Racjonalista - Strona głównaDo treści
Do kogo należy moje ciało?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
02-09-2009 14:28Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)Do kogo należy moje ciało?
Ocena 9 na 9
W ostatnich dniach przez media przetoczyła się dyskusja na temat sterylizacji nieświadomej niczego kobiety. Z drugiej strony osoba, która dobrowolnie i w pełni świadomie chciałaby poddać się zabiegowi ubezpłodnienia, nadzieje się na przepis kodeksu karnego mówiący o tym, że doprowadzenie człowieka do niemożności posiadania potomstwa podlega karze (to nic, że przepis dotyczy raczej uszkodzenia ciała, ale to na niego powołują się lekarze odmawiający takich zabiegów, czy to ze strachu przed odpowiedzialnością, czy też z pobudek ideologicznych).
Niedawno oglądałam dokument o ludziach, których największym marzeniem jest pozbycie się, ich zdaniem zbędnych, odrażających, nieznośnych części własnego ciała (uszu, kończyn). Byli w stanie poświęcić każde pieniądze, znieść wszelki ból, aby tylko dopiąć swego. Podróżowali po całym kraju, od lekarza do lekarza błagająć o amputacje ręki czy nóg (w pełni zdrowych i sprawnych). Pomimo, że ludzie ci przeszli wszelkie badania psychologiczne, mówiące, że w pełni zdają sobie sprawę z tego czym taka interwencja skutkuje oraz pomimo, że znależli się lekarze, skłonni dokonać takiej operacji, to jednak ludziom tym sądownie zakazano amputacji na życzenie. Jedna z tych osób posunęła się nawet do tego, że położyła się na torach kolejowych, aby w ten sposób pozbyć się znienawidzonych nóg.
Do tej samej kategorii zaliczyłabym samobójstwo, jako "amputację całego ciała" oraz jego szczególny przypadek - eutanazję.
I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie? Czy powinnam mieć możliwość zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, czy też ktoś inny ma prawo zadecydowania, do czego mogę się posunąć? Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
Bardzo proszę o Wasze opinie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)

>I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie

w 100% należy do Ciebie, a jeśli zechcesz się nim z kimś podzielić -
również sama zdecydujesz w jaki sposób i w jakiej formie.
Czy będzie to kwestia zdrowia, sztuki czy seksu ...

>Czy powinnam mieć możliwość zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, >

Tak, o ile jesteś dorosła.
(dzieci miewają szalone pomysły)

>czy też ktoś inny ma prawo zadecydowania, do czego mogę się posunąć? >

Jeśli tego kogoś upoważnisz ...

>Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało? >

Ty ją wyznaczasz w odniesieniu do swojego ciała.


NON SERVIAM
Rigoletto (3891 punktów)
>W ostatnich dniach przez media przetoczyła się dyskusja na temat sterylizacji nieświadomej niczego
>kobiety. Z drugiej strony osoba, która dobrowolnie i w pełni świadomie chciałaby poddać się
>zabiegowi ubezpłodnienia, nadzieje się na przepis kodeksu karnego mówiący o tym, że doprowadzenie
>człowieka do niemożności posiadania potomstwa podlega karze (to nic, że przepis dotyczy raczej
>uszkodzenia ciała, ale to na niego powołują się lekarze odmawiający takich zabiegów, czy to ze
>strachu przed odpowiedzialnością, czy też z pobudek ideologicznych).
>Niedawno oglądałam dokument o ludziach, których największym marzeniem jest pozbycie się, ich
>zdaniem zbędnych, odrażających, nieznośnych części własnego ciała (uszu, kończyn). Byli w stanie
>poświęcić każde pieniądze, znieść wszelki ból, aby tylko dopiąć swego. Podróżowali po całym kraju,
>od lekarza do lekarza błagająć o amputacje ręki czy nóg (w pełni zdrowych i sprawnych). Pomimo, że
>ludzie ci przeszli wszelkie badania psychologiczne, mówiące, że w pełni zdają sobie sprawę z tego
>czym taka interwencja skutkuje oraz pomimo, że znależli się lekarze, skłonni dokonać takiej
>operacji, to jednak ludziom tym sądownie zakazano amputacji na życzenie.

To było w Polsce? Czy to nie jakieś "opowieści drzewa sandałowego"? Wątpie, żeby jakiś lekarz podjął się czegoś takiego. Poza tym, osobę, która chce sobie amputować nogi, nie można uznać za zdrową psychicznie.

Jedna z tych osób posunęła
>się nawet do tego, że położyła się na torach kolejowych, aby w ten sposób pozbyć się znienawidzonych
>nóg.

Jeśli to prawda, to musiał być to efekt choroby psychicznej.

>Do tej samej kategorii zaliczyłabym samobójstwo, jako "amputację całego ciała" oraz jego szczególny
>przypadek - eutanazję.

Ale samobójstwo nie jest prawnie zakazane.

>I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie? Czy powinnam mieć możliwość
>zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, czy też ktoś inny ma prawo
>zadecydowania, do czego mogę się posunąć? Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
>Bardzo proszę o Wasze opinie.

Ani samobójstwo, ani samookaleczanie nie jest prawnie zabronione, więc jak masz ochotę bawić się np. w Van Gogha to proszę bardzo.
02-09-2009 15:10 
 Ocena 4 na 4
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>W ostatnich dniach przez media przetoczyła się dyskusja na temat sterylizacji nieświadomej niczego
>>kobiety. Z drugiej strony osoba, która dobrowolnie i w pełni świadomie chciałaby poddać się
>>zabiegowi ubezpłodnienia, nadzieje się na przepis kodeksu karnego mówiący o tym, że doprowadzenie
>>człowieka do niemożności posiadania potomstwa podlega karze (to nic, że przepis dotyczy raczej
>>uszkodzenia ciała, ale to na niego powołują się lekarze odmawiający takich zabiegów, czy to ze
>>strachu przed odpowiedzialnością, czy też z pobudek ideologicznych).
>>Niedawno oglądałam dokument o ludziach, których największym marzeniem jest pozbycie się, ich
>>zdaniem zbędnych, odrażających, nieznośnych części własnego ciała (uszu, kończyn). Byli w stanie
>>poświęcić każde pieniądze, znieść wszelki ból, aby tylko dopiąć swego. Podróżowali po całym kraju,
>>od lekarza do lekarza błagająć o amputacje ręki czy nóg (w pełni zdrowych i sprawnych). Pomimo, że
>>ludzie ci przeszli wszelkie badania psychologiczne, mówiące, że w pełni zdają sobie sprawę z tego
>>czym taka interwencja skutkuje oraz pomimo, że znależli się lekarze, skłonni dokonać takiej
>>operacji, to jednak ludziom tym sądownie zakazano amputacji na życzenie.
>To było w Polsce? Czy to nie jakieś "opowieści drzewa sandałowego"? Wątpie, żeby jakiś lekarz podjął się czegoś takiego. Poza tym, osobę, która chce sobie amputować nogi, nie można uznać za zdrową psychicznie.
To było w Wielkiej Brytanii.
Te osoby były całkiem normalne. Pracowały, miały rodziny, ich życie nie różniło się niczym od przeciętnej. Jedyne co ich wyróżniało, to to, że uważali, że byliby szczęśliwsi bez np. nogi, Czy kobieta, która uważa, że lepiej wyglądałaby z wielkim biustem i wszczepia sobie silikon jest chora psychicznie? Czy ludzie, którzy myślą, że wszystkie ich niepowodzenia życiowe spowodowane są tym, że maj za duży nos i za wszelką cenę dążą do jego zmniejszenia są nienormalni?
> Jedna z tych osób posunęła
>>się nawet do tego, że położyła się na torach kolejowych, aby w ten sposób pozbyć się znienawidzonych
>>nóg.
>Jeśli to prawda, to musiał być to efekt choroby psychicznej.
Przecież ludzie dla spełnienia swoich marzeń gotowi są do największych poświęceń. Czy to efekt psychicznej choroby?
>>Do tej samej kategorii zaliczyłabym samobójstwo, jako "amputację całego ciała" oraz jego szczególny
>>przypadek - eutanazję.
>Ale samobójstwo nie jest prawnie zakazane.
Ale nie szanuje sie woli samobójcy i ratuje się go, pomimo, że on nie chce żyć. A może nie powinno się ich ratować? Tym bardziej, że znaczna część z nich ponownie targa się na swoje życie.
>>I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie? Czy powinnam mieć możliwość
>>zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, czy też ktoś inny ma prawo
>>zadecydowania, do czego mogę się posunąć? Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
>>Bardzo proszę o Wasze opinie.
>Ani samobójstwo, ani samookaleczanie nie jest prawnie zabronione, więc jak masz ochotę bawić się np. w Van Gogha to proszę bardzo.
Ale wtedy uznasz, że jestem chora psychicznie i może każesz mnie przymusowo pilnować, żebym jednak zachowała oboje uszu, a jeśli nie ty, to ktoś inny?
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie? Czy powinnam mieć możliwość
>zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, czy też ktoś inny ma prawo
>zadecydowania, do czego mogę się posunąć? Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
>Bardzo proszę o Wasze opinie.

Poruszasz najistotniejszą, jak sądzę, kwestię polityczną w dzisiejszym świecie - czy jesteśmy własnością państwa, czy może jednak "swoi właśni". Aborcja, in vitro, eutanazja, prohibicja narkotykowa i jeszcze parę innych rzeczy ten mają przecież wspólny mianownik. Wszystko to dotyczy tego, co delikwent/ka robi z własnym ciałem, nie naruszając wolności ani interesów osób postronnych, a co jest technicznie w pełni wykonalne , a zatem ograniczenia wynikać mogą tylko z tego, że ktoś ma moc decydowania, czy zrobić to, czy nie - czyli władzę. W społeczeństwie, w jakim żyjemy, jedyną instancją, która może nam skutecznie zabronić wykonania czegoś na sobie, jest urzędnik państwowy - wychodzi zatem na to, że to on ( jako reprezentant instytucji ) jest naszego ciała właścicielem. Wkurzające jakby... .
03-09-2009 05:36 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Nie jakby, tylko wkurzające.

Cały problem polega na tym, że osoby pragnące dokonać modyfikacji swoich ciał, chciałyby to robić w ramach oficjalnego systemu dystrybucji dóbr i przywilejów, czyli np. w ramach publicznej służby zdrowia.
A jak to wykazuje przykład Orlan, jeśli robi się to za własne pieniądze, problem jakby znika.
Jest to więc problem dostępu do władzy i przywilejów właśnie...


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
setarkos (10757 punktów)

> ...chciałyby to robić w ramach oficjalnego systemu dystrybucji dóbr i przywilejów, >czyli np. w ramach publicznej służby zdrowia.
>... jeśli robi się to za własne pieniądze, problem jakby znika.
>Jest to więc problem dostępu do władzy i przywilejów właśnie...

Musowo więc w trybie pilnym znieść obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne (i prawo alimentacyjne tudzież podatki) na rzecz dobrowolnych

.
03-09-2009 15:35 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nie jakby, tylko wkurzające.

"Jakby" w tym tylko sensie, że przecież na codzień wcale nie wkurza nas, że naprawdę żyjemy w systemie, w którym utrzymywany z naszych podatków urzędnik państwowy większą ma władzę nad naszym ciałem, niż my sami. Zgoła w ogóle tego nie dostrzegamy, by zauważyć absurdalność sytuacji trzeba dopiero przeprowadzić specjalne rozumowanie... .

>Jest to więc problem dostępu do władzy i przywilejów właśnie...

A zwłaszcza samej konstrukcji ładu publicznego.
03-09-2009 20:09 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Mi tam zawsze przeszkadzało, że wuefista mi kazał robić jakieś dziwne rzeczy z moim ciałem.
Ale wuefiści to zazwyczaj agenci społecznej bio-przemocy.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 11:54 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Mi tam zawsze przeszkadzało, że wuefista mi kazał robić jakieś dziwne rzeczy z moim ciałem.

I tak dobrze, że ze swoim nie kazał .
marek milczewski (2335 punktów)

>Bardzo proszę o Wasze opinie.

Proszę bardzo. W/g mnie wszystko pomieszałaś. Samookaleczenie z amputacjami na życzenie, samobójstwo z eutanazją.
Oczywiście, że twoje ciało należy do ciebie, Możesz robić z nim co chcesz. Możesz je kaleczyć, przypalać, kłuć, świadomie zarażać, nawet unicestwić. Ale sama. Jeżeli wiesz, że twój przyszły partner jest np. chory na aids, możesz z premedytacją współżyć z nim, bo masz taki kaprys. Możesz sobie obciąć ucho, palce, wydłubać oko, czy co tam sobie wymyślisz. Zobacz co się dzieje w np. więzieniach, jak się okaleczają i co? i nic. Ale jeżeli chcesz wplątać w to lekarzy, o to już inna bajka. Pomijam już fakt, że facet któremu obcięli by nagi, później skamlałby o wózek z opieki i pomoc państwa. Nie czujesz różnicy między samookaleczeniem, a żądaniem tego od lekarzy? Szczególnym przypadkiem jest zmiana płci. Tu jest tak mocna ingerencja w ciało na życzenie, że aby tego dokonać, trzeba nie lada badań i testów trwających bardzo długo. Zobacz Jacksona, który za olbrzymią forsę znalazł rzeźników, którzy zrobili co chciał. Skutek był taki, że był jedynym wokalistą, który się rozpadł.
Jest granica operacji plastycznych, której żaden lekarz nie ma prawa przekroczyć. Ale ty - proszę bardzo, rób co chcesz, a gwarantuję, iż żaden sąd cię nie skarze.

pozdrawiam

dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
02-09-2009 15:33 
 Ocena 7 na 7
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>Bardzo proszę o Wasze opinie.
>Proszę bardzo. W/g mnie wszystko pomieszałaś. Samookaleczenie z amputacjami na życzenie, samobójstwo z eutanazją.
>Oczywiście, że twoje ciało należy do ciebie, Możesz robić z nim co chcesz. Możesz je kaleczyć, przypalać, kłuć, świadomie zarażać, nawet unicestwić. Ale sama. Jeżeli wiesz, że twój przyszły partner jest np. chory na aids, możesz z premedytacją współżyć z nim, bo masz taki kaprys. Możesz sobie obciąć ucho, palce, wydłubać oko, czy co tam sobie wymyślisz. Zobacz co się dzieje w np. więzieniach, jak się okaleczają i co? i nic. Ale jeżeli chcesz wplątać w to lekarzy, o to już inna bajka.
No właśnie nie. Gdyby moim celem nie było zadawanie sobie bólu, ale upiększenie się poprzez pozbycie się dwóch palców u ręki... Nie chcę rzeźni. Chcę sterylnie, w znieczuleniu, odjąć sobie palce. Zapłacę za to, przyjmę konsekwencje w postaci braku renty, utrudnień w życiu, ok. Dlaczego komuś wolno uciąć kawałek nosa, bo uważa, że jest on za duży, dlaczego znana gwiazda może usunąć sobie żebra, żeby mieć piękną talię, dlaczego można wbić człowiekowi rurę w udo i wyssać tkankę tłuszczową, a ja nie mogłabym upiększyć sobie dłoni poprzez usunięcie palca serdecznego i małego. Komu by to szkodziło. Dlaczego miałabym robić to sama, siekierą w oborze?
>Pomijam już fakt, że facet któremu obcięli by nagi, później skamlałby o wózek z opieki i pomoc państwa. Nie czujesz różnicy między samookaleczeniem, a żądaniem tego od lekarzy?
Nie, nie czuję. Skoro lekarz się podejmuje a pacjent zgadza i płaci, to może wszystko jest w porządku? Volenti non fit iniuria.
02-09-2009 15:55 
 0 na 4
marek milczewski (2335 punktów)

>Nie, nie czuję. Skoro lekarz się podejmuje a pacjent zgadza i płaci, to może wszystko jest w porządku? Volenti non fit iniuria.

To powiem inaczej. wyobraź sobie, że idziesz do lekarza i mówisz, że chcesz aby wyciął ci nerkę, bo masz cholerną ochotę ją zjeść. Płacisz i wymagasz. I co, lekarz ma ci ją wyciąć, bo masz taki kaprys? Albo chcesz, żeby zrobił ci lobotomie mózgu, bo umierać nie chcesz, ale masz dość rzeczywistości.
czymś innym jest usuwanie tłuszczu, a czymś innym palców ręki.


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
03-09-2009 20:12 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Jesteś niepoprawnym idealistą. To są jakieś kpiny.
Lekarze nie takie rzeczy robią za pieniądze. A w jaki sposób kwitnie czarny rynek handlu organami?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Lekarze nie takie rzeczy robią za pieniądze.
Ale tu rozwiązujemy problem nerki po wolontariacku.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
02-09-2009 19:51 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
Szczerze mówiąc wycinanie żeber dla talii dla mnie wymagałoby wsparcia psychiatrycznego...

Nie jestem pewna czy chcę aby zawód lekarza oznaczał że skoro mu się zapłaci, to ma spełnić każdą zachciankę. To nie jest w końcu sklep z bułeczkami.

Sama decydujesz o swoim ciele, ale zlecając komuś określone czynności wpływasz również na niego. Przyznaję, że trudno jest wyznaczyć granicę pomiędzy uszkodzeniami dopuszczalnymi - jak kolczykowanie, tatuaże, moim zdaniem sterylizacja tu również powinna się znajdować, a niedopuszczalnymi - jak moim zdaniem amputacja kończyn na życzenie.
02-09-2009 22:09 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Przyznaję, że trudno jest wyznaczyć granicę pomiędzy uszkodzeniami dopuszczalnymi - jak kolczykowanie, tatuaże, moim zdaniem sterylizacja tu również powinna się znajdować, a niedopuszczalnymi - jak moim zdaniem amputacja kończyn na życzenie.
Ależ odwrotnie - to obcinanie kończyn powinno być dopuszczalne, a tatuaże niedozwolone!

I tylko trudno mi wyznaczyć granicę...

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>Przyznaję, że trudno jest wyznaczyć granicę pomiędzy uszkodzeniami dopuszczalnymi - jak kolczykowanie, tatuaże, moim zdaniem sterylizacja tu również powinna się znajdować, a niedopuszczalnymi - jak moim zdaniem amputacja kończyn na życzenie.
>Ależ odwrotnie - to obcinanie kończyn powinno być dopuszczalne, a tatuaże niedozwolone!
>I tylko trudno mi wyznaczyć granicę...

No właśnie... Wszelkie ograniczenia są czysto arbitralne i tak naprawdę nikt nie potrafi logicznie wytłumaczyć, dlaczego jedną operację można przeprowadzić, a innej nie.
Rigoletto (3891 punktów)
>>>Przyznaję, że trudno jest wyznaczyć granicę pomiędzy uszkodzeniami dopuszczalnymi - jak kolczykowanie, tatuaże, moim zdaniem sterylizacja tu również powinna się znajdować, a niedopuszczalnymi - jak moim zdaniem amputacja kończyn na życzenie.
>>Ależ odwrotnie - to obcinanie kończyn powinno być dopuszczalne, a tatuaże niedozwolone!
>>I tylko trudno mi wyznaczyć granicę...
>No właśnie... Wszelkie ograniczenia są czysto arbitralne i tak naprawdę nikt nie potrafi logicznie wytłumaczyć, dlaczego jedną operację można przeprowadzić, a innej nie.

Jeśli nie widzisz różnicy pomiędzy korekcją nosa a amputacją nogi, to dziękuję bardzo.
Beatus (2528 punktów)
>Ależ odwrotnie - to obcinanie kończyn powinno być dopuszczalne, a tatuaże niedozwolone!
>I tylko trudno mi wyznaczyć granicę...
Dowcipnie, ale jednak...
Wydaje mi się, że owa granica jest intuicyjnie rozpoznawana przez szarą większość. Zaś jej sednem, pomijając preferencje estetyczne określonego czasu i miejsca, jest zachowanie (czasem nawet zwiększenie) przydatności społecznej.
Z punktu widzenia społeczności, osoba bez nóg jest obciążeniem, a jej możliwości dodania czegoś do wspólnego dobra maleją. Kolczyki? Właściwie nic nie zmieniają, bo estetyka to sprawa indywidualna lub przyjętych kanonów. Duże sztuczne cycki są kontrowersyjne. Z jednej strony są na plus, bo przecież tak właśnie obdarzona jest matka rodzicielka, a ściśle kobieta karmiąca. Zwiększa się atrakcyjność właścicielki owego dekoltu, zwiększa szansa rozmnożenia. Z drugiej strony, sztuka musi być jakoś wybrakowana, skoro atuty przyrodzone okazują się nie wystarczające.
Pozdrawiam
12-09-2009 02:22 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>owa granica jest intuicyjnie rozpoznawana przez szarą większość. Zaś jej sednem, pomijając preferencje estetyczne określonego czasu i miejsca, jest zachowanie (czasem nawet zwiększenie) przydatności społecznej.
Gdyby tak było, nie byłyby powszechne wszelkiej maści obrzezania, zmniejszania stóp, naszyjniki wydłużające szyję itp. okaleczania.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Beatus (2528 punktów)
>Gdyby tak było, nie byłyby powszechne wszelkiej maści obrzezania,
Obrzezanie, jak gdzieś kiedyś czytałam, ponoć nie jest takim głupim pomysłem. Chodzi ponoć o to, że w pustynnych warunkach kurz, brud i pot przy jednoczesnym utrudnieniu w dostępie do wody, gromadzi się wszędzie gdzie, jakby to ująć, nie ma swobodnego wietrzenia. Wysoka temperatura przyspiesza rozwój wszelakich bakterii. Szkodliwe jest to w mniejszym stopniu dla mężczyzn, bardziej dla ich żon. Jak dziś doskonale wiemy, higiena dla zdrowia kobiety jest bardzo ważna. Co prawda nasze organizmy są wyposażone w całkiem dobrą ochronę, jednak nie zawsze ona zadziała. Nieleczone, a chyba dawni mieszkańcy pustyni nie mieli wielu ginekologów, zakażenia i podrażnienia mogą być przyczyną nie tylko dyskomfortu ale też bezpłodności. Podsumowując obrzezanie zwiększało płodność generalną plemienia i zmniejszało liczbę chorób.
>zmniejszania stóp, naszyjniki wydłużające szyję itp. okaleczania.
Te przykłady faktycznie nie tłumaczą się niczym innym niż wolną wolą homo sapiensa, którego gusta estetyczne nie przestaną mnie zdumiewać.
Pozdrawiam
12-09-2009 11:27 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Obrzezanie, jak gdzieś kiedyś czytałam, ponoć nie jest takim głupim pomysłem. Chodzi ponoć o to, że w pustynnych warunkach kurz, brud i pot...
To jakaś desperacka hipoteza. Prezentuje ją też Wikipedia, gdzie o obrzezaniu u kobiet czytamy, iż jest to zabieg "często dający efekt zachowania higieny wręcz odwrotny od zamierzonego". Czyli autorzy hasła przyznają, iż ta tradycja wyrosła w oparciu o "przesłanki higieniczne". A przecież biorąc na logikę, to sam zabieg niesie tak poważne ryzyko dla życia i zdrowia, że w najlepszym razie działał jak sito naturalnej selekcji. Utrwalającym się dzięki poprawie zdrowotności obyczajem mogło stać się jakieś rytualne obmywanie się pomimo deficytu wody, a nie to ryzykowne obrzezanie.

Zastanawiające, że w polskiej wersji Wikipedii nie wskazuje się obrzezania jako jednoznacznie szkodliwego z punktu widzenia medycyny. Autorzy hasła piszą tylko, iż "szkody medyczne lub korzyści obrzezania nie zostały jednoznacznie zbadane". A od argumentów wysuwanych przez organizacje obrzezaniom przeciwne dystansują się, pisząc, iż "rozumieją one te zjawisko jako nieetyczne". ("Te zjawisko", hm, kto to pisał.)

Ale że obrzezanie jest zabiegiem chirurgicznym, a Wikipedię redaguje się społecznie, można przyjąć, że artykuł do hasła "obrzezanie" prezentuje stanowisko ogółu polskiego świata medycznego.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
03-09-2009 20:14 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

>Nie jestem pewna czy chcę aby zawód lekarza oznaczał że skoro mu się zapłaci, to ma spełnić każdą zachciankę. To nie jest w końcu sklep z bułeczkami.

Naprawdę wierzysz w to, co mówisz? Od kiedy wśród lekarzy są sami niepokalani?
Wiele prywatnych klinik chirurgicznych to właśnie sklepy z bułeczkami. Czy tego chcesz, czy nie.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 00:13 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

> Od kiedy wśród lekarzy są sami niepokalani?

Dlaczego zaraz sami niepokalani? Wystarczy, żeby wśród lekarzy trafiali się porządni ludzie jak w innych profesjach (nawet złodzieje czy księża bywają podobno przyzwoici}}

>Wiele prywatnych klinik chirurgicznych to właśnie sklepy z bułeczkami. Czy tego chcesz, czy nie.

Podziwiam Pańską umiejętność eufemistycznego formułowania myśli - choć może faktycznie trudno ocenić czy bardziej się prostytuują dostawcy bułek czy usług medycznych..
04-09-2009 11:22 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Nie jestem pewna czy chcę aby zawód lekarza oznaczał że skoro mu się zapłaci, to ma spełnić każdą zachciankę. To nie jest w końcu sklep z bułeczkami.
>Naprawdę wierzysz w to, co mówisz? Od kiedy wśród lekarzy są sami niepokalani?
>Wiele prywatnych klinik chirurgicznych to właśnie sklepy z bułeczkami. Czy tego chcesz, czy nie.
Nie muszą być niepokalani. Myślę, że większość jest przyziemnie średnia. Nie chcą robić największych świństw, nie wysilają się na nietypowe wysiłki. Jest trochę świń bez reszty, ale jest i trochę całkiem przyzwoitych, a odrobinę naprawdę z powołania.
Czy my jako osoby również "przekupne" musimy być niepokalani? Pewnie nie jesteśmy i tak, ale uważam, że dobrze będzie jeśli większość z nas nie zniży się do podłości, a już będzie całkiem dobrze.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jest granica operacji plastycznych, której żaden lekarz nie ma prawa przekroczyć.
I właśnie to jest clou wątku! A skoro twierdzisz, że ta granica jest, to ją wskaż.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
setarkos (10757 punktów)

>>Jest granica operacji plastycznych, której żaden lekarz nie ma prawa przekroczyć.

>I właśnie to jest clou wątku! A skoro twierdzisz, że ta granica jest, to ją wskaż.

Jeśli można ... Strasznie trudne jest wskazanie takiej granicy - chyba należy się trochę kierować konserwatyzmem w tej materii. Może jakąś wskazówką byłoby unikanie również cudzego (prócz własnego) dyskomfortu..

.
03-09-2009 11:32 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Strasznie trudne jest wskazanie takiej granicy
Bo może ona nie istnieje, ale warto sprawdzić.

>chyba należy się trochę kierować konserwatyzmem w tej materii. Może jakąś wskazówką byłoby unikanie również cudzego (prócz własnego) dyskomfortu.
Jako zasada przydałoby się coś klarowniejszego.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Strasznie trudne jest wskazanie takiej granicy
>Bo może ona nie istnieje, ale warto sprawdzić.
>>chyba należy się trochę kierować konserwatyzmem w tej materii. Może jakąś wskazówką byłoby unikanie również cudzego (prócz własnego) dyskomfortu.
>Jako zasada przydałoby się coś klarowniejszego.

Moim zdaniem powinna obowiązywać zasada, że każda zmiana tego rodzaju, która jest wsposób trwały szkodliwa dla sprawności fizycznej człowieka, lub jego zdrowia i życia, nie powinna być akceptowana. O ile wiem to operacje plastyczne, nie są szkodliwe w taki sposób jaki wskazałem, natomiast obcięcie ręki czy uszu, już tak.
03-09-2009 23:26 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>powinna obowiązywać zasada, że każda zmiana tego rodzaju, która jest w sposób trwały szkodliwa dla sprawności fizycznej człowieka, lub jego zdrowia i życia, nie powinna być akceptowana. O ile wiem to operacje plastyczne, nie są szkodliwe w taki sposób jaki wskazałem, natomiast obcięcie ręki czy uszu, już tak.
"Zmiana tego rodzaju" - a jakiego? Tu zaczynają się schody, a bodaj największe w przypadku apotemnofilii.

Ale może niekoniecznie chirurg musi być lekarzem, przecież możemy się umówić, że nie jest, albo np. że nie każdy. Byliby chirurdzy medyczni i niemedyczni. I taki medyczny zamiast się trapić dylematem apotemnofila, wysłałby go do tego niemedycznego lub do psychiatry.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 12:13 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>powinna obowiązywać zasada, że każda zmiana tego rodzaju, która jest w sposób trwały szkodliwa dla sprawności fizycznej człowieka, lub jego zdrowia i życia, nie powinna być akceptowana. O ile wiem to operacje plastyczne, nie są szkodliwe w taki sposób jaki wskazałem, natomiast obcięcie ręki czy uszu, już tak.
>"Zmiana tego rodzaju" - a jakiego? Tu zaczynają się schody, a bodaj największe w przypadku apotemnofilii.
>Ale może niekoniecznie chirurg musi być lekarzem, przecież możemy się umówić, że nie jest, albo np. że nie każdy. Byliby chirurdzy medyczni i niemedyczni. I taki medyczny zamiast się trapić dylematem apotemnofila, wysłałby go do tego niemedycznego lub do psychiatry.

Właśnie napisałem, że zmiana trwale szkodliwa dla zdrowia lub sprawności fizycznej. Współczesna medycyna jest w stanie określić, które zmiany można by do tej kategorii zakwalifikować.
lontri (16088 punktów)

Nikt lekarzowi nie każe tej granicy przekraczać! Wystarczy, że pozwolą mu ją obejść naokoło.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 00:02 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nikt lekarzowi nie każe tej granicy przekraczać! Wystarczy, że pozwolą mu ją obejść naokoło.
No fajnie, ale jak obejść naokoło apotemnofilię?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
lontri (16088 punktów)
.
.
.



BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>.
>.
>.
Dobra, obszedłeś, trudno się tu do czegoś przyczepić.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
plodzien (7378 punktów)
>Niedawno oglądałam dokument o ludziach, których największym marzeniem jest pozbycie się, ich
>zdaniem zbędnych, odrażających, nieznośnych części własnego ciała (uszu, kończyn). >
To sie nazywa BIID i o ile się orientuję jest uznawane za zaburzenie psychiczne.
> Pomimo, że ludzie ci przeszli wszelkie badania psychologiczne, mówiące, że w pełni zdają sobie sprawę z tego
>czym taka interwencja skutkuje oraz pomimo, że znależli się lekarze, skłonni dokonać takiej
>operacji, >
Czyli w tym wypadku mamy do czynienia z opinią fachowców, że osoby te są normalne.
Jeśli tak, to nie widziałbym przeszkód. Decydują się na niemanie nogi? Proszę bardzo. Traach!
A co tam! Niech ma, a raczej niech nie ma.
Jednak wcześniej zapytałbym, czy mają środki do życia do końca życia?
Bo jeśli nie, sugeruję, żeby lekarz od razu wypełnił wniosek o dożywotnią rentę. Nie płacę aż tak dużych podatków, żeby się nie zgodzić na utrzymywanie takiego beznogiego.

Pozdrawiam
02-09-2009 15:12 
 Ocena 5 na 5
Autografka (10638 punktów)
>Czyli w tym wypadku mamy do czynienia z opinią fachowców, że osoby te są normalne.

Może jestem nienormalna, ale nie chciałabym mieć do czynienia z takimi fachowcami.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
02-09-2009 15:32 
 Ocena 6 na 6
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Może jestem nienormalna, ale nie chciałabym mieć do czynienia z takimi fachowcami.
Psychiatrów się nie wybiera.

Dlatego właśnie odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: nasze ciała należą do zesłanych nam z urzędu psychiatrów. Niby to lekarz od psyche, a proszę...

>
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]

A to się Goethe wpasował w temat! A może cierpiał na BIID?


Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
02-09-2009 15:56 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Dlatego właśnie odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: nasze ciała należą do zesłanych nam z urzędu psychiatrów. Niby to lekarz od psyche, a proszę... >

No tak.
Ja nie jestem ani psychologiem, ani psychiatrą a mam nieszkodliwy pomysł leczenia i być może do zaakceptowania przez psychologów.
Terapię wymyśliłem specjalnie dla pragnących nie mieć nóg, ale można opracować podobne dla potencjalnych jednorękich, bezrękich itp.

W środku odrutowanego boksu umieszczamy chorego. Z jednej strony znajduje się furtka. Z drugiej strony wypuszczamy głodnego dobermana znanego kynologom pod pseudonimem "odgryzacz jaj".

Jeśli terapia nie poskutkuje, przechodzimy na terapię droższą, farmakologiczną.
02-09-2009 17:47 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>wypuszczamy głodnego dobermana znanego kynologom pod pseudonimem "odgryzacz jaj".
Terapia dyskryminuje płeć piękną, lepiej szybko coś "domyśl", bo będą kłopoty.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
02-09-2009 18:02 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>>Plodzien-racjonalizator:
>- wypuszczamy głodnego dobermana znanego kynologom pod pseudonimem "odgryzacz jaj".
>Osnowa pseudo-troskliwie:
>- Terapia dyskryminuje płeć piękną, lepiej szybko coś "domyśl", bo będą kłopoty.
   Na co uczynny Adamiak szeptem:
- wpuśćcie "Baryckich"...

   Leczeniem dobermana zajmiemy się w następnym odcinku.
.
02-09-2009 15:32 
 Ocena 5 na 5
plodzien (7378 punktów)
>> Czyli w tym wypadku mamy do czynienia z opinią fachowców, że osoby te są normalne. >
> Może jestem nienormalna, ale nie chciałabym mieć do czynienia z takimi fachowcami.
>
Tacy fachowcy zawsze się znajdą. To kwestia ceny.
Tacy chirurdzy też i też to kwestia ceny. Natomiast wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z niezgodnością postępowania z etyką lekarską. Lekarz przede wszystkim ma nie szkodzić.
Tak więc osoby pragnące być kadłubkami należy przede wszystkim leczyć psychiatrycznie, a nie brać pieniądze za ostrzenie piły.
02-09-2009 17:52 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Tacy fachowcy zawsze się znajdą. To kwestia ceny.
>Tacy chirurdzy też i też to kwestia ceny.
I znajdują się.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
02-09-2009 21:10 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Natomiast wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z niezgodnością postępowania z etyką lekarską. Lekarz przede wszystkim ma nie szkodzić.
Rzymianie mawiali: Volenti non fit iniuria. Tę starą rzymską regułkę, że chcącemu nie dzieje się krzywda filozofowie uznali za jedną z fundamentalnych wskazówek przy tworzeniu systemów prawnych czy etycznych. Jeżeli zatem trafi się pacjent chcący nie mieć nóg.. jak można mu zaszkodzić odejmując co chce?
03-09-2009 09:18 
 Ocena 2 na 2
plodzien (7378 punktów)
> Rzymianie mawiali: Volenti non fit iniuria. Tę starą rzymską regułkę, że chcącemu nie dzieje się krzywda filozofowie uznali za jedną z fundamentalnych wskazówek przy tworzeniu systemów prawnych czy etycznych. Jeżeli zatem trafi się pacjent chcący nie mieć nóg.. jak można mu zaszkodzić odejmując co chce? >

Salek
W "nowoczesnym" prawie rzymskim sprawnie funkcjonowało wiele zasad.
Na przykład:
1) jednostronnego rozwiązania małżeństwa przez męża,
2) czy zasada nieomal nieograniczonej władzy ojcowskiej (patria potestas). Formalnie ojciec miał prawo życia i śmierci nad osobami podlegającymi jego władzy.

Moim zdaniem nie znaczy to, że wszystko z prawa rzymskiego mamy stosować po upływie 2 tys. lat.
Człowiek domagający się odjęcia nogi jest chory psychicznie i nie należy jego żądań traktować poważnie, lecz go leczyć.
salek (4701 punktów)
>> Rzymianie mawiali: Volenti non fit iniuria. Tę starą rzymską regułkę, że chcącemu nie dzieje się krzywda filozofowie uznali za jedną z fundamentalnych wskazówek przy tworzeniu systemów prawnych czy etycznych. Jeżeli zatem trafi się pacjent chcący nie mieć nóg.. jak można mu zaszkodzić odejmując co chce?
>W "nowoczesnym" prawie rzymskim sprawnie funkcjonowało wiele zasad.
> ...
>Moim zdaniem nie znaczy to, że wszystko z prawa rzymskiego mamy stosować po upływie 2 tyś. lat.
Istnieje poważna różnica pomiędzy stosowaniem prawa, a tworzeniem prawa w oparciu o przesłanki. Współczesne systemy prawne opierają się o prawo rzymskie - oznacza to zgodę z duchem, a nie literą. Nie rozumiem dlaczego sugerujesz zgodność z literą, gdy pisałem o zgodzie z duchem.

>Człowiek domagający się odjęcia nogi jest chory psychicznie i nie należy jego żądań traktować poważnie, lecz go leczyć.
Człowiek mający zastrzeżenia do jedynie słusznego systemu politycznego jest chory psychicznie i nie należy jego żądań czy opinii traktować poważnie, lecz go leczyć. Szokujące? Niedawno tę zasadę nie tylko wyznawano, ale i pod przymusem stosowano. Naprawdę chciałbyś, gdy Twa chęć dajmy na to na pączki była podstawą do orzeczenia o konieczności leczenia Cię psychiatrycznie?

Zastanawiam się, czy aby nie należałoby uznać jedynym akceptowalnym przypadkiem, gdy przymusowe leczenie psychiatryczne jest akceptowalne - sytuacji, gdy delikwent sugeruje stosowanie takiego przymusu z dowolnego innego powodu...
03-09-2009 20:38 
 Ocena 3 na 3
plodzien (7378 punktów)
> Istnieje poważna różnica pomiędzy stosowaniem prawa, a tworzeniem prawa w oparciu o przesłanki. Współczesne systemy prawne opierają się o prawo rzymskie - oznacza to zgodę z duchem, a nie literą. Nie rozumiem dlaczego sugerujesz zgodność z literą, gdy pisałem o zgodzie z duchem. >

Przyznaję, że ładnie to napisałeś, ale dodam, że europejskie prawo karne epoki odrodzenia było jak najbardziej zgodne z duchem prawa rzymskiego. Wiesz, to łamanie kołem, tortury, takie rzeczy.
Volenti... może mieć rację bytu w dziedzinie prawa cywilnego. Na przykład, jeśli w formie aktu notarialnego ktoś sprzedaje swoje mieszkanie w Krakowie za 30 tys. zł - to rzeczywiście - można by tę zasadę zastosować. I społeczeństwo może jakoś przejść do porządku nad faktem, że stała się mu krzywda. W końcu wbrew powiedzeniu - głupota boli.
Natomiast trwałe, nieodwracalne okaleczenie wchodzi w sferę prawa karnego i sprawa nie jest tak prosta.
I to bynajmniej nie dlatego, że żaden lekarz nie może takiego zabiegu wykonać, bo zostanie przestępcą.
Sprawa nie jest prosta, bo chociażby z powodów, które przedstawiłem w poście do Lucyny - żądanie pozbawienia nóg wykazuje cechy oczywistej społecznej szkodliwości. I społeczeństwo słusznie takie żądanie ma gdzieś tak powyżej nóg, które żądający chce, aby mu odjęto.

>> Człowiek domagający się odjęcia nogi jest chory psychicznie i nie należy jego żądań traktować poważnie, lecz go leczyć. >
> Człowiek mający zastrzeżenia do jedynie słusznego systemu politycznego jest chory psychicznie i nie należy jego żądań czy opinii traktować poważnie, lecz go leczyć. Szokujące? Niedawno tę zasadę nie tylko wyznawano, ale i pod przymusem stosowano. Naprawdę chciałbyś, gdy Twa chęć dajmy na to na pączki była podstawą do orzeczenia o konieczności leczenia Cię psychiatrycznie? >
Gdzie łakomstwo charakterystyczne Janowi Pawłowi II, a gdzie odcinanie nóg?
> Zastanawiam się, czy aby nie należałoby uznać jedynym akceptowalnym przypadkiem, gdy przymusowe leczenie psychiatryczne jest akceptowalne - sytuacji, gdy delikwent sugeruje stosowanie takiego przymusu z dowolnego innego powodu... >

Nie dmuchałem tak mocno, abyś czuł się uprawniony aż tak rozwijać żagle. Ani słowem nie zasugerowałem przymusowego leczenia. Napisałem tylko, że taki człowiek jest osobą chorą psychicznie, bo jest - i nie należy jego żądań traktować poważnie, lecz go leczyć.
A nie, że należy go leczyć (nawet jak nie chce).
Pozdrawiam
salek (4701 punktów)
>I społeczeństwo słusznie takie żądanie ma gdzieś tak powyżej nóg, które żądający chce, aby mu odjęto.
I tym samym mój organizm nie należy do mnie, tylko do społeczeństwa. Ciekawe tylko kiedy społeczeństwo zażąda profitów uzyskanych z eksploatacji mojego kodu genetycznego, czy wręcz mojej nerki..

>Gdzie łakomstwo charakterystyczne Janowi Pawłowi II, a gdzie odcinanie nóg?
Oczywiście możemy podywagować czy łakomstwo (zwłaszcza podwieszone pod tak bezdyskusyjną figurkę) jest czymś nagannym i jak bardzo jest lepsze bądź gorsze niż chęć okaleczania się.. niemniej jednak parę wieków wstecz, i/lub w kulturze innej niż nasza odpowiedź nie musiałaby być już tak oczywista. Czasem warto czasem zastanowić się z czego wynika własne stanowisko (tu - choćby na osądzanie kogokolwiek w kwestii zdrowia psychicznego; jesteś może biegłym psychiatrą, aby szafować opiniami co chorobą jest, a co nie?). W przeciwnym wypadku ta dyskusja jest tylko bezproduktywnym sporem o racji mojszej i twojszej.

Zapominasz najwyraźniej, że nawet w tym wątku wspominano również o przypadkach, gdy biegli psychiatrzy wypowiadali się że klientowi nie sposób nic zarzucić - poza tą nieszczęsną chęcią do pozbycia się ręki czy nogi.. Można to oczywiście próbować leczyć. Podobnie jak można próbować leczyć tzw. syndrom obcej kończyny (po przeszczepach), czy homoseksualizm. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że ten ostatni także traktowano przez pewien czas jako chorobę psychiczną.

>Nie dmuchałem tak mocno, abyś czuł się uprawniony aż tak rozwijać żagle.
>...
>Napisałem tylko, że taki człowiek jest osobą chorą psychicznie, bo jest - i nie należy jego żądań traktować poważnie, lecz go leczyć.
>A nie, że należy go leczyć (nawet jak nie chce).
To prawda. Ale sam powiedz mi, jak daleko jest od bezdyskusyjności określenia pewnych zachowań jako choroby psychicznej do poglądów o przymusowym 'leczeniu'? Wystarczy tylko odrobina fanatyzmu. Choćby w kwestii wiedzenia lepiej co dobre bliźniemu. A tego towaru akurat gdzie nie spojrzysz - dostatek.

Nie wspominając już, że po przemyśleniu dojść można do wniosku że bardzo niefortunnie sformułowałeś swą opinię..
04-09-2009 11:02 
 Ocena 4 na 4
plodzien (7378 punktów)
>> I społeczeństwo słusznie takie żądanie ma gdzieś tak powyżej nóg, które żądający chce, aby mu odjęto. >
> I tym samym mój organizm nie należy do mnie, tylko do społeczeństwa. Ciekawe tylko kiedy społeczeństwo zażąda profitów uzyskanych z eksploatacji mojego kodu genetycznego, czy wręcz mojej nerki.. >

Nie rozpędzaj się tak, proszę. Nie posunąłem się do twierdzeń, że społeczeństwo miałoby gonić Cię z nożem w ręku w poszukiwaniu nerki.
Twój organizm jak najbardziej należy do Ciebie. I możesz z nim robić wszystko, co społeczeństwa nie obciąża.
W całym poście jako główne kryterium oceny takich "zjawisk" przyjąłem - poza twierdzeniem, że apotemofilia jest jednostką chorobową (sprawdz) - ich szkodliwość społeczną.
Zdajesz się tego nie zauważać. I przypominasz mi rzymską paremię "Volenti...." zapominając, że funkcjonowała w czasach, gdy nie istniały żadne socjalne zobowiązania państwa wobec obywatela. Czyli prezentujesz stanowisko oderwane od rzeczywistości.
Jeszcze raz przypominam swoje argumenty z postu do Lucyny, które Ona chyba przyjęła, bo nic nie odpisała.
A to był tylko drobny wycinek z szerokiej gamy argumentów, jakimi mógłbym Cię zarzucić.
Zapytaj Adamiaka, co sądzi o obowiązku zakładania linek bezpieczeństwa przez pracownika znajdującego się na dachu.
Nie założy, to przecież nic się nie dzieje. Jak spadnie - to volenti non fit iniuria?
Otóż nie.
Po pierwsze może spaść na dziecko, które mogło się tam pechowo zaplątać.
Po drugie - to my wszyscy zapłacimy kilkadziesiąt tysięcy złotych jego rodzinie za śmiertelny wypadek w pracy. I jeszcze będziemy płacić renty jego dzieciom.
Po trzecie - kierownik Adamiak dostanie po dupie, że go nie przypilnował.

Ale kto by o tym myślał. Wredne państwo krępuje wolność jednostki.

Co do reszty postu.
Mogę dodać, że nie muszę być biegłym psychiatrą, żeby wiedzieć, iż apotemnofilia jest jednostką chorobową. Twój zarzut jest więc chybiony.
Nie zapominam też, że niektórzy biegli psychiatrzy wypowiadali się, iż klientowi nie można nic zarzucić. Jacy biegli, taka opinia.
Oświadczam również, że słyszałem o próbach przymusowego leczenia homoseksualistów. Jeśli jednak interesuje Cię moja opinia, to myślę, że homoseksualizm jednostki w niczym nie obciąża społeczeństwa. I jemu (społeczeństwu) nic do tego.
W kwestii "wiedzenia lepiej, co dobre bliźniemu" - powiem tylko tyle, że to klient przychodzi i marudzi, że nie chce mieć nogi. To nie lekarz, czy państwo zwraca się do klienta i mówi: słuchajcie kliencie, uważamy że bez nogi byłoby wam do twarzy.
A jeśli tak, to nie widzę niczego nagannego w posiadaniu odmiennego zdania na temat niemania nogi.
05-09-2009 12:35 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Nie rozpędzaj się tak, proszę. Nie posunąłem się do twierdzeń, że społeczeństwo miałoby gonić Cię z nożem w ręku w poszukiwaniu nerki.
To prawda. Nie doszukałem się takich twierdzeń. Zdajesz się jednak nie zauważać, że z twierdzenia o społeczeństwie mającym prawo decydować o niektórych aspektach mojego organizmu żądanie nerki wprost wynika. To po prostu punkt leżący trochę dalej na tej samej osi zagadnienia. Pytanie zatem zasadnicze którego najwyraźniej starasz się unikać: kto ma prawo decydować gdzie powiedzieć dość? To jeszcze wolno, a tamtego już nie? Gdybyś spróbował odpowiedzi, to życzyłbym sobie byś uniknął rozweselających obrazków, jakoby to społeczeństwo ganiało kogoś za nerką czy brakiem zabezpieczającej linki.

>Twój organizm jak najbardziej należy do Ciebie. I możesz z nim robić wszystko, co społeczeństwa nie obciąża.
Zdajesz się nie zauważać, że spacer po dachu bez zabezpieczeń społeczeństwa nie obciąża. Odjęcie nogi także, przynajmniej do chwili gdy pacjent zacznie aktywnie domagać się przywilejów z tytułu inwalidztwa lub po prostu z dachu spadnie z opłakanym skutkiem.

Patrząc na problem przez pryzmat 'a co gdyby' społeczeństwo winno być żywotnie zainteresowane przypięciem każdego szerokim pasem do łóżka. Wszak wstając można sobie nogę złamać, a leczenie obciąży społeczeństwo...

>W całym poście jako główne kryterium oceny takich "zjawisk" przyjąłem - poza twierdzeniem, że apotemofilia jest jednostką chorobową (sprawdz) - ich szkodliwość społeczną.

>Mogę dodać, że nie muszę być biegłym psychiatrą, żeby wiedzieć, iż apotemnofilia jest jednostką chorobową. Twój zarzut jest więc chybiony.

Homoseksualizmem jako chorobą próbowałem zwrócić Twoją uwagę, że uznawanie tego czy owego za jednostki chorobowe się zmienia. Dziś jest to jednostka chorobowa, ale jutro może już nią nie być, nie wspominając już o takim 'drobiazgu', że o ile nowotwór można pokazać palcem w obiektywnym badaniu laboratoryjnym, o tyle 'jednostka chorobowa' w psychologii czy czasem nawet w psychiatrii jest w dużej mierze kwestią umowną. Dziecko jest żywe i radosne, czy może to już ADHD? Depresja, czy może bardzo krytyczna ocena własnych osiągnięć? Wariat czy ekscentryk? Można wskazać co najmniej jeden poważny eksperyment, który dowodzi jak bardzo ta dziedzina medycyny jest w powijakach.

>Nie zapominam też, że niektórzy biegli psychiatrzy wypowiadali się, iż klientowi nie można nic zarzucić. Jacy biegli, taka opinia.
Czy mógłbyś trzymać się jednej wersji? Powiedzmy że mamy dwie: psychiatria jest ok, więc podpieramy się 'jednostkami chorobowymi' i opiniami biegłych psychiatrów, albo psychiatria jest be i i zarzucamy psychiatrom niekompetencję, ale nie podpieramy się jednostkami. OK? W przeciwnym przypadku ta dyskusja zmierzać będzie w stronę próby przegadania się o lepszości czyjejś racji.

>Zdajesz się tego nie zauważać. I przypominasz mi rzymską paremię "Volenti...." zapominając, że funkcjonowała w czasach, gdy nie istniały żadne socjalne zobowiązania państwa wobec obywatela. Czyli prezentujesz stanowisko oderwane od rzeczywistości.
Zobowiązania socjalne państwa czy ich zasadność to już zupełnie inna para kaloszy. Oprócz socjalizmu istnieją bądź istniały jeszcze inne funkcjonujące rozwiązania. Dopuszczam zatem możliwość, że socjalizmy nie są jedynym, czy choćby najlepszym rozwiązaniem. Ty, jak rozumiem - nie, czym prezentujesz stanowisko oderwane od rzeczywistości.

>A to był tylko drobny wycinek z szerokiej gamy argumentów, jakimi mógłbym Cię zarzucić.
Trzy przedstawione są najpoważniejsze? Nie byłoby to więc zarzucenie argumentami, ile zagadanie oponenta. Wartość dowodu przedstawia się zwykle jakością argumentu, a nie ich ilością.

>W kwestii "wiedzenia lepiej, co dobre bliźniemu" - powiem tylko tyle, że to klient przychodzi i marudzi, że nie chce mieć nogi. To nie lekarz, czy państwo zwraca się do klienta i mówi: słuchajcie kliencie, uważamy że bez nogi byłoby wam do twarzy.
To nie społeczeństwo pociągnęło za cyngiel w niedawnym zamachu na ginekologa, a morderca znany z imienia i nazwiska. To nie społeczeństwo odsyła pana domagającego się amputacji z kwitkiem, a psychiatra który podpisał się na kwitku. To nie społeczeństwo zgoni z dachu Adamiaka, który wlezie tam bez zabezpieczenia, a policjant znany z numeru służbowego umieszczonego później w dokumentacji. Niesamowite jest jak często ludzie wycierają sobie usta społeczeństwem w formie rzeczownikowej lub przymiotnikowej, jeżeli mówi się o ich prywatnych, nieprzemyślanych przekonaniach. Takie kabaretowe "Ja? Nie! Skąd! To społeczeństwo się domaga.."

>A jeśli tak, to nie widzę niczego nagannego w posiadaniu odmiennego zdania na temat niemania nogi.
Ja również. Pod warunkiem oczywiście, że jeżeli z szacunkiem dla Twego zdania wyrażę taką ochotę to wskażesz lekarza który zgodnie ze standardami medycznymi (a i być może po zasugerowaniu niezobowiązującej rozmowy z psychiatrą) zabieg przeprowadzi. W przeciwnym wypadku nie mamy do czynienia z nienagannym posiadaniem odmiennego zdania, a przymusem, czego podobno nie napisałeś.
05-09-2009 22:44 
 Ocena 5 na 5
plodzien (7378 punktów)
>> A jeśli tak, to nie widzę niczego nagannego w posiadaniu odmiennego zdania na temat niemania nogi.
> Ja również. Pod warunkiem oczywiście, że jeżeli z szacunkiem dla Twego zdania wyrażę taką ochotę to wskażesz lekarza który zgodnie ze standardami medycznymi (a i być może po zasugerowaniu niezobowiązującej rozmowy z psychiatrą) zabieg przeprowadzi. W przeciwnym wypadku nie mamy do czynienia z nienagannym posiadaniem odmiennego zdania, a przymusem, czego podobno nie napisałeś. >

Całe życie się bałem, Panie doktorze.
Bałem się pójść do szkoły, ale też ze strachem myślałem, co to będzie jak nie pójdę.
Potem w młodości, wie Pan, no kiedy "to" się zaczęło, strasznie bałem się, że wzwód będę miał za późno, a w wieku średnim - na odwrót - że za wcześnie.
Umierałem ze strachu, czy dostanę się na studia, ale też potem - czy sobie poradzę.
Strach przed wojskiem tak mnie sparaliżował, że do niego poszedłem, bo nie miałem siły pomyśleć o załatwieniu u jakiegoś lekarza odroczenia (wie Pan - jak się posmaruje - wystawią zaświadczenie żeś wielbłąd).
Teraz w panice patrzę w przyszłość, bo boję się być stary.
No i ten rak. Nic o nim nie czytam, bo zaraz mi się wydaje, że go mam.

Krótkotrwałą równowagę uzyskałem udzielając się na jednym z forum. Pod wpływem niektórych dyskusji i ich wzorem zacząłem się sam zaspokajać. I o dziwo! Przestałem się bać.
No bo: zero chorób wenerycznych, niechcianej ciąży, brak wzrastających żądań partnerki.
Jedna tylko niedogodność, ale do przeskoczenia: ból łokcia spowodowany tym, że robić to musiałem ręką przyścienną, żeby śpiąca z drugiej strony połowica się nie połapała.
Ale nie trwało to długo, jak wszystko co dobre.
Na kazaniu dowiedziałem się, że to nie tylko grzech, ale jeszcze powoduje raka prostaty. No i strach powrócił.

Powrócił, trwa i jestem święcie przekonany, że nigdy nie minie. Moje życie to niesłychana udręka. Byłoby sadystyczną zachcianką i przejawem naprawdę złej woli nie pomóc mi w tej jakże tragicznej sytuacji.
A ja, jak już wielokrotnie podkreślałem - jestem strasznym tchórzem i sam sobie nie poradzę.

Dlatego zwracam się do Pana, doktorze - reprezentującego tutaj Okręgową Komisję Spełniania Życzeń o pozytywne ustosunkowanie się do wyrażonego we wniosku żądania.

Wiem przecież, że od czasu powołania Komisji wielokrotnie wyrażaliście zgodę na urzynanie rąk i nóg.
Bądźcie proszę konsekwentni. Jak powiedziało się A - trzeba powiedzieć B.
Moja prośba jest tym mniej kłopotliwa, że po jej spełnieniu ZUS nie straci na mnie ani grosza.

Po dogłębnych ze mną rozmowach widzi Pan doktor, że jestem normalny, wiem czego chcę, posiadam rozeznanie co do otaczającej mnie rzeczywistości i oprócz kłopotów z łokciem nic mi nie dolega.

I na koniec, doktorze ostatnia, ale ważna dla mnie uwaga: ponieważ w mojej rodzinie było wielu wojskowych - jeśli chodzi o formę spełnienia mojego żądania - chcę zostać rozstrzelany.
05-09-2009 22:58 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Eutanazja jak na razie jest zakazana.
Pozdrawiam
05-09-2009 23:51 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Eutanazja jak na razie jest zakazana. >

Ciachnięcie nogi także.
Nawet w Holandii eutanazja nie może być spełniona, jeżeli osoba jest pod wpływem narkotyków, cierpi na zaburzenia psychiczne lub pozostaje pod wpływem innych osób.

Jeżeli jednemu świrowi przyznamy prawo skutecznego domagania się od Państwa poszatkowania jego nóg, to dlaczego inny świr, chcący stracić łeb miałby być traktowany nierówno?
Tym bardziej, że Volenti non fit iniuria.
Nawet, jeśli u niego coś nie tak z głową.

Pozdrawiam
salek (4701 punktów)
Zdajesz się nie zauważać, że w obrazku jaki namalowałeś widać wyraźnie pana z nerwicą lękową. Panu zatem odmówimy, ponieważ ma nerwicę, a nie dlatego, że chce dokonać żywota z pomocą plutonu egzekucyjnego (oczywiście możemy komplikować, ale na razie z pojęciem tego rozróżnienia najwyraźniej masz problem). W dyskusji starałem się rozważać przypadek delikwenta, który podjął pewną decyzję, a jakiejkolwiek formy zaburzenia stwierdzić u niego się nie da. I wtedy rzeczywiście violenti non fit...
Ośrodki leczenia zaburzeń miłości do jedynego właściwego systemu powinny dawać do myślenia, ale jak widać nie dają...
salek (4701 punktów)
Rozstrzelanie nie wchodzi w grę, jako że takiego cięcia chirurg nie ma w katalogu.
04-09-2009 11:39 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Natomiast wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z niezgodnością postępowania z etyką lekarską. Lekarz przede wszystkim ma nie szkodzić.
>Rzymianie mawiali: Volenti non fit iniuria. Tę starą rzymską regułkę, że chcącemu nie dzieje się krzywda filozofowie uznali za jedną z fundamentalnych wskazówek przy tworzeniu systemów prawnych czy etycznych. Jeżeli zatem trafi się pacjent chcący nie mieć nóg.. jak można mu zaszkodzić odejmując co chce?
Najpierw trzeba się upewnić, że osoba która teraz chce za rok nie będzie płakać, że z powodu tej zmiany ma mieć jakieś szczególne traktowanie.
lontri (16088 punktów)

>Najpierw trzeba się upewnić, że osoba która teraz chce za rok nie będzie płakać, że z powodu tej zmiany ma mieć jakieś szczególne traktowanie.

Ale taka osoba właśnie wymaga szczególnego traktowania ze względu na swój stan.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-09-2009 15:58 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Najpierw trzeba się upewnić, że osoba która teraz chce za rok nie będzie płakać, że z powodu tej zmiany ma mieć jakieś szczególne traktowanie.
>Ale taka osoba właśnie wymaga szczególnego traktowania ze względu na swój stan.

   Przyznaję, że nie rozumiem: na czym miałoby polegać to szczególne traktowanie, przez kogo i ze względu na jaki stan?
05-09-2009 17:04 
 Ocena 6 na 6
lontri (16088 punktów)

Mówimy sobie o poważnych problemach, jakich doświadczają osoby nie akceptujące własnych narządów, w tonie abstrakcyjnych rozważań. Ale rzeczywistość wygląda trochę inaczej - jest przesycona emocjami.
Np. transseksualizm nie polega na tym, że ktoś jest niezadowolony ze swojej płci, ale głęboko jej nie akceptuje, co poważnie wpływa na dobrostan psychiczny, a często - wskutek samorodnej pomysłowości delikwenta/tki może skutkować różnymi dziwnymi sposobami zmiany swojej budowy i wyglądu, a także tendencjami samobójczymi.
Brak akceptacji np. dla własnych kończyn często wiąże się z podobnym, silnym składnikiem afektywnym. Osoba taka cały czas zaprząta sobie tym głowę, na okrągło rozmyśla, jak się tej swojej kończyny pozbyć; nie funkcjonuje normalnie. Wg obowiązujących definicji zdrowia - nie jest tak naprawdę osobą zdrową psychicznie. Może wymagać opieki specjalistycznej - psychiatrycznej, psychologicznej. Może stracić zdolność do wykonywania zawodu z powodów psychicznych. Może w tym stanie wymagać większej opieki i troski ze strony różnych instytucji niż byśmy się spodziewali po osobie posiadającej wszystkie potrzebne do życia członki ciała.
O co mi chodzi? Nie wiążmy przystosowania z samym posiadaniem narządów. Być może system ponosi większe koszta nie pozwalając na operację, niż gdyby na to zezwolił? Podejrzewam, że w niektórych przypadkach zabieg taki mógłby nawet pozytywnie wpłynąć na poziom przystosowania dotkniętych tą przypadłością osób.
Podejdźmy do sprawy jak funkcjonaliści: W przypadkach uzasadnionych (ciężkich), w których można oczekiwać, że poziom przystosowania osoby po zabiegu byłby stosunkowo lepszy, powinna istnieć zgoda na wykonywanie takich operacji.
Zauważmy, że apotemnophilia jest zaburzeniem preferencji seksualnych. Jeżeli dopuszczamy np. możliwość zwężania waginy albo zmniejszania warg sromowych w celu zwiększenia satysfakcji seksualnej pacjentki, dlaczego obcięcie kończyny w tym celu miałoby być nonsensowne - tym bardziej gdy osoba z apotemnophilią czuje się z tego powodu głęboko nieszczęśliwa albo prezentuje głęboko dysfunkcjonalne wzorce zachowań (np. kładzie się na torach kolejowych).


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-09-2009 19:04 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Mówimy sobie o poważnych problemach...
   Owszem, dlatego poważnie spytałem.

>... jakich doświadczają osoby nie akceptujące własnych narządów...
   Czyli w jakiś sposób psychicznie chorych, bo przecie nie mówimy o trzeciej nodze, tylko o wstręcie do powszechnie i empirycznie uznanej za naturalnie parzystą.

>Ale rzeczywistość wygląda trochę inaczej - jest przesycona emocjami.
   Bywa.

   [...] Tu plusik za ładny miniesej o transseksualizmie i apotemnofilii.

>Podejdźmy do sprawy jak funkcjonaliści...
   Jestem za.

>W przypadkach uzasadnionych [...] powinna istnieć zgoda na wykonywanie takich operacji.
   Jestem za.

>Zauważmy, że [...] (np. kładzie się na torach kolejowych).
   Jasne, to dość dramatyczne, ale pozwolisz, że Cię zacytuję:
>Podejdźmy do sprawy jak funkcjonaliści...

   ... i zadam jeszcze raz pytanie, którego nie dostrzegłeś w moim poście:
   na czym miałoby polegać to szczególne traktowanie, przez kogo i ze względu na jaki stan?

   Tym razem dla ułatwienia wytłuściłem część pisaną w oryginale kursywą.
.
05-09-2009 19:26 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Po pierwsze, pytanie o szczególne traktowanie powinno paść do Ani. Ale podnoszę pokornie rękawicę.
Szczególne traktowanie, czyli traktowanie odpowiednie dla osoby przeżywającej szczególne trudności przystosowania do własnej sytuacji życiowej i ze względu na ten właśnie stan.

Sądzisz, że obejdzie się bez definicji zdrowia/choroby? Czy też powinniśmy te 'lejbele' jednak jakoś uwzględniać?

No i zamiast wytłuszczać może byś się zlitował i literalnie wyraził, o co ci chodzi?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-09-2009 21:24 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Po pierwsze, pytanie o szczególne traktowanie powinno paść do Ani. Ale podnoszę pokornie rękawicę.
   Doceniam pokorę, choć z lekkim zażenowaniem, by podkreślić jej emfazę w kontekście, ale to Ty stwierdziłeś kategorycznie:
>Ale taka osoba właśnie wymaga szczególnego traktowania ze względu na swój stan...
   ... w odpowiedzi na dość miałkie, choć w podtekście na nie, Ani:
>Najpierw trzeba się upewnić, że osoba która teraz chce za rok nie będzie płakać, że z powodu tej zmiany ma mieć jakieś szczególne traktowanie.

> Szczególne traktowanie, czyli traktowanie odpowiednie dla osoby przeżywającej szczególne trudności przystosowania do własnej sytuacji życiowej i ze względu na ten właśnie stan.
   Dorzuciłeś ornamentów semantycznych.

>No i zamiast wytłuszczać może byś się zlitował i literalnie wyraził, o co ci chodzi?
   Przepraszam, chodzi mi głównie o to, że widzę lekkie pomieszanie medycyny i jej mocowań prawnych z emocjonalną opieką społeczną, i zero konkretów na temat, prócz przymiotnikowego suplementu odpowiednie , oraz- głównie- fakt, że każde szczególne traktowanie jednych jest dyskryminacją traktowanych nieszczególnie, pomijając fakt, że kryteria oceny szczególności czyichś subiektywnych odczuć uważam za niemożliwe do sensownego skatalogowania.
.
05-09-2009 21:37 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Zapewne eufemizm "wymagający szczególnego traktowania" można by po prostu przełożyć na "zaburzenie psychiczne" bądź "stan choroby".
Sądzę, że to, czy osoba wymaga szczególnego traktowania powinniśmy pozostawić specjalistom - lekarzom psychiatrom i psychologom.
Oni sobie jak dotąd jakoś radzą w ocenie tego, czy mamy do czynienia z zaburzeniem czy dysfunkcją czy nie. Mają tez pewne sukcesy np. w asystowaniu w podejmowaniu decyzji co do zmiany płci.

Na temat umocowań prawnych się nie wypowiadam, bo ich nie znam zbyt dobrze.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-09-2009 21:53 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Zapewne eufemizm "wymagający szczególnego traktowania" można by po prostu przełożyć na "zaburzenie psychiczne" bądź "stan choroby".
   Zapewne można...

   Wykpiłeś się cudzysłowami i choć poniewczasie, to doceniam zdolność złapania ostatniej deski... bez czepiania się jej stopnia rozkładu.
.
05-09-2009 23:30 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Nie lubię lejbelizmu. Każdy jest taki, jaki jest, a norma to nic innego niż suma odchyłów.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Adamiak (36436 punktów)
>Nie lubię lejbelizmu.
   To epitecik Twojego autorstwa?
   Jeśli oznacza stygmatyzację, to też nie jestem zwolennikiem, ale w prawie nie może być domysłów.

>Każdy jest taki, jaki jest, a norma to nic innego niż suma odchyłów.
   Jasne, powiedziałbym nawet, że ich wypadkowa.
02-09-2009 15:49 
 Ocena 1 na 1
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>> Pomimo, że ludzie ci przeszli wszelkie badania psychologiczne, mówiące, że w pełni zdają sobie sprawę z tego
>>czym taka interwencja skutkuje oraz pomimo, że znależli się lekarze, skłonni dokonać takiej
>>operacji,
>Czyli w tym wypadku mamy do czynienia z opinią fachowców, że osoby te są normalne.
Nie. Zaświadczenia o normalności nie da ci żaden psychiatra ani psycholog. Lekarze jedynie orzekli, że zdają sobie oni sprawę, z konsekwencji amputacji, są gotowi je zaakceptować i podjąć dalsze, satysfakcjonujące życie po operacji.
>Jeśli tak, to nie widziałbym przeszkód. Decydują się na niemanie nogi? Proszę bardzo. Traach!
>A co tam! Niech ma, a raczej niech nie ma.
>Jednak wcześniej zapytałbym, czy mają środki do życia do końca życia?
>Bo jeśli nie, sugeruję, żeby lekarz od razu wypełnił wniosek o dożywotnią rentę. Nie płacę aż tak dużych podatków, żeby się nie zgodzić na utrzymywanie takiego beznogiego.
No, rozumiem, że o żadnych rentach nie mogło być mowy. Ale przecież osoba bez nóg może spokojnie się utrzymać, będąc np. tłumaczem, informatykiem, księgowym i to pewnie na wyższym poziomie niż w pełni "ukończyniony" sprzątacz czy niewykwalifikowany robotnik rolny.
02-09-2009 16:09 
 Ocena 6 na 6
marek milczewski (2335 punktów)

>No, rozumiem, że o żadnych rentach nie mogło być mowy. Ale przecież osoba bez nóg może spokojnie się utrzymać, będąc np. tłumaczem, informatykiem, księgowym i to pewnie na wyższym poziomie niż w pełni "ukończyniony" sprzątacz czy niewykwalifikowany robotnik rolny.
>
Czyli, na logikę - jak sprzątaczowi obciąć nogi, stanie się informatykiem? Ha ha ha


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
02-09-2009 18:34 
 Ocena 1 na 1
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>No, rozumiem, że o żadnych rentach nie mogło być mowy. Ale przecież osoba bez nóg może spokojnie się utrzymać, będąc np. tłumaczem, informatykiem, księgowym i to pewnie na wyższym poziomie niż w pełni "ukończyniony" sprzątacz czy niewykwalifikowany robotnik rolny.
>>
>Czyli, na logikę - jak sprzątaczowi obciąć nogi, stanie się informatykiem? Ha ha ha

Nie, to co napisałeś zdecydowanie nie jest logiczne.
03-09-2009 14:25 
 Ocena 3 na 3
marek milczewski (2335 punktów)

>>>
>>Czyli, na logikę - jak sprzątaczowi obciąć nogi, stanie się informatykiem? Ha ha ha
>Nie, to co napisałeś zdecydowanie nie jest logiczne.

Napisałem tak, bo ty zakładasz idealne sytuacje, w których jakiekolwiek amputacje na życzenie nie pociągną żadnych skutków społecznych. Amputowany nie będzie potrzebował pomocy społeczeństwa i rodziny. Że będzie w stanie na siebie i być może rodzinę zarobić. Ale w życiu tak nie ma. To nie są proste sprawy. Wyobraź sobie przywołanego sprzątacza, któremu obcięto nogi, na co zgodziła się rodzina obiecując zajmować się nim.
Po czym - ups, mamy cie w dupie, radź sobie sam. I co wtedy, mamy mu dać zdychać bez pomocy, bez pieniędzy opuszczonemu przez wszystkich? Jeżeli byłoby prawo pozwalające okaleczać się, a właściwie nie "się", ale delikwent byłby okaleczany przez lekarzy, to skutki społeczne i rodzinne byłyby olbrzymie. Czy tego chcesz, czy nie. Wyobraź sobie, jak kwitłby handel narządami. Przeszczepy np. nerek byłyby tylko, albo prawie tylko za pieniądze dla najbogatszych. Z biedy ludzie zdesperowani sprzedawaliby siebie po kawałku. Przecież można żyć z jedną nerką, jednym okiem, kawałkiem wątroby.
Żeby było jasne, jestem gorącym zwolennikiem złagodzenia ustawy antyaborcyjnej, jak również nie mam nic przeciwko operacjom plastycznym. Jaki powinien być zakres tych operacji, to inna sprawa.


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
03-09-2009 00:39 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>osoba bez nóg może spokojnie się utrzymać, będąc np. tłumaczem, informatykiem, księgowym i to pewnie na wyższym poziomie niż w pełni "ukończyniony" sprzątacz czy niewykwalifikowany...
>Czyli, na logikę - jak sprzątaczowi obciąć nogi, stanie się informatykiem?
Logika tu jest taka, że praca oparta na myśleniu często jest lepiej wynagradzana niż fizyczna, a zatem utrata kończyn nie musi zaszkodzić dochodom.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
03-09-2009 14:52 
 Ocena 1 na 1
marek milczewski (2335 punktów)

>Logika tu jest taka, że praca oparta na myśleniu często jest lepiej wynagradzana niż fizyczna, a zatem utrata kończyn nie musi zaszkodzić dochodom.
>
Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.


Tu pełna zgoda, ale mówimy tu o min. amputacji na życzenie, a taka dotyczyć ma, jak sądzę z założonego wątku, każdego kto tylko chce, również biednych i niewykształconych. Dowolnych części ciała i wtedy zaczyna się problem. Napisałem o tym wyżej.
pozdrawiam


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
03-09-2009 08:55 
 Ocena 3 na 3
plodzien (7378 punktów)
>> Czyli w tym wypadku mamy do czynienia z opinią fachowców, że osoby te są normalne. >
> Nie. Zaświadczenia o normalności nie da ci żaden psychiatra ani psycholog. >
Bo nie może dać, gdyż żądanie okaleczenia wskazuje na zaburzenie psychiczne znane medycynie.
> Lekarze jedynie orzekli, że zdają sobie oni sprawę, z konsekwencji amputacji, są gotowi je zaakceptować i podjąć dalsze, satysfakcjonujące życie po operacji. >
Nawet jeśli uznalibyśmy taką argumentację, to sam zabieg jest w świetle kk ciężkim uszkodzeniem ciała. W art. 156 nie ma przepisu uchylającego odpowiedzialność karną osoby uszkadzającej (czyli lekarza), nawet jeżeli dokonuje okaleczenia za zgodą pokrzywdzonego.

> No, rozumiem, że o żadnych rentach nie mogło być mowy. >
Nie jestem pewny. Do otrzymania renty potrzebne są określone okresy składkowe a za samouszkodzenia osób chorych psychicznie renta przysługuje, gdyż nie można przypisać im winy.
> Ale przecież osoba bez nóg może spokojnie się utrzymać, będąc np. tłumaczem, informatykiem, księgowym i to pewnie na wyższym poziomie niż w pełni "ukończyniony" sprzątacz czy niewykwalifikowany robotnik rolny. >

Tak się wydaje na pierwszy rzut oka.
Ale skoro w tym momencie weszliśmy w obszar prawa pracy to pozostańmy tu chwilkę i rzućmy okiem na konsekwencje obcięcia nogi na polu działalności zawodowej. Sprecyzujmy jakie będą koszty i kto je poniesie w świetle obowiązującego prawa.

Nasz poszkodowany wróci do pracy na wózku inwalidzkim i zaraz zacznie marudzić o nadanie uprawnień z:
I) naszej kieszeni:
1) szkolenia, zwrot kosztów badań lekarskich mających na celu stwierdzenie zdolności niepełnosprawnego do wykonywania pracy,
2) zwrot kosztów przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca zatrudnienia, jeżeli niepełnosprawny uzyskuje dochód mniejszy niż 200% średniej krajowej,
3) możliwość uzyskania środków w wysokości 15 krotnego przeciętnego wynagrodzenia ze środków Funduszu Pracy na założenie działalności gospodarczej.
II) kieszeni pracodawcy:
1) czas pracy osoby niepełnosprawnej zaliczonej do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności nie może przekraczać 7 godzin na dobę i 35 godzin tygodniowo,
2) osoba niepełnosprawna nie może być zatrudniona w porze nocnej i w godzinach nadliczbowych,
3) osoba niepełnosprawna ma prawo do dodatkowej przerwy w pracy na gimnastykę usprawniającą lub wypoczynek. Czas przerwy wynosi 15 minut i jest wliczany do czasu pracy,
4) stosowanie norm czasu pracy, o których mowa powyżej, nie powoduje obniżenia wysokości wynagrodzenia wypłacanego w stałej miesięcznej wysokości,
5) osobie zaliczonej do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności przysługuje dodatkowy urlop wypoczynkowy w wymiarze 10 dni roboczych w roku kalendarzowym,
6) osoba o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności ma prawo do zwolnienia od pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia:
a) w wymiarze do 21 dni roboczych w celu uczestniczenia w turnusie rehabilitacyjnym, nie częściej niż raz w roku, z zastrzeżeniem art. 10f ust. 1 pkt 2,
b) w celu wykonania badań specjalistycznych, zabiegów leczniczych lub usprawniających, a także w celu uzyskania zaopatrzenia ortopedycznego lub jego naprawy, jeżeli czynności te nie mogą być wykonane poza godzinami pracy.
(Ustawa z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych)

O dostosowaniu stanowiska pracy do potrzeb osoby niepełnosprawnej nie wspomnę.

Na tym kończę, Droga Lucyno i pozdrawiam.
02-09-2009 22:44 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>>Niedawno oglądałam dokument o ludziach, których największym marzeniem jest pozbycie się, ich
>>zdaniem zbędnych, odrażających, nieznośnych części własnego ciała (uszu, kończyn). >To sie nazywa BIID i o ile się orientuję jest uznawane za zaburzenie psychiczne.

Apotemnofilia


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie? Czy powinnam mieć możliwość
>zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, czy też ktoś inny ma prawo
>zadecydowania, do czego mogę się posunąć? Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
>Bardzo proszę o Wasze opinie.
Ciało jest jedyna rzecz którą człowiek naprawdę posiada. Uważam, że powinien mieć prawo do wszelkich decyzji własnego ciała dotyczących.
W wypowiedziach powyżej pojawiły się głosy; kto będzie utrzymywał osoby bez nóg czy rąk a to nie powinno mieć znaczenia gdyż o ile kaleką zostało się na własne żądanie to żadna renta nie przysługuje ( a przynajmniej nie powinna przysługiwać).
Samobójstwa - ratować czy nie? W tym wypadku trzeba by założyć, że delikwent jest w depresji (choroba) najpierw wyleczyć a jak dalej będzie chciał to i tak nikt nie będzie w stanie mu przeszkodzić. Z samobójcami często jest ten problem, że jest to często wołanie o pomoc a nie chęć zakończenia życia.
Eutanazja to pomoc w bezbolesnej śmierci na żądanie chorego. Powinna być dopuszczalna o ile medycyna nie daje szans na poprawę zdrowia. Utrzymywanie przy życiu beznadziejnie chorych, którzy chcą umrzeć jest niczym nie uzasadnionym sadyzmem.
Sterylizacja, aborcja, in vitro też należą do decyzji które powinny należeć do człowieka którego dotyczą a nie do nikogo innego.
Do tych spraw należałoby jeszcze dodać wszelkie przymusowe leczenia. Nie chcesz się leczyć to nie ale konsekwencje ponosisz sam a nie reszta społeczeństwa.
02-09-2009 17:50 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Do tych spraw należałoby jeszcze dodać wszelkie przymusowe leczenia. Nie chcesz się leczyć to nie ale konsekwencje ponosisz sam a nie reszta społeczeństwa.
Pedofilia, hm?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
02-09-2009 23:01 
 Ocena 6 na 6
-jad- (18783 punktów)
>>Do tych spraw należałoby jeszcze dodać wszelkie przymusowe leczenia. Nie chcesz się leczyć to nie ale konsekwencje ponosisz sam a nie reszta społeczeństwa.
>Pedofilia, hm?

Mam niepokojące przeczucie, że z pedofilią problem jest taki, że jest ona nieuleczalna podobnie jak homoseksualizm i jedyne skuteczne "leczenie" polega na hamowaniu popędu seksualnego delikwenta. Pewnie zaraz odezwie się ktoś, że są znane przypadki uleczeń. Nie wątpię, że gdzieś są. Pytanie tylko na ile wyniki są wiarygodne. Może nie mam racji ale zdaje mi się coś, że ktoś uznany za uleczonego może nie molestuje już dzieci, wziął ślub z dorosłą partnerką i sam ma własne dzieci ale w rzeczywistości jest nieszczęśliwy, bo tak naprawdę nie zmienił orientacji, tylko skutecznie tłamsi swe żądze oszukując innych a czasem siebie przy okazji.

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
04-09-2009 06:53 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Ale padały propozycje, żeby "pedofilii" coś obcinać, chociażby chemicznie (cokolwiek miałoby to oznaczać).
Żeby system zgodził się na obcinanie, nie należy go prosić, ale troszeczkę z nim pójść na udry.
Nie podobają nam się ręce? Jedziemy na jumę do Arabii Saudyjskiej!
Mamy manię samobójczą? Jedziemy wspierać opozycję do Chin albo do Birmy. Albo zostajemy w Arabii Saudyjskiej i robimy cokolwiek. Albo owijamy się w amerykańską flagę i ruszamy na zwiedzanie Afganistanu, itp.
W Kanadzie celowo troszkę denerwujemy panów policjantów na lotnisku.
Albo jedziemy do USA, robimy cokolwiek, najlepiej bez świadków i w zupełnie innym miejscu i czasie, ale przyznajemy się do winy i od ręki dostajemy karę śmierci! Cudowne!
Nie podobają nam się uszy i nosy? Afryka wita!
Jaki ten świat jest piękny! I jakie daje możliwości samorealizacji!


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 09:28 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Ale padały propozycje, żeby "pedofilii" coś obcinać, chociażby chemicznie (cokolwiek miałoby to oznaczać).

No tak ale leczeniem tego raczej nazwać nie można. Przecież o leczenie nikomu nie chodzi, bo gdy ktoś już molestował dziecko a jego czyn rozumiemy jako objaw choroby, to po wyleczeniu trzeba by mu ten objaw wybaczyć albo chociaż częściowo usprawiedliwić a na to nikt nie ma ochoty.
Z całą kastracją chemiczną czy rzeźnicką chodzi nie o leczenie pedofila tylko o ochronę swojego potomstwa. Po części.
Nie bez znaczenia jest też chęć popełnienia linczu, która jest zgodna z psychologią tłumu.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
04-09-2009 17:24 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)

>Mam niepokojące przeczucie, że z pedofilią problem jest taki, że jest ona nieuleczalna podobnie jak homoseksualizm i jedyne skuteczne "leczenie" polega na hamowaniu popędu seksualnego delikwenta.
Homoseksualizm wynika w znacznym stopniu z wrodzonych predyspozycji i nie wiąże się z zaburzeniami psychicznymi. Czego o pedofilii powiedzieć nie można.

Nie jestem pewna, czy w ogóle próbuje się leczyć pedofilów. Ale jeśli leczenie nie przynosi skutku, to są dwa wyjścia:
Uniemożliwić- izolując lub kastrując,
lub zniechęcić- stosując kary na tyle surowe, by by strach przed nimi był silniejszy od dążenia do przyjemności.

Diabli wiedzą, co bardziej okrutne.
08-09-2009 23:23 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

>Homoseksualizm wynika w znacznym stopniu z wrodzonych predyspozycji i nie wiąże się z zaburzeniami psychicznymi. Czego o pedofilii powiedzieć nie można.

Dość odważne stwierdzenie. Przyczyny zarówno homoseksualizmu jak i pedofilii są praktycznie nieznane. Istnieją różne teorie na ten temat ale wszystko to praktycznie spekulacje. Jest tak pewnie dlatego, że nie ma najprawdopodobniej jednego koronnego czynnika, od którego zależą nasze skłonności seksualne. Pozwolę sobie na inne odważne stwierdzenie, że jest ich kilka

Sądzę, że można doszukać się kilku podobieństw między tymi dwoma skłonnościami. Istnieje oczywiście jedna zasadnicza różnica. Na ogół homoseksualiści spółkują ze sobą za obopólną zgodą albo raczej entuzjazmem a dzieci z pedofilem, przeciwnie.
Tą różnicę dostrzegam, innych nie bardzo.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
09-09-2009 09:44 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>>Homoseksualizm wynika w znacznym stopniu z wrodzonych predyspozycji i nie wiąże się z zaburzeniami psychicznymi. Czego o pedofilii powiedzieć nie można.
>Dość odważne stwierdzenie.
Nie takie odważne, nauka oficjalnie już to potwierdza.

>Przyczyny zarówno homoseksualizmu jak i pedofilii są praktycznie nieznane.
Obecnie uważa się, że czynnik wrodzony w przypadku homoseksualizmu jest decydujący. Spory trwają raczej wokół tego, czy to geny, czy zaburzony rozwój płodu.

>Sądzę, że można doszukać się kilku podobieństw między tymi dwoma skłonnościami. Istnieje oczywiście jedna zasadnicza różnica. Na ogół homoseksualiści spółkują ze sobą za obopólną zgodą albo raczej entuzjazmem a dzieci z pedofilem, przeciwnie.
>Tą różnicę dostrzegam, innych nie bardzo.
Ja dostrzegam ważniejszą:
Zdrowe, radosne, szczęśliwe dziecko w heteroseksualnej rodzinie może "wyrosnąć" na szczęśliwego, normalnie funkcjonującego społecznie homoseksualistę.

Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.

I tym właśnie różni się orientacja od dewiacji.
09-09-2009 10:19 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

>>Przyczyny zarówno homoseksualizmu jak i pedofilii są praktycznie nieznane.
>Obecnie uważa się, że czynnik wrodzony w przypadku homoseksualizmu jest decydujący. Spory trwają raczej wokół tego, czy to geny, czy zaburzony rozwój płodu.

Istnieje wiele teorii wyjaśniających pochodzenie orientacji seksualnej. Naukowcy są dziś zgodni co to tego, że orientacja seksualna jest wynikiem złożonej interakcji czynników natury biologicznej, środowiskowej i poznawczej.

Stąd

>Zdrowe, radosne, szczęśliwe dziecko w heteroseksualnej rodzinie może "wyrosnąć" na szczęśliwego, normalnie funkcjonującego społecznie homoseksualistę.
>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.

Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
09-09-2009 11:13 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
> Istnieje wiele teorii wyjaśniających pochodzenie orientacji seksualnej. Naukowcy są dziś zgodni co to tego, że orientacja seksualna jest wynikiem złożonej interakcji czynników natury biologicznej, środowiskowej i poznawczej.
Nie neguję czynników środowiskowych, ale to biologiczne są dominujące.
Zauważ, że homoseksualiści żyją także w krajach, gdzie są potępiani, prześladowani a nawet zabijani.
Zresztą w tolerancyjnych krajach Zachodu też nikt nie wychowuje dziecka na homoseksualistę. Przekaz społeczny- jaki by nie był- jest z grubsza jednolity dla wszystkich dzieci.
(Niestety, mit o strasznym geju-molestatorze, który dopada normalnego chłopca, bałamuci go i wykrzywia mu orientację seksualną, jest cięgle żywy...)

>>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.
>Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?
Lęki i kompleksy nie mogą.
Nawet jeśli dopatrzymy się u pedofila jakieś przypuszczalnie wrodzonej cechy w rodzaju np. słabej zdolności empatii to w żadnym razie nie można powiedzieć, że ktoś kto się urodzi ze słabą empatią zostanie pedofilem.
09-09-2009 16:16 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Nie neguję czynników środowiskowych, ale to biologiczne są dominujące.

Prawdopodobnie.

>Zauważ, że homoseksualiści żyją także w krajach, gdzie są potępiani, prześladowani a nawet zabijani.

Podobnie jak pedofile.

>(Niestety, mit o strasznym geju-molestatorze, który dopada normalnego chłopca, bałamuci go i wykrzywia mu orientację seksualną, jest cięgle żywy...)

To już pedofilia Słyszałem również taki mit, że na późniejszą orientację ogromny wpływ ma pierwsze doświadczenie seksualne. Jakoś podświadomie uznajemy to potem za najwłaściwszą drogę do zaspokojenia swego popędu. Może więc być to wspólna z kolegą masturbacja czy wzajemna z koleżanką dla przykładu albo przypadkowo podejrzany stosunek seksualny innych osób. Nie musi zaistnieć agresor. Ale to tylko kolejny domysł.

>>>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.
>>Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?
>Lęki i kompleksy nie mogą.

Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
Zdaje się, że do pedofilii historia o strasznym molestatorze bardziej pasuje. Że ktoś, kto był molestowany jako dziecko i doznał wtedy jakiejś satysfakcji seksualnej, sam również będzie molestował. Do tego wora wrzuciłbym też tych, którym marzy się tradycyjny seks z dorosłym ale z różnych powodów (lęki i kompleksy również) nie umie do tego doprowadzić więc przemocą bierze, co chce. A dziecko jako najbardziej bezbronne i niezupełnie świadome, jest najłatwiejszym celem takiego ataku.

>Nawet jeśli dopatrzymy się u pedofila jakieś przypuszczalnie wrodzonej cechy w rodzaju np. słabej zdolności empatii to w żadnym razie nie można powiedzieć, że ktoś kto się urodzi ze słabą empatią zostanie pedofilem.

Wydaje mi się, że mówienie tutaj o empatii jest nieporozumieniem, że nie ma ona nic wspólnego z orientacją seksualną czy dewiacjami, bo te z natury są samolubne. Ktoś obdarzony większą zdolnością do empatii, będzie się może powstrzymywał przed zgwałceniem dziecka ale to, czego pragnie, pozostanie niezmienne.

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
jkl; (5859 punktów)
>>Nie neguję czynników środowiskowych, ale to biologiczne są dominujące.
>Prawdopodobnie.
Są dowody na uwarunkowanie biologiczne (np badania na bliźniakach). Na wpływ środowiska dowodów nie ma, po prostu wciska się go tam, gdzie biologia jest niepewna, na zasadzie jak nie jedno to drugie.

>>Zauważ, że homoseksualiści żyją także w krajach, gdzie są potępiani, prześladowani a nawet zabijani.
>Podobnie jak pedofile.
Ale pedofilia, powtórzę, ma podłoże patologiczne, homoseksualizm nie. Nie możesz porównywać poszczególnych aspektów, tylko całość zjawisk.

>>(Niestety, mit o strasznym geju-molestatorze, który dopada normalnego chłopca, bałamuci go i wykrzywia mu orientację seksualną, jest cięgle żywy...)
>To już pedofilia
Zależy ile lat ma chłopiec...
>Słyszałem również taki mit, że na późniejszą orientację ogromny wpływ ma pierwsze doświadczenie seksualne. Jakoś podświadomie uznajemy to potem za najwłaściwszą drogę do zaspokojenia swego popędu.
Podświadomie też wybieramy obiekt tego pierwszego razu, prawda? Jeśli dla kogoś pierwszy raz był z osobą tej samej płci, to może zamiast zakładać "wypaczenie" po prostu uznać, że było to ujawnienie rzeczywistej orientacji?

>>>>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.
>>>Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?
>>Lęki i kompleksy nie mogą.
>Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
Jakich? Słuchaj, nie chodzi o jakieś ogólne lęki i dowolne kompleksy, ale konkretnie te wiążące się ze seksualnością.

>Zdaje się, że do pedofilii historia o strasznym molestatorze bardziej pasuje. Że ktoś, kto był molestowany jako dziecko i doznał wtedy jakiejś satysfakcji seksualnej, sam również będzie molestował.
Bardziej pasuje, bo ma miejsce jakieś "uszkodzenie psychiki" a to konieczne do wystąpienia dewiacji. Chociaż obstawiałabym inne mechanizmy niż przeżytą satysfakcję.

>Wydaje mi się, że mówienie tutaj o empatii jest nieporozumieniem, że nie ma ona nic wspólnego z orientacją seksualną czy dewiacjami, bo te z natury są samolubne.
To był tylko przykład, że nie ma żadnej cechy wrodzonej która prowadzi wprost do pedofilii, chociaż mogą istnieć sprzyjające,( ale same w sobie niewystarczające).
10-09-2009 13:59 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>>>Nie neguję czynników środowiskowych, ale to biologiczne są dominujące.
>>Prawdopodobnie.
>Są dowody na uwarunkowanie biologiczne (np badania na bliźniakach). Na wpływ środowiska dowodów nie ma, po prostu wciska się go tam, gdzie biologia jest niepewna, na zasadzie jak nie jedno to drugie.
>>>Zauważ, że homoseksualiści żyją także w krajach, gdzie są potępiani, prześladowani a nawet zabijani.
>>Podobnie jak pedofile.
>Ale pedofilia, powtórzę, ma podłoże patologiczne, homoseksualizm nie.

Od lat 70' nie ma podłoża patologicznego, wcześniej miał...

Nie możesz porównywać poszczególnych aspektów, tylko całość zjawisk.
>>>(Niestety, mit o strasznym geju-molestatorze, który dopada normalnego chłopca, bałamuci go i wykrzywia mu orientację seksualną, jest cięgle żywy...)
>>To już pedofilia
>Zależy ile lat ma chłopiec...
>>Słyszałem również taki mit, że na późniejszą orientację ogromny wpływ ma pierwsze doświadczenie seksualne. Jakoś podświadomie uznajemy to potem za najwłaściwszą drogę do zaspokojenia swego popędu.
>Podświadomie też wybieramy obiekt tego pierwszego razu, prawda? Jeśli dla kogoś pierwszy raz był z osobą tej samej płci, to może zamiast zakładać "wypaczenie" po prostu uznać, że było to ujawnienie rzeczywistej orientacji?
>>>>>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.
>>>>Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?
>>>Lęki i kompleksy nie mogą.
>>Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
>Jakich? Słuchaj, nie chodzi o jakieś ogólne lęki i dowolne kompleksy, ale konkretnie te wiążące się ze seksualnością.

Przecież u pedofilów wykryto zaburzenia w funkcjonowaniu mózgu, co dowodzi, że jednak ta choroba jest raczej uwarunkowana biologicznie.
jkl; (5859 punktów)
>Od lat 70' nie ma podłoża patologicznego, wcześniej miał...
Szczęściem żyjemy już w latach... hm. Pierwszych? Zerowych?

>Przecież u pedofilów wykryto zaburzenia w funkcjonowaniu mózgu, co dowodzi, że jednak ta choroba jest raczej uwarunkowana biologicznie.
Albo że zaczepili łbem o niską gałąź.
Ania... (14138 punktów)

>>>>>>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.
>>>>>Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?
>>>>Lęki i kompleksy nie mogą.
>>>Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
>>Jakich? Słuchaj, nie chodzi o jakieś ogólne lęki i dowolne kompleksy, ale konkretnie te wiążące się ze seksualnością.
>Przecież u pedofilów wykryto zaburzenia w funkcjonowaniu mózgu, co dowodzi, że jednak ta choroba jest raczej uwarunkowana biologicznie.
Podaj coś więcej na ten temat? Zaciekawiłeś mnie i chętnie dowiem się czegoś o tym. Bo szczerze mówiąc - pierwsze słyszę, ale przyznaję, że nie śledziłam tego tematu zbyt dokładnie.
-jad- (18783 punktów)

>Są dowody na uwarunkowanie biologiczne (np badania na bliźniakach). Na wpływ środowiska dowodów nie ma, po prostu wciska się go tam, gdzie biologia jest niepewna, na zasadzie jak nie jedno to drugie.

Jakie badania? Czy bliźniaki zostały rozdzielone od razu po urodzeniu?
Na podobnej zasadzie może być wciskana biologia tam, gdzie nie dostrzega się wpływu środowiska.

>>>Zauważ, że homoseksualiści żyją także w krajach, gdzie są potępiani, prześladowani a nawet zabijani.
>>Podobnie jak pedofile.
>Ale pedofilia, powtórzę, ma podłoże patologiczne, homoseksualizm nie. Nie możesz porównywać poszczególnych aspektów, tylko całość zjawisk.

Po co więc każesz mi zauważać poszczególny aspekt? Mówię tylko, że to niczego nie dowodzi.

>>Słyszałem również taki mit, że na późniejszą orientację ogromny wpływ ma pierwsze doświadczenie seksualne. Jakoś podświadomie uznajemy to potem za najwłaściwszą drogę do zaspokojenia swego popędu.
>Podświadomie też wybieramy obiekt tego pierwszego razu, prawda? Jeśli dla kogoś pierwszy raz był z osobą tej samej płci, to może zamiast zakładać "wypaczenie" po prostu uznać, że było to ujawnienie rzeczywistej orientacji?

Albo zupełnie świadomie. Stać mnie tylko na tyle więc biorę To tak trochę żartem a trochę serio ale całkiem możliwe, że masz rację. Nie wybieramy jednak tego, czego przypadkiem uda nam się być świadkiem, podobnie jak tego, który wujek zacznie nas macać.

>>Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
>Jakich? Słuchaj, nie chodzi o jakieś ogólne lęki i dowolne kompleksy, ale konkretnie te wiążące się ze seksualnością.

Nie mam pojęcia jakich. Niepełnosprawność jakiegoś ośrodka w mózgu. Rozumiem, że chodzi o szczególne lęki. Pytam dlaczego jedni są na nie bardziej podatni niż inni. Czy naprawdę uważasz, że biologiczne uwarunkowania nie mają kompletnie nic do rzeczy?

>>Zdaje się, że do pedofilii historia o strasznym molestatorze bardziej pasuje. Że ktoś, kto był molestowany jako dziecko i doznał wtedy jakiejś satysfakcji seksualnej, sam również będzie molestował.
>Bardziej pasuje, bo ma miejsce jakieś "uszkodzenie psychiki" a to konieczne do wystąpienia dewiacji. Chociaż obstawiałabym inne mechanizmy niż przeżytą satysfakcję.

Bardziej pasuje, bo agresor jest znacznie starszy i "dzieje się pedofilia".

>To był tylko przykład, że nie ma żadnej cechy wrodzonej która prowadzi wprost do pedofilii, chociaż mogą istnieć sprzyjające,( ale same w sobie niewystarczające).

Uważam, że podobnie jest z homoseksualizmem.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
jkl; (5859 punktów)
>>Są dowody na uwarunkowanie biologiczne (np badania na bliźniakach).
>Jakie badania? Czy bliźniaki zostały rozdzielone od razu po urodzeniu?
Nie. Bada się pary bliźniąt jedno- i dwujajowych i porównuje z jaką częstotliwością określona cecha (np. homoseksualizm) występuje u obojga rodzeństwa. Jeśli ta cecha w sposób statystycznie istotny jest częstsza w parach jednojajowych, to świadczy to genetycznym podłożu tej cechy.

>Na podobnej zasadzie może być wciskana biologia tam, gdzie nie dostrzega się wpływu środowiska.
Oj nie. Z "wpływem środowiska" to prawie jak z Bogiem- wszystko można nim wyjaśniać, niczego się nie udowodni i niczego nie obali. To tylko biedna biologia musi wszystko udowadniać. Bo może.

>Nie wybieramy jednak tego, czego przypadkiem uda nam się być świadkiem, podobnie jak tego, który wujek zacznie nas macać.
Więc nasuwa się wniosek, że heteroseksualni mężczyźni są heteroseksualni, bo w dzieciństwie wymacała ich ciotka.

>>>Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
>Nie mam pojęcia jakich. Niepełnosprawność jakiegoś ośrodka w mózgu. Rozumiem, że chodzi o szczególne lęki. Pytam dlaczego jedni są na nie bardziej podatni niż inni. Czy naprawdę uważasz, że biologiczne uwarunkowania nie mają kompletnie nic do rzeczy?
O, niepełnosprawność jakiegoś ośrodka, jako stała cecha pedofilów na pewno bardzo ułatwiłaby diagnozę. Ale nic mi nie wiadomo o odkryciu takiegoż.
Biologiczne uwarunkowania nie są przyczyną, co najwyżej sprzyjającymi okolicznościami. Ty sam możesz "być podatny" ale ponieważ nie przeżyłeś czegoś co by te lęki wytworzyło pedofilem nie zostałeś.

>Bardziej pasuje, bo agresor jest znacznie starszy i "dzieje się pedofilia".
Gdyby dziecko miało z tego satysfakcję, to są raczej zaczątki pociągu do starszych partnerów (gerontofilia...) . Pedofile to z reguły ludzie którzy przy dziecku czują się silniejsi, pewniejsi, dysponujący władzą, właśnie dlatego, że tych cech w sobie na co dzień nie czują- np. dlatego, że ktoś kiedyś ich godność wdeptał w ziemię. Ale to nie jedyny możliwy scenariusz.

>Uważam, że podobnie jest z homoseksualizmem.
-jad-, na tym poście skończę już tę dyskusję, bo musiałabym się zacząć powtarzać.
Trudno wytłumaczyć komuś, że piegi i wysypka to nie to samo, skoro on widzi, że tu kropki i tu kropki.
Pozdrawiam
jkl;
11-09-2009 18:39 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)

>Biologiczne uwarunkowania nie są przyczyną, co najwyżej sprzyjającymi okolicznościami. Ty sam możesz "być podatny" ale ponieważ nie przeżyłeś czegoś co by te lęki wytworzyło pedofilem nie zostałeś.

Oczywiście.
Czytałaś o więźniach?

>Gdyby dziecko miało z tego satysfakcję, to są raczej zaczątki pociągu do starszych partnerów (gerontofilia...) .

Satysfakcję seksualną może mieć. Raczej nie ma to nic wspólnego z gerontofilią, bo ta charakteryzuje się pociągiem do ludzi starych a nie tylko starszych.

>-jad-, na tym poście skończę już tę dyskusję, bo musiałabym się zacząć powtarzać.
>Trudno wytłumaczyć komuś, że piegi i wysypka to nie to samo, skoro on widzi, że tu kropki i tu kropki.

To dobrze. Lubię mieć ostatnie słowo.
Trudno wytłumaczyć komuś, że kropki to kropki

Pozdrawiam


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
Ania... (14138 punktów)
Słyszałem również taki mit, że na późniejszą orientację ogromny wpływ ma pierwsze doświadczenie seksualne. Jakoś podświadomie uznajemy to potem za najwłaściwszą drogę do zaspokojenia swego popędu. Może więc być to wspólna z kolegą masturbacja czy wzajemna z koleżanką dla przykładu albo przypadkowo podejrzany stosunek seksualny innych osób. Nie musi zaistnieć agresor. Ale to tylko kolejny domysł.
I to chyba tylko domysł. Okazuje się, że wiele dzieciaków próbuje kontaktów seksualnych z własną płcią. Zwykle jednak ich orientacja jako dojrzałych osób jest "hetero". Kontakty oznaczają nie tyle stosunek, co dowolne czynności o zabarwieniu erotycznym.
Co więcej, zbadano orientację dorosłych osób wychowywanych w rodzinach homoseksualnych, i okazało się, że wśród nich homoseksualność dotyczyła dokładnie takiego samego odsetka jak w reszcie społeczeństwa. Ale częściej od innych dzieciaków próbowały takich właśnie zachowań w okresie wczesnego dojrzewania. Wyciągnij wnioski sam.
>>>>Natomiast żeby zostać pedofilem trzeba lęków, kompleksów lub innych zaburzeń psychicznych.
>>>Które mogą być wrodzone podobnie jak homoseksualizm?
>>Lęki i kompleksy nie mogą.
>Ale mogą wynikać z zaburzeń psychicznych, które mogą być wrodzone.
Mogą być, a mogą nie być. Owszem, pewne cechy charakteru są wrodzone, a raczej pewne predyspozycje, ale większość naszych zachowań to efekt wychowawczy. Ile znasz problemów psychicznych ub behavioralnych dziedzicznych w sposób bezpośredni?

>Zdaje się, że do pedofilii historia o strasznym molestatorze bardziej pasuje. Że ktoś, kto był molestowany jako dziecko i doznał wtedy jakiejś satysfakcji seksualnej, sam również będzie molestował.
Tak, stwierdzono np. że dzieci wykorzystywane seksualnie w przeszłości, również przez osoby niespokrewnione z nimi, często przejawiają agresję, w tym często agresję seksualną, wobec innych, słabszych osób. Częściej niż dzieci nie mające takich doświadczeń. Pasuje to do hipotezy nabywania tych cech.
10-09-2009 18:06 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Słyszałem również taki mit...

Informacje o Ania...:
Płeć: Kobieta

   Wiele można na tym forum usłyszeć, i przeczytać wiele.
10-09-2009 18:38 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Słyszałem również taki mit...
> Informacje o Ania...:
> Płeć: Kobieta
Może userkę "Anię..." wychowywała para gejów?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-09-2009 19:18 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>> Płeć: Kobieta
>Może userkę "Anię..." wychowywała para gejów?
   To pytanie nie do mnie, ja kategorycznie oświadczam, że chyba nie jestem gejem.

Ania... (14138 punktów)
>>> Płeć: Kobieta
>>Może userkę "Anię..." wychowywała para gejów?
>   To pytanie nie do mnie, ja kategorycznie oświadczam, że chyba nie jestem gejem.
>
>
Czy taka wycieczka miała kogoś obrazić? Bez sensu. Gdyby mnie wychowywała para gejów, to byliby to dla mnie zwykli rodzice, to żadna obraza.
Określenie mojej płci może dla rozmówców jest mitem, dla mnie jednak nie.

Zastanawiam się, czy była to nieudolna próba prowokacji, spowodowana niechęcią do treści mojej wypowiedzi?
11-09-2009 13:14 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>>> Płeć: Kobieta
>>>Może userkę "Anię..." wychowywała para gejów?
>>   To pytanie nie do mnie, ja kategorycznie oświadczam, że chyba nie jestem gejem.
>>
>>
>Czy taka wycieczka miała kogoś obrazić?
   To pytanie nie do mnie, ja kategorycznie oświadczam, że chyba nie lubię wycieczek.

>Gdyby mnie wychowywała para gejów, to byliby to dla mnie zwykli rodzice, to żadna obraza.
   Na rodzicach-gejach też się nie znam zupełnie.

>Określenie mojej płci może dla rozmówców jest mitem, dla mnie jednak nie.
   Jakieś określenie płci ułatwia rozmowę, stąd duży wybór w opcjach profilu.

>Zastanawiam się, czy była to nieudolna próba prowokacji, spowodowana niechęcią do treści mojej wypowiedzi?
   Której?
11-09-2009 13:29 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Jakieś określenie płci ułatwia rozmowę, stąd duży wybór w opcjach profilu.

Takie pitu-pitu, to możesz wiesz komu (Rdz. 6;19) wstawiać...

Z poważaniem

Śluzowce
11-09-2009 16:12 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Takie pitu-pitu, to możesz wiesz komu (Rdz. 6;19) wstawiać...

   Zgłaszam moderacji prowokację płciową, bo tekst jest pisany przez osobnika o płci bliźniak (pitu-pitu)...

>Z poważaniem
>Śluzowce

   ... a podpis wskazuje na listę wyborczą Renaty B. (art. 248. kk)

    (hłe-hłe, jakie poważanie, takie śluzowce, hłe-hłe - Renatko Be.)
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Zgłaszam moderacji prowo kację płciową, bo tekst jest pisany przez osobnika o płci bliźniak (pitu-pitu)...

No, dobra... . Zdemaskowany. W sumie jeszcze na Bora-Bora uprzedali, że ludzie w Wolsce z bliźniactwem otrzaskane, że ha!

>>Śluzowce
>   ... a podpis wskazuje na listę wyborczą Renaty B. (art. 248. kk)

Najpierw trzeba by ustalić czy śluzowce w Urzędzie Rady Ministrów są pionowe czy poziome.

Z poważaniem

Prof. Pitu-Pitu z Bora-Bora, Instytut Tautologii Stosowanej Uniwersytetu w Baden-Baden.
12-09-2009 23:19 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>No, dobra... . Zdemaskowany. W sumie jeszcze na Bora-Bora uprzedali, że ludzie w Wolsce z bliźniactwem otrzaskane, że ha!
   ... Luuuzik.

>Najpierw trzeba by ustalić czy śluzowce w Urzędzie Rady Ministrów pionowe czy poziome.
   Ich podstawową charakterystyką jest sam fakt istnienia w URM - nieistotnym, horyzontalnym wertykalizmem zajmuje się departament trzeciego bliźniaka Ockhama, zwanego "przymiotnikolubnym".

>Prof. Pitu-Pitu z Bora-Bora, Instytut Tautologii Stosowanej Uniwersytetu w Baden-Baden.
   "Stosowanej" to eufemizm, powinno być: do obejrzenia , prócz Wąchocka, jeszcze w nielicznych skansenach.

   Z poważaniem
   Luuuzik,
, Luuuzik.
.
12-09-2009 23:50 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>>Najpierw trzeba by ustalić czy śluzowce w Urzędzie Rady Ministrów pionowe czy poziome.
>   Ich podstawową charakterystyką jest sam fakt istnienia URM

Zaprawdę!

>   "Stosowanej" to eufemizm, powinno być: do obejrzenia

Na mą intuicję pojęcia: "stosowane" i "do obejrzenia" zwykle się wzajem wykluczają... .
Adamiak (36436 punktów)
>>   Ich podstawową charakterystyką jest sam fakt istnienia URM
>Zaprawdę!
   Niech Ci będzie, że .

>Na mą intuicję pojęcia: "stosowane" i "do obejrzenia" zwykle się wzajem wykluczają...
   Właśnie, bo ten "eufemizm" to eufemizm.

   A propos, Prof. z intuicją...
   Gdzie To jest do obejrz... hm, gdzie To się jeszcze stosuje?
13-09-2009 00:56 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   A propos, Prof. z intuicją...
>   Gdzie To jest do obejrz... hm, gdzie To się jeszcze stosuje?

Znajdą się jeszcze takie skanseny: www.youtube.com/user/hrhenryk

Po prawdzie, bardziej Duchem niż intuicją leci... . Ale Duch też intuicja, tylko Prawdziwa - z certyfikatem samej WSKSiM.
Adamiak (36436 punktów)
>Po prawdzie, bardziej Duchem niż intuicją leci... . Ale Duch też intuicja, tylko Prawdziwa - z certyfikatem samej WSKSiM.
   Niegłupi ten prof. dr hab. hr. - aż szkoda, że taki głupi.
12-09-2009 23:32 
 Ocena 1 na 1
checkmate (1197 punktów)
>>Słyszałem również taki mit...
> Informacje o Ania...:
> Płeć: Kobieta
>   Wiele można na tym forum usłyszeć, i przeczytać wiele.

Pamiętam, że parę miesięcy temu, user(ka) Ania miała wpisane: płeć - mężczyzna.
Złożyłem to na karb nieuwagi osoby rejestrującej się i zignorowałem, ale teraz to "przeklawiszenie" nabiera....wyrazu.
Co by to było, gdyby ludzkość dysponowała czterema czy pięcioma płciami?
Holmes by nie dał rady.


Elemele dutki...
12-09-2009 23:52 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Złożyłem to na karb nieuwagi osoby rejestrującej się i zignorowałem, ale teraz to "przeklawiszenie" nabiera....wyrazu.
   Funkcjonuje tu jeszcze kilku takich, "sub wyrazistych" userów.

>Co by to było, gdyby ludzkość dysponowała czterema czy pięcioma płciami?
   Kiepski z Ciebie racjonalista, checkmate - jeśli postulujesz ograniczenie ilości płci u ludzi, to zacznij od korekty Wiki:
1. płeć gonadalna
2. płeć genetyczna
3. płeć genitalna
4. płeć hormonalna
5. płeć germinatywna (
6. płeć fenotypowa
7. płeć somatyczna
8. płeć mózgu
9. płeć psychiczna
10. płeć seksualna
11. płeć społeczna

   Tylko które chcesz wywalić?

>Holmes by nie dał rady.
   Holmes to pikuś - nawet Wojtek zginie, jak Bolka trampki z wystawy.
.
13-09-2009 00:18 
 Ocena 1 na 1
checkmate (1197 punktów)
>>Co by to było, gdyby ludzkość dysponowała czterema czy pięcioma płciami?
>   Kiepski z Ciebie racjonalista, checkmate - jeśli postulujesz ograniczenie ilości płci u ludzi, to zacznij od korekty Wiki:
Nie chciałem tak na dzień dobry wprowadzać zbyt wiele zamieszania
Pisząc wcześniej o płci, miałem na myśli kobietę i mężczyznę. Inne kombinacje to niewielki odsetek.
Poza tym, nigdy nie nazwałem się racjonalistą.

Elemele dutki...
13-09-2009 00:26 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Nie chciałem tak na dzień dobry wprowadzać zbyt wiele zamieszania
   Ale już noc.

>Pisząc wcześniej o płci, miałem na myśli kobietę i mężczyznę.
   Ja też.

>Inne kombinacje to niewielki odsetek.
   To nie piszemy o forum Racjonalisty?

>Poza tym, nigdy nie nazwałem się racjonalistą.
   Mnie to nie przeszkadza.
.
checkmate (1197 punktów)
>>Nie chciałem tak na dzień dobry wprowadzać zbyt wiele zamieszania
>   Ale już noc.
Zależy pod jaka długością. Dla ciekawostki, w UK o godzinie 1.00 spiker radiowy mówi "dzień dobry".
>>Pisząc wcześniej o płci, miałem na myśli kobietę i mężczyznę.
>   Ja też.
Potrzebujesz cytować Wiki w tym celu?
>>Inne kombinacje to niewielki odsetek.
>   To nie piszemy o forum Racjonalisty?
Szczerze mówiąc, nie jestem pewien prawdziwej płci forumowiczów.
>>Poza tym, nigdy nie nazwałem się racjonalistą.
>   Mnie to nie przeszkadza.
No to kamień z serca.

Śpisz czasami?


Elemele dutki...
13-09-2009 01:14 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Ale już noc.
>Zależy pod jaka długością.
   Jak Polska długa i szeroka.

>Dla ciekawostki, w UK o godzinie 1.00 spiker radiowy mówi "dzień dobry".
   Phi, tam nawet jeżdżą pod prąd.

>Potrzebujesz cytować Wiki w tym celu?
   Nie jestem żonaty.

>Szczerze mówiąc, nie jestem pewien prawdziwej płci forumowiczów.
   Ja jestem pewien - płeć: user.

> Mnie to nie przeszkadza.
>No to kamień z serca.
   Poczułem.

>Śpisz czasami?
   Boję się, bo raz zasnąłem i rano nie było teleranka.
   W '74 też przysnąłem i Polacy zdobyli III miejsce w światowym futbolu - teraz nie chcę przegapić.
.
13-09-2009 01:21 
 Ocena 1 na 1
checkmate (1197 punktów)
>   Jak Polska długa i szeroka.
OK, przynajmniej jest ciemno.
>   Phi, tam nawet jeżdżą pod prąd.
Oni to samo mówią o nas.
>   Nie jestem żonaty.
Co za zbieg okoliczności.
>   Ja jestem pewien - płeć: user.
Wcześniej takiej nie wymieniłeś.
>>Śpisz czasami?
>   Boję się, bo raz zasnąłem i rano nie było teleranka.
Też mi się tak przydarzyło, ale wtedy już nie oglądałem tej audycji.
>   W '74 też przysnąłem i Polacy zdobyli III miejsce w światowym futbolu - teraz nie chcę przegapić.
Do - ewentualnego - III miejsca w MŚ musisz poczekać prawie 5 lat.
No, chyba, że chcesz zawczasu zająć sobie dobre miejsce.

Elemele dutki...
13-09-2009 08:02 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Oni to samo mówią o nas.
   Ale rację mamy my.

>>   Nie jestem żonaty.
>Co za zbieg okoliczności.
   Raczej brak zbiega.

>>   Ja jestem pewien - płeć: user.
>Wcześniej takiej nie wymieniłeś.
   Bo było za wcześnie.

>>   Boję się, bo raz zasnąłem i rano nie było teleranka.
>Też mi się tak przydarzyło, ale wtedy już nie oglądałem tej audycji.
   Ja też, bo już jej nie było.

>>   W '74 też przysnąłem i Polacy zdobyli III miejsce w światowym futbolu - teraz nie chcę przegapić.
>Do - ewentualnego - III miejsca w MŚ musisz poczekać prawie 5 lat.
   Mnie się nie śpieszy, stary jestem.
10-09-2009 20:40 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

> Okazuje się, że wiele dzieciaków próbuje kontaktów seksualnych z własną płcią. Zwykle jednak ich orientacja jako dojrzałych osób jest "hetero". Kontakty oznaczają nie tyle stosunek, co dowolne czynności o zabarwieniu erotycznym.

Próbuję to teraz skonfrontować z tym, co napisała jkl;

Podświadomie też wybieramy obiekt tego pierwszego razu, prawda? Jeśli dla kogoś pierwszy raz był z osobą tej samej płci, to może zamiast zakładać "wypaczenie" po prostu uznać, że było to ujawnienie rzeczywistej orientacji?

Sądzę, że obie macie racje. Że sprawa jest zbyt skomplikowana, by być zależna wyłącznie czy nawet w największej części od czynników biologicznych. Można wyciągnąć wniosek, że zależnie od środowiska, potencjalnie dostępnych partnerów seksualnych, można zmieniać orientację. Weźmy dla przykładu więźniów. Większość z nich na wolności była heteroseksualna ale w pace potrafi się to zmienić. Nie wiem czy słusznie ale zdaje mi się, że działa to na zasadzie "z braku laku dobry kit". Nie wiem czy są jakieś badania na temat tego, czy izolowani na ogół zmieniają orientację na stałe czy tylko do momentu gdy seks z osobnikiem płci przeciwnej będzie w zasięgu ręki.
W każdym razie, nie wyjaśnia to dlaczego nawet szeroka adoracja ze strony mężczyzn nie "leczy" lesbijek podobnie jak nie "leczy" geja adorująca go rzesza kobiet.

>Co więcej, zbadano orientację dorosłych osób wychowywanych w rodzinach homoseksualnych, i okazało się, że wśród nich homoseksualność dotyczyła dokładnie takiego samego odsetka jak w reszcie społeczeństwa. Ale częściej od innych dzieciaków próbowały takich właśnie zachowań w okresie wczesnego dojrzewania. Wyciągnij wnioski sam.

Może wychowanie w rodzinie homoseksualnej nie jest wystarczającym czy nawet istotnym czynnikiem środowiskowym. Może decyduje coś zupełnie innego. Co? Nie mam pojęcia. Ale wiem, że ludzka psychika jest cholernie skomplikowana. Powodów można doszukiwać się wszędzie.

>Tak, stwierdzono np. że dzieci wykorzystywane seksualnie w przeszłości, również przez osoby niespokrewnione z nimi, często przejawiają agresję, w tym często agresję seksualną, wobec innych, słabszych osób. Częściej niż dzieci nie mające takich doświadczeń. Pasuje to do hipotezy nabywania tych cech.

Pasuje często. Co z resztą przypadków?


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
Ania... (14138 punktów)
>> Okazuje się, że wiele dzieciaków próbuje kontaktów seksualnych z własną płcią. Zwykle jednak ich orientacja jako dojrzałych osób jest "hetero". Kontakty oznaczają nie tyle stosunek, co dowolne czynności o zabarwieniu erotycznym.
>Próbuję to teraz skonfrontować z tym, co napisała jkl;
> Podświadomie też wybieramy obiekt tego pierwszego razu, prawda? Jeśli dla kogoś pierwszy raz był z osobą tej samej płci, to może zamiast zakładać "wypaczenie" po prostu uznać, że było to ujawnienie rzeczywistej orientacji?</i
>Sądzę, że obie macie racje. Że sprawa jest zbyt skomplikowana, by być zależna wyłącznie czy nawet w największej części od czynników biologicznych. Można wyciągnąć wniosek, że zależnie od środowiska, potencjalnie dostępnych partnerów seksualnych, można zmieniać orientację.

Proste - skoro ok. 10% dzieciaków próbuje zdarzeń homoseksualnych a ich orientacja rozwija się tak w stronę heteroseksualności, to oznacza, że 90% heteroseksualnych osób pierwsze podejścia robi w stronę "właściwej" swojej orientacji. A więc i tak jest ich znacznie więcej i jkl ma rację. A skoro te co robią w ogromnej większości i tak wracają do orientacji hetero, orientacja homoseksualna jest bez związku z tym zdarzeniem.
>Weźmy dla przykładu więźniów. Większość z nich na wolności była heteroseksualna ale w pace potrafi się to zmienić. Nie wiem czy słusznie ale zdaje mi się, że działa to na zasadzie "z braku laku dobry kit". Nie wiem czy są jakieś badania na temat tego, czy izolowani na ogół zmieniają orientację na stałe czy tylko do momentu gdy seks z osobnikiem płci przeciwnej będzie w zasięgu ręki.
No właśnie nie wiem czy ktoś to badał, ale z tego co widziałam w zupełnie nienaukowym programie, to panowie wracają potem zwykle do poprzednich "zwyczajów". Podobne opowieści słyszałam o marynarzach
>W każdym razie, nie wyjaśnia to dlaczego nawet szeroka adoracja ze strony mężczyzn nie "leczy" lesbijek podobnie jak nie "leczy" geja adorująca go rzesza kobiet.
A czy adorujący facet zrobiłby na tobie wrażenie?

>>Tak, stwierdzono np. że dzieci wykorzystywane seksualnie w przeszłości, również przez osoby niespokrewnione z nimi, często przejawiają agresję, w tym często agresję seksualną, wobec innych, słabszych osób. Częściej niż dzieci nie mające takich doświadczeń. Pasuje to do hipotezy nabywania tych cech.
>Pasuje często. Co z resztą przypadków?
W reszcie przypadków nie doszło do zwichnięcia psychiki. A z pedofilami nie wykorzystywanymi seksualnie? Nie wiem, ale można to zbadać. Nie wiem nawet ilu ich jest. Ciekawe zagadnienie.

Zagadnienia środowiskowe bada się zacznie trudniej niż genetykę.
11-09-2009 18:54 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

>Proste - skoro ok. 10% dzieciaków próbuje zdarzeń homoseksualnych a ich orientacja rozwija się tak w stronę heteroseksualności, to oznacza, że 90% heteroseksualnych osób pierwsze podejścia robi w stronę "właściwej" swojej orientacji. A więc i tak jest ich znacznie więcej i jkl ma rację. A skoro te co robią w ogromnej większości i tak wracają do orientacji hetero, orientacja homoseksualna jest bez związku z tym zdarzeniem.

Przeczytałem to kilka razy i dalej nic nie rozumiem więc nie takie proste

>A czy adorujący facet zrobiłby na tobie wrażenie?

Piorunujace! Szczególnie w więzieniu.

>Zagadnienia środowiskowe bada się zacznie trudniej niż genetykę.

A połączenie tych dwóch czynników jeszcze trudniej.

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
02-09-2009 18:05 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>>Bardzo proszę o Wasze opinie.
>Ciało jest jedyna rzecz którą człowiek naprawdę posiada.

W Twoim wypadku, to możne być prawda. Ja posiadam jeszcze kilka innych rzeczy.

>Sterylizacja, aborcja, in vitro też należą do decyzji które powinny należeć do człowieka którego dotyczą a nie do nikogo innego.

Oczywiście, jak sama sobie zrobisz. Jeżeli zaangażujesz w to innego człowieka, to już nie jest tylko twoja sprawa.

>Do tych spraw należałoby jeszcze dodać wszelkie przymusowe leczenia. Nie chcesz się leczyć to nie ale konsekwencje ponosisz sam a nie reszta społeczeństwa.

Tzn. jakie? Leczenie przymusowe jest stosowane wtedy, gdy następstwa choroby, sa ponoszone przez otoczenie chorego, ewentualnie, jest to stan psychiczny, zagrażający jego życiu.
02-09-2009 18:32 
 Ocena 2 na 2
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>>Bardzo proszę o Wasze opinie.
>>Ciało jest jedyna rzecz którą człowiek naprawdę posiada.
>W Twoim wypadku, to możne być prawda. Ja posiadam jeszcze kilka innych rzeczy.
Byli tacy co tak mówili, a potem puszki musieli zbierać.
>>Sterylizacja, aborcja, in vitro też należą do decyzji które powinny należeć do człowieka którego dotyczą a nie do nikogo innego.
>Oczywiście, jak sama sobie zrobisz. Jeżeli zaangażujesz w to innego człowieka, to już nie jest tylko twoja sprawa.
To wszystko są procedury medyczne, których samemu się nie wykonuje. No, chyba że ktoś jest sterylizatorem-amatorem. Natomiast bardzo wielu lekarzy nie ma nic przeciwko temu, żeby je przeprowadzić, więc jeśli pacjent wyraża wolę i ponosi koszty, a lekarz podejmuje się zabiegu, to wara innym od decydowania.
>>Do tych spraw należałoby jeszcze dodać wszelkie przymusowe leczenia. Nie chcesz się leczyć to nie ale konsekwencje ponosisz sam a nie reszta społeczeństwa.
>Tzn. jakie? Leczenie przymusowe jest stosowane wtedy, gdy następstwa choroby, sa ponoszone przez otoczenie chorego, ewentualnie, jest to stan psychiczny, zagrażający jego życiu.
W tym przypadku mogę zaakceptować przymusowe leczenie. Jeśli ktoś np. zagraża otoczeniu z powodu swojego stanu psychicznego, jeśli nieleczony zaraża innych, wtedy tak, trzeba go przymusowo leczyć lub jeśli pomimo, że jest świadomy zagrożenia jakie stanowi dla innych nadal nie chce poddać się leczeniu, należy go izolować.
02-09-2009 20:09 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Rozumiem, że patrzysz na problem ze strony kultury. Nie chodzi ci o totalną krytykę systemu, ale o wykorzystanie jego przemocowych względem ciała narzędzi do usankcjonowania nowych granic "korzystania" z ciała. Nie chodzi ci o zniesienie granic i uwolnienie ciała, ale o przesuwanie granic.
Hmmm... Rozczarowujące.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Rozumiem, że patrzysz na problem ze strony kultury. Nie chodzi ci o totalną krytykę systemu, ale o wykorzystanie jego przemocowych względem ciała narzędzi do usankcjonowania nowych granic "korzystania" z ciała. Nie chodzi ci o zniesienie granic i uwolnienie ciała, ale o przesuwanie granic.
>Hmmm... Rozczarowujące.
Nie jestem na tyle liberalna, żeby zgodzić się na zniesienie wszelkich granic. Granicą, dla mnie nieprzekraczalną jest ta, która odgranicza mnie od drugiego człowieka. Natomiast to, co człowiek robi z samym sobą powinno być jego własnym i niepodważalnym dominium.
setarkos (10757 punktów)

> ... to, co człowiek robi z samym sobą powinno być jego własnym i niepodważalnym >dominium.

Jeśli spowoduje, że jego losy (w odróżnieniu od portfela) będą dla wszystkich innych (w tym dla lekarzy) obojętne, to oczywiście tak

.
lontri

> Natomiast to, co człowiek robi z samym sobą powinno być jego własnym i niepodważalnym dominium.

Znowu wyczuwam tu jakiś terytorializm, tym razem skrzyżowany z retoryką kolonializmu.
05-09-2009 21:32 
 Ocena 1 na 1
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>> Natomiast to, co człowiek robi z samym sobą powinno być jego własnym i niepodważalnym dominium.
>Znowu wyczuwam tu jakiś terytorializm, tym razem skrzyżowany z retoryką kolonializmu.
Terytorializm jak najbardziej, a kolonializmem ze względów rodzinnych się brzydzę.

witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Byli tacy co tak mówili, a potem puszki musieli zbierać.


>>Ciało jest jedyna rzecz którą człowiek naprawdę posiada.
>W Twoim wypadku, to możne być prawda. Ja posiadam jeszcze kilka innych rzeczy.

Zbierając puszki, też je będe miał.

>>>Sterylizacja, aborcja, in vitro też należą do decyzji które powinny należeć do człowieka którego dotyczą a nie do nikogo innego.
>>Oczywiście, jak sama sobie zrobisz. Jeżeli zaangażujesz w to innego człowieka, to już nie jest tylko twoja sprawa.
>To wszystko są procedury medyczne, których samemu się nie wykonuje. No, chyba że ktoś jest sterylizatorem-amatorem. Natomiast bardzo wielu lekarzy nie ma nic przeciwko temu, żeby je przeprowadzić, więc jeśli pacjent wyraża wolę i ponosi koszty, a lekarz podejmuje się zabiegu, to wara innym od decydowania.

To już nie jest sprawa jednej strony. Nie każdy lekarz dokona aborcji. Sprawa życia rozpoczętego, nie jest także sprawą jednej strony, kiedy już ono jest. Przecież są dwa.

Pozdrawiam.
03-09-2009 09:23 
 Ocena 2 na 2
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
> To już nie jest sprawa jednej strony. Nie każdy lekarz dokona aborcji. Sprawa życia rozpoczętego, nie jest także sprawą jednej strony, kiedy już ono jest. Przecież są dwa.
A o tatusiu jak zwykle się nie pamięta...
03-09-2009 09:33 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>> ... Sprawa życia rozpoczętego, nie jest także sprawą jednej strony, kiedy już ono jest. Przecież są dwa.
>A o tatusiu jak zwykle się nie pamięta...

.

... to zależy kiedy tatusia poinformują - zwykle jest pod tym względem osobą drugą lub trzecią, a nierzadko dalszą

.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> To już nie jest sprawa jednej strony. Nie każdy lekarz dokona aborcji. Sprawa życia rozpoczętego, nie jest także sprawą jednej strony, kiedy już ono jest. Przecież są dwa.
>A o tatusiu jak zwykle się nie pamięta...

Nie chciałem Ciebie drażnić. W świetle tego co napisałaś, tatuś nie ma tu nic do powiedzenia. Przecież nie uwzględniasz, że połowa genów jest jego.
03-09-2009 13:06 
 Ocena 5 na 5
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>> To już nie jest sprawa jednej strony. Nie każdy lekarz dokona aborcji. Sprawa życia rozpoczętego, nie jest także sprawą jednej strony, kiedy już ono jest. Przecież są dwa.
>>A o tatusiu jak zwykle się nie pamięta...
>Nie chciałem Ciebie drażnić. W świetle tego co napisałaś, tatuś nie ma tu nic do powiedzenia. Przecież nie uwzględniasz, że połowa genów jest jego.

Wręcz przeciwnie! Uważam, że byłoby dużo mniej aborcji, gdyby matka zaraz po porodzie mogła oddać dziecko w ręce odpowiedzialnego, kochającego dziecko ojca i więcej się nim nie zajmować (z wyjątkiem alimentów oczywiście), tak jak obecnie robi to duża część niezainteresowanych potomstwem tatusiów.
Uważam, że ogólnie, mężczyżni powinny znacznie bardziej zaangażować się w wychowywanie dzieci, szczerze popieram stowarzyszenia ojców walczacych o swoje prawa i uśmiecham się do siebie, kiedy widzę tatę pchającego wózek, bawiącego się z dziećmi, chodzącego na wywiadówki, bo nie jestem jakąś matką-Polką-cierpiętnicą, która musi się poświęcić. Wiem, że w tym czasie mamy tych maluchów mogą spokojnie pracować, nie martwiąc się, że dziecko jest pod opieką obcych osób, mogą się uczyć czy po prostu odespać.
Najlepszym środkiem antyaborcyjnym jest kochający i odpowiedzialny ojciec dziecka.
Ale to temat na inny wątek.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>> To już nie jest sprawa jednej strony. Nie każdy lekarz dokona aborcji. Sprawa życia rozpoczętego, nie jest także sprawą jednej strony, kiedy już ono jest. Przecież są dwa.
>>>A o tatusiu jak zwykle się nie pamięta...
>>Nie chciałem Ciebie drażnić. W świetle tego co napisałaś, tatuś nie ma tu nic do powiedzenia. Przecież nie uwzględniasz, że połowa genów jest jego.
>Wręcz przeciwnie! Uważam, że byłoby dużo mniej aborcji, gdyby matka zaraz po porodzie mogła oddać dziecko w ręce odpowiedzialnego, kochającego dziecko ojca i więcej się nim nie zajmować (z wyjątkiem alimentów oczywiście), tak jak obecnie robi to duża część niezainteresowanych potomstwem tatusiów.
>Uważam, że ogólnie, mężczyżni powinny znacznie bardziej zaangażować się w wychowywanie dzieci, szczerze popieram stowarzyszenia ojców walczacych o swoje prawa i uśmiecham się do siebie, kiedy widzę tatę pchającego wózek, bawiącego się z dziećmi, chodzącego na wywiadówki, bo nie jestem jakąś matką-Polką-cierpiętnicą, która musi się poświęcić. Wiem, że w tym czasie mamy tych maluchów mogą spokojnie pracować, nie martwiąc się, że dziecko jest pod opieką obcych osób, mogą się uczyć czy po prostu odespać.
>Najlepszym środkiem antyaborcyjnym jest kochający i odpowiedzialny ojciec dziecka.
> Ale to temat na inny wątek.

Rozumiem, ze jesteś gotowa urodzić dziecko, jeżeli ojciec jego tego chce, a potem pójść własną drogą, nie troszcząc się już o nie dalej. Jest to nowe i niezmiernie ciekawe podejście. Zgadzam się, że w tym wypadku, ilość aborcji by zmalała. Nawet sprawa alimentów wydaje mi się dyskusyjna. Jak on chce mieć dziecko, a zgadzasz się je dla niego urodzić, to dalsze losy dziecka, są jego sprawą. Ty już nie powinnaś ponosić z tego tytułu, dalszych konsekwencji, użyczyłaś wszak swojego ciała. Oczywiście wyklucza to także, roszczenie sobie w przyszłości, jakichkolwiek praw rodzicielskich.
Uważam jednak, że w zdaniu:
"Sterylizacja, aborcja, in vitro też należą do decyzji które powinny należeć do człowieka którego dotyczą a nie do nikogo innego."
Powinnaś użyć w miejsce "człowieka", "osób, które to dotyczy", byłby mniej nieporozumień.

Pozdrawiam.
Scorp (5381 punktów)
>I tu dochodzę do sedna sprawy: na ile moje ciało należy do mnie?

Odpowiedź zależy od definicji 'ja'. Z pytania wynika, że rozdzielasz ciało od 'ja' i że w ogóle ciało należy do 'ja'. Jednak można zaprzeczyć takiemu stosunkowi własności i równie dobrze można powiedzieć, że jest odwrotnie, że Twoje 'ja' jest własnością Twojego ciała, które zapewnia mu mieszkanie, utrzymuje go i spełnia jego przeróżne fanaberie.

Według mnie w najogólniejszym i najważniejszym sensie ciało nie należy do 'ja' ani odwrotnie, tylko stanowią jedność, organizm wyposażony w świadomość. Jeżeli ktoś problem z członkami ciała taki, że chce się pozbyć niektórych, to jest to oczywista dysfunkcja umysłu, którą należy leczyć.

>Czy powinnam mieć możliwość zrobienia z nim wszystkiego, co mi tylko przyjdzie do głowy, czy też ktoś inny ma prawo zadecydowania, do czego mogę się posunąć? Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?

Możliwości praktyczne są zawsze, ale prawo powinno odnosić się to takich pomysłów bardzo niechętnie. Uszkodzenie ciała ma dwa aspekty społeczne: jeżeli duże - to kalectwo, które społeczeństwo z reguły jakoś stara się wspomóc, a jeżeli małe, to może łatwo stać się modą, gdy rozpowszechni się jako sposób zadziwiania bliźnich. Moda na obcięty mały palec? Czemu nie?
-
lontri (16088 punktów)

Twoje ujęcie tematu wpisuje relację do ciała w społeczne konwencje sankcjonujące własność.
W takim ujęciu ciało posiada się, tak jak jest się właścicielem szczoteczki do zębów czy zegarka. Przesycony zrytualizowaną przemocą i sankcjonujący różne formy terytorializmu język stosujesz również dla wyrażenia relacji każdego człowieka względem jego własnego ciała.
Nie jest to błędem! Problem, który poruszasz może jednak zaistnieć tylko w takiej kulturze, w której dysponowanie sobą jest mocno obwarowane restrykcjami i konwencjami społecznymi.
Nie trzeba szczególnych wysiłków do udowodnienia tej tezy. Począwszy od treningu czystości, a na zakazie eutanazji kończąc - przykłady narzucają się same.
Nie pytałabyś przecież o prawo dysponowania własnym ciałem, gdybyś takich praw, sankcjonujących różne doświadczenia ciała nie znała, prawda?
Wg mnie nie ma dychotomii ja-ciało. Dla mnie zachodzi tu relacja tożsamości: ja czyli ciało. Ja i ciało to jedno. To jest to, co jest przed kulturą - całkowita identyfikacja z ciałem i jego możliwościami.
Na takiej płaszczyźnie odpowiedź na stawiane przez ciebie dylematy staje się niepotrzebna. Odpowiedź ta możliwa i sensowna jest tylko w kulturze, która wskaże standardy oceny - a te będą zawsze arbitralne.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
03-09-2009 08:56 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
Jeśli można...

>Wg mnie nie ma dychotomii ja-ciało.

to pozwolę sobie nie zgodzić się z tym. 'Ja' jest zewnętrzną deklaracją świadomości, która z kolei jest modułem umysłu, a umysł jest czymś zasadniczo różnym od ciała. Istotnie, albo istotowo różnym. Ciało podlega prawom fizyki, umysł nie (chociaż jego wehikuł, mózg, jak najbardziej).

>Dla mnie zachodzi tu relacja tożsamości: ja czyli ciało. Ja i ciało to jedno. To jest to, co jest przed kulturą - całkowita identyfikacja z ciałem i jego możliwościami.

To występuje chyba tylko w stanach nirwany. Normalnie gdy umysł pracuje, to - upraszczając nieco - ciało nie myśli, a umysł nie trawi.

>Odpowiedź ta możliwa i sensowna jest tylko w kulturze, która wskaże standardy oceny - a te będą zawsze arbitralne.

Kulturę tworzą język i myśli, więc poza nią nie ma ani pytań ani odpowiedzi...
>
-
Tronicki (280 punktów)
Uważam że nie ma miejsca w publicznej służbie zdrowia na okaleczanie pacjentów za pieniądze podatników, dlatego ucinanie rąk, uszu, sterylizacja, eutanazja, aborcja, wycinanie oka, operacje plastyczne i inne zabiegi które nie służą ratowaniu ludzkiego życia nie mają jakichkolwiek podstaw do tego aby spełniać owe "zachcianki"
Ale załóżmy że żyjemy w wolnym kraju gdzie to ludzie wybierają sobie lekarza i gdzie to my decydujemy na co wydawać nasze pieniądze. Czy jedna osoba z druga nie może podpisać umowy w której jedna strona prosi o usunięcie dwóch palców z każdej ręki i pozbawienia siebie możliwości płodnych ?
Jedyny problem jaki widzę to możliwość fałszowania zgody na takie zabiegi, bo jak ktoś chce z siebie zorbić kaleke i mu z tym dobrze to co mi do tego ?
03-09-2009 08:50 
 Ocena 1 na 1
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Uważam że nie ma miejsca w publicznej służbie zdrowia na okaleczanie pacjentów za pieniądze podatników, dlatego ucinanie rąk, uszu, sterylizacja, eutanazja, aborcja, wycinanie oka, operacje plastyczne i inne zabiegi które nie służą ratowaniu ludzkiego życia nie mają jakichkolwiek podstaw do tego aby spełniać owe "zachcianki".

Ale problemem nie jest to, żeby ktoś chciał dokonywać tego typu zabiegów na koszt podatnika ale to, że nawet człowiek, który chciałby za nie zapłacić z własnej kieszeni nie może ich przeprowadzić, bo są one "niezgodne z prawem naturalnym", "niemiłe bogu", "chore i nienormalne" i dlatego prawnie zakazane. Jedynym "wytłumaczeniem" zakazu sterylizacji na życzenie czy innych wymienionych przez Ciebie zabiegów jest ideologia a nie logiczne argumenty.
lontri (16088 punktów)

Jedź do Meksyku, dogadaj się z mafią, wyłóż 20-50 tys. dolarów a przekonasz się, że nie ma rzeczy niemożliwych.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
03-09-2009 21:31 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Jedź do Meksyku, dogadaj się z mafią, wyłóż 20-50 tys. dolarów a przekonasz się, że nie ma rzeczy niemożliwych.
   To nasi już i w Meksyku działają?
Tronicki (280 punktów)
Liczy się ale nie może spełniać swych zachcianek za cudzą prace, dlatego niech sam popracuje, może wtedy zastanowi sie 100 razy nim postanowi sie pozbawić kończyny lub innej części ciała. Nie można nie szanować pracy innych ludzi i ich pieniędzy, dlatego że ma się jakieś zachcianki. Ja chciałbym mieć fajne drogie auto, wtedy czułbym sie lepiej, czemu nie mogę się domagać od państwa aby zabrało innym pieniądze i dało mi na auto ? Łatwo gadać o czymś, ale gdy przychodzi do płacenia za to, to już sie okazuje że nie każdy chce wyłożyć na to siano.
03-09-2009 20:34 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

A postawmy sprawę tak:

Wiemy, że ktoś desperacko pragnie obciąć sobie nogę. I zamierz to zrobić na strychu za pomocą samodzielnie zmajstrowanego urządzenia albo kładąc się na torowisku kolejowym.
Ludzie robią takie rzeczy. Takie przypadki są znane.
Niejaki Orygenes dokonał np. samokastracji.
Czy nie lepiej, żeby ten zabieg odbył się w higienicznych warunkach i bezpiecznych dla życia pacjenta? Czy to nie byłby akt miłosierdzia?
Takie monomanie i tak są trudne do leczenia psychiatrycznego. A skoro takie osoby i tak są zaklasyfikowane jako niepełnosprawne z powodu zaburzeń psychicznych to na jedno wychodzi...

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
03-09-2009 21:36 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Czy nie lepiej, żeby ten zabieg odbył się w higienicznych warunkach i bezpiecznych dla życia pacjenta? Czy to nie byłby akt miłosierdzia?
   Mieszanie geszeftu z miłosierdziem jest niekorzystne dla obu*.

*- nie dotyczy wiary.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
Ciekawe czy zaburzenie (zwane apotemnofilią) istniało już w czasach, gdy o bezpiecznej interwencji chirurgicznej nie mogło być mowy. A także - czy objawi się kiedyś chorobliwe pragnienie doszczepienia sobie jakiej dodatkowej kończyny, trzeciej ręki albo dodatkowej pary nóg.

Ponieważ nie można tego wykluczyć, proponuję i tę sytuację uwzględnić przy formułowaniu zasady określającej stosunek medycyny do takich zabiegów. Wstępnie mam takie przemyślenie, że gdy medycyna służy innym celom niż zdrowie, zbacza na manowce.


Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
03-09-2009 05:21 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Wstępnie mam takie przemyślenie, że gdy medycyna służy innym celom niż zdrowie, zbacza na manowce.
   Jeszcze tylko ustalić: zdrowie psychiczne ważniejsze, czy fizyczne.
   Jak przy apotemnofilii .
   No i, czy to lekarz wie lepiej, jak się czuje pacjent...
03-09-2009 05:53 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

> ... No i, czy to lekarz wie lepiej, jak się czuje pacjent...

... oraz, czy to pacjent wie lepiej, co ma robić lekarz

.
03-09-2009 06:13 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>> ... No i, czy to lekarz wie lepiej, jak się czuje pacjent...
>... oraz, czy to pacjent wie lepiej, co ma robić lekarz.
   Przy perspektywicznej wizji Osnowy, lekarza jako stricte usługodawcy w pierwszej części posta - pacjent nasz pan.
03-09-2009 08:39 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

>Przy perspektywicznej wizji Osnowy, lekarza jako stricte usługodawcy w pierwszej >części posta - >pacjent nasz pan.

Wizja Osnowy dotyczy, być może, również dbania o zdrowie samej medycyny - jeśli bowiem lekarze świadczyliby tylko usługi dla ciała, to trudno byłoby jednocześnie oczekiwać od nich przestrzegania jakichkolwiek zasad (w szczególności pacjent A mógłby otrzymać lub utracić nieoczekiwaną liczbę członków a pacjent B oczekiwaną)

.
03-09-2009 19:52 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>Wizja Osnowy dotyczy, być może, również dbania o zdrowie samej medycyny...
   Myślę, że nie ma czegoś takiego, jak "zdrowie medycyny", a sam pogląd na medycynę, jako dziedzinę życia szczególną(?), by nie powiedzieć, tajemną trochę, powoduje implikacje w rodzaju takich właśnie dyskusji.
   Czy ktoś dywaguje w aurze tajemniczych niedomówień podszytych nabożną czcią, nad zdrowiem fryzjerstwa polskiego, wędliniarstwa, mojego ukochanego dekarstwa-blacharstwa czy, za przeproszeniem, kosmetologii?
   Powinny to być usługi jak każde inne i jak w każdych powinny obowiązywać jasne zasady, choć specyficzne dla branży.

>... jeśli bowiem lekarze świadczyliby tylko usługi dla ciała, to trudno byłoby jednocześnie oczekiwać od nich przestrzegania jakichkolwiek zasad (w szczególności pacjent A mógłby otrzymać lub utracić nieoczekiwaną liczbę członków a pacjent B oczekiwaną)
   Takie rozumowanie wynika z powszechnej fetyszyzacji zawodu i pozycji lekarza-szamana w społeczeństwie, podsycanej zwiększającą się fobią ludzi na punkcie swojego ciała - jeśli lekarz będzie traktowany jak usługodawca, a nie jak magik-cudotwórca, który może zrobić z nami co mu się podoba, to i konsekwencją będzie normalna odpowiedzialność zawodowa, regulowana zwyczajnie rynkiem.

   Lekarz od obcinania czy przysparzania (hihi) członków, jest po prostu fachowcem jak murarz, który tym się różni od tynkarza, czym chirurg od chirurga plastykowe... ups, plastycznego.

P.S. Kiedyś odbierałem ze szpitala osobę o kulach, po dość ciężkiej operacji i czekaliśmy na korytarzu na świstek zwany wypisem...
   Czekaliśmy na stojąco, bo wszystkie dwa fotele były już zajęte przez bardziej zbolałych.

   Napiszę tak: po półtoragodzinnej stójce wpadłem do gabinetu, w którym Pan Doktór leniwie popijał kawę oglądając TV, powiedziałem mu tonem ogólnie uznawanym za gromki, co myślę o nim, jego zawodzie, etyce, jego firmie, zachowaniu i paru innych szczegółach, w tym sugestii, jakich czworonogów leczeniem ma się kategorycznie nie zajmować.
   Wspomnę tylko, że kilka ciepłych słów zahaczało o jego krewnych w linii prostej, ale tylko z racji swej wieloznaczności w nomenklaturze kolokwialnej.

   Lekarz, wyraźnie zaskoczony moim niespotykanie niestandardowym zachowaniem, więc i do zebrania myśli niezdolny, przeprosił i podał mi już dawno wypisany świstek.

   Najciekawszą i symptomatyczną była reakcja osoby zainteresowanej, tej o kulach: mogłam przecież jeszcze trochę poczekać - jeszcze mnie zapamiętają i w razie następnej wizyty...

   To szczególnie dedykuję w odpowiedzi na Twoje: "... pacjent A mógłby otrzymać lub utracić..."
.
03-09-2009 23:32 
 Ocena 3 na 3
lontri (16088 punktów)

A ty mogłeś po prostu wejść i zapytać spokojnie, jak człowiek człowieka, czy świstek jest już gotowy. Lekarz też człowiek.
Najgorsi są sfrustrowani pacjenci, którzy myślą, że cały świat się wokół nich kręci, wszyscy chcą ich upokorzyć, zniszczyć i wykorzystać. Stać półtorej godziny i gotować w sobie żółć z powodu świstka, który spokojnie sobie leżał i czekał aż się ktoś po niego pofatyguje. To było racjonalne?



Czasami odgrywamy w życiu role, które sami sobie wymyśliliśmy. Niektórzy wchodzą na przykład w rolę umęczonego pacjenta. Skoro im z tym dobrze, dlaczego winić lekarza?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 01:22 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>A ty mogłeś po prostu wejść i zapytać spokojnie, jak człowiek człowieka, czy świstek jest już gotowy.
Pewnie że powinien, idiota tylko czeka jak mu powiedzą żeby zaczekał, normalny człowiek co dwie minuty włazi pyta czy już.

>Najgorsi są sfrustrowani pacjenci, którzy myślą, że cały świat się wokół nich kręci, wszyscy chcą ich upokorzyć, zniszczyć i wykorzystać. Stać półtorej godziny i gotować w sobie żółć z powodu świstka, który spokojnie sobie leżał i czekał aż się ktoś po niego pofatyguje.
Bo wszyscy pacjenci to frustraci i egocentrycy. Nawet im się pofatygować dwa kroki do gabinetu nie chce, po co, wolą sobie postać półtorej godziny. A potem z ryjem wyjeżdżają na człowieka umęczonego tym czekaniem w fotelu i piciem kawy przez półtorej godziny.

>Niektórzy wchodzą na przykład w rolę umęczonego pacjenta.
Właśnie. Zamiast normalnie się wpychać przecież i tak wiadomo, że jedno bydło... Nie, przesadziłem, są przecież wyjątki. Swoi.


Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 07:14 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nie, przesadziłem, są przecież wyjątki. Swoi.
   Coś mnie się widzi, że arogancja szamanów zawęża nawet tu spektrum widzenia - osoba która posłużyła za przykład jest ze służby zdrowia, tylko trochę niższa rangą od lekarza.
   Więc bywają też swojsi.
04-09-2009 07:07 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Czasami odgrywamy w życiu role, które sami sobie wymyśliliśmy.
   Oczywiście. Myślę sobie, że nawet częściej, niż czasami.

>Niektórzy wchodzą na przykład w rolę umęczonego pacjenta.
   Rola, jak każda.

>Skoro im z tym dobrze, dlaczego winić lekarza?
   Przecież ja nie lekarza winię...?
   Nie przeczytałeś dokładnie, lub nie zrozumiałeś, lontri.

   Piszę o nimbie szamanowatej wyjątkowości przydawanej lekarzom postawami uległej czołobitności przez takich klientów-pacjentów, jakiej w tym przypadku byłem osobą towarzyszącą.

   Pokazałem tylko temu doktorkowi, że jego demonstracyjna wyższość jest błędnym stereotypem, a stereotypy mogą skutkować spieprzonym dniem, bo nie każdy człowiek widzi w nim czarodzieja, niektórzy widzą zwykłego rzemiochę, a ja nawet powiedziałem mu wprost, że z niego fachowiec, jak z koziej dupy rakietnica, bo zlekceważył podstawową zasadę dotyczącą każdego usługodawcy - szacunek dla klienta.

   Efektem było zachwianie jego pewnością siebie, choć na chwilę legła w gruzach jego buta w manifestowaniu wyższości z racji...
   No właśnie, z jakiej racji?

P.S. Na resztę bardzo ładnie odpowiedział Ci Osnowa.

   Miłego dnia.
.
lontri (16088 punktów)

Mam nadzieję, że doktorek także rozumiał to zgodnie z twoimi intencjami.
Bo jeśli nie, to po prostu nieźle sobie po nim pojechałeś.
Po prostu kolejny rudny przypadek...

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 08:41 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Mam nadzieję, że doktorek także rozumiał to zgodnie z twoimi intencjami.
   Nawet jeśli zrozumiał, to był to produkt uboczny - cel, czyli poprawę swojego samopoczucia manifestacją prostolinijnej sprawiedliwości, osiągnąłem.

>Bo jeśli nie, to po prostu nieźle sobie po nim pojechałeś.
   Jasne, wartość sama w sobie.

>Po prostu kolejny rudny przypadek...
   Więcej takiej nudy(?) i lekarze zachwieją się w swoim poczuciu świętej wołowiny.

P.S. Nawiasem, więc poważniej mówiąc, zauważyłem symptomy refleksji na jego zbrużdżonym zaskoczeniem czole.
.
04-09-2009 20:37 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

rudny=trudny


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-09-2009 20:53 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>rudny=trudny
>

   Oczywiście:
    Więcej takiej nudy(?) i lekarze zachwieją się w swoim poczuciu świętej wołowiny = więcej takich trudnych(?) przypadków i lekarze zachwieją się w swoim poczuciu świętej wołowiny.
         
setarkos (10757 punktów)

>To szczególnie dedykuję w odpowiedzi na Twoje: "... pacjent A mógłby otrzymać >lub utracić..."

Chyba się nie zrozumieliśmy. Daleki jestem doprawdy od jakiegokolwiek uświęcania medycyny. Obawiam się tylko czy klient A będzie zadowolony, gdy klient B zapłaci więcej za zabieg sprzeczny z intencjami klienta A. Pełna komercjalizacja medycyny doprowadziłaby do sytuacji, w której przysięga Hipokratesa będzie farsą. Może dzisiejsze czasy wyznaczają taki kierunek, ja tego kierunku nie popieram
04-09-2009 08:13 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Chyba się nie zrozumieliśmy.
   Daleko mi do doskonałości - powiedział Juruś z przymrużeniem oczka.

>Obawiam się tylko czy klient A będzie zadowolony, gdy klient B zapłaci więcej za zabieg sprzeczny z intencjami klienta A.
   Nie wyobrażam sobie Planety pełnej zadowolonych klientów.

>Pełna komercjalizacja medycyny doprowadziłaby do sytuacji, w której przysięga Hipokratesa będzie farsą.
   Nie jestem zbyt przywiązany do żadnych, starożytnych prawd, cywilizacja jest pełna niespodzianek, więc i Hipokratesa trochę weryfikuje, np w tym: Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego.

>Może dzisiejsze czasy wyznaczają taki kierunek, ja tego kierunku nie popieram.
   Ja poprę każdy, ewolucyjny kierunek, który nie będzie kolidował z moją dość pierwotnie-podwórkową moralnością... też zresztą ewoluującą.
03-09-2009 11:09 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   zdrowie psychiczne ważniejsze, czy fizyczne
Na szali mamy morale medycyny przeciwko ciału pacjenta. Jeśli przez niechcianą nogę szlag miałby trafić całą etykę lekarską, to najlepiej zostawić mu ją na miejscu... (czytaj: póki jeszcze medycyna nie zwariowała, psychiczne ważniejsze).

>   czy to lekarz wie lepiej, jak się czuje pacjent
Zależy czy jest do usług, czy władzą, kwestia ceny.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
03-09-2009 20:11 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Na szali mamy morale medycyny przeciwko ciału pacjenta.
   Nie wiem co to jest: "morale medycyny"?

>... (czytaj: póki jeszcze medycyna nie zwariowała, psychiczne ważniejsze).
   Czytam i się zgadzam.

>Zależy czy jest do usług, czy władzą, kwestia ceny.
   Zawsze traktowałem lekarzy, jak usługodawców, więc odpowiedź też już przeczytałeś.
03-09-2009 23:47 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Nie wiem co to jest: "morale medycyny"?
Etyka lekarska w zastosowaniu.

>   Zawsze traktowałem lekarzy, jak usługodawców
Lekarze są władzą, a nie usługodawcami i Twoje ich traktowanie - a ciekawe na czym polegające - tego nie zmieni.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 07:41 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nie wiem co to jest: "morale medycyny"?
>Etyka lekarska w zastosowaniu.
   Mnie wystarcza określenie: etyka zawodowa.

>Lekarze są władzą, a nie usługodawcami i Twoje ich traktowanie - a ciekawe na czym polegające - tego nie zmieni.
   Właśnie na tym polega różnica: dla Ciebie są władzą i tak ich traktujesz nawet (a może przede wszystkim) z ich władzą walcząc, a dla mnie są zwykłymi rzemieślnikami ze wszystkimi konsekwencjami w traktowaniu.

   Piekarz nie jest władzą, bo za chwilkę będzie potrzebował, bym mu dach naprawił.
   Lekarz nie jest władzą, bo za chwilę zgłodnieje, a sam sobie, gamoń, chleba upiec nie potrafi, lub nie chce.

   Ja nie mam potrzeby co chwilkę zakładać wątku o władzy lekarskiej, bo takiej nie widzę, ale zabieram czasem w takich wątkach głos, jako przedstawiciel innej opcji w tej "władzy" postrzeganiu.

   Czyli w podtekście sam odpowiedziałeś na swoje pytanie: władza jest abstraktem, istnieje tylko w umysłach włodarzy i ich władzę w jakiś sposób uznających.
04-09-2009 10:36 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   władza jest abstraktem, istnieje tylko w umysłach włodarzy i ich władzę w jakiś sposób uznających.
Twierdzisz, że wystarczy władzy nie uznawać, by nie istniała? A nie płacisz Ty jakich podatków dla NFZ? A nie masz to obowiązku zgłaszania lekarzom ważnych przypadków z życia osobistego, by mogły za fakty prawne uchodzić? A nie wezmą Cię na przymusowe leczenie, jak zdecyduje tak nie kto inny jak - inkwizytor? Nie, nie inkwizytor - lekarz psychiatra.

Ja sobie uroiłem władzę władzy, uważasz? Czy Ty sobie swoją wolność roisz?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 10:42 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>A nie wezmą Cię na przymusowe leczenie, jak zdecyduje tak nie kto inny jak - inkwizytor? Nie, nie inkwizytor - lekarz psychiatra.
Tylko w przypadku, gdy będziesz niebezpieczny dla otoczenia. Nieagresywne postacie chorób psychicznych nie podpadają pod przymus.
04-09-2009 15:11 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>przymusowe leczenie
>Tylko w przypadku, gdy będziesz niebezpieczny dla otoczenia.
A kto decyduje o tym, kto jest dla otoczenia niebezpieczny?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 12:48 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Twierdzisz, że wystarczy władzy nie uznawać, by nie istniała?
   Oczywiście, że tak, władza jest bytem wymyślonym dla ułatwienia(?) funkcjonowania w określonych warunkach - czy dla Ciebie władza wodza plemienia xxx istnieje realnie? Nie, jest tylko pustym hasłem, jak dla mnie władza lekarzy. Bo ja inaczej funkcjonuję w relacjach z lekarzami i mnie pojęcie ich władzy jest tak potrzebne, jak władzy, za przeproszeniem, boskiej.

   Może niejasno się wyraziłem. Z grubsza chodzi mi o to, że mnie władza dotyczy tylko w stopniu w jakim jest mi do czegoś potrzebna.

>A nie płacisz Ty jakich podatków dla NFZ?
   To dość niedyskretne pytanie, ale, by nie drążyć tematu i jednocześnie odpowiedzieć: nie, leczę się wyłącznie prywatnie, mówi Ci to coś?

>A nie masz to obowiązku zgłaszania lekarzom ważnych przypadków z życia osobistego, by mogły za fakty prawne uchodzić?
   Nie wiem co masz na myśli, ale czym innym jest jakiś wymyślony przez kogoś obowiązek, a czym innym tych wymysłów wypełnianie.

>A nie wezmą Cię na przymusowe leczenie, jak zdecyduje tak nie kto inny jak - inkwizytor?
   Nie planuję takiej "wziątki".

>Ja sobie uroiłem władzę władzy, uważasz? Czy Ty sobie swoją wolność roisz?
   Myślę, że różnica tkwi w postrzeganiu rzeczywistości i koherencji w tych spostrzeżeń stosowaniu.
   Pic w tym, że ja nie neguję wszelkiej władzy, ale mam do każdej stosunek, który dość dokładnie definiuje mój awatar: luuuzik.

   Powtórzę: mnie "władza lekarzy" nie jest do życia potrzebna, tak, jak Tobie, choćby po to, byś mógł z nią walczyć. Dla mnie władza lekarzy jest abstrakcyjnym bytem istniejącym tylko w umyśle tych, którym to do życia potrzebne... jak pan Jehowa w główce Miłującego Władzę.

   Po prostu wychodzę z założenia, że tyle mam w życiu obowiązków, na ile się zgodzę, czyli mam chęć wypełniać.

   Ujmując to jak najkrócej: nie daję nikomu więcej władzy nad sobą, niż minimum, które pozwala mi żyć, jak chcę.
.
04-09-2009 15:25 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   leczę się wyłącznie prywatnie, mówi Ci to coś?
Owszem, że w zasadzie jesteś zdrowy.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 17:10 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Owszem, że w zasadzie jesteś zdrowy.

   Owszem, tylko stawy już zużyte od codziennego przemierzania kilometrów po swoim mizernym pałacyku.
04-09-2009 17:36 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Owszem, tylko stawy już zużyte od codziennego przemierzania kilometrów po swoim mizernym pałacyku.

To w lektyce nie noszą?
04-09-2009 19:05 
 Ocena 7 na 7
Adamiak (36436 punktów)
>>   Owszem, tylko stawy już zużyte od codziennego przemierzania kilometrów po swoim mizernym pałacyku.
>To w lektyce nie noszą?
   Nosili, ale założyli Z.Z. Lektykarzy "Niezdarność" i wywalczyli podagrę (dnę) jako chorobę zawodową.

   Logicznym biegiem rzeczy w ramach walki z dyskryminacją dnaków (hihi) zaczęli włączać po jednym kulawym w skład podwozia i po trzecim wysypaniu mnie z lektyki sam zrezygnowałem z usług.

   Teraz płacę im za brak noszenia, bo zwolnić związkowców nie mogę, ale nazywa się, że lektykę i napęd do niej mam...

   Korzystając z okazji:
OGŁOSZENIE

Sprzedam ostatnią część pałacu na pensje dla niezdar... hm, związkowców.

.
lontri (16088 punktów)

Pomyłkowo dałem minusa. Sorry.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-09-2009 20:55 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Pomyłkowo dałem minusa. Sorry.
To mi doryp drugiego, podobno minus z minusem daje plus, czy jakoś tak...

Sie zobaczy czy faktycznie.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>> Gdzie przebiega granica dopuszczalnej ingerencji w ciało?
>Ciekawe czy zaburzenie (zwane apotemnofilią) istniało już w czasach, gdy o bezpiecznej interwencji chirurgicznej nie mogło być mowy.
Pewnie tak, skoro apotemnofilitycy są skłonni sami odjąć sobie części ciała, byleby tylko zaspokoić swoje pragnienia.

>A także - czy objawi się kiedyś chorobliwe pragnienie doszczepienia sobie jakiej dodatkowej kończyny, trzeciej ręki albo dodatkowej pary nóg.
Moim zdaniem takie pragnienie juz istnieje i istniało od wieków. Czyż jego wyrazem nie jest np. przedstawianie bóstw hinduistycznych jako wielorękich? Przecież bogowie zawsze są najdoskonalsi, a więc posiadane przez nich nadmiarowe kończyny są nieosiągalnym (na razie) ideałem. A np. anielskie skrzydła? Nie chciałbyś mieć takich?

>Ponieważ nie można tego wykluczyć, proponuję i tę sytuację uwzględnić przy formułowaniu zasady określającej stosunek medycyny do takich zabiegów. Wstępnie mam takie przemyślenie, że gdy medycyna służy innym celom niż zdrowie, zbacza na manowce.
To może czeka nas rozdział medycyny na medycynę leczniczą, ratującą zdrowie i życie i medycynę usługową uwzględniającą zachcianki i koncepcje pacjenta?
03-09-2009 09:42 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>są skłonni sami odjąć sobie części ciała, byleby tylko zaspokoić swoje pragnienia.
Ale może to tylko narzędzie szantażu, ostatecznie przecież dobijają się o chirurga.

>takie pragnienie juz istnieje i istniało od wieków [...] anielskie skrzydła? Nie chciałbyś mieć takich?
OK, domagam się takiego przeszczepu - Lekarzu! Dodaj mi skrzydła!

I co, czy teraz wszyscy religianci będą leczeni psychiatrycznie?


Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
03-09-2009 18:48 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>To może czeka nas rozdział medycyny na medycynę leczniczą, ratującą zdrowie i życie i medycynę usługową uwzględniającą zachcianki i koncepcje pacjenta?
A czyż tak już nie jest? Choćby chirurgia plastyczna, aborcja w wielu krajach.
Kończyny zresztą też odcinają na życzenie w Stanach, widziałem na filmie o tym.
Do tego dochodzą różne dziwne modyfikacje ciała, jak na przykład wszczepienie rogów.
Gdzie jest klient, tam się znajdzie podaż.
03-09-2009 19:07 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
>A także - czy objawi się kiedyś chorobliwe pragnienie doszczepienia sobie jakiej dodatkowej kończyny, trzeciej ręki albo dodatkowej pary nóg.
Już dziś są delikwenci folgujący swemu pragnieniu tatuowania się, przyszycia rogów, kocich wąsów czy gadzich łusek z całą resztą. Przyszycie funkcjonującej trzeciej ręki na razie - o ile mi wiadomo - nie jest możliwe.. ale za parę lat, kto wie.

>Ponieważ nie można tego wykluczyć, proponuję i tę sytuację uwzględnić przy formułowaniu zasady określającej stosunek medycyny do takich zabiegów.
Dlaczego medycyna ma formułować zasady określające granice dopuszczalnej ingerencji w ciało? Wydaje mi się, że medycyna raczej powinna wiedzieć jak to zrobić, a nie zastanawiać się czy można. To drugie to robota dla filozofii, choć myślę że to już w części (większości?) zrobiono. Korzysta z niej m.in. chirurgia plastyczna.

>Wstępnie mam takie przemyślenie, że gdy medycyna służy innym celom niż zdrowie, zbacza na manowce.
Chirurgia plastyczna zboczeniem medycyny?
03-09-2009 23:42 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Już dziś są delikwenci folgujący swemu pragnieniu tatuowania się, przyszycia rogów
Tacy byli, są i zapewne zawsze będą.

>Dlaczego medycyna ma formułować zasady określające granice dopuszczalnej ingerencji w ciało? Wydaje mi się, że medycyna raczej powinna wiedzieć jak to zrobić, a nie zastanawiać się czy można.
Lekarze mają formułować, bo sami muszą wiedzieć i rozumieć gdzie i dlaczego tam są granice ich kompetencji. A amatorowi kontrowersyjnego zabiegu będzie obojętne czy rogi przyszyje mu lekarz, czy przyszywacz rogów po kursach przyszywania tychże.

>Chirurgia plastyczna zboczeniem medycyny?
To w ogóle nie jest medycyna, choć wymaga podobnej wiedzy.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 00:19 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
Kiedyś widziałem 'ciekawy' filmik-przerywnik. Narrator, jakoby naukowiec, biadolił strasznie jak to mu ciężko budować sztuczną inteligencję, bo usiłował jednocześnie takową stworzyć, a jednocześnie ostrzegać przed nią i hamować zbudowanie tejże. Ciekawy - bo ciekaw też jestem efektów pracy, w której pan usiłował zrealizować cele, stojące w jawnej sprzeczności... podobnie też ciekaw jestem efektów prac lekarzy w reżymie jaki sugerujesz.

>>Chirurgia plastyczna zboczeniem medycyny?
>To w ogóle nie jest medycyna, choć wymaga podobnej wiedzy.
Powiedz to panu/pani, której po nowotworze czy wypadku trzeba zrekonstruować pół twarzy. Możesz jeszcze wspomnieć o tym kobietom po mastektomii, zwłaszcza obustronnej. Zapewne specjaliści potrafiliby wymienić jeszcze kilka przypadków, gdy ta nie-medycyna ratuje radość życia.
04-09-2009 01:46 
 Ocena 1 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>To w ogóle nie jest medycyna, choć wymaga podobnej wiedzy.
>Powiedz to panu/pani, której po nowotworze czy wypadku trzeba zrekonstruować pół twarzy. Możesz jeszcze wspomnieć o tym kobietom po mastektomii, zwłaszcza obustronnej. Zapewne specjaliści potrafiliby wymienić jeszcze kilka przypadków, gdy ta nie-medycyna ratuje radość życia.
Każda praca służy temu, by innym żyło się radośniej, pod tym względem lekarze nie są wyjątkowi. Zresztą co za różnica dla pacjentki czy rekonstruujący jej biust ma dyplom lekarza chirurga czy chirurga plastycznego?


Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 06:56 
 Ocena 3 na 5
liliac (147340 punktów)
>>>To w ogóle nie jest medycyna, choć wymaga podobnej wiedzy.
>>Powiedz to panu/pani, której po nowotworze czy wypadku trzeba zrekonstruować pół twarzy. Możesz jeszcze wspomnieć o tym kobietom po mastektomii, zwłaszcza obustronnej. Zapewne specjaliści potrafiliby wymienić jeszcze kilka przypadków, gdy ta nie-medycyna ratuje radość życia.
>Każda praca służy temu, by innym żyło się radośniej, pod tym względem lekarze nie są wyjątkowi. Zresztą co za różnica dla pacjentki czy rekonstruujący jej biust ma dyplom lekarza chirurga czy chirurga plastycznego?
>
Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.


Zasadnicza.
Każdy chirurg plastyczny ma dyplom chirurga. Niektórzy chirurdzy mają ponadto dyplom chirurga plastycznego dokumentujący fakt, że poświęcili dodatkowych kilka lat na zgłębianie tej dziedziny wiedzy i mają w niej odpowiednio większe doświadczenie.
Wolałabym, żeby mi rekonstruował twarz twarz albo biust ktoś, kto się na tym zna i miał okazję wykonać już wiele takich zabiegów.
04-09-2009 08:23 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Wolałabym, żeby mi rekonstruował twarz twarz albo biust ktoś, kto się na tym zna i miał okazję wykonać już wiele takich zabiegów.
   Jasne, a na kim proponujesz wykonanie pierwszego?

   Miłego dnia.
04-09-2009 09:35 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Wolałabym, żeby mi rekonstruował twarz twarz albo biust ktoś, kto się na tym zna i miał okazję wykonać już wiele takich zabiegów.
>   Jasne, a na kim proponujesz wykonanie pierwszego?
Nie bój się, twarz twarz próbują rekonstruować na Chinkach.

Ale może się zgłosimy na ochotnika, bo to niepowtarzalna okazja wejść bez kolejki i to nawet przed lekarzem!

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 10:25 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Ale może się zgłosimy na ochotnika...
   To zupełnie przyzwoita propozycja - lekarz w ramach praktycznej nauki zawodu płaci ochotnikom, by zdobywać doświadczenie w zawodzie, coś w rodzaju specyficznego terminowania.
04-09-2009 15:00 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   To zupełnie przyzwoita propozycja - lekarz w ramach praktycznej nauki zawodu płaci ochotnikom, by zdobywać doświadczenie w zawodzie
Myślisz o Dobrej Praktyce Lekarskiej?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 16:41 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Myślisz o Dobrej Praktyce Lekarskiej?
   Nie, miałem na myśli ochotników świadomych i poinformowanych o ew. zagrożeniach, coś jak dawcy nerek w świetle Ustawy Transplantacyjnej Art. 12. 1. w punktach 5, 7 i 9.
   Zapłata też powinna być adekwatna do ryzyka i ustalana już po wypełnieniu powyższych warunków.

   Jeśli można legalnie sprzedać nerkę lub kawałek wątroby, to nie widzę przeszkód w sprzedaży np piersi, albo jeśli już utracić twarz, to za pieniądze i w trakcie ćwiczeń adeptów sztuki chirurgicznej.
liliac (147340 punktów)
A za co minus, Osnowo?
Chyba, że chodzi o nawrót twojej fobii medycznej po prostu?
04-09-2009 15:06 
 Ocena 1 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>A za co minus, Osnowo?
Za olanie § 14. 3. Regulaminu Forum, co uniemożliwiło mi bezpośrednie udzielenie odpowiedzi. Ale spoko, odpowiedź gdzieś tam w wątku jest.

>Chyba, że chodzi o nawrót twojej fobii medycznej po prostu?
O, medicofobia - czym prędzej trzeba ustanowić taką jednostkę chorobową. Takich jak ja trzeba leczyć!

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 15:11 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>A za co minus, Osnowo?
>Za olanie § 14. 3. Regulaminu Forum, co uniemożliwiło mi bezpośrednie udzielenie odpowiedzi. Ale spoko, odpowiedź gdzieś tam w wątku jest.

No tak... Bo w końcu nie kwestiami merytorycznymi tu się zajmujemy...
Adamiak (36436 punktów)
>>A za co minus, Osnowo?
>Za olanie § 14. 3. Regulaminu Forum...
   Za to plus, doceniam konsekwencję.

>
Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

   A na co zasługuje powyższe, w kontekście?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)
>>
Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

>   A na co zasługuje powyższe, w kontekście?
Na dwa plusy? Zredukowane do minusa?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 12:49 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>>Wolałabym, żeby mi rekonstruował twarz twarz albo biust ktoś, kto się na tym zna i miał okazję wykonać już wiele takich zabiegów.
>   Jasne, a na kim proponujesz wykonanie pierwszego?
>   Miłego dnia.
>

Zawsze ktoś musi być pierwszy, jakkolwiek pierwej specjalizujący się uczestniczy w wielu zabiegach jako obserwator tudzież asysta, później także wykonuje je pod nadzorem starszej kadry.
04-09-2009 17:31 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>>Wolałabym, żeby mi rekonstruował twarz twarz albo biust ktoś, kto się na tym zna i miał okazję wykonać już wiele takich zabiegów.
>   Jasne, a na kim proponujesz wykonanie pierwszego?

Na szczurze, to oczywiste.
04-09-2009 18:19 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>>   Jasne, a na kim proponujesz wykonanie pierwszego?
>Na szczurze, to oczywiste.
   Też jasne, a szczur po zabiegu wygląda tak:


         ...
04-09-2009 07:18 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Każda praca służy temu, by innym żyło się radośniej, pod tym względem lekarze nie są wyjątkowi.
   Już od dawna mówię, że każdy żywi się czyimś pragnieniem szczęścia.

>Zresztą co za różnica dla pacjentki czy rekonstruujący jej biust ma dyplom lekarza chirurga czy chirurga plastycznego?
   W cenie?
04-09-2009 10:25 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>co za różnica dla pacjentki czy rekonstruujący jej biust ma dyplom lekarza chirurga czy chirurga plastycznego?
>   W cenie?
W jakości.

Chodzi o umiejętności operatora, wiadomo, że najpierw trzeba być chirurgiem w ogóle. Ale chirurg niemedyczny, tu - plastyczny, przede wszystkim działałby poza rygorami etyki lekarskiej, odpowiedzialność wobec klienta określałby mu tylko kodeks cywilny.

Tatuaże i dziurki do wsadzania kolczyków zawsze robili niechirurdzy, ludzie po jakichś kursach chyba, i co, robi to komu różnicę, że nie chirurg? No - w cenie. Ale in plus.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 11:16 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Chodzi o umiejętności operatora, wiadomo, że najpierw trzeba być chirurgiem w ogóle.
   Jak z tynkarzem - trzeba być najpierw murarzem w ogóle, a najzdolniejsi robią sztukaterie.

>... odpowiedzialność wobec klienta określałby mu tylko kodeks cywilny.
   A teraz grozi mu jeszcze pogrożenie paluszkiem?
   Mię strasznie rozśmieszyłeś ze śmiechu, Osnowo. ...

>Tatuaże i dziurki do wsadzania kolczyków zawsze robili niechirurdzy, ludzie po jakichś kursach chyba, i co, robi to komu różnicę, że nie chirurg? No - w cenie. Ale in plus.
   A napisałem coś innego?
04-09-2009 15:16 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   najzdolniejsi robią sztukaterie.
No i wreszcie się pochwaliłeś, że mieszkasz w pałacu. Jak na władzę władzy przystało.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
04-09-2009 16:50 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>No i wreszcie się pochwaliłeś, że mieszkasz w pałacu. Jak na władzę władzy przystało.
   Eeee tam, taki to i pałac - zaproszę ze sześćdziesięciu najbliższych znajomych na skromny podwieczorek i już bywa, że dla ich kierowców nie starcza krzeseł - ciasnota i tyle.
finerbijk (17282 punktów)
Jak chcą sobie odcinać, albo coś wycinać, to proszę bardzo. Oczywiście wyłącznie za swoje i potem żadnych świadczeń.
Najlepiej od razu łby.
W tym celu mogą pojechać do krajów arabskich, podrywać kobiety na ulicy i będą mieli ucięte gratis. Jak nie głowy, to przynajmniej mniej szlachetne, ale dla niektórych cenne organa.
Psyk (14071 punktów)
>W ostatnich dniach przez media przetoczyła się dyskusja na temat sterylizacji nieświadomej niczego
>kobiety.

Brawa za przypomnienie, że art. 156 dotyczy okaleczenia/skatowania.

Art. 156 "Kto pozbawia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia albo powoduje inne ciężkie kalectwo, ciężką chorobę nieuleczalną lub długotrwałą, chorobę zazwyczaj zagrażającą życiu, trwałą chorobę, trwałą całkowitą lub znaczną niezdolność do pracy w zawodzie albo trwałe poważne zeszpecenie ciała, podlega karze więzienia od roku do lat 10. "

Zatem wasektomia (ubezpłodnienie mężczyzny) lub zamknięcie jajowodów pod to nie podlega. Są to legalne metody kontroli urodzin w wielu krajach. Nie należy domniemywać i przypisywać prawu znaczenia, które z niego jasno nie wynika. Właśnie w ten pokrętny sposób TK uznał aborcję za niezgodną z zasadą... równości wobec prawa. Wygląda na to, że cała burza o Wioletę Woźną jest tylko w szklance wody a prawo tego nie zabrania.

Prokuratura rozważa także art. 192:
Art. 192. § 1. Kto wykonuje zabieg leczniczy bez zgody pacjenta, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Tylko, że wtedy prokuratura nie ma nic do roboty póki nie wpłynie zawiadomienie.
05-09-2009 14:48 
 Ocena 1 na 1
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>W ostatnich dniach przez media przetoczyła się dyskusja na temat sterylizacji nieświadomej niczego
>>kobiety.
>Brawa za przypomnienie, że art. 156 dotyczy okaleczenia/skatowania.
>Art. 156 "Kto pozbawia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia albo powoduje inne ciężkie kalectwo, ciężką chorobę nieuleczalną lub długotrwałą, chorobę zazwyczaj zagrażającą życiu, trwałą chorobę, trwałą całkowitą lub znaczną niezdolność do pracy w zawodzie albo trwałe poważne zeszpecenie ciała, podlega karze więzienia od roku do lat 10. "
>Zatem wasektomia (ubezpłodnienie mężczyzny) lub zamknięcie jajowodów pod to nie podlega. Są to legalne metody kontroli urodzin w wielu krajach. Nie należy domniemywać i przypisywać prawu znaczenia, które z niego jasno nie wynika. Właśnie w ten pokrętny sposób TK uznał aborcję za niezgodną z zasadą... równości wobec prawa. Wygląda na to, że cała burza o Wioletę Woźną jest tylko w szklance wody a prawo tego nie zabrania.
>
Prokuratura rozważa także art. 192:
>Art. 192. § 1. Kto wykonuje zabieg leczniczy bez zgody pacjenta, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
>§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.
>Tylko, że wtedy prokuratura nie ma nic do roboty póki nie wpłynie zawiadomienie.

Ale w Polsce w 2009 roku sterylizacja jest zakazana właśnie z artykułu 156kk. Bo powoduje "pozbawienie zdolności płodzenia". I jest ścigana z urzędu.
Na szczęście w Polsce prawo zabrania sterylizacji kobiet jak suki.
A co do wielu krajów w Europie to nawet w Szwecji już tego nie wolno.
05-09-2009 15:16 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Ale w Polsce w 2009 roku sterylizacja jest zakazana właśnie z artykułu 156kk. Bo powoduje "pozbawienie zdolności płodzenia". I jest ścigana z urzędu.
To nie całkiem tak. Sterylizacja na żądanie nie jest zabroniona. Jak już pisałam pozbawić płodności może nie tylko lekarz i wtedy jest art 156.
Sterylizacja medyczna bez zgody pacjenta jest zakazana przez prawo międzynarodowe i nasz artykuł 192.
Natomiast sterylizacja na życzenie pacjenta nie jest zabroniona. Co nie jest zabronione jest dozwolone. Lekarze odmawiając zasłaniają się klauzulą sumienia a nie kodeksem karnym.
Tak jak operacje plastyczne nie są zakazane ale też nie są żadnym przepisem dozwolone.
Sterylizacja na żądanie jest zakazana w kościele katolickim a nie w naszym prawie.
Prokurator, który wniesie oskarżenie z tytułu art 156 w sprawie sterylizacji na życzenie po prostu się ośmieszy.
Natomiast w przypadku art. 192 jest to przestępstwo ścigane we wszystkich cywilizowanych krajach z urzędu. Jest to duży kaliber i sprawa taka jest komentowana na całym świecie. Występowanie takich przypadków w opinii międzynarodowej bardzo źle świadczy o państwie w którym taki przypadek ma miejsce.
Pomieszanie praw kościelnych z prawami państwowymi świadczy po prostu o państwie fundamentalistycznym.
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Ale w Polsce w 2009 roku sterylizacja jest zakazana właśnie z artykułu 156kk. Bo powoduje "pozbawienie zdolności płodzenia". I jest ścigana z urzędu.
>To nie całkiem tak. Sterylizacja na żądanie nie jest zabroniona. Jak już pisałam pozbawić płodności może nie tylko lekarz i wtedy jest art 156.
>Sterylizacja medyczna bez zgody pacjenta jest zakazana przez prawo międzynarodowe i nasz artykuł 192.
>Natomiast sterylizacja na życzenie pacjenta nie jest zabroniona. Co nie jest zabronione jest dozwolone. Lekarze odmawiając zasłaniają się klauzulą sumienia a nie kodeksem karnym.
>Tak jak operacje plastyczne nie są zakazane ale też nie są żadnym przepisem dozwolone.
>Sterylizacja na żądanie jest zakazana w kościele katolickim a nie w naszym prawie.
>Prokurator, który wniesie oskarżenie z tytułu art 156 w sprawie sterylizacji na życzenie po prostu się ośmieszy.
>Natomiast w przypadku art. 192 jest to przestępstwo ścigane we wszystkich cywilizowanych krajach z urzędu. Jest to duży kaliber i sprawa taka jest komentowana na całym świecie. Występowanie takich przypadków w opinii międzynarodowej bardzo źle świadczy o państwie w którym taki przypadek ma miejsce.
>Pomieszanie praw kościelnych z prawami państwowymi świadczy po prostu o państwie fundamentalistycznym.
Sterylizacja na żądanie jest tak samo dopuszczalna jak inne rzeczy "na żądanie" opisane w art. 156 kk.
05-09-2009 15:22 
 Ocena 2 na 2
Psyk (14071 punktów)

>Ale w Polsce w 2009 roku sterylizacja jest zakazana właśnie z artykułu 156kk. Bo powoduje "pozbawienie zdolności płodzenia". I jest ścigana z urzędu.
>Na szczęście w Polsce prawo zabrania sterylizacji kobiet jak suki.
>A co do wielu krajów w Europie to nawet w Szwecji już tego nie wolno.

Nawet nie próbowałeś się odnieść do mojego spostrzeżenia. Art. 156 kk dotyczy skatowania człowieka. Np. skopania jąder. Więc sterylizacja pod to nie podlega. I prawo tego nie zabrania - jest pustka prawna. Powinno to być uregulowane ustawowo żeby nie było wątpliwości. Co do krajów:

Czechy

Dostępna na życzenie, pod pewnymi warunkami , uregulowanymi przez Ministerstwo Zdrowia. Musi być przeprowadzona w instytucjach służby zdrowia, na prośbę zainteresowanej osoby, po udzieleniu jej pełnej informacji i uzyskaniu przez nią zgody. (tzw. poinformowana zgoda)

Belgia

Sterylizacja jest dostępna i legalna.

Wielka Brytania

Nie ma szczegółowego prawa, które regulowałoby tę kwestię.

Zabiegowi można poddać się z przyczyn osobistych, społecznych i medycznych. Wymaga "poinformowanej zgody" zainteresowanego, po dostarczeniu mu wszelkich niezbędnych informacji o procedurach i konsekwencjach.

Mołdawia

Sterylizacja jest uregulowana prawnie przez ustawę o ochronie zdrowia. Mówi ona, że dobrowolna sterylizacja chirurgiczna może być przeprowadzona na życzenie zainteresowanej osoby lub na podstawie jej pisemnej zgody jedynie w publicznej służbie zdrowia.

Norwegia

W Norwegii sterylizacja jest legalna i łatwo dostępna zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Usługa ta realizowana jest przez szpitale państwowe, odpłatnie. W chwili obecnej w Norwegii trwa dyskusja, czy usługa ta powinna być odpłatna, czy świadczona bezpłatnie. Z powodu różnicy w podejmowanych procedurach medycznych, większe koszty finansowe ponoszą kobiety.

Turcja

Sterylizacja jest legalna w Turcji od 1983 r., a także łatwo dostępna dla kobiet i mężczyzn w państwowych szpitalach. Nie może zostać przeprowadzona bez zgody zainteresowanej osoby.

www.federa.org.pl/?page=article&catid=820&lang=1

Tak więc lekarze mogą ewentualnie zostać oskarżeni z art. 192kk - i bronić się art. 26 o stanie wyższej konieczności.
05-09-2009 15:30 
 Ocena 1 na 1
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Ale w Polsce w 2009 roku sterylizacja jest zakazana właśnie z artykułu 156kk. Bo powoduje "pozbawienie zdolności płodzenia". I jest ścigana z urzędu.
>>Na szczęście w Polsce prawo zabrania sterylizacji kobiet jak suki.
>>A co do wielu krajów w Europie to nawet w Szwecji już tego nie wolno.
>Nawet nie próbowałeś się odnieść do mojego spostrzeżenia. Art. 156 kk dotyczy skatowania człowieka. Np. skopania jąder. Więc sterylizacja pod to nie podlega. I prawo tego nie zabrania - jest pustka prawna. Powinno to być uregulowane ustawowo żeby nie było wątpliwości. Co do krajów:
Bo ty się nie odnosisz do sytuacji w Polsce. Tylko piszesz o swoich wyobrażeniach.
Wskaż klinikę, która w Polsce podwiąże mi nasieniowody.
__
A co tojego spostrzeżenia nie odnoszę się, bo art. 156 mówi o pozbawieniu kogoś zdolności płodzenia. Nic o skopaniu kogokolwiek czy jakichś innych okolicznościach.
lontri (16088 punktów)

>A co tojego spostrzeżenia nie odnoszę się, bo art. 156 mówi o pozbawieniu kogoś zdolności płodzenia. Nic o skopaniu kogokolwiek czy jakichś innych okolicznościach.

Prawo prawem, a życie życiem. Przepisy pozostawiają pole do interpretacji sądom.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-09-2009 15:49 
 Ocena 1 na 1
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>A co tojego spostrzeżenia nie odnoszę się, bo art. 156 mówi o pozbawieniu kogoś zdolności płodzenia. Nic o skopaniu kogokolwiek czy jakichś innych okolicznościach.
>Prawo prawem, a życie życiem. Przepisy pozostawiają pole do interpretacji sądom.
Sądy nie mają wiele do interpretacji. Zwłaszcza jak pacjent współpracuje z prokuratorem.
Życie znajduje tę furtkę, że w razie potrzeby lekarz załatwia zabieg "po cichu" i wpisuje do karty różne legendy. I nie ma sprawy tak długo, jak długo pacjent jest świadomy i zdecydowany.
05-09-2009 16:01 
 Ocena 1 na 1
Psyk (14071 punktów)

>Bo ty się nie odnosisz do sytuacji w Polsce. Tylko piszesz o swoich wyobrażeniach.
>Wskaż klinikę, która w Polsce podwiąże mi nasieniowody.
>__
>A co tojego spostrzeżenia nie odnoszę się, bo art. 156 mówi o pozbawieniu kogoś zdolności płodzenia. Nic o skopaniu kogokolwiek czy jakichś innych okolicznościach.

Poziomczyński, jesteś jednym z tych ciężkich przypadków, które nie rozumieją co się do nich pisze. W dodatku czytać ze zrozumieniem nie potrafisz. A wasektomii w Polsce dokonuje Dr Eugeniusz Siwik z Warszawy.
www.wazektomia.com/kontakt.htm
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Bo ty się nie odnosisz do sytuacji w Polsce. Tylko piszesz o swoich wyobrażeniach.
>>Wskaż klinikę, która w Polsce podwiąże mi nasieniowody.
>>__
>>A co tojego spostrzeżenia nie odnoszę się, bo art. 156 mówi o pozbawieniu kogoś zdolności płodzenia. Nic o skopaniu kogokolwiek czy jakichś innych okolicznościach.
>Poziomczyński, jesteś jednym z tych ciężkich przypadków, które nie rozumieją co się do nich pisze. W dodatku czytać ze zrozumieniem nie potrafisz. A wasektomii w Polsce dokonuje Dr Eugeniusz Siwik z Warszawy.
>www.wazektomia.com/kontakt.htm
Być może jestem ciężkim przypadkiem. Dziękuję za fachową diagnozę. Przyślij skan dyplomu i rachunek mailem.

wiadomosci(*)czyzn_w_Polsce_nielegalna.html
Cytat:

- Sterylizacja na życzenie jest w kodeksie karnym wyraźnie zabroniona - tłumaczy karnista, profesor prof. Teresa Gardocka. Nikt nie powie, że sterylizacja nie jest pozbawieniem zdolności płodzenia, dlatego z dzisiejszego stanu prawnego wynika, że nie ma zgody na taki zabieg na żądanie.


Na szczęście ty Psyku wiesz lepiej.
Psyk (14071 punktów)

>Na szczęście ty Psyku wiesz lepiej.

"Zabieg sterylizacji jest legalny m.in w Norwegii, Danii, Niemczech czy Czechach."

To wspaniale, że znalazłeś dowód na to, że się myliłeś. A jeśli wierzysz prof. Gardockiej to nie zostaje ci nic innego niż donieść na dra Eugeniusza Siwika. Złóż donos - będziesz wielki.
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Na szczęście ty Psyku wiesz lepiej.
>"Zabieg sterylizacji jest legalny m.in w Norwegii, Danii, Niemczech czy Czechach."
>To wspaniale, że znalazłeś dowód na to, że się myliłeś. A jeśli wierzysz prof. Gardockiej to nie zostaje ci nic innego niż donieść na dra Eugeniusza Siwika. Złóż donos - będziesz wielki.
Nie jestem tobą, więc dr Siwek może wykonywać zabiegi w zaciszu swojego gabinetu, ku obopólnemu zadowoleniu swojemu i swoich pacjentów.
Jakoś wierzę bardziej prof. Gardockiej niż tobie. Zwłaszcza, że gdzieś doczytałeś, że pisałem o legalności zabiegów w krajach innych niż Polska. No ale pewnie wiesz lepiej.
Tak jak wiesz lepiej od profesor karnistyki, czy artykuł 156 zabrania sterylizacji czy nie. Ty w ogóle wiesz lepiej, prawda.
Jeżeli chodzi o dra Siwka, to gdybyś miał problem z miesiączką mogę podać ci kilka namiarów na ginekologów rozwiązujących takie problemy. Też pewnie legalnie. Bo się ogłaszają.
Psyk (14071 punktów)

>Nie jestem tobą, więc dr Siwek może wykonywać zabiegi w zaciszu swojego gabinetu, ku obopólnemu zadowoleniu swojemu i swoich pacjentów.

??? gdzie sens, gdzie logika?

>Jakoś wierzę bardziej prof. Gardockiej niż tobie. Zwłaszcza, że gdzieś doczytałeś, że pisałem o legalności zabiegów w krajach innych niż Polska.

Wierzysz prof. Gardockiej dlatego, że przeczytałem to co napisałeś? Czyli gdybym nie przeczytał to wierzyłbyś mi?

>gdybyś miał problem z miesiączką mogę podać ci kilka namiarów na ginekologów

Gdybyś miał problem z ryjem mogę ci podać kilka namiarów na weterynarzy
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Nie jestem tobą, więc dr Siwek może wykonywać zabiegi w zaciszu swojego gabinetu, ku obopólnemu zadowoleniu swojemu i swoich pacjentów.
>??? gdzie sens, gdzie logika?
>>Jakoś wierzę bardziej prof. Gardockiej niż tobie. Zwłaszcza, że gdzieś doczytałeś, że pisałem o legalności zabiegów w krajach innych niż Polska.
>Wierzysz prof. Gardockiej dlatego, że przeczytałem to co napisałeś? Czyli gdybym nie przeczytał to wierzyłbyś mi?
O tu sens i logika. Psykowa.

>>gdybyś miał problem z miesiączką mogę podać ci kilka namiarów na ginekologów
>Gdybyś miał problem z ryjem mogę ci podać kilka namiarów na weterynarzy
A tu poziom publicysty racjonalisty.
(Alicja)Duda (25557 punktów)

>Jakoś wierzę bardziej prof. Gardockiej niż tobie. Zwłaszcza, że gdzieś doczytałeś, że pisałem o legalności zabiegów w krajach innych niż Polska. No ale pewnie wiesz lepiej.
>Tak jak wiesz lepiej od profesor karnistyki, czy artykuł 156 zabrania sterylizacji czy nie. Ty w ogóle wiesz lepiej, prawda.

A ta profesor Gardocka to może z jakiejś katolickiej uczelni. Oni mają inne spojrzenie na prawo. Ja słyszałam rozmowę kilku prawników i twierdzili inaczej.
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>>Jakoś wierzę bardziej prof. Gardockiej niż tobie. Zwłaszcza, że gdzieś doczytałeś, że pisałem o legalności zabiegów w krajach innych niż Polska. No ale pewnie wiesz lepiej.
>>Tak jak wiesz lepiej od profesor karnistyki, czy artykuł 156 zabrania sterylizacji czy nie. Ty w ogóle wiesz lepiej, prawda.
>A ta profesor Gardocka to może z jakiejś katolickiej uczelni. Oni mają inne spojrzenie na prawo. Ja słyszałam rozmowę kilku prawników i twierdzili inaczej.
Chyba nie: Teresa Gardocka
__
Interesowałem się kiedyś problemem. Było to co prawda kilka lat temu, ale od tego czasu nic się w prawie w tej kwestii nie zmieniło, dlatego myślę, że jest jak mówi pani Gardocka.
Zabiegi (przy czym mam na myśli zabiegi na życzenie pacjenta) wykonywało się w szpitalach wpisując albo do karty inny zabieg, albo stwierdzając wskazania medyczne do zabiegu. Jak długo pacjent jest świadomy i zdecydowany tak długo nikt się nie wtrącał. Czytałem wypowiedzi ludzi, którzy załatwili sobie taki zabieg. Sprawa była poruszana jakiś czs temu w mediach, ale przycichł i zostało, jak było.
Oczywiście sterylizacja na życzenie świadomego pacjenta to norma w krajach, które pewnie oboje uważamy za cywilizowane. (Robię to zastrzeżenie, bo, niestety, są osoby w Polsce, czasami nawet wpływowe, które nazywają tę cywilizację "cywilizacją śmierci", między innymi przez takie rozwiązania w tej materii.) Zabieg wykonuje się u mężczyzn, bo jest łatwiej niż u kobiet (jajniki są w jamie brzusznej, jądra - w mosznie), mężczyzna deponuje nasienie w banku spermy, bo zabieg jest raczej nieodwracalny (nieodwracalność zabiegu może być przyczyną "rozmyślenia się pacjenta") i wszyscy są zadowoleni.
W Polsce są środowiska promujące wasektomię jako środek antykoncepcyjny i działające na rzecz jej legalizacji. Ale na razie panuje dulszczyzna.
Podobnie jest zresztą z aborcją, którą lekarze wykonują w prywatnych gabinetach i ogłaszają się jako ginekolodzy pełnozakresowi. Wszyscy wiedzą, o co chodzi, ale dopóki nie ma zawiadomienia patrzy się na sprawę przez palce. Tam jest o tyle ciekawiej, że ginekologów pełnozakresowych w państwowym szpitalu gryzie często sumienie.
Sprawę należy uporządkować, zanim kruchta się poczuje mocniej u władzy, bo się panowie doktorzy mogą zdziwić.
__
Rozmawiałem kiedyś z lekarzem zajmującym się leczeniem bezpłodności. Pełen zakres - łącznie z in vitro. Było to w czasach, gdy Banda Radziwiłła po raz pierwszy próbowała zdelegalizować in vitro poprzez wpisanie zakazu do Kodeksu Etyki Lekarskiej. Pan doktor, żyjący z tego miał w nosie obrady kongresu. Nie mam z nim dziś kontaktu, ale ciekawe czy dziś angażuje się bardziej w prace swojego samorządu lekarskiego. Bo sprawa wyeskalowała się aż do Sejmu i chyba zaczęło mu zależeć...
Zostawianie spraw swojemu biegowi może okazać się krótkowzroczne. A zakładanie, że czekają nas nieuchronne zmiany na lepsze (bo Europa, bo świat, po postęp) może okazać się płonne.
05-09-2009 23:14 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Zostawianie spraw swojemu biegowi może okazać się krótkowzroczne. A zakładanie, że czekają nas nieuchronne zmiany na lepsze (bo Europa, bo świat, po postęp) może okazać się płonne.
Pod tym względem to ja już straciłam na normalność nadzieję. Tak będzie się działo tak długo aż naród się nie zbuntuje ale po ostatnim buncie po którym wyszło jak wyszło to chyba dopiero następne pokolenie.
Chyba, że przegną... Tak jak z zaostrzeniem aborcji i kobiety się zbuntowały.
Pożyjemy zobaczymy.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>na ile moje ciało należy do mnie?
Jeżeli apotemnofil ma prawo odrzucić swoją rękę jako zbędną część siebie, to w odpowiedzi społeczeństwo ma prawo za zbędną część siebie uznać tego apotemnofila.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-09-2009 10:42 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Jeżeli apotemnofil ma prawo odrzucić swoją rękę jako zbędną część siebie, to w odpowiedzi społeczeństwo ma prawo za zbędną część siebie uznać tego apotemnofila.

No, nie. W odróżnieniu od apotemnofila, "społeczeństwo" nie ma żadnych praw, bo nie jest osobą prawną w sensie prawa stanowionego, a o rozwiązaniach na tegoż prawa gruncie cały czas rozmawiamy. "Społeczeństwo" w ogóle nie ma żadnych praw, ponieważ ono najzwyczajniej nie istnieje - jest konstruktem myślowym w głowie socjologa służącym mu do wyjaśniania tego, jak ludzie faktycznie się zachowują. ( Inna już sprawa, że "społeczeństwo" łatwo ulega w ludzkich głowach hipostazowaniu a to wyobrażenie służy różnym celom politycznym ).
10-09-2009 12:12 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>W odróżnieniu od apotemnofila, "społeczeństwo" nie ma żadnych praw, bo nie jest osobą prawną w sensie prawa stanowionego, a o rozwiązaniach na tegoż prawa gruncie cały czas rozmawiamy.
Mniejsza o to, bo tu ustalam prawa w oparciu o logikę.

Jeżeli jednostka kieruje się w stosunku do swojego organizmu logiką "co mi się we mnie nie podoba, to mam prawo odrzucić", a ogół ma obowiązek tę logikę jednostki przyjąć, to musi się ów ogół sam tą logiką kierować, a zatem odrzucić tę swoją część, która mu się nie podoba. A nie podoba się apotemnofil, bo stwarza pętlę logiczną tą swoją logiką.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-09-2009 12:27 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Jeżeli jednostka kieruje się w stosunku do swojego organizmu logiką "co mi się we mnie nie podoba, to mam prawo odrzucić",

Każdy się nią kieruje idąc do fryzjera, dentysty, goląc się czy obcinając paznokcie.

>a ogół ma obowiązek tę logikę jednostki przyjąć,

"Ogół" to jeszcze mętniejsza mgławica niż "społeczeństwo"

>to musi się ów ogół sam tą logiką kierować,

Nie, bo jednostka jest konkretnym podmiotem, a "ogół" abstrakcyjnym słowem jedynie.

>a zatem odrzucić tę swoją część, która mu się nie podoba.

O tym, co "ogółowi" się "podoba" w praktyce decydują jego "przedstawiciele", czyli ci, którzy mają nad nim władzę. I jesteśmy w domu , bo...

>nie podoba się apotemnofil, bo stwarza pętlę logiczną tą swoją logiką.

...nie ma żadnej pętli logicznej, a klarowne polityczne przeciwstawienie "kto kogo?".
10-09-2009 17:02 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>"Ogół" to jeszcze mętniejsza mgławica niż "społeczeństwo"
Tak samo mętna. Co nie przeszkadza, by społeczeństwa rozumiane jako "ogół ludzi" (w odróżnieniu od np. "każdy człowiek", "jakaśtam większość" czy "statystyczny obywatel"), wyrażały swoje zdanie przez stanowienie praw.

>O tym, co "ogółowi" się "podoba" w praktyce decydują jego "przedstawiciele", czyli ci, którzy mają nad nim władzę. I jesteśmy w domu , bo...
Uprośćmy, że społeczeństwo ma zdanie (jako wypadkową jednostkowych opinii) i wypowiada je jednym z organów swojej władzy.

>...nie ma żadnej pętli logicznej, a klarowne polityczne przeciwstawienie "kto kogo?".
"Kto kogo?" pyta bukmacher. I nie "filozuje" tylko inkasuje.

Apotemnofilia to dylemat logiczny: jak powinno się postąpić. A nie wiadomo ma jak, skoro jednostka pierwsza posłużyła się logiką odrzucającego społeczeństwa.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-09-2009 20:28 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>"Ogół" to jeszcze mętniejsza mgławica niż "społeczeństwo"
>Tak samo mętna.

Bardziej, przez to, że bardziej ogólna. "Społeczeństwo" zakłada np. jakieś interakcje, funkcje, struktury, hierarchie etc., czyli coś, co można badać. "Ogół" zakłada jedynie masę, w której dane jednostki mogą nawet nie mieć pojęcia, że ktoś je do jakiegoś arbitralnie wyznaczonego "ogółu" (ogółu Polaków, ogółu filatelistów, ogółu pediatrów, ogółu ssaków) był właśnie uprzejmy zaliczyć.

>Co nie przeszkadza, by społeczeństwa rozumiane jako "ogół ludzi"

Cała "ludzkość"?

>(w odróżnieniu od np. "każdy człowiek", "jakaśtam większość" czy "statystyczny obywatel"), wyrażały swoje zdanie przez stanowienie praw.

Aha! Obywatele danego państwa mający pełnię praw publicznych.

>Uprośćmy, że społeczeństwo ma zdanie (jako wypadkową jednostkowych opinii)

A gdzie tam...

> i wypowiada je jednym z organów swojej władzy.

Założenie, że to, co wypowiada organ władzy, ma coś wspólnego ze zdaniem obywateli, jest cokolwiek z sufitu wzięte.

>"Kto kogo?" pyta bukmacher.

Włodzimierz Iljicz był człowiekiem wielu talentów, ale akurat od tej strony go nie znałem...

>I nie "filozuje" tylko inkasuje.

Wypisz, wymaluj - władza!

>Apotemnofilia to dylemat logiczny: jak powinno się postąpić.

Logiczny??? Etyczny raczej.

>A nie wiadomo ma jak, skoro jednostka pierwsza posłużyła się logiką odrzucającego społeczeństwa.

Wyjaśnij proszę, nie bardzo rozumiem.
11-09-2009 13:14 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>"Społeczeństwo" zakłada np. jakieś interakcje, funkcje, struktury, hierarchie etc., czyli coś, co można badać. "Ogół" zakłada jedynie masę...
Chodzi o społeczeństwo, które jest przecież pewnym ogółem ludzi.

>Założenie, że to, co wypowiada organ władzy, ma coś wspólnego ze zdaniem obywateli, jest cokolwiek z sufitu wzięte.
Takie założenie jest ok., bez niego nie możemy obarczać narodów historyczną odpowiedzialnością, np. Niemców za hitleryzm.

>>Apotemnofilia to dylemat logiczny: jak powinno się postąpić.
>Logiczny??? Etyczny raczej.
Jeśli mamy zdefiniowaną teorię, problemem może być tylko praktyka. Tu praktycznie jest posłużyć się logiką i ja właśnie wykazuję, że w tym przypadku ona całkowicie zawodzi i nie ma od tego ucieczki.

>>A nie wiadomo ma jak, skoro jednostka pierwsza posłużyła się logiką odrzucającego społeczeństwa.
>Wyjaśnij proszę, nie bardzo rozumiem.
Najpierw redukcjonizm, społeczeństwo siebie traktuje jak organizm.

Dwuręka społeczność stosuje zasadę odrzucania jednostek nienormalnych - (hospitalizuje je) Ale gdy apotemnofil chce tak samo postąpić w stosunku do swojego ciała i domaga się odrzucenia ręki, powstaje dylemat czy mu zezwolić czy go hospitalizować (odrzucić). Bo każde z tych rozwiązań przeczy logice: w imię czego mieliby go hospitalizować - wszak właśnie stosuje ich zasady, lub jak uzasadnić zgodę na amputację - wszak wskutek niej staje się nienormalny w świecie dwurękich.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-09-2009 11:23 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Chodzi o społeczeństwo, które jest przecież pewnym ogółem ludzi.

Wybacz, ale to, obawiam się, nic nie znaczy. Tak sformułowane oznacza tyle, co "społeczeństwo=gatunek homo sapiens sapiens. Dodam, że są dobre powody, by do ludzkich społeczeństw wliczać także niektóre zwierzęta - pies przewodnik niewidomego jest społecznie istotny funkcjonalnie, ekonomicznie, emocjonalnie etc.

>>Założenie, że to, co wypowiada organ władzy, ma coś wspólnego ze zdaniem obywateli, jest cokolwiek z sufitu wzięte.
>Takie założenie jest ok., bez niego nie możemy obarczać narodów historyczną odpowiedzialnością, np. Niemców za hitleryzm.

A możemy?????

>Jeśli mamy zdefiniowaną teorię, problemem może być tylko praktyka.

Rzecz w tym, że właśnie nie mamy zdefiniowanej teorii.

>Tu praktycznie jest posłużyć się logiką

Nie tylko tu .

> i ja właśnie wykazuję, że w tym przypadku ona całkowicie zawodzi i nie ma od tego ucieczki.

Zupełnie inaczej to widzę.

>Najpierw redukcjonizm, społeczeństwo siebie traktuje jak organizm.

Społeczeństwo siebie nie traktuje nijak, bo społeczeństwa nie ma. Jak organizm może je traktować socjolog poszukujący poręcznej metafory - ale to już zależy od szkoły, do jakiej się on zalicza. Kiedyś bardzo w modzie było porównywanie "społeczeństwa" do maszyny, dzisiaj zaś - do gry.

>Dwuręka społeczność stosuje zasadę odrzucania jednostek nienormalnych - (hospitalizuje je)

Hospitalizację trudno mi uznać za formę odrzucenia.

> Ale gdy apotemnofil chce tak samo postąpić w stosunku do swojego ciała i domaga się odrzucenia ręki, powstaje dylemat czy mu zezwolić czy go hospitalizować (odrzucić).

Powstaje lub nie, w zależności od przyjętych wcześniej założeń na temat relacji między jednostką a władzą. Ogólnie biorąc - cała kwestia dotyczy uprawnień władzy, bo to ona w ostateczności rozstrzyga czy pozwolić apotemnofilowi na amputację, czy też mu tego zabronić pod groźbą sankcji karnych. "Społeczeństwo" nie ma tu nic do rzeczy.

> Bo każde z tych rozwiązań przeczy logice: w imię czego mieliby go hospitalizować

Też się zastanawiam .

>- wszak właśnie stosuje ich zasady,

Nie ma takich zasad, jakie stosowałyby się jednocześnie do jednostki i "społeczeństwa". To drugie często funkcjonuje w naszych głowach jako "bardzo duuuuuuży człowiek", ale to wyłącznie hipostaza oparta na poetyckiej metaforze. Takowe często wiodą na manowce.

> lub jak uzasadnić zgodę na amputację - wszak wskutek niej staje się nienormalny w świecie dwurękich.

O tym, co w danym czasie i miejscu uznawane jest za "normalne" decyduje ostatecznie władza. Problem, który wałkujemy, jawi mi się od początku jako kwestia dystrybucji uprawnień między władzą a jednostką. Jako taki jest on teoretycznie dość prosty, inna sprawa z praktyką - władza dobrowolnie władzy nie zwykła oddawać.
14-09-2009 12:55 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Chodzi o społeczeństwo, które jest przecież pewnym ogółem ludzi.
>Wybacz, ale to, obawiam się, nic nie znaczy. Tak sformułowane oznacza tyle co...
Niesłusznie się obawiasz, nie straci znaczenia też termin "fiolet" od stwierdzenia "fiolet, który jest przecież pewnym kolorem".

>>obarczać narodów historyczną odpowiedzialnością, np. Niemców za hitleryzm.
>A możemy?????
A nie? Czy musimy zatajać fakt, że hitleryzm powstał na gruncie społeczeństwa niemieckiego?

>nie mamy zdefiniowanej teorii.
Społeczeństwa mają.

>Społeczeństwo siebie nie traktuje nijak, bo społeczeństwa nie ma.
Nie ma? A to spójrz na swoją pierwszą odpowiedź, gdzie nawet masz jakieś zdanie na jego temat.

>Hospitalizację trudno mi uznać za formę odrzucenia.
Nieważnie są Twoje trudności, liczą się są fakty.

>Ogólnie biorąc [...] "Społeczeństwo" nie ma tu nic do rzeczy.
Ustaliliśmy jakieś cztery linijki wyżej, że wg Ciebie społeczeństwa nie ma.

>Nie ma takich zasad, jakie stosowałyby się jednocześnie do jednostki i "społeczeństwa".
Raczej nie ma innych, (ale wg Ciebie nie ma społeczeństwa!).

>Problem, który wałkujemy, jawi mi się od początku jako kwestia dystrybucji uprawnień między władzą a jednostką. Jako taki jest on teoretycznie dość prosty, inna sprawa z praktyką - władza dobrowolnie władzy nie zwykła oddawać.
Podjąłem się rozważyć jak być powinno, nie jak jest.

Bo jak jest - każdy widzi.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-09-2009 13:59 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Niesłusznie się obawiasz, nie straci znaczenia też termin "fiolet" od stwierdzenia "fiolet, który jest przecież pewnym kolorem".

Analogia błędna. Fiolet da się precyzyjnie zdefiniować jako określony przedział długości fali świetlnej. Społeczeństwa oczywiście do "gatunku ludzkiego" sprowadzić się nie da. Czy do społeczeństwa rozumianego jako "ogół ludzi" należałoby włączyć także mieszkańców pewnych dolin górskich w Nowej Gwinei, którzy, póki ich nie "odkyto" w 1938 roku, byli święcie przekonani, że ich plemiona są jedynymi ludźmi na świecie, zresztą poniekąd słusznie, jako że nie mieli żadnych kontaktów zewnętrznych? Wg jakich kryteriów chciałbyś ustanowić granicę między np. "społeczeństwem polskim" a "niemieckim"? Dodam, że społeczeństwa tworzy wiele gatunków zwierząt, oprócz ludzi także np. mrówki, pszczoły, lwy czy szympanse. "Społeczeństwo" jest wreszcie stopniowalne tj. gatunki zwierząt różnią się stopniem uspołecznienia swego trybu życia.

>>>obarczać narodów historyczną odpowiedzialnością, np. Niemców za hitleryzm.
>>A możemy?????
>A nie? Czy musimy zatajać fakt, że hitleryzm powstał na gruncie społeczeństwa niemieckiego?

Sam widzisz - Hitler był Austriakiem.

>>nie mamy zdefiniowanej teorii.
>Społeczeństwa mają.

Jaką?

>>Społeczeństwo siebie nie traktuje nijak, bo społeczeństwa nie ma.
>Nie ma? A to spójrz na swoją pierwszą odpowiedź, gdzie nawet masz jakieś zdanie na jego temat.

Pozwolę sobie nalegać: odróżniajmy pojęcia abstrakcyjne służące nam do porządkowania faktów, jakie wokół widzimy, od samych tych faktów. Cenię definicję kultury, jaką podał bodaj Melville Herskovits, cytuję z pamięci: "kultura jest to teoria stworzona przez antropologa na temat tego, jak ludzie faktycznie się zachowują". Jeśli w miejscu "kultury" podstawisz "społeczeństwo", a pod "antropologa" - "socjologa", tyz bedzie piknie.

>>Hospitalizację trudno mi uznać za formę odrzucenia.
>Nieważnie są Twoje trudności, liczą się są fakty.

Faktycznym odrzuceniem byłaby egzekucja, a przynajmniej banicja. Osoba przymusowo hospitalizowana zaś dalej pozostaje wewnątrz "społeczeństwa" pod jego czułą, hmmm... opieką.

>>Ogólnie biorąc [...] "Społeczeństwo" nie ma tu nic do rzeczy.
>Ustaliliśmy jakieś cztery linijki wyżej, że wg Ciebie społeczeństwa nie ma.

Nie jest ono "faktem", ale teorią stworzoną nt. "faktów".

>>Nie ma takich zasad, jakie stosowałyby się jednocześnie do jednostki i "społeczeństwa".
>Raczej nie ma innych, (ale wg Ciebie nie ma społeczeństwa!).

Jak wyżej.

>Podjąłem się rozważyć jak być powinno, nie jak jest.

Zatem słusznie zakwalifikowałem problem jako etyczny, nie zaś logiczny.

>Bo jak jest - każdy widzi.

Ukochanego skądinąd przeze mnie Xiędza Benedykta Chmielowskiego Dziekana Rohatyńskiego, Firlejowskiego, Podkamienieckiego Pasterza univ.gda.pl/~literat/ateny/index.htm trudno mi uznać za wielki autorytet metodologiczny... . Wolę już zacytować Koszmarskiego:
AAAAA, czy ktoś zrozumie to?!
Nie kończy się ten straszny most
I nic się nie tłumaczy wprost,
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno.
14-09-2009 15:00 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Analogia błędna.
Analogia dobra, społeczeństwo jest pewnym ogółem, a fiolet jest pewnym kolorem.

>Czy do społeczeństwa rozumianego jako "ogół ludzi" należałoby włączyć także mieszkańców pewnych dolin
Tak. Wystarczy, że są ludźmi. Więcej - mogą być nawet wymyśleni.

>Hitler był Austriakiem.
I co w związku z tym?

>>>nie mamy zdefiniowanej teorii.
>>Społeczeństwa mają.
>Jaką?
Zasadę prawa.

>odróżniajmy pojęcia abstrakcyjne służące nam do porządkowania faktów, jakie wokół widzimy, od samych tych faktów.
A odróżniajcie, odróżniajcie, szczerze mówiąc - dawno pora.

>Osoba przymusowo hospitalizowana zaś dalej pozostaje wewnątrz "społeczeństwa"
Jeżeli przymusowo hospitalizowany pozostaje wewnątrz społeczeństwa, to określ czym jest owo wnętrze, oraz na czym polega przymus hospitalizacji?

>Cenię...
>Ukochanego...
>Wolę już...
Uporządkuj swoje życie uczuciowe, bo od emocji robi się mętlik w głowie, trudno skupić się na faktach oraz logicznie myśleć.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-09-2009 15:49 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Analogia dobra, społeczeństwo jest pewnym ogółem, a fiolet jest pewnym kolorem.

Jasne. Wszechświat też jest pewnym ogółem. Chociaż... nie wiem, czy można być tego pewnym... .

>>Czy do społeczeństwa rozumianego jako "ogół ludzi" należałoby włączyć także mieszkańców pewnych dolin
>Tak. Wystarczy, że są ludźmi. Więcej - mogą być nawet wymyśleni.

Socjologia Calineczek jest dość odważnym konceptem. Z wrodzonego tchórzostwa nie będę jej lansował na konferencjach... .

>>Hitler był Austriakiem.
>I co w związku z tym?

Ano to, że wyznaczanie "granic" danego społeczeństwa jest zawsze arbitralne. Owszem, można, a nawet trzeba to robić, ale ze świadomością doraźności tego zabiegu i wyraźnym zaznaczeniem według jakich kryteriów i dlaczego akurat takich się to robi.

>>>>nie mamy zdefiniowanej teorii.
>>>Społeczeństwa mają.
>>Jaką?
>Zasadę prawa.

Zasada prawa nie jest w żadnym razie "teorią", a wyrazem woli suwerena.

>>odróżniajmy pojęcia abstrakcyjne służące nam do porządkowania faktów, jakie wokół widzimy, od samych tych faktów.
>A odróżniajcie, odróżniajcie, szczerze mówiąc - dawno pora.

Uprzejmy być chciałem , ale dobra - Ty odróżniaj.

>Jeżeli przymusowo hospitalizowany pozostaje wewnątrz społeczeństwa, to określ czym jest owo wnętrze,

Tym, że forma życia danej jednostki uzależniona jest od działań innych ludzi.

> oraz na czym polega przymus hospitalizacji?

Jak każdy przymus - na groźbie użycia i/lub faktycznym użyciu przemocy.

>>Cenię...
>>Ukochanego...
>>Wolę już...
>Uporządkuj swoje życie uczuciowe, bo od emocji robi się mętlik w głowie,

Uporządkuj swą wiedzę o znaczeniach słów w języku polskim, by ta nie kazała Ci - całkowicie błędnie - widzieć w czasownikach "cenić" i "woleć" odniesień do stanów emocjonalnych. Retoryczność "ukochanego" zaś uważałem - też całkowicie błędnie, jak się okazuje - za oczywistą dla każdego.

>trudno skupić się na faktach oraz logicznie myśleć.

Widzę, widzę... .
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Wszechświat też jest pewnym ogółem.
Jest.

>Socjologia Calineczek jest dość odważnym konceptem.
Lecz jeśli Ci potrzebna, czemu nie?

>wyznaczanie "granic" danego społeczeństwa
Austriackość Hitlera nie zwalnia Niemców z zarzutu hitleryzmu.

>Zasada prawa nie jest w żadnym razie "teorią"
W wielu razach jest.

>>Jeżeli przymusowo hospitalizowany pozostaje wewnątrz społeczeństwa, to określ czym jest owo wnętrze,
>Tym, że forma życia danej jednostki uzależniona jest od działań innych ludzi.
Czyli twierdzisz, że przymusowo hospitalizowany pozostaje wewnątrz tego, że forma życia danej jednostki uzależniona jest od działań innych?

>> oraz na czym polega przymus hospitalizacji?
>Jak każdy przymus - na groźbie użycia i/lub faktycznym użyciu przemocy.
Czyli jak Cię mimo stawianego oporu kopnę, to tym samym zostałeś przymusowo hospitalizowany?

>Uporządkuj swą wiedzę o znaczeniach słów...
Raczej Ty zasięgnij słownika i encyklopedii. Konkretnie do ustalenia znaczenia słów "społeczeństwo" i "ogół" oraz terminów "wnętrze społeczeństwa" i "przymus hospitalizacji".

I nie pisz tu co wolisz, cenisz, itp., bo po co?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-09-2009 14:59 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Wszechświat też jest pewnym ogółem.
>Jest.

Nie byłbym tego taki pewien... .
(Hugh Everett III - pl.wikipedia.org/wiki/Hugh_Everett )

>>Socjologia Calineczek jest dość odważnym konceptem.
>Lecz jeśli Ci potrzebna, czemu nie?

Mnie nie. Ale jeśli Tobie - nie krępuj się, proszę.

>>wyznaczanie "granic" danego społeczeństwa
>Austriackość Hitlera nie zwalnia Niemców z zarzutu hitleryzmu.

Których Niemców? Także tych tydzień temu urodzonych? Działaczy opozycji antyhitlerowskiej? Dziadków z Wehrmachtu? Niemców nadwołżańskich? Niemieckich kolonistów w Namibii? Austriaków, którzy w 1938 popierdując z entuzjazmu byli Niemcami, a po 1945 uchowaj Boże? Alberta Einsteina? Kurta Vonneguta jr.?

>>Zasada prawa nie jest w żadnym razie "teorią"
>W wielu razach jest.

Prawo wyraża wolę suwerennej władzy. Można je dekonstruować, by ustalić, na jakiej domyślnej teorii "natury rzeczy" jest ono oparte, nie zmienia to jednak faktu, że jest ono czym innym, niż założenia, na których się opiera.

>>>Jeżeli przymusowo hospitalizowany pozostaje wewnątrz społeczeństwa, to określ czym jest owo wnętrze,
>>Tym, że forma życia danej jednostki uzależniona jest od działań innych ludzi.
>Czyli twierdzisz, że przymusowo hospitalizowany pozostaje wewnątrz tego, że forma życia danej jednostki uzależniona jest od działań innych?

Opisałem, jak należy rozumieć metaforę "wnętrza społeczeństwa". Zrozumiał, kto dał radę... .

>>> oraz na czym polega przymus hospitalizacji?
>>Jak każdy przymus - na groźbie użycia i/lub faktycznym użyciu przemocy.
>Czyli jak Cię mimo stawianego oporu kopnę,

Oddam.

>to tym samym zostałeś przymusowo hospitalizowany?

Opisałem "przymus". Uznałem, że słowa "hospitalizacja" już nie muszę. W razie problemów interpretacyjnych - hasło znajdziesz w Słowniku Języka Polskiego PWN; Warszawa 1998; w tomie pierwszym, na stronie 708.

>Raczej Ty zasięgnij słownika i encyklopedii. Konkretnie do ustalenia znaczenia słów "społeczeństwo"

Skorzystałem z życzliwej porady i w oksfordzkim Słowniku Socjologii i Nauk Społecznych wyd. PWN; Warszawa 2005, na stronach 345-346 pod hasłem: "społeczeństwo" znalazłem wiele ciekawych rzeczy, wartych zapewne Twej uwagi, z których zacytuję tylko jedną: "niektórzy przedstawiciele interakcjonizmu symbolicznego twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo: termin ten jest tylko wygodną przykrywką dla spraw, o których nic nie wiemy lub które niewłaściwie rozumiemy". Dodam od siebie, że interakcjoniści symboliczni bynajmniej nie są jedynymi tak stawiającymi sprawę. Po szczegóły odsyłam już do wymienionego źródła.

> "ogół" oraz terminów "wnętrze społeczeństwa" i "przymus hospitalizacji".

Patrz ciut wyżej.

>I nie pisz tu co wolisz, cenisz, itp., bo po co?

A wiesz, że masz rację?

16-09-2009 01:34 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>>Wszechświat też jest pewnym ogółem.
>>Jest.
>Nie byłbym tego taki pewien
To się zdecyduj.

>>>Socjologia Calineczek jest dość odważnym konceptem.
>>Lecz jeśli Ci potrzebna, czemu nie?
>Mnie nie. Ale jeśli Tobie - nie krępuj się, proszę.
I Calineczki są Twojego autorstwa.

>>Austriackość Hitlera nie zwalnia Niemców z zarzutu hitleryzmu.
>Których Niemców? Także tych tydzień temu urodzonych...
Oraz tych, którzy się narodzą za tydzień, a także zmarłych sto lat przed Hitlerem. Od czasów hitleryzmu każdy Niemiec należy, należał/a lub będzie należeć do narodu odpowiedzialnego za hitleryzm.

>Prawo [...] jest ono czym innym, niż założenia, na których się opiera.
Co przecież nie znaczy, że jego zasada nie może być teorią.

>Opisałem, jak należy rozumieć metaforę "wnętrza społeczeństwa"
Lecz ja pytałem czym jest "wnętrze społeczeństwa".

Piszesz, że hospitalizacja nie jest odrzuceniem i twierdzisz, że hospitalizowany pozostaje wewnątrz oraz pod opieką społeczeństwa. Tylko że ta opieka polega na przypilnowaniu, żeby pozostawał on poza społeczeństwem, nie jest więc, jak twierdzisz, wewnątrz. Jego więzienie równie dobrze mogłoby być na Marsie a "opiekę" sprawować by mogli opłacani Marsjanie. No chyba, że inaczej rozumiemy co znaczy "wewnątrz społeczeństwa", stąd moje pytanie. Co rozumiesz przez "wnętrze społeczeństwa", o którym piszesz tutaj?

>Opisałem "przymus". Uznałem, że słowa "hospitalizacja" już nie muszę.
Czemu nie uznałeś, żeby postąpić odwrotnie: opisać "hospitalizację", a odpuścić "przymus"?

Ale dobra, jak nie potrafisz prostej rzeczy, napiszę za Ciebie. Przymus hospitalizacji polega na tym, że funkcjonariusze państwowi umieszczają człowieka w szpitalu, gdzie inni funkcjonariusze poddają go zabiegom medycznym. Wszystko to dzieje się bez względu na to, czy człowiek ów tego chce, bo w razie stawianego oporu używa się przemocy. Hospitalizowany nie może dowolnie kontaktować się ze społeczeństwem, jest więc przez nie odrzucony. Funkcjonariusze wobec hospitalizowanego reprezentują społeczeństwo, bo to ono zgodziło się na władzę, która funkcjonariuszy mianowała.

>w oksfordzkim Słowniku Socjologii i Nauk Społecznych [...] Po szczegóły odsyłam już do wymienionego źródła.
Dlaczego miałbym się tymi szczegółami zainteresować?


Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-09-2009 11:27 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>>Wszechświat też jest pewnym ogółem.
>>>Jest.
>>Nie byłbym tego taki pewien
>To się zdecyduj.

Zaczekam, aż najpierw zdecydują się fizycy ( na metafizyków czekać nie zamierzam ).

>>>>Socjologia Calineczek jest dość odważnym konceptem.
>I Calineczki są Twojego autorstwa.

A nie! To Ty akurat postulowałeś socjologię istot wymyślonych.

>>Których Niemców?
>Oraz tych, którzy się narodzą za tydzień, a także zmarłych sto lat przed Hitlerem. Od czasów hitleryzmu każdy Niemiec należy, należał/a lub będzie należeć do narodu odpowiedzialnego za hitleryzm.

Istota rzeczy w tym, że "narody" takoż nie istnieją nigdzie poza ludzką wyobraźnią.

>>Prawo [...] jest ono czym innym, niż założenia, na których się opiera.
>Co przecież nie znaczy, że jego zasada nie może być teorią.

Zasadą prawa jest wola suwerena oraz siła tj. realna możliwość jej wyegzekwowania. Bez niej "prawo" jest tyle warte, co gaworzenie dziecka.

>>Opisałem, jak należy rozumieć metaforę "wnętrza społeczeństwa"
>Lecz ja pytałem czym jest "wnętrze społeczeństwa".

Metaforą...

>Piszesz, że hospitalizacja nie jest odrzuceniem i twierdzisz, że hospitalizowany pozostaje wewnątrz oraz pod opieką społeczeństwa. Tylko że ta opieka polega na przypilnowaniu, żeby pozostawał on poza społeczeństwem, nie jest więc, jak twierdzisz, wewnątrz. Jego więzienie równie dobrze mogłoby być na Marsie a "opiekę" sprawować by mogli opłacani Marsjanie. No chyba, że inaczej rozumiemy co znaczy "wewnątrz społeczeństwa", stąd moje pytanie. Co rozumiesz przez "wnętrze społeczeństwa", o którym piszesz

Powtórzę: fakt, że forma życia danej jednostki jest mniej lub bardziej bezpośrednio zależna od działań innych jednostek.

>>Opisałem "przymus". Uznałem, że słowa "hospitalizacja" już nie muszę.
>Czemu nie uznałeś, żeby postąpić odwrotnie: opisać "hospitalizację", a odpuścić "przymus"?

Może przeceniłem Twą wrodzoną bystrość... .

>Ale dobra, jak nie potrafisz prostej rzeczy, napiszę za Ciebie. Przymus hospitalizacji polega na tym, że funkcjonariusze państwowi umieszczają człowieka w szpitalu, gdzie inni funkcjonariusze poddają go zabiegom medycznym. Wszystko to dzieje się bez względu na to, czy człowiek ów tego chce, bo w razie stawianego oporu używa się przemocy. Hospitalizowany nie może dowolnie kontaktować się ze społeczeństwem,

Zależy, z którymi jego członkami. Z funkcjonariuszami się przecie kontaktuje - cóż z tego, że niedobrowolnie?

>jest więc przez nie odrzucony.

Ograniczony tylko. Ale ograniczeni przez "społeczeństwo" jesteśmy skądinąd zawsze.

>Funkcjonariusze wobec hospitalizowanego reprezentują społeczeństwo, bo to ono zgodziło się na władzę, która funkcjonariuszy mianowała.

Różnie z tą "zgodą" bywa.

>>w oksfordzkim Słowniku Socjologii i Nauk Społecznych [...] Po szczegóły odsyłam już do wymienionego źródła.
>Dlaczego miałbym się tymi szczegółami zainteresować?

Hmmm... Ktoś sobie kiedyś wymyślił zalecenie, by raczej starać się choć trochę zapoznać z przedmiotem, o którym się człowiek chce wypowiadać... . Mnie to nawet dość przekonuje, ale oczywiście na świecie jest nie tylko moje zdanie... .
17-09-2009 15:16 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>postulowałeś socjologię istot wymyślonych.
Niech będzie. Co dalej?

>"narody" takoż nie istnieją nigdzie poza ludzką wyobraźnią.
W 1939 zmyśleni Polacy wyobrazili sobie, że ich Niemcy napadli. Ale jacy Niemcy - zmyśleni?

>Zasadą prawa jest wola suwerena oraz siła tj. realna możliwość jej wyegzekwowania.
Wciąż jest to pewna teoria.

>>pytałem czym jest "wnętrze społeczeństwa".
>Metaforą...
Czyli tutaj twierdziłeś ni mniej ni więcej, tylko iż "osoba przymusowo hospitalizowana [...] dalej pozostaje w metaforze". "Dalej", a zatem była ta osoba w owej metaforze już przedtem. Czyli każdy zawsze jest w metaforze.

>>Co rozumiesz przez "wnętrze społeczeństwa", o którym piszesz
>Powtórzę: fakt, że...
Teraz wnętrze społeczeństwa jest faktem? A dopiero pisałeś, że jest metaforą!

Więc jak to jest, wnętrze społeczeństwa jest jakimś tam faktem, czy metaforą?

>>Czemu nie uznałeś, żeby postąpić odwrotnie: opisać "hospitalizację", a odpuścić "przymus"?
>Może przeceniłem Twą wrodzoną bystrość... .
Może? Nie masz pewności co do motywów swoich decyzji?

>>Hospitalizowany nie może dowolnie kontaktować się ze społeczeństwem,
>Zależy, z którymi jego członkami.
Dowolnie z żadnymi.

>Cóż z tego, że niedobrowolnie?
Nie niedobrowolnie, a nie dowolnie.

>>jest więc przez nie odrzucony.
>Ograniczony tylko.
Nie tylko ograniczony. Jest także odrzucony, chodzi tu o odrzucenie. Nie o ograniczenie, ani o ostrzyżenie ani o odżywienie, oskrobanie czy cokolwiek innego na "o". Odrzucony on jest. Tak jak ręka, której chce się pozbyć apotemnofil. (Zamierzasz jeszcze rozmawiać o apotemnofilu? Wypowiedz się może jeśli masz zdanie, co?)

>Różnie z tą "zgodą" bywa.
Ze "zgodą" może, za to zgodą bywa jednakowo.

>Ktoś sobie kiedyś wymyślił zalecenie...
Wielu różne zalecenia wymyślało, a ja się trzymam swojego, mianowicie sensownie uzasadniać swoje stanowisko w dyskusji. Wszystko inne jest temu podporządkowane.

>Mnie to nawet dość przekonuje...
Stąd Twoje tarapaty. Bo myślenia niczym nie zastąpisz, nawet wiedzą.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-09-2009 14:54 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>>"narody" takoż nie istnieją nigdzie poza ludzką wyobraźnią.
>W 1939 zmyśleni Polacy wyobrazili sobie, że ich Niemcy napadli. Ale jacy Niemcy - zmyśleni?

Realnie istnieją jednostki ludzkie. Te jednostki mają różne i zmienne wyobrażenia na temat świata, innych jednostek, związków między sobą a innymi i związków między innymi. Do takich wyobrażeń należy wytworzona w kręgu europejskim, w okresie między Rewolucją Francuską a I Wojną Światową, idea "narodu", pod wpływem której ludzie zaczęli uważać się za podzielonych na Polaków, Niemców, Norwegów etc., czego wcześniej nie czynili, dzieląc się wg kryteriów stanowych, w najprostszym modelu na duchowieństwo, szlachtę i chłopów. Wyobrażenie "narodu" z czasem ustąpi innym wyobrażeniom. Już ustępuje.

>>Zasadą prawa jest wola suwerena oraz siła tj. realna możliwość jej wyegzekwowania.
>Wciąż jest to pewna teoria.

W jakimś niepojętym - przynajmniej dla mnie, prostego - sensie posługujesz się słowem "teoria". Ale skoro lubisz, to zabraniać Ci nie będę... .

>>>pytałem czym jest "wnętrze społeczeństwa".
>>Metaforą...
>Czyli tutaj twierdziłeś ni mniej ni więcej, tylko iż "osoba przymusowo hospitalizowana [...] dalej pozostaje w metaforze". "Dalej", a zatem była ta osoba w owej metaforze już przedtem. Czyli każdy zawsze jest w metaforze.
>>>Co rozumiesz przez "wnętrze społeczeństwa", o którym piszesz
>>Powtórzę: fakt, że...
>Teraz wnętrze społeczeństwa jest faktem? A dopiero pisałeś, że jest metaforą!
>Więc jak to jest, wnętrze społeczeństwa jest jakimś tam faktem, czy metaforą?

Fakty są takie i tylko takie:
1. są na świecie jednostki ludzkie
2. jednostki ludzkie z reguły żyją wśród innych jednostek ludzkich
3. jednostki ludzkie różnie się zachowują, np. czasem stoją, czasem leżą
4. wiele zachowań ludzkich jednostek odnosi się do innych ludzkich jednostek
5. w tych zachowaniach można dopatrzeć się pewnych powtarzalności, regularności, prawidłowości.
Tyle empiria.
Wszystko powyższe w XIX wieku zostało przez paru przemądrzałych Francuzów i innych podciągnięte pod wspólny mianownik, który ochrzczono "społeczeństwem" (societe) zakładając przy tym (być może błędnie), że obserwowane regularności wynikają z dającego się zrekonstruować wzoru, "programu".
Dzieje rekonstrukcji owego "programu", czy "programów", to historia socjologii.
Uznaje się, że z powodu takiego a nie innego działania naszych mechanizmów poznawczych, poręcznie jest niekiedy posługiwać się metaforami w rodzaju: "wnętrza", "granic", "opinii" etc. społeczeństwa, byle zachować świadomość metafory, nie zaś uznawać, że mowa o realnie istniejących "rzeczach".

>>Może przeceniłem Twą wrodzoną bystrość... .
>Może? Nie masz pewności co do motywów swoich decyzji?

Teraz już mam.

>>>Hospitalizowany nie może dowolnie kontaktować się ze społeczeństwem,
>>Zależy, z którymi jego członkami.
>Dowolnie z żadnymi.

Nigdy nie ma pełnej swobody w kontaktach z wszystkimi uczestnikami społeczeństwa, z jakimi akurat kto ma ochotę. Nie da się wpaść, ot, tak, na posiedzenie rządu czy imprezę u Paris Hilton.

>Nie tylko ograniczony. Jest także odrzucony, chodzi tu o odrzucenie. Nie o ograniczenie, ani o ostrzyżenie ani o odżywienie, oskrobanie czy cokolwiek innego na "o". Odrzucony on jest.

Odrzucony można być na bezludnej wyspie. Póki pozostajesz w sieci międzyludzkich interakcji zwanej "społeczeństwem", odrzucony - ściśle, nie metaforycznie biorąc - nie jesteś.

> Tak jak ręka, której chce się pozbyć apotemnofil.

Zupełnie, ale to zupełnie inaczej.

> (Zamierzasz jeszcze rozmawiać o apotemnofilu? Wypowiedz się może jeśli masz zdanie, co?)

Jeżeli założyć - a tak zakładam, z powodów, które jestem gotów szerzej wyłuszczyć osobno - że ludzie winni być wolni, nie być zaś własnością państwa, nie widzę istotnych powodów, by prawo państwowe miało zabraniać apotemnofilowi amputacji. Wiążące się z tym kwestie poboczne, finansowe na przykład, pozostają do odrębnego ustalenia.

>>Różnie z tą "zgodą" bywa.
>Ze "zgodą" może, za to zgodą bywa jednakowo.

?????

>Wielu różne zalecenia wymyślało, a ja się trzymam swojego, mianowicie sensownie uzasadniać swoje stanowisko w dyskusji. Wszystko inne jest temu podporządkowane.

Jeżeli sam kilkakrotnie przyznajesz, że doszedłeś do nierozwiązywalnej sprzeczności, siłą rzeczy znaczy to, że powyższych, własnych zaleceń nie przestrzegałeś.
"Jeśli pytanie nie ma sensu, odpowiedź też nie będzie miała sensu".
(Kurt Vonnegut "Syreny z Tytana")

> myślenia niczym nie zastąpisz,



>nawet wiedzą.

Brakiem wiedzy tym bardziej.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> myślenia niczym nie zastąpisz
>
Tym też nie.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
jkl; (5859 punktów)
>No, nie. W odróżnieniu od apotemnofila, "społeczeństwo" nie ma żadnych praw, bo nie jest osobą prawną w sensie prawa stanowionego, a o rozwiązaniach na tegoż prawa gruncie cały czas rozmawiamy.
No nie, praw nigdy nie tworzy się dla jednostek, a wyłącznie dla grup, możliwie jak największych.
A społeczeństwo rozumiane jako "dużo ludzi przyjmujących określone normy i reguły postępowania"
nie jest taką znowu abstrakcją, w każdym razie nie większą niż "kilogram jabłek".

Zgadzam się z Osnową, że jeśli ktoś chce skorzystać ze społecznego prawa, np poszanowania wolności, to nie może jednocześnie łamać innych praw, bo wtedy nie należy do społeczeństwa i nie może się społeczne prawo powoływać.
10-09-2009 13:29 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>No, nie. W odróżnieniu od apotemnofila, "społeczeństwo" nie ma żadnych praw, bo nie jest osobą prawną w sensie prawa stanowionego, a o rozwiązaniach na tegoż prawa gruncie cały czas rozmawiamy.
>No nie, praw nigdy nie tworzy się dla jednostek, a wyłącznie dla grup, możliwie jak największych.

Nie mieszaj tego, dla kogo prawo się tworzy ( ludzi posiadających obywatelstwo danego państwa, ew. znajdujących się akurat na obszarze jego jurysdykcji ) z tym, wobec kogo prawo się stosuje, tj. konkretnych osób. Tak w każdym razie jest w nowoczesnej demokracji, która z ważnych powodów odrzuca zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

>A społeczeństwo rozumiane jako "dużo ludzi przyjmujących określone normy i reguły postępowania"

Akurat. W myśl takiej definicji za "społeczeństwo" uznać można wszystko i nic. Np. jeśli umówię się z sąsiadami z piętra, co do tego, kto w jakie dni sprząta klatkę, już czyniłoby to nas "społeczeństwem" - w końcu mamy wszystko, co chcesz: "dużo ludzi (ile to jest 'dużo'?), przyjmujących określone normy i reguły postępowania". Ale równie dobrze "społeczeństwem" możemy nazwać całą "ludzkość", bo i ta przestrzega np. normy i reguły "nie jedz własnych odchodów" i paru jeszcze reguł i norm równie uniwersalnych.

>nie jest taką znowu abstrakcją, w każdym razie nie większą niż "kilogram jabłek".

Kilogram jabłek abstrakcją nie jest, o tyle, że jest kilogramem właśnie, tj. mierzalną wielkością, czyli czymś poddającym się intersubiektywnej obiektywizacji, zgodnie z sensem terminu "obiektywny" tj. dający się zmierzyć i/lub policzyć.

>Zgadzam się z Osnową, że jeśli ktoś chce skorzystać ze społecznego prawa, np poszanowania wolności, to nie może jednocześnie łamać innych praw, bo wtedy nie należy do społeczeństwa i nie może się społeczne prawo powoływać.

Wyjaśnij, proszę, co znaczy dla Ciebie "społeczne prawo", bo na razie nie rozumiem, o co chodzi. A jedynym sposobem, żeby nie należeć do "społeczeństwa" jest wyjazd na bezludną wyspę.
jkl; (5859 punktów)
>Nie mieszaj tego, dla kogo prawo się tworzy ( ludzi posiadających obywatelstwo danego państwa, ew. znajdujących się akurat na obszarze jego jurysdykcji ) z tym, wobec kogo prawo się stosuje, tj. konkretnych osób.

Ale w omawianej sytuacji sporne jest nie wobec kogo, tylko przez kogo.
Jeśli do lekarza przychodzi pacjent z prośbą by mu obciąć nogę, a lekarz odmawia, powołując się na ogólnospołeczne prawa, reguły, normy- wszystko jedno, to lekarz jest "głosem społeczeństwa" a nie jednostką, która ma taki prywatny kaprys.

>Tak w każdym razie jest w nowoczesnej demokracji, która z ważnych powodów odrzuca zasadę odpowiedzialności zbiorowej.
Od strony łamania praw -tak, ale kto ponosi odpowiedzialność za ustalanie (i sensowność) zasad społecznych?

>W myśl takiej definicji za "społeczeństwo" uznać można wszystko i nic. Np. jeśli umówię się z sąsiadami z piętra, co do tego, kto w jakie dni sprząta klatkę, już czyniłoby to nas "społeczeństwem" - w końcu mamy wszystko, co chcesz: "dużo ludzi (ile to jest 'dużo'?), przyjmujących określone normy i reguły postępowania". Ale równie dobrze "społeczeństwem" możemy nazwać całą "ludzkość", bo i ta przestrzega np. normy i reguły
Nie jestem socjologiem, ale podejrzewam, że istnieją jakieś zasady nazewnictwa grup, społeczności, społeczeństw itp, w zależności od liczebności. Ale to nie zmienia zasadniczego problemu- czy można odcinać się od grupy, a jednocześnie żądać czegoś w imię reguł jej funkcjonowania.

>>nie jest taką znowu abstrakcją, w każdym razie nie większą niż "kilogram jabłek".
>Kilogram jabłek abstrakcją nie jest, o tyle, że jest kilogramem właśnie, tj. mierzalną wielkością, czyli czymś poddającym się intersubiektywnej obiektywizacji, zgodnie z sensem terminu "obiektywny" tj. dający się zmierzyć i/lub policzyć.
Ludzi też można policzyć, choć pewnie w przypadku społeczeństwa sama ilość jednostek nie jest wystarczającym warunkiem. Zresztą i "kilogram" to tylko wymyślone dla wygody pojęcie.

>Wyjaśnij, proszę, co znaczy dla Ciebie "społeczne prawo", bo na razie nie rozumiem, o co chodzi.
Wolę określenie norma społeczna -względnie trwały, przyjęty w danej grupie społecznej sposób zachowania jednostki społecznej w danej sytuacji, (zależny od zajmowanej przez nią pozycji społecznej i odgrywanej przez nią roli społecznej). Prawo to już coś sformalizowanego.

>A jedynym sposobem, żeby nie należeć do "społeczeństwa" jest wyjazd na bezludną wyspę.
Nie, to tylko brak z nim kontaktu. Ale dość pewnym sposobem jest bycie psychopatycznym mordercą.
10-09-2009 15:26 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Ale w omawianej sytuacji sporne jest nie wobec kogo, tylko przez kogo.

To akurat jest jasne jak Słońce - jedyną instytucją, jaka w ostateczności odpowiada za stosowanie prawa (tj. mającą prawo stosowanie prawa, w razie czego, wymusić) jest państwo.

>Jeśli do lekarza przychodzi pacjent z prośbą by mu obciąć nogę, a lekarz odmawia, powołując się na ogólnospołeczne prawa, reguły, normy- wszystko jedno, to lekarz jest "głosem społeczeństwa" a nie jednostką, która ma taki prywatny kaprys.

Widzimisię lekarza jest jego sprawą prywatną, istotne jest, co państwo ( "instytucja mająca monopol na legalne stosowanie przymusu na określonym obszarze" ) może mu nakazać/zakazać pod rygorem sankcji karnej.

>Od strony łamania praw -tak, ale kto ponosi odpowiedzialność za ustalanie (i sensowność) zasad społecznych?

Suweren - tj. w naszych konkretnych warunkach Naród (rozumiany jako zbiór ludzi mających papierek/plastik poświadczający polskie obywatelstwo) - art. 4 Konstytucji RP.

>Nie jestem socjologiem, ale podejrzewam, że istnieją jakieś zasady nazewnictwa grup, społeczności, społeczeństw itp,

Jestem antropologiem, a i socjologii też uczę i zapewniam Cię, że takich zasad jest od cholery i trochę, tym samym jest tak, jakby zasad w ogóle nie było, bo niemal każdy badacz stosuje własne. I to nawet nie jest wielki problem, pod warunkiem, że badacz na początku wyraźnie poda, jak rozumie dane pojęcia.

>w zależności od liczebności

To akurat niezbyt istotne.

> Ale to nie zmienia zasadniczego problemu- czy można odcinać się od grupy, a jednocześnie żądać czegoś w imię reguł jej funkcjonowania.

"Technicznie" biorąc - da się, każdy polityk zaświadczy.

>Ludzi też można policzyć, choć pewnie w przypadku społeczeństwa sama ilość jednostek nie jest wystarczającym warunkiem.

Oj, nie jest.

> Zresztą i "kilogram" to tylko wymyślone dla wygody pojęcie.

Jak każde pojęcie. "Kilogram" ma jednak tę zaletę, że jest dobrze zdefiniowany.

>>Wyjaśnij, proszę, co znaczy dla Ciebie "społeczne prawo", bo na razie nie rozumiem, o co chodzi.
>Wolę określenie norma społeczna

Uwaga - "normę społeczną" można rozumieć co najmniej dwojako.

>względnie trwały, przyjęty w danej grupie społecznej sposób zachowania jednostki społecznej

Ajajaj! Co to takiego "jednostka społeczna"?

>w danej sytuacji, (zależny od zajmowanej przez nią pozycji społecznej i odgrywanej przez nią roli społecznej).

Patrz nieco wyżej - dwa różne rozumienia! Czy ta norma odzwierciedla stan faktyczny (jak ludzie rzeczywiście się zachowują, choćby sami tego nie pochwalali), czy postulowany (jak ludzie uważają, lub przynajmniej deklarują, że uważają, że powinno się zachowywać).

>Prawo to już coś sformalizowanego.

Jasne - i właśnie dlatego jest tak istotne, jak jest sformułowane.

>>A jedynym sposobem, żeby nie należeć do "społeczeństwa" jest wyjazd na bezludną wyspę.
>Nie, to tylko brak z nim kontaktu.

Kontakt jest istotą "społeczeństwa", bo właśnie on umożliwia interakcję...

>Ale dość pewnym sposobem jest bycie psychopatycznym mordercą.

...np. społeczną interakcję między mordercą a jego ofiarą.
Kowalska (14008 punktów)
   Odpowiadając na zadane pytanie: "Do kogo należy moje ciało?" odpowiadam:

   Tylko i wyłącznie do mnie. Ale nie za życia. Dopiero po śmierci możesz nim dowolnie rozporządzać. Ot paradoks.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>    Odpowiadając na zadane pytanie: "Do kogo należy moje ciało?" odpowiadam:
>    Tylko i wyłącznie do mnie. Ale nie za życia. Dopiero po śmierci możesz nim dowolnie rozporządzać. Ot paradoks.

Szanowna Pani!

Dawno temu, wprowadziłem, w nasze forumowe kontakty, pewną konwencję. Zamieniłem się w Pani, wcale nieskrytego wielbiciela. Obecnie wydaje mi się, że owa formuła, powinna dobiec końca. Wycofuję się więc z niej, mając nadzieję, że nie przyniosła ona Pani przykrości, a jeżeli tak się stało, przepraszam.

Łączę wyrazy szacunku.
Witwos
12-09-2009 11:58 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Szanowna Pani!
>Dawno temu, wprowadziłem, w nasze forumowe kontakty, pewną konwencję. Zamieniłem się w Pani, wcale nieskrytego wielbiciela. Obecnie wydaje mi się, że owa formuła, powinna dobiec końca. Wycofuję się więc z niej, mając nadzieję, że nie przyniosła ona Pani przykrości, a jeżeli tak się stało, przepraszam.
>Łączę wyrazy szacunku.
>Witwos

   Mam wrażenie Witwos, że Tobie się chyba bardziej nudzi niż całemu zakonowi żeńskiemu z przysięgą milczenia. A co Ty tam czy ówdzie wprowadziłeś, to już Twoja sprawa. Mnie do tego nie mieszaj.

Też łączę.
Kowalska
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Mnie do tego nie mieszaj.

No właśnie mi o to chodzi. Znalazłem się na "krótkiej liście", muszę pozamykać sprawy, nie chcę, żeby Pani była w coś zamieszana.

Pozdrawiam.

>
12-09-2009 12:54 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>>Mnie do tego nie mieszaj.

>No właśnie mi o to chodzi. Znalazłem się na "krótkiej liście", muszę pozamykać sprawy, nie chcę, żeby Pani była w coś zamieszana.

   Oj Witwos, Witwos. Zamiast płakać i zamykać sprawy lepiej byś zrobił mniej się czepiając wszystkiego. Można też jeszcze polubić ludzi, ale tego akurat nie radzę

   Odpuść Witwos czasem. Serio mówię. Zobaczysz jak Ci się lżej zrobi. A jak już nie będziesz mógł wytrzymać to wal do mnie na priva. Pokopiemy się prywatnie
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>    Oj Witwos, Witwos. Zamiast płakać

Szanowna Pani! Pragnę Pani złożyć tu uroczystą przysięgę, że w oczach moich, teraz, nie dojrzy Pani ani jednej łzy. Mieczem ostrym jak brzytwa Ockhama, będę byty niepotrzebne wycinał. Wszak mogę polec, w tej znojnej walce, wolę, by sprawy, były wyregulowane. Łzę, jednak dojrzeć Pani może zdoła, ale tylko wtedy, gdy jakieś ulotne słowo, dźwięk czy dotyk, zdoła poruszyć kamień mego serca.

>Można też jeszcze polubić ludzi, ale tego akurat nie radzę

Tu zapewniam Panią, że to właśnie dla tych, co ich lubię, nie schowam mego miecza, co jest ostry jak brzytwa, do samego końca mojego, lub wrogów mych.

>A jak już nie będziesz mógł wytrzymać to wal do mnie na priva. Pokopiemy się prywatnie

Jeżeli bym się ośmielił, a śmiałości w takim działaniu, we mnie niewiele, zwrócić się do Pani w sposób nieoficjalny, to nigdy w celu kopania. Intencją moją, byłoby zupełnie coś innego, chociaż w brzmieniu, jest bardzo podobne.

Pani sługa uniżony.


>
Kowalska (14008 punktów)
>Jeżeli bym się ośmielił, a śmiałości w takim działaniu, we mnie niewiele, zwrócić się do Pani w sposób nieoficjalny, to nigdy w celu kopania. Intencją moją, byłoby zupełnie coś innego, chociaż w brzmieniu, jest bardzo podobne.
>Pani sługa uniżony.

   Skończ Witwos fisiować z tym mieczem. Bo Ci to nie przystoi. Tak jak zabawy z brzytwą.
Nawet nie wiesz gópi gópku ile osób Cię tu lubi.

   A co do naszych prywatnych kontaktów to ponad kopanie nie wyjdą. Wiem co mówię.
Zresztą ja zawsze wszystko wiem
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>    Skończ Witwos fisiować z tym mieczem. Bo Ci to nie przystoi. Tak jak zabawy z brzytwą.
>Nawet nie wiesz gópi gópku ile osób Cię tu lubi.

Czy chcesz tym słowem, broń moją ostatnią, z mej ręki wytrącić? Mam zostać nagi wśród wrogów, których szeregi, Orkami, zasilone? A Broń ich straszliwa i szybkostrzelna.
Chcesz być tym, czym Dalila dla Samsona, dla Herkulesa - Dejanira?

>    A co do naszych prywatnych kontaktów to ponad kopanie nie wyjdą. Wiem co mówię.
>Zresztą ja zawsze wszystko wiem

Pani, jeżeli owe kopanie tylko nam zostaje, to Tobie przysługuje wymierzyć pierwszy cios. Jeżeli będzie on należycie celny, odpłacę się przyjaźnią i bukietem kwiatów.

Pozdrawiam, ostrząc miecz.
checkmate (1197 punktów)
>Czy chcesz tym słowem, broń moją ostatnią, z mej ręki wytrącić? Mam zostać nagi wśród wrogów, których szeregi, Orkami, zasilone? A Broń ich straszliwa i szybkostrzelna.
>Chcesz być tym, czym Dalila dla Samsona, dla Herkulesa - Dejanira?
>>    A co do naszych prywatnych kontaktów to ponad kopanie nie wyjdą. Wiem co mówię.
>>Zresztą ja zawsze wszystko wiem
>Pani, jeżeli owe kopanie tylko nam zostaje, to Tobie przysługuje wymierzyć pierwszy cios. Jeżeli będzie on należycie celny, odpłacę się przyjaźnią i bukietem kwiatów.
>Pozdrawiam, ostrząc miecz.
Jednak Wokulski.

Elemele dutki...

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365