Rano kupiłem Politykę nr 26 (21.06-28.06.2011) na stronie 30 artykuł Joanny Podgórskiej, "Z Dodą metafizyczna niezgoda". Pani redaktor porusza w nim ważny problem obrażania religijnych uczuć w Polsce ogólnie i szczególnie Panów Ryszarda Nowaka i Stanisława Koguta oraz innych posłów i senatorów RP, wywodzących się z PiS-u.
Artykuł wart przeczytania i refleksji nad nim. We mnie rodzi on pytanie: jak długo jeszcze może być obrażany rozum Polaków? Czy naprawdę jako społeczeństwo już tylko na to zasługujemy? Jak długo sprawni intelektualnie inaczej zwolennicy zaściankowej religijności i religianci z ciemnogrodu będą narzucać innym swój światopogląd i w jego obronie wydawać społeczne pieniądze.
Zdecydowanie wydaje mi się, że będąc racjonalistami oszukujemy się przyjmując za swoich polityków i dziennikarzy oficjalnie opowiadających się za religią i Kościołem, nawet gdy mówią, że przed księdzem to oni nie klękają. W świeckim państwie światopogląd polityka powinien być jego prywatną sprawą. Polityk na Kościelnej imprezie i ksiądz na państwowej wskazują na to, że jesteśmy państwem wyznaniowym. Uzupełnia to krzyż w parlamencie. Penalizacja religijnymi nakazami świeckiego prawa. Faktycznie wymuszane lekcje religii w szkołach itp. itd.
Ośmiesza nasz wszystkich stawianie przed sądem człowieka za publiczne stwierdzenie faktu, że w Biblii niema dinozaurów, czy za umieszczenie zdjęcia fallusa na krzyżu - zresztą krzyżu równoramiennym (czy każde skrzyżowanie desek jest zaraz symbolem chrześcijaństwa? Nawet jak się nim chrześcijanie okładają?). Grupa religiantów czując dyskomfort swojej zacofanej postawy światopogladowej próbuje wymusić na społeczeństwie szacunek dla ich idiotyzmów, a społeczeństwo udaje, że to normalne, że dinozaury światopoglądowe w Rzeczypospolistej są pod specjalną ochroną.
Pozdrawiam.
@@@ .
|