Racjonalista - Strona głównaDo treści
Proste pytanie w sprawie adopcji.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
18-06-2009 10:35Adamiak (36436 punktów)Proste pytanie w sprawie adopcji.
Ocena 7 na 7
   Ostatnio dużo się pisze na forum o sprawach adopcji dzieci przez związki homoseksualne, więc jest to widocznie temat społecznie nieobojętny.
   Pozwolę sobie więc na zadanie pytania, które mnie nurtuje, a w czasie mielenia przeróżnych argumentów albo nie padło, albo nie usłyszałem sensownej nań odpowiedzi, lub też byłem tendencyjnie nastawiony na czytanie tego, co chcę przeczytać.

   Pytanie pozwalam sobie skierować do wszystkich homo i heteroseksualistów, homo i niehomofobów, gejów i lesbijek, blondynów i brunetów, eurosceptyków i euroentuzjastów, pań i panów, a brzmi ono:

   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?

   Dla ułatwienia dodam, że nie pytam, jakie korzyści taka homoadopcja może przynieść gejom, bo takich argumentów naczytałem się już mnóstwo i o istnieniu takich korzyści jestem przekonany.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
>jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>ich adopcji?

Tak się zastanawiałem z własnej perspektywy, introspektywnie, gdybym był dzieckiem w domu dziecka, to czy wolałbym tam zostać, czy też być adoptowany przez parę homo i doszedłem do jednego wniosku:
Gdyby to była para lesbijek, to bym wolał adopcję; natomiast para gejów wybieram dom dziecka.
19-06-2009 15:52 
 Ocena 4 na 4
Madman (7811 punktów)
>Gdyby to była para lesbijek, to bym wolał adopcję; natomiast para gejów wybieram dom dziecka.
Cztery cycki są lepsze od butelki ze smoczkiem, to oczywiste.
W przypadku starszych dzieci płci męskiej cztery cycki są lepsze od czegokolwiek.
Marszalik (733 punktów)
>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>ich adopcji?


Wydaje mi się, że pytanie powinno być skonstruowane w ten sposób:

Czy lepiej dla dziecka wychowywać się w sierocińcu, czy z rodzicami tej samej płci?

Jeśli chodzi o mnie, to nie mam na ten temat jakiegoś sensownego zdania - ani nie byłem sierotą, ani nie jestem homoseksualistą i nie wiem, jak taki związek różni się od hetero.
18-06-2009 12:20 
 Ocena 5 na 5
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>>ich adopcji?
Wydaje mi się, że pytanie powinno być skonstruowane w ten sposób:
> Czy lepiej dla dziecka wychowywać się w sierocińcu, czy z rodzicami tej samej płci?

Gdyby Adamiak chciał zadać takie pytanie, to by je zadał, a zadał inne . Załóż nowy topic ze swoim pytaniem.
18-06-2009 12:47 
 Ocena 2 na 2
Marszalik (733 punktów)
>>>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>>>ich adopcji?
Wydaje mi się, że pytanie powinno być skonstruowane w ten sposób:
>> Czy lepiej dla dziecka wychowywać się w sierocińcu, czy z rodzicami tej samej płci? Gdyby Adamiak chciał zadać takie pytanie, to by je zadał, a zadał inne . Załóż nowy topic ze swoim pytaniem.
>

Musiałbym założyć temat zastanawiający się, czy pytanie Adamiaka jest prawidłowe, i czy nie lepiej zastanowić się nad moim, lub też przeredagować te pierwsze. Skoro w tym temacie można odpowiadać tylko na to Jedyne pytanie - to w jaki sposób można tu dyskutować?
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
No ale Adamiak zadał pytanie, a Ty w ramach odpowiedzi skonstruowałeś swoje i sobie sam odpowiedziałeś . Ale masz rację, póki się wątek nie rozrośnie do rozmiarów ciężko obsługiwanych przez przeglądarki nie ma co zakładać nowego.

Zatem wycofuję się z postulatu tworzenia nowego wątku.
18-06-2009 20:21 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
>Skoro w tym temacie można odpowiadać tylko na to Jedyne pytanie - to w jaki sposób można tu dyskutować?
   Nie upieram się przy odpowiedziach wyłącznie na to, lub tak postawione pytanie - to forum publiczne a ja nie mam zwyczaju kasować czyichś postów... No, do tej pory tego nie zrobiłem.
Adamiak (36436 punktów)
>Wydaje mi się, że pytanie powinno być skonstruowane w ten sposób:
> Czy lepiej dla dziecka wychowywać się w sierocińcu, czy z rodzicami tej samej płci? Jeśli chodzi o mnie, to nie mam na ten temat jakiegoś sensownego zdania - ani nie byłem sierotą, ani nie jestem homoseksualistą i nie wiem, jak taki związek różni się od hetero.
   Kanik właściwie już odpowiedział za mnie: skonstruowałeś nowe pytanie na które odpowiadasz tak krótko, jak treściwie - nie wiem.
18-06-2009 18:22 
 Ocena 1 na 1
Marszalik (733 punktów)
Fakt, mój post nie należał do najbłyskotliwszych... Chciałem jedynie zwrócić uwagę, że dziecko nie adoptowane przez parę homoseksualistów pozostanie w sierocińcu - stąd też to jest raczej rozważanie, czy lepszy jest dom dziecka, czy też rodzice o tej samej płci. Nie siedzę w tym temacie często, więc nie było to dla mnie oczywiste... czytając jednak inne odpowiedzi trudno mi zaprzeczyć, że tak naprawdę pisałem o czymś oczywistym. Mea culpa.
18-06-2009 19:05 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>dziecko nie adoptowane przez parę homoseksualistów pozostanie w sierocińcu
Niekoniecznie, świat jest pełen heteroseksualistów, jest ich nawet więcej.
.
sztejkat (4743 punktów)
> Czy lepiej dla dziecka wychowywać się w sierocińcu, czy z rodzicami tej samej płci?

Zgadzam się z Tobą - odpowiedź na to pytanie jest przecież odpowiedzią na pytanie autora wątku. Jeśli dziecku będzie lepiej - odnosi wymierne korzyści. Jeśli nie - nie odnosi.

Niestety, podobnie jak Ty nie mam dość doświadczenia by na to pytanie odpowiedzieć.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
18-06-2009 11:15
 Ocena 15 na 15
-jad- (18783 punktów)
>   Ostatnio dużo się pisze na forum o sprawach adopcji dzieci przez związki homoseksualne, więc
>jest to widocznie temat społecznie nieobojętny.

Powiedziałbym nawet, że jest to ostatnio najbardziej kontrowersyjny temat na forum.

>   Pozwolę sobie więc na zadanie pytania, które mnie nurtuje, a w czasie mielenia przeróżnych
>argumentów albo nie padło, albo nie usłyszałem sensownej nań odpowiedzi, lub też byłem tendencyjnie
>nastawiony na czytanie tego, co chcę przeczytać.
>   Pytanie pozwalam sobie skierować do wszystkich homo i heteroseksualistów, homo i niehomofobów,
>gejów i lesbijek, blondynów i brunetów, eurosceptyków i euroentuzjastów, pań i panów

Nie wspomniałeś o łysych Mogę też?

>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>ich adopcji?
   

A mi właśnie przed chwilą coś przyszło do łysej głowy. Może czasem warto byłoby zapytać konkretnego dzieciaka czy chce być adoptowany przez konkretną parę homo? Oczywiście nie każde dziecko można spytać ale te trochę starsze chyba tak. Zdaje się, że im starsze dziecko tym mniejsze szanse, że ktoś będzie chciał je zaadoptować; ludzie często lubią "brać" malutkie dzieci tak, żeby wyglądało jakby było ich własne albo, żeby nie pamiętały za wiele z tego co było zanim przeszły pod opiekę rodziców zastępczych. W przypadku pary homoseksualistów nie ma raczej co liczyć na to, że ludziska pomyślą, że geje czy lesbijki sami(e) spłodzili(ły) to dziecko jak również nie ma co liczyć na to, że samo dziecko nie odkryje, że coś tu nie gra. Homoseksualiści powinni więc być nieco mniej wybredni ( wiem, że ma to negatywny wydźwięk ale to prawda).

Wyobrażam to sobie mniej więcej tak, że jest chętna do adopcji homo para, wypełnia tonę druków i spotyka się z dzieckiem, które wcześniej zadeklarowało, że w ogóle bierze pod uwagę taką możliwość, żeby opiekowała się nim taka para. Po kilku spotkaniach, może jakimś wypadzie na weekend, potencjalni rodzice i dziecko podejmują decyzję. Co o tym sądzicie?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
18-06-2009 18:03 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   ... pań i panów
>Nie wspomniałeś o łysych Mogę też?
   Hm, a masz rower?

>A mi właśnie przed chwilą coś przyszło do łysej głowy.
   No trudno, to nie moja wina.

>Może czasem warto byłoby zapytać konkretnego dzieciaka czy chce być adoptowany przez konkretną parę homo?
   Też uważałbym taką formę za najwłaściwszą, ale kłopot w tym, co piszesz dalej - im mniejsze dziecko tym większy na nie "popyt".

>Wyobrażam to sobie mniej więcej tak, że jest chętna do adopcji homo para, wypełnia tonę druków i spotyka się z dzieckiem, które wcześniej zadeklarowało, że w ogóle bierze pod uwagę taką możliwość, żeby opiekowała się nim taka para. Po kilku spotkaniach, może jakimś wypadzie na weekend, potencjalni rodzice i dziecko podejmują decyzję. Co o tym sądzicie?
   Brzmi to sensownie, choć nie wiem, jakie procedury są teraz.
   Powinny być także jakieś zabezpieczenia na wypadek "rozmyślenia się" którejś ze stron, chociaż trudno sobie wyobrazić zabezpieczenia przed urazem psychicznym
19-06-2009 00:57 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)

>>Nie wspomniałeś o łysych Mogę też?
>   Hm, a masz rower?

Nie

>>Może czasem warto byłoby zapytać konkretnego dzieciaka czy chce być adoptowany przez konkretną parę homo?
>   Też uważałbym taką formę za najwłaściwszą, ale kłopot w tym, co piszesz dalej - im mniejsze dziecko tym większy na nie "popyt".

Tak ale piszę też, że pary homo powinny być mniej wybredne.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
19-06-2009 13:45 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>Nie wspomniałeś o łysych Mogę też?
>>   Hm, a masz rower?
>Nie
   No niech będzie - ostatni raz uznaję głos łysego bez roweru.

>>   Też uważałbym taką formę za najwłaściwszą, ale kłopot w tym, co piszesz dalej - im mniejsze dziecko tym większy na nie "popyt".
>Tak ale piszę też, że pary homo powinny być mniej wybredne.
   Mam inne zdanie - uważam, że jeśli przyznać prawa to równe.
19-06-2009 15:43 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>>>Nie wspomniałeś o łysych Mogę też?
>>>   Hm, a masz rower?
>>Nie
>   No niech będzie - ostatni raz uznaję głos łysego bez roweru.

A posiadacze rowerów, którzy łysi nie są?
19-06-2009 22:50 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>>>Nie wspomniałeś o łysych Mogę też?
>>>>   Hm, a masz rower?
>>>Nie
>>   No niech będzie - ostatni raz uznaję głos łysego bez roweru.
>A posiadacze rowerów, którzy łysi nie są?
   Hm, no cóż, czuję się molestowany więc tylko dla świętego spokoju proponuję ograniczyć do cyklistów, ale z rowerami o łysych oponach...
20-06-2009 00:51 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)

>>>   Też uważałbym taką formę za najwłaściwszą, ale kłopot w tym, co piszesz dalej - im mniejsze dziecko tym większy na nie "popyt".
>>Tak ale piszę też, że pary homo powinny być mniej wybredne.
>   Mam inne zdanie - uważam, że jeśli przyznać prawa to równe.

Albo wcale albo całkiem? Czemu? Nie mówię, że nie mogą być nigdy równe. Myślę, że moja propozycja jest nie najgorsza na teraz.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
20-06-2009 10:07 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>Tak ale piszę też, że pary homo powinny być mniej wybredne.
>>   Mam inne zdanie - uważam, że jeśli przyznać prawa to równe.
>Albo wcale albo całkiem? Czemu? Nie mówię, że nie mogą być nigdy równe. Myślę, że moja propozycja jest nie najgorsza na teraz.

   Może i masz rację - jakoś sztampowo podszedłem i określenie "mniej wybredni" źle mi wybrzmiało.

   Czyli dobrze zrozumiałem: proponowanie gejom do adopcji starszych dzieci jako weryfikacja ich motywacji? Ciekawy pomysł - już spodziewam się zarzutów o dyskryminację.
   No i znowu wyłazi kwestia, która niezbyt mi się podoba: weryfikować czyjeś intencje ryzykując interesem dzieci...?

P.S. Chyba pobyt na tym forum zwiększył "polityczność" mojej nomenklatury, co zupełnie nie świadczy o tym, że to wina forum.
20-06-2009 13:18 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)

>   Czyli dobrze zrozumiałem: proponowanie gejom do adopcji starszych dzieci jako weryfikacja ich motywacji?

Niezupełnie. Chodzi o to, że starsze dzieci już co nieco rozumieją i mogą wybrać same czy lepiej być w domu dziecka czy być dzieckiem dwóch szczerze kochających je pedałów. Takie dziecko, póki co, z pewnością będzie narażone na ataki ze strony rówieśników i pewnie nie tylko rówieśników i z tym musi się liczyć. Nie wiem, niestety, czy nawet starsze, przeciętne dziecko jest w stanie ocenić to ryzyko i podjąć najlepszą dla siebie decyzję a na założeniu, że jest w stanie, oparłem cały ten pomysł.
Im więcej będzie takich rodzin tym większą akceptację społeczną będą zyskiwać, jak sądzę i w momencie gdy rodziny takie staną się zupełną normą to przystałbym na pomysł, żeby pary homoseksualne mogły adoptować również młodsze dzieci. Abstrahując od presji otoczenia wywieranej na homo rodziny, wciąż nie wiem jaki wpływ na psychikę dziecka ma wychowanie przez dwoje rodziców tej samej płci. Co by nie mówić, to dziecko potrzebuje obojga rodziców czyli matki i ojca i jeśli któregoś z nich jest z jakichś przyczyn pozbawione to bardzo prawdopodobne, że znajdzie sobie jakiś jego substytut w cioci, wujku, w rodzicu kolegi, w księdzu, nauczycielce, trenerze.

Bardzo dużo "chyba" w tym moim pomyśle. Dopiero teraz to dostrzegam.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
20-06-2009 16:17 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Czyli dobrze zrozumiałem: proponowanie gejom do adopcji starszych dzieci jako weryfikacja ich motywacji?
>Niezupełnie. Chodzi o to, że starsze dzieci już co nieco rozumieją i mogą wybrać same czy lepiej być w domu dziecka czy być dzieckiem dwóch szczerze kochających je pedałów.
   Zgoda na adopcję czyli wybór dotyczy tylko dzieci które ukończyły 13 lat, a młodsze sąd opiekuńczy powinien tylko wysłuchać, jeśli może on pojąć znaczenie przysposobienia, a nie bardzo wyobrażam sobie świadomość w tym względzie np pięciolatka.

>Im więcej będzie takich rodzin tym większą akceptację społeczną będą zyskiwać, jak sądzę i w momencie gdy rodziny takie staną się zupełną normą to przystałbym na pomysł, żeby pary homoseksualne mogły adoptować również młodsze dzieci.
   Problem byłby w wyznaczeniu granicy między "młodsze a starsze", pomijając wszystkie inne kwestie.

>Co by nie mówić, to dziecko potrzebuje obojga rodziców czyli matki i ojca i jeśli któregoś z nich jest z jakichś przyczyn pozbawione to bardzo prawdopodobne...
   ... że adopcja przez dwóch "wujków" byłaby bardziej upośledzona niż przez "mamusię i tatusia".

>Bardzo dużo "chyba" w tym moim pomyśle. Dopiero teraz to dostrzegam.
   Na razie w pomyśle homoadopcji są chyba same "chyba", co przy sporych kolejkach małżeństw chętnych do adopcji "normalnej" wydaje się świadczyć na niekorzyść tej pierwszej.
18-06-2009 12:02
 Ocena 22 na 24
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?

Za wymierne korzyści z adopcji można niewątpliwie uznać fakt, że dziecko będzie mieć dom, a w nim miłość, bezpieczeństwo, czułość i brak przykrej świadomości, że jest niczyje. W mojej ocenie te korzyści zostaną jednak przyćmione przez fakt, że dziecko zaraz po wyjściu z tego domu zderzy się z zupełnie innym światem, w którym nie ma szerszego zrozumienia, a przede wszystkim akceptacji, dla takiego scenariusza. Niech mnie teraz jakiś homoseksualista przekona, że adoptując z partnerem dziecko będzie w stanie zmierzyć się z faktem takim, że polskie społeczeństwo nie jest w ogóle przygotowane na zjawisko adopcji przez pary homoseksualne, że będzie w stanie znieść trud wychowawczy dziecka przychodzącego bardzo często z płaczem do domu, bo szkole czy na podwórku pada ofiarą tekstów typu "dziecko pedałów/lesb" i z tego powodu nie będzie chciało z domu wyjść lub co gorsza nie będzie chciało mu się żyć, niech mnie przekona, że dane mówiące o trwałości związków homoseksualnych, które to dane wskazują na to, że "Związki homoseksualne, zwłaszcza związki pomiędzy gejami są mniej trwałe niż związki heteroseksualne. Przeciętny związek dwóch mężczyzn w Holandii trwa około półtora roku. 71% związków trwa krócej niż 8 lat" (ten fragment znalazłam na tej stronie: rafixon.sa(*)jalne-malzenstwa-homoseksualne) to tylko krzywdzący dla nich stereotyp. Znalazłam inne dane na tej stronie facet.inte(*)rny-jak-gej-i-lesbijka,1133888 i przyjęłam do wiadomości fakt, że na trwałość związków homoseksualistów ma niewątpliwie wpływ otoczenia i rozumiem, że im bardziej tolerancyjne społeczeństwo, tym mniej stresów, które niewątpliwie wpływają na rozpad związku, dopóki jednak w Polsce nie będzie poszanowania i zrozumienia dla inności, pomysł adopcji dzieci homoseksualiści według mnie winni sobie wybić z głowy, a to z tego powodu, że dziecko, które niewątpliwie chcieli uszczęśliwić, będzie cierpieć, bo miłość rodziców nie zrównoważy upokorzenia, które zafunduje mu polskie społeczeństwo. Tu pytanie do homoseksualistów: czy chcecie narażać adoptowane przez was dziecko, dla którego niewątpliwie chcielibyście jak najlepiej, na to, co spotyka was? Oczywiście dzieci padają ofiarą szykan ze strony innych dzieci z rożnych powodów, nie mniej na wykluczenie jednego z nich macie wpływ.
Aneta Dziwińska
TyDraniu (6569 punktów)
Jeżeli alternatywą jest pobyt w domu dziecka, to wolałbym, żeby to dziecko było wychowywane przez parę jednopłciową, która będzie je kochała, opiekowała się i zapewni mu odpowiedni poziom życia.
18-06-2009 12:39 
 Ocena 3 na 3
piątek (1035 punktów)
>Jeżeli alternatywą jest pobyt w domu dziecka, to wolałbym, żeby to dziecko było wychowywane przez parę jednopłciową, która będzie je kochała, opiekowała się i zapewni mu odpowiedni poziom życia.

Oczywiście, że zapewnią mu odpowiedni poziom życia, uwierz, że "koledzy" w szkole też się o to postarają.


"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
18-06-2009 12:51 
 Ocena 3 na 3
TyDraniu (6569 punktów)
>uwierz, że "koledzy" w szkole też się o to postarają.

Wierzę. Mnie koledzy w szkole też dali nieźle w kość, choć nie jestem dzieckiem gejów. Dla tych "kolegów" każdy powód będzie dobry, by gnębić innego, słabszego lub zdolniejszego. Tylko czy obecność patologii w podstawówkach może być argumentem w tej dyskusji?
18-06-2009 13:46 
 Ocena 2 na 2
piątek (1035 punktów)
>>uwierz, że "koledzy" w szkole też się o to postarają.
>Wierzę. Mnie koledzy w szkole też dali nieźle w kość, choć nie jestem dzieckiem gejów. Dla tych "kolegów" każdy powód będzie dobry, by gnębić innego, słabszego lub zdolniejszego. Tylko czy obecność patologii w podstawówkach może być argumentem w tej dyskusji?
>

Tak, może, bo ona występuje, a każdy reaguje na nią inaczej. Jedni mają to gdzieś i szybko o tym zapominają a drudzy mają piętno do końca życia.
To tak jak by nie zamykać samochodu, bo nie powinno się kraść, ale ludzie kradną, więc zamykasz drzwi.

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
18-06-2009 20:23 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... nie jestem dzieckiem gejów.

   Witaj w klubie...
18-06-2009 14:28 
 Ocena 4 na 6
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Oczywiście, że zapewnią mu odpowiedni poziom życia, uwierz, że "koledzy" w szkole też się o to postarają.

Taki stres ma każde adoptowane dziecko. Nasze społeczeństwo jest pod tym względem bardzo "miłe".
18-06-2009 16:01 
 Ocena 2 na 2
piątek (1035 punktów)
>>Oczywiście, że zapewnią mu odpowiedni poziom życia, uwierz, że "koledzy" w szkole też się o to postarają.
>Taki stres ma każde adoptowane dziecko. Nasze społeczeństwo jest pod tym względem bardzo "miłe".

Co do adopcji, to bym się nie zgodził, według mnie krąży taki mit. Osobiście znam parę osób które zostały adoptowane, i pamiętam, że raczej każdy jest podziwiał, i miał do nich pewnego rodzaju szacunek. A w podstawówce nikt nie wiedział kto jest adoptowany kto nie, bo znajomość samego słowa adopcja była czymś unikatowym.

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
18-06-2009 18:11 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>Oczywiście, że zapewnią mu odpowiedni poziom życia, uwierz, że "koledzy" w szkole też się o to postarają.
>Taki stres ma każde adoptowane dziecko. Nasze społeczeństwo jest pod tym względem bardzo "miłe".
   Ale dziecko w związku homoseksualnym najprawdopodobniej będzie miało stresy dodatkowe, związane z orientacją opiekunów - prócz "znajdy" mogą dojść inne epitety.
piątek (1035 punktów)
Być dzieckiem lesbijek, to jeszcze połowa dzieciaków będzie ci zazdrościła
Być dzieckiem gejów to jeszcze można porządnie w mordę zarobić.
I nie ma się co sprzeczać, że to jest nielogiczne, bo tak po prostu, jest i tak jeszcze przez długi czas będzie.

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
dstr (1474 punktów)
Informacja z "Penn & Teller: Bullshit!" (chyba sezon 3. odcinek 2. "Family values", ale nie dam sobie głowy uciąć):

dzieci wychowywane przez rodziców tej samej płci rozwijają się tak samo, jak dzieci wychowywane przez rodziców obojga płci z tą różnicą, że znacząca część przechodzi ok. 12. roku życia przejściowy okres homofobii.

Nie wiem skąd dokładnie ta informacja pochodzi (ma ktoś może źródło?), ale odcinek był emitowany w 2005 roku, więc jeszcze pewnie jest świeża.

Spekulowałbym, że (pomijając relacje takich dzieci z czasami niechętnym otoczeniem) korzyści byłyby porównywalne z korzyściami zwykłej adopcji.
Adamiak (36436 punktów)
>Informacja z "Penn & Teller: Bullshit!" (chyba sezon 3. odcinek 2. "Family values", ale nie dam sobie głowy uciąć):
>Spekulowałbym...

   Na razie nawet nie spekulujesz, tylko reklamujesz jakiś serial.
dstr (1474 punktów)
www.youtube.com/watch?v=h9nRLU_1TBM

A Penna i Tellera warto poznać - dobre show, fajni magicy i "debunkerzy".
SloniSko (1109 punktów)
>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?

   Może przynieść dokładnie takie same wymierne korzyści jakie mogą wystąpić w przypadku adopcji przez związek hetero.

   Poza korzyściami może też przynieść trudności. W domu mogą mieć świetnie - jak w bajce, ale gdy tylko wyjdą na zewnątrz, zderzą się z całkowicie odmienną rzeczywistością. To jak sobie z tym poradzą zależy w dużej mierze od samych dzieci, ale tak czy inaczej nie będzie im łatwo. Ale o tym już napisała belvedere.


"Never assume anything" - A. Milne
18-06-2009 18:08 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Może przynieść dokładnie takie same wymierne korzyści jakie mogą wystąpić w przypadku adopcji przez związek hetero.
>   Poza korzyściami może też przynieść trudności.
   Takie obiekcje można wysunąć do każdego modelu adopcji.
18-06-2009 21:27 
 Ocena 1 na 1
SloniSko (1109 punktów)
>>   Poza korzyściami może też przynieść trudności.
>   Takie obiekcje można wysunąć do każdego modelu adopcji.
   Tak, ale to była część większej całości Niezbyt trafnie przekazałem co miałem na myśli, już wyjaśniam...
Korzyści mogą mieć takie same, raczej nie większe. Z drugiej strony czeka je raczej więcej nieprzyjemności niż mniej.

"Never assume anything" - A. Milne
(Alicja)Duda (25557 punktów)

Jak już pisałam w innym wątku, prawo do adopcji pozwoliłoby zabezpieczyć dzieci przed zabraniem do sierocińca w razie śmierci naturalnego rodzica.
26-06-2009 19:59 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
> Jak już pisałam w innym wątku, prawo do adopcji pozwoliłoby zabezpieczyć dzieci przed zabraniem do sierocińca w razie śmierci naturalnego rodzica.
>

To najpierw z walką o adopcję należałoby poczekać na wprowadzenie formalnych związków partnerskich.
A potem zanim będziemy dyskutować o prawie do powszechnej adopcji, można rzeczywiście pomyśleć o prawie do adopcji przez drugiego z rodziców w sytuacji gdy pierwszy jest rodzicem naturalnym.

Do tego jeszcze w jakimś serialu o wysokiej oglądalności wprowadzić dwóch panów wychowujących razem dziecko i ludzie przywykną

A wtedy rozmowy o powszechnej adopcji będą miały szanse zakończyć się sukcesem gejów.
keymak (3379 punktów)
>jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
Takie same jak przy każdej adopcji.
Będą miały rodziców.
To mało?

Pozdrawiam.
18-06-2009 19:13 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
>Takie same jak przy każdej adopcji.
   Więc wymień, mamy czas.

>Będą miały rodziców.
   Nie będą miały rodziców, lecz opiekunów prawnych.

>To mało?
   Mało - opiekunowie prawni nie są dobrem samym w sobie.

   Pozdrawiam.
18-06-2009 21:58 
 Ocena 2 na 2
SloniSko (1109 punktów)
>   Mało - opiekunowie prawni nie są dobrem samym w sobie.
   W sierocińcu też mają opiekunów prawnych....

   Lepiej mieć opiekuna homoseksualistę przez adopcję niż pedofila w sierocińcu...
Oczywiście nie twierdzę wraz z tym, że nie ma homoseksualistów pedofilów, i że w sierocińcach są tylko tacy opiekunowie. Tak k'woli wyprzedzenia domysłów


"Never assume anything" - A. Milne
19-06-2009 12:07 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Mało - opiekunowie prawni nie są dobrem samym w sobie.
>   W sierocińcu też mają opiekunów prawnych...
   Którzy też nie są dobrem z samej nazwy.

>   Lepiej mieć opiekuna homoseksualistę przez adopcję niż pedofila w sierocińcu...
   Zakładasz, że w sierocińcu większość opiekunów to pedofile? Więc można wyeliminować to zjawisko zamiast dawać prawo do adopcji gejom, jako mniejsze zło... co wynika z podtekstu Twojej wypowiedzi.

>Tak k'woli wyprzedzenia domysłów
   Nie wszystkie przewidziałeś.
19-06-2009 12:48 
 Ocena 1 na 1
SloniSko (1109 punktów)
SloniSko:
Oczywiście nie twierdzę wraz z tym, (...) że w sierocińcach są tylko tacy opiekunowie.
>   Zakładasz, że w sierocińcu większość opiekunów to pedofile?
   Większości też nie zakładam

>Więc można wyeliminować to zjawisko zamiast(pogrubienie moje) dawać prawo do adopcji gejom, jako mniejsze zło... co wynika z podtekstu Twojej wypowiedzi.
   Można? To może wyeliminować to zjawisko nie zamiast dawania prawa ado adopcji gejom, a ze względu na samo zjawisko? I nie tylko w sierocińcach, ale także w rodzinach, przedszkolach, szkołach itd...
   Podtekst każdy odczytuje jak chce odczytać

>>Tak k'woli wyprzedzenia domysłów
>   Nie wszystkie przewidziałeś.
   Pozostawiłem niedomówienia umyślnie


"Never assume anything" - A. Milne
19-06-2009 14:41 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Więc można wyeliminować to zjawisko zamiast(pogrubienie moje) dawać prawo do adopcji gejom, jako mniejsze zło... co wynika z podtekstu Twojej wypowiedzi.
>   Można? To może wyeliminować to zjawisko nie zamiast dawania prawa ado adopcji gejom, a ze względu na samo zjawisko? I nie tylko w sierocińcach, ale także w rodzinach, przedszkolach, szkołach itd...
   Masz kapitalny pomysł! Że też ja na to nie wpadłem - po prostu, jak się wyeliminuje patologię z domów dziecka i zatrudni kochających dzieci wychowawców, to wszyscy będą zadowoleni i zniknie pretekst do handlu dziećmi!
   Duży plus.

>   Podtekst każdy odczytuje jak chce odczytać
   Nie ma ludzi doskonałych.

>>>Tak k'woli wyprzedzenia domysłów
>>   Nie wszystkie przewidziałeś.
>   Pozostawiłem niedomówienia umyślnie
   To drugi plus... ups, nie włazi, ale to nie moja wina.
18-06-2009 22:11 
 Ocena 6 na 6
keymak (3379 punktów)
>>Takie same jak przy każdej adopcji.
>   Więc wymień, mamy czas.
Nie wiem czy potrafię wymienić wszystkie zalety adopcji, ale pierwsze co mi przychodzi do głowy jest oczywiste:
- dziecko ma miejsce gdzie może wracać, miejsce gdzie ma szansę czuć się bezpiecznie,
- dziecko ma kogoś kto z własnej woli chce się nim opiekować i ma szansę na traktowanie jego jak kogoś bliskiego,
- nawet gdyby opuściło swoich opiekunów zawsze ma do kogo wrócić (to nawet jest według mnie sprawa kluczowa)
- jeżeli będzie miało szczęście i trafi na odpowiedzialnych opiekunów może liczyć na pomoc w każdej trudnej sytuacji.
Więcej nie potrafię tak na poczekaniu podać, ale jestem pewien że można tu jeszcze wiele dodać.

>>Będą miały rodziców.
>   Nie będą miały rodziców, lecz opiekunów prawnych.
To tylko określenie, ale może się okazać (i się zdarza), że tacy opiekunowie mogą się zachowywać o wiele dojrzalej aniżeli wielu innych rodziców w pełnym tego słowa znaczeniu.
Jakie wtedy ma znaczenie że określa się ich jako opiekunów prawnych?
Dla mnie żadnego.

>>To mało?
>   Mało - opiekunowie prawni nie są dobrem samym w sobie.
Tak samo jak rodzice nie są dobrem samym w sobie.
Tak czy siak zawsze lepiej jest gdy dzieci są wychowywane przez kogoś kto traktuje je z miłością, lub przynajmniej stara się wychować je najlepiej jak potrafi.
Nie ma co się oszukiwać i twierdzić że życie w rodzinie to wzór absolutnego dobra, ale to jednak cały czas bardzo pozytywny model wychowania. Wydaje mi się nawet że o wiele łatwiej znaleźć zwykłą rodzinę, która nie będzie wyglądać dobrze, a w przypadku rodzin z adoptowanymi dziećmi będzie trudniej takie rodziny wskazać. Choćby dlatego, że takie rodziny są dodatkowo monitorowane i opiekunowie są o wiele bardziej zdeterminowani aby podołać obowiązkom. Przecież sami i z reguły bardzo długo o to się starali. Jest o wiele mniej prawdopodobne że tacy opiekunowie będą mniej odpowiedzialni aniżeli zwykli rodzice, którzy nie zawsze planowali swoje dzieci.

>   Pozdrawiam.
Również pozdrawiam.
19-06-2009 09:08 
 Ocena 8 na 8
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>>jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
>>Takie same jak przy każdej adopcji.
>   Więc wymień, mamy czas.
>>Będą miały rodziców.
>   Nie będą miały rodziców, lecz opiekunów prawnych.
Będą miały rodziców. Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy między dzieckiem urodzonym a adoptowanym.

>>To mało?
>   Mało - opiekunowie prawni nie są dobrem samym w sobie.
Opiekuna prawnego mają dzieci w domu dziecka i rodzinie zastępczej. No i ubezwłasnowolnieni.
Rozumiem, że w twoim świecie małżeństwo heteroseksualne, które adoptowało dziecko to też tylko jego "opiekunowie prawni". Jeżeli tak, to dowodzisz tylko, że na do adopcji (jako rodzic) się nie nadajesz. Byłbyś tylko opiekunem prawnym.

Problem w tej dyskusji polega na tym, że albo używasz pojęć, których nie rozumiesz, albo naginasz ich znaczenie do swojej wizji świata, która, excusez moi le mot, jest prostacka. Naginanie pojęć do twoich przekonań daje ci poczucie racji w każdej dyskusji, którą prowadzisz na tym forum.
Życie jest trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaje.
Wyobraź sobie parę dwóch pań, żyjących sobie razem zgodnie. Jedna z tych pań zmienia płeć. Co pozwala im wziąć ślub. Co pozwala im adoptować dziecko. Adoptują dziecko i zapewniają mu doskonałe warunki. Czy to dziecko odniosło korzyść? Czy warunkiem zapewnienia temu dziecku kochającej rodziny jest operacja zmiany płci jednego z rodziców? A teraz wyobraź sobie, że ja nie muszę sobie tego wyobrażać, bo ja miałem szczęście tych ludzi poznać osobiście. Jak ci ludzie pasują do twoich schematów?
Odnoszę wrażenie, że gdy mówi się o małżeństwach homoseksualnych ma się na myśli przede wszystkim mężczyzn. Może dla tego, że akceptacja dla ich związku jest mniejsza niż dla lesbijek? (Ktoś na forum pisał, że lepiej mieć 2 mamy niż być w domu dziecka, ale lepiej być w domu dziecka niż mieć 2 tatusiów.)
Ale przypadek lesbijek jest ciekawszy. Wyobraź sobie, że taka lesbijka, mieszkająca z inną lesbijką, zaszła w ciążę. Nie jest to takie skomplikowane. I one sobie to dziecko wychowują. Zabierzesz to dziecko do domu dziecka tylko dlatego, że bigoci wychowali swoje dzieci na chuliganów prześladujących to dziecko w szkole? Bo pewnie dziecko odniesie z tego jakąś wymierną korzyść...
Powiedzmy jednak, że zdarzyło się nieszczęście, bo tej mamie, która urodziła dziecko się zmarło. No i szczęśliwie (dla bigoteryjnego społeczeństwa) ta druga mama jako osoba obca dla dziecka (z punktu widzenia prawa oczywiście) nie ma do niego żadnych praw i można dziecko umieścić w domu dziecka i zapewnić mu wymierne korzyści.

Może najpierw określ jakie są owe "wymierne korzyści", to będziemy wiedzieć o co pytasz.

Bo widzisz, moim zdaniem, obowiązkiem społeczeństwa (i państwa jako jego instytucji) jest zapewnienie sierocie szczęśliwego domu, w którym będzie miało dobre warunki, miłość rodziców i tym podobne rzeczy, które chyba jednak są niewymierne. Obowiązkiem państwa nie jest zapewnienie dobrego samopoczucia bigotom różnej maści kosztem dziecka, które już spotkało nieszczęście w postaci utraty rodziców. Obowiązkiem państwa, jest ochrona dzieci przed małymi bigoteryjnymi chuliganami, a nie usuwanie ofiar sprzed ich oczu. Dziecko z domu dziecka też ma pod górkę. Każdy inny ma pod górkę w szkole, bo taki jest porządny, katolicki, heteroseksualny model wychowania. I na usuwaniu takich patologii z życia społecznego państwo powinno się skupić.
19-06-2009 14:23 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nie będą miały rodziców, lecz opiekunów prawnych.
>Będą miały rodziców. Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy między dzieckiem urodzonym a adoptowanym.
   Nieprawda - w polskim prawie rodzicami są tylko dwie osoby (wyjątkowo jedna) wpisane odpowiednio jako matka lub ojciec do aktu urodzenia i innych aktów stanu cywilnego, są to na ogół rodzice biologiczni i o takich w tym wątku piszę, używając słowa"rodzice".
   Osoby które adoptują dziecko nie są jego rodzicami, lecz rodzicami przybranymi i nie są w języku prawnym "rodzicami", tylko powinowatymi pierwszego stopnia w linii prostej.
   Prócz tego oczywiście jedni i drudzy są opiekunami prawnymi.

>Opiekuna prawnego mają dzieci w domu dziecka i rodzinie zastępczej. No i ubezwłasnowolnieni.
   Jasne wyrażanie myśli nie jest twoją mocną stroną.

>Rozumiem, że w twoim świecie małżeństwo heteroseksualne, które adoptowało dziecko to też tylko jego "opiekunowie prawni".
   Nie, to także rodzice przybrani.

>Jeżeli tak, to dowodzisz tylko, że na do adopcji (jako rodzic) się nie nadajesz.
   Strasznie byś mnie tym zmartwił, gdyby nie fakt, że już sam to napisałem, bo doskonale to wiem.

>Problem w tej dyskusji polega na tym, że albo używasz pojęć, których nie rozumiesz, albo naginasz ich znaczenie do swojej wizji świata, która, excusez moi le mot, jest prostacka.
   Prostacki jest twój sposób insynuujący moją złą wolę - nawet eskimoskie wtręty nie ukryłyby jego siermiężnego trywializmu.

>Wyobraź sobie parę dwóch pań, żyjących sobie razem zgodnie.
   Nie chce mi się - bez względu na to, jak zgodnie żyją "twoje" panie, ten wątek jest o związku gejów.

>... ja miałem szczęście tych ludzi poznać osobiście.
   Gratuluję bez zazdrości.

>Ale przypadek lesbijek jest ciekawszy. Wyobraź sobie...
   Nudny jesteś - twoje preferencje seksualne mnie nie interesują.

>Może najpierw określ jakie są owe "wymierne korzyści", to będziemy wiedzieć o co pytasz.
   Zakładałem inteligencję interlokutorów, więc i kwestię uznania dowolnej argumentacji przez innych userów - nie wiedziałem, że też się włączysz do dyskusji.
19-06-2009 23:02 
 Ocena 3 na 3
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>>   Nie będą miały rodziców, lecz opiekunów prawnych.
>>Będą miały rodziców. Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy między dzieckiem urodzonym a adoptowanym.
>   Nieprawda - w polskim prawie rodzicami są tylko dwie osoby (wyjątkowo jedna) wpisane odpowiednio jako matka lub ojciec do aktu urodzenia i innych aktów stanu cywilnego, są to na ogół rodzice biologiczni i o takich w tym wątku piszę, używając słowa"rodzice".
>   Osoby które adoptują dziecko nie są jego rodzicami, lecz rodzicami przybranymi i nie są w języku prawnym "rodzicami", tylko powinowatymi pierwszego stopnia w linii prostej.
>   Prócz tego oczywiście jedni i drudzy są opiekunami prawnymi.
Cytat:

Kodeks rodzinny i opiekuńczy art. 121
Art. 121. § 1. Przez przysposobienie powstaje między przysposabiającym a przysposobionym taki stosunek, jak między rodzicami a dziećmi.
§ 2. Przysposobiony nabywa prawa i obowiązki wynikające z pokrewieństwa w stosunku do krewnych przysposabiającego.
§ 3. Ustają prawa i obowiązki przysposobionego wynikające z pokrewieństwa względem jego krewnych, jak również prawa i obowiązki tych krewnych względem niego.
§ 4. Skutki przysposobienia rozciągają się na zstępnych przysposobionego.

Cytat:

Prawo o aktach stanu cywilnego art.47 p. 2:
2. Jeżeli przysposobienie zostało dokonane wspólnie przez małżonków, w odpisie skróconym aktu urodzenia wymienia się przysposabiających jako rodziców przysposobionego.

I to tyle jeżeli chodzi o Polskę i świat w którym żyje Adamiak.

>>... ja miałem szczęście tych ludzi poznać osobiście.
>   Gratuluję bez zazdrości.
>>Ale przypadek lesbijek jest ciekawszy. Wyobraź sobie...
>   Nudny jesteś - twoje preferencje seksualne mnie nie interesują.
I to tyle jeżeli chodzi o poziom Adamiaka.

>>Może najpierw określ jakie są owe "wymierne korzyści", to będziemy wiedzieć o co pytasz.
>   Zakładałem inteligencję interlokutorów, więc i kwestię uznania dowolnej argumentacji przez innych userów - nie wiedziałem, że też się włączysz do dyskusji.
Dowolność argumentacji i jej oderwanie od rzeczywistości to podstawa wywodów Adamiaka.
Adamiak (36436 punktów)
>Cytat:

>Prawo o aktach stanu cywilnego art.47 p. 2:
>2. Jeżeli przysposobienie zostało dokonane wspólnie przez małżonków, w odpisie skróconym aktu urodzenia wymienia się przysposabiających jako rodziców przysposobionego.
>

   Masz rację, choć ten zapis nie odzwierciedla zwyczajowego podziału na pokrewieństwo, które jest więzią biologiczno-prawną i powinowactwo, będące więzią prawną.

>I to tyle jeżeli chodzi o Polskę i świat w którym żyje Adamiak.
   Twoja szczerość w tendencyjnym podejściu z osobistym wydźwiękiem jest doprawdy godna podziwu.

>>>Ale przypadek lesbijek jest ciekawszy. Wyobraź sobie...
>>   Nudny jesteś - twoje preferencje seksualne mnie nie interesują.
>I to tyle jeżeli chodzi o poziom Adamiaka.
   Nie mam wpływu na twój sposób oceny ludzi na podstawie ich odniesienia do twoich sympatii lesbijskich.
   Już nie pytam, czy każdego, kto nie chce słuchać twoich opowieści o lesbijkach klasyfikujesz podobnie, bo wydaje się to oczywiste.
20-06-2009 12:29 
 Ocena 2 na 2
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Cytat:

>>Prawo o aktach stanu cywilnego art.47 p. 2:
>>2. Jeżeli przysposobienie zostało dokonane wspólnie przez małżonków, w odpisie skróconym aktu urodzenia wymienia się przysposabiających jako rodziców przysposobionego.
>>

>   Masz rację, choć ten zapis nie odzwierciedla zwyczajowego podziału na pokrewieństwo, które jest więzią biologiczno-prawną i powinowactwo, będące więzią prawną.
Adamiak niestety potwierdza badania dowodzące wzrost wtórnego analfabetyzmu i zanik umiejętności zrozumienia tekstu czytanego. Ponownie postuluję test na rozumienie tekstu przy zakładaniu konta na racjonaliście.

>>I to tyle jeżeli chodzi o Polskę i świat w którym żyje Adamiak.
>   Twoja szczerość w tendencyjnym podejściu z osobistym wydźwiękiem jest doprawdy godna podziwu.
>>>>Ale przypadek lesbijek jest ciekawszy. Wyobraź sobie...
>>>   Nudny jesteś - twoje preferencje seksualne mnie nie interesują.
>>I to tyle jeżeli chodzi o poziom Adamiaka.
>   Nie mam wpływu na twój sposób oceny ludzi na podstawie ich odniesienia do twoich sympatii lesbijskich.
>   Już nie pytam, czy każdego, kto nie chce słuchać twoich opowieści o lesbijkach klasyfikujesz podobnie, bo wydaje się to oczywiste.
Poziom iluletniego dziecka trzeba osiągnąć, żeby w opisanym przeze nie przypadku widzieć tylko lesbijski seks? Skoro ja o stosunkach lesbijskich w ogóle nie pisałem? Cóż, kołtunowi duszonemu w bigoteryjnym sosie wszystko kojarzy się z jednym...
20-06-2009 12:47 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Cóż, kołtunowi duszonemu w bigoteryjnym sosie wszystko kojarzy się z jednym...

   Jeszcze się nie zdecydowałem, czy usuwać takie posty, więc na razie sygnalizuję sprawę pod rozwagę moderatorom.
20-06-2009 13:35 
 Ocena 5 na 5
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Cóż, kołtunowi duszonemu w bigoteryjnym sosie wszystko kojarzy się z jednym...
>   Jeszcze się nie zdecydowałem, czy usuwać takie posty, więc na razie sygnalizuję sprawę pod rozwagę moderatorom.
>
Pse pani, pse pani! a on się bije łopatką.
Ja zwracam uwagę moderatorom, że to nie ja sprowadziłem dyskusję do lesbijskiego seksu. I to nie ja wmawiałem Adamiakowi zamiłowanie do wenezuelskich telenowel albo takie czy inne zainteresowania seksualne.
Taki niestety jest styl Adamiaka, że jak wykaże mu się ignorancję w temacie dyskusji to zaczyna osobiste wycieczki. Jak w nich też sobie nie radzi to skarży się moderatorom.

Jednak nie sądzę, żeby nazywanie kołtuna i bigota kołtunem i bigotem było obraźliwe.
To jest tak jak z poruszanymi w wątku ewentualnymi problemami w grupie rówieśniczej dziecka wychowywanego przez parę homoseksualną. Zamiast zająć się chuliganami w szkole i rozsadnikiem nietolerancyjnych postaw jakim jest polski model wychowania rodzinnego, najlepiej zamknąć dziecko w domu dziecka, żeby kołtuna w oczy nie kłuć. Jak się go kłuje, to na wszystkich możliwych forach będzie robił wszystko, żeby narzucić swoją wizję świata innym.
Kontynuuję dyskusję z Adamiakiem, nie po to, żeby go do czegoś przekonać, bo swoimi wypowiedziami dał dowód, że byłaby to syzyfowa praca, ale dlatego, żeby przynajmniej racjonalista nie stał się internetowym forum zdominowanym przez bigotów i kołtuna.

A i oczywiście Adamiak jako założyciel wątku ma prawo go cenzurować. Ta technika pozwoli mu mieć rację. Przynajmniej w jego wspaniałym świecie.
20-06-2009 13:51 
 Ocena 3 na 5
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>Taki niestety jest styl Adamiaka, że jak wykaże mu się ignorancję w temacie dyskusji to zaczyna osobiste wycieczki.

To taka adamiakowa erystyka na poziomie magla, choć on sam uważa, że jest wyrafinowana, pewnie dlatego, że spotyka się z niemałym aplauzem.
Aneta Dziwińska
20-06-2009 16:27 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>To taka adamiakowa erystyka na poziomie magla, choć on sam uważa, że jest wyrafinowana, pewnie dlatego, że spotyka się z niemałym aplauzem.

   Kierowniczka magla "belvedere" proszona do biura w suterynie.
20-06-2009 16:19 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Kontynuuję dyskusję z Adamiakiem, nie po to, żeby go do czegoś przekonać [...] ale dlatego, żeby przynajmniej racjonalista nie stał się internetowym forum zdominowanym przez bigotów i kołtuna.

   Dział "Sprawy portalu" piętro niżej.
20-06-2009 22:16 
 Ocena 2 na 2
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Kontynuuję dyskusję z Adamiakiem, nie po to, żeby go do czegoś przekonać [...] ale dlatego, żeby przynajmniej racjonalista nie stał się internetowym forum zdominowanym przez bigotów i kołtuna.
>   Dział "Sprawy portalu" piętro niżej.
Tam składasz skargi, jak braknie ci argumentów a interlokutor nie daje się sprowokować do jawnego bana?
20-06-2009 20:44 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>>   Masz rację, choć ten zapis nie odzwierciedla zwyczajowego podziału na pokrewieństwo, które jest więzią biologiczno-prawną i powinowactwo, będące więzią prawną.
>Adamiak niestety potwierdza badania dowodzące wzrostu wtórnego analfabetyzmu i zaniku umiejętności zrozumienia tekstu czytanego. Ponownie postuluję test na rozumienie tekstu przy zakładaniu konta na racjonaliście.

   Postulat odrzucony, ale gdybyś się zgodził przetestować się na tym haśle Wikipedii, byłbym wielce zobowiązany. A zmniejszenie poziomu agresji dobrze zrobiłoby poziomowi dyskusji.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
20-06-2009 22:15 
 Ocena 3 na 3
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>>   Masz rację, choć ten zapis nie odzwierciedla zwyczajowego podziału na pokrewieństwo, które jest więzią biologiczno-prawną i powinowactwo, będące więzią prawną.
>>Adamiak niestety potwierdza badania dowodzące wzrostu wtórnego analfabetyzmu i zaniku umiejętności zrozumienia tekstu czytanego. Ponownie postuluję test na rozumienie tekstu przy zakładaniu konta na racjonaliście.
>   Postulat odrzucony, ale gdybyś się zgodził przetestować się na tym haśle Wikipedii, byłbym wielce zobowiązany. A zmniejszenie poziomu agresji dobrze zrobiłoby poziomowi dyskusji.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Jakoś nie spodziewałem się pozytywnego rozpatrzenia postulatu.
Wracając jednak do naszych baranów:
Całą dyskusja zakończona przytaczaniem Kodeksu Rodzinnego i opiekuńczego oraz Prawa o Aktach Stanu Cywilnego wyglądała tak:
Adamiak: jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
keymak: Będą miały rodziców.
Adamiak: Nie będą miały rodziców, lecz opiekunów prawnych.
no i tu się wtrąciłem, bo Adamiak rozpoczął kreację rzeczywistości pod własne poglądy:
poziomczyński: Będą miały rodziców. Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy między dzieckiem urodzonym a adoptowanym.
No ale Adamiak nie może się mylić:
Adamiak:
Cytat:

Nieprawda - w polskim prawie rodzicami są tylko dwie osoby (wyjątkowo jedna) wpisane odpowiednio jako matka lub ojciec do aktu urodzenia i innych aktów stanu cywilnego, są to na ogół rodzice biologiczni i o takich w tym wątku piszę, używając słowa"rodzice".
Osoby które adoptują dziecko nie są jego rodzicami, lecz rodzicami przybranymi i nie są w języku prawnym "rodzicami", tylko powinowatymi pierwszego stopnia w linii prostej.
Prócz tego oczywiście jedni i drudzy są opiekunami prawnymi.

Adamiak zarzucił mi, że zdanie stwierdzające, że prawo nie rozróżnia rodziców adopcyjnych od naturalnych. No to może ja jakiś dziwny jestem i zajrzałem do kodeksów. Przytoczony przeze mnie art 121 KRO stwierdza wyraźnie, że:
- między adoptowanym i adoptującym powstaje taki sam związek jak między rodzicem i dzieckiem (w punkcie 1), ustają relacje prawne między adoptowanym a jego poprzednią rodziną, całą nie tylko rodzicami (punkt 3). No i jeszcze Akta Stanu Cywilnego. Cytowany artykuł 47. w punkcie 2 wyraźnie mówi, że w odpisach aktu urodzenia wpisuje się nowych rodziców, jeżeli adopcji dokonało małżeństwo.

Na to Adamiak:
Cytat:

Masz rację, choć ten zapis nie odzwierciedla zwyczajowego podziału na pokrewieństwo, które jest więzią biologiczno-prawną i powinowactwo, będące więzią prawną.

Spójrzmy więc do KRO:
Cytat:

Art. 26. Z małżeństwa wynika powinowactwo między małżonkiem a krewnymi drugiego małżonka; trwa ono mimo ustania małżeństwa.

Jeżeli pokrewieństwo jest kategorią biologiczno-prawną (cokolwiek miałoby to oznaczać) to powinowactwo (jako oparte na pokrewieństwie) też.
I przysposobienie nie tworzy ani pokrewieństwa ani powinowactwa.

No ale zamiast zajrzeć do źródeł łatwiej zarzucić rozmówcy mówienie nieprawdy. Może faktycznie wzbudza to we mnie złość.

Adamiak sprowadził dyskusję do moich skłonności seksualnych. Ja mu jakoś nie sugerowałem jakichś skłonności w związku z tematem, który stworzył.
20-06-2009 22:50 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>no i tu się wtrąciłem, bo Adamiak rozpoczął kreację rzeczywistości pod własne poglądy:
>poziomczyński: Będą miały rodziców. Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy między dzieckiem urodzonym a adoptowanym.

   W tym właśnie miejscu dodałeś również, że adamiakowa wizja świata jest prostacka, aby następnie dojść do wniosku, że sam Adamiak jest kołtunem i bigotem, a że Adamiak rzadko bywa dłużny, więc i tym razem dłużnym Ci nie pozostał. Niewątpliwie dodało to dyskusji chorobliwych rumieńców, ale chyba nie o to Ci chodziło?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
21-06-2009 10:32 
 Ocena 2 na 2
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>no i tu się wtrąciłem, bo Adamiak rozpoczął kreację rzeczywistości pod własne poglądy:
>>poziomczyński: Będą miały rodziców. Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy między dzieckiem urodzonym a adoptowanym.
>   W tym właśnie miejscu dodałeś również, że adamiakowa wizja świata jest prostacka, aby następnie dojść do wniosku, że sam Adamiak jest kołtunem i bigotem, a że Adamiak rzadko bywa dłużny, więc i tym razem dłużnym Ci nie pozostał. Niewątpliwie dodało to dyskusji chorobliwych rumieńców, ale chyba nie o to Ci chodziło?

Pisząc o prostackim światopoglądzie odnosiłem się na przykład do tej wypowiedzi Adamiaka:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,218455#w218926
Pogląd, że homoseksualiści to osoby niezrównoważone emocjonalnie, dla których adopcja jest tylko sposobem na poprawienie sobie nastroju kosztem biednego dziecka jest według mnie prostacki.
I co trzeba mu tłumaczyć, że niepłodna para heteroseksualne jest według jego pojęć równie niestabilna emocjonalnie i też w rezultacie można stwierdzić, że chodzi im tylko o poprawienie sobie samopoczucia kosztem dziecka. Trzeba mu tłumaczyć, że gej to taki sam człowiek jak każdy inny?
Dopiero po dyskusji w tamtym wątku Adamiak zapytał: co z tego, że poprawimy humor niezrównoważonym emocjonalnie gejom będzie miało wykorzystane przez nich dziecko.
Skoro on zadał proste pytanie to keymak prosto mu odpowiedział: takie samie korzyści jak z każdej innej adopcji. No ale to nie jest adopcja jak każda bo "gejowska". Pewnie 200 lat temu byłby problem z adopcją "żydowską", bo istniałoby podejrzenie, że dziecko skończy jako dawca krwi na macę.
Podkreślam jeszcze raz homoseksualista to taki sam człowiek jak każdy inny. Zdarzają się mądrzy i głupi, źli i dobrzy. Zdarzają się pewnie dobrzy kandydaci na rodziców i źli. Niektórzy zresztą są pewnie rodzicami.

Kołtun i bigot pojawił się później. Razem z fałszywą troską o adoptowane dzieci, którym chuligani zgotują piekło w szkole. I problemem nie jest szkolny chuligan tylko adoptowane dziecko. I to dziecko trzeba chronić odmawiając mu prawa do rodzinnego domu. Choć, moim zdaniem, kołtun pojawił się juz w dyskusji z dajmoninem.

Jeszcze jedna uwaga. Słowa "prostacki" użyłem z pewną taką nieśmiałością. Pokazałem, jak homoseksualna z punktu widzenia prawa kanonicznego para może adoptować dziecko w Polsce. Pokazałem też jakie niekorzystne dla dziecka skutki może mieć brak uregulowania statusu par homoseksualnych w prawie rodzinnym.
Nikt nie odmówił Adamiakowi prawa do polemiki. On jednak ograniczył się do zarzucenia mi nieprawdy.
I sprowadzenie dyskusji na swój poziom. Nie, nie chodziło mi o to.
Ale myślę, że zareagował nerwowo na próby tłumaczenia mu, że homoseksualista jest człowiekiem. Ta nerwowość i ciągłe odwoływanie się do lesbijskiego seksu pozwoliły mi nazwać go kołtunem i bigotem.

To, że Adamiak rzadko bywa dłużny i że jak ktoś również nie zostaje mu dłużny to się skarży, i że ma status forumowicza specjalnej troski, któremu więcej wolno, pokazał jego spór ze Śmigielskim.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,175781#w176707

Sam Adamiak napisał kiedyś tak:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,198620#w198663
Porządny, przyzwoity facet. Broń Boże homofob.
21-06-2009 22:44 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Pisząc o prostackim światopoglądzie odnosiłem się na przykład do tej wypowiedzi Adamiaka:
> www.racjonalista.pl/forum.php/s,218455#w218926
>Pogląd, że homoseksualiści to osoby niezrównoważone emocjonalnie, dla których adopcja jest tylko sposobem na poprawienie sobie nastroju kosztem biednego dziecka jest według mnie prostacki.

   Egzegeza forumowych wypowiedzi nie jest tym, co mnie najbardziej pasjonuje, ale zmuszony jestem zwrócić Ci uwagę, że wskazana przez Ciebie, jest odpowiedzią na stwierdzenie dajmoniona głoszące, że adopcja byłaby dla par homoseksualnych wyrównywaniem szans.

>Dopiero po dyskusji w tamtym wątku Adamiak zapytał: co z tego, że poprawimy humor niezrównoważonym emocjonalnie gejom będzie miało wykorzystane przez nich dziecko.
>Skoro on zadał proste pytanie to keymak prosto mu odpowiedział: takie samie korzyści jak z każdej innej adopcji. No ale to nie jest adopcja jak każda bo "gejowska". Pewnie 200 lat temu byłby problem z adopcją "żydowską", bo istniałoby podejrzenie, że dziecko skończy jako dawca krwi na macę.

   Bardzo efektowne przypuszczenie. Niestety nie dowodzi, że adopcja "gejowska" jest jak każda inna. Bo nie jest. Mamy w Polsce około 1,5 mln samotnych matek. Nie jest to więc jakieś nadzwyczajne zjawisko. Tym niemniej samotna kobieta ma minimalne szanse na adopcję. Nikomu jednak nie przychodzi do głowy twierdzenie, że kobiety są przez to dyskryminowane.

>Kołtun i bigot pojawił się później. Razem z fałszywą troską o adoptowane dzieci, którym chuligani zgotują piekło w szkole. I problemem nie jest szkolny chuligan tylko adoptowane dziecko. I to dziecko trzeba chronić odmawiając mu prawa do rodzinnego domu.

   W tej trosce, nawet gdyby była fałszywa, nijak nie mogę dopatrzeć się ani kołtuństwa, ani bigoterii, a Twój chwyt erystyczny wyrażający się w kreowaniu fałszywej alternatywy: albo dom dziecka, albo adopcja przez parę gejów, nie robi na mnie żadnego wrażenia.

>To, że Adamiak rzadko bywa dłużny i że jak ktoś również nie zostaje mu dłużny to się skarży, i że ma status forumowicza specjalnej troski, któremu więcej wolno, pokazał jego spór ze Śmigielskim.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,175781#w176707

   Pozostanę przy swoim zdaniu. Uważam, że od zawodowego literata można wymagać więcej smaku przy formułowaniu swoich myśli, niż od zawodowego dekarza.

>Sam Adamiak napisał kiedyś tak:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,198620#w198663
>Porządny, przyzwoity facet.

   Nie wiem czy porządny i przyzwoity. Mogę tylko podejrzewać, że to facet, któremu zależy, aby takim być.

>Broń Boże homofob.

   Boże broń.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
22-06-2009 00:04 
 Ocena 1 na 1
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Pisząc o prostackim światopoglądzie odnosiłem się na przykład do tej wypowiedzi Adamiaka:
>> www.racjonalista.pl/forum.php/s,218455#w218926
>>Pogląd, że homoseksualiści to osoby niezrównoważone emocjonalnie, dla których adopcja jest tylko sposobem na poprawienie sobie nastroju kosztem biednego dziecka jest według mnie prostacki.
>   Egzegeza forumowych wypowiedzi nie jest tym, co mnie najbardziej pasjonuje, ale zmuszony jestem zwrócić Ci uwagę, że wskazana przez Ciebie, jest odpowiedzią na stwierdzenie dajmoniona głoszące, że adopcja byłaby dla par homoseksualnych wyrównywaniem szans.
A jednak imputował parom gejowski problemy psychologiczne, choć o tych dajmonion nie pisał. Jednocześnie zakładał, że homoseksualiści stanowią monolit i dzielą wspólne poglądy, co też dajmonion poniżej mu tłumaczył. I o ile pamiętam bez rezultatu.
Jednocześnie dajmonion wyraźnie napisał, że nie pragnie adoptować dziecka. Jedyną osobą wypowiadającą się z całą pewnością o motywacjach homoseksualistów był Adamiak.
Jak też napisałem "prostactwo" to moja opinia o światopoglądzie Adamiaka. Nawet przerosiłem za użycie tego słowa, bo wydawało mi się za mocne. Mógł wyprowadzić mnie z błędu zamiast mnie w nim utwierdzać.
>>Skoro on zadał proste pytanie to keymak prosto mu odpowiedział: takie samie korzyści jak z każdej innej adopcji. No ale to nie jest adopcja jak każda bo "gejowska". Pewnie 200 lat temu byłby problem z adopcją "żydowską", bo istniałoby podejrzenie, że dziecko skończy jako dawca krwi na macę.
>   Bardzo efektowne przypuszczenie. Niestety nie dowodzi, że adopcja "gejowska" jest jak każda inna. Bo nie jest.
A na czym polega różnica?
>Mamy w Polsce około 1,5 mln samotnych matek. Nie jest to więc jakieś nadzwyczajne zjawisko. Tym niemniej samotna kobieta ma minimalne szanse na adopcję. Nikomu jednak nie przychodzi do głowy twierdzenie, że kobiety są przez to dyskryminowane.
Mnie przychodzi. Prawo zakłada że podstawowym kryterium jakim należy się kierować przy adopcji jest dobro dziecka. Samotni są dyskryminowani. W świetle obecnie obowiązującego prawa homoseksualiści są dyskryminowani nie bardziej niż osoby samotne. (Chyba, że są badania pokazujące, że dobro dziecka lepiej jest chronione w domu dziecka niż w niepełnej rodzinie.)
Dyskusja o adopcji homoseksualnej (nazwa jest uproszczeniem ale nie chcę za każdym razem pisać o wspólnej adopcji małżeństw homoseksualnych) dotyczy specjalnego rodzaju adopcji: wspólnej adopcji przez małżonków. Jedno z pary będzie mogło adoptować dziecko, tyle że będzie to wyłącznie jego dziecko (abstrahujemy chwilowo od trudności piętrzonych przed adoptującymi samotnie). Jeżeli para homoseksualna będzie wspólnie wychowywać dziecko jednego z nich (co opisałem na przykładzie lesbijek, bo tu technicznie łatwiej o taki przypadek bez niemożliwej w praktyce obecnie adopcji), to drugie nie będzie miało do tego dziecka żadnych praw niezależnie od więzi łączącej je z dzieckiem. Takie przypadki mogą się obecnie zdarzać. Uważam, że w cywilizowanym społeczeństwie prawo powinno takie kwestie regulować tak, żeby ludziom których temat dotyczy ułatwić życie a nie narzucać sposób życia zgodny ze światopoglądem innych. Kosztem tychże ludzi.

>>Kołtun i bigot pojawił się później. Razem z fałszywą troską o adoptowane dzieci, którym chuligani zgotują piekło w szkole. I problemem nie jest szkolny chuligan tylko adoptowane dziecko. I to dziecko trzeba chronić odmawiając mu prawa do rodzinnego domu.
Kołtunem nazwałem najpierw te dzieci, które nie tolerują innego. Nazwałem ich kołtuna efektem bigoteryjnego wychowania. Można to sprawdzić.
Adamiaka nazwałem kołtunem i bigotem a propos jego obsesji na punkcie lesbijskiego seksu.
>   W tej trosce, nawet gdyby była fałszywa, nijak nie mogę dopatrzeć się ani kołtuństwa, ani bigoterii, a Twój chwyt erystyczny wyrażający się w kreowaniu fałszywej alternatywy: albo dom dziecka, albo adopcja przez parę gejów, nie robi na mnie żadnego wrażenia.
Nigdzie nie postawiłem takiej alternatywy. Choć oczywistym jest, że jeżeli dobro dziecka by na tym skorzystało to dopuszczenie takich adopcji spowoduje, że jakieś dzieci zostaną adoptowane. Nie wszystkie. Nie braknie też dzieci dla chętnych par heteroseksualnych. Jeżeli takich adopcji się nie dopuści (bo nie i już) to te jakieś dzieci nie zostaną adoptowane. Też nie wszystkie.
Hmm... Tego bym się po tobie placowniku nie spodziewał.
Tym bardziej, że niżej był chwyt skierowany do zapiekłych przeciwników adopcji homoseksualnych - wystarczy, że adoptują wszystkie sieroty sami.

>>To, że Adamiak rzadko bywa dłużny i że jak ktoś również nie zostaje mu dłużny to się skarży, i że ma status forumowicza specjalnej troski, któremu więcej wolno, pokazał jego spór ze Śmigielskim.
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,175781#w176707
>   Pozostanę przy swoim zdaniu. Uważam, że od zawodowego literata można wymagać więcej smaku przy formułowaniu swoich myśli, niż od zawodowego dekarza.
Patrz, sam wypominasz Adamiakowi zawód. Uważam, że niezależnie od wykonywanego zawodu wszystkich użytkowników forum obowiązują te same zasady.
Oczywiście nie narzucam ci swojego zdania. Pozwól jednak, że pozostanę przy swoim. Adamiak ma na tym forum takie same prawa jak inni.
Jednak zważ, czy ze swoim podejściem nie zbanowałbyś Sokratesa (Diogenes Laertios "Sokrates" Ks. II 5, 20-21).
>>Sam Adamiak napisał kiedyś tak:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,198620#w198663
>>Porządny, przyzwoity facet.
>   Nie wiem czy porządny i przyzwoity. Mogę tylko podejrzewać, że to facet, któremu zależy, aby takim być.
Nie zauważyłem, żeby mu zależało. On uważa, że jest porządny. I uważam, że on uważa, że mu nie musi zależeć.
>   Pozdrawiam
Również pozdrawiam
22-06-2009 01:13 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>samotna kobieta ma minimalne szanse na adopcję. Nikomu jednak nie przychodzi do głowy twierdzenie, że kobiety są przez to dyskryminowane.
   Tfu, cobyś w złą godzinę nie rzekł.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
Wzrost konkurencyjności wśród kandydatów na rodziców podniesie jakość ich adopcyjnej oferty.
.
Adamiak (36436 punktów)
>>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
>Wzrost konkurencyjności wśród kandydatów na rodziców podniesie jakość ich adopcyjnej oferty.

   Uwaga słuszna choć wymierności w niej niedużo - nie wiem czy prawa wolnego rynku można bezpośrednio do adopcji przyłożyć.
18-06-2009 21:06 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   nie wiem czy prawa wolnego rynku można bezpośrednio do adopcji przyłożyć.
Jak nie do samej adopcji, to do adopcyjnych pośredników pewnie można.
.
20-06-2009 12:31 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   nie wiem czy prawa wolnego rynku można bezpośrednio do adopcji przyłożyć.
>Jak nie do samej adopcji, to do adopcyjnych pośredników pewnie można.

   Pewnie i taki temat byłby sensowny, bo google w 0,21 sek. znalazło około 8,620 wyników dla zapytanie: pośrednictwo w adopcji.
lotrek (14275 punktów)

>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>ich adopcji?
   
Miałoby takie dziecko normalny dom rodzinny, z kochającymi go rodzicami a płeć rodziców moim zdaniem ma znaczenie drugorzędne. A niby dlaczego małżeństwo homoseksualne miałoby być mniej wartościowe niż tradycyjne?
Nie płeć jest ważna, ważne jest uczucie.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
19-06-2009 12:01 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... z kochającymi go rodzicami a płeć rodziców moim zdaniem ma znaczenie drugorzędne.
   Mam wątpliwości co do równorzędności płci rodziców względem miłości do dziecka, stąd w pytaniu zawarłem "związki gejów" - samo stwierdzenie o drugorzędnym znaczeniu płci mnie nie przekonuje.

>A niby dlaczego małżeństwo homoseksualne miałoby być mniej wartościowe niż tradycyjne?
   Właśnie o to pytam: dlaczego jest tak samo lub bardziej wartościowe, jeśli nie chce swojego dziecka tylko cudze? Bo swojego nie chce, choć może mieć.

> Nie płeć jest ważna, ważne jest uczucie.
   Jasne, ale mówimy o uczuciach do cudzych dzieci u osób, mających kłopot z "naturalnym" ukierunkowaniem własnych, czyż nie?
19-06-2009 16:31 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)
>Mam wątpliwości co do równorzędności płci rodziców względem miłości do dziecka,
Okey...ja nie. Wystarczająco dużo w mediach jest informacji o patologiach w stosunku do dzieci, w tz. tradycyjnych rodzinach. Może być tylko lepiej.

>Właśnie o to pytam: dlaczego jest tak samo lub bardziej wartościowe, jeśli nie chce swojego dziecka tylko cudze? Bo swojego nie chce, choć może mieć.
No wiesz...lesbijka pewnie może, z obrzydzeniem, ale może. Gorzej z gejem, wymaga to jednak pewnej konkretnej "aktywności", co połączone z niechęcią do ciała partnerki uniemożliwia sam akt seksualny.

>Jasne, ale mówimy o uczuciach do cudzych dzieci u osób, mających kłopot z "naturalnym" ukierunkowaniem własnych, czyż nie?
Nie...gdyż dla homoseksualisty "naturalnym" jest ukierunkowanie na własną płeć.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
Adamiak (36436 punktów)
>>Jasne, ale mówimy o uczuciach do cudzych dzieci u osób, mających kłopot z "naturalnym" ukierunkowaniem własnych, czyż nie?
>Nie...gdyż dla homoseksualisty "naturalnym" jest ukierunkowanie na własną płeć.

   Sugerujesz, że homoseksualiści dopiero teraz od Ciebie się dowiedzą o tym, że ich związek z drugim gejem dziećmi nie zaowocuje? Że zakochali się przez pomyłkę? I stąd żądania praw do aborcji?
19-06-2009 19:53 
 Ocena 2 na 2
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>I stąd żądania praw do aborcji?

Tego też żądają? Geje?
Aneta Dziwińska
Adamiak (36436 punktów)
>>I stąd żądania praw do aborcji?
>Tego też żądają? Geje?
   Oczywisty lapsus.
   Plus za wskazanie.
dstr (1474 punktów)
www.apa.org/pi/lgbc/publications/lgparenting.pdf

Ciekawe zestawienie. Dużo porównań rodziców homo (także adopcyjnych) z rodzicami hetero. Pary homo wypadają w badaniach całkiem nieźle.
19-06-2009 15:09 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>www.apa.org/pi/lgbc/publications/lgparenting.pdf
>Ciekawe zestawienie. Dużo porównań rodziców homo (także adopcyjnych) z rodzicami hetero. Pary homo wypadają w badaniach całkiem nieźle.
   Wierzę na słowo, bo tekst angielski.
   Domyślam się jednak, że artykuł dotyczy badań amerykańskich związków homo, więc paralela tych wyników z polskimi realiami może nie być trafnym pomysłem.
19-06-2009 17:05 
 Ocena 2 na 2
keymak (3379 punktów)
Pewnie dlatego że w Polsce jest więcej homofobów.
W takim razie domyślam się że według Ciebie trzeba ograniczyć możliwości homoseksualistów, bo tępienie homofobii jest trudniejsze.
Mylę się?
19-06-2009 21:10 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Pewnie dlatego że w Polsce jest więcej homofobów.
>W takim razie domyślam się że według Ciebie trzeba ograniczyć możliwości homoseksualistów, bo tępienie homofobii jest trudniejsze.
>Mylę się?
   I tak i nie. Jest to również mój pogląd, ale występuje tylko warunkowo, czyli do czasu, gdy homofobia przestanie być czynnikiem uniemożliwiającym "trzeźwe" spojrzenie na sprawę i rozpatrzenie innych, rzeczowych argumentów bez podejrzeń o homofobię właśnie.
   W polskich warunkach rzeczowa rozmowa bez insynuacji jest trudna, więc tym bardziej trudną "widzę" sytuację dzieci w związkach gejowskich.
19-06-2009 22:55 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
Chyba rozumiem co chcesz mi powiedzieć, ale szczerze wątpię aby uznać że nie powinno się pomagać innym tylko dlatego bo to trudne zadanie. To nie jest jest dobre wyjaśnienie. Jeżeli coś jest nie tak jak powinno wyglądać powinno się to wpierw zmienić, a nie argumentować że zadanie jest zbyt trudne i trzeba się do sytuacji przystosować. Takie podejście do problemu uważam za nieuczciwe.

Pozdrawiam.
19-06-2009 23:41 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Chyba rozumiem co chcesz mi powiedzieć, ale szczerze wątpię aby uznać że nie powinno się pomagać innym tylko dlatego bo to trudne zadanie. To nie jest jest dobre wyjaśnienie.
   Nie wiem co zrozumiałeś - chciałem przekazać tylko to, że w tej kwestii mam poglądy zbieżne z "belvedere' wyłożone tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,220217#w220248

>Jeżeli coś jest nie tak jak powinno wyglądać powinno się to wpierw zmienić, a nie argumentować że zadanie jest zbyt trudne i trzeba się do sytuacji przystosować.
   Niczego takiego nie napisałem, ale nie uważam, by używanie dzieci jako katalizatorów zmian było dobrym pomysłem.

>Takie podejście do problemu uważam za nieuczciwe.
   Dla kogo?
20-06-2009 09:34 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>   Nie wiem co zrozumiałeś - chciałem przekazać tylko to, że w tej kwestii mam poglądy zbieżne z "belvedere' wyłożone tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,220217#w220248

>   Niczego takiego nie napisałem, ale nie uważam, by używanie dzieci jako katalizatorów zmian było dobrym pomysłem.

Jedak dobrze zrozumiałem, bo choć poglądy belvedere są raczej przychylne homoseksualistom cały czas nie może przeskoczyć tego progu związanego z adopcją homoseksualistów.
Ona i inni w tym wątku tłumaczą, że nie powinno się "narażać" dzieci potencjalnie adoptowanych przez homoseksualistów tylko dlatego że społeczeństwo godzi się z homofobią. To dość pokrętna argumentacja, bo samo przyznanie że taki stan rzeczy jest trudny do zmiany źle świadczy o argumentującym w ten sposób. Nie wiadomo przecież z czego taki pogląd wynika. Czy wynika z tego aby chronić dzieci, czy raczej z tego że samemu trudno się wyzbyć homofobicznym przyzwyczajeniom. Wydaje mi się że często będzie to wynikać z tego drugiego, a wtedy niestety robimy krzywdę wszystkim bo utrwalamy w społeczeństwie niezdrowe wzorce zachowania. W ten sposób zamiast chronić dzieci o których mowa, krzywdzimy je.

>>Takie podejście do problemu uważam za nieuczciwe.
>   Dla kogo?
Dla wszystkich.

Pozdrawiam.
20-06-2009 11:45 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Niczego takiego nie napisałem, ale nie uważam, by używanie dzieci jako katalizatorów zmian było dobrym pomysłem.
>Jedak dobrze zrozumiałem, bo choć poglądy belvedere są raczej przychylne homoseksualistom cały czas nie może przeskoczyć tego progu związanego z adopcją homoseksualistów.
   O to już pytaj "belvedere", ja mogę powiedzieć, że homoseksualiści są przeze mnie postrzegani transparentnie, jak wszyscy ludzie - przy homoadopcji mowa już nie tylko o nich.

>Ona i inni w tym wątku tłumaczą, że nie powinno się "narażać" dzieci potencjalnie adoptowanych przez homoseksualistów tylko dlatego że społeczeństwo godzi się z homofobią.
   I to do mnie przemawia.

>To dość pokrętna argumentacja, bo samo przyznanie że taki stan rzeczy jest trudny do zmiany źle świadczy o argumentującym w ten sposób.
   A nie jest trudny do zmiany? Przecież taki stosunek do homoseksualizmu nie wziął się z księżyca, tylko narastał przez wieki w świadomości ludzi, a kwestia homoadopcji to relatywnie świeży projekt.

>Nie wiadomo przecież z czego taki pogląd wynika. Czy wynika z tego aby chronić dzieci, czy raczej z tego że samemu trudno się wyzbyć homofobicznym przyzwyczajeniom.
   Powiem tyle: ja nie uważam się za homofoba i nie jestem przeciwnikiem związków każdego z każdym dorosłym, bo robią to na własną odpowiedzialność - czyjeś motywacje zaczynają mnie interesować jedynie dopiero wtedy, gdy w grę zaczynają wchodzić moje ew. interesy lub dobro dzieci, czyli ludzi bez zdolności prawnych.

>Wydaje mi się że często będzie to wynikać z tego drugiego, a wtedy niestety robimy krzywdę wszystkim bo utrwalamy w społeczeństwie niezdrowe wzorce zachowania. W ten sposób zamiast chronić dzieci o których mowa, krzywdzimy je.
   Ale jeśli niemożliwym(?) jest udowodnienie szlachetnych motywacji, to każdy eksperyment może skutkować szkodą dziecka.

>>>Takie podejście do problemu uważam za nieuczciwe.
>>   Dla kogo?
>Dla wszystkich.
   Więc w moim podejściu konstatuję (wyrachowaną?) uczciwość wobec dzieci - nie mam zamiaru pozwalać na czyjeś zachcianki przy ryzyku skrzywdzenia bezpośredniego podmiotu tychże.
   Dodam jeszcze truizm, że im mniej będzie homofobii, tym lepsze będą warunki do obiektywnej oceny problemu. Nie mam przesłanek do przypuszczeń, że "dzisiejsze' pozwolenie na homoadopcję natychmiast poprawi sytuację sierot.

   Miłego dnia.
20-06-2009 22:04 
 Ocena 2 na 2
keymak (3379 punktów)
>>To dość pokrętna argumentacja, bo samo przyznanie że taki stan rzeczy jest trudny do zmiany źle świadczy o argumentującym w ten sposób.
>   A nie jest trudny do zmiany? Przecież taki stosunek do homoseksualizmu nie wziął się z księżyca, tylko narastał przez wieki w świadomości ludzi, a kwestia homoadopcji to relatywnie świeży projekt.
Chcesz powiedzieć, że nie warto zmieniać tej sytuacji bo jest za wcześnie?
Nie, no wybacz, ale to nie wygląda rozsądnie.
A że jest to trudne zadanie to ja sobie z tego zdaję sprawę. Tylko że to niczego nie tłumaczy. Trudno jest pomóc kobietom w Iranie, ale to nie powinno oznaczać że powinniśmy się z ich sytuacją pogodzić.

>>Nie wiadomo przecież z czego taki pogląd wynika. Czy wynika z tego aby chronić dzieci, czy raczej z tego że samemu trudno się wyzbyć homofobicznym przyzwyczajeniom.
>   Powiem tyle: ja nie uważam się za homofoba i nie jestem przeciwnikiem związków każdego z każdym dorosłym, bo robią to na własną odpowiedzialność - czyjeś motywacje zaczynają mnie interesować jedynie dopiero wtedy, gdy w grę zaczynają wchodzić moje ew. interesy lub dobro dzieci, czyli ludzi bez zdolności prawnych.
Nie dziwię się Tobie że nie chcesz siebie postrzegać za homofoba. To jest nieprzyjemne uczucie gdy ktoś określa nas homofobami. To jest niewygodne. Tylko czy ocena należy do nas samych czy innych?
Chyba jednak inni powinni o tym decydować. Nie uważasz?
Ja nie lubię gdy ktoś mi mówi że jestem nałogowym palaczem. To jest niewygodne. Sam mogę wszystkim mówić że w każdej chwili mogę rzucić palenie. Czy to wystarcza?
Obawiam się że nie bardzo
Jeżeli zaś chodzi o te nieszczęsne dzieci, to muszę powiedzieć że to jest chwytliwy argument. Przecież wszyscy kochamy dzieci. Gdy słyszymy że jakieś dziecko cierpi z powodu wybryków rodziców, to praktycznie każdy reaguje tak samo.
Niestety ten wygodny argument to tylko zasłona dymna. prawdziwe powody niechęci związanych z prawem do adopcji przez homoseksualistów są gdzie indziej.
Odsyłam do odpowiedzi jaką dałem belvedere nico niżej.

>>Wydaje mi się że często będzie to wynikać z tego drugiego, a wtedy niestety robimy krzywdę wszystkim bo utrwalamy w społeczeństwie niezdrowe wzorce zachowania. W ten sposób zamiast chronić dzieci o których mowa, krzywdzimy je.
>   Ale jeśli niemożliwym(?) jest udowodnienie szlachetnych motywacji, to każdy eksperyment może skutkować szkodą dziecka.
Jaki eksperyment?
Wychowywanie dzieci przez przybranych rodziców, to eksperyment?
Chyba się przesłyszałem.

>>>>Takie podejście do problemu uważam za nieuczciwe.
>>>   Dla kogo?
>>Dla wszystkich.
>   Więc w moim podejściu konstatuję (wyrachowaną?) uczciwość wobec dzieci - nie mam zamiaru pozwalać na czyjeś zachcianki przy ryzyku skrzywdzenia bezpośredniego podmiotu tychże.
No i znowu określenie, które nie pasuje do całej sytuacji. Jakie zachcianki? Czy chęć wychowywania dzieci przez homoseksualistów to według Ciebie tylko zachcianka?
Nie no to już przesada.
Musisz być faktycznie do homoseksualistów uprzedzony jeżeli uważasz że gdy chcą wychowywać dzieci to tylko dlatego że kieruje nimi chwilowa zachcianka.

>   Dodam jeszcze truizm, że im mniej będzie homofobii, tym lepsze będą warunki do obiektywnej oceny problemu.
Wypadałoby i jeszcze podeprzeć to własnym zachowaniem i starać się wyzbyć homofobicznych poglądów.
Przepraszam, że tak brutalnie, ale jak to inaczej powiedzieć?
Gdybym był delikatny, to byłbym nieszczery.
Choć oczywiście zdaję sobie spraw, że mogę się mylić. Dlatego dyskutuję.
Proszę abyś się nie obrażał tylko dlatego, że nie potrafię mówić delikatnie, lub że trwam w błędzie.

>Nie mam przesłanek do przypuszczeń, że "dzisiejsze' pozwolenie na homoadopcję natychmiast poprawi sytuację sierot.
Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Jeżeli uznamy że adopcja (jakakolwiek) poprawia sytuację sierot to dlaczego adopcja przez homoseksualistów by tej sytuacji nie poprawiła?
Bo od czasu do czasu robią parady równości?
Nie kapuje.

>   Miłego dnia.
Miłego wieczoru
20-06-2009 23:56 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Chcesz powiedzieć, że nie warto zmieniać tej sytuacji bo jest za wcześnie?
   Źle mnie zrozumiałeś, albo niewyraźnie piszę. Uważam, że warto zmienić tę sytuację, ale mało mnie ona obchodzi - jestem dość aspołecznym typem bez ciągot do zmiany świata. Interesuje mnie więc tylko na tyle, na ile ma wpływ na moje życie i prawa dzieci.

>Nie dziwię się Tobie że nie chcesz siebie postrzegać za homofoba.
   Dzięki za troskę, ale ja faktycznie nie jestem homofobem.

>Tylko czy ocena należy do nas samych czy innych?
   Czyjaś ocena interesuje mnie tylko na tyle, na ile ma wpływ w relacjach interpersonalnych ze mną, i to umiarkowanie - sama ocena mi wisi.

>Ja nie lubię gdy ktoś mi mówi że jestem nałogowym palaczem.
   Mnie to nie przeszkadza, ale palaczem też jestem.

>To jest niewygodne. Sam mogę wszystkim mówić że w każdej chwili mogę rzucić palenie. Czy to wystarcza?
   Zależy do czego.
   Jestem alkoholikiem i chciałem przestać pić - chciałem, więc przestałem, proste.
   Jestem palaczem i jak przestaną mi się bilansować zyski z palenia ze stratami z tegoż powodu - przestanę palić, bo będę chciał przestać - proste, jak z piciem.

>Przecież wszyscy kochamy dzieci.
   Mów za siebie - ja nie kocham, albo mamy co innego na myśli.

>Niestety ten wygodny argument to tylko zasłona dymna. prawdziwe powody niechęci związanych z prawem do adopcji przez homoseksualistów są gdzie indziej.
   Nie mów za mnie.

>Odsyłam do odpowiedzi jaką dałem belvedere nico niżej.
   Czytałem i powtórzę swoje: mam gdzieś homofobię i wolność kobiet w Iranie póki nie ma związku ze mną lub dziećmi.

>Wychowywanie dzieci przez przybranych rodziców, to eksperyment?
   Przez przybranych nie, ale nie udawaj, że przybranych a przybranych homoseksualistów to jest to samo. Gej nie stanie się normalną mamusią od udawania, że nią jest i to bez względu na to, kto będzie udawał.
   Adopcja przez homoseksualistów nie jest normą, gdyby nią była, to byśmy teraz pisali o sposobach odebrania normalnym rodzicom dzieci i przekazania ich gejom na wychowanie.
   A nazwałem eksperymentem, bo nadal są to zbyt krótkie na to, by wysnuć z nich jakieś obiektywne wnioski dot. konsekwencji społeczno-socjologicznych.

>Czy chęć wychowywania dzieci przez homoseksualistów to według Ciebie tylko zachcianka?
   Gdybym tak nie myślał, to bym nie napisał. Właściwie to przykrywka do zachcianki bycia "normalnym małżeństwem". Można to też nazwać przedmiotowym traktowaniem drugiego człowieka, co nie zmieni sedna mojego poglądu.

>Musisz być faktycznie do homoseksualistów uprzedzony jeżeli uważasz że gdy chcą wychowywać dzieci to tylko dlatego że kieruje nimi chwilowa zachcianka.
   Wcale nie jestem uprzedzony i nie napisałem, że tylko, i że chwilowa - głównie po to i jako reguła tak długo, dopóki nie opadną nastroje homofobiczne, również dzięki takim adopcjom.

>Wypadałoby i jeszcze podeprzeć to własnym zachowaniem i starać się wyzbyć homofobicznych poglądów.
   Nie mogę się pozbyć czegoś, czego nie mam.

>Gdybym był delikatny, to byłbym nieszczery.
   Mnie nie razi brutalność tylko chamstwo, którego u Ciebie nie dostrzegam - sam jestem szorstki, czasami brutalny i dlatego czasami postrzegany jako homofob... i nie tylko.

>Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Jeżeli uznamy że adopcja (jakakolwiek) poprawia sytuację sierot to dlaczego adopcja przez homoseksualistów by tej sytuacji nie poprawiła?
   Wcale nie uważam, by "jakakolwiek" była lepsza od domu dziecka, właśnie ze względów jakie wyłuszczyła "belvedere" i pisałem powyżej: nie uważam za słuszne zwalczanie istniejącej homofobii w społeczeństwie przy pomocy homoadopcji. Bo do tego sprowadzałyby się teraz eksperymenty homoadopcyjne.

>Bo od czasu do czasu robią parady równości?
   Mnie parady równości ani żadne inne nie przeszkadzają - byle mi ciszy nie zakłócali i nie smrodzili paloną gumą.

>Miłego wieczoru

   Miłego.
21-06-2009 11:53 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
Eh coś mi się wydaje, że nikt tu nikogo nie przekona.
Jesteś uparty (muszę przyznać że ja również) i pewnie nie zmienisz zdania.
W każdym razie ja podałem własne zdanie. Obawiam się że dalsze analizowanie każdego poglądu niczego nowego nie wniesie. Może tylko niepotrzebne emocje.
Mam tylko nadzieje że kiedyś w przyszłości jednak zmienisz zdanie.

Pozdrawiam.
21-06-2009 12:20 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Mam tylko nadzieje że kiedyś w przyszłości jednak zmienisz zdanie.

   Nie zarzekam się - mam dopiero 55 lat.

   Miłego dnia.
20-06-2009 12:14 
 Ocena 5 na 5
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>To dość pokrętna argumentacja, bo samo przyznanie że taki stan rzeczy jest trudny do zmiany źle świadczy o argumentującym w ten sposób.

Proponuję, abyś w sposób jak najlepiej świadczący o tobie, przedstawił argumenty na to, że stan rzeczy nie jest trudny do zmiany. Udowodnij mi, proszę, że można łatwo zmienić myślenie polskiego społeczeństwa i z tego myślenia usunąć kołtunerię, stereotypy, homofobię.
Moja argumentacja, którą uznałeś za pokrętną, uwzględnia polskie realia. Dopóki polskie społeczeństwo będzie kołtunerskie, nie poprę w żadnym głosowaniu przyznania homoseksualistom prawa do adopcji dzieci. Kołtuneria Polaków przekłada się na brak wyobraźni i życie w oparciu o stereotypy, przekłada się również na trwałość związków homoseksualistów (to są moje prywatne wnioski, które wyciągnęłam ze skojarzenia danych statystycznych i polskiej rzeczywistości, być może wnioski są błędne), a skoro związki homoseksualistów są krótkotrwałe, to jak powierzyć im wychowanie dziecka, które to wychowanie wymaga minimum lat osiemnastu? Oczywiście w Polsce są samotne matki i samotni ojcowie, ale nie wzbudzają takich kontrowersji, jakie wzbudzać będzie wychowujący adoptowane dziecko homoseksualista, który rozstał się ze swoim partnerem. Obawiam się, że polskie społeczeństwo długo kołtunerskim będzie, bo jeszcze długo w naszym kraju Polaków w myśleniu będzie wyręczał Kościół, a jaki on ma stosunek do tego, co nie mieści się w jego standardach doskonale wiemy. Większości Polaków opinia o homoseksualizmie zawęża się do tego, co mówi kler, a kler mówi, że homoseksualizm i wszystko, co z nim związane jest złem. Polacy nie dorośli do życia obok inności, odmawiają homoseksualistom prawa do życia w ogóle, ja nie widzę w takim społeczeństwie warunków do wychowywania dzieci przez homoseksualistów, tym bardziej, że trud wychowawczy wymaga siły, a wśród nich jest wysoki wskaźnik depresji, której powód jest, przynajmniej w mojej ocenie, oczywisty.
Aneta Dziwińska
20-06-2009 21:37 
 Ocena 5 na 5
keymak (3379 punktów)
Rozumiem Twój sposób podejścia do sprawy. Kiedyś nawet miałem podobne poglądy, ale obecnie uważam że takie podejście do sprawy jest nieuczciwe. Dodatkowo pachnie mi hipokryzją.

>Moja argumentacja, którą uznałeś za pokrętną, uwzględnia polskie realia. Dopóki polskie społeczeństwo będzie kołtunerskie, nie poprę w żadnym głosowaniu przyznania homoseksualistom prawa do adopcji dzieci.
No właśnie. Niby wszystko OK. Niby chodzi o dobro potencjalnie adoptowanych dzieci, ale według mnie problem leży w czymś zupełnie innym.
Postaram się to wyjaśnić na przykładzie.
Jak wiadomo w Iranie kobiety niewiele mogą. Można powiedzieć, że nakłada się na nie same obowiązki, a wszelkie prawa są odbierane. Wyobraźmy sobie w takim razie że jakaś grupa kobiet chce to zmienić. Ubiega się o konkretne prawa. Nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich kobiet. Wiadomo, że może to im "zaszkodzić". To nawet jest pewne.
Czy w takim razie trzeba je namawiać, aby zaniechały tych działań?
Dla kogo dobra będziemy je namawiali aby przestały się wyłamywać?
Dla nich?
Otóż nie.
Tu nie chodzi o dobro tych kobiet. Tu chodzi jedynie o zachowanie stanu obecnego.
Ja nie widzę w takim działaniu nic dobrego. To jest zwyczajnie nieuczciwe.

Tak samo postrzegam sprawę adopcji przez homoseksualistów. Jeżeli ktoś mówi że jest przeciw prawu do adopcji przez homoseksualistów, to nie chodzi mu o dobro dzieci, a jedynie o zachowanie aktualnych zasad życia w danej społeczności.
Muszę dodać że ja bym się wstydził namawiać irańskie kobiety aby przestały walczyć o swoje prawa, tylko dlatego bo może się im stać coś złego. Dlatego właśnie uważam, że nie można tłumaczyć zakazu adopcji dzieci przez homoseksualistów dobrem dzieci.

Pewnie widzisz to inaczej, ale aby sprawdzić jak tak naprawdę jest wystarczy że odpowiesz na proste pytanie:
Czy adopcja dzieci przez homoseksualistów jest zła tylko dlatego że o adopcję ubiegają się homoseksualiści (pomijając wszelkie problemu wynikające z nastrojów homofobicznych)?

Niezręcznie jest mi to mówić, ale nie odpowiadaj jeżeli odpowiedź nie będzie szczera.

>Polacy nie dorośli do życia obok inności, odmawiają homoseksualistom prawa do życia w ogóle, ja nie widzę w takim społeczeństwie warunków do wychowywania dzieci przez homoseksualistów, tym bardziej, że trud wychowawczy wymaga siły, a wśród nich jest wysoki wskaźnik depresji, której powód jest, przynajmniej w mojej ocenie, oczywisty.
Nie do końca rozumiem o co chodzi z tą depresją. Możesz wyjaśnić o co chodzi?

Pozdrawiam.
P.S.
Przykład z kobietami w Iranie jest może nieco nieprzystający do sytuacji. Bo w tym przykładzie to same kobiety mogą ucierpieć, a w wypadku adopcji ucierpieć mają niby adoptowane dzieci. Zadaję sobie z tego sprawę. Można było podać inny przykład, aby dokładnie pasował do sytuacji, ale podałem taki przykład z rozmysłem. Zasada wyborów jest i tak taka sama.
20-06-2009 22:28 
 Ocena 2 na 4
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
Skoro dyskusja toczy się na portalu racjonalista.pl będącym "organem" humanistycznej organizacji jaką jest PSR, to może stosujmy argumentację racjonalną.
Skoro adopcja jest dla dziecka korzystna, ale nie akceptuje jej otoczenie, to problemem nie są homoseksualiści tylko homofobii. Bo to przez wzgląd na uczucia homofobów dziecko będzie wychowywać się w domu dziecka.
Stosując argumentację, że trzeba się godzić z przesądami, nadal palono by czarownice.
Opór otoczenia powodują też ateiści. Może jutro wybierzemy się wszyscy na mszę, żeby im niedzieli nie psuć?
20-06-2009 23:00 
 Ocena 1 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>stosujmy argumentację racjonalną.
>Skoro adopcja jest dla dziecka korzystna
   Skoro przyjąłeś tak bezwarunkowe założenie, to może niech zwierzęta adoptują dzieci? Taka wilczyca sprawdziła się w tej roli doskonale, do dziś ją wielbią w Rzymie. A krowy byłyby wprost nieocenione w tej roli - prawdziwa rzeka mleka. A taki gej, choćby nie wiem jak się starał, to mleka ze swojego sutka nie wyciśnie.
21-06-2009 10:42 
 Ocena 2 na 4
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>Kiedyś nawet miałem podobne poglądy, ale obecnie uważam że takie podejście do sprawy jest nieuczciwe. Dodatkowo pachnie mi hipokryzją.

Cóż, ja się mogę odnosić do faktów lub argumentów, ale nie do czyichś wrażeń organoleptycznych. Przypisujesz mi hipokryzję najwidoczniej tylko na tej podstawie, że kiedyś miałeś podobne poglądy, do których uformowania wystąpiły takie a nie inne przesłanki, najwidoczniej nie wziąłeś pod uwagę, że u mnie mogły wystąpić inne, całkowicie inne. Gdybym miała choć jeden powód do odmawiania homoseksualistom prawa do adopcji dzieci, a powód ten wynikałby z nich samych, a nie z warunków, w których żyją, odmawiałabym i występowała tutaj jako zdeklarowany przeciwnik wprowadzenia w życie takiego scenariusza, nie bacząc na negatywną ocenę moich postów i ogromne prawdopodobieństwo zepchnięcia mnie tutaj na margines, bo co jak co, ale poprawność polityczna jest mi obca, zaś w mojej naturze nie leży milczenie w obawie przed narażeniem się lub przedstawianie treści zgodnych z obowiązującymi na danym terenie tylko dlatego, żeby, trywialnie mówiąc, komuś nie podpaść. Twoja opinia na temat mojej argumentacji była zbyt daleko idąca.

>Czy adopcja dzieci przez homoseksualistów jest zła tylko dlatego że o adopcję ubiegają się homoseksualiści (pomijając wszelkie problemu wynikające z nastrojów homofobicznych)?
> nie odpowiadaj jeżeli odpowiedź nie będzie szczera.

Nie widzę niczego złego w adoptowaniu dzieci przez pary homoseksualne (pomijając wszelkie problemu wynikające z nastrojów homofobicznych).

>Nie do końca rozumiem o co chodzi z tą depresją. Możesz wyjaśnić o co chodzi?

Ach, znalazłam takie treści w punkcie D na tej stronie: www.piotrskarga.pl/ps,383,5,0,1,I,informacje.html
Wpisałam w wyszukiwarkę hasło "trwałość związków homoseksualnych" i oczom mym ukazało się między innymi to.

Uraczyłeś mnie tu opowiadaniem o Iranie, ale ani słowem nie zająknąłeś się w odniesieniu do tego fragmentu mojego postu.
>Proponuję, abyś w sposób jak najlepiej świadczący o tobie, przedstawił argumenty na to, że stan rzeczy nie jest trudny do zmiany. Udowodnij mi, proszę, że można łatwo zmienić myślenie polskiego społeczeństwa i z tego myślenia usunąć kołtunerię, stereotypy, homofobię.
Mnie nie interesuje Iran, mnie interesuje twój przepis na łatwe wprowadzenie zmian w myśleniu polskiego społeczeństwa. Czekam nadal na twoją receptę.
Aneta Dziwińska
21-06-2009 12:23 
 Ocena 2 na 2
keymak (3379 punktów)
>Nie widzę niczego złego w adoptowaniu dzieci przez pary homoseksualne (pomijając wszelkie problemu wynikające z nastrojów homofobicznych).
Cieszę się, że tak mówisz, ale jakoś ta odpowiedź mi nie współgra z tym co mówisz.

>Ach, znalazłam takie treści w punkcie D na tej stronie: www.piotrskarga.pl/ps,383,5,0,1,I,informacje.html
>Wpisałam w wyszukiwarkę hasło "trwałość związków homoseksualnych" i oczom mym ukazało się między innymi to.
Siedmiu dr med. się pod tym artykułem podpisało, ale ja jakoś jestem do tego artykułu uprzedzony.
Czy to znaczy że już jestem gejem?
Z całym szacunkiem, ale wydaje mi się że gdyby w podobny sposób przeprowadzono badania na heteroseksualistach to wyniki mogłyby równie dziwaczne.
Gdyby jeszcze włączyć rolę kościoła w życie seksualne to wyszłoby by pewnie że zaburzenia psychiczne wśród par heteroseksualnych to norma.

Dziwna sprawa, ale coraz częściej zauważam że ludzie traktują homofobię za coś zupełnie normalnego i wyciągają na tej podstawie jakieś wnioski, a przy okazji homoseksualizm to dla nich coś zupełnie nienormalnego.
Smutne.

>Mnie nie interesuje Iran, mnie interesuje twój przepis na łatwe wprowadzenie zmian w myśleniu polskiego społeczeństwa. Czekam nadal na twoją receptę.
Przecież sam mówiłem, że te zmiany są trudne do wprowadzanie. Tylko że to nie może być żadnym wyjaśnieniem. Pomoc Irańskim kobietom też jest trudna i tylko dlatego trzeba dać sobie spokój?
Stosujesz brzydki chwyt. Chcesz mi wmówić coś czego nie twierdzę (że zmiana jest łatwa do przeprowadzenia) i abym na tej podstawie podawał recepty.
Uświadamiam: to nie jest łatwe zadanie, ale to nie znaczy że nie warto próbować.
Bo warto, a nawet trzeba!

Pozdrawiam.
20-06-2009 20:58 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)
>www.apa.org/pi/lgbc/publications/lgparenting.pdf
>Ciekawe zestawienie. Dużo porównań rodziców homo (także adopcyjnych) z rodzicami hetero. Pary homo wypadają w badaniach całkiem nieźle.

   Niestety omówione badania nie obejmują wpływu wychowania przez pary homoseksualne na zdolność do zawierania przez ich wychowanków trwałych związków heteroseksualnych. Nie mam tu, ani przez chwilę, na myśli wszczepiania im zachowań homoseksualnych, bo to oczywista bzdura. Wydaje mi się jednak, że wychowanie w takich rodzinach tę zdolność upośledza, podobnie jak wychowanie w rodzinach niepełnych.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>www.apa.org/pi/lgbc/publications/lgparenting.pdf
>>Ciekawe zestawienie. Dużo porównań rodziców homo (także adopcyjnych) z rodzicami hetero. Pary homo wypadają w badaniach całkiem nieźle.
>   Niestety omówione badania nie obejmują wpływu wychowania przez pary homoseksualne na zdolność do zawierania przez ich wychowanków trwałych związków heteroseksualnych. Nie mam tu, ani przez chwilę, na myśli wszczepiania im zachowań homoseksualnych, bo to oczywista bzdura. Wydaje mi się jednak, że wychowanie w takich rodzinach tę zdolność upośledza, podobnie jak wychowanie w rodzinach niepełnych.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


A dlaczego trwałych związków heteroseksualnych a nie po prostu trwałych związków?
Skoro sam piszesz, że wszczepianie zachowań homoseksualnych to bzdura?
20-06-2009 22:28 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>A dlaczego trwałych związków heteroseksualnych a nie po prostu trwałych związków?
>Skoro sam piszesz, że wszczepianie zachowań homoseksualnych to bzdura?

   Ktoś, kto ma kłopoty z nawiązaniem trwałego związku heteroseksualnego wcale nie musi być homoseksualistą. Może być mizoginem albo wojującą feministką.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kowalska (14008 punktów)
>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>ich adopcji?
   

Żadnych nie przyniesie. Dzieci, które mieszkają w domach dziecka czy sierocińcach, i tak dostatecznie są już "potłuczone" przez los.
Nie odmawiam parom homoseksualnym zawierania związków małżeńskich/partnerskich. Powinni mieć jak każda inna para, możliwość dziedziczenia, wspólnego rozliczania podatków itd.
Ale po co w to mieszać dzieci?...

No, chyba, że gej lub lesbijka zdecydują się na stosunek z płcią przeciwną. Kobiety mają dodatkową możliwość - zapłodnienie in vitro. Takich ruchów nikt nikomu nie może zabronić.
finerbijk (17282 punktów)
> Takich ruchów nikt nikomu nie może zabronić.

Tak, ruchów kopulacyjnych nie może zabronić
19-06-2009 15:38 
 Ocena 3 na 3
jkl; (5859 punktów)
>>jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do ich adopcji?
>Żadnych nie przyniesie. Dzieci, które mieszkają w domach dziecka czy sierocińcach, i tak dostatecznie są już "potłuczone" przez los.

Byłoby mniej "potłuczonych" dzieci...

A swoją drogą dlaczego geje nie mogą wychowywać cudzych dzieci a swoje już tak?
Wszak główny argument to dobro dziecka- więc albo nie nadają się na opiekunów i wtedy powinno się im odbierać dzieci, albo się nadają i nie ma przeciwwskazań do adopcji.
19-06-2009 19:19 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Byłoby mniej "potłuczonych" dzieci...
>A swoją drogą dlaczego geje nie mogą wychowywać cudzych dzieci a swoje już tak?
>Wszak główny argument to dobro dziecka- więc albo nie nadają się na opiekunów i wtedy powinno się im odbierać dzieci, albo się nadają i nie ma przeciwwskazań do adopcji.

   Dość logicznym wydaje się płynący z tego wniosek, że ci co się nadają do wychowania i ulegli popędowi, instynktowi... to po prostu mają dzieci i je wychowują, a ci którzy swoich nie chcą mieć, widocznie potrzebują dzieci do czegoś innego niż wychowanie... do czego?
   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.
   Przecie w każdym "normalnym" domu jest...
19-06-2009 23:08 
 Ocena 5 na 5
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Byłoby mniej "potłuczonych" dzieci...
>>A swoją drogą dlaczego geje nie mogą wychowywać cudzych dzieci a swoje już tak?
>>Wszak główny argument to dobro dziecka- więc albo nie nadają się na opiekunów i wtedy powinno się im odbierać dzieci, albo się nadają i nie ma przeciwwskazań do adopcji.
>   Dość logicznym wydaje się płynący z tego wniosek, że ci co się nadają do wychowania i ulegli popędowi, instynktowi... to po prostu mają dzieci i je wychowują, a ci którzy swoich nie chcą mieć, widocznie potrzebują dzieci do czegoś innego niż wychowanie... do czego?
>   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.
>   Przecie w każdym "normalnym" domu jest...
>
A może mają altruistyczną potrzebę zaopiekowania się sierotą? Wiem, że trudno to sobie Adamiakowi wyobrazić...
19-06-2009 23:52 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.
>>
>A może mają altruistyczną potrzebę zaopiekowania się sierotą? Wiem, że trudno to sobie Adamiakowi wyobrazić...

   Natomiast "poziomczyńskiemu" najłatwiej wyobrazić sobie sytuację w której ktoś tylko po to rezygnuje ze swego potomka, by wzbudzić w sobie altruistyczną potrzebę opieki nad cudzym.

P.S. Może "poziomczyński" dlatego wpada co chwilkę na forum, by przetestować odbiór swoich scenariuszy do telenowelek wenezuelskich z "życia wziętych", kto wie...
20-06-2009 00:01 
 Ocena 2 na 2
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>>   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.
>>>
>>A może mają altruistyczną potrzebę zaopiekowania się sierotą? Wiem, że trudno to sobie Adamiakowi wyobrazić...
>   Natomiast "poziomczyńskiemu" najłatwiej wyobrazić sobie sytuację w której ktoś tylko po to rezygnuje ze swego potomka, by wzbudzić w sobie altruistyczną potrzebę opieki nad cudzym.
>P.S. Może "poziomczyński" dlatego wpada co chwilkę na forum, by przetestować odbiór swoich scenariuszy do telenowelek wenezuelskich z "życia wziętych", kto wie...
>
Nie wiem, nie oglądam wenezuelskich telenowel. Ale najwyraźniej rzeczywistość nie mieści się w ciasnej głowie Adamiaka. Nie wszystko co wystaje poza światopogląd kołtuna jest telenowelą.
20-06-2009 00:22 
 Ocena 2 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Natomiast "poziomczyńskiemu" najłatwiej wyobrazić sobie sytuację w której ktoś tylko po to rezygnuje ze swego potomka, by wzbudzić w sobie altruistyczną potrzebę opieki nad cudzym.
>>P.S. Może "poziomczyński" dlatego wpada co chwilkę na forum, by przetestować odbiór swoich scenariuszy do telenowelek wenezuelskich z "życia wziętych", kto wie...
>>
>Nie wiem, nie oglądam wenezuelskich telenowel.
   Nie każdy autor lubi swoje dzieła - nie dziwię się z pełnym zrozumienia współczuciem.

>Nie wszystko co wystaje poza światopogląd kołtuna jest telenowelą.
   Ktoś ci pomaga w produkcji innych form przekazu?
20-06-2009 00:15 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.

Mogą bardzo chcieć dzieci, a jednak faktycznie brzydzić się aktu poczęcia wymagającego niemiłej (w przypadku gejów może być, ze fizjologicznie prawie niemożliwej) interakcji (z prawdopodobnie uczuciowo obojętną) z osobnikiem przeciwnej płci. No ale widzę, że godność i dobro dziecka zaczyna się u ciebie wcześniej niż w kościele katolickim, to jest jeszcze przed właściwym poczęciem, i jeśli ktoś nie wykazuje należytego poświęcenia dla dziecka niepoczętego na etapie ruchów frykcyjnych co to maja doprowadzić d jego powstania to na rodzica się nie nadaje.
20-06-2009 09:13 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Mogą bardzo chcieć dzieci, a jednak faktycznie brzydzić się aktu poczęcia wymagającego niemiłej (w przypadku gejów może być, ze fizjologicznie prawie niemożliwej) interakcji (z prawdopodobnie uczuciowo obojętną) z osobnikiem przeciwnej płci.
   Rozumiem więc, że w związku z obrzydzeniem do płci przeciwnej próbują zapłodnić osobnika tej samej płci? Czy nie wskazuje to na spore odchylenie od normy w przyrodzie?
   Moim zdaniem to co piszesz wskazuje również na zanik biologicznej potrzeby posiadania potomstwa, więc znowu nasuwa się pytanie: jeśli nie potrzeba biologiczna, to jaka?
   Uprzedzając przykład gejów posiadających swoje potomstwo: ich potrzeba nie zaniknęła całkowicie.

>No ale widzę, że godność i dobro dziecka zaczyna się u ciebie wcześniej niż w kościele katolickim, to jest jeszcze przed właściwym poczęciem...
   Dział "kościół i antyklerykalizm" piętro wyżej.

>... jeśli ktoś nie wykazuje należytego poświęcenia dla dziecka niepoczętego na etapie ruchów frykcyjnych co to maja doprowadzić d jego powstania to na rodzica się nie nadaje.
   Zwykłe, chłopskie myślenie mi podpowiada, że gdyby się nadawał to bardziej chciałby wychowywać własne niż cudze.
Sylwek (15472 punktów)

>   Moim zdaniem to co piszesz wskazuje również na zanik biologicznej potrzeby posiadania potomstwa, więc znowu nasuwa się pytanie: jeśli nie potrzeba biologiczna, to jaka?

Ale poza twoim zdawaniem się nic nie świadczy o zaniku takiej potrzeby.
Popęd to nie instynkt rodzicielski.
Na razie nie umiesz sobie poradzić z tym zarzutem, pomimo tego, że zręcznie za każdym razem go pomijasz. Albo jakby nigdy nic dalej powtarzasz, ze geje nie maja potrzeby posiadania bo jakby chcieli to by zrobili (pytam się, jak para gejów ma sobie zrobić dziecko?).
20-06-2009 22:31 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Popęd to nie instynkt rodzicielski.
   No właśnie tego nie potrafisz zrozumieć, choć sam powtarzasz, rozdzielasz te dwa czynniki i ja ci wyjaśniałem mój punkt widzenia wielokrotnie w tym i innym wątku...
   Postawiłem hipotezą, że w sferze psychologicznej u geja powstał rozziew między chęcią do stosunku seksualnego a chęcią (podświadomą) do stosunku seksualnego zapładniającego partnerkę.
   To może być przyczyną homoseksualizmu i łączyć się z syndromem beniaminka, ale nie jestem specjalistą.

   Uważam, że stało się to na poziomie podstawowym, więc zanikł motyw prokreacyjny przy pozostaniu "reszty" czynników towarzyszących jak np. frajda z seksu.

   I dlatego u geja popęd płciowy nie łączy się z instynktem rodzicielskim, jak słusznie sam zauważyłeś.

>Na razie nie umiesz sobie poradzić z tym zarzutem, pomimo tego, że zręcznie za każdym razem go pomijasz.
   Jeżeli sześciokrotne powtarzanie określasz pomijaniem, to może zacznij czytać...?

>... pytam się, jak para gejów ma sobie zrobić dziecko?).
   Wybacz, że na to pytanie nie odpowiem z dwóch powodów:
1. nigdy nie próbowałem
2. istnieje prawdopodobieństwo, że odpowiedź właściwa może śmieszyć tylko mnie.
20-06-2009 22:54 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>   Postawiłem hipotezą, że w sferze psychologicznej u geja powstał rozziew między chęcią do stosunku seksualnego a chęcią (podświadomą) do stosunku seksualnego zapładniającego partnerkę.

Nie ma czegoś takiego jak "podświadoma chęć stosunku zapładniającego partnerkę". Ludzie się kochają z racji popędu płciowego. Jest to niezwiązane z zapładnianiem. Nie musi być, nie tak działała ewolucja kreując popęd. Starczyło że uczyniła seks przyjemnym - zwierzęta i tak nie mogą stosować antykoncepcji. Nie musiała więc kreować emocji związanych z dziećmi wcześniej niż to faktycznie potrzebne - tj. zwykle po urodzeniu dziecka. Choć takie emocje, u ludzi i innych naczelnych są indukowane czasami nie tylko przez własne dzieci lub dzieci partnerki, ale przez otoczenie - przez obserwacje innych ludzi z dziećmi. W każdym razie, ważne jest to że niechęć do seksu z kobietami u gejów jest obiektywnym powodem bezpłodność i nie świadczy o niechęci do posiadania dzieci. I w druga stronę - u nikogo, także u heteryków, chęć na seks nie implikuje chęci posiadania potomstwa. Czy teraz rozumiesz czemu zwyczajnie się mylisz a twój argument przeciwko homoadopcji nie jest żadnym argumentem. Jeśli chęć posiadania dzieci skłania kogokolwiek do seksu, to bazuje to na wiedzy a nie wrodzonych instynktach. I niektórzy homoseksualiści wiedząc co jest potrzebne do zrobienia dziecka, chcąc go bardzo, decydują się, bazując na tej wiedzy, działać wbrew swojemu instynktowi seksualnemu i płodzą dzieci z kobietami. to jest kwestia wyboru metody jaka przezwycięży dany gej swoje problemy ze spłodzeniem dziecka - czy zmusi się do seksu z kobietą czy zaadoptuje dziecko bez rodziców. Etycznie, zwykle raczej będzie lepsze to drugie wyjcie, nade wszystko dlatego, że nie wymaga wchodzenia w osobliwe relacje z kobietami.

>   To może być przyczyną homoseksualizmu i łączyć się z syndromem beniaminka, ale nie jestem specjalistą.
Nie skomentuję.

>   Uważam, że stało się to na poziomie podstawowym, więc zanikł motyw prokreacyjny przy pozostaniu "reszty" czynników towarzyszących jak np. frajda z seksu.
Nie ma motywu prokreacyjnego w popędzie płciowym, jeśli taki występuje przy seksie, jest wynikiem refleksji bazującej na wiedzy anie wrodzonych popędów. Wiedza ta nawiasem mówiąc nieobecna była w niektórych kulturach, gdzie nikomu by do głowy nie przyszło przypuszczać, że seks służy do czegokolwiek innego niż przyjemność.

>   I dlatego u geja popęd płciowy nie łączy się z instynktem rodzicielskim, jak słusznie sam zauważyłeś.
Nie łączy się u nikogo, nie tylko u geja. Właśnie to do ciebie nie dociera.

>>... pytam się, jak para gejów ma sobie zrobić dziecko?).
>   Wybacz, że na to pytanie nie odpowiem z dwóch powodów:
>1. nigdy nie próbowałem
>2. istnieje prawdopodobieństwo, że odpowiedź właściwa może śmieszyć tylko mnie.

Ty twierdzisz, że geje mogą sobie robić dzieci, pytam się jak.
21-06-2009 14:16 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Nie ma czegoś takiego jak "podświadoma chęć stosunku zapładniającego partnerkę".
   Pisząc: nie przekonałeś mnie skłamałbym, więc napiszę: nie całkiem mnie przekonujesz, dalej wyjaśnię dlaczego.

>Ludzie się kochają z racji popędu płciowego. Jest to niezwiązane z zapładnianiem.
   Jw.

>Starczyło że uczyniła seks przyjemnym - zwierzęta i tak nie mogą stosować antykoncepcji.
   Mogą i stosują. Antykoncepcją jest np. płodność tylko jednej pary golców w grupie, lub w watasze wilczej, owady mają kasty bezpłodnych robotnic, itp.

>Nie musiała więc kreować emocji związanych z dziećmi wcześniej niż to faktycznie potrzebne - tj. zwykle po urodzeniu dziecka.
   Nieprawda, Nikolaas Tinbergen w dziele Badania nad instynktem opisuje takie, instynktowne działania przedkopulacyjne, jako fazę apetencyjną instynktu prowadzącego do skutków koniecznych dla utrzymania gatunku, a więc - biologicznie celowych.

>W każdym razie, ważne jest to że niechęć do seksu z kobietami u gejów jest obiektywnym powodem bezpłodność i nie świadczy o niechęci do posiadania dzieci.
   Nie przekonałeś mnie.

>I w druga stronę - u nikogo, także u heteryków, chęć na seks nie implikuje chęci posiadania potomstwa.
   Badania Tinbergena bardziej mnie przekonują.

>Czy teraz rozumiesz czemu zwyczajnie się mylisz a twój argument przeciwko homoadopcji nie jest żadnym argumentem.
   Mam inne zdanie.

>Jeśli chęć posiadania dzieci skłania kogokolwiek do seksu, to bazuje to na wiedzy a nie wrodzonych instynktach.
   Tinberger (i skromnie ja) jest innego zdania.

>I niektórzy homoseksualiści wiedząc co jest potrzebne do zrobienia dziecka, chcąc go bardzo, decydują się, bazując na tej wiedzy, działać wbrew swojemu instynktowi seksualnemu i płodzą dzieci z kobietami.
   Bo mają silną, naturalną motywację prokreacyjną.

>... to jest kwestia wyboru metody jaka przezwycięży dany gej swoje problemy ze spłodzeniem dziecka - czy zmusi się do seksu z kobietą czy zaadoptuje dziecko bez rodziców.
   Uważam, że wybór między swoim dzieckiem a cudzym, przy teoretycznej dostępności obu opcji, jest kwestią motywacji.

>Etycznie, zwykle raczej będzie lepsze to drugie wyjcie, nade wszystko dlatego, że nie wymaga wchodzenia w osobliwe relacje z kobietami.
   Mnie interesuje aspekt etyczny w odniesieniu tylko do dzieci.

>>   To może być przyczyną homoseksualizmu i łączyć się z syndromem beniaminka, ale nie jestem specjalistą.
>Nie skomentuję.
   Polska to wolny kraj.

>Nie ma motywu prokreacyjnego w popędzie płciowym, jeśli taki występuje przy seksie, jest wynikiem refleksji bazującej na wiedzy anie wrodzonych popędów.
   Jw. Tinberger (i ja)... ok, nie będę się powtarzał.

>Wiedza ta nawiasem mówiąc nieobecna była w niektórych kulturach, gdzie nikomu by do głowy nie przyszło przypuszczać, że seks służy do czegokolwiek innego niż przyjemność.
   Tak, jak mało komu przychodzi do głowy, że Matka Teresa to "kliniczny" przykład egoizmu.

>>   I dlatego u geja popęd płciowy nie łączy się z instynktem rodzicielskim, jak słusznie sam zauważyłeś.
>Nie łączy się u nikogo, nie tylko u geja. Właśnie to do ciebie nie dociera.
   Łączy się u większości zwierząt.

>Ty twierdzisz, że geje mogą sobie robić dzieci, pytam się jak.
   Już mi się nie chce śmiać.

   Napiszę ci coś, czego się chyba nie spodziewasz.
   Otóż jest to drugi post, którym skłoniłeś mnie (nie zmusiłeś, jak lubisz gadać) do głębszego zastanowienia, pierwszym był ten: www.racjonalista.pl/forum.php/s,218455#w219028 , po przeczytaniu którego zacząłem intensywniej zastanawiać się nad swoją wiedzą intuicyjną "w temacie", i zapewniam cię, że nie ilość słusznych, niewątpliwie, plusów w dorobku tego postu była główną przyczyną.

   W niniejszym poście również zasiałeś lekkie wątpliwości co do słuszności mojej hipotezy, ale nie zależy mi na ich akcentowaniu.
   Pewnie jakieś refleksje ci to nasunie, choć nie musi.

   Teraz wyjaśnię ci co miałem na myśli w pierwszym zdaniu.
   Pobieżna lektura skrótowego opracowania założeń Tinbergera nasunęła mi wątpliwości, których mógłbyś ew. użyć jako kontrargumenty do mojej tezy, ale prócz tego, że jestem leniem, jestem również egoistą i nie widzę żadnego interesu by je wskazywać.

   Życzę miłego dnia.
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Popęd to nie instynkt rodzicielski.
>   No właśnie tego nie potrafisz zrozumieć, choć sam powtarzasz, rozdzielasz te dwa czynniki i ja ci wyjaśniałem mój punkt widzenia wielokrotnie w tym i innym wątku...
>   Postawiłem hipotezą, że w sferze psychologicznej u geja powstał rozziew między chęcią do stosunku seksualnego a chęcią (podświadomą) do stosunku seksualnego zapładniającego partnerkę.
Z całym szacunkiem, ale postawiłeś hipotezę. Należałoby jeszcze jej dowieść. Heteroseksualni jakoś też unikają zapłodnienia. Mnie (sądząc po moim stosunku do stosunku homoseksualnego i zakładając, że analogiczny może być stosunek homoseksualisty do stosunku heteroseksualnego) wydaje się, że chodzi po prostu o wewnętrzny sprzeciw (graniczący z obrzydzeniem), który uniemożliwia odbycie stosunku z nieodpowiednim (dla danej osoby) partnerem.

>   I dlatego u geja popęd płciowy nie łączy się z instynktem rodzicielskim, jak słusznie sam zauważyłeś.
U mnie popęd płciowy też nie wiąże się z instynktem rodzicielskim. Są nawet solidnie od siebie oddzielone. Ten pierwszy przejawiam w stosunku do żony ten drugi w stosunku do dzieci.
02-07-2009 08:45 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Postawiłem hipotezą, że w sferze psychologicznej u geja powstał rozziew między chęcią do stosunku seksualnego a chęcią (podświadomą) do stosunku seksualnego zapładniającego partnerkę.
>Z całym szacunkiem, ale postawiłeś hipotezę.
   Owszem i szacunek lub jego brak nie ma tu nic do rzeczy.

>Należałoby jeszcze jej dowieść.
   Mnie nie interesuje co by wg. ciebie należało - czekam, aż geje tę hipotezę obalą, bo to oni chcą praw adopcyjnych, nie ja.

>Heteroseksualni jakoś też unikają zapłodnienia.
   Jasne... wszyscy? Czy większość?
   Dobry żart na przebudzenie, ale minus, bo za wcześnie.

>Mnie (sądząc po moim stosunku do stosunku homoseksualnego i zakładając, że analogiczny może być stosunek homoseksualisty do stosunku heteroseksualnego) wydaje się, że chodzi po prostu o wewnętrzny sprzeciw (graniczący z obrzydzeniem), który uniemożliwia odbycie stosunku z nieodpowiednim (dla danej osoby) partnerem.
   Zgadzam się i uważam, że u gejów instynkt odrzucenia i uczucie wstrętu jest silniejszy niż instynkt rodzicielski i uczucie tkliwości dla ew. potomstwa, taką mają skazę psychiczną.

   Chciałeś mi swoją analogią udowodnić, że geje są chorzy psychicznie?
   Udało ci się - plus.

>>   I dlatego u geja popęd płciowy nie łączy się z instynktem rodzicielskim, jak słusznie sam zauważyłeś.
>U mnie popęd płciowy też nie wiąże się z instynktem rodzicielskim.
   Na współczucie mnie nie stać.

>Są nawet solidnie od siebie oddzielone.
   Jw.

>Ten pierwszy przejawiam w stosunku do żony ten drugi w stosunku do dzieci.
   Ale żeby mieć dzieci to w podświadomości zadziałały obydwa, chyba, że... ale o współczuciu już pisałem.

   Aha, stosunki płciowe tylko w celach prokreacyjnych omawiamy w dziale "Religie".

   Z pobieżnych obliczeń wynika, że zarobiłeś zero, na dobrego dnia początek.
20-06-2009 22:36 
 Ocena 2 na 2
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.
>Mogą bardzo chcieć dzieci, a jednak faktycznie brzydzić się aktu poczęcia wymagającego niemiłej (w przypadku gejów może być, ze fizjologicznie prawie niemożliwej) interakcji (...)
No przecież kościół 2000 lat uczy, że sam akt jest grzeszny i niemiły bogu. Zaprawdę powiadam ci, homoseksualiści to święci mężowie są. Oni chcą na swoje barki wziąć owoc cudzego grzechu.
I jakoś łatwiej zrozumieć mi takiego homoseksualistę niż Angelinę Jolie.
Ciekawe co o jej kaprysach myśli Adamiak?
20-06-2009 10:12 
 Ocena 3 na 3
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
Cytat:

>   Tak bardzo nie chcą mieć swoich (brzydzą się "robić"?), że wystarczy im obojętnie czyje, byle "sztuka dziecka" w domu była.

Poziom intelektualny iluletniego dziecka trzeba mieć, żeby utrzymywać taki poziom dyskusji?
Czy sprowadzenie dyskusji do tego poziomu oznacza po prostu, że Adamiak zdał sobie sprawę, ze jego pojęcie o adopcji i jej skutkach jest mgliste, więc nie kontynuuje wątków merytorycznych tylko zaczął serię wycieczek osobistych?
20-06-2009 11:55 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>A może mają altruistyczną potrzebę zaopiekowania się sierotą? Wiem, że trudno to sobie Adamiakowi wyobrazić...

>Poziom intelektualny iluletniego dziecka trzeba mieć, żeby utrzymywać taki poziom dyskusji?
   Masz rację - zupełnie niepotrzebnie starałem się równać do twojego poziomu.

>Czy sprowadzenie dyskusji do tego poziomu oznacza po prostu, że Adamiak zdał sobie sprawę, ze jego pojęcie o adopcji i jej skutkach jest mgliste, więc nie kontynuuje wątków merytorycznych tylko zaczął serię wycieczek osobistych?

   Też żałuję, że zniżyłem się do takiego poziomu i nawet fakt, iż tylko po to, byś ty mnie zrozumiał nie jest dla mnie usprawiedliwieniem.
keymak (3379 punktów)
>Ale po co w to mieszać dzieci?...
W jaki sposób pomóc osobie chorej nie mieszając w to lekarza?
Dla jasności: homoseksualiści nie są chorzy.
Jak chcesz komuś coś dać jednocześnie nic nie dając?
Przecież to jakiś absurd.

Teraz spróbuj mnie skrytykować, równocześnie nie krytykując.
Wtedy przekonasz mnie że mówisz z sensem.
20-06-2009 17:33 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>Ale po co w to mieszać dzieci?...

>W jaki sposób pomóc osobie chorej nie mieszając w to lekarza?
>Dla jasności: homoseksualiści nie są chorzy.
>Jak chcesz komuś coś dać jednocześnie nic nie dając?
>Przecież to jakiś absurd.
>Teraz spróbuj mnie skrytykować, równocześnie nie krytykując.
>Wtedy przekonasz mnie że mówisz z sensem.
>

Nic z tego Twojego postu nie wynika. No ale po co w pisanie postów mieszać rozum...
Dla ułatwienia, nie skrytykowałam. Stwierdziłam fakt.
keymak (3379 punktów)
>Nic z tego Twojego postu nie wynika. No ale po co w pisanie postów mieszać rozum...
Chyba faktycznie coś mi czajnik nie pracuje, bo nie rozumiem o co Tobie chodzi.

>Dla ułatwienia, nie skrytykowałam. Stwierdziłam fakt.
Jaki fakt? Że adoptowane dzieci są wmieszane w układy rodzinne?
Każde adoptowane dziecko będzie miało po adopcji zupełnie nowe problemy, ale czy to dziwne?
Jaki to ma związek z tematem?

Nie odpowiadasz wprost, więc tylko się domyślam o co Tobie chodziło.

Jeżeli poprzednio zbyt ostro odpowiedziałem to przepraszam. Nie chciałem Ciebie obrazić. Jestem tylko nieco zasmucony że tak wiele tutaj jest głosów przeciwnych homoadpocji (to określenie ściągnąłem od Adamiaka). To nieco frustrujące.

Pozdrawiam.
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>
>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do >ich adopcji?   
>

Pytasz, to odpowiadam: całkowicie podzielam bardzo rzeczową argumentację Belvedere.
Adamiak (36436 punktów)
>>>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do >ich adopcji?   >
>Pytasz, to odpowiadam: całkowicie podzielam bardzo rzeczową argumentację Belvedere.

   Zapewniam Cię, że mój plus dla postu "belvedere" nie był podyktowany wyłącznie bezgraniczną sympatią do autorki.

   Ujęcie wszystkich aspektów przy całej złożoności i delikatności tematu adopcji nie wydawał się możliwy w jednym wątku - stąd taka ich ilość.
Kasia (424 punktów)

>   - jakie, wymierne korzyści może przynieść dzieciom, przyznanie związkom gejowskim prawa do
>ich adopcji?
   

To zależy w jakim kraju....Na Zachodzie, np w Anglii gdzie w szkole uczy się że rodzina składa się z dwojga partnerów, (mama+tata, lub mama+mama lub tata+tata i dzieci) adopcja przez parę homoseksualną jest dla dziecka zdecydowanie dobra, nie ma szykan, nie ma domu dziecka, jest rodzina.

W naszym Kraju? Dziecko ma rodzinę ale chyba musieliby zamieszkać z dala od cywilizacji.....Szykany na każdym kroku a zwłaszcza w szkole wśród rówieśników. Szykany przez "katolików", nie daj boże żeby zamieszkali w pobliżu rozgłośni....(słynnej).Tłumaczenie przez rodziców dlaczego wykształceni politycy to homofobi....

Dajmy na to że mogą pary homoseksualne adoptować dzieci. Ile lat dzieci te będą cierpieć (tak jak cierpiały kobiety walcząc o równouprawnienie kobiet, jak cierpieli heretycy, chcąc mieć wolność wyznawania swojej religii a nie jakiejś ówczesnej panującej.)

Nie w naszym zaciemniałym,żaściankowym i moherowym zakłamanym społeczeństwie.
Dzieci w Domu Dziecka choćby, seksu uczyły się gwałcąc pieski( tak tak moi Drodzy....) a nie wychowywane przez "pedałów", chcących mieć rodzinę, ale pedałów.
Kowalska (14008 punktów)
Taaaaa.......

Pary homoseksualne chcą zrównania z parami heteroseksualnymi. OK. Małżeństwo dwóch panów adoptowało dziecko. Są rodziną. Po jakimś czasie panowie dochodzą do wniosku, że chcą rozwodu, bo niezgodność charakterów i w ogóle nie mogą już razem żyć.
Jest rozprawa rozwodowa, ale jak zawsze w takich przypadkach najważniejszą decyzją jest to, z kim zostanie dziecko. Załóżmy, że przyznano je panu X. Czy w takim wypadku pan Y nie będzie miał prawa walczyć o swoje prawa?... No właśnie. Ale matki czy ojca? Bo w rodzinie jest ojciec i matka przecież. Czy powstanie nowy ruch, obok walczących ojców i matek, walczących gejów? Czy sędziowie w takich przypadkach obowiązkowo będą musieli być homoseksualni? Ale niby dlaczego? Przecież pary homo i hetero są takie same.
Kto będzie płacił alimenty? Co na uwagę nauczyciela w szkole, że dziecko ma przyjść do szkoły z ojcem lub matką odpowie dziecko? Co na pytanie nauczycielki, czy pan jest ojcem, odpowie pan X lub Y?....
Co w metryce dziecka adopcyjnego zostanie wpisane w rubryce: matka... ?
20-06-2009 20:03 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Przecież pary homo i hetero są takie same.
   Dostrzegam lekką prowokację w tym stwierdzeniu, ale dam się sprowokować.
   Akurat ja mam inne zdanie: pary hetero i homo są takie same tylko ze względu na określenie związku - "para", poza tym różnią się bardzo, bez względu na to, jak bardzo niepolityczne brzmienie ma taka konstatacja.
   Fakt, że homoseksualiści chcą poprawić swój image zmianą nomenklatury jest dla mnie zbyt słabą przesłanką, by nagle oślepnąć, lub zacząć gadać tak, jak oni sobie wymyślą.

   Problem homoseksualistów nie tkwi w nomenklaturze, tylko w nich samych i póki nie zmienią postrzegania siebie, to będą się szarpać z rzeczywistością przy pomocy hipokryzji i zręczności w zmianach nazw zjawisk poprzez ich eufeminizowanie na siłę.
   Do poprawy ich sytuacji potrzebna jest zmiana myślenia z postrzegania reszty społeczeństwa jako winnego ich sytuacji na percepcję w kategorii: przyczyna-skutek i przeniesienie takiego postrzegania na siebie.

   Bo tej sytuacji ani społeczeństwo nie jest winne, ani homoseksualiści.
20-06-2009 20:40 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>Przecież pary homo i hetero są takie same.
>   Dostrzegam lekką prowokację w tym stwierdzeniu, ale dam się sprowokować.

Słusznie. Dla rozjaśnienia sobie całości tego mojego zdania dorzuć tam jeszcze szczyptę zniesmaczenia i odrobinę ironii.
I nie daj się już nigdy więcej sprowokować

>   Akurat ja mam inne zdanie: <

Ale nie od mojego
20-06-2009 21:01 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>Przecież pary homo i hetero są takie same.
>>   Dostrzegam lekką prowokację w tym stwierdzeniu, ale dam się sprowokować.
>Słusznie.
   Wiedziałem, że jestem wielki, choć nie piję mleka.

>Dla rozjaśnienia sobie całości tego mojego zdania dorzuć tam jeszcze szczyptę zniesmaczenia i odrobinę ironii.
   Dorzuciłem - wyszło mi, iż pary homo i hetero są zupełnie takie same dlatego, że są całkiem inne.

>I nie daj się już nigdy więcej sprowokować
   Jak będę chciał.

>>   Akurat ja mam inne zdanie: <
>Ale nie od mojego
   Dobrze Ci tak!
21-06-2009 01:07 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   Akurat ja mam inne zdanie: pary hetero i homo są takie same tylko ze względu na określenie związku - "para", poza tym różnią się bardzo, bez względu na to, jak bardzo niepolityczne brzmienie ma taka konstatacja.

A jakie to są różnice? I nie kokietuj - przynajmniej w Polsce jest bardzo poprawną twoja konstatacja.
21-06-2009 10:22 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Akurat ja mam inne zdanie: pary hetero i homo są takie same tylko ze względu na określenie związku - "para", poza tym różnią się bardzo, bez względu na to, jak bardzo niepolityczne brzmienie ma taka konstatacja.
>A jakie to są różnice?

   Naprawdę nie wiesz?

'''''''no,~~&3<........Ob3- /a@ 9n &* ;iugd..

   Przepraszam, łapałem równowagę.

   Ok, przestałem się kulać, więc: główna różnica jest taka, jak między kamieniem węgielnym i węglem kamiennym, albo, dla ułatwienia: między wałem w samochodzie i samogwałtem w chodzie.

>I nie kokietuj...
   Może nie uwierzysz, ale ja tu nie zawsze w tym celu.

>... przynajmniej w Polsce jest bardzo poprawną twoja konstatacja.
   Jaka? Że zakochana para złożona z kobiety i faceta jest postrzegana jako coś zgodnego z naturą, a para zakochanych facetów czy kobiet jako tej natury wybryk?
   Mnie się wydaje, że na całym świecie jest wybrykiem natury, Polska nie ma na to monopolu - różnice mogą być tylko w natężeniu i rodzaju impresji u obserwatorów, spowodowane częstotliwością występowania zjawiska.
21-06-2009 10:27 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>   Jaka? Że zakochana para złożona z kobiety i faceta jest postrzegana jako coś zgodnego z naturą, a para zakochanych facetów czy kobiet jako tej natury wybryk?

Cieszę się, że wreszcie dotarliśmy do religijnego wręcz rozumienia zgodności z naturą.
Tak czy siak, miło mi, że przynajmniej w tym względzie się ze mną zgadzasz i tez dostrzegasz polityczną poprawność własnych tez, to pozwala mi wyklarować sobie obraz twoich intencji, choć nie czyni ich w mych oczach czystymi.

A co do odpowiedzi o różnice, to nawiasem mówiąc ja widzę dwie - w przeciwieństwie do par hetero pary homo są bezpłodne, oraz są obiektem nienawistnych ataków.
Ale to raczej nie może stanowić podstaw i uzasadnień do aktów (różnych, nie tylko związanych z adopcją) dyskryminacji.

PS
> Ok, przestałem się kulać, więc: główna różnica jest taka, jak między kamieniem węgielnym i węglem kamiennym, albo, dla ułatwienia: między wałem w samochodzie i samogwałtem w chodzie.

ja wiem, że takie "argumenty" przysparzają popularności i tak przez wielu pożądanych plusików na forum, ale mogą sprawić, ze wkrótce będziesz dyskutował tylko z ich wielbicielami.

Pozdrawiam
21-06-2009 14:32 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Cieszę się, że wreszcie dotarliśmy do religijnego wręcz rozumienia zgodności z naturą.
   Nie widzę konotacji religijnych, ale każdy ma prawo do takich porównań, jakie mu wpadną do głowy.

>... pozwala mi wyklarować sobie obraz twoich intencji, choć nie czyni ich w mych oczach czystymi.
   To już twój problem.

>A co do odpowiedzi o różnice, to nawiasem mówiąc ja widzę dwie - w przeciwieństwie do par hetero pary homo są bezpłodne, oraz są obiektem nienawistnych ataków.
   Takie też widzę.

>Ale to raczej nie może stanowić podstaw i uzasadnień do aktów (różnych, nie tylko związanych z adopcją) dyskryminacji.
   Też tak sądzę z wyjątkiem adopcji, której brak za dyskryminację nie uważam, ale to już pisałem

>ja wiem, że takie "argumenty" przysparzają popularności i tak przez wielu pożądanych plusików na forum...
   Poczucie humoru nie jest obowiązkowe

>... ale mogą sprawić, ze wkrótce będziesz dyskutował tylko z ich wielbicielami.
   "Proroctwa" to twoje hobby, czy "szantażowanie"?

   Miłego dnia.

P.S. Sam z sobą też się nie nudzę... proroku.
20-06-2009 20:05 
 Ocena 2 na 2
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Co w metryce dziecka adopcyjnego zostanie wpisane w rubryce: matka... ?
też mi problem, a co wpisuje się w wypadku gdy matka nie jest znana? Wymyśla się ją.

Co na uwagę nauczyciela w szkole, że dziecko ma przyjść do szkoły z ojcem lub matką odpowie dziecko?
odpowie podobnie jak w wypadku gdy rodzice nie żyją, czyli stosownie do sytuacji

Kto będzie płacił alimenty?
Ten od kogo zostaną zasądzone, naprawdę mądre pytanie

Czy sędziowie w takich przypadkach obowiązkowo będą musieli być homoseksualni?

Nie, podobnie jak nie muszą być czarnymi sądząc czarnych.

Co na pytanie nauczycielki, czy pan jest ojcem, odpowie pan X lub Y?....
To samo co odpowiada dziś mężczyzna który adoptował dziecko

Załóżmy, że przyznano je panu X. Czy w takim wypadku pan Y nie będzie miał prawa walczyć o swoje prawa?... No właśnie.
Sama sobie przeczysz, jeżeli przyznano dziecko komuś, to nie pozbawiono go jego praw o które powinien walczyć. Co powstanie ma zrobić.
Może uważasz, że matka pozbawiona praw powinna walczyć o swoje prawa? Jakie prawa według ciebie są jej, skoro ją ich pozbawiono. Czuję, że warcholstwo przez ciebie przemawia
20-06-2009 23:08 
 Ocena 2 na 2
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>Taaaaa.......
>Pary homoseksualne chcą zrównania z parami heteroseksualnymi. OK. Małżeństwo dwóch panów adoptowało dziecko. Są rodziną. Po jakimś czasie panowie dochodzą do wniosku, że chcą rozwodu, bo niezgodność charakterów i w ogóle nie mogą już razem żyć.
No cóż, szczęśliwie małżeństwom w Polsce (zwłaszcza sakramentalnym)
to się nie zdarza.
>Jest rozprawa rozwodowa, ale jak zawsze w takich przypadkach najważniejszą decyzją jest to, z kim zostanie dziecko. Załóżmy, że przyznano je panu X. Czy w takim wypadku pan Y nie będzie miał prawa walczyć o swoje prawa?... No właśnie. Ale matki czy ojca?
Proponuję lekturę Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego. Czym według ciebie różnią się prawa matki od praw ojca? Dziecko zwykle przyznaje się jednemu z rodziców, drugi ma prawo do kontaktów. Prawo rozwiązało ten problem zanim go wymiśliłaś.

>Bo w rodzinie jest ojciec i matka przecież.
No tak. Matka to jest rodzic przy garach a ojciec to rodzic z piwem.
>Czy powstanie nowy ruch, obok walczących ojców i matek, walczących gejów?
Po co? Sprawy rozwodowe par homoseksualnych będą pod tym względem sprawiedliwsze niż obecne sprawy małżeństw sakramentalnych. Obecnie prawo opieki dostaje w przeważającej liczbie spraw kobieta. W przeważającej liczbie spraw prawa opieki odmawia się mężczyźnie (na poziomie sprawy rozwodowej prawo nie rozróżnia rodziców na ojciec-matka, tylko każe kierować się dobrem małoletniego; praktyka odstaje od prawa). W przypadku par homoseksualnych liczba mężczyzn pozbawionych opieki i z przyznaną opieką będzie identyczna, liczba kobiet obu kategorii też.

Czy sędziowie w takich przypadkach obowiązkowo będą musieli być homoseksualni?
Sędziowie powinni być hermafrodytami.

>Kto będzie płacił alimenty?
Poczytaj KRO.
>Co na uwagę nauczyciela w szkole, że dziecko ma przyjść do szkoły z ojcem lub matką odpowie dziecko?
Nauczyciel każdemu dziecku powinien kazać przyjść z jednym z rodziców. Ponieważ nie jest sprawą nauczyciela wtrącać się w podział obowiązków między rodzicami. Tak wzywali moich rodziców moi nauczyciele. Ale to byli dobrzy nauczyciele.
Dobry nauczyciel zna sytuację dziecka i użyje tej formy, która będzie do tej sytuacji adekwatna.
Jeżeli nauczyciel jest chamem to zażąda od półsieroty wychowywanej przez matkę przyjścia z ojcem. I będzie mu brak ojca wypominał na każdym kroku. Obowiązkiem nadzoru kuratorskiego jest usuwanie chamstwa ze szkół.
>Co na pytanie nauczycielki, czy pan jest ojcem, odpowie pan X lub Y?....
"Tak". Szkole wolno pytać tylko o to, czy dorosły ma władzę rodzicielską nad dzieckiem (w tym sensie jest "matką" albo "ojcem") a nie o szczegóły poczęcia dziecka.
>Co w metryce dziecka adopcyjnego zostanie wpisane w rubryce: matka... ?
Proszę zajrzeć do KRO i Prawie o Aktach Stanu Cywilnego. Tam jest już wszystko napisane.
W odpisach wpisuje się dane rodziców adopcyjnych z praktycznego powodu, żeby ukryć przed otoczeniem fakt adopcji. W przypadku par homoseksualnych dziecko będzie miało świadomość, że jego rodzice nie są jego naturalnymi rodzicami.

Jedyna przeszkoda na drodze do takich adopcji to tolerancyjne i przyjazne sierotom i odmieńcom polskie społeczeństwo.
No chyba, że ktoś faktycznie wykaże, że wychowanie w takiej rodzinie szkodzi dzieciom. Tylko powinno szkodzić bardziej niż wychowanie w "normalnej" rodzinie z marginesu.

A jeżeli "chrześcijanom" tak zależy na uniemożliwieniu adopcji przez związki homoseksualne to wystarczy, że adoptują wszystkie sieroty. Jako "normalne" rodziny zawsze będą mieli pierwszeństwo przed homoseksualistami. I dowiodą, że naprawdę chodzi im o dobro sierot a nie o dobre samopoczucie.
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Podobają mi się wypowiedzi w stylu gdyby to była para lesbijek, to bym wolał adopcję; natomiast para gejów wybieram dom dziecka, co oddaje problem seksualności dziecka od najmłodszych lat, mimo że się ją uparcie neguje.

Sam pamiętam gdy miałem sześć lat i nie wiedziałem że seks istnieje, to podobały mi się nogi jednej dziewczyny w klasie i za cholerę nie mogłem zrozumieć dlaczego karą ma być posadzenie obok dziewczyny.

A teraz do tematu.

Pytanie jest chyba obok problemu, ponieważ nie jest istotne czy adopcji dokonają dwie osoby czy jedna, nie jest istotna również ich orientacja seksualna, ale motywy którymi się te osoby kierowały, a przede wszystkim ich charakter i to jak zachowują się na co dzień i jakie wzorce zachowań przekażą.

Nie demonizowałbym też domu dziecka, dlatego że teoretycznie mógłby być lepszy od najlepszej rodziny.

Z tych rozważań wynika że osąd generalnie można sprowadzić tylko do prawdopodobieństwa, a do tego potrzeba by było badań.

Argument od którego zacząłem polegający na lekkim zafascynowaniu dziecka seksualnością własnych opiekunów nie jest dobrym argumentem i dla dziecka mogłoby być dużo lepiej być wychowywanym przez lekko obleśnych gejów niż przez urocze kobietki.

Ludzie są w tej materii tak uprzedzeni, że sam czuję własną nieobiektywność i pewną bezsilność oceny.

Sądzę że dzieci wytrzymują niesłychanie dużo i że szkody powodowane w przeciętnej szkole i przeciętnym domu nie są jakieś znacząco mniejsze od przeciętnych szkód wyrządzonych przez przypadkowych opiekunów niezależnie od ich płci i orientacji.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365