Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy państwo może być praworządne, a wyroki sprawiedliwe?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
06-11-2017 21:17woma (381 punktów)Czy państwo może być praworządne, a wyroki sprawiedliwe?
Ocena 2 na 2
Konstytucja RP stanowi, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Tyle tylko, że Polska takim państwem nie jest, a tylko bywa - niekiedy. Trudno się z tym pogodzić, bo przestrzeganie tych zasad jest dziecinnie proste - wystarczą tylko dobre chęci. Dla kogoś, kto takie chęci ma, nie będzie problemem ani tworzenie prawa respektującego te zasady, ani zapewnienie warunków zapewniających właściwe jego stosowanie.

Co więc szwankuje? Jak zwykle ludzie. Niestety większość ludzi to głupcy, którym można wmówić wszystko. Wystarczy potrącić struny rezonujące z ich głupotą. Niestety nie są do tego zdolni ludzie dobrzy. Ich systemu wartości nie da się pogodzić z działaniami zaprzeczającymi tym wartościom, nawet wówczas, gdyby celem tych działań miało być dobro wszystkich. Takich skrupułów nie mają ludzie źli. Wmówią głupcom - prawiąc im wszelakie komplementy - nawet to, że są ludźmi dobrymi i że ich celem jest dobro komplementowanych głupców, a głupcom nie przyjdzie nawet do głowy, że są nabierani. Głupcy wybierają więc złych. Część głupców przyłącza się do złych. To ci, którzy dostrzegli w tym własną korzyść. Większość z nich nie potrafi jednak dostrzec, że jest tylko mięsem armatnim, tak jak pozostali głupcy. Źli co jakiś czas wymieniają mięso armatnie, które swą głupotę dostrzega dopiero wówczas, gdy staje się kozłami ofiarnymi.

Ludzie dobrzy mogą się tylko temu przyglądać, bo nie sposób przekonać głupców, że są głupcami. Ludziom dobrym pozostaje więc tylko czekać, aż ludzie źli przeoczą moment, w którym głupcom otworzą się oczy i zaczną podejrzewać, że byli głupcami. Jeśli jednak wśród ludzi dobrych zakonspiruje się człowiek zły, to wszystko może zacząć się od nowa, bo głupcy nie przestają być głupcami i w dalszym ciągu są podatni na komplementy ludzi złych.

Jedyną nadzieją jest przekonanie głupców, by zawierzyli ludziom dobrym. By uwierzyli, że nie ma nic za darmo i że wolności człowieka i obywatela mają większą wartość niż łapówki oferowane przez ludzi złych. Problem w tym, że przeciw jednemu złemu otoczonemu głupcami musi wystąpić zgodnie wielu dobrych, których nie tak łatwo przekonać do współpracy, bo wystarczy, że między nimi znajdzie się zły lub głupiec, by zniweczyć ich zapał i wiarę w powodzenie przedsięwzięcia.

Może głupców przekonałaby partia, której wyłącznym celem byłoby przeprowadzenie reform, które utrudniłyby dojście do władzy ludziom złym. Partia, która stworzyłaby zapory przeciw utrwaleniu własnej władzy, a tym samym przeciw utrwaleniu czyjejkolwiek władzy. Partia, która władzę powierzyłaby obywatelom, czyniąc ich odpowiedzialnymi za własne działania i zaniechania, których skutki odczuliby na własnej skórze. Domeną władzy centralnej pozostałyby bezpieczeństwo zewnętrzne i polityka zagraniczna.

Może czas stworzyć taką partię? Może racjonaliści to ludzie właściwi do jej stworzenia?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Jeśli nie chcesz się załamać, przeczytaj tylko PS.

>Trudno się z tym pogodzić, bo przestrzeganie tych zasad jest dziecinnie proste - wystarczą tylko
>dobre chęci.

Ponury żart: powodzenia w uzgadnianiu (między ludźmi) definicji sprawiedliwości społecznej.

>Jedyną nadzieją jest przekonanie głupców, by zawierzyli ludziom dobrym.

Nadzieją na co? Jak się przekonuje głupca?...

> By uwierzyli, że nie ma nic

...Aha, na wiarę się go bierze. A ładnie to tak? A mądrze?

>za darmo i że wolności człowieka i obywatela mają większą wartość niż łapówki oferowane przez ludzi
>złych. Problem w tym, że przeciw jednemu złemu otoczonemu głupcami musi wystąpić zgodnie wielu
>dobrych, których nie tak łatwo przekonać do współpracy, bo wystarczy, że między nimi znajdzie się
>zły lub głupiec, by zniweczyć ich zapał i wiarę w powodzenie przedsięwzięcia.

Do przekonania potrzebna jest pewna doza edukacji. Znów: powodzenia
w jednoczesnym edukowaniu 2-3 pokoleń na raz, ludzi o różnym dorobku,
podejściu do dorobku, etc.

Moja rada: obejrzyj po jednym programie z Braunem, Cejrowskim, Michalkiewiczem
i kimś-tam z Radyja w roli głównej. Popatrz na reakcje, komentarze. A, i
koniecznie jeszcze K. Pawłowicz. I zastanów się, czy nie jest czymś
uwłaczającym i obrzydliwym konkurowanie z nimi o rząd dusz (czy też bez
metafor: o rząd nad ich klientelą - bez klasyfikowania, czy są głupi, bo nie
wszyscy są aż tak głupi, jak by się wydawało, niektórzy są tylko nieco
nieostrożni w sprawach polityki).

>Może głupców przekonałaby partia, której wyłącznym celem byłoby przeprowadzenie reform, które
>utrudniłyby dojście do władzy ludziom złym.

Też tak kiedyś myślałem. Wyrośniesz z tego.

> Partia, która stworzyłaby zapory przeciw utrwaleniu
>własnej władzy, a tym samym przeciw utrwaleniu czyjejkolwiek władzy. Partia, która władzę
>powierzyłaby obywatelom, czyniąc ich odpowiedzialnymi za własne działania i zaniechania, których
>skutki odczuliby na własnej skórze.

Przyjechałeś ze Szwajcarii? Długo cię nie było w Polsce?

> Domeną władzy centralnej pozostałyby bezpieczeństwo zewnętrzne i
>polityka zagraniczna.
>Może czas stworzyć taką partię? Może racjonaliści to ludzie właściwi do jej stworzenia?

Niestety, postrzegam to jako albo zgryw, albo naiwność (niechby i z najlepszymi
intencjami) albo podstawową niewiedzę: do władzy zawsze idą, przynajmniej w
tym kraju, ludzie raczej średnio-mierni, chcący się wybić, zarobić, etc.

A czasy niestety nie sprzyjają refleksji, której byś sobie życzył. Ja też bym
sobie życzył, ale już dawno to przemyślałem. Nie ma jak. Może za 100 lat, a
może 300 lat temu. Choć może prędzej 600...


PS To, co powinno się wg mnie zrobić i co jest osiągalne, to wprowadzenie
z powrotem w miarę działającego trójpodziału władzy i pewne novum, czyli
rząd, którego 1/4-1/3 to ludzie opozycji w parlamencie. Niech to będą nawet
ministerstwa "mniej ważne", ale niech ci ludzie ze sobą siadają i rozmawiają
w poczuciu wspólnej odpowiedzialności. Plus pewnie powrót do starych praktyk
(sprzed PiS) wokół służb - ministra wystawia partia rządząca, komisją ds
kierune ktoś z opozycji. No i kontrola stanu umysłów w przypadku większości ministerstw, zwłaszcza MON, MSW i MSZ.

Po doświadczeniach z PiS ostatnich dwóch lat dobrym obyczajem mogłoby być
wiążące proponowanie składu ew. gabinetu, jaki się zamierza powołać po
wygranych wyborach - tym misiom jakoś nie wyjszło.

Tyle na dobry początek. Chciałbym dożyć takiego czegoś, przy czym żyć
zamierzam długo.
06-11-2017 22:59 
 Ocena 5 na 5
salek (4701 punktów)
>PS To, co powinno się wg mnie zrobić i co jest osiągalne, to wprowadzenie
>z powrotem w miarę działającego trójpodziału władzy i pewne novum, czyli
>rząd, którego 1/4-1/3 to ludzie opozycji w parlamencie. Niech to będą nawet
>ministerstwa "mniej ważne", ale niech ci ludzie ze sobą siadają i rozmawiają
>w poczuciu wspólnej odpowiedzialności. Plus pewnie powrót do starych praktyk
>(sprzed PiS) wokół służb - ministra wystawia partia rządząca, komisją ds
>kierune ktoś z opozycji. No i kontrola stanu umysłów w przypadku większości ministerstw, zwłaszcza MON, MSW i MSZ.
>Po doświadczeniach z PiS ostatnich dwóch lat dobrym obyczajem mogłoby być
>wiążące proponowanie składu ew. gabinetu, jaki się zamierza powołać po
>wygranych wyborach - tym misiom jakoś nie wyjszło.
>Tyle na dobry początek. Chciałbym dożyć takiego czegoś, przy czym żyć
>zamierzam długo.
Do tej listy dopisałbym jeszcze obligatoryjne usunięcie z urzędu/utrata mandatu z utratą biernego prawa wyborczego w przypadku złamania obietnicy danej przed wyborami. Ale cóż, pomarzyć zawsze można..
07-11-2017 04:47 
 Ocena 3 na 3
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Do tej listy dopisałbym jeszcze obligatoryjne usunięcie z urzędu/utrata mandatu z utratą biernego prawa wyborczego w przypadku złamania obietnicy danej przed wyborami.<<
Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie politycy obiecują góry złota oraz cuda na kiju tak długo, jak długo trwa kampania wyborcza, po czem o obietnicach zapominają, albo - gdy im ktoś przypomni - wykręcają się, twierdząc, że z przyczyn obiektywnych nie mogą spełnić tych obiecanek-cacanek. I co? Został ktoś z tego powodu wykopany z urzędu? Nie spotkałem się z takim przypadkiem. Stąd pewnie powiedzenie, że można poznać, że polityk kłamie po tym, że otwiera usta.
07-11-2017 07:47 
 Ocena 1 na 1
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie politycy obiecują góry złota oraz cuda na kiju tak długo, jak długo trwa kampania wyborcza, po czem o obietnicach zapominają, albo - gdy im ktoś przypomni - wykręcają się, twierdząc, że z przyczyn obiektywnych nie mogą spełnić tych obiecanek-cacanek. I co? Został ktoś z tego powodu wykopany z urzędu? Nie spotkałem się z takim przypadkiem. Stąd pewnie powiedzenie, że można poznać, że polityk kłamie po tym, że otwiera usta.
>

Już na wstępie kłamią mówiąc o demokracji. Demokracji w III RP nie ma.
Co to jest demokracja w ogóle? Wybór władzy przez naród? 1/460 czy też 1/100 to słaby wybór. Żaden z wybranych nie ma demokratycznej większości. A potem wybory w stylu nominacji przy czym nominowany w ogóle nie musi brać udziału w wyborach jak Mazowiecki czy też Balcerowicz i wielu innych. Wybór wojewody...? Też niedemokratyczny. Wybór z-ca prezydentów miast...? Nie wiem jak i kiedy. I to jest ta niby demokracja ale zupełnie bez kontroli. A jednak udało się narodowi wcisnąć słowo demokracja w postaci jaką władza' wymyśliła, ta władza po zmianach, wielkich zmianach.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Już na wstępie kłamią mówiąc o demokracji. Demokracji w III RP nie ma.
>Co to jest demokracja w ogóle?

To pytanie kładzie poprzednie stwierdzenie... Ale skoro już - poprosimy
o przykład państwa (współczesnego), w którym wg Pani jest demokracja.

> Wybór władzy przez naród? 1/460 czy też 1/100 to słaby wybór. Żaden z wybranych nie ma demokratycznej większości.

Brzmi to trochę jak hasło "Polska mistrzem Polski". Ale po wynurzeniach
nt. neutronów mnie nie dziwi.

> A potem wybory w stylu nominacji przy czym nominowany w ogóle nie musi brać udziału w wyborach jak Mazowiecki czy też Balcerowicz i wielu innych.

Pretensje o to, że Mazowiecki czy Balcerowicz w ogóle pełnili
jakieś funkcje? To jakoś rozsądniej poproszę zacząć niż od bzdur
w rodzaju "wybory w stylu nominacji".

Wsk. odwołać się do postanowień Okrągłego Stołu

> Wybór wojewody...? Też niedemokratyczny. Wybór z-ca prezydentów miast...? Nie wiem jak i kiedy. I to jest ta niby demokracja ale zupełnie bez kontroli. A jednak udało się narodowi wcisnąć słowo demokracja w postaci jaką władza' wymyśliła, ta władza po zmianach, wielkich zmianach.

Demokracja parlamentarna, niebezpośrednia. Mało referendów. Fakt.

I powiem więcej: po FREKWENCJI w wyborach parlamentarnych - dobrze.
Do demokracji trzeba dojrzeć, jeśli w ogóle ma być. Moim zdaniem ma,
tj. życzyłbym sobie. Nie ma doskonałej władzy, demokrację uważam za
najmniej niedoskonałą.
09-11-2017 23:40 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)

>Do demokracji trzeba dojrzeć, jeśli w ogóle ma być. Moim zdaniem ma,

Ja z niej wyrosłem. Sądzę, że gdybym zamiast wyrastać dalej dojrzewał, to wcale nie byłoby mi teraz lepiej. No chyba, że już bym od tego dojrzewania sam siedział w sejmie.

lp.2o@1daj
10-11-2017 09:23 
 Ocena 3 na 3
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Cenię osoby, które w kwestiach politycznych otwarcie przyznają, że ich
też dotyczy "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Swego czasu w
pracy ludzie mówili mi "dobra, tyle gadasz, nawet do rzeczy, zostań
politykiem" - na co im odpowiadałem, że wolę zarabiać te 2.5-3k/mies.
w 99% uczciwie niż być narażonym na pokusy. W kwestii odpierania których
sam sobie nie mogę w 100% zaufać.

No dobrze, a co w takim zrazie w miejsce demokracji?
10-11-2017 10:17 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)

>No dobrze, a co w takim zrazie w miejsce demokracji?

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Może gdybym, to wiedział, to bym był jednym z tych oświeconych, którzy przy każdej okazji przekonują wszystkich do swej wizji

Mimo to, odnoszę nieznośne wrażenie, że ta cała demokracja to tylko iluzja w najlepszym wypadku. O czym naprawdę istotnym pozwala się decydować ludowi?
A z drugiej strony, może i dobrze, że tak jest. I nie chodzi tylko o to, że nie mam zaufania do większości. Większość jest głupia ale ja również przecież. Nie wiem, jak dobrze kierować państwem więc jak mogę dobrze wybierać rządzących?

lp.2o@1daj
10-11-2017 13:19 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>No dobrze, a co w takim zrazie w miejsce demokracji?
>Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Może gdybym, to wiedział, to bym był jednym z tych oświeconych, którzy przy każdej okazji przekonują wszystkich do swej wizji

"Co zamiast xxx?" to nie argument za xxx.

>Mimo to, odnoszę nieznośne wrażenie, że ta cała demokracja to tylko iluzja w najlepszym wypadku. O czym naprawdę istotnym pozwala się decydować ludowi?

Oczywiście, że iluzja.

1. Demokracja jest tym samym co dyktatura ̶w̶i̶ę̶k̶s̶z̶o̶ś̶c̶i̶ tych, którzy sterują większością.

2. Demokracją kierują podobne mechanizmy jak kapitalizmem, a faktycznie rządzi ten kto ma więcej kasy, bo to bezpośrednio przekłada się na możliwości manipulowania opinią tłumu.

3. Gdyby faktycznie decydowała większość, to byłoby to porównywalne do dzieci decydujących za rodziców o np domowym budżecie i zamiast podejmować rozsądne decyzje kierują się egoizmem i "tu i teraz" zamiast długofalowością.

>A z drugiej strony, może i dobrze, że tak jest. I nie chodzi tylko o to, że nie mam zaufania do większości. Większość jest głupia ale ja również przecież. Nie wiem, jak dobrze kierować państwem więc jak mogę dobrze wybierać rządzących?

Nie możesz Demokracja to igrzyska emocji, a nie rozsądne rządy. Ale na "pocieszenie" powiem Ci, że rządzący też się na tym nie znają. Tzn ci faktycznie rządzący się znają, a te wybierane marionetki nie, ale o to m.in. chodzi faktycznie rządzącym

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>>Już na wstępie kłamią mówiąc o demokracji. Demokracji w III RP nie ma.
>>Co to jest demokracja w ogóle?
>To pytanie kładzie poprzednie stwierdzenie... Ale skoro już - poprosimy
>o przykład państwa (współczesnego), w którym wg Pani jest demokracja.

Nie widzę takiego. Zresztą, w państwie, w którym pojawia się wiele partii już widać podział narodu przez polityków. Czy w takim podzielonym państwie możliwy jest w ogóle wybór polityków popierany przez faktyczną, a nie wykombinowaną, większość?
Poprzednicy PiS wyrządzili wiele krzywd obywatelom na skutek tzw. prywatyzacji, która obecnie jest już tylko konkurencją i np; polski rolnik stracił źródło utrzymania.
Ma ziemię ale już nie opłaci się w nią inwestować. Taki stan zwiększa bezrobocie.

>> Wybór władzy przez naród? 1/460 czy też 1/100 to słaby wybór. Żaden z wybranych nie ma demokratycznej większości.
>Brzmi to trochę jak hasło "Polska mistrzem Polski". Ale po wynurzeniach
>nt. neutronów mnie nie dziwi.

Jasne. Lepszy jest wybór 51/750. Tu widać prawdziwą demokrację i jaka wspaniała większość... no ale jest najsilniejsza frakcja chrześcijańska ok. 200/750, a ma szansę być jeszcze większa po kolejnych wyborach. Dlatego też demokracja UE też mnie nie rajcuje. W ogóle UE mnie nie rajcuje. Co to za porozumienie żeby w celu otrzymania dotacji zaciągać kredyt? UE jest zadłużona, a politycy... no cóż, w końcu mają prawo dane samym sobie do zadłużania miast i wsi z oczywiście wielką korzyścią dla siebie z racji pełnionych funkcji.
p.s. Natomiast neutrony... nadal widzę dwie masy

>> A potem wybory w stylu nominacji przy czym nominowany w ogóle nie musi brać udziału w wyborach jak Mazowiecki czy też Balcerowicz i wielu innych.
>Pretensje o to, że Mazowiecki czy Balcerowicz w ogóle pełnili
>jakieś funkcje? To jakoś rozsądniej poproszę zacząć niż od bzdur
>w rodzaju "wybory w stylu nominacji".

Obywatele nie mają wpływu na wybór najważniejszych struktur państwowych. Utarło się, że premiera wybiera Sejm, wojewodów premier, z-ców miast itd. rady. I tak się to wszystko kręci poza zasięgiem wyborców.

>Wsk. odwołać się do postanowień Okrągłego Stołu
>> Wybór wojewody...? Też niedemokratyczny. Wybór z-ca prezydentów miast...? Nie wiem jak i kiedy. I to jest ta niby demokracja ale zupełnie bez kontroli. A jednak udało się narodowi wcisnąć słowo demokracja w postaci jaką władza' wymyśliła, ta władza po zmianach, wielkich zmianach.
>Demokracja parlamentarna, niebezpośrednia. Mało referendów. Fakt.
>I powiem więcej: po FREKWENCJI w wyborach parlamentarnych - dobrze.
>Do demokracji trzeba dojrzeć, jeśli w ogóle ma być. Moim zdaniem ma,
>tj. życzyłbym sobie. Nie ma doskonałej władzy, demokrację uważam za
>najmniej niedoskonałą.

Dla województwa pewnie najważniejszy jest wybór wojewody. Dla miasta wybór prezydenta, a dla obywateli w końcu porządny człowiek.
07-11-2017 07:29 
 Ocena 2 na 2
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Do tej listy dopisałbym jeszcze obligatoryjne usunięcie z urzędu/utrata mandatu z utratą biernego prawa wyborczego w przypadku złamania obietnicy danej przed wyborami. Ale cóż, pomarzyć zawsze można..

Obietnica to jedno, a przysięga na Konstytucję to drugie. Wszyscy posłowie złożyli przysięgę na Konstytucję, a nawet ci co mieli w planach jej zmianę. Tacy posłowie w ogóle nie powinni przysięgać na dokument, który i tak chcą zmienić czyli jest dla nich do przyjęcia. Fałszywe zamiary, wyborczy podstęp i w zasadzie trudno taką przysięgę uznać za zgodną z sumieniem.
07-11-2017 11:18 
 Ocena 5 na 5
salek (4701 punktów)
Chyba czegoś nie rozumiem..

By być posłem trzeba złożyć przysięgę na konstytucję, czego poseł chcący zmienić konstytucję robić nie powinien. Konstytucja zatem nie może być pod żadnym pozorem zmieniana? Dość to radykalny pogląd.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Dziwne podejście. Przecież konstytucja przewiduje tryb zmian samej siebie.
Głupio byłoby przysięgać i później usiłować wycofać tę przysięgę, ale to też
jest możliwe - jeśli ktoś to dobrze uzasadni i zaproponuje lepszą alternatywę.
salek (4701 punktów)

Zgadza się, pogląd jaki skomentowałem jest i owszem, dziwny.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Widocznie nie zauważyłem zagnieżdżenia. Ach tak, pani Jolanta.
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Dziwne podejście. Przecież konstytucja przewiduje tryb zmian samej siebie.

Jasne, że przewiduje. Tylko, że taka ciągła zmiana prawa w końcu je rozpieprzy.

>Głupio byłoby przysięgać i później usiłować wycofać tę przysięgę, ale to też
>jest możliwe - jeśli ktoś to dobrze uzasadni i zaproponuje lepszą alternatywę.
>
Czasami zastanawiam się czy ja w ogóle znam swoje konstytucyjne prawa...? Jeżeli nie znam ustaw' to nie znam swoich praw. Co mi daje konstytucyjne prawo? Już sama nie wiem.
21-11-2017 11:53 
 Ocena 1 na 1
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Chyba czegoś nie rozumiem..
>By być posłem trzeba złożyć przysięgę na konstytucję, czego poseł chcący zmienić konstytucję robić nie powinien. Konstytucja zatem nie może być pod żadnym pozorem zmieniana? Dość to radykalny pogląd.

Ta Konstytucja też nie jest doskonała. Zwłaszcza prawo w stylu "określa ustawa" niczego nie mówi. Być może ustawa' przeszła już przez wielokrotny magiel i prawo konstytucyjne zostało zmienione ustawą.
A to jest świetne
Art. 32.
1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

bo dyskryminacja pod względem pracy i płacy jest jednak widoczna
umowa o pracę <-> umowa zlecenie; praca w godzinach nocnych, brak prawa do urlopu.
22-11-2017 17:15 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Konstytucja to zbiór norm i zasad określających relacje między państwem a obywatelem, między obywatelami i między instytucjami państwa. Te normy i zasady wyznaczają również granice stanowienia i stosowania prawa. Z pewnością Konstytucja nie jest doskonała, ale gdyby się do niej stosowano, to dyskryminacji pod względem pracy i płacy by nie było, a przynajmniej nie byłaby powszechna.

Prawo służy bardziej interesom pracodawcy, niekiedy czyniąc pracownika nieomal niewolnikiem. Choć trzeba też przyznać, że i na pracodawcę czasami nakłada absurdalne obowiązki. Przykładem faworyzowania pracodawcy jest sam fakt nazwania go pracodawcą. To brzmi prawie jak dobroczyńca. Nie dość, że daje pracę, to jeszcze za to płaci. Co zatem daje pracownik? A może to jednak on daje pracę w zamian za wynagrodzenie? Wydawałoby się, że obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy. Dlaczego więc wbrew swej woli pracownik może zostać zmuszony do pracy w nadgodzinach? Dlaczego może zostać zmuszony do wykonywania pracy innej niż przewidziana umową? Dlaczego może zostać odwołany z urlopu? Dlaczego pracodawca może ukarać pracownika, a pracownik nie może ukarać pracodawcy? Podobnych przykładów zapewne można znaleźć więcej.

Pracodawca też czasami nie ma lekko. Rozumiem, że konieczne jest sporządzenie umowy. Rozumiem, że pracownik musi mieć możliwość zweryfikowania wysokości otrzymanego wynagrodzenia. Ale czemu ma służyć reszta biurokracji? Po co komu np. świadectwo pracy? Dlaczego to pracodawca ma ponosić koszty chorobowego, skoro składki na ten cel pobiera ZUS? Nie ma też powodu, by pracodawca ponosił koszty ubezpieczeń społecznych pracownika. Po co w ogóle takie ubezpieczenia? Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by wliczyć je do podatku. Przy okazji zniknąłby problem śmieciówek, bo każda umowa byłaby tak samo opodatkowana. Może już czas na emeryturę obywatelską, np. w wysokości minimalnego wynagrodzenia, wypłacaną po ukończeniu np. 65 lat? Może ZUS należy przekształcić w emerytalny fundusz oszczędnościowy, w którym każdy będzie mógł lokować swoje środki według własnego uznania? Może te środki winny być inwestowane w obligacje Skarbu Państwa?

Osobna kwestia to podatek dochodowy. Może właściwym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie kwoty wolnej od podatku w wysokości minimalnego wynagrodzenia i uwzględnienie liczby osób na utrzymaniu? Oczywiście stawka podatku musiałaby wzrosnąć. Może do 40 %, a może i więcej, ale stosowałoby się ją do nadwyżki ponad kwotę, która powinna zapewnić godne, choć niebogate życie.

Art. 32 Konstytucji, zresztą nie tylko ten, powinni wszyscy znać na pamięć. Powinni też nauczyć się, że swych praw można i należy bronić przed sądem. Żeby jednak móc oczekiwać sprawiedliwego wyroku, sąd musi być niezależny, tym bardziej że nie pozostaje to bez wpływu na niezawisłość sędziów.

Konstytucja, stanowiąc, że coś ma określić ustawa, mówi, że tego czegoś nie wolno określić przepisem niższej rangi. Hamuje więc ewentualne zapędy władzy wykonawczej. Inną kwestią jest, że ustawa nie zawsze respektuje postanowienia Konstytucji. Dlatego tak ważna jest rola Trybunału Konstytucyjnego, którego teraz praktycznie nie ma.

Co do zmiany Konstytucji, to uważam, że jest ona możliwa, ale pod warunkiem, że będzie poszerzać zakres praw obywatelskich lub ich gwarancji, ale nie poszerzy władzy państwa. W przeciwnym razie należałoby stworzyć i przyjąć nową konstytucję, mając jednak świadomość, że będzie ona mniej korzystna dla obywateli.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Art. 32 Konstytucji, zresztą nie tylko ten, powinni wszyscy znać na pamięć.

A biografii kasztanki Józka nie?

Raz piszesz głupoty...

> Powinni też nauczyć się, że swych praw można i należy bronić przed sądem. Żeby jednak móc oczekiwać sprawiedliwego wyroku, sąd musi być niezależny, tym bardziej że nie pozostaje to bez wpływu na niezawisłość sędziów.

...raz piszesz mądrze.

>Konstytucja, stanowiąc, że coś ma określić ustawa, mówi, że tego czegoś nie wolno określić przepisem niższej rangi. Hamuje więc ewentualne zapędy władzy wykonawczej.

Moment; w jaki sposób władza wykonawcza ma określać coś przepisami? Przepisy
tworzy ustawodawca.

> Inną kwestią jest, że ustawa nie zawsze respektuje postanowienia Konstytucji. Dlatego tak ważna jest rola Trybunału Konstytucyjnego, którego teraz praktycznie nie ma.

Jeszcze później - jeszcze mądrzej. Choć Trybunał to nie tyle gwarant respektowania,
ile kontrola jakości ustaw pod tym względem. Jak zwykle - "z dokładnością do..."
- vide "dezubekizacja" by PO & PiS, 2009, przyklepana przecież przez TK pod
przewodem Rzeplińskiego - z odpowiedzialnością zbiorową, działaniem prawa wstecz,
odebraniem praw nabytych, etc.etc.

Drobna korekta, ale i tak jestem pełen podziwu.

>Co do zmiany Konstytucji, to uważam, że jest ona możliwa, ale pod warunkiem, że będzie poszerzać zakres praw obywatelskich lub ich gwarancji, ale nie poszerzy władzy państwa.

Czy obywatele to zechcą docenić? A przedtem zrozumieć? Czy zakładasz, że są
przywiązani do swoich praw czy ich gwarancji? Czy są do tego wystarczająco
wyedukowani i o tym poinformowani? Czy może - wzorem Szarleyowskiej sygnaturki
- są burkami łańcuchowymi, a niektórzy wyborczą niedzielę olewają?

- pytania nie są podchwytliwe, ale pomocnicze - skala problemu zdaje się
ci umyka.

PS Jeszcze jedno: w całej tej dyskusji i wzajemnym podszczypywaniu się o
dobro, zło, głupotę itp. nie padło nic o wolności. Może czas najwyższy?
woma (381 punktów)
Żeby bronić swych praw, to najpierw trzeba je znać. A że źródłem praw i wolności obywatelskich jest Konstytucja, to dobrze jest znać przynajmniej te jej przepisy, które o nich mówią.

Oprócz ustaw są jeszcze rozporządzenia.

Nie ze wszystkimi wyrokami TK muszę się zgadzać, ale nawet te, które uważam za błędne i niesprawiedliwe, muszę respektować. Zarzuty wobec orzeczenia należałoby szczegółowo uzasadnić, bo inaczej trudno się do nich odnieść. Orzeczenia wydaje TK, nie sposób więc za ich jakość winić prezesa. Byłego prezesa TK można jednak obarczać winą za niedopuszczenie do orzekania trzech sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, ponieważ nie było żadnych podstaw, by tak postąpić. Złożenie ślubowania przez sędziego TK nie było warunkiem dopuszczenia do orzekania. Nie było też przepisu, który stanowiłby, że niezłożenie ślubowania pozbawia urzędu sędziego TK. Konstytucja nie przewiduje obowiązku złożenia ślubowania przez sędziego TK. Zgodnie z art. 195 ust. 1 Konstytucji sędziowie TK w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji, a to znaczy, że nie podlegają ustawom. Nie można więc ustawą zobowiązać ich do złożenia ślubowania. Zobowiązywanie ich do tego jest zresztą bez sensu, gdyż sędziego TK nie można postawić przed Trybunałem Stanu. Były prezes TK złamał więc Konstytucję, ale i tak nic mu za to nie grozi. Należy żałować, że do tego doszło, bo być może dzisiaj TK byłby inny.

Obywatele powinni swoje prawa znać i umieć z nich korzystać. Powinno się tego uczyć w szkole, powinny też propagować to media publiczne w ramach misji.

Kwestia wolności winna być częścią programu partii, której celem będzie odsuniecie od władzy ludzi złych i powierzenie jej ludziom dobrym, którzy ten program zechcą realizować. Jeżeli miałbym nad takim programem debatować, to musiałoby to polegać na spieraniu się na pomysły i argumenty, a nie tylko na wyśmiewaniu tych, które ktoś przedstawił, nawet gdyby na to zasługiwały. Poza tym debata taka miałaby sens, gdyby uczestniczyło w niej więcej osób, a kto zechce dyskutować, jeżeli dyskutanci będą się nawzajem obrażać lub dążyć do wykazania swojej wyższości nad innymi.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Żeby bronić swych praw, to najpierw trzeba je znać. A że źródłem praw i wolności obywatelskich jest Konstytucja, to dobrze jest znać przynajmniej te jej przepisy, które o nich mówią.

Obawiam się - powody wyłuszczyłem kilkakrotnie - że przy twoim podejściu
spędziłbyś na owej obronie większość życia. I dość szybko w biurze podawczym
kilku instytucji zarobiłbyś na status maniaka i natręta. Moim zdaniem szkoda
życia, ale nie zamierzam cię w czymkolwiek ograniczać, zwłaszcza jeśli
dopomógłbyś w rozwiązywaniu problemu przeludnienia planety. Choć sposób
uważam za głupi i mało widowiskowy; osobiście wolałbym wyrżnąć na rowerze
w świerka albo w głaz przy jakiejś katolickiej prędkości.

>Nie ze wszystkimi wyrokami TK muszę się zgadzać, ale nawet te, które uważam za błędne i niesprawiedliwe, muszę respektować.

To prawda. TK orzeka ostatecznie. Nie pozostaje w takich wypadkach nic
innego niż nagłośnienie sprawy, wraz z:

> Zarzuty wobec orzeczenia należałoby szczegółowo uzasadnić, bo inaczej trudno się do nich odnieść.

Święte słowa. Moje zdanie: zarzut jest dość oczywisty - fakt, że np. w SB
byli bandyci i gamonie nie oznacza, że można wszystkich potraktować hurtem.
Bandytów i gamoni należy o coś oskarżyć i postawić przed sądem. Zresztą
prześmieszna sprawa, że generałowie Jaruzelski i Kiszczak dostali obniżkę
rent i na dodatek 2 lata w zawiasach za "zbrodnię komunistyczną" - wprowadzenie
stanu wojennego. Co jest szczególnie wesołe w połączeniu z faktem, że taki
Kukliński też w przygotowaniach uczestniczył, a oprawcy ks. Popiełuszki
mają emerytury wyższe, bo mieli odsiadkę... - oczywiście zgodność z
prawem/ustawą jakaś jest, ale moim prywatnym zdaniem jest to kpina, także
z pokrzywdzonych przez bandytów i gamoni...

Ale może mam spaczone poczucie sprawiedliwości.

> Orzeczenia wydaje TK, nie sposób więc za ich jakość winić prezesa.

Ja nie winię. Ja wskazuję polityczność orzeczenia, które przeszło
przy kilku głosach odrębnych. Tym bardziej ironiczne wydaje się, że
poszedł człowiek szeroko rozumianej poststyropianowej opcji na rękę
i jeszcze ci radykalniejsi go później totalnie zgnoili, zresztą instytucję
też.

> Byłego prezesa TK można jednak obarczać winą za niedopuszczenie do orzekania trzech sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, ponieważ nie było żadnych podstaw, by tak postąpić.

Trzech z pięciu, w sytuacji, gdy dwóch było tam wstawionych przez PO
na siłę i na lewo? To nie prezes nie dopuścił, tylko parlament zablokował
jakimiś niesamowitymi uchwałami; korzystając m.in. z tego, że uchwał
do TK się nie zaskarża...

Nie wiem, skąd bierzesz informacje nt. paraliżu TK, odsyłam do rozmowy
racjonalista.tv z prof. Łętowską.

> Złożenie ślubowania przez sędziego TK nie było warunkiem dopuszczenia do orzekania. (...)

Ślubowanie prezydent musiał odebrać i tego nie zrobił.

I nie spodziewam się, żeby spece od nocnych głosowań ustaw pisanych
na kolanie zreflektowali się i posypali głowę popiołem.

Rzepliński w tej sprawie jest czysty jak łza, brudzi go tylko
przepuszczenie uchwały PO z czerwca '15, kiedy dodano na lewo
dwóch sędziów.

>Obywatele powinni swoje prawa znać i umieć z nich korzystać. Powinno się tego uczyć w szkole, powinny też propagować to media publiczne w ramach misji.

Nie te czasy. Tj. uwaga jest trafna, ale pytanie: "kto to będzie oglądał?" też
wydaje mi się trafne; chyba, że chcesz wprowadzić przymus?

>Kwestia wolności winna być częścią programu partii, której celem będzie odsuniecie od władzy ludzi złych i powierzenie jej ludziom dobrym, którzy ten program zechcą realizować.

A ty dalej swoje, jak katarynka. Nie raczywszy odpowiedzieć na podstawowe
pytanie o kryteriach doboru. Ankieta? Egzamin? Rozmowa kwalifikacyjna?
Podejrzany jesteś. Dobry i mądry, ale jakiś taki... don Pedro, śpik z
krainy deszczowców.

> Jeżeli miałbym nad takim programem debatować, to musiałoby to polegać na spieraniu się na pomysły i argumenty, a nie tylko na wyśmiewaniu tych, które ktoś przedstawił, nawet gdyby na to zasługiwały.

Zadaję pytania w wydźwięku prześmiewcze - tym bardziej, im dłużej na
nie nie odpowiadasz. Nie umiesz albo coś ukrywasz. Może to, że nie umiesz
odpowiedzieć, albo przeistaczam twoje pięknoduchowskie pomysły w gruz.
Jeśli drugie - cała przyjemność po mojej stronie!

> Poza tym debata taka miałaby sens, gdyby uczestniczyło w niej więcej osób, a kto zechce dyskutować, jeżeli dyskutanci będą się nawzajem obrażać lub dążyć do wykazania swojej wyższości nad innymi.

To nie jest kwestia wyższości np. mojej nad tobą. Przeżyć, wiedzieć, widzieć
więcej oznacza też powinność podzielenia się tym z innymi, szczególnie, jeśli
podejrzewa się ich o próby majdrowania przy pewnych ustalonych standardach.
Takim standardem jest, że w polityce lądują nieliczne sowy, później stado
sępów, hien i czasem wilków. A barany idą na rzeź, w skrócie.

Możesz mieć mi za złe formę, w jakiej to wyrażam. Ja tobie mam za złe
lekceważenie moich pytań, dziwnym trafem - przepraszam za odwołanie do
"demos" - w tym wątku w miarę wysoko punktowanych przez Forum, za co
oczywiście dziękuję, staram się jak mogę.

Podkładam ci nogę i wstawiam kij w szprychy nie ze złej woli - po prostu
chcę, żebyś się zastanowił nad problemem dysponując większą ilością danych.
woma (381 punktów)
TK orzeka o zgodności przepisów prawa z Konstytucją. Może orzec, że przepis jest niezgodny z Konstytucją, albo że jest z nią zgodny. Może też orzec, że nie jest z nią niezgodny. Może również uchylić się od wydania orzeczenia. Kwestionując orzeczenie TK, powinieneś wskazać, który przepis TK ocenił źle i na czym polega jego błąd. Nie oczekujesz chyba, że będę zgadywał, jakie jest twoje stanowisko, a potem odniosę się do rezultatu tej zgadywanki.

Uchwały o wyborze sędziów TK podjęte zostały 8.10.2015 r. W MP zostały opublikowane 23.10.2015 r. Kadencja trzech sędziów rozpoczynała się 7.11.2015 r. Kadencja obecnego Sejmu rozpoczęła się 12.11.2015 r. Uchwały o stwierdzeniu braku mocy prawnej uchwał z 8.10.2015 r. podjęte zostały 25.11.2015 r. Co więc stało na przeszkodzie, by z dniem 7.11.2015 r. dopuścić do orzekania trzech sędziów TK? TK, a więc także jego prezes, nie jest uprawniony do weryfikowania uchwał Sejmu. Dlaczego więc były prezes TK je zignorował?

Prezydent, nie odbierając ślubowania od trzech sędziów TK, złamał ustawę. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo złożenie ślubowania nie było warunkiem objęcia urzędu sędziego TK - nie było przepisu, który by tak stanowił. Złożenie ślubowania lub przysięgi jest natomiast warunkiem sprawowania mandatu posła i senatora oraz objęcia urzędu Prezydenta.

TK, który jest uzależniony od kogokolwiek, uważam za sparaliżowany.

Dlaczego uważasz, że powinienem wypowiedzieć się w każdej sprawie, którą Ty podniesiesz? Dlaczego powinienem zapoznać Cię z moim zdaniem w kwestii wolności? Jeśli drażni Cię użyte przeze mnie pojęcie człowiek dobry, to na własny użytek zastąp je jakimś innym, określającym człowieka, który zechce uwzględniać interesy (prawa i potrzeby) wszystkich.

Skoro za standard uważasz udział w polityce głównie sępów, hien oraz wilków i uważasz, że tego standardu należy bronić, to raczej nie dojdziemy do porozumienia. Nie sądzę więc, by dalsza nasza dyskusja miała sens.

To, że mnie obrażasz i że, nie wiedzieć czemu, usilnie dążysz do wykazania swej wyższości, świadczy o Tobie, a nie o mnie. Można odnieść wrażenie, że tego, co chcesz powiedzieć, nie potrafisz wyrazić inaczej.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>TK orzeka o zgodności przepisów prawa z Konstytucją. Może orzec, że przepis jest niezgodny z Konstytucją, albo że jest z nią zgodny. Może też orzec, że nie jest z nią niezgodny. Może również uchylić się od wydania orzeczenia. Kwestionując orzeczenie TK, powinieneś wskazać, który przepis TK ocenił źle i na czym polega jego błąd. Nie oczekujesz chyba, że będę zgadywał, jakie jest twoje stanowisko, a potem odniosę się do rezultatu tej zgadywanki.

Ale ja już swoje stanowisko określiłem, i nie moja wina, że tylko tyle z tego
zrozumiałeś. Niedziałanie prawa wstecz i brak odpowiedzialności zbiorowej
to norma, nie bardzo mnie interesuje, czy/gdzie zapisana w konstytucji. I
nie jest ważne, czy to tyka SB, czy nie - tak samo bym bronił kleru, gdyby
ktoś w przyszłości zechciał hurtem "sądzić" za ujawnione przypadki pedofilii.

>Uchwały o wyborze sędziów TK podjęte zostały 8.10.2015 r. W MP zostały opublikowane 23.10.2015 r. Kadencja trzech sędziów rozpoczynała się 7.11.2015 r. Kadencja obecnego Sejmu rozpoczęła się 12.11.2015 r. Uchwały o stwierdzeniu braku mocy prawnej uchwał z 8.10.2015 r. podjęte zostały 25.11.2015 r. Co więc stało na przeszkodzie, by z dniem 7.11.2015 r. dopuścić do orzekania trzech sędziów TK? TK, a więc także jego prezes, nie jest uprawniony do weryfikowania uchwał Sejmu. Dlaczego więc były prezes TK je zignorował?

Nie mam pojęcia, nie rozmawiałem z nim. I nie pamiętam, żeby zadawano mu
to pytanie. [edit] Być może miało to związek z knotem puszczonym w czerwcu
2015 (2 extra sędziów), być może z ogólną "powolnością" działania prawników,
w tym A.R.

>Prezydent, nie odbierając ślubowania od trzech sędziów TK, złamał ustawę. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo złożenie ślubowania nie było warunkiem objęcia urzędu sędziego TK - nie było przepisu, który by tak stanowił.

Jeśli to, co piszesz, jest prawdą, to w jaki sposób złamał ustawę?

>Dlaczego uważasz, że powinienem wypowiedzieć się w każdej sprawie, którą Ty podniesiesz?

Dyskusja, o ile wiem, polega na wymianie argumentów, w tym także na
zadawaniu sobie pytań i udzielaniu odpowiedzi. Choćby po to, żeby
niektórze sprawy wyjaśnić i skonkretyzować. Od rzeczowego rozmówcy
oczekuję odpowiedzi, od bełkotliwego - pytań "dlaczego uważaśż, że
powinienem odpowiadać..." - migasz się po prostu, co tu kryć.

Moim zdaniem wyrażasz się nad wyraz mętnie. A ja w polityce
lubię starcia, wzajemną kontrolę i przejrzystość. Staram się o nią
tu zawalczyć, ale widocznie nie umiem.

> Dlaczego powinienem zapoznać Cię z moim zdaniem w kwestii wolności?

Zadanie pytania nie oznacza, że "powinieneś". Po prostu jestem tego
w ramach dyskusji ciekaw - jak ktoś gada o partii i rządzeniu, uważam
to za jedno z podstawowych pytań. Ale jeśli ty nie uważasz, to nie
mój problem - ważne, że to wyszło na wierzch.

> Jeśli drażni Cię użyte przeze mnie pojęcie człowiek dobry, to na własny użytek zastąp je jakimś innym, określającym człowieka, który zechce uwzględniać interesy (prawa i potrzeby) wszystkich.

Nie pisz do mnie z wielkiej litery, to już przerabialiśmy. I po raz
-nasty pytam: jak się szufladkuje ludzi wg twoich podziałów? Przepis
podaj, bo mam ochotę się pośmiać - jeśli jesteś dobry, to chyba nie
zlekceważysz mojej potrzeby? Czy znów będzie milczenie owiec? A może
jestem poza marginesem wszystkich?

>Skoro za standard uważasz udział w polityce głównie sępów, hien oraz wilków i uważasz, że tego standardu należy bronić,

Nie uważam, że należy go bronić jako takiego. Należy bronić jako
takiego działania i powolnych zmian status quo. Zapewne przez
zwiększenieu udziału sów i zmniejszenie udziału hien. Ty roisz o władzy
przejętej przez partię ludzi dobrych, czy jak tam - ja zadaję pytania
i wskazuję, czemu jawi mi się to jako niedorzeczne; tym bardziej,
im bardziej brniesz w stronę pustych deklaracji i marzeń i unikasz
otwartej rozmowy.

> to raczej nie dojdziemy do porozumienia. Nie sądzę więc, by dalsza nasza dyskusja miała sens.

A ja przeciwnie - ludziom z ambicjami politycznymi należy przede
wszystkim pozwalać mówić.

>To, że mnie obrażasz i że, nie wiedzieć czemu, usilnie dążysz do wykazania swej wyższości, świadczy o Tobie, a nie o mnie. Można odnieść wrażenie, że tego, co chcesz powiedzieć, nie potrafisz wyrazić inaczej.

Nie bardzo obchodzą mnie twoje wrażenia. Jeśli jesteś obrażalski, to masz
problem; obrazisz się 10 min. przed pierwszym zjazdem partii dobrych i
mądrych.

Cieszę się, że trochę dało się z ciebie wyciągnąć - ludzie zobaczyli, a
to w ramach patrzenia na łapy ludziom gadającym o przejmowaniu władzy zawsze
jest cenne. Jeśli przed ew. wyborcami będziesz tak samo wygadany, jak tu
- no to mogę spać spokojnie, że wyżej progu nie podskoczysz.

Jesteś poniekąd na przegranej pozycji - ja w sprawach politycznych o sobie
powiedziałem bardzo dużo, bo żadnych ambicji politycznych nie mam. Twoje
milczenie wskazuje być może, że masz. Dokładając do zwierzyńca - mało jest
w tobie lisa...

Bywaj.
24-11-2017 09:37 
 Ocena 1 na 1
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Obywatele powinni swoje prawa znać i umieć z nich korzystać. Powinno się tego uczyć w szkole, powinny też propagować to media publiczne w ramach misji.
>Kwestia wolności winna być częścią programu partii, której celem będzie odsuniecie od władzy ludzi złych i powierzenie jej ludziom dobrym, którzy ten program zechcą realizować. Jeżeli miałbym nad takim programem debatować, to musiałoby to polegać na spieraniu się na pomysły i argumenty, a nie tylko na wyśmiewaniu tych, które ktoś przedstawił, nawet gdyby na to zasługiwały. Poza tym debata taka miałaby sens, gdyby uczestniczyło w niej więcej osób, a kto zechce dyskutować, jeżeli dyskutanci będą się nawzajem obrażać lub dążyć do wykazania swojej wyższości nad innymi.
>

Tyle lat grzebania w prawie i ciągle źle. Chyba za łatwo idzie zmiana prawa. Wszystkie niemalże szkoły chrześcijańskie. I jakoś nie da rady tego zmienić. Chrześcijanie' nie chcą słuchać, a opozycja boi się słowa lewica, bo stało się równoznaczne ze słowami czerwony czy też bolszewik. Propaganda i nadal tylko propaganda przeciw tzw. bolszewikom jak za danych lat bywało. Co im się tak podoba ta propaganda faszystowska?
24-11-2017 09:24 
 Ocena 1 na 1
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
>Art. 32 Konstytucji, zresztą nie tylko ten, powinni wszyscy znać na pamięć. Powinni też nauczyć się, że swych praw można i należy bronić przed sądem. Żeby jednak móc oczekiwać sprawiedliwego wyroku, sąd musi być niezależny, tym bardziej że nie pozostaje to bez wpływu na niezawisłość sędziów.

Pracodawcy też są dyskryminowani pod względem podatków. Jak to tam było ze zwolnieniem od podatków hipermarketów? Fakt, firma zagraniczna może płacić podatki u siebie', ale czy w UE jest firma zagraniczna? Wszyscy są obywatelami UE, więc podział na narody jest jakiegoś rodzaju spekulacją gospodarczą...?

>Konstytucja, stanowiąc, że coś ma określić ustawa, mówi, że tego czegoś nie wolno określić przepisem niższej rangi. Hamuje więc ewentualne zapędy władzy wykonawczej. Inną kwestią jest, że ustawa nie zawsze respektuje postanowienia Konstytucji. Dlatego tak ważna jest rola Trybunału Konstytucyjnego, którego teraz praktycznie nie ma.
>Co do zmiany Konstytucji, to uważam, że jest ona możliwa, ale pod warunkiem, że będzie poszerzać zakres praw obywatelskich lub ich gwarancji, ale nie poszerzy władzy państwa. W przeciwnym razie należałoby stworzyć i przyjąć nową konstytucję, mając jednak świadomość, że będzie ona mniej korzystna dla obywateli.

Prawo - wielkie słowo. W celu przestrzegania prawa potrzebne są organy kontrolne. A tu coś kuleje od podstaw.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Przykładem faworyzowania pracodawcy jest sam fakt nazwania go pracodawcą. To brzmi prawie jak dobroczyńca. Nie dość, że daje pracę, to jeszcze za to płaci.
To semantyczny trick wynikający z zaniechania rozróżniania na "pracę" będącą "wytwarzaniem" i "pracę" będącą "zatrudnieniem się"; ten brak rozróżnienia wywołał nawyk "szukania pracy", choć z punktu widzenia poszukującego pożądanym dobrem jest zarobek.

>Co zatem daje pracownik? A może to jednak on daje pracę w zamian za wynagrodzenie?
Jasne, pracodawca zaś daje zatrudnienie, czyli zobowiązanie się do zapłaty wg umowy.

>Wydawałoby się, że obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy. Dlaczego więc wbrew swej woli pracownik może zostać zmuszony do pracy w nadgodzinach? Dlaczego może zostać zmuszony do wykonywania pracy innej niż przewidziana umową? Dlaczego może zostać odwołany z urlopu? Dlaczego pracodawca może ukarać pracownika, a pracownik nie może ukarać pracodawcy?
To ostatnie, podkreślone, na pozór jest tylko kwestią nazwy, ale przemyca do świadomości kolejny niebezpieczny stereotyp, jakoby relacja pracownik - pracodawca znosiła konstytucyjną równość obywateli.

Wszystkie trzy stereotypy "praca jako dobro", "dawanie pracy" i "karanie pracownika" polski kapitalizm ochoczo zaczerpnął z zakłamującego ponoć rzeczywistość języka PRL-u; przypomnę, że funkcjonuje też w prawie bez przeszkód idiotyczny (czy aby na pewno?) termin "zakład pracy"...

Cza być oszczędnym.
26-11-2017 00:19 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Treść definicji pracodawcy i pracownika zawartych w Kodeksie pracy sugeruje, że pracodawca robi grzeczność pracownikowi, a przecież płaci mu mniej, niż warta jest jego praca. Jest to naturalne, bo tylko dzięki temu może mieć dochód. Istotne jest jednak to, jak wielka jest rozbieżność między wysokością wynagrodzenia a wartością pracy. Bliższe prawdy byłoby zdefiniowanie pracodawcy jako osoby wykonującej pracę za wynagrodzeniem, na warunkach określonych w umowie zawartej z pracobiorcą.

Zatrudnić, to to samo, co dać pracę. Pracodawca to ten, który daje pracę. Kodeks pracy mówi, że pracodawca to ten, kto zatrudnia pracownika. Czyli, że pracodawcą jest ten, kto daje pracę. Wynika z tego, że przepis definiuje pojęcie za pomocą jego synonimu, a żadne z nich nie odpowiada rzeczywistości. Dlaczego tak jest i czy tak być powinno?

Jeżeli pracodawca łamie prawa pracownika, to pracownik może jedynie rozwiązać umowę. Pracodawca również może rozwiązać umowę, a ponadto może jeszcze wymierzyć pracownikowi karę. Dlaczego tak jest i czy tak być powinno?

Ile takich kwiatków jest w prawie pracy? Czy prawo pracy respektuje zasadę równości? Czy należałoby coś z tym zrobić? Jeśli tak, to na kogo można w tej sprawie liczyć?

Czy w innych gałęziach prawa jest lepiej?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Treść definicji pracodawcy i pracownika zawartych w Kodeksie pracy sugeruje, że pracodawca robi grzeczność pracownikowi [...] Bliższe prawdy byłoby zdefiniowanie pracodawcy jako osoby wykonującej pracę za wynagrodzeniem, na warunkach określonych w umowie zawartej z pracobiorcą.
Niestety na określenie "pracownika" mamy też symetryczny wobec terminu "pracodawca" termin "pracobiorca", wszak mówi się "brać jakąś pracę"; w tej sytuacji próba odwrócenia terminologii wywołałaby nie lada zamieszanie... Ale alogiczność terminologii w prawie pracy można rozgrywać jako quasi orwellowską nowomowę.

>Zatrudnić, to to samo, co dać pracę. Pracodawca to ten, który daje pracę. Kodeks pracy mówi, że pracodawca to ten, kto zatrudnia pracownika. Czyli, że pracodawcą jest ten, kto daje pracę. Wynika z tego, że przepis definiuje pojęcie za pomocą jego synonimu, a żadne z nich nie odpowiada rzeczywistości. Dlaczego tak jest i czy tak być powinno?
Nie powinno, a dlaczego jest, trzeba by pytać speca od etymologii.

>Jeżeli pracodawca łamie prawa pracownika, to pracownik może jedynie rozwiązać umowę. Pracodawca również może rozwiązać umowę, a ponadto może jeszcze wymierzyć pracownikowi karę. Dlaczego...
Twórca umowy nazwał to karą. Ale nie jest to kara w rozumieniu kodeksu karnego, tylko "kara pracownicza" za uchybienie warunkom umowy; ale przecież "ukarany" przez pracodawcę pracownik wobec prawa zachowuje status osoby niekaranej; no chyba, że czegoś nie wiem???


Cza być oszczędnym.
26-11-2017 17:35 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
To, że w języku potocznym używa się frazeologizmów, nie oznacza, że można ich używać w przepisach prawa.

Nie trzeba być językoznawcą, by rozumieć znaczenie słów, a jeśli się ich nie rozumie, to lepiej ich nie używać. Tworząc prawo, używać ich nie należy.

Warunki umowy może złamać zarówno pracownik, jak i pracodawca, a prawo karania przyznano tylko pracodawcy. Dlaczego pracownik nie może ukarać pracodawcy, który zalega z wypłatą wynagrodzenia? Tak ukarany pracodawca też zachowałby status osoby niekaranej, oczywiście w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego.

Ja problem widzę w tym, że prawo często narusza zasady zapisane w Konstytucji, która jest najwyższym prawem, a nie, jak uważają niektórzy, katalogiem wskazówek, które wolno zignorować. Nierzadko też ograniczenia przedstawia jako swobody. Art. 22 Konstytucji stanowi, że ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. A jak brzmi tytuł ustawy ograniczającej tę wolność? - Ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Hipokryzja w prawie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nie trzeba być językoznawcą, by rozumieć znaczenie słów, a jeśli się ich nie rozumie, to lepiej ich nie używać. Tworząc prawo, używać ich nie należy.
Jeśli zachowane są zasady poprawnej polszczyzny, to zostanie co jest i nie ma zmiłuj.

>Dlaczego pracownik nie może ukarać pracodawcy, który zalega z wypłatą wynagrodzenia? Tak ukarany pracodawca też zachowałby status osoby niekaranej, oczywiście w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego.
Lepiej, żeby uchybienia pracodawców wobec pracowników trafiały do sądów, bo co pracownikowi przyjdzie z udzielenia pracodawcy nagany?

>Ja problem widzę w tym, że prawo często narusza zasady zapisane w Konstytucji, która jest najwyższym prawem, a nie, jak uważają niektórzy, katalogiem wskazówek, które wolno zignorować. Nierzadko też ograniczenia przedstawia jako swobody. Art. 22 Konstytucji stanowi, że ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. A jak brzmi tytuł ustawy ograniczającej tę wolność? - Ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Hipokryzja w prawie?
Najwyraźniej.

Cza być oszczędnym.
07-11-2017 20:56 
 Ocena 2 na 2
woma (381 punktów)
Wolałbym polemizować z Twoimi argumentami, a niestety muszę odnieść się do Twoich wycieczek osobistych.

Dla jasności pozwolę sobie przedstawić moje definicje człowieka dobrego, złego i głupiego.
Człowiek dobry - ktoś, kto cudzy interes stawia na równi ze swoim. Człowiek zły - ktoś, kto podszywa się pod człowieka dobrego, choć kieruje się tylko własnym interesem;
- człowiek głupi - ktoś, kto nie potrafi odróżnić człowieka dobrego od złego i wybiera to, co proponuje człowiek zły.

Pojęcia sprawiedliwości społecznej nie trzeba z nikim uzgadniać. Należy je zdefiniować. Człowiek dobry nie powinien mieć z tym większego problemu.

Skoro człowiek zły potrafi przekonać głupca, to potrafi to także człowiek dobry. Tyle tylko, że temu drugiemu zawsze będzie trudniej, bo musi mówić tylko prawdę.

Do obowiązku wiary odwołują się tylko ludzie źli. Człowiek dobry przedstawia argumenty, które głupcy muszą ocenić samodzielnie.

Każdy musi wyedukować się sam. W tym celu musi zacząć myśleć samodzielnie. Człowiek dobry może jedynie pomóc w uświadomieniu sobie tego.

Nie wiem, w czym miałoby pomóc oglądanie ludzi złych w trakcie ich "pracy" nad umysłami potencjalnych głupców. Przecież człowiek dobry nie może stosować takich samych metod.

Nie mam zamiaru wyrosnąć z bycia człowiekiem dobrym. Ty na to pozwoliłeś i być może stąd Twoja wypowiedź.

Szwajcaria nie jest dobrym przykładem. Człowiek dobry nie bogaciłby się dzięki oszustom podatkowym.

Może nadszedł czas, by władzę zaczęli sprawować ludzie dobrzy.

Dlaczego rezygnujesz z prawa do refleksji? Nie chcesz chyba powiedzieć, że odpowiada Ci rola człowieka głupiego?

Z Twojego PS wynika, że nie jesteś zadowolony z obecnego stanu rzeczy. Nie rozumiem jednak, dlaczego zadowoliłyby Cię pozory demokracji.

Jeśli chcesz dożyć lepszych czasów, to nie powinieneś liczyć tylko na to, że znajdą się ludzie dobrzy, dzięki którym stanie się to możliwe.
08-11-2017 14:13 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Wolałbym polemizować z Twoimi argumentami, a niestety muszę odnieść się do Twoich wycieczek osobistych.

Wskaż takowe najpierw. Przy czym dodam, że akcja uświadamiająca, jaką
zaserwowałem nie miała wiele wspólnego z argumentacją.

>Dla jasności pozwolę sobie przedstawić moje definicje człowieka dobrego, złego i głupiego.

Swoje możesz mieć. Nie jest powiedziane, że reszta społeczeństwa się
z nimi zgodzi, a jeśli spróbujesz je narzucić - demokratycznie obwołają
cię człowiekiem złym/głupim.

>Człowiek dobry - ktoś, kto cudzy interes stawia na równi ze swoim. Człowiek zły - ktoś, kto podszywa się pod człowieka dobrego, choć kieruje się tylko własnym interesem;

"Kobyszczę" już przerobiłeś? Chyba nie. Przerób koniecznie.

>- człowiek głupi - ktoś, kto nie potrafi odróżnić człowieka dobrego od złego i wybiera to, co proponuje człowiek zły.

Już stwierdzenie, że "głupi wybiera" jest dla mnie nadużyciem
idei wyboru. Wybór jest dla innych, niż głupi.

Poza tym nie zdefiniowałeś "mądrego", ale to raczej nie zmienia sprawy.

>Pojęcia sprawiedliwości społecznej nie trzeba z nikim uzgadniać. Należy je zdefiniować. Człowiek dobry nie powinien mieć z tym większego problemu.

Ale istnieją ludzie głupi i z nimi też to wypada "uzgodnić". Jak?
Jak mądry z głupim? Nie rośmieszaj mnie

Poza tym nie zgadzam się - ludzie po prostu inaczej rozumieją hasło
"sprawiedliwość". Jeśli tego nie wiesz, to po prostu nie znasz ludzi.
Poznaj i wróć, pogadamy.

A jeśli żywisz mrzonki o tym, że powinniśmy w 38 mln usiąść sobie np.
w Gnieźnie i napisać konstytucję od nowa - proszę bardzo, żywić
możesz zawsze i wszystko, co chcesz - pod warunkiem, że jestemś
(po mojemu) mądry i poprzestajesz na żywieniu.

>Skoro człowiek zły potrafi przekonać głupca, to potrafi to także człowiek dobry.

Wątpię, czy głupca się przekonuje. Głupca się raczej skłania, przekabaca,etc.
Gra się po prostu, coś "sprzedaje", i to tak, żeby głupiec nie wiedział, że
płaci. Od tego ostatecznie jest głupcem.

Nie pochwalam tego, ale czasem stosuję. Zasięg i skuteczność są raczej
znikome, ale - moim zdaniem - działam w dobrej sprawie.

>Tyle tylko, że temu drugiemu zawsze będzie trudniej, bo musi mówić tylko prawdę.

Niepełną. Bo jeśli zacznie od "jesteś głupcem, ...", to raczej niczego
nie dokona.

>Do obowiązku wiary odwołują się tylko ludzie źli. Człowiek dobry przedstawia argumenty, które głupcy muszą ocenić samodzielnie.

Paradne. Wybacz, ile ty masz lat? "Małego księcia"-ś przeczytał właśnie?
Czy nie znasz skali i głębokości głupoty (i zła, ale najczęściej właśnie
od-głupotowego - lenistwa, zeniedbań, łatwych sądów, potrzeby wroga, etc.)?

>Każdy musi wyedukować się sam. W tym celu musi zacząć myśleć samodzielnie. Człowiek dobry może jedynie pomóc w uświadomieniu sobie tego.

Problem (albo nie - zależy od pktu widzenia i siedzenia), że żadnego
takiego musu nie ma. Jeśli jest w twojej głowie, to albo go tam hoduj
i żyj długo i szczęśliwie, albo żyj długo i szczęśliwie bez tej hodowli
- bo po co hodować złudzenia?

> umysłami potencjalnych głupców. Przecież człowiek dobry nie może stosować takich samych metod.

A znamy inne?

>Nie mam zamiaru wyrosnąć z bycia człowiekiem dobrym. Ty na to pozwoliłeś i być może stąd Twoja wypowiedź.

Przejąłbym się, gdybyś pisał nieco skromniej, mądrzej i dalekowzroczniej.

>Szwajcaria nie jest dobrym przykładem. Człowiek dobry nie bogaciłby się dzięki oszustom podatkowym.

Bzdura. Zresztą nie chodzi mi o zamożność. Na swoje szczęście bywam
w Szwajcarii. Tobie też radzę się wybrać - może zrozumiesz.

>Może nadszedł czas, by władzę zaczęli sprawować ludzie dobrzy.

Idealista i marzyciel; albo marny prowokator.

Przejedź się kolego do jakiejś dżungli i zacznij jako dobry rządzić
tysiącem ludzi. Może ci wyjdzie, choć biorąc pod uwagę ilość rzeczy,
jakich musiałbyś się nauczyć - dolary przeciw orzechom, że szybko byś
zaczął chodzić na skróty.

>Dlaczego rezygnujesz z prawa do refleksji?

Rezultaty moich refleksji są nie do przyjęcia dla klinicznego
pięknoducha. Dla bezpieczeństwa lepiej wmuszać ich brak.

> Nie chcesz chyba powiedzieć, że odpowiada Ci rola człowieka głupiego?

W twoich oczach? Raz: nie obchodzi mnie, dwa: poważnie bym się nad sobą
zastanowił, gdyby taki ktoś jak ty (co najmniej poważnie niedoinformowany,
a momentmai bezczelny) zechciał mnie sklasyfikować jako mądrego.

>Z Twojego PS wynika, że nie jesteś zadowolony z obecnego stanu rzeczy. Nie rozumiem jednak, dlaczego zadowoliłyby Cię pozory demokracji.

Nie jestem zadowolony, przyczyn raczej nie zrozumiesz. Demokrację liberalną
światopoglądowo i centrową w gospodarce (kapitalizm bez wypaczeń - piękna
utopia...) uważałem za dobre status-quo. Co do pozorów - nie widzę w tym
zarzutu, cenię sobie prawo głosu, nawet głosu jednakowo ważącego co głos
profesora matematyki, doktora teologii, robotnika i menela spod budki z piwem,
czy biedaka i miliardera. Wiesz czemu? Bo wprowadzenie wag głosów też wymagałoby
głosowania... A kto by się tak chciał podłożyć biednym i menelom? Hę?

>Jeśli chcesz dożyć lepszych czasów, to nie powinieneś liczyć tylko na to, że znajdą się ludzie dobrzy, dzięki którym stanie się to możliwe.

To akurat twój pogląd, nigdzie nie napisałem, że liczę w tej kwestii
na ludzi dobrych, więc nie wmuszaj mi dziecka w brzuch. Naucz się
czytać ze zrozumieniem. W kwestii władzy liczyłbym na pragmatycznych
kombinatorów, zwłaszcza prawników i ekonomistów (ale lepszych niż
sławetna Pawłowicz czy Morawiecki); bez bogoojczyźnianych i rozrachunkowych
frazesów w paszczy.

A lepszość czasów zapewnię sobie przez rozsądny rozwój i pracę i jako
taką "wytrzymywalność" życia wśród współobywateli. Przecież ostatecznie
i tak obchodzi mnie rodzina, znajomi, sąsiedzi, a nie to, że ktoś należy
do klubu GaPol-a.

PS Jak to dobrze, że mnie wydobyto z takiego "myślenia" te 10 lat temu
- będąc dłużnikiem kolegów, wydobywam teraz ciebie. Za 10 lat ty kogoś
wydobędziesz.
09-11-2017 22:30 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Skoro, jak sam przyznajesz, nie masz zamiaru spierać się ze mną na argumenty, a jedynie mnie pouczać, to wybacz, ale dalszą naszą dyskusję uważam za bezcelową.

Ja uważam, że pozytywnych zmian mogą dokonać tylko ludzie dobrzy, czyli tacy, których cechuje coś więcej niż tylko przyzwoitość. Ty wolisz, by o twoim i moim życiu decydowali pragmatyczni kombinatorzy. Ja na to przystać nie mogę i nie chcę.

Oczekiwałbym raczej dyskusji o metodach osiągnięcia celu, jakim jest państwo praworządne i sprawiedliwe, i nie sądzę, by było to zbyt wiele.
10-11-2017 09:39 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Skoro, jak sam przyznajesz, nie masz zamiaru spierać się ze mną na argumenty, a jedynie mnie pouczać, to wybacz, ale dalszą naszą dyskusję uważam za bezcelową.

Uważam, że wymagasz zdjęcia łusek z oczu - jeśli swoje zamiary wpływania
na życie w tym kraju są poważne. Nie jestem nikim wielkim ani wpływowym,
żebyś mógł mi zagrozić bezpośrednio i uwierz, że myślałem kiedyś podobnie,
ale ... to nie ma sensu. Tj. teoretyczno-marzycielski ma. Praktycznego
- mało, ale im bardziej lokalnie patrzysz, tym większy.

Argument podstawowy jest taki, że wiele razy tych wszystkich wspaniałości
próbowano i zwykle się wszystko było - z przeproszeniem - zesrało. I nie
zawsze na kale się kończyło - często na stosach trupów. I nie gadaj, że
tobie się uda bez trupów... choć czemu nie, pośmiać się lubimy wszyscy.

>Ja uważam, że pozytywnych zmian mogą dokonać tylko ludzie dobrzy, czyli tacy, których cechuje coś więcej niż tylko przyzwoitość. Ty wolisz, by o twoim i moim życiu decydowali pragmatyczni kombinatorzy. Ja na to przystać nie mogę i nie chcę.

Na szczęście (bynajmniej nie wyłącznie dla owych kombinatorów!) nie masz
na to wpływu... Nie tyle wolę, ile nie widzę innej drogi, a każdą inną
gotów jestem dla dobra spokojnych wahań wokół status quo ośmieszyć... Po
prostu moralność a polityka to dwa różne światy i polityk (in spe zwłaszcza)
mędzący o prawości, moralności i najchętniej jeszcze zaoraniu poprzednich
złych porządków - to dla mnie od razu światełko ostrzegawcze - najszybciej
się tacy psują! Polityk ma być w miarę skuteczny, ale nie ma być wzorem
do działań w życiu codziennym. Ma być negocjatorem, wykonawcą, reprezentantem,
ale też szmatą od czasu do czasu. Tu problem, dla czyjego dobra. I jak
pojmowanego...

>Oczekiwałbym raczej dyskusji o metodach osiągnięcia celu, jakim jest państwo praworządne i sprawiedliwe, i nie sądzę, by było to zbyt wiele.

Sądzimy inaczej - wg mnie to jest zbyt wiele.

Nie mam nic przeciwko temu, żebyś był dobrym człowiekiem w swoim mniemaniu
i być może w moim - gdybym cię poznał, być może za takiego bym cię uznał.
Po prostu dobro to nie jest moim zdaniem dobra (sic!) droga do zarządzania
masami, ludziną, biomasą, społeczeństwem - jak zwał, tak zwał. Człowiek
jest w swojej masie raczej zły i głupi niż dobry i mądry. Nic na to nie
poradzimy za naszego życia i nie wiem, czy da się cokolwiek zrobić w
kierunku poprawy.

Koniecznie poczytaj "Kobyszczę" w "Cyberiadzie". I może Zajdla, "Limes
inferior". Albo otwórz oczy - będzie bolało, ale tylko chwilę.

Powodzenia, mimo wszystko. "Marceli szpak dziwi się światu"
11-11-2017 17:59 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Nie roszczę sobie prawa do wpływania na cokolwiek i na kogokolwiek. Jeżeli już, to chciałbym wziąć udział w stworzeniu zdrowych i sprawiedliwych relacji między państwem a obywatelem i między obywatelami, które nikogo by nie faworyzowały. To, wbrew pozorom, wcale nie jest takie trudne. Niestety, wymaga pogodzenia się z tym, że wszyscy ludzie są równi. Wymaga też pogodzenia się z czymś "gorszym" - decyzje winny być podejmowane na możliwie najniższym szczeblu. I z czymś jeszcze "gorszym" - ograniczeniem roli partii do promowania kandydatów.

Dyskusję o tym, jak to osiągnąć, gotów jestem podjąć z każdym, kto prawa i wolności człowieka i obywatela uważa za fundament praworządnego państwa, a państwu przypisuje rolę służebną wobec obywateli.

Mogę się również spierać o to, czy takie państwo jest lepsze od państwa zarządzanego autorytarnie.

Mogę się także spierać o to - i zachęcam do toczenia takiego sporu - jaki ustrój powinna przyjąć ludzkość. Żaden z dotychczasowych ustrojów się nie sprawdził. Nie sprawdzi się też kapitalizm. Bogaci bogacą się dzięki temu, że biedniejsi, których jest wielokrotnie więcej, kupują ich wyroby. Jest więc tak, że biedniejsi kupują od bogatych wyroby, które sami wyprodukowali, tyle tylko, że za ceną wyższą niż wynagrodzenie, jakie za swą pracę otrzymali. To, wskutek globalizacji, musi w końcu doprowadzić do krachu. Po jakimś czasie najbogatszych zastąpią najbogatsi z biedniejszych. W końcu najbogatszymi staną się najbiedniejsi, którzy będą musieli sami pracować na swe utrzymanie. Musi więc dojść do tego, że każdy będzie pracował zgodnie ze swoimi kwalifikacjami, a dzięki swojej pracy będzie mógł zaspokoić tylko swoje podstawowe potrzeby. Jeżeli do tych potrzeb zaliczy sztukę, a trudno sobie wyobrazić, by było inaczej, to będzie musiał zaspokoić potrzeby artystów.

Einstein nie uznał za konieczne respektowania tez Newtona. Dlaczego więc ktokolwiek miałby obowiązek kierowania się tym, co ktoś, kiedyś napisał?
11-11-2017 18:30 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Widzę, że "Kobyszczę" jeszcze nie przeczytane. Niedobrze, niedobrze.

>Nie roszczę sobie prawa do wpływania na cokolwiek i na kogokolwiek.

Trzymam za słowo.

> Jeżeli już, to chciałbym wziąć udział w stworzeniu zdrowych i sprawiedliwych relacji między państwem a obywatelem i między obywatelami, które nikogo by nie faworyzowały.

Stwórz sobie 100-osobową społeczność na dobry początek, zobaczysz, co to
znaczy; jeśli jesteś jako tako pojętny, odpuścisz natychmiast swoje
mrzonki.

> To, wbrew pozorom, wcale nie jest takie trudne. Niestety, wymaga pogodzenia się z tym, że wszyscy ludzie są równi.

Czyli rezygnujesz z wymiaru sprawiedliwości? Policji? Banków? Wojska?
A twoje zeszłe podziały na głupich, złych i dobrych? (Z pominięciem
mądrych wśród definiowanych - z czego nie raczyłeś się wytłumaczyć.)
- też równi? Sprzeciw, do cholery jasnej! Nie jestem równy z menelem
spod budki z piwem i z kruchtową babcią! A może z kolegą olsonem tu z
forum? Sam nie wiem, kto by się bardziej wkurzył...

Wypad do dżungli, tam możesz być pierwszym wśród równych. Nawet jak
przebierzesz się za jednego z równych, możesz o siebie porozpytywać.
Będzie to zaczątek wywiadu.

> Wymaga też pogodzenia się z czymś "gorszym" - decyzje winny być podejmowane na możliwie najniższym szczeblu. I z czymś jeszcze "gorszym" - ograniczeniem roli partii do promowania kandydatów.

Partie i tak się pojawią, pod innym szyldem. Ale jeśli ci to umknie, nie
zdziwię się.

>Dyskusję o tym, jak to osiągnąć, gotów jestem podjąć z każdym, kto prawa i wolności człowieka i obywatela uważa za fundament praworządnego państwa,

Uważam. Ale część z tych praw i fundamentów do ładnie wyglądająca
fikcja - raczej nie do usunięcia, co usiłuję ci w poprzedniej
pisaninie wyłożyć. Marzysz o społeczeństwie innych ludzi.

> a państwu przypisuje rolę służebną wobec obywateli.

Tu sprawa nie polega na żadnej dyskusji - państwo służy obywatelom. Jak
może i jak umie. Kwestionujesz to? Jeśli tak, to w przypadku którego
państwa? Mam nadzieję, że swojego; proszę przykłady.

>Mogę się również spierać o to, czy takie państwo jest lepsze od państwa zarządzanego autorytarnie.

Państwo jako takie z zasady nie ma nigdy czystych rąk, jeśli ma być
skuteczne i działać, jako tako. Z ustrojem ma to niewiele wspólnego,
choć autorytaryzm może mieć mniej mechanizmów wzajemnej kontroli władzy.
Dlatego w pierwszym wpisie w twoim wątku dałem swoje propozycje w PS.
Jest to zderzenie "złych" czy "negatywnych" tendencji w bardzo dobrym
moim zdaniem celu.

>Mogę się także spierać o to - i zachęcam do toczenia takiego sporu - jaki ustrój powinna przyjąć ludzkość.

Cała? Jesteś durniem, czy tylko udajesz? Każdemu wg potrzeb - vide skutki hamerykańskiego eksportu demokracji do świata arabskiego. A może jeszcze
muzykę zuniformizować - myślisz, że w Chile np. chętnie słuchanoby diskopolo?
Bo u nasz się słucha, zwłaszcza na ścianie wschodniej.

>Einstein nie uznał za konieczne respektowania tez Newtona. Dlaczego więc ktokolwiek miałby obowiązek kierowania się tym, co ktoś, kiedyś napisał?

Einstein w bardzo dobrym przybliżeniu uznawał to, co osiągnął Newton.
Zresztą pierwsze testy OTW dokonywane były na poziomie poprawek do
wyliczeń mechaniki nierelatywistycznej. Ale nie musisz tego wiedzieć,
choć warto - niniejszym się dowiadujesz.

PS Co zrobisz z przekornymi? Np. ze mną - nie zgadzam się argumentując
tak czy siak, ale ostatecznie mam chyba też prawo "nie zgodzić się, bo
nie" - bo mojej fantazji, mentalności i poczuciu godności zwyczajnie
nie odpowiadają rojenia pięknoducha pt. "woma"? Hę? Czujesz, że pod
płaszczykiem równości itp. wychodzisz na bufona z pretensjami? Jeśli
czujesz - to żyj i daj żyć. Jeśli nie czujesz - przemyśl swoje życie.
I koniecznie sięgnij do Lema. Leczenie może boleć, ale takie jest
zalecenie NFZ, żeby bolało!
16-11-2017 17:00 
 Ocena 2 na 2
woma (381 punktów)
Demokracja to rządy większości w interesie wszystkich. Jeśli rządzi mniejszość, albo gdy rządy sprawowane są z pogwałceniem interesów części społeczeństwa, to o demokracji mówić raczej trudno. Demokracja nie polega też na tym, że władza wybrana do rządzenia państwem uzurpuje sobie prawo do rządzenia społecznościami, a nawet jednostkami. Demokracja to zbiór zasad, które określają prawa i obowiązki obywateli, obowiązki i zakres uprawnień władz, a także wzajemne relacje między obywatelami oraz między władzą i obywatelami, których fundamentem jest poszanowanie praw i wolności człowieka i obywatela.

W Rozdziale II Konstytucji, wśród przepisów poświęconych wolnościom, prawom i obowiązkom człowieka i obywatela, znajdują się i takie:

Art. 30.
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Art. 31.
1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Art. 32.
1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Z powyższych przepisów wynika jasno, że jesteś równy menelowi spod budki z piwem i kruchtowej babci, a nawet koledze olsonowi. I nic na to nie poradzisz.

W demokratycznym państwie prawnym prawo winno być takie samo dla Ciebie, dla menela spod budki z piwem, kruchtowej babci i kolegi olsona. Jeżeli tak nie jest, to państwo nie jest demokratycznym państwem prawnym.

W państwie urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej prawo musi uwzględniać potrzeby obywateli biedniejszych. Jeżeli tak nie jest, to państwo nie jest państwem urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Jest oczywistym, że koszty z tym związane muszą ponieść obywatele bogatsi.

Prawo jest takie, jakim stworzą je wybrani przedstawiciele Narodu. Jeżeli tworzyć je będą ludzie dobrzy, to będzie ono służyć demokratycznemu państwu prawnemu, urzeczywistniającemu zasady sprawiedliwości społecznej. Jeżeli będą tworzyć je ludzi źli, to państwo będzie faworyzować jednych i dyskryminować innych. Lepiej więc, we własnym, dobrze pojętym interesie, tworzenie prawa powierzyć ludziom dobrym. Nie można mieć bowiem pewności, kogo ludzie źli zechcą faworyzować, a kogo dyskryminować.

Demokratyczne państwo prawne musi mieć czyste ręce. Nie można wykluczyć brudnych rąk u konkretnego przedstawiciela władzy, który powinien za to ponieść przewidziane prawem konsekwencje.

Jeżeli ludzkość ma przetrwać, to ludzie muszą dojść do porozumienia. Państwa narodowe, mając sprzeczne interesy, nie będą w stanie zapobiec katastrofom globalnym. Nie zapobiegną wybuchowi superwulkanu, uderzeniu asteroidy lub nagłej zmianie klimatu. Mogą natomiast doprowadzić do wojny nuklearnej, która wszelkie obecne dyskusje i spory uczyni bezprzedmiotowymi.

Nie widzę żadnej potrzeby, by cokolwiek robić z przekornymi. A gdy czyjeś wypowiedzi uważam za rojenia, to po prostu zbywam je milczeniem.
16-11-2017 22:27 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Demokracja to rządy większości w interesie wszystkich.

hahahahaha

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
19-11-2017 15:27 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Skoro rządy większości w interesie wszystkich, to nie demokracja, to muszą nią być rządy większości w interesie jakiejś części społeczeństwa, z pominięciem interesu pozostałej części. Nie jest przy tym istotne, jaka jest liczebność tych części.

Mamy więc demokrację, a wobec tego nie ma powodów do narzekania, że obecna władza dąży do zapewnienia sobie przychylności sądów, armii, policji i służb specjalnych, a w tych dążeniach nie liczy się z niczym i z nikim.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Już to tłumaczyłem.

Demokracja to rządy najbogatszych, bo wygrywa partia, która ma najskuteczniejszą kampanię i struktury oraz poparcie tzw "autorytetów" bo to nimi kieruje się plebs. Większość to debile, więc ich głosy się po prostu kupuje.

Jak już to wybiera mniejszość. Frekwencja oscyluje zwykle ok 50% uprawnionych obywateli, a na zwycięską partię głosuje kilkadziesiąt procent, powiedzmy 40%. Głosy mniejszości przepadają.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
19-11-2017 16:11 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Skoro rządy większości w interesie wszystkich, to nie demokracja,

Przede wszystkim zadałbym sobie pytanie, czy to w ogóle coś jest...

> to muszą nią być rządy większości w interesie jakiejś części społeczeństwa, z pominięciem interesu pozostałej części. Nie jest przy tym istotne, jaka jest liczebność tych części.

Nie wiesz jeszcze, czym jest demokracja. Naum się.

>Mamy więc demokrację, a wobec tego nie ma powodów do narzekania, że obecna władza dąży do zapewnienia sobie przychylności sądów, armii, policji i służb specjalnych, a w tych dążeniach nie liczy się z niczym i z nikim.

Skoro tak sądzisz - bądź nienarzekający.
16-11-2017 22:48 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Demokracja to rządy większości w interesie wszystkich.

Skąd tyś spadł? Rządzi kilkaset osób kilkudziesięcioma mln, przynamniej
w naszym baraku. Ogarnij się, bidoku.

> Demokracja to zbiór zasad, które określają prawa i obowiązki obywateli, obowiązki i zakres uprawnień władz, a także wzajemne relacje między obywatelami oraz między władzą i obywatelami, których fundamentem jest poszanowanie praw i wolności człowieka i obywatela.

Bzdura. Demokracja to ustrój. Prawa - co innego.

>Z powyższych przepisów wynika jasno, że jesteś równy menelowi spod budki z piwem i kruchtowej babci, a nawet koledze olsonowi. I nic na to nie poradzisz.

Nie, nie jesteś w stanie mnie obrazić. Ani, mam nadzieję, olsona,
ani babci ani menela. Inaczej - zarobiłbyś lewym sierpowym w szczenę

>W demokratycznym państwie prawnym prawo winno być takie samo dla Ciebie, dla menela spod budki z piwem, kruchtowej babci i kolegi olsona. Jeżeli tak nie jest, to państwo nie jest demokratycznym państwem prawnym.

A z tym nie dyskutuję. Choć już na etapie dostępności do obrony czy
wprawie w procesowaniu się - tj. posługiwaniu się prawem - widziałbym
pewne nierówności. Ale nie zdziwię się, jeśli ty ich nie zobaczysz.

>W państwie urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej prawo musi uwzględniać potrzeby obywateli biedniejszych. Jeżeli tak nie jest, to państwo nie jest państwem urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Jest oczywistym, że koszty z tym związane muszą ponieść obywatele bogatsi.

Omajfakinnonegzistent.. Pamiętaj, młody człowieku: kto w młodości głupim
nie był, ten na starość nie zmądrzeje.

>Prawo jest takie, jakim stworzą je wybrani przedstawiciele Narodu.

O-to-to... Wybierasz osoby piszące kodeks karny? Nie. I całe szczęście,
boś niestety za chudy w uszach...

> Jeżeli tworzyć je będą ludzie dobrzy, to będzie ono służyć demokratycznemu państwu prawnemu, urzeczywistniającemu zasady sprawiedliwości społecznej. Jeżeli będą tworzyć je ludzi źli, to państwo będzie faworyzować jednych i dyskryminować innych.

Zieeew... Wracamy: wojsko? banki? służby? Czy ty naprawdę jesteś ślepy, czy udajesz
durnia?

> Lepiej więc, we własnym, dobrze pojętym interesie, tworzenie prawa powierzyć ludziom dobrym. Nie można mieć bowiem pewności, kogo ludzie źli zechcą faworyzować, a kogo dyskryminować.

A nie boisz się wilków w owczej skórze? A nie, pardon, ty odróżniasz. A
może bozia ci to jakoś podszeptuje, hę? Medium-ś?

>Demokratyczne państwo prawne musi mieć czyste ręce. Nie można wykluczyć brudnych rąk u konkretnego przedstawiciela władzy, który powinien za to ponieść przewidziane prawem konsekwencje.

Np. wyrok w postaci "umyj ręce, spłucz i wytrzyj ręcznikiem"

>Jeżeli ludzkość ma przetrwać, to ludzie muszą dojść do porozumienia.

Primo, nikt nie powiedział, że ma, secundo, kłóciłbym się, że wcale nie muszą.
Ludzkość po prostu przetrwa albo nie. Osobiście daję jakieś 200 lat max, sam
mam nadzieję umrzeć śmiercią względnie naturalną - starość. Ew. jakiś wypadek,
poniekąd na własne życzenie. Wyparować, bo jakiś idiota naciśnie guzik -
niespecjalnie. A już idiota zaprowadzający dobro?! Niedoczekanie!...

> Państwa narodowe,
mając sprzeczne interesy, nie będą w stanie zapobiec katastrofom globalnym. Nie zapobiegną wybuchowi superwulkanu, uderzeniu asteroidy lub nagłej zmianie klimatu.

Czyli jak sam widzisz, ludzkie przetrwanie może być niezależne od jakichkolwiek
porozumień. Ale czego ja wymagam - przecież nie konsekwencji od linijki do
linijki...

> Mogą natomiast doprowadzić do wojny nuklearnej, która wszelkie obecne dyskusje i spory uczyni bezprzedmiotowymi.

Dla ciebie raczej i tak są bezprzedmiotowe - przylazłeś i się unosisz i rozumiesz
niewiele. Ale tam, pies z tobą. Sprzątasz choć po nim?

>Nie widzę żadnej potrzeby, by cokolwiek robić z przekornymi.

Ja bym sugerował jedno: nie podpadać. Bywają wredni. Just for wredota's sake.

> A gdy czyjeś wypowiedzi uważam za rojenia, to po prostu zbywam je milczeniem.

A nie masz może wyrzutów sumienia? Może ktoś chce ci przekazać coś ważnego,
a ty przemilczasz? A mądrze to? A dobrze? A sam aby nie roisz?...

Śmiesznyś, samorozkoszny kolego. Musisz się jeszcze wiele nauczyć - w pewnym
sensie zazdroszczę.
19-11-2017 17:56 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Skoro ustrój i prawa nie mają związku ze sobą, to jak odróżniasz demokrację od dyktatury?

Akceptujesz to, że prawo winno być takie samo dla Ciebie, dla menela spod budki z piwem, kruchtowej babci i kolegi olsona, ale obraża Cię zasada równości, z której to wynika?

Dlaczego sądzisz, że w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, nie ma miejsca dla wojska, banków czy służb?

Odróżnienie człowieka dobrego od złego nie jest niemożliwe. Bywa łatwe, bywa trudne. Wybór człowieka złego zawsze będzie wyborem głupim, niezależnie od intencji.

Czy gdyby ktoś powiedział, że ludzkość ma przetrwać, to by coś zmieniło? Swoją drogą, ludzki z Ciebie pan. Mogłeś dać mniej niż 200 lat. Dlaczego sądzisz, że ma znaczenie jakiej śmierci sobie życzysz? Dlaczego sądzisz, że guzik może nacisnąć tylko idiota?

Skoro uważasz, że roję, to może bierz przykład ze mnie i zbywaj moje rojenia milczeniem.

Sądzę, że rojenia, które mi przypisujesz, to raczej efekt tego, że wolisz czytać między wierszami i nader często odnosisz się do tego, czego ani w wierszach, ani między wierszami nie ma.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Skoro ustrój i prawa nie mają związku ze sobą, to jak odróżniasz demokrację od dyktatury?

Nijak. Demokracja to też dyktatura, aczkolwiek zwykle mówi się o dyktaturze jako o rządach jednej konkretnej osoby, która teoretycznie może zrobić co chce (np w Polsce dyktatura jest niemożliwa póki jesteśmy jednym ze stanów UE czyli nie mamy suwerenności i rząd nie może np znieść całkowicie podatku dochodowego, ani przywrócić kary śmierci.

>Akceptujesz to, że prawo winno być takie samo dla Ciebie, dla menela spod budki z piwem, kruchtowej babci i kolegi olsona, ale obraża Cię zasada równości, z której to wynika?

Jaka zasada równości? Prawo w demokracji sprzyja bogatszym.

>Dlaczego sądzisz, że w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej

Demokracja i sprawiedliwość społeczna nie idą w parze. Demokracja prowadzi do socjalizmu, a ten niszczy sprawiedliwość społeczną.

>Odróżnienie człowieka dobrego od złego nie jest niemożliwe. Bywa łatwe, bywa trudne.

To w momencie gdy bywa łatwe, jest możliwe.

>Wybór człowieka złego zawsze będzie wyborem głupim, niezależnie od intencji.

Zależnie. Czasem dokonuje się optymalnego i dobrego wyboru, który wprost wynika z posiadanych danych, a mimo tego okazuje się źle, a czasem idiotyczny wybór może przypadkowo odpalić. To czy wybór był głupi to co innego niż to czy był zły. Mądrość lub głupotę wyboru ocenia się na podstawie znajomości danych, które wybierający posiadał.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
19-11-2017 22:54 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Skoro ustrój i prawa nie mają związku ze sobą,

Synu, mam do ciebie prośbę - jeśli piszę "demokracja to ustrój,
prawa - co innego" w określonym wcześniej przez ciebie kontekście
i przy okazji niedodefiniowania jakichś wymarzonych przez ciebie
równości, racz to uszanować. Na twoje nieszczęście mam w miarę
dobrą pamięć, zresztą forum też:

>>> Demokracja to zbiór zasad, które określają prawa i obowiązki obywateli, obowiązki i zakres uprawnień władz, a także wzajemne relacje między obywatelami oraz między władzą i obywatelami, których fundamentem jest poszanowanie praw i wolności człowieka i obywatela.

>> Bzdura. Demokracja to ustrój. Prawa - co innego.

A więc: czy każda demokracja z owymi poszanowaniami ma także jednakowe
kodeksy? Prawo karne, wyborcze, gospodarcze? Nie; wniosek wydaje się
prosty.

Konstytucji czytałem w swoim życiu zero, ale stawiam dolary przeciw
orzechom, że "sprawiedliwość społeczna" w naszej to dość unikalny
frazes, wart moim zdaniem edycji.

> to jak odróżniasz demokrację od dyktatury?

Demokracja przewiduje wybieralność władzy przez obywateli.
U nas: prezydenta, parlamentu i łebków "niżej", choćby na szczeblu samorządowym.
Bo rządu sobie nie wybieramy. Dodatkowo w myśl trójpodziału władzy mamy
elementy wzajemnej kontroli między ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą,
plus sądownictwo konstytucyjne (tj. chwilowo mamy atrapę) - dbające o to,
żeby ustawodawca nie produkował bubli.

Dyktatura, o ile wiem, nie musi się takimi sprawami przejmować, a prawo
może naginać i zmieniać dowolnie, niejednokrotnie otwarcie sterując procesami
czy wpływając na III władzę. Ma "prawo" posługiwać się siłą i przemocą, kiedy
tylko dyktatora (czy sztabu jego przybocznych "jastrzębi") widzimisię tak se
zażyczy.

Masz zastrzeżenia do tego rozróżnienia? Odpowiedz, jeśli jesteś dobrym
człowiekiem.

>Akceptujesz to, że prawo winno być takie samo dla Ciebie, dla menela spod budki z piwem, kruchtowej babci i kolegi olsona, ale obraża Cię zasada równości, z której to wynika?

Naucz się manipulować lepiej. Napisałem, że nie jestem równy ani
z menelem (jeszcze), ani z babcią ani z olsonem - wyraźnie oddzielając
to od równości wobec prawa. A później wyłuszczyłem (choć może dla ciebie
niezrozumiale), czemu efektywnie rzecz biorąc i tak będą wśród nas "równi
i równiejsi" - problem tkwi w tym, jak skonstruowany jest tzw. wymiar
sprawiedliwości. Jest on podatny na rozmaite degeneracje, a i wymuszenie
przykładnego przestrzegania prawa i wyroków też jest problematyczne.

Więc wszystko "działa jako tako" i wszelkie próby opisu zaprowadzenia ustroju
i systemu sprawiedliwości od szablonu, w 100% sprawnego i czystego i ze
znakiem "Q" - wstawiam między bajki; wszelkie próby faktycznego zaprowadzenia
takich zmian - to zapędy rewolucyjne. Niby rewolucja pożera swoje dzieci, ale
tu lepiej by było po prostu zamknąć takiego rewolucjonistę w ciemnej komórce.

>Dlaczego sądzisz,

"Czy przestał pan już bić swoją matkę?"

> że w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, nie ma miejsca dla wojska, banków czy służb?

Coś sobie uroiłeś. Sądzę, i powtarzam to już po raz wtóry,
że w twojej utopii nie byłoby tego miejsca - bo osoby należące do tych
grup, firm, kast, etc. są ponad przeciętnym obywatelem - tylko błagam,
nie odczytuj tu "ponadprzeciętności". Po prostu system/państwo ich tam
stawia, dla porządku, poszanowania prawa, zaufania, pewnej dozy
respektu/strachu.

Ale na poziomie wspólnoty pierwotnej nie potrzeba tego - załóż ją i
zostań kacykiem - uważasz, że to zły pomysł, żebyś nabrał praktyki?

>Odróżnienie człowieka dobrego od złego nie jest niemożliwe. Bywa łatwe, bywa trudne.

Nadal nie odpowiedziałeś na pytanie, kto miałby tego odróżnienia dokonywać
i czy nie jest ono podatne na drobne złośliwostki, które zaproponowałem...
Zapominasz? Nie znasz odpowiedzi? Czy jawnie mnie lekceważysz, dobry człowieku?

> Wybór człowieka złego zawsze będzie wyborem głupim, niezależnie od intencji.

To twoje zdanie - wg mnie naiwne i obrażające mnóstwo mądrych ludzi;
osobiście mam zdanie inne (nie: przeciwne), bo znacznie głębiej przemyślane.
Przekonywać cię do niczego nie będę w tej kwestii - możesz wybierać dobrych.
Zdaje się, że wystarczy, że tak ci się w kampanii przedstawią, a może zrobi
to ktoś z ambony. Działa w wielu przypadkach!

>Czy gdyby ktoś powiedział, że ludzkość ma przetrwać, to by coś zmieniło?

Wiesz, tak się pisze. Dosłownie rzecz biorąc - nie wiem, zależy, kim by
był. Myślę, że by nie zmieniło; ludzkość po prostu przetrwa albo nie.
Wątpię, czy do czasu, kiedy Słońce trafi szlag i tę planetę także. Bodaj
za 500 mln lat.

> Swoją drogą, ludzki z Ciebie pan.

Synu, racz nie pisać do mnie z "C" - pisz tak, jak ja do ciebie. Próbowałem
cię szanować, ale strasznie mi przeszkadzasz - teraz jadąc ad prezesam.

> Mogłeś dać mniej niż 200 lat.

A co to kogo obchodzi, ile obstawiam? Zdrowyś we łbie, czy nie bardzo?

> Dlaczego sądzisz, że ma znaczenie jakiej śmierci sobie życzysz?

Wolisz utonąć w morzu, czy w beczce szamba? Bo ja w morzu - kontekst
dla bliskich/chowających inny...

> Dlaczego sądzisz, że guzik może nacisnąć tylko idiota?

Ach, frazes... "Guzik" w znaczeniu uruchomienie mechanizmów wzajemnego
unicestwienia na drodze konfliktu jądrowego. Czyli np. nie chodzi złapanie
się za guzik na widok kominiarza - tak niektórzy robią, ale nie nazywam
ich idiotami, tylko ludźmi przesądnymi.

>Skoro uważasz, że roję, to może bierz przykład ze mnie i zbywaj moje rojenia milczeniem.

Skoro odpowiadasz rojeniami na moje zarzuty - punktuję rojenia.

>Sądzę, że rojenia, które mi przypisujesz, to raczej efekt tego (...)

Sądzę, że nie odpowiadasz na moje zarzuty - wydaje mi się, że w większości
wzięte z wierszy, nie spomiędzy. Sądzę, że jest to efektem albo lekceważenia
i zgrywu, albo niemożności odpowiedzi.
08-11-2017 15:34 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Szwajcaria nie jest dobrym przykładem. Człowiek dobry nie bogaciłby się dzięki oszustom podatkowym.
Hm.. jeżeli legalnie płacę niższe podatki w innym kraju, to jestem oszustem. Oj, chyba dałeś się przekabacić tym złym - tym którzy wmówili Ci, że jesteś dobry..

>Może nadszedł czas, by władzę zaczęli sprawować ludzie dobrzy.
Tia.. proponuję lekturę Pratchetta i jego Świata Dysku. W jednej z tych powieści była właśnie mowa o tym, w czym dobrzy ludzie są dobrzy i kto będzie wywoził śmieci, gdy władzę przejmą dobrzy ludzie i zabraknie tych złych.
09-11-2017 22:39 
 Ocena 2 na 2
woma (381 punktów)
Czy nie sądzisz, że człowiek dobry, który postanowił płacić podatki w Szwajcarii, nie powinien rościć sobie pretensji do przywilejów wynikających z posiadania obywatelstwa polskiego i zamieszkiwania w Polsce?

Nie podejrzewam Cię o to, że wynosisz śmieci tylko pod przymusem. Nie rozumiem więc, dlaczego uważasz, że ludzi dobrych nie stać na dbałość o środowisko.
10-11-2017 10:18 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Czy nie sądzisz, że człowiek dobry, który postanowił płacić podatki w Szwajcarii, nie powinien rościć sobie pretensji do przywilejów wynikających z posiadania obywatelstwa polskiego i zamieszkiwania w Polsce?

A ktoś sobie rości? Jeśli tak i roszczenia są spełniane, to znaczy, że
prawo jest delikatnie mówiąc denne... Zgłoś odpowiednią poprawkę. A jeśli
węszysz przekręt - przebieraj nóżkami do prokuratury i zrób obywatelski
donosik; oczywiście w imię dobra i mądrości

>Nie podejrzewam Cię o to, że wynosisz śmieci tylko pod przymusem. Nie rozumiem więc, dlaczego uważasz, że ludzi dobrych nie stać na dbałość o środowisko.

Pratchetta nie czytałem, ale nie odniosłem wrażenia, żeby to wynikało z
tamtej wypowiedzi.

Albo naucz się jakoś lepiej manipulować - to do rządzenia ludźmi jest
(niestety, powiedzmy) konieczne.
11-11-2017 18:20 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Dlaczego sądzisz, że ludźmi trzeba rządzić? Czy kierowanie państwem to zbyt mało?
11-11-2017 19:20 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego sądzisz, że ludźmi trzeba rządzić?

Bo czytałem książki o "Dzikim Zachodzie" za dziecka.

W twojej klasyfikacji ludzi dobrych, złych i głupich (z pominięciem
mądrych) brakuje kilku kategorii. Np. leniwych/biernych vs zaradnych.
Albo: silnych vs słabych...

Całość mojego spojrzenia zasadza się na tym, że nie wolno za bardzo
hamować zaradnych, ale też nie należy za bardzo pozwolić rosnąć
rozmaitym "siłom" - bo się w d...ch poprzewracać może i będzie
"dog eat dog jungle".

> Czy kierowanie państwem to zbyt mało?

W tym mieści się rządzenie ludźmi. Zarządzanie biomasą, trzymanie
za ryj - jak zwał tak zwał. Przy czym cenię sobie możliwość oddania
kwiku ryjem na preferowany kształt namordnika oraz flejwor gumki,
w której mnie władza...

Poniał?
salek (4701 punktów)
>Czy nie sądzisz, że człowiek dobry, który postanowił płacić podatki w Szwajcarii, nie powinien rościć sobie pretensji do przywilejów wynikających z posiadania obywatelstwa polskiego i zamieszkiwania w Polsce?
Nie bardzo rozumiem co ma wspólnego obywatelstwo z płaceniem podatków, poza tzw. obowiązkiem podatkowym, tj. obowiązkiem rozliczania się z podatków przed 'swoim' państwem, z czego człowiek dobry zapewne się sumiennie wywiązuje. Mało tego, mieszkając w Polsce wciąż płaci VAT tutaj, a także daje zatrudnienie ludziom płacącym tu PIT i VAT. A to gdzie ujawnia swoje dochody to już chyba nie twoja sprawa.. przynajmniej do czasu, aż przestanie to być legalne. Przecież dobry człowiek nie wściubia nosa w nie swoje interesy.
Swoją drogą czy obywatel nie mający dochodów, a wręcz żyjący z zasiłków również powinien rościć sobie pretensję do przywilejów wynikających z posiadania obywatelstwa polskiego i zamieszkiwania w Polsce?

>Nie podejrzewam Cię o to, że wynosisz śmieci tylko pod przymusem. Nie rozumiem więc, dlaczego uważasz, że ludzi dobrych nie stać na dbałość o środowisko.
Przyjacielu, widać że nie czytałeś.. tam nie chodziło ani wywóz śmieci, ani dbałość o środowisko. A swoja drogą zawsze intrygowała mnie umiejętność autorytarnego i bezdyskusyjnego wyciągania z kapelusza bzdur, jak na przykład poglądy rozmówcy. Ciekawym w tym jest jakaż intencja stoi za takowymi próbami, wszak człowiek dobry nie miałby intencji przyłatania rozmówcy niegodnych intencji, poglądów czy zachowań.
Polecam zatem lekturę powieści 'Straż! Straż!' Pratchetta i miłego dnia życzę.
10-11-2017 15:43 
 0 na 2
szarley (54911 punktów)
>A to gdzie ujawnia swoje dochody to już chyba nie twoja sprawa..

Czy ktoś, kto płaci podatki na Bahamach, w razie pożaru wzywa bahamską straż?

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
10-11-2017 15:54 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
Dziwne pytanie. A dlaczego miałby?
Czy mieszkaniec USA, przebywający w swoim domu w Polsce wzywa na pomoc straż z wojskowej bazy w Niemczech, bo tam mu najbliżej?

Czyżbyś, szarleyu, był entuzjastą zaglądania innym w portfel i interesy?
10-11-2017 16:06 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Dziwne pytanie. A dlaczego miałby?
>Czy mieszkaniec USA, przebywający w swoim domu w Polsce wzywa na pomoc straż z wojskowej bazy w Niemczech, bo tam mu najbliżej?
>Czyżbyś, szarleyu, był entuzjastą zaglądania innym w portfel i interesy?

Niewiele mnie interesuje co kto ma, jeśli mu na chleb starcza

Mieszkający za granicą to inna rzecz (sam moc czasu za granicą mieszkałem a i teraz mieszkam)
Jednak obywatel państwa A mieszkający w państwie A i korzystający w tym państwie ze wszystkiego, co jest podatkami opłacane powinien podatki w tym państwie płacić...


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
10-11-2017 16:20 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
Przecież płaci. VAT, podatki lokalne.. a to że dochody ujawnia tam, gdzie taniej to chyba nic zdrożnego? Zapewne mając wybór również kupujesz tam, gdzie taniej, a nie tam, gdzie drożej.

Swoją drogą zauważ, że w takiej sytuacji zwykle psy wiesza się nie na politykach, którzy utrzymują podatki na wysokich poziomach, a na ludziach, którzy potrafią wykorzystać możliwości. Ciekawe, nie? A przecież wystarczyłoby spowodować, że opłacałoby się podatki opłacać na miejscu.. tyle że co wtedy robiliby politycy?
10-11-2017 16:31 
 Ocena 2 na 2
ZaKotem (8733 punktów)

>Swoją drogą zauważ, że w takiej sytuacji zwykle psy wiesza się nie na politykach, którzy utrzymują podatki na wysokich poziomach, a na ludziach, którzy potrafią wykorzystać możliwości. Ciekawe, nie? A przecież wystarczyłoby spowodować, że opłacałoby się podatki opłacać na miejscu.. tyle że co wtedy robiliby politycy?

Niniejszym oświadczam uroczyście, że ja swojego psa wieszam nie na tych, którzy kierując się własną korzyścią wybierają tańsze rozwiązanie, bo to zwykły rozsądek, ale właśnie.na politykach, którzy nie ustanowia prawa, że każda firma działająca w Polsce ma obowiązek być zarejestrowana w Polscr (choćby jako filia).
10-11-2017 16:38 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
>[...] ale właśnie.na politykach, którzy nie ustanowią prawa, że każda firma działająca w Polsce ma obowiązek być zarejestrowana w Polsce (choćby jako filia).
>
W Polsce działa takie prawo. Od zawsze, o ile pamiętam. I nie wiem jak teraz, ale zarejestrowanie firmy jako córki centrali działającej za granicą było (może nadal jest?) jednym z najprostszych sposobów wyprowadzania zysków działalności z kraju.

A swoją drogą ciekawe dlaczego psy wieszasz na politykach, którzy nie wprowadzaliby kolejnych nakazów i zakazów, zamiast na politykach, którzy po prostu nie obniżą podatków..
11-11-2017 10:45 
 Ocena-1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>[...] ale właśnie.na politykach, którzy nie ustanowią prawa, że każda firma działająca w Polsce ma obowiązek być zarejestrowana w Polsce (choćby jako filia).
>>
>W Polsce działa takie prawo. Od zawsze, o ile pamiętam. I nie wiem jak teraz, ale zarejestrowanie firmy jako córki centrali działającej za granicą było (może nadal jest?) jednym z najprostszych sposobów wyprowadzania zysków działalności z kraju.

Właściciel ma prawo zysk wyprowadzać dokąd chce, bo to jego zysk, nie powinien jednak wyprowadzać nieopodatkowanego zysku

Wyobraź sobie polską firmę która przenosi się formalnie na Cypr i tam rejestruje towarową markę. osiąga 1 mld złotych zysku na produkcji w Gdańsku, płaci 999 999 999 złotych opłaty licencyjnej na Cypr i płaci Polce podatek od 1 zł zysku *
To powinno być nielegalne, ponieważ to polski podatnik płaci za wykształcenie jego pracowników, za wybudowanie mu drogi, za ochronę policji i straży. Jest w Polsce zysk? rób z nim co chcesz, ale najpierw zapłać podatek jak każdy inny uczciwy przedsiębiorca. W Czeskiej republice, gdybyś chciał zapłacić licencję za znak towarowy, to od tej licencji zapłacisz akcyzę większą niż podatek od zysku. Dlatego do dziś czeska gospodarka ma swój znak firmowy
cs.wikiped(*)File:New_Ĺ koda_logo-2.jpg

* przykład rzeczywisty, ale nie zamiaruję robić takim geszefciarzom reklamy

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
12-11-2017 22:44 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
Wygląda na to, że najlepszą na to odpowiedzią byłaby po prostu Twoja własna stopka.. ale niech tam.

Widzisz, przede wszystkim odpowiedź Twa jest niezupełnie na temat. Ja piszę o zwykłej ludzkiej zawiści i 'doyebać bogatym' nawet za cenę wygłupienia się jak kolega powyżej, a Ty znowuż o tym, że ile to bogaci nie płacą i dlaczego mafijnym wzorem odpalić dolę budżetowi jednak muszą w dowolnej zażądanej wysokości. Noż ciekaw jestem, czy Ty w takiej samej sytuacji nie postarałbyś się jednak uratować sobie te 400 milioników.. ale niechaj Ci będzie. Wierzę na słowo. Niemniej jednak z punktu widzenia obywatela miałbym jednak za złe nie przebrzydłym przedsiębiorcom, że wyprowadzili, a politykom, że nie uratowali dla budżetu choć 50 baniek z tych pieniędzy. Choć w sumie przy powszechności prezentowanych przez Ciebie poglądów wielkiego pola do manewru to ci politycy nie mieli. Przecież gdyby się rozniosło, że podatek dochodowy w PL od wynosi 5% od zysku powyżej 100k.. a fuj, apage satana.. drani polityków rozniesiono by chyba na widłach. No bo jak to tak? Nie dowala się bogatym?
A swoją droga lepiej byłoby zapewne, gdyby produkcję w całości przeniesiono do Chin..

> W Czeskiej republice, gdybyś chciał zapłacić licencję za znak towarowy, to od tej licencji zapłacisz akcyzę większą niż podatek od zysku. Dlatego do dziś czeska gospodarka ma swój znak firmowy
A nie pomieszałeś przypadkiem akcyzy za sprzedaż za granicę czeskiego znaku towarowego i wynajęcia obcego znaku towarowego przez podmiot w Czechach? W pierwszym przypadku brak akcyzy rzeczywiście jest niezrozumiały i ma zapewne niejeden polski, niechlubny epizod, natomiast w drugim.. wygląda to dość dziwnie, choć nie takie łamańce bywają, a pomysł wygląda na ciekawy. Pewnie znasz temat lepiej. Można gdzieś o tym poczytać? Nie znam czeskiego.
13-11-2017 00:29 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To powinno być nielegalne, ponieważ to polski podatnik płaci za wykształcenie jego pracowników, za wybudowanie mu drogi, za ochronę policji i straży. Jest w Polsce zysk? rób z nim co chcesz, ale najpierw zapłać podatek jak każdy inny uczciwy przedsiębiorca.

- za wykształcenie pracowników nie płaci przedsiębiorca, tylko sami pracownicy (oni też płacą podatki i wydają pieniądze na swoją edukację)
- więcej osób zapłaci podatek jeśli będzie on na odpowiednim poziomie, czyli zbyt wysokie podatki są złodziejstwem i nic dziwnego, że ktoś się przed nim chroni
- to co piszesz jeszcze mogłoby mieć jakiś sens w państwie gdzie podatki idą tylko na budowę dróg, policję, straż i służbę zdrowia
- podatki i tak są płacone w innych formach, np VAT
- przedsiębiorcy płacą podatki państwu, które wspiera z nich konkurencję i dyktuje niemoralne "prawo", które utrudnia zatrudnianie pracowników i prowadzenie działalności

Znów emocjonalne kluczenie szarleya ma mu zastąpić argumenty.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
13-11-2017 08:14 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>- to co piszesz jeszcze mogłoby mieć jakiś sens w państwie gdzie podatki idą tylko na budowę dróg, policję, straż i służbę zdrowia
To, co pisze Twój przedmówca ma sens dlatego, że podatki idą na całokształt działania państwa, bo przedsiębiorstwa funkcjonują w państwie jako całości.

Cza być oszczędnym.
13-11-2017 12:06 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie ma sensu, bo podatki idące na całokształt działania państwa to w obecnych warunkach złodziejstwo. Gdyby państwo zajmowało się jedynie służbą zdrowia, policją i infrastrukturą, to taki sens by był.

Poza tym jeśli koszt tych usług wynosi powiedzmy X, to przedsiębiorstwo odprowadzające równowartość X płaci samo za siebie, bo to wtedy nie ma znaczenia czy pula jest zbierana do kupy i potem dzielona.

Socjalizm to najgorsza zaraza. Gospodarka planowana to złodziejstwo, bo nikt nie jest na tyle kompetentny by ją planować. Wystarczyłoby ograniczać negatywne cechy wolnego rynku np gromadzenie się większości kapitału u kilku osób czy wybieranie przez głupich niekorzystnych produktów (wiadomo, że jakieś przepisy kontrolujące jakość powinny być).

Podatki nie są złodziejstwem jeśli są równe dla wszystkich i niskie, a ich celem jest podstawowe funkcjonowanie państwa, na które każdy się godzi. Wszyscy godzimy się na drogi, policję, niezawisłe sądy czy przyjazdy karetki pogotowia, ale nie każdy chce by z jego podatków opłacano pozostałe rzeczy, szczególnie te działające na jego niekorzyść i wspierające konkurencję, bo wiadomo, że podatek progresywny promuje największe przedsiębiorstwa, a uderza w średnie i w najbiedniejszych konsumentów.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
13-11-2017 12:51 
 Ocena 2 na 4
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nie ma sensu[...] Gdyby państwo zajmowało się jedynie służbą zdrowia, policją i infrastrukturą, to taki sens by był.
Państwo, które realizowałby tylko wskazane powyżej cele przestałoby funkcjonować, a jako nieistniejące nie nadawałby się do niczego, prowadzenia działalności gospodarczej nie wyłączając.

Cza być oszczędnym.
13-11-2017 13:22 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nieprawda. Właśnie wtedy faktyczne państwo zaczęłoby funkcjonować. Wiara w socjalistyczny złodziejski dogmat jest widocznie u Ciebie głęboko zakorzeniona, skoro nie wyobrażasz sobie, że może być inaczej.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
13-11-2017 13:38 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nieprawda. Właśnie wtedy faktyczne państwo zaczęłoby funkcjonować.
A podatki na policję olson pod kościołem do kapelusza by zbierał.

Cza być oszczędnym.
13-11-2017 13:41 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Jak się nie ma argumentów to lepiej zamilczeć niż robić z siebie idiotkę.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
13-11-2017 17:29 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Jak się nie ma argumentów to lepiej...
Gdyby twierdzenie "nie masz argumentów" było argumentem, każdą dyskusję załatwiano by w dwóch postach.

"Mocium panie" cymbał pisze...

Cza być oszczędnym.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Twój problem polega na tym, że tutaj nie podałaś argumentów, tylko zastosowałaś marną erystykę.

Dam Ci plusa za tą wypowiedź, żeby było lepiej widać, że głupsze wypowiedzi są lepiej oceniane

A wracając do meritum to stanęło na tym, że gdyby pieniądze podatników szły tylko na te usługi, to podatki faktycznie byłyby dobrem wspólnym, więc moralni ludzie by płacili, a z tego mieliby nadwyżki pieniędzy, które przeznaczaliby także na działalność społeczną i charytatywną.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
14-11-2017 01:24 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>gdyby pieniądze podatników szły tylko na te usługi, to podatki faktycznie byłyby dobrem wspólnym
I Ty byś je do kapelusza pod kościołem zbierał?


Cza być oszczędnym.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odpowiem równie "merytorycznie" co Ty.

Nie, Twoja stara by zbierała do puszki po Bebiko na osiedlu w Pacanowie

Dobra, pożartowaliśmy, a teraz wróć do dyskusji, albo kończymy na tym.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
14-11-2017 08:19 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Odpowiem równie "merytorycznie" co Ty.
>Nie, Twoja stara by zbierała do puszki po Bebiko na osiedlu w Pacanowie
A że moja stara nie robiłaby tego charytatywnie, część podatku musiałoby uwzględniać koszty jej pracy, choć nie byłyby to koszty budowy dróg, utrzymania policji, straży czy służby zdrowia.

>Dobra, pożartowaliśmy, a teraz wróć do dyskusji, albo kończymy na tym.
Ja nie żartowałam, lecz komentowałam, ale komentarz ten dotyczył tylko tutaj zacytowanej części wypowiedzi z zalinkowanego przez Ciebie posta.


Cza być oszczędnym.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To przecież oczywiste, że trzeba uwzględnić koszt pobierania podatków, więc nie wiem po co kompromitujesz się bredniami o kapeluszach i takimi wpisami jak ten.

Kończąc offtopic przypomnę ostatni merytoryczny wpis w tej dyskusji, który jest w mocy.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>To przecież oczywiste, że trzeba uwzględnić koszt pobierania podatków
Więc czemu nie uwzględniłeś?

>przypomnę ostatni merytoryczny wpis w tej dyskusji, który jest w mocy.
Jak może być w mocy, skoro nie ma tam takiej oczywistości jak zajmująca się podatkami administracja?

Cza być oszczędnym.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>To przecież oczywiste, że trzeba uwzględnić koszt pobierania podatków
>Więc czemu nie uwzględniłeś?

Skąd pomysł, że nie uwzględniłem?

>Jak może być w mocy, skoro nie ma tam takiej oczywistości jak zajmująca się podatkami administracja?

Tak jak nie ma tego, że tlen jest potrzebny do oddychania. Myślałem, że wyrażam się do ludzi na tyle normalnych/inteligentnych, że takie rzeczy są domyślnie oczywiste i nie trzeba o nich pisać. Czy następnym Twoim zarzutem będzie to, że nie napisałem, że do istnienia państwa potrzebni są ludzie i terytorium?

No więc ostatni merytoryczny wpis wnoszący nowe argumenty do dyskusji to ten: www.racjonalista.pl/forum.php/s,754320#w754769

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>To przecież oczywiste, że trzeba uwzględnić koszt pobierania podatków
>>Więc czemu nie uwzględniłeś?
>Skąd pomysł, że nie uwzględniłem?
Z braku dowodu, że uwzględniłeś.

Cza być oszczędnym.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Czyli następnym Twoim zarzutem będzie to, że nie napisałem, że do istnienia państwa potrzebni są ludzie i terytorium?

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Czyli następnym Twoim zarzutem będzie...
Jakiś kolejny Twój błąd.

Cza być oszczędnym.
13-11-2017 17:01 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Dziś w modzie jest mówić "kulson".
10-11-2017 16:51 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>Przecież płaci. VAT, podatki lokalne..
Wiesz ile wynoszą lokalne podatki w Polsce?

>a to że dochody ujawnia tam, gdzie taniej to chyba nic zdrożnego?
Prawo nie zabrania. Prawo też nie zabrania mi negatywnej oceny takich rzeczy, choć kamieniem nie rzucę
Znam ludzi którzy cały żywot za granicą podatki płacili, a na starość wrócili na ojcowiznę narzekać na niedostępność lekarza, złą jakość drogi, dalekość policji...

>Zapewne mając wybór również kupujesz tam, gdzie taniej, a nie tam, gdzie drożej.
Zazwyczaj, ale jeśli mam wybór porównywalnej ceny i jakości zawsze dam zarobić współobywatelom.

>Swoją drogą zauważ, że w takiej sytuacji zwykle psy wiesza się nie na politykach, którzy utrzymują podatki na wysokich poziomach, a na ludziach, którzy potrafią wykorzystać możliwości.
Wysokość podatków nie zawsze zależy od polityków, czasem od warunków. Oczywiście oszczędne państwo to ideał, ale nawet oszczędne musi budować drogi...

>A przecież wystarczyłoby spowodować, że opłacałoby się podatki opłacać na miejscu.. tyle że co wtedy robiliby politycy?
Nie masz żadnych szans konkurować z podatkowymi rajami. Jeśli kraj zamieszkuje kilka tysięcy obywateli, to jedna zagraniczna firma płacąc 1% podatku zapełni budżet.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
12-11-2017 23:01 
 Ocena 4 na 4
salek (4701 punktów)
>>Przecież płaci. VAT, podatki lokalne..
>Wiesz ile wynoszą lokalne podatki w Polsce?
Wiem, bo płacę. Wiesz, że to państwo (zresztą wiele państw zachodnich również) żyje głównie z VAT? Do spółki z akcyzą te podatki zapewniają taki poziom wpływów do budżetu, że po pewnych korektach z podatków dochodowych można by zupełnie lub prawie zupełnie zrezygnować, co rozwiązałoby fundamentalnie problem rajów podatkowych. Tylko cóż wtedy robiłyby stada pociotków polityków, poupychane po różnych urzędach d/s? I jak sarkaliby zawistnicy, uważający że pierwszy milion trzeba ukraść? No bo jak to tak? Żeby bogaci nie bulili? Bulić mają zasrany obowiązek! Swoją drogą strasznie to ograniczający zestaw przekonań..

Powściągliwość doceniam

>Znam ludzi którzy cały żywot za granicą podatki płacili, a na starość wrócili na ojcowiznę narzekać na niedostępność lekarza, złą jakość drogi, dalekość policji...
Prawo też nie zabrania mi negatywnej oceny takich rzeczy, choć w odróżnieniu od Ciebie chętnie zapytałbym takiego narzekacza po cóż wrócił na ojcowiznę, skoro tak mu było dobrze gdzie indziej.

>>Zapewne mając wybór również kupujesz tam, gdzie taniej, a nie tam, gdzie drożej.
>Zazwyczaj, ale jeśli mam wybór porównywalnej ceny i jakości zawsze dam zarobić współobywatelom.
Podejrzewam, ze księgowi w wielkich firmach umieją liczyć i gdyby po podsumowaniu kosztów mieli wybór porównywalnej ceny, to nawet pal licho jakość - nie byłoby problemu rajów finansowych.

>>Swoją drogą zauważ, że w takiej sytuacji zwykle psy wiesza się nie na politykach, którzy utrzymują podatki na wysokich poziomach, a na ludziach, którzy potrafią wykorzystać możliwości.
>Wysokość podatków nie zawsze zależy od polityków, czasem od warunków. Oczywiście oszczędne państwo to ideał, ale nawet oszczędne musi budować drogi...
A od kogo zależą warunki w dłuższym horyzoncie czasowym? Ludzie znacznie częściej tłukliby się po palcach, gdyby bolało dopiero za rok. Natomiast brak inwestycji z uwagi na złe drogi nikogo nie boli - ani od razu, ani za rok. Nawet gdy kupa forsy w postaci inwestycji przejdzie obok.

>>A przecież wystarczyłoby spowodować, że opłacałoby się podatki opłacać na miejscu.. tyle że co wtedy robiliby politycy?
>Nie masz żadnych szans konkurować z podatkowymi rajami. Jeśli kraj zamieszkuje kilka tysięcy obywateli, to jedna zagraniczna firma płacąc 1% podatku zapełni budżet.
Tia.. jasne. Budżet to coś, co da się zapełnić.
Ale dajmy spokój kwaśnym uwagom. Zauważ, że skonstruowanie odpowiedniego mechanizmu też swoje kosztuje, więc dla firmy z przeciętnym dochodem może to być już pewien problem. Na dodatek może to oznaczać, że próby opodatkowania największych kapitałów są z góry skazane na porażkę - więc optymalnie byłoby zupełnie zrezygnować z opodatkowania dochodowo biznesu.. wiem, wiem, sama myśl o braku lub symbolicznym opodatkowaniu czegokolwiek jest socjalistom i zawistnym masom wstrętna. No bo jak to!? Opływający w dostatki biznesmen miałby nie bulić? Niedoczekanie wasze.. a że jest to walka z wiatrakami, służąca głównie wykazaniu ze króliczka się goni, to mas już nie obchodzi. Zwłaszcza że pojęcie, że króliczka złapać się nie da wymaga sporo wysiłku w naukę i zrozumienie mechanizmów rządzących finansami. Ale masy są zadowolone, bo się burżujom dowala; politycy też, bo mają zajęcie; najbogatsi także, bo zawsze znajdą sobie prawnika który wymyśli jak obejść przepisy; a tylko dorabiająca się z bardzo wolna klasa średnia, od której to właściwe zależy dobrobyt w państwach rozwiniętych, leży i cienko piszczy dociśnięta podatkami. Ale i to się zawistnym masom podoba - w końcu klasa średnia to po prostu bogatsi sąsiedzi, a tych naj-najbogatszych ogląda się głównie w tabloidach.. a odpowiedzialność za niedostępność lekarza, złą jakość drogi, dalekość policji można zawsze zwalić na złych polityków, który za mało docisnęli bogatych.
13-11-2017 08:42 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>>>Przecież płaci. VAT, podatki lokalne..
>>Wiesz ile wynoszą lokalne podatki w Polsce?
>Wiem, bo płacę.
Więc wiesz, że to groszowe płatności.

>I jak sarkaliby zawistnicy, uważający że pierwszy milion trzeba ukraść? No bo jak to tak? Żeby bogaci nie bulili? Bulić mają zasrany obowiązek! Swoją drogą strasznie to ograniczający zestaw przekonań..
Cóż, ja też uważam, że podatki powinni płacić wszyscy, a nie tylko biedota, której nie stać na "eksport" podatków do rajów.

>>>Zapewne mając wybór również kupujesz tam, gdzie taniej, a nie tam, gdzie drożej.
>>Zazwyczaj, ale jeśli mam wybór porównywalnej ceny i jakości zawsze dam zarobić współobywatelom.
>Podejrzewam, ze księgowi w wielkich firmach umieją liczyć i gdyby po podsumowaniu kosztów mieli wybór porównywalnej ceny, to nawet pal licho jakość - nie byłoby problemu rajów finansowych.
Raje będą zawsze. Zawsze znajdzie się małe państewko, w którym władza policzy że 100$ rocznie od każdego zapełni budżet, jeśli przy tysiącu obywateli będzie milion firm.
Rzecz w tym, żeby nie było możliwości korzystania. Państwo powinno określi i egzekwować jednakowe reguły dla każdego. Po prostu.

>>Wysokość podatków nie zawsze zależy od polityków, czasem od warunków. Oczywiście oszczędne państwo to ideał, ale nawet oszczędne musi budować drogi...
>A od kogo zależą warunki w dłuższym horyzoncie czasowym?
lista takich przyczyn musiałaby objąć moc pozycji w tym i historię i klimat.

>Ale dajmy spokój kwaśnym uwagom. Zauważ, że skonstruowanie odpowiedniego mechanizmu też swoje kosztuje, więc dla firmy z przeciętnym dochodem może to być już pewien problem. Na dodatek może to oznaczać, że próby opodatkowania największych kapitałów są z góry skazane na porażkę
1 Nie są.
2 W pewnym kraju władzę objęły potężne zagraniczne korporacje wsparte brutalną miejscową armią. Źle się skończyło

>- więc optymalnie byłoby zupełnie zrezygnować z opodatkowania dochodowo biznesu.. wiem, wiem, sama myśl o braku lub symbolicznym opodatkowaniu czegokolwiek jest socjalistom i zawistnym masom wstrętna.
Powtórzę: uważam, że wszyscy powinni płacić podatki

1 Nasz gatunek opanował planetę dzięki stadnemu działaniu. Pomyśl. Ludzkość już dawno odeszła od kanibalizmu.
2 Naprawdę uważam, za nieuczciwy przykład gdańsko-cypryjskiej firmy.
Podtrzymuję: polski podatnik płaci za wykształcenie jego pracowników (i nauczycieli w szkołach jego dzieci) za wybudowanie mu drogi i lotniska, za ochronę policji i straży, za wykształcenie lekarza, który go leczy.
3 Państwo to nie jest wilkołak, którego celem jest wysysanie krwi. Fakt, że wiele działań polityków jest jednocześnie i zbędne i kosztowne, nie powoduje jeszcze, że ograniczenie państwa do roli nocnego stróża, zaowocowałaby czymś korzystnym.
4 Zdaniem wielu ultraliberałów państwo utrudnia np zatrudnianie pracowników, ale:
4.1 Utrudnia zatrudnianie ich za darmo
4.2 Kiedy bezrobocie spada do 5%, to nagle utraliberałowie stają się antyliberałami

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
13-11-2017 09:30 
 Ocena 4 na 4
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Z mojego poletka: państwo polskie ovatowało import różności z US, w moim
przypadku sprzętu zrobionego w Japonii na przełomie lat 80tych i 90tych XXw.
Za kupienie czegoś na ebay'u i sprowadzenie buliłem 23% VAT + 4.7% cła, od
kosztów całej transakcji (w tym transportu! Choć 2x celnicy coś skopali i
opłata była tylko od ceny przedmiotu).

Więc co do zasady: zgadzam się, płacić powinni wszyscy, ale z możliwości
wyciągania łapsk po kasę przez państwo należałoby wg nie korzystać ze
względnym umiarem. Opisany wyżej "VAT importowy" pozwalam sobie uważać
za brak umiaru; szczególnie, że zakupy formalnie zrobiłem w US, więc kto
wie, czy tam się to i owo nie należy... (Co nie zmienia faktu, że za sam
"ajtem" już kiedyś, za nowości, zapewne VAT ktoś komuś odprowadził.)

PS Podstawa prawna bodaj z końca drugich rządów SLD, ~2004, ale nie jestem
pewien.
13-11-2017 09:56 
 Ocena 3 na 3
salek (4701 punktów)
>Za kupienie czegoś na ebay'u i sprowadzenie buliłem 23% VAT + 4.7% cła, od kosztów całej transakcji (w tym transportu! Choć 2x celnicy coś skopali i opłata była tylko od ceny przedmiotu).
Miałem dokładnie tak samo zaraz po roku 2000 i mimo to wciąż pamiętam niedowierzanie, gdy jegomość celnik ze stoickim spokojem objaśniał, że mimo iż usługa była opłacona w Stanach i zrealizowana w Stanach, to jednak cło należy się w Polsce. To tego były jeszcze podatki kwotowe : od poczty za przedstawienie przesyłki do cła (!) i od celników że łaskawie oclili przesyłkę (!). Z tego później zrezygnowano i kolega, którego nie ominęło szczęście dopłacenia do ogólnej dobrostanu płacił już tylko VAT i cło. No ale cóż, idąc szarleyowym tokiem rozumowania bogatego stać, więc ma bulić, a nie kwękać, jeżeli nie zamierza wspomagać budżetu akcyzą od napojów alkoholowych spożywanych przed telewizorem.

>Opisany wyżej "VAT importowy" pozwalam sobie uważać za brak umiaru; szczególnie
No akurat 'VAT importowy' jest logiczną konsekwencją obłożenia wszystkiego VATem.. ma jednak ta zasada jasną stronę: gdybyś sprzedawał towar za granicę będąc płatnikiem VAT, to VAT należny za transakcję jest zwracany. Swoją drogą jest to jedna z podstaw mechanizmu wyłudzania VAT, znanego pod nazwą 'karuzeli'.
13-11-2017 10:46 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>No ale cóż, idąc szarleyowym tokiem rozumowania bogatego stać, więc ma bulić, a nie kwękać, jeżeli nie zamierza wspomagać budżetu akcyzą od napojów alkoholowych spożywanych przed telewizorem.

Nie fantazjuj na temat mojego toku rozumowania. Od tego są inni

>>Opisany wyżej "VAT importowy" pozwalam sobie uważać za brak umiaru; szczególnie
>No akurat 'VAT importowy' jest logiczną konsekwencją obłożenia wszystkiego VATem.. ma jednak ta zasada jasną stronę: gdybyś sprzedawał towar za granicę będąc płatnikiem VAT, to VAT należny za transakcję jest zwracany.
Czyli istnieje tylko jedno oVATowanie.
Wyobraź sobie sytuację, w której nie byłoby VATu od importu. Opłacałby się tylko import dla którego sprzedający kraj zwracałby VAT i żadna działalność nie byłaby rentowna.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
13-11-2017 10:54 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
>Czyli istnieje tylko jedno oVATowanie.
Napisałem coś innego?

>Wyobraź sobie sytuację, w której nie byłoby VATu od importu. Opłacałby się tylko import dla którego sprzedający kraj zwracałby VAT i żadna działalność nie byłaby rentowna.
Ku czemu owa uwaga? Nie bardzo rozumiem.. całościowy kontekst VAT rozumiem na tyle, żeby doskonale zdawać sobie sprawę z powyższego. Więc w czym rzecz?
13-11-2017 17:23 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)

>Miałem dokładnie tak samo zaraz po roku 2000 i mimo to wciąż pamiętam niedowierzanie, gdy jegomość celnik ze stoickim spokojem objaśniał, że mimo iż usługa była opłacona w Stanach i zrealizowana w Stanach, to jednak cło należy się w Polsce.

Ciekawe. Mnie irytuje właśnie podatek, nawet gdyby "procenty" zamieniono
rolami. A cło jest cło. Zresztą znoszenie ich na potęgę też wiele rozregulowało
w dawniej znanym systemie - wszelki eksport środków produkcji w miejsca z
tańszą siłą roboczą przecież musiał się od tego zacząć.

> To tego były jeszcze podatki kwotowe : od poczty za przedstawienie przesyłki do cła (!) i od celników że łaskawie oclili przesyłkę (!).

No dobra, to już lokalny folklor i kpina.

>No akurat 'VAT importowy' jest logiczną konsekwencją obłożenia wszystkiego VATem..

Mnie zirytowało raczej co innego - akurat działka jest taka, że bez problemu
ludzie mający znajomych czy rodzinę za Wielką Wodą mogą poprosić o kupienie,
przywiezienie i "zapomnienie" sztuki czy dwóch raz na pół roku. I przy dobrym
oku (jak do konia trza mieć!) jest z tego do 10 tys. na pół roku za 2-3 sztuki.
Są też przypadki osób, które podróżują regularnie i przywożą to wszystko w
ilościach półhurtowych i całkiem nieźle zarabiają odsprzedając,

Nie pochwalam takiego procederu, ani donosików na współobywateli, ani tym
bardziej wobec tego ciągnięcia VAT od tzw. uczciwych. ("Należy zapłacić, bo
nie w przeciwnym razie paczka pojedzie z powrotem" - no to jestem "uczciwy",
bo przecież do UC się nie włamię...) - tylko po prostu głupio jest być za
frajera...

Zresztą kupiłem też pewne narzędzia w US i łebski człowiek napisał cenę bodaj
10x niższą - żeby przypadkiem nie ovatowali. Przy czym nie był to żaden Kołolsky
z Jackowa. "Patrz no... obcy człowiek, a ma serce"
13-11-2017 10:40 
 Ocena 4 na 4
salek (4701 punktów)
>>>>Przecież płaci. VAT, podatki lokalne..
>>>Wiesz ile wynoszą lokalne podatki w Polsce?
>>Wiem, bo płacę.
>Więc wiesz, że to groszowe płatności.
Więc wiem, że dla osób fizycznych są to groszowe płatności, choć od długiego czasu wraca jak bumerang dyskusja o katastrze. I to już nie będą groszowe płatności.. z historii nikt zapewne nie wyciągnie wniosków.
Natomiast nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że o ile dla osób fizycznych są to na razie grosze, o tyle dla działalności podatek za przeznaczony pod użytkowanie metr powierzchni jest już jakieś 20 razy wyższy. I to już nie są grosze.. ale co tam. Bogatego stać, to ma bulić.
A swoją drogą zrozumiałeś resztę merytorycznej części tego akapitu?

>>I jak sarkaliby zawistnicy, uważający że pierwszy milion trzeba ukraść? No bo jak to tak? Żeby bogaci nie bulili? Bulić mają zasrany obowiązek! Swoją drogą strasznie to ograniczający zestaw przekonań..
>Cóż, ja też uważam, że podatki powinni płacić wszyscy, a nie tylko biedota, której nie stać na "eksport" podatków do rajów.
Oczywiście można kopać się z koniem i robić z siebie urzędowo jełopa, udając ściganie tych których stać na eksport podatków przed ciemnymi masami, mającymi uciechę, że gnębi się bogatych. A przy okazji można jeszcze wziąć w łapę.. albo i lepiej. Oglądałeś 'Układ zamknięty'? Natomiast pewnie Cię zaskoczę, gdy powiem, że także jestem za płaceniem podatków przez wszystkich - ale tylko w takiej wysokości, żeby ich płacenie po prostu się opłacało. Za ciemnych wieków dziesięcina (dla niekumatych : 10%) była uważana za haniebnie wysoki podatek. To jak ciemne mamy wieki współcześnie?

>>Podejrzewam, ze księgowi w wielkich firmach umieją liczyć i gdyby po podsumowaniu kosztów mieli wybór porównywalnej ceny, to nawet pal licho jakość - nie byłoby problemu rajów finansowych.
>Raje będą zawsze.
Jasne. Tylko nie zawsze będzie opłacało się z nich korzystać.

>Zawsze znajdzie się małe państewko, w którym władza policzy że 100$ rocznie od każdego zapełni budżet
Litości.. pisałem już o zapełnianiu budżetu.. nie rób proszę idioty z siebie po raz trzeci.

>Rzecz w tym, żeby nie było możliwości korzystania. Państwo powinno określi i egzekwować jednakowe reguły dla każdego. Po prostu.
Wystarczy że nie będzie sensu korzystania. A nie będzie sensu jeżeli nierealnych i nieściągalnych podatków nie będzie się egzekwować. Czyli liniowe 1-5% przy kwocie wolnej rzędu 100k będzie ok i będziesz miał swój własny raj, choć pewnie i tak będziesz wolał kopać się z koniem i usiłował ściągać nieściągalne 50%, nie zdając sobie sprawy, że podnosząc podatek poszerzasz jedynie bogatym pole manewru motywując bardziej do unikania opodatkowania.

>>>Wysokość podatków nie zawsze zależy od polityków, czasem od warunków. Oczywiście oszczędne państwo to ideał, ale nawet oszczędne musi budować drogi...
>>A od kogo zależą warunki w dłuższym horyzoncie czasowym?
>lista takich przyczyn musiałaby objąć moc pozycji w tym i historię i klimat.
Tia, jasne. A historia w długim terminie od kogo zależy?

>>Ale dajmy spokój kwaśnym uwagom. Zauważ, że skonstruowanie odpowiedniego mechanizmu też swoje kosztuje, więc dla firmy z przeciętnym dochodem może to być już pewien problem. Na dodatek może to oznaczać, że próby opodatkowania największych kapitałów są z góry skazane na porażkę
>1 Nie są.
Bo tak [tupanie nóżką].
>2 W pewnym kraju władzę objęły potężne zagraniczne korporacje wsparte brutalną miejscową armią. Źle się skończyło
W innym kraju władze przepojone ideą powszechnej szczęśliwości ruszyły do gnębienia kułaków i przebrzydłych kapitalistów wsparte własną, brutalną armią i policją, która szybko zapełniła łagry nieprawomyślnie myślącymi. Strana zamieniła się w krainę mlekiem i miodem płynącą?

>>- więc optymalnie byłoby zupełnie zrezygnować z opodatkowania dochodowo biznesu.. wiem, wiem, sama myśl o braku lub symbolicznym opodatkowaniu czegokolwiek jest socjalistom i zawistnym masom wstrętna.
>Powtórzę: uważam, że wszyscy powinni płacić podatki
Dopisz jeszcze, że chodzi Ci o rozsądne podatki, to mamy pełną zgodę.


Wysokim podatkom sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
13-11-2017 11:23 
 0 na 2
szarley (54911 punktów)
>>>>Wiesz ile wynoszą lokalne podatki w Polsce?
>>>Wiem, bo płacę.
>>Więc wiesz, że to groszowe płatności.
>Więc wiem, że dla osób fizycznych są to groszowe płatności, choć od długiego czasu wraca jak bumerang dyskusja o katastrze.
... i mam nadzieję, że umrze.

>>>I jak sarkaliby zawistnicy, uważający że pierwszy milion trzeba ukraść? No bo jak to tak? Żeby bogaci nie bulili? Bulić mają zasrany obowiązek! Swoją drogą strasznie to ograniczający zestaw przekonań..
>>Cóż, ja też uważam, że podatki powinni płacić wszyscy, a nie tylko biedota, której nie stać na "eksport" podatków do rajów.
>Oczywiście można kopać się z koniem i robić z siebie urzędowo jełopa, udając ściganie tych których stać na eksport podatków przed ciemnymi masami, mającymi uciechę, że gnębi się bogatych.
Znów nie zrozumiałeś. Podatki powinni płacić wszyscy.

>Natomiast pewnie Cię zaskoczę, gdy powiem, że także jestem za płaceniem podatków przez wszystkich - ale tylko w takiej wysokości, żeby ich płacenie po prostu się opłacało.
Wtedy musisz zamknąć szkoły i zagłodzić emerytów. Opłaca się jedynie 0%
Oczywiście państwo powinno wydawać moc mniej, także na emerytury, ale płacenie podatku na poziomie podatkowego raju jest nierealne.

>Za ciemnych wieków dziesięcina (dla niekumatych : 10%) była uważana za haniebnie wysoki podatek. To jak ciemne mamy wieki współcześnie?
Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo i 10% to "złodziejstwo"

>>Zawsze znajdzie się małe państewko, w którym władza policzy że 100$ rocznie od każdego zapełni budżet
>Litości.. pisałem już o zapełnianiu budżetu.. nie rób proszę idioty z siebie po raz trzeci.
Licz. Dla kraju w którym mieszka 1000 obywateli, budżet na poziomie 100 mln USD to spokojnie pełny budżet. Bez trudu znajdziesz 100 tys firm gotowych zapłacić po 1000 USD pogłównego. A jak zażądasz 10 000 USD to będziesz miał w budżecie 1 mld (bez VAT i dochodówki dla swoich obywateli - raj na Ziemi )

>Czyli liniowe 1-5% przy kwocie wolnej rzędu 100k będzie ok i będziesz miał swój własny raj,
Owszem, ale wtedy bogatsza część społeczeństwa dopiero podniesie larum, że są łupieni, bo tylko oni płacą.
(Mój prywatny pogląd - jak widać w przybliżeniu zgodny z Twoim - polega na tym, że opodatkowany powinien być każdy dochód- najniższe symbolicznie, ale jednak też opodatkowane, żeby każdy mógł wymagać od państwa za to co płaci)

>>>Ale dajmy spokój kwaśnym uwagom. Zauważ, że skonstruowanie odpowiedniego mechanizmu też swoje kosztuje, więc dla firmy z przeciętnym dochodem może to być już pewien problem. Na dodatek może to oznaczać, że próby opodatkowania największych kapitałów są z góry skazane na porażkę
>>1 Nie są.
>Bo tak [tupanie nóżką].
Bo tak

>>2 W pewnym kraju władzę objęły potężne zagraniczne korporacje wsparte brutalną miejscową armią. Źle się skończyło
>W innym kraju władze przepojone ideą powszechnej szczęśliwości ruszyły do gnębienia kułaków i przebrzydłych kapitalistów wsparte własną, brutalną armią i policją, która szybko zapełniła łagry nieprawomyślnie myślącymi. Strana zamieniła się w krainę mlekiem i miodem płynącą?
Nie. Dlatego na szczęście komunizm w tej postaci sczezł, a tak gdzie trzyma się mocno niestety przynosi szczęśliwość tylko garstce wybranych.
Niemniej nie jest to żadnym kontrargumentem, Skoro nie A to nie znaczy że B. Między stalinowską Ukrainą, a Chile Pinocheta jest cała tęcza możliwości

>>Powtórzę: uważam, że wszyscy powinni płacić podatki
>Dopisz jeszcze, że chodzi Ci o rozsądne podatki, to mamy pełną zgodę.
Chodzi mi o rozsądne podatki i nadal nie przyjdziemy do zgody.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Natomiast pewnie Cię zaskoczę, gdy powiem, że także jestem za płaceniem podatków przez wszystkich - ale tylko w takiej wysokości, żeby ich płacenie po prostu się opłacało.
>Wtedy musisz zamknąć szkoły i zagłodzić emerytów. Opłaca się jedynie 0%

Popatrz salek, ten manipulant w emocjach stosuje takie hiperbole, bo na normalnych przykładach nie ma szans. Wiadomo, że piszesz o normalnej opłacalności, a szarley odwołuje się do sprzecznego pojęcia, bowiem skoro trzeba wtedy zamknąć szkoły i zagłodzić emerytów, to znaczy, że nie są to opłacalne podatki. On po prostu nie rozumie co do niego piszesz i tworzy sobie emocjonalne strawmany by utrzymać iluzję, w którą wierzy, a jest nią przekonanie o własnej racji. A właściwie to racji mainstreamowych mediów, od których kopiuje ten s**tcontent. Metody manipulacji też te same - prymitywne i rozemocjonowane jak jakiś Tomasz Lis czy inny Żakowski.

Ostrzegam Cię, bo ten użytkownik będzie dążył do pocięcia dyskusji na kawałki, rozwleczenia jej rozmiaru i rozmycia meritum. To jego stała metoda "dyskusji".

>Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo i 10% to "złodziejstwo"

Widzisz, piszesz o ogóle, a ten o jakimś "kimś" kto się "zawsze" "znajdzie". I takie manipulacje można stosować w nieskończoność. To najmarniejszy sposób trollingu jaki istnieje.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
13-11-2017 12:34 
 Ocena 3 na 3
salek (4701 punktów)
>Znów nie zrozumiałeś. Podatki powinni płacić wszyscy.
Wiem. Wciąż nie rozumiem dlaczego usiłujesz karać bogatszych za to, że są bogaci zwalniając od opodatkowania tych najbogatszych (wymaga to od nich trochę kombinowania, ale jak sam pokazałeś da się), a nie rozsądnie opodatkować wszystkich zwalniając od opodatkowania tą biedniejszą część społeczności.

>Wtedy musisz zamknąć szkoły i zagłodzić emerytów. Opłaca się jedynie 0%
Bez jaj. Gdyby miał milion, to spokojnie mogę oddać w podatkach 5% i jeszcze zadowolony będę, że nie będę musiał kombinować..
>Oczywiście państwo powinno wydawać moc mniej, także na emerytury, ale płacenie podatku na poziomie podatkowego raju jest nierealne.
..a z emerytami nie trafiłeś (w końcu teoretycznie to osobny mechanizm który powinien się sam utrzymać, choć zmierza to do zawalenia się mimo kroplówek z podatków), natomiast jeżeli będę miał z czego to nawet ufunduję szkołę. Tylko muszę mieć z czego!

>>>Zawsze znajdzie się małe państewko, w którym władza policzy że 100$ rocznie od każdego zapełni budżet
>>Litości.. pisałem już o zapełnianiu budżetu.. nie rób proszę idioty z siebie po raz trzeci.
>Licz. Dla kraju w którym mieszka 1000 obywateli, budżet na poziomie 100 mln USD to spokojnie pełny budżet. Bez trudu znajdziesz 100 tys firm gotowych zapłacić po 1000 USD pogłównego. A jak zażądasz 10 000 USD to będziesz miał w budżecie 1 mld (bez VAT i dochodówki dla swoich obywateli - raj na Ziemi )
Jednak zrobiłeś.. Porche co rok dla każdego obywatela naszego przykładowego kraiku to dużo więcej niż 100M$ rocznie. Szokujące? A dlaczego nie miałbym wygrać wyborów hasłem 'Porsche dla każdego'? Przecież okazało się, że wystarczy 500+.. jak trudno się pozbyć pewnych miłych przyzwyczajeń, nie?

No więc liczę. Jeżeli koszt skonstruowania maszynerii do transferowania zysku plus podatek należny w raju będzie porównywalny do należnego podatku na miejscu, albo jakieś inne uciążliwości będą przekraczały potencjalny zarobek (na przykład będę musiał zmienić obywatelstwo na rosyjskie ), to nie zapłacę w raju choćby ten ustawił pogłówne na poziomie 1$. Ale jeżeli będziesz próbował zedrzeć ze mnie 80% podatku od miliarda, to obejdziesz się smakiem, bo podzielę się pół na pół każdą złotówką z człowiekiem, którą ów mi uratuje od Twoich lepkich łapek. A ten stanie na rzęsach, żebyś tylko nie dostał z tych pieniędzy ani grosza, i to na dodatek najzupełniej legalnie. Nie potrafisz pojąć tej prostej zależności?

>>Czyli liniowe 1-5% przy kwocie wolnej rzędu 100k będzie ok i będziesz miał swój własny raj,
>Owszem, ale wtedy bogatsza część społeczeństwa dopiero podniesie larum, że są łupieni, bo tylko oni płacą.
Nie przesadzaj, dla przedsiębiorcy unikanie opodatkowania to też koszta. I większość, o ile nie wszyscy odetchnie raczej że nie musi ich ponosić i może zająć się swoim biznesem zamiast kombinowaniem.

>Niemniej nie jest to żadnym kontrargumentem, Skoro nie A to nie znaczy że B. Między stalinowską Ukrainą, a Chile Pinocheta jest cała tęcza możliwości
Kontrargument to żaden argument. Słaby argument wspierający słabo, ale jednak moją tezę, to bardzo silny argument. Tia.. trochę to zalatuje filozofią Kalego

>>>Powtórzę: uważam, że wszyscy powinni płacić podatki
>>Dopisz jeszcze, że chodzi Ci o rozsądne podatki, to mamy pełną zgodę.
>Chodzi mi o rozsądne podatki i nadal nie przyjdziemy do zgody.
Jeżeli za rozsądne uważasz podatki w rozbójniczych wysokościach, to masz rację. Wydawanie cudzych pieniędzy ma swój urok, nie?


Wysokim podatkom sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
13-11-2017 13:47 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>Znów nie zrozumiałeś. Podatki powinni płacić wszyscy.
>Wiem. Wciąż nie rozumiem dlaczego usiłujesz karać bogatszych za to, że są bogaci zwalniając od opodatkowania tych najbogatszych (wymaga to od nich trochę kombinowania, ale jak sam pokazałeś da się), a nie rozsądnie opodatkować wszystkich zwalniając od opodatkowania tą biedniejszą część społeczności.
Sugeruję, żebyś jednak zapoznał się z tym co piszę i nie polemizował z poglądami sprzecznymi z moimi

>>Wtedy musisz zamknąć szkoły i zagłodzić emerytów. Opłaca się jedynie 0%
>Bez jaj. Gdyby miał milion, to spokojnie mogę oddać w podatkach 5% i jeszcze zadowolony będę, że nie będę musiał kombinować..
Zapewniam Cię, że niejeden gdyby miał wybór zapłacić 50 000 w swoim kraju, lub 1 000 w innym, dorobiłby do tego ideologię

>>Oczywiście państwo powinno wydawać moc mniej, także na emerytury, ale płacenie podatku na poziomie podatkowego raju jest nierealne.
>..a z emerytami nie trafiłeś (w końcu teoretycznie to osobny mechanizm który powinien się sam utrzymać, choć zmierza to do zawalenia się mimo kroplówek z podatków),
1 Nie masz pewności czy sobie przez całe życie sam poradzisz. Jednostkom najsłabszym musi pomóc cale społeczeństwo
2 Masz trochę racji z tym, że o część emerytur powinna być finansowana w systemie kapitałowym, jednak w wyłącznie kapitałowy system uwierzę, kiedy zobaczę

>natomiast jeżeli będę miał z czego to nawet ufunduję szkołę. Tylko muszę mieć z czego!
Chwała Ci za to, ale jesteś wyjątkiem. Jedna szkoła to za mało.
Jankowi Muzykantowi jakoś mimo minimalnych podatków szkoły nie zapewniono

>Jednak zrobiłeś.. Porche co rok dla każdego obywatela naszego przykładowego kraiku to dużo więcej niż 100M$ rocznie. Szokujące? A dlaczego nie miałbym wygrać wyborów hasłem 'Porsche dla każdego'? Przecież okazało się, że wystarczy 500+.. jak trudno się pozbyć pewnych miłych przyzwyczajeń, nie?
Przyznaję, nie rozumiem przykładu

>No więc liczę. Jeżeli koszt skonstruowania maszynerii do transferowania zysku plus podatek należny w raju będzie porównywalny do należnego podatku na miejscu, albo jakieś inne uciążliwości będą przekraczały potencjalny zarobek (na przykład będę musiał zmienić obywatelstwo na rosyjskie ), to nie zapłacę w raju choćby ten ustawił pogłówne na poziomie 1$. Ale jeżeli będziesz próbował zedrzeć ze mnie 80% podatku od miliarda, to obejdziesz się smakiem, bo podzielę się pół na pół każdą złotówką z człowiekiem, którą ów mi uratuje od Twoich lepkich łapek.

1 Nie pisz o moich "lepkich łapkach" bo to sugeruje co innego
2 Płacę dość wysokie podatki
3 między 1$ z Twojego przykładu a 80% z Twojego przykładu jest całkiem spora przestrzeń

>>Niemniej nie jest to żadnym kontrargumentem, Skoro nie A to nie znaczy że B. Między stalinowską Ukrainą, a Chile Pinocheta jest cała tęcza możliwości
>Kontrargument to żaden argument. Słaby argument wspierający słabo, ale jednak moją
tezę, to bardzo silny argument. Tia.. trochę to zalatuje filozofią Kalego
Więc odnieś się do przykładu, który podałem. Rządów wielkich zagranicznych korporacji w oparciu o dyktaturę

>>>>Powtórzę: uważam, że wszyscy powinni płacić podatki
>>>Dopisz jeszcze, że chodzi Ci o rozsądne podatki, to mamy pełną zgodę.
>>Chodzi mi o rozsądne podatki i nadal nie przyjdziemy do zgody.
>Jeżeli za rozsądne uważasz podatki w rozbójniczych wysokościach, to masz rację. Wydawanie cudzych pieniędzy ma swój urok, nie?

Więcej inni wydają moich niż ja innych ale jakoś mnie to nie martwi, choć oczywiście (!!!) wolałbym płacić podatki mniejsze
Nie uważam, żeby rozsądne były podatki w rozbójniczych wysokościach, rzecz w tym, że
1 nie mamy ustalonej wspólnie stawki powyżej której wysokość jest "rozbójnicza"
2 Konstrukcję budżetu należy zacząć od... wydatków, a te od potrzeb. Jeśli na dzisiejszy dzień żaden europejski kraj nie mam możności rezygnacji z dopłat z przymusowych danin na rzecz emerytów, to zachodzi pytanie? Z czego płacić emerytury?


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Sugeruję, żebyś jednak zapoznał się z tym co piszę i nie polemizował z poglądami sprzecznymi z moimi

Nie dość, że sam robisz to co teraz zarzucasz innym, to jeszcze nie rozumiesz tego co sam piszesz. Najgorszy mix...

>>>Wtedy musisz zamknąć szkoły i zagłodzić emerytów. Opłaca się jedynie 0%
>>Bez jaj. Gdyby miał milion, to spokojnie mogę oddać w podatkach 5% i jeszcze zadowolony będę, że nie będę musiał kombinować..
>Zapewniam Cię, że niejeden gdyby miał wybór zapłacić 50 000 w swoim kraju, lub 1 000 w innym, dorobiłby do tego ideologię

Powtarzasz obalone wypociny. Standard. Przecież salek już na to odpowiadał. Skończ już tą żałosną bufonadę i przestań wykazywać się zaprzaństwem.


>>natomiast jeżeli będę miał z czego to nawet ufunduję szkołę. Tylko muszę mieć z czego!
>Chwała Ci za to, ale jesteś wyjątkiem. Jedna szkoła to za mało.

Takich postaw byłoby dużo więcej, ale socjalizm zabija solidarność społeczną. Dziś są lipne państwowe szkoły, a przedsiębiorcy są nadmiernie opodatkowani, więc osoby takie jak salek ich nie postawią.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
15-11-2017 13:44 
 Ocena 3 na 3
salek (4701 punktów)
>Sugeruję, żebyś jednak zapoznał się z tym co piszę i nie polemizował z poglądami sprzecznymi z moimi
Ależ zapoznałem się dogłębnie z tym co piszesz i polemizuję z następstwami Twoich przekonań. Wysoki wymiar podatku dla najlepiej zarabiających to po prostu szersze pole manewru i wyższa motywacja do poszukiwań sposobu uniknięcia opodatkowania (pisałem już o tym), a przy odpowiednio wysokich stopach wystarczy zarabiać już niewiele więcej niż średnia, by opłacało się kombinować (także o tym pisałem). Oznacza to po prostu, że zwolennik podwyższonych stóp procentowych jest jednocześnie zwolennikiem kombinowania na podatkach, choć niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę. CND. Nie zapoznałeś się z tym co piszę? To przykre, przyjacielu, że zarzucasz mi coś, co praktykujesz sam.

Jeszcze ciekawszym efektem społecznym jest rozważenie kto się bogaci. Otóż najbogatszymi stają się ci najcwansi i socjopatyczni, zamiast ci najlepsi i empatyczni, a to ma także przełożenie na majętność społeczeństw (kapitał jest lokowany gdzie indziej lub w szarej strefie; generalnie - ukrywany) i ilość inwestycji społecznych (socjopaci raczej nie fundują szkół i żłobków z empatycznych powodów, raczej jako sposób na uniknięcie opodatkowania i poprawienia sobie wizerunku). Oznacza to, że wysokie podatki są szkodliwe społecznie, z czego również przekonani o 'bogaty ma bulić!' także zapewne nie zdają sobie sprawy. Traktuj proszę ten akapit jako odniesienie do pierwszych części pozostałych Twoich odpowiedzi na poprzedniego posta.

Przekonanie, że bogaci muszą bulić więcej jest nawet osobiście mocno ograniczającym przekonaniem. Ale wygląda na to, że niestety powszechnym.. i chyba bazowym dla wszelkiej maści socjalistów.

>Zapewniam Cię, że niejeden gdyby miał wybór zapłacić 50 000 w swoim kraju, lub 1 000 w innym, dorobiłby do tego ideologię
O, nie sądzę. Gdybym miał do wyboru zapłacić za usługę porównywalnej jakości współobywatelowi 50000 albo 1000 obcemu, to raczej nie będę dorabiał do tego ideologii dając po prostu zarobić obcemu. Ty jak sądzę po Twej wcześniejszej wypowiedzi zapewne też, choć może i dorabiałbyś do tego ideologię. A może jednak się mylę?
Usilnie usiłujesz nie dostrzegać, że żeby skorzystać z tego 1000 prawdopodobnie będziesz musiał wydać 40000 na prawników i zapewne zainwestować jeszcze 100000 dla skonstruowania odpowiedniego mechanizmu. W takich warunkach nie miałbym potrzeby dorabiania sobie ideologii, bo zapłacę swoim i nie miałbym do czego. Wielu innych (wśród nich i Ty) zapewne także. Zapewne nadal znajdą się jednak ludzie traktujący unikanie opodatkowania w kategoriach sportu, choć będzie to mniejszy lub większy margines - a mówimy o ogólnym mechanizmie, a nie o detalach. Niemniej jednak miło byłoby, gdybyś zauważył że szerokość tego marginesu będzie tym większa, im większa będzie stopa opodatkowania, a przy pewnej stopie i wysokości opodatkowania sport zmieni się w źródło dochodu bądź wręcz konieczność.

>>Oczywiście państwo powinno wydawać moc mniej, także na emerytury, ale płacenie podatku na poziomie podatkowego raju jest nierealne.
>..a z emerytami nie trafiłeś (w końcu teoretycznie to osobny mechanizm który powinien się sam utrzymać, choć zmierza to do zawalenia się mimo kroplówek z podatków),
>1 [..]
>2 [..]
Zupełnie nie trafiłeś z uwagami. Obecnie obowiązujący w Polsce system utrzymania emerytów nie jest systemem kapitałowym, a dyskusja nie dotyczy mechanizmów pomocy społecznej.

>>natomiast jeżeli będę miał z czego to nawet ufunduję szkołę. Tylko muszę mieć z czego!
>Chwała Ci za to, ale jesteś wyjątkiem. Jedna szkoła to za mało.
W XIX wieku, gdy ludzie zaczynali dochodzić jakich-takich majątków szkoły zaczynały powstawać z inicjatywy bogatych, co sam zauważyłeś. Było ich owszem mało, niemniej jednak tzw. nowa warstwa średnia, której wyedukowany przynajmniej w stopniu podstawowym obywatele byli potrzebni dopiero zaczynała się konstytuować. Nic więc dziwnego że nie było z początku owych szkół wiele, ale powstawały. Nie wyciągałbym z tego jednak daleko idących wniosków. Zapewne powstawałyby szybciej, gdyby przedsiębiorcy zdali sobie sprawę, że pracownik zdolny do obsługi coraz bardziej skomplikowanych maszyn musi mieć pewne podstawowe umiejętności - na przykład czytania instrukcji obsługi albo pisania raportów. Być może rządy miały udział w powszechnej edukacji, choć też nie przypisywałbym tu takiej bezinteresowności - w końcu to czasy powstawania powszechnych obowiązków podatkowych. Przypisałbym rządom zatem jedynie przyspieszenie tego procesu - być może znaczne - a nie jego katalizę. Niemniej jednak po eksperymentach przy nauczaniu sprzed paru lat jakoś nie widzę, by powszechna edukacja była tak wielkim sukcesem. Ma mieć maturę - to obniżymy wymagania.. w efekcie jakiś czas temu pojawiały się głosy o problemach z naborem kandydatów w technicznych szkołach wyższych.
>Jankowi Muzykantowi jakoś mimo minimalnych podatków szkoły nie zapewniono
To w sumie tak jak i dziś. Janko muzykant dziś, gdyby urodził się w zapadłej wiosce byłby z grubsza gramotny i zapewne robiłby by u Niemca za najniższą stawkę, choć przyznam Ci, że szanse miałby jednak większe. Niemniej jednak nawet wtedy zdarzali się wybitni twórcy, którzy zdołali jednak przebić się do szerszej świadomości. Dziś wybitny pewnie będzie miał problem wybicia się z uwagi na ilość 'utalentowanych', choć też się zdarzają.

>1 Nie pisz o moich "lepkich łapkach" bo to sugeruje co innego
W sumie.. masz rację. O Tobie myślałem jako o przedstawicielu przekonanych że 'bogaty ma bulić!', a o kimś sugerującym, że wysokie podatki są dobre - w kategoriach w jakich wspomniałem na początku naszej dyskusji - trudno myśleć w kategoriach krańcowo innych. Zaproponujesz jakieś lepsze określenie?
>2 Płacę dość wysokie podatki
Ja też. Chwali zatem nam się, ale to ma niewiele do rzeczy.
15-11-2017 18:18 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>Zapewniam Cię, że niejeden gdyby miał wybór zapłacić 50 000 w swoim kraju, lub 1 000 w innym, dorobiłby do tego ideologię
>O, nie sądzę. Gdybym miał do wyboru zapłacić za usługę porównywalnej jakości współobywatelowi 50000 albo 1000 obcemu, to raczej nie będę dorabiał do tego ideologii dając po prostu zarobić obcemu.

A przecież to Twój przykład... Ty twierdzisz, że przy 5% podatku nie opłaciłoby się już kombinować.

>Usilnie usiłujesz nie dostrzegać, że żeby skorzystać z tego 1000 prawdopodobnie będziesz musiał wydać 40000 na prawników i zapewne zainwestować jeszcze 100000 dla skonstruowania odpowiedniego mechanizmu.

Procedury rejestracji firm w rajach są wprost .. rajskie

>Zupełnie nie trafiłeś z uwagami. Obecnie obowiązujący w Polsce system utrzymania emerytów nie jest systemem kapitałowym, a dyskusja nie dotyczy mechanizmów pomocy społecznej.
Nie jest. W niewielu krajach Europy jest, przy czym Polska jest jednym z nielicznych państw, w których danina na ZUS jest degresywna.

>>>natomiast jeżeli będę miał z czego to nawet ufunduję szkołę. Tylko muszę mieć z czego!
>>Chwała Ci za to, ale jesteś wyjątkiem. Jedna szkoła to za mało.
>W XIX wieku, gdy ludzie zaczynali dochodzić jakich-takich majątków szkoły zaczynały powstawać z inicjatywy bogatych, co sam zauważyłeś. Było ich owszem mało, niemniej jednak tzw. nowa warstwa średnia, której wyedukowany przynajmniej w stopniu podstawowym obywatele byli potrzebni dopiero zaczynała się konstytuować. Nic więc dziwnego że nie było z początku owych szkół wiele, ale powstawały.
1 Szkoły fundowane przez bogatych filantropów (lub przedsiębiorców, których myślowy horyzont sięgał dalej niż czubki butów to niesamowita rzadkość. O wiele częstszym zjawiskiem było niebudowanie szkół, żeby ludek ciemny nie miał innego wyjścia jak panu buty czyścić, bo w wielkim mieście czytać pisać wymagali.
2 W moim kraju, analfabetyzm został zlikwidowany dzięki konkurencji kultur, żaden wielki grof do tego ręki nie przyłożył, a mieli pieniędzy więcej niż zdołali policzyć
3 Wątpię, aby dziś tacy wielcy filantropi się znaleźli.

>Nie wyciągałbym z tego jednak daleko idących wniosków. Zapewne powstawałyby szybciej, gdyby przedsiębiorcy zdali sobie sprawę, że pracownik zdolny do obsługi coraz bardziej skomplikowanych maszyn musi mieć pewne podstawowe umiejętności - na przykład czytania instrukcji obsługi albo pisania raportów.
Do tego wystarczy szkoła fachu. Tym lepsza im skuteczniej zwiąże z pracodawcą.
Nikt nie będzie taki dobry, żeby zainwestować w 18-letnich przyszłych lekarzy, czy prawników, a już na pewno nikt nie zainwestuje w 4-letniego skrzypka lub 5-letnią baletnicę, a w tym wieku się szkoły artystyczne zaczyna

>Być może rządy miały udział w powszechnej edukacji, choć też nie przypisywałbym tu takiej bezinteresowności - w końcu to czasy powstawania powszechnych obowiązków podatkowych.
Stanowczo nie. Powszechne podatki płacili chłopi w Europie już od średniowiecza. Prędzej już powszechny pobór do wojska.

>Niemniej jednak po eksperymentach przy nauczaniu sprzed paru lat jakoś nie widzę, by powszechna edukacja była tak wielkim sukcesem. Ma mieć maturę - to obniżymy wymagania.. w efekcie jakiś czas temu pojawiały się głosy o problemach z naborem kandydatów w technicznych szkołach wyższych.
To temat na odrębną dyskusję, ale nie przewiduję różnicy zdań

>>Jankowi Muzykantowi jakoś mimo minimalnych podatków szkoły nie zapewniono
>To w sumie tak jak i dziś. Janko muzykant dziś, gdyby urodził się w zapadłej wiosce byłby z grubsza gramotny i zapewne robiłby by u Niemca za najniższą stawkę, choć przyznam Ci, że szanse miałby jednak większe.
Zgadzam się. I co do tego, że miałby większe szanse i co do tego że nadal za małe.

>>1 Nie pisz o moich "lepkich łapkach" bo to sugeruje co innego
>W sumie.. masz rację. O Tobie myślałem jako o przedstawicielu przekonanych że 'bogaty ma bulić!', a o kimś sugerującym, że wysokie podatki są dobre - w kategoriach w jakich wspomniałem na początku naszej dyskusji - trudno myśleć w kategoriach krańcowo innych. Zaproponujesz jakieś lepsze określenie?
Lepkie ręce to ręce złodzieja.

>>Nie uważam, żeby rozsądne były podatki w rozbójniczych wysokościach, rzecz w tym, że
>>1 nie mamy ustalonej wspólnie stawki powyżej której wysokość jest "rozbójnicza"
>Zgadza się. I od pewnego miejsca, choć trudno mi konkretnie wskazać którego, zacząłem mieć wrażenie, że jedyna rozbieżność między nami dotyczy właśnie wysokości opodatkowania (czyli wyboru strony krzywej Laffera) - z czego dla mnie podatki powinny być rozsądnie niskie, natomiast dla Ciebie - rozsądnie wysokie.
Tak, tu jest ta zasadnicza różnica (chyba) niemniej obydwaj poruszamy się po tej samej stronie krzywej

>>2 Konstrukcję budżetu należy zacząć od... wydatków, a te od potrzeb.
>Zgadza się, niemniej jednak jest to temat na związaną, jednak zupełnie inną dyskusję.
Tak, pech w tym, że ta inna powinna być pierwsza.
W rodzinnym budżecie przycina się wydatki do dochodów (lub szuka innej pracy)
W budżecie państwowym trzeba niestety postępować odwrotnie.

>Zresztą problemem właśnie tej dziedziny jest napomknięty wcześniej komentarz z hasłem 'porsche dla każdego' na sugestię, że budźet to coś, co jakoby da się zapełnić.
Da się
Także w Polsce za Twojego żywota udało się spiąć budżet tak, że nie było deficytu, to znaczy starczyło wpływów na wszystkie wydatki.

>>2 Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
>>Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
>>Ja sprawdziłem. Nie wzrosły
>A dlaczego miały od razu wzrosnąć? Łatwe do pojęcia wymówki ('bo podatki') to dość naturalny sposób na budowanie uzasadnień tam, gdzie wyjaśnienie prawdziwe jest trudne do objaśnienia czy wręcz niepolityczne.
Dlatego sądzę, że argument, że prywatny biznes, mniej obciążony podatkami będzie fundował szkoły jest chybiony. To taka sama wymówka


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
17-11-2017 13:48 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>A przecież to Twój przykład... Ty twierdzisz, że przy 5% podatku nie opłaciłoby się już kombinować.
Zgadza się. Przy moich obecnych dochodach przy 5% wszystkich podatków nie chciałoby mi się kombinować. Myślę że gdybym miał milion dochodu i stopa byłaby taka (czyli miał do zapłacenia 50k podatku) również nie zawracałbym sobie tym głowy.. choć może gdyby znalazł się jakiś magik, który pokazałby mi jak za jedną rejestrację w raju i 1000 w gotówce wykręcić się od płacenia nawet tego, to pewnie bym się zastanowił. Choć i tak wątpię - wolałbym pewnie posiedzieć z dobrym znajomym nad czeskim piwem i pogadać o czymś ciekawszym Zapewne znaleźliby się jednak 'sportowcy', usiłujący z tego skorzystać. Może gdyby to był miliard.. a ten przykład winien unaocznić coś o czym także już wspominałem: niezależnie od stopy zawsze będzie pewien pułap dochodów, od którego opłaca się kombinować, co do absurdu posunąłeś wskazując 0% jako opłacalną stopę opodatkowania. Tylko podatki powinny być tak dobrane, by chętnych do skorzystania była garstka, a nie pół narodu. Sytuacja, gdy unikanie opodatkowania staje się z wolna sportem narodowym jest jasną wskazówką, że znajdujemy się po opadającej stronie krzywej Laffera.

>> Zupełnie nie trafiłeś z uwagami. Obecnie obowiązujący w Polsce system utrzymania emerytów nie jest systemem kapitałowym, a dyskusja nie dotyczy mechanizmów pomocy społecznej.
>Nie jest. W niewielu krajach Europy jest, przy czym Polska jest jednym z nielicznych państw, w których danina na ZUS jest degresywna.
Była. Niestety ów rozsądek lada chwila się skończy, bo w październiku tego roku przyjęto projekt znoszący to udogodnienie. Zastanawiam się tylko - nie znalazłem nigdzie takiej informacji - czy przy ustalaniu wysokości emerytury również..

>> Być może rządy miały udział w powszechnej edukacji, choć też nie przypisywałbym tu takiej bezinteresowności - w końcu to czasy powstawania powszechnych obowiązków podatkowych.
>Stanowczo nie. Powszechne podatki płacili chłopi w Europie już od średniowiecza. Prędzej już powszechny pobór do wojska.
Pogłówne, poradlne, dziesięcina czy temu podobne wynalazki możliwe do naliczenia ad hoc - pewnie tak. Niemniej jednak wydaje mi się (nie jestem zbyt dobry w temacie historii podatków) podatki dochodowe płacone państwu w pieniądzu to raczej wymysł XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Niemniej jednak czy tak, czy tak - w obu wypadkach powszechna edukacja była potrzebna państwu.

>>> 1 Nie pisz o moich "lepkich łapkach" bo to sugeruje co innego
>> W sumie.. masz rację. O Tobie myślałem jako o przedstawicielu przekonanych że 'bogaty ma bulić!', a o kimś sugerującym, że wysokie podatki są dobre - w kategoriach w jakich wspomniałem na początku naszej dyskusji - trudno myśleć w kategoriach krańcowo innych. Zaproponujesz jakieś lepsze określenie?
>Lepkie ręce to ręce złodzieja.
Wiem. Jak nazwałbyś kogoś, kto uważa, że powinno się zabrać obywatelowi 80% dochodu tylko dlatego, że ów dochody ma większe? W podobnym kontekście mówiło się o 'złodziejach w białych rękawiczkach'.

>>> 2 Konstrukcję budżetu należy zacząć od... wydatków, a te od potrzeb.
>> Zgadza się, niemniej jednak jest to temat na związaną, jednak zupełnie inną dyskusję.
>Tak, pech w tym, że ta inna powinna być pierwsza.
>W rodzinnym budżecie przycina się wydatki do dochodów (lub szuka innej pracy)
>W budżecie państwowym trzeba niestety postępować odwrotnie.
Owszem, były takie pomysły wśród pruskich ekonomistów. Później myśl tę przejęli ekonomiści niemieccy i skończyło się wojną, bo inaczej III Rzesza poszłaby z torbami.
Pierwsza powinna być dyskusja o obywatelskich potrzebach i ile obywatele zamierzają na to wydać. A dopiero potem dyskusja o wydatkach, po czym zapewne dyskusja o nadmierności podatków nie byłaby w ogóle potrzebna. Kiedyś podobno sejm był zwoływany jedynie raz do roku właśnie po to, by królowi pokazać kwotę, jaką obywatele pozwalają mu wydać z podatków. A dziś? Cóż, przedstawiciele są nimi głównie tytularnie.. Niemniej jednak poglądy na wydatki państwa są dziwne. Pamiętam wywiad uliczny z czasów gdy w Polsce były strajki pielęgniarek już ładnych parę lat temu. Pytanie pierwsze: czy pielęgniarkom należy dać? Większość odpowiadała 'tak', poniekąd słusznie. Drugie pytanie, zależne od poprzedniego 'tak': Czy należy zatem podnieść podatki, by sfinansować żądania pielęgniarek? I ty było zaskoczenie, bo przeważającą odpowiedzią było 'nie'. Po prostu zrozumienie w narodzie, że państwo nie ma swoich pieniędzy, a żeby dać musi najpierw komuś zabrać - jest żałośnie niskie.. stąd dopasowywanie dochodów do wydatków jest prostą drogą do dyskusji takich jak nasza.

>> Zresztą problemem właśnie tej dziedziny jest napomknięty wcześniej komentarz z hasłem 'porsche dla każdego' na sugestię, że budżet to coś, co jakoby da się zapełnić.
>Da się
>Także w Polsce za Twojego żywota udało się spiąć budżet tak, że nie było deficytu, to znaczy starczyło wpływów na wszystkie wydatki.
No toś znowu mnie zaskoczył. Kiedy to było? Chyba że mówisz o czasach, gdzie budżet się spinał, bo nie było chętnych do pożyczania bankrutowi pod koniec lat 80-tych.
17-11-2017 16:22 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>A przecież to Twój przykład... Ty twierdzisz, że przy 5% podatku nie opłaciłoby się już kombinować.
>Zgadza się. Przy moich obecnych dochodach przy 5% wszystkich podatków nie chciałoby mi się kombinować. Myślę że gdybym miał milion dochodu i stopa byłaby taka (czyli miał do zapłacenia 50k podatku) również nie zawracałbym sobie tym głowy.. choć może gdyby znalazł się jakiś magik, który pokazałby mi jak za jedną rejestrację w raju i 1000 w gotówce wykręcić się od płacenia nawet tego, to pewnie bym się zastanowił.
Nie tylko Ty. I jest to zazwyczaj kwestia kalkulacji: ile trzeba włożyć, ile da się wyciągnąć i jakie jest ryzyko. Rozwinięcie poniżej

>Choć i tak wątpię - wolałbym pewnie posiedzieć z dobrym znajomym nad czeskim piwem i pogadać o czymś ciekawszym
Z dużych marek polecam (ostatnio) cs.wikipedia.org/wiki/Samson_(pivo)
Na prezentację lokalnych nie ma tyle miejsca w wątku

>Zapewne znaleźliby się jednak 'sportowcy', usiłujący z tego skorzystać. Może gdyby to był miliard.. a ten przykład winien unaocznić coś o czym także już wspominałem: niezależnie od stopy zawsze będzie pewien pułap dochodów, od którego opłaca się kombinować, co do absurdu posunąłeś wskazując 0% jako opłacalną stopę opodatkowania. Tylko podatki powinny być tak dobrane, by chętnych do skorzystania była garstka, a nie pół narodu. Sytuacja, gdy unikanie opodatkowania staje się z wolna sportem narodowym jest jasną wskazówką, że znajdujemy się po opadającej stronie krzywej Laffera.

Rozwinięcie z powyższa:
Odsetek kombinujących z podatkami zależy nie tylko od umiejscowienia stopy podatkowej na krzywej Laffera. Jest to też kwestia czegoś takiego jak ryzyko i łatwość załatwienia podatku. Jeśli masz do wyboru płacić 0,5 % i kombinować, albo ryzykować, lub bez kombinacji, bez ryzyka zapłacić 0,6%, to zapłacisz 6. Jeśli jednak zapłacenie 0,5 lub 0,6 kosztuje tyle samo wysiłku i wiąże się z takim samym brakiem ryzyka złamania prawa, zapłacisz 0,5% A celowo przykładuję stopy dalekie od ekstremum Laffera. Jeśli podniesiesz podatek dochodowy do 100% to wpływy do budżetu wyniosą 0. Jeśli zlikwidujesz kontrolę skarbową i pozwolisz nieograniczenie płacić w rajach, to nawet przy podatku 1%, wpływy też będą zerowe

>>>> 2 Konstrukcję budżetu należy zacząć od... wydatków, a te od potrzeb.
>>> Zgadza się, niemniej jednak jest to temat na związaną, jednak zupełnie inną dyskusję.
>>Tak, pech w tym, że ta inna powinna być pierwsza.
>>W rodzinnym budżecie przycina się wydatki do dochodów (lub szuka innej pracy)
>>W budżecie państwowym trzeba niestety postępować odwrotnie.
>Owszem, były takie pomysły wśród pruskich ekonomistów. Później myśl tę przejęli ekonomiści niemieccy i skończyło się wojną, bo inaczej III Rzesza poszłaby z torbami.
>Pierwsza powinna być dyskusja o obywatelskich potrzebach i ile obywatele zamierzają na to wydać. A dopiero potem dyskusja o wydatkach, po czym zapewne dyskusja o nadmierności podatków nie byłaby w ogóle potrzebna.
Ciekaw jestem Twojego rozwinięcia tej koncepcji

>Niemniej jednak poglądy na wydatki państwa są dziwne. Pamiętam wywiad uliczny..
Fakt, wielu ludzi nie łączy wydatków państwa z podatkami, to dlatego uważam, że podatki powinni płacić wszyscy, nie powinno być kwoty wolnej. Oczywiście najniższy podatek powinien być wprost symboliczny, ale powinien już pokazywać, że budżet bierze się głównie z podatków
Drugą rzeczą jest kwestia przelokowywania środków w budżecie. Jeśli ktoś uważa, że pielęgniarka powinna zarobić więcej, ale kierowca służbowej osobówki powinien dostać emeryturę dopiero w wieku 60 lat... to wskazuje źródło finansowania tej podwyżki.

>>Także w Polsce za Twojego żywota udało się spiąć budżet tak, że nie było deficytu, to znaczy starczyło wpływów na wszystkie wydatki.
>No toś znowu mnie zaskoczył. Kiedy to było? Chyba że mówisz o czasach, gdzie budżet się spinał, bo nie było chętnych do pożyczania bankrutowi pod koniec lat 80-tych.
Na początku tak 90-tych (mały byłeś )

Sam fakt deficytu nie jest powodem rozpaczy, w rodzinie , w firmie też się kredyt bierze, dramat się zaczyna, kiedy traci się kontrolę nad tym zjawiskiem.


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
17-11-2017 23:21 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
>Odsetek kombinujących z podatkami zależy nie tylko od umiejscowienia stopy podatkowej na krzywej Laffera.
Zgadza się. Ta krzywa ma pewnie ogromną ilość różnych parametryzacji, natomiast cechą wspólną różnych opinii jest położenie punktu maksymalnych dochodów, które zazwyczaj plasuje się jest znacznie bliżej 0%, niż 100%; w 2004 zmniejszono CIT z 27% do 19% - dochody wzrosły; podobnie w 2009 wprowadzono liniowy 19% VAT dla przedsiębiorców z 18% i 32% - podobny efekt. Oczywiście można się spierać : nieco przestrzelono czy może dałoby się obniżyć jeszcze trochę, niemniej jednak ten optymalny punkt zawsze jest stosunkowo nisko.

>>Pierwsza powinna być dyskusja o obywatelskich potrzebach i ile obywatele zamierzają na to wydać. A dopiero potem dyskusja o wydatkach, po czym zapewne dyskusja o nadmierności podatków nie byłaby w ogóle potrzebna.
>Ciekaw jestem Twojego rozwinięcia tej koncepcji
W sumie nie ma tu wiele do rozwijania. Może po prostu wystarczyłoby wrócić do starej dobrej tradycji, że rząd rządzi, a sejm służy jedynie do określenia ile rządowi wolno wydać.. może miło byłoby także, gdyby bardziej przybliżono w mediach publicznych, na co i ile rząd wydaje projektując budżety. Marzenie ściętej głowy

>Drugą rzeczą jest kwestia przelokowywania środków w budżecie. Jeśli ktoś uważa, że pielęgniarka powinna zarobić więcej, ale kierowca służbowej osobówki powinien dostać emeryturę dopiero w wieku 60 lat... to wskazuje źródło finansowania tej podwyżki.
Nazywało się to w czasach mojej młodości 'efektem krótkiej kołdry' i raczej nie miało wiele wspólnego z racjonalnym planowaniem potrzeb i wydatków

>>>Także w Polsce za Twojego żywota udało się spiąć budżet tak, że nie było deficytu, to znaczy starczyło wpływów na wszystkie wydatki.
>>No toś znowu mnie zaskoczył. Kiedy to było? Chyba że mówisz o czasach, gdzie budżet się spinał, bo nie było chętnych do pożyczania bankrutowi pod koniec lat 80-tych.
>Na początku tak 90-tych (mały byłeś )
No nie tak znowu mały Ale jak widzę dobrze kombinowałem - to właśnie w tamtym czasie ten kraj był praktycznie bankrutem z trzycyfrową inflacją i do negocjacji z wierzycielami trzeba było pokazać, że da się.
szarley (54911 punktów)
>>Odsetek kombinujących z podatkami zależy nie tylko od umiejscowienia stopy podatkowej na krzywej Laffera.
>Zgadza się. Ta krzywa ma pewnie ogromną ilość różnych parametryzacji, natomiast cechą wspólną różnych opinii jest położenie punktu maksymalnych dochodów, które zazwyczaj plasuje się jest znacznie bliżej 0%, niż 100%; w 2004 zmniejszono CIT z 27% do 19% - dochody wzrosły;

Nie ma dowodu, że w każdych warunkach bliżej 0 niż 100. Czy przywołana przez Ciebie stopa 80% jest powyżej ekstremum? Dowodem na tak był tzw podatek wyrównawczy w PRLu. Kiedy w kopalniach płace poszybowały dzięki nadgodzinom w soboty i niedziele, niektórzy górnicy przekroczyli próg i tyle podatku im naliczono. Skutek: liczyli dokąd opłaca im się pracować w nadgodzinach, potem rezygnowali. Skutek: uprzywilejowano ich znosząc podatek wyrównawczy od górniczych pensji.
Dowodem na nie była maksymalna kwota dochodowego podatku w Szwecji, którą płaciły chyba dwie czy trzy rodziny, ale nie przenosiły biznesu za granicę. Wejście Szwecji do Unii przesunęło ekstremum w dół.

Różnica między "liberałem" a "socjalistą" nie polega tym, że każdy chce podatku po innej stronie krzywej, tylko na tym, że w innym miejscu dostrzega ekstremum.

Diabła zjadł, kto poradzi wyznaczyć ekstremum krzywej Laffera, ale zgadzam się z Tobą: położenie ekstremu zależy od tak wielu czynników, że jest nieznajdywalne.

I teraz z trochę innej beczki.
Skoro zmniejszyło się obciążenie pracodawców podatkami, a jednocześnie wielu z nich twierdzi, że nie może podnieść płac "bo podatki..." to o ile wzrosły płace po obniżeniu podatków?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,754320#w755270
Jak widać, nie tylko ja wiem o fakcie obniżenia podatków

>>>Pierwsza powinna być dyskusja o obywatelskich potrzebach i ile obywatele zamierzają na to wydać. A dopiero potem dyskusja o wydatkach, po czym zapewne dyskusja o nadmierności podatków nie byłaby w ogóle potrzebna.
>>Ciekaw jestem Twojego rozwinięcia tej koncepcji
>W sumie nie ma tu wiele do rozwijania. Może po prostu wystarczyłoby wrócić do starej dobrej tradycji, że rząd rządzi, a sejm służy jedynie do określenia ile rządowi wolno wydać.. może miło byłoby także, gdyby bardziej przybliżono w mediach publicznych, na co i ile rząd wydaje projektując budżety. Marzenie ściętej głowy
Może to i dobra koncepcja.
1 Jak najdalej posunięta autonomia regionów i gmin
2 Jak największa rola demokracji zwłaszcza lokalnej i bezpośredniej
3 Edukacja
Masz inny pomysł?

Kluczem do dyskusji jest jednak określenie potrzeb, które ma zapewnić wspólnota i co nie bez znaczenia wielkość tej wspólnoty!
www.racjonalista.pl/forum.php/s,580166

>>Drugą rzeczą jest kwestia przelokowywania środków w budżecie. Jeśli ktoś uważa, że pielęgniarka powinna zarobić więcej, ale kierowca służbowej osobówki powinien dostać emeryturę dopiero w wieku 60 lat... to wskazuje źródło finansowania tej podwyżki.
>Nazywało się to w czasach mojej młodości 'efektem krótkiej kołdry' i raczej nie miało wiele wspólnego z racjonalnym planowaniem potrzeb i wydatków
Niemniej przyznasz, że 35-letni flecista na emeryturze świadczy o tym, że jest na czym oszczędzać i nie trzeba podnosić podatków, żeby dołożyć pensji pielęgniarkom

>>>>Także w Polsce za Twojego żywota udało się spiąć budżet tak, że nie było deficytu, to znaczy starczyło wpływów na wszystkie wydatki.
>>>No toś znowu mnie zaskoczył. Kiedy to było? Chyba że mówisz o czasach, gdzie budżet się spinał, bo nie było chętnych do pożyczania bankrutowi pod koniec lat 80-tych.
>>Na początku tak 90-tych (mały byłeś )
>No nie tak znowu mały Ale jak widzę dobrze kombinowałem - to właśnie w tamtym czasie ten kraj był praktycznie bankrutem z trzycyfrową inflacją i do negocjacji z wierzycielami trzeba było pokazać, że da się.

To jednak inna epoka niż lata 80-te. Nikt nie wymagał w negocjacjach zrównoważenia budżetu a jedynie opanowania deficytu, choć w mojej (niefachowej) opinii było to raczej "Udało się..." niż "planowaliśmy..."

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
18-11-2017 21:17 
 Ocena 3 na 3
salek (4701 punktów)
>Różnica między "liberałem" a "socjalistą" nie polega tym, że każdy chce podatku po innej stronie krzywej, tylko na tym, że w innym miejscu dostrzega ekstremum.
>Diabła zjadł, kto poradzi wyznaczyć ekstremum krzywej Laffera, ale zgadzam się z Tobą: położenie ekstremu zależy od tak wielu czynników, że jest nieznajdywalne.
Tak, jedno i drugie prawda, choć pewne przesłanki co do położenia można wskazać. Pewnych wskazówek dostarcza nawet psychologia z badaniami tzw. elementarnej sprawiedliwości, a pewne dane empiryczne wskazują, że nawet 30% może być jeszcze zbyt wysoką wartością, nie mówiąc już o tym, że wyższa stawka oznacza po prostu większe obciążenia podatkowe dla biedniejszych, ale mówiliśmy już o tym. Fajne przykłady: www.nbport(*)ozycje-slownika/krzywa-laffera
Charakterystyczne jest jednak, że socjaliści wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie wysoko i rzadko podpierają to rozsądnymi argumentami. Ja w każdym razie nie widziałem takich, które wskazywałyby mechanizm pozwalający na określenie maksimum powyżej 50% - może poza Twoim argumentem 'na tak', ale nawet tutaj parę drobiazgów wygląda na wątpliwe, oraz emocjonalnym argumentem siły.

>I teraz z trochę innej beczki.
>Skoro zmniejszyło się obciążenie pracodawców podatkami, a jednocześnie wielu z nich twierdzi, że nie może podnieść płac "bo podatki..." to o ile wzrosły płace po obniżeniu podatków?
Zapewne zero, a wspomniałem już o tym w innej gałęzi. Mówiąc krótko, to szukasz związku tam, gdzie (prawie) nie ma związku, a na racjonalne objaśnienia ludzie natychmiast reagują emocjami. Szkoda zachodu.

>Masz inny pomysł?
To bardzo ogólnikowe pomysły. Pewne jaskółki wymieniłem wcześniej, a nie wstawiajmy może zbędnych ogólników.

>Kluczem do dyskusji jest jednak określenie potrzeb, które ma zapewnić wspólnota i co nie bez znaczenia wielkość tej wspólnoty!
Niezupełnie. Większa wspólnota nie zrealizuje więcej potrzeb wszystkim, co najwyżej będzie w stanie zrealizować większe pojedyncze cele.

>Niemniej przyznasz, że 35-letni flecista na emeryturze świadczy o tym, że jest na czym oszczędzać i nie trzeba podnosić podatków, żeby dołożyć pensji pielęgniarkom
Nie, nie przyznam. 35-letni flecista świadczy jedynie, że politycy taką regulację wprowadzający wykazali się wyjątkową głupotą, niemniej jednak to nadal jest jedynie kwestia przeciągania kołderki, a nie rozsądnego planowania. Nie mówiąc już, że sama mowa o oszczędzaniu na kimś, komu coś zostało w majestacie państwa obiecane jakoś tak parszywie zaleciało..
Jeżeli fleciście państwo tę emeryturę obiecało, to obowiązkiem państwa jest obietnicy dotrzymać. Ta zasada ma nawet nazwę w konstytucji, i pewnie nie tylko polskiej.. tyle ze oczywiście nie ma takiego świństwa, którego nie dopuści się łagodny i liberalny, demokratycznie wybrany rząd, kiedy zacznie brakować mu forsy.

>choć w mojej (niefachowej) opinii było to raczej "Udało się..." niż "planowaliśmy..."
Tyż prawda
19-11-2017 12:12 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>Diabła zjadł, kto poradzi wyznaczyć ekstremum krzywej Laffera, ale zgadzam się z Tobą: położenie ekstremu zależy od tak wielu czynników, że jest nieznajdywalne.
>Tak, jedno i drugie prawda, choć pewne przesłanki co do położenia można wskazać.

Wyobraź sobie, że koszt produkcji (i dostarczenia do sklepu) butelki śliwowicy to 50 koron, a podatki od niej to 200. Jeśli ogłosisz, że nie będziesz kontrolował, ani egzekwował podatków, to ile sprzeda sklep, który naliczy podatek, a ile ten który podatku nie naliczy? Nawet jeśli akcyza spadnie z 200 do jednej korony...

>wyższa stawka oznacza po prostu większe obciążenia podatkowe dla biedniejszych, ale mówiliśmy już o tym.

Niekoniecznie. Zupełnie inaczej to wygląda przy wysokim progu kwoty wolnej od podatku lub bardzo łagodnej progresji

>Fajne przykłady: www.nbport(*)ozycje-slownika/krzywa-laffera
Ciekawe.
Przyjrzyj się jednej informacji z tego artykułu: akcyzie na papierosy. Po podwyżce akcyzy wzrósł przemyt. Opłacalność huśtania fiskusa zależała od... akcyzy na Ukrainie.

>Charakterystyczne jest jednak, że socjaliści wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie wysoko
Wysoko.
Charakterystyczne jest jednak, że liberałowie wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie nisko

Zauważ jednak, że argument o tym, że niżej opodatkowani zamożni obywatele, zaczną fundować szkoły i wezmą większą odpowiedzialność za nieradzących sobie, jest chybiony. Obniżka podatku PIT nie zaskutkowała wzrostem dobroczynności.

>>I teraz z trochę innej beczki.>>Skoro zmniejszyło się obciążenie pracodawców podatkami, a jednocześnie wielu z nich twierdzi, że nie może podnieść płac "bo podatki..." to o ile wzrosły płace po obniżeniu podatków?
>Zapewne zero, a wspomniałem już o tym w innej gałęzi. Mówiąc krótko, to szukasz związku tam, gdzie (prawie) nie ma związku, a na racjonalne objaśnienia ludzie natychmiast reagują emocjami. Szkoda zachodu.
Odnoszę się do argumentu, który wielekroć, także na tym forum czytałem.

>>Kluczem do dyskusji jest jednak określenie potrzeb, które ma zapewnić wspólnota i co nie bez znaczenia wielkość tej wspólnoty!
>Niezupełnie. Większa wspólnota nie zrealizuje więcej potrzeb wszystkim, co najwyżej będzie w stanie zrealizować większe pojedyncze cele.

Mniejsza wspólnota jest oparta na innych zasadach. 300 lat temu ubezpieczenia od ognia były zbędne, bo zawsze pogorzelcom pomogła rodzina i sąsiedzi, 100 lat temu włościanie samo organizowali się w straże, dziś w wielkich miastach sąsiadów nie znasz a straż ochotnicza nie powstanie.

>>Niemniej przyznasz, że 35-letni flecista na emeryturze świadczy o tym, że jest na czym oszczędzać i nie trzeba podnosić podatków, żeby dołożyć pensji pielęgniarkom
>Nie, nie przyznam. 35-letni flecista świadczy jedynie, że politycy taką regulację wprowadzający wykazali się wyjątkową głupotą, niemniej jednak to nadal jest jedynie kwestia przeciągania kołderki, a nie rozsądnego planowania. Nie mówiąc już, że sama mowa o oszczędzaniu na kimś, komu coś zostało w majestacie państwa obiecane jakoś tak parszywie zaleciało..
Parszywie, bo źle się wyraziłem. Nie chodzi o zabieranie emerytury nawet temu młodemu człowiekowi, ale jednak kolejnemu młodzieńcowi przyznawanie jej, świadczy o niekonieczności podnoszenia podatków. Mam wrażenie, że tu już coś się w Polsce zmieniło


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
20-11-2017 18:32 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Jeśli ogłosisz, że nie będziesz kontrolował, ani egzekwował podatków[...]
W którym miejscu postuluję likwidację organów kontrolnych skarbu państwa?

>>wyższa stawka oznacza po prostu większe obciążenia podatkowe dla biedniejszych, ale mówiliśmy już o tym.
>Niekoniecznie. Zupełnie inaczej to wygląda przy wysokim progu kwoty wolnej od podatku lub bardzo łagodnej progresji
Chwilę wcześniej postulowałeś opodatkowanie wszystkich, nawet niewielkie, więc jak ma się to do wysokiego progu kwoty wolnej? Progresja to też nie wyjście, bo sprowadza się do zasady, by za lepszą pracę skroić Cię w trójnasób - a przed chwilą mówiliśmy, że większa stopa jest po prostu zachętą do unikania opodatkowania. Zwolennicy progresji czasem zresztą sprawiają wrażenie, jakby mieli problem z elementarną matematyką nie zdając sobie sprawy, że 10% od 100 to wciąż 10 razy więcej niż 10% od 10..

>>Fajne przykłady: www.nbport(*)ozycje-slownika/krzywa-laffera
>Ciekawe.
>Przyjrzyj się jednej informacji z tego artykułu: akcyzie na papierosy. Po podwyżce akcyzy wzrósł przemyt. Opłacalność huśtania fiskusa zależała od... akcyzy na Ukrainie.
Zgadza się. Wzrosły koszta wynikające z akcyzy, to wzrosła opłacalność nielegalnego pozyskania towaru na tyle, ze warto ponieść ryzyko. To ten sam mechanizm, co także wspomniana w artykule akcyza od wódki: spadła akcyza, to przestało opłacać się pędzić bimber. Co w tym dziwnego? Klasycy socjalizmu mawiali: wprowadzenie socjalizmu w jednym kraju naraz nie powiedzie się - trzeba od razu we wszystkich. No i wiesz już dlaczego. Niemniej to zupełnie inny wątek w dyskusji, dotyczącej racjonalności legalnych form unikania opodatkowania. Notabene akcyza jest chyba jednym z trudniejszych do uniknięcia podatków w tym kontekście.

>>Charakterystyczne jest jednak, że socjaliści wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie wysoko
>Wysoko.
>Charakterystyczne jest jednak, że liberałowie wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie nisko
Nie przesadzaj, liniowe 10-20% z kwotą wolną w okolicach średniego przychodu to nie jest absurdalnie nisko. Zwłaszcza, że na podatku dochodowym pazerność państwa się nie kończy.

>Zauważ jednak, że argument o tym, że niżej opodatkowani zamożni obywatele, zaczną fundować szkoły i wezmą większą odpowiedzialność za nieradzących sobie, jest chybiony. Obniżka podatku PIT nie zaskutkowała wzrostem dobroczynności.
Nie sądzisz chyba, że ktoś kto utrzymuje z pracy dwóch osób kilkuosobową rodzinę żyjąc na przyzwoitej stopie zacznie fundować szkoły i szpitale tylko dlatego, że obniżysz mu PIT o kilka punktów.

>>Kluczem do dyskusji jest jednak określenie potrzeb, które ma zapewnić wspólnota i co nie bez znaczenia wielkość tej wspólnoty!
>Niezupełnie. Większa wspólnota nie zrealizuje więcej potrzeb wszystkim, co najwyżej będzie w stanie zrealizować większe pojedyncze cele.
>Mniejsza wspólnota jest oparta na innych zasadach. 300 lat temu ubezpieczenia od ognia były zbędne, bo zawsze pogorzelcom pomogła rodzina i sąsiedzi, 100 lat temu włościanie samo organizowali się w straże, dziś w wielkich miastach sąsiadów nie znasz a straż ochotnicza nie powstanie.
Pytanie tylko czy nie odwróciłeś kota ogonem. Dziś w wielkich miastach sąsiadów nie znam, bo nie ma takiej potrzeby : ochroną przed złodziejami zajmie się policja, fundowana z podatków; zorganizowaniem straży zajmie się państwo, też z podatków. Przyszłością i dziećmi też nie muszę, bo są państwowe emerytury, żłobki, szkoły i szpitale. Wszystko ma zapewnić opiekuńcze państwo, więc po cóż ktokolwiek miałby fundować czy organizować cokolwiek? Zwłaszcza przy tak wygodnej wymówce, w której utwierdzają ludzi inni ludzie, zwłaszcza politycy? Przecież nawet w XIX-wiecznej Łodzi, gdzie budowały się majątki po kilkudziesięciu latach szkoły i szpitale dopiero zaczynały powstawać, mimo (a może raczej: dzięki) całkowitego braku państwa opiekuńczego i zdemoralizowanych jego funkcjonowaniem obywateli. Może zatem powrót do normy należałoby zacząć od likwidacji, albo choć tylko ograniczenia zadań państwa opiekuńczego finansowanego z wysokich podatków? Pytanie tylko czy nie został przekroczony punkt bez powrotu i pozbawione państwowej opieki społeczeństwo po prostu wyginie. Eksperyment z myszami, podobno autentyczny, jest w tym względzie przerażający.
szarley (54911 punktów)
>>Jeśli ogłosisz, że nie będziesz kontrolował, ani egzekwował podatków[...]
>W którym miejscu postuluję likwidację organów kontrolnych skarbu państwa?
Nigdzie. Podałem to jako przykład

>>>wyższa stawka oznacza po prostu większe obciążenia podatkowe dla biedniejszych, ale mówiliśmy już o tym.
>>Niekoniecznie. Zupełnie inaczej to wygląda przy wysokim progu kwoty wolnej od podatku lub bardzo łagodnej progresji
>Chwilę wcześniej postulowałeś opodatkowanie wszystkich,
Tak i podtrzymuję, nie piszę o swoich poglądach tylko o tym, od czego zależy przerzucanie podatków.

>>>Fajne przykłady: www.nbport(*)ozycje-slownika/krzywa-laffera
>>Ciekawe.
>>Przyjrzyj się jednej informacji z tego artykułu: akcyzie na papierosy. Po podwyżce akcyzy wzrósł przemyt. Opłacalność huśtania fiskusa zależała od... akcyzy na Ukrainie.
>Zgadza się. Wzrosły koszta wynikające z akcyzy, to wzrosła opłacalność nielegalnego pozyskania towaru na tyle, ze warto ponieść ryzyko.
A gdyby Ukraina podniosła akcyzę byłby szajsgeszeft

>To ten sam mechanizm, co także wspomniana w artykule akcyza od wódki: spadła akcyza, to przestało opłacać się pędzić bimber.
To inny przykład, ale z tym nie polemizuję.

>Notabene akcyza jest chyba jednym z trudniejszych do uniknięcia podatków w tym kontekście.
Nie wiem.
Powinna jednak służyć nie tylko zapewnieniu korzyści podatkowych. Byłbym za tym, aby objąć akcyzą np towary wytwarzane z wysokim kosztem ekologicznym

>>>Charakterystyczne jest jednak, że socjaliści wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie wysoko
>>Wysoko.
>>Charakterystyczne jest jednak, że liberałowie wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie nisko
>Nie przesadzaj, liniowe 10-20% z kwotą wolną w okolicach średniego przychodu to nie jest absurdalnie nisko.
Ty socjalisto!

>>Zauważ jednak, że argument o tym, że niżej opodatkowani zamożni obywatele, zaczną fundować szkoły i wezmą większą odpowiedzialność za nieradzących sobie, jest chybiony. Obniżka podatku PIT nie zaskutkowała wzrostem dobroczynności.
>Nie sądzisz chyba, że ktoś kto utrzymuje z pracy dwóch osób kilkuosobową rodzinę żyjąc na przyzwoitej stopie zacznie fundować szkoły i szpitale tylko dlatego, że obniżysz mu PIT o kilka punktów.
Nie, ale ktoś, kto zatrudnia kilka tysięcy ludzi, jeśli obniży mu się PIT i CIT ... też tego nie zrobi, a jeśli zdobędzie się na jakąś dobroczynność, to będą to głośno dawane grosze.

>>Mniejsza wspólnota jest oparta na innych zasadach. 300 lat temu ubezpieczenia od ognia były zbędne, bo zawsze pogorzelcom pomogła rodzina i sąsiedzi, 100 lat temu włościanie samo organizowali się w straże, dziś w wielkich miastach sąsiadów nie znasz a straż ochotnicza nie powstanie.
>Pytanie tylko czy nie odwróciłeś kota ogonem. Dziś w wielkich miastach sąsiadów nie znam, bo nie ma takiej potrzeby : ochroną przed złodziejami zajmie się policja, fundowana z podatków; zorganizowaniem straży zajmie się państwo, też z podatków.
Nie sądzę. Nie znasz sąsiadów, bo miasto jest za duże. Ja też płacę podatki na policję i na straż. a jednak w mojej wsi zawsze domu doglądnie sąsiad, a do pożaru pognają ochotnicy - okoliczni włościanie

>Przyszłością i dziećmi też nie muszę, bo są państwowe emerytury, żłobki, szkoły i szpitale. Wszystko ma zapewnić opiekuńcze państwo, więc po cóż ktokolwiek miałby fundować czy organizować cokolwiek?
Ano właśnie. Czyli takie są potrzeby społeczeństwa. Większość woli zapłacić nawet drożej (tego nie podważam) i mieć święty spokój i bezpieczeństwo.

>Przecież nawet w XIX-wiecznej Łodzi, gdzie budowały się majątki po kilkudziesięciu latach szkoły i szpitale dopiero zaczynały powstawać, mimo całkowitego braku państwa opiekuńczego i zdemoralizowanych jego funkcjonowaniem obywateli. Może zatem powrót do normy należałoby zacząć od likwidacji, albo choć tylko ograniczenia zadań państwa opiekuńczego finansowanego z wysokich podatków?

Po co?
Poradzilibyście sobie z gaszeniem pożarów w miastach?
Chce Ci się samemu sprawdzać, który biedak zasługuje na darmowy rosół?
Masz własne laboratorium kontroli paliw?
Jeśli założysz szkołę, to nikt nie pośle tam dzieci, bo nie ma o niej rynkowej opinii...

Moc przeszkód. Państwo jest kosztowne, ale wygodne. Robi za mnie trochę za dużo, bierze za to niemało, ale mogę się skupić na tym, na czym się znam i więcej zarobić.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Tak, jedno i drugie prawda, choć pewne przesłanki co do położenia można wskazać. Pewnych wskazówek dostarcza nawet psychologia z badaniami tzw. elementarnej sprawiedliwości, a pewne dane empiryczne wskazują, że nawet 30% może być jeszcze zbyt wysoką wartością, nie mówiąc już o tym, że wyższa stawka oznacza po prostu większe obciążenia podatkowe dla biedniejszych, ale mówiliśmy już o tym.

Kolejną ważną kwestią jest mnogość podatków i ich skomplikowanie. Modele socjalistyczne są nieefektywne z dwóch powodów:
- większe skomplikowanie, które uniemożliwia dokładne obliczenia uwzględniające wszystkie realne czynniki
- założenie, że centralny planista jest nieomylny jest zwyczajnie oderwane od rzeczywistości, a skoro jest omylny, to takie planowanie można o kant dupy potłuc.

Niski podatek dochodowy oznaczałby, że nikomu nie chciałoby się kombinować. Jego prostota to mniejszy koszt obsługi i lepsza ściągalność. Podatek progresywny powoduje przerzucanie kosztów na niższe płace pracowników i wyższy koszt towaru. Realny podatek jest wyższy niż suma jego składników. Zbyt wiele rzeczy, którymi zajmuje się państwo to mniejsza efektywność i zabieranie ról społecznych, które są niezbędne, np działania charytatywne. Zbyt duża liczba zakazów to większy koszt ich respektowania. Najwięcej traci się na delegalizacji narkotyków, co daje mafiom źródło zarobków. Zbyt luźne przepisy co do jakości i szkodliwych produktów to później większy koszt leczenia. Dziś nikt nie dba o te najważniejsze kwestie.

>Charakterystyczne jest jednak, że socjaliści wszelkiej maści ustawiają ten punkt jakoś absurdalnie wysoko i rzadko podpierają to rozsądnymi argumentami. Ja w każdym razie nie widziałem takich, które wskazywałyby mechanizm pozwalający na określenie maksimum powyżej 50% - może poza Twoim argumentem 'na tak', ale nawet tutaj parę drobiazgów wygląda na wątpliwe, oraz emocjonalnym argumentem siły.

Bardziej szanuję normalnych złodziei niż socjalistów. Oni przynajmniej kłamią, że robią to dla dobra ofiary.

>>I teraz z trochę innej beczki.

>Zapewne zero, a wspomniałem już o tym w innej gałęzi. Mówiąc krótko, to szukasz związku tam, gdzie (prawie) nie ma związku, a na racjonalne objaśnienia ludzie natychmiast reagują emocjami. Szkoda zachodu.

Nie ludzie, tylko socjaliści i wierzący czyli fideiści.


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
19-11-2017 12:36 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> ... wysokie podatki są szkodliwe społecznie, z czego również przekonani o 'bogaty ma bulić!' także zapewne nie zdają sobie sprawy.

Masz rację, że zbyt wysokie podatki (z grubsza ponad 40% PIT lub ponad 20% CIT) nie mają sensu ekonomicznego, ale jest jeszcze inny ważny powód dlaczego hasła 'bogaty ma bulić!' nie można ignorować. Jest nim postępujące rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa, które nie tylko jest szkodliwe ekonomicznie, ale wręcz grozi katastrofą. W obecnym systemie powszechnej globalizacji praktycznie nie ma sposobu na zapobieganie temu rozwarstwieniu i politykom pozostaje tylko stwarzanie pozorów, że coś zdziałają nadmiernymi podatkami.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Z rozwarstwieniem nie należy walczyć w ten sposób. Zacznijmy od genezy pieniądza. Pierwotna jest umowna wycena będąca porównaniem pracy ludzi. Po co potem sztucznie to zrównywać psując gospodarkę? Rozwarstwienie nie jest złe, póki nie jest zbyt duże, a walka z tym zjawiskiem jest jak podanie antybiotyku, który zabija także to co jest potrzebne.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
salek (4701 punktów)
> Jest nim postępujące rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa, które nie tylko jest szkodliwe ekonomicznie, ale wręcz grozi katastrofą.
Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jakaż to katastrofa tak strasznie zagraża i jakiż mechanizm do owej katastrofy prowadzi, ale może dlatego że nikt klarownie nie potrafił tego wyjaśnić. Mógłbyś to rozwinąć? Samo hasło wygląda jak żywcem wyjęte z jakiegoś komunistycznego manifestu, brakuje tylko wezwania do likwidowania obrzydłych kułaków..

>W obecnym systemie powszechnej globalizacji praktycznie nie ma sposobu na zapobieganie temu rozwarstwieniu i politykom pozostaje tylko stwarzanie pozorów, że coś zdziałają nadmiernymi podatkami.
Po cóż więc udawać? Chyba że w tym szaleństwie jest metoda..
21-11-2017 11:44 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>> Jest nim postępujące rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa, które nie tylko jest szkodliwe ekonomicznie, ale wręcz grozi katastrofą.
>Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jakaż to katastrofa tak strasznie zagraża i jakiż mechanizm do owej katastrofy prowadzi, ale może dlatego że nikt klarownie nie potrafił tego wyjaśnić.

Sądzę, że najtrafniej wyjaśnił to ZaKotem
www.racjonalista.pl/forum.php/s,740616#w740901
Cytat:

Łagodzenie nierówności to sprawianie, że te nierówności nie generują konfliktów. A to, czy nierówności to samo zło albo samo dobro, zależy od tego, czego dotyczą. Ogólnie są dobre, gdy są to różnice ilościowe, a złe, gdy dotyczą jakości samego życia. Nie umiem tego ładnie zdefiniować, więc posłużę się przykładami:
-jeśli ja mam rdzewiejącego fiata, a sąsiad porsche, to nierówność jest zupełnie w porządku, bo obaj dojedziemy swoimi pojazdami z punktu A do punktu B, choć wrażenia z jazdy będą nieco inne.
-jeśli ja wpierdzielam cham-burgery popijając piwem, a sąsiad pożywia się wspomnianymi ośmiorniczkami z szampanem, to nic w tym złego, bo obaj się nażremy i nachlejemy i będziemy od tego tak samo grubi i brzydcy.
-jeśli ja jadę na urlop do Ciechocinka, a sąsiad na Karaiby, to wszystko jest doskonale, bo obaj odpoczniemy i będziemy mogli efektywnie wziąć się znowu do roboty. A może ja wezmę się efektywniej niż dotąd, zmotywowany tym, że też chciałbym mieć tak, jak sąsiad. A może i nie, i też nic się nie stanie.

Ale sprawy mają się inaczej, gdy nierówności zaczynają dotyczyć podstawowych wartości w ludzkim życiu:
-jeśli chory sąsiad idzie do szpitala, a mnie na to nie stać i umieram albo tracę wzrok, rękę, nogę i rozum, to zaczynam tu czuć pewne negatywne emocje.
-jeśli sąsiad ma normalny urlop, i to obojętne, czy na Karaibach, czy w Ciechocinku, a ja muszę zapie... cały rok na śmieciowej umowie, bo jak mi się nie podoba, to mogę nie pracować wcale, to robię się dość agresywny.
-jeśli sąsiad ma nieźle płatną pracę, którą lubi, a ja muszę niewolniczo wykonywać nonsensowne rozkazy zboczonego socjopaty, bo inaczej stracę jedyną pracę w okolicy a na moje miejsce socjopata znajdzie dziesięciu chętnych - to zaczynam czuć nienawiść, i to wcale niekoniecznie do owego socjopaty, tylko do każdego, kto tak nie ma, jak ja.


Drugą przyczyną katastrofy jest niewykorzystanie potencjału jednostek w społeczeństwie a raczej uzasadnienie możliwości ich wykorzystania od stanu majątkowego. Burnham twierdzi, że w biznesie, jeśli kto ma talent sobie zawsze poradzi, jednak talent (i zainteresowanie) trzeba mieć nie tylko do biznesu. Jeśli ktoś ma szanse być dobrym lekarzem czy muzykiem, należy mu to umożliwić nie każąc mu wprzódzi pracować 10 lat jako kelner na sfinansowanie studiów, bo nie tylko on, ale całe społeczeństwo ma stracone 10 lat pracy dobrego lekarza czy muzyka. A przecież finansowanie edukacji z podatków jest likwidowaniem nierówności.

Trzeci przykład to wynik doświadczenia. Jakoś lepiej nawet przedsiębiorcom żyje się w socjalistycznej Skandynawii niż w liberalnym Chile....
A doświadczenia raczej bym nie lekceważył


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
15-11-2017 13:48 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>3 między 1$ z Twojego przykładu a 80% z Twojego przykładu jest całkiem spora przestrzeń
Tak, ale to przestrzeń, w której się poruszamy. Na przykład w tej przestrzeni znajduje się także 1000$ z Twojego przykładu. I 1% z Twojego jeszcze wcześniejszego przykładu. I 1-5% z mojego. I pewnie parę innych, czego nie można powiedzieć o przykładzie, który wskazałeś wcześniej i domagałeś się odniesienia - o czym poniżej.

>>>Niemniej nie jest to żadnym kontrargumentem, Skoro nie A to nie znaczy że B. Między stalinowską Ukrainą, a Chile Pinocheta jest cała tęcza możliwości
>>Kontrargument to żaden argument. Słaby argument wspierający słabo, ale jednak moją tezę, to bardzo silny argument. Tia.. trochę to zalatuje filozofią Kalego
>Więc odnieś się do przykładu, który podałem. Rządów wielkich zagranicznych korporacji w oparciu o dyktaturę
Tyle że nie bardzo jest się do czego odnosić... Otóż wskazałeś, że uogólnieniem rozważanego demokratycznego państwa prawa z niskimi podatkami jest dyktatura korporacji. Nie bardzo rozumiem powodu.. sądzę zatem, że przykład był nietrafiony, bo jedno nie ma wiele wspólnego z drugim, a by to Ci unaocznić pokazałem przykład czegoś po drugiej stronie osi, czyli dyktatury tzw. proletariatu. W przestrzeni pomiędzy nimi nie ma miejsca na nasz rozważany model, chyba że uważasz demokrację za - czasem przytaczane porównanie - dyktaturę większości. W takim przypadku dobrze by to pasowało do postulowanego przeze mnie na początku naszej dyskusji uzasadniania wysokich podatków w demokracjach jednie nieracjonalną zawiścią tłumu dyktującego warunki, zamiast rozsądnym określeniem celów (wydatków) i zracjonalizowaniu wysokości opodatkowania maksymalizacją wpływów i ich społecznymi skutkami - co było do udowodnienia. Właściwie sprowadza się to do wyboru strony krzywej Laffera. I ucieszę się, jeżeli się zgadzamy, mimo rozbieżności co do wyboru strony.

>Nie uważam, żeby rozsądne były podatki w rozbójniczych wysokościach, rzecz w tym, że
>1 nie mamy ustalonej wspólnie stawki powyżej której wysokość jest "rozbójnicza"
Zgadza się. I od pewnego miejsca, choć trudno mi konkretnie wskazać którego, zacząłem mieć wrażenie, że jedyna rozbieżność między nami dotyczy właśnie wysokości opodatkowania (czyli wyboru strony krzywej Laffera) - z czego dla mnie podatki powinny być rozsądnie niskie, natomiast dla Ciebie - rozsądnie wysokie. Natomiast nigdzie nie wskazałeś wprost, co oznacza owo 'wysokie', choć można doszukać się sugestii, że obecnie obowiązujące tam, gdzie płacisz są jednak nieco zbyt duże.

>2 Konstrukcję budżetu należy zacząć od... wydatków, a te od potrzeb. Jeśli na dzisiejszy dzień żaden europejski kraj nie mam możności rezygnacji z dopłat z przymusowych danin na rzecz emerytów, to zachodzi pytanie? Z czego płacić emerytury?
Zgadza się, niemniej jednak jest to temat na związaną, jednak zupełnie inną dyskusję. Zresztą problemem właśnie tej dziedziny jest napomknięty wcześniej komentarz z hasłem 'porsche dla każdego' na sugestię, że budźet to coś, co jakoby da się zapełnić.


Wysokim podatkom sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
13-11-2017 17:44 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
> natomiast jeżeli będę miał z czego to nawet ufunduję szkołę. Tylko muszę mieć z czego!

Dopiszę
1 W XIX wieku były moc niższe podatki, wśród bardzo bogatych a nisko opodatkowanych bywali filantropi (!!!) ale było ich tak niewielu, że nie rozwiązali problemu analfabetyzmu. Ten problem rozwiązały dopiero... rządy

2 Dla wielu ultraliberałów, (poczytaj dyskusję o elektrofiltrach) biednymi są niemal wyłącznie ludzie, którzy sami na to zasłużyli, bo całe życie nie pracowali za to pili wódkę. Czy dla takich zwolennik niskich podatków ufunduje szkołę? Przecież taniej będzie postawić spółkową szkołę dla dzieci równych sobie lub zatrudnić prywatnych nauczycieli. Dorabianie ideologii do własnej pogardy wobec biedy, nie sprzyja społecznej solidarności, a ta pogarda dla biednych, to upraszczanie przyczyn biedy jest dość powszechne wśród ultraliberałów.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Co post to denna manipulacja.

>Dla wielu ultraliberałów, (poczytaj dyskusję o elektrofiltrach) biednymi są niemal wyłącznie ludzie, którzy sami na to zasłużyli, bo całe życie nie pracowali za to pili wódkę. Czy dla takich zwolennik niskich podatków ufunduje szkołę?

Szkołę funduje się dla dzieci, właśnie po to by zmniejszyć ryzyko, że pójdą w ślady rodziców.

>Przecież taniej będzie postawić spółkową szkołę dla dzieci równych sobie lub zatrudnić prywatnych nauczycieli.

Myślenie kategoriami egocentrycznymi.

>Dorabianie ideologii do własnej pogardy wobec biedy, nie sprzyja społecznej solidarności, a ta pogarda dla biednych, to upraszczanie przyczyn biedy jest dość powszechne wśród ultraliberałów.

A skąd wziąłeś te strawmany i skąd ten przedrostek "ultra" przed słowem "liberałów"? Pogarda do biedy? Nie. Pogarda do zezwalania na zatruwanie przez nich powietrza! Naucz się w końcu czytać, albo przestań pisać.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
14-11-2017 08:51 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
Nie wiem, po co cokolwiek piszesz pod moimi wpisami.

Tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,753928#w754591
zakończyłeś rozmowę ze mną pisząc:

Cytat:
I nie pyskuj.


Twoje rozdęte ego nie pozwoli przeprosić, więc uspokój się i po prostu nie pisz do mnie. I tak nie odpowiem


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie wiem, po co cokolwiek piszesz pod moimi wpisami.

Po to by obalać wypociny, którymi się kompromitujesz i emocjonalne racjonalizacje narcyza. Ja za to nie wiem jak można myśleć, że takim wpisem jak powyższy wybronisz się z tego, ze twoje paraargumenty zostały wyśmiane, a ich denność wykazana. Projekcją, że jak mi zarzucisz swoją bufonadę, to przestaniesz sam być bufonem i narcyzem, albo że wtedy inni nie zauważą twojego prymitywnego zachowania?

Jeszcze raz apeluję byś nie pyskował, bo tylko się w ten sposób pogrążasz. Twoje manipulacje nie przejdą, bo każdą będę obalał, aż nie zostanie żaden twój żałosny wpis bez odpowiedzi obalającej. Musisz się z tym pogodzić, skoro decydujesz się zaśmiecać forum tym narcystycznym pseudotrollingiem.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
15-11-2017 18:28 
 Ocena 3 na 3
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Jeszcze raz apeluję byś nie pyskował, bo tylko się w ten sposób pogrążasz. Twoje manipulacje nie przejdą, bo każdą będę obalał, aż nie zostanie żaden twój żałosny wpis bez odpowiedzi obalającej. Musisz się z tym pogodzić, skoro decydujesz się zaśmiecać forum tym narcystycznym pseudotrollingiem.

Sobie to przed lustrem powiedz
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A co, oferujesz mi grę w spektaklu, w którym miałbym udawać szarleya?

Bo chyba nie chciałeś się kompromitować pseudoargumentem "chyba twoja stara"? Nie, aż tak głupim nie można być, więc jednak chodzi o spektakl.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
17-11-2017 22:57 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>A co, oferujesz mi grę w spektaklu, w którym miałbym udawać szarleya?
>Bo chyba nie chciałeś się kompromitować pseudoargumentem "chyba twoja stara"? Nie, aż tak głupim nie można być, więc jednak chodzi o spektakl.

Wypada (tobie) być domyślniejszym. Ale nie musi być to możliwe.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ale od tego, że będę domyślniejszy wcale nie będzie wynikać, że zrozumiesz to co napisałem, ani twoje wypociny nie będą trafniejsze

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 09:45 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Ale od tego, że będę domyślniejszy wcale nie będzie wynikać, że zrozumiesz to co napisałem, ani twoje wypociny nie będą trafniejsze

A czy przestałeś już bić babcię? - też taka drobna sugestia.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
szarley, Bednarski itd to alterkonta jakiejś babci? Pierwsze słyszę, ale atakuję za manipulacje i treść, więc ta babcia mogłaby nie pisać takich głupot, to by nie obrywała argumentami po łbie

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 11:51 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Jesteś wielki, praworządny i sprawiedliwy, a ostrze twego dowcipu
powoduje zdrowonośny upust złej krwi.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Proponuję jednak powrót do tematu.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 12:28 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Proszę cię bardzo: państwo bywa praworządne, wyroki bywają sprawiedliwe. Każdego,
kto chce w parę tygodni owo "bywanie" dociągnąć do mitycznych 100% jestem gotów
osobiście udusić - dzięki temu zginie jeden wariat, a nie dziesiątki tysięcy
niewinnych. Tyle w obronie jako tako działającej demokracji byłbym skłonny...
Choć nie, udusić też źle - zejdzie paproch, a ja się od tego porzygam; a to
przecież nieestetyczne. Chyba nic więcej nie mam w tej sprawie do dodania, choć
odznarawianie pana dobrego pt. "woma" zdaje się radosnym procederem.

No i klawo jak cholera, ulson!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Proszę cię bardzo: państwo bywa praworządne, wyroki bywają sprawiedliwe.

Też tak sądzę Bywa też niepraworządne, a wyroki niesprawiedliwe. Buuu

>Każdego, kto chce w parę tygodni owo "bywanie" dociągnąć do mitycznych 100% jestem gotów osobiście udusić - dzięki temu zginie jeden wariat, a nie dziesiątki tysięcy
>niewinnych.

A jeśli chce to zrobić w kilkadziesiąt lat? I nie do mitycznych 100%, tylko podnieść realną jakość?

>Tyle w obronie jako tako działającej demokracji byłbym skłonny...

Jako tako czyli kiepsko działającej?

>Choć nie, udusić też źle - zejdzie paproch, a ja się od tego porzygam; a to
>przecież nieestetyczne. Chyba nic więcej nie mam w tej sprawie do dodania, choć
>odznarawianie pana dobrego pt. "woma" zdaje się radosnym procederem.

Koleś pójdzie stąd równie szybko jak przyszedł i popisał sobie głupotki. Może lepiej zająć się takimi wypowiedziami jak szarleya kilka postów wyżej? Ten trolluje gorzej niż woma, a nie wydaje się chętny do opuszczenia tej łajby.

>No i klawo jak cholera, ulson!

eee... ale z ciebie dzieciuch

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 13:30 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>Proszę cię bardzo: państwo bywa praworządne, wyroki bywają sprawiedliwe.
>Też tak sądzę Bywa też niepraworządne, a wyroki niesprawiedliwe. Buuu

Raczej martwi mnie niezrozumienie ze strony ludzi, że sprawiedliwości
(tj. sposobów jej pojmowania) musi być dużo; tak było jest i będzie.

>>Każdego, kto chce w parę tygodni owo "bywanie" dociągnąć do mitycznych 100% jestem gotów osobiście udusić - dzięki temu zginie jeden wariat, a nie dziesiątki tysięcy
>>niewinnych.
>A jeśli chce to zrobić w kilkadziesiąt lat? I nie do mitycznych 100%, tylko podnieść realną jakość?

Napisałem wyraźnie, o kogo mi chodzi.

Jeśli inaczej odczytujesz tu "womę" - nie moja rzecz. Ja odczytuję dosłownie,
bo źrebak ów bryka całkiem radośnie i uznaję za powinność nieco przytrzymać
go za uzdę, żeby nieco dojrzał i przestał tu toczyć swoją słodką pianę, bo
na womit się zbiera; choć może należy go po prostu odczytywać jako zgrywusa,
który gra m.in. mnie na nosie - byłoby to cenne.

A tak co do zasady, oczywiście, polepszajmy jakość. Działajmy tak, żeby za
100 lat było tu jak dziś w Szwajcarii. I na swoim poletku uprawiam orkę na
ugorze w tej kwestii; lubię zmuszać do myślenia, które przecież boli. Nawet
można zostać zdrajcą.

>>Tyle w obronie jako tako działającej demokracji byłbym skłonny...
>Jako tako czyli kiepsko działającej?

Tej, którą dziś uznaję razem z rzeszami niespalonych opozycjonistów
za godną ratowania; po prostu władza wykonawcza ma za dużo gałek w
łapach - mają rozmach, s-syny. I w demokracji powinny być światełka
ostrzegawcze - każda władza robiąca takie numery jak dziś PiS powinna
być z automatu na cenzurowanym.

>>odznarawianie pana dobrego pt. "woma" zdaje się radosnym procederem.
>Koleś pójdzie stąd równie szybko jak przyszedł i popisał sobie głupotki. Może lepiej zająć się takimi wypowiedziami jak szarleya kilka postów wyżej? Ten trolluje gorzej niż woma, a nie wydaje się chętny do opuszczenia tej łajby.

Nie umiem się odnieść - niestety w kwestiach finansów ponad to,
co już napisałem - jestem kapuściany głąb, przez czystą niewiedzę.
Bo umiejętności, myślę, mogłoby starczyć.

Ale człowiek usiłuje dać ci jakiś odpór, co samo w sobie jest cenne.
Nie żebym czytał wszystkie wasze dialogi z popkornem i kolą, ale czasem
coś w tym jest...

>>No i klawo jak cholera, ulson!
>eee... ale z ciebie dzieciuch

Chamie, ja po prostu cenię sobie dobre, światowe kino...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Proszę cię bardzo: państwo bywa praworządne, wyroki bywają sprawiedliwe.
>>Też tak sądzę Bywa też niepraworządne, a wyroki niesprawiedliwe. Buuu
>Raczej martwi mnie niezrozumienie ze strony ludzi, że sprawiedliwości
>(tj. sposobów jej pojmowania) musi być dużo; tak było jest i będzie.

Piękny wstęp do zrelatywizowania wszelkich wartości by wprowadzić autorytarnie własne i zrównać je z tymi zdroworozsądkowymi i empatycznymi. Pomijam już fakt, że nie zawsze sprawiedliwość jest możliwa, bo rzeczywistość nie układa się pod sprawiedliwość, tylko to sprawiedliwość trzeba ustalić na podstawie rzeczywistości i zazwyczaj jednak jesteśmy skazani na wybór mniejszego zła (głównie idiotom i narcyzom wydaje się, że wybierają z reguły dobrze).

>Napisałem wyraźnie, o kogo mi chodzi.
>Jeśli inaczej odczytujesz tu "womę" - nie moja rzecz. Ja odczytuję dosłownie,
>bo źrebak ów bryka całkiem radośnie i uznaję za powinność nieco przytrzymać
>go za uzdę, żeby nieco dojrzał i przestał tu toczyć swoją słodką pianę, bo
>na womit się zbiera; choć może należy go po prostu odczytywać jako zgrywusa,
>który gra m.in. mnie na nosie - byłoby to cenne.

No ja nie mam pewności czy szarley tak nie robi i dyskutuję z nim tylko dlatego, że jest taka możliwość, że to tylko udawanie i gra na nosie Jednak nie wierzę, że ktoś mógłby być taki naprawdę.

>A tak co do zasady, oczywiście, polepszajmy jakość. Działajmy tak, żeby za
>100 lat było tu jak dziś w Szwajcarii. I na swoim poletku uprawiam orkę na
>ugorze w tej kwestii; lubię zmuszać do myślenia, które przecież boli. Nawet
>można zostać zdrajcą.

Zazwyczaj nie zmuszasz do myślenia, tylko bełkoczesz. Czasem napiszesz coś mądrego, ale to się rzadko zdarza.

>>>Tyle w obronie jako tako działającej demokracji byłbym skłonny...
>>Jako tako czyli kiepsko działającej?
>Tej, którą dziś uznaję razem z rzeszami niespalonych opozycjonistów
>za godną ratowania; po prostu władza wykonawcza ma za dużo gałek w
>łapach - mają rozmach, s-syny. I w demokracji powinny być światełka
>ostrzegawcze - każda władza robiąca takie numery jak dziś PiS powinna
>być z automatu na cenzurowanym.

Czyli jakie numery? Póki co Polska odetchnęła z ulgą po numerach PO.

>Ale człowiek usiłuje dać ci jakiś odpór, co samo w sobie jest cenne.

A ja wciąż czekam na dyskutanta, który w merytorycznej dyskusji faktycznie będzie w stanie dać jakiś odpór moim tezom. Moje obalanie argumentów i wojownicza pewna siebie narracja wynikają z tego, że początkowo chciałem by ktoś faktycznie pomógł mi w obaleniu niewygodnych dla mnie faktów lub dał jakiś realny pomysł radzenia sobie z rzeczywistością i okazało się, że to jednak te argumenty się bronią, a większość dyskutantów żyje we śnie, który opiera się na wyparciu i próbach racjonalizacji alternatywnych światopoglądów, które byłyby wygodne. Narcystyczne ego się broni, więc sięgałem po coraz mocniejszy arsenał przebijający ten balonik i edukowałem się w tej dziedzinie.

Mechanizm jest prosty: dobieram sobie do dyskusji najbardziej narcystycznych i najgłupszych rozmówców, wkurzam ich, co sprawia, że popełniają mnóstwo prostych błędów i brną w zaparte, a potem po prostu to logicznie wytykam, a adwersarze w amoku piszą coraz głupiej i znów to wytykam i tak do momentu, w którym frajer obrażając mnie wycofuje się z dyskusji i kończy ją bez argumentów. A wystarczyłoby po prostu przyznać się do błędu, ale oni nie są w stanie tego zrobić, a ich ego broni się przed przyznaniem komuś racji, bo ta banda tchórzy i imbecyli postrzega to jako pojedynek on vs olson, zamiast widzieć tu starcie przeciwnych argumentów i nieważne kto ma rację, ale ważne by umieć przyznać się do jej braku, gdy logiczne argumenty na to wskazują (racja w dyskusji jest obiektywna czyli epistemologiczna, bo ontologiczna prawda jest dla nas niedostępna w obiektywnej formie z definicji).

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 21:04 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>Raczej martwi mnie niezrozumienie ze strony ludzi, że sprawiedliwości
>>(tj. sposobów jej pojmowania) musi być dużo; tak było jest i będzie.
>Piękny wstęp do zrelatywizowania wszelkich wartości by wprowadzić autorytarnie własne i zrównać je z tymi zdroworozsądkowymi i empatycznymi.

Bzdura. Poza tym o wartościach lepiej przemilcz, specu od strzykawek
i pielęgniarek kryptoeutanastycznych

> Pomijam już fakt, że nie zawsze sprawiedliwość jest możliwa, bo rzeczywistość nie układa się pod sprawiedliwość, tylko to sprawiedliwość trzeba ustalić na podstawie rzeczywistości i zazwyczaj jednak jesteśmy skazani na wybór mniejszego zła

Zapewne dążyłoby to do "dog eat dog jungle". Dobrze (z mojej perspektywy),
że nie majdrujesz przy tworzeniu prawa.

> (głównie idiotom i narcyzom wydaje się, że wybierają z reguły dobrze).

Ba; o tym sam powinieneś wiedzieć najlepiej.

>>na womit się zbiera; choć może należy go po prostu odczytywać jako zgrywusa,
>>który gra m.in. mnie na nosie - byłoby to cenne.
>No ja nie mam pewności czy szarley tak nie robi i dyskutuję z nim tylko dlatego, że jest taka możliwość, że to tylko udawanie i gra na nosie Jednak nie wierzę, że ktoś mógłby być taki naprawdę.

A o sobie tak nie myślisz? Przydałoby się, ale nie mnie.

>>A tak co do zasady, oczywiście, polepszajmy jakość. Działajmy tak, żeby za
>>100 lat było tu jak dziś w Szwajcarii. I na swoim poletku uprawiam orkę na
>>ugorze w tej kwestii; lubię zmuszać do myślenia, które przecież boli. Nawet
>>można zostać zdrajcą.
>Zazwyczaj nie zmuszasz do myślenia, tylko bełkoczesz. Czasem napiszesz coś mądrego, ale to się rzadko zdarza.

Nie twierdzę, że każdego zmuszam do myślenia. Tych mądrych tak, tych
głupszych jednak jeszcze nie potrafię - jesteś tego doskonałym
przykładem. Przyłożę się, ale nie dla ciebie - warto inwestować
w tych, którzy nieco nadziei rokują.

>>Ale człowiek usiłuje dać ci jakiś odpór, co samo w sobie jest cenne.
>A ja wciąż czekam na dyskutanta, który w merytorycznej dyskusji faktycznie będzie w stanie dać jakiś odpór moim tezom. Moje obalanie argumentów i wojownicza pewna siebie narracja wynikają z tego, że początkowo chciałem by ktoś faktycznie pomógł mi w obaleniu niewygodnych dla mnie faktów lub dał jakiś realny pomysł radzenia sobie z rzeczywistością i okazało się, że to jednak te argumenty się bronią, a większość dyskutantów żyje we śnie, który opiera się na wyparciu i próbach racjonalizacji alternatywnych światopoglądów, które byłyby wygodne. Narcystyczne ego się broni, więc sięgałem po coraz mocniejszy arsenał przebijający ten balonik i edukowałem się w tej dziedzinie.

Myślę, że jesteś przezabawny. Nie wiem, czy ładnie jest śmiać się z kogoś
tak przetrąconego, ale niech tam - piekła przecież nie ma (a jeśli jest,
to będą tam z pewnością sami ciekawi ludzie...)

>Mechanizm jest prosty: dobieram sobie do dyskusji najbardziej narcystycznych i najgłupszych rozmówców, wkurzam ich, co sprawia, że popełniają mnóstwo prostych błędów i brną w zaparte, a potem po prostu to logicznie wytykam, a adwersarze w amoku piszą coraz głupiej i znów to wytykam i tak do momentu, w którym frajer obrażając mnie wycofuje się z dyskusji i kończy ją bez argumentów. A wystarczyłoby po prostu przyznać się do błędu, ale oni nie są w stanie tego zrobić, a ich ego broni się przed przyznaniem komuś racji, bo ta banda tchórzy i imbecyli postrzega to jako pojedynek on vs olson, zamiast widzieć tu starcie przeciwnych argumentów i nieważne kto ma rację, ale ważne by umieć przyznać się do jej braku, gdy logiczne argumenty na to wskazują (racja w dyskusji jest obiektywna czyli epistemologiczna, bo ontologiczna prawda jest dla nas niedostępna w obiektywnej formie z definicji).

Ależ my tu, wicie, olson, rozumicie, to wszystko wiemy. Pisaliście to już
w grepsach bodaj dziesiątki razy. Nawet jak klawisz dał wam lagą przez plery,
też żeście to bełkotali. Samofiksację macie, olson, was z tej Rakowieckiej
do szpitala trza, za Napoleona będziecie.

Dobrej nocy, samowspanialcze. Aha, gdyby sniło się ciebie coś nie po
twojej myśli - obal to natychmiast.

PS
Ode mnie - już bez odbioru. Normalność w tym kraju można budować (w teorii,
bo kto by się chciał w praktykę babrać) z różnymi, ale nie z wami. Wyście
jesteście odstrychnięci i to ostro, olson. Weźcie pigułkę.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No i znów bełkoczesz. A wydawało się już, że jest lepiej.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
19-11-2017 08:33 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>No i znów bełkoczesz. A wydawało się już, że jest lepiej.

I wzajem, i wzajem!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Hehe ja coś piszę, a ty odpowiadasz jak w gimbazie "no chyba ty" albo "chyba twoja stara" bo to ten sam "argument".

Hehe i teraz niech się zacznie spór o cytowanie. Spróbuj się błędnie doszukać błędu w tej wypowiedzi. Meritum jak zwykle niech leży odłogiem. Założyłeś nawet wątek o forumowym olsonie, ale nie wysiliłeś się na tyle, by umieścić tam chociaż jeden argument. A potem piszcie, że nie emocjonujecie się

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Mam wrażenie, że twoja chęć bycia odbieranym poważnie cierpi na zaburzenia
typu "kot Schroedingera". A może zdycha i zzdechłychwstaje co pół godziny.

Popraw się.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Znów bredzisz. Prosta analiza: tworzysz dużo sałaty słownej i chcesz być odbierany poważnie, więc wydaje ci się, że ja też tak mam, bo nie rozumiesz moich sensownych treści i mylisz je z sałatą słowną. <zieeeeew> typowa projekcja

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
20-11-2017 07:47 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Myślę, że większość może zarzucić ci to samo. Co do mnie - ja w ogóle nie chcę
być "odbierany jakkolwiek z góry" - jeśli coś się nie zgadza, usiłuję to wyklarować.
Nie przeczę, że w konwersacji z panem dobrym i pięknodusznym nieco na granicy
znerwienia.

Idę do roboty; tobie też to polecam.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Myślę, że większość może zarzucić ci to samo.

Zarzucić można wszystko, jeśli jest to pusty zarzut. Jednak nie mogliby mi tego zarzucić i jednocześnie mieć racji. Poza tym znów próbujesz odwracać kota ogonem, bo to był konkretny zarzut skierowany pod ciebie i twoje projekcje z ostatnich postów. Jakbyś nie był zaślepiony swoimi filtrami postrzegania rzeczywistości, to zauważyłbyś, że robię tu wiele by nie być branym do końca na poważnie i jednocześnie żeby moje tezy były tu udowodnione i nieodparte. Atak polegający na atakowaniu na oślep olsona to tylko potwierdzenie tego co od początku piszę, co tym bardziej umacnia treść moich tez.

>Co do mnie - ja w ogóle nie chcę
>być "odbierany jakkolwiek z góry" - jeśli coś się nie zgadza, usiłuję to wyklarować.

Nie bardzo. Twoje wpisy to głównie pajacowanie i ad personam i nie umiesz jasno sformułować swoich myśli. Ta projekcja to niby skąd się wzięła? Z jakiegoś powodu tak o mnie pomyślałeś i umknęły ci emocjonalne reakcje wielu osób na moje wpisy i "przyssywanie się" i brnięcie w zaparte tych osobników.


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>Myślę, że większość może zarzucić ci to samo.
>Zarzucić można wszystko, jeśli jest to pusty zarzut. Jednak nie mogliby mi tego zarzucić i jednocześnie mieć racji.

Myślisz, że zapomniałem, że chodzi o czysto jakościowe i "gustowne" zarzuty?
Przecież to nie jest bezwzględne, więc nie smęć tu jakimiś "racjami", chyba,
że chcesz się jeszcze bardziej ośmieszyć, niż już to ma miejsce.

Reszta - niewarta mojej uwagi.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Racja jest obiektywna, a gdyby nie była, to ośmieszałby się każdy idiota próbujący dyskutować. Po co, skoro racja byłaby nieobiektywna, więc dyskusja nie miałaby sensu?
Nie próbuj bronić się gustem. Po prostu brakuje ci argumentów i jesteś kiepskim trollem.


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
22-11-2017 14:08 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Racja jest obiektywna, a gdyby nie była, to ośmieszałby się każdy idiota próbujący dyskutować. Po co, skoro racja byłaby nieobiektywna, więc dyskusja nie miałaby sensu?
>Nie próbuj bronić się gustem. Po prostu brakuje ci argumentów i jesteś kiepskim trollem.

Ale gdybym był trollem, to po co byłyby mi argumenty? Zapętliłeś się aż miło.
A właściwie nie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No właśnie, nie zapętliłem się. Dobrze, że się poprawiłeś, choć nie wiem po co zostawiłeś końcówkę wypowiedzi w takiej formie

Tak jak pisałem - jesteś trollem (kiepskim) i nie używasz argumentów.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
do
{
printf(">No właśnie, nie zapętliłem się.\n");
}while(olson niezapętlony);

hehehe.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Denny trolling. Ziewam.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
14-11-2017 21:24 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
Dopiszę:

1 Wielki bznz nie ma żadnej motywacji do charytatywnego budowania szkół, im bardziej tępe, niedouczone, rozpijaczone społeczeństwo, tym mniej trzeba płacić "robolom" tych kilku XIX-wiecznych filantropów to wyjątki.

2 Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
Ja sprawdziłem. Nie wzrosły

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
15-11-2017 14:05 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>2 Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
>Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
>Ja sprawdziłem. Nie wzrosły
A dlaczego miały od razu wzrosnąć? Łatwe do pojęcia wymówki ('bo podatki') to dość naturalny sposób na budowanie uzasadnień tam, gdzie wyjaśnienie prawdziwe jest trudne do objaśnienia czy wręcz niepolityczne. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego mechanizmu, a ma on znaczące konsekwencje w pewnych sytuacjach, na przykład zaczynamy się wściekać bez znaczącego powodu. Wystarczy na przykład wspomnieć, że płace rosną zazwyczaj nie tam, gdzie sypniesz groszem bogatym, a tam, gdzie jest popyt na pracę, by wywołać gównoburzę z robiącymi za całą argumentację wyzwiskami o ultraliberały z jednej strony, a 'odwalcie się od moich pieniędzy' z drugiej.


Wysokim podatkom sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>2 Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
>Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
>Ja sprawdziłem. Nie wzrosły

Sprawdziłeś i jako jedyny wiesz, ale nie powiesz

Bo nie było takiej sytuacji. Kłamiesz, albo naciągasz fakty pod swoje urojenia.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 10:02 
 Ocena 1 na 3
szarley (54911 punktów)
>>2 Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
>>Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
>>Ja sprawdziłem. Nie wzrosły
>Sprawdziłeś i jako jedyny wiesz, ale nie powiesz

Wiem i powiem
www.podatk(*)stawek-podatkowych,1,65,1.html

Podatek CIT
w 2002 r.: 28 proc.
w 2003 r.: 27 proc.
w 2004 r.: 19 proc.
w 2005 r.: 19 proc.

www.infor.(*)odzenie-w-latach-19502008.html

2002 rok 2 133,21 zł
2003 rok 2 201,47
2004 rok 2 289,57
2005 rok 2 380,29

Obniżenie podatków nie miało znaczenia dla wzrostu wynagrodzeń.

>Bo nie było takiej sytuacji.
Jak zwykle Olson błysnął "wiedzą"
Niestety to co przedstawiam to TWARDE LICZBY, trudno Ci będzie wypierać swój błąd

>Kłamiesz, albo naciągasz fakty pod swoje urojenia.
Udowodnij kłamstwo lub przeproś

Cytat:
nie pyskuj

nie jest argumentem

Na inny Cię nie stać.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No czyli kłamiesz, bo nie zmniejszono znacznie podatków, tylko jeden i to CIT, nie tak znacznie w kontekście pozostałych podatków.

Znów się kretyńsko samozaorałeś, a twoje stwierdzenia są oderwane od tematu dyskusji. Kto niby twierdzi, że TAKA obniżka miałaby coś dać? Realnej obniżki, która nie podniosła płac nie wkleisz bo nie było takiej sytuacji.

Przestań w końcu pyskować. Prawie każdy twój post jest demaskowany i ośmieszany. Nie wstyd ci pisać po czymś takim?


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 11:24 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
Przedstawiłem liczby, Ty napisałeś że obniżka podatków "nie miała mniejsca"

Ty zarzucasz mi kłamstwo
Udowodnij lub przeproś


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
I te liczby nijak się mają do twojej pierwotnej tezy kłamco więc to ty przeproś i nie pyskuj bufonie.

\"bufonek\":
2 Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
Ja sprawdziłem. Nie wzrosły


No więc jeśli odnosisz się do kwestii podwyżek w kontekście podatków to się znów ośmieszyłeś marny manipulancie.


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 19:08 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
Powtórzę:

www.podatk(*)stawek-podatkowych,1,65,1.html

Podatek CIT
w 2002 r.: 28 proc.
w 2003 r.: 27 proc.
w 2004 r.: 19 proc.
w 2005 r.: 19 proc.

www.infor.(*)odzenie-w-latach-19502008.html

2002 rok 2 133,21 zł
2003 rok 2 201,47
2004 rok 2 289,57
2005 rok 2 380,29

Z liczb wynika, że obniżenie podatków nie miało znaczenia dla wzrostu wynagrodzeń.
Tak więc to co napisałem
Cytat:

Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
Ja sprawdziłem. Nie wzrosły


Jest dowiedzione liczbami

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
18-11-2017 19:12 
 Ocena-1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Wkleiłeś nieistotne dane na poparcie kłamstwa? Weź skończ już te kompromitacje i nie powtarzaj się, tylko zacznij argumentować, albo milcz kłamco i nie pyskuj.

\"szarley\":
Wielekroć czytałem skargi, że nie można dać pracownikom podwyżek, bo podatki...
Sprawdź o ile wzrosły pobory pracowników, kiedy obniżono podatki pracodawcom.
Ja sprawdziłem. Nie wzrosły


Kosmetyczne zmiany w CIT nie są obniżeniem podatków, do którego się odnosisz.

"Nie można dać pracownikom podwyżek bo podatki" to zdanie, które dotyczy podatków, a nie jednego z nich. Takimi manipulacjami tylko potwierdzasz, że nie masz racji, bo gdybyś ją miał, to byś nie musiał sięgać po takie marne sztuczki typowe dla szmatławców typu super express lub fakt.


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
18-11-2017 20:11 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>Powtórzę:

Na cholerę to wklejasz jak z tym słownikiem? Może jeszcze jakiś wzór wkleisz.
Ty nie umiesz.
To się tak pisze prosto.

Na strefach ludzie robią za damski huj. Nie wierzysz to się zatrudnij.
18-11-2017 20:17 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Na strefach ludzie robią za damski huj.

Tak. Mimo niskich podatków dla pracodawców. To właśnie udowadniam.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
18-11-2017 20:33 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Na strefach ludzie robią za damski huj.
>Tak. Mimo niskich podatków dla pracodawców. To właśnie udowadniam.

To gołym okiem widać. W Mielcu gdzie mieszkam jest najstarsza strefa. I jakoś nie widzę by ludzie piali z zachwytu. Faktem jest że trzyma to miasto przy życiu. Bo mniej więcej wiem jak wyglądają miasta poboczne. Tarnobrzeg gdzie była Siarka czy Stalowa Wola.
11-11-2017 19:13 
 Ocena 2 na 2
woma (381 punktów)
Człowiek dobry traktuje cudzy interes tak samo jak swój. Nie powinieneś więc mieć pretensji, jeśli wszystkie Twoje dochody zostaną opodatkowane w Polsce. Jeśli dodatkowo zechcesz płacić podatki w innym państwie, to nikt Ci tego nie zabroni.

Czujesz się kimś lepszym dlatego, że "dajesz" komuś zatrudnienie? Rozumiem, że z tego zatrudnienia nie masz żadnych korzyści.

Jeśli powołujesz się na kogoś, a przedstawiasz swoje, a nie jego stanowisko, to nie powinieneś się dziwić, że komentowane jest jedynie Twoje stanowisko.

Wybór, co należy przeczytać, pozostawiam Tobie. Preferuję jednak myślenie samodzielne. Opinie innych mogą być interesujące, jeżeli potwierdzają lub uzupełniają Twoje stanowisko, które jednak nie musi być prawidłowe.
12-11-2017 23:25 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
Mam wrażenie że pisząc o dochodzie masz na myśli obrót.. no więc opodatkowanie obrotu, przyjacielu, to pomysł bardzo głupiego człowieka, choćby dlatego, że stopę opodatkowania uzależnia od osiąganej marży. Poza tym wielokrotna kara za to samo nie jest dopuszczalna w żadnym normalnym państwie prawa, więc również ten pomysł nie pochodzi od dobrego człowieka. Natomiast wszystkie dochody w przykładzie podanym przez szarleya zostały opodatkowane w Polsce, wysokość podatku wyniosła 0 i o to nikt nie ma pretensji. Może za wyjątkiem szarleya, który uznałby je za nielegalne. Jest li on złym człowiekiem?

Ja natomiast interesy bliźnich i ich samych traktuję tak samo jak swoje, tj. nie życzyłbym sobie, by ani ich, ani moje były w ogóle okładane podatkami. W ostateczności mogą.. tylko jak najniżej i każdemu tak samo, niezależnie czy zarabia dwa tysiące, czy dwa miliony. Oceń więc sam, który z nas jest zły, a który dobry zgodnie z własną sugestią.

Doceniam zatem, że się starasz, niemniej jednak produkty tegoż myślenia na razie nie są zbyt zachęcające.. nie chciałbym jednak byś się zrażał drobnymi niepowodzeniami. Jeżeli jednak przyjmiesz sugestię, to sugerowałbym najpierw trochę się dowiedzieć, a potem dopiero formułować wnioski - choćby po to, by uniknąć w przyszłości takich wpadek.
16-11-2017 17:44 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Pisałem o dochodzie, a nie o obrocie.

Nie sądzę, by stopa opodatkowania podatkiem obrotowym zależała od osiąganej marży.

Co byś zaproponował, gdyby budżet państwa wymagał opodatkowania każdego obywatela kwotą 3000, także tego, który zarabia 2000?
17-11-2017 14:05 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Pisałem o dochodzie, a nie o obrocie.
Opisałem oba przypadki. No więc co z tym szarley'em?

>Nie sądzę, by stopa opodatkowania podatkiem obrotowym zależała od osiąganej marży.
Fakt, mój błąd. Pominąłem jedno słowo - dzięki za uwagę. Powinno być oczywiście : stopę opodatkowania dochodu uzależnia od osiąganej marży. I to już zapewne rozumiesz, bo cóż tu do sądzenia..

>Co byś zaproponował, gdyby budżet państwa wymagał opodatkowania każdego obywatela kwotą 3000, także tego, który zarabia 2000?
Dlaczego nie podasz przykładu obywatela, który żyje z zasiłków? A, właśnie, jakieś niewygodne pytanie o zasiłki już było, ale jak rozumiem jesteś ponad niewygodne pytania.. dobrzy ludzie tak mają
Jolanta Komorowska (1321 punktów)
(zablokowany)
Ilu potrzeba tych racjonalistów do stworzenia partii? 5000 ? Nie ma tu tylu.
A jak zaczniesz ściągać ludzi z ulicy to wejdzie i opozycja w roli szpiega. Partia jest za duża. Chociaż do obsadzenia wszystkich stanowisk wyborczych' to i tak za mało.
Poza tym, jak już tzw. lewica zwęszy konkurencję to sama zacznie kłaść kłody pod nogi'.
07-11-2017 21:09 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Do powołania partii politycznej wystarczy 15 osób. Ważny jest program i dobór ludzi do jego realizacji. Należy ich szukać wśród ludzi dobrych, a nie tylko wśród członków partii. Dla ludzi dobrych konkurencją mogą być tylko inni ludzie dobrzy, a taka konkurencja konkurencją nie jest.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Do powołania partii politycznej wystarczy 15 osób. Ważny jest program i dobór ludzi do jego realizacji. Należy ich szukać wśród ludzi dobrych, a nie tylko wśród członków partii. Dla ludzi dobrych konkurencją mogą być tylko inni ludzie dobrzy, a taka konkurencja konkurencją nie jest.

Ale mogą sobie nawzajem ustepować miejsca - to też jest konkurencja..
woma (381 punktów)
Co miałoby być złego w tym, że człowieka dobrego zastąpił inny człowiek dobry?
10-11-2017 09:42 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Co miałoby być złego w tym, że człowieka dobrego zastąpił inny człowiek dobry?

Ależ nic. Po prostu czepiam się słówek.

Tj. nic, poza tym, że nie dysponujemy bezwzględnymi kryteriami co do tego,
kto jest dobry, a kto nie. Chyba, że do swojej partii będziesz przeprowadzać
egzaminy wstępne. Wtedy pojawia się naturalne (?... dla mnie tak) pytanie,
kto układa pytania egzaminacyjne...

Chyba, że zamierzasz patrzeć kandydatom głęboko w oczy po 15 sekund i na
tej podstawie oceniać.
woma (381 punktów)
Może sam zaproponuj takie kryteria.
11-11-2017 21:50 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Może sam zaproponuj takie kryteria.

Nie mam najmniejszego zamiaru. Dla siebie i do konfrontacji
z najbliższymi i nieco dalszymi od okazji do okazji - tak,
i to jest sprawa między mną a nimi; ale nigdy na skalę ludzkości
- co prawda mam w sobie 1/4 krwi tej, co to "żelazną ręką zapędzimy
ludzkość do szczęścia", ale chyba nieco spokojniejszy umysł.

Zabawna sprawa - rozważasz, jaką farbką i czcionką wydrukować
"0 = 1" na plakacie, a ja ci tłumaczę, że raczej "0 < 1",
bez względu na formę.

Popraw się.
Wera (1540 punktów)
>Do powołania partii politycznej wystarczy 15 osób. Ważny jest program i dobór ludzi do jego realizacji. Należy ich szukać wśród ludzi dobrych, a nie tylko wśród członków partii. Dla ludzi dobrych konkurencją mogą być tylko inni ludzie dobrzy, a taka konkurencja konkurencją nie jest.

W jaki sposób można określić, kto jest dobry, a kto nie? Jaka byłaby metoda wyboru członków Partii Dobrych Ludzi? Tak w praktyce.
woma (381 punktów)
Metoda jest niezmienna - zdrowy rozsądek i doświadczenie życiowe.
13-11-2017 09:49 
 Ocena 1 na 1
Wera (1540 punktów)
>Metoda jest niezmienna - zdrowy rozsądek i doświadczenie życiowe.
>
Aha, czyli nie ma metody.
13-11-2017 10:01 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)

Czyj?
ZaKotem (8733 punktów)

>Trudno się z tym pogodzić, bo przestrzeganie tych zasad jest dziecinnie proste - wystarczą tylko
>dobre chęci. Dla kogoś, kto takie chęci ma, nie będzie problemem ani tworzenie prawa respektującego
>te zasady, ani zapewnienie warunków zapewniających właściwe jego stosowanie.

>Co więc szwankuje? Jak zwykle ludzie. Niestety większość ludzi to głupcy, którym można wmówić
>wszystko. Wystarczy potrącić struny rezonujące z ich głupotą. Niestety nie są do tego zdolni ludzie
>dobrzy. Ich systemu wartości nie da się pogodzić z działaniami zaprzeczającymi tym wartościom, nawet
>wówczas, gdyby celem tych działań miało być dobro wszystkich.

Jakbym czytał pisoską propagandę. Może czytam? Dobra partia od złej różni się niczym innym, jak tym, że jedna ma dobre intencje, a druga złe. Czyż to nie piękne?

Zjawisko to nazywam gargamelizacją myśli politycznej. Jak wiadomo, smerfy są z natury dobre i życzliwe, i żyłyby w pełnej harmonii i bez problemów, gdyby nie zły i brzydki Gargamel. Łatwo więc o wniosek, że do uzyskania szczęścia i harmonii w społeczeństwie właściwym środkiem jest po prostu stwierdzenie, kto jest Gargamelem i wyeliminowanie go - jeśli nie fizyczne, to polityczne (aczkolwiek pierwsze często idzie za drugim, dziwna rzecz).

Jakoś trudno uwierzyć ludziom, że ideologie sprawiają, że dobrzy ludzie o dobrych intencjach działają na szkodę innych. Łatwiej, okazuje się, uwierzyć w Gargamela.
09-11-2017 13:22 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>>wówczas, gdyby celem tych działań miało być dobro wszystkich.
>Jakbym czytał pisoską propagandę. Może czytam? Dobra partia od złej różni się niczym innym, jak tym, że jedna ma dobre intencje, a druga złe. Czyż to nie piękne?

Nie, to nie PiS. PiS ostrzega przez złymi komuchami i sb-kami...
Bo u siebie ma przecież samych dobrych

To jest jakiś pięknoduch, ew. on***sta moralny, wywyższacz siebie,
spacerownik w autoaureoli, etc.

>Zjawisko to nazywam gargamelizacją myśli politycznej. Jak wiadomo, smerfy są z natury dobre i życzliwe, i żyłyby w pełnej harmonii i bez problemów, gdyby nie zły i brzydki Gargamel. Łatwo więc o wniosek, że do uzyskania szczęścia i harmonii w społeczeństwie właściwym środkiem jest po prostu stwierdzenie, kto jest Gargamelem i wyeliminowanie go

Ale smerfy nie eliminowały, weź nie przeinaczaj, bo mi rujnujesz dzieciństwo!
Smerfy się Gargamela bały i dziarsko wychodziły z wszelkich opresji. Tak było,
telewizór mie powiedział!
woma (381 punktów)
A jeśli Smerfom udawało się dlatego, że wśród nich zawsze był ktoś, kto miał chęć i odwagę sprzeciwić się Gargamelowi.
10-11-2017 09:45 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>A jeśli Smerfom udawało się dlatego, że wśród nich zawsze był ktoś, kto miał chęć i odwagę sprzeciwić się Gargamelowi.

Po pierwsze były do dyspozycji czary, których w realnym świecie nie ma,
i Gargamelowi zwykle powijała się noga albo Klakier coś sknocił. Poza
tym reżyser tak chciał, żeby dobro zawsze wygrywało. To dobry wzorzec,
ale ja to oglądałem w podstawówce, w połowie lat 80tych. Jeśli jesteś
w tym wieku, to świetnie piszesz. Jeśli nie jesteś - wyrośnij/dojrzej,
zanim zaczniesz gmerać w porządku tego świata. Który, owszem, odstaje
nieco od wzorców z dobranocek i jest momentami "uespadołem".
11-11-2017 19:15 
 Ocena 1 na 1
woma (381 punktów)
Czy naprawdę sadzisz, że adresatami bajek są wyłącznie dzieci?
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
(a) Nie wydaje mi się, żeby to wynikało z mojej wypowiedzi (że sądzę -
ot, po prostu o Smerfach się zgadało, w kompletnej odnodze...)

(b) Nie, dorośli też mogą coś dla siebie z tego wyciągnąć;

(c) Ma to luźny związek z tematem...

...Choć może ścisły, pardon - nikt nie broni ci sprzedawać bajek dorosłym,
ale mógłbyś trochę bardziej to obudować.
woma (381 punktów)
Może przystąp do powołania partii, która dokona tego, co obiecuje.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>ideologie sprawiają, że dobrzy ludzie [...] działają na szkodę innych.
Jakie/które ideologie coś takiego sprawiają?

Cza być oszczędnym.
salek (4701 punktów)
>>ideologie sprawiają, że dobrzy ludzie [...] działają na szkodę innych.
>Jakie/które ideologie coś takiego sprawiają?
Czytaj uważnie.. to nie ideologie to sprawiają, tylko ludzie. Tymi ideologiami zamroczeni.
10-11-2017 21:08 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> ideologie sprawiają, że dobrzy ludzie [...] działają na szkodę innych.
>>Jakie/które ideologie coś takiego sprawiają?
>Czytaj uważnie.. to nie ideologie to sprawiają, tylko ludzie...
Jeżeli zwrot "ideologie sprawiają" oznacza że "ludzie sprawiają" to co trzeba napisać, by przekazać, że "ideologie sprawiają"?

Cza być oszczędnym.
11-11-2017 13:46 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli zwrot "ideologie sprawiają" oznacza że "ludzie sprawiają" to co trzeba napisać, by przekazać, że "ideologie sprawiają"?

Że "sprawiać" jest przechodnie. Być może ma to także zastosowanie w masarni.
salek (4701 punktów)
Może wystarczyłoby zastanowić się jak idea 'wszyscy są równi' sprawia, że ludzie siedzą w łagrach.. wtedy może nawet myśl zaświta, że pewne zbitki słowne nie niosą treści, jak na przykład 'ideologia sprawia' rozumiana dosłownie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Może wystarczyłoby zastanowić się jak idea 'wszyscy są równi' sprawia, że ludzie siedzą w łagrach.
Jeśli komuś z takiego namysłu jakaś zasada wynika, ten niech jej działanie wskaże na przykładzie innej idei, np. tej, iż "niektórzy mogą być własnością innych".
13-11-2017 10:00 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)

Sformułuj proszę sugestię jakoś inaczej, bo to zamieściłaś jest albo bez sensu, albo nie po polsku. Ja w każdym razie nie potrafię zdekodować, o co Ci się rozbiega.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Sformułuj proszę sugestię jakoś inaczej, bo to zamieściłaś jest albo bez sensu, albo nie po polsku. Ja w każdym razie nie potrafię zdekodować, o co Ci się rozbiega
I wzajemnie, szanowny rozmówco, wzajemnie.


Cza być oszczędnym.
13-11-2017 10:50 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)

Więc po cóż silić się na inteligentkę, zamiast po prostu zapytać?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Więc po cóż silić się na inteligentkę, zamiast po prostu zapytać?
Żeby Ci pokazać, że sam się silisz - a na kogo? - zamiast zapytać.


Cza być oszczędnym.
salek (4701 punktów)

Objaśniam Cię zatem, że w poście którym wskazałaś - ja pytam. Nie - się silę. Objaśniona zatem kobieto objaśnij teraz, o co Ci biega.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Objaśniam Cię zatem, że w poście którym wskazałaś - ja pytam.
Zacytuj zatem owo dotyczące mojej wypowiedzi swoje pytanie.

Cza być oszczędnym.
13-11-2017 13:05 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
Litości.. znajduje się sześć postów wcześniej. Zacytowałaś je trzy posty wcześniej. Wykrzesaj z siebie trochę wysiłku..
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Litości..
Na to nie licz.

>znajduje się sześć postów wcześniej
Sześć postów wcześniej napisałeś "Sformułuj proszę sugestię jakoś inaczej, bo to zamieściłaś jest albo bez sensu, albo nie po polsku. Ja w każdym razie nie potrafię zdekodować, o co Ci się rozbiega." - i nie ma tu żadnego pytania.

Cza być oszczędnym.
13-11-2017 13:56 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
Zamierzasz zatem rżnąć głupa.. no niech Ci będzie. Przyjrzyj się zatem temu fragmentowi:

>"Sformułuj proszę sugestię jakoś inaczej[...] - i nie ma tu żadnego pytania.

Oczywiście nie ma tu żadnej prośby ni pytania, a świstak zawija w sreberka. Zatem dziękuje serdecznie za konwersację.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Zamierzasz zatem rżnąć głupa..
Sam porwałeś się do odpowiadania na mój post, więc nie rób teraz trzody.

>Przyjrzyj się zatem temu fragmentowi:
>>"Sformułuj proszę sugestię jakoś inaczej[...] - i nie ma tu żadnego pytania.
>Oczywiście nie ma tu [...] pytania...
No nareszcie, "nie ma tu pytania" - to właśnie twierdziłam.

Dla zagadniętego jest zasadnicza różnica między zadaniem mu pytania, a domaganiem się doprowadzenia wypowiedzi do postaci, którą żądający zechce uznać za zrozumiałą; to drugie działanie jest bowiem próbą sprowadzenia rozmówcy do roli petenta.

>Zatem dziękuje serdecznie za konwersację.
Ja również dziękuję, z satysfakcją czytałam Twoje rozpaczliwe impertynencje.


Cza być oszczędnym.
woma (381 punktów)
Z przebiegu dyskusji wynika, że jej uczestnicy nie widzą potrzeby powierzania władzy ludziom, których nazwałem dobrymi, czyli takim, którzy zechcą zadbać o interesy wszystkich obywateli, a nie tylko własnego elektoratu. Niektórzy z dyskutantów taki zamiar uznali wręcz za bezsensowny, a nawet szkodliwy.

Choć żaden z dyskutantów nie okazał się zadowolony z obecnej sytuacji, to nie padły propozycje zmian, które mogłyby ją uzdrowić.

Temat wątku nie wzbudził większego zainteresowania, a poziom dyskusji nie sprzyjał wymianie rzeczowych argumentów. Mogłoby się wydawać, że praworządność i jakość wyroków sądowych, to kwestie, które są ważne dla wszystkich, a więc także dla tych, którzy udzielają się na tym Forum. Liczyłem więc na rzeczową i konstruktywną dyskusję. Na wymianę poglądów z różnych punktów widzenia. Okazało się, że liczyłem na zbyt wiele.

Dziękuję tym, którzy zechcieli zabrać głos.
02-12-2017 00:08 
 Ocena 2 na 2
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
>Z przebiegu dyskusji wynika, że jej uczestnicy nie widzą potrzeby powierzania władzy ludziom, których nazwałem dobrymi, czyli takim, którzy zechcą zadbać o interesy wszystkich obywateli, a nie tylko własnego elektoratu. Niektórzy z dyskutantów taki zamiar uznali wręcz za bezsensowny, a nawet szkodliwy.

Nie widzą, bo twoja definicja ludzi dobrych jest wg niektórych niepełna,
a nawet groźna; a twoja postawa wobec pytających, co jeszcze stoi za twoimi
pomysłami - odrzucająca dla kogoś takiego jak ja, kto od polityków oczekuje
nieco kompetencji i nieobciachowości. I wzajemnie szachujących się złych
motywacji, prowadzących do względnie dobrego dla państwa i ew. społeczeństwa
celu. O resztę należy zadbać samemu; i nie dążyć jak PiS do tego, żeby
przedstawiciel [ha, urwał się strumien nieświadomości...] chybam miałem na
myśli tworzenie i sprzedawanie obrazka polityków moralnych i jeszcze chętniej
namaszczanych. Polityk to nie moja rodzina, żeby dbać o jego względna 
przyzwoitość. Ta powinna wynikać tylko ze świadomości, że ktoś ludziom
władzy patrzy na ręce. Można to nazywać motywacją negatywną, ale ostatecznie
- co mnie to obchodzi. Ma być względnie porządnie, a afery niech wypływają
po pięciu latach. Przy szmaciarzach wypływają dzień po.

>Choć żaden z dyskutantów nie okazał się zadowolony z obecnej sytuacji, to nie padły propozycje zmian, które mogłyby ją uzdrowić.

Padły, ale do ciebie nie dotarły. Przeczekać, aż się PiS sam zagryzie, a ma do
tego talent. Poza tym - czasy przecież nie sprzyjają głębszej refleksji. Ma się
"dziać", być kolorowo, ruszać się. Kiedyś politycy słali sobie memoranda i
przemawiali, dziś twitterem kłapią. Nie pochwalam tego, stwierdzam smutny fakt
i kolejny raz wskazuję, że porywasz się z motyką na słońce (zresztą w zeszłej
epoce też by tak było).

>Temat wątku nie wzbudził większego zainteresowania,

Przeciwnie, ja np. się zainteresowałem i napisałem tu całkiem dużo. Ale jeśli chcesz,
możesz to zlekceważyć, dobry człowieku, który nie zamierza rezygnować z bycia dobrym.

> a poziom dyskusji nie sprzyjał wymianie rzeczowych argumentów.

Myślę, że padło ich tu dużo. Faktem jest, że nie do wszystkich dotarły,
bo nie wszyscy chcieli dyskutować - ty np. trochę robiłeś jak katarynka,
trochę przeinaczałeś, uchylałeś się od odpowiedzi na pytania; kwestia,
czy przeskoczysz przez własne dobro i samodoskonałość - póki co nie rokujesz.

> Mogłoby się wydawać, że praworządność i jakość wyroków sądowych, to kwestie, które są ważne dla wszystkich, a więc także dla tych, którzy udzielają się na tym Forum.

Nie popierając partii "rządzącej" obecnie, nie mogę się oprzeć pokusie
odsyłki do sondaży. Zajrzyj i się załam. A może zbieraj podpisy pod jakąś
uchwałą o zmartwychwstanie taty Zbigniewa - lekarze odetchną...

> Liczyłem więc na rzeczową i konstruktywną dyskusję. Na wymianę poglądów z różnych punktów widzenia. Okazało się, że liczyłem na zbyt wiele.

To samo mogę powiedzieć o tobie, pięknoduchu - że skoro coś takiego
proponujesz, to przynajmniej umiej przyjąć na klatę parę niewygodnych
pytań, faktów czy nawet nieprzychylnych opinii - te ostatnie w moim
przypadku padały nie od razu.

>Dziękuję tym, którzy zechcieli zabrać głos.

Nie ma za co - puntkowanie takich potępieńców jak ty to czysta przyjemność.

PS Ile ty masz lat, kolego? Niecałe 20?

Do zobaczenia przy urnie za niecałe 2 lata. W wysokiej frekwencji nadzieja...

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365