Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sens życia i inne pokrewne pytania

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-04-2017 12:45Max Golonko (1811 punktów)Sens życia i inne pokrewne pytania
Ocena 2 na 2
Odnośnie życia ludzkiego.
Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.

Smaczne rzeczy i seks oraz ciekawość poznawcza (i estetyczna) świata, a także pomaganie podobnym istotom (w tym dzieciom) to naturalne i oczywiste działania.

Brednie o 5 poziomach rozwoju to wymysł przefilozofowanych psychologów z mylnej epoki psychologii.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Odnośnie życia ludzkiego.
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
Czyli na pytanie "co jest sensem życia?" znalazłeś odpowiedź, iż sensem tym jest wszystko, za wyjątkiem pytania o sens życia.


Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
27-04-2017 13:23 
 Ocena 1 na 1
Max Golonko (1811 punktów)
>Czyli na pytanie "co jest sensem życia?" znalazłeś odpowiedź, iż sensem tym jest wszystko, za wyjątkiem pytania o sens życia.

Nie wszystko tylko to co wymieniłem

w tym teledyski/muzyka - np ta - super super super i zabawna!

www.youtube.com/watch?v=vTIIMJ9tUc8

Miłego dnia
27-04-2017 14:56 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>muzyka
O, tak. (A ogólniej sztuka nadaje się na cel wszelkich naszych wysiłków.)

Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
Max Golonko (1811 punktów)
>>muzyka
>O, tak. (A ogólniej sztuka nadaje się na cel wszelkich naszych wysiłków.)

Ale to się mieści w tym co napisałem

gdy tworzysz sztukę to pomagasz podobnym istotom cieszyć sie poznawaniem czegoś atrakcyjnego poznawczo-estetycznie

gdy konsumujesz sztukę to masz przyjemność estetyczno-muzyczno-poznawczą

BTW
Co złego to nie ja
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>gdy tworzysz sztukę to pomagasz podobnym istotom...
Innym pomagają też brukarz, jądrowy fizyk czy taki np. poborca podatkowy.

>gdy konsumujesz sztukę to masz przyjemność...
Tylko czy to lepsza (np. większa) przyjemność od konsumowania atrakcji danych przez naturę?

Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
finerbijk (17282 punktów)
>w tym teledyski/muzyka - np ta - super super super i zabawna!
Zabawna jak "Kabaret pod Wyrwigroszem", można się po prostu posikać. Jak chodzi o wschodnie klimaty, to już lepiej coś dla ucha i łagodzącego obyczaje, jak to www.youtube.com/watch?v=1McyM09YFEA

Do tematu wątku: nie warto mówić ludziom, jaki ma być sens ich życia. Każdy może mieć własny albo żyć bez sensu i też ok.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.

Prymitywne uproszczenie. Każde pytanie jest sensowne, jeżeli pada w odpowiednim kontekście. Na przykład - zdolność do myślenia operacyjnego sprawia, że zarówno pytanie "jak?", jak i udzielenie odpowiedzi na nie, jest sensowne. Podobnie - zdolność do myślenia przyczynowo-skutkowego oraz myślenia i działania celowego nadają sens pytaniom "dlaczego?" i "po co?".

youtu.be/o9iQ8lIfyEs


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
27-04-2017 18:34 
 Ocena 1 na 1
Max Golonko (1811 punktów)
Kontekst był do wywnioskowania z tytułu (życie człowieka z jego perspektywy)
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Kontekst był do wywnioskowania z tytułu (życie człowieka z jego perspektywy)

No.

youtu.be/wV1FrqwZyKw

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Odnośnie życia ludzkiego.
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.

Pytanie "jak?" jest dla mnie akurat bardzo ciekawe.

>Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.

Nie wiemy czego produktem jest ewolucja.

Estetyka to fanaberia. Ciekawość poznawcza to druga strona medalu nękającej niewiedzy, która niszczy spokój.

>Brednie o 5 poziomach rozwoju to wymysł przefilozofowanych psychologów z mylnej epoki psychologii.

Psychologia zawiera dużo bezużytecznych teorii, które są pseudo filozofiami, ale akurat to, że rozwój można pogrupować na jakieś etapy, co wynika z doświadczenia, to akurat fakt.
28-04-2017 02:52 
 Ocena 2 na 2
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Nie wiemy czego produktem jest ewolucja.<<

Jest produktem reakcji chemicznych.
28-04-2017 12:38 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, dzięki czemu mogą istnieć i dlaczego przebiegają akurat tak, a nie inaczej.
28-04-2017 13:35 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>Nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, dzięki czemu mogą istnieć i dlaczego przebiegają akurat tak, a nie inaczej.

Wiemy. Mechanizmy chemicznych reakcji są dość dobrze opisane
Dla laika polecam prosto napisane:
lubimyczyt(*)ka/85639/chemia-organiczna-t-i
28-04-2017 14:06 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie wiemy. Nie pisałem o sposobie działania, tylko o tym co sprawiło, że to działa tak, a nie inaczej i tego się nie da wiedzieć.
28-04-2017 15:16 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Nie wiemy. Nie pisałem o sposobie działania, tylko o tym co sprawiło, że to działa tak, a nie inaczej i tego się nie da wiedzieć.

Cytat:

Nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, dzięki czemu mogą istnieć i dlaczego przebiegają akurat tak, a nie inaczej.


Powtórzę. Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć reakcje chemiczne.
Polecam też L. Pauling, P. Pauling "Chemia"
dostępne w:

Akademia Morska w Szczecinie
Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy
Biblioteka Śląska
Politechnika Białostocka
Politechnika Koszalińska
Politechnika Krakowska
Politechnika Opolska
Politechnika Poznańska
Politechnika Rzeszowska
Politechnika Warszawska
Politechnika Śląska
Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
Uniwersytet Zielonogórski
Wojskowa Akademia Techniczna
Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie
28-04-2017 15:18 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Typie, ja tu piszę teraz o filozofii, więc opanuj emocje i zobacz do jakiego stwierdzenia się odnosisz, zanim znów zabrniesz w kolejne kompromitujące cię stwierdzenia.
28-04-2017 15:44 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Typie,


>ja tu piszę teraz o filozofii,
Nie. Piszesz o przyrodzie
Odnoszę się do stwierdzenia:
Cytat:
Nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, dzięki czemu mogą istnieć i dlaczego przebiegają akurat tak, a nie inaczej.

To nie jest filozofia.

>więc opanuj emocje
Gdzie znów widzisz emocje?
w tym:
Cytat:
>Typie,

?
Emocje (def Olsona) = niezgadzanie się z czymś co głosi Olson.

>i zobacz do jakiego stwierdzenia się odnosisz, zanim znów zabrniesz w kolejne kompromitujące cię stwierdzenia.
Zaorałeś Poppera, Korczaka, a teraz Paulinga

Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć chemiczne reakcje. Ty nie wiesz, nie ekstrapoluj swojej nie wiedzy na innych.
28-04-2017 15:50 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Typie,
>
>>ja tu piszę teraz o filozofii,
>Nie. Piszesz o przyrodzie

Nie. Zadałem pytanie o przyczyny chemii, a nie o mechanizmy działania opisane w tej książce. Gdyby padła odpowiedź o przyczyny chemii (a nie padłaby, tylko znów się skompromitowałeś w emocjach), to zapytałbym o przyczyny tych przyczyn/

>Odnoszę się do stwierdzenia:
> Cytat:
Nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, dzięki czemu mogą istnieć i dlaczego przebiegają akurat tak, a nie inaczej.

>To nie jest filozofia.

No tak, ty lepiej wiesz o co zapytałem. A napisałem, że nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, czyli pisałem o filozofii.

Proszę, niech każdy zobaczy jak reaguje szarley w emocjach i jakim jest człowiekiem.

>Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć chemiczne reakcje.

No więc jednak zgadzasz się, że piszemy o filozofii i znasz meta-przyczyny dające możliwość powstania chemii i rozwinięcia się jej w akurat takiej, a nie innej formie. Znów sobie przeczysz i to właśnie świadczy o twoich niepohamowanych emocjach. Pij mniej.
28-04-2017 15:55 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>>Typie,
>znów się skompromitowałeś w emocjach
> Proszę, niech każdy zobaczy jak reaguje szarley w emocjach i jakim jest człowiekiem.>
>Pij mniej.

Wróć jak się uspokoisz.
Pa
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Podkreślenie normalnym ludziom służy do podkreślenia. Ty widzisz w tym emocje - oto dowód na twoje emocje.

A reszta to pochodna tego emocjonalnego amoku i galop szarleyowiskich strawmanów, bo znów skompromitowałeś się nie rozumiejąc prostego słowa pisanego i próbując wmówić (nie wiem komu), że wiesz lepiej co chciałem napisać. A moje słowa są powyżej i każdy może zobaczyć co napisałem. Twoja wersja nie trzyma się kupy, bo napisałeś to w emocjach. Oto właśnie najlepszy dowód.

A teraz zwiewasz zamiast przeprosić i przyznać się do błędu, co świadczy o twoim braku pokory. Też charakterystyczne dla emocjonalnie reagujących marionetek
28-04-2017 16:40 
 Ocena 3 na 3
ZaKotem (8733 punktów)
>Podkreślenie normalnym ludziom służy do podkreślenia. Ty widzisz w tym emocje - oto dowód na twoje emocje.
No tak, ale skoro dowód jest, to teraz ty również widzisz jego emocje, a widzenie emocji jest dowodem emocji tego, kto je widzi - zgadza się?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie. To on widzi emocje, przyznał się, próbując mi je przypisać, gdy zobaczył podkreślony i pogrubiony tekst. Czyli zdemaskował swoje emocje i napisanie o tym to tylko stwierdzenie faktu.

Dowodów na to, że szarley nie panuje nad swoimi emocjami i jest narcyzikiem jest sporo. Choćby teraz czepił się mnie, bo nie zrozumiał wypowiedzi i zamiast przeprosić i przyznać się do błędu... sam widzisz co zrobił. Dziecko w piaskownicy
01-05-2017 15:06 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)
>Nie.
Czy jeśli osoba X stwierdza, że osoba Y odczuwa jakąś emocję, jest do dowód na to, że osoba X odczuwa tę emocję?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie.
>Czy jeśli osoba X stwierdza, że osoba Y odczuwa jakąś emocję, jest do dowód na to, że osoba X odczuwa tę emocję?

Nie. Jeśli ktoś w neutralnym tekście widzi zabarwienie emocjonalne, to są to jego własne emocje zaprojektowane na kogoś. Jeśli ktoś przeinacza cudze tezy i odpowiada na strawmany i pomija argumenty, odpowiadając tak jakby rozmówca ich nie użył, to też wynika to raczej ze zniekształceń emocjonalnych (no albo ze skrajnej głupoty).
szarley (54913 punktów)
>Nie. To on widzi emocje, przyznał się, próbując mi je przypisać, gdy zobaczył podkreślony i pogrubiony tekst. Czyli zdemaskował swoje emocje i napisanie o tym to tylko stwierdzenie faktu.

Olson:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,739354#w739954
Cytat:
Krzyczałeś bo twoje posty to były wtedy głównie wykrzykniki i caps lock, co wyglądało komicznie i histerycznie.


Olson podkreślać - nie ma emocji
szarley podkreślać - emocje

Olson napisać:
Cytat:
Typie,
znów się skompromitowałeś w emocjach
Pij mniej.


To nie są emocje.

Ktoś inny napisać: Cytat:

Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć reakcje chemiczne.

to są emocje
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie. To on widzi emocje, przyznał się, próbując mi je przypisać, gdy zobaczył podkreślony i pogrubiony tekst. Czyli zdemaskował swoje emocje i napisanie o tym to tylko stwierdzenie faktu.
>Olson:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,739354#w739954
> Cytat:
Krzyczałeś bo twoje posty to były wtedy głównie wykrzykniki i caps lock, co wyglądało komicznie i histerycznie.

>Olson podkreślać - nie ma emocji
>szarley podkreślać - emocje

I znów zamiast przyznać się do błędu, poniżasz się coraz bardziej brnąc w zaparte. Jak możesz porównywać caps lock i wykrzykniki do wyboldowania lub podkreślenia tekstu? Kolejny pokaz szaleństwa szarleya.

>Olson napisać:
> Cytat:
Typie,
>znów się skompromitowałeś w emocjach
>Pij mniej.

>To nie są emocje.

No nie są. A czemu twierdzisz, że są? Masz nawet słowo "typie" podkreślające luz i chłodną pogardę.

>Ktoś inny napisać: Cytat:

>Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć reakcje chemiczne.

>to są emocje

Tak, bo jest to kłamstwo dotyczące twojej rzekomej wszechwiedzy. Można badać reakcje chemiczne, ale nie wiemy dzięki czemu one zaistniały. Tylko ty w emocjach zabrnąłeś w stwierdzenie, że jesteś wszechwiedzący, a potem przeczyłeś, że mowa o filozofii, choć jak byk stoi, że mowa o przyczynach reakcji chemicznych (znów pogrubienie świadczy teraz o emocjach, szarlejku? )

Znów próbowałeś szlakować olsona i znów zaorałeś kolejny raz jedynie samego siebie To jest właśnie dowód na twoje narcystyczne emocje i nie ma lepszego niż te twoje wpisy i moje argumenty, wobec których jesteś bezsilny. A wystarczyło przyznać się do błędu, to wolałeś brnąć.
szarley (54913 punktów)
>I znów zamiast przyznać się do błędu, poniżasz się coraz bardziej brnąc w zaparte. Jak możesz porównywać caps lock i wykrzykniki do wyboldowania lub podkreślenia tekstu? Kolejny pokaz szaleństwa szarleya.
>>Olson napisać:
>> Cytat:
Typie,
>>znów się skompromitowałeś w emocjach
>>Pij mniej.

>>To nie są emocje.
>No nie są. A czemu twierdzisz, że są? Masz nawet słowo "typie" podkreślające luz i chłodną pogardę.

A pogarda to nie emocje?

>>Ktoś inny napisać: Cytat:

>>Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć reakcje chemiczne.

>>to są emocje
>Tak, bo jest to kłamstwo dotyczące twojej rzekomej wszechwiedzy.

Paulinga, nie mojej i nie wszechwiedzy, tylko wiedzy

>Można badać reakcje chemiczne, ale nie wiemy dzięki czemu one zaistniały.
Ty nie wiesz
Pauling wie

Zaorałeś Paulinga
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A pogarda to nie emocje?

Chłodna pogarda nie. To właśnie brak emocji, tam gdzie wobec normalnych ludzi ma się pozytywne emocje.

>>>Ktoś inny napisać: Cytat:

>>>Wiemy dzięki czemu mogą zaistnieć reakcje chemiczne.

>>>to są emocje
>>Tak, bo jest to kłamstwo dotyczące twojej rzekomej wszechwiedzy.
>Paulinga, nie mojej i nie wszechwiedzy, tylko wiedzy

Od kiedy Pauling wie jak powstawał świat? Od kiedy jest to wiedzą? Pauling to sobie mógł napisać książkę o chemii, ale nie o jej przyczynach, o których nic nie wiadomo.

>>Można badać reakcje chemiczne, ale nie wiemy dzięki czemu one zaistniały.
>Ty nie wiesz
>Pauling wie
>Zaorałeś Paulinga
>
Znów emocjonalny bełkot zamiast argumentów. Tylko się tym pogrążasz.
szarley (54913 punktów)
>>>Tak, bo jest to kłamstwo dotyczące twojej rzekomej wszechwiedzy.
>>Paulinga, nie mojej i nie wszechwiedzy, tylko wiedzy
>Od kiedy Pauling wie jak powstawał świat? Od kiedy jest to wiedzą? Pauling to sobie
mógł napisać książkę o chemii, ale nie o jej przyczynach, o których nic nie wiadomo.

Znów wykazujesz, że nie masz wiedzy, nie czytałeś co Pauling na ten temat pisał

>>Zaorałeś Paulinga
>Znów emocjonalny bełkot zamiast argumentów. Tylko się tym pogrążasz.
Znów brak argumentów
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Znów wykazujesz, że nie masz wiedzy, nie czytałeś co Pauling na ten temat pisał

No tak, tylko ty masz wiedzę, ale nie potrafisz jej podać. I dziwne, że jakoś poza Paulingiem nikt o tym nie wie. Wyjaśnisz to jakoś? Po co naukowcy szukają potwierdzenia np teorii strun, skoro mogliby po prostu sięgnąć po Paulinga i znaleźliby tam wszystkie meta-przyczyny powstawania świata

>>>Zaorałeś Paulinga
>>Znów emocjonalny bełkot zamiast argumentów. Tylko się tym pogrążasz.
>Znów brak argumentów

Tak, twoich. Więc moje są dalej w mocy, a ty pogrążasz się emocjonalnymi wyznankami wiary i narcystycznymi mechanizmami.
szarley (54913 punktów)
>>Znów wykazujesz, że nie masz wiedzy, nie czytałeś co Pauling na ten temat pisał
>No tak, tylko ty masz wiedzę, ale nie potrafisz jej podać.

Pauling ją podaje wystarczy poczytać

>I dziwne, że jakoś poza Paulingiem nikt o tym nie wie.
Na fR p. Fizyk

PS. Nadal twierdzę , że jest to pytanie dla naukowców - przyrodników
PPS nadal czekam na odpowiedź na pytanie które TY sam zadałeś
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Znów wykazujesz, że nie masz wiedzy, nie czytałeś co Pauling na ten temat pisał
>>No tak, tylko ty masz wiedzę, ale nie potrafisz jej podać.
>Pauling ją podaje wystarczy poczytać

Kłamstwo. Z opisu książki wynika, że jest to zwyczajna publikacja o chemii. Zresztą gdyby głosił wyjaśnienia wszystkich filozoficznych pytań, to dawno wszyscy by o tym wiedzieli, a on byłby najwybitniejszą postacią w dziejach ludzkości.

>>I dziwne, że jakoś poza Paulingiem nikt o tym nie wie.
>Na fR p. Fizyk



>PS. Nadal twierdzę , że jest to pytanie dla naukowców - przyrodników

Twierdź sobie - nikt nie skompromituje nas bardziej niż my sami, a ty teraz robisz to koncertowo, twierdząc, że filozoficzne pytanie o przyczyny możliwości zaistnienia chemii to pytanie dla przyrodników.

>PPS nadal czekam na odpowiedź na pytanie które TY sam zadałeś

Odpowiem gdy przestaniesz uciekać od moich przykładów potrzebnych dogmatów.
szarley (54913 punktów)
>>>>Znów wykazujesz, że nie masz wiedzy, nie czytałeś co Pauling na ten temat pisał
>>>No tak, tylko ty masz wiedzę, ale nie potrafisz jej podać.
>>Pauling ją podaje wystarczy poczytać
>Kłamstwo. Z opisu książki wynika, że jest to zwyczajna publikacja o chemii. Zresztą gdyby głosił wyjaśnienia wszystkich filozoficznych pytań,
1 Czytałeś???
2 To nie jest pytanie do filozofów, ale do przyrodników

>>PPS nadal czekam na odpowiedź na pytanie które TY sam zadałeś
>Odpowiem gdy przestaniesz uciekać od moich przykładów potrzebnych dogmatów.

OK! (i tak nawiejesz)
1.1 Nauczanie historii nie polega na nauczaniu dat, ale na uczeniu o ciągu przyczynowo - skutkowym wydarzeń, a to już nie jest nauczaniem dogmatów
1.2 W nauczaniu historii także nie wszystko jest jasne, data chrztu Polski jest dziś hipotetyczna, także historyczne teorie są falsyfikowalne

2 nauczanie matematyki nie polega na wpajaniu, że 2+2=4 ale na uczeniu sposobu obliczania (najpierw na paluszkach) w innym przypadku uczeń musiałby dogmatycznie przyjąć że 2+2= 4 a 1222+1222=24444

Czekam na odpowiedź, u którego autora podręcznika pedagogiki znalazłeś dogmat o dogmatycznym nauczaniu

(znów nawiejesz)
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Znów wykazujesz, że nie masz wiedzy, nie czytałeś co Pauling na ten temat pisał
>>>>No tak, tylko ty masz wiedzę, ale nie potrafisz jej podać.
>>>Pauling ją podaje wystarczy poczytać
>>Kłamstwo. Z opisu książki wynika, że jest to zwyczajna publikacja o chemii. Zresztą gdyby głosił wyjaśnienia wszystkich filozoficznych pytań,
>1 Czytałeś???

Nie. Chemia średnio mnie interesuje. Bardziej interesuje mnie co sprawiło, że chemia w ogóle mogła zaistnieć.

>2 To nie jest pytanie do filozofów, ale do przyrodników

Narcystyczny dogmat, którego nikt nie podziela. Tupiesz nóżkami i motasz się, ale nie umiesz tego uzasadnić, a prawda jest taka, że znów popełniłeś babola i teraz nie potrafisz przyznać się do błędu.

>1.1 Nauczanie historii nie polega na nauczaniu dat, ale na uczeniu o ciągu przyczynowo - skutkowym wydarzeń, a to już nie jest nauczaniem dogmatów

Nauczanie historii polega zarówno na nauczaniu dat, jak i na ciągu przyczynowo skutkowym wydarzeń. Znów widzisz sprzeczność tam gdzie jej nie ma i motasz się w bezsilności, bo nie potrafisz przyznać się do błędu i wymyślasz racjonalizacje, których potem sam nie umiesz obronić.

>1.2 W nauczaniu historii także nie wszystko jest jasne, data chrztu Polski jest dziś hipotetyczna, także historyczne teorie są falsyfikowalne

No i co z tego? Niektóre rzeczy są jasne, inne nie. Jeśli coś jest niejasne, to na meta poziomie i tak mamy pewnik, że to jest teraz w tym momencie niejasne.

>2 nauczanie matematyki nie polega na wpajaniu, że 2+2=4 ale na uczeniu sposobu obliczania (najpierw na paluszkach) w innym przypadku uczeń musiałby dogmatycznie przyjąć że 2+2= 4 a 1222+1222=24444

I ten sam zarzut co powyżej. Między tym, że 2+2=4 to pewnik i tym, że należy uczyć sposobu obliczania (to już dogmat, że należy uczyć sposobu, więc się zaorałeś podwójnie) nie ma sprzeczności, a wręcz jest to razem spójne. Ba, nie dałoby się niczego logicznie pomyśleć, gdyby nie posługiwanie się zarówno pewnikami, jak i skrajnym sceptycyzmem. Aby myślenie było użyteczne, jedno i drugie musi współistnieć.

>Czekam na odpowiedź, u którego autora podręcznika pedagogiki znalazłeś dogmat o dogmatycznym nauczaniu
>(znów nawiejesz)

Nadal nie odpowiedziałeś na moje argumenty. Została jeszcze np gramatyka języka polskiego itd. Jesteś bezsilny i w tej bezsilności prosisz o niepotrzebny argument, czyli jakiś tam poboczny podręczniczek nieistotny dla dyskusji.
szarley (54913 punktów)
>>1 Czytałeś???
>Nie. Chemia średnio mnie interesuje. Bardziej interesuje mnie co sprawiło, że chemia w ogóle mogła zaistnieć.
Mechanizmy zaszyte w przyrodzie w chwili wielkiego wybuchu.
Żadna filozofia. Przyroda

>>2 To nie jest pytanie do filozofów, ale do przyrodników
>Narcystyczny dogmat, którego nikt nie podziela. Tupiesz nóżkami i motasz się, ale nie umiesz tego uzasadnić, a prawda jest taka, że znów popełniłeś babola i teraz nie potrafisz przyznać się do błędu.

jw. tylko na spokojnie

>>2 nauczanie matematyki nie polega na wpajaniu, że 2+2=4 ale na uczeniu sposobu obliczania (najpierw na paluszkach) w innym przypadku uczeń musiałby dogmatycznie przyjąć że 2+2= 4 a 1222+1222=24444
>I ten sam zarzut co powyżej. Między tym, że 2+2=4 to pewnik
... ale nie naucza się go jako pewnika. Rozmawiamy o pedagogice. Dziecko dostaje narzędzie i uczy się.

>>Czekam na odpowiedź, u którego autora podręcznika pedagogiki znalazłeś dogmat o dogmatycznym nauczaniu
>>(znów nawiejesz)
>Nadal nie odpowiedziałeś na moje argumenty. Została jeszcze np gramatyka języka polskiego itd. Jesteś bezsilny i w tej bezsilności prosisz o niepotrzebny argument, czyli jakiś tam poboczny podręczniczek nieistotny dla dyskusji.

A potem będziesz powoływał następne i następne i następne, żeby uciec od odpowiedzi.

Pytałeś, odpowiedziałem, czekam na odpowiedź
Jaki podręcznik pedagogiki, który autor podziela Twój pogląd o nauczaniu poprzez dogmaty?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>1 Czytałeś???
>>Nie. Chemia średnio mnie interesuje. Bardziej interesuje mnie co sprawiło, że chemia w ogóle mogła zaistnieć.
>Mechanizmy zaszyte w przyrodzie w chwili wielkiego wybuchu.
>Żadna filozofia. Przyroda

Zaszyte w przyrodzie? Bzdura, bo właśnie o to zaszycie pytam - co sprawia, że jest to zaszyte w przyrodzie. Popadasz w błędne koło, bo nie rozumiesz, że to pytanie dotyczy właśnie filozofii i zawsze można je zadać i że abstrahuje ono od tematu przyrody, pytając o przyczyny przyrody, bądź przestrzeń możliwości jej zaistnienia.

Po prostu nie zrozumiałeś pytania. Zdarza się, ale nie-narcyz przyznaje się do błędu, a narcyz brnie i czuje się zaślepiony emocjami, gdy ktoś wykaże mu, że się pomylił.


>>I ten sam zarzut co powyżej. Między tym, że 2+2=4 to pewnik
>... ale nie naucza się go jako pewnika

żałosne

>Rozmawiamy o pedagogice. Dziecko dostaje narzędzie i uczy się.

czego się uczy? jeśli nie pewników, to czegoś bezwartościowego i niesprecyzowanego?


>>Nadal nie odpowiedziałeś na moje argumenty. Została jeszcze np gramatyka języka polskiego itd. Jesteś bezsilny i w tej bezsilności prosisz o niepotrzebny argument, czyli jakiś tam poboczny podręczniczek nieistotny dla dyskusji.
>A potem będziesz powoływał następne i następne i następne, żeby uciec od odpowiedzi.

Wystarczą te, z którymi nie byłeś sobie w stanie poradzić, co jest twoją ucieczką od odpowiedzi. Ja odpowiedziałem i to jest w mocy, a że nie umiesz się odnieść, to przeformułowujesz pytanie i bredzisz, że niby uciekam, a moje argumenty leżą odłogiem i są w mocy, więc to ty uciekasz i w dodatku próbujesz mi przypisać swoje zachowanie.
szarley (54913 punktów)
>>Rozmawiamy o pedagogice. Dziecko dostaje narzędzie i uczy się.
>czego się uczy?

Dodawania, a nie dogmatycznie jego wyników. Dostaje do ręki narzędzie a nie dogmat

Czekam na podręcznik, lub autora, który potwierdza Twoje myślenie. Ja odpowiedziałem

>Wystarczą te, z którymi nie byłeś sobie w stanie poradzić, co jest twoją ucieczką od odpowiedzi.
Odpowiedziałem, zajedno o historię jak i matematykę.
Napisałeś
Cytat:
Czekam

Doczekałeś mojej odpowiedzi
teraz ja czekam
Uczciwość w rozmowie wymaga, aby odpowiadać na pytanie które sam zadałeś

Jaki podręcznik pedagogiki, który autor potwierdza Twoją teorię o dogmatycznym nauczaniu?
Znów uciekniesz?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Rozmawiamy o pedagogice. Dziecko dostaje narzędzie i uczy się.
>>czego się uczy?
>Dodawania, a nie dogmatycznie jego wyników.

aby nauczyć się dodawania musi dostać porcję dogmatów na temat tego czym jest dodawanie. Przekaz dogmatów może się także odbywać podświadomie, np gdy tłumaczy się sposób pojmowania czegoś, to ów sposób redukuje się do dogmatu.

>Dostaje do ręki narzędzie a nie dogmat

Ale dogmaty też dostaje, np gramatyka języka polskiego, znaczenie słów (choć potem definicje się zmieniają, ale też musi być jakaś baza, do której umysł się odnosi).

>Czekam na podręcznik, lub autora, który potwierdza Twoje myślenie. Ja odpowiedziałem

Podałem przykłady takich dogmatów, więc nie pytaj o podręcznik i autora, bo to bez znaczenia wobec tych argumentów. A jakoś nie umiesz się do nich racjonalnie odnieść. Źle zrozumiałeś i bniesz w zaparte.

>>Wystarczą te, z którymi nie byłeś sobie w stanie poradzić, co jest twoją ucieczką od odpowiedzi.
>Odpowiedziałem, zajedno o historię jak i matematykę.

I czy któraś z tych odpowiedzi została bez odpowiedzi i przeszła dalej w dyskusji? Przecież wiesz, że nie, więc nie kłam. Twoje konfabulacje - racjonalizacje się nie bronią.

I nie wycieraj sobie gęby uczciwością.
szarley (54913 punktów)
>>>>Rozmawiamy o pedagogice. Dziecko dostaje narzędzie i uczy się.
>>>czego się uczy?
>>Dodawania, a nie dogmatycznie jego wyników.
>aby nauczyć się dodawania musi dostać porcję dogmatów

To przywołaj autora lub podręcznik, który się z tym zgadza
Skoro mnie o to pytałeś i dostałeś odpowiedź to teraz Twoja kolej

>I czy któraś z tych odpowiedzi została bez odpowiedzi i przeszła dalej w dyskusji?
Tak.
Pytanie o podręcznik, autora który pisze, że należy uczyć dogmatów

Czekam
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Rozmawiamy o pedagogice. Dziecko dostaje narzędzie i uczy się.
>>>>czego się uczy?
>>>Dodawania, a nie dogmatycznie jego wyników.
>>aby nauczyć się dodawania musi dostać porcję dogmatów
>To przywołaj autora lub podręcznik, który się z tym zgadza

Ale po co, skoro podałem wystarczające przykłady? Jesteś bezsilny i pytasz wtedy o pierdoły, bo zadawanie pytań to taktyka dominacji. Maskujesz tym słabość. Pozorna kompetencja narcyzika, który nie potrafi odnieść się do meritum.


>>I czy któraś z tych odpowiedzi została bez odpowiedzi i przeszła dalej w dyskusji?
>Tak.
>Pytanie o podręcznik, autora który pisze, że należy uczyć dogmatów
>Czekam

Czyli nie przeszła i dlatego w bezsilności czepiłeś się nieistotnego pytania o podręcznik.
szarley (54913 punktów)
>>To przywołaj autora lub podręcznik, który się z tym zgadza
>Ale po co, skoro podałem wystarczające przykłady?

Które obaliłem, w dodatku w oparciu o Korczaka i Spocka

Czy to samo pytanie zadane przez Ciebie też było nieistotne??

Podałeś właśnie dowód, że nigdy nie miałeś w ręku żadnego podręcznika

Q.E.D.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>To przywołaj autora lub podręcznik, który się z tym zgadza
>>Ale po co, skoro podałem wystarczające przykłady?
>Które obaliłem

Kłamiesz. Od ręki obaliłem twoją śmieszną racjonalizację i nadal nie potrafiłeś się odnieść, więc to mój argument jest w mocy, a ty uciekasz od odpowiedzi.

>w dodatku w oparciu o Korczaka i Spocka

szarley napisał "obaliłem" i już nie musi obalać. Wystarczy, że narcyzik napisał, że obalił

A potem zamiast podać cytaty z Korczaka, pisze że się na nim oparł. Bo tak napisał, to już argumentować nie musi. Komiczne

>Czy to samo pytanie zadane przez Ciebie też było nieistotne??
>Podałeś właśnie dowód, że nigdy nie miałeś w ręku żadnego podręcznika
>Q.E.D.
>
emocje, emocje, emocje

a moje argumenty nadal leżą odłogiem i krzyczą, by się do nich odnieść
szarley (54913 punktów)
>A potem zamiast podać cytaty z Korczaka, pisze że się na nim oparł. Bo tak napisał, to już argumentować nie musi. Komiczne

Mamusia Ci do dziś jajka na twardo obiera? Pieluszki zmienia?
Biblioteka w Twoim powiecie jest
pl.wikipedia.org/wiki/Dzieła_Janusza_Korczaka

W prywatnej szkole nie nauczyli samemu po źródła sięgać?

Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który
Nadal czekam i to czekanie jest dowodem, że żadnego podręcznika w ręce nie miałeś a pouczasz innych. Tak jak o Chile, nie miałeś wiedzy a pouczałeś, tak teraz. Po prostu brakuje Ci WIEDZY

Przykro mi, ale mając do wyboru autorytet Twój czy Korczaka i Spocka wybieram Korczaka i Spocka
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>A potem zamiast podać cytaty z Korczaka, pisze że się na nim oparł. Bo tak napisał, to już argumentować nie musi. Komiczne
>Mamusia Ci do dziś jajka na twardo obiera? Pieluszki zmienia?
>Biblioteka w Twoim powiecie jest
>pl.wikipedia.org/wiki/Dzieła_Janusza_Korczaka
>W prywatnej szkole nie nauczyli samemu po źródła sięgać?

Znów emocje, bo nie potrafisz podać konkretów, tylko oczerniasz Korczaka przypisując mu stwierdzenia, które są twoimi błędnymi interpretacjami. Dlatego proszę o konkretne cytaty, abym mógł się do nich odnieść. Póki co takowych nie przedstawiłeś, więc mamy tylko twoje słowa, a już dawno udowodniłeś, że jesteś kłamcą i tanim manipulatorem.

> Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz któryNadal czekam i to czekanie jest dowodem, że żadnego podręcznika w ręce nie miałeś a pouczasz innych.

Podałem przykłady, których nie potrafiłeś racjonalnie skomentować. Napisałeś jakieś brednie świadczące o twoim narcyzmie, ale to obaliłem, więc aktywne są moje przykłady dogmatów, a ty w bezsilności kluczysz po jakichś podręcznikach do pedagogiki, pokazując jak oderwany od rzeczywistości jesteś.

>Tak jak o Chile, nie miałeś wiedzy a pouczałeś, tak teraz. Po prostu brakuje Ci WIEDZY

Kłamiesz. W przypadku Chile nie pouczałem, tylko chciałem normalnie dyskutować, a ty bez argumentów przedstawiałeś swoje emocjonalne stwierdzenia z wykrzyknikami i caps lockiem, w emocjach krzyczałeś o liberalnej propagandzie itd, unikając meritum dokładnie tak jak teraz. Gdy w końcu wymusiłem na tobie przedstawienie argumentów, przyznałem ci w tej sprawie rację, ale akurat sprawa Chile wynikła jako temat poboczny innej dyskusji. Tutaj jest inaczej - to ty w nieuzasadniony sposób czepiłeś się Maxa Golonki, a teraz nie potrafisz się przyznać do błędu i w dodatku zabrnąłeś na tej samej zasadzie w błędną interpretację mojego pytania o przyczyny chemii, czyli pytania filozoficznego, a wcześniej to samo było z ideą demokracji i dyktatury. Nie rozumiesz tego co piszę, w emocjach przypisujesz mi inne zdanie niż moje faktyczne i to je próbujesz obalać, nie odnosząc się do moich argumentów i brniesz w swoje narcystyczne typowe mechanizmy, jednocześnie przecząc ich istnieniu.

>Przykro mi, ale mając do wyboru autorytet Twój czy Korczaka i Spocka wybieram Korczaka i Spocka

Tak, tak, bo argumenty są nieistotne. Autorytet dla szarleya jest najważniejszy A to, że on już rozumie sobie czyjeś słowa po swojemu i je zniekształca, to już całkowicie nieistotny szczegół
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>>pl.wikipedia.org/wiki/Dzieła_Janusza_Korczaka
>>W prywatnej szkole nie nauczyli samemu po źródła sięgać?
>Znów emocje,
Tylko w Twojej ocenie
Poczytaj. Po prostu poczytaj. Przeczysz dorobkowi poważnych uznawanych w świecie naukowców, teoretyków i praktyków pedagogiki. Po prostu nie znasz się na tym.

>bo nie potrafisz podać konkretów, tylko oczerniasz Korczaka przypisując mu stwierdzenia, które są twoimi błędnymi interpretacjami.
>Dlatego proszę o konkretne cytaty,
A mamusia do dziś pieluszkę przewija?
1 Biblioteka za rogiem
2 Cytat podałem. Nie rozpoznałeś, podobnie jak z Popperem. Pod cytatem pytałeś o cytat.

>Póki co takowych nie przedstawiłeś,
Cytat podałem. Nie rozpoznałeś, podobnie jak z Popperem, dowód, że nie miałeś w ręku książek.

>> Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz któryNadal czekam i to czekanie jest dowodem, że żadnego podręcznika w ręce nie miałeś a pouczasz innych.
>Podałem przykłady, których nie potrafiłeś racjonalnie skomentować.
Skomentowałem. Dziecka nie należy uczyć dogmatu, że 2+2=4 tylko uczyć go rachowania. Na paluszkach. To jest narzędzie, a nie dogmat.

>bez argumentów przedstawiałeś swoje emocjonalne stwierdzenia z wykrzyknikami i caps lockiem,
Olson podkreślać - dobrze
Szarley podkreślać - emocje

>>Przykro mi, ale mając do wyboru autorytet Twój czy Korczaka i Spocka wybieram Korczaka i Spocka
>Tak, tak, bo argumenty są nieistotne. Autorytet dla szarleya jest najważniejszy A to, że on już rozumie sobie czyjeś słowa po swojemu i je zniekształca, to już całkowicie nieistotny szczegół

Nadal czekam na źródła Twojej wiedzy.
Nadal udowadniasz, że nie miałeś w ręku żadnej książki. Jeśli się mylę, podaj autora/tytuł
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
> Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

Defaultowo każdy rozsądny, o czym świadczy to co jest nauczane i to co musi być nauczane, aby w ogóle można było mówić o nauczaniu. Zamiast odnieść się do meritum, piszesz o jakichś książeczkach, tak jakby podanie przykładu załatwiało sprawę meritum. Podobnie jest z autorytetami. Ja jednak chcę tezy, podparte konkretnymi argumentami i nie interesuje mnie kto co mówi i gdzie jest coś napisane.

>>pl.wikipedia.org/wiki/Dzieła_Janusza_Korczaka
>>>W prywatnej szkole nie nauczyli samemu po źródła sięgać?
>>Znów emocje,
>Tylko w Twojej ocenie
>Poczytaj. Po prostu poczytaj. Przeczysz dorobkowi poważnych uznawanych w świecie naukowców, teoretyków i praktyków pedagogiki. Po prostu nie znasz się na tym.

Niczemu nie przeczę, a ty nie potrafisz zacytować czemu konkretnie przeczę, tylko próbujesz robić z siebie autorytet i bez argumentu mnie pouczać, co wynika z tego, że pokazałem ci miejsce w szeregu. Żałosne zachowanie typowe dla narcyzów.

Podałem konkretne przykłady niezbędnych dogmatów. Jeśli ktoś to neguje, to niech się odniesie, zamiast kluczyć gdzieś po jakichś książeczkach, które sam przeczytał bez zrozumienia. Sugerujesz np, że Korczak jest przeciwnikiem nauczania, że 2+2=4 i zasad gramatyki języka polskiego, czy pisowni słowa "kura".

>>bo nie potrafisz podać konkretów, tylko oczerniasz Korczaka przypisując mu stwierdzenia, które są twoimi błędnymi interpretacjami.
>>Dlatego proszę o konkretne cytaty,

I znów uciekasz od odpowiedzi, bo cytatów nie ma. Są tylko emocje narcyza przypartego do muru

>A mamusia do dziś pieluszkę przewija?
>1 Biblioteka za rogiem
>2 Cytat podałem. Nie rozpoznałeś, podobnie jak z Popperem. Pod cytatem pytałeś o cytat.

Zamiast podania cytatu emocjonalne szambo. Mentalna karakania

>>Póki co takowych nie przedstawiłeś,
>Cytat podałem. Nie rozpoznałeś, podobnie jak z Popperem, dowód, że nie miałeś w ręku książek.

Kłamiesz. Nie podałeś cytatu gdzie Korczak naucza, że nie wolno uczyć zasad gramatyki, czy o tym, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410. Nadal czekam na to z wypiekami na twarzy

>Skomentowałem. Dziecka nie należy uczyć dogmatu, że 2+2=4 tylko uczyć go rachowania. Na paluszkach. To jest narzędzie, a nie dogmat.

Kolejny raz pomijasz, że już na to odpowiadałem i udowodniłem, że nie ma sprzeczności między tym, że 2+2=4 to dogmat, a uczeniem rachowania na paluszkach, a ponadto fakt, że trzeba uczyć rachowania na paluszkach staje się w twoim myśleniu dogmatem, więc sam sobie przeczysz. Kolejny raz pominiesz to, bo wypierasz niewygodne argumenty i powtarzasz obalone setki razy wypociny. Jaki inny dowód na twój narcyzm miałby być bardziej przekonujący? Jakbyś wiedział, że jestem po studiach psychologicznych, psychiatrycznych i wielu prestiżowych kursach i twierdziłbym to samo, to coś by to zmieniło? Skąd wiesz, że moje argumenty w twoim kierunku nie są zaczerpnięte od kogoś takiego? Konfabulujesz w emocjach, a tu masz kolejny dowód na to, że brniesz w zaparte i nie potrafisz przyznać się do błędu i nie zauważasz argumentów świadczących o tym, że nie miałeś racji, tylko wtedy emocjonalnie wybuchasz, co przeszkadza ci też w interpretacji prostych wpisów, stąd masa strawmanów jakie tworzysz.

>>bez argumentów przedstawiałeś swoje emocjonalne stwierdzenia z wykrzyknikami i caps lockiem,
>Olson podkreślać - dobrze
>Szarley podkreślać - emocje

Pokaż mi gdzie podkreślam tak jak ty z wieloma wykrzyknikami i capslockami. Czekam.
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>Defaultowo każdy rozsądny,
Wystarczy jedno nazwisko

>>Poczytaj. Po prostu poczytaj. Przeczysz dorobkowi poważnych uznawanych w świecie naukowców, teoretyków i praktyków pedagogiki. Po prostu nie znasz się na tym.
>Niczemu nie przeczę, a ty nie potrafisz zacytować czemu konkretnie przeczę,
Cytowałem, nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Poppera

>Podałem konkretne przykłady niezbędnych dogmatów.
Tak, 2+2=4
1 To nie jest dogmat tylko wynik obliczenia
2 Dziecko należy uczyć rachowania a nie dogmatycznego wyniku obliczeń, bo nie będzie umiało dodać 3+3

>Sugerujesz np, że Korczak jest przeciwnikiem nauczania, że 2+2=4
Tak. Był przeciwnikiem takiego nauczania. Poczytaj co napisał

>>>Dlatego proszę o konkretne cytaty,
>I znów uciekasz od odpowiedzi, bo cytatów nie ma. Są tylko emocje narcyza przypartego do muru
Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

>>A mamusia do dziś pieluszkę przewija?
>>1 Biblioteka za rogiem

>Zamiast podania cytatu emocjonalne szambo. Mentalna karakania
Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

>>Cytat podałem. Nie rozpoznałeś, podobnie jak z Popperem, dowód, że nie miałeś w ręku książek.
>Kłamiesz. Nie podałeś cytatu gdzie Korczak naucza...
Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

>>Skomentowałem. Dziecka nie należy uczyć dogmatu, że 2+2=4 tylko uczyć go rachowania. Na paluszkach. To jest narzędzie, a nie dogmat.
>Kolejny raz pomijasz, że już na to odpowiadałem i udowodniłem, że nie ma sprzeczności między tym, że 2+2=4 to dogmat,
To nie jest dogmat i nie należy tego uczyć jako dogmatu

>Jakbyś wiedział, że jestem po studiach psychologicznych, psychiatrycznych i wielu prestiżowych kursach i twierdziłbym to samo,
jakbym wiedział, ale nie wiem. Nie poradzisz tego udowodnić. Wprost przeciwnie. Widzisz emocje, gdzie ich nie ma.

>>>bez argumentów przedstawiałeś swoje emocjonalne stwierdzenia z wykrzyknikami i caps lockiem,
>>Olson podkreślać - dobrze
>>Szarley podkreślać - emocje
>Pokaż mi gdzie podkreślam tak jak ty z wieloma wykrzyknikami i capslockami. Czekam.
Podkreślasz w inny sposób. Każdy ma swój styl podkreślania.

Nadal czekam na nazwisko autora publikacji z zakresu pedagogiki, który zgadza się z Twoją teorią. Wijesz się jak jaszczurka, a konkretów brak. Przypomnę, mnie o to samo zapytałeś, więc pytanie nie jest bezzasadne. Ja odpowiedziałem, choć jest mi trudniej (!!), bo nie mogę podać publikacji moich nauczycieli.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
> Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który>Defaultowo każdy rozsądny,
>Wystarczy jedno nazwisko

Mnie interesują argumenty, a nie nazwiska. Podałem, uciekasz. Prosta sprawa. Typowe.

>>Niczemu nie przeczę, a ty nie potrafisz zacytować czemu konkretnie przeczę,
>Cytowałem, nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Poppera

Pisałeś, że jadłeś kupę i że to lubisz - cytowałem, ale nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Einsteina, którego teoria potwierdza, że jesz kupę (cytowałem).

Fakty są takie, że nie umiesz powtórzyć tego cytatu, bo go nie ma i żałośnie uciekasz.

>>Podałem konkretne przykłady niezbędnych dogmatów.
>Tak, 2+2=4
>1 To nie jest dogmat tylko wynik obliczenia

Wynik obliczenia może być dogmatem. Często wręcz musi nim być, jeśli obliczenia dotyczą ścisłych założeń, jak w przypadku tego działania.

>2 Dziecko należy uczyć rachowania a nie dogmatycznego wyniku obliczeń, bo nie będzie umiało dodać 3+3

Żałosne. Odpowiadałem na to - należy go uczyć obliczania, aby umiało liczyć, ale do tego są potrzebne dogmaty, a wyniki obliczeń często są dogmatami.

>>Sugerujesz np, że Korczak jest przeciwnikiem nauczania, że 2+2=4
>Tak. Był przeciwnikiem takiego nauczania. Poczytaj co napisał

Proszę o cytat. Bez tego cytatu będzie tak jakbyś niczego nie napisał, bo każdy może sobie napisać na tej zasadzie wszystko (co wyśmiałem przykładem z jedzeniem kupy).

>>I znów uciekasz od odpowiedzi, bo cytatów nie ma. Są tylko emocje narcyza przypartego do muru
>Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

Znów ucieczka.

>Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

znów ucieczka

>Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

znów ucieczka.

>>>Skomentowałem. Dziecka nie należy uczyć dogmatu, że 2+2=4 tylko uczyć go rachowania. Na paluszkach. To jest narzędzie, a nie dogmat.
>>Kolejny raz pomijasz, że już na to odpowiadałem i udowodniłem, że nie ma sprzeczności między tym, że 2+2=4 to dogmat,
>To nie jest dogmat i nie należy tego uczyć jako dogmatu

Czyli nie jest to pewnik, czyli jest to niepewne i nie należy tego uczyć. Czyli na mocy twojego stwierdzenia, nie należy uczyć sposobu obliczeń, gdyż taki sposób to już dogmat, bo jest pewnikiem, że stosowanie takiego sposobu sprawdza się dla danych obliczeń. Znów się zakałapućkałeś i nie wiesz o czym piszesz.

>>Jakbyś wiedział, że jestem po studiach psychologicznych, psychiatrycznych i wielu prestiżowych kursach i twierdziłbym to samo,
>jakbym wiedział, ale nie wiem. Nie poradzisz tego udowodnić. Wprost przeciwnie. Widzisz emocje, gdzie ich nie ma.

Znów nie rozumiesz. Pisałem, że podałem argumenty, ale ty nie uznajesz tego jako dowodu, co jest typowe dla twojego zaburzenia. Gdybyś przyznał, to byłaby pewna sprzeczność, bowiem zareagowałbyś jak nie narcyz, czym może być lekko poddał w wątpliwość tę diagnozę. Ty ją non stop potwierdzasz i udowodniłem to. Ty zamaist argumentów potrzebujesz autorytetu. Typowa ciasnota umysłowa emocjonalnych marionetek.

>>>>bez argumentów przedstawiałeś swoje emocjonalne stwierdzenia z wykrzyknikami i caps lockiem,
>>>Olson podkreślać - dobrze
>>>Szarley podkreślać - emocje
>>Pokaż mi gdzie podkreślam tak jak ty z wieloma wykrzyknikami i capslockami. Czekam.
>Podkreślasz w inny sposób.

No właśnie. Więc nie porównuj emocji (wykrzykniki, capslock) do pogrubienia, czy podkreślenia czegoś żeby było bardziej widoczne, albo aby podkreślić kluczowe fragmenty.

>Każdy ma swój styl podkreślania.

wykrzyknik i capslock coś oznaczają, a pogrubianie, czy podkreślanie oznaczają co innego
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>Defaultowo każdy rozsądny,
>>Wystarczy jedno nazwisko
>Mnie interesują argumenty, a nie nazwiska.
1 To dlaczego pytałeś o nazwiska ??
2 Argumenta podałem
3 Nie interesują Cię nazwiska, bo... nie znasz żadnego

>>>Niczemu nie przeczę, a ty nie potrafisz zacytować czemu konkretnie przeczę,
>>Cytowałem, nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Poppera
>Pisałeś, że jadłeś kupę
Proponuję mniej chamstwa a więcej argumentów

>Fakty są takie, że nie umiesz powtórzyć tego cytatu, bo go nie ma i żałośnie uciekasz.
1 Cytowałem , nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Poppera.
2 Całe pisanie Korczaka powoduje ten wniosek

>>>Podałem konkretne przykłady niezbędnych dogmatów.
>>Tak, 2+2=4
>>1 To nie jest dogmat tylko wynik obliczenia
>Wynik obliczenia może być dogmatem.
Może, ale właśnie dlatego nie należy nauczać tego jako dogmatu, żeby uczeń poradził przeprowadzić kolejne obliczenie. Nauczony dogmatycznie nie poradzi (Korczak się kłania) Należy dać dziecku narzędzia do poznawania świata

>Często wręcz musi nim być, jeśli obliczenia dotyczą ścisłych założeń, jak w przypadku tego działania.
Tylko w Twoim przekonaniu

>>2 Dziecko należy uczyć rachowania a nie dogmatycznego wyniku obliczeń, bo nie będzie umiało dodać 3+3
>Żałosne.
Tylko w Twoim przekonaniu

>Odpowiadałem na to - należy go uczyć obliczania, aby umiało liczyć,
Czyli nie wolno go dogmatycznie uczyć wyników.
Q.E.D.

>ale do tego są potrzebne dogmaty, a wyniki obliczeń często są dogmatami.
Nie udowodniłeś tej teorii

>>>Sugerujesz np, że Korczak jest przeciwnikiem nauczania, że 2+2=4
>>Tak. Był przeciwnikiem takiego nauczania. Poczytaj co napisał
>Proszę o cytat.
1 Cytowałem, nie rozpoznałeś cytatu podobnie jak z Popperem
2 CAŁA jego twórczość Twoje tezie przeczy.

>Bez tego cytatu będzie tak jakbyś niczego nie napisał, bo każdy może sobie napisać na tej zasadzie wszystko (co wyśmiałem przykładem z jedzeniem kupy).
1 Cytowałem, nie rozpoznałeś cytatu podobnie jak z Popperem
2 CAŁA jego twórczość Twoje tezie przeczy.

>>>I znów uciekasz od odpowiedzi, bo cytatów nie ma. Są tylko emocje narcyza przypartego do muru
>>Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem
>Znów ucieczka.
>>Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem
Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem

>>Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem
>znów ucieczka.
Podałem cytat. Nie rozpoznałeś. Podobnie jak z Popperem
Nawet w tym wpisie cytuję Korczaka. Nie rozpoznałeś.

>>>>Skomentowałem. Dziecka nie należy uczyć dogmatu, że 2+2=4 tylko uczyć go rachowania. Na paluszkach. To jest narzędzie, a nie dogmat.
>>>Kolejny raz pomijasz, że już na to odpowiadałem i udowodniłem, że nie ma sprzeczności między tym, że 2+2=4 to dogmat,
>>To nie jest dogmat i nie należy tego uczyć jako dogmatu
>Czyli nie jest to pewnik,
Nie należy tego uczyć jako pewnika. Rozmawiamy o pedagogice a nie o matematyce

>Czyli na mocy twojego stwierdzenia, nie należy uczyć sposobu obliczeń,
SPOSOBU! a nie wyniku. Dać narzędzie a nie nauczać dogmatu

>>>Pokaż mi gdzie podkreślam tak jak ty z wieloma wykrzyknikami i capslockami. Czekam.
>>Podkreślasz w inny sposób.
>No właśnie. Więc nie porównuj emocji (wykrzykniki, capslock) do pogrubienia,
Pipcys wasze. Każdy ma swój sposób podkreślania, jeśli jest inaczej proszę o przedstawienie Polskiej Normy.

>wykrzyknik i capslock coś oznaczają, a pogrubianie, czy podkreślanie oznaczają co innego
Wg Ciebie. Ja mam inny styl, ale z małym somozką jak widać zabronione

Powtórzę zasadnicze pytanie:
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który>Defaultowo każdy rozsądny,
>>>Wystarczy jedno nazwisko
>>Mnie interesują argumenty, a nie nazwiska.
>1 To dlaczego pytałeś o nazwiska ??

Po to żebyś w konsekwencji podania nazwiska, podał także konkretne cytaty do tego nazwiska przypisane. Przecież nie po to żeby usłyszeć samo nazwisko, co nic by dla dyskusji nie oznaczało.

>2 Argumenta podałem

Ale poobalałem i nie umiałeś się odnieść - powtórzyłeś tylko potem to obalone, bezsilnie brnąc w swoje apodyktyczne mechanizmy.

>3 Nie interesują Cię nazwiska, bo... nie znasz żadnego

Nie interesują mnie nazwiska, bo interesują mnie argumenty. Po zapoznaniu się z argumentami mogę dopiero poznać nazwisko tego kto to mówił, aby lepiej usystematyzować wiedzę, ale to poboczna kwestia wobec samego meritum czyichś twierdzeń.

>>Pisałeś, że jadłeś kupę
>Proponuję mniej chamstwa a więcej argumentów

No to sam zacznij się do tego stosować, to nie będę odwracał sytuacji w celu pokazania ci jak żałosne jest twoje myślenie w praktyce.

>>Fakty są takie, że nie umiesz powtórzyć tego cytatu, bo go nie ma i żałośnie uciekasz.
>1 Cytowałem , nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Poppera.

Znów nie umiesz i uciekasz, a gdyby te cytaty były, to dawno byś je podał. Nawet zajęłoby ci to mniej czasu niż udawanie, że były i powtarzanie w kółko kompromitujących cię wyznań narcyzmu.

>2 Całe pisanie Korczaka powoduje ten wniosek

Wykaż to, zamiast rzucać to jako dogmat.

>>>>Podałem konkretne przykłady niezbędnych dogmatów.
>>>Tak, 2+2=4
>>>1 To nie jest dogmat tylko wynik obliczenia
>>Wynik obliczenia może być dogmatem.
>Może, ale właśnie dlatego nie należy nauczać tego jako dogmatu, żeby uczeń poradził przeprowadzić kolejne obliczenie. Nauczony dogmatycznie nie poradzi (Korczak się kłania) Należy dać dziecku narzędzia do poznawania świata

Narzędzia czyli sposób to też dogmat. Nie unikniesz tego. I nie unikniesz tego, że człowiek uczy się dojść do czegoś mając podane explicite rozumowanie jakie ma pojąć. Dlatego często najpierw podaje się przykłady prawidłowo rozwiązanych zadań, a potem daje się do rozwiązania inne zadania, bazujące na tych dogmatach. Zaorałeś się i nie umiesz się przyznać do błędu, a jest nim to, że przeciwstawiasz pewnik kreatywnemu myśleniu, a są to wspólne elementy tego samego - umysłu człowieka. Próbujesz to rozdzielić i zrobić z tego sprzeczność, a takie zachowanie świadczy o uszkodzeniu płatów czołowych lub niedojrzałości mózgu.

>>Często wręcz musi nim być, jeśli obliczenia dotyczą ścisłych założeń, jak w przypadku tego działania.
>Tylko w Twoim przekonaniu

2+2=4 musi być pewnikiem, bowiem w przeciwnym przypadku nie istniałby sposób dochodzenia do tego działania. To już wiemy post factum, że 2+2=4 to pewnik. Podając kilka pewników można nauczyć kogoś liczyć, np uczysz dziecko potęgowania, to podajesz mu przykłady potęg, a ono wyciąga z tego regułę, czyli znów pewnik i potem odnosi ją do innych obliczeń.

>>>2 Dziecko należy uczyć rachowania a nie dogmatycznego wyniku obliczeń, bo nie będzie umiało dodać 3+3
>>Żałosne.
>Tylko w Twoim przekonaniu

Nie tylko. Z kolei tylko w twoim przekonaniu wydaje się, że tak jest tylko w moim - projekcja. Żałosne jest to, że widzisz sprzeczność tam gdzie jej nie ma, tylko są wzajemnie uzupełniające się elementy i nie umiesz się przyznać do błędu, tylko brniesz w emocjonalne bagno.

>>Odpowiadałem na to - należy go uczyć obliczania, aby umiało liczyć,
>Czyli nie wolno go dogmatycznie uczyć wyników.

Bzdura.

>>ale do tego są potrzebne dogmaty, a wyniki obliczeń często są dogmatami.
>Nie udowodniłeś tej teorii

Udowodniłem. Nie umiesz jej zaprzeczyć. Podważ np zasady gramatyki, albo zasady dodawania, aby udowodnić, że jest inaczej, ale wtedy popadniesz w samosprzeczność, więc zaorałeś się i już cokolwiek byś nie zrobił, to będzie źle. Jedynie mógłbyś przeprosić i się wycofać, ale nie masz na to ani jaj, ani honoru, ani chłodnej głowy, by zrozumieć swoje błędy.

>Pipcys wasze. Każdy ma swój sposób podkreślania, jeśli jest inaczej proszę o przedstawienie Polskiej Normy.

Na stronie głównej forum masz na dole netykietę forum i tam jest fragment o podkreśleniu. Natomiast capslock oznacza krzyk, podobnie jak wykrzyknik i są to powszechnie znane fakty internautom na całym świecie.

znów czegoś nie wiesz to obrażasz rozmówcę i powtarzasz swój dogmat

>>wykrzyknik i capslock coś oznaczają, a pogrubianie, czy podkreślanie oznaczają co innego
>Wg Ciebie. Ja mam inny styl, ale z małym somozką jak widać zabronione

Teraz nazywasz to innym stylem, bo wstydzisz się tych emocji i je wypierasz, zamiast się przyznać, tak jakbyś będąc sobą był faktycznie skazany na wieczne bycie gorszym.
I właśnie stąd bierze się twój deficyt nauki. Zamiast się zaakceptować i podejść do tego na spokojnie, brniesz w nieustanne emocjonalne racjonalizacje, wypierasz wnioski i wtedy powtarzasz non stop te same błędy i jesteś nierozumnym botem. A moje słowa cię bolą, bo czujesz, że to prawda i zamiast posłuchać dobrych rad, wolisz się zamykać we własnym kokonie emocjonalnym i wmawiać sobie, że jesteś najmądrzejszy, przy kieliszku śliwowicy, który pewnie sam sobie polewasz.
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>>>>Wystarczy jedno nazwisko
>>>Mnie interesują argumenty, a nie nazwiska.
>>1 To dlaczego pytałeś o nazwiska ??
>Po to żebyś w konsekwencji podania nazwiska,
Raz piszesz, że podręczniki nie mają znaczenia, potem pytasz o cytaty....
Ode mnie chcesz nazwisk i cytatów, Ty nawet nazwiska nie podajesz

>>2 Argumenta podałem
>Ale poobalałem
Nie.

>>3 Nie interesują Cię nazwiska, bo... nie znasz żadnego
>Nie interesują mnie nazwiska, bo interesują mnie argumenty.
1 To je podaj.
2 to po co pytałeś?

>>>Pisałeś, że jadłeś kupę
>>Proponuję mniej chamstwa a więcej argumentów
>No to sam zacznij się do tego stosować, to nie będę odwracał sytuacji
Wreszcie przyznałeś że odwracasz

>>>Fakty są takie, że nie umiesz powtórzyć tego cytatu, bo go nie ma i żałośnie uciekasz.
>>1 Cytowałem , nie rozpoznałeś cytatu, podobnie jak u Poppera.
>Znów nie umiesz i uciekasz, a gdyby te cytaty były, to dawno byś je podał.
1 Podałem nawet w tym wpisie który teraz komentujesz, podawałem kilka razy, w tym wpisie też jest cytat z Korczaka
2 Całe pisanie Korczaka powoduje ten wniosek

>>2 Całe pisanie Korczaka powoduje ten wniosek
>Wykaż to, zamiast rzucać to jako dogmat.
Ja? Korczak sam się broni. Wystarczy poczytać

>>>Wynik obliczenia może być dogmatem.
>>Może, ale właśnie dlatego nie należy nauczać tego jako dogmatu, żeby uczeń poradził przeprowadzić kolejne obliczenie. Nauczony dogmatycznie nie poradzi (Korczak się kłania) Należy dać dziecku narzędzia do poznawania świata
>Narzędzia czyli sposób to też dogmat.
1 Bzdura zmierzająca do rozpaczliwej obrony obalonej teorii. Zostało to gdzieś opublikowane??
2 Podałeś jako pewnik 2+2=4, a ja (za wieloma znawcami pedagogiki) twierdzę, że nie należy tak uczyć matematyki. (gdybyś miał rację musiałbyś całą matematykę zdogmatyzować i kazać uczyć się wyników działań, zamiast metody obliczeń

>Nie unikniesz tego. I nie unikniesz tego, że człowiek uczy się dojść do czegoś mając podane explicite rozumowanie jakie ma pojąć.
1 Nie masz racji. Wielu ludzi do wiedzy dochodzi samodzielnie, i tylko co pchają myśl ludzką do przodu
2 Rozumowanie nie jest dogmatem

>Dlatego często najpierw podaje się przykłady prawidłowo rozwiązanych zadań, a potem daje się do rozwiązania inne zadania, bazujące na tych dogmatach.
Gdzie to wyczytałeś?

>Zaorałeś się
Masz na to świadków?

>>>Często wręcz musi nim być, jeśli obliczenia dotyczą ścisłych założeń, jak w przypadku tego działania.
>>Tylko w Twoim przekonaniu
>2+2=4 musi być pewnikiem,
Ale nie jest nauczane jako pewnik. Rozmawiamy o NAUCZANIU matematyki a nie o MATEMATYCE

>bowiem w przeciwnym przypadku nie istniałby sposób dochodzenia do tego działania. To już wiemy post factum, że 2+2=4 to pewnik. Podając kilka pewników można nauczyć kogoś liczyć, np uczysz dziecko potęgowania, to podajesz mu przykłady potęg, a ono wyciąga z tego regułę, czyli znów pewnik i potem odnosi ją do innych obliczeń.
Czyli uczysz liczyć a nie uczysz dogmatów.

>>>>2 Dziecko należy uczyć rachowania a nie dogmatycznego wyniku obliczeń, bo nie będzie umiało dodać 3+3
>>>Żałosne.
>>Tylko w Twoim przekonaniu
>Nie tylko.
To podaj autora, który się z Tobą zgadza.

>>>Odpowiadałem na to - należy go uczyć obliczania, aby umiało liczyć,
>>Czyli nie wolno go dogmatycznie uczyć wyników.
>Bzdura.

Pomyśl zanim coś napiszesz
Jeśli to bzdura, to należałoby uczyć dziecko że 2+2=4 1254+68765=... i niech zapamiętuje
Powtórzę: nie wolno dogmatycznie uczyć wyników. Należ dziecku dać narzędzia do poznawania świata

>>>ale do tego są potrzebne dogmaty, a wyniki obliczeń często są dogmatami.
>>Nie udowodniłeś tej teorii
>Udowodniłem.
Podaj kogoś, kto się z Tobą zgadza

>Nie umiesz jej zaprzeczyć. Podważ np zasady gramatyki,
Uzus. Podważone.

>albo zasady dodawania,
Nie podważam zasad dodawania, podważam sens dogmatycznego uczenia wyników.

Jak widzisz podważyłem Twoje argumenta, spełniłem Twoje warunki, czekam na autora, który się z Tobą zgadza.

>>Pipcys wasze. Każdy ma swój sposób podkreślania, jeśli jest inaczej proszę o przedstawienie Polskiej Normy.
>Na stronie głównej forum masz na dole netykietę forum i tam jest fragment o podkreśleniu. Natomiast capslock oznacza krzyk, podobnie jak wykrzyknik i są to powszechnie znane fakty internautom na całym świecie.
Jestem starszy od powszechności internetu i mam w nosie takie reguły

>Teraz nazywasz to innym stylem, bo wstydzisz się tych emocji i je wypierasz,
Po prostu.. tylko Ty je widzisz

>I właśnie stąd bierze się twój deficyt nauki.
Rozbawiłeś mnie(emocje).
Podaj nazwisko jednego autora prac z pedagogiki, który sugeruje dogmatyczne nauczanie, a potem pisz o moim deficycie nauki
Podaj swoje kompetencje do oceny deficytu nauki. Podaj autora choć JEDNEJ książki, którą przeczytałeś.

>A moje słowa cię bolą,
Pochlebiasz sobie

>bo czujesz, że to prawda i zamiast posłuchać dobrych rad,
Narcyzm.

PS Znalazłeś cytat Korczaka w tym wpisie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
W całym tym wpisie ani razu nie odniosłeś się do moich argumentów i tylko pokazujesz typowe narcystyczne mechanizmy.

Podajesz tezę X, udowadniam, że jest błędna, a ty znów wracasz do tezy X, tak jakbym nie podał argumentów i nawet nie podasz kontrargumentu. Zasługujesz jedynie na pogardę i miło mi, że dzięki tym dyskusjom ludzie uznali, że jesteś tak samo chamski jak ja, bo merytorycznie przegrałeś, więc jesteś na podwójnym minusie i próbujesz sobie wmówić, że to daje plus, a jest to krzyżyk na twojej forumowej drodze, bo teraz już nikt cię nie szanuje poza Głodzikiem i Wenancjuszem, czyli ludźmi, którzy nawet nie próbują używać wswoich emocjonalnych wypocinach argumentów.
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>W całym tym wpisie ani razu nie odniosłeś się do moich argumentów i tylko pokazujesz typowe narcystyczne mechanizmy.
>Podajesz tezę X, udowadniam, że jest błędna,
i sam w to uwierzyłeś

Przypomnę: twierdzisz, że należy uczyć dogmatów (pewników) i to od elementarnego nauczania po uniwersyteckie.

Twoim dowodem jest pewnik 2+2=4
Nie należy uczyć wyników arytmetycznych działań, ale metod obliczeń, a uczeń i tak wybierze swoją najdogodniejszą, niedogmatycznie, wbrew Twojemu twierdzeniu, że narzędzia są dogmatem, każdy może znaleźć własne. Rozmawiamy o nauczaniu matematyki a nie o matematyce

Twoim dowodem jest nauczanie historii
Nauczanie historii nie polega na wpajaniu dogmatów ale polega na pomocy uczniowi w znalezieniu logicznego ciągu przyczyn-skutków

Twoim dowodem jest nauczanie gramatyki, tymczasem w gramatyce nie ma dogmatów, zmienia je uzus

Odpowiedziałem na wszystkie Twoje argumenta i czekam na nazwisko poważnego autora naukowych publikacji, który się z Tobą zgadza

Napisałeś, że kiedy odniosę się do tego napiszesz wreszcie skąd Twoja wiedza o pedagogice. Czekam

Podważasz, co pisał Spock czy Korczak, kogo im przeciwstawiasz?
>I właśnie stąd bierze się twój deficyt nauki.
Czekam na nazwisko autora, którego publikacje są Twoim źródłem wiedzy.

PS Znalazłeś cytat Korczaka w moich wpisach?
PPS nie odniosłeś się do reszty mojego wpisu.

Powtórzę:
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

Nie ma takiego. Sam wymyśliłeś "teorie" w których "zaorałeś" Korczaka i Spocka.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Znów brniesz w obalaną setki razy kompromitację, która polega na tym, że przyjmujesz, że uznanie czegoś za pewnik jest sprzeczne z nauczaniem samodzielnego myślenia. Obalałem to, a ty znów demencie powtarzasz swoje emocjonalne wypociny, co świadczy o tym, że nie zasługujesz na status człowieka.
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

Spełniłem Twoje warunki, czekam na nazwisko.

Brak odpowiedzi jest ostatecznym dowodem, że nie miałeś w ręku żadnego podręcznika.
Brak Ci WIEDZY.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

Obaliłem twoje stwierdzenie dotyczące potrzeby podawania przykładu w ten sposób.

>Spełniłem Twoje warunki, czekam na nazwisko.

Nie odniosłeś się do moich argumentów, a w dodatku kompromitujesz się powtarzaniem tez, które obaliłem, a które dotyczą twoich strawmanów na mój temat. Dowodem na to, że nie masz racji jest to, że używasz tych strawmanów i nie rezygnujesz z nich, gdy tłumaczę ci gdzie popełniasz błędy semantyczne.

>Brak odpowiedzi jest ostatecznym dowodem, że nie miałeś w ręku żadnego podręcznika.
>Brak Ci WIEDZY.

Emocjonalny bełkot, bo brak ci argumentów, bo brak ci wiedzy i próbujesz mi przypisać swoją cechę.
04-05-2017 07:13 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który
>Obaliłem twoje stwierdzenie dotyczące potrzeby podawania przykładu w ten sposób.
Nie.
Napisałeś:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741577
Cytat:
Odpowiem gdy przestaniesz uciekać od moich przykładów potrzebnych dogmatów.

Podałeś trzy przykłady i odpowiedziałem na każdy
przypomnę:
Twoim dowodem jest pewnik 2+2=4
Nie należy uczyć wyników arytmetycznych działań, ale metod obliczeń, a uczeń i tak wybierze swoją najdogodniejszą, niedogmatycznie, wbrew Twojemu twierdzeniu, że narzędzia są dogmatem, każdy może znaleźć własne. Rozmawiamy o nauczaniu matematyki a nie o matematyce

Twoim dowodem jest nauczanie historii
Nauczanie historii nie polega na wpajaniu dogmatów ale polega na pomocy uczniowi w znalezieniu logicznego ciągu przyczyn-skutków

Twoim dowodem jest nauczanie gramatyki, tymczasem w gramatyce nie ma dogmatów, zmienia je uzus

Spełniłem Twoje warunki, czekam na nazwisko autora naukowej publikacji na której opierasz swoją wiedzę.

Powtórzę:
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

Jesteś w lepszej sytuacji niż ja, bo na nie mogę podać źródeł swojej wiedzy. Nie masz do nich dostępu z przyczyny językowej bariery, stąd mogę posłużyć się tylko tym, co wiem, że jest wydane po polsku.

Powtórzę:
Brak odpowiedzi jest ostatecznym dowodem, że nie miałeś w ręku żadnego podręcznika.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który
>>Obaliłem twoje stwierdzenie dotyczące potrzeby podawania przykładu w ten sposób.
>Nie.
>Napisałeś:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741577
> Cytat:
Odpowiem gdy przestaniesz uciekać od moich przykładów potrzebnych dogmatów.


Napisałem tak, abyś był zmuszony odnieść się do moich przykładów, bo one są meritum. Wiedziałem jednak, że nie da się narcyzowi szarleyowi napisać wprost żeby odniósł się do tego, bo to meritum, bo szarleyek narcyzek by od tego jak zwykle uciekał w nieskończoność. No i okazało się, że i tak ucieka, bo podałem argumenty, on nieudolnie próbował je obalić, bo sobie a priori założył, że musi obalić wszystko to co napisze olson, albo uciec od jego argumentów, ale zawsze musisz się apodyktycznie nie zgadzać. Nie zgadzasz się nie ze mną, tylko z twoim własnym błędnym rozumieniem moich tez i argumentów. A to jest właśnie dowód na twój narcyzm i to, że emocje zniekształcają ci odbiór sytuacji.

>Podałeś trzy przykłady i odpowiedziałem na każdy
>przypomnę:
>Twoim dowodem jest pewnik 2+2=4
>Nie należy uczyć wyników arytmetycznych działań, ale metod obliczeń, a uczeń i tak wybierze swoją najdogodniejszą, niedogmatycznie, wbrew Twojemu twierdzeniu, że narzędzia są dogmatem, każdy może znaleźć własne. Rozmawiamy o nauczaniu matematyki a nie o matematyce

Rozmawiamy o twojej pomyłce dotyczącej znaczenia słowa "dogmat", która ciągnie się jeszcze odkąd bezpodstawnie chamsko zaatakowałeś Maxa Golonkę. Wątek pedagogiki jest tu poboczny. Nie rozumiesz tego co napisałem, a co brzmi tak: "zarówno dogmaty (rozumiane jako pewniki) są niezbędne w myśleniu (więc także w nauczaniu), jak i samodzielne myślenie. Natomiast dogmaty jako narzucona wersja, w którą ktoś MUSI wierzyć (czyli drugie znaczenie słowa dogmat) są negatywne i nie powinny być nauczane i o tym znaczeniu słowa mówił Korczak". Udowodniłem ci błąd ekwiwokacji przy słowie dogmat. Ty próbujesz panicznie od tego uciec, odpowiadając nie na moją wypowiedź, tylko na swoje emocjonalne karykaturalne zniekształcenie. Podobnie jak było z dyskusją o idei demokracji i eksperymencie myślowym "dobra dyktatura'.

Ja zazwyczaj podaję rekurencyjnie swój tok myślenia, tłumacząc znaczenie definicji jakich używam. Teksty są sformułowane tak, że aby je zrozumieć, trzeba poświęcić nad nimi trochę czasu. Nie przesadnie dużo, ale trzeba przeczytać cały tekst, zaparzyć sobie herbatę i wtedy jeśli człowiek jest wyluzowany, informacje i definicje użyte przeze mnie ładują się do mózgu i dopiero wtedy powinno nastąpić zrozumienie. Wtedy dopiero można stwierdzić czy ktoś się ze mną zgadza, czy nie.

Stosowanie takiego stylu wystawia mnie na atak narcyzów, którzy nie są zdolni pomyśleć. Źle zrozumiany strzęp mojej informacji odnoszą do swojej zrozumianej na swój sposób idei (wierzenia) i wtedy emocje narcyza (lub człowieka po prostu z zaburzeniami płatów czołowych i emocji w sposób impulsywny) odnoszą się do tego przeramowania, podczas gdy normalny człowiek też może początkowo negatywnie odebrać niektóre zdania, ale wtedy czyta drugi raz to co było napisane chwilę wcześniej i stara się zrozumieć całość. Dopiero wtedy się odnosi.

Narcyzowi można tłumaczyć, że źle zrozumiał, ale on i tak powtarza swoje jak bot. Nie przyzna się za nic do błędu i próbuje wmówić rozmówcy, że twierdzi coś czego nie twierdzi. Robi to z takim uporem, jakby chciał go przekonać, że jednak twierdzi i że ów narcyz lepiej to wie, bo on przecież rozumie. Przeczytał np słówko dyktatura i zareagował emocjonalnie, przypisując adwersarzowi bycie zwolennikiem dyktatur jako takich. Emocjonalnie miesza wszystko ze wszystkim, zamiast na spokojnie przemyśleć. Wydaje mu się, że jak przeczytał dużo książek, to jest tak mądry jak wiedza z nich. Nie odnosi się do meritum, czyli toku myślowego rozmówcy, tylko znajduje w wypowiedzi jakieś słówko, dorabia teorię, którą przypisuje rozmówcy, że rzekomo on tak twierdzi i odpowiada na to wypaczenie. I oczywiście unika bezpośredniej konfrontacji poglądów. Chce utrzymać przekonanie, które ma (silnie zakorzenione emocje), że jest lepszy, mądrzejszy, jego przekonania są prawdami objawionymi itd. Doszukuje się wszędzie ataku na siebie i nie widzi, że on sam atakuje innych. Nie dopuszcza możliwości krytyki, nie rozumie, że może się mylić. Gdzieś z tyłu głowy, podświadomie zdaje sobie z tego sprawę, ale nie dopuści do siebie świadomie tej myśli, bo to byłby dla niego koniec. Koniec tej szopki i narcystycznej mimikry i początek długiego cierpienia i oswajania się z tym jak wygląda świat bez tych narcystycznych zniekształceń. Narcyz to tak naprawdę największy tchórz, który boi się widzieć świat takim jaki jest, bo poglądy, wierzenia i pseudowartości, z którymi się utożsamia runęłyby mu wtedy jak domek z kart, a on straciłby poczucie bezpieczeństwa i bycia lepszym. Musiałby zdjąć maski i stać się sobą, a siebie przecież najbardziej nienawidzi.
szarley (54913 punktów)
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>>Napisałeś:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741577
>> Cytat:
Odpowiem gdy przestaniesz uciekać od moich przykładów potrzebnych dogmatów.

>Napisałem tak, abyś był zmuszony odnieść się do moich przykładów, bo one są meritum.
Napisałeś i teraz czekam na dotrzymanie słowa

>Rozmawiamy o twojej pomyłce dotyczącej znaczenia słowa "dogmat",
Przypomnę: zgodziłem się na Twoją definicję dogmatu, więc nie możesz widzieć mojej pomyłki

>"zarówno dogmaty (rozumiane jako pewniki) są niezbędne w myśleniu (więc także w nauczaniu), jak i samodzielne myślenie.

I to właśnie, w pierwszej części podważam. I na udowodnienie tej pierwszej części czekam. Cały czas uciekasz od podania źródła tego Twojego twierdzenia. Jako dowód podałem nauczanie arytmetyki u małego dziecka (Twój przykład) nauczanie historii (Twój przykład) nauczanie gramatyki (Twój przykład). Jeśli masz jakąkolwiek naukową publikację, która Twoją teorię potwierdza, to ją podaj.

>Natomiast dogmaty jako narzucona wersja, w którą ktoś MUSI wierzyć (czyli drugie znaczenie słowa dogmat) są negatywne i nie powinny być nauczane i o tym znaczeniu słowa mówił Korczak.
Nigdzie u Korczaka nie znalazłem słowa "dogmat" Uczył,że dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata, a to wyklucza dogmatyzm nauczania.

Zdanie: "Nauka nie uznaje dogmatów" należy do Poppera. Popper nie zajmował się religijnymi dogmatami

Nie ja jeden to wyczytałem u Poppera. Grzegorz Pacewicz:
Cytat:
Myśl taką znalazłem u Karla Poppera, który uważał, że tradycja naukowa różni się od przednaukowej (czy w ogóle nienaukowej) tym, że ma dwie warstwy: przekaźnikiem jej są uznane teorie, ale ma ona do nich stosunek krytyczny. Teorie są przekazywane nie jako dogmaty, lecz raczej jako wyzwanie do ich analizy i udoskonalenia.

(pogrubienie moje)

>Ja zazwyczaj podaję rekurencyjnie swój tok myślenia, tłumacząc znaczenie definicji jakich używam.
Powtórzę : przyjąłem Twoją definicję, a czekam na obiecane potwierdzenie Twojej teorii nazwiskiem naukowca, w którego publikacji można to przeczytać

Twoje pseudoanalizy moich rzekomych emocji mnie nie interesują.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
I znów powtarzasz swoje, nie odnosząc się do moich argumentów.

>Nigdzie u Korczaka nie znalazłem słowa "dogmat" Uczył,że dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata, a to wyklucza dogmatyzm nauczania.

Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami (pewnikami) w nauce. Przecież ci piszę, że to ekwiwokacja - to jest mój argument. Ty się oczywiście do niego znów nie odnosisz, ale mój poprzedni post wyjaśnił wszelkie wątpliwości. Daj już sobie spokój, bo nikogo nie przekonasz, a sam sobie tym nie pomożesz.

>Zdanie: "Nauka nie uznaje dogmatów" należy do Poppera. Popper nie zajmował się religijnymi dogmatami

Dogmatami typu religijnego, czyli narzuconymi z góry tezami, które trzeba przyjąć na wiarę jako pewnik, bo jakiś autorytet tak twierdzi. To co innego niż dogmaty jako pewniki wynikające ściśle z przyjęcia jakiegoś rozumowania, a meta-ramy tego rozumowania są niezbędne do przyjęcia aby ludzie się wzajemnie rozumieli i myśleli na wspólnej płaszczyźnie. Nie unikniesz tego, a ekwiwokacja cię przed tym nie chroni, tylko pogrąża twoją argumentację.
szarley (54913 punktów)
>I znów powtarzasz swoje, nie odnosząc się do moich argumentów.
Powtarzam, bo obiecanej przez Ciebie odpowiedzi nie doczekałem

>>Nigdzie u Korczaka nie znalazłem słowa "dogmat" Uczył,że dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata, a to wyklucza dogmatyzm nauczania.
>Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami (pewnikami) w nauce.
Sprzeczność

>Daj już sobie spokój, bo nikogo nie przekonasz,
Ty możesz mnie przekonać. Odpowiadając na pytanie o źródło Twojej wiedzy. W jakiej publikacji, u jakiego autora znawcy pedagogiki wyczytałeś podstawę Twojej teorii?

>>Zdanie: "Nauka nie uznaje dogmatów" należy do Poppera. Popper nie zajmował się religijnymi dogmatami
>Dogmatami typu religijnego, czyli narzuconymi z góry tezami, które trzeba przyjąć na wiarę jako pewnik, bo jakiś autorytet tak twierdzi. To co innego niż dogmaty jako pewniki wynikające ściśle z przyjęcia jakiegoś rozumowania,
Sprzeczność. Popper wprost zalecał, żeby falsyfikować te teorie, które nam się najbardziej podobają.
Nauka nie uznaje dogmatów, nawet w wybranym przez Ciebie znaczeniu tego słowa.

Przykład: przedstawiłeś teorię, w myśl której nauczanie powinno być oparte na dogmatach, przedstaw sposób jego falsyfikacji. Jeśli nie podasz sposobu falsyfikacji, Twoja teoria nie jest naukową teorią. To samo dotyczy nawet powszechnie przyjętych teorii jak np teoria ewolucji gatunków. Jest falsyfikowalna.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>I znów powtarzasz swoje, nie odnosząc się do moich argumentów.
>Powtarzam, bo obiecanej przez Ciebie odpowiedzi nie doczekałem

znów kompromitujesz się powtarzaniem tego na co była już odpowiedź, bez odniesienia się do samej wypowiedzi. typowy szarlejowski unik.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741768

W linku jest odpowiedź. Ile razy trzeba powtórzyć szarleyowi aby coś dotarło i aby zaczął odpowiadać na meritum?

Cytat:
Napisałem tak, abyś był zmuszony odnieść się do moich przykładów, bo one są meritum. Wiedziałem jednak, że nie da się narcyzowi szarleyowi napisać wprost żeby odniósł się do tego, bo to meritum, bo szarleyek narcyzek by od tego jak zwykle uciekał w nieskończoność. No i okazało się, że i tak ucieka, bo podałem argumenty, on nieudolnie próbował je obalić, bo sobie a priori założył, że musi obalić wszystko to co napisze olson, albo uciec od jego argumentów, ale zawsze musisz się apodyktycznie nie zgadzać. Nie zgadzasz się nie ze mną, tylko z twoim własnym błędnym rozumieniem moich tez i argumentów. A to jest właśnie dowód na twój narcyzm i to, że emocje zniekształcają ci odbiór sytuacji.


Pozostało to bez odpowiedzi i obaliło zasadność tego pytania, na które chcesz odpowiedzi. Pominąłeś argument i znów powtarzasz swoją mantrę. I tak w kółko.

>>>Nigdzie u Korczaka nie znalazłem słowa "dogmat" Uczył,że dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata, a to wyklucza dogmatyzm nauczania.
>>Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami (pewnikami) w nauce.
>Sprzeczność

Aby orzec sprzeczność musisz ją wykazać. Póki co stwierdzasz autorytarnie sprzeczność, bo projektujesz sprzeczność swojego myślenia na problemy, które próbujesz interpretować. W mocy jest więc nadal mój argument, którego sprzeczności nie wykazałeś (mimo pobożnych życzonek):

Cytat:
Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami (pewnikami) w nauce.


I poparłem to przykładami dogmatów niezbędnych. Niektóre z nich są wręcz umownie ustalone. Oczywiście też nie umiałeś odpowiedzieć na meritum.

>Ty możesz mnie przekonać.

Nie mogę, bo jesteś narcyzem, który brnie w zaparte, co udowodniłem. Też nie umiałeś się do tego odnieść. Do niczego się nie odnosisz, ale odpisujesz w emocjach.

>Odpowiadając na pytanie o źródło Twojej wiedzy.

Odpowiada się na meritum. Gdybym podał źródło wiedzy, musiałbym na podstawie meritum i racjonalnych argumentów uzasadnić, że jest ono prawidłowe. Dlatego więc nie ma sensu podawać książek i nazwisk, skoro i tak chodzi o argumenty z tych książek i podane przez te nazwiska, które są wybitne właśnie dlatego, że tak myśleli i mówili, a nie dlatego, że ktoś powołuje się na ich autorytet bo są autorytetami. Uciekasz od meritum, bo jesteś bezsilny i dlatego brniesz w pytanie z tą książką, choć nie umiałeś podważyć przykładów niezbędnych dogmatów, tylko wykazałeś się po raz kolejny narcystycznym brnięciem w zaparte w racjonalizowanie swoich wierzeń.

>>Dogmatami typu religijnego, czyli narzuconymi z góry tezami, które trzeba przyjąć na wiarę jako pewnik, bo jakiś autorytet tak twierdzi. To co innego niż dogmaty jako pewniki wynikające ściśle z przyjęcia jakiegoś rozumowania,
>Sprzeczność. Popper wprost zalecał, żeby falsyfikować te teorie, które nam się najbardziej podobają.

To, że zachęcał aby falsyfikować, wpisuje się w to co piszę, natomiast znów nie odnosisz się do argumentów, autorytarnie roisz sobie sprzeczność, której nie ma i której wykazać nie umiesz i w dodatku piszesz nie na temat o Popperze, z czym akurat się zgadzam, tylko nie ma to nic wspólnego z tym co cytujesz.

>Nauka nie uznaje dogmatów, nawet w wybranym przez Ciebie znaczeniu tego słowa.

Obal moje przykłady. Ciekawe jakbyś się porozumiewał bez wspólnych dogmatycznych ustaleń na temat np zasad gramatyki, albo odrzucając, że 2+2=4 i np znaczenie znaku dodawania.

>Przykład: przedstawiłeś teorię, w myśl której nauczanie powinno być oparte na dogmatach, przedstaw sposób jego falsyfikacji.

Wykazałem to metodą dedukcyjną na gruncie odrzucenia przeciwnego założenia jako samowywrotnej sprzeczności. Bowiem gdyby nauczanie nie mogło się opierać na żadnym dogmacie, nie można by było np zastosować metody dedukcyjnej, albo dodać jednej liczby do drugiej. Sposób falsyfikacji dotyczy teorii naukowych potwierdzalnych empirycznie. Ja natomiast udowodniłem nie wprost, że odrzucenie wszelkich pewników oznaczałoby, że nie dałoby się nic pomyśleć.

Umysł w którymś momencie musi roboczo założyć, że jakiś element X myślenia jest pewnikiem. Poza tym niektóre pewniki wynikają z przyjęcia jakichś założeń i wtedy pewnikiem jest ich wynik związany z przyjęciem tych założeń. Aby nauczyć kogoś tabliczki mnożenia trzeba nauczyć go pewnika jakim jest umowa, że mnożenie oznacza to co oznacza. I można mnożyć przykłady, ale nie ma po co, bo ta dyskusja jest jałowa i nic z niej nie wynika, poza tym, że kolejny raz narcystycznie brniesz w zaparte, bez zrozumienia tego co do ciebie piszę i bez odnoszenia się do głównych tez.

>Jeśli nie podasz sposobu falsyfikacji, Twoja teoria nie jest naukową teorią. To samo dotyczy nawet powszechnie przyjętych teorii jak np teoria ewolucji gatunków. Jest falsyfikowalna.

I dlatego, że jest falsyfikowalna, wiemy że tak jest. Nie wiemy czy każdy szczegół teorii jest prawidłowo przez nas opisany, ale pojmujemy ogólny zarys. Śmiało w ciemno można założyć (kolejny pewnik), że co do czegoś się mylimy. Wiemy jednak, że ogólna zasada ewolucji, którą obserwujemy to pewnik. Właśnie dzięki falsyfikacji, bo potwierdziliśmy to i odrzuciliśmy możliwość, że mogłoby być inaczej. Natomiast nawet nasze pojmowanie pewnika ewolucji, nie wyklucza kreacjonizmu, bo istota wyższa (nawet niekoniecznie Bóg) mogła stworzyć ewolucję (a między jednym i drugim wielu ludzi też doszukuje się sprzeczności).
szarley (54913 punktów)
>znów kompromitujesz się powtarzaniem tego na co była już odpowiedź, bez odniesienia się do samej wypowiedzi. typowy szarlejowski unik.

Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który
Nie było odpowiedzi, żadnego nazwiska nie podałeś.
Uciekłeś

>W linku jest odpowiedź.
Nie ma tam, żadnego nazwiska a o to pytałem. Uciekłeś

>Ile razy trzeba powtórzyć szarleyowi aby coś dotarło i aby zaczął odpowiadać na meritum?
Ani razu, wystarczy raz odpowiedzieć. Uciekłeś
Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz który

>Pozostało to bez odpowiedzi i obaliło zasadność tego pytania,
W Twoim przekonaniu obaliło, jesteś mistrzem w obalaniu pytań, bo to zastępuje odpowiedzi

>>Sprzeczność
>Aby orzec sprzeczność musisz ją wykazać.
Cytat:
Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami

To zdanie jest wewnętrznie sprzeczne

>I poparłem to przykładami dogmatów niezbędnych. Niektóre z nich są wręcz umownie ustalone. Oczywiście też nie umiałeś odpowiedzieć na meritum.
Podałeś trzy przykłady obaliłem wszystkie trzy
1 Matematyka
2 Historia.
3 Gramatyka
Są poniżej
Niniejszym spełniłem Twoje warunki podania nazwiska autora, u którego wyczytałeś o dogmatycznym nauczaniu.

>>Ty możesz mnie przekonać.
>Nie mogę, bo jesteś narcyzem, który brnie w zaparte, co udowodniłem. Też nie umiałeś się do tego odnieść.
Mam też udowodnić, że nie jestem wielbłądem?
Napisałem Ci jak mnie przekonać, zacytuj źródło Twojej wiedzy. Chyba ją masz.... nie rozumiem dlaczego tak się przed tym bronisz.

>>Odpowiadając na pytanie o źródło Twojej wiedzy.
>Odpowiada się na meritum.
Czyli źródłem wiedzy jest... Olson

>Gdybym podał źródło wiedzy, musiałbym na podstawie meritum i racjonalnych argumentów uzasadnić, że jest ono prawidłowe.
1 Więc podaj najpierw kryterium oceny do obopólnej akceptacji
1.1 Może częstość występowania w pedagogicznych bibliotekach? Ale pewnie masz swoje kryterium
2 Ja podałem autorów (a jest mi trudniej, bo nieliczni których czytałem mają polskie przekłady)

>Dlatego więc nie ma sensu podawać książek i nazwisk,
.. skoro się żadnej nie przeczytało

>>Sprzeczność. Popper wprost zalecał, żeby falsyfikować te teorie, które nam się najbardziej podobają.
>To, że zachęcał aby falsyfikować, wpisuje się w to co piszę,
Doprawdy??
Sugerujesz, że należy uczyć dogmatów. Może jeszcze napiszesz, że Twórczo myśl Poppera rozwinąłeś!

>>Nauka nie uznaje dogmatów, nawet w wybranym przez Ciebie znaczeniu tego słowa.
>Obal moje przykłady.
1 Matematyka: jeśli, co wg Ciebie jest pewnikiem, 2+2=4 i tego pewnika należy nauczać, to należy też nauczać że 2100+2205=4305 i jako pewników wyników wszystkich obliczeń, co jest niemożliwe, a to TY wymyśliłeś to jako pewnik!!
2 Historia. Nauczanie polega na pomaganiu w samodzielnym wyciąganiu wniosków przyczyna- skutek
3 Gramatyka - uzus. Nie ma dogmatów (popełniasz językowe błędy a mimo można Cię zrozumieć)

>Ciekawe jakbyś się porozumiewał bez wspólnych dogmatycznych ustaleń na temat np zasad gramatyki, albo odrzucając, że 2+2=4 i np znaczenie znaku dodawania.
1 Znaczenie znaku nie jest dogmatem, jest kwestią społecznej umowy wcale nie oczywistej. Nie wszyscy piszą "+" jako symbol dodawania
2 Dziecko na paluszkach liczy bez używania znaku
3 Zapis liczb nie jest jednakowy, mamy wiek XXI
4 System dziesiętny jest umowny.
Znów obaliłem Twoje argumenta. Umowa to nie dogmat (pewnik)

>>Przykład: przedstawiłeś teorię, w myśl której nauczanie powinno być oparte na dogmatach, przedstaw sposób jego falsyfikacji.
>Wykazałem to metodą dedukcyjną na gruncie odrzucenia przeciwnego założenia jako samowywrotnej sprzeczności.
1 Jeśli udowodniłeś to zaorałeś Korczaka. Gratuluję
2 Bez metody falsyfikacji, nie ma naukowej teorii. Zaorałeś Poppera. Gratuluję ponownie

>Sposób falsyfikacji dotyczy teorii naukowych potwierdzalnych empirycznie.
Pedagogika jest nauką w znacznym stopniu empiryczną, a to o czym Ty piszesz to właśnie empiria

>Umysł w którymś momencie musi roboczo założyć, że jakiś element X myślenia jest pewnikiem. Poza tym niektóre pewniki wynikają z przyjęcia jakichś założeń i wtedy pewnikiem jest ich wynik związany z przyjęciem tych założeń. Aby nauczyć kogoś tabliczki mnożenia trzeba nauczyć go pewnika jakim jest umowa, że mnożenie oznacza to co oznacza.
I co to ma wspólnego z dogmatami (pewnikami)?
Spełniłem Twoje warunki, czas żebyś dotrzymał słowa i podał nazwisko naukowca, który się z Tobą zgadza.
Przyznaję, nie rozumiem skąd Twoje opory i mam coraz silniejsze przekonanie, niemal pewnik ( ) że nie miałeś w ręku żadnej poważnej książki i dlatego lekceważysz literaturę tematu, narcystycznie uznając, że tezy Olsona przeważają nad nauczaniem Spocka
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
> Jeśli którykolwiek autor poważnej naukowej pracy na temat pedagogiki popiera Twoje zdanie, to napisz któryNie było odpowiedzi, żadnego nazwiska nie podałeś.
>Uciekłeś
>>W linku jest odpowiedź.
>Nie ma tam, żadnego nazwiska a o to pytałem. Uciekłeś

Wyjaśniłem dlaczego nie ma tam żadnego nazwiska. W zamian są argumenty, wobec których jesteś bezsilny. Nie dość, że uciekasz to żałośnie próbujesz mi zarzucić swoje własne postępowanie. Nadal kompromitujesz się pytaniem o nazwisko, co świadczy o tym, że nie jesteś zdolny do czytania ze zrozumieniem, ani odpowiedzi na mój argument uzasadniający dlaczego żadne bezwatościowe dla dyskusji nazwisko nie zostało podane. Dla mnie liczą się argumenty i meritum - dla ciebie nazwisko i narcystyczne racjonalizacje. Wykazałem co miałem wykazać. Jak chcesz to dalej tup sobie nóżką, ale pamiętaj, że w ten sposób potwierdzasz moje dowody swoją reakcją. Gdyby było inaczej, umiałbyś zachować spokój i odnieść się do meritum, bez powtarzanie tego co było już obalone.

Z przyczyn porządkowych powtarzam więc argument jaki został na wierzchu, a co nasz szalony narcyzek zignorował:

Cytat:
Napisałem tak, abyś był zmuszony odnieść się do moich przykładów, bo one są meritum. Wiedziałem jednak, że nie da się narcyzowi szarleyowi napisać wprost żeby odniósł się do tego, bo to meritum, bo szarleyek narcyzek by od tego jak zwykle uciekał w nieskończoność. No i okazało się, że i tak ucieka, bo podałem argumenty, on nieudolnie próbował je obalić, bo sobie a priori założył, że musi obalić wszystko to co napisze olson, albo uciec od jego argumentów, ale zawsze musisz się apodyktycznie nie zgadzać. Nie zgadzasz się nie ze mną, tylko z twoim własnym błędnym rozumieniem moich tez i argumentów. A to jest właśnie dowód na twój narcyzm i to, że emocje zniekształcają ci odbiór sytuacji.


Na to nie odpowiedziałeś, tylko narcystycznie się poplułeś, ale życzliwie uznam, że nie napisałeś nic i po prostu pominąłeś moje argumenty i dam ci jeszcze jedną szansę żeby to zrozumieć.

>>Aby orzec sprzeczność musisz ją wykazać.
> Cytat:
Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami

>To zdanie jest wewnętrznie sprzeczne

Nie jest. Życzliwie znów więc uznam, że nic nie napisałeś i pominąłeś mój argument, skoro nie podałeś żadnego kontrargumentu. Ponadto tłumaczyłem, że nie ma sprzeczności między dogmatami, a samodzielnym myśleniem i nauczaniem samodzielnego myślenia. Wręcz przeciwnie - jest to kompatybilne ze sobą i bez pewników nie ma samodzielnego myślenia, a bez samodzielnego myślenia nie da się dojść do faktycznych pewników (wtedy są możliwe tylko dogmaty w tym drugim znaczeniu tego słowa, czyli narzucone z góry wierzenia). Przykład takiego złego dogmatu to: "jest jeden Bóg, który jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze", albo "żydzi odpowiadają za całe zło świata", lub też "dobra dyktatura jest niemożliwa", albo "demokracja jest dobrą ideą". Przykład niezbędnego dogmatu to np zasada, na podstawie której 2+2=4, albo bitwa pod Grunwaldem w 1410.

Więc uznaję, że nic nie napisałeś i nadal w mocy jest to:

Cytat:
Wyklucza dogmatyzm nauczania, ale nie wyklucza posługiwania się dogmatami


>Podałeś trzy przykłady obaliłem wszystkie trzy

Próbowałeś obalić, ale w efekcie wyszło ci narcystyczne wyparcie i racjonalizacja.

>1 Matematyka
>2 Historia.
>3 Gramatyka

Wszystkie są w mocy, bo obaliłem twoje nieudolne próby racjonalizacji, a ty nie byłeś się w stanie odnieść i podać kontrargumentów. Więc z grzeczności uznam, że nic nie napisałeś.

>Niniejszym spełniłem Twoje warunki podania nazwiska autora, u którego wyczytałeś o dogmatycznym nauczaniu.

Uznajmy, że nic nie napisałeś, bo znów odnosisz się do tego co obalałem w odpowiedzi pod pierwszym cytatem w tym poście. Znów udowadniasz, że nie czytasz tego co ci się pisze i ignorujesz argumenty adwersarza, co jest jasnym dowodem na twój narcyzm, do którego swoją drogą też się nie odniosłeś i też nie byłeś w stanie odpowiedzieć, więc nadal moje argumenty są aktualne. Albo je skontruj argumentami, albo (jeśli się nie zgadzasz i nie umiesz podać argumentów) po prostu skończ odpowiadać. Pozostawiłbyś wtedy po sobie dwuznaczne wrażenie: z jednej strony przegrałeś i się wycofujesz, ale z drugiej strony może po prostu uznałeś, że nie ma sensu odpowiadać. Tak nie jest bo wiesz, że moje argumenty są słuszne i czujesz się przegrany, więc brniesz by zmazać plamę w swojej psychice, a walisz kleksy na forum jakbyś nie zdążył do ubikacji Gdyby nie to, że mnie obrażałeś, to byś się normalnie wycofał, ale tak się nie da, bo już wylało się mleko i napisałeś wiele nieprzyjemnych kompromitujących cię słów. Aby sobie na to pozwolić wypadałoby mieć rację, a ty reagowałeś impulsywnie i dałeś się wypunktować z łatwością. Irytujesz jedynie brakiem hamulców i honoru, ale to tak jakby mucha brzęczała gdzieś między jednym oknem, a drugim.
szarley (54913 punktów)
>>Nie ma tam, żadnego nazwiska a o to pytałem. Uciekłeś
>Wyjaśniłem dlaczego nie ma tam żadnego nazwiska.
Bo żadnego nie znasz. Coraz bardziej mnie utwierdzasz w tym przekonaniu

>Gdybym podał źródło wiedzy, musiałbym na podstawie meritum i racjonalnych argumentów uzasadnić, że jest ono prawidłowe.
Zaproponowałem Ci, żebyś TY zaproponował kryterium oceny czy nazwisko coś w pedagogice znaczy
Uciekłeś

>W zamian są argumenty, wobec których jesteś bezsilny.

Np to:
Cytat:
Obal moje przykłady. Ciekawe jakbyś się porozumiewał bez wspólnych dogmatycznych ustaleń na temat np zasad gramatyki, albo odrzucając, że 2+2=4 i np znaczenie znaku dodawania.


Przypomnę moją "bezsiłę": Cytat:

1 Znaczenie znaku nie jest dogmatem, jest kwestią społecznej umowy wcale nie oczywistej. Nie wszyscy piszą "+" jako symbol dodawania
2 Dziecko na paluszkach liczy bez używania znaku
3 Zapis liczb nie jest jednakowy, mamy wiek XXI
4 System dziesiętny jest umowny.

5 Snorri Sturluson pisze " Flota Słowian liczyła pięć i pół setki okrętów" Ile to wg Ciebie dogmatyku?
6 Czy należy uczyć jako pewnika że 1125+1254=2379?

1 Uciekłeś
2 Uciekłeś
3 Uciekłeś
4 Uciekłeś
5 Uciekniesz
6 Uciekniesz

>Przykład niezbędnego dogmatu to np zasada, na podstawie której 2+2=4,
1 Rozmawiamy nie o matematyce ale o nauczaniu matematyki
2 Odpowiedz na pytanie ile było statków wg Sturlusona

Osobiste wycieczki i narcystyczne głoszenie wyższości Olsona nad Korczakiem pomijam
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Wyjaśniłem dlaczego nie ma tam żadnego nazwiska.
>Bo żadnego nie znasz.

Typowa odpowiedź dziecka z podstawówki (lub narcyza). Przypomnę mój argument, przed którym znów uciekasz, a który nadal jest w mocy:

Cytat:
Odpowiada się na meritum. Gdybym podał źródło wiedzy, musiałbym na podstawie meritum i racjonalnych argumentów uzasadnić, że jest ono prawidłowe. Dlatego więc nie ma sensu podawać książek i nazwisk, skoro i tak chodzi o argumenty z tych książek i podane przez te nazwiska, które są wybitne właśnie dlatego, że tak myśleli i mówili, a nie dlatego, że ktoś powołuje się na ich autorytet bo są autorytetami. Uciekasz od meritum, bo jesteś bezsilny i dlatego brniesz w pytanie z tą książką, choć nie umiałeś podważyć przykładów niezbędnych dogmatów, tylko wykazałeś się po raz kolejny narcystycznym brnięciem w zaparte w racjonalizowanie swoich wierzeń.


>Zaproponowałem Ci, żebyś TY zaproponował kryterium oceny czy nazwisko coś w pedagogice znaczy

Nie mam zamiaru pomagać ci w twojej ucieczce od meritum, a mnie temat nazwisk nie interesuje nic, a nic. Jestem gotów rozmawiać na temat meritum, a nie nazwisk, które się z kimś zgadzają, bądź nie zgadzają.

>Przypomnę moją "bezsiłę": Cytat:

>1 Znaczenie znaku nie jest dogmatem, jest kwestią społecznej umowy wcale nie oczywistej. Nie wszyscy piszą "+" jako symbol dodawania
>2 Dziecko na paluszkach liczy bez używania znaku
>3 Zapis liczb nie jest jednakowy, mamy wiek XXI
>4 System dziesiętny jest umowny.
>


No i po co przypominasz swoją bezsilność zamiast odpowiedzieć na argumenty? Przypomnę je, bo nie odniosłeś się do nich, a obaliłem nimi powyższe wypociny, więc są wciąż w mocy:

ad.1
Cytat:
Jest dogmatem ustalonym przez ludzi na zasadzie społecznej umowy. Znów widzisz sprzeczność tam gdzie jej nie ma. A to czy wszyscy tak piszą, czy nie, to już wypowiedź nie na temat, ponieważ jeśli pewnikiem jest np, że 2+2=4 to nawet jeśli wszyscy poza mną się mylą, to nadal jest to dogmat (pewnik). Z życzliwości uznam więc, że nic nie napisałeś.


ad.2
Cytat:
Gdyż znak jest tylko symbolem tego co dziecko liczy na paluszkach, ale wykonuje ono tą samą czynność w swoim umyśle, czyli liczy wg pewnych zasad.


ad.3
Cytat:
Nie ma to nic do rzeczy.


ad.4
Cytat:
Też nie ma to nic do rzeczy. Bowiem po przyjęciu tej umowy dogmaty są wewnątrz niej i wynikają z tego przyjęcia.

Znów próbowałeś na siłę zracjonalizowac swój brak racji i znów ci nie wyszło i się tylko skompromitowałeś. Z grzeczności uznaję, że nie napisałeś nic, więc moje argumenty nadal są w mocy, a ty masz jeszcze szansę odnieść się do nich.


>1 Uciekłeś
>2 Uciekłeś
>3 Uciekłeś
>4 Uciekłeś
>5 Uciekniesz
>6 Uciekniesz

emocje narcyza. żałosna bezsilność i kłamstwa

>>Przykład niezbędnego dogmatu to np zasada, na podstawie której 2+2=4,
>1 Rozmawiamy nie o matematyce ale o nauczaniu matematyki

Rozmawiamy zarówno o matematyce, jak i o jej nauczaniu. Nie da się rozmawiać o nauczaniu matematyki, bez rozmawiania o samej matematyce. Znów żałosna ucieczka.

>2 Odpowiedz na pytanie ile było statków wg Sturlusona

...

>Osobiste wycieczki i narcystyczne głoszenie wyższości Olsona nad Korczakiem pomijam

A gdzie głosiłem wyższość nad Korczakiem? Przypomnę co napisałem:

Cytat:
Aby tak stwierdzić musiałbyś podać dokładne stwierdzenia Korczaka. Prosiłem cię o to - chciałbym zobaczyć jak np Korczak nie zgadza się z tym, że wynik 2+2=4 i mówi, że to nieoczywiste. Wtedy zapytałbym go skąd wie, że to nie oczywiste? Jeśli odpowiedziałby, że nie wie, to popadłby w sprzeczność, a gdyby odpowiedział cokolwiek, to zadałbym mu pytanie skąd wie i tak do skutku. Tylko, że Korczak nie podzielał twoich urojeń, więc tylko go oczerniasz by się wybielić, że niby jakiś autorytet się z tobą zgadza, to nie musisz odpowiadać na meritum i używać argumentów


Znów udowadniasz tylko, że nie umiesz się odnieść do moich argumentów i odpowiedzieć. Wszystko z czego składają się twoje odpowiedzi do mnie to emocjonalny narcystyczny żałosny krzyk o atencję, a odpowiedzi na argumenty jak nie było, tak nie ma.
szarley (54913 punktów)
>Wyjaśniłem dlaczego nie ma tam żadnego nazwiska.
Bo żadnego nie znasz.
Q.E.D

>>Przypomnę moją "bezsiłę": Cytat:

1 Znaczenie znaku nie jest dogmatem, jest kwestią społecznej umowy wcale nie oczywistej. Nie wszyscy piszą "+" jako symbol dodawania
2 Dziecko na paluszkach liczy bez używania znaku
3 Zapis liczb nie jest jednakowy, mamy wiek XXI
4 System dziesiętny jest umowny.

>No i po co przypominasz swoją bezsilność zamiast odpowiedzieć na argumenty? >Przypomnę je, bo nie odniosłeś się do nich, a obaliłem nimi powyższe wypociny, więc są wciąż w mocy:
>ad.1
> Cytat:
Jest dogmatem ustalonym przez ludzi na zasadzie społecznej umowy. Znów widzisz sprzeczność tam gdzie jej nie ma. A to czy wszyscy tak piszą, czy nie, to już wypowiedź nie na temat, ponieważ jeśli pewnikiem jest np, że 2+2=4 to nawet jeśli wszyscy poza mną się mylą, to nadal jest to dogmat (pewnik). Z życzliwości uznam więc, że nic nie napisałeś.

Bzdura. Umowa nie jest dogmatem. Jest umową. Zmienną
>ad.2
> Cytat:
Gdyż znak jest tylko symbolem tego co dziecko liczy na paluszkach, ale wykonuje ono tą samą czynność w swoim umyśle, czyli liczy wg pewnych zasad.

Nie. Przy innych liczbach samo może wymyślać sposoby. Nie ma sztywnych zasad, nie ma dogmatów.

>ad.3
> Cytat:
Nie ma to nic do rzeczy.

Ucieczka

>ad.4
> [cytat]Też nie ma to nic do rzeczy. Bowiem po przyjęciu tej umowy dogmaty są wewnątrz niej i wynikają z tego przyjęcia.
Ucieczka

>>5 Odpowiedz na pytanie ile było statków wg Sturlusona
>...
No ile, skoro arytmetyka to dogmaty???

>>6 Uciekniesz
No i uciekłeś w oceny rozmówcy

>A gdzie głosiłem wyższość nad Korczakiem? Przypomnę co napisałem:
> Aby tak stwierdzić musiałbyś podać dokładne stwierdzenia Korczaka.
1 Podałem dokładnie. To był cytat. Zaprzeczyłeś. (nie rozpoznałeś cytatu, bo nigdy nie czytałeś naukowych publikacji Korczaka)
2 Mam cytować całość jego twórczości? Nie ograniczył się do jednej "złotej myśli"
3 Podobnie nie rozpoznałeś cytatu Poppera

Twoje twierdzenie, że nauczanie powinno się opierać na dogmatach jest tylko Twoim twierdzeniem, niepopartym żadną wiedzą. Jest niefalsyfikowalną teorią narcyza, który twierdzi, że nie przeczytawszy żadnej książki wie więcej niż uznani pedagodzy.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Wyjaśniłem dlaczego nie ma tam żadnego nazwiska.
>Bo żadnego nie znasz.
>Q.E.D

dowód na narcyzm szarleyka - emocjonalne szambo

>Bzdura. Umowa nie jest dogmatem. Jest umową. Zmienną

Umowa może być dogmatem. Jest umową - niezmienną. Udowodnij, że istnieje zmienna umowa dla znaczenia znaku + albo działania 2+2=4 w systemie dziesiętnym.

Czyli w mocy jest nadal (mimo twojego autorytarnego stwierdzenia, które ignoruję, bo nie zawiera argumentów i jest tylko autorytarnym stwierdzonkiem):

Cytat:
Przykład niezbędnego dogmatu to np zasada, na podstawie której 2+2=4,


Próbujesz to negować? Serio? jakim to trzeba być zakutym narcystycznym łbem, by próbować negować działanie 2+2=4, tylko po to by uniknąć przyznania się do błędu w błahej sprawie. Ale już w tej błahej sprawie mnie obraziłeś, więc byłoby ci głupio.

>>ad.2
>> Cytat:
Gdyż znak jest tylko symbolem tego co dziecko liczy na paluszkach, ale wykonuje ono tą samą czynność w swoim umyśle, czyli liczy wg pewnych zasad.

>Nie. Przy innych liczbach samo może wymyślać sposoby. Nie ma sztywnych zasad, nie ma dogmatów.

Czyli narcyzik twierdzi, że dziecko może sobie samo wymyślić, że 2+2=4, albo że heroina nie uzależnia i robić co chce, bo przecież nie ma żadnych dogmatów. Co za żałosna próba oszukania samego siebie. Ja już nie muszę udowadniać twojego narcyzmu - sam to robisz takimi stwierdzeniami jak powyższe. Żenujące.

>>ad.3
>> Cytat:
Nie ma to nic do rzeczy.

>Ucieczka

Nie potrafiłeś uzasadnić swojego zdania, więc nie projektuj na mnie tego, że uciekasz. Bądź facetem i weź to na klatę - przyznaj się lub się wycofaj, zamiast brnąć w ten prymitywny sposób. Dla porządku przypomnę ostatni argument:

\"szarley-dogmatyk\":
3 Zapis liczb nie jest jednakowy, mamy wiek XXI


Nie uznałem tego dogmatu szarleya, bo zapis liczb nie ma nic do rzeczy, tylko oddaje mechanizm, o którym mowa. szarley kolejny raz próbował żałośnie rozmyć temat prymitywnymi sztuczkami, ale kolejny raz się nie udało.

>>ad.4
>> Cytat:
Też nie ma to nic do rzeczy. Bowiem po przyjęciu tej umowy dogmaty są wewnątrz niej i wynikają z tego przyjęcia.

>Ucieczka

Ucieczka szarleya.

\"szarley-dogmatyk\":
4 System dziesiętny jest umowny.


Obaliłem to wtrącenie, gdyż nie ma ono nic do tematu. System dziesiętny jest umowny, ok. Po przyjęciu tej umowy dogmaty są wewnątrz tej teorii i wynikają z jej przyjęcia i takowym jest np 2+2=4. Nadal nie przybliżasz się do obalenia tego pewnika, a sam fakt, że próbujesz to zrobić, to dowód na twój żałosny narcyzm.

>>>5 Odpowiedz na pytanie ile było statków wg Sturlusona
>>...
>No ile, skoro arytmetyka to dogmaty???

Wróć do tematu.

>>>6 Uciekniesz
>No i uciekłeś w oceny rozmówcy

Kłamiesz. Nie oceniałem cię. Napisałem tylko argumenty odnoszące się do twojego prymitywnego zachowania rodem z gimbazy. Poza tym nie było przed czym uciekać, a w dodatku zarzucasz mi ucieczkę, bo uciekłeś od moich argumentów w jakieś skrajne racjonalizacje i próbujesz obalić fakt, że 2+2=4

>>A gdzie głosiłem wyższość nad Korczakiem? Przypomnę co napisałem:
>> Aby tak stwierdzić musiałbyś podać dokładne stwierdzenia Korczaka.
>1 Podałem dokładnie. To był cytat. Zaprzeczyłeś. (nie rozpoznałeś cytatu, bo nigdy nie czytałeś naukowych publikacji Korczaka)

Kłamiesz. Aby wytłumaczyć się z kłamstwa wklej dokładny cytat Korczaka i wykaż jego niezgodność z moimi słowami. Uciekasz od tego w jakieś żałosne "ukrywanie" cytatu, ale ja widzę, że go nie było. Nie ma tu żadnego cytatu Korczaka mówiącego, że nie należy nauczać, że 2+2=4, czy że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, czy też, że przed "że" stawiamy przecinek. Z Korczaka rozpoznałem tu jedynie stwierdzenie, że należy uczyć sposobu, a nie sztywnych narzuconych teorii, w które trzeba wierzyć, ale ono nie kłóci się z moimi słowami, bo pisałem, że się z tym zgadzam. Nie zgadzam się z tobą, a nie z Korczakiem, więc nie wycieraj sobie nim gęby i nie oczerniaj go.

>2 Mam cytować całość jego twórczości? Nie ograniczył się do jednej "złotej myśli"

Nie. Wystarczy mi jedynie cytat wskazujący jednoznacznie na to, że stwierdzenia moje i Korczaka stoją w sprzeczności. Póki co nie zrobiłeś tego, tylko uciekasz od tego, bo sam widzisz, że się skompromitowałeś w ogóle wspominając jego osobę.

>3 Podobnie nie rozpoznałeś cytatu Poppera

j.w.

>Twoje twierdzenie, że nauczanie powinno się opierać na dogmatach jest tylko Twoim twierdzeniem, niepopartym żadną wiedzą.

Czyli szarley stawia tezę, że nie należy nauczać dogmatów. Jeśli takiej nie stawia, to znaczy, że nie ma między nami faktycznej niezgodności, a jedynie mowa o językowym upośledzeniu szarleya, który nie rozumie co do niego piszę i nie wie co on sam pisze.

Jeśli szarley chce udowodnić tę przewrotną tezę, to niech obali moje przykłady:

1. 2+2=4
2. gramatyka języka - jeśli ulegnie zmianie to pewnikiem jest, że taka zasada była, ale niektóre nie ulegną zmianom, bo wyczerpują temat i z powodów logicznych są ustalone tak, a nie inaczej
3. bitwa pod Grunwaldem 1410
4. że należy nauczać dzieci pokazując im sposób i stwarzając warunki do samodzielnego wpadania na kolejne rozwiązania

I pkt 4 cię orze na 2 sposoby:
- jeśli to podważasz, to znaczy, że jesteś za dogmatami, a więc sobie przeczysz
- jeśli się z tym zgadzasz to przeczysz sobie, bo przyjmujesz, że ten sposób jest słuszny, a więc jest dogmatem, jako że jego przeciwieństwo to całkowity brak dogmatów

>Jest niefalsyfikowalną teorią narcyza, który twierdzi, że nie przeczytawszy żadnej książki wie więcej niż uznani pedagodzy.

I znów narcyzm z projekcją i znów nie muszę udowadniać, bo sam się orzesz.
szarley (54913 punktów)
>Czyli szarley stawia tezę, że nie należy nauczać dogmatów.

Nie szarley, ale Janusz Korczak i Benjamin Spock (i kilku innych wykładowców UK, ale ich nie podaję bo ogranicza Cię językowa bariera)
Przeciwko nim mam "teorię" absolwenta prywatnej podstawówki, który nie poradzi nawet podać autora jednej (!!!) publikacji którą przeczytał

Nie wierzę w dogmat o nieomylności Olsona.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Czyli szarley stawia tezę, że nie należy nauczać dogmatów.
>Nie szarley, ale Janusz Korczak i Benjamin Spock (i kilku innych wykładowców UK, ale ich nie podaję bo ogranicza Cię językowa bariera)

Korczak twierdził tak o dogmatach w tym drugim znaczeniu, więc popełniasz tu błąd ekwiwokacji, a Spocka nie znam, ale możesz podać cytat dla potwierdzenia tego co piszesz.

>Przeciwko nim mam "teorię" absolwenta prywatnej podstawówki, który nie poradzi nawet podać autora jednej (!!!) publikacji którą przeczytał

Nie. Przeciwko masz argumenty, których nie umiesz podeprzeć, więc w bezsilności chciałeś się podeprzeć autorytetami (erystyka ad verecundiam), ale ci nie wyszło i nawet nie umiałeś dobrze zacytować. Żałosny narcyzm.

A od dobrej podstawówki to ty się odwal, bo to moja wyższość nad tobą, że ja chodziłem do prywatnej podstawówki, a ty do państwowego molochu. Gdybym po państwowej miał myśleć tak jak ty, to wolałbym się nigdy nie urodzić.

>Nie wierzę w dogmat o nieomylności Olsona.

Ja też nie. Dlatego wróćmy do tematu, bo tym cytatem tylko potwierdzasz swój narcyzm, bo jak Bogusławski uciekasz od meritum i konfabulujesz na temat rozmówcy pisząc, że nie wierzysz w jego nieomylność, tak jakby on sam, albo ktokolwiek inny miał wierzyć. Żałosna ucieczka od tematu w bezsilność.
szarley (54913 punktów)
>>>Czyli szarley stawia tezę, że nie należy nauczać dogmatów.
>>Nie szarley, ale Janusz Korczak i Benjamin Spock (i kilku innych wykładowców UK, ale ich nie podaję bo ogranicza Cię językowa bariera)
>Korczak twierdził tak o dogmatach w tym drugim znaczeniu,
Tego nie wiesz, skoro nie czytałeś
Korczak nie zajmował się religijnymi dogmatami

>>Przeciwko nim mam "teorię" absolwenta prywatnej podstawówki, który nie poradzi nawet podać autora jednej (!!!) publikacji którą przeczytał
>Nie. Przeciwko masz argumenty, których nie umiesz podeprzeć,
Które obaliłem. Przypomnę (częściowo):
1 Twój dogmat, że dodawanie oznacza się znakiem + ; jak dodajesz zbiory?
2 Twój dogmat, że należy dogmatycznie nauczać że 2354+3652=6006 jest nie do obrony bo ilość matematycznych równań jest nieskończona
3 No nadal nie odpowiedziałeś na pytanie "Snorri Sturluson pisze " Flota Słowian liczyła pięć i pół setki okrętów" Zastosuj dogmat...
(Poza tym, to Ty powinieneś podeprzeć swoje argumenty ode mnie wymagasz cytatu, więc może też jakiś cytat?)

Nadal czekam na źródło Twoje wiedzy i z braku Twojej odpowiedzi wnoszę, że sam siebie uznajesz za nieomylnego dawcę dogmatów
Nadal czekam na metodę falsyfikacji Twojej "teorii"

>więc w bezsilności chciałeś się podeprzeć autorytetami (erystyka ad verecundiam), ale ci nie wyszło i nawet nie umiałeś dobrze zacytować. Żałosny narcyzm.
1 Daruj sobie impertynencje, nie robią na mnie wrażenia
2 Cytowałem

>A od dobrej podstawówki to ty się odwal, bo to moja wyższość nad tobą, że ja chodziłem do prywatnej podstawówki, a ty do państwowego molochu.
Kolejny dogmat?
1 Nie wiedziałeś mojej szkoły, skąd proroczku wiesz czy była molochem?
2 Tak się chwalisz tą swoją podstawówką... cóż ja skończyłem także uniwersyteckie studia

>>Nie wierzę w dogmat o nieomylności Olsona.
>Ja też nie.
To po co dogmaty głosisz?
Jeśli Twoja teoria nie jest dogmatem, podaj metodę falsyfikacji

>Dlatego wróćmy do tematu, bo tym cytatem tylko potwierdzasz swój narcyzm,
Cytując Korczaka dowodzę swojego narcyzmu? Rozbawiasz

>bo jak Bogusławski uciekasz od meritum i konfabulujesz na temat rozmówcy pisząc, że nie wierzysz w jego nieomylność, tak jakby on sam, albo ktokolwiek inny miał wierzyć. Żałosna ucieczka od tematu w bezsilność.

Bogusławskiemu mógłbyś buty czyścić. Nigdy nie miał problemów z podaniem jakie książki czytał i skąd czerpał wiedzę. Ty po prostu wziąłeś swoją teorię z... głowy
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Korczak twierdził tak o dogmatach w tym drugim znaczeniu,
>Tego nie wiesz, skoro nie czytałeś

Odnoś się do argumentów. Emocjonalnemu narcyzowi ich brakuje, to mówi "nie czytałeś" kompromitując się po raz n-ty.

>Korczak nie zajmował się religijnymi dogmatami

Dogmaty typu religijnego, czyli narzucony z góry zestaw wierzeń. Nie znaczy, że mówił stricte o religii. Po to właśnie falsyfikacja, która właśnie temu rodzajowi dogmatów przeczy. Ale nie przeczy pewnikom i wręcz przeciwnie - korzysta z nich.

>>Nie. Przeciwko masz argumenty, których nie umiesz podeprzeć,
>Które obaliłem.

Narcystyczne kłamstwo.

>Przypomnę (częściowo):

I znów produkujesz pustosłowie i nie odnosisz się do moich argumentów, tylko przed nimi uciekasz.

>1 Twój dogmat, że dodawanie oznacza się znakiem + ; jak dodajesz zbiory?

Nie brnij, tylko odnieś się do tego co opisuje mój przykład, zamiast udawać, że nie rozumiesz.

>2 Twój dogmat, że należy dogmatycznie nauczać że 2354+3652=6006 jest nie do obrony bo ilość matematycznych równań jest nieskończona

Nie mówię, że należy dogmatycznie nauczać, że 2354+3652=6006, tylko zasady, a wynik tego działania to pewnik w systemie dziesiętnym. Nie umiesz obalić. Bezsilny, żałosny szaleniec.

>3 No nadal nie odpowiedziałeś na pytanie "Snorri Sturluson pisze " Flota Słowian liczyła pięć i pół setki okrętów" Zastosuj dogmat...

wykaż, że odnosi się to do tematu, ale najpierw odpowiedz na resztę argumentów, które leżą odłogiem i są nadal w mocy, a wobec których szaleniec jest bezsilny.

>(Poza tym, to Ty powinieneś podeprzeć swoje argumenty ode mnie wymagasz cytatu, więc może też jakiś cytat?)

Jaki cytat, skoro ja nie powoływałem się na żaden autorytet? Roi ci się w tej narcystycznej główce, bo nie umiesz odpowiedzieć na argumenty, które podałem, ani się wycofać.

>Nadal czekam na źródło Twoje wiedzy

Podałem samą wiedzę i można ją skonfrontować najwyżej z kontrargumentami. Źródło jest nieistotne w tym momencie, bo próbujesz się o nie na siłę pytać, bo nie umiesz odnieść się do moich argumentów, więc jak to masz w zwyczaju formułujesz pytania w bezsensowny, odchodzący od meritum sposób, co jest dowodem na twoją bezsilność w dyskusji.

>i z braku Twojej odpowiedzi wnoszę, że sam siebie uznajesz za nieomylnego dawcę dogmatów

typowa narcystyczna projekcja, zastępująca ci odniesienie się do meritum.

>Nadal czekam na metodę falsyfikacji Twojej "teorii"

A niby której? odnieś się do dedukcyjnych argumentów jakie podałem explicite. Sam fakt, że próbujesz nie zgadzać się z tezą, że 2+2=4 jest wymowny.

>>więc w bezsilności chciałeś się podeprzeć autorytetami (erystyka ad verecundiam), ale ci nie wyszło i nawet nie umiałeś dobrze zacytować. Żałosny narcyzm.
>1 Daruj sobie impertynencje, nie robią na mnie wrażenia

Bezsilność i projekcja pod-trollskiego narcyzika

>2 Cytowałem

to gdzie cytat na to jak Korczak albo Popper jest przeciwko nauczaniu matematyki? Czekam kłamczuszku.

>>A od dobrej podstawówki to ty się odwal, bo to moja wyższość nad tobą, że ja chodziłem do prywatnej podstawówki, a ty do państwowego molochu.
>Kolejny dogmat?

Nie. kolejna kompromitacja szarleya

>1 Nie wiedziałeś mojej szkoły, skąd proroczku wiesz czy była molochem?

Nie widziałes mojej szkoły, więc skąd wiesz jaka była? Dogmatycznie założyłeś, że jak prywatna to zła, bo jesteś zacietrzewionym socjalistą (hmm bycie socjalistą to jeszcze nie wada, ale ideologiczny fanatyk to już gorzej), który wierzy w dogmaty socjalistycznej propagandy.

>2 Tak się chwalisz tą swoją podstawówką... cóż ja skończyłem także uniwersyteckie studia

Niczym się nie chwalę, tylko przyczepiłeś się tego, bo:
- jesteś bezsilny co do meritum
- jesteś narcyzem i szukasz na siłę czegoś żeby po mnie pojechać, a fakt, że czepiasz się prywatnej szkoły, czy wymyślasz pod moim adresem zarzuty, że nie uprawiam seksu, albo nie mam znajomych, świadczy o tym dobitnie

>>>Nie wierzę w dogmat o nieomylności Olsona.
>>Ja też nie.
>To po co dogmaty głosisz?

Nie głoszę. Podaję ich przykłady jako argumenty, do których nie umiesz się odnieść, więc uciekasz w stwierdzenie, że głoszę dogmaty i że nie wierzysz w moją nieomylność - typowe stwierdzonka jakie ci zostały po ucieczce od meritum.

>Jeśli Twoja teoria nie jest dogmatem, podaj metodę falsyfikacji

Której teorii? 2+2=4? A jaki konkretnie dowód by cię zadowalał? Przecież wiesz jak wygląda falsyfikacja takiego działania, więc nie ośmieszaj się.

>>Dlatego wróćmy do tematu, bo tym cytatem tylko potwierdzasz swój narcyzm,
>Cytując Korczaka dowodzę swojego narcyzmu? Rozbawiasz

Cytując to co zacytowałeś, czyli cytat z jakim się zgadzam i który nie zawiera tego co miał zawierać, czyli stanowiska niezgodności z nauczaniem matematyki, czy dat historycznych i gramatyki.

>Bogusławskiemu mógłbyś buty czyścić.

to ma być argument? Bogusławski został zjedzony na przekąskę, bo głosił swoje dogmaty i powoływał się na stanowisko jakichś paranaukowców, którzy metodą głosowania ustalili, że homoseksualizm to nie choroba i twierdził, że skoro ci sami ludzie twierdzą, że upodobanie do kobiet z nadwagą, które uniemożliwia miłość to nie choroba. Podawałem mu kontrargumenty w punktach, ale on zamiast odpowiedzi pisał cos w stylu "jestem mądrzejszy a ty głupszy i czytają mnie ludzie mądrzy i dają mi plusy, a tobie dają je głupi i ja bym takich plusów nie chciał" i podkreślał wypowiedzi na kolorowo, jakby to miało mu zastąpić argument. Z drugiej strony to mógłbyś mu buty czyścić, bo ty się zaorałeś bardziej.

>Nigdy nie miał problemów z podaniem jakie książki czytał i skąd czerpał wiedzę.

No widzisz, a ja mam problem z wymienieniem moich ulubionych piosenek, bo czuję się zażenowany gdy ktoś zadaje podobne pytania, a ty w tym momencie próbujesz uciec od meritum i chwalić się jakie to książki przeczytałeś, tak jakby miało to zmazać twoją plamę jaką jest narcystyczne brnięcie w zaparte i ucieczki od meritum.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ty po prostu wziąłeś swoją teorię z... głowy

A ty z tyłu, bynajmniej nie głowy. Dlatego ja mam argumenty, a tobie się wydawało, że rozumiesz tezy z książek, których tak naprawdę nie rozumiesz. Ja umiem podać argumenty na swoje stwierdzenia, a ty jedynie nazwiska i wycierasz sobie nimi gębę, żałośnie wypaczając ich słowa i moje słowa, z którymi porównujesz wypowiedzi. W dodatku nie umiesz podać dokładnego cytatu, a kłamiesz, że umiesz.
szarley (54913 punktów)
>Odnoś się do argumentów.
Odniosłem się. Udowodniłem, że nie można nauczać 2+2=4 jako dogmatu, podobnie z gramatyką i historią

>>Korczak nie zajmował się religijnymi dogmatami
>Dogmaty typu religijnego, czyli narzucony z góry zestaw wierzeń.
Korczak nie zajmował się dogmatami, w tym co pisał nie znajduję śladu zbieżności z Twoim pisaniem

>>1 Twój dogmat, że dodawanie oznacza się znakiem + ; jak dodajesz zbiory?
>Nie brnij, tylko odnieś się do tego co opisuje mój przykład, zamiast udawać, że nie rozumiesz.
Twierdzisz, że należy nauczać DOGMATU, że dodawanie oznacza się jako +
1 Uczysz dziecko dodawania bez użycia znaków, na paluszkach
2 jak oznaczasz dodawanie zbiorów?
Wniosek: Dogmat o dogmatycznym nauczaniu że dodawanie oznacza się jako + został obalony

>>2 Twój dogmat, że należy dogmatycznie nauczać że 2354+3652=6006 jest nie do obrony
>Nie mówię, że należy dogmatycznie nauczać, że 2354+3652=6006, tylko zasady, a wynik tego działania to pewnik
I tego pewnika nie należy nauczać!
Twoja pierwsza teza brzmiała, że dziecko należy nauczać dogmatów np że 2+2=4

>Nie umiesz obalić. Bezsilny, żałosny szaleniec.
I nie zamierzam obalać wyniku matematycznego równania
Obaliłem Twoją "teorię" że należy nauczać dogmatu że 2354+3652=6006 lub 2+2=4

>>3 nadal nie odpowiedziałeś na pytanie: Sturluson pisze " Flota Słowian liczyła pięć i pół setki okrętów" Zastosuj dogmat...
>wykaż, że odnosi się to do tematu,
Nie musisz wiedzieć kim był Sturluson.
Dostajesz proste arytmetyczne równanie ile to jest pięć i pół setki łodzi i nie możesz odpowiedzieć w oparciu o "pewniki" jakimi są wyniki obliczeń. Nawet TY nie jesteś tak odważny żeby skorzystać z dogmatu (pewnika)
Nawet wyniku prostego obliczenia nie można traktować jako pewnika, ba nawet Olson, autor tej koncepcji boi się takiego obliczenia. O czym to świadczy? Że nie ma pewników, tym bardziej, nie wolno opierać nauczania na pewnikach Nie ma powodu do wstydu. Nawet Gerard Labuda źle policzył okręty. Zakładam, że wiesz kim był

>ale najpierw odpowiedz na resztę argumentów,
Żeby obalić teorię wystarczy jeden kontrargument. Użyłem kilku, nie odniosłeś się do nich redukując rzecz do równania. Nie piszemy o matematyce, ale o nauczaniu matematyki

>>Nadal czekam na źródło Twoje wiedzy
>Podałem samą wiedzę
Gratuluję. Zaprzeczyłeś Spockowi i Korczakowi (i wszystkim znanym mi pedagogom.)

>Źródło jest nieistotne w tym momencie,
W Porównaniu z Olsonem każdy blask przygasa

>>Nadal czekam na metodę falsyfikacji Twojej "teorii"
>A niby której?
... że należy nauczać w oparciu o dogmaty
Każda naukowa teoria musi być falsykowalna

>odnieś się do dedukcyjnych argumentów jakie podałem explicite. Sam fakt, że próbujesz nie zgadzać się z tezą, że 2+2=4 jest wymowny.
Nazywasz mnie szaleńcem bo rzekomo podważam że 2+2=4. Nie, nie podważam. Podważam Twoją teorię, że należy tego nauczać jako dogmatu. Podważyłem argumentoma

>>1 Daruj sobie impertynencje, nie robią na mnie wrażenia
>Bezsilność i projekcja pod-trollskiego narcyzika
Daruj sobie impertynencje, nie robią na mnie wrażenia

>>2 Cytowałem
> to gdzie cytat na to jak Korczak albo Popper jest przeciwko nauczaniu matematyki? Czekam kłamczuszku.
Nie o matematyce rozmawiamy, ale nauczaniu matematyki
Na pewno Korczak nie był przeciwny nauczaniu matematyki, ale nie był zwolennikiem nauczania czegokolwiek w oparciu o dogmaty. Ty mu przeczysz

>>1 Nie wiedziałeś mojej szkoły, skąd proroczku wiesz czy była molochem?
>Nie widziałes mojej szkoły, więc skąd wiesz jaka była?
Nie wiem jaka była Twoja, o mojej napisałeś że była molochem
Skąd ta wiedza proroczku?

>>Jeśli Twoja teoria nie jest dogmatem, podaj metodę falsyfikacji
>Której teorii? 2+2=4?
Teorii, że należy tego nauczać jako dogmatu
Podaj metodę falsyfikacji. Chyba że znów chcesz zaprzeczyć Popperowi

>>Bogusławskiemu mógłbyś buty czyścić.
>to ma być argument? Bogusławski został zjedzony na przekąskę,
Gratuluję

>>Nigdy nie miał problemów z podaniem jakie książki czytał i skąd czerpał wiedzę.
>No widzisz, a ja mam problem z wymienieniem moich ulubionych piosenek
Nie pytam o piosenki tylko o źródła wiedzy, dałem Ci też pierwszeństwo wyboru kryteriów oceny publikacji. Nie korzystałeś.

>>Ty po prostu wziąłeś swoją teorię z... głowy
>A ty z tyłu, bynajmniej nie głowy. Dlatego ja mam argumenty,

Teoria Olsona
Wyników działań matematycznych należy uczyć jako dogmatów
Argumenty Olsona obalone

>Ty po prostu wziąłeś swoją teorię z... głowy
>A ty z tyłu,
Ja nie głoszę żadnej teorii.
Mam niewielką wiedzę wyniesioną z wykładów, książek i praktyki. I mam przeciwko tej wiedzy Teorię Olsona pochodzącą od Olsona, niefalsyfikowalną, głoszoną jako dogmat, przez nikogo nie popartą, niepublikowaną nie przyjmującą obalających ją kontrargumentów, a jej głosiciel jest narcyzem który w innych widzi narcyzm kiedy go krytykują

Widzisz, ja naprawdę wolę zaufać Korczakowi, Spockowi (nie mogę podać więcej nazwisk, bo nawet nie wiem, czy zostały przetłumaczone na polski język - to Twoja przewaga, Ty możesz podać wszystkie, ja Twój szkolny język rozumiem) i moim akademickim wykładowcom, niż... komuś, kto nawet nie poradzi zacytować jednej publikacji.
Wielki Olson głosi teorię dogmatycznego nauczania mając jako podstawę:
Literaturę? Jaką!
Wykłady? Gdzie!
Praktykę? Gdzie!

Tak, wiem, jestem narcyzem, bo wymagam od Ciebie podania źródła wiedzy. a przecież Olson Wielki nie potrzebuje źródeł wiedzy, Olson Wielki sam jest krynicą mądrości wszelakiej, co tam profesorowie UK, czy Spock. Olson Wielki zaorał wszystkich. O, hołd Ci Olsonie Wielki ! To ci dopiero narcyzm, gdzie mnie do tego skromnej konwalijce

>W dodatku nie umiesz podać dokładnego cytatu, a kłamiesz, że umiesz.
Podałem cytat. Niedokładny, bo Korczaka nie czytałem po polsku, więc na powrót muszę przełożyć. Jeśli Ty znasz ten cytat z polskiego źródła, będę wdzięczny za podanie oryginału
John Doe (782 punktów)

>>>1 Twój dogmat, że dodawanie oznacza się znakiem + ; jak dodajesz zbiory?
>>Nie brnij, tylko odnieś się do tego co opisuje mój przykład, zamiast udawać, że nie rozumiesz.
>Twierdzisz, że należy nauczać DOGMATU, że dodawanie oznacza się jako +
>1 Uczysz dziecko dodawania bez użycia znaków, na paluszkach
>2 jak oznaczasz dodawanie zbiorów?

Odwrotna notacja polska (nie stosuje się nawiasu do określenia kolejności działań tylko pojęcie stosu)
Język Forth i Postscript
FORTH widziałem w bootloaderze serwera opartego o procesory RISC, Postscript to codzienność wręcz (zwłaszcza publikacje)
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Odnoś się do argumentów.
>Odniosłem się. Udowodniłem, że nie można nauczać 2+2=4 jako dogmatu, podobnie z gramatyką i historią

Nie udowodniłeś niczego poza swoim narcyzmem i niezdolnością do rozumienia argumentów i odpowiadania na nie. Ja się pytam gdzie obaliłeś dogmaty, a nie nauczanie jako dogmat czegokolwiek, bo tu już mamy 2 definicję, a ja piszę o tej dogmat - pewnik. Kłamałeś, że odpowiadasz na nią, a teraz okazuje się, że piszesz o tej drugiej, czyli nadal powtarzasz błąd ekwiwokacji. Wypociłeś coś, ale chcąc podważyć przecież moje argumenty dotyczące pewników niezbędnych w myśleniu, a skoro w myśleniu, to także w nauczaniu. Obaliłem to i wręcz zostałeś wyśmiany, a twoja próba negacji, że 2+2=4 to narcystyczne brnięcie w zaparte, a ty jesteś hiperbolą narcyzów. Oznacza to, że gdy komuś zarzucam narcyzm, to na twoim przykładzie mogę mu w jaskrawy sposób pokazać o co chodzi, tzn co mu zarzucam.

>Korczak nie zajmował się dogmatami, w tym co pisał nie znajduję śladu zbieżności z Twoim pisaniem

To, że nie znajdujesz, to już wada twojej psychiki. Dlatego wymagane jest w dyskusji podanie dokładnych cytatów, aby zachować sens wypowiedzi Korczaka i zestawić to z moim sensem wypowiedzi. Wyjdzie, że są pod wieloma względami zbieżne, a już na pewno co do tego, że należy nauczać samodzielnego myślenia. Sprowadza się to jednak nadal do sposobu i reguł, tylko są one inne niż w przypadku narzucania dogmatów "z ambony". Jeśli uznasz je za pewnik, to sam sobie przeczysz, a jeśli nie uznasz, to przeczysz tym stwierdzeniom Korczaka, co wtedy wyszłoby na to, że sam sobie przeczysz i w dodatku projekcja na mnie byłaby tu opisem twojego zachowania. Przecząc więc istnieniu pewników w myśleniu, przeczysz też wszystkiemu co na bieżąco mówisz, bo opierasz się choćby o uproszczone reguły logiki i semantyki (no ok, logiki to ty może akurat nie i dlatego wychodzi ci to co wychodzi).

>Twierdzisz, że należy nauczać DOGMATU, że dodawanie oznacza się jako +

tak, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, dziecko nie nauczy się dodawać, bo uzna "ten + to jakiś dogmat, ja tu zamiast tego wstawię - i w dodatku zamiast dodawać, to sobie podzielę. I pyk - wychodzi 2-2=10 (bo wynik dzielenia 2-2 nie musi dać dogmatycznego 1).

A skoro tak, to przecząc sobie wykazujesz, że jesteś sprzeczny, więc możesz mówić dowolne rzeczy, bo one i tak nie mają żadnej wartości logicznej.

>1 Uczysz dziecko dodawania bez użycia znaków, na paluszkach

Jakiego dodawania, skoro wywaliłeś je z myślenia bo to pewnik, a pewników nie ma, bo się ich pozbyłeś? Na jakich paluszkach, skoro to sposób liczenia, czyli pewnik? Jak uczyć, skoro lepiej iść się napić śliwowicy ze szwagrem w garażu? Typku, popadasz w fundamentalną sprzeczność próbując negować pewniki. Umysł musi założyć, że coś jest pewnikiem i musi się jakimiś pewnikami posługiwać, by być systemem niesprzecznym i posiadać wartość logiczną swoich osądów.

>2 jak oznaczasz dodawanie zbiorów?

Po co zadałeś to pytanie? Bez sensu. Znaki można sobie zastąpić dowolnymi innymi, nazwę "dodawanie" można zastąpić inną, a czynność jaką wykonasz nadal będzie ta sama, bo to działanie jest dogmatem i wyniki wynikają z tych dogmatów, dzięki czemu nie są dowolne, dzięki czemu mają wartość dla nas.

>Wniosek: Dogmat o dogmatycznym nauczaniu że dodawanie oznacza się jako + został obalony

Wniosek: szarley znów się zbłaźnił i narcystyczne wysokie ego szaleńca myśli, że coś obalił, a to tylko śliwowica szumi po przepalonych synapsach.

>>Nie mówię, że należy dogmatycznie nauczać, że 2354+3652=6006, tylko zasady, a wynik tego działania to pewnik
>I tego pewnika nie należy nauczać!

Nie należy? Jeśli nauczyciel napisze takie działanie na tablicy, to wg ciebie (i Korczaka) powinien wylecieć ze szkoły, za nauczanie dogmatów?

>Twoja pierwsza teza brzmiała, że dziecko należy nauczać dogmatów np że 2+2=4

szarley aka mr straw man Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>>Nie umiesz obalić. Bezsilny, żałosny szaleniec.
>I nie zamierzam obalać wyniku matematycznego równania

Czyli ten pewnik jednak przyjmujesz?

>Obaliłem Twoją "teorię" że należy nauczać dogmatu że 2354+3652=6006 lub 2+2=4

żenujące

Jak widać powoli wycofujesz się ze swojego stwierdzenia. Szykujesz furtkę, że niby ja pisałem co innego niż pisałem i co innego chcesz "obalać". Narcyzm nie pozwala ci się przyznać do błędu, podobnie jak w przypadku dyskusji o ideach demokracji i dyktatury i pytaniu o przyczyny chemii, którego nie zrozumiałeś i próbowałeś wmówić, że pytam o co innego niż pytam.


>>>3 nadal nie odpowiedziałeś na pytanie: Sturluson pisze " Flota Słowian liczyła pięć i pół setki okrętów" Zastosuj dogmat...
>>wykaż, że odnosi się to do tematu,
>Nie musisz wiedzieć kim był Sturluson.

Nawet o to nie pytam. Pytam jak twoje pytanie odnosi się do tematu.

>Dostajesz proste arytmetyczne równanie ile to jest pięć i pół setki łodzi

5 łodzi + 50 czyli 55, albo 550 łodzi. Nie ma tu arytmetycznego równania tylko niesprecyzowane zdanie - błąd semantyczny.

Więc pytam jak ten błąd miałby odnosić się do tematu. W bezsilności chwytasz się jakiejś głupiej sztuczki, którą się tylko pogrążasz.

>i nie możesz odpowiedzieć w oparciu o "pewniki" jakimi są wyniki obliczeń.

bo nie ma podanego działania do obliczania, więc kompromitujesz się tym przykładem, bo nie umiałeś odpowiedzieć na moje argumenty.

>Żeby obalić teorię wystarczy jeden kontrargument. Użyłem kilku,

co z tego, że użyłeś, skoro były błędne i się tylko nimi skompromitowałeś, a ja to poobalałem i moje argumenty są nadal w mocy, a ty nie umiesz się do nich odnieść bez narcystycznej negacji wszystkiego co pisze adwersarz
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Żeby obalić teorię wystarczy jeden kontrargument. Użyłem kilku, nie odniosłeś się do nich redukując rzecz do równania. Nie piszemy o matematyce, ale o nauczaniu matematyki

Nauczanie matematyki jest mową także o matematyce. Nie użyłeś żadnego argumentu tylko narcystyczne racjonalizacje, które od ręki poobalałem. Ignorujesz to i nadal powtarzasz dawno ośmieszone tezy. To twój standardowy sposób dyskusji. Drugim jest zadawanie bezsensownych pytań, których zasadność oddaliłem i pytanie o nazwiska i książki, zamiast o samo meritum.

>>>Nadal czekam na źródło Twoje wiedzy
>>Podałem samą wiedzę
>Gratuluję. Zaprzeczyłeś Spockowi i Korczakowi (i wszystkim znanym mi pedagogom.)

Kłamiesz. Aby wykazać swoją tezę, musiałbyś podać te cytaty Korczaka i Spocka, ale ty ich nie rozumiesz, podobnie jak nie rozumiesz moich tez. Sprzeczne jest więc jedynie twoje pojmowanie i próbujesz to projektować na mnie, bo jesteś narcystycznym pod-trollem.

>>Źródło jest nieistotne w tym momencie,
>W Porównaniu z Olsonem każdy blask przygasa

szalony narcyzm szarleya, który pisze o olsonie (bez sensownie), bo nie umie odpowiedzieć na to co pisze olson. Jeszcze gdybyś pisał, że manipuluję w taki i taki sposób i być to wytknął, to byłby to argument odnoszący się do meritum, tak jak ja tobie udowadniam tego typu manipulacje. Ale ty ad personam umiesz tylko na chama "brak seksu", "brak znajomych", "prywatna szkoła", "olson autorytet" - to typowe cechy przegranego. Przegrany jest bezsilny i dlatego sięga po takie coś. Oczywiście jeśli jest narcyzem.

>>odnieś się do dedukcyjnych argumentów jakie podałem explicite. Sam fakt, że próbujesz nie zgadzać się z tezą, że 2+2=4 jest wymowny.
>Nazywasz mnie szaleńcem bo rzekomo podważam że 2+2=4. Nie, nie podważam.

Jeśli nie podważasz, to z automatu zgadzasz się z moją tezą, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, albo nie myślisz nic na ten temat, czyli nie masz zdania i wtedy możesz nie używać dogmatu i zachować niesprzeczność, ale nie możesz wtedy negować mojej tezy, że pewniki są niezbędne.

>>>1 Daruj sobie impertynencje, nie robią na mnie wrażenia
>>Bezsilność i projekcja pod-trollskiego narcyzika
>Daruj sobie impertynencje, nie robią na mnie wrażenia

Bezsilność i projekcja pod-trollskiego narcyzika


>Nie o matematyce rozmawiamy, ale nauczaniu matematyki



czyli o matematyce

śmieszny narcyzik

>>>1 Nie wiedziałeś mojej szkoły, skąd proroczku wiesz czy była molochem?
>>Nie widziałes mojej szkoły, więc skąd wiesz jaka była?
>Nie wiem jaka była Twoja, o mojej napisałeś że była molochem
>Skąd ta wiedza proroczku?

Skoro nie wiesz jaka była moja, to dlaczego wydaje ci się, że to zarzut, że była prywatna? Nie wiem jaka była twoja, ale publiczne szkoły to albo wiejskie przybytki bez merytorycznego przygotowania, albo molochy, w których jest dużo patologii. Mogłem się pomylić, bo pisząc to, zapomniałem, że jesteś obcokrajowcem i może u was szkoły państwowe są lepsze niż w Polsce.

>>>Jeśli Twoja teoria nie jest dogmatem, podaj metodę falsyfikacji
>>Której teorii? 2+2=4?
>Teorii, że należy tego nauczać jako dogmatu

No jeśli należy nauczać, to jest to pewnik, a jeśli nie, to nie należy tego nauczać wcale. Sam sobie przeczysz.

>>>Bogusławskiemu mógłbyś buty czyścić.
>>to ma być argument? Bogusławski został zjedzony na przekąskę,
>Gratuluję

Sam się zżarł, więc jemu "pogratuluj". Podajcie sobie rączki

>>No widzisz, a ja mam problem z wymienieniem moich ulubionych piosenek
>Nie pytam o piosenki tylko o źródła wiedzy, dałem Ci też pierwszeństwo wyboru kryteriów oceny publikacji. Nie korzystałeś.

Ze źródłami wiedzy jest jak z piosenkami. Wolę mówić o wiedzy niż o źródłach, bo nie chcę wyjść na takiego bufona jak ty, który chwali się tym, że jest oczytany. Ja wolę podawać argumenty mądrych ludzi, bez pisania czyj to argument. Używam go roboczo jako swojego i do tego się odnoś, zamiast uciekać w erystykę ad verecundiam.

I wykazałem ci kolejny przejaw narcyzmu. Tzn sam sobie wykazujesz, a ja to tylko opisuję.

>Tak, wiem, jestem narcyzem, bo wymagam od Ciebie podania źródła wiedzy. a przecież Olson Wielki nie potrzebuje źródeł wiedzy, Olson Wielki sam jest krynicą mądrości wszelakiej, co tam profesorowie UK, czy Spock. Olson Wielki zaorał wszystkich. O, hołd Ci Olsonie Wielki ! To ci dopiero narcyzm, gdzie mnie do tego skromnej konwalijce

narcystyczne emocje

>>W dodatku nie umiesz podać dokładnego cytatu, a kłamiesz, że umiesz.
>Podałem cytat. Niedokładny, bo Korczaka nie czytałem po polsku, więc na powrót muszę przełożyć. Jeśli Ty znasz ten cytat z polskiego źródła, będę wdzięczny za podanie oryginału

narcystyczne emocje

A cytatu o obaleniu przez Korczaka matematyki nadal nie ma.
szarley (54913 punktów)
Olson:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

Dowody Olsona:

>Nie udowodniłeś niczego poza swoim narcyzmem i niezdolnością do rozumienia argumentów
>narcystyczne brnięcie w zaparte, a ty jesteś hiperbolą narcyzów.
>Jak uczyć, skoro lepiej iść się napić śliwowicy ze szwagrem w garażu?
>Typku,
>Wniosek: szarley znów się zbłaźnił i narcystyczne wysokie ego szaleńca myśli, że coś obalił, a to tylko śliwowica szumi po przepalonych synapsach.
>szalony narcyzm szarleya,
>Bezsilność i projekcja pod-trollskiego narcyzika
>śmieszny narcyzik
>Bogusławski został zjedzony na przekąskę,>Sam się zżarł,
>nie chcę wyjść na takiego bufona jak ty, który chwali się tym, że jest oczytany.
>narcystyczne emocje
>narcystyczne emocje

Cóż z takimi dowodami i nie ma dyskusji. Innych bark

Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona

Pa
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Olson:
> Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>Dowody Olsona

Nie zacytowałeś moich dowodów, tylko znów się błaźnisz i potwierdzasz to, że jeteś narcyzem i że nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

Cytat:
Ja się pytam gdzie obaliłeś dogmaty, a nie nauczanie jako dogmat czegokolwiek, bo tu już mamy 2 definicję, a ja piszę o tej dogmat - pewnik. Kłamałeś, że odpowiadasz na nią, a teraz okazuje się, że piszesz o tej drugiej, czyli nadal powtarzasz błąd ekwiwokacji.


Cytat:
Wypociłeś coś, ale chcąc podważyć przecież moje argumenty dotyczące pewników niezbędnych w myśleniu, a skoro w myśleniu, to także w nauczaniu. Obaliłem to i wręcz zostałeś wyśmiany, a twoja próba negacji, że 2+2=4 to narcystyczne brnięcie w zaparte,


Cytat:
wymagane jest w dyskusji podanie dokładnych cytatów, aby zachować sens wypowiedzi Korczaka i zestawić to z moim sensem wypowiedzi. Wyjdzie, że są pod wieloma względami zbieżne, a już na pewno co do tego, że należy nauczać samodzielnego myślenia. Sprowadza się to jednak nadal do sposobu i reguł, tylko są one inne niż w przypadku narzucania dogmatów "z ambony". Jeśli uznasz je za pewnik, to sam sobie przeczysz, a jeśli nie uznasz, to przeczysz tym stwierdzeniom Korczaka, co wtedy wyszłoby na to, że sam sobie przeczysz i w dodatku projekcja na mnie byłaby tu opisem twojego zachowania. Przecząc więc istnieniu pewników w myśleniu, przeczysz też wszystkiemu co na bieżąco mówisz, bo opierasz się choćby o uproszczone reguły logiki i semantyki


Cytat:
tak, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, dziecko nie nauczy się dodawać, bo uzna "ten + to jakiś dogmat, ja tu zamiast tego wstawię - i w dodatku zamiast dodawać, to sobie podzielę. I pyk - wychodzi 2-2=10 (bo wynik dzielenia 2-2 nie musi dać dogmatycznego 1).

A skoro tak, to przecząc sobie wykazujesz, że jesteś sprzeczny, więc możesz mówić dowolne rzeczy, bo one i tak nie mają żadnej wartości logicznej.


Cytat:
Jakiego dodawania, skoro wywaliłeś je z myślenia bo to pewnik, a pewników nie ma, bo się ich pozbyłeś? Na jakich paluszkach, skoro to sposób liczenia, czyli pewnik? Jak uczyć, skoro lepiej iść się napić śliwowicy ze szwagrem w garażu? Typku, popadasz w fundamentalną sprzeczność próbując negować pewniki. Umysł musi założyć, że coś jest pewnikiem i musi się jakimiś pewnikami posługiwać, by być systemem niesprzecznym i posiadać wartość logiczną swoich osądów.


Cytat:
Po co zadałeś to pytanie? Bez sensu. Znaki można sobie zastąpić dowolnymi innymi, nazwę "dodawanie" można zastąpić inną, a czynność jaką wykonasz nadal będzie ta sama, bo to działanie jest dogmatem i wyniki wynikają z tych dogmatów, dzięki czemu nie są dowolne, dzięki czemu mają wartość dla nas.


Cytat:
Nie należy? Jeśli nauczyciel napisze takie działanie na tablicy, to wg ciebie (i Korczaka) powinien wylecieć ze szkoły, za nauczanie dogmatów?


Cytat:
Jak widać powoli wycofujesz się ze swojego stwierdzenia. Szykujesz furtkę, że niby ja pisałem co innego niż pisałem i co innego chcesz "obalać". Narcyzm nie pozwala ci się przyznać do błędu, podobnie jak w przypadku dyskusji o ideach demokracji i dyktatury i pytaniu o przyczyny chemii, którego nie zrozumiałeś i próbowałeś wmówić, że pytam o co innego niż pytam.


Cytat:
5 łodzi + 50 czyli 55, albo 550 łodzi. Nie ma tu arytmetycznego równania tylko niesprecyzowane zdanie - błąd semantyczny.

Więc pytam jak ten błąd miałby odnosić się do tematu.


Cytat:
bo nie ma podanego działania do obliczania


Cytat:
Nauczanie matematyki jest mową także o matematyce.


Cytat:
Jeśli nie podważasz, to z automatu zgadzasz się z moją tezą, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, albo nie myślisz nic na ten temat, czyli nie masz zdania i wtedy możesz nie używać dogmatu i zachować niesprzeczność, ale nie możesz wtedy negować mojej tezy, że pewniki są niezbędne.


Cytat:
No jeśli należy nauczać, to jest to pewnik, a jeśli nie, to nie należy tego nauczać wcale. Sam sobie przeczysz.


Podałem tezę i przykłady, a ty w bezsilności nazywasz moimi argumentami poboczne wstawki, które argumentami nie są. Niby nie dostrzegasz moich argumentów, a jednak wiesz, które to, skoro tak skrzętnie je pominąłeś cytując same konkluzje dowodów na to, że jesteś narcyzem. Fakt albo superexpress chętnie by cię zatrudniły


>Cóż z takimi dowodami i nie ma dyskusji. Innych bark

Brak, czy faktycznie bark? A może barek ze śliwowicą?

Typku, dla tego co teraz zrobiłeś założę osobny temat, żeby każdy forumowicz widział jaki jest sposób dyskusji szarleya. I tak nikt już cię tu nie traktuje poważnie, ale ten babol był epicki i zasługuje na swój wątek w bazgrołach

>Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona

Argumentum ad verecundiam trollobufonka, który tupie nóżką.
szarley (54913 punktów)
Olson:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

Karl Popper:
Cytat:
Nauka nie uznaje dogmatów


>Nie zacytowałeś moich dowodów,
Zacytowałem to, co w Twojej wypowiedzi było najistotniejsze, tym przykryłeś brak argumentów

>Ja się pytam gdzie obaliłeś dogmaty, a nie nauczanie jako dogmat czegokolwiek,
Nie zajmuję się dogmatami, rozmawiamy o pedagogice. Ty twierdzisz, że należy nauczać dogmatów, ja jestem temu przeciwny i podaję przykłady niedogmatycznego nauczania
>Wypociłeś coś,
Znów pokrywasz swój brak argumentów

>wymagane jest w dyskusji podanie dokładnych cytatów, aby zachować sens wypowiedzi Korczaka
Biblioteka w najbliższym powiatowym miasteczku.
Od siebie nie wymagasz nawet podania autora publikacji jaką przeczytałeś.

>tak, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, dziecko nie nauczy się dodawać, bo uzna "ten + to jakiś dogmat,
Po raz kolejny powtarzam: dziecko nie używa znaku + podczas nauki dodawania.

>Jakiego dodawania, skoro wywaliłeś je z myślenia bo to pewnik,
Dodawanie jest dogmatem?

>Nie należy? Jeśli nauczyciel napisze takie działanie na tablicy, to wg ciebie (i Korczaka) powinien wylecieć ze szkoły, za nauczanie dogmatów?
Nie, bo nie naucza dogmatów.

>5 łodzi + 50 czyli 55, albo 550 łodzi. Nie ma tu arytmetycznego równania tylko niesprecyzowane zdanie - błąd semantyczny.
660, a teraz dojdź wg Twoich dogmatów jak to możliwe.

>Nauczanie matematyki jest mową także o matematyce.
Tylko z pozoru. Nawet wiara w dogmaty a nauczanie dogmatów to nie to samo.

>No jeśli należy nauczać, to jest to pewnik, a jeśli nie, to nie należy tego nauczać wcale. Sam sobie przeczysz.
To nie jest pewnik, możesz to podważyć. Nawet próbujesz przedstawiając swoją pseudonaukową teorię. Pseudo... bo naukowa musi mieć metodę falsyfikacji. Tego nie przedstawiłeś.

>Brak, czy faktycznie bark? A może barek ze śliwowicą?
Ad personam
>Typku,
Ad personam

>dla tego co teraz zrobiłeś założę osobny temat,
Nie licz na moje wpisy, wystarczająco cenzurujesz.
(inni jakoś też się nie kwapią)

>>Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona
>Argumentum ad verecundiam trollobufonka, który tupie nóżką.
Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona.
Dowód: Brak materiałów źródłowych Twojej "wiedzy", Brak metody falsyfikacji Twojej "teorii"

Trzeba być strasznie narcystycznym bufonem, żeby przy dzisiejszym stanie wiedzy wymyślać bez jakichkolwiek teoretycznych/doświadczalnych podstaw nową naukową teorię.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Olson:
>Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>Karl Popper:
>Cytat:
Nauka nie uznaje dogmatów


Ekwiwokacja.

sjp.pl/ekwiwokacja

Dogmat:
1. Teoria nieempiryczna przyjmowana na wiarę i racjonalizowana przez dopasowywanie obserwacji empirycznych by dorobić do nich teorię pasującą do dogmatu (pattern wiary, niedojrzałości emocjonalnej i zaburzeń psychicznych). Przykład: "świat stworzył Bóg bo nie wiemy skąd się wzięliśmy, a skoro my coś musimy stworzyć by działało to Bóg nas też musiał stworzyć* byśmy działali, bo przecież nie jesteśmy tylko robotami, które powstały tylko z materii**", "trzeba kibicować Legii Warszawa", "trzeba być patriotą".

*odniesienie kategorii maszyny do człowieka
**wykluczenie kategorii maszyny w myśleniu

Czyli sprzeczność w myśleniu. Następnie taka sprzeczność jest postrzegana w formie projekcji jako cecha innej osoby, która nie zgadza się z dogmatem.

2. Pewnik - coś przyjętego na wiarę na podstawie ścisłych obserwacji empirycznych i dopasowania do istniejących pasujących teorii, lub wynikającego ściśle z przyjętych założeń. Do pewników empirycznie dochodzimy poprzez logiczne wykluczenie pozostałych opcji i dostrzeżenie patternu, z którego nie można zrezygnować w myśleniu. Przykładem pewnika jest "2+2=4", bitwa pod Grunwaldem w 1410, fakt aprioryczny jaki sobie uświadamiamy, czyli samo to, że żyjemy, potrzeba założenia pewników w myśleniu, dedukcji, dyskusji, potrzeba kreatywnego, samodzielnego myślenia, co samo w sobie jest pewnikiem itd - można mnożyć takie przykłady.

Te argumenty są w mocy, a ty się nadal nie odniosłeś i popełniasz dziecinny błąd bota.

A w ramach uzupełnienia przykładu 1 z tym Bogiem, to też jest tu piękny błędne koło w samym założeniu i ekwiwokacja.

>>Nie zacytowałeś moich dowodów,
>Zacytowałem to, co w Twojej wypowiedzi było najistotniejsze, tym przykryłeś brak argumentów

Nie tłumacz się w taki sposób, bo wszyscy wiemy, że tak nie jest. Ominąłeś argumenty i zacytowałeś to na co reagujesz, czyli to co zadziałało ci na emocje, a argumenty po prostu zignorowałeś. To typowa reakcja zdradzająca twoją bezsilność wobec argumentów. Natomiast ja tylko podsumowałem swoje wywody takimi stwierdzonkami. Ty przypisujesz mi swoje kategorie myślowe, bo w bezsilności zacząłeś konfabulować na mój temat i teraz też czynisz projekcję.

>>Ja się pytam gdzie obaliłeś dogmaty, a nie nauczanie jako dogmat czegokolwiek,
>Nie zajmuję się dogmatami, rozmawiamy o pedagogice.

Rozmawiamy o dogmatach, a ty rozpaczliwie próbujesz zmienić temat na pedagogikę. Jednak sam tutaj wpadasz w błędne koło, bo jeśli zgadzasz się z Korczakiem, to z automatu uznajesz za pewnik jego ideę. Przy zachowaniu jednej definicji dogmatu automatycznie musisz popaść w sprzeczność, więc musisz wprowadzić rozróżnienie - jedne dogmaty mają znaczenie 1, a inne mają znaczenie 2 i trzeba precyzować o czym piszemy. Ty od tego uciekasz, bo wiesz już, że się zaorałeś.

>Ty twierdzisz, że należy nauczać dogmatów, ja jestem temu przeciwny i podaję przykłady niedogmatycznego nauczania

strawmanik - wiedząc, że nie masz racji, wypaczasz moją wypowiedź do takiej wersji wg której miałbyś rację, gdybym zgodził się na twoje przedefiniowanie, które prowadzi do sprzeczności.

>>Wypociłeś coś,
>Znów pokrywasz swój brak argumentów

Podsumowałem swoje argumenty, a ty tylko uciekasz w projekcje.

>>wymagane jest w dyskusji podanie dokładnych cytatów, aby zachować sens wypowiedzi Korczaka
>Biblioteka w najbliższym powiatowym miasteczku.

Ty wprowadzasz tezę, ty tłumacz i wklejaj cytaty. Albo się wycofaj z tezy, tzn uznaj, że nie możesz jej wykorzystywać na potrzeby tej dyskusji, bo nie jesteś w stanie tego uzasadnić. Kolejna próba ucieczki szarleya to zrzucanie ciężaru dowodu na rozmówcę.

>Po raz kolejny powtarzam: dziecko nie używa znaku + podczas nauki dodawania.

Powtarzaj, ale to nie jest wpis na temat. Dziecko dodaje, a to jakim znakiem umówiliśmy się to opisywać, to inna kwestia. W ten sposób żałośnie próbujesz uciec od tematu.

>>Jakiego dodawania, skoro wywaliłeś je z myślenia bo to pewnik,
>Dodawanie jest dogmatem?

Jeśli nie, to nie możesz dodać 2 do 2, bo nie wyjdzie z tego 4. Tak, jest dogmatem.

No ale zaorałeś Korczaka, Misesa, Nietzschego, Harrisa, Dennetta, Poppera i Kanta. Brawo

>>5 łodzi + 50 czyli 55, albo 550 łodzi. Nie ma tu arytmetycznego równania tylko niesprecyzowane zdanie - błąd semantyczny.
>660, a teraz dojdź wg Twoich dogmatów jak to możliwe.

Popełniłeś błąd. Tak sformułowane zdanie pozostawia dwie możliwości, albo jest błędne, albo nie myślisz logicznie i jesteś sprzeczny.

>>Nauczanie matematyki jest mową także o matematyce.
>Tylko z pozoru. Nawet wiara w dogmaty a nauczanie dogmatów to nie to samo.

Tak i dlatego próbujesz uciec od znaczenia, o którym rozmawiamy, co świadczy o tym, że nie umiesz przyznać się do błędu.

>>>Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona
>>Argumentum ad verecundiam trollobufonka, który tupie nóżką.
>Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona.

Czyli jesteś emocjonalną marionetką wykluczającą się z dyskusji poprzez błąd argumentum ad verecundiam i ucieczki od meritum. Sprowadzasz wiedzę do czyjegoś zdania i zamiast oceniać treści oceniasz okładkę. Ignorujesz fakt (zaorałeś Kanta!), że "rozumiesz" Poppera i Korczaka przez pryzmat swoich schematów myślowych i myślisz, że jesteś wyrocznią od oceny kto lepiej zrozumiał książki, myśląc że wystarczy podać tytuły albo nazwiska. Wymyślasz przy tym nowe pseudonaukowe sprzeczne teorie.
szarley (54913 punktów)
Olson:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

Karl Popper:
Cytat:
Nauka nie uznaje dogmatów

>Ekwiwokacja.
Nie. Przyjąłem Twoją definicję:

>Pewnik - coś przyjętego na wiarę
1 Parafrazując (lub po prostu inaczej przekładając) Poppera: Nauka nie uznaje pewników, niczego nie przyjmuje na wiarę. Popełniasz błąd myląc "pewnik" z definicją.
2 Rozmawiamy o pedagogice
Pokaż mi jak nauczysz małe dziecko dodawania za pomocą dogmatów.

>Przykładem pewnika jest "2+2=4",
Rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki a nie o arytmetyce
Gdyby uczyć że 2+2=4 to trzeba by też uczyć wszystkich innych równań. Dziecko należy nauczyć dodawania, a nie pewników że 2+2=4. W niczym nie obaliłeś tego argumentu

>bitwa pod Grunwaldem w 1410,
Tak, to fakt, ale w nauczaniu ważniejsze jest nauczenie nie dat, ale mechanizmów, tylko wtedy historia staje się nauczycielką życia

>można mnożyć takie przykłady.
Po co? Żeby obalić teorię wystarczy jeden dowód z nią sprzeczny
Trzecim Twoim przykładem była gramatyka, której reguły ogłosiłeś dogmatami, a sam ignorujesz.

>>>Ja się pytam gdzie obaliłeś dogmaty, a nie nauczanie jako dogmat czegokolwiek,
>>Nie zajmuję się dogmatami, rozmawiamy o pedagogice.
>Rozmawiamy o dogmatach, a ty rozpaczliwie próbujesz zmienić temat na pedagogikę.
... bo nauka nie uznaje dogmatów

>Jednak sam tutaj wpadasz w błędne koło, bo jeśli zgadzasz się z Korczakiem, to z automatu uznajesz za pewnik jego ideę.
Bzdura. Zgadzam się z nim, ale mogę zmienić zdanie jeśli mnie ktoś przekona.

>Ty od tego uciekasz, bo wiesz już, że się zaorałeś.
Nawet gdybyśmy posługiwali się rożnymi definicjami to:
1 błąd ekwiwokacji popełnialibyśmy obydwaj
2 skończyłoby się protokołem rozbieżności
Jeśli ktoś ma kontrargumenta to nie jest to powód, żeby pisać "pod-troll" "zaorałem" "narcyzm" "błaźnisz się" itd.
Przemyśl te argumenta
Jeśli ktoś zadaje pytania przez Ciebie sprowokowane, to odpowiedz. Pytałem o to z jakich publikacji wynika Twoja wiedza. Nie odpowiedziałeś. Jak mam to rozumieć?
Nie czytałeś niczego czy przedstawiasz swoje przemyślenia na równi z uznanymi naukowcami? Nie wmawiaj mi że jesteś twórcą współczesnej pedagogiki! Nie uwierzę.

>neguję przekonanie narcyzów, że przeszłość i przyszłość da się wyjaśnić na podstawie teorii jakie mamy w teraźniejszości.
Nie zgadzam się z tezą, że przeszłość i przyszłość da się (w pełni) wyjaśnić na podstawie teorii jakie mamy w teraźniejszości.
Zgadzam się z Tobą, ale napisałem to inaczej, bo co to ma wspólnego z narcyzmem? Po jaki ciężki dzwon od razu używać negatywnego zwrotu?

>>Ty twierdzisz, że należy nauczać dogmatów, ja jestem temu przeciwny i podaję przykłady niedogmatycznego nauczania
>strawmanik -
Ucieczka.

>>>wymagane jest w dyskusji podanie dokładnych cytatów, aby zachować sens wypowiedzi Korczaka
>>Biblioteka w najbliższym powiatowym miasteczku.
>Ty wprowadzasz tezę,
TY wyprowadziłeś tezę!
Ty twierdzisz, że nauczanie powinno być oparte o dogmaty
Na Tobie spoczywa ciężar dowodu

Skończyłeś ponoć dobrą szkołę, a domagasz się zamknięcia wielu publikacji uznanego pedagoga w kilku cytatach? To ma być jakiś bryk?
Najważniejszy cytat przywołałem

>>Po raz kolejny powtarzam: dziecko nie używa znaku + podczas nauki dodawania.
>Powtarzaj, ale to nie jest wpis na temat. Dziecko dodaje, a to jakim znakiem umówiliśmy się to opisywać, to inna kwestia. W ten sposób żałośnie próbujesz uciec od tematu.
Niemniej dogmat o zastosowaniu znaku + upada

>>Dodawanie jest dogmatem?
>Jeśli nie, to nie możesz dodać 2 do 2, bo nie wyjdzie z tego 4. Tak, jest dogmatem.
Jest matematycznym działaniem a nie dogmatem
Podciągasz pod dogmat już kompletnie wszystko

>>>5 łodzi + 50 czyli 55, albo 550 łodzi. Nie ma tu arytmetycznego równania tylko niesprecyzowane zdanie - błąd semantyczny.
>>660, a teraz dojdź wg Twoich dogmatów jak to możliwe.
>Popełniłeś błąd. Tak sformułowane zdanie pozostawia dwie możliwości, albo jest błędne, albo nie myślisz logicznie i jesteś sprzeczny.
Nie jest błędne. Po prostu wymknęło się Twoim dogmatom
Poczytaj Szrejtera.

>>>Nauczanie matematyki jest mową także o matematyce.
>>Tylko z pozoru. Nawet wiara w dogmaty a nauczanie dogmatów to nie to samo.
>Tak i dlatego próbujesz uciec od znaczenia, o którym rozmawiamy, co świadczy o tym, że nie umiesz przyznać się do błędu.
Wprost przeciwnie. To TY uciekasz od rozmowy o nauczaniu.

>>Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona.
>Czyli jesteś emocjonalną marionetką wykluczającą się z dyskusji
1 Stanowczo wolę zaufać Popperowi niż Olsonowi
2 Jeśli Olson przedstawi dla swojej "teorii" jakieś poparcie w postaci publikacji, sytuacja może ulec zmianie
3 Jeśli Olson przedstawi dla swojej "teorii" metodę falsyfikacji, może się to okazać teoria

>Sprowadzasz wiedzę do czyjegoś zdania i zamiast oceniać treści oceniasz okładkę.
Jakiś dowód?

>Ignorujesz fakt (zaorałeś Kanta!), że "rozumiesz" Poppera i Korczaka przez pryzmat swoich schematów myślowych i myślisz, że jesteś wyrocznią od oceny kto lepiej zrozumiał książki, myśląc że wystarczy podać tytuły albo nazwiska.
Być może lepiej zrozumiałeś książki o nauczaniu, ale jak o tym dyskutować skoro nawet nie podajesz autora?

Jeśli zaorałem Kanta, to pojadę go przeprosić, niemniej przyznaję, bardzo słabo znam Kanta.

Za kogo Ty się uważasz, żeby przy dzisiejszym stanie wiedzy wymyślać bez jakichkolwiek teoretycznych/doświadczalnych podstaw nową naukową teorię?

>No bo po co się uczyć, po co myśleć i czytać książki,
Podaj autora

>ludzie się ciebie nie czepiają, a Ducha Prawdy tak.
Zastanów się. Może jest jakiś powód?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Ekwiwokacja.
>Nie. Przyjąłem Twoją definicję:

Nie przyjąłeś. Myślę, że zacząłeś pisać o pedagogice, bo uciekłeś w ten sposób od moich dowodów w postaci niezbędnych pewników, że popadniesz w sprzeczność jeśli je odrzucisz.

>1 Parafrazując (lub po prostu inaczej przekładając) Poppera: Nauka nie uznaje pewników, niczego nie przyjmuje na wiarę. Popełniasz błąd myląc "pewnik" z definicją.

Tu znów widzę błąd ekwiwokacji. Mylisz orzekanie na podstawie dowodów i przyjęcie wiary, że rozumowanie jest słuszne (niezbędny krok w myśleniu) z wiarą w nieuzasadnione wierzenia przyjęte arbitralnie jako fakty. Negując zasady (pewniki), nie możesz z żadnego myślenia wyciągnąć żadnego logicznego wniosku. Popadasz więc w sprzeczność.

>2 Rozmawiamy o pedagogice

Wg mnie rozmawiamy o dogmatach w myśleniu. Ty schodzisz na temat pedagogiki, a ja na to odpowiadam, bo z mojego punktu widzenia jeśli istnieją pewniki w myśleniu, to i muszą istnieć w pedagogice, bo ta przecież traktuje o tym jak rozwijać myślenie.

>Pokaż mi jak nauczysz małe dziecko dodawania za pomocą dogmatów.

Nie da się inaczej, bo wtedy dziecko nie zrozumiałoby co to znaczy "dodawać". Musisz najpierw pokazać mu czym jest dodawanie, np na paluszkach. Wtedy pojmie zasadę (dogmat) dodawania, która jest zewnętrzna wobec jego umysłu jeszcze bez tej zdolności.

>>Przykładem pewnika jest "2+2=4",
>Rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki a nie o arytmetyce

Moim zdaniem popełniasz błąd logiczny, bo jeśli rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki, to musimy rozmawiać o arytmetyce siłą rzeczy. A w dodatku rozmawiamy o dogmatach w myśleniu, a nie w nauczaniu. Ale nauczanie jest związane z myśleniem, tylko wg mnie mylisz priorytety dyskusji. To pedagogika wynikła jako wątek poboczny, abstrakcja od tematu, a dyskusja wzięła się z tego, że Max Golonko użył słowa dogmat w odniesieniu do pewników, a ty go zaatakowałeś, a ja się z nim zgodziłem, bo z tego co pisał jasno wynikało o co chodzi, a z tego co tu udowodniłem jasno wynika, że pewniki są niezbędne. Choćby w postaci kroku uznania czegoś za pewnik, by móc to przetwarzać. Umysł bez tego nie mógłby funkcjonować i nie istniałyby wtedy żadne wartości, ani żadna prawda, a więc i nie mogłaby istnieć prawda, wg której nie ma dogmatów.

>Gdyby uczyć że 2+2=4 to trzeba by też uczyć wszystkich innych równań. Dziecko należy nauczyć dodawania, a nie pewników że 2+2=4. W niczym nie obaliłeś tego argumentu

Nie wszystkich innych równań, tylko zasady, na której 2+2=4 i z której wynikają inne równania dodawania. Znów nie odpowiadasz na argument, więc jest on nadal w mocy.

>>bitwa pod Grunwaldem w 1410,
>Tak, to fakt, ale w nauczaniu ważniejsze jest nauczenie nie dat, ale mechanizmów, tylko wtedy historia staje się nauczycielką życia

Ale ja się absolutnie zgadzam (dlatego też nie pamiętam prawie żadnej daty i czasem ciężko mi sobie przypomnieć kto coś powiedział, ale za to pamiętam dany tok myślenia, jeśli choć raz go pojąłem), co nie zmienia faktu, że to pewnik jakim się posługujemy w myśleniu. Ale chyba wreszcie zaczynasz rozumieć, że nie ma sprzeczności między posługiwaniem się dogmatami i sceptycyzmem, a że są to wręcz mechanizmy uzupełniające się i nie istniejące bez siebie. Aby móc być sceptykiem, muszą istnieć pewniki, które choćby roboczo podważam i wychodzi, że czegoś się nie da obalić, a coś się da. Czegoś się nie da udowodnić, a coś się da. Nie wyciąga się z tego wniosków dotyczących wszystkiego i niczego, tylko właśnie chodzi o szczegółowe wnioski i wiemy, że dogmaty są obecne i niezbędne w myśleniu, czyli także w nauce, bo nauka korzysta z myślenia.

>>można mnożyć takie przykłady.
>Po co? Żeby obalić teorię wystarczy jeden dowód z nią sprzeczny

Aby wykazać regułę, a nie tylko możliwość. Podobnie jest ze zdaniem Godla, które wykazuje możliwość i prowadzi do reguły, ale nie wynika z niego, że takie zdanie można sobie swobodnie wpisać w każdy system formalny.

>Trzecim Twoim przykładem była gramatyka, której reguły ogłosiłeś dogmatami, a sam ignorujesz.

Mogę ignorować wybiórczo, ale gdybym ignorował całkiem, to nic bym nie mógł przekazać i nic by się nie dało zrozumieć.

> Bzdura. Zgadzam się z nim, ale mogę zmienić zdanie jeśli mnie ktoś przekona

To zmieni się to co uznajesz za pewnik w tej danej kwestii. Nie zmieni się jednak to, że coś będziesz musiał uznać za pewnik, by móc przetwarzać niepewny element teorii i móc to ze sobą skonfrontować. Dogmatem jest choćby logika, na podstawie której zmieniłeś zdanie.

Jeśli zmienisz zdanie na ten temat, to uznasz istnienie dogmatów. Przyznasz mi wtedy rację. Jeśli się z nim zgadzasz, to nie możesz zmienić zdania, więc musisz przyznać, że to Twój dogmat, ale uzasadniasz nim nieistnienie dogmatów, więc sobie przeczysz.

>Nawet gdybyśmy posługiwali się rożnymi definicjami to:
>1 błąd ekwiwokacji popełnialibyśmy obydwaj

Nie, bo ja ściśle sprecyzowałem o co chodzi, jeszcze gdy zaatakowałeś Maxa Golonkę za słowo "dogmat" w znaczeniu "pewnik". Teraz to twoja emocjonalna obrona. Sam tak przez długi czas reagowałem na słowo "socjalizm", aż zrozumiałem oczywistość, że socjalizm i kapitalizm to dwie różne idee (pozornie przeciwne), które w skrajnych formach działają źle i łatwo wytknąć ich wady z założenia, że przyjmuje się przeciwną ideę. I kierując się tą zasadą dochodziłem do tego, że real to zawsze mix dwóch przeciwieństw, bo to nie są realnie przeciwieństwa, tylko nadajemy im przeciwne bieguny w swoim umyśle. Czyli idee lewicy i prawicy w swoim rozszerzeniu są tym samym, czyli utopią. Los to szyderca, bo wolność sprowadza się do niewoli, jeśli za bardzo z niej korzystamy, a niewola sprowadza się do wolności, gdy uda nam się z nią pogodzić (jeśli to możliwe).

Z przyjęcia przeciwnych pozornych biegunów wynikają pozorne sprzeczności między teoriami różnie nazywającymi to samo.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli ktoś ma kontrargumenta to nie jest to powód, żeby pisać "pod-troll" "zaorałem" "narcyzm" "błaźnisz się" itd.

Ok, ale to, że tak napisałem to też nie świadczy o moim braku argumentów, tylko np o nieprzyjemnym charakterze, przyjęciu celowo prowokacyjnie takiej konwencji, tym że mnie wkurzasz pomijając to co jest w moich wypowiedziach ważne, albo jeszcze czymś innym. Wychodzę z założenia, że gdy odpowiadam na argumenty, to jeśli potem dodam nawet coś wulgarnego, to nie ma to związku z treścią, tylko jest czymś obok.

>Jeśli ktoś zadaje pytania przez Ciebie sprowokowane, to odpowiedz.

Ale nie nazywaj pytaniami przeze mnie sprowokowanymi jakichś pobocznych rzeczy, bo nie odpowiadasz na meritum i odwracasz sytuację tak żeby przerzucić na mnie ciężar dowodu i dodać do niego dodatkowo element spoza dyskusji i skaczesz sobie swobodnie po tematach przywołując przykłady mające uzasadnić twoje myślenie, ale tak naprawdę abstrahujących od meritum. Gdy piszę gdzie jest moje meritum, wskazuję je, a ty mimo tego omijasz, to ja to interpretuję tak, że nie chcesz odpowiedzieć na same argumenty, albo że wkurzyłeś się tymi pobocznymi wstawkami i przez to nie dostrzegłeś argumentów.

>Pytałem o to z jakich publikacji wynika Twoja wiedza. Nie odpowiedziałeś. Jak mam to rozumieć?

Bo odpowiedziałem argumentami, a zamiast odpowiedzieć, pytasz mnie o źródła. Mogę podać dokładny tok myślenia i wyjaśnić co z czego wynika i co jak definiuję i wtedy mogą pojawić się nazwiska. Sprowadzam każdą książkę do informacji jaka z nich wynika i cenię sobie możliwość kompresowania wiedzy i zestawiania ze sobą różnorodnych danych. Dzięki temu mogę odnosić do siebie wiedzę z różnych książek, dyskusji (ucząc się czegoś od kogoś kto mnie zaorał lub przekazał mi coś ważnego), wykładów, artykułów itd. Ostatecznie i tak te źródła sprowadzam do swojego przekazu formułowanego swoimi słowami, które wynikają z różnorodnej wiedzy, lub błędnych przekonań. Można to ustalić jedynie na mocy argumentacji, a nie tłumaczenia mozolnie skąd są poszczególne elementy wypowiedzi, choć gdy piszę o tym w niewymuszony sposób, to czasem samo mi się to wpisuje między wiersze.

>Nie czytałeś niczego czy przedstawiasz swoje przemyślenia na równi z uznanymi naukowcami? Nie wmawiaj mi że jesteś twórcą współczesnej pedagogiki! Nie uwierzę.

Wnioski o niektórych rzeczach wyciągam dzięki stosowaniu modeli wynikających z pokrewnych tematów. Choćby to, że pedagogika to nauka o nauczaniu, ale nauczane poza pedagogiką są inne przedmioty i wystarczy, że podam jeden przykład z tej dziedziny i załatwiam sprawę odpowiedzi.

>>neguję przekonanie narcyzów, że przeszłość i przyszłość da się wyjaśnić na podstawie teorii jakie mamy w teraźniejszości.
>Nie zgadzam się z tezą, że przeszłość i przyszłość da się (w pełni) wyjaśnić na podstawie teorii jakie mamy w teraźniejszości.
>Zgadzam się z Tobą, ale napisałem to inaczej, bo co to ma wspólnego z narcyzmem? Po jaki ciężki dzwon od razu używać negatywnego zwrotu?

To mnie najpierw obrażano i kojarzę to z nickami Twoim, Głodzika, Bogusławskiego i jeszcze potem dołączył do tego Wenancjusz. Tłumaczę to sobie tak, że moje teorie denerwują narcyzów, bo najbardziej uderzają w ego. Może się to z kolei podobać ludziom, którzy są bezsilni wobec jakiejś sprawy i szukają zgodności między wolnością, a determinizmem

>TY wyprowadziłeś tezę!
>Ty twierdzisz, że nauczanie powinno być oparte o dogmaty
>Na Tobie spoczywa ciężar dowodu

Nieprawda, bo to Max Golonko wprowadził tezę, Ty zanegowałeś, a ja zanegowałem Twoją negację.

>Skończyłeś ponoć dobrą szkołę, a domagasz się zamknięcia wielu publikacji uznanego pedagoga w kilku cytatach? To ma być jakiś bryk?

Jedynie podstawówkę, ale mniejsza z tym. No każde dzieło da się streścić na potrzeby dyskusji. Nie oddasz w ten sposób całej treści, ale wystarczy abyś zawarł wystarczającą informację jak notka w wikipedii.

>Najważniejszy cytat przywołałem

Ale on jest o dogmatach w innym znaczeniu niż "pewnik", więc nie wchodzi w konflikt z moimi stwierdzeniami.

>Niemniej dogmat o zastosowaniu znaku + upada

O znaczeniu tego co kryje się pod tym znakiem nie upada. Ale na taki symbol się umówiliśmy i to też pewnik, że jest taka umowa.

>>>Dodawanie jest dogmatem?
>>Jeśli nie, to nie możesz dodać 2 do 2, bo nie wyjdzie z tego 4. Tak, jest dogmatem.
>Jest matematycznym działaniem a nie dogmatem
>Podciągasz pod dogmat już kompletnie wszystko

Matematyczne działanie może być pewnikiem jak 2+2=4, przy założeniu systemu dziesiętnego.

>>>>5 łodzi + 50 czyli 55, albo 550 łodzi. Nie ma tu arytmetycznego równania tylko niesprecyzowane zdanie - błąd semantyczny.
>>>660, a teraz dojdź wg Twoich dogmatów jak to możliwe.
>>Popełniłeś błąd. Tak sformułowane zdanie pozostawia dwie możliwości, albo jest błędne, albo nie myślisz logicznie i jesteś sprzeczny.
>Nie jest błędne. Po prostu wymknęło się Twoim dogmatom
>Poczytaj Szrejtera.

Skoro wymknęło się moim dogmatom, to nie ma wspólnej płaszczyzny dla zrozumienia, więc jeśli nie przyjmiemy tych samych założeń u podstaw, to się nie dogadamy później.

>>Sprowadzasz wiedzę do czyjegoś zdania i zamiast oceniać treści oceniasz okładkę.
>Jakiś dowód?

Ano taki:

Cytat:
1 Stanowczo wolę zaufać Popperowi niż Olsonowi
2 Jeśli Olson przedstawi dla swojej "teorii" jakieś poparcie w postaci publikacji, sytuacja może ulec zmianie
3 Jeśli Olson przedstawi dla swojej "teorii" metodę falsyfikacji, może się to okazać teoria


A ja podałem argumenty, które są dowodami. Zamiast się do nich odnieść, tworzysz ucieczkę.

>Być może lepiej zrozumiałeś książki o nauczaniu, ale jak o tym dyskutować skoro nawet nie podajesz autora?

To Ty nie podałeś treści, a to jest ważniejsze od podania autora. Tzn podałeś fragment treści, ale niesprecyzowany, bo nie ma w nim do jakich dogmatów odnosi się Popper, a przecież wiemy do jakich - tych narzuconych z góry i niemożliwych do sfalsy
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Za kogo Ty się uważasz, żeby przy dzisiejszym stanie wiedzy wymyślać bez jakichkolwiek teoretycznych/doświadczalnych podstaw nową naukową teorię?

Nie wymyślam takowej.

>>No bo po co się uczyć, po co myśleć i czytać książki,
>Podaj autora

Podałem argumenty z tych książek i przypisałem je sobie, bo ostatecznie to i tak ja się z tym zgadzam lub nie i podobnie robisz Ty, by było łatwiej dyskutować na meritum. Rozstrzyga się słuszność argumentów, a nie wierzy się autorytetom.

>>ludzie się ciebie nie czepiają, a Ducha Prawdy tak.
>Zastanów się. Może jest jakiś powód?

Współtworzysz społeczność na forum od dłuższego czasu, więc pewnie traktują Cię jak swojego i manipulujesz nimi, albo nikomu się tego nie chce czytać.
szarley (54913 punktów)
>>>Ekwiwokacja.
>>Nie. Przyjąłem Twoją definicję:
>Nie przyjąłeś. Myślę, że zacząłeś pisać o pedagogice, bo uciekłeś w ten sposób od moich dowodów w postaci niezbędnych pewników, że popadniesz w sprzeczność jeśli je odrzucisz.
1 Rzecz w tym, że to TY zacząłeś pisać o nauczaniu (o pedagogice) a nie ja
2 Przyjąłem Twoją definicję, niereligijną.

>Tu znów widzę błąd ekwiwokacji. Mylisz orzekanie na podstawie dowodów i przyjęcie wiary, że rozumowanie jest słuszne (niezbędny krok w myśleniu) z wiarą w nieuzasadnione wierzenia przyjęte arbitralnie jako fakty.
Pogrubienie moje. Tę wiarę nauka wyklucza. Nie ma wierzeń takich czy innych. Należy falsyfikować w pierwszej kolejności te teorie, które podobają nam się najbardziej. Popper wprost pisze o tym, żeby falsyfikować najpewniejsze pewniki. Można czynić ZAŁOŻENIA, ale nie wolno ich głosić pewnikami. Założenia też mogą okazać się fałszywe.

>Negując zasady (pewniki), nie możesz z żadnego myślenia wyciągnąć żadnego logicznego wniosku. Popadasz więc w sprzeczność.
Teraz dogmaty = pewniki = zasady?

>>2 Rozmawiamy o pedagogice
>Wg mnie rozmawiamy o dogmatach w myśleniu.
Ty zacząłeś o nauczaniu

>>Pokaż mi jak nauczysz małe dziecko dodawania za pomocą dogmatów.
>Nie da się inaczej, bo wtedy dziecko nie zrozumiałoby co to znaczy "dodawać".
Mylisz definicję z dogmatem

>>Rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki a nie o arytmetyce
>Moim zdaniem popełniasz błąd logiczny, bo jeśli rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki, to musimy rozmawiać o arytmetyce siłą rzeczy.
Nie udowodnisz tego twierdzenia.

>A w dodatku rozmawiamy o dogmatach w myśleniu, a nie w nauczaniu.
Dogmatyczne myślenie, wybacz, ale nie kupuję

>Max Golonko
Zostaw durnia w spokoju, poparłeś jego definicję to sam jej broń.

>>Gdyby uczyć że 2+2=4 to trzeba by też uczyć wszystkich innych równań. Dziecko należy nauczyć dodawania, a nie pewników że 2+2=4. W niczym nie obaliłeś tego argumentu
>Nie wszystkich innych równań, tylko zasady, na której 2+2=4
Zasady. Tak. Dogmatu nie.

>>Tak, to fakt, ale w nauczaniu ważniejsze jest nauczenie nie dat, ale mechanizmów, tylko wtedy historia staje się nauczycielką życia
>Ale ja się absolutnie zgadzam
Cieszę się

>>Trzecim Twoim przykładem była gramatyka, której reguły ogłosiłeś dogmatami, a sam ignorujesz.
>Mogę ignorować wybiórczo, ale gdybym ignorował całkiem, to nic bym nie mógł przekazać i nic by się nie dało zrozumieć.
Wybiórcze ignorowanie dogmatu... Sprzeczność

>> Bzdura. Zgadzam się z nim, ale mogę zmienić zdanie jeśli mnie ktoś przekona
>To zmieni się to co uznajesz za pewnik w tej danej kwestii.
Nie uznaję tego jako pewnika. Zgadzam się z poglądami Korczaka (w większości) ale nie są dla mnie ani pewnikami ani dogmatami

>Dogmatem jest choćby logika, na podstawie której zmieniłeś zdanie.
Mam nieodparte wrażenie, że dla Ciebie wszystko jest dogmatem. Pewniki, definicje zasady, reguły, twierdzenia, historyczne fakty...

>Jeśli zmienisz zdanie na ten temat, to uznasz istnienie dogmatów.
Dlaczego?

>Jeśli się z nim zgadzasz, to nie możesz zmienić zdania,
Bzdura! Dziś się z kimś zgadzam, jutro trafiam na lepsze argumenta lub wyniki badań.

>Wychodzę z założenia, że gdy odpowiadam na argumenty, to jeśli potem dodam nawet coś wulgarnego, to nie ma to związku z treścią, tylko jest czymś obok.
.. ale zniechęca do kulturalnej rozmowy. A przy tym brak kultury przysłania Twoją inteligencję.

>Mogę podać dokładny tok myślenia i wyjaśnić co z czego wynika i co jak definiuję i wtedy mogą pojawić się nazwiska.
Zapraszam.

>Wnioski o niektórych rzeczach wyciągam dzięki stosowaniu modeli wynikających z pokrewnych tematów. Choćby to, że pedagogika to nauka o nauczaniu, ale nauczane poza pedagogiką są inne przedmioty
Które?
>i wystarczy, że podam jeden przykład z tej dziedziny i załatwiam sprawę odpowiedzi.
Nie, nie załatwiasz. Co najwyżej popełniasz błąd przekonania samego siebie.

>>Skończyłeś ponoć dobrą szkołę, a domagasz się zamknięcia wielu publikacji uznanego pedagoga w kilku cytatach? To ma być jakiś bryk?
>Jedynie podstawówkę, ale mniejsza z tym. No każde dzieło da się streścić na potrzeby dyskusji.
To obala dowolny jeden przykład
lubimyczytac.pl/ksiazka/24089/historia-anglii

>Nie oddasz w ten sposób całej treści, ale wystarczy abyś zawarł wystarczającą informację jak notka w wikipedii.
To już (za) duży skrót, ale taki skrót zastosowałem cytując Korczaka.
"Dziecku należy dać narzędzia do poznawania świata"
Nie znajdziesz u żadnego teoretyka, ani praktyka pedagogiki, twierdzenia, że dogmaty są narzędziami.

>O znaczeniu tego co kryje się pod tym znakiem nie upada. Ale na taki symbol się umówiliśmy i to też pewnik, że jest taka umowa.
Umowa, a nie dogmat.

>>(pięć i pół setki = 660)
>Skoro wymknęło się moim dogmatom, to nie ma wspólnej płaszczyzny dla zrozumienia, więc jeśli nie przyjmiemy tych samych założeń u podstaw, to się nie dogadamy później.
Dogmatowi nic się nie wymknie. Obliczenie nie jest dogmatem. Założenia nie są dogmatami
(W średniowiecznej Skandynawii liczono jednostki zbrojne w tzw dużych setkach czyli setka = 120 sztuk)

>A ja podałem argumenty, które są dowodami... tworzysz ucieczkę.
Nie jest ucieczką stawanie wymagań. Do argumentów się odnoszę cały czas, nie muszę się z nimi zgadzać, nie są dogmatami, czekam na metodę falsyfikacji Twojej teorii

>bo nie ma w nim do jakich dogmatów odnosi się Popper, a przecież wiemy do jakich - tych narzuconych z góry i niemożliwych do sfalsy
Popper nie uznawał żadnych dogmatów. Żadnych pewników.

>Podałem argumenty z tych książek i przypisałem je sobie,
Umiem czytać, sam przeczytam.

>>>ludzie się ciebie nie czepiają, a Ducha Prawdy tak.
>>Zastanów się. Może jest jakiś powód?

>Współtworzysz społeczność na forum od dłuższego czasu,
Tylko kilka miesięcy dłużej niż Ty
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>>Ekwiwokacja.
>>>Nie. Przyjąłem Twoją definicję:
>>Nie przyjąłeś. Myślę, że zacząłeś pisać o pedagogice, bo uciekłeś w ten sposób od moich dowodów w postaci niezbędnych pewników, że popadniesz w sprzeczność jeśli je odrzucisz.
>1 Rzecz w tym, że to TY zacząłeś pisać o nauczaniu (o pedagogice) a nie ja

Nie ja, tylko Max Golonko. Jego przesłanie było oczywiste, choć ja użyłbym na jego miejscu słowa pewnik. I definicja tego słowa nie jest samowywrotnym pojęciem odnoszącym się do 100% znajomości faktów. Zakładamy, że coś jest pewnikiem, bo inaczej nie dałoby się przeprowadzić logicznego rozumowania. A wtedy nie dałoby się przymierzać teorii czy pasują do empirii, czyli falsyfikować. Teoria może się wydawać sprzeczna przez to, że zakładamy zarówno jej prawdziwość i jej fałszywość w alternatywnych ścieżkach myślenia, bo na starcie nie wiem czy to prawda i tak można robić równolegle z osobnymi elementami teorii i dzięki temu mam osąd co do tego, które możliwości oceniam jako bardziej prawdopodobne, gdzie widzę więcej sprzeczności, a gdzie coś układa się w spójną całość. Z doświadczenia widzimy, że pewnych założeń nie da się uniknąć, bo jeśli je odrzucimy, to i tak pojawią się w innej formie. Muszą być, stanowią trzon myślenia i rezygnacja z nich byłaby rezygnacją z myślenia. Gdy masz osądzać jaka jest prawda i masz dwie możliwości do wyboru, to jednak musisz założyć, że możesz się mylić, nawet gdy zakładasz, że się nie mylisz. Zakładasz, że nie wiesz, co jest zgodne z prawdą, bo nie mamy bezpośredniego dostępu do rzeczywistości i doświadczamy świata przez pryzmat filtru jakim jest mózg. Zdajemy sobie z tego sprawę. Musimy przyjąć roboczo, że wiemy jaka jest prawda, by osiągnąć optymalną dostępną teorię na podstawie wiedzy. Po przyjęciu jakiegoś dogmatu możemy go zostawić, obalić lub sprecyzować. Gdy precyzyjnych pewników nie było, mózg konfabulował i tworzył wierzenia religijne lub ideologiczne i osiągał skuteczność lepszą od braku dostrzegania jakichkolwiek zależności. Dogmaty jednak ewoluują, a niektóre zostają na stałe jak 2+2=4, bo są po prostu użyteczne i ciężko sobie wyobrazić logiczne myślenie bez nich.

>2 Przyjąłem Twoją definicję, niereligijną.

Nie sądzę. Moim zdaniem przyjąłeś definicję odnoszącą się do przekonania co do 100% własnej wiedzy. Podobnie robił Jan Lewandowski piszący z kolei, że wszystko jest wiarą, bo zrównał przyjęcie powyższego założenia z tym pojęciem i pominął różnicę między wierzeniem w św. Mikołaja, a wiarą w to, że gdy uderzy w stół, to ręka przez niego przeniknie. Ja piszę o tym:
- założenie, że coś jest pewnikiem, ale nie mamy faktycznej wiedzy czy tak faktycznie jest, czyli wyznaczanie pewników w myśleniu (dla mnie podstawowym jest samo empiryczne doświadczenie jako takie)
- pewniki jakie muszą wyniknąć w konsekwencji zestawienia ze sobą dwóch założeń, które roboczo sprecyzowaliśmy i 2+2=4 to dobry przykład, bo wykazuje zgodność spełnienia założeń z kryteriami jakie uznaliśmy.

Czyli udowodniłem Ci, że niesłusznie przyczepiłeś się Maxa Golonki w tamtym wątku i odpowiadasz na wypaczone słowo dogmat, które na starcie pozbawiasz znaczenia. Zresztą na tym polega większość nieporozumień z Tobą, bo wypaczasz znaczenie słów, zamiast zejść do szczegółu meritum i na nim się skupić. A słowa i proces ich subtelnego przedefiniowywania (właściwie precyzowania definicji) wraz z rozwojem wiedzy i przemyśleniami, sprawiają, że definicje nie odwołują się do 100% znaczenia samej sformułowanej pierwotnie definicji, jeśli nie jest to w niej bezpośrednio zaznaczone. Dlatego wychodzę z założenia, że słowo "pewnik" musi odwoływać się do jakiegoś zakresu pewności. Można być czegoś mniej lub bardziej pewnym i mówimy o górnym zakresie pewności, tzn np jestem czegoś pewny na 80%, a gdy to jest 60% to wyrażam takie przypuszczenie. Jeśli jesteśmy pewni w 100%, to musimy to zaznaczyć w wypowiedzi. Jeżeli mówimy o dogmatach, to też możemy powiedzieć, że któryś jest ważniejszy, a inny mniej, albo że któregoś dogmatu jesteśmy bardziej lub mniej pewni.

Nawet przyjmując dogmat jako coś narzuconego, przecież możemy być wobec niego sceptyczni i jednocześnie w niego wierzyć. Jedno nie wyklucza drugiego. Nawet ludzie najgłębszej wiary religijnej mogą mieć wątpliwości. Czy to znaczy, że wg Ciebie sobie przeczą?

>>Tu znów widzę błąd ekwiwokacji. Mylisz orzekanie na podstawie dowodów i przyjęcie wiary, że rozumowanie jest słuszne (niezbędny krok w myśleniu) z wiarą w nieuzasadnione wierzenia przyjęte arbitralnie jako fakty.
>Pogrubienie moje. Tę wiarę nauka wyklucza. Nie ma wierzeń takich czy innych. Należy falsyfikować w pierwszej kolejności te teorie, które podobają nam się najbardziej. Popper wprost pisze o tym, żeby falsyfikować najpewniejsze pewniki. Można czynić ZAŁOŻENIA, ale nie wolno ich głosić pewnikami. Założenia też mogą okazać się fałszywe.

No ale skoro tak twierdzisz, to nie możesz głosić takiego pewnika. To, że w przyszłości możesz uznać, że jednak odrzucasz dogmat, to przecież nie znaczy, że teraz nie patrzysz na niego jak na element prawdy. Można, a nawet trzeba być sceptycznym co do dogmatów. A skoro tak to wiadomo, że dogmat nie ma wpisane w każdą używaną przez kogoś definicję, że na 100% pokrywa się z prawdą. Posługiwanie się takimi zero-jedynkowymi definicjami nie odnosi się do reala. Człowiek myśli dychotomicznie, gdy jest rozemocjonowany, lub gdy mózg z jakiegoś powodu w danym momencie działa nieprawidłowo. Wtedy też czepia się słówek i ma on wrażenie, że rozmawia o jakiejś prawdzie naprawdę obiektywnej, co jest iluzją wynikającą ze wspomnianej dychotomii. Dlatego też się denerwuje, bo podważam mu jego prosty, uporządkowany obraz świata w umyśle. Nie pojmuje całej wypowiedzi, bo rozbija ją na części pierwsze wg własnych sztywnych definicji.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie wie wtedy co miał na myśli rozmówca. To jest mechanizm typowy dla emocji większości ludzi. Część z nich jest zdolna zrozumieć adwersarza, ale emocje im nie pozwalają. To jest właśnie mój zarzut do Ciebie. Gdybyś był kimś takim jak Duch Prawdy, to wiadomo by było, że nie ma nawet co tłumaczyć. Tylko, że człowiek inteligentny i oczytany jest w stanie zrozumieć przekaz poezji, gdzie nic nie jest wprost. Rozumie informacje, których nie rozumiał zanim je przeczytał, co najlepiej świadczy o plastyczności definicji, a im bardziej szczegółowa wiedza, tym bardziej definicje znaczą co innego niż na początku.

Ty już na etapie wspólnego zrozumienia i ustalenia roboczych dla dyskusji definicji (bo słowo to tylko symbol jak x w matematyce) masz emocjonalne sztywne przywiązanie do słów, co w moim odbiorze jest zachowaniem podobnym do interpretacji świadków Jehowy. Jednocześnie nie wierzę w to, że faktycznie mógłbyś mnie nie rozumieć. A to ma swoją drugą stronę medalu - dzięki temu, że nie odpowiadasz mi na temat, dajesz mi pewność, że moje argumenty nadal są w mocy w tej dyskusji.

Ja Twój punkt widzenia zrozumiałem i się do niego odniosłem. Zrozumiałem, że Twoja definicja słowa "dogmat" odnosi się do jego idealizacji. I znów - w przypadku dzieł jak np Poppera, na które się powołujemy, w grę wchodzą również takie sprawy jak tłumaczenie i definiowanie autora. Każde przesłanie szerszej treści/idei wiąże się z subtelnymi zmianami w używanych definicjach. Słowa mają charakter roboczy i umowny, ale nie może być zbyt też zbyt płynny. Chcę z Tobą rozmawiać o przesłaniu, a Ty rozmawiasz o słowach, nie odnosząc się w ogóle do kontekstu. Kontekst nie wynika ze słów, ale jest za ich pomocą przekazywany. To zestawienie różnych słów, zdań i ich znaczeń tworzy całość wypowiedzi, dlatego na starcie należy ustalić wspólne definicje. Także wspólne przesłanki do dyskusji, np pisanie "zaorałeś Poppera" mógłbyś zamienić na streszczenie meritum tego jak go rozumiesz - najpierw powinno się wprowadzić przesłankę, na którą się wspólnie zgadzamy, a jeśli nie, to ona staje się przedmiotem dyskusji. Ty jednak z tego korzystasz w ten sposób, że a priori wprowadzasz taką przesłankę, jak gdybyśmy się na nią zgodzili i zawierasz ją w formie pytania luźno związanego z tematem, ale jednak pobocznego i próbujesz w ten sposób przerzucić na mnie ciężar dowodu. Jednak co bym nie napisał, będzie źle, bo nie odnoszę się do Twojego sztywnego rozumienia pojęć, a ono jest skonstruowane tak, że wszystko można odwrócić, ale to bez sensu.

>>Negując zasady (pewniki), nie możesz z żadnego myślenia wyciągnąć żadnego logicznego wniosku. Popadasz więc w sprzeczność.
>Teraz dogmaty = pewniki = zasady?

Tak. Logika to zasady myślenia, których musisz się trzymać. Jedyną alternatywą Twojej definicji dogmatu byłaby wtedy całkowita niewiedza co do wszystkiego/niczego. Poza tym w życiu są takie dogmaty, np nie wybiegasz na autostradę, bo wiesz, że wpadłbyś pod pędzące samochody i tego typu dogmaty to empiria. Pewne fakty wprowadzamy do definicji i dlatego w ogóle powstały słowa.

>Mylisz definicję z dogmatem

Nie. Chodzi mi o czynność dodawania, czyli o operację jaką wykonuje dziecko gdy liczy na paluszkach. Ty próbujesz odnosić się sztywno do napisanych słów, by celowo nie zrozumieć tego co napisałem, czyli stosujesz taktykę Bogusławskiego.

>>>Rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki a nie o arytmetyce
>>Moim zdaniem popełniasz błąd logiczny, bo jeśli rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki, to musimy rozmawiać o arytmetyce siłą rzeczy.
>Nie udowodnisz tego twierdzenia.

Jak to nie? Jeśli mówisz o nauczaniu arytmetyki, a ta zawiera dogmaty, czyli jakiekolwiek elementy teorii jakie przyjmujemy za prawdziwe, są nauczane. Forma i sposób nauczania to coś pobocznego w tej dyskusji, bo niezależnie od tego i tak musimy wspomnieć o tym co jest nauczane, więc jeśli wykażę, że treścią nauki i myślenia muszą być jakieś dogmaty, to dogmaty w sposobie nauczania muszą być. Choćby, że
1. Poza tym dogmatem nie ma innych dogmatów.
Jeśli w trakcie okaże się, że jest jeszcze jakiś inny dogmat, to wtedy musimy zmienić treść lub interpretację.

>>Max Golonko
>Zostaw durnia w spokoju, poparłeś jego definicję to sam jej broń.Nie popierałem żadnej definicji, tylko zrozumiałem kontekst jego wypowiedzi, choć nie sformułował ich idealnie.

>Zasady. Tak. Dogmatu nie.

Niektóre zasady logiczne stają się dogmatami, podobnie jak obserwacje empiryczne.

>>Mogę ignorować wybiórczo, ale gdybym ignorował całkiem, to nic bym nie mógł przekazać i nic by się nie dało zrozumieć.
>Wybiórcze ignorowanie dogmatu... Sprzeczność

Nie ma żadnej sprzeczności. Z dogmatem mogę zrobić co chcę, tylko przestanie on być wtedy dogmatem. Ale to dopiero wtedy tak się stanie, a jego miejsce zajmie inny dogmat.

Sprzecznością jest Twoje postrzeganie dogmatu jako 100% pewności. Właśnie z samej definicji musi być choćby 99,(9)% Za taki pewnik mogę uznać np, że jest środa. Powiedziałbym nawet, że jestem tego na 100% pewny, ale nie miałbym jak sobie to udowodnić, że to co myślę jest faktycznie prawdą, bo może mózg mnie oszukuje.

>Nie uznaję tego jako pewnika. Zgadzam się z poglądami Korczaka (w większości) ale nie są dla mnie ani pewnikami ani dogmatami. Ale skoro się zgadzasz, to przyjmujesz, że są. Jeśli nie są, to znaczy, że to luźne stwierdzenia, które można ot tak podważyć bez argumentu.

>Mam nieodparte wrażenie, że dla Ciebie wszystko jest dogmatem. Pewniki, definicje zasady, reguły, twierdzenia, historyczne fakty...

Bo myślisz, że wszystko, albo nic? A ja, że dokładnie to co tym jest, to tym jest. Żadne wszystko, ani żadne nic, bo wtedy sobie przeczysz.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli zmienisz zdanie na ten temat, to uznasz istnienie dogmatów.
>Dlaczego?

No jeśli stwierdzisz, że istnieją dogmaty, to uznasz ich istnienie. Jeśli nie zmienisz zdania, czyli uznasz, że żadne dogmaty nie istnieją na 100%, to wtedy to stwierdzenie będzie dogmatem na mocy swojej definicji. Mógłbyś w ogóle nie mówić o dogmatach, ale wtedy nie mógłbyś się odnieść do wypowiedzi Maxa Golonki.

A dodatkowo komplikujesz pozornie sprawę, mówiąc o dogmatach w nauczaniu. Siłą rzeczy nauka przekazuje zawsze jakieś pewniki, ale w metodzie Korczaka chodzi o to, by nie narzucać ich arbitralnie, tylko dać uczniowi dojść samemu do rozwiązania i wskazać pewne reguły.

Czyli nie zgadzamy się co do definicji dogmatu, to wtedy rozmawiajmy o definicji. To jeden mój zarzut do Ciebie (że tego nie robisz, tylko nie odnosisz się w ogóle do argumentów o definicji I odpowiadasz sam sobie na swoją interpretację). Drugim jest to, że wyciągasz niektóre wypowiedzi z kontekstu I mówisz, że to są moje jedyne argumenty, a akurat cytujesz jakieś poboczne wstawki. Trzecim wspomniana technika zadawania pytań odbiegających od tematu I pisania, że podanie tytułu czy autora wystarczy. Kiedy piszę np o tym jakie są cechy lepszych jednostek, to w domyśle są to cechy, do których dążę, a Tobie się wydaje, że piszę o sobie. Jesteś zbyt inteligentny by tak robić.
Sam oczywiście też się dostosuję, jeśli zgodzisz zrezygnować z tych elementów dyskutowania. Lepiej zadać pytanie o to co jest argumentem I wtedy wkleję to ponumerowane, albo podkreślone, by było wiadomo o jaką wypowiedź chodzi, niż cytować poboczne stwierdzenie I mówić, że użyłem tego jako argumentu I że nie mam innych.

>każde dzieło da się streścić na potrzeby dyskusji.
>To obala dowolny jeden przykład
>lubimyczytac.pl/ksiazka/24089/historia-anglii

Ok, bo napisałem, że każde I przykład historii zaorał. Natomiast większość książek redukuje się do wiedzy z nich, a czasem zrozumienie głównej idei układa intuicyjnie całą resztę, a wartościwe rzeczy akurat pasują zazwyczaj do pozostałej wiedzy, albo dają na jej temat refleksje. Ja np szukam odpowiedzi na konkretne pytania I w tym celu czytam różne rzeczy, ale sprowadza się to do wyłapania tego na czym mi zależy. Każdy może podać tytuł I powołać się na autorytet, dlatego w dyskusji warto też wspomnieć o swojej interpretacji, bo mój zarzut był taki, że podając przykład Poppera i Korczaka, przeniosłeś swoje rozumienie definicji "dogmat" lub konkretne znaczenie w jakim oni go użyli, z tym o czym pisał Max Golonko.

>>Nie oddasz w ten sposób całej treści, ale wystarczy abyś zawarł wystarczającą informację jak notka w wikipedii.
>To już (za) duży skrót, ale taki skrót zastosowałem cytując Korczaka.

Zignorowałeś tym samym to co pisałem, a przecież wspominałem też, że nie neguję Korczaka.

>(W średniowiecznej Skandynawii liczono jednostki zbrojne w tzw dużych setkach czyli setka = 120 sztuk)

I był obowiązek wspomnienia o tym, podczas pytania o wynik, bo to element wiedzy na ten temat, a była ona niezbędna do tego obliczenia.

>Popper nie uznawał żadnych dogmatów. Żadnych pewników.
Wykazalem, że nie mógł, bo byłoby to logicznie nie możliwe. Popper po prostu uważał, że należy być sceptycznym wobec wszystkiego. Choćby ten dogmat musiał mieć w umyśle, by formułować swoje twierdzenia.
szarley (54913 punktów)
>Zakładamy, że coś jest pewnikiem, bo inaczej nie dałoby się przeprowadzić logicznego rozumowania.
Założenie nie jest pewnikiem. Jest założeniem.

>Po przyjęciu jakiegoś dogmatu możemy go zostawić, obalić lub sprecyzować.
Dogmat nie jest przedmiotem krytycznego myślenia. Dlatego jest dogmatem/pewnikiem

>założenie, że coś jest pewnikiem, ale nie mamy faktycznej wiedzy czy tak faktycznie jest, czyli wyznaczanie pewników w myśleniu (dla mnie podstawowym jest samo empiryczne doświadczenie jako takie)
Bardzo wywrotne

>Czyli udowodniłem Ci, że niesłusznie przyczepiłeś się Maxa Golonki
Udowodniłeś sobie.

>Dlatego wychodzę z założenia, że słowo "pewnik" musi odwoływać się do jakiegoś zakresu pewności. Jeśli jesteśmy pewni w 100%, to musimy to zaznaczyć w wypowiedzi.
I wtedy wypowiedź traci status naukowej

>>>Tu znów widzę błąd ekwiwokacji. Mylisz orzekanie na podstawie dowodów i przyjęcie wiary, że rozumowanie jest słuszne (niezbędny krok w myśleniu) z wiarą w nieuzasadnione wierzenia przyjęte arbitralnie jako fakty.
>>Pogrubienie moje. Tę wiarę nauka wyklucza. Można czynić ZAŁOŻENIA, ale nie wolno ich głosić pewnikami.
>No ale skoro tak twierdzisz, to nie możesz głosić takiego pewnika.
I nie głoszę.
1 Cytuję Poppera
2 To nie jest pewnik, możesz go obalić

>Można, a nawet trzeba być sceptycznym co do dogmatów.
Sprzeczność. Dogmat właśnie na tym polega, że nie traktuje się go sceptycznie

>Człowiek myśli dychotomicznie, gdy jest rozemocjonowany, lub gdy mózg z jakiegoś powodu w danym momencie działa nieprawidłowo.
Jasne, Twoja wiedza z zakresu psychiatrii zaiste wielką jest.

>Dlatego też się denerwuje, bo podważam mu jego prosty, uporządkowany obraz świata w umyśle.
Napisałem Ci już co denerwuje w Tobie. Nie to co sobie przypisujesz

>Nie wie wtedy co miał na myśli rozmówca. To jest mechanizm typowy dla emocji większości ludzi. Część z nich jest zdolna zrozumieć adwersarza, ale emocje im nie pozwalają. To jest właśnie mój zarzut do Ciebie.
... który mi wisi kalafiorem, bo:
1 jest nieudowodniony
2 sam piszesz w silnych emocjach (czego dowodem jest Twoje słownictwo)

> Każde przesłanie szerszej treści/idei wiąże się z subtelnymi zmianami w używanych definicjach. Słowa mają charakter roboczy i umowny, ale nie może być zbyt też zbyt płynny. Chcę z Tobą rozmawiać o przesłaniu, a Ty rozmawiasz o słowach, nie odnosząc się w ogóle do kontekstu. Kontekst nie wynika ze słów, ale jest za ich pomocą przekazywany.
Chcesz rozmawiać i przesłaniu,a pytasz o cytaty. Sprzeczność

>np pisanie "zaorałeś Poppera" mógłbyś zamienić na streszczenie meritum tego jak go rozumiesz
To już napisałem. Właśnie z tego jak go rozumiem, wynika cytat, który wybrałem i cała krytyczna ocena Twojej koncepcji, że nauka i nauczanie powinny być oparte na dogmatach.

>Jednak co bym nie napisał, będzie źle, bo nie odnoszę się do Twojego sztywnego rozumienia pojęć, a ono jest skonstruowane tak, że wszystko można odwrócić, ale to bez sensu.
Przeczysz sam sobie, wprzódzi pisałeś, że brak dogmatów uniemożliwia porozumienie

>>Teraz dogmaty = pewniki = zasady?
>Tak. Logika to zasady myślenia, których musisz się trzymać.
Przeczysz sobie, to mnie zarzuciłeś sztywne rozumienie pojęć (kilka linijek wyżej)

>Jedyną alternatywą Twojej definicji dogmatu byłaby wtedy całkowita niewiedza co do wszystkiego/niczego.
Tak! Należy być sceptycznym wobec własnej wiedzy.

>>Mylisz definicję z dogmatem
>Nie. Chodzi mi o czynność dodawania, czyli o operację jaką wykonuje dziecko gdy liczy na paluszkach.
I to jest definicja dodawania a nie dogmat

>>>Moim zdaniem popełniasz błąd logiczny, bo jeśli rozmawiamy o nauczaniu arytmetyki, to musimy rozmawiać o arytmetyce siłą rzeczy.
>>Nie udowodnisz tego twierdzenia.
>Jak to nie? Jeśli mówisz o nauczaniu arytmetyki, a ta zawiera dogmaty,
Nie zawiera. Błędne założenie.

>czyli jakiekolwiek elementy teorii jakie przyjmujemy za prawdziwe, są nauczane.
Tak, ale nie jako dogmaty

>>Zasady. Tak. Dogmatu nie.
>Niektóre zasady logiczne stają się dogmatami, podobnie jak obserwacje empiryczne.
Nie. I nie udowodnisz tego. Obserwacje empiryczne wielekroć podważono przy zastosowaniu lepszych narzędzi.

>>>Mogę ignorować wybiórczo, ale gdybym ignorował całkiem, to nic bym nie mógł przekazać i nic by się nie dało zrozumieć.
>>Wybiórcze ignorowanie dogmatu... Sprzeczność
>Nie ma żadnej sprzeczności. Z dogmatem mogę zrobić co chcę, tylko przestanie on być wtedy dogmatem.
A więc sprzeczność

>Sprzecznością jest Twoje postrzeganie dogmatu jako 100% pewności.
Bo na tm polega dogmat wg każdej definicji.

>>Nie uznaję tego jako pewnika. Zgadzam się z poglądami Korczaka (w większości) ale nie są dla mnie ani pewnikami ani dogmatami. Ale skoro się zgadzasz, to przyjmujesz, że są. >Jeśli nie są, to znaczy, że to luźne stwierdzenia, które można ot tak podważyć bez argumentu.
Nieprawda, można podważyć, ale trzeba mieć właśnie argumenta.

>>Mam nieodparte wrażenie, że dla Ciebie wszystko jest dogmatem. Pewniki, definicje zasady, reguły, twierdzenia, historyczne fakty...
>Bo myślisz, że wszystko, albo nic?
Ja? To Ty uważasz, że dogmat można zastąpić jedynie innym dogmatem

>>>Jeśli zmienisz zdanie na ten temat, to uznasz istnienie dogmatów.
>>Dlaczego?
>No jeśli stwierdzisz, że istnieją dogmaty, to uznasz ich istnienie.
Istnieją też bajki o krasnoludkach, i wiem, że istnieją (te bajki)

>A dodatkowo komplikujesz pozornie sprawę, mówiąc o dogmatach w nauczaniu.
Ja? To Twoja koncepcja .

>Czyli nie zgadzamy się co do definicji dogmatu, to wtedy rozmawiajmy o definicji.
Podałeś definicję, zaakceptowałem
>Drugim jest to, że wyciągasz niektóre wypowiedzi z kontekstu
Kasuję zbędne cytowania
>Trzecim wspomniana technika zadawania pytań odbiegających od tematu
Dyskutant ma prawo zadawać pytania. Uznanie ich "pobocznymi" jest ucieczką od odpowiedzi. Tym bardziej, że to był
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
dogmat [gr. dógma 'pogląd', 'mniemanie', 'postanowienie', 'dekret']:
1) w staroż. Grecji dekret lub postanowienie władz polit. miast-państw, a także teza przyjmowana za niepodważalną w danej szkole filoz. (platonicy, stoicy) ze względu na swą oczywistość (aksjomat);
2) w teologii chrześc. twierdzenie uznane za prawdę objawioną przez Boga i przekazywane wiernym przez Kościół jako norma wiary i pobożności;
3) w religioznawstwie rezultat ostatniego etapu rozwoju doktryny rel. (teoretyzacji), zaakceptowany przez hierarchię i obowiązujący wyznawców;
4) twierdzenie przyjmowane bezkrytycznie, wyłącznie na mocy autorytetu.

Ty odnosisz się do jednej definicji i ignorujesz to co piszę.

>1 Cytuję Poppera

Wycinkowo, nie pisząc o jaki dogmat chodzi Popperowi i jak to się ma do dyskusji, w której dogmat nie odnosi się do samowywrotnej definicji 100% pewności. Zobacz, nawet słownik pwn nie podaje takiej definicji (wklejone powżej). Gdybyś uznał, że dogmat to 100% pewność, to nie miałoby to odpowiednika w rzeczywistości. Zupełnie ignorujesz moje odpowiedzi i tylko tym potrafisz mnie zirytować.

>2 To nie jest pewnik, możesz go obalić

I obaliłem, a ponadto musisz uznać logikę za pewnik by cokolwiek móc obalać. Wykazuję Ci tą sprzeczność. Odnieś się do niej bezpośrednio.

>Sprzeczność. Dogmat właśnie na tym polega, że nie traktuje się go sceptycznie

Wg Twojej definicji, ale ja o takiej nie pisałem, bo dla mnie jest ona samowywrotna. Owszem, ktoś może być przekonany co do tego, że coś jest na 100% i to jest jedno ze znaczeń dogmatu, dla kogoś kto nie jest tą osobą i nie podziela jej wierzeń, ale pozostałe znaczenia się od niego różnią. Nie odniosłeś się do meritum, czyli do stwierdzeń wynikających z empirycznej definicji dogmatu jako pewnika i praw logiki (za to przyczepiłeś się do opisu).

>>Człowiek myśli dychotomicznie, gdy jest rozemocjonowany, lub gdy mózg z jakiegoś powodu w danym momencie działa nieprawidłowo.
>Jasne, Twoja wiedza z zakresu psychiatrii zaiste wielką jest.

Czyli uważasz, że przeciwieństwem tego, że to co napisałem jest prawdziwe, byłoby to, że byłbym ekspertem? Jeśli nie jestem wielkim ekspertem, to nie mogłem podać trafnych argumentów? Przecież to oczywiste, że silny stres działający w danym momencie, zmniejsza zdolności rozumienia, odpisuje się wtedy na szybko i jest się przekonanym o własnej racji - tak działa wyrzut kortyzolu w korze przedczołowej jaki temu towarzyszy. Wystarczyłoby abym przeczytał ze zrozumieniem jeden artykuł by o tym wiedzieć.

A to, że piszę, że jesteś narcyzem to prowokacyjne stwierdzenie polegające na tym, że to Ty mi tak najpierw napisałeś, bądź zgodziłeś się z Głodzikiem, który to pisał. Tak się dziwnie składa, że takie projekcje najczęściej czynią narcyzi. Jednak różnie z tym bywa, ale też gdy piszę, że jesteś narcyzem, to bardziej stwierdzam, że Twoje zachowanie pasuje żeby je tak określić, niż że faktycznie nim jesteś. Gdy tak robię, to potem ktoś może powiedzieć "ok, to jest mój zarzut vs twój więc te stwierdzenia się wzajemnie redukują i je wywalamy i rozmawiamy na temat meritum", albo może dalej projektować i wtedy powie, że projektuję, że projektuję. Więc mogę znów powiedzieć, że nieprawda bo on projektuje, że projektuję, że projektuje, że projektuję. Ty natomiast podważasz moje zdanie, sam twierdząc to samo na mój temat, czyli ja powinienem na tej zasadzie zanegować Twoje zdanie, gdy mówisz o mnie.

I sytuacja zamiast do meritum, sprowadza się do wymieniania nazwisk autorytetów (jakby w podstawówce wymieniali nazwiska z bandy ) i do stawiania siebie w roli lepszego autorytetu. Aby tego uniknąć proponuję rozmowę tylko o meritum i tylko na płaszczyźnie wspólnie rozumianych definicji (to Twój podstawowy błąd, bo postrzegasz swoje definicje jako jedynie słuszne, a ja to nawet wolę korzystać z cudzych definicji, by dowieść z nich swojego zdania).

>>Dlatego też się denerwuje, bo podważam mu jego prosty, uporządkowany obraz świata w umyśle.
>Napisałem Ci już co denerwuje w Tobie. Nie to co sobie przypisujesz

Możliwe też, że racjonalizujesz to sobie, a nie znasz prawdziwego powodu zdenerwowania. Nikt nie jest meta-ekspertem od świadomości ludzkiej, by twierdzić, że aż tak dobrze zna własną. Możliwe, że wkurza Cię we mnie więcej rzeczy. Mnie w Tobie wkurza ignorowanie argumentów i przeinaczanie definicji, tak by pasowało pod te jakie uznasz za jedyne słuszne, a nie te wyniesione z kontekstu zdań.

>>Nie wie wtedy co miał na myśli rozmówca. To jest mechanizm typowy dla emocji większości ludzi. Część z nich jest zdolna zrozumieć adwersarza, ale emocje im nie pozwalają. To jest właśnie mój zarzut do Ciebie.
>... który mi wisi kalafiorem, bo:
>1 jest nieudowodniony

Mechanizm wpływu silnych emocji na myślenie jest doskonale udowodniony. Długotrwałe cierpienie może nieraz przynieść w efekcie rozwój (może jest do tego wręcz niezbędne?), ale krótkotrwałe (impulsywne) zniekształca percepcję. Ma to związek z wyrzutem kortyzolu osłabiającym działanie kory przedczołowej.

>2 sam piszesz w silnych emocjach (czego dowodem jest Twoje słownictwo)

Słownictwo nie jest, a moja postawa jest często porównywalna z postawą postaci Lindy (od 1:40): youtu.be/v8jiev5vkOE?t=1m42s

To od Ciebie zależy jak to odbierasz. A czasem mnie wkurzysz faktycznie, ale to tym, że odpowiadasz mi niemal wklejką z tego co już obalałem i ostatecznie się nie odniosłeś, a potem wracasz do tego samego. Wtedy faktycznie się denerwuję, ale wtedy nie wymyślam żadnych nowych treści, ani niczego nie mam potrzeby analizować, więc te emocje praktycznie na nic nie wpływają.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A słownictwo mam takie samo zarówno gdy się wnerwię, jak wtedy gdy jest ok. Nawet jest taki mechanizm, że w często nerwach się mocniej kontroluję, by zachować pozorny spokój. Tylko, że nie odpisuję wtedy na meritum. Wracam sobie do pracy i gdy nerwy przechodzą, pomysły same zaczynają napływać do głowy i mogę odpisywać. Ale najczęściej nie trzeba się przy tym wysilać, bo powtarzasz to na co już odpowiadałem, więc wystarczy napisać to samo, ale potem znów o tym zapominasz i wydaje Ci się, że stanęło na Twoim. Dlatego najlepiej by było systematyzować dyskusję i skupiać się na poszczególnym zagadnieniu, a nie odpowiadając na całość, która potem się rozbija na mniejsze części i okazuje się, że dyskusja nie rusza się do przodu, za to się rozwleka.

>Chcesz rozmawiać i przesłaniu,a pytasz o cytaty. Sprzeczność

Niby gdzie? W tym, że cytat można skomentować swoimi słowami w 2-3 zdaniach?

>To już napisałem. Właśnie z tego jak go rozumiem, wynika cytat, który wybrałem i cała krytyczna ocena Twojej koncepcji, że nauka i nauczanie powinny być oparte na dogmatach.

Ale to tylko w świetle definicji dogmatów z Twojej koncepcji dogmatu jako 100% przekonania o prawdzie, a ta definicja jest samowywrotna i nie ma desygnatu i w dodatku podważa możliwość bycia sceptykiem, bo z automatu nie byłoby wobec czego być sceptycznym.

Popperowi chodziło o to, że nie ma pojedynczego dogmatu, który mielibyśmy pozostawić bez próby podważenia go. Czyli ignorujesz inne użycia tego słowa, bo właśnie słówek się przyczepiłeś i ta rozmowa jest sporem o słówka, wynikającym z tego, że nie przyjmujesz do wiadomości innych kontekstów.

>>Jednak co bym nie napisał, będzie źle, bo nie odnoszę się do Twojego sztywnego rozumienia pojęć, a ono jest skonstruowane tak, że wszystko można odwrócić, ale to bez sensu.
>Przeczysz sam sobie, wprzódzi pisałeś, że brak dogmatów uniemożliwia porozumienie

No to właśnie o tym piszę, tylko innymi słowami, więc jak mogę sobie tu przeczyć?

>>Tak. Logika to zasady myślenia, których musisz się trzymać.
>Przeczysz sobie, to mnie zarzuciłeś sztywne rozumienie pojęć (kilka linijek wyżej)

No zarzuciłem, ale gdzie tu sprzeczność z tym, że aby cokolwiek stwierdzić, trzeba uznać jakieś kryterium prawdziwości, a to wymusza przyjęcie dogmatu - logiki?

Znów nie ma sprzeczności, a Ty ją widzisz, bo sam posługujesz się sprzecznymi pojęciami jak np dogmat jako 100% pewnik. Podobnie wjechał tu jakiś Klopton próbując w analogiczny sposób podważyć sceptycyzm. Co to za rozbijanie na sprzeczne części zamiast odnoszenia się do faktycznego znaczenia jakie przekazuje rozmówca?

>>Nie. Chodzi mi o czynność dodawania, czyli o operację jaką wykonuje dziecko gdy liczy na paluszkach.
>I to jest definicja dodawania a nie dogmat

Definicja nie jest przeciwieństwem dogmatu. Wręcz przeciwnie. Pewniki muszą być zdefiniowane.

>>Jak to nie? Jeśli mówisz o nauczaniu arytmetyki, a ta zawiera dogmaty,
>Nie zawiera. Błędne założenie.

Gdyby logika nie zawierała, to nie mógłbyś stwierdzić, że nie zawiera, bo potrzebowałbyś logiki aby to słusznie stwierdzić (aby cokolwiek było słuszne).

>>Niektóre zasady logiczne stają się dogmatami, podobnie jak obserwacje empiryczne.
>Nie. I nie udowodnisz tego.

Nie udowodnię, bo dowodzenie nie dotyczy dogmatów. Tzn nawet jeśli prawidłowo to wykażę, a rozmówca nie zrozumie, to oznacza to, że nie udowodniłem. Ale jeśli uważasz, że się nie stają, to negujesz zasady logiki na mocy, których mógłbyś to stwierdzić, więc sam sobie przeczysz.

>Obserwacje empiryczne wielekroć podważono przy zastosowaniu lepszych narzędzi.

Dlatego napisałem, że niektóre. Choćby fakt, że żyjesz - sam o tym wiesz i nie dowiadujesz się tego przez dowodzenie, tylko to aprioryczny fakt - pewnik.

>>Sprzecznością jest Twoje postrzeganie dogmatu jako 100% pewności.
>Bo na tm polega dogmat wg każdej definicji.

Każdej? Wykazałem przecież wiele razy, że nie. Tylko wg tej samowywrotnej, która prawidłowo odnosi się jedynie do sytuacji określenia z zewnątrz postawę kogoś wierzącego w taki dogmat.

>>No jeśli stwierdzisz, że istnieją dogmaty, to uznasz ich istnienie.
>Istnieją też bajki o krasnoludkach, i wiem, że istnieją (te bajki)

Pisząc, że nie istnieją w myśleniu, przeczysz istnieniu w myślach dogmatu, że nie istnieją dogmaty w myśleniu. A teraz stosujesz ekwiwokację - zestawiasz dogmaty w myśleniu własnym (1) (odnosisz się do tego co napisałem, że dogmaty są potrzebne w myśleniu) z dogmatami, w które ktoś wierzy, co porównujesz do bajek (2).

>>Drugim jest to, że wyciągasz niektóre wypowiedzi z kontekstu
>Kasuję zbędne cytowania

Nie o to chodzi, tylko o nazywanie argumentami tego co jest poboczne, albo odpowiadanie nie na to co piszę, tylko na to jak rozumiesz słowa, których używam, ale nie zadajesz sobie trudu by zinterpretować mój tekst i spróbować zrozumieć o czym piszę. A tylko wtedy mógłbyś mi udowodnić, że nie mam racji.

>>Trzecim wspomniana technika zadawania pytań odbiegających od tematu
>Dyskutant ma prawo zadawać pytania. Uznanie ich "pobocznymi" jest ucieczką od odpowiedzi.

Nawet jeśli są poboczne i są ucieczką od odpowiedzi? W ten sposób można by w nieskończoność oddalać odpowiedź poprzez zadawanie kolejnego pytania zamiast odpowiedzi.
szarley (54913 punktów)
>dogmat [gr. dógma 'pogląd', 'mniemanie', 'postanowienie', 'dekret']:
>1) w staroż. Grecji dekret lub postanowienie władz polit.
Czyli nie to
>2) w teologii chrześc. twierdzenie uznane za prawdę objawioną
Czyli nie to
>3) w religioznawstwie rezultat ostatniego etapu rozwoju doktryny rel.
Czyli nie to
>4) twierdzenie przyjmowane bezkrytycznie, wyłącznie na mocy autorytetu.
I o tym rozmawiamy

>>1 Cytuję Poppera
>Wycinkowo,
Chcesz całościowo? Biblioteka w najbliższym miasteczku
>nie pisząc o jaki dogmat chodzi Popperowi
A jak myślisz?

>Zobacz, nawet słownik pwn nie podaje takiej definicji (wklejone powżej).
Przedtem przywoływałeś inne definicje, niemniej nr 4 jest najistotniejsza

>Zupełnie ignorujesz moje odpowiedzi i tylko tym potrafisz mnie zirytować.
Przeczę im. To co innego

>>2 To nie jest pewnik, możesz go obalić
>I obaliłem,
Nie. Nie wystarczy przekonać samego siebie.

>a ponadto musisz uznać logikę za pewnik by cokolwiek móc obalać.
logika zajmuje się sposobami rozumowania (skrót) a nie dogmatami

>>Sprzeczność. Dogmat właśnie na tym polega, że nie traktuje się go sceptycznie
>Wg Twojej definicji,
Wg przywołanych przez Ciebie wszystkich sześciu.

>Nie odniosłeś się do meritum, czyli do stwierdzeń wynikających z empirycznej definicji dogmatu jako pewnika i praw logiki
Bo nie o tym była mowa. Ja nie podważam, że 2+2=4 tylko że nie jest to dogmat, a matematyczne równanie. I stanowczo nie zgadzam się z Tobą, że należy tego jako dogmatu nauczać w szkołach! Nie udowodniłeś swojej tezy i nie podałeś źródła wiedzy

>Czyli uważasz, że przeciwieństwem tego, że to co napisałem jest prawdziwe, byłoby to, że byłbym ekspertem?
Nie, uważam, że nie jesteś ekspertem. Po prostu.
Kiedy idę do lekarza, nie muszę mieć żadnej medycznej wiedzy. to on musi mi udowodnić swoje uprawnienia i zdane egzaminy.

>Jeśli nie jestem wielkim ekspertem, to nie mogłem podać trafnych argumentów?
Mogłeś, ale nie mają dla mnie znaczenia, bo nie dotyczą tematu. Nawet jeśli trafiłeś z oceną, to nie ma to dla mnie znaczenia.

>A to, że piszę, że jesteś narcyzem to prowokacyjne stwierdzenie
Tylko prowokacyjne. Odległe od rzeczywistości

>I sytuacja zamiast do meritum, sprowadza się do wymieniania nazwisk autorytetów
No niestety, także wykładając fizykę korzystam z wiedzy innych, opisanej w książkach. Niewiele, oj bardzo niewiele sam wymyśliłem i sam do światowej nauki wniosłem.
Wypowiadasz się na temat teorii ewolucji, a przecież znasz ją tylko z książek. Nie pracowałeś z Darwinem w jednej pracowni.

>>>Nie wie wtedy co miał na myśli rozmówca. To jest mechanizm typowy dla emocji większości ludzi. Część z nich jest zdolna zrozumieć adwersarza, ale emocje im nie pozwalają. To jest właśnie mój zarzut do Ciebie.
>>... który mi wisi kalafiorem, bo:
>>1 jest nieudowodniony
>Mechanizm wpływu silnych emocji na myślenie jest doskonale udowodniony.
Ale nie poradzisz udowodnić, że działam pod wpływem silnych emocji.

>Chcesz rozmawiać i przesłaniu,a pytasz o cytaty. Sprzeczność
>Niby gdzie? W tym, że cytat można skomentować swoimi słowami w 2-3 zdaniach?
komentarz już nie jest cytatem, więc jednak sprzeczność

>Popperowi chodziło o to, że nie ma pojedynczego dogmatu, który mielibyśmy pozostawić bez próby podważenia go.
Nie sądzę.

>No zarzuciłem, ale gdzie tu sprzeczność z tym, że aby cokolwiek stwierdzić, trzeba uznać jakieś kryterium prawdziwości, a to wymusza przyjęcie dogmatu - logiki?
Logika nie jest dogmatem

>Znów nie ma sprzeczności, a Ty ją widzisz, bo sam posługujesz się sprzecznymi pojęciami jak np dogmat jako 100% pewnik.
1 To Twoja definicja
2 ona jest niesprzeczna

>Definicja nie jest przeciwieństwem dogmatu.
Ale nie jest dogmatem

>>Niektóre zasady logiczne stają się dogmatami, podobnie jak obserwacje empiryczne.
>Nie. I nie udowodnisz tego.
>Nie udowodnię, bo dowodzenie nie dotyczy dogmatów.
Zgadzam się. Dlatego nauka nie uznaje dogmatów.

>>Sprzecznością jest Twoje postrzeganie dogmatu jako 100% pewności.
>Bo na tm polega dogmat wg każdej definicji.
Każdej? Wykazałem przecież wiele razy, że nie.
W żadnej z 6 podanych przez Ciebie definicji nie wykazałeś

>>>Drugim jest to, że wyciągasz niektóre wypowiedzi z kontekstu
>>Kasuję zbędne cytowania
>Nie o to chodzi, tylko o nazywanie argumentami tego co jest poboczne,
Nie powinieneś aż tak bardzo narzucać swojego toku dyskusji

>>>Trzecim wspomniana technika zadawania pytań odbiegających od tematu
>>Dyskutant ma prawo zadawać pytania. Uznanie ich "pobocznymi" jest ucieczką od odpowiedzi.
>Nawet jeśli są poboczne i są ucieczką od odpowiedzi? W ten sposób można by w nieskończoność oddalać odpowiedź poprzez zadawanie kolejnego pytania zamiast odpowiedzi.
Owszem bywają pytania poboczne. kiedy rozmawiamy o nauczaniu matematyki a ja zapytam jakie majtki ma dziś Twoja żona. Jednak pytanie o źródło wiedzy , w sytuacji kiedy formułujesz rewolucyjną wprost teorię, jest jednak zasadne. Podobnie jak pytanie o sposób falsyfikacji.

Nie wymyśliłeś teorii ewolucji, a nie sądzę, abyś miał problem z odpowiedzią na pytanie skąd masz wiedzę na jej temat (to właśnie byłoby poboczne pytanie)
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>dogmat [gr. dógma 'pogląd', 'mniemanie', 'postanowienie', 'dekret']:
>>1) w staroż. Grecji dekret lub postanowienie władz polit.
>Czyli nie to

No jak wycinasz właśnie to, to wtedy nie to

Cytat:
a także teza przyjmowana za niepodważalną w danej szkole filoz. (platonicy, stoicy) ze względu na swą oczywistość (aksjomat);


Zawsze coś takiego zakładasz, nawet nieświadomie. A o tym właśnie znaczeniu pisał Max Golonko.

>>4) twierdzenie przyjmowane bezkrytycznie, wyłącznie na mocy autorytetu.
>I o tym rozmawiamy

Błąd. O tym Ty rozmawiasz, bo nie zrozumiałeś o co chodziło Maxowi. To właśnie mój zarzut do Ciebie. Nie odnosisz się do wypowiedzi rozmówcy, tylko filtrujesz je przez ekwiwokację jakiegoś pojęcia.

>>>1 Cytuję Poppera
>>Wycinkowo,
>Chcesz całościowo? Biblioteka w najbliższym miasteczku

Bo jest tylko dychotomia - wycinkowo albo całościowo. Dla szarleya nie ma nic pomiędzy. Dla olsona każde dzieło/przekaz/idea sprowadza się do swojego najprostszego wytłumaczenia, czym poszczególne książki zazwyczaj nie są. I jednostkowo mają nie tak wielki sens, bo liczy się całość światopoglądu jaka powstała na różnej wiedzy, bo taka wiedza wzajemnie ze sobą koresponduje, gdyż w różnych dziedzinach działają podobne logiczne zasady.

>logika zajmuje się sposobami rozumowania (skrót) a nie dogmatami

I gdyby nic nie zakładała, to by nie było logiki i nie odróżniłbyś niczego od czegokolwiek innego.

>>>Sprzeczność. Dogmat właśnie na tym polega, że nie traktuje się go sceptycznie
>>Wg Twojej definicji,
>Wg przywołanych przez Ciebie wszystkich sześciu.

Nieprawda. Nawet katolik może być sceptyczny wobec dogmatów religii i jednocześnie w nie wierzyć. Na każdym kroku wstawiasz to rozszczepienie... Dlatego ciężko z Tobą dyskutować, bynajmniej nie z powodu argumentów.

Podałem Ci przecież dowód na to, że Twoja definicja dogmatu jest samowywrotna. Aby tego uniknąć trzeba ze 100% pewności zrobić 99,9% i nie ma samowywrotności.

>>Nie odniosłeś się do meritum, czyli do stwierdzeń wynikających z empirycznej definicji dogmatu jako pewnika i praw logiki
>Bo nie o tym była mowa.

O tym. Ty od tego odchodzisz w coś zupełnie innego, by napisać, że nie o tym była mowa.

>Ja nie podważam, że 2+2=4 tylko że nie jest to dogmat, a matematyczne równanie.

Matematyczne równanie nie jest przeciwieństwem pewnika. Znów to rozszczepienie.

>I stanowczo nie zgadzam się z Tobą, że należy tego jako dogmatu nauczać w szkołach!

Czyli nie należy nauczać matematyki, bo okazuje się, że nauczana przyjmuje formę dogmatu? Bo jednak nie uciekniesz od tego, że w podręczniku masz wypisanych wiele dogmatów, których musisz się nauczyć, by móc uczyć się myśleć samodzielnie korzystając z nich już intuicyjnie.

>>Jeśli nie jestem wielkim ekspertem, to nie mogłem podać trafnych argumentów?
>Mogłeś, ale nie mają dla mnie znaczenia, bo nie dotyczą tematu. Nawet jeśli trafiłeś z oceną, to nie ma to dla mnie znaczenia.

Dotyczą tematu. Jeśli to prawda, to to co piszesz należy ocenić jako nieprzemyślane w emocjach, czyli ich wartość merytoryczna spada niemal do zera, a w tym przypadku do zera spada Twój stopień odniesienia się do dyskusji, bo zakładając, że byłaby mowa akurat o tym ścisłym znaczeniu dogmatu, to miałbyś rację, ale dyskusja wyszła od innego kontekstu tego słowa. A właściwie to Max mógł wpisać tu dowolne słowo "trąbka" i powinieneś wywnioskować o co mu chodziło i wywieść z tego jego definicję trąbki.

>>A to, że piszę, że jesteś narcyzem to prowokacyjne stwierdzenie
>Tylko prowokacyjne. Odległe od rzeczywistości

Tego nie wiem i tak naprawdę to mnie to nie interesuje. Natomiast faktem jest, że nie odnosisz się do tego co do Ciebie piszę i odpowiadasz tak jakbym napisał co innego.

>>I sytuacja zamiast do meritum, sprowadza się do wymieniania nazwisk autorytetów
>No niestety, także wykładając fizykę korzystam z wiedzy innych, opisanej w książkach. Niewiele, oj bardzo niewiele sam wymyśliłem i sam do światowej nauki wniosłem.

Znów się nie odniosłeś do wypowiedzi. Napisałem, że sprowadzasz rozmowę do wymienienia nazwisk, a odpowiedziałeś o korzystaniu wiedzy z innych i tym czy samemu coś wniosłeś. Ja też nie wniosłem i też korzystam z wiedzy innych. Ale to ja to interpretuję i to w moim umyśle zachodzi dopasowywanie teorii między sobą i odrzucanie pewnych wątpliwości, a także wyciąganie własnych wniosków z empirii i sprowadzanie tego do formy argumentów. Ty zamiast tego wolisz podać tytuły. Ale to właśnie zdolność do rozmowy o treści weryfikuje Twoją wiedzę. Niektórzy czytają bez zrozumienia, a inni nie czytają prawie nic, ale mieli dobrego mentora, który dał im sporo nauki.

>Wypowiadasz się na temat teorii ewolucji, a przecież znasz ją tylko z książek. Nie pracowałeś z Darwinem w jednej pracowni.

Nie tylko z książek, bo i pasuje to do pozostałej wiedzy, z której część można weryfikować empirycznie. Wiedząc różne rzeczy na inne tematy, a nie znając teorii ewolucji, może po prosu bym ją wymyślił jako potencjalne wyjaśnienie.


>>Mechanizm wpływu silnych emocji na myślenie jest doskonale udowodniony.
>Ale nie poradzisz udowodnić, że działam pod wpływem silnych emocji.

Ok. W takim razie dlaczego nie odpowiadasz wprost na moje argumenty? Jak inaczej niż emocjami wytłumaczysz fakt, że sięgasz po słabe manipulacje takie jak wycięcie samych epitetów i nazwanie ich moimi argumentami, podczas gdy faktyczne argumenty zignorowałeś?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Znów nie ma sprzeczności, a Ty ją widzisz, bo sam posługujesz się sprzecznymi pojęciami jak np dogmat jako 100% pewnik.
>1 To Twoja definicja

Moja jest taka wg której dogmat to nie 100% pewnik, bo ta byłaby sprzeczna i taką Ty uznajesz. Nie można wobec niej być sceptycznym. Z definicji. Tymczasem sceptycznym można być zawsze wobec wszystkiego. To przeczy możliwości wprowadzenia takiej definicji dogmatu.

To Twoja definicja i sam przecież o tym piszesz i to samo przypisujesz Popperowi.

>2 ona jest niesprzeczna

To Twój dogmat, którym wyłączasz sobie możliwość bycia sceptycznym.

>>Definicja nie jest przeciwieństwem dogmatu.
>Ale nie jest dogmatem

Może nim być.

>>Nie udowodnię, bo dowodzenie nie dotyczy dogmatów.
>Zgadzam się. Dlatego nauka nie uznaje dogmatów.

Wtedy nie mogłaby uznać samej siebie, ani sceptycyzmu. Dogmat w znaczeniu jakie użył Max to założenie o bardzo dużym stopniu pewności (pewnik), subiektywnie ustalanej przez człowieka, by obserwacje się zgadzały.

>>Nie o to chodzi, tylko o nazywanie argumentami tego co jest poboczne,
>Nie powinieneś aż tak bardzo narzucać swojego toku dyskusji

A Ty powinieneś? Jeśli piszę, że coś jest moim argumentem, a dalej, że słońce świeci w Gruzji, to nie wycinaj fragmentu o Gruzji i nie nazywaj go jedynym moim argumentem, pozostawiając jednocześnie faktyczne argumenty bez odpowiedzi.
szarley (54913 punktów)
> Cytat:
a także teza przyjmowana za niepodważalną w danej szkole filoz. (platonicy, stoicy) ze względu na swą oczywistość (aksjomat);

>Moja jest taka wg której dogmat to nie 100% pewnik,
Sprzeczność

>Zawsze coś takiego zakładasz, nawet nieświadomie. A o tym właśnie znaczeniu pisał Max Golonko.
Proponuję zostaw w spokoju głupca, nie rozmawiamy o pedofilii

>>>>1 Cytuję Poppera
>>>Wycinkowo,
>>Chcesz całościowo? Biblioteka w najbliższym miasteczku
>Bo jest tylko dychotomia - wycinkowo albo całościowo.
Podaję cytat, chcesz rozwinięcia, podaję swoje rozwinięcie, chcesz cytatu, zastanów się czego chcesz.

>>logika zajmuje się sposobami rozumowania (skrót) a nie dogmatami
>I gdyby nic nie zakładała, to by nie było logiki i nie odróżniłbyś niczego od czegokolwiek innego.
Założenie, nie jest dogmatem. To nie są pojęcia tożsame

>>>>Sprzeczność. Dogmat właśnie na tym polega, że nie traktuje się go sceptycznie
>>>Wg Twojej definicji,
>>Wg przywołanych przez Ciebie wszystkich sześciu.
>Nieprawda. Nawet katolik może być sceptyczny wobec dogmatów religii i jednocześnie w nie wierzyć.
Wtedy przestaje podchodzić jak do dogmatu, ale masz rację, dogmat pozostaje dogmatem, nawet jeśli ktoś w niego nie wierzy. Jednak nauka nie wierzy w żadne dogmaty.

>Podałem Ci przecież dowód na to, że Twoja definicja dogmatu jest samowywrotna. Aby tego uniknąć trzeba ze 100% pewności zrobić 99,9% i nie ma samowywrotności.
Każda przywołana przez Ciebie definicja zakłada 100% pewności, jeśli nie, patrz paradoks stosu

>>Ja nie podważam, że 2+2=4 tylko że nie jest to dogmat, a matematyczne równanie.
>Matematyczne równanie nie jest przeciwieństwem pewnika.
.. ale też nie jest dogmatem
Koń też nie jest przeciwieństwem dogmatu, ale dogmatem nie jest

>>I stanowczo nie zgadzam się z Tobą, że należy tego jako dogmatu nauczać w szkołach!
>Czyli nie należy nauczać matematyki,
Należy nauczać matematyki, nie należy nauczać dogmatów.
(a mnie zarzucasz zero-jedynkowe spojrzenie)

>Bo jednak nie uciekniesz od tego, że w podręczniku masz wypisanych wiele dogmatów, których musisz się nauczyć,
W podręczniku matematyki????? Tam są rzeczy, które trzeba zrozumieć Owszem stosuję wzory skróconego mnożenia, ale tylko kiedy je pamiętam, kiedy ich nie pamiętam to je wyprowadzam

>>>Jeśli nie jestem wielkim ekspertem, to nie mogłem podać trafnych argumentów?
>>Mogłeś, ale nie mają dla mnie znaczenia, bo nie dotyczą tematu. Nawet jeśli trafiłeś z oceną, to nie ma to dla mnie znaczenia.
>Dotyczą tematu.
Autorytarne stwierdzenie Olsona.

>Jeśli to prawda, to to co piszesz należy ocenić jako nieprzemyślane w emocjach,
Nie masz narzędzi do oceny, nie udowodniłeś swoich kompetencji
Zarzucasz mi że pisząc piję śliwowicę, masz alkomat działający na odległość?

>>>A to, że piszę, że jesteś narcyzem to prowokacyjne stwierdzenie
>>Tylko prowokacyjne. Odległe od rzeczywistości
>Tego nie wiem i tak naprawdę to mnie to nie interesuje.
Postawiłeś ten zarzut ponad 100 razy!

>>>I sytuacja zamiast do meritum, sprowadza się do wymieniania nazwisk autorytetów
>>No niestety, także wykładając fizykę korzystam z wiedzy innych, opisanej w książkach. Niewiele, oj bardzo niewiele sam wymyśliłem i sam do światowej nauki wniosłem.
>Znów się nie odniosłeś do wypowiedzi. Napisałem, że sprowadzasz rozmowę do wymienienia nazwisk, a odpowiedziałeś o korzystaniu wiedzy z innych i tym czy samemu coś wniosłeś.
Jeśli korzystam z wiedzy innych to nie mam problemu z podaniem ich nazwisk.

>Ja też nie wniosłem i też korzystam z wiedzy innych.
Dlatego zadałem proste pytanie

>>Wypowiadasz się na temat teorii ewolucji, a przecież znasz ją tylko z książek. Nie pracowałeś z Darwinem w jednej pracowni.
>Nie tylko z książek, bo i pasuje to do pozostałej wiedzy, z której część można weryfikować empirycznie.
zaciekawiasz mnie, gdzie empirycznie weryfikowałeś teorię ewolucji? W którym laboratorium?

>>>Mechanizm wpływu silnych emocji na myślenie jest doskonale udowodniony.
>>Ale nie poradzisz udowodnić, że działam pod wpływem silnych emocji.
>Ok. W takim razie dlaczego nie odpowiadasz wprost na moje argumenty?
Odpowiadam. Podważam je.

>Jak inaczej niż emocjami wytłumaczysz fakt, że sięgasz po słabe manipulacje takie jak wycięcie samych epitetów i nazwanie ich moimi argumentami, podczas gdy faktyczne argumenty zignorowałeś?
Po co używałeś epitetów?

>>>Definicja nie jest przeciwieństwem dogmatu.
>>Ale nie jest dogmatem
>Może nim być.
Te pojęci nie są tożsame

>>>Nie udowodnię, bo dowodzenie nie dotyczy dogmatów.
>>Zgadzam się. Dlatego nauka nie uznaje dogmatów.
>Wtedy nie mogłaby uznać samej siebie, ani sceptycyzmu. Dogmat w znaczeniu jakie użył Max to założenie o bardzo dużym stopniu pewności (pewnik),
I to Ci cały czas powtarzam. Nauka nie uznaje pewników. Wszystko jest podważalne.
Dlatego kiedy pytam o Twoją teorię w myśl której należy w szkołach nauczać dogmatów, to pytam też o podważalność teorii

Reasumując podstawowe różnice poglądów
1 Uważasz, że dogmat jest pewnikiem, ale niepewnym (nie stuprocentowym) co dla mnie jest sprzecznością
2 Uważasz, że szkoła powinna nauczać dogmatów, z czym się nie zgadzam
2.1 Nie poradzisz tej teorii uzasadnić
2.2 Nie poradzisz wskazać źródeł wiedzy
2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> Cytat:
a także teza przyjmowana za niepodważalną w danej szkole filoz. (platonicy, stoicy) ze względu na swą oczywistość (aksjomat);

>>Moja jest taka wg której dogmat to nie 100% pewnik,
>Sprzeczność

I tu się zatrzymam. Nie będę odpowiadał na resztę, póki widzisz tu sprzeczność i tego nie uzasadniasz. Gdybyś rozumiał definicję, to byś jej nie widział, ale to Ty postrzegasz dogmat w samosprzeczny sposób, więc nie możesz go przedstawić jako przeciwieństwa sceptycyzmu i samodzielnego myślenia.

>>Zawsze coś takiego zakładasz, nawet nieświadomie. A o tym właśnie znaczeniu pisał Max Golonko.
>Proponuję zostaw w spokoju głupca, nie rozmawiamy o pedofilii

Ani nie rozmawiamy o samym Maxie i jego mądrości lub nie. Chodzi tylko o fakt, że zamiast odnieść się do kontekstu w jakim on użył tego słowa, przyczepiasz się słówka i interpretujesz jego wypowiedź przez pryzmat swojego rozumienia słowa, którego onj użył w innym kontekście. Ten mechanizm prowadzi Cię do strawmanowania cudzych wypowiedzi i braku empatii, a bez zrozumienia nie można się odnieść do treści, więc pozostaje ona w mocy, podczas gdy Ty czepiasz się słówek jak stara baba, która robi tak bo jej się nudzi.

>Jednak nauka nie wierzy w żadne dogmaty.

Nauka nie wierzy, bo nie jest człowiekiem. Natomiast zawiera rozmaite dogmaty, które kiedyś mogą zostać podważone, ale póki co są uznawane za pewnik.

>W podręczniku matematyki????? Tam są rzeczy, które trzeba zrozumieć Owszem stosuję wzory skróconego mnożenia, ale tylko kiedy je pamiętam, kiedy ich nie pamiętam to je wyprowadzam

I to, że je wyprowadzasz to właśnie dogmat, bo w przeciwnym wypadku nie byłoby reguły wyprowadzania prowadzącej Cię do takiego wyniku!. Każda reguła stawałaby się bowiem płynna i nie dałoby się nic ustalić.

>Postawiłeś ten zarzut ponad 100 razy!

Ale tego nie zaczynałem. Zaczęło się to bodajże od momentu mojej dyskusji z Głodzikiem, w której też wziąłeś udział.

>Jeśli korzystam z wiedzy innych to nie mam problemu z podaniem ich nazwisk.

Ale wiedza z pojedynczych książek się rozmywa, bo wchodzi w interakcję z treściami wyniesionymi z innych książek, rozmów, doświadczeń. Dlatego roboczo gdy powtarzam nawet czyjś argument, uznaję go za swój i podobnie gdy przyjmujesz argument przeciwnego autorytetu, to też uznajesz go za swój. Wtedy możemy prowadzić dialog. W przeciwnym wypadku jest to niemożliwe, tak jak wtedy gdy absolutyzujesz znaczenia słów do jakichś zewnętrznych, zamiast wnioskować o nich z kontekstu całej wypowiedzi.

>zaciekawiasz mnie, gdzie empirycznie weryfikowałeś teorię ewolucji? W którym laboratorium?

Pisałem o odniesieniu teorii do pozostałych dziedzin nauki, np ewolucji na poziomie informacji.

>Po co używałeś epitetów?

Po to, żebyś wyciął je z wypowiedzi i nazwał je moimi argumentami, jeśli to Ty się emocjonujesz

>Dlatego kiedy pytam o Twoją teorię w myśl której należy w szkołach nauczać dogmatów, to pytam też o podważalność teorii

A ja Ci pisałem, że nie o to znaczenie słowa "dogmat" chodzi. Aby coś zakładać i o czymś myśleć, trzeba na pewnym etapie założyć, że to prawda. Jednak nie mamy dostępu do prawdziwej prawdy, więc musimy zastąpić to dogmatem.

>1 Uważasz, że dogmat jest pewnikiem, ale niepewnym (nie stuprocentowym) co dla mnie jest sprzecznością

Pewnik nie może oznaczać 100% pewności, bo to byłoby dla mnie sprzecznością. Samo mówienie o czymś takim jest niemożliwe, więc takie słowo nie miałoby desygnatu. Nikt nie ma 100% pewności, nawet dogmatyczny wyznawca religii. Dlatego właśnie musi wierzyć, że jego dogmat=prawda. Tylko cywilizowani ludzie modyfikują dogmaty wraz z nową wiedzą, a prymitywni się w nich okopują.
szarley (54913 punktów)
> Pewnik nie może oznaczać 100% pewności, bo to byłoby dla mnie sprzecznością.
Właściwie to na tym cytacie powinienem poprzestać

>>> Cytat:
a także teza przyjmowana za niepodważalną w danej szkole filoz. (platonicy, stoicy) ze względu na swą oczywistość (aksjomat);

>>>Moja jest taka wg której dogmat to nie 100% pewnik,
>>Sprzeczność
>I tu się zatrzymam. Nie będę odpowiadał na resztę, póki widzisz tu sprzeczność i tego nie uzasadniasz.

Dziwne, że Ty jej nie widzisz
1. teza przyjmowana za niepodważalną
2. Moja jest taka wg której dogmat to nie 100% pewnik,
Sprzeczność. Jeśli nie jest pewnikiem na 100% to znaczy, że brakujące do 100 jest podważalne, a tymczasem przyjmujesz definicję że jest niepodważalny
To jest sprzeczność

>Nauka nie wierzy, bo nie jest człowiekiem. Natomiast zawiera rozmaite dogmaty,
Litości! Znów zaorałeś Poppera?
Próbujesz wcisnąć definicję, że "dogmat to podważalny pewnik", tymczasem to jest sprzeczność

>>W podręczniku matematyki????? Tam są rzeczy, które trzeba zrozumieć Owszem stosuję wzory skróconego mnożenia, ale tylko kiedy je pamiętam, kiedy ich nie pamiętam to je wyprowadzam
> I to, że je wyprowadzasz to właśnie dogmat, bo w przeciwnym wypadku nie byłoby reguły wyprowadzania prowadzącej Cię do takiego wyniku!.
Nie. To jest wyprowadzenie matematycznego wzoru,

>>Jeśli korzystam z wiedzy innych to nie mam problemu z podaniem ich nazwisk.
>Ale wiedza z pojedynczych książek się rozmywa,
To podaj ich więcej.

>>zaciekawiasz mnie, gdzie empirycznie weryfikowałeś teorię ewolucji? W którym laboratorium?
>Pisałem o odniesieniu teorii do pozostałych dziedzin nauki, np ewolucji na poziomie informacji.
Czyli o książkach i niczym więcej. Nie masz żadnej niewyniesionej z książek wiedzy na temat teorii ewolucji. Ja też takowej nie mam. Żaden wstyd, dlatego trzeba wiedzieć skąd się wzięło wiedzę, tym bardziej, jeśli podważasz dorobek nauki w dziedzinie pedagogiki.

>>Dlatego kiedy pytam o Twoją teorię w myśl której należy w szkołach nauczać dogmatów, to pytam też o podważalność teorii
>A ja Ci pisałem, że nie o to znaczenie słowa "dogmat" chodzi.
Zaczynam się gubić w Twoich definicjach
"dogmat to pewnik, ale niepewny"
To od ilu procent pewności pewnik staje się pewnikiem? To jak nazwiesz coś co jest w 100% pewne?

>Aby coś zakładać i o czymś myśleć, trzeba na pewnym etapie założyć, że to prawda.
Założenie nie jest dogmatem.
Założenie nie jest pewnikiem
Założenie jest założeniem

>Jednak nie mamy dostępu do prawdziwej prawdy, więc musimy zastąpić to dogmatem.
Nie. Zastępujemy ją założeniem.
Dogmat jest niepodważalny wg cytowanej przez Ciebie definicji

Powtórzę:
2 Uważasz, że szkoła powinna nauczać dogmatów, z czym się nie zgadzam
2.1 Nie poradzisz tej teorii uzasadnić
2.2 Nie poradzisz wskazać źródeł wiedzy
2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> Pewnik nie może oznaczać 100% pewności, bo to byłoby dla mnie sprzecznością.Właściwie to na tym cytacie powinienem poprzestać

Tak. Powinieneś wtedy zrozumieć, że Ty odnosisz się do zupełnie innej definicji, czyli nie rozmawiasz na ten sam temat. A więc ważną dla dyskusji definicją jest ta, która pojawiła się pierwsza w danej dyskusji. Zaczęło się od Maxa, który użył innej definicji niż ta, na którą się cały czas powołujesz. Ja zaznaczam, że ona jest dla mnie sprzeczna, bo 100% pewność jest niemożliwa. Dogmat musiałby więc nie istnieć w naturze, a nie tylko w nauce. Jednak posługujemy się tym pojęciem, bo w codziennym języku pomijamy fakt, że nasze twierdzenia nie pokrywają się w 100% z prawdą obiektywną. Mówimy o dogmatach w odniesieniu do tego co wydaje nam się pewne, czyli ma 99,9% pewności, a skoro tyle, to możemy to poddawać falsyfikacji i sceptycyzmowi. Ba, nawet musimy, ale dogmatami pozostają wtedy te wnioski, które nieuchronnie wynikają z przyjęcia dowolnych założeń i które muszą być w myśleniu.

>>I tu się zatrzymam. Nie będę odpowiadał na resztę, póki widzisz tu sprzeczność i tego nie uzasadniasz.
>Dziwne, że Ty jej nie widzisz
>1. teza przyjmowana za niepodważalną
>2. Moja jest taka wg której dogmat to nie 100% pewnik,
>Sprzeczność. Jeśli nie jest pewnikiem na 100% to znaczy, że brakujące do 100 jest podważalne, a tymczasem przyjmujesz definicję że jest niepodważalny
>To jest sprzeczność

Gdzie masz sprzeczność? Ano w Twojej interpretacji pkt 1. Po prostu w tym punkcie trzeba przyjąć jakiś dogmat, ponieważ nie znamy faktów. Właśnie to świadczy o tym, że nie ma 100% pewników, czyli pojęcie dogmatu jako 100% pewnika nie może być sformułowane, bo na starcie jest sprzeczne. Nie ma bowiem 100% pewnika. Ten sam błąd popełnia w innym wątku Jan Bednarski, więc może gdy zobaczysz co mu odpisałem, zrozumiesz gdzie Ty popełniasz błąd.

100% pewnik nie istnieje, więc przyjmuje wartość 0
jeśli dogmat to 100% pewnik to przyjmuje wartość 0
0 nie może być stwierdzeniem 1, oznaczającym istnienie dogmatu, że dogmaty nie istnieją, bo wyszłoby, że 1=0

Jeśli dla Ciebie 1=0, to wydaje Ci się, że obalasz wszystko co piszę, bo jeśli 0=1 to wszystko jest jednocześnie prawdą i nieprawdą. Przyjmujesz więc sobie dowolną interpretację wycinka, tak by nie musieć odnieść się do tego co ktoś faktycznie miał na myśli.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,741988#w742298

I odpowiedź jako meritum z myśli Nietzschego:

pl.wikiped(*)yka.2C_filozofia_interpretacji

Cytat:
Nietzsche zajmował się analizą języka we wczesnych latach siedemdziesiątych, a wyniki swych dociekań opublikował w niewielkiej rozprawie O prawdzie i kłamstwie w pozamoralnym sensie. Analizując narzędzie, jakim z racji wykonywanego zawodu się posługiwał, zwrócił przede wszystkim uwagę na metaforyczność języka, jego bezustanne odwoływanie się do wspólnych doświadczeń mówiących. Właściwym twórcą świata jest ten, który pierwszy wynajduje metaforę odsyłającą do innych przedmiotów i w ten sposób ukierunkowuje nasze postrzeganie. Jednocześnie następuje tu zafałszowanie świata, bo nazwany byt musi wpasować się w logiczną strukturę języka, zaś świat jest, zdaniem Nietzschego, alogiczny. Oznacza to też, że nie ma żadnej prawdy o świecie*, a co najwyżej prawda o języku. (*nie trzeba przyjmować akurat tego założenia, wystarczy powiedzieć, że prawdy o świecie nie da się ściśle wyrazić językiem - przyp. olson). Lecz i tu tkwimy w kręgu metafor, a więc fakty nie istnieją, jedynie interpretacje (ja bym powiedział za Kantem, że fakt z pkt widzenia interpretacji ma z założenia naturę płynną, bo podmiot interpretujący próbuje go poznać z pozycji niewiedzy, dysponując ograniczonymi narzędziami poznawczymi - przyp.olson).

Dla Nietzschego zbiorowym twórcą języka jest społeczeństwo wraz ze swoimi nakazami i normami moralnymi, dlatego też filozof programowo unikał systematycznego, akademickiego wykładu a swoje poglądy wyrażał przy pomocy strumienia aforyzmów, słownych żartów i językowych paradoksów[29].

Niekiedy uznaje się, że stanowisko twórcy Tako rzecze Zaratustra logicznie prowadzi do relatywizmu pojęciowego. Takie jednak ujęcie jest niezgodne z większością współczesnej literatury przedmiotu, w której podkreśla się znaczenie perspektywizmu, tj. tezy, iż wszelkie poznawane obiekty są poznawane z pewnej perspektywy, a nie znikąd, z boskiego punktu widzenia. Innymi słowy, Nietzsche twierdzi raczej, że wszelkie widzenie, wszelkie rozumienie jest perspektywiczne, osadzone w kontekście; taka teza jednak nie jest relatywistyczna w sposób radykalny, a jedynie umiarkowany. Umiarkowany zaś relatywizm nie jest stanowiskiem podlegającym obaleniu na mocy sprzecznych założeń (które przypisuje się radykalnemu relatywizmowi). Krótko mówiąc, Nietzsche mógł posługiwać się pojęciem prawdy bez obawy o popadnięcie w sprzeczność; i pojęciem tym chętnie się posługiwał w celach polemicznych.


>>>Jeśli korzystam z wiedzy innych to nie mam problemu z podaniem ich nazwisk.
>>Ale wiedza z pojedynczych książek się rozmywa,
>To podaj ich więcej.

Po co, skoro każda z osobna nie ma takiej wartości jak moja interpretacja, którą przedstawiam? A to właśnie moja interpretacja ma dyskutować z Twoją, bo te same książki można inaczej zrozumieć. Z każdej pewne rzeczy się przyjmuje, a pewne odrzuca, więc podawanie tytułów niewiele daje. W im mniejszej ilości zdań ktoś potrafi zawrzeć sedno, tym lepiej. Z drugiej strony, nabywamy takich zdolności, gdy okazuje się, że inni nas rozumieją. Gdy ktoś nie rozumie, to można rozwlekać tłumaczenie i i tak nic nie wyjaśnić.

>"dogmat to pewnik, ale niepewny"

sjp.pl/pewnik

1. fakt, prawda oczywista, coś, co nie budzi żadnych wątpliwości, jest całkowicie pewne, udowodnione;
2. twierdzenie uważane za oczywiste, niepodważalne; aksjomat


>To od ilu procent pewności pewnik staje się pewnikiem?

Ja bym powiedział, że to wartoś
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To od ilu procent pewności pewnik staje się pewnikiem?

Ja bym powiedział, że to wartość 99,(9)%

>To jak nazwiesz coś co jest w 100% pewne?

Nazwę to sprzecznością, lub abstrakcją empiryczną (świadomość/quale) jaka nie daje się zmatematyzować, bo jest Twoim odczuciem (każdy ma 100% jedynie tego, że jest - myślę, więc jestem, wiem że nic nie wiem).
szarley (54913 punktów)
> Pewnik nie może oznaczać 100% pewności, bo to byłoby dla mnie sprzecznością.

Pewny pewnik to sprzeczność, a podważalny pewnik to niesprzeczność wg Ciebie
Polska język trudna język

Właściwie to na tym cytacie powinienem poprzestać, nauciekałeś się w różne definicje dogmatów, po to tylko żeby uniknąć odpowiedzi.

Mylisz założenia z pewnikami, matematyczne równania z dogmatami, definicje z koniem

1 Uważasz, że dogmat jest pewnikiem, ale niepewnym (nie stuprocentowym) co dla mnie jest sprzecznością
2 Uważasz, że szkoła powinna nauczać dogmatów, z czym się nie zgadzam
2.1 Nie poradzisz tej teorii uzasadnić
2.2 Nie poradzisz wskazać źródeł wiedzy
2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii

Reszta to tylko rozwadnianie tematu,
Przykro mi szkoda mi czasu na bełtanie o niczym

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> Pewnik nie może oznaczać 100% pewności, bo to byłoby dla mnie sprzecznością.Pewny pewnik to sprzeczność, a podważalny pewnik to niesprzeczność wg Ciebie
>Polska język trudna język

Pewny pewnik to sprzeczność, gdyż nie ma empirycznego przejścia między doświadczeniem, a teorią. Aby zweryfikować pewność pewnika potrzebny byłby pewny pewnik do weryfikacji pewników. Do tego trzeba by mieć pewność, że ten pewnik jest prawidłowy, więc i do tego musiałby istnieć pewnik, ale i jego trzeba rozstrzygnąć w ten sam sposób, więc trzeba by się odwołać do meta-pewnika, ale taki nie istnieje dla wyjaśnienia czegoś ogólnego. Co do szczegółowego pewnika, to oczywiście można być pewnym 100% czegoś w obrębie danej teorii, ale takie przykłady odrzuciłeś, np pisząc, że logika nie posiada dogmatów. Dlatego liczba 99,(9) opisuje trafnie to co empirycznie nazywamy pewnikiem.

>Właściwie to na tym cytacie powinienem poprzestać, nauciekałeś się w różne definicje dogmatów, po to tylko żeby uniknąć odpowiedzi.

Ja się do niczego nie uciekałem, tylko odnoszę się do pierwotnego kontekstu ustalonego na początku tej dyskusji przez Maxa Golonkę.

>Mylisz założenia z pewnikami, matematyczne równania z dogmatami, definicje z koniem

Przypisujesz mi swoje błędy, a po prostu raz pisałem o założeniach, których pewność zakładamy, by móc w ich kontekście rozważyć inne założenia, innym razem o tym, że sposób obliczenia tego, że 2+2=4 to pewnik jaki wszyscy ludzie przyjmują (no może oprócz Ciebie), a jeszcze innym razem o tym, że niektóre rzeczy są raz na zawsze zdefiniowane i przypisane do realnych desygnatów. Jeśli okaże się nawet, że koń jest avatarem i tylko nam się wydaje, to powiemy "no ok, ale dla nas dalej to koń" i rysunek konia to też dla nas koń. Była tu kiedyś dyskusja o krowie ze skrzydłami. Miałem bekę, bo jeden mówił, że krowa ze skrzydłami nie byłaby już krową, a drugi, że byłaby krową, tylko ze skrzydłami.

>1 Uważasz, że dogmat jest pewnikiem, ale niepewnym (nie stuprocentowym) co dla mnie jest sprzecznością

No to ile razy mam tłumaczyć, że 100% pewnik nie istnieje, a ludzie mówią o pewniku, gdy mówią o czymś o czym myślą, że to jest pewnikiem? Więc z założenia wiemy, że mowa co najwyżej o 99,(9)% pewności. Pewność i niepewność to dla mnie 2 przeciwieństwa, które są skrajnymi wartościami na skali procentowej

>2 Uważasz, że szkoła powinna nauczać dogmatów, z czym się nie zgadzam
>2.1 Nie poradzisz tej teorii uzasadnić

Uzasadniłem. Szkoła uczy, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, 2+2=4, przed że stawiamy przecinek itd. Dogmatem w jaki wierzy Korwin jest to, że niewidzialna ręka wolnego rynku działałaby dobrze, podobnie jak ideowi demokraci wierzą, że ludzkie wybory są optymalne w kwestii głosowania. Ja dla odmiany uważam, że wszystko działa do dupy, więc 100% pewność sprowadza się wg mnie do 99,(9)%.

>2.2 Nie poradzisz wskazać źródeł wiedzy

Bo spierasz się o słówka, więc nic tu nie poradzę.

>2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii

Jakiej znowu teorii? Nie przedstawiam żadnej teorii, tylko neguję cudze lub wykazuję konieczność doprecyzowania, np gdy ktoś pisze o świadomości i nie poda czy chodzi mu o rozumienie, doświadczanie życia empiryczne, czy sposób pracy mózgu.
szarley (54913 punktów)
>Pewny pewnik to sprzeczność,
... a mnie wypominasz pisanie po śliwowicy...
To pleonasm

>gdyż nie ma empirycznego przejścia między doświadczeniem, a teorią.
Skąd to wytrzasnąłeś?

>Dlatego liczba 99,(9) opisuje trafnie to co empirycznie nazywamy pewnikiem.
Paradoks łysego

>>Mylisz założenia z pewnikami, matematyczne równania z dogmatami, definicje z koniem
>Przypisujesz mi swoje błędy, a po prostu raz pisałem o założeniach, których pewność zakładamy,
Znów mylisz

>obliczenia tego, że 2+2=4 to pewnik jaki wszyscy ludzie przyjmują (no może oprócz Ciebie),
Konfabulacja. Nigdzie nie poddałem tego w wątpliwość
Powtórzę: Nie należy nauczać tego jako dogmatu. Nie poradzisz temu zaprzeczyć.
Znów popadasz w sprzeczność. Jaki jest poziom ufności dla matematycznego równania?

>>1 Uważasz, że dogmat jest pewnikiem, ale niepewnym (nie stuprocentowym) co dla mnie jest sprzecznością
>No to ile razy mam tłumaczyć, że 100% pewnik nie istnieje,
Przeczysz sobie

>>2 Uważasz, że szkoła powinna nauczać dogmatów, z czym się nie zgadzam
>>2.1 Nie poradzisz tej teorii uzasadnić
>Uzasadniłem. Szkoła uczy, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, 2+2=4, przed że stawiamy przecinek itd.
Zrozum. Nie uczy tego jako dogmatów. Trzeci przykład to już naprawdę pojechałeś

>>2.2 Nie poradzisz wskazać źródeł wiedzy
>Bo spierasz się o słówka, więc nic tu nie poradzę.
Nie, proszę o źródło wiedzy, ja swoje podałem, a było mi o wiele trudniej, bo muszę podawać tylko te, które są dostępne w polskich bibliotekach, Tobie jest łatwiej bo możesz podać te, które są.... dostępne w polskich bibliotekach.
Nie rozumiem z czym masz problem

>>2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii
>Jakiej znowu teorii?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741975
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Pewny pewnik to sprzeczność,
>... a mnie wypominasz pisanie po śliwowicy...
>To pleonasm

pleonazm - wyrażenie złożone z wyrazów o takim samym lub bardzo podobnym znaczeniu, zwykle oceniane jako błąd, np. cofać się w tył; tautologia, tautologizm

Tu nie ma pleonazmu. Pewny pewnik nie istnieje, bo nie da się być niczego pewnym w 100%, bo powstaje wtedy paradoks - trzeba posiadać pewność, że jest się pewnym. A to wymusza posiadanie pewności, że pewność, że jest się pewnym jest pewna. Przez to 100% tworzy się błędne koło. Jeśli uznamy, że to nie realne 100%, tylko nasze przekonanie redukujące się do naszego 100%, to unikamy sprzeczności.

>>gdyż nie ma empirycznego przejścia między doświadczeniem, a teorią.
>Skąd to wytrzasnąłeś?

Z faktu, że żadna teoria nie oddaje w 100% prawdy. Prawda w teorii to nie to samo co prawda w empirii, o czym dyskutowałem ostatnio z Janem Bednarskim.

>>Dlatego liczba 99,(9) opisuje trafnie to co empirycznie nazywamy pewnikiem.
>Paradoks łysego

Nie wiem co paradoks łysego miałby z tym mieć wspólnego. Raczej mój błąd, że napisałem 99,(9), co przyjmuje się w matematyce za to samo co 100. Więc niech będzie 99,99999999999999 w przybliżeniu i wystarczy.

>>>Mylisz założenia z pewnikami, matematyczne równania z dogmatami, definicje z koniem
>>Przypisujesz mi swoje błędy, a po prostu raz pisałem o założeniach, których pewność zakładamy,
>Znów mylisz

Nie mylę, tylko piszę o założeniach, których pewność zakładamy. Takim założeniem jest dla mnie np wiara Józka w to, że ziemia jest płaska. Ale ja wiem, że nie jest płaska, więc założenie Józka nie jest pewnikiem. Jest jego założeniem, że to pewnik. Jednak jeśli on tak zakłada, to czy może być także pewien tego, że zakłada dobrze? Jeśli tak to skąd? Uważam, że nie może, więc nie można mówić o 100% pewności, gdyż taka nie występuje w naturze.

Nauka natomiast posługuje się pewnikami, które są naszymi założeniami co do tego, że coś jest pewne. Nie wyklucza to negacji tych pewników w alternatywnych ścieżkach myślowych...

>>obliczenia tego, że 2+2=4 to pewnik jaki wszyscy ludzie przyjmują (no może oprócz Ciebie),
>Konfabulacja. Nigdzie nie poddałem tego w wątpliwość
>Powtórzę: Nie należy nauczać tego jako dogmatu. Nie poradzisz temu zaprzeczyć.

Czyli abstrahujesz od tematu. Ja piszę o tym czy zakładamy, że to pewnik, a Ty uciekasz w tezę poboczną o nauczaniu tego jako dogmatu. Ale mnie jednak nauczano tabliczki mnożenia jako dogmatu. Mówiono, że dzięki temu zrozumiem czym jest mnożenie, także przy innych liczbach spoza tej tabliczki. Czyżby więc wszyscy nauczyciele zaorali Poppera i Korczaka?

>>>1 Uważasz, że dogmat jest pewnikiem, ale niepewnym (nie stuprocentowym) co dla mnie jest sprzecznością
>>No to ile razy mam tłumaczyć, że 100% pewnik nie istnieje,
>Przeczysz sobie

Nie. Wręcz przeciwnie. Unikam sprzeczności dzięki pozbawieniu pewnika właściwości 100% pewności. Herbata jest słodka gdy dam do niej 3 łyżeczki soku. Nie muszę dawać 15 by była słodka. Po prostu 100% pewność nigdzie nie występuje w naturze, a jeśli występuje to mówimy o 99,9999999% w przybliżeniu, co redukuje się do 100%, ale wtedy to Ty sobie przeczysz, skoro mówisz, że nauka nie uznaje takich pewników.

>>Uzasadniłem. Szkoła uczy, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, 2+2=4, przed że stawiamy przecinek itd.
>Zrozum. Nie uczy tego jako dogmatów. Trzeci przykład to już naprawdę pojechałeś

Uczy tego jako dogmatów.

>Nie rozumiem z czym masz problem

Z tym, że nie głoszę w tym momencie żadnej teorii jaką miałbym podpierać literaturą, tylko rozmawiamy teraz o tym, że czepiasz się słówek. Tych samych słów można użyć do opisania zupełnie różnych rzeczy, a najważniejszy jest kontekst i po prostu twierdzę, że kontekst wypowiedzi Poppera o dogmatach dotyczył czego innego niż to do czego próbujesz ten cytat zastosować...

>>>2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii
>>Jakiej znowu teorii?
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741975
> Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>

No to podałem przykłady dogmatów niezbędnych w myśleniu, co przekłada się i na naukę (choćby zasady logiki nauczane w szkole)
szarley (54913 punktów)
"Pewny pewnik" to pleonasm
tak samo jak błękitny błękit

Zaczynasz uciekać w słowne sztuczki, jak kiedyś uciekłeś w argumentum, że nie wiemy co jest dobre

>>>gdyż nie ma empirycznego przejścia między doświadczeniem, a teorią.
>>Skąd to wytrzasnąłeś?
>Z faktu, że żadna teoria nie oddaje w 100% prawdy.
Przeczysz sobie

>>>Dlatego liczba 99,(9) opisuje trafnie to co empirycznie nazywamy pewnikiem.
>>Paradoks łysego
>Nie wiem co paradoks łysego miałby z tym mieć wspólnego. Raczej mój błąd, że napisałem 99,(9),
a 99,9(8) ?

>>>>Mylisz założenia z pewnikami, matematyczne równania z dogmatami, definicje z koniem
>>>Przypisujesz mi swoje błędy, a po prostu raz pisałem o założeniach, których pewność zakładamy,
>>Znów mylisz
>Nie mylę, tylko piszę o założeniach, których pewność zakładamy.
A więc mylisz założenie z pewnikiem

>Nauka natomiast posługuje się pewnikami,
Od tygodni próbuję Ci wytłumaczyć, że to NIEPRAWDA
"Nauka nie uznaje dogmatów"
Oczywiście możesz uciec w definicję Twojego autorstwa typu "dogmat to coś pewne w przedziale otwartym od zera do stu procent" lub powołać się na autorytet Maxa Golonki, ale nie zmienia to faktu, że wartość takiej definicji jest znikoma

>>>obliczenia tego, że 2+2=4 to pewnik jaki wszyscy ludzie przyjmują (no może oprócz Ciebie),
>>Konfabulacja. Nigdzie nie poddałem tego w wątpliwość
>>Powtórzę: Nie należy nauczać tego jako dogmatu. Nie poradzisz temu zaprzeczyć.
>Czyli abstrahujesz od tematu. Ja piszę o tym czy zakładamy, że to pewnik, a Ty uciekasz w tezę poboczną o nauczaniu tego jako dogmatu.
Po co zacząłeś rozmowę o pobocznej tezie?

>Ale mnie jednak nauczano tabliczki mnożenia jako dogmatu.
Współczuję

>Mówiono, że dzięki temu zrozumiem czym jest mnożenie, także przy innych liczbach spoza tej tabliczki. Czyżby więc wszyscy nauczyciele zaorali Poppera i Korczaka?
Nie zaorali, nie pochlebiaj im. To, że warto się czegoś nauczyć na pamięć, nie świadczy jeszcze że należy to traktować jak dogmat. Trzeba też rozumieć, a nawet jeśli rozumienie nie jest potrzebne jak np nauka liter, to i tak do dogmatu temu bardzo daleko.

>Po prostu 100% pewność nigdzie nie występuje w naturze,
Przeczysz sobie

>>>Uzasadniłem. Szkoła uczy, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, 2+2=4, przed że stawiamy przecinek itd.
>>Zrozum. Nie uczy tego jako dogmatów. Trzeci przykład to już naprawdę pojechałeś
>Uczy tego jako dogmatów.
Tylko kiepscy nauczyciele, Trzeci przykład jaki podałeś jest wprost błędny.

>>Nie rozumiem z czym masz problem
>Z tym, że nie głoszę w tym momencie żadnej teorii jaką miałbym podpierać literaturą,
To co głosisz? Objawiony dogmat? Taaaak, wtedy nie potrzebujesz żadnej literatury

>>>>2.3 Nie podajesz metody falsyfikacji teorii
>>>Jakiej znowu teorii?
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741975
>> Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.


>No to podałem przykłady dogmatów niezbędnych w myśleniu, co przekłada się i na naukę (choćby zasady logiki nauczane w szkole)
1 Czekam na metodę falsyfikacji tej teorii
2 Żadnego z tych dogmatów nie przyjąłem jako dogmatu.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>"Pewny pewnik" to pleonasm
>tak samo jak błękitny błękit

Nie. Mówiąc pewny pewnik masz na myśli taką 100% pewność, a ta nie jest możliwa do zdefiniowania. Jeśli odrzucasz istnienie dogmatów, to wtedy Twoim dogmatem jest odrzucenie dogmatów tak zdefiniowanych. Jest to wtedy pewnik, gdyż taka definicja dogmatu zawiera wewnętrzną sprzeczność.

>Zaczynasz uciekać w słowne sztuczki, jak kiedyś uciekłeś w argumentum, że nie wiemy co jest dobre

Nic podobnego. Ja się teraz troszkę zaplątałem, ale to wynika z tego, że jednocześnie próbowałem odpowiadać na Twoje słowne sztuczki i przeczyć w ogóle możliwości sformułowania takiej definicji dogmatu jak Twoja.

>>>>gdyż nie ma empirycznego przejścia między doświadczeniem, a teorią.
>>>Skąd to wytrzasnąłeś?
>>Z faktu, że żadna teoria nie oddaje w 100% prawdy.
>Przeczysz sobie

Bo Ty tak twierdzisz?

>>>>Dlatego liczba 99,(9) opisuje trafnie to co empirycznie nazywamy pewnikiem.
>>>Paradoks łysego
>>Nie wiem co paradoks łysego miałby z tym mieć wspólnego. Raczej mój błąd, że napisałem 99,(9),
>a 99,9(8) ?

Mój błąd, że tak napisałem, bo pisząc o 99,(9) pewności miałem na myśli "pewność zawsze mniejszą niż 100%", a 99,(9) to przecież 100.

>>Nie mylę, tylko piszę o założeniach, których pewność zakładamy.
>A więc mylisz założenie z pewnikiem

Nie. Piszę o założeniach, że coś jest pewnikiem. Czyli przez to, że mamy do czynienia z założeniem "100% pewność" musi się " zmiękczyć" do np 99,99999999999999999% i z definicji nie może dotyczyć 100%, chyba, że w obrębie jakiegoś systemu na jakiego pewność się umówiliśmy, czyli założyliśmy ją na starcie. Bez takich założeń nie da się myśleć, więc i uczyć. Dogmat ma więc w tym znaczeniu taką samą definicję jak paradygmat. Oczywiście dogmat (paradygmat) można zakwestionować w przyszłości, wtedy pozbywamy się tej pewności, która jest przecież pojęciem płynnym i nie można mu przypisać stałej wartości. Przecząc istnieniu dogmatów w tej konkretnej dyskusji, z kontekstem jaki nadał Max Golonko, przeczysz istnieniu paradygmatów. To dlatego, że odnosisz się do swoich zdefiniowanych pojęć, a należy je wyciągać z kontekstu danej dyskusji, bo równie dobrze Max mógł użyć słowa "konewka" zamiast dogmat, ale znaczenie w tej dyskusji byłoby takie jakiego użył. Gdy nie odnosisz się do danego kontekstu danej dyskusji, to z definicji nie możesz mieć racji. To tak jakbyś grając w hokej, kłócił się o definicję spalonego, podając mu tę z piłki nożnej.

>>Nauka natomiast posługuje się pewnikami,
>Od tygodni próbuję Ci wytłumaczyć, że to NIEPRAWDA
>"Nauka nie uznaje dogmatów"
>Oczywiście możesz uciec w definicję Twojego autorstwa typu "dogmat to coś pewne w przedziale otwartym od zera do stu procent"

Od zera? Ech, z tą pewnością jest tak jak z dobrem i złem. Nie istnieje absolutne dobro i absolutne zło. Nie istnieje absolutna pewność. Nie istnieje też absolutna małość lub wielkość. Tego typu abstrakcyjne pojęcia "przykładamy" do rzeczywistości, by ją przez ich pryzmat ocenić. Niektórzy popełniają taki błąd, że wpisują kategorie oceny w przedmioty, jakby to było ich właściwością, choć tak naprawdę to właściwość ich oceniającego umysłu.

>lub powołać się na autorytet Maxa Golonki, ale nie zmienia to faktu, że wartość takiej definicji jest znikoma

Jeśli Max nie miał racji, to udowodnij mu to, godząc się na jego definicję słowa "dogmat".

>Po co zacząłeś rozmowę o pobocznej tezie?

Ty ją narzuciłeś. Ale udowadniając istnienie dogmatów niezbędnych w myśleniu i wykazując, że naucza się też takich rzeczy jak daty dobrze udokumentowanych wydarzeń historycznych, czy zasad gramatyki, wykazuję też błędność Twojej tezy, że w nauce nie ma dogmatów w takim znaczeniu słowa dogmat jakiego użył Max w swojej wypowiedzi.

>>Ale mnie jednak nauczano tabliczki mnożenia jako dogmatu.
>Współczuję

Nie ma czego, bo by się jej nauczyć, porozkładałem sobie każde mnożenie na czynniki pierwsze, by nie wkuwać bez sensu. Zresztą taki sposób uczenia się tabliczki mnożenia miałem zalecony (otrzymałem taki dogmat sposobu) i jako dogmat otrzymałem gotowe wyniki, by móc sprawdzić czy dobrze wykonałem sposób. Gdyby nie wcześniej zdefiniowane wyniki, to i sposób można by spuścić w kibel.

>Nie zaorali, nie pochlebiaj im. To, że warto się czegoś nauczyć na pamięć, nie świadczy jeszcze że należy to traktować jak dogmat.

Nie pisałem, że na pamięć. Dostałem dogmaty w postaci gotowych wyników mnożenia i sposobu nauczenia się poprzez rozbicie mnożenia na dodawanie.

>>Po prostu 100% pewność nigdzie nie występuje w naturze,
>Przeczysz sobie

Nie. Widzisz sprzeczność, bo to co napisałem jest sprzeczne z tym co myślisz. Projektujesz na mnie swoją wewnętrzną cechę umysłu.

>Tylko kiepscy nauczyciele, Trzeci przykład jaki podałeś jest wprost błędny.

Nie jest. To dogmat jakiego uczą na j.polskim. Jest też podane kiedy przed że można nie postawić przecinka i uczynić wyjątek. Dogmaty.

>>>Nie rozumiem z czym masz problem
>>Z tym, że nie głoszę w tym momencie żadnej teorii jaką miałbym podpierać literaturą,
>To co głosisz? Objawiony dogmat?

Niczego nie głoszę. Po prostu odniosłem się do Twojej wypowiedzi, by się nie zgodzić z Twoją teorią.

>Taaaak, wtedy nie potrzebujesz żadnej literatury

No nie potrzebuję, bo to na Tobie jest onus probandi. Ewentualnie na Maxie Golonko, ale on uzasadnienie odniósłby do swojej pierwotnej definicji, a nie do Twojej.
szarley (54913 punktów)
>>"Pewny pewnik" to pleonasm
>>tak samo jak błękitny błękit
>Nie. Mówiąc pewny pewnik masz na myśli taką 100% pewność, a ta nie jest możliwa do zdefiniowania.

Daj to komuś do przeczytania przed publikowaniem

>>>Nie mylę, tylko piszę o założeniach, których pewność zakładamy.
>>A więc mylisz założenie z pewnikiem
>Nie. Piszę o założeniach, że coś jest pewnikiem.
Więc to właśnie mylisz

>>>Nauka natomiast posługuje się pewnikami,
>>Od tygodni próbuję Ci wytłumaczyć, że to NIEPRAWDA
>>"Nauka nie uznaje dogmatów"
>>Oczywiście możesz uciec w definicję Twojego autorstwa typu "dogmat to coś pewne w przedziale otwartym od zera do stu procent"
>Od zera?
otwarty

>Jeśli Max nie miał racji, to udowodnij mu to, godząc się na jego definicję słowa "dogmat".
Nie znajduję przyjemności w rozmowie z durniem

>>>Ale mnie jednak nauczano tabliczki mnożenia jako dogmatu.
>>Współczuję
>Nie ma czego, bo by się jej nauczyć, porozkładałem sobie każde mnożenie na czynniki pierwsze, by nie wkuwać bez sensu. Zresztą taki sposób uczenia się tabliczki mnożenia miałem zalecony (otrzymałem taki dogmat sposobu)
Hmmm, dogmat sposobu, czego to Olson nie wymyśli...

>>Nie zaorali, nie pochlebiaj im. To, że warto się czegoś nauczyć na pamięć, nie świadczy jeszcze że należy to traktować jak dogmat.
>Nie pisałem, że na pamięć. Dostałem dogmaty w postaci gotowych wyników mnożenia i sposobu nauczenia się poprzez rozbicie mnożenia na dodawanie.
Czy jest coś co wg Ciebie nie jest dogmatem?
(Dziwne, powołujesz się na swoich nauczycieli, a kiedy pytam o literaturę, milkniesz

>>Tylko kiepscy nauczyciele, Trzeci przykład jaki podałeś jest wprost błędny.
>Nie jest. To dogmat jakiego uczą na j.polskim.
1 Doroszewski pisał inaczej
Czyli nie ma dogmatu
2 Nauczyłem się polskiego sam.
Nie ma dogmatu

>Jest też podane kiedy przed że można nie postawić przecinka i uczynić wyjątek.
Czyli nie ma dogmatu
(jeśli już to REGUŁĄ gramatyczną jest to, że nie stawia się przecinka przed "że", znajdź klucz mości dogmatyku)

>>>>Nie rozumiem z czym masz problem
>>>Z tym, że nie głoszę w tym momencie żadnej teorii jaką miałbym podpierać literaturą,
>>To co głosisz? Objawiony dogmat?
>Niczego nie głoszę.

Olson: Cytat:

Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.


Jeśli to nie jest głoszeniem, to znów wymyśliłeś coś czego nie ma w PWN

>No nie potrzebuję, bo to na Tobie jest onus probandi.
Ty twierdzisz. Ja przeczę
Już kiedyś chciałeś ciężar dowodu przerzucić na przeczącego
www.racjonalista.pl/forum.php/s,724192#w731828
Cytat:
To na twierdzącym, że dobra dyktatura jest niemożliwa spoczywa ciężar dowodu.

>Ewentualnie na Maxie Golonko, ale on uzasadnienie odniósłby do swojej pierwotnej definicji, a nie do Twojej.
Uciekłby od dyskusji. To dureń, który widzi tylko fiuta proboszcza.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>"Pewny pewnik" to pleonasm
>>>tak samo jak błękitny błękit
>>Nie. Mówiąc pewny pewnik masz na myśli taką 100% pewność, a ta nie jest możliwa do zdefiniowania.
>Daj to komuś do przeczytania przed publikowaniem

A jakaś konkretna odpowiedź? Kilka wariantów:

1. przyjmujemy, że dogmat to tylko pewnik 100%
Czy czegokolwiek możemy być pewnym na 100%? Od razu sam narzuca się pierwszy problem, że nie mamy jak zmierzyć procent pewności. Albo mówimy o emocji, która z natury jest irracjonalna lub niewyjaśnialna, ale wtedy nie ma powodu by stwierdzać, że taka emocja nie może towarzyszyć naukowym konkluzjom, które w danym momencie wydają się pewne, albo mówimy o ścisłych pomiarach, ale wtedy takie pomiary muszą zakładać jakieś ścisłe reguły, które stają się dogmatami. Bądź też w nie nie wierzymy na 100%, bo zawsze fundamentem każdej myśli inteligentnego człowieka myślącego naukowo jest fundamentalna wątpliwość wobec wszystkiego. Jednak gdy ta wątpliwość stanie się naszym motywem przewodnim, bo odrzucimy wszystkie dogmaty, to tworzy się z niej dogmat. Możemy wtedy wiecznie negować negację i popaść w sprzeczność odbierającą sens myśleniu. Z tego bezsensu wyłonią się jednak jakieś myśli, które przyjmiemy za wartościowe. Próba negacja lub potwierdzenia 100% pewnika jest z góry skazana na niepowodzenie, bo nawet wiedząc wszystko i oceniając prawidłowo, jesteśmy skazani na brak narzędzia do 100% weryfikacji naszej oceny i wiedzy.

2. Przyjmijmy, że dogmat to pewnik 99,9999999999%

Wiemy, że nie wiemy. Możemy jednak zakładać, że wiemy, bo skoro nie wiemy, to myślenie nie miało sensu. Negujemy nasze konkluzje, bo dzięki temu dochodzimy do coraz lepszych. Z tego jednak wyłaniają się jakieś stałe zasady, którymi się posługujemy.

I religia i nauka tu pasują. Nauka - wiadomo. Religia, bo nawet sztywne dogmaty znajdują nagle nowe znaczenia, są dopasowywane do nowej wiedzy, więc znaczą co innego niż pierwotnie, więc nie są dogmatami. Niektórzy ludzie sztywno interpretują religię. Wtedy taki pewnik by ich nie dotyczył.

3. Pewnik jako empirycznie w 100% wiadome przekonanie, którego przeciwieństwem jest brak wiedzy - 0%

Możemy tak mówić o czymś co ściśle musi wynikać z dedukcji i ściśle zdefiniowanych danych. Wtedy też wszyscy prawidłowo liczący dojdą do tych samych wniosków, zastosują tę samą metodę, która jest właściwa. Tak jest np przy 2+2=4, albo przy przeprowadzaniu reakcji chemicznych, czy budowaniu mostu. Nasza fundamentalna niepewność jest tak mała, że redukuje się do pewności 100%.

Wtedy jednak mamy takie pewniki w nauce, a nie mamy w religii!

4. Dogmat jako pogląd narzucony nie na mocy argumentów, tylko jakiegoś autorytetu; przekonanie, którego nie wolno nawet próbować negować

To defaultowo przypisujemy religii, a nauka tego nie ma i gdyby Max Golonko pisał o takim znaczeniu, to byś miał rację.

>>Jeśli Max nie miał racji, to udowodnij mu to, godząc się na jego definicję słowa "dogmat".
>Nie znajduję przyjemności w rozmowie z durniem

2 sprawy:

1. Nazywasz kogoś durniem, a sam mi pisałeś, że to źle, że atakuję ad personam.
2. Odpisałeś mu i odniosłeś się do innego rozumienia słowa "dogmat" niż przedstawił.

>Hmmm, dogmat sposobu, czego to Olson nie wymyśli...

Niczego nie wymyśliłem. Pewnikiem jest działanie jakie mogę wykonać sobie na paluszkach 2+2=4...

>Czy jest coś co wg Ciebie nie jest dogmatem?

Tak, większość rzeczy.

>(Dziwne, powołujesz się na swoich nauczycieli, a kiedy pytam o literaturę, milkniesz

Na nikogo się nie powołuję. Podałem przykład konkretnego nauczania. Nie wiem na co niby miałbym podać przykład w literaturze i po co.

>>Nie jest. To dogmat jakiego uczą na j.polskim.
>1 Doroszewski pisał inaczej
>Czyli nie ma dogmatu

Na polskim tak uczą. Pewnie źle, bo szarley wie lepiej

>2 Nauczyłem się polskiego sam.

Gratuluję.

>Nie ma dogmatu

sjp.pwn.pl(*)/Przecinek-przed-ze;16504.html

>>Jest też podane kiedy przed że można nie postawić przecinka i uczynić wyjątek.
>Czyli nie ma dogmatu

Jest. Całość stwierdzenia (wraz z tymi wyjątkami) to dogmat.

>(jeśli już to REGUŁĄ gramatyczną jest to, że nie stawia się przecinka przed "że", znajdź klucz mości dogmatyku)

A reguła gramatyczna nie może być dogmatem, bo co? Jeśli się zmieni, to się zmieni dogmat, więc zrozum z tego kontekstu o jaki dogmat chodzi.

>Olson: Cytat:

>Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>Jeśli to nie jest głoszeniem, to znów wymyśliłeś coś czego nie ma w PWN

Ty stwierdziłeś, że nie ma dogmatów w nauce (czyli także w myśleniu, chyba że nauka nie uczy myślenia). Nie zgodziłem się z tym, więc automatycznie moja kontrteza brzmi tak jak zacytowałeś. Ale to nie żadne moje "głoszenie".

>>No nie potrzebuję, bo to na Tobie jest onus probandi.
>Ty twierdzisz. Ja przeczę

Ty najpierw przeczysz, czyli twierdzisz, że przeczysz temu i temu, tylko nie zrozumiałeś nawet tezy, do której się odnosiłeś.

>Już kiedyś chciałeś ciężar dowodu przerzucić na przeczącego
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,724192#w731828
> Cytat:
To na twierdzącym, że dobra dyktatura jest niemożliwa spoczywa ciężar dowodu.
>


Nie chciałem, tylko to na Tobie musiałby spoczywać ciężar takiego dowodu, bo musiałbyś wykluczyć możliwość istnienia dobrej dyktatury, a tak się nie da, bo musiałbyś znać wszystkie teoretycznie możliwe do zaistnienia dyktatury i umieć absolutnie ocenić co jest dobre, a co złe. I musiałoby się faktycznie nie dać zrobić dobrej, ale wiedzielibyśmy o tym dopiero wtedy. Natomiast jeśli się da, to wcale nie musiało to do tej pory zaistnieć.

>>Ewentualnie na Maxie Golonko, ale on uzasadnienie odniósłby do swojej pierwotnej definicji, a nie do Twojej.
>Uciekłby od dyskusji. To dureń, który widzi tylko fiuta proboszcza.

No to by uciekł, a wtedy byś wiedział, że masz rację. Znów atakujesz ad personam, więc zdecyduj się czy jesteś kulturalny, czy jednak pod
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No to by uciekł, a wtedy byś wiedział, że masz rację. Znów atakujesz ad personam, więc zdecyduj się czy jesteś kulturalny, czy jednak pod tym względem zachowujesz się czasem podobnie do mnie
szarley (54913 punktów)
>>>>"Pewny pewnik" to pleonasm
>>>Nie. Mówiąc pewny pewnik masz na myśli taką 100% pewność, a ta nie jest możliwa do zdefiniowania.
>>Daj to komuś do przeczytania przed publikowaniem
>A jakaś konkretna odpowiedź? Kilka wariantów:
>1. przyjmujemy, że dogmat to tylko pewnik 100%
>Czy czegokolwiek możemy być pewnym na 100%?

Parafrazując jednego z lubianych przeze mnie bytowników tego forum
Czy to aby pewne? Czy niepewne?
Taki pewien 'pewny niepewnik' pewnie.
Ale pewnie sam napisałby to z większą pewnością i pewniej

>Od razu sam narzuca się pierwszy problem, że nie mamy jak zmierzyć procent pewności.
i to właśnie jest Twoja ucieczka od pierwotnego założenia.
Najpierw dogmat to pewnik, potem pewnik jakby mniej pewny teraz to już całkiem niepewne

Reszta to tylko Twoje rozwadnianie tematu słowami

>2 sprawy:
>1. Nazywasz kogoś durniem, a sam mi pisałeś, że to źle, że atakuję ad personam.
Przeproszę jeśli poczuje się urażony

>2. Odpisałeś mu i odniosłeś się do innego rozumienia słowa "dogmat" niż przedstawił.
Dureń rzadko sam rozumie znaczenie używanych słów.

>>>Nie jest. To dogmat jakiego uczą na j.polskim.
>>1 Doroszewski pisał inaczej
>>Czyli nie ma dogmatu
>Na polskim tak uczą. Pewnie źle, bo szarley wie lepiej
Doroszewski wie lepiej, szarley jest samoukiem, nauczycieli polskiego języka miałem bardzo krótko, stąd musiałem sięgać do literatury. Popełniam moc błędów, zwłaszcza są to wtręty śląskie czeskie i archaizmy, ale moja znajomość polskiego jest dość dobra.
"po wyrazie poprzedzającym "że" stawia się przecinek" (cytat z pamięci)

>sjp.pwn.pl(*)/Przecinek-przed-ze;16504.html
Czyli nie ma dogmatu
Q.E.D.

>>(jeśli już to REGUŁĄ gramatyczną jest to, że nie stawia się przecinka przed "że", znajdź klucz mości dogmatyku)
>A reguła gramatyczna nie może być dogmatem, bo co?
bo jest zmienna

>>Olson: Cytat:

Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>>Jeśli to nie jest głoszeniem, to znów wymyśliłeś coś czego nie ma w PWN
>Ty stwierdziłeś, że nie ma dogmatów w nauce (czyli także w myśleniu, chyba że nauka nie uczy myślenia).

Nie ja. Popper

>>>No nie potrzebuję, bo to na Tobie jest onus probandi.
>>Ty twierdzisz. Ja przeczę
>Ty najpierw przeczysz, czyli twierdzisz, że przeczysz temu i temu, tylko nie zrozumiałeś nawet tezy, do której się odnosiłeś.
Przeczę też, że czajniczek orbituje

>>Już kiedyś chciałeś ciężar dowodu przerzucić na przeczącego
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,724192#w731828
>> Cytat:
To na twierdzącym, że dobra dyktatura jest niemożliwa spoczywa ciężar dowodu.
>>

>Nie chciałem, tylko to na Tobie musiałby spoczywać ciężar takiego dowodu, bo musiałbyś wykluczyć możliwość istnienia dobrej dyktatury, a tak się nie da,
Czajniczka też nie można wykluczyć

>>>Ewentualnie na Maxie Golonko, ale on uzasadnienie odniósłby do swojej pierwotnej definicji, a nie do Twojej.
>>Uciekłby od dyskusji. To dureń, który widzi tylko fiuta proboszcza.
>No to by uciekł,
Zawsze uciekał.
Nigdy np nie odpowiedział dlaczego należy zakazać religijnego kultu w wawelskiej katedrze podległej papieżowi, a już w podległej temu samemu papieżowi katedrze św. Jana Chrzciciela w Przemyślu kult powinien być dozwolony.

Niebieska czcionka wynika z jakiegoś technicznego zakłócenia
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Parafrazując jednego z lubianych przeze mnie bytowników tego forum
>Czy to aby pewne? Czy niepewne?
>Taki pewien 'pewny niepewnik' pewnie.
>Ale pewnie sam napisałby to z większą pewnością i pewniej

Pewne/niepewne to jak dobre i złe. 100% pewnik to jak białe dobro przeciwstawione czarnemu złu #dychotomia

Piszę to z pewnością 99,999999%

>>A reguła gramatyczna nie może być dogmatem, bo co?
>bo jest zmienna

Dogmat też może być zmienny, jeśli mówimy o przekonaniu, któremu towarzyszy emocja pewności.

>>Ty stwierdziłeś, że nie ma dogmatów w nauce (czyli także w myśleniu, chyba że nauka nie uczy myślenia).
>
>Nie ja. Popper
>


Popper miał na myśli inne znaczenie słowa "dogmat". Można by je sformułować jako "niepodważalne meta-przekonanie przyjęte a priori". Dlatego właśnie pisząc "zaorałeś Poppera" nie podam kontrprzykładu, bo ja z naukowymi poglądami Poppera nie mam konfliktu.

>>>>No nie potrzebuję, bo to na Tobie jest onus probandi.
>>>Ty twierdzisz. Ja przeczę
>>Ty najpierw przeczysz, czyli twierdzisz, że przeczysz temu i temu, tylko nie zrozumiałeś nawet tezy, do której się odnosiłeś.
> Przeczę też, że czajniczek orbituje

Ale ja nie stawiam tezy o orbitowaniu czajniczka. W przypadku dobrej dyktatury twierdzę, że czajniczek mógłby orbitować, dopóki ktoś nie wykaże, że nie mógłby. Nie twierdzę nic o realnym czajniczku i nie powinieneś porównywać tego przykładu do czajniczka, bo wtedy popełniasz błąd, przez który musisz udowodnić, że czajniczek nie mógłby orbitować w żadnym miejscu w kosmosie. Ja nie udowodniłbym takiej tezy nawet dla niemożliwości istnienia dobrej demokracji, bo zawsze mógłbyś skontrować i powiedzieć, że mądrego społeczeństwa nie dotyczyłyby ograniczenia "plebsu". I gdybyś w tamtej dyskusji kontrował w ten sposób, to doszlibyśmy zapewne do konkluzji, że w realu ciężko zarówno o dobrego dyktatora, jak i o dobrą demokrację (społeczeństwo świadome jest taką samą utopią z dzisiejszego pkt widzenia jak dobry dyktator). Z pkt widzenia pragmatycznego wychodzi na to, że demokracja jest mniejszym złem, jak antybiotyk.

W przypadku dogmatów, spieramy się o definicję i jej konkretne użycie w danym momencie, a nie o tezę jaka wynikałaby z przyjęcia przeze mnie Twojej definicji i uznania ją za jedyną dopuszczalną.

> Czajniczka też nie można wykluczyć

No więc właśnie. Dlatego twierdzenie, że czajniczek można wykluczyć (albo dobrą dyktaturę) uznałem za błędne i wg mnie napisałeś tak, bo nie chciałeś się skupić na meritum.

>Zawsze uciekał.
>Nigdy np nie odpowiedział dlaczego należy zakazać religijnego kultu w wawelskiej katedrze podległej papieżowi, a już w podległej temu samemu papieżowi katedrze św. Jana Chrzciciela w Przemyślu kult powinien być dozwolony.



Ok, na tej samej zasadzie Bogusławski uciekał od meritum i pisał wtedy, że nikt nie skompromituje nas bardziej niż my sami i że on pisze do ludzi mądrych.
szarley (54913 punktów)
Dogmat jest pojęciem, z którym się nie dyskutuje i nie podważa.
Najpierw wytykałeś mi błąd z pozycji dogmatu, że 2+2=4, teraz piszesz, że dogmat wcale nie jest taki pewny
Uciekasz w wątpliwej jakości, mocno niejednoznaczne pseudonaukowe definicje, które niewielu podziela.

>Dogmat też może być zmienny, jeśli mówimy o przekonaniu, któremu towarzyszy emocja pewności.
Przeczysz sobie. Podałeś jako przykład dogmatu historyczną datę bitwy. Jest zmienna? Próbujesz "podkręcić definicję"

>>>Ty stwierdziłeś, że nie ma dogmatów w nauce (czyli także w myśleniu, chyba że nauka nie uczy myślenia).
>>Nie ja. Popper
>Popper miał na myśli inne znaczenie słowa "dogmat".
Po przeczytaniu, doszedłem do wniosku, że żadnego dogmatu nie uznawał, a już nie znalazłem nigdzie potwierdzenia, że liczył dogmat w procentach (ani że był uczniem Maxa Golonki)

Przeczę też, że czajniczek orbituje
>Ale ja nie stawiam tezy o orbitowaniu czajniczka.
Stawiasz inne tezy. I na Tobie spoczywa ciężar dowodu.
Jeśli twierdzisz, że coś może istnieć, udowodnij. Jeśli ja to podważam, udowadniać nie muszę.

>W przypadku dobrej dyktatury twierdzę, że czajniczek mógłby orbitować,
Więc to udowodnij

>dopóki ktoś nie wykaże, że nie mógłby.
To jest przerzucanie ciężaru dowodu na przeczącego

>Nie twierdzę nic o realnym czajniczku i nie powinieneś porównywać tego przykładu do czajniczka,
Dlaczego. Założenia są identyczne. "Może istnieć.... " wstaw cokolwiek.

>bo wtedy popełniasz błąd, przez który musisz udowodnić, że czajniczek nie mógłby orbitować w żadnym miejscu w kosmosie.
Nie, nie muszę tego udowadniać. Jeśli ktoś twierdzi, że orbituje, powinien mi to udowodnić

>Ja nie udowodniłbym takiej tezy nawet dla niemożliwości istnienia dobrej demokracji,
Nie musisz, Tobie należy to udowodnić. Kekkonen udowodnił. Wystarczy

Podobnie jak Twoja teza:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

też wymaga Twojego dowodu

Czajniczka też nie można wykluczyć
>No więc właśnie. Dlatego twierdzenie, że czajniczek można wykluczyć (albo dobrą dyktaturę) uznałem za błędne i wg mnie napisałeś tak, bo nie chciałeś się skupić na meritum.
Od meritum uciekłeś w niedefiniowalność społecznej korzyści, chodzi o zasadę: Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym. Ty twierdzisz, Ty udowodnij.

>Ok, na tej samej zasadzie Bogusławski uciekał od meritum i pisał wtedy, że nikt nie skompromituje nas bardziej niż my sami i że on pisze do ludzi mądrych.
I pisał do mądrych, pokornych i ciekawych świata. Polecił mi kilka książek, z których moc się nauczyłem, choć poradziłem się z Bogusławskim zwadzić aż do złości.
Nie bał się podać autora książki, z której czerpał wiedzę.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Dogmat jest pojęciem, z którym się nie dyskutuje i nie podważa.

Wg jednej z definicji. Tej nie odnoszącej się do żadnego realnego desygnatu i z definicji sprzecznej. Dlaczego nie przyjmujesz do wiadomości faktu, że pisałem o innej definicji, wynikającej z empirii? Język przecież nie polega na wkuwaniu definicji i przetwarzaniu ich w sztywny sposób, tylko na płynności poszczególnych wyrazów, która pozwala im nadać różne konteksty. Wartościowa dyskusja polega wg mnie na operowaniu różnymi kontekstami słów.

>Najpierw wytykałeś mi błąd z pozycji dogmatu, że 2+2=4

No bo to jest pewnik empiryczny. Wynika wprost z przyjętych założeń, więc możemy być tego pewni. Dlaczego nie piszę, że w 100% pewni? Tylko dlatego, że każdy fakt można zrelatywizować i że nie istnieje żadna 100% pewność co do niczego, bo nawet to czy żyłem sekundę temu i wcześniej, to pewnik 99,99999999%, bo jest jakiś cień szansy, że w tym momencie po prostu ulegam takiej iluzji.

>teraz piszesz, że dogmat wcale nie jest taki pewny

Bo nie jest pewny, skoro 100% pewności nie możemy mieć co do żadnej produkowanej przez siebie teorii. Chyba, że mówisz o pojęciu, że ktoś wierzy (czuje), że coś jest pewne na 100%, ale jeśli tak, to mówimy o emocji niezależnej od tego czy ktoś wierzy tak w naukę, czy religię.

>Uciekasz w wątpliwej jakości, mocno niejednoznaczne pseudonaukowe definicje, które niewielu podziela.

W nic nie uciekam, tylko podałem możliwe wyjaśnienia tego słowa i wychodzi na to, że Twoja słownikowa wcale nie jest taka jednoznaczna. Słownik jest tylko pomocniczym narzędziem i sam w sobie w żadnym wypadku nie wyznacza znaczenia słów, tylko ma za zadanie je zwięźle zdefiniować, a ta zwięzłość czasem oznacza nieścisłość, co wychodzi gdy mówi się o szczegółach.

>>Dogmat też może być zmienny, jeśli mówimy o przekonaniu, któremu towarzyszy emocja pewności.
>Przeczysz sobie. Podałeś jako przykład dogmatu historyczną datę bitwy. Jest zmienna?

Ej, ale proszę bez takich sztuczek. Nie przeczę sobie i podobnie nie przeczyłbym, mówiąc o zamku w drzwiach, a w następnym zdaniu o zamku w kurtce. Jeśli mówimy o pewniku jako o emocji pewności, czyli czymś co faktycznie może wystąpić w empirii, to treść przypisana do tej emocji może być zmienna. Dogmat więc nie ma przypisanej stałości i niepodważalności do swojej definicji. Data bitwy to przykład pewnika o jakim wiemy, że to prawda, choć nie mamy 100% pewności z pkt widzenia filozoficznego. Po prostu wykazuję Ci, że nie można mieszać różnych punktów widzenia bez syntezy i wrzucać ich do jednego wora, by "obalić" to o czym mówi rozmówca. Trzeba się dynamicznie odnosić do treści wpisów rozmówcy, a nie syntaktycznie do ściśle ustalonych definicji na podstawie interpretacji słownikowej.

Podejrzewam, że nie uczyłeś się polskiego wkuwając słownik. Gdybyś o tym nie napisał, to nie podejrzewałbym Cię o bycie obcokrajowcem.

>Próbujesz "podkręcić definicję"

Nic podobnego. Po prostu definicje nie są stałe i można wyciągać z nich dalsze wnioski. Niektóre słowa są wręcz źle zdefiniowane i istnieją w języku tylko dlatego, że wymyślano je, gdy nie było odpowiedniej wiedzy, a ludzie z przyzwyczajenia powielają te błędy (np mylenie znaczeń słowa "świadomość" albo "ja").

>Po przeczytaniu, doszedłem do wniosku, że żadnego dogmatu nie uznawał, a już nie znalazłem nigdzie potwierdzenia, że liczył dogmat w procentach (ani że był uczniem Maxa Golonki)

Czyli z pewnością mógł powiedzieć "nie wyznaję żadnego dogmatu" i już "magicznie" pojawił mu się dogmat w postaci tego zdania. W końcu skoro nie wyznaje żadnego dogmatu, to musi być tego pewien. Czyli gdyby chodziło o Twoją definicję, to byłaby to sprzeczność. Popperowi wg mnie nie chodziło o "pewnik" i być może w innych językach słowa "pewnik" i "dogmat" nie używa się tak potocznie jak w Polsce, nie wiem.

>Przeczę też, że czajniczek orbituje
>>Ale ja nie stawiam tezy o orbitowaniu czajniczka.
>Stawiasz inne tezy. I na Tobie spoczywa ciężar dowodu.
>Jeśli twierdzisz, że coś może istnieć, udowodnij. Jeśli ja to podważam, udowadniać nie muszę.

Na tej zasadzie w czasach Chrystusa mógłbyś postawić tezę, że samolot nie może istnieć i nie musiałbyś udowadniać, a ten kto twierdziłby, że samolot teoretycznie może istnieć, tylko go jeszcze nie odkryto, byłby przez ówczesnych szarleyów uznany za oszołoma Oni by udowadniać nie musieli, a z kolei aerooptymiści by nie mogli, choć mieliby rację. Jednak jeszcze nie mieli wiedzy, by zrobić działający projekt samolotu i wcielić go w życie. Tą analogią obaliłem konieczność udowadniania możliwości istnienia dobrej dyktatury. To dowód na taką niemożliwość musiałby być mocny i przełomowy. Co innego gdybym stawiał jakieś konkretne tezy, ale dla mnie to była rozmowa o idei, z gruntu dedukcyjna i odnosząca się do potencjalnej możliwości, a nie do realnego istnienia.

>>Ja nie udowodniłbym takiej tezy nawet dla niemożliwości istnienia dobrej demokracji,
>Nie musisz, Tobie należy to udowodnić. Kekkonen udowodnił. Wystarczy

Nie udowodnił, bo nie mamy zdefiniowanego "dobra", do którego chciałbyś odnieść przykład Kekkonena. Gdy mowa o idei, wystarczyło założyć po prostu, że dobro jest dobrem. Kekkonen może jedynie wypadać "dobrze" w porównaniu z resztą dotychczasowych władz, ale tu mowa o innym "dobrze".

>Od meritum uciekłeś w niedefiniowalność społecznej korzyści

nic podobnego, to element meritum przy rozmowie o idei, podczas gdy społeczna korzyść w odniesieniu do idei jest niewiadomą i ma tylko ogólnikowy mglisty zarys.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Ok, na tej samej zasadzie Bogusławski uciekał od meritum i pisał wtedy, że nikt nie skompromituje nas bardziej niż my sami i że on pisze do ludzi mądrych.
>I pisał do mądrych, pokornych i ciekawych świata. Polecił mi kilka książek, z których moc się nauczyłem, choć poradziłem się z Bogusławskim zwadzić aż do złości.
>Nie bał się podać autora książki, z której czerpał wiedzę.

A co sądzisz o jego dogmatycznym sposobie przekazywania swoich poglądów? Pomijam już dyskusję ze mną, ale była taka wymiana zdań AB z chętnie_racjonalistką, w której to argumentował swoje stanowisko powołując się na oficjalne stanowisko psychologów. Chodziło tam o to czy homoseksualizm jest chorobą, czy nie. Kontrowersyjny temat, wątpliwa sprawa. On jednak nawet nie podał ich argumentacji jako takiej, tylko ordynarnie wklejał kto popiera jego stanowisko. Może i jeszcze w wielu sprawach jasno stawianych przez naukowców taki argument wystarcza, ale w tej konkretnej była przecież mowa o bezprecedensowym wydarzeniu, w którym to głosowanie pod wpływem lobby zmieniło decyzję. Akurat błędną, bo opartą na przesądach, ale skoro do niedawna ta błędna teza tam była, to skąd wiadomo, że teraz jest inaczej?

Swoją drogą szkoda, bo swoją wiedzą mógłby nadal wiele wnosić na forum, ale tego typu stawianie sprawy przekreśla możliwość dyskusji. W ten sposób nawet prawda zrównuje się z nieprawdą, bo tego typu argumenty może podawać np Duch Prawdy. Z drugiej strony mamy przykład Krystkona, który wydawał się odnosić do meritum, ale robił to niemerytorycznie. Jednak lepiej się z czymś takim dyskutuje niż z tytułami książek i nazwiskami autorów. Nie wiem jak Ty (choć podejrzewam, że też), ale ja czytam żeby się czegoś dowiedzieć i gdy już się dowiem, to włączam w treść myślenia konkluzje i mechanizmy jakich się dowiedziałem, a wtedy mogę użyć odpowiedniego argumentu na temat meritum i jeśli jest on błędny, to rozmówca może odpowiedzieć na meritum kontrargumentami. Albo może zasiać wątpliwość pytaniami i wtedy muszę doczytać, by móc odpowiedzieć.
szarley (54913 punktów)
>>Dogmat jest pojęciem, z którym się nie dyskutuje i nie podważa.
>Wg jednej z definicji.
Najpowszechniej uznawanej. Nie polemizuję z Twoim tańczeniem po definicjach

>>Po przeczytaniu, doszedłem do wniosku, że żadnego dogmatu nie uznawał, a już nie znalazłem nigdzie potwierdzenia, że liczył dogmat w procentach (ani że był uczniem Maxa Golonki)
>Czyli z pewnością mógł powiedzieć "nie wyznaję żadnego dogmatu" i już "magicznie" pojawił mu się dogmat w postaci tego zdania. W końcu skoro nie wyznaje żadnego dogmatu, to musi być tego pewien.
Tego też nie wyczytałem. Proponuję przeczytaj.

>Czyli gdyby chodziło o Twoją definicję, to byłaby to sprzeczność. Popperowi wg mnie nie chodziło o "pewnik" i być może w innych językach słowa "pewnik" i "dogmat" nie używa się tak potocznie jak w Polsce, nie wiem.
To poczytaj w oryginale. Przyznaję, ja korzystałem z przekładu.

>>Przeczę też, że czajniczek orbituje
>>>Ale ja nie stawiam tezy o orbitowaniu czajniczka.
>>Stawiasz inne tezy. I na Tobie spoczywa ciężar dowodu.
>>Jeśli twierdzisz, że coś może istnieć, udowodnij. Jeśli ja to podważam, udowadniać nie muszę.
>Na tej zasadzie w czasach Chrystusa mógłbyś postawić tezę, że samolot nie może istnieć
Teza, że maszyna może latać wymagałaby dowodu. Podobnie Twoje tezy. Wymagają dowodu. empirycznego lub teoretycznego, ale jednak dowodu

>>>Ja nie udowodniłbym takiej tezy nawet dla niemożliwości istnienia dobrej demokracji,
>>Nie musisz, Tobie należy to udowodnić. Kekkonen udowodnił. Wystarczy
>Nie udowodnił, bo nie mamy zdefiniowanego "dobra",
A to już Twoja ucieczka w brak zdefiniowanego dobra
Zaplątałeś się. Gdyby iść Twoimi myślami, to jak znajdziesz dobrą dyktaturę?

Znakomita większość ludzi wie co jest dobre dla nich i dla ich społeczeństw. Jeśli w społeczeństwie wzrasta zamożność, poprawia się dostęp do kultury, edukacji, zdrowotnej opieki, jeśli to wszystko obywa się bez społecznych i międzynarodowych napięć i nie jest kosztem przyrody i przyszłych pokoleń to to jest DOBRE. Po prostu.

>>Od meritum uciekłeś w niedefiniowalność społecznej korzyści
>nic podobnego, to element meritum przy rozmowie o idei, podczas gdy społeczna korzyść w odniesieniu do idei jest niewiadomą i ma tylko ogólnikowy mglisty zarys.
Jest wiadomą. Opisałem powyżej. Możesz jedynie uznać, że jest nie do końca sprecyzowaną, bo to nie arytmetyka, ale jednak wiadomą

Nadal uważam, że ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym a nie na przeczącym, choć to nie ja tę opinię wymyśliłem
Dlatego jeśli twierdzisz:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

To udowodnij, zamiast definiować dogmat jako niepewny pewnik z pewnością w otwartym przedziale od 0 do 100 %
Dlatego jeśli twierdzisz, że może istnieć dobra dyktatura , to udowodnij, zamiast uciekać w mgliste "nie wiemy co jest dobre"

>>Nie bał się podać autora książki, z której czerpał wiedzę.
>A co sądzisz o jego dogmatycznym sposobie przekazywania swoich poglądów?
Nie zamiaruję rozmawiać o nieobecnym.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Dogmat jest pojęciem, z którym się nie dyskutuje i nie podważa.
>>Wg jednej z definicji.
>Najpowszechniej uznawanej.

Nie interesuje mnie żadna powszechność, tylko znaczenie możliwe do użycia i odpowiada się na konkretny kontekst, a jeśli nie zrozumiałeś, że rozmówcy chodziło o coś innego, to przecież masz do tego prawo i to nie tylko jako obcokrajowiec, bo każdemu się to może zdarzyć.

>Nie polemizuję z Twoim tańczeniem po definicjach

Nie polemizujesz z logicznym rozwinięciem definicji. Sam już nie wiem o jakie znaczenie słowa dogmat Ci chodzi, w kontekście tych znaczeń, które opisałem.

>>Czyli z pewnością mógł powiedzieć "nie wyznaję żadnego dogmatu" i już "magicznie" pojawił mu się dogmat w postaci tego zdania. W końcu skoro nie wyznaje żadnego dogmatu, to musi być tego pewien.
>Tego też nie wyczytałem. Proponuję przeczytaj.

Czytałem. Tylko, że nie oryginał, a tłumaczenie, a słowo "dogmat" może być zastąpione innym - tam chodziło o kontekst. Głównym punktem jest falsyfikacja. Popper zachęcał do sceptycyzmu także wobec ulubionych tez. Zresztą nie tylko on, bo to domena wielu filozofów i inteligentnych ludzi. Są jednak meta-tezy jakie nieuchronnie muszą wynikać z przyjęcia takiego myślenia. Choćby właśnie metoda falsyfikacji. Nie uznaje się ich za dogmaty wg tej definicji, bo można je także próbować negować i poddawać falsyfikacji. Jednak rozsądny człowiek zauważy, że nadal ta falsyfikacja jest meta-przekonaniem, którego pewność zakładamy. Bez takich przekonań nie ma w ogóle myślenia, ani logiki.

>>Czyli gdyby chodziło o Twoją definicję, to byłaby to sprzeczność. Popperowi wg mnie nie chodziło o "pewnik" i być może w innych językach słowa "pewnik" i "dogmat" nie używa się tak potocznie jak w Polsce, nie wiem.
>To poczytaj w oryginale. Przyznaję, ja korzystałem z przekładu.

Też korzystałem z przekładu.

Popper miał na myśli inne znaczenie słowa "dogmat" niż użyte w tej dyskusji. Można by je sformułować jako "niepodważalne meta-przekonanie, zwykle przyjęte a priori".

Moim zdaniem to dobry przykład na to, że nadmierne przywiązywanie się do jednego, ścisłego znaczenia definicji jest niezbyt dobrą metodą dyskusji.

>>Na tej zasadzie w czasach Chrystusa mógłbyś postawić tezę, że samolot nie może istnieć
>Teza, że maszyna może latać wymagałaby dowodu. Podobnie Twoje tezy. Wymagają dowodu. empirycznego lub teoretycznego, ale jednak dowodu

Nieprawda. Nie ma dowodu na możliwość. Gdyby ludzie tak myśleli, to nie byłoby żadnego rozwoju. Zakładamy, że nie wyczerpaliśmy wszystkich możliwości, a większość rzeczy można ulepszyć. Inni zakładają, że się nie da i wymyślają pod to racjonalizacje. Ci wierzący w możliwości są lewakami - kreatywność przeciwstawiają zastanemu porządkowi, obecnej wiedzy i sztywnym definicjom - eksplorują nieznane i ryzykują porażkę, by mieć możliwość wygranej Są sceptykami, szukają skutecznych metod i nie przywiązują się zbytnio do obecnych. Uważam, że możliwość jest, póki ktoś nie udowodni niemożliwości. Natomiast realne istnienie czegoś, a możliwość zaistnienia tego to dwie różne sprawy. Dlatego gdybym pisał o tym pierwszym, to Twoje argumenty byłyby zasadne.

>A to już Twoja ucieczka w brak zdefiniowanego dobra

Nie żadna ucieczka, tylko podstawy filozofii. Skoro chcesz literatury, to pisał o tym Nietzsche, ale... on używał metafor, bo wg niego ścisłe definicje są bezsensowne. Lubię przyjmować pogląd jakiegoś wybitnego filozofa i przedstawić go jako swój i patrzeć jak ludzie próbują z tym dyskutować, myśląc, że dyskutują tylko z jakimś tam olsonem, to pewnie wygrają A ja mam wypowiedzi takich ludzi przemyślane kilka ruchów wstecz.

>Zaplątałeś się. Gdyby iść Twoimi myślami, to jak znajdziesz dobrą dyktaturę?

Pisałem. Eksperyment myślowy polegał na założeniu, że wszystkie możliwe dostępne dyktatury są symulowane w warunkach rzeczywistych, potem cofamy czas i stosujemy inny wariant, by tak wyczerpać wszystkie możliwe alternatywy. Wiedzielibyśmy jak konkretne rządzenie przekłada się na praktykę i dopiero wtedy moglibyśmy ocenić co jest dobre. Ty piszesz, że dobra dyktatura jest niemożliwa, czyli z góry przewidujesz, że żadne rozwiązanie związane z dyktaturą nigdy nie byłoby dobre, choć nie wiesz jakby się to potoczyło i co by znaczyło "dobre" w praktyce.

Gdy mówimy o czymś dobrym tu i teraz, to tak naprawdę nie odwołujemy się do realnego dobra, tylko oceniamy poprzez porównanie co się do tej pory lepiej sprawdziło, ale pod uwagę trzeba wtedy wziąć więcej czynników niż tylko fakt dyktatury lub demokracji, a praktyka nie zawierała testowania dobrych rozwiązań, więc to Ty uciekasz odwołując się do tego znaczenia "dobra".

>Znakomita większość ludzi wie co jest dobre dla nich i dla ich społeczeństw.

Nieprawda. Właśnie nie wie, tylko myśli, że wie, a znakomita większość wybiera przeciw sobie, dlatego w Polsce rządzą takie PiSy i PO i dlatego ludzie wolą jeść smaczne rzeczy niż przejść na zdrową dietę, bo są w roli dzieci, a nie dorosłych. Wybierają krótkotrwałą przyjemność i potem za to płacą.

>Jeśli w społeczeństwie wzrasta zamożność, poprawia się dostęp do kultury, edukacji, zdrowotnej opieki, jeśli to wszystko obywa się bez społecznych i międzynarodowych napięć i nie jest kosztem przyrody i przyszłych pokoleń to to jest DOBRE. Po prostu.

Nie. Jest to lepsze niż było, ale jeszcze nie dobre. Poza tym to co się teraz dzieje raczej może być kosztem przyszłych pokoleń. Taka jest właśnie demokracja - "żyjmy na kredyt, a potem jakoś to będzie".
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Od meritum uciekłeś w niedefiniowalność społecznej korzyści
>>nic podobnego, to element meritum przy rozmowie o idei, podczas gdy społeczna korzyść w odniesieniu do idei jest niewiadomą i ma tylko ogólnikowy mglisty zarys.
>Jest wiadomą. Opisałem powyżej. Możesz jedynie uznać, że jest nie do końca sprecyzowaną, bo to nie arytmetyka, ale jednak wiadomą

Niewiadomą. Wiadome jest tylko to co już testowaliśmy wiele razy i dawało podobne rezultaty. Więcej jednak pod tym względem nie wiemy niż wiemy. Zacznijmy od tego, że pojmujemy etykę w sprzeczny sposób już nawet w obrębie jednego własnego umysłu (układ limbiczny vs płaty czołowe). Wydaje się, że dobry system mógłby zaistnieć w praktyce jedynie dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji, ale tu powstaje też ryzyko, że obróciłoby się to przeciwko nam.

>Nadal uważam, że ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym a nie na przeczącym, choć to nie ja tę opinię wymyśliłem

Ciężar dowodu nie odnosi się do możliwości czegoś, tylko do praktyki. Gdy mówimy o możliwości, to o dowodzie możemy mówić jedynie gdy mamy ścisły argument by zanegować taką możliwość. Jeśli nie, to w domyśle "może się dać".

>Dlatego jeśli twierdzisz:
> Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>To udowodnij, zamiast definiować dogmat jako niepewny pewnik z pewnością w otwartym przedziale od 0 do 100 %

Nie definiowałem takiego przedziału. 0% to już pewna niepewność

Udowodniłem, że pewniki są niezbędne w myśleniu i że pewnik nie przyjmuje wartości 100%, bo wtedy pewne byłoby stwierdzenie, że nie ma żadnych pewników, bo nie ma potwierdzenia 100%. No chyba, że mówimy o emocji... itd, znów musiałbym powtórzyć moje argumenty, które wolałeś pominąć.

>Dlatego jeśli twierdzisz, że może istnieć dobra dyktatura , to udowodnij, zamiast uciekać w mgliste "nie wiemy co jest dobre"

Odnosiłem się do możliwości, a jak pisałem możliwości się nie udowadnia. Podobnie jak bez sensu byłoby proszenie tys lat temu o dowód na to, że samolot może polecieć. Pewnie nie starczyłoby Ci wtedy stwierdzenie, że ptaki latają, więc musi dać się skopiować mechanizm.
szarley (54913 punktów)
>>Nie polemizuję z Twoim tańczeniem po definicjach
>Nie polemizujesz z logicznym rozwinięciem definicji. Sam już nie wiem o jakie znaczenie słowa dogmat Ci chodzi,
Przez Ciebie zaproponowane: dogmat = pewnik

>>>Czyli z pewnością mógł powiedzieć "nie wyznaję żadnego dogmatu" i już "magicznie" pojawił mu się dogmat w postaci tego zdania. W końcu skoro nie wyznaje żadnego dogmatu, to musi być tego pewien.
>>Tego też nie wyczytałem. Proponuję przeczytaj.
>Czytałem. Tylko, że nie oryginał, a tłumaczenie, a słowo "dogmat" może być zastąpione innym - tam chodziło o kontekst. Głównym punktem jest falsyfikacja. Popper zachęcał do sceptycyzmu także wobec ulubionych tez.
Raczej "zwłaszcza" niż także. Ponieważ wg niego nauka nie uznaje dogmatów

>Moim zdaniem to dobry przykład na to, że nadmierne przywiązywanie się do jednego, ścisłego znaczenia definicji jest niezbyt dobrą metodą dyskusji.
Jeszcze gorszym jest zmiana nieuprzedzona definicji podczas rozmowy

>>>Na tej zasadzie w czasach Chrystusa mógłbyś postawić tezę, że samolot nie może istnieć
>>Teza, że maszyna może latać wymagałaby dowodu. Podobnie Twoje tezy. Wymagają dowodu. empirycznego lub teoretycznego, ale jednak dowodu
>Nieprawda. Nie ma dowodu na możliwość.
Czyli możesz mieć ciciciurliki w żołądku?
Nie wszystko można udowodnić empirycznie, ale Ciołkowski udowodnił, że jest możliwy lot w kosmos. Owszem, mogę ekstrapolując (!) rozwój nauki założyć, że kiedyś kolejny Armstrong postawi nogę na Marsie, ale mam z czego ekstrapolować. W przypadku rozmowy o dyktaturze, nie mam takiej możliwości, a T nie poradzisz jej wskazać

>>A to już Twoja ucieczka w brak zdefiniowanego dobra
>Nie żadna ucieczka, tylko podstawy filozofii. Skoro chcesz literatury, to pisał o tym Nietzsche,
(Szkoda, że tam gdzie pytam o autora nie odpowiadasz.)
Uważam, że napisałem w pewnym przybliżeniu stan, który uważam (nie ja jeden) za korzystny dla społeczeństw. Jeśli Nietzsche miał inną opinię... wolno mu

>>Zaplątałeś się. Gdyby iść Twoimi myślami, to jak znajdziesz dobrą dyktaturę?
>Pisałem. Eksperyment myślowy polegał na założeniu, że wszystkie możliwe dostępne dyktatury są symulowane w warunkach rzeczywistych, potem cofamy czas i stosujemy inny wariant, by tak wyczerpać wszystkie możliwe alternatywy.
... i nadal bez kryteriów oceny nie masz możliwości oceny

>Wiedzielibyśmy jak konkretne rządzenie przekłada się na praktykę i dopiero wtedy moglibyśmy ocenić co jest dobre.
Taki eksperyment można podjąć, ale do tego potrzebna jest ocena decyzji władcy, sposób jego wybierania nie ma znaczenia (dla myślowego eksperymentu)

>Ty piszesz, że dobra dyktatura jest niemożliwa, czyli z góry przewidujesz, że żadne rozwiązanie związane z dyktaturą nigdy nie byłoby dobre, choć nie wiesz jakby się to potoczyło i co by znaczyło "dobre" w praktyce.
Podobnie jak piszę, że nie orbituje czajniczek. Ale nie wzbraniam Ci przedstawienia dowodów

>Gdy mówimy o czymś dobrym tu i teraz, to tak naprawdę nie odwołujemy się do realnego dobra, tylko oceniamy poprzez porównanie co się do tej pory lepiej sprawdziło, ale pod uwagę trzeba wtedy wziąć więcej czynników niż tylko fakt dyktatury lub demokracji, a praktyka nie zawierała testowania dobrych rozwiązań, więc to Ty uciekasz odwołując się do tego znaczenia "dobra".
Wskaż takie "dobre" rozwiązanie, które wymaga dyktatury.

>>Znakomita większość ludzi wie co jest dobre dla nich i dla ich społeczeństw.
>Nieprawda. Właśnie nie wie, tylko myśli, że wie, a znakomita większość wybiera przeciw sobie, dlatego w Polsce rządzą takie PiSy i PO
... i dlatego rządził Palme

>>Jeśli w społeczeństwie wzrasta zamożność, poprawia się dostęp do kultury, edukacji, zdrowotnej opieki, .. to to jest DOBRE. Po prostu.
>Nie. Jest to lepsze niż było, ale jeszcze nie dobre.
Niestety, wobec braku Twojej definicji, musimy przyjąć tę.

>Poza tym to co się teraz dzieje raczej może być kosztem przyszłych pokoleń. Taka jest właśnie demokracja - "żyjmy na kredyt, a potem jakoś to będzie".
To nie jest cecha demokracji. Dyktatura robi to samo.
Napisałem Ci, gdzie popełniasz błąd. Porównujesz byt rzeczywisty z wyidealizowanym

>>Nadal uważam, że ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym a nie na przeczącym, choć to nie ja tę opinię wymyśliłem
>Ciężar dowodu nie odnosi się do możliwości czegoś,
Nie szarżuj
ZANIM dokonuje się praktycznego doświadczenia, naukowiec musi teoretycznie udowodnić możliwość powodzenia. Tak więc podtrzymuję Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym, nawet jeśli nie ma eksperymentu

>>Dlatego jeśli twierdzisz:
>> Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>>To udowodnij, zamiast definiować dogmat jako niepewny pewnik z pewnością w otwartym przedziale od 0 do 100 %
>Nie definiowałem takiego przedziału. 0% to już pewna niepewność
Więc dotykasz paradoksu stosu (pisałem o przedziale otwartym)

>Udowodniłem, że pewniki są niezbędne w myśleniu i że pewnik nie przyjmuje wartości 100%, bo wtedy pewne byłoby stwierdzenie, że nie ma żadnych pewników, bo nie ma potwierdzenia 100%. No chyba, że mówimy o emocji... itd, znów musiałbym powtórzyć moje argumenty, które wolałeś pominąć.
Ubrałeś rzecz w mnóstwo zbędnych słówek. Dowodem to nie jest

>>Dlatego jeśli twierdzisz, że może istnieć dobra dyktatura , to udowodnij, zamiast uciekać w mgliste "nie wiemy co jest dobre"
>Odnosiłem się do możliwości, a jak pisałem możliwości się nie udowadnia.
Nikt nie dałby złamanej kopiejki na lot Gagarina, gdyby nie udowodniono możliwości Tak więc możliwość też wymaga dowodu ( i to z Twoje strony)

>Podobnie jak bez sensu byłoby proszenie tys lat temu o dowód na to, że samolot może polecieć.
Owszem, ale nawet wtedy można było już ekstrapolować rozwój ludzkiej wiedzy
Ty nie masz nawet tego argumentu
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Przez Ciebie zaproponowane: dogmat = pewnik

No to nie bardzo do tej, skoro przeciwieństwem pewnika ma być falsyfikacja. Jeśli coś jest pewnikiem, to nie jest powiedziane, że nie wolno tego negować, tylko wychodzi na to, że każda próba negacji kończy się niepowodzeniem.

>Raczej "zwłaszcza" niż także. Ponieważ wg niego nauka nie uznaje dogmatów

Gdybym pisał, że byłem w zamku na Wawelu, to pisałbyś, że to niemożliwe, bo zamek jest w drzwiach i na pewno w nim nie byłem?

Ok, "zwłaszcza", a nie "także". Kontekstu to nie zmienia.

>>Moim zdaniem to dobry przykład na to, że nadmierne przywiązywanie się do jednego, ścisłego znaczenia definicji jest niezbyt dobrą metodą dyskusji.
>Jeszcze gorszym jest zmiana nieuprzedzona definicji podczas rozmowy

Ale tam była od razu taka definicja, więc nie było żadnej zmiany w trakcie rozmowy. To Ty ją zamieniłeś na Popperowską, a jednocześnie przeczysz temu i piszesz, że jednak odwołujesz się do zaproponowanej przeze mnie "dogmat - pewnik", ale skoro piszesz o falsyfikacji i Popperze, to jednak nie piszesz o tym i już nie wiadomo w takim razie o czym.

>>Nieprawda. Nie ma dowodu na możliwość.
>Czyli możesz mieć ciciciurliki w żołądku?

Tak, ale nie interesuje mnie to dopóki nie wiem co to takiego. Tu mówiliśmy o czymś konkretniejszym.

>(Szkoda, że tam gdzie pytam o autora nie odpowiadasz.)

Pytasz o autora tam gdzie nie ma żadnej tezy, tylko przeinaczając definicję osiągasz pseudo-tezę, którą mi przypisujesz. I pytasz o autora tej pseudo tezy, a jest nim przecież nie kto inny jak Ty

>... i nadal bez kryteriów oceny nie masz możliwości oceny

Toteż nie oceniam.

>Taki eksperyment można podjąć

W praktyce nie bardzo. To eksperyment myślowy.

>ale do tego potrzebna jest ocena decyzji władcy

W eksperymencie myślowym nie jest potrzebna ocena, gdyż zakładamy, że byłaby ona dobra. Tzn testując różne możliwości, wyszłoby w praniu, które są dobre, ale póki co nie możemy tego wiedzieć z samej definicji ideowego rozumienia dobra. Praktyczne rozumienie dobra to co innego. Dlatego właśnie pisałem, że praktycznie wolę demokrację od dyktatury, bo decyzje w demokracji są rozmyte. Z tego samego względu nie mogę być ideowym demokratą, bo wolałbym dobrego dyktatora, którego decyzje nie byłyby rozmyte, ale korzystne, tak by na tej bazie zbudować zdrowe społeczeństwo. Póki co w historii żadne takie nie było. Sytuacja jedynie była bardziej lub mniej zbliżona lub oddalona od tego.

Nie wiemy co to dokładnie znaczy "dobra", ale pewne cechy tego dobra znamy.

>Podobnie jak piszę, że nie orbituje czajniczek.

Nie. Piszesz, że nie da się by czajniczek orbitował. Gdybyśmy go próbowali zrobić, by orbitował, to coś zawsze stałoby na przeszkodzie. Tzn piszesz tak o dyktaturze, nie o czajniczku

>Wskaż takie "dobre" rozwiązanie, które wymaga dyktatury.

Póki co, chodzi o to, by ludzie się wyedukowali. Potrzebny jest silny władca, który jednocześnie wziąłby to dziadostwo za mordę i działałby na ich korzyść, jak rodzice zabraniający dziecku pić piwa. Obecna demokracja to głosowanie przez takie dzieci, by jednak mieć to piwo, bo "przecież im się należy", bo "wolność, równość i tolerancja". Łeee


>>>Jeśli w społeczeństwie wzrasta zamożność, poprawia się dostęp do kultury, edukacji, zdrowotnej opieki, .. to to jest DOBRE. Po prostu.
>>Nie. Jest to lepsze niż było, ale jeszcze nie dobre.
>Niestety, wobec braku Twojej definicji, musimy przyjąć tę.

Nie ma braku mojej definicji, ani niczego nie musimy przyjmować. Dobro ideowe zawsze jest niedodefiniowane, co nie znaczy, że w ogóle nie zdefiniowane. Dobro na zasadzie porównania opiera się na subiektywnych kryteriach. Ja piszę o takim dobrze (zamiast definicji przedstawię mechanizm, bo to bardziej wartościowe):
Ćpun myśli, że dobrem jest koka. Jednak my wiemy, że nie jest, a nałóg go gubi. Odwołujemy się wtedy do sytuacji, w której wiemy, że to złe. Analogicznie można założyć, że o tym o czym teraz myślimy, że jest dobre jest tak naprawdę złe, tylko o tym nie wiemy. W ten sposób wykluczam subiektywizm z oceny dobra i zła, ale jednocześnie rezygnuję ze sztywnych obiektywnych kryteriów. Ćpun nie wie co jest dla niego dobre, jeśli idzie na odwyk, ale wie co NIE jest dobre i z tym walczy.

Poza tym taka demokracja oparta na pseudowolności to coś analogicznego niemal idealnie do wolnego rynku w sensie Korwinowym. JKM słusznie pluje na demokrację, ale głosi ideę analogiczną, bo tak naprawdę głupie pojęcie "wolności" zaburza tym ludziom trzeźwą ocenę sytuacji.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Poza tym to co się teraz dzieje raczej może być kosztem przyszłych pokoleń. Taka jest właśnie demokracja - "żyjmy na kredyt, a potem jakoś to będzie".
>To nie jest cecha demokracji. Dyktatura robi to samo.

Demokracja ma to wpisane w system, bo ludzie są tak prymitywni, że ani nie myślą o przyszłości, ani nie wiedzą co się stanie, gdy politycy zastosują mechanizmy, o których mówią. Jednych oszukuje prawica, a innych lewica, ale generalnie te pojęcia są źle pojmowane w społeczeństwie.

>Napisałem Ci, gdzie popełniasz błąd. Porównujesz byt rzeczywisty z wyidealizowanym

Nieprawda. Porównałem celowo ideę dyktatury i demokracji, by wykazać, że tylko w dyktaturze jest teoretyczna możliwość, że ktoś bierze głupków za mordę i ich edukuje tak, by za 2 pokolenia ci ludzie mogli już mieć demokrację i sobie wybierać. Jeśli widzisz w demokracji taką możliwość, to odpisz odwołując się do mojego eksperymentu myślowego, a nie przecząc temu a priori.

>ZANIM dokonuje się praktycznego doświadczenia, naukowiec musi teoretycznie udowodnić możliwość powodzenia.

To samolot nigdy by nie poleciał, bo zanim ktoś zabrał się za projekt, musiałby najpierw udowodnić, że taki projekt jest możliwy, a jak to udowodnić jak nie przez kompletny projekt wyjaśniający w teorii całą praktykę? Mi by wystarczyła analogia samolotu do ptaka, by stwierdzić, że samolot mógłby latać i jeśli nie mógłby, to musielibyśmy mieć dowód czemu się tak nie da, tzn jakiś wyjątek dotyczący samolotu, a niedotyczący ptaka.

>>Nie definiowałem takiego przedziału. 0% to już pewna niepewność
>Więc dotykasz paradoksu stosu (pisałem o przedziale otwartym)

Nie dotykam, bo mówię o ocenie. Nie rozumiem nawet jak paradoks stosu miałby się do tego stosować, a Ty nie wytłumaczyłeś o co Ci chodzi.

>Nikt nie dałby złamanej kopiejki na lot Gagarina, gdyby nie udowodniono możliwości Tak więc możliwość też wymaga dowodu ( i to z Twoje strony)

Możliwość trzeba założyć przed pierwszym eksperymentem, bo gdyby myślano, że to niemożliwe, to by nawet nie próbowano konstruować rakiety.
15-05-2017 07:50 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Przez Ciebie zaproponowane: dogmat = pewnik
>No to nie bardzo do tej, skoro przeciwieństwem pewnika ma być falsyfikacja.
Nie falsyfikuje się dogmatów, tylko naukowe teorie
Twoja:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.


>>>Nieprawda. Nie ma dowodu na możliwość.
>>Czyli możesz mieć ciciciurliki w żołądku?
>Tak, ale nie interesuje mnie to dopóki nie wiem co to takiego. Tu mówiliśmy o czymś konkretniejszym.
Nie, rozmawiamy o czym na co nie ma dowodu.

>>ale do tego potrzebna jest ocena decyzji władcy
>W eksperymencie myślowym nie jest potrzebna ocena, gdyż zakładamy, że byłaby ona dobra.
Czyli eksperyment jest do doopy, bo wynik zawsze wyjdzie zgodny z założeniem. Kucharz wymyśla potrawę, która ma być dobra. I jest dobra, bo nie ma kryteriów oceny, ani oceniającego. Potrawy nikt nie je?

>Tzn testując różne możliwości, wyszłoby w praniu, które są dobre,
Nie wyszłoby, ponieważ nie ma kryteriów oceny

>>Podobnie jak piszę, że nie orbituje czajniczek.
>Nie. Piszesz, że nie da się by czajniczek orbitował.
Nie piszę, że się nie da, piszę, że nie orbituje, nie muszę tego udowadniać

>>Wskaż takie "dobre" rozwiązanie, które wymaga dyktatury.
>Póki co, chodzi o to, by ludzie się wyedukowali.
Do tego niepotrzebna jest dyktatura, wystarczy dobry edukacyjny system np fiński, oparty na monopolu demokratycznego państwa

>Potrzebny jest silny władca, który jednocześnie wziąłby to dziadostwo za mordę i
>działałby na ich korzyść, jak rodzice zabraniający dziecku pić piwa.
To tylko wyidealizowana fantazja oparta na wymyślonych przesłankach. Choć byli w przeszłości tacy, którzy w taką swoją misję wierzyli.

>>>>Jeśli w społeczeństwie wzrasta zamożność, poprawia się dostęp do kultury, edukacji, zdrowotnej opieki, .. to to jest DOBRE. Po prostu.
>>>Nie. Jest to lepsze niż było, ale jeszcze nie dobre.
>>Niestety, wobec braku Twojej definicji, musimy przyjąć tę.
>Nie ma braku mojej definicji, ani niczego nie musimy przyjmować. Dobro ideowe zawsze jest niedodefiniowane, co nie znaczy, że w ogóle nie zdefiniowane. Dobro na zasadzie porównania opiera się na subiektywnych kryteriach. Ja piszę o takim dobrze (zamiast definicji przedstawię mechanizm, bo to bardziej wartościowe):
>Ćpun myśli, że dobrem jest koka. Jednak my wiemy, że nie jest, a nałóg go gubi.
Niestety odczytując obraz społeczeństwa pod rządami, które proponujesz, mam wrażenie, że wszyscy mają być na takim haju.

>Poza tym taka demokracja oparta na pseudowolności
brak definicji pseudowolności.
Sam fakt, że na jednakowych prawach z innymi decyduję o mojej przyszłości (moich podatkach, prawie w moim państwie) jest elementem wolności i mojego bezpieczeństwa

>>>Poza tym to co się teraz dzieje raczej może być kosztem przyszłych pokoleń. Taka jest właśnie demokracja - "żyjmy na kredyt, a potem jakoś to będzie".
>>To nie jest cecha demokracji. Dyktatura robi to samo.
>Demokracja ma to wpisane w system, bo ludzie są tak prymitywni,
1 Cały czas popełniasz błąd porównując rzeczywisty, zazwyczaj ułomny system z systemem wyidealizowanym.
2 Kredyt nie musi być niczym złym, sam korzystałem.

>>Napisałem Ci, gdzie popełniasz błąd. Porównujesz byt rzeczywisty z wyidealizowanym
>Nieprawda. Porównałem celowo ideę dyktatury i demokracji, by wykazać, że tylko w dyktaturze jest teoretyczna możliwość, że ktoś bierze głupków za mordę i ich edukuje tak, by za 2 pokolenia ci ludzie mogli już mieć demokrację i sobie wybierać.
Brak dowodu

>Jeśli widzisz w demokracji taką możliwość, to odpisz odwołując się do mojego eksperymentu myślowego, a nie przecząc temu a priori.
Widzę. Dowodnie, a dowody podałem : Finlandia, Kanada, Szwecja, Szwajcaria, spółdzielczość, samorządy....

>>ZANIM dokonuje się praktycznego doświadczenia, naukowiec musi teoretycznie udowodnić możliwość powodzenia.
>To samolot nigdy by nie poleciał, bo zanim ktoś zabrał się za projekt, musiałby najpierw udowodnić, że taki projekt jest możliwy,
Tak i udowodnił. Sobie. Nie sądzę, aby zaryzykował lot bez starannych obliczeń.

>>>Nie definiowałem takiego przedziału. 0% to już pewna niepewność
>>Więc dotykasz paradoksu stosu (pisałem o przedziale otwartym)
>Nie dotykam, bo mówię o ocenie. Nie rozumiem nawet jak paradoks stosu miałby się do tego stosować, a Ty nie wytłumaczyłeś o co Ci chodzi.
Pytam w jakim przedziale jest pewność wg Twojej definicji

>>Nikt nie dałby złamanej kopiejki na lot Gagarina, gdyby nie udowodniono możliwości Tak więc możliwość też wymaga dowodu ( i to z Twoje strony)
>Możliwość trzeba założyć przed pierwszym eksperymentem, bo gdyby myślano, że to niemożliwe, to by nawet nie próbowano konstruować rakiety.
Możliwość trzeba teoretycznie udowodnić przed eksperymentem
16-05-2017 01:22 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Przez Ciebie zaproponowane: dogmat = pewnik
>>No to nie bardzo do tej, skoro przeciwieństwem pewnika ma być falsyfikacja.
>Nie falsyfikuje się dogmatów, tylko naukowe teorie

No to nie bardzo tej, skoro przeciwieństwem dogmatu ma być falsyfikacja i naukowa teoria. Mi chodziło o pewniki, które się falsyfikuje i właśnie gdyby nie były falsyfikowane, to nie byłyby pewnikami.

>Twoja:
>Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.


Tak, ale nie wg Twojej definicji dogmatu.

>Nie, rozmawiamy o czym na co nie ma dowodu.

Nie, cikuriki w żołądku to rozmawianie o niczym. Możliwość istnienia dobrej dyktatury to co innego. Można to sprowadzić do prostego pytania: "skoro istnieją optymalne sposoby działania, to co stoi na przeszkodzie, by ktoś odpowiednio mądry miał nie móc wykształcić aparatu do podejmowania decyzji bliskich optymalnym?". Bo odpowiedź na to pytanie w przypadku demokracji jest prosta: bo ludzie nie mają kompetencji do wyboru odpowiedniej władzy. Analogiczny argument jak przeciw demokracji jest też przeciw wolnemu rynkowi. Ludzie nie mają kompetencji by wygrywać na wolnym rynku, a nie chcemy przecież wyścigu szczurów, tylko stworzenia warunków, w których słabsi nie przeżywają piekła. Wolny rynek i demokracja, podobnie jak socjalizm to utopie. Zakładają nieomylność systemu, niewidzialnej ręki, wyborów motłochu etc.

Każdą taką ideę ograniczają jej własne założenia i ich bolesna weryfikacja przez rzeczywistość, natomiast do idealnej dyktatury można dopisać rzeczywisty optymalny sposób działania. Co stoi na przeszkodzie? W teorii nic. W praktyce oczywiście niemożliwość podejmowania faktycznie dobrych (idealnych) decyzji. Dyktator może zbudować optymalny rząd. Czemu nie? W tym modelu wszystko zależy od jego kompetencji, mądrości, charakteru, co przyjmujemy jako zmienne i niewiadome (niedookreślone, wynikające z tego jaki byłby faktycznie wynik eksperymentu optymalnych rozwiązań). W demokracji może się przypadkowo trafić tak samo kompetentna władza jak dobra dyktatura z mojego przykładu, ale to by i tak nie dotykało samego mechanizmu demokracji jako wyłonienia takiego władcy. Raczej musiałby on oszukać ludzi, budując program deklarowany program partii pod ich głupotę, a faktycznie realizować optymalny znany sposób rządzenia.

>>>ale do tego potrzebna jest ocena decyzji władcy
>>W eksperymencie myślowym nie jest potrzebna ocena, gdyż zakładamy, że byłaby ona dobra.
>Czyli eksperyment jest do doopy, bo wynik zawsze wyjdzie zgodny z założeniem. Kucharz wymyśla potrawę, która ma być dobra. I jest dobra, bo nie ma kryteriów oceny, ani oceniającego. Potrawy nikt nie je?

Odpowiadałem już na analogiczne stwierdzenie. Nie, wynik nie wyjdzie zgodny z założeniem, tylko zakładamy, że nie wiemy. Wynik wyszedłby więc jakiś tam, a z niego wyabstrahowalibyśmy jakieś pojęcie dobra i wtedy dopiero moglibyśmy wiedzieć jakie by ono było. My z definicji tego nie wiemy. Czyli nie wiesz jaka ma być dobra potrawa, ale kucharz daje Ci kilkadziesiąt próbek i któreś smakują, a inne nie. I dopiero po fakcie wiesz które są którymi, bo je poznajesz, ale przed faktem wiesz, że któreś pewnie będą dobre, a inne niezbyt. I gdy spróbowałeś już odpowiednią ilość potraw, to wiesz jakie smaki są Twoimi ulubionymi, a jakich wolisz unikać.

>>Tzn testując różne możliwości, wyszłoby w praniu, które są dobre,
>Nie wyszłoby, ponieważ nie ma kryteriów oceny

Kryteria należałoby wybrać post factum. Mówienie o nich a priori nie miałoby najmniejszego sensu, bo po co wtedy jakikolwiek eksperyment, skoro z góry autorytarnie można stwierdzić jak jest?

>>>Podobnie jak piszę, że nie orbituje czajniczek.
>>Nie. Piszesz, że nie da się by czajniczek orbitował.
>Nie piszę, że się nie da, piszę, że nie orbituje, nie muszę tego udowadniać

Piszesz, że się nie da, gdy twierdzisz, że dobra dyktatura nie mogłaby istnieć. Ja wtedy twierdzę, że aby to wiedzieć musiałbyś sprawdzić empirycznie wszystkie możliwe warianty i wszystkie odrzucić, albo znaleźć ogólną regułę jaka dyskwalifikowałaby takiego dyktatora, ale takiej nie znajdziesz, bo jeśli nawet taka jest, to musiałaby się ona stosować do każdej innej formy władzy, bo i demokratyczny rząd można w teorii sprowadzić do jednego podmiotu generującego decyzje i porównywać jakość tych decyzji. Dyktatora można z kolei nie postrzegać jako jednego podmiotu, bo może on mieć doradców i być ekspertem w ich doborze i wyciągania wniosków z ich porad.

>>>Wskaż takie "dobre" rozwiązanie, które wymaga dyktatury.
>>Póki co, chodzi o to, by ludzie się wyedukowali.
>Do tego niepotrzebna jest dyktatura, wystarczy dobry edukacyjny system np fiński, oparty na monopolu demokratycznego państwa

To już Twoja religia. Nie podzielam jej.

>>Potrzebny jest silny władca, który jednocześnie wziąłby to dziadostwo za mordę i
>>działałby na ich korzyść, jak rodzice zabraniający dziecku pić piwa.
>To tylko wyidealizowana fantazja oparta na wymyślonych przesłankach. Choć byli w przeszłości tacy, którzy w taką swoją misję wierzyli.

Nie żadna wyidealizowana fantazja, tylko przyziemne myślenie. Fantazją jest edukacja bez fundamentalnych zmian w prawie i systemie. To kultura jest chora i ją należy uzdrowić najpierw. Wtedy należałoby przejść do etapu większej wolności wyboru władzy. Nie wcześniej, tak jak nie daje się dzieciom pić alkoholu. Ludzie za to powinni mieć większą codzienną wolność, mniej ograniczeń i większy dostęp do wiedzy naukowej, a mniej głupoty w mediach.

>>Ćpun myśli, że dobrem jest koka. Jednak my wiemy, że nie jest, a nałóg go gubi.
>Niestety odczytując obraz społeczeństwa pod rządami, które proponujesz, mam wrażenie, że wszyscy mają być na takim haju.

Niby czemu? Co jest złego w lepiej wyedukowanym społeczeństwie, któremu nie da się wmówić byle czego na wiarę?
16-05-2017 09:47 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Twoja:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

>Tak, ale nie wg Twojej definicji dogmatu.
Wg żadnej definicji dogmatu, dogmat nie jest niezbędny w nauce, myśleniu i nauczaniu

>>Nie, rozmawiamy o czym na co nie ma dowodu.
>Nie, cikuriki w żołądku to rozmawianie o niczym.
Czyli o czymś na co nie ma dowodu, nie różnią się od dobrego dyktatora

>Możliwość istnienia dobrej dyktatury to co innego. Można to sprowadzić do prostego pytania: "skoro istnieją optymalne sposoby działania, to co stoi na przeszkodzie, by ktoś odpowiednio mądry miał nie móc wykształcić aparatu do podejmowania decyzji bliskich optymalnym?".
Przeczysz sobie. Skoro wg Ciebie nie wiemy co jest dobre, to nie wiemy też co jest optymalne.
Co stoi na przeszkodzie? Mechanizmy zaszyte w dyktaturze. Chociażby przytomność Tygellina.

>ludzie nie mają kompetencji do wyboru odpowiedniej władzy.
A mimo to, pokoleniami wybierają odpowiednie rządy jak w Szwajcarii

>Każdą taką ideę ograniczają jej własne założenia i ich bolesna weryfikacja przez rzeczywistość, natomiast do idealnej dyktatury można dopisać rzeczywisty optymalny sposób działania. Co stoi na przeszkodzie? W teorii nic.
Tak to sobie można wymodelować nawet idealną hipokrację a nawet asinokrację

>Czyli nie wiesz jaka ma być dobra potrawa, ale kucharz daje Ci kilkadziesiąt próbek i któreś smakują, a inne nie. I dopiero po fakcie wiesz które są którymi, bo je poznajesz, ale przed faktem wiesz, że któreś pewnie będą dobre, a inne niezbyt.
A więc jest kryterium oceny! jest oceniający
>Kryteria należałoby wybrać post factum.
Ilość wbitych na pal?
Współprojektowałem systemy wentylacji i bezpieczeństwa dla kopalń. Kryteria oceny wybiera się PRZED projektowaniem. Zawsze.

>>Nie piszę, że się nie da, piszę, że nie orbituje, nie muszę tego udowadniać
>Piszesz, że się nie da, gdy twierdzisz, że dobra dyktatura nie mogłaby istnieć.
Udowodnij że może. Po prostu. Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym, tak jak z czajniczkiem.

>>Do tego niepotrzebna jest dyktatura, wystarczy dobry edukacyjny system np fiński, oparty na monopolu demokratycznego państwa
>To już Twoja religia. Nie podzielam jej.
To doświadczenie. Fiński system jest oceniany jako jeden z najlepszych na świecie.
Ignorujesz fakty

>>>Poza tym taka demokracja oparta na pseudowolności
>>brak definicji pseudowolności.
>>Sam fakt, że na jednakowych prawach z innymi decyduję o mojej przyszłości (moich podatkach, prawie w moim państwie) jest elementem wolności i mojego bezpieczeństwa
> Wspólnie z innymi decydujesz o Twoich podatkach? Serio?
Tak. mam takie samo prawo głosu jak pozostali obywatele. Ani mniej ani więcej. Nikt nie ma dwóch głosów. W przypadku spółdzielni może to być nawet 10% głosów. Wiesz iloma głosami wygrywali radni w ostatnich wyborach?

>Poza tym w demokracji o niczym nie decydujesz - Twój pojedynczy głos nic nie znaczy i się rozmywa.
A w dyktaturze znaczy więcej?

Zapominasz też, że demokracja to nie tylko sposób wyboru władzy, to także pewne standardy jak np wolność prasy, swoboda przemieszczania się, wolność zrzeszania się, prawa mniejszości. Mnie nie wystarczyłoby, gdybym miał zrezygnować z tych wolności, bo "dobry dyktator" zapewni mi pełne koryto. Tym się różnię od krowy.

>I wyidealizowana demokracja ma taką cechę, jeśli weźmiemy rzeczywistych ludzi.
Oxymoron

>Dowód jest trywialny - plebs nie ma mechanizmu wpływania samemu na siebie,
a dyktator sam na siebie wpłynie?

>>Widzę. Dowodnie, a dowody podałem : Finlandia, Kanada, Szwecja, Szwajcaria, spółdzielczość, samorządy....
>Nie są to przykłady będące odpowiedzią na istnienie takiej możliwości.
Chyba się zaplątałeś. Nie ma lepszego dowodu na istnienie możliwości niż doświadczenie. Jeśli doświadczenia potwierdza tezę to jest dowodem istnienia możliwości

>Dla mnie najważniejszym wskaźnikiem jest realny odczuwalny poziom szczęścia ludzi, rozwój ekologiczny kraju, poziom zamożności, niski wskaźnik uzależnień, poziom rozwoju intelektualnego itd.
Nareszcie mam odpowiedź o kryteria oceny

>>Możliwość trzeba teoretycznie udowodnić przed eksperymentem
>Masło maślane i sprzeczność. Bowiem zanim by się teoretycznie udowodniło, trzeba by udowadniać możliwość możliwości udowodnienia itd. Bezsens.
Dobrze, że bracia Wright Cię nie posłuchali i jednak najpierw teoretycznie obliczyli, że "to" będzie latać. (o projektantach airbusa nie wspomnę)

>Po prostu zakłada się, że da się i sprawdza się co w praktyce stoi na przeszkodzie.
Nie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Wg żadnej definicji dogmatu, dogmat nie jest niezbędny w nauce, myśleniu i nauczaniu

Wykaż to, odnosząc to do definicji proponowanych przeze mnie, tzn tego szczegółowego rozbioru znaczenia słowa "pewnik".

>>>Nie, rozmawiamy o czym na co nie ma dowodu.
>>Nie, cikuriki w żołądku to rozmawianie o niczym.
>Czyli o czymś na co nie ma dowodu, nie różnią się od dobrego dyktatora

Wykaż, że się nie różnią, odnosząc się do moich argumentów, które wyjaśniają, że się różnią. Musisz wykazać ich błędność, bo ja swoje zrobiłem. Aby ją wykazać musisz jednak odnieść się do treści i zrozumieć czym jest eksperyment myślowy i czynione w nim założenia.

Mam wrażenie, że nie rozumiesz, więc wyjaśnię Ci to na najprostszym przykładzie. Koleś pije codziennie wódkę i wpada w uzależnienie. Zna teorię alkoholizmu. Pewnego dnia przeprowadza eksperyment myślowy "a co jeśli jestem alkoholikiem?" i wtedy rozważa argumenty i kontrargumenty i jeśli przeprowadził ten eksperyment prawidłowo, to wychodzi mu, że jest alkoholikiem, czyli gość jest samoświadomy. Często rozmawia się na tematy, na które nie istnieją rozstrzygające dowody. Można jednak zrozumieć argumenty.

Inny przykład eksperymentu myślowego: jest jakaś praca wymagająca wysiłku ludzi, ale sprowadzająca się do prostego algorytmu. Można wtedy wpaść na pomysł by zautomatyzować pracę, co zmniejszy koszta produkcji. Docelowo będzie można zautomatyzować każdą pracę, a ludzie przestaną być potrzebni do procesu wytwarzania dóbr. Nie ma ani jednego zawodu, którego nie można zautomatyzować, a w dodatku zmniejsza się wtedy ryzyko błędu ludzkiego, co przynosi lepszą skuteczność np w medycynie. Istnieje kilka niepodważalnych dogmatów dla eksperymentów myślowych:
- rzecz to stan przejściowy jakiegoś mechanizmu zaobserwowany przez podmiot
- rzeczy podlegają ciągłej ewolucji
- ewolucja może być pozytywna lub negatywna w jakiejś kategorii
- kategorie też są zbiorami otwartymi, tzn zakładamy a priori, że nasze poznanie nie jest kompletne, ale zawiera pewne elementy niepodważalne z pkt widzenia podmiotu (rzeczywistość intersubiektywna)
- dla każdego stanu istnieje teoretyczny optymalny odpowiednik z pkt widzenia kategorii
- każdy może sobie wyobrazić, że istnieją obiektywne optymalne kategorie, których jeszcze nie odkryliśmy

Po to właśnie człowiek myśli. No chyba, że jest botem kopiuj-wklej, od powtarzania tego co przeczytał w książkach spisanych przez autorytety i opierania się na pseudościsłych definicjach wymyślonych przez pseudomądrych ludzi. No ale botom towarzyszy chęć wpisania się w kanon, by powtarzać tezy uznane przez innych ludzi za mądre. Łatwiej wtedy ukryć brak własnego myślenia. Sam z pewnością nie jesteś botem i używasz w życiu eksperymentów myślowych. Dzięki temu część Twoich myśli pokrywa się z rzeczywistością i dzięki takiemu przewidywaniu Twoje działania są skuteczne. W takim razie dlaczego udajesz, że mnie nie rozumiesz?

W poprzednich postach właściwie wyczerpałem temat. Jeśli się do tego odniesiesz i to obalisz, to w zasadzie obalisz mój punkt widzenia.

>>Możliwość istnienia dobrej dyktatury to co innego. Można to sprowadzić do prostego pytania: "skoro istnieją optymalne sposoby działania, to co stoi na przeszkodzie, by ktoś odpowiednio mądry miał nie móc wykształcić aparatu do podejmowania decyzji bliskich optymalnym?".
>Przeczysz sobie. Skoro wg Ciebie nie wiemy co jest dobre, to nie wiemy też co jest optymalne.

No więc gdzie sobie przeczę? Właśnie to co teraz napisałeś jest jednym z elementów mojej argumentacji.

>Co stoi na przeszkodzie? Mechanizmy zaszyte w dyktaturze. Chociażby przytomność Tygellina.

Nie ma takich mechanizmów, które są "zaszyte" w dyktaturze. Wszystkie takie sprowadzają się do złej osoby dyktatora lub skrajnie niekorzystnych warunków do rządzenia. Eliminujemy je w eksperymencie myślowym poprzez sformułowanie "gdyby trafił się dobry dyktator", a to sprowadza się do tego, że ci źli odpadają i do tego, że nie wiemy dokładnie jakie są cechy dobrych i złych, bo nie jesteśmy wyroczniami w tej sprawie. Dlaczego dobry miałby się nie trafić? W praktyce jest na to mała szansa, bo większość to debile, a i samo niebycie debilem nie starcza do bycia dobrym władcą. Jednak w eksperymencie myślowym zakładamy, że można nieustannie cofać czas i modyfikować cechy władcy i któreś dadzą w wyniku optymalny system rządzenia. Demokracja w tym modelu też sprowadza się do władcy, który jest oznaczony np literką D i wszystkie decyzje demokracji sprowadzają się do decyzji dyktatora D.

Myślę, że główna różnica w naszych poglądach jest taka, że dla Ciebie ważny jest fakt podejmowania decyzji przez obywatela, a dla mnie ważniejszy jest efekt ich podejmowania. Za główną cechę dobrych rządów biorę zadowolenie obywateli i ich faktyczne dobro, a nie ich poczucie wyboru. Sprowadzając argumentację do największej prostoty, porównałbym ideę wolnego wyboru do kupna samochodu. Czy wolisz dostać lepszy samochód, czy wybrać gorszy? Jak dla mnie to tylko kretyn wybiera to drugie. Czy ważniejsze jest spełnianie Twoich kryteriów jakie masz tu i teraz, czy dążenie do optymalizacji, które zakłada także i optymalizację tych kryteriów, jeśli pojawią się lepsze? Czy lepiej dostosować się do wymogów zdrowego życia, czy wybrać ćpanie? Lepiej dostosować się do bycia uczciwym, czy wybrać bycie złodziejem? Czy lepiej dostosować się do świata i zarabiać pieniądze, czy wybrać bycie kloszardem? Dobro stawia przed nami warunki, często będące nie do spełnienia. O zło jest łatwo, bo wystarczy wybór, by nie wybrać spełniania tych warunków.

Najgorsze jest to, że ludzie racjonalizują sobie poprzez pryzmat ego swoją sytuację, jaka zawsze jest narzucona przez los. Szukają jakiejś wolności, której nie ma z definicji. Nasze pragnienia zależą od tego czy los "stworzył" nas silnymi, czy słabymi. Jeśli chcemy się dostosować do zasad, to wszystko jest proste. Jeśli chcemy chcieć, ale nie chcemy, to wszystko jest trudne.
szarley (54913 punktów)
>>Wg żadnej definicji dogmatu, dogmat nie jest niezbędny w nauce, myśleniu i nauczaniu
>Wykaż to, odnosząc to do definicji proponowanych przeze mnie, tzn tego szczegółowego rozbioru znaczenia słowa "pewnik".
Olson:
Cytat:
Moja teza brzmiała, że dogmaty są niezbędne w myśleniu, więc i w nauce.

Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym. Ja przeczę

>>>Nie, cikuriki w żołądku to rozmawianie o niczym.
>>Czyli o czymś na co nie ma dowodu, nie różnią się od dobrego dyktatora
>Wykaż, że się nie różnią,
Nie różnią się ponieważ nie ma dowodów ani na jedno ani na drugie.

>Istnieje kilka niepodważalnych dogmatów dla eksperymentów myślowych:
Mylisz złożenie z dogmatem

>W takim razie dlaczego udajesz, że mnie nie rozumiesz?
Rozumiem, ale się nie zgadzam. To różnica

>>Co stoi na przeszkodzie? Mechanizmy zaszyte w dyktaturze.
>Nie ma takich mechanizmów, które są "zaszyte" w dyktaturze. Wszystkie takie sprowadzają się do złej osoby dyktatora
Czyli po raz kolejny porównujesz rzeczywistą (wadliwą) demokrację z wyidealizowaną dyktaturą

>Myślę, że główna różnica w naszych poglądach jest taka, że dla Ciebie ważny jest fakt podejmowania decyzji przez obywatela, a dla mnie ważniejszy jest efekt ich podejmowania.
Poniekąd. Dla mnie ważne są obydwa.

>Za główną cechę dobrych rządów biorę zadowolenie obywateli i ich faktyczne dobro, a nie ich poczucie wyboru.
Pomijasz przy tym istotną cechę. Obywatel pozbawiony wpływy na władzę przestaje być zadowolony.
1 Koryto to nie wszystko
2 Demokracja to nie tylko sposób wybierania władz, ale też prawa zapewniające bezpieczeństwo przed przerodzeniem się władzy w krwawy absolutyzm

>Sprowadzając argumentację do największej prostoty, porównałbym ideę wolnego wyboru do kupna samochodu. Czy wolisz dostać lepszy samochód, czy wybrać gorszy?
Wolę wybrać. Ja decyduję, dopiero kiedy się na czymś nie znam, polegam całkowicie na opinii innych, ale to pewne continuum a nie układ zero - jeden

>Jak dla mnie to tylko kretyn wybiera to drugie.
No to jestem kretynem, ale samodzielnie myślącym

>Czy lepiej dostosować się do wymogów zdrowego życia, czy wybrać ćpanie?
Chcę mieć wybór

>Czy lepiej dostosować się do świata i zarabiać pieniądze, czy wybrać bycie kloszardem?
Mój wybór

>>>ludzie nie mają kompetencji do wyboru odpowiedniej władzy.
>>A mimo to, pokoleniami wybierają odpowiednie rządy jak w Szwajcarii
>Nie są one odpowiednie, bo i nawet nie dostają takich do wyboru.
A jednak wybierają i kraj jest zamożny

>Pisałem Ci, że dla mnie żaden realny system nigdzie nie jest dobry i że takiego nigdy nie było.
Więc porównuj rzeczywistą demokrację, nawet tę ułomną, najgorszą i rzeczywistą dytaturę nawet tę najplepszą, ale rzeczywiste. Co wyjdzie?

>Nie istnieje powód by sądzić, że wybory demokratyczne miałyby być skuteczniejsze od fachowych działań ludzi,
Znów idealizujesz

>>>Kryteria należałoby wybrać post factum.
>>Ilość wbitych na pal?
>Jakich wbitych na pal?
Jakieś kryterium post factum należy przyjąć, ponieważ to dyktator ocenia sam siebie...

>>>Piszesz, że się nie da, gdy twierdzisz, że dobra dyktatura nie mogłaby istnieć.
>>Udowodnij że może. Po prostu. Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym, tak jak z czajniczkiem.
>Zakładamy, że może.
Ok, teraz czekam na dowód.

>A Ty masz do udowadniania dodatkowe założenie - że demokracja daje akurat optymalne decyzje.
Nie optymalne, ale lepsze. Dowodem jest wynik eksperymentu. Dowodem wystarczającym

>>To doświadczenie. Fiński system jest oceniany jako jeden z najlepszych na świecie.
>Oceniający nie mają dostępu do faktycznie optymalnego systemu - Twój system fiński jest porównywany z innymi kulawymi systemami.
To jaki jest optymalny? Nie mam ochoty dyskutować z Twoimi marzeniami.

>>Ani mniej ani więcej. Nikt nie ma dwóch głosów.
>Więc zdanie miernoty umysłowej znaczy tyle samo co wybitnego człowieka.
Tak, ale nie ma kryteriów oceny, kto powinien mieć więcej głosów. Kiedyś było głosowanie w majątkowych kuriach, ale upadło

>A po co miałby znaczyć cokolwiek? Zależy mi na odpowiednich warunkach do życia, szczęściu własnym i porządku w otoczeniu.
A mnie to nie wystarcza. Koryto to nie wszystko

>>Zapominasz też, że demokracja to nie tylko sposób wyboru władzy, to także pewne standardy jak np wolność prasy, swoboda przemieszczania się, wolność zrzeszania się, prawa mniejszości.
>Rzyggg.... Dogmaty, na które nie chce mi się odpowiadać, no ale skoro masz gdzieś wolną prasę no to...
Znów się obrażasz na rzeczywistość.

>Jeśli mówimy o dobrej dyktaturze, to wiadomo, że jeśli wolność prasy jest dobra, to w dobrej dyktaturze prasa będzie wolna.
Nie, ponieważ, cenzura jest zaszyta w mechanizm dyktatury.

>Tylko, że wg mnie niekoniecznie taka wolność jest ok. Zdecydowanie wolę przefiltrowane treści niż dowolność w pisaniu bredni.
I znów się różnimy, ja wolę wolność pisania bredni, bo taka daje mi też prawo krytycznej oceny władzy. to JA decyduję, co przyjmuję do wiadomości a czego nie.

>Swoboda przemieszczania się, wolność zrzeszania się, to przecież normalne prawa i ich brak byłby raczej złą dyktaturą,
Brak wolności zrzeszania się jest zaszyty w dyktaturę. Po co polityczne partie skoro nie ma wyborów?

>>>I wyidealizowana demokracja ma taką cechę, jeśli weźmiemy rzeczywistych ludzi.
>>Oxymoron
>No skoro sam piszesz, że dobra demokracja to oxymoron to przyznajesz mi rację
"wyidealizowana" i "rzeczywistych"

>>>Nie są to przykłady będące odpowiedzią na istnienie takiej możliwości.
>>Chyba się zaplątałeś. Nie ma lepszego dowodu na istnienie możliwości niż doświadczenie.
>Ty się zaplątałeś i nie chyba, a na pewno. Doświadczenie czego, skoro rozmawiamy o czymś czego nie było, czyli dobrym systemie?
Nawet jeśli nie ma systemu doskonałego, to jedne są lepsze a inne gorsze. Lepszy jest system fiński niż chilijski, to doświadczenie.
18-05-2017 10:14 
 Ocena 1 na 1
John Doe (782 punktów)

>>Jeśli mówimy o dobrej dyktaturze, to wiadomo, że jeśli wolność prasy jest dobra, to w dobrej dyktaturze prasa będzie wolna.
>Nie, ponieważ, cenzura jest zaszyta w mechanizm dyktatury.
Dokładnie.

>>Tylko, że wg mnie niekoniecznie taka wolność jest ok. Zdecydowanie wolę przefiltrowane treści niż dowolność w pisaniu bredni.
>I znów się różnimy, ja wolę wolność pisania bredni, bo taka daje mi też prawo krytycznej oceny władzy. to JA decyduję, co przyjmuję do wiadomości a czego nie.

On nie rozumie że jak będzie cenzura to dyktator prędzej czy później z niej skorzysta. Mimo że sam stosuje w wątkach [1].

>>Swoboda przemieszczania się, wolność zrzeszania się, to przecież normalne prawa i ich brak byłby raczej złą dyktaturą,

Raczej ?

>Nawet jeśli nie ma systemu doskonałego, to jedne są lepsze a inne gorsze. Lepszy jest system fiński niż chilijski, to doświadczenie.

Jest jeszcze kwestia kontynuacji.
Jest idealny dyktator i dobrze rządzi.
Powiedzmy 30 lat, no może 50.
Co później? Jakoś się kopiuje czy co?
Co spowoduje że następny będzie też idealny?

[1] Wylece czy nie wylece, oto jest pytanie
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie odniosłeś się do żadnego argumentu. Wszystkie moje argumenty z poprzedniego postu są więc w mocy. Jeśli się do tego nie odniesiesz, to wyjdzie na to, że cały czas tchórzysz i uciekasz. Jeśli tak, to z mojej strony to by było na tyle. Powtórzyłeś tylko to co już było poobalane, więc skoro nie masz nic nowego do powiedzenia, to wypadałoby chociaż się ze mną zgodzić. Jeśli nie, to wypadałoby odpisać na meritum.
18-05-2017 15:33 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
Olson przyciśnięty do muru zaczyna swoje śpiewki
To Ty zignorowałeś argumenta. a wierzyć możesz w co zechcesz. Nawet w garbate aniołki dyktatora

>Nie odniosłeś się do żadnego argumentu.
Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym. Ty przerzucasz go na mnie.

>Wszystkie moje argumenty z poprzedniego postu są więc w mocy.
Wg Ciebie

>Jeśli się do tego nie odniesiesz, to wyjdzie na to, że cały czas tchórzysz i uciekasz.

Obiecałeś odpowiedź i.... ?
Wskaż realną, najgorszą z możliwych demokrację i porównaj z najlepszą Twoim zdaniem dyktaturą. Albo też porównuj systemy wyidealizowane.

Adonis jest piękniejszy od mojej sąsiadki, ale on to tylko wymysł.

>Powtórzyłeś tylko to co już było poobalane,
Tylko w Twoim, własnym przekonaniu. Do teraz nie odpowiedziałeś co będzie jeśli zamiast dobrego dyktatora pojawi się lepszy? Co wtedy zrobi Tygellin?

>więc skoro nie masz nic nowego do powiedzenia,
Mam doświadczalne dowody, które ignorujesz obrażając się na rzeczywistość.

Powtórzę: w dyktaturze nie ma swobody zrzeszania się
Powtórzę: potrzebą człowieka jest nie tylko pełne koryto

>to wypadałoby chociaż się ze mną zgodzić.
Z czym? Z tym że "nie wiemy....." ?
Wiemy.

>Jeśli nie, to wypadałoby odpisać na meritum.
Ile razy?
Ile realnych, doświadczalnych dowodów potrzebujesz?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Olson przyciśnięty do muru zaczyna swoje śpiewki

1. Napisz bzdury, które mają zostać zignorowane
2. Bzdury zostają ignorowane
3. Napisz, że to ignorowanie to ucieczka i przyparcie do muru

tylko skoro przyparcie do muru, to czemu moje argumenty nadal są w mocy i nie umiałeś na nie odpowiedzieć?

>To Ty zignorowałeś argumenta.

Które? od kiedy cokolwiek co ktoś napisze to argumenta? Nie podałeś argumentów, którymi obaliłbyś jakieś moje stwierdzenie. Prawie nikt tego nie czyta. Jeden Andrzej.51 dał mi plusy za ostatnie wypowiedzi, co mnie zdziwiło, bo wydawało mi się, że dyskusję czytamy tylko my. Ciebie tutaj nikt nie poprze, bo John Doe się nie liczy z wiadomych przyczyn.

Możesz sobie bredzić, a nie znajdziesz ani jednej poważnej osoby, która poprze Cię w tej kwestii. I jak widać kulturalnie też umiem rozmawiać. Wtedy nie masz w dyskusji ani jednego atutu. To jak, odpowiedz na argumenta, czy zamierzasz się nadal emocjonować swoimi dogmatami i uciekać od meritum?
18-05-2017 16:29 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Możesz sobie bredzić,
Brak argumentów = powrót do chamstwa,

>I jak widać kulturalnie też umiem rozmawiać.
a tak dobrze Ci już szło

Pa
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Możesz sobie bredzić,
>Brak argumentów = powrót do chamstwa,

Tak, zazwyczaj jestem chamski gdy rozmówca z braku argumentów brnie w takie gadki jak ta Twoja. Denerwuje mnie to, że byle konus jaki w realu siedzi cicho, w internecie w takiej sytuacji może sobie pisać co chce.

>>I jak widać kulturalnie też umiem rozmawiać.
>a tak dobrze Ci już szło

Poszło nieźle, ale nie jesteś dla mnie partnerem do rozmowy. Nie szanuję ludzi, którzy z powodu braku argumentów sięgają po takie prymitywizmy jak Ty.

Dyskusja skończyła się tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w742641

I te argumenty są w mocy i od nich uciekłeś. Na tym koniec rozmowy, już bez możliwości powrotu do dyskusji, bo napisałem wszystko co wystarczyło abyś nie miał co sensownego odpisać. Gdybyś miał honor, to tak by się to zakończyło, ale że go nie masz, to zakończyło się oczywiście nieprzyjemnie, bo nie potrafiłeś się przyznać do tego, że nie miałeś racji.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>ludzie nie mają kompetencji do wyboru odpowiedniej władzy.
>A mimo to, pokoleniami wybierają odpowiednie rządy jak w Szwajcarii

Nie są one odpowiednie, bo i nawet nie dostają takich do wyboru. To, że gdzieś są lepsze, a gdzieś gorsze, to normalka. I przywołujesz akurat ten lepszy przykład, w dodatku myląc to z dobrem ideowym. Pisałem Ci, że dla mnie żaden realny system nigdzie nie jest dobry i że takiego nigdy nie było.

>>Każdą taką ideę ograniczają jej własne założenia i ich bolesna weryfikacja przez rzeczywistość, natomiast do idealnej dyktatury można dopisać rzeczywisty optymalny sposób działania. Co stoi na przeszkodzie? W teorii nic.
>Tak to sobie można wymodelować nawet idealną hipokrację a nawet asinokrację

To sobie wymodeluj, a tymczasem wróćmy do tematu, którym jest to, że faktycznie istnieje optymalny sposób działania i że go obecnie nie znamy i nie znamy też kryteriów by go wyłonić. Jeśli jednak nie istnieje, to demokracja też nie może być w takim razie optymalna, bo ona w tym modelu przyjmuje po prostu postać władcy oznaczonego literką D i do tego sprowadzają się jego decyzje. Nie istnieje powód by sądzić, że wybory demokratyczne miałyby być skuteczniejsze od fachowych działań ludzi, którzy znają się na rzeczy? Przy demokracji zakładamy też jej przełożenie na real, a fakty są takie, że społeczeństwo będące elementem wadliwego systemu, samo nie zmieni tego systemu na lepszy jeśli każdy głos liczy się tak samo. Oznacza to tyle, że byle kto ma do powiedzenia tyle samo co ludzie mądrzy. Jest to podawanie stolca na półmisku obok wykwintnego steka. Jak to ma być lepsze od samego czystego steka?

Zresztą czy nie z analogicznych powodów odrzucasz wolny rynek?

>>Czyli nie wiesz jaka ma być dobra potrawa, ale kucharz daje Ci kilkadziesiąt próbek i któreś smakują, a inne nie. I dopiero po fakcie wiesz które są którymi, bo je poznajesz, ale przed faktem wiesz, że któreś pewnie będą dobre, a inne niezbyt.
>A więc jest kryterium oceny! jest oceniający

Nie ma. Kryterium się dopiero wyłania. Nie ma też żadnego oceniającego poza tą wyłonioną oceną wynikającą ze specyficznego przetwarzania bodźców smakowych przez Twoje receptory smakowe i części mózgu odpowiedzialne za obróbkę bodźca i transport tego odczucia do świadomości.

>Kryteria należałoby wybrać post factum.
>Ilość wbitych na pal?
>Współprojektowałem systemy wentylacji i bezpieczeństwa dla kopalń. Kryteria oceny wybiera się PRZED projektowaniem. Zawsze.

Jakich wbitych na pal?
Co ma kopalnia do tematu, o którym podobno dyskutujemy?

>>Piszesz, że się nie da, gdy twierdzisz, że dobra dyktatura nie mogłaby istnieć.
>Udowodnij że może. Po prostu. Ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym, tak jak z czajniczkiem.

Zakładamy, że może. Nie ma powodów by zakładać, że jest inaczej, bo wiemy, że może być lepiej lub gorzej, w zależności od zastosowanych decyzji władzy. Taka władza sprowadza się do jednego podmiotu i jednych decyzji. Jeśli udowodniłbym, że nie może (co byłoby logicznym absurdem), to i demokracja będąca władcą D też nie mogłaby być dobra. A Ty masz do udowadniania dodatkowe założenie - że demokracja daje akurat optymalne decyzje. W dodatku nie wiedząc jakie to są optymalne i wiedząc jakie demokracja ma wady, szczególnie w zetknięciu z realnymi głosującymi. Za to realne przefiltrowane najlepsze władze muszą dać po prostu lepszy efekt i mogłyby dać zmianę społeczeństwa na lepsze poprzez przebudowę wartości i systemu edukacji.

>>>Do tego niepotrzebna jest dyktatura, wystarczy dobry edukacyjny system np fiński, oparty na monopolu demokratycznego państwa
>>To już Twoja religia. Nie podzielam jej.
>To doświadczenie. Fiński system jest oceniany jako jeden z najlepszych na świecie.

Oceniający nie mają dostępu do faktycznie optymalnego systemu - Twój system fiński jest porównywany z innymi kulawymi systemami. Po drugie system fiński to raczej mit, ale nie chce mi się dyskutować na ten poboczny wątek. Wystarczy, że po prostu nie interesują nas tutaj czyjeś oceny, tylko zmiana społeczeństwa na lepsze, by było faktycznie dobrze, a nie tak kulawo jak obecnie.

>> Wspólnie z innymi decydujesz o Twoich podatkach? Serio?
>Tak.

Aha, no to pogadane

>mam takie samo prawo głosu jak pozostali obywatele

czyli żaden z Was tak samo nic nie zmienia jak ja, gdy nie pójdę do wyborów. Dopiero razem jako fikcyjny twór napędzany w większości medialną lub lokalną propagandą stanowicie fikcyjny nic nie warty głos, który jest niemym wołaniem o pomoc specjalisty. Ten oczywiście nie nadejdzie, bo gdyby nadszedł, to politycy i ich durna szopka przestaliby być potrzebni, a okazałoby się, że potrzebni są prawdziwi fachowcy wybierani na zasadzie ścisłych kryteriów.

>Ani mniej ani więcej. Nikt nie ma dwóch głosów.

Więc zdanie miernoty umysłowej znaczy tyle samo co wybitnego człowieka. Zdanie moherowej babci na temat moralności znaczy tyle samo co zdanie profesorów, którzy badają temat naukowo. Czy ludzie na pewno potrzebują tego pójścia do urny i oddania głosu? Nie. Ktoś w nich wykreował tę fikcyjną potrzebę, dając iluzję wolnego wyboru, dokładnie tak jak religia i wolny rynek Korwina. Jak diler kokainy, albo duża kwota na koncie, czy sława i podziw otoczenia. Ci ludzie potrzebują warunków do godnego życia i kogoś kto za nich zadba o sprawy, o których nie mają pojęcia i mieć nie muszą, bo nie jest to im do niczego potrzebne.

>W przypadku spółdzielni może to być nawet 10% głosów. Wiesz iloma głosami wygrywali radni w ostatnich wyborach?

Sprawdzałem i mój głos by niczego nie zmienił. Tym bardziej w skali kraju, a już na pewno nie chciałbym żeby coś się zmieniało pod wpływem tego co uważa jakaś większość, gdyż zazwyczaj poglądy większości są idiotyczne na dowolny przekrój tematów. To mniejszość zazwyczaj ma rację i wyznacza tępym masom nowe trendy w myśleniu, co i tak często jest źle interpretowane i przeinaczane.

>>Poza tym w demokracji
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Poza tym w demokracji o niczym nie decydujesz - Twój pojedynczy głos nic nie znaczy i się rozmywa.
>A w dyktaturze znaczy więcej?

A po co miałby znaczyć cokolwiek? Zależy mi na odpowiednich warunkach do życia, szczęściu własnym i porządku w otoczeniu. W niczym mi nie pomoże jakiś głos wrzucany do urny, ani inne prochy.

>Zapominasz też, że demokracja to nie tylko sposób wyboru władzy, to także pewne standardy jak np wolność prasy, swoboda przemieszczania się, wolność zrzeszania się, prawa mniejszości.

Rzyggg.... Dogmaty, na które nie chce mi się odpowiadać, no ale skoro masz gdzieś wolną prasę no to...

Jeśli mówimy o dobrej dyktaturze, to wiadomo, że jeśli wolność prasy jest dobra, to w dobrej dyktaturze prasa będzie wolna. Tylko, że wg mnie niekoniecznie taka wolność jest ok. Zdecydowanie wolę przefiltrowane treści niż dowolność w pisaniu bredni. Swoboda przemieszczania się, wolność zrzeszania się, to przecież normalne prawa i ich brak byłby raczej złą dyktaturą, więc nie piszmy o tym w tym temacie, bo to off topic.

>Mnie nie wystarczyłoby, gdybym miał zrezygnować z tych wolności, bo "dobry dyktator" zapewni mi pełne koryto. Tym się różnię od krowy.

Nie różnisz się od krowy nie tylko tym, że krowa ma zaletę braku wierzenia w głupoty, podczas gdy Ty wierzysz w jakieś dogmaty. Jest więcej różnic. Raczej jest tak, że wybierasz wyimaginowane pseudowartości kosztem faktycznego zadowolenia ludzi.

>>I wyidealizowana demokracja ma taką cechę, jeśli weźmiemy rzeczywistych ludzi.
>Oxymoron

No skoro sam piszesz, że dobra demokracja to oxymoron to przyznajesz mi rację

>>Dowód jest trywialny - plebs nie ma mechanizmu wpływania samemu na siebie,
>a dyktator sam na siebie wpłynie?

A po co dyktator ma wpływać sam na siebie? Pogubiłeś się w tym co piszesz. Ma wpływać na ludzi, czyli "plebs, który sam na siebie nie wpłynie".

>>Nie są to przykłady będące odpowiedzią na istnienie takiej możliwości.
>Chyba się zaplątałeś. Nie ma lepszego dowodu na istnienie możliwości niż doświadczenie.

Ty się zaplątałeś i nie chyba, a na pewno. Doświadczenie czego, skoro rozmawiamy o czymś czego nie było, czyli dobrym systemie?

>Jeśli doświadczenia potwierdza tezę to jest dowodem istnienia możliwości

A jaką tezę potwierdza doświadczenie w Twoim przykładzie?

>>Dla mnie najważniejszym wskaźnikiem jest realny odczuwalny poziom szczęścia ludzi, rozwój ekologiczny kraju, poziom zamożności, niski wskaźnik uzależnień, poziom rozwoju intelektualnego itd.
>Nareszcie mam odpowiedź o kryteria oceny

Nie. To akurat moja prywatna opinia, mało istotna w sumie.

>>>Możliwość trzeba teoretycznie udowodnić przed eksperymentem
>>Masło maślane i sprzeczność. Bowiem zanim by się teoretycznie udowodniło, trzeba by udowadniać możliwość możliwości udowodnienia itd. Bezsens.
>Dobrze, że bracia Wright Cię nie posłuchali i jednak najpierw teoretycznie obliczyli, że "to" będzie latać.

Skoro obliczyli, to zanim zaczęli obliczać, założyli, że da się. I o to mi właśnie chodzi. To wystarczy w tym przykładzie.

>(o projektantach airbusa nie wspomnę)

Bez eksperymentu było wiadomo, że poleci? Lepiej dla mojej tezy. Nie muszę więc udowadniać, tylko po prostu zakładamy to i przeprowadzamy eksperyment myślowy.

>>Po prostu zakłada się, że da się i sprawdza się co w praktyce stoi na przeszkodzie.
>Nie.

Tak. Bez tego niczego by się nie dało sprawdzić. Poza tym nie uzasadniłeś swojego "nie".
16-05-2017 01:59 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Poza tym taka demokracja oparta na pseudowolności
>brak definicji pseudowolności.
>Sam fakt, że na jednakowych prawach z innymi decyduję o mojej przyszłości (moich podatkach, prawie w moim państwie) jest elementem wolności i mojego bezpieczeństwa

Wspólnie z innymi decydujesz o Twoich podatkach? Serio? Poza tym w demokracji o niczym nie decydujesz - Twój pojedynczy głos nic nie znaczy i się rozmywa. Jest wspólna decyzja ludu, wyliczona ze średniej i to na podstawie tego ile osób popiera dany pogląd, czyli wg idei demokracji discopolo to super muzyka, bo tak dużo osób tego słucha, a jazz jest do dupy, bo ma relatywnie mało słuchaczy.

>>>>Poza tym to co się teraz dzieje raczej może być kosztem przyszłych pokoleń. Taka jest właśnie demokracja - "żyjmy na kredyt, a potem jakoś to będzie".
>>>To nie jest cecha demokracji. Dyktatura robi to samo.
>>Demokracja ma to wpisane w system, bo ludzie są tak prymitywni,
>1 Cały czas popełniasz błąd porównując rzeczywisty, zazwyczaj ułomny system z systemem wyidealizowanym.

I wyidealizowana demokracja ma taką cechę, jeśli weźmiemy rzeczywistych ludzi. W moim przykładzie jest inaczej, bo zakłada on zmianę tych ludzi przez zewnętrzny czynnik wpisany w tego dobrego władcę. W plebs to nie jest wpisane, a ktoś wybrany przez nich ma za małą władzę i za mało czasu by ruszyć to w dobrą stronę.

>2 Kredyt nie musi być niczym złym, sam korzystałem.

Nie pisałem, że jest zły. Czasem zysk z inwestycji sprawia, że kredyt się opłaci, ale ja pisałem o zjawisku życia na kredyt, czyli o czymś innym.

>>Nieprawda. Porównałem celowo ideę dyktatury i demokracji, by wykazać, że tylko w dyktaturze jest teoretyczna możliwość, że ktoś bierze głupków za mordę i ich edukuje tak, by za 2 pokolenia ci ludzie mogli już mieć demokrację i sobie wybierać.
>Brak dowodu

Dowód jest trywialny - plebs nie ma mechanizmu wpływania samemu na siebie, tzn dziecko samo się nie wychowa, bo jest za głupie, a skoro się nie wychowa to jest głupie i mamy błędne koło. Ktoś z zewnątrz biorący to za mordę, edukujący i optymalizujący warunki rozwoju może to zmienić. Wtedy wg mnie i demokracja mogłaby być dobrym systemem, choć nie jestem pewien czy po czasie znów wszystko by się nie popsuło przez zbyt roszczeniowe podejście wyborców, bo działają tu mechanizmy stadne i rozmywanie się pojedynczych głosów.

>>Jeśli widzisz w demokracji taką możliwość, to odpisz odwołując się do mojego eksperymentu myślowego, a nie przecząc temu a priori.
>Widzę. Dowodnie, a dowody podałem : Finlandia, Kanada, Szwecja, Szwajcaria, spółdzielczość, samorządy....

Nie są to przykłady będące odpowiedzią na istnienie takiej możliwości. Kto kogo wziął za mordę w Szwecji i jak wyeliminował tam problem np alkoholizmu? Wg mnie obecnie nigdzie nie jest dobrze i nigdy nie było. Gdzieś może być lepiej niż gdzie indziej, ale to za mało. Dla mnie najważniejszym wskaźnikiem jest realny odczuwalny poziom szczęścia ludzi, rozwój ekologiczny kraju, poziom zamożności, niski wskaźnik uzależnień, poziom rozwoju intelektualnego itd. Niektórych rzeczy nie da się ściśle zbadać tak jak np PKB.

>>>ZANIM dokonuje się praktycznego doświadczenia, naukowiec musi teoretycznie udowodnić możliwość powodzenia.
>>To samolot nigdy by nie poleciał, bo zanim ktoś zabrał się za projekt, musiałby najpierw udowodnić, że taki projekt jest możliwy,
>Tak i udowodnił. Sobie. Nie sądzę, aby zaryzykował lot bez starannych obliczeń.

No ale to nie ma żadnego odniesienia do tematu. Zanim zaczął obliczenia nie udowadniał, że da się. Gdyby myślał, że najpierw musi udowodnić możliwość to zatrzymałby się na tym etapie i nigdy nie doszłoby do praktycznego sprawdzenia możliwości. Gdyby jednak dobra dyktatura nie mogła istnieć, to taka teza pociągałaby za sobą także taką, że żaden dobry system nie mógłby istnieć, więc musi być źle.

>>>>Nie definiowałem takiego przedziału. 0% to już pewna niepewność
>>>Więc dotykasz paradoksu stosu (pisałem o przedziale otwartym)
>>Nie dotykam, bo mówię o ocenie. Nie rozumiem nawet jak paradoks stosu miałby się do tego stosować, a Ty nie wytłumaczyłeś o co Ci chodzi.
>Pytam w jakim przedziale jest pewność wg Twojej definicji

Zależy której. Podałem kilka możliwości, a do żadnej się nie odniosłeś. Pewność nie musi się pokrywać z faktami i może zostać zweryfikowana negatywnie - w takim sensie może być i 100%. Przykład zdania: "Staszek miał pewność, że Legia wygra, ale jednak przegrali". Przykład takiego dogmatu w religii "Bóg istnieje", a w nauce "metoda naukowa prowadzi nas do rozwiązań" lub "2+2=4". Jeśli mówimy o pewniku jako o pokrywającym się z faktami, o którym wiemy, że to fakt, to mówię o powiedzmy przedziale 95-99,9999999999% - to co poniżej nazywamy już umownie niepewnością, która może być prawie-pewnością, sceptycyzmem, całkowitą niepewnością, pewnością odwrotności... I takie pewniki są w nauce i w religii. W nauce nie ma pewników przyjmowanych raz na zawsze, przyjmowanych a priori by nie móc ich poddać falsyfikacji.

>Możliwość trzeba teoretycznie udowodnić przed eksperymentem

Masło maślane i sprzeczność. Bowiem zanim by się teoretycznie udowodniło, trzeba by udowadniać możliwość możliwości udowodnienia itd. Bezsens. Po prostu zakłada się, że da się i sprawdza się co w praktyce stoi na przeszkodzie. Jeśli nic to wymyśla się szereg pasujących rozwiązań i się je weryfikuje.
07-05-2017 16:21 
 Ocena 1 na 1
John Doe (782 punktów)

>>narcystyczne emocje
>Cóż z takimi dowodami i nie ma dyskusji. Innych bark

Trzeba się było jeszcze o polska notacje odwrotna zapytać przy okazji notacji matematycznej (nie używa się nawiasu, jest stos czy sterta itp.). Olson powinien coś (przynajmiej w zarysie) wiedzieć o języku FORTH czy kalkulatorach bodajrze HP których niektóre modele miały taka notację.

>Stanowczo wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest objawienie Olsona
>Pa

Ale krzepę to Ty masz
Podziwiam.
szarley (54913 punktów)
>>>narcystyczne emocje
>>Cóż z takimi dowodami i nie ma dyskusji. Innych bark
>Trzeba się było jeszcze o polska notacje odwrotna zapytać

Nie ma sensu pytać o cokolwiek
Każde pytanie jest "bezzasadne"

Założył nowy temat, ale przecież nie ma sensu pisać u cenzora.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Trzeba się było jeszcze o polska notacje odwrotna zapytać

Nie wiem w jaki niby sposób notacja miałaby mieć coś wspólnego z samym mechanizmem dodawania.

>Nie ma sensu pytać o cokolwiek
>Każde pytanie jest "bezzasadne"

O "cokolwiek" faktycznie nie. Trzeba zadać pytanie na temat, aby odpowiedź na nie miała sens.

W realu, jeśli przeciwnikiem jest jakiś dres, za próby szarleyowskiej paraargumentacji dostaje się w zęby. Jeśli nie jesteś fizycznym fighterem, to bankowo nie rozmawiasz z ludźmi w ten sposób, bo byłbyś bity i opluwany. Raczej też nie daliby ci dojść do głosu. Być może dlatego próbujesz krzyczeć w internecie. Ja z kolei w realu nie mam ludzi tak cierpliwych, by chciało by się poświęcać tyle czasu na tego typu rozmowy, bo jedyne takie osoby to te, z którymi już właśnie od dawna nie dyskutuję, bo się zgadzam, więc rozmawiamy w bardzo skrótowy sposób, a jeśli chodzi o wiedzę to niestety łatwiej wysłać linka lub podać nazwisko i tytuł, bo to nie wymaga myślenia i utożsamia ego z jakimś autorytetem. Poza tym w realu jest takie zjawisko, że ludzie po jakiejś odpowiedzi milczą i to akurat te wypowiedzi, na które w internecie najbardziej protestują. W części przypadków to głupota tych ludzi powoduje milczenie. Nie wiedzą co odpowiedzieć, bo nie rozumieją, więc zaczynają milczeć, albo zmieniają temat. W innej części przypadków wydaje im się, że są Schopenhauerami. Wielcy erudyci i filozofowie, którzy łyknęli informacyjną papkę i już nie analizują. Najczęściej są to ludzie po 40-tce. Zazwyczaj typy i ta część kobiet typu moherowo-religijno-misjonarskiego, bo im się wydaje, że wszystko wiedzą najlepiej (poza tym kolesie w tym wieku zaczynają tracić dawną bystrość, bo ewolucji dawniej byliśmy potrzebni do zapłodnienia jak największej ilości kobiet i więcej ryzykowaliśmy, poza tym byliśmy bardziej agresywni, więc nasz zegar biologiczny płynie szybciej). Gdy milczą po argumencie, to wydaje im się, że mają rację, a ja jestem głupi i nie ma sensu ze mną dyskutować. Nie rozumieją, że kolejne pokolenie jest mądrzejsze od poprzedniego, tak jak oni i ich rówieśnicy byli mądrzejsi od pokolenia swoich rodziców. Wracając do tematu, to jest jeszcze jeden typ ludzi, którzy milczą po usłyszeniu argumentów. Ci, którzy je rozumieją. Nie każdy umie bezpośrednio przyznać się do błędu. Zgadnij jaki typ ludzi odpowiada i nie zauważa argumentu, brnąc dalej, krzycząc, gestykulując i emocjonalnie zniekształcając sens moich wypowiedzi, by odnieść się do strawmana lub przeskoczyć nagle swobodnie z tematu na temat i próbować odwrócić prymitywnie kota ogonem. Jaki typ ludzi musi mieć ostatnie zdanie, niezależnie od tego co powie adwersarz? Jaki typ ludzi reaguje na emocjonalne skojarzenia ze słowami, a nie na sens zdań? Jaki typ ludzi przypisuje swoje cechy rozmówcy, z którym się nie zgadza?

Sam pattern nazwijmy szarleyowskim i dla przykładu załóżmy, że posługuje się nim Krzysiek, a jego rozmówcą jest Bartek. Chciałem prowokacyjnie przypisać Krzyśkowi poglądy typowe dla olsona, a Bartkowi typowe dla szarleya, żeby ten drugi mógł jakoś zrozumieć pattern i nie przyczepić się jakiegoś zdania, z którym się nie zgadza

K musiałby spełnić warunek posiadania poglądów olsona, co powoduje sprzeczność w samym założeniu zamiany poglądów z patternami wynikającymi z psychiki konkretnej osoby. Na starcie jest sytuacja, że szarley nie posiada meta-teorii olsona, ale olson posiada meta-teorię tez szarleya, które obala. Z poziomu olsona sytuacja jest jasna, bo szarley sam sobie przeczy. Jest to łatwe do wykazania, ale gdy ktoś nie rozumie argumentacji, to ciężko, by mógł się do niej odnieść.

Przykład patternu szarleya na oczywistym przykładzie, gdzie szarley pewnie się ze mną zgodzi:

B: HRE ze 100% skutecznością przewiduje rynek, gdyż pracują nad tym najlepsi fachowcy, więc nie ma możliwości ich przechytrzyć. Jest tak ponieważ ceny są kształtowane przez przewidywania HRE. Dlatego HRE jest skuteczna, bo jest nieskuteczna i jest nieskuteczna, bo jest skuteczna, bo jednocześnie teorią HRE jest to, że żaden gracz nie może przechytrzyć rynku, ponieważ nie jest w stanie przewidzieć w pełni decyzji innych ludzi. I gdy jest kryzys, to "eksperci" HRE tłumaczą, że przecież mieli rację, bo wg teorii jaką posiadają nie mogli przewidzieć kryzysu (spowodowanego spekulacjami).
K: sprzeczność! Zaorałeś Poppera!
B: Ja? Nie odnosiłem się do Poppera.
K: A więc nie czytałeś Poppera! Podaj tytuły i nazwiska autorytetów, na które się powołujesz! Kto ocenia czy HRE jest skuteczne? Skąd wiesz, że żaden gracz nie może przechytrzyć rynku? Jesteś narcyzem i to świadczy o tym, że nie uprawiasz seksu i nie masz znajomych i chodziłeś do prywatnej szkoły!
B: Nie pisałem nic o Popperze. Nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Odnieś się do całości tego co napisałem, a nie do wycinków, bo przecież to właśnie one są obalone ad hominem w argumencie o HRE.
K: To ja obalam w ten sposób twoje projekcje, bo zaorałeś Poppera! Przeczysz sobie. Podaj tytuły książek. Czekam na odpowiedź na pytanie!
B: Projektujesz na mnie swoje sprzeczne myślenie i projektujesz, że projektujesz. Tak właśnie robią narcyzi.
K: A jakieś argumenta? To twoje jedyne argumenta: Cytat:
Nie umiesz czytać ze zrozumieniem
Ty tylko atakujesz ad personam!*
B: Podałem argumenty, ale ty ich nie widzisz i się do nich nie odnosisz.

* xD

I tak można w kółko, bo nie odpowiadasz na moje argumenty i nie rozumiesz tego co do ciebie piszę, projektując na mnie swoje cechy. Dokładnie ten sam pattern stosuje Jan Bednarski w dyskusji o tym czy mózg działa algorytmicznie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Założył nowy temat, ale przecież nie ma sensu pisać u cenzora.

Cenzor to ten kto cenzuruje. Ja tego nie robię, więc znów kłamiesz. Jedynie wywaliłem duble, które były trollingiem. Wywalając te posty miałem pewność, że to te same, które usuwałem wcześniej, a one były po prostu takie same. Jak podasz mi datę to może nawet odnajdę to na mailu. Byłoby zabawne to wkleić, byś ujrzał po czasie o jaki bełkot ci chodziło.

A poza tym zaorałeś Kanta Teraz ja przyjmę na kilka postów twoją retorykę i podyskutujmy. Na dowolny z tematów jakie poruszaliśmy na forum we wspólnych dyskusjach.

No dobra, ale jednak skoro mam się bawić w ciebie to ja zacznę. Nie dam ci dojść do głosu, zakrzyczę cię i pominę twoje argumenty. Jeśli jakieś będą, bo podejrzewam cię raczej o to, że nie umiałbyś celnie parodiować mojego sposobu dyskusji i jeśli przyjmiesz wyzwanie to stworzysz karykaturę, która nawet w oczach czytelników tego forum nie będzie adekwatna. Wyjmiesz jakieś pojedyncze zdanka z kontekstu i będziesz się brandzlował, przypisując mi je i myśląc, że tryumfujesz. Możliwe też, że twój styl łatwiej kopiować, bo ja myślę nad swoimi wypowiedziami. Więc jak, przyjmujesz to wyzwanie na mentalny pojedynek, czy uciekniesz?
szarley (54913 punktów)
>Wyjmiesz jakieś pojedyncze zdanka z kontekstu i będziesz się brandzlował, ... Więc jak, przyjmujesz to wyzwanie na mentalny pojedynek, czy uciekniesz?

Nie, w tym na pewno nie jestem lepszy

>No bo po co się uczyć, po co myśleć i czytać książki,


Podaj autora
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Więc jak, przyjmujesz to wyzwanie na mentalny pojedynek, czy uciekniesz?
>Nie, w tym na pewno nie jestem lepszy

Odnosisz się do ucieczki, czy do wyzwania na mentalny pojedynek na temat argumentów?

Bo jeśli do ucieczki, to w tym jesteś najlepszy. Serio, jeśli chodzi o ten aspekt dyskusji, to jest to w jakiś sposób mistrzowskie, że tak bredzisz i ludzie się ciebie nie czepiają, a Ducha Prawdy tak. Jeśli chodzi o wycinanie wypowiedzi z kontekstu i pisanie, że to były moje argumenty, to też cię w tym nikt nie przebije. Czyli uciekasz poprzez wypaczanie moich argumentów i tworzysz projekcję na mój temat, a sam przedstawiasz swoje dogmaty, krzycząc.

Jeśli zaś chodzi o sam pojedynek, to musiałbyś się w końcu odnosić do treści argumentów, a ty to ignorujesz i sprowadzasz temat do statusu tego co ktoś powiedział i nie podajesz nawet dokładnych wypowiedzi, co świadczy o tym, że gdybyś je podał, to ja bym łatwo odparł twój zarzut, że rzekomo się z tym nie zgadzam. Mozolnie tłumaczę ci, że nie obalasz moich twierdzeń, bo ich nie rozumiesz. Nie poświęcasz czasu na czytanie i analizę, tylko odpisujesz na szybko.

>>No bo po co się uczyć, po co myśleć i czytać książki,
>
Podaj autora

Podaję meritum. Odnieś się do argumentu, po tym jak udowodniłem ci stosowanie argumentum ad verecundiam:

pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_verecundiam
17-05-2017 13:51 
 Ocena 1 na 1
John Doe (782 punktów)

>Cenzor to ten kto cenzuruje. Ja tego nie robię, więc znów kłamiesz.

Ajajaj
Co po linii nie wyjdzie w montażu się wytnie

>Jedynie wywaliłem duble, które były trollingiem.
To jest dobre

>Wywalając te posty miałem pewność, że to te same, które usuwałem wcześniej, a one były po prostu takie same. Jak podasz mi datę to może nawet odnajdę to na mailu. Byłoby zabawne to wkleić, byś ujrzał po czasie o jaki bełkot ci chodziło.

Nieważne o jaki, chodzi o to że wywalasz. Czyli cenzurujesz

Dowiem się w końcu czyim klonem jestem?
John Doe (782 punktów)
>>>Trzeba się było jeszcze o polska notacje odwrotna zapytać
>Nie wiem w jaki niby sposób notacja miałaby mieć coś wspólnego z samym mechanizmem dodawania.

Kolejność wykonywania działań chociażby.
W notacji polskiej odwrotnej nie stosuje się nawiasu.

// Wytną czy nie wytną, oto jest pytanie
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Mam też udowodnić, że nie jestem wielbłądem?

Nie, ponieważ nie było podanego żadnego argumentu na to, że jesteś wielbłądem, a na twój narcyzm regularnie są, a ty nie umiesz się odnieść.

>Napisałem Ci jak mnie przekonać, zacytuj źródło Twojej wiedzy.

Uznam z życzliwości, że tego nie napisałeś, ponieważ post wcześniej to też obalałem, a się do tego nie odniosłeś. Przypomnę więc argument jaki jest w mocy:

Cytat:
Odpowiada się na meritum. Gdybym podał źródło wiedzy, musiałbym na podstawie meritum i racjonalnych argumentów uzasadnić, że jest ono prawidłowe. Dlatego więc nie ma sensu podawać książek i nazwisk, skoro i tak chodzi o argumenty z tych książek i podane przez te nazwiska, które są wybitne właśnie dlatego, że tak myśleli i mówili, a nie dlatego, że ktoś powołuje się na ich autorytet bo są autorytetami. Uciekasz od meritum, bo jesteś bezsilny i dlatego brniesz w pytanie z tą książką, choć nie umiałeś podważyć przykładów niezbędnych dogmatów, tylko wykazałeś się po raz kolejny narcystycznym brnięciem w zaparte w racjonalizowanie swoich wierzeń.


>Czyli źródłem wiedzy jest... Olson

W dyskusji nie rozmawia się o źródłach wiedzy, tylko na temat meritum. Źródła podaje się gdy powołuje się na czyjś argument, a ja używam swoich własnych, które wynikają z kompilacji czytania różnych książek, rozmowy z różnymi ludźmi i wykładów różnych profesorów. Ty pomijasz samo meritum i próbujesz nieudolnie zejść na argumentum ad verecundiam.

>.. skoro się żadnej nie przeczytało

znów narcystyczny wykręt kogoś kto nie umie dyskutować na temat meritum.

>>>Sprzeczność. Popper wprost zalecał, żeby falsyfikować te teorie, które nam się najbardziej podobają.
>>To, że zachęcał aby falsyfikować, wpisuje się w to co piszę,
>Doprawdy??

Tak.

>Sugerujesz, że należy uczyć dogmatów. Może jeszcze napiszesz, że Twórczo myśl Poppera rozwinąłeś!

Pustosłowie, które się do niczego nie odnosi. Podałem argumenty, których nie potrafiłeś skontrować, więc teraz się pultasz.

>1 Matematyka: jeśli, co wg Ciebie jest pewnikiem, 2+2=4 i tego pewnika należy nauczać, to należy też nauczać że 2100+2205=4305 i jako pewników wyników wszystkich obliczeń, co jest niemożliwe, a to TY wymyśliłeś to jako pewnik!!

Zasada, na której 2+2=4 jest tą samą zasadą (dogmatem) wg której 2100+2205=4305, więc do niczego się nie odniosłeś i znów dajesz pokaz niezrozumienia meritum dyskusji i wypowiedzi adwersarza. Życzliwie uznam więc, że nic nie napisałeś.

>2 Historia. Nauczanie polega na pomaganiu w samodzielnym wyciąganiu wniosków przyczyna- skutek

Zgadzam się z tym, że nauczanie polega na pomaganiu w samodzielnym wyciąganiu wniosków. Wobec tego należy sprecyzować czym jest wniosek i czym jest ich samodzielne wyciąganie i z tego wychodzi... dogmat. Więc z życzliwości uznam, że nic nie napisałeś. Ponadto uczy się także wydarzeń i dat, o których wiemy, że są pewnikami, dzięki wielu źródłom historycznym. Szczególnie jest tak co do nowszych zdarzeń. Np dogmatem (pewnikiem) jest to, że 11 września 2001 był atak na WTC. Hipotezy na temat tego ataku wynikają z samodzielnego wyciągania wniosków i emocjonalnej propagandy, ale sam fakt ataku to już pewnik.

>3 Gramatyka - uzus. Nie ma dogmatów (popełniasz językowe błędy a mimo można Cię zrozumieć)

Są dogmaty, bo gdyby ich nie było, nie bylibyśmy się w stanie porozumieć i używaliśmy dowolnych słów, by opisać cokolwiek. Dogmatem jest stawianie przecinka przed "że" i wiele innych zasad i jest to dogmatem mimo że teraz np nie użyłem tego przecinka i i tak mnie rozumiesz. Jeśli kiedyś zrezygnuje się ze stawiania przecinków (nie sądzę by tak było, bo pełnią swoją rolę i akurat przed "że" przecinek zawsze będzie adekwatny), to i tak zostanie z tego pewnik, że w tym i tym czasie przed "że" stawiało się przecinek.

Z życzliwości uznaję więc, że nic nie napisałeś.

>1 Znaczenie znaku nie jest dogmatem, jest kwestią społecznej umowy wcale nie oczywistej. Nie wszyscy piszą "+" jako symbol dodawania

Jest dogmatem ustalonym przez ludzi na zasadzie społecznej umowy. Znów widzisz sprzeczność tam gdzie jej nie ma. A to czy wszyscy tak piszą, czy nie, to już wypowiedź nie na temat, ponieważ jeśli pewnikiem jest np, że 2+2=4 to nawet jeśli wszyscy poza mną się mylą, to nadal jest to dogmat (pewnik). Z życzliwości uznam więc, że nic nie napisałeś.

>2 Dziecko na paluszkach liczy bez używania znaku

Gdyż znak jest tylko symbolem tego co dziecko liczy na paluszkach, ale wykonuje ono tą samą czynność w swoim umyśle, czyli liczy wg pewnych zasad.

>3 Zapis liczb nie jest jednakowy, mamy wiek XXI

Nie ma to nic do rzeczy.

>4 System dziesiętny jest umowny.

Też nie ma to nic do rzeczy. Bowiem po przyjęciu tej umowy dogmaty są wewnątrz niej i wynikają z tego przyjęcia.

Znów próbowałeś na siłę zracjonalizowac swój brak racji i znów ci nie wyszło i się tylko skompromitowałeś. Z grzeczności uznaję, że nie napisałeś nic, więc moje argumenty nadal są w mocy, a ty masz jeszcze szansę odnieść się do nich.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Znów obaliłem Twoje argumenta.

Narcyzm szalonego szarleya

>Umowa to nie dogmat (pewnik)

wprowadzasz sobie to stwierdzenie jako dogmat, wprowadzony bez umowy, ale to nie znaczy, że się z nim zgadzam. Dogmaty różnią się u poszczególnych ludzi, a ja się na twój faktycznie nie umawiam.

>>Wykazałem to metodą dedukcyjną na gruncie odrzucenia przeciwnego założenia jako samowywrotnej sprzeczności.
>1 Jeśli udowodniłeś to zaorałeś Korczaka. Gratuluję

Aby tak stwierdzić musiałbyś podać dokładne stwierdzenia Korczaka. Prosiłem cię o to - chciałbym zobaczyć jak np Korczak nie zgadza się z tym, że wynik 2+2=4 i mówi, że to nieoczywiste. Wtedy zapytałbym go skąd wie, że to nie oczywiste? Jeśli odpowiedziałby, że nie wie, to popadłby w sprzeczność, a gdyby odpowiedział cokolwiek, to zadałbym mu pytanie skąd wie i tak do skutku. Tylko, że Korczak nie podzielał twoich urojeń, więc tylko go oczerniasz by się wybielić, że niby jakiś autorytet się z tobą zgadza, to nie musisz odpowiadać na meritum i używać argumentów

>2 Bez metody falsyfikacji, nie ma naukowej teorii. Zaorałeś Poppera. Gratuluję ponownie

Aha czyli wg ciebie pitagoras zaorał Poppera bo posługiwał się dedukcją aby dojść do swoich stwierdzeń

z grzeczności znów uznam, że nic nie napisałeś.

>>Umysł w którymś momencie musi roboczo założyć, że jakiś element X myślenia jest pewnikiem. Poza tym niektóre pewniki wynikają z przyjęcia jakichś założeń i wtedy pewnikiem jest ich wynik związany z przyjęciem tych założeń. Aby nauczyć kogoś tabliczki mnożenia trzeba nauczyć go pewnika jakim jest umowa, że mnożenie oznacza to co oznacza.
>I co to ma wspólnego z dogmatami (pewnikami)?

Przeczytaj ze zrozumieniem powyższy cytat, to się dowiesz.
szarley (54913 punktów)
Nie interesuje mnie Twoja opinia na mój temat.

>>1 Jeśli udowodniłeś to zaorałeś Korczaka. Gratuluję
>Aby tak stwierdzić musiałbyś podać dokładne stwierdzenia Korczaka. Prosiłem cię o to - chciałbym zobaczyć jak np Korczak nie zgadza się z tym, że wynik 2+2=4 i mówi, że to nieoczywiste.
1 Przeczytaj ze zrozumieniem, podkreślę:
Nie rozmawiamy o matematyce ale o nauczaniu matematyki
Korczak pisał o NAUCZANIU nie o arytmetyce
2 Cytowałem Korczaka wiele razy. Podałem jego słowa. więc nie rozumiem o co prosisz

>Tylko, że Korczak nie podzielał twoich urojeń,
Tylko że ja go ... cytuję

>>2 Bez metody falsyfikacji, nie ma naukowej teorii. Zaorałeś Poppera. Gratuluję ponownie
>Aha czyli wg ciebie pitagoras zaorał Poppera bo posługiwał się dedukcją aby dojść do swoich stwierdzeń
Pitagoras nie mógł wiedzieć o Popperze
Ty też nie czytałeś. Przeczysz mu w każdym wpisie
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie interesuje mnie Twoja opinia na mój temat.

Nie wygłaszałem żadnej opinii na twój temat. Podałem argumenty na temat faktów, którymi są twoje wpisy, a ty nie byłeś w stanie się do tego odnieść.

>>>1 Jeśli udowodniłeś to zaorałeś Korczaka. Gratuluję
>>Aby tak stwierdzić musiałbyś podać dokładne stwierdzenia Korczaka. Prosiłem cię o to - chciałbym zobaczyć jak np Korczak nie zgadza się z tym, że wynik 2+2=4 i mówi, że to nieoczywiste.
>1 Przeczytaj ze zrozumieniem, podkreślę:
> Nie rozmawiamy o matematyce ale o nauczaniu matematyki Korczak pisał o NAUCZANIU nie o arytmetyce

To tym lepiej, bo w takim razie moja teza nie koliduje z tezami Korczaka, a ty skompromitowałeś się sięgając po jego przykład. Piękne samozaoranie

Bo ja tylko pisałem, że dogmaty są niezbędne w nauce i w myśleniu.

>2 Cytowałem Korczaka wiele razy. Podałem jego słowa. więc nie rozumiem o co prosisz
>>Tylko, że Korczak nie podzielał twoich urojeń,
>Tylko że ja go ... cytuję

Ale nie zacytowałeś fragmentu, którym rzekomo go "zaorałem".

>>Aha czyli wg ciebie pitagoras zaorał Poppera bo posługiwał się dedukcją aby dojść do swoich stwierdzeń
>Pitagoras nie mógł wiedzieć o Popperze

Nie ma znaczenia czy mógł wiedzieć, czy nie. Jeśli się nie zgadzał, to zaorał, no chyba, że to Popper zaorał, ale nie zauważyłem aby Popper podważał gdzieś wartość myślenia dedukcyjnego i matematyki.

>Ty też nie czytałeś. Przeczysz mu w każdym wpisie

Emocja narcyza szarleyka. Typowe.
szarley (54913 punktów)
>> Nie rozmawiamy o matematyce ale o nauczaniu matematyki Korczak pisał o NAUCZANIU nie o arytmetyce
>To tym lepiej, bo w takim razie moja teza nie koliduje z tezami Korczaka,
Niestety mocno koliduje, ale skoro nie czytałeś Korczaka....

>Bo ja tylko pisałem, że dogmaty są niezbędne w nauce i w myśleniu.
Czyli zaorałeś Poppera i Korczaka

>>2 Cytowałem Korczaka wiele razy. Podałem jego słowa. więc nie rozumiem o co prosisz
>>>Tylko, że Korczak nie podzielał twoich urojeń,
>>Tylko że ja go ... cytuję
>Ale nie zacytowałeś fragmentu, którym rzekomo go "zaorałem".
Wiele razy cytowałem. Nie rozpoznałeś, bo nie czytałeś.
Przypomnę:
"Dziecku należy dać narzędzia do poznawania świata"
Janusz Korczak
W dalszej części jest dłuuuuugie rozwinięcie tej myśli, które kompletnie przeczy Twojej koncepcji pedagogiki ( a raczej Ty mu przeczysz)

>>>Aha czyli wg ciebie pitagoras zaorał Poppera bo posługiwał się dedukcją aby dojść do swoich stwierdzeń
>>Pitagoras nie mógł wiedzieć o Popperze
>Nie ma znaczenia czy mógł wiedzieć, czy nie.
Zabawny jesteś

>Jeśli się nie zgadzał, to zaorał, no chyba, że to Popper zaorał, ale nie zauważyłem aby Popper podważał gdzieś wartość myślenia dedukcyjnego i matematyki.
"Nauka nie uznaje dogmatów"
Karl Popper
"jeśli jakaś teoria jest dla ciebie najbardziej atrakcyjna, to staraj się ją sfalsyfikować"
Karl Popper

Przeczysz obydwu w każdym wpisie

CDN
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Nie rozmawiamy o matematyce ale o nauczaniu matematyki Korczak pisał o NAUCZANIU nie o arytmetyce
>>To tym lepiej, bo w takim razie moja teza nie koliduje z tezami Korczaka,
>Niestety mocno koliduje, ale skoro nie czytałeś Korczaka....

1. Udowodnij, że mocno koliduje. Bez tego nie można przyjąć tego stwierdzenia w tej dyskusji.
2. To czy czytałem Korczaka, to po pierwsze nie ma nic wspólnego z tematem, a po drugie nie wiesz czy czytałem, czy nie. Piszę, że nie ma niezgodności między mną, a Korczakiem. Skoro zarzucasz mi, że jest, to to wykaż. Nie umiesz, uciekasz, czyli jesteś nikim więcej jak tylko narcystycznym kłamcą, który konfabuluje, bo jest bezsilny w dyskusji.

>>Bo ja tylko pisałem, że dogmaty są niezbędne w nauce i w myśleniu.
>Czyli zaorałeś Poppera i Korczaka

j.w.

Znów bez dowodów i argumentów bredzisz, a moje przykłady dogmatów niezbędnych nadal są w mocy, bo nie byłeś w stanie obalić ani arytmetyki, ani gramatyki, ani podstawowych historycznych wydarzeń itd i nie zauważasz, że gdybyś to zrobił, to uczenie czegokolwiek nie miałoby sensu, bo każdy sam by dochodził zawsze do wszystkiego (choć nie byłoby do czego, ale to szczegół, albo raczej podwójne kombo w samozaoraniu się szaleńca), bez niczyjej pomocy, więc i jakaś tam pedagogika byłaby niepotrzebna. Wystarczyłoby tylko dbać o to by czasem ktoś nie próbował kogoś nauczyć, że trawa jest zielona, albo że 2+2=4, bo wtedy przyjdzie szarley z pałką i zabroni, głosząc swój dogmat, że nie ma dogmatów Co za żałosny pokaz narcystycznego samozaorania szalonego pyskacza

>>>2 Cytowałem Korczaka wiele razy. Podałem jego słowa. więc nie rozumiem o co prosisz
>>>>Tylko, że Korczak nie podzielał twoich urojeń,
>>>Tylko że ja go ... cytuję
>>Ale nie zacytowałeś fragmentu, którym rzekomo go "zaorałem".
>Wiele razy cytowałem. Nie rozpoznałeś, bo nie czytałeś.
>Przypomnę:
>"Dziecku należy dać narzędzia do poznawania świata"
>Janusz Korczak

Czyli nie cytowałeś, a teraz podajesz cytat, z którym się zgodziłem. Napisałem też wtedy, że to nie stoi w sprzeczności z tym, że istnieją pewne niezbędne dogmaty. Ile razy trzeba ci to powtarzać i udowadniać, że się kompromitujesz, byś odpowiedział na ten argument? narcyz i tak ucieka i potem pisze, że to jego rozmówca ucieka

>W dalszej części jest dłuuuuugie rozwinięcie tej myśli, które kompletnie przeczy Twojej koncepcji pedagogiki ( a raczej Ty mu przeczysz)

Znów kłamstwo i pustosłowie.

>>>>Aha czyli wg ciebie pitagoras zaorał Poppera bo posługiwał się dedukcją aby dojść do swoich stwierdzeń
>>>Pitagoras nie mógł wiedzieć o Popperze
>>Nie ma znaczenia czy mógł wiedzieć, czy nie.
>Zabawny jesteś

A to dogmat czy doszedłeś do tego sam?

Zabawne jest to, że uważasz, że aby skonfrontować czyjeś tezy, to jeden gość musiał wiedzieć o drugim - kolejne samozaoranie narcystycznego szaleńca.

>>Jeśli się nie zgadzał, to zaorał, no chyba, że to Popper zaorał, ale nie zauważyłem aby Popper podważał gdzieś wartość myślenia dedukcyjnego i matematyki.
>"Nauka nie uznaje dogmatów"
>Karl Popper

Ekwiwokacja, bowiem Popper pisał o drugim znaczeniu słowa dogmat, czyli przekonanie przyjęte na wiarę bez sprawdzenia. Też o tym pisałem i też się do tego nie odniosłeś. Masz hipokamp jak ser szwajcarski, a ja z precyzją szwajcarskiego zegarka wykazuję ci, że jesteś zwykłym rozemocjonowanym egotycznym konfabulantem, który za prawie każdym razem pomija argumenty rozmówcy i odpowiada na swoje strawmany wynikające z błędnego rozumienia definicji.

>"jeśli jakaś teoria jest dla ciebie najbardziej atrakcyjna, to staraj się ją sfalsyfikować"
>Karl Popper

Z tym się zgadzam. Zresztą z poprzednim cytatem także, gdy odnosi się nie do pewników, a do narzuconych dogmatów przyjmowanych na wiarę bez falsyfikacji. Oczywiście nie zrozumiałeś tego co napisałem, bo w takich emocjach to dla ciebie za trudne.

>Przeczysz obydwu w każdym wpisie

Znów kłamiesz.

A moje argumenty leżą odłogiem i są nadal w mocy.
szarley (54913 punktów)
>>>To tym lepiej, bo w takim razie moja teza nie koliduje z tezami Korczaka,
>>Niestety mocno koliduje, ale skoro nie czytałeś Korczaka....
>1. Udowodnij, że mocno koliduje. Bez tego nie można przyjąć tego stwierdzenia w tej dyskusji.
Biblioteka w najbliższym powiatowym miasteczku. Chcesz adres? Bilet na PKS zafundować?

Nie rozpoznajesz nawet cytatów z ich pism.

>Czyli szarley stawia tezę, że nie należy nauczać dogmatów.

Nie szarley, ale Janusz Korczak i Benjamin Spock (i kilku innych wykładowców UK, ale ich nie podaję bo ogranicza Cię językowa bariera)
Przeciwko nim mam "teorię" absolwenta prywatnej podstawówki, który nie poradzi nawet podać autora jednej (!!!) publikacji którą przeczytał
Przeciwko nim mam dogmat 2+2=4, co jest górna granicą arytmetycznej wiedzy Olsona
szarley (54913 punktów)
CD.

Przykro mi, ale wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest narcystyczne objawienie o nieomylności Olsona

Nie podajesz źródła swojej wiedzy, nie podajesz metody falsyfikacji swojej "teorii" jest to tylko urojona w Twojej dogmatycznej, narcystycznej, niedouczonej główce brednia połączona z ucieczkami od argumentów.

Cytując Olsona
Zaorałeś się

Żegnam
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>CD.
>Przykro mi, ale wolę zaufać Popperowi, Korczakowi i Spockowi i kilku innym uznanym w świecie naukowcom, (w tym moim nauczycielom pedagogiki na UK), niż uwierzyć w dogmat kogoś, dla kogo jedynym źródłem wiedzy jest narcystyczne objawienie o nieomylności Olsona

Znów kłamstwo, bo:
1. Nie wykazałeś, że moje tezy są sprzeczne z Popperem czy Korczakiem (Spocka nie znam więc się nie wypowiadam). A więc w dyskusji na wierzchu póki co jest stwierdzenie, że szarley twierdzi, że olson przeczy tym autorom, ale póki co nie był w stanie tego wykazać, tylko emocjonalnie histeryzuje, zamiast to wykazać.
2. Marna próba argumentum ad verecundiam czyli powołujesz się na autorytety bo jesteś bezsilny w meritum.
3. Źle wybrałeś autorytety w pkt 2 (co odnosi się też do pkt 1)
4. Nie odnosisz się bezpośrednio do tez olsona, tylko do swoich wypaczeń, więc podejrzewam, że i Korczaka i Poppera wypaczasz w podobny sposób.
5. Podałem przykłady niezbędnych pewników i one nadal są w mocy, a ty nie umiesz się do nich sensownie odnieść, co nie jest dziwne, bo musiałbyś zanegować np matematykę itd. Tylko, że gdybyś to zrobił, popadłbyś w sprzeczność, bo pewnikiem jaki należy odrzucić na mocy twojego myślenia byłoby też to, że matematyka została zanegowana. Czyli tak źle i tak niedobrze i nie masz jak się wybronić, a brniesz w zaparte.
6. udowodniłem, że jesteś narcyzem (ale nie tobie, tylko ogólnie, bo do narcyza z definicji taki dowód nie dociera, tak jak alkoholicy często piją i mówią, że nie są alkoholikami)
7. Twoje przeczenie istnieniu pewników stoi w skrajnej sprzeczności z twoimi poprzednimi dyskusjami gdzie swobodnie szafowałeś dogmatami na temat idei dyktatury, a także demokracji



>Nie podajesz źródła swojej wiedzy, nie podajesz metody falsyfikacji swojej "teorii" jest to tylko urojona w Twojej dogmatycznej, narcystycznej, niedouczonej główce brednia połączona z ucieczkami od argumentów.
>Cytując Olsona
>Zaorałeś się
>Żegnam

Piękny pokaz narcyzmu. A do moich teorii póki co się rzadko odnosisz. Zazwyczaj do swojego błędnego zrozumienia strzępków słów, które piszę i które sobie emocjonalnie dopasujesz do własnych interpretacji wyuczonych w przeszłości.
03-05-2017 20:15 
 Ocena 1 na 1
John Doe (782 punktów)

>>>Podałem konkretne przykłady niezbędnych dogmatów.
>>Tak, 2+2=4
>>1 To nie jest dogmat tylko wynik obliczenia
>Wynik obliczenia może być dogmatem. Często wręcz musi nim być, jeśli obliczenia dotyczą ścisłych założeń, jak w przypadku tego działania.

Ale bzdury. Było wcześniej zresztą.
2+2 = 4 tylko w układzie dziesiętnym (to w odniesieniu dodawania na palcach).
W układzie trójkowym (i były komputery oparte o taką logikę) będzie 11
To jest nauczane (jako zasady obliczeń i konwersji) co najmniej w szkole średniej.

Skasują czy nie skasują, oto jest pytanie

--
Jestem kopią tylko jeszcze nie wiem czyją
02-05-2017 21:31 
 Ocena 1 na 1
John Doe (782 punktów)

>I ten sam zarzut co powyżej. Między tym, że 2+2=4 to pewnik

A ja twierdze ze 2+2= 11 i co mi zrobisz?
28-04-2017 18:12 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>
>>>Typie,
>>
>>>ja tu piszę teraz o filozofii,
>>Nie. Piszesz o przyrodzie
>Nie. Zadałem pytanie o przyczyny chemii,...<<

Naukowcy, w tym chemicy, nie zajmują się takimi PIERDOŁAMI. Jeśli zadają pytanie "Dlaczego?", to jest to pytanie o to, co poprzedzało dany stan. Bada się sekwencję zdarzeń bez zajmowania się wyimaginowanymi stanami pierwotnymi. Nauka to w zasadzie TYLKO opis tego, co się wokół nas dzieje. Opis tego, co można praktycznie z tego zrobić to już raczej domena techniki. Tylko filozofowie, którym nie chce się zajmować się często brudną rzeczywistością zadają pytania w stylu: "W którym miejscu zaczyna się kula?"
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Naukowcy, w tym chemicy, nie zajmują się takimi PIERDOŁAMI.

To nie są pierdoły, tylko rozwinięcie pytań dotyczących naszej niewiedzy w różnych tematach.

>Jeśli zadają pytanie "Dlaczego?", to jest to pytanie o to, co poprzedzało dany stan. Bada się sekwencję zdarzeń bez zajmowania się wyimaginowanymi stanami pierwotnymi.

No ok, tylko szarley tutaj nie odpowiedział w ten sposób, tylko nie zrozumiał tego, że moje pytanie nie było o chemię, tylko właśnie o ten poprzedzający ją stan.

>Tylko filozofowie, którym nie chce się zajmować się często brudną rzeczywistością zadają pytania w stylu: "W którym miejscu zaczyna się kula?"

Filozofowie chcą wiedzieć jak jest naprawdę i dochodzą do meta-myślenia, które uświadamia nasze braki poznawcze. To myślenie filozoficzne jest rozwojowe dla nauki. To ono pozwala rzucać różne spojrzenia na zjawiska.
28-04-2017 19:09 
 Ocena 1 na 1
Max Golonko (1811 punktów)
>Filozofowie chcą wiedzieć jak jest naprawdę i dochodzą do meta-myślenia, które uświadamia nasze braki poznawcze. To myślenie filozoficzne jest rozwojowe dla nauki. To ono pozwala rzucać różne spojrzenia na zjawiska.

A dokładniej: Każdy dobry fizyk musi być też niezłym filozofem.

Chemia to temat poboczny. Dajcie spokój. Wszystko w chemii wynika z fizyki mikroświata, choć chemia jest (powiedzmy) taką nauką pomocniczą, obserwacyjną (jak socjologia wobec psychologii dajmy na to).

Ewolucja organizmów to seria ogromnej liczby przypadków (niezdeterminowanych nawet) w świecie "kwantowym".

Nawet jakis bóg nie mógłby przewidzieć zdarzeń bo pewne skutki są losowane w ostatniej chwili.
28-04-2017 19:20 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>No ok, tylko szarley tutaj nie odpowiedział w ten sposób, tylko nie zrozumiał tego, że moje pytanie nie było o chemię, tylko właśnie o ten poprzedzający ją stan.

Cytat:
Typie, ja tu piszę teraz o filozofii,


Nie o chemię ale o poprzedzający ją stan, ale piszesz o filozofii...

Pipcys jak Inuit po syberyjskim samogonie
***
Odniosłem się do pytania(?):

Cytat:
Nie wiemy czego produktem są reakcje chemiczne, dzięki czemu mogą istnieć i dlaczego przebiegają akurat tak, a nie inaczej.


Nie ma tu słowa o filozofii. Nie muszę wiedzieć co chciałeś napisać. Wiem co napisałeś.

Resztę przykryłeś pseudodiagnozą pseudoemocji. Choć to z Ciebie emocje wylazły razem ze słomą z butów.
Nikt spokojny nie zaczyna wypowiedzi od
Cytat:
Typie


Tak, wiem co odpiszesz
"szarley zaorał się w emocjach" To już znam

Przypomnę jak UDOWODNIŁEŚ sprzeczność Popperowi*
www.racjonalista.pl/forum.php/s,739393#w741060

Cytat:
"NAUKA NIE UZNAJE DOGMATÓW"
Karl Popper


Cytat:
Jeśli nauka nie uznaje dogmatów, to stwierdzenie "nauka nie uznaje dogmatów" byłoby dogmatem, ale nie można by go było uznać, bo nauka nie uznaje dogmatów.


* Uwaga. Olson podkreślać = olson widzieć emocje szarleya
szarley podkreślać = olson widzieć emocje szarleya

Zaplątałeś się we własną pieluszkę i wypominanie mi faktu, że lubię śliwowicę tego nie przykryje. Podobnie jak nie przykryje teraz Twoja tysiącznakowa tyrada o moich rzekomych emocjach , Twojej rzekomej wyższości itd, co już tylekroć pisałeś że jest nudne.

Skupiasz się na rozmówcy, bo brakuje Ci.. wiedzy.
Deklarujesz, że jesteś lekarzem, chemikiem, filozofem, pedagogiem, ekonomistą, a w każdej z tych dziedzin bluzgasz krzywymi słowy jeśli tylko ktoś podważa Twoją narcystyczną nieomylność

Twierdzisz, że szkoła powinna nauczać dogmatów. Zacytuj choć jeden podręcznik pedagogiki, w którym taką myśl znajdę.

Uprzedzam odpowiem na argumenta, Twoje pseudopsychoanalizy pseudopsychologa zwisają mi kalafiorem, a niestety niczego więcej napisać nie poradzisz.

Przypomnę:
Cytat:
1 Przerzucasz ciężar dowodu na przeczącego, podczas gdy ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym
"niech szarley udowodni, że nie może być dobrej dyktatury"

2 Ujawniasz dyktatorskie zapędy w rozmowie
Pytanie o sposób wyboru dyktatora jest "poboczne"
cenzurujesz wypowiedzi rozmówcy
autorytarnie chcesz decydować kiedy ocena przedmiotu dyskusji jest możliwa, a kiedy nie.
uznajesz że odpowiedzi są "z rynsztoka", samemu pisząc o sraczce i obiedzie.

3 Uciekasz od tematów nawet przez siebie zainicjowanych!!
Napisałeś, że firma powinna być zarządzana po dyktatorsku, a następnie wpis o spółdzielczości uznałeś za "nie na temat" Udowodniłem Ci niekompetencję w zakresie wiedzy o zarządzaniu firmą, obalając Twoją teorię doświadczeniem.

4 Uciekasz w "ontologię" tam, gdzie temat rozmowy wcale tego nie wymaga. (znów po dyktatorsku narzucając sposób rozmowy)

5 Stosujesz zupełnie pozanaukową metodę, porównując byt urojony z rzeczywistym, porównując swoją wyidealizowaną wizję dyktatury z rzeczywistymi wadliwymi demokracjami. To najgłupszy z Twoich sposobów argumentowania. Tak można nawet udowodnić wyższość hipokracji nad Twoją dyktaturą.

6 Nie podajesz kryteriów oceny, co powoduje, że nawet Vlad Dracul byłby dobrym dyktatorem, bo nie wiadomo co znaczy dobry, przy tym uciekasz od odpowiedzi na pytanie o ocenę a posteriori

7 Ignorujesz rzeczywistość, np. pisząc że Kekkonen byłby dobrym dyktatorem.

8 Nie akceptujesz naukowych definicji (np. w sporze o dogmaty)

9 Uciekasz w niekonsekwencje. Ocena który samochód jest dobry jest możliwa, natomiast ocena zmywarki to już jest "ontologia"

10 Popadłeś w sprzeczność: Jeśli nauczanie opiera się na dogmatach, to Korczak jest w kanonie dogmatów, a Ty z nim się nie zgadzasz. Jeśli przeczysz dogmatowi, to nie możesz pisać, że nauczanie opiera się na dogmatach

11 Kiedy brakuje Ci argumentów, skupiasz się na rzekomych emocjach rozmówcy



Zamiast odpowiedzi chamstwo, bufonada i tyrady na temat wymyślonych rozmówców i ich emocji

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie o chemię ale o poprzedzający ją stan, ale piszesz o filozofii...

Tak, bo pytanie na jakim gruncie mogła zaistnieć chemia jest filozoficznym pytaniem. Reszta to twoje emocjonalne brednie, do których już nie mam zamiaru się odnosić.

Wystarczy wspomnieć, że zawsze reagujesz w taki emocjonalny sposób, gdy nie masz nic do powiedzenia na temat meritum. Robisz tak zwykle i nawet teraz powtarzasz te strawmany, które są kłamstwami na mój temat i świadczą o tym, że jesteś człowiekiem pozbawionym honoru i wartości.
szarley (54913 punktów)
>>Nie o chemię ale o poprzedzający ją stan, ale piszesz o filozofii...
>Tak, bo pytanie na jakim gruncie mogła zaistnieć chemia jest filozoficznym pytaniem.

Bzdura. Jest pytaniem dla naukowców - przyrodników

>Reszta to twoje emocjonalne brednie, do których już nie mam zamiaru się odnosić.
Jak zwykle kiedy brakuje argumentów, albo samokompromitacja typu zaoranie Poppera jest nadto widoczne

>Wystarczy wspomnieć, że zawsze reagujesz w taki emocjonalny sposób,
emocje (def Olsona) = Pytania o argumeta

Twierdzisz, że nauczanie w szkołach (od elementarnego po uniwersyteckie powinno być oparte na dogmatach (pewnikach). Proponuję: podaj choć jedną poważną naukową publikację, w której jest opinia zgodna z Twoją
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Nie o chemię ale o poprzedzający ją stan, ale piszesz o filozofii...
>>Tak, bo pytanie na jakim gruncie mogła zaistnieć chemia jest filozoficznym pytaniem.
>Bzdura. Jest pytaniem dla naukowców - przyrodników

Bzdura. I oczywiście nie masz na to żadnych argumentów, ale znów forsujesz swoje wyznanie wiary. Tylko ty nie zrozumiałeś prostego pytania, a teraz próbujesz brnąć w zaparte. Kolejny raz narcyzm szarleya próbuje rozmyć dyskusję, a to tylko dlatego, że nie potrafi się on przyznać do błędnego zinterpretowania prostego pytania o przyczyny powstania chemii. I jeszcze ów bufon myśli, że lepiej wie o co ja zapytałem. Podobnie jak lepiej wie co twierdzę o dogmatach i ideologii demokracji. A to dlatego, że nie umie czytać ze zrozumieniem i emocjonalnie przypisuje mi swoje strawmany. Na normalnym forum takich ludzi się nie toleruje, bardziej niż tych, którzy obrażają kogoś pisząc mu jakiś epitet.
szarley (54913 punktów)
Wróć do rozmowy kiedy będziesz miał jakieś argumenta zamiast inwektyw

Jeśli twierdzisz, że nauczanie od elementarnego po uniwersyteckie powinno się opierać na dogmatach (pewnikach) to podaj jakikolwiek podręcznik pedagogiki, który Twoją tezę potwierdza.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Wróć do rozmowy kiedy będziesz miał jakieś argumenta zamiast inwektyw

Nie pyskuj po chamsku, tylko sam wróć do rozmowy, gdy uspokoisz emocje i będziesz miał jakieś argumenty. Póki co pokazałeś jedynie, że nie umiesz się nawet odnieść do moich tez, bo ich zrozumienie przerasta twój rozum. W związku z tym projektujesz na mnie swoje wady i próbujesz w krzykliwy sposób manipulować rozmową, a ja się nie daję nabierać na tego typu sztuczki, typowe dla alkoholików w zaawansowanym stadium i małe rozhisteryzowane dzieci.

>Jeśli twierdzisz, że nauczanie od elementarnego po uniwersyteckie powinno się opierać na dogmatach (pewnikach) to podaj jakikolwiek podręcznik pedagogiki, który Twoją tezę potwierdza.
>

Jeśli pedagogika ma jakiegolwiek stanowisko, to jest ono dogmatem i rezygnacja z niego rozmywa to stanowisko, więc sam sobie przeczysz, gdy próbujesz pojmować pewniki jako przeciwieństwo samodzielnego myślenia. Tworzysz sprzeczność i przerzucasz ją na rozmówcę.
29-04-2017 14:34 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Wróć do rozmowy kiedy będziesz miał jakieś argumenta zamiast inwektyw
>Nie pyskuj po chamsku,
Wróć do rozmowy kiedy będziesz miał jakieś argumenta zamiast inwektyw

>>Jeśli twierdzisz, że nauczanie od elementarnego po uniwersyteckie powinno się opierać na dogmatach (pewnikach) to podaj jakikolwiek podręcznik pedagogiki, który Twoją tezę potwierdza.
>>
>Jeśli pedagogika ma jakiegolwiek stanowisko, to jest ono dogmatem
Nie jest. Jest falsyfikowalne i możesz je sfalsyfikować.

Doczekam tytułu podręcznika, który popiera Twoje stanowisko?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli pedagogika ma jakiegolwiek stanowisko, to jest ono dogmatem
>Nie jest. Jest falsyfikowalne i możesz je sfalsyfikować.

No ale nie piszemy o tym czy jest falsyfikowalne, tylko czy jest pewnikiem.

Są pewniki, które trzeba przyjąć, choćby roboczo, aby w ogóle móc osadzić swoje myślenie w logice i odnieść je do rzeczywistości.

>Doczekam tytułu podręcznika, który popiera Twoje stanowisko?

Tak. Dowolny podręcznik do historii - masz tam mnóstwo dogmatów (pewników) i podane daty wydarzeń. Poza nimi są też oczywiście spekulacje i mniej pewne teorie, a co do niektórych być może się mylimy.

Lecimy dalej: matematyka, chemia, fizyka, a nawet zasady gramatyczne języka polskiego (ustalenia, bo ustalenia, ale pewniki!). W ogóle możemy też błędnie oceniać co jest, a co nie jest pewnikiem, ale jakieś muszą być w myśleniu, nawet jeśli w innym toku myślowym zostaną podważone. Bez przyjęcia jakichś pewników nie dałoby się nic stwierdzić.

Piszesz, że stanowiskiem pedagogiki jest nauka sceptycyzmu, ale ten przecież nie przeczy istnieniu pewników, tylko dotyczy sposobu myślenia.
szarley (54913 punktów)
>>>Jeśli pedagogika ma jakiegolwiek stanowisko, to jest ono dogmatem
>>Nie jest. Jest falsyfikowalne i możesz je sfalsyfikować.
>No ale nie piszemy o tym czy jest falsyfikowalne, tylko czy jest pewnikiem.
>Są pewniki, które trzeba przyjąć, choćby roboczo, aby w ogóle móc osadzić swoje myślenie w logice i odnieść je do rzeczywistości.

Najpierw schodzi z określenia "dogmat" do "pewnik", a teraz "pewnik" jest tylko roboczy?
Popracuj nad komunikatywnością

>>Doczekam tytułu podręcznika, który popiera Twoje stanowisko?
>Tak. Dowolny podręcznik do historii - masz tam mnóstwo dogmatów (pewników) i podane daty wydarzeń.

Pytałem o dowolny podręcznik PEDAGOGIKI, który potwierdza Twój pogląd, że nauczanie należy oprzeć na dogmatach (pewnikach)

>Piszesz, że stanowiskiem pedagogiki jest nauka sceptycyzmu, ale ten przecież nie przeczy istnieniu pewników, tylko dotyczy sposobu myślenia.
Polemizuję z Twoim poglądem, że nauczanie polega na wtłaczaniu dogmatów (pewników). Jeśli masz rację, wskaż dowodny podręcznik pedagogiki, w którym autor zgadza się z Tobą.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Najpierw schodzi z określenia "dogmat" do "pewnik", a teraz "pewnik" jest tylko roboczy?
>Popracuj nad komunikatywnością

To ty zacznij czytać ze zrozumieniem i myśleć, zamiast nadinterpretować definicje w dziecięcy sposób jak rozmówca, któremu tutaj wyjaśniałem podobne błędy:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,741142#w741485
www.racjonalista.pl/forum.php/s,740335#w741490

W tej dyskusji nic nie schodzi z określenia dogmat do pewnik, bo najpierw była mowa o pewniku. Chodzi o wypowiedź Maxa Golonki. Użył słowa "dogmat", ale z kontekstu ewidentnie wynikało, że chodzi o pewnik. Zaatakowałeś go histerycznie, jak to masz w zwyczaju, więc go poparłem i wyjaśniłem ci o jakie znaczenie słowa "dogmat" chodzi. Nie umiałeś tego wywnioskować z kontekstu? Serio? Pisałem o tym, ale to zignorowałeś i znów wracasz do swoich monologów, których nie odnosisz do moich wypowiedzi. To żenująca próba manipulacji, świadcząca o twoich narcystycznych emocjach.

To, że pewnik jest roboczy, to akurat wiadomo innych dziedzin nauki. Taki jesteś podobno oczytany, a wycinasz wypowiedzi z kontekstu i uciekasz od tematu rozmowy, a zamiast argumentacji rzucasz hasełka i próbujesz mnie tylko obrażać i przypisywać mi myślenie, które wcale nie jest moje. Mimo, że to prostuję i używam argumentów, ignorujesz to i udowadniasz, że twoje wpisy to emocjonalne brnięcie w zaparte. Sam fakt, że tyle dyskutujemy już świadczy o tym, że nie jesteśmy zdrowi emocjonalnie, tylko ja o tym wiem i o tym piszę, a ty próbujesz to wypierać, pozujesz i lansujesz się, aby zdobyć atencję i poklask. Nie interesują cię argumenty i meritum, tylko zwodzenie, mącenie, kłamstwa, emocjonalne reakcje, ucieczka od argumentów.

>Pytałem o dowolny podręcznik PEDAGOGIKI

Wybierasz sobie jak ci wygodnie, a ja odpowiadam na pytanie jakie powinno być zadane, czyli podaję ci przykłady na temat meritum. Pytanie o pedagogikę było twoją fanaberią. Nie uzasadniłeś jej, więc nie muszę się w tej kwestii do ciebie dostosowywać. W dodatku pojmujesz dogmat i sceptycyzm jako sprzeczności, co źle świadczy o twoim rozumieniu czegokolwiek. Toż to przecież jeden z dowodów na to, że myślisz dychotomicznie, a potem nie bierzesz pod uwagę wyjaśnień i argumentów i znów wracasz do swojej dychotomii.

>który potwierdza Twój pogląd, że nauczanie należy oprzeć na dogmatach (pewnikach)

Negujesz potrzebę nauczania tego co wymieniłem? Jeśli nie, to sam się musisz zgodzić, że nauczanie w pewnej mierze należy opierać na pewnikach. W dużej mierze też na sceptycyzmie, negacji, samodzielnej analizie i kreatywności. Nie da się oddzielić jednego od drugiego, bo wtedy jedno i drugie staje się bezsensem i błędnym kołem. Ty dostrzegasz tu przeciwieństwa. Ech...

>Polemizuję z Twoim poglądem, że nauczanie polega na wtłaczaniu dogmatów (pewników).

To odnieś się do moich przykładów:

Cytat:
Dowolny podręcznik do historii - masz tam mnóstwo dogmatów (pewników) i podane daty wydarzeń. Poza nimi są też oczywiście spekulacje i mniej pewne teorie, a co do niektórych być może się mylimy.

Lecimy dalej: matematyka, chemia, fizyka, a nawet zasady gramatyczne języka polskiego (ustalenia, bo ustalenia, ale pewniki!). W ogóle możemy też błędnie oceniać co jest, a co nie jest pewnikiem, ale jakieś muszą być w myśleniu, nawet jeśli w innym toku myślowym zostaną podważone. Bez przyjęcia jakichś pewników nie dałoby się nic stwierdzić.

Piszesz, że stanowiskiem pedagogiki jest nauka sceptycyzmu, ale ten przecież nie przeczy istnieniu pewników, tylko dotyczy sposobu myślenia.


Oczywiście te argumenty pominąłeś i odpowiedziałeś w sposób będący dowodem na to, że jesteś narcyzikiem, który brnie w zaparte i któremu brakuje autonegacji i umiejętności przetwarzania więcej niż jednego założenia na raz (dlatego twoje myślenie jest postrzępione, pozbawione hierarchii, definicji, przyczynowego wynikania i odniesienia do aksjomatyki i meta-poziomu). Odnosisz się tylko do własnych emocji, które bardziej polegają na odnoszeniu się do pamięci i wdrukowanych już wcześniej przekonań (uważasz się za doświadczonego człowieka, który już się swoje w życiu namyślał i teraz nie musi) niż na samodzielnym myśleniu. Uważasz, że masz dużą wiedzę i to od ciebie ludzie powinni się uczyć, więc już nawet gdy czujesz, że nie masz racji, to próbujesz odwrócić kota ogonem i zamotać, aby nie przyznać się do błędu.
szarley (54913 punktów)
Pytałem o podręcznik pedagogiki, bo twierdzisz, że nauczanie opiera się na dogmatach

Nadal czekam.

PS. Twoja ocena mojej osoby mnie kompletnie nie interesuje
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Pytałem o podręcznik pedagogiki, bo twierdzisz, że nauczanie opiera się na dogmatach
>Nadal czekam.

Każdy widzi, że podałem przykłady i nie musiały one dotyczyć podręcznika do pedagogiki. Wymyśliłeś sobie to, bo jesteś bezsilny wobec argumentów, a teraz znów przed nimi uciekasz.

>PS. Twoja ocena mojej osoby mnie kompletnie nie interesuje

Albo jest ona trafna, albo nie. To, że sobie napiszesz, że cię nie interesuje, to akurat można było przewidzieć zarówno gdybyś się nią nie przejmował, jak i w sytuacji, w której byś się przejmował, więc nikogo raczej nie interesuje twoje postscriptum
szarley (54913 punktów)
Pytałem o podręcznik pedagogiki, bo twierdzisz, że nauczanie opiera się na dogmatach

pl.wikipedia.org/wiki/Pedagogika

Powtórzę: Twoja ocena mojej osoby mnie kompletnie nie interesuje
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Podałem przykład nauczania opartego na dogmatach. Opanuj emocje i odnieś się do argumentów, zamiast tworzyć kolejne żałosne wymówki potwierdzające, że nie umiesz odeprzeć tego co napisałem i się z tym zgadzasz, tylko twoje urażone ego nie chce się przyznać do błędu.

A twoimi emocjami łatwo się steruje. Wystarczy napisać "typie" i trollobocik czerwoniutki jak pomidor. Wystarczy podać argumenty i wytknąć manipulację i mamy sza(r)lone emocje szarego człowieczka szar-wodoleya
szarley (54913 punktów)
>Podałem przykład nauczania opartego na dogmatach.

Pytałem o proces nauczania i i podręcznik pedagogiki
Po prostu nie ma takiego podręcznika. Twierdzenie Olsona "Nauczanie powinno być oparte na dogmatach" jest nieudowodnione.

Q.E.D

>Opanuj emocje
Opanuj projekcje

Twoja opinia pseudofachowca na temat moich rzekomych emocji mnie nie interesuje.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Pokaż mi w takim razie podręcznik do pedagogiki, który przeczy nauczaniu tego co wypisałem, a do czego nie umiałeś się odnieść. Czekam.

>Twoja opinia pseudofachowca na temat moich rzekomych emocji mnie nie interesuje.

jesteś fachowcem żeby to ocenić, czy znów tylko emocjonalnie pierdnąłeś?

Opanuj emocje i odnieś się do moich argumentów. Póki co pokazujesz, że w żenujący sposób brniesz emocjonalnie w zaparte. Przed kim chcesz to wyprzeć, skoro nie ma tu ani jednej osoby, która by tego nie dostrzegła? Straciłeś sympatie forumowiczów, którzy o dziwo wcześniej cię szanowali. Teraz byli zażenowani i nie chcieli się wypowiadać na ten temat, widząc jak brniesz w tą swoją emocjonalną gnojówkę.

Póki co nie byłeś w stanie odnieść się do moich przykładów pewników w nauczaniu. Zamiast tego brniesz w jakieś przykłady podręczników i wydaje ci się, że pewnik to przeciwieństwo sceptycyzmu - całkowicie się pogubiłeś, po raz kolejny.

Żenująca mimikra trollobota, który nie potrafi przyznać się do błędu.
szarley (54913 punktów)
>Pokaż mi w takim razie podręcznik do pedagogiki, który przeczy nauczaniu tego co wypisałem, a do czego nie umiałeś się odnieść. Czekam.

1 Spock (popularnonaukowy)
2 Korczak (bardzo w świecie ceniony)
3 Benečik (choć tego akurat możesz nie znać)

Doczekałeś się
Teraz ja czekam

>>Twoja opinia pseudofachowca na temat moich rzekomych emocji mnie nie interesuje.
>jesteś fachowcem żeby to ocenić,
Nie, podobnie jak nie jestem lekarzem, żeby sobie sam leczyć zęby, ale kiedy mam wrażenie, że potrzebuję pomocy dentysty idę do LEKARZA, a nie do amatora

Reszta znów tylko o szarleyu. Nuda
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Pokaż mi w takim razie podręcznik do pedagogiki, który przeczy nauczaniu tego co wypisałem, a do czego nie umiałeś się odnieść. Czekam.
>1 Spock (popularnonaukowy)
>2 Korczak (bardzo w świecie ceniony)
>3 Benečik (choć tego akurat możesz nie znać)
>Doczekałeś się

Napisałeś teraz coś tak absurdalnego, że szkoda słów. Poproszę więc o cytaty potwierdzające, że np Korczak jest przeciwny nauczaniu o bitwie pod Grunwaldem, albo 2+2=4, czy zasad gramatyki.

>Teraz ja czekam

Ja odpowiedziałem i się nie odniosłeś. Podałem przykłady wartościowego i potrzebnego nauczania, opartego na dogmatach.

>Nie, podobnie jak nie jestem lekarzem, żeby sobie sam leczyć zęby, ale kiedy mam wrażenie, że potrzebuję pomocy dentysty idę do LEKARZA, a nie do amatora

Nie masz kompetencji aby twierdzić, że jestem amatorem. Znów się kompromitujesz. Jest o szarleyu, bo szarley daje pokaz swojego narcyzmu, zamiast odnosić się do meritum. Zmień sposób dyskusji na normalny, a nie będzie o szarleyu. Albo obal to co napisałem, bo jakoś nie za bardzo masz jak wymyślić alternatywną wersję, w której to spokojnie mi odpowiadasz.
szarley (54913 punktów)
>Napisałeś teraz coś tak absurdalnego, że szkoda słów. Poproszę więc o cytaty potwierdzające, że np Korczak jest przeciwny nauczaniu o bitwie pod Grunwaldem, albo 2+2=4, czy zasad gramatyki.

Zaorałeś Korczaka

Przykład 2+2=4 jako nauczanie "pewnika"... widać, że żadnej wiedzy z zakresu pedagogiki nie masz, skoro twierdzisz, że należy uczyć tego jako pewnika
"Dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata"
Należy je uczyć dodawać (na paluszkach!!!!!) a nie uczyć że 2+2 = 4

Zakończyłem rozmowę z pouczającym wszystkich narcyzkiem, który kompletnie nie wie o czym pisze.

Zanudziłeś mnie
Pa
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Znów nie odniosłeś się do tematu.

"Dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata" - kolejny pewnik.

Tutaj nie ma sprzeczności:

>"Dziecku należy dawać narzędzia do poznawania świata"
>Należy je uczyć dodawać (na paluszkach!!!!!) a nie uczyć że 2+2 = 4

Babraj się dalej w emocjonalnym bagnie
02-05-2017 21:53 
 Ocena 1 na 1
John Doe (782 punktów)
> potwierdzające, że np Korczak jest przeciwny nauczaniu o bitwie pod Grunwaldem, albo 2+2=4, czy zasad gramatyki.

Ja nie Korczak ale twierdze ze 2+2 = 11

podpowiedź 1
Zabawę z liczbami w chyba 5 słupkach (podajesz w których jest pomyślana liczba, drugi zgaduje bezbłędnie jaka) znasz? Tylko tam nie o ten ... dokładnie chodzi.

podpowiedź 2

Konstrukcja jednostki centralnej komputera CCCP z lat 50 (nie znam dokładnie szczegółów) była o to oparta. Jest analogia z zasilaniem klasycznych analogowych wzmacniaczy operacyjnych (+ i - względem masy -teraz to chyba za łatwe).

A najbardziej mnie interesuje czyim ja klonem jestem.
30-04-2017 18:41 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>Pytałem o podręcznik pedagogiki, bo twierdzisz, że nauczanie opiera się na dogmatach
>Nadal czekam.
>PS. Twoja ocena mojej osoby mnie kompletnie nie interesuje

Szarley'u. Daj sobie spokój z takim ałtorytetem(błąd celowy), podwórkowym. On taki autorytet jak ja napisałem. Nic mu się nie podoba co go nie chwali i podziwia. Psychologowie znają terminy takich kalek. Tak, bo jest kaleką o niewidocznym kalectwie. Dopiero jak zaczyna perorować, wyłazi z takiego szambo. A co jak zębów nie myje? Dno i smród do potęgi. Jest spaczony jak drzwi do wymiany w domu, bo są już nieszczelne. On jest potwornym kaleką nie tylko intelektualnym, ale co najgorsze dramatem znalezienia swojego miejsca na ziemi wśród ludzi normalnych jakich uważam pozostałych aktywnych uczestników forum... Nawet takich dziwaków, co nie robią tyle chamstwa co Olson - obskurne indywiduum. Sieje zamęt niczym nie uzasadniony. Jedynym tylko wytłumaczeniem jest jego nędzne IQ, na co zwraca szczególną uwagę, bo pewnie dobrego wyniku nigdy nie miał. To chyba jeszcze jeden jego kompleks.
Pozdrawiam.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
szarley (54913 punktów)
>Szarley'u. Daj sobie spokój z takim ałtorytetem(błąd celowy), podwórkowym. On taki autorytet jak ja napisałem. Nic mu się nie podoba co go nie chwali i podziwia.

Kto go nie podziwia ten pisze w emocjach
Niemniej muszę przyznać, pozwalanie takiemu na samokompromitację mnie bawi. Ktoś kto "zaorał" Poppera i Paulinga, teraz pokazał, że nie ma pojęcia o pedagogice.
Pytany o podręcznik pedagogiki, w którym jest mowa o dogmatach (pewnikach) odpowiada pytaniem o autorytety, które temu przeczą, a powtórnie zapytany (skoro odpowiadam to też mam prawo pytać), ucieka od odpowiedzi do pseudodiagnoz emocji. Kiedyś mnie to irytowało, teraz bawi.

Szkoda, że niestety poziom bufona wypłoszył z forum wartościowych bytowników, a nowych odstręcza jego chamstwo, ale niestety... big_żyd zbanowan

Ty zapewne też, jako emerytowany nauczyciel nie uczyłeś, tylko pokazywałeś jak się uczyć, zamiast kazać kuć wzory uczyłeś jak je logicznie wyprowadzać, co zawsze jest efektywniejsze, aleć przecie my oba fizycy (ja żywy, ty pokrewny) - plebs zwyczajny

>Psychologowie znają terminy takich kalek.
Cóz, na tym się nie znam, ale poradzę odróżnić bufona udającego wiedzę, od mądrego, który tę wiedzę zaiste posiada. Mądry na pytanie o źródło wiedzy po prostu odpowiada, głupiec szuka tego źródła w sobie i jeszcze innych poucza ku ich rozbawieniu.

>Pozdrawiam.
Wzajemnie
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
O, wzajemna masturbacja dwóch zaoranych pod-trolli, którzy nie potrafią dyskutować na argumenty, a gdy zniżam się do poziomu ich prymitywnych emocji, to też ich pokonuję małym paluszkiem. A oni mają ból dupy, bo chcą wszystko robić per rectum.

szarley zwiał od argumentów, to leci do Wenancjusza, czyli emocjonalnego krzykacza bez argumentów i razem liżą się po jajkach, ale moje argumenty leżą odłogiem i bolą każdego z tych trolli
szarley (54913 punktów)
Przypomnę: rozmawialiśmy o pedagogice, prezentując rozbieżne poglądy. Zapytałem Ciebie o źródło wiedzy w zakresie pedagogiki, nie odpowiedziałeś, w zamian pytając o moje źródła wiedzy
ODPOWIEDZIAŁEM i teraz ponawiam pytanie: w jakim podręczniku pedagogiki, u jakiego autora wyczytałeś, że nauczanie powinno się odbywać metodą wpajania dogmatów.

>O, wzajemna masturbacja dwóch zaoranych pod-trolli, którzy nie potrafią dyskutować na argumenty, a gdy zniżam się do poziomu ich prymitywnych emocji, to też ich pokonuję małym paluszkiem. A oni mają ból dupy, bo chcą wszystko robić per rectum.
>szarley zwiał od argumentów, to leci do Wenancjusza, czyli emocjonalnego krzykacza bez argumentów i razem liżą się po jajkach, ale moje argumenty leżą odłogiem i bolą każdego z tych trolli

Pozostawiam cały Twój cytat, Nikt Cię nie skompromituje bardziej, niż poziom Twojej "kultury" i narcyzmu
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Przypomnę: rozmawialiśmy o pedagogice, prezentując rozbieżne poglądy. Zapytałem Ciebie o źródło wiedzy w zakresie pedagogiki, nie odpowiedziałeś, w zamian pytając o moje źródła wiedzy
>ODPOWIEDZIAŁEM i teraz ponawiam pytanie: w jakim podręczniku pedagogiki, u jakiego autora wyczytałeś, że nauczanie powinno się odbywać metodą wpajania dogmatów.

Narcystyczna próba przeramowania. Post factum dorabiasz interpretację żeby się wybielić. Żenada.

Przypomnę: rozmawialiśmy na dogmatach, co wynikło z postu Maxa Golonki i jego kontekstu. Potem to ty przeszedłeś do tematu pedagogiki, więc podałem przykłady niezbędnych dogmatów i napisałem zgodnie z faktami, że należy uczyć zarówno dogmatów, jak i sceptycyzmu i samodzielnego myślenia, ale ty doszukujesz się tu dychotomii i przeciwieństw, choć ich tu nie ma.

>Pozostawiam cały Twój cytat, Nikt Cię nie skompromituje bardziej, niż poziom Twojej "kultury" i narcyzmu

Narcyzmu, który stwierdził ekspert szarley, którego z kolei nie można ocenić podając argumenty. On to robi nie podając. Uznanie takiej różnicy klas nie jest wywyższaniem się z mojej strony, tylko udowodnieniem tego jakim ty jesteś żałosnym narcyzem. I podałem argumenty, a ty tylko się żałośnie emocjonujesz. Typowe zachowanie ludzi, którzy sobą gardzą i próbują wyprzeć to uczucie.
szarley (54913 punktów)

ODPOWIEDZIAŁEM i teraz ponawiam pytanie: w jakim podręczniku pedagogiki, u jakiego autora wyczytałeś, że nauczanie powinno się odbywać metodą wpajania dogmatów.

Olson:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,741277#w741501
Cytat:
Pokaż mi w takim razie podręcznik do pedagogiki, który przeczy nauczaniu tego co wypisałem, a do czego nie umiałeś się odnieść. Czekam.


Odpowiedziałem: Cytat:

1 Spock (popularnonaukowy)
2 Korczak (bardzo w świecie ceniony)
3 Benečik (choć tego akurat możesz nie znać


Teraz ja czekam
Znów nawiewka Olsona???
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No to pokaż konkretne stwierdzenia. Jestem ciekaw stwierdzeń Korczaka, który uważa, że nie powinno się nauczać np, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, albo zasad gramatyki języka polskiego, czy podstaw algebry, bądź wspomnianej chemii.

Nie mogę się doczekać
szarley (54913 punktów)
>No to pokaż konkretne stwierdzenia. Jestem ciekaw stwierdzeń Korczaka, który uważa, że nie powinno się nauczać np, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, albo zasad gramatyki języka polskiego, czy podstaw algebry, bądź wspomnianej chemii.
>Nie mogę się doczekać

Już cytowałem.

Czekam na odpowiedź na pytanie, które sam zadaleś
Ja odpowiedziałem, Teraz Twoja kolej
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie cytowałeś. I uciekłeś od argumentów, którymi były przykłady niezbędnych dogmatów. Nadal tkwisz w swojej sprzeczności i nie umiesz się przyznać do błędu.
szarley (54913 punktów)
>Nie cytowałeś. I uciekłeś od argumentów, którymi były przykłady niezbędnych dogmatów. Nadal tkwisz w swojej sprzeczności i nie umiesz się przyznać do błędu.

1 Cytowałem, tylko nie rozpoznałeś cytatu. Powtórzyć?
2 Dostałeś odpowiedź, czekam na Twoją
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>1 Cytowałem, tylko nie rozpoznałeś cytatu. Powtórzyć?

Tak. Czekam na cytat gdzie Korczak twierdzi, że nie należy nauczać gramatyki języka polskiego, albo faktów historycznych, czy też twierdzenia Pitagorasa. Czekam z zapartym tchem

>2 Dostałeś odpowiedź, czekam na Twoją

Znów kłamiesz, chyba że twoją ucieczkę mam uznać jako odpowiedź, że przyznajesz się do winy, ale czekam aż zrobisz to pisząc o tym wprost.
szarley (54913 punktów)
>>1 Cytowałem, tylko nie rozpoznałeś cytatu. Powtórzyć?
>Tak.
Powtórzę: dziecku trzeba dać do ręki narzędzia do poznawania świata

>>2 Dostałeś odpowiedź, czekam na Twoją
>Znów kłamiesz, chyba że twoją ucieczkę mam uznać jako odpowiedź, że przyznajesz się do winy, ale czekam aż zrobisz to pisząc o tym wprost.

Pytałeś, o autorów publikacji przeczących Twojej teorii. Podałem trzech. Czekam na odpowiedź o autorów, którzy potwierdzają twoją tezę o dogmatycznym nauczaniu

Wszystkie Twoje warunki spełniłem. Czekam
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>1 Cytowałem, tylko nie rozpoznałeś cytatu. Powtórzyć?
>>Tak.
>Powtórzę: dziecku trzeba dać do ręki narzędzia do poznawania świata

Po co to powtarzasz? Już to pisałeś i się zgodziłem. Ale to ma się nijak do tematu pewników, których także należy nauczać i które są niezbędne, aby można było w ogóle mówić o narzędziach do poznawania świata.

>>>2 Dostałeś odpowiedź, czekam na Twoją
>>Znów kłamiesz, chyba że twoją ucieczkę mam uznać jako odpowiedź, że przyznajesz się do winy, ale czekam aż zrobisz to pisząc o tym wprost.
>Pytałeś, o autorów publikacji przeczących Twojej teorii. Podałem trzech. Czekam na odpowiedź o autorów, którzy potwierdzają twoją tezę o dogmatycznym nauczaniu
>Wszystkie Twoje warunki spełniłem. Czekam

Nie podałeś konkretów, tylko wymieniłeś nazwiska, szkalując tych ludzi i zarzucając im, że są przeciwni nauczania np zasad gramatyki, arytmetyki, podstaw filozofii, faktów historycznych itd. Teraz się z tego tłumacz, bo inaczej po prostu wymienię twój nick i przypiszę go do bycia autorem np hmm pedofilskiego porno i będzie to taki sam "dowód" jak twoje wymienienie nazwisk.

Ja wymieniłem przykłady takich dogmatów. To, że uciekasz od tego, to już twój problem i dowód na to, że jesteś tchórzliwym narcyzem.
szarley (54913 punktów)
Czekam na nazwisko/tytuł publikacji, która potwierdza Twoją teorię o konieczności dogmatycznego nauczania

Udowodniłeś, że nie miałeś w ręku żadnego podręcznika pedagogiki
Q.E.D.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Czekam na nazwisko/tytuł publikacji, która potwierdza Twoją teorię o konieczności dogmatycznego nauczania

Podałem przykłady dogmatów, które są niezbędne. To jest ważniejsze niż odpowiedź na twoje pytanie o jakiś podręczniczek do pedagogiki.

>Udowodniłeś, że nie miałeś w ręku żadnego podręcznika pedagogiki

Po pierwsze to znów konfabulujesz, a po drugie to nie temat o olsonie i tym czy czytał podręcznik do pedagogiki. No ale uciekasz w ten temat, bo co do meritum jesteś bezsilny.
28-04-2017 19:55 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>> >>Naukowcy, w tym chemicy, nie zajmują się takimi PIERDOŁAMI.
>To nie są pierdoły, tylko rozwinięcie pytań dotyczących naszej niewiedzy w różnych tematach.<<

Naukowcy w takiej sytuacji odpowiadają, że odpowiedzą, gdy już zdobędą odpowiednią wiedzę.
>>Filozofowie chcą wiedzieć jak jest naprawdę i dochodzą do meta-myślenia, które uświadamia nasze braki poznawcze.<<
A naukowcy posługując się myśleniem też zdają sobie sprawę z tego, czego nie wiedzą.

______
...
Ile kroków jest stąd do Powiśla?
Co myślałby filozof, gdyby myślał?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> >>Naukowcy, w tym chemicy, nie zajmują się takimi PIERDOŁAMI.
>>To nie są pierdoły, tylko rozwinięcie pytań dotyczących naszej niewiedzy w różnych tematach.<<
>Naukowcy w takiej sytuacji odpowiadają, że odpowiedzą, gdy już zdobędą odpowiednią wiedzę.

Aby ją zdobyć, muszą być filozofami, tzn muszą umieć zadawać pytania.

>>>Filozofowie chcą wiedzieć jak jest naprawdę i dochodzą do meta-myślenia, które uświadamia nasze braki poznawcze.<<
>A naukowcy posługując się myśleniem też zdają sobie sprawę z tego, czego nie wiedzą.

Nie wszyscy. Wielu naukowców uczy się podstaw swojej dziedziny na zasadzie kopiuj-wklej. Wtedy nie rozumieją co się do nich mówi, tak jak np szarley.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>> Wielu naukowców uczy się podstaw swojej dziedziny na zasadzie kopiuj-wklej. Wtedy nie rozumieją co się do nich mówi, tak jak np szarley.<<
Ci od CtrlC CtrlV nie tworzą nauki.
A co możemy powiedzieć o filozofach? O ile np. fizyka to continuum tworzone przez pokolenia fizyków, to mówiąc o filozofii prawie zawsze dodajemy nazwisko konkretnego filozofa. Ci wybitniejsi mogą powoływać się na wcześniejszych, ale w końcu i tak tworzą własny system, który nie musi w żaden sposób korelować się z wcześniejszymi systemami.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Wielu naukowców uczy się podstaw swojej dziedziny na zasadzie kopiuj-wklej. Wtedy nie rozumieją co się do nich mówi, tak jak np szarley.<<
>Ci od CtrlC CtrlV nie tworzą nauki.

Współtworzą to byłoby dobre słowo. Albo inaczej - współtworzą środowisko naukowe i przyczyniają się do oficjalnych teorii. Psychologia jest mocno zaśmiecona takimi bzdurami, ale nie tylko ona.

Oczywiście pojedynczy dobrzy naukowcy najbardziej przyczyniają się do rozwoju, gdy nie słuchają tego co bredzi większość. Ta większość jednak też walnie przyczynia się do uznania jakichś teorii za słuszne. Większość uczy się z książek, bez faktycznego głębszego zrozumienia. Nawet gdy rozumieją wycinkowo swój temat, to i tak nie potrafią tego odnosić do szerszej całości. Po prostu mało sami myślą, bo pewnie nie mają czasu.

>A co możemy powiedzieć o filozofach? O ile np. fizyka to continuum tworzone przez pokolenia fizyków, to mówiąc o filozofii prawie zawsze dodajemy nazwisko konkretnego filozofa. Ci wybitniejsi mogą powoływać się na wcześniejszych, ale w końcu i tak tworzą własny system, który nie musi w żaden sposób korelować się z wcześniejszymi systemami.

Nie zgadzam się. Dorobek filozofów składa się na nasze rozumienie metafizyki, a to o nie chodzi, a systemy filozoficzne to tylko pomocniczy sposób dojścia do tego. Gdy samemu dochodzi się do meta-myślenia, jasne staje się, że każde myślenie to jakaś filozofia, tylko może być bardziej lub mniej spójna i odnosząca się do obserwacji i definicji. Nauka musi być osadzona w filozofii. Sama jest w pewnym sensie filozofią.
szarley (54913 punktów)
>Nie wszyscy. Wielu naukowców uczy się podstaw swojej dziedziny na zasadzie kopiuj-wklej.
Czyli zgodnie z teorią pedagogiki Olsona, że nauczanie powinno być oparte na dogmatach
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie wszyscy. Wielu naukowców uczy się podstaw swojej dziedziny na zasadzie kopiuj-wklej.
>Czyli zgodnie z teorią pedagogiki Olsona, że nauczanie powinno być oparte na dogmatach

Znów w emocjach kompromitujesz się, zapominając o czym była rozmowa i jakiego kontekstu dotyczyła. Ekwiwokacja szarleya i zaczepianie w stylu ulicznego żula. Przez swoją pychę szarley upadł na samo dno.
30-04-2017 21:49 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>>>Nie wszyscy. Wielu naukowców uczy się podstaw swojej dziedziny na zasadzie kopiuj-wklej.
>>Czyli zgodnie z teorią pedagogiki Olsona, że nauczanie powinno być oparte na dogmatach
>Znów w emocjach kompromitujesz się, zapominając o czym była rozmowa i jakiego kontekstu dotyczyła. Ekwiwokacja szarleya i zaczepianie w stylu ulicznego żula. Przez swoją pychę szarley upadł na samo dno.

Nie Ty decydujesz o TYM i wpałkuj sobie to do zakutego łba. Jest zupełnie odwrotnie! I widownia to widzi. Nie interesują mnie Twoje opinie absolutnie. A żulem się okazujesz Ty sam, w dodatku wulgarnym. A kontekst, jak go przedstawiłeś, jest znany. Zwykłe pustosłowie, nie przymierzając werbalizm. Chłopie! Masz potężne problemy ze sobą! Tak wielkie, że powinieneś to sam zauważyć już dawno. Nie potrafisz nawet ich zauważyć, nawet jak Tobie przeszkadzają w życiu. No chyba, że nie pracujesz i siedzisz w domu. Bo jak zauważyłem, to natychmiast reagujesz na wpisy dotyczące Ciebie. Czyli masz czas i tylko czyhasz na forum, kto i jak Ciebie nazwie. Ja tylko powiem delikatnie, głupek w gumiakach jesteś! A należą się Tobie i gorsze określenia.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Wenancjusz to moje alter konto. Specjalnie je stworzyłem, by inni ulegli złudzeniu, że jak ktoś się ze mną nie zgadza, to zazwyczaj nie ma argumentu i emocjonalnie krzyczy, udowadniając, że miałem rację i że adwersarz jest bezsilny w dyskusji.

Moje pozostałe alter konta to np szarley i Jan Lewandowski. Parodiuję kontrargumenty wobec moich stwierdzeń, aby stworzyć wrażenie, że każda próba sklecenia takiego kontrargumentu jest głupia
diogenes (42753 punktów)
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
>Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.

Zdanie Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji. jest odpowiedzią na pytanie Jak długo (= ile lat) trwa ewolucja homo...

>Smaczne rzeczy i seks oraz ciekawość poznawcza (i estetyczna) świata, a także pomaganie podobnym istotom (w tym dzieciom) to naturalne i oczywiste działania.

To zdaje się za mało.

We Francji głośno jest o książce filozofa młodego pokolenia Tristana Garcia (l.36) pt. Intensywne życie. Tytuł mówi wszystko: sensem życia, a jednocześnie moralnym imperatywem współczesnego człowieka jest intensywność życia. Ciekawa propozycja. Tak więc zdaniem Garcia nie wystarczy prosta wyliczanka elementów życia: chodzi o ich intensywność. Na przykładzie seksu: seks owszem, ale nie sprowadzony do rutyny, kopulacji,...itd. Kategoria intensywności obejmowałaby różne, z pozoru odmienne style bycia. Pracę, sport, alei i polityczną rebelię z dżihadem włącznie...

Książki jeszcze nie czytałem. Tu namiary do krótkich recenzji:

www.faz.ne(*)tPagedArticle=true#pageIndex_2

www.suhrka(*)eben-tristan_garcia_58700.html

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
farmer (22440 punktów)

>Kategoria intensywności obejmowałaby różne, z pozoru odmienne style bycia. Pracę, sport,

Kubica...Schumacher....Gollob
Tisze jediesz dalsze budiesz. Tyle że to są rady wujka dobra rada o tej intensywności. Nie czytałem książki ale pachnie mi to filmikami motywacyjnymi
www.youtube.com/watch?v=W4vBoGTmbjg

Arnold Schwarzenegger...nie możesz być kulturystą....nie możesz być aktorem....nie możesz być gubernatorem
www.youtube.com/watch?v=i5AIH2p7kd4

>imperatywem współczesnego człowieka jest intensywność życia
się rozpędził

Tu też o sensie
www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4
Pełna moc możliwości: Jacek Walkiewicz at TEDxWSB
28-04-2017 17:22 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Kubica...Schumacher....Gollob

Mniejsza o nazwiska. Krótko: adrenalina. Jako obiektywny miernik sensu życia.

>rady wujka...

To nie są rady. To jest opis. Albo podświadomy imperatyw. W analogii do alkoholizmu - jakiś ...holizm. Seksoholizm, pracoholizm, internetoholizm,...dużo tych holizmów.

>>imperatywem współczesnego człowieka jest intensywność życia
>się rozpędził

Myślę, że ujął ważny aspekt naszej cywilizacji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
28-04-2017 18:07 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Kubica...Schumacher....Gollob
>Mniejsza o nazwiska. Krótko: adrenalina. Jako obiektywny miernik sensu życia.

Te nazwiska są kwintesencją intensywności i jej konsekwencji
Nie wszyscy tak robią.


>>rady wujka...
>To nie są rady. To jest opis. Albo podświadomy imperatyw. W analogii do alkoholizmu - jakiś ...holizm. Seksoholizm, pracoholizm, internetoholizm,...dużo tych holizmów.

Odkrył Amerykę?

>>>imperatywem współczesnego człowieka jest intensywność życia
>>się rozpędził
>Myślę, że ujął ważny aspekt naszej cywilizacji.

Bo jest filozofem to rozkminia takie rzeczy jak sens życia, robił jakieś badania?
Na ziemi jest 7 miliardów ludzi. Zaledwie kilka procent coś tam intensywnie robi.
Sporo ludzi kupuje jeszcze ziemniaki w warzywniaku a nie stoi 4 godziny w korku do marketu.
28-04-2017 19:40 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Te nazwiska są kwintesencją intensywności i jej konsekwencji
>Nie wszyscy tak robią.

Mówisz o popularnej intensywności. Ciebie na forum sprowadza co? Nuda czy namiętność?

>Bo jest filozofem to rozkminia takie rzeczy jak sens życia, robił jakieś badania?

A to filozofia jest od badania? Gość rzucił pewną koncepcję ... W ramach prac magisterskich czy doktorskich można temat drążyc dalej...

>Na ziemi jest 7 miliardów ludzi. Zaledwie kilka procent coś tam intensywnie robi.

Zsumuj tych,co zamierzają się intensywnie odchudzać, spłacić kredyt, zaistnieć w mediach, w sztuce, polityce, itp... Będzie tego kilkadziesiąt procent...



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
farmer (22440 punktów)
>>Te nazwiska są kwintesencją intensywności i jej konsekwencji
>>Nie wszyscy tak robią.
>Mówisz o popularnej intensywności.
Mówię o intensywności którą przeżyje w swoim życiu garstka.

>Ciebie na forum sprowadza co? Nuda czy namiętność?
Bez znaczenia w tym temacie

>>Bo jest filozofem to rozkminia takie rzeczy jak sens życia, robił jakieś badania?
>A to filozofia jest od badania? Gość rzucił pewną koncepcję ... W ramach prac magisterskich czy doktorskich można temat drążyc dalej...

Przygląda się cieniom na jaskini. Jego sprawa. Tyle że co, obserwował życie w francuskiej kafejce czy jeździł busem na zbiór jabłek przez osiem lat i wie?


>>Na ziemi jest 7 miliardów ludzi. Zaledwie kilka procent coś tam intensywnie robi.
>Zsumuj tych,co zamierzają się intensywnie odchudzać, spłacić kredyt, zaistnieć w mediach, w sztuce, polityce, itp... Będzie tego kilkadziesiąt procent...

Takie coś dzieje się od zawsze, ktoś coś tam chce to chyba życie się nazywa? Filozof doda do tego wyświechtane "sens życia" wymiesza z "imperatywami" i sru...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Filozof doda do tego wyświechtane "sens życia" wymiesza z "imperatywami" i sru...

Na tej zasadzie to matematyk wszystko przełoży na liczby, fizyk na wzory, chemik na reakcje, żyd na pieniądze itd. Filozofia nie polega na religijnej ideologii. To tylko jakiś odłamek, podobnie jak disco polo nie świadczy o całości muzyki. Każdy jest filozofem, tylko debile mają głupie filozofie, a ludzie inteligentni mają... swoje własne.
29-04-2017 12:30 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Filozof doda do tego wyświechtane "sens życia" wymiesza z "imperatywami" i sru...
>Na tej zasadzie to matematyk wszystko przełoży na liczby, fizyk na wzory, chemik na reakcje, żyd na pieniądze itd. Filozofia nie polega na religijnej ideologii. To tylko jakiś odłamek, podobnie jak disco polo nie świadczy o całości muzyki. Każdy jest filozofem, tylko debile mają głupie filozofie, a ludzie inteligentni mają... swoje własne.

To się pytałem retorycznie czy on odkrył Amerykę? Być czy mieć, zjeść ciastko czy go mieć, gonić króliczka, droga jest celem samym w sobie itd. To filozofia stara jak świat. Ktoś zna odpowiedź?
Do takiej filozofii wystarczy pół litry i zagryzka.

Interpretacja cieni na jaskini nie jest tożsama z ciekawością co to jest jak to zbadać i czy dotknąć to gołą ręką czy może jednak kijem.

Korelacja wiedzy do odległości zawsze nastręcza takich pytań ale czy to jest filozofia?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To się pytałem retorycznie czy on odkrył Amerykę? Być czy mieć, zjeść ciastko czy go mieć, gonić króliczka, droga jest celem samym w sobie itd. To filozofia stara jak świat. Ktoś zna odpowiedź?

To nie jest filozofia, tylko pseudofilozofia

Filozofia jest bardziej ścisłą nauką, która w założeniu polega właśnie na dążeniu do pozbywania się takich pytań.
29-04-2017 13:30 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>To się pytałem retorycznie czy on odkrył Amerykę? Być czy mieć, zjeść ciastko czy go mieć, gonić króliczka, droga jest celem samym w sobie itd. To filozofia stara jak świat. Ktoś zna odpowiedź?
>To nie jest filozofia, tylko pseudofilozofia

Podstaw imperatyw i można pisać książkę.

>Filozofia jest bardziej ścisłą nauką, która w założeniu polega właśnie na dążeniu do pozbywania się takich pytań.

Krzysztof Antoni Meissner (ur. 1 września 1961[1]) - polski fizyk teoretyk, profesor doktor habilitowany nauk fizycznych, specjalista w zakresie teorii cząstek elementarnych.
Pracuje w Katedrze Teorii Cząstek i Oddziaływań Elementarnych Instytutu Fizyki Teoretycznej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego[2] od momentu ukończenia studiów na tym wydziale w 1985 roku[3]. W 1997 roku, również na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, napisał rozprawę habilitacyjną pod tytułem Rola symetrii teorii strun niekrytycznych i kosmologii strunowej.
pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Meissner

Czyżby. A jak on mówi o transcendencji to po wiesz że świruje czy filozofuje?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>To się pytałem retorycznie czy on odkrył Amerykę? Być czy mieć, zjeść ciastko czy go mieć, gonić króliczka, droga jest celem samym w sobie itd. To filozofia stara jak świat. Ktoś zna odpowiedź?
>>To nie jest filozofia, tylko pseudofilozofia
>Podstaw imperatyw i można pisać książkę.

Książkę można napisać na każdy temat. Wystarczy spojrzeć na dział literatury o samorozwoju


>Czyżby. A jak on mówi o transcendencji to po wiesz że świruje czy filozofuje?

Nie wiem o co konkretnie pytasz
29-04-2017 14:35 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>>>To się pytałem retorycznie czy on odkrył Amerykę? Być czy mieć, zjeść ciastko czy go mieć, gonić króliczka, droga jest celem samym w sobie itd. To filozofia stara jak świat. Ktoś zna odpowiedź?
>>>To nie jest filozofia, tylko pseudofilozofia
>>Podstaw imperatyw i można pisać książkę.
>Książkę można napisać na każdy temat. Wystarczy spojrzeć na dział literatury o samorozwoju

Ale przy użyciu "mądrych słów" stoi na innej półce

>>Czyżby. A jak on mówi o transcendencji to po wiesz że świruje czy filozofuje?
>Nie wiem o co konkretnie pytasz

Czy świruje czy filozofuje

Lub w jaki sposób "Filozofia jest bardziej ścisłą nauką, która w założeniu polega właśnie na dążeniu do pozbywania się takich pytań" przy użyciu terminu transcendencja dąży do pozbywania się takich pytań?

Oglądałeś Prometeusza? Gonienie króliczka.
Transcendencja brzmi lepiej. Brzmi tak dobrze że spokojnie można grzebać w strunach.
29-04-2017 21:51 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No więc tak. Współczesna filozofia różni się od tego co ludzie powszechnie rozumieją pod tym terminem. Chodzi generalnie o usystematyzowanie myślenia, wartości, dostrzeganie schematów obecnych w świecie i kierujących ludźmi. Filozofia jest właściwie nauką najbardziej podstawową. Jeśli ktoś nie ma filozoficznych pytań, to jest idiotą, albo robotem. Jeśli ktoś ma odpowiedzi będące jakimś systemem wierzeń, to jest to wg mnie pseudofilozofia. Czymś takim są np niektóre nurty psychologiczne, coaching NLP, religie, kibicowanie drużynom piłki nożnej, plebejskie typowe przekonania (np że trzeba spłodzić syna, posadzić dąb i coś trzeciego jeszcze było, nie pamiętam, ale chyba chodzi o picie wódki ) Takie pojedyncze Duchy Prawdy, Krystkony, Kanty, Berkeleye, Tomasze z Akwinu itd to sobie wymyślali swoje pseudofilozofie i stawali się guru.

Jednak dzięki zapoznawaniu się z poglądami, także błędnymi, człowiek się rozwija i wyłaniają się z tego lepsze meta-przekonania, czyli właśnie filozofia. Defaultowo ludzie na tym poziomie sobie non stop przeczą i to co mówią nadaje się do podtarcia tyłka. Tylko nieliczne jednostki (jakieś 5-10%) potrafią myśleć samodzielnie i spójnie, a także odnosić się do rzeczywistości, a tylko jakiś 0,5% może robić to dobrze. Warto rozumieć tych mądrzejszych i się od nich uczyć, no ale jak kto chce. Większość woli wybierać strefę komfortu i racjonalizacje i tkwić w jakimś prymitywnym resentymencie, zamykając się w klatce swoich emocji i egocentryzmu.
30-04-2017 20:46 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Warto rozumieć tych mądrzejszych i się od nich uczyć, no ale jak kto chce.

No właśnie, a raczej - jak kto nie chce, i nawet nie zamierza.

>Większość woli wybierać strefę komfortu i racjonalizacje i tkwić w jakimś prymitywnym resentymencie, zamykając się w klatce swoich emocji i egocentryzmu.

Podobno komfort jest możliwy, i to zupełny, bez tej całej (wyżej wspomnianej) reszty, która rzeczywiście wydaje się zupełnie bez sensu. Po co więc mięszać jedno z drugiem, jak nie ma potrzeby ku temu?

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Warto rozumieć tych mądrzejszych i się od nich uczyć, no ale jak kto chce.
>No właśnie, a raczej - jak kto nie chce, i nawet nie zamierza.

No a jeśli nie zamierza, no to niech cierpi, bo to właśnie czeka takich osobników, którzy nie chcą. Nie podoba mi się to, ale taki już jest niestety świat. A świat niekoniecznie musi się podobać. Sensu też mieć nie zamierza.

>>Większość woli wybierać strefę komfortu i racjonalizacje i tkwić w jakimś prymitywnym resentymencie, zamykając się w klatce swoich emocji i egocentryzmu.
>Podobno komfort jest możliwy, i to zupełny, bez tej całej (wyżej wspomnianej) reszty, która rzeczywiście wydaje się zupełnie bez sensu. Po co więc mięszać jedno z drugiem, jak nie ma potrzeby ku temu?

Podobno? Komfort to tak naprawdę chwile i iluzje. Ludzie ćpają dla komfortu, ale często istnieje też druga strona medalu.
01-05-2017 07:13 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>No a jeśli nie zamierza, no to niech cierpi, bo to właśnie czeka takich osobników, którzy nie chcą.

Przypomina to trochę logikę starej prostytutki, która - cuchnąca i pomarszczona - we frustracji wyzywa niechętnych jej klientów od pedałów.

>Nie podoba mi się to, ale taki już jest niestety świat. A świat niekoniecznie musi się podobać. Sensu też mieć nie zamierza.

Poza filozofią istnieją też inne źródła wiedzy, choćby agrotechnika.

>Podobno? Komfort to tak naprawdę chwile i iluzje. Ludzie ćpają dla komfortu, ale często istnieje też druga strona medalu.

Odczuwanie komfortu można trenować - pogłębiać, wydłużać, zmieniać jakościowo...
Po co się od razu podniecać, i to byle czym?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-05-2017 18:57 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>No a jeśli nie zamierza, no to niech cierpi, bo to właśnie czeka takich osobników, którzy nie chcą.
>Przypomina to trochę logikę starej prostytutki, która - cuchnąca i pomarszczona - we frustracji wyzywa niechętnych jej klientów od pedałów.

Dziwne skojarzenie. Nie na temat. Przecież napisałem, że jak ktoś nie uczy się od mądrzejszych, to czyni źle i w efekcie cierpi, bo głupie czyny mają złe skutki, a gdyby uczył się od kogoś mądrego, czyniłby lepiej i miałby lepiej. To tak w skrócie. Czyli jak prostytutka za dużo ćpa, to w młodym wieku wygląda brzydko i staro i nikt jej nie chce, a gdyby uczyła się od 40 letniej zadbanej dziwki, to by jeszcze popracowała, zarobiła i miałaby lepszych klientów.

>>Nie podoba mi się to, ale taki już jest niestety świat. A świat niekoniecznie musi się podobać. Sensu też mieć nie zamierza.
>Poza filozofią istnieją też inne źródła wiedzy, choćby agrotechnika.

Co ma ona do tematu?

>>Podobno? Komfort to tak naprawdę chwile i iluzje. Ludzie ćpają dla komfortu, ale często istnieje też druga strona medalu.
>Odczuwanie komfortu można trenować - pogłębiać, wydłużać, zmieniać jakościowo...

Niezbyt.

>Po co się od razu podniecać, i to byle czym?

Po nic. Ale co to ma do rzeczy?
01-05-2017 19:47 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Dziwne skojarzenie. Nie na temat. Przecież napisałem, że jak ktoś nie uczy się od mądrzejszych, to czyni źle i w efekcie cierpi, bo głupie czyny mają złe skutki, a gdyby uczył się od kogoś mądrego, czyniłby lepiej i miałby lepiej...

Czyli wygląda na to, że pytania "jak?", "po co?" i "dlaczego?" miewają, przynajmniej w życiu prostytutek, pewien sens.

>>Poza filozofią istnieją też inne źródła wiedzy, choćby agrotechnika.
>Co ma ona do tematu?

Agrotechnika to bardzo stara dziedzina ludzkiej wiedzy i działalności. Jak wiadomo, publikacje na tematy agrotechniczne były bardzo poczytne już w czasach antycznych, ponieważ zawierały wiele praktycznych porad życiowych, nadających się do zastosownaia nie tylko w rolnictwie. Czytuje Pan może Hezjoda?

>>Po co się od razu podniecać, i to byle czym?
>Po nic. Ale co to ma do rzeczy?

A na to pytanie to trzeba by poszukiwać odpowiedzi u Hipokratesa albo Galena, jeżeli pozostajemy przy autorach starożytnych. Taka humoralna patologia.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-05-2017 20:22 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Dziwne skojarzenie. Nie na temat. Przecież napisałem, że jak ktoś nie uczy się od mądrzejszych, to czyni źle i w efekcie cierpi, bo głupie czyny mają złe skutki, a gdyby uczył się od kogoś mądrego, czyniłby lepiej i miałby lepiej...
>Czyli wygląda na to, że pytania "jak?", "po co?" i "dlaczego?" miewają, przynajmniej w życiu prostytutek, pewien sens.

Mają swoje zastosowanie do nieistotnych wycinkowych spraw. Np zarabianie pieniędzy ma sens w odniesieniu do tego, że za te pieniądze coś się kupuje. Czy to kupowanie ma sens? Tylko w odniesieniu do... itd, ale sens jako całość nigdy się nie domyka, podobnie jak celowość nie jest w szerszym ujęciu celowością, tylko działaniem mechanizmów przyczynowo skutkowych.

>Agrotechnika to bardzo stara dziedzina ludzkiej wiedzy i działalności. Jak wiadomo, publikacje na tematy agrotechniczne były bardzo poczytne już w czasach antycznych, ponieważ zawierały wiele praktycznych porad życiowych, nadających się do zastosownaia nie tylko w rolnictwie. Czytuje Pan może Hezjoda?

Nadal nie rozumiem co ma to wspólnego z tematem

>>>Po co się od razu podniecać, i to byle czym?
>>Po nic. Ale co to ma do rzeczy?
>A na to pytanie to trzeba by poszukiwać odpowiedzi u Hipokratesa albo Galena, jeżeli pozostajemy przy autorach starożytnych. Taka humoralna patologia.

Myślę, że takiej odpowiedzi można by poszukać jedynie u Ciebie, bo Hipokrates raczej nie wiedziałby o co Ci teraz chodzi
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Mają swoje zastosowanie do nieistotnych wycinkowych spraw.

Owe "wycinkowe sprawy" są właśnie najbardziej istotne, ponieważ składają się na większą całość, której nadają przyczynę, sposób i cel.

>Np zarabianie pieniędzy ma sens w odniesieniu do tego, że za te pieniądze coś się kupuje. Czy to kupowanie ma sens? Tylko w odniesieniu do... itd, ale sens jako całość nigdy się nie domyka, podobnie jak celowość nie jest w szerszym ujęciu celowością, tylko działaniem mechanizmów przyczynowo skutkowych.

Sens się domyka, ale trzeba ku temu posiadać odpowiednie kompetencje, na przykład - potrzebę czy też poczucie sensu.

>Nadal nie rozumiem co ma to wspólnego z tematem

Dobrze powiedziane - nie rozumiem. Ale z tego, że ktoś czegoś nie rozumie albo nie dostrzega, jeszcze nie wynika, że nie ma to sensu albo nie istnieje.

>Myślę, że takiej odpowiedzi można by poszukać jedynie u Ciebie, bo Hipokrates raczej nie wiedziałby o co Ci teraz chodzi

Grecy starożytni to straszni filuci byli, więc to możebne.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Mają swoje zastosowanie do nieistotnych wycinkowych spraw.
>Owe "wycinkowe sprawy" są właśnie najbardziej istotne, ponieważ składają się na większą całość, której nadają przyczynę, sposób i cel.

No ale właśnie post wyżej wykazałem, że nie nadają, tylko w szerszym kontekście właśnie nic nie znaczą. Znaczą tylko w tym wycinkowym, a to nie nadaje celu całości. Wręcz wymusza, że gdzieś u samej podstawy jest brak celu, przyczyny i sposobu.

>Sens się domyka, ale trzeba ku temu posiadać odpowiednie kompetencje, na przykład - potrzebę czy też poczucie sensu.

Czyli się nie domyka, a jedynie iluzja sensu może się domknąć u nieprzebudzonych Np sens ma dla nich wygrana Legii, pójście do kościoła, założenie rodziny, zjedzenie kiełbasy z musztardą etc.

>>Nadal nie rozumiem co ma to wspólnego z tematem
>Dobrze powiedziane - nie rozumiem. Ale z tego, że ktoś czegoś nie rozumie albo nie dostrzega, jeszcze nie wynika, że nie ma to sensu albo nie istnieje.

A z tego, że ktoś coś pisze lub dostrzega, nie oznacza, że to faktycznie jest prawdą, albo że ma sens.
01-05-2017 16:53 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>To się pytałem retorycznie czy on odkrył Amerykę?
Tu chyba nie chodzi o odkrycie tylko o wyznaczenie trendu.
Jest o nim głośno - czyli trafił z tym tematem.
30-04-2017 18:26 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>We Francji głośno jest o książce filozofa młodego pokolenia Tristana Garcia (l.36) pt. Intensywne życie. Tytuł mówi wszystko: sensem życia, a jednocześnie moralnym imperatywem współczesnego człowieka jest intensywność życia.

Takich filozofów zawsze było na pęczki. Osobliwie często zdarzali się wśród suchotników i syfilityków, umierających w głębokiej biedzie i przeważnie w młodym wieku, co sprawiało, że o natężaniu intensywności życia mogli tylko pomarzyć na kartach własnych filozoficznych dziełek, za to naprawdę intensywnie.

>Ciekawa propozycja.

Zwłaszcza intensywny święty spokój.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
30-04-2017 20:38 
 Ocena 1 na 1
tarkos (10757 punktów)
> intensywny święty spokój.
Albo fascynujący raj?
>
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Albo fascynujący raj?

Szaleństwo ma wiele imion.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
30-04-2017 22:43 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Takich filozofów zawsze było na pęczki. Osobliwie często zdarzali się wśród suchotników i syfilityków...

Nie chodzi o filozofów-suchotników, syfilityków czy chorych na prostatę, ale o ludziach, którzy żyją intensywnie, o kategorię ujmującą pewien sposób bycia...

wiadomosci(*)tse-w-nepalu-6117570441520769a

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Nie chodzi o filozofów-suchotników, syfilityków czy chorych na prostatę, ale o ludziach, którzy żyją intensywnie, o kategorię ujmującą pewien sposób bycia...

Chodzi tu chyba raczej o pewien wzorzec aktywności neurohormonalnej.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-05-2017 08:42 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>sposób bycia...
>wzorzec aktywności neurohormonalnej.

Myślę, że jedno i drugie. Musimy tylko rozróżnić fakty, które wyjaśniamy (tu: sposób bycia, opis, eksplanandum), od faktów, którymi wyjaśniamy (np. aktywność neurohormonalna, eksplanans). Kategoria intensywności życia wydaje się być na tyle ogólna, bo obejmuje zachowania z pozoru różne w warstwie opisu (sport ekstremalny, pracoholik, adept zenu podążający ku oświeceniu,...), ale zbliżone do siebie w warstwie wyjaśniania: tu zgodzę się, że sensowną drogą jest jakiś wzorzec zaczerpnięty z neuronauk). Nie mieszałbym do tego stanu zdrowia kogoś, kto w ten sposób docieka tego rodzaju zależności. Wittgenstein jeszcze dzień przed śmiercią (zmarł na raka prostaty) pisał, zdaje się, że coś na temat teorii barw...

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-05-2017 10:17 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>>sposób bycia...
>>wzorzec aktywności neurohormonalnej.
>Myślę, że jedno i drugie.

A ja myślę, że tylko to drugie. Skoro biologia (neurofizjologia) wszystko wyjaśnia, zachowanie można do niej zredukować bez żadnej straty. Po co mówić o jakimś tam "sposobie bycia", gdy chodzi konkretnie - na przykład - o wielkość impulsacji dopaminergicznej.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
Klopton (519 punktów)
>Odnośnie życia ludzkiego.
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
>Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.
>Smaczne rzeczy i seks oraz ciekawość poznawcza (i estetyczna) świata, a także pomaganie podobnym
>istotom (w tym dzieciom) to naturalne i oczywiste działania.
>Brednie o 5 poziomach rozwoju to wymysł przefilozofowanych psychologów z mylnej epoki psychologii.

Nie jesteśmy produktem 3mld lat ewolucji. To ewolucja jest produktem/wymysłem człowieka aby uprawdopodobnić bezsens, aby w nim każdy kto tylko silniejszy mógł bez problemu narzucać swoje wymysły słabszemu, bo przecież w bezsensie można wszystko. W bezsensie smaczne rzeczy, seks i ciekawość poznawcza mogą być zwykłą stratą czasu, dlaczego by nie?
01-05-2017 20:24 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie jesteśmy produktem 3mld lat ewolucji.

Powiedział guru Klopton, abstrahując od wiedzy gromadzonej przez ludzi, z którą się nie zapoznał i której nie jest w stanie zrozumieć.

>To ewolucja jest produktem/wymysłem człowieka aby uprawdopodobnić bezsens, aby w nim każdy kto tylko silniejszy mógł bez problemu narzucać swoje wymysły słabszemu, bo przecież w bezsensie można wszystko.

Emocjonalny bełkot, który nie ma żadnego sensu i świadczy o zaburzeniach Kloptona. A to klops...

>W bezsensie smaczne rzeczy, seks i ciekawość poznawcza mogą być zwykłą stratą czasu, dlaczego by nie?

Gdybyś potrafił myśleć logicznie, to byś wiedział, że w bezsensie nie istnieje strata czasu, bo aby stracić czas, musiałaby istnieć alternatywa dobrego wykorzystania go, czyli sensu.
Klopton (519 punktów)
Myślę, że twoje istnienie jest przykładem bezsensu i straty czasu jednocześnie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To nie myśl, bo ewidentnie ci to nie idzie. Ucz się od mądrzejszych i nabierz pokory, a potem się wypowiadaj.
Klopton (519 punktów)
>To nie myśl, bo ewidentnie ci to nie idzie. Ucz się od mądrzejszych i nabierz pokory, a potem się wypowiadaj.

Olśnij mnie o mądrzejszy, wyrecytuj to co ci indoktrynowano do głowy w szkołach, będę tak cudownie "sensowny" jak i ty. W nieskończoność będą rozpowszechniał zmyślone przez kogoś innego przesądy po forach w necie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
I poza pokazem żenujących narcystycznych emocji oczywiście nie masz żadnego argumentu. Typowe.
Klopton (519 punktów)
>I poza pokazem żenujących narcystycznych emocji oczywiście nie masz żadnego argumentu. Typowe.

Jestem przytłumiony ilością twoich argumentów, jak zawsze na główny temat i wyczerpujące, do tego samodzielne...nie żebyś tylko powtarzał definicje i schematy w które bezrefleksyjnie i fanatycznie wierzysz. Liczba twoich własnych koncepcji i prób ujęcia zagadnień po swojemu, oryginalnie, jest bardzo długa, do dziś nie skończyłem czytać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To czytaj do skutku i wróć jak zrozumiesz, czyli nie wracaj
Miru (124 punktów)
>Odnośnie życia ludzkiego.
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
>Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.
>Smaczne rzeczy i seks oraz ciekawość poznawcza (i estetyczna) świata, a także pomaganie podobnym
>istotom (w tym dzieciom) to naturalne i oczywiste działania.
>Brednie o 5 poziomach rozwoju to wymysł przefilozofowanych psychologów z mylnej epoki psychologii.

Dla niektórych, sensem życia może być niekontrolowany rozwój własnej "wiedzy" i z tego punktu udowadnianie innym swojej wyższości a ich ułomności

ZXfi (176 punktów)
>Odnośnie życia ludzkiego.
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
>Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.

Prazupa zapytała: Jaki mój sens?
- Pytanie bez sensu, bo bulgotanie nie ma sensu.
Po 3 mld lat człowiek zapytał: Jaki mój sens?
- Pytanie bez sensu, bo stanie w korku o 6 rano nie ma sensu.
Po 10 miliardach lat megamózg zapytał: Jaki mój sens?
- Pytanie bez sensu, bo wszechmoc nie ma sensu.
A może jednak ma sens i prazupa o tym wiedziała?

Ciekawe, gdyby odkryto podobną obcą cywilizację, oznaczałoby to celowość ewolucji, dążenie do wytworzenia rozumu mimo że jest niekonieczny w przyrodzie. Jeśli przyroda działa bez celu/ sensu, to dlaczego stwarza rozumy działające z sensem i mające swoje cele? Gdy w dwóch miejscach dzieje się podobnie to nie jest to przypadek, a ścisła właściwość substancji. Dlaczego tak a nie inaczej? Szereg pytań sięga coraz dalej, nauka zdążyła i ten problem rozwiązać, powołując do istnienia tryliardy kwadrylionów miliardów wszechświatów, po to tylko aby ludzkość uwierzyła wreszcie, że to wszystko nie ma sensu, ciekawe
Coraz ciekawiej, szeregowo i równolegle
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli przyroda działa bez celu/ sensu, to dlaczego stwarza rozumy działające z sensem i mające swoje cele?

Na zasadzie losowości. Zanim cokolwiek istniało na serio, zawsze istnieje teoretyczna przestrzeń wariantów możliwych do zaistnienia. Skoro rzeczywistość działa bez sensu i losowo, to następnie wyłania się z tego przejściowy sens, a właściwie jego namiastka, czyli jakieś uporządkowanie. Ponadto umysł ma zdolność do idealizowania tego co sobie wcześniej wyabstrahował i porównywania tego do rzeczywistości - przyspiesza to ewolucję i jest praktycznie mentalnym odwzorowaniem fizycznej ewolucji. Teorie ewoluują analogicznie jak ogranizmy.
kubu (23 punktów)
Czy życie musi mieć jakiś sens? Chyba niekoniecznie...
Rhotax (74 punktów)
>Odnośnie życia ludzkiego.
>Jakiekolwiek pytania jak, dlaczego, po co są bez sensu.
>Jesteśmy produktem 3 mld lat ewolucji.
>Smaczne rzeczy i seks oraz ciekawość poznawcza (i estetyczna) świata, a także pomaganie podobnym
>istotom (w tym dzieciom) to naturalne i oczywiste działania.
>Brednie o 5 poziomach rozwoju to wymysł przefilozofowanych psychologów z mylnej epoki psychologii.

Ale mnie...zdołowałeś
Jestem właśnie po "kłótni" z kolegą. Chłopem prostym, który powiedział coś w stylu, że sensem życia jest, cyt.:"Ruchanie czy też ogólnie robienie sobie dobrze na inne różne sposoby i żeby jakoś przeżyć od wypłaty do wypłaty".
To ja mu odpowiedziałem, że brawo ewolucja, rozwój mózgu...cofnąłeś się i wróciłeś do poziomu małpy.

A potem przychodzę tu na forum ludzi, którzy, przynajmniej, uważają się za bardziej inteligentnych, oświeconych, więcej wiedzących...a to wszystko po nic, ta ich wiedza, te rozmyślania to zmarnowany czas bo ostatecznie dochodzą do tych samych wniosków i prawd co..."Mietek z pod monopolowego" po 5 min. "myślenia"

Się poryczę
To ja myślałem, że człowiek wyróżnia się na tle zwierząt, że ta 'inteligencja' to taki niesamowity dar, że pozwoli mu wykonać niesamowity skok, że wejdzie na wyższy poziom. A tu się okazuje, że człowiekowi wydaje się, że jest na wyższym poziomie od małpy bo nosi sukienkę od Versace...a ja widzę, że to dalej małpa tylko w sukience od Versace

A różnica między discopolowcem, a intelektualistą jest jak między młotkiem do wbijania gwoździ, a młotkiem z naprowadzaniem GPS, wyświetlaczem pokazującym zbliżenie na gwóźdź i małym śmigiełkiem przyśpieszającym młotem żeby człowiek nie musiał tak ręki męczyć - ALE TO DALEJ TĘPY PROSTY MŁOTEK DO WBIJANIA GWOŹDZI :/

I tę inteligencję wykorzystują, zamiast na wymyślenie czegoś zupełnie innego, na wyższym poziomie, to wykorzystują tylko po to, żeby upiększać...MŁOTEK :/

"Oooo, robimy skomplikowane symfonie, oooo robimy skomplikowane srajfony.." NO I CO Z TEGO, to wszystko tylko po to, żeby ZROBIĆ SOBIE DOBRZE (estetycznie czy dla wygody). Czyli to dalej poziom MAŁPY tylko w kolorowej sukience i piórami w dupie

ALE MNIE ZDOŁOWAŁEŚ !!!!
To naprawdę ten mózg, ta inteligencja to nie po to, żeby wejść na jakiś wyższy poziom, odkryć coś więcej, zrozumieć wszechświat tylko żeby "poruchać i robić sobie dobrze" ??????????????????????????????????
A szukanie ważniejszego, głębszego sensu jest - bez sensu

Ale to mnie dołuje z jeszcze innego powodu. Bo jeśli mój mózg mi podrzucał, że: "chodzi o coś więcej, kombinuj, szukaj, nie kończ swojego życia na bycie małpą w sukience..." to jest to MOJA PATOLOGIA. To mój mózg jest zepsuty i mi podpowiada głupoty

No bo jeśli ty masz takie niskie wymagania i potrzeby to...JESTEŚ SZCZĘŚLIWY. Możesz w bardzo łatwy sposób zaspokoić swój mózg...a ja....a ja się męczę !

Przez "wadę" mojego mózgu, który się zagalopował mam teraz ... gorzej. Trudno jest mi osiągnąć spokój, zaspokoić potrzeby tego mózgu

JAK MNIE ZDOŁOWAŁEŚ !
Więcej, zdołowałeś mnie bo oznacza to, że takich ludzi jak ten mój kolega, ty...JEST WIĘKSZOŚĆ, więc dodatkowo czeka mnie....OSAMOTNIENIE

Ale co robić...przecież ja sobie ŚWIADOMIE NIE ZDECYDOWAŁEM, że chcę czegoś więcej :/ to ten mój mózg tak jakoś sam z tym wyskoczył.
To co teraz...elektrowstrząsy, tabletki żeby sobie...stępić mózg

Ale wtedy pojawia się ten dylemat jak z filmu "Matrix" gdy już wiesz jak wygląda świat po wzięciu pigułki (i widzisz, że jest syf), to wziąłbyś pigułkę, żeby dać się z powrotem uśpić ale śnić życie, w którym jesteś bogaczem, masz idealnie, żadnych chorób, stresów i nie pamiętasz rzeczywistości itd.
Ten dylemat trwa tylko do ostatniej sekundy przed wzięciem tabletki do uśpienia, bo potem już będziesz szczęśliwy i masz wszystko w dupie...tylko, że teraz, teraz trudno jest się 'poddać' oszustwu.

I jakbyś mi powiedział, że masz dla mnie tabletkę po której będę się cieszył z byle "ruchania", piwka i dyskoteki co piątek - ale będę szczęśliwy - to bym się zastanawiał czy nie wziąć. Tylko....teraz, teraz to poczucie 'straty', że muszę się czegoś pozbawić, zjechać sobie mózg na gorszy model...eehhhhh...

Ale jest poważniejsza sprawa, bo mam synów i może zrobię im krzywdę gdy będę im wpajał jakieś wyszukane idee, cele itd. Może lepiej zrobić z nich prostych chłopków-roztropków, będą małpami ale...PRZYNAJMNIEJ SZCZĘŚLIWYMI !?!?!?!?

NO JAK MNIE ZDOŁOWAŁEŚ !

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jestem właśnie po "kłótni" z kolegą. Chłopem prostym, który powiedział coś w stylu, że sensem życia jest, cyt.:"Ruchanie czy też ogólnie robienie sobie dobrze na inne różne sposoby i żeby jakoś przeżyć od wypłaty do wypłaty".
>To ja mu odpowiedziałem, że brawo ewolucja, rozwój mózgu...cofnąłeś się i wróciłeś do poziomu małpy.

Nie musiał się cofać. Przyjemność faktycznie mogłaby być jedynym sensem życia. Nie ma nic co bez przyjemności wypełniłoby taki sens. Inna sprawa to, że by była przyjemność trzeba też się napracować, co jest nieprzyjemne. Jednak służy to przyjemności.

>A potem przychodzę tu na forum ludzi, którzy, przynajmniej, uważają się za bardziej inteligentnych, oświeconych, więcej wiedzących...a to wszystko po nic, ta ich wiedza, te rozmyślania to zmarnowany czas bo ostatecznie dochodzą do tych samych wniosków i prawd co..."Mietek z pod monopolowego" po 5 min. "myślenia"

No nie do tych samych i nie każdy kto pisze na forum racjonalisty jest inteligentny.

Inteligentny człowiek raczej dochodzi do wniosku, że nic nie ma sensu.

>Się poryczę
>To ja myślałem, że człowiek wyróżnia się na tle zwierząt, że ta 'inteligencja' to taki niesamowity dar

To źle myślałeś Narcystyczne wyparcie tak brzmi, ale to tylko pocieszanie się przez słabych ludzi, że niby są tacy wspaniali. Śmieszy mnie, a czasem wkurza, gdy ktoś twierdzi, że człowiek i jego mózg są w jakimś sensie niesamowici. No litości...

>A tu się okazuje, że człowiekowi wydaje się, że jest na wyższym poziomie od małpy bo nosi sukienkę od Versace...a ja widzę, że to dalej małpa tylko w sukience od Versace

Jest na wyższym poziomie od małpy, jeśli posiada autonegację, czyli zauważa swoją własną płytkość i nie obnosi się z jakimś "wspaniałym umysłem" będącym darem od Boga

>To naprawdę ten mózg, ta inteligencja to nie po to, żeby wejść na jakiś wyższy poziom, odkryć coś więcej, zrozumieć wszechświat tylko żeby "poruchać i robić sobie dobrze" ??????????????????????????????????

Tak. odkrywanie czegoś więcej i próba zrozumienia wszechświata to tylko ucieczka przed niewiedzą, która wiąże się ze strachem.

>A szukanie ważniejszego, głębszego sensu jest - bez sensu

Nie ma takiego sensu, ale może warto go szukać, by dojść do wniosku, że to bez sensu, zamiast wierzyć jak większość, że jakieś dziadostwo ma sens, np ojczyzna, czy zwycięstwa drużyny sportowej.

>Ale to mnie dołuje z jeszcze innego powodu. Bo jeśli mój mózg mi podrzucał, że: "chodzi o coś więcej, kombinuj, szukaj, nie kończ swojego życia na bycie małpą w sukience..." to jest to MOJA PATOLOGIA. To mój mózg jest zepsuty i mi podpowiada głupoty

To naturalny etap, taka patologia pobudza myślenie i jeśli to spożytkujesz jak należy, to będziesz dzięki temu mądrzejszy.

>No bo jeśli ty masz takie niskie wymagania i potrzeby to...JESTEŚ SZCZĘŚLIWY. Możesz w bardzo łatwy sposób zaspokoić swój mózg...a ja....a ja się męczę !

Nie do końca. Szczęśliwym jest się gdy z tymi wymaganiami idzie w parze ich realizacja. Dużo rzeczy potrafi zaburzyć takie iluzoryczne szczęście zwykłych ludzi.

>Ale wtedy pojawia się ten dylemat jak z filmu "Matrix" gdy już wiesz jak wygląda świat po wzięciu pigułki (i widzisz, że jest syf), to wziąłbyś pigułkę, żeby dać się z powrotem uśpić ale śnić życie, w którym jesteś bogaczem, masz idealnie, żadnych chorób, stresów i nie pamiętasz rzeczywistości itd.

Ja bym właśnie nie wziął, bo z tego pkt widzenia to właśnie byłoby najbardziej bez sensu.
Rhotax (74 punktów)
Ale wiesz, że twoja odpowiedź - na pewno - mnie nie pocieszyła
A jeśli nawet w założeniu nie miała, tzn. że chciałeś tylko siebie "upewnić", że twoje podejście i myślenie jest słuszne

>Nie musiał się cofać. Przyjemność faktycznie mogłaby być jedynym sensem życia. Nie ma nic co bez przyjemności wypełniłoby taki sens. Inna sprawa to, że by była przyjemność trzeba też się napracować, co jest nieprzyjemne. Jednak służy to przyjemności.

Ale tak to ja bym mógł myśleć i ci przytaknąć gdyby już stępił sobie mózg do niższego poziomu. Bo takie podejście to ja miałem, nie wiem, w wieku 16-24 lata...i jakby przeszedłem ten etap takiego myślenia i potem poszedłem - dalej.
A ty mówisz, że 'mądre' jest się cofnąć w rozwoju do tego niższego podejścia.
Tzn. dobra, może nawet nie to, że mówisz "mądre" ale najbardziej znośne.
Przyznajesz, że bycie debilem powoduje bycie szczęśliwym, a zbytnia wyobraźnia i 'szersze' myślenie jest szkodliwe i powoduje depresję.

>>A potem przychodzę tu na forum ludzi, którzy, przynajmniej, uważają się za bardziej inteligentnych, oświeconych, więcej wiedzących...a to wszystko po nic, ta ich wiedza, te rozmyślania to zmarnowany czas bo ostatecznie dochodzą do tych samych wniosków i prawd co..."Mietek z pod monopolowego" po 5 min. "myślenia"
>No nie do tych samych
Dla ciebie nie do tych samych, dla mnie do tych samych.

>>To ja myślałem, że człowiek wyróżnia się na tle zwierząt, że ta 'inteligencja' to taki niesamowity dar
>To źle myślałeś Narcystyczne wyparcie tak brzmi, ale to tylko pocieszanie się przez słabych ludzi, że niby są tacy wspaniali. Śmieszy mnie, a czasem wkurza, gdy ktoś twierdzi, że człowiek i jego mózg są w jakimś sensie niesamowici. No litości...
Ale to znaczy, że wielu fizyków, naukowców to słabeusze. I próbujesz mnie przekonać, że discopolowiec jest silniejszy niż każdy naukowiec - a dla mnie on jest bardziej 'stępiony'.

>>A tu się okazuje, że człowiekowi wydaje się, że jest na wyższym poziomie od małpy bo nosi sukienkę od Versace...a ja widzę, że to dalej małpa tylko w sukience od Versace
>Jest na wyższym poziomie od małpy, jeśli posiada autonegację, czyli zauważa swoją własną płytkość[..]
Ale to TYLKO twoja (i tobie podobnych) wersja jaką sobie wymyśliłeś. To nie jest jakaś "prawda". To ty sobie w swoim mikroświecie wymyśliłeś, że tak to będziesz ustawiał, nazywał, wartościował, itd. W twoim przypadku to działa i czujesz się przez to lepiej jak to sobie tak poukładasz.
A ja musiałbym "siebie oszukać", żeby uwierzyć w taką wersję, która jest sprzeczna z moim wartościowaniem "kiedy człowiek jest na wyższym poziomie od małpy".
Bo dla mnie bardziej liczy się...wynik, a tutaj w wyniku mamy takie same zachowanie jak małpy czy discopolowca, tylko na innych podstawach, motywacjach.

>>A szukanie ważniejszego, głębszego sensu jest - bez sensu
>Nie ma takiego sensu, ale może warto go szukać, by dojść do wniosku, że to bez sensu, zamiast wierzyć jak większość, że jakieś dziadostwo ma sens, np ojczyzna, czy zwycięstwa drużyny sportowej.

Ale wtedy staje się kapustą. Kononowiczem "nie ma niczego". Warzywem, które o niczym nie myśli tylko...trwa. To naprawdę musiałbym brać jakieś leki blokujące aktywność mózgu.
To jest jak droga bez powrotu albo "czego oczy nie widzą tego sercu nie żal", tzn. np. w PRL'u wszyscy mogli mieć tylko takie same meble, zegary z kukułką, telewizory itd. NIKT NIKOMU NIE ZAZDROŚCIŁ bo nikt NIE WIDZIAŁ, że można mieć lepszy, inny. Nikt nie widział jak żyją gwiazdy w hollywood itd. więc NIE CZUŁ ŻE MA COŚ GORSZEGO, że potrzebuje czegoś więcej.
Ale jak już teraz ludzie WIDZĄ, że inni mają coś lepszego, coś więcej to im samym już nie wystarczy maluch, telewizor rubin itd.
Już zobaczyli lepsze i NI CHU-CHU nie uda im się cofnąć i wrócić do świadomości, że telewizor rubin to fajna rzecz i wystarczy.
Tak samo z "myśleniem", jak byłem mały to mój mózg sięgał ledwie do takich rzeczy, o których piszesz, ale już je zaliczyłem i mózg sięgnął DALEJ i teraz już NI CHU CHU nie uda mi się wrócić myśleniem to wcześniejszego poziomu, wymazać ten wyżej i udawać, że tak daleko nie sięgnąłem.

>>Ale to mnie dołuje z jeszcze innego powodu. Bo jeśli mój mózg mi podrzucał, że: "chodzi o coś więcej, kombinuj, szukaj, nie kończ swojego życia na bycie małpą w sukience..." to jest to MOJA PATOLOGIA. To mój mózg jest zepsuty i mi podpowiada głupoty
>To naturalny etap, taka patologia pobudza myślenie i jeśli to spożytkujesz jak należy, to będziesz dzięki temu mądrzejszy.
Jaki mądrzejszy i do czego mi ta mądrość potrzebna, "do ruchania, jedzenia" do tego nie trzeba być mądrzejszym...byle małpa to potrafi. Tzn. jak pisałem wcześniej teraz ta "mądrość" jest wykorzystywana do 'upiększania młotka', no ale ja już ten etap przeszedłem (etap zachwycania się 'upiększonymi młotkami') jak byłem "młodzieńcem", teraz chciałbym coś więcej.

>>Ale wtedy pojawia się ten dylemat jak z filmu "Matrix" gdy już wiesz jak wygląda świat po wzięciu pigułki (i widzisz, że jest syf), to wziąłbyś pigułkę, żeby dać się z powrotem uśpić ale śnić życie, w którym jesteś bogaczem, masz idealnie, żadnych chorób, stresów i nie pamiętasz rzeczywistości itd.
>Ja bym właśnie nie wziął, bo z tego pkt widzenia to właśnie byłoby najbardziej bez sensu.
Ale z którego punktu, przecież chodziło o to, żeby zająć się robieniem sobie dobrze ? I żebym stępił i oszukał swój mózg. A jak dam się uśpić (na tych warunkach, że wszystko na plus) to będzie mi dobrze na dodatek oszukam swój mózg, że nie widziałem tego co widziałem i tamto nie istnieje.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ale wiesz, że twoja odpowiedź - na pewno - mnie nie pocieszyła
>A jeśli nawet w założeniu nie miała, tzn. że chciałeś tylko siebie "upewnić", że twoje podejście i myślenie jest słuszne

Ani nie miała, ani nie chciałem się niczego upewniać. Jeśli nie przerwiesz konwersacji, to pocieszenie przyjdzie po kilku postach, a tamten był tylko wstępem

>Ale tak to ja bym mógł myśleć i ci przytaknąć gdyby już stępił sobie mózg do niższego poziomu. Bo takie podejście to ja miałem, nie wiem, w wieku 16-24 lata...i jakby przeszedłem ten etap takiego myślenia i potem poszedłem - dalej.
>A ty mówisz, że 'mądre' jest się cofnąć w rozwoju do tego niższego podejścia.

Bycie debilem to niezgadzanie się z tym, że tylko szczęście jest sensowne. Bo jeśli nie szczęście, to przecież lepiej nie żyć, bo do czego i po co dążyć? Ludzie czasem dochodzą do właściwych wniosków, a potem dalsze niepotrzebne myślenie psuje konkluzję i powoduje, że zbacza się w niepotrzebne manowce. Mądrzy ludzie nie myślą nadmiernie. Nie wmawiają sobie iluzji "wyższego sensu". To etap właśnie kończący się w wieku 23-25 lat. Choć różnie z tym bywa, niestety ludzie zazwyczaj nie dojrzewają. Potrzebne jest załamanie, okres dekadencji, upadek wartości i dopiero na tym buduje się nowe, a także prawdziwą pewność siebie i luz.

>Przyznajesz, że bycie debilem powoduje bycie szczęśliwym, a zbytnia wyobraźnia i 'szersze' myślenie jest szkodliwe i powoduje depresję.

Tak i nie. Bycie debilem nie powoduje bycia szczęśliwym, bo ci ludzie i tak cierpią i gorzej radzą sobie z błahymi sytuacjami.

>>>A potem przychodzę tu na forum ludzi, którzy, przynajmniej, uważają się za bardziej inteligentnych, oświeconych, więcej wiedzących...a to wszystko po nic, ta ich wiedza, te rozmyślania to zmarnowany czas bo ostatecznie dochodzą do tych samych wniosków i prawd co..."Mietek z pod monopolowego" po 5 min. "myślenia"
>>No nie do tych samych
>Dla ciebie nie do tych samych, dla mnie do tych samych.

W ten sposób wszystko możesz sobie przeramować, tylko po co? Poza tym tutaj jest mało inteligentnych ludzi. Wielu się tylko za takich uważa.

>Ale to znaczy, że wielu fizyków, naukowców to słabeusze.

No tak. W szkole nie mieli często dostępu do kobiet bo byli słabi, więc siedzieli przy książkach i potem to zaprocentowało, ale prywatne poglądy różnych ludzi nie mają znaczenia dla teorii fizycznych i naukowych, które jakoś nie zawierają pojęcia "wspaniałości" ludzkiego umysłu. No jedynie psychologia przy narcyzmie o tym mówi.

>I próbujesz mnie przekonać, że discopolowiec jest silniejszy niż każdy naukowiec - a dla mnie on jest bardziej 'stępiony'.

Stępionym to trzeba być żeby wyczytać coś takiego z mojego postu. Gdzie coś takiego niby napisałem?

>>Jest na wyższym poziomie od małpy, jeśli posiada autonegację, czyli zauważa swoją własną płytkość[..]
>Ale to TYLKO twoja (i tobie podobnych) wersja jaką sobie wymyśliłeś. To nie jest jakaś "prawda". To ty sobie w swoim mikroświecie wymyśliłeś, że tak to będziesz ustawiał, nazywał, wartościował, itd. W twoim przypadku to działa i czujesz się przez to lepiej jak to sobie tak poukładasz.

Bredzisz. Zejdź na ziemię. To są fakty naukowe, których nie znasz i tyle. W sumie wstyd nie wiedzieć i jeszcze w dodatku uważasz się za takiego wspaniałego i inteligentnego
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A ja musiałbym "siebie oszukać", żeby uwierzyć w taką wersję, która jest sprzeczna z moim wartościowaniem "kiedy człowiek jest na wyższym poziomie od małpy".
>Bo dla mnie bardziej liczy się...wynik, a tutaj w wyniku mamy takie same zachowanie jak małpy czy discopolowca, tylko na innych podstawach, motywacjach.

Wynik czego? Jeszcze raz powtarzam: człowiek-małpa to ten, który gdy coś czuje, wierzy w racjonalizację wokół odczucia. Człowiek myślący poddaje to negacji, jest sceptykiem, dlatego myśli. Nie wierzy w racjonalizację wokół emocji, czyli bagno z ciała migdałowatego, tylko działają jego płaty czołowe i kora przedczołowa kontroluje emocje. Wtedy można myśleć logicznie (albo wtedy gdy ciało migdałowate jest wyciszone i nie generuje syfu). Człowiek myślący zadaje sobie pytania i szuka odpowiedzi i nawet gdy je znajduje, to dalej pyta. Tym właśnie człowiek różni się od małpy, a ktoś kto wierzy, to właściwie jest trochę bardziej rozwiniętą lingwistycznie małpą. Najgorsza jest ta wiara w superlatywy wokół siebie i swojego gatunku, albo ojczyzny czy miasta.

>>Nie ma takiego sensu, ale może warto go szukać, by dojść do wniosku, że to bez sensu, zamiast wierzyć jak większość, że jakieś dziadostwo ma sens, np ojczyzna, czy zwycięstwa drużyny sportowej.
>Ale wtedy staje się kapustą. Kononowiczem "nie ma niczego". Warzywem, które o niczym nie myśli tylko...trwa. To naprawdę musiałbym brać jakieś leki blokujące aktywność mózgu.

Kapustą jest ten kto wierzy. Kto nie wierzy ten właśnie myśli.

>Już zobaczyli lepsze i NI CHU-CHU nie uda im się cofnąć i wrócić do świadomości, że telewizor rubin to fajna rzecz i wystarczy.

No i gdy człowiek pojmuje, że nie ma sensu to śmieje się z tych, którzy wierzą w sens zwolenników telewizorów rubin, czy jakichś innych nowych, które zaraz będą przestarzałe.

>Tak samo z "myśleniem", jak byłem mały to mój mózg sięgał ledwie do takich rzeczy, o których piszesz, ale już je zaliczyłem i mózg sięgnął DALEJ i teraz już NI CHU CHU nie uda mi się wrócić myśleniem to wcześniejszego poziomu, wymazać ten wyżej i udawać, że tak daleko nie sięgnąłem.

Co to znaczy w tym wypadku "dalej"? Bo wydaje mi się, że to jakaś regresja i cofasz się, myśląc że robisz postęp. To co Ci napisałem to o wiele wyższy poziom niż Twoje tutaj pajacowanie i elementarne braki w czytaniu ze zrozumieniem.

>i do czego mi ta mądrość potrzebna

Dopóki jej nie posiądziesz, to się nie dowiesz.

>>Ja bym właśnie nie wziął, bo z tego pkt widzenia to właśnie byłoby najbardziej bez sensu.
>Ale z którego punktu, przecież chodziło o to, żeby zająć się robieniem sobie dobrze ? I żebym stępił i oszukał swój mózg. A jak dam się uśpić (na tych warunkach, że wszystko na plus) to będzie mi dobrze na dodatek oszukam swój mózg, że nie widziałem tego co widziałem i tamto nie istnieje.
>

No ale się oszukasz. Bez sensu. Szczęście może mieć sens tylko gdy nie jest oszukane.
rhquodwa (24 punktów)
akt:Wiem że wiesz ale mam to gdzieś buda rara bud ara bum i wolno frywolnie oswobodzony nie ''zastanawiam się''.

>Jestem właśnie po "kłótni" z kolegą. Chłopem prostym, który powiedział coś w stylu, że sensem życia jest, cyt.:"Ruchanie czy też ogólnie robienie sobie dobrze na inne różne sposoby i żeby jakoś przeżyć od wypłaty do wypłaty".
>To ja mu odpowiedziałem, że brawo ewolucja, rozwój mózgu...cofnąłeś się i wróciłeś do poziomu małpy.
Wydajesz się być bardziej wyrafinowany tylko dlatego, że szukasz rozwoju na wielu płaszczyznach, ale twój kolega nie musi być mniej wyrafinowany, bo nie spełnia pkt.1: brawo ewolucja pkt.2: niema. pkt.3 rozwój mózgu, ponieważ żeby to stwierdzić trzeba podejść holistyczne do jednostki np. (jakie ma ''dynamizmy rozwojowe'', hierarchie wartości, higienę psychiczną, uczucia wyższe, ideał indywidualny itp.) a żeby móc go później zdeformować.
>A potem przychodzę tu na forum ludzi, którzy, przynajmniej, uważają się za bardziej inteligentnych, oświeconych, więcej wiedzących...a to wszystko po nic, ta ich wiedza, te rozmyślania to zmarnowany czas bo ostatecznie dochodzą do tych samych wniosków i prawd co..."Mietek z pod monopolowego" po 5 min. "myślenia"
>Się poryczę
Jeżeli tak uważają to jestem ich coraz ciekawszy, bo przeciętniacy normalni zazwyczaj mówią, że niczym szczególnym się nie wyróżniają, ale mają swoje poczucie wyjątkowości i pomijam rozbijanie tego na czynniki pierwsze, bo sprawdziłem swoją tezę empirycznie.A "Mietek spod monopolowego" po 5 min. "Myślenia" tak mnie stymuluje swoimi ogólnikami, że jasna ciasna do cholery.
>To ja myślałem, że człowiek wyróżnia się na tle zwierząt, że ta 'inteligencja' to taki niesamowity dar, że pozwoli mu wykonać niesamowity skok, że wejdzie na wyższy poziom. A tu się okazuje, że człowiekowi wydaje się, że jest na wyższym poziomie od małpy bo nosi sukienkę od Versace...a ja widzę, że to dalej małpa tylko w sukience od Versace
Byle jakie pytania:
-W tej chwili ważne jest, żeby tobie odpisać, ale czy na pewno? Jednak tak się zachowuje, nawet gdy jestem teraz srogo %%i podwójnie widze.
-No dobra jestem cywilizowany, bo ''świadomość'' podskoczyła do góry i już cię nie ukamienuję, bo jestem na wyższym levelu,ale lepszy od małpy nie jestem nie?
-Jeżeli człowiek się wyróżnia na tle zwierząt to, w jakim świecie żyje? Ma zwierzchnictwo od natury?
-Małpa w sukience od Versace, ale jakie to ma znaczenie?, czy to ma sens?o czym to świadczy? jaką to ma wartość?
>A różnica między discopolowcem, a intelektualistą jest jak między młotkiem do wbijania gwoździ, a młotkiem z naprowadzaniem GPS, wyświetlaczem pokazującym zbliżenie na gwóźdź i małym śmigiełkiem przyśpieszającym młotem żeby człowiek nie musiał tak ręki męczyć - ALE TO DALEJ TĘPY PROSTY MŁOTEK DO WBIJANIA GWOŹDZI :/
>I tę inteligencję wykorzystują, zamiast na wymyślenie czegoś zupełnie innego, na wyższym poziomie, to wykorzystują tylko po to, żeby upiększać...MŁOTEK :/
Uczyłem się ''czym jest wiedza'' i u.g krishnamurti twierdził, że to pier...kotka za pomocą młotka i u większości intelektualistów tych nieskopanych po dupie(i skopanych też ) wyraźnie widać dbanie o wizerunek, ale rozgraniczam jakość.
>"Oooo, robimy skomplikowane symfonie, oooo robimy skomplikowane srajfony.." NO I CO Z TEGO, to wszystko tylko po to, żeby ZROBIĆ SOBIE DOBRZE (estetycznie czy dla wygody). Czyli to dalej poziom MAŁPY tylko w kolorowej sukience i piórami w dupie
>ALE MNIE ZDOŁOWAŁEŚ !!!!
Mówiąc psychiatrycznie, nie jestem pewien czy w ogóle jest ci dostępne w tej chwili dostrzec skomplikowane symfonie w sposób nietuzinkowy dlatego, że trzeba mieć pewne moduły...
>To naprawdę ten mózg, ta inteligencja to nie po to, żeby wejść na jakiś wyższy poziom, odkryć coś więcej, zrozumieć wszechświat tylko żeby "poruchać i robić sobie dobrze" ??????????????????????????????????
Nie wiem, czy wiesz, ale mózg co do tego jest wieloraki.
>A szukanie ważniejszego, głębszego sensu jest - bez sensu
To nie znaczy, że musisz jak większość cosiów ktosiów mówić, że życie jest ''bez sensu''.
>Ale to mnie dołuje z jeszcze innego powodu. Bo jeśli mój mózg mi podrzucał, że: "chodzi o coś więcej, kombinuj, szukaj, nie kończ swojego życia na bycie małpą w sukience..." to jest to MOJA PATOLOGIA. To mój mózg jest zepsuty i mi podpowiada głupoty
>No bo jeśli ty masz takie niskie wymagania i potrzeby to...JESTEŚ SZCZĘŚLIWY. Możesz w bardzo łatwy sposób zaspokoić swój mózg...a ja....a ja się męczę !
>Przez "wadę" mojego mózgu, który się zagalopował mam teraz ... gorzej. Trudno jest mi osiągnąć spokój, zaspokoić potrzeby tego mózgu
>JAK MNIE ZDOŁOWAŁEŚ !
Wiesz co miałem tak kiedyś, ale zrozumiałem, że jestem ''istotą nocy i światła'' dlatego zarówno to, co złe jest u mnie traktuje tak samo, jak dobre, tylko że jako naturalny przejaw żywota.
>Więcej, zdołowałeś mnie bo oznacza to, że takich ludzi jak ten mój kolega, ty...JEST WIĘKSZOŚĆ, więc dodatkowo czeka mnie....OSAMOTNIENIE
Jeżeli na pewnym etapie przyjdzie ci mieć kontrole nad ludzi to się nie zdziw, że osamotnienie jest ci potrzebne...
>Ale co robić...przecież ja sobie ŚWIADOMIE NIE ZDECYDOWAŁEM, że chcę czegoś więcej :/ to ten mój mózg tak jakoś sam z tym wyskoczył.
>To co teraz...elektrowstrząsy, tabletki żeby sobie...stępić mózg
Wykorzystaj ból i nie pozwól skur..dać się przygnębić.
>Ale wtedy pojawia się ten dylemat jak z filmu "Matrix" gdy już wiesz jak wygląda świat po wzięciu pigułki (i widzisz, że jest syf), to wziąłbyś pigułkę, żeby dać się z powrotem uśpić ale śnić życie, w którym jesteś bogaczem, masz idealnie, żadnych chorób, stresów i nie pamiętasz rzeczywistości itd.
>I jakbyś mi powiedział, że masz dla mnie tabletkę po której będę się cieszył z byle "ruchania", piwka i dyskoteki co piątek - ale będę szczęśliwy - to bym się zastanawiał czy nie wziąć. Tylko....teraz, teraz to poczucie 'straty', że muszę się czegoś pozbawić, zjechać sobie mózg na gorszy model...eehhh
rhquodwa (24 punktów)
Pozdrawiam 19.05.2017
>Jestem właśnie po "kłótni" z kolegą. Chłopem prostym, który powiedział coś w stylu, że sensem życia jest, cyt.:"Ruchanie czy też ogólnie robienie sobie dobrze na inne różne sposoby i żeby jakoś przeżyć od wypłaty do wypłaty".
W starożytnym Rzymie robiono transakcje kupno/sprzedaż prostytutki i ''uczeni'' takim dobrodziejstwem nie gardzili, mało tego oni tworzyli ideologie do swoich zachowań seksualnych. A dzisiaj jest to, co najmniej niestosowne, nawet gdy mężczyzna jest elastyczny moralnie. I jeszcze zaraz ktoś powie, że niedorozwój i w ogóle.
>A potem przychodzę tu na forum ludzi, którzy, przynajmniej, uważają się za bardziej inteligentnych, oświeconych, więcej wiedzących...a to wszystko po nic, ta ich wiedza, te rozmyślania to zmarnowany czas bo ostatecznie dochodzą do tych samych wniosków i prawd co..."Mietek z pod monopolowego" po 5 min. "myślenia"
Mietek z pod monopolowego po 5 min. "myślenia"-zapomni, że w najczarniejszym humorze dojrzał do zniszczenia absolutnego, gdy nie można już mu wybaczyć jego bezwartościowość.
>To ja myślałem, że człowiek wyróżnia się na tle zwierząt, że ta 'inteligencja' to taki niesamowity dar, że pozwoli mu wykonać niesamowity skok, że wejdzie na wyższy poziom. A tu się okazuje, że człowiekowi wydaje się, że jest na wyższym poziomie od małpy bo nosi sukienkę od Versace...a ja widzę, że to dalej małpa tylko w sukience od Versace
rozczarowanie być może spowodowane przez ''iluzoryczne'' mniemanie o człowieku.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365