Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kulturalny dyskutant pożądany?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-06-2016 12:38dajmonion (3663 punktów)Kulturalny dyskutant pożądany?
Ocena 5 na 5
Kulturalny dyskutant pożądany? Ależ proszę Was. Czy można sobie wyobrazić coś gorszego niż kulturalny, spokojny adwersarz, który lekko przyciszonym głosem niczym terapeuta próbuje coś nam przekazać?
Sytuacja w której sprawiedliwy zostaje skazany jak w przypadku np. Jezusa nie jest przecież własnością którejś religii. Ten obraz to archetyp.
Spokojny dyskutant tak długo nie jest mile widziany dopóki istnieje cień, któremu on zaprzecza. Racjonalność nie obejmuje wszystkiego co jest w cieniu. I tu musi powstać zgrzyt.
Kulturalne dyskusje prowadzone są przez osoby, które ostatecznie są z tej samej bajki.
Na kulturalną dyskusję można sobie pozwolić co najwyżej, gdy ma się podejrzenie, że można kogoś pozyskać. Jednak przy zbyt długim oporze drugiej strony widać wyraźnie, że to wróg. I w tym momencie o wiele lepszy jest dyskutant agresywny. Na pewnym poziomie (co widać raczej po twarzy niż po argumentach) toczy się bowiem z nim po prostu walkę, do której kiedyś używano toporów i siekier. Lepszy bo lepiej się na nim ostrzy te narzędzia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>Emocje od których się odgradzasz wracają z tym większą siłą. Nie da się moim zdaniem ot tak po prostu postanowić, że będzie się abstrahowało od emocji. Mało komu to się udaje.

Nie trzeba się odgradzać od emocji, tylko czasowo od nich abstrahować. Ja tak robię i nie potrzebuję do tego żadnych metod. To kwestia podejścia do samego siebie. Jedni mają dystans, a drudzy stawiają w centrum swoje ego i wtedy kierują się emocjami, a nie racjonalizmem. Jeśli komuś się to nie udaje, to pomylił chyba forum, prawda?

>Zauważ podczas debat stałym elementem jest mówienie: ja panu nie przerywałem, po czym za chwilę dokładnie to samo robi.

Zauważyłem i zdążyłem sobie wyhodować niechęć i pogardę dla ludzi, którzy tak robią. Przecież to okazywanie swojej bezsilności wobec argumentów przeciwnika.

>Emocje muszą dojść do głosu, muszą zostać rozpoznane i zaakceptowane. Zaakceptowane powinny być zwłaszcza pozaracjonalne źródła przekonań. Moim zdaniem to postęp gdy ktoś stwierdza, że w jego postawie więcej jest chciejstwa niż mocnych merytorycznych racji.

Właśnie pozaracjonalne źródła przekonań powinny być eliminowane lub przynajmniej powinny mieć zmniejszony priorytet. Emocje powinny być rozpoznane i odsuwane na bok w momencie dyskusji.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
Pod kątem wzruszeń i sztuki to narkotyki i zaburzenia neuroprzekaźnictwa są lepsze niż religia

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>Pod kątem wzruszeń i sztuki to narkotyki i zaburzenia neuroprzekaźnictwa są lepsze niż religia
Tak? A czy mógłbym ci na chwilę taki narkotyk zaaplikować? Kliknij sobie:

www.youtube.com/watch?v=tdLCcQixNvg


dajmonion

#34
23-06-2016 13:36
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>>Emocje od których się odgradzasz wracają z tym większą siłą. Nie da się moim zdaniem ot tak po prostu postanowić, że będzie się abstrahowało od emocji. Mało komu to się udaje.
>Nie trzeba się odgradzać od emocji, tylko czasowo od nich abstrahować. Ja tak robię i nie potrzebuję do tego żadnych metod. To kwestia podejścia do samego siebie. Jedni mają dystans, a drudzy stawiają w centrum swoje ego i wtedy kierują się emocjami, a nie racjonalizmem. Jeśli komuś się to nie udaje, to pomylił chyba forum, prawda?
Nie rozumiem sformułowania 'abstrahowanie od emocji'. Nie da się ich tak po prostu wyłączyć. Nawet na chwilę. Człowiek jest istotą czującą. Słowa, które czytasz wywołują w Tobie określone uczucia, słabsze silniejsze, pozytywne, negatywne. To co czytasz może korespondować z tym co chcesz lub na odwrót. Oglądałeś film: "Dwunastu gniewnych ludzi?" Jak nie to obejrzyj koniecznie. Lektura obowiązkowa. Ten film to absolutna rewelacja. Tam jest pokazane na ile można się wyłączyć i odciąć od pewnych spraw.
Ja uważam, że akceptacja pewnych rzeczy jest warunkiem koniecznym rzeczowej i pogłębionej dyskusji.
Wiesz dlaczego określiłem Brzostowskiego racjonalistą? Bynajmniej nie chodzi o stopień spójności jego poglądów. Zobacz. Już się wyniósł i znowu dyskutuje gdzie indziej o bogu.
Tacy ludzie są inteligentni, oczytani. Godzinami rozważają pewne zagadnienia i potrafią nawet wskazać niejedną niespójność ateizmu, agnostycyzmu czy czego tam jeszcze. Cały problem polega tylko na tym, że nie czują się komfortowo ze swoimi poglądami. Chcieliby mieć tak silne podstawy dla swoim przekonań jakie mają minimaliści filozoficzni. To hasło lemingi to wyraz braku akceptacji faktu, że dany światopogląd jest jaki jest.
Jeżeli prawdą jest, że traktujesz siebie tak samo jak innych to jeśli akceptujesz swój cień to zaakceptujesz też cień innego. Gdy napotkasz opór innego to myślisz sobie: No cóż, on być może po prostu nie ma ochoty mieć nad sobą wszystkowiedzącej istoty a inny z kolei musi mieć tą świadomość, pragnie tego jak kania dżdżu. I racjonalizm nie ma tu nic do rzeczy.

>>Zauważ podczas debat stałym elementem jest mówienie: ja panu nie przerywałem, po czym za chwilę dokładnie to samo robi.
>Zauważyłem i zdążyłem sobie wyhodować niechęć i pogardę dla ludzi, którzy tak robią. Przecież to okazywanie swojej bezsilności wobec argumentów przeciwnika.

Ale sobą też będziesz gardził ilekroć ci się to zdarzy. Lubisz gardzić sobą? Podaj mi choć jeden powód, dla którego siebie w tej sytuacji miałbyś traktować inaczej. U tych ludzi daje o sobie znać swój cień. Nie uświadomili sobie, że się czegoś boją? Ciekawe czego właściwie? Że nie zdążą czegoś powiedzieć? To później powiedzą, albo napiszą na blogu. Nie uświadomili sobie, że nie muszą się niczego bać. Nie uświadomili sobie, że mogą zaakceptować fakt, że się boją. Że skłaniają się ku pewnym rozwiązaniom ot tak po prostu, bo im się to podoba.
>>Emocje muszą dojść do głosu, muszą zostać rozpoznane i zaakceptowane. Zaakceptowane powinny być zwłaszcza pozaracjonalne źródła przekonań. Moim zdaniem to postęp gdy ktoś stwierdza, że w jego postawie więcej jest chciejstwa niż mocnych merytorycznych racji.
>Właśnie pozaracjonalne źródła przekonań powinny być eliminowane lub przynajmniej powinny mieć zmniejszony priorytet.
Nikomu się to nie udało i nie uda. No chyba, że wytną sobie układ limbiczny.
>Emocje powinny być rozpoznane i odsuwane na bok w momencie dyskusji.
Jeśli odsuniesz na bok świadomość, że istotnym motorem dyskusji jest chęć odwetu to to będzie kierowało twoim myśleniem. Pewnych rzeczy możesz nawet nie zobaczyć. Kiedyś dyskutowałem zawzięcie z pewnym znajomym i wyobraź sobie, że on pewne rzeczy zwyczajnie zapominał. Zapominał przykłady, których nie potrafił zintegrować ze swoim myśleniem. On naprawdę to zapominał. Patrzył zdziwiony i nie mógł sobie przypomnieć. Nie mógł sobie przypomnieć czegoś co zostało powiedziane w krótkim odstępie czasu. To nie jego wina. Umysł tak działa.
Nie jestem katolikiem ani nawet teistą ale bardzo podoba mi się to co święty Paweł pisze w swoim słynnym hymnie. Choćbym mówił wszystkimi językami świata, a miłości bym nie miał byłbym jak miedź brzęcząca. W miłości oczywiście chodzi o stosunek do siebie, czyli o akceptację cienia.

dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>Nie rozumiem sformułowania 'abstrahowanie od emocji'. Nie da się ich tak po prostu wyłączyć. Nawet na chwilę. Człowiek jest istotą czującą. Słowa, które czytasz wywołują w Tobie określone uczucia, słabsze silniejsze, pozytywne, negatywne. To co czytasz może korespondować z tym co chcesz lub na odwrót. Oglądałeś film: "Dwunastu gniewnych ludzi?" Jak nie to obejrzyj koniecznie. Lektura obowiązkowa. Ten film to absolutna rewelacja. Tam jest pokazane na ile można się wyłączyć i odciąć od pewnych spraw.
>Ja uważam, że akceptacja pewnych rzeczy jest warunkiem koniecznym rzeczowej i pogłębionej dyskusji.

Nie oglądałem tego filmu. U mnie emocje same się wyłączają i to nie tylko na chwilę. Jeśli coś czytam i pojawiają się emocje, to szybko je identyfikuję i wyciszam. Mam na to sposoby, bo to oczywiście nie jest dane a priori. Gdy wchodzę w interakcję z innymi staję się czystą kartą, a to już chyba mam w genach.

>Wiesz dlaczego określiłem Brzostowskiego racjonalistą? Bynajmniej nie chodzi o stopień spójności jego poglądów. Zobacz. Już się wyniósł i znowu dyskutuje gdzie indziej o bogu.
>Tacy ludzie są inteligentni, oczytani. Godzinami rozważają pewne zagadnienia i potrafią nawet wskazać niejedną niespójność ateizmu, agnostycyzmu czy czego tam jeszcze. Cały problem polega tylko na tym, że nie czują się komfortowo ze swoimi poglądami. Chcieliby mieć tak silne podstawy dla swoim przekonań jakie mają minimaliści filozoficzni. To hasło lemingi to wyraz braku akceptacji faktu, że dany światopogląd jest jaki jest.

I Brzostowski jak typowy plebejusz nie przyjmuje twardych logicznych argumentów przeciw jego twierdzeniom. Argumentów, których nie jest w stanie odeprzeć, bo się po prostu nie da. Zamiast stawać na głowie lepiej nią ruszyć, a zamiast bronić swoich dziecięcych emocji, lepiej dorosnąć. Brzostowski uwierzył w ideę grupową i próbuje racjonalizować sobie to stadne myślenie, ale trochę może jest racjonalistą, bo podświadomie wie, że tak się nie da. Stąd jego emocje, których ja nie mam, bo moje poglądy to efekt przemyśleń i wiedzy. Cóż, może mam tu profit od natury w postaci spektrum autyzmu i cech antyspołecznych, nie wiem.

>Jeżeli prawdą jest, że traktujesz siebie tak samo jak innych to jeśli akceptujesz swój cień to zaakceptujesz też cień innego. Gdy napotkasz opór innego to myślisz sobie: No cóż, on być może po prostu nie ma ochoty mieć nad sobą wszystkowiedzącej istoty a inny z kolei musi mieć tą świadomość, pragnie tego jak kania dżdżu. I racjonalizm nie ma tu nic do rzeczy

Nie, nie. Nie akceptuję swojego cienia i z nim walczę, więc czuję chłodną pogardę gdy ktoś nic z tym nie robi i stara się to racjonalizować. Ja rozważam za i przeciw, często mnie to bardzo bolało, bo prawda zwraca się nieraz przeciwko emocjom.

>Ale sobą też będziesz gardził ilekroć ci się to zdarzy. Lubisz gardzić sobą? Podaj mi choć jeden powód, dla którego siebie w tej sytuacji miałbyś traktować inaczej.

Mi się to rzadko zdarza, a gdy się zdarzało to czułem do siebie pogardę i palącą potrzebę zmiany tych cech żeby uniknąć tego w przyszłości.

>Nikomu się to nie udało i nie uda. No chyba, że wytną sobie układ limbiczny.

Udaje się. Walka z samym sobą nie jest jednak przyjemna, więc większość plebsu idzie po najmniejszej linii oporu, ale niech ci ludzie nie liczą na szacunek.

>>Emocje powinny być rozpoznane i odsuwane na bok w momencie dyskusji.
>Jeśli odsuniesz na bok świadomość, że istotnym motorem dyskusji jest chęć odwetu to to będzie kierowało twoim myśleniem.

No dobra, a jeśli nie mam żadnej chęci odwetu, bo ignoruję całkowicie inne OSOBY i traktuję ludzi jako bazę danych informacji? Dyskutuję po to żeby wymieniać się informacjami, a nie emocjami.

>Pewnych rzeczy możesz nawet nie zobaczyć. Kiedyś dyskutowałem zawzięcie z pewnym znajomym i wyobraź sobie, że on pewne rzeczy zwyczajnie zapominał. Zapominał przykłady, których nie potrafił zintegrować ze swoim myśleniem. On naprawdę to zapominał. Patrzył zdziwiony i nie mógł sobie przypomnieć. Nie mógł sobie przypomnieć czegoś co zostało powiedziane w krótkim odstępie czasu. To nie jego wina. Umysł tak działa.

No więc ten znajomy jest cymbałem i ja na takich ludzi trafiam dość często i nie mają oni ze mną łatwo Bo wtedy powtarzam im do znudzenia to czego zapomnieli. Wiesz czemu? Bo ja pamiętam nieraz każdy szczegół rozmowy, a meritum dźwięczy mi w uszach jeśli jest niespójne z moimi dotychczasowymi poglądami. Czasami siedzę 2 godziny myśląc nad jednym zagadnieniem, zbierając różne punkty widzenia, wyciszając emocje z tym związane. Czasem na chwilę obecną odsuwam od siebie taką świadomość, ale wtedy to wraca jak bumerang ze zdwojoną siłą. Nie umiem kłamać, bo czuję się wtedy niezgodny z samym sobą, więc często ludzie dostają ode mnie niewygodną prawdę między oczy.

>Nie jestem katolikiem ani nawet teistą ale bardzo podoba mi się to co święty Paweł pisze w swoim słynnym hymnie. Choćbym mówił wszystkimi językami świata, a miłości bym nie miał byłbym jak miedź brzęcząca. W miłości oczywiście chodzi o stosunek do siebie, czyli o akceptację cienia.

Wg mnie w miłości chodzi o coś zupełnie innego. Czasem jest to ciężka, twarda miłość jak u ojca, który wysyła swojego syna na obóz przetrwania, bo wie że to mu posłuży w przyszłości, mimo że nie jest to dla niego przyjemne.

#36
24-06-2016 11:53
 Ocena 2 na 2
dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>Gdy wchodzę w interakcję z innymi staję się czystą kartą, a to już chyba mam w genach.
Ja czytałem niejeden Twój post. Zapewniam Cię, że nie jesteś czystą kartą pod względem emocji.
>Brzostowski uwierzył w ideę grupową i próbuje racjonalizować sobie to stadne myślenie
Sam widzisz do czego prowadzi racjonalizowanie na siłę. Skoro ktoś nie akceptuje swoich emocjonalnych wyborów, to będzie racjonalizował na siłę. Ludzie, którzy nie akceptują pewnych części siebie, bo wyobrażają sobie, że to dziecinada i utożsamiają się z intelektem nigdy nie pogodzą się z faktem, że stanowisko odmienne ma więcej silnych podstaw.
>Mi się to rzadko zdarza, a gdy się zdarzało to czułem do siebie pogardę i palącą potrzebę zmiany >tych cech żeby uniknąć tego w przyszłości.
I jak zmienia się te cechy? Tak, by więcej nie wróciły. Bo ja obserwując ludzi stwierdzam, że im się to wciąż nie udaje. Zupełnie jakby nie sięgali sedna.
>Wg mnie w miłości chodzi o coś zupełnie innego. Czasem jest to ciężka, twarda miłość jak u ojca, >który wysyła swojego syna na obóz przetrwania, bo wie że to mu posłuży w przyszłości, mimo że >nie jest to dla niego przyjemne.
Ale to co robi ten ojciec ostatecznie sprowadza się do tego o czym pisze św. Paweł. Bo jeśli jego motywacja nie wynika z miłości, a na przykład z chęci odwetu na synu lub chęci pozbycia się go, to popełni sporo błędów, które przyniosą skutek odwrotny do zamierzonego.


dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>>Gdy wchodzę w interakcję z innymi staję się czystą kartą, a to już chyba mam w genach.
>Ja czytałem niejeden Twój post. Zapewniam Cię, że nie jesteś czystą kartą pod względem emocji.

Myślisz tak, bo projektujesz na mnie swoje emocje I nie wiem skąd to się bierze, ale to dość częste gdy piszę lub mówię coś na chłodno.

>>Brzostowski uwierzył w ideę grupową i próbuje racjonalizować sobie to stadne myślenie
>Sam widzisz do czego prowadzi racjonalizowanie na siłę. Skoro ktoś nie akceptuje swoich emocjonalnych wyborów, to będzie racjonalizował na siłę. Ludzie, którzy nie akceptują pewnych części siebie, bo wyobrażają sobie, że to dziecinada i utożsamiają się z intelektem nigdy nie pogodzą się z faktem, że stanowisko odmienne ma więcej silnych podstaw.

No ale on przecież je akceptuje i ich broni. Na siłę. A gdyby przyznał rację oponentom, to miałby problem z głowy, ale ego mu nie pozwala, bo wyszedłby sam przed sobą na debila, który się mylił. Przez to ludzie są coraz głupsi i brną w swoje głupoty zamiast zmieniać zdanie.

>>Mi się to rzadko zdarza, a gdy się zdarzało to czułem do siebie pogardę i palącą potrzebę zmiany >tych cech żeby uniknąć tego w przyszłości.
>I jak zmienia się te cechy? Tak, by więcej nie wróciły. Bo ja obserwując ludzi stwierdzam, że im się to wciąż nie udaje. Zupełnie jakby nie sięgali sedna.

Nie wiem, bo u mnie to jest naturalne. Czuję jak te zmiany się dzieją, a ja nie mogę nic zrobić. Zdanie zmienia się w moim wnętrzu, a nie "ja zmieniam zdanie". Po prostu traktuję "siebie"( czyli olsona) jako zewnętrzny obiekt, bo ja jestem tym kto doświadcza bycia olsonem, czyli świadomością. Ważna jest dla mnie spójność poglądów, nie mogę użyć do obrony olsona argumentu, którym atakuję inną osobę. Ewentualnie jak już tak robię to tylko jako chwyt retoryczny żeby zrobić dokładnie to samo co robi nieuczciwy rozmówca.

>>Wg mnie w miłości chodzi o coś zupełnie innego. Czasem jest to ciężka, twarda miłość jak u ojca, >który wysyła swojego syna na obóz przetrwania, bo wie że to mu posłuży w przyszłości, mimo że >nie jest to dla niego przyjemne.
>Ale to co robi ten ojciec ostatecznie sprowadza się do tego o czym pisze św. Paweł. Bo jeśli jego motywacja nie wynika z miłości, a na przykład z chęci odwetu na synu lub chęci pozbycia się go, to popełni sporo błędów, które przyniosą skutek odwrotny do zamierzonego.

Niby tak, choć nie musi wcale tak być. Bywa i tak, że działanie na czyjąś szkodę daje tej osobie jakieś nieprzewidziane wcześniej profity.

#38
25-06-2016 00:54
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>>Ja czytałem niejeden Twój post. Zapewniam Cię, że nie jesteś czystą kartą pod względem emocji.
>Myślisz tak, bo projektujesz na mnie swoje emocje I nie wiem skąd to się bierze, ale to dość >częste gdy piszę lub mówię coś na chłodno.
Myślę, że jesteś dostatecznie inteligentny, by zauważyć, że jednak sporo emocji w Twoich wypowiedziach. Sam zresztą przyznajesz się do odczuć pogardy itp. Chodzi o to, że to się nie bierze z zewnątrz. Nie istnieje coś takiego tak pogarda uzasadniona czyimś zachowaniem. Ktoś inny na Twoim miejscu zupełnie nie będzie miał takich odczuć.
Czy pogarda jest uczuciem przyjemnym? Jeżeli nie jest to po co się samemu unieszczęśliwiać?

dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>No ale on przecież je akceptuje
Ta stopka, którą ma jest wyrazem braku akceptacji. Wchodzi w gniazdo os i nie przyjmuje że spokojem, że być może osy po prostu chcą być osami, bo to lubią.
>A gdyby przyznał rację oponentom, to miałby problem z głowy, ale ego mu nie pozwala, bo >wyszedłby sam przed sobą na debila, który się mylił.
Rzecz w tym, że ktoś kto pomyłki traktuje jako przesłanki do bycia debilem nie ma problemu z głowy.


dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>Myślę, że jesteś dostatecznie inteligentny, by zauważyć, że jednak sporo emocji w Twoich wypowiedziach.

No właśnie bardzo niewiele i jak już to są to emocje wtórne do przemyśleń, a nie żadne ego.

>Sam zresztą przyznajesz się do odczuć pogardy itp. Chodzi o to, że to się nie bierze z zewnątrz. Nie istnieje coś takiego tak pogarda uzasadniona czyimś zachowaniem. Ktoś inny na Twoim miejscu zupełnie nie będzie miał takich odczuć.

No nie będzie miał takich odczuć jeśli ma inny tok myślenia. Moja pogarda jest uzasadniona, bo nie po to walczę sam ze sobą i się rozwijam, interesuję się filozofią i modyfikuję swoją osobowość pod poglądy etyczne, które wg mnie są słuszne, żeby jacyś plebejusze modyfikowali swoje poglądy pod zastaną a priori osobowość i prymitywne emocje, przy tym przecząc sobie i kompromitując się.

>Czy pogarda jest uczuciem przyjemnym? Jeżeli nie jest to po co się samemu unieszczęśliwiać?

Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach przyjemności i nieprzyjemności. Ludzie często wolą na siłę racjonalizować swoje pozytywne emocje żeby nie czuć negatywnych, a dla mnie ważniejsze są inne wartości.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>>No ale on przecież je akceptuje
>Ta stopka, którą ma jest wyrazem braku akceptacji. Wchodzi w gniazdo os i nie przyjmuje że spokojem, że być może osy po prostu chcą być osami, bo to lubią.

Nie akceptuje innych poglądów niż swoje, ale tych swoich nie wypiera, tylko na siłę stara się je racjonalizować. Zrobił sobie z nas opozycję, więc nigdy nie przyzna racji ateistom. Złapią go za rękę, to powie, że to nie jego ręka. Pogarda do takich osobników czasem zamienia się nawet w przyjemność

>>A gdyby przyznał rację oponentom, to miałby problem z głowy, ale ego mu nie pozwala, bo >wyszedłby sam przed sobą na debila, który się mylił.
>Rzecz w tym, że ktoś kto pomyłki traktuje jako przesłanki do bycia debilem nie ma problemu z głowy.

Ale to już jest jego problem, a dla mnie przesłanki do bycia debilem to nieumiejętność przyznania się do pomyłki.

#42
25-06-2016 12:09
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>>Sam zresztą przyznajesz się do odczuć pogardy itp. Chodzi o to, że to się nie bierze z zewnątrz. Nie istnieje coś takiego tak pogarda uzasadniona czyimś zachowaniem. Ktoś inny na Twoim miejscu zupełnie nie będzie miał takich odczuć.
>No nie będzie miał takich odczuć jeśli ma inny tok myślenia. Moja pogarda jest uzasadniona, bo nie po to walczę sam ze sobą i się rozwijam, interesuję się filozofią i modyfikuję swoją osobowość pod poglądy etyczne, które wg mnie są słuszne, żeby jacyś plebejusze modyfikowali swoje poglądy pod zastaną a priori osobowość i prymitywne emocje, przy tym przecząc sobie i kompromitując się.
Ale przecież wpływanie na innych może się odbywać bez pogardy. Bez jakichkolwiek negatywnych emocji. Albo nawet przy pozytywnych. Gdzie tu miejsce na pogardę jako na konieczny składnik tego procesu?
>>Czy pogarda jest uczuciem przyjemnym? Jeżeli nie jest to po co się samemu unieszczęśliwiać?
>Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach przyjemności i nieprzyjemności.
Nie rozumiem jak można abstrahować od tych kategorii. Czy to bez znaczenia, czy fotel na którym siedzisz podczas dyskusji kuje Cię w pupę czy nie?

dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi olson
>>>No ale on przecież je akceptuje
>>Ta stopka, którą ma jest wyrazem braku akceptacji. Wchodzi w gniazdo os i nie przyjmuje że spokojem, że być może osy po prostu chcą być osami, bo to lubią.
>Nie akceptuje innych poglądów niż swoje, ale tych swoich nie wypiera, tylko na siłę stara się je racjonalizować. Zrobił sobie z nas opozycję, więc nigdy nie przyzna racji ateistom. Złapią go za rękę, to powie, że to nie jego ręka. Pogarda do takich osobników czasem zamienia się nawet w przyjemność
Widzisz. Czyli jednak nie abstrahujesz od kategorii przyjemny-nieprzyjemny. Ciekawe co jeszcze. Chyba powoli zbliżamy się do Twojego cienia
>>>A gdyby przyznał rację oponentom, to miałby problem z głowy, ale ego mu nie pozwala, bo >wyszedłby sam przed sobą na debila, który się mylił.
>>Rzecz w tym, że ktoś kto pomyłki traktuje jako przesłanki do bycia debilem nie ma problemu z głowy.
>Ale to już jest jego problem,
Tak, ale Ty o tym problemie twierdziłeś, że byłby z głowy.
>A dla mnie przesłanki do bycia debilem to nieumiejętność przyznania się do pomyłki.
Jak ktoś miałby nabyć taką umiejętność, skoro pisząc "to już jest jego problem" niejako zostawiasz go z tym problemem?

dajmonion

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>Ale przecież wpływanie na innych może się odbywać bez pogardy. Bez jakichkolwiek negatywnych emocji. Albo nawet przy pozytywnych. Gdzie tu miejsce na pogardę jako na konieczny składnik tego procesu?

Może nie konieczny, ale z jakiegoś powodu ewolucja wykształciła poczucie pogardy. Uważam, że uczciwość intelektualna to główny składnik uczciwości w ogóle.

>>>Czy pogarda jest uczuciem przyjemnym? Jeżeli nie jest to po co się samemu unieszczęśliwiać?
>>Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach przyjemności i nieprzyjemności.
>Nie rozumiem jak można abstrahować od tych kategorii. Czy to bez znaczenia, czy fotel na którym siedzisz podczas dyskusji kuje Cię w pupę czy nie?

Wizytę u dentysty też rozpatrujesz pod kątem tych kategorii, czy jednak wtedy od tego abstrahujesz?

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Kulturalny dyskutant pożądany?
W odpowiedzi dajmonion
>Widzisz. Czyli jednak nie abstrahujesz od kategorii przyjemny-nieprzyjemny. Ciekawe co jeszcze. Chyba powoli zbliżamy się do Twojego cienia

Abstrahuję, a ta przyjemność to skutek uboczny, podobnie jak adrenalina przy stłuczce lub ataku dresów jeśli ucieczka była udana.

Chyba nie zbliżamy się do żadnego cienia

>>Ale to już jest jego problem,
>Tak, ale Ty o tym problemie twierdziłeś, że byłby z głowy.

No bo byłby

>>A dla mnie przesłanki do bycia debilem to nieumiejętność przyznania się do pomyłki.
>Jak ktoś miałby nabyć taką umiejętność, skoro pisząc "to już jest jego problem" niejako zostawiasz go z tym problemem?

W takiej sytuacji trzeba pomóc sobie samemu... albo można sobie nie pomagać wcale.

1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365