Racjonalista - Strona głównaDo treści
Parytet złota

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
11-06-2009 15:53Tobiasz (24 punktów)Parytet złota
Ocena 1 na 1
Witajcie,
to mój pierwszy post na tym forum. Do jego napisania zmusiło mnie pytanie, które nurtuje mnie od dłuższego czasu i nigdzie nie jestem w stanie znaleźć na nie odpowiedzi, może tutaj mi się uda. Otóż jakiś czas temu zainteresowałem się poglądami libertarian, które z jednej strony są ciekawe, a z drugiej bliskie moim.
W tej konkretnej sprawie chodzi o parytet złota. Otóż osoby takie jak Ron Paul domagają się zlikwidowania/nacjonalizacji FEDu oraz innych banków centralnych i powrotu do parytetu złota, czyli wymienialności waluty na kruszec, co było powszechne do początku ubiegłego wieku. Zastanawia mnie ten pomysł, ze względu na to, że zasoby złota nie zmieniają się lub zmieniają się bardzo wolno, za to zasoby materialne, liczba wytwarzanych towarów i usług ciągle rośnie i to w bardzo dużym tempie. Czy w związku z tym po wprowadzeniu parytetu złota w XXI wieku nie mielibyśmy problemu z deflacją (a mówi się, że jeśli inflacja szkodzi gospodarce, to deflacja ją zarzyna)? Czy nie nastąpiłaby sytuacja w której liczba pieniędzy stałaby w miejscu, a liczba towarów i usług ciągle by rosła, bez odzwierciedlenia tego wzrostu w pieniądzu?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

igrazka (303 punktów)
> Czy nie nastąpiła by
>sytuacja w której liczba pieniędzy stałaby w miejscu, a liczba towarów i usług ciągle by rosła, bez
>odzwierciedlenia tego wzrostu w pieniądzu?

ależ gdzie tu problem, wtedy wrócilibyśmy do wymiany barterowej
11-06-2009 17:07 
 Ocena 1 na 1
Tobiasz (24 punktów)
>ależ gdzie tu problem, wtedy wrócili byśmy do wymiany barterowej

liczyłem na poważniejsze potraktowanie tematu
igrazka (303 punktów)
>>ależ gdzie tu problem, wtedy wrócili byśmy do wymiany barterowej
>liczyłem na poważniejsze potraktowanie tematu

kiedy ja jestem bardzo poważna
11-06-2009 17:33 
 Ocena 2 na 2
Tobiasz (24 punktów)

>kiedy ja jestem bardzo poważna

w takim razie proszę rozwiń swoją myśl
btw. ciągle liczę na to, że ktoś odniesie się do kwestii parytetu złota

ciekawe artykuły:
Chiny podwajają swoje rezerwy złota:
www.ft.onet.pl/10,25858,wzrost_chinskich_rezerw_zlota,artykul.html

Prognoza bankructwa USA i dewaluacji dolara:
www.rmf.fm/fakty/?id=153849
11-06-2009 18:23 
 0 na 2
igrazka (303 punktów)
jak sam zuważyłeś zasoby złota są dość ograniczone natomiast potrzeby ludzkie mają to do siebie, że są odnawialne i nieograniczone co do ilości i rodzaju. zaspokajanie większości z nich wiąże się z inwestycjami pieniężnymi . a skoro potrzeb tych ma być coraz więcej a pieniądza złotego nie to jak dla mnie prowadzi to ( oczywiście w sytuacji gdy ludzkośc wróci do parytetu złota) nieodwołalnie to wymiany barterowej. historia ( z ktorej nie jestem najlepsza) zna przypadki w których z braku kruszca do monet dodawano np. miedź, co nie tylko osłabiało jego wartość ale także wywoływało brak zaufania do pieniądza, ludzie w takich wypadkach wracali do wymiany towaru za towar.

nie wziełam pod uwagę tylko tego, że w naszych czasach zamiast barteru posługiwalibyśmy się pieniędzmi wirtualnymi
16-06-2009 18:53 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>nie wziełam pod uwagę tylko tego, że w naszych czasach zamiast barteru posługiwalibyśmy się pieniędzmi wirtualnymi
byśmy a jakimi się posługujemy
to że mają po części odpowiednik w biletach płatniczych nie zmienia faktu ich wirtualności
11-06-2009 20:01 
 Ocena 1 na 1
Celtyk (3337 punktów)
>>ależ gdzie tu problem, wtedy wrócili byśmy do wymiany barterowej
>liczyłem na poważniejsze potraktowanie tematu
   Myślę, że jak najbardziej poważnie Cię potraktowała. Uważam, że z parytetu złota zrezygnowano z konkretnych powodów nie koniecznie ekonomicznych . . . Choćby niedawny wątek Komu mamy podziękować za Kryzys? na forum. Samej definicji Barteru zapewne Ci tłumaczyć nie trzeba, ale jakby to definicja z wiki


Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
12-06-2009 13:20 
 Ocena 1 na 1
dstr (1474 punktów)
>> Czy nie nastąpiła by
>>sytuacja w której liczba pieniędzy stałaby w miejscu, a liczba towarów i usług ciągle by rosła, bez
>>odzwierciedlenia tego wzrostu w pieniądzu?
>ależ gdzie tu problem, wtedy wrócilibyśmy do wymiany barterowej

Problem byłby, gdyby trzeba było zapłacić za mieszkanie, czy samochód ryżem, albo wziąć pożyczkę z banku. Sądzę, że poza fizycznym barterem mogłaby jeszcze istnieć jego forma wirtualna, wzbogacona takimi instrumentami jak opcje, forwardy, ubezpieczenia etc.

Nowy rodzaj waluty mógłby też być związany niekoniecznie z wartością kruszcu, ale np. jakiegoś przekrojowego pakietu (metale + ropa + zboża + przyprawy + co tam jeszcze może być cennego). Taki pieniądz z jednej strony nie byłby tylko świstkiem papieru, ale przy dobrze zbalansowanej mieszance pozwalałaby na w miarę płynne funkcjonowanie, podobne do obecnych walut fiducjarnych. Można by zwiększyć jego ilość przy zwiększeniu ilości rezerw. W razie zwiększenia udziału w gospodarce (lub większej zmienności wartości etc.) jednego z czynników zawsze można byłoby lekko sterować zawartością pakietu - ale bez zmiany aktualnej wartości waluty tj. w momencie zmiany pakietu wartości przed i po zamianie są sobie równe.

Oj! To by były dopiero ciekawe czasy
16-06-2009 04:22 
 Ocena 1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>> Czy nie nastąpiła by
>>>sytuacja w której liczba pieniędzy stałaby w miejscu, a liczba towarów i usług ciągle by rosła, bez
>>>odzwierciedlenia tego wzrostu w pieniądzu?
>>ależ gdzie tu problem, wtedy wrócilibyśmy do wymiany barterowej
>Problem byłby, gdyby trzeba było zapłacić za mieszkanie, czy samochód ryżem, albo wziąć pożyczkę z banku. Sądzę, że poza fizycznym barterem mogłaby jeszcze istnieć jego forma wirtualna, wzbogacona takimi instrumentami jak opcje, forwardy, ubezpieczenia etc.
>Nowy rodzaj waluty mógłby też być związany niekoniecznie z wartością kruszcu, ale np. jakiegoś przekrojowego pakietu (metale + ropa + zboża + przyprawy + co tam jeszcze może być cennego). Taki pieniądz z jednej strony nie byłby tylko świstkiem papieru, ale przy dobrze zbalansowanej mieszance pozwalałaby na w miarę płynne funkcjonowanie, podobne do obecnych walut fiducjarnych. Można by zwiększyć jego ilość przy zwiększeniu ilości rezerw. W razie zwiększenia udziału w gospodarce (lub większej zmienności wartości etc.) jednego z czynników zawsze można byłoby lekko sterować zawartością pakietu - ale bez zmiany aktualnej wartości waluty tj. w momencie zmiany pakietu wartości przed i po zamianie są sobie równe.
>Oj! To by były dopiero ciekawe czasy

Jeszcze ciekawsze by były takie czasy, gdyby ludzie wymieniali się dobrami i swoją pracą bez jakiegokolwiek sztucznego pośrednika, "pakietu" "waluty" czy "opcji", a tylko kierując się zaufaniem opartym na odpowiedzialnej osobistej rzetelności stron
rudyment (3233 punktów)
>Witajcie,
>to mój pierwszy post na tym forum. Do jego napisania zmusiło mnie pytanie, które nurtuje mnie od
>dłuższego czasu i nigdzie nie jestem w stanie znaleźć na nie odpowiedzi, może tutaj mi się uda.

pl.wikipedia.org/wiki/System_waluty_złotej
Tutaj ci się uda - dziwne, że twoje poszukiwania cię do tego punktu nie doprowadziły.

"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
Tobiasz (24 punktów)
>pl.wikipedia.org/wiki/System_waluty_złotej
>Tutaj ci się uda - dziwne, że twoje poszukiwania cię do tego punktu nie doprowadziły.

To było pierwsze miejsce, które odwiedziłem aby pogłębić swoją wiedzę o parytecie złota, pierwsze z wielu, ale mimo wszystko ono nie rozwiało moich wątpliwości co do zależności pomiędzy złotem (którego ilość jest względnie stała), a dobrami (których wartość ciągle wzrasta) i związanej z tym kwestii deflacji. Poza tym zastanawiam się jak w miarę upływu czasu w przypadku wprowadzenia parytetu złota zmienia się jego cena oraz ceny innych dóbr.
11-06-2009 19:22 
 Ocena 1 na 3
rudyment (3233 punktów)
>>pl.wikipedia.org/wiki/System_waluty_złotej
>>Tutaj ci się uda - dziwne, że twoje poszukiwania cię do tego punktu nie doprowadziły.
>To było pierwsze miejsce, które odwiedziłem aby pogłębić swoją wiedzę o parytecie złota, pierwsze z wielu, ale mimo wszystko ono nie rozwiało moich wątpliwości co do zależności pomiędzy złotem (którego ilość jest względnie stała), a dobrami (których wartość ciągle wzrasta) i związanej z tym kwestii deflacji. Poza tym zastanawiam się jak w miarę upływu czasu w przypadku wprowadzenia parytetu złota zmienia się jego cena oraz ceny innych dóbr.
>

Cóż, nie pojmuję twoich wątpliwości - wykład w Wiki wydał mi się zupełnie jasny.
Cena złota nie może się zmieniać, bo to jest zasada parytetu: sztywny kurs waluty do kruszcu (jednostka waluty odpowiada zawsze tej samej wadze kruszcu).
Zatem w przypadku zgromadzenia większej ilości złota bank jest zmuszony emitować więcej pieniądza, co powoduje inflację, bo od tego nie przybywa przecież towarów na rynku. Tedy trzeba złoto sprzedać za granicę i obniżyć druk gotówki. To powoduje deflację i spadek cen, czyli znów godzi w gospodarkę. Powstaje paradoks: im kraj ma więcej złota, tym wyższą inflację - jest wiec bogaty, a zarazem biedny.
Dlatego zasada parytetu funkcjonuje dobrze tylko w warunkach zero-growth.

"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
11-06-2009 19:33 
 Ocena 1 na 1
Tobiasz (24 punktów)
>Dlatego zasada parytetu funkcjonuje dobrze tylko w warunkach zero-growth.

zerowego wzrostu czyli przy założeniu, że żadne nowe produkty ani usługi nie są wytwarzane lub mówiąc dokładniej - wartość obecnych na rynku dóbr nie ulega zmianie? Hm, jeżeli tak miałoby być, to wprowadzenie parytetu złota kompletnie mija się z celem, co na pewno nie jest aż tak oczywiste i proste.
11-06-2009 22:09 
 Ocena 3 na 5
rudyment (3233 punktów)
>>Dlatego zasada parytetu funkcjonuje dobrze tylko w warunkach zero-growth.
>zerowego wzrostu czyli przy założeniu, że żadne nowe produkty ani usługi nie są wytwarzane lub mówiąc dokładniej - wartość obecnych na rynku dóbr nie ulega zmianie? Hm, jeżeli tak miałoby być, to wprowadzenie parytetu złota kompletnie mija się z celem, co na pewno nie jest aż tak oczywiste i proste.
>

Trzeba pamiętać, że tej zasady nie wymyślono dopiero te sto dwadzieścia lat temu. Działała od samego początku wymiany towarowej. Od tysięcy lat metale, kamienie szlachetne i perły (czyli wszystko, co trudno osiągalne), były pożądanym towarem wymiennym. Aż do końca XVIII wieku handel opierał się wyłącznie na takiej walucie.
Dopiero kiedy produkcja przemysłowa przekroczyła rzemieślniczą, gospodarka naturalna przekształciła się w towarową.
Parytet złota próbowano utrzymać mimo tych zmian, ale już po I wojnie światowej wartość produkcji znacznie przekroczyła wartość wszystkich zgromadzonych rezerw kruszcowych, a pieniądz kruszcowy całkowicie znikł z rynku. Ponadto kruszce zaczęły nabierać wartości jako surowce przemysłowe, co powodowało oscylację ich cen, zupełnie odmienną od kursów walut. tedy trzeba było zmienić taktykę. Dziś wartość waluty opiera się na produkcji i majątku narodowym danego państwa i od tego zależy jej kurs.
Wprawdzie są jeszcze państwa, utrzymujące rezerwy kruszcowe ,ale np. w przypadku największego deponenta - USA, wartość rezerw wynosi ledwie kilkaset miliardów dolarów, co stanowi raptem 10% rocznego budżetu.


"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
Głąbiński (3538 punktów)
>Czy w związku z tym po wprowadzeniu parytetu złota w XXI wieku nie mielibyśmy problemu z deflacją (a
>mówi się, że jeśli inflacja szkodzi gospodarce, to deflacja ją zarzyna)? Czy nie nastąpiłaby
>sytuacja w której liczba pieniędzy stałaby w miejscu, a liczba towarów i usług ciągle by rosła, bez
>odzwierciedlenia tego wzrostu w pieniądzu?
Zgodnie z moim przekonaniem i (dość niestety pokrętnie) wyrażonym przez wszystkich pozostałych dyskutantów, przedstawione przez ciebie rozumowanie jest poprawne. Jednak - jak wiadomo - ekonomia nie jest nauką ścisłą w tym sensie jak nią jest matematyka i każde twierdzenie można zakwestionować. Nie mniej zwolennicy wyłączności złota jako pieniądza to jakaś osobliwość.

Stach M. G.
hiyoshiro (278 punktów)
szkoda, że nie wypowiedział się Pan Zawecki, bo to mój forumowy autorytet jeśli chodzi o ekonomię.
Ja mogę powiedzieć w tej kwestii tyle:
Parytet złota, to relacja pieniądza do złota a mianowicie siła pieniądza wyrażona w złocie. Obecnie na rynku funkcjonuje jedynie towarowa cena złota, czyli cena rynkowa, tak jak każdego innego towaru.
Wprowadzenie parytetu złotu wymagałoby ustalenia kursu centralnego złota; uniwersalnego; ponadto ustalenia wartości walut w złocie. Abstrahując od kwestii sensowności takiego działania (kiedyś ustalano wartość walut w złocie na podstawie rezerw złota - waluty miały mieć pokrycie w złocie [system waluty złotej]; później [po 2 wojnie światowej] niemożliwe było spełnienie warunku pokrycia pieniądza złotem z racji nierównomiernego rozłożenia złota spowodowanego perturbacjami wojennymi i strukturalnym deficytem i nadwyżką bilansów płatniczych niektórych krajów [USA-WLKBRYT] tak więc w systemie z Bretton Woods mamy już do czynienia z parytetem pieniądza w złocie jednakże oderwanym od realnych zasobów złota. [wtedy substytutem złota był dolar].
Po co to piszę? Ponieważ to wszystko już było, i się nie sprawdziło. (to jest taki przegląd ekspresowy, ja uczyłem się o tym pół roku).
Kolejnym ważnym aspektem wprowadzenia parytetu złota byłby, jak sądzę, nieuchronny powrót do systemu kursów stałych [patrz wyżej - było i się nie sprawdziło, przynajmniej nie dla wszystkich - każdy kraj powinen zachować autonomię polityki walutowej, dla różnych krajów są korzystne różne rozwiązania]

Nie do końca wszystko rozumiem, ale z mojej perspektywy postulaty "libertarian (nie wiem kto to)" mają się rzucać w oczy i przez to wyróżniać ich z tłumu, choćby nawet były nieprzemyślane i nie zdawaliby sobie oni sprawy z ich skutków. Nie wiem, nie wnikam.

Mechanizm deflacyjny systemu waluty złotej działał wg mnie na takiej zasadzie, że
ilość złota w kraju była ograniczona, więc ilość pieniądza była ograniczona, co [w myśl monetarystycznej teorii pieniądza] uniemożliwiało TRWAŁY wzrost cen, jak tylko ceny rosły, złoto odpływało za granicę, ilość pieniądza w obiegu się zmniejszała -> ceny spadały i wszystko wracało do równowagi.

Co ważne, w systemie z Bretton Woods czyli następnym systemie po systemie waluty złotej w którym złoto odgrywało kluczową rolę, nie było już mechanizmu deflacyjnego, bo były dolary i inflacja! (Patrz mój wątek pytanie do ekonomistów - dolary i długi)

Nie mielibyśmy problemu z deflacją, ponieważ powrót do złota, jakikolwiek by nie był, nie mógłby być taki jak w systemie waluty złotej - z powodu nierównomiernego rozłożenia zasobów złota (ergo niektóre kraje 0złota) - powiązanie ze złotem byłoby abstrakcyjne i mechanizm deflacyjny by nie działał.

PODSUMOWUJĄC - kwestia jest strasznie złożona, następuje tu pomieszanie z poplątaniem wielu wątków i zagadnień, które przez są nie do końca zrozumiałe (szczególnie przez tych libertarian (których nie znam, ale o nierozumieniu tych kwestii wnioskuje z ich absurdalnych postulatów)
Moja wypowiedź też jest trochę pokręcona, poprawne napisanie i wytłumaczenie zajęłoby chyba kilka godzin i wiele stron tekstu, a przedtem porządne przemyślenie całej sprawy, poza tym jestem w trakcie nauki na egzamin a poza poza tym jeszcze nie wszystko świetnie rozumiem. Napisałem jednak ten mini elaborat, bo chciałem pomóc w jakikolwiek sposób, doraźnie i szybko, dlatego proszę wybaczyć pewne nieścisłości.

Trzeba zdać się na Pana Roberta Zaweckiego, który na pewno przetnie węzeł gordyjski.

Pozdrawiam, i w razie wątpliwości służę pomocą na miarę swoich możliwości.

Neurosis
13-06-2009 22:23 
 Ocena 10 na 10
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Trzeba zdać się na Pana Roberta Zaweckiego, który na pewno przetnie węzeł gordyjski.
   Po takim zaproszeniu nie sposób nie zabrać głosu. Już wcześniej omawiałem to zagadnienie z Tobiaszem, autorem tego wątku. W dyskusji jest trochę szumu informacyjnego, więc zaproponuję nieco inne spojrzenie. Z oczywistych względów uproszczone.

Warstwa realna - kto zyskał na odejściu od parytetu złota, a kto stracił.
1. Rządzący - zyskali, bowiem parytet ograniczał im realizację obietnic wyborczych. Odejście od parytetu umożliwiło rządzącym kreatywne zwiększanie wydatków np. na prowadzenie wojen albo realizację obietnic wyborczych, typu własny dom dla każdego murzyna.

2. Bankierzy - zyskali, bowiem oprócz zysków z "przechowywania" pieniędzy, mogą też czerpać niemałe zyski z inflacyjnego "kreowania" pieniądza.

3. Kto zatem stracił? Stracili naiwni obywatele, mamieni większą ilością otrzymywanych papierów, które warte były coraz mniej (inflacja). Proszę porównać obecną wartość nabywczą dolara z wartością z połowy czy z początku XX wieku.

4. Czy ta sytuacja może ulec zmianie, czy możliwy jest odwrót od pieniądza fiducjarnego? Moim zdaniem nie, bowiem nie leży to w interesie rządzących sponsorowanych przez bankowców, co najbardziej ewidentnie widać w ostatnim czasie w USA. Taka konkluzja czyni zbędną dalszą dyskusję o walucie kruszcowej. Można ją kontynuować jedynie jako dywagacje akademickie.

Warstwa teoretyczna - w Polsce największymi propagatorami idei waluty parytetowej są "Austriacy" pod wodzą Mateusza Machaja. Na jego portalu www.mises.pl znajdziecie bogatą biblioteczkę książek i artykułów, które omawiają kwestie teoretyczne. Nie ma sensu powielanie tego tutaj. Dyskusje prowadzone są w ośrodkach regionalnych KASE - polecam! Parę miesięcy temu na Uniwersytecie w Szczecinie uczestniczyłem w dyskusji panelowej z Mateuszem i udało mi się przekonać go do tego, że nawet w systemie waluty złotej możliwa jest inflacja, np. w takim kraju jak Rosja. Być może dostępny jest w sieci zapis tamtej dyskusji - trzeba pytać Jakuba Miturę (KASE Szczecin).

   Ciekawe publikacje o pieniądzu dostępne są też na portalu NBP: www.nbport(*)/prezentacje/mechanizm-kreacji
Polecam też moje linki podane tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,196736#w197815

Jaki pieniądz?
   Pieniądz pełni wiele funkcji i udzielenie prostej odpowiedzi nie jest możliwe. Spór jest stary jak podział na prawicę i lewicę, podział na popytowców i podażowców.
   Trzeba sobie jasno powiedzieć jedno - jeśli ilość pieniądza byłaby stała, to różnica między pieniądzem fiducjarnym a parytetowym byłaby trudno dostrzegalna. Jednak ta różnica jest wyraźnie widoczna - fiducjarny jest w założeniu inflacyjny, a parytetowy deflacyjny. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest banalnie prosta - złoto jest trudno fałszować, a przyrost jego masy poprzez wydobycie jest dużo wolniejszy od przyrostu zdolności wytwórczych. Natomiast papierków można wydrukować absolutnie dowolną ilość - któż nie lubi mieć więcej papierków?

   Pamiętajmy o najważniejszym! Niezależnie od tego, ile rząd do spółki z bankami zdoła wyprodukować pieniędzy, to ilość dóbr będzie równa produkcji. Natomiast cena tych dóbr będzie tym wyższa im więcej będzie pieniędzy i tym niższa im mniej będzie pieniędzy. Apologeci lewicy nie mogą tego pojąć i uparcie twierdzą, że czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi. Owszem, będą bogatsi... w papierki!

-------
PS: Dla forumowych ekonomistów przygotowałem pakiet linków do źródeł spoza mainstreamu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,217888#w218810

A`propos polecam "złoty wywiad" z Ronem Paulem, czyli pozycja obowiązkowa dla osób wypowiadających się w tym wątku.
www.youtub(*)?v=n18_aDor0I8&feature=related
Głąbiński (3538 punktów)
>... Apologeci lewicy nie mogą tego pojąć i uparcie twierdzą, że czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi. ...
Jeszcze należało dodać, że masoni spiskują w celu panowanie nad światem, Żydzi jedzą mace z krwią chrześcijan i kilka podobnie "prawdziwych" twierdzeń.

Stach M. G.
14-06-2009 10:07 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>>... Apologeci lewicy nie mogą tego pojąć i uparcie twierdzą, że czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi. ...
>Jeszcze należało dodać, że masoni spiskują w celu panowanie nad światem, Żydzi jedzą mace z krwią chrześcijan i kilka podobnie "prawdziwych" twierdzeń.
Sierakowski:
...interweniować, inteligentnie zwiększyć deficyt o takie wydatki, które mogą podtrzymać koniunkturę... fakt-opini(*)-robi-rzad-to-anty-solidarnosc

Napieralski:
Zdaniem przewodniczącego SLD, należałoby zwiększyć deficyt budżetowy... biznes.gaz(*)zie_to_ruchy_propagandowe.html
   Bez trudu znalazłem cytaty na poparcie swojego twierdzenia. Teraz oczekuję od Ciebie wiarygodnych cytatów na poparcie Twoich twierdzeń o masonach i Żydach żywiących się krwią chrześcijan.
14-06-2009 21:17 
 Ocena 2 na 2
Głąbiński (3538 punktów)
>>>... Apologeci lewicy nie mogą tego pojąć i uparcie twierdzą, że czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi. ...

>Bez trudu znalazłem cytaty na poparcie swojego twierdzenia.

W żadnym z podanych linków nie znalazłem twierdzenia, że zwiększenie ilości pieniędzy daje bogactwo, więc twoje twierdzenie jest niedopuszczalną ekstrapolacją. Rozwiązania keynesowskie polegają na przekonaniu, że jeśli ludzie z braku pieniędzy nie mogą kupić towarów czekających na półkach (tym przejawia się kryzys), należy im dać możność tych brakujących pieniędzy zdobycia. Pieniądze te mają pokrycie we wspomnianym "czekającym" towarze, nie są więc tzw. pieniądzem pustym. Zarazem pieniądze te wcale nie muszą pochodzić z wydruku, mogą np. leżeć w sejfach bankowych (zamrożenie kapitału w rezerwach bankowych też często towarzyszy kryzysom), lub bywają w inny sposób unieruchomione. Kryzys nie polega bowiem na tym, że pieniądze znikły, lecz np. - jak to dzieje się obecnie - na zatrzymaniu normalnego obiegu gotówki przez nadmierne zobowiązania kredytowe (trochę przypomina to tzw. przegrzanie koniunktury). Określenie dokładne miejsca, w którym uwięzła zamrożona gotówka jest trudne i - jak sądzę - nie należy do tematu naszych rozważań. Zgoda z tym, że każda pożyczka, jeśli nie da spodziewanych korzyści, może być przyczyną kłopotów, ale pewien stopień ryzyka nie ma nic wspólnego z twoim twierdzeniem, że ... jw.
Twierdzenie, że rozwiązania keynesowskie zawsze prowadzą do katastrofy jest sprzeczne z faktami. Np. opinia, że New Deal miał jakieś złe skutki, ma bardzo słabą, mocno "naciąganą" podstawę faktograficzną i mało kto przejmował się tymi dowodzeniami. Roosvelt był krytykowany, ale yankesi wybrali go na drugą i nawet trzecią kadencję.
Apologetą nazywamy tego, kto z ponadnormalnym zaangażowaniem broni jakiejś idei. Sierakowski i Napieralski raczej są lewicowcami (Napieralskiego niektórzy lewicowcy nazywają podfarbowanym liberałem), ale o tym, by któryś z nich angażował się w polemiki ideologiczne, pierwsze slyszę. Itd.

Stach M. G.
15-06-2009 02:01 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
   W jednym poście udało Ci się zahaczyć o większość zagadnień ekonomicznych. Wymaga to szerszej odpowiedzi. Postaram się odpisać w tygodniu. A Ty szukaj cytatów o tych masonach i Żydach.
Głąbiński (3538 punktów)
>W jednym poście udało Ci się zahaczyć o większość zagadnień ekonomicznych. ...
Stwierdzenie, że pieniądz mający pokrycie w towarze nie jest "pusty", to nie "zagdnienie ekonomiczne", lecz elementarz. A jeśli chodzi o FDR i jego New Deal, to wystarcza mi, że nie tylko znacząca ilość autorytetów w dziedzinie ekonomii, lecz także większość zwykłych amerykan dobitnie stwierdzili, że ta impreza opłaciła się.
>... szukaj cytatów o tych masonach i Żydach.
Po co? w jakim celu?


Stach M. G.
15-06-2009 15:34 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>większość zwykłych amerykan dobitnie stwierdzili
A cóż to takiego?

>impreza opłaciła się
   Witam kolejnego specjalistę od myślenia wyborczego. Realna opłacalność sprowadza się do tego, że realna wartość dolara spadła do 10% tego co kiedyś.
15-06-2009 16:00 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>większość zwykłych amerykan dobitnie stwierdzili
>A cóż to takiego?
>>impreza opłaciła się
>   Witam kolejnego specjalistę od myślenia wyborczego. Realna opłacalność sprowadza się do tego, że realna wartość dolara spadła do 10% tego co kiedyś.
>
upload.wik(*)en/c/c9/Dollar_value_chart.gif
Ten wykres zwykle pomaga 200 lat temu za dolara można było kupić konia i jeszcze na dom wystarczyło, a teraz byle hot dog wiecej kosztuje

Swoją drogą, na tym wykresie bardzo ładnie widać - co w USA była jakaś wojna, to dolar tracił na wartości...
16-06-2009 15:07 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>Witam kolejnego specjalistę od myślenia wyborczego.
Pominąłeś to, że wzmianka o wyborcach jest dodatkiem do zdania, w którym powołuję się na autroytet speców. Mam przypomnieć, jak się zwykło nazywać taki chwyt polemiczne?
>... realna wartość dolara spadła do 10% tego co kiedyś.
Był czas, kiedy 60 groszy to była fortuna, bogactwo. Obecnie nie starczy to na bułkę z masłem. Czy także uważasz, że jest to wina Keynesa, lub FDR?

Stach M. G.
16-06-2009 22:39 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Pominąłeś to, że wzmianka o wyborcach jest dodatkiem do zdania, w którym powołuję się na autroytet speców. Mam przypomnieć, jak się zwykło nazywać taki chwyt polemiczne?
Cytat:
Stwierdzenie, że pieniądz mający pokrycie w towarze nie jest "pusty", to nie "zagdnienie ekonomiczne", lecz elementarz. A jeśli chodzi o FDR i jego New Deal, to wystarcza mi, że nie tylko znacząca ilość autorytetów w dziedzinie ekonomii, lecz także większość zwykłych amerykan dobitnie stwierdzili, że ta impreza opłaciła się.
Wskaż mi na jaki to "autorytet speców" powołujesz się w powyższym zdaniu.

>Był czas, kiedy 60 groszy to była fortuna, bogactwo. Obecnie nie starczy to na bułkę z masłem. Czy także uważasz, że jest to wina Keynesa, lub FDR?
A to... "w kwietniu 1933 roku administracja Roosevelta skonfiskowała złoto obywatelom".
Głąbiński (3538 punktów)
>Wskaż mi na jaki to "autorytet speców" powołujesz się ...
W tej chwili przypominam sobie Stiglitza i Kołodkę jako znanych na świecie ekonomistów, którzy pozytywnie oceniają skuteczność w określonych warunkach pobudzania gospodarki przez pożyczki inwestycyjne.
Widzę nadal u ciebie skłonność do bezsensownego żonglowania słowami. Zastanów się nad tym, co oznacza słowo "kofiskata"! Że jakiś rozogniony polemista w zapale użył tego określenia, to nie powód, by go cytatować i to na dodatek pod szyldem racjonalności!

Stach M. G.
17-06-2009 19:41 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>W tej chwili przypominam sobie Stiglitza i Kołodkę jako znanych na świecie ekonomistów, którzy pozytywnie oceniają skuteczność w określonych warunkach pobudzania gospodarki przez pożyczki inwestycyjne.
   Czy powoływałeś się na nich wcześniej? Nie, więc przestań kręcić. A na Kołodkę to w ogóle szkoda słów.

>Zastanów się nad tym, co oznacza słowo "kofiskata"!
   Nie mam zamiaru, bowiem nie ma takiego słowa.

>jakiś rozogniony polemista w zapale użył tego określenia, to nie powód, by go cytatować i to na dodatek pod szyldem racjonalności!
   Twoja racjonalność wyraźnie kuleje na jedną nogę. Jeśli poniższe cytaty nie zdołają Cię przekonać, to będzie znaczyło, że nie masz zdolności rozumienia argumentów. Natomiast brak znajomości faktów jest ewidentny. Czytaj o działaniach DFR nie tylko z lewicowych podręczników.
Bankier.pl:
USA obawiają się powtórki z roku 1933. Wówczas prezydent Franklin D. Roosevelt nakazał konfiskatę wszystkich złotych sztab i monet będących w posiadaniu banków i osób fizycznych. Posiadanie złota monetarnego w USA stało się nielegalne, a za znacjonalizowany metal państwo wypłaciło odszkodowanie w szybko tracących na wartości dolarach www.bankie(*)izej-900-za-uncje-1921435.html

TFI:
W trakcie wielkiego kryzysu lat 30-tych, rząd Stanów Zjednoczonych posunął sie aż do konfiskowana prywatnych zasobów złota na mocy decyzji prezydenta Roosevelta z 5 marca 1933 roku. tfi.pl/1566,zloto---kupuj-dlugoterminowo.html

Fenicjanie.pl:
Na początku kwietnia zwróciliśmy uwagę na 75 rocznicę konfiskaty złota Amerykanów przez Roosevelta, w drodze słynnego rozkazu wykonawczego 6102 (executive order 6102) www.fenicjanie.pl/forum/1_181_0.html

DwaGrosze:
Czarny druk uderzył Amerykanów 76 lat temu w urzędach pocztowych. Administracja F.D.Roosevelta ogłosiła wtedy pamiętny dekret (Executive Order) numer 6102. Rząd demokratycznie rabował nim populację z posiadanego złota [...]
"Wymaga się aby wszystkie osoby w posiadaniu złotych monet... dostarczyły je do ... dowolnego banku Rezerwy Federalnej". Kara za niedostarczenie: $10000 (wówczas ekwiwalent dwóch domów jednorodzinnych ), 10 lat więzienia lub obie kary na raz. dwagrosze.(*)4/roosevelt-swiezy-i-jata.html


15-06-2009 16:20 
 Ocena 6 na 6
Robert Zawecki (4718 punktów)
>W żadnym z podanych linków nie znalazłem twierdzenia, że zwiększenie ilości pieniędzy daje bogactwo
   Albowiem nie daje. Zwiększenie ilości pieniądza daje zwiększenie cen zwane inflacją, a konkretna proporcja zależy od aktualnej wartości współczynnika zwanego elastycznością cen wobec dochodu. Policzmy go dla realnych naszych wartości. Wg GUS inflacja r/r w wniosła 4,0% w kwietniu. Wzrost PKB jest przedmiotem pewnych manipulacji i kontrowersji, ale oszacowano go za I kwartał na poziom 0,8% r/r. Liczymy wskaźnik elastyczności: (0,04/(1,008*1,04-1)), co daje oszacowanie elastyczności na poziomie 83%. Keynes w swoim modelu przyjął założenie, że ta elastyczność wynosi... zero %! Prościej mówiąc, przy wzroście nominalnego dochodu/ wydatków o 100mln, 83mln zjada inflacja, a tylko 17mln stanowi realny wzrost dochodu. Natomiast oddać trzeba całe 100mln powiększone o odsetki składane. I to by było tyle na temat lewicowego bajania o przydatności teorii Keynesa dla naszych warunków.

>Zgoda z tym, że każda pożyczka, jeśli nie da spodziewanych korzyści, może być przyczyną kłopotów
   Cieszę się, że zgadzamy się w zakresie nieprzydatności recept Keynesa dla polskiej sytuacji.

>Twierdzenie, że rozwiązania keynesowskie zawsze prowadzą do katastrofy jest sprzeczne z faktami
   Zawsze nie. Tylko trzeba spełnić założenia jakie Keynes przyjął, czyli m.in. inflacja ma wynieść 0%. Czy ktoś pamięta kiedy w Polsce inflacja wynosiła 0%? Mnie pamięć zawodzi.

>Apologetą nazywamy tego, kto z ponadnormalnym zaangażowaniem broni jakiejś idei. Sierakowski i Napieralski raczej są lewicowcami (Napieralskiego niektórzy lewicowcy nazywają podfarbowanym liberałem), ale o tym, by któryś z nich angażował się w polemiki ideologiczne, pierwsze slyszę. Itd.
   Mam nieodparte wrażenie, że Sierakowski nic innego nie robi, tylko wdaje się w polemiki ideologiczne. I dobrze.

PS: Wszystkich chcących mi zarzucić nadmierne strywializowanie myśli Keynesa chcę uprzedzić, że pełny wywód wymagałby wyprowadzenia poniższego wzoru, co raczej nie byłoby zbyt komunikatywne dla większości czytelników, a dla fachowców powinno to być oczywiste.

Tobiasz (24 punktów)
Jak się pozbyć inflacji? Może odpowiedzi należy szukać w obecnych doświadczeniach państw Europy Zachodniej (eurolandu)? Majowa inflacja w strefie euro to ~0% a niektóre kraje mają do czynienia z deflacją!
stilgar (7322 punktów)
>Jak się pozbyć inflacji?

Ale po co się pozbywać inflacji ? Mała inflacja, taka do 3% jest dobra - ponieważ pieniądze "trzymane w skarpecie" tracą na wartości, więc opłaca się je inwestować. Deflacja działa przeciwnie - jak nic nie robisz z pieniędzmi, to zyskują na wartości, więc po co inwestować?

Za to w przypadku, kiedy płace nadążają za cenami i zmieniają się w tym samym tempie, to duża inflacja jest zła, bo nie jesteś w stanie nic zaoszczędzić i musisz wydawać zarabiane pieniądze od razu, bo następnego dnia nic nie będą warte ( patrz: Zimbabwe )
15-06-2009 19:25 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Ale po co się pozbywać inflacji?
   Inflacja najbardziej dotyka i zubaża klasę średnią. Biedacy i tak jadą po minimalnej, pracownicy są w stanie wymuszać podwyżki, korporacje mogą wszystko, natomiast MSP mają najsłabszą siłę przetargową. Trudno im podnieść ceny zbytu, a koszty rosną. Upadek sektora średniego radykalnie obniża elastyczność gospodarki i jej konkurencyjność. Dlatego nawet socjalistyczna UE stara się wspomagać sektor MSP. Specjalnie z tym nie przesadzają, ale zawsze. Fajnie byłoby, gdyby MSP mogły liczyć na 10% wsparcia dawanego rolnikom.

   Dla banków minimalna inflacja pozwalająca im bogacić się, to 2%. Celem inflacyjnym RPP jest 2,5%. W praktyce mamy 3,6-4,0%, co niestety dowodzi tego, że spora część społeczeństwa wciąż ma lekką "nadpłynność".
15-06-2009 19:37 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>Ale po co się pozbywać inflacji?
>   Inflacja najbardziej dotyka i zubaża klasę średnią. (...) Celem inflacyjnym RPP jest 2,5%. W praktyce mamy 3,6-4,0%, co niestety dowodzi tego, że spora część społeczeństwa wciąż ma lekką "nadpłynność".

Oczywiście zgadzam się, ale inflacja zerowa czy deflacja też nie są przecież dobre, nie? (Tzn. dla ludzi deflacja jest super, nic nie robią, a coraz więcej mają )
15-06-2009 22:44 
 Ocena 1 na 1
hiyoshiro (278 punktów)
deflacja jest tak samo zła jak inflacja (wszystko zależy od perspektywy - dla konsumentów dobrze bo ceny maleją, jednak strukturalna deflacja (jak np. w systemie waluty złotej) hamuje wzrost gospodarczy kraju.



Neurosis
Robert Zawecki (4718 punktów)
>strukturalna deflacja (jak np. w systemie waluty złotej) hamuje wzrost gospodarczy kraju
   Mógłbyś to rozwinąć? Z uwzględnieniem definicji "wzrostu gospodarczego" oraz jego mierników. Chciałbym Cię lepiej zrozumieć - zgodzić się lub nie.
hiyoshiro (278 punktów)
>>strukturalna deflacja (jak np. w systemie waluty złotej) hamuje wzrost gospodarczy kraju
>   Mógłbyś to rozwinąć? Z uwzględnieniem definicji "wzrostu gospodarczego" oraz jego mierników. Chciałbym Cię lepiej zrozumieć - zgodzić się lub nie.
>

1)Oczywiście, winny jestem wyjaśnienia, bo takie pojęcie jak "strukturalna deflacja" w literaturze raczej nie występuje. Chodziło mi o taką strukturę gospodarki, w której mamy do czynienia z permanentnym mechanizmem deflacyjnym - odwołuję się do systemu waluty złotej.

2)Wzrost gospodarczy - przyjmijmy najprostszą definicję - wzrost produkcji krajowej.
Mierniki takie jak PKB,PNB,DEN itp - ale one nie będą potrzebne w dalszej części mojej pokrętnej dialektyki.

Synteza: "Strukturalna deflacja" implikuje istnienie systemu kruszcowego (np. waluty złotej lub innego który zostanie wymyślony).
Stała ilość kruszcu -> stała ilość pieniądza.
Przyjmuję perspektywę przedsiębiorstw produkcyjnych.
W gospodarce ilość pieniądza się nie zmienia, a przedsiębiorstwa produkują towary. Jeśli ma być wzrost gospodarczy, to towarów ma być coraz więcej - następuje ogólny wzrost produkcji dóbr (i usług). Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której ilość pieniądza się nie zmienia a dóbr jest coraz więcej. Wychodziłoby na to, że dobra musiałyby mieć coraz niższą cenę (wszystko zależy od wolumenu i dynamiki wzrostu tej produkcji tych dóbr). W systemie waluty złotej w XIX wieku to mogło działać natomiast teraz, w XXI wieku, w erze globalizacji, kiedy następuje globalna przewaga PODAŻY nad POPYTEM (więcej towarów jest oferowanych do sprzedaży niż chętnych na zakup) system taki byłby niewydolny. Wg mnie, hamowałoby to rozwój z tego powodu, że przedsiębiorstwa nie odczuwałyby bodźców do zwiększania produkcji, możliwe że w ogóle do produkowania, a już na pewno do wprowadzania innowacji technicznych i rozwijania swoich produktów, prowadzenia badań i poszukiwania nowych technologii, jeśli cena oferowana za ich produkty miałaby być coraz niższa. Zanikałyby podstawowe motywy i pobudki działania przedsiębiorstw. Paradygmat neoklasyczny mówi - celem działania przedsiębiorstwa jest maksymalizacja zysku. Zatem przedsiębiorstwo (w maksymalnym uproszczeniu)albo minimalizuje koszty przy danej cenie albo może wprowadzać innowacje i podnosząc jakość produktu oczekując wzrostu ceny (aby poniesione nakład na innowacje i b+r się zwróciły, z odpowiednią stopą zwrotu oczywiście)

Jakie dalsze konsekwencje by wynikały z takiego systemu i deflacji strukturalnej - całkowita niemożliwość globalnego rozwoju technologicznego - zakładając, że cała technologia, internety, komputery i ipody powstają z motywów zysku, znajdowalibyśmy się w stanie permanentnej stagnacji.

W ten sposób rozumowałem pisząc o negatywnym działaniu deflacji i hamowaniu wzrostu gospodarczego.

Odnosząc się do życia dzisiejszego i dzisiejszego systemu, mogę się pokusić o stwierdzenie, że nie ma deflacji bez inflacji. Ceny mogą spaść tylko dlatego, że wcześniej albo wzrosły, albo cena bazowa była ustalona na takim poziomie aby możliwa była do zrealizowania renta przedsiębiorstw. Spadają jeszcze w 3 wypadku - kiedy popyt spada, np z racji tego że produkt jest już przestarzały (mamy do czynienia z lepszym) - a to motywuje przedsiębiorstwa żeby produkować coraz lepsze i realizować coraz większe zyski.

Dobra, czuję się jakbym napisał pierwszy rozdział pracy licencjackiej (niestety, szkoda że to nieprawda, bo obowiązki gonią). To jest mój tok rozumowania Panie Robercie i w razie jakichś rażących niedorzeczności, proszę o sprostowanie albowiem wiem, że jeszcze mało wiem;]

Pozdrowienia


Neurosis
16-06-2009 18:32 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Wijesz się jak piskorz. A wystarczyło sięgnąć po definicję wzrostu gospodarczego, choćby do poczciwej Wiki...
Wiki:
Wzrost gospodarczy - zwiększenie się rocznej produkcji dóbr i usług w kraju. Jeśli w kolejnym roku w całej gospodarce uda się sprzedać więcej towarów i usług niż w roku poprzednim - mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym.
   Kryterium, samo w sobie, ma charakter ilościowy a nie wartościowy. Przykładowo, masz 100k zł i kupujesz towary o cenie nominalnej 100zł, wychodzi 1000szt. W następnym roku:
a) inflacja 3%, więc kupujesz 971 szt.;
b) deflacja 3%, więc kupujesz 1031 szt.
Powyższy przykład ewidentnie pokazuje, że deflacja w sposób naturalny bardziej sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Deflacja jest błogosławieństwem dla klientów! Nie dajmy się mamić propagandzie finansistów.

>Chodziło mi o taką strukturę gospodarki, w której mamy do czynienia z permanentnym mechanizmem deflacyjnym - odwołuję się do systemu waluty złotej.
   W systemie waluty złotej istnieją cykle inflacja - deflacja, więc nie ma permanentnej deflacji, aczkolwiek wypadkową jest niewątpliwie deflacja. Więcej...
Cytat:
Zmiany cen w krajach, które stosują system waluty złotej, są automatyczne; nadwyżka bilansu płatniczego w państwie A oznacza, iż jego zasób złota wzrośnie, prowadząc do wzrostu podaży pieniądza i, pod pewnymi warunkami, do wzrostu cen. Przeciwny proces dokona się w państwie B. Ograniczy to eksport z kraju A i zwiększy jego import, przywracając tym samym równowagę. Ten mechanizm automatycznego dostosowania jest nazywany mechanizmem dostosowań cenowo-kruszcowych.

Jego zastosowanie wiąże się z tym, iż prymat w systemie waluty złotej odgrywała równowaga bilansu płatniczego, która miała pociągać za sobą równowagę wewnętrzną. Z równowagą zewnętrzną związane są pojęcia fazy inflacyjnej oraz fazy deflacyjnej. W kraju, w którym występował ujemny bilans płatniczy musiało dojść do jego wyrównania poprzez transport odpowiedniej ilości złota do kraju skąd importowano towary. Ponieważ ilość pieniądza w obiegu była uzależniana od ilości złota bank centralny kraju, w którym doszło do zmniejszenia ilości złota musiał zmniejszyć emisję pieniądza. Implikowało to wzrost stopy dyskontowej a co za tym idzie wzrost stopy procentowej. Aktywność gospodarcza przedsiębiorców wobec droższych kredytów malała, liczba inwestycji kurczyła się, spadała produkcja, malało zatrudnienie. Spadek dochodów gospodarstw domowych wywoływał spadek konsumpcji i popytu, który w warunkach wolnego handlu i wolnej konkurencji doprowadzał do spadku cen i deflacji. Opisany stan nazywał się fazą deflacyjną. W jego wyniku przedsiębiorcy szukali miejscu zbytu swoich towarów za granicą, zaś malejąca konsumpcja przyczyniał się do spadku importu, a więc rósł eksport zaś malał import.

W tym samym czasie gdy w jednym kraju występowała faza deflacyjna w innym, w którym występował dodatni bilans handlowy dochodziło do fazy inflacyjnej. Napływ złota umożliwiał bankowi centralnemu emisję pieniądza i obniżenie stopy dyskontowej. Banki komercyjne obniżały stopę procentową co wzmagało aktywność gospodarczą przedsiębiorców, zwiększało zatrudnienie i produkcję, rosła konsumpcja i popyt a co za tym idzie inflacja. Rosnąca konsumpcja przyczyniała się zarówno do wzrostu popytu na towary krajowe jak i importowane.

>Mierniki takie jak PKB,PNB,DEN itp
   Przeanalizuj sobie miernik PKB PPP w odniesieniu do inflacji i deflacji.

>Wychodziłoby na to, że dobra musiałyby mieć coraz niższą cenę
   Czyż nie byłoby to fajne dla konsumentów?

>następuje globalna przewaga PODAŻY nad POPYTEM (więcej towarów jest oferowanych do sprzedaży niż chętnych na zakup) system taki byłby niewydolny
   A czyż to nie ta przewaga prowadzi właśnie do... deflacji? Skąd zatem niewydolność?

>Wg mnie [...] znajdowalibyśmy się w stanie permanentnej stagnacji.
   Nie będę dokonywał egzegezy całego Twojego tekstu, bo brak tu miejsca. Jednak spróbuj przeanalizować sytuację w przemyśle komputerowym, odpowiadając sobie na pytania:
- czy firmy zainteresowane są zwiększaniem produkcji?
- czy wprowadzają innowacje techniczne, rozwijają produkty, prowadzą badania i opracowują nowe technologie, poprawiają jakość?
- czy korporacje elektroniczne, np. Intel, notują zyski?
- czy cena za ich produkty jest coraz niższa, czy funkcjonują w stanie galopującej deflacji? To pytanie jest retoryczne.

>Ceny mogą spaść tylko dlatego, że wcześniej albo wzrosły, albo cena bazowa była ustalona na takim poziomie aby możliwa była do zrealizowania renta przedsiębiorstw. Spadają jeszcze w 3 wypadku - kiedy popyt spada, np z racji tego że produkt jest już przestarzały (mamy do czynienia z lepszym) - a to motywuje przedsiębiorstwa żeby produkować coraz lepsze i realizować coraz większe zyski.
   Analizujesz statycznie - weź jeszcze pod uwagę ewolucję, człowiek systematycznie zwiększa swoje zdolności wytwórcze, co nazywamy wzrostem wydajności. W efekcie firma może obniżać koszty produkcji.

>Dobra, czuję się jakbym napisał pierwszy rozdział pracy licencjackiej
   Praca licencjacka, czy inna, daje tylko papier. W życiu, oprócz papieru, często przydaje się też wiedza.
hiyoshiro (278 punktów)

>   Praca licencjacka, czy inna, daje tylko papier. W życiu, oprócz papieru, często przydaje się też wiedza.

Nie rozumiem aluzji.. albo nie chcę rozumieć (jeśli jej wymowa to: lepiej idź do książek zamiast pisać takie bzdury

Pozdrawiam

Neurosis
16-06-2009 23:07 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Rozwijam... prace licencjacką czy inną piszesz, aby zdobyć papier zaświadczający zdobyte wykształcenie. Natomiast wiedzę warto zdobywać przede wszystkim dla siebie. Nasze system edukacyjny nie uczy rozumienia a głównie każe zapamiętywać. Zatem dobrze, że poszukujesz odpowiedzi na pytania poza uczelnianym kanonem. Z mojego doświadczenia wynika, że większość studentów ekonomii kompletnie nie rozumie tego, czego się uczy. Paradoksalnie, wyższy poziom reprezentują absolwenci niektórych techników ekonomicznych, co prowadzi mnie do wniosku, że studentów ekonomii w naszym kraju jest zwyczajnie za dużo. Tym bardziej, że spora ich część trafia na kasę w markecie, gdzie zupełnie wystarczy wykształcenie podstawowe.
16-06-2009 23:50 
 Ocena 1 na 1
hiyoshiro (278 punktów)
>   Z mojego doświadczenia wynika, że większość studentów ekonomii kompletnie nie rozumie tego, czego się uczy. Paradoksalnie, wyższy poziom reprezentują absolwenci niektórych techników ekonomicznych, co prowadzi mnie do wniosku, że studentów ekonomii w naszym kraju jest zwyczajnie za dużo.

Zgadzam się, większość nie rozumie czego się uczy, a nawet jak rozumie czego się uczy, to nie rozumie po co. Zazwyczaj studiowanie to odbębnianie obowiązku narzuconego przez rodziców "BO SIĘ STUDIUJE" lub po prostu bo teraz "każdy studiuje". Z takim podejściem, nauka do egzaminu to wstyd - metaforycznie i dosłownie, bo przeciętny student woli zginąć, niż się przyznać, że się uczył, lub co gorsza, spodobało mu się.
Myślę, że można to rozszerzyć na całe środowisko akademickie, nie tylko studentów ekonomicznych kierunków/uczelni.

Przepraszam za offtopic.


Neurosis
19-06-2009 11:44 
 Ocena 1 na 1
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>   Wijesz się jak piskorz. A wystarczyło sięgnąć po definicję wzrostu gospodarczego, choćby do poczciwej Wiki...
>Wiki:
Wzrost gospodarczy - zwiększenie się rocznej produkcji dóbr i usług w kraju. Jeśli w kolejnym roku w całej gospodarce uda się sprzedać więcej towarów i usług niż w roku poprzednim - mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym.
   Kryterium, samo w sobie, ma charakter ilościowy a nie wartościowy. Przykładowo, masz 100k zł i kupujesz towary o cenie nominalnej 100zł, wychodzi 1000szt. W następnym roku:

>a) inflacja 3%, więc kupujesz 971 szt.;
>b) deflacja 3%, więc kupujesz 1031 szt.
>Powyższy przykład ewidentnie pokazuje, że deflacja w sposób naturalny bardziej sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Deflacja jest błogosławieństwem dla klientów! Nie dajmy się mamić propagandzie finansistów.
Japonia w latach 90. XX wieku potwierdza tezę naszego eksperta.

>>Wg mnie [...] znajdowalibyśmy się w stanie permanentnej stagnacji.
>   Nie będę dokonywał egzegezy całego Twojego tekstu, bo brak tu miejsca. Jednak spróbuj przeanalizować sytuację w przemyśle komputerowym, odpowiadając sobie na pytania:
>- czy firmy zainteresowane są zwiększaniem produkcji?
Firmy są zainteresowane zwiększeniem zysku. ABC kapitalizmu się kłania.

>- czy wprowadzają innowacje techniczne, rozwijają produkty, prowadzą badania i opracowują nowe technologie, poprawiają jakość?
Jakość? Polemizowałbym. Generalnie starają się zwiększyć zysk.

>- czy korporacje elektroniczne, np. Intel, notują zyski?
Zależy czy do celów wypłaty dywidendy czy podatkowych... Ale generalnie załóżmy, że notują.

>- czy cena za ich produkty jest coraz niższa, czy funkcjonują w stanie galopującej deflacji? To pytanie jest retoryczne.
Oczywiście, że retoryczne. Firmy funkcjonują w stanie permanentnej niskiej inflacji. Czasami zdarzy się deflacja albo hiperinflacja. Ale generalnie jest inflacja na poziomie ok 3% rocznie. Kłania się ABC ekonomii.

Karta I/O w 1994 kosztowała 60000 złotych obecnie kosztuje ok. 40. Deflacja, prawda?
To, że cena nagrywarki CD 14 lat temu to było 1000 złotych a teraz jest 90 nie ma nic wspólnego z podażą pieniądza na rynek (przecież podaż była za duża, stąd dzisiejszy kryzys) i inflacją/deflacją.

>>Ceny mogą spaść tylko dlatego, że wcześniej albo wzrosły, albo cena bazowa była ustalona na takim poziomie aby możliwa była do zrealizowania renta przedsiębiorstw. Spadają jeszcze w 3 wypadku - kiedy popyt spada, np z racji tego że produkt jest już przestarzały (mamy do czynienia z lepszym) - a to motywuje przedsiębiorstwa żeby produkować coraz lepsze i realizować coraz większe zyski.
>   Analizujesz statycznie - weź jeszcze pod uwagę ewolucję, człowiek systematycznie zwiększa swoje zdolności wytwórcze, co nazywamy wzrostem wydajności. W efekcie firma może obniżać koszty produkcji.
>>Dobra, czuję się jakbym napisał pierwszy rozdział pracy licencjackiej
>   Praca licencjacka, czy inna, daje tylko papier. W życiu, oprócz papieru, często przydaje się też wiedza.
A przecież chodziło tylko o to, że jeżeli wzrost wydobycia złota będzie niższy niż ogólny wzrost gospodarczy to będziemy mieli deflację. Co jest tak oczywiste, że aż wstyd tłumaczyć. Zawecki sam pisze, że wzrost ma kryterium ilościowe a nie wartościowe (rozumiem, że chodzi o wartość wyrażoną w pieniądzu). Co znaczy, że możemy się skupić na wzajemnej relacji podaż pieniądza - obrót gospodarczy.

Załóżmy, że mamy znów standard złota (słowo "załóżmy" jest rzadko używane prze "ekonomistów" co powoduje, że ich "prawa ekonomi" można sobie wsadzić). Żeby utrzymać wzrost gospodarczy na poziomie większym niż wydobycie złota, musimy albo:
a. zwiększyć szybkość obiegu pieniądza
b. okraść kogoś
c. wprowadzić surogaty pieniądza

W historii pieniądza złotego próbowano wszystkiego:
a. Pieniądz jako taki powstał, żeby zwiększyć prędkość wymiany towarowej. Prędkość obiegu pieniądza była mozolnie zwiększana, spowodowała rozwój bankowości i ostatecznie pogrzebała standard złota. Konieczność zwiększenia szybkości obrotu i zapewnienia odpowiedniego wolumenu pieniądza na rynku zaprowadziła nas tu gdzie jesteśmy dziś.
b. Metoda okradania kogoś była powszechnie stosowana już od czasów starożytnych. Ale skupmy się na kapitaliźmie. Rozwój gospodarki kapitalistycznej w początkowym okresie został sfinansowany przez Amerykę Południową (w Północnej nie było co kraść) w fazie rozkwitu (XIX wiek) przez Indie. Piewcom Pięknej Epoki i Złotej Ery Kapitalizmu jakoś umyka fakt, że odpowiedni wolumen pieniądza na rynku, umożliwiający wzrost na odpowiednim poziomie zapewniły kolonie, które na tej "wymianie" nie wyszły najlepiej. Niestety po XIXw. nie było już rezerwuarów złota i bal się skończył.
c. Weksle. Był sobie złoty pieniądz a w obrocie gospodarczym królowały weksle. To też umyka naszym domorosłym ekonomistom opiewającym standard złota. Weksel z natury zastępuje pieniądze (można np. sprawdzić na Wikipedii). Biorąc pod uwagę rolę, którą weksle odgrywają w XIX-wiecznej literaturze musiały być ważnym elementem ówczesnego życia gospodarczego.

Jest jeszcze rozwiązanie stosowane przez różnych władców na przestrzeni dziejów tj. fałszowanie pieniądza, które powodowało inflację i sformułowanie prawa Kopernika.
Bo jakoś przez 2500 lat brak odpowiedniej ilości pieniądza w obiegu powodował stagnację a nie rozwój. Ludzie zamiast cieszyć się z deflacji wracali do handlu wymiennego.
A przecież korzyści z deflacji poznała Japonia w latach 90.
19-06-2009 12:39 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Firmy są zainteresowane zwiększeniem zysku. ABC kapitalizmu się kłania.
   To zbyt dalekie uogólnienie, bowiem osiąganie zysków karane jest podatkami. Osobiście nie palę się do zwiększania zysku, wielu moich znajomych również. Dotyczy to też dużych firm, które zyski transferują w inne miejsca na naszym globie, w efekcie zysków jakoś nie zwiększają.

>Jakość? Polemizowałbym.
   Polemizować zawsze można. Nie dostrzegłem w minionych latach zwiększenia awaryjności procesorów Intel, a używam ich od lat 80. Natomiast jakość rozumiana szeroko, czyli obejmująca użyteczność czy funkcjonalność, w odniesieniu do procesorów rośnie.

>Firmy funkcjonują w stanie permanentnej niskiej inflacji
   Jeśli chodzi o otoczenie biznesowe to oczywiście tak, natomiast w odniesieniu do produktów przemysłu komputerowego mamy do czynienie z nieustającą deflacją, co właśnie dowodzi tego, że inflacja nie jest potrzebna do rozwoju czy osiągania zysków, jak to politycy i finansiści starają się nam wmówić.

>słowo "załóżmy" jest rzadko używane prze "ekonomistów" co powoduje, że ich "prawa ekonomi" można sobie wsadzić
   Nie byłbym tak radykalny w konkluzji końcowej, ale niewątpliwie masz rację. Przykład - założenia do efektu mnożnikowego Keynesa.

>Żeby utrzymać wzrost gospodarczy na poziomie większym niż wydobycie złota, musimy albo:
>a. zwiększyć szybkość obiegu pieniądza
>b. okraść kogoś
>c. wprowadzić surogaty pieniądza
   Jeżeli przez "wzrost gospodarczy" rozumiesz "ilości * ceny bieżące", to masz oczywiście rację. Natomiast, jeśli "wzrost gospodarczy" rozumiemy klasycznie, czyli ilościowo, względnie jako "ilości * ceny stałe", to racji nie masz, bowiem to właśnie deflacja jest czynnikiem dostosowującym wartościową podaż dóbr do ilości pieniądza.

   Do spraw ideologicznych nie będę się odnosił. Jeśli podaż pieniądza rośnie, to rosną też ceny, zatem dochody realne nie tylko nie muszą rosnąć, ale najczęściej wręcz spadają.
   Moim zdaniem, oficjalne statystyki pokazujące poziom dochodów społeczeństwa powinny też uwzględniać zmianę poziomu zadłużenia państwa. Tak byłoby uczciwiej, inaczej mamy zawody - kto da radę żyć na większy kredyt. W efekcie bierzemy udział w spektakularnym locie ćmy.
19-06-2009 13:24 
 Ocena 4 na 4
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Firmy są zainteresowane zwiększeniem zysku. ABC kapitalizmu się kłania.
>   To zbyt dalekie uogólnienie, bowiem osiąganie zysków karane jest podatkami. Osobiście nie palę się do zwiększania zysku, wielu moich znajomych również. Dotyczy to też dużych firm, które zyski transferują w inne miejsca na naszym globie, w efekcie zysków jakoś nie zwiększają.

>>Jakość? Polemizowałbym.
>   Polemizować zawsze można. Nie dostrzegłem w minionych latach zwiększenia awaryjności procesorów Intel, a używam ich od lat 80. Natomiast jakość rozumiana szeroko, czyli obejmująca użyteczność czy funkcjonalność, w odniesieniu do procesorów rośnie.

>>Firmy funkcjonują w stanie permanentnej niskiej inflacji
>   Jeśli chodzi o otoczenie biznesowe to oczywiście tak, natomiast w odniesieniu do produktów przemysłu komputerowego mamy do czynienie z nieustającą deflacją, co właśnie dowodzi tego, że inflacja nie jest potrzebna do rozwoju czy osiągania zysków, jak to politycy i finansiści starają się nam wmówić.

"Karane"?! Deflacja?! Coś poza ideologią i głęboką wiarą w słuszność swoich racji?
Jeżeli chodzi o jakość, to polecam rewelacyjną pierwszą serię procesorów klasy Pentium. Choć sądząc po modelach jakie kolega nam tu serwuje, używa ich kolega do obliczeń.
A zresztą najlepiej powycinać z wpisu niewygodne dane. Deflacja? Gdzie? W przemyśle komputerowym? Komputer kosztuje tyle ile firma jest w stanie za niego uzyskać pieniędzy. Zmieniło się otoczenie rynkowe zmieniła się cena. Komputer klasy PC na ten przykład przez kilkanaście lat kosztował po prostu 3000 zł, bo tyle był w stanie zapłacić za niego klient. Teraz staniał, ale klient MUSI kupić Windowsy. Zmieniła się też technologia produkcji monitorów, ale jakość obrazu LCD bije jakość CRT tylko w ulotkach producenta. Karty rozszerzeń, jak napisałem wcześniej, horrendalnie zdrożały (z 6 zł do 40zł w ciągu 14 lat), mam chyba jeszcze fakturę za komputer markowy (VOBIS) 386. Kolega swoje wywody popiera swoimi głębokimi przekonaniami i niczym więcej.

>>Żeby utrzymać wzrost gospodarczy na poziomie większym niż wydobycie złota, musimy albo:
>>a. zwiększyć szybkość obiegu pieniądza
>>b. okraść kogoś
>>c. wprowadzić surogaty pieniądza
>   Jeżeli przez "wzrost gospodarczy" rozumiesz "ilości * ceny bieżące", to masz oczywiście rację. Natomiast, jeśli "wzrost gospodarczy" rozumiemy klasycznie, czyli ilościowo, względnie jako "ilości * ceny stałe", to racji nie masz, bowiem to właśnie deflacja jest czynnikiem dostosowującym wartościową podaż dóbr do ilości pieniądza.
No i tu Zawecki też sprytnie usunął tę część wpisu, w której sam podkreślam, że wzrost gospodarczy traktujemy ilościowo. I taki wzrost większy niż wzrost podaży złota na rynek (przy walucie opartej na złocie) doprowadziłby do deflacji. Ale nie doprowadzi, bo brak gotówki powoduje obumarcie obrotu gospodarczego. Deflację na dużą skalę przerobiła niedawno Japonia. Ale to też Zawecki ignoruje i wycina.
Zawecki nie może zrozumieć, że obrót gospodarczy, począwszy od wydobycia surowców, poprzez przetwórstwo i robociznę trzeba sfinansować. I żeby sfinansować ten obrót w obiegu musi być odpowiednia ilość pieniądza. Przynajmniej w gospodarcze towarowo-pieniężnej (bo cały czas rozmawiamy o takiej gospodarce, prawda? Nie mówimy o Choepsie, który finansował swoją piramidę bez pieniędzy ani o gospodarce komunistycznej, która nie potrzebuje pieniądza wcale). Jeżeli odpowiedniej ilości pieniądza nie będzie to nastąpi deflacja (bo zwiększy się popyt na złoto, którego nie zrównoważy podaż, czyli jego wartość relatywna wzrośnie, czyli wzrośnie wartość pieniądza sztywno związanego z tym złotem), albo stagnacja i upadek gospodarki. Głęboka wiara w słuszność jego teorii pozwala Zaweckiemu ignorować, że w ciągu całej historii brak kruszcu na pieniądze powodował upadek gospodarki, który rządy próbowały powstrzymać psuciem pieniądza. Tak po prostu działa gospodarka oparta na kruszcowym pieniądzu. Jeżeli wartość mojego pieniążka dziś to spodnie a jutro spodnie i pasek, to pójdę na zakupy jutro. Tak działa deflacja. Zmniejszenie obrotu prowadzi do stagnacji. Zawecki ignoruje też fakt, że Europa rozwijała się kosztem kolonii ściągając z nich złoto do obiegu, co pozwalało na szybszy wzrost gospodarczy. Tyle, że jednocześnie w Indiach nie nastąpiło błogosławieństwo deflacji tylko nędza.

>   Do spraw ideologicznych nie będę się odnosił.
Proszę mi wskazać ideologię w moim wpisie? Po we wpisie kolegi mamy czystą ideologię (nazywanie podatku karą) i przeświadczenia nie mające odniesienia do rzeczywistości ani minionej ani teraźniejszej (ogólna teoria błogosławionej deflacji).

>Jeśli podaż pieniądza rośnie, to rosną też ceny, zatem dochody realne nie tylko nie muszą rosnąć, ale najczęściej wręcz spadają.
Zawsze spadają? Może rosną? Może utrzymują się bez zmian? Rozumiem, że dochody w Europie po II wojnie światowej systematycznie spadają (cały czas była inflacja).

>   Moim zdaniem, oficjalne statystyki pokazujące poziom dochodów społeczeństwa powinny też uwzględniać zmianę poziomu zadłużenia państwa. Tak byłoby uczciwiej, inaczej mamy zawody - kto da radę żyć na większy kredyt. W efekcie bierzemy udział w spektakularnym locie ćmy.
>
Co do zasady zgoda.
Ale co to ma do tematu? Czy kolega uwzględnia swoje zadłużenie obliczając swój dochód?
Rozumiem jednak, że prorok musi zastosować se wpisie 3 techniki erystyczne:
- pominięcie niewygodnych wątków
- nadawać terminom własne znaczenie
- próbować zmienić temat
19-06-2009 17:09 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
Regulamin:
10c) cytować wyłącznie te fragmenty wypowiedzi rozmówcy, na które bezpośrednio udziela się odpowiedzi. Należy wycinać cytaty, do których nie odnosi się wypowiedź. [...]

§ 14. 3. Cytujmy jedynie krótkie fragmenty, mające przypomnieć, o co chodziło w cytowanej wypowiedzi
Webmaster:
Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników
   Najwyraźniej masz problem ze znajomością zasad tego forum, więc przytoczyłem fragmenty dotyczące cytowania przedmówcy. Od siebie dodam jeszcze, że pełna wypowiedź przedmówcy zawsze widoczna jest powyżej. Byłoby fajnie, gdybyś zamiast szafować oskarżeniami o manipulację, zawczasu zapoznał się z zasadami.

1. Co do cen w przemyśle komputerowym, to najlepiej porównaj sobie ceny za 1MB pamięci albo ceny w przeliczeniu na jednostkę mocy obliczeniowej, np. FLOPS. Wtedy będziesz wiedział czy ceny spadają, utrzymują się, czy może rosną.

2. Klient NIE MUSI kupować Windows. Może korzystać z innych systemów, w szczególności z wolnego oprogramowania.

3. Co do słabej jakości większości monitorów LCD to zgoda, ale systematyczny spadek ich cen jest faktem.

4. Pieniądz pełni różne funkcje. Nie można w jednym akapicie mieszać funkcji np. obrachunkowej i płatniczej, bo przekaz staje się niejasny. Przykładowo, stwierdzenie "brak gotówki powoduje obumarcie obrotu gospodarczego", łatwo można obalić kontrargumentem wskazującym, że do poważnego obrotu gospodarczego gotówka jest zbędna - wystarczy pieniądz bezgotówkowy, elektroniczny.

5. Pomijając kwestię płynności, brak środków na sfinansowanie jakiejś inwestycji świadczy o tym, że jest ona mniej potrzebna niż inne inwestycje. Kupowanie i wożenie surowców, w sytuacji kiedy nie ma popytu na produkty końcowe, jest kretynizmem typowym dla gospodarki planowej. Pomijając sprawę zapasów, to produkcja dóbr powyżej poziomu potrzeb społeczeństwa, nie jest działaniem racjonalnym. Jest marnotrawstwem zasobów.

6. Wiele dziesięcioleci funkcjonowania systemu inflacyjnego i odpowiedniej propagandy, spowodowały u niektórych niemożność zrozumienia faktu, że spadek cen nie prowadzi do upadku gospodarki.

7. Jeżeli rozwój następował tylko dzięki wyzyskowi kolonii, to jakie kolonie posiadały Stany Zjednoczone?

8. W sprawie zadłużenia - tak, zawsze obliczając realną wartość posiadanych aktywów uwzględniam poziom ich zadłużenia.
20-06-2009 10:06 
 Ocena 1 na 3
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>Regulamin:
10c) cytować wyłącznie te fragmenty wypowiedzi rozmówcy, na które bezpośrednio udziela się odpowiedzi. Należy wycinać cytaty, do których nie odnosi się wypowiedź. [...]
>§ 14. 3. Cytujmy jedynie krótkie fragmenty, mające przypomnieć, o co chodziło w cytowanej wypowiedzi
Webmaster:
Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników
   Najwyraźniej masz problem ze znajomością zasad tego forum, więc przytoczyłem fragmenty dotyczące cytowania przedmówcy. Od siebie dodam jeszcze, że pełna wypowiedź przedmówcy zawsze widoczna jest powyżej. Byłoby fajnie, gdybyś zamiast szafować oskarżeniami o manipulację, zawczasu zapoznał się z zasadami.

Jeszcze powinien być wymóg trzymania się tematu.

_________________________________________________________________________________
Ojej! Nie wiem czy dobrze zacytowałem! Może Zawecki powinien moderować moje wypowiedzi przed publikacja? Nie wiem czy sam cytując potrafię tak zgrabnie jak on pominąć meritum cytowanej wypowiedzi.
16-06-2009 19:50 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Ale po co się pozbywać inflacji ? Mała inflacja, taka do 3% jest dobra - ponieważ pieniądze "trzymane w skarpecie" tracą na wartości, więc opłaca się je inwestować. Deflacja działa przeciwnie - jak nic nie robisz z pieniędzmi, to zyskują na wartości, więc po co inwestować?
>Za to w przypadku, kiedy płace nadążają za cenami i zmieniają się w tym samym tempie, to duża inflacja jest zła, bo nie jesteś w stanie nic zaoszczędzić i musisz wydawać zarabiane pieniądze od razu, bo następnego dnia nic nie będą warte ( patrz: Zimbabwe )

No właśnie po co przy oprocentowaniach lokat 5,5 do 7 % przy 19% podatku od odsetek i inflacji na poziomie 3- 4% nie pozostaje nic innego jak natychmiast inwestować i najlepiej wziąć jeszcze kredyt.
Zainwestować najlepiej na giełdzie bo w końcu każdy zna się na spekulacjach i dysponuje milionami dzięki którym może kontrolować giełdę.
Albo bezpieczniej kupić obligacje skarbu państwa bo to pewny zysk jak mówi reklama za który po części każdy z nas zapłaci.
Dzięki obligacjom wykupionym w większości przez komercyjne banki i projektowi Pawlaka skarb państwa zabezpiecza spłaty kredytów zaciągniętych w tych samych bankach. Efekt utrzymanie kosmicznie wywindowanych cen nieruchomości i zysk z odsetek od kredytów i obligacji dla wspomnianych banków.
Czyli podatnik płaci dwa razy za utrzymanie w ruchu koła zamachowego gospodarki którym ma być budownictwo.
Jeżeli nie rozumuję poprawnie to poproszę o wyjaśnienie
Efekty inflacji zbliżone do tego w Zimbabwe mieliśmy okazję oglądać nad Wisłą w latach 80 i 90 do czasu denominacji a galopującą inflację zatrzymało właśnie zamrożenie kursu złotego względem dolara i podniesieniu stopy procentowej do najwyższego poziomu (chyba ok. 100% ale nie pamiętam dokładnie)
15-06-2009 19:07 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Jak się pozbyć inflacji?
Sposoby są dość proste, znane, ale w praktyce dość trudne do realizacji - podam dwa warianty:
1. Psychologiczny. Przestraszyć ludzi mówiąc: połowa straci pracę, domy i mieszkania będą odbierać za długi, rząd jest kompletnie nieodpowiedzialny, wiele dzieci umrze z głodu, niektórych nie będzie stać nawet na zjedzenie podeszwy buta...
   Ludzie spanikują i drastycznie ograniczą wszystkie wydatki, w efekcie nadejdzie deflacja. W biednych społeczeństwach skala tej reakcji nie jest zbyt wielka, bowiem jeść trzeba. Natomiast w bogatych społeczeństwach, jak w USA czy JPN, skala implozji wielkości popytu może przybrać katastrofalne rozmiary. Jeśli sobie przypomnimy, że kryzys w USA rozkwitł w czasie kampanii wyborczej, kiedy politycy i media maksymalnie podgrzewają atmosferę, to teraz staje się jasne, dlaczego amerykańskie władze pompują teraz tyle pieniędzy do swojego systemu.
   Cała ta obecna amerykańska zabawa cyrkowa sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: jak błyskawicznie zatrzymać wielkie wahadło koniunktury i jednocześnie powstrzymać jego wychylenie w drugą stronę. Trzymajmy za nich kciuki, bo ewentualne tsunami nas też zmoczy dotkliwie.

2. Finansowy.
a) Wprowadzić karę absolutnego więzienia dla każdego rządzącego, który przyczynił się do dokonania wydatku budżetowego powyżej dochodu (zero deficytu).
b) Nie dawać ludziom tyle kasy.
16-06-2009 14:54 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... I to by było tyle na temat lewicowego bajania o przydatności teorii Keynesa dla naszych warunków.
Przypominam, że dyskutujemy o sensie zdania:
>>Apologeci lewicy nie mogą tego pojąć i uparcie twierdzą, że czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi,
które w moim przekonaniu zawiera kilka rażących błędów. Jestem dobrego zdania o koncepcji Keynesa, ale nie zamierzam się o nią spierać. Po prostu jestem dyletantem i do sporu, który toczą od lat między sobą wysokiej klasy specjaliści nic nowego wnieść nie potrafię. Jeśli zdołasz przekonać "apologetów lewicy" (określenie moim zdaniem bez sesnu, no ale go użyłeś i jakiś konkretnych ludzi do tej klasy chyba zaliczasz?) - a z całości dyskusji wynika, że chodzi tu o tych poważanych speców od ekonomii, którzy uznają wartość keynesizmu (wyznawców keynesizmu niezmodyfikowanego podobno nie ma) - to będę musiał i ja zmienić swoje zdanie, ale to ew. przyszłość.
>>Zgoda z tym, że każda pożyczka, jeśli nie da spodziewanych korzyści, może być przyczyną kłopotów
>Cieszę się, że zgadzamy się w zakresie nieprzydatności recept Keynesa dla polskiej sytuacji.
Jeśli sam nie widzisz istotnej różnicy między "możliwością kłopotów", a kategorycznym stwierdzeniem nieprzydatności, to nie mamy o czym mówić.
>>Twierdzenie, że rozwiązania keynesowskie zawsze prowadzą do katastrofy jest sprzeczne z faktami
>Zawsze nie.
Sprawa więc wyjaśniona, a co do tego mają dalsze wyjaśnienia, nie rozumiem.
>PS: Wszystkich chcących mi zarzucić nadmierne strywializowanie myśli Keynesa ...
Twoje twierdzenie, że wg a.l. "czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi" nie jest trywializacją keynesizmu, lecz fałszem. Takiego przekonania nigdy ani Keynes ani żadni "apologeci" nigdy nie wyrazili. Ba, nie twierdził tego nawet słynny, żyjący w XVIII w. zwolennik papierowego pieniądza J. Law!

Stach M. G.
16-06-2009 22:18 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>>>Apologeci lewicy nie mogą tego pojąć i uparcie twierdzą, że czym więcej pieniędzy się wydrukuje, tym ludzie będą bogatsi,
>które w moim przekonaniu zawiera kilka rażących błędów
   Twoje przekonanie, Twoja sprawa. Byłoby super, gdybyś wykazał i uzasadnił istnienie owych "rażących błędów", ale nie liczę na to. Podobnie jak nie byłeś w stanie znaleźć cytatów na potwierdzenie swojej tezy o masonach i Żydach. Jeśli chcesz wierzyć, że zwiększanie deficytu jest dobrą sprawą, to nic na to nie poradzę. Podobnie jak nie da się przekonać Jehowego, że biblia jest książką.

>Po prostu jestem dyletantem
   To wiele tłumaczy i czyni dyskusję niełatwą.
14-06-2009 12:20 
 Ocena 1 na 1
hiyoshiro (278 punktów)

>A`propos polecam "złoty wywiad" z Ronem Paulem, czyli pozycja obowiązkowa dla osób wypowiadających się w tym wątku.
>www.youtub(*)?v=n18_aDor0I8&feature=related

Świetny wywiad, warto obejrzeć.
Z jednej strony, widać, że Pan Ron Paul ma jakąś wiedzę na temat ekonomii, z drugiej strony dziwi tak skrajne podejście i brak świadomości skutków tego, co sam proponuje.
Wiadomo, że system pieniądza fiducjarnego jest w gruncie rzeczy "antypieniądzem" w porównaniu do definicji jaką przytacza Adam Smith w "O pochodzeniu i przyczynach bogactwa narodów" - tam pieniądzem był towar który przedstawiał rzeczywistą wartość - najpierw gwóźdź, garść soli, potem monety z metalu szlachetnego - dziś pieniądz jest to sam papier, który sam w sobie nie ma żadnej wartości, tylko jest środkiem do uzyskania wartości, a abstrakcyjna wartość pieniądza papierowego jest zapewniona przez państwo i przez powszechną akceptowalność i możliwość regulowania nim zobowiązań. Tak więc ja w swoim własnym dialekcie nazywam to "antypieniądzem", rozumując klasycznie.
Należy rzucić też spojrzenie w przyszłość - dokąd zmierzamy? Już niedługo, zabraknie nawet tak abstrakcyjnego pieniądza jak papier, wszystko będzie się odbywało za pomocą przelewów bankowych a rozrachunki pieniężne to będą zmiany w rachunkowym stanie sald - czyli czysto cyferkowe rozliczenia, zupełna abstrakcja. Zniknie pieniądz materialny - ten papierowy - a jeśli to był pieniądz abstrakcyjny, to czym będzie pieniądz "cyferkowy" oderwany od jakiejkolwiek postaci materialnej?
Popuściłem trochę wodze wyobraźni, często zastanawiam się jak to wszystko będzie wyglądało i właśnie taka wizja portfela ograniczonego do kawałka plastiku w którym znajduje się zapis na temat naszych aktywów pieniężnych wydaje mi się bardzo prawdopodobna.

W każdym razie, system ten ma na pewno wiele wad, i był nazywany spiskiem, skandalem i określany innymi epitetami, i pan Ron Paul eksponuje niektóre z tych wad, jednakże, nie usłyszałem, żeby zaproponował coś rozsądnego w zamian. Moje zdanie jest takie, że coś jest dobre (akurat w tym przypadku), dopóki to funkcjonuje, prędzej czy później nastąpi jakaś diametralna zmiana - w końcu ludzie będą mieli dość kryzysów takich jak ten (który jest immamentną cechą takiego właśnie systemu);]

polecam znakomity artykuł Theory of Money, profesora Yale, niestety jest on po angielsku, i nie jest łatwy, ale naprawdę warto:
Theory of Money - LINK

pozdrawiam


Neurosis
14-06-2009 12:52 
 Ocena 1 na 1
Tobiasz (24 punktów)

>Należy rzucić też spojrzenie w przyszłość - dokąd zmierzamy? Już niedługo, zabraknie nawet tak abstrakcyjnego pieniądza jak papier, wszystko będzie się odbywało za pomocą przelewów bankowych a rozrachunki pieniężne to będą zmiany w rachunkowym stanie sald - czyli czysto cyferkowe rozliczenia, zupełna abstrakcja.

Mam nadzieję, że nigdy do czegoś takiego nie dojdzie. Pomysły wprowadzenia wirtualnych substytutów tego co nasze (pieniędzy) są nie do zaakceptowania. Tak samo nie zgadzam się na np. głosowanie elektroniczne czy internetowe. Wszystko to o czym napisałem wyżej rodzi olbrzymi pole do nadużyć i ogranicza kontrolę. Wyzerowanie konta bankowego i pozbawienia człowieka oszczędności życia, dopisanie miliona głosów jednemu kandydatowi w wyborach - w przyszłości może to zabrać mniej niż 30 sekund i być nie do udowodnienia.

sorry za offtopa
15-06-2009 11:47 
 Ocena 2 na 2
Głąbiński (3538 punktów)
>... Pomysły wprowadzenia wirtualnych substytutów tego co nasze (pieniędzy) są nie do zaakceptowania. Tak samo nie zgadzam się na np. głosowanie elektroniczne czy internetowe. Wszystko to o czym napisałem wyżej rodzi olbrzymi pole do nadużyć i ogranicza kontrolę. ...
Te zagrożenia cywilizacyjne, które wymieniłeś są stosunkowo mało niebezpieczne i łatwe do opanowania. Dużo gorzej pod obydwoma tymi względzmi (skala nieszczęść i możliwość zapobiegania) przedstawiają się skutki zanieczyszczenia środowiska trującymi i radioaktywnymi odpadami, poprzemysłowa i urbanizacyjna erozja gruntów, zanikanie lasów tropikalnych, zmiany składu chemicznego atmosfery itd. itd. Jedyny sposób na absolutnie pewne wyeliminowanie tego wszystkiego, to powrót do stanu pierwotnej dzikości: naturalne środowisko, całkowita wolność w 100% samowystarczalnego człowieka, żadnych urzędów i papierków ... sama rozkosz!

Stach M. G.
14-06-2009 15:44 
 Ocena 5 na 5
Robert Zawecki (4718 punktów)
>nie usłyszałem, żeby zaproponował coś rozsądnego w zamian
   Na Miłość Boską, przecież ze 20x wracał do tematu waluty mającej odzwierciedlenie w realnej wartości. Choćby we wstępie, kiedy porównywał wartość monety wydobytej ze średniowiecznego okrętu i papierem uważanym za pieniądz. Nie chodzi o przyjęcie czystego systemu waluty złotej. Może to być koszyk złożony z kruszców typu złoto, srebro, platyna, pallad. Może to być dowolny pakiet realnych wartości. Niekoniecznie z parytetem wymiany 1:1.

   Generalnie chodzi o to, aby pozbawić rządzących możliwości nieograniczonej kreacji pustego pieniądza, obojętnie czy papierowego, czy elektronicznego. Teraz jest tak, że w kampanii wyborczej ktoś chlapnie - "po 100 mln dla każdego" - i zaraz po wyborach można to bez większego problemu zrealizować. Efekty pokazano tu: www.youtube.com/watch?v=FW3Iy4oBgA4

A co do pozostałych spraw:
1. Wypieranie pieniądza papierowego przez pieniądz elektroniczny jest faktem i jakościowej zmiany to nie czyni. Jeden i drugi ma charakter... wirtualny. Całkowita eliminacja banknotów i monet jest tylko kwestią czasu. Czasu potrzebnego do wprowadzenia powszechnej dostępności czytników identyfikacyjnych.

2. W zakresie upadku obecnego systemu finansowego nie stawia się już pytania czy, ale kiedy? Daje się zauważyć dwie koncepcje i sporą korelację z kryzysem argentyńskim. Już dziś gwałtownie rośnie rentowność amerykańskich obligacji, czytaj: rynek nie jest skłonny pożyczyć USA tyle, ile ich budżet chciałby wydać. Jeśli USA sobie z tym nie poradzą albo ktoś zrobi im psikusa, to system zawali się w perspektywie 2-3 lat. Natomiast jak wykażą się kreatywnością na poziomie przynajmniej argentyńskim, to kupią sobie czas do momentu wykupu dziesięciolatek, czyli do 2018-20r. Dla polityków to niewyobrażalnie odległa perspektywa. Natomiast dla posiadaczy kredytów hipotecznych ten horyzont nie jest abstrakcyjnie odległy.

3. Do Tobiasza: masz rację, ryzyko jest olbrzymie. Jednak te zmiany stają się faktem i niewiele mamy w tej kwestii do powiedzenia. Póki obecny system będzie dominował nad obywatelami, póty będzie postępować realne ograniczanie ludzkiej wolności.
14-06-2009 21:40 
 Ocena 2 na 2
Matix (5786 punktów)
A gdyby rządzący wyrażali chęć wprowadzenia parytetu pieniądza to byłoby to możliwe? Wcześniej napisałeś, że nie możliwe z powodu władzy, ale gdybając....
hiyoshiro (278 punktów)
>Nie chodzi o przyjęcie czystego systemu waluty złotej. Może to być koszyk złożony z kruszców typu złoto, srebro, platyna, pallad. Może to być dowolny pakiet realnych wartości.
>Generalnie chodzi o to, aby pozbawić rządzących możliwości nieograniczonej kreacji pustego pieniądza, obojętnie czy papierowego, czy elektronicznego.

Moglibyśmy dopuścić się hipotetycznego sformułowania zasad takiego tworu? (oczywiście w super prostej wersji)
Mianowicie chodzi mi o to, na jakiej zasadzie byłyby powiązane waluty z metalami szlachetnymi. Rozumiem, że trzeba zapobiec możliwości nieograniczonej kreacji pieniądza, czyli dodrukowi czy dopisywaniu zer na kontach. Nie rozumiem jednak, na jakiej zasadzie teraz mogłoby się to odbyć.
W systemie waluty złotej mieliśmy bowiem pewną ilość złota i odpowiadającą tej ilości wg parytetu pewną ilość pieniędzy. 1)Odpływ złota->disagio banknotów (spadek ich wartości) ponieważ tej samej ilości banknotów odpowiadała mniejsza ilość złota.
2)Przypływ złota -> agio banknotów (wzrost ich wartości) ponieważ tej samej ilości banknotów odpowiadała większa ilość złota.
Takie samo rozumowanie można przeprowadzić dla dodruku banknotów - dodruk= spadek wartości banknotów ponieważ większej ich ilości odpowiada mniej złota.
Rozpisałem to, ażeby pozostali uczestnicy dyskusji nie mający wiedzy ekonomicznej również mogli rozumieć o co chodzi.

Współczesna sytuacja - dodruk pieniędzy - inflacja. Chcemy zapobiec nieograniczonej emisji pustego pieniądza, czyli jego dodrukowi, który powoduje inflację, spadek wartości, kryzysy itp.

Wiążemy pieniądz z koszykiem metali. Ustalamy parytet. Czy po ustaleniu parytetu musimy naszą emisję pokryć w tych metalach? Jeżeli tak, to nie mam pytań, bo system ten będzie podobnie działał do złotego (nazwijmy go kruszcowym) - w zasadzie to samo, tylko inne metale, czyli porażka najprawdopodobniej gwarantowana. Znamy wady i zalety tego sytemu, nie będę ich teraz rozpisywał (choćby brak odpowiedniej ilości metali, która "nadążyłaby" za ilością kreowanego pieniądza).

Druga możliwość - po ustaleniu parytetu nie pokrywamy emisji banknotów niczym. Jaki sens ma w tym momencie ustalanie tego parytetu? Jedyny jaki teraz mi przychodzi do głowy, to próba utrzymywania kursu waluty właśnie w tym kursie parytetowym (czyli w sumie tak jak kursy stałe, wcale nie trzeba ustalać parytetu w złocie) czyli mobilizacja władz, aby podejmowały takie działania, aby waluta znajdowała się na względnie stałym, stabilnym poziomie (powiedzm+-2%). To wyklucza dodruk pieniędzy, ponieważ ten kurs natychmiast by spadł. No chyba, że wszystkie państwa dodrukowałyby sobie relatywnie taką samą ilość pieniędzy, wtedy te stosunki byłyby nienaruszone.

W jaki sposób zatem powiązanie walut z kruszcami uniemożliwiłoby w dzisiejszych czasach kreację pustego pieniądza?(w systemie waluty złotej było to możliwe, ale powtórka już nie jest możliwa). (Proszę w żadnym razie nie traktować tego postu jako ofensywę, Panie Robercie, tylko raczej jako zapytanie, drogę mojego rozumowania i wynikające z niego ogromne wątpliwości i zakłopotanie, jak działać miałby taki system).

Pozdrawiam!

Neurosis
15-06-2009 01:59 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Nie czuję się ekspertem od systemu waluty złotej. Najlepiej wysłać szczegółowe zapytania do biura Misesa, a tam pracownicy etatowi powinni udzielić wyczerpujących informacji. W ostateczności M.Machaj świeżo po obronie doktoratu powinien mieć więcej czasu.

W skrócie:
1. Czy użyjemy tylko złota, czy alternatywnie koszyka kruszców, to system działa tak samo.

2. Jest kraj, gdzie waluta złota wciąż jest dostępna: pl.wikipedia.org/wiki/Krugerrand

3. Parytet (niekoniecznie 1:1) oznacza, że nie można wyemitować więcej pieniądza niż wynika to ze zgromadzonych zasobów kruszcu.

4. Jak to teraz zrobić? Sytuacja jest daleka od ideału, więc i rozwiązania nie mogą być idealne. Najprostsza propozycja, którą słyszałem brzmiała mniej więcej tak: przyjąć opcję zerową, zsumować zasoby złota i zasoby pieniądza, ustalić parytet z prostej proporcji i... jedziemy z koksem. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy w spłatę długów świata.

5. Odpływy/przypływy - widzę to inaczej. Wartość pieniądza w zasadzie, poza cyklem inflacja/deflacja, nie ulegałaby zmianie, bowiem byłaby równa parytetowi. Jak złoto wyjeżdża z kraju, to ubywa w nim też pieniądza, i na odwrót. Żadnych dodruków!

6. Porażka. System waluty złotej zarzucono w obliczu I wojny światowej, albowiem potrzebne były środki na sfinansowanie wieloletniej wojny. Dlaczego? W społeczeństwach wyborczych, zwanych demokratycznymi, nikt nie zgodziłby się oddawać połowy swojego wynagrodzenia przez lata, aby państwo mogło prowadzić wojenkę. Zatem stosuje się rozwiązanie genialnie proste - zwiększa się wydatki dwukrotnie, a inflacja z reglamentacją załatwiają resztę. Rząd rżnie głupa, że niby niczego obywatelom nie zabiera, a obywatele i tak haracz płacą. Sprytne, nie?

7. Brak kruszców. Wybacz, ale tu pokazałeś się jako dziecko inflacyjnego świata. Ale to nic osobistego. Pewna ilość pieniądza musi krążyć w obiegu, aby zapewnić płynność transakcji. Jednak w praktyce nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy zarabiasz miesięcznie 100zł i wydajesz 100zł, czy zarabiasz 1000zł, ale ceny są 10x wyższe. Wiem, że mentalnie trudno w to uwierzyć, ale tak po prostu jest. W uczciwie prowadzonym systemie walutowym nie ma problemu braku kruszców! Ilość pieniądza nie musi przyrastać - wystarczy, że ceny będą obniżane. A tak się dzieje, bowiem ludzie doskonalą swoje działania i zdolności wytwórcze systematyczne rosną, a zatem możliwe jest obniżanie kosztów. Jeszcze raz zidentyfikujmy przeciwników:
a) rządzący, bowiem ogranicza to ich możliwości prowadzenia wojen i realizacji programów wyborczych, typu "gruszki na wierzbie";
b) bankierzy, bowiem spadają im dochody związane z "kreacją" pieniądza;
c) wielcy przedsiębiorcy, którzy w systemie inflacyjnym dłużej mogą utrzymywać wysokie ceny swoich produktów. Pieniądz deflacyjny odbierałby im część zysków na rzecz zysków konsumenckich, jak obecnie w branży komputerowej, gdzie za taką samą cenę otrzymujemy każdego roku więcej pamięci. Można? Można.
15-06-2009 11:07 
 Ocena 1 na 1
hiyoshiro (278 punktów)

>7. Brak kruszców. Wybacz, ale tu pokazałeś się jako dziecko inflacyjnego świata. Ale to nic osobistego. Pewna ilość pieniądza musi krążyć w obiegu, aby zapewnić płynność transakcji. Jednak w praktyce nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy zarabiasz miesięcznie 100zł i wydajesz 100zł, czy zarabiasz 1000zł, ale ceny są 10x wyższe.

I właśnie dlatego lubię z Panem, Panie Robercie, rozmawiać, ponieważ zawszę czegoś nowego się nauczę. Niby oczywista sprawa z tą ilością pieniądza, a sam dałem się na to złapać!
P.S. Cieszę się, że to nic osobistego, bo tutaj mogłem wyjść na głupka

Tak jak Pan już pisał, dalsza dyskusja jest bezcelowa, bowiem obiektywne kryteria zostały przedstawione, a nasze dalsze wypowiedzi polegałyby na normatywnym wartościowaniu i zajmowaniu jakiegoś stanowiska - kompromis byłby niemożliwy z racji poglądów, które opieramy na tej samej obiektywnej przesłance, lecz wyciągamy z nich inne wnioski (np. przeciwnicy i zwolennicy interwencjonizmu, zwolennicy i krytycy wolnego rynku itp)). Cieszę się i dziękuję za wyjaśnienie niektórych spraw, jednak nadal mam pewne wątpliwości (które to są źródłem czysto subiektywnego stanowiska - mi się taka koncepcja(system kruszcowy) po prostu nie podoba)

Pozdrawiam

Neurosis
15-06-2009 11:48 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Jak napisałem na samym początku powrót do systemu waluty złotej jest całkowicie nierealny. Ale nie dlatego, że jest to zły system, tylko dlatego, że żyjemy już w zupełnie innym świecie. Złoto i inne kruszce pozostają w grze jako bezpieczna lokata kapitałowa. W przypadku zawieruchy wojennej wszystkie zapisy elektroniczne szlag trafi, pieniądz papierowy stanie się bezwartościowy, nieruchomości mogą zostać zburzone albo zagrabione przez nowy system, natomiast złoto stosunkowo łatwo ukryć. Chociaż perspektywa wojenna wydaje nam się abstrakcyjnie odległa, to rozważając inwestycje kapitałowe na potrzeby emerytalne musimy operować horyzontem 40 lat, więc w naszej dywersyfikacji kapitałowej należy uwzględnić ryzyko poważnego krachu systemowego.

   Co dalej? Uważam, że politycy będą pompować bańkę współczesnego systemu inflacyjnego aż do jego ostatecznego krachu. Mam wrażenie, że następny system będzie systemem stricte elektronicznym. Finanse ogromnych grup gospodarczych będą kreowane pod nadzorem globalnego systemu komputerowego wg zasad wynegocjowanych przez polityków. Zatem znów będzie to system inflacyjny, bowiem w żadnym innym znanym systemie zabierania pieniędzy nie można nazywać dawaniem.
15-06-2009 16:32 
 Ocena 2 na 2
Tobiasz (24 punktów)
>   więc w naszej dywersyfikacji kapitałowej należy uwzględnić ryzyko poważnego krachu systemowego.
>    Mam wrażenie, że następny system będzie systemem stricte elektronicznym.

Czy możliwym jest wyłonienie się z zapaści gospodarczej systemu technologicznie bardziej zaawansowanego od obecnego? Historia podpowiada, że tak, ale co będzie pomiędzy jednym a drugim? Mam nieodparte wrażenie, że ten kto zainwestuje w bunkier przeciwatomowy i naukę zdolności survivalowych dobrze na tym wyjdzie.
15-06-2009 18:42 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Czy możliwym jest wyłonienie się z zapaści gospodarczej systemu technologicznie bardziej zaawansowanego od obecnego?
   Jak najbardziej. I mam nieodparte wrażenie, że opis tego nowego systemu będzie liczył jakieś 8000 stron, aby absolutnie nikt nie był w stanie połapać się o co w tym rzeczywiście chodzi.

>co będzie pomiędzy jednym a drugim?
   Wielkie BUM! Przecież ludziom trzeba będzie jakoś odebrać pieniądze, na które nie ma pokrycia.
15-06-2009 19:26 
 Ocena 1 na 1
xarion (917 punktów)

>Należy rzucić też spojrzenie w przyszłość - dokąd zmierzamy? Już niedługo, zabraknie nawet tak abstrakcyjnego pieniądza jak papier, wszystko będzie się odbywało za pomocą przelewów bankowych a rozrachunki pieniężne to będą zmiany w rachunkowym stanie sald - czyli czysto cyferkowe rozliczenia, zupełna abstrakcja. Zniknie pieniądz materialny - ten papierowy - a jeśli to był pieniądz abstrakcyjny, to czym będzie pieniądz "cyferkowy" oderwany od jakiejkolwiek postaci materialnej?
>Popuściłem trochę wodze wyobraźni, często zastanawiam się jak to wszystko będzie wyglądało i właśnie taka wizja portfela ograniczonego do kawałka plastiku w którym znajduje się zapis na temat naszych aktywów pieniężnych wydaje mi się bardzo prawdopodobna.

   Cóż, 50 lat temu S.Lem w "Powrocie z gwiazd" też popuścił wodze fantazji...mamy tam piękny opis trójkątnego kawałeczka plastyku (a w tym kraju jeszcze wtedy nikt o karcie kredytowej nie słyszał...)


"jeśli oddasz swoje prawa w ręce sędziów..." G.B.Shaw
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Ja się boję waluty opartej na złocie, mam taką wiarę w potęgę nauki, że oczami wyobraźni widzę jak jakiś szalony naukowiec produkuje kamień filozoficzny i wytwarza złoto np z ołowiu na masową skalę czym kompletnie destabilizuje gospodarkę.

Na czym oprzeć walutę i dlaczego na złocie?
Bo jest ładne i się błyszczy? Bo nie pokrywa się rdzą? Bo dobrze przewodzi prąd?

Nie rozumiem dlaczego złoto jest tyle warte, to że jest go mało to mi nie wystarczy żeby chcieć posiadać złoto.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
15-06-2009 18:41 
 Ocena 3 na 3
SloniSko (1109 punktów)
>Ja się boję waluty opartej na złocie, mam taką wiarę w potęgę nauki, że oczami wyobraźni widzę jak jakiś szalony naukowiec produkuje kamień filozoficzny i wytwarza złoto np z ołowiu na masową skalę czym kompletnie destabilizuje gospodarkę.
   To wyobraź sobie, że teraz wystarczy kliknąć parę razy w komputerze, przycisk print i już jest nowy pieniądz, znacznie łatwiej niż wynalezienie "kamienia filozoficznego"


"Never assume anything" - A. Milne
15-06-2009 23:46 
 Ocena 1 na 1
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>   To wyobraź sobie, że teraz wystarczy kliknąć parę razy w komputerze, przycisk print i już jest nowy pieniądz, znacznie łatwiej niż wynalezienie "kamienia filozoficznego"

Dlatego ja nie udaję, że wiem na czym oprzeć pieniądz.
Pomyśl, dlaczego złoto jest tyle warte?
Przecież to jakaś ogólnoludzka autohipnoza. Przecież to metal, jeden z pierwiastków.
Dlaczego pieniądza nie oprzeć na innym pierwiastku? Dlaczego w ogóle na pierwiastku?
Mi się zawsze podobało srebro bardziej niż złoto. Co to za idee fixe z tym złotem, nie rozumiem.

Adam


Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
16-06-2009 00:09 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Obejrzyj film "Gorączka złota", może zrozumiesz. Wszystko jest rzeczą umowną. Złoto to złoto, a co powiesz o kawałku płótna pochlapanego farbą?
16-06-2009 01:58 
 Ocena 1 na 1
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>   Obejrzyj film "Gorączka złota", może zrozumiesz. Wszystko jest rzeczą umowną. Złoto to złoto, a co powiesz o kawałku płótna pochlapanego farbą?
>

Nic nie powiem

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
16-06-2009 00:28 
 Ocena 2 na 2
Tobiasz (24 punktów)
>>   Co to za idee fixe z tym złotem, nie rozumiem.
>Adam

1) względy historyczne decydują o pozycji złota
2) właściwości złota takie jak jego podzielność, rzadkość, jednolitość, wytrzymałość a także trudności z jego podrabianiem to kolejne powody przydatności złota jako środka płatniczego

a propos parytetu złota i jego wprowadzenia to zastanawia mnie jedna rzecz - roczne wydobycie złota jak sprawdziłem to 2300 ton w skali świata - i po pierwsze czy wprowadzenie parytetu złota nie napędziło by nikomu niepotrzebnego (de facto) wzrostu wydobycia? a po drugie - co z krajami, które mają szczęście do posiadania dużych zasobów złota (np Ghana, Rosja) - czy parytet nie prowadziłby do ich "nieuczciwego" bogacenia się

a teraz sam siebie przeproszę za szerzenie tak nielibertariańskich pytań, ale niektóre po prostu trzeba zadać, chociaż odpowiedzi mogą wydawać się oczywiste
16-06-2009 07:16 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Na to pytanie zwykle pada odpowiedź, że roczne wydobycie złota jest znikome w stosunku do zasobów złota zgromadzonych przez minione wieki. Aczkolwiek mnie również Rosja niepokoi.
16-06-2009 08:58 
 Ocena 2 na 2
hiyoshiro (278 punktów)

>Dlaczego pieniądza nie oprzeć na innym pierwiastku? Dlaczego w ogóle na pierwiastku?
>Mi się zawsze podobało srebro bardziej niż złoto. Co to za idee fixe z tym złotem, nie rozumiem.

Tobiasz udzielił dobrej odpowiedzi, historia i atrybuty złota wpłynęły na jego pozycję w świecie gospodarczym.
Też mnie to dziwi z jednej strony, dlaczego to akurat złoto było tym co najbardziej pożądane,nawet się tym nie najesz jak jesteś głodny, ani nie napijesz jak jesteś na pustyni (ale przynajmniej umrzesz bogatym!)

Neurosis
16-06-2009 10:55 
 Ocena 2 na 2
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Dlaczego pieniądza nie oprzeć na innym pierwiastku? Dlaczego w ogóle na pierwiastku?
>>Mi się zawsze podobało srebro bardziej niż złoto. Co to za idee fixe z tym złotem, nie rozumiem.
>Tobiasz udzielił dobrej odpowiedzi, historia i atrybuty złota wpłynęły na jego pozycję w świecie gospodarczym.
>Też mnie to dziwi z jednej strony, dlaczego to akurat złoto było tym co najbardziej pożądane,nawet się tym nie najesz jak jesteś głodny, ani nie napijesz jak jesteś na pustyni (ale przynajmniej umrzesz bogatym!)
>
Neurosis

>

Atrybuty złota - zgoda. Ale argument o względach historycznych mnie nie przekonuje.
Ponieważ historia to coś co człowiek sam może kształtować i zmieniać. Ze względów historycznych w Polsce dominuje katolicyzm, mamy się na to zgadzać i nie chcieć tego zmieniać?

Prawdopodobnie w mózgu człowieka jest coś podobnego jak w mózgu sroki, podobają nam się błyszczące przedmioty. Dodatkowo dochodzi czynnik rzadkości występowania, więc działa mechanizm: coś jest mało dostępne, więc pokażę wszystkim że mogę to mieć, potrzeba wyróżniania się posiadaniem trudno dostępnej rzeczy. Pewnie jeszcze inne czynniki.

Dlaczego pieniądza nie oprzeć na platynie?

Nierównomierne rozmieszczenie złóż złota sprawia, że hipotetyczne oparcie pieniądza ogólnoświatowego na złocie spowodowałoby na starcie przewagę pewnych państw nad innymi, czy uzasadnioną ekonomicznie? Może nowa wojna?

Czy istnieją jakieś inne propozycje niż złoto?

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
16-06-2009 12:06 
 Ocena 2 na 2
hiyoshiro (278 punktów)
Wstęp:

Panie Adamie, mojej odpowiedzi proszę nie traktować jako ofensywę, postaram się tylko wytłumaczyć parę spraw, co może zabrzmieć w agresywny sposób, ale proszę na to nie zwracać uwagi. Wszystko co jest moim celem to sprostowanie i wyłożenie sprawy.

>Atrybuty złota - zgoda. Ale argument o względach historycznych mnie nie przekonuje.
>Ponieważ historia to coś co człowiek sam może kształtować i zmieniać. Ze względów historycznych w Polsce dominuje katolicyzm, mamy się na to zgadzać i nie chcieć tego zmieniać?

Po części ma pan rację, po części nie, ale proszę nie zapominać o tym, że złoto ma większą siłę niż katolicyzm!
A co do roli złota, to jego rola jest faktem. Świat tak się rozwijał, że ludzie potrzebowali zabezpieczenia swojej własności i potrzebowali środka regulacji swoich zobowiązań. Wybrali złoto, bo (najprawdopodobniej) się świeciło. Cały myk polega na tym, że gdyby ludzie nie zainteresowali się złotem, byłoby ono dziś bezwartościowe. Mimo, że jego skład, ani właściwości by się nie zmieniły (po co komu jakieś złoto, ani do jedzenia, ani do picia i w dodatku ciężkie - jak kamienie). Po prostu trzeba było coś wybrać, i przez wiele setek (albo i tysięcy lat) te wybory były kierowane w stronę złota. Na pewno, po części, też z powodu rzadkości złota - wartościowe było to, co nie każdy mógł posiadać. Stało się ono synonimem bogactwa i wartości, przez wspólny ludzki "uzans" (zwyczaj, wybór). Tak samo jak fakt, że domów nie budujemy na drzewach tylko na ziemi (no może to akurat zły przykład, ale wiadomo o co chodzi). Oczywiście, z historią nie trzeba się godzić jak pan to słusznie zauważył, ale rola złota jest powszechna i niekwestionowana. Poza tym, MOIM ZDANIEM, nie warto się z tym nie godzić bo platyna nie jest niczym innym, ma tylko inny kolor, ale w zasadzie to to samo. Natomiast np. niegodzenie się na katolicyzm, tylko propagowanie racjonalizmu to już nie to samo, to jest prawdziwa (w tym sensie że znacznie się różni) i sensowna alternatywa.

>Dlaczego pieniądza nie oprzeć na platynie?

A co to za różnica, platyna czy złoto? I to twarde i to twarde, poza tym, równie dobrze platyna mogłaby dziś pełnić rolę złota, akurat tak wyszło, że złoto jest tym co nazywamy złotem, a nie platyna. Absolutnie żadnej różnicy, nie licząc tych, co akurat w tym przypadku nie mają żadnego znaczenia(pomijam kwestie rzadkości).
Ja patrzę na sprawę z punktu widzenia ekonomicznego - funkcjonowania takiego systemu.
Pan wysuwa taki postulat bo platyna jest szerzej dostępna (nie wiem, tak mi się wydaje że jest szerzej dostępna[bo jest tańsza]) itp.
Ale to nie ma znaczenia! Bo taki system (czy oparty na złocie, czy na platynie lub innym kruszcu)z ekonomicznego punktu widzenia najprawdopodobniej ma błędy strukturalne, a z realistycznego punktu widzenia jest systemem niemożliwym! Więc bez sensu to dalej roztrząsać.

>Nierównomierne rozmieszczenie złóż złota sprawia, że hipotetyczne oparcie pieniądza ogólnoświatowego na złocie spowodowałoby na starcie przewagę pewnych państw nad innymi, czy uzasadnioną ekonomicznie? Może nowa wojna?

To już było bardzo szeroko omawiane wcześniej (wyżej).

Neurosis
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Przyjmuję te wyjaśnienia do wiadomości, mimo, że czasami brzmią mi ona jak "tak bo tak", ja się nie upieram że coś jest lepsze niż złoto, tylko sobie głośno gdybam.
Dziękuję za obszerne wyjaśnienia.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
16-06-2009 16:46 
 Ocena 1 na 1
hiyoshiro (278 punktów)
>Przyjmuję te wyjaśnienia do wiadomości, mimo, że czasami brzmią mi ona jak "tak bo tak", ja się nie upieram że coś jest lepsze niż złoto, tylko sobie głośno gdybam.
>Dziękuję za obszerne wyjaśnienia.

Cieszę się, Panie Adamie, że mogłem chociaż trochę pomóc i doskonale rozumiem, że te wyjaśnienia brzmią "tak bo tak". Bardzo często też tak miewam w rozmaitych sprawach. Czasami wręcz wydaje mi się, że to czysty przypadek, że złoto ma dziś taką pozycje jaką ma. Ślepy traf. A naukowcy budujący teorie, starają się dopasować je tak, niekoniecznie żeby wszystko wyjaśniały, ale przede wszystkim żeby nie pozostawały w sprzeczności z faktami. Dlatego ich wartość "objaśniająca" może być znikoma, jak ktoś chce naukowo udowodnić czy wysuwać racjonalne argumenty na temat całkowicie przypadkowego zajścia. Owszem, można tu upatrywać pewnych prawidłowości i przyczynowo-skutkowego,logicznego mechanizmu (jedni mówią, że nie ma w ogóle "przypadków"), ale trzeba wziąść poprawkę, że wcale nie musi być tak, jak nam się zdaje.

Pozwolę sobie wstawić link, może kogoś zainteresuje, w bardzo przystępny sposób objaśnia ideę pieniądza, 3 rozdział pt. "O pochodzeniu pieniądza" dzieła Adama Smitha "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów". Niestety, udało mi się znaleźć tekst tylko w języku angielskim:
LINK TUTAJ

Pozdrawiam

Neurosis
16-06-2009 21:31 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
Pozwolę sobie dodać moim zdaniem bardzo fajną kreskówkę o systemie monetarnym.
Dla mnie to był bardzo pouczający seans. Pokazał mi szczelinę w zasłonie ekonomicznej magii za którą jest wiedza dostępna tylko dla wtajemniczonych.
video.goog(*)ey+as+debt+polskie&hl=en&emb=1
Lektor angielski ale są polskie napisy
16-06-2009 23:14 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
Smith (10069 punktów)
łooł dzięki
Tobiasz (24 punktów)
>video.goog(*)ey+as+debt+polskie&hl=en&emb=1

Ciekawy film ale praktycznie te same treści były przekazane w zeitgeist i zeitgeist addendum oraz america freedom to facism i the obama deception - nawiasem mówiąc polecam oglądnięcie tych czterech filmów, są interesujące

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365