Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zmiana światopoglądu - dwa aspekty psychologiczne

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-12-2012 11:58Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Zmiana światopoglądu - dwa aspekty psychologiczne
Ocena 7 na 7
Pan Jacek Głodzik poprosił, żebym odniósł się do jego postu w zamkniętym już wątku "Racjonalizm Edyty Stein", gdzie napisał m.in.:

>Niestety istnieje wśród nas zjawisko podświadomego pomijania pewnych zasad, aby "fakty zgadzały się z naszą percepcją świata", która określa sens naszej egzystencji, tożsamość. W psychologii zjawisko takiego dopasowywania i unikania konsekwencji niepasujących faktów nosi nazwę "wyparcia". Wypiera się te niewygodne prawdy, które nie pasują, co nie oznacza, ze pamięć o nich w naszej głowie znika. Ma to często dosyć prozaiczny podtekst: motorem jest lęk, że podstawy w których dotąd się żyło runą z chwilą, gdy dopuścimy do siebie te stare czy też nowe fakty.
(www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w532719)

Bez wątpienia taki psychologiczny mechanizm istnieje, przy czym działa on w przypadku każdego światopoglądu. Rozważmy przykładowo światopogląd propagowany na tym portalu i weźmy pod uwagę jakąś niewielką, zwartą grupę osób, które ten światopogląd podzielają, niech to będzie np. wrocławski oddział PSR. Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać. Lęk przed odrzuceniem przez swoje najbliższe otoczenie, przed utratą dotychczasowych przyjaciół i znajomych mógłby być wystarczającym mechanizmem "wypierającym" wszystko to, co mogłoby skłaniać do przejścia na katolicyzm. Osoby, u których taki mechanizm działa, nie będą dopuszczały do swojej świadomości pewnych faktów oraz będą wypierały ze świadomości pewne myśli, które budzą niepokój.

To jest psychologiczny mechanizm utrudniający zmianę światopoglądu.

Ale istnieją także psychologiczne mechanizmy ułatwiające zmianę światopoglądu, na przykład:

Weźmy pod uwagę katolika, który nie miał do końca ugruntowanego światopoglądu, ale jego życie tak się potoczyło, że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję. W pierwszym wariancie osoba ta może żałować swojego czynu. Ale istnieje też wariant drugi: ktoś taki może - wskutek dokonanego czynu - uznać aborcję za dopuszczalną. W tym drugim wariancie chodzi o zachowanie postrzegania samego siebie jako dobrego człowieka poprzez zniwelowanie sprzeczności pomiędzy deklarowanymi zasadami moralnymi a dokonanym czynem. Mogą towarzyszyć temu różne psychologiczne mechanizmy obronne: racjonalizacje (np. "ciąża przekreśliłaby karierę zawodową"), eufemizmy (mówienie o "płodzie" zamiast o "dziecku") czy nawet zewnętrzna atrybucja winy (uznanie "płodu" za "agresora"). Wskutek dokonanego czynu może zatem nastąpić zmiana światopoglądowa (uznanie aborcji za dopuszczalną), która może spowodować lawinę innych zmian światopoglądowych (zanegowanie etyki katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary). Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem światopoglądu do swoich czynów".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Słoik (-161 punktów)
(zablokowany)
>Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo
>wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać.

Nie musimy sięgać do aż tak skrajnego przypadku. Załóżmy, że ten ktoś nie popierałby lewicowych postulatów, nie twierdziłby, że homoseksualizm to coś normalnego, miałby inne zdanie na temat feministek, czy w końcu odrzucałby ceremonie humanistyczne jako przejaw naśladownictwa religii.

Być może ktoś zna takie przypadki.
03-12-2012 09:48 
 Ocena 1 na 1
kkuj (614 punktów)
>odrzucałby ceremonie humanistyczne jako przejaw naśladownictwa religii.

Ja bym przeformułował to zdanie na: "Uznał, że religia słusznie zawłaszczyła ludzką potrzebę świętowania i celebrowania ważnych okazji. Robi ona to lepiej, więc odrzuca część swojego człowieczeństwa, na rzecz religii"
11-12-2012 22:54 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Nie musimy sięgać do aż tak skrajnego przypadku. Załóżmy, że ten ktoś nie popierałby lewicowych postulatów, nie twierdziłby, że homoseksualizm to coś normalnego, miałby inne zdanie na temat feministek, czy w końcu odrzucałby ceremonie humanistyczne jako przejaw naśladownictwa religii.
>Być może ktoś zna takie przypadki.

Ja znam. Spora część takich "przypadków" skończyła się banami. Nie wiem na ile powodem były głoszone poglądy a na ile sposób ich głoszenia jednak wydaje mi się, że ani jedno ani drugie nie było tu bez znaczenia.
Konowal (6291 punktów)

>Być może ktoś zna takie przypadki.
Korwin ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
01-12-2012 13:04
 Ocena 24 na 30
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Rozważmy przykładowo światopogląd propagowany na tym portalu i weźmy pod uwagę jakąś
>niewielką, zwartą grupę osób, które ten światopogląd podzielają, niech to będzie np. wrocławski
>oddział PSR. Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo
>wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać.


Ty nie mierz wszystkich miarą wziętą ze swojego podłego w tym względzie (i nie tylko w tym) środowiska. Poza wami nienawistnikami, jest jeszcze inny świat, inna kultura i inne zachowania.

>Lęk przed odrzuceniem przez swoje najbliższe otoczenie, przed utratą dotychczasowych przyjaciół i znajomych mógłby być wystarczającym mechanizmem "wypierającym" wszystko to, co mogłoby skłaniać do przejścia na katolicyzm.

Jeżeli tak by nawet było, co dość trudno mi sobie wyobrazić, poza ewentualnie jakąś pierwszą, spontaniczną reakcją, to jest to mechanizm przeniesiony wprost z pogardzającego/nienawidzącego/poniżającego wszystko co inne, odmienne (nie wspominając już o obrzydliwym stosunku do odstępców) katolicyzmu. Tym bardziej polskiego katolicyzmu. W końcu żyjemy w jednym kraju, to pewne wzorce, w tym tak parszywe, przenikają z wiodącej "kultury" na tych innych. Ale, jak podejrzewam, poza ową pierwszą reakcją, nic szczególnego by się nie wydarzyło. Racjonalizm winien bowiem szanować wolność samostanowienia. I jak sądzę, większość takich osób, tak ma. Ale chamstwa pod postacią wykluczenia, szykan i gnojenia to raczej szukaj po swojej stronie. W tym kościół i jego członkowie są mistrzami i tam to jest zjawisko powszechne, naturalne, niejako wrodzone.
I jakiego ostracyzmu można się bać, kiedy tu katolik na katoliku? Weź się klupnij.

>Weźmy pod uwagę katolika, który nie miał do końca ugruntowanego światopoglądu, ale jego życie tak
>się potoczyło, że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję. W pierwszym wariancie
>osoba ta może żałować swojego czynu. Ale istnieje też wariant drugi: ktoś taki może - wskutek
>dokonanego czynu - uznać aborcję za dopuszczalną. W tym drugim wariancie chodzi o zachowanie
>postrzegania samego siebie jako dobrego człowieka poprzez zniwelowanie sprzeczności pomiędzy
>deklarowanymi zasadami moralnymi a dokonanym czynem. Mogą towarzyszyć temu różne psychologiczne
>mechanizmy obronne: racjonalizacje (np. "ciąża przekreśliłaby karierę zawodową"), eufemizmy
>(mówienie o "płodzie" zamiast o "dziecku") czy nawet zewnętrzna atrybucja winy (uznanie "płodu" za
>"agresora"). Wskutek dokonanego czynu może zatem nastąpić zmiana światopoglądowa (uznanie aborcji za
>dopuszczalną), która może spowodować lawinę innych zmian światopoglądowych (zanegowanie etyki
>katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary). Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem
>światopoglądu do swoich czynów".

Katolicy zwykle nie wierzą w większość idiotyzmów pochodzących z ich własnej religii. To doprawdy zarąbisty kabaret. Patrzeć jak kombinują z tym, tamtym i jeszcze onym, najbardziej z aborcją, kondomami, powszechnym złodziejstwem, zdradami i in vitro, czy z niebzykaną a rodzącą Maryją. Większość katolików leje ciepłym moczem na "prawdy wiary" i większość dyspozycji swojego kościoła. Mając często zresztą rację, czując że to czy tamto jest zwyczajnie głupie, irracjonalne, nieżyciowe itd. Kiedy im to wytykam, pytając przy okazji dlaczego tego nie rzucą w cholerę albo nie przejdą na co innego, to twierdzą, że nie ma takiej potrzeby, bo oni wierzą i chodzą do kościoła dla Boga, a nie dla księdza. Żeby to wszystko nie było żenujące, to może byłoby śmieszne.
01-12-2012 17:49 
 Ocena 7 na 7
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Ale chamstwa pod postacią wykluczenia, szykan i gnojenia to raczej szukaj po swojej stronie. W tym kościół i jego członkowie są mistrzami i tam to jest zjawisko powszechne, naturalne, niejako wrodzone.<
Z tym trafiłeś w dziesiątkę.
10-12-2012 12:15 
 0 na 4
Konowal (6291 punktów)
>>Ale chamstwa pod postacią wykluczenia, szykan i gnojenia to raczej szukaj po swojej stronie. W tym kościół i jego członkowie są mistrzami i tam to jest zjawisko powszechne, naturalne, niejako wrodzone.<
>Z tym trafiłeś w dziesiątkę.
Wychodzi na to że ten portal jest katolicki, przynajmniej z mojego punktu widzenia.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
11-12-2012 10:34 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>>>Ale chamstwa pod postacią wykluczenia, szykan i gnojenia
>Wychodzi na to że ten portal jest katolicki, przynajmniej z mojego punktu widzenia.
Ty się chwilę zastanów nad tym, co Ci ślina przynosi na język. Wykluczył Cię ktoś? Szykanuje? Gnoi? Nie. Najwyżej się podśmiewa, żeś irracjonalny. Przeważnie rozmawiają z Tobą, jedni grzeczniej, inni mniej grzecznie. No i parę osób minusy stawia, ale chyba nie o tę straszną krzywdę chodzi?
12-12-2012 11:07 
 Ocena-2 na 4
Konowal (6291 punktów)
>>>>Ale chamstwa pod postacią wykluczenia, szykan i gnojenia
>>Wychodzi na to że ten portal jest katolicki, przynajmniej z mojego punktu widzenia.
>Ty się chwilę zastanów nad tym, co Ci ślina przynosi na język. Wykluczył Cię ktoś? Szykanuje? Gnoi? Nie. Najwyżej się podśmiewa, żeś irracjonalny. Przeważnie rozmawiają z Tobą, jedni grzeczniej, inni mniej grzecznie. No i parę osób minusy stawia, ale chyba nie o tę straszną krzywdę chodzi?
No tak ten post dobitnie świadczy o pełnej akceptacji mojej osoby. W końcu nawet nie za bardzo mam jak protestować skoro to sam MODERATOR twierdzi że jest git. No niech będzie i tak.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn

Mod.: Nie dyskutujemy publicznie o moderacji. Wszelkie zastrzeżenia proszę zgłaszać do Kolegium.
12-12-2012 13:52 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

Jako moderator piszę na czerwono, teraz rozmawiam jako użytkownik.
Ja też spotykam się ze strony kilku osób z niemiłym traktowaniem. Są też takie, które słowem się nie odezwą, tylko walą mi minusy "dla zasady" albo może "dla sportu", nie wiem, wnikać nie będę, bo mi to, mówiąc kolokwialnie, zwisa. Nie mam kompleksów, mam za to własne zdanie.
Nie wiem, czy jesteś tu "w pełni akceptowany" (myślę, że przez niektórych tak, przez innych nie), ale na pewno tolerowany. Masz swoje poglądy i możesz je głosić wbrew linii programowej portalu. Do tej pory Cię za poglądy nie wyrzucono i jestem pewna, że nadal tak będzie. Ale zdajesz sobie przecież sprawę, gdzie jesteś? No, to się nie dziw odzewowi użytkowników. Gdybym ja na przykład na Frondzie pisała to, co piszę tutaj, to długo bym sobie nie popisała. Zresztą przykłady już były, kilku użytkowników Racjonalisty rejestrowało się tamże. Krótki był ich żywot.
12-12-2012 15:45 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Ale zdajesz sobie przecież sprawę, ...
Dobitnie mi to pokazałaś

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 08:10 
 Ocena 7 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Dobitnie mi to pokazałaś
Konowal, ja Cię bardzo proszę, zrozum jedno. To, że ktoś się z Tobą nie zgadza, kłóci się z Tobą, wręcz potępia Twoje poglądy jeszcze nie znaczy, że Tobą gardzi i chce Cię zdeptać. Nie traktuj osobiście odrzucenia Twoich wierzeń.
02-12-2012 18:17 
 Ocena 8 na 8
Marek okmarek Okrągły (2283 punktów)
>Jeżeli tak by nawet było, co dość trudno mi sobie wyobrazić, poza ewentualnie jakąś pierwszą, spontaniczną reakcją, to jest to mechanizm przeniesiony wprost z pogardzającego/nienawidzącego/poniżającego wszystko co inne, odmienne (nie wspominając już o obrzydliwym stosunku do odstępców) katolicyzmu. Tym bardziej polskiego katolicyzmu. W końcu żyjemy w jednym kraju, to pewne wzorce, w tym tak parszywe, przenikają z wiodącej "kultury" na tych innych. Ale, jak podejrzewam, poza ową pierwszą reakcją, nic szczególnego by się nie wydarzyło. Racjonalizm winien bowiem szanować wolność samostanowienia. I jak sądzę, większość takich osób, tak ma. Ale chamstwa pod postacią wykluczenia, szykan i gnojenia to raczej szukaj po swojej stronie. W tym kościół i jego członkowie są mistrzami i tam to jest zjawisko powszechne, naturalne, niejako wrodzone.
>I jakiego ostracyzmu można się bać, kiedy tu katolik na katoliku? Weź się klupnij.

Ateiści mają problem ze zgodzeniem się w kwestiach ekonomicznych lub prostym zebraniem się dla zrobienia zdjęcia, więc wspólna akcja przeciwko świeżo upieczonemu katolikami eks ateiście lub eks agnostykowi jest chyba ponad Nasze siły
Już widzę, jak 5-10 aktywnych ateistów w mieście wielkości 50-100 tys. mieszkańców szykanuje jednego świeżego katolika robotę by rzucili ))

>Katolicy zwykle nie wierzą w większość idiotyzmów pochodzących z ich własnej religii. To doprawdy zarąbisty kabaret. Patrzeć jak kombinują z tym, tamtym i jeszcze onym, najbardziej z aborcją, kondomami, powszechnym złodziejstwem, zdradami i in vitro, czy z niebzykaną a rodzącą Maryją. Większość katolików leje ciepłym moczem na "prawdy wiary" i większość dyspozycji swojego kościoła. Mając często zresztą rację, czując że to czy tamto jest zwyczajnie głupie, irracjonalne, nieżyciowe itd. Kiedy im to wytykam, pytając przy okazji dlaczego tego nie rzucą w cholerę albo nie przejdą na co innego, to twierdzą, że nie ma takiej potrzeby, bo oni wierzą i chodzą do kościoła dla Boga, a nie dla księdza. Żeby to wszystko nie było żenujące, to może byłoby śmieszne.

To wierzący głównie są klientami klinik aborcyjnych, niewierzący się zabezpieczają a wiedza o własnej religii czasami jest niemal ujemna (wiedza - herezja =<0).

Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
maceox (6766 punktów)
>To wierzący głównie są klientami klinik aborcyjnych, niewierzący się zabezpieczają a wiedza o własnej religii czasami jest niemal ujemna (wiedza - herezja =<0).
Dwa super trafne spostrzeżenia w jednym zdaniu. To drugie wręcz genialne.
10-12-2012 12:13 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Ty nie mierz wszystkich miarą wziętą ze swojego podłego w tym względzie (i nie tylko w tym) środowiska. Poza wami nienawistnikami, jest jeszcze inny świat, inna kultura i inne zachowania.
Chodzi ci o Ruch Palikota ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
01-12-2012 13:27
 Ocena 20 na 20
doppelganger (3218 punktów)
Zmiana światopoglądowa (ale taka diametralna jaką np. jest świadome odrzucenie wiary w bogów) wymaga przede wszystkim odpowiednich cech charakteru (upór, odwaga, szczerość w stosunku do swojego umysłu) oraz odrobiny inteligencji (np. logiczne myślenie) i wiedzy. Wydaje mi się, że pierwszy składnik jest chyba najważniejszy, gdyż ludzi z jakimś poziomem wiedzy i inteligencji jest sporo, a jednak rzadko przekłada się to na ateizm. O wiele więcej jest konformistów i koniunkturalistów, którzy nie chcą/nie potrafią zerwać z siebie kajdan wiary wpajanej od dziecka.

Niezmiernie trudno - i potrzeba do tego fantastycznej odwagi - przezwyciężyć wybiórczy charakter własnej ideologii. Właśnie dlatego, że nasza tożsamość wiąże się z tym, w co wierzymy/wiemy, nie jesteśmy w stanie korygować swej wiary. Niełatwe, ale wykonalne.

Odnośnie mechanizmów psychologicznych to działa tutaj również to co nazywamy efektem potwierdzenia/błędem konfirmacji lub confirmation bias, czyli tendencji do preferowania informacji, które potwierdzają nasze wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe. Powoduje, że ludzie poszukują informacji i zapamiętują je w sposób selektywny, interpretując je w błędny sposób. Efekt ten jest szczególnie silny w przypadku zagadnień wywołujących silne emocje i dotyczących mocno ugruntowanych opinii. Jest to mało racjonalne zachowanie, ale nie omija nawet ludzi którzy za racjonalistów się uważają. Kilka przykładów takiego myślenia:

a) W pewnym klasycznym eksperymencie wzięły udział dwie grupy studentów. Jedna składała się z osób, które wierzyły, że kara śmierci jest skutecznym czynnikiem odstraszającym przestępców, do drugiej zaś należeli jej przeciwnicy. Udostępniono im dwa opracowania na temat skuteczności tej kary, z których jedno ją popierało, a drugie było przeciwne. Studentów poproszono, aby je ocenili. Jak można było się spodziewać, każda z grup była nastawiona bardziej krytycznie wobec studium sprzecznego z jej punktem widzenia. Co ciekawe, obie grupy stwierdziły, że publikacje, z którymi się zgadzały, były lepiej opracowane i bardziej przekonujące. Wniosek: szukamy tego, co potwierdzi nasze przypuszczenia.

b) Ktoś nas informuje, że Andrzej (którego nie znamy) jest ekstrawertykiem, i chcemy się przekonać, czy to prawda. Możemy zadać mu kilka prostych pytań (typu tak/nie) na temat jego postawy. Prawdopodobnie byłyby to pytania w stylu: "Czy lubisz chodzić na przyjęcia?", "Czy cieszy cię towarzystwo ludzi?", itp. Rzecz w tym, że jeśli zadamy Andrzejowi tego rodzaju pytania, najprawdopodobniej utwierdzimy się w przekonaniu, że jest ekstrawertykiem. Andrzej będzie pasował do opinii, jaką na jego temat uzyskałeś. Wszystko to dlatego, że zadajemy tylko takie pytania, które potwierdzają nasze oczekiwania/podejrzenia.

c) Nazbyt często występującą skrajnością w przypadku tego rodzaju nastawienia jest myślenie wybiórcze. Na tym polega błąd w rozumowaniu ludzi wierzących - są oni odporni na dowody wzięte z życia, ponieważ ignorują wszystko, co nie pasuje do ich systemu wierzeń. Dostrzegają natomiast każdą rzecz, która odpowiada ich przekonaniom i je potwierdza. Przekonania te, do których są bardzo głęboko przywiązani, mogą stać się nieodłączną częścią ich tożsamości (a któż chciałby utracić/wyrzec się własnej tożsamości?) To jest właśnie to, co łączy wszelkiej maści zwolenników parapsychologii, homeopatii, wyznawców religii, cyników (w przeciwieństwie do otwartych sceptyków) i ludzi ograniczonych. Ile osób na tym portalu spotkało się z takim błędnym kołem:

-Dlaczego wierzysz w Biblię?
-Ponieważ to Słowo Boże.
-A dlaczego wierzysz w Boga?
-Ponieważ mówi o Nim Biblia.

albo:

-Dlaczego wierzysz, że chrześcijaństwo jest prawdziwe?
-Ponieważ doświadczam osobistej więzi z Bogiem.
-A skąd masz pewność, że nie oszukujesz samego siebie?
-Bo wiem, że to prawda.

Poznawcza tautologia i błędne koło jak się patrzy.

Jednak takie myślenie jest w jakiś dziwny sposób zakodowane w naszych umysłach. Jest to bardzo sprytna pułapka, gdyż odnosi się do emocji i tożsamości człowieka, a któż chciałby się jej łatwo wyrzec?

Jeśli ktoś doczytał, to na koniec zagadka obrazująca tendencję opisaną powyżej:

Mamy cztery karty i każda z nich ma z jednej strony literę, a z drugiej cyfrę. Rozkładamy je w rzędzie w następującym układzie:

A D 3 7

Oto zasada, która może być prawdziwa lub nie:
- jeżeli z jednej strony karty widnieje A, to z drugiej strony znajduje się cyfra 3. Pytanie brzmi: które karty wystarczy odwrócić, aby przekonać się, czy owa zasada jest prawdą czy fałszem.


Jeśli ktoś czuje się na siłach, to proszę o odpowiedzi z uzasadnieniem.

Sam odpowiedziałem błędnie.

P.S. Więcej na temat efektu potwierdzenia i innych mechanizmów ludzkich zachowań można znaleźć m.in. w "Sztuczkach umysłu" Derrena Browna.
02-12-2012 12:40Nie na temat 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> A D 3 7
> jeżeli z jednej strony karty widnieje A, to z drugiej strony znajduje się cyfra 3.

Jeżeli z drugiej strony Asa nie ma trójki, albo z drugiej strony siódemki jest As - to zasada jest fałszywa.
Druga strona damy i (wbrew intuicji) trójki nie mają znaczenia (zasada nie wyklucza innych konfiguracji dla trójki).
02-12-2012 13:13 
 Ocena 4 na 4
doppelganger (3218 punktów)
>Jeżeli z drugiej strony Asa nie ma trójki, albo z drugiej strony siódemki jest As - to zasada jest fałszywa.

W takim razie kiedy ta zasada byłaby prawdziwa dla siódemki?

>Druga strona damy i (wbrew intuicji) trójki nie mają znaczenia (zasada nie wyklucza innych konfiguracji dla trójki).

Zgadza się.
02-12-2012 18:55 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Jeżeli z drugiej strony Asa nie ma trójki, albo z drugiej strony siódemki jest As - to zasada jest fałszywa.
> W takim razie kiedy ta zasada byłaby prawdziwa dla siódemki?

Zasada mówi tyle, że As z jednej strony implikuje 3 z drugiej (A=>3).
Zasadę potwierdzają zarówno pary {As, 3} jak i wszystkie {nie As, dowolna blotka}.
02-12-2012 19:28 
 Ocena 2 na 2
doppelganger (3218 punktów)
>Zasada mówi tyle, że As z jednej strony implikuje 3 z drugiej (A=>3).
>Zasadę potwierdzają zarówno pary {As, 3} jak i wszystkie {nie As, dowolna blotka}.

Tak, dokładnie o to chodzi, brawo
Prawidłowa odpowiedź: A i 7
01-12-2012 14:16
 Ocena 11 na 13
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
> ... że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję. ...

Jest to wpis z cyklu " ja tam nie mam nic przeciwko Murzynom, ale asfalt powinien leżeć na ulicy!"

Prowadzenie (pozornej) dyskusji, przy założeniu, że można "być odpowiedzialnym lub współodpowiedzialnym za aborcję", to tylko jedna z wersji zaproszenia do debaty o Kościele, pod warunkiem uznania "oczywistej oczywistości" czyli boskości Jezusa, jego zmartwychwstania, i.t.d, a na końcu nieomylności papieża.

> > Wypiera się te niewygodne prawdy, które nie pasują...

Powinno być: "wypiera się niewygodne fakty...", (np. alkoholik wypiera fakt swojego uzależnienia), a co to jest "prawda", to nawet ks.Tishner mawiał, że "jest prawda, cała prawda i gówno prawda". Zastępowanie faktów "prawdami", to najpopularniejsza metodologia "naukowa" teologii.
rysiek (4593 punktów)
>(...) zwartą grupę osób, które ten światopogląd podzielają, niech to będzie np. wrocławski oddział PSR.

Ostro pojechałeś. Nie wiem na ile "zwartą grupę" tworzą członkowie tego oddziału, ale nie przypuszczam aby w jej skład wchodzili, jak to ma zwykle miejsce wśród wierzących, również członkowie ich rodzin, większość przyjaciół i znajomych, koledzy z pracy i sąsiedzi.
Oczywiście nie można takiej sytuacji wykluczyć, chociaż byłbym raczej zdziwiony.

Ale dlaczego mamy się ograniczać? Weźmy np. jakąś ateistyczną wioskę w południowo-wschodniej Polsce.
01-12-2012 20:27
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Mam tu zasadniczy problem.
Bardzo często spotkałem się z publicznymi deklaracjami:
Ateistą byłem, ale się nawróciłem.
Zawsze mnie taka zmiana bardzo interesowała i starałem się dociec tej pierwszej części deklaracji. I co odnajdywałem? Po pierwsze bardzo szerokie pojęcie co wierzący nazywają ateizmem i po drugie nie znalazłem ani jednego przypadku poza chorobami psychicznymi, aby ktoś nawrócił się na fideizm z ateizmu racjonalnego. To znaczy z ateizmu przemyślanego i intelektualnie uzasadnionego. Nawracanie następowało albo z indyferentyzmu religijnego, albo z osobistych pretensji do Pana Boga, albo z wiary, że Pana Boga nie ma - na wiarę, iż Pan Bóg jest. Nawet deklarowany ateizm osób na pewnym poziomie intelektualnym, jak przywołana przez Pana Edyta Stein okazuje się tylko pseudoateizmem - z racjonalnym ateizmem nie mającym nic wspólnego.
Jest tu jeszcze jeden problem. Przeczytałem dużo opisów ateizmu dokonanych nawet przez wybitnych intelektualistów katolickich. Nie znalazłem ani jednego, który by ze zrozumieniem tą postawę potrafił oddać.

>Pan Jacek Głodzik poprosił, żebym odniósł się do jego postu w zamkniętym już wątku "Racjonalizm Edyty Stein", gdzie napisał m.in.:
>>>>Niestety istnieje wśród nas zjawisko podświadomego pomijania pewnych zasad, aby "fakty zgadzały się z naszą percepcją świata", która określa sens naszej egzystencji, tożsamość. W psychologii zjawisko takiego dopasowywania i unikania konsekwencji niepasujących faktów nosi nazwę "wyparcia".
>Wypiera się te niewygodne prawdy, które nie pasują, co nie oznacza, ze pamięć o nich w naszej głowie znika. Ma to często dosyć prozaiczny podtekst: motorem jest lęk, że podstawy w których dotąd się żyło runą z chwilą, gdy dopuścimy do siebie te stare czy też nowe fakty.
>Bez wątpienia taki psychologiczny mechanizm istnieje, przy czym działa on w przypadku każdego światopoglądu.
No właśnie. Każdego?

>Rozważmy przykładowo światopogląd propagowany na tym portalu i weźmy pod uwagę jakąś niewielką, zwartą grupę osób, które ten światopogląd podzielają, niech to będzie np. wrocławski oddział PSR.
Typowo katolicka kultura dysputy. "Wrocławski odział". Pochwalmy kulturę przecież Pan Bielecki mógł wprost napisać - "oddział Tabisza".

>Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać.
Wyobraźnię mam aż za dużą, ale trudno jest mi sobie taki przypadek wyobrazić. Odział PSR, to maleńka wysepka w katolickim morzu. Tak - ten ostracyzm musiałby być dla niego strasznym.

>Lęk przed odrzuceniem przez swoje najbliższe otoczenie, przed utratą dotychczasowych przyjaciół i znajomych mógłby być wystarczającym mechanizmem "wypierającym" wszystko to, co mogłoby skłaniać do przejścia na katolicyzm.
Wyobraźnię to Pan ma ogromną, ale ja dwukrotnie, że względów poznawczych wniknąłem w środowiska fideistyczne na wysokim poziomie intelektualnym. Najpierw katolickie (KUL), a później chrześcijańskie (CHAT). Umiałem tam funkcjonować, a nawet zdawać uczelniane egzaminy. (Co więcej zachowałem do dziś przyjaźnie.) Wiem, że przynajmniej raz zdarzyło się tak w PSR, ktoś deklarował swój ateizm, a inni mu wierzyli. Nie zauważyłem aby ta osoba przeżywała jakiś ostracyzm, choć znajomości z członkami PSR znacznie osłabły.

>Weźmy pod uwagę katolika, który nie miał do końca ugruntowanego światopoglądu,
Czyli 70%.

>ale jego życie tak się potoczyło, że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję.
W pierwszym wariancie osoba ta może żałować swojego czynu.
Tylko w przypadku specjalnego wychowania światopoglądowego. Osoba wychowana racjonalnie podejmuje racjonalne decyzje, których bardzo rzadko żałuje.

>Ale istnieje też wariant drugi: ktoś taki może - wskutek dokonanego czynu - uznać aborcję za dopuszczalną.
No tak ludzie mają przeróżne ograniczenia intelektualne i moralne i tak też może się zdarzyć.

>W tym drugim wariancie chodzi o zachowanie postrzegania samego siebie jako dobrego człowieka poprzez zniwelowanie sprzeczności pomiędzy deklarowanymi zasadami moralnymi a dokonanym czynem.
Pisze Pan o problemach, niektórych katolików i może łatwiej się Panu wczuć w niektóre postawy, ale proszę zajrzeć do badań socjologicznych. Tak, to jest jedna z metod niszczenia przez religię ludzi. Zajmuje się tym psychologia eklezjalna.

>Mogą towarzyszyć temu różne psychologiczne mechanizmy obronne: racjonalizacje (np. "ciąża przekreśliłaby karierę zawodową"), eufemizmy (mówienie o "płodzie" zamiast o "dziecku") czy nawet zewnętrzna atrybucja winy (uznanie "płodu" za "agresora").
Podłe, obłudne kłamstwa i manipulacja słowami przez prymitywną propagandę katolicką robi swoje. Tylko idiota lub ideolog nazywa płód dzieckiem. Nie widzę powodu abym widział aksjologiczną różnicę pomiędzy, płodem na chwilę przed urodzeniem, a dzieckiem na chwilę po urodzeniu, ale zanim się urodzimy jesteśmy nazywani płodem, a po urodzeniu dzieckiem. Zresztą całe życie jest procesem.

>Wskutek dokonanego czynu może zatem nastąpić zmiana światopoglądowa (uznanie aborcji za dopuszczalną), która może spowodować lawinę innych zmian światopoglądowych (zanegowanie etyki katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary). Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem światopoglądu do swoich czynów".
Pieprzy Pan potworne bzdury bez żadnego pokrycia. Dostałem przerażającą książkę www.czarna(*)tu/sluby_milczenia,p259022314, każdy kto ma odrobinę sumienia i przyzwoitości po poznaniu zawartych w niej faktów nawet nie mógłby spojrzeć w stronę Kościoła, a od katolicyzmu odrzuciło by go daleko. Tylko katolicy mają moralność wybiórczą, np. ochrona życia od poczęcia do urodzenia, a urodzeniu to już niedługo pieprzyć można.

Niech mnie Bóg przed taką moralnością chroni.



@@@
.
02-12-2012 14:04 
 Ocena-3 na 5
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>.
>Mam tu zasadniczy problem.
>Bardzo często spotkałem się z publicznymi deklaracjami:
>Ateistą byłem, ale się nawróciłem.Zawsze mnie taka zmiana bardzo interesowała i starałem się dociec tej pierwszej części deklaracji. I co odnajdywałem? Po pierwsze bardzo szerokie pojęcie co wierzący nazywają ateizmem i po drugie nie znalazłem ani jednego przypadku poza chorobami psychicznymi, aby ktoś nawrócił się na fideizm z ateizmu racjonalnego. To znaczy z ateizmu przemyślanego i intelektualnie uzasadnionego. Nawracanie następowało albo z indyferentyzmu religijnego, albo z osobistych pretensji do Pana Boga, albo z wiary, że Pana Boga nie ma - na wiarę, iż Pan Bóg jest. Nawet deklarowany ateizm osób na pewnym poziomie intelektualnym, jak przywołana przez Pana Edyta Stein okazuje się tylko pseudoateizmem - z racjonalnym ateizmem nie mającym nic wspólnego.

Takich przypadków nawrócenia z ateizmu jest mnóstwo, lecz Pan je prawdopodobnie "wypiera". Skoro przypadki nawróceń Edyty Stein, Ratisbonne'a i Frossarda Pan odrzuca, to może ten głośny przypadek do Pana przemówi:

pl.wikipedia.org/wiki/Antony_Flew


02-12-2012 15:00 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Panie Marku, jest z Panem problem już od początku, iż nie potrafi Pan przeczytać ze rozumieniem żadnego tekstu Pańskich interlokutorów. Napisałem wyraźnie i jednoznacznie: To znaczy z ateizmu przemyślanego i intelektualnie uzasadnionego. Nawracanie następowało albo z indyferentyzmu religijnego, albo z osobistych pretensji do Pana Boga, albo z wiary, że Pana Boga nie ma - na wiarę, iż Pan Bóg jest. Nawet deklarowany ateizm osób na pewnym poziomie intelektualnym, jak przywołana przez Pana Edyta Stein okazuje się tylko pseudoateizmem - z racjonalnym ateizmem nie mającym nic wspólnego.

>Takich przypadków nawrócenia z ateizmu jest mnóstwo,
Co znaczy mnóstwo? Ja chciałbym poznać tylko jeden. Dosłownie tylko jeden. Proszę przedstawić pisma Edyty Stein, Ratisbonne'a i Frossarda, w których racjonaliści mogliby rozpoznać "ateizm racjonalistyczny", a nie opowiadać starych kościelnych bajd jak to jakiś "zatwardziały ateista się nawrócił".
Choć wszystko jest możliwe. Nawet to, że Bogusławski się nawróci. Miałem możliwość zetknięcia się z ludźmi w różnych psychozach. Jak wszechmocny Bóg na Bogusławskiego chorobę ześle, to kto wie?

>lecz Pan je prawdopodobnie "wypiera".
Odwrotnie całe życie byłem otwartym ciekawym świata człowiekiem. Starałem się poznać i zrozumieć różne postawy psychiczne. Dlatego rozumiem Pańskie próby odrzucania do mnie przedstawionych Panu ewidentnych i jednoznacznych argumentów o braku jakiejkolwiek racji od strony racjonalno-naukowej.
Wszak to, że nie jest Pan racjonalistą jeszcze zupełnie nie świadczy, że Pan nie stara się swoich poglądów: racjonalizować: www.racjon(*).php/z,0/d,29/s,525127#w531681

>Skoro przypadki nawróceń Edyty Stein, Ratisbonne'a i Frossarda Pan odrzuca,
O czym Pan chce mówić o nawróceniach? Tak. Edyta Stein, Ratisbonne i Frossard to katoliccy konwertyci i nikt temu nie przeczy. Tylko zdaje się ja wyżej pisałem o nawróceniach z ateizmu, gdyż taki był tu problem postawiony przez Pana i jeżeli chodzi o ich ateizm, to nie ma nic wspólnego z moim odrzucaniem, tylko nie znane są mi najmniejsze przesłanki świadczące o ich racjonalnym ateizmie przed nawróceniem. Ja wiem co piszę.

>to może ten głośny przypadek do Pana przemówi:
>pl.wikipedia.org/wiki/Antony_Flew
Tak, przemawia. Znowu katolickie wyparcie faktów.
Pisałem na ten temat między innymi tu:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,519113#w519331

Miłego dnia.

@@@
.
02-12-2012 18:16 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Takich przypadków nawrócenia z ateizmu jest mnóstwo,
>Co znaczy mnóstwo? Ja chciałbym poznać tylko jeden. Dosłownie tylko jeden. Proszę przedstawić pisma Edyty Stein, Ratisbonne'a i Frossarda, w których racjonaliści mogliby rozpoznać "ateizm racjonalistyczny", a nie opowiadać starych kościelnych bajd jak to jakiś "zatwardziały ateista się nawrócił".

Bardzo Pan wybredny, Panie Andrzeju.
To może nawrócenie prof. Edwarda Ciupaka spełnia Pańskie wyśrubowane kryteria?...
02-12-2012 19:23 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bardzo Pan wybredny, Panie Andrzeju.
To jest wybredność?
Poproszenie o jeden, jedyny przykład?

>To może nawrócenie prof. Edwarda Ciupaka spełnia Pańskie wyśrubowane kryteria?...
Znałem osobiście i przez wiele lat profesora (choć tylko na uczelni, a nie prywatnie). Znałem też jego ateizm.
Nawet nie wiem, że się nawrócił (tzn. zmienił po raz kolejny wyznanie), ale jakoś mnie to zupełnie nie dziwi. Mam wszystkie jego publikacje u siebie, proszę mi wskazać, gdzie mam szukać jego racjonalnego ateizmu. To już więcej racjonalizmu znajduję np. w "Religijności wiejskiej w warunkach urbanizacji" ks. prof. Władysława Piwowarskiego, niż np. W "Katolicyzmie ludowym w Polsce" prof. Edwarda Ciupaka.

Jeżeli ktoś potrafi czytać ze rozumieniem, to nawet w tym artykule z "Gościa Niedzielnego" gosc.pl/doc/1117137. doczyta się prawdy o poglądach profesora.

PS. I a propos marksizmu. Za moich czasach krążyła wieść o wielkiej znajomości marksizmu przez ks. Stefana Wyszyńskiego. Przeczytałem prawie wszystkie jego publikacje, a także dokładnie przejrzałem - sporo z tego czytając - w Instytucie Prymasowskim - tomy jego kazań. Uważam, że mniej więcej obaj panowie o marksizmie takie samo pojęcie mieli.
Podobne do tego jakie ma Pan teraz.

Miłego dnia.

@@@
.
02-12-2012 23:54 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Panie Andrzeju, ostatnia próba: Bernard Nathanson ( teologia.b(*)CENIE-BERNARDA-NATHANSONA.html ) - przed nawróceniem idealnie pasował do światopoglądu propagowanego na tym portalu.
03-12-2012 10:58 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Panie Andrzeju, ostatnia próba: Bernard Nathanson

Pierwsze pytanie:
- do samego Pana? Dlaczego Panu nie wystarcza sam ateista, a musi być jeszcze Żydem.
Bernard Natanson pochodził z rodziny zeświecczonych Żydów. Od młodości był ateistą.
Nathanson początkowo odżegnywał się od wiary, ale stopniowo poznawał wartość wspólnoty, prawdziwą bezinteresowną miłość i siłę modlitwy. Zaczął dopuszczać myśli o istnieniu Boga. Próbował wrócić do judaizmu, ale religia ta nie dała mu odpowiedzi na jego pytania. Potrzebował oczyszczenia z grzechów. Co więcej, do judaizmu zrażała go znaczna liczba Żydów zaangażowanych w ruch i "przemysł aborcyjny". Nathanson zaczął gorączkowo zapoznawać się wówczas z biografiami wielkich katolickich konwertytów. [Bloger]


Drugie pytanie:
- to powtórzenie:
Ateistą byłem, ale się nawróciłem.
Zawsze mnie taka zmiana bardzo interesowała i starałem się dociec tej pierwszej części deklaracji. I co odnajdywałem? Po pierwsze bardzo szerokie pojęcie co wierzący nazywają ateizmem i po drugie nie znalazłem ani jednego przypadku poza chorobami psychicznymi, aby ktoś nawrócił się na fideizm z ateizmu racjonalnego. To znaczy z ateizmu przemyślanego i intelektualnie uzasadnionego. Nawracanie następowało albo z indyferentyzmu religijnego, albo z osobistych pretensji do Pana Boga, albo z wiary, że Pana Boga nie ma - na wiarę, iż Pan Bóg jest. Nawet deklarowany ateizm osób na pewnym poziomie intelektualnym, jak przywołana przez Pana Edyta Stein okazuje się tylko pseudoateizmem - z racjonalnym ateizmem nie mającym nic wspólnego.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,533518/z,0#w533589
Dawaj Pan tu jakieś cytaty (źródła) świadczące o racjonalnym ateizmie dr Nathansona. Dla racjonalisty bajdy pana Bejdy są dalece niewystarczające.

Niżej podany przez Pana Marka bloger snuje wyimki z jego opowieści:
szokującą historię warto przeczytać do samego końca nie tylko dlatego, że kończy się happy endem, przejściem od śmierci do życia, jak każda historia nawrócenia człowieka. I to jest właśnie cudownie przepiękne w chrześcijaństwie. Że choćbyś był największym grzesznikiem, zawsze możesz zacząć wszystko od nowa. Ba! Masz nawet szansę być świętym, którego Kościół wyniesie na ołtarze.

Do przejścia na katolicyzm przyczyniła się zwłaszcza lektura książki jego byłego profesora Karla Sterna "Słup ognia", w którym żydowski psychiatra opisał swoją drogę do Kościoła katolickiego.

Wielkie znaczenie dla jego duchowego rozwoju miały także cotygodniowe kontakty z dwa razy młodszym od Nathansona księdzem Johnem Mc Closkey z Opus Dei.

Po kilku latach przygotowań, 9 grudnia 1996 r., w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, w krypcie kaplicy katedry św. Patryka w Nowym Jorku Nathanson przyjął chrzest, bierzmowanie i Komunię św. i odrodził się do nowego życia - życia w prawdzie i Chrystusie. "Teraz jesteś takim samym katolikiem, jak ja" - powiedział Nathansonowi ks. kard. John O'Connor".

H. Bejda, "Księga 100 wielkich cudów", Dom Wydawniczy Rafael, Kraków 2005 s. 262 -266


Wyżej Szanowny Pan napisał:
Wszystko mi wolno czytać. Ale nie wszystko przynosi korzyść.
A tu podaje link do strony, z której czerpie wiedzę:
( teologia.b(*)CENIE-BERNARDA-NATHANSONA.html )
No cóż, zawsze mówiłem, że najpierw kształtuje nas rodzina, a później przetrawione lektury.
Tak! Daje się tu zauważyć Pańskie oczytanie w wartościowych (korzystnych) lekturach.
Oj Panie Mareczku, Pańskie oczytanie jest wprost przytłaczające.

> - przed nawróceniem idealnie pasował do światopoglądu propagowanego na tym portalu.
Najciekawsze jest to, iż Pan nie wie jaki światopogląd reprezentował dr Nathanson, a już nie ma nawet zielonego pojęcia na temat światopoglądu reprezentowanego na tym portalu. Brzydcy ateiści lub bezbożnicy, to jeszcze się w Pańskich pojęciach mieści, ale nic ponadto i co najgorsze w przeciągu dwu lat znajomości nie widać żadnego intelektualnego postępu, a ja stary trochę nowych rzeczy się tu nauczyłem i nowe rzeczy zrozumiałem. Dlatego tu jestem. Światopogląd ogólnie prezentowany na tym portalu, to mój światopogląd.

Miłego dnia.

@@@
.
03-12-2012 10:24 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Panie Andrzeju, ostatnia próba: Bernard Nathanson ( teologia.b(*)CENIE-BERNARDA-NATHANSONA.html ) - przed nawróceniem idealnie pasował do światopoglądu propagowanego na tym portalu.
Przeczytałem zalinkowany tekst. Czy mógłbyś wskazać, na czym polegało " idealne dopasowanie do światopoglądu propagowanego na tym portalu"?
Mi się wydawało, że idealny to tylko Bóg jest (a wiesz, że idealne to tylko w idei może coś być?).
Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji, ale jeszcze większym jestem przeciwnikiem niechcianego macierzyństwa i dlatego w wyjątkowych przypadkach aborcję dopuszczam - oczywiście im wcześniej w ciąży, tym lepiej.
(Na podobnej zasadzie, jestem przeciwnikiem zabijania, ale w wyjątkowych przypadkach zadanie śmierci dopuszczam, a mianowicie w samoobronie.)
W przeciwieństwie do kościoła katolickiego jestem natomiast całkowicie przeciwny karze śmierci.
Myślę, że trzeba mieć naprawdę głębokie wizje, zesłane bezpośrednio przez Boga, by płód bronić ABSOLUTNIE, a jednoczesnie godzić się z zabijaniem dorosłych ludzi dla ukarania i przykładu.

Tymczasem w życiu trzeba dokonywać wyborów i dobrze, jeśli nauka daje nam wiedzę, dzięki której możemy rozważyć dostepne warianty. Tylko głęboka wiara daje Ci gotowe idee, których nie trzeba i nie wolno podważać. I tak wbrew medycynie nazywasz płód poniżej trzeciego miesiąca dzieckiem, a jego usunięcie zabijaniem. Jest dla Ciebie nieważne, że ten płód nie ma jeszcze mózgu.

Poza tym pamiętaj, że nie ma już "limbus infantium". Otchłań dla nieochrzczonych została odwołana - przez ludzi oczywiście. Więc co za problem, skoro Bóg już o te dusze zadba?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji, ale jeszcze większym jestem przeciwnikiem niechcianego macierzyństwa i dlatego w wyjątkowych przypadkach aborcję dopuszczam - oczywiście im wcześniej w ciąży, tym lepiej.
>(Na podobnej zasadzie, jestem przeciwnikiem zabijania, ale w wyjątkowych przypadkach zadanie śmierci dopuszczam, a mianowicie w samoobronie.)
>W przeciwieństwie do kościoła katolickiego jestem natomiast całkowicie przeciwny karze śmierci.
Tak przy okazji. Tu nasze poglądy są całkowicie zbieżne.

Pozdrawiam.

@@@
.
03-12-2012 12:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji, ale jeszcze większym
> jestem przeciwnikiem niechcianego macierzyństwa i dlatego
> w wyjątkowych przypadkach aborcję dopuszczam - oczywiście im
> wcześniej w ciąży, tym lepiej.

Mam b. podobne zdanie ws. aborcji do Twojego.

> Myślę, że trzeba mieć naprawdę głębokie wizje, zesłane bezpośrednio
> przez Boga, by płód bronić ABSOLUTNIE, a jednoczesnie godzić
> się z zabijaniem dorosłych ludzi dla ukarania i przykładu.

Dokładnie tak samo jest ze sposobem uzyskania tych idei przez Kościół w kwestii aborcji. A co mamy później:
a) straszenie moralnym potępieniem, ekskomuniką, zabraniem raju (no chyba że człowikek odpokutuje wszystko z nawiązką i się ukorzy, to można mu to ewent. miłosiernie cofnąć)
b) ostracyzm społeczny w środowisku wyznaniowych katolików (np. w małych wioskach i miasteczkach)
c) ubieranie płaszczyka "obrońców życia"

Chciałbym zobaczyć jednego proboszcza, księdza który zainteresuje się konkretną sytuacją kobiety, nawiąże z nią konkatkt, nawiąże wsparcie i będzie ją bezwarunkowo wspierał nawet po dokonaniu aborcji.
Niestety biskupi, księża a w konsekwencji aktywni katolicy, podobnie jak obecny wśród nas p. Marek mają już a prori gotową receptę na wszystko i pozostaje jeszcze tylko wyjść z nią do ludzi, aby te wizje szerzyć.
Jednak nauczyć się czegoś od ludzi, posłuchać i zrozumieć ich konkretną sytuację (a być może przy okazji zmienić coś u siebie) pozostaje poza zasięgiem.
03-12-2012 16:13 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Panie Andrzeju, ostatnia próba: Bernard Nathanson - przed nawróceniem idealnie pasował do światopoglądu propagowanego na tym portalu.

Przepraszam, czy któryś z tych nawróconych zostawił może jakiś zarys rozumowania, które nieuchronnie doprowadza od ateizmu do teizmu? Tutaj wiele osób jest wyczulonych na punkcie uczciwości intelektualnej, więc gdyby takie rozumowanie okazało się nie do odparcia...
03-12-2012 16:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przepraszam, czy któryś z tych nawróconych zostawił może jakiś zarys rozumowania, które nieuchronnie doprowadza od ateizmu do teizmu? Tutaj wiele osób jest wyczulonych na punkcie uczciwości intelektualnej, więc gdyby takie rozumowanie okazało się nie do odparcia...
Celne!
Całkowicie się zgadzam i popieram, też bym chciał poznać takie rozumowanie.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Przepraszam, czy któryś z tych nawróconych zostawił może jakiś zarys rozumowania, które nieuchronnie doprowadza od ateizmu do teizmu? Tutaj wiele osób jest wyczulonych na punkcie uczciwości intelektualnej, więc gdyby takie rozumowanie okazało się nie do odparcia...
Tak, ale to już nawet nie o to chodziło. Jest dość oczywiste, że do teizmu można dojść tylko poprzez wiarę. Chyba nawet kolega Bielecki nie liczy na to, że uda mu się znaleźć przykład racjonalnego ateisty, który się nawrócił zachowując przy tym wymogi racjonalizmu.

Pytanie było natomiast takie: czy istnieje przykład racjonalnego ateisty (a nie tylko deklarującego ateizm), który później przestał nim być i się nawrócił.
03-12-2012 16:26 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Panie Andrzeju, ostatnia próba: Bernard Nathanson - przed nawróceniem idealnie pasował do światopoglądu propagowanego na tym portalu.

Ulituję się nad Tobą, Bielecki i jeszcze Ci podsunę, bo patrzeć nie mogę, jak się Męczysz: Violetta Villas i Wanda Wasilewska też na starość popadły w dewocję .

Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
03-12-2012 16:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ulituję się nad Tobą, Bielecki i jeszcze Ci podsunę, bo patrzeć nie mogę, jak się Męczysz: Violetta Villas i Wanda Wasilewska też na starość popadły w dewocję .
Zaraz, zaraz, a która z nich była wcześniej racjonalną ateistką, bo takich na starość dewotek idiotek, to mógłby Pan co nie miara wymienić, a gdyby jeszcze dewotów dołożył, to znaków w poście by nie starczyło.

Gdyby to nie był Pan Bielecki, to ja podrzucił bym tu Leszka Kołakowskiego.
W tym przypadku byłoby się o co pokłócić, choć, moim zdaniem, on w czasach młodości znacznie bardziej wierzył w Marksa niż w starszych latach w Boga, ale to ciekawy przykład intelektualisty, na którego przemyślenia i wypowiedzi nakładały się prywatne losy.
Według mojej wiedzy, pomimo pochowania pod krzyżem, to wierzącym teistą on nigdy się nie stał. Ale to zupełnie nie do rozmowy z Panem Markiem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
03-12-2012 17:17 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zaraz, zaraz, a która z nich była wcześniej racjonalną ateistką,

Wasilewskiej - jako ideowej komunistce - można odmawiać dziś miana racjonalnej ateistki, jednak ona sama za racjonalną z pewnością się uważała, a wreszcie - było nie było - okazała się prawdopodobnie najbardziej racjonalnym właśnie polskim politykiem okresu II WŚ (działając - dodatkowo - w wybitnie trudnych warunkach).
Violetta Villas robiła karierę najlepiej, jak umiała - co jest z pewnością racjonalne; czy była wówczas ateistką - nie mam pojęcia, nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek jej światopoglądowcych manifestacjach z tej epoki.

>Gdyby to nie był Pan Bielecki, to ja podrzucił bym tu Leszka Kołakowskiego.
>W tym przypadku byłoby się o co pokłócić, choć, moim zdaniem, on w czasach młodości znacznie bardziej wierzył w Marksa niż w starszych latach w Boga,

Też mi się tak wydaje.

>ale to ciekawy przykład intelektualisty, na którego przemyślenia i wypowiedzi nakładały się prywatne losy.
>Według mojej wiedzy, pomimo pochowania pod krzyżem, to wierzącym teistą on nigdy się nie stał.

Nigdy - o ile wiem, a czytałem sporo jego późnych tekstów - mimo niejakiego "flirtowania" z chrześcijaństwem, jako wierzący się nie zadeklarował, a swoje "chrześcijaństwo" rozumiał jako ogólną zgodę z moralnym przesłaniem chrześcijaństwa (takim, jakim on to przesłanie widział). Na podobnej zasadzie przynawał się jednak też do podziwu dla hinduizmu i buddyzmu.

>Ale to zupełnie nie do rozmowy z Panem Markiem.

Zupełnie nie .

Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
03-12-2012 18:15 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zaraz, zaraz, a która z nich była wcześniej racjonalną ateistką,
>Wasilewskiej - jako ideowej komunistce - można odmawiać dziś miana racjonalnej ateistki, jednak ona sama za racjonalną z pewnością się uważała,
Tak, jak wszyscy komuniści, przecież używali nawet nazwy "naukowy komunizm". Uważam też, że tam, gdzie nie kłóciło się to z ich wiarą, to racjonalni byli, ale przecież udaje się to także wielu innym fideistom.

>a wreszcie - było nie było - okazała się prawdopodobnie najbardziej racjonalnym właśnie polskim politykiem okresu II WŚ (działając - dodatkowo - w wybitnie trudnych warunkach).
Była to ciekawa i niebanalna postać. Inteligentna i mająca sporą wiedzę, ale każda wiara nas ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej.

>Violetta Villas robiła karierę najlepiej, jak umiała - co jest z pewnością racjonalne; czy była wówczas ateistką - nie mam pojęcia, nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek jej światopoglądowych manifestacjach z tej epoki.
Na ile pamiętam zawsze była osobą wierzącą, choć dewotką stała się dopiero na starość. Natomiast zupełnie nie zgadzam się, że postępowała racjonalnie - nawet tylko pod kątem swojej kariery, a tak ogólnie to zawsze była zwyczajnie głupia.
Szkoda mi jej, gdyż była jednym z największych talentów w światowej skali.

>Nigdy - o ile wiem, a czytałem sporo jego późnych tekstów - mimo niejakiego "flirtowania" z chrześcijaństwem, jako wierzący się nie zadeklarował, a swoje "chrześcijaństwo" rozumiał jako ogólną zgodę z moralnym przesłaniem chrześcijaństwa (takim, jakim on to przesłanie widział).
Zgadzam się z Panem, ale katolicyzm zastosował wobec niego swoje klasyczne już techniki zawłaszczania. Mam kilka katolickich pozycji na jego temat w domu, a na naszym forum już też prowadziłem dyskusję na jego temat.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
04-12-2012 13:30 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>a wreszcie - było nie było - okazała się prawdopodobnie najbardziej racjonalnym właśnie polskim politykiem okresu II WŚ (działając - dodatkowo - w wybitnie trudnych warunkach).
>Była to ciekawa i niebanalna postać. Inteligentna i mająca sporą wiedzę, ale każda wiara nas ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej.

Pozwolę sobie niniejszym skorzystać z okazji i ten oto znakomity - jak zawsze - tekścik Bronisława Łagowskiego wkleić.

>>Violetta Villas robiła karierę najlepiej, jak umiała - co jest z pewnością racjonalne;
>Na ile pamiętam zawsze była osobą wierzącą, choć dewotką stała się dopiero na starość. Natomiast zupełnie nie zgadzam się, że postępowała racjonalnie - nawet tylko pod kątem swojej kariery,

Pisałem, że najlepiej, jak umiała. Jak na (z całym szacunkiem) Czesławę Marię Cieślak z Lewina Kłodzkiego - i tak nieźle.

> a tak ogólnie to zawsze była zwyczajnie głupia.
>Szkoda mi jej, gdyż była jednym z największych talentów w światowej skali.

Ku pamięci.

>>Nigdy - o ile wiem, a czytałem sporo jego późnych tekstów - mimo niejakiego "flirtowania" z chrześcijaństwem, jako wierzący się nie zadeklarował, a swoje "chrześcijaństwo" rozumiał jako ogólną zgodę z moralnym przesłaniem chrześcijaństwa (takim, jakim on to przesłanie widział).
>Zgadzam się z Panem, ale katolicyzm zastosował wobec niego swoje klasyczne już techniki zawłaszczania.

Jasne - ale to już wina katolicyzmu, nie Kołakowskiego. Być może faktycznie Kołakowski powinien był wziąć pod uwagę oczywistość, że go, nawet jeszcze ciepłego, momentalnie popędzą zawłaszczać i - bo ja wiem? na wszelki wypadek ucho odgryźć jakiemu biskupowi?... ale już po prostu za stary był chyba...

Od zarania dziejów do 2003 r. ludzkość wyprodukowała pięć eksabajtów danych. To bardzo dużo, a jednak oszałamia coś innego: dziś produkujemy tyle co dwa dni. (Edwin Bendyk)
04-12-2012 17:21 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>a wreszcie - było nie było - okazała się prawdopodobnie najbardziej racjonalnym właśnie polskim politykiem okresu II WŚ (działając - dodatkowo - w wybitnie trudnych warunkach).
>>>>Była to ciekawa i niebanalna postać. Inteligentna i mająca sporą wiedzę, ale każda wiara nas ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej.
>Pozwolę sobie niniejszym skorzystać z okazji i ten oto znakomity - jak zawsze - tekścik Bronisława Łagowskiego wkleić.
Bardzo dziękuję za przypomnienie. Czytam "Przegląd" od początku, a prof. Łagowskiego uważam za jednego z najmądrzejszych ludzi we współczesnej Polsce. Dzisiaj rozmawiałem z dr Eleonorą Syzdek (Żegnaliśmy się w małym gronie z red. Michałem Horoszewiczem. Zmarł 4 lipca br.), która utrzymywała korespondencję z Wasilewską do końca jej życia. Dr Szyzdek powiedziała, że nawrócenie Wasilewskiej jest zupełnie nieprawdopodobne, natomiast rzeczywiście dawała pieniądze na polskie Kościoły

>Jasne - ale to już wina katolicyzmu, nie Kołakowskiego.
Żadna wina. Kościół dba o swoje interesy za pomocą wszelkich metod.

>Być może faktycznie Kołakowski powinien był wziąć pod uwagę oczywistość, że go, nawet jeszcze ciepłego, momentalnie popędzą zawłaszczać i - bo ja wiem? na wszelki wypadek ucho odgryźć jakiemu biskupowi?... ale już po prostu za stary był chyba...
A po co? Po śmierci to mogą nawet łopatą po d... mnie poklepać. Gdybyśmy chcieli wymienić bogobojnie pochowanych ateistów, to miejsca by zabrakło.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
02-12-2012 14:41 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
ryuuk.salo(*)tnieje-czyli-anatomia-klamstwa

Czekam na mechanizmy obronne. Podpowiem, że przemilczenie też może być skuteczne.
02-12-2012 14:59 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>ryuuk.salo(*)tnieje-czyli-anatomia-klamstwa
>Czekam na mechanizmy obronne. Podpowiem, że przemilczenie też może być skuteczne.

Tak, tak, kiedy ateista się nawraca, to na pewno jest fałszerstwo i spisek... "Wyparcie"?...
02-12-2012 15:24 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak, tak, kiedy ateista się nawraca,
Jak dla mnie to wprost fascynujący przypadek i dlatego szukałem i szukam rzetelnych opisów takich przypadków.

>to na pewno jest fałszerstwo i spisek...
Nie wiem, czy zaraz na pewno fałszerstwo i spisek, ale ze wszystkimi znanymi mi przypadkami właśnie tak było.

>"Wyparcie"?...
Nie ping-pong - na katolickim poziomie.

Miłego dnia.

@@@
.
02-12-2012 15:14 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ależ ateiści się nawracają, jak najbardziej, tylko przykład Ci fatalnie nie wyszedł. Gorzej, pokazuje to, że gorąco wierzący w najprawdziwszego Boga i najmiłościwszą religię bywają skończonymi ...... a sam sobie wpisz.
02-12-2012 18:18 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Ależ ateiści się nawracają, jak najbardziej, tylko przykład Ci fatalnie nie wyszedł.

To prosiłbym Cię o wybranie specjalnie dla pana Andrzeja przykładu, który mógłby go zadowolić.
02-12-2012 19:25 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>To prosiłbym Cię o wybranie specjalnie dla pana Andrzeja przykładu, który mógłby go zadowolić.

Pana Andrzeja nie zadowolę, bo pan Andrzej ma słuszne wymagania...

Cytat:
Napisałem wyraźnie i jednoznacznie: To znaczy z ateizmu przemyślanego i intelektualnie uzasadnionego. Nawracanie następowało albo z indyferentyzmu religijnego, albo z osobistych pretensji do Pana Boga, albo z wiary, że Pana Boga nie ma - na wiarę, iż Pan Bóg jest. Nawet deklarowany ateizm osób na pewnym poziomie intelektualnym, jak przywołana przez Pana Edyta Stein okazuje się tylko pseudoateizmem - z racjonalnym ateizmem nie mającym nic wspólnego.


... i zwyczajnie rację.

Ale jak znajdziesz dobry przykład, to Cię poprę. Na pewno nie zgodzę się z argumentami nawróconego, ale na pewno przyznam, że przynajmniej jest to jakoś tam intelektualnie przemyślane. Bo Pan Andrzej ma rację z tymi powodami. Znam kilka tylko takich miałkich (albo i żenujących - karierowicze) przypadków plus jeden spowodowany chorobą. Cały problem nawracania się, nie ma dla mnie jednak najmniejszego znaczenia. Nawet, gdyby Flew rzeczywiście to zrobił, to by mnie to nie obeszło. Dlaczego uważasz, że to ma jakieś znaczenie?
04-12-2012 01:04 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Ale jak znajdziesz dobry przykład, to Cię poprę. Na pewno nie zgodzę się z argumentami nawróconego, ale na pewno przyznam, że przynajmniej jest to jakoś tam intelektualnie przemyślane. Bo Pan Andrzej ma rację z tymi powodami. Znam kilka tylko takich miałkich (albo i żenujących - karierowicze) przypadków plus jeden spowodowany chorobą. Cały problem nawracania się, nie ma dla mnie jednak najmniejszego znaczenia. Nawet, gdyby Flew rzeczywiście to zrobił, to by mnie to nie obeszło. Dlaczego uważasz, że to ma jakieś znaczenie?
Bo kolega Bielecki uważa, że to jest wtedy świadectwo i dowód na:
1. racjonalność wiary (bo się racjonalista nawraca)
2. na istnienie Boga (bo gdyby Bóg nie istniał, to by się racjonalista nie nawrócił).
04-12-2012 00:54 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>To prosiłbym Cię o wybranie specjalnie dla pana Andrzeja przykładu, który mógłby go zadowolić.

Dobra. Pana Andrzeja nie zadowolimy, sam siebie też oczywiście nie zadowolę, ale Ci podpowiem. Jednego na pewno znasz.
C.S. Lewis

Drugi lepszy, bo współczesny, a dzięki Obamie straszna szycha.
Francis Collins. I jego bestseller "Język Boga". Szukaj.

Lepszych raczej nie znajdziesz. Ten drugi, to najpopularniejszy aktualnie uczony przywoływany jako inspirujący przykład "wyrafinowanej" wiary w jUeSeJ. A to, że lepszych nie znajdziesz, oznacza tylko tyle, że nie bardzo jest o czym z wami dyskutować. Aktualna nowość w księgarniach Sama Harrisa "Pejzaż moralny" ośmiesza do bólu wiarę szefa National Institutes of Health. Możesz sobie kupić i się z tym zmierzyć, możesz też poczytać kilka artykułów o nim tutaj. Poszukaj. Choćby Jerry Coyne się z nim rozprawia, ale tak naprawdę ze setka z nas tutaj położyłaby to w tri miga.
04-12-2012 09:08 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dodam coś jeszcze, bo się nie mogę powstrzymać. Collins jest cienki jak du.a węża w kwestiach religijnych, ale ma autorytety. Harris cytuje "wysublimowane" konstrukcje jednego z nich - Johna Polkinghorne'a (znanego choćby z częstego udzielania się w programie "Bliżej prawdy"). O "fizyce wskrzeszenia":

Cytat:
Jeśli przyjmiemy, że człowiek stanowi psychosomatyczną jedność, do czego, jak wierzę, upoważnia nas zarówno Biblia, jak i współczesne rozumienie głębokiej relacji między mózgiem a umysłem, uznamy tym samym, ze dusza powinna być traktowana jako arystotelesowska forma - albo też informacyjny wzorzec - ciała. Jakkolwiek sam ten wzorzec ulega anihilacji w chwili śmierci, nie ma nic nieracjonalnego (wręcz przeciwnie) w wierze, iż zostaje on przechowany w pamięci Boga i odtworzony w boskim akcie wskrzeszenia. "Materia" przyszłego świata. która będzie nośnikiem powtórnego wcielenia, będzie przekształconą materią tego świata, ocaloną przez Boga przed jego kosmiczną śmiercią. Ten wskrzeszony wszechświat nie jest kolejnym podejściem Stwórcy do kreacji świata ex nihilo, lecz transmutacją obecnego świata w nowym akcie kreacji ex vetere. Bóg będzie wtedy prawdziwie Bogiem "wszystkim we wszystkich" (1 Kor 15,28) we w pełni sakralnym Wszechświecie, którego natchniona "materia" będzie miała swoje źródło w przemijaniu i rozpadzie zachodzących dziś procesów fizycznych. Te tajemnicze i ekscytujące przekonania biorą swój początek nie tylko w wierze w Boga, lecz również w fakcie zmartwychwstania Chrystusa, ktore to doniosłe zdarzenie staje sie niejako zarzewiem nowego aktu stworzenia. Nawet to, iz grób był pusty, nabiera w tym kontekście szczególnego sensu - to znak, że wskrzeszone i uświęcone ciało Pana jest transmutacją jego martwego ciała, tak samo jak świat, który nadejdzie, będzie transformacją współczesnego, śmiertelnego świata.


To jest teolog, ale i fizyk teoretyczny. Masz kolegę. Żeby nie było wątpliwości, co do "teoretyczny". Za wiki:

Fizyka teoretyczna - sposób uprawiania fizyki polegający na matematycznym opisie praw przyrody, tworzeniu i rozwijaniu teorii, z których wnioski mogą być sprawdzone doświadczalnie. Przykładem jest fizyka matematyczna opisująca zjawiska i teorie fizyczne korzystając z rozwiniętej aksjomatyki matematycznej i obiektów zdefiniowanych w podobny sposób, jak np. rozmaitości.
Eksperymentami fizycznymi zajmuje się fizyka doświadczalna, w której podstawą wniosków jest pomiar wraz z teorią błędu a nie spekulacja logiczna.
02-12-2012 15:43 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Takich przypadków nawrócenia z ateizmu jest mnóstwo, lecz Pan je prawdopodobnie "wypiera". Skoro przypadki nawróceń Edyty Stein, Ratisbonne'a i Frossarda Pan odrzuca, to może ten głośny przypadek do Pana przemówi:
>pl.wikipedia.org/wiki/Antony_Flew
>

Dlaczego BÓG? A nie BOGOWIE?

ups zapomniałem jeszcze o BOGINI. Przepraszam panie.
02-12-2012 19:36 
 Ocena 11 na 11
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>pl.wikipedia.org/wiki/Antony_Flew
><

I co Bielecki, znowu posługujesz się manipulacją.
There is a God: How the World's Most Notorious Atheist Changed His Mind został napisany przez chrześcijańskiego autora Roy Varghese. Ten też fakt ten potwierdził. Oficyna wydawnicza ( HarperCollins)przyznała nawet że tekst został poprawiony i rozszerzony przez anglikańskiego pastora Bob Hostetler. Antony Flew dał tylko nazwisko.
Ale co to ma za znaczenie dla kogoś kto jest przekonany że ewangelie zostały napisane przez apostołów.
03-12-2012 09:58 
 Ocena 2 na 2
kkuj (614 punktów)
>Zawsze mnie taka zmiana bardzo interesowała i starałem się dociec tej pierwszej części deklaracji. I co odnajdywałem?

Dokładnie to zagadnienie też mnie zawsze zastanawiało. Otóż jak szybko pewna definicja zmienia swoje znaczenie w zależności od punktu siedzenia. Dla "nawróconego" ateisty, definicja obejmuje od antyklerykalizmu, po satanizm (czy szatanizm), praktycznie każdą osobę można zaliczyć w mniejszym lub większym stopniu oprócz kleru. Natomiast jeśli chodzi o ateistę nie nawróconego, to wierzący zawsze zawężają jak tylko się da, np: "a to taki co WIERZY, że boga nie ma". Ileż to ja razy odpędzałem ludzi co do mnie z wodą święconą przychodzili i krzyżykami, że ateizm to po prostu nie uznanie za prawdziwe tez(y) głoszonych(ej) przez teistów. Tylko tyle i aż tyle.
03-12-2012 11:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zawsze mnie taka zmiana bardzo interesowała i starałem się dociec tej pierwszej części deklaracji. I co odnajdywałem?
>Dokładnie to zagadnienie też mnie zawsze zastanawiało.
Jeden z licznych opisanych w internecie przypadków:
Przez kilkadziesiąt lat byłam ateistką.
Walczyłam z Kościołem na wszystkich frontach,nawet napisałam pismo o zakazie budowy kościoła w Gdyni w latach 70,budowa przesunęła się o kilka lat.

Zostałam wyzwolona z indoktrynacji skrajnie zlaicyzowanego i ateistycznego reżimu.
Był on marzeniem niejednego ateisty dziś. W warstwie antyreligijnej naturalnie i antyklerykalnej.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,422621#w431120

>Otóż jak szybko pewna definicja zmienia swoje znaczenie w zależności od punktu siedzenia. Dla "nawróconego" ateisty, definicja obejmuje od antyklerykalizmu, po satanizm (czy szatanizm), praktycznie każdą osobę można zaliczyć w mniejszym lub większym stopniu oprócz kleru. Natomiast jeśli chodzi o ateistę nie nawróconego, to wierzący zawsze zawężają jak tylko się da, np: "a to taki co WIERZY, że boga nie ma".
Ludzie wierzący bardzo boją się swoich wątpliwości bo jest to powiązane ze strachem ze śmiercią. Dla wierzącego wątpliwości oznaczają śmierć, bo z wątpliwościami nie ma życia po śmierci. A wiec oni chcą aby wszyscy w około rozwiewali ich wątpliwości. Tylko ze po pewnym czasie wątpliwości robią się tak silne ze nie rozwieje ich już żaden inny wierzący. Wierzący chcą aby innowiercy potwierdzili ich wiarę. [...]
Chcą nawrócić wykształconego ateistę. A wiec przychodzą na www.ateista.pl [czy www.racjonalista.pl/] i próbują nawracać. Ale to przynosi dla nich odwrotny efekt bo Ateiści potęgują ich wątpliwości. Człowiek wierzący w rozmowie z ateistą czuje się tak jakby go ateista chciał zabić. Bo kiedy wierzący straci wiarę to straci życie po śmierci. A wiec ludzie którzy chcą wierzyć są bardzo agresywni i wulgarni w rozmowie z ateistami.
www.racjon(*).php/z,0/d,29/s,525127#w531681

Pozdrawiam.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Marku, na wstępiej dziękuję za tak wnikliwe potraktowanie mojego pytania oraz zaangażowanie w odpowedź.
Rozwój wątku będę obserował z wypiekami na twarzy, jednak przez pewien czas dystansując się od udziału w sporze.
Natomiast na falach pana wątku chcę poruszyć kolejny, interesujacy mnie temat (związany). Napisał pan mniej-wcięcej " Wskutek dokonanego czynu (katolik) może zmienić światopogląd, a zdarzenie to może spowodować lawinę innych zmian światopoglądowych (zanegowanie etyki katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary). Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem światopoglądu do swoich czynów".

Tu kolejny problem z tym związany (możliwa zmiana światopogladu), cytując wywiad z prof. Lwem Starowiczem:

Cytat:
Jest para zaangażowana w ruch religijny, tzw. oazowy czy w duszpasterstwo akademickie. Są aktywistami religijnymi, ale są też parą dwojga młodych ludzi, no i mają poważny problem z seksem. Cały czas się hamują, tłumią swoje pożądanie, bo żyją w przekonaniu, że do ślubu należy zachować czystość. Przychodzą, gdy nie mogą sobie z tym poradzić, bardzo się męczą, albo też przychodzą po czasie, po ślubie, z następstwami tego skutecznego wytłumienia namiętności. Teraz już są związkiem, ale wygasili w sobie żar. Mogą w zgodzie z sumieniem rozpocząć współżycie, ale już im się nie chce albo kompletnie nie wiedzą, jak. W tego typu historiach par silnie zmotywowanych religijnie charakterystyczne jest zresztą, że stroną, która prędzej jest skłonna złamać obietnicę czystości jest... kobieta. Okazuje się, że gdy ona jest zakochana, jej ciało coraz bardziej potrzebuje tego intymnego spotkania. Mężczyźni skuteczniej potrafią rozdzielić uczucia od seksu, a w takich przypadkach oznacza to, że on może poskromić seks dla czegoś, w co wierzy. A u niej jest to silnie połączone: tym silniej, im bardziej jest zakochana. Dlatego to ona częściej kruszeje. Zdarza się zresztą, że on jest zbulwersowany postawą partnerki; zaniepokojony, że jeżeli teraz ona już łamie obietnicę, to czy później dochowa wierności. (..)
Czyli z punktu widzenia seksuologa Kościół idzie w dobrą stronę?
- Tylko w teorii. W praktyce mam niestety wrażenie, że kiedy Kościół w Polsce był trochę prześladowany, troszkę bardziej dbał o wiernych niż dziś. Był bardziej otwarty na człowieka. Zależało mu na tym, żeby przyciągnąć intelektualistów, wiernych, pokazywał bardziej ludzką twarz. Wtedy liczyło się np. środowisko "Tygodnika Powszechnego". Niestety, kiedy Kościół stał się triumfujący i roszczeniowy, kiedy cała elita polityczna, bez względu na opcję mu się podlizuje, kiedy odchodzą postępowi księża, pałeczkę w Polsce przejął nurt ojca Rydzyka. To on jest dziś twarzą Kościoła. A nie jest to twarz zbyt przychylna wobec ludzkiej seksualności. Dlatego uważam, że choć jest pewien postęp w doktrynie Watykanu, w dokumentach papieży, to Kościół instytucjonalny w Polsce idzie w złą stronę. Kiedyś ton środowisku katolickiemu nadawały Kluby Inteligencji Katolickiej, o których teraz się w ogóle nie słyszy. Słyszy się za to Frondę, Opus Dei, Ruch Piusa X.
Czy pan jako seksuolog może pomóc komuś, kto ma problem z łączeniem rzeczywistości sacrum i profanum? Czy właściwszym adresem do roztrząsania kwestii, czy Bóg się pogniewa, czy nie, nie jest duchowny?
- Staram się pomagać, bo Biblię znam dość dobrze, naukę Kościoła też, napisałem książkę "Seks w religiach świata". Rozmawiam więc z takim pacjentem i tłumaczę mu, że Bóg jest miłością, a nie wrogością. Są osoby, które wciąż o tym nie wiedzą"


Więcej tu:
facet.inte(*)atolicka-na-pewno,1758879,2629

Moje pytania: Jak pana i członków tego forum zdaniem połączyć pierotną ludzką naturę z nakazami i zakazami Koscioła Katolickiego? Czy Kościół tą naturę człowieka aby na pewno w swoim nauczaniu uwzględnia?
Czy odstęstwa nie grożą zmianą światopoglądu, czy w konsekwencji nie powodują lawiny innych zmian światopoglądowych? (np. zanegowanie etyki katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary itp).
A jeśli tak się dzieje, to czy czyny te nie są kreowaniem nowego światopoglądu, a może jednak powrotem do jakiejś pierowtnej komuni ze zdrową, pierowtną naturą?
W omawianym przez prof. Lwa Starowicza temacie szególnie interesują mnie przypadki osób z typowym temperamentem seksualnym, jaki ma więszość naszego forum.
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 00:29 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Moje pytania: Jak pana i członków tego forum zdaniem połączyć pierotną ludzką naturę z nakazami i zakazami Koscioła Katolickiego? Czy Kościół tą naturę człowieka aby na pewno w swoim nauczaniu uwzględnia?
>Czy odstęstwa nie grożą zmianą światopoglądu, czy w konsekwencji nie powodują lawiny innych zmian światopoglądowych? (np. zanegowanie etyki katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary itp).
>A jeśli tak się dzieje, to czy czyny te nie są kreowaniem nowego światopoglądu, a może jednak powrotem do jakiejś pierowtnej komuni ze zdrową, pierowtną naturą?

W nauczaniu moralnym Kościół kieruje się swoim rozpoznaniem dobra i zła, a nie "interesem politycznym", tzn. kalkulowaniem, jak to nauczanie wpłynie na liczbę odejść z Kościoła czy na stopień przestrzegania tego nauczania przez wiernych. W kwestii, którą Pan poruszył, podstawowe zasady moralne nauczane przez Kościół nigdy się nie zmieniły (wraz ze zmianami kulturowymi zmieniał się język tego nauczania i rozłożenie akcentów, ale podstawowe zasady pozostawały niezmienne). W XX wieku radykalnie zmienił się natomiast przekaz formułowany przez środowiska opiniotwórcze, a w związku z tym - także klimat moralny, w którym rozwijają się młodzi ludzie. Dlatego młodym ludziom coraz trudniej jest przestrzegać zasad katolickiej etyki seksualnej. Nie wynika stąd jednak, że zasady te należy odrzucić, gdyż istnieją one niezależnie od człowieka i są niezmienne w czasie. Kierowanie się nimi służy dobru człowieka i Kościół racjonalnie to uzasadnia.
02-12-2012 08:34 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W XX wieku radykalnie zmienił się natomiast przekaz formułowany
> przez środowiska opiniotwórcze, a w związku z tym - także klimat
> moralny, w którym rozwijają się młodzi ludzie

Zmienił się nie tylko przekaz środowisk i klimat. W XXw mamy znaczący postęp wiedzy o człowieku - jego zdrowiu, jego psychice i seksualności, odkrywamy również z pasją mechanizmy funkcjonowania innych kultur.
Jest komu i czemu się przyglądać.
Np. ciekawe opisy życia innych kultur można znaleźć choćby u popularnego od lat podróżnika, Wojciecha Cejrowskiego, "katola" - jak sam o sobie mówi.
W jednej z książek opisuje swoje liczne pobyty w Ameryce Południowej i Środkowej.
Np. zdobywając sympatię Wodza bardzo często spotykał się później z propozycją nieomal nie do odrzucenia wypożyczenia na noc jednej z jego żon (a trzeba dodać, że te żony były zazwyczaj bardzo bardzo chętne)

> Dlatego młodym ludziom coraz trudniej jest przestrzegać
> zasad katolickiej etyki seksualnej

Że dlatego - w to wątpię. Nie mniej ta trudność w przestrzeganiu faktem jest niezaprzeczalnym.
Tak było z resztą od zawsze, tylko w niektórych purytańskich środowiskach dorastająca młodzież nie zawsze wiedziała, że jest jakaś inna, akceptowalna możliwość. Najczęściej nie wiedziała. A gdyby nawet coś podejrzewała w myślach - i tak kara była zbyt dotkliwa, szybko więc takiego myślenia zaprzestawała i sprawy jakby nie było (do czasu).
Na szczęście, jak pan celnie zauważył - świat idzie do przodu, nieraz radykalnie się zmieniając

> Nie wynika stąd jednak, że zasady te należy odrzucić, gdyż istnieją
> one niezależnie od człowieka i są niezmienne w czasie.

Jeszcze w kwestii pana "kierowania się nimi (zasadami) ku dobru człowieka, które Kościół racjonalnie uzasadnia".
Profesor Starowicz około 3 tygodnie temu, w króciutkiej rozmowie telefonicznej z dziennikarzami Radia ZET ujął swoje wieloletnie spostrzeżenia naukowca i terapeuty w jeszcze bardziej zwięzłej formie "przecież taki człowiek zachoruje! No chyba że ma z natury mały temperament (niskie libido) ale ludzie są przecież różni"Panie Marku - co to temperament i libido, znajdzie pan skrótowo np. tu:
www.zdrowy(*)€“-problemy-w-zwiazku.aspx
Chyba znów wychodzi na to, że Kościół swoje

.. a nauka swoje..
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 13:22 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> W XX wieku radykalnie zmienił się natomiast przekaz formułowany
>> przez środowiska opiniotwórcze, a w związku z tym - także klimat
>> moralny, w którym rozwijają się młodzi ludzie
>Zmienił się nie tylko przekaz środowisk i klimat. W XXw mamy znaczący postęp wiedzy o człowieku - jego zdrowiu, jego psychice i seksualności, odkrywamy również z pasją mechanizmy funkcjonowania innych kultur.
>Jest komu i czemu się przyglądać.
>Np. ciekawe opisy życia innych kultur można znaleźć choćby u popularnego od lat podróżnika, Wojciecha Cejrowskiego, "katola" - jak sam o sobie mówi.
>W jednej z książek opisuje swoje liczne pobyty w Ameryce Południowej i Środkowej.
>Np. zdobywając sympatię Wodza bardzo często spotykał się później z propozycją nieomal nie do odrzucenia wypożyczenia na noc jednej z jego żon (a trzeba dodać, że te żony były zazwyczaj bardzo bardzo chętne)

Tyle że z tego postępu wiedzy o człowieku i o różnych kulturach nie wynika konieczność zrewidowania podstawowych zasad etyki, o których mówimy. Co wynika na przykład z tych indiańskich obyczajów?... Chyba nie to, że poligamia jest OK, prawda?

>> Dlatego młodym ludziom coraz trudniej jest przestrzegać
>> zasad katolickiej etyki seksualnej.
>> Nie wynika stąd jednak, że zasady te należy odrzucić, gdyż istnieją
>> one niezależnie od człowieka i są niezmienne w czasie.
>Jeszcze w kwestii pana "kierowania się nimi (zasadami) ku dobru człowieka, które Kościół racjonalnie uzasadnia".
>Profesor Starowicz około 3 tygodnie temu, w króciutkiej rozmowie telefonicznej z dziennikarzami Radia ZET ujął swoje wieloletnie spostrzeżenia naukowca i terapeuty w jeszcze bardziej zwięzłej formie "przecież taki człowiek zachoruje! No chyba że ma z natury mały temperament (niskie libido) ale ludzie są przecież różni"

Nie wiem, co dokładnie prof. Starowicz miał na myśli, ale o ile jest truizmem, że wstrzemięźliwość seksualna w pewnych okolicznościach jest bardzo trudna, o tyle z całą pewnością nie jest szkodliwa dla zdrowia - nie przesadzajmy, Panie Jacku...
02-12-2012 13:48 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tyle że z tego postępu wiedzy o człowieku
Dla niektórych wierzących nic nie wynika oni i tak są w średniowieczu.

>Nie wiem, co dokładnie prof. Starowicz miał na myśli, ale o ile jest truizmem, że wstrzemięźliwość seksualna w pewnych okolicznościach jest bardzo trudna, o tyle z całą pewnością nie jest szkodliwa dla zdrowia - nie przesadzajmy, Panie Jacku...
Ja natomiast wiem, że Pan Bielecki się mądrzy na wiele tematów, o których nie ma nawet zielonego pojęcia. Polecam tu np. (jako jedną z wielu) książkę Eugena Drewermanna "Kler. Psychogram ideału" (1989), w której autor dał wyraz poglądowi, że celibat szkodzi zdrowiu księży katolickich, sprawiając, iż padają oni ofiarą nerwicy - wielu jego współbraci odebrało to jako "kalanie własnego gniazda". Korzystając ze swego doświadczenia psychoanalityka, Drewermann postawił Kościołowi klerykalnemu poważną diagnozę i zauważył, że albo nastąpi jego gruntowna reforma, albo instytucja ta straci prawo bytu w świecie współczesnym. Opowiadał się za ujawnieniem wszelkich patologii wewnętrznych, wzywał do otwartej dyskusji, porzucenia obłudy i przymusu. Twierdził, że uleczyć go może tylko światło świadomości, samokrytyka. W rezultacie Drewermann znalazł się w ostrym sporze z Urzędem nauczycielskim Kościoła. pl.wikipedia.org/wiki/Eugen_Drewermann
Prof. Józef Baniak też się tu kłania, ale nie dla tych, którzy mają zakaz czytania.

Miłego dnia.

@@@
.
02-12-2012 14:17 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> o ile jest truizmem, że wstrzemięźliwość seksualna w pewnych okolicznościach jest bardzo trudna, o tyle z całą pewnością nie jest szkodliwa dla zdrowia - nie przesadzajmy, Panie Jacku...
>Ja natomiast wiem, że Pan Bielecki się mądrzy na wiele tematów, o których nie ma nawet zielonego pojęcia. Polecam tu np. (jako jedną z wielu) książkę Eugena Drewermanna "Kler. Psychogram ideału" (1989), w której autor [color=navy]dał wyraz poglądowi, że celibat szkodzi zdrowiu księży katolickich, sprawiając, iż padają oni ofiarą nerwicy

O tym, czy coś jest szkodliwe dla zdrowia, decydują przedstawiciele nauk medycznych, a nie pacjenci...
02-12-2012 16:20 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>O tym, czy coś jest szkodliwe dla zdrowia, decydują przedstawiciele nauk medycznych, a nie pacjenci...
Ale o aborcji i in vitro, to już nie.

Specjaliści od wszystkiego, którzy wiedzą zawsze lepiej, to nawet do biogramu zajrzeć nie muszą. Moim zdaniem - Drewermann, który o 1968 roku kształcił się w neopsychoanalizie i prowadził rozległą praktykę wśród kleru (będąc jednym z nich) może coś tam nerwicach powiedzieć. (Pańskim to głupol, gdyż pokłócił się z hierarchią.)
Jakoś też dziwnie jestem przekonany, że "nerwice eklezjogenne" nie są wymysłem wrogów Kościoła i religii tylko poważnym problemem wielu ludzi, którym zajmuje się nauka.
Nerwice eklezjogenne to zaburzenia, których etiologią jest religia oraz nakazy i zakazy religijne.

Elementy wiary wchodzą w konflikt z pewnymi obszarami struktury osobowości chorego, powodując wystąpienie objawów nerwicowych, przyjmujących najczęściej formy lekowe.

Nerwice eklezjogenne występują najczęściej w tych religiach, w których życie religijne jest mocno zrytualizowane i w których nakazy i zakazy mocno ingeruję w życie codzienne jednostki. W chrześcijaństwie, nerwice eklezjogenne najczęściej związane są ze sferą seksualną.

Do wystąpienia nerwicy eklezjogennej, "nie wystarczy" sama wiara religijna. Elementy religijne muszą jeszcze napotkać określoną strukturę osobowości, która okaże się podatna na zaistnienie konfliktu pomiędzy wiarą a życiem codziennym, nakazami religijnymi, a potrzebami życiowymi jednostki. Patologiczny wpływa tradycji religijnej objawia się najczęściej w sferach związanych ze sferą seksualną oraz wartościami życiowymi. Im bardziej fundamentalistyczne środowisko, tym większe ryzyko wystąpienia nerwicy eklezjogennej.

Jej leczenie jest niezwykle trudne, bowiem wymusza konieczność dekompozycji istniejącego obrazu religijnego chorego. Dla niektórych psychoterapeutów leczenie nerwicy eklezjogennej jest moralnie dwuznaczne, ze względu na to, iż objawy zasadzają się na konflikcie wartości.

www.racjonalista.pl/kk.php/s,6191
www.przegl(*)pl/artykul/strach-przed-bogiem

Ale znowu Pan Bielecki wie lepiej.

Miłego dnia.

@@@
.
03-12-2012 16:56 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Świetne linki p. Andrzeju, po raz kolejny uswiadamiam sobie jaką kopalnią wiedzy jest Racjonalista.pl
Parę linijek z artykułu p. Mariusza Agnosiewicza warto zacytować (robię to w dedykacji dla p. Marka, który parę postów niżej domagał się przykładów wraz ze sprecyzowaniem co prof. Starowicz miał na myśli mówiąc w Radiu ZET "przecież taki człowiek zachoruje! No chyba że ma z natury mały temperament (niskie libido) ale ludzie są przecież różni"):

Cytat:
Nerwica eklezjogenna bardzo często związana jest ze sferą seksualną. Została wyodrębniona i zdefiniowana jako jednostka chorobowa przez berlińskiego ginekologa Eberharda Schaetzinga w roku 1955. Wynikało to niewątpliwie z poluzowania rygorów obyczajowych wobec sfery seksualnej i rozwoju seksuologii jako nauki. (..). Jeszcze wówczas ponad połowa kobiet nie przeżywała orgazmu. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy były silne zahamowania na tle religijnym. Schaetzing odkrył je u wielu swoich pacjentek i nadał im nazwę. Stwierdził, że tłumienie potrzeby seksualnej, traktowanie przyjemności jako czegoś złego, obsesja antymasturbacyjna, moralność potępiająca radość itp. elementy "dogmatyzmu kościelnego" nie tylko są przyczyną zahamowań seksualnych, braku orgazmu, ale i innych zaburzeń o nerwicowym charakterze, uniemożliwiając harmonię i więź w wielu małżeństwach, prowadząc do tragedii w życiu osobistym. Wzięło się to z obserwacji, że jego pacjenci pochodzący z rodzin chrześcijańskich często zmagali się z problemami seksualnymi w kontekście swojej wiary.

Jego spostrzeżenia potwierdzili wkrótce inni lekarze i psychoterapeuci, w wyniku czego stwierdzono, iż "Nerwice eklezjogenne z pewnością były jedną z częściej występujących przyczyn problemów seksualnych i małżeńskich" (Z. Lew-Starowicz, Słownik encyklopedyczny - Miłość i Seks, 1999). W 1957 r. austriaccy psychoterapeuci zorganizowali kongres na temat nerwic eklezjogennych. Sytuację odmieniła m.in. rewolucja seksualna z lat. 60., lecz według szacunków do dziś w Polsce na seksualne nerwice eklezjogenne cierpi ok. 9% kobiet i 5% mężczyzn (Lew-Starowicz). Przypuszczam, że w gronie mężczyzn duża jeśli nie większa część z chorych na nerwicę eklezjogenną to osoby homoseksualne. Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, dr Andrzej Depko, potwierdził niedawno, iż nauka Kościoła może prowadzić do zaburzeń seksualnych a księża nie powinni wypowiadać się w sprawach seksu, nawet jeśli uważają, że mogą powiedzieć coś "postępowego", gdyż nie mają po temu kwalifikacji merytorycznych.
Pomimo iż prof. Lew-Starowicz definiuje nerwice eklezjogenne jako zaburzenia seksualne o charakterze nerwicowym spowodowane nauczaniem kościelnym, to dziś pojęcie to ma znacznie szersze znaczenie niż pierwotnie i odnosi się do wszelkich zaburzeń psychicznych związanych z kościelnym nauczaniem. Klaus Thomas rozszerzył pojęcie nerwicy eklezjogennej również na zaburzenia lękowe i zaburzenia osobowości związane z przekonaniami religijnymi, zwłaszcza rodziców.


Pytanie do p. Marka: i pan tu nadal nie widzi tezy, że "wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia"?!
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 14:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Polecam tu np. (jako jedną z wielu) książkę Eugena
> Drewermanna "Kler. Psychogram ideału" (1989), w
> której autor [color=navy]dał wyraz poglądowi, że celibat
> szkodzi zdrowiu księży katolickich

Otóż to. Podobne wnioski i zalecenie do Drewmana pojawiły się również u ks. Isakowicza-Zaleskiego.
Swojego czasu wzywał do ujawnienia przeszłośći niektórych księży i biskupów; z akt IPNu których wiele ostatnimi laty przestudiował wynikało że niektórzy z nich (również obecnie sprawujących władzę) kolaborowali z władzą komunistyczną.
Albo wzywał do uznania, że są kurie w których "od biskupa po kamerdynera rządzą homoseksualiści".
Nestety w krótkim czasie tak jak i Drewermann, ks. Isakowicz-Zaleski znalazł się w ostrym sporze z jego zwierzchnikiem kard. Dziwiszem który usta mu zamknął i tak to się skończyło.

Swojego czasu byłem zaproszony na prymicje pewnego księdza z woj. małopolskiego (misjonarza)
To było jakoś 1998r. W zakulisowych rozmowach "ze zdumieniem" usłyszałem od niego, że środkowisko jego przyjaciół (głównie księży i misjonarzy) bardzo liczy na zniesienie celibatu.
Przytaczając owo wyznie ks. Janusza: "wiem że nie mamy się co łudzić, że stanie się to za JP II. Ale po nim? Kto wie"
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 15:23 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Tyle że z tego postępu wiedzy o człowieku i o różnych kulturach
> nie wynika konieczność zrewidowania podstawowych zasad etyki,
> o których mówimy. Co wynika na przykład z tych indiańskich
> obyczajów?... Chyba nie to, że poligamia jest OK, prawda?

U nas w Polsce? Panie Marku.. oczywiscie że nie. Opacznie pan to zrozumiał.
Przykład jest na to, że w danych społecznościach (konkretnie tu goo.gl/maps/9ZhGN ) wypracowały one sobie takie wzorce, które dla nich są ok. Wchodzenie "z chrześcijańskimi butami" w ich środkowisko dobre nie będzie, nawet Cejrowski to rozumiał.

> Nie wiem, co dokładnie prof. Starowicz miał na myśli,

Sugeruję przeczytać jeszcze raz mój post ze zrozumieniem + wcześniejszy wstęp z pytaniami. Przypominam że tam jest też link do pełnego wywiadu z prof. Lwem Starowiczem, któego pan zapewne przeczytać nie miał czasu.

> ale o ile jest truizmem, że wstrzemięźliwość seksualna w pewnych
> okolicznościach jest bardzo trudna, o tyle z całą pewnością nie jest
> szkodliwa dla zdrowia - nie przesadzajmy, Panie Jacku...

Panie Marku ja tu jestem tylko widzem, stoję obok. Względnie tylko zalecam coś lub odradzam ludziom wokół mnie.
Rozumiem, że porywa się pan na polemikę z doświadczeniami prof. Lwa Starowicza.
Ok. W takim razie proszę podać swoje, konkretne i racjonalne kontrargumenty, chętnie sie z nimi zaznajomię.
Pana pewność siebie zawsze sobie b. ceniłem i pochylam się nad nią przeważnie z przemożną uwagą.. niestety bardzo mi przykro, za tym argumentem z powodu mojej wrodzonej uczciwość względem siebie i bliźnich niestety nie pójdę
A może obecna interpretacja 6 przykazania świadczy o tym, że KrK nie zna realiów życia?
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 19:14 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> ale o ile jest truizmem, że wstrzemięźliwość seksualna w pewnych
>> okolicznościach jest bardzo trudna, o tyle z całą pewnością nie jest
>> szkodliwa dla zdrowia - nie przesadzajmy, Panie Jacku...
>Panie Marku ja tu jestem tylko widzem, stoję obok. Względnie tylko zalecam coś lub odradzam ludziom wokół mnie.
>Rozumiem, że porywa się pan na polemikę z doświadczeniami prof. Lwa Starowicza.
>Ok. W takim razie proszę podać swoje, konkretne i racjonalne kontrargumenty, chętnie sie z nimi zaznajomię.

Najpierw argumenty na rzecz danej tezy powinien przedstawić ten, kto uważa ją za prawdziwą. Wątpię, żeby prof. Starowicz prezentował pogląd, iż wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia. W polecanym przez Pana wywiadzie nie ma takiej tezy. Fragment wywiadu radiowego, wyrwany z kontekstu, to trochę za mało.
Dla mnie ta teza jest dziwaczna - nie spotkałem się z nią wcześniej.

>A może obecna interpretacja 6 przykazania świadczy o tym, że KrK nie zna realiów życia?

Według mojego rozeznania Kościół doskonale zna realia życia.
02-12-2012 19:55 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Najpierw argumenty na rzecz danej tezy powinien przedstawić
> ten, kto uważa ją za prawdziwą.

Argumenty są w artykule, czytajac go ze zrozumieniem mamy wszystko wyłożone jak na tacy, dokładnie to co nam w naszej rozmowie potrzeba. Proszę się nie wykręcać sianem, panie Marku. Tylko zmobilizować odrobinę koncentracji i wysiłku.

> Wątpię, żeby prof. Starowicz prezentował pogląd, iż wstrzemięźliwość
> seksualna jest szkodliwa dla zdrowia. W polecanym przez Pana wywiadzie
> nie ma takiej tezy. Fragment wywiadu radiowego, wyrwany z kontekstu, to trochę za mało.

Oczywiście, bo do gabinetu terapeutycznego prof. Lwa Starowicza pary katolickie chodzą sobie li tylko na szarlotkę i kawkę

Cytat:
Kiedy temat religii pojawia się w gabinecie terapeutycznym?
- Podam kilka typowych przykładów, które występują najczęściej. Jest para zaangażowana w ruch religijny, tzw. oazowy czy w duszpasterstwo akademickie. Są aktywistami religijnymi, ale są też parą dwojga młodych ludzi, no i mają poważny problem z seksem. Cały czas się hamują, tłumią swoje pożądanie, bo żyją w przekonaniu, że do ślubu należy zachować czystość. Przychodzą, gdy nie mogą sobie z tym poradzić, bardzo się męczą, albo też przychodzą po czasie, po ślubie, z następstwami tego skutecznego wytłumienia namiętności. Teraz już są związkiem, ale wygasili w sobie żar. Mogą w zgodzie z sumieniem rozpocząć współżycie, ale już im się nie chce albo kompletnie nie wiedzą, jak.


Cytat:
Zdarzają się panu jeszcze pacjentki na tyle przejęte wiarą, by mieć z nią problemy w łóżku?
- Rzadko, ale się zdarzają. Rygorystyczne wychowanie religijne wciąż pokutuje. Wychowanie, w którym seks jest traktowany jako grzech szczególny, a szóste przykazanie "nie cudzołóż" okazuje się najważniejsze z całego dekalogu, powoduje obsesyjną walkę z własną seksualnością, z "pokusami". To rodzi zahamowania w życiu seksualnym i to nie jest problem wydumany, choć na pewno mniej powszechny niż dziesięciolecia temu. Szacuje się, że kobiety z pochwicą - czyli ze skurczem pochwy uniemożliwiającym odbycie stosunku - stanowią ok. 2 proc. populacji.


Niestety nie tylko dłuższa wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa.
Może pan słyszał o nerwicy eklezjogennej.

pl.wikipedia.org/wiki/Nerwica_eklezjogenna

>>> Dla mnie ta teza jest dziwaczna - nie spotkałem się z nią wcześniej.
>> A może obecna interpretacja 6 przykazania świadczy o tym, że KrK nie zna realiów życia?
> Według mojego rozeznania Kościół doskonale zna realia życia.

Pana bałwochwalczy pogląd nt. Kościoła Katolickiego jest tutaj dość dobrze znany od lat (ja go znam jakoś od 1.5 mies.) Mnie interesują racjonalne argumenty, nie koronny argument z pana. To mi na nic p. Marku.
łącząc pozdrowienia
03-12-2012 01:11 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>> Wątpię, żeby prof. Starowicz prezentował pogląd, iż wstrzemięźliwość
>> seksualna jest szkodliwa dla zdrowia. W polecanym przez Pana wywiadzie
>> nie ma takiej tezy. Fragment wywiadu radiowego, wyrwany z kontekstu, to trochę za mało.
>Oczywiście, bo do gabinetu terapeutycznego prof. Lwa Starowicza pary katolickie chodzą sobie li tylko na szarlotkę i kawkę

Myślę, że chodzą tam w podobnych celach, co ateiści, agnostycy czy ludzie bez skrystalizowanego światopoglądu.

> Cytat:
Kiedy temat religii pojawia się w gabinecie terapeutycznym?
>- Podam kilka typowych przykładów, które występują najczęściej. Jest para zaangażowana w ruch religijny, tzw. oazowy czy w duszpasterstwo akademickie. Są aktywistami religijnymi, ale są też parą dwojga młodych ludzi, no i mają poważny problem z seksem. Cały czas się hamują, tłumią swoje pożądanie, bo żyją w przekonaniu, że do ślubu należy zachować czystość. Przychodzą, gdy nie mogą sobie z tym poradzić, bardzo się męczą, albo też przychodzą po czasie, po ślubie, z następstwami tego skutecznego wytłumienia namiętności. Teraz już są związkiem, ale wygasili w sobie żar. Mogą w zgodzie z sumieniem rozpocząć współżycie, ale już im się nie chce albo kompletnie nie wiedzą, jak.

I Pan tu widzi tezę, iż "wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia"?! Panie Jacku, niech Pan będzie poważny. W tych kilku zdaniach prof. Starowicz odnosi się do przykładów par, które walczą o zachowanie czystości przed ślubem i rodzi to u nich poważne problemy natury psychologicznej. Ten krótki tekst nie odnosi się natomiast do wszystkich innych problemów, np. do przypadków par, które takiej walki nie podjęły, co wpłynęło w ten czy inny sposób na ich przyszłe relacje, albo przypadków osób, które miały innych partnerów seksualnych przed ślubem, co nie było obojętne dla ich przyszłych małżonków, albo przypadków par, które "wpadły", a później się rozstały, co w dramatyczny sposób wpłynęło na losy ich dzieci itp. itd.

> Cytat:
Zdarzają się panu jeszcze pacjentki na tyle przejęte wiarą, by mieć z nią problemy w łóżku?
>- Rzadko, ale się zdarzają. Rygorystyczne wychowanie religijne wciąż pokutuje. Wychowanie, w którym seks jest traktowany jako grzech szczególny, a szóste przykazanie "nie cudzołóż" okazuje się najważniejsze z całego dekalogu, powoduje obsesyjną walkę z własną seksualnością, z "pokusami". To rodzi zahamowania w życiu seksualnym i to nie jest problem wydumany, choć na pewno mniej powszechny niż dziesięciolecia temu.

Ja nie wiem, o jakiej sekcie tu mowa, w każdym razie seks nie jest grzechem, lecz sposobem wyrażania miłości w małżeństwie, a szóste przykazanie jest szóstym przykazaniem, a nie pierwszym.

>Niestety nie tylko dłuższa wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa.
>Może pan słyszał o nerwicy eklezjogennej.

Różni ludzie mają różne problemy związane ze swoją seksualnością. I są tacy księża, którzy potrafią właściwie odczytać i realizować swoje powołanie do życia w celibacie (ja znam osobiście wyłącznie takich księży). I są tacy ludzie żyjący w małżeństwie, którzy również potrafią właściwie odczytać i realizować swoje powołanie do życia w wierności wobec swojego małżonka. Oczywiście, takie postawy pozostają w sprzeczności z błędnym poglądem, iż "dłuższa wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa".

EOT
03-12-2012 07:27 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Oczywiście, bo do gabinetu terapeutycznego prof. Lwa Starowicza
> pary katolickie chodzą sobie li tylko na szarlotkę i kawkę
> Myślę, że chodzą tam w podobnych celach, co ateiści, agnostycy czy ludzie
> bez skrystalizowanego światopoglądu.

A konkretnie, pana zdaniem po co?

> I Pan tu widzi tezę, iż "wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia"?!

Tu nie chodozi o to, czy ja tam widzę tą tezę, czy też nie. To dokładnie jest to zjawisko, które wyciąga na światło dzienne m.in. prof. Starowicz, wielu innych psychiatrów oraz psychologów. Jeśli chce pan znać detale i szersze omówienia tego - prosze powiedzieć, chęnie udostępnię.

> Panie Jacku, niech Pan będzie poważny. W tych kilku zdaniach prof.
> Starowicz odnosi się do przykładów par, które walczą o zachowanie
> czystości przed ślubem i rodzi to u nich poważne problemy natury
> psychologicznej

Ano właśnie. Widzę że już pan trochę łapie.
Najpierw psychologicznej, później w konsekwencji fizjologicznej.

> Ten krótki tekst nie odnosi się natomiast do wszystkich innych problemów,
> np. do przypadków par, które takiej walki nie podjęły,

Zgadza się. One są zdrowsze i już pomocy szukać nie muszą. Czemu panu to tak trudno zrozumieć?

> co wpłynęło w ten czy inny sposób na ich przyszłe relacje

"W ten czy inny sposób"? Prosze jaśniej, a najlepiej z przykładami.

> albo przypadków osób, które miały innych partnerów seksualnych
> przed ślubem, co nie było obojętne dla ich przyszłych małżonków

Z tym to różnie bywa, panie Marku. Najważniejsza jest umiejętność rozmy, umiejętność bycia szczerym, kiedy dla drugiej strony jest to ważne, wyczucie kiedy i czy w ogóle taka wiedza dla obydwojga stron jest pożyteczna.
Pan to by tak chciał tylko po idei katolickiej: jedna dziewczyna, poznana najlepiej w liceum, rach-ciach ślub a potem żyli długo i szczęśliwie z wianuszkiem dzieci. Jednak życie jest od tego nieskończenie bardziej bogatsze, co człowiek to inna historia

> albo przypadków par, które "wpadły", a później się rozstały, co w
> dramatyczny sposób wpłynęło na losy ich dzieci itp. itd.

I tak bywa. Na marginesie, przykład: znam jedną parę, która wpdła i jest do dziś szczęsliwa (po 14 latach).

> Ja nie wiem, o jakiej sekcie tu mowa, w każdym razie seks nie
> jest grzechem, lecz sposobem wyrażania miłości w małżeństwie,
> a szóste przykazanie jest szóstym przykazaniem, a nie pierwszym.

Z tą sektą to nie załapałem. Prosze bliżej.
Dobrze pan powiedział, seks sam w sobie nie jest grzechem, lecz sposobem wyrażania miłości.
Tyle, że jak ktoś tej miłości i szacunku do siebie ani partnera nie ma, to nawet w małżeństwie będzie grzechem. Osobiście uważam, że dysponując tymi przymiotami które wymieniłem seks nie jest grzechem również poza małżeństwem np. w konkubinacie czy też przed ślubem.

>> Może pan słyszał o nerwicy eklezjogennej.
> Różni ludzie mają różne problemy związane ze swoją seksualnością.
> I są tacy księża, którzy potrafią właściwie odczytać i realizować swoje
> powołanie do życia w celibacie (ja znam osobiście wyłącznie takich księży)

Być może, tego nie kwestionuję. Słyszałem coś o transformacji pierwiastka seksualnego w powołanie itp.
To jednak dla mnie tylko teoria. Praktykę dobrze opisuje prof. Lew Starowicz i są to argumenty racjonalne, które do mnie akurat jak najbardziej przemawiają: ktoś, kto ma niskie libido problemów z tłumieniem własnej seksualnosci (trzymaniem w ryzach) miał nie będzie. Inaczej kłopoty są raczej gwarantowane.
Proszę się teraz tak przy okazji zastanowić, tak zupełnie na marginesie: skąd były m.in. fundusze na wybudowanie Kaplicy Sykstyńskiej.

> I są tacy ludzie żyjący w małżeństwie, którzy również potrafią właściwie
> odczytać i realizować swoje powołanie do życia w wierności wobec
> swojego małżonka.

Oczywiście! Tu widzę że wreszcie rozumiemy. Ja absolutnie nie nawołuje tu nikogo do uprawiania skoków w bok heheh! Ależ ma pan bujną wyobraźnię!

> Oczywiście, takie postawy pozostają w sprzeczności z błędnym
> poglądem, iż "dłuższa wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa".

W żadnym razie! Chyba że ma pan oziębłą żonę, która leży w łóżku jak kołek drewna (względnie jej ulubionym i w zasadzie jedynym zajęciem jest ciosanie panu tych kołków na głowie)
To wówczas może lepiej pomyśleć nad rozwodem, albo.. właśnie, nad leczeniem np. u prof. Lwa Starowicza.

serdecznie pozdrawiam
03-12-2012 12:28 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Pudło.
Proszę spróbować najpierw poćwiczyć psychoanalizę z kolegami z budowy - może pójdzie Panu lepiej.
Rosjanki z długimi nogami odradzam.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
"Tyś rzekł", coś z tą psychoanalizą u pana widać jest rzeczy
Hehe, to był taki ironiczny żart panie Marku, próbowałem zmusić pana do myslenia. Proszę wszystkiego tak osobićie nie brać
Na marginesie, zdradze panu że Rosjanki są piękne - a co z nimi robię (może bunga bunga i zdradzam żonę, może nie).. to już moja słodka tajemnica
łącząc pozdrowienia
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ten krótki tekst nie odnosi się (..) do przypadków par, które takiej walki
> nie podjęły, co wpłynęło w ten czy inny sposób na ich przyszłe relacje
> (..) seks nie jest grzechem, lecz sposobem wyrażania miłości w małżeństwie

Nie wiem czy dobrze pana rozumiem: uważa pan, że seks przedmałżeński jest szkodliwy i wpływa negatywnie na przyszłe relacje zarówno pary, jak i później ewent. małżonków?
miłego dnia
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Najpierw argumenty na rzecz danej tezy powinien przedstawić ten,
> kto uważa ją za prawdziwą. Wątpię, żeby prof. Starowicz prezentował
> pogląd, iż wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia.(..)
> Fragment wywiadu radiowego, wyrwany z kontekstu, to trochę za mało.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,533518#w533950
serdecznie pozdrawiam
02-12-2012 10:30 
 Ocena 11 na 11
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>W nauczaniu moralnym Kościół kieruje się swoim rozpoznaniem dobra i zła

To prawda. Swoim. Pytanie brzmi: czy kościół jest w stanie wykreować moralnie przyzwoitego człowieka? Moim zdaniem - nie. Dlaczego? O tym za chwilę, ale zacznę pytaniami.

1. Czy katolik może być przyzwoitym człowiekiem? Może, chociaż to wcale nie łatwe, jednak znacznie łatwiejsze niż kiedyś, bowiem wpływy jakim poddany jest współczesny człowiek są na szczęście szerokie i łapie się dzięki temu rozmaite inspiracje, wzorce, znacznie lepiej rozpoznające konstrukcję człowieka, niż absurdalne bredzenie kościoła.

2.Czy sama Biblia może wykreować przyzwoitego człowieka? Być może tak, chociaż to trudno ocenić. Mamy tutaj bowiem zawartą całą masę inspiracji, do zarówno przyzwoitych, jak i nieprzyzwoitych poczynań czy poglądów. Na podstawie tych czasami prostych, czasami alegorycznych i niejednoznacznych przepisów na człowieczeństwo można zbudować bardzo różne rzeczy. Czasami wyjdzie z tego przyzwoity człowiek, czasami zbrodniarz, ale najczęściej jest to dość nieciekawa hybryda, ze sporą dawką niezbyt ciekawych popędów.

3.Czy kreacja człowieka wedle ściśle przestrzeganych zaleceń kościoła może stworzyć przyzwoitego człowieka? Moim zdaniem nie i na szczęście rzadko się tak dzieje, żeby człowiek w 21 wieku nie wyłapywał przyzwoitszych inspiracji z szerokiej przestrzeni kulturowej. Niemniej sama w sobie formacja kościelna jest, moim zdaniem, absurdalna i często patologiczna.

Uzasadnienie. W 21 wieku, wedle mojego najgłębszego przekonania, podstawą przyzwoitej formacji moralnej musi być pełna otwartość na różnorodność, odmienność, inność. Na akceptację, równouprawnienie i współpracę z każdym, kto nie wyklucza, nie dyskredytuje, nie poniża z powodów ideoloigcznych, jedynosłusznych. Musze brutalnie przyznać, że oprócz Mein Kampf tylko Katechizm Kościoła Katolickiego wzbudza we mnie podobny odruch odrazy. Formacja człowieka ku jedynosłuszności, ku popędom napędzającym pogardę, dyskredytację, szydzenie, poniżanie tego co w jakikolwiek sposób odmienne od jedynej słusznej linii, jest dzisiaj moralnie głęboko wątpliwa. Bo dąży do eliminacji jednostki odmiennej (zewangelizowania/wchłonięcia w łagodnym, europejskim przypadku) albo podda mniejszemu lub większemu ostracyzmowi, w zależności od warunków polityczno-społecznych. Tak więc, moim zdaniem, nauka kościóła jest fatalnym, haniebnym sposobem kreowania człowieka, zupełnie nieprzystającym i nieprzyzwoitym w 21 wieku.

Mam taki przykład ze znajomym księdzem, który stworzył i prowadzi ośrodek dla uzależnionej młodzieży. Na pierwszy rzut oka człowiek ten robi świetne rzeczy. Jest miły, sympatyczny, przyjazny. Przyparty do muru wychodzą z niego wszystkie kościelne paskudztwa. Od niechęci, poprzez dyskredytację, do poniżenia. Wszystko za pełnymi troski i "miłości" oczkami i fałszywymi deklaracjami. W ośrodku jest obowiązkowa formacja religijna, co jest skandalem, gdyż kreuje się tym dokładnie taką postawę, taki stosunek do ludzi, jedynosłuszny obraz świata mieszczący w sobie wykluczenie, dyskredytację i pogardliwy stosunek do wszystkiego, co odmienne.

>W XX wieku radykalnie zmienił się natomiast przekaz formułowany przez środowiska opiniotwórcze

No właśnie, ciemnoty kościelnej coraz mniej.

>a w związku z tym - także klimat moralny, w którym rozwijają się młodzi ludzie.

Dzięki kościołowi psychoterapeuci mają jeszcze sporo roboty. Ci kościeleni mają nieźle zryte pod czachą w tym względzie (a i inni się łapią slysząc zewsząd te brednie), pół biedy jeszcze, jak się we dwójkę zgodnie dobiorą.

>Dlatego młodym ludziom coraz trudniej jest przestrzegać zasad katolickiej etyki seksualnej. Nie wynika stąd jednak, że zasady te należy odrzucić, gdyż istnieją one niezależnie od człowieka i są niezmienne w czasie. Kierowanie się nimi służy dobru człowieka i Kościół racjonalnie to uzasadnia.

To na niebiesko to kościelna/religijna brednia. Kościół nie jest w stanie sensownie sformułować dobra. To zawsze będzie wypaczone absurdalną podstawą, chorą ideą potrzeby zdobycia nieskończonej pośmierci, do której ma człowieka doprowadzić jedynosłuszne postępowanie, myślenie, postrzeganie i odczuwanie. To jest dramatycznie głupie, a i niebezpieczne. Nie przystoi przyzwoitemu człowiekowi w 21 wieku zamieszkującemu wydawałoby sie mocno ucywilizowaną część świata. Ja odmawiam katolikom umiejętności sensownej kreacji dobra. Przeważnie będziecie, w najlepszym przypadku cokolwiek pokracznymi hybrydami, co najwyżej umiejętnie ukrywającymi (tak przed sobą, jak i przed innymi) paskudne poglądy, zapędy, popędy. Za "miłosną" i pozrnie dobrą maską. To, co częściowo was ratuje, to obce wpływy, a jeżeli się im słabo poddajecie, to wtedy ten kaganiec i straszak pod postacią srogich konsekwencji pośmiertnych, być może jest uzasadniony. Sensownie wychowany człowiek nie musi być straszony albo kuszony, żeby być przyzwoitym. Zna granice, wyczuwa je już instynktownie, szanuje i upowszechnia.
02-12-2012 13:22 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W nauczaniu moralnym Kościół kieruje się swoim rozpoznaniem dobra i zła, a nie "interesem politycznym", tzn. kalkulowaniem, jak to nauczanie wpłynie na liczbę odejść z Kościoła czy na stopień przestrzegania tego nauczania przez wiernych.
Aby coś wiedzieć o moralności katolickiej warto przeczytać książkę "Szkice o moralności katolickiej" wielkiego specjalisty od niej prof. Józefa Kellera. Opisane tam jest dosyć dobrze czym kieruje się Kościół.

Warto też przeczytać znakomite książki opisujące watykańskie znakomite biurokratyczne maszynki Tadeusza Brezy Spiżowa Bramai Urząd O którym pan Szelbracikowski, z parafii pana Bieleckiego zechciał napisać:"Tadeusz Breza - jako przedstawiciel placówki politycznej byłej PRL poza granicami kraju (nie tylko w Rzymie; w Kolonii znajdowali się tacy "spece" także!) przez trzysta stron swojej powieści mąci nam w głowie"...

>W kwestii, którą Pan poruszył, podstawowe zasady moralne nauczane przez Kościół nigdy się nie zmieniły (wraz ze zmianami kulturowymi zmieniał się język tego nauczania i rozłożenie akcentów, ale podstawowe zasady pozostawały niezmienne).
Albo Pan niewiele wie, albo znowu próbuje Pan tu kit wciskać. Wystarczy zestawić stary i nowy kodeks prawa kanonicznego, aby dostrzec różnice. Już nie mówiąc o magisterium.

>W XX wieku radykalnie zmienił się natomiast przekaz formułowany przez środowiska opiniotwórcze, a w związku z tym - także klimat moralny, w którym rozwijają się młodzi ludzie.
W XX wieku pozmieniało się do cholery i trochę, a pod koniec i na początku XXI zaczął ujawniać się bardzo smrodliwy klimat wewnątrz Kościoła. To wprost odór.

>Dlatego młodym ludziom coraz trudniej jest przestrzegać zasad katolickiej etyki seksualnej.
Dlatego coraz większe grupy ludzi (szczególnie młodych) mają to całe Kościelne nauczanie głęboko w poważaniu
i Kościół do tego poważania musi się dostosować, gdyż przestanie zarabiać nawet na tradycyjnych rytuałach.

>Nie wynika stąd jednak, że zasady te należy odrzucić, gdyż istnieją one niezależnie od człowieka i są niezmienne w czasie.
Nie istnieją i nie istniały jakiekolwiek zasady nie wymyślone przez człowieka, jak i nie istnieją żadne zasady niezmienne w czasie. Nie istnieją też żadne zasady moralne - poza najbardziej podstawowymi (uniwersalistycznymi) obowiązującymi wszystkich ludzi.

>Kierowanie się nimi służy dobru człowieka i Kościół racjonalnie to uzasadnia.
Kościół Katolicki jest najlepszym dowodem na nieistnienie Boga (szczególnie Boga-Miłości). Bóg gdyby istniał, to nie pozwoliłby na ten bezmiar zbrodni czynionych w jego imieniu. Kapłani Kościoła katolickiego, to najbardziej obłudna grupa osób, najbardziej pazerna na dobra doczesne i zaspokojenie swoich chuci jaka istniała na świecie. Zawsze gotowi byli nawet do najgorszych zbrodni "Na Bożą Chwałę", z której dorobku niecnie korzystali. Zdaje się jest Pan z Warszawy, to polecam wystawę: www.narzedziatortur.com/ , choć może lepiej nie. Będzie Panu smutno, że ramach miłości bliźniego nie będzie Pan mógł ich zastosować do Tabisza i Bogusławskiego.

PS. A to już tylko dodatek dla inteligentnych myślących samodzielnie:
bacon.umcs(*)ksty referatow)/Kostro.pdf
pl.scribd.com/doc/17398998/Disputatio-Tom-VII-ycie

Miłego dnia.

@@@
.
02-12-2012 14:16 
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Zdaje się jest Pan z Warszawy, to polecam wystawę: www.narzedziatortur.com/ , choć może lepiej nie. Będzie Panu smutno, że ramach miłości bliźniego nie będzie Pan mógł ich zastosować do Tabisza i Bogusławskiego.

Chyba nie ma takich pragnień, ale kto go tam wie do końca. Pewne jest coś innego. Coś z wypowiedzi założycielskiej, mianowicie wyparcie, czyli zbrodnie inkwizycji, tortur i mordów to nie sprawa kościoła/chrześcijaństwa/wiary w miłościwego Boga. Dalej mamy kolejny mechanizm obronny, projekcję, czyli zło jest u Tabisza, we wrocławskim PSRze co, cytując Marka, "łatwo sobie wyobrazić" i generalnie tam, gdzie nie ma kościoła. Ma człowiek wyobraźnię względem ideologicznego przeciwnika, szkoda tylko, że przysłania mu ona fakty ze swojego podwórka. A na koniec jeszcze trochę megalomanii, czyli Ja - dobry - miły Bogu i właściwy, nie to co nieugruntowany światopoglądowo katolik. Trzy w jednym.

1.Natrętne i automatyczne wypieranie tego, co niewygodne.
2.Projekcja własnych ułomności na swych oponentów.
3.Samodowartościowanie/wyniesienie się przez dyskredytację niewłaściwych katolików, czyli grzeszników, czyli właściwie niekatolików, czyli złych.

To trzecie jest bardzo potrzebne, żeby przykryć skuteczniej pierwsze dwa. I mamy cudo chodzące. Ecce homo Bielecki.
A cały post założycielski to zwyczajny paszkwil. Sugestia, że Tabisz i ci od Tabisza to !@#$%%^&, nieugruntowani "katolicy" podobnie. Za to Bielecki cacy. Ten od prawdziwej prawdy, prawdziwej miłości i prawdziwego dobra. O czym nie ma pojęcia, poza ewentualnie kościelną wykładnią, czasami zmutowaną jeszcze po swojemu. Żeby być z żoną bliżej wieczności.
02-12-2012 19:51 
 Ocena 7 na 7
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>A cały post założycielski to zwyczajny paszkwil. Sugestia, że Tabisz i ci od Tabisza to !@#$%%^&, nieugruntowani "katolicy" podobnie.<
Paszkwil to może nie jest. ratus trafnie zauważył że jest to kolejny pretekst do wypełnienia misyjnego dzieła, i przy okazji ukłucia szpilką.
Ten temat nie nadaje się do dyskusji, zawiera tezy i gotowe wnioski. Dlatego nie traktuję go poważnie i wam też to radzę.
02-12-2012 20:22 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Paszkwil to może nie jest. ratus trafnie zauważył że jest to kolejny pretekst do wypełnienia misyjnego dzieła, i przy okazji ukłucia szpilką.

Zgadza się, ale zapał chyba został spacyfikowany. Na szpilkę wyciągam widły. Zobaczymy czy coś będzie dalej.

>Ten temat nie nadaje się do dyskusji, zawiera tezy i gotowe wnioski. Dlatego nie traktuję go poważnie i wam też to radzę.

Zupełnie się nie nadaje, ale można się nim posłużyć. To niezłe tło do tego, żeby sprowadzić wątek w przeciwnym kierunku niż oferuje to perfidne, ale słabo ukryte zamierzenie założyciela.
02-12-2012 20:35 
 Ocena 5 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Zupełnie się nie nadaje, ale można się nim posłużyć. To niezłe
> tło do tego, żeby sprowadzić wątek w przeciwnym kierunku niż
> oferuje to perfidne, ale słabo ukryte zamierzenie założyciela.

Dodam tu jedno - też widać w tym konstrukcie sporą manipulację autora a propos niby mojego pytania. Było ono sformułowane dość precyzyjnie (przynajmniej na poczatku podał do niego link)
Odpowiedzi na tamto pytanie niestety nie dostałem, a mamy to co mamy.
Czasem się zastanawiam, po co on to wszystko robi - niestety nie mogę się opędzić od wniosku, że wprost nadaje się do gabinetu prof. Lwa Starowicza. Trochę to wszystko smutne.
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 21:15 
 Ocena 8 na 8
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Odpowiedzi na tamto pytanie niestety nie dostałem, a mamy to co mamy<
Bielecki nigdy nie odpowiada na pytania które mu nie leżą. Ewentualnie robi zdziwioną minę i pyta: "Nie rozumiem co ma Pan na myśli p. Jacku"
03-12-2012 00:20 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> widać w tym konstrukcie sporą manipulację autora a propos niby mojego pytania. Było ono sformułowane dość precyzyjnie (przynajmniej na poczatku podał do niego link)
>Odpowiedzi na tamto pytanie niestety nie dostałem, a mamy to co mamy.

Panie Jacku, a jeszcze niedawno napisał mi Pan coś zupełnie innego:
Cytat:
Panie Marku, na wstępiej dziękuję za tak wnikliwe potraktowanie mojego pytania oraz zaangażowanie w odpowedź.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,533518#w533618

Zmienił Pan zdanie czy jest Pan nieszczery? Jestem tym Pana wpisem trochę rozczarowany.
03-12-2012 06:34 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Panie Marku, niech mnie pan nie wypuszcza. Pytanie pan przekonstruował tak, że z moim teraz nie ma wiele wspólnego /pomijając już pana intencję, którą większość użytkowników już zrozumiała, przejrzała i od tym napisała/
Zaangażowanie w odpowiedź (na którą miałem jakąś tam nadzieję) wciąż nie oznacza odpowiedzi.
Troszku się już niecierpliwię, myślałem że się to jakoś rozwninie w tym kierunku, w którym moje pytanie było pierowotnie postawione, ale widzę że wciąż nic z tego. Gorzej, że nawet się na to nie zanosi.
Kiedy się pan w końcu za to zabierze?
łącząc pozdrowienia
02-12-2012 16:03 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>PS. A to już tylko dodatek dla inteligentnych myślących samodzielnie:
>bacon.umcs(*)ksty referatow)/Kostro.pdf

Panie Andrzeju, bardzo pouczający artykuł. Podsumowanie (poniżej) stanowi również mój punkt odniesienia.
Łącząc pozdrowienia
Cytat:
Nie znaczy to jednak, by traktować przerwania ciąży w jej przedosobowym stadium za środek regulacji poczęć. Także życiu przedosobowym człowieka należy się szacunek i jego przerwanie nie jest czymś moralnie obojętnym. W przypadkach jednak szczególnych, gdy chodzi o ratowanie życia matki, o ciążę, która jest skutkiem gwałtu itp. należy dopuścić możliwość jej przerwania właśnie w okresie przedosobowym jej rozwoju. Takiego zdania jest dziś szereg filozofów i teologów katolickich np. cytowani już B. Häring czy J. Mahoney
W perspektywie wielu wątpliwości i ich ogromnych konsekwencji moralno-prawnych, co do "początków" osoby ludzkiej wydaje się, że odpowiedź antropologii naukowej, może pozwolić na porozumienie nie tylko pomiędzy genetykami a Kościołem Katolickim, lecz przede wszystkim pomóc lekarzom i ich pacjentkom, dla których życia i zdrowia ciąża stanowi poważne zagrożenie. Od tego, jak zostanie sformułowana ta definicja zależy zarówno życie nienarodzonych, jak i śmierć kobiet, które straciły życie ze względu na niechęć naukowców i teologów do poszukiwania i definiowania początku "osoby ludzkiej".
Autorzy tego artykułu, chociaż są przekonani, że w rozwoju embrionalno-płodowym człowieka mamy do czynienia ze stadium przedosobowym, to jednak uważają, że jeżeli ku temu nie ma bardzo poważnych powodów, należy w pełni uszanować takie życie przedosobowe. Szacunek ten należy jednak także okazywać kobietom, poprzez pozostawienie
im wolności w podejmowaniu decyzji i obdarzanie zaufaniem, jako osób powołanych do odpowiedzialności. Decyzja o aborcji, nawet w stadium przedosobowym, zawsze pozostaje dramatem kobiety, swoistą klęską społeczeństwa i medycyny, które nie mogą dać jej wsparcia, czy pomóc rozwiązać problemów zdrowotnych. Zdaniem autorów aborcja (także jeżeli dokonywana jest w stadium przedosobowym rozwoju płodu) nie może nigdy, powtórzmy to, być traktowana jako metoda regulacji urodzeń. Aborcja może przynieść bardzo poważne negatywne skutki zdrowotne i wychowawczo-moralne. Jednak przede wszystkim należy na nią patrzeć z perspektywy dramatu osoby ludzkiej (nie bezdusznego przestępstwa), i nie ustawać w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące zarówno początku jak i końca życia.
02-12-2012 16:27 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Autorzy tego artykułu, chociaż są przekonani, że w rozwoju embrionalno-płodowym człowieka mamy do czynienia ze stadium przedosobowym, to jednak uważają, że jeżeli ku temu nie ma bardzo poważnych powodów, należy w pełni uszanować takie życie przedosobowe.
Autorzy tego artykułu są katolikami i artykuł - moim zdaniem - dowodzi tylko tego, iż nie każdy katolik musi być zaraz głupcem. To mądrzy ludzie i mądry artykuł, ale przy okazji warto zwrócić uwagę ile trzeba się nagimnastykować, aby pogodzić naukę z ideologią.

Pozdrawiam.

@@@
.
03-12-2012 20:13 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>Autorzy tego artykułu, chociaż są przekonani, że w rozwoju embrionalno-płodowym człowieka mamy do czynienia ze stadium przedosobowym, to jednak uważają, że jeżeli ku temu nie ma bardzo poważnych powodów, należy w pełni uszanować takie życie przedosobowe. <
I z tym mam właśnie problem. Co znaczy stadium bezosobowe? Wynika ono z badań medycznych czy z mądrości Arystotelesa i Tomasza. Rozwój zygoty jet procesem ciągłym, nie dokonuje się skokowo. Dlatego nie wiem jak można ustalić granicę między stadiami.
>Autorzy tego artykułu są katolikami i artykuł - moim zdaniem - dowodzi tylko tego, iż nie każdy katolik musi być zaraz głupcem.<
Głupcem nie musi być i wielu nie jest.Ale zarówno ci mądrzy jak i ci głupsi nigdy duszy nie wiedzieli. Kiedy wchodzi, kiedy wychodzi do z, człowieka. Jak to jest z tymi zroślakami syjamskimi o których mowa. Mają dwie oddzielne dusze, dwie zrośnięte, czy może tylko jedną? A jak mają jedną to czy przy chirurgicznym rozdzielaniu bliźniaków syjamskich, dzieli się też skalpelem duszę?
>To mądrzy ludzie i mądry artykuł, ale przy okazji warto zwrócić uwagę ile trzeba się nagimnastykować, aby pogodzić naukę z ideologią.<
To jest właśnie próba pogodzenia nauki z ideologią, próba skazana na niepowodzenie. Nauki empiryczne są wolne od ideologii. W artykule jest wspomniany lekarz Innocentego X, Paul Zacchias. Można, choć nie trzeba, wyciągnąć wniosek że lekarz kierował się przesłankami medycznymi. Tymczasem sprawa wyglądała inaczej. Zacchias argumentował że nie jest godne żeby matka boża w swym rozwoju była przez pewien okres "nierozumna". Od początku musiała posiadać duszę człowieka. I to skłoniło Kościół do odejścia od nauki kolejnego uduchawiania płodu duszą roślinną, zwierzęcą i na koniec ludzką.
03-12-2012 22:20 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Autorzy tego artykułu, chociaż są przekonani, że w rozwoju embrionalno-płodowym człowieka mamy do czynienia ze stadium przedosobowym, to jednak uważają, że jeżeli ku temu nie ma bardzo poważnych powodów, należy w pełni uszanować takie życie przedosobowe. <
>I z tym mam właśnie problem. Co znaczy stadium bezosobowe?
Trzeba sięgnąć wyżej. To jest zdanie autorów artykułu.

>Wynika ono z badań medycznych czy z mądrości Arystotelesa i Tomasza. Rozwój zygoty jet procesem ciągłym, nie dokonuje się skokowo. Dlatego nie wiem jak można ustalić granicę między stadiami.
Wynika ze stanu umysłowego autorów.

>>>>Autorzy tego artykułu są katolikami i artykuł - moim zdaniem - dowodzi tylko tego, iż nie każdy katolik musi być zaraz głupcem.<
>Głupcem nie musi być i wielu nie jest. Ale zarówno ci mądrzy jak i ci głupsi nigdy duszy nie wiedzieli. Kiedy wchodzi, kiedy wychodzi do z, człowieka. Jak to jest z tymi zroślakami syjamskimi o których mowa. Mają dwie oddzielne dusze, dwie zrośnięte, czy może tylko jedną? A jak mają jedną to czy przy chirurgicznym rozdzielaniu bliźniaków syjamskich, dzieli się też skalpelem duszę?
Ja też duszy nie widziałem, a nawet znana mi nauka, nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu na najmniejszy ślad duszy nie natrafiła.

>>>>To mądrzy ludzie i mądry artykuł, ale przy okazji warto zwrócić uwagę ile trzeba się nagimnastykować, aby pogodzić naukę z ideologią.<
>To jest właśnie próba pogodzenia nauki z ideologią, próba skazana na niepowodzenie.
Dlaczego? Większość ludzi w przeróżne ideologie święcie wierzy.

>Nauki empiryczne są wolne od ideologii.
Uważam, że to tylko Pańska wiara. Uprawianie nauki jest kosztowne i ktoś za to musi zapłacić, a płaci się tylko za to co zgodne jest z interesem płatnika. Zgadzam się, że nauki przyrodnicze mają większą wolność od społecznych, ale tylko "większą".

Pozdrawiam.

@@@
.
03-12-2012 23:21 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Trzeba sięgnąć wyżej. To jest zdanie autorów artykułu.<
To była też polemika z tekstem, nie z Panem, Panie Andrzeju!
>Wynika ze stanu umysłowego autorów.<
I tu katoli zupełnie nie rozumiem. Osobiście nie mam nic przeciw ludziom wierzącym (dopóki nie próbują mnie nawracać), nawet ich nieraz podziwiam. Ale że nie reflektują, nie zastanawiają się nad tym co się im sprzedaje, to jest dla mnie niezrozumiałe. Niematerialna dusza będzie cierpieć w piekle bóle fizyczne? Z Apokalipsy wiadomo przynajmniej jaka tam jest temperatura, 444°C.
>Uważam, że to tylko Pańska wiara.<
To wynika z samej istoty nauki. Nauka to nie jest wiara, konkretny wynik badawczy jest niezależny od woli i oczekiwań badacza.
>Uprawianie nauki jest kosztowne i ktoś za to musi zapłacić, a płaci się tylko za to co zgodne jest z interesem płatnika. Zgadzam się, że nauki przyrodnicze mają większą wolność od społecznych, ale tylko "większą".<
To może dotyczyć konkretnych studiów na zamówienie przemysłu, polityki lub podobne, ale nie w badaniach uniwersyteckich, instytutów naukowych. Badacze posiadają autonomię, temu nie można zaprzeczyć. Można im zablokować pewne konkretne projekty ale wymusić konkretny wynik badawczy, tego się nie da.
04-12-2012 16:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Trzeba sięgnąć wyżej. To jest zdanie autorów artykułu.<
>To była też polemika z tekstem, nie z Panem, Panie Andrzeju!
Dlatego też nie jestem w stanie na tą polemikę odpowiedzieć.

>>>>Uważam, że to tylko Pańska wiara. Uprawianie nauki jest kosztowne i ktoś za to musi zapłacić, a płaci się tylko za to co zgodne jest z interesem płatnika. Zgadzam się, że nauki przyrodnicze mają większą wolność od społecznych, ale tylko "większą".
>To wynika z samej istoty nauki.
Co wynika z istoty nauki? Jej finansowanie?

>Nauka to nie jest wiara,
Zupełnie nie jest.

>konkretny wynik badawczy jest niezależny od woli i oczekiwań badacza.
Co wcale nie znaczy, iż nie dokonywano prób manipulacji.

>>>>Uprawianie nauki jest kosztowne i ktoś za to musi zapłacić, a płaci się tylko za to co zgodne jest z interesem płatnika. Zgadzam się, że nauki przyrodnicze mają większą wolność od społecznych, ale tylko "większą".
>To może dotyczyć konkretnych studiów na zamówienie przemysłu, polityki lub podobne, ale nie w badaniach uniwersyteckich, instytutów naukowych.
Tak Pan sądzi? Badania podstawowe, to nic nie kosztują, czy finansowane są altruistycznie. A o wpływie zamówień militarnych, czy ideologiczno-propagandowych (kosmos) to nic Pan nie słyszał?

>Badacze posiadają autonomię, temu nie można zaprzeczyć.
Nie wiem co Pan rozumie pod terminem "autonomia"? Bo nie mam zamiaru powiedzieć, iż w warunkach pokoju np. nie mogą odejść z pracy. A o walce o granty, to Pan nic nie słyszał?

>Można im zablokować pewne konkretne projekty
I to się robi?

> ale wymusić konkretny wynik badawczy, tego się nie da.
Pan tak zupełnie poważnie, to skąd te afery dotyczące np. przemysłu farmaceutycznego?

To za poważny temat aby zbyć go kilkoma postami, a jednocześnie moja wiedza jest zbyt powierzchowna bym chciał na ten ten temat poważnie dyskutować.
Z moich lektur wynika, że bardzo wielu uczonych nie zgadza się z Pańskim optymistycznym obrazem, a ja w ogólnej ocenie roli nauki zgadzam się z poniższym cytatem:
NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.

Nauką nazywa się też działalność wyspecjalizowanych pracowników organizacji naukowych, dysponujących wciąż ulepszanymi narzędziami, instrumentami, podejmujących przedsięwzięcia badawcze, które powiększając zasoby wiedzy i umiejętności przyczyniają się do dalszego rozwoju nauki. (...)

Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.

Nie tak dawno w obronie wolności uczonych wystąpiła profesor Maria Szyszkowska: Nie bacząc na konsekwencje swoich odkryć - bo te nie są możliwe do przewidzenia - uczony powinien starać się poznać to, co nieznane. Tych wysiłków nie powinna hamować świadomość, że dzieje każdej z nauk to zapis błędów, które człowiek popełnia, dążąc do pełniejszego poznania. Wyjątek stanowi tu historia filozofii, bowiem nadal są aktualne poglądy filozoficzne formułowane wcześniej, a nawet w starożytności. Badania naukowe nie powinny podlegać ocenom moralnym. Są to odmienne dziedziny, podobnie zresztą jak prawo stanowione i moralność, ale to dygresja na marginesie. W dziedzinie nauk wartością podstawową jest prawda - zaś w moralności dobro.(...) Uczeni odkrywając to, co nieznane, rozwiązują zarazem problemy istnienia człowieka.(...)

Nie zapominajmy przy tym, jak ważną rolę spełnia w działalności naukowej aspekt ideologiczny. Biorąc to pod uwagę, jest dla mnie oczywistym to, co dziwi w tym artykule panią profesor: Trudno zrozumieć tych, którzy cenią wolność i stwierdzają, że jest ona stanem faktycznym w Polsce, ale zarazem chcą ograniczać wolność uczonych. Trudno także zrozumieć tych, którzy godzą się z tym, że produkuje się broń mającą na celu zabijanie ludzi i zwierząt, natomiast "rozdzierają szaty" z powodu niektórych badań naukowych.

Tylko dominująca idea dysponuje w miarę pełną wolnością. Wszelkie inne nawet oczywiste prawdy muszą przebijać się z trudem. Nie do obrony jest twierdzenie o obiektywności nauki. Wyniki badań naukowych są propagowane bądź przemilczane w zależności od światopoglądu wyznawanego przez grupy posiadające władzę i wpływy w społeczeństwie. Najczęściej uczeni i naukowe struktury są powiązane rozlicznymi więzami zależności z biznesem i władzą, od których zależą fundusze na ich utrzymanie, a co za tym idzie nauka jest uwikłana i mniej lub bardziej wykorzystywana przez ideologię. Względy ideologiczne decydują o kierunkach i zakresie badań wielu dyscyplin naukowych, a zwłaszcza nauk społecznych: politologii, historii, ekonomii, socjologii, religioznawstwa i innych. Dosyć smutny obraz wolności myśli i nauki przedstawił profesor Stanisław Kozyr-Kowalski, w 13. i 14. numerze "Forum Klubowego".
www.racjon(*)s,4867/q,Dyskurs.nauki.i.wiary

Pozdrawiam.

@@@
.
04-12-2012 22:39 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Co wynika z istoty nauki? Jej finansowanie?<
Z istoty nauki wynika to co Pan napisał poniżej na niebiesko.
Zna Pan dziedzinę życia nie wymagającą finansowania? Wszystko wymaga finansów. Oświata podstawowa, służba zdrowia, budowa infrastruktury oraz badania naukowe.
>Co wcale nie znaczy, iż nie dokonywano prób manipulacji<
Mówimy o precedensach czy o nauce jako takiej? Nie widzi Pan różnicy między nauką a nadużywaniem jej autorytetu.
>>>>>Uprawianie nauki jest kosztowne i ktoś za to musi zapłacić, a płaci się tylko za to co zgodne jest z interesem płatnika. Zgadzam się, że nauki przyrodnicze mają większą wolność od społecznych, ale tylko "większą".<
Kto i jaki miał interes w tym żeby okryć nowy gatunek motyla w Amazonii? Polityka, Kościół czy biznes? Komu służy odkrycie czarnej dziury o której mówiono ostatnio w mediach?
>Tak Pan sądzi? Badania podstawowe, to nic nie kosztują, czy finansowane są altruistycznie. A o wpływie zamówień militarnych, czy ideologiczno-propagandowych (kosmos) to nic Pan nie słyszał?<
Tak sądzę. Badania na zamówienie wymieniłem. Obserwacja supernova czy stwierdzenie ekspansji kosmosu nie przynosi nikomu bezpośredniej korzyści, poza nauką.

>Nie wiem co Pan rozumie pod terminem "autonomia"? Bo nie mam zamiaru powiedzieć, iż w warunkach pokoju np. nie mogą odejść z pracy. A o walce o granty, to Pan nic nie słyszał?
Grant oznacza najogólniej dofinansowanie inwestycji, niekoniecznie projektu badawczego. Nie widzę też nic złego jeżeli ONZ finansuje badania nad AIDS lub podobne. Poza Grant istnieje jeszcze inne anglojęzyczne pojęcie: Tenure-Track. Europa zna pojęcie "urzędnika państwowego" i naukowiec posiadający ten status posiada autonomię badań jak też gwarancję zatrudnienia. Zwolnienie jest możliwe ale obwarowane wieloma warunkami.
>Pan tak zupełnie poważnie, to skąd te afery dotyczące np. przemysłu farmaceutycznego?<
Najpoważniej.
Afery są w różnych instytucjach, mamy je zlikwidować?
>Biorąc to pod uwagę, jest dla mnie oczywistym to, co dziwi w tym artykule panią profesor:Trudno zrozumieć tych, którzy cenią wolność i stwierdzają, że jest ona stanem faktycznym w Polsce<

Ja mówiłem o nauce ogólnie, Pan ją zawęził do polskiego podwórka. (Akurat z tego podwórka nie stają zbyt często na parkiecie w Oslo). Stąd całe nieporozumienie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Z istoty nauki wynika to co Pan napisał poniżej na niebiesko.
Na niebiesko to cytat, z którym zgadzam się całkowicie, ale chyba Pan go nie doczytał i dyskutuje sam ze sobą.

>Zna Pan dziedzinę życia nie wymagającą finansowania? Wszystko wymaga finansów. Oświata podstawowa, służba zdrowia, budowa infrastruktury oraz badania naukowe.
Nie, nie znam takiej dziedziny i nie znam też poważnego przypadku aby finansujący zrezygnował z wpływu na cel wydawanych środków.

>>>>Co wcale nie znaczy, iż nie dokonywano prób manipulacji<
>Mówimy o precedensach czy o nauce jako takiej? Nie widzi Pan różnicy między nauką a nadużywaniem jej autorytetu.
Ja nie wiem o czym Pan mówi, ja napisałem i o skandalicznych precedensach i o nauce jako takiej. Czy widzę różnicę, to jest zdecydowanie zaznaczone i w mojej wypowiedzi i w cytacie. Widocznie nie doczytał Pan i polemizuje sam ze ze sobą.

>>>>>>Uprawianie nauki jest kosztowne i ktoś za to musi zapłacić, a płaci się tylko za to co zgodne jest z interesem płatnika. Zgadzam się, że nauki przyrodnicze mają większą wolność od społecznych, ale tylko "większą".<
>Kto i jaki miał interes w tym żeby okryć nowy gatunek motyla w Amazonii?
Najmniejszy miał motyl. Poza tym mówiłem o nauce, a nie o odkryciach, tak to są rzeczy powiązane, ale wcale to nie jest to samo.

>Polityka, Kościół czy biznes?
Nie zajmuję się problemem finansowania nauki, ale wiem, że nic nie ma za darmo.

>Komu służy odkrycie czarnej dziury o której mówiono ostatnio w mediach?
Wymaga Pan ode mnie wiedzy, której nie posiadam. Analiz społeczno-ekonomicznych konkretnych przypadków obszaru badań i osiągnięć naukowych.
Więc się zrewanżuję.
Uważam inwestycję w naukę za najbardziej efektywnie wydawane pieniądze w rozwój kraju. Dlaczego w Polsce wydaje się ich tak mało i jeszcze ogranicza. Dlaczego w III RP tak drastycznie ograniczono środki na badania podstawowe. Dlaczego likwiduje się ośrodki naukowe np. dąży do zlikwidowana PAN? Komu przyniósł korzyści "błękitny laser" i dlaczego. Takich pytań są setki, ale trzeba umieć dostrzec problem.

>>>>Tak Pan sądzi? Badania podstawowe, to nic nie kosztują, czy finansowane są altruistycznie. A o wpływie zamówień militarnych, czy ideologiczno-propagandowych (kosmos) to nic Pan nie słyszał?<
>Tak sądzę.
Że badania podstawowe nic nie kosztują, to ciekawostka. Szkoda, że w RP się zwijają z powodu braku środków.

>Badania na zamówienie wymieniłem.
Ja też i co z tego?
Uważam, że gdy środki na naukę na zamówienie dominują, to nauka jest bardzo kulawa i zdeprawowana. Większość środków powinna pochodzić z budżetu (gdyż ponoszenie poziomu społeczeństwa i rozwój nauki to ogólnonarodowy interes), a to już decyzje polityczne.

>Obserwacja supernova czy stwierdzenie ekspansji kosmosu nie przynosi nikomu bezpośredniej korzyści, poza nauką.
Naprawdę? A pośrednio to już coś przynosi, czy to tylko sztuka dla sztuki?
I politycy wykładają duże środki na takie badania (nie przynoszących bezpośredniej korzyści) zupełnie altruistycznie? Przypomina mi to propagandę Kościoła czyniącego zawsze dobrze, dla dobra ludzi.
Niektórzy to kupują ja nie. Poza tym nie widzę powodu do ograniczania korzyści do bezpośrednich.

>>>>Nie wiem co Pan rozumie pod terminem "autonomia"? Bo nie mam zamiaru powiedzieć, iż w warunkach pokoju np. nie mogą odejść z pracy. A o walce o granty, to Pan nic nie słyszał?
>Grant oznacza najogólniej dofinansowanie inwestycji, niekoniecznie projektu badawczego. Nie widzę też nic złego jeżeli ONZ finansuje badania nad AIDS lub podobne. Poza Grant istnieje jeszcze inne anglojęzyczne pojęcie: Tenure-Track. Europa zna pojęcie "urzędnika państwowego" i naukowiec posiadający ten status posiada autonomię badań jak też gwarancję zatrudnienia. Zwolnienie jest możliwe ale obwarowane wieloma warunkami.
Mam stary dobry zwyczaj naukowy, gdy podejmuję merytoryczną rozmowę, to zastanawiam się co mój interlokutor powiedział i nie dyskutuję sam ze sobą. (Z tym co wydaje mi się, że on miał na myśli, a tym bardziej nie imputuję mu myśli, których on nie wyraził.) Przepraszam, ale cały ten Pański post nie koresponduje z moim wyższym postem.

>>>>Pan tak zupełnie poważnie, to skąd te afery dotyczące np. przemysłu farmaceutycznego?
>Najpoważniej.
>Afery są w różnych instytucjach, mamy je zlikwidować?
A gdzie Pan takiego wniosku Pan się doczytał? Jak Pan sobie to wyspekulował? Przecież ten przykład czego innego dotyczył.

>>>>Biorąc to pod uwagę, jest dla mnie oczywistym to, co dziwi w tym artykule panią profesor:Trudno zrozumieć tych, którzy cenią wolność i stwierdzają, że jest ona stanem faktycznym w Polsce.
>Ja mówiłem o nauce ogólnie, Pan ją zawęził do polskiego podwórka. (Akurat z tego podwórka nie stają zbyt często na parkiecie w Oslo).
Wydaje mi się, że jest tu znacznie dalej ja napisałem o czymś zupełnie innym, a Pan o czymś zupełnie innym.
Tak dziwnie się składa, że jestem Polakiem i mnie najbardziej interesuje własne podwórko i mniej mnie tu interesuje nawet "Oslo", jak to, że Polska zarabia tak niewielkie pieniądze wynikające z intelektu Polaków, że cofamy się w naukowym znaczeniu, zamiast dążyć do przodu. To właśnie powinno być interesem Polski i potrzebne są decyzje polityczno-ekonomiczne aby tak się stało. Może warto przyjrzeć się reformom w Finlandii.

>Stąd całe nieporozumienie.
Bardzo proszę o ponowne przeczytanie moich wypowiedzi i sądzę, iż obszar naszego nieporozumienia ogromnie się zmniejszy, gdyż mając dosyć podobne poglądy pisaliśmy o różnych sprawach i akcentowaliśmy inne sprawy.

PS. Przepraszam, ale ani to nie jest tematem wątku, ani nie mam ochoty na ten temat rozmawiać.

Pozdrawiam.

@@@
.
02-12-2012 14:02 
 Ocena 11 na 11
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>W nauczaniu moralnym Kościół kieruje się swoim rozpoznaniem dobra i zła,<

masturbacja jest złem - celibat jest dobrem,
aborcja ( aborcio - poronienie, przedwczesny poród) jest złem - narodziny Jezusa 4 lata przed jego urodzeniem, jest dobrem,
gwałt jest złem - zapłodnienie Maryi bez jej woli i wiedzy jest dobrem,
kondom w małżeństwie jest złem - kondom w stosunku z prostytutką jest dobrem,
sex przedmałżeński jest złem - Jezus, dziecko pozamałżeńskie, jest dobrem,
prostytucja jest złem - Kaplica Sykstyńska zbudowana m.in. z haraczu z burdeli, jest dobrem,
zabójstwa dzieci (również nienarodzonych), jest złem - zabójstwo córki z rozkazu Boga jest dobrem,
bomby na Hiroszimę i Nagasaki które zabiły wiele ludzi, jest złem - bomby na Hiroszimę i Nagasaki które zabiegły większej ilości ofiar, są dobrem,
antypapież jest złem - papież jest dobrem
sekta jest złem -Kościół jest dobrem,
szarańcza zesłana jako plaga na lud zapartego faraona, jest złem - szarańcza jako nasz chleb powszedni, podana w menu prze Jahwe, jest dobrem

Czy Kościół się już nie pogubił w tym swoim rozpoznaniu dobra i zła?
02-12-2012 00:51 
 Ocena 9 na 9
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Staram się pomagać, bo Biblię znam dość dobrze, naukę Kościoła też, napisałem książkę "Seks w religiach świata". Rozmawiam więc z takim pacjentem i tłumaczę mu, że Bóg jest miłością, a nie wrogością. Są osoby, które wciąż o tym nie wiedzą"<
Obrazy miłości w Biblii.

Jezus w czasie swoich publicznych wystąpień rzucał się w oczy przede wszystkim przez swoje mocno neurotyczne zachowanie. Wyrażało się ono w tym że wszystkich kochał i każdemu, absolutnie każdemu, chciał pomóc. Gdy mu ktoś przywalił w mordę, mógł natychmiast dołożyć mu z drugiej strony. Taki on właśnie był. Serdeczny, naiwny człowiek, zawsze skory do żartów.
Jezus widział siebie jako nierozpoznanego pop-idola. Na zewnątrz przyjmował niewzruszoną pozę mentalności zwycięzcy, łączył to jednak z delikatnym poczuciem humoru. Gdy młoda dziewica go zapytała: "Jaką drogą mam iść żeby dojść do szczęścia" , Jezus odpowiedział z miłym uśmiechem: "Ja jestem drogą". Jego wyrazista seksualna emanacja z czasem stała się zbyt duża, oczekiwania wspólnoty fanów dołożyły swoje. Jezus uciekał w megalomanię, wydumane obrazy ("Ja jestem światłem świata") które wkrótce przemieniły się w tęsknotę za śmiercią. Jego znane powiedzenie, "Jestem zbyt sexy dla tego świata" , ten wrogi przyjemności i samobójstwu kocio-anatolijny Kościół, przez celowy błąd w tłumaczeniu w celu osłabienia jego wypowiedzi, przerobił "moje ku...wo jest nie z tego świata" na "moje królestwo jest nie z tego świata".
(Źródło Stupidedia, siostrzany portal Wikipedii.)

Przy haśle Jezus poleca też czytanie Biblii wstecz, bo wtedy jest bardziej interesująca.
"Jezus spływa na ziemię, umiera, znowu się budzi do życia i zaczyna wędrować żeby ludzi zagłodzić, oślepiać i robić kalekami."
01-12-2012 23:40Nie na temat
 Ocena 7 na 7
farmer (22440 punktów)

> Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem.

Załóżmy że jeszcze będzie sypał piach do baku swojego samochodu.
Może niech sobie jeszcze kupi telefon i dzwoni bez karty sim po autopomoc na księżyc.

Proponuje jeszcze złożenie listu do Św Mikołaja bo tak dalej się nie da.


Kiełczewski (439 punktów)

>To jest psychologiczny mechanizm utrudniający zmianę światopoglądu.
>Ale istnieją także psychologiczne mechanizmy ułatwiające zmianę światopoglądu, na przykład:
>Weźmy pod uwagę katolika, który nie miał do końca ugruntowanego światopoglądu, ale jego życie tak
>się potoczyło, że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję. W pierwszym wariancie
>osoba ta może żałować swojego czynu. Ale istnieje też wariant drugi: ktoś taki może - wskutek
>dokonanego czynu - uznać aborcję za dopuszczalną. W tym drugim wariancie chodzi o zachowanie
>postrzegania samego siebie jako dobrego człowieka poprzez zniwelowanie sprzeczności pomiędzy
>deklarowanymi zasadami moralnymi a dokonanym czynem. Mogą towarzyszyć temu różne psychologiczne
>mechanizmy obronne: racjonalizacje (np. "ciąża przekreśliłaby karierę zawodową"), eufemizmy
>(mówienie o "płodzie" zamiast o "dziecku") czy nawet zewnętrzna atrybucja winy (uznanie "płodu" za
>"agresora"). Wskutek dokonanego czynu może zatem nastąpić zmiana światopoglądowa (uznanie aborcji za
>dopuszczalną), która może spowodować lawinę innych zmian światopoglądowych (zanegowanie etyki
>katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata wiary). Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem
>światopoglądu do swoich czynów".
>
Tak Pan zredagował tekst,że nie dało się zmniejszyć ponad to co zostawiłem.Problem ktory Pan wrzucił do dyskusji
jest nader prosty{pomimo aborcji jako głównego argumentu}
-czynnik ekonomiczny/ czy nas stać na kolejne pierwsze dziecko/
-czy prokreacja ,a co dalej:?to 4-8 dziecko
-przykład Pani ktora rodziła,by potem zabić /pólnocne mazowsze,podlasie/
-pronóję poczytać polskich etyków.Radził bym M. Ossowką,choćby Normy moralne i problem zniknie
02-12-2012 16:58
 Ocena 14 na 14
Anna Salman (16360 punktów)
Miałam się nie wypowiadać, gdyż pańskie wypowiedzi są obraźliwe i sugerują, jakoby osoby spoza krk postępowały nieetycznie / nie miały ugruntowanego światopoglądu. Jednak uważam, że jako chyba jedna z nielicznych tutaj osób wychowana poza krk i w środowisku praktycznie areligijnym, powinnam zabrać głos.
Zacznijmy od światopoglądu - wg mnie jest to zestaw opinii i przekonań, kształtujących się w trakcie życia, czyli wynik pewnego procesu, na który składają się zarówno zdobyta wiedza, jak i doświadczenie. Oznacza to, że pewne elementy światopoglądu mogą ulegać zmianie. Zyskujemy wiedzę w danej dziedzinie i na tej podstawie weryfikujemy nasze opinie. W moim przypadku dotyczyło to np. kary śmierci.
Wiara w boga jest elementem światopoglądu religijnego, w skład którego jednak wchodzi wiele innych poglądów, z reguły niezmiennych, bo wciąż utrwalanych w procesie wtórnej socjalizacji. Ogranicza to pole manewru dla własnych poszukiwań, a niekiedy wręcz uniemożliwia refleksję, poprzez mechanizm ostracyzmu społecznego wobec próby negacji narzuconych przekonań.
Grupy / środowiska nie dysponujące "centrum kreacji i rozpowszechniania przekonań" (a PSR nie jest takim centrum dla polskich ateistów) nie dysponują również możliwością wywierania presji na osoby posiadające odmienne przekonania. Ateiści nie są jednorodną grupą, nie stanowią środowiska w ścisłym - społecznym znaczeniu tego słowa, stąd nie wystepuje zjawisko ostracyzmu społecznego. Przy tym statystycznie rzecz biorąc polski ateista na każde 100 spotkanych osób, zna 90 katolików oraz 1 ateistę (albo i to nie, bo sam w sobie stanowi ten procent). Czyli najbliższe otoczenie pozostaje niezmienne.
To, co pan nazwał " przejściem na katolicyzm", to mogą być jednostkowe przypadki nawróceń, dotyczące wiary w boga i zbliżenia do krk, jako najpowszechniej reprezentowanej organizacji religijnej w naszym kraju. Znam jeden przypadek i zapewniam pana, że atrakcyjność kościoła nie miała tu nic do rzeczy. Po prostu - kryzys emocjonalny, spowodowany sytuacją rodzinną, poczucie alienacji, poczucie bezsilności i niesprawiedliwości. W efekcie - poszukiwanie siły, na której można się oprzeć. Efekt końcowy w wyniku bliższego kontaktu z krk - bardzo szybka utrata wiary i głęboka niechęć do waszej organizacji.
Nigdy się pan nie zastanawiał, dlaczego kościoły nowej tradycji chrześcijańskiej są skuteczniejsze w pozyskiwaniu wiernych, głównie z krk?
Przykład nt. aborcji kompletnie chybiony. To właśnie stawianie znaku równości pomiędzy tzw. życiem poczętym, a życiem mogło wywołać mechanizm obojętności u matki, która zabiła, a następnie zakopała noworodki (nie wszystkie podobno były martwe - mniejsza z tym). Przesuwacie punkt ciężkości z rzeczy naprawdę istotnych, ale wymagających zaangażownaia na rzeczy błahe, za to nie wymagające wysiłku. Bo czymże są formułki klepane w celu ochrony nienarodzonych lub "mentalna adopcja nienarodzonych" w kraju, gdzie kilkaset tysięcy dzieci jest niedożywionych, a ośrodki dla dzieci niepełnosprawnych (nb. to dzieci katolickie, czy to ten jeden procent ateuszy mnoży się na potęgę i zostawia je w przytułkach?) nie mają pieniędzy.

"Dostosowanie światopoglądu do czynów", jak pan to ładnie nazwał odbywa się właśnie w ramach waszej organizacji, gdy odbywacie marsze, pielgrzymki, modły, czuwania itd."w intencji".
Szanowny panie - intencje, jeżeli są słuszne, to należy wprowadzać je w czyn, a nie tylko manifestować gotowość, czy też wyższość moralną.
Tym się właśnie różnią deklarowane przekonania od realnych postaw.
03-12-2012 18:09 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
... bardzo ładny wywód. Można też dołożyć fakt, iż wśród samych wierzących poziom wiary jest najczęściej powiązany z bliskością śmierci. Wśród prawie wszystkich moich znajomych, im starszy wiek, im poważniejsza choroba - tym większa religijność. Można to śmiało powiązać ze "strachem przed śmiercią". Nie na darmo również, duża część księży garnie się do "działalności społecznej", bo to dobra okazja do propagandy. W moim mieście np. pomoc społeczna z Unii jest udzielana tylko w parafiach (nie tylko katolickich). I zawsze słychać podkreślenie - "gdyby nie kościół to nie byłoby pomocy". Jakoś nikt nie zważa na fakt, że to wynik braku innych ośrodków zdolnych do takiej pomocy. Istnieje jeszcze państwowy MOPS, ale według statutu, taki ośrodek pomocy społecznej nie ma prawa zajmować się każdą formą pomocy społecznej. Zresztą, w części to rozumiem, bo magazyny i osoby wydające jednak kosztują. A wolontariuszy nie mogą dopuścić do takich działań...

... KRK potrafi dużo pomóc, ale zawsze są naciski do udziału w "życiu religijnym"...



... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
04-12-2012 15:38 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... wśród samych wierzących poziom wiary jest najczęściej powiązany z bliskością śmierci.
Na pewno wiary?
>Wśród prawie wszystkich moich znajomych, im starszy wiek, im poważniejsza choroba - tym większa religijność. Można to śmiało powiązać ze "strachem przed śmiercią". ...
Sugeruję - przemyśl jeszcze raz kwestię religijność, a wiara ... Zbyt łatwo wszyscy łączą te dwa zjawiska, w zasadzie automatycznie.
>... KRK potrafi dużo pomóc, ale zawsze są naciski do udziału w "życiu religijnym"...
Inne kościoły / wspólnoty religijne też ...
04-12-2012 16:56 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>... wśród samych wierzących poziom wiary jest najczęściej powiązany z bliskością śmierci.
>Na pewno wiary?

... ano "wiary", choć rzeczywiście trzeba zaznaczyć, iż chodziło mi o "wiarę w prawdy głoszone przez kościół", a nie w wiarę w samego Boga...

>>Wśród prawie wszystkich moich znajomych, im starszy wiek, im poważniejsza choroba - tym większa religijność. Można to śmiało powiązać ze "strachem przed śmiercią". ...
>Sugeruję - przemyśl jeszcze raz kwestię religijność, a wiara ... Zbyt łatwo wszyscy łączą te dwa zjawiska, w zasadzie automatycznie.

... jak wyżej...

>>... KRK potrafi dużo pomóc, ale zawsze są naciski do udziału w "życiu religijnym"...
>Inne kościoły / wspólnoty religijne też ...

... nie przeczę, choć z moich obserwacji wynika, że to KRK celuje w takich zachowaniach. Oczywiście pomijam kościoły typowo "misyjne", typu "Świadków Jehowy". A z racji zawodu, jak i miejsca zamieszkania mam dość dobry materiał porównawczy...

... pozdrawiam...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
04-12-2012 17:39 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... ano "wiary", choć rzeczywiście trzeba zaznaczyć, iż chodziło mi o "wiarę w prawdy głoszone przez kościół", a nie w wiarę w samego Boga...
Bystre dziecko

>... z moich obserwacji wynika, że to KRK celuje w takich zachowaniach. Oczywiście pomijam kościoły typowo "misyjne", typu "Świadków Jehowy". A z racji zawodu, jak i miejsca zamieszkania mam dość dobry materiał porównawczy...
Większość kościołów "nowej tradycji protestanckiej", czyli tych powstałych od drugiej połowy XIX w. prowadzi działalność misyjną. I są cholernie skuteczni mimo, że aż takich pieniędzy i możliwości administracyjnych jak krk nie mają, a reprezentowani są dużo mniej licznie. ŚJ po prostu najbardziej rzucają się w oczy, co nie znaczy że są najbardziej efektywni.
04-12-2012 18:53 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>... ano "wiary", choć rzeczywiście trzeba zaznaczyć, iż chodziło mi o "wiarę w prawdy głoszone przez kościół", a nie w wiarę w samego Boga...
>Bystre dziecko

... też czasami mam takie wrażenia, ale to "bystre" to raczej tak na wyrost...

>>... z moich obserwacji wynika, że to KRK celuje w takich zachowaniach. Oczywiście pomijam kościoły typowo "misyjne", typu "Świadków Jehowy". A z racji zawodu, jak i miejsca zamieszkania mam dość dobry materiał porównawczy...
>Większość kościołów "nowej tradycji protestanckiej", czyli tych powstałych od drugiej połowy XIX w. prowadzi działalność misyjną. I są cholernie skuteczni mimo, że aż takich pieniędzy i możliwości administracyjnych jak krk nie mają, a reprezentowani są dużo mniej licznie. ŚJ po prostu najbardziej rzucają się w oczy, co nie znaczy że są najbardziej efektywni.

... raczej nie chodzi o efektywność. Bardziej własnie o to "rzucanie się w oczy", o tę wręcz nachalność w wiązaniu pomocy społecznej (i nie tylko) z religijnością...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
Anna Salman (16360 punktów)
>... to "bystre" to raczej tak na wyrost...
Bystre i skromne
>... raczej nie chodzi o efektywność. Bardziej własnie o to "rzucanie się w oczy", o tę wręcz nachalność w wiązaniu pomocy społecznej (i nie tylko) z religijnością...
I zapewniam cię, że są grupy religijne, które nie nawracają tak nachalnie. Obyś np. nie trafił z poważnym problemem do psychologa ...
To krk nie umie nawracać, bo ... nigdy tego nie robił.
04-12-2012 20:26 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>I zapewniam cię, że są grupy religijne, które nie nawracają tak nachalnie. Obyś np. nie trafił z poważnym problemem do psychologa ...

... wiem, na Ziemi Cieszyńskiej wyznań wystarczyłoby na zapełnienie palców obu rąk...

>To krk nie umie nawracać, bo ... nigdy tego nie robił.

... słowem, samym słowem?... na pewno nigdy nie nawracał...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
03-12-2012 01:31
 Ocena 11 na 11
maceox (6766 punktów)
>>Niestety istnieje wśród nas zjawisko podświadomego pomijania pewnych zasad, aby "fakty zgadzały
>się z naszą percepcją świata", która określa sens naszej egzystencji, tożsamość. W psychologii
>zjawisko takiego dopasowywania i unikania konsekwencji niepasujących faktów nosi nazwę "wyparcia".
>Bez wątpienia taki psychologiczny mechanizm istnieje, przy czym działa on w przypadku każdego
>światopoglądu.
Często to widać u Ciebie - zakładasz, że racjonalizm jest tylko jednym z wielu światopoglądów, niczym szczególnym się nie odróżniającym od światopoglądów fideistycznych. Otóż to jest poważny błąd. Racjonalizm jest światopoglądem, w którym najpierw się zadaje pytania, a potem szuka możliwie najlepiej sprawdzalnych odpowiedzi, a jak się ich nie znajduje, to się mówi "nie wiem". Poza tym w racjonaliźmie używa się własnego rozumu, własnych dociekań, własnych przemyśleń. Tu nie ma miejsca na jakieś wyjątkowe autorytety, ani na treści z góry ustalone. Jest to nastawienie poznawcze, szczere i dorosłe. Jakościowo to jest zupełnie co innego od światopoglądu fideistycznego.

>np. wrocławski oddział PSR. Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo
>wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać. Lęk przed odrzuceniem przez swoje
>najbliższe otoczenie, przed utratą dotychczasowych przyjaciół i znajomych mógłby być wystarczającym
>mechanizmem "wypierającym" wszystko to, co mogłoby skłaniać do przejścia na katolicyzm.
>To jest psychologiczny mechanizm utrudniający zmianę światopoglądu.
Ja bym się na Twoim miejscu nie krępował. Ostatnio rodzinie powiedziałem, że nie wierzę i poczułem się nareszcie swobodnie.

>[...] Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem światopoglądu do swoich czynów".
Antidotum stanowi sceptyczne, samodzielne myślenie. Sapere aude! Nie bój się nikogo! Poznawaj świat taki, jakim jest. Nikt nie ma nad Tobą władzy, Marek. Jesteś jednostką, jesteś sam na tym świecie. Żadni ludzie nie powinni Ci dyktować, co masz robić. Odrzucając zniewolenie będziesz mógł ponownie spotkać ludzi - tym razem na równych warunkach. Będziesz mógł siąść do stołu i rozmawiać z każdym, a liczyć się będzie tylko to, co ma sens, ale dopuszczac będziesz tylko to, co sam przemyślisz i sam zaakceptujesz jako słuszne. Będziesz mógł mówić co chcesz i jak chcesz. Bez ściemniania - tak po prostu po ludzku.
Bo Ty wiesz o tym, że to tylko inni ludzie Ci religię narzucają? Te pisma święte przecież ludzkim językiem są napisane. Ty wiesz, że to ludzie je pisali i wiesz, że przed ludźmi tylko klękasz? Wiesz o tym, że Bóg jest ideą?

Słuchaj, może nawet istnieje jakiś Bóg, ale skąd ludzie mogą coś na jego temat wiedzieć? Skąd Ty wiesz, że oni to rzeczywiście wiedzą, a nie tylko sobie tak WIZUALIZUJĄ?
Jesteś przecież zdrowy psychicznie, większość Twoich znajomych też. Czy ktoś z Was gdzieś spotkał Boga, czy tylko w kościele Wam o Nim trąbią? Przecież Ci z kościoła, to są tylko ludzie. Oni to robią specjalnie, bo mają taką wizję i swój w tym interes. Czy to na pewno jest Twoja wizja i Twój interes?
03-12-2012 13:01 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Nie bój się nikogo! Poznawaj świat taki, jakim jest. Nikt nie ma nad Tobą władzy, Marek.
> Żadni ludzie nie powinni Ci dyktować, co masz robić. Odrzucając zniewolenie będziesz mógł ponownie spotkać ludzi - tym razem na równych warunkach. Będziesz mógł siąść do stołu i rozmawiać z każdym, a liczyć się będzie tylko to, co ma sens, ale dopuszczac będziesz tylko to, co sam przemyślisz i sam zaakceptujesz jako słuszne. Będziesz mógł mówić co chcesz i jak chcesz. Bez ściemniania - tak po prostu po ludzku.

Tak czynię. Nikt mi nic nie dyktuje. Jestem wolny i sam dokonuję wyborów.

>Bo Ty wiesz o tym, że to tylko inni ludzie Ci religię narzucają? Te pisma święte przecież ludzkim językiem są napisane. Ty wiesz, że to ludzie je pisali i wiesz, że przed ludźmi tylko klękasz? Wiesz o tym, że Bóg jest ideą?

Nikt mi nic nie narzuca. Pismo święte jest napisane ludzkim językiem przez ludzi i Boga. Bóg istnieje.

>Słuchaj, może nawet istnieje jakiś Bóg, ale skąd ludzie mogą coś na jego temat wiedzieć?

Z własnego bezpośredniego doświadczenia, od innych ludzi oraz od ustanowionego przez Niego Kościoła. Przy czym najważniejsze jest to trzecie.

>Skąd Ty wiesz, że oni to rzeczywiście wiedzą, a nie tylko sobie tak WIZUALIZUJĄ?

Niektórzy zapewne ulegają złudzeniom i sobie coś wizualizują. Pierwsi świadkowie nic sobie nie wizualizowali, bo widzieli i słyszeli.

>Jesteś przecież zdrowy psychicznie, większość Twoich znajomych też. Czy ktoś z Was gdzieś spotkał Boga, czy tylko w kościele Wam o Nim trąbią? Przecież Ci z kościoła, to są tylko ludzie. Oni to robią specjalnie, bo mają taką wizję i swój w tym interes. Czy to na pewno jest Twoja wizja i Twój interes?

Interes nie ma tu nic do rzeczy. Mnóstwo ludzi spotyka Boga, na wiele różnych sposobów, przy czym żaden z tych sposobów nie przypomina np. spotkania z innym człowiekiem. Ale jak się zabije w sobie tę podstawową wrażliwość na sprawy duchowe, to Boga się po prostu nie będzie zauważać.
03-12-2012 15:51 
 Ocena 13 na 13
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.

>Tak czynię. Nikt mi nic nie dyktuje. Jestem wolny i sam dokonuję wyborów.

>Nikt mi nic nie narzuca. Pismo święte jest napisane ludzkim językiem przez ludzi i Boga. Bóg istnieje.

>Z własnego bezpośredniego doświadczenia, od innych ludzi oraz od ustanowionego przez Niego Kościoła. Przy czym najważniejsze jest to trzecie.

>Niektórzy zapewne ulegają złudzeniom i sobie coś wizualizują. Pierwsi świadkowie nic sobie nie wizualizowali, bo widzieli i słyszeli.

>Interes nie ma tu nic do rzeczy. Mnóstwo ludzi spotyka Boga, na wiele różnych sposobów, przy czym żaden z tych sposobów nie przypomina np. spotkania z innym człowiekiem. Ale jak się zabije w sobie tę podstawową wrażliwość na sprawy duchowe, to Boga się po prostu nie będzie zauważać.


Czy tu trzeba cokolwiek dodawać? Czymkolwiek to uzupełniać?
Mamy tu jak na dłoni i cały światopogląd Pana Marka, jego wielkość intelektualną i jego umiejętność zrozumienia innych. Czy naprawdę dostrzegacie Państwo wielką różnicę pomiędzy jego wywodami, a wpadającymi tu trollami z np. hasłem "Bóg cię kocha" lub "Modlę się za was".
Jestem też bardzo ciekawy, czy ktoś z Państwa może mi pokazać przykład, że to, to, jednak pan Marek zrozumiał?
Nie, nie przyjął do siebie, gdyż, to zupełnie niemożliwe, ale tylko zrozumiał?

Miłego dnia.

@@@
.
05-12-2012 11:18 
 Ocena 12 na 12
maceox (6766 punktów)
>Nikt mi nic nie dyktuje. Jestem wolny i sam dokonuję wyborów.
Tylko dziwnym trafem Twoja ideologia jest w pełni zgodna z wolą ludzi z kościoła, tych nad Tobą stojących. Nie mów, że Ty przypadkiem sam - zupełnie niezależnym myśleniem - do tych samych koncepcji doszedłeś, co oni.

>Nikt mi nic nie narzuca.
Terefere kuku

>Pismo święte jest napisane ludzkim językiem przez ludzi i Boga. Bóg istnieje.
Sam to wymyśliłeś, czy ktoś Ci może tak powiedział? A jakiś dowód?

>>Słuchaj, może nawet istnieje jakiś Bóg, ale skąd ludzie mogą coś na jego temat wiedzieć?
>Z własnego bezpośredniego doświadczenia,
Aha, neurony pracują. To jest jasne.

>od innych ludzi oraz od ustanowionego przez Niego Kościoła. Przy czym najważniejsze jest to trzecie.
ZACZYNASZ POWOLI ROZUMIEĆ... ! tylko omyłka pisarska Ci się wkradła - ustanowionego przez NICH

>Niektórzy zapewne ulegają złudzeniom i sobie coś wizualizują. Pierwsi świadkowie nic sobie nie wizualizowali, bo widzieli i słyszeli.
A drudzy, trzeci i tysiąc pięcset sto trzydzieści pierwsi? Szpitale psychiatryczne pełne są widzących i słyszących, a nawet można tam spotkać Jezusów we własnej osobie. To prawda, że około roku 30 n.e. takie szpitale były rzadkością, ale czy dlatego ci pierwsi świadkowie mają być gorsi od tych późniejszych?

>Interes nie ma tu nic do rzeczy.
To po co dajesz na tacę?

>Mnóstwo ludzi spotyka Boga, na wiele różnych sposobów, przy czym żaden z tych sposobów nie przypomina np. spotkania z innym człowiekiem.
Całe szczęście, że parę tych szpitali potem dobudowali.

>Ale jak się zabije w sobie tę podstawową wrażliwość na sprawy duchowe,
Co ty k.... wiesz o zabijaniu?
niczego nie wiesz o wrażliwości ludzi, z którymi tu rozmawiasz. Czy może niektórzy z nich mogli mieć wręcz doświadczenia mistyczne, tyle, że potrafią o nich krytycznie rozmawiać i dociekać, skąd się biorą?

A dla Ciebie jest tylko jedno słowo wytrych - abracadabra:
>to Boga się po prostu nie będzie zauważać.
Bóg po prostu.
Pstryk i wszystko jasne!
05-12-2012 13:02 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
Spokojnie Marek Bielecki już tak ma. Nikt go nie przekona, że czarne jest czarne... tfu, nie tak chciałam. Wiara tak mocna i ugruntowana jest nie do ruszenia. Jak to mawia Pan Andrzej? "Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda". Do tego, by Marek Bielecki zmienił pogląd na Boga i Kościół Rzymskokatolicki, trzeba kataklizmu, a na to się nie zanosi.
06-12-2012 01:05 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Spokojnie
No, sam sobie się dziwię. Prawie dwa lata temu sam miałem na forum problemy akomodacyjne, a teraz już zasymilowałem się nienajgorzej.
Zastanawiające dla mnie jest to, że czasem, gdy czytam swoje wpisy, dostrzegam w nich ślady stylu innych forumowiczów.
Czy ja jeszcze myślę swobodnie, czy uległem już całkowicie wymogom grupy związanymi z ideologią racjonalistyczną?
Czy ja się tu udzielam ze względów społecznościowych, czy dla uzyskania aprobaty w postaci plusów?
Czy stać mnie jeszcze na merytoryczny spór w jakimś temacie z innymi racjonalistami, czy już tylko na okładanie półsłówkami bezbronnych na naszym forum fideistów?

Trochę przeszadzam, bo ostatecznie sklepiku z myśleniem jeszcze nie zamknąłem, ale dzielę się tymi refleksjami, bo może i nie tylko mnie dotyczą?

Tu znalazłem coś dobrego a propos:
"Baczyłem pilnie, aby mu nie przeczyć, gdyż z entuzjastą nigdy nie wygrasz. Błądzi ten, kto mówi mężczyźnie o defektach jego kochanki, pieniaczowi o słabych stronach procesu, który wytoczył, mistykowi o rozumnych argumentach. Dlatego począłem zadawać inne pytania".
06-12-2012 01:33 
 Ocena 2 na 2
Irracja (4721 punktów)
>>Spokojnie
>No, sam sobie się dziwię. Prawie dwa lata temu sam miałem na forum problemy akomodacyjne, a teraz już zasymilowałem się nienajgorzej.
>Zastanawiające dla mnie jest to, że czasem, gdy czytam swoje wpisy, dostrzegam w nich ślady stylu innych forumowiczów.
>Czy ja jeszcze myślę swobodnie, czy uległem już całkowicie wymogom grupy związanymi z ideologią racjonalistyczną?
>Czy ja się tu udzielam ze względów społecznościowych, czy dla uzyskania aprobaty w postaci plusów?
>Czy stać mnie jeszcze na merytoryczny spór w jakimś temacie z innymi racjonalistami, czy już tylko na okładanie półsłówkami bezbronnych na naszym forum fideistów?
>Trochę przeszadzam, bo ostatecznie sklepiku z myśleniem jeszcze nie zamknąłem, ale dzielę się tymi refleksjami, bo może i nie tylko mnie dotyczą?
>Tu znalazłem coś dobrego a propos:
>"Baczyłem pilnie, aby mu nie przeczyć, gdyż z entuzjastą nigdy nie wygrasz. Błądzi ten, kto mówi mężczyźnie o defektach jego kochanki, pieniaczowi o słabych stronach procesu, który wytoczył, mistykowi o rozumnych argumentach. Dlatego począłem zadawać inne pytania".

... najbardziej się boję, że wpadnę w "tryby poprawności politycznej". O tym się nie mówi, o tamtym nie wspomina. Jedno się tylko gani, a drugie wyłącznie popiera. Ta wątpliwość to antysemityzm, a ta to antyklerykalizm. To jest dobre i pożądane, tamto złe i niechciane. Itp, itd. W końcu pozostanie automatyczne przytakiwanie jednym, i równie automatyczna krytyka innych. Tylko myślenie zaniknie...

... spokojnej nocy...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> ... najbardziej się boję, że wpadnę w "tryby poprawności politycznej".
> (..) W końcu pozostanie automatyczne przytakiwanie jednym, i równie
> automatyczna krytyka innych. Tylko myślenie zaniknie...

Tak, jest i takie ryzyko, ja również czasem się boję że wpadnę w tą pułapkę.

Liczę jednak na to, że w rozmowie ze mną w temacie adopcji dzieci przez pary homo potrafi się pan z tego wyzwolić.
Mnie nie interesuje przytakiwanie mi, albo potakiwanie trzem paniom, które wystaraczjąco mocno mnie tam od wczoraj gnębią (np. pytając "co mój ojciec uczył mnie w temacie postępowania z kobietami")

zapraszam do rozmowy i pozdrawiam

---
08-12-2012 14:22 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>Liczę jednak na to, że w rozmowie ze mną w temacie adopcji dzieci przez pary homo potrafi się pan z tego wyzwolić.
>Mnie nie interesuje przytakiwanie mi...

... witam i pozdrawiam, panie Jacku...

... sam problem prawnej adopcji przez osoby homoseksualne jest dla mnie częścią szerszego tematu "opieki prawnej nad młodocianymi".Chodzi oczywiście o opiekę (adopcja to tylko jedna z jej form) nad dziećmi pozbawionymi, z jakiegośkolwiek powodu opieki rodzica/rodziców genetycznych. Pozwolę sobie odnieść moje dywagacje właśnie do tej szerszej interpretacji, ponieważ temat dotyczy również drugich małżonków (ojczymów/macoch), konkubentów, dalszej rodziny, rodziców chrzestnych (nie zawsze będących powiązanymi więzami krwi), itd...

... po pierwsze, w prawie amerykańskim funkcjonuje "przekazanie praw opiekuńczych ze wskazaniem". Tam młodzi ludzie mają jakoś dużo mniej oporów przed myśleniem o własnej śmierci. Dlatego zdarza się, że w swojej ostatniej woli umieszczają zapisy komu powinno się powierzyć opiekę nad ich małoletnimi dziećmi. Oczywiście nie jest to zapis bezwzględnie determinujący przekazanie opieki, na wypadek śmierci prawnych opiekunów. Głos mają również organizacje sprawdzające przyszłych opiekunów czy nadają się na rodziców - stan majątkowy, psychiczny, karalność i osobowość, oraz kilka innych. Tak samo prokuratura i sądy mają głos, sprawdzając czy dany zapis nie powstał z przyczyn kryminalnych, lub czy nie prowadzi do takich skutków. Niemniej, jeżeli nie ma jakiś nadzwyczajnych przeszkód, opieka jest przekazywana wskazanej osobie. Myślę że podobne rozwiązania, zastosowane u nas, byłyby z korzyścią dla dzieci...

... po drugie, w jednej z wypowiedzi, podczas naszej dyskusji w innym miejscu, spotkałem takie słowa:

>Wg mnie czysto prawnie (nie wdając się w niuanse konkretnych sytuacji i konkretnych ludzi) winna być tu wprowadzona jakaś hierarchia, priorytety rozpatrywania wniosków, gdzie 1 jest teoretycznie najbardziej korzystnym rozwiązaniem, a ostatnia liczba najmniej.
>1. Dziadkowie i inni krewni dziecka (np. ciocia/wujek)
>2. Obce pary heteroseksualne
>3. Obce pary homoseksualne

... moim zdaniem, nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż opiera się (w pierwszym punkcie) na bardzo silnej preferencji genetycznej, a ta nie zawsze oddaje dobro dziecka w kontekście jego uczuć, psychiki i przyzwyczajeń. Takie rozwiązanie przedkłada interesy chętnych do opieki, nad interesy dziecka - a przecież interes dziecka powinien być nadrzędny. Również kolejność punktów drugiego i trzeciego wykazuje pewną dyskryminację prawną (pomijam inne czynniki) osób homoseksualnych, nieraz bardziej uczuciowo (z wzajemnością) związanych z dzieckiem, niż nawet związki dziecka z dalszą rodziną któregoś rodzica. Ja stawiałbym właśnie na czynniki uczuciowe, w powiązaniu z czynnikami materialnymi i innymi - w tym również genetycznymi. Wszystkie czynniki powinny być traktowane na równi - z niewielkim, lecz dostrzegalnym pierwszeństwem czynników uczuciowych...

... i właśnie w ten sposób bym widział sprawę. Najpierw sprawy związane z uczuciami i tym wszystkim co ma wpływ na kształtowanie psychiki młodego człowieka. Później uwarunkowania mające wpływ na standard życia i wykształcenie. A dopiero na końcu stopień pokrewieństwa. Oczywiście bez przesady i nadmiernego "usztywniania prawideł i kanonów". Czasami uczucia muszą ustąpić przed innymi uwarunkowaniami. A i przekazanie opieki jednej stronie, nie musi ograniczać kontaktów dziecka z innymi osobami. Choć zdaję sobie sprawę, że to "nieograniczanie kontaktów" różnie wygląda. Daleka jeszcze droga do tego co powinno być...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Witam i dziękuję za szerokie omówienie spraw adopcyjnych oraz praw rodzicielskich/dziedzicznych/adopcyjnych w USA. Tematu wcześniej nie znałem, na pierwszy zrut oka wygląda na to, że bardzo tam wszystko spójne mają.

> Myślę że podobne rozwiązania, zastosowane u nas,
> byłyby z korzyścią dla dzieci...

Intuicyjnie to ma sens.

>... moim zdaniem, nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż opiera się
> (w pierwszym punkcie) na bardzo silnej preferencji genetycznej,
> a ta nie zawsze oddaje dobro dziecka w kontekście jego uczuć,
> psychiki i przyzwyczajeń

Prószę wybaczyć ale nie bardzo rozumiem pana myśl, gdzie preferencja genetyczna ma pana zdaniem związek z kontekstem uczuć dziecka. Wg mnie geny i uczucia dziecko-rodzic, to trochę różne rzeczy.

> Takie rozwiązanie przedkłada interesy chętnych do opieki,
> nad interesy dziecka

Wg mnie nie. Uważam że dalsza rodzina najlepiej potrafi zaopiekować się dzieckiem, jest z nim przecież związana mentalnie już od etapu prenatalnego. W zwykłej, niepatologicznej rodzinie nowe dziecko jest zawsze wydarzeniem, o dziecku się mówi, oczekuje jego narodzenia razem z matką itp. Jest to pewnego rodzaju klimat w który dziecko rodząc się wchodzi, klimat zazwyczaj pozytywny (oczywiście z wyjątkami).
To rodzi szerszą więź, która bywa bardzo podstawową sprawą.

> - a przecież interes dziecka powinien być nadrzędny.

Oczywiście, i mnie o to przede wszystkim chodzi.

> Również kolejność punktów drugiego i trzeciego wykazuje
> pewną dyskryminację prawną (pomijam inne czynniki) osób
> homoseksualnych, nieraz bardziej uczuciowo (z wzajemnością)
> związanych z dzieckiem, niż nawet związki dziecka z dalszą
> rodziną któregoś rodzica.

Jak już powiedzieliśmy, w pierwszym rzędzie chodzi nam o dobro dziecka. W drugim o uwzględnienie życzeń i praw/obowiązków adoptujących.

>Ja stawiałbym właśnie na czynniki uczuciowe, w powiązaniu z
> czynnikami materialnymi i innymi - w tym również genetycznymi

I mnie o to chodzi. Jednak trudno mówić jakichś uczuciach dziecka do osób, których jeszcze on nie zna..

> Wszystkie czynniki powinny być traktowane na równi - z niewielkim,
> lecz dostrzegalnym pierwszeństwem czynników uczuciowych...

.. których to czynników w realu nie ma w przypadku obcych osób starających sie o dziecko.
Precyzyjniej: biorę tu pod uwagę wariant, w którym ewent. przyszli obcy rodzice jeszcze nie zdążyli dziecka poznać.
Jeśli dajemy im dziecko poznać, to już a priori zakładamy, że:
a) dalsza rodzina nie chce, albo się do tego nie nadaje (tu powstaje od razu pytanie, skąd ten wniosek i czy aby nie wysnuty pochopnie)
b) uczucie obcych, potencjalnych rodziców jakby z definicji na początku nie ma głębszych podstaw, znają je maksimum kilka miesięcy (o ile w ogóle znają) , więź dopiero się rodzi.

> A dopiero na końcu stopień pokrewieństwa

Myślę że zapomina pan, że pokrewieństwo rodziców adopcyjnych i dziecka już na samym początku ma pewien atut. Dziecko pozostawione w jego rodzinie chłonie prawdziwe opowieści o jego przodkach, ma do czynienia z prawdziwymi kuzynami, siostrami ciotecznymi, babcią/dziadkiem itp.
Często zdarza się, że dzieci w wieku około 18-25 lat wyruszają w podróż aby poznać swoich prawdziwych rodziców lub prawdziwą rodzinę. Sam mam z resztą taki przykład w mojej dalszej rodzinie.
Ten imperatyw a może trauma jest w adoptowanym człowieku niezmiernie silna, aby poznać swoje korzenie i wsiąść z nich soki. Odnaleźć, nazwać, z wypiekami na twarzy dowiedzieć się jak żyli, jakimi byli ludźmi i jak umarli, względnie jakich ma się krewnych wyżej i na boki.
Znam to od jednego z członków mojej dalszej rodziny; podejrzenia tęsknota były dla niego sporym obciążeniem.
Chyba że dziecko wie od początku, tu jednak powstaje kolejny problem: kiedy mu o tym powiedzieć i czy aby na pewno wszystkie wątpliwości to rozwiewa. Nie każdego rodzica zastępczego na to stać.

> Oczywiście bez przesady i nadmiernego "usztywniania prawideł i kanonów".

Otóż to. Jeśli wcześniej napisałem o pewnej hierarchii, to nie znaczy że w przypadkach wątpliwych albo skomplikowanych nie należy rozpatrywać np. dwóch wariantów równocześnie np. adopcja do rodziny dalszej oraz pary hetero obcej, albo pary hetero obcej i pary homo obcej.
Albo nawet trzech, lub dwóch z wariantem 1 i 3, gdy na horyzoncie nie ma dobrej obcej pary hetero.

> Czasami uczucia muszą ustąpić przed innymi uwarunkowaniami.

Tak, dobro dziecka najważniejsze.

> A i przekazanie opieki jednej stronie, nie musi ograniczać
> kontaktów dziecka z innymi osobami. Choć zdaję sobie sprawę, że to
> "nieograniczanie kontaktów" różnie wygląda. Daleka jeszcze droga
> do tego co powinno być...

W praktyce dalsze kontakty to namiastka tego, co dziecko mogłoby mieć w innym, teoretycznie lepszym wariancie np. pozostaniu w kręgu jego dalszej rodziny.
łącząc pozdrowienia

---
Irracja (4721 punktów)
>Witam i dziękuję za szerokie omówienie spraw adopcyjnych oraz praw rodzicielskich/dziedzicznych/adopcyjnych w USA. Tematu wcześniej nie znałem, na pierwszy rzut oka wygląda na to, że bardzo tam wszystko spójne mają.

... nie tylko na pierwszy rzut oka, przynajmniej w części przypadków. Dużo zależy od ludzi, a ci "wszyscy są grzeszni"...

>>... moim zdaniem, nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż opiera się
>> (w pierwszym punkcie) na bardzo silnej preferencji genetycznej,
>> a ta nie zawsze oddaje dobro dziecka w kontekście jego uczuć,
>> psychiki i przyzwyczajeń
>Prószę wybaczyć ale nie bardzo rozumiem pana myśl, gdzie preferencja genetyczna ma pana zdaniem związek z kontekstem uczuć dziecka. Wg mnie geny i uczucia dziecko-rodzic, to trochę różne rzeczy.

... oczywiście, że różne. Dlatego napisałem, iż "nie zawsze oddaje dobro dziecka" - czyli nie zawsze się pokrywają. Dużo ludzi wywodzi uczucia typu "rodzic-dziecko" z powiązań genetycznych, bo w wielu wypadkach się pokrywają. Jednak, jak sam zauważyłeś, są to dwie różne sprawy. Utożsamianie tych dwóch spraw może (i czasami/często) prowadzi do złych efektów...

>> Takie rozwiązanie przedkłada interesy chętnych do opieki,
>> nad interesy dziecka
>Wg mnie nie. Uważam że dalsza rodzina najlepiej potrafi zaopiekować się dzieckiem, jest z nim przecież związana mentalnie już od etapu prenatalnego. W zwykłej, niepatologicznej rodzinie nowe dziecko jest zawsze wydarzeniem, o dziecku się mówi, oczekuje jego narodzenia razem z matką itp. Jest to pewnego rodzaju klimat w który dziecko rodząc się wchodzi, klimat zazwyczaj pozytywny (oczywiście z wyjątkami).
>To rodzi szerszą więź, która bywa bardzo podstawową sprawą.

... oczywiście, lecz to dotyczy rodziny rodziców i dziecka, która mieszka na tyle blisko by utrzymywać częste kontakty w życiu codziennym. Nie dotyczy to jednak reszty rodziny która jest widywana tylko "raz w roku z okazji świat" - lub nawet nigdy nie jest widywana przez dziecko. U nas ten problem inaczej wygląda, gdyż większość rodziny mieszka w obrębie jednej/kilku miejscowości - a więc stosunkowo blisko. Inaczej wygląda w państwach gdzie jest silna migracja ekonomiczna(nieraz na duże odległości, jak w USA), lub tam gdzie są poważne kłopoty komunikacyjne (tereny Afryki, Daleki Wschód, itp) powodujące, że odległość kilkudziesięciu kilometrów jest "dużą wyprawą". Poz tym, nawet u nas zdarza się, że zainteresowanie dalszej rodziny jest wprost związane z korzyściami, jak np. sprawy majątkowe, czy wykorzystaniem dziecka do pomocy. To nie tylko zdarza się przy adopcji przez obcych ludzi, we własnej rodzinie też się zdarza. Najczęściej mnie wkurzają ludzie którzy dużo mówią o prawach dziecka, o tym, że "wszystkie dzieci są nasze". A gdy dojdzie co do czego to okazuje się, że nawet dziecko własnego rodzeństwa potrafią poświęcić. Mam taki przykład w rodzinie, gdzie brat okradł siostrę nie bacząc na jej dzieci. A wszystko w imię "dobra własnych dzieci". Tragiczne jest w tym również to, że jego żonie to całkiem nie przeszkadza, choć jest pedagogiem. Osobą która szczególnie powinna być wyczulona na tego typu zachowania...

>>Ja stawiałbym właśnie na czynniki uczuciowe, w powiązaniu z
>> czynnikami materialnymi i innymi - w tym również genetycznymi
>I mnie o to chodzi. Jednak trudno mówić jakichś uczuciach dziecka do osób, których jeszcze on nie zna...

... mój błąd. Nie sprecyzowałem, że moje rozważania dotyczą kręgu ludzi znanych dziecku. Dopiero później powinno się uwzględniać osoby nieznane dziecku - nawet jeżeli są w jakiś sposób spokrewnione, co oczywiście nie wykreśla ich z kręgu osób mogących starać się o "opiekę prawną"...

>> Wszystkie czynniki powinny być traktowane na równi - z niewielkim,
>> lecz dostrzegalnym pierwszeństwem czynników uczuciowych...
>.. których to czynników w realu nie ma w przypadku obcych osób starających się o dziecko.
>Precyzyjniej: biorę tu pod uwagę wariant, w którym ewent. przyszli obcy rodzice jeszcze nie zdążyli dziecka poznać.
>Jeśli dajemy im dziecko poznać, to już a priori zakładamy, że:
>a) dalsza rodzina nie chce, albo się do tego nie nadaje (tu powstaje od razu pytanie, skąd ten wniosek i czy aby nie wysnuty pochopnie)

... zakładam, że sąd pewne ustalenia już posiada, czy to z oświadczeń zainteresowanych, czy też z ustaleń odpowiednich instytucji. "Opieka prawna nad dzieckiem" wiąże się z "prawnymi obowiązkami i prawami", więc i sprawę należy rozpatrywać z oczekiwanych "procedur prawnych" a nie własnego widzimisię...

>b) uczucie obcych, potencjalnych rodziców jakby z definicji na początku nie ma głębszych podstaw, znają je maksimum kilka miesięcy (o ile w ogóle znają) , więź dopiero się rodzi.

... przepraszam, znów mój błąd. Chodzi mi o "obcych prawnie", a nie o całkowicie nieznanych ludzi. Ci ostatni (nieznani dziecku ludzie) powinni być brani pod uwagę gdy wykluczy się inne/większość możliwości...

>> A dopiero na końcu stopień pokrewieństwa
>Myślę że zapomina pan, że pokrewieństwo rodziców adopcyjnych i dziecka już na samym początku ma pewien atut. Dziecko pozostawione w jego rodzinie chłonie prawdziwe opowieści o jego przodkach, ma do czynienia z prawdziwymi kuzynami, siostrami ciotecznymi, babcią/dziadkiem itp.

... może też mieć i złą stronę. Rodzice odcinający się od części/całości swej rodziny mają jakiś powód. Czy to kulturowy, czy światopoglądowy, czy też inny. I nagle dziecko trafia do rodziny o wartościach całkowicie sprzecznych z wartościami uczonymi przez rodziców. Tak może być gdy rodzice byli ateistami, a dziecko trafia do rodziny religijnej, czasami fanatycznie religijnej. W tym przypadku, i to powinno się rozważyć...

... na resztę odpowiem później... miłego dnia życzę, Jacku...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To rodzi szerszą więź, która bywa bardzo podstawową sprawą.
>... oczywiście, lecz to dotyczy rodziny rodziców i dziecka, która
> mieszka na tyle blisko by utrzymywać częste kontakty w życiu
> codziennym

Wg moich obserwacji praktyka pokazuje, że rozdzice adopcyjni właściwie w ogóle nie utrzymują z rodziacami biologicznymi kontaktu, niestety ci drudzy vice versa też (to również dotyczy rodziny rodziców biologicznych)

> Mam taki przykład w rodzinie, gdzie brat okradł siostrę
> nie bacząc na jej dzieci. A wszystko w imię "dobra własnych dzieci"

Głupota ludzka i zawiśc nie znają granic. Mam podobne przykłady we własnej, dalszej rodzinie.

> Nie sprecyzowałem, że moje rozważania dotyczą kręgu ludzi
> znanych dziecku. Dopiero później powinno się uwzględniać
> osoby nieznane dziecku - nawet jeżeli są w jakiś sposób spokrewnione,
> co oczywiście nie wykreśla ich z kręgu osób mogących starać się o "opiekę prawną"...

Własnie, teraz z naszym punktem widzenie stoimby bardzo blisko. I znów w realu - krąg ludzi znanych dziecku to przeważnie rodzina. Jego przedszkolanki, nianie, naucziciele, tymczasowi opiekunowie itp. z reguły się nie decydują na adopcję, choć pewnie wyjątki też są.

> "Opieka prawna nad dzieckiem" wiąże się z "prawnymi obowiązkami
> i prawami", więc i sprawę należy rozpatrywać z oczekiwanych
> "procedur prawnych" a nie własnego widzimisię...

Zawsze się trochę obawiam, jak zaczyna sie mówić o procedurach i prawach, a nie o dziecu ale ok, nie czepiem się.
Oczywiscie widzę to tak, ze moje priorytety które tu postuluję chętnie bym kiedyś widział potwierdzone przez profesjoanlnych opiekunów społecznych, psychologów rozwojowych itp. (ekspertów) a potem ujęte przez jakąś partię polityczną w ramy ustawy (przegłosowanej).

> Chodzi mi o "obcych prawnie", a nie o całkowicie nieznanych ludzi.
> Ci ostatni (nieznani dziecku ludzie) powinni być brani pod uwagę gdy
> wykluczy się inne/większość możliwości...

Pełna zgoda.

> Dziecko pozostawione w jego rodzinie chłonie prawdziwe
> opowieści o jego przodkach, ma do czynienia z prawdziwymi
> kuzynami, siostrami ciotecznymi, babcią/dziadkiem itp.
>... może też mieć i złą stronę. Rodzice odcinający się od części/całości
> swej rodziny mają jakiś powód

Czy aby zawsze słuszny?

> Czy to kulturowy, czy światopoglądowy, czy też inny.
> I nagle dziecko trafia do rodziny o wartościach całkowicie
> sprzecznych z wartościami uczonymi przez rodziców

Nie wartości decydują o osamotniu dizecka, tylko ich brak.
Czasem adopcja może go to uratować np. przed alkoholizmem, przemocą itp.
Myślę, że to marny argument.

> Tak może być gdy rodzice byli ateistami, a dziecko trafia do
> rodziny religijnej, czasami fanatycznie religijnej

I w rodzinie fanatycznie religijne też może wychować się na szczęśliwego czowieka, a później np. tą wiarę porzucić.
Bywa różnie, nie stawiałbym sztucznych, niepotwierdzonych barier.
Na marginesie - skoro rodzice to ateiści a ich rodzice (dziadkowie dziecka) to osoby fanatycznie religijne, porzucenie dziecka źle bedzie swiadczyć o ich odmianie ateizmu.

Druga sprawa: nawet jeśli wyjdzie na to, że dziecko musi trafić do rodziców obcych - to czy sugerujesz, że opieka koneicznie winna poszukiwać pary ateistów? (analogicznie do rodziców biologicznych)

łącząc pozdrowienia

---
12-12-2012 17:54 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>> To rodzi szerszą więź, która bywa bardzo podstawową sprawą.
>>... oczywiście, lecz to dotyczy rodziny rodziców i dziecka, która
>> mieszka na tyle blisko by utrzymywać częste kontakty w życiu
>> codziennym
>Wg moich obserwacji praktyka pokazuje, że rodzice adopcyjni właściwie w ogóle nie utrzymują z rodzicami biologicznymi kontaktu, niestety ci drudzy vice versa też (to również dotyczy rodziny rodziców biologicznych)

... samo życie. W tym wypadku chodzi mi o fakt, że to nie stopień pokrewieństwa i powinowactwa tworzy silne więzi, lecz codzienne/częste wspólne życie. Ma to znaczenie np. w przypadku gdy dziecko mieszka stale kilka/kilkanaście lat z rodzicem i jego partnerem (choćby w konkubinacie) i nagle ma zamieszkać z np. dziadkami których nigdy nie widziało. W tej sytuacji ma bardzo silną więź z partnerem zmarłego rodzica, podczas gdy z dziadkami nic go nie łączy - oprócz pokrewieństwa...

>Właśnie, teraz z naszym punktem widzenie stoimy bardzo blisko. I znów w realu - krąg ludzi znanych dziecku to przeważnie rodzina. Jego przedszkolanki, nianie, nauczyciele, tymczasowi opiekunowie itp. z reguły się nie decydują na adopcję, choć pewnie wyjątki też są.

... rozmawiamy o całokształcie, a nie o konkretnym przypadku. Więc i takie "wyjątkowe" sytuacje trzeba brać pod uwagę...

> Oczywiście widzę to tak, ze moje priorytety które tu postuluję chętnie bym kiedyś widział potwierdzone przez profesjonalnych opiekunów społecznych, psychologów rozwojowych itp. (ekspertów) a potem ujęte przez jakąś partię polityczną w ramy ustawy (przegłosowanej).

... również o to mi chodzi. Nie o sztywne procedury, lecz o elastyczne rozwiązania mogące uzyskać "status prawny". "Prawna opieka" musi niestety uzyskać odbicie i aprobatę w prawie. Inaczej dochodziłoby do "walk o dziecko". Pewien status musi być chroniony...

>>... może też mieć i złą stronę. Rodzice odcinający się od części/całości
>> swej rodziny mają jakiś powód.
>Czy aby zawsze słuszny?

... nie zawsze słuszny, lecz często i słuszny. Jak to w życiu...

>I w rodzinie fanatycznie religijne też może wychować się na szczęśliwego człowieka, a później np. tą wiarę porzucić.

... owszem, ale pewien wizerunek pozostaje na całe życie, zwłaszcza gdy mieszka się stale w pobliżu miejsca wychowania. Widzisz Jacku, jestem tzw. DDA, w bardzo łagodnej odmianie, ale jestem. I w rozmowie z psychologiem (kilka lat temu) wyszło,że nie jest to tylko wina ojca, lecz również otoczenia. I to w znacznym stopniu. Z dzieciństwa nie pamiętam żadnych znaczących awantur, przemocy czy innych zajść związanych z nadużywaniem alkoholu przez ojca. Tak się wydaje, że ojciec bardziej był uzależniony od kolegów, niż od alkoholu. Po prostu musiał się z nimi codziennie spotkać, nawet potrafił zrezygnować z dłuższej "popijawy z rodziną", by spotkać się z nimi - a że przeważnie w barze gdzie wypił 2-3 piwa? Bardzo rzadko przychodził do domu pijany. Problem alkoholizmu, owszem nasilał się z czasem, lecz w widzialny sposób wystąpił na kilka lat przed jego śmiercią, - a miałem wtedy już ponad 30 lat. A mimo to, przez całą szkołę i młode lata borykałem się z problemem "dziecka alkoholika", bo tak duża część ludzi mnie spostrzegała...
... inna sprawa może dotyczyć sytuacji gdy dziecko ma już kilkanaście lat, i dość mocno ugruntowany światopogląd jakiego uczyli go rodzice. I nagle zostaje w rodzinie o całkiem przeciwnym światopoglądzie. To prowadzi do bardzo poważnych sporów i buntu młodego człowieka. Nie twierdzę, że nie może być szczęśliwy w takiej rodzinie, ale dostrzegam bardzo poważne problemy które mogą mieć negatywny wpływ, na długie lata...
.
>Druga sprawa: nawet jeśli wyjdzie na to, że dziecko musi trafić do rodziców obcych - to czy sugerujesz, że opieka koniecznie winna poszukiwać pary ateistów? (analogicznie do rodziców biologicznych)

... nie, nie o takie zachowania mi idzie, choć i to należy uwzględnić. W sumie to bardziej należy wziąć pod uwagę stopień fundamentalizmu i/lub tolerancji jakie panują w rodzinie. Jeżeli dziecko i nowi opiekunowie są wychowani w tradycji tolerancji, to potrafią sobie poradzić z problemami płynącymi z różnic ich dzielących. Trochę wysiłku i dobrej woli potrafi wszystko ułagodzić. Jeżeli jednak któraś strona jest bardzo fundamentalistyczna w swych poglądach, to ostry konflikt raczej musi wystąpić. A co dopiero gdy obie strony wykazują skrajne postawy?...

... pozdrawiam...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W tym wypadku chodzi mi o fakt, że to nie stopień pokrewieństwa
> i powinowactwa tworzy silne więzi, lecz codzienne/częste wspólne
> życie. Ma to znaczenie np. w przypadku gdy dziecko mieszka stale
> kilka/kilkanaście lat z rodzicem i jego partnerem (choćby w konkubinacie)
> i nagle ma zamieszkać z np. dziadkami których nigdy nie widziało. W
> tej sytuacji ma bardzo silną więź z partnerem zmarłego rodzica,
> podczas gdy z dziadkami nic go nie łączy - oprócz pokrewieństwa...

Tak, decyzje trzeba dopasować każdorazowo do sytuacji. Ja wcześniej miałem na myśli raczej sytuacje, gdy dziecko jest noworodkiem albo ma max 1 do 1.5 roku.
W przykładzie który podałeś masz rację, należy go zostawić z żyjącym partnerem zmarłego rodzica, tzn. jak to się "ładnie" mówi - z macochą lub ojczymem.
Ale ale, zakładasz że dziadkami nic go nie łączy oprócz pokrewieństwa... ale jak to wygląda w praktyce?
Czy faktycznie w realu zdarza się, że dziecko od maleńkości jest separowane od dziadków? Znasz taki przypadek? Może i coś takiego się zdarza, ale muszą to już być b. dziwne układy.

> "Prawna opieka" musi niestety uzyskać odbicie i aprobatę
> w prawie. Inaczej dochodziłoby do "walk o dziecko". Pewien
> status musi być chroniony...

Oczywiście. Pisząc to wszystko też miałem na myśli jeden przykład (konkretny tzn. z realu).
Teraz go opiszę:
Do pewnego psychoterapeuty przyszła raz kobieta, która przez 2 miesiące chodziła do ochronki i spotykała się tam ze stosunkowo małym dzieckiem (w wieku ok. 1 roku ). Miała wątpliwości czy ma dziecko wziąć do domu, choć bardzo chciała to zrobić.
Prawnie wszystko było ok - tzn. dziecko było do wzięcia a opiekunowie instytucjonalni prześwietlili ją i z ich strony również zastrzeżeń nie było.
Wizyta u psychologa miała być jakby zwieńczeniem jej wyboru.
Gościu najpierw zapytał o biologiczną matkę dziecka: okazało się, że porzuciła je zaraz w szpitalu.
Potem chwilę rozmawiali o sprawach bardziej neutralnych.. o jej miłości do dziecka (była w normie) jej statusie materialym (równeiż), planach zmiany z mężem domu na większy itp.
Po pewnym czasie luźne tematy się wyczerpały i kandydatka na przybraną matkę chciała już wyjść, ale psycholog zapytał ją o jeszcze jedną rzecz. Domyślasz się jaką, czy mam powiedzieć?

> tzw. DDA, w bardzo łagodnej odmianie, ale jestem

Rozumiem.

> mimo to, przez całą szkołę i młode lata borykałem się z
> problemem "dziecka alkoholika", bo tak duża część ludzi mnie
> spostrzegała...

Rozumiem. Nie miałeś łatwo, cieszę się, że to już przeszłość.
Mimo wszystko, wspominając post z przed paru dni - trzeba przyznać, że nieźle sobie poradziłeś w życiu

>... inna sprawa może dotyczyć sytuacji gdy dziecko ma już kilkanaście
> lat, i dość mocno ugruntowany światopogląd jakiego uczyli go rodzice.
> I nagle zostaje w rodzinie o całkiem przeciwnym światopoglądzie.
> To prowadzi do bardzo poważnych sporów i buntu młodego
> człowieka. Nie twierdzę, że nie może być szczęśliwy w takiej
> rodzinie, ale dostrzegam bardzo poważne problemy które mogą
> mieć negatywny wpływ, na długie lata...

Bardzo możliwe. Takie warianty już szalenie trudno samemu ogarnąć myślą bez jakiegoś przykładu z życia. Na szczęście ja mam sytuację taką, że moja dalsza rodzina (zarówno od strony matki, jak i ojca) ma zupełnie podobny światopogląd, jak moi rodzice. A tą dalszą rodzinę mam sporą (również jeśli chodzi o dzieci moich wujków i cioć, których to kuzynów i kuzynek mam całkiem sporo).
Myślę, że gdyby kiedyś wszedł w grę przypadek losowy typu śmierć moich rodziców w wypadku (odpukać) - pierwszeństwo w adopcji miałaby moja chrzestna matka lub ojciec, względnie coś podobnego by już tam w rodzinie na górze ustalono i ja się z tym czuję (na szczęście tylko umysłowo) bardzo dobrze.

Jednak chyba sytuacje spotykane statystycznie są znacząco inne, jest tak jak mówisz: rodzina ma problem i to właśnie powoduje napięcia, bunty, zmiany światopoglądów, wykluczenia i porzucenia w domach dziecka. Tu już musi wejść opieka socjalna i dokładnie sprawę zbadać oraz rozstrzygnąć uwzględniając tylko i wyłączne dobro dziecka.

> Jeżeli dziecko i nowi opiekunowie są wychowani w tradycji tolerancji,
> to potrafią sobie poradzić z problemami płynącymi z różnic ich dzielących.
> Trochę wysiłku i dobrej woli potrafi wszystko ułagodzić. Jeżeli jednak
> któraś strona jest bardzo fundamentalistyczna w swych poglądach, to ostry
> konflikt raczej musi wystąpić. A co dopiero gdy obie strony wykazują
> skrajne postawy?...

Któż jednak powie, co jest bardziej fundamentalistyczne od czego? Niedawno mieliśmy przykład gdy rodzice posiadający 3kę swoich dzieci adoptowali jeszcze dodatkową 2kę, którą.. później zakatowali na śmierć, i tego wcześniej absolutnie widać nie było (przynajmniej tak mówiła opieka społeczna)
Czasami fundamentalizm jest tylko pozorny, a czasami jest rzeczywisty, ale mało wykrywalny konwencjonalnymi metodami typu rekonesans, rozmowy z sąsiadami, formalne rozmowy z kandydatem.
Bywa i tak, że czasem zapomina się bardzo niepopularną prawdę i chce się zrobić dziecku warunki idealne, ale zarazem sztuczne. Myślę że pewna doza problemów i błędów w wychowaniu związana z własną rodziną jest cenniejsza, niż spanie na łóżku ze złota u obcych ludzi.
Mimo wszystko, że miałem trochę problemów z własnymi rodzicami, po latach to doceniam. Może trochę bolało, ale pozwoliło mi to się rozwinąć bardziej, niż niejeden mający bardzo światłych i tolerancyjnych lub imponujących całej Polsce rodziców (jeden z kolegów na ten przykład ma ojca, który występował w reprezentacji Polski na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej )
łącząc pozdrowienia

---
12-12-2012 21:40 
 Ocena 1 na 1
mayolina (2278 punktów)moderatorze, czy ten wątek w wątku nie powinien być przeniesiony?
w przypadku rodziny zastępczej przede wszystkim zawiódł system. Ci ludzie nie powinni być rodziną zastępczą. I tak jak jedna jaskółka nie czyni wiosny, tak ten przypadek nie przekreśla (jeszcze) pomysłu na rodziny zastępcze.

Twoja opowieść o docenianiu rodziców wzrusza, ale nie czyni tego przekonywującym argumentem. Masz inne argumenty przeciw adopcji? Na przykład jakieś cyferki z wiarygodnych badań? Bo na twoją opowieść o rodzinie zastępczej, która zakatowała dzieci, ja mam opowieść o Madzi. Rodzice Madzi byli jej biologicznymi rodzicami. A moją koleżankę molestował jej rodzony ojciec...Konkludując, dyskusja powinna wrócić do źródeł a nie tkwić na obecnym poziomie, który sprowadza się do opowieści o tym jak osobiste doświadczenia wpływają na postrzeganie rzeczywistości.
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: moderatorze, czy ten wątek w wątku nie powinien być przeniesiony?
>w przypadku rodziny zastępczej przede wszystkim zawiódł system.
> Ci ludzie nie powinni być rodziną zastępczą. I tak jak jedna
> jaskółka nie czyni wiosny, tak ten przypadek nie przekreśla
> (jeszcze) pomysłu na rodziny zastępcze.

Oczywiście. Dodam że nigdy nie twierdziłem że rodziny zastępcze są złe, lub powinno się ich zakazać.

>Twoja opowieść o docenianiu rodziców wzrusza, ale
> nie czyni tego przekonywującym argumentem

Ja nie chcę tutaj ani nikogo wzruszać, ani do niczego przekonywać. Czytasz, uznajesz że coś w tym jest - modyfikujesz swój pogląd. Nie - to nie.
Dla mnie nawet cudze poglądy, inne od tych co znam a nie poparte cyferkami tylko konkretnymi zdarzeniami z życia albo deklaracjami (ale nie spekulacjami) są interesujące i dają do myślenia.
Ty oczywiście rób jak uważasz że dla Ciebie dobre.

> Masz inne argumenty przeciw adopcji? Na przykład jakieś cyferki
> z wiarygodnych badań? Bo na twoją opowieść o rodzinie zastępczej,
> która zakatowała dzieci, ja mam opowieść o Madzi. Rodzice
> Madzi byli jej biologicznymi rodzicami.

Tak, wszyscy znamy sprawę Madzi, chyba trudno znaleźć w Polsce takiego, który nie zna.
Jakie cyferki chciałabyś zobaczyć? % stopień szczęśliwości dorosłych dzieci adoptowanych przez rodzinę w porównaniu do adopcji do obcych ludzi, ewent. w porównaniu do obcej pary homoseksualnej?
Jeden dość sporny przykład (i dla mnie również wątpliwy) już przedstawiłem. Innym niestety nie dysponuję, sam bym chciał takie dane zobaczyć (w miarę bezstronne) - już z resztą o tym pisałem.
Może teraz Twoja kolej?

> A moją koleżankę molestował jej rodzony ojciec...

Smutne. I to się niestety zdarza.

> Konkludując,
> dyskusja powinna wrócić do źródeł a nie tkwić na obecnym
> poziomie, który sprowadza się do opowieści o tym jak osobiste
> doświadczenia wpływają na postrzeganie rzeczywistości.

Te opowieści nie dają Ci choćby jakiegoś małego obrazu rzeczywistości?
Ok.
Czekam zatem na Twoją propozycję "powrotu do źródeł" i pozdrawiam

---
06-12-2012 16:58 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Zmiana światopoglądu - dwa aspekty psychologiczne
.
>No, sam sobie się dziwię. Prawie dwa lata temu sam miałem na forum problemy akomodacyjne, a teraz już zasymilowałem się nie najgorzej.
Na to wygląda.

>Zastanawiające dla mnie jest to, że czasem, gdy czytam swoje wpisy, dostrzegam w nich ślady stylu innych forumowiczów.
Spokojnie nawet najwięksi tytani umysłu wspierają się na barkach minionych gigantów.
Chodzi tylko aby myśli innych przetworzyć we własnym umyśle jako swoje, a nie klepać bezmyślnie teksty autorytetów. Oceniać krytycznie, to też przyswajać myśli innych ludzi przynajmniej w tej części, w której się z nimi zgadzamy.

>Czy ja jeszcze myślę swobodnie, czy uległem już całkowicie wymogom grupy związanymi z ideologią racjonalistyczną?
Czytam pilnie i uważam, że myśli Pan coraz bardziej samodzielnie, gdyż coraz bardziej jest Pan przepojony ideologią racjonalistyczną.

>Czy ja się tu udzielam ze względów społecznościowych, czy dla uzyskania aprobaty w postaci plusów?
Zapewne akceptacja i plusy cieszą, ale w mojej ocenie ma Pan tak niepodległy charakter, że żadne minusy nie wpłynęłyby na Pańskie poglądy.

>Czy stać mnie jeszcze na merytoryczny spór w jakimś temacie z innymi racjonalistami, czy już tylko na okładanie półsłówkami bezbronnych na naszym forum fideistów?
Po pierwsze nie są tacy bezbronni. Mają za sobą moc wszechmocnego Boga i autorytet swojej religii (najczęściej Świętego Kościoła Katolickiego). Po drugie czynią to z własnej ochoty na "chwałę Bożą". Dopóki zachowują minimalny poziom merytoryczny nikt ich stąd nie wygania, ale też specjalnie zapraszani też nie są. Robią tak, gdyż takie mają potrzeby.

>Trochę przesadzam, bo ostatecznie sklepiku z myśleniem jeszcze nie zamknąłem, ale dzielę się tymi refleksjami, bo może i nie tylko mnie dotyczą?
Tak, trochę Pan przesadził, ale zawsze warto zadawać pytania tak sobie, jak i innym.
To wchodzi w proces krytycznego myślenia.

>Tu znalazłem coś dobrego a propos:
>"Baczyłem pilnie, aby mu nie przeczyć, gdyż z entuzjastą nigdy nie wygrasz. Błądzi ten, kto mówi mężczyźnie o defektach jego kochanki, pieniaczowi o słabych stronach procesu, który wytoczył, mistykowi o rozumnych argumentach. Dlatego począłem zadawać inne pytania".
Można dołączyć anegdotę Władysława Witwickiego "Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze".
Ja opisuję to jeszcze krócej: "Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda".

Panie Macieju, nikt nam nie zbuduje naszego światopoglądu. Musimy uczynić to sami. Wcale nie dążę do zmiany światopoglądu ludzi, którym jest dobrze z tym posiadanym i tak bardzo uważają go za jedynie słuszny (są depozytariuszami Prawdy), że chcą wszelakimi dostępnymi im metodami zmusić innych do przyjęcia ich opcji. Ja tylko nie widzę żadnych powodów abym musiał ustępować przed głupotą i wciskanym społeczeństwu ideologicznym kitem. Swoje posty kieruję do ludzi inteligentnych, którzy potrafią je zrozumieć i wykorzystać do własnych przemyśleń - tak jak ja korzystam z wiedzy innych.

Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.

Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.

Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.

Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.

Nikt nie weźmie stąd więcej niż go stać intelektualnie i ile jego umysł udźwignąć może.

Pozdrawiam.

@@@
.
13-12-2012 06:33 
 Ocena 1 na 1
martok (1115 punktów)

>Tu znalazłem coś dobrego a propos:

>"Baczyłem pilnie, aby mu nie przeczyć, gdyż z entuzjastą nigdy nie wygrasz. Błądzi ten, kto mówi mężczyźnie o defektach jego kochanki, pieniaczowi o słabych stronach procesu, który wytoczył, mistykowi o rozumnych argumentach. Dlatego począłem zadawać inne pytania".

   Dobre! Zaskakująco zgodne z tak zwaną social judgement theory (Hovland i inni). To teoria z dziedziny psychologii społecznej, która mówi m.in. o zasadach przekonywania ludzi mających skrajne i silnie zinternalizowane poglądy. Czy mógłbyś podrzucić informację skąd pochodzi ten cytat? Brzmi trochę jak Wolter.
Pozdrawiam - M
*
15-12-2012 00:03 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Tu znalazłem coś dobrego a propos:
>>"Baczyłem pilnie, aby mu nie przeczyć, gdyż z entuzjastą nigdy nie wygrasz. Błądzi ten, kto mówi mężczyźnie o defektach jego kochanki, pieniaczowi o słabych stronach procesu, który wytoczył, mistykowi o rozumnych argumentach. Dlatego począłem zadawać inne pytania".
>    Dobre! Zaskakująco zgodne z tak zwaną social judgement theory (Hovland i inni). To teoria z dziedziny psychologii społecznej, która mówi m.in. o zasadach przekonywania ludzi mających skrajne i silnie zinternalizowane poglądy. Czy mógłbyś podrzucić informację skąd pochodzi ten cytat? Brzmi trochę jak Wolter.
Gratuluję znajomości literatury. Z tak krótkiego fragmentu rozpoznać autora - chylę czoła.
Link: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1054/q,O.kwakrach
martok (1115 punktów)

>Gratuluję (...) chylę czoła.
>Link: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1054/q,O.kwakrach

   Aż mnie uszy palą po tych wyrazach uznania. Wielkie dzięki za link i serdeczne pozdrowienia - M
*
07-12-2012 22:59 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nikt mi nic nie dyktuje. Jestem wolny i sam dokonuję wyborów.
>Tylko dziwnym trafem Twoja ideologia jest w pełni zgodna z wolą ludzi z kościoła, tych nad Tobą stojących. Nie mów, że Ty przypadkiem sam - zupełnie niezależnym myśleniem - do tych samych koncepcji doszedłeś, co oni.

To jest chyba oczywiste, że nie doszedłem sam do prawdy o Trójcy Świętej - nie pisz absurdów, przecież masz elementarną wiedzę o chrześcijaństwie.
A fakt, że ufam temu, co Bóg objawia człowiekowi, nie zmniejsza mojej wolności.

>>Nikt mi nic nie narzuca.
>Terefere kuku

Może w Twojej wspólnocie protestanckiej było inaczej - Kościół katolicki niczego nie narzuca.

>>Pismo święte jest napisane ludzkim językiem przez ludzi i Boga. Bóg istnieje.
>Sam to wymyśliłeś, czy ktoś Ci może tak powiedział? A jakiś dowód?

Nie zadawaj tak naiwnych pytań - przecież wiesz, czym się różni wiara od wiedzy.

>>>Słuchaj, może nawet istnieje jakiś Bóg, ale skąd ludzie mogą coś na jego temat wiedzieć?
>>Z własnego bezpośredniego doświadczenia,
>Aha, neurony pracują. To jest jasne.

Zawsze pracują, jeśli się używa mózgu.

>>od innych ludzi oraz od ustanowionego przez Niego Kościoła. Przy czym najważniejsze jest to trzecie.
>ZACZYNASZ POWOLI ROZUMIEĆ... !

Jak to "ZACZYNASZ"?!...

>>Niektórzy zapewne ulegają złudzeniom i sobie coś wizualizują. Pierwsi świadkowie nic sobie nie wizualizowali, bo widzieli i słyszeli.
>A drudzy, trzeci i tysiąc pięcset sto trzydzieści pierwsi? Szpitale psychiatryczne pełne są widzących i słyszących, a nawet można tam spotkać Jezusów we własnej osobie. To prawda, że około roku 30 n.e. takie szpitale były rzadkością, ale czy dlatego ci pierwsi świadkowie mają być gorsi od tych późniejszych?

Mam przeczucie Twojego "odlotu"... Wyjaśniam (rzecz oczywistą): pisząc "pierwsi świadkowie", mam na myśli tych, którzy byli świadkami czynów i słów Jezusa, w szczególności po Jego Zmartwychwstaniu.

>>Interes nie ma tu nic do rzeczy.
>To po co dajesz na tacę?

Żeby w moim kościele parafialnym świeciły się żarówki.

>>Mnóstwo ludzi spotyka Boga, na wiele różnych sposobów, przy czym żaden z tych sposobów nie przypomina np. spotkania z innym człowiekiem.
>Całe szczęście, że parę tych szpitali potem dobudowali.
>>Ale jak się zabije w sobie tę podstawową wrażliwość na sprawy duchowe,
>Co ty k.... wiesz o zabijaniu?

Każdy coś tam wie na ten temat, bo każdy dopuszczał się zła.

>>to Boga się po prostu nie będzie zauważać.
>Bóg po prostu.
>Pstryk i wszystko jasne!

Nie. Bóg jest ukryty. Nie narzuca nam się i pozostawia pole dla naszej wolności. Możesz go nie zauważać - jesteś wolnym człowiekiem.
07-12-2012 23:14 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jezus, jeśli był wogóle postacią historyczną, też nie miał bladego pojęcia o Trójcy Świętej. Bardzo by się zdziwił, gdyby żył (o ile żył kiedykolwiek). Czyje jeszcze zmyślenia lubisz?
07-12-2012 23:17 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Jezus, jeśli był wogóle postacią historyczną, też nie miał bladego pojęcia o Trójcy Świętej. Bardzo by się zdziwił, gdyby żył (o ile żył kiedykolwiek). Czyje jeszcze zmyślenia lubisz?

Dziękuję, Jacku, za praktyczny pokaz, jak dysonans poznawczy upośledza racjonalne myślenie: ze względów ideologicznych podajesz w wątpliwość fakt historyczny jakim jest istnienie Jezusa. Jest to bardzo częsty rodzaj "wyparcia" wśród "racjonalistów" na tym forum.
08-12-2012 09:48 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dziękuję, Jacku, za praktyczny pokaz, jak dysonans poznawczy
> upośledza racjonalne myślenie: ze względów ideologicznych
> podajesz w wątpliwość fakt historyczny jakim jest istnienie Jezusa.
> Jest to bardzo częsty rodzaj "wyparcia" wśród "racjonalistów"
> na tym forum.

Panie Marku, zostawmy owo "wyparcie" czy też wyparcie. Na tym forum po prostu wkurza ludzi, że często nie odnosi się pan bezpośrednio argumentów. Może po prostu zbyt dużo pan pisze postów, które z kolei na członków tego forum działają jak płachta na byka, potem masowo panu odpisują i już tylko dysponując 24h dobą odpiera pan zarzuty hasłowo lub emocjonalnie. A najważniejsze argumenty w dyskusji pomija.

Tak np. rodzi się pseudo-teza, że Jacek Tabisz ze względów ideologicznych jedynie podaje w wątpliwość fakt historyczny istnienia Jezusa.

To nie tak.

Sugeruję w spokoju popatrzeć na poprzednie posty, w których zdanie niektórych forumowiczów waha się od całkowitej antytezy historyczności Jezusa (reprezentant J.Tabisz) po dopuszczanie i historyczności i jej braku u A. Bogusławskiego, po osnuwanie na niektórych faktach z życia historycznego Jezusa pewnej nadbudowy ideologicznej + dodawanie do nich przez wczesnych chrześcijan zmyślonych faktów (reprezentant Andrzej.51)
Każdy z autorów własnego poglądu podał mnóstwo argumentów na poparcie swoich przekonań, zostało to tutaj wielokrotnie omówione i uzasadnione.

Mój wkład był w tym niezmiernie mały, wprost minimalny. Ale jednak. Pytałem kiedyś pana, czy zna pan choć jeden przekaz historyczny o zwyczaju w Imperium Rzymskim tamtej epoki pytania tłumu o werdykt nt. skazanego lub sądzonego.
Odpowiedzi dotąd nie otrzymałem.
To moje pytanie było i jest poważnie, ja żadnych takich sprawozdań nie znam, a chcę poznać (jeśli istnieją).

Pan jednak woli snuć aluzje ad persona do Jacka o "bardzo częstym rodzaju "wyparcia" wśród "racjonalistów"" a moje proste pytania w większości ignorować.

Prosze powiedzieć, czy zna pan choć jeden przekaz (poza Ewangeliami) historyczny w sprawie zwyczaju w Imperium Rzymskim tamtej epoki pytania tłumu o werdykt nt. skazanego lub sądzonego.

łącząc pozdrowienia
08-12-2012 17:01 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Dziękuję, Jacku, za praktyczny pokaz, jak dysonans poznawczy
>> upośledza racjonalne myślenie: ze względów ideologicznych
>> podajesz w wątpliwość fakt historyczny jakim jest istnienie Jezusa.
>> Jest to bardzo częsty rodzaj "wyparcia" wśród "racjonalistów"
>> na tym forum.

>Sugeruję w spokoju popatrzeć na poprzednie posty, w których zdanie niektórych forumowiczów waha się od całkowitej antytezy historyczności Jezusa (reprezentant J.Tabisz) po dopuszczanie i historyczności i jej braku u A. Bogusławskiego, po osnuwanie na niektórych faktach z życia historycznego Jezusa pewnej nadbudowy ideologicznej + dodawanie do nich przez wczesnych chrześcijan zmyślonych faktów (reprezentant Andrzej.51)
>Każdy z autorów własnego poglądu podał mnóstwo argumentów na poparcie swoich przekonań, zostało to tutaj wielokrotnie omówione i uzasadnione.

Jakie znaczenie mają dywagacje, co mały Kazio sądzi o historyczności Jezusa w kontekście istnienia konsensusu historyków w tej kwestii?... Kwestionowanie historyczności Jezusa można wytłumaczyć jedynie czadem ideologii. Czy nie jest to "wyparcie" w krystalicznie czystej postaci?...

>Prosze powiedzieć, czy zna pan choć jeden przekaz (poza Ewangeliami) historyczny w sprawie zwyczaju w Imperium Rzymskim tamtej epoki pytania tłumu o werdykt nt. skazanego lub sądzonego.

To już było. Zacytuję tu książkę cytowaną parę razy w innym wątku:

Cytat:
Proces Jezusa widziany z perspektywy rzymskiego prawa karnego nastręcza trochę problemów interpretacyjnych. Pierwsza trudność wynika z tego, że nie posiadamy źródeł rzymskich, w sensie zapisu, stenogramu tego procesu, bo w czasach Jezusa nie było jeszcze ścisłego obowiązku protokołowania.. Nie zachowały się także urzędowe opisy procesów prowadzonych przez namiestników z czasów Jezusa. Znane są natomiast postępowania karne od końca I w. Ponadto znane są wypowiedzi jurystów klasycznych zebranych potem w Codex Theodosianus i Codex Iustinianus oraz w Digestach. Na tej podstawie można zrekonstruować procedurę z okresu 70 - 117 r n.e. Luka w zakresie źródeł dotyczy właśnie okresu julijsko - klaudyjskiego 18 - 68 r. n.e. Wiadomo jedynie, że w okresie julijsko - klaudyjskim wykształciła się alternatywna dla formuły procesu karnego ordo judiciorum pubblicorum formuła cognitio extra ordinem, co do której uczeni są zgodni, że została ona zastosowana w procesie Jezusa przed Piłatem, który jako namiestnik Judei sprawował jurysdykcję. Głównym źródłem poznania tego procesu jest Ewangelia.


(za: Paulina Święcicka - Wystrychowska "Proces Jezusa w świetle prawa rzymskiego", Kraków 2005)
08-12-2012 18:44 
 Ocena 9 na 9
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jakie znaczenie mają dywagacje, co mały Kazio sądzi o historyczności
> Jezusa w kontekście istnienia konsensusu historyków w tej kwestii?

Konsensusu takiego niestety nie ma, ale rozumiem że pan chciałby.
Poza tym kolejny raz wydaje pan swiadectwo sobie, jaki szacunek (a raczej jego brak) żywi pan dla członków tego forum.
Szczerze się dziwię - w jednym miejscu pisze pan, że lubi ludzi, w drugim zdanie tych ludzi ma pan za nic, a ich samych traktuje z góry.
Zaiste przewrotny pan, panie Marku. Pozostaje mi tylko sparafrazować (nieco zmodyfikować) pewien cytat, który pan zapewne w oryginalnej postaci zna na pamięć "małe jest wszelkie zło wobec przewrotności specyficznego męża, toteż spadnie na niego los grzesznika" i wątek zakończyć.

> Kwestionowanie historyczności Jezusa można wytłumaczyć
> jedynie czadem ideologii. Czy nie jest to "wyparcie" w
> krystalicznie czystej postaci?...

Oj, daj pan już spokój z tym wyparciem. Krystalicznie nieskażony wiedzą to jest pan Marek Bielecki

> Wiadomo jedynie, że w okresie julijsko - klaudyjskim
> wykształciła się alternatywna dla formuły procesu karnego
> ordo judiciorum pubblicorum formuła cognitio extra ordinem,
> co do której uczeni są zgodni, że została ona zastosowana w
> procesie Jezusa przed Piłatem, który jako namiestnik Judei
> sprawował jurysdykcję. Głównym źródłem poznania tego
> procesu jest Ewangelia.

Kręcimy się w kółko i niepotrzebnie pan cytuje. Pamięć mam dobrą, znam to z poprzednich wątków. Pytam ostatni już raz: zna pan choć jeden przekaz (poza Ewangeliami) historyczny w sprawie zwyczaju w Imperium Rzymskim tamtej epoki pytania tłumu o werdykt nt. skazanego lub sądzonego?
Jeśli nie, to i ten wątek kończymy.
łącząc pozdrowienia
10-12-2012 10:58 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Jakie znaczenie mają dywagacje, co mały Kazio sądzi o historyczności Jezusa w kontekście istnienia konsensusu historyków w tej kwestii?
>Konsensusu takiego niestety nie ma, ale rozumiem że pan chciałby.

Niech Pan wypiera dalej, Panie Jacku. Jest Pan wolnym człowiekiem, może Pan nawet wierzyć w krasnoludki, skoro Panu w czymś to pomaga.
Konsensus historyków obejmuje nie tylko samo istnienie Jezusa, ale też Jego ukrzyżowanie. Ale rozumiem, że Pan już się zapisał do klubu, w którym uznaje się, że jeśli fakty przeczą światopoglądowi, to tym gorzej dla faktów. A ja nie za bardzo mam ochotę dyskutować o faktach, zatem:

EOT
10-12-2012 11:07 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Niech Pan wypiera dalej, Panie Jacku. Jest Pan wolnym
> człowiekiem, może Pan nawet wierzyć w krasnoludki, skoro
> Panu w czymś to pomaga.

Panie Marku, teraz ja zapytam: gdzie prawa autorskie?

> Konsensus historyków obejmuje nie tylko samo istnienie Jezusa,
> ale też Jego ukrzyżowanie.

Widzę, że nie zwraca pan uwagi na to, co piszę. Ja ani jednego, ani drugiego (istnienia ni ukrzyżowania) nie kwestionowałem. Ewidentnie pan manipuluje - albo świadomie, albo przez nieuwagę (zakładam, że przez to drugie)

> Ale rozumiem, że Pan już się zapisał do klubu, w którym
> uznaje się, że jeśli fakty przeczą światopoglądowi, to tym
> gorzej dla faktów. A ja nie za bardzo mam ochotę
> dyskutować o faktach (..)

Niepotrzebnie się pan obraża, panie Marku.
Jednak aluzje ad persona proszę sobie darować. Mówię o fakcie nieistnienia w źródłach zwyczaju pytania ludu o werdykt ws. prawa łaski.
Mam nadzieję że odróżnia pan krasnoludki, istnienie/nieistnienie Jezusa, jego ukrzyżowanie/brak czegoś takiego od prawa łaski lub jego braku.
łącząc pozdrowienia
11-12-2012 11:12 
 Ocena 14 na 14
Meretseger (61860 punktów)
>A ja nie za bardzo mam ochotę dyskutować o faktach
   Za to ja lubię.
   Nie jest bezspornie dowiedzione, że istniał ten konkretny Jezus, który urodził się w Betlejem, uniknął rzezi, czynił dziwaczne cuda, a w końcu umarł (?) na krzyżu, został pochowany, po czym trzeciego dnia zmartwychwstał, a na koniec spektakularnie udał się do nieba żywcem. Na początek zaznaczę, że imię Jezus (Jeszua) było onego czasu szalenie pospolite. Niemal tak samo pospolite, jak Jan, Jakub, Józef, Maria i Salome.
   Być może jest faktem, że istniał nauczyciel ("rabbi") imieniem Jezus, który wędrował po Galilei i wygłaszał przemowy do swoich uczniów i zebranych gapiów. Nic w tym dziwnego, to częsty obrazek na tamtym terenie w tamtych czasach. Kronikarze nie fatygowali się, by takie pospolite fakty odnotowywać, zapisywali to tylko uczniowie delikwentów, i to dalece nie wszyscy.
   Jeśli ten lub inny z owych wędrownych kaznodziejów zechciał wypowiedzieć się źle o cesarzu (przyjmijmy, że był to Tyberiusz) lub podważyć jego autorytet choćby przez odmowę mu praw do zwierzchnictwa nad prowincją Iudaea, to miał się z pyszna. Crimen laesae maiestatis karano z całą surowością prawa, a to znaczy na gardle. Dla "nieobywateli" rzymskich pochodzących z gminu był to krzyż (trochę innego kształtu, niż ten tzw. łaciński, wiszący w kościołach, ale się nie czepiajmy szczegółów konstrukcyjnych), jak dla niewolników. O uwalnianiu kogoś przez tłum jako żywo nigdy nie słyszałam. Piłat się ze skazańcami nie patyczkował i w życiu nie umył rąk od niczego (mówię w przenośni, oczywiście, bo dosłownie taki brudas nie był).
   Fakty są takie, że jakiś Jezus z pewnością istniał i wędrownie nauczał oraz jakiegoś Jezusa ukrzyżowano, możliwe, że tego samego. Reszta to literatura, i to wcale nie faktu.
maceox (6766 punktów)
Ta wypowiedź to miodzio.
11-12-2012 12:55 
 Ocena 6 na 6
plodzien (7378 punktów)
> A ja nie za bardzo mam ochotę dyskutować o faktach, zatem: >
>EOT >
>
A fakty są przykre, jeśli chce się zachować wiarę niezachwianą.
Nawet sami chrześcijańscy apologeci piszą ciekawe rzeczy w Encyclopaedia Biblica (Adam & Charles Black, London, 1899) na temat pominięć lub doróbek tekstów w nowszych ewangeliach w stosunku do starszych (Biblii synajskiej).
Ot, na przykład:
1) T. III str. 3344:
" Od dawna i często zauważano, że, tak jak Paweł, nawet najwcześniejsze Ewangelie nic nie wiedziały o cudownym narodzeniu się Zbawiciela;
2) w tomie II na str. 1880 Kościół pisze:

" trzeba przyznać, że zakończenie Marka nie jest autentyczne ... prawie cała ta sekcja jest późniejszą kompilacją"
A o czym to traktuje "zakończenie Marka"?
Ano o ukazaniu się zmartwychwstałego Jezusa.

W związku z powyższym - czy nie jest tak, że wasza wiara jest daremna?
ps.
Wiara kleru daremną nie jest, z czym możemy się zgodzić.
12-12-2012 08:23 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wiara kleru daremną nie jest, z czym możemy się zgodzić.

choć czasem można też powiedzieć, że wrzucane pieniążki na składkę niestety idą na daremno..
Konowal (6291 punktów)
>W związku z powyższym - czy nie jest tak, że wasza wiara jest daremna?
W najgorszym razie nie przekonamy się o tym

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-12-2012 15:41 
 Ocena 2 na 2
plodzien (7378 punktów)
>> W związku z powyższym - czy nie jest tak, że wasza wiara jest daremna? >
> W najgorszym razie nie przekonamy się o tym >

Konowale
Myślę, że Ty się o tym nie przekonasz, ja się o tym nie przekonam - ale ja tu i teraz przynajmniej nie stracę czasu na przesiadywanie w kościele.
12-12-2012 15:56 
 Ocena 3 na 3
Konowal (6291 punktów)
>>> W związku z powyższym - czy nie jest tak, że wasza wiara jest daremna? >> W najgorszym razie nie przekonamy się o tym >Konowale
>Myślę, że Ty się o tym nie przekonasz, ja się o tym nie przekonam - ale ja tu i teraz przynajmniej nie stracę czasu na przesiadywanie w kościele.
>
A co to za różnica na co się traci czas jak się jest z tego zadowolonym ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-12-2012 17:17 
 Ocena 2 na 2
plodzien (7378 punktów)
> A co to za różnica na co się traci czas jak się jest z tego zadowolonym ? >
Mnie tam wszystko jedno, kto czym żyje. Ale taka postawa nie oddala problemu, który postawiłem w pierwszym swoim poście.
Nieco mnie dziwi, jak można nie mieć żadnych wątpliwości co do autentyczności Świętej księgi - skoro nawet redaktorzy biblijnej encyklopedii je mają? Nie zastanawia Cię, że możesz być oszukiwanym?
Że może jednak mniejsze lub większe części biblii zostały dorobione zgodnie z interesem określonych grup, które z tego wykręciły największe lody w historii?
Nawet boskość Jezusa, rzecz wydawać by się mogło - fundamentalna - została przegłosowana niczym w sejmie pierwsza lepsza ustawa. I z tego co pamiętam - nie przeszła jednomyślnie.
Konowal (6291 punktów)
Wątpliwości są, ale nie na tyle poważne żeby zmieniać zdanie. Załóżmy jednak, że wątpliwości byłyby bardzo duże, to też nie oznacza automatycznego zakwestionowania całego światopoglądu, tym bardziej że inne też nie są zbyt atrakcyjne.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
plodzien (7378 punktów)
W porządku. Przyjąłem do wiadomości.
13-12-2012 14:29 
 Ocena 3 na 3
Konowal (6291 punktów)
M.in. dlatego dyskutuje na racjonaliście żeby zbadać obszary swojej wątpliwości "Bo tylko prawda jest ciekawa"

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
11-12-2012 14:01 
 Ocena 1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Odnosząc się do wpisów powyżej, chciałbym powiedzieć, że bardzo mi w tym momencie brakuje emotikonu, który oznacza ziewnięcie... Bardzo przewidywalne są te wpisy i świetnie ilustrujące tytułowy wątek - można obserwować, jak działa psychologiczny mechanizm wyparcia i jak wpływa na homeostazę światopoglądową.
11-12-2012 14:15 
 Ocena 11 na 11
plodzien (7378 punktów)
>
> Odnosząc się do wpisów powyżej, chciałbym powiedzieć, że bardzo mi w tym momencie brakuje emotikonu, ..>

Proszę wybaczyć, ale po przeczytaniu całej dyskusji - pozwolę sobie zaproponować dla Pana następujący:

11-12-2012 14:44 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>bardzo mi w tym momencie brakuje emotikonu, który oznacza ziewnięcie...



Możesz sobie ściągnąć na dysk i stosować.
Emotikon wyrażający moje reakcje na Twoje wpisy jest...
11-12-2012 16:49 
 Ocena 3 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>bardzo mi w tym momencie brakuje emotikonu, który oznacza ziewnięcie...
>
>Możesz sobie ściągnąć na dysk i stosować.

Dzięki! Na pewno mi się przyda!
12-12-2012 08:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>bardzo mi w tym momencie brakuje emotikonu, który oznacza ziewnięcie...
>Możesz sobie ściągnąć na dysk i stosować.
>Emotikon wyrażający moje reakcje na Twoje wpisy jest...

Świetne!! Właśnie zalinkowałem, żeby mieć pod ręką
Na marginesie
MB: "Bardzo przewidywalne są te wpisy i świetnie ilustrujące tytułowy wątek - można obserwować, jak działa psychologiczny mechanizm wyparcia i jak wpływa na homeostazę światopoglądową"
I po co mi to było? Muszę poszukać czegoś podobnego do Twojego w formie, ale o znaczeniu "załamka"

łącząc pozdrowienia
12-12-2012 09:35 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Mam kilka małych:









O, i takie jeszcze, też przydatne:




12-12-2012 10:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Świetne, dziękuję!



---
12-12-2012 09:41 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> (..) ilustrujące tytułowy wątek - można obserwować, jak działa
> psychologiczny mechanizm wyparcia i jak wpływa na homeostazę
> światopoglądową



Bez komentarza, łącząc pozdrowienia
08-12-2012 19:56 
 Ocena 16 na 16
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jakie znaczenie mają dywagacje, co mały Kazio sądzi o historyczności Jezusa
Podziwiam Pańską skromność Panie Marku.

> w kontekście istnienia konsensusu historyków w tej kwestii?...
Pan kpi, czy o drogę pyta. Każdy inteligentny człowiek ma w wielkim poważaniu dogadanie się co do jakiś tam historycznych zdarzeń. Tu liczą się fakty, a potwierdzić je mogą tylko artefakty z epoki. Reszta to tylko spekulacje.

Każdy Burek optujący za jedną opcją będzie nazywał Burka optującego za drugą opcją "małym Kaziem". Mnie Gucio obchodzi konsensus chrześcijańskich (czyli ideologicznie zainteresowanych) biblistów, a innego konsensusu tu nie ma i być nie może.
Nie, nie istnieją żadne znane niekwestionowane dowody świadczące o istnieniu historycznego Jezusa, nie mówiąc już o całej obrastającej tą postać bajecznej mitologii. Spora część historyków uważa ( i ja do tej opcji się skłaniam), iż jedna lub kilka postaci historycznych złożyło się na jądro tego mitu, ale to tylko historyczna spekulacja podparta dosyć słabymi przesłankami dowodowymi i wcale się nie dziwię, iż jest tak skutecznie podważaną.

>Kwestionowanie historyczności Jezusa można wytłumaczyć jedynie czadem ideologii.
Nie, Wielce Szanowny Panie Bielecki - kwestionowanie wszystkiego jest podstawowym obowiązkiem uczonego i racjonalisty także. Natomiast wiara w historyczność Jezusa jest tylko ideologicznym czadem, kwestionowanym nawet przez niektórych chrześcijańskich "uczonych". Trzeba trochę książek poczytać Panie Kaziu - Marku.

>Czy nie jest to "wyparcie" w krystalicznie czystej postaci?...
Tak! Jest to "wyparcie" w krystalicznie czystej postaci.

>Zacytuję tu książkę cytowaną parę razy w innym wątku:
Cytat:
(...) Głównym źródłem poznania tego procesu jest Ewangelia.

Pan kpi, czy o drogę pyta, toż to metoda rodem z inkwizycji. Sędzia we własnej sprawie. Mity z Ewangelii mają być dowodem na ewangeliczną prawdę. Przestań Pan taki prymitywny katolicki kit wciskać na forum dla racjonalistycznej inteligencji, tu go nie kupują, oczywiście poza kilkoma Pańskimi przyjaciółmi.

Miłego dnia.

@@@
.
09-12-2012 00:20 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>>Jezus, jeśli był wogóle postacią historyczną, też nie miał bladego pojęcia o Trójcy Świętej. Bardzo by się zdziwił, gdyby żył (o ile żył kiedykolwiek). Czyje jeszcze zmyślenia lubisz?
>Dziękuję, Jacku, za praktyczny pokaz, jak dysonans poznawczy upośledza racjonalne myślenie: ze względów ideologicznych podajesz w wątpliwość fakt historyczny jakim jest istnienie Jezusa. Jest to bardzo częsty rodzaj "wyparcia" wśród "racjonalistów" na tym forum.
Przed chwilą Cię prosiłem o oddzielanie wiary od tego co całkowicie obiektywne. Ty w ogóle, ani nie doceniasz, ani nie szanujesz, ani nawet nie czytasz, co piszą inni forumowicze - i to w postach skierowanych bezpośrednio do Ciebie.

Czy Ty w ogóle zauważyłeś, że Jacek Tabisz, w swoim zacytowanym tu poście specjalnie dla Ciebie przyjął, że Jezus mógł być postacią historyczną. Chodziło mu tym razem o koncepcję Trójcy Świętej, o której Jezus nie mógł nic wiedzieć, bo owa koncepcja powstała po jego śmierci, a nawet po napisaniu NT. Ale Ty już do końca nie doczytałeś i nawet sensu zdania nie było dla Ciebie po co łapać, bo przecież słowa "gdyby żył" to tak WIELKA HEREZJA, ŻE SZANUJĄCEMU SIĘ CHRZEŚCIJANINOWI NÓŻ SIĘ W KIESZENI OTWIERA.
09-12-2012 01:30 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zrobiłem dokładnie tak, jak pisze Maceox - osobiście jestem bardzo sceptyczny wobec historyczności Jezusa, ale oczywiście nie wykluczam dogmatycznie, że jednak mógł być postacią historyczną. Wtedy, na co wszystko wskazuje i co jest pewne, nie miałby bladego pojęcia o Trójcy Świętej.
10-12-2012 13:36 
 0 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Jezus, jeśli był wogóle postacią historyczną, też nie miał bladego pojęcia o Trójcy Świętej. Bardzo by się zdziwił, gdyby żył (o ile żył kiedykolwiek). Czyje jeszcze zmyślenia lubisz?
>>Dziękuję, Jacku, za praktyczny pokaz, jak dysonans poznawczy upośledza racjonalne myślenie: ze względów ideologicznych podajesz w wątpliwość fakt historyczny jakim jest istnienie Jezusa. Jest to bardzo częsty rodzaj "wyparcia" wśród "racjonalistów" na tym forum.
>Czy Ty w ogóle zauważyłeś, że Jacek Tabisz, w swoim zacytowanym tu poście specjalnie dla Ciebie przyjął, że Jezus mógł być postacią historyczną. Chodziło mu tym razem o koncepcję Trójcy Świętej, o której Jezus nie mógł nic wiedzieć, bo owa koncepcja powstała po jego śmierci, a nawet po napisaniu NT. Ale Ty już do końca nie doczytałeś i nawet sensu zdania nie było dla Ciebie po co łapać, bo przecież słowa "gdyby żył" to tak WIELKA HEREZJA, ŻE SZANUJĄCEMU SIĘ CHRZEŚCIJANINOWI NÓŻ SIĘ W KIESZENI OTWIERA.

Nie herezja, lecz zaprzeczanie faktom lub podawanie ich w wątpliwość, mimo istnienia w tej kwestii konsensusu historyków.

A z cytowanymi absurdami dotyczącymi koncepcji Trójcy Świętej po prostu nie chce mi się dyskutować - nie widzę najmniejszego sensu.
08-12-2012 14:11 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To jest chyba oczywiste, że nie doszedłem sam do prawdy o Trójcy Świętej
A kto i gdzie do takiej prawdy doszedł?
www.racjon(*)m.php/s,531808/z,0/d,4#w533009
www.racjon(*)m.php/s,531808/z,0/d,5#w533337

> - nie pisz absurdów, przecież masz elementarną wiedzę o chrześcijaństwie.
Wszystko co dotyczy Trójcy Świętej, to religijny bełkot - tak wielki, że aż pokrywany "tajemnicą wiary".

>Może w Twojej wspólnocie protestanckiej było inaczej - Kościół katolicki niczego nie narzuca.
Żadne wyznanie w całej historii ludzkości nie zmuszało innych do przyjęcia ich wiary tak wyrachowanie podłymi metodami, nie wahając się przed najpotworniejszymi zbrodniami i ludobójstwem jak czynił to Kościół Katolicki. Tylko zaślepieni religią głupcy mogą tego zła czynionego przez Kościół nie dostrzegać.

Miłego dnia.

@@@
.
09-12-2012 09:37 
 Ocena 5 na 5
martok (1115 punktów)

>Żadne wyznanie w całej historii ludzkości nie zmuszało innych do przyjęcia ich wiary tak wyrachowanie podłymi metodami, nie wahając się przed najpotworniejszymi zbrodniami i ludobójstwem jak czynił to Kościół Katolicki.

   To prawda. Oczywiście święta prawda. Obecnie do przejęcia tych metod przymierza się islam. Co prawda na razie nieprzyjęcie islamu nie jest karane śmiercią (podczas gdy KK opornych wyrzynał bez opamiętania), ale za to śmiercią są karane próby odejścia od islamu. Zgodnie z prawem szariatu odszczepieniec, jeśli w ciągu trzech dni nie okaże skruchy i nie powróci do Allaha, powinien być zabity (i to nie przez kata, lecz przez kogokolwiek). Jest to jedna z ważnych przyczyn przyrostu liczby wyznawców - jeśli utrata wiary jest karana śmiercią, to oczywiście liczba ta nie może maleć.

Pozdrawiam - M
*
09-12-2012 11:15 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Żadne wyznanie w całej historii ludzkości nie zmuszało innych do przyjęcia ich wiary tak wyrachowanie podłymi metodami, nie wahając się przed najpotworniejszymi zbrodniami i ludobójstwem jak czynił to Kościół Katolicki.
>    To prawda. Oczywiście święta prawda. Obecnie do przejęcia tych metod przymierza się islam. Co prawda na razie nieprzyjęcie islamu nie jest karane śmiercią (podczas gdy KK opornych wyrzynał bez opamiętania), ale za to śmiercią są karane próby odejścia od islamu. Zgodnie z prawem szariatu odszczepieniec, jeśli w ciągu trzech dni nie okaże skruchy i nie powróci do Allaha, powinien być zabity (i to nie przez kata, lecz przez kogokolwiek). Jest to jedna z ważnych przyczyn przyrostu liczby wyznawców - jeśli utrata wiary jest karana śmiercią, to oczywiście liczba ta nie może maleć.
Dokładnie Pan ma tu rację. Obecnie - od kilkudziesięciu lat - fundamentalizm muzułmański staje groźniejszym od katolicyzmu i fanatyzm jego wyznawców narasta. Najsmutniejszym jest tu to, że przyczyny tego stanu były i są polityczne, a gdy ta tendencja będzie się dalej rozwijać, to może on stać się poważnym źródłem konfliktów, tak wewnętrznych, jak i w światowej skali.

Pozdrawiam.

@@@
.
08-12-2012 23:55 
 Ocena 8 na 8
maceox (6766 punktów)
>To jest chyba oczywiste, że nie doszedłem sam do prawdy o Trójcy Świętej - nie pisz absurdów, przecież masz elementarną wiedzę o chrześcijaństwie.
Dokładnie tak i właśnie dlatego to napisałem. Ktoś Ci o Trójcy Świętej powiedział i Ty mu wierzysz na słowo.

>Kościół katolicki niczego nie narzuca.
Chciałem coś powiedzieć o szerzeniu słowa bożego przy odkrywaniu Ameryki, a także o europejskich stosach, ale faktycznie trudno coś narzucać trupom.
Dzisiaj masz księży oczekujących w klinikach na kobiety, które chcą usunąć ciążę, ale to prawda, że trudno ich do utrzymania ciąży zmusić siłą. Tak, więc masz rację - kościół niczego nie narzuca, natomiast najbardziej ograniczają się sami ludzie, którzy zupełnie bezkrytycznie poddają się ideom wszczepionym im przez innych.

>>>Pismo święte jest napisane ludzkim językiem przez ludzi i Boga. Bóg istnieje.
>>Sam to wymyśliłeś, czy ktoś Ci może tak powiedział? A jakiś dowód?
>Nie zadawaj tak naiwnych pytań - przecież wiesz, czym się różni wiara od wiedzy.
Uważam, że tę Twoją wypowiedź za trafną. Gdybyś mógł tak z ręką na sercu oddzielać to, co zweryfikowane obiektywnie od tego, w co wierzysz, to sądzę, że znacznie ułatwiłoby to dyskusję

>>>od innych ludzi oraz od ustanowionego przez Niego Kościoła. Przy czym najważniejsze jest to trzecie.
>>ZACZYNASZ POWOLI ROZUMIEĆ... !
>Jak to "ZACZYNASZ"?!...
No, skoro to już wcześniej wiedziałeś, że to nie kto inny, jak ludzie tworzą religię, jak i całą kulturę, to ja nie wiem o co się właściwie mamy spierać.

>>>Niektórzy zapewne ulegają złudzeniom i sobie coś wizualizują. Pierwsi świadkowie nic sobie nie wizualizowali, bo widzieli i słyszeli.
>>A drudzy, trzeci i tysiąc pięcset sto trzydzieści pierwsi? Szpitale psychiatryczne pełne są widzących i słyszących, a nawet można tam spotkać Jezusów we własnej osobie. To prawda, że około roku 30 n.e. takie szpitale były rzadkością, ale czy dlatego ci pierwsi świadkowie mają być gorsi od tych późniejszych?
>Mam przeczucie Twojego "odlotu"... Wyjaśniam (rzecz oczywistą): pisząc "pierwsi świadkowie", mam na myśli tych, którzy byli świadkami czynów i słów Jezusa, w szczególności po Jego Zmartwychwstaniu.
Zaraz, zaraz. Czyli o prawdziwości danych faktów świadczy to, że widzieli je świadkowie, a o wiarygodności tych świadków świadczy to, że widzieli te fakty?
Dzisiejsi obłąkani też są świadkami czynów i słów Jezusa po Jego Zmartwychwstaniu. Dlaczego nikt ich nie słucha?

>>>Interes nie ma tu nic do rzeczy.
>>To po co dajesz na tacę?
>Żeby w moim kościele parafialnym świeciły się żarówki.
No i masz interes. Oby tylko o żarówki chodziło.

>Bóg jest ukryty.
Jak pytam, skąd są objawienia, to mówisz, że od Boga. A jak ironizuję, że Bóg to "pstryk i wszystko jasne", to mówisz - nie, nie - on jest ukryty. Dobre.

>Nie narzuca nam się i pozostawia pole dla naszej wolności. Możesz go nie zauważać - jesteś wolnym człowiekiem.
Marek, możesz sobie wierzyć w co chcesz. Masz taką potrzebę, masz taką wizję. Ja bym powiedział, że to jest konsekwentne wrośnięcie w mitologię (a czyż nie mamy prawa do własnych irracjonalizmów?). Istotne jest jednak co innego. W rozmowie z innymi ludźmi to jest jakieś minimum rzetelności i szczerości. Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się jakoś dogadać.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od
> tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się
> jakoś dogadać.

maceox, za to zdanie przyjmij mój szacunek, za inne plus
pozdrowienia

---
12-12-2012 10:59 
 Ocena 1 na 3
Konowal (6291 punktów)
>> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od
>> tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się
>> jakoś dogadać.
>maceox, za to zdanie przyjmij mój szacunek, za inne plus
Ale czy ono ma sens? Przecież nawet w matematyce przyjmujemy coś na wiarę czy umownie np. jak nie ma nic to jest zero , albo liczby urojone. Maceox nie chce się dogadać, bo w innym wypadku też by mógł pewne rzeczy umownie przyjąć. Czego tylko od wierzących wymaga się ustępowania ???

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-12-2012 11:31 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od
>>> tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się
>>> jakoś dogadać.
>>maceox, za to zdanie przyjmij mój szacunek, za inne plus
>Ale czy one ma sens?

Podziały? Są użyteczne - jeśli potrafię dostrzec i oddzielić sprawne i nowe auto od robionego u podrzędnego mechanika złomu zespawanego z dwóch kawałków, to jest to użyteczne. Nieprawdaż?

> Przecież nawet w matematyce przyjmujemy coś na wiarę czy
> umownie np. jak nie ma nic to jest zero , albo liczby urojone.

Nie probuj nas tu podchodzić Liczby urojone są zwłaszcza użyteczne w elektrotechnice, na której akurat trochę sie znam (i na tych liczbach).
Więc?

> Maceox nie chce się dogadać, bo w inny wypadku też by
> mógł pewne rzeczy umownie przyjąć. Czego tylko od wierzących
> wymaga się ustępowania ???

Kiedyś domagałem się od blacharza który robił mi auto firmowych reflektorów (założył mi po stłuczce innej firmy niż Fiat).
Strasznie jęczał że drogie, że może bym zaakceptował używane? (poza tym że nówki oryginalne były lepsze - miałem do nich prawo)
Nikt od Ciebie nie domaga się ustępowania. Na swój rachunek żyj jak chcesz, ale rozmawiasz z nami - racjonalistami - to rozumiem że równocześnie narażasz się na ogień pytań i ich siłę rażenia, a to może czasem zmieniać.
Chodzi min. o to, żeby być uczciwym, również w rozmowie.

Zmiana i ustępowanie to jest jednak zawsze Twoja indywidualna decyzja (mnie tamten blacharz w końcu ustąpił bo miałem ważkie argumenty i nowe, fiatowskie reflektory za 800 PLN / sztuka założył)
łącząc pozdrowienia

---
13-12-2012 13:35 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Podziały? Są użyteczne - jeśli potrafię dostrzec i oddzielić sprawne i nowe auto od robionego u podrzędnego mechanika złomu zespawanego z dwóch kawałków, to jest to użyteczne. Nieprawdaż?
Ale nie składasz jednego auta z dwóch tylko wybierasz jedno z dwóch biorą pod uwagę całość i jeden będzie wolał najnowszy model audi a drugi rekonstruowanego pontiaka z 60-tych lat

>> Przecież nawet w matematyce przyjmujemy coś na wiarę czy
>> umownie np. jak nie ma nic to jest zero , albo liczby urojone.
>Nie probuj nas tu podchodzić Liczby urojone są zwłaszcza użyteczne w elektrotechnice, na której akurat trochę sie znam (i na tych liczbach).
>Więc?
Więc dobrze wiesz że nie zawsze się coś da zbadać i zmierzyć, a do opisu stosuje się wymyślone teorie.

>Chodzi min. o to, żeby być uczciwym, również w rozmowie.
>Zmiana i ustępowanie to jest jednak zawsze Twoja indywidualna decyzja (mnie tamten blacharz w końcu ustąpił bo miałem ważkie argumenty i nowe, fiatowskie reflektory za 800 PLN / sztuka założył)
Nie wiem czy Twoje argumenty były ważkie ważne ze przekonały TEGO mechanika. Innego mogłyby nie przekonać Ja też czekam na jakieś WAŻKIE argumenty ............. no i czekam :-D


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale nie składasz jednego auta z dwóch tylko wybierasz jedno z dwóch
> biorą pod uwagę całość i jeden będzie wolał najnowszy model
> audi a drugi rekonstruowanego pontiaka z 60-tych lat

Nie o to mi chodziło, ale już dobra.

> Więc dobrze wiesz że nie zawsze się coś da zbadać i
> zmierzyć, a do opisu stosuje się wymyślone teorie.

Rozumiem że wg Ciebie Bóg to nie teoria. Więc co mamy? Składowa bierna prądu elektrycznego, oraz moc bierna (np. indukcyjna). To są rzeczywiste zjawiska fizyczne, bardzo konkretne, do ktorych opisu stosuje się właśnie analizę zespoloną - rzecz wymyśloną. Nie mniej zmierzyć je można jak najbardziej. Popatrz sobie w większym budynku lub zakładzie na liczniki energii. Są minimum dwa: jeden mocy czynnej, drugi biernej.

> Nie wiem czy Twoje argumenty były ważkie ważne ze
> przekonały TEGO mechanika

Ważkie. Bardzo baardzo ważkie.

> Innego mogłyby nie przekonać

Każdego by przekonały. Jeszcze nie wiesz jakie to argumenty, a już spekulujesz

> Ja też czekam na jakieś WAŻKIE argumenty
> ............. no i czekam :-D

Nie bardzo rozumiem.. czekasz na coś z mojej strony konkretnie? O no widzisz.. powiedz szybko na co, w miarę możiwości do usług (tylko nie kiwaj jak z cierpieniem i strachem przed ujemnym przyrostem w Europie)
łącząc pozdrowienia
14-12-2012 13:01 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Rozumiem że wg Ciebie Bóg to nie teoria. Więc co mamy? Składowa bierna prądu elektrycznego, oraz moc bierna (np. indukcyjna). To są rzeczywiste zjawiska fizyczne, bardzo konkretne, do ktorych opisu stosuje się właśnie analizę zespoloną - rzecz wymyśloną. Nie mniej zmierzyć je można jak najbardziej. Popatrz sobie w większym budynku lub zakładzie na liczniki energii. Są minimum dwa: jeden mocy czynnej, drugi biernej.
Popatrz ile cudów na świecie.

>Każdego by przekonały. Jeszcze nie wiesz jakie to argumenty, a już spekulujesz
Sprawdziłęś to doświadczalnie czy spekulujesz?

>Nie bardzo rozumiem.. czekasz na coś z mojej strony konkretnie? O no widzisz.. powiedz szybko na co, w miarę możiwości do usług
Ależ usługujesz - rozmawiając ze mną Jako człowiek grzeszny, mam wątpliwości i warto poddawać je próbom


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Popatrz ile cudów na świecie.

Tak tak wiem, Ty we wszystkim widzisz jedno, już mówiłeś

>> Każdego by przekonały. Jeszcze nie wiesz jakie to argumenty, a już spekulujesz
> Sprawdziłęś to doświadczalnie czy spekulujesz?

No kurdesz blacha, a co ja wcześniej opisywałem?? Mam Ci załączyć zdjęcie tego mojego robitego samochodu, czy jak?
Koncentruj się uważniej na rozmowie, szczerze mówiąc nie chce mi się gadać z osobami, które mają sklerozę.
Sprawdziłem doświadczalnie. To była konkretna rozgrywka między mną i blacharzem w 2004r.
"każdego by przekonały" - to też żadna spekulacja, tylko moja pewność. Inaczej rzecz ujmując: uprawnione uogólnienie

> Jako człowiek grzeszny, mam wątpliwości i warto poddawać je próbom

To podaj te wątpliwosci konkrenie - zobaczymy co i jak.
Na marginesie - nie uważam, żeby rozmowa z ateistą była jakims specjalnym sprawdzianem dla człowieka wiary, tak jak ilość wypitego alkoholu nie jest sprawdzianem męskości.
Ale Ty możesz mieć oczywiscie własne zdanie.
pozdrowienia
17-12-2012 13:22 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)

>No kurdesz blacha, a co ja wcześniej opisywałem?? Mam Ci załączyć zdjęcie tego mojego robitego samochodu, czy jak?
Nie wystarczą oferty innych mechaników którzy sie też niby zgodzili.
>Koncentruj się uważniej na rozmowie, szczerze mówiąc nie chce mi się gadać z osobami, które mają sklerozę.
No to pamiętaj o czym piszę. Pisałem o mechanikach a nie o samochodzie.

>Na marginesie - nie uważam, żeby rozmowa z ateistą była jakims specjalnym sprawdzianem dla człowieka wiary, tak jak ilość wypitego alkoholu nie jest sprawdzianem męskości.
Rozmowa to rozmowa - co do tego mieszać sprawdziany?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie wystarczą oferty innych mechaników którzy sie też niby zgodzili.

Ok. Widzę, że nie bardzo łapiesz kontekst. Więc jeszcze raz:
Blacharza wybrałem jednego. On zrobił mi auto, w którym uszkodzonych było jeszcze parę innych rzeczy (oprócz reflektorów)
Co do samych reflektorów 'trochę' pojechał po bandzie, ale moje argumenty bardzo szybko naprowadziły go na prawodłową ścieżkę myślenia i działania.
Nie było ofert innych mechaników, którzy by się na to zgodzili. Nie potrzebuję ich. Poza tym jak sobie wyobrazsza ich ściąganie, skoro koniec końców auto było zrobione całkowicie dobrze?
Mimo to uważam, że moje argumenty (których nie znasz, bo dotąd o nie nie zapytałeś) były uniwersalne, innymi słowy podziałałyby na każdego blacharza.

>No to pamiętaj o czym piszę. Pisałem o mechanikach a nie o samochodzie.

Sedno nie w mechanikach (nie są potrzebni do uzasadnienia mojej tezy) a w argumentach.

> Jako człowiek grzeszny, mam wątpliwości i warto poddawać je próbom

Jakie to wątpliwości?
pozdrowienia
18-12-2012 09:06 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)

>Nie było ofert innych mechaników, którzy by się na to zgodzili. Nie potrzebuję ich. Poza tym jak sobie wyobrazsza ich ściąganie, skoro koniec końców auto było zrobione całkowicie dobrze?

To Ty napiasłeś że na Twoje argumenty wszyscy mechanicy by się zgodzili, więc nie wiem o co Ci chodzi.

> Mimo to uważam, że moje argumenty (których nie znasz, bo dotąd o nie nie zapytałeś) były uniwersalne, innymi słowy podziałałyby na każdego blacharza.>No to pamiętaj o czym piszę. Pisałem o mechanikach a nie o samochodzie.

No właśnie co mi po argumentach, przedstaw że wszyscy się zgodzili i sprawa zamkniętą.

>Sedno nie w mechanikach (nie są potrzebni do uzasadnienia mojej tezy) a w argumentach.
>> Jako człowiek grzeszny, mam wątpliwości i warto poddawać je próbom
>Jakie to wątpliwości?
Nie widzę w Twoich odpowiedziach żebyś na nie mógł odpowiedzieć.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-12-2012 14:37 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Maceox nie chce się dogadać, bo w innym wypadku też by mógł pewne rzeczy umownie przyjąć.
Ale zauważ, co musiałby maceox "umownie przyjąć": istnienie "Boga" w każdym aspekcie. To zadanie gwałtu światopoglądowi. Od osoby wierzącej oczekuje się jedynie, że oddzieli wiarę od rzeczywistości.
>Czego tylko od wierzących wymaga się ustępowania ???
W tym wypadku? Bo to mniej inwazyjne. Stwarza platformę porozumienia dla wszystkich - i ateistów, i wierzących wszelkich możliwych religii i kultów. Nie możesz od ateisty wymagać uznania istnienia bogów, jak nie możesz wymagać od muzułmanina, by za Boga uznał Jezusa. Trudno - w tym przypadku ani muzułmanin, ani ateista Ci nie ustąpi. Dogadywać się można na terenie neutralnym (czy na tym, który istnieje obiektywnie), nie na Twoim, religijnym.
12-12-2012 15:55 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Ale zauważ, co musiałby maceox "umownie przyjąć": istnienie "Boga" w każdym aspekcie.
Oczywiście że nie w każdym, nawet wierzący wię że "co boskie Bogu, co cesarskie Cesarzowi"
>To zadanie gwałtu światopoglądowi. Od osoby wierzącej oczekuje się jedynie, że oddzieli wiarę od rzeczywistości.

A oczywiście przyjęcie Twoich oczekiwań przez wierzącego to sama słodycz. Myślenie Kalego.

>>Czego tylko od wierzących wymaga się ustępowania ???
>W tym wypadku? Bo to mniej inwazyjne.
Dla kogo i wg kogo ??
>Stwarza platformę porozumienia dla wszystkich - i ateistów, i wierzących wszelkich możliwych religii i kultów. Nie możesz od ateisty wymagać uznania istnienia bogów, jak nie możesz wymagać od muzułmanina, by za Boga uznał Jezusa. Trudno - w tym przypadku ani muzułmanin, ani ateista Ci nie ustąpi. Dogadywać się można na terenie neutralnym (czy na tym, który istnieje obiektywnie), nie na Twoim, religijnym.
Ależ ja to samo twierdzę. Każdy ma swoje pobudki do swoich poglądów, ale jak się od razu neguje poglądy bo ktoś jest wierzący to raczej nie nastraja do znajdywania wspólnej platformy do dyskusji.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-12-2012 17:21 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dogadywać się można na terenie neutralnym (czy na tym, który
> istnieje obiektywnie), nie na Twoim, religijnym.

Przyjmijmy na chwilę optykę Konowała. Tu wystąpi chyba ten sam problem, co w religii chrześcijańskiej kwalifikacja dobra i zła. W teologii (czy też jakiejś innej dyscyplinie, nie pamiętam w tej chwili) odmawia się złu obecności jako niezależny byt. Odwrotnie dobru, które ma swoje źródło wg wierzących w Bogu.

Zło to po prostu brak Boga.

Wg teologii i rozumowania chrześcijan (w tym chyba też Konowała) ktoś taki, jak ateista nie powinien w ogóle istnieć, już samo to przeczy wielu założeniom i konkluzjom teologii.

A skoro ateista uważa ten teren za neutralny (który bezsprzecznie istnieje), jako miejsce po którym może się poruszać i on, i chrześcijanin - to ten ostatni wg swojego rozumowania "za diabła wcielonego" nie zechce tam wejść (bo tam, gdzie Boga nie ma potencjalnie siedzi zło). No chyba że z całym swoim bagażem wiedzy, poglądów i butlą święconej wody, których to gadżetów przede wszystkim używa.
Prędzej czy później zawsze się to kończy brakiem porozumienia. Jedynym wyjątkiem od tej reguły który znam był ś.p. ks. prof. J. Tischner, który potrafił docenić dobro poza kościołem, nie zamierzał go ewangelizować (!) ani dobrodusznie mu współczuć (!!); szanował granice o których mowa nie niosąc swoich warości chrześcijańskich tam, gdzie racji bytu nie miały. Szanował "odmieńców", a ci go nawet lubili.

Co więc z tym neutralnym terenem? Dla nas niestety jest on żródłem inspiracji, siły witalnej i zaspokajania naszej ciekawości, motorem do rozwoju

A dla wierzących to chyba jakaś szara, nic nie warta masa, natomiast reguły nią rządzące raczej nie warte są nawet wzmianki, nie mówiąc już o próbie ich zrozumienia, uwzględniania i przestrzeania ich zasad w rozmowie.
Przecież jak uczy wiara chrześcijańska wszystko tutaj jest tylko etapem, prologiem.

> Każdy ma swoje pobudki do swoich poglądów, ale jak się
> od razu neguje poglądy bo ktoś jest wierzący to raczej nie
> nastraja do znajdywania wspólnej platformy do dyskusji

Meretseger, poapatrz wyżej. Tak sobie myślę, może my też czasem nie uwzględniamy możliwości bliźnich, robimy coś zbyt szybko.. może czasem trzeba troszku zwolnić?
łącząc pozdrowienia

---
13-12-2012 13:55 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Wg teologii i rozumowania chrześcijan (w tym chyba też Konowała) ktoś taki, jak ateista nie powinien w ogóle istnieć,
To jakaś nadinterpretacja Choć idąc Twoim tropem jeżeli ateista istnieje to jednak jest w nim Bóg i tak to my chrześcijanie to postrzegamy - Boga w każdym bliźnim - no a że ktoś grzeszy to inna sprawa.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 14:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To jakaś nadinterpretacja Choć idąc Twoim tropem jeżeli
> ateista istnieje to jednak jest w nim Bóg

.. pomimo, że on o tym nie wie Toż o tym przeca pisałem. Bez Boga, na neutralny grunt logiki i rzeczywistości gdzie grasuje niedoinformowany ateista ani rusz

> i tak to my chrześcijanie to postrzegamy - Boga w każdym
> bliźnim - no a że ktoś grzeszy to inna sprawa.

Chwała Panu!
Chcesz mi powiedzieć, że my niby grzeszymy?
pozdrowienia
14-12-2012 12:20 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Chcesz mi powiedzieć, że my niby grzeszymy?
Nieustannie :-/

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Acha, dzięki bo bym /niedoinformowany ateista/ nie wiedział.
14-12-2012 13:04 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Acha, dzięki bo bym /niedoinformowany ateista/ nie wiedział.
>
Brakiem wiary :-/

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
15-12-2012 08:23 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Brakiem wiary :-/

A mnie Cię po prostu czasem szkoda ale wiem też, że na tym świecie są bezsensowne rytuały sprawiajace ludziom ból, szczególnie przyszłemu pokoleniu /np. obrzezanie małych dziewczynek/ i zmienić tego, ot tak z dnia na dzień się nie da
Zapytasz co ma piernik do wiatraka - ano ma, i to bardzo dużo. Możesz mówić do woli że grzeszę, że nie pójdę do nieba - ba, wpadać z tego powodu w cug nawracania. Nikt z tego powodu obiektywnie nie cierpi.

Jednak kiedy słyszę, jak młodego człowieka piętnuje się za homoseksualizm, zmusza się młodych ludzi nabuzowanych hormonami do dotrzymania "czystości" do ślubu podając absurdalne argumenty że jeśli tego nie zrobią to ich małżeństwo rozpadnie się, dzieci do nadstawiania drugiego policzka a księży pedofilów przesuwa się tylko do innej parafii, trzymając wszystko w tajemnicy - powem Ci, że nóż się w kieszeni sam otwiera.
17-12-2012 12:29 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>A mnie Cię po prostu czasem szkoda ale wiem też, że na tym świecie są bezsensowne rytuały sprawiajace ludziom ból, szczególnie przyszłemu pokoleniu /np. obrzezanie małych dziewczynek/ i zmienić tego, ot tak z dnia na dzień się nie da
Ale co ja mam do tych dziewczynek ???

>Jednak kiedy słyszę, jak młodego człowieka piętnuje się za homoseksualizm, zmusza się młodych ludzi nabuzowanych hormonami do dotrzymania "czystości" do ślubu podając absurdalne argumenty że jeśli tego nie zrobią to ich małżeństwo rozpadnie się, dzieci do nadstawiania drugiego policzka
Tu na jakieś pierdoły się powołujesz. jak wszędzie są dobrzy nauczyciele i źli - tak samo wśród księży czy katechatów jak i psychologów, lekarzy itp.
>a księży pedofilów przesuwa się tylko do innej parafii, trzymając wszystko w tajemnicy - powem Ci, że nóż się w kieszeni sam otwiera.
Mi też się otwiera, tyle że obojętnie czy to ssą księża czy inne osobniki.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
18-12-2012 08:24 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Ale co ja mam do tych dziewczynek ???

Ty? Osobiście nic. Jednak
a) zauważ że piszę to nie tylko do Ciebie, to forum jest otwarte i różne osoby to czytają
b) rytuały w KrK i w Afryce nieraz opierają się na podobnych fundamentach: robi się krzywdę dziecku lub młodej osobie w imię zjednoczenia wspólnoty wokół jakichś tam absurdalnych zasad, nie popartych absulutnie żadną racjonalną przesłanką

> Tu na jakieś pierdoły się powołujesz

Dla jednych to pierdoły, inni z tego powodu cierpią na wygaśnięcie popędu a KrK dalej naucza tych piedół (np. na kursach przedmałżeńskich) z samozadowoleniem godnym Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiedziałeś o tym?
Na marginesie - ciekawe czy wiesz, co w temacie tych 'pierdół' sądzi Twój kolega z forum Marek Bielecki
Chcesz to podam Ci kilka nazwisk ludzi z Kościoła (ksieży, sióstr zakonnych) którzy ciągle te pierdoły reklamują. Może byś poszedł i z nimi pogwarzył? Swój ze swoim z pewnością szybciej się dogada..

> Mi też się otwiera, tyle że obojętnie czy to ssą księża czy inne osobniki.

A nie powinno. Od księży, nauczycieli, opiekunów, posłów itp. wymaga się znacznie wiecej.
łącząc pozdrowienia
18-12-2012 09:13 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Ale co ja mam do tych dziewczynek ???
>Ty? Osobiście nic. Jednak
>a) zauważ że piszę to nie tylko do Ciebie, to forum jest otwarte i różne osoby to czytają
Aaaa i to niby wypowiedź do innych osób? to może je jakoś oznaczaj.
>b) rytuały w KrK i w Afryce nieraz opierają się na podobnych fundamentach: robi się krzywdę dziecku lub młodej osobie w imię zjednoczenia wspólnoty wokół jakichś tam absurdalnych zasad, nie popartych absulutnie żadną racjonalną przesłanką>
Moim zdaniem nieuprawnione jest takie ogólne łączenie. Takie fundamenty każdemu państwu można przypisać i każdej organizacji.

>Dla jednych to pierdoły, inni z tego powodu cierpią na wygaśnięcie popędu a KrK dalej naucza tych piedół (np. na kursach przedmałżeńskich) z samozadowoleniem godnym Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiedziałeś o tym?
No no ,a w USA to muzynów biją - wiesz?

>> Mi też się otwiera, tyle że obojętnie czy to ssą księża czy inne osobniki.
>A nie powinno. Od księży, nauczycieli, opiekunów, posłów itp. wymaga się znacznie wiecej.
Mylisz standardy moralne z prawem.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
18-12-2012 13:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Aaaa i to niby wypowiedź do innych osób? to może je jakoś oznaczaj.

Postaram się. Od tej pory jednak się tak nie dziw, ok?

> Moim zdaniem nieuprawnione jest takie ogólne łączenie.
>Takie fundamenty każdemu państwu można przypisać i każdej organizacji.

Nie bardzo wiem, o czym w tym kontekście mówisz. Może podaj jakiś przykład, jak państwo celowo krzywdzi młodych ludzi rytuałami (byle nie państwo wyznaniowe, tu od razu masz mój aplauz )

>>Dla jednych to pierdoły, inni z tego powodu cierpią na
>> wygaśnięcie popędu a KrK dalej naucza tych piedół (np. na
>> kursach przedmałżeńskich) z samozadowoleniem godnym
> Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiedziałeś o tym?
> No no ,a w USA to muzynów biją - wiesz?

Ty w ogóle rozumiesz o czym w tym akapicie mówię? O KURSACH PRZEDMAŁŻEŃSKICH. Wiesz, co to taki kurs?

> Mylisz standardy moralne z prawem.

Mieszasz kilka rzeczy. Tu akurat mówię o standardach etycznych. Było zapytać - sprecyzowałbym. Wg prawa cywilnego i karnego wszyscy są równi (przynajmniej teoretycznie, bo wiadomo że np. w kwestii pedofilii "Crimen sollicitationis" solidnie ten status nadwyrężyła m.in. w czasie trawania pontyfikatu JP II.)
pozdrowienia

---
13-12-2012 12:40 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Od osoby wierzącej oczekuje się jedynie, że oddzieli wiarę od rzeczywistości.
No ba! Kiedy ona jest wierząca akurat dlatego że tego właśnie nie umie...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-12-2012 14:26 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Od osoby wierzącej oczekuje się jedynie, że oddzieli wiarę od rzeczywistości.
>No ba! Kiedy ona jest wierząca akurat dlatego że tego właśnie nie umie...
A może nie chce, albo nie widzi powodów?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
12-12-2012 23:30 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od
>>> tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się
>>> jakoś dogadać.
>>maceox, za to zdanie przyjmij mój szacunek, za inne plus
>Ale czy ono ma sens? Przecież nawet w matematyce przyjmujemy coś na wiarę czy umownie np. jak nie ma nic to jest zero , albo liczby urojone. Maceox nie chce się dogadać, bo w innym wypadku też by mógł pewne rzeczy umownie przyjąć. Czego tylko od wierzących wymaga się ustępowania ???
Hmmm, coś w tym jest.
To dobra, to ja pójdę na kompromis i pół Twojego Boga zaakceptuję.

Czy z wiarą jest możliwy kompromis?

Dlatego mówię - jak mamy rozmawiać, to wiarę chowamy do kieszeni i rozmawiajmy o tym, co obiektywne. A jeśli koniecznie już musisz mi przekazać jakieś prawdy podyktowane przez Boga, to uzasadnij je tak, aby zrozumiał je Twój rozmówca, który niekoniecznie musi wierzyć w Twojego Boga - czyli uzasadnij je racjonalnie, bez odwoływania się do tego, że Ci je Bóg podyktował.
13-12-2012 14:12 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>Dlatego mówię - jak mamy rozmawiać, to wiarę chowamy do kieszeni i rozmawiajmy o tym, co obiektywne. A jeśli koniecznie już musisz mi przekazać jakieś prawdy podyktowane przez Boga, to uzasadnij je tak, aby zrozumiał je Twój rozmówca, który niekoniecznie musi wierzyć w Twojego Boga - czyli uzasadnij je racjonalnie, bez odwoływania się do tego, że Ci je Bóg podyktował.
Nie ma sprawy, tylko z drugiej strony prosiłbym o akceptowanie faktów które z wiary obiektywnie wynikają.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 14:53 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
>.. prosiłbym o akceptowanie faktów, które z wiary obiektywnie wynikają.
Masz na myśli dobrą kondycję organizacji religijnych pod względem finansowym?
14-12-2012 12:31 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>.. prosiłbym o akceptowanie faktów, które z wiary obiektywnie wynikają.
>Masz na myśli dobrą kondycję organizacji religijnych pod względem finansowym?
Też, choć nie tylko.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
14-12-2012 07:38 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>prosiłbym o akceptowanie faktów które z wiary obiektywnie wynikają.
Wymień choć trzy. Chętnie zaakceptuję.
14-12-2012 12:38 
 Ocena-2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>prosiłbym o akceptowanie faktów które z wiary obiektywnie wynikają.
>Wymień choć trzy. Chętnie zaakceptuję.
Nie musisz akceptować, choć fajnie by było jakbyś tolerował. Np. obecność symboli religijnych w życiu publicznym.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
14-12-2012 12:56 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Nie musisz akceptować, choć fajnie by było jakbyś tolerował.
-ła, Konowal, -ła. Byś już może zapamiętał, po tylu latach?
>Np. obecność symboli religijnych w życiu publicznym.
A to uważasz za fakt, obiektywnie wynikający z wiary? Nie mam nic przeciwko kościołom, stojącym wszędzie i opatrzonym znakiem krzyża. Ale krzyż w szkole publicznej albo urzędzie państwowym to, wybacz, nie jest żaden "fakt wynikający z wiary", tylko zawłaszczanie przestrzeni wspólnej. Koty tak czynią, natrafiwszy na "ziemię niczyją". Problem w tym, że ta akurat ziemia jest czyjaś - mianowicie nasza wspólna. Ja tam ani jednorożców, ani znaku anch nie wieszam i oczekuję wzajemności.
14-12-2012 13:18 
 0 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>Nie musisz akceptować, choć fajnie by było jakbyś tolerował.
>-ła, Konowal, -ła. Byś już może zapamiętał, po tylu latach?
Sorry, ale Twój nick kojarzy mi się męsko. Zaś jak sama widzisz nie mam uprzedzeń co do osób z którymi dyskutuje i odnoszę się zazwyczaj do tekstu a nie osoby - nawet po tylu latach.

>>Np. obecność symboli religijnych w życiu publicznym.
>A to uważasz za fakt, obiektywnie wynikający z wiary? Nie mam nic przeciwko kościołom, stojącym wszędzie i opatrzonym znakiem krzyża. Ale krzyż w szkole publicznej albo urzędzie państwowym to, wybacz, nie jest żaden "fakt wynikający z wiary", tylko zawłaszczanie przestrzeni wspólnej.
To jest fakt wynikający z wiary. Tak to się historycznie u chrześcijan utarło że się symbolikę upublicznia. Rozumiem że komuś może się to nie podobać. Teraz tylko nalezy określić na ile przekonania mniejszości mają wpływać na większość. Mnie się wydaje że nie da się tego załatwić poprzez uznanie jednego światopoglądu słuszniejszego od drugiego, więc zostaje tylko prawo stanowione , a sam przyznasz że racjonalne by nie było jakby większość podlegała dyktatowi mniejszości.

> Koty tak czynią, natrafiwszy na "ziemię niczyją". Problem w tym, że ta akurat ziemia jest czyjaś - mianowicie nasza wspólna. Ja tam ani jednorożców, ani znaku anch nie wieszam i oczekuję wzajemności.
Chcesz poważnej rozmowy czy poprzerzucamy si absurdami?
Ja wyobrażam sobie że może się zdarzyć jakaś miejscowość gdzie większością będą muzułmanie i np. jak będzie wójt czy burmistrz muzułmanin to sobie powiesi półksiężyc czy co oni tam mają w symbolice, albo pani na stanowisku publicznym będzie chodziła w chuście - nie będzie mi się to może podobało , ale będę to tolerował.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
14-12-2012 13:29 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>Teraz tylko nalezy określić na ile przekonania mniejszości mają wpływać na większość.
Nijak nie mają wpływać. Ja naprawdę nie chcę, by moje przekonania wpłynęły na Twoje przekonania. Ja chcę tylko, by nasza wspólna przestrzeń była wolna od wszelakiej symboliki.
>Ja wyobrażam sobie że może się zdarzyć jakaś miejscowość gdzie większością będą muzułmanie i np. jak będzie wójt czy burmistrz muzułmanin to sobie powiesi półksiężyc czy co oni tam mają w symbolice, albo pani na stanowisku publicznym będzie chodziła w chuście - nie będzie mi się to może podobało, ale będę to tolerował.
A ja nie. Wiesz, dlaczego? Bo to symboliczne zawłaszczanie wspólnej przestrzeni. I mniej mi przeszkadza pani w chuście (o ile chusta nie wpływa na wykonywanie obowiązków), niż wiszący półksiężyc w gabinecie burmistrza.
17-12-2012 12:05 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Teraz tylko nalezy określić na ile przekonania mniejszości mają wpływać na większość.
>Nijak nie mają wpływać. Ja naprawdę nie chcę, by moje przekonania wpłynęły na Twoje przekonania. Ja chcę tylko, by nasza wspólna przestrzeń była wolna od wszelakiej symboliki.
Jak zwał tak zwał. A ja chce żeby pozostało po staremu, bo nie jestem przekonany do Twoich przekonań o neutralności światopoglądowej, czy jak to tam zwać.

>A ja nie. Wiesz, dlaczego? Bo to symboliczne zawłaszczanie wspólnej przestrzeni. I mniej mi przeszkadza pani w chuście (o ile chusta nie wpływa na wykonywanie obowiązków), niż wiszący półksiężyc w gabinecie burmistrza.
Jak wspólna to wspólna a wg Twojej wizji.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
18-12-2012 09:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> to symboliczne zawłaszczanie wspólnej przestrzeni. I mniej mi
> przeszkadza pani w chuście (o ile chusta nie wpływa na wykonywanie
> obowiązków), niż wiszący półksiężyc w gabinecie burmistrza.

Kiedyś córeczka moich znajomych w wieku około 5 lat zapytała rodziców, kim jest ten pan na krzyżu i z jakiego powodu tam wisi (krzyż zobaczyła w jakiejś kaplicze)
Znajomi są raczej ateistami (on w 100% a ona raczej też, choć do końca nie wiem).

Mama opowiedziała córce z maksymalną neutralnoscią historię, że to Pan Jezus, dobry człowiek i zabili go źli ludzie wieszając na tym krzyżu, ale tak miało być, bo on urmarł za grzechy wszystkich ludzi - coś w tym guście.
Dziewczynka pokiwała głową, choć widać było, że coś ją w tym wszystkim gnębi.

Koleżanka też była nie w sosie jakiś czas.. można się spierać czy zrobiła dobrze, czy źle (ja bym zrobił inaczej) ale.. no właśnie
łącząc pozdrowienia

---
18-12-2012 09:30 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Mama opowiedziała córce z maksymalną neutralnoscią historię, że to Pan Jezus, dobry człowiek i zabili go źli ludzie wieszając na tym krzyżu, ale tak miało być, bo on umarł za grzechy wszystkich ludzi - coś w tym guście.
A nie zapomniała przypadkiem dodać "niektórzy ludzie na świecie w to wierzą"?
18-12-2012 09:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A nie zapomniała przypadkiem dodać "niektórzy ludzie na świecie w to wierzą"?

Myślę że było tak (choć pewny nie jestem) że ona stoi trochę w rozkroku: rodzice fundamentalni katolicy (im starsi, tym bardziej przywiązani do zasad), brat ultra katolik (dobrze, że nie agresywny) siostra walcząca z nonsensami ateistka a mąż egzystencjalny ateista.
Jak to czasem bywa, te niecałe 10 lat temu wzięła z mężem ślub w jakimś kościele chrześcijańskim, nawet niekatolickim z nacisków rodziców.
Tamtejszy ksiądz - znajomy - nie wymagał całej tej papierkoweij roboty (fuj!)
Pięknie to wszystko pasuje do przysłowia "Panu Bogu swieczkę, a diabłu ogarek".
Może i w myślach nie zapomniała. Ale czy miała odwagę to zrobić? Chyba nie,
łącząc pozdrowienia

---
18-12-2012 09:06 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ja wyobrażam sobie że może się zdarzyć jakaś miejscowość gdzie
> większością będą muzułmanie i np. jak będzie wójt czy burmistrz
> muzułmanin to sobie powiesi półksiężyc (..) nie będzie mi się to
> może podobało , ale będę to tolerował.

A to byś tolerował? W końcu Sejm RP reprezentuje wszystkich obywateli, w tym również mniejszości etniczne i religijne (trochę tych buddystów, muzułmanów i żydów u nas mamy)

Cytat:
Rozpoczniemy procedurę sądową zmierzającą do podważenia możliwości powieszenia krzyża w sali parlamentu. Mamy też nadzieję, że przedstawiciele innych religii będący posłami poproszą o zawieszenie innych symboli religijnych żeby zneutralizować stronniczy charakter jednego tylko symbolu religijnego
Janusz Palikot, 2011r


---
18-12-2012 09:23 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
O Palikocie i jego wypowiedziach na pewno godniejszych tu znajdziesz dyskutantów niż ja.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> O Palikocie i jego wypowiedziach na pewno godniejszych
> tu znajdziesz dyskutantów niż ja.

Sam wielkim fanem Palikota nie jestem, ale pasowało to trochę do Twojej wypowiedzi.
A co sądzisz o wypowiedzi ks. Bonieckiego?

Za Wprost,
Cytat:
Gazeta Polska Codziennie twierdzi, że ks. Adam Boniecki w czasie spotkania organizowanego w ramach cyklu "Kościół otwarty" wyraził opinię, że "w Sejmie nie powinien wisieć krzyż, jeśli komuś krzyż w takim miejscu przeszkadza- nie można nikogo zmuszać, żeby na ten krzyż patrzył".
Słowa ks. Bonieckiego skrytykował na łamach dziennika ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który stwierdził, że duchowny "świadomie niszczy swój dorobek" - To, co dziś mówi, ośmiesza go. Dla niego samego byłoby lepiej, by uszanował zakaz przełożonych i nie wywoływał swoimi wypowiedziami kontrowersji dla poklasku laickich mediów

łącząc pozdrowienia
15-12-2012 18:25 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie musisz akceptować, choć fajnie by było jakbyś tolerował. Np. obecność symboli religijnych w życiu publicznym.
Co to znaczy w "życiu publicznym"? W domach publicznych i kościołach obecność jakichkolwiek symboli mi nie przeszkadza (nawet na budynkach), gdyż nie muszę z nich korzystać, ale w szaletach publicznych, to już bardziej takie symbole wisieć nie powinny, gdyż czasem skorzystać muszę.

A tak poważnie! Żyję - na szczęście - w świeckim państwie i skandalem jest aby symbole religijne znajdowały się w świeckich urzędach: biurach szkołach, a już szczytem obłudnej dyskryminacji niekatolików jest krzyż w sejmie, ale jaka ta władza ustawodawcza jest, to takie i prawo stanowi. Faktycznie jesteśmy państwem wyznaniowym, a nie świeckim.

PS.
>To jest fakt wynikający z wiary. Tak to się historycznie u chrześcijan utarło że się symbolikę upublicznia.
Smutne to, ale nie tylko u chrześcijan, każdy wierzący narzuca innym swoją wiarę, a fundamentalista gotów jest nawet posunąć się tu do zbrodni. Tyle tylko, że chrześcijanie przez wieki w tym zbrodniczym narzucaniu swojej wiary prym wiedli.

>Rozumiem że komuś może się to nie podobać.
Wszystkim cywilizowanym ludziom i dlatego Europejczycy patrzą na nas z zażenowaniem, jako na "zaścianek Europy". Współczesna kultura, to obyczajowy liberalizm, tolerancja i demokracja.

>Teraz tylko nalezy określić na ile przekonania mniejszości mają wpływać na większość.
A jak mniejszość ma karabiny - to co?
Zwyczajnie cywilizowany człowiek ma szacunek dla innych i nie stara się narzucać innym ani swoich poglądów, ani upodobań. Jest to wynikiem kultury, której wierzącym po prostu brakuje, gdyż każda wiara ogranicza nas intelektualnie i moralnie.

>Mnie się wydaje że nie da się tego załatwić poprzez uznanie jednego światopoglądu słuszniejszego od drugiego,
To czemu katolicy uważają, że patent na Prawdę mają i swój światopogląd nachalnie wszystkim narzucają. Korzystają przy tym z wszystkich dostępnych im metod.

>więc zostaje tylko prawo stanowione, a sam przyznasz że racjonalne by nie było jakby większość podlegała dyktatowi mniejszości.
Długo tak Pan może pieprzyć głupoty. Racjonalne według Kościoła i wiernych sług jego jest tylko to co jego interesom sprzyja: m.wiadomos(*)cznik_Episkopatu___Zasady.html
Raz tak, drugi raz siak.
Państwo z Kościołem wychodzi na interesach tak jak bocian ze szpakiem.
To było tak.
Z bociana korzystał szpak.
Potem była zmiana i wykorzystywano bociana.
A potem dwie zmiany i znowu bocian był wykorzystywany.

Jak kto głupi, to to kupi!

@@@


Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie.
.
15-12-2012 00:23 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Dlatego mówię - jak mamy rozmawiać, to wiarę chowamy do kieszeni i rozmawiajmy o tym, co obiektywne. A jeśli koniecznie już musisz mi przekazać jakieś prawdy podyktowane przez Boga, to uzasadnij je tak, aby zrozumiał je Twój rozmówca, który niekoniecznie musi wierzyć w Twojego Boga - czyli uzasadnij je racjonalnie, bez odwoływania się do tego, że Ci je Bóg podyktował.
>Nie ma sprawy, tylko z drugiej strony prosiłbym o akceptowanie faktów które z wiary obiektywnie wynikają.
Z wiary obiektywnie wynika tylko brak możliwości rozmowy na temat objęty wiarą, chyba że rozmową nazywasz wspólne wychwalanie tej samej idei.
17-12-2012 12:21 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)

>Z wiary obiektywnie wynika tylko brak możliwości rozmowy na temat objęty wiarą, chyba że rozmową nazywasz wspólne wychwalanie tej samej idei.
Może - kto to wie. Jak sie nie porozmawia to się wspólnych rzeczy nie znajdzie.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
18-12-2012 09:57 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Z wiary obiektywnie wynika tylko brak możliwości rozmowy na temat objęty wiarą, chyba że rozmową nazywasz wspólne wychwalanie tej samej idei.
>Może - kto to wie.
Jak to kto? Słowa mają swoje znaczenia i podstawą dyskusji jest takie samo ich rozumienie u obydwu dyskutantów. Jeśli zgodzimy się, że wiara to przyjęcie za prawdziwe twierdzenia bez racjonalno-empirycznego uzasadnienia, to wówczas brak możliwości rozmowy na temat objęty wiara jest ewidentny.

Przykład:
Wyobraźmy sobie Kowalskiego, który mocno wierzy w to, że Elvis żyje. O czym można z nim porozmawiać? Zasadniczo o wszystkim poza poddawaniem w wątpliwość utrzymywania się Elvisa pośród żywych. Jego wiara zabrania mu twierdzić inaczej.

>Jak sie nie porozmawia to się wspólnych rzeczy nie znajdzie.
A jak się wierzy to w zakresie wiary wspólne rzeczy można znaleźć tylko z przytakującymi Prawdom tej wiary.
19-12-2012 09:40 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
Wiara z czegoś wypływa, zaś porównywanie do religii do wiary w Elvisa jest nieporozumieniem.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
19-12-2012 10:00 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Wiara z czegoś wypływa,
Z czego?
>zaś porównywanie do religii do wiary w Elvisa jest nieporozumieniem.
Dlaczego?
19-12-2012 10:47 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Wiara z czegoś wypływa,
>Z czego?
No właśnie z czego? to jest ciekawe pytanie, a jeszcze ciekawsza odpowiedź
>>zaś porównywanie do religii do wiary w Elvisa jest nieporozumieniem.
>Dlaczego?
Dlatego, że tu nie ma żadnego elementu wspólnego. Żyjący Elvis miał być wynikiem mistyfikacji - co do tego ma religia? Ot upozorował swoją śmierć, bo się zmęczył sławą.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
19-12-2012 11:17 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>>Wiara z czegoś wypływa,
>>Z czego?
>No właśnie z czego? to jest ciekawe pytanie, a jeszcze ciekawsza odpowiedź
Poszukiwanie tej odpowiedzi jest znacznie ciekawsze od samej odpowiedzi. Zapewniam Cię, że długo jej szukałem. Gdy jednak ją znalazłem i zredukowałem do tego, co konieczne, to nawet nie byłem już rozczarowany:
Treści wiary wynikają z niewiedzy i wyobraźni, a wiara wynika z indoktrynacji.

>>>zaś porównywanie do religii do wiary w Elvisa jest nieporozumieniem.
>>Dlaczego?
>Dlatego, że tu nie ma żadnego elementu wspólnego. Żyjący Elvis miał być wynikiem mistyfikacji - co do tego ma religia? Ot upozorował swoją śmierć, bo się zmęczył sławą.
Nie rozmawialiśmy o hipotezie (za którą mogą przemawiać jakieś przesłanki), tylko o wierze, czyli przyjmowaniu tego za jedynie słuszną Prawdę, bez możliwości wątpliwości co do przedmotu wiary.
19-12-2012 13:13 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Treści wiary wynikają z niewiedzy i wyobraźni, a wiara wynika z indoktrynacji.
ha może i masz rację, tylko z czego wynika niewiara zatem ? Nie widzę za bardzo powiązania między wiedzą a religią, już szybciej miedzy religią a bogactwem.

>Nie rozmawialiśmy o hipotezie (za którą mogą przemawiać jakieś przesłanki), tylko o wierze, czyli przyjmowaniu tego za jedynie słuszną Prawdę, bez możliwości wątpliwości co do przedmotu wiary.
No właśnie nikt nie wierzy w jakieś religijne , czy ponad naturalne powody życia Elvisa. Oszukał ludzi i żyje.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
20-12-2012 00:37 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Treści wiary wynikają z niewiedzy i wyobraźni, a wiara wynika z indoktrynacji.
>ha może i masz rację, tylko z czego wynika niewiara zatem ?
Ze sceptycyzmu. To jest taka postawa, w ramach której przy badaniu rzeczywistości wątpimy, dopóki nie zobaczymy dowodów.
I wcale nie oznacza to, że się nie można mieć swoich - nawet fantastycznych przemyśleń i bogatych uczuć - ważne jest jednak, by odróżniać świat emocji od świata idei, a te dwa od świata fizycznego. W realu one się często łączą i stąd tyle zamieszania.

>Nie widzę za bardzo powiązania między wiedzą a religią,
Ja też nie.
A na poważnie:
Wiedza religijna jest przeogromna. Pytanie jednak, czy opiera się na empirii, czy na niesprawdzonych ideach?
Tyle, że myśmy nie rozmawiali o religii, a o wierze. Wiara to postawa, w ramach której przyjmujesz coś (cokolwiek)bez uzasadnienia.

>już szybciej miedzy religią a bogactwem.
tak, to się da zauważyć chociażby po wystroju kościołów

>>Nie rozmawialiśmy o hipotezie (za którą mogą przemawiać jakieś przesłanki), tylko o wierze, czyli przyjmowaniu tego za jedynie słuszną Prawdę, bez możliwości wątpliwości co do przedmotu wiary.
>No właśnie nikt nie wierzy w jakieś religijne, czy ponad naturalne powody życia Elvisa. Oszukał ludzi i żyje.
A kto mówił o religii? Ja podałem przykład, że ktoś wierzy w to, że Elvis żyje. Równie dobrze można wierzyć w to, że sąsiada z drugiego piętra żona nie oszuka itd. itp.
Wiara, to przyjmowanie czegoś bez podstaw. Przedmiotem wiary mogą być treści religijne, ale nie muszą.
20-12-2012 10:47 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>>Treści wiary wynikają z niewiedzy i wyobraźni, a wiara wynika z indoktrynacji.
>>ha może i masz rację, tylko z czego wynika niewiara zatem ?
>Ze sceptycyzmu. To jest taka postawa, w ramach której przy badaniu rzeczywistości wątpimy, dopóki nie zobaczymy dowodów.
Ale czy "szkiełko i oko" jest lepsze od uczuć? Czy jeden światopogląd jest lepszy od drugiego tylko dlatego że jest bardziej weryfikowalny? Ja myślę, że nie.

>Tyle, że myśmy nie rozmawiali o religii, a o wierze. Wiara to postawa, w ramach której przyjmujesz coś (cokolwiek)bez uzasadnienia.
Uzasadnienie jest - tyle że powiedzmy mało empiryczne , ale takie są przecież idee. Czy postawa czysto empiryczna jest dla człowieka najlepsza? Wydaje się że większa część ludzkości tak nie myśli, w tym ta część która i wiedzy sporo liznęła

>A kto mówił o religii? Ja podałem przykład, że ktoś wierzy w to, że Elvis żyje.
No właśnie, a ja mówię że wiara z religią musi być powiązana bo inaczej nie ma sensu, jak w przypadku Elvisa

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
20-12-2012 11:19 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Ale czy "szkiełko i oko" jest lepsze od uczuć?
Zależy w jakiej sytuacji. Przy tłumaczeniu świata racjonalizm i sceptycyzm jest moim zdaniem jedynie słuszny.
Przy doświadczaniu życia towarzyszą nam natomiast uczucia i to jest normalne.

>Czy jeden światopogląd jest lepszy od drugiego tylko dlatego że jest bardziej weryfikowalny? Ja myślę, że nie.
A ja myślę, że jednak tak. Sądzę, że rozwój moralny społeczeństw jest ściśle związany ze zdobyciem weryfikowalnej wiedzy naukowej i związanym z nią postępem cywilizacyjnym (wynikające z podkreślenia indywidualizmu drobne odchyły w stronę egoizmu są niczym w porównaniu do zbrodni dokonywanych w czasach nieoświeconych)

>>Tyle, że myśmy nie rozmawiali o religii, a o wierze. Wiara to postawa, w ramach której przyjmujesz coś (cokolwiek)bez uzasadnienia.
>Uzasadnienie jest - tyle że powiedzmy mało empiryczne , ale takie są przecież idee.
Zgoda! Ale właśnie o to empiryczne chodzi. Wiara to postawa, w ramach której przyjmujesz coś (cokolwiek) bez empirycznego uzasadnienia. A idee moga się również opierać na doświadczeniu. Niebezpieczeństwo stwarzają natomiast ideologie, w których rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością a ideowymi założeniami staje się coraz większy.

>Czy postawa czysto empiryczna jest dla człowieka najlepsza? Wydaje się że większa część ludzkości tak nie myśli, w tym ta część która i wiedzy sporo liznęła
Zależy co i jak. Zasadniczo nawet nie mam nic przeciwko chyba częściowo wrodzonemu, ludzkiemu instynktowi "religijnemu" - tym bardziej, że jest on oparty na pracy neuronów w mózgu. Jednak człowiek to zwierzę moralne i powinien wiedzieć, kiedy może pozwolić sobie na "odlot", a gdzie zabobony nie mają prawa bytu.

>No właśnie, a ja mówię że wiara z religią musi być powiązana bo inaczej nie ma sensu, jak w przypadku Elvisa
Ale przecież w przypadku Elvisa jesteśmy u genezy religii! A Ty myślisz, że jak powstawaly religie??? Zdarzało, że byl i realny bohater, najpierw podziwiany, a potem ubóstwiany - tyle.
21-12-2012 09:45 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>Ale czy "szkiełko i oko" jest lepsze od uczuć?
>Zależy w jakiej sytuacji. Przy tłumaczeniu świata racjonalizm i sceptycyzm jest moim zdaniem jedynie słuszny.
>Przy doświadczaniu życia towarzyszą nam natomiast uczucia i to jest normalne.
Czyli skazani jesteśmy na schizofrenię obojętnie z jakim światopoglądem

>... zbrodni dokonywanych w czasach nieoświeconych
Raczej odwrotnie - w czasach nieoświeconych więcej odgrywały powody racjonalne niż moralne, zgodnie z zasadą bliższa koszula ciału.

>Zgoda! Ale właśnie o to empiryczne chodzi. Wiara to postawa, w ramach której przyjmujesz coś (cokolwiek) bez empirycznego uzasadnienia. A idee moga się również opierać na doświadczeniu. Niebezpieczeństwo stwarzają natomiast ideologie, w których rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością a ideowymi założeniami staje się coraz większy.
No tak ale dogmaty nie pojawiają sie co roku, zaś o reszcie można dyskutować. Zaś przecież poszlakowe metody też są dopuszczalne nie?

>.... kiedy może pozwolić sobie na "odlot", a gdzie zabobony nie mają prawa bytu.
Zgadza sie, tyle że są różnice w tym kto o tym ma przesądzać.

>Ale przecież w przypadku Elvisa jesteśmy u genezy religii! A Ty myślisz, że jak powstawaly religie??? Zdarzało, że byl i realny bohater, najpierw podziwiany, a potem ubóstwiany - tyle.
Moim zdanie to zbytnio uprościłeś. Za 2 tyś. lat możemy wrócić do rozmowy

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
22-12-2012 01:01 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>>Ale czy "szkiełko i oko" jest lepsze od uczuć?
>>Zależy w jakiej sytuacji. Przy tłumaczeniu świata racjonalizm i sceptycyzm jest moim zdaniem jedynie słuszny.
>>Przy doświadczaniu życia towarzyszą nam natomiast uczucia i to jest normalne.
>Czyli skazani jesteśmy na schizofrenię obojętnie z jakim światopoglądem
Tak jest tylko przy poglądach fideistycznych, które kłócą się z porządkiem naturalnym.
W ramach monizmu masz natomiast pełną spójność. Oczywiście efektem ewolucji jest u każdego człowieka jego indywidualny umysł i związana z nim subiektywność. Tego nie nazwałbym chorobą, tylko normalnym stanem rzeczy.

>>... zbrodni dokonywanych w czasach nieoświeconych
>Raczej odwrotnie - w czasach nieoświeconych więcej odgrywały powody racjonalne niż moralne, zgodnie z zasadą bliższa koszula ciału.
Zaraz, zaraz. Czyli święta inkwizycja, wojny religijne, szerzenie chrześcijaństwa w Ameryce Południowej są sprawką racjonalizmu, natomiast rozwój nauki, wolności obywatelskie, prawa człowieka i demokracja są zasługą religii?

>No tak ale dogmaty nie pojawiają sie co roku
Tego by jeszcze brakowało. Dogmaty są po prostu niepotrzebne. Są tylko po to, by je narzucać innym bez możliwości sprzeciwu.

>zaś o reszcie można dyskutować.
A oczym jeszcze można dyskutować, jak masz narzucone dogmaty? O ludzkiej twarzy totalitaryzmu?

>Zaś przecież poszlakowe metody też są dopuszczalne nie?
Jeśli jesteś konsekwentnym sceptykiem, to nie masz nic prócz poszlak.

>>.... kiedy może pozwolić sobie na "odlot", a gdzie zabobony nie mają prawa bytu.
>Zgadza sie, tyle że są różnice w tym kto o tym ma przesądzać.
Nie ma żadnych różnic. Jak jest napisane w katechizmie, tak ma być. Amen.

>>Ale przecież w przypadku Elvisa jesteśmy u genezy religii! A Ty myślisz, że jak powstawaly religie??? Zdarzało, że byl i realny bohater, najpierw podziwiany, a potem ubóstwiany - tyle.
>Moim zdanie to zbytnio uprościłeś. Za 2 tyś. lat możemy wrócić do rozmowy
Chwila, Konowal - a powiedz skąd przyszło Ci do głowy akurat ni mniej, ni więcej 2000 lat? Czyżbyś coś zaczynał rozumieć?

Naprawdę sądzę, że zupełnie niesłusznie wielu forumowiczów spisało Cię już na straty. Robisz tu za kozła ofiarnego, bądź za klauna - moim zdaniem całkiem niepotrzebnie.
20-12-2012 12:25 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>czy "szkiełko i oko" jest lepsze od uczuć?
Czy "gorzkie lekarstwo" jest lepsze od "słodkiej trucizny"?
03-01-2013 10:41 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>czy "szkiełko i oko" jest lepsze od uczuć?
>Czy "gorzkie lekarstwo" jest lepsze od "słodkiej trucizny"?
Tylko co jest trucizną, a co lekarstwem ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Irracja (4721 punktów)
>>A kto mówił o religii? Ja podałem przykład, że ktoś wierzy w to, że Elvis żyje.
>No właśnie, a ja mówię że wiara z religią musi być powiązana bo inaczej nie ma sensu, jak w przypadku Elvisa

... a w jaki sposób "wiara z religią musi być powiązana?" Bo Deizm też opiera się na wierze w "Boga", a rolę religii widzi całkiem inaczej...

... pozdrowienia...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
21-12-2012 10:00 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
"Deiści twierdzą, iż o istnieniu stwórcy można wnioskować w sposób pośredni, fizykalno-teologiczny."

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Irracja (4721 punktów)
>"Deiści twierdzą, iż o istnieniu stwórcy można wnioskować w sposób pośredni, fizykalno-teologiczny."

... i co to zmienia?. Czyż ślepe dziecko jest gorsze/lepsze? Gorzej/lepiej kocha ojca tylko dlatego że go nie widzi, tak jak rodzeństwo?...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Konowal (6291 punktów)
ślepe czy nieślepe ważne że ma Ojca

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
03-01-2013 11:57 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>ślepe czy nieślepe ważne że ma Ojca
A Ty ciągle chcesz mi wmówić, że Jezus mnie kocha?
03-01-2013 12:24 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>ślepe czy nieślepe ważne że ma Ojca
>A Ty ciągle chcesz mi wmówić, że Jezus mnie kocha?
No cóż - z pewną nieśmiałością przyznam się że tak.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
03-01-2013 13:49 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A Ty ciągle chcesz mi wmówić, że Jezus mnie kocha?
>No cóż - z pewną nieśmiałością przyznam się że tak.

Jakim to sposobem, Konowal, uzyskujesz informacje o życiu emocjonalnym Jezusa?


Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
03-01-2013 14:19 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
Ewangelia to mówi.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
03-01-2013 14:42 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ewangelia to mówi.

A w którym miejscu?

Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
04-01-2013 01:03 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Ewangelia to mówi.
> A w którym miejscu?

I ozwał się do Niej Pan: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam Pani - kocham Panią, Pani Meretseger".
A Ona odrzekła Mu: "Cicho, wiem!"

Ewangelia wg. Gajowego Maruchy, nie znałeś?
04-01-2013 08:26 
 Ocena-1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Ewangelia to mówi.
>A w którym miejscu?
W każdym.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-01-2013 12:15 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Ewangelia to mówi.
>>A w którym miejscu?
>W każdym.

Eee, zalewasz coś, Konowal - na chybił-trafił otworzyłem właśnie Łukasza (19, 27) i czytam: Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach .

Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
Konowal (6291 punktów)
>>>>Ewangelia to mówi.
>>>A w którym miejscu?
>>W każdym.
>Eee, zalewasz coś, Konowal - na chybił-trafił otworzyłem właśnie Łukasza (19, 27) i czytam: Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach .
Wyrwane z kontekstu


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
04-01-2013 20:20 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Eee, zalewasz coś, Konowal - na chybił-trafił otworzyłem właśnie Łukasza (19, 27) i czytam: Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach .
>Wyrwane z kontekstu

Ależ służę tym kontekstem jak Najuprzejmiej .


Kiedy się uśmiecham, boli mnie twarz. (dr Frank-N-Furter)
04-01-2013 23:38 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>>Wyrwane z kontekstu
>Ależ służę tym kontekstem jak Najuprzejmiej .

Ależ Big Żydzie genialny pan konował vel pan równoważnik zdania i tak nie zada sobie trudu znalezienia kontekstu. Musiałby przeczytać coś więcej, aniżeli kilka (max. ok. dziesięciu) następujących po sobie wyrazów. To by go zbyt wyczerpało intelektualnie i uszczupliło znacznie siły, które tak miło pożytkuje ku produkcji fenomenalnych, acz nic nieznaczących jednozdaniówek (najczęściej w postaci wspomnianych już równoważników zdań).

Ty przytoczyłeś fragment składający się w sumie z aż osiemnastu wyrażeń (nie licząc przecinków). To dla pana konowała zbyt wymagający tekst.
Miejże litość niedobry człowieku
A Ty miast współczucia i lekkiej nutki empatii jeszcze mu całą przypowieścią po oczach sypiesz...
Zgroza.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
08-01-2013 13:29 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>>Eee, zalewasz coś, Konowal - na chybił-trafił otworzyłem właśnie Łukasza (19, 27) i czytam: Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach .
>>Wyrwane z kontekstu
>Ależ służę tym kontekstem jak Najuprzejmiej .
No właśnie ja to bym inaczej zinterpretował.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
03-01-2013 14:33 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>>A Ty ciągle chcesz mi wmówić, że Jezus mnie kocha?
>No cóż - z pewną nieśmiałością przyznam się że tak.
To się nazywa "molestowanie" i jest karalne
Irracja (4721 punktów)
>ślepe czy nieślepe ważne że ma Ojca

... a więc można przyrównać deistów i teistów. Oboje wierzą, że tegoż "ojca" posiadają. Różnica jest w tym, że deiści starają się być "samodzielni", zaś teiści chcą "pasożytować na ojcu"...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Konowal (6291 punktów)
> "pasożytować na ojcu"...
W jakim sensie ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Irracja (4721 punktów)
Usunięte przez moderatora
Irracja (4721 punktów)
>> "pasożytować na ojcu"...
>W jakim sensie ?

... czyż przekonanie, że nic nie może się stać bez udziału "ojca", i stałe oczekiwanie na jego pomoc i ingerencję, nie jest formą "pasożytnictwa"?...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
20-12-2012 12:36 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Nie widzę za bardzo powiązania między wiedzą a religią,
>Ja też nie.
>A na poważnie:
>Wiedza religijna jest przeogromna.
>Pytanie jednak, czy opiera się na empirii, czy na niesprawdzonych ideach?
Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.

Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku. Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką.

Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy.

Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi, jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej.


>Tyle, że myśmy nie rozmawiali o religii, a o wierze. Wiara to postawa, w ramach której przyjmujesz coś (cokolwiek) bez uzasadnienia.
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna

Całkowicie ma Pan rację, ale dla wierzących i tak z tego nic nie wynika - oni i tak wiedzą lepiej, a racjonalne argumenty spływają po nich jak woda po kaczce. "Nikt ich nie przekona, iż białe jest białe, a czarne jest czarne". Co najwyżej wyłączą Pańskie teksty całkowicie ze swojej i tak już ograniczonej przez wiarę świadomości.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-12-2012 12:39 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Czego tylko od wierzących wymaga się ustępowania ???
Nie "wymaga się ustępowania" ino uprasza się o nieatakowanie swoimi urojeniami w strefie wspólnej.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-12-2012 14:25 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Czego tylko od wierzących wymaga się ustępowania ???
>Nie "wymaga się ustępowania" ino uprasza się o nieatakowanie swoimi urojeniami w strefie wspólnej.
Czy to nie likwiduje strefy WSPÓLNEJ ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 14:47 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>>Nie "wymaga się ustępowania" ino uprasza się o nieatakowanie swoimi urojeniami w strefie wspólnej.
>Czy to nie likwiduje strefy WSPÓLNEJ?
Dziwne pytanie imć Konowale. Zasada proponowana przez Astrotaurusa ma chyba właśnie umożliwiać zaistnienie wspólnoty.

[Jak to jednak można odmiennie interpretować identyczne zdawałoby się pojęcia..]
14-12-2012 12:27 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>>Nie "wymaga się ustępowania" ino uprasza się o nieatakowanie swoimi urojeniami w strefie wspólnej.
>>Czy to nie likwiduje strefy WSPÓLNEJ?
>Dziwne pytanie imć Konowale. Zasada proponowana przez Astrotaurusa ma chyba właśnie umożliwiać zaistnienie wspólnoty.
Pomijając chamską formę wypowiedzi jaka to strefa wspólna jak się nie można by wypowiadać zgodnie ze swoimi przekonaniami. Toż to się robi getto jedynej słusznej myśli, ewentualnie towarzystwo wzajemnej adoracji.
>[Jak to jednak można odmiennie interpretować identyczne zdawałoby się pojęcia..]
Ano właśnie - interpretacje

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 16:13 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Czy to nie likwiduje strefy WSPÓLNEJ ?
To znaczy co? Atakowanie urojeniami czy nieatakowanie? Bo atakowanie jak najbardziej likwiduje zawłaszczając całe życie społeczne/państwowe dla jednej opcji - religijnej lekceważąc i marginalizując prawa innych ludzi.

>A może nie chce, albo nie widzi powodów?
To są cały czas objawy upośledzenia zdolności poznawczych umysłu wiarą: osoba nią dotknięta ani nie chce, ani nie widzi.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-12-2012 12:30 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
Upośledzenie, urojenia itp. niezły masz krąg dyskutantów Ciekawe co za urojenia każą Ci dyskutować z upośledzonymi?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
10-12-2012 14:35 
 0 na 4
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>To jest chyba oczywiste, że nie doszedłem sam do prawdy o Trójcy Świętej - nie pisz absurdów, przecież masz elementarną wiedzę o chrześcijaństwie.
>Dokładnie tak i właśnie dlatego to napisałem. Ktoś Ci o Trójcy Świętej powiedział i Ty mu wierzysz na słowo.

Tak, w zakresie prawd wiary Kościołowi wierzę na słowo.

>>>>Pismo święte jest napisane ludzkim językiem przez ludzi i Boga. Bóg istnieje.
>>>Sam to wymyśliłeś, czy ktoś Ci może tak powiedział? A jakiś dowód?
>>Nie zadawaj tak naiwnych pytań - przecież wiesz, czym się różni wiara od wiedzy.
>Uważam, że tę Twoją wypowiedź za trafną. Gdybyś mógł tak z ręką na sercu oddzielać to, co zweryfikowane obiektywnie od tego, w co wierzysz, to sądzę, że znacznie ułatwiłoby to dyskusję

Sądzę, że jestem w stanie każdą tezę odpowiednio zakwalifikować, ale trudno żebym przy każdym zdaniu pisał adnotację, czy jest to kwestia wiary czy wiedzy.

>>>>Niektórzy zapewne ulegają złudzeniom i sobie coś wizualizują. Pierwsi świadkowie nic sobie nie wizualizowali, bo widzieli i słyszeli.
>>>A drudzy, trzeci i tysiąc pięcset sto trzydzieści pierwsi? Szpitale psychiatryczne pełne są widzących i słyszących, a nawet można tam spotkać Jezusów we własnej osobie. To prawda, że około roku 30 n.e. takie szpitale były rzadkością, ale czy dlatego ci pierwsi świadkowie mają być gorsi od tych późniejszych?
>>Mam przeczucie Twojego "odlotu"... Wyjaśniam (rzecz oczywistą): pisząc "pierwsi świadkowie", mam na myśli tych, którzy byli świadkami czynów i słów Jezusa, w szczególności po Jego Zmartwychwstaniu.
>Zaraz, zaraz. Czyli o prawdziwości danych faktów świadczy to, że widzieli je świadkowie, a o wiarygodności tych świadków świadczy to, że widzieli te fakty?

Chyba się nie rozumiemy. Z Jezusem około 30 roku miało kontakt kilkadziesiąt tysięcy osób. Zmartwychwstałego Chrystusa widziało kilkaset osób, w tym Apostołowie - Kościół powstał na fundamencie tych osób.

> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się jakoś dogadać.

Jestem w stanie. Na przykład: Jezus został ukrzyżowany - to jest "obiektywne dla wszystkich", Jezus jest Bogiem - to jest moja wiara.
12-12-2012 12:47 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>To jest chyba oczywiste, że nie doszedłem sam do prawdy o Trójcy Świętej - nie pisz absurdów, przecież masz elementarną wiedzę o chrześcijaństwie.
>>Dokładnie tak i właśnie dlatego to napisałem. Ktoś Ci o Trójcy Świętej powiedział i Ty mu wierzysz na słowo.
>Tak, w zakresie prawd wiary Kościołowi wierzę na słowo.
Ok, to Twoja sprawa.
Aczkolwiek, czy od pewnego przynajmniej momentu nie jest ona również kwestią społeczną...?
www.youtube.com/watch?v=cV_gwz37YqE
A co wojny religijne mają wspólnego z moim kościołem Boga Miłości i moją w nią skromną osóbką?
A może to, co ma wspólnego wykonywanie rozkazów z kompletnym podporządkowaniem autorytetowi - właśnie również religijnemu?

>Sądzę, że jestem w stanie każdą tezę odpowiednio zakwalifikować, ale trudno żebym przy każdym zdaniu pisał adnotację, czy jest to kwestia wiary czy wiedzy.
Chodzi o Twoje generalne podejście. Próbowałeś tu nie raz wykazywać prawdziwość niby to obiektywnych stwierdzeń, ale w rzeczywistość przekonanie o ich prawdziwości wynika z Twojej wiary. Tak było w przypadku Twojego dawnego wątku o "początku istoty ludzkiej" i tak było w przypadku wątku o Edycie Stein. U Ciebie nie ma miejsca na wątpliwości! Wskaż, gdzie tu kiedyś na forum miałeś kiedykolwiek jakąś wątpilwość.

>Chyba się nie rozumiemy. Z Jezusem około 30 roku miało kontakt kilkadziesiąt tysięcy osób. Zmartwychwstałego Chrystusa widziało kilkaset osób, w tym Apostołowie - Kościół powstał na fundamencie tych osób.
Zmartwychwstały Chrystus jest kwestią wiary, więc mi trudno tym dyskutować, bo ja w to nie wierzę.

>> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się jakoś dogadać.
>Jestem w stanie. Na przykład: Jezus został ukrzyżowany - to jest "obiektywne dla wszystkich", Jezus jest Bogiem - to jest moja wiara.
Bardzo odważny krok z Twojej strony. Nie sądziłem, że Cię na to stać, choć nie jestem pewien, czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji...
Chcesz zatem przenieść ukrzyżowanie ze sfery sacrum, do sfery historycznej, a więc świeckiej. Bądźmy nawet ostrożniejsi i umówmy, się przenosimy z tego ukrzyżowania do sfery świeckiej tylko to, co nie stanowi sacrum - tylko to, co li-tylko historyczne.
I co mamy?
No skoro spotykamy się na gruncie świeckim i historycznym, to w takim razie pierwsza rzecz, to możliwośc zadania pytań i możliwość powstania ... wątpliwości. Tu nie ma sentymentów! Jakie są dokumenty wskazujące na to ukrzyżowanie i jakich mamy świadków? Czy są na przykład jakieś dokumenty niezależne, to znaczy sporządzone przez niewierzących w Jezusa? Nie, nie twierdzę, że to przesądza sprawę - ale chodzi o samą możliwość WĄTPLIWOŚĆI. Ja jednak wątpię, czy masz taką możliwość powzięcia wątpliwości.

Świat religii łączy się ze światem fizycznym, ponieważ jakkolwiek opiera się na samej tylko wierze, to jednak wysuwa pewne tezy, które dotyczą czy to historii, czy to nauk przyrodniczych. Ale wiara nie pozwala tych tez podważać, a jednocześnie stwarza aurę głęboko emocjonalnego przeżycia masowego. To dlatego właśnie każda wiara jest niebezpieczna. Prawda jest wówczas jedna - jest nią ta, o której mówi przywódca/guru/autorytet, a tłumem łatwo jest kierować, jeśli umie się go uwieść.
12-12-2012 17:49 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> No skoro spotykamy się na gruncie świeckim i historycznym,
> to w takim razie pierwsza rzecz, to możliwośc zadania pytań
> i możliwość powstania ... wątpliwości. Tu nie ma sentymentów!
> Jakie są dokumenty wskazujące na to ukrzyżowanie i jakich
> mamy świadków? Czy są na przykład jakieś dokumenty
> niezależne, to znaczy sporządzone przez niewierzących w
> Jezusa? Nie, nie twierdzę, że to przesądza sprawę - ale
> chodzi o samą możliwość WĄTPLIWOŚĆI. Ja jednak wątpię,
> czy masz taką możliwość powzięcia wątpliwości.

Masz rację, głęboko to co piszesz również czuję.
Powiem wiecej. Z p. Markiem już to raz przerobiłem. Niestety kwestionowanie pewnych zdarzeń wg p. Marka historycznych kończy się - zamiast podania racjonalnego argumentu, którego się spodziewamy - jego wiarą w kolejny autorytet (w rozmowie ze mną byli to akurat Paulina Święcicka-Wystrychowska i ks. Tomasz Czarnocki) którzy również mówią to co mówią bez podania konkretnych źródeł ni dowodu, a których argumentację p. Marek próbuje wcisnać z równą determinacją, jak swoją poprzednią.

Kółko:
1. Mnie to zawsze wystarcza i innym też powinno.
2. Jeśli komuś nie wystarcza - patrz punkt pierwszy lub trzeci
3. Znajdę kogoś innego który to też potwierdza na wiarę i dalej patrz punkt pierwszy

Wiadomo - to jest droga donikąd, potwierdza się spostrzeżenie p. Andrzeja Bogusławskiego że z wiarą dysusji ni rozmowy nie ma.
Smutne
łącząc pozdrowienia

---
13-12-2012 13:53 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Kółko:
>1. Mnie to zawsze wystarcza i innym też powinno.
>2. Jeśli komuś nie wystarcza - patrz punkt pierwszy lub trzeci
>3. Znajdę kogoś innego który to też potwierdza na wiarę i dalej patrz punkt pierwszy
DOKŁADNIE TAK!
13-12-2012 11:49 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>A co wojny religijne mają wspólnego z moim kościołem Boga Miłości i moją w nią skromną osóbką?
>A może to, co ma wspólnego wykonywanie rozkazów z kompletnym podporządkowaniem autorytetowi - właśnie również religijnemu?

Również uważam, że islam jest fałszywą religią.

>>Sądzę, że jestem w stanie każdą tezę odpowiednio zakwalifikować, ale trudno żebym przy każdym zdaniu pisał adnotację, czy jest to kwestia wiary czy wiedzy.
>Chodzi o Twoje generalne podejście. Próbowałeś tu nie raz wykazywać prawdziwość niby to obiektywnych stwierdzeń, ale w rzeczywistość przekonanie o ich prawdziwości wynika z Twojej wiary. Tak było w przypadku Twojego dawnego wątku o "początku istoty ludzkiej"

O tym, kiedy zaczyna się życie nowej istoty ludzkiej, orzekają nauki przyrodnicze i nie ma to nic wspólnego z wiarą. To właśnie niektórzy "racjonaliści" wypierają ten element wiedzy, bo postrzegają go jako zagrożenie dla spójności ich światopoglądu.

>i tak było w przypadku wątku o Edycie Stein.

Nie domyślam się, o czym piszesz.

>U Ciebie nie ma miejsca na wątpliwości! Wskaż, gdzie tu kiedyś na forum miałeś kiedykolwiek jakąś wątpilwość.

Na pewno miałem i mam wątpliwości co do motywacji, intencji i poglądów niektórych uczestników tego forum.

>>Chyba się nie rozumiemy. Z Jezusem około 30 roku miało kontakt kilkadziesiąt tysięcy osób. Zmartwychwstałego Chrystusa widziało kilkaset osób, w tym Apostołowie - Kościół powstał na fundamencie tych osób.
>Zmartwychwstały Chrystus jest kwestią wiary, więc mi trudno tym dyskutować, bo ja w to nie wierzę.

Ale już o pustym grobie Jezusa można dyskutować.

>>> Jeśli byś był w stanie oddzielić to, co jest Twoją wiarą od tego, co jest obiektywne dla wszystkich, to moglibyśmy się jakoś dogadać.
>>Jestem w stanie. Na przykład: Jezus został ukrzyżowany - to jest "obiektywne dla wszystkich", Jezus jest Bogiem - to jest moja wiara.
>Bardzo odważny krok z Twojej strony. Nie sądziłem, że Cię na to stać, choć nie jestem pewien, czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji...
>Chcesz zatem przenieść ukrzyżowanie ze sfery sacrum, do sfery historycznej, a więc świeckiej.

Nie widzę w tym "kroku" nic nadzwyczajnego ani odważnego. Tu nic nie trzeba przenosić, bo mówimy o wydarzeniach, które wydarzyły się w historii, więc w niektórych aspektach mogą być one badane metodami nauk historycznych.
13-12-2012 14:39 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Również uważam, że islam jest fałszywą religią.
Nie tylko islam. Wszystkie inne religie poza chrześcijaństwem są fałszywe. Jedynie chrześcijaństwo jest prawdziwe i właśnie w związku z tą prawdą chrześcijanie przez prawie 2000 lat zabijali innowierców na całym świecie (w tym często masowo). Dopiero rozwój cywilizacyjny i idące z nim w parze oświecenie i sekularyzacja doprowadziły do poprawy etyki i moralności w chrześcijańskim świecie.
Analogicznie - dla islamu wszystkie inne religie poza islamem są nieprawdziwe itd, itd...

>O tym, kiedy zaczyna się życie nowej istoty ludzkiej, orzekają nauki przyrodnicze
Guzik prawda. Nauki przyrodnicze badają ewoluującą rzeczywistość, a wszelkie cezury są umowne i sztuczne. Tak, rzeczywiście można powiedzieć że dwa klocki stają się w momencie ich połączenia trzecim klockiem, ale co z tego ma wynikać?

>>i tak było w przypadku wątku o Edycie Stein.
>Nie domyślam się, o czym piszesz.
O tym, że według Ciebie jej nawrócenie jest dowodem na słuszność Twojej wiary. Ale przecież ta słuszność od początku nie podlegała dla Ciebie wątpliwości.

>>U Ciebie nie ma miejsca na wątpliwości! Wskaż, gdzie tu kiedyś na forum miałeś kiedykolwiek jakąś wątpilwość.
>Na pewno miałem i mam wątpliwości co do motywacji, intencji i poglądów niektórych uczestników tego forum.
A tak? Wobec innych masz mnóstwo wątpliwości, ale co do własnych idei ani jednej! Jak to było z tą belką w oku?
Ale intencje racjonalistów są jasne. Owładnął ich diabeł i robią wszystko, by osłabić Prawdy Prawdziwej wiary.

>Ale już o pustym grobie Jezusa można dyskutować.
Już Meretseger napisała w tym wątku: Zapewne był jakiś wędrowny rabi o imieniu Jezus, a i pewnie jakiś Jezus był w tamtych czasach ukrzyżowany, bo o jedno i drugie było wtedy łatwo. Zdarzają się również puste groby i całkiem możliwe, że to ciało jakiegoś Jezusa akurat sprzątnięto. To imię było wtedy popularne, więc i różni Jezusowie mogli mieć różne przygody.
I słuchaj: a nawet gdyby jego ciało wysublimowało - TO CO Z TEGO? Nie sądzisz, ze to fizyka się tym lepiej powinna zająć?

>Nie widzę w tym "kroku" nic nadzwyczajnego ani odważnego. Tu nic nie trzeba przenosić, bo mówimy o wydarzeniach, które wydarzyły się w historii, więc w niektórych aspektach mogą być one badane metodami nauk historycznych.
A więc można je również PODWAŻAĆ i szukać dowodów. Hurra! Marek Bielecki staje się racjonalistą!
13-12-2012 15:24 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Również uważam, że islam jest fałszywą religią.
>Nie tylko islam. Wszystkie inne religie poza chrześcijaństwem są fałszywe. Jedynie chrześcijaństwo jest prawdziwe i właśnie w związku z tą prawdą chrześcijanie przez prawie 2000 lat zabijali innowierców na całym świecie (w tym często masowo). Dopiero rozwój cywilizacyjny i idące z nim w parze oświecenie i sekularyzacja doprowadziły do poprawy etyki i moralności w chrześcijańskim świecie.
>Analogicznie - dla islamu wszystkie inne religie poza islamem są nieprawdziwe itd, itd...

Daj spokój z tą propagandą. Aż trudno mi uwierzyć, że wierzysz w to, co napisałeś... Zabijanie innowierców jest sprzeczne z etyką chrześcijańską, a niesprzeczne z etyką muzułmańską.

>>O tym, kiedy zaczyna się życie nowej istoty ludzkiej, orzekają nauki przyrodnicze
>Guzik prawda. Nauki przyrodnicze badają ewoluującą rzeczywistość, a wszelkie cezury są umowne i sztuczne. Tak, rzeczywiście można powiedzieć że dwa klocki stają się w momencie ich połączenia trzecim klockiem, ale co z tego ma wynikać?

Znów wypierasz, maceoxie. I to tak silnie, że nawet wskazanie Ci palcem błędu logicznego nie zmieni Twoich przekonań. Mimo wszystko spróbuję: "Tak, można powiedzieć, że wodór i tlen stają się wodą w momencie ich połączenia, ale co z tego ma wynikać? Nauki przyrodnicze badają ewoluującą rzeczywistość, a wszelkie cezury (w szczególności pomiędzy tlenem, wodorem a wodą) są umowne i sztuczne. Woda nie istnieje lub nie ma początku. Maceox."

>>>i tak było w przypadku wątku o Edycie Stein.
>>Nie domyślam się, o czym piszesz.
>O tym, że według Ciebie jej nawrócenie jest dowodem na słuszność Twojej wiary. Ale przecież ta słuszność od początku nie podlegała dla Ciebie wątpliwości.

Nie, według mnie nawrócenie Edyty Stein nie jest "dowodem na słuszność mojej wiary" - jest argumentem na rzecz Twojej ewentualnej wiary.

>>>U Ciebie nie ma miejsca na wątpliwości! Wskaż, gdzie tu kiedyś na forum miałeś kiedykolwiek jakąś wątpilwość.
>>Na pewno miałem i mam wątpliwości co do motywacji, intencji i poglądów niektórych uczestników tego forum.
>Ale intencje racjonalistów są jasne. Owładnął ich diabeł i robią wszystko, by osłabić Prawdy Prawdziwej wiary.

To nie jest mój pogląd. Dostrzegam tu różne intencje.

>>Ale już o pustym grobie Jezusa można dyskutować.
>Już Meretseger napisała w tym wątku: Zapewne był jakiś wędrowny rabi o imieniu Jezus, a i pewnie jakiś Jezus był w tamtych czasach ukrzyżowany, bo o jedno i drugie było wtedy łatwo. Zdarzają się również puste groby i całkiem możliwe, że to ciało jakiegoś Jezusa akurat sprzątnięto. To imię było wtedy popularne, więc i różni Jezusowie mogli mieć różne przygody.

Daj spokój, to wypieranie faktów naprawdę jest naiwne... Jest faktem historycznym, że uczniowie Jezusa głosili Jego zmartwychwstanie i pozyskiwali wyznawców także w Jerozolimie - nie byłoby to możliwe, gdyby grób Jezusa nie był pusty.

>I słuchaj: a nawet gdyby jego ciało wysublimowało - TO CO Z TEGO? Nie sądzisz, ze to fizyka się tym lepiej powinna zająć?

Nie wykluczam, że Zmartwychwstanie miało także jakieś aspekty fizyczne - nie ma przeszkód, żeby fizycy próbowali odnosić się do tych drugorzędnych aspektów Zmartwychwstania.

>>Nie widzę w tym "kroku" nic nadzwyczajnego ani odważnego. Tu nic nie trzeba przenosić, bo mówimy o wydarzeniach, które wydarzyły się w historii, więc w niektórych aspektach mogą być one badane metodami nauk historycznych.
>A więc można je również PODWAŻAĆ i szukać dowodów. Hurra! Marek Bielecki staje się racjonalistą!

Można próbować podważać i szukać dowodów - nie widzę żadnych przeszkód.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jest faktem historycznym, że uczniowie Jezusa głosili Jego
> zmartwychwstanie i pozyskiwali wyznawców także w Jerozolimie
> - nie byłoby to możliwe, gdyby grób Jezusa nie był pusty.

Dlaczego nie byłoby możliwe?

---
14-12-2012 10:06 
 Ocena 3 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Ponieważ istnienie ciała w grobie Jezusa natychmiast podcinałoby podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła i tym samym - uniemożliwiałoby jakikolwiek jego rozwój w Jerozolimie i okolicach.
14-12-2012 11:19 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Ponieważ istnienie ciała w grobie Jezusa natychmiast podcinałoby podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła i tym samym - uniemożliwiałoby jakikolwiek jego rozwój w Jerozolimie i okolicach.
Nie do końca to rozumiem. To jakie jest to przesłanie? Że człowiek jest w pełni cielesny i to ciało idzie do nieba, bo inaczej - tak bez ciała - człowiek się tam nijak nie dostanie?
Mi to pachnie jakimś takim dziwnym materializmem transcendentalnym.

Niby bla bla o duszy, ale żeby zmartwychwstać, to ani rusz, tylko całe ciało musi wysublimować - inaczej się nie da.

Logiczne swoją drogą.
14-12-2012 11:27 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Ponieważ istnienie ciała w grobie Jezusa natychmiast podcinałoby podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła i tym samym - uniemożliwiałoby jakikolwiek jego rozwój w Jerozolimie i okolicach.
>Nie do końca to rozumiem. To jakie jest to przesłanie? Że człowiek jest w pełni cielesny i to ciało idzie do nieba, bo inaczej - tak bez ciała - człowiek się tam nijak nie dostanie?

Nie, podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła było inne: "Bóg wskrzesił Jezusa."
14-12-2012 11:36 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Nie, podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła było inne: "Bóg wskrzesił Jezusa."
A no widzisz! Do tego potrzebny był pusty grób. Inaczej ludzie nie uwierzyliby w kłócący się z biologią "fakt" zmartwychwstania. Moim skromnym zdaniem zmartwychwstanie zainscenizowano na potrzeby rodzącej się sekty (w tym czasie Kościołem bym tego nie nazwała, bo to nazwa grubo na wyrost).
14-12-2012 12:02 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nie, podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła było inne: "Bóg wskrzesił Jezusa."
>A no widzisz! Do tego potrzebny był pusty grób.

Pusty grób był bez wątpienia warunkiem sine qua non wiarygodności tego przesłania. Warunkiem koniecznym - ale nie dostatecznym. Warunkiem dostatecznym były natomiast wiarygodne relacje tych, którzy spotkali zmartwychwstałego Jezusa.

>Moim skromnym zdaniem zmartwychwstanie zainscenizowano na potrzeby rodzącej się sekty (w tym czasie Kościołem bym tego nie nazwała, bo to nazwa grubo na wyrost).

Tak, Kościół miał w tamtych okolicznościach status "sekty".
Hipotezę "inscenizacji" mogą historycy badać - na razie nie znam wiarygodnych argumentów na rzecz tej hipotezy.
14-12-2012 13:33 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Warunkiem dostatecznym były natomiast wiarygodne relacje tych, którzy spotkali zmartwychwstałego Jezusa.
Wiarygodność tych relacji byłaby nie do podważenia, gdyby przyjąć, iż nie tylko zmartwychwstanie, ale i śmierć Jezusa była zainscenizowana. Istnieje taka hipoteza i chętnie Ci ją opiszę, ale nie teraz, bo mam mało czasu. W poniedziałek?
>Hipotezę "inscenizacji" mogą historycy badać - na razie nie znam wiarygodnych argumentów na rzecz tej hipotezy.
Ani na rzecz żadnej innej...
14-12-2012 12:12 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Nie, podstawowe przesłanie rodzącego się Kościoła było inne: "Bóg wskrzesił Jezusa." >

Pewnie, że tak. Nawet podszedł do tej sprawy bardzo naukowo - przeprowadzając pierwej próby w chwili śmierci Jezusa:

Mt. 27;52 Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. 53 I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu.

Skoro wyszło z królikami doświadczalnymi - skierował wskrzesicielski aparat na grób Jezusa - I luuu!!
ps.
Nieoryginalny bóg. Podwędził aparaturę bogom egipskim (wskrzeszenie Ozyrysa) i greckim (Attisa, Adonisa).
14-12-2012 10:45 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Jest faktem historycznym, że uczniowie Jezusa głosili Jego zmartwychwstanie i pozyskiwali wyznawców także w Jerozolimie - nie byłoby to możliwe, gdyby grób Jezusa nie był pusty.
A zatem wynikają z tego trzy możliwe rzeczy:
1. Jezus nie umarł.
2. Pochowano go zupełnie gdzie indziej, a pokazywano inny pusty grób.
3. Ukradkiem zabrano ciało z grobu dwa dni po pochowaniu.
A po co te sztuki? By podtrzymać ozyriański mit zmartwychwstającego króla-boga, który powiązano z judaizmem (oraz proroctwami ST) i w ten sposób stworzono synkretyczną sektę, nazwaną "chrześcijaństwem".
14-12-2012 11:21 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Historycy mogą badać różne hipotezy. W każdym razie za fakt historyczny należy uznać, iż grób Jezusa był pusty.
14-12-2012 11:33 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Historycy mogą badać różne hipotezy. W każdym razie za fakt historyczny należy uznać, iż grób Jezusa był pusty.
Ten "fakt" został przekazany przez ewangelistów. Nasuwają się pytania:
1. Czy to był grób Jezusa?
2. Dlaczego pokazywano ludziom (o ile cokolwiek pokazywano) pusty grób?
3. Czemu miało służyć pokazywanie pustego grobu?
14-12-2012 11:52 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Historycy mogą badać różne hipotezy. W każdym razie za fakt historyczny należy uznać, iż grób Jezusa był pusty.
>Ten "fakt" został przekazany przez ewangelistów.

Ale oprócz tego, metodą logicznego rozumowania, dochodzimy do wniosku, że ten grób musiał być pusty - gdyż w przeciwnym razie nie byłoby rozwoju Kościoła w Jerozolimie, bo głoszący Zmartwychwstanie zostaliby zabici śmiechem.

>Nasuwają się pytania:
>1. Czy to był grób Jezusa?
>2. Dlaczego pokazywano ludziom (o ile cokolwiek pokazywano) pusty grób?
>3. Czemu miało służyć pokazywanie pustego grobu?

Chyba nic nam nie wiadomo o "pokazywaniu pustego grobu". Świadków śmierci Jezusa było wielu, więc lokalizacja grobu Jezusa raczej nie była tajna.
14-12-2012 14:13 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>ten grób musiał być pusty - gdyż w przeciwnym razie nie byłoby rozwoju Kościoła w Jerozolimie, bo głoszący Zmartwychwstanie zostaliby zabici śmiechem.
Cały czas o tym mówię.
>Chyba nic nam nie wiadomo o "pokazywaniu pustego grobu". Świadków śmierci Jezusa było wielu
O tym w zasadzie też nam nic nie wiadomo (bo relacje ewangeliczne są sprzeczne, a poza tym, jako służące konkretnemu celowi, mało wiarygodne dla osób postronnych).
>więc lokalizacja grobu Jezusa raczej nie była tajna.
Nie mogła być, inaczej cały pomysł ze zmartwychwstaniem diabli by wzięli.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ale oprócz tego, metodą logicznego rozumowania, dochodzimy do
> wniosku, że ten grób musiał być pusty - gdyż w przeciwnym
> razie nie byłoby rozwoju Kościoła w Jerozolimie, bo głoszący Zmartwychwstanie
> zostaliby zabici śmiechem.

1. Ciało mogło zostać wykradzione
2. W świetle nieistniejących bezpośrednich zapisów można przypuszczać, ze historia ta mogła zostać zmyślona później

Pomimo tego głoszący Zmartwychwstanie i dziś są "zabijani śmiechem", czego akurat nie pochwalam.
Czasy się zminiły panie Marku. Dziś po prostu cud jest kwestionwoany z definicji jako cud, mimo że ktoś niby widział, słyszał i doświadczał.

> Świadków śmierci Jezusa było wielu, więc lokalizacja
> grobu Jezusa raczej nie była tajna.

Dobrze pan napisał, raczej. Bo w realu mogło być też tak, ze nikt poza Maryją, kilkunastoma uczniami, ich towarzyszkami życia / bliskimi Jezusa nie interesował się tym, gdzie go złożono.

Dla mnie ten religijny akt wiary jest bardzo wątpliwy, jeszcze z jednego powodu:
Nie bardzo potrafię dostrzec, gdzie i jak następuje odkupienie domniemanych grzechów ludzkości w cierpieniu i śmierci Mesjasza.
Po prostu nie umiem połączyć tych dwóch rzeczy: jeśli zrobiłem coś źle, to muszę SAM za to pocierpieć, proste.
Ale jeśli ja zrobiłem coś źle, a najukochańsza osoba, przyjaciel, kolega, znajomy, obca osoba się za mnie poświęca i cierpi, to
a) mnie to nie pomoże
b) jemu zaszkodzi
Bardzo tajemnicze i nieintuicyjne to wszystko..
Czy może mi ktoś z panów, lub pań to wyjaśnić?
łącząc pozdrowienia

---
14-12-2012 12:01 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Analogicznie - dla islamu wszystkie inne religie poza islamem są nieprawdziwe itd, itd...
>Daj spokój z tą propagandą. Aż trudno mi uwierzyć, że wierzysz w to, co napisałeś... Zabijanie innowierców jest sprzeczne z etyką chrześcijańską, a niesprzeczne z etyką muzułmańską.
Taaaaa. Widzę, że znasz się również na etyce muzułmańskiej. A zajrzałeś kiedyś do Koranu? Porównałeś może ze Starym Testamentem?
Tu sobie np. przeczytaj:
www.tygodnik.com.pl/numer/275012/nasalski.html
gosc.pl/do(*)amu-Czlowiek-jest-dwuwymiarowy

Jednak w dużo większym stopniu od samych idei etycznych interesują mnie czyny ludzi, którzy się nimi rzekomo kierują. Najpiękniejsze idee można w praktyce zaprzepaścić poprzez głęboką wiarę w Prawdziwą Słuszność Własnej Prawdy i wynikający stąd wniosek o niesłuszności cudzej prawdy - rodzi to nietolerancję dokladnie wbrew uniwersalnemu przekazowi "nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe", który jest wspólny dla obydwu religii.

>>Guzik prawda. Nauki przyrodnicze badają ewoluującą rzeczywistość, a wszelkie cezury są umowne i sztuczne. Tak, rzeczywiście można powiedzieć że dwa klocki stają się w momencie ich połączenia trzecim klockiem, ale co z tego ma wynikać?
>Znów wypierasz, maceoxie. I to tak silnie, że nawet wskazanie Ci palcem błędu logicznego nie zmieni Twoich przekonań. Mimo wszystko spróbuję: "Tak, można powiedzieć, że wodór i tlen stają się wodą w momencie ich połączenia, ale co z tego ma wynikać? Nauki przyrodnicze badają ewoluującą rzeczywistość, a wszelkie cezury (w szczególności pomiędzy tlenem, wodorem a wodą) są umowne i sztuczne. Woda nie istnieje lub nie ma początku. Maceox."
Zupełnie nie rozpoznaję w Twoim wywodzie mojej myśli (poza tym, że istotnie wszystko płynie i nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki). Dostrzegam natomiast Twoją myśl: "ponieważ wodór i tlen stają się wodą w momencie ich połączenia, to wynika z tego, że niewinnej wody nie wolno zabijać, pomimo że w tym stadium rozwoju woda nie ma mózgu i nic nie może odczuwać".
To jest jakaś święta etyka homeopatyczna Marka Bieleckiego
Czy plemnik jest człowiekiem?
Czy komórka jajowa jest człowiekiem?
A jak plemnik połączy się z komórką jajową, to jedno z drugim dokładnie w tej chwili natychmiast staje się człowiekiem? I Twoim zdaniem to z NAUKI wynika taki wniosek?
To jest właśnie Twoja nieszczerość na widelcu. Usilujesz pod płaszczykiem nauki przemycić Twoje religijne wyobrażenia. Z plemnika w komórce jajowej może się dopiero rozwinąć człowiek, CHYBA ŻE W TYM ŚWIĘTYM MOMENCIE OD RAZU DUSZA DO TEGO POŁĄCZENIA WPŁYWA.

>>A więc można je również PODWAŻAĆ i szukać dowodów. Hurra! Marek Bielecki staje się racjonalistą!
>Można próbować podważać i szukać dowodów - nie widzę żadnych przeszkód.
No to super, to skończmy wreszcie z rozmową o wierze o zacznijmy się światu przyglądać w taki sposób, który umożliwi jego obiektywne zbadanie - takie do zaakceptowania przez wszystkich. Ja nie będę atakował Twojej wiary, jeśli Ty nie będziesz mi jej narzucał.
14-12-2012 16:15 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czy plemnik jest człowiekiem?
>Czy komórka jajowa jest człowiekiem?
>A jak plemnik połączy się z komórką jajową, to jedno z drugim dokładnie w tej chwili natychmiast staje się człowiekiem? I Twoim zdaniem to z NAUKI wynika taki wniosek?
>To jest właśnie Twoja nieszczerość na widelcu. Usilujesz pod płaszczykiem nauki przemycić Twoje religijne wyobrażenia. Z plemnika w komórce jajowej może się dopiero rozwinąć człowiek, CHYBA ŻE W TYM ŚWIĘTYM MOMENCIE OD RAZU DUSZA DO TEGO POŁĄCZENIA WPŁYWA.

Nic nie pisałem o duszy. Animacja to zupełnie inna kwestia, w innej dziedziny.
Jak widzisz, kwestionujesz naukowy fakt, iż maceoxa jako osobnika z gatunku homo sapiens nie było przed zapłodnieniem komórki jajowej, a był - po zapłodnieniu. I to jest klasyczne wypieranie, które w Twoim przypadku można tłumaczyć jedynie (moim zdaniem) zaczadzeniem pewną ideologią.
15-12-2012 01:05 
 Ocena 9 na 9
maceox (6766 punktów)
>Nic nie pisałem o duszy. Animacja to zupełnie inna kwestia, w innej dziedziny.
To prawda: www.youtube.com/watch?v=-83mS-GqsFM

>Jak widzisz, kwestionujesz naukowy fakt, iż maceoxa jako osobnika z gatunku homo sapiens nie było przed zapłodnieniem komórki jajowej, a był - po zapłodnieniu.
Sorry, ale tu:

nie ma nawet mojego najwspanialszego organu, więc jak mógłbym to być ja?

>I to jest klasyczne wypieranie, które w Twoim przypadku można tłumaczyć jedynie (moim zdaniem) zaczadzeniem pewną ideologią.
Tak, zdecydowanie masz rację. Jestem kompletnie zaczadzony ideologią racjonalistyczną opartą na nauce i staram się jak mogę wypierać religijne kity.
Tylko z punktu widzenia humanizmu sądzę, że trudno mówić o człowieku, gdy nie ma on cienia świadomości.

Jest natomiast szczytem materializmu, by komórkę z plemnikiem w środku mianować człowiekiem tylko z tego powodu, że stanowi to pewną całość, która dopiero przy założeniu pomyślnego rozwoju ma w przyszłości szansę zyskać świadomość.

Ale nawet jeśliby - tak specjalnie dla Ciebie - nazwać zapłodnioną komórkę jajową tworzącym się życiem, to i tak - właśnie ze względu na brak jej świadomości i brak możliwości odczuwania przez nią bólu ja wyżej od niej stawiam dobro matki (włącznie z jej samodecydowaniem o macierzyństwie).

(I nade wszystko jestem przeciwnikiem aborcji, ale dopuszczam ją właśnie w wyjątkowych wypadkach.)

W nowoczesnej etyce i prawie masz prawie zawsze co najmniej dwa dobra, która ze sobą kolidują i trzeba wyważyć, które jest ważniejsze. Tylko w systemach religijnych masz dobra absolutne, dla których nie ma żadnego wyjątku.

Dlatego właśnie kościół nie akceptuje i tak już bardzo rygorystycznej regulacji aborcyjnej w Polsce - jest całkowicie sfiksowany na ochronę plemników w komórkach, zupełnie zapominając o potrzebach istniejących już ludzi. Oczywiście autorytetami są kolesie, którzy albo nigdy nie byli z kobietą, albo ich doświadczenia na tym polu były tak dramatyczne, że nie chcieli już tego powtarzać - ewentualnie specjalnie zostali księżmi, by móc bzykać bez zobowiązań.
17-12-2012 12:18 
 0 na 4
Konowal (6291 punktów)

>Sorry, ale tu:
>nie ma nawet mojego najwspanialszego organu, więc jak mógłbym to być ja?

Sorry nie mogę się powstrzymać i potwierdzam że to jednak Ty :-D.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
17-12-2012 13:37 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Sorry nie mogę się powstrzymać i potwierdzam że to jednak Ty :-D.

To znacie się z widzenia?


---
17-12-2012 21:27 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>>Sorry, ale tu:
>>nie ma nawet mojego najwspanialszego organu, więc jak mógłbym to być ja?
>Sorry nie mogę się powstrzymać i potwierdzam że to jednak Ty :-D.
Z Twoich ust odbieram to jako komplement. Skoro plemnik w komórce jajowej ma Twoim zdaniem duszę oraz pełnię ludzkich godności i praw, to przecież pozostałe drobne różnice między nim a mną są już mało istotne. Nawet dobrze obrażać nie potrafisz.

Tu jak na dłoni widać katolicką moralność. Zarodek raz stanowi świętość, a innym razem gówno, którym kogoś można obrzucić.
17-12-2012 21:41 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tu jak na dłoni widać katolicką moralność. Zarodek raz stanowi świętość, a innym razem gówno, którym kogoś można obrzucić.
I to dopiero teraz do Pana dociera? Przecież trudno znaleźć coś bardziej obrzydliwego od katolickiej moralności w praktyce. Tam największe podłości pokrywane są obłudą najpiękniejszego słownictwa. Ewangeliczny Jezus nie ma nic wspólnego z Kościołem Katolickim, a Kościół Katolicki jest najlepszym dowodem, iż nie jest on żadnym Bogiem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 01:40 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>trudno znaleźć coś bardziej obrzydliwego od katolickiej moralności w praktyce. Tam największe podłości pokrywane są obłudą najpiękniejszego słownictwa. Ewangeliczny Jezus nie ma nic wspólnego z Kościołem Katolickim, a Kościół Katolicki jest najlepszym dowodem, iż nie jest on żadnym Bogiem.

>I to dopiero teraz do Pana dociera?
Niestety z wieloma rzeczami trochę się w życiu spóźniłem. Gdyby tylko chodziło tu o mnie, to nie byłoby większego problemu.
Chodzi jednak również o moich najbliższych - w tym tych najmłodszych. Jak pomyślę, że będą musiały przed jakimś facetem w sukience spowiadać się ze swoich nieczystych myśli, to mi się nóż w kieszeni otwiera (zna Pan moje tło wyznaniowe - nigdy nie byłem w konfesjonale. Może za bardzo demonizuję akurat ten tylko element katolickiej praktyki?).

Nie chcę na to pozwalać, ale jeszcze nie wiem do końca jak. Pewnie przykładem, ale jakim? Stawianiem sprawę otwarcie, ale w jaki sposób, żeby z drugiej strony nie radykalizować lepszej połowy?

Ma Pan może jakieś doświadczenia wśród przyjaciół? Czy jest jakieś podejście, które warto polecić?

Może założę na ten temat nowy wątek. Tu akurat mi się tak skojarzył temat.

Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ma Pan może jakieś doświadczenia wśród przyjaciół? Czy jest jakieś podejście, które warto polecić?
Mam własne - o czym już kilkakrotnie wspominałem.

>Może założę na ten temat nowy wątek.
Jak Pan założy wątek, to trochę opiszę.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 09:02 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
Ech ateiści , ani na żartach sie nie znają ani na ironii ..............

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
18-12-2012 09:47 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Ech ateiści , ani na żartach sie nie znają ani na ironii ..............

Jeśli to miał być żart:
To jest tak: jak ateiści żartują sobie z Objawionych Prawd Wiary, to jest potwarz i obraza,
a jak teiści żartują sobie z drugiego człowieka, to on od razu ma się połapać, że to przecież taka tylko niewinna i wesoła uszczypliwość między kolegami.

Jeśli to miała być ironia:
To oznacza to, że jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości zarodek, to zasadniczo co innego niż człowiek. W takim razie coś jednak do Ciebie dociera - a takie wrażenie mam przy niektórych Twoich postach i ocenach.

Cenię sobie lapidarność, a niekiedy logikę Twoich wypowiedzi. Masz też jakiś taki "luz" - chyba nie jesteś nadęty, a u wierzącego taka cecha to już bardzo wiele. Gdybyś jeszcze z tą logiką był trochę bardziej konsekwentny...

Aczkolwiek:
Powiedz, czy to prawda, że korzystasz z opcji wyłączania wyświetlania postów niektórych innych forumowiczów? Jeśli tak, to jednak sam widzisz: chcesz racjonalnie rozmawiać z innymi, czy uciekać od rzeczywistości? To tak jak ta panna, co tylko trochę chciała zajśc w ciążę.
18-12-2012 10:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Jeśli to miała być ironia:To oznacza to, że jednak zdajesz
> sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości zarodek, to zasadniczo
> co innego niż człowiek. W takim razie coś jednak do Ciebie dociera
> - a takie wrażenie mam przy niektórych Twoich postach i ocenach.

Zdaje zdaje, dociera również. Tylko chyba w chwilach, gdy sam się zakałapućka (wbija na widelec) i ktoś chce to publicznie pokazać.. robi unik i obraca wszystko w taki lub inny żart (doświadczyłem kilka razy)

> Cenię sobie lapidarność, a niekiedy logikę Twoich wypowiedzi.
> Masz też jakiś taki "luz" - chyba nie jesteś nadęty, a u wierzącego
> taka cecha to już bardzo wiele

Masz rację, nasz kolega bywa czasem nawet sympatyczny

> Gdybyś jeszcze z tą logiką był trochę bardziej konsekwentny...

Chyba zbyt wiele wymagasz
pozdrowienia

---
18-12-2012 14:47 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>Jeśli to miała być ironia:To oznacza to, że jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości zarodek, to zasadniczo co innego niż człowiek.
To już twoja interpretacja, a właściwie nadinterpretacja mojej wypowiedzi

Może niezrozumiale się wyraziłem, ale powiem Ci w zaufaniu że mistrzem pióra to ja nie jestem.

> Aczkolwiek:Powiedz, czy to prawda, że korzystasz z opcji wyłączania wyświetlania postów niektórych innych forumowiczów? Jeśli tak, to jednak sam widzisz: chcesz racjonalnie rozmawiać z innymi, czy uciekać od rzeczywistości? To tak jak ta panna, co tylko trochę chciała zajśc w ciążę.

Nie korzystam z opcji ignoruj.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 13:37 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
Wątpliwości zawsze są i wcale to nie oznacza braku sakrum.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
13-12-2012 13:54 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Wątpliwości zawsze są i wcale to nie oznacza braku sakrum.
Nie, nie oznacza.
Sakrum jest w Twojej głowie.
04-12-2012 20:11 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Często to widać u Ciebie - zakładasz, że racjonalizm jest tylko jednym z wielu
> światopoglądów, niczym szczególnym się nie odróżniającym od światopoglądów
> fideistycznych. Otóż to jest poważny błąd

Przeczytałem cały Twój wpis. Bardzo celne spostrzeżenia, porady i sugestie. To "ostatnio rodzinie powiedziałem, że nie wierzę i poczułem się nareszcie swobodnie" jest po prostu wielkie. Bardzo fajna sprawa to musiała być Byłeś fair względem siebie i wobec nich, to jest naprawdę super.
Myślę że trochę jednak nie doceniasz tu p. Marka.
Piszesz mu językiem który rozumiemy my, racjonaliści. Jeżykiem wątpliwości, dochodzenia przez nie do prawdy racjonalnej i obiektywnej, której konsekwencje można bardziej doświadczyć, a niekoniecznie w nią wierzyć.
Podczas gdy on udowadniał tu przez ostatnie lata, że takiego języka po prostu nie rozumie. Pan Marek swoją prawdę Kościoła i papieży już zna, wiec żeby się czegoś nowego nauczyć - musiałby się po prostu swojego oduczyć a na to liczyć chyba nie ma co.
Druga sprawa - p. Marek chyba nie do końca założył, że "racjonalizm niczym szczególnym się nie odróżnia od światopoglądów fideistycznych"
W jego motto wątku zawarł pewne ziarnko prawdy: zarówno na przedstawicieli światopoglądu fideistycznego, jak i racjonalnego działają te same zasady i reguły psychologiczne: wyparcia, dopasowania światopoglądu do wyznawanej idei itp.
Mechanizmy rzeczywiście muszą być te same, skoro człowiek i jego mózg tu i tu niczym się nie różni. I tu chwilowo sprytny p. Marek ma rację /taka manipulacja, która ma uwiarygodnić wątek/

Według mnie jednak błąd jego rozumowania, ba - całej narracji leży w fakcie, że u nas, racjonalistów grupa, wspólnota raczej dużej roli nie odgrywa. Racjonaliści to tak naprawdę ludzie ze sporym poczuciem własnej indywidualności, często pomiędzy sobą się różniący i spierający a nawet nieraz nielubiący.
Trudno mu zrozumieć że żadna nagląca potrzeba, siła ni magnetyzm nas w czysto plemienny sposób nie łączy; definiuje nas pod wspólną nazwą to tylko, że chcemy wątpić, sprawdzać, doświadczać i nieustannie kwestionować aby się uczyć i wciąż rozwijać. A czasem wyśmiewć dogmatyczną świętość bez racjonalnych podstaw.
Owszem miło się spotkać na jednej lub drugiej imprezie integracyjnej, ale nie ma typowo plemiennego pędu do zachowania jedności wyznawanych doktryn, nie ma kar za odstępstwa, nie ma nagród (raj) i nie ma frustracji i lęków przed utratą członka lub członków.

My nie jesteśmy małą "łódeczką na zburzonych falach oceanu" jak to się p. Markowi zdaje, to jest swoisty błąd pre-trans którego prozaicznie nie zauważa.

Przeczytałem sobie jego odpowiedź Tobie niżej i znów to samo: degenerowanie racjonalistów do zabijania kogoś lub czegoś, jakby "Boga w sercu nie mieli" (a jakby między wierszami: przyłącz sie do nas, to Go z pewnością poznasz)
Mamy, mamy p. Marku!
To pan nie docenia tych cząstek człowieczeństwa, które nieraz nadają pewien metafizyczny wymiar naszemu życiu.. tyle, że to wszystko jest cały czas ludzkie, my nie potrzebujemy tego projektować na KOGOŚ ani nic, żadnych zasad, nakazów ni zakazów od tego "wyższego" kogoś nie kodyfikujemy.
Nam wystarczy być Człowiekiem z całym tym skomplikowaniem, które to niesie.

Przepraszam za wtrącenia ad hoc w kierunku p. Marka w odpowiedzi na Twój post i pozdrawiam
szuro (1757 punktów)

>Bez wątpienia taki psychologiczny mechanizm istnieje, przy czym działa on w przypadku każdego światopoglądu.
Nie tylko w przypadku każdego światopoglądu ale w każdym przypadku kiedy występują dwa elementy poznawcze które są wobec siebie niespójne. Nazywa się do dysonansem poznawczym.

>Rozważmy przykładowo światopogląd propagowany na tym portalu i weźmy pod uwagę jakąś niewielką, zwartą grupę osób, które ten światopogląd podzielają, niech to będzie np. wrocławski oddział PSR. Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać.

Widzi Pan - w przypadku racjonalistów, którzy podzielają pogląd tutaj propagowany to raczej ostracyzm spowodowałby dysonans poznawczy, a jego redukcja działałaby raczej w kierunku akceptacji innego światopoglądu. Wynika to w prosty sposób z tego, że duża część racjonalistów jako cechę pożądaną uznaje tolerancję dla innych poglądów, a więc niespójność z tą postawą musi być redukowana, a nie odwrotnie.

>Lęk przed odrzuceniem przez swoje najbliższe otoczenie, przed utratą dotychczasowych przyjaciół i znajomych mógłby być wystarczającym mechanizmem "wypierającym" wszystko to, co mogłoby skłaniać do przejścia na katolicyzm.
Tutaj zgoda - motywacją ludzi może być osiągnięcie czegoś lub uniknięcie nieprzyjemności. Więc rzeczywiście mogłoby się zdarzyć tak, że ktoś będzie unikał zmiany poglądu w związku z utratą jakiś korzyści. Tylko pytanie, czy w związku z tym, co napisałem powyżej rzeczywiście lęk przed taką sytuacją byłby uzasadniony.

>Osoby, u których taki mechanizm działa, nie będą dopuszczały do swojej świadomości pewnych faktów oraz będą wypierały ze świadomości pewne myśli, które budzą niepokój.

Panie Marku to raczej generalna zasada. Człowiek dąży do spójności, a zdanie zmienia pod wpływem wielu czynników. Im głębiej zakorzeniona w osobowości myśl tym o zmianę trudniej. Aczkolwiek jeżeli za podstawę swojego światopoglądu uznaje się tolerancję, to wszystkie mechanizmy psychologiczne będą wspierały tolerancję. Jeżeli natomiast za podstawę światopoglądową przyjmuję się fakt, że na pewno ma się rację, to z automatu tenże będzie wspierany. Poza tym wyparcie jest tylko jednym ze sposobów likwidacji dysonansu.

>Ale istnieją także psychologiczne mechanizmy ułatwiające zmianę światopoglądu, na przykład:
Mechanizmy ułatwiające zmianę światopoglądu mogą się pojawić tylko wtedy, jeżeli uznaje Pan często zmianę światopoglądu za coś bardzo ważnego.
Zasadniczo ludzka psychika broni się przed niespójnościami i zmianami w sposób naturalny. Ba - nawet ludzki mózg ma tendencją do okłamywania się, jeżeli może to obronić naszą osobowość.
I teraz jeżeli u podstawy swojego światopoglądu postawi Pan fakt, że wiedza cały czas się zmienia i dlatego trzeba starać się być na bieżąco, to Pana psychika będzie taką postawę wspierać. Jeżeli jako fundament pojawi się stwierdzenie, że "Prawda" jest jedna i uniwersalna, to w tym kierunku będzie działać Pana osobowość. Ale zgadzam się, że w obu przypadkach psychika będzie redukować fakty sprzeczne z tymi postawami.

Oczywiście wszystko, co napisałem wyżej to uproszczenie, bo na osobowość składa się mnóstwo różnych czynników i nawet modelowanie dynamiczne nie bardzo radzi sobie z przewidywaniem zachowań ludzkich.

>Weźmy pod uwagę katolika, który nie miał do końca ugruntowanego światopoglądu, ale jego życie tak się potoczyło, że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję.
Po pierwsze, jeżeli pogląd na aborcję był niesprecyzowany oznacza prawdopodobnie, że nie była ona dla niego ważnym tematem.
Dwa - a jak konkretnie stał się współodpowiedzialny (już nie będę się czepiał samego słowa). Zakładam, że decyzję podjął w sposób świadomy. Jeżeli tak, to znaczy, że ta decyzja będzie zgodna z jego osobowością / światopoglądem.
To co opisuje Pan dalej tzn. możliwość uznania aborcji za dopuszczalną wskutek jej dokonania może się pojawić tylko w przypadku, gdyby ktoś został zmuszony do podjęcia takiej decyzji, a więc dysonans poznawczy nie zostałby u niego zredukowany przed podjęciem decyzji lub ewentualnie po podjęciu decyzji musiałby być wzbudzony na nowo.
Przyznam się szczerze, że trudno mi sobie wyobrazić powyższe sytuacje, ale być może Pana doświadczenie życiowe jest inne.

>Wskutek dokonanego czynu może zatem nastąpić zmiana światopoglądowa (uznanie aborcji za dopuszczalną), która może spowodować lawinę innych zmian światopoglądowych (zanegowanie etyki katolickiej, odrzucenie Kościoła, utrata
Moim zdaniem czyn jest skutkiem, a nie przyczyną. Chyba że mamy do czynienia z sytuacją jak powyżej tzn. człowiek został do czegoś zmuszony, a więc od początku działał wbrew sobie. Poza tym z Pana opisu wynika, że człowiek ten opierał się na etyce katolickiej i jednocześnie nie miał sprecyzowanego zdania na aborcję, co wydaje mi się generalnie dziwne. A żeby być precyzyjnym, takie założenie wydaje mi się wyjątkowo nieprawdopodobne, ponieważ etyka katolicka twierdzi, że każdy kto akceptuję aborcję jest złym człowiekiem, toteż od razu pojawia się dysonans wymagający redukcji.

>Ten mechanizm można by nazwać "dostosowaniem światopoglądu do swoich czynów".
W teorii ten przypadek jest możliwy, ale bardzo mało prawdopodobny. Dużo bardziej prawdopodobny jest natomiast przypadek wzbudzania dysonansu poznawczego u kobiety, która już aborcji dokonała. Jeżeli taka osoba ma nieszczęście znajdować się w środowisku mocno osadzonym w etyce katolickiej, to przecież jest ona uznawana za osobę, która popełniła duży grzech. I taka właśnie osoba jest cały czas bombardowana informacjami, które w skrócie sprowadzają się do - to zła kobieta była. Tutaj jest dopiero problem, który może doprowadzić nawet do zaburzeń psychicznych (bo długotrwały dysonans poznawczy jest szkodliwy. Polecam również teorię ról która w ciekawy sposób tłumaczy do czego mogą prowadzić sprzeczności w sprawowanych społecznie rolach).
03-12-2012 17:50 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Bez wątpienia taki psychologiczny mechanizm istnieje, przy czym działa on w przypadku każdego światopoglądu.
>Nie tylko w przypadku każdego światopoglądu ale w każdym przypadku kiedy występują dwa elementy poznawcze które są wobec siebie niespójne. Nazywa się do dysonansem poznawczym.

Tak, to bardzo trafna uwaga. Każda zmiana poglądu ma swoją "barierę potencjału", której "wysokość" zależy od wagi danego poglądu w strukturze myślenia danego człowieka.

>>Rozważmy przykładowo światopogląd propagowany na tym portalu i weźmy pod uwagę jakąś niewielką, zwartą grupę osób, które ten światopogląd podzielają, niech to będzie np. wrocławski oddział PSR. Załóżmy, że ktoś z tej grupy postanowiłby zostać katolikiem. Można sobie łatwo wyobrazić, z jakim ostracyzmem środowiskowym mógłby się spotkać.
>Widzi Pan - w przypadku racjonalistów którzy podzielają podląd tutaj propoagowany to raczej ostracyzm spowodowałby dysonans poznawczy a jego redukcja działała by raczej w kierunku akceptacji innego światopoglądu. Wynika to w prosty sposób z tego że duża część racjonalistów jako cechę porządaną uznaje tolerancję dla innych poglądów a więc niespójność z tą postawą musi być redukowane a nie odwrotnie.

To jest tylko teoria, a w praktyce obserwowałem tutaj wielokrotnie przypadki słownej agresji "racjonalistów" wobec ludzi o innych poglądach i jednocześnie nie zauważałem, żeby taka słowna agresja wobec "obcego" wywoływała dysonans poznawczy u innych "racjonalistów".

>>Lęk przed odrzuceniem przez swoje najbliższe otoczenie, przed utratą dotychczasowych przyjaciół i znajomych mógłby być wystarczającym mechanizmem "wypierającym" wszystko to, co mogłoby skłaniać do przejścia na katolicyzm.
>Tutaj zgoda - motywacją ludzi może być osiągniećie czegoś lub uniknięcie nieprzyjemności. Więc rzeczywiście mogłoby się zdarzyć tak że ktoś będzie unikał zmiany poglądu w związku z utratą jakiś korzyści.Tylko pytanie czy w związku z tym co napisałem powyżej rzeczywiście lęk przed taką sytuacją byłby uzasadniony.

W sytuacji modelowego racjonalizmu, który Pan założył, taki lęk oczywiście nie byłby uzasadniony.

>>Weźmy pod uwagę katolika, który nie miał do końca ugruntowanego światopoglądu, ale jego życie tak się potoczyło, że stał się odpowiedzialny lub współodpowiedzialny za aborcję.
>Po pierwsze jeżeli pogląd na aborcję byłe niesprecyzowana oznacza prawdopodobnie że nie była ona dla niego ważnym tematem.
>Dwa - a jak konkretnie stał współodpowiedzialny (już nie będę się czepaiał samego słowa). Zakładam że decyzję podjął w sposób świadomy. Jeżeli tak to znaczy że ta decyzja będzie zgodna z jego osobowością / światopoglądem.
>To co opisuje Pan dalej tzn. możliwość uznanania aborcji za dopuszczalną wskutek jej dokonania może się pojawić tylko w przypadku gdyby ktoś został zmuszony do podjęcia takiej decyzji a więc dysonans poznawczy nie zostałby u niego zredukowany przed podjęciem decyzji lub ewentualnie po podjęciu decyzji musiałby być wzbudzony na nowo.
>Przyznam się szczerze że trudno mi sobie wyobrazić powyższe sytuację ale być może Pana doświadczenie życiowe jest inne.

Takich przypadków niestety jest wiele, przy czym "zmuszenie" ma zazwyczaj charakter subiektywnego "zmuszenia przez okoliczności" (np. strach przed pogorszeniem sytuacji życiowej, zawodowej lub materialnej).
03-12-2012 18:56 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To jest tylko teoria,
>a w praktyce obserwowałem tutaj wielokrotnie przypadki słownej agresji "racjonalistów" wobec ludzi o innych poglądach
Tyle tu jestem i nie zauważyłem agresji racjonalistów wobec ludzi posiadających inne poglądy - chyba, że każdą napisaną tu głupotę mielibyśmy uważać za wymagający szacunku pogląd. To całkowita pomyłka.
Postępujemy tu zgodnie z linią portalu, którą należy poznać przed pierwszym ogłoszonym tu przez siebie tekstem, ale Pan zapewne uznał, że to zapoznanie korzyści Panu nie przyniesie: Wszystko mi wolno czytać. Ale nie wszystko przynosi korzyść.

> i jednocześnie nie zauważałem, żeby taka słowna agresja wobec "obcego" wywoływała dysonans poznawczy u innych "racjonalistów".
Zupełnie też nie rozumiem, jaki dysonans poznawczy miałaby wywoływać we mnie jakaś ewidentna prawda. Przecież jak ktoś nazwie bzdurę bzdurą, a głupca głupcem, to właśnie świadczy o jego racjonalnym podejściu, a moje rozumienie rzeczywistości jest zgodne z racjonalizmem, to gdzie tu mógłby się pojawić jakikolwiek dysonans poznawczy.
Znowu chce Pan rozmawiać na temat, o którym nie ma Pan pojęcia.

Miłego dnia.

@@@
.
03-12-2012 20:52 
 Ocena 5 na 5
szuro (1757 punktów)
Panie Marku - dysonans poznawczy to nie teoria, a dowiedziona empirycznie zależność. Nie znam wszystkich osób piszących na tym forum, więc ciężko mi powiedzieć, co u nich może wywołać dysonans poznawczy, a co nie. Niezależnie od tego większość osób, które tu piszą pokazuje postawę tolerancji (oczywiście w mojej ocenie).
Także w przypadku gdyby jakaś osoba z tego środowiska zmieniła swój światopogląd spodziewałbym się raczej umiarkowanej reakcji, a już na pewno nie ostracyzmu.
A jeżeli chodzi o dysonans - skoro się nie pojawia to oznacza to, że w psychice wypowiadającego nie pojawiają się sprzeczne doznania. Jeżeli np. uznaje, że w dyskusji można sobie pozwolić na sporą dozę takiego języka, to i powodu do dysonansu nie ma. Natomiast nie musi mieć to nic wspólnego z tym, jak takie osoby zachowałyby się wobec kogoś, kto zmienił światopogląd

>W sytuacji modelowego racjonalizmu, który Pan założył, taki lęk oczywiście nie byłby uzasadniony.
To rzeczywiście był model powiedzmy doskonały. Cieszę się, że uznaje Pan przynajmniej fakt, że racjonalizm jest u swych podstaw tolerancyjny (no chyba że źle zrozumiałem Pana wypowiedź).
>Takich przypadków niestety jest wiele, przy czym "zmuszenie" ma zazwyczaj charakter subiektywnego "zmuszenia przez okoliczności" (np. strach przed pogorszeniem sytuacji życiowej, zawodowej lub materialnej).
Panie Marku - żeby doszło do zmiany światopoglądu musi dojść do dysonansu poznawczego. To co Pan opisuje np. strach przed pogorszeniem sytuacji życiowej samo w sobie nic z dysonansem poznawczym wspólnego nie ma.
Jest to coś, co może wywoływać emocję, ale żeby wystąpił dysonans to musi jeszcze wystąpić czynnik, który będzie sprzeczny.
Po drugie to co Pan pisze zakłada, że najpierw dokonuje się aborcji, a potem się o tym myśli, co powoduje rezonans i zmianę światopoglądu. Jeżeli zna Pan sytuację, która przebiegła w taki sposób, to bardzo bym prosił o przybliżenie, bo to może być bardzo ciekawe studium przypadku.
A po trzecie jeżeli mówi Pan, że takich przypadków jest niestety wiele, to bardzo bym prosił o jakieś dane mówiące o tym, jakiej skali jest to zjawisko.

Na koniec - być może nie podkreśliłem tego w wystarczającym stopniu - nie istnieją mechanizmy psychologiczne, które wspierałyby zmianę światopoglądu. Psychika człowieka redukuje wszystkie konflikty, które mogą grozić stabilności światopoglądu.

Odpowiedziałem na Pana wątpliwości, w związku z czym bardzo bym Pana prosił o odpowiedź na moje, na które wcześniej Pan nie odpowiedział:

- co z przypadkiem, kiedy u podstawy światopoglądu stoi przekonanie o własnej racji. Zgodnie z zasadami dysonansu każdy fakt wskazujący na to, że dana osoba nie ma racji będzie redukowany, żeby utrzymać przekonanie o własnej nieomylności. Czy uważa Pan, że taki przypadek może zaistnieć?

- czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że ktoś kto opiera swój światopogląd na etyce katolickiej będzie miał raczej wykształcony pogląd w zakresie aborcji?

- co z przypadkiem, kiedy kobieta po aborcji jest elementem ostracyzmów, które uderzają w jej psychikę. Czy to jest dla Pana przypadek, który może zaistnieć?
08-12-2012 16:32 
 0 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>- co z przypadkiem, kiedy u podstawy światopoglądu stoi przekonanie o własnej racji. Zgodnie z zasadami dysonansu każdy fakt wskazujący na to, że dana osoba nie ma racji będzie redukowany, żeby utrzymać przekonanie o własnej nieomylności. Czy uważa Pan, że taki przypadek może zaistnieć?

Może, zwłaszcza w przypadku osoby, dla której prawda nie jest istotną wartością. W dyskusjach z niektórymi "racjonalistami" na tym forum wielokrotnie spotykałem się z tym zjawiskiem.

>- czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że ktoś kto opiera swój światopogląd na etyce katolickiej będzie miał raczej wykształcony pogląd w zakresie aborcji?

To oczywiste - zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest sprzeczne z etyką katolicką.

>- co z przypadkiem, kiedy kobieta po aborcji jest elementem ostracyzmów, które uderzają w jej psychikę. Czy to jest dla Pana przypadek, który może zaistnieć?

Każdy ostracyzm uderza w psychikę. W szczególności ostracyzm wobec mordercy uderza w psychikę mordercy.
Ostracyzm nie jest elementem etyki katolickiej.
12-12-2012 16:39 
 0 na 2
szuro (1757 punktów)
>Może, zwłaszcza w przypadku osoby, dla której prawda nie jest istotną wartością.
>W dyskusjach z niektórymi "racjonalistami" na tym forum wielokrotnie spotykałem się z tym zjawiskiem.
Powiem Panu że przeczytałem sobie to co Pan napisał i przez długi czas nie wiedziałem co Panu odpowiedzieć.
Wydaję mi się że nie za wiele Pan zrozumiał z tego co Panu napisałem w temacie dysonansu poznawczego. Uważam tak ponieważ piszę Pan o prawdzie (przy czym na podstawie Pana postów również z innych wątków zakładam że mówi Pan o prawdzie obiektywnej) tymczasem dysonans poznawczy jest zjawiskiem subiektywnym i zróżnicowanym osobniczo.
Nie ma dla niego absolutnie znaczenia obiektywna prawda (nawet jeżeli istnieje) tylko subiektywne pojmowanie rzeczywistości. Proponuje żeby poczytał Pan sobie trochę literatury z psychologii bo moje tłumaczenia zdają się do Pana nie przemawiać.
A jeżeli chodzi o moje wcześniejsze argumenty chodziło mi głównie o to żeby się Pan zastanowił co będzie łatwiej człowiekowi zmienić - wiarę którą buduję się od wieku 7 lat i która nie opiera się na dowodach bo przecież jest wiarą czy też taki światopogląd który u swojej postawy ma sceptycyzm i podważanie praktycznie wszystkiego.
> Każdy ostracyzm uderza w psychikę. W szczególności ostracyzm wobec mordercy uderza w psychikę mordercy.
No i dokonał Pan uniku więc ja podsumuję za Pana. Wszelkie badania psychologiczne wskazują na to że problemem dla kobiety nie jest sama aborcja a to co dzieje się potem. Kobiety dla których środowiska nie było jakimś problemem że dokonały aborcji nie miały też czegoś co nazywało się "syndromem po aborcyjnym". Tak więc głównym powodem "syndromu po aborcyjnego" jest fanatyzm otoczenia. Tylko przecież żeby uznać te wyniki badań musiałby Pan przyjąć że stanowisko kościoła w tej sprawie ma też negatywne konsekwencje a z poprzednich Pana wypowiedzi wnoszę że uznaje Pan całkowity autorytet kościoła.
>To oczywiste - zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest sprzeczne z etyką katolicką.
Dla Pana to ,mam wrażenie, że wszystko jest oczywiste. Temat aborcji dotyka jednej z bardziej intymnych sfer człowieka (oczywiście moim zdaniem). Dodatkowo dotyka różnych sfer życia człowieka - świadomego rodzicielstwa, życia społecznego, prawa. Już samo to moim zdaniem powoduje że jest dość rozległy i skomplikowany. Podejrzewam natomiast że dla Pana wszystko jest jasne bo kościół opowiedział się przeciw .Jestem ciekaw czy w związku z tym akceptuje Pan fakt że stanowisko instytucji w którą Pan wierzy opiera się na interpretacji księgi napisanej kilka tysięcy lat temu.
>Ostracyzm nie jest elementem etyki katolickiej.
Owszem jest. Chociażby wykluczenie wyżej wymienionych kobiet które dokonały aborcji.
13-12-2012 12:19 
 Ocena 2 na 2
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>- co z przypadkiem, kiedy u podstawy światopoglądu stoi przekonanie o własnej racji. Zgodnie z zasadami dysonansu każdy fakt wskazujący na to, że dana osoba nie ma racji będzie redukowany, żeby utrzymać przekonanie o własnej nieomylności. Czy uważa Pan, że taki przypadek może zaistnieć?

>>Może, zwłaszcza w przypadku osoby, dla której prawda nie jest istotną wartością. W dyskusjach z niektórymi "racjonalistami" na tym forum wielokrotnie spotykałem się z tym zjawiskiem.

>Wydaję mi się że nie za wiele Pan zrozumiał z tego co Panu napisałem w temacie dysonansu poznawczego. Uważam tak ponieważ piszę Pan o prawdzie (przy czym na podstawie Pana postów również z innych wątków zakładam że mówi Pan o prawdzie obiektywnej) tymczasem dysonans poznawczy jest zjawiskiem subiektywnym i zróżnicowanym osobniczo.
>Nie ma dla niego absolutnie znaczenia obiektywna prawda (nawet jeżeli istnieje) tylko subiektywne pojmowanie rzeczywistości.

Wydaje mi się, że nie zrozumiał Pan tego, co napisałem, więc powtarzam przy użyciu innych sformułowań: Naginanie faktów do własnego światopoglądu jest na ogół silniejsze u osoby, dla której prawda nie jest istotną wartością.

>>Ostracyzm nie jest elementem etyki katolickiej.
>Owszem jest.
Nie, nie jest. Elementem etyki katolickiej jest oddzielenie zła od osoby, która się zła dopuściła: zło pozostaje złem, a osobę, która się zła dopuściła, należy otoczyć miłością i pomóc w nawróceniu.
13-12-2012 22:09 
 Ocena 2 na 2
szuro (1757 punktów)

>Wydaje mi się, że nie zrozumiał Pan tego, co napisałem, więc powtarzam przy użyciu innych sformułowań: Naginanie faktów do własnego światopoglądu jest na ogół silniejsze u osoby, dla której prawda nie jest istotną wartością.

Po pierwsza co to konkretnie znaczy prawda. Jeżeli ma Pan na myśli prawdomówność i uczciwość to ta jest naturalna dla każdego człowieka żyjącego w grupie.
Jeżeli chodzi Panu o zgodność światopoglądu z faktami to również jest to uniwersalna dla naszego gatunku cecha. To tylko interpretację się różnią.
Tak więc prosiłbym najpierw o zdefiniowanie jaką prawdę ma Pan na myśli żeby można było odnieść to do dysonansu poznawczego.
Naginanie interpretacji faktów do własnego światopoglądu jest właśnie elementem redukcji dysonansu i robi to każdy(żeby była jasność zarówno Pan jak i ja)
To też powtórze jeszcze raz - jeżeli ma Pan na myśli dążenie do obiektywnej prawdy to akurat to żadnego znaczenia tutaj nie ma

>Nie, nie jest. Elementem etyki katolickiej jest oddzielenie zła od osoby, która się zła dopuściła: zło pozostaje złem, a osobę, która się zła dopuściła, należy otoczyć miłością i pomóc w nawróceniu.
I wszystko jasne. Czyli dane dotyczące depresji wywołanych przez presję otoczenia na osobę grzeszną (taką która dokonała aborcji) są albo sfałszowane albo wzięte z kapelusza. Proponuje zakończyć ten temat jako daleki od wątku pierwotnego.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Naginanie faktów do własnego światopoglądu jest na ogół silniejsze u osoby, dla której prawda nie jest istotną wartością.
>Po pierwsza co to konkretnie znaczy prawda. Jeżeli ma Pan na myśli prawdomówność i uczciwość to ta jest naturalna dla każdego człowieka żyjącego w grupie.
>Jeżeli chodzi Panu o zgodność światopoglądu z faktami to również jest to uniwersalna dla naszego gatunku cecha. To tylko interpretację się różnią.
>Tak więc prosiłbym najpierw o zdefiniowanie jaką prawdę ma Pan na myśli żeby można było odnieść to do dysonansu poznawczego.

Mam na myśli przede wszystkim klasyczną koncepcję prawdy. Ale to, co napisałem, ma zastosowanie do różnych, częściowo pokrywających się kategorii osób:
1) do tych, którzy zaprzeczają obiektywności prawdy,
2) do tych, którzy kwestionują poznawalność prawdy,
3) do tych, którzy nie uważają dążenia do prawdy lub mówienia prawdy za istotną wartość moralną.

>Naginanie interpretacji faktów do własnego światopoglądu jest właśnie elementem redukcji dysonansu i robi to każdy(żeby była jasność zarówno Pan jak i ja)

Tak, całkowicie się z tym zgadzam! Twierdzę jedynie, że naginanie interpretacji faktów do własnego światopoglądu jest silniejsze u osób, które opisałem powyżej. Natomiast osoba, dla której prawda jest istotną wartością, będzie dążyła do redukcji dysonansu poznawczego raczej poprzez modyfikację swojego światopoglądu.
17-12-2012 13:18 
 Ocena 1 na 1
szuro (1757 punktów)
>Twierdzę jedynie, że naginanie interpretacji faktów do własnego światopoglądu jest silniejsze u osób, które opisałem powyżej. Natomiast osoba, dla której prawda jest istotną wartością, będzie dążyła do redukcji dysonansu poznawczego raczej poprzez modyfikację swojego światopoglądu.

To jak bardzo człowiek nagina interpretacje faktów do własnego światopoglądu zależne jest przede wszystkim od siły przekonania, poglądu czy wiary która jest podważana. To znaczy zaangażowany katolik będzie bardziej naginał fakty niż nie zaangażowany ponieważ ten drugi przykłada do nich emocjonalnie mniejszą wagę.
Tak samo zaangażowany racjonalista będzie bronił swojego światopoglądu bardziej zaciekle.

Jeżeli chce Pan rozważać wpływ podejścia do prawdy na redukcję dysonansu poznawczego to musi Pan rozbić to poszukiwanie na mniejsze elementy tworzące ludzką psyche i wtedy możemy rozważać taki wpływ.

Moim skromnym zdaniem sceptycyzm wpisany w osobowość prowadzi w efekcie do tego że łatwiej jest doprowadzić do zmiany zdania ponieważ u podstaw osobowości leży brak pewności co do własnej racji (a więc mogę się mylić).
Oczywiście pamiętając przy tym że nadal działają wszystkie mechanizmy obrony spójności tak więc łatwiej nie oznacza wcale łatwo.
04-12-2012 01:35
 Ocena 12 na 14
Ignorancja (4718 punktów)
Osoby, u których taki mechanizm działa, nie będą dopuszczały do swojej świadomości pewnych faktów oraz będą wypierały ze świadomości pewne myśli, które budzą niepokój. (wybitność forumowa, czyli pan Bielecki w poście inicjującym)

Pod spodem zebranie chronologiczne kilku wyimków z dyskusji.

a)Jacek Głodzik przedstawia w poście (01.12.12 z godz. 23:26) fragment wywiadu z prof. Lwem Starowiczem, a w nim m.in. to:
- Rzadko, ale się zdarzają. Rygorystyczne wychowanie religijne wciąż pokutuje. Wychowanie, w którym seks jest traktowany jako grzech szczególny, a szóste przykazanie "nie cudzołóż" okazuje się najważniejsze z całego dekalogu, powoduje obsesyjną walkę z własną seksualnością, z "pokusami". To rodzi zahamowania w życiu seksualnym i to nie jest problem wydumany, choć na pewno mniej powszechny niż dziesięciolecia temu. Szacuje się, że kobiety z pochwicą - czyli ze skurczem pochwy uniemożliwiającym odbycie stosunku - stanowią ok. 2 proc. populacji.

b)02.12.12 o godz. 8:34 Jacek Głodzik dopisuje słowa prof. Starowicza, jakie padły w Radio ZET:
"przecież taki człowiek zachoruje! No chyba że ma z natury mały temperament (niskie libido) ale ludzie są przecież różni"
c) Pan Bielecki potem wykrztusza z siebie, co następuje:
O tym, czy coś jest szkodliwe dla zdrowia, decydują przedstawiciele nauk medycznych, a nie pacjenci... (02.12.12 godz. 14:17)

Wyborne. Czy mamy rozumieć, że prof. Lew Starowicz nie jest przedstawicielem nauki z dziedziny nauk medycznych? Jest seksuologiem podobno.
Może to nieco pomoże naszemu beniaminkowi Bieleckiemu:
www.wydawn(*)nauk_dyd/978-83-7597-179-8.htm

d)potem już do Jacka Głodzika pisze nasz drogi Bielecki tak:
Najpierw argumenty na rzecz danej tezy powinien przedstawić ten, kto uważa ją za prawdziwą. Wątpię, żeby prof. Starowicz prezentował pogląd, iż wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia. W polecanym przez Pana wywiadzie nie ma takiej tezy. Fragment wywiadu radiowego, wyrwany z kontekstu, to trochę za mało.
Dla mnie ta teza jest dziwaczna - nie spotkałem się z nią wcześniej.
(02.12.12 19:14)

Hm...Czyżby pochwica przywołana przez prof. w kontekście tematu, jakiemu był poświęcony cały wywiad nie przekonywała pana Mareczka? A może nie przeczytał całości artykułu?
Ja mam dla pana Mareczka propozycję. Skoro tak nikomu nie wierzy niech zrobi na sobie pewien eksperyment. Proponuję, aby pan Mareczek zakupił testosteron w zastrzyku i go sobie zaaplikował. A potem niech nam opisze, co się z nim działo. Acha. Tylko niech pan Mareczek nie wykonuje przy tym nadmiernych wysiłków, typu: intensywny trening na siłowni, czy inna wspinaczka wysokogórska. No i oczywiście niech dochowuje czystości. Żadnego bara-bara. Żadnego panie Mareczku (samogwałtu też nie). Poprosimy potem o pański raport, jak się pan czuł, w skali od 1 do 10 może nam pan określić poziom frustracji każdego dnia, etc. Nastepnie bardzo proszę po eksperymencie pomyśleć (o ile nie przekroczy to pana Mareczka zdolności), w co przerodzą się frustracje trwające miesiącami, a czasami laty całymi...

A teraz inny przykład.

a)Post 02.12. 1212 godz. 14:04
Pan M. Bieliecki podaje przykład (podług niego głośny) nawrócenia niejakiego Antony Flew.

b)Tego dnia o godz. 14:41, Darkside podaje, co następuje:
ryuuk.salo(*)tnieje-czyli-anatomia-klamstwa

Czekam na mechanizmy obronne. Podpowiem, że przemilczenie też może być skuteczne.


c)Po czym o godz. 14:59 w odniesieniu do chybionego przykładu z A. Flew'em (a w odpowiedzi do Darkside'a) pan Bieliecki pisze:
Tak, tak, kiedy ateista się nawraca, to na pewno jest fałszerstwo i spisek... "Wyparcie"?...

d)Cóż, ja nie wiem, czy w przypadku Bieleckiego można mówić o wyparciu, czy raczej (i ja się do tego zdania przychylam) bardziej poprawnie zdiagnozował zachowanie tego pana o 19:36 rzeczonego dnia kolega Nietsche:

I co Bielecki, znowu posługujesz się manipulacją.
There is a God: How the World's Most Notorious Atheist Changed His Mind został napisany przez chrześcijańskiego autora Roy Varghese. Ten też fakt ten potwierdził. Oficyna wydawnicza ( HarperCollins)przyznała nawet że tekst został poprawiony i rozszerzony przez anglikańskiego pastora Bob Hostetler. Antony Flew dał tylko nazwisko.
Ale co to ma za znaczenie dla kogoś kto jest przekonany że ewangelie zostały napisane przez apostołów.


I to w zasadzie z mojej strony tylko tyle, jako podsumowanie tej degrengolady, którą uprawia nam tu nieustannie pan Mareczek, a zwie szumnie dyskusją.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
04-12-2012 01:52 
 Ocena 1 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Krótko mówiąc, trzeba przyznać, że wiara religijna jest niebezpiecznym narkotykiem mentalnym, który wykoleja etycznie.
05-12-2012 10:32 
 Ocena 3 na 5
Jacek Głodzik (35558 punktów)
I pomyśleć Jacek, że wszystko wzięło się z Twojego wpisu 26-11-2012 10:51
"(..) Moim zdaniem przejście na katolicyzm Edyty Stein było nieprzyzwoite, bo powinna była wiedzieć, ile złego Żydom zrobili od zarania chrześcijanie i że wypływało to i wypływa z ich religii"
Po Twoim spostrzeżeniu nieopatrznie zaproponowałem p. Markowi jako pewien krok gimnastykę z prof. Polakiem (dawniej ks. prof. Węcławskim) w kontekście E. Stein:
Cytat:
(..) Spór o Jezusa jest jedynie jednym z wielu przykładów takiego odchodzenia od realności wewnątrz religijnych obrazów świata, , co więcej, jest to przykład procesów, które można na dużą skalę obserwować także poza obszarem religijności - wszędzie tam, gdzie świadome lub nieświadome zafałszowanie broni czyjejś własnej tożsamości, uznawanej tym samym za coś ważniejszego niż realność, z którą tożsamość ta miałaby się konfrontować.(..) Akcentowanie, że teologia na jej dotychczasowym - koncepcyjnym - poziomie jest najlepszą metodą dotarcia do historii (jak to przedstawia Józef Ratzinger w cytowanym wstępie do "Jezusa z Nazaretu") jest brnięciem w ślepą uliczkę przeczenia realności, która sama z siebie prosi się o rozbiór narzędziami psychologii i socjologii.(..) Psychologia i socjologia religii opisała i opisuje mechanizmy, które tu działają. Są to opisy formułowane w różnych perspektywach badawczych: od psychologii behawioralnej i kognitywnej po psychoanalizę i psychologię głębi"
Tomasz Polak
Spór o Jezusa. Spór o realność
Mea culpa, uderz w stół, a nożyce się odezwą..
Jednak jakiś z tego pożytek płynie: pan Marek już używa terminu "wyparcie" a może go nawet rozumie. Jednak chyba prawidłowa adresacja to jeszcze dla niego za wcześnie.
Za ten kolejny krok trzymajmy kciuki
miłego dnia
05-12-2012 11:08 
 Ocena 2 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jestem niemal przekonany, że na tym etapie swojego życia intelektualnego Bielecki wdrukował sobie hasło: "Im bardziej coś przeczy mojej wierze, tym bardziej ta wiara jest prawdziwa". Bielecki uważa, że zmaga się z szatanem na tym forum, umacnia się, oczka mu płoną od narkotycznego szczęścia i zapału. Nie wiem, czy będzie jakiś następny etap w jego życiu intelektualnym. Wirus chrześcijaństwa ma znakomite mechanizmy infekcji i obrony przed leczeniem.
05-12-2012 11:44 
 0 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
W mojej opinii leczyć go, ni ateizować nie należy, choć wykluczać rozmowy też nie - słusznie robią Moderatorzy pozwalajac mu tu uprawiać swoją radosną twórczość.
Pomyśleć, że tacy ludzie jak on płacą ciężkie pieniądze za powrót do realu.. jeśli chcą.

> Nie wiem, czy będzie jakiś następny etap w jego życiu intelektualnym

I to jest właśnie w tym najsmutniesze, gorzej że nie tylko intelektualnym.
Nie mniej każdy z dorosłych ludzi sam odpowiada za siebie i sam ponosi konsekwencje swoich decyzji.
Jeśli Marek odrzuca wyciągniętą rękę (a robi to, z tego co widzę codzinnie) - jego biznes.
łącząc pozdrowienia
08-12-2012 09:02 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Jestem niemal przekonany, że na tym etapie swojego życia intelektualnego Bielecki wdrukował sobie hasło: "Im bardziej coś przeczy mojej wierze, tym bardziej ta wiara jest prawdziwa".<
Ale to też nie jest oryginalna myśl Bieleckiego. Skradł ją od Tertuliana.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>O tym, czy coś jest szkodliwe dla zdrowia, decydują przedstawiciele nauk medycznych, a nie pacjenci... (02.12.12 godz. 14:17)Wyborne. Czy mamy rozumieć, że prof. Lew Starowicz nie jest przedstawicielem nauki z dziedziny nauk medycznych?

Odniosłem się tam do Drewermanna, a nie Starowicza: www.racjonalista.pl/forum.php/s,533518#w533707 - manipulujesz, więc nie warto z Tobą rozmawiać.
08-12-2012 04:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>O tym, czy coś jest szkodliwe dla zdrowia, decydują przedstawiciele
>> nauk medycznych, a nie pacjenci... (02.12.12 godz. 14:17)
Wyborne.
>> Czy mamy rozumieć, że prof. Lew Starowicz nie jest przedstawicielem
>> nauki z dziedziny nauk medycznych?
> Odniosłem się tam do Drewermanna, a nie Starowicza:
> www.racjonalista.pl/forum.php/s,533518#w533707 - manipulujesz,
> więc nie warto z Tobą rozmawiać.

Zgadza się panie Marku, odniósł się pan do Drewmana. Tyle że prof. Lew Starowicz utrzymuje do niego całkiem podobne pogląd, pomimo że w cytatach które wszyscy przytoczyliśmy akurat nie odnosi się bezpośrednio do kleru.
Jednak, czy zgodnie z zasadą logiki możemy w sposób uprawniony przypuszczać, że w klerze zjawiska będą podobne (np. nerwica eklezjogenna)?
Możemy, chyba że dopuścić inny pogląd iż księża, ojcowie i zakonnicy są ulepieni z innej gliny, ich reguły zdrowia psychicznego omijają, a tu się pan chyba zgodzi, że jest to pogląd raczej nierozsądny.

Pana zdanie "O tym, czy coś jest szkodliwe dla zdrowia, decydują przedstawiciele nauk medycznych, a nie pacjenci" jest bardzo celne i b. mi się podoba.

Na marginesie: piątek, 7 Grudnia 2012 22:31 Czytelnik 'Marek Bielecki' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Zmiana światopoglądu - dwa aspekty psychologiczne' (..)

Chętnie zaznajomię sie z pana odpowiedziami na tezy zawarte w moich postach (również te skierowane do pana parę dni temu bezpośrednio) Wydaje mi się jednak, że klikanie w plusiki i minusiki jest chyba taką trochę drogą na skróty.. "zawróćcie z tej drogi, p. Marku"
miłego dnia

---
08-12-2012 16:44 
 Ocena-1 na 3
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Panie Jacku, stwierdzenie: "wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia" (z którym najwyraźniej się Pan zgadza) wydaje mi się jakimś śmiesznym zabobonem i nie sądzę, żeby stwierdzenie to miało oparcie w poważnych pracach naukowych. Jeśli jest inaczej - proszę o linki.
Nerwice takie czy inne zdarzają się w każdej grupie społecznej.
Minusy dostał Pan ode mnie tam, gdzie brzydko plotkował Pan na mój temat za moimi plecami - trudno żebym wchodził w polemikę z tym, co przypadkowo usłyszałem pod drzwiami magla...
08-12-2012 17:41 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>stwierdzenie: "wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia" wydaje mi się jakimś śmiesznym zabobonem i nie sądzę, żeby stwierdzenie to miało oparcie w poważnych pracach naukowych.
A jakie poważne prace naukowe na ten temat są Panu znane?

>Jeśli jest inaczej - proszę o linki.
Wielce Szanowny Panie intelektualisto. Internet to śmietnik - w Polsce zalany głównie katolickim śmieciem. Można tu oczywiście znaleźć również prawdziwe perły intelektu oraz rzeczy poważne, ale żaden poważny inteligent nie opiera na nim swojej wiedzy, a co najwyżej ją uzupełnia. Podstawą wiedzy są naukowe publikacje zawarte w książkach.

>Nerwice takie czy inne zdarzają się w każdej grupie społecznej.
Takie, czy inne? Nerwice mają swoje genezy, czy ich nie mają? Znowu zabiera Pan głos w sprawach, o których nie ma Pan zielonego pojęcia.

Każde zwierzę, a człowiek jest zwierzęciem, ma dwie najważniejsze potrzeby: zachowanie własnego życia i zachowanie gatunku, wszystkie niedobory i patologie w tym zakresie odgrywają potężną rolę. Człowiek ma rozbudowaną psychikę, a więc mocno odbijają się na jego psychice. Stan wstrzemięźliwości seksualnej jest stanem patologicznym, wbrew naturze. Natomiast homoseksualizm tak potępiany przez Pańską religię jest stanem zgodnym z naturą (i jego dyskryminowanie jest krytyką samego Boga, który zgodnie z własną wolą homoseksualistów stworzył). Jedyną obroną Pańskiego stanowiska jest tylko to, że stworzył także głupców, a stworzył ich w takim nadmiarze, że nawet jego kapłanami zostają.

@@@
.
08-12-2012 18:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Tak, zgadzam sie ze stwierdzeniem że "dłuższa wstrzemięźliwość seksualna jest szkodliwa dla zdrowia, szczególnie w sytuacji posiadania młodej, atrakcyjnej i zakochanej w nas partnerki z którą chce się być za dnia / a szeptem podpowiem, że i czasem w nocy.. tylko o tym sza!!/"
Panie Marku, dostał pan już wystarczająco dużo sygnałów (cytatów z wiki i wywiadów z prof. Starowiczem) aby tematem się zainteresować samemu.
Teza jest jak najbardziej sluszna i w wielu miejscach publikowana. Gdybym nawet posłał panu stosy książek i linków to i tak pana nie przekonam, szczerze mówiąc nie mam na to najmniejszej ochoty.
Ale otuchy panu dodaję i na tym kończę.

>Nerwice takie czy inne zdarzają się w każdej grupie społecznej.

Oczywiscie. I są też ich konkretne powody. Gdyby nie było konkretnych powodów, to i terapię organizować byłoby niezwykle trudno, albo sprowadzałaby się tylko do środków psychotropowych (leczenie objawowe)

> Minusy dostał Pan ode mnie tam, gdzie brzydko plotkował
> Pan na mój temat za moimi plecami - trudno żebym wchodził w
> polemikę z tym, co przypadkowo usłyszałem pod drzwiami magla...

Nie no, tu wchodzić w polemikę byłoby faktycznie głupio, mogłoby się okazać.. że jest pan na swoim punkcie troszku przerważliwiony
łącząc pozdrowienia

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365