 |
Czy mechanika kwantowa jest "przypadkowa" Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-05-2009 19:13 | Witold Losek (800 punktów) | Czy mechanika kwantowa jest "przypadkowa"
2 na 2 | Odbyliśmy ze Skymanem ( pozdrowienia Sky! ) interesującą dyskusję na temat istnienia lub nie, Wolnej Woli. Można ją przeczytać tu: tuW trakcie tej dyskusji, powstał spór na temat mechaniki kwantowej. Otóż ja - zaznaczam, że nie jestem fizykiem - stwierdziłem, że mechanika kwantowa, jest probabilistyczna, tzn, że są takie procesy zachodzące w skali kwantowej, które są przypadkowe. Przykładem takiego przypadkowego procesu, nie podlegającego dokładnym pomiarom, jest rozpad jąder pierwiastków promieniotwórczych. Dany pierwiastek, powiedzmy, izotop węgla C-14 - którego okres połowicznego rozpadu to 5730 lat - a konkretnie jego jądra stale ulegają rozpadowi. W ciągu tych 5730 lat z określonej liczby atomów, ulegnie rozpadowi połowa jąder. Otóż moi zdaniem, z praw fizyki kwantowej wynika, że rozpadnie się połowa jąder, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć, które jądra się rozpadną, a które nie, ani też kiedy rozpadnie się konkretne jądro. I nic, jeśli się nie mylę, nie pomoże zwiększenie dokładności metod, głębsze poznanie zasad rządzących fizyką, itd. Skyman jest przeciwnego zdania. Czy znajdzie się ktoś kto wie jak to jest? Jakiś fizyk z wykształcenia? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
kombi (1112 punktów) (zablokowany) | Zaobserwowano zmiany szybkości rozpadu pierwiastków, np. w zależności od odległości do Słońca.
Przyczyną rozpadu pierwiastków jest pewnie promieniowanie kosmiczne - może te neutrina, albo nawet grawitacja.
Samo z siebie nic się nie dzieje - zawsze musi być jakaś przyczyna.
|
|
 | | Skymen (621 punktów) | > Zaobserwowano zmiany szybkości rozpadu pierwiastków, np. w zależności od odległości do Słońca.> Przyczyną rozpadu pierwiastków jest pewnie promieniowanie kosmiczne - może te neutrina, albo nawet grawitacja.Możesz wskazać jakieś źródła w temacie? > Samo z siebie nic się nie dzieje - zawsze musi być jakaś przyczyna.O to to! Dokładnie to przekonanie-wniosek [choć sam w sobie banalny] chciałem w temacie zjawisk kwantowych przekazać.
|
|
|  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >>Przyczyną rozpadu pierwiastków jest pewnie promieniowanie kosmiczne - może te neutrina, albo nawet grawitacja. >Możesz wskazać jakieś źródła w temacie?
Są różne publikacje z takich pomiarów - ludzie od lat systematycznie to mierzą. Położenie planet również ma wpływ na reakcje jądrowe - na generatory liczb losowych też.
|
|
| |  | | Skymen (621 punktów) | > >>Przyczyną rozpadu pierwiastków jest pewnie promieniowanie kosmiczne - może te neutrina, albo nawet grawitacja.> >Możesz wskazać jakieś źródła w temacie?> Są różne publikacje z takich pomiarów - ludzie od lat systematycznie to mierzą.> Położenie planet również ma wpływ na reakcje jądrowe - na generatory liczb losowych też.Doprawdy - zacznę chyba wierzyć w astrologię!
|
|
 | Bożydar (2279 punktów) (zablokowany) |
Samo z siebie nic się nie dzieje - zawsze musi być jakaś przyczyna.
Otóż nie drodzy forumowicze, nie jestem fizykiem, ale doskonale wiem, że mechanika kwantowa i nie tylko ona pokazała, że przyczyna wcale nie musi istnieć! Prawdopodobnie wręcz nie może istnieć w wielu wypadkach? Doświadczenia Apecta dotyczące złamania nierówności Bella pokazują niepojętą i niezrozumiałą naturę otaczającego świata, ale w zupełnie innym sensie niż ten, który ucieszyłby Miłującego Prawdę.
Pierwszy raz słyszę o zmianie czasu półtrwania pierwiastka, jaką postuluje Kombi i chwilowo ośmielam się w nią nie wierzyć.
Na razie "obowiązuje" kopenhaska wykładnia mechaniki kwantowej, mimo że wcale mi się ona nie podoba i skłaniam się ku rozumowaniu Einsteina, mimo że w starciu z mistycznie rozumianą mechaniką kwantową na razie zdecydowanie przegrywamy na punkty.
Wyznawców tezy, że wszystko musi mieć przyczynę, zachęcam gorąco do zbadania przyczyny wylosowania konkretnej sekwencji Toto Lotka
|
|
6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Dany pierwiastek, powiedzmy, izotop węgla C-14 - którego okres połowicznego rozpadu to 5730 lat - a konkretnie jego jądra stale ulegają rozpadowi. W ciągu tych 5730 lat z określonej liczby atomów, ulegnie rozpadowi połowa jąder. Otóż moi zdaniem, z praw fizyki kwantowej wynika, że rozpadnie się połowa jąder, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć, które jądra się rozpadną, a które nie, ani też kiedy rozpadnie się konkretne jądro.
Masz rację. Poznawalność mikroświata kwantowego jest ograniczona. Jednak z filozoficznego punktu widzenia ograniczoność ta może być ontologiczna lub epistemologiczna, tzn. (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny.
Obie interpretacje mechaniki są możliwe: pierwsza to ortodoksyjna, kopenhaska, druga to teoria zmiennych ukrytych de Broglie'a-Bohma.
|
|
 | | Witold Losek (800 punktów) | >Masz rację. Poznawalność mikroświata kwantowego jest ograniczona. Jednak z filozoficznego punktu widzenia ograniczoność ta może być ontologiczna lub epistemologiczna, tzn. > (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub > (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny. >Obie interpretacje mechaniki są możliwe: pierwsza to ortodoksyjna, kopenhaska, druga to teoria zmiennych ukrytych de Broglie'a-Bohma. > Czyli -jeśli dobrze zrozumiałem, mamy dwie możliwości: 1) świat materialny, jest w swej części kwantowej przypadkowy, a w skali makro zdeterminowany prawami fizyki newtonowskiej, lub 2) cały świat jest zdeterminowany, tylko w skali makro możemy te zależności, te łańcuchy przyczynowo-skutkowe, wykazać, jednocześnie w nie nieingerując, a w skali kwantowej, łańcuchy przyczynowo-skutkowe też istnieją, tylko obserwator poprzez swoją obserwację je tak zaburza, że nie może udowodnić ich istnienia?
|
|
|  | | metsys (1088 punktów) |
>Czyli -jeśli dobrze zrozumiałem, mamy dwie możliwości: >1) świat materialny, jest w swej części kwantowej przypadkowy, a w skali makro zdeterminowany prawami fizyki newtonowskiej,
Ja raczej nie nazwałbym tego przypadkiem, a nieoznaczonością
>2) cały świat jest zdeterminowany, tylko w skali makro możemy te zależności, te łańcuchy przyczynowo-skutkowe, wykazać, jednocześnie w nie nieingerując, a w skali kwantowej, łańcuchy przyczynowo-skutkowe też istnieją, tylko obserwator poprzez swoją obserwację je tak zaburza, że nie może udowodnić ich istnienia? >
Właściwie, to ich istnienie można udowodnić (gdyż występują), ale nie można ich precyzyjnie oznaczyć.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
| |  | | Witold Losek (800 punktów) | >Ja raczej nie nazwałbym tego przypadkiem, a nieoznaczonością Nieoznaczoność, a przypadkowość w świecie kwantowym, to chyba nie jest to samo. Zasada nieoznaczoności Heisenberga, fundamentalna zasada mechaniki kwantowej, mówi, że nie można zmierzyć więcej niż jednej cechy np elektronu ( chwilowych wartości pędu i położenia, albo energii i czasu jej pomiaru). >>2) cały świat jest zdeterminowany, tylko w skali makro możemy te zależności, te łańcuchy przyczynowo-skutkowe, wykazać, jednocześnie w nie nieingerując, a w skali kwantowej, łańcuchy przyczynowo-skutkowe też istnieją, tylko obserwator poprzez swoją obserwację je tak zaburza, że nie może udowodnić ich istnienia? >> >Właściwie, to ich istnienie można udowodnić (gdyż występują), ale nie można ich precyzyjnie oznaczyć. O ile dobrze zrozumiałem Fizyka, to w/g interpretacji kopenhaskiej właśnie nie występują.
|
|
| | |  | | metsys (1088 punktów) | >>Ja raczej nie nazwałbym tego przypadkiem, a nieoznaczonością >Nieoznaczoność, a przypadkowość w świecie kwantowym, to chyba nie jest to samo. Zasada nieoznaczoności Heisenberga, fundamentalna zasada mechaniki kwantowej, mówi, że nie można zmierzyć więcej niż jednej cechy np elektronu ( chwilowych wartości pędu i położenia, albo energii i czasu jej pomiaru).
Właśnie dlatego myślę o nieoznaczoności.
>>>2) cały świat jest zdeterminowany, tylko w skali makro możemy te zależności, te łańcuchy przyczynowo-skutkowe, wykazać, jednocześnie w nie nieingerując, a w skali kwantowej, łańcuchy przyczynowo-skutkowe też istnieją, tylko obserwator poprzez swoją obserwację je tak zaburza, że nie może udowodnić ich istnienia? >>> >>Właściwie, to ich istnienie można udowodnić (gdyż występują), ale nie można ich precyzyjnie oznaczyć. >O ile dobrze zrozumiałem Fizyka, to w/g interpretacji kopenhaskiej właśnie nie występują.
Albo tutaj, albo tam. Możemy przewidzieć kilka możliwości, ale nie wiemy gdzie wystąpią konkretnie, choć wiadomo, że wystąpią w ogóle.
Mogę coś nieprecyzyjnie określić gdyż f.kwantowa nie jest moją dziedziną. Proszę poprawić jeśli coś przedstawię nieadekwatnie do zamiaru.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
|  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Czyli -jeśli dobrze zrozumiałem, mamy dwie możliwości: > 1) świat materialny, jest w swej części kwantowej przypadkowy, ...
Tak może być.
> ... a w skali makro zdeterminowany prawami fizyki newtonowskiej, lub > 2) cały świat jest zdeterminowany, tylko w skali makro możemy te zależności, te łańcuchy przyczynowo-skutkowe, wykazać, jednocześnie w nie nie ingerując, ...
Niezupełnie. Determinizm w skali makro czy też niezaburzanie go przez pomiar są tylko przybliżeniem - często bardzo dobrym, ale nie zawsze. Np. teoria chaosu mówi nam, że kwantowe efekty w neuronach przysłowiowego motyla przeniosą się na to czy zamacha on skrzydełkami czy nie, co w chaotycznej dynamice atmosfery przeniesie się z kolei na obecność burzy lub jej brak w innym zakątku globu. Myślę, że spora doza przypadkowości w naszym świecie ma źródło kwantowe.
> a w skali kwantowej, łańcuchy przyczynowo-skutkowe też istnieją, tylko obserwator poprzez swoją obserwację je tak zaburza, że nie może udowodnić ich istnienia?
Tak może być.
|
|
| |  | | Witold Losek (800 punktów) | >Niezupełnie. Determinizm w skali makro czy też niezaburzanie go przez pomiar są tylko przybliżeniem - często bardzo dobrym, ale nie zawsze. Np. teoria chaosu mówi nam, że kwantowe efekty w neuronach przysłowiowego motyla przeniosą się na to czy zamacha on skrzydełkami czy nie, co w chaotycznej dynamice atmosfery przeniesie się z kolei na obecność burzy lub jej brak w innym zakątku globu. Myślę, że spora doza przypadkowości w naszym świecie ma źródło kwantowe. No tak. To jest dla mnie jasne. Chodzi o to, że jek ten przysłowiowy motyl, przypadkowo zapoczątkuje proces, to on się potem toczy w skali makro, po przymusowych torach. Czyli inaczej mówiąc, jeżeli przypadkowy proces, który miał miejsce w skali kwantowej, wpłynie na makroświat, to potem jego efekt jest już z góry określony, chyba, że zostanie zakłócony innym przypadkowym procesem wynikającym z kolejnego zaburzenia kwantowego. Dzięki.
|
|
| |  | 1 na 1 | rudyment (3233 punktów) | > Np. teoria chaosu mówi nam, że kwantowe efekty w neuronach przysłowiowego motyla przeniosą się na to czy zamacha on skrzydełkami czy nie, co w chaotycznej dynamice atmosfery przeniesie się z kolei na obecność burzy lub jej brak w innym zakątku globu. Myślę, że spora doza przypadkowości w naszym świecie ma źródło kwantowe.
Mam nadzieję ,że żartujesz? Aż mi się zimno zrobiło na tę myśl.
"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
|
|
| | |  | | Skymen (621 punktów) | > > Np. teoria chaosu mówi nam, że kwantowe efekty w neuronach przysłowiowego motyla przeniosą się na to czy zamacha on skrzydełkami czy nie, co w chaotycznej dynamice atmosfery przeniesie się z kolei na obecność burzy lub jej brak w innym zakątku globu. Myślę, że spora doza przypadkowości w naszym świecie ma źródło kwantowe.> Mam nadzieję ,że żartujesz? Aż mi się zimno zrobiło na tę myśl.O! To znak że gdzieś ćma we śnie poruszyła czułkiem co wywołało efekt splątania kwantowego w mózgowym ośrodku odczuwania przez ciebie uczucia chłodu  A tak na serio -dlaczego cie to tak negatywnie poruszyło? Poczułeś się trybikiem wielkiej machiny która z tobą czy bez ciebie potoczy się w eony przyszłości dalej? Przecież to tylko realizm!  Mnie takie odkrycie raczej napawa szczęściem z własnego jednak bardziej za-istnienia niż odchłani prawdopodobieństwa nie-zaistnienia...co samo w sobie jest "cudem"! Ów fakt że raczej jest to coś [czyli Ja] niż tego nie ma...
|
|
| | | |  | | rudyment (3233 punktów) | > >Mam nadzieję ,że żartujesz? Aż mi się zimno zrobiło na tę myśl.> O! To znak że gdzieś ćma we śnie poruszyła czułkiem co wywołało efekt splątania kwantowego w mózgowym ośrodku odczuwania przez ciebie uczucia chłodu  > A tak na serio -dlaczego cie to tak negatywnie poruszyło?Zaniepokoiła mnie konieczność odesłania do lamusa wszystkich nauk przyrodniczych. Szczęściem nic takiego nie daje się zauważyć, co zresztą sam Fizyk w dalszych swoich wywodach potwierdza. Poczucie bycia skrzyżowaniem mnóstwa łańcuchów przyczynowo-skutkowych jest dla mnie już od dziecka normą.
"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
|
|
| | | | |  | | Skymen (621 punktów) | > >>Mam nadzieję ,że żartujesz? Aż mi się zimno zrobiło na tę myśl.> >O! To znak że gdzieś ćma we śnie poruszyła czułkiem co wywołało efekt splątania kwantowego w mózgowym ośrodku odczuwania przez ciebie uczucia chłodu  > >A tak na serio -dlaczego cie to tak negatywnie poruszyło?> Zaniepokoiła mnie konieczność odesłania do lamusa wszystkich nauk przyrodniczych.Myślę że większość wiedzy, jaką obecnie uznaje się za obowiązującą i tak się w końcu zdezaktualizuje. > Poczucie bycia skrzyżowaniem mnóstwa łańcuchów przyczynowo-skutkowych jest dla mnie już od dziecka normą.A jaki wydźwięk emocjonalny ma to twoje poczucie? Czyli jaki rodzaj emocji u ciebie wzbudza? Ot tak pytam będąc ciekaw twojej reakcji na dostrzeganie pokomplikowania tego świata.
|
|
| | | | | |  | | rudyment (3233 punktów) | > Myślę że większość wiedzy, jaką obecnie uznaje się za obowiązującą i tak się w końcu zdezaktualizuje.Empirycznie ustalone fakty nie - jedynie wyciągane z nich wnioski, jesli nie zostana potwierdzone przez kolejne doświadczenia. > >Poczucie bycia skrzyżowaniem mnóstwa łańcuchów przyczynowo-skutkowych jest dla mnie już od dziecka normą.> A jaki wydźwięk emocjonalny ma to twoje poczucie? Czyli jaki rodzaj emocji u ciebie wzbudza? Ot tak pytam będąc ciekaw twojej reakcji na dostrzeganie pokomplikowania tego świata.  > Nie dało się widać zauważyć moje żartobliwe podejście do sprawy. Ha, zdarza się  Gdyby jednak przyjąć rzeczywistą nieoznaczoność zjawisk makroskopowych, moje odczucie byłoby identyczne ze stanem ducha hazardzisty, gdy stwierdza, że postawił na złego konia.
"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
|
|
| |  | | homopitek (1536 punktów) |
>Np. teoria chaosu mówi nam, że kwantowe efekty w neuronach przysłowiowego motyla >przeniosą się na to czy zamacha on skrzydełkami czy nie,
To chyba nie jest takie proste w przypadku sieci neuronowych, które działają na zasadzie "uzgadniania stanowiska" (synchronizacji) przez oddziałujące na siebie neurony. Stan pojedynczego neuronu jest raczej bez znaczenia, gdyż decyzje podejmuje "demokratyczna większość". Aby dany motylek zamachał skrzydełkiem, powinno dojść do zsynchronizowania stanów bardzo wielu neuronów zaangażowanych w proces, co z kolei narzuca jednoczesne pojawienie się w nich takich samych "efektów kwantowych" na starcie procesu. To z kolei wyraźnie sugeruje brak przypadkowości.
Natomiast zastrzeżenia te dają się pominąć, gdy mówimy o chaosie od momentu machnięcia skrzydełkiem, nie wnikając w jego przyczynę.
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | | -jad- (18783 punktów) |
> Masz rację. Poznawalność mikroświata kwantowego jest ograniczona. Jednak z filozoficznego punktu widzenia ograniczoność ta może być ontologiczna lub epistemologiczna, tzn.> (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub> (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny.Czy będzie niedyskretnym pytanie- ku któremu poglądowi Ty się skłaniasz? Posiadam ogromną niewiedzę na ten temat ale tak na logikę to wydaje mi się, że druga możliwość jest bardziej sensowna. yv.deviantart.com/gallery/ www.eeritrocite.com
|
|
|  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | Polecam zapoznać się z działem matematyki pod hasłem "teoria chaosu" czy coś w tym rodzaju. I NIE JEST to statystyka. Co prawda w moim wypadku efektem jest to, że głównie wzrosła moja wiedza w temacie: wiem, że jeszcze więcej nie wiem.... Generalnie jednak chodzi o to, że chaos nie wyklucza przewidywalności i poznawalności. I vice versa - deterministyczne reguły nie wykluczają chaosu BEZ udziału zaburzeń zewnętrznych wobec reguł. I a'propos wątku "Co daje forum" www.racjonalista.pl/forum.php/s,210879 - tak, z pełną ignorancją powtarzam przeczytane wnioski w tym temacie. Naprostowanie przez fachowca przyjmę z przyjemnością. Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
|  | 1 na 1 | Skymen (621 punktów) | >>Masz rację. Poznawalność mikroświata kwantowego jest ograniczona. Jednak z filozoficznego punktu widzenia ograniczoność ta może być ontologiczna lub epistemologiczna, tzn. >> (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub >> (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny. >Czy będzie niedyskretnym pytanie- ku któremu poglądowi Ty się skłaniasz? >Posiadam ogromną niewiedzę na ten temat ale tak na logikę to wydaje mi się, że druga możliwość jest bardziej sensowna.
Dokładnie tak. Z tym zastrzeżeniem że niekoniecznie tylko sam pomiar musi powodować kłopot ze zgłębieniem determinizmu. Może to równie dobrze być ilość zmiennych czy czynników pływających na dane zjawisko, ilość która nie daje się sprowadzić do możliwej na poziomie realnym analizy tych wpływów na [nie]przewidywalny ich efekt.
|
|
| |  | | -jad- (18783 punktów) | > >>Masz rację. Poznawalność mikroświata kwantowego jest ograniczona. Jednak z filozoficznego punktu widzenia ograniczoność ta może być ontologiczna lub epistemologiczna, tzn.> >> (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub> >> (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny.> >Czy będzie niedyskretnym pytanie- ku któremu poglądowi Ty się skłaniasz?> >Posiadam ogromną niewiedzę na ten temat ale tak na logikę to wydaje mi się, że druga możliwość jest bardziej sensowna.> Dokładnie tak. Z tym zastrzeżeniem że niekoniecznie tylko sam pomiar musi powodować kłopot ze zgłębieniem determinizmu. Może to równie dobrze być ilość zmiennych czy czynników pływających na dane zjawisko, ilość która nie daje się sprowadzić do możliwej na poziomie realnym analizy tych wpływów na [nie]przewidywalny ich efekt.Też tak pomyślałem ale nie chciałem się wygłupić i wspominać o tym  Jak już mówiłem moja niewiedza jest ogromna pomyślałem więc, że skoro Fizyk nie przewiduje takiej możliwości, to pewnie ma powód. Skoro już się wygłupiamy to zaryzykuję przypuszczenie (oh to asekuranctwo  ), że o tym, co się "przypadkowo" wylosuje może oprócz tej obfitości zmiennych decydować dodatkowo jakaś zależność nieznana jeszcze nauce. Jakoś nie umiem uwierzyć w coś takiego jak "czysty przypadek". yv.deviantart.com/gallery/ www.eeritrocite.com
|
|
| | |  | | Skymen (621 punktów) | > >>>Masz rację. Poznawalność mikroświata kwantowego jest ograniczona. Jednak z filozoficznego punktu widzenia ograniczoność ta może być ontologiczna lub epistemologiczna, tzn.> >>> (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub> >>> (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny.> >>Czy będzie niedyskretnym pytanie- ku któremu poglądowi Ty się skłaniasz?> >>...tak na logikę to wydaje mi się, że druga możliwość jest bardziej sensowna.> >Dokładnie tak. Z tym zastrzeżeniem że niekoniecznie tylko sam pomiar musi powodować kłopot ze zgłębieniem determinizmu. Może to równie dobrze być ilość zmiennych czy czynników pływających na dane zjawisko, ilość która nie daje się sprowadzić do możliwej na poziomie realnym analizy tych wpływów na [nie]przewidywalny ich efekt.> Też tak pomyślałem ale nie chciałem się wygłupić i wspominać o tym  Jakoś jak widzisz ja nie mam oprów przed wygłupianiem się i wychodzi mi to na zdrowie, trzeba tylko wszystko traktować pół-żartem-pół-serio, wtedy nikt z obecnych nie wie czy żartujesz czy przypadkiem mówisz serio...  > Jak już mówiłem moja niewiedza jest ogromna pomyślałem więc, że skoro Fizyk nie przewiduje takiej możliwości, to pewnie ma powód.Oj - z fizykami nigdy nic nie wiadomo. Znam towarzysko dość blisko jednego doświadczalnika z tytułem doktorskim. Absolutnie -do czasu rozmowy ze mna- nie miał pojęcia o teleportacji kwantowej, i co gorsza...nie żartował! (sic!)  > Skoro już się wygłupiamy to zaryzykuję przypuszczenie (oh to asekuranctwo ), że o tym, co się "przypadkowo" wylosuje może oprócz tej obfitości zmiennych decydować dodatkowo jakaś zależność nieznana jeszcze nauce.Dodatkowo zapewne [ach to prawdopodobieństwo] niejedna jest to zmienna [ta nieznana nauce]  > Jakoś nie umiem uwierzyć w coś takiego jak "czysty przypadek".Ja nie tyle nie potrafię ale po prostu z założenia światopoglądowo odrzucam taką możliwość [i fizycznie wręcz odrzuca mnie taka myśl] -zakładam przy tym o ironio, że Wszechświat to może być jednak taki jeden WIELKI "czysty przypadek"
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >>..."czysty przypadek". >... z założenia światopoglądowo odrzucam taką możliwość ... W moim rozumieniu uznanie przypadkowości nie jest związane z niczym, co możnaby nazwać Swiatopoglądem. Np. gdy chodzi o światopogląd w najczęstszym na tym forum rozumieniu, to sądzę, że zarówno deista może bez pogwałcenia logiki swojego porządku wyobrazić sobie, że Bóg przypadkiem pomyślał, "a może by tak coś stworzyć?", jak i ateista ma prawo mniemać, że wielkie BUM nastąpiło wg schematu: "dlaczego pierdykło? ano dlatego, że tak się zdarzyło." Jestem przekonany, że nie ma żadnych podstaw, by takim pojęciom jak nie tylko przyczynowość, ale również czas, przestrzeń i istnienie przypisywać sens absolutny (cokolwiek to słowo ma oznaczać). I jeszcze jedna uwaga: rozważania metafizyczne są pięknym i cennym ćwiczeniem umysłu, ale niczym ponadto. A w ogóle, to uważam nin. wątek za jeden z najciekawszych.
Stach M. G.
|
|
| | | | |  | | Witold Losek (800 punktów) | >W moim rozumieniu uznanie przypadkowości nie jest związane z niczym, co możnaby nazwać Swiatopoglądem. Np. gdy chodzi o światopogląd w najczęstszym na tym forum rozumieniu, to sądzę, że zarówno deista może bez pogwałcenia logiki swojego porządku wyobrazić sobie, że Bóg przypadkiem pomyślał, "a może by tak coś stworzyć?", jak i ateista ma prawo mniemać, że wielkie BUM nastąpiło wg schematu: "dlaczego pierdykło? ano dlatego, że tak się zdarzyło." Jestem przekonany, że nie ma żadnych podstaw, by takim pojęciom jak nie tylko przyczynowość, ale również czas, przestrzeń i istnienie przypisywać sens absolutny (cokolwiek to słowo ma oznaczać). I jeszcze jedna uwaga: rozważania metafizyczne są pięknym i cennym ćwiczeniem umysłu, ale niczym ponadto. Pozwolę sobie nieco zaoponować. Przecież, jak zgodziła się większość z wypowiadających się tutaj, jeśli wszystko podlega przypadkowi kwantowemu, zmieszanemu z determinizmem fizyki newtonowskiej, to tracą znaczenie takie pojęcia, jak: etyka, moralność, dobre i złe uczynki, a przecież pojęcia te są związane dość ściśle ze światopoglądem. Jeżeli nie ma wolnego wyboru, to właściwie żaden światopogląd nie ma zastosowania. W takim wypadku, światopogląd wyznawany przez człowieka, nie ma w ogóle żadnego znaczenia, bo nie zależy ani od człowieka, ani od rodziców, czy też tych, którzy człowiekowi ten światopogląd przekazali. To - jaki światopogląd wydaje się danemu człowiekowi, że wyznaje, jest tylko efektem jakiegoś przypadku. Zupełnie bezcelowe stają się wtedy dyskusje na temat światopoglądu. No, strasznie ponura ta perspektywa jest dla mnie... >A w ogóle, to uważam nin. wątek za jeden z najciekawszych. To mnie bardzo cieszy. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Skymen (621 punktów) | > >W moim rozumieniu uznanie przypadkowości nie jest związane z niczym, co możnaby nazwać Swiatopoglądem. Np. gdy chodzi o światopogląd w najczęstszym na tym forum rozumieniu, to sądzę, że zarówno deista może bez pogwałcenia logiki swojego porządku wyobrazić sobie, że Bóg przypadkiem pomyślał, "a może by tak coś stworzyć?", jak i ateista ma prawo mniemać, że wielkie BUM nastąpiło wg schematu: "dlaczego pierdykło? ano dlatego, że tak się zdarzyło." Jestem przekonany, że nie ma żadnych podstaw, by takim pojęciom jak nie tylko przyczynowość, ale również czas, przestrzeń i istnienie przypisywać sens absolutny (cokolwiek to słowo ma oznaczać). I jeszcze jedna uwaga: rozważania metafizyczne są pięknym i cennym ćwiczeniem umysłu, ale niczym ponadto.> Pozwolę sobie nieco zaoponować. Przecież, jak zgodziła się większość z wypowiadających się tutaj, jeśli wszystko podlega przypadkowi kwantowemu, zmieszanemu z determinizmem fizyki newtonowskiej, to tracą znaczenie takie pojęcia, jak: etyka, moralność, dobre i złe uczynki, a przecież pojęcia te są związane dość ściśle ze światopoglądem. Jeżeli nie ma wolnego wyboru, to właściwie żaden światopogląd nie ma zastosowania. W takim wypadku, światopogląd wyznawany przez człowieka, nie ma w ogóle żadnego znaczenia, bo nie zależy ani od człowieka, ani od rodziców, czy też tych, którzy człowiekowi ten światopogląd przekazali. To - jaki światopogląd wydaje się danemu człowiekowi, że wyznaje, jest tylko efektem jakiegoś przypadku. Zupełnie bezcelowe stają się wtedy dyskusje na temat światopoglądu. No, strasznie ponura ta perspektywa jest dla mnie...Właściwie dokładnie zgadzam się z powyższym, no może poza stwierdzeniem że światopogląd lub dyskusje o nim byłyby bezcelowe gdyby okazał się wynikiem deterministycznego wpływu nań m.inn. takich o nim wspólnych dyskusji [wpływ czynników społecznych w wychowaniu jednostki]  > >A w ogóle, to uważam nin. wątek za jeden z najciekawszych.> To mnie bardzo cieszy.Mnie tym bardziej
|
|
|  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > > (1) mikroświat jest z natury przypadkowy; lub> > (2) mikroświat jest deterministyczny ale pomiar go zaburza tak, że pełny determinizm jest niepoznawalny.> Czy będzie niedyskretnym pytanie- ku któremu poglądowi Ty się skłaniasz?Wybór któregoś z tych dwóch poglądów jest kwestią gustu, bo oba są całkowicie zgodne z empirią i doświadczalnie są nierozróżnialne. Jednak malują one tak odmienne obrazy świata, że dyskusja o ich wadach i zaletach urasta często do dyskusji światopoglądowej. Interpretacja (1), kopenhaska jest najczęściej używana i niemal wyłącznie jest wykładana na uniwersytetach. Jej zaletą jest praktyczna wygoda: nie filozofuj tylko policz a wynik będzie niewątpliwie prawdziwy. I to się sprawdza - jak mam coś policzyć to się tej interpretacji trzymam - taka formalna maszynka do przewidywania wyników pomiarów. Gdy jednak zaczynamy się pytać co właściwie ten formalizm opisuje zanim dokonamy pomiaru, to zaczynają się poważne problemy. Nawet jeśli ograniczymy się tylko do dwóch elektronów, to można pokazać (i potwierdzić doświadczalnie!), że w interpretacji (1) nie istnieją one dopóki nie zostaną zmierzone. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że Księżyc nie istnieje jeśli nikt na niego nie patrzy. Albo, co gorsze, nie istnieje póki ja na niego spojrzę! Ponieważ nie tylko liczę, ale także zastanawiam się co warto policzyć, to muszę mieć jakiś intuicyjny obraz rozważanego obiektu. Niestety, trudno się o tym obiekcie myśli, jeżeli on nie istnieje. Z pomocą przychodzi tu interpretacja (2), gdzie mamy klasyczne cząstki z klasycznymi trajektoriami i mogę sobie to wszystko nie tylko wyobrazić, ale też usunąć wszelką przypadkowość. Jest oczywiście cena jaką trzeba zapłacić: pojawia się nielokalny potencjał kwantowy o brzydkich własnościach i powoduje on oddziaływania rozchodzące się z nieskończoną prędkością. Co prawda, nie można użyć tych oddziaływań do komunikacji nadświetlnej, ale już sam jawny ich opis kłóci się z ideą teorii względności. Tyle w skrócie dwóch interpretacjach mechaniki kwantowej a jest ich więcej. Trudno mi powiedzieć, że "skłaniam" się do którejś z nich bo wszystkie są prawdziwe - przynajmniej jak na razie.
|
|
| |  | | homopitek (1536 punktów) |
A może warto zastanowić się nad sensem stosowanych narzędzi opisu jakiegoś zjawiska, ponieważ to może być klucz do zrozumienia obserwowanych fenomenów. W tym konkretnym przypadku miałbym na uwadze specyfikę narzędzi matematycznych, a zwłaszcza rachunku prawdopodobieństwa. Nie chodzi mi tu o rewizję jakichś jego pryncypiów, lecz o próbę zrozumienia (i jego opisowe wyrażenie) jego istoty w odniesieniu do konkretnych zjawisk nim opisywanych. Dałoby to możliwość zauważenia, w jaki sposób to narzędzie wpływa na naszą interpretację zjawiska opisywanego przy jego pomocy. Nie musi to oznaczać rewizji nawet części "wzorkologii" kwantowej, która - jak piszesz - doskonale się sprawdza (dla naszych celów) w praktyce, ale może dostarczyć poszlak do oceny wartości naszych interpretacji teoretycznych. Choćby tej losowości mikroświata (prawdziwej bądź mniemanej). Możemy tu mieć do czynienia z paradoksalną sytuację, że nasza wirtuozeria w zarządzaniu naszą niewiedzą o jakimś zjawisku (bo można tak chyba określić rachunek prawdopodobieństwa) pozwala nam otrzymywać sensowne i użyteczne wnioski odnośnie tegoż zjawiska.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | >A może warto zastanowić się nad sensem stosowanych narzędzi opisu jakiegoś zjawiska, ponieważ to może być klucz do zrozumienia obserwowanych fenomenów.
Dokładnie o to chodzi w interpretacjach mechaniki kwantowej - jaki jest fizyczny sens matematycznych narzędzi.
> W tym konkretnym przypadku miałbym na uwadze specyfikę narzędzi matematycznych, a zwłaszcza rachunku prawdopodobieństwa. Nie chodzi mi tu o rewizję jakichś jego pryncypiów, lecz o próbę zrozumienia (i jego opisowe wyrażenie) jego istoty w odniesieniu do konkretnych zjawisk nim opisywanych.
Masz rację, głównie tu chodzi o to jak rozumieć gęstość prawdopodobieństwa danej kwadratem modułu funkcji falowej: - interpretacja kopenhaska mówi, że jest to nieoznaczoność położenia cząstki, która dopiero materializuje się tak gdzie ją zmierzyliśmy (tzw. kolaps funkcji falowej); - interpretacja de Broglie'a-Bohma mówi, że jest to fundamentalne ograniczenie na dokładność naszych pomiarów: możemy zmierzyć gdzie cząstka była, ale nie gdzie będzie bo ją już pomiarem zaburzyliśmy; - interpretacja stochastyczna mówi, że cząstka przypadkowo bryka po wszystkich możliwościach; - obiektywna interpretacja wielu światów mówi, że wszystkie te możliwości istnieją obiektywnie; - subiektywna interpretacja wielu światów mówi, że wszystkie te możliwości są wynikiem Twoich równoległych świadomości; - i kilka jeszcze innych interpretacji, których prawdziwości nie da się wykluczyć.
|
|
| | | |  | | homopitek (1536 punktów) |
Skoro wiadomo, że kłopot tkwi w jednoznacznym przetłumaczeniu uogólnień (formuł) matematycznych na język empirii, to sprawa wydaje się w miarę prosta pod względem metodologicznym - należy zbudować interpretacje empiryczne poszczególnych ogniw łańcucha uogólnień matematycznych prowadzących do danego wyniku końcowego. Niewątpliwie nie będzie to łatwe, gdyż trzeba się przy tym będzie pozbyć platońskiego widzenia matematyki jako "świata idei", ale powinno być wykonalne.
Zdaję sobie sprawę, że taka metoda może wyglądać na wariactwo, ale z braku widoków na jakąś rewolucję w możliwościach przeprowadzania pomiarów problem może być nierozwiązywalny beż takiej "lustracji" uogólnień matematycznych.
Nie stosuję emoticonów
|
|
3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Bardzo stymulujące intelektualnie zagadnienie, dziękuję za wątek. Będąc wiejskim filozofem-amatorem, pojechałem ja sobie w takim kierunku:
1. (programiści proszeni są od razu do pktu 2.)
Rozważmy symulację komputerową jakiegoś "chaotycznego" procesu. Mogą być proste Ruchy Browna, może być wersja Gry w Życie z dodaną losowością, może być wreszcie jakieś rozbudowane środowisko gry typu RPG, weźmy np. z rodzimego podwórka takiego "Wiedźmina" - ale sam świat, bez ingerencji gracza/bohatera, niech tam sobie ten drugi plan "żyje", tzn. łazi, śpi, tańczy, śpiewa, czy co tam jeszcze programistom do głowy przyszło.
Żeby taka symulacja miała "ręce i nogi", oprócz zestawu sztywnych reguł (zasady gry, fizyka) wypadałoby dodać jakiś czynnik losowy. Czyli: chłop może pójść orać pole, ale wypad do knajpy też jest prawdopodobny (załóżmy 90% do 10%). Niepewność tę koduje programista wykorzystując tzw. Generator Liczb Pseudolosowych, czyli - upraszczając - pewną funkcję, która na żądanie wypluwa mu np. liczbę z zakresu [0,1]. Mogę teraz zapisać chłopu dyrektywę: jeżeli Generator zwróci wartość mniejszą niż 0.9 robisz w polu, jeżeli większą - idziesz pić. Zabawę kontynuujemy w ten deseń i jeżeli poupychamy w programie odpowiednią ilość takiej losowości, w nagrodę otrzymamy interesującą i niebanalną symulację.
Jest jednakowoż haczyk. Otóż Generator Liczb Pseudolosowych - jak sama nazwa wskazuje - generuje liczby... pseudolosowe. A w zasadzie to nawet nie "generuje", tylko po chamsku odczytuje z predefiniowanego zbioru. Co w praktyce oznacza, że owszem, niby skacze sobie po odcinku [0,1] - ale niestety za każdym razem w identyczny sposób. Poproszony o ciąg stu "losowych" liczb zwróci bardzo ładny, "wyglądający na losowy" zestaw. Ale poproszony po raz wtóry - da nam dokładnie ten sam ciąg. I znowu. I znowu.
Tę brzydką przypadłość niweluje się na szczęście w bardzo prosty sposób - przed każdym rozpoczęciem symulacji należy Generatorem lekko "potrząsnąć", żeby mu się "czytnik" ustawił gdzie indziej niż na początku zbioru. Wówczas za każdym razem, kiedy poprosimy o ciąg liczb, otrzymamy (no, z dużym prawdopodobieństwem...) inny podzbiór.
Wystarczy dopisać instrukcję "Randomize" gdzieś na początku, przed pierwszym skorzystaniem z Generatora. Załóżmy jednak dla dalszych rozważań, że tego nie zrobimy. Samo z siebie się nie "potrząśnie", a i programista czasem zapomni.
Rzecz ma bardzo daleko idące konsekwencje. Okazuje się otóż, że nasza śliczna symulacja, która niejednokrotnie zachwyciła nas "chaotycznością" prezentowanych zachowań (tu się chłopy popiły, tam baby pobiły, ówdzie zwierzątka radośnie kopulują) - zatem ta wspaniała symulacja po zresetowaniu i ponownym uruchomieniu da nam... toczka w toczkę identyczny "film", za każdym razem, do znudzenia i wyrzygania.
2.
Wykonajmy eksperyment myślowy (mało oryginalny) - nasz świat jako symulacja w "komputerze" jakiejś Zajebiście Zaawansowanej Inteligencji (ZaZaIn). Ów Zazain pięknie wszystko zaprogramował, powrzucał gdzie się dało funkcje losowe, tylko nie dopisał instrukcji "Randomize" na początku. Proszę zwrócić uwagę, że to przeoczenie nie jest przez nas w żaden sposób wykrywalne - jako uczestnicy pojedynczej symulacji obserwujemy wokół nas niekwestionowaną "przypadkowość".
Hipoteza otaczającego nas świata jako symulacji wygląda mi na niefalsyfikowalną. Oczywistym argumentem za jest zjawisko deja vu (błąd Matriksa), zaś naturalnym argumentem przeciw: "o ja pierdziulę, co to musiałby być za komputer!". Niemniej - rzecz jest możliwa do zaakceptowania, a przynajmniej jako myślowy eksperyment.
A jeżeli uznamy, że hipoteza jest do przyjęcia - to nie można niestety wykluczyć sytuacji, w której postulowany wyżej Zazain symulację resetuje, a następnie zapuszcza raz jeszcze, na tych samych (ups...) liczbach pseudolosowych.
No i budzimy się z ręką w nocniku.
Żyjemy sobie oto nieświadomie w Drugiej Symulacji, produkujemy jakieś teorie chaosu, z wiary w bogów się śmiejemy, a tam gdzieś ponad nami siedzi przed kompem jakiś Zazain z pełną informacją, co się u nas za chwilę zdarzy. No Bóg po prostu, jakem ateusz zatwardziały.
Najpierw się ucieszyłem, pomyślawszy szybko, że w sumie do dupy taka wiedza - wszelka ingerencja w Symulację oczywiście zmieni jej stan i skończy się wszechwiedza, bo się Symulacja Druga rozjedzie z Pierwszą. Ale niestety, nie ma tak dobrze. Symulację można zapauzować (nie zauważymy), przetestować na kopii działanie jakiegoś "skryptu boskiej interwencji" - i po zatwierdzeniu wdrożyć. I proszę bardzo, mamy cud.
Kończąc te przydługie dywagacje: mam trochę zgryz, bo wymyśliłem sobie spójną (chyba?) koncepcję świata bez przypadku, wolnej woli i z niesprzecznym logicznie interweniującym Panem Zazainem na dokładkę. Na szczęście dla równowagi teiści dostali do rozważenia dylemat, czy zbawienie obejmie także wszystkie ich kopie z kolejnych Symulacji.
|
|
 | | Witold Losek (800 punktów) | Wszystko pięknie, ale czy przypadkiem nie antropomorfizujesz Zazina. Jego ( Twoja ) symulacja ma ograniczenia, wynikające z ograniczeń współczesnej informatyki. Rzeczywiście, o ile mi wiadomo, ( informatyków poproszę o ew. korektę ) my nie potrafimy dziś stworzyć generatora liczb losowych. Ale być może on takie coś ma w swoim komputerku, ba, może nawet w pralce, w zegarku i w budziku... A jeśli ma, to może stworzyć symulację, w której będzie nie jeden, a dowolna liczba Generatorów Liczb Naprawdę Losowych. Dalej idąc, my dziś nie umiemy stworzyć Sztucznej Inteligencji (AI), ale skąd wiadomo, że on nie może? A jeśli może, no to napchał sobie do tego swojego kompa, na początek niewielką ilość takich AI, umieścił ich w świecie, w którym obowiązują pewne zasady ( zwane przez tychże AI - mechaniką newtonowską, a dla lepszej rozrywki, okrasił wszystko pewną liczbą Generatorów Liczb Naprawdę Losowych, zwanych przez AI - mechaniką kwantową. On oczywiście, żeby ta symulacja była możliwie dokładna, musiał tak ustawić prawa rządzące światem symulacji, żeby AI nie mogli w żaden sposób odkryć jego działań. AI, jeśli są dostatecznie "I", mogli dojść do wniosku, że w ramach ich systemu istnieją, muszą istnieć, pewne zasady, których nie można potwierdzić, a które są prawdziwe. My to nazywamy Twierdzeniem Gödla. Oczywiście moja symulacja, jest równie niefalsyfikowalna jak i Twoja, ale myślę, że za moją wersją przemawia to, że bardziej mi przypomina naszą sytuację, oraz przede wszystkim to, że z takiej naprawdę losowej symulacji życia Sztucznych Inteligencji, Zazin ma dużo więcej frajdy! Pozdrowienia.
|
|
|  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Wszystko pięknie, ale czy przypadkiem nie antropomorfizujesz Zazina. > Jego ( Twoja ) symulacja ma ograniczenia, wynikające z ograniczeń współczesnej informatyki.
Ależ chodzi właśnie o to, że może mieć takie konkretne ograniczenia!
> (...) może stworzyć symulację, w której będzie nie jeden, a dowolna liczba Generatorów Liczb Naprawdę Losowych.
Nie w tym rzecz, czy może, no bo skoro jest taki Zaje-inteligentny to pewnie że może. Ale to banał i nic odkrywczego.
Ciekawostką jest dopiero ta możliwość, że cała obserwowana przez nas "przypadkowość" jest dla kogoś z zewnątrz tak naprawdę pseudoprzypadkowością, funkcją jadącą po z góry zadanym zbiorze wartości. Co implikuje możliwość, że cała nasza "wolna wola" to może być dla kogoś kupa śmiechu.
|
|
| |  | | Skymen (621 punktów) | > > Wszystko pięknie, ale czy przypadkiem nie antropomorfizujesz Zazina.> > Jego ( Twoja ) symulacja ma ograniczenia, wynikające z ograniczeń współczesnej informatyki.> Ależ chodzi właśnie o to, że może mieć takie konkretne ograniczenia!> > (...) może stworzyć symulację, w której będzie nie jeden, a dowolna liczba Generatorów Liczb Naprawdę Losowych.> Nie w tym rzecz, czy może, no bo skoro jest taki Zaje-inteligentny to pewnie że może.> Ale to banał i nic odkrywczego.> Ciekawostką jest dopiero ta możliwość, że cała obserwowana przez nas "przypadkowość" jest dla kogoś z zewnątrz tak naprawdę pseudoprzypadkowością, funkcją jadącą po z góry zadanym zbiorze wartości. Co implikuje możliwość, że cała nasza "wolna wola" to może być dla kogoś kupa śmiechu.Dokładnie -choć raczej nie posądzałbym owego hipotetycznego [samosięs]Twórcę Inteligentnego Projektu [być może będącego również jego istotą] o zamierzoną/celową ironię [losu] lub co gorsza - drwinę [wychodziłoby mi że drwi on/to z samego siebie]. Ot być może to takie naturalnie wpisane w Rzeczywistość specyficzne Poczucie Czyjegoś Humoru, które to spośród nas chwytają tylko Pogodzeni Z Losem
|
|
|  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > ... o ile mi wiadomo, ( informatyków poproszę o ew. korektę ) my nie potrafimy dziś stworzyć generatora liczb losowych...Można kupić kwantowy generator liczb losowych na PCI lub USB, który wykorzystuje zjawisko nieoznaczoności kwantowej - Quantis
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
 | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Hipoteza otaczającego nas świata jako symulacji wygląda mi na niefalsyfikowalną. Oczywistym argumentem za jest zjawisko deja vu (błąd Matriksa), [...]Matrix blado wygląda przy klasykach. Polecam historię króla Rozporyka, którego chutliwość ku zgubie przywiodła. > Kończąc te przydługie dywagacje: mam trochę zgryz, bo wymyśliłem sobie spójną (chyba?) koncepcję świata bez przypadku, wolnej woli i z niesprzecznym logicznie interweniującym Panem Zazainem na dokładkę.Wiele tu nie trzeba wymyślać bo jak bliżej się przyjrzeć naszemu światu to jest on deterministyczny i to raczej w trywialny sposób. Zacznijmy od tego, że (wszech)świat jest jeden. Istnieje co prawda teoria wielu światów równoległych ale, moim zdaniem, nie ma ona sensu. Teoria ta mówi, że za każdym razem, gdy gdzieś występuje jakiś proces kwantowy prowadzący do różnych możliwości, świat nasz rozgałęzia się na światy, w których każda z tych możliwości jest realizowana faktycznie. Ponieważ niemal każdy atom we wszechświecie ma takich kwantowych możliwości mnóstwo co sekundę, równoległe światy musiałyby się mnożyć niepomiernie. Już na tym etapie można by przywołać brzytwę Ockhama i zgolić tak bezsensowną ontologię, ale spróbujmy ją wziąć na serio. Źródło zasadniczej trudności jest w tym, że możliwości kwantowe nie mają równych prawdopodobieństw. Powiedzmy, że kwantowy proces wzbudzi neuron motylka, o którym pisałem powyżej, z niewielkim prawdopodobieństwem. Wynika stąd, że świat z burzą istniałby jakoś mniej niż równoległy świat bez burzy. Jaki mógłby być sens takiego stopniowanego istnienia? Brak odpowiedzi na to pytanie jest gwoździem do trumny hipotezy światów równoległych. Po tym przydługim wstępie uzasadniającym jedność świata, sprawa jest prosta. Spojrzyjmy na ten świat nie z naszego codziennego punktu widzenia nieustannie zmieniającej się teraźniejszości w trójwymiarowej przestrzeni, ale jako zbiór wszystkich zdarzeń - przeszłych, obecnych i przyszłych - w czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Zauważamy, że nic tu się nie zmienia - co było to było, co będzie to będzie. Aby coś tu zmienić musielibyśmy przeskoczyć w jakiś inny świat równoległy, którego nie ma. Dylemat Młynarskiego jest pozorny. Od kołyski po grób bawimy się tylko w to co jest nam dane. Que sera, sera.
|
|
|  | | Witold Losek (800 punktów) | Czyli nic nie ma znaczenia? Żadna ludzka decyzja, ani tchórzostwo, ani odwaga, nic nie znaczą? Moralność i etyka na śmietnik? Miłość, Przyjaźń, Nienawiść, Wolność, Równość i Braterstwo - wszystko niewarte funta kłaków? Czy Fizyk coś policzy dobrze, czy źle; czy chirurg zoperuje dobrze, czy spartaczy - wszystko jedno?? Ponura perspektywa... Czyżby była tylko jedna rzecz... która jest cokolwiek warta???
|
|
| |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Czyli nic nie ma znaczenia? ...Czy imputujesz mi redukcjonizm? Przeskoczyłeś lekko przez kilka poziomów emergentnych zjawisk i wyciągasz pochopne wnioski. Od mechaniki kwantowej cząsteczek do psychologii droga jest daleka i jest na niej wiele nowych jakości. > ... Żadna ludzka decyzja, ani tchórzostwo, ani odwaga, nic nie znaczą? Moralność i etyka na śmietnik? Miłość, Przyjaźń, Nienawiść, Wolność, Równość i Braterstwo - wszystko niewarte funta kłaków?Co znaczy "niewarte"? Według czyjej miary? Dla Ciebie funt kłaków jest nic nie wart. Dla funta kłaków Twoje ideały są niczym. > Czy Fizyk coś policzy dobrze, czy źle; czy chirurg zoperuje dobrze, czy spartaczy - wszystko jedno??Wyjdź kiedyś w ciemną, gwiaździstą noc na otwarte pole, popatrz na nikły blask odległych galaktyk i zadaj sobie to pytanie jeszcze raz. Wracając do tematu, determinizm nie jest wcale sprzeczny z subiektywnym wrażeniem dokonywania wyborów. Ale inicjatorem wyboru nie musi być jakaś niematerialna dusza - wręcz przeciwnie - neuropsychologia mówi nam, że źródłem naszego wyboru są procesy elektrochemiczne zachodzące w naszym mózgu, które mogą być całkowicie deterministyczne, ale których sobie nie uświadamiamy. Wolna wola istnieje więc, ale nie jako jakiś niezależny czynnik, lecz jako teoryjka dorabiana przez nasz umysł post factum aby wyjaśnić dlaczego robimy to co robimy. > Czyżby była tylko jedna rzecz... która jest cokolwiek warta???Mówiąc oględnie, pijesz nie dlatego, że warto, ale tak uważasz bo pijesz.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Witold Losek (800 punktów) | No, zaraz, zaraz. Przecież to Ty napisałeś: fizyk: Zauważamy, że nic tu się nie zmienia - co było to było, co będzie to będzie. Aby coś tu zmienić musielibyśmy przeskoczyć w jakiś inny świat równoległy, którego nie ma. Dylemat Młynarskiego jest pozorny. Od kołyski po grób bawimy się tylko w to co jest nam dane. Que sera, sera.
Nie chodzi o to, moim zdaniem, czy determinizm jest sprzeczny z "subiektywnym wrażeniem dokonywania wyborów. Obawiam się, że jest sprzeczny z obiektywnym istnieniem wolnego wyboru! A przecież wolny wybór, jest warunkiem koniecznym, by do ludzkich czynów miało zastosowanie pojęcie moralności. Czy się mylę twierdząc, że jeśli nie istnieje wolny wybór, to czyny odważne i tchórzliwe, są efektem praw fizyki, a nie są efektem odwagi lub tchórzostwa ludzi. Jeśli źródłem naszego wyboru są procesy elektrochemiczne w naszych mózgach, to - skoro one są deterministyczne, to tak naprawdę nie ma żadnego wyboru. Piję nie dlatego, że warto, tylko dlatego, że w moim mózgu, nieuchronnie zaszły takie procesy, które spowodowały u mnie alkoholizm?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > No, zaraz, zaraz. Przecież to Ty napisałeś:> Fizyk: Zauważamy, że nic tu się nie zmienia - co było to było, co będzie to będzie. Aby coś tu zmienić musielibyśmy przeskoczyć w jakiś inny świat równoległy, którego nie ma. Dylemat Młynarskiego jest pozorny. Od kołyski po grób bawimy się tylko w to co jest nam dane. Que sera, sera. Uważam, że tak może być i nie znam faktów przeczących tej możliwości. > Nie chodzi o to, moim zdaniem, czy determinizm jest sprzeczny z "subiektywnym wrażeniem dokonywania wyborów. Obawiam się, że jest sprzeczny z obiektywnym istnieniem wolnego wyboru!Nie jestem pewien o czym mówisz. Chyba zgadzamy się co rozumiemy pod "subiektywnym wrażeniem dokonywania wyborów" (np. wolę kawę niż herbatę). Ale w jakim sensie miałby istnieć wolny wybór obiektywnie? Obiektywny świat podlega deterministycznemu rozwojowi, ewentualnie przeplatanego pewną dozą przypadkowości. Jak z determinizmu i przypadków sklecić obiektywny wolny wybór? Przemycasz tu trzecią siłę? > A przecież wolny wybór, jest warunkiem koniecznym, by do ludzkich czynów miało zastosowanie pojęcie moralności.Przyznaję, że w tym kontekście ontologiczny status moralności nie wygląda różowo. > Czy się mylę twierdząc, że jeśli nie istnieje wolny wybór, to czyny odważne i tchórzliwe, są efektem praw fizyki, a nie są efektem odwagi lub tchórzostwa ludzi.I jedno i drugie stwierdzenie jest poprawne. Choć w zasadzie odwaga jest efektem praw fizyki rządzącymi działaniem naszych organizmów, to są to opisy na bardzo różnych poziomach komplikacji. > Jeśli źródłem naszego wyboru są procesy elektrochemiczne w naszych mózgach, to - skoro one są deterministyczne, to tak naprawdę nie ma żadnego wyboru.Ale praktycznie to nie ma znaczenia! Nie jesteś w stanie poznać tych konkretnych procesów prowadzących do konkretnego wyboru na tyle aby ujawnić ten determinizm. A jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dlaczego nie nazwać go przypadkiem lub wolnością wyboru? > Piję nie dlatego, że warto, tylko dlatego, że w moim mózgu, nieuchronnie zaszły takie procesy, które spowodowały u mnie alkoholizm?Niekoniecznie nawet alkoholizm. Niemal każdy smak jest cechą nabytą, wynikłą z procesów zachodzących w mózgu. Pamiętasz smak pierwszego piwa?
|
|
| | | | |  | | Witold Losek (800 punktów) | No, to co mam zrobić? Fizyk:Wyjść kiedyś w ciemną, gwiaździstą noc na otwarte pole, popatrzeć na nikły blask odległych galaktyk i zadać sobie to pytanie jeszcze raz Czy też uwierzyć w to: Fizyk: Zauważamy, że nic tu się nie zmienia - co było to było, co będzie to będzie. Aby coś tu zmienić musielibyśmy przeskoczyć w jakiś inny świat równoległy, którego nie ma. Dylemat Młynarskiego jest pozorny. Od kołyski po grób bawimy się tylko w to co jest nam dane. Que sera, sera. Ten wątek nie miał być o tym, ale skoro samo tak zeszło, to powiem, że prywatnie, (ponieważ mam wrażenie, że posiadam coś takiego jak wolna wola) zakładam istnienie trzeciej, niematerialnej siły. Oczywiście, nie potrafię jej istnienia udowodnić, ale to, że czegoś nie da się udowodnić, nie znaczy, że tego nie ma. Znaczy to tylko tyle, że nie da się tego udowodnić. Osobiście wydaje mi się, że właśnie ma znaczenie czy fizyk dobrze policzy, odczuwam niezwykłą satysfakcję z dobrze wykonanej operacji i w związku z tym bardzo bym się zdziwił, gdyby jednak okazało się że to wszystko: zachwyt przy patrzeniu w gwiazdy, uśmiech i uścisk ręki zdrowego człowieka, Polonez As-dur Chopina, Szał Podkowińskiego, Chór niewolników z Nabucco Verdiego, Pan Wołodyjowski Sienkiewicza, kompleks akceleratorów CERN, smak piwa z beczki w ciepły dzień, było wyłącznym efektem fluktuacji kwantowych pomieszanych w nieznanych mi dokładnie proporcjach z fizyką newtonowską. Ale to taka dygresja, wracając do tematów bardziej konkretnych: > > Jeśli źródłem naszego wyboru są procesy elektrochemiczne w naszych mózgach, to - skoro one są deterministyczne, to tak naprawdę nie ma żadnego wyboru.> Ale praktycznie to nie ma znaczenia! Nie jesteś w stanie poznać tych konkretnych procesów prowadzących do konkretnego wyboru na tyle aby ujawnić ten determinizm. A jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dlaczego nie nazwać go przypadkiem lub wolnością wyboru?Jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dalej pozostaje przymusem. Można go nazwać różnie, ale nie wolną wolą. Wolna wola musi być niezależna ani od przypadku, ani zdeterminowana żadnymi prawami, prawda?
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > No, to co mam zrobić?> Fizyk:Wyjść kiedyś w ciemną, gwiaździstą noc na otwarte pole, popatrzeć na nikły blask odległych galaktyk i zadać sobie to pytanie jeszcze raz > Czy też uwierzyć w to:> Fizyk: Zauważamy, że nic tu się nie zmienia - co było to było, co będzie to będzie. Aby coś tu zmienić musielibyśmy przeskoczyć w jakiś inny świat równoległy, którego nie ma. Dylemat Młynarskiego jest pozorny. Od kołyski po grób bawimy się tylko w to co jest nam dane. Que sera, sera. Przyjrzyj się uważniej światu, ale nie musisz w nic wierzyć. Przedstawiłem Ci spójny jego opis, któremu nie potrafiłeś nic zarzucić poza podkopywaniem pewnej ideologii. > Ten wątek nie miał być o tym, ale skoro samo tak zeszło, to powiem, że prywatnie, (ponieważ mam wrażenie, że posiadam coś takiego jak wolna wola) zakładam istnienie trzeciej, niematerialnej siły. Oczywiście, nie potrafię jej istnienia udowodnić, ale to, że czegoś nie da się udowodnić, nie znaczy, że tego nie ma. Znaczy to tylko tyle, że nie da się tego udowodnić. Osobiście wydaje mi się, że właśnie ma znaczenie czy fizyk dobrze policzy, odczuwam niezwykłą satysfakcję z dobrze wykonanej operacji i w związku z tym bardzo bym się zdziwił, gdyby jednak okazało się że to wszystko: zachwyt przy patrzeniu w gwiazdy, uśmiech i uścisk ręki zdrowego człowieka, Polonez As-dur Chopina, Szał Podkowińskiego, Chór niewolników z Nabucco Verdiego, Pan Wołodyjowski Sienkiewicza, kompleks akceleratorów CERN, smak piwa z beczki w ciepły dzień, było wyłącznym efektem fluktuacji kwantowych pomieszanych w nieznanych mi dokładnie proporcjach z fizyką newtonowską.Oczywiście ja też odczuwam ten zachwyt i satysfakcję. Ale patrząc na zachód słońca wcale nie przeszkadza mi wiedza, że to tylko złudzenie - że to tak naprawdę Ziemia się kręci. Wiedza wcale nie przekreśla piękna, wręcz przeciwnie - wzbogaca je. Problem z hipotezą "trzeciej", niematerialnej siły jest nie w tym, że nie znaleźliśmy śladu jej istnienia ale w tym, że jest to niedowarzona hipoteza. Ani Ty, ani najtężsi teolodzy nie potrafili nawet czysto teoretycznie sformułować jak ta trzecia siła miałaby oddziaływać ze światem materialnym nie przecząc przy tym obecnej wiedzy o tym świecie. Póki tego ktoś nie zrobi mamy tylko, nomen omen, złudzenie hipotezy. > Jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dalej pozostaje przymusem. Można go nazwać różnie, ale nie wolną wolą. Wolna wola musi być niezależna ani od przypadku, ani zdeterminowana żadnymi prawami, prawda?O nazwy nie będę sprzeczał. Ale wolną wolę będę nazywał złudzeniem póki ktoś nie znajdzie innej możliwości.
|
|
| | | | | | |  | | Witold Losek (800 punktów) | >Przyjrzyj się uważniej światu, ale nie musisz w nic wierzyć. Przedstawiłem Ci spójny jego opis, któremu nie potrafiłeś nic zarzucić poza podkopywaniem pewnej ideologii. Ależ ja nie mam nic do zarzucenia spójności przedstawionej przez Ciebie wizji świata materialnego, który dostępny jest naszym badaniom i z moją skromną wiedzą z zakresu fizyki, podpisuję się pod tym co napisałeś. Inaczej mówiąc, wiem, że z punktu widzenia dzisiejszej fizyki, cały świat jest mieszaniną determinizmu i przypadku i niczego nie "podkopuję", ani też niczego temu sposobowi pojmowania świata nie zarzucam. Założyłem ten wątek, jak już pisałem, po to by zapytać o zdanie fachowców. Chodziło właśnie o to, że spierałem się trochę ze Skymanem, który twierdził, że wszystko jest zdeterminowane i cała "przypadkowość" spowodowana jest wyłącznie niedoskonałością poznania, niedokładnością pomiarów itd. To co Ty napisałeś jest potwierdzeniem moich poglądów na ten temat. Myślę sobie tylko, że kwestią wiary jest, czy uznamy współczesną wizję świata za ostateczną, czy też uwierzymy ( bo nie mamy dowodów i zapewne nigdy nie zdobędziemy dowodów) w istnienie trzeciej siły, która pozwala z kolei na zaistnienie Wolnej Woli, która z kolei uzasadnia sens istnienia np. moralności. >Oczywiście ja też odczuwam ten zachwyt i satysfakcję. Ale patrząc na zachód słońca wcale nie przeszkadza mi wiedza, że to tylko złudzenie - że to tak naprawdę Ziemia się kręci. Wiedza wcale nie przekreśla piękna, wręcz przeciwnie - wzbogaca je. >Problem z hipotezą "trzeciej", niematerialnej siły jest nie w tym, że nie znaleźliśmy śladu jej istnienia ale w tym, że jest to niedowarzona hipoteza. Ani Ty, ani najtężsi teolodzy nie potrafili nawet czysto teoretycznie sformułować jak ta trzecia siła miałaby oddziaływać ze światem materialnym nie przecząc przy tym obecnej wiedzy o tym świecie. Póki tego ktoś nie zrobi mamy tylko, nomen omen, złudzenie hipotezy. Tak, to wszystko fakty. Nie ma co się spierać. Gdzie mi tam do teologów... Ale gdyby wszystko było przypadkowe, albo przymusowe, to trochę jednak mniejszy zachwyt budziła by we mnie np. poezja, czy muzyka... >> Jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dalej pozostaje przymusem. Można go nazwać różnie, ale nie wolną wolą. Wolna wola musi być niezależna ani od przypadku, ani zdeterminowana żadnymi prawami, prawda? >O nazwy nie będę sprzeczał. Ale wolną wolę będę nazywał złudzeniem póki ktoś nie znajdzie innej możliwości. Z tym się też nie kłócę. Jestem zdania, że w świetle współczesnych badań naukowych wolna wola musi być złudzeniem. Pozdrawiam i dziękuję za poświęcony mi czas.
|
|
| | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | Muszę Ci powiedzieć, że w swoich odczuciach nie jesteś osamotniony.  Nie mam zamiaru dyskutować z fizykami na temat mechaniki kwantowej, ale dla mnie, ta konstatacja (dotycząca zdeterminowania wszystkiego) też należy do kategorii potwornych.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > [...] dla mnie, ta konstatacja (dotycząca zdeterminowania wszystkiego) też należy do kategorii potwornych.No cóż, owoce z drzewa poznania cierpkie są.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >...konstatacja (dotycząca zdeterminowania wszystkiego) też należy do kategorii potwornych. Przesada! Rzeczywiście doświadczenie uczy nas, że mechanizm o dowolnej złożoności działania pozostaje mechanizmem, jednak ekstrapolowanie tego doświadczenia poza zakres złożoności, jaki zdołaliśmy osiągnąć, jest nieuprawniony. Możliwe, że przy tej złożoności, jaką osiągnął w ewolucyjnym rozwoju mózg, jego funkcjonowanie wyzwala się z zależności deterministycznej. Można to sobie wyobrazić, jako coś na podobieństwo pętli sprzężenia zwrotnego, która zaczyna generować własne produkty. Nie jest to zresztą jedyna (i zarazem bardzo naciągana) możliwość wyobrażenia sobie, jak może powstać wolna wola. Trzeba pamiętać o tym, że o myśleniu wiemy bardzo mało i nie ma sensu martwić się z powodu tego, że nie jesteśmy w stanie zgadnąć, jakie niespodzianki czekają na drodze poznawania mózgu i badań innych dziedzin.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | >> [...] wolną wolę będę nazywał złudzeniem póki ktoś nie znajdzie innej możliwości.
> Z tym się też nie kłócę. Jestem zdania, że w świetle współczesnych badań naukowych wolna wola musi być złudzeniem.
Miło mi, że się zgodziliśmy. Ponadto, ponieważ wolna wola jest niezbywalnym atrybutem religii judeochrześcijańskich, doszliśmy zarazem do wniosku, że religia jest sprzeczna z nauką.
> Pozdrawiam i dziękuję za poświęcony mi czas.
Ja również dziękuję i cenię sobie tę dyskusję.
|
|
| | | | | | | | |  | | Witold Losek (800 punktów) | > Miło mi, że się zgodziliśmy. Ponadto, ponieważ wolna wola jest niezbywalnym atrybutem religii judeochrześcijańskich, doszliśmy zarazem do wniosku, że religia jest sprzeczna z nauką.Ej, no nie opowiadaj takich rzeczy, bo jeszcze kto uwierzy...  Religia byłaby sprzeczna z nauką, gdyby nauka potrafiła udowodnić nieistnienie "trzeciej siły", a jak na razie tylko nie potrafi udowodnić jej istnienia!Zgodnie z Twierdzeniem Gödla w spójnym systemie logicznym, istnieją twierdzenia, których wewnątrz tegoż systemu nie da się udowodnić, a które pozostają prawdziwe. Może tak jest z duszą. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Religia byłaby sprzeczna z nauką, gdyby nauka potrafiła udowodnić nieistnienie "trzeciej siły", a jak na razie tylko nie potrafi udowodnić jej istnienia!Zgodnie z Twierdzeniem Gödla w spójnym systemie logicznym, istnieją twierdzenia, których wewnątrz tegoż systemu nie da się udowodnić, a które pozostają prawdziwe. Może tak jest z duszą.
Przykro mi ale dla mnie takie coś to pomorefleksja w czystej postaci. Co ma Godel do duszy???
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 Bożydar (2279 punktów) (zablokowany) | >Religia byłaby sprzeczna z nauką, gdyby nauka potrafiła udowodnić nieistnienie "trzeciej siły", a jak na razie tylko nie potrafi udowodnić jej istnienia!
Od kiedy to można udowodnić nieistnienie czegoś i taki dowód jest niezbędny dla odrzucenia ?
Zgodnie z Twierdzeniem Gödla w spójnym systemie logicznym, istnieją twierdzenia, których wewnątrz tegoż systemu nie da się udowodnić, a które pozostają prawdziwe. Może tak jest z duszą i krasnoludkami?
Doświadczalne obalenie pomysłu na tzw. siłę życiową i wykazanie sztuczności rozgraniczeń chemii na organiczną i nieorganiczną, rozprawiło się kompletnie z duszą.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | Skymen (621 punktów) | > > Jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dalej pozostaje przymusem. Można go nazwać różnie, ale nie wolną wolą. Wolna wola musi być niezależna ani od przypadku, ani zdeterminowana żadnymi prawami, prawda?> O nazwy nie będę sprzeczał. Ale wolną wolę będę nazywał złudzeniem póki ktoś nie znajdzie innej możliwości.Proszę bardzo: Pozwolę sobie do-wolnie zaproponować nazwanie JEJ [czyli W.W.] odmienną "interpretacją" owych deterministycznych zasad jakimi uwarunkowany jest ludzki umysł i takaż osobowość...
|
|
| | | | | | | |  | | Skymen (621 punktów) | > >> Jeżeli determinizm pozostaje w ukryciu, to dalej pozostaje przymusem. Można go nazwać różnie, ale nie wolną wolą. Wolna wola musi być niezależna ani od przypadku, ani zdeterminowana żadnymi prawami, prawda?> >O nazwy nie będę sprzeczał. Ale wolną wolę będę nazywał złudzeniem póki ktoś nie znajdzie innej możliwości.> Proszę bardzo:> Pozwolę sobie do-wolnie zaproponować nazwanie JEJ [czyli W.W.] odmienną "interpretacją" owych deterministycznych zasad jakimi uwarunkowany jest ludzki umysł i takaż osobowość...  Swoją drogą ciekawe skąd ludzie wpadli na pomysł "wolnej woli" jeśli n.p. faktycznie nie byłaby ona wolna.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Swoją drogą ciekawe skąd ludzie wpadli na pomysł "wolnej woli" jeśli n.p. faktycznie nie byłaby ona wolna.Prawdopodobnie tzw. "zdrowy rozsądek", czyli z grubsza cała filozofia arystotelesowska  , jest nam dana genetycznie w drodze ewolucji. Sporo z tego się sprawdza, ale nie wszystko.
|
|
| | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > > Swoją drogą ciekawe skąd ludzie wpadli na pomysł "wolnej woli" jeśli n.p. faktycznie nie byłaby ona wolna.> Prawdopodobnie tzw. "zdrowy rozsądek", czyli z grubsza cała filozofia arystotelesowska , jest nam dana genetycznie w drodze ewolucji. Sporo z tego się sprawdza, ale nie wszystko.Tylko nie to! To nie ten wątek, więc ograniczę sie tylko do zadeklarowania, że żadne filozofie, czy wolna wola nie są "nam dane genetycznie". Człowiek uczyć się musi nawet rozpoznawania kolorów a co dopiero mówić o bardziej zaawansowanych funkcjonalnościach.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > > Prawdopodobnie tzw. "zdrowy rozsądek", czyli z grubsza cała filozofia arystotelesowska , jest nam dana genetycznie w drodze ewolucji. Sporo z tego się sprawdza, ale nie wszystko.> Tylko nie to! To nie ten wątek, więc ograniczę sie tylko do zadeklarowania, że żadne filozofie, czy wolna wola nie są "nam dane genetycznie". Człowiek uczyć się musi nawet rozpoznawania kolorów a co dopiero mówić o bardziej zaawansowanych funkcjonalnościach.Żadna filozofia - twarda nauka. Kolory to pestka, nawet wiara w Boga jest genetycznie uwarunkowana.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > Żadna filozofia - twarda nauka. Kolory to pestka, nawet wiara w Boga jest genetycznie uwarunkowana.> Kiedy parę lat temu czytałem opisy tych rewelacji, to o mało nie umarłem ze śmiechu. Z obawy o własne życie nie zachowałem nawet linków do tekstów badań. Później (chyba 2 lata temu) znaleziono ośrodek w mózgu, którego podrażnienie wywołuje "doznania mistyczne". I teraz znamy już "miejscówkę", w której się ten genetyczny bóg ukrywa. Do kompletu brakuje nam jeszcze genów "na diabła", "na raj" i "na wszystkich świętych".
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > Pewnie masz gen chichotny.  > Prawidłowo pisze się gen "na chichotność". W każdym bądź razie pojawia się problem aktywacji jego działania. Przed przeczytaniem danego tekstu byłem poważny, a po przeczytaniu mocno rozweselony. Stąd można wyciągnąć wniosek, że do uaktywnienia tego genu potrzebny był wyzwalacz w postaci przeczytania danego tekstu. Idąc dalej tym tropem można dojść do wniosku, iż posiadam gen "na chichotność po przeczytaniu tekstu o znalezieniu genu na boga". Pewnie spece od znajdowania genów "na" nie mieliby nic przeciw prawomocności takiego wniosku, ale mnie (na moje "wykształcenie") wydaje się podejrzane istnienie genetycznego zapisu regulującego zdolność czytania tekstów w językach obcych. Nie wiem, może jestem zbyt podejrzliwy? Pomimo powyższego mogę powiedzieć, że z całą pewnością posiadam gen "na chichotność ogólną" - zostało to wielokrotnie sprawdzone empirycznie.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | Oj, zapomniałem o najważniejszym!
>Żadna filozofia - twarda nauka. > Filozofia to bardzo twarda nauka.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | |  | | Skymen (621 punktów) | > > Swoją drogą ciekawe skąd ludzie wpadli na pomysł "wolnej woli" jeśli n.p. faktycznie nie byłaby ona wolna.> Prawdopodobnie tzw. "zdrowy rozsądek", czyli z grubsza cała filozofia arystotelesowska , jest nam dana genetycznie w drodze ewolucji. Sporo z tego się sprawdza, ale nie wszystko.Ale jeśli tak to owa ewolucja karze się nam samookłamywać...czyli sama skłania nas do zakłamywania obrazu rzeczywistości której poznanie wszak jest warunkiem przetrwania  A może warunkiem przetrwania jest nieświadomość [zbyt wielu] zagrożeń [na raz]?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > > Prawdopodobnie tzw. "zdrowy rozsądek", czyli z grubsza cała filozofia arystotelesowska , jest nam dana genetycznie w drodze ewolucji. Sporo z tego się sprawdza, ale nie wszystko.> Ale jeśli tak to owa ewolucja karze się nam samookłamywać...Nie stawiałbym tego tak ostro. Ewolucja jest po prostu niedoskonała. Tak jak mamy ślepą kiszkę i ślepą plamkę, podobnie mamy złudzenia optyczne i złudzenie wolnej woli. > czyli sama skłania nas do zakłamywania obrazu rzeczywistości której poznanie wszak jest warunkiem przetrwaniaTe zakłamania zostały poprawione przez najnowszy aspekt ewolucji człowieka: rozwój nauki i wiedzy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Skymen (621 punktów) | > >> Prawdopodobnie tzw. "zdrowy rozsądek", czyli z grubsza cała filozofia arystotelesowska , jest nam dana genetycznie w drodze ewolucji. Sporo z tego się sprawdza, ale nie wszystko.> > Ale jeśli tak to owa ewolucja karze się nam samookłamywać...> Nie stawiałbym tego tak ostro. Ewolucja jest po prostu niedoskonała. Tak jak mamy ślepą kiszkę i ślepą plamkę, podobnie mamy złudzenia optyczne i złudzenie wolnej woli.Możemy też mieć złudzenie złudzenia wolnej woli  > > czyli sama skłania nas do zakłamywania obrazu rzeczywistości której poznanie wszak jest warunkiem przetrwania> Te zakłamania zostały poprawione przez najnowszy aspekt ewolucji człowieka: rozwój nauki i wiedzy.Który to rozwój hamują populacje wyznające istnienie wolnej woli?
|
|
|  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Zacznijmy od tego, że (wszech)świat jest jeden. Istnieje co prawda teoria wielu światów równoległych ale, ... Jeśli mamy zaczynać, to raczej od przypomnienia, że nauka w poszukiwaniu początku, czy podstaw kosmosu doszła do czegoś, co nazwano inflacją i na razie męczy się nad pytaniem, co to jest takiego? Rozważanie nt. wszystkiego, co przed/poza (niepotrzebne skreślić) inflacją jest/było/będzie (j. w.) łącznie z ilością i "równoległością" światów, jest metafizyką, która - jak to nieraz powtarzałem - jest bardzo pożyteczna jako ćwiczenie wyobraźni, ale niczym ponadto. A w żadnym wypadku mf. nie jest nauką, która pozwalałaby stwierdzić, że coś jest pewne, lub raczej, że coś jest prawdopodobne (pewność przysługuje tylko twierdzeniom matematycznym).
Stach M. G.
|
|
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Mechanika kwantowa zakłada, że na poziomie elementarnym jest masa zjawisk zachodzących przypadkowo. Pozdrawiam
|
|
 | | Skymen (621 punktów) | >Mechanika kwantowa zakłada, że na poziomie elementarnym jest masa zjawisk zachodzących przypadkowo. Ale to założenie czynione tylko doraźnie, by mając w danym momencie potrzebę zajmowania się pewnymi wycinkowymi zagadnieniami z zakresu kwantowego nie zawracać sobie głowy REALNYMI głębszymi powodami tych zjawisk.
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Mechanika kwantowa zakłada, że na poziomie elementarnym jest masa zjawisk zachodzących przypadkowo. >Ale to założenie czynione tylko doraźnie, by mając w danym momencie potrzebę zajmowania się pewnymi wycinkowymi zagadnieniami z zakresu kwantowego nie zawracać sobie głowy REALNYMI głębszymi powodami tych zjawisk. Założenie to jest podstawą. Następstwem tego założenia jest posługiwanie się probabilistyczną funkcją falową. Oczywiście podejmowane były próby falsyfikowania przypadkowości/nieprzypadkowości na poziomie kwantowym. Jak na razie wszystkie próby znalezienia/potwierdzenia nieprzypadkowości zawiodły (tzw. poszukiwanie zmiennych ukrytych). Gdy piszesz o REALNYCH głębszych powodach zjawisk w kontekście niemożności ich falsyfikowania (przynajmniej dziś jest to niemożliwe) uprawiasz filozofię (nie jest to zarzut, raczej stwierdzenie faktu). Wychodzisz poza naukę ścisłą, jaką jest fizyka, gdyż ona potrzebuje weryfikacji eksperymentalnej/obserwacją lub zgodności co do założeń z aktualnymi uznanymi teoriami. Na koniec zadam Ci zagadkę: jak przypadkowe procesy mikroświata przechodzą w nieprzypadkowe zdarzenia/procesy makroświata? Innymi słowy, czy przypadkowość w mikroświecie ma dla nas znaczenie, czy może jest w naturalny sposób porządkowana w łańcuch przyczyn i skutków makroświata? Pozdrawiam
|
|
| |  | | Skymen (621 punktów) | > >>Mechanika kwantowa zakłada, że na poziomie elementarnym jest masa zjawisk zachodzących przypadkowo.> >Ale to założenie czynione tylko doraźnie, by mając w danym momencie potrzebę zajmowania się pewnymi wycinkowymi zagadnieniami z zakresu kwantowego nie zawracać sobie głowy REALNYMI głębszymi powodami tych zjawisk.> Założenie to jest podstawą. Następstwem tego założenia jest posługiwanie się probabilistyczną funkcją falową.> Oczywiście podejmowane były próby falsyfikowania przypadkowości/nieprzypadkowości na poziomie kwantowym. Jak na razie wszystkie próby znalezienia/potwierdzenia nieprzypadkowości zawiodły (tzw. poszukiwanie zmiennych ukrytych).To jednak tylko dokładniej określa warunki brzegowe dzisiejszego stanu mozliwości dokonywania odkryć tego typu w fizyce, nie świadczy to wszak o faktycznej możliwości istnienia takich potencjalnych zmiennych ukrytych, prawda?  Zresztą czytałem o jakowymś skonstruowanym niedawno matematyczno-doświadczalnym robocie A.I. przeznaczonym do wyszukiwania zmiennych ukrytych, który od razu wykazał swój ogromny potencjał w tym zakresie. Nie pamiętam szczegółów ale to nie była wiadomość rodem z tych 1szo-kwietniowych.  Z tego co jeszcze pamiętam, czytałem to w serwisie kopalniawiedzy.pl który swoją drogą serdecznie polecam. > Gdy piszesz o REALNYCH głębszych powodach zjawisk w kontekście niemożności ich falsyfikowania (przynajmniej dziś jest to niemożliwe) uprawiasz filozofię (nie jest to zarzut, raczej stwierdzenie faktu). Wychodzisz poza naukę ścisłą, jaką jest fizyka, gdyż ona potrzebuje weryfikacji eksperymentalnej/obserwacją lub zgodności co do założeń z aktualnymi uznanymi teoriami.Wychodzę tylko [wchodząc w filozofię -czyli inną naukę] poza aktualny poziom wiedzy jaki prezentuje ta nauka z której wychodzę [znaczy fizyka]  > Na koniec zadam Ci zagadkę: jak przypadkowe procesy mikroświata przechodzą w nieprzypadkowe zdarzenia/procesy makroświata?Jeśli są w RZECZYWISTOŚCI jednak nieprzypadkowe [o ile takimi są] nic nie musi przechodzić z jednego w drugie...i byłaby to ładna, wręcz estetyczna idea rodem z Ockhama.  > Innymi słowy, czy przypadkowość w mikroświecie ma dla nas znaczenie, czy może jest w naturalny sposób porządkowana w łańcuch przyczyn i skutków makroświata?O ile jest porządkowana w NATURALNY SPOSÓB -czyli jest jednak nieprzypadkowa sama z siebie już na poziomie mikroskal.
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>>Mechanika kwantowa zakłada, że na poziomie elementarnym jest masa zjawisk zachodzących przypadkowo.> >>Ale to założenie czynione tylko doraźnie, by mając w danym momencie potrzebę zajmowania się pewnymi wycinkowymi zagadnieniami z zakresu kwantowego nie zawracać sobie głowy REALNYMI głębszymi powodami tych zjawisk.> >Założenie to jest podstawą. Następstwem tego założenia jest posługiwanie się probabilistyczną funkcją falową.> >Oczywiście podejmowane były próby falsyfikowania przypadkowości/nieprzypadkowości na poziomie kwantowym. Jak na razie wszystkie próby znalezienia/potwierdzenia nieprzypadkowości zawiodły (tzw. poszukiwanie zmiennych ukrytych).> To jednak tylko dokładniej określa warunki brzegowe dzisiejszego stanu możliwości dokonywania odkryć tego typu w fizyce, nie świadczy to wszak o faktycznej możliwości istnienia takich potencjalnych zmiennych ukrytych, prawda?  Jeśli istnieją, to w innej formie niż te sprawdzane (gdy ich nie wykryto). > >Gdy piszesz o REALNYCH głębszych powodach zjawisk w kontekście niemożności ich falsyfikowania (przynajmniej dziś jest to niemożliwe) uprawiasz filozofię (nie jest to zarzut, raczej stwierdzenie faktu). Wychodzisz poza naukę ścisłą, jaką jest fizyka, gdyż ona potrzebuje weryfikacji eksperymentalnej/obserwacją lub zgodności co do założeń z aktualnymi uznanymi teoriami.> Wychodzę tylko [wchodząc w filozofię -czyli inną naukę] poza aktualny poziom wiedzy jaki prezentuje ta nauka z której wychodzę [znaczy fizyka]  Tak. Tym samym nie masz szans uzyskać potwierdzenia swoich tez w fizyce. > >Na koniec zadam Ci zagadkę: jak przypadkowe procesy mikroświata przechodzą w nieprzypadkowe zdarzenia/procesy makroświata?> Jeśli są w RZECZYWISTOŚCI jednak nieprzypadkowe [o ile takimi są] nic nie musi przechodzić z jednego w drugie...i byłaby to ładna, wręcz estetyczna idea rodem z Ockhama.  Potraktowałeś to jako zarzut. Niesłusznie. Jest to kamień węgielny dyskusji o fizyce kwantowej. Jeśli by przyjąć jej podstawowe założenia bylibyśmy (my, cały świat) poniekąd nieokreśloną funkcją falową. Tak jednak nie jest! W makroświecie przyczyny i skutki są wyraźnie zarysowane. > >Innymi słowy, czy przypadkowość w mikroświecie ma dla nas znaczenie, czy może jest w naturalny sposób porządkowana w łańcuch przyczyn i skutków makroświata?> O ile jest porządkowana w NATURALNY SPOSÓB -czyli jest jednak nieprzypadkowa sama z siebie już na poziomie mikroskal.  Twoja odpowiedź jest ujęciem filozoficznym. Jak fizycy tłumaczą ową niezgodność? Może mają odpowiedź. Ciekawe czy satysfakcjonującą. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > >To jednak tylko dokładniej określa warunki brzegowe dzisiejszego stanu możliwości dokonywania odkryć tego typu w fizyce, nie świadczy to wszak o faktycznej możliwości istnienia takich potencjalnych zmiennych ukrytych, prawda?  > Jeśli istnieją, to w innej formie niż te sprawdzane (gdy ich nie wykryto).Dawno wykryto te 'zmienne ukryte': pęd, prędkość, kręt, częstotliwość, itd. W przypadku pary obiektów dochodzą kolejne parametry - relacje, np. kąt pomiędzy dwoma kierunkami polaryzacji. QM zakłada na wstępie brak takich parametrów, czyli nieoznaczoność stanów. Potem w eksperymentach wychodzi sprzeczność: natychmiastowa komunikacja (w celu uzgodnienia stanów), która ma niby potwierdzać założenia QM. Klasyczne błędne koło w rozumowaniu. Ta 'natychmiastowa komunikacja' to normalna i pospolita rzecz... zwyczajne odkrycie kart w rozgrywce. Pierwszy gracz wyciąga kartę. Drugi robi to samo, ale gdy wyciągnie to momentalnie wiadomo kto wygrał (może być dowolnie daleko - nawet milion lat św.). Zdarzenia (wyciąganie kart) są niezależne, czyli jeden gracz nie ma wpływu na poczynania drugiego. Natomiast Bell wydedukował z tego, że ten pierwszy gracz nie ma wpływu na wynik całej rozgrywki, co jest przecież oczywistą bzdurą. Tu jest dokładniej to opisane, a nawet jest gra 'kwantowa' - na klasycznym stole: www.cyclesresearchinstitute.org/physics/elm.html
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Dawno wykryto te 'zmienne ukryte': pęd, prędkość, kręt, częstotliwość, itd. ... Z poprzednich postów domyślam się, że mowa jest o czym innym: znamy kilka oddziaływań (grawitacja, elektromagnetyzm, słabe i silne oddziaływania jądrowe i coś tam jeszcze), oraz również niewielką ilość parametrów określających stan cząstki (usytuowanie w przestrzeni i w czasie, pęd, spin itd. - jeśli ilość tych parametrów oznaczymy n, mówimy, że cząstka jest zdefiniowana/istnieje w przestrzeni n-wymiarowej). Istnieje niezaprzeczalna możliwość, że w toku badań zostaną odkryte takie oddziaływania i takie opisywane liczbowo właściwości cząstek, o których na razie nic nie wiemy. Nie można wykluczyć, że te nowe wiadomości będą jeszcze bardziej "dziwne", jeszcze większy spowodują zamęt, niż to nastąpiło w wyniku dotychczasowych postępów nauki. Nie jest także wykluczone, że w wyniku tego, stanie się bardziej zrozumiała relacja między przypadkowością, a wolną wolą. Jak to zauważył już Shakespeare "są na świecie takie rzeczy, o których nie śniło się filozofom". Ale możliwe jest również i to, że zbliżamy się do pełnego poznania.
Stach M. G.
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>To jednak tylko dokładniej określa warunki brzegowe dzisiejszego stanu możliwości dokonywania odkryć tego typu w fizyce, nie świadczy to wszak o faktycznej możliwości istnienia takich potencjalnych zmiennych ukrytych, prawda?  > >Jeśli istnieją, to w innej formie niż te sprawdzane (gdy ich nie wykryto).> Dawno wykryto te 'zmienne ukryte': pęd, prędkość, kręt, częstotliwość, itd.> W przypadku pary obiektów dochodzą kolejne parametry - relacje, np. kąt pomiędzy dwoma kierunkami polaryzacji.> QM zakłada na wstępie brak takich parametrów, czyli nieoznaczoność stanów.> Potem w eksperymentach wychodzi sprzeczność: natychmiastowa komunikacja (w celu uzgodnienia stanów), która ma niby potwierdzać założenia QM.> Klasyczne błędne koło w rozumowaniu.> Ta 'natychmiastowa komunikacja' to normalna i pospolita rzecz... zwyczajne odkrycie kart w rozgrywce.> Pierwszy gracz wyciąga kartę.> Drugi robi to samo, ale gdy wyciągnie to momentalnie wiadomo kto wygrał (może być dowolnie daleko - nawet milion lat św.).> Zdarzenia (wyciąganie kart) są niezależne, czyli jeden gracz nie ma wpływu na poczynania drugiego.> Natomiast Bell wydedukował z tego, że ten pierwszy gracz nie ma wpływu na wynik całej rozgrywki, co jest przecież oczywistą bzdurą.> Tu jest dokładniej to opisane, a nawet jest gra 'kwantowa' - na klasycznym stole:> www.cyclesresearchinstitute.org/physics/elm.htmlAż dziwne, że tacy przeciwnicy kwantów, jak Einstein na to nie wpadli!!! Widocznie wpadli, ale sprawdzili (eksperymentalnie), że nie w tym rzecz. Jest w kwantach doświadczenie z interferencją elektronu/fotonu z samym sobą. Jak je wytłumaczysz???? Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Aż dziwne, że tacy przeciwnicy kwantów, jak Einstein na to nie wpadli!!! >Widocznie wpadli, ale sprawdzili (eksperymentalnie), że nie w tym rzecz.
Pewnie Einstein i wielu innych wiedziało o co chodzi od początku: o prawdopodobieństwo warunkowe. Z tym zawsze są problemy, stąd pełno paradoksów w rach. prawdop., o niektórych nawet tu dyskutowano.
Einstein i Bohr tylko sobie dyskutowali. Nie było technologi aby cokolwiek testować. Zresztą Bell opracował swoją nierówność w 60-tych, i w niej występuje już ten błąd: gracz nie ma wpływu na wynik gry... Testy zaczęto robić chyba dopiero w latach 70-tych. Aspect porównywał wyniki pomiarów z wzorem Bella, i tak się robi do dziś.
>Jest w kwantach doświadczenie z interferencją elektronu/fotonu z samym sobą. Jak je wytłumaczysz???? Z jednej sztuki powstaje zawsze jeden niewielki punkcik na ekranie. Rzucasz miliony (przynajmniej tysiące) i wtedy masz obrazek - proces statystyczny. Obliczamy prawidłowo i powinno być OK.
Zostaje jeszcze problem STW: c = const jest tam źle uwzględnione. Jeśli uwzględnić poprawnie c = const, wtedy informacja może być przesyłana z szybkością większą od c, ale pośrednio.
|
|
| | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Aż dziwne, że tacy przeciwnicy kwantów, jak Einstein na to nie wpadli!!! >>Widocznie wpadli, ale sprawdzili (eksperymentalnie), że nie w tym rzecz. >Pewnie Einstein i wielu innych wiedziało o co chodzi od początku: o prawdopodobieństwo warunkowe. >Z tym zawsze są problemy, stąd pełno paradoksów w rach. prawdop., o niektórych nawet tu dyskutowano. >Einstein i Bohr tylko sobie dyskutowali. Nie było technologi aby cokolwiek testować. >Zresztą Bell opracował swoją nierówność w 60-tych, i w niej występuje już ten błąd: gracz nie ma wpływu na wynik gry... >Testy zaczęto robić chyba dopiero w latach 70-tych. Aspect porównywał wyniki pomiarów z wzorem Bella, i tak się robi do dziś. Zdeterminowanie od razu mówi (cząstki od początku mają określone obserwable/własności), że można na cząstkach dokonywać niezależnych pomiarów z dowolnym właściwie marginesem błędu. O tyle o ile to sprawdzono, tak nie jest. >>Jest w kwantach doświadczenie z interferencją elektronu/fotonu z samym sobą. Jak je wytłumaczysz???? >Z jednej sztuki powstaje zawsze jeden niewielki punkcik na ekranie. >Rzucasz miliony (przynajmniej tysiące) i wtedy masz obrazek - proces statystyczny. Obliczamy prawidłowo i powinno być OK. Ale oni rzucają pojedyńcze. Jeden po drugim z odstępem czasowym między kolejnymi. I też im wychodzi to samo, choć według Twojego podejścia obraz powinien być scentrowany i im dalej od środka, tym mniej trafień. Tak nie jest- dostajemy obraz interferencyjny. >Zostaje jeszcze problem STW: c = const jest tam źle uwzględnione. >Jeśli uwzględnić poprawnie c = const, wtedy informacja może być przesyłana z szybkością większą od c, ale pośrednio. Proszę o wytłumaczenie powyższego, bo nie rozumiem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > Zdeterminowanie od razu mówi (cząstki od początku mają określone obserwable/własności), że można na cząstkach dokonywać niezależnych pomiarów z dowolnym właściwie marginesem błędu. O tyle o ile to sprawdzono, tak nie jest.Można mierzyć z dowolnie dużą precyzją, ale do tego potrzeba odpowiedniej wiedzy i technologii: www.physorg.com/news92937814.html> Ale oni rzucają pojedyńcze. Jeden po drugim z odstępem czasowym między kolejnymi. I też im wychodzi to samo, choć według Twojego podejścia obraz powinien być scentrowany i im dalej od środka, tym mniej trafień. Tak nie jest- dostajemy obraz interferencyjny.Każdy proces statystyczny możesz rozłożyć na pojedyncze zdarzenia (elementarne), ale dla serii takich zdarzeń i tak występują różne rozkłady prawdopodobieństwa. Właśnie teraz rozumujesz dokładnie tak jak Bell: obecność drugiej szczeliny nie ma wpływu na finalny wynik, czyli na statystykę. > >Zostaje jeszcze problem STW: c = const jest tam źle uwzględnione.> >Jeśli uwzględnić poprawnie c = const, wtedy informacja może być przesyłana z szybkością większą od c, ale pośrednio.> Proszę o wytłumaczenie powyższego, bo nie rozumiem.Mówiłem o tym niedawno w innym temacie. Obiekt A emituje foton w chwili, gdy B znajduje się w odległości L = AB. A ------>c B ---> v = dL/dt (zmiana odległości pomiędzy A i B, czyli L) Po jakim czasie B zarejestruje ten foton? c = const, czyli t = L/c. Tu nie ma znaczenia prędkość odbiornika względem źródła, więc może być dowolna. Z symetrii wynika, że w drugą stronę musi być dokładnie tak samo: zamieniamy tylko nazwy B <=> A. Z tego od razy wynika, że dylatacja czasu, i kontrakcja długości jest niemożliwa w praktyce. To co mierzą w eksperymentach to zwyczajny efekt Dopplera - w przeróżnych wariantach, a nie dylatacja czasu.
|
|
| | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Zdeterminowanie od razu mówi (cząstki od początku mają określone obserwable/własności), że można na cząstkach dokonywać niezależnych pomiarów z dowolnym właściwie marginesem błędu. O tyle o ile to sprawdzono, tak nie jest.> Można mierzyć z dowolnie dużą precyzją, ale do tego potrzeba odpowiedniej wiedzy i technologii:> www.physorg.com/news92937814.htmlZa cholerę nie. Wiesz jak się mierzy położenie elektronu? Stawia się na jego drodze nawijającą się tasmę z emulsją magnetyczną (znane w latach 50tych). Jak trafi w taśmę to zostawia znaczek. Ot i pomiar. Żeby policzyć pęd odchylasz elektron w polu magnetycznym i mierzysz odchylenie. Jako, że znamy masę elektronu i ładunek powinien wyjść dość dokłądny pomiar. > >Ale oni rzucają pojedyńcze. Jeden po drugim z odstępem czasowym między kolejnymi. I też im wychodzi to samo, choć według Twojego podejścia obraz powinien być scentrowany i im dalej od środka, tym mniej trafień. Tak nie jest- dostajemy obraz interferencyjny.> Każdy proces statystyczny możesz rozłożyć na pojedyncze zdarzenia (elementarne), ale dla serii takich zdarzeń i tak występują różne rozkłady prawdopodobieństwa.Przeczytaj powyższe jeszcze raz. Dla interferencji masz prążki, jeśli jej nie ma (interferencji to) masz deformację obrazu z jednej szczeliny. Różnica jest tak zanczna, że nie sposób się pomylić! > Właśnie teraz rozumujesz dokładnie tak jak Bell: obecność drugiej szczeliny nie ma wpływu na finalny wynik, czyli na statystykę.Jak nie ma, jak ma? Prosty eksperyment z dwoma szczelinami i oświetlaniem ich światłem (bombardowaniem elektronami) pokazuje, że powstają prążki (wikipedia hasło interferencja). Jak jest jedna szczelina prążków nie ma. Co ciekawsze pojedynczy foton pada zawsze tam, gdzie dla interferencji są prążki-- to jest zagwozdka, dlaczego to robi, jeśli przechodzi TYLKO przez jedną szczelinę?!!! Powinien padać jak światło świecące przez jedną szczelinę! A tak nie jest. > >>Zostaje jeszcze problem STW: c = const jest tam źle uwzględnione.> >>Jeśli uwzględnić poprawnie c = const, wtedy informacja może być przesyłana z szybkością większą od c, ale pośrednio.> >Proszę o wytłumaczenie powyższego, bo nie rozumiem.> Mówiłem o tym niedawno w innym temacie.> Obiekt A emituje foton w chwili, gdy B znajduje się w odległości L = AB.> A ------>c B ---> v = dL/dt (zmiana odległości pomiędzy A i B, czyli L)Jaka zmiana. Niby czemu zmiana odległości? > Po jakim czasie B zarejestruje ten foton?> c = const, czyli t = L/c.> Tu nie ma znaczenia prędkość odbiornika względem źródła, więc może być dowolna.> Z symetrii wynika, że w drugą stronę musi być dokładnie tak samo: zamieniamy tylko nazwy B <=> A.> Z tego od razy wynika, że dylatacja czasu, i kontrakcja długości jest niemożliwa w praktyce.> To co mierzą w eksperymentach to zwyczajny efekt Dopplera - w przeróżnych wariantach, a nie dylatacja czasu.Co za różnica???????? jak dokonujemy pomiarów o lata świetlne od siebie, a wychodzi nam, że info o pomiarze biegnie natychmiastowo między cząstkami???? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | Za dużo kombinujesz. Sprawa jest prosta.
Przykład z polaryzatorami: Ustawiamy dwa polaryzatory tak, aby płaszczyzny polaryzacji tworzyły kąt prosty. Wiadomo że przez taki układ światło w ogóle nie przejdzie: cos(90) = 0.
Wstawiamy trzeci polaryzator, pomiędzy te dwa i pod kątem 45 stopni do obu. 0---45---90,
Według logiki Bella: dwa skrajne polaryzatory już kompletnie blokują fotony, więc ten trzeci nic tu nie zmieni (przecież parametry ukryte tych dwóch nie zmieniły się).
A tu raptem przechodzi 1/8 fotonów, czyli 25%, więc klasyczna fizyka/logika tu wysiada i jest potwierdzenie wersji z QM, nie?
Na pierwszy polaryzator pada światło niespolaryzowane, czyli przez pierwszy przejdzie 50%. Potem fotony idą już spolaryzowane: 0 stopni. Drugi polaryzator - 45 stopni, czyli przejdzie cos(45)^2 = 1/2. Przez trzeci tak samo, czyli na wyjściu będzie: 1/2*1/2*1/2 = 1/8 fotonów.
Wstawiamy kolejne 2 polaryzatory pod kątem 22.5 stopnia do sąsiednich - ile teraz przejdzie? 0---22.5---45---77.5---90
A potem 90 polaryzatorów, co stopień: 0--1--2--3... 90 ===========
Podobnie jest z tymi szczelinami: dokładasz szczelinę i masz zupełnie inną sytuację, a nie superpozycję dwóch trywialnych sytuacji z jedną szczeliną.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Za dużo kombinujesz. Sprawa jest prosta. >Przykład z polaryzatorami: ... Nic nie zrozumiałem. Odeślij mnie do wikipedii, jeśli doświadczenia tam są opisane, ale do innego źródła w necie, bo niestety nie jestem w stanie przetrawić takich skrótów myślowych. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > Nic nie zrozumiałem. Odeślij mnie do wikipedii, jeśli doświadczenia tam są opisane, ale do innego źródła w necie, bo niestety nie jestem w stanie przetrawić takich skrótów myślowych.Możesz tu zerknąć: Trzy polaryzatoryAutor mówi tam, że to przejście światła po dołożeniu trzeciego polaryzatora wynika z zasady nieoznaczoności: "This is yet another manifestation of the Heisenberg Uncertainty Principle". A tu jest dokładnie to samo, ale ze spinami: www.upscale.utoronto.ca/GeneralInterest/Harrison/SternGerlach/SternGerlach.html [wiązki elektronów nie rozszczepi się polem magnetycznym, ale powiedzmy że to są atomy wodoru (moment magnetyczny jest tu potrzeby, a nie spin (kręt)] I znowu facet ośmiesza się: "This is yet another manifestation of the Heisenberg Uncertainty Principle". Normalnie szok - aż średniowieczem zalatuje.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Nic nie zrozumiałem. Odeślij mnie do wikipedii, jeśli doświadczenia tam są opisane, ale do innego źródła w necie, bo niestety nie jestem w stanie przetrawić takich skrótów myślowych.> Możesz tu zerknąć:> Trzy polaryzatory> Autor mówi tam, że to przejście światła po dołożeniu trzeciego polaryzatora wynika z zasady nieoznaczoności:> "This is yet another manifestation of the Heisenberg Uncertainty Principle".> A tu jest dokładnie to samo, ale ze spinami:> www.upscale.utoronto.ca/GeneralInterest/Harrison/SternGerlach/SternGerlach.html> [wiązki elektronów nie rozszczepi się polem magnetycznym, ale powiedzmy że to są atomy wodoru (moment magnetyczny jest tu potrzeby, a nie spin (kręt)]> I znowu facet ośmiesza się:> "This is yet another manifestation of the Heisenberg Uncertainty Principle".> Normalnie szok - aż średniowieczem zalatuje.Obejrzałem pierwszą stronę. Spróbujmy ogarnąć to. Jak masz spolaryzowaną liniowo falę, to jak przechodzi ona przez polaryzator nachylony do niej pod kątem (innym niż 90 stopni)? Jeśli zbudujesz model fali taki jak tam na rysunku, to taka fala się 'zderzy' z polaryzatorem i nic nie powinno przejść (zakładam doskonały polaryzator liniowy). Chyba, że jakoś inaczej jeszcze może przejść, ale nic nie wiem o tym. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > Jak masz spolaryzowaną liniowo falę, to jak przechodzi ona przez polaryzator nachylony do niej pod kątem (innym niż 90 stopni)? Jeśli zbudujesz model fali taki jak tam na rysunku, to taka fala się 'zderzy' z polaryzatorem i nic nie powinno przejść (zakładam doskonały polaryzator liniowy). Chyba, że jakoś inaczej jeszcze może przejść, ale nic nie wiem o tym.Fala to taka sinusoida, czyli odchylenie (natężenie) zmienia się tam od zera do pewnej wartości zwanej amplitudą, czyli nie jest ono stałe. Mechaniczna fala też może przejść przez wąską szczelinę i wyjdzie spolaryzowana zgodnie z kierunkiem tej szczeliny (w środku szczeliny fala musi się obrócić, i dlatego straci część energii). Sprawdź np. na line przeciągniętej przez szczelinę w ścianie. Brzegi szczeliny trzeba oczywiście odpowiednio wyprofilować... pole elektryczne blisko powierzchni polaryzatora również stopniowo narasta. W przypadku światła jest trochę inaczej: fale nie przechodzą bezpośrednio, lecz wprawiają w drgania atomy/elektrony, czyli fala jest odtwarzana, ale już spolaryzowana i o mniejszym natężeniu: Eout = Ein*cos^2(a). en.wikipedia.org/wiki/PolarizerPrawdopodobieństwo przejścia jest proporcjonalne do cos^2(a), dla dowolnego rodzaju fali (sinusoidalnej).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > > Jak masz spolaryzowaną liniowo falę, to jak przechodzi ona przez polaryzator nachylony do niej pod kątem (innym niż 90 stopni)? Jeśli zbudujesz model fali taki jak tam na rysunku, to taka fala się 'zderzy' z polaryzatorem i nic nie powinno przejść (zakładam doskonały polaryzator liniowy). Chyba, że jakoś inaczej jeszcze może przejść, ale nic nie wiem o tym.> Fala to taka sinusoida, czyli odchylenie (natężenie) zmienia się tam od zera do pewnej wartości zwanej amplitudą, czyli nie jest ono stałe.> Mechaniczna fala też może przejść przez wąską szczelinę i wyjdzie spolaryzowana zgodnie z kierunkiem tej szczeliny (w środku szczeliny fala musi się obrócić, i dlatego straci część energii).Jak to musi się obrócić??? Nic nie musi! Zupełnie nie ma powodu, by się 'obracać'! Zderzy się ze ścianami szczeliny i wygaśnie. > Sprawdź np. na line przeciągniętej przez szczelinę w ścianie. Brzegi szczeliny trzeba oczywiście odpowiednio wyprofilować... pole elektryczne blisko powierzchni polaryzatora również stopniowo narasta.Puść falę na tej linie w płaszczyźnie pod kątem do szczeliny (machnij końcem liny). Nic nie przejdzie! > W przypadku światła jest trochę inaczej: fale nie przechodzą bezpośrednio, lecz wprawiają w drgania atomy/elektrony, czyli fala jest odtwarzana, ale już spolaryzowana i o mniejszym natężeniu: Eout = Ein*cos^2(a).Wynik jest wynikiem. Walczę z tym, że Ty sugerujesz, że potrafisz to niekwantowo wytłumaczyć. > en.wikipedia.org/wiki/PolarizerMechanika klasyczna tego nie tłumaczy. Jedyna interpretacja jest kwantowa. > Prawdopodobieństwo przejścia jest proporcjonalne do cos^2(a), dla dowolnego rodzaju fali (sinusoidalnej).To wynik eksperymentalny, Za nic go nie wytłumaczysz mechaniką klasyczną! Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>>Fala to taka sinusoida, czyli odchylenie (natężenie) zmienia się tam od zera do pewnej wartości zwanej amplitudą, czyli nie jest ono stałe. >>Mechaniczna fala też może przejść przez wąską szczelinę i wyjdzie spolaryzowana zgodnie z kierunkiem tej szczeliny (w środku szczeliny fala musi się obrócić, i dlatego straci część energii). >Jak to musi się obrócić??? Nic nie musi! Zupełnie nie ma powodu, by się 'obracać'! Zderzy się ze ścianami szczeliny i wygaśnie.
Niech mi ktoś przerwie, jeśli będę gadał bzdury.
Czy nie jest przypadkiem tak, że ta fala się wcale nie obraca, tylko ( powiedzmy, że szczeliny są ustawione pionowo) ma ona składową pionową i poziomą i przechodzi tylko ta zgodna z ustawieniem szczelin, czyli w tym wypadku pionowa.
Każdą falę można przecież rozbić na sumę innych fal, więc szczeliny będą działały jak filtr, który z każdej fali usunie składniki, które nie pasują. W przypadku fal prostopadłych do szczelin, zgodny składnik jest równy 0.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > Każdą falę można przecież rozbić na sumę innych fal, więc szczeliny będą działały jak filtr, który z każdej fali usunie składniki, które nie pasują. W przypadku fal prostopadłych do szczelin, zgodny składnik jest równy 0.Prawidłowo. Polaryzator obcina składową Ex, a puszcza Ey. E^2 = Ex^2 + Ey^2. W fizyce kwantowej pomylono polaryzator z filtrem kolorów, albo sitem. Np. puszczamy światło fioletowe (magenta = R+B) na dwa filtry: rbrb--> filtr R bb--> filtr B -> zero. dokładamy zielony filtr: brbr --> R bb--> G -- bb --> B - nic. alienryderflex.com/polarizer
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Każdą falę można przecież rozbić na sumę innych fal, więc szczeliny będą działały jak filtr, który z każdej fali usunie składniki, które nie pasują. W przypadku fal prostopadłych do szczelin, zgodny składnik jest równy 0. >Prawidłowo. Polaryzator obcina składową Ex, a puszcza Ey. >E^2 = Ex^2 + Ey^2. Przecież tam żadnych składowych Ex i Ey nie ma. Dałeś mi link do strony, tam narysowana jest fala i wyraźnie widać, że ma tylko propagację w określonej płaszczyźnie. Ktoś tam coś źle narysował???? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>Fala to taka sinusoida, czyli odchylenie (natężenie) zmienia się tam od zera do pewnej wartości zwanej amplitudą, czyli nie jest ono stałe. >>>Mechaniczna fala też może przejść przez wąską szczelinę i wyjdzie spolaryzowana zgodnie z kierunkiem tej szczeliny (w środku szczeliny fala musi się obrócić, i dlatego straci część energii). >>Jak to musi się obrócić??? Nic nie musi! Zupełnie nie ma powodu, by się 'obracać'! Zderzy się ze ścianami szczeliny i wygaśnie. >Niech mi ktoś przerwie, jeśli będę gadał bzdury. >Czy nie jest przypadkiem tak, że ta fala się wcale nie obraca, tylko ( powiedzmy, że szczeliny są ustawione pionowo) ma ona składową pionową i poziomą i przechodzi tylko ta zgodna z ustawieniem szczelin, czyli w tym wypadku pionowa. >Każdą falę można przecież rozbić na sumę innych fal, więc szczeliny będą działały jak filtr, który z każdej fali usunie składniki, które nie pasują. W przypadku fal prostopadłych do szczelin, zgodny składnik jest równy 0. Matematycznie można sobie tak rozłożyć, to jasne. Ale dlaczego fizycznie ma się rozkładać. Równie uprawniona wydaje się sytuacja wygaśnięcie- jakbyś zbudował fizyczny model fali z kuleczek fotonów (tam w linku był) to on się zderzy i wygaśnie taka fala. Wiem, że w rzeczywistości jest inaczej, ale z fizyki klasycznej nie znajduje wytłumaczenia, dlaczego tak jest. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > >en.wikipedia.org/wiki/Polarizer> Mechanika klasyczna tego nie tłumaczy. Jedyna interpretacja jest kwantowa.Która interpretacji fizyki kwantowej tłumaczy zjawisko polaryzacji fal (zwłaszcza takich na linie)?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>en.wikipedia.org/wiki/Polarizer> >Mechanika klasyczna tego nie tłumaczy. Jedyna interpretacja jest kwantowa.> Która interpretacji fizyki kwantowej tłumaczy zjawisko polaryzacji fal (zwłaszcza takich na linie)?Sytuacja o której od kilku postów mówimy to: 1. Mamy światło spolaryzowane wzdłuż osi Y2. Pada ono na polaryzator ustawiony pod kątem do osi Y (innym niż 0 lub 90 stopni) 3. Wynikiem jest przejście części światła Nie da się tego wytłumaczyć w ramach fizyki klasycznej. Matematyczny opis wyniku przejścia przedstawia prawo Malusa. Interpretacja jest taka, że przez polaryzator przeszło światło równe składowej światła padającego wzdłuż osi polaryzatora. Jednak składowa ta nie istnieje realnie w świetle padającym. Kwantowo mamy wzór Eulera z częścią rzeczywistą i urojoną. W sensie matematycznym opisuje przejście dobrze. Nie potrafię jednak opisać, co na najniższym poziomie działoby się z kwantami światła. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Nie da się tego wytłumaczyć w ramach fizyki klasycznej.
Do tego podstawowe wzory z liceum wystarczą.
dW = F*dx, F = (Fx,Fy),
w przypadku fali e/m: F = e.E = e(Ex,Ey).
Elektrony w polaryzatorze mają ograniczoną swobodę - mogą drgać tylko w kierunku x. Wchodzi fala e/m i elektron oscyluje pod wpływem tylko tej składowej Ex (F = E*cos(a) = e.Ex), więc retransmituje tylko składową Ex fali.
Energia na wyjściu jest proporcjonalna do (Ex)^2 = E^2*cos^2(a), zatem prawdopodobieństwo obliczamy tak: p(a) = Eout/Ein = E^2*cos^2(a)/E^2 = cos^2(a).
Pozostała część fali - Ey również może wyjść w całości i spolaryzowana. Wystarczy, że w krysztale występują jednocześnie elektrony ze swobodą ruchu tylko wzdłuż osi y (i oczywiście muszą być tam odpowiednio poustawiane, nie dowolnie).
Fale mechanicznie załatwiamy podobnie.
W przypadku polaryzacji cząstek w polu magnetycznym (spiny i Stern-Gerlach): dipol magnetyczny zwyczajnie się tam obraca - na dipol działa moment siły.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jak Ci pada na polaryzator światło spolaryzowane, w którym nie ma drgania wzdłuż osi X. Skąd niby takie drganie ma się pojawić?????????????? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Jak Ci pada na polaryzator światło spolaryzowane, w którym nie ma drgania wzdłuż osi X. Skąd niby takie drganie ma się pojawić??????????????
Przecież wtedy masz kąt 90 stopni: cos(90) = 0, więc nic nie przejdzie.
Wstawiasz wcześniej drugi polaryzator obrócony o 45 stopni, i wtedy wyjdzie z niego cos^2(45) = 1/2, i będzie spolaryzowane pod kątem 45. Ta połowa wchodzi w ten drugi polaryzator o kącie 90 stopni, czyli ostatecznie przejdzie: 1/2 * cos(90-45)^2 = 1/4 strumienia początkowego.
Tobie pewnie chodzi o to, że na wejściu nie było składowej wzdłuż x (w układzie obserwatora): E = (0, E), a na wyjściu jest: E' = (E/4, 0). Cóż, obrót nic nie kosztuje, tak samo jak przesunięcie liniowe: wkładasz energię w rozpędzenie, a potem odbierasz z powrotem podczas hamowania.
Wstawiasz wcześniej 8 polaryzatorów o kątach kolejno: 10, 20, ... 80, + ten 90, czyli razem 9, a wtedy przejdzie: cos^2(10)*cos^2(20-10)* ... *cos^2(90-80) = cos(10)^18 = 76%, Można tak dojść do 100% (w idealnym polaryzatorze), czyli obracamy cały wektor E o 90 stopni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Mam światło spolaryzowane liniowo pod kątem 45 stopni do osi X. Polaryzator jest wzdłuż osi X. Światło pada na niego. Według mechaniki klasycznej światło nie powinno przejść (zakłądając, że fala ma postać, jak na stronie, którą podałeś). Jednak coś przechodzi, mimo, że fala nie ma fizycznie (realnie) żadnej polaryzacji wzdłuż osi X.
Ja wiem, jaki jest wynik przejścia przez ten polaryzator spolaryzowanej pod kątem 45 stopni fali. Tylko powiedz mi skąd fala ma wiedzieć, by się rozłożyć na dwie składowe i to do tego takie, by jedna była wzdłuż płaszczyzny polaryzatora! I dalej, skąd fotonki wiedzą, który pójdzie tam, a który tam, losowanie urządzają czy co? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | Siła działa pod kątem, więc zostaje tylko efekt działania składowej równoległej do przemieszczenia, i wektor sam rozłoży się na dwie składowe prostopadłe.
O .\ - tu spada kula bilardowa - pod kątem 45. ..\ ======= - lekka platforma, która może poruszać się tylko w pionie. ..O - tu stoi druga kula bilardowa
Pierwsza kula straci tylko składową pionową prędkości (pędu) - odbije się i poleci poziomo, a ta druga poleci pionowo, czyli przechwyci składową y pędu: p1 = (p,p), p2 = 0, a po zderzeniu: p1 = (p,0), p2 = (0,p); masz składowe wektora osobno.
W przypadku fali będzie tak samo - wektor E rozkłada się na składowe: prostopadłą i styczną. Fala niespolaryzowana składa się z kawałków o przypadkowej polaryzacji. Zgodnie z Einsteinem fotony to zwarte paczki fal, generowane podczas przejść w atomach - w jednym cyklu. Całkowicie korpuskularnie też można to wyliczyć... ale po co?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nic nie rozumiem z powyższego postu. Co ma siła do fal świetlnych??? Cały czas mam spolaryzowane światło liniowo. Nie mamy żadnego niespolaryzowanego światła. Jaki jest powód, że światło spolaryzowane w danej płaszczyźnie po przejściu przez polaryzator w ogóle się pojawia. Pytam JAK?. Nie pytam jak to policzyć (bo to proste), ale jak w sensie fizycznym do tego dochodzi. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > Nic nie rozumiem z powyższego postu. Co ma siła do fal świetlnych???F = e*E, E = E(x,t) - natężenie pola elektrycznego fali e/m. > Jaki jest powód, że światło spolaryzowane w danej płaszczyźnie po przejściu przez polaryzator w ogóle się pojawia.Elektrony lubią robić fale: en.wikipedia.org/wiki/Thomson_scatteringale takich fal i tak nie ma... sinusoidy nie potrafią fruwać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Nic nie rozumiem z powyższego postu. Co ma siła do fal świetlnych???> F = e*E, E = E(x,t) - natężenie pola elektrycznego fali e/m.> >Jaki jest powód, że światło spolaryzowane w danej płaszczyźnie po przejściu przez polaryzator w ogóle się pojawia.> Elektrony lubią robić fale:> en.wikipedia.org/wiki/Thomson_scattering> ale takich fal i tak nie ma... sinusoidy nie potrafią fruwać.  Pogubiłem się. Nie wiem, skąd tu elektrony. Nie ogarnę tak szybko skrótów myślowych. Ze swej strony kończę dyskusję na tej gałęzi drzewka wątku. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Skymen (621 punktów) | > >>Oczywiście podejmowane były próby falsyfikowania przypadkowości/nieprzypadkowości na poziomie kwantowym. Jak na razie wszystkie próby znalezienia/potwierdzenia nieprzypadkowości zawiodły (tzw. poszukiwanie zmiennych ukrytych).> >To jednak tylko dokładniej określa warunki brzegowe dzisiejszego stanu możliwości dokonywania odkryć tego typu w fizyce, nie świadczy to wszak o faktycznej możliwości istnienia takich potencjalnych zmiennych ukrytych, prawda?  > Jeśli istnieją, to w innej formie niż te sprawdzane (gdy ich nie wykryto).Co tylko sugerowałoby że wykryć je będzie dość trudno gdyż nie wiadomo ani jak ani gdzie ich szukać  > >>Gdy piszesz o REALNYCH głębszych powodach zjawisk w kontekście niemożności ich falsyfikowania (przynajmniej dziś jest to niemożliwe) uprawiasz filozofię (nie jest to zarzut, raczej stwierdzenie faktu). Wychodzisz poza naukę ścisłą, jaką jest fizyka, gdyż ona potrzebuje weryfikacji eksperymentalnej/obserwacją lub zgodności co do założeń z aktualnymi uznanymi teoriami.> >Wychodzę tylko [wchodząc w filozofię -czyli inną naukę] poza aktualny poziom wiedzy jaki prezentuje ta nauka z której wychodzę [znaczy fizyka]  > Tak. Tym samym nie masz szans uzyskać potwierdzenia swoich tez w fizyce.Filozofia z założenia będąc "nauką syntezy obrazu świata" [która to synteza miałaby jednostce ludzkiej dawać solidne i weryfikowalne podstawy światopoglądowe] często zadaje ogólne pytania na które dziedziny badawcze powinny szukać szczegółowych odpowiedzi. Filozofia powinna być niejako zleceniodawcą/dedykatorem kierunków poszukiwań dla innych nauk przyrodniczych. > >>Na koniec zadam Ci zagadkę: jak przypadkowe procesy mikroświata przechodzą w nieprzypadkowe zdarzenia/procesy makroświata?> >Jeśli są w RZECZYWISTOŚCI jednak nieprzypadkowe [o ile takimi są] nic nie musi przechodzić z jednego w drugie...i byłaby to ładna, wręcz estetyczna idea rodem z Ockhama.  > Potraktowałeś to jako zarzut. Niesłusznie. Jest to kamień węgielny dyskusji o fizyce kwantowej. Jeśli by przyjąć jej podstawowe założenia bylibyśmy (my, cały świat) poniekąd nieokreśloną funkcją falową. Tak jednak nie jest! W makroświecie przyczyny i skutki są wyraźnie zarysowane.Przecież dokładnie właśnie taki pogląd promuję. Więc skąd wziąłeś podejrzenie że jest inaczej? > >>Innymi słowy, czy przypadkowość w mikroświecie ma dla nas znaczenie, czy może jest w naturalny sposób porządkowana w łańcuch przyczyn i skutków makroświata?> >O ile jest porządkowana w NATURALNY SPOSÓB -czyli jest jednak nieprzypadkowa sama z siebie już na poziomie mikroskal.  > Twoja odpowiedź jest ujęciem filozoficznym.Takich właśnie wniosków ogólnych poszukuję w wiedzy szczegółowej. > Jak fizycy tłumaczą ową niezgodność? Może mają odpowiedź. Ciekawe czy satysfakcjonującą.Ale jaką niezgodność? Dookreśl proszę.
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> >>>Na koniec zadam Ci zagadkę: jak przypadkowe procesy mikroświata przechodzą w nieprzypadkowe zdarzenia/procesy makroświata?> >>Jeśli są w RZECZYWISTOŚCI jednak nieprzypadkowe [o ile takimi są] nic nie musi przechodzić z jednego w drugie...i byłaby to ładna, wręcz estetyczna idea rodem z Ockhama.  > >Potraktowałeś to jako zarzut. Niesłusznie. Jest to kamień węgielny dyskusji o fizyce kwantowej. Jeśli by przyjąć jej podstawowe założenia bylibyśmy (my, cały świat) poniekąd nieokreśloną funkcją falową. Tak jednak nie jest! W makroświecie przyczyny i skutki są wyraźnie zarysowane.> Przecież dokładnie właśnie taki pogląd promuję. Więc skąd wziąłeś podejrzenie że jest inaczej?Mechanika kwantowa zakłada, że jest inaczej. Co więcej jest najlepszą metodą badania mikroświata jaką mamy. > >>>Innymi słowy, czy przypadkowość w mikroświecie ma dla nas znaczenie, czy może jest w naturalny sposób porządkowana w łańcuch przyczyn i skutków makroświata?> >Jak fizycy tłumaczą ową niezgodność? Może mają odpowiedź. Ciekawe czy satysfakcjonującą.> Ale jaką niezgodność? Dookreśl proszę.Dzisiejszy fizyczny opis świata mówi, że na poziomie mikroświata zdarzenia są losowe, a na poziomie makroświata zdeterminowane (przyczynowo- skutkowe). Jako, że makroświat wyrasta z mikroświata mamy niezgodność, bo losowość przechodzi w determinizm. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | erypis (92 punktów) |
>Dzisiejszy fizyczny opis świata mówi, że na poziomie mikroświata zdarzenia są losowe, a na poziomie makroświata zdeterminowane (przyczynowo- skutkowe). Jako, że makroświat wyrasta z mikroświata mamy niezgodność, bo losowość przechodzi w determinizm.
Pomiędzy mikroświatem a makroświatem, jeżeli za kryterium takiego rozróżniania przyjęte zostało porównanie wielkości w świecie trójwymiarowym, istnieć musi zasada porządkująca, której przejawem są prawa przyrody. Zasada porządkująca wyraża się w każdym miejscu przestrzeni. Istota jej jest więc poza przestrzenna. Wyrażająca się w przestrzeni zasada porządkująca przeobraża chaos (nieoznaczoność) mikroświata w uporządkowane struktury. Tylko w chaosie może się ona najskuteczniej przejawiać (przemieniać chaos). Jeżeli z pewnych przyczyn w jakimś obszarze przestrzeni międzygwiezdnej nie działała by zasada porządkująca to takie miejsce stałoby się czarną dziurą pochłaniającą światło i materię. Materia mogłaby znikać w punkcie. Procesem odwrotnym byłoby powstawanie materii. Ojcem materii jest poza przestrzenny świat zasad wydzielający materię i jej nieodłączną towarzyszkę przestrzeń.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Dzisiejszy fizyczny opis świata mówi, że na poziomie mikroświata zdarzenia są losowe, a na poziomie makroświata zdeterminowane (przyczynowo- skutkowe). Jako, że makroświat wyrasta z mikroświata mamy niezgodność, bo losowość przechodzi w determinizm.
Nie ma niezgodności bo kwantowa losowość nadal istnieje w makroświecie (patrz np. kot Schroedingera). Ma ona tylko mniejsze znaczenie bo zmieniłeś skalę. Podobnie jak losowość zjawisk atmosferycznych ma niewielkie znaczenie dla mechaniki Układu Słonecznego.
|
|
| | | | | | |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Nie ma niezgodności bo kwantowa losowość nadal istnieje w makroświecie (patrz np. kot Schroedingera). Ma ona tylko mniejsze znaczenie bo zmieniłeś skalę. Podobnie jak losowość zjawisk atmosferycznych ma niewielkie znaczenie dla mechaniki Układu Słonecznego.
Atmosfera to bardzo rozległy, złożony/skomplikowany system, i dlatego trudno tu coś dokładnie przewidzieć. Ta nieoznaczoność/losowość to zwyczajna niewiedza, a nie jakaś zasada, czy prawo przyrody.
|
|
| | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >> Dzisiejszy fizyczny opis świata mówi, że na poziomie mikroświata zdarzenia są losowe, a na poziomie makroświata zdeterminowane (przyczynowo- skutkowe). Jako, że makroświat wyrasta z mikroświata mamy niezgodność, bo losowość przechodzi w determinizm. >Nie ma niezgodności bo kwantowa losowość nadal istnieje w makroświecie (patrz np. kot Schroedingera). Ma ona tylko mniejsze znaczenie bo zmieniłeś skalę. Podobnie jak losowość zjawisk atmosferycznych ma niewielkie znaczenie dla mechaniki Układu Słonecznego. Nie rozumiem tego z kotem Schroe. Gdyby trzymać się splątania stanów istnielibyśmy jako takie splątanie, bo (każdy) układ słoneczny powstał z chmury cząstek zachowujących się w tej chmurze losowo. Nie ma nic, co ucinałoby owo splątanie. Zresztą z kotem jest tak samo- w chwili otwarcia pudełka sami popadamy w splątanie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | Fizyk (17637 punktów) | >>> Dzisiejszy fizyczny opis świata mówi, że na poziomie mikroświata zdarzenia są losowe, a na poziomie makroświata zdeterminowane (przyczynowo- skutkowe). Jako, że makroświat wyrasta z mikroświata mamy niezgodność, bo losowość przechodzi w determinizm.
>> Nie ma niezgodności bo kwantowa losowość nadal istnieje w makroświecie (patrz np. kot Schroedingera). Ma ona tylko mniejsze znaczenie bo zmieniłeś skalę. Podobnie jak losowość zjawisk atmosferycznych ma niewielkie znaczenie dla mechaniki Układu Słonecznego.
> Nie rozumiem tego z kotem Schroe. > Gdyby trzymać się splątania stanów [...]
Nie chodzi mi w tym wypadku o splątanie ale o to, że losowość kwantową rozpadu promieniotwórczego można łatwo przenieść na obiekt makroskopowy: kliknięcie detektora, trucie kota, itp. Ta kwantowa losowość jest obserwowalna w świecie makroskopowym.
|
|
| | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>> Dzisiejszy fizyczny opis świata mówi, że na poziomie mikroświata zdarzenia są losowe, a na poziomie makroświata zdeterminowane (przyczynowo- skutkowe). Jako, że makroświat wyrasta z mikroświata mamy niezgodność, bo losowość przechodzi w determinizm. >>> Nie ma niezgodności bo kwantowa losowość nadal istnieje w makroświecie (patrz np. kot Schroedingera). Ma ona tylko mniejsze znaczenie bo zmieniłeś skalę. Podobnie jak losowość zjawisk atmosferycznych ma niewielkie znaczenie dla mechaniki Układu Słonecznego. >> Nie rozumiem tego z kotem Schroe. >> Gdyby trzymać się splątania stanów [...] >Nie chodzi mi w tym wypadku o splątanie ale o to, że losowość kwantową rozpadu promieniotwórczego można łatwo przenieść na obiekt makroskopowy: kliknięcie detektora, trucie kota, itp. Ta kwantowa losowość jest obserwowalna w świecie makroskopowym. Nie wydaje mi się to własnością kwantową. Dla rozpadu promieniotwórczego budujemy funkcję statystyczną na zespole- nie ma tam żadnej kwantowej funkcji falowej. Co więcej zjawisko jest dobrze określone- zaczyna się od pomiaru 'zabijającego' własności kwantowe. Istotą kwantów dla mnie jest posługiwanie się 'funkcją prawdopodobieństwa psi'. Nie uważam, że teoria gazów jako zespołu cząstek jest kwantowa- jest tylko statystyczna. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | Fizyk (17637 punktów) | > > Nie chodzi mi w tym wypadku o splątanie ale o to, że losowość kwantową rozpadu promieniotwórczego można łatwo przenieść na obiekt makroskopowy: kliknięcie detektora, trucie kota, itp. Ta kwantowa losowość jest obserwowalna w świecie makroskopowym.> Nie wydaje mi się to własnością kwantową. Dla rozpadu promieniotwórczego budujemy funkcję statystyczną na zespole- nie ma tam żadnej kwantowej funkcji falowej.Nie. Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, np. emisja cząstek alfa jest wynikiem tunelowania funkcji falowej przez barierę potencjału jądra.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >> Nie chodzi mi w tym wypadku o splątanie ale o to, że losowość kwantową rozpadu promieniotwórczego można łatwo przenieść na obiekt makroskopowy: kliknięcie detektora, trucie kota, itp. Ta kwantowa losowość jest obserwowalna w świecie makroskopowym.> > Nie wydaje mi się to własnością kwantową. Dla rozpadu promieniotwórczego budujemy funkcję statystyczną na zespole- nie ma tam żadnej kwantowej funkcji falowej.> Nie. Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, np. emisja cząstek alfa jest wynikiem tunelowania funkcji falowej przez barierę potencjału jądra.Ok. Zgadza się (rozumiem, że wychodzi ta sama statystyka). Pozdrawiam
|
|
| |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... Gdy piszesz o REALNYCH głębszych powodach zjawisk w kontekście niemożności ich falsyfikowania (przynajmniej dziś jest to niemożliwe) uprawiasz filozofię ... Ściślej rzecz biorąc należałoby użyć określenia "uprawiasz metafizykę". MF chyba można uważać za dział filozofii (filozofia spekulatywna), ale z zastrzeżeniem, że - w odróżnieniu od pozostałych działów - nie można jej nazwać nauką. Z takiego ujęcia wynika, że w zacytowanym zdaniu zastosowałeś uogólnienie, w moim przekonaniu krzywdzące filozofię, której wiedza sprawdzalna zawdzięcza wiele.
Stach M. G.
|
|
| rexus (2343 punktów) |
> Otóż moi zdaniem, z praw fizyki kwantowej wynika, że rozpadnie się> połowa jąder, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć, które jądra się rozpadną, a które nie, ani też> kiedy rozpadnie się konkretne jądro.Wolna wola jest iluzją konieczną. Człowiek z jednej strony jest zaprogramowany na określony czas życia, ale by nie zgłupieć od tej wiedzy i jednocześnie mieć ochotę na dalszą ewolucję ma program hakujący ten program i wydaje mu się, że jest nieśmiertelny, ma wolną wolę etc. Skąd o tym? Świat się wydarza, nigdy nie jest wydarzony, lub,- kiedyś będzie się wydarzał tak a tak. Nie. Wydarza się. Nasze dywagacje na temat przyszłości są dziecinadą wobec takiego stanu rzeczy. Po za tym co kogo obchodzi który atom się rozpadnie a który nie, to problem tego atomu. Często mam wrażenie, iż nie żyjemy wszyscy razem na jednym świecie a każdy z osobna ma swoją wolę. Każdy żyje swoim światem a łączy nas jakaś wspólna jaźń. Gdyby przełożyć naszą rzeczywistość w twór bezczasowy (kolapsar), otrzymamy kompletny obraz wszystkich możliwości rozpadu frapujących jąder. Byłbyś wszelką możliwością siebie. Ale to byłoby nudne. Nasza rzeczywistość pozwala więc na obranie jednoliniowego sposobu wydarzania się. Który też jest nudny. Dlatego jeśli bóg istnieje, w co wątpię, też jest nudny.  A teraz z innej beczki. Tydzień temu zginął tragicznie mój szwagier w pożarze domku letniskowego. Czworo przeżyło, dwóch zginęło. Domek miał prawdopodobnie wadliwą instalację elektryczną, wiał silny wiatr, jedni byli lekko pijani inni bardziej. Kilka dni wcześniej powiedział mi, że jedzie na ten piknik. Powiedział to, a mnie ogarnęło zakłopotanie, i chciałem powiedzieć nie jedź, chciałem powiedzieć pojadę z tobą i wezmę mojego psa. Nic takiego nie powiedziałem, bo uznałem to wrażenie za idiotyczne.
|
|
 | | Skymen (621 punktów) | >> Otóż moi zdaniem, z praw fizyki kwantowej wynika, że rozpadnie się >>połowa jąder, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć, które jądra się rozpadną, a które nie, ani też >>kiedy rozpadnie się konkretne jądro. >Wolna wola jest iluzją konieczną.
Skoro można żyć bez przekonania-iluzji o posiadaniu wolnej woli więc nie jest konieczną.
|
|
|  | | rexus (2343 punktów) |
>Skoro można żyć bez przekonania-iluzji o posiadaniu wolnej woli więc nie jest konieczną.
Ale co to za życie? Stąd biorą się te głupawe dywagacje o tym "co by było gdyby,- w dupie rosły grzyby?" Bez urazy. Ale naprawdę sądzisz, że niewiadomo dlaczego i zupełnie z powietrza stanie się coś, a coś innego się nie stanie choć przypuszcać należało, że się stanie? Na taki proces jak rozpad atomowy węgla zakopanego koło Wielunia, wpływa nawet pierdnięcie muchy w innej galaktyce. Jakim sprzętem chcesz to zmierzyć? Jakich metod użyjesz? To jest kosmos?
|
|
|  | | rexus (2343 punktów) |
>Skoro można żyć bez przekonania-iluzji o posiadaniu wolnej woli więc nie jest konieczną.
sorki, pomyliłem cię z Loskiem.
|
|
| |  | | Skymen (621 punktów) | > >Skoro można żyć bez przekonania-iluzji o posiadaniu wolnej woli więc nie jest konieczną.> sorki, pomyliłem cię z Loskiem.Nie ma za co  Sugerujesz że skoro nim [Loskiem] nie jestem, twoja odpowiedź powinna byc inna?
|
|
 | Bożydar (2279 punktów) (zablokowany) |
Kilka dni wcześniej powiedział mi, że jedzie na ten piknik. Powiedział to, a mnie ogarnęło zakłopotanie, i chciałem powiedzieć nie jedź, chciałem powiedzieć pojadę z tobą i wezmę mojego psa. Nic takiego nie powiedziałem, bo uznałem to wrażenie za idiotyczne.
Słusznie zrobiłeś nie mówiąc, bo pewnie tego rodzaju myśli nachodzą cię prawie zawsze w podobnych okolicznościach.
|
|
| setarkos (10757 punktów) | > ... z praw fizyki kwantowej wynika, że rozpadnie się połowa jąder, ale nikt nie jest >w stanie przewidzieć, które jądra się rozpadną, a które nie, ani też kiedy rozpadnie >się konkretne jądro. I nic, jeśli się nie mylę, nie pomoże zwiększenie dokładności >metod, głębsze poznanie zasad rządzących fizyką ... Weźmy najprostsze jądro czyli neutron. Podobno jest on trwały gdy związany (silnie) a rozpada się gdy swobodny (średni czas życia 15,5 minuty). W tym wypadku nie należy się chyba doszukiwać przyczyn (oddziaływań) prowadzących do powstania protonu, elektronu i antyneutrina, ponieważ to właśnie brak oddziaływania "prowokuje" neutron do rozpadu. Pewnie można spekulować dlaczego jedne żyją krócej a inne dłużej, tworzyć język głębszego poziomu, złożony z kwarków gluonów, itd.. , tylko po co? Chyba i prościej i poprawniej przyjąć, że poszczególny neutron rozpada się wtedy "gdy mu się tak uwidzi", choć w efekcie ich czas życia (skończony) podlega matematycznemu opisowi . Analogii (w sensie opisu) między fizyką kwantową a ludzką psychiką nie należy, uważam, nadmiernie rozszerzać, bo wolna wola jest tym co można raczej dawać niż mieć. Tak więc dajemy komuś wolną wolę w tym sensie, że uznajemy jego widzimisię zamiast dopatrywać się koniecznych mechanizmów nim powodujących - im bardziej zaś te mechanizmy chcemy śledzić, im bardziej człowieka chcemy przejrzeć, tym bardziej wolnej woli go (intencjonalnie) pozbawiamy . Widocznie wolność i pewność są wielkościami komplementarnymi, których nie sposób jednocześnie uchwycić
|
|
 | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Weźmy najprostsze jądro czyli neutron. Podobno jest on trwały gdy związany (silnie) a rozpada się gdy swobodny (średni czas życia 15,5 minuty). W tym wypadku nie należy się chyba doszukiwać przyczyn (oddziaływań) prowadzących do powstania protonu, elektronu i antyneutrina, ponieważ to właśnie brak oddziaływania "prowokuje" neutron do rozpadu.
Nie ma antyneutrina, tak samo jak antyfotonów. Tu wystarczy neutrino, które rozbija ten układ.
Standardowo mamy taki schemat: n -> p + e + v', nowa wersja: n + v = p + e.
Można wyliczyć gęstość strumienia neutrin (kosmiczne tło neutrin) z tego czasu rozpadu.
Powstawanie neutronu: e + p = n + v podobnie wodór: e + p = H + foton.
Czyli neutron to atom wodoru (w trochę innym stanie, którego równania Bohra nie przewidziały... on tylko płaskie orbity wyliczał - Keplera), a neutrino to foton (może trochę nietypowy - jakiś wir sferyczny). Do rozbicia wodoru jest potrzebny odpowiedni foton.
|
|
|  | | Fizyk (17637 punktów) | > Czyli neutron to atom wodoru [...]
Tak mi się skojarzyło...
Przychodzi gość do restauracji, długo studiuje jadłospis, w końcu pyta kelnera: "Co to jest kawior?" "To są jajka jesiotra" - pada odpowiedź. "To poproszę dwa na twardo."
|
|
| |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | Może być: neutron to wodór na twardo.
|
|
|  | Bożydar (2279 punktów) (zablokowany) |
Nie ma antyneutrina, tak samo jak antyfotonów.
p*****lisz i wkurzasz mnie coraz bardziej, ponieważ masz wiedzę, którą używasz w dziwny i niebezpieczny sposób.
Antyneutrino to antycząstka neutrina. Istnieją antyneutrina elektronowe, mionowe i tauowe (tauonowe).
Co do fotonu to masz więcej racji, bo foton jest swoją własną antycząstką.
|
|
| |  | kombi (1112 punktów) (zablokowany) | Odwracasz spin i masz anty.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|