Racjonalista - Strona głównaDo treści
Rozbieranie teizmu.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
09-09-2014 11:45ślusarski (750 punktów)Rozbieranie teizmu.
Na Racjonaliście pojawia się coraz więcej rozmówców o poglądach teistycznych oraz głęboko wierzących. Jako agnostyk chciałbym, żeby te osoby rzuciły więcej światła na swój teizm i wytłumaczyły mi, na czym on polega. Oczywiście znam te zagadnienia z katechezy i ambony, lecz chciałbym je poznać dogłębnie, nie opisowo. Dzisiejsza świadomość społeczna jest w dużej mierze naukowa, niż wyznaczana przez dogmat kościoła. Więc chciałbym żeby na naukowej płaszczyźnie wytłumaczono mi o istocie rzeczy, w szczególności dotyczącej bytu duchowego, boskiego, astralnego, duszy. Jak one maja się do materii i czym w istocie są?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Wenancjusz (16441 punktów)
Dzisiejsza świadomość społeczna jest w dużej mierze
>naukowa, niż wyznaczana przez dogmat kościoła. Więc chciałbym żeby na naukowej płaszczyźnie
>wytłumaczono mi o istocie rzeczy, w szczególności dotyczącej bytu duchowego, boskiego, astralnego,
>duszy. Jak one maja się do materii i czym w istocie są?
>

Dołączam się przy okazji. Może w końcu dowiem się jaki wpływ ma coś niematerialnego (czyli nic) na materię i czy mogę takie doświadczenie zrobić w moim warsztaciku. Jeśli mi się powiedzie to wracam do religii i będę zatwardziałym teistą. Poza tym stawiam takiemu piwo przez cały rok z wdzięczności. Przysięgam na Zeusa.

Ich bin besser als mein Ruf
gostyx (347 punktów)
>Dołączam się przy okazji. Może w końcu dowiem się jaki wpływ ma coś niematerialnego (czyli nic) na materię i czy mogę takie doświadczenie zrobić w moim warsztaciku. Jeśli mi się powiedzie to wracam do religii i będę zatwardziałym teistą. Poza tym stawiam takiemu piwo przez cały rok z wdzięczności. Przysięgam na Zeusa.

Zaprawdę - już spieszę udowodnić, ze coś niematerialnego (energia - żadne "nic") wpływa na materię:

pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_fotoelektryczny

Klnę się na Odyna!

Wygrałemże to piwo?


True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
Wenancjusz (16441 punktów)
>>Dołączam się przy okazji. Może w końcu dowiem się jaki wpływ ma coś niematerialnego (czyli nic) na materię i czy mogę takie doświadczenie zrobić w moim warsztaciku. Jeśli mi się powiedzie to wracam do religii i będę zatwardziałym teistą. Poza tym stawiam takiemu piwo przez cały rok z wdzięczności. Przysięgam na Zeusa.
>Zaprawdę - już spieszę udowodnić, ze coś niematerialnego (energia - żadne "nic") wpływa na materię:
>pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_fotoelektryczny
>Klnę się na Odyna!
>Wygrałemże to piwo?

Niestety. Energia to nie jest "nic". Energia jest równoważna materii (choć jej "nie widać") co ujawnił nam Einstein. Znaczy to, że w pewnych określonych sytuacjach może się przeistaczać w materię (w teoretycznych rozważaniach). Pole magnetyczne magnesu jest związane jest np. specyfiką materii, tak jak grawitacja, której też nie widać ale działa, co doświadczył w anegdocie Newton. Ale to nie jest coś co absolutnie nie podlega prawom fizyki, a wręcz tym prawom zaprzecza. Dlatego chcę się dowiedzieć co to takiego. Nie uznaję odpowiedzi za zadowalającą, wybacz. A piwo mogę zawsze postawić przy każdym spotkaniu. Pozdrawiam.

>
True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.

>It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
> Axel D. Becke


Ich bin besser als mein Ruf
gostyx (347 punktów)
>>Zaprawdę - już spieszę udowodnić, ze coś niematerialnego (energia - żadne "nic") wpływa na materię:
>Niestety. Energia to nie jest "nic".
No też właśnie o tym mówię - mnie chodziło o to, że energia jest niematerialna, a nie jest niczym, bo postawiłeś znak równości: coś niematerialnego = nic.

>Energia jest równoważna materii (choć jej "nie widać") co ujawnił nam Einstein. Znaczy to, że w pewnych określonych sytuacjach może się przeistaczać w materię (w teoretycznych rozważaniach).
Ba, w praktycznych również, co udowodniły choćby Hiroszima i Nagasaki. No, może w odwrotnym kierunku

Jednak nadal się nie rozumiemy. "M" w równaniu E=mc2 nie jest równoznaczne z materią, tylko masą. A masa to współczynnik bezwładności, czyli mówiąc krótko, a nieprecyzyjnie, miara tego, jak trudno coś zatrzymać lub poruszyć (zmienić stan). A to tak naprawdę zupełnie różne rzeczy - materia charakteryzuje się masą. Dużo materii = dużo bezwładności = dużo masy. Ale masa to nie materia.

Energia z kolei zaś to abstrakcyjna miara "zdolności do wykonywania pracy" - tak definiuje ją fizyka. "Zdolność do czegoś" jest tworem abstrakcyjnym i z gruntu niematerialnym.
Równanie E=mc2 mówi nam zatem, że masa to swego rodzaju "skondensowana energia" nie zaś, że energia to materia.

>Pole magnetyczne magnesu jest związane jest np. specyfiką materii,
Ale energia tego pola jest niematerialna.

>tak jak grawitacja, której też nie widać ale działa, co doświadczył w anegdocie Newton.
Ale siła grawitacji też jest niematerialna.

>Ale to nie jest coś co absolutnie nie podlega prawom fizyki, a wręcz tym prawom zaprzecza. >Dlatego chcę się dowiedzieć co to takiego. Nie uznaję odpowiedzi za zadowalającą, wybacz.
Wybacz, ale tym razem ja nie rozumiem. Pragnąłeś dowiedzieć się, "jaki wpływ ma coś niematerialnego na materię" i "czy możesz zrobić takie doświadczenie w swoim warsztaciku". Podałem Ci przykład, doświadczenie możesz powtórzyć - skąd zatem teraz pojawia się wymóg, aby takie coś przeczyło jeszcze prawom fizyki? Może to jakieś Twoje niemo dorozumiane założenie, ale nic nie wskazywało na coś takiego..

>Pozdrawiam.
Ja również.

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
ślusarski (750 punktów)

>Może w końcu dowiem się jaki wpływ ma coś niematerialnego (czyli nic) na materię i czy mogę takie doświadczenie zrobić w moim warsztaciku. Jeśli mi się powiedzie to wracam do religii i będę zatwardziałym teistą. Poza tym stawiam takiemu piwo przez cały rok z wdzięczności. Przysięgam na Zeusa.
>
Ich bin besser als mein Ruf


Dokładnie o to samo mi chodzi, jednak od razu nie wykluczałbym niematerialności, bo być może jakaś niematerialność istnieje. Ileż to znamy faktów z historii nauki, że istnieją zjawiska na świecie, o których się w owych czasach nawet nie śniło. Na przykład fala elektromagnetyczna. Dlatego będę się wypytywać teistów, żeby precyzyjnie wyjaśnili mi, nieświadomemu, te ezoteryczne zjawiska, które dla wielu są zrozumiałe i naturalne.
Ja również takiemu postawię piwo i chwalić będę po wszystkich odpustach. Jednak na Zeusa nie przysięgnę, tylko Herę. Chodzi przecież o parytet. Ale nie tylko, bo jak Ty, mógłbym nad nią w warsztaciku doświadczenia czynić.
Jacholek (5699 punktów)
>
Lepiej nie rozbierać bo "król jest nagi". Przykładem recenzja książki Horodeńskiego pt Śledztwo w sprawie Pana Boga na Frondzie kończąca się hasłem "Na pohybel ateistom". I można z takimi ludźmi dyskutować na temat teizmu itp ? www.fronda(*)ateistom-na-pohybel,36356.html
10-09-2014 19:47 
 Ocena 1 na 1
ślusarski (750 punktów)
>Lepiej nie rozbierać bo "król jest nagi".

Racja, bo skończyć się może, jak u Indian, którzy traktowali białych najeźdźców, jak bogów. Kiedy odkryli, że ci bogowie robią kupy, jak oni, stwierdzili, iż są ludźmi. Identycznie może być w przypadku rozbierania teizmu, jako jedno wielkie g! Ale niech teiści mnie przekonają, że jest inaczej.
09-09-2014 14:06
 Ocena 10 na 10
KORUND (4922 punktów)
>Więc chciałbym żeby na naukowej płaszczyźnie
>wytłumaczono mi o istocie rzeczy, w szczególności dotyczącej bytu duchowego, boskiego, astralnego,
>duszy. Jak one maja się do materii i czym w istocie są?
>
-W istocie to ich nie ma i nijak się mają do materii. To tylko MEMy, czyli takie jednostki informacji przekazywane, kopiowane z mózgu do mózgu, jak melodia, wiersz modlitwa, jakaś teoria, ideologia, czy przepis na naleśniki z serem. Jedynie mózg jest tu materialny. Termin ukuł Dawkins jeszcze w "Samolubnym genie", a temat rozwinęła Susan Blacmore w "Maszynie memowej".
pl.wikipedia.org/wiki/Mem
ślusarski (750 punktów)
> To tylko MEMy,

Czytałem Dawkinsa i ma dużo racji. Wierzysz w memy?
10-09-2014 20:19 
 Ocena 1 na 1
KORUND (4922 punktów)
>> To tylko MEMy,
>Czytałem Dawkinsa i ma dużo racji. Wierzysz w memy?
>
-Chyba nie zrozumiałeś żadnej z tych definicji. To nie kwestia wiary. To tylko nadanie nazwy pewnym jednostkom informacji, które przechowujemy w mózgach i możemy je przekazać komuś, choćby poprzez opowiadanie. Religianci przekazują swoje memy już dzieciom poprzez indoktrynację. Całe idee, religie, nazywa sie mempleksami. Nie wierzysz w religie, w to że takie zestawy informacji, wpływające na nasze zachowania i światopoglądy istnieją w naszych mózgach? Ja nie wierzę, że jakaś religia może być prawdziwa, ale wiem, że takie memy jak religie (wirusy mózgu) istnieją. Tak samo duchy i inne wymyślone byty, nie są materialne, ale istnieją w postaci memów dopóki ktoś o nich mówi, pisze, opowiada, a inni wierzą, że coś takiego istnieje także poza ludzkim mózgiem. Ja nie, dlatego powtarzam, dla mnie to tylko memy.
Brzostowski (7067 punktów)
>Na Racjonaliście pojawia się coraz więcej rozmówców o poglądach teistycznych oraz głęboko
>wierzących. Jako agnostyk chciałbym, żeby te osoby rzuciły więcej światła na swój teizm i
>wytłumaczyły mi, na czym on polega.

Na taki apel można coś odpisać.
>Oczywiście znam te zagadnienia z katechezy i ambony, lecz
>chciałbym je poznać dogłębnie, nie opisowo. Dzisiejsza świadomość społeczna jest w dużej mierze
>naukowa, niż wyznaczana przez dogmat kościoła. Więc chciałbym żeby na naukowej płaszczyźnie
>wytłumaczono mi o istocie rzeczy, w szczególności dotyczącej bytu duchowego, boskiego, astralnego, duszy. Jak one maja się do materii i czym w istocie są?

A druga część nie doczeka się raczej sensownej dyskusji, ponieważ każda z ewentualnych opcji prezentuje tak odległy sposób myślenia, iż wcześniej czy później skończy się to wyzywaniem od kretynów. Ja, jako teista, udzielałem się juz w tych sprawach wielokrotnie i nie widzę w tym sensu.
W przypadku teisty, część jego teizmu, stanowi wiara. Ateista czy agnostyk nic z tego nie kapuje. Dla niego to bełkot.

Dla agnostyka, nie ma żadnego sensu dyskusja, bo on i tak wie, że z niej całe "G".

Dla ateisty, to w ogóle są rozmowy o krasnalach.

A Ty jeszcze oczekujesz, aby to wyjaśnić na płaszczyźnie naukowej!

Dyskusja ma sens, jedynie przy przestrzeganiu bardzo rygorystycznych, sztywnych założeń.

Jeśli bowiem w czasie dyskusji teista bierze pod uwagę wiarę, ateista wie, że boga nie ma, a agnostyk wie, że nie da się tego ustalić. To jest to dyskusja wariacka! Z której NIC nie wyniknie.

Może ewentualnie tyle, że teista będzie zadowolony iż jest moralnie lepszy, a ateista, że sam jest mądry a tamten jest kretynem, a agnostyk zachowa spokój ciała.

Problem polega jedynie na określeniu założeń, które niestety doprowadzają jednych drugiach do szaleństwa w dyskusji. Wyjaśniam, o co chodzi.

Jeśli piszesz, iż oczekujesz naukowego wyjaśnienia bytu duchowego, boskiego, to musisz roboczo przyjąć, że może istnieć taki byt (dla celów dyskusji) i być może można go naukowo wyjaśnić. Kłóci się to chyba z agnostycyzmem, ale jak rozumiem, to jest jedno z Twoich sztywnych założeń roboczych.

Trzeba też wyłączyć z dyskusji czynnik wiary i religie, to chyba oczywiste (to założenie dotyczy teistów, bo dla innych to rzecz oczywista).

I uwaga! Jeśli przyjmujemy założenia, to też konsekwentnie się ich trzymamy. Czyli nie może teista za chwilę wyjezdżać ze zbawieniem przez Jezusa, ani ateista o niemożliwości istnienia boga.

Proponuję zatem takie założenia:

1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.

Można oczywiście coś do tego dodać, jesli uważacie iż dyskusja wówczas byałby jeszcze bardziej efektywna.

Chyba, że masz inne pomysły na ten wątek. Decyduj ślusarski.
09-09-2014 18:52 
 Ocena 5 na 5
Sygnał (4252 punktów)
>Proponuję zatem takie założenia:
>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>Można oczywiście coś do tego dodać, jesli uważacie iż dyskusja wówczas byałby jeszcze bardziej efektywna.

Przy takich założeniach miałbyś co najwyżej model, który nie ma przełożenia na rzeczywistość. Byłby to cały czas dowód filozoficzny, a nie empiryczny i naukowy, a taki chyba chodzi.

Wszelkie próby empirycznego dowodu jakiegokolwiek bytu nadprzyrodzonego przeradzają się szybko w absurdy takie jak kreacjonizm młodej Ziemi. Naukowego dowodu na cokolwiek nadprzyrodzonego nie da się przeprowadzić, więc zwyczajnie nie ma sensu próbować.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Proponuję zatem takie założenia:
>>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>>Można oczywiście coś do tego dodać, jesli uważacie iż dyskusja wówczas byałby jeszcze bardziej efektywna.
>Przy takich założeniach miałbyś co najwyżej model, który nie ma przełożenia na rzeczywistość. Byłby to cały czas dowód filozoficzny, a nie empiryczny i naukowy, a taki chyba chodzi.
Inaczej nie da się dyskutować, musi być model. Nie widzę też potrzeby, aby z góry przyjmować iż model nie ma przełożenia na rzeczywostość, bo wówczas już neguejsz założenie nr 1.
Masz model, i teraz można konfrontować go z rzeczywistością.
>Wszelkie próby empirycznego dowodu jakiegokolwiek bytu nadprzyrodzonego przeradzają się szybko w absurdy takie jak kreacjonizm młodej Ziemi. Naukowego dowodu na cokolwiek nadprzyrodzonego nie da się przeprowadzić, więc zwyczajnie nie ma sensu próbować.
Zangowaleś teraz założenie nr 2.

Albo model, albo nie ma sensu dyskutować.
09-09-2014 19:15 
 Ocena 4 na 4
Sygnał (4252 punktów)
>Inaczej nie da się dyskutować, musi być model. Nie widzę też potrzeby, aby z góry przyjmować iż model nie ma przełożenia na rzeczywostość, bo wówczas już neguejsz założenie nr 1.
>Masz model, i teraz można konfrontować go z rzeczywistością.

Nie, nie możemy, bo nie mamy możliwości pomiaru. Standardowe podejście naukowe wygląda następująco:
1. hipoteza generująca model a priori
2. pomiar obiektu modelowanego
3. weryfikacja modelu na podstawie pomiaru
4. generacja hipotezy a posteriori
5. hipoteza a posteriori staje się hipotezą a priori kolejnego kroku
5. goto 1.

Powyższe powtarzamy tak długo, aż nasz model będzie na tyle dobry, żeby wystarczał do jakiegoś zastosowania.

Bez możliwości pomiaru nie jesteś w stanie wyjść poza punkt pierwszy i przeprowadzić pełnego postępowania. Ergo - nie da się przeprowadzić naukowego dowodu.

>Zangowaleś teraz założenie nr 2.

Owszem.

>Albo model, albo nie ma sensu dyskutować.

Model zerowy bez możliwości jego weryfikacji jest bezużyteczny.
Brzostowski (7067 punktów)
Zaraz, zaraz, co rozumiesz, przez pojęcie modelu? Ja rozumiem tutaj model jako pewną ilość założeń wyjściowych (przestrzeń), w których dopiero można budować modele do sprawdzenia.
09-09-2014 19:54 
 Ocena 5 na 5
Sygnał (4252 punktów)
>Zaraz, zaraz, co rozumiesz, przez pojęcie modelu? Ja rozumiem tutaj model jako pewną ilość założeń wyjściowych (przestrzeń), w których dopiero można budować modele do sprawdzenia.
>

A ja jako model rozumiem to, co rozumie się w nauce: opis obiektu w przyrodzie.
Model oczywiście znajduje się w jakiejś przestrzeni.

Jak sam ładnie zauważyłeś, definiujesz przestrzeń modeli, a nie pojedynczy model. To jest zdecydowanie za mało, żeby przeprowadzić dowód naukowy. A logiczny to zdecydowanie za mało, żeby wnioskować o istnieniu/nie istnieniu czegoś.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Zaraz, zaraz, co rozumiesz, przez pojęcie modelu? Ja rozumiem tutaj model jako pewną ilość założeń wyjściowych (przestrzeń), w których dopiero można budować modele do sprawdzenia.
>>
>A ja jako model rozumiem to, co rozumie się w nauce: opis obiektu w przyrodzie.
Ja też wiem, co to jest model w nauce. Tyle tylko, że to Ty, nazwałeś moją propozycję założeń "modelem", stąd nieporozumienie.
>Model oczywiście znajduje się w jakiejś przestrzeni.
No właśnie.
>Jak sam ładnie zauważyłeś, definiujesz przestrzeń modeli, a nie pojedynczy model. To jest zdecydowanie za mało, żeby przeprowadzić dowód naukowy. A logiczny to zdecydowanie za mało, żeby wnioskować o istnieniu/nie istnieniu czegoś.
Mając przestrzeń modeli, można dopiero budować model.

Problem polega na tym, że nie jesteś w stanie, nawet roboczo, pozbyć się ateistycznego myślenia (a dyskusja ejst wtedy bez sensu, jak pisałem wcześniej). Mianowicie, jeśli w przestrzeni modeli (naszym świecie) dopuścisz możliwość istnienia boga (zał. nr 1) to dlaczego wtedy z góry przyjmujesz, że boga (nawet gdyby istniał) nie można naukowo zbadać? Zmierzyć?

Aby w ogóle podjąć dyskusję jaką proponuje autor wątku, trzeba przyjąć jakieś zalożenia. Jakiekolwiek, uzgodnic je i spróbowac coś z nimi zrobić. I dopiero z tych starań wyjdzie, czy można do czegoś dojsć, czy nie. A Ty z góry chcesz odrzucić nawet próbę.

Poza tym. Dowód logiczny jest stosowany w nauce i o ile trudno w oparciu o niego ustalić czy coś istnieje czy nie. MOżna przynajmniej określić, iż jest to prawdopodobne, lub wysoce prawdopodobne.

Tak np jest z przyjętym w świecie naukowym istnieniem materii "od zawsze". Zbadać tego nie sposób, ale żyjemy tak jakby tak było, ponieważ nie ma lepszego wyjaśnienia.
09-09-2014 20:38 
 Ocena 5 na 5
Sygnał (4252 punktów)
>Mając przestrzeń modeli, można dopiero budować model.

Ale nie można ich porównywać z rzeczywistością, a nawet jakościowo porównywać między sobą.

>Problem polega na tym, że nie jesteś w stanie, nawet roboczo, pozbyć się ateistycznego myślenia (a dyskusja ejst wtedy bez sensu, jak pisałem wcześniej).

Na stricte filozoficznym poziomie to oczywiście mogę założyć. Gorzej z realiami.

>Mianowicie, jeśli w przestrzeni modeli (naszym świecie) dopuścisz możliwość istnienia boga (zał. nr 1) to dlaczego wtedy z góry przyjmujesz, że boga (nawet gdyby istniał) nie można naukowo zbadać? Zmierzyć?

Bo to wszystkie postulowane bóstwa są albo już obalone, albo zakłada się, że są niemierzalne, czyż nie ?

>Aby w ogóle podjąć dyskusję jaką proponuje autor wątku, trzeba przyjąć jakieś zalożenia. Jakiekolwiek, uzgodnic je i spróbowac coś z nimi zrobić. I dopiero z tych starań wyjdzie, czy można do czegoś dojsć, czy nie. A Ty z góry chcesz odrzucić nawet próbę.

Niech będzie, że poszedłem o krok dalej. Jednakże jeszcze krok dalej: postulowane bóstwa będą albo już odrzucone, albo nieudowadnialne, albo sprzeczne fizycznie.

>Poza tym. Dowód logiczny jest stosowany w nauce i o ile trudno w oparciu o niego ustalić czy coś istnieje czy nie.

Warunek konieczny, nie wystarczający.

>MOżna przynajmniej określić, iż jest to prawdopodobne, lub wysoce prawdopodobne.

Nie, nie można. Do tego potrzeba możliwości pomiaru. Patrz, punkty poprzednie.

>Tak np jest z przyjętym w świecie naukowym istnieniem materii "od zawsze". Zbadać tego nie sposób, ale żyjemy tak jakby tak było, ponieważ nie ma lepszego wyjaśnienia.

Nie wiem ile razy forumowicze Ci powtarzali, że to, co tu piszesz nie jest stanowiskiem nauki.
Brzostowski (7067 punktów)
>Ale nie można ich porównywać z rzeczywistością.
Dlaczego?
>>Problem polega na tym, że nie jesteś w stanie, nawet roboczo, pozbyć się ateistycznego myślenia (a dyskusja ejst wtedy bez sensu, jak pisałem wcześniej).
>Na stricte filozoficznym poziomie to oczywiście mogę założyć. Gorzej z realiami.
A jak inaczej dyskutować bez wspólnych założeń? TEista powie, że wierzy, Ty że nie wierzy i POSZLI DO DOMU... Aby w ogóle podjąć dskusję, trzeba coś ustalić.
>>Mianowicie, jeśli w przestrzeni modeli (naszym świecie) dopuścisz możliwość istnienia boga (zał. nr 1) to dlaczego wtedy z góry przyjmujesz, że boga (nawet gdyby istniał) nie można naukowo zbadać? Zmierzyć?
>Bo to wszystkie postulowane bóstwa są albo już obalone, albo zakłada się, że są niemierzalne, czyż nie ?
Autor wątku nie pisał o jakie bóstwa konkretne mu chodzi. Jeśli przyjiemy założenie nr 2, wówczas bogi są mierzalne. Jesli przyjmiemy że nie są mierzalne = dyskusja bez sensu.
>>Aby w ogóle podjąć dyskusję jaką proponuje autor wątku, trzeba przyjąć jakieś zalożenia. Jakiekolwiek, uzgodnic je i spróbowac coś z nimi zrobić. I dopiero z tych starań wyjdzie, czy można do czegoś dojsć, czy nie. A Ty z góry chcesz odrzucić nawet próbę.
>Niech będzie, że poszedłem o krok dalej. Jednakże jeszcze krok dalej: postulowane bóstwa będą albo już odrzucone, albo nieudowadnialne, albo sprzeczne fizycznie.
Tak może być.
>>Poza tym. Dowód logiczny jest stosowany w nauce i o ile trudno w oparciu o niego ustalić czy coś istnieje czy nie.
>Warunek konieczny, nie wystarczający.
Tak, dokładnie tak.
>>MOżna przynajmniej określić, iż jest to prawdopodobne, lub wysoce prawdopodobne.
>Nie, nie można. Do tego potrzeba możliwości pomiaru. Patrz, punkty poprzednie.
>>Tak np jest z przyjętym w świecie naukowym istnieniem materii "od zawsze". Zbadać tego nie sposób, ale żyjemy tak jakby tak było, ponieważ nie ma lepszego wyjaśnienia.
>Nie wiem ile razy forumowicze Ci powtarzali, że to, co tu piszesz nie jest stanowiskiem nauki.
Ale jest w grze naukowej, jest jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie "skąd wzięła się materia" i jest najbardziej uznawna w świecie naukowym odpowiedzią. Ja wiem, że nie jest to udowodnione, bo nei moze być.
To już wystarczy aby taką ewentyalnosć brać pod uwagę.
09-09-2014 20:59 
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)
>Dlaczego?

Bo do tego potrzeba już metryki przestrzeni, którą w realnym przedsięwzięciu generuje pomiar.
Bez pomiaru (tak, tutaj czynię postulat o tych bóstwach które mówiłem wcześniej) jest to dociekanie filozoficzne, a nie naukowe.

>A jak inaczej dyskutować bez wspólnych założeń? TEista powie, że wierzy, Ty że nie wierzy i POSZLI DO DOMU... Aby w ogóle podjąć dskusję, trzeba coś ustalić.

Nic nie ustaliłeś.

>Autor wątku nie pisał o jakie bóstwa konkretne mu chodzi. Jeśli przyjiemy założenie nr 2, wówczas bogi są mierzalne. Jesli przyjmiemy że nie są mierzalne = dyskusja bez sensu.

Owszem, ale to jedyne bogi które się trzymają w szeroko pojętym dyskursie.

>Ale jest w grze naukowej, jest jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie "skąd wzięła się materia" i jest najbardziej uznawna w świecie naukowym odpowiedzią. Ja wiem, że nie jest to udowodnione, bo nei moze być.
>To już wystarczy aby taką ewentyalnosć brać pod uwagę.

To jest podejście ślepego chodzącego po pustym pokoju. Czegośtam szuka, bo nie powiedzieli mu, że tego nie ma, a sam nie jest w stanie nic o tym realnie powiedzieć. To sztandarowy przykład bezsensownego przedsięwzięcia.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Dlaczego?
>Bo do tego potrzeba już metryki przestrzeni, którą w realnym przedsięwzięciu generuje pomiar.
>Bez pomiaru (tak, tutaj czynię postulat o tych bóstwach które mówiłem wcześniej) jest to dociekanie filozoficzne, a nie naukowe.
No właśnie, tymczasem w założeniach nic o tym nie ma. Można oczywisćie coś zmienić w założeniach... ale wtedy Twój postulat uniemożliwia dyskusję.
>>A jak inaczej dyskutować bez wspólnych założeń? TEista powie, że wierzy, Ty że nie wierzy i POSZLI DO DOMU... Aby w ogóle podjąć dskusję, trzeba coś ustalić.
>Nic nie ustaliłeś.
Bo trzeba razem ustalić, aby móc podjąć potem dysusję.
>>Autor wątku nie pisał o jakie bóstwa konkretne mu chodzi. Jeśli przyjiemy założenie nr 2, wówczas bogi są mierzalne. Jesli przyjmiemy że nie są mierzalne = dyskusja bez sensu.
>Owszem, ale to jedyne bogi które się trzymają w szeroko pojętym dyskursie.
No to trzeba przyjąć być może kolejne założenie, o jakie bogi chodzi...
>>Ale jest w grze naukowej, jest jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie "skąd wzięła się materia" i jest najbardziej uznawna w świecie naukowym odpowiedzią. Ja wiem, że nie jest to udowodnione, bo nei moze być.
>>To już wystarczy aby taką ewentyalnosć brać pod uwagę.
>To jest podejście ślepego chodzącego po pustym pokoju. Czegośtam szuka, bo nie powiedzieli mu, że tego nie ma, a sam nie jest w stanie nic o tym realnie powiedzieć. To sztandarowy przykład bezsensownego przedsięwzięcia.
Sorry, ale na tym m.in. polega nauka. Skoro masz jakieś wyjaśnienie zjawiska i jest ono na dany czas najlepsze, to tylko na takim możesz bazować, pamiętając o słabości tego wyjaśnienia.
Ludzie szukają odpowiedzi na pytanie: skąd wzięła się materia? Ta materia istnieje, a zatem skądś się wzięła. A Ty im chcesz powiedzieć, że są idiotami, dlatego że możliwe odpowiedzi są neiweryfikowalne dzisiaj? To są zaganienia z poganicza poznania, zatem tak niestety będzie.
09-09-2014 21:35 
 Ocena 4 na 4
Sygnał (4252 punktów)
>No właśnie, tymczasem w założeniach nic o tym nie ma. Można oczywisćie coś zmienić w założeniach... ale wtedy Twój postulat uniemożliwia dyskusję.

Uniemożliwia zasadną dyskusję.

>Bo trzeba razem ustalić, aby móc podjąć potem dysusję.

>Sorry, ale na tym m.in. polega nauka. Skoro masz jakieś wyjaśnienie zjawiska i jest ono na dany czas najlepsze, to tylko na takim możesz bazować, pamiętając o słabości tego wyjaśnienia.

... i nauka polega również na akceptacji najsilniejszego ze stanowisk w obliczu braku innych, równie silnych. Dlatego albo wysuń NAUKOWY (nie filozoficzny) postulat istnienia jakiegokolwiek bóstwa, albo zwyczajnie skończ tę bezużyteczną zabawę.

>Ludzie szukają odpowiedzi na pytanie: skąd wzięła się materia? Ta materia istnieje, a zatem skądś się wzięła. A Ty im chcesz powiedzieć, że są idiotami, dlatego że możliwe odpowiedzi są neiweryfikowalne dzisiaj? To są zaganienia z poganicza poznania, zatem tak niestety będzie.

Nikogo nie nazwałem idiotą. Cały czas powtarzam, że o ile zdefiniuje się bóstwo w taki sposób, że jest niemierzalne(a to jedyne bóstwa które się jeszcze trzymają) to naukowa dyskusja o nich jest niemożliwa, a filozoficzna bezużyteczna.
Brzostowski (7067 punktów)
>>No właśnie, tymczasem w założeniach nic o tym nie ma. Można oczywisćie coś zmienić w założeniach... ale wtedy Twój postulat uniemożliwia dyskusję.
>Uniemożliwia zasadną dyskusję.
>>Bo trzeba razem ustalić, aby móc podjąć potem dysusję.
>>Sorry, ale na tym m.in. polega nauka. Skoro masz jakieś wyjaśnienie zjawiska i jest ono na dany czas najlepsze, to tylko na takim możesz bazować, pamiętając o słabości tego wyjaśnienia.
>... i nauka polega również na akceptacji najsilniejszego ze stanowisk w obliczu braku innych, równie silnych. Dlatego albo wysuń NAUKOWY (nie filozoficzny) postulat istnienia jakiegokolwiek bóstwa, albo zwyczajnie skończ tę bezużyteczną zabawę.
Ja nie mam zamiaru wysuwać naukowego postulatu istnienia boga, bo takiego nie można wysunąć w sensie naukowym. Ja też nie jestem autorem wątku, chce jednak aby wątek miał sens, wiec postluję jakieś ustalenia.

Speklacje naukowe też warto rozważać, a filozofia nie raz była inspiracją do badań i odkryć.
>>Ludzie szukają odpowiedzi na pytanie: skąd wzięła się materia? Ta materia istnieje, a zatem skądś się wzięła. A Ty im chcesz powiedzieć, że są idiotami, dlatego że możliwe odpowiedzi są neiweryfikowalne dzisiaj? To są zaganienia z poganicza poznania, zatem tak niestety będzie.
>Nikogo nie nazwałem idiotą.
Do tego się sprowadza Twja argumentacja.
>Cały czas powtarzam, że o ile zdefiniuje się bóstwo w taki sposób, że jest niemierzalne(a to jedyne bóstwa które się jeszcze trzymają) to naukowa dyskusja o nich jest niemożliwa, a filozoficzna bezużyteczna.

Tak.Dlatego aby w ogóle był sens dyskusji bóstwo powinno być mierzalne. Przecież inazej dyskusja którą proponuje autor wątku jest bezsensem. Dobrze o tym wiemy.
09-09-2014 19:46 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>A druga część nie doczeka się raczej sensownej dyskusji, ponieważ każda z ewentualnych opcji prezentuje tak odległy sposób myślenia, iż wcześniej czy później skończy się to wyzywaniem od kretynów.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,595686#w595850

>Ja, jako teista, udzielałem się juz w tych sprawach wielokrotnie i nie widzę w tym sensu.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,394583/z,0

>W przypadku teisty, część jego teizmu, stanowi wiara.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469

>Ateista czy agnostyk nic z tego nie kapuje.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,590101#w592261

>Dla niego to bełkot.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,624150#w624723

>Dla agnostyka, nie ma żadnego sensu dyskusja, bo on i tak wie, że z niej całe "G".
>Dla ateisty, to w ogóle są rozmowy o krasnalach.
>A Ty jeszcze oczekujesz, aby to wyjaśnić na płaszczyźnie naukowej!
>Dyskusja ma sens, jedynie przy przestrzeganiu bardzo rygorystycznych, sztywnych założeń.
>Jeśli bowiem w czasie dyskusji teista bierze pod uwagę wiarę, ateista wie, że boga nie ma, a agnostyk wie, że nie da się tego ustalić. To jest to dyskusja wariacka! Z której NIC nie wyniknie.
>Może ewentualnie tyle, że teista będzie zadowolony iż jest moralnie lepszy, a ateista, że sam jest mądry a tamten jest kretynem, a agnostyk zachowa spokój ciała.
>Problem polega jedynie na określeniu założeń, które niestety doprowadzają jednych drugiach do szaleństwa w dyskusji. Wyjaśniam, o co chodzi.
>Jeśli piszesz, iż oczekujesz naukowego wyjaśnienia bytu duchowego, boskiego, to musisz roboczo przyjąć, że może istnieć taki byt (dla celów dyskusji) i być może można go naukowo wyjaśnić. Kłóci się to chyba z agnostycyzmem, ale jak rozumiem, to jest jedno z Twoich sztywnych założeń roboczych.
>Trzeba też wyłączyć z dyskusji czynnik wiary i religie, to chyba oczywiste (to założenie dotyczy teistów, bo dla innych to rzecz oczywista).
>I uwaga! Jeśli przyjmujemy założenia, to też konsekwentnie się ich trzymamy. Czyli nie może teista za chwilę wyjezdżać ze zbawieniem przez Jezusa, ani ateista o niemożliwości istnienia boga.
>Proponuję zatem takie założenia:
>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>Można oczywiście coś do tego dodać, jesli uważacie iż dyskusja wówczas byałby jeszcze bardziej efektywna.
>Chyba, że masz inne pomysły na ten wątek. Decyduj ślusarski.
09-09-2014 21:22 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Może warto coś napisać w istocie sprawy zamiast tylko linki wstawiać...
10-09-2014 10:21 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Jak dotąd nie znalazłem satysakcjonującej odpowiedzi na ten fenomen, mimo czytania tego i owego.
>Może warto coś napisać w istocie sprawy zamiast tylko linki wstawiać...
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,627117#w633968

@@@
.
09-09-2014 23:26 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Proponuję zatem takie założenia:

1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.

hej,
A ja proponuję założenie , że mogą istnieć elfy , jednorożce i gnomy
Istnieje możliwość naukowego wyjaśnienia
A w argumentacji nie odwołujemy się do wiary

Twoje założenia są po prostu bezsensowne ... ponieważ nie opierają się na niczym weryfikowalnym
A wyłącznie na fantazji ...

Twoje założenia opierają się wyłącznie na niemożności stwierdzenia , udowodnienia , że coś takiego nie istnieje

Uczciwość polega na przyznaniu się do niepewności , niewiedzy ... ale z tej niewiedzy nie wynika istnienie czegokolwiek ...

Jażeli chcesz być uczciwy musisz powiedzieć tak :
Nie jestem w stanie udowodnić istnienia tego lub tego ...

Jeżeli chcesz być nieuczciwy mówisz :
Ty nie potrafisz udowodnić , że to coś nie istnieje

makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Brzostowski (7067 punktów)
>Proponuję zatem takie założenia:
>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>hej,
>A ja proponuję założenie , że mogą istnieć elfy , jednorożce i gnomy
>Istnieje możliwość naukowego wyjaśnienia
>A w argumentacji nie odwołujemy się do wiary
Bardzo dobrze, poczyniłeś założenia, zatem dyskutuj dalej.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

hej,

Jażeli chcesz być uczciwy musisz powiedzieć tak :
Nie jestem w stanie udowodnić istnienia tego lub tego ...

Jeżeli chcesz być nieuczciwy mówisz :
Ty nie potrafisz udowodnić , że to coś nie istnieje
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
10-09-2014 00:21 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>hej,
>Jażeli chcesz być uczciwy musisz powiedzieć tak :
>Nie jestem w stanie udowodnić istnienia tego lub tego ...
Tak, nie jestem w stanie udowodnić że istnieje bóg. I co?
>Jeżeli chcesz być nieuczciwy mówisz :
>Ty nie potrafisz udowodnić , że to coś nie istnieje
A ja nikomu nigdy nie kazałem takiej głupoty robić.
ślusarski (750 punktów)
>Dla agnostyka, nie ma żadnego sensu dyskusja, bo on i tak wie, że z niej całe "G".

Jeśli chodzi o mnie, agnostyka, ta dyskusja ma ogromny sens, bo nie wiem czy przedmiot dyskusji jest tym "G", czy kryje się wielki sens, a może idea?

>Dyskusja ma sens, jedynie przy przestrzeganiu bardzo rygorystycznych, sztywnych założeń.
>Jeśli bowiem w czasie dyskusji teista bierze pod uwagę wiarę, ateista wie, że boga nie ma, a agnostyk wie, że nie da się tego ustalić. To jest to dyskusja wariacka! Z której NIC nie wyniknie.

Na początku ustaliłem oczekiwania co do charakteru dyskusji i chciałem, by przebiegała na poziomie światopoglądu naukowego. Oczywiście nie stricte naukowego, bo te zagadnienia wychodzą poza zakres nauki, lecz rozpatrywanie ich nie może przeczyć prawom przyrody odkrywanych metodami naukowymi. Nie uważam, ze to jest dyskusja wariacka, bo nawet gdy nie dojdziemy całkowicie do porozumienia, mogą zostać ustalone obszary wspólne dla teisty i agnostyka.

>Jeśli piszesz, iż oczekujesz naukowego wyjaśnienia bytu duchowego, boskiego, to musisz roboczo przyjąć, że może istnieć taki byt (dla celów dyskusji) i być może można go naukowo wyjaśnić. Kłóci się to chyba z agnostycyzmem, ale jak rozumiem, to jest jedno z Twoich sztywnych założeń roboczych.

Dokładnie tak.

>Trzeba też wyłączyć z dyskusji czynnik wiary i religie, to chyba oczywiste (to założenie dotyczy teistów, bo dla innych to rzecz oczywista).
>I uwaga! Jeśli przyjmujemy założenia, to też konsekwentnie się ich trzymamy. Czyli nie może teista za chwilę wyjezdżać ze zbawieniem przez Jezusa, ani ateista o niemożliwości istnienia boga.
>Proponuję zatem takie założenia:
>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.

Podobają mi się powyższe zasady i z zaciekawieniem czekam na dalsze rozwinięcie tematu. Podtrzymuję moje pytanie w poście tytułowym.
11-09-2014 13:20 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Na początku ustaliłem oczekiwania co do charakteru dyskusji i chciałem, by przebiegała na poziomie światopoglądu naukowego. Oczywiście nie stricte naukowego, bo te zagadnienia wychodzą poza zakres nauki,
Ulegasz propagandzie fideistów dążących do zdyskredytowania nauki, postawienia jej niżej od głupoty wiary. Żadne zagadnienia nie "wychodzą poza zakres nauki"! Nauka nie zna dziedziny, która by jej nie interesowała, bada cały wszechświat we wszystkich jego aspektach. Bada przecież także religijne bajędy, a że odmawia zajmowania się postaciami fikcyjnymi jako rzeczywistością to wynika z natury rozumnego poznania. Nikt nigdy nie wprowadził do dyskusji o świecie rzeczywistym pojęcia boga. Nikt nigdy nie zdefiniował go jako elementu czy cechy wszechświata. Bełkotliwe uzurpacje ludzi z umysłami upośledzonymi wiarą to stanowczo za mało

>lecz rozpatrywanie ich nie może przeczyć prawom przyrody odkrywanych metodami naukowymi.
I słusznie. Zalecam jednak baczenie czy stworzoną przez Ciebie furtką nie wtryniają się jakieś prawa przyrody odkrywane metodami nienaukowymi (co by to nie było), albo prawa boskie (nadprzyrodnicze), których Twój zakaz nie obejmuje.

>>Proponuję zatem takie założenia:
>>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>Podobają mi się powyższe zasady i z zaciekawieniem czekam na dalsze rozwinięcie tematu. Podtrzymuję moje pytanie w poście tytułowym.
A mnie się te zasady nie podobają, a przynajmniej nie en block.
2 popieram z całą mocą.
W 3 uważam, że wiara i religia oraz wyjaśnienia wiary i religii nie muszą być sprzeczne z wyjaśnieniem naukowym choć same nauką nie są, ani ich wyjaśnienia nie są naukowe.
1 cuchnie sztuczką fideistów wprowadzenia do tworzonego w rozmowie modelu świata swojego Boga pod pretekstem rozmowy o niby jakimś tam hipotetycznym, niekreślonym bogu. Tu kłania się Pani Stanosz z ostrzeżeniem, że na wejściu mamy bełkot bez sensu. Przy takim ogólnikowym założeniu istnienia bogów i duchów nie sposób wykluczyć możliwości istnienia Pożeraczy Bogów i Duchów, a wtedy istnienie bogów i duchów staje się wysoce problematycznym. Zwłaszcza istnienie, którym daliby radę cokolwiek zamieszać w umysłach ludziom skoro ułamek ułamka sekundy po zaistnieniu byliby pożerani przez Pożeraczy. Zalecam zatem danie szansy fideistom by wreszcie wprowadzili do rozmowy ewentualne bogi czy duchy jakąś porządną, rozumną definicją.

>Dla mnie też, ponieważ dawkisowskie tłumaczenie jest agresywne i niedopuszczające alternatywne punkty widzenia.
Cóż, czytałem i oglądałem Dawkinsa, czytałem i oglądałem jego oponentów... Mógłbyś podać jakiś konkretny przykład gdzie Dawkins tłumaczy agresywnie i nie dopuszcza alternatywnego punktu widzenia (rozumiem, że ktoś rozumnie taki punkt przedstawia?)?

>Wiara zawsze należy do procesu poznania, nawet w naukowym stawiając hipotezy.
No chyba nie taka wiara, na której budowane są religie? Taka wiara to upośledzenie zdolności poznawczych.

>W trakcie dyskusji chce poznać na ile wiara wpływa na proces myslenia ludzi głeboko wierzących i wątpiących wierzących.
Wiara kontroluje umysł dla ochrony siebie. Wierzący w obronie swej wiary plecie dyrdymały dowolnej grubości, chachmęci i manipuluje robiąc z siebie błazna... nie zauważyłeś dotychczas?
I jeszcze drobne uwagi dla porządku:
- nie ma ludzi głęboko czy płytko wierzących. Wiara jest zjawiskiem zerojedynkowym: jest, albo jej nie ma. Oczywiście w odniesieniu do jednego obiektu i inaczej rozpatrywana być nie może. Nie można np. spytać kogoś czy wierzy w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, bo tu "tak" odpowiedzieć może tylko ten kto wierzy w te dwa obiekty (1 - śmierć, 2 - zmartwychwstanie), "nie" może odpowiedzieć sceptyk wobec obu tych twierdzeń, a wierzący w śmierć, ale już nie w zmartwychwstanie nie ma dobrej jednoznacznej odpowiedzi.
- z zerojedynkowości wiary wynika także fakt iż wyrażenie "wątpiący wierzący" to oksymoron. Można wierzyć w jedne obiekty, wątpić w inne, ale jednoczesne wiara i zwątpienie w stosunku do jednego obiektu są wykluczone.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-09-2014 14:20 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>>>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>>>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>>Podobają mi się powyższe zasady i z zaciekawieniem czekam na dalsze rozwinięcie tematu. Podtrzymuję moje pytanie w poście tytułowym.
>A mnie się te zasady nie podobają, a przynajmniej nie en block.
>2 popieram z całą mocą.
OK
>W 3 uważam, że wiara i religia oraz wyjaśnienia wiary i religii nie muszą być sprzeczne z wyjaśnieniem naukowym choć same nauką nie są, ani ich wyjaśnienia nie są naukowe.
Też podobnie myślę. Założenie to jednak "czyści" nam dyskusję od wyjaśnień z np objawień, snów itd... a tego jak rozumiem nie chcemy. Chyba, że zróbmy założenie, iż dopuszczamy "dowody"/przesłanki z "wiary" (objawienia, przeżycia prywatne, sny...), w tym sensie, iż mimo że nie są one naukowe, to mogą być prawdziwe (mogą odzwierciedlać rzeczywistość).

Ślusarski musi sam zdecydować, poineważ w innym poście pisał, iż chce poznać sposób myślenia teistów, wpływ wiary na proces myślenia teistów. Oznacza to, że założenie 3 należy zmienić, aby pasowało do jego oczekiwań.

>1 cuchnie sztuczką fideistów wprowadzenia do tworzonego w rozmowie modelu świata swojego Boga pod pretekstem rozmowy o niby jakimś tam hipotetycznym, niekreślonym bogu...
to nie jest sztuczka, tylko normalne założenie umożliwiajace dyskusję. Człowieku, jak chcesz naukowo wyjaśniać coś, czego nie chcesz nawet założyć?

To jest normalna dyskusja, taka jak np.: o nieskończonej gęstości osobliwości. Na prawde nie widzisz tej analogii? Nie rozumiesz, że na granicach poznania tak jest ,że przujmuje się roboczo pewne rzeczy, nawet gdy nie są spójne, doskonałe definicyjnie, na tym polega poszukiwanie.

Ty nie chcesz nawet przyjąć założeń. Ja wiem dlaczego. Boisz się bowiem, że na końcu wyjdzie brak sprzeczności, wyjdzie że bóg może jednak istnieć i nie jest to sprzeczne z racjonalnym podejściem. Ta obawa Cię paraliżuje kolego.

Nie bój się jednak...

Z moich doświadczeń i przeczytanej iteratury wynika, że na dzień dzisiejszy nie da się udowodnić iż istnieje bóg. Jedyne co da się, to wykazać, że taki ktoś istnieć może, i to w dodatku przy bardzo ogólnej definicji.

Trzeba też dookreślić, dla jasności, że punkt 2 oznacza, iż bogowie (o ile istnieja - punk 1), są częścią świata rzeczywistego, a nie nadprzyrodzonego.
ślusarski (750 punktów)

>Ulegasz propagandzie fideistów dążących do zdyskredytowania nauki, postawienia jej niżej od głupoty wiary.

Wprost przeciwnie, dążę do próby zrozumienia rzeczy niezbadanych z na gruncie nie kolidującym z nauką. Jeśli zdyskredytowanie, to tylko myślenie życzeniowe, religijne, zabobon.

>Żadne zagadnienia nie "wychodzą poza zakres nauki"! Nauka nie zna dziedziny, która by jej nie interesowała...

Poszczególni naukowcy jeszcze mogą zajmować się rzeczami wychodzącymi poza zakres nauki( najczęściej prywatnie), lecz już nie oficjalna nauka. Znamy niedawne wystąpienie Macieja Giertycha, który się skompromitował na forum europejskim. Jego twierdzenie było oczywistą bzdurą, lecz dla niego nie.

>[nauka]Bada przecież także religijne bajędy, a że odmawia zajmowania się postaciami fikcyjnymi jako rzeczywistością to wynika z natury rozumnego poznania. Nikt nigdy nie wprowadził do dyskusji o świecie rzeczywistym pojęcia boga.

Zgadzam się jeśli chodzi o bajkowy(biblijny) model Boga, lecz bogiem może być wszystko, co przyczyniło sie do powstania fizycznej rzeczywistości, nawet jeśli powstała bezprzyczynowo. Być może nie rozumiemy zjawisk bezprzyczynowych, jak choćby rozpad promieniotwórczy, efekt tunelowy, czy powstawanie i znikanie cząstek wirtualnych.

>Zalecam jednak baczenie czy stworzoną przez Ciebie furtką nie wtryniają się jakieś prawa przyrody odkrywane metodami nienaukowymi (co by to nie było), albo prawa boskie (nadprzyrodnicze), których Twój zakaz nie obejmuje.

Dla umysłów otwartych wszystko powinno być przedmiotem rozważania, a nie eliminacji z powodu uprzedzeń. Dawniejsza fantazja często jest dzisiejszą nauką.

>>>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>>>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...

>2 popieram z całą mocą.

I to jest celem mojego wątku.

>1 cuchnie sztuczką fideistów wprowadzenia do tworzonego w rozmowie modelu świata swojego Boga pod pretekstem rozmowy o niby jakimś tam hipotetycznym, niekreślonym bogu.

Bardzo dobrze, ze fideiści wprowadzają takie sztuczki, bo to daje możliwość dyskusji i obnażania niektórych obszarów głupoty.

>Mógłbyś podać jakiś konkretny przykład gdzie Dawkins tłumaczy agresywnie i nie dopuszcza alternatywnego punktu widzenia (rozumiem, że ktoś rozumnie taki punkt przedstawia?)?

Przeczytałem kilka jego książek, filmików i taki obraz sobie wyrobiłem. Wojujący ateista z samej swej natury musi uciekać się odpowiednich metod perswazji. Jak coś wyszukam z jego apodyktyczności/agresywności to wkleję. Dodam, że bardzo cenię jego aktywność popularyzującą naukę i walkę z zabobonem, głupotą.

>>Wiara zawsze należy do procesu poznania, nawet w naukowym stawiając hipotezy.
>No chyba nie taka wiara, na której budowane są religie? Taka wiara to upośledzenie zdolności poznawczych.

Słowo wiara jest ekwiwokacją i tu mogło być mylące. Chodziło mi o wiarę w sensie psychologicznym, nie religijnym.

>- nie ma ludzi głęboko czy płytko wierzących. Wiara jest zjawiskiem zerojedynkowym: jest, albo jej nie ma.

Według moich obserwacji, to jest całe spektrum wiary religijnej - od fanatycznej do prawie ateistycznej. Ten drugi wariant wiary dotyczy społecznego (stadnego) sposobu zachowań kościołowych.

>- z zerojedynkowości wiary wynika także fakt iż wyrażenie "wątpiący wierzący" to oksymoron. Można wierzyć w jedne obiekty, wątpić w inne, ale jednoczesne wiara i zwątpienie w stosunku do jednego obiektu są wykluczone.

Oczywiście że tak.
14-09-2014 10:08 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
Zwrócę uwagę na jedną istotną kwestię, bo co do reszty generalnie zgoda.

>Według moich obserwacji, to jest całe spektrum wiary religijnej - od fanatycznej do prawie ateistycznej. Ten drugi wariant wiary dotyczy społecznego (stadnego) sposobu zachowań kościołowych.
Ja ciągle twierdzę, że wiara jest zerojedynkowa. Jest zawsze sprawą indywidualną każdego człowieka i może być rozpatrywana w stosunku do każdego obiektu osobno jak to wyłuszczyłem na przykładzie śmierci i zmartwychwstania Jezusa. I, moim zdaniem, głębokość wiary to określenie odnoszące się do ilości obiektów wiary.
Mamy na przykład kilka obiektów:
- istnienie Boga
- konieczność coniedzielnego uczestnictwa w mszy (pochodna Dekalogu)
- ksiądz osobistym wybrańcem Boga
I mamy dwie osoby z których jedna wierzy we wszystkie podane obiekty, a druga tylko w pierwszy. Te dwie osoby zachowują się zupełnie inaczej i pierwszej potocznie przypisuje się dużą głębokość wiary. A ona jest jedynie bardziej rozległa, bo co do obiektu objętego wiarą przez obie te osoby nie ma żadnej różnicy: wierzę w istnienie Boga to znaczy jestem pewien tego istnienia; koniec kropka. Nie głęboko, nie płytko, prawdopodobieństwo = 1 i ani grosza mniej.

Zaciemnia obserwację owo kościółkowe życie, kościółkowa narracja skierowana na manipulację i wywoływanie poczucia winy w barankach, bo ogrom pierdół podawanych do wierzenia przez kler mało kto jest w stanie strawić w całości. Ponadto kościółkowe zachowania "wiernych" wynikają nie tylko z wiary, ale z tradycji, konformizmu, zwykłej głupoty i to też trzeba mieć na uwadze gdy się chce zidentyfikować i ocenić wiarę.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
ślusarski (750 punktów)
>...kościółkowe życie, kościółkowa narracja skierowana na manipulację i wywoływanie poczucia winy w barankach, bo ogrom pierdół podawanych do wierzenia przez kler mało kto jest w stanie strawić w całości.

Ker "zagospodarował" życie wiernych i uczynił sposób na własne życie i dzierżenie władzy w społeczeństwie. Działanie kleru ociera się o sutenerstwo, kiedy czerpie zyski z legalizacji związków małżeńskich. Od tego momentu ich zyski się mnożą w następnych sakramentach oraz około kościołowych inicjacjach/celebracjach.
ślusarski (750 punktów)
>Na taki apel można coś odpisać.
>1. Bóg/duchy itd... mogą istnieć.
>2. Istnieje możliwość wyjaśnienia naukowego tych bogów/duchów itd...
>3. W argumentacji nie odwołujemy się do wiary i religii, jako sprzecznych z wyjaśnieniem naukowym.
>Można oczywiście coś do tego dodać, jesli uważacie iż dyskusja wówczas byałby jeszcze bardziej efektywna.
>Chyba, że masz inne pomysły na ten wątek. Decyduj ślusarski.

Brzostowski, myślałem ze pociągniesz temat, bo z takim zaangażowaniem przystąpiłeś i tyle konstruktywnych założeń dałeś, a tu kicha! To może ja rozwinę myśl i na płaszczyźnie metafizycznej z odrobiną fantazji będę rozważać jak to może być. Otóż często odwołujemy się do obiektywnej rzeczywistości, ale nikt nie wie jaka i czy w ogóle jest. Rzeczywistość materialna jest zaledwie w kilku małych procentach poznana, a reszta jest przed nami zakryta. Hipotetyczna ciemna materia i ciemna energia stanowią ponad 95% masy wszechświata i tam mogą się kryć tajemnicze zjawiska odbierane przez wierzących, jako świat duchowy. Jesli tak, to zastanawiac się będę, w jaki sposób mogłyby wpływać na normalną materię. Ciemne materia i energia oddziałują tylko grawitacyjnie bez żadnych innych znanych nam sił. Wniosek z tego, że ukazywanie się duchów jest wątpliwe, a jeśli, to tylko w bardzo małym stopniu. Podobnie, jak neutrina, zaliczane do ciemnej materii, Które niezwykle trudno zarejestrować.
Zatem, czy takie tłumaczenie zjawisk duchowych jest uprawnione, a jeśli nie, to jakie?
worek kości (2937 punktów)
Wyobraź sobie, że osoba X traci kogoś bliskiego - osobę Y. Pewnego dnia przyłapujesz osobę X na całowaniu zdjęcia przedstawiającego nieżyjącą już osobę Y. O czym - Twoim zdaniem - świadczy zachowanie osoby X? Jakie są tego zachowania naukowe podstawy? Czy całowanie fotografii przedstawiającej zmarłą osobę jest racjonalne? Mam silne przeczucie, że odpowiedź na te pytania, będzie też odpowiedzią na Twoje, o to, jaka jest natura wiary.


bembergiem w berg
09-09-2014 21:19 
 Ocena 8 na 8
Jacholek (5699 punktów)
>Wyobraź sobie, że osoba X traci kogoś bliskiego - osobę Y. Pewnego dnia przyłapujesz osobę X na całowaniu zdjęcia przedstawiającego nieżyjącą już osobę Y. O czym - Twoim zdaniem - świadczy zachowanie osoby X?
Świadczy to o początkach zaburzeń umysłowych polegających na identyfikowaniu reprezentacji symbolicznej osoby z tą że osobą. Znam osobiście mocno starszą kobietę, cierpiącą na demencję starczą, która notorycznie obcałowuje cała swoja kolekcje zdjęć i świętych obrazków. Jest więc to problem dla neurologa. Oczywiście mogą występować tego typu zaburzenia psychiczne z różnym natężeniem.
astrotaurus (12445 punktów)
Ku ogólnej refleksji przypomnę słowa nieodżałowanej Barbary Stanosz z wywiadu dla kwartalnika Bez Dogmatu, którego zresztą współtwórcą była:

"Myli się Pan jednak zakładając, że jestem gotowa powiedzieć, iż nie ma takiego boga, tj. że wzięta z doktryny metafizycznej wypowiedź "Bóg istnieje" jest zdaniem fałszywym. Wypowiedź tę wprawdzie odrzucam, lecz nie uważam jej za zdanie fałszywe: uważam ją za pozbawioną sensu, a wszak fałszywe (lub prawdziwe) mogą być tylko sensowne zdania. Przyczyną, dla której odmawiam sensu tej wypowiedzi, jest fakt, iż w centralnej tezie każdej takiej doktryny - w charakterystyce domniemanego bytu nazywanego bogiem - występują terminy, które tylko z pozoru coś znaczą. Są one wprowadzane do języków tych doktryn w kontekstach, lub za pomocą pseudo - definicji (...) Ponieważ tak wprowadzone słowo "bóg" nie zostaje wyposażone w znaczenie, więc zdanie (ściślej: wypowiedź, która jest zdaniem z gramatycznego, lecz nie z semantycznego punktu widzenia) "Bóg istnieje" nie jest ani prawdą, ani fałszem; jest nonsensem. A skoro tak, to nie można mu sensownie zaprzeczyć: poprzedzenie nonsensu zwrotem "nieprawda, że" daje również nonsens. (...) Oto powód, dla którego racjonalista nie powinien deklarować się jako agnostyk w sprawie istnienia bogów z doktryn metafizycznych.(...) Racjonalna postawa poznawcza wyraża się w ignorowaniu tego zdania, a wraz z nim doktryny, której jest ono ośrodkiem. Nie wynika stąd, oczywiście, że należy ignorować zjawisko społeczne, jakim jest wyznawanie religii jakiegokolwiek rodzaju."


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-09-2014 18:38 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

Ciekaw jestem co powiedziałaby Pani Stanosz - z którą nota bene nie zgadzam się w jej ocenie agnostycyzmu - na temat sensu wypowiadanego na tym forum przez ateistów zdania typu: "Bóg nie istnieje" czy też "Boga nie ma"?
Jakie jest Twoje zdanie zdążyłem się już przez te lata zorientować, ale może warto je powtórzyć co niektórym?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
10-09-2014 20:20 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Ciekaw jestem co powiedziałaby Pani Stanosz - z którą nota bene nie zgadzam się w jej ocenie agnostycyzmu - na temat sensu wypowiadanego na tym forum przez ateistów zdania typu: "Bóg nie istnieje" czy też "Boga nie ma"?

Przeczytaj post na który odpowiadasz, tam jest odpowiedź wprost na to pytanie.

Owszem, czasem niektórzy tak mówią, to wygodny skrót myślowy, zamiast za każdym razem precyzować to tak jak pani Stanosz, co zajęło jej pół kartki maszynopisu.

Może lepszym i precyzyjniejszym skrótem byłoby: "bóg jest wymysłem".
10-09-2014 21:37 
 Ocena-2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
Ocena Pani Stanosz jest efektowna, ale tylko pozornie, ponieważ zamiast boga można w zdanie które tak wysmiewa wstawić dowolne coś, co jest trudne do zdefiniowania i wówczas zdanie wg tej logiki też jest pozbawione sensu.

Np.: Świat powstał z osobliwości.
Zdanie pozbawione sensu, bo co to jest ta osobliwość?

Np.: Istnieje materia.

Zdanie bez sensu, bo czym jest materia? Jest jakaś spójna definicja? Tak jak z bogiem.

"Logika" wybiórcza.
10-09-2014 21:56 
 Ocena 4 na 4
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Ocena Pani Stanosz jest efektowna, ale tylko pozornie, ponieważ zamiast boga można w zdanie które tak wysmiewa wstawić dowolne coś, co jest trudne do zdefiniowania i wówczas zdanie wg tej logiki też jest pozbawione sensu.
>Np.: Świat powstał z osobliwości.
>Zdanie pozbawione sensu, bo co to jest ta osobliwość?
>Np.: Istnieje materia.
>Zdanie bez sensu, bo czym jest materia? Jest jakaś spójna definicja? Tak jak z bogiem.
>"Logika" wybiórcza.


A toś wybrał.
Te pojęcia mają ścisłe definicje fizyczne, po prostu ty ich nie znasz.

Jeżeli nie znasz znaczeń pojęć, żadna logika nie pomoże, nawet gdybyś umiał jej użyć.
Brzostowski (7067 punktów)
>A toś wybrał.
>Te pojęcia mają ścisłe definicje fizyczne, po prostu ty ich nie znasz.
>Jeżeli nie znasz znaczeń pojęć, żadna logika nie pomoże, nawet gdybyś umiał jej użyć.

Taaak? To oświeć mnie co to jest np.: osobliwość? Jeśli znasz ścisłą definicję fizyczną, która ma jakiklowiek sens, to chętnie poznam. Nie zapomnij przy osobliwosci wyjaśnić, "wprowadzanych" jak to mówi Pani Stanosz pseudo definicji lub terminów, które niby coś znaczą, np.: nieskończona gęstość".

Chętnie też poznam jednolitą definicję materii. Bo z tego co wiem, to jest ich kilka...

Czyli kabaret jak z Panem bogiem...
10-09-2014 22:20 
 Ocena 5 na 5
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Taaak? To oświeć mnie co to jest np.: osobliwość? Jeśli znasz ścisłą definicję fizyczną, która ma jakiklowiek sens, to chętnie poznam.

Fakt, tego możesz nie wiedzieć, o tym nie było w podstawowej, jak w przypadku materii

Zapewne chodzi ci o grawitacyjną - to punkt czasoprzestrzeni gdzie na skutek sił grawitacyjnych masa ma nieskończoną gęstość i zerową objętość.

Z materią już wstydu oszczędź, odkurz stare podręczniki.

> Czyli kabaret jak z Panem bogiem...

Jeżeli tyle samo wiesz na temat podstawowych zagadnień nauk przyrodniczych, co na temat "boga"...
Brzostowski (7067 punktów)
>> Taaak? To oświeć mnie co to jest np.: osobliwość? Jeśli znasz ścisłą definicję fizyczną, która ma jakiklowiek sens, to chętnie poznam.
>Fakt, tego możesz nie wiedzieć, o tym nie było w podstawowej, jak w przypadku materii
>Zapewne chodzi ci o grawitacyjną - to punkt czasoprzestrzeni gdzie na skutek sił grawitacyjnych masa ma nieskończoną gęstość i zerową objętość.
A bóg jest wszechwiedzący (nieskończona wiedza) i miłosierny (nieskońoczna miłość) oraz istnieje tak samo jak owa osobliwość.
Nieskończona gęstość to normalna rzecz w przyrodzie i nie trzeba tego definiować?
>Z materią już wstydu oszczędź, odkurz stare podręczniki.
Wbrew pozorom, Wy, racjonaliści widzicie "belkę" w logice teistów, ale w swojej logice, takiej samej "belki", nie dostrzegacie.
Nie unoś się, i nie bądź ironiczny, tylko zastanów się nad tym.

Chcesz przy definicji materii korzystać z podręczników do szkoły podstawowej? No to poproszę o definicję. Dla Ciebie to pewnie "pryszcz".

>> Czyli kabaret jak z Panem bogiem...
>Jeżeli tyle samo wiesz na temat podstawowych zagadnień nauk przyrodniczych, co na temat "boga"...

Tak, tak...
11-09-2014 14:04 
 Ocena 5 na 5
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Wbrew pozorom, Wy, racjonaliści widzicie "belkę" w logice teistów, ale w swojej logice, takiej samej "belki", nie dostrzegacie.
>Nie unoś się, i nie bądź ironiczny, tylko zastanów się nad tym.

A może frytki do tego? Masz jeszcze jakieś życzenia?

Nie wiem czemu zwracasz się do mnie w liczbie mnogiej i nie pisałem niczego na temat "logiki teistów".

Twoja "logika" sprowadza się do wymyślania niedorzecznych analogii, typu:
"pytanie o istnienie niezdefiniowanego B nie może być pozbawione sensu,
ponieważ ma sens pytanie o istnienie A, co do definicji którego znalazłem w Wiki pewne zastrzeżenia, których nie rozumiem".


Oczywiście taki wniosek nie wynika z przesłanki, ani słowa o relacji między A i B, a cały dowcip opiera się na podobieństwie brzmienia stwierdzeń, itp. rzeczach odległych od istoty rzeczy, której nie pojmujesz.

Materia podlega obiektywnej obserwacji, a jej definicja zmienia się w czasie na skutek nowych obserwacji na jej temat, a także funkcjonują różne definicje w zależności od kontekstu. To normalne i oczywiste, podobnie jest np. z "wodą" i innymi przyziemnymi rzeczami.
Zaś "bóg" ani nie podlega żadnej obserwacji, ani nie posiada żadnej definicji.

Zabieraj tę swoją "analogię" i nie zawracaj gitary.
11-09-2014 14:32 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Materia podlega obiektywnej obserwacji, a jej definicja zmienia się w czasie na skutek nowych obserwacji na jej temat, a także funkcjonują różne definicje w zależności od kontekstu. To normalne i oczywiste, podobnie jest np. z "wodą" i innymi przyziemnymi rzeczami.
>Zaś "bóg" ani nie podlega żadnej obserwacji, ani nie posiada żadnej definicji.
Oczywiście bóg nie podlega obserwacji w sensie naukowym.
Ma to jakieś zanczenie dla analogii?

Bóg natomiast posiada liczne definicje (sprawdź sobie w wiki), w zależności od kontekstu, niestety nie ma jednej spójnej.

Nie wyciągaj zatem argumentu w rozmowie, że skoro nie ma dobrej definicji boga, to nie ma sensu dysktukować lub jest to jakaś szczególna niedoskonałość dyskusji o bogu, bo tak samo jest w przypadku materii, osobliwości itd...
11-09-2014 22:27 
 Ocena 3 na 3
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście bóg nie podlega obserwacji w sensie naukowym.
>Ma to jakieś zanczenie dla analogii?

A podlega w jakimś innym sensie?

Nie, oczywiście że nie ma to żadnego znaczenia dla analogii, przecież możesz zestawiać wszystko ze wszystkim.
Jeżeli chcesz udowodnić że bóg istnieje, użyj analogii z czymś co na pewno istnieje, na przykład z materią.
Jeżeli chcesz udowodnić że jest wielki, to z górą, że kocha, to z kochankiem, że długi, to z jamnikiem.
Rozumiesz zasadę?

Jest też inna szkoła, nieco bardziej powszechna że jeżeli poszukujesz analogii, to zestawiane przedmioty powinny mieć analogiczne (to niespodzianka!) cechy.

Tak więc nie podlegającego obserwacji boga, powinieneś zestawić z czymś, co także nie podlega obserwacji, na przykład z Bul-Shitanem z Pitu-Pitu.

>Bóg natomiast posiada liczne definicje (sprawdź sobie w wiki), w zależności od kontekstu, niestety nie ma jednej spójnej.

Doprawdy? Musiałem przegapić. To dawaj jedną.
11-09-2014 14:27 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Fakt, tego możesz nie wiedzieć, o tym nie było w podstawowej, jak w przypadku materii
>Zapewne chodzi ci o grawitacyjną - to punkt czasoprzestrzeni gdzie na skutek sił grawitacyjnych masa ma nieskończoną gęstość i zerową objętość.
Ejże! W średniej też nie było o tym, że "masa ma nieskończoną gęstość i zerową objętość" jest dość karkołomnym stwierdzeniem?

Skoro gęstość jest zdefiniowana jako stosunek masy do objętości, to z samego faktu, że objętość jest zerowa, to gęstość jest nieskończona. Nie "gęstość masy", która w tym przypadku nie ma sensu.
Ale skoro gęstość jest cechą materii, (uczulam ponownie - masa to nie to samo co materia) to w jaki sposób można sensownie mówić o zerowej objętości czegoś materialnego, skoro materia musi (a przynajmniej na mój chłopski zdrowy rozum: powinna) zajmować jakąś objętość? Choćby najmniejszą, rzędu stałej plancka na przykład, jeśli już chcemu rozważać teorie o ziarnistości materii w najmniejszej skali, o wiele rzędów wielkości mniejszej od rozmiarów atomu.

A jak w takim razie zweryfikować taką koncepcję ziarnistości, skoro jest ona daleko poza obecną możliwością obserwacyjną nauki? Jako czczą metafizyczną spekulację, którą spokojnie można do lamusa odłozyć jako nieweryfikowalną a zatem nienaukową (przynjamniej na dzisiejsze czasy), czy może raczej racjonalne teoretyzowanie oparte na "ignoramus sed non ignorabimus" - w domyśle "kiedyś tam, w przyszłości"??

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, co nie?

Ot, takie zapytania...

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
11-09-2014 14:47 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, co nie?
Otóż niestety, to. A to punkt siedzenia powinien zależeć od punktu widzenia.

Wiadomo, że nieskończona gestość bierze się z ekstrapolacji... bo tak wychodzi w modelu... pasuje do reszty ... koncepcji... itd... I jest to tylko "czynnik X" aby zapchać koncepcję, w celu uzyskania spójności, logiczna konsekwencja (jakaś możliwa) tego co obserwujemy i spójna z resztą koncepcji. Tyle tylko że sprzeczna sama w sobie (ale cicho... nie mówmy o tym...).

Gdy jednak takie samo, analogiczne wnioskowanie prowadzi do tego, iż bóg może istnieć, to jest FE.

11-09-2014 21:06 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Wiadomo, że nieskończona gęstość bierze się z ekstrapolacji... bo tak wychodzi w modelu... pasuje do reszty ... koncepcji... itd... I jest to tylko "czynnik X" aby zapchać koncepcję, w celu uzyskania spójności
Masz rację. Dlatego pojęcie nieskończonej gęstości traktuje się jako ciekawostkę teoretyczną (albo nawet ułomność teorii) nie mającą przełożenia w mierzalnej realności.

> (ale cicho... nie mówmy o tym...)
Przecież właśnie mówimy o głupawym/wątpliwym pojęciu nieskończonej gęstości - i to bez ryzyka, że jacyś scjentyści oskarżą nas o urażenie uczuć.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Ejże! W średniej też nie było o tym, że "masa ma nieskończoną gęstość i zerową objętość" jest dość karkołomnym stwierdzeniem?
>Skoro gęstość jest zdefiniowana jako stosunek masy do objętości, to z samego faktu, że objętość jest zerowa, to gęstość jest nieskończona.

Dokładnie! Dlatego nazywa się osobliwością.

Powiem więcej, objętość i gęstość to nie wszystko. Dla zewnętrznego obserwatora, czas takiego zapadania się materii dąży do nieskończoności!

To sprawia, że po naszej stronie horyzontu zdarzeń takie dylematy pozostają w sferze czysto teoretycznej.
Można zaryzykować stwierdzenie, że to co się tam dzieje podpada pod transcendencję. ;D

>Ale skoro gęstość jest cechą materii, (uczulam ponownie - masa to nie to samo co materia) to w jaki sposób można sensownie mówić o zerowej objętości czegoś materialnego, skoro materia musi (a przynajmniej na mój chłopski zdrowy rozum: powinna) zajmować jakąś objętość?

Nawet używano kiedyś takiej definicji materii, ale o ile mi wiadomo, zdezaktualizowała się pod wpływem naporu odkryć.

To zresztą nieistotne, gdzyż na skutek efektów relatywistycznych, o których wspomniałem powyżej mamy ten dylemat z bani.
11-09-2014 11:54 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Ocena Pani Stanosz jest efektowna,
Efektowność bywa ozdobnikiem, może wzmocnić przekaz lub zamaskować jakieś jego braki, lecz nie ma znaczenia dla zawartości merytorycznej wypowiedzi. Tym bardziej dla zawartości merytorycznej wypowiedzi nie ma znaczenia czy ktoś ją ocenia jako efektowną czy nie.

>zamiast boga można w zdanie które tak wysmiewa wstawić dowolne coś, co jest trudne do zdefiniowania i wówczas zdanie wg tej logiki też jest pozbawione sensu.
Czyli, jak zwykle, niczego nie zrozumiałeś i, jak zwykle, zaczynasz polemikę z czymś co się Tobie uroiło pod wpływem cudzej wypowiedzi, a nie z ową cudzą wypowiedzią. Barbara Stanosz nie mówiła o niczym "trudnym do zdefiniowania". Mówiła o bełkocie jakim jest opatrzone przez wierzących pojęcie boga. Mówiła o mnogości definicji sprzecznych wzajemnie, sprzecznych wewnętrznie, definicji nie pozwalających w żaden sposób zidentyfikować obiektu niby przez nie definiowanego, wskazać jakiegokolwiek desygnatu tego pojęcia. W świecie rzeczywistym, ma się rozumieć! Encyklopedie i słowniki tworzone z zastosowaniem metody naukowej podają poprawną definicję boga jako postaci z opowieści religijnych. To jest jedyna rozumna definicja boga, której nikt nie kwestionuje, nawet ludzie upośledzeni wiarą. Oni chcieliby oczywiście czegoś jeszcze, ale na razie ich miliardowe rzesze przez tysiąclecia produkują jedynie bełkot.

>Np.: Świat powstał z osobliwości.
>Zdanie pozbawione sensu, bo co to jest ta osobliwość?
>Np.: Istnieje materia.
>Zdanie bez sensu, bo czym jest materia? Jest jakaś spójna definicja? Tak jak z bogiem.
>"Logika" wybiórcza.
Oj, wybiórcza, wybiórcza.....
Całkiem niedawno na tym forum pewien fideistyczny mędrek infantylnymi i oklepanymi konstrukcjami językowymi z tępym zadowoleniem z siebie "udowadniał" możliwość istnienia niezdefiniowanego niewiadomoczego i on to niezdefiniowane niewiadomoco nieodparcie koniecznie chciał jakoś nazwać. Nie nazwał tego ani po prostu niewiadomoczym, ani np. literkami a, k, d, i, m, u w porządku, powiedzmy "adukim". O nie, nie! Jako niebywale chitry fideistyczny mędrek koniecznie nazywał to coś literkami b, ó, g w tym właśnie porządku: "bóg". Pani Stanosz takie sztuczki bardzo słusznie zalicza do wypowiedzi, które nie nadają słowu "bóg" jakiegokolwiek znaczenia.
I teraz nagle ten mędrek pociesznie prycha na definicje osobliwości i materii, bo on nie wie co to jest osobliwość, a definicja materii jest dla niego niezbyt spójna.... Osnuwając życie wokół jałowego poznawczo bełkotu o bogu nagle żąda jakichś niesłychanie precyzyjnych definicji materii i osobliwości.
Skoro uwagi lumbago nijak do Ciebie nie dotarły i skoro brzydzisz się jasnymi definicjami zawartymi choćby w wiki powiedz może, mój biedny Brzostowski, jaki konkretnie masz problem ze zdefiniowaniem czy zidentyfikowaniem materii i osobliwości, odróżnieniem ich od tego co materią czy osobliwością nie jest. Konkretnie. I dodaj jakie to ma dla czego znaczenie?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-09-2014 13:31 
 Ocena 2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)

Wybiórcza logika oraz nieuczciwość racjonalistów polega na tym, że:

a) jeśli nie ma spójnej definicji boga, to dyskusja o nim jest bez sensu (= boga nie ma),

b) ale jeśli są podobne braki w szeroko pojętej nauce, i racjonalisci się posługują pojeciami które znaczą (ch... wie co) to jest OK, to jest racjonalne i gdybanie oraz teoretyzwanie na ten temat jest przejawem mądrości i inteligencji,

c) gdy ktoś wskaże te braki wprost i zapyta co to znaczy (np nieskończona gęstość, jaka jest definicja materii)...

d) to wtedy nazwą go głupcem, ale definicji nie podadzą.

e) nie podadzą, bo dobrze wiedza, że jest wybrakowana, niespójna.

f) a to musiałoby oznaczać iż muszą równie powaznie brać pod uwagę opowieści teistów.

g) a na to nie pozwala ideologia.

Taki niestety jawi się obraz większości "racjonalistów" na tym forum.

Nie przjmują oni do wiadomości, rzeczy oczywistych, a mianowicie takich, że definicje i modele w obszarze granic ludzkiego poznania takie właśnie są: niespójne, ogólne, z jakimiś elementami "X".

Nie wiem co się z Wami stało, racjonalisci kochani, wydaje mi się, że anytyklerykalizm przesłania Wam racjonalizm.
11-09-2014 14:39 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)
>Wybiórcza logika oraz nieuczciwość racjonalistów polega na tym, że:
>a) jeśli nie ma spójnej definicji boga, to dyskusja o nim jest bez sensu (= boga nie ma),
>b) ale jeśli są podobne braki w szeroko pojętej nauce, i racjonalisci się posługują pojeciami które znaczą (ch... wie co) to jest OK, to jest racjonalne i gdybanie oraz teoretyzwanie na ten temat jest przejawem mądrości i inteligencji,
Przestań bełkotać i przejdź do konkretów.
Jakie konkretnie pojęcia którymi posługują się racjonaliści znaczą ch... wie co?
Jakie pojęcia stosowane w szeroko pojętej nauce mają braki podobne do braków jakie ma pojęcie boga?

>c) gdy ktoś wskaże te braki wprost i zapyta co to znaczy (np nieskończona gęstość, jaka jest definicja materii)...
>d) to wtedy nazwą go głupcem, ale definicji nie podadzą.
>e) nie podadzą, bo dobrze wiedza, że jest wybrakowana, niespójna.
Oczywiście, że nazwą go głupcem i zrobią to zasadnie, bo ten głupiec nie ma na uwadze celu poznawczego, nie dąży do wyjaśnienia czegokolwiek tylko chce zamaskować głupotę swojej wiary.
Prosiłem przecież wyraźnie: jaki konkretnie masz problem ze zdefiniowaniem czy zidentyfikowaniem materii i osobliwości, odróżnieniem ich od tego co materią czy osobliwością nie jest. Konkretnie. I dodaj jakie to ma dla czego znaczenie?.
Zajrzyj jak radzę do wiki i wychodząc od elementarnych definicji materii, osobliwości, gęstości, nieskończoności itp. wskaż braki tych definicji. Konkretne braki powodujące konkretne problemy czy bariery poznawcze.
Jaka blokada w Twoim mózgu nie pozwala Ci przejść przez barierę gołosłownych pretensji i zająć się konkretami?

>f) a to musiałoby oznaczać iż muszą równie powaznie brać pod uwagę opowieści teistów.
Byłżebyś aż tak głupi? Jest, powiedzmy, gęsta gorąca zupa, w której nawet hadrony się kupy nie trzymają i co? Ma to znaczenie czy to tylko milion galaktyk ściśniętych do rozmiaru punktu jak w środku czarnej dziury czy może cała materia wszechświata ściśnięta do rozmiaru pół punktu jak przed WW? Dopóki nie dostaniesz konkretnej wartości tej gęstości to wszystkie debilne bzdety o wszystkich bogach wszystkich religii będziesz uważał za tak samo uprawnione jak twierdzenia naukowców o osobliwości?

>Nie wiem co się z Wami stało, racjonalisci kochani, wydaje mi się, że anytyklerykalizm przesłania Wam racjonalizm.
Ech, racjonalisto z bożej łaski.... czy do tyleż głupkowatych co pyszałkowatych ocen mógłbyś zacząć dołączać KONKRETY?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-09-2014 15:47 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Oczywiście, że nazwą go głupcem i zrobią to zasadnie, bo ten głupiec nie ma na uwadze celu poznawczego, nie dąży do wyjaśnienia czegokolwiek tylko chce zamaskować głupotę swojej wiary.
A skąd Ty to wiesz? Objawienie miałeś?

Nie idzie tutaj o to, co w nauce jest źle zdefiniowane, gdzie są braki. Chodzi o to, że tacy jak Ty, odmawiają teistom prawa do dyskusji, nawet teoretyzowania, budowania koncepcji, w których bóg może istnieć jako element naszego świata, mimo że jest kiepsko zdefiniowany, nieudowodniony, nieobserwowany.

Jednocześnie jednak nie przeszkadza im fakt, że sami też robią to samo w szeroko pojętej nauce.

Chodzi o elementarną uczciwość intelektualną.

Wwskazuję, że w szeroko pojętej nauce też tworzy się teoretyczne koncepcje, modele itd... które mają za zadanie wyjaśnić kawalek świata. Podobnie można robić biorąc pod uwagę boga jako jakis element swiata.

Ale przcież:

>Oczywiście, że nazwą go głupcem i zrobią to zasadnie, bo ten głupiec nie ma na uwadze celu poznawczego, nie dąży do wyjaśnienia czegokolwiek tylko chce zamaskować głupotę swojej wiary.

To wskazuje ewidentnie iż posługuejsz się ideologią antyklerykalną, a nie racjonalnym podejściem.

>Prosiłem przecież wyraźnie...
Mam taki oto problem: osobliwość o której tutaj mówimy (przed BB) miała ineskończoną gęstość (z definicji).

Nic takiego nigdy nie zostało przez naukę zbadane, co więcej. W ogóle nigdy nie soptkaliśmy sie z nieskończoną gęstoscią, czyli definiowanie czegokolwiek za pomocą takiego terminu jest nienaukowe, bezsensowne.

Dodatkowo w jaki sposób będzie weryfikowane założenie o nieskończonej gęstości?

No ale tam wynika z obserwacji (bo wszechświat zapier...ala) i pasuje do modelu.

Przez analogię:

z obserwacji wynika, że: świat istnieje, że zawsze są jakieś przyczyny zdarzeń (obserwujemy to przecież), musi zatem być pierwsza przyczyna zaistnienia świata. Bóg.

I teraz patrz:

1. Z obserwacji świata wynika, że zapie...ala i powinien był kiedyś być BB, który powstał z czegoś. Przyjmujemy że była to osobliwość o cesze: gęstość nieskończona. Co prawda nigdy nikt takiej gęstości nie obserwował, taka gęstość przeczy wszystkiemu co znamy (naukowo), ale co tam... tak wychodzi... logicznie.Niedoskonałość koncepcji.

2. Z obserwacji świata wynika, że istnieje, tez że zawsze są jakieś przyczyny zdarzeń (obserwujemy to przecież), musi zatem być jakaś pierwsza przyczyna zaistnienia świata. Bóg. Co prawda nigdy nikt go nie obserwował, nie wiemy czym jest (poza tym, że musiał istnieć), przeczy to wszystkiemu co znamy (naukowo), ale co tam... tak wychodzi... logicznie. Nieskończony regres? Cóż, a nieskończona gęstość? Niedoskonałość koncepcji.

3. A jeśli materia istnieje od "zawsze". To przecież poprzez nieskończny ciąg zdarzeń doszło do powstania bytu (ewolucja), który nabrał cech tego co rozumieimy dzisiaj pod pojęciem boga (lepiej lub gorzej). Uwzględniając nieskończony ciąg zdarzeń, taki byt powstał z wysokim prawdopodobieństwem. Tak, jest wtorny wobec materii, no ale tak wychodzi logicznie, ma zapewne też jakieś wady (jakiś może nie wszech, ani naj...) ale w końcu i tak nie wiemy kim jest dokładnie.Niedoskonałość koncepcji.

Dlaczego koncepcja nr 1 jest godna uwagi, a 2 i 3 nie? Wszystkie opieraja się na obserwacji, potem koncepcja, spójne wnioskowanie i wynik.
12-09-2014 12:41 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>A skąd Ty to wiesz? Objawienie miałeś?
Tak, Objawienie było niezbędne. Brzostowski spadł z Księżyca wczoraj dopiero i nie dał się jeszcze wcale ale to wcale poznać. W dodatku Brzostowski jest pierwszym spadkiem z Księżyca, nigdy w życiu nie spotkałem tysiąca religijnych trolli co bełkoczą papugując naukę by jak królika z kapelusza wyciągnąć to jałowe poznawczo badziewie na literę b.

>Nie idzie tutaj o to, co w nauce jest źle zdefiniowane, gdzie są braki.
To po ki chwost upierasz się, że chodzi i próbujesz rozciągnąć znak równości między rozumnością pojęć boga i materii, a przyciśnięty do muru rejterujesz?

>Chodzi o to, że tacy jak Ty, odmawiają teistom prawa do dyskusji, nawet teoretyzowania, budowania koncepcji, w których bóg może istnieć jako element naszego świata, mimo że jest kiepsko zdefiniowany, nieudowodniony, nieobserwowany.
A co na to lekarz, biedaku? Biedny, uciskany biedaku? 2 i pół tysiąca postów spłodziłeś, ile postów byłoby oznaką pełnego prawa do dyskutowania itd. i co byś w nich zawarł ciekawego gdybyś miał takie pełne prawo?
Zapewne już w tym wątku kilka razy wspomniałem o miliardach wierzących na przestrzeni tysiącleci swobodnie tworzących pierdyliardy bzdetów o łącznej wartości poznawczej zero i Twoje dążenie do "budowania koncepcji, w których bóg może istnieć jako element naszego świata, mimo że jest kiepsko zdefiniowany, nieudowodniony, nieobserwowany" jest dalszym ciągiem żałosnego usiłowania wyciągania boskiego królika z kapelusza.

>Jednocześnie jednak nie przeszkadza im fakt, że sami też robią to samo w szeroko pojętej nauce.
Konkrety proszę, żałosny paszkwilancie! Jaki konkretnie temat w nauce można porównać z tematem bogów w religii (ze wszystkimi konsekwencjami poznawczymi i społecznymi najlepiej)?

>Wwskazuję, że w szeroko pojętej nauce też tworzy się teoretyczne koncepcje, modele itd... które mają za zadanie wyjaśnić kawalek świata. Podobnie można robić biorąc pod uwagę boga jako jakis element swiata.
Konkretnie proszę, KONKRETNIE! Jakie konkretnie koncepcje naukowe dotyczące jakiego zagadnienia możesz porównać do ogromu idiotyzmów tworzonych przez religiantów różnej maści na przestrzeni dziejów?

>To wskazuje ewidentnie iż posługuejsz się ideologią antyklerykalną, a nie racjonalnym podejściem.
Tyle że na prawdziwość mojej oceny wskazuje także to co sam powiadasz: dążenie teistów do dyskusji, nawet teoretyzowania, budowania koncepcji, w których bóg może istnieć jako element naszego świata, mimo że jest kiepsko zdefiniowany, nieudowodniony, nieobserwowany.

>Mam taki oto problem: osobliwość o której tutaj mówimy (przed BB) miała ineskończoną gęstość (z definicji).
>Nic takiego nigdy nie zostało przez naukę zbadane, co więcej. W ogóle nigdy nie soptkaliśmy sie z nieskończoną gęstoscią, czyli definiowanie czegokolwiek za pomocą takiego terminu jest nienaukowe, bezsensowne.
Już paru ludzi poza mną także tematu wyjaśnienia co to jest osobliwość dotknęło, czy dotarło do Ciebie o co chodzi z tą osobliwością i nieskończonością? Czy będziesz nadal z oślim uporem domagał się precyzyjnej definicji, obliczeń czy bógwico jeszcze? Brzostowski, nie bądź nachalny, dajże nauce trochę czasu na zaspokojenie Twoich żądań. Dziś, o ile wiem, to era Plancka jeszcze nie daje się opisać matematycznie z powodu nieznajomości kwantowej teorii grawitacji (ech, ta boska cząstka!), ale dzięki energiom uzyskiwanym w akceleratorach już fizycy sięgają jeszcze bardziej w głąb czasu, do zdarzeń gdzieś ponoć ok 1/3 ery Plancka... daj im szanse, a w międzyczasie przyduś bardziej swoich braci w umysłowym nieszczęściu, żeby wreszcie choć JEDNO rozumne zdanie na temat boga stworzyli.
I powtórzę swoje pytanie: Dopóki nie dostaniesz konkretnej wartości tej gęstości to wszystkie debilne bzdety o wszystkich bogach wszystkich religii będziesz uważał za tak samo uprawnione jak twierdzenia naukowców o osobliwości?
Znaj proporcją, mocium panie.

>z obserwacji wynika, że: świat istnieje, że zawsze są jakieś przyczyny zdarzeń (obserwujemy to przecież), musi zatem być pierwsza przyczyna zaistnienia świata. Bóg.
Widzisz, współczesna odbiblijna teologia wypiera się jak żaba błota pomysłu, że umysłowe akrobacje Akwinaty mogą być dowodem istnienia Boga. Mówi się, że to (k.., jak ja kocham ten teologiczny bełkot!) przedstawienie wewnętrznej spójności wiary i takie tam.
Ale to na marginesie, przyjmijmy, że to Twoje własne zdanie. Słowa "zawsze" i "musi" stają się słowami od czapy zwłaszcza, że za chwilę sam twierdzisz, że nie wszystko i nie musi. Tyle że w łepetynie fideisty owo "nie wszystko" i "nie musi" dotyczy wyłącznie - ludzie, ludzie, cuda w tej budzie! - królika z kapelusza!
Może jako myśliciel wysokiej próby, do tego racjonalista pełną gębą wyjaśnisz skąd/jak/czemu w tym ciągu dywagacji o przyczynach pojawia się to obarczone tonami głupoty pojęcie. To tylko przypadkowo dobrana nazwa czy coś się za tym jeszcze kryje? Czyli wspomnij słowa Barbary Stanosz i obarcz tę umysłową pustkę jakimś znaczeniem. Krótko mówiąc - zdefiniuj to coś. Ale tak zdefiniuj, żeby było wiadomo o co chodzi. Niech to będzie nawet definicja najbardziej ogólnikowa, ale niech spełnia elementarny warunek definiowania czyli pozwoli odróżnić obiekt definiowany od czegokolwiek innego. A gdyby w Twojej rozumnej definicji Boga pojawiały się takie terminy jak UFO, zbawienie, Jezus to byłoby lepiej gdyby nie było to na zasadzie ad hoc.
W ogóle byłoby najlepiej gdybyś w całkiem osobnym wątku opisał swoją koncepcję Boga i wytłumaczył co się da jak chłop krowie na rowie, bez odwoływania się do masy bełkotu funkcjonującego w religijnym dorobku ludzkości. Wiele razy w życiu proponowałem fideistom taki hazard i na razie nikt nie chciał mnie oświecić. Brzostowski, spróbujesz? Wyobraź sobie, że jestem kosmitą, przyleciałem, popatrzyłem ( w tym na różne religie) i... Twoja kolej.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-09-2014 23:00 
 Ocena 3 na 3
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Wybiórcza logika oraz nieuczciwość racjonalistów polega na tym, że:
>a) jeśli nie ma spójnej definicji boga, to dyskusja o nim jest bez sensu (= boga nie ma),

Gdyby taka była, to może i by była. W rzeczywistości taka równość nie zachodzi, dałeś tylko pokaz własnego braku zdolności rozumowania.

>b) ale jeśli są podobne braki w szeroko pojętej nauce, i racjonalisci się posługują pojeciami które znaczą (ch... wie co) to jest OK

Zorientowaliśmy się, że nie wiesz co znaczą, ale nie bądź dla siebie taki surowy, to nie grzech.

> to jest racjonalne i gdybanie oraz teoretyzwanie na ten temat jest przejawem mądrości i inteligencji

A żebyś wiedział.

>c) gdy ktoś wskaże te braki wprost i zapyta co to znaczy (np nieskończona gęstość, jaka jest definicja materii)...

To otrzyma odpowiedź, której nie zrozumie.
12-09-2014 16:20 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> Wybiórcza logika oraz nieuczciwość racjonalistów ...

Czyżby tęsknota za nielogicznym irracjonalizmem?

> a) jeśli nie ma spójnej definicji boga, to dyskusja o nim jest bez sensu

Faktycznie, dyskusja nie wiadomo o czym jest bez sensu.

> (= boga nie ma)

Nie wiadomo czego nie ma.

> b) ale jeśli są podobne braki w szeroko pojętej nauce,

Przedmiot zainteresowania nauki jest jasno określony, a jeśli nie, to nie jest to nauka.

> c) gdy ktoś wskaże te braki wprost i zapyta co to znaczy (np nieskończona gęstość, ...

Nieskończona gęstość jest idealizacją matematyczną.

> jaka jest definicja materii)...

Nauce definicja materii nie jest potrzebna, bo wszystko co istnieje jest materią.

>d) to wtedy nazwą go głupcem, ...

I słusznie.

> ... ale definicji nie podadzą.
> e) nie podadzą, bo dobrze wiedzą, że jest wybrakowana, niespójna.

Podawali wielokrotnie, choćby tu.

> f) a to musiałoby oznaczać iż muszą równie poważnie brać pod uwagę opowieści teistów.

Zabawne żądanie.

> g) a na to nie pozwala ideologia.

Raczej logika i uczciwość nie pozwalają.
13-09-2014 12:12 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
maceox (6766 punktów)
>Na Racjonaliście pojawia się coraz więcej rozmówców o poglądach teistycznych oraz głęboko
>wierzących. Jako agnostyk chciałbym, żeby te osoby rzuciły więcej światła na swój teizm i
>wytłumaczyły mi, na czym on polega.
Nie jestem teistą, ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien aspekt, który - mam wrażenie - często racjonalistom w krytyce religii umyka.

>Oczywiście znam te zagadnienia z katechezy i ambony, lecz chciałbym je poznać dogłębnie, nie opisowo.
To sorry, ale w takim razie musisz głęboko uwierzyć...

>Dzisiejsza świadomość społeczna jest w dużej mierze naukowa, niż wyznaczana przez dogmat kościoła.
To zależy w jakim państwie. Polski nie byłbym taki pewien, niestety.

>Więc chciałbym żeby na naukowej płaszczyźnie wytłumaczono mi o istocie rzeczy, w szczególności dotyczącej bytu duchowego, boskiego, astralnego, duszy. Jak one maja się do materii i czym w istocie są?
To bardzo dobre pytanie, ale tu właśnie odpowiedzi często prezentowane na tym forum - w duchu dawkinsowskim - są dla mnie niewystarczające. To prawda, że te wszystkie "duchowe" byty są wytworami ludzkiego umysłu, ale tu się zabawa dopiero zaczyna.

Jedna sprawa to legendy i spekulacje na temat istnienia świata nadprzyrodzonego. Sądzę jednak, że w tym aspekcie większość wierzących ma jako takie wyczucie, czym wiara różni się od wiedzy naukowej, o czym świadczy fakt, że w życiu codziennym w większości jednak funkcjonują stosunkowo racjonalnie.

Czym innym od wiary w mity jest jednak doświadczenie religijne polegające na pewnym wewnętrznym przeżyciu. Dziś mamy zresztą możliwość praktykowania podobnych doświadczeń bez konieczności wyznawania jakiejś religii. Mam tu na myśli praktyki medytacyjne i inne techniki do nich zbliżone.

Otóż moim zdaniem bardzo często zachodzi pewna pomyłka. Pomyłka która czesto skutkuje poważnym niezrozumieniem pomiędzy fideistami i racjonalistami. Moim zdaniem gdy ludzie mówią "wierzę", to najczęściej (w każdym razie w naszej cześci świata) mają na myśli w pierwszej kolejności to, że praktykują przeżycia religijne, natomiast dopiero na drugim planie jest dla nich to, że w wywołaniu tych przeżyć pomagają im różne rytuały i opowieści o światach nadprzyrodzonych, czy o Bogu. Oni wiedzą, że w Boga można tylko wierzyć, i że nie da się go wykazać naukowo, ale ta wiara nie mialaby dla nich żadnego sensu, gdyby nie te ich "duchowe" przeżycia z tym związane.

Tymczasem dawkinsowscy - że się tak wyrażę - racjonaliści najczęściej atakują ten element niezgodności religijnych mitologii z nauką. Mają w tym apsekcie rację, ale to banał całkowity. Wierzącym - że się tak wyrażę - wcale "nie o to chodzi". To wcale nie jakieś suche spekulacje i niesprawdzone hipotezy utrzymują ich w wierze - samo to w żadnym razie nie starczyłoby do utrzymania ich fideizmu.

Tymczasem to właśnie doświadczenie - takie już np. samo odczuwanie "harmonii" przy spowolnionym oddechu - jest tu istotne.

I mając to na uwadze nie dziwi mnie, że niektórzy fideiści uważają, że krytyka "dawkinsowskich" racjonalistów jest płytka, wręcz prymitywna. Tu nie chodzi o świat realny, w którym fideiści zresztą odnajdują się na codzień całkiem racjonalnie, tylko o przeżycie, które dla fideistów jest wzbogacające.

Najśmieszniejsze jest to, że to podobne przeżycie (np. stanu okołomedytacyjnego) dla osób niereligijnych również jest wzbogacające, tyle że prawdopodobnie rytuał jest nieco uproszczony.

Muszę dodać, że oczywiście nie zgadzam się z wpieprzaniem się kościoła do polityki i z próbą narzucania jego moralności wszystkim w naszym kraju. Jestem też przeciwny wierze rozumianej jako bezdyskusyjne opieranie się na autorytetach.

Uważam jedynie, że racjonaliści przeceniają aspekt niezgodności mitologii z nauką (z tego wierzący akurat najczęściej zdają sobie sprawę - przynajmniej w realu codzienności) natomiast często nie doceniają aspektu przeżycia "duchowego", które jest siłą trzymającą ludzi przy religii.

Pozdrawiam wszystkich racjonalistów.
10-09-2014 11:54 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Otóż moim zdaniem bardzo często zachodzi pewna pomyłka. Pomyłka która czesto skutkuje poważnym niezrozumieniem pomiędzy fideistami i racjonalistami. Moim zdaniem gdy ludzie mówią "wierzę", to najczęściej (w każdym razie w naszej cześci świata) mają na myśli w pierwszej kolejności to, że praktykują przeżycia religijne, natomiast dopiero na drugim planie jest dla nich to, że w wywołaniu tych przeżyć pomagają im różne rytuały i opowieści o światach nadprzyrodzonych, czy o Bogu. Oni wiedzą, że w Boga można tylko wierzyć, i że nie da się go wykazać naukowo, ale ta wiara nie mialaby dla nich żadnego sensu, gdyby nie te ich "duchowe" przeżycia z tym związane.

>Tymczasem dawkinsowscy - że się tak wyrażę - racjonaliści najczęściej atakują ten element niezgodności religijnych mitologii z nauką. Mają w tym apsekcie rację, ale to banał całkowity. Wierzącym - że się tak wyrażę - wcale "nie o to chodzi". To wcale nie jakieś suche spekulacje i niesprawdzone hipotezy utrzymują ich w wierze - samo to w żadnym razie nie starczyłoby do utrzymania ich fideizmu.

>Jestem też przeciwny wierze rozumianej jako bezdyskusyjne opieranie się na autorytetach.

Ad. te trzy akapity: problem, moim zdaniem, polega na tym, że wielu domorosłych racjonalistów (także na tym forum) tak właśnie sobie "wiarę" definiuje. I walczą sobie z własnoręcznie stworzonymi wiatrakami, bo choć nie da się zaprzeczyć, że taka bezkrytyczna postawa również się pojawia, to chyba mocno wątpliwe jest, aby była ona "głównym nurtem".

>Tymczasem to właśnie doświadczenie - takie już np. samo odczuwanie "harmonii" przy spowolnionym oddechu - jest tu istotne.
>I mając to na uwadze nie dziwi mnie, że niektórzy fideiści uważają, że krytyka "dawkinsowskich" racjonalistów jest płytka, wręcz prymitywna. Tu nie chodzi o świat realny, w którym fideiści zresztą odnajdują się na codzień całkiem racjonalnie, tylko o przeżycie, które dla fideistów jest wzbogacające.

>Najśmieszniejsze jest to, że to podobne przeżycie (np. stanu okołomedytacyjnego) dla osób niereligijnych również jest wzbogacające, tyle że prawdopodobnie rytuał jest nieco uproszczony.

Ad. te dwa akapity: moim zdaniem nie za wiele różni się o to (jeśli w ogóle) od doświadczeń mistycznych i uniesień religijnych. Polecam zapoznanie się z psychologią transpersonalną, już choćby z tego względu, że sprzeciwia się ona uznawaniu przeżyć mistycznych, "duchowych" itp. za przejawy patologii i jednostek chorobowych:

pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_transpersonalna

>Uważam jedynie, że racjonaliści przeceniają aspekt niezgodności mitologii z nauką (z tego wierzący akurat najczęściej zdają sobie sprawę - przynajmniej w realu codzienności) natomiast często nie doceniają aspektu przeżycia "duchowego", które jest siłą trzymającą ludzi przy religii.

Ja bym napisał w tym przypadku "racjonaliści". To, że ktoś nie przeżył czegoś i nie doświadczył, nie znaczy automatycznie, że takie stany nie istnieją, czy że są oznaką zaburzeń i patologii, a to zdaje się, główna postawa prezentowana przez "racjonalistów".

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
10-09-2014 16:06 
 Ocena 4 na 4
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Ja bym napisał w tym przypadku "racjonaliści". To, że ktoś nie przeżył czegoś i nie doświadczył, nie znaczy automatycznie, że takie stany nie istnieją, czy że są oznaką zaburzeń i patologii, a to zdaje się, główna postawa prezentowana przez "racjonalistów".

Nie wiem z czego się cieszysz.
Po pierwsze nikt tu nie twierdził że praktykowanie religii nie może wywoływać u niektórych haju, po drugie, wiadomo że jest patologią, o czym świadczą liczne przypadki niekorzystnego rozporządzenia majątkiem i zdrowiem swoim i bliskich, czy agresji, wywołane praktykowaniem religii. Jest to oczywiste, choć ze względu na liczebność wierzących objęte politpoprawnością.

Ocena kolegi maceox do której się odnosisz jest o tyle atrakcyjna co dyskusyjna, bo choć zapewne trafnie odgaduje motywy części wierzących, to jest nieuprawnioną generalizacją.

W końcu, jeżeli religia jest li tylko środkiem ku osiągnięciu przyjemnych, odmiennych stanów świadomości, podobnie jak alkohol i narkotyki, to nie zasługuje na status którym się obecnie cieszy, powinna wylądować na tej samej półce co inne używki i nie ma sensu obchodzić się z nią jak ze śmierdzącym jajem i udawać że jest dobrem samym w sobie.
10-09-2014 16:37 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Nie wiem z czego się cieszysz.
O, czyżbym wyczuwał lekką nutkę wojowniczości? To, z czego tak się cieszę, to pewność siebie wielu ludzi, którzy zapominają o sokratejskim "wiem, że nic nie wiem" i niejako na siłę starają się wtłoczyć Rzeczywistość w ciasne ramy swoich koncepcji i twierdzą, że to poprawny i jedynie słuszny jej opis. Bawi mnie to.

>Po pierwsze nikt tu nie twierdził że praktykowanie religii nie może wywoływać u niektórych haju, po drugie, wiadomo że jest patologią,
Ale co jest patologią? Religia jako taka? Bez przesady, co najwyżej może prowadzić do patologii. A to nie to samo. Też chcesz generalizować?

>o czym świadczą liczne przypadki niekorzystnego rozporządzenia majątkiem i zdrowiem swoim i bliskich, czy agresji, wywołane praktykowaniem religii.
W ogólności się zgadzam. Aczkolwiek niezupełnie do końca.

>Ocena kolegi maceox do której się odnosisz jest o tyle atrakcyjna co dyskusyjna, bo choć zapewne trafnie odgaduje motywy części wierzących, to jest nieuprawnioną generalizacją.
Że jest generalizacją to się zgadzam, ale znów przypomnę Ci, że Twoja wypowiedź o sensie "religia jest patologią" też nią jest. I równie nieuprawnioną.

>W końcu, jeżeli religia jest li tylko środkiem ku osiągnięciu przyjemnych, odmiennych stanów świadomości, podobnie jak alkohol i narkotyki, to nie zasługuje na status którym się obecnie cieszy, powinna wylądować na tej samej półce co inne używki i nie ma sensu obchodzić się z nią jak ze śmierdzącym jajem i udawać że jest dobrem samym w sobie.

Może inaczej - religia jako pierwszy, prymitywny sposób na nawiązanie przez ludzi kontaktu z "transcendentną stroną Rzeczywistości" (oczywiście naturalizm ontologiczny kwestionuje takie coś jako czysty nonsens) nie stawia jej raczej w rzędzie używek. Już raczej (z pewnego punktu widzenia) sposobów dociekania o tejże Rzeczywistości.
A że potem przyszła religia zinstytucjonalizowana, to mamy obecnie, co mamy i co każdy wie oraz rozumie.

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
10-09-2014 17:41 
 Ocena 4 na 4
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Że jest generalizacją to się zgadzam, ale znów przypomnę Ci, że Twoja wypowiedź o sensie "religia jest patologią" też nią jest. I równie nieuprawnioną.

Czyżby?
Moim zdaniem, religia jako zorganizowany system rozpowszechniania fałszywych informacji i poglądów, wprowadzania ludzi w błąd i manipulowania nieukształtowanymi umysłami dzieci skutkującego upośledzeniem zdolności krytycznego rozumowania, jest patologią z definicji,
a więc jak najbardziej, generalizacja jest uprawniona.

>Może inaczej - religia jako pierwszy, prymitywny sposób na nawiązanie przez ludzi kontaktu z "transcendentną stroną Rzeczywistości" (oczywiście naturalizm ontologiczny kwestionuje takie coś jako czysty nonsens) nie stawia jej raczej w rzędzie używek. Już raczej (z pewnego punktu widzenia) sposobów dociekania o tejże Rzeczywistości.

Zauważ, że w znanych nam prymitywnych społecznościach, ów "pierwszy, prymitywny sposób nawiązywania" zazwyczaj wiąże się ze spożywaniem substancji odurzających pochodzenia roślinnego ;D

"Transcendentna strona Rzeczywistości", to tylko mowa-trawa. Zresztą zauważ, że podobne zlepki słowne również pojawiają się w opisach wrażeń z narkotykowych tripów.
11-09-2014 13:11 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>Moim zdaniem, religia jako zorganizowany system rozpowszechniania fałszywych informacji i poglądów, wprowadzania ludzi w błąd i manipulowania nieukształtowanymi umysłami dzieci [...]
Oj, oj - z jednej strony jak najbardziej racja, a z drugiej... W sumie jak na to świeżym i bezstronnym okiem spojrzeć, to przecież nauka na każdym etapie swojego rozwoju może być oskarżona o dokładnie to samo.. Teorie rodzą się i umierają i za każdym razem dzieje się to samo: brane są za pełny i poprawny opis rzeczywistości. A potem przychodzi nowa teoria i okazuje się, że stara tak do końca racji nie miała. A przecież nauczano jej jakby to była "najprawdziwsza prawda o świecie i szlus. Inaczej nie może być".

>>Może inaczej - religia jako pierwszy, prymitywny sposób na nawiązanie przez ludzi kontaktu z "transcendentną stroną Rzeczywistości" (oczywiście naturalizm ontologiczny kwestionuje takie coś jako czysty nonsens) nie stawia jej raczej w rzędzie używek. Już raczej (z pewnego punktu widzenia) sposobów dociekania o tejże Rzeczywistości.
>Zauważ, że w znanych nam prymitywnych społecznościach, ów "pierwszy, prymitywny sposób nawiązywania" zazwyczaj wiąże się ze spożywaniem substancji odurzających pochodzenia roślinnego ;D
Oj, tam, oj tam - wcale nie zazwyczaj Istnieją praktyki dochodzenia do stanów transowych poprzez zażywanie substancji psychoaktywnych - meskalina, LSD, THC (żeby wymienić niektóre) ale również np. pracę z oddechem, rytmem, tańcem. Dodatkowo znane są one od stuleci - począwszy od jakichś szamanów z syberii czy amazonii aż do współczesnych technik psychologii.

>"Transcendentna strona Rzeczywistości", to tylko mowa-trawa. Zresztą zauważ, że podobne zlepki słowne również pojawiają się w opisach wrażeń z narkotykowych tripów.
Występujesz z pozycji naturalizmu ontologicznego, o którym już wspomniałem. Istnieją również inne interpretacje - Twoja to zaledwie jedna z nich. Należy być tego świadomym. Zresztą "zlepki słowne" mnie nie dziwią, człowiek w stanie transowym doswiadcza najprawdopodobniej stanów które są zbyt bogate sensorycznie, żeby język mógł je w pełni uchwycić. Język to narzędzie bardzo niedoskonałe i "zlepki słowne" czasem mogą nie oznaczać "bełkotu", tylko to, że może chce się przekazać coś, na co po prostu "słów brakuje" - tym razem nie w pejoratywnym sensie..

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
11-09-2014 15:33 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Teorie rodzą się i umierają i za każdym razem dzieje się to samo: brane są za pełny i poprawny opis rzeczywistości. A potem przychodzi nowa teoria i okazuje się, że stara tak do końca racji nie miała. A przecież nauczano jej jakby to była "najprawdziwsza prawda o świecie i szlus. Inaczej nie może być".

"Brane", "nauczane", ale przez kogo? Czy aby na pewno są to postawy powszechne,
czy może tylko mylne wrażenia ludzi nie rozumiejących metody naukowej?

Obwiniasz naukę o ludzkie nieuctwo.

> Istnieją praktyki dochodzenia do stanów transowych poprzez zażywanie substancji psychoaktywnych - meskalina, LSD, THC (żeby wymienić niektóre) ale również np. pracę z oddechem, rytmem, tańcem.

Toteż postulowałem odłożenie religii tam gdzie jej miejsce - razem z lsd, thc, rytmem, tańcem i wódką.

>Występujesz z pozycji naturalizmu ontologicznego, o którym już wspomniałem. Istnieją również inne interpretacje - Twoja to zaledwie jedna z nich.

Mylisz się. Mógłbym nawet powiedzieć, że uważam to stanowisko za bezpodstawne,
gdyby nie to, że filozofowanie tego rodzaju uważam za stratę czasu.

Gadanie o transcendecji i "inne interpretacje" są próżnym bełkotem, ponieważ nie są powiązane z żadnymi obiektywnymi zjawiskami.\
11-09-2014 16:16 
 Ocena 1 na 1
gostyx (347 punktów)
>"Brane", "nauczane", ale przez kogo? Czy aby na pewno są to postawy powszechne,
>czy może tylko mylne wrażenia ludzi nie rozumiejących metody naukowej?
Proszę Cię... Czy Ty uważasz może, że naukowcy nie hołdują takiej postawie i są wolni od uprzedzeń oraz małostkowości i zaściankowości, która cechuje jedynie "ciemny ludek"? Z jakiego względu? Bo są naukowcami? To w gruncie rzeczy bardzo konserwatywni ludzie. Mogę się założyć, że stopień konserwatyzmu u naukowców jest równy średniej branej z całej populacji. Albo i nawet większy. Czyżby jakieś postrzeganie naukowców jako "nieomylnych kapłanów na świętym ołtarzu Nauki"? Klapki na oczach to nie tylko kościół i dewocja... Historia nauki najlepszym tego dowodem.

>Obwiniasz naukę o ludzkie nieuctwo.
Trudno tego nie robić, skoro nauka jest w pełni ludzkim tworem i nosi nieusuwalne ślady swoich twórców.

>>Występujesz z pozycji naturalizmu ontologicznego, o którym już wspomniałem. Istnieją również inne interpretacje - Twoja to zaledwie jedna z nich.
>Mylisz się. Mógłbym nawet powiedzieć, że uważam to stanowisko za bezpodstawne,
>gdyby nie to, że filozofowanie tego rodzaju uważam za stratę czasu.
Filozofowanie bardzo rozszerza horyzonty. Bardzo. Naprawdę.

>Gadanie o transcendecji i "inne interpretacje" są próżnym bełkotem, ponieważ nie są powiązane z żadnymi obiektywnymi zjawiskami.
Poczytaj co nieco niezwiązanego z nurtem materialistycznym Choćby prace ludzi związanych ze wspomnianą już przeze mnie psychologia transpersonalną. Polecam.

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
11-09-2014 22:41 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Proszę Cię... Czy Ty uważasz może, że naukowcy nie hołdują takiej postawie i są wolni od uprzedzeń oraz małostkowości i zaściankowości, która cechuje jedynie "ciemny ludek"? Z jakiego względu? Bo są naukowcami?

Czyżbym coś takiego napisał?
Gdzieżbym śmiał dokonywać takich uogólnień, mogąc podziwiać chociażby wysiłki naszego Wiesława B.

Nauka to nauka, naukowcy to naukowcy, są różni.

>Filozofowanie bardzo rozszerza horyzonty. Bardzo. Naprawdę.

Zapewniam że nie wszystkim, są tacy, którym bardzo zwęża.
Owszem, niektórym rozszerza, ale dorobek stuleci filozofowania nie nastraja do takich wniosków.

Chociaż rzeczywiście, dobrze trochę znać ten dorobek, wtedy jest się w dużo lepszej pozycji, by go z hukiem wywalić tam, gdzie jego miejsce.
10-09-2014 13:19 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Sądzę jednak, że w tym aspekcie większość wierzących ma jako takie wyczucie, czym wiara różni się od wiedzy naukowej,
Nie przeceniałbym tego wyczucia. Nie spotkałem jeszcze wierzącego, który nie uważałby, że nauka jest czymś podlejszym, pośledniejszym od wiary. Ci z najlepszym wyczuciem co najwyżej sytuują je na równym poziomie, tyle że wiarę w ważniejszej dziedzinie.

>w życiu codziennym w większości jednak funkcjonują stosunkowo racjonalnie.
Słusznie prawisz, że tylko większość, bo tylko większości wiara na to pozwala. Większość ta wskutek działania mechanizmów obronnych umysłu jakoś tam weksluje wiarę poza obszar codziennego funkcjonowania w realnym świecie. Niektórzy z racji obszaru zajmowanego w ich umyśle przez wiarę muszą jednak ograniczać obszar codziennego funkcjonowania - np. niemożność zostania paleontologiem w przypadku kreacjonisty młodej ziemi czy niemożność pójścia na dyskotekę w przypadku wyznawcy Natanka.

>ta wiara nie mialaby dla nich żadnego sensu, gdyby nie te ich "duchowe" przeżycia z tym związane.
Tyle że ta wiara najpierw została im wdrukowana do mózgu i dopiero ona umożliwia przeżycia o których mówisz.
Poza tym chociaż możesz zaoferować wierzącym przeżycia duchowe pochodzące z medytacji za przeżycia pochodzące z wiary, to nawet one nie muszą być zamiast tylko mogą być obok, ale już za obietnicę wiecznego urlopu nic nie masz do dania.

>Uważam jedynie, że racjonaliści przeceniają aspekt niezgodności mitologii z nauką (z tego wierzący akurat najczęściej zdają sobie sprawę - przynajmniej w realu codzienności) natomiast często nie doceniają aspektu przeżycia "duchowego", które jest siłą trzymającą ludzi przy religii.
Nie sądzę, by wierzący zdawali sobie sprawę z rozbieżności ich mitologii z nauką, a w razie takiej rozbieżności kładą to ewentualnie na karb interpretacji lub wprost na karb wspomnianej wcześniej niezdolności nauki do wyjaśniania zjawisk "ponadnaukowych".
Sednem jest tu jednak częsta rozbieżność wiary, która jest zawsze sprawą osobistą i oficjalnych doktryn społecznych systemów religijnych. Np. człowiek utożsamiający się z kościołem katolickim może odczuwać dyskomfort z powodu niewiary w jakiś konkretny dogmat, może czuć się niepewnie z racji nieznajomości Katechizmu czy Biblii, którymi niby powinien się ze znawstwem kierować, ale zawsze w JEGO umyśle obiekty JEGO wiary są zgodne z JEGO widzeniem reszty świata. Mówię "reszty", bo obiekty wiary są dla jego upośledzonego postrzegania także elementami - i to najważniejszymi! - świata realnego.
Masz jednak rację, że ludzie mieniący się racjonalistami mogą błądzić w ocenie wagi rozbieżności mitologii i nauki. Wynika to z tego, że najczęściej poddają tej ocenie SWOJE widzenie sprawy.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-09-2014 13:33 
 Ocena 4 na 4
Domeru (533 punktów)
> Niektórzy z racji obszaru zajmowanego w ich umyśle przez wiarę muszą jednak ograniczać obszar codziennego funkcjonowania - np. niemożność zostania paleontologiem w przypadku kreacjonisty młodej ziemi czy niemożność pójścia na dyskotekę w przypadku wyznawcy Natanka.

Bez przesady - przecież to się da pogodzić nawet posługując się najzwyklejszą hipokryzją, a co dopiero przy pomocy dobrze rozwiniętych mechanizmów racjonalizacji urojeń.
10-09-2014 19:07 
 Ocena 2 na 2
niestadny (2492 punktów)

>Nie przeceniałbym tego wyczucia. Nie spotkałem jeszcze wierzącego, który nie uważałby, że nauka jest czymś podlejszym, pośledniejszym od wiary.
Tja... Szczególnie celują w tym wierzący naukowcy, posługujący się na co dzień metodą naukową.
Oni po prostu chcą dowiedzieć się jak najwięcej o świecie stworzonym przez Stwórcę, w którego wierzą. Cel i metody są te same co u ich niewierzących kolegów uważających, że nie ma żadnych przesłanek by zakładać istnienie jakiejkolwiek nadrzeczywistości.

Nie spotkałem jeszcze wierzącego, który uważałby, że nauka jest czymś podlejszym, pośledniejszym od wiary.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
10-09-2014 20:32 
 Ocena 3 na 3
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Tja... Szczególnie celują w tym wierzący naukowcy, posługujący się na co dzień metodą naukową.

"Atheists comprise an estimated 2.01%, and non-religious a further 16% of the world population
...
Among the members of the National Academy of Sciences, 7% believed in God, 72.2% did not, and 20.8% were agnostic or had doubts."

en.wikipedia.org/wiki/Demographics_of_atheism

Owszem, istnieją wierzący naukowcy,
ale atomu to oni raczej nie rozbiją.
10-09-2014 15:11 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Są jeszcze inne ciekawe aspekty w wierze, które także umykają racjonalistom.

1. Dla wielu wierzących bardzo ważne jest, aby to w co wierzą, nie było sprzeczne z aktualną wiedzą w tym sensie, aby szeroko pojęta nauka dopuszczała coś w co oni wierzą. I uwaga! Nie chodzi o to aby coś było niewytłumaczalne, tylko dopuszczalne (racjonalnie)! Wydaje mi się, że część racjonalistów ma problem z odróżnianiem tych rzeczy.

2. Przeciwstawianie nauki i wiary/religii jest dla ogarniętych wierzących bezsensowne, racjonaliści często to robią wyjaśniajac sobie zagadnienia wiary teistów, ale dla wierzacych ma to drugorzędne znaczenie. Dlatego, że to nie jest przeciwstawne w percepcji wierzących. Nauka odkrywa po prostu to, co akurat udaje się pracą ludzi poznać i zbadać. Dla wiary nie ma to znaczenia. Jest obok.

3. Wreszcie zachowania i życie, wszystkich. Racjonaliści chętnie posługują się pojęciem metody naukowej: boga nie ma bo nie ma dowodów, co powinno zamknąć gęby teistom i dać komfort ateistom. Wy, kochani ateisci zyjecie, prowidzcie dyskusje tak, jakby boga nie było (bo nie ma dowodów). Ale czy już tak samo postępujecie w przypadku Wielkiego Wybuchu? Przecież też nie udowodniony!

Zarzucacie teistom, że mówią o bogu, pytacie - a cóż to do cholery jest? Nie ma definicji, zatem racjonalnie/naukowo nie ma o czym gadać. Bzdura. Ale gdy ja się pytam co to jest ta osobliwość, z której powstał wszechświat, co to jest ta nieskończona gęstość (jest to możliwe?, widział, kiedyś , ktoś takie coś w przyrodzie?. Ale to już nie jest bzdura? To nauka!

4. Metoda naukowa 2.

Tak nie można postawić naukowo tezy o istneniu boga (nieweryfkowalność). Ale przecież wiemy, że nie trzeba takich tez stawiać aby coś istniało, albo nie. Wiemy dobrze, że świat istniał, wtedy gdy nie było nawet nas, nie mówiąc o metodzie naukowej. Dlatego też brak możliwosci testowania nic nam nie mówi o istnieniu lub nie. To koljeny arguemnt w ręku teisty do punktu 2.

5. Religia a racjonalizm.
Często zarzucacie teistom, że cholera tam wie, czym tam jest ich bóg, jaki jest, itd... że są sprzeczności... każdy sobie coś interpretuje itd... że teisci nie trzymaja się swoich zasad, itd...czyli generalnie bóg/religia bzdura.

Ale czy Wy racjonaliści, jesteście racjonalni? Zawsze? Czy żyjecie racjonalnie? A co to w ogóle znaczy? czyli geenralnie bzdura.

Podsumowując te aspekty:

dla teisty nie ma sprzeczności pomiędzy wiarą i nauką, ponieważ nie są to rzeczy przeciwstawne, są obok siebie,
racjonalizm dopuszcza istnienie różnych dziwności ze swej istoty (metodologiczna niepewność) co oznacza, że dopuszcza istnienie tego w co wierzą teiści,
metoda naukowa nie rozstrzyga o istnieniu lub nie czegokolwiek,
zarówno racjonaliści, jak i teisci nie są konsekwentni w swoim życiu, nie żyją sztywno zgodnie ze swoim światopoglądem/zasadami, co uprawnia do wniosku, że to cecha człowieka a nie wiary/religii czy racjonalizmu.

10-09-2014 22:44 
 Ocena 4 na 4
farmer (22440 punktów)

>Podsumowując te aspekty:
>dla teisty nie ma sprzeczności pomiędzy wiarą i nauką, ponieważ nie są to rzeczy przeciwstawne, są obok siebie,

Chyba w gazetce Watch Tower SJ.

10-09-2014 22:57 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Sprzeczność pomiędzy wairą i nauką nie istnieje, tak jak nie ma sprzeczności pomiędzy krową i stołem.
farmer (22440 punktów)
>Sprzeczność pomiędzy wairą i nauką nie istnieje, tak jak nie ma sprzeczności pomiędzy krową i stołem.

Idź do kościoła albo jakiegoś zboru.
10-09-2014 23:06 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Idź do kościoła albo jakiegoś zboru.
Szkoda, że nie chcesz zrozumieć, zapytać lub wyjaśnić dlaczego wg Ciebie taka sprzeczność zachodzi.
10-09-2014 23:13 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)
>>Idź do kościoła albo jakiegoś zboru.
>Szkoda, że nie chcesz zrozumieć, zapytać lub wyjaśnić dlaczego wg Ciebie taka sprzeczność zachodzi.

Dziwne analizy pomieszane z koncertem życzeń takim jak ten

>Wiesz jakie to racjonalne? Wybaczyć bogu zło na świecie i za to być zbawionym mając śwaidomość, że cierpienie po to jest aby być zbawionym? Czym jest te 80 lat dyskomfortu, w porównaniu z wiecznym szczęściem? Oczywiście, gdy się wierzy, bez wiary jest to zupełnie bez sensu, to oczywiste.

budzą we mnie niesmak.

Nie interesuje mnie wiedza wymieszana z religijnych uniesień wyniesionych z kościoła zboru czy sekty.

10-09-2014 23:26 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Idź do kościoła albo jakiegoś zboru.
>>Szkoda, że nie chcesz zrozumieć, zapytać lub wyjaśnić dlaczego wg Ciebie taka sprzeczność zachodzi.
>Dziwne analizy pomieszane z koncertem życzeń takim jak ten
>>Wiesz jakie to racjonalne? Wybaczyć bogu zło na świecie i za to być zbawionym mając śwaidomość, że cierpienie po to jest aby być zbawionym? Czym jest te 80 lat dyskomfortu, w porównaniu z wiecznym szczęściem? Oczywiście, gdy się wierzy, bez wiary jest to zupełnie bez sensu, to oczywiste.
>budzą we mnie niesmak.
>Nie interesuje mnie wiedza wymieszana z religijnych uniesień wyniesionych z kościoła zboru czy sekty.
Przytoczyłeś fragment wypowiedzi, która dotyczyła określonego rodzaju dyskusji, przy określonych założeniach. Przypomnieć założeń, na które zgodzili się dyskutanci już zapomnialeś. To się nazywa manipulacja. I jest to w gruncie rzeczy żałosne.

Jak coś jest dziwne dla mnie, to ja chcę to poznać, a nie uciekać.

To co robisz to ucieczka od dyskusji. Zauważyłem na tym forum to już dawno. Gdy racjonaliści boją się, że dostaną "łupnia" arguemntacyjnego to uciekają od dyskusji starajac się ośmieszyć drugą stronę.

Kolego, nie istnieje sprzeczność pomiędzy nauką i wiarą/religią, bo nie może istnieć. Te sprawy są rozłączne, nie mogą zatem być ze sobą sprzeczne. Tak jak nie ma sprzeczonści pomiędzy studnią i dinozaurem.

To Tobie jest wygodnie tak myśleć.
farmer (22440 punktów)

>To co robisz to ucieczka od dyskusji. Zauważyłem na tym forum to już dawno. Gdy racjonaliści boją się, że dostaną "łupnia" arguemntacyjnego to uciekają od dyskusji starajac się ośmieszyć drugą stronę.

Daruj sobie...bijesz chyba rekordy w unikaniu odpowiedzi.

Pamiętasz pytanie o logikę? Nie. Sorry nie będę trzeci raz pytał.
10-09-2014 23:33 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>To co robisz to ucieczka od dyskusji. Zauważyłem na tym forum to już dawno. Gdy racjonaliści boją się, że dostaną "łupnia" arguemntacyjnego to uciekają od dyskusji starajac się ośmieszyć drugą stronę.
>Daruj sobie...bijesz chyba rekordy w unikaniu odpowiedzi.
>Pamiętasz pytanie o logikę? Nie. Sorry nie będę trzeci raz pytał.
Staram się odpowiadać ma każde ptanie i żadnego się nie boję. Coś przeoczyłem? Puść link, odpowiem.
farmer (22440 punktów)
>>>To co robisz to ucieczka od dyskusji. Zauważyłem na tym forum to już dawno. Gdy racjonaliści boją się, że dostaną "łupnia" arguemntacyjnego to uciekają od dyskusji starajac się ośmieszyć drugą stronę.
>>Daruj sobie...bijesz chyba rekordy w unikaniu odpowiedzi.
>>Pamiętasz pytanie o logikę? Nie. Sorry nie będę trzeci raz pytał.
>Staram się odpowiadać ma każde ptanie i żadnego się nie boję. Coś przeoczyłem? Puść link, odpowiem.

Sorry....musiałbym zapytać trzeci raz a pisałem że nie będę.
10-09-2014 23:45 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>To co robisz to ucieczka od dyskusji. Zauważyłem na tym forum to już dawno. Gdy racjonaliści boją się, że dostaną "łupnia" arguemntacyjnego to uciekają od dyskusji starajac się ośmieszyć drugą stronę.
>>>Daruj sobie...bijesz chyba rekordy w unikaniu odpowiedzi.
>>>Pamiętasz pytanie o logikę? Nie. Sorry nie będę trzeci raz pytał.
>>Staram się odpowiadać ma każde ptanie i żadnego się nie boję. Coś przeoczyłem? Puść link, odpowiem.
>Sorry....musiałbym zapytać trzeci raz a pisałem że nie będę.
Linka puść do pytania. Chyba że znowu uciekasz...

Ech, Wy ... racjonaliści...
11-09-2014 23:12 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Staram się odpowiadać ma każde pytanie i żadnego się nie boję. Coś przeoczyłem? Puść link, odpowiem.
Proszę: www.racjonalista.pl/forum.php/s,634063#w634755
Ten się niestety przedawnił: www.racjonalista.pl/forum.php/s,625941#w626414
11-09-2014 12:07 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
11-09-2014 15:16 
 Ocena 6 na 6
maceox (6766 punktów)
>Są jeszcze inne ciekawe aspekty w wierze, które także umykają racjonalistom.
Tak, zasadniczo umyka im doświadczanie wiary.

>1. Dla wielu wierzących bardzo ważne jest, aby to w co wierzą, nie było sprzeczne z aktualną wiedzą w tym sensie, aby szeroko pojęta nauka dopuszczała coś w co oni wierzą.[...]
Sądzę tylko, że możliwe jest wszystko, ale ludzkie idee nie muszą mieć desygnatu w świecie przyrody. Tymczasem dopiero to, co się uda wykazać empirycznie można pozytywnie uznać za istniejące.
Czy to jest naprawdę takie trudne po tylu latach na forum?

>2. Przeciwstawianie nauki i wiary/religii jest dla ogarniętych wierzących bezsensowne [...]Dla wiary nie ma to znaczenia. Jest obok.
Wiara (wszystko jedno w co) jest całkowicie sprzeczna z nauką po pierwsze ze względów metodologicznych, a to dlatego, że bardzo istotnym elementem nauki jest sceptycyzm wobec wszelkich idei - dopóki prawdziwość danej hipotezy nie zostanie pozytywnie (i wielokrotnie) wykazana doświadczalnie.

Ponadto jeśli chodzi o prawdopodobieństwo ingerencji jakiegoś Boga w nasz świat, to z nauki wynika, że jest ono bardzo niewielkie, zwyczajnie dlatego, że zbyt dobrze znamy już historię powstawania tego świata. Nawet jeśli jeszcze gdzieś są jakieś bardzo niewielkie luki, gdzie możnaby taką ingerencję Nadzwyczajnych Sił wepchnąć, to zapełnianie luk Jego Postacią to już są czysto ludzkie pomysły - sprzeczne z metodologią naukową.

Wreszcie istnienie jakkolwiek zdefiniowanego Boga w innym świecie może i nawet jest filozoficznie możliwe, ale to przecież od razu widać, że to z palca jest wyssana taka idea, skoro o innym świecie pojęcia żadnego mieć nie możemy, a co dopiero o jakimś Bogu. Każda jego definicja jest wymyślona przez ludzi.

>3. Racjonaliści chętnie posługują się pojęciem metody naukowej: boga nie ma bo nie ma dowodów [...] prowidzcie dyskusje tak, jakby boga nie było (bo nie ma dowodów). Ale czy już tak samo postępujecie w przypadku Wielkiego Wybuchu? Przecież też nie udowodniony!
No, promieniowanie tła i bozon Higgsa to jednak więcej niż nic.

>Zarzucacie teistom, że mówią o bogu, pytacie - a cóż to do cholery jest? Nie ma definicji, zatem racjonalnie/naukowo nie ma o czym gadać. Bzdura. Ale gdy ja się pytam co to jest ta osobliwość, z której powstał wszechświat, co to jest ta nieskończona gęstość (jest to możliwe?, widział, kiedyś , ktoś takie coś w przyrodzie?. Ale to już nie jest bzdura? To nauka!
Tu różnica jest taka:

Aby przeprowadzić różne obliczenia fizyki teoretycznej potrzeba najpierw ogromnej wiedzy opartej na doświadczeniu. Do interpretacji wyników tych obliczeń - daleko wykraczających poza intuicyjne rozumienie zjawisk - potrzebna jest wyobraźnia, a wszystko to pamiętając o konieczności doświadczalnego wykazywania hipotez.

Tymczasem do wyssania każdej głupoty z palca potrzeba tylko ... palca i ssania...

>4. Metoda naukowa 2.
>Tak nie można postawić naukowo tezy o istneniu boga (nieweryfkowalność). Ale przecież wiemy, że nie trzeba takich tez stawiać aby coś istniało, albo nie. Wiemy dobrze, że świat istniał, wtedy gdy nie było nawet nas, nie mówiąc o metodzie naukowej. Dlatego też brak możliwosci testowania nic nam nie mówi o istnieniu lub nie. To koljeny arguemnt w ręku teisty do punktu 2.
No właśnie - skoro brak jest możliwości testowania, to już każdy se może wchodzić na ambonę i pieprzyć co mu ślina język przyniesie - choć najczęściej w jakimś tam narzuconym z góry duchu jednak.
Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego większość przeróżnych kaznodziei zgodnie używa słowa "Bóg", a jakoś na inne twory typu malsakdroczt prewniowany albo brzęgiełgortczyk miślówkoworotkowy nie wpadną jakoś?

>5. Religia a racjonalizm.
>Często zarzucacie teistom, że cholera tam wie, czym tam jest ich bóg, jaki jest, itd... że są sprzeczności... każdy sobie coś interpretuje itd... że teisci nie trzymaja się swoich zasad, itd...czyli generalnie bóg/religia bzdura.
... tak piąte przez dziesiąte w którymś kościele Ci tu jednak zadzwoniło - muszę przyznać.

>Ale czy Wy racjonaliści, jesteście racjonalni? Zawsze?
Nie zawsze, ale coraz częściej. Staramy się trzymać w ryzach potencjał własnej głupoty, ale gwarancji żadnej nie ma.

>Czy żyjecie racjonalnie?
Staramy się jakoś. Ale najczęściej jesteśmy trochę świadomi własnych ograniczeń - na przykład emocjonalnych, a także związanych z wychowaniem, procesem socjalizacji itp. Jednak dla większości z nas samodzielne myślenie nawiązujące do dorobku różnych nauk jest intelektualnie satysfakcjonujące.

>A co to w ogóle znaczy? czyli geenralnie bzdura.
Są jednak różne definicje racjonalizmu - np. światopoglądowego w wikipedii. Nie mów, że jeszcze nie czytałeś.
Jeśli wszelkie idee to bzdury, to zgoda, ale ta bzdura jest najmniej niebezpieczna.

>Podsumowując te aspekty:
>dla teisty nie ma sprzeczności pomiędzy wiarą i nauką, ponieważ nie są to rzeczy przeciwstawne, są obok siebie,
>racjonalizm dopuszcza istnienie różnych dziwności ze swej istoty (metodologiczna niepewność) co oznacza, że dopuszcza istnienie tego w co wierzą teiści,
Jak już mówiłem możliwe jest wszystko. Jednak jakoś tak dziwnie się składa, że nie zawsze jest to, co by się chciało.

>metoda naukowa nie rozstrzyga o istnieniu lub nie czegokolwiek,
Przepraszam, a jak rozumiesz istnienie? Uważasz, ze jesli nauka potwierdza, że jabłko oderwane z gałęzi spadnie na ziemię, to Ty uważasz, ze nie przesądza o tym, że w tych samych warunkach nie może odlecieć do góry? Może i może, ale to ja proszę o takie doświadczenie.

>zarówno racjonaliści, jak i teisci nie są konsekwentni w swoim życiu, nie żyją sztywno zgodnie ze swoim światopoglądem/zasadami, co uprawnia do wniosku, że to cecha człowieka a nie wiary/religii czy racjonalizmu.
Ale co ma być tą cechą człowieka, bo nie do końca zrozumiałem?
gostyx (347 punktów)
>Sądzę tylko, że możliwe jest wszystko, ale ludzkie idee nie muszą mieć desygnatu w świecie przyrody. Tymczasem dopiero to, co się uda wykazać empirycznie można pozytywnie uznać za istniejące.
>Czy to jest naprawdę takie trudne po tylu latach na forum?
To chyba nieboszczyk pozytywizm logiczny? A jak czegoś się nie da wykazać empirycznie? Ktoś zabił Igrekowskiego, podejrzewamy, że to Iksiński, ale nie ma dowodów, że to on. Czy to znaczy, że nie zostało popełnione przestępstwo, a on nie jest mordercą? My tylko uważamy, że nie. Równie dobrze mógł zabić, tylko my nie mamy potwierdzenia.

>Wiara (wszystko jedno w co) jest całkowicie sprzeczna z nauką po pierwsze ze względów metodologicznych, a to dlatego, że bardzo istotnym elementem nauki jest sceptycyzm wobec wszelkich idei - dopóki prawdziwość danej hipotezy nie zostanie pozytywnie (i wielokrotnie) wykazana doświadczalnie.
Tu bym się kłócił i to bardzo. Weryfikowalność nie jest jednoznacznym kryterium prawdziwości, bo nie może być - mógłbyś w nieskończoność powtarzać eksperyment, a i tak nie byłbyś nigdy pewny, czy za tym kolejnym razem nie wyjdzie Ci coś innego. Zwykła logika wychodzenia za każdym razem ze sceptycyzmu wobec danej teorii. Dlatego lepszym kryterium jest falsyfikowalność. Popper się kłania.

>Zbyt dobrze znamy już historię powstawania tego świata.
Czyżby aby? Uważamy, że znamy. Jak wszyscy naukowcy przed nami. A potem i tak wychodzi, że nie.

>Nawet jeśli jeszcze gdzieś są jakieś bardzo niewielkie luki,
Fizyka XIX wieku mi się przypomina... I anegdota o tym, jak to Arnold Sommerfeld odradzał swojemu najwybitniejszemu uczniowi Maksowi Planckowi studiowanie fizyki, bo (w skrócie) "tam wszystko jest już odkryte" i "zostały tylko niewielkie luki". A potem bum! - 30 lat minęło i co? Promieniotwórczość, mechanika kwantowa i teoria względności. Wszystko niemożliwe z punktu widzenia fizyki klasycznej.

>Wreszcie istnienie jakkolwiek zdefiniowanego Boga w innym świecie może i nawet jest filozoficznie możliwe, ale to przecież od razu widać, że to z palca jest wyssana taka idea, skoro o innym świecie pojęcia żadnego mieć nie możemy, a co dopiero o jakimś Bogu. Każda jego definicja jest wymyślona przez ludzi.
Każda definicja czegokolwiek jest wymyślona przez ludzi. Ale jak to ma się do istnienia czegoś, co chcemy określić tą definicją? Nauka jest ludzkim wynalazkiem i jest o tyle dobra, że działa. Ale myślę, że nie należy mylić mapy z terytorium, jak to ktoś kiedyś ładnie napisał w tej kwestii.

>>Ale czy już tak samo postępujecie w przypadku Wielkiego Wybuchu? Przecież też nie udowodniony!
>No, promieniowanie tła i bozon Higgsa to jednak więcej niż nic.
Nic nie mam do teorii BB, ale patrząc obiektywnie to chyba raczej przesłanki, nie dowody...

>>Ale to już nie jest bzdura? To nauka!
>Tu różnica jest taka:
>Aby przeprowadzić różne obliczenia fizyki teoretycznej potrzeba najpierw ogromnej wiedzy opartej na doświadczeniu.
Ehe, już zwłaszcza w przypadku Einsteina... Zmiana poglądu na naturę świata w nauce to rewolucja, a nie ewolucja. Wszystkie wielkie i obecnie uznawane teorie zaczynały jako pogardzani outsiderzy... I zapewne czeka je los swoich poprzedniczek.

>Do interpretacji wyników tych obliczeń - daleko wykraczających poza intuicyjne rozumienie zjawisk - potrzebna jest wyobraźnia, a wszystko to pamiętając o konieczności doświadczalnego wykazywania hipotez.
O, to to! Zwłaszcza ta wyobraźnia! Tylko co to wszystko ma do powiedzenia na temat z gruntu metafizycznego czegoś, jakim jest "Bóg" lub, jak wolisz, "malsakdroczt"?

>Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego większość przeróżnych kaznodziei zgodnie używa słowa "Bóg", a jakoś na inne twory typu malsakdroczt prewniowany albo brzęgiełgortczyk miślówkoworotkowy nie wpadną jakoś?
A co to ma za znaczenie? Jak dla mnie słowo "Bóg" niesie pewien kontekst myślowy i mniej więcej wiadomo, o co idzie, zresztą pewnie tak ma każdy. "To, co zwiemy różą pod inną nazwą równie by pachniało" ale obawiam się, że ludzie nie przywykli jeszcze do malsakdroczta czy brzęgiełgortczyka, bo im się po prostu z niczym nie kojarzą

>>A co to w ogóle znaczy? czyli geenralnie bzdura.
>Są jednak różne definicje racjonalizmu - np. światopoglądowego w wikipedii.
Jak już tak adwokatuję Brzostowskiemu, to istnieją też różne definicje Boga i materii... Czyli co? Racjonalizm i materia są "prawdziwe", a "Bóg" nie? Argument "z istnienia definicji" chyba upada.

>Jak już mówiłem możliwe jest wszystko. Jednak jakoś tak dziwnie się składa, że nie zawsze jest to, co by się chciało.
No w sumie tak. Tyczy się to również światopoglądu materialistycznego i naturalistycznego, czyż nie?


True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
12-09-2014 10:25 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>Sądzę tylko, że możliwe jest wszystko, ale ludzkie idee nie muszą mieć desygnatu w świecie przyrody. Tymczasem dopiero to, co się uda wykazać empirycznie można pozytywnie uznać za istniejące.
>To chyba nieboszczyk pozytywizm logiczny?
Możesz sobie nazywać i epitetować jak chcesz, oczywiście. To wolne forum.

>A jak czegoś się nie da wykazać empirycznie? Ktoś zabił Igrekowskiego, podejrzewamy, że to Iksiński, ale nie ma dowodów, że to on. Czy to znaczy, że nie zostało popełnione przestępstwo, a on nie jest mordercą? My tylko uważamy, że nie. Równie dobrze mógł zabić, tylko my nie mamy potwierdzenia.
Tak, ja wspominałem w poprzednim wpisie o sceptycyźmie i konieczności przedstawienia dowodów.

Zgadzam z tym, że nauka tworzy zaledwie modele rzeczywistości. Ale właśnie dlatego wszelkie hipotezy są warte na tyle, na ile ich prawdziwość zostanie wykazana w doświadczeniu.

>>Wiara (wszystko jedno w co) jest całkowicie sprzeczna z nauką po pierwsze ze względów metodologicznych, a to dlatego, że bardzo istotnym elementem nauki jest sceptycyzm wobec wszelkich idei - dopóki prawdziwość danej hipotezy nie zostanie pozytywnie (i wielokrotnie) wykazana doświadczalnie.
>Tu bym się kłócił i to bardzo. Weryfikowalność nie jest jednoznacznym kryterium prawdziwości, bo nie może być - mógłbyś w nieskończoność powtarzać eksperyment, a i tak nie byłbyś nigdy pewny, czy za tym kolejnym razem nie wyjdzie Ci coś innego.
>Zwykła logika wychodzenia za każdym razem ze sceptycyzmu wobec danej teorii. Dlatego lepszym kryterium jest falsyfikowalność.
Tyle, że z drugiej strony trudno przyjmować każdą bzdurę za prawdę, tylko dlatego, że się jej nie sfalsyfikowało (lub że sfalsyfikować jej nie sposób). Jednak bazujemy na tym, co już wiemy, a wobec różnych hipotez zachowujemy ostrożność.
Oczywiście w ramach sceptycyzmu jesteśmy gotowi do ciągłęgo doprecyzowania wiedzy (a nawet jej unieważnienia w razie konfrontacji z przeciwdowodem).

>Popper się kłania.
Tak dobrze znasz Poppera, że Ci się już kłania?

>>Zbyt dobrze znamy już historię powstawania tego świata.
>Czyżby aby? Uważamy, że znamy. Jak wszyscy naukowcy przed nami. A potem i tak wychodzi, że nie.
Warto być sceptycznym wobec wszystkiego, ale jednocześnie nie da się nie akceptować tego, co już wykazane. Zwyczajnie ukazywany przez naukę obraz ewolucji wszechświata, w tym w szczególności również życia na ziemi, jest tak dalece kompletny, że boska ingerencja w tą ewolucję jest prawie całkowicie niemożliwa. Jeśli nawet pozostają jakieś teoretyczne możliwości istnienia jakiejś nadrzeczywistości, to w każdym razie właśnie w konfrontacji z naukowym naturalizmem są one ewidentnie IDEOWE - czyli wyssane z palca.

Kiedyś można było sądzić, że na słońcu jakiś Bóg wkłada drewna do pieca albo, że pioruny inny Bóg zrzuca, albo że ludzie zostali ulepioni z gliny i z żebra. Dzisiaj wiemy już jak to funkcjonuje, a możliwy Bóg wycofał się gdzieś do deizmu - ewidentnie spekulatywnego właśnie.

>>Nawet jeśli jeszcze gdzieś są jakieś bardzo niewielkie luki,
>Fizyka XIX wieku mi się przypomina... I anegdota o tym, jak to Arnold Sommerfeld odradzał swojemu najwybitniejszemu uczniowi Maksowi Planckowi studiowanie fizyki, bo (w skrócie) "tam wszystko jest już odkryte" i "zostały tylko niewielkie luki". A potem bum! - 30 lat minęło i co? Promieniotwórczość, mechanika kwantowa i teoria względności. Wszystko niemożliwe z punktu widzenia fizyki klasycznej.
I to jest oczywiście dowód na to, że Bóg istnieje, a nauka jest do dupy.

Oczywiście, że nauka się rozwija. Im bardziej się rozwija, tym bardziej Bóg się wycofuje. Przy czym nie mam tu pretensji do samego Boga. Bardziej cieszy mnie to, że maleje wpływ jego przeróżnych ludzkich namiestników i rzeczników - narzucających innym własną wolę i wizję Innego Świata.

>>Wreszcie istnienie jakkolwiek zdefiniowanego Boga w innym świecie może i nawet jest filozoficznie możliwe, ale to przecież od razu widać, że to z palca jest wyssana taka idea, skoro o innym świecie pojęcia żadnego mieć nie możemy, a co dopiero o jakimś Bogu. Każda jego definicja jest wymyślona przez ludzi.
> Każda definicja czegokolwiek jest wymyślona przez ludzi.
Dokładnie tak.

>Ale jak to ma się do istnienia czegoś, co chcemy określić tą definicją?
Właśnie dokładnie - dobre pytanie. Jak się przeróżne idee mają do istnienia ich desygnatów w zewnętrznej wobec nas rzeczywistości i jak można to zweryfikować?

>Nauka jest ludzkim wynalazkiem i jest o tyle dobra, że działa.
Trudno się z tym niezgodzić, choć religia i wiara też działają, tylko że inaczej. Więc warto tu uściślić jak to działanie wygląda.

>Ale myślę, że nie należy mylić mapy z terytorium, jak to ktoś kiedyś ładnie napisał w tej kwestii.
Przepraszam, ale o co chodzi?

>>No, promieniowanie tła i bozon Higgsa to jednak więcej niż nic.
>Nic nie mam do teorii BB, ale patrząc obiektywnie to chyba raczej przesłanki, nie dowody...
Ja tam jakoś wolę naukowe przesłanki od religijnego kręcenia i mieszania, ale każdy lubi co innego.

>>Aby przeprowadzić różne obliczenia fizyki teoretycznej potrzeba najpierw ogromnej wiedzy opartej na doświadczeniu.
>Ehe, już zwłaszcza w przypadku Einsteina...
Chcesz porozmawiać o Einsteinie? Ja się bardzo kiepsko znam na jego dorobku, ale czy chcesz powiedzieć, że może obliczenia Einsteina nie bazują na wiedzy opartej na doświadczeniu? Mi się tam wydaje, że musiał jednak wyjść z pozyskanej doświadczalnie wiedzy o fizyce, aby na jej podstawie wywieść hipotezy, które później sprawdziły się doświadczalnie. Ale rozumiem, że Ty uważasz, że go tak normalnie objawiło jak świętego Pawła w drodze do Damaszku?
12-09-2014 10:28 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Zmiana poglądu na naturę świata w nauce to rewolucja, a nie ewolucja. Wszystkie wielkie i obecnie uznawane teorie zaczynały jako pogardzani outsiderzy... I zapewne czeka je los swoich poprzedniczek.
Tak, historia nauki zna różne rewolucje, ale ewolucja wszechświata to obecnie dość kompletny model ulegający doprecyzowaniu już tylko w szczegółach. Oczywiście warto być sceptycznym wobec wszelkich modeli. Sądzę jednak, że również warto uważać, by nasz sceptycyzm nie przekroczył granicy z negacjonizmem.

>>Do interpretacji wyników tych obliczeń - daleko wykraczających poza intuicyjne rozumienie zjawisk - potrzebna jest wyobraźnia, a wszystko to pamiętając o konieczności doświadczalnego wykazywania hipotez.
>O, to to! Zwłaszcza ta wyobraźnia! Tylko co to wszystko ma do powiedzenia na temat z gruntu metafizycznego czegoś, jakim jest "Bóg" lub, jak wolisz, "malsakdroczt"?
A no ... niby nic. Tyle, że ingerecję Boga w materię coraz mniej miejsca, zwyczajnie dlatego, że materia radzi sobie sama...

>>Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego większość przeróżnych kaznodziei zgodnie używa słowa "Bóg", a jakoś na inne twory typu malsakdroczt prewniowany albo brzęgiełgortczyk miślówkoworotkowy nie wpadną jakoś?
>A co to ma za znaczenie? Jak dla mnie słowo "Bóg" niesie pewien kontekst myślowy i mniej więcej wiadomo, o co idzie, zresztą pewnie tak ma każdy. "To, co zwiemy różą pod inną nazwą równie by pachniało" ale obawiam się, że ludzie nie przywykli jeszcze do malsakdroczta czy brzęgiełgortczyka, bo im się po prostu z niczym nie kojarzą
A mi się jakoś tam wydaje, że język jest elementem ludzkiej kultury, i że zarówno konkretne słowa, jak i ich rozumienie są zależne również od zakątka świata, w którym się na ów świat przychodzi, zwłaszcza jeśli dotyczą Metafizycznej Prawdy. Czyli na ogół to nie Najświętsza Prawda się komuś objawia, tylko on się jej uczy w domu.

>>>A co to w ogóle znaczy? czyli geenralnie bzdura.
>>Są jednak różne definicje racjonalizmu - np. światopoglądowego w wikipedii.
>Jak już tak adwokatuję Brzostowskiemu, to istnieją też różne definicje Boga i materii... Czyli co? Racjonalizm i materia są "prawdziwe", a "Bóg" nie? Argument "z istnienia definicji" chyba upada.
I naprawdę wszystko dobrze przemyślałeś? A zajrzałeś do tej definicji:
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
?
I nie rób z siebie adwokata Brzostowskiego. On się zupełnie sam w wystarczający sposób już tu ... powiedzmy ... prezentuje.

>>Jak już mówiłem możliwe jest wszystko. Jednak jakoś tak dziwnie się składa, że nie zawsze jest to, co by się chciało.
>No w sumie tak. Tyczy się to również światopoglądu materialistycznego i naturalistycznego, czyż nie?
Ale co?
12-09-2014 12:06 
 Ocena 5 na 5
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Jak już tak adwokatuję Brzostowskiemu, to istnieją też różne definicje Boga i materii... Czyli co? Racjonalizm i materia są "prawdziwe", a "Bóg" nie? Argument "z istnienia definicji" chyba upada.

Gdyby ktoś taki argument wysuwał, to by upadał.

Przedmiot istnieje bądź nie istnieje niezależnie od definicji, które służą tylko temu, by ludzie mogli się nawzajem zrozumieć.

W kwestii formalnej, materia ma wystarczająco dobre denfinicje, by ludzie mogli uzgodnić o czym rozmawiają z dokładnością do cząstek elementarnych,
bóg nie ma ani jednej.
13-09-2014 11:05 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>>>> Jak już tak adwokatuję Brzostowskiemu, to istnieją też różne definicje Boga i materii... Czyli co? Racjonalizm i materia są "prawdziwe", a "Bóg" nie? Argument "z istnienia definicji" chyba upada.

Faktycznie, dyskusja o nie wiadomo czym jest bez sensu.

>Gdyby ktoś taki argument wysuwał, to by upadał.
>Przedmiot istnieje bądź nie istnieje niezależnie od definicji, które służą tylko temu, by ludzie mogli się nawzajem zrozumieć.
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,562660#w564917
www.racjon(*).php/z,0/d,35/s,562660#w567831

@@@
.
ślusarski (750 punktów)
>>Oczywiście znam te zagadnienia z katechezy i ambony, lecz chciałbym je poznać dogłębnie, nie opisowo.
>To sorry, ale w takim razie musisz głęboko uwierzyć...

Na czas dyskusji tworzę hipotezę i poddaje ja weryfikacji. Uwierzę dopiero, gdy argumenty mnie przekonają.

>>Dzisiejsza świadomość społeczna jest w dużej mierze naukowa, niż wyznaczana przez dogmat kościoła.
>To zależy w jakim państwie. Polski nie byłbym taki pewien, niestety.

Mówią, ze jesteśmy Talibami północy, lecz nie wszyscy.

>...tu właśnie odpowiedzi często prezentowane na tym forum - w duchu dawkinsowskim - są dla mnie niewystarczające.

Dla mnie też, ponieważ dawkisowskie tłumaczenie jest agresywne i niedopuszczające alternatywne punkty widzenia.

>To prawda, że te wszystkie "duchowe" byty są wytworami ludzkiego umysłu, ale tu się zabawa dopiero zaczyna.

Właśnie te duchowe byty chciałbym rozebrać na czynniki pierwsze przy pomocy teistów.

>Czym innym od wiary w mity jest jednak doświadczenie religijne polegające na pewnym wewnętrznym przeżyciu.

Chodzi mi tylko i wyłącznie o zrozumienie na płaszczyźnie intelektualnej, nie mistycznej.

>Moim zdaniem gdy ludzie mówią "wierzę"...

Wiara zawsze należy do procesu poznania, nawet w naukowym stawiając hipotezy. W trakcie dyskusji chce poznać na ile wiara wpływa na proces myslenia ludzi głeboko wierzących i wątpiących wierzących.

>Najśmieszniejsze jest to, że to podobne przeżycie (np. stanu okołomedytacyjnego) dla osób niereligijnych również jest wzbogacające, tyle że prawdopodobnie rytuał jest nieco uproszczony.

To sa też ciekawe zagadnienia, lecz należące do psychologii i socjologii. Warto by było taki wątek założyć.

>Pozdrawiam wszystkich racjonalistów.

Pozdrawiam wszystkich.
12-09-2014 13:01 
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)
>>>Oczywiście znam te zagadnienia z katechezy i ambony, lecz chciałbym je poznać dogłębnie, nie opisowo.
>>To sorry, ale w takim razie musisz głęboko uwierzyć...
>Na czas dyskusji tworzę hipotezę i poddaje ja weryfikacji. Uwierzę dopiero, gdy argumenty mnie przekonają.
Argumenty? A jakich argumentów się spodziewasz?
www.katechizm.opoka.org.pl/

>>>Dzisiejsza świadomość społeczna jest w dużej mierze naukowa, niż wyznaczana przez dogmat kościoła.
>>To zależy w jakim państwie. Polski nie byłbym taki pewien, niestety.
>Mówią, ze jesteśmy Talibami północy, lecz nie wszyscy.
Nie wszyscy tak mówią, czy nie wszyscy są u nas Talibami?

>>...tu właśnie odpowiedzi często prezentowane na tym forum - w duchu dawkinsowskim - są dla mnie niewystarczające.
>Dla mnie też, ponieważ dawkisowskie tłumaczenie jest agresywne i niedopuszczające alternatywne punkty widzenia.
Tu uwaga. Uważam Dawkinsa za mądrego naukowca i cenię również jego inicjatywy społeczne. Odróżniam jednak argumenty Dawkinsa od argumentów niektórych "dawkinsowskich" - jak ich nazwałem - racjonalistów. Różnica między Dawkisem a nimi jest taka, że Dawkins sporo przeczytał i przemyślał, a oni przeczytali zasadniczo jedną książkę Dawkinsa (sądząc przynajmniej po ich argumentacji) i uważają na tej podstawie że są ekspertami w dziedzinie religii i jej krytyki.

>>To prawda, że te wszystkie "duchowe" byty są wytworami ludzkiego umysłu, ale tu się zabawa dopiero zaczyna.
>Właśnie te duchowe byty chciałbym rozebrać na czynniki pierwsze przy pomocy teistów.
Dzisiaj to i nauka przychodzi nam tu z pomocą:
pl.wikipedia.org/wiki/Hełm_boga
wyborcza.p(*)aj_profesorowie_polaczyli.html
Podłącz się do jakiegoś medium i ujrzysz duchy.

>>Czym innym od wiary w mity jest jednak doświadczenie religijne polegające na pewnym wewnętrznym przeżyciu.
>Chodzi mi tylko i wyłącznie o zrozumienie na płaszczyźnie intelektualnej, nie mistycznej.
Co to znaczy na płaszczyźnie intelektualnej, a nie mistycznej? Chcesz duchy, czy nie?

>>Moim zdaniem gdy ludzie mówią "wierzę"...
>Wiara zawsze należy do procesu poznania, nawet w naukowym stawiając hipotezy.
tu sobie zobacz

Założeń i hipotez opartych na dotychczasowych doświadczeniach jednak nie nazwałbym wiarą.

>W trakcie dyskusji chce poznać na ile wiara wpływa na proces myslenia ludzi głeboko wierzących i wątpiących wierzących.
Wystarczy poczytać wypowiedzi różnych fideistów na tym forum - jak wiara wpływa na proces myślenia - chcesz linki?

>>Pozdrawiam wszystkich racjonalistów.
>Pozdrawiam wszystkich.
Ja jednak zakładam, że to racjonalistyczne forum jest jednak.
ślusarski (750 punktów)

>Argumenty? A jakich argumentów się spodziewasz?

Argumenty, które wydadzą się sensowne i nie przeczące prawom przyrody.

>Nie wszyscy tak mówią, czy nie wszyscy są u nas Talibami?

Oczywiście Talibami.

>Tu uwaga. Uważam Dawkinsa za mądrego naukowca i cenię również jego inicjatywy społeczne.

Ja również.

>Co to znaczy na płaszczyźnie intelektualnej, a nie mistycznej? Chcesz duchy, czy nie?

Na płaszczyźnie intelektualnej, czyli nie urągającej ludzkiej inteligencji. Może być i tak, że "duchy" mogą być normalnymi zjawiskami fizycznymi, lecz dzisiejsza nauka ich nie rozumie. Takim obszarem duchów może być jeszcze niepoznana do końca mechanika kwantowa. na przykład w fizyce doświadczalnej, w żargonie, cząstki wirtualne zwie się cząstkami duchami.

>Wystarczy poczytać wypowiedzi różnych fideistów na tym forum - jak wiara wpływa na proces myślenia - chcesz linki?

Nie, znam aż za nadto. Jednak wiara w swe przekonania dotyczy również ludzi nauki, a nawet oszustwa. Znamy to z historii. Chcesz linki?

>>>Pozdrawiam wszystkich racjonalistów.
>>Pozdrawiam wszystkich.
>Ja jednak zakładam, że to racjonalistyczne forum jest jednak.

A ja uważam, że to forum racjonalistyczne dla ludzi z otwartymi umysłami.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365