Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pytanie o istnienie nieistnienie Boga

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
23-10-2012 08:51justn69 (61 punktów)Pytanie o istnienie nieistnienie Boga
0 na 8
Od dłuższego czasu mam problem. Intuicyjnie jestem lub uważam się za osobą wierzącą, choć przyznam, że czasami mam chwile zwątpienia. Jednak nawet jeśli przez chwilę mam wątpliwość, co do istnienia Boga, wracam do wiary, że jednak On istnieje. Podstawą mojej wiary jest właśnie - tak to nazywam, chociaż racjonaliści z tego forum pewnie będą się z tego zżymać i naśmiewać - RACJONALIZM. Myślę, że prawie każdego człowieka (i tu może mój mózg jest ograniczony, bo trudno mi przyjąć, że są ludzie, którym to wisi i powiewa) nurtuje myśl o SENS życia, istnienia świata.
Jeśli BÓG nie istnieje, to jaki jest sens tego wszystkiego. Jaki jest SENS odpowiadać na moje pytania, jaki jest sens walczyć z chrześcijaństwem, z innymi religiami, udowadniać swoje racje, twierdzić, że osoby wierzące w coś tam lub kogoś tam, to wstecznicy, ciemnogród i hamulec w rozwoju tego świata?
Skąd posiedli wiedzę o tym, co jest POSTĘPOWE (czy DOBRE to już inna sprawa)?

Jaki jest SENS zużywać swoją energię, emocje, siły, rozum na dywagacje istnieje - nie istnieje, w sytuacji, kiedy nie ma to najmniejszego ZNACZENIA.

Zakładając, ze Bóg nie istnieje, a wszystko jest WYNIKIEM PRZYPADKU, ślepej ewolucji, to i również światopogląd ludzi wierzących (nawet jeśli żyją w błędzie - choć trudno w przypadku "przypadkowego" świata mówić o jakimkolwiek błędzie), jest wynikiem EWOLUCJI.

Zakładając, że świat pozbawiony jest 'ducha', że jest rządzony przez ślepe siły materii, jak wytłumaczyć fakt, że jednak te ślepe mechanizmy działające w ludzkim , złożonym z materii mózgu, doprowadziły część zwierząt zwanych ludźmi, do pojęcia niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem. BŁĄD EWOLUCJI?

Przyjmując, że pojawienie się pojęcia Boga to wynik "błędu" ewolucji, pozostaje pytanie: JAKIE ZNACZENIE ma walka z tym domniemanym BŁĘDEM?
NIECH MI ktoś odpowie, bo jakiego grzyba UDOWADNIAĆ swoje racje, w imię czego, lub kogo, jeśli "wierzy" się, że świat jest materialny i jako taki nie ma sensu? Przecież to wszystko i tak przeminie, zostanie połknięte przez ślepe siły EWOLUCJI. Co popycha ludzi niewierzących do UDOWADNIANIA swoich racji? Niewidzialna siła czy czysty mechanizm, będący następstwem procesów zachodzących w mózgu.

Jeśli to drugie, to trudno sobie wyobrazić bardziej absurdalną sytuację: WALKA (NIEMATERIALNA) dwóch procesów myślowych będących wynikiem skomplikowanego zbiegu okoliczności cząstek materii, spośród których jeden uważa (na marginesie do rozstrzygnięcia zostaje fakt, w jaki sposób proces ten może cokolwiek UWAŻAĆ I ZAKŁADAĆ), że ma rację ponieważ POZNAŁ (w jaki sposób poznał?), że jego BYT nie ma sensu, ponieważ powstał zupełnie niezamierzenie i przypadkowo, a drugi utrzymuje, że ma rację, ponieważ POZNAŁ, że jako BYT ma jednak sens, ponieważ został zbudowany przez KOGOŚ.

TO tak jakby wyobrazić sobie dwa spierające się z sobą roboty, spośród których jeden uważa, że zbudował go człowiek, któremu ma służyć, a drugi utrzymuje, że nie wie po co powstał i do czego ma służyć.

NIE UMIEM ŻYĆ W ŚWIECIE, KTÓRY NIE MA SENSU
NIE UMIEM ROBIĆ CZEGOŚ, CO NIE MA ZNACZENIA
NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA
CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?
SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
>NIECH MI ktoś odpowie, bo jakiego grzyba UDOWADNIAĆ swoje racje, w imię czego, lub kogo, jeśli "wierzy" się, że świat jest materialny i jako taki nie ma sensu? Przecież to wszystko i tak przeminie, zostanie połknięte przez ślepe siły EWOLUCJI. Co popycha ludzi niewierzących do UDOWADNIANIA swoich racji?
Skłonność ludzi wierzących w byty niematerialne do sięgania po dobra jak najbardziej materialne, również kosztem myślących inaczej.
Skłonność ludzi wierzących w byty niematerialne do narzucania swoich praw w sferze jak najbardziej materialnej, które to prawa mają dotyczyć również myślących inaczej.
Mało?
Na pytania o sens istnienia i wartość bytu każdy musi znaleźć własne indywidualne odpowiedzi, jeśli mu na nich zależy, i wcale nie muszą to być odpowiedzi tożsame.
23-10-2012 09:55 
 Ocena 1 na 3
justn69 (61 punktów)
>>NIECH MI ktoś odpowie, bo jakiego grzyba UDOWADNIAĆ swoje racje, w imię czego, lub kogo, jeśli "wierzy" się, że świat jest materialny i jako taki nie ma sensu? Przecież to wszystko i tak przeminie, zostanie połknięte przez ślepe siły EWOLUCJI. Co popycha ludzi niewierzących do UDOWADNIANIA swoich racji?

>Skłonność ludzi wierzących w byty niematerialne do sięgania po dobra jak najbardziej materialne, również kosztem myślących inaczej.
>Skłonność ludzi wierzących w byty niematerialne do narzucania swoich praw w sferze jak najbardziej materialnej, które to prawa mają dotyczyć również myślących inaczej.
>Mało?
>

Dzięki za odpowiedź. Widzę ,że mówimy zupełnie o czym innym. Ja szukam głębszego wytłumaczenia dla materializmu i ateizmu. Czy materializm i ateizm to tylko reakcja na natarczywość ludzi wierzących? Czy mamy rozprawiać, o błędach katolików, chrześcijan i innych religii? Faktem jest, że jest ich bez liku i będzie jeszcze nie mało. Moje pytanie dotyczy czego innego: JAKI jest SENS tej walki, w imię CZEGO jest prowadzona, skoro ŚWIAT według WAS jest pozbawiony CELU I SENSU? Ludzie wierzący może się mylą, może żyją w błędzie, popełniają zbrodnie, ale mają CEL - zgadzam się, że ten cel jest bardzo często CELEM pozornym. CEL ten wychodzi jednak poza świat materialny. CO natomiast popycha ludzi niewierzących? REAKCJA na wynaturzenia ludzi WIERZĄCYCH? DLA MNIE TO MAŁO. Ja bym się takim celem nie zadowolił. A co będzie, załóżmy, że ludzie niewierzący znikną i w końcu końców nie będą problemem? CO WAM KAŻE ŻYĆ, DZIAŁAĆ? Trochę mi to przypomina walkę klas w komunizmie. Co będzie towarzysze jak już osiągniemy najwyższy etap komunizmu? Z kim będziemy walczyć? Mało to pozytywne - to raczej program negatywny.
23-10-2012 10:05 
 Ocena 13 na 13
finerbijk (17282 punktów)
>Mało to pozytywne - to raczej program negatywny.
Popełniasz typowy dla wierzących błąd utożsamiając ateizm z ideologią. Ateizm nie może być pozytywny, bo nie niesie ze sobą żadnego przesłania oprócz negacji bogów.

Każdy ateista może mieć swój własny cel i sens; dla jednego to może być samorozwój, poprawa jakości życia, dla innego dobro natury, dla trzeciego pogłębianie wiedzy, itd. itp. Oprócz niewiary w świat nadprzyrodzony ateistów, czy agnostyków, nie musi łączyć nic innego, dlatego dyskusja z pozycji zbawienie vs. ateizm, nie ma sensu.
Ateista tym się różni od wierzącego, że odrzuca cele, które wyznacza religia, szukając swojej własnej drogi i własnego sensu.
23-10-2012 11:02 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>>Mało to pozytywne - to raczej program negatywny.
>Popełniasz typowy dla wierzących błąd utożsamiając ateizm z ideologią. Ateizm nie może być pozytywny, bo nie niesie ze sobą żadnego przesłania oprócz negacji bogów.
>Każdy ateista może mieć swój własny cel i sens; dla jednego to może być samorozwój, poprawa jakości życia, dla innego dobro natury, dla trzeciego pogłębianie wiedzy, itd. itp. Oprócz niewiary w świat nadprzyrodzony ateistów, czy agnostyków, nie musi łączyć nic innego, dlatego dyskusja z pozycji zbawienie vs. ateizm, nie ma sensu.
>Ateista tym się różni od wierzącego, że odrzuca cele, które wyznacza religia, szukając swojej własnej drogi i własnego sensu.
>

O.K. Tylko czy ateista zdaje sobie sprawę z tego, że cele, jakie sobie wyznacza są "niematerialne": samorozwój, poprawa jakości życia, dla innego dobro natury, dla trzeciego pogłębianie wiedzy. Mnie zastanawia dlaczego "wierząc" li tylko w świat materialny, szuka się celów "niematerialnych"? Czy te "niematerialne" cele mogą mieć "materialne" źródło, czyli materię, skoro świat niematerialny nie istnieje.
Dla mnie, wszystko, cały porządek świata, wskazuje na to, że sens świata znajduje się poza nim - natomiast dla Was ateistów, jeśli dobrze zrozumiałem, ma on swoje źródło w materii - proszę sprostować, jeśli się mylę.
23-10-2012 11:34 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Dla mnie, wszystko, cały porządek świata, wskazuje na to, że sens świata znajduje się poza nim - natomiast dla Was ateistów, jeśli dobrze zrozumiałem, ma on swoje źródło w materii - proszę sprostować, jeśli się mylę.
Dla mnie podział na rzeczy materialne i niematerialne jest sprawą umowną i wtórną. Czy myśl jest materialna, czy niematerialna? Przecież nie może istnieć w oderwaniu od materii (przynajmniej nic o tym nie wiadomo). Można ją opisywać i mierzyć poprzez właściwości fizyczne, chemiczne, czy informacyjne. To tylko stan i emanacja materii, zupełnie jak młotek.
Ateizm natomiast odrzuca pogląd, że idee mogą być niezależnymi bytami, zdolnymi do przetrwania w oderwaniu od swoich podmiotów (nośników materialnych), bo nic na świecie tego nie potwierdza.
23-10-2012 13:06 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>Dla mnie podział na rzeczy materialne i niematerialne jest sprawą umowną i wtórną. Czy myśl jest materialna, czy niematerialna? Przecież nie może istnieć w oderwaniu od materii (przynajmniej nic o tym nie wiadomo). Można ją opisywać i mierzyć poprzez właściwości fizyczne, chemiczne, czy informacyjne. To tylko stan i emanacja materii, zupełnie jak młotek.
>Ateizm natomiast odrzuca pogląd, że idee mogą być niezależnymi bytami, zdolnymi do przetrwania w oderwaniu od swoich podmiotów (nośników materialnych), bo nic na świecie tego nie potwierdza.

Dzięki za wyjaśnienie. Pójdźmy zatem dalej. Rzeczywiście myśl nie może istnieć w oderwaniu od PODMIOTÓW. Jest to ta sama analogia jak z formą i materią. Ani forma, ani materia nie mogą istnieć samodzielnie (Arystoteles). To jednak forma ma decydujący wpływ na obraz świata. Materia bez formy (forma jest dla mnie, być może błędnie, równoważna z myślą, ideą) jest pozbawiona ZNACZENIA. Pytaniem otwartym (dla nas osób wierzących już nieco domkniętym) pozostaje kwestia nadania formy: czy forma może rodzić się sama z siebie, czy też jest kształtowana przez kogoś lub coś z zewnątrz.
Zatem odwiecznym pytaniem pozostaje: czy świat w jego obecnej, przeszłej i przyszłej formie dziełem przypadku, czy też nie.
23-10-2012 14:37 
 Ocena 7 na 7
finerbijk (17282 punktów)
>Zatem odwiecznym pytaniem pozostaje: czy świat w jego obecnej, przeszłej i przyszłej formie dziełem przypadku, czy też nie.
Nie ma przypadków, są konsekwencje. Jeśli wypadniesz z okna, to nie będziesz raczej twierdził, że twój upadek i rozbicie na miazgę jest wynikiem złej woli grawitacji. Podobnie świat powstał, bo musiał. Zdarzyło się coś co uruchomiło cały proces, ale nie ma podstaw aby się upierać, że trzeba nazywać to bogiem i bić mu pokłony.
23-10-2012 14:02 
 Ocena 6 na 6
grzmot (741 punktów)
>O.K. Tylko czy ateista zdaje sobie sprawę z tego, że cele, jakie sobie wyznacza są "niematerialne": samorozwój, poprawa jakości życia, dla innego dobro natury, dla trzeciego pogłębianie wiedzy. Mnie zastanawia dlaczego "wierząc" li tylko w świat materialny, szuka się celów "niematerialnych"? Czy te "niematerialne" cele mogą mieć "materialne" źródło, czyli materię, skoro świat niematerialny nie istnieje.
Za bardzo kombinujesz z tą niematerialnością. Ja w wymienionych celach nic niematerialnego nie widzę, one wszystkie przekładają się na skutki praktyczne. Najbardziej ulotnym ze skutków jakichkolwiek celów jest chwilowa przyjemność, ale ona też jest materialna w sensie fizjologicznym.
>Dla mnie, wszystko, cały porządek świata, wskazuje na to, że sens świata znajduje się poza nim - natomiast dla Was ateistów, jeśli dobrze zrozumiałem, ma on swoje źródło w materii - proszę sprostować, jeśli się mylę.
Założenie o "sensie" znajdującym się "poza światem" nie ma żadnego uzasadnienia poza chciejstwem.
>Pytaniem otwartym (dla nas osób wierzących już nieco domkniętym) pozostaje kwestia nadania formy: czy forma może rodzić się sama z siebie, czy też jest kształtowana przez kogoś lub coś z zewnątrz.
Prawa fizyki.
>Zatem odwiecznym pytaniem pozostaje: czy świat w jego obecnej, przeszłej i przyszłej formie dziełem przypadku, czy też nie.
Prawa fizyki.
23-10-2012 14:45 
 Ocena 2 na 2
justn69 (61 punktów)
>>Pytaniem otwartym (dla nas osób wierzących już nieco domkniętym) pozostaje kwestia nadania formy: czy forma może rodzić się sama z siebie, czy też jest kształtowana przez kogoś lub coś z zewnątrz.
>Prawa fizyki.
>>Zatem odwiecznym pytaniem pozostaje: czy świat w jego obecnej, przeszłej i przyszłej formie dziełem przypadku, czy też nie.
>Prawa fizyki.

O.K. - Czyli wg. ateisty czy materialisty jesteśmy ślepymi narzędziami w "ręku" praw fizyki. A takie coś jak wolna wola nie istnieje.
23-10-2012 15:53 
 Ocena 6 na 6
grzmot (741 punktów)
>O.K. - Czyli wg. ateisty czy materialisty jesteśmy ślepymi narzędziami w "ręku" praw fizyki. A takie coś jak wolna wola nie istnieje.
Oczywiście. Istnienie wolnej woli to tylko przyjemny, antyczny koncept filozoficzny, nie mający oparcia w praktyce. Wyniki doświadczeń neurologicznych przeczą istnieniu wolnej woli (obrazowanie PET, pobudzanie obszarów mózgu prądem, badania schorzeń związanych z zakresem świadomości), tak samo jak doświadczenia codzienne (wychowanie, marketing).
23-10-2012 17:22 
 Ocena 4 na 4
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
>O.K. - Czyli wg. ateisty czy materialisty jesteśmy ślepymi narzędziami w "ręku" praw fizyki.

Zarażony wiarą rozum widzi "ręce" tam gdzie ich nie ma i nigdy nie było. Prawa fizyki zostały wymyślone przez człowieka, aby lepiej zrozumieć to co nas otacza czyli materię.

>A takie coś jak wolna wola nie istnieje.

Oczywiście, że nie. Ale to nie miejsce na dyskusję o tym. Poszukaj na forum, ostatnio był nawet ciekawy wątek o "ww".


Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
24-10-2012 08:16 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>>O.K. - Czyli wg. ateisty czy materialisty jesteśmy ślepymi narzędziami w "ręku" praw fizyki.
>Zarażony wiarą rozum widzi "ręce" tam gdzie ich nie ma i nigdy nie było. Prawa fizyki zostały wymyślone przez człowieka, aby lepiej zrozumieć to co nas otacza czyli materię.
>>A takie coś jak wolna wola nie istnieje.
>Oczywiście, że nie. Ale to nie miejsce na dyskusję o tym. Poszukaj na forum, ostatnio był nawet ciekawy wątek o "ww".
>
Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g


Czyli wg. ateisty nasza dyskusja, to dyskusja dwóch mechanizmów. Dla mnie taka dyskusja jest bezcelowa. Czy coś w ogóle wyjaśni. NIC. Nie wnosi nic dla mnie, ani dla drugiej strony. Jest po prostu FRUSTRUJĄCA. Wolę pozostać przy swoim... nawet jeśli się mylę, I TAK NIE MA TO - WEDŁUG WASZEGO ŚWIATOPOGLĄDU - NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.
24-10-2012 09:03 
 Ocena 8 na 8
grzmot (741 punktów)
>Czyli wg. ateisty nasza dyskusja, to dyskusja dwóch mechanizmów. Dla mnie taka dyskusja jest bezcelowa. Czy coś w ogóle wyjaśni. NIC. Nie wnosi nic dla mnie, ani dla drugiej strony. Jest po prostu FRUSTRUJĄCA. Wolę pozostać przy swoim... nawet jeśli się mylę, I TAK NIE MA TO - WEDŁUG WASZEGO ŚWIATOPOGLĄDU - NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.
Problem w tym, że myślisz zbyt czarno-biało. Albo istota "uduchowiona" - albo "pusty" mechanizm. Tymczasem w rzeczywistości mamy do czynienia z umysłem - funkcją mózgu wynikającą z odpowiedniej mocy obliczeniowej i nagromadzenia informacji. To jest "tylko" materia i "tylko" automat, ale bardzo skomplikowany, rozwijający się, świadomy automat. Gromadzenie dodatkowej, spójnej informacji jest dla takiego automatu po prostu korzystne - a przy okazji często przyjemne.

Dla kogo ta dyskusja mogłaby być celowa? Dla ciebie - bo szukasz wyjaśnień, ale nie wszystkie przychodzą w strawnej formie? Dla "nas" - jako szerzenie wiedzy, jedno doświadczenie więcej z zagubionym człowiekiem - ale może też rozrywka i prokrastynacja .

Mylisz też "nasz" światopogląd ze swoją wizją "naszego" światopoglądu - ale to już inna bajka.

>RACZEJ MI NIE POMOŻECIE - bo NIE CZUJĘ SIĘ W POTRZEBIE. W czym możecie mi pomóc? Chcecie mi udowodnić, że zginiemy wszyscy prędzej czy później i ślad po nas nie pozostanie? Co tu udowadniać.
Ależ czujesz się w potrzebie - tylko nie chcesz tego przyznać. Przecież tu jesteś - to coś znaczy, prawda? Znowu widać to czarno-białe myślenie, "ślad po nas nie pozostanie" - to bzdura. Nie zamykaj się na prawdę . Pozostanie wiele różnych śladów, niektóre bardzo trwałe i pozytywne.
>Ja przyjąłem optykę nadziei, wy intelektualnej BEZNADZIEI.
To zdanie niestety ujawnia twoje mocne zindoktrynowanie. To kalka, którą bezmyślnie powtarza wielu wierzących, te same słowa, ten sam brak argumentów dowodzący braku zrozumienia. Nie potraktuj tych słów jako ataku, po prostu pewne wzorce są bardzo widoczne. Powodzenia.
24-10-2012 12:35 
 Ocena 5 na 5
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
>Czyli wg. ateisty nasza dyskusja, to dyskusja dwóch mechanizmów.
Dla mnie taka dyskusja jest bezcelowa.

Nie! Dla mnie taka dyskusja jest bezcelowa, gdyż Ty:
>Wolę pozostać przy swoim... nawet jeśli się mylę,

a ja, gdy się mylę, przyznaję się do błędu i uaktualniam swoją wiedzę. Ciekawe, które podejście uważasz za uczciwsze?

>I TAK NIE MA TO - WEDŁUG WASZEGO ŚWIATOPOGLĄDU - NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.

Ależ ma, gdyż ja i wielu podobnie myślących, uważa że należy tak żyć, abyśmy po śmierci byli jak najdłużej pamiętani. Jedni globalnie, inni lokalnie, rodzinnie. Mi przynajmniej taka myśl wystarcza i świetnie się z nią czuję.

p.s
Przestań nadużywać klawisza CapsLock, ponieważ "darcie japy" nie jest mile tu widziane (i nie tylko tu ).


Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
24-10-2012 13:00 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>Ależ ma, gdyż ja i wielu podobnie myślących, uważa że należy tak żyć, abyśmy po śmierci byli jak najdłużej pamiętani. Jedni globalnie, inni lokalnie, rodzinnie. Mi przynajmniej taka myśl wystarcza i świetnie się z nią czuję.
>p.s

A co poradzisz tym, którzy są ubodzy, kalecy, umierający, bez przyjaciół, bez rodzin, którym nic w życiu nie wyszło, którzy zostali przedwcześnie pokonani przez ból, śmierć? Co im powiesz, zginiecie bez pamięci. Co mi po pamięci, która się kiedyś kończy, bo skończy się prędzej, niż myślisz. Czy naprawdę nie pragniesz - choćby zabrzmi to pewnie dla Ciebie absurdalnie - żyć wiecznie?
24-10-2012 14:22 
 Ocena 4 na 4
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
Widzę, że wzorem innych religijnych unikasz odpowiedzi na co trudniejsze i obnażające "moralność" wierzących pytania. No ale niech Ci będzie:

>A co poradzisz tym, którzy są ubodzy, kalecy, umierający, bez przyjaciół, bez rodzin, którym nic w życiu nie wyszło, którzy zostali przedwcześnie pokonani przez ból, śmierć? Co im powiesz, zginiecie bez pamięci.

Powiem prawdę zgodną z aktualnym stanem wiedzy (wiedzy nie wiary). Poza tym na pewno ja bym o kimś takim pamiętał.
Moja mama- katoliczka zresztą- zwykła mawiać:
Nie kłam! Najczarniejsza prawda jest tysiąckroć lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo.

>Co mi po pamięci, która się kiedyś kończy, bo skończy się prędzej, niż myślisz.

Ależ oczywiście, że się skończy i zdaję sobie sprawę, iż w moim przypadku bedzie to góra dwa pokolenia (jeżeli którekolwiek z moich dzieci zdecyduje się na potomstwo).

>Czy naprawdę nie pragniesz - choćby zabrzmi to pewnie dla Ciebie absurdalnie - żyć wiecznie?

Nie. Aż tak zadufany w sobie to nie jestem.

Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
25-10-2012 08:51 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>Widzę, że wzorem innych religijnych unikasz odpowiedzi na co trudniejsze i obnażające "moralność" wierzących pytania. No ale niech Ci będzie:\

Nie bardzo rozumiem o jakie pytanie chodzi, coś mi być może umknęło. Zresztą nikt ne jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania.

>Ależ oczywiście, że się skończy i zdaję sobie sprawę, iż w moim przypadku bedzie to góra dwa pokolenia (jeżeli którekolwiek z moich dzieci zdecyduje się na potomstwo). -

I przechodzisz nad tym do porządku dziennego.

>>Czy naprawdę nie pragniesz - choćby zabrzmi to pewnie dla Ciebie absurdalnie - żyć wiecznie?
>Nie. Aż tak zadufany w sobie to nie jestem.

Ja nie widzę w tym nic z zadufania - po prostu pragnę, by to co dobre (= życie, szczęście) trwało, tak samo pragnę tego samego dla innych. Czy takie pragnienie jest pozbawione sensu - pożyjemy zobaczymy (pewności nie ma, ale jest nadzieja).
25-10-2012 13:25 
 Ocena 2 na 2
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
>Nie bardzo rozumiem o jakie pytanie chodzi, coś mi być może umknęło. Zresztą nikt ne jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Cytat:
Nie! Dla mnie taka dyskusja jest bezcelowa, gdyż Ty:
> Wolę pozostać przy swoim... nawet jeśli się mylę,
a ja, gdy się mylę, przyznaję się do błędu i uaktualniam swoją wiedzę. Ciekawe,
które podejście uważasz za uczciwsze?


>I przechodzisz nad tym do porządku dziennego.

A co? Ma włosy z głowy rwać? Świat radził sobie dobrze beze mnie, to i poradzi sobie jak padnę. Poza tym, aby po zgonie jeszcze jakoś się przydać to podpisałem w Trinity College wolę ofiarowania swojego ciała jako rekwizytu do nauki dla studentów. A nuż dzięki temu uratuję komuś życie.

>Ja nie widzę w tym nic z zadufania - po prostu pragnę, by to co dobre (= życie, szczęście) trwało, tak samo pragnę tego samego dla innych. Czy takie pragnienie jest pozbawione sensu - pożyjemy zobaczymy (pewności nie ma, ale jest nadzieja).

To nie tylko zadufanie, ale uprzykrzanie życia innym i próbowanie zbawiania na siłę. Robisz to z czystego egoizmu- im więcej dusz zbawisz, tym większa szansa, że dostaniesz się do swojego wymyślonego raju.

Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
25-10-2012 13:43 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
A nuż dzięki temu uratuję komuś życie.

To chwalebne i zakłada jakąś wiarę, wiarę w ludzkość (= dobro).

>To nie tylko zadufanie, ale uprzykrzanie życia innym i próbowanie zbawiania na siłę. Robisz to z czystego egoizmu- im więcej dusz zbawisz, tym większa szansa, że dostaniesz się do swojego wymyślonego raju.

Nie mam zamiaru nic robić na siłę i przepraszam jeśli Ci uprzykrzam życie - zresztą nie musisz mi odpowiadać, jak Cię to tak drażni. Moje zbawienie nie zależy bynajmniej od tego ile dusz "zbawię" (nie mam takiej mocy), ale od Boga. Co do raju nie mam zielonego pojęcia, jak wygląda, zakładam, że będzie równie atrakcyjny jak Ziemia.

Pozdrawiam

>
Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g

23-10-2012 10:08 
 Ocena 3 na 3
Konowal (6291 punktów)
Hehe - ateizm jako frustracja? Może to być.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
23-10-2012 16:47 
 Ocena 14 na 14
setarkos (10757 punktów)
>Hehe - ateizm jako frustracja? Może to być.
Ano może. Wiadomo, że tłumaczenie spraw trudnych działaniem bóstw bazuje na wygodnictwie intelektualnym - zatem ateizm (zmuszający do wysiłku myślenia) pozostaje dla wielu zanadto frustrujący.
Konowal (6291 punktów)
>>Hehe - ateizm jako frustracja? Może to być.
>Ano może. Wiadomo, że tłumaczenie spraw trudnych działaniem bóstw bazuje na wygodnictwie intelektualnym - zatem ateizm (zmuszający do wysiłku myślenia) pozostaje dla wielu zanadto frustrujący.
>
Ale to nie Ci się frustrują.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
23-10-2012 10:21 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>CO natomiast popycha ludzi niewierzących? REAKCJA na wynaturzenia ludzi WIERZĄCYCH? DLA MNIE TO MAŁO. Ja bym się takim celem nie zadowolił.

Ja też nie. Religia/wiara to tylko patologiczne zjawisko uboczne, czasami mocno uciążliwe, czasami tylko denerwujące (choć często bez większego znaczenia), to i czasami, w ramach luzu, można spróbować trochę "ponaprawiać świat" i odnawiać oblicze tej ziemi. Takie dodatkowe hobby.
23-10-2012 10:46 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>>CO natomiast popycha ludzi niewierzących? REAKCJA na wynaturzenia ludzi WIERZĄCYCH? DLA MNIE TO MAŁO. Ja bym się takim celem nie zadowolił.
>Ja też nie. Religia/wiara to tylko patologiczne zjawisko uboczne, czasami mocno uciążliwe, czasami tylko denerwujące (choć często bez większego znaczenia), to i czasami, w ramach luzu, można spróbować trochę "ponaprawiać świat" i odnawiać oblicze tej ziemi. Takie dodatkowe hobby.

Cóż chcecie naprawiać, skoro nie wiecie, JAK POWINNO BYĆ DOBRZE. Skoro DOBRO to pojęcie względne i czysto abstrakcyjne. A co to znaczy zjawisko uboczne, na jakiej podstawie twierdzisz, że religia to zjawisko uboczne, czy sam wyznaczasz normy? NORMY są również względne. Z jednej strony denerwuję Cię, że religia (wierzący) próbuje narzucić Ci własną wizję świata, a sam czynisz podobnie, kwalifikując ją jako chorobę i spisując na unicestwienie.

Takie dodatkowe hobby.

A jakie jest Twoje główne zajęcie, skoro hobby tak górnolotne. Co SPRAWIA że chcesz żyć. Materia? Jesteś tylko bezwiedną kupą materii, zniewoloną przez procesy, których do końca nie rozumiesz i wykonujesz (pardon same się wykonują) polecenia cząstek materii?
A tak na marginesie, masz jakiś kompleks religii/ wiary. Koniec końców, nie powinno mieć dla Cienie znaczenia to, czy ktoś w coś wierzy, czy nie, wszak i tak wszyscy obrócimy się - wg. Was - w niebyt.
23-10-2012 11:42 
 Ocena 14 na 14
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Cóż chcecie naprawiać, skoro nie wiecie, JAK POWINNO BYĆ DOBRZE. Skoro DOBRO to pojęcie względne i czysto abstrakcyjne.

Z obserwacji rzeczywistości i rozmaitych doświadczeń różnych ludzi i różnych społeczeństw, możemy wyciągać wnioski, jak może być lepiej. Dla nas, dla innych, dla możliwie dużej ilości ludzi. LEPIEJ. Nie DOBRZE, bo dobrze to chcą zrobić sobie i wszystkim, tylko idealistyczni porypańcy, wyznawcy wiar w jedynosłuszność, bez znaczenia, czy z Bogiem czy bez. "Lepiej" jest skromniejsze i racjonalne, bo osiągalne. Jak powinno być DOBRZE, to tylko u mesjanistycznych, zbawiających i niebezpiecznych pomyleńców.

> A co to znaczy zjawisko uboczne, na jakiej podstawie twierdzisz, że religia to zjawisko uboczne, czy sam wyznaczasz normy?

To było w sensie, że dla mnie uboczne. Są ciekawsze, bardziej zajmujące rzeczy/sprawy na tym świecie.

>NORMY są również względne.

Prawda.

>Z jednej strony denerwuję Cię, że religia (wierzący) próbuje narzucić Ci własną wizję świata

owszem.

>a sam czynisz podobnie, kwalifikując ją jako chorobę i spisując na unicestwienie.

Pieprzysz. Czyli manipulujesz. Ja niczego nie narzucam. To, że kwalifikuję ją jako zjawisko PATOLOGICZNE, to jest moja ocena (i nie tylko moja) i niczego tym nie narzucam, tylko prezentuję. Jak komuś nie odpowiada, to trudno. Ale ingerencję w moją, niereligijną przestrzeń, będę zwalczał, tak jak samą prezentacją swoich poglądów mam nadzieję osłabiać szkodliwy, moim zdaniem, religijny ogląd rzeczywistości.

>A jakie jest Twoje główne zajęcie, skoro hobby tak górnolotne.

Nie mam głównego zajęcia, bo zainteresowań wiele.

>Co SPRAWIA że chcesz żyć.

Zwyczajnie to lubię.

>Materia? Jesteś tylko bezwiedną kupą materii, zniewoloną przez procesy, których do końca nie rozumiesz i wykonujesz (pardon same się wykonują) polecenia cząstek materii?

Jakoś sympatyczniej jest mi być kupą materii, bo jakież to fascynujące, że taka sobie kupa, tak niezwykle potrafiła się zorganizować, że teraz sobie dyskutuje z jakimś religijnym dziwolągiem, który co prawda też jest podobną kupą, ale dotkniętą duchem czy czymś tam, co go to uwiecznia na wieczność wieczności i co se w tym sens upatruje.
I tak sobie oglądam ten świat z fascynacją. A popaprańcy zezujący w zaświat, tego fascynującego świata zazwyczaj nie widzą i nie doceniają, bo są zajęci idiotyzmami o aniołach, maryjkach, jezuskach, cudach i biciem plusików podczas stękania do nerwowego Bozi. Umarli za życia. Bo czas ucieka a wieczność szczeka.

>A tak na marginesie, masz jakiś kompleks religii/ wiary. Koniec końców, nie powinno mieć dla Cienie znaczenia to, czy ktoś w coś wierzy, czy nie, wszak i tak wszyscy obrócimy się - wg. Was - w niebyt.

Jak religijnym będzie bez znaczenia, czy ja wierzę czy nie i swoje pomysły na życie ograniczą do siebie, wtedy w ogóle nie będę tego zauważać. Ale najpierw trzeba ich spróbować wychować i nauczyć szacunku dla cudzej przestrzeni, bo to jest strasznie zaniedbane. Właściwie, to w ogóle tego nie ma. Zwyczajny brak kultury. Chamstwo panie.
23-10-2012 12:25 
 Ocena-1 na 3
justn69 (61 punktów)

Do Darkside,

Dalej Cię nie rozumiem, chcesz, by było LEPIEJ, a skąd wiesz, ze jest GORZEJ? Skąd ta aksjologia u człowieka, który wszystko uznaje za względne?

Widzę, że masz złe doświadczenia z jak ich to nazywasz "religijnymi", pewnie spotkałeś jakiś chamów. Sam zresztą też nie grzeszysz kulturą (cytaty: porypańcy, Pieprzysz).
Wydaje mi się, że Twój ateizm ma bardziej podbudowę antyklerykalną i antykościelną niż jest przemyślaną drogą. Jeśli będziemy się skupiać na tym, kto jest bardziej kulturalny, kto ma więcej na sumieniu, to do niczego sensownego nie dojedziemy ( zarówno przedstawiciele religii jak i materializmu czy ateizmu mają wiele na sumieniu). Mi chodzi o dotarcie do sedna - do SENSU świata. Dla Ciebie to jednak mało istotny temat. Mimo to angażujesz sporo emocji na udowodnienie TEZY, że ten świat NIE MA ZNACZENIA. Że też Ci się chce... skoro to wszystko jest bez znaczenia.
23-10-2012 13:48 
 Ocena 9 na 9
astrotaurus (12445 punktów)

>Dalej Cię nie rozumiem, chcesz, by było LEPIEJ, a skąd wiesz, ze jest GORZEJ? Skąd ta aksjologia u człowieka, który wszystko uznaje za względne?
No normalnie. Wedle uzgodnionej względności.

>Widzę, że masz złe doświadczenia z jak ich to nazywasz "religijnymi", pewnie spotkałeś jakiś chamów.
O tak! Łatwo takich spotkać dzisiaj i łatwo było spotkać w historii.

>Sam zresztą też nie grzeszysz kulturą (cytaty: porypańcy, Pieprzysz).
Sens i prawdziwość też się liczą i to może nawet przed kolokwialną formą.

>Wydaje mi się, że Twój ateizm ma bardziej podbudowę antyklerykalną i antykościelną niż jest przemyślaną drogą.
Mieszasz pojęcia bez ładu. Antyklerykalizm jest możliwy dopiero kiedy umysł jest wolny od teizmu - są wprawdzie wierzący antyklerykałowie, ale ich antyklerykalizm jest raczej mocno ograniczony, a wiara rozbieżna z tym co do wierzenia podaje kler.

>Jeśli będziemy się skupiać na tym, kto jest bardziej kulturalny, kto ma więcej na sumieniu, to do niczego sensownego nie dojedziemy ( zarówno przedstawiciele religii jak i materializmu czy ateizmu mają wiele na sumieniu).
Nie będzie Ci łatwo znaleźć wśród ludzi racjonalnie myślących wspólnika do tak podłego interesu. Chyba że potrafisz przedstawić jakieś rozumne a ekwiwalentne zestawienie tych spraw na sumieniu:
religiantów w imię religii
materialistów w imię materializmu
ateistów w imię ateizmu

>Mi chodzi o dotarcie do sedna - do SENSU świata.
Fiuuuu! Jak na żałosny poziom wiedzy o świecie jaki prezentujesz cele masz niewąskie!

>Dla Ciebie to jednak mało istotny temat.
A bo gdzież mu do takich tuzów intelektu jak Rodzina Radia Maryja i i justn69 - to dopiero odpowiedni tytani do odpowiednich pytań.

>Mimo to angażujesz sporo emocji na udowodnienie TEZY, że ten świat NIE MA ZNACZENIA. Że też Ci się chce... skoro to wszystko jest bez znaczenia.
Jak będziesz wyśmiewał głupoty, które sam wymyślisz to wygrasz "dyskusję" i pozostaniesz tępo zadowolony z siebie. Spróbuj zrozumieć co mówią oponenci i do tego się odnoś.

>czy forma może rodzić się sama z siebie, czy też jest kształtowana przez kogoś lub coś z zewnątrz. Zatem odwiecznym pytaniem pozostaje: czy świat w jego obecnej, przeszłej i przyszłej formie dziełem przypadku, czy też nie.
A czemu "zatem"? Przecie świat może być ukształtowany przez przypadek z zewnątrz.
A bardziej serio: słyszałeś kiedyś o czymś takim jak fizyka? Prawa przyrody?

>Skoro ewolucja to sam zbieg czystych przypadków,
Pasowałoby się nieco dokształcić by odróżniać przypadek od zdarzenia losowego

>to czym jest mój czy Twój mózg. Czysto przypadkowym zlepkiem komórek?
Postanowiłeś niczego się nie nauczyć?

>Jeśli tak, to kończmy te dyskusję, bo jest ona czysto przypadkowa i bez jakiegokolwiek znaczenia.
Nie jest przypadkowa. Ludzie po takim praniu mózgu jakie przeszedłeś Ty i z taką bezrozumną butą zachowują się zawsze tak samo.

Nie jesteś ani pierwszy, ani wyjątkowy - ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło?
Wybierz jeden temat i cel jaki chcesz w tym temacie osiągnąć - tak możesz stać się o wiele ciekawszym rozmówcą. Pyszałkowate popisywanie się chaosem jaki masz wtłoczony do głowy to droga donikąd.



Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
23-10-2012 15:05 
 Ocena-2 na 4
justn69 (61 punktów)
>No normalnie. Wedle uzgodnionej względności. -

Czyli wszystkie normy są względne, również Twoje, to pocieszające...

>Sens i prawdziwość też się liczą i to może nawet przed kolokwialną formą. - czyli brak kultury drugiej strony jest ZŁY, brak kultury z naszej DOBRY - czyli wszystko w zgodzie z zasadą względności. OK. niech tak będzie

>>Wydaje mi się, że Twój ateizm ma bardziej podbudowę antyklerykalną i antykościelną niż jest przemyślaną drogą.

>>Mi chodzi o dotarcie do sedna - do SENSU świata.
>Fiuuuu! Jak na żałosny poziom wiedzy o świecie jaki prezentujesz cele masz niewąskie!

Dziękuję za kolejny epitet, Ty to masz takt i kulturę!

>A bardziej serio: słyszałeś kiedyś o czymś takim jak fizyka? Prawa przyrody?

NIE, NIE SŁYSZAŁEM O FIZYCE, PRZYRODZIE, NIE CHODZIŁEM NAWET DO PODSTAWÓWKI...

>>Skoro ewolucja to sam zbieg czystych przypadków,
>Pasowałoby się nieco dokształcić by odróżniać przypadek od zdarzenia losowego.

CZEKAM ZATEM NA WYJAŚNIENIE CZYM JEST EWOLUCJA -
Ludzie po takim praniu mózgu jakie przeszedłeś Ty i z taką bezrozumną butą zachowują się zawsze tak samo.

A skąd ta agresja słowna, czy Ci ubliżyłem i czy Cię czymś obraziłem?
Nawet jeśli wg. Cibie jetem bezrozumnym przepojonym buta fundamentalistą, to nie musisz się tak emocjonować. Przyjmij to jako uboczny produkt ewolucji, tu wszystko przecież jest zgodne z prawami fizyki, nieprawdaż? więc i mój IDIOTYZM się tu zmieści. Badaj więc moje wypociny jako naukowiec, bez emocji, na zimno, w pełni obiektywnie, zgodnie z prawami fizyki. ŻEGNAM
23-10-2012 18:36 
 Ocena 11 na 11
astrotaurus (12445 punktów)

>Czyli wszystkie normy są względne, również Twoje, to pocieszające...
Pokaż lepsze, chętnie zmienię swoje.

>czyli brak kultury drugiej strony jest ZŁY, brak kultury z naszej DOBRY - czyli wszystko w zgodzie z zasadą względności. OK. niech tak będzie
Kolejny nieuprawniony wniosek. Problem w uzasadnieniach.

>Dziękuję za kolejny epitet, Ty to masz takt i kulturę!
Zrozum co mówię to podziękujesz za zwrócenie uwagi.

>NIE, NIE SŁYSZAŁEM O FIZYCE, PRZYRODZIE, NIE CHODZIŁEM NAWET DO PODSTAWÓWKI...
Tak to, niestety, wygląda. Jesteś nasiąknięty pseudointelektualnymi bzdetami rozsiewanymi przez nieuków z ambon i nie umiesz ich z nauką skonfrontować.

>CZEKAM ZATEM NA WYJAŚNIENIE CZYM JEST EWOLUCJA
Czekaj tatka latka. To jest portal dla samodzielnie myślącej inteligencji, edukacja elementarna pyskatych pyszałków nie jest tu na miejscu. Radziłem Ci już więcej poczytać.

>A skąd ta agresja słowna, czy Ci ubliżyłem i czy Cię czymś obraziłem?
Nie jesteś w stanie mnie obrazić, ale czemu zmieniasz temat? Mówiłem o Twojej schematyczności.

>Nawet jeśli wg. Cibie jetem bezrozumnym przepojonym buta fundamentalistą, to nie musisz się tak emocjonować.
I się nie emocjonuję. Nie jesteś ani pierwszy, ani wyjątkowy - ile Ci trzeba powtarzać? Może tylko mi być żal, że was produkują masowo w jakichś ciemnych czeluściach kościołów i jak przylecicie tu okazywać swoją wyższość to zachowujecie się jakby cały dorobek kulturowy ludzkości spłynął po was jak woda po kaczce, liczy się tylko wasza bajka i wasze z niej zadowolenie.

>Przyjmij to jako uboczny produkt ewolucji, tu wszystko przecież jest zgodne z prawami fizyki, nieprawdaż? więc i mój IDIOTYZM się tu zmieści. Badaj więc moje wypociny jako naukowiec, bez emocji, na zimno, w pełni obiektywnie, zgodnie z prawami fizyki.
Badam, badam, bądź spokojny. I szanuję Twoje prawo do Twojego miejsca w świecie. Wiem też, że najlepszy sposób aby Ci pomóc myśleć to nie dopuszczać do rozkwitu górnolotnego bełkotu w jakim jesteś zaprawiony, ale skłaniać do mówienia o konkretach. Musisz sam zauważyć, że ględzisz bzdury bez pokrycia, inaczej nie wyzdrowiejesz.
Wybierz temat ważny, w którym czujesz się mocny i sprawdź, że to puste przekonanie. Może coś zrozumiesz. Emocje zostaw na okrasę.

>ŻEGNAM
Nie uciekaj, pomożemy Ci.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
23-10-2012 19:00 
 Ocena 3 na 3
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
Och, och, och-następny wierzący odchodzi z urażonymi uczuciami. Jakież to typowe.

>ŻEGNAM

Sie mi taki żarcik przypomniał:
katolik: w imię ojca i syna i ducha świętego
ateista: boli mnie głowa, klata i ramiona....

Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
24-10-2012 07:25 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Wyłącz, proszę, CapsLocka i przestań krzyczeć. Tu nie Onet.
24-10-2012 00:18 
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Kolega astrotaurus bardzo ładnie posprzątał, to ja tylko to jedno, bo dziwnie tak pisać w niebyt.

>Mi chodzi o dotarcie do sedna - do SENSU świata. Dla Ciebie to jednak mało istotny temat.

To dlatego, że Twój umysł jest zarażony chrześcijańską kulturą pośmierci i zaświatów. Ta haniebna ideologia, jak żadna inna, nawet z tych religijnych, wszczepia w ludzką świadomosć histerię umierania, śmierci i nie-bycia. Pielęgnowany strach pośmiertnych konsekwencji i obraz nie-bycia jako czegoś strasznego, spędza wam zwykle sen z powiek i nie pozwala po prostu żyć. A już na pewno nie pełną piersią. Musicie kombinować z pośmiercią. Katolicy/chrześcijanie, to moim zdaniem grupa najbardziej wyrzucona poza nawias życia i świata, bo te, mają wedle ich ideologii wartość wyłącznie pomocniczą. Nigdy zasadniczą. Zasadnicze są zaświaty i wieczna pośmiertność. Nikczemni manipulatorzy wyrzucili Twoją percepcję POZA. Nie interesuje Cię już sam świat, tylko dręczy Cię jego sens, cel i wartości sięgające POZA życie i ten świat. Nieosiągalne przedsięwzięcie, a wiele, czy nawet wszystko, wskazuje, że bezsensowne. W taki sposób haniebnie zostałeś wytrącony z samego życia. Twoi pasterze, to Twoi oprawcy. Pozbawili Cię umiejętności życia, założyli opaskę na oczy i teraz musisz grać w ciuciubabkę desperacko szukając zakotwiczenia w byciu. A nie umiesz tego znaleźć w życiu (bo to tylko marna runda kwalifikacyjna do wiecznych zaświatów) i już zawsze szukać będziesz na zewnątrz. Nie zaznasz spokoju, chyba że wyzdrowiejesz, ale to trudne.
Co ciekawe, to nawet wasi starsi bracia w wierze nie zajmują się uwiecznianiem siebie, zaświatami i pośmiercią. To im głów w ogóle nie zaprząta. Ich zadaniem jest doskonalenie świata. Bo tam nie ma histerii umierania i śmierci. Jest całkowite skupienie na sprawach TEGO świata. Was tej umiejętności pozbawiono. Macie zeza. Trudnego do leczenia. I percepcję istnienia przesuniętą z rzeczywistości w pośmierć. Straszne, bo przeżyjesz życie właściwie go nie doświadczając. Być może tylko pewne przebłyski. Kiedy będziesz umierał, to na pytanie czym to wszystko było nie będziesz umiał odpowiedzieć, bo nie żyłeś, tylko zezowałeś, szukałeś ostatecznego sensu. Nikt Cię madrego życia nie nauczył, tylko kombinowania z zewnętrznymi celami, sensami, urojonymi pojęciami i bytami oraz uwiecznieniami. Jesteś nibybytem wycofanym z życia do zestawu eschatologicznych pojęć i rozważań. Smutne, no ale cóż.
24-10-2012 08:22 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
A nie umiesz tego znaleźć w życiu (bo to tylko marna runda kwalifikacyjna do wiecznych zaświatów)

Skąd ta znajomość - czy masz jakieś nadprzyrodzone zdolności, skąd wiesz, czym kieruję się w życiu i co uważam za ważne? Czy siedzisz w moim mózgu?
24-10-2012 08:40 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Żyję tu i teraz, to po prostu typowe w pewnych sytuacjach. Sam napisałeś, co jest Twoim celem. Nie życie samo w sobie, tylko szukanie sensu. I to nie jakiegoś sensiku, tylko tego totalnego, największego sensu. Zanurzony w bezsensownych poszukiwaniach, zamiast swobody bycia w świecie. Bardzo wiele wziąłeś sobie na głowę. Czy raczej Ci to włożono. No to będziesz szukał, kombinował, bo masz wdrukowany niepokój przed przemijalnością, skończonością, itp. Oni Ci to zrobili i to Ci nie da spokoju. Memento mori. A życie samo przecieknie między palcami, przejdzie obok. Nie podejrzewam, że się zagnębnisz i zamęczysz jak Pascal, ale uwolnić się bedziesz miał ciężko. Taki ciężar szukania czegoś, czego się na da znaleźć, nie pozwala na swobodę życia. Było wielu, co tak kombinowało i poza iluzją, w którą czasami gorąco i bezwzględnie wierzyli, niczego nie znaleźli. Lepiej więc ŻYJ i pozwół żyć innym.
24-10-2012 12:17 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
Co Ty z tymi "Oni Ci to zrobili i to Ci nie da spokoju" - nie czuję się wcale zniewolony. Prawie każdy z uczestników tego forum mieniącym się materialistą czy ateistą sugeruje mi zniewolenie umysłowe przez jakąś złowrogą, prawie tajemną, organizacje zwaną zapewne kościołem lub religią. Mi to zakrawa na szukanie drugiego dna, tam gdzie go nie ma. Osobiście znam byłych ateistów, którzy zaczęli wierzyć (choć byli wychowani w ateistycznych rodzinach) i wcale im nie ciąży religia, czy wiara. Skąd tyle podejrzliwości. Skąd wreszcie szukanie "zła" u innych, skoro z natury przeczy się istnieniu dobra czy zła?

Taki ciężar szukania czegoś, czego się na da znaleźć, nie pozwala na swobodę życia -
pewnie nie uwierzysz, ale żyję całkiem swobodnie

Lepiej więc ŻYJ i pozwół żyć innym. - przepraszam, czy to aluzja, czy ja komuś przeszkadzam żyć? Czy stawianie pytań, to już przeszkadzanie? Mam siedzieć cicho, nawet, jeśli wg. Ciebie zasługuje na miano idioty?

Było wielu, co tak kombinowało i poza iluzją, w którą czasami gorąco i bezwzględnie wierzyli, niczego nie znaleźli.
-Skąd ta pewność? Badałeś ich, rozmawiałeś z nimi?
24-10-2012 12:51 
 Ocena 6 na 6
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
>Osobiście znam byłych ateistów, którzy zaczęli wierzyć (choć byli wychowani w ateistycznych rodzinach)

O! To takie religijne "urban legends" (że tak amerykanizmem zajadę)
Ja osobiście nie znam ani jednego, chociaż zdecydowana większość z nich to katolicy.
Za to w drugą stronę (czyli z religianta w ateistę) poznałem bardzo dużo.

>Lepiej więc ŻYJ i pozwół żyć innym. - przepraszam, czy to aluzja, czy ja komuś przeszkadzam żyć? Czy stawianie pytań, to już przeszkadzanie? Mam siedzieć cicho, nawet, jeśli wg. Ciebie zasługuje na miano idioty?

Jak najbardziej. Po kiego diabła pytasz a i tak w rozmowie ze mną twierdzisz:
Cytat:
wolę pozostać przy swoim... nawet jeśli się mylę



Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
24-10-2012 15:56 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>Co Ty z tymi "Oni Ci to zrobili i to Ci nie da spokoju" - nie czuję się wcale zniewolony.
No ależ przecież! Z całkowitej wolności pleciesz głupstwa o jakichś nadprzyrodniczych bytach, latasz do świątyni uczestniczyć w idiotycznych zabobonnych obrzędach choć niczego nie umiesz rozumnie wyjaśnić.

>Prawie każdy z uczestników tego forum mieniącym się materialistą czy ateistą sugeruje mi zniewolenie umysłowe przez jakąś złowrogą, prawie tajemną, organizacje zwaną zapewne kościołem lub religią.
Ale gdzie ta, ale gdzie ta! Klepanie litanii do mamusi Boga w Polsce oraz pielgrzymki do czarodziejskiego obrazka na Jasnej Górze to po prostu racjonalny, wolny wybór polskiego katolika. Klepanie rakat oraz pielgrzymka do Mekki to racjonalny, wolny wybór muzułmanina. I to że z punktu widzenia osobnika postronnego jesteście tak samo straszni i tak samo śmieszni nie zmąci Twojego zadowolenia z siebie.

>Osobiście znam byłych ateistów, którzy zaczęli wierzyć (choć byli wychowani w ateistycznych rodzinach) i wcale im nie ciąży religia, czy wiara. Skąd tyle podejrzliwości.
Skąd? Bo łżesz oklepane łgarstwa.
Wystraszony wnuczek przed wizytą u dentysty pyta babci:
-Babciu, miałaś kiedyś wyrywany ząb?
-Ząb? Setki, wnusiu, set-ki!

>Skąd wreszcie szukanie "zła" u innych, skoro z natury przeczy się istnieniu dobra czy zła?
Nic się nie poradzi na to co sobie zafiksowałeś? Jaki racjonalny osobnik przeczy istnieniu dobra i zła?

>Czy stawianie pytań, to już przeszkadzanie?
Stawianie pytań kiedy zna się z góry odpowiedzi i chce przy nich pozostać za wszelką cenę to nie jest mądre, niestety.

>Mam siedzieć cicho, nawet, jeśli wg. Ciebie zasługuje na miano idioty?
Tym bardziej.

>-Skąd ta pewność? Badałeś ich, rozmawiałeś z nimi?
Miliardy wierzących w tysiące Bogów przez tysiąclecia nie wypracowało jednego rozumnego zdania o Bogu jako elemencie czy cesze rzeczywistości.
Kiedyś zapewne będzie się was badać i leczyć, dzisiaj jeszcze możesz pyszczyć ile wlezie.

>masz rację nie przeczytałem ani jednej książki Sartre'a, ponieważ tego typu literatura mnie nie interesuje. Po cóż zagłębiać się w nihilzm?
A po co wielu tutejszych zagłębia się w wypociny religijnych? Żeby wiedzieć, żeby móc polemizować rozumnie i świadomie. Tobie ksiądz napluje w ucho i już uważasz, że masz pełny mózg mądrości

>A co poradzisz tym, którzy są ubodzy, kalecy, umierający, bez przyjaciół, bez rodzin, którym nic w życiu nie wyszło, którzy zostali przedwcześnie pokonani przez ból, śmierć? Co im powiesz, zginiecie bez pamięci.
To też wizja jaką wywołują katolicy żeby zohydzić w swoich oczach ateistów - wyobrażają sobie ich latających po hospicjach i odbierających nadzieje umierającym. Ale to tylko wizje chorych, nienawistnych umysłów.
Natomiast człowiek uczciwy kiedy dojdzie do rozmowy powinien zawsze uczciwie swe poglądy prezentować.

>Czy naprawdę nie pragniesz - choćby zabrzmi to pewnie dla Ciebie absurdalnie - żyć wiecznie?
Trzeba umieć odróżnić pragnienia, marzenia, fantazje od mrzonek. Na moje rozkazanie to jest woda w kranie, a nie Bóg co mnie przygarnie w niebie.

>Nie rozumiem, na jakiej podstawie materialista może mówić o świadomości - przecież czegoś takiego nie ma
Ja natomiast rozumiem,z e na podstawie bezmyślnej złośliwości możesz mówić takie bzdury. Człowiek religijny jest zdolny do każdej nikczemności, także do upodlenia siebie byle wiarę w swym umyśle chronić. Twoja wiedza jest znikoma, więc próg upodlenia u Ciebie jest dość nisko.
Ludzie rozumni nie kwestionują istnienia świadomości (tak jak dobra i zła) tylko ich definicje są dla Ciebie niepojęte.

>Czy nie widzisz żadnych pozytywów ze strony jakiejkolwiek religii?
Używałem czasem na forach sygnaturki brzmiącej:
Nie istnieje dobro, które nie zaistniałoby bez religii.
Istnieje wiele zła, które nie zaistniałoby bez religii.

Nie jesteś w stanie tego podważyć. Religie są bezwartościowe, a często szkodliwe.

>Dla Was wszyscy chrześcijanie, to albo cynicy (szukający władzy i bogactwa) albo ogłupione, manipulowane przez tych pierwszych barany. Poza tą grupą nie widzicie nikogo innego, zatem trudno jest dyskutować na takim gruncie.
A justn69 zaraz nam pokaże grupę mądrych, świadomych chrześcijan co swoje bzdety potrafią rozumnie wyjaśnić.

>Z góry zakładacie własną przewagę intelektualną, wszak mienicie się racjonalistami,
Z góry? Nie! Z dołu! To wynik obserwacji, a nie założenie.

Chyba nie mam więcej siły na przetrząsanie śmietnika w Twojej głowie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
25-10-2012 09:22 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>Kiedyś zapewne będzie się was badać i leczyć, dzisiaj jeszcze możesz pyszczyć ile wlezie.
I to jest ta oznaka postępu? To już było przerabiane w Nazistowskich Niemczech i Sowieckiej Rosji, z tymże, że część nieuleczalnie chorych na religię po prostu likwidowano. Czy do tego zmierzasz?

wyobrażają sobie ich latających po hospicjach i odbierających nadzieje umierającym. Ale to tylko wizje chorych, nienawistnych umysłów.

Niestety nie tylko wizje, w Holandii to już fakt.

>Trzeba umieć odróżnić pragnienia, marzenia, fantazje od mrzonek. Na moje rozkazanie to jest woda w kranie, a nie Bóg co mnie przygarnie w niebie.

Dla Ciebie pragnienie szczęścia wiecznego to to samo, co pragnienie wody w kranie?
>>Nie rozumiem, na jakiej podstawie materialista może mówić o świadomości - przecież czegoś takiego nie ma

>Ja natomiast rozumiem,z e na podstawie bezmyślnej złośliwości możesz mówić takie bzdury. Człowiek religijny jest zdolny do każdej nikczemności, także do upodlenia siebie byle wiarę w swym umyśle chronić. Twoja wiedza jest znikoma, więc próg upodlenia u Ciebie jest dość nisko.

Gdzie widzisz złośliwość z mojej strony? Upodlenie - co za słownictwo!

>Ludzie rozumni nie kwestionują istnienia świadomości (tak jak dobra i zła) tylko ich definicje są dla Ciebie niepojęte.

Czym jest zatem świadomość dla ateisty i materialisty?

>>Z góry zakładacie własną przewagę intelektualną, wszak mienicie się racjonalistami,
>Z góry? Nie! Z dołu! To wynik obserwacji, a nie założenie.

>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.


Fakt jest taki, że strasznie się denerwujesz, tylko nie wiem dlaczego? Nadal nie rozumiem, jak człowiek, który ma świadomość, że nic po nim nie pozostanie, tak emocjonalnie podchodzi do tych, którzy twierdzą inaczej - co to zmienia w jego podejściu do życia? Nic, więc po co te nerwy?
>
25-10-2012 10:21 
 Ocena 3 na 3
grzmot (741 punktów)
>>Ludzie rozumni nie kwestionują istnienia świadomości (tak jak dobra i zła) tylko ich definicje są dla Ciebie niepojęte.
>Czym jest zatem świadomość dla ateisty i materialisty?
Nie bądź leniwy, temat już był wspominany w tym wątku, i materiały są łatwe do znalezienia w sieci. Podpowiedź: dla ateisty i materialisty świadomość jest tym samym co dla neurobiologa czy psychologa.

>Fakt jest taki, że strasznie się denerwujesz, tylko nie wiem dlaczego? Nadal nie rozumiem, jak człowiek, który ma świadomość, że nic po nim nie pozostanie, tak emocjonalnie podchodzi do tych, którzy twierdzą inaczej - co to zmienia w jego podejściu do życia? Nic, więc po co te nerwy?
Jest u ciebie bardzo zauważalna pewna cecha. Dokonujesz projekcji swojej wizji nihilizmu na wszystkich rozmówców, bez próby ich zrozumienia. Przypisujesz ludziom coś, czego nie myślą. Była odpowiedź wcześniej, a ty piszesz "nadal nie rozumiem...". Może przeczytaj temat od początku, czasami za pierwszym razem coś umyka (wiem z własnego doświadczenia).

Na marginesie: cała dyskusja ma znikomy sens, tu się zgodzę. Ale nie z powodu nihilizmu ateistów czy "mechanicznej" natury umysłu. Raczej z powodu znacznej stabilności poglądów po twojej stronie. Wiesz co nieco o swojej religii i co nieco o filozofii klasycznej. Ale to nie są źródła zbieżne z rzeczywistością. Z rzeczywistością zgodna jest (w miarę możliwości udostępnianych przez postęp technologiczny) nauka - to wynika z "zasady działania" nauki. Więc to nie jest tak, że prawda leży po środku, czy, że możliwe są różne, jednakowo prawdziwe punty widzenia. Twoje poglądy bazują po prostu na przestarzałych, niezweryfikowanych, niespójnych koncepcjach i nie masz racji.

Moja rada: zamiast zadawać pytania egzystencjalne na tym forum (co czasami rzeczywiście spotyka się z niewielką agresją) zacznij czytać książki i artykuły naukowe - wtedy sam zrozumiesz, że żadna "niematerialność" nie jest potrzebna.
25-10-2012 10:54 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
Twoje poglądy bazują po prostu na przestarzałych, niezweryfikowanych, niespójnych koncepcjach i nie masz racji.

Jak możesz twierdzić, że nie mam racji, skoro wszystko jest względne i subiektywne? Nawet nauka. Dziś wiesz to, jutro tamto, a pojutrze jeszcze co innego - przecież nauka nigdy nie stwierdza niczego raz na zawsze. Ciągle ewoluuje. Pewnik dnia dzisiejszego, jutro może być zastąpiony przez inne twierdzenie, czasami radykalnie odmienne. Nauka jest owszem pomocna, ale nie daje gwarancji pewności. Jest tak samo niepewna jak wiara w Boga, z tymże wiara w Boga daje odpowiedź na pytanie o sens życia, a nauka nie.
25-10-2012 11:46 
 Ocena 4 na 4
grzmot (741 punktów)
>>Twoje poglądy bazują po prostu na przestarzałych, niezweryfikowanych, niespójnych koncepcjach i nie masz racji.
>Jak możesz twierdzić, że nie mam racji, skoro wszystko jest względne i subiektywne? Nawet nauka. Dziś wiesz to, jutro tamto, a pojutrze jeszcze co innego - przecież nauka nigdy nie stwierdza niczego raz na zawsze. Ciągle ewoluuje. Pewnik dnia dzisiejszego, jutro może być zastąpiony przez inne twierdzenie, czasami radykalnie odmienne. Nauka jest owszem pomocna, ale nie daje gwarancji pewności. Jest tak samo niepewna jak wiara w Boga, z tymże wiara w Boga daje odpowiedź na pytanie o sens życia, a nauka nie.
Najwidoczniej albo trolujesz, albo jesteś odporny na słowo pisane.

Nauka daje odpowiedź, która działa. Owszem, później możemy znaleźć lepszą odpowiedź, która będzie działała lepiej - ale nauka jest stosowana dlatego, że aktualna odpowiedź działa. To, że działa, to jest fakt, który nie jest względny, który pozostanie prawdziwy nawet przy powstaniu nowych teorii.

Wiara nie daje ci żadnych odpowiedzi. Wiara to tylko indywidualne przekonanie. Odpowiedzi może ci dawać jakaś religia, ale też nie działa - nie daje ci weryfikowalnych, spójnych, wyjaśniających odpowiedzi. Typowe wyjaśnienie religijne to "tak jest bo tak powiedział autorytet, a jeśli nie rozumiesz, to albo nie chcesz zrozumieć, albo to jest niepojęte".

edit: w moim poprzednim wpisie miało być oczywiście "rzekomego nihilizmu ateistów", w znaczeniu, nihilizmu przypisywanego ateistom przez justn69.
25-10-2012 13:26 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>Nauka daje odpowiedź, która działa.

Nie do końca się zgadzam. Przecież można diametralnie pomylić się w obserwacji lub dokonać błędnych obliczeń i to już będzie bardzo względne. A człowiek jest, o czym obaj dobrze wiemy, z natury omylny i to jak omylny! I ja mam bezgranicznie zaufać nauce, czyli ludziom, którzy te badania przeprowadzają! Owszem można i należy się opierać na badaniach naukowych, ale należy zachować sceptycyzm, co do wysuwanych twierdzeń. Nauka nie może stać się religią, a na to się w ostatnich czasach zapowiada. Poza tym jaki, jako ludzie ograniczeni zmysłami, mamy ogląd rzeczywistości - bardzo ograniczony. Przecież wiemy tak naprawdę niewiele. Nawet nie wiemy dobrze, jak to się dzieje, że potrafimy myśleć abstrakcyjnie. A co tu dopiero mówić o budowie najmniejszych cząstkach materii (nie mamy przecież pewności, że to co dotychczas wiemy o atomie i jego budowie to 100% prawda). Po prostu nasze mózgi są bardzo ograniczone.

Sama wiara nie daje odpowiedzi na pytania z gruntu nauki i sama z siebie nigdy jej nie udzieli. Wiara jest wynikiem obserwacji rzeczywistości. Ktoś w oparciu o obserwację rzeczywistości dochodzi do przekonania, że Bóg istnieje, ktoś inny (zapewne większość) uważa, że nie ma do wysuwania takiej hipotezy podstaw.

>edit: w moim poprzednim wpisie miało być oczywiście "rzekomego nihilizmu ateistów", w znaczeniu, nihilizmu przypisywanego ateistom przez justn69.
25-10-2012 13:41 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> A człowiek jest, o czym obaj dobrze wiemy, z natury omylny i to jak omylny!
W szczególności także w kwestii wiary w boga lub bogów.
> Po prostu nasze mózgi są bardzo ograniczone.
A produkowane przez nie wizje umysłów doskonałych trąci uzurpacją.
25-10-2012 14:14 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
>> A człowiek jest, o czym obaj dobrze wiemy, z natury omylny i to jak omylny!
>W szczególności także w kwestii wiary w boga lub bogów.

Również myli się i w tej kwestii, stąd mnogość religii, często sprzecznych ze sobą - nie podważa to jednak wiary w to, że świat może być dziełem Boga.

>> Po prostu nasze mózgi są bardzo ograniczone.
>A produkowane przez nie wizje umysłów doskonałych trąci uzurpacją.

Zgadzam się. Jednak fakt, ze nasze umysły, czy jak kto woli mózgi, są niedoskonałe, nie zwalnia nas z obowiązku (tak obowiązku) szukania prawdy. Ty na swojej drodze poszukiwań, obserwacji rzeczywistości doszedłeś do przekonania, że Boga nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie, że istnieje tylko świat materialny i jego emanacja (umysł, idee, świadomość), który pozbawiony jest celu. Ja natomiast nie jestem tak "odważny" i doszedłem do przekonania (choć nie jest to jeszcze pewność i pozostaje w zakresie wiary), że życie nie kończy się tu na ziemi, że wszystko raczej wskazuje na to, że ma ono, z góry określony cel.
25-10-2012 15:45 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. życie nie kończy się tu na ziemi,
Możliwe, że istnieje poza Ziemią - możliwe też, że przyszłe pokolenia opanują umiejętność życia w innych miejscach niż okolice wypalającego się Słońca.
> wszystko raczej wskazuje na to, że ma ono, z góry określony cel.
Cóż.. ja tego nie dostrzegam - przeciwnie zdaje się, że przyszłość jest sprawą otwartą, częściowo zależną od ludzi.
Jeśli jednak byłoby tak jak mówisz, to dlaczego mają nas mogą obchodzić obce, pozaludzkie cele?
25-10-2012 14:40 
 Ocena 2 na 2
grzmot (741 punktów)
>Po prostu nasze mózgi są bardzo ograniczone.
Niektórych z nas na pewno, skoro piszą takie rzeczy:
>Wiara jest wynikiem obserwacji rzeczywistości.
Jednak miałeś rację, dyskusja nie ma sensu.

A myślałem, że mój setny wpis będzie bardziej optymistyczny.
25-10-2012 17:14 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Twoje poglądy bazują po prostu na przestarzałych, niezweryfikowanych, niespójnych koncepcjach i nie masz racji.
>Jak możesz twierdzić, że nie mam racji, skoro wszystko jest względne i subiektywne? Nawet nauka. Dziś wiesz to, jutro tamto, a pojutrze jeszcze co innego - przecież nauka nigdy nie stwierdza niczego raz na zawsze. Ciągle ewoluuje. Pewnik dnia dzisiejszego, jutro może być zastąpiony przez inne twierdzenie, czasami radykalnie odmienne. Nauka jest owszem pomocna, ale nie daje gwarancji pewności.
Tak, nauka nie daje gwarancji pewności. Sądzę, że dlatego jest Pan amiszem lub chociaż jak amisz się zachowuje i nie wsiada, do pociągu, samolotu, samochodu. Ba, nawet do windy Pan nie wsiada.
Nauka nie daje gwarancji pewności.
Brawo i "szacun", ale to mądre stwierdzenie.

>Jest tak samo niepewna jak wiara w Boga, z tymże wiara w Boga daje odpowiedź na pytanie o sens życia, a nauka nie.
I znowu Pan ma rację, a tą rację zauważył już prawie sto lat temu H. L. Mencken, który w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał:
"Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".


Dla ludzi należy mieć szacunek. Powiem więcej należy też mieć szacunek dla innych zwierząt, ale nie widzę potrzeby utrzymywania szacunku dla głupoty. Wprost przeciwnie ponieważ głupota jest groźną, to należy ją tępić wszelakimi metodami, a wyśmiewanie głupoty jest jedną z lepszych metod.

Miłego dnia.

@@@
.
25-10-2012 20:29 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>Tak, nauka nie daje gwarancji pewności. Sądzę, że dlatego jest Pan amiszem lub chociaż jak amisz się zachowuje i nie wsiada, do pociągu, samolotu, samochodu. Ba, nawet do windy Pan nie wsiada.
"Nie rozumiem opozycji miedzy religią a nauką - przecież ona znikła w momencie zainstalowania pierwszego piorunochronu na kościele."

[Nie pamiętam kto to powiedział i cytuję 'z grubsza' (w stopce kogoś z tutejszych to było) - byłbym wdzięczny za przypomnienie źródeł.]

Pozdrawiam.
26-10-2012 10:16 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
>>Tak, nauka nie daje gwarancji pewności. Sądzę, że dlatego jest Pan amiszem lub chociaż jak amisz się zachowuje i nie wsiada, do pociągu, samolotu, samochodu. Ba, nawet do windy Pan nie wsiada.

Pan podchodzi do nauki z wiarą, ja ze sceptycyzmem. W twierdzeniu, że nauka nie jest bezwględnie pewna, nie widzę nic niedorzecznego - wystarczy prześledzić historię choćby jednej gałęzi nauki (np. medycyny), by znaleźć wiele błędów, pomyłek, itp. Nauka to nie bożek, nauka to wytwór czysto ludzki, a skoro wytwór omylnych ludzi, to również może być błędna. No chyba, że ma Pan gwarancję nieomylności, w co wątpię. Jaką ma Pan pewność, że obecne odkrycia w danej dziedzinie, nie zostaną podważone przez przyszłe? Nie odrzucam odkryć naukowych, podchodzę do nich jedynie ze sceptycyzmem. Ile jest pewności, a ile hipotezy w nauce? Że coś się sprawdziło 1000 razy nie oznacza, że sprawdzi się za 1001 razem.
26-10-2012 10:29 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>Ile jest pewności, a ile hipotezy w nauce? Że coś się sprawdziło 1000 razy nie oznacza, że sprawdzi się za 1001 razem.
Za to bóg sprawdza się za każdym razem, tak?
>Pan podchodzi do nauki z wiarą, ja ze sceptycyzmem.
Szkoda, że z równym sceptycyzmem nie podchodzisz do wiary.
26-10-2012 10:35 
 Ocena-1 na 1
justn69 (61 punktów)
>>Ile jest pewności, a ile hipotezy w nauce? Że coś się sprawdziło 1000 razy nie oznacza, że sprawdzi się za 1001 razem.
>Za to bóg sprawdza się za każdym razem, tak?
>>Pan podchodzi do nauki z wiarą, ja ze sceptycyzmem.
>Szkoda, że z równym sceptycyzmem nie podchodzisz do wiary.

Do wiary również podchodzę ze sceptycyzmem - choć przyznam wraz z wiekiem coraz mniejszym. Wiara to nie pewność, to przesłanka.
26-10-2012 10:46 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Do wiary również podchodzę ze sceptycyzmem - choć przyznam wraz z wiekiem coraz mniejszym. Wiara to nie pewność, to przesłanka.
Nie lepiej mieć w ręku kilka dowodów niż cały worek mętnych rojeń?
26-10-2012 11:12 
 Ocena-2 na 2
justn69 (61 punktów)
>>Do wiary również podchodzę ze sceptycyzmem - choć przyznam wraz z wiekiem coraz mniejszym. Wiara to nie pewność, to przesłanka.
>Nie lepiej mieć w ręku kilka dowodów niż cały worek mętnych rojeń?

A czy na wszystko masz dowody? Twoje życie składa się z wielu przesłanek. Czy policzyłeś do końca wszystkie liczby, by stwierdzić z całą pewnością, że może istnieć lub nie istnieć coś takiego jak nieskończoność liczb?
26-10-2012 11:59 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>A czy na wszystko masz dowody? Twoje życie składa się z wielu przesłanek. Czy policzyłeś do końca wszystkie liczby, by stwierdzić z całą pewnością, że może istnieć lub nie istnieć coś takiego jak nieskończoność liczb?

Różne postaci Zaburzeń Umysłowych już na Forum widziano, jednak AŻ TAKICH - dotąd jeszcze nigdy.


Módlcie się, by życie wasze i waszych bliskich było zawsze trzeźwe, gdyż tylko wtedy będziecie ludźmi prawdziwie wolnymi. (ks. bp Piotr Jarecki, biskup pomocniczy i wikariusz generalny archidiecezji warszawskiej)
26-10-2012 11:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Tak, nauka nie daje gwarancji pewności. Sądzę, że dlatego jest Pan amiszem lub chociaż jak amisz się zachowuje i nie wsiada, do pociągu, samolotu, samochodu. Ba, nawet do windy Pan nie wsiada.
A czemu to odpowiada Pan Panu Setarkosowi na postawioną przeze mnie tezę?

>Pan podchodzi do nauki z wiarą, ja ze sceptycyzmem.
Tak Pan sądzi:
Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.


>W twierdzeniu, że nauka nie jest bezwględnie pewna, nie widzę nic niedorzecznego - wystarczy prześledzić historię choćby jednej gałęzi nauki (np. medycyny), by znaleźć wiele błędów, pomyłek, itp.
Zdecydowana większość z nas tak sądzi.

>Nauka to nie bożek, nauka to wytwór czysto ludzki, a skoro wytwór omylnych ludzi, to również może być błędna.
I znowu Pan ma rację. Nauka to nie bożek i my żadnych bożków, nawet tych troistych, nie uznajemy uważając wszelakich bożków (łącznie z tymi chrześcijańskimi) za wytwór omylnych ludzi.

>No chyba, że ma Pan gwarancję nieomylności, w co wątpię.
Nie jest mi ona do niczego potrzebną.

>Jaką ma Pan pewność, że obecne odkrycia w danej dziedzinie, nie zostaną podważone przez przyszłe? Nie odrzucam odkryć naukowych, podchodzę do nich jedynie ze sceptycyzmem. Ile jest pewności, a ile hipotezy w nauce?
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.(...)

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.


>Że coś się sprawdziło 1000 razy nie oznacza, że sprawdzi się za 1001 razem.
Gwarancji w nauce nie ma, ale najczęściej przy dobrze opisanym procesie sprawdza się i za 1000001 razem. Gorzej z cudami, nawet za drugim razem nie wychodzą, a i pierwszy opis jest dobrze zmataczony.

Miłego dnia.

@@@
.
26-10-2012 13:14 
 Ocena 4 na 4
tomoyo (480 punktów)
>Pan podchodzi do nauki z wiarą, ja ze sceptycyzmem. W twierdzeniu, że nauka nie jest bezwględnie pewna, nie widzę nic niedorzecznego - wystarczy prześledzić historię choćby jednej gałęzi nauki (np. medycyny), by znaleźć wiele błędów, pomyłek, itp. Nauka to nie bożek, nauka to wytwór czysto ludzki, a skoro wytwór omylnych ludzi, to również może być błędna.

Mam wrażenie, że przesadziłeś. Czy jakakolwiek rozumnie myśląca istota zakłada, że coś jest nieomylne?? Każde naukowe twierdzenie jest obszernie opracowywane pod kątem oszacowania błędów i zajmuje to czasami więcej czasu niż praca nad samym twierdzeniem. Wyniki badań są weryfikowane wielokrotnie przez niezależne od siebie instytucje i zawsze są od siebie chociaż trochę różne, ale ważne by były wystarczająco podobne. To co w konkretnym przypadku oznacza "wystarczająco dobre" to kolejne opracowania.

Ja patrzę na to pod kątem praktycznym i religia nie udziela żadnej odpowiedzi na pytania które sobie można zadać obserwując rzeczywistość wokół nas, nie daje nam rozwiązań polepszających jakość naszego życia. Religia odpowiada na pytania które sama wymyśla w stylu: co zrobić żeby zadowolić boga?
Według mnie nie warto zwracać sobie tym głowy, lepiej zająć się czymś konstruktywnym.
25-10-2012 18:20 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>I to jest ta oznaka postępu? To już było przerabiane w Nazistowskich Niemczech i Sowieckiej Rosji, z tymże, że część nieuleczalnie chorych na religię po prostu likwidowano. Czy do tego zmierzasz?
I znów przypisujesz mi swoje obleśne wyobrażenia żeby mnie w swoich oczach poniżyć. Jezusek pewnie dumny jest z takiego fana i ciepłe gniazdko na chmurce już ma dla Ciebie.
Nie jesteś w stanie przyjąć do wiadomości faktu, że religia jest zjawiskiem lokalnym, że wiara w wyłącznie lokalnych Bogów jest wpajana dzieciom w procesie socjalizacji?

>Niestety nie tylko wizje, w Holandii to już fakt.
A coś bliżej o tym fakcie?

>Dla Ciebie pragnienie szczęścia wiecznego to to samo, co pragnienie wody w kranie?
Powtórzę po raz kolejny - rozmawiając ze swoimi skojarzeniami skazujesz się na niezrozumienie czegokolwiek. Ja przypominałem tylko maksymę o mierzeniu zamiarów na siły; mogę zrealizować wiele pragnień (także z wodą w kranie, ale nie mam mocy (ani żadni inni ludzie) by z pragnień urodził się w przeszłości Bóg.

>Gdzie widzisz złośliwość z mojej strony?
Pytałem kilkakroć ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło. Powiedz uczciwie a wezmę to pod uwagę. Powtarzanie w kółko niedorzeczności jak choćby ta:
>Nie rozumiem, na jakiej podstawie materialista może mówić o świadomości - przecież czegoś takiego nie ma
będę życzliwie traktował jako złośliwość.

>Upodlenie - co za słownictwo!
Adekwatne.
Wierzący nie są w stanie pojąć jakiego z siebie robią błazna, jak się poniżają by ochronić zakażenie swego umysłu.

>Czym jest zatem świadomość dla ateisty i materialisty?
Tak to jest jak prosto spod ambony, bez lektury elementarnych choćby encyklopedii człowiek wyrywa się do dyskusji. Doucz się podstaw w swoim zakresie.

>Fakt jest taki, że strasznie się denerwujesz, tylko nie wiem dlaczego?
Fakt jest taki, że tępo zadowolony z siebie fideista ma wpojone metodą wujka Goebbelsa, że jak powtórzy jakąś głupotę razy to ona stanie się prawdą.
Jesteś schematyczny i bardzo w tym żałosny, nie jesteś w stanie mnie zdenerwować - ile razy mam powtarzać, żeby raz dotarło?

>Nadal nie rozumiem, jak człowiek, który ma świadomość, że nic po nim nie pozostanie, tak emocjonalnie podchodzi do tych, którzy twierdzą inaczej - co to zmienia w jego podejściu do życia?
Bo nadal upierasz się by słuchać wyłącznie swoich niemądrych myśli.
Przeraża wasza liczebność i wasza bezczelność. Dziwne? Na każdym kroku jakiś akwizytor idiotycznych bajek próbuje panoszyć się w moim życiu. Jakiś pojedynczy justn69 jest bez znaczenia, jesteś tylko małym fragmentem obrzydliwego zjawiska o ogromnym zasięgu. Redukcja ilości takich fragmentów to woda na mój młyn.

>Masz starotestamentalną wizję Boga. Chrześcijaństwo, przynajmniej w obecnej formie, od tej wizji odchodzi.
No ba! Cały czas dokonujecie manipulacji by zrobić sobie wodę z mózgu. I w swoim tępym zadowoleniu z siebie wydaje się wam, że innym też zrobicie. Stuknięty Bóg z naprutymi piśmiennymi popisali jakieś bzdety, które się nijak kupy nie trzymają mimo tysięcy lat dopasowywania to sobie bierzecie co wam pasuje i już i myślicie, że to straśnie chitre i że nie robicie z siebie błaznów.

>Ważny, jest szacunek dla innych. A na tym forum czasami go brakuje.
Na szacunek to trzeba sobie zapracować, Kolego! Mówione już było o szacunku dla Twojego prawa do swojego miejsca w świecie, dodam szacunek dla Twojego prawa do religii - jest to jednak szacunek dla praw cywilizowanego współistnienia i dla ludzi, dzięki którym te prawa funkcjonują.
Twoja postawa tutaj, brednie jakie głosisz bez rozumnego uzasadnienia na szacunek nie zasługują, wręcz przeciwnie. I to jest też przykład jak pokraczną moralność wpajają religie, że byle kto nieodpowiadający za swoje słowa domaga się szacunku. A pokora? To też tylko dla mydlenia oczu obcym?

> Kto stworzył świat, czy raczej Kto go stwarza? Według mnie jedna Osoba, zwana przez ogół ludzi - Bogiem.
Jak jedna Osoba jak to trzy Osoby?
Roztrojenie jaźni Boga to jedna ze śmieszniejszych głupot wielu religii.

>Nie odrzucamy Starego Testamentu (przynajmniej ja), ale wizję Boga - surowego sędziego, pałającego żądzą zemsty - którą przedstawiają autorzy ksiąg starotestamentalnych. Jezus przychodząc ma świat "wyprostował" wiele z praw (...)
A tylu mądrych ludzi odrzuciło dawno wszystkie głupie bajki. Niewolnicy upośledzenia swych umysłów kombinują zaś na potęgę byle uchronić głupotę wiary.

>Wg. mnie Jezus umarł, by pokonać śmierć, by pokazać solidarność Boga z człowiekiem. Potwierdzić, że Bóg i człowiek mogą być jedno.
Jałowy bzdet dobry na kazanie do otumanionych a zadowolonych z siebie owieczek.

> Po prostu nasze mózgi są bardzo ograniczone.
O tak! O wiele bardziej, niż mózgi wolne od upośledzenia wiarą.

>Sama wiara nie daje odpowiedzi na pytania z gruntu nauki i sama z siebie nigdy jej nie udzieli. Wiara jest wynikiem obserwacji rzeczywistości.
Nikt Cię nie ośmieszy bardziej, niż Ty sam. I Ty domagasz się szacunku kiedy jako rozmówca jesteś kompletnie jałowy i bezrozumny.

> doszedłem do przekonania (choć nie jest to jeszcze pewność i pozostaje w zakresie wiary), że życie nie kończy się tu na ziemi,
Ale wiara to jest właśnie pewność. Bezrozumna pewność.
Czy może jednak chcesz powiedzieć , że wszystko co tu mówisz to mogą być tylko wyssane z księżowskiego palucha bezrozumne bzdety? Że Twoje (choć to po prostu dęty fałsz) poszukiwania SENSU obejmują większy zakres niż wpojona Ci jedna religia?

Religijna mowa to bełkot. I tak macie, że im głupiej gadacie tym więcej jesteście z siebie zadowoleni. Ratuj się jeśli możesz.

>I ja mam bezgranicznie zaufać nauce, czyli ludziom, którzy te badania przeprowadzają!
Ale gdzie ta, ale gdzie ta! Najlepiej bezgranicznie zaufać nieukom co powtarzają idiotyzmy sprzed wieków, ale potrafią udawać czary!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
26-10-2012 08:36 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
Ratuj się jeśli możesz.

Odniosę się tylko do tego jednego zdania. Ratuj się? Większość ateistów czy materialistów posługuje się z upodobaniem słownictwem religijnym. Przed czym mam się ratować,kolejny zbawco? Jakie ma znaczenie ten ratunek, jeśli jutro lub może za chwilę obrócę się w nicość, nic po mnie nie zostanie. Żyjecie w absurdzie i szukacie dla siebie sensu życia w walce z religią (czyli dla was głupotą). Tworzycie absurdalne wizje i nadajecie im religijne znaczenie (sens życia, poszukiwanie prawdy), choć odżegnujecie się od jakiejkolwiek ideologii. Podświadomie tworzycie własną ideologię, która zapewne przerodzi w religię (podobnie jak scjentologia)
26-10-2012 10:31 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
> Ratuj się jeśli możesz.
>Odniosę się tylko do tego jednego zdania. Ratuj się? Większość ateistów czy materialistów posługuje się z upodobaniem słownictwem religijnym.
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

>Przed czym mam się ratować,kolejny zbawco?
Zdecydowanie Pan ma rację - są ludzie nie do uratowania.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

>Żyjecie w absurdzie i szukacie dla siebie sensu życia w walce z religią (czyli dla was głupotą). Tworzycie absurdalne wizje i nadajecie im religijne znaczenie (sens życia, poszukiwanie prawdy),
Średnio rozgarnięty młodzian po podstawówce winien wiedzieć, że aby mógł tak powiedzieć, to powinien cokolwiek z innych poglądów zrozumieć, a Pan konsekwentnie wykazuje, iż na temat "naszych poglądów" nie ma Pan zielonego pojęcia.

>choć odżegnujecie się od jakiejkolwiek ideologii.
Ja się nie odżegnuję (nie żegnam się w ogóle). Staram się - w dużej części - trzymać zasad ideologicznych tu wyrażonych.

>Podświadomie tworzycie własną ideologię,
Całkowicie świadomie tworzę sobie własną ideologię. Więcej! Osobiście uważam (na tym forum są racjonalni ateiści, którzy uważają inaczej), że każdy człowiek powinien ją mieć i kierować się nią w życiu

>która zapewne przerodzi w religię (podobnie jak scjentologia)
Dopiero się przerodzi? W większości ciasnych fideistycznych łbów racjonalny ateizm, to też religia.
Szanowny Panie daj sobie Pan spokój z ewangelizacją tego forum. My już jesteśmy dla żadnej religii nie do uratowania. Tysiące przeczytanych ze zrozumieniem książek popsuły nasze umysły tak, że przy próbach zrozumienia fideistom "żyłka myśląca" myśląca może pęknąć i dopiero będzie kłopot.

Miłego dnia.

@@@
.
26-10-2012 11:41 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
Dalej nie wiem, od czego chcielibyście mnie ewentualnie "zbawić"? A nade wszystko nie wiem, w jakim celu i dla kogo? Nawet jeśli w waszym mniemaniu jestem zmanipulowanym popaprańcem religijnym, to jakie to ma znaczenie wobec niebytu, który według Was i tak nas pochłonie. Jakie ma znaczenie to, czy będę wierzył czy mówił to czy tamto, czy będę żył czy też nie? Wobec powyższego, jakie ma znaczenie cała ta dyskusja?


26-10-2012 12:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dalej nie wiem, od czego chcielibyście mnie ewentualnie "zbawić"?
To forum dla racjonalistycznej inteligencji i jako minimum uważamy umiejętność czytania ze zrozumieniem. Proszę konkretnie podać miejsce, gdzie napisałem, że chciałbym Szanownego Pana "zbawić". Jeżeli już będziemy używać Pańskiego słownictwa, to uznałem, że Pan już jest poza wszelkimi możliwościami "zbawienia".

>A nade wszystko nie wiem, w jakim celu i dla kogo?
Zbawiać Pana, a na cholerę wykonywać Syzyfową pracę. Ja też nie wiem ani po co, ani dla kogo, a jako racjonalista nie podejmuję się bezsensownych prac. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" Dlatego wprost napisałem: Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał.

>Nawet jeśli w waszym mniemaniu jestem zmanipulowanym popaprańcem religijnym, to jakie to ma znaczenie wobec niebytu, który według Was i tak nas pochłonie.
Dokładnie żadnego, a gdy już jesteśmy zwolennikami refleksji, iż na głupotę nie ma lekarstwa i to już zdecydowanie żadnego. Tylko to Pan tu przyszedł aby nas ewangelizować. Pan chce nas zbawiać, a po co w jakim celu i dla kogo?

>Jakie ma znaczenie to, czy będę wierzył czy mówił to czy tamto, czy będę żył czy też nie?
Ja mam to w ... wielkim poważaniu. Żyj sobie jak Pan chcesz, ale daj Pan też innym żyć. Nie właź Pan tam, gdzie Pana nie proszą i nie narzucaj Pan innym swoich wierzeń.

>Wobec powyższego, jakie ma znaczenie cała ta dyskusja?
No właśnie! Po co Pan tu wlazł i racjonalistom dupę zawraca swoimi pseudoproblemami?
Z Panem dyskusja jest bez znaczenia, a co najwyżej Pańskie teksty są jakąś tam inspiracją dla naszych rozmów wokół Pana problemów.

Miłego dnia.

@@@
.
26-10-2012 12:29 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Dalej nie wiem, od czego chcielibyście mnie ewentualnie "zbawić"?
Jakie "wy"? Tu każdy odpowiada za siebie, nie ma kolektywów. Ja Cię nie chcę ani "zbawiać", ani nawet do niczego przekonywać, bo to syzyfowa robota, a mam mało czasu i znam ciekawsze zajęcia. Troszkę się tylko dziwię... ale to już mój problem.
>Wobec powyższego, jakie ma znaczenie cała ta dyskusja?
A kto ją wywołał i podtrzymuje?
26-10-2012 12:54 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
>>Dalej nie wiem, od czego chcielibyście mnie ewentualnie "zbawić"?
>Jakie "wy"? Tu każdy odpowiada za siebie, nie ma kolektywów. Ja Cię nie chcę ani "zbawiać", ani nawet do niczego przekonywać, bo to syzyfowa robota, a mam mało czasu i znam ciekawsze zajęcia. Troszkę się tylko dziwię... ale to już mój problem.
>>Wobec powyższego, jakie ma znaczenie cała ta dyskusja?
>A kto ją wywołał i podtrzymuje?
>

Dla mnie ma ona znaczenie. Jeśli dla Ciebie nie ma żadnego, to ją niniejszym kończymy.

Przepraszam, że potraktowałem Was, Ciebie jako zbiorowość, myślałem, że w swym materializmie i ateizmie wypracowaliście jakiś wspólny program. Jeszcze raz przepraszam.
26-10-2012 13:10 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>Jeśli dla Ciebie nie ma żadnego
Tego nie powiedziałam.
>Przepraszam, że potraktowałem Was, Ciebie jako zbiorowość, myślałem, że w swym materializmie i ateizmie wypracowaliście jakiś wspólny program.
No właśnie nie. Ateistów łączy jedynie to, że nie wierzą w bogów. Cała reszta jest sprawą indywidualną. Nie ma wspólnego programu, a gdzie dwóch ateistów, tam trzy różne poglądy na wszystko - z wyjątkiem kwestii istnienia bogów.
26-10-2012 13:51 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Odniosę się tylko do tego jednego zdania. Ratuj się?
A to jedno było akurat najmniej ważne i żartobliwe.

>Większość ateistów czy materialistów posługuje się z upodobaniem słownictwem religijnym.
Albowiem zaprawdę ubogaca ono cudownie poczucie humoru.

>Przed czym mam się ratować,kolejny zbawco?
Mówiłem przecie - przed ośmieszaniem się dumą z wygadywanych niedorzeczności.

>Jakie ma znaczenie ten ratunek, jeśli jutro lub może za chwilę obrócę się w nicość, nic po mnie nie zostanie.
Zyskasz wszystko co możesz mieć do dyspozycji, stracisz tylko urojenia i marnowanie czasu na głupstwa.

>Żyjecie w absurdzie
Ja? Ciebie powinno się chyba po jarmarkach pokazywać, bo to równie mocne jak liczenie wszystkich liczb.

>i szukacie dla siebie sensu życia w walce z religią (czyli dla was głupotą).
Bronię się tylko przed głupotą takich jak Ty, nie chcę trawić życia na wasze urojenia. Ile razy trzeba Ci powtarzać, żeby raz dotarło?

>Podświadomie tworzycie własną ideologię, która zapewne przerodzi w religię (podobnie jak scjentologia)
Na temat tworzenia ideologi już powiedział co trzeba Pan Bogusławski, ja tylko zwrócę Ci uwagę, że Twój opis świata jest funta kłaków niewarty, zatem proroctwa na nim oparte także samo.

>Po drugie mylisz wiarę z pewnością.
No właśnie, zlekceważyłeś kwestię istotną. Wiara to jest pewność. Bezrozumna, bez dowodów, ale pewność. Wiara to przypisanie wartości logicznej (prawdy) jakiemuś twierdzeniu. Prawdy, nie prawdopodobieństwa.

>Gdyby wiara była pewnością, można byłoby ją udowodnić
Wiara jest poglądem konkretnego człowieka, wiara jest prywatnym stanowiskiem, stanem umysłu i nie da jej się nijak udowodnić. Zawsze można zasymulować wiarę lub jej brak.
Przynajmniej na razie. Może kiedyś parę elektrod podłączonych do mózgu wykaże bez wątpliwości istnienie wiary lub nie w odniesieniu do jakiegoś konkretnego obiektu, dzisiaj jeszcze to s-f...
Gdyby twierdzenie wiarą objęte dawało się udowodnić wiara byłaby zbyteczna.

>Wiara to przesłanka, przesłanka wychodząca z poznania świata, a zwłaszcza poznania własnej ograniczoności. To szukanie odpowiedzi na podstawowe pytanie sens i cel życia.
Przypomnę - kościelni posługują się beztreściowym bełkotem adresowanym do emocji i do zadowolenia z siebie słuchaczy.
Ludzie rozumni nazywają rzeczy po imieniu:
Wiara to wiara,
przesłanka to przesłanka,
szukanie odpowiedzi to szukanie odpowiedzi.
Jeśli masz ambicje zrozumienia czegokolwiek naprawdę zaprzyjaźnij się z podstawowymi słownikami.

>Do wiary również podchodzę ze sceptycyzmem - choć przyznam wraz z wiekiem coraz mniejszym. Wiara to nie pewność, to przesłanka.
No to dawaj jakieś szczegóły, jakieś konkrety! Byłbyś tu nareszcie pierwszy i wyjątkowy!
Księża wmawiają wam bzdury, że wiara to taka nadnaukowa, pozanaukowa aktywność intelektualna, podlizują się wam fałszywie jacy to wy myślący. Pokaż to może! Tylko konkretnie. Np: Jak oceniasz prawdopodobieństwo istnienia Boga skoro wypierasz się jedynki jak żaba błota? Jak - znaczy w jaki sposób i jaki poziom prawdopodobieństwa temu przypisujesz.
Jakie przypisujesz prawdopodobieństwo istnieniu Allaha, Śiwy, Wirakoczy i in.?
Jak oceniasz prawdopodobieństwo, że Bóg jeśli jest to jest rozdwojony, roztrojony, czy rozpieprzony w dowolny sposób? I przypominam że prawdopodobieństwa się mnoży... choć pewnie Twoich Wielkopomnych Rozważań logika nie dotyczy....
Czaisz czaczę? Bądź ciekawym, merytorycznym ewangelizatorem jeśli już musisz!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Michał Panfil (387 punktów)
Dałeś sobie wmówić że tylko bóg i jego implikacje nadają wartość życiu. To nic złego, bo kościół całe wieki pracował by zaszczepić w ludziach to przekonanie. Do tego stopnia, że jak u Ciebie są tylko 2 bieguny, bóg albo nihilizm egzystencjalny.
Ale wystarczy poczytać filozofów, poetów i tysięcy różnych świadectw, które pokazują że ludzie znajdowali sens i wartość życia w różnych wartościach i doświadczeniach. Od samego życia per se, po piękno, miłość, naukę, sztukę, przygodę i wszystko inne czego tylko zapragniesz.

Myślę że to o czym mówisz można przyrównać do leczenia narkomanów, którym jeśli po wyjściu z detoxu nie znajdzie nowego zajęcia/ pasji wracają do starych nawyków. Mózg nie wie co można innego robić bo go tego nienauczona i wraca do już gotowych połączeń nerwowych.

Może warto zadać sobie pytanie co mnie w życiu inspiruje, jakie uczucia sprawiają że pragne 'tu' być, co kocham? itp.
23-10-2012 10:12 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
I wracamy do epokowego pytania co było pierwsze: Jajko czy kura? Wiara czy kościół.
Piszesz: "Ale wystarczy poczytać filozofów, poetów i tysięcy różnych świadectw, które pokazują że ludzie znajdowali sens i wartość życia w różnych wartościach i doświadczeniach." więc co się czepiasz wiary? Może dla odmiany jakiś logików warto poczytać.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
23-10-2012 10:38 
 Ocena 3 na 3
Michał Panfil (387 punktów)
>I wracamy do epokowego pytania co było pierwsze: Jajko czy kura? Wiara czy kościół.
A co ma za znaczenie czy najpierw było 'ktoś rzuca pioruny' a 'chodźmy pokłonić się słońcu' - tak jak ludzie stawiali pytania, w tym filozofowie te egzystencjalne, ludzie starali się odpowiedzieć i kiedyś na pytanie o 'sens' wierzący w np słońce odpowiedzieli 'bóg', a z ekspansją religii stało się dość powszechną odpowiedzią. Być może religia i wiara funkcjonowały bez tego pytania przez jakiś czas. Nie widzę tu sprzeczności logicznej, tym bardziej żadnych kur i jajek.

>więc co się czepiasz wiary? Może dla odmiany jakiś logików warto poczytać.
Nie mam pojęcia o co Tobie chodzi. Pokazałem że ludzie znajdowali swój sens życia w różnych 'rzeczach' i podałem najliczniejszą znaną mi grupę źródeł.
23-10-2012 21:40 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>I wracamy do epokowego pytania co było pierwsze: Jajko czy kura? <
To pytanie jest też postawione teologicznie. Czy duszę miało jajko czy kura?
28-10-2012 19:28 
 Ocena-1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>I wracamy do epokowego pytania co było pierwsze: Jajko czy kura? <
>To pytanie jest też postawione teologicznie. Czy duszę miało jajko czy kura?
>
Ani jajko ani kura nie miało duszy

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
23-10-2012 10:13 
 Ocena-1 na 3
justn69 (61 punktów)
>Dałeś sobie wmówić że tylko bóg i jego implikacje nadają wartość życiu. To nic złego, bo kościół całe wieki pracował by zaszczepić w ludziach to przekonanie. Do tego stopnia, że jak u Ciebie są tylko 2 bieguny, bóg albo nihilizm egzystencjalny.
>Ale wystarczy poczytać filozofów, poetów i tysięcy różnych świadectw, które pokazują że ludzie znajdowali sens i wartość życia w różnych wartościach i doświadczeniach. Od samego życia per se, po piękno, miłość, naukę, sztukę, przygodę i wszystko inne czego tylko zapragniesz.
>Myślę że to o czym mówisz można przyrównać do leczenia narkomanów, którym jeśli po wyjściu z detoxu nie znajdzie nowego zajęcia/ pasji wracają do starych nawyków. Mózg nie wie co można innego robić bo go tego nienauczona i wraca do już gotowych połączeń nerwowych.
>Może warto zadać sobie pytanie co mnie w życiu inspiruje, jakie uczucia sprawiają że pragne 'tu' być, co kocham? itp.

Przepraszam, że się włączam, ale dla mnie to lanie wody:

>Ale wystarczy poczytać filozofów, poetów i tysięcy różnych świadectw, które pokazują że ludzie znajdowali sens i wartość życia w różnych wartościach i doświadczeniach. Od samego życia per se, po piękno, miłość, naukę, sztukę, przygodę i wszystko inne czego tylko zapragniesz.

Wszystkie te piękne "rzeczy", które raczyłeś wymienić, to co są jakieś niematerialne byty. Jak je pogodzić ze światem materialnym? Czy nigdy nie zadawałeś sobie pytania, o źródło piękna, miłości, sztuki, przygody? Dlaczego, Wy ateiści i materialiści, racjonaliści itp., szukacie sensu w rzeczach niematerialnych (bytach duchowych?). Co to są te byty? Wytwory ludzkiego umysłu? Jeśli tak to, przepraszam za wyrażenie, ale są GÓWNO WARTE, bo są przemijające. Dlaczego mam zadowalać się czymś przypadkowym i pozbawionym sensu i celu? Chcę się czuć WARTOŚCIOWYM I POSIADAJĄCYM WARTOŚĆ, a Waszej wizji świata jestem kupą materii spisanej na straty, sierotą, która nie wie, skąd i dokąd zmierza. Dzięki za taką perspektywę.
23-10-2012 10:28 
 Ocena 7 na 7
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli tak to, przepraszam za wyrażenie, ale są GÓWNO WARTE, bo są przemijające. Dlaczego mam zadowalać się czymś przypadkowym i pozbawionym sensu i celu?

Nie musisz, jak Ci nie pasuje. Ale pamiętaj, że byty religijne są GÓWNO warte, bo choć uwiecznione, po prostu są fałszywe. Ale jak się musisz zaczarować pośmiertnie, to sie czaruj. Kogo to...
justn69 (61 punktów)
Ale pamiętaj, że byty religijne są GÓWNO warte, bo choć uwiecznione, po prostu są fałszywe. Ale jak się musisz zaczarować pośmiertnie, to sie czaruj. Kogo to...
>

Skąd ta pewność, że są do końca fałszywe? Nie twierdzę, że wszystkie są z góry prawdziwe, ale dążą do poznania prawdy.
24-10-2012 11:03 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Skąd ta pewność, że są do końca fałszywe? Nie twierdzę, że wszystkie są z góry prawdziwe, ale dążą do poznania prawdy.

Ale nie dążą do żadnego poznania prawdy, niczego dzięki nim nie osiągnęliśmy. O jakąkolwiek rzetelną i potwierdzoną wiedzę nas nie wzbogaciły. Choć się nadymają i udają, że mają jakiś tajemny dostęp do PRAWDY i wiedzą już właściwie wszystko, co istotne. A tylko nieudolnie zgadują, bo sensownych narzędzi poznawania nigdy nie posiadały. Tyle, że tu nie chodzi wcale o prawdę, ale o uwiedzenie i rząd dusz. Może jeszcze, dla niektórych, o zaspokojenie potrzeby potwierdzenia własnych przekonań. Czyli osiągnięcie poczucia bezpieczeństwa poprzez utwierdzenie swych przekonań odzwierciedlonych u innych. To jest, moim zdaniem, prawda o ich dążeniach do Prawdy.

To nauka pozwala nam poznać jakieś fragmenty prawdziwej struktury i działania rzeczywistości, a świadectw sukcesów mnóstwo. Jednak tych, co mają zaszczepioną potrzebę posiadania całej, pewnej, ostatecznej, niezmiennej i wiecznej prawdy, to niezadowoli. Bo histeria własnej przemijalności i perspektywy śmierci rozpętana przez choćby chrześcijańską cywilizację zaświatów i tejże kulturę pośmierci, zmusza część "zarażonych" (wcale nie muszą to być wyłącznie wyznawcy, ale ateiści również) do szukania absolutnej pewności tego, jak wszystko dobrze dla nich wygląda, czyli tego, że przemijalność i śmierć są ostatecznie do wyruchania. Nie żyją życiem, tylko zaszczuci pośmiercią i zaświatami, szukają sobie histerycznie bezpiecznego schronienia.
24-10-2012 13:54 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
Nie żyją życiem, tylko zaszczuci pośmiercią i zaświatami, szukają sobie histerycznie bezpiecznego schronienia.

A czy nie przyszło Ci do głowy, że można pogodzić jedno i drugie: życie tu na ziemi i życie pośmiertne? Czy nie widzisz żadnych pozytywów ze strony jakiejkolwiek religii? Czy mało było w historii postaci, które pokazały, że życie spędzone na szukaniu Boga, może być wartościowe i piękne. A nauczanie Chrystusa o wybaczaniu, o zaniechaniu odwetu, przemocy. To wszystko nic? Widzisz tylko czarne karty historii religii (głównie chrześcijaństwa), tak jak gdyby ateiści czy materialiści byli aniołami (a wiemy z historii, że tak ie było)
>
25-10-2012 09:12 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>A czy nie przyszło Ci do głowy, że można pogodzić jedno i drugie: życie tu na ziemi i życie pośmiertne?

To nie o to chodzi, żeby pogodzić, bo to można i większość daje radę. Choć nie wszyscy. Ci, co nie dają, są najbardziej ewidentnymi ofiarami zaświatowego prania mózgu. Zapewne sam widzisz takich zniszczonych biedaków. Ale Ty nie zauważasz, nie rozumiesz i nie jesteś w stanie poczuć, jak życie pośmiertne w czyjejś głowie poniża, degraduje, uwłacza życiu doczesnemu. Jedynemu i prawdziwemu. Jedyne, co mamy na pewno, to właśnie TO, nasze teraz życie.

Zmyślaniem doskonałych za/światów, dodatkowych rodzajów wiecznego nad/bycia degradujesz to życie. Takie chrześcijaństwo, robi oczywiście wiele wrzasku w temacie tego życia i tego świata, ale je lekceważy, bo strąca z piedestału wartości na rzecz zmyślonej alternatywy. Nigdy wyznawcy takiej religii nie będą całkowicie "ukorzenieni" w rzeczywistości, bo mają lepszą, ba doskonałą, perspektywę. Człowiek postawiony tylko wobec rzeczywistości może (nie musi, bo wpływy kulturowe różne), wejść w życie z pełnym oddaniem i afirmacją, bez dzielenia (które zaświatowcom zawsze wyjdzie słabo, bo na niekorzyść rzeczywistości względem wiecznej i doskonałej bajki), ze skupieniem i pasją wyłącznie na rzeczywistości. Poświęcanie uwagi problemom umierania, śmierci, pośmierci i zaświatów musi automatycznie prowadzić do mniejszego lub większego lekceważenia życia bo doskonałe łakocie nie po jego stronie leżą, a to ma zawsze złe, a nawet czasami katastrofalne konsekwencje tak dla jednostki, jak i ogółu. Od tylko rozmycia wagi własnego istnienia w tym świecie, czyli wkroczenia w świat absurdalnych pojęć, obiektów, czynności, dążeń, myśli, przeżyć, potrzeb, lęków, pragnień, wyobrażeń, po dyskredytację, niechęć, pogardę, a często nienawiść i gnębienie względem innych, odmiennych, niezgodnych z własnym wyobrażeniem tego, co słuszne, jedynie wartościowe, bo samemu ma się prawdy absolutne, "najdobrzejsze", uniwersalne i wieczne. I to pochodzące od samego Najwyższego. Jak sie stoi w rozkroku, jedną nogą w rzeczywistości, drugą w zmyślonej ale cudownie doskonałej bredni, to się nigdy nie będzie żyło w pełni dla rzeczywistości, bo "lepsza perspektywa" zeżre większą część energii, pozytywnych uczuć, zapału, pasji. Zaświatowiec nigdy nie odczuje życia tak, jak człowiek oddany w pełni życiu i afirmujący tylko prawdę, a więc rzeczywistość. Bo dla zaświatowca to nie jedyny i nie najlepszy ze światów. W gruncie rzeczy takie coś nie bardzo udane, marne, można zlekceważyć, odpuścić bo to co po śmierci, to ho ho ho.
Dla mnie takie widzenie rzeczy to nikczemna zdrada. Urodziłeś się dla tego świata, a zdrajcy wyprowadzili z niego Twoją pełną uwagę, pełne oddanie, całkowitą wierność na rzecz fikcji. Pełną miłość i afirmację rozdarto i podzielono, lepszą perspektywą obdarzając niestniejące, zmyślone, pośmiertne.

>Czy nie widzisz żadnych pozytywów ze strony jakiejkolwiek religii? Czy mało było w historii postaci, które pokazały, że życie spędzone na szukaniu Boga, może być wartościowe i piękne. A nauczanie Chrystusa o wybaczaniu, o zaniechaniu odwetu, przemocy. To wszystko nic?

Właściwie nic. Cały szwindel polega na tym, że eksponuje się tu elementy pozornie pozytywne. Pozornie, bo zbudowane na fatalnym fundamencie. Czyli nienawiści do rzeczywistości, bo, takie choćby chrześcijaństwo, na niej jest zbudowane. Eksponuje się np. miłość bliźniego (co i tak generalnie nie działa, bo w takim wydaniu jest bez sensu), a ukrywa nienawiść, bo tylko nienawiść w chorej głowie pogardzającego rzeczywistością człowieka mogła zrodzić pomysł właściwego/docelowego istnienia poza rzeczywistością. Chrześcijaństwo jest zrodzone z nieumiejętności docenienia i pozytywnego wartościowania Świata Prawdziwego. I tu się urodziło doskonałe zewnętrze.
Eksponujesz Jezusa z wybaczaniem itd. ale zapominasz, że:
Cytat:
Bóg zarówno w pojęciu katolickim, prawosławnym, jak i w głównych nurtach protestantyzmu stanowi jedność w trzech osobach (Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty), przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym Bogiem, który jest jeden.


ale zapominasz, że ten sam zatem osobnik - Jezus jako Ojciec:

Księga Ozeasza 14. 1
"1 Samaria odpokutuje
za bunt przeciw Bogu swojemu:
poginą od miecza, dzieci ich będą zmiażdżone,
a niewiasty ciężarne rozprute."

Księga Liczb 31. 7
7 "Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn.

Księga Liczb 31. 17
17 Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. 18 Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu."

1 Księga Samuela 15.2
"2 Tak mówi Pan Zastępów: Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelitom, jak stanął przeciw nim na drodze, gdy szli z Egiptu. 3 Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły."

Księga Ezechiela 9.5
Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! 6 Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni!? I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. 7 Następnie rzekł do nich: Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami! Wyszli oni i zabijali w mieście.

Izajasz 13, 9,15-16
Oto dzień Pański nadchodzi okrutny, najwyższe wzburzenie i straszny gniew, żeby ziemię uczynić pustkowiem
i wygładzić z niej grzeszników. (...)Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony - zgwałcone

Pamiętaj, że JEDEN jest. I wiedz, komu sie kłaniasz i przed kim pełzasz.
25-10-2012 09:38 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
Masz starotestamentalną wizję Boga. Chrześcijaństwo, przynajmniej w obecnej formie, od tej wizji odchodzi. Jeśli wg. Ciebie chrześcijańska miłość bliźniego sprowadza się do nienawiści człowieka, to cóż mogę więcej napisać? Ja mam inna wizję, nie odrzucam życia, ani ziemskiego, ani pozaziemskiego.
25-10-2012 10:23 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
>Masz starotestamentalną wizję Boga. Chrześcijaństwo, przynajmniej w obecnej formie, od tej wizji odchodzi.

Mam 2 pytania:

1. To kto, w takim razie, stworzył ten świat? Skoro ST, wg Ciebie, nie obowiązuje to da jakoś znaleźć na to odpowiedź?

2. Za co Jezus umarł na krzyżu skoro odrzucamy ST?
25-10-2012 12:33 
 Ocena-2 na 4
justn69 (61 punktów)

>Mam 2 pytania:

1. Kto stworzył świat, czy raczej Kto go stwarza? Według mnie jedna Osoba, zwana przez ogół ludzi - Bogiem. Wg. mnie na to wskazuje m.in. ewolucja, która dla materialisty jest ślepa i poddana li wyłącznie prawom fizyki, a dla mnie jest owszem poddana prawom fizyki, ale nie jest ślepa, jest kierowana i planowa (zresztą jest wiele luk w teorii ewolucji, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi, po prostu brak dowodów, opieramy się na strzępach informacji). Zagadkowy wydaje się proces samoudoskanalanie się procesu ewolucji. Czy jest to ślepy zdeterminowany prawami fizyki proces? - mi to trudno przyjąć)

2.
Nie odrzucamy Starego Testamentu (przynajmniej ja), ale wizję Boga - surowego sędziego, pałającego żądzą zemsty - którą przedstawiają autorzy ksiąg starotestamentalnych. Jezus przychodząc ma świat "wyprostował" wiele z praw zapisanych w Starym Testamencie - np. oko za oko. Osobną kwestią pozostaje tłumaczenie ksiąg Nowego Testamentu (nie jestem tu specjalistą), ale w rozmowie z osobą, która co nieco wie w tym temacie, wymagałyby one ponownego opracowania. Inną kwestią pozostaje znajomość świata Starożytnego, czy też Judei z tego okresu. Bez ich poznania i zrozumienia, nie można właściwie zrozumieć Pisma świętego, a zwłaszcza Nowego Testamentu i niektórych słów Jezusa. Stąd biorą się dziwaczne interpretacje, których nie brak i w Kościele katolickim. Mi najbliżej jest do interpretacji prezentowanej w Polsce przez ks. Hryniewicza, czyli idei nadziei zbawienia dla wszystkich)

2. Wg. mnie Jezus umarł, by pokonać śmierć, by pokazać solidarność Boga z człowiekiem. Potwierdzić, że Bóg i człowiek mogą być jedno. Zresztą tak jak materialista czy ateista nie odpowie Ci na pytanie o sens Świata (odrzuca takie pytanie), tak ja nie odpowiem Ci do końca (nie odrzucając tego pytania, ale przyznając się, że nie znam pełnej odpowiedzi) na pytanie o sens śmierci Jezusa. Tak być musiało. Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi, mam nadzieję, że dowiemy się po śmierci.
25-10-2012 14:35 
 Ocena 10 na 10
MarcinK (9189 punktów)

>Według mnie jedna Osoba, zwana przez ogół ludzi - Bogiem.

Na coś takiego wypadałoby mieć jakieś dowody. Czy, poza swoim osądem, masz jakowe?

>ale nie jest ślepa, jest kierowana i planowa

Jeśli miałaby być planowana to jak wyjaśnisz budowę ludzkiego oka czy nerw krtaniowo - wsteczny u żyrafy:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,338226

I co za sukinsyn zaplanował ichneumonidae? To takie owady, które paraliżują ofiary i składają w nich jaja - larwy zaś żrą ciało nosiciela, który cały czas żyje ale jest sparaliżowany. Żrą zaś w takiej kolejności by niezbędne do życia organy poszły na samym końcu.

Myślisz dobry Jezus to wymyślił?

> (zresztą jest wiele luk w teorii ewolucji, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi, po prostu brak dowodów, opieramy się na strzępach informacji).

Brzmi to niestety jak kreacjonistyczny bełkot. Każda teoria zawiera jakieś luki - ważne czy całościowo dobrze opisuje rzeczywistość, a na ewolucję są już niezliczone dowody.

> Zagadkowy wydaje się proces samoudoskanalanie się procesu ewolucji. Czy jest to ślepy zdeterminowany prawami fizyki proces? - mi to trudno przyjąć)

To, że nie rozumiesz ewolucji nie jest żadnym argumentem za czymkolwiek.

>2.
>Nie odrzucamy Starego Testamentu (przynajmniej ja), ale wizję Boga - surowego sędziego, pałającego żądzą zemsty - którą przedstawiają autorzy ksiąg starotestamentalnych.

A co to po polsku znaczy? Język ST jest prosty i łopatologiczny - w jaki sposób Ty potrafisz sobie jakąś inna wizję niż "psychopata" wyobrazić?

>którą przedstawiają autorzy ksiąg starotestamentalnych.

Oni są przecież natchnieni przez Ducha Świętego podobno.

> Bez ich poznania i zrozumienia, nie można właściwie zrozumieć Pisma świętego, a zwłaszcza Nowego Testamentu i niektórych słów Jezusa. Stąd biorą się dziwaczne interpretacje, których nie brak i w Kościele katolickim.

Czyli nie przystające do Twej autorskiej wizji.

>2. Wg. mnie Jezus umarł, by pokonać śmierć, by pokazać solidarność Boga z człowiekiem.

No to czemu nie pokonał? Jakoś dalej umieramy w najlepsze. Bo chyba nie chcesz powiedzieć, że pokonał własną - jako bóg to chyba nic trudnego?

> tak ja nie odpowiem Ci do końca (nie odrzucając tego pytania, ale przyznając się, że nie znam pełnej odpowiedzi) na pytanie o sens śmierci Jezusa. Tak być musiało.

Twoja wiara jest interesująca:

1. Na najważniejsze pytanie swojej religii nie znasz odpowiedzi

2. Odrzucasz ST nie odrzucając go

3. Nie potrafisz powiedzieć czego właściwie nauczał Jezus bo sam tego nie wiesz.

4. Odrzucasz Trójce Świętą bo przecież tego co twierdzisz pogodzić się z nią nie da

Pytanie jakiego Ty w ogóle jesteś wyznania bo takowego chyba nie ma.

>Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi, mam nadzieję, że dowiemy się po śmierci.

Zdecydowanie lepiej poszukiwać przed.
25-10-2012 10:24 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Masz starotestamentalną wizję Boga. Chrześcijaństwo, przynajmniej w obecnej formie, od tej wizji odchodzi.

I tak się nie boisz o Biblii takich rzeczy pisać? Uważaj, bo Legion już na Ciebie przelazł.

>Jeśli wg. Ciebie chrześcijańska miłość bliźniego sprowadza się do nienawiści człowieka, to cóż mogę więcej napisać?

Nie to napisałem. Chrześcijaństwo jest zbudowane na nienawistnym względem rzeczywistości fundamencie, na którym coś próbuje się klecić. A jak fundament do bani, to i efekty takie same. Kochanie bliźniego głosicie, ale tego co inne, odmienne, sprzeczne uszanować nijak nie umiecie. Beznadziejna religia. Kochacie co najwyżej abstrakt/fikcję, czyli ogólny KONSTRUKT-człowiek, bo boski i niebo z wiecznością jest za to w perpektywie, ale przy odniesieniu do szczegółów zaczyna wyłazić wredna, jedynosłuszna natura, a miłość pryska. Oczywiście w dzisiejszym poplątaniu i pomieszaniu kulturowym oraz przy mocy wielu wpływów, coś tam czasami przyswoicie i umiecie być życzliwi, ale im bardziej religijnie zakręceni, tym jest z tym gorzej. Przycisniesz takiego niby życzliwego i sympatycznego Sowę, Bonieckiego czy ojca Leona, to szybko się niechęć, pogarda, czy choćby tylko butna wyższość ujawnia.

>Legion?

No, jest nas tu całe stado. .
25-10-2012 11:20 
 Ocena-1 na 5
justn69 (61 punktów)
Zastanawia mnie ten upór. Po co mi w ogóle odpowiadasz, skoro wiesz, że nic z tego nie wyniknie?
25-10-2012 11:44 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
A tam, tak Ci wyjeżdżam na ambicję, żebyś się bardziej starał połapać.
25-10-2012 14:40 
 Ocena 11 na 11
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziwią mnie opary absurdów płynące w Twojej głowie.
Mówisz, że zbrodnie Jahwe są "anulowane, historyczne", zastąpione "nową wizją chrześcijaństwa". Jednocześnie darkside zwraca Ci uwagę na fakt, że Jezus i Jahwe są pojomowani jako jedność. Nawet w protestantyzmie, choć nie w trójcy, Jezus jest pełnym apologetą Jahwe.

Więc podaj mi przykład ludzkich zbrodniarzy, który zbrodnie mają tylko "wymiar historyczny"? Zaraz po drugiej wojnie światowej naziści też mogliby stwierdzić, że II wojna miała wymiar historyczny i właśnie ją anulowali.

Nie ma nic bardziej spaczającego ludzką moralność, niż wiara religijna, a fikołki i erystyka "rozmyślań chrześcijan" to mistrzostwo w tym względzie.

Powiedz, raz jeszcze, co się stało z Jahwe nawołującym do zbrodni? Anulował to? Zbrodnie stały się dobre? Zbrodnie są dla CIebie dobre, bo oznaczają Twój bilecik do raju?

Oczywiście, ani Jahwe, ani Jezus jako syn boga nigdy nie istnieli, to wymysły ludzi. Ale to nadal ogromny problem nieetycznych narkomanów religii, którzy to popierają.
25-10-2012 09:13 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Widzisz tylko czarne karty historii religii (głównie chrześcijaństwa), tak jak gdyby ateiści czy materialiści byli aniołami (a wiemy z historii, że tak ie było)

Wszelcy jedynosłuszni, wierzący w swoją absolutną i doskonale doskonałą prawdę idealiści, absolutyści i uniwersaliści, czy to z bogiem czy bez, po dojściu do mniejszej czy większej władzy, byli/są zawsze przekleństwem dla innych.
25-10-2012 09:45 
 0 na 6
justn69 (61 punktów)
>Wszelcy jednosłuszni, wierzący w swoją absolutną i doskonale doskonałą prawdę idealiści, absolutyści i uniwersaliści, czy to z bogiem czy bez, po dojściu do mniejszej czy większej władzy, byli/są zawsze przekleństwem dla innych.

Zgadzam się. Ważny, jest szacunek dla innych. A na tym forum czasami go brakuje.
25-10-2012 10:46 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No tak, sam tutaj wszedłeś bez szacunku, z pozornymi pytaniami niby to wynikającymi z niezrozumienia i ciekawości, ale na kilometr dało się wyczuć, a i wyczytać wprost, ugruntowany , pogardliwy stosunek wobec pozbawionych jakichkolwiek wartości nihilistów A teraz płaczesz. Można dyskutować bez wycieczek personalnych, ale z kolei nie możesz liczyć specjalnie na szacunek dla swoich POGLĄDÓW, więc pewne rzeczy możesz odbierać dotkliwie. Tak, jak i ja spodziewałbym się tego, wchodząc na jakieś religijne forum. Po to to jest, by dyskutować, czasami ścierać się i kłócić. A że czasami zaboli. Nieuniknione. Jak będziesz ze mna rozmawiał o swojej religii, to szacunku dla niej u mnie nie uświadczysz. A pisząc o jej fatalnych skutkach na umysł i życie człowieka, może Cię to osobiście dotknąć. Na to juz nic nie poradzę. Na pewno nie chodzi mi o to, żeby Ciebie zrównać z ziemią (co najwyżej Ci pomóc/uratować, czego nie oczekujesz i nie przyjmiesz), ale z samym chrześcijaństwem zrobię to prawie zawsze chętnie. I z tym się tutaj raczej musisz pogodzić. Nikt Cię tutaj na siłę nie zaciągnął.
25-10-2012 11:06 
 Ocena-2 na 4
justn69 (61 punktów)
Na to już nic nie poradzę.

Czyli co siła wyższa?

Na pewno nie chodzi mi o to, żeby Ciebie zrównać z ziemią (co najwyżej Ci pomóc/uratować, czego nie oczekujesz i nie przyjmiesz),

Pomóc lub uratować przed czym lub kim? Czyżby misja? Czy jesteś drugim Zbawicielem? Skąd te altruistyczne pobudki u materialisty i ateisty? Dla kogo to robisz, dla siebie? Jaki możesz mi dać ratunek, jeśli jutro mogę już nie żyć? Co mi po twoim ratunku.

ale z samym chrześcijaństwem zrobię to prawie zawsze chętnie. I z tym się tutaj raczej musisz pogodzić. Nikt Cię tutaj na siłę nie zaciągnął.

Czy to jakiś wewnętrzny przymus?
>
25-10-2012 11:39 
 Ocena 9 na 9
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>> Na to już nic nie poradzę.
>Czyli co siła wyższa?

Nie, to naturalna konsekwencja ścierania się odmiennych poglądów.

>Pomóc lub uratować przed czym lub kim?

1. Przed swoim zindoktrynowanym umysłem i niebiańskimi demonami tam sie panoszącymi. Taki egzorcyzm areligijny.
2. Przed tymi, co Ci te demony tam posiali.
3. Przed mechanizmami, które nigdy nie pozwolą Ci na pełną integrację i takież umiłowanie rzeczywistości.

>Czyżby misja?

Eeee tam, taka terapia w ramach luzu.

>Czy jesteś drugim Zbawicielem?

No już troche osób uleczyłem i zbawiłem dla rzeczywistości. Ale przez małe "z" proszę.

>Skąd te altruistyczne pobudki u materialisty i ateisty?

A widzisz. Tu leży ten myk, którego kompletnie nie umiesz pojąć. Ja mam tylko rzeczywistość i tylko ją. To wszystko co mam i zrobię wszystko, co tylko możliwe, by było to dzieło możliwie najpiękniejsze wedle moich subiektywnych, ale na pewno nie nihilistycznych zapatrywań. Nie mam najmniejszego zamiaru leżeć i kwiczeć, że to się wszystko kiedyś skończy, ani szukać wyjścia ewakuacyjnego. Mam tylko, ale i AŻ to i cały swój zapał oddaję rzeczywistości. Wy możecie to generalnie olać, tylko wypełniajcie przynajmniej podstawowe dyrektywy, żeby Bozi nie wkurzyć, to później już będziecie mieć dobrze na wiecznosć. Ja jestem życiem, a wy pośmiercią.

>Dla kogo to robisz, dla siebie?
To mój dług i obowiązek wobec świata, życia i rzeczywistości Dzielę się tym, a jak ktoś chce, to może skorzystać, proszę bardzo. Jak się komuś nie podoba, nie odpowiada, rozumiem.

>Jaki możesz mi dać ratunek, jeśli jutro mogę już nie żyć?
Choć jeden dzień życia w rzeczywistości. Właściwie tym "zbawiasz" całe swoje życie. Bo pojąłeś, co znaczy być człowiekiem, a nie zmanipulowaną, zaświatową marionetką.

>Czy to jakiś wewnętrzny przymus?
Dzielenie sie spostrzeżeniemi i wiedzą. Bo jako "nihilsta bezwartościowy" lubię się dzielić i rozdawać racjonalny ogląd rzeczywistości z pozytywnym i radosnym do niej podejściem. Ja nie zdradzam. Jestem i będę wierny rzeczywistości na zawsze i do końca. Nigdy jej się wyprę, nigdy nie będę zezował, pragnął ewakuacji do wiecznego, zmyślonego zewnętrza. Nie pozwala mi na to moje poczucie człowieczeństwa. I jestem z tego dumny.

Ale na dzisiaj już wystarczy, bo za szybko "wyzdrowiejesz".
25-10-2012 12:52 
 Ocena-2 na 4
justn69 (61 punktów)
>1. Przed swoim zindoktrynowanym umysłem i niebiańskimi demonami tam sie panoszącymi. Taki egzorcyzm areligijny.
>2. Przed tymi, co Ci te demony tam posiali.

Pomimo to brzmi jak religia, a podobno nie wierzycie w nic. Skąd te demony? Gdybym ja tak napisał, piał byś z oburzenia...

umiłowanie rzeczywistości -
Czymże jest ta rzeczywistość, przecież nie powiesz mi, że ja poznałeś, co nieco liznąłeś jakiejś nauki i już taka pewność siebie

>>Czyżby misja?
>Eeee tam, taka terapia w ramach luzu.

Luzu? ja tu widzę raczej zapał neoficki

>>Czy jesteś drugim Zbawicielem?
>No już troche osób uleczyłem i zbawiłem dla rzeczywistości. Ale przez małe "z" proszę.

To wszystko co mam i zrobię wszystko, co tylko możliwe, by było to dzieło możliwie najpiękniejsze wedle moich subiektywnych, ale na pewno nie nihilistycznych zapatrywań. - Sprzeczność: skąd ta pewność u ateisty. Więcej sceptycyzmu proszę.

Nie mam najmniejszego zamiaru leżeć i kwiczeć, że to się wszystko kiedyś skończy, ani szukać wyjścia ewakuacyjnego. Mam tylko, ale i AŻ to i cały swój zapał oddaję rzeczywistości.

Brzmi jak hymn ku czci rzeczywistości - a jednak potrzebujesz religii.

Wy możecie to generalnie olać, tylko wypełniajcie przynajmniej podstawowe dyrektywy, żeby Bozi nie wkurzyć, to później już będziecie mieć dobrze na wiecznosć.

Masz bardzo ograniczoną wizję mojej religijności.

>>Dla kogo to robisz, dla siebie?
>To mój dług i obowiązek wobec świata, życia i rzeczywistości

Brzmi bardzo osobowo - naprawdę jesteś bardzo religijny

>Choć jeden dzień życia w rzeczywistości. Właściwie tym "zbawiasz" całe swoje życie. Bo pojąłeś, co znaczy być człowiekiem, a nie zmanipulowaną, zaświatową marionetką.

A skąd wiesz, co znaczy być człowiekiem, przecież to subiektywne i przemijające pojęcie. Wg. ateistów każdy tworzy własne pojęcia i każdy może mieć inne.

>>Czy to jakiś wewnętrzny przymus?
>Dzielenie sie spostrzeżeniemi i wiedzą. Bo jako "nihilsta bezwartościowy" lubię się dzielić i rozdawać racjonalny ogląd rzeczywistości z pozytywnym i radosnym do niej podejściem. Ja nie zdradzam. Jestem i będę wierny rzeczywistości na zawsze i do końca. Nigdy jej się wyprę, nigdy nie będę zezował, pragnął ewakuacji do wiecznego, zmyślonego zewnętrza. Nie pozwala mi na to moje poczucie człowieczeństwa. I jestem z tego dumny.

No to wystarczy powiedzieć tylko "amen", by domknąć wyznanie wiary.

Bez obaw, nie wyzdrowieję, przynajmniej nie dzięki Tobie - zbyt jesteś religijny w swej areligijności
25-10-2012 14:44 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Masz bardzo ograniczoną wizję mojej religijności.


A czy kochałbyś bozię, gdyby nie dawała Ci życia wiecznego? Powtarzaj sobie takie pytanie.
26-10-2012 00:21 
 Ocena 11 na 11
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Nie chce mi się do tego odnosić, ale pokażę Ci coś jeszcze.

Pojawia się człowiek na świecie, wchodzi w życie, zaczyna myśleć. Niezwykłe zdarzenie, złożony organizm posiadający wielopłaszczyznowe możliwości wglądu w rzeczywistość. Rodzi się ciekawość, zaczyna się rozumowanie, odczuwanie, analizowanie, rozważanie, próbowanie, doświadczanie, konstruowanie pojęć itd. Jest otwarty, chłonny, ciekawy, spontaniczny i afirmatywny w swej jeszcze prostocie postrzegania i odczuwania. To dobre podstawy do zbudowania jasnej, przyjaznej, choć czujnej i chłodnej w swej racjonalności i rozumności postawy. Nie ma tu zbędnej egzaltacji, czarowania, udawania. Jest rzetelny, ale przyjaznie nastawiony ogląd. Jest instynktowna wola istnienia pełnią tego życia, pełnią tego świata, która za chwilę zostanie przytłumiona i przekierowana. Wyrzucona poza rzeczywistość. W zmyślone, w fikcję. W niebyt.

I co się wtedy dzieje w takiej choćby Polsce? Instalują się wokół takiego człowieka zaświatowo-pośmiertne hieny ze swoim bredniami. Montujemy więc w świadomość Bozię i Niebo, Jezuska, Maryjkę z Józefkiem, wstrętnego Judasza, diabły i oczywiście piekło. 12 apostołów i jakieś tam ilości świętych. Montujemy Karolka od kremówek, najwybitniejszego człowieka wszechczasów, który patrzy na nas z chmurki. Bozia to oczywiście nieustanny podglądacz, patrzy na nas co robimy, jak dobrze robimy to się cieszy, jak coś źle, to się smuci i straszy. Piekłem, cierpieniem, ogniem, czy co tam przyjdzie do łba. Bozia to takie perfekcyjne w swej skuteczności Gestapo. Nic jej nie umknie. Skubana jest czujna i bardzo wrażliwa, choć miłosierna i nieskończenie kochająca. Nawet jak nas będzie gnębić w wieczności, jest kochająca. A gnębi, bo nie ma wyjścia. Zasłużyliśmy. Bo jesteśmy grzeszni. Nawet jak nic jeszcze wrednego nie zrobiliśmy, to za nas zrobili Adam z Ewą. I nas tym poplamili. To taka plama, której zmyć się nie da. Generalnie, na każdym kroku, możemy Bozi zrobić coś nie tak i jak już zrobimy, to koniecznie trzeba czuć się źle. Mieć wyrzuty sumienia. I zawsze bardzo gorąco przepraszać i szczerze przyrzekać poprawę. I kochać Bozię. Bo przecież chcemy do nieba, a trzeba chcieć, bo do wyboru jest tylko piekło albo niebo.

A w niebie jest tak ach ach ach. I babcie tam będą z dziadziusiami, wujcie z ciociami, mamusia, tatuś, rodzeństwo na wieczność. I już tak wiecznie będzie ach ach a Bozia z Jezuskiem będą się do nas uśmiechać. Dlatego trzeba co niedzielę chodzić do kościółka i słuchać co tam dobrodziej ksiądz mówi. A mówi, że Maryjka dziewicą była i jest, że Jezusek mieszka w wafelku. Cała ta Boska rodzinka, lubi też bardzo robić ludziom pokazy, czyli cuda. Bozia może roztańczyć Słońce, Jezusek zainstalować kawałek serca w hostii albo zrobić dziurki w nadgarstkach. Maryjka lubi posążki oraz obrazki obdarowywać krwawymi łzami. Ku przestrodze. A jak gorąco się Bozię prosi, to się często dostaje. Choć czasami się czegoś nie dostaje. Jak sie dostaje, to znaczy, że Bozia nas kocha. Bardzo kocha. Jak poprosimy, żeby ktoś nie umarł, a jednak umrze, to też oczywiście dlatego, że Bozia nas kocha, tylko tego kogoś ukochała jeszcze bardziej i dlatego wzięła go do siebie. A przecież i tak wszyscy się tam kiedys spotkamy. Bo najważniejszym w życiu jest osiągnięcie zbawienia po śmierci. Dlatego musimy jak najczęściej myśleć o Bozi, modlić się do Jezuska, polskiego papieża, przepraszać i prosić. Najbardziej musimy pragnąć zbawienia i nieba.

To może już wystarczy, a można ciągnąć w nieskończoność i na różne sposoby. Jeżeli nadal uważasz, że to wszystko jest o.k. i że mniej wiecej tak się powinno budować relację człowieka z życiem i światem, to mogę tylko współczuć. Absurdalne obiekty, idiotyczne pojęcia, chora wyobraźnia, żenujące instrumenty do radzenia sobie z trudnymi sytuacjami życiowymi i jego konsekwencjami (stąd między innymi Twoja paranoja na punkcie śmierci i nieistnienia). Cały ten cyrk nie ma niczego wspólnego z rzeczywistością. Ani ten tutaj nakreślony w sposób banalnie dziecinny (i co by nie mówić - dosć powszechny), ani teologicznie wysublimowany. Ale w tym kraju jest to powszechnie akceptowane, bo "przecież nic w tym złego". Zamiast relacji z rzeczywistością mamy rozszczepienie świadomości i najczęściej dominację relacji ze zmyślonym, idiotycznym, cedującym wyjątkowość i pierwszorzędność świata prawdziwego i jedynego na rzecz zmyślonej alternatywy. To co sobie na takiej podstawie zbudujesz względem rzeczywistości zawsze już będzie przygniecione i upokorzone. Poharatane i kulawe. I do tego zastraszony jesteś umieraniem i śmiercią zamiast po prostu przyjąć to do wiadomości. Ja nie mam i nigdy nie miałem takiego problemu. Bo inaczej mnie ukierunkowano, ku życiu, a nie ku rozdętemu do granic niemożliwości problemowi śmierci. I kto tu jest nihilistą? Kult zaświatów jest nihlilistyczny, bo zmyślony, fałszywy i kompletnie nierzeczywisty, irracjonalny.
26-10-2012 09:38 
 Ocena 2 na 2
justn69 (61 punktów)
Ciekawa historia. Wydaje mi się, ze znasz ją z autopsji. Dla Ciebie religia to wynik bezsilności, strachu, wreszcie głupoty, czyli braku poznania rzeczywistości. Widoczne takie masz doświadczenie, takich poznałeś ludzi lub takie wyciągnąłeś (czy prawdziwe to już inna sprawa?) wnioski. Czyli religia to coś skrajnie negatywnego, absurdalnego i z gruntu rzeczy fałszywego.
Wg. mnie nie jest to tak proste, moja religijność, moja wiara ma inną podbudowę. Jest oczywiście i czynnik niewiedzy - któż jednak posiada wiedzę, która pozwoli mu orzec, że poznał rzeczywistość, na tyle by mieć 100 procentową rację - nikogo takiego nie znam i zapewne nigdy nikt takich możliwości posiadać nie będzie. Wg. mnie im człowiek ma większą wiedzę o świecie, tym większą ma świadomość ograniczoności własnej wiedzy, własnej słabości. Rzeczywistość ma to do siebie, że odpowiadając na jedno pytanie, poznając jedną prawdę, jednocześnie odkrywamy kolejne pytania, na które znalezienie odpowiedzi jest coraz trudniejsze. I tak w nieskończoność (życia na pewno mi i Tobie nie starczy). U Ciebie być może funkcjonuje zależność odwrotna, stąd wnoszę, żeś człek młody (no chyba że zachowałeś młodość umysłu na starość). Nie twierdzisz chyba, że jesteś w stanie posiąść za życia całość wiedzy, którą chciałbyś posiąść na choćby jeden temat, mały wycinek rzeczywistości. zawsze będzie to wiedza szczątkowa, choćbyś nawet uważał ją za 100 procentową.
Po drugie mylisz wiarę z pewnością. Gdyby wiara była pewnością, można byłoby ją udowodnić. Wiara to przesłanka, przesłanka wychodząca z poznania świata, a zwłaszcza poznania własnej ograniczoności. To szukanie odpowiedzi na podstawowe pytanie sens i cel życia.
26-10-2012 10:29 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ciekawa historia. Wydaje mi się, ze znasz ją z autopsji.
Ja się tylko rozglądam.

>Dla Ciebie religia to wynik bezsilności, strachu, wreszcie głupoty, czyli braku poznania rzeczywistości.
Nie poznania rzeczywistości, nie mam takich aspiracji, ani tyle bezczelności w sobie, ale poznawania. Cząstkowego, racjonalnego, sensownego, a nie bajanego.

>Widoczne takie masz doświadczenie, takich poznałeś ludzi lub takie wyciągnąłeś (czy prawdziwe to już inna sprawa?) wnioski. Czyli religia to coś skrajnie negatywnego, absurdalnego i z gruntu rzeczy fałszywego.
Prawda.
>Wg. mnie nie jest to tak proste, moja religijność, moja wiara ma inną podbudowę. Jest oczywiście i czynnik niewiedzy - któż jednak posiada wiedzę, która pozwoli mu orzec, że poznał rzeczywistość, na tyle by mieć 100 procentową rację - nikogo takiego nie znam i zapewne nigdy nikt takich możliwości posiadać nie będzie. Wg. mnie im człowiek ma większą wiedzę o świecie, tym większą ma świadomość ograniczoności własnej wiedzy, własnej słabości. Rzeczywistość ma to do siebie, że odpowiadając na jedno pytanie, poznając jedną prawdę, jednocześnie odkrywamy kolejne pytania, na które znalezienie odpowiedzi jest coraz trudniejsze. I tak w nieskończoność (życia na pewno mi i Tobie nie starczy). U Ciebie być może funkcjonuje zależność odwrotna, stąd wnoszę, żeś człek młody (no chyba że zachowałeś młodość umysłu na starość). Nie twierdzisz chyba, że jesteś w stanie posiąść za życia całość wiedzy, którą chciałbyś posiąść na choćby jeden temat, mały wycinek rzeczywistości. zawsze będzie to wiedza szczątkowa, choćbyś nawet uważał ją za 100 procentową.
Jak wyżej, nie interesuje mnie "pełne poznanie", ale poznawanie, na miarę naszych, a przede wszystkim swoich, marnych możliwości. Nie mam najmniejszych nawet ambicji stania się wszechwiedzącym i odkrycia jakiejś pełnej i ostatecznej prawdy, co zresztą może w ogóle nie istnieć. I dobrze, ba, świetnie się z tym czuję.

>Po drugie mylisz wiarę z pewnością. Gdyby wiara była pewnością, można byłoby ją udowodnić.
Nic nie mylę, a nawet się zgadzam z drugim zdaniem.

>Wiara to przesłanka, przesłanka wychodząca z poznania świata, a zwłaszcza poznania własnej ograniczoności. To szukanie odpowiedzi na podstawowe pytanie sens i cel życia.
W moim wieku już tylu tak szukających "ostatecznych" odpowiedzi na "podstawowe" pytania przerobiłem, przeżułem i wyplułem, że wiem, że "g" w tym temacie znaleźli. Ty szukaj, jak musisz. Ale tracisz czas. Nawet, jak będziesz myślał i wierzył, że masz, to nic nie będziesz miał. To jest raczej poznawanie człowieka na przestrzeni dziejów, jego złożonych zachowań, potrzeb, popędów oraz szeregu myśli i projektów jakie stworzył, niż jakiejś, jakiejkolwiek prawdy o rzeczywistości. A już na pewno prawd ostatecznych i pewnych. Tylko z takim podejściem ma to sens, bo inaczej albo będziesz udawał, że znalazłeś i wiesz, albo będziesz zawiedziony. Wiara/religia nie wzbogaciła nas o jakąkolwiek wiedzę o rzeczywistości, choć dostarczyła, jakby obok, sporo wiedzy o człowieku i jego zachowniach. Więc szkoda czasu na takie poszukiwania, jakie Ty zamierzasz prowadzić. A nauka cały czas nam działa, ma piękne sukcesy i pięknie nas ubogaca.
26-10-2012 11:06 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
A nauka cały czas nam działa, ma piękne sukcesy i pięknie nas ubogaca.

Jednak i Tobie potrzebna jest wiara - wierzysz w naukę, choć nie masz, żadnej pewności, że jest nieomylna i że Cię nie zawiedzie - "piękne sukcesy" "ubogaca". Pochodzisz do niej osobowo, tak jak ja do Boga. Nauka to nic innego jak wytwór człowieka. Nie odrzucam poszukiwań naukowych, ale podchodzę do nich ze sceptycyzmem, wiem, że są niedoskonałe i nigdy nie doprowadzą mnie do poznania całości. I dlatego są bardzo potrzebne: by uświadomić nam naszą ograniczoność i bezcelowość. Im posiadasz więcej wiedzy na dany temat, tym bardziej poznajesz swoja ograniczoność. I to jest jedna z "piękniejszych" funkcji nauki, czy w ogóle poznania ludzkiego. Dlatego, ja szukam odpowiedzi poza światem materialnym, w świecie metafizycznym, który dla Ciebie nie istnieje i jest czystą mrzonką, ryzykując że nic nie znajdę i że zostanę nazwany przez podobnych Tobie głupcem - podejmuje to ryzyko, ponieważ cóż mam do stracenia? Nie ograniczam się (jak mi to imputujesz) tylko do czekania na śmierć (co wiesz w ogóle o moim życiu?) Staram się żyć pełnią życia, korzystam z jego uroków, tym bardziej że mam nadzieję, że świat nie jest bezcelowy. Jestem otwarty na propozycje, Ty zamknąłeś się świecie materialnym i uważasz, że odpowiedź szczątkowa na pytania to wszystko, co możesz osiągnąć.
Tylko czy odpowiedź szczątkowa nie może być z samego faktu bycia odbiciem wycinku rzeczywistości fałszywa? Takie ryzyko istnieje.

Nie mam najmniejszych nawet ambicji stania się wszechwiedzącym i odkrycia jakiejś pełnej i ostatecznej prawdy, co zresztą może w ogóle nie istnieć. I dobrze, ba, świetnie się z tym czuję.

Ja takie ambicje mam, choć wiem, że za tego życia jest to niemożliwe. Tak zostałem stworzony (wg. Ciebie pewnie zmanipulowany przez popaprańców religijnych).
26-10-2012 12:10 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jednak i Tobie potrzebna jest wiara - wierzysz w naukę, choć nie masz, żadnej pewności, że jest nieomylna i że Cię nie zawiedzie - "piękne sukcesy" "ubogaca".
No kurde, Alleluja. Ja nie wierzę, ja wiem, że to działa, bo m.in. nie pogadalibyśmy dzięki tej omylnej nauce. Są namacalne efekty. Religijne opowieści nie mają żadnych sukcesów, nie opisały niczego w sposób rzetelny. Nic sie nie sprawdza. Religie są wyłącznie "omylne" albo niesprawdzalne. Nic się nie potwierdziło, nawet opis powstania świata trza było ubrać w metaforę. Teleskop Hubblea, tomograf, leczenie chorób czy opis praw fizyki nie istnieją dzięki Bogu, Sziwie, natchnionym świętym księgom czy wyczynom Jezusa. Jakoś nic celnego na temat rzeczywistości tam nie znajdziemy. Jezus pakował demony w świnie i robił wino z wody w tri miga, ale nie zostawił żadnych do tego instrukcji. Magik wielki. A mógł zrobić chociaż mikroskop i pokazać dziadostwo, które ludzi zżera. Taki Bóg w jednej trzeciej, a niczego konkretnego ani nie powiedział, ani nie zrobił. Mógł chociaż ciesielkę usprawnić.

>Nie odrzucam poszukiwań naukowych, ale podchodzę do nich ze sceptycyzmem, wiem, że są niedoskonałe i nigdy nie doprowadzą mnie do poznania całości. I dlatego są bardzo potrzebne: by uświadomić nam naszą ograniczoność i bezcelowość. Im posiadasz więcej wiedzy na dany temat, tym bardziej poznajesz swoja ograniczoność. I to jest jedna z "piękniejszych" funkcji nauki, czy w ogóle poznania ludzkiego. Dlatego, ja szukam odpowiedzi poza światem materialnym, w świecie metafizycznym, który dla Ciebie nie istnieje i jest czystą mrzonką, ryzykując że nic nie znajdę i że zostanę nazwany przez podobnych Tobie głupcem - podejmuje to ryzyko, ponieważ cóż mam do stracenia?
Człowieku, wiesz ilu już TAM szukało? Pokaż co kto znalazł. Albo będziemy pod wrażeniem, albo się pośmiejejmy.

>Tylko czy odpowiedź szczątkowa nie może być z samego faktu bycia odbiciem wycinku rzeczywistości fałszywa? Takie ryzyko istnieje.
Nie wiem dokładnie o co Ci chodzi, ale zdaje się, że nie mozesz się pogodzić z tym, że nie możesz mieć całej prawdy i tylko prawdy. No to albo dasz sobie z tym spokój, albo będziesz sie całe życie miotał, albo zapakujesz sie w jakąś bajędę i będziesz rżnął wiedzącego.
>Ja takie ambicje mam, choć wiem, że za tego życia jest to niemożliwe. Tak zostałem stworzony (wg. Ciebie pewnie zmanipulowany przez popaprańców religijnych).
No to po cholerę szukasz? Wierz całym sobą i czekaj na pośmiertne efekty i nagrody. Coś masz w głowie zafiksowane, żeby poznać całą prawdę, cały cel i cały sens, chociaż piszesz, że wiesz, że za tego życia jest to niemożliwe. Schizofrenia jakaś, fiksacja, masochizm, natręctwo?
26-10-2012 12:44 
 0 na 4
justn69 (61 punktów)

>No to po cholerę szukasz? Wierz całym sobą i czekaj na pośmiertne efekty i nagrody. Coś masz w głowie zafiksowane, żeby poznać całą prawdę, cały cel i cały sens, chociaż piszesz, że wiesz, że za tego życia jest to niemożliwe. Schizofrenia jakaś, fiksacja, masochizm, natręctwo?

Dla Ciebie jest to "zafiksowane" dla mnie zapisane.

Schizofrenia jakaś, fiksacja, masochizm, natręctwo? - tymi słowami obrażasz sam siebie
27-10-2012 10:50 
 Ocena 12 na 12
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>No to po cholerę szukasz? Wierz całym sobą i czekaj na pośmiertne efekty i nagrody. Coś masz w głowie zafiksowane, żeby poznać całą prawdę, cały cel i cały sens, chociaż piszesz, że wiesz, że za tego życia jest to niemożliwe. Schizofrenia jakaś, fiksacja, masochizm, natręctwo?
>Dla Ciebie jest to "zafiksowane" dla mnie zapisane.
>Schizofrenia jakaś, fiksacja, masochizm, natręctwo? - tymi słowami obrażasz sam siebie

Oj no, nie strzelaj focha, bo to wszystko dość dziwne jest.
Jeżeli niemożliwe jest znalezienie, to szukanie, żeby znaleźć, jest bez sensu. A Ty tego chcesz. No, nie dziwne? Żeby tylko poznać sobie co tam inni wykombinowali, no to jeszcze. Niczego tam nie znajdziesz w temacie pewnej prawdy, takiego też celu i sensu, poza bardzo wątłymi hipotezami różnych ludzi, takimi też domniemaniami, własnymi ich projekcjami, chceniami, pragnieniami, potrzebami, z którymi się zidentyfikujesz, kiedy będą zaspokajać Twoje potrzeby i wtedy możesz uznać coś sobie za prawdę. Ale czy to będzie prawda i jak ją sfalsyfikujesz?
Nie na tym, moim zdaniem, polega wiara, którą wyznajesz. Czyli na gorączkowym poszukiwaniu potwierdzenia i pewności. Tylko na zaufaniu. Całkowitym. Wierzysz w Boga, bo inaczej nie umiesz, to mu ufaj. I już. Tyle. Poznawaj stopniowo, jeżeli lubisz, ale nie licz na wszystko i na ostateczne dowody.

Druga rzecz.
Pokażę Ci skąd się biorą tego typu potrzeby.
Żyjemy w przestrzeni światopoglądowej zdominowanej przez katolicyzm. Ta organizacja i jej ideologowie przez setki lat wypracowali perfekcyjny system osaczania, wpływania i uzależnienia od siebie ludzi, całych społeczności. Jezuici byli w tym oczywiście najlepsi. Ten system w naszym kraju nigdy nie został przezwyciężony. Wciąż hula w najlepsze i nawet za komuny tak było. A wszystko to dzieje sie na płaszczyźnie umysłu i tegoż skłonnościach do uzależnień.

Wszystko oczywiście zaczyna się w dzieciństwie. Wczesnym. To tutaj już indoktrynacja musi sięgać. Obróbka jest najskuteczniejsza właśnie wtedy, gdyż dotyka najsilniejszych emocji i uczuć człowieka, czyli tych wobec rodziców i najbliższych osób. Wtedy to co wdrukowane, tkwi później najmocniej. To najbliżsi znakomicie wpłyną na nowego człowieka, wbijając mu mniej więcej taki świat do głowy, jaki opisałem wyżej. Dziecko ma całkowite zaufanie w takim wieku do rodziców i przyjmie to absolutnie bezkrytycznie. Tak sobie będzie z czasem wyobrażać świat, chociaż we wczesnym dzieciństwie jeszcze to nie będzie działać, bo wyobraźnia nie ta. Polegać to będzie na czymś innym. Czyli na tworzeniu przyjemności, głównie w formie pochwał. Na wyzwalaniu pozytywnych emocji. Ego małego człowieka jest nadaktywne w syceniu się przyjemnymi bodźcami. Uwielbia to. Więc chwali się go za ładne składanie rączek, za recytowanie modlitw, za ładne zachowanie w kościele, za ładne klękanie i wędrowanie z koszyczkiem. Dzwoneczki, obrazki, kolorowe witraże, a przede wszystkim identyfikacja z tym, co robią dorośli. To wszystko powinno budzić przyjemne odczucia. Ale to oczywiście mało i kościół znacznie poszerza swą sieć uzależnień. Wszędzie zastawia pułapki i sidła. W przedszkolu, w szkole, w TV, na ścianach i meblach w domu, w przestrzeni publicznej. Osaczyć, wbić w umysł, uzależnić.

Dwie rzeczy mamy jakby poukładane. Czyli wykorzystanie silnego, naturalnego uzależnienia emocjonalno-uczuciowego od rodziców, które uformuje, a później będzie strzec, kiedy pojawi się samodzielność i krytycyzm, na zasadzie poczucia zawodu i wyrządzenia krzywdy rodzicom, co często zgasi w zarodku rewolucyjne refleksje i podszepty.
Druga, to rozbudowana sieć przyjemnych skojarzeń, wyprodukowanie zachowań i czynności związanych z religią, a niosących przyjemność. Jeżeli msza będzie katorgą dla dziecka, to może coś tu się posiać nieodpowiedniego, no ale przecież to jest cała sieć pułapek i chytrych oddziaływań.
Stąd trzecia płaszczyzna. Kuszenia nagrodami, ale przede wszystkim rozbudzenie poczucia winy, strachu, rozmaitych obaw.
Tutaj gdzieś donajdziesz swoje strachy pośmiertne. Mamy więc konieczność zamontowania w człowieku odczuwania winy, najlepiej z byle powodu. Grzech jest w każdym zakątku i na każdym rogu. A nawet już w DNA. Kolejne uzależnienie, tym razem produkujące negatywne samopoczucie, a do którego neutralizacji potrzebny jest kościół i pan szaman-pośrednik ze swoimi czary mary. Ale wina to za mało. Genialnym posunięciem jest zamontowanie w głowę obaw przed wiecznymi, nieprzyjemnymi konsekwencjami oraz rozpętanie histerii śmierci i nie-bycia. Tutaj chyba nie muszę pisać, co się pakuje ludziom do głowy, wszyscy wiedzą. Ty zwłaszcza. Oczywiście jest tutaj i ta przeciwna, przyjemna strona, związana z nagrodami. Wmówienie ludziom wiecznych przyjemności i wiecznego siebie za posłuszeństwo. Dalej, mamy wyprodukwanie przestrzeni "mistycznej", która już całkowicie obezwładni ofiarę, bo jak się poczuje obecność, bliskość, miłość wywołanego "Boga" to ten błogostan będzie znakomitym narkotykiem, a najlepsi wyprodukują wizje mające duży wpływ na wyobraźnię pozostałych.
Kolejna rzecz, to powiązania społeczne, czyli poczucie zobowiązania do powielania tych samych zachowań, co inni. Wszyscy chrzczą, wysyłają do komunii, przyjmują księdza po kolędzie, biorą ślub w kościele - przyjemna uroczystość bez której obejść się nie da, bo przyjemna właśnie, bo presja społeczna i zawsze przedzawałowe babcie. Tak należy, to normalne. Rytuały tak wbite w świadomość, że najczęściej niezbędne w życiu "właściwie" ukierunkowanego człowieka.
Tutaj wykorzystuje się wszystko, co tylko można wykorzystać, by wyprodukować w ludziach rozmaite potrzeby, strachy, uzależnienia. Setki lat wytrenowania, a mechanizm właściwie sam się już napędza, choć "wrogów" i alternatyw na świecie coraz więcej. Pomyśleć, że wokół nas żyją społeczności zupełnie wolne od tych nikczemnych mechanizmów. A Ty dalej możesz wierzyć, że tu chodzi o jakiś cel, sens i prawdę, czego nikt nigdy nie znalazł, a nie o władzę i przywileje. Jak w każdym wymyślonym systemie.
27-10-2012 12:32 
 Ocena 6 na 6
Artur@R (7115 punktów)

Napisz o tym chociaż (!) artykuł(felieton) dla Racjonalisty...żeby to "nie zgineło" tylko w "Forumowej przestrzeni".
Twój sposób przekazywania myśli jest "strasznie" obrazowy -to działa, więc do dzieła darkside, please.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
27-10-2012 14:03 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się z kolegą - powinieneś pisać artykuły. Zapraszam też do współpracy (o ile już tego nie robisz - znam w końcu tylko nick) - lp.gro.rsp@zsibat.kecaj . Tak mądrzy ateiści są na wagę złota
27-10-2012 21:43 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Pamiętam o tym. Jednak tylko tutaj czytając i pisując na forum już i tak nadwerężam do bólu swoje ograniczenia czasowe i energetyczne. Brakuje mi tak z osiem godzin na dobę . Czasami jestem zły na siebie, że zaniedbuję inne, ważne rzeczy. Nie mam na razie pomysłu, a właściwie możliwości, przeorganizowania swojej rzeczywistości w taki sposób, by móc ogarnąć jeszcze coś więcej. Jak uda mi się kiedyś przynajmniej zamknąć japę na forum, to coś spróbuję wystukać. Dzięki Jacku. Arturowi również.
28-10-2012 10:31 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
> Jak uda mi się kiedyś przynajmniej zamknąć japę na forum, to coś spróbuję wystukać.<
Forum nie zając... poczekamy cierpliwie "na Cię" .
Zbierz swoje wypowiedzi z Forum, przeredaguj i felieton gotowy (i to nie jeden).
To ważne IMO. Artykuł to coś do czego można się odnieść, a jeszcze ważniejsze to "coś " co można polecić innym do przeczytania, do zalinkowania.
Nie daj się prosić!
Pozdrawiam..z życzliwą presją

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
28-10-2012 16:57 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)
Teraz nie mam czasu się odnosić do całości wywodu. Zgadzam się z forumowiczami poniżej, że rzeczywiście masz talent.

>Oj no, nie strzelaj focha, bo to wszystko dość dziwne jest.
>Jeżeli niemożliwe jest znalezienie, to szukanie, żeby znaleźć, jest bez sensu. A Ty tego chcesz. No, nie dziwne?

Niemożliwe jest znalezienie w pełni w tym życiu (ograniczenia zmysłowe człowieka), ale można mieć nadzieję w przyszłości (chodzi mi o życie po śmierci, które dla Ciebie to kłamstwo, ułuda będąca skutkiem strachu, manipulacji, czy też braku wiedzy, ograniczenia umysłowego - a w ostateczności głupoty). Ja zakładam, że może istnieć, choć dowodów na to nie ma - gdyby były, wówczas nie mówilibyśmy o wierze, ale fakcie. Jako pewne (w sensie jedne z) przesłanki mógłbym przytoczyć tutaj badania dotyczące doświadczenia śmierci klinicznej, ale znając Twój bystry umysł zapewne szybko je obalisz, jako pozbawione naukowych podstaw (nie pamiętam nazwy strony z USA, na której opisano te badania, postaram się podać w przyszłości, jeśli Cię to interesuje )

>Nie na tym, moim zdaniem, polega wiara, którą wyznajesz. Czyli na gorączkowym poszukiwaniu potwierdzenia i pewności. Tylko na zaufaniu. Całkowitym. Wierzysz w Boga, bo inaczej nie umiesz, to mu ufaj. I już. Tyle. Poznawaj stopniowo, jeżeli lubisz, ale nie licz na wszystko i na ostateczne dowody.

Żeby komuś zaufać trzeba go poznać. Ja inaczej nie umiem.

>Druga rzecz.
>Pokażę Ci skąd się biorą tego typu potrzeby.
Zgadzam się, że istnieją ludzie, których religijność pasuje do podanego przez Ciebie opisu psychologiczno-socjologicznego, ale czy można go przypisać większości wierzących. Takiego stwierdzenia bym nie ryzykował, chyba że masz jakieś dowody (niezbite).

Pozdrawiam
28-10-2012 19:01 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Niemożliwe jest znalezienie w pełni w tym życiu (ograniczenia zmysłowe człowieka), ale można mieć nadzieję w przyszłości (chodzi mi o życie po śmierci,
Ale o tym własnie mówił darkside:
>>Jeżeli niemożliwe jest znalezienie, to szukanie, żeby znaleźć, jest bez sensu. A Ty tego chcesz. No, nie dziwne?
i ja się z nim całkowicie zgadzam. Jeśli wiesz (skąd?), że znalezienie jest niemożliwe to po co szukasz skoro pójdziesz i tak na gotowe do nieba?

>Ja zakładam, że może istnieć, choć dowodów na to nie ma - gdyby były, wówczas nie mówilibyśmy o wierze, ale fakcie.
A co to znaczy, że zakładasz? W nauce założenie przyjmowane jest dla zbadania, rozpatrzenia pojedynczego zagadnienia i może być zmienione. W religii założenie to po prostu nienaruszalny dogmat.
I tak: stwierdzenie faktu w sposób rozumny rzeczywiście eliminuje potrzebę, pole popisu dla wiary. Przypominam tylko, że wiara to takie zakażenie umysłu, które każe bezrozumnie uznawać za fakt, za prawdę rzeczy zupełnie niepotwierdzone. Wiara to nie spekulacja, nie przypuszczenie tylko pewność.

>Jako pewne (w sensie jedne z) przesłanki mógłbym przytoczyć tutaj badania dotyczące doświadczenia śmierci klinicznej, ale znając Twój bystry umysł zapewne szybko je obalisz, jako pozbawione naukowych podstaw
No właśnie po co skoro to nic pewnego? Jeszcze Ci ktoś przytoczy badania wskazujące, że ludzie latający nad swoim ciałem nie widzieli, że mają np. twarz pomalowaną.
Temat nie jest jakiś super nowy na tym forum.

>Zgadzam się, że istnieją ludzie, których religijność pasuje do podanego przez Ciebie opisu psychologiczno-socjologicznego, ale czy można go przypisać większości wierzących. Takiego stwierdzenia bym nie ryzykował, chyba że masz jakieś dowody (niezbite).
Miliardy ludzi wierzących w Bogów lokalnych, w Bogów swoich rodziców to dowody zbite, domyślam się?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
29-10-2012 08:53 
 Ocena-1 na 3
justn69 (61 punktów)

>>>Jeżeli niemożliwe jest znalezienie, to szukanie, żeby znaleźć, jest bez sensu. A Ty tego chcesz. No, nie dziwne?
>i ja się z nim całkowicie zgadzam. Jeśli wiesz (skąd?), że znalezienie jest niemożliwe to po co szukasz skoro pójdziesz i tak na gotowe do nieba?

Szukam, bo tak jestem zaprogramowany i tak zdecydowałem. A Ty dlaczego szukasz, skoro z góry założyłeś, przepraszam doszedłeś do takiego stwierdzenia w wyniku obserwacji świata, że świat jest materialny i nie kryje w sobie żadnych niespodzianek. Według Twojej koncepcji wszystko przecież da się prędzej czy później wytłumaczyć (jeśli nie teraz to być może w przyszłości przez wyżej rozwinięte istoty-mechanizmy). Ja natomiast uważam, że świat materialny (również mózg ludzki będący według Twoich czy waszych ustaleń jego emanacją) kryje w sobie tajemnice, nie dające się zbadać zmysłami ludzkimi - czy masz dowody na to, że jest inaczej?

>A co to znaczy, że zakładasz? W nauce założenie przyjmowane jest dla zbadania, rozpatrzenia pojedynczego zagadnienia i może być zmienione. W religii założenie to po prostu nienaruszalny dogmat -

Założenie nie koniecznie musi być dogmatem, dla mnie to raczej a priori.

>No właśnie po co skoro to nic pewnego? Jeszcze Ci ktoś przytoczy badania wskazujące, że ludzie latający nad swoim ciałem nie widzieli, że mają np. twarz pomalowaną.

Wówczas wyciągnę z tego wnioski. A co skoro widzieli. Nic? Czysty zbieg okoliczności?
29-10-2012 10:11 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
29-10-2012 13:51 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Szukam, bo tak jestem zaprogramowany i tak zdecydowałem.
Masz prawo do swoich "bo tak", ale nie jest to zbyt mądre szukać choć wiadomo (ciągle pytam: skąd?), że się nie znajdzie i jeszcze w dodatku puszyć się z tego powodu na forum racjonalisty.

>A Ty dlaczego szukasz, skoro z góry założyłeś, przepraszam doszedłeś do takiego stwierdzenia w wyniku obserwacji świata, że świat jest materialny i nie kryje w sobie żadnych niespodzianek.
A to z niespodziankami to skąd się wzięło? Na drodze poznania spotkało mnie ogromnie wiele niespodzianek, a że nie spodziewam się żadnej niespodzianki czarodziejskiej to nie powód by przestać poznawać.

>Według Twojej koncepcji wszystko przecież da się prędzej czy później wytłumaczyć (jeśli nie teraz to być może w przyszłości przez wyżej rozwinięte istoty-mechanizmy).
Tysiąclecia religii i miliardy wierzących nie są w stanie zakwestionować takiej postawy. Może niekoniecznie dosłownie wszystko, bo nie da się zbudować modelu większego lub co najmniej równego wszechświatowi (a tylko taki mógłby go dokładnie symulować i opisywać), ale nie widzę w tym problemu gdyż nie jestem skażony bombastycznym odnoszeniem się do ostatecznych ostateczności jak skażeni są religijni.

>Ja natomiast uważam, że świat materialny (również mózg ludzki będący według Twoich czy waszych ustaleń jego emanacją) kryje w sobie tajemnice, nie dające się zbadać zmysłami ludzkimi - czy masz dowody na to, że jest inaczej?
A czy Ty masz dowody na to co mówisz? Pokażesz coś co gwarantuje takie tajemnice?
Uważać sobie w chciejstwie, mrzonkach, marzeniach , spekulacjach możesz cokolwiek - wyzwanie zawarte w Twoim sformułowaniu jest jednak infantylne i jałowe poznawczo.

>Założenie nie koniecznie musi być dogmatem, dla mnie to raczej a priori.
Raczej nie z mojej wypowiedzi wysnułeś sugestię, że założenie musi być dogmatem, więc polemizujesz ze sobą?
Pojęcie a priori jest też niejednoznaczne.
A że mowa była o życiu po śmierci skup się na tym i wypowiedz kilka słów by wyrazić konkretniej swoje stanowisko bez założeń i a priori : jesteś pewien czy nie bardzo, a może w ogóle mało prawdopodobnie to wygląda, ale nie umiesz się z tą wizją rozstać? Na początek zadeklaruj prosty konkret: tak, nie, nie wiem.

>Wówczas wyciągnę z tego wnioski. A co skoro widzieli. Nic? Czysty zbieg okoliczności?
Pokaż badania z takimi co widzieli obrazki porozkładane gdzieś na lampach czy własną pomalowaną twarz. Nie wciągaj mnie w dziecinadę.

>Dla Ciebie wierzący, to jakaś jednolita masa obłąkańców?
Jesteście dotknięci tym samym upośledzeniem - to was łączy, poza tym może dzielić wszystko

>Czy nie zauważasz, że są wśród nich różnorodni ludzie, których religijność nawet w jednej małej społeczności bardzo się do siebie różni?
Zwracałem Ci już uwagę stosowności uważnej lektury. Wszystko co piszę jest jedną , spójną całością za która odpowiadam. Jeśli coś powtarzam to ze względu na Twój chaos, Twoje nieucywilizowanie choć flaki mi się od tego przekręcają. I tak pisałem już, że wiara to indywidualna sprawa każdego konkretnego człowieka. Nie ma dwóch identycznych wiar na świecie, więc nie ma dwóch identycznych religijności choć objawy mogą być bardzo podobne.
A już gdzie dwóch Polaków-katolików tam trzy rodzaje katolicyzmu.
A kiedy prócz religijności patrzymy na całość charakteru, osobowości człowieka różnice rosną lawinowo.

>Czyli Ty jesteś tym, który bez wykazywania czegoś, zakładasz to z góry?
Nie zakładam, nie z góry.
Wyciągam wnioski z tego jak się różni religijni miliardami przez tysiąclecia w swojej głupocie miotają bez żadnego rozumnego poznawczego efektu.

>I ty mówisz, że ma masz naukowe podejście do świata? Skąd ta pewność, czym są kierowani? Czy siedzisz w ich mózgach, czy zbadałeś na wskroś ich świadomość?
A po co na wskroś? Mówimy o wierze, a istota tego zjawiska jest taka sama u wszystkich wierzących inaczej nie byliby wierzącymi. A obszar umysłu przez wiarę zajęty, ilość i rodzaj obiektów wiarą objętych to już rzecz inna i o tym było wcześniej - pełna różnorodność!

>Nie uważam Was za idiotów, po prostu Was nie rozumiem.
To próbuj zrozumieć zamiast przypinać łatki ze swoimi pejoratywnymi skojarzeniami.

>- W skromności nie mamy sobie równych
Palnąłeś nieuzasadnioną niedorzeczność, przywołany do porządku jeszcze próbujesz kąsać bez sensu w idiotycznym stylu wpajanym przez kościelnych.
Mam wiele słabych stron, wielu rzeczy nie umiem, ale są takie, które robię dobrze i nie muszę się ich fałszywie wstydzić.

>>Cały czas się zastanawiam - i na razie doszedłem do wniosku, że istnieje. Nie mam pewności,
Cel jest niczym, bełkot wszystkim! Oczywiście, że istnieje, tyle że nie na pewno...
I ręce opadły...
Spróbuj jeszcze raz:

Bóg istnieje: tak, nie, nie wiem.

Pamiętaj, że na skali prawdopodobieństwa 0 i 1 to wartości wyjątkowe.

I dlatego tak niemądra jest wiara.

A że niezawodny Pan Andrzej już Ci sporo pracy domowej zadał nie będę Cię dłużej męczył.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-10-2012 08:07 
 0 na 4
justn69 (61 punktów)

>Mam wiele słabych stron, wielu rzeczy nie umiem, ale są takie, które robię dobrze i nie muszę się ich fałszywie wstydzić.

Skąd ta pewność, skoro wszystko jest względne?

>Bóg istnieje: tak, nie, nie wiem.
>Pamiętaj, że na skali prawdopodobieństwa 0 i 1 to wartości wyjątkowe.

A łaskawy Pan niech mi odpowie w ten sam sposób, czy świadomość (ludzka) istnieje: tak, nie, nie wiem.
30-10-2012 09:42 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)

>Skąd ta pewność, skoro wszystko jest względne?
Ano właśnie stąd. Mogę zobaczyć jak wygląda moja biegłość komunikacyjna względem Twojej na przykład.

>A łaskawy Pan niech mi odpowie w ten sam sposób, czy świadomość (ludzka) istnieje: tak, nie, nie wiem.
Jeno że Ty nie raczyłeś odpowiedzieć, a w dodatku widać, że pracę zadaną Ci przez P. Andrzeja olałeś totalnie.
Ale niechta, żeby nie było że wujek zły: tak.

I za Ciebie odpowiem: Bóg istnieje. każdy słownik, każda encyklopedia Ci to powie a nikt rozumny istnienia Boga nie kwestionuje: Bóg to postać z opowieści religijnych i istnieje dokładnie tak samo jak krasnoludki.

>Odniosę się tylko do tego, bo to uważam za najbardziej wartościowe i symptomatyczne w Pańskiej wypowiedzi - nerwy puściły czy to norma?
Oj, biedaku, jak Ty szukasz punktu zaczepienia by odnieś "moralne zwycięstwo". Od twojego durnego chciejstwa nie powstał Bóg, żeby zapewnić Ci życie po śmierci, ani od Twojego durnego chciejstwa ja nie stracę dowcipu i spokoju. Od wielu lat żaden wierzący nie zmusił mnie do wysiłku intelektualnego, a głupstwa jakie Ty pleciesz są pierwszej próby! Żeby mnie ośmieszyć musiałbyś wyjaśnić rozumnie co powiedziałeś a ja wyśmiałem. Żeby pogrążać dalej siebie wystarczy kontynuować to co robisz do tej pory.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
23-10-2012 10:36 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Wszystkie te piękne "rzeczy", które raczyłeś wymienić, to co są jakieś niematerialne byty. Jak je pogodzić ze światem materialnym?
"Życie jest formą istnienia białka..." - Skaldowie z pół wieku temu.

>Czy nigdy nie zadawałeś sobie pytania, o źródło piękna, miłości, sztuki, przygody?
Myślisz, że to można tylko wyczarować?

>Dlaczego, Wy ateiści i materialiści, racjonaliści itp., szukacie sensu w rzeczach niematerialnych (bytach duchowych?).
Bo takie jest życie. A że religijni chcieliby widzieć w nas zwierzęta bez wartości wyższych to dowodzi, że wiara jest upośledzeniem także waszych zdolności społecznych.

>Co to są te byty? Wytwory ludzkiego umysłu?
A jak? Czary nadprzyrodniczego typa? Leży toto gdzieś w magazynie i jest rozdzielane między ludzi?

>Jeśli tak to, przepraszam za wyrażenie, ale są GÓWNO WARTE, bo są przemijające.
Hmmm, Ty też nie jesteś nieprzemijający... kiepsko się wyceniłeś.

>Dlaczego mam zadowalać się czymś przypadkowym i pozbawionym sensu i celu?
Nie musisz! Jeśli sobie uroisz, że głupie bajki sprzed tysiącleci mają sens i cel marnuj życie wedle woli.

>Chcę się czuć WARTOŚCIOWYM I POSIADAJĄCYM WARTOŚĆ, a Waszej wizji świata jestem kupą materii spisanej na straty, sierotą, która nie wie, skąd i dokąd zmierza. Dzięki za taką perspektywę.
Przeszedłeś niezłe pranie mózgu.
Rozumiem gorliwość w wylewaniu z siebie wszystkiego co Ci się nagromadziło i to w wyrazisty, bombastyczny sposób, ale ponowię radę: wybierz jeden, gór dwa najistotniejsze problemy i rozgryź je do końca. Zakłamanie religijne wyraża się również w mowie chaotycznej, metaforycznej, górnolotnej, bezsensownej, adresowanej do emocji, do tępego zadowolenia z siebie słuchaczy.
Przestań powtarzać kazania, a zacznij myśleć i pytać, argumentować...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
23-10-2012 10:51 
 Ocena 2 na 2
Michał Panfil (387 punktów)
Stawiasz tą sprawę na bardzo ekstremalnej osi. Albo 'sens' pochodzi od czegoś tak ulotnego i nieuchwytnego jak bóg, albo czegoś co mógłbyś dotknąć, poczuć, zbadać ewentualnie się do tego dokopać (do tego musi być wieczne i niezmienne):P . Szukasz go wszędzie tylko nie w człowieku. Nikt nie udowodni w sensie metodologi naukowej że tak jest. Po prostu spytałeś nas gdzie my go szukamy i część odpowiada że w 'nas samych'.
25-10-2012 11:25 
 Ocena 2 na 2
justn69 (61 punktów)
Szukasz go wszędzie tylko nie w człowieku. Nikt nie udowodni w sensie metodologi naukowej że tak jest. Po prostu spytałeś nas gdzie my go szukamy i część odpowiada że w 'nas samych'.
>
Szukam go również w człowieku, ale ten sens, którego doszedłem mi nie wystarcza. Sens, który kończy się w raz z śmiercią, wraz z końcem ludzkości nie jest sensem, jest tylko przemijającym zjawiskiem.
02-11-2012 19:11 
 Ocena 2 na 2
kogut59 (3090 punktów)
>Co to są te byty? Wytwory ludzkiego umysłu? Jeśli tak to, przepraszam za wyrażenie, ale są GÓWNO WARTE, bo są przemijające. Dlaczego mam zadowalać się czymś przypadkowym i pozbawionym sensu i celu?
Religia jest wymysłem ludzkiego umysłu i przemijająca (patrz Egipt, Rzym, Grecja, Ameryka południowa czy europejskie sprzed 2000 lat)wiec cytat "GÓWNO WARTE" tyczy również chrześcijaństwa jako steak bzdur zniknie i zostanie zastąpione np. tym
wydaje mi się ze ma już więcej wyznawców niż islam ! i zniknie jako ludzka myśli w przyszłości ta moja obecna "religia"


Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA

Proponuję więc zostać bytem dla siebie!

Byt dla siebie, jest tym czym nie jest, nie będąc, tym czym jest.

Mam nadzieję, że rozwiązałem kryzys egzystencjalny.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
23-10-2012 10:31 
 Ocena-7 na 9
justn69 (61 punktów)
>Proponuję więc zostać bytem dla siebie!
>Byt dla siebie, jest tym czym nie jest, nie będąc, tym czym jest.
>Mam nadzieję, że rozwiązałem kryzys egzystencjalny.
>
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"

>
Kolejne lanie wody, czysty nihilizm i tyle. "Byt dla siebie" - CO TO ZNACZY, BYT DLA NICOŚCI?
A tak na marginesie śmieszy mnie u Was racjonalistów, to ciągłe podkreślanie własnej "mądrości", a z drugiej strony na wskazywanie na "ograniczoność" wierzących. Naprawdę jest to śmieszne. W czym jesteście mądrzejsi, w tym, ze nie wierzycie w NIC. Ze poznaliście PRAWDĘ (JAKĄ PRAWDĘ). Brak Wam konsekwencji: uważacie, że świat jest materialny i pozbawiony głębszego sensu, a z drugiej szukacie wytłumaczenia i sensu dla własnych działań. Jak możecie szukać wytłumaczenia dla procesów tego świata, skoro uważacie je za przypadkowe i pozbawione sensu. To jest zaprzeczenie samemu sobie - twierdzenie, że nie można nic twierdzić, bo nie ma twierdzeń.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje" - o jakie konsekwencje chodzi? o jakie "dobro" chodzi. Przecież, wg. Waszej filozofii, to pojęcie względne, więc w istocie puste. Czyli można powiedzieć: "mądrość jest pusta"
23-10-2012 11:06 
 Ocena 10 na 10
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Ech, odnosisz się do dwóch cytatów wielkich filozofów, które znajdowały się w mojej wypowiedzi, dając popis swojej niewiedzy z zakresu filozofii współczesnej i starożytnej.

Sartowi chcieli dać Nobla i jest jednym z bardziej wybitnych europejskich filozofów i literatów. Jego filozofia jest wykładana na wszystkich szanujących się uczelniach wyższych i znana wśród teologów, ba, nawet większość z nich odnosi się do niej z wielkim szacunkiem, bo to filozofia bardzo spójna i konsekwentna.

Ty w życiu nie przeczytałeś, ani jednej jego książki, nie rozpoznałeś cytatu i bez Wikipedii w ogóle nie będziesz w stanie dalej rozmawiać na ten temat. Natomiast możesz napisać, że jest to "kolejne lanie wody", tylko dlatego, że żyjemy w tak porąbanym ustroju, że nie mam prawa nazwać Cię idiotą, nawet jeśli to co piszesz wskazuje na brak choćby śladowej erudycji.

Gdybyś miał niejakie pojęcie o filozofii starożytnej to wiedziałbyś, że słowa ucznia Sokratesa, które cytuję są co najmniej przekorne. Ale żeby zrozumieć cały tego relatywizm musiał byś poza pluciem jadem, wiedzieć coś o sporze między Sokratesem, a sofistami.

W kwestii "wskazywania na 'ograniczoność' wierzących", którą poruszyłeś, to Ty nie masz pojęcia o filozofii (wypowiadając się w kategorii "Filozofia i światopogląd") i popełniasz szkolne błędy logiczne w swojej wypowiedzi poprzez swoje nagminne presupozycje.

Skoro uważasz, że bez Boga Twoje życie nie ma sensu, to nikt Ci nie broni. Możesz wierzyć w Boga, latające kucyki, cokolwiek. Nikt Ci nie zabrania, naprawdę.

To forum służy do wymieniania opinii, a nie pisania na że czyjś światopogląd jest głupi na mocy własnego anonimowego autorytetu.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
24-10-2012 10:49 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
>Ty w życiu nie przeczytałeś, ani jednej jego książki, nie rozpoznałeś cytatu i bez Wikipedii w ogóle nie będziesz w stanie dalej rozmawiać na ten temat
- masz rację nie przeczytałem ani jednej książki Sartre'a, ponieważ tego typu literatura mnie nie interesuje. Po cóż zagłębiać się w nihilzm? Zdaje mi się, że według tego Pana maja świadomość - z kimże zatem wymieniasz poglądy, z nicością? Absurd

A jeśli tak Cię korci, by nazwać mnie idiotą, proszę bardzo. Jeśli Ci to pomoże? Mi to na pewno nie zaszkodzi. Dziwi mnie jedno, dlaczego odpisujesz temu, który o niczym nie ma pojęcia i wykazuje brak choćby śladowej erudycji, popełnia szkolne błędy logiczne.
Jaki masz cel? Jaki jest cel odpisywania, skoro wszystko pozbawione jest sensu i obróci się w niebyt (jeśli byt w ogóle istnieje)? Tego nie pojmuję.
24-10-2012 11:51 
 Ocena 4 na 4
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>- masz rację nie przeczytałem ani jednej książki Sartre'a, ponieważ tego typu literatura mnie nie interesuje. Po cóż zagłębiać się w nihilzm? Zdaje mi się, że według tego Pana maja świadomość - z kimże zatem wymieniasz poglądy, z nicością? Absurd

Widać rozumiesz słowo nihilizm zupełnie inaczej niż większość filozofów i słowników. Nihilizm bynajmniej nie był częścią nurtu egzystencjalnego. Może miałeś okazję chociaż czytać cokolwiek autorstwa Camue?

>Jaki masz cel? Jaki jest cel odpisywania, skoro wszystko pozbawione jest sensu i obróci się w niebyt (jeśli byt w ogóle istnieje)? Tego nie pojmuję.

Ale skąd ta ciągła presupozycja o tym, że wszystko jest pozbawione sensu?

Już Ci odpisałem w mojej pierwszej wiadomości, że dla mnie człowiek jest bytem dla siebie.

Dla Ciebie Bóg jest jedynym sensownym źródłem jakiegokolwiek celu.

Natomiast ja uważam, że "w świecie bez Boga wszystko jest dozwolone" i człowiek "sam sobie sterem i okrętem". Nie jest to w ogóle wydumane, Bóg sobie mógł powiedzieć "nie zabijaj", a ludzie i tak zabijają dalej. To ludzie ukonstytuowali prawa i to ludzie strzegą ich przestrzegania. Pobudki mieli różne - wiara w Bogów, kierowanie się dobrem społecznym, dobrem obywateli czy po prostu ludzką empatią - to oni stanowili wszystkie prawa. Nawet w judaizmie, chrześcijaństwie, czy islamie według ich świętych książek to Bogowie ustanowili ludzi tymi, którzy stanowili prawo.

Wszystkie wartości ustanowili ludzie, niektóre były złe, inne są złe. Nie ma żadnych uniwersalnych wartości. Wszystkie wartości są relatywne - "piękno jest tym co się podoba, będąc postrzeganym", podobnie wszystkie inne wartości, choćby sprawiedliwość, którą każdy polityk rozumie inaczej (nawet jeśli są wyznawcami tej samej religii) o zwykłych obywatelach nie wspominając.

Jeśli odmawiasz człowiekowi prawa do nadania sobie samemu celu w życiu na rzecz jakiegoś absolutnego Boga, na którego istnienie nie ma żadnych dowodów, to którego i dlaczego tego? W czym rzymsko-katolicki Jezus jest lepszy od tego Świadków Jehowy? Dlaczego człowiek miałby przyjąć jego cel, a nie inny? Na które źródło wartości się zdecydujesz?

Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, co napisałem na samym początku. Człowiek jest bytem dla siebie, a nie bytem w sobie. Tak samo jak ateista teista konstytuuje jakie wartości i sam decyduje, którymi to się będzie kierował. Różnica jest w tym, że racjonalista tworząc swój światopogląd odrzuca argumenty nie naukowe, kiedy osoby wierzące kierują się uczuciami, mistycyzmem, teleologią itd.

W efekcie ruchy oświeceniowe doprowadziły do powstania praw człowieka.

Co do cudowności chrześcijańskiej europy, to już raz był taki okres, kiedy panowały w niej wartości chrześcijańskie i nie było ateizmu. 97% ludzi żyło na końcu drabiny feudalnej, średnia życia była skandalicznie krótka, zamiast postępu naukowego, było uwstecznienie i NIKT nie chce do tego wrócić.

Ludzkie wartości są lepsze od tych boskich. Przynajmniej większość ludzi się myje.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
24-10-2012 12:12 
 Ocena 3 na 3
Mateusz Kożuch (2120 punktów)
Arystypie, generalnie zgadzam się z Tobą, ale tym
>NIKT
tak bym nie szafował. Podejrzewam, że ok 97% ludności by tego nie chciało. Ale pozostałe 3%, czyli emisariusze bogów dwóch największych religii i ich fanatyczni wyznawcy, o niczym innym nie marzą.


Headbangers www.youtube.com/watch?v=OAhIB4YEY_g
24-10-2012 14:17 
 Ocena 1 na 3
justn69 (61 punktów)
Odpowiem krótko: masz wypaczony obraz religii, a zwłaszcza chrześcijaństwa. Dla Was wszyscy chrześcijanie, to albo cynicy (szukający władzy i bogactwa) albo ogłupione, manipulowane przez tych pierwszych barany. Poza tą grupą nie widzicie nikogo innego, zatem trudno jest dyskutować na takim gruncie. Z góry zakładacie własną przewagę intelektualną, wszak mienicie się racjonalistami, a Ci co wierzą w jakiegoś tam Boga, to banda idiotów, która ma urojenia i wizje (przypomina mi to podejście komunistów z minionej epoki). Nie dostrzegacie (przynajmniej na tym forum), że można być człowiekiem racjonalnym, a zarazem poszukującym wyjaśnienia świata, nie tylko w oparciu o dotychczasowa wiedzę (sam przyznasz, że nasza wiedza jest mocno ograniczona, i w tej materii więcej powinno być pokory niż pewności). Dochodzę do wniosku, że zostałem zupełnie niezrozumiany - pytam o sens, a dostaje odpowiedź, bym dał sobie spokój z szukaniem głębszego sensu, a szukał sensu doraźnego.
I jeszcze jedno: z jednej strony zakładacie, że wszystko jest względne, że nie ma dobra i zła, a z drugiej sami bawicie się w sędziów sprawiedliwości odżegnując chrześcijan od czci i wiary, obarczając ich za większość nieszczęść, jakie spotkały ludzkość. Gdzie tu logika?
24-10-2012 14:36 
 Ocena 5 na 5
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Jak to mam wypaczony obraz religii?

Brak higieny w średniowieczu to wypaczony obraz, czy fakty?
Cofnięcie się wiedzy ludzkości w okresie średniowiecza to wypaczony obraz, czy fakty?
Prześladowania z powodu wiary to wypaczony obraz, czy fakty?
Itd.

Przecież ja nie twierdzę, że każdy chrześcijanin tak ma. Wręcz przeciwnie. Ja uważam, że większość chrześcijan po prostu nie ma pojęcia o swojej religii i jej historii.

Co do szukania wyjaśniania świata, czy raczej sensu świata to jak szukanie różowego słonia w trampkach albo atomu większego od stołu... Kolejne Twoje presupozycje. Nie możesz założyć, że życie ma jakiś sens. Naukowa hipoteza powinna brzmieć: czy życie ma jakiś głębszy wymiar, niż ten ludzki i jeśli tak to jaki. Nie dopuszczasz możliwości, że życie nie ma głębszego sensu i żaden twórca nie był przy tym obecny.

Argumentujesz mówiąc, że wizja człowieka, który powstał w wyniku ewolucji, a nie został stworzony, przez Boga ojca, jest smutniejsza, co tak naprawdę merytorycznie nic nie znaczy. Różowe jednorożce też na pewno są fajniejsze od koni, tylko że niestety nie istnieją!

Podobnie nie uważam, że nie ma dobra i zła. Te wartości oczywiście są, ale każdy je sobie sam ustanawia. Co za różnica czy wymyślisz sobie sam, czy zawierzysz jakiemuś prorokowi?

Człowiek wybiera jakimi wartościami w życiu się kieruje. Tyle.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
23-10-2012 10:07
 Ocena 12 na 12
Baranica (275 punktów)
>Od dłuższego czasu mam problem. Intuicyjnie jestem lub uważam się za osobą wierzącą, choć przyznam,
>że czasami mam chwile zwątpienia. Jednak nawet jeśli przez chwilę mam wątpliwość, co do istnienia
>Boga, wracam do wiary, że jednak On istnieje. Podstawą mojej wiary jest właśnie - tak to nazywam,
>chociaż racjonaliści z tego forum pewnie będą się z tego zżymać i naśmiewać - RACJONALIZM.

Masz rację, będą bo to co piszesz jest idiotyczne. Co ciekawe sam to zauważyłeś

> Myślę, że
>prawie każdego człowieka (i tu może mój mózg jest ograniczony, bo trudno mi przyjąć, że są ludzie,
>którym to wisi i powiewa) nurtuje myśl o SENS życia, istnienia świata.

Myślę że są ciekawsze i ważniejsze problemy niż sens życia. Szczególnie jak trudno niektórym związać koniec z końcem. Polecam zresztą film monty pythona o tym tytule

>Jeśli BÓG nie istnieje, to jaki jest sens tego wszystkiego. Jaki jest SENS odpowiadać na moje
>pytania, jaki jest sens walczyć z chrześcijaństwem, z innymi religiami, udowadniać swoje racje,
>twierdzić, że osoby wierzące w coś tam lub kogoś tam, to wstecznicy, ciemnogród i hamulec w rozwoju
>tego świata?

Może dlatego że hamują ten świat? Ile dobrego można by wynaleźć i zrobić gdyby cała ta kasa na papieskie pałace i utrzymanie religii była zainwestowana w R&D? Gdyby zamiast rzucać zaklęcia w czasie modlitwy pomyśleć o racjonalnym rozwiązaniu problemów?
Może dlatego że osoby wierzące narzucają swój światopogląd przez ustawy państwowe wszystkim, biorą kasę od wszystkich na indoktrynację malutkich dzieci i finansowanie chorej instytucji? Nie ważne czy ateista czy innej wiary, na KRK trzeba zapłacić.
A może dlatego że istnieje empatia i szkoda mi jest takich osób które zamiast myśleć samodzielnie słuchają się dogmatów i marnują swoje jedyne życie tutaj na bzdury religijne.

>Skąd posiedli wiedzę o tym, co jest POSTĘPOWE (czy DOBRE to już inna sprawa)?

Przemyśl sprawę - czy ten komputer i internet którego używasz w tej chwili powstał dzięki religii? Czy ona daje jakikolwiek postęp czy raczej trzyma się dogmatów i tych samych debilizmów od tysięcy lat.

>Jaki jest SENS zużywać swoją energię, emocje, siły, rozum na dywagacje istnieje - nie istnieje, w
>sytuacji, kiedy nie ma to najmniejszego ZNACZENIA.
>Zakładając, ze Bóg nie istnieje, a wszystko jest WYNIKIEM PRZYPADKU, ślepej ewolucji,

Ewolucja nie jest w żadnym przypadku ślepa. Poczytaj i poducz się a potem pisz bzdury.

>to i również
>światopogląd ludzi wierzących (nawet jeśli żyją w błędzie - choć trudno w przypadku "przypadkowego"
>świata mówić o jakimkolwiek błędzie), jest wynikiem EWOLUCJI.

Prawdopodobnie religijność była potrzebna na jakimś etapie rozwoju człowieka bo np tworzyła więzi i hierarchię. Przy tym rozwoju cywilizacji jest to raczej zbyteczne tak samo jak wojny czy niewolnictwo.

>Zakładając, że świat pozbawiony jest 'ducha', że jest rządzony przez ślepe siły materii, jak
>wytłumaczyć fakt, że jednak te ślepe mechanizmy działające w ludzkim , złożonym z materii mózgu,
>doprowadziły część zwierząt zwanych ludźmi, do pojęcia niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem. BŁĄD
>EWOLUCJI?

Żeby było łatwiej rządzić zastraszonymi ludzmi?
Wystarczy przypomnieć sobie jak w egipcie kapłani twierdzili że zaćmienie słońca to kara boga za nieposłuszeństwo. Zaraz wszyscy wracali do roboty bez szemrania.
To samo z religijnością - oferująć biednemu człowiekowi nagrodę w niebie łątwiej mu wmówić że to co robi na ziemi nie jest ważne. A władza zbiera profity

>Przyjmując, że pojawienie się pojęcia Boga to wynik "błędu" ewolucji, pozostaje pytanie: JAKIE
>ZNACZENIE ma walka z tym domniemanym BŁĘDEM?
>NIECH MI ktoś odpowie, bo jakiego grzyba UDOWADNIAĆ swoje racje, w imię czego, lub kogo, jeśli
>"wierzy" się, że świat jest materialny i jako taki nie ma sensu? Przecież to wszystko i tak
>przeminie, zostanie połknięte przez ślepe siły EWOLUCJI. Co popycha ludzi niewierzących do
>UDOWADNIANIA swoich racji? Niewidzialna siła czy czysty mechanizm, będący następstwem procesów
>zachodzących w mózgu.

Read up.

>Jeśli to drugie, to trudno sobie wyobrazić bardziej absurdalną sytuację: WALKA (NIEMATERIALNA) dwóch
>procesów myślowych będących wynikiem skomplikowanego zbiegu okoliczności cząstek materii, spośród
>których jeden uważa (na marginesie do rozstrzygnięcia zostaje fakt, w jaki sposób proces ten może
>cokolwiek UWAŻAĆ I ZAKŁADAĆ), że ma rację ponieważ POZNAŁ (w jaki sposób poznał?), że jego BYT nie
>ma sensu, ponieważ powstał zupełnie niezamierzenie i przypadkowo, a drugi utrzymuje, że ma rację,
>ponieważ POZNAŁ, że jako BYT ma jednak sens, ponieważ został zbudowany przez KOGOŚ.
>TO tak jakby wyobrazić sobie dwa spierające się z sobą roboty, spośród których jeden uważa, że
>zbudował go człowiek, któremu ma służyć, a drugi utrzymuje, że nie wie po co powstał i do czego ma
>służyć.

Roboty to głupie porównanie bo człowiek nie został stworzony tak jak one.
Idiotyczne jest raczej pytanie skąd człowiek wie że ktoś go stworzył skoro nigdy go nie widział i nie słyszał a mówi o tym jakaś mitologia.

>NIE UMIEM ŻYĆ W ŚWIECIE, KTÓRY NIE MA SENSU
>NIE UMIEM ROBIĆ CZEGOŚ, CO NIE MA ZNACZENIA
>NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA
>CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?
>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?

Caps ci się zaciął, krzyk jest niegrzeczny.
Twój światopogląd jest wynikiem indoktrynacji i środowiska, gdybyś się urodził np w Szwecji czy Czechach to byłbyś ateistą, w Iraku islamistą itd.


Gdy rozum śpi budzą się demony.
astrotaurus (12445 punktów)
>czasami mam chwile zwątpienia. Jednak nawet jeśli przez chwilę mam wątpliwość, co do istnienia Boga, wracam do wiary, że jednak On istnieje.
Człowiek rozumny w razie wątpliwości pozostaje przy wątpliwościach aż do ich rozwikłania. Ucieczka w wiarę dowodzi słabości umysłu, strachu przed prawdą. Rozbierz na elementy konkretną wątpliwość zamiast snuć takie bombastyczne dywagacje o "sprawach ostatecznych".

>Podstawą mojej wiary jest właśnie - tak to nazywam, chociaż racjonaliści z tego forum pewnie będą się z tego zżymać i naśmiewać - RACJONALIZM.
No jasne! Wiara to upośledzenie poznawcze umysłu, niezdolność do racjonalnego myślenia o obiektach wiarą objętych, choć wierzący często próbują sobie wmówić, że coś bezrozumnego jest rozumne.

>Jeśli BÓG nie istnieje, to jaki jest sens tego wszystkiego.
Jaki temu nadamy.

>Jaki jest SENS odpowiadać na moje pytania, jaki jest sens walczyć z chrześcijaństwem, z innymi religiami, udowadniać swoje racje, twierdzić, że osoby wierzące w coś tam lub kogoś tam, to wstecznicy, ciemnogród i hamulec w rozwoju tego świata?
A żeby wierzący różnej maści nie upierdzili do szczętu życia innym. Sami sobie niech robią co chcą.

>Jaki jest SENS zużywać swoją energię, emocje, siły, rozum na dywagacje istnieje - nie istnieje, w sytuacji, kiedy nie ma to najmniejszego ZNACZENIA.
Ależ ma! Fundamentalne! Albo żyjesz jak świadomy człowiek, albo jak nakręcana kukiełka. Dla realnego świata albo dla urojeń.

>jak wytłumaczyć fakt, że jednak te ślepe mechanizmy działające w ludzkim , złożonym z materii mózgu, doprowadziły część zwierząt zwanych ludźmi, do pojęcia niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem. BŁĄD EWOLUCJI?
Czemu "BŁĄD"? Pozbądź się tej natrętnej myśli religijnej, że wszystko ma program.
Posłuchaj np. tego.

>NIE UMIEM ŻYĆ W ŚWIECIE, KTÓRY NIE MA SENSU
Robisz to! Czytałeś Orwella?

>NIE UMIEM ROBIĆ CZEGOŚ, CO NIE MA ZNACZENIA
Pewnie się przechwalasz.

>NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA
Taaa, wiara to głębokie upośledzenie. Na Twoje chcenie musiał powstać dawno temu Bóg i to akurat taki w jakiego Ty wierzysz. Masz tupecik!

>CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?
Jest wynikiem indoktrynacji jakiej zostałeś poddany, a że umysł masz słaby to masz problem. Na plus przemawia fakt, że tu napisałeś. Tu jest masa dobrych, mądrych ludzi, którzy Ci chętnie pomogą, odpowiedzą rzeczowo na każde pytanie (lub wskażą taka odpowiedź - nie jesteś wszak pierwszy ani wyjątkowy).
W ogóle najpierw sporo poczytaj, bo tu jest wiele odpowiedzi gotowych.

>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?
Nie lubię powtórzeń, ale powtórzę, bo to ważne: ewolucja nie jest mechanizmem kierującym się jakimkolwiek celem.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-10-2012 13:16 
 Ocena 1 na 3
justn69 (61 punktów)

>>Jaki jest SENS zużywać swoją energię, emocje, siły, rozum na dywagacje istnieje - nie istnieje, w sytuacji, kiedy nie ma to najmniejszego ZNACZENIA.
>Ależ ma! Fundamentalne! Albo żyjesz jak świadomy człowiek, albo jak nakręcana kukiełka. Dla realnego świata albo dla urojeń.

Nie rozumiem, na jakiej podstawie materialista może mówić o świadomości - przecież czegoś takiego nie ma, skoro człowiek, jego mózg, to mniej lub bardziej złożona ilość materii, poddana procesom fizycznym i chemicznym. Wydaje mi się, że to właśnie według materialistów, każdy człowiek to nakręcana kukiełka, nakręcana przez procesy, poddane prawom fizyki, od których jest ściśle uzależniony. Należy zatem uznać, że religia również jest wytworem procesów, a więc jest jak najbardziej "normalna" i zgodna z prawami fizyki.
mrSpock (2845 punktów)
Czy dla was wszystko jest czarne albo białe? Jeśli tak to jesteście bardzo smutnymi ograniczonymi ludzmi. Jaki sens? A jaki jest sens wmawiania ludziom, że istnieje jakiś nie wyobrażalny byt, który to ma być sensem dla każdego istnienia. A jaki nasz sens? A taki żebyście
w końcu otworzyli oczy i przestali dawać się (wybaczcie za słownictwo) dymać.
Po co udowadniać swoje racje w imię czegoś w co się nie wierzy? A po to, żeby Ci, którzy wierzą w to nie wchodzili nam na głowę ze swoimi świętościami i nie kazali nam zginać karku przed ich
urojeniami
Cytat:
"Zakładając, że świat pozbawiony jest 'ducha', że jest rządzony przez ślepe siły materii, jak wytłumaczyć fakt, że jednak te ślepe mechanizmy działające w ludzkim , złożonym z materii mózgu, doprowadziły część zwierząt zwanych ludźmi, do pojęcia niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem. BŁĄD EWOLUCJI?"
A jak sobie Ci pierwsi ludzie kultury tłumaczyły różne zjawiska ogień pioruny itd? Jak nie istnieniem jakiś bytów i ich ingerencji. Przypatrz się starożytnym Grekom
taki Grek modlił się do każdego kamienia drzewa, bo wierzył, że mieszka w nich jakieś bóstwo. Wydaje Ci się to śmieszne? Mnie też, ale ja idę o krok dalej i śmiesznym wydaje mi się Twoje postrzeganie.
mrSpock (2845 punktów)

>NIE UMIEM ŻYĆ W ŚWIECIE, KTÓRY NIE MA SENSU
To połóż się i czekaj na śmierć
>NIE UMIEM ROBIĆ CZEGOŚ, CO NIE MA ZNACZENIA
A co robisz, co ma znaczenie?
>NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA
Nie jesteś aż tak wyjątkowy
>CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?
>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?
>
Twój światopogląd jest wynikiem prania mózgu i indoktrynacji.
A stąd, że masz duży mózg i potrafisz, to ocenić. Dla czego zakładasz,że Ewolucja jest
świadomym bytem mającym jakiś cel?
23-10-2012 13:16 
 0 na 2
justn69 (61 punktów)
>>CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?
>>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?
>>
>Twój światopogląd jest wynikiem prania mózgu i indoktrynacji.
>A stąd, że masz duży mózg i potrafisz, to ocenić. Dla czego zakładasz,że Ewolucja jest
>świadomym bytem mającym jakiś cel?

>To połóż się i czekaj na śmierć - Tego też nie umiem. ha, ha, ha!

>A co robisz, co ma znaczenie? - próbuję znaleźć znaczenie

>Twój światopogląd jest wynikiem prania mózgu i indoktrynacji.

- Dziękuję za sympatyczne wyjaśnienie, Ale skąd ta pewność. Skoro ewolucja to sam zbieg czystych przypadków, to czym jest mój czy Twój mózg. Czysto przypadkowym zlepkiem komórek? Jeśli tak, to kończmy te dyskusję, bo jest ona czysto przypadkowa i bez jakiegokolwiek znaczenia.
23-10-2012 13:41 
 Ocena 3 na 3
Baranica (275 punktów)
>- Dziękuję za sympatyczne wyjaśnienie, Ale skąd ta pewność. Skoro ewolucja to sam zbieg czystych przypadków, to czym jest mój czy Twój mózg. Czysto przypadkowym zlepkiem komórek? Jeśli tak, to kończmy te dyskusję, bo jest ona czysto przypadkowa i bez jakiegokolwiek znaczenia.
>

Sigh. Jaki przypadek. Serio, co ty z tym przypadkowym zlepkiem, masz jakąkolwiek wiedzę na temat jak działa ewolucja?

Gdy rozum śpi budzą się demony.
24-10-2012 11:33 
 Ocena-1 na 3
justn69 (61 punktów)
>>- Dziękuję za sympatyczne wyjaśnienie, Ale skąd ta pewność. Skoro ewolucja to sam zbieg czystych przypadków, to czym jest mój czy Twój mózg. Czysto przypadkowym zlepkiem komórek? Jeśli tak, to kończmy te dyskusję, bo jest ona czysto przypadkowa i bez jakiegokolwiek znaczenia.
>>
>Sigh. Jaki przypadek. Serio, co ty z tym przypadkowym zlepkiem, masz jakąkolwiek wiedzę na temat jak działa ewolucja?
>
Gdy rozum śpi budzą się demony.


Czyli nie ma przypadków? wszystko jest zdeterminowane przez prawa fizyki? Nawet mój tępy mózg? Eureka, więc daje na luz i idę palić trawkę! Zatem Twoja superinteligencja nie jest Twoją zasługą, a jest zdeterminowana przez procesy, nad którymi nie panujesz i nie masz władzy.
24-10-2012 19:20 
 Ocena 7 na 7
Baranica (275 punktów)
>Czyli nie ma przypadków? wszystko jest zdeterminowane przez prawa fizyki? Nawet mój tępy mózg? Eureka, więc daje na luz i idę palić trawkę! Zatem Twoja superinteligencja nie jest Twoją zasługą, a jest zdeterminowana przez procesy, nad którymi nie panujesz i nie masz władzy.

Ręce opadają jak się czyta takie bzdury. Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda.

Gdy rozum śpi budzą się demony.
25-10-2012 09:00 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)

>Ręce opadają jak się czyta takie bzdury. Z wiarą nie ma dyskusji a i czasu szkoda.
>
Gdy rozum śpi budzą się demony.


Pewnie że szkoda zwłaszcza, że się go ma tak mało.
25-10-2012 15:14 
 Ocena 5 na 5
Baranica (275 punktów)
>Pewnie że szkoda zwłaszcza, że się go ma tak mało.

Nie bardzo rozumiem co tutaj robisz.

Chcesz się czegoś dowiedzieć czy udowodnić samemu sobie jakąś tezę z góry prawdziwą i niepodważalną?

Wymyśliłeś sobie jak ewolucja działa po swojemu, jednak to nie zmienia rzeczywistości.
Jeśli myślisz że wg ewolucji ludzki mózg powstał przypadkowo i trzymasz się tego bo tak wiara podpowiada to współczuję. Możesz jedynie wrócić do lekcji biologii w podstawówce albo kupić książkę na ten temat.

Gdy rozum śpi budzą się demony.
25-10-2012 22:32 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Pewnie że szkoda zwłaszcza, że się go ma tak mało.<
Tego nie rozumiem. Tak może powiedzieć osoba która po śmierci wybiera się donikąd. Ktoś kto planuje swe życie po śmierci nie powinien marnować czasu na dyskusje, tylko zbierać zasługi na życie wieczne. A tam, po drugiej stronie życia, może dyskutować całą wieczność czasu będzie miał dość. Tylko taka wieczność w niebie, wyobraź sobie, WIECZNOŚĆ, nie stałaby się tak naprawdę piekłem, jak to zauważył już Orygenes.
setarkos (10757 punktów)
> Podstawą mojej wiary jest właśnie (..) RACJONALIZM.
Spróbujesz racjonalnie uzasadnić sens wiary? Czy można wierzyć w kilkoro bóstw, a jeśli w jedno, to według jakich kryteriów wybrać konkretne?
> Myślę, że prawie każdego człowieka (..) nurtuje myśl o SENS życia, istnienia świata.
>Jeśli BÓG nie istnieje, to jaki jest sens tego wszystkiego.
Dlaczego sens boski miałby być właściwszy niż ludzki? Co może być sensownego w wierze w obcą (bo chyba nie-ludzką) mądrość, której wizji miałbyś co najwyżej służyć? Czy człowieka nie stać na kreowanie sensu lub jego współtworzenie bez łaski zaświatowych dodatków?

>Zakładając, ze Bóg nie istnieje, a wszystko jest WYNIKIEM PRZYPADKU, ślepej ewolucji, to i również światopogląd ludzi wierzących (nawet jeśli żyją w błędzie - choć trudno w przypadku "przypadkowego" świata mówić o jakimkolwiek błędzie), jest wynikiem EWOLUCJI.
Jeśli czują się całkowicie zanurzeni w Naturze i gotowi bronić np. wyższości praw naturalnych nad stanowionymi, to faktycznie pozostają jakby w kulturowym przedsionku i sensu nie mają jak nadać, lecz muszą podlegać ślepemu losowi (albo cudzym podszeptom).

>.. niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem.
Potrafiłbyś podać przykłady zjawisk niematerialnych lub duchowych, które obywają się bez mitycznych konotacji?
> Co popycha ludzi niewierzących do UDOWADNIANIA swoich racji?
Z tym udowadnianiem, to chyba lekka przesada. W mojej ocenie raczej swoje racje przedstawiają. Jeśli jednak nakłaniają, to pewnie z pobudek podobnych jak u wierzących.

>TO tak jakby wyobrazić sobie dwa spierające się z sobą roboty, spośród których jeden uważa, że zbudował go człowiek, któremu ma służyć, a drugi utrzymuje, że nie wie po co powstał i do czego ma służyć.
Ciekawe porównanie (przy czym ten drugi być może nie ma wcale służyć - byłby wolnym robotem?).

>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?
Chyba sam wcześniej odpowiedziałeś. Skoro ewolucja jest ślepa, to wyznaczanie kierunków pozostaje ludziom (w tym również Tobie).
24-10-2012 13:18 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)

>>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?
>Chyba sam wcześniej odpowiedziałeś. Skoro ewolucja jest ślepa, to wyznaczanie kierunków pozostaje ludziom (w tym również Tobie).

Jakże ślepy może kierować ślepą ewolucją
farmer (22440 punktów)

>NIE UMIEM ŻYĆ W ŚWIECIE, KTÓRY NIE MA SENSU
>NIE UMIEM ROBIĆ CZEGOŚ, CO NIE MA ZNACZENIA
>NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA
>CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?

No ja nie chcę wiedzieć co się działo jak się dowiedziałeś że to nie Mikołaj przynosi prezenty.

>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?

To akurat można sprawdzić na chirurgi albo ortopedii. Czasem w zakładach pracy wiszą też takie tablice jak "Nieuwaga przy pracy to śmierć lub kalectwo", na płotach można zobaczyć "uwaga groźny pies". Co jakiś czas ktoś przełamuję barierę i ląduje np na chirurgi. I już wie gdzie popełnił błąd.

A i jeszcze..
>Zakładając, że świat pozbawiony jest 'ducha', że jest rządzony przez ślepe siły materii, jak wytłumaczyć fakt, że jednak te ślepe mechanizmy działające w ludzkim , złożonym z materii mózgu, doprowadziły część zwierząt zwanych ludźmi, do pojęcia niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem. BŁĄD EWOLUCJI?

To można spotkać na jakiś giełdach. Np grając w trzy karty. Nazywa się to szukanie "jeleni". Ot co.
24-10-2012 10:58 
 Ocena 1 na 3
justn69 (61 punktów)
Co jakiś czas ktoś przełamuję barierę i ląduje np na chirurgi. I już wie gdzie popełnił błąd.

Mnie to tłumaczenie nie przekonuje. Jak można mówić o błędzie w świecie materialnym, gdzie o wszystkim decydują nie do końca zbadane procesy? Co determinuje rozwój ewolucji? proces czy inteligencja? Jeśli proces, to my również jesteśmy pozbawieni inteligencji.
24-10-2012 14:58 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Co determinuje rozwój ewolucji? Proces czy inteligencja? Jeśli proces, to my również jesteśmy pozbawieni inteligencji.
Z historii życia na Ziemi wynika, że przed powstaniem inteligencji zaawansowanej na tyle, by podejmować plany i je realizować, ewolucja była ślepym procesem polegającym na sprawniejszym dopasowaniu się do świata czyli oportunizmie.
Po uzyskaniu złożoności układu nerwowego i systemu komunikacji międzyosobniczej (języka) włączyła się do dziejów (za sprawą naszych prababek) ewolucja kulturowa czyli inteligentnie planowana. Od wtedy nie tylko dopasowujemy się do warunków zewnętrznych, lecz także rozmyślnie zmieniamy te warunki.

O który etap ewolucji pytasz - biologiczny czy biologiczny+kulturowy?
24-10-2012 18:00 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)

>Mnie to tłumaczenie nie przekonuje. Jak można mówić o błędzie w świecie materialnym, gdzie o wszystkim decydują nie do końca zbadane procesy? Co determinuje rozwój ewolucji? proces czy inteligencja? Jeśli proces, to my również jesteśmy pozbawieni inteligencji.
>

Ale to że czegoś nie rozumiem nie jest powodem by modlić się do zapalniczki.
Mnie ta niewiedza właśnie uspokaja. Ten ciężar poznania.
Jestem wobec tych pytań niczym człowiek pierwotny wobec ognia. Jednak mam już tą wiedzę że nie rozumiejąc czegoś nie muszę sobie tworzyć alternatywnych rozwiązań problemu dla "świętego spokoju". Nie muszę jak kiedyś wymyślać sobie boga ognia by zaspokoić strach przed nie znanym.
Ktoś kiedyś pozna odpowiedzi na te pytania.
25-10-2012 08:58 
 Ocena 1 na 3
justn69 (61 punktów)
Nie muszę jak kiedyś wymyślać sobie boga ognia by zaspokoić strach przed nie znanym.
>Ktoś kiedyś pozna odpowiedzi na te pytania.

Nie rozumiem o jakim strachu piszesz, czy wiara wynika wg. Ciebie tylko z braku możliwości odpowiedzi na trudne pytania, ze strachu? Ja mam inną optykę. Dla mnie wiara, to przedłużenie tego, co dobre, chcę, by to co dobre (życie, szczęście) trwało i szukam tego, co mi pozwoli to dobro przedłużyć. Na razie jedyną opcją jest Bóg. Co mi daje nauka? Dużo, a jakże niewiele. Daje mi odpowiedź na nikły procent moich pytań, zresztą odpowiedź nauki jest nietrwała, zmienna. a 100 lat na te same pytania da inną odpowiedź, a za milion być może nie udzieli już żadnej odpowiedzi, bo być może po prostu nie będzie już ludzi. Taka perspektywa mnie nie zadowala.
26-10-2012 13:28 
 Ocena-1 na 3
justn69 (61 punktów)

>Ale to że czegoś nie rozumiem nie jest powodem by modlić się do zapalniczki.
>Mnie ta niewiedza właśnie uspokaja. Ten ciężar poznania.
>Jestem wobec tych pytań niczym człowiek pierwotny wobec ognia. Jednak mam już tą wiedzę że nie rozumiejąc czegoś nie muszę sobie tworzyć alternatywnych rozwiązań problemu dla "świętego spokoju". Nie muszę jak kiedyś wymyślać sobie boga ognia by zaspokoić strach przed nie znanym.
>Ktoś kiedyś pozna odpowiedzi na te pytania.

Myślisz, że obecnie chrześcijanie żyją tylko strachem? Że ich wiara wynika tylko z niewiedzy i nieznajomości świata. Jest wielu chrześcijan, którzy będąc naukowcami i to na różnych polach (nauki ścisłe, fizyka, biologia), nie zadowolili się już zdobytą wiedzą, a szukają czegoś więcej. Ja myślę, że to co nimi kieruje to chęć poznania odpowiedzi na podstawowe pytanie ludzkości: jej cel. Większość materialistów sobie takich pytań nie stawia, ponieważ uważa je za coś nieistotnego, nawet niewłaściwego, a wręcz głupiego.
>
26-10-2012 14:03 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Że ich wiara wynika tylko z niewiedzy i nieznajomości świata.
Betonowy jesteś nad wyraz. Wiara nie wynika z wiedzy i znajomości świata, ale z indoktrynacji w młodym wieku. W społecznościach muzułmańskich jest wiara muzułmańska, w katolickich katolicka, w ateistycznych brak.
Gdyby wiara wynikała z wiedzy i znajomości to czołówka intelektualna leżałaby plackiem przed jakimś durnym Ratzim czy innym guru, a jest wręcz przeciwnie. Upośledzenie Twego umysłu nie pozwala Ci zmierzyć się z tymi faktami w sposób rzeczowy.

>Jest wielu chrześcijan, którzy będąc naukowcami i to na różnych polach (nauki ścisłe, fizyka, biologia), nie zadowolili się już zdobytą wiedzą, a szukają czegoś więcej.
Eeee... oni już znaleźli. A jeśli szukają to kolejnych wykrętów, kolejnych uzasadnień, kolejnych matactw

>Ja myślę, że to co nimi kieruje to chęć poznania odpowiedzi na podstawowe pytanie ludzkości: jej cel. Większość materialistów sobie takich pytań nie stawia, ponieważ uważa je za coś nieistotnego, nawet niewłaściwego, a wręcz głupiego.
A Ty ciągle etykietki i obelgi sadzisz! Ludzie rozumni zadają sobie różne pytania w różny sposób w różnym celu. Najważniejsze, że jakiekolwiek odpowiedzi na jakiekolwiek pytania mamy tylko dzięki pracy ludzi rozumu. Wielotysiącletni bełkot fideistów różnej maści od tysięcy różnych Bogów nie odpowiedział jeszcze nigdy na żadne pytania. Podnoszono już ten argument kilkakroć. Czemu nie sypniesz sprawdzonymi przez tysiąclecia przykładami? Powtarzaniem w kółko tych samych bzdetów utrwalasz tylko stan rozwodnienia swojego mózgu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
26-10-2012 14:52 
 0 na 4
justn69 (61 punktów)
Wiara nie wynika z wiedzy i znajomości świata, ale z indoktrynacji w młodym wieku.

Masz nikłą wiedzę na ten temat. Znam osoby dorosłe, które zaczęły wierzyć. Oczywiście dla Ciebie to pewnie żaden argument - po prostu stwierdzisz, że uległy manipulacji, bo były zbyt upośledzone umysłowo. Czy dla Ciebie wszyscy wierzący, to osoby umysłowo chore? Zatem dlaczego zniżasz się do mojego poziomu, odpisując mi?

>>Jest wielu chrześcijan, którzy będąc naukowcami i to na różnych polach (nauki ścisłe, fizyka, biologia), nie zadowolili się już zdobytą wiedzą, a szukają czegoś więcej.
>Eeee... oni już znaleźli. A jeśli szukają to kolejnych wykrętów, kolejnych uzasadnień, kolejnych matactw

Jesteś bardzo autorytarny w swoich osądach. Skąd wiesz, co nimi kieruje. Widzisz samo zło w chrześcijaństwie? Masz jakąś obsesję?

Większość materialistów sobie takich pytań nie stawia, ponieważ uważa je za coś nieistotnego, nawet niewłaściwego, a wręcz głupiego.
>A Ty ciągle etykietki i obelgi sadzisz!

Gdzie tu znajdujesz jakąś obelgę? To raczej ty nie panujesz nad słowami.
26-10-2012 15:22 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy wierzysz w to samo, co ponad 50% Twojej rodziny i ponad 50% Twoich sąsiadów?
Nawalili Ci do łba schematyczne hasła i teraz powtarzasz je jak papuga. To powtarzanie arogancko uważasz za "swoją głęboką prawdę". Byłbyś z Indii, świergoliłbyś o Sziwie albo Allachu z takim samym, bezrozumnym przekonaniem.

26-10-2012 17:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy wierzysz w to samo, co ponad 50% Twojej rodziny i ponad 50% Twoich sąsiadów?
Ej Panie Jacku, tak nisko Pan liczy, według socjologii to będzie w Polsce około 90%.
Ciekawostką będzie to, że choć ogólnie podstawowe mity, w które wierzą katolicy są podobne, to przy szczegółowych badaniach wychodzi, że każdy to trochę (a niektórzy nawet nie tylko trochę) inną religię wyznaje. Każdy wybiera ze straganowego koszyka religii, to na co go stać intelektualnie i co mu moralnie wygodne.

Pozdrawiam.

@@@
26-10-2012 19:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Z tym 50% byłem ostrożny, bo zawsze może się zdarzyć, że rodzice byli mądrzy, ale na przykład babcia wnukowi mózg wyprała.
26-10-2012 19:44 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Z tym 50% byłem ostrożny, bo zawsze może się zdarzyć, że rodzice byli mądrzy, ale na przykład babcia wnukowi mózg wyprała.
Pozwoli Pan, że przypomnę trzy moje posty w innym wątku:
www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,14#w486007
www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,15#w486897
www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,15#w487951

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-10-2012 16:55 
 Ocena 6 na 6
grzmot (741 punktów)
>Masz nikłą wiedzę na ten temat. Znam osoby dorosłe, które zaczęły wierzyć. Oczywiście dla Ciebie to pewnie żaden argument - po prostu stwierdzisz, że uległy manipulacji, bo były zbyt upośledzone umysłowo. Czy dla Ciebie wszyscy wierzący, to osoby umysłowo chore? Zatem dlaczego zniżasz się do mojego poziomu, odpisując mi?
Wtrącę się w ten kawałek. Używasz błędnego argumentu, wspominając te osoby dorosłe - to pojedyncze przypadki, które ogólnego trendu wcale nie zmieniają. Zwłaszcza, że osoby dorosłe na indoktrynacje też odporne nie są.

Czy te, które znasz, były upośledzone według np. definicji z ICD-10? Raczej nie wszystkie (a może nawet żadna), ale wszystkie podjęły nieracjonalną decyzję, stawiając na nieuzasadnione wymysły - to się zdarza ludziom, tak działa mózg. Dlatego między innymi ważne jest stosowanie naukowej metody.

Dlaczego odpowiadać rozmówcy, nawet, jeśli by się o nim myślało jak o umysłowo chorym? Z empatii - całkowicie niereligijnego uczucia, chce się pomóc innym. Trudno uwierzyć? Z troski o całe społeczeństwo, w którym się żyje - bo wpływa na indywidualną jakość życia.

Dlaczego wciąż dyskutujesz, skoro postanowiłeś, że nie zmienisz zdania, nawet, jeśli się mylisz? Bo mylisz się okrutnie, nie rozumiejąc nawet takich pojęć jak metoda naukowa, umysł, prawa fizyki czy argument.

Uważasz, że nauka jest błędnym, zawodnym rozwiązaniem, bo nie wszystkie doświadczenia się udają, a tylko większość? Bo powstają lepsze teorie i dokonuje się postęp? Bo coraz więcej rozumiemy jako gatunek? Bo urządzenia techniczne nie są wieczne, ale sprawne na 99,9% w założonym czasie eksploatacji? Bo możemy robić rzeczy niewyobrażalne jeszcze 100 lat temu i żyjemy coraz dłużej i bezpieczniej? Niestety, dowodzi to tylko twojego ograniczonego rozumienia rzeczywistości.

PS Sądzę, że można by ten wątek zakończyć po pierwszej stronie. Ale niech leci, zawsze jest szansa, że ty albo ktoś podobny w końcu zrozumie .
26-10-2012 21:46 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Masz nikłą wiedzę na ten temat. Znam osoby dorosłe, które zaczęły wierzyć.
To ta sama złota gęś na złotym łańcuchu co poprzednio czy jakaś nowa?

>Oczywiście dla Ciebie to pewnie żaden argument - po prostu stwierdzisz, że uległy manipulacji, bo były zbyt upośledzone umysłowo.
Cały czas twierdzę, że skłonne umysły ulegają manipulacji i przyjmują upośledzenie wiarą. I cały czas twierdzę, że poza obszarem objętym wiarą człowiek może mieć umysł także wręcz genialny. I cały czas pojedyncze przypadki nie zachwieją w najmniejszym stopniu przypisania określonej religii do społeczności - to idzie w miliardowe krocie przez wieki, nie rozumiesz tego? Nie zauważasz?
W rodzinie katolickich oszołomów może ulęgnąć się ateista, w rodzinie ateistycznej dziecko ulegnie kolegom czy sąsiadki i wsiąknie w wiarę. Pojedyncze przypadki nie podważają masowości zjawiska o jakim mowa. Każdy człowiek jest inny, więc zdarzyć się może wszystko, ale mechanizmy masowe działają jak działają

>Czy dla Ciebie wszyscy wierzący, to osoby umysłowo chore?
Na pewno osoby wierzące mają upośledzone zdolności poznawcze i zdolności społeczne w pewnym zakresie. Nie diagnozuje się tego jako jednostki chorobowej do leczenia z racji masowości zjawiska (także wśród psychiatrów ) i tradycji. Urojenie religijne nie różni się specjalnie od innych urojeń, a na razie przez tysiąclecia nikt nie wykazał, że to urojeniem nie jest.

>Zatem dlaczego zniżasz się do mojego poziomu, odpisując mi?
Im was mniej tym lepiej dla mnie.

>Jesteś bardzo autorytarny w swoich osądach.
Podważ je zamiast się mądrzyć ocenami.

>Skąd wiesz, co nimi kieruje.
Miliardy wierzących są kierowane taką sama kierownicą.

>Widzisz samo zło w chrześcijaństwie? Masz jakąś obsesję?
Wcześniej pisałem:
"Nie istnieje dobro, które nie zaistniałoby bez religii.
Istnieje wiele zła, które nie zaistniałoby bez religii.
Nie jesteś w stanie tego podważyć."
Widzisz, ludzie cywilizowani mówią coś raz i wystarczy, bo to już jest. Z takimi jak Ty jest problem, że słowa interlokutora traktujecie tylko jako odskocznię do odpysknięcia byle odpysknąć. Spróbuj zaczerpnąć z dobrych stron metody scholastycznej, która nakazywała najpierw powtórzyć wywód oponenta by dać dowód, że się go zrozumiało. Do Ciebie można mówić często jak do ściany.

>Gdzie tu znajdujesz jakąś obelgę?
Wymyśliłeś sobie obraz materialisty jako prymitywnego idioty i próbujesz tę łatkę przypisać tu chyba wszystkim. A przecież tylko sobie cenzurkę wystawiasz.

>To raczej ty nie panujesz nad słowami.
Oj, biedaku, nie masz pojęcia jak ja panuję nad słowami, nie na darmo jestem uczonym w piśmie (i w Piśmie).

A te rzeczy o wierze? Pewność to czy niepewność? Bóg istnieje czy może wcale a wcale?
Odpowiesz na zadane pytania?
Zastanowisz się nad nimi?
A widziałeś je w ogóle?
Hej, justn69, powtarzam: widziałeś moje pytania dotyczące braku pewności i rozpatrywania przesłanek za czy przeciw jakiej wierze itp?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
29-10-2012 09:54 
 Ocena 2 na 4
justn69 (61 punktów)

>Cały czas twierdzę, że skłonne umysły ulegają manipulacji i przyjmują upośledzenie wiarą. I cały czas twierdzę, że poza obszarem objętym wiarą człowiek może mieć umysł także wręcz genialny. I cały czas pojedyncze przypadki nie zachwieją w najmniejszym stopniu przypisania określonej religii do społeczności - to idzie w miliardowe krocie przez wieki, nie rozumiesz tego? Nie zauważasz?

Dla Ciebie wierzący, to jakaś jednolita masa obłąkańców? Czy nie zauważasz, że są wśród nich różnorodni ludzie, których religijność nawet w jednej małej społeczności bardzo się do siebie różni?

Urojenie religijne nie różni się specjalnie od innych urojeń, a na razie przez tysiąclecia nikt nie wykazał, że to urojeniem nie jest.

Czyli Ty jesteś tym, który bez wykazywania czegoś, zakładasz to z góry?

>Miliardy wierzących są kierowane taką sama kierownicą.

I ty mówisz, że ma masz naukowe podejście do świata? Skąd ta pewność, czym są kierowani? Czy siedzisz w ich mózgach, czy zbadałeś na wskroś ich świadomość?

>"Nie istnieje dobro, które nie zaistniałoby bez religii.
>Istnieje wiele zła, które nie zaistniałoby bez religii.
>Nie jesteś w stanie tego podważyć."

A co tu jest do podważania - to Twoja subiektywna opinia. Skoro religia to stan chorobowy umysłu, no to rzeczywiście nic dobrego z tego, nie może wyniknąć

>Wymyśliłeś sobie obraz materialisty jako prymitywnego idioty i próbujesz tę łatkę przypisać tu chyba wszystkim. A przecież tylko sobie cenzurkę wystawiasz.

Nie uważam Was za idiotów, po prostu Was nie rozumiem.

>Oj, biedaku, nie masz pojęcia jak ja panuję nad słowami, nie na darmo jestem uczonym w piśmie (i w Piśmie).

- W skromności nie mamy sobie równych

>A te rzeczy o wierze? Pewność to czy niepewność? Bóg istnieje czy może wcale a wcale?
>Odpowiesz na zadane pytania?
>Zastanowisz się nad nimi?
>A widziałeś je w ogóle?

Cały czas się zastanawiam - i na razie doszedłem do wniosku, że istnieje. Nie mam pewności, ale dostrzegam też procesy w świecie, które mogą świadczyć o tym, że świat materialny to nie jest całość rzeczywistości, jaka została nam dana. Doszedłem do wniosku, że nauka, obserwacja rzeczywistości (choć bardzo pomocne) nigdy nie dadzą odpowiedzi na ważne pytania człowieka - np. czym jest świadomość, jak funkcjonuje i co jest jej źródłem? Dla Was odpowiedź jest w miarę prosta - mechanizm, proces fizyczno-chemiczny. Czy na pewno?
Samo badanie elementarnych cząstek materii sprawia naukowcom problemy (więcej jest hipotezy niż pewności), a co dopiero mówić o układach tych cząstek. Mnie ten ogrom niewiedzy człowieka "poraża" (oczywiście pozytywnie). Im głębiej sięgasz w głąb materii, tym mniej masz pewności - i to bym zaliczył na plus badań naukowych.

Pozdrowienia i powodzenia w poszukiwaniach
29-10-2012 12:00 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Cały czas twierdzę, że skłonne umysły ulegają manipulacji i przyjmują upośledzenie wiarą. I cały czas twierdzę, że poza obszarem objętym wiarą człowiek może mieć umysł także wręcz genialny. I cały czas pojedyncze przypadki nie zachwieją w najmniejszym stopniu przypisania określonej religii do społeczności - to idzie w miliardowe krocie przez wieki, nie rozumiesz tego? Nie zauważasz?
>Dla Ciebie wierzący, to jakaś jednolita masa obłąkańców?
A Pan koniecznie chce tego dowieść? Przecież Pan Astrotaurus napisał: I cały czas twierdzę, że poza obszarem objętym wiarą człowiek może mieć umysł także wręcz genialny.

. * * * * *

Spójna niespójność

Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd.Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.

Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.

Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.(...)

Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.


>Czy nie zauważasz, że są wśród nich różnorodni ludzie, których religijność nawet w jednej małej społeczności bardzo się do siebie różni?
Nie spotkałem dwóch polskich katolików wierzących w tego samego Boga, każdy wyznaje taką religię na jaką go stać.

>Urojenie religijne nie różni się specjalnie od innych urojeń, a na razie przez tysiąclecia nikt nie wykazał, że to urojeniem nie jest.
Tysiące mędrców to wykazywało. Ostatnio Dawkins w bestselerze "Bóg urojony".

>Nie uważam Was za idiotów, po prostu Was nie rozumiem.
I takie przyznanie się do prawdy dobrze świadczy o Panu.

>Cały czas się zastanawiam - i na razie doszedłem do wniosku, że istnieje.
No i to się Panu chwali, ale do czego Panu jest przekonywanie o tym osób, których Pan nie jest w stanie zrozumieć.
Nie może Pan nam naszych poglądów odpuścić.

>Nie mam pewności, ale dostrzegam też procesy w świecie, które mogą świadczyć o tym, że świat materialny to nie jest całość rzeczywistości, jaka została nam dana.
A to ogromna ciekawostka! Ja poszukuję najmniejszej naukowej przesłanki dowodzącej wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość. Może jakieś dowody, jakieś źródła?

>Doszedłem do wniosku, że nauka, obserwacja rzeczywistości (choć bardzo pomocne) nigdy nie dadzą odpowiedzi na ważne pytania człowieka - np. czym jest świadomość, jak funkcjonuje i co jest jej źródłem? Dla Was odpowiedź jest w miarę prosta - mechanizm, proces fizyczno-chemiczny. Czy na pewno?
Wielce Szanowny Panie, nas żadne prymitywne odpowiedzi nie zadowalają, a Pan dokładnie nic nie wie o tym - co już wiemy, a czego jeszcze poszukujmy. Może trochę Pan tu poszuka. pl.wikipedia.org/wiki/Kognitywistyka
www.is.umk.pl/~duch/cog-book/kognitywistyka.htm
www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog_plan.html

>Samo badanie elementarnych cząstek materii sprawia naukowcom problemy (więcej jest hipotezy niż pewności), a co dopiero mówić o układach tych cząstek.
Oczywiście, że wiedza naukowa sprawia problemy, ale spora część ludzi (w tym prawie wszyscy uczeni) wprost uwielbiają te problemy rozwiązywać, a chociaż je poznawać.
www.filozofia.pl/old/ff04/teksty/bylica.pdf

>Mnie ten ogrom niewiedzy człowieka "poraża"
Tak, to się uwidocznia.

>oczywiście pozytywnie).
Nie rozumiem zawartości tego nawiasu. Od dziecka uważałem naukę za fascynującą i pomimo zdawania sobie sprawy z ogromu wiedzy naukowej, starałem się ją poznać z rozumieć. Wcale nie jest najważniejszym wiedzieć wszystko, najważniejszym jest dążenie do większego poznania.

>Im głębiej sięgasz w głąb materii, tym mniej masz pewności
Nawet z tą "pewnością" to sprawa względna. Pewności czego?

Wiem, że nawet próba zrozumienia nas powoduje "lasowanie mózgu", ale niech Pan próbuje. Warto wiedzieć co się odrzuca i dlaczego.

@@@
.
29-10-2012 14:56 
 Ocena 2 na 2
justn69 (61 punktów)
>A to ogromna ciekawostka! Ja poszukuję najmniejszej naukowej przesłanki dowodzącej wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość. Może jakieś dowody, jakieś źródła?

Z Pana słów raczej trudno wywnioskować, by Pan poszukiwał tejże przesłanki. Istnieją na ten temat relacje ludzi, ale ich nie da się przecież udowodnić - dla Pana to urojenia, zaburzenia świadomości. Nawet gdyby coś lub ktoś się objawił z zaświatów, gdyby załóżmy zmarły członek rodziny stanął przed Panem i tak by Pan w to nie uwierzył.
Według mnie jednak w tym wszystkim nie o znalezienie dowodów chodzi, a o dedukcję, wyciąganie wniosków.

Z drugiej strony: czy ma Pan pewność, że materia nie zawiera w sobie pierwiastka nadrzeczywistości? Czy zaistnienie życia na ziemi, to naprawdę wynik zbiegu okoliczności? Przecież nikt na Ziemi tego nie jest i będzie w stanie sprawdzić, ani udowodnić. Skąd ma Pan zatem pewność, że tak było? Ja jestem w tym względzie bardzo sceptyczny. I ten mój sceptycyzm każe mi poszukiwać również innego wytłumaczenia. Pan, z tego co wnoszę, ma prawie bezgraniczne zaufanie do nauki.

>Wielce Szanowny Panie, nas żadne prymitywne odpowiedzi nie zadowalają, a Pan dokładnie nic nie wie o tym - co już wiemy, a czego jeszcze poszukujmy. Może trochę Pan tu poszuka. pl.wikipedia.org/wiki/Kognitywistyka
>www.is.umk.pl/~duch/cog-book/kognitywistyka.htm
>www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog_plan.html

Tak na marginesie: jak ja lubię tę skromność i dostrzeganie własnej ograniczoności.

Również zainteresowałem się tym tematem, choć przyznam znam go pobieżnie. Ostatnio czytałem o pewnym badaniu nad ludzką świadomością, którego wynikiem jest stwierdzenie, że nie da się jednoznacznie przypisać jej ani do określonego miejsca (w ciele człowieka) ani w określonym czasie. Jak Panu zależy znajdę nazwisko (pamięć niestety mam raczej słabą i sobie nie przypominam)

>Oczywiście, że wiedza naukowa sprawia problemy, ale spora część ludzi (w tym prawie wszyscy uczeni) wprost uwielbiają te problemy rozwiązywać, a chociaż je poznawać.
Wcale nie jest najważniejszym wiedzieć wszystko, najważniejszym jest dążenie do większego poznania.

Czyli taka trochę syzyfowa praca - poznanie dla poznania.

>>Im głębiej sięgasz w głąb materii, tym mniej masz pewności
>Nawet z tą "pewnością" to sprawa względna. Pewności czego?
Pewności co do poznania rzeczywistości - to jest moje zdanie jako sceptyka.

Zatem czy istnieje coś, co nie jest względne? Skoro wszystko jest względne, to musi Pan z goryczą (a może radością, kto to wie) przyznać, że nawet Pana wypowiedź, co do niepewności "pewności" jest względna.
29-10-2012 16:19 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>A to ogromna ciekawostka! Ja poszukuję najmniejszej naukowej przesłanki dowodzącej wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość. Może jakieś dowody, jakieś źródła?
>Z Pana słów raczej trudno wywnioskować, by Pan poszukiwał tejże przesłanki.
Tak, to było tzw "pytanie retoryczne".
Gdyż tak naprawdę, to po cholerę jest to komukolwiek mądremu potrzebne?
Niech szukają ci którzy taką potrzebę odczuwają.

Wielce Szanowny Panie, uczeni nie zajmują się potwierdzaniem lub zaprzeczaniom światów urojonych. Starają się zbadać i zrozumieć obiektywnie istniejącą rzeczywistość. Podczas kilkusetletnich prób poznania tej rzeczywistości, nigdy w najmniejszym stopniu, nie trafiono na najmniejszą przesłankę wpływu nadrzeczywistości na rzeczywistość.
Mnie to całkowicie wystarcza, gdy dla sprawnych intelektualnie inaczej jest mało, to niech szukają. Dowód spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.
To elementarz.

>Istnieją na ten temat relacje ludzi, ale ich nie da się przecież udowodnić - dla Pana to urojenia, zaburzenia świadomości.
Dokładnie tak. Mnie interesują wyłącznie naukowe dowody.

>Nawet gdyby coś lub ktoś się objawił z zaświatów, gdyby załóżmy zmarły członek rodziny stanął przed Panem i tak by Pan w to nie uwierzył.
Kilkunastokrotnie rozmawiałem z ludźmi w psychozach. Jestem człowiekiem, mnie też to może spotkać.

>Według mnie jednak w tym wszystkim nie o znalezienie dowodów chodzi, a o dedukcję, wyciąganie wniosków.
Wielce Szanowny Panie, Panu zależy wyłącznie na tym aby inni przyjęli za prawdę kit, w który Pan wierzy, Czy przemyślał Pan moją argumentację w załączonych wyżej linkach?
Nie, gdyż to znacznie przekracza Pańskie możliwości intelektualne, a Pan wysiłku intelektualnego nie lubi. Pan ma swoją wiarę.

>Z drugiej strony: czy ma Pan pewność, że materia nie zawiera w sobie pierwiastka nadrzeczywistości? Czy zaistnienie życia na ziemi, to naprawdę wynik zbiegu okoliczności? Przecież nikt na Ziemi tego nie jest i będzie w stanie sprawdzić, ani udowodnić. Skąd ma Pan zatem pewność, że tak było? Ja jestem w tym względzie bardzo sceptyczny. I ten mój sceptycyzm każe mi poszukiwać również innego wytłumaczenia.
Niech Pan przeczyta zalinkowane posty i dopiero później wróci do rozmowy.

>Pan, z tego co wnoszę, ma prawie bezgraniczne zaufanie do nauki.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej, którą jest istniejąca rzeczywistość niezależna od obserwatora. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

>Tak na marginesie: jak ja lubię tę skromność i dostrzeganie własnej ograniczoności.
Kultura wymaga dostrzeganie własnej ograniczoności a nie czyjeś. Ja swoją dostrzegam i dlatego opieram swoją wiedzę na dorobku nauki.

>Jak Panu zależy znajdę nazwisko (pamięć niestety mam raczej słabą i sobie nie przypominam).
Nieskromnie powiem, że musiałby się Pan bardzo postarać i przeczytać sporo lektur, aby mi zależało na rozmowie z Panem, ale nie święci garnki lepią - niech się Pan trochę postara. Na przykład przeczyta choćby zalinkowane posty i zastanowi się nad zawartymi w nich argumentami.

>Czyli taka trochę syzyfowa praca - poznanie dla poznania.
Dzięki tej syzyfowej pracy - choćby swoje .... myśli zamieszcza Pan w internecie.

>Im głębiej sięgasz w głąb materii, tym mniej masz pewności
>>>>Nawet z tą "pewnością" to sprawa względna. Pewności czego?
>Pewności co do poznania rzeczywistości
Jakiej rzeczywistości, na jakim poziomie, bez tego dookreślenia, to są gadki na poziomie gimnazjum.

>- to jest moje zdanie jako sceptyka.
Pan rozumie znaczenie tego słowa i prawidłowo go używa? Możliwe, ale pewności co do tego zupełnie nie mam.

>Zatem czy istnieje coś, co nie jest względne? Skoro wszystko jest względne, to musi Pan z goryczą (a może radością, kto to wie) przyznać, że nawet Pana wypowiedź, co do niepewności "pewności" jest względna.
Z bezwzględną pewnością stwierdzam, że bardzo niewiele Pan z moich wywodów zrozumiał.
Z dużą pewnością zakładam, że Pan ich nigdy nie zrozumie. Aby to mogło zaistnieć musiałby Pan mieć taką wolę i włożyć w to sporo pracy intelektualnej.
Jestem raczej pewnym, że taki jest właśnie poziom większości polskiego społeczeństwa.
Mam ogromne wątpliwości, czy ten poziom podniesie się w tym półwieczu.
Jak Pan widzi moja "pewność" jest stopniowalna.

Miłego dnia.

@@@
.
30-10-2012 08:19 
 Ocena 2 na 2
justn69 (61 punktów)
Dziękuję za dyskusję. Coś z niej jednak wyniosłem, ale wydaje mi się jednak, że nie to, co było Pana zamiarem.
30-10-2012 14:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dziękuję za dyskusję. Coś z niej jednak wyniosłem,
To bardzo się cieszę! Napisałem:
Nieskromnie powiem, że musiałby się Pan bardzo postarać i przeczytać sporo lektur, aby mi zależało na rozmowie z Panem, ale nie święci garnki lepią - niech się Pan trochę postara. Na przykład przeczyta choćby zalinkowane posty i zastanowi się nad zawartymi w nich argumentami.

Z bezwzględną pewnością stwierdzam, że bardzo niewiele Pan z moich wywodów zrozumiał.
Z dużą pewnością zakładam, że Pan ich nigdy nie zrozumie. Aby to mogło zaistnieć musiałby Pan mieć taką wolę i włożyć w to sporo pracy intelektualnej.

Czyżbym się mylił? Włożył Pan trochę pracy intelektualnej i przeczytał Pan ze zrozumieniem moje posty i linki?

>ale wydaje mi się jednak, że nie to, co było Pana zamiarem.
Moim zamiarem było dostarczenie racjonalnych argumentów, tym którzy są w stanie je zrozumieć. Pana do nich nie zaliczałem, ale jeżeli się w tym pomyliłem, to ogromnie się z mojej pomyłki cieszę. Gdy Pan już zrozumiał moją argumentację, to może ją Pan teraz spokojnie odrzucić. Tu mój autorytet jest bez znaczenia, tu liczy się siła argumentów.

Miłego dnia.

PS. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,527000#w527900

@@@
.
29-10-2012 15:56 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Z Pana słów raczej trudno wywnioskować, by Pan poszukiwał tejże przesłanki. Istnieją na ten temat relacje ludzi, ale ich nie da się przecież udowodnić - dla Pana to urojenia, zaburzenia świadomości.
Ludzie mogą opisywać stan swego umysłu lub stan świata poza umysłem. Ten drugi daje się weryfikować.

>Nawet gdyby coś lub ktoś się objawił z zaświatów, gdyby załóżmy zmarły członek rodziny stanął przed Panem i tak by Pan w to nie uwierzył.
Czy ktoś kiedyś podawał w wątpliwość Twoje kwalifikacje wróżbiarskie?

>Według mnie jednak w tym wszystkim nie o znalezienie dowodów chodzi, a o dedukcję, wyciąganie wniosków.
Jakaż to dedukcja i jakie z niej wnioski prowadzą do plecenia idiotyzmów o nadprzyrodniczości?

>Z drugiej strony: czy ma Pan pewność, że materia nie zawiera w sobie pierwiastka nadrzeczywistości? Czy zaistnienie życia na ziemi, to naprawdę wynik zbiegu okoliczności? Przecież nikt na Ziemi tego nie jest i będzie w stanie sprawdzić, ani udowodnić.
Zdecydowałeś pozostać na zawsze nieukiem? Nigdy nie porównasz dorobku poznawczego nauki i bajarzy o czarach, duchach, Bogach itp?

>ten mój sceptycyzm każe mi poszukiwać również innego wytłumaczenia.
To nie sceptycyzm tylko fiksacja na chęć znalezienie czego nie zgubiłeś.

>Również zainteresowałem się tym tematem, choć przyznam znam go pobieżnie. Ostatnio czytałem o pewnym badaniu nad ludzką świadomością, którego wynikiem jest stwierdzenie, że nie da się jednoznacznie przypisać jej ani do określonego miejsca (w ciele człowieka) ani w określonym czasie. Jak Panu zależy znajdę nazwisko
Znajdź koniecznie bo to fascynujące!
Ja teraz wiem dokładnie co dolega wierzącym! Oni mają świadomość przypisaną do odbytu i to w czasie mocno przeszłym!

Zlituj się nad swoją ludzką godnością, justn69.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
30-10-2012 08:25 
 Ocena 1 na 1
justn69 (61 punktów)

>Ja teraz wiem dokładnie co dolega wierzącym! Oni mają świadomość przypisaną do odbytu i to w czasie mocno przeszłym!

Odniosę się tylko do tego, bo to uważam za najbardziej wartościowe i symptomatyczne w Pańskiej wypowiedzi - nerwy puściły czy to norma?
26-10-2012 16:04 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)

>Myślisz, że obecnie chrześcijanie żyją tylko strachem? Że ich wiara wynika tylko z niewiedzy i nieznajomości świata. Jest wielu chrześcijan, którzy będąc naukowcami i to na różnych polach (nauki ścisłe, fizyka, biologia), nie zadowolili się już zdobytą wiedzą, a szukają czegoś więcej. Ja myślę, że to co nimi kieruje to chęć poznania odpowiedzi na podstawowe pytanie ludzkości: jej cel. Większość materialistów sobie takich pytań nie stawia, ponieważ uważa je za coś nieistotnego, nawet niewłaściwego, a wręcz głupiego.
>>

Świetnie. Tylko zrozum wpis. A brzmi tak. To że nie rozumiem działania czegoś nie oznacza wymyślania sobie odpowiedzi i wiarę w to. Równie dobrze mogę sobie wyobrażać cztery słonie na krańcach wszechświata. Które są jego podporą.
Kiedyś ogień był tajemnicą zresztą cokolwiek nim było. I co, dziś połowa tych tajemnic jest oczywistością powszechnie dostępną.
Czy naprawiam samochód, czy jem, czy oglądam start rakiety dzieję się to co się dzieje i nic więcej.
Oczekuję że naukowiec będzie rozwiązywał problem wg. takiego samego klucza jak wysyła sondę w kosmos. Czy to jest naukowiec wierzący czy nie obaj wyślą sondę tak samo.
Obaj dotarli do kresu swojej wiedzy pozwalającej im działać. Dalej pójdą tylko wg. tego samego klucza wg którego ludzie działają od momentu okiełznania ognia.
Wyjaśnienie pytań nurtujących ludzi działa tak samo.
Tu nie chodzi o strach wszystkich chrześcijan.
Ktoś kiedyś na nie odpowie.
Miłość też ma odpowiednik w nauce . Nazywaj procesy jak chcesz.

Kiedyś ogień budził takie pytania, dziś sięga się już dalej a odpowiedzi coraz trudniejsze bo coraz trudniej podać swoją wizję. Nie wystarczy już powiedzieć że królestwo moje jest nie z tego świata. Jak myślisz dlaczego? Ale możesz oczywiście brać to w ciemno tak jak wielu ludzi. Mnie to tak samo przekonuje jak to ze ogień zsyła jakiś tam bóg. A gdybym zadał Ci takie pytanie kto zsyła ogień to co byś mi powiedział?
Gdy zadajesz swoje pytania mogę powiedzieć tylko tyle. Poczekaj, jeszcze nie teraz. Bo to wciąż pytania o ogień.

Rozmawiać można.
Selanos (12869 punktów)
>Myślę, że
>prawie każdego człowieka (i tu może mój mózg jest ograniczony, bo trudno mi przyjąć, że są ludzie,
>którym to wisi i powiewa) nurtuje myśl o SENS życia, istnienia świata.

"Wisi mi to i powiewa". Nie obchodzą mnie coś takiego jak sens życia. Jestem, mam plany, te krótkoterminowe i długoterminowe, marzenia, problemy, zainteresowania... sensu życia nie potrzebuję na doczepkę.

Istnienie świata? Widzę, że istnieje, ludzkość potrafi w mniejszym bądź większym stopniu wyjaśnić jak istnieje i skąd się wziął. To mi wystarcza.

>Jeśli BÓG nie istnieje, to jaki jest sens tego wszystkiego?Jaki jest SENS odpowiadać na moje
>pytania, jaki jest sens walczyć z chrześcijaństwem, z innymi religiami, udowadniać swoje racje,
>twierdzić, że osoby wierzące w coś tam lub kogoś tam, to wstecznicy, ciemnogród i hamulec w rozwoju
>tego świata?

Jak to jaki jest sens? Żyjemy, świat idzie do przodu i mam nadzieję, że tak pozostanie. Dlatego to wszystko ma sens, jeżeli nie dla mnie, to dla przyszłych pokoleń. Nie wiem po co nam bóg na doczepkę. Może czas pogodzić się z myślą, że człowiek żyje kilkadziesiąt lat i potem zostaje z niego trochę prochu? To nawet trudne, chyba każdy miewa czasem pragnienie tego, aby żyć wiecznie. Pożyjemy, zobaczymy, medycyna wszak idzie do przodu

>Skąd posiedli wiedzę o tym, co jest POSTĘPOWE (czy DOBRE to już inna sprawa)?

Jak świat, to jest ludzkość się dzięki temu się rozwija, to jest to postępowe. Jeżeli coś rozwiązuje nasze problemy, zaspokaja ciekawość, albo zwyczajnie dostarcza nam rozrywki to jest to postęp. To oczywiście bardzo skrócona definicja.

>Jaki jest SENS zużywać swoją energię, emocje, siły, rozum na dywagacje istnieje - nie istnieje, w
>sytuacji, kiedy nie ma to najmniejszego ZNACZENIA.

Jeżeli dla mnie ma coś znaczenie, to wtedy to robię. Bo chcę, bo mogę, bo mam widzimisia.

>Zakładając, ze Bóg nie istnieje, a wszystko jest WYNIKIEM PRZYPADKU, ślepej ewolucji, to i również
>światopogląd ludzi wierzących (nawet jeśli żyją w błędzie - choć trudno w przypadku "przypadkowego"
>świata mówić o jakimkolwiek błędzie), jest wynikiem EWOLUCJI.

Nie zgadzam się co do słowa przypadek. Raczej nazwałbym to splotem sprzyjających okoliczności. Co do ewolucji - zgadzam się. Człowiek jest z natury istotą ciekawą, która lubi tą ciekawość zaspokajać. Pierwsi ludzie nie wiedzieli jak powstał świat, nie wiedzieli jak wygląda, dlaczego zachodzą jakieś zjawiska, więc znaleźli wyjaśnienie - religię. Błędne oczywiście.

>Zakładając, że świat pozbawiony jest 'ducha', że jest rządzony przez ślepe siły materii, jak
>wytłumaczyć fakt, że jednak te ślepe mechanizmy działające w ludzkim , złożonym z materii mózgu,
>doprowadziły część zwierząt zwanych ludźmi, do pojęcia niematerialnego 'ducha' zwanym Bogiem. BŁĄD
>EWOLUCJI?

Tak jak wyżej, zwyczajna ciekawość. Człowiek ma wspaniałą zdolność do myślenia abstrakcyjnego, widać w tym sposobie myślenia znalazło się także miejsce dla istot nadprzyrodzonych.

>NIECH MI ktoś odpowie, bo jakiego grzyba UDOWADNIAĆ swoje racje, w imię czego, lub kogo, jeśli
>"wierzy" się, że świat jest materialny i jako taki nie ma sensu?

Świat nie ma sensu? Sam fakt że istnieje i ja dzięki temu jestem, ma dla mnie bardzo głęboki sens

>Przecież to wszystko i tak
>przeminie, zostanie połknięte przez ślepe siły EWOLUCJI.

Raczej przez śmierć, przemijanie, całkiem naturalna sprawa.

>Co popycha ludzi niewierzących do
>UDOWADNIANIA swoich racji? Niewidzialna siła czy czysty mechanizm, będący następstwem procesów
>zachodzących w mózgu.

To drugie oczywiście.

>Jeśli to drugie, to trudno sobie wyobrazić bardziej absurdalną sytuację: WALKA (NIEMATERIALNA) dwóch
>procesów myślowych będących wynikiem skomplikowanego zbiegu okoliczności cząstek materii, spośród
>których jeden uważa (na marginesie do rozstrzygnięcia zostaje fakt, w jaki sposób proces ten może
>cokolwiek UWAŻAĆ I ZAKŁADAĆ), że ma rację ponieważ POZNAŁ (w jaki sposób poznał?), że jego BYT nie
>ma sensu, ponieważ powstał zupełnie niezamierzenie i przypadkowo, a drugi utrzymuje, że ma rację,
>ponieważ POZNAŁ, że jako BYT ma jednak sens, ponieważ został zbudowany przez KOGOŚ.

Myślę, że rację ma ten, kto ma dowody i racjonalne wyjaśnienie. Dowody wysnute na podstawie badań, eksperymentów i obserwacji.

>TO tak jakby wyobrazić sobie dwa spierające się z sobą roboty, spośród których jeden uważa, że
>zbudował go człowiek, któremu ma służyć, a drugi utrzymuje, że nie wie po co powstał i do czego ma
>służyć.

Ja wiem dlaczego powstałem. Powstałem dlatego, bo zaistniały odpowiednie warunki do rozwoju takiego organizmu jak ja. Człowiek o imieniu Maciek

>NIE UMIEM ŻYĆ W ŚWIECIE, KTÓRY NIE MA SENSU

Jeszcze raz to napiszę, po cholerę szukać sensu tam gdzie go nie ma? Świat ma swój początek, ma rządzące nim prawa, ma ludzi którzy zadają mniej lub bardziej dziwne pytania... czego więcej trzeba?

>NIE UMIEM ROBIĆ CZEGOŚ, CO NIE MA ZNACZENIA

Ja nigdy nie robię czegoś, co nie ma znaczenia. Nawet jak bezsensownie obracam długopis w palcach, to ma to znaczenie. Działa uspokajająco.

>NIE CHCĘ BYĆ BYTEM BEZ ZNACZENIA

Ale Pan ma znaczenie. W tej chwili ma Pan znaczenie dla mnie, bo dostarczył mi Pan rozrywki zakładając ten temat. Wbrew pozorom lubię, kiedy ktoś myśli inaczej niż ja i potrafi to ładnie opisać.

>CZY WOBEC POWYŻSZEGO MÓJ ŚWIATOPOGLĄD JEST WYNIKIEM BŁĘDU EWOLUCJI?

Nie błędu, tak już człowiek działa. Proponuję dowiedzieć się czegoś więcej o ewolucji i powstaniu wszechświata, jest masa publikacji popularnonaukowych które są zrozumiałe nawet dla takiego tłuka z fizyki i biologii jak ja. Kto wie, może po przeczytaniu zmieni Pan światopogląd?

>SKĄD WIADOMO CO JEST BŁĘDEM, SKORO NIE WIADOMO CO JEST PRAWDĄ, CZYLI CELEM EWOLUCJI?

Jedyny cel jaki ma proces ewolucji, to dostosowanie się do warunków w jakich znajduje się dany organizm.

Pozdrawiam!
25-10-2012 11:35 
 Ocena 2 na 2
justn69 (61 punktów)
Dzięki za odpowiedź, teraz nie mam czasu się do niej odnieść. Postaram się później, choć nie wiem, czy jesteś nią jeszcze zainteresowany?
Selanos (12869 punktów)
Jeśli Pan chce odpowiedzieć, to ja oczywiście przeczytam, chociaż niekoniecznie natychmiast, bo nie mam cały czas dostępu do internetu, niestety
justn69 (61 punktów)
>Jeśli Pan chce odpowiedzieć, to ja oczywiście przeczytam, chociaż niekoniecznie natychmiast, bo nie mam cały czas dostępu do internetu, niestety

Niestety czy stety nie odpowiem Panu zbyt szybko - z czasem coraz bardziej krucho...
Przepraszam i pozdrawiam
Irracja (4721 punktów)
... ateizm, jak każda filozofia, ma swoją podstawę ideologi życia. Bardzo zbieżną z ideologiami wiernych...

"... wierzysz w istnienie dobra i zła?... wierzysz w prawdę, miłość, szczęście?... chcesz i pragniesz ich?... no to jesteś wierzący, jak wszyscy... i nie ważne jak nazywasz "tę swoją religię"..."

... czym się więc różnią ateista i wierzący? Pomijam kwestię pro- i antyklerykalizmu. Różnią się spojrzeniem na świat. Ot, choćby takie powiedzenie - "Strzeżonego Pan Bóg strzeże". Ateista sens tego powiedzenia widzi w słowie "strzeżonego". Wierzący zaś dostrzega tylko końcówkę powiedzenia, i często na tej "Bożej opiece" poprzestaje. Taka wiara, czy może lenistwo? Nieważne...

... szukanie odpowiedzi o istnienie Boga, o życie po śmierci, itp. jest tylko "masochistycznym udręczaniem się", stratą czasu. Bez względu na to czy to ateista, czy też katolik, czy innej wiary - każdy dostanie odpowiedź na te pytania. Dostanie, nie wcześniej i nie później, niż w chwili śmierci. Innego wyjścia nie ma...

... a co jest sensem życia?. Nie cel, którego żaden nie widzi i nie zna. Sensem jest "droga życia". Wygra nie ten co w istnienie celu wierzy, lecz ten co drogę najsprawniej i najuczciwiej pokona. Choćby nagrodą miała być tylko samoświadomość "dobrze przeżytego życia"...

... z uśmiechem, pozdrawiam...

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365