Racjonalista - Strona głównaDo treści
Krzywda

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-06-2016 21:32Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)
Krzywda
Ocena 1 na 1
Wiem że ten wątek był z pewnością już kiedyś poruszany.
Chodzi o subiektywne i obiektywne spojrzenie na krzywdę.
Np. może się zdarzyć tak, że osoba mocno wierząca uważa, że ateista ponosi krzywdę nie wierząc, bo ominie go zbawienie a nawet trafi do piekła. Więc stara się za wszelką cenę go nawrócić.
Z kolei ateista czuje się świetnie nie wierząc w bogów i nie ma wrażenia jakoby doznawał jakiejś szczególnej krzywdy.
Mnie osobiście się wydaje, że o krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie.
Jeśli nie czuję się skrzywdzony to krzywdy nie doznaję, mimo iż komuś z boku może się wydawać, że jej doznaję.
Stąd zresztą się wywodzi łacińskie powiedzenie Volenti non fit iniuria.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arminius (25555 punktów)Konieczna obiektywizacja pro publico bono
"Mnie osobiście się wydaje, że o krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie".

Na gruncie prawa karnego należy jednakże wziąć pod uwagę aspekt prewencji ogólnej - czyli dokonać swoistej obiektywizacji owego odczucia, a to w celu zapobieżenie powtarzaniu się zdarzeń/czynów, które nie zawsze będą subiektywnie odbierane jako nieszkodliwe.
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)
Odp: Konieczna obiektywizacja pro publico bono
> Na gruncie prawa karnego należy jednakże wziąć pod uwagę aspekt prewencji ogólnej -
Czyli co?
Bo nie rozumiem.
Jeżeli się nie czuję skrzywdzony, a wręcz jest mi dobrze, to co ma do tego prawo karne?
Jaką sytuację masz na myśli?
Na przykład znajdzie się jakiś oszołom religijny, który stwierdzi, że brak wiary mnie krzywdzi więc co? Mam w związku z tym zadeklarować wiarę, bo jak nie to co?
14-06-2016 08:20 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)

>Na przykład znajdzie się jakiś oszołom religijny, który stwierdzi, że brak wiary mnie krzywdzi więc co? Mam w związku z tym zadeklarować wiarę, bo jak nie to co?

To będziesz legalnie pokrzywdzony. Jeżeli ci oszołomi zdobędą władzę i ustanowią takie prawo, to tak będzie. No i?
14-06-2016 08:53 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)Obiektywizacja pro publico bono - II
>> Na gruncie prawa karnego należy jednakże wziąć pod uwagę aspekt prewencji ogólnej -
"Czyli co?
Bo nie rozumiem".

Czyli prawo karne musi brać pod uwagę nie tylko aspekt zdarzenia odnoszący się do ofiary. Musi także mieć na uwadze generalny kontekst czynu - który może przez ofiarę być postrzegany subiektywnie jako nieszkodliwy, natomiast przez ogół społeczeństwa czy też według kryteriów obiektywnych - jako absolutnie niepożądany. I wówczas w ramach prewencji ogólnej należy sprawcę ukarać - aby dać przykład i odstarszyć potencjalnych kontynuatorów.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Krzywda
>Mnie osobiście się wydaje, że o krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie.

Nie do końca. Ofiary psychopatów czują się często winne, choć to im została wyrządzona krzywda. Zgwałcone kobiety często się obwiniają, a członkowie sekt uważają często, że są w nich dobrowolnie. Ofiara skrzywdzenia może też nie mieć porównania do zdrowego stanu, który byłby dla niej szczęśliwszy.
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)

>Nie do końca. Ofiary psychopatów czują się często winne, choć to im została wyrządzona krzywda.
Poczucie winy to też niejako poczucie skrzywdzenia, tyle że samego siebie. Zresztą poczucie winy nie musi wykluczać poczucia krzywdy. Osobiście nie znam ofiary psychopaty, która nie czuła by się skrzywdzona mimo iż być może sama się za to obwinia. A nie mówimy tutaj o stanach patologicznych, że różni wariaci mają odmienne stany świadomości.
Mówimy o ludziach normalnych psychicznie.
Jeśli ktoś nie czuje się skrzywdzony, a wręcz przeciwnie, nie należy mu wmawiać, że się myli i jednak skrzywdzony został, tylko o tym nie wie.
> członkowie sekt uważają często, że są w nich dobrowolnie. Ofiara skrzywdzenia może też nie mieć porównania do zdrowego stanu, który byłby dla niej szczęśliwszy.
Z członkami sekt może być różnie.
Albo są w sekcie szczęśliwi więc nie czują się skrzywdzeni, albo są nieszczęśliwi, czują się skrzywdzeni, ale nie umieją , lub nie mogą się z seksty wyrwać.
Z kolei ktoś kto nie wie, że może być lepiej też skrzywdzony się nie czuje.
14-06-2016 11:59 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ok, czyli piszesz o ambiwalencji odczuć. Jak wtedy ocenić realną krzywdę? A co z sytuacją, w której ktoś czuje się pokrzywdzony, choć nie było krzywdy?

>Z kolei ktoś kto nie wie, że może być lepiej też skrzywdzony się nie czuje.

Czyli gdybym pracował w firmie zajmującą się loteriami i wygrałbyś 100 mln zł, a ja bym Ci pokazał, że wygrałeś milion, a resztę bym zawinął, to nie byłbyś pokrzywdzony, bo byś się taki nie czuł? Czułbyś przecież szczęście
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)

>A co z sytuacją, w której ktoś czuje się pokrzywdzony, choć nie było krzywdy?
To sytuacja Otella. Piszę o niej w odpowiedzi dajmonionowi.
Otello czuł się skrzywdzony zdradą żony, której to zdrady nie było.
Chociaż Otello w końcu też doznał krzywdy bo został oszukany przez Jagona.
Ale z kolei o tym nie wiedział, więc z tej strony pokrzywdzony się nie czuł. Nawet Jagona uznawał za przyjaciela.

> Czyli gdybym pracował w firmie zajmującą się loteriami i wygrałbyś 100 mln zł, a ja bym Ci pokazał, że wygrałeś milion, a resztę bym zawinął, to nie byłbyś pokrzywdzony, bo byś się taki nie czuł? Czułbyś przecież szczęście
Na to wychodzi.
Obiektywnie skrzywdzony byłbym ale subiektywnie nie, bo bym się nie czuł.
dajmonion (3663 punktów)
>Mnie osobiście się wydaje, że o krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie.
>Jeśli nie czuję się skrzywdzony to krzywdy nie doznaję, mimo iż komuś z boku może się wydawać, >że jej doznaję.
Czucie jako nieomylna instancja? Wszelkie nałogi przeczą tej zasadzie. Grasz, czujesz się dobrze i nawet nie wiesz, że już dawno przekroczyłeś niewidzialną granicę. Tym bardziej dotyczy to dzieci.


dajmonion
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)
> Czucie jako nieomylna instancja?
Tak więc przyjdzie mi skorygować mój uprzednio wyrażony pogląd.
Bo rzeczywiście weźmy sytuację taką.
Dajemy dziecku do zjedzenia zatrutą arszenikiem czekoladę.
Dziecko je, czuje się dobrze, a w żadnym wypadku skrzywdzone.
A jednak po pewnym czasie umiera w mękach.
Czyli obiektywnie zostało skrzywdzone chociaż nie miało takiego poczucia.
Ale może być też i sytuacja niejako odwrotna.
Na przykład taka. Znana z dramatu Szekspira - "Otello".
Otello z Desdemoną byli szczęśliwym małżeństwem.
Nagle chorąży Otella ,Jago, zaczyna snuć intrygę, że żona Otella zdradza , choć nie jest to prawdą.
Otello zaczyna się subiektywnie czuć skrzywdzony zdradą żony, chociaż obiektywnie nie jest , bo go nie zdradza. Popada w obłęd zazdrości, dusi Desdemonę a sam popełnia samobójstwo.
Jaki z tego wniosek?
Że bywa tak i tak. Możemy nie czuć się subiektywnie skrzywdzeni, a jednak obiektywnie jesteśmy, albo możemy czuć się subiektywnie skrzywdzeni chociaż obiektywnie nie jesteśmy.
Ale mogą być też i takie sytuacje, że nam się wmawia , że coś nas krzywdzi, chociaż obiektywnie to nie krzywdzi.
14-06-2016 13:28 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
Domyślam się do czego nawiązujesz. Czy słyszałeś o przypadku dziecka, które by współżyło z dorosłym i nie odniosło wskutek tego żadnej szkody? Bo mam wrażenie, że Twoje rozumowanie bazuje głównie na tym, że jest to jedynie teoretycznie możliwe.

dajmonion
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)
> Domyślam się do czego nawiązujesz.
Zupełnie nie rozumiem o co Ci chodzi ale na zadane pytanie postaram się najlepiej jak umiem odpowiedzieć.
> Czy słyszałeś o przypadku dziecka, które by współżyło z dorosłym i nie odniosło wskutek tego żadnej szkody?
O skutkach współżycia (erotycznego domyślam się)dzieci z dorosłymi(pedofilami domyślam się) możemy sądzić po pierwsze opierając się na relacjach (wspomnieniach) dorosłych już osób z ich kontaktów w dzieciństwie z pedofilami.
Uzyskujemy wtedy wiedzę o tzw. skutkach odległych. Minęły lata , dorosła już osoba zdaje relację jak ona dzisiaj postrzega tamte wydarzenia.
Jedni mają bardzo złe wspomnienia , jak ta Pani z Otwocka pod Warszawą, która była przez lata molestowana przez ojczyma. Albo ofiary księży pedofilów.
Tak więc nie jest to niczym dziwnym, że te osoby przemocą zmuszane do współżycia (cokolwiek to oznaczało) odniosły wskutek tego konkretne szkody i krzywdy.
Ale są i inne relacje osób dzisiaj już dorosłych dotyczące ich kontaktów w dzieciństwie z pedofilami. Wspominają one te kontakty pozytywnie a nawet entuzjastycznie, bo nie były do niczego zmuszane a z pedofilem łączył je związek emocjonalny pozytywny.
Jest jeszcze inna metoda uzyskiwania wiedzy o stosunkach między dziećmi a pedofilami, dzisiaj praktycznie nieosiągalna.
Mianowicie zapytanie dzieci będących aktualnie w związku z pedofilem, co o tym związku sądzą i jak się w nim czują. Metodą tą posłużył się w latach 80. psycholog holenderski Theo Sandfort przeprowadzając wraz ze współpracownikami obszerną ankietę wśród 25 chłopców w wieku od 10 do 16 lat będących aktualnie w związku z pedofilem.
Owe metody są subiektywne bo bazują na subiektywnych odczuciach i wrażeniach pytanych.
Jest jeszcze metoda obiektywna polegająca na tym aby zebrać dwie grupy dorosłych osób, jedną która miała kontakty z pedofilami w dzieciństwie, i drugą, która takich kontaktów nie miała i porównać je statystycznie pod względem różnych czynników psychicznych. Skłonności do depresji, używek, zaburzeń psychicznych itp.
Metaanalizy takich badań dokonali trzej Amerykańscy psychologowie: Rind, B., Tromovitch, P., & Bauserman, R., "A meta-analytic examination of assumed properties of child sexual abuse using college samples," .
Wyszło im ,że brak jest empirycznych dowodów wskazujących na trwałe negatywne skutki molestowania seksualnego.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Jeśli nie czuję się skrzywdzony to krzywdy nie doznaję
Pierwszy oczywisty wyjątek to zabójstwo.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)

>Pierwszy oczywisty wyjątek to zabójstwo.
Zabójstwa nie można potraktować jako krzywdy ponieważ zabity nic nie czuje.
Własnej krzywdy też.
A mówimy tutaj też, doprecyzujmy , o poczuciu krzywdy.
14-06-2016 13:23 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Pierwszy oczywisty wyjątek to zabójstwo.
>Zabójstwa nie można potraktować jako krzywdy ponieważ zabity nic nie czuje.
Odwrotnie: zabójstwo dowodzi, że krzywdzie nie musi towarzyszyć jej odczuwanie.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
14-06-2016 13:52 
 Ocena 1 na 1
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)

>zabójstwo dowodzi, że krzywdzie nie musi towarzyszyć jej odczuwanie.
I o tym też napisałem dajmonionowi.
Dziecko karmione czekoladą z arszenikiem nie czuje się skrzywdzone a wręcz odwrotnie.
Dlatego zmuszony jestem do przeformułowania moich wniosków i przemyśleń.
A więc bywają też inne sytuacje związane z krzywdą i jej poczuciem.
Na przykład często się ludziom wmawia poczucie winy lub krzywdy w sytuacji gdy obiektywnie nie są krzywdzeni ani nie są niczemu winni.
Na przykład kiedyś wmawiano młodym chłopcom iż krzywdzą się cieleśnie i duchowo uprawiając samogwałt. I tacy chłopcy czuli się skrzywdzeni (niejako przez samych siebie) , chociaż obiektywnie żadnej krzywdy sobie nie wyrządzali.
Z drugiej jednak strony faktycznie byli skrzywdzeni przez tych, którzy im, w dobrej zresztą wierze, wmawiali, że się krzywdzą.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>Mnie osobiście się wydaje, że o krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie.
>Jeśli nie czuję się skrzywdzony to krzywdy nie doznaję, mimo iż komuś z boku może się wydawać, że
>jej doznaję.
>Stąd zresztą się wywodzi łacińskie powiedzenie Volenti non fit iniuria.

Po prostu nie pozywasz sprawcy do sądu... A jeśli już ktoś doniósł do prokuratury Twoją krzywdę, to po prostu prosisz o umorzenie. Dla mnie osobiście krzywdą jest obowiązkowa składka na ZUS. Ale to przecież dla mojego dobra... Komuś się wydaje, komuś coś tam, a ja się czuję upokorzony, że muszę pod przymusem płacić na skazany na bankructwo fundusz i nic nie mogę z tym zrobić. To tak jakbym poszedł do kościoła i dał na tacę... a jestem niewierzący. Obłęd. Chcącemu nie dzieje się krzywda to dobra maksyma do zmian w naszym kraju. W przeciwnym razie nigdy nie wytworzy się u nas społeczeństwo obywatelskie, zawsze będzie: dlaczego państwo nie stworzy miejsc pracy, dlaczego nie wyremontuje drogi etc. Godne pożałowania narzekania...
14-06-2016 08:00 
 Ocena 4 na 4
ZaKotem (8733 punktów)
Rewelacyjny pomysł. Przecież może być tak, że np. ktoś okradziony nie czuje się pokrzywdzony, bo nie dba o rzeczy materialne. Więc karajmy kradzież tylko wtedy, gdy okradziony się tego domaga. Powiedzmy, że cwaniak opróżnił mi konto, bo to nie takie trudne, i został złapany, bo niepozostawienie śladów to już jest trudne. Przed rozprawą przyjaciele złodzieja uprzejmie mnie proszą, żebym nie czuł się pokrzywdzony, ze względu na przyzwoitość i litość nad biednym chłopakiem, a poza tym oni wiedzą, gdzie chodzą moje dzieci. No, genialne po prostu, wreszcie będzie prawo i sprawiedliwość prawdziwie obywatelska, a lewactwo konfidenckie nie będzie się na podwórkach panoszyć. A jak spróbuje, da sie lewactwu w morde i poprosi, żeby się nie czuło pokrzywdzone, bo dostanie dokładkie.
14-06-2016 09:34 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Więc karajmy kradzież tylko wtedy, gdy okradziony się tego domaga.
A to jest inaczej?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
14-06-2016 09:52 
 Ocena 2 na 2
ZaKotem (8733 punktów)
>>Więc karajmy kradzież tylko wtedy, gdy okradziony się tego domaga.
>A to jest inaczej?

Tak, jest inaczej, gdyż zasadniczo tym właśnieśnie różni się prawo karne od cywilnego, że za pewien czyn karze się niezależnie od tego, czy chce tego ofiara tego czynu.
14-06-2016 10:16 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Więc karajmy kradzież tylko wtedy, gdy okradziony się tego domaga.
>>A to jest inaczej?
>...karze się niezależnie od tego, czy chce tego ofiara tego czynu.
No a skąd o czynie wiadomo?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
15-06-2016 02:03 
 Ocena 1 na 1
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>Powiedzmy, że cwaniak opróżnił mi konto, bo to nie takie trudne, i został złapany, bo niepozostawienie śladów to już jest trudne. Przed rozprawą przyjaciele złodzieja uprzejmie mnie proszą, żebym nie czuł się pokrzywdzony, ze względu na przyzwoitość i litość nad biednym chłopakiem, a poza tym oni wiedzą, gdzie chodzą moje dzieci.

Trochę się zapędziłeś. Mowa była o tym jeżeli nie czuję krzywdy, a nie gdy ktoś mnie zastrasza. Wyobraź sobie sytuację: mam nogę, ale czuję się, że ona nie należy do mnie, jest mi z tym źle. Wiele razy próbowałem jej się pozbyć, ale nie potrafiłem. Zlecam więc amputację nogi lekarzowi, podpisuję stosowne dokumenty. Ląduję na stole operacyjnym, narkoza, budzę się szczęśliwy, bo wreszcie pozbyłem się tej cholernej nogi. Jest takie rzadkie schorzenie. Krzywda jest, obiektywnie rzecz biorąc, ale dla mnie nie.
15-06-2016 08:36 
 Ocena 4 na 4
ZaKotem (8733 punktów)
>>Powiedzmy, że cwaniak opróżnił mi konto, bo to nie takie trudne, i został złapany, bo niepozostawienie śladów to już jest trudne. Przed rozprawą przyjaciele złodzieja uprzejmie mnie proszą, żebym nie czuł się pokrzywdzony, ze wzgledu na przyzwoitość i litość nad biednym chłopakiem, a poza tym oni wiedzą, gdzie chodzą moje dzieci.

>Trochę się zapędziłeś. Mowa była o tym jeżeli nie czuję krzywdy, a nie gdy ktoś mnie zastrasza.

Wiem o czym mowa. Pytanie, czy wiedziałoby o tym barbarzyńskie prawo, oparte na subiektywnym poczuciu krzywdy. Tym bardziej, że zastraszanie mogłoby być bardzo subtelne i niemające cech gróźb karalnych. Wystarczy świadomość. W zaleznosci od środowiska domaganie się przez ofiarę ukarania przestępcy mogłoby być uznawane za niewłaściwe. Miej na uwadze to, kto rozpoczal watek i w jakim celu. Pedofilia jest wporzo, jeśli dziecko NIE MÓWI (bo bezpośredniego wglądu w cudze emocje nie mamy!) że jest pokrzywdzone. A nie mówi, bo mamusia tak prosi, no nie róbże skandalu, dziecko drogie.

>Wyobraź sobie sytuację: mam nogę, ale czuję się, że ona nie należy do mnie, jest mi z tym źle. Wiele razy próbowałem jej się pozbyć, ale nie potrafiłem. Zlecam więc amputację nogi lekarzowi, podpisuję stosowne dokumenty. Ląduję na stole operacyjnym, narkoza, budzę się szczęśliwy, bo wreszcie pozbyłem się tej cholernej nogi. Jest takie rzadkie schorzenie. Krzywda jest, obiektywnie rzecz biorąc, ale dla mnie nie.

W takiej sytuacji zgodzilbym się z tobą - chociaż wydaje się to wyjątkowym wariactwem, nie różni się wszak od sytuacji pijaka, ktory legalnie kupuje regularnie alkohol i robi sobie dziury w mózgu. Jednak w tym wypadku mamy do czynienia z działaniem na wyraźne życzenie osoby dorosĺej i - mimo pewnego zboczenia - zupelnie poczytalnej.
16-06-2016 04:35 
 Ocena 2 na 2
Belfer00 (720 punktów)
>>Trochę się zapędziłeś. Mowa była o tym jeżeli nie czuję krzywdy, a nie gdy ktoś mnie zastrasza.
>Wiem o czym mowa. [...] W zależności od środowiska domaganie się przez ofiarę ukarania przestępcy mogłoby być uznawane za niewłaściwe. Miej na uwadze to, kto rozpoczął wątek i w jakim celu. Pedofilia jest wporzo, jeśli dziecko NIE MÓWI (bo bezpośredniego wglądu w cudze emocje nie mamy!) że jest pokrzywdzone. A nie mówi, bo mamusia tak prosi, no nie róbże skandalu, dziecko drogie.
No, to niezupełnie tak.
Problem jest bardziej złożony, nie sprowadza się tylko do zastraszania czy presji społecznej.
Przy kontakcie ze "złym pedofilem" dziecko czuje się skrzywdzone, ale nie mówi o tym, np. ze strachu, albo nastawione przez rodzinę, tak jak piszesz.
Natomiast przy kontakcie z "dobrym pedofilem" dziecko rzeczywiście nie czuje się skrzywdzone.
Jest z nim w związku emocjonalnym (przyjaźni, nawet miłości).
Zdarzało się, że dziecko ostrzegało pedofila o zagrożeniu zatrzymaniem.
Byłoby to chyba niemożliwe, gdyby czuło swoją krzywdę i tylko np. było zastraszone.
Ale, jak pisałem w innym wątku, brak cierpienia wcale nie gwarantuje braku krzywdy.
Jest to jednak krzywda innego rodzaju i wymaga innego postępowania z dzieckiem.
Mimo, że nie mamy bezpośredniego wglądu w cudze emocje, na szczęście chyba potrafimy (empatia) odróżnić te sytuacje.
Istotne jest też, by "walcząc z krzywdą" nie sprowadzić na dziecko dodatkowego cierpienia.
A np. bezduszne zlekceważenie pozytywnych uczuć dziecka wobec pedofila, takie cierpienie mogłoby spowodować.
Pozdrawiam.
diogenes (42753 punktów)
>krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie.

Ktoś może urządzić cię tak, że nie będziesz miał żadnych odczuć, zamieni cię w warzywo. Krzywdy nie doznaje również denat. Inni (np. funkcjonariusze prawa) mogą nie odczuwać w związku z tym niczego (rutyna).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>Chodzi o subiektywne i obiektywne spojrzenie na krzywdę.
>Np. może się zdarzyć tak, że osoba mocno wierząca uważa, że ateista ponosi krzywdę nie wierząc, bo ominie go zbawienie a nawet trafi do piekła. Więc stara się za wszelką cenę go nawrócić.
>Z kolei ateista czuje się świetnie nie wierząc w bogów i nie ma wrażenia jakoby doznawał jakiejś szczególnej krzywdy.
I po co ten przydługi wstęp? Po co te nieistotne tu uwagi o wierzących i ateistach?
Nietrudno przecież się domyślić, że w zawoalowany sposób sugerowałeś, iż dziecko, które nie skarży się na kontakty z pedofilem, nie doznaje krzywdy. Tę zakłamaną treść próbowałeś przemycić tu:
>Mnie osobiście się wydaje, że o krzywdzie powinno decydować subiektywne jej odczucie.
>Jeśli nie czuję się skrzywdzony to krzywdy nie doznaję, mimo iż komuś z boku może się wydawać, że jej doznaję.
>Stąd zresztą się wywodzi łacińskie powiedzenie Volenti non fit iniuria.
W sposób dosadniejszy wyraziłeś ją natomiast tu:
>A i dziecko kochane przez pedofila nie cierpi , no chyba że faktycznie otoczenie brutalnie zainterweniuje w ten związek, lecz wtedy, na miłość boską nie obwiniajmy termometru o spowodowanie gorączki.
Oczywiście, dostrzeżenie takich subtelności jak znikoma lub niekiedy wręcz żadna zdolność dziecka do oceny sytuacji (o jego zdolności do oceny intencji dorosłego nawet nie wspominam) wykracza poza wyobraźnię orędownika amorów z dziatwą.

Trochę już uraczyłeś nas tu wynurzeniami o perwersjach kłębiących się w twoim umyśle. Może czas na konkrety. O to, czy jesteś pedofilem, nie będę cię pytał, bo wyczerpująca odpowiedź jest w tym, co napisałeś. Pytanie mam natury penitencjarno-psychiatrycznej:
Siedziałeś, leczyłeś się lub byłeś leczony czy masz to wszystko dopiero przed sobą?
15-06-2016 10:57 
 Ocena-1 na 1
Jan Tadeusz S. (157 punktów)
(zablokowany)
>Siedziałeś, leczyłeś się lub byłeś leczony czy masz to wszystko dopiero przed sobą?
Dyskutujemy sobie tutaj na forum.
Ja też korygują swoje sądy pod wpływem wpisów interlokutorów, że się tak wyrażę.
Np. jeśli chodzi o krzywdę to przyznaję, że dziecko może być obiektywie skrzywdzone chociaż subiektywnie czuć się szczęśliwe, wtedy kiedy damy mu do jedzenia np. czekoladę zatrutą arszenikiem.
Jeśli chodzi o moje stanowisko w sprawie pedofilii to jest ono proste.
1.Pedofilia ( ani inne tzw. zboczenia lub parafilie) nie jest chorobą.
To nie sprawa medycyny lecz danej kultury i obyczajów.
2.Tak jak istnieje zła pedofilia tak też istnieje i dobra, bo i Księżyc ma swoją ciemną (dark side of the moon ) ale i jasną stronę. Moneta ma awers i rewers, jest bóg i szatan, czyli mówiąc prościej nie ma rzeczy tylko jednostronnych.
Model dobrego pedofila nakreśliłem bodajże w poście do Belfra00 więc już nie będę go tutaj powtarzał.
Jeszcze jeden dam cytat z samego siebie:
"O skutkach współżycia erotycznego dzieci z dorosłymi (pedofilami)
możemy się dowiedzieć po pierwsze opierając się na relacjach
(wspomnieniach) dorosłych już osób z ich kontaktów w dzieciństwie z
pedofilami.
Uzyskujemy wtedy wiedzę o tzw. skutkach odległych. Minęły lata ,
dorosła już osoba zdaje relację jak ona dzisiaj postrzega tamte
wydarzenia.
Jedni mają bardzo złe wspomnienia , jak ta Pani z Otwocka pod
Warszawą, która była przez lata molestowana przez ojczyma. Albo ofiary
księży pedofilów.
Tak więc nie jest to niczym dziwnym, że te osoby przemocą zmuszane do
współżycia (cokolwiek to oznaczało) odniosły wskutek tego konkretne
szkody i krzywdy: fizyczne, psychiczne i moralne.
Ale są i inne relacje osób, dzisiaj już dorosłych, dotyczące ich
kontaktów w dzieciństwie z pedofilami. Wspominają one te kontakty
pozytywnie a nawet entuzjastycznie, bo nie były do niczego zmuszane a z
pedofilem łączył je związek emocjonalny pozytywny."
15-06-2016 16:41 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>Siedziałeś, leczyłeś się lub byłeś leczony czy masz to wszystko dopiero przed sobą?
>Dyskutujemy sobie tutaj na forum.
To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
Na forum wprawdzie nikt nie ma obowiązku udzielania odpowiedzi, ale nieładnie tak rozmywać poruszane kwestie.

>Np. jeśli chodzi o krzywdę to przyznaję, że dziecko może być obiektywie skrzywdzone chociaż subiektywnie czuć się szczęśliwe, wtedy kiedy damy mu do jedzenia np. czekoladę zatrutą arszenikiem.
Brawo!
Kolejnym krokiem na drodze ku zrozumieniu, czym jest pedofilia, powinno być uzmysłowienie sobie, że kontakty z pedofilem, nawet takim wkupującym się chytrze w łaski dziecka, są dla tego dziecka zawsze czekoladą zatrutą arszenikiem.

>1.Pedofilia ( ani inne tzw. zboczenia lub parafilie) nie jest chorobą.
Cytat:
"Jeśli zainteresowania seksualne są tak bardzo zaburzone, że upośledzają zdolność utrzymania afektywno-erotycznego związku między ludźmi, nazywa się je parafiliami [...]
Parafilie dzielą się na trzy kategorie: [...] (3) pobudzenie seksualne i preferencje dotyczące niedobrowolnych partnerów, do których zalicza się ekshibicjonizm, podglądactwo (voyueryzm), skatologia telefoniczna lub molestowanie dzieci." s. 585

M.E.P. Seligmann, E.F. Walker, D.L. Rosenhan, Psychopatologia, Poznań 2003.

Nie jest przy tym istotne, czy parafilia (a w tym pedofilia) jest chorobą czy nie. Jak wynika z powyższego opisu, chodzi tu o zaburzenia, które coś upośledzają.

>To nie sprawa medycyny lecz danej kultury i obyczajów.
Nawet jeśli sprowadzisz pedofilię tylko do sfery kultury i obyczajów, natrafisz na liczne problemy.
Najważniejszy z nich sprowadza się do tego, że dzieci nie dysponują wystarczającymi narzędziami poznawczymi do przeprowadzenia racjonalnej oceny sytuacji i osób, więc w kontaktach z dorosłymi zwykle są na przegranej pozycji, natomiast dorosły pedofil, szukając kontaktu z dziećmi, próbuje zaspokoić swoje własne potrzeby kosztem dziecka (i odwołuje się przy tym do swojego doświadczenia życiowego, nieporównanie większego niż doświadczenie dziecka). Powstaje więc dylemat kulturowy, czy jako społeczeństwo godzimy się na bezpardonowe wykorzystywanie jednych przez drugich (w tym wypadku dzieci przez pedofilów). Odpowiedź, przynajmniej w sferze deklaracji, wydaje się oczywista.
Przywołany przez ciebie argument:
>Pedofilia ... nie jest chorobą
jest tu bez znaczenia, bo nawet gdyby tak było faktycznie, niczego by to nie zmieniło w sferze kulturowej i obyczajowej (wszak pobicie czy kradzież również nie są chorobami, a mimo to są społecznie naganne, ponieważ wiążą się z krzywdą drugiego człowieka; dokładnie to samo można powiedzieć o czynach pedofila).

>Tak jak istnieje zła pedofilia tak też istnieje i dobra, bo i Księżyc ma swoją ciemną (dark side of the moon ) ale i jasną stronę. Moneta ma awers i rewers, jest bóg i szatan, czyli mówiąc prościej nie ma rzeczy tylko jednostronnych.
Taką naiwnie dualistyczną argumentacją to możesz otumanić dziecko z piaskownicy (aż strach pomyśleć, z jakim skutkiem), ale skoro z tym swoim smrodkiem przyszedłeś na forum, które przynajmniej z nazwy jest racjonalistyczne, to przyłóż się trochę bardziej do swoich wypowiedzi.
Jeśli
>pedofilia ... istnieje i dobra, bo i Księżyc ma swoją ciemną ... ale i jasną stronę ...
to wynika z tego, że:
kradzież, gwałt, właściwie nawet zabójstwo też może być dobre, "bo i Księżyc ma swoją ciemną ... ale i jasną stronę".
He, he, z twoich słów wynika, że wielka jest moc sprawcza obu stron księżyca.

>mówiąc prościej nie ma rzeczy tylko jednostronnych
Co bynajmniej nie oznacza, że wszystko, co nie jest jednostronne, automatycznie obejmuje swoim zakresem i dobre, i złe strony, tak jak to naiwnie zasugerowałeś wyżej.

>Model dobrego pedofila nakreśliłem bodajże w poście do Belfra00 więc już nie będę go tutaj powtarzał.
Czytałem to propedofilskie pierdu-pierdu. Straszna żenada!
Poniżej zamieściłem kilka słów na ten temat.

>Tak więc nie jest to niczym dziwnym, że te osoby przemocą zmuszane do współżycia (cokolwiek to oznaczało) odniosły wskutek tego konkretne szkody i krzywdy: fizyczne, psychiczne i moralne.
Nazwijmy pewne rzeczy po imieniu. Ty promujesz taką pedofilię w białych rękawiczkach; oznacza to, że przemoc jest be, ale już podstęp, omotanie czy inna forma zmanipulowania istoty nie znającej życia są cacy.

>Ale są i inne relacje osób, dzisiaj już dorosłych, dotyczące ich kontaktów w dzieciństwie z pedofilami. Wspominają one te kontakty pozytywnie a nawet entuzjastycznie, bo nie były do niczego zmuszane a z pedofilem łączył je związek emocjonalny pozytywny."
Powtarzasz jak mantrę te same oklepane schematy.
To, że niektórzy ludzie to i owo dobrze wspominają, nie oznacza, że było to dobre, nawet dla wspominających. Ludzie różnie reagują na to, co ich spotkało. Jednym pewne zdarzenia czy sytuacje mogły imponować (np. rządy silnej ręki w domu czy w innej społeczności), inni utożsamiają się z oprawcą (to też zjawisko znane w psychologii), jeszcze inni szukają najrozmaitszych racjonalizacji tego, co ich spotkało.
Do dalszej części twoich wypocin z cytowanego przez ciebie postu nawet nie chce mi się odnosić, bo te "mądrości" opierają się na niezbyt wiarogodnych wynikach badań przedstawionych przez Rinda i jego zespół; wątpliwą jakość tych badań omówiłem tu i tu, a ty najwyraźniej nie czułeś się na siłach, żeby podjąć dyskusję w tym zakresie. Pewnie postąpiłeś słusznie, bo taka dyskusja wymaga wszak znacznie większej sprawności umysłowej niż to, co wystarcza do omotania dziecka.
16-06-2016 05:32 
 Ocena 1 na 1
Belfer00 (720 punktów)
>>1.Pedofilia (ani inne tzw. zboczenia lub parafilie) nie jest chorobą.
>Cytat:
"Jeśli zainteresowania seksualne są tak bardzo zaburzone, że upośledzają zdolność utrzymania afektywno-erotycznego związku między ludźmi, nazywa się je parafiliami [...]
>Parafilie dzielą się na trzy kategorie: [...] (3) pobudzenie seksualne i preferencje dotyczące niedobrowolnych partnerów, do których zalicza się ekshibicjonizm, podglądactwo (voyueryzm), skatologia telefoniczna lub molestowanie dzieci." s. 585
>M.E.P. Seligmann, E.F. Walker, D.L. Rosenhan, Psychopatologia, Poznań 2003.

>Nie jest przy tym istotne, czy parafilia (a w tym pedofilia) jest chorobą czy nie. Jak wynika z powyższego opisu, chodzi tu o zaburzenia, które coś upośledzają.
W najnowszym (5.) wydaniu DSM poczyniono rozróżnienie między parafilią, a zaburzeniem parafilnym (czyli cytat z 2003 jest nieaktualny).
Zaburzenie zachodzi tylko jeśli osoba cierpi lub ma trudności z kontrolowaniem swojego zachowania.
To podobne rozwiązanie do tego, jakie przedstawił prof. Imieliński, który odróżniał odchylenia seksualne patologiczne i niepatologiczne.
Czyli pedofilia sama w sobie (jako parafilia, nie zaburzenie parafilne) nie jest schorzeniem, lecz pewną odmiennością o cechach orientacji seksualnej.
Na terenie seksuologii toczy się obecnie w gruncie rzeczy walka kulturowa między "backlashowymi" konserwatystami, a liberałami (relatywistami) kulturowymi (czyli, jak by ich nazwano w Polsce "lewakami").
Wygląda na to, że po epoce konserwatywnego "odwetu" (za epokę "sex, drugs and rock'n'roll") liberałowie zaczynają "dawać odpór".

>>To nie sprawa medycyny lecz danej kultury i obyczajów.
>Nawet jeśli sprowadzisz pedofilię tylko do sfery kultury i obyczajów, natrafisz na liczne problemy.
>Najważniejszy z nich sprowadza się do tego, że [...] dorosły pedofil, szukając kontaktu z dziećmi, próbuje zaspokoić swoje własne potrzeby kosztem dziecka [...].
Sprawa jest bardziej skomplikowana.
Tzw. "zły pedofil" pragnie po prostu zaspokoić swoje potrzeby (seksualne, dominacji itp.) kosztem dziecka.
Natomiast tzw. "dobry pedofil" pragnie by dziecko w oparciu o ich związek emocjonalny (np. przyjaźń) zaakceptowało (zaaprobowało) jego działania i jego system wartości.
Pragnie więc jego dekulturacji, subkulturacji i desocjalizacji, a jak się potocznie mówi "demoralizacji".
Dlatego obrońcy tradycyjnych norm społecznych powiadają, że o ile "zły pedofil" godzi jedynie w ciało dziecka, "dobry pedofil" godzi przede wszystkim w jego duszę.
Natomiast dla rewolucjonistów kulturowych "dobry pedofil" jest (a przynajmniej był) współbojownikiem w walce o "nową moralność".
Stąd takie cenzurowanie i tępienie obecnie ideologii "dobrej pedofilii".

>Przywołany przez ciebie argument:
>>Pedofilia ... nie jest chorobą
>jest tu bez znaczenia, bo nawet gdyby tak było faktycznie, niczego by to nie zmieniło w sferze kulturowej i obyczajowej (wszak pobicie czy kradzież również nie są chorobami, a mimo to są społecznie naganne, ponieważ wiążą się z krzywdą drugiego człowieka; dokładnie to samo można powiedzieć o czynach pedofila).
Ale problem w tym, czy wszystkie "czyny pedofila" (te seksualne) wiążą się z krzywdą drugiego człowieka?
Kultura i obyczaj zakreślają ramy tego co dozwolone i co naganne, niekoniecznie w oparciu o krzywdę.
Np. czyją krzywdę powoduje pornografia dziecięca narysowana lub wygenerowana komputerowo, czy też stanowiąca wizerunki pornograficzne osób pełnoletnich udających dzieci?
Przy jej tworzeniu nie jest krzywdzone żadne dziecko, oglądana jest tylko przez chcące osoby.
A wytyczne Unii Europejskiej sugerują zakazanie takiej pornografii.
Polska w 2008 wprowadziła zakaz takiej "rysowanej" pornografii do kodeksu karnego (Art. 202 § 4b).
Nie tak dawno w japońskich internetowych sex-sklepach mozna było kupić gumowe sex-lalki przedstawiające dzieci.
Obecnie Japonia jest naciskana przez "naszą" (judeochrześcijańską) kulturę (reprezentowaną przez Stany), by zakazała pewnych gatunków mangi erotycznej, tych, w których postacie są (wyglądają na) małoletnie.
Taka manga jest wręcz częścią japońskiej kultury.
To są przykłady na pewne kulturowe konflikty i brak tolerancji dla odmienności.
Pozdrawiam.
17-06-2016 00:51 
 Ocena 3 na 3
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>dorosły pedofil, szukając kontaktu z dziećmi, próbuje zaspokoić swoje własne potrzeby kosztem dziecka [...].
>Sprawa jest bardziej skomplikowana.
>Tzw. "zły pedofil" pragnie po prostu zaspokoić swoje potrzeby (seksualne, dominacji itp.) kosztem dziecka.
>Natomiast tzw. "dobry pedofil" pragnie by dziecko w oparciu o ich związek emocjonalny (np. przyjaźń) zaakceptowało (zaaprobowało) jego działania i jego system wartości.
Nie kupuję ciemnoty, którą usiłujesz tu sprzedać.
I pedofil stosujący przemoc, i ten przemocy niestosujący dążą do osiągnięcia tego samego celu, czyli wykorzystania seksualnego dziecka, a różni ich tylko sposób realizacji powziętego zamiaru.
Piszesz:
>pragnie by dziecko w oparciu o ich związek emocjonalny (np. przyjaźń) zaakceptowało (zaaprobowało) jego działania i jego system wartości
co sugeruje, że głównym celem pedofila jest akceptacja związku emocjonalnego ze strony dziecka, gdy faktycznym celem jest seksualne wykorzystanie tego dziecka, a wspomniany związek emocjonalny jest tylko narzędziem do jego osiągnięcia.
Warto nauczyć się odróżniać cele od środków ich osiągnięcia.

>Dlatego obrońcy tradycyjnych norm społecznych powiadają, że o ile "zły pedofil" godzi jedynie w ciało dziecka, "dobry pedofil" godzi przede wszystkim w jego duszę.
Ludzie plotą najrozmaitsze idiotyzmy (jak ten tu właśnie przytoczony), co nie oznacza, że zaraz należy je przywoływać w dyskusji.

>Natomiast dla rewolucjonistów kulturowych "dobry pedofil" jest (a przynajmniej był) współbojownikiem w walce o "nową moralność".
Nie wiem, kogo masz na myśli, pisząc o tajemniczych "rewolucjonistach kulturowych"; z tego, co napisałeś, wnioskuję jednak, że wspólnie z pedofilami zamierzają oni walczyć o jakąś "nową moralność", czyli zapewne taką, w której wykorzystywanie seksualne słabszego przez silniejszego ma być czymś aprobowanym, oczywiście pod warunkiem, że silniejszy nie będzie się odwoływał do przemocy w sensie fizycznym (całe "nowatorstwo" tego pomysłu sprowadza się do części zdania po słowach: "oczywiście pod warunkiem, że silniejszy...".

>Stąd takie cenzurowanie i tępienie obecnie ideologii "dobrej pedofilii".
Nie, nie stąd bierze się "takie cenzurowanie i tępienie obecnie ideologii "dobrej pedofilii"" (zresztą osobiście nie zauważam w tym względzie żadnego szczególnego tępienia), lecz z braku akceptacji dla pseudointelektualnych wyjaśnień, jakoby pedofile w swoich działaniach mieli na względzie dobro dzieci. Człowiek, który ma na względzie dobro dziecka, dba o jego potrzeby bezinteresownie, a nie po to, żeby dobierać się temu dziecku do majtek.

>jest tu bez znaczenia, bo nawet gdyby tak było faktycznie, niczego by to nie zmieniło w sferze kulturowej i obyczajowej (wszak pobicie czy kradzież również nie są chorobami, a mimo to są społecznie naganne, ponieważ wiążą się z krzywdą drugiego człowieka; dokładnie to samo można powiedzieć o czynach pedofila).
>Ale problem w tym, czy wszystkie "czyny pedofila" (te seksualne) wiążą się z krzywdą drugiego człowieka?
Tak, wszystkie seksualne czyny pedofila w stosunku do dziecka są złe, bo wiążą się z krzywdą dziecka.

>Kultura i obyczaj zakreślają ramy tego co dozwolone i co naganne, niekoniecznie w oparciu o krzywdę. Np. czyją krzywdę powoduje pornografia dziecięca narysowana lub wygenerowana komputerowo, czy też stanowiąca wizerunki pornograficzne osób pełnoletnich udających dzieci?
Krzywda drugiego człowieka jest bardzo dobrym wyznacznikiem tego, co powinno być dopuszczalne. I tak zasadniczo funkcjonuje to w naszej kulturze.
W kontaktach seksualnych między dorosłym a dzieckiem krzywda dziecka jest oczywista, ponieważ jako słabsze (na wielu płaszczyznach, nie tylko w aspekcie fizycznym) jest ono stroną wykorzystywaną, choć nie musi sobie z tego zdawać sprawy.
Co do pornografii dziecięcej generowanej komputerowo mogę się domyślać, że ustawodawca w art. 202, § 4b kk chciał w ten sposób w ogóle ograniczyć dostęp do jakichkolwiek form pornografii dziecięcej, traktując sam fakt jej istnienia jako zagrożenie dla społeczeństwa. Na podobnej zasadzie działają przepisy zakazujące propagowania zbrodniczych ideologii, choć przecież samo propagowanie nikogo bezpośrednio nie krzywdzi.

>Obecnie Japonia jest naciskana przez "naszą" (judeochrześcijańską) kulturę (reprezentowaną przez Stany), by zakazała pewnych gatunków mangi erotycznej, tych, w których postacie są (wyglądają na) małoletnie.
>Taka manga jest wręcz częścią japońskiej kultury.
Manga jest częścią japońskiej kultury, mam jednak wątpliwości, czy jest nią również manga adresowana do pedofilów.

>To są przykłady na pewne kulturowe konflikty i brak tolerancji dla odmienności.
Powtarzam do znudzenia - w przeciwstawianiu się pedofilii nie chodzi o żaden brak tolerancji dla odmienności, lecz o brak tolerancji dla krzywdzenia słabszych przez silniejszych.
Belfer00 (720 punktów)
>Nie kupuję ciemnoty, którą usiłujesz tu sprzedać. [...]
>Piszesz:
>>pragnie by dziecko w oparciu o ich związek emocjonalny (np. przyjaźń) zaakceptowało (zaaprobowało) jego działania i jego system wartości
>co sugeruje, że głównym celem pedofila jest akceptacja związku emocjonalnego ze strony dziecka, gdy faktycznym celem jest seksualne wykorzystanie tego dziecka, a wspomniany związek emocjonalny jest tylko narzędziem do jego osiągnięcia.
Nie, nie to napisałem, co sugerujesz, tylko właśnie odwrotnie, i nie rozumiem dlaczego tak to odczytałeś.
Wyraźnie napisałem (jak zresztą przytoczyłeś) "pragnie by dziecko w oparciu o ich związek emocjonalny (np. przyjaźń) zaakceptowało (zaaprobowało) jego działania i jego system wartości".
Czyli przyjaźń (autentyczna, nie jakiś podstęp, kończący się odrzuceniem maski) jest środkiem prowadzącym do zaaprobowania działań seksualnych jako "dobrych" i "właściwych" ("przyjaźń wyrażona seksualnie", "fajna zabawa", "wszyscy to robią").
To nie jest tylko różnica w sposobie realizacji, a właśnie w celu.
Celem jest uzyskanie u dziecka (doraźnie i na przyszłość) postawy aprobującej zachowania pedofilne.
Oczywiście mozna określić to jako wykorzystanie, ale to jest co innego niż np. zgwałcenie.

>>Dlatego obrońcy tradycyjnych norm społecznych powiadają, że o ile "zły pedofil" godzi jedynie w ciało dziecka, "dobry pedofil" godzi przede wszystkim w jego duszę.
>Ludzie plotą najrozmaitsze idiotyzmy (jak ten tu właśnie przytoczony), [...].
Czyli zaprzeczasz możliwości subkulturacji ("demoralizacji") dziecka pod wpływem "dobrego pedofila", czy po prostu nie pasuje Ci termin "dusza"?

>>Natomiast dla rewolucjonistów kulturowych "dobry pedofil" jest (a przynajmniej był) współbojownikiem w walce o "nową moralność".
>Nie wiem, kogo masz na myśli, pisząc o tajemniczych "rewolucjonistach kulturowych"; z tego, co napisałeś, wnioskuję jednak, że wspólnie z pedofilami zamierzają oni walczyć o jakąś "nową moralność", czyli zapewne taką, w której wykorzystywanie seksualne słabszego przez silniejszego ma być czymś aprobowanym, [...].
Mam na myśli głównie zwolenników hasła "sex, drugs and rock'n'roll" i ich następców, zwolenników "wolnej miłości", twórców "rewolucji seksualnej".
"Nowa moralność" ma polegać głównie na odrzuceniu (zniesieniu) tradycyjnej rodziny i wymogu monogamii (wyłączności seksualnej), na poliamorii, promiskuityzmie, likwidacji poczucia wstydu (seksualnego).
Kościół nazywa to "cywilizacją śmierci".
Czy to jest równoznaczne z wykorzystywaniem seksualnym słabszego przez silniejszego?
Nie sądzę, ale używanie do "walki rewolucyjnej" dzieci, narażanie ich na cierpienie (przy wewnętrznym konflikcie norm lub konflikcie ze społeczeństwem) wydaje mi się niewłaściwe.

>>Stąd takie cenzurowanie i tępienie obecnie ideologii "dobrej pedofilii".
>Nie, nie stąd bierze się "takie cenzurowanie i tępienie obecnie ideologii "dobrej pedofilii"" (zresztą osobiście nie zauważam w tym względzie żadnego szczególnego tępienia), lecz z braku akceptacji dla pseudointelektualnych wyjaśnień, jakoby pedofile w swoich działaniach mieli na względzie dobro dzieci.
Jak to nie zauważasz, a wprowadzenie do kk kagańcowego, kneblowego Art. 200b?
Idzie o obronę tradycyjnej moralności, walkę z "permisywizmem seksualnym" i tłumienie wolności słowa.
Dobro dziecka ma tu niestety znaczenie drugorzędne.

>>>[...] (wszak pobicie czy kradzież również nie są chorobami, a mimo to są społecznie naganne, ponieważ wiążą się z krzywdą drugiego człowieka; dokładnie to samo można powiedzieć o czynach pedofila).
>>Ale problem w tym, czy wszystkie "czyny pedofila" (te seksualne) wiążą się z krzywdą drugiego człowieka?
>Tak, wszystkie seksualne czyny pedofila w stosunku do dziecka są złe, bo wiążą się z krzywdą dziecka.
Oczywiście, te w stosunku do dziecka tak, ale ja napisałem "wszystkie" (czyli: czy także te bez udziału dziecka?).

>>Kultura i obyczaj zakreślają ramy tego co dozwolone i co naganne, niekoniecznie w oparciu o krzywdę. Np. czyją krzywdę powoduje pornografia dziecięca narysowana lub wygenerowana komputerowo, czy też stanowiąca wizerunki pornograficzne osób pełnoletnich udających dzieci?
>Krzywda drugiego człowieka jest bardzo dobrym wyznacznikiem tego, co powinno być dopuszczalne. [...]
Oczywiście.

>W kontaktach seksualnych między dorosłym a dzieckiem krzywda dziecka jest oczywista, ponieważ jako słabsze (na wielu płaszczyznach, nie tylko w aspekcie fizycznym) jest ono stroną wykorzystywaną, choć nie musi sobie z tego zdawać sprawy.
Oczywiście.

>Co do pornografii dziecięcej generowanej komputerowo mogę się domyślać, że ustawodawca w art. 202, § 4b kk chciał w ten sposób w ogóle ograniczyć dostęp do jakichkolwiek form pornografii dziecięcej, traktując sam fakt jej istnienia jako zagrożenie dla społeczeństwa.
Czyli już nie "krzywda", tylko jakieś "zagrożenie" (moralności?).

>Na podobnej zasadzie działają przepisy zakazujące propagowania zbrodniczych ideologii, choć przecież samo propagowanie nikogo bezpośrednio nie krzywdzi.
I właśnie istnienie takich przepisów uważam za wstrętne, sprzeczne z zasadą wolności słowa.
Myśl powinna być wolna!

>>Taka manga jest wręcz częścią japońskiej kultury.
>Manga jest częścią japońskiej kultury, mam jednak wątpliwości, czy jest nią również manga adresowana do pedofilów.
Oczywiście, że jest (a przynajmniej do niedawna była).

>>To są przykłady na pewne kulturowe konflikty i brak tolerancji dla odmienności.
>Powtarzam do znudzenia - w przeciwstawianiu się pedofilii nie chodzi o żaden brak tolerancji dla odmienności, lecz o brak tolerancji dla krzywdzenia słabszych przez silniejszych.
Ale jakim krzywdzeniem jest np. użycie gumowej lalki?
Powiem tak:
Tam, gdzie zagrożone skrzywdzeniem jest dziecko, jestem po stronie dziecka, ale tam, gdzie żadne prawdziwe dziecko nie jest obecne, jestem po stronie wolności.
Pozdrawiam.
19-06-2016 14:04 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>Wyraźnie napisałem (jak zresztą przytoczyłeś) "pragnie by dziecko w oparciu o ich związek emocjonalny (np. przyjaźń) zaakceptowało (zaaprobowało) jego działania i jego system wartości".
Ta aprobata dla działań i systemu wartości pedofila nie ma jednak służyć jakiejś bezinteresownej więzi, lecz właśnie wykorzystaniu seksualnemu dziecka.

>Czyli przyjaźń (autentyczna, nie jakiś podstęp, kończący się odrzuceniem maski) jest środkiem prowadzącym do zaaprobowania działań seksualnych jako "dobrych" i "właściwych" ("przyjaźń wyrażona seksualnie", "fajna zabawa", "wszyscy to robią").
Nie jest to jakiś podstęp, lecz podstęp bardzo konkretny, polegający na wyrobieniu w dziecku błędnego przekonania, że to, czego chce od niego pedofil, jest "dobre" czy "właściwe". Tym samym pedofil odbiera dziecku możliwość wyrobienia sobie w tym względzie poglądów niezależnych od pedofila. Maska tej zakłamanej "autentycznej przyjaźni" opada, gdy pedofil zaczyna wykorzystywać dziecko seksualnie, czyli je krzywdzić (a prawdziwych przyjaciół wszak się nie krzywdzi, chyba że wedle głosicieli "nowej moralności" jest to jednak dopuszczalne). Jakakolwiek przyjaźń może być autentyczna tylko ze strony naiwnego dziecka, ze strony pedofila jest to tylko wyrachowanie.

>To nie jest tylko różnica w sposobie realizacji, a właśnie w celu.
Nie wykazałeś tego!

>Celem jest uzyskanie u dziecka (doraźnie i na przyszłość) postawy aprobującej zachowania pedofilne.
Czyli wyhodowanie istoty (niejednokrotnie) spełniającej zachcianki seksualne pedofila.

>Oczywiście mozna określić to jako wykorzystanie, ale to jest co innego niż np. zgwałcenie.
Już o tym pisałem - jest to zgwałcenie po uprzednim zastosowaniu podstępu w celu omotania ofiary.

>>>Dlatego obrońcy tradycyjnych norm społecznych powiadają, że o ile "zły pedofil" godzi jedynie w ciało dziecka, "dobry pedofil" godzi przede wszystkim w jego duszę.
>>Ludzie plotą najrozmaitsze idiotyzmy ...
>Czyli zaprzeczasz możliwości subkulturacji ("demoralizacji") dziecka pod wpływem "dobrego pedofila", czy po prostu nie pasuje Ci termin "dusza"?
Odrzucam durnowaty pogląd, jakoby pedofil stosujący przemoc godził "jedynie" w ciało dziecka, a ten przemocy niestosujący - "przede wszystkim w jego duszę". I jeden, i drugi nastaje tak na ciało, jak i na psychikę, a ewentualne różnice natężenia w tym względzie nie mają znaczenia dla dalszych rozważań.

>>Natomiast dla rewolucjonistów kulturowych "dobry pedofil" jest (a przynajmniej był) współbojownikiem w walce o "nową moralność". (B)
>"Nowa moralność" ma polegać głównie na odrzuceniu (zniesieniu) tradycyjnej rodziny i wymogu monogamii (wyłączności seksualnej), na poliamorii, promiskuityzmie, likwidacji poczucia wstydu (seksualnego). (B)
Chyba coś tu pominąłeś, bo nie wiem, o które z powyższych wartości mieliby współwalczyć pedofile.
Nieładnie tak manipulować!

>Jak to nie zauważasz, a wprowadzenie do kk kagańcowego, kneblowego Art. 200b?
Nie uważam za kagańcowy przepisu penalizującego głoszenie poglądów godzących w takie dobra jak prawidłowy rozwój psychofizyczny dziecka. Ideologia pedofilska propaguje działania mające na celu krzywdzenie określonej części populacji (w tym wypadku: dzieci).

>Idzie o obronę tradycyjnej moralności, walkę z "permisywizmem seksualnym" i tłumienie wolności słowa.
Co wspólnego ma tradycyjna moralność czy "permisywizm seksualny" z pedofilią?

>>Co do pornografii dziecięcej generowanej komputerowo mogę się domyślać, że ustawodawca w art. 202, § 4b kk chciał w ten sposób w ogóle ograniczyć dostęp do jakichkolwiek form pornografii dziecięcej, traktując sam fakt jej istnienia jako zagrożenie dla społeczeństwa.
>Czyli już nie "krzywda", tylko jakieś "zagrożenie" (moralności?).
Tolerowane pewnych patologicznych zachowań stanowi w pewnych warunkach zagrożenie dla norm społecznych i po przekroczeniu pewnej granicy może się przerodzić w krzywdę tych, którzy zostaną wyjęci spod ochrony tych norm.

>>Na podobnej zasadzie działają przepisy zakazujące propagowania zbrodniczych ideologii, choć przecież samo propagowanie nikogo bezpośrednio nie krzywdzi.
>I właśnie istnienie takich przepisów uważam za wstrętne, sprzeczne z zasadą wolności słowa.
>Myśl powinna być wolna!
Myśl powinna być wolna, jednak z wyjątkiem tych myśli, których treścią jest krzywdzenie innych.
"Za wstrętne" uważam propagowanie ideologii nawołujących do krzywdzenia innych, niezależnie od tego, jakim eufemizmem posługują się propagujący (tzw. "dobra" pedofila).
Przyzwolenie na propagowanie zbrodniczych ideologii byłoby natomiast głupotą polegającą na nieumiejętności wyciągnięcia nauki z lekcji, jakiej udziela nam historia.

>Manga jest częścią japońskiej kultury, mam jednak wątpliwości, czy jest nią również manga adresowana do pedofilów.
>Oczywiście, że jest (a przynajmniej do niedawna była).
Potrafisz przywołać w tym temacie jakieś konkrety poza swoim przeświadczeniem?

>Tam, gdzie zagrożone skrzywdzeniem jest dziecko, jestem po stronie dziecka, ale tam, gdzie żadne prawdziwe dziecko nie jest obecne, jestem po stronie wolności.
Niezwykle ciekawa deklaracja w wydaniu orędownika pedofilii niestosującej przemocy.
Czyżby potworek intelektualny o perfidnej nazwie "dobra" pedofilia dotyczył sytuacji, "gdzie żadne prawdziwe dziecko nie jest obecne"? To z kim w takim razie "przyjaźnią się" ci tzw. "dobrzy" pedofile i kogo - po emocjonalnym omotaniu - nakłaniają później do seksu?
22-06-2016 02:52 
 Ocena 1 na 1
Belfer00 (720 punktów)
>>Czyli przyjaźń (autentyczna, nie jakiś podstęp, kończący się odrzuceniem maski) jest środkiem prowadzącym do zaaprobowania działań seksualnych jako "dobrych" i "właściwych" ("przyjaźń wyrażona seksualnie", "fajna zabawa", "wszyscy to robią").
>Nie jest to jakiś podstęp, lecz podstęp bardzo konkretny, polegający na wyrobieniu w dziecku błędnego przekonania, że to, czego chce od niego pedofil, jest "dobre" czy "właściwe". Tym samym pedofil odbiera dziecku możliwość wyrobienia sobie w tym względzie poglądów niezależnych od pedofila. Maska tej zakłamanej "autentycznej przyjaźni" opada, gdy pedofil zaczyna wykorzystywać dziecko seksualnie, czyli je krzywdzić [...]. Jakakolwiek przyjaźń może być autentyczna tylko ze strony naiwnego dziecka, ze strony pedofila jest to tylko wyrachowanie.
Ależ nie, przecież "dobry pedofil" jest autentycznie przekonany, że to co robi jest dobre, więc to nie jest "maska".
Wcale nie dostrzega, że krzywdzi dziecko.
Ma po prostu inne poglądy na to co jest krzywdą, a co nie jest.
Autentycznie się z dzieckiem przyjaźni, a nawet może je w pewnym sensie kochać, i obdarza je tym, co w jego własnym mniemaniu dobre.
Czy kochający ojciec-włamywacz, gdy uczy dziecko jak się dobrze włamywać, ma poczucie, że je krzywdzi, że dokonuje subkulturacji (wprowadzenia w specyficzny, nieakceptowany ogólnie, system wartości)?
Przecież je kocha i chce dla niego jak najlepiej.
Czy głęboko wierzący islamista, zakładając swojemu dziecku "pas szahida" i wysyłając na śmierć, nie kocha go?
Przecież chce dla niego tego co najlepsze - raju.
Tym różni się ideologia czy religia od zwykłych podstępów, że nie jest świadomą (z wyrachowaniem) manipulacją.
Gdyby to była maska, która opadałaby w momencie krzywdzenia, to byłaby całkiem inna sytuacja.
Dziecko przestawałoby wtedy wierzyć, że to co się dzieje jest dobre.

>>Czyli zaprzeczasz możliwości subkulturacji ("demoralizacji") dziecka pod wpływem "dobrego pedofila", czy po prostu nie pasuje Ci termin "dusza"?
>Odrzucam durnowaty pogląd, jakoby pedofil stosujący przemoc godził "jedynie" w ciało dziecka, a ten przemocy niestosujący - "przede wszystkim w jego duszę". I jeden, i drugi nastaje tak na ciało, jak i na psychikę, a ewentualne różnice natężenia w tym względzie nie mają znaczenia dla dalszych rozważań.
Ależ mają.
Dziecko po kontakcie ze "złym pedofilem" nie przyjdzie do niego ponownie, nie ostrzeże przed zatrzymaniem, nie przyprowadzi do niego kolegów/koleżanek.
Nie będzie powtarzać zachowań seksualnych z innymi dziećmi.
Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że skutki stresu pourazowego jest łatwiej przezwyciężyć niż skutki subkulturacji.

>>>Natomiast dla rewolucjonistów kulturowych "dobry pedofil" jest (a przynajmniej był) współbojownikiem w walce o "nową moralność". (B)
>>"Nowa moralność" ma polegać głównie na odrzuceniu (zniesieniu) tradycyjnej rodziny i wymogu monogamii (wyłączności seksualnej), na poliamorii, promiskuityzmie, likwidacji poczucia wstydu (seksualnego). (B)
>Chyba coś tu pominąłeś, bo nie wiem, o które z powyższych wartości mieliby współwalczyć pedofile.
Jak to, nie wiesz, że późnymi skutkami wykorzystania są bezwstyd, promiskuityzm, trudności w założeniu rodziny?
Tak przynajmniej piszą znawcy zagadnienia.
Ale ja (jak napisałem) uważam taką metodę walki za niedopuszczalną.
Dzieci nie wolno indoktrynować i formować w taki sposób.

>Nie uważam za kagańcowy przepisu penalizującego głoszenie poglądów godzących w takie dobra jak prawidłowy rozwój psychofizyczny dziecka. [...]
>Tolerowane pewnych patologicznych zachowań stanowi w pewnych warunkach zagrożenie dla norm społecznych i po przekroczeniu pewnej granicy może się przerodzić w krzywdę tych, którzy zostaną wyjęci spod ochrony tych norm.
>>>Na podobnej zasadzie działają przepisy zakazujące propagowania zbrodniczych ideologii, choć przecież samo propagowanie nikogo bezpośrednio nie krzywdzi.
>Myśl powinna być wolna, jednak z wyjątkiem tych myśli, których treścią jest krzywdzenie innych.
>"Za wstrętne" uważam propagowanie ideologii nawołujących do krzywdzenia innych, niezależnie od tego, jakim eufemizmem posługują się propagujący (tzw. "dobra" pedofila).
A ja uważam, że wolność słowa, to właśnie wolność głoszenia rzeczy obrzydliwych.
Do głoszenia rzeczy mądrych i dobrych specjalna "wolność" byłaby zbędna.

>>Manga jest częścią japońskiej kultury, mam jednak wątpliwości, czy jest nią również manga adresowana do pedofilów.
>>Oczywiście, że jest (a przynajmniej do niedawna była).
>Potrafisz przywołać w tym temacie jakieś konkrety poza swoim przeświadczeniem?
Wielu japońskich autorów tworzy (tworzyło?) mangę erotyczną z małoletnimi postaciami pod własnym nazwiskiem (nie pseudonimem) i nie było to uwazane za coś nagannego czy dyskredytującego.
Zeszyty z taką mangą były dostępne w Japonii w normalnych seks-sklepach, a nawet w księgarniach na wydzielonych półkach.
Nie wiem jak jest teraz, bo sprawdzałem to w internecie prawie 10 lat temu.
Wtedy też natknąłem się w ofercie na te gumowe lalki w kształcie dzieci.
Nikt w Japonii wtedy się z tym nie ukrywał.

>>Tam, gdzie zagrożone skrzywdzeniem jest dziecko, jestem po stronie dziecka, ale tam, gdzie żadne prawdziwe dziecko nie jest obecne, jestem po stronie wolności.
>Niezwykle ciekawa deklaracja w wydaniu orędownika pedofilii niestosującej przemocy.
Nie jestem żadnym orędownikiem pedofilii (jakiejkolwiek), chyba nie rozumiesz tego co piszę!
Po prostu uważam, że nawet najbardziej szkodliwa czy zbrodnicza ideologia nie powinna być cenzurowana.
Uważam także, że ponieważ sfera seksualna jest w życiu człowieka bardzo ważna, każdy powinien mieć do niej prawo, o ile nie krzywdzi przy tym innych.
Czyli nie powinno się zakazywać żadnych rysunków czy gumowych lalek.
Pozdrawiam.
23-06-2016 14:20 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>"dobry pedofil" jest autentycznie przekonany, że to co robi jest dobre, więc to nie jest "maska".
>Wcale nie dostrzega, że krzywdzi dziecko.
>Ma po prostu inne poglądy na to co jest krzywdą
>Autentycznie się z dzieckiem przyjaźni...
Klepiesz te bzdury jak mantrę, a nie potrafisz się sensownie odnieść do żadnego zarzutu.
Obnażenie tej "mądrości" masz we fragmencie:
>Genialne rozumowanie! Proponuję przenieść tę "mądrość" na inną sferę, może kradzież, oszustwo itp.:

>Czy kochający ojciec-włamywacz, gdy uczy dziecko jak się dobrze włamywać, ma poczucie, że je krzywdzi
Nie jest istotne, jakie poczucie ma ojciec uczący dziecko, jak się włamywać, czyli sprowadzający je na drogę występku (czym je krzywdzi). Ważne jest, że to czyni i że powinien ponieść za to konsekwencje.

>Czy głęboko wierzący islamista, zakładając swojemu dziecku "pas szahida" i wysyłając na śmierć, nie kocha go?
>Przecież chce dla niego tego co najlepsze - raju.
Patrz wyżej.
Przestudiuj sobie też powiedzenie: "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane."

>Tym różni się ideologia czy religia od zwykłych podstępów, że nie jest świadomą (z wyrachowaniem) manipulacją.
Czyli jeśli ktoś popełnia przestępstwo oparte na podstępie i powołuje się przy tym na ideologię lub religię, to podstęp przestaje być podstępem?
Napisz, co trzeba zrobić, żeby na człowieka spłynęło takie "oświecenie" jak to, z którego czerpiesz.

>Gdyby to była maska, która opadałaby w momencie krzywdzenia
Ona opada dla tych, którzy mają większą wiedzę o świecie; dla dziecka, które takiej wiedzy nie ma, może nie opadać długo lub wręcz nigdy. Zresztą, krzywdzić można i w masce.

>>I jeden, i drugi nastaje tak na ciało, jak i na psychikę, a ewentualne różnice natężenia w tym względzie nie mają znaczenia (Q)
>Dziecko po kontakcie ze "złym pedofilem" nie przyjdzie do niego ponownie
Twierdzisz, że fakt, iż omotane dziecko będzie brnęło w patologiczną relację z pedofilem niestosującym przemocy, ma znaczenie dla oceny czynów pedofila.
Wymyśl coś sensowniejszego, bo żenujące jest czytanie takich bredni.

>>nie wiem, o które z powyższych wartości mieliby współwalczyć pedofile.
>późnymi skutkami wykorzystania są bezwstyd, promiskuityzm, trudności w założeniu rodziny?
>Tak przynajmniej piszą znawcy zagadnienia
A pedofile, jak wiadomo, rozczytują się w tym, co "piszą znawcy zagadnienia", i próbują te kwestie zastosować w praktyce, mając przy tym stale w pamięci "późn[e] skutk[i] wykorzystania". Cóż za symbioza!

>A ja uważam, że wolność słowa, to właśnie wolność głoszenia rzeczy obrzydliwych.
O podobnej kwestii już tu kiedyś perorowałeś, jednak na zadane pytanie nie potrafiłeś odpowiedzieć:
>>IMHO każdy pogląd wymaga krytycznej dyskusji, a nie tłumienia. (B)
>Większość poglądów nadaje się do dyskusji, ale z pewnością nie każdy. (Q)
>Czy jeśli ktoś zaproponuje temat, jak namierzyć i skopać na ulicy niejakiego Belfra00, to też będzie to Twoim zdaniem wymagało "krytycznej dyskusji"? (Q)

Powinna tu mieć zastosowanie wolność słowa?

>>Potrafisz przywołać w tym temacie jakieś konkrety poza swoim przeświadczeniem? (Q)
>Wielu japońskich autorów tworzy ... się z tym nie ukrywał.
Pytałem, czy potrafisz przywołać jakieś konkrety poza swoim przeświadczeniem, a jedyne, co zaserwowałeś, to kupka własnych wrażeń.
Zostawmy tę mangę w spokoju, bo nie masz w tym temacie nic sensownego do powiedzenia (niestety, tak samo jak w głównym temacie tej rozmowy).

>Po prostu uważam, że nawet najbardziej szkodliwa czy zbrodnicza ideologia nie powinna być cenzurowana.
Jest zasadnicza różnica między suchym stwierdzeniem:
>nawet najbardziej szkodliwa czy zbrodnicza ideologia nie powinna być cenzurowana
a jawnym zachwalaniem jakiejś patologii. Taką patologią jest właśnie pedofilia, przez jej zwolenników czy innych naiwniaków określana obłudnie mianem "dobrej" pedofilii. Twoje infantylne wyjaśnienia, że ona jest "dobra", bo "dobrzy" pedofile chcą dobrze, przyjaźnią się z dziećmi czy chcą, żeby te jakoś zmieniły się w przyszłości, byłaby może akceptowalna w wydaniu ucznia szkoły podstawowej, ale nie dorosłego człowieka, w dodatku posługującego się pseudonimem "Belfer00" (hm, może to "00" jest tu jakimś wyjaśnieniem).

>Nie jestem żadnym orędownikiem pedofilii (jakiejkolwiek)
Czyżby? Na wpis:
>A przecież były czasy kiedy dobra pedofilia (czyt. pederastia) była włączona w kulturę. (JTS)
odpowiedziałeś:
>To nie była pedofilia, szło o chłopców dojrzewających (od 12-13 roku życia wzwyż)
czym odniosłeś pederastię do kontaktów seksualnych z chłopcami od 12-13 roku życia.
Definicja z Wikipedii (nad którą ponoć sam pracowałeś) podaje:
Cytat:
"Pedofilia - rodzaj parafilii: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi w okresie przedpokwitaniowym lub wczesnej fazie pokwitania[1]."

Wiek dzieci w obu ujęciach jest w przybliżeniu ten sam, zatem pederastię można traktować jako odmianę pedofilii.
Oto, co napisałeś o pederastii:
>To sugeruje, że także pederastię uważasz za zjawisko negatywne
>pederastia to trochę co innego, czyli niekoniecznie musi być negatywna
Nadal twierdzisz, że nie jesteś orędownikiem pedofilii?
Chyba dobrą intuicję miał w tym względzie Jan Tadeusz S.:
>rozumiem, , że uznajesz istnienie dobrej pedofilii, tylko że akurat trafiła na złą kulturę, która utrudnia jej życie.
Swój wyczuł swojego. Ty na to nic nie odpowiedziałeś.
Cóż, nie ma "dobrej" pedofilii, są za to osoby twierdzące, że ona istnieje. To są właśnie jej orędownicy, próbujący w obłudny sposób oswajać społeczeństwo z pedofilią jako taką. Ty jesteś jednym z nich.
Belfer00 (720 punktów)
>Nie jest istotne, jakie poczucie ma ojciec uczący dziecko, jak się włamywać, czyli sprowadzający je na drogę występku (czym je krzywdzi). [...]
Owszem, jest istotne.
Przecież ja, jak pisałem (chyba wyraźnie), nie twierdzę, że nie krzywdzi, wręcz przeciwnie.
Natomiast to nie jest żadna "maska".
Możliwe jest, że ktoś kocha kogoś i jednocześnie go nieświadomie krzywdzi, uważając, że czyni dobrze.
Pomyśl tylko o milionach rodziców posyłających swoje dzieci na lekcje religii.

>Czyli jeśli ktoś popełnia przestępstwo oparte na podstępie i powołuje się przy tym na ideologię lub religię, to podstęp przestaje być podstępem?
Nie idzie o kogoś, kto "się powołuje", tylko kogoś, kto naprawdę wierzy.
Gdyby religie i ideologie były jedynie świadomym podstępem, sprawa byłaby całkiem inna.
Czy głęboko wierzącego inkwizytora, który w imię wiary posyła na stos "heretyków" określiłbyś jako kogoś "w masce" czy "po zrzuceniu maski"?

>Twierdzisz, że fakt, iż omotane dziecko będzie brnęło w patologiczną relację z pedofilem niestosującym przemocy, ma znaczenie dla oceny czynów pedofila.
Nic takiego nie twierdzę, to kolejna insynuacja.
Ocena jest negatywna, ale postępowanie wobec dziecka i wobec pedofila powinno być inne, niż w przypadku "złego pedofila".

>>A ja uważam, że wolność słowa, to właśnie wolność głoszenia rzeczy obrzydliwych.
>O podobnej kwestii już tu kiedyś perorowałeś, jednak na zadane pytanie nie potrafiłeś odpowiedzieć:
>>>IMHO każdy pogląd wymaga krytycznej dyskusji, a nie tłumienia. (B)
>>Większość poglądów nadaje się do dyskusji, ale z pewnością nie każdy. (Q)
>>Czy jeśli ktoś zaproponuje temat, jak namierzyć i skopać na ulicy niejakiego Belfra00, to też będzie to Twoim zdaniem wymagało "krytycznej dyskusji"? (Q)

>Powinna tu mieć zastosowanie wolność słowa?
Przeczytaj orzeczenia SN USA w sprawie wolności słowa (np. w sprawie Brandenburg v. Ohio), to może zrozumiesz czym różni się głoszenie obrzydliwych poglądów od nawoływania do popełnienia przestępstwa.

>Jest zasadnicza różnica między suchym stwierdzeniem:
>>nawet najbardziej szkodliwa czy zbrodnicza ideologia nie powinna być cenzurowana
>a jawnym zachwalaniem jakiejś patologii. Taką patologią jest właśnie pedofilia, przez jej zwolenników czy innych naiwniaków określana obłudnie mianem "dobrej" pedofilii.
Ale tzw. "dobra pedofilia" to właśnie jedna z takich ideologii (choć chyba jednak nie aż zbrodnicza).

>Twoje infantylne wyjaśnienia, że ona jest "dobra", bo "dobrzy" pedofile chcą dobrze, przyjaźnią się z dziećmi czy chcą, żeby te jakoś zmieniły się w przyszłości, [...].
Kolejna insynuacja.
Nigdy nie twierdziłem, że tzw. "dobra pedofilia" jest dobra (korzystna) dla dzieci.
Natomiast twierdziłem, że są pedofile nie stosujący przemocy fizycznej i psychicznej, powstrzymujący się od zachowań, które mogłyby dziecku sprawić przykrość czy je przestraszyć.
Twierdziłem też, że niektórzy z nich wierzą w ideologię głoszącą, że kontakty seksualne z dzieckiem są dla niego dobre.
A także, że niektórzy rzeczywiście zaprzyjaźniają się z dziećmi, a nawet je w pewnym sensie kochają, i nie zdają sobie sprawy, że je krzywdzą.
A Ty to wszystko poprzekręcałeś.

>>Nie jestem żadnym orędownikiem pedofilii (jakiejkolwiek)
>Czyżby? Na wpis:
>>A przecież były czasy kiedy dobra pedofilia (czyt. pederastia) była włączona w kulturę. (JTS)
>odpowiedziałeś:
>>To nie była pedofilia, szło o chłopców dojrzewających (od 12-13 roku życia wzwyż)
>czym odniosłeś pederastię do kontaktów seksualnych z chłopcami od 12-13 roku życia.
>Definicja z Wikipedii (nad którą ponoć sam pracowałeś) podaje:
>Cytat:
"Pedofilia - rodzaj parafilii: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi w okresie przedpokwitaniowym lub wczesnej fazie pokwitania[1]."

>Wiek dzieci w obu ujęciach jest w przybliżeniu ten sam, zatem pederastię można traktować jako odmianę pedofilii.
No właśnie nie można.
Pedofilia to pociąg do dzieci przed okresem pokwitania (bez uwidocznionych cech płciowych, charakteryzujących pokwitanie).
To samo określenie występuje zarówno w DSM-5, jak i ICD-10.
"Wczesna faza pokwitania" to wiek, kiedy pokwitanie się już zaczęło (gonady nasiliły wydzielanie), ale jego cechy się jeszcze nie uwidoczniły.
Definicja z DSM podaje wiek graniczny: "na ogół w wieku 13 lat lub młodszymi".
Podobnie większość badaczy przyjmuje granicę 13 lat, choć np. Kurt Freund w swoich pracach stosuje granicę 12 lat.
Natomiast pederastia dotyczy chłopców dojrzewających (od 12-13 roku życia wzwyż).
To są dwa przedziały wiekowe, odgraniczone wiekiem około 13 r. ż..
Więc jak możesz twierdzić, że wiek jest ten sam?!

>Oto, co napisałeś o pederastii:
>>pederastia to trochę co innego, czyli niekoniecznie musi być negatywna
>Nadal twierdzisz, że nie jesteś orędownikiem pedofilii?
Napisałem, że pederastia niekoniecznie musi być negatywna.
Nie napisałem, że jest z pewnością pozytywna.
Dojrzewający np. 14- letni chłopiec, to jest co innego niż chłopiec 4-, 6- czy 10-letni.
W niektórych krajach jest to już wiek powyżej granicy wieku przyzwolenia.

>Cóż, nie ma "dobrej" pedofilii, [...].
Owszem nie ma dobrej pedofilii, bo zaburzenie to sprowadza przykrości i na dotkniętą nim osobę i na jej otoczenie (zwłaszcza dzieci).
Natomiast jest "dobra pedofilia", jako pewna ideologia, z którą warto podjąć krytyczną polemikę.

Dyskusja z Tobą staje się coraz mniej sensowna, gdyż albo nie rozumiesz tego co ja piszę, albo udajesz, że nie rozumiesz.
Przypisujesz mi poglądy, jakich nie wypowiadałem, natomiast ignorujesz te wypowiedziane.
Twoje insynuacje są po prostu obraźliwe.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Dojrzewający np. 14- letni chłopiec, to jest co innego niż chłopiec 4-, 6- czy 10-letni.
Wedle Twoich poglądów im wcześniej dziecko zacznie współżyć z pedofilem, tym lepiej dla dziecka.
Twierdzisz bowiem, że szkodliwość dobrej pedofilii polega na tym, że dziecko cierpi z powodu przekroczenia norm kulturowych, bo obcuje z pedofilem, a to w naszej kulturze nie uchodzi.
Ale im starsze dziecko tym bardziej świadome i tym bardziej cierpi, a im młodsze, tym mniej sobie zdaje sprawę z przekraczania norm, a więc i mniej cierpi.
A w najlepszej sytuacji jest niemowlę, które w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy i jedynie czuje spazmy rozkoszy.
PS
A w ogóle to gadacie z Quetzal coś tam jak o słoniach, a nigdy prawdziwego słonia na oczy nie widzieliście.
Czyli gadacie jak dwóch ślepych o kolorach.
> niektórzy rzeczywiście zaprzyjaźniają się z dziećmi, a nawet je w pewnym sensie kochają
Przepraszam, ale jeśli masz żonę albo dziecko , to czy ją lub je kochasz tylko "w pewnym sensie?" Co to w ogóle jest za określenie?
Kocham cię w pewnym sensie.
25-06-2016 10:25 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Przepraszam, ale jeśli masz żonę albo dziecko , to czy ją lub je kochasz tylko "w pewnym sensie?" Co to w ogóle jest za określenie?
Czy rodzic deklarujący miłość, a zarazem swoje dziecko "dla jego dobra" lejący kocha je naprawdę, czy jednak "w pewnym sensie"?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
25-06-2016 16:42 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Czy rodzic deklarujący miłość, a zarazem swoje dziecko "dla jego dobra" lejący kocha je naprawdę, czy jednak "w pewnym sensie"?
IMNHO rodzic miłość może deklarować, tak jak Krk deklaruje ubóstwo, ale co z tego?
Czy kierujemy się deklaracjami czy faktami?
25-06-2016 19:12 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>
>Czy rodzic deklarujący miłość, a zarazem swoje dziecko "dla jego dobra" lejący kocha je naprawdę, czy jednak "w pewnym sensie"?
> IMNHO rodzic miłość może deklarować, tak jak Krk deklaruje ubóstwo, ale co z tego?
>Czy kierujemy się deklaracjami czy faktami?
Tym, o co tutaj zapytałeś słowami jeśli masz żonę albo dziecko , to czy ją lub je kochasz tylko "w pewnym sensie?".


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
25-06-2016 19:49 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Tym, o co tutaj zapytałeś
Chodziło mi o to iż Belfer00 bezpodstawnie kwestionuje miłość pedofila do dziecka pisząc iż on je kocha "w pewnym sensie".
Czyli daje Belfer00 niedwuznacznie do zrozumienia, że pedofil dziecka autentycznie i szczerze kochać nie może, że jest tam jakiś podtekst w tej miłości, jakiś (ukryty?) sens.
A więc że ta miłość jest jakiejś gorszej jakości, bo nie jest bezinteresowna.
A mówiąc jeszcze jaśniej Belfer00 insynuuje, że ponieważ ta miłość ma też i również podtekst erotyczny to fakt ten niejako ją umniejsza, czyni podejrzaną i "w pewnym sensie".
A takie podejście wynika z zakorzenionej w naszej kulturze nieufności do seksu.
Najpiękniejsza jest w naszej kulturze miłość czysta, pozbawiona elementu seksualnego brudu.
25-06-2016 20:33 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>
>Tym, o co tutaj zapytałeś
>Chodziło mi o to iż Belfer00 bezpodstawnie kwestionuje miłość pedofila do dziecka pisząc iż on je kocha "w pewnym sensie".
A wg Ciebie miałby napisać, że bez sensu?

>Czyli daje Belfer00 niedwuznacznie do zrozumienia, że pedofil dziecka autentycznie i szczerze kochać nie może
Lub/i że nie ma dowodów na jego miłość, albo/lub/i że za głębię emocjonalną pedofila nie można ręczyć. Co ma racjonalne podstawy, bo dziecko dorastając dla pedofila traci na erotycznej atrakcyjności.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
25-06-2016 22:29 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)


>bo dziecko dorastając dla pedofila traci na erotycznej atrakcyjności.
Identycznie jest w heteroseksualnym a nawet w homoseksualnym związku.
Żona też traci na erotycznej atrakcyjności i dlatego mąż wymienia ją na nowszy (młodszy) model.
Tak więc nie jest to tylko przypadłość pedofilów.
26-06-2016 00:50 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Żona też traci na erotycznej atrakcyjności
Ale i mąż traci; dorośli tracą atrakcyjność w porównywalnym tempie.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
26-06-2016 03:00 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Ale i mąż traci;
I pedofil traci.
Moja mama zawsze na mnie krzyczała : Ty stary pedofilu!
Belfer00 (720 punktów)
>Chodziło mi o to iż Belfer00 bezpodstawnie kwestionuje miłość pedofila do dziecka pisząc iż on je kocha "w pewnym sensie".
>Czyli daje Belfer00 niedwuznacznie do zrozumienia, że pedofil dziecka autentycznie i szczerze kochać nie może, że jest tam jakiś podtekst w tej miłości, jakiś (ukryty?) sens.
>A więc że ta miłość jest jakiejś gorszej jakości, bo nie jest bezinteresowna.
Napisałem Ci wyjaśnienie.

>A mówiąc jeszcze jaśniej Belfer00 insynuuje, że ponieważ ta miłość ma też i również podtekst erotyczny to fakt ten niejako ją umniejsza, czyni podejrzaną i "w pewnym sensie".
>A takie podejście wynika z zakorzenionej w naszej kulturze nieufności do seksu.
>Najpiękniejsza jest w naszej kulturze miłość czysta, pozbawiona elementu seksualnego brudu.
Jakiego znowu "seksualnego brudu"?
Nie przypisuj mi jakiejś pruderii!
Pisałem wyraźnie, że z tego, że bigos jest smaczny i dobry, nie wynika, że należy nim karmić niemowlęta.
Pozdrawiam.
Pan Leming (674 punktów)
> A w najlepszej sytuacji jest niemowlę, które w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy i jedynie czuje spazmy rozkoszy.

Skąd zamierzasz brać te niemowlęta do serwowania im spazmów rozkoszy? Jak dotkniesz cudzego to jego ojciec Cię zabije, więc własnemu chcesz to robić? Tylko próbujesz doprowadzić do legalizacji w razie gdyby matka dziecka się dowiedziała?
PS: Przekonałeś kiedyś jakiegoś nie-pedofila do tego, że oddanie dziecka w Twoje ręce to dobry pomysł?

www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Skąd zamierzasz brać te niemowlęta do serwowania im spazmów rozkoszy?
Przecież to tylko abstrakcyjna dyskusja.
Teoretycznie tak by było. Ale praktycznie jest to mało wykonalne.
O ile karmimy niemowlęta, co im sprawia niewątpliwą rozkosz, o tyle nasza kultura nie dopuszcza drażnienia sfer erogennych niemowlęcia, chociaż niektóre matki je całują i pieszczą. Te sfery.
> PS: Przekonałeś kiedyś jakiegoś nie-pedofila do tego, że oddanie dziecka w Twoje ręce to dobry pomysł?
Oczywiście.
Rodzice chętnie oddają dziecko w ręce pedofila (dobrego podkreślam) jeśli go poznają i zaufają mu, bo wtedy się przekonują, że nic złego dziecku nie zrobi. Prędzej nerkę swoją przepitą odda dziecku w potrzebie, niż dziecko ukrzywdzi.
Kwestia jest tylko w poznaniu. I zaufaniu.
Jasne jest, że żaden normalny rodzic nie odda dziecka nieznanemu facetowi z ulicy, ale jak go pozna i się przekona, że kocha jego dziecko tak samo jak on albo jeszcze bardziej, to nie widzę przeszkód.
Dzisiaj wiele złego robi histeryczna kampania antypedofilska traktująca każdego pedofila jako przestępcę.
Ale kiedyś (lata 80) nie miałem problemów z rodzicami.
Belfer00 (720 punktów)
>>Dojrzewający np. 14- letni chłopiec, to jest co innego niż chłopiec 4-, 6- czy 10-letni.
>Wedle Twoich poglądów im wcześniej dziecko zacznie współżyć z pedofilem, tym lepiej dla dziecka.
Nie, wcale nie lepiej, nigdy tego nie twierdziłem.

>Twierdzisz bowiem, że szkodliwość dobrej pedofilii polega na tym, że dziecko cierpi z powodu przekroczenia norm kulturowych, bo obcuje z pedofilem, a to w naszej kulturze nie uchodzi.
>Ale im starsze dziecko tym bardziej świadome i tym bardziej cierpi, a im młodsze, tym mniej sobie zdaje sprawę z przekraczania norm, a więc i mniej cierpi.
Kontakty seksualne dorosłego z dzieckiem przed okresem pokwitania są niekorzystne, gdyż nie są zgodne z potrzebami rozwojowymi dziecka.
Istotne jest przecież to, że dziecko rozwija się i celem tego rozwoju jest człowiek przystosowany do życia w danej (w tym wypadku "naszej") kulturze.
Nie idzie tu o cierpienie w momencie kontaktu seksualnego z pedofilem.
Owszem, w danym momencie, jeśli jest to małe dziecko, może wcale nie cierpieć, ale subkulturacja może dać niekorzystne skutki później.
Przecież pisałem już przedtem, że brak cierpienia w danym momencie, nie oznacza braku krzywdy.
Dziecko nie jest jakimś automatem, który można zresetować.
Cokolwiek robimy z dzieckiem, powinniśmy mieć w pamięci całe jego przyszłe życie, łącznie z wiekiem dorosłym.

>A w najlepszej sytuacji jest niemowlę, które w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy i jedynie czuje spazmy rozkoszy.
Nie, co do niemowlęcia to nawet z punktu widzenia ideologii "dobrej pedofilii" jest to zachowanie naganne.
Przecież niemowlę właśnie "w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy", więc jest niezdolne do udzielenia nawet tej nieistotnej prawnie, ale istotnej dla "dobrego pedofila" aprobaty.
Gdzie tu masz "wyrażoną seksualnie przyjaźń"?
To jest po prostu zabawa dzieckiem jak lalką. a człowieka tak traktować nie należy.

>PS
>A w ogóle to gadacie z Quetzal coś tam jak o słoniach, a nigdy prawdziwego słonia na oczy nie widzieliście.
Jeśli idzie Ci o poznanie "dobrej pedofilii", to nie wiem ile wie Quetzalcoatl, ale ja przeczytałem nie tylko teksty z portalu cba, ale też ze strony Misiaczka, boypedii, newgon i paru innych.
Nie osądzam na podstawie tabloidów, tylko wypowiedzi samych "dobrych pedofilów".

>>niektórzy rzeczywiście zaprzyjaźniają się z dziećmi, a nawet je w pewnym sensie kochają
>[...] Co to w ogóle jest za określenie? "Kocham cię w pewnym sensie".
Dlaczego napisałem, że pedofil często kocha dziecko tylko "w pewnym sensie"?
Miłość, według klasycznej definicji, to pragnienie dobra danej osoby (czy ogólnie jakiegoś bytu), ze względu na samą tę osobę (czy ten byt).
Czyli nie jest miłością np. pragnienie dobra hodowlanego zwierzęcia, bo idzie tu o pewną korzyść z tego zwierzęcia.
Ale pragnienie dobra zwierzęcia-ulubieńca (psa, kota, a nawet świnki, jeśli nie mamy zamiaru jej zjeść) to już miłość.
Podobnie możemy mówić o miłości ojczyzny, jeśli nie liczymy na korzyści, a wręcz przeciwnie, jesteśmy gotowi do wyrzeczeń dla niej, może nawet aż do oddania za nią życia.
Otóż nie ma jakichś zasadniczych powodów, żeby pedofil z racji swoich preferencji miał być niezdolny do kochania dziecka (pedofilia nie czyni człowieka psychopatą).
Jednak jeśli je kocha (pragnie jego dobra), to może różnie pojmować owo dobro.
Jeśli jest autentycznie przekonany, że kontakty seksualne z dzieckiem nie są jego krzywdzeniem, o ile nie są związane z przemocą, to nie stosuje przemocy, ale kontaktów seksualnych nie wyklucza, o ile są "dobrowolne" i przyjemne dla dziecka.
To jest właśnie ten "dobry pedofil" i takie osoby IMHO istnieją naprawdę (nie są jedynie "zamaskowane" i podstępne).
Uczestnictwo w subkulturze polega właśnie na kierowaniu się innymi normami niż większość społeczeństwa.
Taką miłość nazwałem "miłością w pewnym sensie", gdyż owszem, jest to pragnienie dobra dziecka, ale dobra według własnych norm, bez zdolności do wyrzeczenia się tych norm i zastosowania norm kultury dziecka (tej kultury w jakiej dziecko żyje i będzie żyło i dorastało).
To zresztą nie jest wcale jakaś specyfika wynikająca z preferencji i dotycząca tylko norm seksualnych, ale powszechna wśród ludzi postawa.
Wychowując dzieci, czyni się to według własnych norm, najczęściej nie analizując czy są na pewno przydatne dla uczestnictwa dziecka w kulturze, czy też je utrudnią (normy subkulturowe, uprzedzenia).
Jednak osoba wychowująca przeważnie pragnie dobra dziecka, czyli je kocha.
Prawdziwa miłość, to zdolność do wyrzeczenia się "swojego", nawet jeśli uważa się, że to właśnie to "moje" jest lepsze.
Czyli pedofil naprawdę kochający dziecko powstrzymuje się od czynności seksualnych z nim (przynajmniej próbuje), nawet jeśli uważa to za "głupie" z punktu widzenia własnej normy.
Tak zresztą właśnie jest podane w "Kodeksie dobrego pedofila".
Natomiast pogląd "jeśli mu przyjemnie, to wszystko jest ok, nie ma krzywdy" jest z prawdziwą miłością sprzeczny.
Oczywiście powstrzymywanie się od zaspokajania popędu jest okupione pewnym cierpieniem.
Dlatego uważam, że te formy zachowań pedoflinych, które nie są związane z udziałem rzeczywistych dzieci, nie powinny być kryminalizowane.
Pozdrawiam.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Kontakty seksualne dorosłego z dzieckiem przed okresem pokwitania są niekorzystne, gdyż nie są zgodne z potrzebami rozwojowymi dziecka.
>Istotne jest przecież to, że dziecko rozwija się i celem tego rozwoju jest człowiek przystosowany do życia w danej (w tym wypadku "naszej") kulturze.
I właśnie w tym punkcie widziałbym pole do dalszej dyskusji.
Po pierwsze skąd wiadomo jakie są potrzeby rozwojowe dziecka? Skoro "nasza" kultura tabuizuje i tłumi potrzeby seksualne dzieci. Dzieci są wręcz karane za przejawianie swoich potrzeb i zainteresowań seksualnych. Trzyletnim dziewczynkom zakłada się na plaży staniki.
Chroni się dzieci przed nagością, aby się snadź nie zgorszyły.
Wszelkie badania seksualności dziecięcej są praktycznie niemożliwe. Jaczewski swego czasu prowadził badania nad seksualnością nastolatków, a tylko Kinsey się odważył badać seksualność maluchów.
To skąd my mamy wiedzieć jakie są faktyczne potrzeby rozwojowe dziecka w dziedzinie seksualnej?
A może właśnie ta "nasza" kultura okalecza ciężko dzieci pod tym względem?
Może dziecko wychowywane w swobodzie seksualnej byłoby szczęśliwsze i zdrowsze niż chowane w lęku przed seksem? Bo przecież dzieci seksem się wręcz starszy ( to grzech, choroby przenoszone drogą płciową, niepożądane ciąże, wstyd itp.)
Więc czy do takiej być może toksycznej i "chorej" kultury ma się człowiek, IYHO , przystosowywać?
A może właśnie trzeba ją zmieniać, jak zaczęli to robić homoseksualiści?
Najpierw uczeni ruszyli do boju: Hirschfeld , Freud, Kinsey, Hooker i to oni przecierali ścieżki które w końcu doprowadziły do wykreślenia homoseksualizmu ze spisu chorób i PRZESTĘPSTW.
I to samo się dzisiaj dzieje jeśli chodzi o pedofilię. I dobrzy pedofile mają za sobą uczonych zmarłych lub (jeszcze) żywych. Brongersma, Frits Bernard, John Money, prof. Grabowska, Theo Sandfort, Vern Leroy Bullough a member of the editorial board of "Paidika: The Journal of Paedophilia", Richard Green i wielu innych.
Oni starają się zmienić obraz i podejście do (dobrej) pedofilii w kulturze. Niektórzy walczą o obniżenie bądź zniesienie wieku zgody, była nawet partia "Miłość, Wolność i Różnorodność".
Byli nawet psychologowie i psychiatrzy niezwiązani zupełnie z "tematem" którzy uważali że nadmierne lub ślepe przystosowanie się do kultury, bycie takim jak inni, jest oznaką braku pełni zdrowia psychicznego.

>subkulturacja może dać niekorzystne skutki później.
Tere fere kuku! To takie straszenie zepchniętych do narożnika przeciwników dobrej pedofilii.
Najpierw było, że pedofilia szkodzi, krzywdzi, rani na całe życie, ale jak się okazało że nie, toście się uczepili subkulturacji.
A dzieci, o czym pisałem, wychowywane przez dwie mamy lub dwóch tatusiów to niby subkulturacji nie podlegają? IMNHO jak najbardziej (subkultura gejowsko-lesbijska), a jednak badania takich dzieci wykazują, że niczym się nie różnią po względem psychicznym od dzieci wychowywanych w rodzinach tradycyjnych.
A tak biadolili, że te dzieci pozbawione katolickich rodzin wyrosną na dewiantów.
Nie bójta się wójta, nie taki on straszny.
I to by było na tyle, jak mawiał Jan Tadeusz S.
Pozdrawiam.
Z Tobą to można przynajmniej rzeczowo i spokojnie podyskutować.
> pedofil naprawdę kochający dziecko powstrzymuje się od czynności seksualnych z nim (przynajmniej próbuje), nawet jeśli uważa to za "głupie" z punktu widzenia własnej normy.

Śp.prof. Grabowska pisała swego czasu o tzw. seksie pedofilskim, co Ty nazywasz czynnościami seksualnymi. Jest to ,jak wiesz, bardzo szeroki temat. Bo co to właściwie znaczy - czynności seksualne z dzieckiem. To temat do osobnej dyskusji której to forum może nie wytrzymać!
Wyobrażam już sobie spienionego Quetzalcoatla.
Czy przytulanie, całowanie i pieszczenie dziecka to czynności seksualne?
TAK! Odpowiedzą jedni , bo pedofil zaspokaja w ten sposób swój popęd.
Ale dziecko,załóżmy, może o tym nie wiedzieć i odbierać te pieszczoty niewinnie.
Zresztą jak dobry pedofil miałby się powstrzymywać od czynności seksualnych z dzieckiem kiedy samo obcowanie z dzieckiem jest dla niego czynnością seksualną?
Widok dziecka, jego zapach, głosik,jak dziecko się do niego przytula, siada mu na kolanach, obejmuje go rączkami za szyję, a nawet całuje w policzek.
25-06-2016 01:03 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Swój wyczuł swojego.
Podstawowym błędem który robi Quetzalcoatl to ustawianie sobie przeciwnika do bicia.
Z góry zakłada jaki jest pedofil (podstępny, odrażający, egoistyczny, brudny moralnie i obłudny, manipulujący itede, itepe) no a potem to już wali w tego pedofila ,wykoncypowanego przez siebie, jak w bęben.
To znana metoda postępowania z nielubianymi mniejszościami.
Np. Żydami.
Też im przypisywano najgorsze intencje i się do dziś przypisuje.
Żyd po prostu, wedle niektórych, nie może być dobry.
Zawsze coś knuje podstępnie.
25-06-2016 17:06 
 Ocena 1 na 1
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
He, he, widzę, że po zablokowaniu konta niejaki Jan Tadeusz S., propagator pettingu z niemowlętami, przedzierzgnął się w niejakiego boziaka, głoszącego jakże zbliżone poglądy:
>A w najlepszej sytuacji jest niemowlę, które w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy i jedynie czuje spazmy rozkoszy .
A kim będziesz w następnych wcieleniach na tutejszym forum? Piotrusiem Panem, Misiaczkiem czy jeszcze jakąś inną ciekawą postacią?

***

>Podstawowym błędem który robi Quetzalcoatl to ustawianie sobie przeciwnika do bicia.
>Z góry zakłada jaki jest pedofil (podstępny, odrażający, egoistyczny, brudny moralnie i obłudny, manipulujący itede, itepe) no a potem to już wali w tego pedofila ,wykoncypowanego przez siebie, jak w bęben.
Osoba dopuszczająca się czynów pedofilskich krzywdzi drugiego człowieka, zwykle bezbronnego. W realizacji czynów pedofilskich bez użycia przemocy zwykle posługuje się podstępem (manipulacją). W tej sferze swojego działania podobna jest do oszusta, który swoją skuteczność opiera na zaszczepieniu ofierze obrazu świata niezgodnego z rzeczywistością.

>To znana metoda postępowania z nielubianymi mniejszościami.
>Np. Żydami.
>Też im przypisywano najgorsze intencje i się do dziś przypisuje.
>Żyd po prostu, wedle niektórych, nie może być dobry.
>Zawsze coś knuje podstępnie.
Masz poważne problemy z kategoryzacją zjawisk (ale to nic nowego, miałeś je już tu , a wyjaśnienie ode mnie dostałeś tu).
O ile w odniesieniu do nielubianych mniejszości chodzi o społeczności, którym przypisuje się jakieś złe intencje (często jednak nie noszące znamion łamania prawa) i które z tymi intencjami zwykle nie mają wiele wspólnego (w każdym razie zwykle nie obnoszą się w mediach z tym, co się im zarzuca), o tyle w odniesieniu do pedofilów chodzi o osoby albo wchodzące w konflikt z prawem za sprawą popełnianych czynów, albo propagujące relatywizację moralną takich czynów (w tym ostatnim wypadku chodzi oczywiście o sferę deklaratywną, choć raczej trudno sobie wyobrazić, aby na szerszą skalę miała ona istnieć w oderwaniu od czynów).
Warto też zauważyć, że mniejszości często postrzegane są przez pryzmat stereotypów (ludziom coś się wydaje), podczas gdy w odniesieniu do pedofilów (których nie sposób traktować jako mniejszości, chyba że jako mniejszość chcesz także traktować złodziei, oszustów, gwałcicieli itp.) chodzi o konkretne czyny.

>A w ogóle to gadacie z Quetzal coś tam jak o słoniach, a nigdy prawdziwego słonia na oczy nie widzieliście.
>Czyli gadacie jak dwóch ślepych o kolorach.

Domyślam się, że słoniem, którego trzeba zobaczyć, żeby o pedofilii nie gadać jak ślepy o kolorach, jest na przykład
>niemowlę, które w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy i jedynie czuje spazmy rozkoszy
Może opowiesz szerzej czytelnikom tutejszego forum o słoniach, które widziałeś?

PS: Ciekawe, ile potrwa to tym razem, zanim twoje konto znów zostanie zablokowane?
25-06-2016 17:51 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Osoba dopuszczająca się czynów pedofilskich krzywdzi drugiego człowieka, zwykle bezbronnego.
Zdania fachowców w tym względzie są podzielone.
Jak pisał JTS, jest wiele relacji osób dorosłych , które jako dzieci obcowały z pedofilami i mają z tamtego okresu dobre, a nawet entuzjastyczne wspomnienia. Nie można tych wspomnień lekceważyć. Ani zamykać na nie oczu lub je pomniejszać.
Dlatego nie można generalizować jak Ty to robisz.
Czyli nie każda osoba dopuszczająca się czynów pedofilskich krzywdzi drugiego człowieka. To zdanie fałszywe. Prawdziwe jest natomiast zdanie, że niektóre osoby dopuszczające się czynów pedofilskich krzywdzą drugiego człowieka.
Jakie są proporcje tych osób to kwestia rzetelnych badań.
> W realizacji czynów pedofilskich bez użycia przemocy zwykle posługuje się podstępem (manipulacją).
A to już są Twoje przypuszczenia, obawiam się że niczym nie poparte.
Czy wszyscy mężczyźni posługują się podstępem podrywając kobiety?
Wielu tak, ale nie wszyscy. I identiko jest z pedofilami.
Część z nich faktycznie manipuluje dziećmi ale wielu nie manipuluje i nie musi stosować żadnych podstępów bo po prostu dzieci ich autentycznie lubią a nawet kochają.
Jest między nimi związek emocjonalny autentyczny. Może trudno Ci w to uwierzyć i to zrozumieć, ale to już Twój problem. Proponuję obejrzeć film
www.youtube.com/watch?v=B7Lo-TMOqd0

>Domyślam się, że słoniem, którego trzeba zobaczyć, żeby o pedofilii nie gadać jak ślepy o kolorach, jest na przykład>niemowlę >
Nie, tym słoniem jest pedofil.
Gadacie o pedofilii i o pedofilach, a czy który z was zna osobiście chociaż jakiegoś jednego pedofila?
25-06-2016 18:45 
 Ocena 2 na 2
lusaka (178 punktów)
>> Osoba dopuszczająca się czynów pedofilskich krzywdzi drugiego człowieka, zwykle bezbronnego.
>Zdania fachowców w tym względzie są podzielone.
>Jak pisał JTS, jest wiele relacji osób dorosłych , które jako dzieci obcowały z pedofilami i mają z tamtego okresu dobre, a nawet entuzjastyczne wspomnienia. Nie można tych wspomnień lekceważyć. Ani zamykać na nie oczu lub je pomniejszać.
>Dlatego nie można generalizować jak Ty to robisz.
>Czyli nie każda osoba dopuszczająca się czynów pedofilskich krzywdzi drugiego człowieka. To zdanie fałszywe. Prawdziwe jest natomiast zdanie, że niektóre osoby dopuszczające się czynów pedofilskich krzywdzą drugiego człowieka.
>Jakie są proporcje tych osób to kwestia rzetelnych badań.
>> W realizacji czynów pedofilskich bez użycia przemocy zwykle posługuje się podstępem (manipulacją).
>A to już są Twoje przypuszczenia, obawiam się że niczym nie poparte.
>Czy wszyscy mężczyźni posługują się podstępem podrywając kobiety?
>Wielu tak, ale nie wszyscy. I identiko jest z pedofilami.
>Część z nich faktycznie manipuluje dziećmi ale wielu nie manipuluje i nie musi stosować żadnych podstępów bo po prostu dzieci ich autentycznie lubią a nawet kochają.
>Jest między nimi związek emocjonalny autentyczny. Może trudno Ci w to uwierzyć i to zrozumieć, ale to już Twój problem. Proponuję obejrzeć film
>www.youtube.com/watch?v=B7Lo-TMOqd0
>
>Domyślam się, że słoniem, którego trzeba zobaczyć, żeby o pedofilii nie gadać jak ślepy o kolorach, jest na przykład>niemowlę >Nie, tym słoniem jest pedofil.
>Gadacie o pedofilii i o pedofilach, a czy który z was zna osobiście chociaż jakiegoś jednego pedofila?
>
Człowieku, ty przestań pisać takie głupoty, porównujesz tumanienie dorosłej kobiety do manipulacji dzieckiem... W ogóle co to jest dobry pedofil, wypisujesz brednie i dziwie się, że nie obawiasz się wizyty panów mundurowych, którzy z dużym prawdopodobieństwem mogą cię odwiedzić lada dzień.
25-06-2016 19:29 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Człowieku, ty przestań pisać takie głupoty, porównujesz tumanienie dorosłej kobiety do manipulacji dzieckiem...
Manipulacja to manipulacja, niezależnie kim.
Ale przecież stosunki międzyludzkie to nie sama manipulacja, są jeszcze kontakty oparte na zaufaniu, przyjaźni, a nawet wzajemnej miłości.
> W ogóle co to jest dobry pedofil, wypisujesz brednie i dziwie się, że nie obawiasz się wizyty panów mundurowych, którzy z dużym prawdopodobieństwem mogą cię odwiedzić lada dzień.
Jan Tadeusz S. w jednym ze swoich postów opisał dobrego pedofila.
Dobry pedofil na przykład potrafi powstrzymać się od seksu z dzieckiem jeśli widzi, że dziecko tego nie chce, nie dojrzało do tego itp. Bo dobremu pedofilowi na seksie z dzieckiem nie zależy za wszelką cenę, jak to się mówi: per fas et nefas. Dobremu pedofilowi zależy przede wszystkim na DOBRU dziecka.
A w Polsce jest zabronione propagowanie lub pochwalanie zachowania o charakterze pedofilskim, tymczasem dyskusja się toczy na inny temat.
To iż twierdzę, że istnieją dobrzy pedofile nie oznacza, że pochwalam jakieś zachowania pedofilskie, tak jak twierdząc że istnieją dobrzy homoseksualiści nie oznacza, że propaguję zachowania homoseksualne.
Zresztą dlaczego miałbym propagować i pochwalać jakiekolwiek zachowania seksualne?
To reklama coś propaguje; kupujcie tę pastę do zębów, bo jest lepsza od tamtej.
A o swoim zachowaniu niech każdy decyduje sam.
Zresztą pochwalanie i propagowanie jakichkolwiek zachowań seksualnych jest bez sensu.
Czy pochwalając i propagując zachowania o charakterze pedofilskim sprawię, że staniesz się pedofilem?
25-06-2016 20:30 
 Ocena 2 na 2
lusaka (178 punktów)

>Czy pochwalając i propagując zachowania o charakterze pedofilskim sprawię, że staniesz się pedofilem?
>
Sprawiasz, że zbiera mnie na mdłości i nie pisałem w trosce o własne zachwiania orientacji seksualnej, które u mnie nie występują. Mój wpis miał na celu wytrącenie cię, z amoku pisania tych bzdur i spuszczania się w publicznym miejscu aby osiągnąć orgazm w najmniej oczekiwanym momencie. Po prostu jest to niesmaczne, nie będę podejmował się jakiejkolwiek dalszej próby merytorycznej dyskusji z tobą. W tej dyskusji otrzymałeś sporo argumentów, dotyczących nie moralności twych wywodów dotyczących pedofilii i praw którym tak hucznie agitujesz. Pozdrawiam i życzę opamiętania się.
25-06-2016 21:03 
 Ocena 4 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Mój wpis miał na celu wytrącenie cię, z amoku pisania tych bzdur...
Skoro słowa okazują się nieskuteczne, to faktycznie powstaje pytanie jaki jest sens ograniczania wolności słowa.

I piszę to nie w obronie boziaka, lecz pod wpływem wypowiedzi -jada- z 1 czerwca 2013, iż "racjonalizm to po prostu umiejętność godzenia się z faktami jakie by one nie były".

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
25-06-2016 22:27 
 Ocena 1 na 1
lusaka (178 punktów)
>> Mój wpis miał na celu wytrącenie cię, z amoku pisania tych bzdur...
>Skoro słowa okazują się nieskuteczne, to faktycznie powstaje pytanie jaki jest sens ograniczania wolności słowa.
>I piszę to nie w obronie boziaka, lecz pod wpływem wypowiedzi -jada- z 1 czerwca 2013, iż "racjonalizm to po prostu umiejętność godzenia się z faktami jakie by one nie były".
>
Uważam, że w wielu przypadkach, jest sens tłumienia propagacyjnych zapędów już w zarodku. Szanowna pani, założeniem moim jest aby skuteczność wpisów które umieszczam na tym forum, obejmowała czytelników do których ,,FAKTY'' przemawiają. Jestem człowiekiem wielkiego serca ale jeśli ktoś w zacietrzewieniu swym, cały czas pcha się w gips, to rzeczywiście... Nie ma sensu ograniczania wolności słowa w kwestii bezpieczeństwa samego głosiciela.
26-06-2016 01:15 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>w wielu przypadkach, jest sens tłumienia propagacyjnych zapędów
Nie tylko Ty tak uważasz, dlatego rozmaite zapędy się tłumi, np. te do obrażania uczuć religijnych.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
25-06-2016 22:22 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Sprawiasz, że zbiera mnie na mdłości
Ale zbiera Cię na mdłości nie z powodu tego co piszę, tylko z powodu tego co sobie wyobrażasz, a za to ja już odpowiedzialny nie jestem.
25-06-2016 22:37 
 Ocena 1 na 1
lusaka (178 punktów)
>> Sprawiasz, że zbiera mnie na mdłości
>Ale zbiera Cię na mdłości nie z powodu tego co piszę, tylko z powodu tego co sobie wyobrażasz, a za to ja już odpowiedzialny nie jestem.

Imputujesz mi wyobrażenia jakieś

Spazmy rozkoszy- tylko w wyobrazni
Piotr- Sodomita
25-06-2016 22:49 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Imputujesz mi wyobrażenia jakieś
Bo nie wiem co takiego jest w moich wpisach co może powodować mdłości?
Chyba , że moje wpisy wywołują jakieś, niepożądane, wyobrażenia.
26-06-2016 00:50 
 Ocena 4 na 4
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>Osoba dopuszczająca się czynów pedofilskich krzywdzi drugiego człowieka, zwykle bezbronnego.
>Zdania fachowców w tym względzie są podzielone.
>Jak pisał JTS...

No faktycznie, JTS vel boziak to niewątpliwie wybitny fachowiec; niestety, z pewnością nie w dziedzinie profesjonalnego pisania o pedofilii, a co najwyżej karalnego procederu seksualnego wykorzystywania dzieci; zresztą ma w tym względzie - według własnej deklaracji - "imponujące", blisko czterdziestoletnie doświadczenie:
>Rodzice chętnie oddają dziecko w ręce pedofila (dobrego podkreślam) jeśli go poznają i zaufają mu ...
>Ale kiedyś (lata 80) nie miałem problemów z rodzicami


>jest wiele relacji osób dorosłych , które jako dzieci obcowały z pedofilami i mają z tamtego okresu dobre, a nawet entuzjastyczne wspomnienia. Nie można tych wspomnień lekceważyć. Ani zamykać na nie oczu lub je pomniejszać. Dlatego nie można generalizować jak Ty to robisz.
Te relacje i prace, w których je zamieszczono, zostały już na forum omówione, ale jak widać, niewiele z tego do ciebie dotarło.

>Dlatego nie można generalizować jak Ty to robisz.
Jasne, należy ćwierkać o tym, jaki to dobry wujek z pedofila (a nie zapominajmy, że potrafi też zadbać o spazmy rozkoszy niemowlęcia).

>Jakie są proporcje tych osób to kwestia rzetelnych badań.
Ty sobie rzetelnie przebadaj głowę!

>>W realizacji czynów pedofilskich bez użycia przemocy zwykle posługuje się podstępem (manipulacją).
>A to już są Twoje przypuszczenia, obawiam się że niczym nie poparte.
>Czy wszyscy mężczyźni posługują się podstępem podrywając kobiety?
>Wielu tak, ale nie wszyscy. I identiko jest z pedofilami.
Znów dała o sobie znać twoja koślawa kategoryzacja. Chyba tylko osoba z deficytami umysłowymi może nie dostrzegać różnicy między relacją mężczyzny i kobiety, a więc dorosłych ludzi dysponujących wystarczającą wiedzą, żeby się domyślić, do czego zmierza druga strona, a relacją dorosłego pedofila i dziecka dysponującego bardzo ograniczoną lub wręcz żadną wiedzą o świecie, a więc nie umiejącego ocenić takiej sytuacji.
A niezależnie od powyższego nie bardzo rozumiem, dlaczego wielu mężczyzn, traktowanych jako jakaś zbiorowość, miałoby się posługiwać podstępem, podrywając kobiety. Być może osoby twojego pokroju muszą tak działać, ale zapewniam cię, że można w tym względzie polegać na zupełnie innych metodach (i chyba większość na nich polega).

>>Domyślam się, że słoniem, którego trzeba zobaczyć, żeby o pedofilii nie gadać jak ślepy o kolorach, jest na przykład "niemowlę, które w ogóle nie zdaje sobie z niczego sprawy i jedynie czuje spazmy rozkoszy"
>Nie, tym słoniem jest pedofil.
To twoja interpretacja. Ja mam inną.

>Gadacie o pedofilii i o pedofilach, a czy który z was zna osobiście chociaż jakiegoś jednego pedofila?
Nie bardzo rozumiem, do czego w kontekście dyskusji na tutejszym forum miałaby być potrzebna osobista znajomość jakiegokolwiek pedofila.
Jeśli chciałeś wyrazić, że trzeba osobiście znać kogoś (w tym wypadku: pedofila), żeby stwierdzić, że jest człowiekiem czyniącym zło, to ci odpowiem, że przecież wcale nie trzeba znać na przykład oszusta czy złodzieja, żeby stwierdzić, że wyrządza on innym zło (bo działa na ich szkodę, czyli ich krzywdzi). Do takiej oceny wystarczy rzetelny opis jego "dokonań" sporządzony przez wyspecjalizowane instytucje.
26-06-2016 03:16 
 Ocena-2 na 2
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> czyniącym zło,
W biblii napisane jest, że dobre drzewo nie może rodzić złych owoców ani złe drzewo dobrych. I podobnie jest z pedofilami.
Np. nie odniosłeś się do mojego stwierdzenia, że dobry pedofil dla dobra dziecka potrafi powstrzymać się od seksu z nim.
I co powiesz o takim pedofilu?
Że też krzywdzi?
Pewnie zaraz powiesz , że to nie pedofil, bo według Ciebie pedofil to ten kto uprawia seks z dzieckiem, a kto nie uprawia, to nie jest pedofilem.
I tutaj wychodzi cała kulawość Twoich porównań pedofila do złodzieja.
Owszem, ktoś kto nie kradnie nie jest złodziejem, ale ktoś kto nie uprawia seksu z dzieckiem nadal jest pedofilem.
No chyba że stwierdzisz iż każdy jest złodziejem, tylko że nie kradnącym.
PS
O ile jestem poniekąd w stanie zrozumieć argumentację Belfra00 o tyle nie rozumiem Twojej.
Belfer twierdzi mniej więcej tak.
Jest dziecko wychowane w religii katolickiej dla którego seks przedmałżeński to grzech.
A tu przychodzi pedofil i zaczynają uprawiać seks co powoduje u dziecka konflikt.
Konflikt wywołuje cierpienie. Robię to czego zakazuje mi Bóg!
A więc to pedofil krzywdzi dziecko, bo gdyby nie uprawiali seksu to dziecko nie popadłoby w konflikt z narzuconymi mu normami religijnymi.
Według mnie to głupie normy są winne a nie pedofil, ale już niech Belfrowi będzie.
Ale jak jest krzywdzone dziecko przez pedofila według Ciebie to nie wiem?
Twierdzisz, że poprzez manipulację. No bo przyznajesz przynajmniej, że są pedofile którzy nie stosują przemocy tylko podstępnie , oszukańczo skłaniają dziecko do seksu.
Ale nawet gdyby tak było, to co z tego? To najwyżej pedofil by się okazał niemoralny bo uwiódł różnymi swoimi niecnymi sztuczkami dziecko, ale jak by to miało dziecku zaszkodzić i w czym? Przecież dorośli ciągle manipulują dziećmi aby były grzeczne czyli robiły to co dorośli chcą. To się popularnie nazywa wychowaniem.
27-06-2016 00:57 
 Ocena 4 na 4
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>czyniącym zło,
>W biblii napisane jest, że dobre drzewo nie może rodzić złych owoców ani złe drzewo dobrych. I podobnie jest z pedofilami.
W Biblii napisane są różne rzeczy, na przykład taka:
Cytat:
"6 Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych [= dzieci - Q], którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. 7 Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie." (Mt 18:6,7) (Wytłuszczenia moje - Q)

Zamiast komentarza zacytuję twoje słowa:
>I podobnie jest z pedofilami.

>Np. nie odniosłeś się do mojego stwierdzenia, że dobry pedofil dla dobra dziecka potrafi powstrzymać się od seksu z nim.
>I co powiesz o takim pedofilu?
>Że też krzywdzi?
>Pewnie zaraz powiesz , że to nie pedofil, bo według Ciebie pedofil to ten kto uprawia seks z dzieckiem, a kto nie uprawia, to nie jest pedofilem.
Jeśli ktoś powstrzymuje się od seksu z dzieckiem, to nadal jest pedofilem, bo powstrzymywanie się oznacza zaniechanie czegoś, czego się chce lub potrzebuje.
Z medycznego punktu widzenia o pedofilii mówi się wówczas, gdy fantazje lub zachowania seksualne związane z aktywnością seksualną z dziećmi przed okresem dojrzewania trwają sześć miesięcy lub dłużej.
W ujęciu prawnym natomiast "czynność pedofilska" jest przestępstwem polegającym na seksualnym wykorzystywaniu osoby małoletniej poniżej 15 roku życia.

>I tutaj wychodzi cała kulawość Twoich porównań pedofila do złodzieja.
>Owszem, ktoś kto nie kradnie nie jest złodziejem, ale ktoś kto nie uprawia seksu z dzieckiem nadal jest pedofilem.
>No chyba że stwierdzisz iż każdy jest złodziejem, tylko że nie kradnącym.
Kulawe nie są moje porównania, lecz twoje rozumowanie!
Ktoś, kto popełnia przestępstwo, jest przestępcą; kto przestępstwa nie popełnia, przestępcą nie jest.
Kto powstrzymuje się od popełnienia przestępstwa, przestępcą nie jest - w każdym razie odnośnie do tego, czego nie zrobił. Jeśli jednak musi się powstrzymywać od popełnienia przestępstwa, zwykle ma poważne problemy z sobą samym. Jeśli nie wykorzystuje seksualnie dziecka tylko dlatego, że się od tego powstrzymuje, jest pedofilem w sensie medycznym.

>O ile jestem poniekąd w stanie zrozumieć argumentację Belfra00 o tyle nie rozumiem Twojej.
To, że masz poważne problemy w rozumieniu argumentów i w ogóle zjawisk otaczającego świata, widać aż nazbyt dobrze w twoich wypowiedziach. Jednym z twoich najpoważniejszych problemów poznawczych jest ułomna kategoryzacja zjawisk.

>Belfer twierdzi mniej więcej tak... Według mnie to głupie normy są winne a nie pedofil, ale już niech Belfrowi będzie.
Moje opinie na temat twierdzeń Belfra00 zawarłem w dwóch ostatnich dyskusjach z nim zaczynających się tu i tu.
Nie widzę potrzeby powtarzania użytych tam przeze mnie argumentów, ponieważ możesz je sobie bez problemu znaleźć we wskazanych miejscach.

>Ale jak jest krzywdzone dziecko przez pedofila według Ciebie to nie wiem?
>Twierdzisz, że poprzez manipulację.
Manipulacja (podstęp) jest metodą służącą realizacji celów pedofila, czyli seksualnego wykorzystania dziecka. Krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka, któremu pedofil swoimi działaniami narzuca własny sposób postrzegania rzeczywistości (podporządkowany jego egoistycznemu celowi seksualnego wykorzystania dziecka) i odbiera możliwość samodzielnego dojrzewania.

>No bo przyznajesz przynajmniej, że są pedofile którzy nie stosują przemocy tylko podstępnie , oszukańczo skłaniają dziecko do seksu.
>Ale nawet gdyby tak było, to co z tego? To najwyżej pedofil by się okazał niemoralny bo uwiódł różnymi swoimi niecnymi sztuczkami dziecko, ale jak by to miało dziecku zaszkodzić i w czym?
Krótką odpowiedź miałeś w poprzednim fragmencie. Nieco rozszerzoną i zaopatrzoną w odniesienia do literatury podaje Wikipedia w haśle "Wykorzystywanie seksualne dzieci":
Cytat:
"Skutki wykorzystywania seksualnego dziecka obejmują: depresję[5], zespół stresu pourazowego[6], zaburzenia lękowe[7], skłonność do wykorzystywania dzieci w wieku dorosłym[8], naruszenie prawidłowego rozwoju seksualnego[9], a także fizyczne uszkodzenia ciała dziecka."


>Przecież dorośli ciągle manipulują dziećmi aby były grzeczne czyli robiły to co dorośli chcą.
Nie sądzę, że "dorośli ciągle manipulują dziećmi". Skąd to przypuszczenie? Niektórym się to pewnie zdarza, ale nie twórz sobie z tego zaraz reguły. Nawet jednak ci, którym się to zdarza, czynią to, jak sam piszesz, "aby [dzieci - Q] były grzeczne czyli robiły to co dorośli chcą", a więc na przykład, żeby odrobiły lekcje czy umyły zęby, a nie, żeby je wykorzystać seksualnie.

>To się popularnie nazywa wychowaniem.
Znów mieszasz kategorie.
Ewentualne manipulowanie dzieckiem przez dorosłego (w zakresie nie podpadającym pod przepisy prawa karnego) jest wprawdzie wątpliwą metodą wychowawczą, ale zwykle nie sprowadza się do skrzywdzenia dziecka, podczas gdy seksualne wykorzystanie dziecka nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek metodą wychowawczą, bo opiera się na krzywdzie dziecka wykorzystanego przez pedofila do zaspokojenia własnych potrzeb seksualnych.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>Krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka, któremu pedofil swoimi działaniami narzuca własny sposób postrzegania rzeczywistości (podporządkowany jego egoistycznemu celowi seksualnego wykorzystania dziecka) i odbiera możliwość samodzielnego dojrzewania.
Metaanaliza Rinda i kolegów jasno wykazała , że nawet dzieci tzw. molestowane nie odnoszą trwałych urazów psychicznych, a do tej metaanalizy Rind wziął 59 badań, gdzie były badane różne osoby, tzn. te które w dzieciństwie niechętnie uczestniczyły w seksie jak i te które chętnie - consensual. Czyli u Rinda było to wymieszane a i tak nie znaleziono empirycznych dowodów wskazujących na trwałe negatywne skutki MOLESTOWANIA seksualnego.
A nie ma badań które by były przeprowadzane na dorosłych którzy chętnie uczestniczyli w seksie z pedofilem. Jedyne takie badanie zrobił Sandfort w latach 80. na tych 25 chłopcach aktualnie związanych z pedofilami. Nie dostrzegam w wypowiedziach tych chłopców aby jakoś szczególnie czuli się skrzywdzeni, a wręcz przeciwnie.
Możesz sobie nie wiem jak zaklinać rzeczywistość i zaprzeczać badaniom Rinda, albo wypowiedziom chłopców z pracy Sandforta , albo relacjom dorosłych z art. Featherstone lecz z faktami się nie dyskutuje.
Nie ma natomiast żadnych badań, podkreślam żadnych, które by potwierdzały Twoje twierdzenie, że krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka. Takich badań po prostu nie ma.
A mniemanie takie powstaje tylko na podstawie relacji tzw. ofiar pedofilów, na przykład pani Agaty Kłos z Otwocka.
Ona twierdzi iż jej aktualne kłopoty psychiczne wynikają z faktu molestowania jej w dzieciństwie przez ojczyma. Może tak jest a może i nie. Może jej kłopoty wynikają z zupełnie czego innego a ona tylko przypisuje je faktowi molestowania.
Jedyne co jest pewne to krzywda wyrządzana aktualnie przez złego pedofila stosującego przemoc wobec dziecka.
Ale przecież nie o takich przypadkach tu rozmawiamy.
Nawet twierdzenie Belfra, że krzywda dziecka obcującego z dobrym pedofilem miałaby polegać na jego dekulturacji lub demoralizacji jest tylko postulatem, czyli tak mu się wydaje.
Ale żadne badania tego nie wykazały.
A żeby coś z sensem twierdzić to trzeba mieć na to dowody, a nie tylko wewnętrzne, nawet najmocniejsze, przekonanie.

> Cytat:
"Skutki wykorzystywania seksualnego dziecka obejmują: depresję[5], zespół stresu pourazowego[6], zaburzenia lękowe[7], skłonność do wykorzystywania dzieci w wieku dorosłym[8], naruszenie prawidłowego rozwoju seksualnego[9], a także fizyczne uszkodzenia ciała dziecka."

Żadne badania tego nie potwierdzają.
Jest to tzw. błąd niereprezentatywnej próby.
Bierze się on stąd, że do psychologa przychodzi pięć Pań Kłos i twierdzi, że ma depresję, zaburzenia lękowe itp. bo w dzieciństwie były molestowane. I taki psycholog dokonuje nagle kopernikańskiego odkrycia: Dorośli molestowani w dzieciństwie cierpią potem na depresje, lęki etc. Ale właśnie na podstawie tak nielicznej próby takich wniosków wyciągać nie wolno. Bo depresje i lęki tych pań mogą mieć zupełnie inne źródło niż molestowanie. Dopiero porównanie statystyczne może to ewentualnie wykazać. A takiego właśnie porównania dokonał Rind.
I wykazał, że molestowanie w dzieciństwie nie powoduje żadnych ujemnych skutków na dalszą metę.
Zresztą metaanaliza Rinda została potem powtórzona przez jakąś kobitę (Belfer będzie wiedział jaką) i przyniosła podobne wyniki. Nikt natomiast nie dokonał rzeczy odwrotnej, to znaczy nie wykazał statystycznie, że molestowanie w dzieciństwie powoduje te wszystkie objawy które przytaczasz.
28-06-2016 03:10 
 Ocena 3 na 3
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>Krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka,
>Metaanaliza Rinda i kolegów jasno wykazała ... nie znaleziono empirycznych dowodów wskazujących na trwałe negatywne skutki MOLESTOWANIA seksualnego.
O krytyce pracy Rinda i jego zespołu pisałem obszerniej w następujących wypowiedziach:
>Kilka lat później kontrowersyjną pracę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci opublikowali Bruce Rind...
>...błędy metodologiczne wykazano natomiast w pracy Rindowi...
>W tekście Dallam nie ma mowy o wierze w naukę...
Skoro nie potrafiłeś się odnieść do użytej tam argumentacji, nie powtarzaj jak papuga tego, co już pisałeś kilkanaście dni temu:
>Metaanalizy takich badań dokonali trzej Amerykańscy psychologowie: Rind, B.,...
i czego - po zakwestionowaniu - nie umiałeś obronić (zresztą podobnie było z twoją reakcją na moją krytykę zachwalanego przez ciebie tekstu Featherstone'a). Bezrefleksyjne powtarzanie obalonego argumentu sprawia doprawdy przygnębiające wrażenie i jest typowe dla ludzi głęboko w coś wierzących, a z takimi rozmowa jest wszak bezcelowa.

>Nie ma natomiast żadnych badań ... które by potwierdzały Twoje twierdzenie, że krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka. Takich badań po prostu nie ma.
Poniżej możesz sobie poczytać o tym, czego - jak twierdzisz - nie ma.
Oto fragmenty opisu amerykańskiego badania przeprowadzonego na próbie 5877 uczestników:
Cytat:
"The analyses in the current study use data from this subsample of 5877 participants." s. 754

"Compared with lifetime estimates of psychiatric disorders in the United States as reported by the NCS [= National Comorbidity Survey - Q], the prevalence of disorders among those reporting CSA [= Child Sexual Abuse - Q] was much higher. For example, the percentage of women with lifetime depression was 39.3% among those reporting CSA, compared with 21.3% in the general population.50 Especially striking are the results for any mood, anxiety, or substance disorder: 78% of the women and 82% of the men reporting CSA met criteria for at least 1 lifetime disorder. This can be compared with the finding that 48.5% of women and 51.2% of men in the NCS met criteria for any lifetime disorder.7"
[...]
"We found additional evidence that CSA is associated with psychopathology when it is not an element of a larger syndrome of family adversities. Analyses limited to the group reporting no other childhood adversities resulted in almost twice the odds for some disorders compared with the results from the whole sample. Although this subsample is no longer nationally representative, this finding implies that CSA occurring in relatively healthy families still has negative psychiatric consequences. The impact of CSA may be particularly profound among such persons, where CSA may represent a significant and unexpected betrayal by trusted adults." s. 757

"Implications and Future Research
We found compelling evidence that CSA is associated with a substantial increased risk of psychopathology, whether or not it occurs as part of a larger syndrome of childhood adversities. The results of this study suggest the need for public health prevention programs both to reduce the prevalence of CSA and to develop efficacious treatments. Public health practitioners should note, however, that it is not only high-risk families with a constellation of adversities that should be targeted. We have shown that CSA that occurs in relatively healthy families can also be damaging. Thus primary prevention approaches targeting all children and families as being potentially at risk should be continued and rigorously evaluated. [...]
It is also time for a better understanding of why CSA is related to subsequent psychopathology and what mechanisms are at work that make CSA stand apart from other childhood adversities. This knowledge will help both prevention practitioners and those treating CSA survivors. From an epidemiologic perspective, the results of this study suggest that the prevention of CSA may also be an important strategy for reducing psychopathology." s. 758

[Wytłuszczenia moje - Q]
Beth E. Molnar, Stephen L. Buka, Ronald C. Kessler, "Child Sexual Abuse and Subsequent Psychopathology: Results From the National Comorbidity Survey", (American Journal of Public Health, 2001, 91), s. 753-760.

Jak więc widzisz, są badania potwierdzające, że krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju dziecka. Tekstów o podobnej wymowie można znaleźć więcej.

>Nikt natomiast nie dokonał rzeczy odwrotnej, to znaczy nie wykazał statystycznie, że molestowanie w dzieciństwie powoduje te wszystkie objawy które przytaczasz.
Jeśli nadal tak twierdzisz, to jeszcze raz przeczytaj cytaty zamieszczone w niniejszym poście, a najlepiej cały przywołany artykuł.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Jak więc widzisz, są badania potwierdzające, że krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju dziecka.

Nie jestem taki uczony w temacie jak Belfer ani jak śp.prof. Grabowska.
Mam nadzieję, że nasz uczony Kolega to przeczyta i się wypowie na temat tego "badania" przytoczonego tutaj przez Ciebie.
Ale dam sobie rękę, powiedzmy, uciąć, że gdyby miało ono jakąkolwiek wartość to na pewno Belfer by się na nie powołał.
Bo przecież mimo jego wyważenia (Belfra) nie popiera on, przynajmniej oficjalnie, nawet tej dobrej pedofilii, tej, która nie krzywdzi.
Co do badań to pisałem już, że są subiektywne i obiektywne.
Aby badanie było rzetelne i miało jakąkolwiek wartość to powinno być obiektywne , czyli przeprowadzone z udziałem grupy kontrolnej.
Zbieramy dwie grupy ludzi, załóżmy po 1000 osób.
Jedna grupa to ci, którzy w dzieciństwie nie mieli kontaktów seksualnych z pedofilami.
Druga grupa, to ci, którzy takie kontakty mieli.
Najlepiej by było, aby byli to ludzie, którzy akceptowali takie kontakty, ale badania które analizował Rind nie czyniły takiego rozróżnienia. Były w tej grupie osoby które chętnie uczestniczyły w seksie z pedofilem oraz te które robiły to pod przymusem.
Następnie porównujemy te dwie grupy metodami statystycznymi, czy występują między nimi statystycznie istotne różnice pod względem ich zdrowia psychicznego.
U Rinda analizowano 18 kategorii zaburzeń psychicznych okresu dorosłości m.in depresją, stanami lękowymi , zaburzeniami łaknienia itp.
I jeżeli by w wyniku analizy wyszło że grupa osób mających w dzieciństwie kontakty z pedofilami statystycznie istotnie częściej cierpi na tego typu zaburzenia niż grupa kontrolna, to byłby dowód, że "molestowanie" w dzieciństwie powoduje takie skutki u dorosłych.
Ale w analizie Rinda nie znaleziono takich empirycznych dowodów. Obie grupy nie różniły się statystycznie istotnie między sobą, czyli, że nie ma dowodu, że "molestowanie" powoduje jakieś skutki negatywne w dorosłym życiu.
A czy w badaniu które przytaczasz była jakaś grupa kontrolna???
Przypuszczam, że wątpię.
To takie badanie i jego wyniki to, za przeproszeniem, o kant dupy można potłuc.
PS
Poza tym nie było to żadne badanie naukowe tylko survey, ankieta. Oparta na: Retrospective reports of CSA, a to CSA występowało u : CSA was reported by 13.5% of women and 2.5% of men, rozumiem, że z tych 5877 ankietowanych?
To jakiś śmiech na sali a nie badanie!
29-06-2016 00:50 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>Jak więc widzisz, są badania potwierdzające, że krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju dziecka.
>Nie jestem taki uczony w temacie jak Belfer ani jak śp.prof. Grabowska. Mam nadzieję, że nasz uczony Kolega to przeczyta i się wypowie na temat tego "badania" przytoczonego tutaj przez Ciebie.
Stwierdzenie, że nie jesteś "taki uczony w temacie", jest - delikatnie mówiąc - eufemizmem. O Grabowskiej nie będę się wypowiadał, bo jej nie znałem. Jeśli zaś chodzi o uczoność Belfra00, to może coś mi umyka, ale jakoś jej nie dostrzegam.

>Ale dam sobie rękę, powiedzmy, uciąć, że gdyby miało ono jakąkolwiek wartość to na pewno Belfer by się na nie powołał.
Argument z tego żaden, a jakże łatwo o kalectwo.

>Co do badań to pisałem już, że są subiektywne i obiektywne. Aby badanie było rzetelne i miało jakąkolwiek wartość to powinno być obiektywne , czyli przeprowadzone z udziałem grupy kontrolnej. Zbieramy dwie grupy ludzi, załóżmy po 1000 osób. ... Następnie porównujemy te dwie grupy metodami statystycznymi, czy występują między nimi statystycznie istotne różnice pod względem ich zdrowia psychicznego.
Daruj sobie te dyrdymały! Albo odnieś się do przywołanego tekstu i ewentualnie spróbuj zakwestionować zawarte w nim stwierdzenia, albo nie wypisuj głupot o sprawach, o których nie potrafisz się sensownie wypowiedzieć.

>U Rinda analizowano ... że "molestowanie" powoduje jakieś skutki negatywne w dorosłym życiu.
O Rindzie pisałem na początku poprzedniego postu. Jeśli potrafisz, to odnieś się do tego, ale przestań zaklinać rzeczywistość.

>A czy w badaniu które przytaczasz była jakaś grupa kontrolna???
To doprawdy kompromitujące pytanie ze strony kogoś, kto nieco ponad dobę wcześniej kategorycznie stwierdził:
>Nie ma natomiast żadnych badań ... które by potwierdzały Twoje twierdzenie, że krzywda wyrządzana dziecku przez pedofila polega na zaburzeniu prawidłowego rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka. Takich badań po prostu nie ma.
Może wyjaśnisz czytelnikom, na jakiej podstawie napisałeś z taką niczym nieuzasadnioną pewnością siebie:
>Takich badań po prostu nie ma,
jeśli nie potrafisz znaleźć prostej informacji w tekście podsuniętym ci pod nos. Przygnębiające wrażenie sprawia taka kłamliwa deklaracja obszernej wiedzy (bo wszak żeby z minimum rzetelności stwierdzić, że jakichś badań nie ma, trzeba mieć obszerną wiedzę w danej dziedzinie). I po co było tak łgać?
A podpowiedź do pytania rozpoczynającego ten fragment brzmi: szukaj w rozdziale "Methods".

>Przypuszczam, że wątpię.
Przeciętnie rozgarnięty człowiek zwykle wie, czy w coś wątpi czy nie, ale widocznie mniej rozgarnięty musi w tym względzie jeszcze coś przypuszczać.

>To takie badanie i jego wyniki to, za przeproszeniem, o kant dupy można potłuc.
O kant dupy to sobie można potłuc to wszystko, co masz tu do przekazania (nawet nie potrafisz tego obronić).
W odniesieniu od wypowiedzi, których nie umiesz zakwestionować (mam tu na myśli tekst Beth E. Molnar, Stephen L. Buka, Ronald C. Kessler, "Child Sexual Abuse and Subsequent Psychopathology: Results From the National Comorbidity Survey", (American Journal of Public Health, 2001, 91), s. 753-760), takie stwierdzenie świadczy tylko o tym, jak żałosny w swojej intelektualnej bezsilności jest jego autor.

>Poza tym nie było to żadne badanie naukowe tylko survey, ankieta. Oparta na: Retrospective reports of CSA, a to CSA występowało u : CSA was reported by 13.5% of women and 2.5% of men, rozumiem, że z tych 5877 ankietowanych?
Ojoj, aleś wymyślił.
"Survey" (badanie ankietowe) jest metodą pozyskiwania informacji w badaniach statystycznych i ma powszechne zastosowanie w nauce.
Przedstawiony tekst jest opracowaniem naukowym danych uzyskanych na podstawie przeprowadzonego badania ankietowego:
Cytat:
"This study examined the relationship between child sexual abuse (CSA) and subsequent onset of psychiatric disorders, accounting for other childhood adversities, CSA type, and chronicity of the abuse." s. 753


>To jakiś śmiech na sali a nie badanie!
Każdy reaguje na argumenty tak, jak umie.
Człowiek rozsądny podejmuje polemikę z argumentami (na przykład zawartymi w artykule), człowiek nierozsądny nawet nie bardzo próbuje tych argumentów zrozumieć (bo i nie ma ku temu narzędzi), za to publicznie oznajmia, jak bardzo śmieszy go to, czego nie rozumie.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>"This study examined the relationship between child sexual abuse (CSA) and subsequent onset of psychiatric disorders
Ja mam tylko jedno proste i łatwe pytanie na które jest prosta i łatwa odpowiedź.
Tak albo Nie.
A mianowicie czy w tym "badaniu" występowała grupa kontrolna?
Jeśli nie , badanie jest do dupy, albo jak wolisz, gówno warte.
Przepraszam za te około odbytnicze porównania ale inaczej tego nazwać nie można.
To tak jakbyś chciał się dowiedzieć o wpływie jedzenia margaryny na stan zdrowia ludzi.
Zbierasz osiem tysięcy ludzi, którzy w wywiadzie podają, że nigdy w życiu nie jedli masła a za to od niemowlęcia spożywają margarynę.
Badasz tych ludzi i stwierdzasz że chorują na szereg chorób: raka sutka macicy, stulejkę, sklerozis multipleks, biegunkę a czasem nawet na obstrukcję.
No i na podstawie tego szeroko zakrojonego "badania" stwierdzasz, że jedzenie margaryny wywołuje szereg wyżej wymienionych chorób.
Jak Ci się to podoba?
Prawidłowe zaś badanie powinno wyglądać tak, że jest też grupa kontrolna , ludzi nie jedzących margaryny.
I wtedy można by było te dwie grupy porównać i jeśli by ludzie nie jedzący margaryny w statystycznie istotnym stopniu mniej chorowali na w/w choroby to dopiero wtedy można by było margarynie (CSA) owe choroby przypisać.
To że u ośmiu tysięcy ludzi podających w wywiadzie CSA stwierdzono szereg zaburzeń psychicznych wcale jeszcze nie oznacza , że są one wynikiem tegoż CSA.
A to, że napisałem, że takich badań nie ma to znaczy, że to są żadne badania.
29-06-2016 15:26 
 Ocena 1 na 1
Pan Leming (674 punktów)
>Prawidłowe zaś badanie powinno wyglądać tak, że jest też grupa kontrolna , ludzi nie jedzących margaryny.

Wątpię by ktoś kiedyś grupę losowo wybranych dzieci poddał działaniom pedofilskim, aby potem porównać je z grupą kontrolną.


www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Wątpię by ktoś kiedyś grupę losowo wybranych dzieci poddał działaniom pedofilskim, aby potem porównać je z grupą kontrolną.
Może nie wyraziłem się jasno więc powtarzam.
Tu nie chodzi o grupę dzieci.
Chodzi o grupę dorosłych osób, które w SWOIM dzieciństwie miały dobrowolny bądź wymuszony kontakt z pedofilem.
Bada się dwie grupy osób dorosłych.
Jedna grupa to ci którzy mieli w dzieciństwie kontakty z pedofilami, a druga grupa (kontrolna) to ci dorośli, którzy takich kontaktów nie mieli.
I obie te grupy porównuje się metodami statystycznymi czy istotnie różnią się od siebie na przykład pod względem występowania określonych zaburzeń psychicznych.
30-06-2016 00:40 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>>>A czy w badaniu które przytaczasz była jakaś grupa kontrolna??? (b)
>>To doprawdy kompromitujące pytanie ze strony kogoś, kto nieco ponad dobę wcześniej kategorycznie stwierdził:... (Q)
>Ja mam tylko jedno proste i łatwe pytanie na które jest prosta i łatwa odpowiedź. (b)
>Tak albo Nie. (b)
>A mianowicie czy w tym "badaniu" występowała grupa kontrolna? (b)
Skoro na twoje pytanie "jest prosta i łatwa odpowiedź", to dlaczego sam jej sobie nie udzieliłeś?

Z różnymi ludźmi już w życiu dyskutowałem; niektórzy wypowiadali się sensownie, niektórzy nie, ale jak na razie nie spotkałem nikogo, kto tak jak ty próbowałby kwestionować podlinkowane źródła (a więc takie, które może przeczytać), domagając się przy tym wskazania, czy w przywołanym tekście źródłowym jest czy nie ma tego, co mój dyskutant chciałby podważyć. To doprawdy mocno żenujące!

Żeby ci jednak utrudnić rozpowszechnianie tu głupot i kłamstw, dla wiedzy czytelników przytaczam stosowny fragment przywołanej pracy:
Cytat:
"Risk factors were asked about in a second part of the survey, which was administered to all those with positive diagnoses in part 1, all respondents aged 15 to 24 years, and a random sample of the remaining respondents. The analyses in the current study use data from this subsample of 5877 participants." s. 754

Beth E. Molnar, Stephen L. Buka, Ronald C. Kessler, "Child Sexual Abuse and Subsequent Psychopathology: Results From the National Comorbidity Survey", (American Journal of Public Health, 2001, 91), s. 753-760.

Tak więc odpowiedź na przezabawne pytanie naszego "znawcy" badań nad wpływem seksualnego wykorzystywania dzieci jest zdecydowanie twierdząca. W rzeczonym badaniu istniała grupa kontrolna ("a random sample of the remaining respondents").

Jeśli masz jakieś wątpliwości, odnieś się do stwierdzeń zawartych w tekście, ale nie pytaj mnie o to, co tam jest napisane, bo nie zamierzam być tu twoją niańką.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>a random sample of the remaining respondents
Oznacza to - losowa próbka spośród pozostałych badanych.
Czyli żadnej grupy kontrolnej NIE BYŁO.
Bo to musiała by być osobna grupa ludzi bez CSA w dzieciństwie a nie próbka z pozostałych badanych.
Powtarzam raz jeszcze.
Jeśli chcemy zbadać jaki wpływ ma molestowanie seksualne w dzieciństwie na późniejsze funkcjonowanie psychiczne ludzi dorosłych MUSIMY mieć tzw. grupę kontrolną, aby po prostu mieć z czym porównywać.
Czyli musimy mieć tak samo co najmniej liczną grupę osób które NIE MIAŁY W DZIECIŃSTWIE KONTAKTÓW SEKSUALNYCH Z PEDOFILEM.
Wtedy za pomocą metod statystycznych możemy tę grupę ludzi porównać z grupą badaną, czyli tymi ludźmi, którzy mają w wywiadzie CSA czyli popularnie mówiąc mieli kontakty seksualne z pedofilem.
I jeśli ci ludzie z grupy badanej , czyli ci molestowani w dzieciństwie, są bardziej porąbani niż ci z grupy kontrolnej, wtedy możemy ewentualnie wysnuć wniosek, że TO tak jest, bo byli w dzieciństwie molestowani.
Innej drogi aby to ustalić nie ma.
I taką drogą poszedł Rind i koledzy.
To, że Rind był krytykowany, nawet przez Kongres USA, nic nie znaczy, bo jego metaanaliza nie została podważona przez żadną kompetentną organizację i obowiązuje do dzisiaj. Tak jak nauka o ewolucji. Też jest krytykowana, i co z tego? Czy to znaczy, że ewolucji nie było?
30-06-2016 17:22 
 Ocena 2 na 2
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
Zacznę od sprostowania nieścisłości w moim poprzednim wpisie.
Napisałem:
>W rzeczonym badaniu istniała grupa kontrolna ("a random sample of the remaining respondents").
Powinienem był napisać:
>W rzeczonym badaniu istniała próba losowa ("a random sample of the remaining respondents").

Pisanie o grupie kontrolnej w odniesieniu do badania porównawczego, tzn. takiego, w którym nie zachodzi manipulacja warunkami badawczymi, jest bezzasadne. Takim badaniem jest badanie opisane w pracy, którą opublikowali Beth E. Molnar, Stephen L. Buka, Ronald C. Kessler, "Child Sexual Abuse and Subsequent Psychopathology: Results From the National Comorbidity Survey", (American Journal of Public Health, 2001, 91), s. 753-760; zresztą podobnie jest z badaniami Bruce'a Rinda et al. czy Theo Sandforta.

Pisanie o grupie kontrolnej zasadne jest tylko wówczas, gdy przeprowadza się badanie eksperymentalne; w badaniu takim występują dwie grupy: grupa eksperymentalna (wprowadza się w niej założony w badaniu czynnik) i grupa kontrolna (nie wprowadza się w niej założonego w badaniu czynnika).

Badanie opisane w pracy "Child Sexual Abuse and Subsequent Psychopathology: Results From the National Comorbidity Survey" oparte było na danych uzyskanych metodą ankietową na próbie reprezentatywnej dla całego kraju (USA):
Cytat:
"Data for the current study were collected between 1990 and 1992 by the NCS, the first nationally representative, general population survey of the United States to administer structured psychiatric interviews yielding DSM-III-R diagnoses. The NCS used stratified, multistage area probability sampling to select subjects from the noninstitutionalized civilian population aged 15 to 54 years, plus students in group housing, in the 48 contiguous states." s. 754

W przywołanej pracy zadbano o właściwą randomizację.
Inną sprawą jest, że ani badanie Rinda, ani Sandforta (a pisząc o nich, pomijam zarzucane im błędy metodologiczne) nawet w najmniejszym stopniu nie zbliża się do poziomu reprezentatywności osiągniętego w badaniu ""Child Sexual Abuse and...".

Do reszty twojej paplaniny nie chce mi się odnosić, bo chyba równie dobrze mógłbym sobie pogadać ze ścianą.

Nie widzę sensu kontynuowania rozmowy z kimś, kto jest odporny na wszelkie merytoryczne argumenty i ciągle powtarza to, w co święcie wierzy.
Żegnam.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> Do reszty twojej paplaniny nie chce mi się odnosić
A ja oczekuję wypowiedzi fachowca w tym temacie, który zjadł na nim zęby, czyli Kolegi Belfra.
Niech się nie czai i niech się wypowie na temat przytoczonego przez Ciebie badania.
Bo mieszasz tutaj różne porządki.
Zrozum wreszcie, że są badania subiektywne i obiektywne.
Na przykład Sandfort badał subiektywne odczucia chłopców z ich kontaktów z pedofilami.
Ale nie wyciągnął z tego wniosku, że cała pedofilia jest dobra. Pokazał tylko, że istnieją związki pedofilne pozytywne. Co nie znaczy, że nie ma negatywnych.
Badanie Sandforta było kwestionariuszem i pokazywało pewien wycinek zjawiska, nie pretendując do wypowiadania się o jego całości.
Te Twoje "badanie" też polegało na kwestionariuszach, ale wnioski wyciągnięto takie jakby to było badanie obiektywne, z grupą kontrolną. A to było nieuprawnione.
Można taki kwestionariusz przeprowadzić z dorosłymi, którzy byli molestowani w dzieciństwie i opowiedzą nam oni jakie to było dla nich przykre, poniżające, upokarzające itp.
I to będzie ich subiektywna prawda. Mogą, mają prawo , wspominać to jako koszmar.
Ale aby stwierdzić, że spowodowało to u nich konkretne zaburzenia psychiczne wieku dorosłego takie jak depresje, lęki, podatność na używki, niemożność ułożenia sobie życia, to trzeba przeprowadzić badanie OBIEKTYWNE czyli z grupą kontrolną.
I to by było na tyle, jak mawiał Jan Tadeusz Stanisławski.
30-06-2016 20:40 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Ale aby stwierdzić, że spowodowało to u nich konkretne zaburzenia psychiczne wieku dorosłego takie jak depresje, lęki, podatność na używki, niemożność ułożenia sobie życia, to trzeba przeprowadzić badanie OBIEKTYWNE czyli z grupą kontrolną.
>I to by było na tyle, jak mawiał Jan Tadeusz Stanisławski.

Zalozmy, ze masz 5-cio letnia corke. Pozwolisz pedofilowi na niekontrolowany kontakt z nia? Pozwoliaz i bedzieaz belkotal, ze bez obiektywnego badania z grupa kobtrolna nie jestes w stanie jednoznacznie stwierdzic, ze kontakty seksualne z pedofilem moga negatywnie wplynac na psychike twojej corki. Co wiecej, byc moze kontakty seksualne z pedofilem moga pozytywnie wplynac na psychike twojej corki???????

No wiec? Pozwalasz na kontakt czy nie??????
30-06-2016 20:52 
 Ocena 1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

>No wiec? Pozwalasz na kontakt czy nie??????
Tutaj nie o to chodzi.
Chodzi o grupę osób dzisiaj już dorosłych, które w DZIECIŃSTWIE miały kontakty seksualne z pedofilem. Chciane albo nie chciane.
I chodzi o to, jak i czy, kontakty seksualne z pedofilem w dzieciństwie tych osób , odbiły się na ich obecnym stanie psychicznym, już jako dorosłych.
Aby to zbadać potrzebna jest tzw. grupa kontrolna, czyli grupa osób, które nie miały kontaktów seksualnych z pedofilem jako dzieci?
Czy to tak trudno zrozumieć?
30-06-2016 21:07 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>
>No wiec? Pozwalasz na kontakt czy nie??????
>Tutaj nie o to chodzi.

Oczywiscie, ze o to chodzi. Podajesz w watpliwosc, ze kontakty z pedofilami sa zawsze negatywne dla dziecka. Belkoczesz, ze moga byc nawet pozytywne.

Wiec jak? Pozwalasz pedofilowi zajac sie twoja corka? Przeciez moze pozytywnie to na nia wplynac.
30-06-2016 21:36 
 Ocena-1 na 1
boziak (30 punktów)
(zablokowany)

> Podajesz w watpliwosc, ze kontakty z pedofilami sa zawsze negatywne dla dziecka. Belkoczesz, ze moga byc nawet pozytywne.
To nie ja poddaję w wątpliwość, bo kimże ja jestem? Prochem i niczem.
To badania wskazują, że nie ma empirycznych dowodów na to, aby seksualne molestowanie w dzieciństwie powodowało w dorosłości jakieś negatywne skutki psychiczne.
Co nie oznacza , że można lub należy molestować dzieci.
Natomiast o pozytywnych skutkach swoich erotycznych związków z pedofilami piszą osoby dorosłe, które takie kontakty w dzieciństwie miały.
Generalnie zasada jest taka.
Jeśli dziecko było emocjonalnie i seksualnie z pedofilem związane, czuło się w związku wolne, szanowane i akceptowane ,to erotyczne z nim obcowanie postrzega na starość jako wspomnienie miłe i pozytywne.
Natomiast jeśli dziecko było w związku z pedofilem zmuszane do czegokolwiek, nakłaniane, nie liczono się z jego odczuciami i pragnieniami, to taki związek, z oczywistych powodów, będzie raczej wspominało jako przykry, niesatysfakcjonujący a nawet obrzydliwy.
PS
Jeśli pedofil zapewniłby mojej 5 letniej córce szczęście i troszczyłby się o nią na równi ze mną a może i więcej niż ja, to cóż by mi to szkodziło?
Belfer00 (720 punktów)
>A ja oczekuję wypowiedzi fachowca w tym temacie, który zjadł na nim zęby, czyli Kolegi Belfra.
>Niech się nie czai i niech się wypowie na temat przytoczonego przez Ciebie badania.
No i jak zwykle istota rzeczy jest ukryta w tekście niezacytowanym ("jak zwykle". gdyż zetknąłem się z tym zjawiskiem już w czasie dyskusji w Wikipedii).
Jak autorzy pracy zdefiniowali CSA?
1) "We define respondents who reported that their first experience of rape or molestation occurred before 18 years of age as having experienced CSA".
Czyli CSA to zgwałcenie lub molestowanie przed ukończeniem 18 roku życia.
A jak badacze zdefiniowali zgwałcenie i molestowanie?
2) "The item describing rape read: "You were raped. (Someone had sexual intercourse with you when you did not want to by threatening you or using some degree of force.)"".
To jest prawidłowa definicja zgwałcenia, taka, jak w Art. 197 par. 1 kk ("z użyciem groźby lub siły").
3) "The item describing molestation read: "You were sexually molested. (Someone touched or felt your genitals when you did not want them to.)"".
Czyli wyraźnie idzie o czynności seksualne nie chciane w momencie dokonywania (dokonywane bez aprobaty dziecka).
Tak zdefiniowane CSA jest oczywiście tożsame z działaniem tzw. "złych pedofilów" i negatywne tego skutki nie są niczym zaskakującym czy spornym.
To czego w tym badaniu brakuje, to pytania o czynności seksualne, które w momencie dokonywania były aprobowane (odczuwane jako przyjemne), czyli o działanie tzw. "dobrych pedofilów".
Osoby zgłaszające taką formę CSA powinny być wyodrębnione w oddzielną grupę i jej "psychopatologia" oddzielnie oceniona.
Mielibyśmy wtedy porównanie skutków psychicznych CSA dokonanego przez "złych pedofiłów" i tego dokonanego przez "dobrych pedofilów", co byłoby niezwykle cenną informacją dla dyskusji wokół "dobrej pedofilii".
A w formie obecnej praca po prostu potwierdza to, co nie jest przedmiotem sporu: "niechciane i nieaprobowane czynności seksualne (jak np. zgwałcenie) szkodzą dzieciom".
Przedmiotem sporu jest: "jak (i czy w ogóle) szkodzą dzieciom czynności seksualne aprobowane przez nie w momencie dokonywania" (oczywiście po osiągnięciu wieku dorosłego, w momencie ankietowania, ocena może być odmienna).
A o tym praca cytowana nic nie mówi.
Pozdrawiam.
boziak (30 punktów)
(zablokowany)
> A w formie obecnej praca po prostu potwierdza to, co nie jest przedmiotem sporu: "niechciane i nieaprobowane czynności seksualne (jak np. zgwałcenie) szkodzą dzieciom"
Szanowny Kolego Belfrze!
Przedmiotem mojego sporu z wielce czcigodnym Kolegą Quetzalcoatlem (że też On nie mógł wybrać sobie jakiegoś prostszego nicka tylko takiego łamańca ) jest to na jakiej podstawie owo badanie stwierdziło, że badani mający CSA w wywiadzie, jako dorośli wykazują szereg zaburzeń psychicznych charakterystycznych rzekomo dla ofiar CSA.
Do tego aby takie wnioski wyciągnąć potrzebna jest grupa kontrolna, której w tym badaniu nie było. Czyli nie badano osób które nie były ani gwałcone ani molestowane w dzieciństwie.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dzieci gwałcone i molestowane doznają w chwili gwałtu i molestowania traum fizycznych i psychicznych.
Kwestią sporną jest natomiast czy te traumy się z czasem zabliźniają i nie pozostawiają po sobie w psychice osoby dorosłej śladu, czy też jak głoszą różni terapeuci, pozostawiają po sobie DO KOŃCA ŻYCIA niezabliźnione rany psychiczne w postaci zestawu objawów wymienionych przez Quetzalcoatla.
Z tego co ja swoim ograniczonym umysłem zdołałem pojąć, to właśnie badania Rinda wykazały, że molestowanie w dzieciństwie nie pozostawia w wieku dorosłym po sobie ujemnych skutków w postaci zespołu określonych objawów psychicznych.
Poza tym zwróćmy właśnie uwagę, że badanie było skrajnie tendencyjne , bo jak pisze szanowny Kolega Belfer, nie uwzględniało grupy dorosłych która w dzieciństwie chętnie oddawała się igraszkom erotycznym z pedofilami.
25-06-2016 10:13 
 Ocena 4 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Czy jeśli ktoś zaproponuje temat, jak namierzyć i skopać na ulicy niejakiego Belfra00, to też będzie to Twoim zdaniem wymagało "krytycznej dyskusji"?
>Powinna tu mieć zastosowanie wolność słowa?
Planowanie przestępstwa to jedno, co do zasady niekaralne, a pogląd, że konkretną osobę należałoby pobić, lub nawet zabić to drugie, i takie dyskusje na tym forum się trafiają jako np. element rozważań nad np. karą śmierci.

Zaś co do podniesionej tu przez Ciebie kwestii ewentualnego pobicia Belfra00, to jestem na taką dyskusję gotowa i na wstępie mam pytanie czym on sobie zasłużył na rozważanie pobicia go?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365