Racjonalista - Strona głównaDo treści
Michał Heller: świat w punkcie zwrotnym

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-04-2026 13:11Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52277 punktów)Michał Heller: świat w punkcie zwrotnym
.
16 kwietnia 2026

Tomasz Królak (KAI)

Ks. prof. Michał Heller: irracjonalność, czyli świat w punkcie zwrotnym.
podkreśla w rozmowie z KAI ks. prof. Michał Heller, dodając, że nauka i religia mogą się zjednoczyć w obronie racjonalności.

"Myślę, że Pan Bóg ma poczucie humoru i chyba czasem się uśmiecha, słuchając rozmaitych modlitw czy praktyk religijnych i to zarówno ludzi najprostszych, jak i wyrafinowanych teologów"

- mówi filozof i kosmolog.

www.ekai.p(*)xMTmQ1dEFXc3J0YwZhcHBfaWQQMjIy
>

.

.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Andrzej.51 (15814 punktów)
>16 kwietnia 2026
>Tomasz Królak (KAI)
>Ks. prof. Michał Heller: irracjonalność, czyli świat w punkcie zwrotnym.
>podkreśla w rozmowie z KAI ks. prof. Michał Heller, dodając, że nauka i religia mogą się zjednoczyć w obronie racjonalności.
>"Myślę, że Pan Bóg ma poczucie humoru i chyba czasem się uśmiecha, słuchając rozmaitych modlitw czy praktyk religijnych i to zarówno ludzi najprostszych, jak i wyrafinowanych teologów"
>- mówi filozof i kosmolog.
>www.ekai.p(*)xMTmQ1dEFXc3J0YwZhcHBfaWQQMjIy


Doskonale wiem, że profesor Michał Heller wielkim uczonym jest. Doskonale wiem, że posiada tęgi, nie byle jaki rozum. To jednak nie oznacza, bym musiał czołobitnie akceptować wszystko, co powie lub napisze, czy też nie mógł ustosunkowywać się do jego słów oraz jasno wskazywać to, z czym się zgadzam i to, co w mniejszym lub większym stopniu widzę nieco inaczej.
Przeczytałem uważnie podlinkowany artykuł - będący wywiadem z profesorem przeprowadzonym przez red. Tomasza Królaka - i zaznaczyłem kilka fragmentów, na które zwróciłem szczególną uwagę i do których teraz się odniosę. Zatem po kolei (słowa profesora podałem czcionką w kolorze niebieskim).

Wszystko, co wiemy o Panu Bogu, jeśli widzimy Go we właściwych proporcjach - ja i nieskończoność - można porównać, wyobrażając sobie perspektywę mrówki, która usiłuje ocenić postępowanie człowieka.

Zgadzam się, choć widzę to jeszcze bardziej dosadnie.
Pisałem na ten temat na forum wiele już razy i choćby tylko z tego powodu cieszę się, że ksiądz katolicki, a zarazem doskonały fizyk, kosmolog i filozof napisał mniej więcej to samo, co ja, z tą jedynie różnicą, że ja swój pogląd przedstawiam jasno i otwartym tekstem, bezpośrednio i bez niedomówień, natomiast profesor ukrył swoje myśli pod płaszczem alegorii z dodatkiem zoo- czy też antropomorfizmu.
Ostatnio pisałem o tym w wypowiedziach z dn. 24 marca br. oraz z dn. 19 kwietnia br..

Teraz pozwolę sobie przytoczyć fragment mojej wypowiedzi z dn. 15 maja 2024, w której również poruszyłem ten interesujący mnie temat:
"W pojęciu Boga tkwi też atrybut: 'najdoskonalszy byt, jaki możemy pomyśleć'. Znowu mamy tu jednak do czynienia z pojęciem, które się zakłada czy też przyjmuje, czyli z deskrypcją a nie z twierdzeniem czy z hipotezą.
Poza tym wyrażenie 'najdoskonalszy byt, jaki możemy pomyśleć' ma nieuchwytny sens. Co to znaczy, że Bóg jest 'doskonały'? Jakie są kryteria tej doskonałości i dlaczego akurat takie? A co oznacza termin 'najdoskonalszy', czyli 'doskonalszy od doskonałych', czyli 'doskonalszy' od kogo, od jakiego innego bytu? Poza tym, jak udowodnić istnienie Boga? Pytanie tu narzuca się samo: Boga, czyli konkretnie kogo? Co oznacza słowo 'Bóg'?
A może nie ma w ogóle sensu pytać o to, co oznacza słowo Bóg, czy też, co oznacza, że jest najdoskonalszy? Przecież każda odpowiedź będzie wyłącznie wytworem, konstrukcją naszego umysłu, czymś pomyślanym, określonym naszymi ludzkimi pojęciami, bo innych pojęć nie mamy, pojęciami, które zakładamy i w konsekwencji przyjmujemy. Czy to ma sens, jeśli ten realny Bóg - o ile w ogóle istnieje - i tak jest doskonalszy od naszego myślowego o nim wyobrażenia? A może ma sens, bo przecież osoba wierząca jakoś tego Boga musi sobie wyobrazić. Więc wyobraża go sobie naszymi ludzkimi pojęciami, bo innych nie zna".

I jeszcze jedno. Nie wypowiadam się, czy w ogóle, a jeśli tak to jakie znaczenie dla ludzkości (dla ciągłego postępu różnie rozumianego) ma stawianie pytań o Boga. Temat jest niewątpliwie interesujący.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
02-05-2026 19:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52277 punktów)
.
>Doskonale wiem, że profesor Michał Heller wielkim uczonym jest.
-
Ale co tego wynika dla jego wiary i co z jego wiary wynika dla nauki?

Napisałem na temat słowa wiara/niewiara monografię. Myślę, iż w czerwcu będzie dostępna do kupienia.

Tu spis treści:
.

.
03-05-2026 21:57 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Doskonale wiem, że profesor Michał Heller wielkim uczonym jest.
>Ale co tego wynika dla jego wiary i co z jego wiary wynika dla nauki?

Z jego wiary nic nie wynika dla nauki. NIC. KOMPLETNIE NIC.

>Napisałem na temat słowa wiara/niewiara monografię. Myślę, iż w czerwcu będzie dostępna do kupienia.


Kupiłem około dwa tygodnie temu Teologię ateisty. Znalazła swoje miejsce na półce. Czytać jeszcze nie zacząłem, ale co się odwlecze to nie uciecze.
Kupię również tę drugą. W jakim wydawnictwie zostanie wydana?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
04-05-2026 12:49 
 Ocena 2 na 2
Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52277 punktów)
.
>Kupiłem około dwa tygodnie temu Teologię ateisty. Znalazła swoje miejsce na półce. Czytać jeszcze nie zacząłem, ale co się odwlecze to nie uciecze.
-
Bardzo liczę na recenzję, a choćby tylko na refleksje. To dobrze, gdy ta książka dociera do mądrych ludzi. Drugiej mam na razie ponad 90% i jest w redakcji. Wydawnictwo, najbardziej prawdopodobnie, będzie to samo.

-

.
Trochę tekstów, dla zachęty, tu zamieszczę.
.
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,957531#w957818

Często wyobrażam sobie, że całość ludzkiej wiedzy naukowej - być może włącznie z wiedzą filozoficzną - można porównać do koła: to, co wiemy znajduje się w jego wnętrzu; to, czego nie wiemy jest na zewnątrz, a obwód tego koła to linia, gdzie się nasza wiedza styka z niewiedzą - a więc to są pytania, które z wnętrza wiedzy kierujemy do tego, co nie wiemy. Ten obraz jest dość dobrą metaforą. Uzmysławia on, że tego, czego nie wiemy - a więc to, co pozostaje na zewnątrz - jest dużo więcej, to jest wręcz nieskończone. To zaś, co jest wewnątrz, jest ograniczone tymi pytaniami. Wyobraźmy sobie teraz, że nasza wiedza pęcznieje i rośnie. Wówczas koło się powiększa, ale jednocześnie obwód się robi większy, czyli pytań przybywa. To, że rozrasta się to, czego nie wiemy, jednych może boleć, ale drudzy się cieszą, że otwierają się nowe horyzonty.

Zgadzam się. Im więcej wiemy, tym coraz więcej nowych rzeczy nie wiemy. To prawda znana od bardzo wielu setek lat.
Kilka moich uwag.

W nauce ludzki rozum nigdy nie przestanie poszukiwać odpowiedzi na ciągle pojawiające się nowe pytania, a tych nowych pytań przybywa coraz więcej i więcej wraz z jej postępem. Kolejne odkrycia naukowe udzielają odpowiedzi na nasze pytania, które posiadamy a tym samym zwiększają naszą wiedzę i pomniejszają niewiedzę, lecz równocześnie stawiają przed nami nowe pytania i wskazują kierunki nowych badań naukowych. I tak bez końca.

A jak jest w ontologii Boga, czyli części metafizyki? Ogólnie rzecz ujmując w metafizyce pytania nie są eliminowane lecz stawiane ciągle od nowa (są poszerzane, bądź też stwierdza się, że zostały źle postawione).
W metafizyce pytania są zatem ciągle te same: (1) czy i gdzie istnieje Bóg; (2) czym jest Bóg jako byt; (3) Czy Bóg jest bytem koniecznym; (4) czy Bóg stworzył świat; (4) jaka jest relacja Boga z naszym światem?
Te pytania nie znikają, są stawiane wciąż od nowa i wciąż od nowa reinterpretowane.

Nasza wiedza o Bogu jest zrelatywizowana i uzależniona od tego, co wiemy o świecie. Nieco trywializując: Zeus był od rządzenia piorunami. Ludzie przypisywali pioruny gniewowi Boga. Potem, w średniowieczu, trochę się to zmieniło, Pan Bóg już rządził ziemią i słońcem, które obracało się naokoło ziemi, a On sam gdzieś tam, na górze, w niebie empirejskim, miał mieszkanie. No a potem obraz świata się zmienił, świat robił się coraz większy i coraz bardziej skomplikowany. Jego Stwórca także musiał odpowiednio powiększać swoje wymiary, nie tylko geometryczne, ale w ogóle.

Zgadzam się, ale...
W m ojej ocenie profesor Heller dobrze zaczął, ale potem świadomie spłycił zagadnienie, świadomie nie dopowiedział tego, na co dość powszechnie zwraca się uwagę.
Kiedyś, bardzo dawno temu Bóg - ewentualnie bogowie - (pozostanę dalej przy liczbie pojedynczej) stworzył wszystko, za wszystko odpowiadał i wszystkim rządził. Ale ciekaw wszystkiego człowiek obserwował co dzieje się wokół niego, stawiał przed sobą pytania i - w zależności od poziomu wiedzy - na nie odpowiadał, jednym razem nieco lepiej, innym nieco gorzej. I tak pojawiła si wiedza zwana naukową. Człowiek zaczynał stopniowo rozumieć i tłumaczyć obserwowane zjawiska, a w żadnym z tłumaczeń nie było miejsca dla sprawczości Boga (słynne słowa Laplace'a: "Sir, ta hipoteza [działalności sprawczej Boga] nie była mi potrzebna"). I tak oto rola Boga stopniowo stawała się coraz mniejsza - i nadal się staje. Nasuwa si
Tego właśnie nie dopowiedział Heller.

A dzisiaj, gdy mówimy, przynajmniej takie są hipotezy, że wszechświatów jest nieskończenie wiele, to wcale nie kompromituje Pana Boga, tylko czyni Go jeszcze większym, bo ewentualnie widzi się Go jako Stwórcę nieskończenie wielu wszechświatów.

Skomentuję żartobliwie. To jest pazerność. A może każdy ze wszechświatów posiada swojego Boga? A może nawet każda galaktyka we Wszechświecie?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,957531#w957819

Pytanie dziennikarza: W jednej ze swoich książek zastanawia się ksiądz profesor, "czy współczesny obraz świata wypracowany przez nauki nie nasuwa jakichś nowych interpretacji tradycyjnych prawd religijnych". Nie odpowiedział ksiądz wówczas na to pytanie zaznaczając, że czeka ono na odważnych, ale odpowiedzialnych badaczy. Bardzo jestem jednak ciekaw, jaka byłaby księdza odpowiedź...
Odpowiedź prof. Hellera: Na pewno nasuwa. I myślę, że teologowie powinni się do tego dobrać, a częściowo pewnie już zaczynają to robić. Na przykład, jesteśmy wciąż blisko okresu Wielkanocy, a więc zagadnienia śmierci i zmartwychwstania. Myślę, że tutaj nauka ma bardzo dużo do powiedzenia, a teologia powinna to uwzględnić. Śmierć jest we wszechświecie czymś naturalnym, jest wynikiem praw fizyki, na których oczywiście bazuje biologia. Chodzi tutaj głównie o prawo wzrostu entropii, a więc o to, że przemiany we wszechświecie prowadzą do tego, że wzrasta bałagan, struktury się rozpadają. A miarą tego rozpadu jest wielkość, którą w fizyce nazywa się entropią i ona zawsze rośnie. I to jest prawo fizyki. Umieramy dlatego, że entropia naszego ciała rośnie. To jest prawo termodynamiki. Kiedy wyrównują się temperatury otoczenia i ludzkiego ciała, entropia osiąga maksimum i człowiek umiera.

Zaczynają się schody, czyli mniejsze lub większe rozbieżności między tym, co twierdzi prof. Heller a moim postrzeganiem tego, o czym mówi. Stąd też moje uwagi będą wyraźnie odzwierciedlać to, co ja mam na dany temat do powiedzenia i wskazywać istotne między nami różnice.

Zacznę od tego, co powiedział red. Królak. Otóż wskazał on wyraźnie, że w jednej z książek - nie podał tytułu - Michał Heller zastanawia się, czy aby Kościół nie powinien brać pod uwagę "współczesnego obrazu świata wypracowanego przez nauki" do "nowych interpretacji tradycyjnych prawd religijnych".
Proszę zwrócić uwagę, czyje "prawdy" - 'nauki' czy 'religii' - zostały tu wyżej postawione w stosunku do tych drugich, postawionych niżej. Otóż nie ulega wątpliwości, że profesor dość wyraźnie wyżej postawił naukę niż religię. Mocno wskazał, że religia ma się dostosować do wiedzy naukowej, a nie odwrotnie. Można obrazowo powiedzieć, że fizyka i kosmologia, czyli dziedziny nauki, które profesor uprawia, pokonały religię wyznawaną przez księdza. Inaczej mówiąc, fizyk i kosmolog Heller pokonał księdza katolickiego Hellera. Te bardzo ważne słowa profesora, niepozostawiające zbyt dużo miejsca dla jakiejkolwiek interpretacji, każdy racjonalnie myślący, niezależnie od tego, jakie ma poglądy w kwestiach wiary, powinien dostrzec i pochwalić.

Jeszcze nie tak dawno - cóż w końcu znaczy jakieś kilkaset lat - wielu wybitnych naukowców i filozofów, i tych mniej wybitnych również, wstrzymywało się z publikacją swych prac w obawie przed wrogą reakcją Kościoła. Przypomnę nazwiska, nie wszystkie oczywiście: Mikołaj Kopernik, Galileo Galilei, Giordano Bruno, Johannes Kepler i Jan Hus (ten akurat był teologiem i reformatorem Kocioła), a także Rene Descartes, Ernest Renan i wielu innych. W ich latach było odwrotnie - to naukowcy musieli się uchylać przed Kościołem i w swoich pracach uwzględniać to, co wszem i wobec głosił zacofany w sprawach nauki Kościół, lecz chełpiący się ponad miarę i mocny strachem tych, którzy się go słusznie bali, a jeśli któryś z nich nie chciał się ugiąć, mógł zostać użyty jako materiał na rozpałkę lub zginąć w jakiś inny nie mniej wyszukany sposób.

A teraz Michał Heller daje wyraźnie do zrozumienia -powtarzam - że tamte czasy już się skończyły. Teraz nauka ma pierwszeństwo przed religią. No to chapeau bas przed profesorem.

A zatem, Bóg zapłać, dobry człowieku. Czas był najwyższy, by wreszcie Kościół to przyznał. Wprawdzie słów tych nie wypowiedział otwarcie i wszem i wobec ani papież, ani któryś z purpuratów, ale dobre i to.
Tu muszę się asekurować. Być może takie słowa padły już wcześniej z ust "jakiegoś" przedstawiciela Kocioła, ale ja takich lub podobnie brzmiących słów nie pamiętam, choć być może pamięć mnie teraz zawodzi.

Ma profesor rację mówiąc, że w sprawie śmierci i zmartwychwstania (chodzi oczywiście o rzekome zmartwychwstanie Jezusa) nauka ma dość dużo do powiedzenia i - co najważniejsze - już dawno powiedziała przedstawiając swoje - czyli nauki - stanowisko, swoją naukową teorię i ta - póki co - jest obowiązująca. Oczywiście każdy może mówić na ten temat to, co mu się w głowie majaczy, ale bierze za to pełną odpowiedzialność.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,957531#w957821

Religia mówi nam o zmartwychwstaniu. Jak to skonfrontować z tym, co przed chwilą powiedziałem? Wniosek jest chyba dosyć prosty, a mianowicie, że zmartwychwstanie nie może być lokalnym wydarzeniem: są zwłoki, przychodzi jakiś cudotwórca, robi jakieś znaki czy też wdycha w nie powietrze i nagle człowiek ożywa. Tak to raczej nie może wyglądać. Przezwyciężenie śmierci wymaga zrobienia czegoś z prawem entropii, czyli wymaga jakiejś globalnej interwencji. Prawo wzrostu entropii rządzi całym wszechświatem i jego przezwyciężenie musiałoby nastąpić wskutek zmiany globalnej struktury świata. I coś takiego znajduje poparcie w obrazach biblijnych. Przy końcu Apokalipsy jest wyraźnie powiedziane, że gdy Pan Bóg przychodzi powtórnie na ziemię, mówi: "oto czynię wszystko nowe", czynię nową ziemię, nowe niebo.

Przeczytałem uważnie kilka razy ten fragment tekstu, który - jak widać - dotyczy zmartwychwstania, oczywiście Jezusa, aby broń Boże nie zrozumieć go niewłaściwie.

Profesor wyraźnie stwierdza, że zmartwychwstanie - w domyśle Jezusa - nie mogło być lokalnym [i jednorazowym] wydarzeniem spowodowanym przez jakiegoś cudotwórcę - w tym przypadku tym cudotwórcą musiał być sam Bóg Ojciec - gdyż wymaga ono manipulowania m.in. drugą zasadą termodynamiki i odwrócenia entropii do góry nogami.
Czy mogło odbyć się lokalnie? Czy Bóg mógł spowodować wstrzymanie czy wręcz odwróceni działanie praw przyrody, czyli - w tym konkretnym przypadku - czynić to, co logicznie niemożliwe, zatem również niemożliwe fizycznie i biologicznie? Czy mogło być tak, że druga zasada termodynamiki - i inne prawa przyrody - mogły ulec wzmiankowanym wyżej zmianom, nie na stałe, tylko na jakiś czas - godzina, dwie, może cały dzień - i na dodatek wyłącznie w miejscu, gdzie zostało złożone ciało Jezusa, a już metr, czy pięć metrów obok, prawa te działały niezmiennie. Przecież w tym czasie, w którym Jezus rzekomo zmartwychwstał, w samej tylko Jerozolimie i okolicach w grobach leżały zwłoki tysięcy ludzkich ciał, lecz żadne z nich nie zmartwychwstało.
Prof. Heller wyraził to jednoznacznie, bez niedomowień (cytuję ponownie):
Przezwyciężenie śmierci wymaga zrobienia czegoś z prawem entropii, czyli wymaga jakiejś globalnej interwencji. Prawo wzrostu entropii rządzi całym wszechświatem i jego przezwyciężenie musiałoby nastąpić wskutek zmiany globalnej struktury świata.

Fizycy twierdzą jednoznacznie, że wszelkie zmiany działania praw i stałych fizycznych, lub ich zawieszenie, spowodowałyby niestabilność Wszechświata, jego zmianę, a nawet samounicestwienie. A zatem ciągle to samo pytanie wraca jak bumerang:
Czy Jezus naprawdę zmartwychwstał? Czy Bóg dokonał rzeczy, która jest logicznie niemożliwa? Czy zmienił prawa przyrody, które sam ustanowił zdając sobie sprawę z następstw takiej decyzji?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,957531#w957823

Pytanie dziennikarza: Podkreśla ksiądz często, że rozwój nauki spełnia wobec religii funkcję pozytywną, bo pozwala ona oczyszczać treści wiary z antropomorfizowania, jak przy interpretacji Biblii czy biologicznej teorii ewolucji. Czy w codzienności polskiego Kościoła dostrzega ksiądz jakieś "wypaczenia" w tym względzie, to znaczy, coś - przekonania czy zachowania - które byłoby przejawem niedostatecznego przefiltrowania przez naukowy, racjonalny punkt widzenia i budowały fałszywą religijność?
Odpowiedź prof. Hellera: Odwołam się do pewnego wydarzenia. Pewien filozof, ale również uczony, miał okazję być na wiejskim odpuście w pewnym miejscu związanym z kultem maryjnym. Opuszczał to miejsce zgorszony i z przekonaniem, że to nie jest religijność, tylko czczenie jakichś bajek w zabobonny sposób. Niestety, takich ludzi jest sporo, mimo, że może nie mówią tego tak wprost i wyraźnie. Tego człowieka nauka "wyczyściła" za bardzo, poszedł w jedną stronę, mówił, że to nie tak wygląda. Był zresztą człowiekiem religijnym, ale "zgorszył" się tym, co zobaczył.
Osobiście mam trochę inną perspektywę. Sądzę, że taka religijność folklorystyczna długo chyba nie przetrwa, że zostanie to rzeczywiście "oczyszczone". Ten typ religijności w Europie już zanika, w Polsce jeszcze trwa, ale w dłuższej perspektywie też nie ma wielkich szans. Jak na to trzeba patrzeć? Religia nie może się obejść bez obrazów, bo człowiek nie może się wyprać z wyobrażeń. To się nie da - tak jest zbudowany nasz aparat poznawczy, że myśli i żyje obrazami. I różne obrazy są niezbędne. One powstawały w historycznym procesie. Tak została uformowana polska, ludowa religijność, i dobrze, że tak jest. Spełniło to swoje zadanie, chociaż wygląda na to, że w dalszych epokach to się zmieni. Ale przyjdą inne obrazy. Nie łudźmy się. One mogą być bardziej abstrakcyjne, może bardziej wzniosłe.


Zacznę podobnie jak wcześniej, czyli od słów red. Królaka, który wskazał, że według prof. Hellera rozwój nauki spełnia wobec religii funkcję pozytywną, bo pozwala ona oczyszczać treści wiary z antropomorfizowania, jak przy interpretacji Biblii czy biologicznej teorii ewolucji.
Trudno byłoby sobie wyobrazić, gdyby Heller - naukowiec, fizyk i kosmolog - nie odwoływał się w ogóle do nauki i jej znaczenia. Już wcześniej - co wyraźnie zaznaczyłem - profesor dość wyraźnie wskazał na wyższość nauki nad wiarą. Tym razem Heller skoncentrował się na pozytywnej roli, jaką nauka mogłaby pełnić w wyplenianiu bajek i zabobonów z wiary. Przyznał szczerze, iż chciałby, aby wiara katolicka oczyściła się wreszcie z zatruwających wiarę przesądów i zabobonów.

Tym razem nie będę już chwalił profesora. Czas najwyższy na wskazanie negatywnych stron tego, co powiedział.
Zastanawiam się, jak Heller widzi tę pozytywną rolę nauki w wyplenieniu zabobonów. Powinien też jasno wskazać, o jakie zabobony chodzi. Odwołał się wprawdzie do jakiegoś maryjnego kultu, lecz nie powiedział jednoznacznie, co w tym kulcie mu przeszkadza. Czyżby wszystko, co z tym kultem jest związane? A poza tym, czy przeszkadzają profesorowi wyłącznie "przesądy maryjne"? A inne zabobony?

Przy okazji, bo jak najbardziej odpowiednia, wspomnę, jaką osobiście miałem "przygodę" związaną z tym właśnie kultem.
Kilkanaście lat temu zapukały do mojego mieszkanie dwie sąsiadki z tego samego budynku z uśmiechami na ustach i zapytały, czy chciałbym wziąć udział w zbiorowej modlitwie do jakiegoś obrazu Matki Boskiej, która to modlitwa miała się odbyć za dzień czy za dwa w mieszkaniu jednej z tych sąsiadek, a obraz - a zapewne tylko jego kopię - już posiadają. O ile dobrze pamiętam, panie wspomniały, że obraz "objeżdża" kolejne parafie mojego miasta, a teraz właśnie znalazł się w "naszej" parafii (napisałem "naszej", choć ta "nasza" absolutnie nie jest "moją" parafią). Grzecznie odpowiedziałem, że nie skorzystam z zaproszenia.

Wracam do słów prof. Hellera.
Zastanawiam się, jaką rolę w wypędzaniu zabobonów maryjnych przypisałby profesor nauce. Co ta nauka miałaby robić. Organizować spotkania uczonych z kółkami maryjnymi i innymi jeszcze, np. z kółkami rycerzy Chrystusa, kółkami dziewic konsekrowanych czy kółkami różańcowymi (może są jeszcze jakieś?).
O czym mieliby uczeni mówić na takich spotkaniach? Że matka Jezusa nie była wieczną dziewicą, bo najpóźniej musiała to dziewictwo stracić podczas współżycia ze swoim mężem, które zakończyło się poczęciem Jezusa (a dzieworództwo jest niemożliwe). Że żadni magowie a tym bardziej królowie nie odwiedzili maleńkiego Jezusa. Że gwiazdy nie wędrują po niebie i nie wskazują domów, w których ktoś "ważny" zamieszkuje. Że żadnej rzezi dzieci (niewiniątek) w Betlejem nie było, bo ani Herod ani ktokolwiek inny ich nie zorganizował. Że Jezus nie był Synem Bożym w takim znaczeniu, jak rozumieją to współcześni chrześcijanie, gdyż w tamtych czasach słowa (tytuł) "Syn Boży" oznaczały coś zupełnie innego (również tytuł "Chrystus" nie znaczył w czasach Jezusa tego, co oznacza obecnie). Że Jezus nie przywrócił nikogo do życia i sam też nie zmartwychwstał, bo to jest niemożliwe. Itd., itd., itd.
A może jakoś inaczej profesor widzi tę rolę świata nauki?
Że za bardzo zboczyłem na bok od tematu wątku. Tak, wiem. Nie pierwszy to i nie ostatni raz. Być może inaczej już nie potrafię.

I jeszcze ważna uwaga.
W tym, co wyżej napisałem, nie zawarta jest żadna moja kpina czy szydzenie z religii chrześcijańskiej. Szanuję tę wiarę i szanuję chrześcijan, bo wśród nich jest wielu moich przyjaciół, a niektórych z nich znam jeszcze z okresu przedszkolnego. Moje krytyczne uwagi - które wielu z forumowiczów zna - zwrócone są w nieco innym kierunku.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,957531#w957824

Pytanie dziennikarza: Z uwagi na swoją "naukowość" jest Ksiądz zapewne ulubionym adresatem "skarg i wniosków" dotyczących elementów irracjonalności w polskiej homiletyce?
Odpowiedź prof. Hellera: Nie tylko, także w lekcjach religii. Natomiast ta areligijność, która grozi dzisiaj światu, a także Polsce, polega na tym, że większość ludzi po prostu traci zainteresowanie religią. Nie są ani przeciw, ani za - ich to po prostu nie obchodzi. I to jest już najgorsze, co może być. A w Polsce procent takich ludzi bardzo wzrasta.

Oj, Panie profesorze Heller! Tak nie wypada mówić! To nie jest najgorsze, co może być. To jest jak najbardziej normalne. W tym nie ma nic złego.
My, czyli osoby niewierzące, w większości ateiści, nie jesteśmy w niczym gorsi od Was, osób wierzących, czyli katolików a ogólnie chrześcijan. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że państwo bez religii, a dokładniej z przeważającą ilością mieszkańców nie wyznających żadnej religii, może istnieć, takie państwa już istnieją i doskonale sobie radzą. W tych krajach Kościół zajmuje się tym, czego został powołany, a nie wtrącaniem się do każdej dziedziny życia oraz... (tu sam siebie wyhamuję).

Oficjalne statystyki podają, że na świecie wiele jest krajów, w których osoby religijne nie są w większości a ilość zadeklarowanych osób niewierzących jest większa od ilości osób wierzących, bądź w wielu innych znacząca. Te kraje normalnie funkcjonują. Podam przykłady (za Wikipedią):
Japonia. Większość mieszkańców określa się jako osoby niewierzące i niereligijne (w zależności od badań jest to 60-75%), jednak ponad 80% z nich praktykuje zarówno shinto (obrządek narodzin i małżeństwa), jak i buddyzm (ceremonie pogrzebowe). Praktyki religijne większości Japończyków nie wynikają z ich wiary i religijności, lecz ze względu na tożsamość narodową i silne przywiązanie do tradycji, bowiem dla zdecydowanej większości religia nie odgrywa ważnej roli w życiu. W państwowych przedszkolach, szkołach i na uczelniach praktyki religijne, nauczanie religijne i publiczne umieszczanie symboli religijnych są zakazane. Przedstawiciele władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej, a także oświaty, służby zdrowia i opieki społecznej mają zakaz afiszowania się ze swą religijnością, powoływać się na religię, brać udział w uroczystościach o charakterze religijnym i odwiedzać miejsca kultu podczas pełnienia czynności publicznych/urzędowych lub wykonywania obowiązków służbowych. W powyższym mogą uczestniczyć wyłącznie jako osoby prywatne.
Wymienię kilka jeszcze innych krajów: Korea Północna (ateiści i agnostycy: 64-65%), Czechy (najbardziej zlaicyzowany kraj w Europie należący również do czołówki państw najmocniej zateizowanych na świecie - niewierzący i niemający związku z żadną religią: 80%), Chiny (bez religii: 52,2%), Estonia (bez związku z żadną religią: 58%), Korea Północna (ateiści i agnostycy: 64-65%), Estonia (niewierzący: 24,6%), Szwecja (bez wyznania: 29%), Wietnam (brak religii: 18,2%).

I to tyle, co miałem do powiedzenia na temat wywiadu z prof. Michałem Hellerem przeprowadzonego przez redaktora Tomasza Królaka (KAI).


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365