestionuje istnienie ras, bo sądzi, że przekonanie o istnieniu ras prowadzi do rasizmu czyli nierówności, nienawiści, konfliktów etc. Tak jakby bez pojęcia "rasy" ludzie nie potrafili bliźnich gnębić co najmniej równie chwacko jak z motywacji rasistowskich właśnie. Tymczasem najbardziej zajadłe są od zawsze konflikty domowe, gdzie nawet śladów "rasizmu" nie sposób się dopatrzeć.
Czy pojęcie rasy ma jakieś merytoryczne uzasadnienie - jest w antropologii kwestią wysoce kontrowersyjną.
Ale "argumenty" ze strachu przed konfliktami nie są dobrze widziane.

>tym bardzie nie występują żadne narodowości.

Teraz już występują - w ludzkich wyobrażeniach tylko, rzecz jasna.

>już od chwili urodzenia jesteśmy kształtowani w procesie socjalizacji. W tych procesach w rodzinach katolickich kształtowani są katolicy w rodzinach muzułmańskich muzułmanie.

Na ogół, ale jednak różnie to bywa.

>Tak nasze pochodzenie ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy i kim jesteśmy.

Jeszcze większy wpływ ma Wielki Wybuch i zagłada dinozaurów - ale mniejsza z tym.
Na to, jacy jesteśmy i kim jesteśmy, nasze pochodzenie (w ścisłym sensie tego słowa) wpływ ma jedynie pośredni (nie mówię - zaznaczam - o wyposażeniu czysto genetycznym). Kształtuje nas tak naprawdę nie przeszłość (pochodzenie), a teraźniejszość - te doświadczenia, jakie realnie, aktualnie, nas w procesie socjalizacji spotykają.

>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym.

Korzenie to mają rośliny.

Teraz pewna uwaga natury ogólnej. Dużo Pan pisze o sobie, Panie Andrzeju; nie tyle przedstawia Pan argumenty za jakimś stanowiskiem, co przedstawia Pan siebie - nic w tym złego, ale taka maniera dyskutowania niejako "wymusza" na rozmówcy dopasowanie się i też pisanie o sobie samym. Ja zaś pisać o sobie nie lubię. Mam więc problem z samą formą dyskusji, bo niby jak mam się odnieść do np. czegoś takiego:

>Sam jestem proeuropejskim internacjonalistą i ogromnym przeciwnikiem wynaradawiania.

???

Napisać, że a to se Pan bądź, wolno Panu przecie?
Czy może rozwodzić się nad tym, że ja z kolei jestem - pod względem emocjonalnym - całkowitym kosmopolitą bez ojczyzny, jestem też - mam oczywisty interes być - proeuropejski do bólu, a "wynaradawianie" wydaje mi się jednak jakby bardziej etyczne niż wmawianie ludziom narodowości?
Co by to wniosło do dyskusji - poza tym, że Pan swoje, ja swoje?

Doprawdy nie wiem, jaką metodę przyjąć. Improwizować będę.

>Odwrotnie uważam, że tradycje kulturowe - nawet małych grup społecznych - powinny znajdować się pod społeczną ochroną.

To dość skomplikowana kwestia. Pan ma ten luksus, że może rozważać ją tylko abstrakcyjnie na planie moralnym czy też politycznym i już. Dla antropologa - jak ja - jest to pewna bardzo konkretna zawodowa aporia. Daleko do tego, by mieć jednoznaczny pogląd na sprawę. Nie będę zanudzał szczegółami.

>Narodem żadnym nie jestem, ale (czy mi się to podoba czy nie) jestem Polakiem, czyli człowiekiem z polskim narodem kulturowo i uczuciowo związanym.

To, z jakimi wyobrażeniami (a "naród" niczym więcej jak wyobrażeniem jest przecie) jest Pan uczuciowo związany, mimo wszystko zależy tylko od Pańskiej woli - zapewniam.
Polaku! Jeszcze jeden wysiłek!... - jak to mówią .

>Wychowano mnie patriotycznie, ale zagruntowano także pogląd, że każdy nacjonalizm prowadzi do zła. Uważam, że nie ma dobrych nacjonalizmów!

Zależy, jak rozumieć pojęcie nacjonalizmu. W Polsce nacjonalizmem nazywa się to, co gdzie indziej zwykle szowinizmem. Z Pańską oceną szowinizmu zgadzam się od stóp do głów.
Jednak w anglosaskim akademickim dyskursie nacjonalizm to tyle, co przekonanie, że
1. realnie istnieją jakoweś narody
2. to właśnie owe narody powinny być podstawą organizacji jednostek politycznych (w praktyce - państw) - nie zaś np. wierność Wierność Pomazanej przez Boga Dynastii, solidarność proletariatu albo co.
Tak rozumiany nacjonalizm nie musi jakoś Koniecznie być "zły".

>Dlatego gdy czasem słucham lub czytam wypowiedzi np. Żydów skarżących się na polski antysemityzm, a tych skarg przebija silny antypolonizm

Nie bardzo wiem, co Pan przez antypolonizm rozumie.

>ludzi u których, w innych wypowiedziach, ich antyarabizm jest wyraźniejszy od polskiego antysemityzmu, to wydaję mi się to żałosne.

Chyba już w ogóle cokolwiek przestaję rozumieć.

>I taka ogólna tu refleksja, choć wiele na tym świecie stworzono złych ideologii, to jakoś wszelkie "anty" rzadko bywają od nich lepsze.

Spierałbym się, ale mniejsza z tym - późno już.

>Mam ogromne pretensje do swoich współziomków za wiele spraw i na naszym forum o tym wielokrotnie pisałem. Uważam, że krytyka może tylko pomóc, ale krytyka a nie rzyganie nieuprawnionym jadem.
>Czymże merytorycznie jest lepszym osąd "jesteśmy narodem morderców i niewolników" od osądu "Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej", to takie samo ideologiczne gówno. Myślę, iż szkoda na tym poziomie w ogóle dyskutować.

Może zainteresuje Pana, jak sam Piątek do swojego tekstu się odniósł .

CDN.
02-11-2013 15:50 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Skąd jesteśmy?
>Z Afryki, Panie Andrzeju, z Afryki...
Zgoda i niektórzy nawet tam pozostali.

>>>>Jakie są nasze osobiste źródła i inspiracje osobowościowe?
>Różne.
I przeróżniaste, o tym właśnie tu mowa.

>>>>Tu zaś jak udowadnia Radosław Tyrała nie istnieją żadne rasy ludzkie,
>Nie znam tej pracy, ale z omówienia wynika, że to jakieś totalne bzdury.
Znam tą pracę, a nawet posiadam ją w domu i nie zgadzam się tu z Pańską oceną.

>>>>tym bardzie nie występują żadne narodowości.
>Teraz już występują - w ludzkich wyobrażeniach tylko, rzecz jasna.
Tak w wyobrażeniach występują. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel

>>>>Tak, nasze pochodzenie ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy i kim jesteśmy.
>Jeszcze większy wpływ ma Wielki Wybuch i zagłada dinozaurów - ale mniejsza z tym.
A dlaczego, gdy są to bardzo merytoryczne argumenty podnoszące poziom dyskusji.

>>>>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym.
>Korzenie to mają rośliny.
Dziękuję za informację.

>Teraz pewna uwaga natury ogólnej. Dużo Pan pisze o sobie, Panie Andrzeju; nie tyle przedstawia Pan argumenty za jakimś stanowiskiem, co przedstawia Pan siebie - nic w tym złego, ale taka maniera dyskutowania niejako "wymusza" na rozmówcy dopasowanie się i też pisanie o sobie samym. Ja zaś pisać o sobie nie lubię.
Gdyż ja nie jestem obiektywnym i nawet nie próbuję takiego udawać. Zaś moje widzenie i ocena rzeczywistości wynika z tego jaki jestem intelektualnie i mentalnie, a według mnie kształtowanie ludzi jest procesem i nasze aktualne poglądy zostają w tym procesie wypracowane.

Nie zmuszam rozmówców ani do przyjęcia moich argumentów, ani tym bardziej do ich stosowania, chciałbym tylko aby ze zrozumieniem były czytane. Wielokrotnie to za duże wymagania, ale tu rozmawiam z bardzo inteligentnym człowiekiem.

>Mam więc problem z samą formą dyskusji, bo niby jak mam się odnieść do np. czegoś takiego:
>>>>Znaczenie mają tradycje kulturowe naszych rodziców i ich poziom intelektualny. (...) Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym. Wyrwanym ze swojego rodzinnego środowiska i nie mogący odnaleźć się w nowym. Sam jestem proeuropejskim internacjonalistą i ogromnym przeciwnikiem wynaradawiania. Odwrotnie uważam, że tradycje kulturowe - nawet małych grup społecznych - powinny znajdować się pod społeczną ochroną.
>???
>Napisać, że a to se Pan bądź, wolno Panu przecie?
Nie wiem? Ja napisałem co myślałem, a teraz to Pański problem. Może Pan napisać, to co się Panu podoba lub zupełnie to pominąć.

>Czy może rozwodzić się nad tym, że ja z kolei jestem - pod względem emocjonalnym - całkowitym kosmopolitą bez ojczyzny, jestem też - mam oczywisty interes być - proeuropejski do bólu, a "wynaradawianie" wydaje mi się jednak jakby bardziej etyczne niż wmawianie ludziom narodowości?
Przyjmuję z całym szacunkiem tą Pańską deklarację.

>>>>Narodem żadnym nie jestem, ale (czy mi się to podoba czy nie) jestem Polakiem, czyli człowiekiem z polskim narodem kulturowo i uczuciowo związanym.
>To, z jakimi wyobrażeniami (a "naród" niczym więcej jak wyobrażeniem jest przecie) jest Pan uczuciowo związany, mimo wszystko zależy tylko od Pańskiej woli - zapewniam.
>Polaku! Jeszcze jeden wysiłek!... - jak to mówią .
A gdy nie chcę być kosmopolitą, to muszę?

>>>>Uważam, że nie ma dobrych nacjonalizmów!
>Zależy, jak rozumieć pojęcie nacjonalizmu. W Polsce nacjonalizmem nazywa się to, co gdzie indziej zwykle szowinizmem.
Używam tu języka polskiego i całkowicie on mi wystarcza. Szowinizm jest w polskim bardziej ekstremalną formą nacjonalizmu, ale przecież Pan wie to doskonale.

>>>>Mam ogromne pretensje do swoich współziomków za wiele spraw (...) Uważam, że krytyka może tylko pomóc, ale krytyka a nie rzyganie nieuprawnionym jadem.
>>>>Czymże merytorycznie jest lepszym osąd "jesteśmy narodem morderców i niewolników" od osądu "Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej", to takie samo ideologiczne gówno. Myślę, iż szkoda na tym poziomie w ogóle dyskutować.
>Może zainteresuje Pana, jak sam Piątek do swojego tekstu się odniósł .
Czy mówienie Polakom, że są narodem morderców i niewolników nie jest rodzajem rasizmu? Czy operowanie jakimikolwiek stereotypami, nawet przykrymi dla samego siebie, nie jest rasistowskie? No cóż, w tym przypadku nie wypada mi być sędzią we własnej sprawie - osądźcie Państwo sami. Powiem tylko, że kiedy pisałem ten tekst, wcale nie chciałem, żeby był ironiczny. Chciałem, żeby był śmiertelnie poważny, choćby nawet miał być rasistowski (faszysta we mnie, mój mały wewnętrzny Trzebiński, pragnął bestii przeciwstawić bestię). Teraz, gdy patrzę na tamten felieton, widzę, że jest ironiczny - jest ironiczną prowokacją pod tytułem: "Skoro Polak nie może żyć bez parszywych stereotypów, to niech przynajmniej będą to stereotypy choćby częściowo oparte na prawdzie - a wtedy Polak wypadnie przerażająco. Ale nie martwcie się, rodacy: niewolnicy i mordercy są sexy - na pewno bardziej niż Polska Zawsze Dziewica)". Teraz widzę tu pewną odmianę ironii, ale jak już mówiłem, osąd nie należy do mnie.
Panie Tomaszu, ja nie mam kłopotu w częściowej zgodzie z czyimiś poglądami, a nawet nie mam kłopotu cenić ludzi, z którymi się nie zgadzam zupełnie. Miałem i mam przyjaciół z różnych środowisk o różnych poglądach.
Z Panem zgadzam się w dużej części, choć dalece nie we wszystkim. Co wcale nie przeszkadza mi uważać Pana za mądrego człowieka,
06-11-2013 21:39 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Tu zaś jak udowadnia Radosław Tyrała nie istnieją żadne rasy ludzkie,
>>Nie znam tej pracy, ale z omówienia wynika, że to jakieś totalne bzdury.
>Znam tą pracę, a nawet posiadam ją w domu i nie zgadzam się tu z Pańską oceną.

Moją ocenę sformułowałem wyłącznie na podstawie linkowanego przez Pana krótkiego omówienia. Możliwe, że gdybym pracę poznał, to i ocenę bym zmienił.

>>>nie występują żadne narodowości.
>>Teraz już występują - w ludzkich wyobrażeniach tylko, rzecz jasna.
>Tak w wyobrażeniach występują. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel

Nie bardzo rozumiem, skąd wziął się tu przykład ks. Wekslera-Waszkinela.

>>>Tak, nasze pochodzenie ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy i kim jesteśmy.
>>Jeszcze większy wpływ ma Wielki Wybuch i zagłada dinozaurów - ale mniejsza z tym.
>A dlaczego, gdy są to bardzo merytoryczne argumenty podnoszące poziom dyskusji.

Jednak mniejsza .

>>>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym.
>>Korzenie to mają rośliny.
>Dziękuję za informację.

Jestem dość uczulony na metafory korzeni/ukorzenienia itp. Te metafory wcale nie są niewinne; zazwyczaj niosą z sobą mniej czy bardziej zawoalowane, za to dające się dobrze określić, polityczne przesłanie - służą agitacji za najtępszym "konserwatyzmem".
Jasne, że jestem jak najdalszy od przypisywania takowego ich użycia akurat Panu - zareagowałem alergicznie zupełnie odruchowo. Przepraszam.
Skądinąd uważam, że nie ma Pan racji, tak wielką wagę jakkolwiek rozumianym "korzeniom" przypisując. Tułaczem i zbiegiem jest człowiek na Ziemi.

>>Nie zmuszam rozmówców ani do przyjęcia moich argumentów, ani tym bardziej do ich stosowania, chciałbym tylko aby ze zrozumieniem były czytane. Wielokrotnie to za duże wymagania, ale tu rozmawiam z bardzo inteligentnym człowiekiem.

Sęk w tym, że nazbyt często - mym zdaniem - miast rzeczowo argumentować, ogranicza się Pan do jedynie informowania o swym stanowisku.
By daleko nie szukać:
>>>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym. Wyrwanym ze swojego rodzinnego środowiska i nie mogący odnaleźć się w nowym. Sam jestem proeuropejskim internacjonalistą i ogromnym przeciwnikiem wynaradawiania. Odwrotnie uważam, że tradycje kulturowe - nawet małych grup społecznych - powinny znajdować się pod społeczną ochroną.

>Ja napisałem co myślałem, a teraz to Pański problem. Może Pan napisać, to co się Panu podoba lub zupełnie to pominąć.

Chyba z drugiej opcji skorzystam.

>>>Narodem żadnym nie jestem, ale (czy mi się to podoba czy nie) jestem Polakiem, czyli człowiekiem z polskim narodem kulturowo i uczuciowo związanym.
>>To, z jakimi wyobrażeniami (a "naród" niczym więcej jak wyobrażeniem jest przecie) jest Pan uczuciowo związany, mimo wszystko zależy tylko od Pańskiej woli - zapewniam.
>>Polaku! Jeszcze jeden wysiłek!... - jak to mówią .
>A gdy nie chcę być kosmopolitą, to muszę?

Nic Pan nie musi. Nie bez powodu przecie pisałem, że zależy wszystko wyłącznie od Pańskiej woli - polemizując z Pańską tezą, że jest Pan Polakiem czy się to Panu podoba czy nie.

>>Zależy, jak rozumieć pojęcie nacjonalizmu. W Polsce nacjonalizmem nazywa się to, co gdzie indziej zwykle szowinizmem.
>Używam tu języka polskiego i całkowicie on mi wystarcza. Szowinizm jest w polskim bardziej ekstremalną formą nacjonalizmu, ale przecież Pan wie to doskonale.

Szowinizm niekoniecznie musi być formą nacjonalizmu akurat - może równie dobrze odwoływać się do takich kategorii jak np. rasa czy płeć. Nie dość dokładnie przeczytał Pan chyba przywoływane hasła w wikipedii. To ja jednak wcześniej dopuściłem się niechlujstwa pisząc beztrosko, a mocno nieściśle, że w polskim mianem nacjonalizmu zwykle określa się to, co gdzie indziej mianem szowinizmu.
1:1.
Uściślam zatem: w polskim pod słowem nacjonalizm rozumie się zwykle szowinizm narodowy (na ogół - tu zgoda - w nie najbardziej ekstremalnej postaci); faktem jest też jednak, że - przynajmniej w dyskursie akademickim, przynajmniej od ukazania się po polsku klasycznej pracy Ernesta Gellnera Narody i nacjonalizm (1991) - dość się już upowszechniło również anglosaskie akademickie rozumienie terminu. Warto zatem zawsze precyzować, które konkretnie znaczenie ma się na myśli - co mnie akurat za pierwszym razem nie do końca wyszło.
Na tym spór terminologiczny proponuję zakończyć.

>>>Czymże merytorycznie jest lepszym osąd "jesteśmy narodem morderców i niewolników" od osądu "Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej", to takie samo ideologiczne gówno. Myślę, iż szkoda na tym poziomie w ogóle dyskutować.

Sam Pan nieco niżej cytuje Piątka, który rzecz wystarczająco dobrze - mym zdaniem - wyjaśnia.

>Panie Tomaszu,

Adam mnie na Chrzcie Świętym zapodali.

>ja nie mam kłopotu w częściowej zgodzie z czyimiś poglądami, a nawet nie mam kłopotu cenić ludzi, z którymi się nie zgadzam zupełnie. Miałem i mam przyjaciół z różnych środowisk o różnych poglądach.

Jako i ja takoż.

>Z Panem zgadzam się w dużej części, choć dalece nie we wszystkim. Co wcale nie przeszkadza mi uważać Pana za mądrego człowieka,

I wzajemnie.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
09-11-2013 20:25 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.I.

>Nie bardzo rozumiem, skąd wziął się tu przykład ks. Wekslera-Waszkinela.
Po prostu wyobrażenia własnej narodowości (w jego przypadku podły) los zmieniał. Znam też inne takie przypadki, ale ten jest mocno dramatyczny i dosyć znany.

>>>>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym.
>Korzenie to mają rośliny.
>>>>Dziękuję za informację.
>Jestem dość uczulony na metafory korzeni/ukorzenienia itp. Te metafory wcale nie są niewinne; zazwyczaj niosą z sobą mniej czy bardziej zawoalowane, za to dające się dobrze określić, polityczne przesłanie - służą agitacji za najtępszym "konserwatyzmem".
Ja też jestem uczulony! Na przykład znam sporo dramatów ludzi, którzy tu zadzwonili. Znam biografię - co najmniej kilku polskich Żydów, którzy pomimo różnych podłości uczynionych im przez Polaków nadal kochali Polskę (Polin) jako swoją ojczyznę, choć czasem "polszczyzną" ją nazywali. Także ci, dla których tradycje judaistyczne miały ogromne znaczenie.

Rozmawiałem z kilkoma Żydami w Izraelu, a ostatnio Szewach Weiss potwierdził to w TVN, jak wielu Żydów mieszkających już tam kilkadziesiąt lat nadal mocno jest związanych z Polską, uważając że w Polsce są ich korzenie. Ponadto zdaję sobie sprawę z mojego często dosyć naiwnego idealizmu i może dlatego, a może przez znakomitą grę aktorów podobał mi się naiwny "Cud purymowy"

Wychowany zostałem w domu, gdzie tradycje rodzinne i patriotyczne były ważne. Na robotniczym podwórku, ale w większości to były dzieci warszawskich robotników z co najmniej przedwojennymi korzeniami. Tak, mam wypaczone spojrzenie, gdyż dla mnie ukorzenienie w jakieś kulturze jest ważnym. Natomiast dalece wtórnym jest to jaka to kultura.

>Jasne, że jestem jak najdalszy od przypisywania takowego ich użycia akurat Panu - zareagowałem alergicznie zupełnie odruchowo. Przepraszam.
>Skądinąd uważam, że nie ma Pan racji, tak wielką wagę jakkolwiek rozumianym "korzeniom" przypisując. Tułaczem i zbiegiem jest człowiek na Ziemi.
Ja wcale nie twierdzę, iż ją mam, to tylko mój pogląd na rzeczywistość, ale jednak przemyślany i wiem dlaczego tak uważam i dlaczego tego stanowiska bronię.

>>>>Nie zmuszam rozmówców ani do przyjęcia moich argumentów, ani tym bardziej do ich stosowania, chciałbym tylko aby ze zrozumieniem były czytane. Wielokrotnie to za duże wymagania, ale tu rozmawiam z bardzo inteligentnym człowiekiem.
>Sęk w tym, że nazbyt często - mym zdaniem - miast rzeczowo argumentować, ogranicza się Pan do jedynie informowania o swym stanowisku.
>By daleko nie szukać:
>>>>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym. Wyrwanym ze swojego rodzinnego środowiska i nie mogący odnaleźć się w nowym. Sam jestem proeuropejskim internacjonalistą i ogromnym przeciwnikiem wynaradawiania. Odwrotnie uważam, że tradycje kulturowe - nawet małych grup społecznych - powinny znajdować się pod społeczną ochroną.
Uważa Pan, że za mało argumentów tu przedstawiłem? Starałem się jak mogłem, mnie się - prawdopodobnie źle - wydaje, iż Pan je odrzucił nawet przed próbą ich zrozumienia.

>>>>A gdy nie chcę być kosmopolitą, to muszę?
>Nic Pan nie musi. Nie bez powodu przecie pisałem, że zależy wszystko wyłącznie od Pańskiej woli - polemizując z Pańską tezą, że jest Pan Polakiem czy się to Panu podoba czy nie.
I co? I Pańskie stwierdzenie ma pokrycie w rzeczywistości i jest dostatecznie uargumentowane. Pan gdyby zechciał, to mógłby zostać i np szowinistą? Mocno w to wątpię, a sam wiem, że nawet gdy moje poglądy są błędne, to w moim wieku, przy całej otwartości na rzeczywistość zmienić je bardzo trudno. Zresztą jakoś mało zacietrzewionych w obronie swoich słabo uargumentowanych poglądów osób, to jakoś mało tu dostrzegam.

Bogusławski:
Jestem (i zawsze byłem) człowiekiem bardzo osobnym. Moje poglądy podziela niewielu rodaków (...), ale czy mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu? Nic nie zawdzięczać moim rodzicom, rodzinie, nauczycielom, przeczytanym lekturom? Tak za swoje wypowiedzi, tylko ja ponoszę odpowiedzialność, ale jednak trochę wypowiadam się w imieniu tych, którzy mnie ukształtowali.
I dalej:
Znowu! Ja nie mam najmniejszego zamiaru narzucać komukolwiek swoich poglądów, wypowiadam się sam za siebie i tylko sam ponoszę za to odpowiedzialność, a tu tylko nieśmiało proszę o podjęcie próby zrozumienia tego co piszę

>Niestety - jak widać na powyższych przykładach - Pańskie wypowiedzi bywają wzajem sprzeczne, zatem nie ma tu już niczego do rozumienia, poza tym, że obie nie mogą być jednocześnie prawdziwe.
Tak Pan uważa, to cóż ja biedny mogę. Gdybym nie uważał swoich wypowiedzi za spójne to bym ich nie zamieścił. Może warto zajrzeć do książek "Na barkach gigantów" oraz "Na ramionach olbrzymów", ale wydaje mi się, iż musiał Pan słyszeć o szkołach, kierunkach o tomistach, kantystach, marksistach. Tak mnie też różni mądrzy ludzie kształtowali. Sporo im zawdzięczam i część ich poglądów dalej przenoszę, choć mówię zawsze w swoim imieniu.

CDN

@@@
.
15-11-2013 21:58 
 Ocena 4 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Panie Andrzeju, ta dyskusja im dłuższa, tym bardziej Męcząca, Jałowa i Zbędna się robi. Postaram się streszczać.

>>Nie bardzo rozumiem, skąd wziął się tu przykład ks. Wekslera-Waszkinela.
>Po prostu wyobrażenia własnej narodowości (w jego przypadku podły) los zmieniał.

Narodowość jest wyobrażeniem. Zgadzamy się.

>>Jestem dość uczulony na metafory korzeni/ukorzenienia itp. Te metafory wcale nie są niewinne; zazwyczaj niosą z sobą mniej czy bardziej zawoalowane, za to dające się dobrze określić, polityczne przesłanie - służą agitacji za najtępszym "konserwatyzmem".
>Ja też jestem uczulony! (...) Znam biografię - co najmniej kilku polskich Żydów, którzy pomimo różnych podłości uczynionych im przez Polaków nadal kochali Polskę (Polin) jako swoją ojczyznę, choć czasem "polszczyzną" ją nazywali. Także ci, dla których tradycje judaistyczne miały ogromne znaczenie.
>Rozmawiałem z kilkoma Żydami w Izraelu, a ostatnio Szewach Weiss potwierdził to w TVN, jak wielu Żydów mieszkających już tam kilkadziesiąt lat nadal mocno jest związanych z Polską, uważając że w Polsce są ich korzenie.

Każdy ma prawo żywić takie sentymenty, jakie mu pasują. O czym innym pisałem.

>Wychowany zostałem w domu, gdzie tradycje rodzinne i patriotyczne były ważne. Na robotniczym podwórku, ale w większości to były dzieci warszawskich robotników z co najmniej przedwojennymi korzeniami. Tak, mam wypaczone spojrzenie, gdyż dla mnie ukorzenienie w jakieś kulturze jest ważnym. Natomiast dalece wtórnym jest to jaka to kultura.

Jaka by nie była - nabyte w drodze socjalizacji nawyki umysłowe i przed-sądy często i gęsto wypaczają postrzeganie rzeczywistości. Mnie zaś o nic więcej, jak o kontakt z rzeczywistością, nie chodzi.

>>>Sęk w tym, że nazbyt często - mym zdaniem - miast rzeczowo argumentować, ogranicza się Pan do jedynie informowania o swym stanowisku.
>>>By daleko nie szukać:
>>Ogromnie ważne są nasze korzenie i bardzo współczuję ludziom nieukorzenionym. Wyrwanym ze swojego rodzinnego środowiska i nie mogący odnaleźć się w nowym. Sam jestem proeuropejskim internacjonalistą i ogromnym przeciwnikiem wynaradawiania. Odwrotnie uważam, że tradycje kulturowe - nawet małych grup społecznych - powinny znajdować się pod społeczną ochroną.
>Uważa Pan, że za mało argumentów tu przedstawiłem? Starałem się jak mogłem, mnie się - prawdopodobnie źle - wydaje, iż Pan je odrzucił nawet przed próbą ich zrozumienia.

Bardzo współczuję, jestem X-istą i ogromnym przeciwnikiem Y, uważam, że (...) Z powinno znajdować się... - to są, Pańskim zdaniem, rzeczowe argumenty?

>I co? I Pańskie stwierdzenie ma pokrycie w rzeczywistości i jest dostatecznie uargumentowane. Pan gdyby zechciał, to mógłby zostać i np szowinistą?

Tak. Przy pewnym wysiłku mógłbym zdobyć się na niezbędny cynizm. A zgłupieć mógłbym i bez wysiłku żadnego.

>>>Bogusławski:
trochę wypowiadam się w imieniu tych, którzy mnie ukształtowali.
>I dalej:
>wypowiadam się sam za siebie

>>Niestety - jak widać na powyższych przykładach - Pańskie wypowiedzi bywają wzajem sprzeczne, zatem nie ma tu już niczego do rozumienia, poza tym, że obie nie mogą być jednocześnie prawdziwe.
>Tak Pan uważa, to cóż ja biedny mogę. Gdybym nie uważał swoich wypowiedzi za spójne to bym ich nie zamieścił. Może warto zajrzeć do książek

Tym razem pozwoliłem sobie nieco zredukować Pańskie wypowiedzi. Moje twierdzenie dzięki temu ciut zyskało - mam nadzieję - na jasności?


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
16-11-2013 00:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, ta dyskusja im dłuższa, tym bardziej Męcząca, Jałowa i Zbędna się robi.
Bardzo dziękuje za dotychczasową dyskusję i zgadzam się tu całkowicie z Panem, iż bez sensu jest ją dalej toczyć.

Pozdrawiam.

@@@
.
16-11-2013 00:55 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Panie Andrzeju, ta dyskusja im dłuższa, tym bardziej Męcząca, Jałowa i Zbędna się robi.
>Bardzo dziękuje za dotychczasową dyskusję i zgadzam się tu całkowicie z Panem, iż bez sensu jest ją dalej toczyć.

Cieszy mnie to .
Skoro już jednak zdążyłem na dwa Pańskie posty odpowiedzieć, to - siłą rozpędu - i na trzeci jeszcze odpowiem.
Bez zobowiązań .


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
09-11-2013 20:25 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Ciąg dalszy:

>>>>Można wyliczać samych Polaków, samych szlachciców, samych blondynów itd.
>Nie, Panie Andrzeju. To nie jest kwestia bezmyślnie przyjmowanych stereotypów, a kwestia systemowego, prawem państwowym i wielowiekowym obyczajem sankcjonowanego ucisku.
Nie pisałem ani o starych stereotypach, ani o tworzeniu nowych. Pisałem o subiektywnym wyborze faktów (nie przecząc ich prawdziwości) i budowaniu na tym wyborze subiektywnego opisu rzeczywistości. Takie podejście - o ile publicystycznie jest uprawnionym - to ma niewiele wspólnego z rzetelnym warsztatem historyka.

>>>>Na podstawie tego można stworzyć przeróżne i przecudne uogólnienia.
>W tym wypadku uogólnienia mają solidne historyczne podstawy.
I co muszę to przyjąć na wiarę. Nawet gdybym chciał to nie mogę, w moich oczach każdy kto używa epitetów dyskredytuje się sam jako obiektywny historyk. To tylko stronniczo zaangażowana publicystyka.

>Przez słowo obiektywne rozumiem dające się zmierzyć i policzyć. W takim sensie problem polskiego antysemityzmu i jego przejawów zobiektywizować, z grubsza przynajmniej, się daje.
>>>>Ja mam inne rozumienie obiektywności, jest to bezstronność, brak uprzedzeń, umiejętność oceny rzeczywistości w sposób realistyczny, niezależny od osobistych upodobań i emocji.
>A po czym ma kto w razie czego poznać, że cechuje go właśnie bezstronność, brak uprzedzeń, umiejętność oceny sytuacji w sposób realistyczny, niezależny od osobistych upodobań i emocji?
>Samemu sobie na Słowo Honoru uwierzyć?
Sobie samemu słowa honoru dawać nie muszę. Uczyłem się metodologii badań historycznych z podręczników prof. Benona Miśkiewicza oraz prof. Jerzego Topolskiego składając z tej wiedzy egzaminy m.in. u prof. Jerzego Tomaszewskiego. Trzymam się przekonywującej mnie ich argumentacji.

>Chyba jednak lepiej tych liczbowych kryteriów się trzymać.
13, 17, 338 to ma być jakakolwiek prawda? Same liczby, to nawet w matematyce nie mają żadnego znaczenia - poza oczywistym wyrażaniem jakiejś tam matematycznej (nie wiadomo czego) wielkości.

>Nie ma Pan wrażenia, że cokolwiek się Pan zapętla? Od dawna już zresztą?
A Pan nie ma Pan wrażenia, że cokolwiek się Pan zapętla? Od dawna już zresztą?
Niekiedy mam wrażenie, iż lubi Pan sobie ustawić interlokutora w rogu i mu tam przywalać, ale czasem warto się zreflektować, iż róg jest pusty i tłucze Pan tylko swojego fantoma. Naprawdę często jest mi ogromie daleko do poglądów, które Pan mi przypisuje i je atakuje.

>90 procent (albo więcej) dzisiejszej ludności Polski pochodzi - koniec końców - od pańszczyźnianych niewolników.
Już Pan napisał zgodnie z prawdą, iż z Afryki jesteśmy. Na ziemiach polskich pańszczyzna występowała od XII w. do 1864 r. pl.wikipedia.org/wiki/Pańszczyzna_w_Polsce
O powstaniach i buntach chłopskich też Pan czytał. W 1931 roku z roli utrzymywało się 61% społeczeństwa. W historii istotne są procesy. Była II RP i była PRL, która wydawałoby się przeorała w świadomościach ludzi wiele.
Oczywiście, że mamy z małpami wspólnych przodków. Nie przeczę faktom ani oczywistościom.

>I to widać w postawach, nawykach myślowych, systemie wartości etc. Nie jest to zresztą żaden powód do wstydu ani zmartwienia - przeciwnie zgoła, to właśnie odziedziczone po wiejskich przodkach (przez zaborców wyzwolonych) postawy, nawyki i wartości każą większości dzisiejszych Polaków zachowywać się względnie odpowiedzialnie i racjonalnie, w nich jest właśnie źródło dotychczasowej stabilności społeczno-politycznej i ekonomicznej III RP.
To przecież Pan odrzuca korzenie i tradycje. Ja uważam, iż są ogromie ważne, a najbardziej potwierdzają nasze przywiązanie do zniewolniczenia reformy "Solidarnościowe". Na własne żądanie sojusz robotniczo-chłopski narzucił na siebie kapitalistyczny bat. Tak, iż z tym narodem niewolników, to mają Panowie sporo racji. Choć nie wszyscy i nie razem.

>Z tego także - jak sądzę - wypada sobie zdawać sprawę.
Choć tego Pan nie zauważa, to zdaję sobie sprawę z bardzo wielu rzeczy. Żyję już dosyć długo i przez całe dorosłe życie starałem się poznać i zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Może Bozia mi nie dała aż tak bardzo przenikliwego umysłu jakim dysponują Panowie, ale daję słowo, iż myślę i staram się myśleć samodzielnie, choć na podstawie dostępnych mi informacji.

CDN

@@@
.
16-11-2013 00:48 
 Ocena 4 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Nie, Panie Andrzeju. To nie jest kwestia bezmyślnie przyjmowanych stereotypów, a kwestia systemowego, prawem państwowym i wielowiekowym obyczajem sankcjonowanego ucisku.
>Nie pisałem ani o starych stereotypach, ani o tworzeniu nowych. Pisałem o subiektywnym wyborze faktów (nie przecząc ich prawdziwości) i budowaniu na tym wyborze subiektywnego opisu rzeczywistości. Takie podejście - o ile publicystycznie jest uprawnionym - to ma niewiele wspólnego z rzetelnym warsztatem historyka.

Podziały stanowe w dawnej Polsce i ich konsekwencje - to była rzeczywistość jak najbardziej obiektywna, prawem i obyczajem bardzo ściśle ustalona. Nikt sobie tego ex post na bazie subiektywnego wyboru faktów nie wymyślił.

>>W tym wypadku uogólnienia mają solidne historyczne podstawy.
>I co muszę to przyjąć na wiarę.

Dokumenty, nie "wiara", się tu liczą.

>Nawet gdybym chciał to nie mogę, w moich oczach każdy kto używa epitetów dyskredytuje się sam jako obiektywny historyk. To tylko stronniczo zaangażowana publicystyka.

A Piątek kiedykolwiek przedstawiał się jako historyk, nie zaś zaangażowany poblicysta, na litość?

>>A po czym ma kto w razie czego poznać, że cechuje go właśnie bezstronność, brak uprzedzeń, umiejętność oceny sytuacji w sposób realistyczny, niezależny od osobistych upodobań i emocji?
>>Samemu sobie na Słowo Honoru uwierzyć?
>Sobie samemu słowa honoru dawać nie muszę. Uczyłem się metodologii badań historycznych z podręczników prof. Benona Miśkiewicza oraz prof. Jerzego Topolskiego składając z tej wiedzy egzaminy m.in. u prof. Jerzego Tomaszewskiego.

Ojojojojoj! Cóż za Parada Komuchów!
Żarcik taki, oczywiście .

>Trzymam się przekonywującej mnie ich argumentacji.

W moich oczach polityczne zaangażowania wszystkich przez Pana wymienionych historyków w minionym Ustroju żadnym zarzutem nie są - nawet do Benona Miśkiewicza, ministra w stanie wojennym, cienia pretensji nie mam.
O metodologię mi idzie. Wszyscy przez Pana wymienieni na różne sposoby odwoływali się do marksizmu, który - przy pewnej, całkiem prawomocnej (jednej w wielu całkiem prawomocnych) - interpretacji, można odczytywać jako bezczelną deklarację niewiary w jakikolwiek historyczny "obiektywizm".
W marksizmie jest wiele intuicji prawdziwie genialnych, ale z dziełem Marksa jak z Biblią - każdy może tam wyczytać, co uważa. Ja bym był bardzo Ostrożny z marksoidalnym obiektywizmem.

>>Chyba jednak lepiej tych liczbowych kryteriów się trzymać.
>13, 17, 338 to ma być jakakolwiek prawda?

Prawda/fałsz to nie jest właściwość poszczególnych "słów" (w tym wypadku: liczb), ale zdań oznajmujących (sądów).
Np. zdanie 338>13 jest prawdziwe, a odwrotne nie .
Liczby mają tę przewagę nad słowami języka naturalnego, że nieporównanie łatwiej dają się definiować.

>>Nie ma Pan wrażenia, że cokolwiek się Pan zapętla? Od dawna już zresztą?
>A Pan nie ma Pan wrażenia, że cokolwiek się Pan zapętla? Od dawna już zresztą?

Proszę nie przedrzeźniać. Non licet.

>>I to widać w postawach, nawykach myślowych, systemie wartości etc. Nie jest to zresztą żaden powód do wstydu ani zmartwienia - przeciwnie zgoła, to właśnie odziedziczone po wiejskich przodkach (przez zaborców wyzwolonych) postawy, nawyki i wartości każą większości dzisiejszych Polaków zachowywać się względnie odpowiedzialnie i racjonalnie, w nich jest właśnie źródło dotychczasowej stabilności społeczno-politycznej i ekonomicznej III RP.
>To przecież Pan odrzuca korzenie i tradycje. Ja uważam, że są ogromnie ważne

Nie odrzucam w sensie: neguję wagę (obecności w procesach społecznych, politycznych, kulturowych etc.).
Odrzucam jako
1. coś, do czego warto się osobiście emocjonalnie przywiązywać
2. coś, czym warto się kierować (tylko dlatego, że to tradycja) w działaniach poznawczych.

>Ja uważam, iż są ogromie ważne, a najbardziej potwierdzają nasze przywiązanie do zniewolniczenia reformy "Solidarnościowe".

To mi się bardziej skomplikowane zdaje.

>Na własne żądanie sojusz robotniczo-chłopski narzucił na siebie kapitalistyczny bat.

Tu się zgodzę.

>Tak, iż z tym narodem niewolników, to mają Panowie sporo racji. Choć nie wszyscy i nie razem.

Nie jestem w żadnej "drużynie" z Piątkiem ani Zgliczyńskim.

>Może Bozia mi nie dała aż tak bardzo przenikliwego umysłu jakim dysponują Panowie,



>ale daję słowo, iż myślę i staram się myśleć samodzielnie, choć na podstawie dostępnych mi informacji.

Zazdroszczę, bo mnie się - jak dotąd - jeszcze niczego samodzielnie pomysleć nie udało. Całe życie spędzałem i spędzam na odnoszeniu się do wtłoczonych-przymusem/załapanych-bezwiednie/nabytych-drogą-poszukiwań treści cudzych; po prawdzie męczy mnie to i nuży niemiłosiernie, ale na nic lepszego mnie wciąż nie stać.
Ducha jednak nie gaszę; a jak mi się kiedy wreszcie jaka samodzielna myśl pod czerepem rubasznym ulęgnie, z pewnością nie omieszkam o tym Pana - i reszty Zdumionej Publiki - poinformować .


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
09-11-2013 20:26 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Tak, konwersacja to kwestia grzeczności, a Pan od grzeczności tu jest specem,
>Niechże się Pan nie Trudzi mozolnym insynuowaniem mi chamstwa - z góry publicznie powiadamiałem, że zaatakuję Pana po chamsku i z góry też za to przeprosiłem.
Ależ ja Panu niczego nie insynuuję. Wybór formy, to Pański wybór i ja go szanuję, nawet gdy sam wybieram inną formę, którą potrafi Pan też uszanować i za to dziękuję.

>Traci Pan czas.
Tylko tego się boję, choć wiem, iż mam do czynienia z inteligentnym człowiekiem o dużej wiedzy.

>>>>Uważa Pan też, że ja - w swojej głupocie - w pełni zasługuję na takie traktowanie przez Pana? To może niech Pan już ze swojej grzeczności nie zmusza się do konwersacji ze mną i nie schodzi, aż na taki poziom. Czy to teraz już na mnie trafiło?
>>>>Nie, nie potrafię i nie chcę podejmować polemiki z Panem na Pańskich zasadach. Jestem tu zdecydowanie gorszym i wiem, że zupełnie nie potrafię Panu w tym sprostać.

>Jezus Maria...
>A niechże się Pan Ulituje i taka Mimoza nie będzie...
Żadna mimoza nie jestem, ale nie w każdej broni jeszcze każdemu sprostam. Czasem muszę prosić: "Kończ Waść - wstydu oszczędź", gdy widzę, iż jakbym nie walczył, to i tak za głupka tu robię.

>Z Nieodżałowanej Pamięci Adamiakiem potykaliśmy się - bywało - bez porównania ostrzej, nie szczędząc sobie Najwyszukańszych Złośliwości, jednak nikomu do głowy nie przychodziło Roztkliwiać się nad sobą ani Obrażać na interlokutora.
Jak widać nie tylko Panu, ale także "Nieodżałowanej Pamięci Adamiakowi" nie dostoję.
Myślę, iż wielu, wielu innym też. Bogusławski jestem i zdecydowanie mam więcej wad niż zalet.

>>>>Oczywiście, że Panu Pańskie zwyczaje się podobają i uważa Pan, iż ma do nich pełne prawo, ale czy już inni do swoich przyzwyczajeń to już takiego prawa nie mają? (...)
>>>>Pan zaś w swojej mądrości może uznać, że forma moich wypowiedzi to tylko głupie dziwactwo starszego pana, ale ja dopóki jeszcze żyję, to chciałbym mieć prawo do swoich dziwactw.
>Zauważył Pan może, że to ja się do Pańskich zwyczajów językowych konsekwentnie dostosowuję, nie zaś Pan do moich?
Zauważyłem Pańskie staranie i za to dziękuję, ale tylko dzięki temu możliwa jest między nami rozmowa, gdyby było inaczej poddał bym się bez słowa. Naprawdę, tak jak Pan potrafi, to ja nie potrafię, choć bardzo często się z Panem zgadzam. Zgadzam się ze wszystkim - włącznie z formą, ale czy Pan zauważył, iż ja też z różnymi ludźmi różnie rozmawiam. Obaj nie cierpimy głupoty i inaczej jej przedstawicieli traktujemy.

>>>>Na szczęście możemy sobie wybierać interlokutorów, ale to otwarte forum, gdzie rożni ludzie mogą podzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Oczywiście we wszystkim mogę się mylić i nie mieć racji. (Zdarza to się częściej niż bym chciał). Mogę nie mieć stosownej współczesnej kultury, tu (na całym Forumie) obowiązującej, nie znać sztuki dyskusji i nie mieć potrzebnego tu poziomu konwersacji. Jestem tylko zwyczajnym forumowiczem, a tu przywilej wiecznej racji, tylko niektórzy mają. Ja do nich dalece nie należę.
>Sam Servus servorum Dei mógłby Panu tej Pokory pozazdrościć.
Zupełnie odwrotnie nigdy za pokornego ani sam się nie uważałem, ani inni mnie za pokornego nie uważali. O czymś zupełnie innym wyżej napisałem. O tolerancji dla innych zwyczajów i poglądów, o ile nie są - dla mnie subiektywnie - ordynarnie głupie.

>>>>Nie bardzo rozumiem, czemu Pan się teraz uparł na mnie?
Nie "uparłem się" i nie na Pana - nic w tym osobistego nie było. Zaprotestowałem merytorycznie (acz gwałtownie) przeciw malowaniu sielskich - a jaskrawo sprzecznych z faktami - obrazków "historycznych".
Czyżbym ja takie obrazki malował, to czemu mnie tak nienawidzą "prawdziwi Polacy-Katolicy" i inni "prawdziwi patrioci"? Czemu mnie tak nienawidzą zwolennicy nareszcie jedynie słusznej ideologii? Za malowanie "sielskich obrazków historycznych"? Gdzież ja tak - w przeciwieństwie do Pana - nie trzymam się faktów? Tak - zdarzało mi się zaprotestować przeciwko wyciąganiu naciąganych publicystycznie wniosków, ale nigdy przeciwko faktom (o ile rzeczywiście tymi faktami podane przykłady były)

>>>>Dobra już! Przepraszam!
>>>>Pozdrawiam i proszę o wybaczenie za śmiałość w krytycznym podejściu do Pańskich wypowiedzi.

>Ależ proszę się nie sumitować - zapewniam, że moim wypowiedziom krytycyzm ten w niczym nie zaszkodził.
Wiem, iż Pan jest swoich racji całkowicie pewien i wie, iż nikt, a już na pewno Bogusławski zaszkodzić im nie może, ale ja nie chciałem w żadnym stopniu im zaszkodzić. Wyraziłem tylko swoje krytyczne zdanie, wobec niektórych aspektów Pańskich wypowiedzi.

>>>>Oczywiście - kontekście wątku - ciekawszym jest swoistość ich stylu oraz forma, niż wysoka merytoryczna jakość.
>Faktycznie, uogólniałem trochę. Następnym razem postaram się dochować jak Największej precyzji i wszelkie opisy rzeczywistości przedstawiać w formie funkcji falowych.
No i Pan uważa, iż potrafiłbym się do takiej wypowiedzi stosownie i merytorycznie odnieść? Nie, rzeczywiście nie mam już nic do powiedzenia. Pańska argumentacja zbyt często jest wprost przytłaczająca.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-11-2013 01:53 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A niechże się Pan Ulituje i taka Mimoza nie będzie...
>Żadna mimoza nie jestem, ale nie w każdej broni jeszcze każdemu sprostam. Czasem muszę prosić: "Kończ Waść - wstydu oszczędź", gdy widzę, iż jakbym nie walczył, to i tak za głupka tu robię.
>>Z Nieodżałowanej Pamięci Adamiakiem potykaliśmy się - bywało - bez porównania ostrzej, nie szczędząc sobie Najwyszukańszych Złośliwości, jednak nikomu do głowy nie przychodziło Roztkliwiać się nad sobą ani Obrażać na interlokutora.
>Jak widać nie tylko Panu, ale także "Nieodżałowanej Pamięci Adamiakowi" nie dostoję.
>Myślę, iż wielu, wielu innym też. Bogusławski jestem i zdecydowanie mam więcej wad niż zalet.

Jednak Mimoza...

>Zauważyłem Pańskie staranie

Warto więc było Się Starać...

>i za to dziękuję, ale tylko dzięki temu możliwa jest między nami rozmowa, gdyby było inaczej poddał bym się bez słowa. Naprawdę, tak jak Pan potrafi, to ja nie potrafię, choć bardzo często się z Panem zgadzam. Zgadzam się ze wszystkim - włącznie z formą, ale czy Pan zauważył, iż ja też z różnymi ludźmi różnie rozmawiam. Obaj nie cierpimy głupoty i inaczej jej przedstawicieli traktujemy.

Ludzki Pan jest.

>Czyżbym ja takie obrazki malował, to czemu mnie tak nienawidzą "prawdziwi Polacy-Katolicy" i inni "prawdziwi patrioci"? Czemu mnie tak nienawidzą zwolennicy nareszcie jedynie słusznej ideologii?

Pozwolę sobie zaryzykować tezę, że Pan, jako - że tak powiem - Starej Szkoły Humanista, człowiek przywiązany do pewnych Ogólnoludzkich Pozytywnych Ideałów, daleki od kierowania się - że tak to nazwę - prostą popędowością swojacką udrapowaną, a jakże, we wszelkie dające się dopaść Wzniosłości... z konieczności niejako musi wqurwiać różnych zawodowych Patriotów, Obrońców Wartości i insze Pawiany Płaszczowe.
Do ich obrazu świata Pańskie przesłania pasować nie mają szans.
Jednak obrazki, jakie Pan maluje, nie pasują też i - że tak powiem - chłodnemu post-humaniście (mnie na przykład).
Daruję sobie w tej chwili wyjaśnianie dlaczego. Ale na żądanie oczywiście temat podejmę i co mam na myśli, szczegółowo wyłuszczę.

>Za malowanie "sielskich obrazków historycznych"? Gdzież ja tak - w przeciwieństwie do Pana - nie trzymam się faktów?

Na samym początku - cytując rzewny tekst nieznanego mi autora o I RP i okresie zaborów.

>>>>>Dobra już! Przepraszam!
>>>>>Pozdrawiam i proszę o wybaczenie za śmiałość w krytycznym podejściu do Pańskich wypowiedzi.
>>Ależ proszę się nie sumitować - zapewniam, że moim wypowiedziom krytycyzm ten w niczym nie zaszkodził.
>Wiem, iż Pan jest swoich racji całkowicie pewien

Mam po temu niejakie podstawy.

>>Faktycznie, uogólniałem trochę. Następnym razem postaram się dochować jak Największej precyzji i wszelkie opisy rzeczywistości przedstawiać w formie funkcji falowych.
>No i Pan uważa, iż potrafiłbym się do takiej wypowiedzi stosownie i merytorycznie odnieść? Nie, rzeczywiście nie mam już nic do powiedzenia. Pańska argumentacja zbyt często jest wprost przytłaczająca.

Panie Andrzeju. Mym zdaniem, naprawdę Pan zabrnął gdzieś w Głębokie Manowce co do nieszczęsnej kwestii uogólnień. Pozwoliłem sobie tylko rzecz doprowadzić do "logicznego" końca. Nie ma się mnie co czepiać.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
16-11-2013 11:39 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Skazuje mnie Pan na gadaninę z gatunku Pan swoje, ja swoje
Na Boga, Szanowny Panie, ja Pana na nic nie skazuję. Spokojnie może Pan sobie dać spokój z moją gadaniną. Natomiast ja z zainteresowaniem czytam Pańskie mądre i ciekawe wypowiedzi dające mi sporo materiału dla własnych przemyśleń. Nie, nie zgadzam się z wszystkim co Pan tu pisze, ale dla mnie takie krytyczne podejście do każdego tekstu i każdego człowieka jest normalne.

- pewnie, można się przy takowej Zaprezentować, powygłaszać ideowe Manifesty - ale mnie to niepotrzebne do niczego.
Niech Pan daruje, ale nie wszyscy mogą Panu sprostać ani intelektualnie, ani w zakresie wiedzy i jedynie skromnie proponuję Panu moją metodę - nie czytania tego co nie jest mi potrzebne. Choć Pan wie lepiej.

-------

A niechże się Pan Ulituje i taka Mimoza nie będzie...
Żadna mimoza nie jestem, ale nie w każdej broni jeszcze każdemu sprostam. Czasem muszę prosić: "Kończ Waść - wstydu oszczędź", gdy widzę, iż jakbym nie walczył, to i tak za głupka tu robię.

Z Nieodżałowanej Pamięci Adamiakiem potykaliśmy się - bywało - bez porównania ostrzej, nie szczędząc sobie Najwyszukańszych Złośliwości, jednak nikomu do głowy nie przychodziło Roztkliwiać się nad sobą ani Obrażać na interlokutora.
Jak widać nie tylko Panu, ale także "Nieodżałowanej Pamięci Adamiakowi" nie dostoję.
Myślę, iż wielu, wielu innym też. Bogusławski jestem i zdecydowanie mam więcej wad niż zalet.

Jednak Mimoza...

__________________

Faktycznie, uogólniałem trochę. Następnym razem postaram się dochować jak Największej precyzji i wszelkie opisy rzeczywistości przedstawiać w formie funkcji falowych
No i Pan uważa, iż potrafiłbym się do takiej wypowiedzi stosownie i merytorycznie odnieść? Nie, rzeczywiście nie mam już nic do powiedzenia. Pańska argumentacja zbyt często jest wprost przytłaczająca.
Panie Andrzeju. Mym zdaniem, naprawdę Pan zabrnął gdzieś w Głębokie Manowce co do nieszczęsnej kwestii uogólnień. Pozwoliłem sobie tylko rzecz doprowadzić do "logicznego" końca. Nie ma się mnie co czepiać.
----
Panie Andrzeju, ta dyskusja im dłuższa, tym bardziej Męcząca, Jałowa i Zbędna się robi.
Bardzo dziękuje za dotychczasową dyskusję i zgadzam się tu całkowicie z Panem, iż bez sensu jest ją dalej toczyć.
Cieszy mnie to.
Skoro już jednak zdążyłem na dwa Pańskie posty odpowiedzieć, to - siłą rozpędu - i na trzeci jeszcze odpowiem.
Bez zobowiązań.

_________________

Niekiedy mam wrażenie (oczywiście niesłuszne), iż lubi Pan sobie ustawić interlokutora w rogu i mu tam przywalać, ale czasem warto się zreflektować, iż róg jest pusty i tłucze Pan tylko swojego fantoma. Naprawdę często jest mi ogromie daleko do poglądów, które Pan mi przypisuje i je atakuje.

Oczywiście we wszystkim Pan ma rację, gdyż wszak inaczej być nie może. Panie Adamie, proszę tylko aby Pan zauważył, iż już od dawna o łaskę zakończenia dyskusji proszę, gdyż Pańska argumentacja jest tak przytłaczająca, iż nie sposób z nią polemizować. Pan jest pewien, iż Pan wie lepiej, gdyż inaczej, to być nie może. Ja zdecydowanie taki pewien swego nie jestem, gdyż ciągle szukam właściwych odpowiedzi. Uczę się od różnych mądrych ludzi, w tym także od Pana.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-11-2013 11:57 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Pan jest pewien, iż Pan wie lepiej,

Się z tym nie kryję.

>gdyż inaczej, to być nie może.

Być to może, jednakowoż nie traciłbym czasu na wypisywanie rzeczy, co do których prawdziwości przekonany nie jestem...

>Ja zdecydowanie taki pewien swego nie jestem, gdyż ciągle szukam właściwych odpowiedzi. Uczę się od różnych mądrych ludzi, w tym także od Pana.

...a tym bardziej nie traciłbym czasu na kokieterię.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
01-11-2013 02:30 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
CD.

>Uleganie nawykom raczej nie świadczy o lotności intelektualnej, a raczej jest jej zaprzeczeniem.

Napisał ten, co nad słomą z butów się rozwodził...

>>Zawsze wypowiadam się wyłącznie we własnym imieniu
>Ja na wszelki wypadek dodałbym tylko - "prawie".

Dbam o to, by nie musieć pisać "prawie".

>Jestem (i zawsze byłem) człowiekiem bardzo osobnym. Moje poglądy podziela niewielu rodaków (choć na naszym forum jest z tym trochę lepiej), ale czy mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu? Nic nie zawdzięczać moim rodzicom, rodzinie, nauczycielom, przeczytanym lekturom? Tak za swoje wypowiedzi, tylko ja ponoszę odpowiedzialność, ale jednak trochę wypowiadam się w imieniu tych, którzy mnie ukształtowali.

Niech Pan robi, jak Pan uważa - mnie jednak wypowiadanie się za tych, którzy mnie jakoś-tam ukształtowali, wydaje się w oczywisty sposób nieuprawnione. Nawiasem - bardzo Głupio bym się czuł, gdyby np. ktoś z nauczycieli, którzy mnie ukształtowali, poczuł się w którymś momencie zmuszony wytknąć mi, że nic z tego, czego mnie uczył, nie zrozumiałem, bo on miał całkiem co innego na myśli, więc Nie Życzy sobie, bym własne koncepty jemu w brzuch wmawiał. Wolę zatem nie ryzykować.

>Zrozumiałe. Sam też stosuję uogólnienia (tyle tylko, iż lubię to zaznaczyć) Nie protestowałem przeciw uogólnieniu tylko przeciwko jego nieuzasadnieniu i głupocie.

Rzecz miała mocne merytoryczne podstawy (na tyle, na ile może mieć uogólnienie... ). Pewna retoryczna przesada Piątka też była - jako retoryczna przesada - uzasadniona. Społeczeństwu o tak zafałszowanej świadomości jak społeczeństwo polskie trzeba czasem rąbnąć prawdą w oczy brutalnie i przesadnie, aby w ogóle uruchomić jakąkolwiek jego autorefleksję. Na niuansowanie czas przyjdzie później. Z czasem.

>>Zachowując więc świadomość, że zachodzi tu uogólnienie, twierdzę, że teza o narodzie niewolników jest najzupełniej uprawniona - ba! oczywista wręcz. Dziewięćdziesiąt kilka procent dzisiejszej ludności Polski pochodzi - koniec końców - od niewolnego chłopstwa.
>To Pański wniosek, którego nie podzielam. Mamy z małpami wspólnych przodków, ale poza okresem młodości po drzewach chodzimy raczej mało. Z chłopstwem sprawy są złożone,

Przeciwnie - dosyć proste akurat.

>a i mieszczaństwo odgrywało swoją rolę.

Znikomą. Jeśli pominąć miasta Prus Królewskich, przede wszystkim Gdańsk (ale Prusy Królewskie to jednak było coś trochę osobnego, poza głównym nurtem polskiego życia) i stołeczną Warszawę (ale to dość późno), miasta w Rzplitej Obojga Narodów nieomal w ogóle się nie liczyły, stale podupadając i podupadając.
(EDIT: o, kurde... znowu mnie dziadek Freud jakby wyłazi... . Ale żeby przy okazji omawiania systemów społeczno-politycznych sprzed stuleci - to jednak już pewna Przesada z jego strony. Tak uważam .)
Do tego stopnia, że u progu XIX wieku w Krakowie na Rynku Głównym krowy wypasano.

>Jest też proletariat

Taż ten proletariat również koniec końców ze wsi się wywodził - jak nie w pierwszym pokoleniu, to w drugim, trzecim...

>Oczywiście bogaci i sprawujący władzę zawsze dążą do tego aby jak najbardziej sobie podporządkować jak najwięcej osób,

Niebogaci i niesprawujący władzy też. Tylko możliwości mają jakby mniejsze.

>ale zawsze też rodzą się natury niepodległe, które dążą do wyzwolenia siebie i sobie bliskich ze zniewolenia.

Dobrze, że Pan Niepokorne nie napisał...

Kończę już na dziś, bo się mnie oczka zalepiają, temu Misiu.

Na pozostałe Pańskie posty oczywiście odpowiem przy najbliższej okazji.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
02-11-2013 15:50 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Dbam o to, by nie musieć pisać "prawie".
Daje się to zauważyć, ale to Pański wybór i mnie nic do tego.

>>>>Jestem (i zawsze byłem) człowiekiem bardzo osobnym. Moje poglądy podziela niewielu rodaków (choć na naszym forum jest z tym trochę lepiej), ale czy mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu? Nic nie zawdzięczać moim rodzicom, rodzinie, nauczycielom, przeczytanym lekturom? Tak za swoje wypowiedzi, tylko ja ponoszę odpowiedzialność, ale jednak trochę wypowiadam się w imieniu tych, którzy mnie ukształtowali.
>Niech Pan robi, jak Pan uważa - mnie jednak wypowiadanie się za tych, którzy mnie jakoś-tam ukształtowali, wydaje się w oczywisty sposób nieuprawnione. Nawiasem - bardzo Głupio bym się czuł, gdyby np. ktoś z nauczycieli, którzy mnie ukształtowali, poczuł się w którymś momencie zmuszony wytknąć mi, że nic z tego, czego mnie uczył, nie zrozumiałem, bo on miał całkiem co innego na myśli, więc Nie Życzy sobie, bym własne koncepty jemu w brzuch wmawiał. Wolę zatem nie ryzykować.
Znowu! Ja nie mam najmniejszego zamiaru narzucać komukolwiek swoich poglądów, wypowiadam się sam za siebie i tylko sam ponoszę za to odpowiedzialność, a tu tylko nieśmiało proszę o podjęcie próby zrozumienia tego co piszę, zamiast polemizowania samego z sobą.

>>>>Zrozumiałe. Sam też stosuję uogólnienia (tyle tylko, iż lubię to zaznaczyć) Nie protestowałem przeciw uogólnieniu tylko przeciwko jego nieuzasadnieniu i głupocie.
>Rzecz miała mocne merytoryczne podstawy (na tyle, na ile może mieć uogólnienie... ).
Znowu, to Pański osąd i tylko ździebko mnie dziwi ogromna wyrozumiałość i pobłażliwość dla wywodów pana Tomasza, przy ogromnym wprost agresywnym krytycyzmie w stosunku do innych osób i ich wypowiedzi, ale tak to już jest z naszym obiektywizmem.

>Pewna retoryczna przesada Piątka też była - jako retoryczna przesada - uzasadniona. Społeczeństwu o tak zafałszowanej świadomości jak społeczeństwo polskie trzeba czasem rąbnąć prawdą w oczy brutalnie i przesadnie, aby w ogóle uruchomić jakąkolwiek jego autorefleksję.
Pan Piątek, choć człowiek dosyć młody czyni to od lat i całkiem dobrze mu to wychodzi, tylko przy całej sympatii dla jego pisarstwa i publicystyki nie chciałbym żyć w kraju samych Piątków. Uważam, że refleksja i autorefleksja innych wcale nie musi być gorzej intelektualnie uzasadnioną.

Na przykład uważam, że np. Big_zyd robi też na naszym forum kawał dobrej roboty. Podziwiam jego inteligencję i wiedzę, ale ani nie chciałbym, ani nie umiałbym zachować jego wielce ekspresyjnego stylu. Ponadto np. styl wypowiedzi pani Meretseger jest tu jego przeciwieństwem - czy z tego miałoby wynikać, iż jej wypowiedzi są mniej wartościowe, czy mniej merytoryczne? Ja cenię sobie ich oboje i jeszcze kilkanaście innych osób z naszego forum bardzo wysoko.

>Na niuansowanie czas przyjdzie później. Z czasem.
Może u Pana Piątka czas przyjdzie później, a może innym to lepiej wychodzi?
Muszę też przyznać, iż czasem poczucia humoru też mi nie staje. Nie wszystkie odmiany retorycznych chwytów podobają mi się i nie wszystkie odmiany ironii Panów potrafię - ze względu na własną tępotę - wychwycić.

Nie mam pretensji do tych, którzy nie rozumieją lub nie podzielają moich poglądów, ale to chyba jeszcze nie powód aby traktować mnie jak durnia. Nie wydaje mi się abym na to zasłużył sobie. Proponuję zakończyć rozmowę, gdyż brakuje mi argumentów zdolnych przekonać Pana do zniuansowania swojego stanowiska już dziś, a w polemicznej wojnie, to nie mam najmniejszych szans.

Proponuję to tym bardziej, iż z większością Pańskich konstatacji się zgadzam, a w tych które się różnimy nie przedstawia Pan dla mnie dostatecznych argumentów abym chciał je modyfikować.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
06-11-2013 22:45 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Jestem (i zawsze byłem) człowiekiem bardzo osobnym. Moje poglądy podziela niewielu rodaków (...), ale czy mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu? Nic nie zawdzięczać moim rodzicom, rodzinie, nauczycielom, przeczytanym lekturom? Tak za swoje wypowiedzi, tylko ja ponoszę odpowiedzialność, ale jednak trochę wypowiadam się w imieniu tych, którzy mnie ukształtowali.
>Znowu! Ja nie mam najmniejszego zamiaru narzucać komukolwiek swoich poglądów, wypowiadam się sam za siebie i tylko sam ponoszę za to odpowiedzialność, a tu tylko nieśmiało proszę o podjęcie próby zrozumienia tego co piszę

Niestety - jak widać na powyższych przykładach - Pańskie wypowiedzi bywają wzajem sprzeczne, zatem nie ma tu już niczego do rozumienia, poza tym, że obie nie mogą być jednocześnie prawdziwe.

>>Rzecz miała mocne merytoryczne podstawy (na tyle, na ile może mieć uogólnienie... ).
>Znowu, to Pański osąd i tylko ździebko mnie dziwi ogromna wyrozumiałość i pobłażliwość dla wywodów pana Tomasza, przy ogromnym wprost agresywnym krytycyzmie w stosunku do innych osób i ich wypowiedzi, ale tak to już jest z naszym obiektywizmem.

Wywody Tomasza Piątka mają historyczne uzasadnienie, wywody np. niektórych Forumowych ignorantów (zna ich Pan nie gorzej niż ja) - nie.

>Pan Piątek, choć człowiek dosyć młody czyni to od lat i całkiem dobrze mu to wychodzi, tylko przy całej sympatii dla jego pisarstwa i publicystyki nie chciałbym żyć w kraju samych Piątków.

Ja bym nie chciał żyć nawet (zwłaszcza...) w kraju samych big_zydów .

>Na przykład uważam, że np. Big_zyd robi też na naszym forum kawał dobrej roboty. Podziwiam jego inteligencję i wiedzę, ale ani nie chciałbym, ani nie umiałbym zachować jego wielce ekspresyjnego stylu.

Le style, c'est l'homme...

>Ponadto np. styl wypowiedzi pani Meretseger jest tu jego przeciwieństwem

...ou la femme.

>Muszę też przyznać, iż czasem poczucia humoru też mi nie staje.

Skłamałbym pisząc, że nie miewam takiego wrażenia.

>Nie mam pretensji do tych, którzy nie rozumieją lub nie podzielają moich poglądów, ale to chyba jeszcze nie powód aby traktować mnie jak durnia. Nie wydaje mi się abym na to zasłużył sobie.

Bez takich, poproszę. Nikt Pana tak nie traktuje.

>Proponuję to tym bardziej, iż z większością Pańskich konstatacji się zgadzam, a w tych które się różnimy nie przedstawia Pan dla mnie dostatecznych argumentów abym chciał je modyfikować.

Jakie argumenty uznałby Pan za dostateczne?


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
29-10-2013 12:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Ciąg dalszy:

>Z mordercami jest oczywiście inaczej.
Tomasz Piątek: Wczoraj wieczorem przeczytałem książkę Stefana Zgliczyńskiego Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali. Przez całą noc miałem koszmary: małe dzieci czepiały mi się nóg i błagały, żebym ich nie zabijał. Albo żebym, zanim je zabiję, po raz ostatni ponosił je na barana. Nie zgrywam się - i nikomu nie życzę takich snów.

Teoretycznie książka Zgliczyńskiego nie powinna mną aż tak wstrząsnąć. Po Grossie, po My z Jedwabnego Anny Bikont, po ostatnich wystąpieniach Andrzeja Ledera powinienem być gotowy na prawdę. Już wcześniej czytałem o żydowskich dzieciach wbijanych przez Polaków na widły i wrzucanych do płonącej stodoły. A jednak do tej pory gdzieś z tyłu głowy słyszałem głos, który szeptał usprawiedliwienia, usprawiedliwienia kuriozalne, ale miło usypiające: "To tylko Jedwabne... To tylko Radziłów... No prawda, jeszcze Kielce, tam twoi krewni stali nad wodą, patrzyli na utopione i ukamienowane Żydówki... Ale to tylko Kielce... I tylko ciemni ludzie, motłoch...". Szczególnie to ostatnie usprawiedliwienie było parszywe, ale o tym za chwilę.

Proszę Państwa, Stefan Zgliczyński zebrał w swojej książce te wszystkie niezliczone Radziłowy i Jedwabne rozrzucone po całej Polsce. Zebrał powiatowe polowania na Żydów, zebrał świadectwa i opracowania, które do tej pory w Polsce znane były tylko historykom. Powstało proste, łatwe w czytaniu dzieło dla szerokiej publiczności - dzieło przerażające.

Dla jasności i dobitności, pozwolę sobie wyliczyć tezy przekonująco udowodnione przez Zgliczyńskiego:

- po pierwsze, już przed wojną Polacy (i to nie tylko ONR i endecy, ale także sanacyjny rząd) przygotowywali się do antysemickiej czystki etnicznej (i nie chodzi tu tylko o słynny Madagaskar; polscy wysłannicy rozmawiali z Hitlerem o przesiedleniu Żydów do innych kolonii);

- po drugie, korzystając z przyzwolenia (nieraz cichego) Niemców, Polacy niemal od pierwszych dni okupacji rozpoczęli rzeź Żydów (czasem zabijali ich samodzielnie, czasem rękami hitlerowców, którym wydawali swoje ofiary); ta rzeź wykorzystywała hitleryzm (Hitler stworzył dla niej okazję i przychylny klimat), ale z hitleryzmu nie wynikała: była logiczną konsekwencją przedwojennej polskiej ideologii antysemickiej, głoszonej przez rząd, prawicę i - co szczególnie ważne na wsi - przez Kościół

- po trzecie, Państwo Podziemne nie tylko nie powstrzymywało morderców i szmalcowników, ale jego żołnierze mordowali Żydów w lasach oraz podczas powstania warszawskiego; dotyczy to nie tylko zbrodniczej formacji NSZ, ale także AK; bezpieczne dla Żydów były tylko niektóre (podkreślam, niektóre) oddziały AL; uwielbiani i wynoszeni na pomniki bohaterowie podziemia, tacy jak "Ogień" czy "Barabasz", byli w rzeczywistości masowymi mordercami;

- po czwarte, mordowanie Żydów trwało po wojnie; znikło hitlerowskie przyzwolenie, zaczęły się komunistyczne zakazy, a mimo to życie Żydów nadal było zagrożone, nie tylko ze strony antykomunistycznego podziemia i nie tylko podczas słynnych pogromów; tłum spontanicznie linczował powracających Żydów w pociągach i na stacjach kolejowych, strzelała do nich "ludowa" milicja i "ludowe" wojsko;

- po piąte, nieliczni Sprawiedliwi byli traktowani przez ogół Polaków jak zdrajcy narodu;

- po szóste, podczas wojny na terenie Polski zginęło z rąk Polaków o wiele więcej Żydów niż Niemców.

Te wszystkie tezy, poparte faktami, liczbami i świadectwami, pozwalają Zgliczyńskiemu na zadanie prowokacyjnego, ale nieodparcie nasuwającego się pytania: czy II wojna światowa była dla Polaków wojną polsko-niemiecką czy jednak przede wszystkim polsko-żydowską?


>Nie da się jednak zaprzeczyć, że to, co opisuje w przywoływanej przez Piątka książce Zgliczyński rzeczywiście miało miejsce.
Nie mam zamiaru temu przeczyć, tym bardziej, że książki jeszcze nie czytałem. (Sądząc z dostępnych mi recenzji, to bardzo ciekawa pozycja i warta poznania). Mam tylko spore doświadczenie i jeszcze nigdy nie spotkałem się z obiektywną książką historyczną (i nie tylko historyczną), gdyż jest to nawet sprzeczne z naszą wiedzą o psychice ludzkiej. Wszyscy jesteśmy subiektywni i co najwyżej do obiektywności możemy dążyć. Dlatego mając raczej zaufanie do przytoczonych w książce faktów mam spore wątpliwości co do ich doboru i nagromadzenia oraz wyciągniętych (tu przez pana Piątka) wniosków.

Adam Szostkiewicz (nie jest mi zbyt ideowo bliski) ale to mądry człowiek i tak zrecenzował książkę Zgliczyńskiego:
Są to wszystko dokumenty, wypowiedzi, relacje i fakty już znane. Autor jednak skomponował z nich nową narrację o wielkiej sile rażenia. Powstał obraz zatrważający. Wprawdzie nie wszyscy Polacy byli antysemitami, ale wielu było. Nie wszyscy katolicy byli antysemitami, ale wielu było. Historycy zapewne mieliby do opowieści Zgliczyńskiego wiele krytycznych uwag profesjonalnych, jednak publicystyka historyczna ma większą swobodę manewru, co autor sugestywnie wykorzystał. Kreśli bulwersujący współczesnego czytelnika obraz przedwojennego urabiania Polaków przeciwko Żydom nawet przez ludzi, którzy później nie byli żadną miarą kojarzeni z polskim antysemityzmem. www.polity(*)pomagali-recenzja-ksiazki.read

Jakoś tam zgadzam się z wywodami Szostkiewicza, a wywody Piątka stawiam tylko jako alternatywę do napastliwych tekstów pod adresem Zgliczyńskiego. Jak komuś konieczne są argumenty na takim poziomie intelektualno-emocjonalnym to niech walczy, ale niech pozostawi prawo innym choćby do małego dystansu. Doskwiera mi polski antysemityzm, a tym bardziej wynikające z niego zbrodnie, choć nie czuję się ani osobiście ani rodzinie za niego odpowiedzialnym, a może właśnie dlatego doskwiera.
04-11-2013 21:59 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ciąg dalszy:
>>Z mordercami jest oczywiście inaczej.

Dla porządku zaznaczam, że w kwestii morderców chodzi nie tylko o mordowanie Żydów przez Polaków w czasie II WŚ, ale i o wcześniejsze mordowanie chłopów przez szlachtę. Np. takie.

>>Nie da się jednak zaprzeczyć, że to, co opisuje w przywoływanej przez Piątka książce Zgliczyński rzeczywiście miało miejsce.
>Nie mam zamiaru temu przeczyć, tym bardziej, że książki jeszcze nie czytałem. (Sądząc z dostępnych mi recenzji, to bardzo ciekawa pozycja i warta poznania).

Ja czytałem i najsolenniej polecam. Zrobiło wrażenie nawet na mnie - który żadnych złudzeń "w temacie" nigdy nie miałem.

>Mam tylko spore doświadczenie i jeszcze nigdy nie spotkałem się z obiektywną książką historyczną

Przez słowo obiektywne rozumiem dające się zmierzyć i policzyć. W takim sensie problem polskiego antysemityzmu i jego przejawów zobiektywizować, z grubsza przynajmniej, się daje.

>Wszyscy jesteśmy subiektywni i co najwyżej do obiektywności możemy dążyć. Dlatego mając raczej zaufanie do przytoczonych w książce faktów mam spore wątpliwości co do ich doboru i nagromadzenia

Niesłusznie. Nadając taki, a nie inny, tytuł swojej książce Zgliczyński jasno i uczciwie zadeklarował, o czym pisze i pod jakim kątem.

>Jakoś tam zgadzam się z wywodami Szostkiewicza, a wywody Piątka stawiam tylko jako alternatywę do napastliwych tekstów pod adresem Zgliczyńskiego. Jak komuś konieczne są argumenty na takim poziomie intelektualno-emocjonalnym to niech walczy, ale niech pozostawi prawo innym choćby do małego dystansu.

Tego przecie nikt nikomu nie myśli odbierać. Piątek posługuje się retoryczną przesadą (co jest dobrym prawem felietonisty), dla najskromniejszego choćby zrównoważenia narracji mocno w drugą stronę przegiętej, a dominującej w Polsce niemal niepodzielnie.

>Doskwiera mi polski antysemityzm, a tym bardziej wynikające z niego zbrodnie, choć nie czuję się ani osobiście ani rodzinie za niego odpowiedzialnym

Jasne.

>a może właśnie dlatego doskwiera.

Mnie tam doskwiera zupełnie niezależnie od swej polskości czy nie-polskości. Nierozumność ciężko mi strawić.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
06-11-2013 12:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Dla porządku zaznaczam, że w kwestii morderców chodzi nie tylko o mordowanie Żydów przez Polaków w czasie II WŚ, ale i o wcześniejsze mordowanie chłopów przez szlachtę. Np. takie.
Króciutka lista przypadków. Można usiąść z bibliotece i dosyć szybko stworzyć dłuższą. Można wyliczać samych Polaków, samych szlachciców, samych blondynów itd.
Na podstawie tego można stworzyć przeróżne i przecudne uogólnienia. Tyle, że choć oparte na niepodważalnych faktach, to nijak do prawdziwego opisu rzeczywistości się nie mających.

>>>>książki jeszcze nie czytałem. (Sądząc z dostępnych mi recenzji, to bardzo ciekawa pozycja i warta poznania).
>Ja czytałem i najsolenniej polecam. Zrobiło wrażenie nawet na mnie - który żadnych złudzeń "w temacie" nigdy nie miałem.
Nie mam wstrętu przed czytaniem i prawdopodobnie przeczytam, ale czas mamy ograniczony, a moje główne zainteresowania są jednak inne.

>>>>Mam tylko spore doświadczenie i jeszcze nigdy nie spotkałem się z obiektywną książką historyczną
>Przez słowo obiektywne rozumiem dające się zmierzyć i policzyć. W takim sensie problem polskiego antysemityzmu i jego przejawów zobiektywizować, z grubsza przynajmniej, się daje.
Ja mam inne rozumienie obiektywności, jest to bezstronność, brak uprzedzeń, umiejętność oceny rzeczywistości w sposób realistyczny, niezależny od osobistych upodobań i emocji.

>>>>Wszyscy jesteśmy subiektywni i co najwyżej do obiektywności możemy dążyć. Dlatego mając raczej zaufanie do przytoczonych w książce faktów mam spore wątpliwości co do ich doboru i nagromadzenia
>Niesłusznie. Nadając taki, a nie inny, tytuł swojej książce Zgliczyński jasno i uczciwie zadeklarował, o czym pisze i pod jakim kątem.
Nie będę precyzyjnie dyskutował o książce, której sam nie czytałem. To co mogłem wywieść z recenzji to napisałem.

>Tego przecie nikt nikomu nie myśli odbierać. Piątek posługuje się retoryczną przesadą (co jest dobrym prawem felietonisty), dla najskromniejszego choćby zrównoważenia narracji mocno w drugą stronę przegiętej, a dominującej w Polsce niemal niepodzielnie.
Podobnie do Big_zyda na naszym forum. Nie, zupełnie nie przeszkadza ich przesada w opisach i ocenach natomiast przeszkadza mi przesada w uznawaniu tylko własnych racji we większości wypowiedzi, gdy ja nikomu - włącznie z samym sobą - takiej stałej racji na wszystko przyznać nie mogę.
Świat jest złożony i kolorowy, a ludzie na nim przeróżni i racje pomiędzy wszystkich są rozłożone. Nierówno - nawet bardzo nierówno, ale nikt nie ma na nie patentu na mądrość, prawdę i rację. Czasem mamy rację, a czasem jej nie mamy. Mylimy się i błądzimy, a co mądrzejsi stale poszukują lepszych odpowiedzi na stawiane nam pytania.
Dlatego wcale nie szukam ludzi myślących tak samo, a cieszę się napotykając ludzi myślących podobnie. Przedstawiam swoje racje i za nimi argumentuję, ale staram się ich nie narzucać, a żadnym wypadku nie uznawać za jedynie słuszne. Ponadto staram się zaznaczać, iż wcale nie jestem obiektywnym i przedstawiam tu tylko subiektywne poglądy Bogusławskiego oparte na jego kulturze, osobowości i wiedzy.

>>>>Pan Piątek idzie w swoim subiektywizmie jeszcze dalej niż Zgliczyński. Stwierdzenie, że Polacy są narodem "narodem morderców i niewolników" jest antypolską bzdurą.
>Zupełnie ściśle biorąc - ma Pan oczywiście rację (jeśli pominąć tajemniczy przymiotnik antypolską).
Dla Pana może być "tajemniczym" - dla mnie określanie narodu, czy kultury epitetami, a tym bardziej epitetami zupełnie nie uzasadnionymi jest przeciwko temu narodowi, czyli jest " anty".
Sam nie pozwoliłbym sobie na użycie takich epitetów wobec żadnych narodów, pomimo że - moim zdaniem - niektóre bardziej na to zasługują. Zresztą uogólnienia dotyczące narodowego charakteru, choć dosyć powszechne, to uważam za głupie. Oczywiście Zgliczyński, Piątek i Pan możecie mieć inne zdanie, ja tylko protestuję tylko przeciwko jego narzucaniu jako jedynej prawdy o rzeczywistości.

>Jest ono na miejscu w ramach użytego gatunku literackiego i przy uwzględnieniu wskazywanego już przeze mnie faktu, że prawie każdy codziennie nawykowo a beztrosko stosuje pars pro toto i totum pro parte - z czego żadna ścisła prawda z natury rzeczy wyjść nie może.
Znowu Pan może to retorycznie retoryką bronić, ale mnie chyba może się to nie podobać. Nie, mnie Panowie tu zupełnie nie przekonują, choć uważam, że dobrze, iż taka książka się ukazała. Może polemiczna wojna pomiędzy ekstremalnymi poglądami oczyści atmosferę i Żydzi staną się po tych publikacjach z Polakami braćmi, tylko ja w tej wojnie nie chcę uczestniczyć. Wolę szukać zrozumienia na innych płaszczyznach.

Materiał zawarty w tej książce to jednak nie moje główne zainteresowania (więc zbyt mała wiedza w temacie), a zawarta tam argumentacja nie trafia w moją mentalność, nawet przy jej merytorycznym uzasadnieniu. To co życiu robiłem starałem się robić w jakimś celu. Myślę, że w jakimś celu napisał książkę Zgliczyński i w jakimś celu broni jej Piątek, pomimo ich wyjaśnień te cele są dla mnie niezrozumiałe.
Proszę nie pisać, że celem jest "prawda", gdyż fakty zawarte w książce były jednak znane i zawarta w całości prawda dla mnie jest właśnie subiektywną. Prawdą Zgliczyńskiego.

CDN

@@@
.
07-11-2013 01:14 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>> Np. takie.
>Króciutka lista przypadków. Można usiąść z bibliotece i dosyć szybko stworzyć dłuższą.

Można. Jak jednak wspominałem, z praktycznych powodów dość mi zależy na krótkości i węzłowatości.

>Można wyliczać samych Polaków, samych szlachciców, samych blondynów itd.

Nie, Panie Andrzeju. To nie jest kwestia bezmyślnie przyjmowanych stereotypów, a kwestia systemowego, prawem państwowym i wielowiekowym obyczajem sankcjonowanego ucisku.

>Na podstawie tego można stworzyć przeróżne i przecudne uogólnienia.

W tym wypadku uogólnienia mają solidne historyczne podstawy.

>Tyle, że choć oparte na niepodważalnych faktach, to nijak do prawdziwego opisu rzeczywistości się nie mających.

Chłopi szlachtę też w niewolników obracali, czy jak?

>>Przez słowo obiektywne rozumiem dające się zmierzyć i policzyć. W takim sensie problem polskiego antysemityzmu i jego przejawów zobiektywizować, z grubsza przynajmniej, się daje.
>Ja mam inne rozumienie obiektywności, jest to bezstronność, brak uprzedzeń, umiejętność oceny rzeczywistości w sposób realistyczny, niezależny od osobistych upodobań i emocji.

A po czym ma kto w razie czego poznać, że cechuje go właśnie bezstronność, brak uprzedzeń, umiejętność oceny sytuacji w sposób realistyczny, niezależny od osobistych upodobań i emocji?
Samemu sobie na Słowo Honoru uwierzyć?
Chyba jednak lepiej tych liczbowych kryteriów się trzymać.

>>Piątek posługuje się retoryczną przesadą (co jest dobrym prawem felietonisty), dla najskromniejszego choćby zrównoważenia narracji mocno w drugą stronę przegiętej, a dominującej w Polsce niemal niepodzielnie.
>Podobnie do Big_zyda na naszym forum. Nie, zupełnie nie przeszkadza ich przesada w opisach i ocenach natomiast przeszkadza mi przesada w uznawaniu tylko własnych racji we większości wypowiedzi, gdy ja nikomu - włącznie z samym sobą - takiej stałej racji na wszystko przyznać nie mogę.

Nie ma Pan wrażenia, że cokolwiek się Pan zapętla? Od dawna już zresztą?

>>>>>Pan Piątek idzie w swoim subiektywizmie jeszcze dalej niż Zgliczyński. Stwierdzenie, że Polacy są narodem "narodem morderców i niewolników" jest antypolską bzdurą.
>>Zupełnie ściśle biorąc - ma Pan oczywiście rację (jeśli pominąć tajemniczy przymiotnik antypolską).
>Dla Pana może być "tajemniczym" - dla mnie określanie narodu, czy kultury epitetami, a tym bardziej epitetami zupełnie nie uzasadnionymi jest przeciwko temu narodowi, czyli jest " anty".

90 procent (albo więcej) dzisiejszej ludności Polski pochodzi - koniec końców - od pańszczyźnianych niewolników. I to widać w postawach, nawykach myślowych, systemie wartości etc. Nie jest to zresztą żaden powód do wstydu ani zmartwienia - przeciwnie zgoła, to właśnie odziedziczone po wiejskich przodkach (przez zaborców wyzwolonych) postawy, nawyki i wartości każą większości dzisiejszych Polaków zachowywać się względnie odpowiedzialnie i racjonalnie, w nich jest właśnie źródło dotychczasowej stabilności społeczno-politycznej i ekonomicznej III RP. Kto żyje z własnej pracy, ten szybko pojmuje, że na ekscesy, fiu-bździu i głupie sny zwyczajnie go nie stać. Ale nic bardziej odległego od etosu szlacheckiego z jego romantycznymi porywami na cudzy koszt.
Tak się jednak dzieje potoczyły, że - jak pisałem gdzieś wcześniej - każdy (uogólniam ) w Polsce czuje się Kmicicem-husarzem, zaś to, co rzeczywiście go kształtuje (na całe jego i kraju szczęście) ze Wstydem wypiera ze świadomości. Piątek - na nieco obcesowy sposób - dąży do uświadomienia rodakom rzeczywistego stanu rzeczy i rzeczywistej historii. Bo zdrowo jest, gdy nie ma wielkich sprzeczności między tym, co się myśli, tym, co się mówi i tym, co się robi. Ja w tym niczego antypolskiego nie widzę.
Z kwestią morderców jest oczywiście inaczej. Tutaj Piątek grubo przesadza - jeśli rzecz rozpatrywać w odniesieniu do osób, słusznie jednak kieruje uwagę czytelnika na, że tak to nazwę, morderczy potencjał polskości. Napiszę możliwie najkrócej, zdając sobie sprawę, że problem jest na kilka sążnistych tomów: trupem w szafie dzisiejszego polskiego narodu jest fakt, że ceną za tego narodu stworzenie był "grzech pierworodny" wrzepienia mu antysemityzmu. Aż po schyłek XIX wieku panów i plebanów od chamów dzieliła szczelna bariera, z jednej strony - nieskończonej pogardy, z drugiej - głuchej, wielowiekowej nienawiści (jaka do głosu dochodzić mogła tylko incydentalnie - w czasie powstań kozackich, rabacji galicyjskiej czy Powstania Styczniowego). Ani mowy nie było o stworzeniu z tak skonfliktowanych kast jednolitego ("tożsamościowo" i emocjonalnie) nowoczesnego narodu. Żeby chłopi poczuli się Polakami - których najserdeczniej nienawidzili - ich nienawiść przenieść było trzeba na jakiegoś wroga zastępczego. Teoretycznie można było na zaborcę - ale zaborca był od Polaków silniejszy, więc strach. Na szczęście pod ręką znaleźli się Żydzi, których nienawidzić można było zupełnie bezpiecznie.
I nareszcie stał się Cud - z szlachtą polską polski lud!
Z tego także - jak sądzę - wypada sobie zdawać sprawę.

>Myślę, że w jakimś celu napisał książkę Zgliczyński i w jakimś celu broni jej Piątek, pomimo ich wyjaśnień te cele są dla mnie niezrozumiałe.

Może to, co napisałem powyżej, będzie nieco pomocne?

>Proszę nie pisać, że celem jest "prawda", gdyż fakty zawarte w książce były jednak znane i zawarta w całości prawda dla mnie jest właśnie subiektywną. Prawdą Zgliczyńskiego.

Powtórzę po raz któryś już: samym tytułem swej książki Zgliczyński informuje o tym, jakiego wycinka dziejów ona dotyczy. Czytając pozycję pod tytułem, dajmy na to, Kobiety księcia Józefa Poniatowskiego będzie Pan skłonny się czepiać, że pomija ona zupełnie dzieje polskiego górnictwa?
29-10-2013 12:25 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>ale ma tę zaletę, że sprawy ukazuje bardzo jasno, uczciwie i wyraziście.
>>>>To Panów ocena. Moim zdaniem, wielce subiektywna, nieuczciwa i emocjonalna.
>Przeciwnie. Na wszystko są dokumenty, liczby, spisane czyny i rozmowy.
Nie jestem profesjonalnym historykiem i historię wraz z jej metodologią studiowałem tylko przy okazji, ale moi nauczyciele twierdzili, że nigdy niemożliwym jest zamieszczenie w publikacji wszystkich faktów i zawsze trzeba dokonywać wyboru. Wybór zaś jest i być musi subiektywnym. Pan Zgliczyński wybrał znane historykom fakty i je subiektywnie (z własnej perspektywy) zinterpretował. Ja zaś z zasady nie uznaje jedynie słusznych interpretacji i uważam, że każde stanowisko podlega krytyce i dyskusji. Zawsze z tym kłopot miałem, iż żadnych bogów uznać nie chciałem. Pan Piątek idzie w swoim subiektywizmie jeszcze dalej niż Zgliczyński. Stwierdzenie, że Polacy są narodem "narodem morderców i niewolników" jest antypolską bzdurą. Nawet, gdy przez Polaka jest napisaną.

>Proszę mi nie pieprzyć, że wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości, bo mnie śmiech jakiś pusty ogarnia.
>>>>To nie mój tekst,
>Jasne - jednakowoż zacytował go Pan jako mniej-więcej wyrażający Pańskie stanowisko.
Gdyż mniej-więcej wyrażał. Tak, kultura polska składa się z wielu elementów i z kultury szlacheckiej i plebejskiej i żydowskiej (czemu chciałoby wielu zaprzeczyć). Najczęściej tak bywa, że elementy kultury mocniejszej intelektualnie mają większy wpływ od elementów kultury słabszej.

>>>>ale nie śmiałbym postawić tezy, że wszystko co najlepsze dla Polski wynikło, z kultury plebejskiej.
>Próbuje Pan sprowadzić rzecz do absurdu, kulą w płot jednak, skoro ja do stawiania podobnej tezy nawet się nie zbliżałem.
Jeżeli to tylko ja Pana źle zrozumiałem, to mały kłopot. Przepraszam.

>O co innego mi szło - o to mianowicie, że do tzw. kultury narodowej (cokolwiek to znaczy) przeniknęło również i to, co w "tradycji szlacheckiej" było najgorsze.
Niewiele znamy kultur samoistnych. Prawie wszystkie są zlepkami różnych kultur nałożonymi na kultury poprzednie lub przez osmozę przyjęte z kultur sąsiednich. Nie wybiera się przy tym co złe i co dobre, gdyż systemy wartości też są częścią kultury.

>Chcąc być ścisłym należy podkreślić, że samo klasyfikowanie różnych kulturowych treści jako "lepszych" czy "gorszych" żadnym narzędziem poznawczym nie jest.
Czy wychodząc od banału jest Pan całkowicie pewien dalszych konsekwencji. Ja nie wiem, czy mogę stwierdzić, iż kultura kanibalizmu jest równie dobra jak wegetarianizm. Kultura czarownic i stosów z kulturą tolerancji światopoglądowej. Czy kultura nacjonalizmu i czystości rasowej jest równą kulturze internacjonalistycznej?

Myślę, że wszyscy dokonujemy wartościowania właśnie z własnych subiektywnych pozycji. (Pan też wyżej dostrzega złe i dobre elementy kultury szlacheckiej, a więc wartościuje).

>>>>większy wpływ na kulturę mają ludzie bardziej wykształceni.
>No, nie wiem, czy stolarz z Nazaretu albo inszy mekkański handlarz-analfabeta tak od razu by się z tym zgodzili .
>Żarcik taki .
Gdyby to w jakiś mądrych dziełach przeczytali, to może by się z tym zgodzili, ale jak mogą się z tym zgodzić, gdy przeczytać im trudno. (Po co tak daleko sięgać, to Wałęsa własnymi rencoma socjalizm obalił).
Żarcik taki .

>>>>na własne uszy słyszałem lamenty nad grobem barona, a teraz za "Wolnej Polski", chłopstwo nazwało główną ulicę we wsi nazwiskiem hrabiego, który jako dobry pan potrafił fornalowi osobiście przyłożyć.
>To znaczy, że takie bardziej ludzkie podejście miał, poniekąd podmiotowo tych fornali traktował, skoro osobiście Fatygować się Raczył...
>Pan bardziej nieludzki posłałby karbowego...
>Tak czy owak - przebijam: w Nowej Hucie ulice ponazywano imionami sanacyjnych generałów .
Obaj nie jesteśmy w stanie przebić krzyczącej teraz "Solidarności" "Precz z komuną", jako protest na krzywdę czynioną im przez kapitalistów, których sami do władzy oraz majątków wynieśli, a człowieka (pracobiorcę) uczynili towarem.

>>>>Zupełnie nieważnym jest czy na nogach mamy gumiaki, czy lakierki,
>Pan tak na poważnie???
>>>>Tak! Zupełnie poważnie.

>Codzienna praktyka mnie jednak dość skutecznie przekonuje, że gumiaki a lakierki to jednak nie jest w społecznym odbiorze to samo.
Tak, dobrze Pan to zauważa. Jeszcze parę lat temu o przynależności do elity świadczyły białe skarpetki panów, a pań białe kozaczki.
To tylko ja mam skrzywione przez wychowanie spojrzenie i uważam, że pan w smokingu i lakierkach trzymający przy kobiecie ręce w kieszeniach jest zwyczajnym bogatym chamem, któremu "słoma" z tych lakierek wystaje. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,579649#w579707

PS. Tak, jak napisałem moim poetą z intelektualnego i emocjonalnego wyboru jest Tuwim, ale nic nie pocznę na to, iż genetycznie i kulturowo, to bliżej mi do Broniewskiego i on mi za dziadka robi. Oczywiście od wszystkich i wszystkiego podchodzę krytycznie i nikogo całkowicie nie kupuję. Cieszę się, gdy z kimś moja większa część poglądów jest zbieżną, a tak jest z Panem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
04-11-2013 23:38 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Przeciwnie. Na wszystko są dokumenty, liczby, spisane czyny i rozmowy.
>Nie jestem profesjonalnym historykiem i historię wraz z jej metodologią studiowałem tylko przy okazji, ale moi nauczyciele twierdzili, że nigdy niemożliwym jest zamieszczenie w publikacji wszystkich faktów i zawsze trzeba dokonywać wyboru.

To oczywiste, ale - jak zaznaczałem w poprzednim poście - Zgliczyński samym tytułem się do tego przyznaje.

>Wybór zaś jest i być musi subiektywnym. Pan Zgliczyński wybrał znane historykom fakty i je subiektywnie (z własnej perspektywy) zinterpretował.

Niech Pan poczeka z ocenami, póki Pan sam książki nie przeczyta.

>uważam, że każde stanowisko podlega krytyce i dyskusji.

A kto nie uważa?

>Pan Piątek idzie w swoim subiektywizmie jeszcze dalej niż Zgliczyński. Stwierdzenie, że Polacy są narodem "narodem morderców i niewolników" jest antypolską bzdurą.

Zupełnie ściśle biorąc - ma Pan oczywiście rację (jeśli pominąć tajemniczy przymiotnik antypolską).
Jest ono na miejscu w ramach użytego gatunku literackiego i przy uwględnieniu wskazywanego już przeze mnie faktu, że prawie każdy codziennie nawykowo a beztrosko stosuje pars pro toto i totum pro parte - z czego żadna ścisła prawda z natury rzeczy wyjść nie może.

>>O co innego mi szło - o to mianowicie, że do tzw. kultury narodowej (cokolwiek to znaczy) przeniknęło również i to, co w "tradycji szlacheckiej" było najgorsze.
>Niewiele znamy kultur samoistnych.

Prawie żadnych. Chyba Tasmańczycy. Ale już dawno ich nie ma.

>>Chcąc być ścisłym należy podkreślić, że samo klasyfikowanie różnych kulturowych treści jako "lepszych" czy "gorszych" żadnym narzędziem poznawczym nie jest.
>Czy wychodząc od banału jest Pan całkowicie pewien dalszych konsekwencji. Ja nie wiem, czy mogę stwierdzić, iż kultura kanibalizmu jest równie dobra jak wegetarianizm. Kultura czarownic i stosów z kulturą tolerancji światopoglądowej. Czy kultura nacjonalizmu i czystości rasowej jest równą kulturze internacjonalistycznej?

Z całym przekonaniem mogę orzekać, co jest lepsze/gorsze dla mnie - takiego jakim jestem. Ale to tylko biograficzny przypadek (seria przypadków), że dziś nie jestem faszystą i nie mam całkiem inaczej kryteriów dobra/zła ustawionych.

>(Pan też wyżej dostrzega złe i dobre elementy kultury szlacheckiej, a więc wartościuje).

Bynajmniej - posłużyłem się przymiotnikiem najgorsze jedynie odbijając piłeczkę, skoro Pan chwilę wcześniej posłużył się przymiotnikiem najlepsze. Dla symetrii takiej.
Szło mi jednak - przypominam - o to, że nie przez swą jakkolwiek rozumianą lepszość/gorszość treści kultury szlacheckiej (czy plebejskiej) się w kulturze tzw. narodowej osadzały lub nie, a przez swą "Darwinowską" żywotność, zdolność do obsługiwania zmieniających się potrzeb.

>Obaj nie jesteśmy w stanie przebić krzyczącej teraz "Solidarności" "Precz z komuną", jako protest na krzywdę czynioną im przez kapitalistów, których sami do władzy oraz majątków wynieśli, a człowieka (pracobiorcę) uczynili towarem.

To prawda. Jedynymi, którzy są w stanie choćby się zbliżyć, są kibole z Breslau, polskiego z nakazu Stalina, a wbrew woli rządu londyńskiego, krzyczący, że "Wrocław zawsze narodowy" i "raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę" .

>Jeszcze parę lat temu o przynależności do elity świadczyły białe skarpetki panów, a pań białe kozaczki.

Nie zauważyłem . A parę osób, które do szeroko pojętej elity (rektorów i dziekanów, dyrektorów poważnych firm, parlamentarzystów, burmistrzów, ordynatorów - ba! Samych Biskupów nawet!) zdarzyło mi się poznać.

>chamem, któremu "słoma" z tych lakierek wystaje.


Widzi Pan, mam nadzieję, w jakim zestawie socjologicznych skojarzeń więzi język polski swojego użytkownika?


>PS. Tak, jak napisałem moim poetą z intelektualnego i emocjonalnego wyboru jest Tuwim, ale nic nie pocznę na to, iż genetycznie i kulturowo, to bliżej mi do Broniewskiego

Też Broniewskiego lubię - a że już Listopad...

Żeby jednak tak Smutno nie kończyć, a i gwoli Syntezy pewnej, Tuwim z Broniewskim pod rękę:

Ostro urżnęliśmy się czystą
Władek i ja.
Władek jest twardym komunistą
Gdy w czubie ma.

Jak piłki, tak przy głowie głowa,
Pijane w pień,
Po białych płotach Czerniakowa
Hula mój cień.

Zabiega naprzód, plackiem leży,
Usłużny tchórz...
I nagle - za mną; zęby szczerzy,
A w ręku nóż.

Księżulo z nieba - zezowate
Spojrzenia śle.
Więc może optyka? Gra świateł?
A może nie.

Może nie księżyc? Może rybak
Z gwiaździstych stron?
A Władzio mi o kolektywach!
A won!

Że industrializacja? Racja.
Pożytek z niej.
Indus - rozumiem. Trializacja -
Już mniej.





...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)

30-10-2013 22:31 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
CD.

Przepraszam za zwłokę i natychmiast do rzeczy przystępuję.

>>>>>ale ciągle jest ważnym, gdy komuś "słoma z butów wystaje".
>>Uhum. Jest okazja do beki, że słoik .
>Tyle Pan z tego zrozumiał? Nie szkodzi, ja np. jestem mało muzykalnym.

Panie Andrzeju... zauważa Pan w ogóle, do czego odsyła frazeologizm, jakim się Pan posłużył?

>Nie mam przywiązania ani do herbów, ani do herbowych, tyle że bardzo nie lubię wywyższania się jednych kosztem drugich.

Herby, jak wszystkie inne oznaki szlacheckości, z definicji służą do wywyższania się jednych kosztem drugich.

>Akurat znam rodziny szlacheckie, których pochodzenie zobowiązywało do szlachetnych zachowań i tą tradycję dalej przekazali.

Z pewnością takie istniały i istnieją, co nie zmienia ogólnego obrazu. Zwracam też uwagę, że szlachcic od zawsze był zobowiązany do zachowania (przynajmniej pozornej) szlachetności wobec innego szlachcica, ale tym mniej winien był wobec chama się krępować.

>Czy z tego powodu, iż paru profesorów okazało się durniami miałbym deprecjonować całą naukę? Moim zdaniem nie należy (a nawet nie wolno) z tych faktów wyciągać żadnych uogólnień. Nigdy, to nie są wszyscy i nigdy też, to nie wszyscy razem.

Proponuję już nie powtarzać po raz pięćdziesiąty tego, co obaj wiemy o uogólnieniach.

>Jakoś bliższy mi tu książę Piotr Aleksiejewicz Kropotkin,

Ma wiele zalet
Gra Kropotkin

Wyzwala wyobraźnię historyczną
Poczucie solidarności
Odbywa się na wolnym powietrzu
Obfituje w dramatyczne epizody
Jej reguły się szlachetne
Despotyzm zawsze przegrywa


Wdzięczni księciu za jego Szlachetną Naiwność/Naiwną Szlachetność, która w jakiejś mierze ułatwiła im drogę do władzy, bolszewicy nawet miasto nazwali jego imieniem .

>który w swoich pamiętnikach o Polakach napisał:
>"W ciągu ostatnich stu lat zesłano na Sybir niemało rosyjskich wygnańców politycznych, ale - zgodnie z charakterystyczną cechą Rosjan - poddawali się swemu losowi i nigdy się nie buntowali.

A fuj - co za Uogólnienie...

>Polacy zaś - niech to będzie powiedziane im na chwałę -nigdy nie znosili swojego losu z taką pokorą. Tym razem zorganizowali prawdziwe powstanie. Rozumie się, że nie mieli żadnych widoków powodzenia, ale mimo to powstali". Ot, cholerne pany!

Mowa jest o tzw. Powstaniu zabajkalskim wywołanym przez zesłanych na Sybir powstańców styczniowych. Powstańcy styczniowi byli tacy.
Zaprawdę - mieli za co być księciu wdzięczni bolszewicy .

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
31-10-2013 13:10 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Poprzedni post do Pana zakończyłem zdaniami: Oczywiście od wszystkich i wszystkiego podchodzę krytycznie i nikogo całkowicie nie kupuję. Cieszę się, gdy z kimś moja większa część poglądów jest zbieżną, a tak jest z Panem. Tak, zgadzam się ze znakomitą większością Pańskich poglądów, ale zdecydowanie nie kupuję niektórych Pańskich wniosków i Pańskich uogólnień. W moim - prawdopodobnie błędnym odbiorze są one nieuprawnione, a na pewno nie dosyć dostatecznie uzasadnione. Ponadto ja przy swoim racjonalizmie i krytycyzmie świadomie chcę pozostawać trochę utopijnym idealistą i być lewicowym humanistą. Takim za Anną Tatarkiewicz "utopistą niereformowalnym".
www.przegl(*)ewicz-jakiej-nam-trzeba-lewicy
www.google(*)wBTU95Cg&bvm=bv.55819444,d.Yms
www.przegl(*)obia-rozmowa-anna-tatarkiewicz

>>>>Akurat znam rodziny szlacheckie, których pochodzenie zobowiązywało do szlachetnych zachowań i tą tradycję dalej przekazali.
>Z pewnością takie istniały i istnieją, co nie zmienia ogólnego obrazu.
Pan dokonuje swojego subiektywnego wyboru, a ja swojego. Moim zdaniem, takie postawy wpływały na dziejące się wydarzenia, a tym samym na historię Polski. W Polsce udział - wśród inteligencji i wszelkich dowódców-kierowników - ludzi wywodzących się ze szlachty był znacznie większym niżby to wynikało z ich procentowego udziału w społeczeństwie. To oni najczęściej kształtowali narodowe idee społeczne i nadawali kształt ideom wniesionym.

Lista ludzi szlachetnych ludzi, przekazujących tradycje najszlachetniejszych zachowań wobec bliskich, wywodzących się z polskiej szlachty jest długa i zdecydowanie jest ważnym elementem polskiej kultury, choć zdecydowanie nie jedynym i mniej ważnym niż np. elementy kultury chłopskiej.

>Zwracam też uwagę, że szlachcic od zawsze był zobowiązany do zachowania (przynajmniej pozornej) szlachetności wobec innego szlachcica, ale tym mniej winien był wobec chama się krępować.
Tyle, że często polski szlachcic bywał biedniejszym od włościanina i wówczas to włościanin starał się narzucić własne relacje. Stąd szlacheckie powiedzenie. "Nie masz gorszego tyrana niż jak z chama zrobisz pana". (Bardzo się sprawdza wobec dzisiejszych nowobogackich).
Mnie uczono, iż historia jest procesem i zupełnie inne relacje społeczne były w np. XVIII, XIX i XX wieku.

>Herby, jak wszystkie inne oznaki szlacheckości, z definicji służą do wywyższania się jednych kosztem drugich.
Zgoda, ale jeżeli Pan czyta moje wypowiedzi, to chyba dostrzega Pan mój zdecydowany egalitaryzm. Poza jednym wyjątkiem nigdy nie zgodzę się, iż głupota jest równa mądrości, a chamstwo i prymitywizm szlachetności i niewiele do tego ma nasze pochodzenie. Jeden z książąt jakiego miałem przyjemność znać prof. Tadeusz Kowalik pochodził z rodziny niepiśmiennych chłopów, a jeden z "wyznawców" Kropotkina prof. Daniel Grinberg też ma raczej nieszlacheckie pochodzenie, choć jest postacią nad wyraz szlachetną.

Tak, jak wyżej napisałem jestem w swoich poglądach dosyć osobnym człowiekiem. (Bliskim ideowo z Andrzejem Izdebskim). Wcale nie twierdzę, iż mam rację. Prawdopodobnie w wielu ocenach i poglądach się mylę, ale to poglądy są przeze mnie wypracowane na podstawie rodzinnych tradycji, wspaniałych nauczycieli i wielu książek. Jestem do nich przywiązanym i wydaje mi się, iż mam sporo argumentów dla ich obrony.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
05-11-2013 03:17 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Poprzedni post do Pana zakończyłem zdaniami: Oczywiście od wszystkich i wszystkiego podchodzę krytycznie i nikogo całkowicie nie kupuję. Cieszę się, gdy z kimś moja większa część poglądów jest zbieżną, a tak jest z Panem.

I ja się z Panem często zgadzam, a nawet, gdy się nie zgadzam, to jakoś z Pańskimi poglądami sympatyzuję, jednakowoż...

>Tak, zgadzam się ze znakomitą większością Pańskich poglądów, ale zdecydowanie nie kupuję niektórych Pańskich wniosków i Pańskich uogólnień.

...nie bardzo mam tu przestrzeń do dyskusji. Skazuje mnie Pan na gadaninę z gatunku Pan swoje, ja swoje - pewnie, można się przy takowej Zaprezentować, powygłaszać ideowe Manifesty - ale mnie to niepotrzebne do niczego.
No, chyba, że chodzi o odrobinę konwersacji.
Konwersacja to kwestia grzeczności. Nie chcę uchodzić za niegrzecznego, Panie Andrzeju, więc Panu odpowiadam.

>W moim - prawdopodobnie błędnym odbiorze są one nieuprawnione, a na pewno nie dosyć dostatecznie uzasadnione. Ponadto ja przy swoim racjonalizmie i krytycyzmie świadomie chcę pozostawać trochę utopijnym idealistą i być lewicowym humanistą.

Jak Pan sobie życzy.
Ja cenię realizm i rzeczowość.
Kwestię lewicowości wolałbym zostawić do omówienia kiedy indziej.

>Takim za Anną Tatarkiewicz "utopistą niereformowalnym".

Takim?

Anna Tatarkiewicz budzi oczywiście sympatię, ale jej postawa ma wszystkie wady szlachetnego paternalizmu właściwego polskiej lewicy szlacheckiej.
Hej, pomnę, jak w 1985 r. na łamach Polityki gromy miotała na serial Niewolnica Isaura... i przy okazji - bezwiednie zupełnie - na ten Lud Prosty, serialem do Nieprzytomności Oczarowany...
Trochę komicznie to wygląda, gdy kto po pół wieku lewicowości tak totalnie Ludu ni w ząb nie rozumie.

>Pan dokonuje swojego subiektywnego wyboru, a ja swojego.

Ja swoje, Pan swoje...

>Moim zdaniem, takie postawy wpływały na dziejące się wydarzenia, a tym samym na historię Polski.

Inne postawy takoż.

>W Polsce udział - wśród inteligencji i wszelkich dowódców-kierowników - ludzi wywodzących się ze szlachty był znacznie większym niżby to wynikało z ich procentowego udziału w społeczeństwie.

Jasne. Kto inny niby miał kapitał materialny i społeczny, by edukację i stanowiska móc sobie zapewniać?

>Lista ludzi szlachetnych ludzi, przekazujących tradycje najszlachetniejszych zachowań

Proponuję już odpuścić o tej szlachetności...

>Tyle, że często polski szlachcic bywał biedniejszym od włościanina i wówczas to włościanin starał się narzucić własne relacje.

Bardzo ciekawe groteski z tego wynikające do dzisiaj podobno na Kurpiach można obserwować.

>Stąd szlacheckie powiedzenie. "Nie masz gorszego tyrana niż jak z chama zrobisz pana".

Jakoś se szlachcic samopoczucie poprawiać potrzebował.

>Mnie uczono, iż historia jest procesem i zupełnie inne relacje społeczne były w np. XVIII, XIX i XX wieku.

Mnie uczono też, że w historii są zdarzenia, koniunktury i struktury długiego trwania.

>Zgoda, ale jeżeli Pan czyta moje wypowiedzi, to chyba dostrzega Pan mój zdecydowany egalitaryzm.

Dostrzegam - i owszem - Oficjalne Deklaracje Egalitaryzmu. Symptomatyczne jednakowoż wydaje mi się, że na całym Forumie tylko Pan jeden z Uporem używa formy Pan/Pani miast pisać normalnie per ty.

>Poza jednym wyjątkiem nigdy nie zgodzę się, iż głupota jest równa mądrości, a chamstwo i prymitywizm szlachetności

Hmmm... widzi Pan... a ja mam trochę tak:

...zmarszczyłem brwi i powiedziałem do siebie, ale dosyć głośno i mądrze, jakby mi zależało, żeby ktoś słyszał: - Aha, no tak - to bardzo mądre. Bardzo dobrze pomyślane. Jest to znana w medycynie choroba, polegająca na pewnym zacietrzewieniu - jest to, wyrażając się naukowo, specyficzny tuman, zrodzony z pewnego nieopanowania - jest to pewna rozkosz czerpana z niedoskonałości zmysłów i z pomyłek instynktu zaślepionego zbytnią żarłocznością, niejakie, można by powiedzieć, urzeczenie automatyzmem, słowem choroba poniekąd automatyczna, wynikająca z zastosowania wielkich powszechnych sił ciążenia, wyrzutu i głodu do gry w ciuciubabkę. A przy tym - jak też te przedmioty będą dolegały w brzuchu? - Po chwili jednak muskuły twarzy mi zelżały, ukazała się na niej okropna beznadziejna głupota i rzekłem ciszej: - O Boże! Dobrze, ale dlaczego tak głupio? Dlaczego tak głupio, jałowo, ciągle, bez przerwy, bez jednej chwili wypoczynku, dlaczego tak jakoś głupio-mądrze i mądrze-głupio? Ktoś tu się mądrzy i ktoś się wygłupia, o Boże, ześlij choć z pięć minut przerwy. - I pozwoliłem sobie dodać nawet: - Jestem jak w ciemnym lesie, gdzie cudaczne kształty drzew, upierzenie i jazgot ptaków wabią i śmieszą dziwną maskaradą, lecz z głębi dochodzi daleki ryk lwa, kłus bawołu i skradający się krok jaguara.

(W. Gombrowicz - Zdarzenia na brygu Banbury)


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
06-11-2013 12:44 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

>Skazuje mnie Pan na gadaninę z gatunku Pan swoje, ja swoje
Na Boga, Szanowny Panie, ja Pana na nic nie skazuję. Spokojnie może Pan sobie dać spokój z moją gadaniną. Natomiast ja z zainteresowaniem czytam Pańskie mądre i ciekawe wypowiedzi dające mi sporo materiału dla własnych przemyśleń. Nie, nie zgadzam się z wszystkim co Pan tu pisze, ale dla mnie takie krytyczne podejście do każdego tekstu i każdego człowieka jest normalne.

> - pewnie, można się przy takowej Zaprezentować, powygłaszać ideowe Manifesty - ale mnie to niepotrzebne do niczego.
Niech Pan daruje, ale nie wszyscy mogą Panu sprostać ani intelektualnie, ani w zakresie wiedzy i jedynie skromnie proponuję Panu moją metodę - nie czytania tego co nie jest mi potrzebne. Choć Pan wie lepiej.

>No, chyba, że chodzi o odrobinę konwersacji.
Konwersacja to kwestia grzeczności. Nie chcę uchodzić za niegrzecznego, Panie Andrzeju, więc Panu odpowiadam.
Tak, konwersacja to kwestia grzeczności, a Pan od grzeczności tu jest specem, ale szkoda czasu na konwersacje niczego nie wnoszące. Może sobie Pan dać spokój z moimi głupimi wypowiedziami. I tak bardziej Pan pisze obok niż bezpośrednio odnosi się do nich. Wiem, że to moja wina, gdyż jestem za mało komunikatywnym, ale takie już moje przyzwyczajenia z poprzedniego pokolenia.
Ja Pańskie wypowiedzi z zainteresowaniem czytam i podziwiam Pańską erudycję, ale nie czuję się zobowiązanym do reakcji na wszystkie. Nawet tam, mam trochę inne widzenie sprawy. Protestuję dopiero przy sprzecznościach.

>Anna Tatarkiewicz budzi oczywiście sympatię, ale jej postawa ma wszystkie wady szlachetnego paternalizmu właściwego polskiej lewicy szlacheckiej.
Ale czy ma prawo do życia, swoistego dla niej myślenia i wypowiedzi? Czy ma prawo do przedstawiania i przekonywania innych do własnych racji? Nie należę do jej pokolenia, ale - miedzy innymi - takie właśnie osoby (lista ich jest długa) kształtowały moje poglądy.
I co? I teraz, jak przeczytałem wywody Pana Big_zyda i poznałem trochę publicystyki pana Piątka, to mam umrzeć ze wstydu lub chociaż zamilknąć.

>Hej, pomnę, jak w 1985 r. na łamach Polityki gromy miotała na serial Niewolnica Isaura... i przy okazji - bezwiednie zupełnie - na ten Lud Prosty, serialem do Nieprzytomności Oczarowany...
Celne!

>Trochę komicznie to wygląda, gdy kto po pół wieku lewicowości tak totalnie Ludu ni w ząb nie rozumie.
Zatopiona!

No cóż, potrafi Pan - jak nikt tu - wyrazić swój szacunek dla interlokutorów i ich przemyśleń. Uważa Pan też, że ja - w swojej głupocie - w pełni zasługuję na takie traktowanie przez Pana? To może niech Pan już ze swojej grzeczności nie zmusza się do konwersacji ze mną i nie schodzi, aż na taki poziom. Czy to teraz już na mnie trafiło?

Nie, nie potrafię i nie chcę podejmować polemiki z Panem na Pańskich zasadach. Jestem tu zdecydowanie gorszym i wiem, że zupełnie nie potrafię Panu w tym sprostać.

>Symptomatyczne jednakowoż wydaje mi się, że na całym Forumie tylko Pan jeden z Uporem używa formy Pan/Pani miast pisać normalnie per ty.
Jakoś to mnie cieszy, że nie dla wszystkich to samo jest normalne, a jeszcze lepiej, gdy nikt swoich norm nie narzuca innym tam, gdzie nie jest to koniecznym. Pomimo mojej swoistości zachowań, to i tak uważam, że jest mi daleko do Pańskich swoistości. I proszę wybaczyć śmiałość, ale nie chciałbym aby to one stały się w Polsce i na tym forum wzorem.

Oczywiście, że Panu Pańskie zwyczaje się podobają i uważa Pan, iż ma do nich pełne prawo, ale czy już inni do swoich przyzwyczajeń to już takiego prawa nie mają? Mnie życie nauczyło tolerancji dla przeróżnych postaw i poglądów (poza zadufaną głupotą) i godzę się na wszystkie, gdy mieszczą się w moim ogólnym - dosyć szerokim - spektrum możliwych akceptacji. Oczywiście to wcale nie znaczy, iż wszystko akceptuję i na wszystko się godzę. Przedstawiam swoje argumenty, które jednych przekonywują, innym są obojętne, a jeszcze u innych wywołują nawet wrogość.

Pan zaś w swojej mądrości może uznać, że forma moich wypowiedzi to tylko głupie dziwactwo starszego pana, ale ja dopóki jeszcze żyję, to chciałbym mieć prawo do swoich dziwactw. (Kiedyś wychowywały dom, szkoła, teraz nikt nie wychowuje. Kto ma młodym ludziom powiedzieć, jak należy się zachować, jakim językiem mówić w konkretnej sytuacji? (...) Coraz częściej studenci, rozpoczynając mejle, nie używają już zwrotu "Pani Doktor", "Szanowna Pani" czy nawet zwykłego "Dzień dobry", ale "Witam, Pani Małgosiu". I nie widzą w tym niczego niestosownego. "Przecież tak się mówi", tłumaczą.)
Nie jestem też w tym tak jedynym, jak się Panu wydaje, ale przecież nie wszyscy tu muszą ze sobą rozmawiać i nie wszyscy ze mną rozmawiają, gdyż różne rzeczy im przeszkadzają.

Na szczęście możemy sobie wybierać interlokutorów, ale to otwarte forum, gdzie rożni ludzie mogą podzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Oczywiście we wszystkim mogę się mylić i nie mieć racji. (Zdarza to się częściej niż bym chciał). Mogę nie mieć stosownej współczesnej kultury, tu (na całym Forumie) obowiązującej, nie znać sztuki dyskusji i nie mieć potrzebnego tu poziomu konwersacji. Jestem tylko zwyczajnym forumowiczem, a tu przywilej wiecznej racji, tylko niektórzy mają. Ja do nich dalece nie należę.

Nie bardzo rozumiem, czemu Pan się teraz uparł na mnie?
Dlatego że nie chce Pan uchodzić za niegrzecznego? Zbytek łaski

Dobra już! Przepraszam!
Dla mnie jest Pan grzecznym, to ja nie potrafię się zachować i na właściwym tu poziomie dyskutować.

Pozdrawiam i proszę o wybaczenie za śmiałość w krytycznym podejściu do Pańskich wypowiedzi. Oczywiście - kontekście wątku - ciekawszym jest swoistość ich stylu oraz forma, niż wysoka merytoryczna jakość.

@@@
.
07-11-2013 03:23 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Na Boga, Szanowny Panie, ja Pana na nic nie skazuję. Spokojnie może Pan sobie dać spokój z moją gadaniną. Natomiast ja z zainteresowaniem czytam Pańskie mądre i ciekawe wypowiedzi dające mi sporo materiału dla własnych przemyśleń. Nie, nie zgadzam się z wszystkim co Pan tu pisze, ale dla mnie takie krytyczne podejście do każdego tekstu i każdego człowieka jest normalne.

Jaki Pan Dobry. I Mądry .

>> - pewnie, można się przy takowej Zaprezentować, powygłaszać ideowe Manifesty - ale mnie to niepotrzebne do niczego.
>Niech Pan daruje, ale nie wszyscy mogą Panu sprostać ani intelektualnie, ani w zakresie wiedzy i jedynie skromnie proponuję Panu moją metodę - nie czytania tego co nie jest mi potrzebne. Choć Pan wie lepiej.

W istocie - wiem. Chodziło mi o to, bym mógł sam sobie oszczędzać pisania rzeczy niepotrzebnych.

>Tak, konwersacja to kwestia grzeczności, a Pan od grzeczności tu jest specem,

Niechże się Pan nie Trudzi mozolnym insynuowaniem mi chamstwa - z góry publicznie powiadamiałem, że zaatakuję Pana po chamsku i z góry też za to przeprosiłem. Traci Pan czas.

>Może sobie Pan dać spokój z moimi głupimi wypowiedziami. I tak bardziej Pan pisze obok niż bezpośrednio odnosi się do nich.

Przykłady?

>Protestuję dopiero przy sprzecznościach.

Przykłady tych sprzeczności?

>>Anna Tatarkiewicz budzi oczywiście sympatię, ale jej postawa ma wszystkie wady szlachetnego paternalizmu właściwego polskiej lewicy szlacheckiej.
>Ale czy ma prawo do życia, swoistego dla niej myślenia i wypowiedzi? Czy ma prawo do przedstawiania i przekonywania innych do własnych racji?

Sugerowałem, że nie ma?

>No cóż, potrafi Pan - jak nikt tu - wyrazić swój szacunek dla interlokutorów i ich przemyśleń.

Jak nieco wyżej. Traci Pan czas.

>Uważa Pan też, że ja - w swojej głupocie - w pełni zasługuję na takie traktowanie przez Pana? To może niech Pan już ze swojej grzeczności nie zmusza się do konwersacji ze mną i nie schodzi, aż na taki poziom. Czy to teraz już na mnie trafiło?
>Nie, nie potrafię i nie chcę podejmować polemiki z Panem na Pańskich zasadach. Jestem tu zdecydowanie gorszym i wiem, że zupełnie nie potrafię Panu w tym sprostać.

Jezus Maria...
A niechże się Pan Ulituje i taka Mimoza nie będzie...
Z Nieodżałowanej Pamięci Adamiakiem potykaliśmy się - bywało - bez porównania ostrzej, nie szczędząc sobie Najwyszukańszych Złośliwości, jednak nikomu do głowy nie przychodziło Roztkliwiać się nad sobą ani Obrażać na interlokutora.

>Jakoś to mnie cieszy, że nie dla wszystkich to samo jest normalne

W tym wypadku o tym, co należy uważać za normalne, decyduje statystyka.

>Pomimo mojej swoistości zachowań, to i tak uważam, że jest mi daleko do Pańskich swoistości. I proszę wybaczyć śmiałość, ale nie chciałbym aby to one stały się w Polsce i na tym forum wzorem.

Bez obaw - mnie nie tak łatwo naśladować .

>Oczywiście, że Panu Pańskie zwyczaje się podobają i uważa Pan, iż ma do nich pełne prawo, ale czy już inni do swoich przyzwyczajeń to już takiego prawa nie mają? (...)
>Pan zaś w swojej mądrości może uznać, że forma moich wypowiedzi to tylko głupie dziwactwo starszego pana, ale ja dopóki jeszcze żyję, to chciałbym mieć prawo do swoich dziwactw.

Zauważył Pan może, że to ja się do Pańskich zwyczajów językowych konsekwentnie dostosowuję, nie zaś Pan do moich?

>Na szczęście możemy sobie wybierać interlokutorów, ale to otwarte forum, gdzie rożni ludzie mogą podzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Oczywiście we wszystkim mogę się mylić i nie mieć racji. (Zdarza to się częściej niż bym chciał). Mogę nie mieć stosownej współczesnej kultury, tu (na całym Forumie) obowiązującej, nie znać sztuki dyskusji i nie mieć potrzebnego tu poziomu konwersacji. Jestem tylko zwyczajnym forumowiczem, a tu przywilej wiecznej racji, tylko niektórzy mają. Ja do nich dalece nie należę.

Sam Servus servorum Dei mógłby Panu tej Pokory pozazdrościć .

>Nie bardzo rozumiem, czemu Pan się teraz uparł na mnie?

Nie "uparłem się" i nie na Pana - nic w tym osobistego nie było. Zaprotestowałem merytorycznie (acz gwałtownie) przeciw malowaniu sielskich - a jaskrawo sprzecznych z faktami - obrazków "historycznych".

>Dobra już! Przepraszam!
>Pozdrawiam i proszę o wybaczenie za śmiałość w krytycznym podejściu do Pańskich wypowiedzi.

Ależ proszę się nie sumitować - zapewniam, że moim wypowiedziom krytycyzm ten w niczym nie zaszkodził .

>Oczywiście - kontekście wątku - ciekawszym jest swoistość ich stylu oraz forma, niż wysoka merytoryczna jakość.

Faktycznie, uogólniałem trochę. Następnym razem postaram się dochować jak Największej precyzji i wszelkie opisy rzeczywistości przedstawiać w formie funkcji falowych .


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
22-10-2013 10:25 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>I to słówko "witam".

Na słówko to ze swadą natarł Michał Rusinek.

>Zaraz mi się przypomina staropolskie poufało-lekceważące "kłaniam"

Toż to nic wobec "nara", "cze", "spoko". Na szczęście ta kastracyjna moda, jak się zdaje, zanika w procesie naturalnej selekcji.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
22-10-2013 18:08 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Toż to nic wobec "nara", "cze", "spoko". Na szczęście ta kastracyjna moda, jak się zdaje, zanika w procesie naturalnej selekcji.
Tak, na Pan rację. "Istnieje coś takiego w retoryce jak stosowność." Chodzi o to, żeby dostosować styl własnych wypowiedzi do osoby i środowiska, w którym prowadzimy wymianę poglądów.

Może to dziwne, ale mam dosyć dobre mniemanie o znakomitej większości naszych forumowiczów i dlatego właśnie drażnią mnie różne zdarzające się przypadki, gdy ktoś koniecznie chce nas sprowadzić do własnego poziomu. Najczęściej są to dyskutanci z wielkimi pretensjami - pouczający innych jak mają się zachowywać i co teraz w kulturze obowiązuje, a to tylko ich kultura.

Pozdrawiam.

@@@
.
10-11-2013 04:43 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Toż to nic wobec "nara", "cze", "spoko". Na szczęście ta kastracyjna moda, jak się zdaje, zanika w procesie naturalnej selekcji.<
nara, cze , spoko, powstały ze względów praktycznych. Skróty te zrodziły się gdy młodzież zaczęła pisać sms-y. Chcąc oszczędzić impulsów stworzyła specyficzny język skrótów. Podobne sztuczki oszczędnościowe stosuje młodzież innych krajów. Później się to wymknęło i przeszło do języka potocznego młodych, a dziś nawet babć poznających ten język od wnuków. Również język internetowy ma swoje oryginalne i własne zwroty:LOL, WOW, pisanie małą literą. Nowoczesna telekomunikacja jest osiągnięciem kulturalno-technicznym i stworzyła swój własny język i własne normy językowe ze względów praktycznych.

Piorunochrony na kociołach są najwyższym votum nieufności wobec Boga.
10-11-2013 11:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>nara, cze , spoko, powstały ze względów praktycznych. Skróty te zrodziły się gdy młodzież zaczęła pisać sms-y. Chcąc oszczędzić impulsów stworzyła specyficzny język skrótów. Podobne sztuczki oszczędnościowe stosuje młodzież innych krajów. Później się to wymknęło i przeszło do języka potocznego młodych, a dziś nawet babć poznających ten język od wnuków.
Tak, babcie kochające wnuków do różnych rzeczy są zdolne. (Dobrze, iż jeszcze choć trochę dziadkowie się opierają.)
Jaki język i jaki poziom teraz reprezentujemy, to doskonale w telewizji widać. (Gdzie np. pan redaktor-celebryta "kontrol" przeprowadza.)

Lubię też czasem popatrzeć na "Rozmowy w toku", gdyż dla mnie to jest jakbym oglądał tam ludzi z jakiejś anty-utopi.
Nie chce mi się wprost wierzyć i przeciętny Polak może być tak przerażająco głupi i że takie są jego zasadnicze problemy życiowe. Tylko procent właśnie takich Polaków nam stale rośnie. Przed chwilą obejrzałem program "Miedzy ziemią a niebem" w TVP I. Poziom głupoty był tam wprost porażający i to głupoty wykształconej, o której A. Izdebski pisze:
Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara: "Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy:
- ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami;
- czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane;
- głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży".

A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: "Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".

Lewica intelektualnie skapitulowała i oddała rząd dusz narodowo-katolickiej prawicy, a ona konsekwentnie uważa, że nie wolno masom pozwolić na Sapere aude! - odwagę i umiejętność posługiwania się samodzielnie własnym rozumem. "Każdy kanciarz robiący sztuczki z trzema kartami wie, że powodzenie tricku zależy od tego, czy uda się zmylić całą publiczność. Trzeba natychmiast uciszyć każdego człowieka z tłumu, który wskaże, że operacja jest szwindlem. Jeśli tego nie zrobi, mało kto będzie chciał zaryzykować swoje dziesięć dolarów". Serwilistyczne mass media, wspomagane z ambon, robią to doskonale.
www.racjon(*).zwierciadle.globalnych.bredni

Na naszym forum też się spotykamy z różnymi specjalistami od wciskania ideologicznego kitu oraz trollami z wysokim wykształceniem, dążącymi do obniżenia poziomu naszego dyskursu - do poziomu pyskówek, w których czują się doskonale.

>Również język internetowy ma swoje oryginalne i własne zwroty:LOL, WOW, pisanie małą literą.
Ma swoje zwroty i to stworzone z różnych przyczyn. Na przykład w polskim internecie w dużej części z braku szacunku dla własnej kultury i własnego języka. (Przez ćwierćwiecze nawet polskiej klawiatury żeśmy się nie dorobili, a język angielski pełni teraz rolę dawnej pańskiej francuszczyzny, nie tylko w internecie i byle sklepik musi się po amerykańsku nazywać, a poważne firmy nazwę typu "Bio-fart" nosić.)

>Nowoczesna telekomunikacja jest osiągnięciem kulturalno-technicznym i stworzyła swój własny język i własne normy językowe
Jest i stworzyła.

>ze względów praktycznych.
Tu pełna niezgoda, to nie konieczności (choć takowe są i były) głównie wymusiły psucie języka, to brak jego dostatecznej znajomości i szacunku dla niego przez Polaków zachłyśniętych zachodem.
Przez ostatnich kilkadziesiąt lat, to nawet gówno amerykańskie - w odróżnieniu od polskiego - pachniało. Ma dużo racji Pan Big_zyd pisząc: "90 procent (albo więcej) dzisiejszej ludności Polski pochodzi - koniec końców - od pańszczyźnianych niewolników. I to widać w postawach, nawykach myślowych, systemie wartości etc."
Tak, to widać, ale czy jest to powód do zadowolenia, to już mocno dyskusyjna kwestia. Nie udała się germanizacja i nie udała się rusyfikacja, ale my tacy będziemy, iż sami się zamerykanizujemy.

PS.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,590321#w592757

Pozdrawiam.

@@@
.
22-10-2013 15:10 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale co ja tam wiem, stary zwapniały ramol...
Uważam, iż trafiła Pani w samo sedno, ale może tylko dlatego, żem bardziej stary, bardziej zwapniały ramol.
U mnie, to Pani jeszcze za młodzież robi.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

Wróć do listy wątków działu Sprawy portalu
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365