 |
A. B. Izdebski. Teologia ateisty. Rozważania światopoglądow Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-03-2026 16:07 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | A. B. Izdebski. Teologia ateisty. Rozważania światopoglądow
6 na 6 | . Czy ateista może pisać teologię? Tytuł książki Andrzeja B. Izdebskiego Teologia ateisty. Rozważania światopoglądowe brzmi prowokacyjnie. I rzeczywiście – jest prowokacją intelektualną. Nie chodzi jednak o polemikę z religią ani o manifest niewiary. Autor proponuje coś ciekawszego: próbę spojrzenia na religię, ideologie i ludzkie przekonania z perspektywy naukowego sceptycyzmu. Izdebski jest religioznawcą i publicystą. Jego książka nie jest traktatem teologicznym ani systematycznym wykładem filozofii. To raczej rozległy esej światopoglądowy – zapis wieloletnich lektur, dyskusji i refleksji nad relacją między nauką, wiarą i kulturą. Autor zaczyna od pytania fundamentalnego: czym właściwie jest światopogląd i dlaczego ludzie tak zaciekle bronią swoich przekonań? W kolejnych rozdziałach prowadzi czytelnika przez historię idei religijnych, spory między nauką i wiarą, ewolucję ludzkiego umysłu oraz dzieje różnych form religijności. Wiele miejsca poświęca także gnostycyzmowi, manicheizmowi czy średniowiecznym herezjom – pokazując, że historia religii jest znacznie bardziej złożona, niż sugerują podręcznikowe uproszczenia. Najciekawsze w tej książce jest jednak coś innego. Izdebski nie twierdzi, że religie są wyłącznie błędem ani że nauka daje ostateczne odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest religia, lecz dogmatyzm – przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę. Autor wielokrotnie podkreśla, że podobny mechanizm działa zarówno w religiach, jak i w świeckich ideologiach. Historia XX wieku pokazała przecież, że systemy polityczne również potrafią przybierać formę quasi-religii: z własnymi dogmatami, herezjami i „wiernymi”, którzy w imię jedynej prawdy gotowi są narzucać ją innym. Dlatego sceptycyzm – rozumiany jako gotowość do wątpienia, krytycznego myślenia i korygowania własnych przekonań – jawi się w tej książce jako jedna z najważniejszych cnót intelektualnych. Nie oznacza on rezygnacji z poszukiwania prawdy, lecz świadomość, że nasze poznanie jest zawsze ograniczone i prowizoryczne. Styl książki jest eseistyczny i osobisty. Autor nie ukrywa własnych przekonań, ale też nie próbuje ich narzucać czytelnikowi. Zamiast tego zaprasza do dialogu prowadzonego według reguł racjonalnej argumentacji. W świecie coraz bardziej spolaryzowanym światopoglądowo jest to propozycja szczególnie cenna. Teologia ateisty to książka dla czytelników zainteresowanych filozofią, religioznawstwem i debatą o roli nauki we współczesnym świecie. Nie daje ona prostych odpowiedzi – raczej zachęca do samodzielnego myślenia i zadawania pytań. A to być może najważniejsza funkcja każdej dobrej książki filozoficznej. Bo – jak sugeruje autor – największym zagrożeniem dla ludzkiej wolności nie są błędne poglądy, lecz pewność, że posiadło się prawdę absolutną. www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498 | (Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Lolek_Salambek (2665 punktów) | > Czy ateista może pisać teologię?---------------------- Oczywiście że może 😊 . Super ciekawie brzmi rekomendacja książki, którą to rekomendacje napisałeś powyżej. 😊 Gwoli pewnego spozycjonowania swojego spojrzenia na szeroko rozumiane kwestie " religijne" powiem tak. Mój światopogląd to agnostycyzm teistyczny. Czym jest agnostycyzm? Jak ja rozumiem agnostycyzm? Otóż tak - agnostycyzm to światopogląd uznający, że człowiek nie jest w stanie znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania "Czy istnieje Bóg?" oraz "Czy istnieje życie pozagrobowe?". Innymi słowy - agnostycyzm to przekonanie, że człowiek nie ma narzędzi (zmysłów) by znaleźć odpowiedzi na zacytowane wyżej pytania. Jeśli zaś chodzi o odpowiedz na pytanie: "Czy istnieje Bóg?" agnostyk teistyczny odpowiada: "nie wiem ale myślę, że raczej istnieje".Ponadto utworzyłem na tym forum wątki poświęcone mojemu rozumieniu agnostycyzmu: "O wierzeniach religijnych"www.racjonalista.pl/forum.php/s,948543 "Agnostycyzm a dary od Boga."www.racjonalista.pl/forum.php/s,954892> ......Autor proponuje coś ciekawszego: próbę spojrzenia na religię,> ideologie i ludzkie przekonania z perspektywy naukowego sceptycyzmu.--------------------- "W to mi graj" 😊 > ...........To raczej rozległy esej światopoglądowy - zapis> wieloletnich lektur, dyskusji i refleksji nad relacją między nauką, wiarą i kulturą.> Autor zaczyna od pytania fundamentalnego: czym właściwie jest światopogląd i dlaczego ludzie tak> zaciekle bronią swoich przekonań?----------------- Brzmi to bardzo ciekawie 😊 > ..................Jego prawdziwym przeciwnikiem> nie jest religia, lecz dogmatyzm - przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę.----------------------- też jestem przeciw wszelkim dogmatyzmom > ............Historia XX wieku pokazała przecież, że systemy polityczne również potrafią przybierać> formę quasi-religii: z własnymi dogmatami, herezjami i "wiernymi", którzy w imię jedynej> prawdy gotowi są narzucać ją innym.> Dlatego sceptycyzm - rozumiany jako gotowość do wątpienia, krytycznego myślenia i korygowania> własnych przekonań - jawi się w tej książce jako jedna z najważniejszych cnót intelektualnych.> Nie oznacza on rezygnacji z poszukiwania prawdy, lecz świadomość, że nasze poznanie jest zawsze> ograniczone i prowizoryczne.--------------------- Bardzo ciekawe refleksje 😊 > Styl książki jest eseistyczny i osobisty. Autor nie ukrywa własnych przekonań, ale też nie próbuje> ich narzucać czytelnikowi. Zamiast tego zaprasza do dialogu prowadzonego według reguł racjonalnej> argumentacji. W świecie coraz bardziej spolaryzowanym światopoglądowo jest to propozycja szczególnie> cenna.-------------------- Brzmi to bardzo ciekawie 😊 > Teologia ateisty to książka dla czytelników zainteresowanych filozofią, religioznawstwem i debatą o> roli nauki we współczesnym świecie. Nie daje ona prostych odpowiedzi - raczej zachęca do> samodzielnego myślenia i zadawania pytań. A to być może najważniejsza funkcja każdej dobrej książki> filozoficznej.> Bo - jak sugeruje autor - największym zagrożeniem dla ludzkiej wolności nie są błędne> poglądy, lecz pewność, że posiadło się prawdę absolutną.--------------- Brzmi to bardzo ciekawie 😊
S pozdravem Zwierzęta podobnie jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają cierpienia fizyczneDzień bez GPT to dzień stracony.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Zacznę od wyjaśnienia, iż to ja jestem autorem tej książki. Bogusławski to mój pseudonim, którego musiałem używać ze względu na pracę. Chętnie porozmawiam o książce i wszystkich problemach w niej poruszonych, ale znacznie więcej można o niej się dowiedzieć otwierając poniższy link: www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498---------------- Lolek_Salambek: Czym jest agnostycyzm? Jak ja rozumiem agnostycyzm? Otóż tak - agnostycyzm to światopogląd uznający, że człowiek nie jest w stanie znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania "Czy istnieje Bóg?" oraz "Czy istnieje życie pozagrobowe?". Innymi słowy - agnostycyzm to przekonanie, że człowiek nie ma narzędzi (zmysłów) by znaleźć odpowiedzi na zacytowane wyżej pytania. Jeśli zaś chodzi o odpowiedz na pytanie: "Czy istnieje Bóg?" agnostyk teistyczny odpowiada: "nie wiem ale myślę, że raczej istnieje". - Znam różne formy agnostycyzmu i mogę z nimi polemizować, ale w swojej książce bronię postawy poznawczej opartej na sceptycyzmie naukowym i uważam, iż naukowe rozważania o "bogu" należy rozpocząć od definicji, której jeszcze nikt nie przedstawił. @ @ @
|
|
|  | 3 na 3 | Lolek_Salambek (2665 punktów) | > .....naukowe rozważania o "bogu" należy rozpocząć od definicji, której jeszcze nikt nie przedstawił.----------------- Co do tej definicji to jest to bardzo ciekawy wątek ale skoro napisałeś "...czasu szkoda" to niechaj tak będzie.  Więcej szczegółów w tym zakresie na wątku: Agnostycyzm a dary od Boga.www.racjonalista.pl/forum.php/s,954892#w955633😊
S pozdravem Zwierzęta podobnie jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają cierpienia fizyczneDzień bez GPT to dzień stracony.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . naukowe rozważania o "bogu" należy rozpocząć od definicji, której jeszcze nikt nie przedstawił. ----------------- > Co do tej definicji to jest to bardzo ciekawy wątek ale skoro napisałeś "...czasu szkoda" to niechaj tak będzie.> Jeśli zaś chodzi o odpowiedz na pytanie: "Czy istnieje Bóg?" agnostyk teistyczny odpowiada: - "nie wiem ale myślę, że raczej istnieje". Tak więc mój światopogląd nie odrzuca wizji istnienia Boga. Zatem w dalszej dywagacji przyjmijmy że istnieje Bóg. A w oparciu o co agnostyk tak odpowiada? W oparciu o wiarę? To kończy wszelką rozmowę, gdyż z wiarą nie ma dyskusji a czasu szkoda.----------------------- > Cóż?> W jednym ze swoich wpisów deklarowałes że jesteś otwarty na dialog pisząc między innymi słowa:"Zamiast tego zaprasza do dialogu prowadzonego według reguł racjonalnej argumentacji."> Z drugiej strony w zacytowanym przeze mnie na samym początku wpisie użyłeś w szczególności stwierdzenia: A w oparciu o co agnostyk tak odpowiada? W oparciu o wiarę? To kończy wszelką rozmowę, gdyż z wiarą nie ma dyskusji a czasu szkoda".> Moim zdaniem jest ono w absolutnej sprzeczności z tą Twoją deklaracją rzekomej Twojej otwartości na dialog ("zaprasza do dialogu").> Dodam tylko, że jeśli kategoryzujesz agnostycyzm w grupie światopoglądów dogmatycznych to najwyraźniej zupełnie nie rozumiesz nawet podstawowych założeń agnostycyzmu.  > Ale cóż, zastosuje się do tego co jakże kategorycznie i w sposób nie znoszący sprzeciwu napisałeś:To kończy wszelką rozmowę> I ogólnie zamykam ten temat:z wiarą nie ma dyskusji a czasu szkoda> PS.naukowe rozważania o "bogu" należy rozpocząć od definicji, której jeszcze nikt nie przedstawił.----------------- > Co do tej definicji to jest to bardzo ciekawy wątek ale skoro napisałeś [b]"...czasu szkoda" to niechaj tak będzie.> "To kończy wszelką rozmowę" ☹-------------- TAK! Szanowny Panie wyraźnie napisałem, iż jestem otwartym na merytoryczną otwartą rozmowę, a Pan tu pokazuje, iż nic nie zrozumiał z tego co tu napisałem. Do merytorycznej rozmowy, poza inteligencją potrzebną jest spora samodzielnie przemyślana wiedza, a także umiejętność dyskusji. Polecam tu prof. Krzysztofa Szymanka, czy Leszka Lachowieckiego, który swoją książkę kończy sławami: [W dyskusji] niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden z dyskutantów pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zabraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbierstwo i w końcu po grubiaństwo. www.racjonalista.pl/forum.php/s,664981#w665147- Napisał Pan: > Jeśli zaś chodzi o odpowiedz na pytanie: "Czy istnieje Bóg?" agnostyk teistyczny odpowiada: - "nie wiem ale myślę, że raczej istnieje". Tak więc mój światopogląd nie odrzuca wizji istnienia Boga. Zatem w dalszej dywagacji przyjmijmy że istnieje Bóg.Odpowiedziałem prostym pytaniem: A w oparciu o co agnostyk tak odpowiada? W oparciu o wiarę? To kończy wszelką rozmowę, gdyż z wiarą nie ma dyskusji a czasu szkoda.Zupełnie nie wiem czego tu można nie rozumieć. Pytanie jest proste jak drut: w oparciu o co agnostyk tak odpowiada? Nie wiem o czym mogłaby być nasza rozmowa, gdy Pan nie rozumie nawet tak prostych pytań? Miłego dnia. .
|
|
| | |  | 2 na 2 | Lolek_Salambek (2665 punktów) | > TAK! Szanowny Panie wyraźnie napisałem, iż jestem otwartym na merytoryczną otwartą rozmowę, a Pan tu pokazuje, iż nic nie zrozumiał z tego co tu napisałem. Do merytorycznej rozmowy, poza inteligencją potrzebną jest spora samodzielnie przemyślana wiedza, a także umiejętność dyskusji.......__________ Szanowny Panie. Z całym szacunkiem dla Pana - to co Panu najlepiej wychodzi to niewątpliwie hejtowanie. W efekcie to jest ostatni Pański wpis na który odpowiadam gdyż: 1. Co do zasady nie wchodzę w hejterskie "boksowanie się". 2. Za moment w moim profilu na FR zablokuje Pana wpisy; bym nie musiał "przyjaźnić się" z hejtem płynącym z Pana strony. Życzę Panu wszelkiej pomyślności. 
S pozdravem Zwierzęta podobnie jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają cierpienia fizyczneDzień bez GPT to dzień stracony.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Napisałem:
Szanowny Panie wyraźnie napisałem, iż jestem otwartym na merytoryczną otwartą rozmowę, a Pan tu pokazuje, iż nic nie zrozumiał z tego co tu napisałem. Do merytorycznej rozmowy, poza inteligencją potrzebną jest spora samodzielnie przemyślana wiedza, a także umiejętność dyskusji.......
A Pan odpowiada:
>Szanowny Panie. >Z całym szacunkiem dla Pana - to co Panu najlepiej wychodzi to niewątpliwie hejtowanie. >W efekcie to jest ostatni Pański wpis na który odpowiadam gdyż: >1. Co do zasady nie wchodzę w hejterskie "boksowanie się". >2. Za moment w moim profilu na FR zablokuje Pana wpisy; bym nie musiał "przyjaźnić się" z hejtem płynącym z Pana strony. >Życzę Panu wszelkiej pomyślności.
Dobrze Pan uczyni. Cenzura zawsze była bronią głupców, którym brakowało argumentów. Ponadto rozmowa z kimś, kto nie rozumie terminów, których używa w rozmowie, jest mało sensowną.
Hejt (od ang. hate - nienawiść) to agresywna forma przemocy słownej, polegająca na celowym obrażaniu, poniżaniu lub wyśmiewaniu osób i grup w internecie oraz świecie rzeczywistym.
Nigdy, nikogo nie hejtowałem, a to iż pozwalam ludziom wykazywać swój poziom intelektualny i kulturalny, trudno nazwać hejtowaniem. To, iż nie ma Pan niczego merytorycznego do powiedzenia jest Pańską samo-kompromitacją a nie moim hejtowaniem. Poza świętą wiarą we własną rację nie ma ma Pan nic mądrego w temacie agnostycyzmu do powiedzenia, to o czym chciałby Pan ze mną rozmawiać? O Pańskiej wierze? Wiar jest tyle ilu jest ludzi wierzących i Pańska wcale do najciekawszych nie należy.
Miłego dnia.
.
|
|
|  | | maceox (6766 punktów) | Dzień dobry, Mam drobne pytanie. Czy Pańska książka będzie dostępna w formie ebooka? Pozdrawiam!
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Czy Pańska książka będzie dostępna w formie ebooka? - Nie wiem? Proszę po świętach zapytać w wydawnictwie lub w księgarni "Bonito".
Proszę odezwać się do mnie w Messengerze.
Pozdrawiam. .
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Zacznę od wyjaśnienia, iż to ja jestem autorem tej książki. Bogusławski to mój pseudonim, którego musiałem używać ze względu na pracę. Chętnie porozmawiam o książce i wszystkich problemach w niej poruszonych, ale znacznie więcej można o niej się dowiedzieć otwierając poniższy link:> www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498Z przyjemnością kupię i oczywiście przeczytam. Dam jej nawet pierwszeństwo przed tymi, które już teraz mam w kolejce do przeczytania. Sprawdziłem. Na stronie Wydawnictwa Ridero Pana książka nie figuruje jeszcze w zapowiedziach. > Znam różne formy agnostycyzmu i mogę z nimi polemizować, ale w swojej książce bronię postawy poznawczej opartej na sceptycyzmie naukowym i uważam, iż naukowe rozważania o "bogu" należy rozpocząć od definicji, której jeszcze nikt nie przedstawił.Ja to widzę tak. Doskonale zdaję sobie sprawę, że aby móc rozważać o Bogu, trzeba najpierw zdefiniować (określić) przedmiot dyskusji. Musimy "poznać" Boga, czyli jasno określić m.in.: (1) czym (kim) jest Bóg; (2) gdzie i jak Bóg istnieje (czy istnieje w naszej rzeczywistości, czy w jakiejś innej, o ile ta inna rzeczywistość w ogóle istnieje, a jeśli tak, to gdzie ona istnieje); (3) jakie są jego cechy; (4) czy cokolwiek stworzył w przeszłości (o ile słowo "przeszłość" a w konsekwencji "teraźniejszość" i "przyszłość" cokolwiek dla Boga znaczą) i czy nadal stwarza, a jeśli tak, to co stwarza; (5) w jaki sposób postrzega naszą rzeczywistość (za pomocą jakich zmysłów postrzega); (6) w jaki sposób wpływa na tę naszą rzeczywistość, o ile rzeczywiście wpływa; (7) czy ingerował i nadal ingeruje w naszą rzeczywistość;... A ponadto, jak mamy to określić, skoro nie wiemy, czy on w ogóle istnieje. Teologowie i filozofowie chrześcijańscy autorytarnie opisali Boga szeregiem przymiotów uznając, że jest przykładowo: wszechmocny, wszechwiedzący, niezmienność, prosty (nie ma w nim podziału na wiedzę i wolę), niezmienny (nie może zmienić biegu spraw), nieskończenie dobry i sprawiedliwy. Nie należy wyników tych przemyśleń nadmiernie przeceniać, gdyż nie wiemy, czy poprawnie opisują Boga - o ile Bóg rzeczywiście istnieje - a gdyby nawet tak było, to przecież w żaden sposób nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować, ponieważ - między innymi - cechy te nie są poparte żadną kontrolowaną obserwacją Boga. Ponadto są one sprzeczne: zarówno między sobą (w różnych zestawieniach) jak i w korelacji ze światem, w którym żyjemy. Aby móc prowadzić rozważania na temat Boga wypadałoby znać odpowiedzi na podane wyżej pytania. Doskonale jednak wiemy, że my tych odpowiedzi nie znamy, nie wiemy nic o "naszym" Bogu. Co więcej - wydaje mi się - że nigdy wiedzieć nie będziemy. Wymyśliliśmy sobie Boga - co bynajmniej nie oznacza, że żaden Bóg nie istnieje - i nic o nim nie wiemy. Czy to porażka naszych umysłów? Język naukowy i język teologiczny nie są współmierne. Co więcej, nie mogą takie być. Okoliczność ta jest powszechnie podkreślana przez kosmologów, nawet przez tych, którzy są religijni. Język naukowy i teologiczny różnią się m.in. pod względem przedmiotu badań, metodologii badań i kryteriów prawdziwości. Język naukowy jest skoncentrowany na świecie empirycznym i fizycznym, czyli świecie poznawalnym, podczas gdy język teologiczny zajmuje się rzeczywistościami duchowymi i transcendentnymi. Ludzki język jest narzędziem stworzonym do opisywania świata, który możemy doświadczać zmysłami i rozumem. Opisanie bytu transcendentnego może wykraczać (lub wykracza) poza możliwości naszego języka. Słowa i pojęcia, które mamy, mogą być nieodpowiednie lub zbyt ograniczone, aby adekwatnie opisać Boga. Jeżeli kiedykolwiek, choćby w zamierzchłej przeszłości Bóg ingerował w naszą ziemską rzeczywistość - a być może nadal to czyni - to nie pozostawił po sobie żadnych śladów, a jeśli nawet tak uczynił, to my tego stwierdzić nie możemy. Dla nauki (czy aby na pewno tylko dla nauki?) jest bytem enigmatycznym. Nasuwają się następujące wnioski: (1) Bóg nie jest falsyfikowalny - tak jak niefalsyfikowane są religie w ogóle, zatem możemy spokojnie stwierdzić, że istnienie Boga to teza nienaukowa. (2) Istnienie Boga nie zostało, póki co potwierdzone, zatem aż do odwołania nie może być uznane za prawdę naukową. (3) Bóg istnieje wyłącznie w sferze pojęciowej, w której pojęcie istnienia - i konsekwentnie nieistnienia - nie zostały jasno (a może w ogóle) określone. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ciąg dalszy do: www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625#w955964Faktem jest, że nie znane nam są jak dotąd żadne wiarygodne i powszechnie akceptowalne "dowody na istnienie Boga" (kosmologiczne, ontologiczne, teologiczne). Wszelkie znane nam niby-dowody - które możemy co najwyżej określić pojęciem "argumentów" - są niepoprawne, zatem nie posiadają mocy dowodowej. Próbuję sobie wyobrazić, że - być może już niedługo - jakiś genialny ludzki umysł sformułuje dowód na istnienie Boga, który uzyska w miarę powszechną akceptację (myślę tu głównie o akceptacji myślicieli niereligijnych, a ponadto zastanawiam się, czy ostatnia część tego zdania - czyli od słowa "który" aż do nawiasu otwartego - jest poprawna w kontekście tego, co piszę w tej wypowiedzi). Czy coś z tego wyniknie dla ludzkości? Odpowiedź może być tylko jedna: nic nie wyniknie, ponieważ i tak nie będziemy w stanie dokonać weryfikacji tego dowodu. Można zapewne przyjąć, że wszelkie próby udowodnienia istnienia Boga kierowane są chęcią sprawdzenia, czy ludzki rozum jest w stanie sprostać temu wyzwaniu. Jest faktem, że wyniki tych prób nie są korzystne dla tych, którzy się ich podjęli. Ale przecież korzystne być nie mogły. Rzeczy niemożliwej dla ludzkiego rozumu dokonać nie można. Czy zatem są niepotrzebne? Tego nie twierdzę choćby z tego powodu, że tę niemożność nam uwidoczniają, a to też jest cenna informacja. Pytanie o istnienie Boga jest bezsensowne, ponieważ nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na nie z dostateczną wiarygodnością, tj. z wiarygodnością dorównującą randze pytania. Ten brak wiarygodności wynika m.in. z faktu, że nie znane nam są jak dotąd żadne "dowody na istnienie Boga". Wszelkie znane nam niby-dowody są niepoprawne, zatem nie posiadają mocy dowodowej. Twierdzi się nawet, że nie jest możliwe przeprowadzenie takiego dowodu, gdyż teologia i nauka są niewspółmierne językowo. Innymi słowy, jeśli nawet Bóg istnieje, to naszym językiem nie jesteśmy w stanie tego istnienia udowodnić. Podsumowując, nie należy pytać, czy Bóg istnieje względnie nie istnieje i odpowiadać "tak", "nie" lub "może", ponieważ tak długo, jak długo nie "zdefiniujemy" Boga, zarówno pytania o jego istnieje, a zatem również odpowiedzi na nie są bezsensowne, gdyż nie wiemy, co oznaczają. Znacznie lepiej przyjąć, że Bóg jest bytem hipotetycznym, którego istnienie nie zostało dotąd potwierdzone, lub też przyjąć, że Bóg istnieje w sferze pojęciowej, w której pojęcie (jego) istnienia nie zostało jasno zdefiniowane. Takie są w wielkim skrócie wyniki moich rozważań o Bogu (absolutnie nie przypisuję sobie pierwszeństwa, chociaż przemyciłem tu jedno spostrzeżenie, na które nigdy jeszcze się nie natknąłem). Niewątpliwie powyższe spostrzeżenia wymagają obszernego rozwinięcia i objaśnień. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
.
>Podsumowując, nie należy pytać, czy Bóg istnieje względnie nie istnieje i odpowiadać "tak", "nie" lub "może", ponieważ tak długo, jak długo nie "zdefiniujemy" Boga, zarówno pytania o jego istnieje, a zatem również odpowiedzi na nie są bezsensowne, gdyż nie wiemy, co oznaczają. Znacznie lepiej przyjąć, że Bóg jest bytem hipotetycznym, którego istnienie nie zostało dotąd potwierdzone, lub też przyjąć, że Bóg istnieje w sferze pojęciowej, w której pojęcie (jego) istnienia nie zostało jasno zdefiniowane.
I jak tu z Panem polemizować gdy nasze poglądy są w większości zgodnymi. Zapewne w jakimś tam szczegółach różnimy się od siebie, ale należy na te szczegóły trafić.
Dodam, iż kiedy byłem aktywnym uczestnikiem naszego forum, to sporo się od Pana nauczyłem za co dziękuję.
Pozdrawiam.
.
|
|
| |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Podsumowując, nie należy pytać, czy Bóg istnieje względnie nie istnieje i odpowiadać "tak", "nie" lub "może", ponieważ tak długo, jak długo nie "zdefiniujemy" Boga, zarówno pytania o jego istnieje, a zatem również odpowiedzi na nie są bezsensowne, gdyż nie wiemy, co oznaczają. Znacznie lepiej przyjąć, że Bóg jest bytem hipotetycznym, którego istnienie nie zostało dotąd potwierdzone, lub też przyjąć, że Bóg istnieje w sferze pojęciowej, w której pojęcie (jego) istnienia nie zostało jasno zdefiniowane.
Czym, Pana zdaniem, różni się człowiek, który uznaje istnienie praw człowieka i i żyje (stara się żyć) wedle tych praw, od człowieka, który uznaje istnienie Boga i żyje (lub przynajmniej stara się żyć) wedle jego praw? Drugi z nich będzie mieć trudności (przyznaję) w udowodnieniu, że człowiek ma niematerialną duszę (pomijając już samo istnienie Boga). Ale czy temu pierwszemu łatwiej będzie wykazać, że człowiek ma "przyrodzoną i niezbywalną godność"? Pewne instytucje uznają istnienie praw człowieka i wymagają od nas tego uznania - dla naszego dobra i w naszym interesie. Ale czy nie robiły tego kiedyś Kościoły, i to także "dla naszego dobra"?
Proszę wskazać choćby jedną istotną różnicę.
Czy więc współczesna krytyka religii nie powinna być skierowana w stronę tej religii, która dziś jest żywa i której zasady są tak oczywiste dla współczesnego człowieka, jak oczywiste były zasady religii chrześcijańskiej w dawnych wiekach? Czy miałby Pan odwagę dziś wystąpić nie przeciwko np. Kościołowi Katolickiemu (czy to jest dziś oznaką odwagi i nowoczesności?), ale przeciw idei praw człowieka i np. głosić, że niektórzy ludzie powinni mieć więcej praw, a inni mniej? Albo że człowiek nabywa godności przez swoje czyny i jest ona proporcjonalna do jego zasług?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Uznanie istnienia Boga stanowi twierdzenie o charakterze ontologicznym, a więc dotyczy struktury rzeczywistości. Zakłada ono istnienie bytu niezależnego od człowieka, który ustanawia normy i nadaje im obowiązującą moc. W tym sensie jest to roszczenie poznawcze: aby było zasadne, wymaga uzasadnienia odnoszącego się do tego, co istnieje.
Natomiast uznanie praw człowieka nie ma charakteru twierdzenia o istnieniu określonego bytu czy własności świata, lecz stanowi przyjęcie normatywnego projektu regulującego relacje społeczne. Odwołanie do "przyrodzonej i niezbywalnej godności" nie pełni tu funkcji opisu faktu w sensie ontologicznym, lecz funkcję aksjomatu - zasady przyjętej ze względu na jej spójność, użyteczność oraz konsekwencje praktyczne.
Różnica ta pociąga za sobą dalsze konsekwencje. Normy religijne wywodzą swoją ważność z założonego istnienia Boga i mają charakter zasadniczo niezmienny, gdyż ich źródło umiejscowione jest poza ludzką praktyką. Natomiast prawa człowieka uzasadniane są poprzez refleksję, doświadczenie historyczne oraz ocenę ich skutków, a tym samym pozostają podatne na krytykę, rewizję i rozwój.
W konsekwencji nie zachodzi symetria między trudnością wykazania istnienia duszy a trudnością wykazania istnienia "godności". W pierwszym przypadku chodzi o uzasadnienie twierdzenia o bycie, w drugim - o uzasadnienie przyjęcia określonej zasady normatywnej. Te dwa porządki - ontologiczny i normatywny - nie są równoważne i nie podlegają tym samym kryteriom uzasadnienia.
Z tego względu podobieństwo między uznaniem Boga a uznaniem praw człowieka ma charakter powierzchowny. Pierwsze stanowi próbę opisu rzeczywistości, drugie zaś propozycję jej organizacji. I właśnie ta różnica przesądza o odmiennym statusie obu stanowisk. .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >Uznanie istnienia Boga stanowi twierdzenie o charakterze ontologicznym, a więc dotyczy struktury rzeczywistości. Zakłada ono istnienie bytu niezależnego od człowieka, który ustanawia normy i nadaje im obowiązującą moc. W tym sensie jest to roszczenie poznawcze: aby było zasadne, wymaga uzasadnienia odnoszącego się do tego, co istnieje. >Natomiast uznanie praw człowieka nie ma charakteru twierdzenia o istnieniu określonego bytu czy własności świata, lecz stanowi przyjęcie normatywnego projektu regulującego relacje społeczne. Odwołanie do "przyrodzonej i niezbywalnej godności" nie pełni tu funkcji opisu faktu w sensie ontologicznym, lecz funkcję aksjomatu - zasady przyjętej ze względu na jej spójność, użyteczność oraz konsekwencje praktyczne.
Religia zawiera w sobie nie mniej tez normatywnych. Bóg to wyobrażenie dawcy norm, np. dziesięciorga przykazań. Mogę powiedzieć - "istnieje Bóg-prawodawca", czyli "pewne zasady nie podlegają dyskusji i muszą być uznane". To właśnie teza "Bóg istnieje" może być potraktowana jako powierzchownie ontologiczna. Ma ona charakter ewidentnie perswazyjny. Temu służy wyobrażenie Boga, który nagradza i karze.
Nie podejrzewam też, żeby np. godność człowieka była czymś zmiennym (negocjowalnym). Ani też żadne z praw uznanych za prawa człowieka nie zostało odrzucone w wyniku debaty.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Religia zawiera w sobie nie mniej tez normatywnych. Bóg to wyobrażenie dawcy norm, np. dziesięciorga przykazań. Mogę powiedzieć - "istnieje Bóg-prawodawca", czyli "pewne zasady nie podlegają dyskusji i muszą być uznane". To właśnie teza "Bóg istnieje" może być potraktowana jako powierzchownie ontologiczna. Ma ona charakter ewidentnie perswazyjny. Temu służy wyobrażenie Boga, który nagradza i karze.
>Nie podejrzewam też, żeby np. godność człowieka była czymś zmiennym (negocjowalnym). Ani też żadne z praw uznanych za prawa człowieka nie zostało odrzucone w wyniku debaty.
=
Pańska uwaga trafia w istotny aspekt funkcjonowania religii, lecz nie podważa zasadniczego rozróżnienia, które zostało wskazane. Owszem, przekonania religijne pełnią funkcje normatywne i bywają wykorzystywane jako narzędzia legitymizacji określonych zasad. Nie wynika z tego jednak, że ich charakter poznawczy jest pozorny ani że można je zredukować do perswazji.
Różnica między twierdzeniem "Bóg istnieje" a odwołaniem do godności człowieka polega nie na tym, czy oba systemy zawierają elementy normatywne - bo zawierają - lecz na tym, w jaki sposób uzasadniają obowiązywanie norm oraz jakie roszczenia poznawcze formułują.
W przypadku religii punkt wyjścia stanowi twierdzenie ontologiczne: istnieje byt niezależny od człowieka, który ustanawia normy. Jeżeli to twierdzenie jest prawdziwe, normy mają charakter obiektywny i obowiązują niezależnie od ludzkiej decyzji. Jeżeli natomiast jest nieuzasadnione, cały system traci swoje oparcie. Innymi słowy, normatywność religii jest wtórna wobec roszczenia poznawczego.
I właśnie w tym miejscu ujawnia się zasadnicze znaczenie nauki.
Nowożytna nauka wypracowała metodę opisu rzeczywistości, która opiera się na intersubiektywnej sprawdzalności, powtarzalności oraz zdolności do przewidywania zjawisk. Jej siła nie polega na tym, że udziela odpowiedzi ostatecznych, lecz na tym, że wprowadza kryteria odróżniania twierdzeń uzasadnionych od nieuzasadnionych.
Z tej perspektywy twierdzenia religijne - o ile mają charakter ontologiczny - podlegają tym samym wymaganiom, co każde inne twierdzenie o świecie. I tu pojawia się trudność: nie dostarczają one dowodów spełniających te kryteria, ani nie zwiększają mocy wyjaśniającej naszych modeli rzeczywistości. W miarę rozwoju nauki obszar zjawisk wymagających odwołania do nadnaturalnych przyczyn systematycznie się kurczył, a nie rozszerzał.
Nie oznacza to, że nauka "obala" Boga w sensie ścisłym. Oznacza natomiast, że ogranicza poznawcze roszczenia religii: przesuwa je z obszaru wiedzy do obszaru przekonań, które nie spełniają standardów uzasadnienia przyjętych dla opisu rzeczywistości.
W tym świetle próba reinterpretacji twierdzenia "Bóg istnieje" jako ukrytej normy - "pewne zasady nie podlegają dyskusji" - jest zrozumiała, lecz wtórna. Jest ona konsekwencją właśnie tego ograniczenia: gdy roszczenie poznawcze nie znajduje potwierdzenia, jego funkcja normatywna staje się bardziej widoczna.
Nie zmienia to jednak zasadniczej różnicy. Religia wciąż formułuje twierdzenie o świecie, które - jeśli traktować je poważnie - wymaga uzasadnienia w tych samych kategoriach, w jakich uzasadniamy inne twierdzenia ontologiczne. Prawa człowieka natomiast nie konkurują z nauką w opisie rzeczywistości. Nie roszczą sobie pretensji do wyjaśniania świata, lecz do jego regulowania.
Słusznie Pan zauważa, że w praktyce traktowane są one jako nienegocjowalne. Nie zmienia to jednak ich statusu. Odwołanie do "przyrodzonej i niezbywalnej godności" nie jest twierdzeniem o istnieniu określonego bytu ani własności świata w sensie ontologicznym. Jest przyjęciem zasady, która ma regulować relacje społeczne.
Fakt, że zasada ta nie jest łatwo negocjowalna, nie czyni jej ontologiczną. Oznacza jedynie, że została uznana za fundamentalną. Historia pokazuje zresztą wyraźnie, że katalog praw człowieka podlegał zmianom, rozszerzeniom i reinterpretacjom. Ich nienaruszalność ma więc charakter postulowany, a nie wynikający z niezależnej struktury rzeczywistości.
W tym sensie różnica pozostaje zasadnicza. Religia, przynajmniej w swojej klasycznej postaci, uzależnia obowiązywanie norm od prawdziwości określonego twierdzenia o świecie - twierdzenia, którego roszczenia poznawcze zostały istotnie ograniczone przez rozwój nauki. Prawa człowieka natomiast nie wymagają takiego uzasadnienia - ich moc wynika z przyjęcia określonego projektu normatywnego, ocenianego ze względu na jego konsekwencje.
Można oczywiście badać społeczne funkcje obu systemów i wskazywać na pewne podobieństwa w ich oddziaływaniu. Nie powinno to jednak prowadzić do zatarcia różnicy między twierdzeniem, które rości sobie prawo do opisu rzeczywistości, a zasadą, która ma tę rzeczywistość regulować. To rozróżnienie nie jest czysto formalne - wyznacza bowiem odmienne kryteria oceny, a tym samym odmienny sposób prowadzenia dyskusji. .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >>Religia zawiera w sobie nie mniej tez normatywnych. Bóg to wyobrażenie dawcy norm, np. dziesięciorga przykazań. Mogę powiedzieć - "istnieje Bóg-prawodawca", czyli "pewne zasady nie podlegają dyskusji i muszą być uznane". To właśnie teza "Bóg istnieje" może być potraktowana jako powierzchownie ontologiczna. Ma ona charakter ewidentnie perswazyjny. Temu służy wyobrażenie Boga, który nagradza i karze. >>Nie podejrzewam też, żeby np. godność człowieka była czymś zmiennym (negocjowalnym). Ani też żadne z praw uznanych za prawa człowieka nie zostało odrzucone w wyniku debaty. >= >Pańska uwaga trafia w istotny aspekt funkcjonowania religii, lecz nie podważa zasadniczego rozróżnienia, które zostało wskazane. Owszem, przekonania religijne pełnią funkcje normatywne i bywają wykorzystywane jako narzędzia legitymizacji określonych zasad. Nie wynika z tego jednak, że ich charakter poznawczy jest pozorny ani że można je zredukować do perswazji.
Dlaczego "nie można"? Może ten, kto mówi "Bóg istnieje" ma na myśli tylko to, że pewne normy postępowania uważa on za bezwzględnie obowiązujące? Może on oczywiście sądzić, że rozumie przez te słowa coś więcej (i że jest to coś, czym uzasadnia on istnienie tych norm), ale dlaczego mamy ulegać jego sugestii? To może traktujmy z równą powagą zapewnienia mistyka, że on już nie myśli o Bogu, tylko go ogląda? Nie ma nic paradoksalniego w tym, że człowiek, który próbuje powiedzieć coś o Bogu, w istocie mówi o sobie - że uznaje pewne normy postępowania za niewzruszone.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
>Dlaczego "nie można"? Może ten, kto mówi "Bóg istnieje" ma na myśli tylko to, że pewne normy postępowania uważa on za bezwzględnie obowiązujące? Może on oczywiście sądzić, że rozumie przez te słowa coś więcej (i że jest to coś, czym uzasadnia on istnienie tych norm), ale dlaczego mamy ulegać jego sugestii? To może traktujmy z równą powagą zapewnienia mistyka, że on już nie myśli o Bogu, tylko go ogląda? Nie ma nic paradoksalniego w tym, że człowiek, który próbuje powiedzieć coś o Bogu, w istocie mówi o sobie - że uznaje pewne normy postępowania za niewzruszone.
= Można - w sensie interpretacyjnym - tak odczytać cudzą wypowiedź. Pytanie jednak brzmi nie "czy wolno", lecz czy jest to interpretacja adekwatna. Redukcja twierdzenia "Bóg istnieje" do deklaracji normatywnej jest możliwa, ale nie jest neutralna: zmienia sens wypowiedzi.
Jeżeli ktoś mówi "Bóg istnieje", to - w zwykłym użyciu języka - nie oznacza: "uznaję pewne normy za bezwzględnie obowiązujące", lecz: "istnieje byt, który nie zależy ode mnie i który jest źródłem tych norm". Można oczywiście twierdzić, że rozmówca się myli co do tego, co istnieje. Nie jest jednak tożsame z twierdzeniem, że mówi wyłącznie o własnych preferencjach normatywnych.
Pańska propozycja interpretacyjna polega w istocie na przesunięciu poziomu analizy: z poziomu treści wypowiedzi na poziom jej możliwej funkcji lub psychologicznego podłoża. Tego rodzaju zabieg ma swoją wartość w analizie socjologicznej czy psychologicznej, ale nie może zastąpić analizy logicznej. W przeciwnym razie każdą wypowiedź o świecie można by zredukować do ekspresji postawy mówiącego - i tym samym pozbawić ją sensu poznawczego.
Konsekwencje takiej redukcji są dalej idące, niż mogłoby się wydawać. Jeżeli uznamy, że twierdzenia religijne są w istocie zakamuflowanymi deklaracjami normatywnymi, to powinniśmy - dla spójności - podobnie traktować inne wypowiedzi, które mają konsekwencje normatywne. Tymczasem nie czynimy tego. Nie interpretujemy twierdzeń naukowych jako wyrazu preferencji badaczy, choć wiemy, że badacze również funkcjonują w określonych kontekstach społecznych i kulturowych. Przyjmujemy, że ich wypowiedzi podlegają ocenie ze względu na prawdę lub fałsz, a nie ze względu na funkcję.
W tym właśnie sensie odwołanie do mistyka nie stanowi trafnej analogii. Mistyk może twierdzić, że "ogląda Boga" - i to twierdzenie również podlega ocenie, tyle że jako roszczenie poznawcze szczególnego rodzaju. Możemy je uznać za niewiarygodne, nieweryfikowalne lub subiektywne, ale nie wynika z tego, że jego treść sprowadza się do deklaracji normatywnej. To, że ktoś mówi o swoim doświadczeniu w sposób, który trudno zweryfikować, nie oznacza jeszcze, że w rzeczywistości mówi wyłącznie o własnych przekonaniach moralnych.
Istnieje zatem różnica między dwiema tezami:
że twierdzenia religijne mogą pełnić funkcje normatywne lub perswazyjne, że ich treść daje się do tych funkcji zredukować.
Pierwsza jest trafna i nie budzi sporu. Druga wymaga dodatkowego uzasadnienia, którego - jak się wydaje - Pan nie przedstawia. Sam fakt, że wypowiedź może być interpretowana w określony sposób, nie wystarcza, by uznać tę interpretację za właściwą.
Dlatego zasadnicze rozróżnienie pozostaje w mocy. Twierdzenie "Bóg istnieje" - niezależnie od tego, jakie funkcje pełni w praktyce - zachowuje charakter roszczenia poznawczego i jako takie podlega ocenie w kategoriach prawdy i uzasadnienia. Próba jego redukcji do deklaracji normatywnej nie tyle obala to roszczenie, ile je omija.
= W tym miejscu warto doprecyzować założenie, które pozostaje w tle naszej rozmowy, a które ma dla niej znaczenie rozstrzygające. Przyjmuję bowiem, że w sprawach dotyczących struktury rzeczywistości najbardziej wiarygodnym kryterium prawdy pozostaje nauka - rozumiana nie jako zbiór nieomylnych twierdzeń, lecz jako metoda systematycznego korygowania błędów poprzez odwołanie do doświadczenia, kontroli intersubiektywnej i zdolności przewidywania zjawisk.
Nie oznacza to oczywiście, że nauka dostarcza odpowiedzi na wszystkie pytania ani że jej ustalenia mają charakter ostateczny. Oznacza natomiast, że jest jedynym znanym sposobem uzasadniania twierdzeń o świecie, który pozwala odróżniać przekonania trafne od nietrafnych w sposób niezależny od indywidualnych przekonań i intuicji.
W tym sensie filozoficzna spekulacja zachowuje swoją racjonalność tylko tam, gdzie nauka jeszcze nie dostarcza rozstrzygnięć - a więc na obszarach granicznych, niedookreślonych lub konceptualnych. Tam pełni funkcję porządkującą, eksploracyjną, czasem heurystyczną. Nie może jednak zastępować nauki tam, gdzie istnieją już dobrze ugruntowane modele empiryczne.
Z tej perspektywy twierdzenia religijne - o ile mają charakter ontologiczny - nie znajdują potwierdzenia w ramach najlepiej uzasadnionego, jakim dysponujemy, opisu rzeczywistości. Nie są one fałszywe w sensie bezpośrednio wykazanym, lecz pozostają poznawczo nieuzasadnione. To właśnie ta sytuacja - brak wsparcia ze strony metod, które uznajemy za najbardziej wiarygodne - sprawia, że ich funkcja normatywna staje się bardziej widoczna i podatna na reinterpretacje, takie jak ta, którą Pan proponuje.
Nie zmienia to jednak ich pierwotnego charakteru. Jeżeli twierdzenie "Bóg istnieje" ma być traktowane poważnie, to jako twierdzenie o świecie powinno podlegać tym samym standardom uzasadnienia, którym podlegają inne twierdzenia ontologiczne. W przeciwnym razie zostaje ono wyłączone z obszaru poznania i przeniesione w sferę przekonań, które - choć mogą pełnić istotne funkcje egzystencjalne lub społeczne - nie konkurują z nauką w opisie rzeczywistości.
I to właśnie rozróżnienie - między tym, co rości sobie prawo do bycia wiedzą, a tym, co pełni inne funkcje - jest w moim przekonaniu kluczowe dla zachowania przejrzystości dyskusji. .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Można - w sensie interpretacyjnym - tak odczytać cudzą wypowiedź. Pytanie jednak brzmi nie "czy wolno", lecz czy jest to interpretacja adekwatna. Redukcja twierdzenia "Bóg istnieje" do deklaracji normatywnej jest możliwa, ale nie jest neutralna: zmienia sens wypowiedzi.
Nie zmienia sensu, tylko go nadaje. Wszak jeżeli powiemy, że słowa "Bóg istnieje" trzeba rozumieć literalnie (bo tak chce ten, kto te słowa wypowiada), od razu pojawią się wątpliwości co do sensu i uzasadnienia tego zdania (czyli zdania "Bóg istnieje"); pojawi się kwestia, co więc znaczy słowo "Bóg", itd. Dojdzie się do wniosku, że jest to twierdzenie albo fałszywe (bo przecież nic nie potwierdza istnienia jakiegoś Boga), lub wręcz pozbawione sensu, gdyż słowo "Bóg" nie ma desygnatu uchwytnego w doświadczeniu.
Sens niedosłowny jest czymś często spotykanym także w mowie potocznej. Odróżnia się też strukturę głęboką zdania od struktury powierzchniowej. Jeżeli więc zdania, odczytane literalnie, są albo fałszywe albo są pozbawionym sensu bełkotem, warto sprawdzić, czy ich sens nie leży właśnie w strukturze głębokiej. Już Kant twierdził, że religia to nic innego, jak "poznanie wszystkich naszych obowiązków jako przykazań bożych".
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie, to, co Pan napisał na początku - o braku "spektakularnych śladów" Boga - jest akurat jednym z nielicznych Pana trafnych spostrzeżeń w tej dyskusji. I dokładnie ono prowadzi do wniosku, który od początku przedstawiam. Natomiast dalsza część Pana wywodu to już próba ratowania pojęcia "Boga" przez zmianę jego znaczenia. najpierw "Bóg" ma być realnym bytem, Stwórcą i przyczyną świata, a gdy pojawia się problem braku dowodów - staje się "strukturą głęboką", normą moralną albo metaforą. To nie jest wyjaśnienie, tylko: zmiana znaczenia w trakcie dyskusji.Ma Pan rację w jednym: jeśli rozumiemy zdanie "Bóg istnieje" literalnie, to pojawia się pytanie o jego sens i uzasadnienie. I odpowiedź jest prosta: albo jest to twierdzenie empiryczne - i wtedy brak dla niego jakichkolwiek podstaw, albo nie jest empiryczne - i wtedy nie jest twierdzeniem o rzeczywistości.Proponowana przez Pana "interpretacja głęboka": nie "odkrywa" sensu, tylko go zastępuje. Bo jeśli: "Bóg" = porządek moralny, "Bóg" = sposób mówienia o obowiązkach, to: nie mówimy już o żadnym bycie, tylko o ludzkich konstrukcjach.www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,7#w956030A to jest zupełnie inna teza niż religijne "Bóg istnieje". Krótko: jeśli "Bóg" istnieje - powinno to mieć jakieś konsekwencje w rzeczywistości. Jeśli nie ma żadnych - to albo nie istnieje, albo jest tylko słowem.I dokładnie do tego punktu dochodzimy - niezależnie od tego, czy będziemy mówić językiem teologii, filozofii czy "struktur głębokich"..
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > .> Panie Elaspie,> to, co Pan napisał na początku - o braku "spektakularnych śladów" Boga - jest akurat jednym z nielicznych Pana trafnych spostrzeżeń w tej dyskusji. I dokładnie ono prowadzi do wniosku, który od początku przedstawiam.> Natomiast dalsza część Pana wywodu to już próba ratowania pojęcia "Boga" przez zmianę jego znaczenia.> najpierw "Bóg" ma być realnym bytem, Stwórcą i przyczyną świata,> a gdy pojawia się problem braku dowodów - staje się "strukturą głęboką", normą moralną albo metaforą.> To nie jest wyjaśnienie, tylko:> zmiana znaczenia w trakcie dyskusji.Ma Pan rację w jednym:> jeśli rozumiemy zdanie "Bóg istnieje" literalnie, to pojawia się pytanie o jego sens i uzasadnienie.> I odpowiedź jest prosta:> albo jest to twierdzenie empiryczne - i wtedy brak dla niego jakichkolwiek podstaw,> albo nie jest empiryczne - i wtedy nie jest twierdzeniem o rzeczywistości.Proponowana przez Pana "interpretacja głęboka":> nie "odkrywa" sensu, tylko go zastępuje.> Bo jeśli:> "Bóg" = porządek moralny,> "Bóg" = sposób mówienia o obowiązkach,> to:> nie mówimy już o żadnym bycie, tylko o ludzkich konstrukcjach.www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,7#w956030> A to jest zupełnie inna teza niż religijne "Bóg istnieje". Inna niż religijna, jeżeli będziemy się upierać, że religijna jest tylko ta literalna i że kto przechodzi to struktury ukrytej, ten zmienia znaczenie, a nie odkrywa to właściwe znaczenie. Myślę, że bardzo niewielu ludzi w cywilizowanych częściach świata uważa twierdzenia religii za twierdzenia "o rzeczywistości" - może jest to wiara żywa jeśli chodzi o religię muzułmańską (i może sekty protestanckie, np. w USA), ale pod tym względem śmierć chrześcijaństwa nastąpiła już dawno. Już Nietzsche obwieścił: "Gott is tot!". Teraz chrześcijaństwo stało się (jest gdzieniegdzie) elementem tradycji (święta) i pewnym zbiorem zwięzłych, a nie zawsze oczywistych pouczeń moralnych ("miłuj bliźniego swego jak siebie samego"). Człowiek potrzebuje zarówno tradycji, jak świąt i zwięzłych recept praktycznych - nie dostarcza ich nauka eksperymentalna. Nie ma powodu i sensu niszczyć jednego w imię drugiego. Nie ma sensu robić z religii nauki o świecie, ani z nauki religii, odpowiadającej na pytania praktyczne.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
w gruncie rzeczy potwierdza Pan to, co od początku twierdzę.
Jeśli religia nie jest już traktowana jako opis rzeczywistości, tylko jako tradycja, symbolika czy zbiór wskazań moralnych, to:
nie jest wiedzą o świecie, tylko elementem kultury.
I w tym sensie nie ma tu sporu.
Spór pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś twierdzi, że "Bóg istnieje" jako realny byt. Wtedy wraca pytanie o sens i podstawy tego twierdzenia - i tych podstaw brak.
Dlatego sprawa jest prosta:
jeśli "Bóg" nie jest bytem, to nie ma czego dowodzić; jeśli jest bytem, to brak jakichkolwiek podstaw, by twierdzić, że istnieje.
I na tym sprawa się kończy. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Dlatego sprawa jest prosta: >jeśli "Bóg" nie jest bytem, to nie ma czego dowodzić; >jeśli jest bytem, to brak jakichkolwiek podstaw, by twierdzić, że istnieje. I na tym sprawa się kończy. >.
"W gruncie rzeczy" - jeżeli odrzuci się strukturę głęboką. Dlaczego miano by tak zrobić?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > "W gruncie rzeczy" - jeżeli odrzuci się strukturę głęboką. Dlaczego miano by tak zrobić?
Panie Elaspie,
to pojęcie nie pochodzi ode mnie, tylko od Pana. Ja go nie wprowadzałem i nie używam, bo:
nie ma ono tu żadnego jasno określonego znaczenia.
Jeśli chce się Pan nim posługiwać, to najpierw należałoby je zdefiniować - inaczej staje się ono tylko wygodnym sposobem na zmianę sensu wypowiedzi w trakcie rozmowy.
Natomiast ja od początku mówię o czymś prostym:
o twierdzeniu "Bóg istnieje" jako zdaniu o rzeczywistości.
Jeśli chce je Pan zastąpić "strukturą głęboką", to:
zmienia Pan temat, a nie rozwija argument.
Krótko:
najpierw proszę zdefiniować, co Pan rozumie przez "strukturę głęboką", a potem możemy sprawdzić, czy ma to jakikolwiek związek z pytaniem o istnienie Boga. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> najpierw proszę zdefiniować, co Pan rozumie przez "strukturę głęboką", a potem możemy sprawdzić, czy ma to jakikolwiek związek z pytaniem o istnienie Boga..Nie muszę tego robić, ponieważ jest to termin stosowany przez lingwistykę. Związek z pytaniem ma, ponieważ pytanie takie przy tym rozumieniu zdania "Bóg istnieje" jest sensowne. "Ogólna charakterystyka dorobku naukowego Stanosz interesowała się głównie statusem "formy logicznej" zdań języka naturalnego, ale także np. warunkami racjonalności rozumowania i źródłem naukowej wizji rzeczywistości. Za warunek owej racjonalności uważała to, że przesłanki we wnioskowaniu nie są z konieczności fałszywe. Natomiast za założenie "całej nauki" uważała pogląd, że rzeczywistość, której dotyczy nauka, ma strukturę opisywaną przez teorię mnogości; dlatego też dziedziczy założenia tej teorii - w tym założenie co do rodzajów i formalnych własności. Wybrane kwestie szczegółowe Logika a lingwistyka. Relację między logiką a lingwistyką najjaśniej da się uchwycić, jeśli się odróżni formę logiczną wypowiedzi od struktury głębokiej tej wypowiedzi. Pierwszą zajmuje się logika (formalna), drugą - lingwistyka (teoretyczna). Otóż można powiedzieć, że "logika formalna dostarcza językoznawstwu teoretycznemu swego rodzaju półproduktu, nadającego się do wykorzystania w opisie semantycznych aspektów każdego języka". Jest tak dlatego, że "językoznawczy opis języka ujawnia strukturę głęboką każdego zdania, eksplikującą jego strukturalne związki z innymi zdaniami tego języka". Jednakże "głęboka struktura zdania może nie być identyczna z jego formą logiczną", gdyż "może - i zapewne powinna - zawierać informacje także o innych, niż logiczne, własnościach zdania. Musi wszakże wyznaczać formę logiczną zdania"." encykloped(*)osz-barbara-janina-z-d-zatryb/
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
> Stanosz interesowała się głównie statusem "formy logicznej" zdań języka naturalnego, ale także np. warunkami racjonalności rozumowania i źródłem naukowej wizji rzeczywistości. Za warunek owej racjonalności uważała to, że przesłanki we wnioskowaniu nie są z konieczności fałszywe. Natomiast za założenie "całej nauki" uważała pogląd, że rzeczywistość, której dotyczy nauka, ma strukturę opisywaną przez teorię mnogości; dlatego też dziedziczy założenia tej teorii - w tym założenie co do rodzajów i formalnych własności.Panie Elaspie, przytoczony przez Pana tekst o Barbara Stanosz dokładnie potwierdza to, co napisałem - a nie Pana tezę. Mówi on wyraźnie, że: "struktura głęboka" dotyczy relacji między zdaniami w języku i ich interpretacji semantycznej, a nie istnienia czegokolwiek w rzeczywistości.To jest analiza języka, nie ontologii. Co więcej, sam tekst podkreśla, że mamy do czynienia z: idealizacjami i rekonstrukcjami języka, a nie opisem świata.Dlatego powoływanie się na lingwistykę nic tu nie zmienia: z faktu, że zdanie ma określoną strukturę (płytką czy "głęboką"), nie wynika, że jego przedmiot istnieje.Można analizować zdania o Bogu, smokach czy liczbach urojonych - ale to nadal: analiza języka, a nie dowód istnienia tych bytów.Krótko: Stanosz analizuje, jak mówimy o świecie, a nie co w tym świecie istnieje.
I to jest dokładnie ta różnica, którą Pan konsekwentnie pomija.Wolę jak na temat własnych poglądów wypowiada się sam autor: www.racjonalista.pl/forum.php/s,719962#w720233.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >>Stanosz interesowała się głównie statusem "formy logicznej" zdań języka naturalnego, ale także np. warunkami racjonalności rozumowania i źródłem naukowej wizji rzeczywistości. Za warunek owej racjonalności uważała to, że przesłanki we wnioskowaniu nie są z konieczności fałszywe. Natomiast za założenie "całej nauki" uważała pogląd, że rzeczywistość, której dotyczy nauka, ma strukturę opisywaną przez teorię mnogości; dlatego też dziedziczy założenia tej teorii - w tym założenie co do rodzajów i formalnych własności. >Panie Elaspie, >przytoczony przez Pana tekst o Barbara Stanosz dokładnie potwierdza to, co napisałem - a nie Pana tezę. >Mówi on wyraźnie, że: >"struktura głęboka" dotyczy relacji między zdaniami w języku i ich interpretacji semantycznej, a nie istnienia czegokolwiek w rzeczywistości.To jest analiza języka, nie ontologii.
Proszę o dokładny cytat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Proszę o dokładny cytat. - Ło Boze, ło Jezusicku - naprawdę Panu bardzo współczuje, choć Pan się z tym dobrze czuje.
Miłego dnia. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Elasp:> Stanosz interesowała się głównie statusem "formy logicznej" zdań języka naturalnego, ale także np. warunkami racjonalności rozumowania i źródłem naukowej wizji rzeczywistości. Za warunek owej racjonalności uważała to, że przesłanki we wnioskowaniu nie są z konieczności fałszywe.> Natomiast za założenie "całej nauki" uważała pogląd, że rzeczywistość, której dotyczy nauka, ma strukturę opisywaną przez teorię mnogości; dlatego też dziedziczy założenia tej teorii - w tym założenie co do rodzajów i formalnych własności.Stanosz: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów.Proszę o dokładny cytat z dorobku prof. Stanosz, a nie cytat z katolickiej publicystyki na jej temat. Prof. Stanosz zupełnie nie była kimś z Waszej bajki. * =============================== Odrzucenie postawy agnostycznej uzasadniła doskonale Barbara Stanosz, która w 44 numerze "Bez Dogmatu" napisała: (...) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (...) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne "Nie wiem" - zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.).I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy. - Zupełnie nie poczuwam się do agnostycyzmu. Jestem naturalistą ontologicznym ze wszystkimi tego konsekwencjami, a więc i z naukowym sceptycyzmem. "Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)".
"Mam 999 promili pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w jednym promilu jestem agnostykiem". www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,599333#w601919. = www.racjon(*)82/q,Sposob.na.nieodosobnieniewww.racjon(*)Rozmowa.z.prof.Barbara.Stanoszwww.racjon(*)6/q,Pole.walki.Barbary.Stanosz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Zupełnie nie poczuwam się do agnostycyzmu. Jestem naturalistą ontologicznym ze wszystkimi tego konsekwencjami, a więc i z naukowym sceptycyzmem.
> "Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)". >"Mam 999 promili pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w jednym promilu jestem agnostykiem".
Przypuśćmy, że jest promil promila szansy, że pewna terapia doprowadzi do wyzdrowienia śmiertelnie chorej osoby, jeżeli ta tylko się na tę terapię zdecyduje. Co by Pan radził tej osobie - podjąć tę terapię, czy nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Przypuśćmy, że jest promil promila szansy, że pewna terapia doprowadzi do wyzdrowienia śmiertelnie chorej osoby, jeżeli ta tylko się na tę terapię zdecyduje. Co by Pan radził tej osobie - podjąć tę terapię, czy nie? - A skąd miałbym to wiedzieć mając tak mało informacji?
Czasem gram w totolotka, choć szanse na wygraną są podobne, ale 3 złote nie narusza zbyt bardzo mojego budżetu.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >.
>- >A skąd miałbym to wiedzieć mając tak mało informacji?
Jakie dodatkowe informacje są Panu potrzebne?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Przypuśćmy, że jest promil promila szansy, że pewna terapia doprowadzi do wyzdrowienia śmiertelnie chorej osoby, jeżeli ta tylko się na tę terapię zdecyduje. Co by Pan radził tej osobie - podjąć tę terapię, czy nie? - A skąd miałbym to wiedzieć mając tak mało informacji?
Czasem gram w totolotka, choć szanse na wygraną są podobne, ale 3 złote nie narusza zbyt bardzo mojego budżetu.
- >Jakie dodatkowe informacje są Panu potrzebne? - Co Pan może zrozumieć, gdy nie zrozumiał Pan mojej prostej wypowiedzi?
Łatwo podejmować decyzje bezkosztowe, ale im większym jest koszt tym decyzja jest trudniejszą. Byłem uczestnikiem ratunku osób śmiertelnie chorych. Mimo, iż szanse były promilowe to zapłacono wiele. (Tu przy okazji dodam, iż umierający nie wpadł na pomysł odwołania się do Boga i to pomimo tego, iż przecież mógł uczynić to za darmo.) .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Co Pan może zrozumieć, gdy nie zrozumiał Pan mojej prostej wypowiedzi?
>Łatwo podejmować decyzje bezkosztowe, ale im większym jest koszt tym decyzja jest trudniejszą. Byłem uczestnikiem ratunku osób śmiertelnie chorych. Mimo, iż szanse były promilowe to zapłacono wiele. (Tu przy okazji dodam, iż umierający nie wpadł na pomysł odwołania się do Boga i to pomimo tego, iż przecież mógł uczynić to za darmo.) >.
Przypuscmy więc, że kosztem jest zmiana trybu życia i że ta zmiana nie generuje żadnych większych kosztów natury finansowej.
Jest promil promila, że śmiertelnie chory człowiek w wyniku tej zmiany wyzdrowieje.
Co mu Pan radzi - zmienić tryb życia, czy nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
. > Przypuscmy więc, że kosztem jest zmiana trybu życia i że ta zmiana nie generuje żadnych większych kosztów natury finansowej.. > Jest promil promila, że śmiertelnie chory człowiek w wyniku tej zmiany wyzdrowieje.. > Co mu Pan radzi - zmienić tryb życia, czy nie?. Radziłem już 30 lat przed jego śmiercią aby rzucił palenie, ale on zbył to pytaniem: - czy zamierzasz długo żyć? Muszę przyznać, iż był konsekwentny i palił prawie do samej śmierci na raka płuc. Poznałem też kilku alkoholików o bardzo wysokim poziomie intelektualnym, którzy woleli zapić się na śmierć niż przestać pić. A przecież tu zyski natury finansowej byłyby duże. Staram się nie radzić nikomu, ale nie znam ani jednego przypadku aby człowiek niewierzący stał się wierzącym, choć znam kilkadziesiąt bajeczek na ten temat stworzonych przez chrześcijańskich propagandzistów. www.salon2(*)tnieje-czyli-anatomia-klamstwawww.racjonalista.pl/forum.php/s,533518/z,0#w533589Jedyną możliwą przyczyną nawrócenia się niewierzącego na wiarę może być choroba psychiczna. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> Przypuscmy więc, że kosztem jest zmiana trybu życia i że ta zmiana nie generuje żadnych większych kosztów natury finansowej. >. >> Jest promil promila, że śmiertelnie chory człowiek w wyniku tej zmiany wyzdrowieje. >. >> Co mu Pan radzi - zmienić tryb życia, czy nie? >. >Radziłem już 30 lat przed jego śmiercią aby rzucił palenie, ale on zbył to pytaniem: - czy zamierzasz długo żyć? >Muszę przyznać, iż był konsekwentny i palił prawie do samej śmierci na raka płuc. >Poznałem też kilku alkoholików o bardzo wysokim poziomie intelektualnym, którzy woleli zapić się na śmierć niż przestać pić. A przecież tu zyski natury finansowej byłyby duże. >Staram się nie radzić nikomu...
Proszę o odpowiedź na pytanie, co poradziłby Pan osobie, o której mówię. Albo mu Pan poradzi przejść tę terapię, albo Pan mu tego nie poradzi. Musi zajść jedno z dwojga. Co więc zajdzie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Proszę o odpowiedź na pytanie, co poradziłby Pan osobie, o której mówię. Albo mu Pan poradzi przejść tę terapię, albo Pan mu tego nie poradzi. Musi zajść jedno z dwojga. Co więc zajdzie?
- Panie Elaspie,
to pytanie jest całkowicie oderwane od tematu dyskusji i nie ma żadnego związku ani z moją książką, ani z poruszanymi w niej problemami. .
To jest klasyczny przykład:
sztucznej alternatywy ("musi Pan wybrać jedno z dwojga"), która nie wynika z wcześniejszych ustaleń. .
Jeśli jednak koniecznie chce Pan odpowiedzi, to jest ona banalna:
człowiekowi należy doradzać to, co ma racjonalne i empiryczne podstawy. .
A nie to, co opiera się na iluzorycznych nadziejach o zerowym prawdopodobieństwie.
Natomiast:
wciąganie tej dyskusji w tego typu przykłady nie wnosi niczego merytorycznego. .
I wygląda raczej na próbę zmiany tematu niż jego rozwinięcie.
. Naprawdę nie stać Pana na napisanie na temat czegoś sensownego?
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> Proszę o odpowiedź na pytanie, co poradziłby Pan osobie, o której mówię. Albo mu Pan poradzi przejść tę terapię, albo Pan mu tego nie poradzi. Musi zajść jedno z dwojga. Co więc zajdzie? >- >Panie Elaspie, >to pytanie jest całkowicie oderwane od tematu dyskusji i nie ma żadnego związku ani z moją książką, ani z poruszanymi w niej problemami.. >To jest klasyczny przykład: >sztucznej alternatywy ("musi Pan wybrać jedno z dwojga"), która nie wynika z wcześniejszych ustaleń..
Napisał Pan powyżej, że akceptuje Pan wszystkie konsekwencje naturalizmu ontologicznego i właśnie to chcę sprawdzić.
Rozumiem więc, że takiej osobie nie będzie Pan doradzać nic ją nie kosztującej terapii. Innymi słowy, doradzałby Pan pogodzenie się z niechybną śmiercią, skoro szansa na wyleczenie w wyniku tej terapii jest znikoma.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Napisał Pan powyżej, że akceptuje Pan wszystkie konsekwencje naturalizmu ontologicznego i właśnie to chcę sprawdzić. - Nigdzie tak nie napisałem, ale niech będzie.
- > Rozumiem więc, że takiej osobie nie będzie Pan doradzać nic ją nie kosztującej terapii. - Nigdzie tak nie napisałem, źle Pan zrozumiał.
>Innymi słowy, doradzałby Pan pogodzenie się z niechybną śmiercią, skoro szansa na wyleczenie w wyniku tej terapii jest znikoma. - A to już tylko Pańska projekcja.
. ======== Panie Elaspie,
po raz kolejny przypisuje mi Pan wnioski, których nie wyraziłem.
z faktu, że coś ma znikome prawdopodobieństwo, nie wynika, że należy tego zabraniać ani że należy "pogodzić się ze śmiercią".
. To jest Pana konstrukcja, nie moja.
= Odpowiedź jest prosta:
należy kierować się tym, co ma jakiekolwiek racjonalne i empiryczne podstawy.
Jeśli dana "terapia":
nie ma żadnych podstaw, nie ma mechanizmu działania, opiera się wyłącznie na wierze,
to:
nie jest terapią, tylko iluzją.
Krótko:
naturalizm nie polega na "rezygnacji", tylko na odróżnianiu tego, co ma podstawy, od tego, co ich nie ma.
A Pan próbuje sprowadzić to do fałszywego wyboru między "wiarą" a "kapitulacją", który w rzeczywistości nie istnieje. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>- >> Rozumiem więc, że takiej osobie nie będzie Pan doradzać nic ją nie kosztującej terapii. >- >Nigdzie tak nie napisałem, źle Pan zrozumiał.
Czyli będzie Pan doradzać tę terapię.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie, po raz kolejny przypisuje mi Pan wnioski, których nie wyraziłem. z faktu, że coś ma znikome prawdopodobieństwo, nie wynika, że należy tego zabraniać ani że należy "pogodzić się ze śmiercią". To jest Pana konstrukcja, nie moja. = Odpowiedź jest prosta: należy kierować się tym, co ma jakiekolwiek racjonalne i empiryczne podstawy. Jeśli dana "terapia": nie ma żadnych podstaw, nie ma mechanizmu działania, opiera się wyłącznie na wierze, to: nie jest terapią, tylko iluzją. Krótko: naturalizm nie polega na "rezygnacji", tylko na odróżnianiu tego, co ma podstawy, od tego, co ich nie ma.
A Pan próbuje sprowadzić to do fałszywego wyboru między "wiarą" a "kapitulacją", który w rzeczywistości nie istnieje. . ---------------------------------- > Czyli będzie Pan doradzać tę terapię.www.racjon(*)m.php/s,685264/z,0/d,7#w686341Tej raczej nie, albowiem głupota jest nieuleczalną. www.racjon(*).php/z,0/d,43/s,600722#w603757.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >po raz kolejny przypisuje mi Pan wnioski, których nie wyraziłem. z faktu, że coś ma znikome prawdopodobieństwo, nie wynika, że należy tego zabraniać ani że należy "pogodzić się ze śmiercią". To jest Pana konstrukcja, nie moja. >= >Odpowiedź jest prosta: >należy kierować się tym, co ma jakiekolwiek racjonalne i empiryczne podstawy.
Czy więc wspomniana terapia (o wspomnianej skuteczności) ma Pana zdaniem racjonalne i empiryczne podstawy? Wiadomo, jakie jest obiektywne prawdopodobieństwo jej skuteczności, wiadomo na czym polega. Co jeszcze potrzebuje Pan wiedzieć, aby ją zalecieć lub nie zalecić?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie, po raz kolejny próbuje Pan wymusić odpowiedź w sztucznie zawężonych ramach. prawdopodobieństwo nie jest tym samym co podstawa naukowa.To, że coś "czasem działa" albo "ma niezerową szansę", nie czyni tego racjonalną terapią. Kluczowe jest: czy istnieje wiarygodny mechanizm działania i potwierdzenie w badaniach.Jeśli nie ma: mechanizmu, powtarzalnych wyników, kontroli naukowej, to: nie mówimy o terapii, tylko o przypadkach, błędach poznawczych lub złudzeniach.Krótko: racjonalność w medycynie nie polega na "łapaniu promila promila", tylko na opieraniu się na tym, co działa w sposób sprawdzalny.
Reszta to już nie medycyna, tylko wiara.Czy Pańskim zdaniem ta Pańska kazuistyka pl.wikipedia.org/wiki/Kazuistyka jest przejawem mądrości, czy tylko upierdliwej głupoty? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >po raz kolejny próbuje Pan wymusić odpowiedź w sztucznie zawężonych ramach. >prawdopodobieństwo nie jest tym samym co podstawa naukowa.To, że coś "czasem działa" albo "ma niezerową szansę", nie czyni tego racjonalną terapią. >Kluczowe jest: >czy istnieje wiarygodny mechanizm działania i potwierdzenie w badaniach. Jeśli nie ma: >mechanizmu, >powtarzalnych wyników, >kontroli naukowej, >to: >nie mówimy o terapii, tylko o przypadkach, błędach poznawczych lub złudzeniach.Krótko: >racjonalność w medycynie nie polega na "łapaniu promila promila", >tylko na opieraniu się na tym, co działa w sposób sprawdzalny.
Przypuśćmy, że nie istnieje wspomniany mechanizm, powtarzalne wyniki, ani potwierdzenie w badaniach. Wiadomo tylko tyle, że jest promil promila szansy na to, że terapia (działanie) odniesie sukces, a polega ona (ono) na zmianie trybu życia. Czy zaleci Pan podjęcie tego działania, czy go Pan nie zaleci?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Przypuśćmy, że nie istnieje wspomniany mechanizm, powtarzalne wyniki, ani potwierdzenie w badaniach. Wiadomo tylko tyle, że jest promil promila szansy na to, że terapia (działanie) odniesie sukces, a polega ona (ono) na zmianie trybu życia. Czy zaleci Pan podjęcie tego działania, czy go Pan nie zaleci?
= Panie Elaspie,
to, co Pan proponuje, to nic innego jak świecka wersja zakładu Pascala:
"zrób coś, bo jest mikroskopijna szansa na ogromny zysk".
Problem w tym, że tą logiką można uzasadnić wszystko.
Bo równie dobrze można powiedzieć:
"wierz w dowolnego boga, stosuj dowolną terapię, wykonuj dowolny rytuał - bo zawsze może być promil promila szansy, że zadziała".
I wtedy:
racjonalność znika całkowicie, bo każda, nawet najbardziej absurdalna hipoteza staje się "uzasadniona".
Dlatego w nauce i medycynie obowiązuje prosta zasada:
nie kierujemy się "mikroskopijną nadzieją", tylko dowodami i mechanizmem działania.
Krótko:
Pana argument nie prowadzi do leczenia - tylko do usprawiedliwienia dowolnej iluzji. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> Przypuśćmy, że nie istnieje wspomniany mechanizm, powtarzalne wyniki, ani potwierdzenie w badaniach. Wiadomo tylko tyle, że jest promil promila szansy na to, że terapia (działanie) odniesie sukces, a polega ona (ono) na zmianie trybu życia. Czy zaleci Pan podjęcie tego działania, czy go Pan nie zaleci? >= >Panie Elaspie, >to, co Pan proponuje, to nic innego jak świecka wersja zakładu Pascala: >"zrób coś, bo jest mikroskopijna szansa na ogromny zysk".Problem w tym, że tą logiką można uzasadnić wszystko. >Bo równie dobrze można powiedzieć: >"wierz w dowolnego boga, stosuj dowolną terapię, wykonuj dowolny rytuał - bo zawsze może być promil promila szansy, że zadziała".
Tak, ale to Pan ocenił prawdopodobieństwo istnienia Boga (nie: dowolnego boga) na promil promila.
Poza tym, ktoś powie, że różne są drogi do Boga i ten Bóg oceni starania człowieka, który wybierze ten, a nie inny rytuał.
Po trzecie, Pana odmowa wzięcia udziału w zakładzie sama w sobie jest już pewnym wyborem. Wybór jest więc nieunikniony.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
to nadal nie jest punkt sporu.
Tak - z perspektywy sceptycyzmu naukowego można mówić o różnych stopniach prawdopodobieństwa. Ale:
przypisanie czemuś nawet minimalnego prawdopodobieństwa nie jest jeszcze podstawą do działania.
Bo wtedy wracamy do tego samego problemu:
każdą hipotezę - nawet całkowicie dowolną - można uznać za "wartą realizacji", jeśli tylko ma niezerowe prawdopodobieństwo i obiecuje zysk.
Dlatego nauka działa inaczej:
nie wystarcza "możliwe" - potrzebne są mechanizm, dowody i powtarzalność.
Krótko:
prawdopodobieństwo bez podstaw nie jest racjonalnością - tylko jej pozorem.
I to jest zasadnicza różnica między naszymi stanowiskami. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. > Panie Elaspie, >to nadal nie jest punkt sporu. >Tak - z perspektywy sceptycyzmu naukowego można mówić o różnych stopniach prawdopodobieństwa. Ale: przypisanie czemuś nawet minimalnego prawdopodobieństwa nie jest jeszcze podstawą do działania.
Czyli nie działa Pan na podstawie takiej hipotezy, co jest w praktyce tym samym, co działanie na podstawie jej odrzucenia. Dokonuje Pan więc wyboru (o jakim mówi zakład P.).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
to, co Pan robi, to elementarny błąd logiczny.
utożsamia Pan brak działania z odrzuceniem hipotezy, co jest po prostu nieprawdziwe.
To tak, jakby twierdzić, że jeśli nie wierzę w każdą dowolną możliwość, to automatycznie ją "odrzucam". To absurd.
W praktyce racjonalnej istnieje trzecia opcja:
wstrzymanie się od działania z powodu braku podstaw.
I to jest dokładnie stanowisko naukowe.
Pana rozumowanie prowadzi do oczywistej irracjonalności:
jeśli każdą hipotezę o niezerowym prawdopodobieństwie traktować jako podstawę działania, to należałoby działać według nieskończonej liczby sprzecznych hipotez jednocześnie.
Co jest niemożliwe.
Krótko:
to nie ja dokonuję "zakładu Pascala", tylko Pan próbuje wymusić jego logikę - opartą na błędnym utożsamieniu możliwości z racjonalnością.
I na tym polega problem. .
Ponadto ja faktycznie istnieję i jestem odpowiedzialnym za swoje słowo, a Pan tylko troluje i nie boi się żadnej samokompromitacji. Myślę, iż czas to tu już skończyć. Dla inteligentnego czytelnika staje się tu nudnym. Czy naprawdę nie stać Pana na coś mądrzejszego? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, > to, co Pan robi, to elementarny błąd logiczny. >utożsamia Pan brak działania z odrzuceniem hipotezy, co jest po prostu nieprawdziwe. To tak, jakby twierdzić, że jeśli nie wierzę w każdą dowolną możliwość, to automatycznie ją "odrzucam". To absurd.
Jeżeli głosuje Pan na lewicę (żyje Pan bez Boga lub boga), to automatycznie nie głosuje Pan na prawicę (nie żyje Pan z Bogiem lub bogiem). Jak Pan chce zrobić jedno nie robiąc eo ipso drugiego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54908 punktów) | >>. >>Panie Elaspie, >> to, co Pan robi, to elementarny błąd logiczny. >>utożsamia Pan brak działania z odrzuceniem hipotezy, co jest po prostu nieprawdziwe. To tak, jakby twierdzić, że jeśli nie wierzę w każdą dowolną możliwość, to automatycznie ją "odrzucam". To absurd. > Jeżeli głosuje Pan na lewicę (żyje Pan bez Boga lub boga), to automatycznie nie głosuje Pan na prawicę (nie żyje Pan z Bogiem lub bogiem). Jak Pan chce zrobić jedno nie robiąc eo ipso drugiego? >
A jeśli ktoś głosuje na lewicę i żyje z Bogiem?
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >A jeśli ktoś głosuje na lewicę i żyje z Bogiem? - Badania socjologiczne pokazują, iż w Polsce większość partii lewicowych to ludzie wierzący. Większość stanowili nawet i w PZPR. Myślę iż podobnie jest w innych krajach europejskich.
Większość wierzących to co najmniej przyzwoici ludzie. Zaczynają czynić zło tylko wtedy, gdy autorytety, w które święcie wierzą, czynić zło im nakazują. Większość masowych zbrodni popełniano z Bogiem na ustach.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54908 punktów) | >. >>A jeśli ktoś głosuje na lewicę i żyje z Bogiem? >- >Badania socjologiczne pokazują, iż w Polsce większość partii lewicowych to ludzie wierzący. Większość stanowili nawet i w PZPR. Myślę iż podobnie jest w innych krajach europejskich. >Większość wierzących to co najmniej przyzwoici ludzie. Zaczynają czynić zło tylko wtedy, gdy autorytety, w które święcie wierzą, czynić zło im nakazują. Większość masowych zbrodni popełniano z Bogiem na ustach.
Gdyby lewicowość kłóciła się z religijnością to musiałbym korzystać z pomocy psychiatry, ponieważ staram się być gorliwym katolikiem przy jednocześnie zdecydowanie lewicowych poglądach
Ale pewnie tyle katolicyzmów ilu katolików i tyle lewic ilu lewicowców. Dawno temu, miałem okazję zobaczyć kilka pamiątek po Komunistycznej republice Guaranów i poczytać (niestety w przekładzie z ich języka) wspomnień mieszkańców tej republiki A przecież komunizm szedł tam w parze z niemal przymusowym katolicyzmem
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Gdyby lewicowość kłóciła się z religijnością to musiałbym korzystać z pomocy psychiatry, ponieważ staram się być gorliwym katolikiem przy jednocześnie zdecydowanie lewicowych poglądach.- Lewicowe poglądy to znam w całym ich wachlarzu, ale interesującym jest dla mnie jak inteligentny i wykształcony człowiek może być katolikiem i to do tego jeszcze gorliwym? www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088- > Ale pewnie tyle katolicyzmów ilu katolików i tyle lewic ilu lewicowców.- Zgadzam się tu z Panem, gdyż uważam, że każdy wierzący ma takiego boga na jakiego go stać. Jeszcze nie spotkałem dwóch katolików, którzy by w tego samego Boga wierzyli, a aby sprawę wyostrzyć, to niech Pan porówna Boga przysłowiowej Kowalskiej z Bogiem dyskusji w Castel Gandolfo. Tego co prawda nie wiem, ale wydaje mi się, że panowie Elasp i Szarley też w innego Boga wierzą? www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,672499#w672756.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54908 punktów) | >. >>Gdyby lewicowość kłóciła się z religijnością to musiałbym korzystać z pomocy psychiatry, ponieważ staram się być gorliwym katolikiem przy jednocześnie zdecydowanie lewicowych poglądach. >Lewicowe poglądy to znam w całym ich wachlarzu,
Tak więc zapewne zna Pan pisanie ks. Wyszyńskiego z czasów kiedy był zwykłym kapelanem
>ale interesującym jest dla mnie jak inteligentny i wykształcony człowiek może być katolikiem i to do tego jeszcze gorliwym? Snadź nie jestem tak inteligentny jak pan mnie znajduje; wykształcenia się nie wypieram ale się nim nie popisuję
>>Ale pewnie tyle katolicyzmów ilu katolików i tyle lewic ilu lewicowców. >Zgadzam się tu z Panem, gdyż uważam, że każdy wierzący ma takiego boga na jakiego go stać. Jeszcze nie spotkałem dwóch katolików, którzy by w tego samego Boga wierzyli, a aby sprawę wyostrzyć, to niech Pan porówna Boga przysłowiowej Kowalskiej z Bogiem dyskusji w Castel Gandolfo.
Mnie wystarczy pojechać do mojego rodzinnego Cieszyna i posłuchać kazań po obu stronach Rzeki, albo porównać Wiśniewskiego, Bonieckiego Rysia, Krajewskiego, Nossola i Lobkowicza z audycją Radia z Torunia żeby mieć PEWNOŚĆ, że czytali całkiem inne przekłady Ewangelii
>Tego co prawda nie wiem, ale wydaje mi się, że panowie Elasp i Szarley też w innego Boga wierzą? Ja dostrzegam moc różnic w poglądach Elaspa i moich, jak też znaczącą jego przewagę nade mną w oczytaniu w humanistycznych naukach, ale religijności Elaspa nie oceniam. bo nie jestem w tym kompetentny. Kto inny i jego i moją gorliwość oceni.
Co do komunizmu Guarani, największe wrażenie zrobiły na mnie listy pisane między nimi. XVII wiek, w podbitym narodzie skazanym na niewolnictwo, sam fakt pisania listów już był niesamowitym zjawiskiem
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
. > Tak więc zapewne zna Pan pisanie ks. Wyszyńskiego z czasów kiedy był zwykłym kapelanem- Jako tako. Pisałem na ten temat pracę magisterską, ale to było wieki temu. - > Snadź nie jestem tak inteligentny jak pan mnie znajduje; wykształcenia się nie wypieram ale się nim nie popisuję- Mnie to wystarcza. Zapewniam Pana, iż wątpliwy jest prezydent, który musi o tym stale zapewniać. "Czy słyszał pan co mówił Prezydent?"> Mnie wystarczy pojechać do mojego rodzinnego Cieszyna i posłuchać kazań po obu stronach Rzeki, albo porównać Wiśniewskiego, Bonieckiego Rysia, Krajewskiego, Nossola i Lobkowicza z audycją Radia z Torunia żeby mieć PEWNOŚĆ, że czytali całkiem inne przekłady Ewangelii- Tego co prawda nie wiem, ale wydaje mi się, że panowie Elasp i Szarley też w innego Boga wierzą? - > Ja dostrzegam moc różnic w poglądach Elaspa i moich, jak też znaczącą jego przewagę nade mną w oczytaniu w humanistycznych naukach,- Tu jest odwrotnie ja widzę i potrafię wykazać ograniczenia intelektualne pana Elaspa nie tylko w naukach humanistycznych, ale nawet w wiedzy teologicznej. Ułatwia mi to jego zacietrzewienie. - > ale religijności Elaspa nie oceniam. bo nie jestem w tym kompetentny. Kto inny i jego i moją gorliwość oceni._ Ja religijności też nie, tym bardziej, iż mnie jego rozliczenia z Kościołem, czy z samym Bogiem jakoś mało mnie interesują. Jestem zainteresowany tylko racjonalnymi argumentami. Nie znam kontrargumentów dla czyjeś wiary. Dla mnie stwierdzenie: ja wierzę zamyka sprawę dyskusji. - > Co do komunizmu Guarani, największe wrażenie zrobiły na mnie listy pisane między nimi. XVII wiek, w podbitym narodzie skazanym na niewolnictwo, sam fakt pisania listów już był niesamowitym zjawiskiem.- Ja patrzę na to inaczej. Gdziebym rozejrzał się po historii powszechnej, to widzę ile zła przynosi wiara i przedmiot/podmiot wiary ma tu niewielkie znaczenie. www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,699979#w700746www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,648182#w648323.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54908 punktów) | >>Co do komunizmu Guarani, największe wrażenie zrobiły na mnie listy pisane między nimi. XVII wiek, w podbitym narodzie skazanym na niewolnictwo, sam fakt pisania listów już był niesamowitym zjawiskiem. >- >Ja patrzę na to inaczej. Gdziebym rozejrzał się po historii powszechnej, to widzę ile zła przynosi wiara i przedmiot/podmiot wiary ma tu niewielkie znaczenie.
Nie neguję zła. Nie trzeba być historykiem, żeby na tyle znać historię, żeby dostrzegać jak różne wiary (w tym i chrześcijaństwo) powodowały zło. Jednak likwidacji analfabetyzmu nie nazwę złem.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Jednak likwidacji analfabetyzmu nie nazwę złem.- Ja też nie.Wikipedia: W 1914 r. na ziemiach polskich było: 57% analfabetów w zaborze rosyjskim, 40% w Galicji i 5% w zaborze pruskim, co łącznie dla terenu powojennej II RP dawało ok. 41%. 7 lutego 1919 Józef Piłsudski wprowadził dekret o obowiązku szkolnym dla dzieci od 7 do 14 roku życia, co wpłynęło na spadek analfabetyzmu w kolejnych latach. Według spisów ludności w Polsce w 1921 r. było 33,1% analfabetów, w 1931 - 23,1%, w późniejszych latach do 1939 spisy ludności nie były przeprowadzane, zgodnie z szacunkami w 1939 analfabetyzm wynosił ok. 15%. Po II wojnie światowej rząd Polski Ludowej przeprowadził w latach 1949-1952 planową akcję likwidacji analfabetyzmu w Polsce. Pierwsze próby podjęto już w 1945 r. Departament Oświaty i Kultury Dorosłych Ministerstwa Oświaty opracował projekt dekretu o obowiązkowym nauczaniu analfabetów. Jednak dopiero ustawa z 7 kwietnia 1949 r. wprowadziła obowiązek bezpłatnej nauki dla analfabetów i półanalfabetów od 14. do 50. roku życia. Na Ludowe Wojsko Polskie również nałożono obowiązek nauczania żołnierzy odbywających służbę wojskową. Świadectwa ukończenia kursu otrzymało 618 298 osób, co stanowiło 4,6% ogółu Polaków w grupie wiekowej od 14 do 50 lat, lecz w grupie wiekowej powyżej 50 lat nadal znajdowało się 1,06 mln analfabetów i półanalfabetów, stanowili oni ok. 21% tej grupy. W 1952 r. Sejm uchwalił zakończenie akcji. W późniejszych latach PRL analfabetyzm nadal występował, w 1960 roku stanowił 2,7%. W 1958 r. rozpoczęto likwidację wtórnego analfabetyzmu, który stał się zjawiskiem marginalnym i wynosił w 1978 - 0,9%. ------------------------------------- Szarley: Likwidacja analfabetyzmu jest zasługą PRLu, ale też tylko ideologicznie zaślepieni, nie dostrzegają starań II RP, a równie zaślepieni, nie dostrzegają jego odradzania się dziś. (tym bardziej, że ze wzrostem wymagań świata definicja analfabetyzmu powinna być inna) www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,621939#w622361- www.racjon(*)m/15061/769071001404984955.pdf. www.racjonalista.pl/forum.php/s,523045#w523875www.racjonalista.pl/forum.php/s,537149#w537260www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,586971#w588766www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,626503#w626521Natomiast jest wprost porażający poziom wyższego wykształcenie w obecnej Polsce. Co z tego, iż tak duży jest procent ludzi z wyższym wykształceniem, gdy ono się równa Peerelowskiej szkółce pomaturalnej. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Ja patrzę na to inaczej. Gdziebym rozejrzał się po historii powszechnej, to widzę ile zła przynosi wiara i przedmiot/podmiot wiary ma tu niewielkie znaczenie.
Jakie więc zło przyniosła wiara - wiara religijna Polaków - w roku 2025? Co wynika w tym względzie z Pana obserwacji?
Ewentualnie: jakie zło przyniosła z sobą wiara (jakakolwiek) w Polsce w roku 2025?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Jakie więc zło przyniosła wiara - wiara religijna Polaków - w roku 2025? Co wynika w tym względzie z Pana obserwacji?> Ewentualnie: jakie zło przyniosła z sobą wiara (jakakolwiek) w Polsce w roku 2025?- Tu rozmawiamy o konkretnej książce, a nie o Pańskich poglądach i wyborach. www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,9#w956128www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,955625#w955692www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,9#w956135Gdy Pan sam zła nie dostrzega, to ja nie mam żadnych możliwości na wskazanie Panu jego jego. Mnie wystarcza wybór Nawrockiego, ale miał poparcie Kościoła i zagłosowało na niego 10 milionów Polaków.  Badania na temat postaw moralnych Polaków robią także socjologowie związani z Kościołem katolickim. Może warto tam zajrzeć. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | > .> > Jakie więc zło przyniosła wiara - wiara religijna Polaków - w roku 2025? Co wynika w tym względzie z Pana obserwacji?> > Ewentualnie: jakie zło przyniosła z sobą wiara (jakakolwiek) w Polsce w roku 2025?> -> Tu rozmawiamy o konkretnej książce, a nie o Pańskich poglądach i wyborach.> www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,9#w956128> www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,955625#w955692> www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,9#w956135> Gdy Pan sam zła nie dostrzega, to ja nie mam żadnych możliwości na wskazanie Panu jego jego.Dobrze, ale o jakim złu Pam mówi? Proszę o fakty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Dobrze, ale o jakim złu Pam mówi? Proszę o fakty. - Pańskie zacietrzewienie całkowicie Pana oślepia i nie dostrzega Pan niczego co przeczy Pańskiej wierze. Nawet nie chce się Panu poznać argumentów jej przeczących. Jak tu widać jakakolwiek rozmowa merytoryczna na jakikolwiek temat jest z Panem niemożliwą. Właśnie, w mojej subiektywnej ocenie, Pan i ludzie podobni Panu, są złem jakie spotkało moją ojczyznę. Wybory Polaków są faktem. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Fragment książki: Smutny obraz wyłania się z ekspertyzy PAN pt. "Kondycja moralna społeczeństwa polskiego", opublikowanej w 2002 roku przez krakowskie WAM. lubimyczyt(*)oralna-spoleczenstwa-polskiegoDwadzieścia lat później Krystyna Skarżyńska w "Res Humana", styczeń-luty 2024 r. publikuje artykuł: "Jacy jesteśmy? Silne i słabe strony społeczeństwa polskiego". Można w tu szukać odpowiedzi na pytanie, z jakiej bazy wyrosły i na jakiej podbudowie narodziły się faktycznie obowiązujące w dzisiejszej Polsce kodeksy postępowania. Nadal jednak zasadnicze pytanie brzmi: kto te zwyczaje kreuje? Komu zawdzięczamy bezwzględny egoizm indywidualny i grupowy elit III Rzeczypospolitej? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Dawno temu, miałem okazję zobaczyć kilka pamiątek po Komunistycznej republice Guaranów i poczytać (niestety w przekładzie z ich języka) wspomnień mieszkańców tej republiki> A przecież komunizm szedł tam w parze z niemal przymusowym katolicyzmem- www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,594458#w595113lubimyczyt(*)munistyczna-republika-guaranowridero.eu/(*)ka_republika_guaranow/freeText- Chrześcijaństwo, faszyzm, komunizm, to tylko chore ideologie: Szkodliwą jest dopiero wiara w te bzdury. Im bardziej ślepa, fundamentalistyczna, tym groźniejsza - prowadząca do większego ogromu nieszczęść. Tak, ma Pan racje - mało ważnym jest jak się religie wybielają, a konkurencję błotem obrzucają. Wszystkie są siebie warte. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,594458#w595117.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
Panie Elaspie,
to porównanie z głosowaniem jest nietrafne.
głosowanie to wybór między skończoną liczbą opcji, a hipotezy o świecie tworzą zbiór praktycznie nieograniczony.
Nie muszę "wybierać" między:
Bogiem, a jego zaprzeczeniem, tak jak wybiera się między partiami.
W nauce sytuacja wygląda inaczej:
większości hipotez się nie przyjmuje - nie dlatego, że są "odrzucone", tylko dlatego, że brak dla nich podstaw.
Pana rozumowanie prowadzi do absurdu:
skoro każda możliwość wymaga wyboru "za" lub "przeciw", to należałoby zajmować stanowisko wobec nieskończonej liczby dowolnych bytów.
Co jest oczywiście niemożliwe.
- Krótko:
brak wiary w Boga nie jest "wyborem przeciw", tylko brakiem podstaw do uznania tej hipotezy.
A Pan próbuje na siłę sprowadzić to do logiki plebiscytu, która tu po prostu nie ma zastosowania. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >to porównanie z głosowaniem jest nietrafne. >głosowanie to wybór między skończoną liczbą opcji, a hipotezy o świecie tworzą zbiór praktycznie nieograniczony.Nie muszę "wybierać" między: >Bogiem, a jego zaprzeczeniem, tak jak wybiera się między partiami. >W nauce sytuacja wygląda inaczej: >większości hipotez się nie przyjmuje - nie dlatego, że są "odrzucone", tylko dlatego, że brak dla nich podstaw.Pana rozumowanie prowadzi do absurdu: >skoro każda możliwość wymaga wyboru "za" lub "przeciw", to należałoby zajmować stanowisko wobec nieskończonej liczby dowolnych bytów.Co jest oczywiście niemożliwe. >-
Nie mówię o nauce, mówię o praktyce życiowej, jej bowiem dotyczy zakład P. Jeżeli mieszka Pan np. w Warszawie, to w praktyce dokonał Pan wyboru między tym miastem a nieskończoną liczbą innych miejsc zamieszkania. To, że tych innych sobie Pan szczegółowo nie uświadamia, albo uświadamiał Pan sobie tylko niektóre z nich, nie ma znaczenia. Pana sytuacja jest w praktyce taka sama, jak kogoś, kto sprawdziwszy nieskończenie wiele miejsc postanowił zamieszkać w Warszawie. W praktyce liczą się skutki, a te są dokładnie takie same.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie, bardzo Panu współczuję:
po raz kolejny buduje Pan analogię na fałszywym założeniu.
To, że mieszkam w Warszawie, nie oznacza, że:
dokonałem wyboru spośród nieskończonej liczby wszystkich możliwych miejsc. .
W praktyce życiowej jest dokładnie odwrotnie:
większość naszych sytuacji nie wynika z wyboru, tylko z okoliczności - miejsca urodzenia, środowiska, historii życia.
Ja Warszawy nie "wybrałem" - po prostu się tu urodziłem. .
Podobnie jest z religią:
ludzie w ogromnej większości nie "wybierają Boga", tylko dziedziczą wiarę wraz ze środowiskiem.
To jest fakt empiryczny, dobrze znany z badań. .
Dlatego Pana porównanie jest błędne:
nie istnieje żadna realna sytuacja, w której ktoś rozważa "nieskończony zbiór możliwości" i dokonuje wyboru.
To czysto abstrakcyjna konstrukcja. .
Krótko:
w praktyce życia działamy w ograniczonych warunkach i na podstawie konkretnych przyczyn, a nie w oparciu o "nieskończony wybór".
I dlatego Pana analogia - choć efektowna - nie ma żadnej wartości wyjaśniającej.
To co Pan tu wypisuje to intelektualna żenada. .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Współczesna krytyka religii nie polega przede wszystkim na wyborze "aktualnie dominującego systemu przekonań", lecz na analizie roszczeń, jakie dany system formułuje. Religie tradycyjne - w tym chrześcijaństwo - zgłaszają roszczenia ontologiczne (dotyczące istnienia Boga, duszy, porządku nadprzyrodzonego), a także normatywne (dotyczące tego, jak należy żyć). Krytyka może więc dotyczyć zarówno prawdziwości tych twierdzeń, jak i ich konsekwencji praktycznych.
Natomiast idea praw człowieka, choć bywa przedstawiana językiem przypominającym metafizykę ("przyrodzona godność"), nie stanowi w istocie konkurencyjnej religii ani opisu ukrytej struktury rzeczywistości. Jest ona projektem normatywnym - zbiorem zasad, które mają regulować życie społeczne w sposób minimalizujący przemoc i arbitralność. Jej "oczywistość" nie wynika z objawienia ani tradycji, lecz z historycznego doświadczenia i refleksji nad skutkami ich braku.
Z tego względu nie zachodzi symetria między krytyką religii a ewentualną "krytyką praw człowieka" rozumianą jako odrzucenie równości lub postulowanie hierarchii godności. Odrzucenie praw człowieka nie jest analogiczne do podważania twierdzeń teologicznych, lecz oznacza propozycję alternatywnego porządku normatywnego - takiego, który musi być oceniany przede wszystkim przez pryzmat swoich konsekwencji społecznych i politycznych.
Można więc poddać ideę praw człowieka krytyce - analizować jej założenia, zakres czy sposób uzasadnienia - ale nie na tych samych zasadach, na jakich krytykuje się twierdzenia religijne. W pierwszym przypadku chodzi o ocenę przyjętego projektu normatywnego, w drugim - o ocenę roszczeń do opisu rzeczywistości.
W konsekwencji pytanie o "odwagę" występowania przeciw jednej lub drugiej sferze okazuje się źle postawione. Krytyka nie jest funkcją aktualnej dominacji danego systemu, lecz adekwatnego rozpoznania jego charakteru. Inaczej ocenia się bowiem twierdzenia o tym, co istnieje, a inaczej zasady określające, jak ludzie powinni ze sobą współżyć. .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
Można pójść krok dalej i zauważyć, że cała trudność, wokół której krąży powyższa wymiana zdań, bierze się z jednego zasadniczego nieporozumienia: z nieodróżniania języka, w którym opisuje się rzeczywistość, od języka, w którym ustanawia się reguły działania.
Religia - przynajmniej w swojej klasycznej postaci - operuje w obu tych porządkach jednocześnie. Z jednej strony twierdzi, że istnieje określony byt (Bóg), że świat ma nadany sens, że człowiek posiada duszę. Z drugiej strony, na podstawie tych twierdzeń, formułuje normy postępowania. Tym samym jej część normatywna jest uzależniona od części ontologicznej: jeśli ta druga okazuje się nieuzasadniona, pierwsza traci swoje uprzywilejowane uzasadnienie.
Natomiast nowoczesne systemy normatywne - takie jak idea praw człowieka - zostały, można powiedzieć, "odcięte" od tego typu zobowiązań ontologicznych. Nie wymagają przyjęcia żadnego określonego obrazu świata jako warunku swojego obowiązywania. Nie trzeba wiedzieć, czy człowiek posiada duszę, aby uznać, że nie powinien być torturowany. Nie trzeba rozstrzygać metafizycznego statusu "godności", aby przyjąć, że należy traktować ludzi jako podmioty, a nie środki.
I to jest punkt najważniejszy: normy mogą być przyjmowane i uzasadniane niezależnie od rozstrzygnięć ontologicznych.
Z tej perspektywy ujawnia się pozorność symetrii, która została zasugerowana. Owszem, zarówno religia, jak i prawa człowieka posługują się językiem, który może sprawiać wrażenie absolutnego ("Bóg nakazuje", "godność jest niezbywalna"), lecz funkcja tego języka jest odmienna. W pierwszym przypadku ma on charakter deskryptywno-metafizyczny, w drugim - regulatywny.
To rozróżnienie pozwala również lepiej zrozumieć, na czym polega sensowna krytyka w obu przypadkach. Krytykując religię, kwestionuje się zasadność twierdzeń o rzeczywistości oraz wynikające z nich roszczenia normatywne. Krytykując prawa człowieka, nie obala się "faktów o świecie", lecz proponuje się alternatywne reguły organizacji życia społecznego - i to one podlegają ocenie.
W tym miejscu pojawia się dodatkowa konsekwencja, często pomijana. Jeżeli bowiem normy nie wymagają zakorzenienia w ontologii, to ich uzasadnienie musi przyjąć inny charakter. Nie może ono polegać na odwołaniu do bytu wyższego czy ukrytej struktury rzeczywistości, lecz do argumentów takich jak spójność, uniwersalizowalność, przewidywane skutki czy doświadczenie historyczne. Innymi słowy, ciężar uzasadnienia przesuwa się z pytania "czy to jest prawdziwe?" na pytanie "czy to działa i czy da się to uzasadnić wobec innych?".
W konsekwencji zmienia się także rozumienie "oczywistości". W religii oczywistość bywa utożsamiana z prawdą objawioną lub tradycją. W systemach świeckich jest raczej wynikiem długiego procesu historycznego, w którym pewne rozwiązania okazały się mniej destrukcyjne niż inne. "Oczywistość" praw człowieka nie polega więc na ich metafizycznej konieczności, lecz na tym, że alternatywy okazały się gorsze.
To prowadzi do ostatecznego wniosku: nie istnieje jedna wspólna płaszczyzna, na której można by w prosty sposób zestawić religię i świeckie systemy normatywne jako równoważne "wierzenia". Próba takiego zestawienia zaciera bowiem różnicę między tym, co ma być opisem świata, a tym, co jest propozycją jego urządzenia.
A właśnie ta różnica - choć łatwa do przeoczenia - okazuje się rozstrzygająca. .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Podsumowując, nie należy pytać, czy Bóg istnieje względnie nie istnieje i odpowiadać "tak", "nie" lub "może", ponieważ tak długo, jak długo nie "zdefiniujemy" Boga, zarówno pytania o jego istnieje, a zatem również odpowiedzi na nie są bezsensowne, gdyż nie wiemy, co oznaczają. Znacznie lepiej przyjąć, że Bóg jest bytem hipotetycznym, którego istnienie nie zostało dotąd potwierdzone, lub też przyjąć, że Bóg istnieje w sferze pojęciowej, w której pojęcie (jego) istnienia nie zostało jasno zdefiniowane. > Czym, Pana zdaniem, różni się człowiek, który uznaje istnienie praw człowieka i i żyje (stara się żyć) wedle tych praw, od człowieka, który uznaje istnienie Boga i żyje (lub przynajmniej stara się żyć) wedle jego praw?
Stawia Pan przede mną problem "stary jak świat" a dotyczący moralności (etyki), a szerzej jej źródeł, prosząc, bym rozstrzygnął, czym różnią się od siebie ludzie, z których jeden uznaje istnienie praw człowieka i żyje, lub choćby stara się żyć w zgodzie z tymi prawami, zaś drugi uznaje istnienie Boga i żyje, albo przynajmniej stara się żyć w zgodzie z prawami boskimi. Przyznaję, że nie widzę łatwo dostrzegalnego związku Pana wypowiedzi z moją. Ale skoro coś Pana napisał, to ja się do tego jakoś odniosę.
Mamy zatem dwie etyki. Jena z nich posiada legitymizację religijną daną przez chrześcijańskiego boga (dokładniej: judeochrześcijańskiego, choć różnice między bogiem judaizmu a bogiem chrześcijaństwa są widoczne i istotne), a więc legitymizację transcendentną. Chrześcijanie - a w tym oczywiście ogół chrześcijańskich teologów i filozofów - uważają, że etyka w ogóle ma wyłącznie jedną postać, a jest nią właśnie ta chrześcijańska. Etyka chrześcijańska pochodzi zatem z jakiegoś boskiego świata transcendentnego w stosunku do świata naszego. Jej autorem jest transcendentny Bóg, a nie człowiek. Nie jest zatem etyka chrześcijańska opracowanym przez ludzi zbiorem zaleceń, norm, zakazów, nakazów i rad, odnoszących się do zachowań i postaw pożądanych w życiu społecznym i indywidualnym, nie wynika z gromadzonych przez ludzi doświadczeń i przemyśleń, lecz jest objawieniem w taki czy inny sposób danym człowiekowi przez Boga. Ma ona charakter niezmienny, co wynika bezpośrednio z jednego z boskich atrybutów, czyli z jego niezmienności. A zatem, skoro etyka chrześcijańska pochodzi od Boga, więc stosowanie się do niej jest obowiązkowe, zaś odstępstwa od niej ściągają na winnego surową boską karę. Etyka chrześcijańska funkcjonuje zatem na zasadzie nakazu i lęku przed boskim gniewem.
Transcendentne pochodzenie etyki chrześcijańskiej oznacza zatem, że bodźcem (zachętą, dopingiem, natchnieniem) do tego, by być dobrym człowiekiem, by dobrze postępować, nie krzywdzić i ranić innych, jest obawa przed boską karą (różnie być może rozumianą) oraz zapewne nadzieja na nagrodę w postaci życia wiecznego po śmierci. Kolejne pytania same się narzucają: -- Czy chrześcijanin, zwolennik transcendentnej etyki, dostrzegałby potrzebę godnego i uczciwego życia, dobrego zachowania i postępowania, gdyby nie ów boski nakaz, boskie gwarancje nagrody po śmierci oraz gniew przed karą niebios? -- Dlaczego człowiek ma się podporządkowywać moralnym nakazom Boga, skoro był on niejednokrotnie zły, a chwilami wręcz okrutny, na co dziesiątki razy można znaleźć potwierdzenia w Biblii, zarówno w Startym jak i Nowym Testamencie? -- Dlaczego mamy uznawać za moralne czyny podjęte nie z własnej woli, lecz z posłuszeństwa Bogu i strachu przed jego gniewem? -- Etyka transcendentna opiera się na wierze w Boga. Wiara nie jest nam dana raz na zawsze. Można tę wiarę utracić, można ją uzyskać. Jaką etykę ma "wyznawać" katolik, który z jakichś powodów stracił wiarę. Tej świeckiej jeszcze nie tak dawno nie uznawał, dlaczego nagle ma ją uznać? Czy wobec tego grozi mu kryzys moralny. Proszę wziąć pod uwagę, że sekularyzacja społeczeństw zachodnich postępuje dość szybko. -- Dekalog można śmiało uznać za podstawę chrześcijańskiej etyki. Reguł moralnych jest tam niewiele, jedynie siedem (od czwartej do dziesiątej). Nie dość, że przerażająco mało, to za regułami kościelnymi, którym Bóg nadał pierwszeństwo. Nawet reguła "5. Nie zabijaj" występuje poniżej np. reguły "3. Pamiętaj abyś dzień święty święcił", tak jakby przestrzeganie tej akurat normy było dla Boga ważniejsze od zabijania. A poza tym, jak może Bóg wymagać, by jeden człowiek nie zabijał drugiego, skoro on sam, JHWH, zdecydowanie za często do tej zasady się nie stosował.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Kontynuacja do wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625#w956109Zasmucę teraz Pana. Początki etyki nie mają nic wspólnego z chrześcijańskim bogiem. Niektórzy uważają, że genezę etyki należy powiązać z pojawieniem się sumienia, a to uwidoczniło się po raz pierwszy w dialogach Platona (427-347 p.n.e.) i sprowadzało się do zgodności z samym sobą. Inni stoją na stanowisku, że początków myślenia etycznego należy się doszukiwać w dziełach Homera, Hipokratesa, Cycerona i Arystotelesa. Jak zatem widać najstarsze utrwalone na piśmie zasady i normy etyczne pojawiły się na długo przed Jezusem i chrześcijaństwem. Są też tacy, którzy uważają, że "prawdziwa" etyka pojawiła się wraz z Biblią. Nie mogli udawać, że nie dostrzegają pierwszeństwa etyki świeckiej, tej bez transcendentnego Boga, więc tę chrześcijańską nazwali prawdziwą, tak jakby ta świecka taką nie była. A skoro nie była prawdziwą etyką, to jaką była? Takie są początki etyki, której autorem nie był Bóg, lecz człowiek. Ona nie odwołuje się do Boga. Nie ma transcendentnej legitymizacji, ma ludzką. To ludzie ją "opracowali" zbierając przez setki lat doświadczenia i przemyślenia. To jest etyka moja oraz setek milionów ludzi, którzy tak ja wierzą, że żaden transcendentny Bóg nie jest im potrzebny dla uczciwego życia, gdyż - według nich - żaden nie istnieje. Ci ludzie stosują się do zaleceń i nakazów nie z czyjegoś nakazu i nie ze strachu przed kimś, lecz z potrzeby własnego sumienia, które dyktuje im, co jest dobre a co złe. Domyślam się, co Pan w tej chwili myśli. Zapewne to, że ludzie stosujący się do etyki bez Boga boją się surowej oceny i kary udzielonej im przez świecki wymiar sprawiedliwości za postępowanie niezgodne z wymogami świeckiego prawa. Zgadzam się, że w wielu przypadkach może to być hamulcem złego postępowania, ale przecież taki sam hamulec mają przed sobą również zwolennicy etyki chrześcijańskiej, a w związku z tym czynnik ten można spokojnie pominąć. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Kontynuacja do wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625#w956110Zasmucę teraz Pana. Początki etyki nie mają nic wspólnego z chrześcijańskim bogiem. Niektórzy uważają, że genezę etyki należy powiązać z pojawieniem się sumienia, a to uwidoczniło się po raz pierwszy w dialogach Platona (427-347 p.n.e.) i sprowadzało się do zgodności z samym sobą. Inni stoją na stanowisku, że początków myślenia etycznego należy się doszukiwać w dziełach Homera, Hipokratesa, Cycerona i Arystotelesa. Jak zatem widać najstarsze utrwalone na piśmie zasady i normy etyczne pojawiły się na długo przed Jezusem i chrześcijaństwem. Są też tacy, którzy uważają, że "prawdziwa" etyka pojawiła się wraz z Biblią. Nie mogli udawać, że nie dostrzegają pierwszeństwa etyki świeckiej, tej bez transcendentnego Boga, więc tę chrześcijańską nazwali prawdziwą, tak jakby ta świecka taką nie była. A skoro nie była prawdziwą etyką, to jaką była? Takie są początki etyki, której autorem nie był Bóg, lecz człowiek. Ona nie odwołuje się do Boga. Nie ma transcendentnej legitymizacji, ma ludzką. To ludzie ją "opracowali" zbierając przez setki lat doświadczenia i przemyślenia. To jest etyka moja oraz setek milionów ludzi, którzy tak ja wierzą, że żaden transcendentny Bóg nie jest im potrzebny dla uczciwego życia, gdyż - według nich - żaden nie istnieje. Ci ludzie stosują się do zaleceń i nakazów nie z czyjegoś nakazu i nie ze strachu przed kimś, lecz z potrzeby własnego sumienia, które dyktuje im, co jest dobre a co złe. Domyślam się, co Pan w tej chwili myśli. Zapewne to, że ludzie stosujący się do etyki bez Boga boją się surowej oceny i kary udzielonej im przez świecki wymiar sprawiedliwości za postępowanie niezgodne z wymogami świeckiego prawa. Zgadzam się, że w wielu przypadkach może to być hamulcem złego postępowania, ale przecież taki sam hamulec mają przed sobą również zwolennicy etyki chrześcijańskiej, a w związku z tym czynnik ten można spokojnie pominąć. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Kontynuacja do wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625#w956111> Drugi z nich będzie mieć trudności (przyznaję) w udowodnieniu, że człowiek ma niematerialną duszę (pomijając już samo istnienie Boga). Ale czy temu pierwszemu łatwiej będzie wykazać, że człowiek ma "przyrodzoną i niezbywalną godność"?Niewątpliwie chrześcijanin będzie miał poważny problem z udowodnieniem, że człowiek posiada niematerialną duszę. Co więcej, on tego nie udowodni, bo to nie jest twierdzenie matematyczne, które można udowodnić. Duszy nie możemy ani zobaczyć, ani zmierzyć, ani zważyć. Może Pan próbować wskazać jakieś przemawiające za jej istnieniem argumenty, ale coś mi się wydaje, że z tym będzie miał Pan bardzo poważny problem. A teraz coś o godności, przyrodzonej (wrodzonej), niezbywalnej, niezniszczalnej i nieutracalnej. Słowo godność jest tytułem ukutym przez człowieka i określa "poczucie [własnej] wartości przysługujące człowiekowi, które nakazuje postępowanie według ważnych zasad ogólnoludzkich, powiązane z szacunkiem, który zyskuje się w oczach innych". Zatem "godność" - zwana też godnością osobową lub godnością człowieka - jest wartością uniwersalną. Jest jedną z naszych cech przyrodzonych, która została określona tym akurat terminem. My tę cechę po prostu mamy, tak jak mamy inne cechy przyrodzone. Każdy ma tę cechę i każdy "czuje", że ją posiada. Każdy też ma prawo do obrony swojej godności lub godności osób szczególnie mu bliskich, gdy przykładowo zostanie niesłusznie obrażony lub posądzony o dokonanie czynu niegodnego, o jakieś wykroczenia czy nawet zbrodnie. To co powyżej napisałem, to cały dowód na to, że każdy posiada tę wartość uniwersaną. I to wystarcza, nic dodać, nic ująć. Godności nie widać, ale ona jest i my ją mamy i wiemy, że ją mamy: ja ją mam, Pan ją ma, i Pan Bogusławski też ją ma... itd. Analogicznie każdy człowiek posiada przyrodzone mu uczucia strachu, odwagi, miłości,... W naszych czasach godność człowieka jest również kategorią prawną, a nie tylko filozoficzną, etyczną i teologiczną, i jako źródło podmiotowości prawnej jest podstawą sprawiedliwości oraz praw człowieka. > Pewne instytucje uznają istnienie praw człowieka i wymagają od nas tego uznania - dla naszego dobra i w naszym interesie. Ale czy nie robiły tego kiedyś Kościoły, i to także "dla naszego dobra"? Proszę wskazać choćby jedną istotną różnicę.Z przyjemnością to zrobię. Oczekuję jednak, że w pierwszej kolejności odniesie się Pan do tego, co ja napisałem, a napisałem dość dużo. Ponadto liczę, że wskaże Pan cóż takiego dobrego zrobiły kiedyś Kościoły dla naszego dobra. > Czy więc współczesna krytyka religii nie powinna być skierowana w stronę tej religii, która dziś jest żywa i której zasady są tak oczywiste dla współczesnego człowieka, jak oczywiste były zasady religii chrześcijańskiej w dawnych wiekach? Czy miałby Pan odwagę dziś wystąpić nie przeciwko np. Kościołowi Katolickiemu (czy to jest dziś oznaką odwagi i nowoczesności?), ale przeciw idei praw człowieka i np. głosić, że niektórzy ludzie powinni mieć więcej praw, a inni mniej? Albo że człowiek nabywa godności przez swoje czyny i jest ona proporcjonalna do jego zasług?Proszę rozwinąć te zapytania i przedstawić swój punkt widzenia. Wtedy z przyjemnością odniosę się do tego. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> A teraz coś o godności, przyrodzonej (wrodzonej), niezbywalnej, niezniszczalnej i nieutracalnej.> Słowo godność jest tytułem ukutym przez człowieka i określa "poczucie [własnej] wartości przysługujące człowiekowi, które nakazuje postępowanie według ważnych zasad ogólnoludzkich, powiązane z szacunkiem, który zyskuje się w oczach innych".> Zatem "godność" - zwana też godnością osobową lub godnością człowieka - jest wartością uniwersalną. Jest jedną z naszych cech przyrodzonych, która została określona tym akurat terminem. My tę cechę po prostu mamy, tak jak mamy inne cechy przyrodzone. Powiedzenie, że godność "po prostu mamy", to nie uzasadnienie, tylko brak uzasadnienia. > Każdy ma tę cechę i każdy "czuje", że ją posiada. Każdy też ma prawo do obrony swojej godności lub godności osób szczególnie mu bliskich, gdy przykładowo zostanie niesłusznie obrażony lub posądzony o dokonanie czynu niegodnego, o jakieś wykroczenia czy nawet zbrodnie. Czy czuli to także ludzie w innych wiekach? Wydaje mi się, że pojęcie jednolitej godności zostało wprowadzone do współczesnej terminologii praw człowieka za sprawą Kościoła katolickiego. Musiano to zrobić dość zręcznie, skoro odczuwa Pan godność w sposób tak naturalny. Kiedyś tak samo odczuwano Boga - "Boga czuje serce, nie rozum" (Pascal). Czym więc różni się Pan od "osoby wierzącej"? Tylko zakresem tego "odczucia". Jeżeli odrzucamy ludzkie urojenia, róbmy to konsekwentnie, i odrzucając urojenia tyczące Boga, nie zapomnijmy odrzucić te, które tyczą "godności przyrodzonej", będącej teologicznym wtrętem do prawodawstwa.
|
|
|  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Zacznę od wyjaśnienia, iż to ja jestem autorem tej książki. Bogusławski to mój pseudonim, którego musiałem używać ze względu na pracę. - Dlaczego Bogusławski a nie Izdebski: www.facebook.com/reel/1615589579751555.
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Otóż tak - agnostycyzm to światopogląd uznający, że człowiek nie jest w stanie znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania "Czy istnieje Bóg?" oraz "Czy istnieje życie pozagrobowe?".Pozwolę sobie wnieść drobną uwagę, a dotyczyć ona będzie definicji agnostycyzmu i przy okazji - teizmu. Przejrzałem w tym celu kilka posiadanych książek, jak np. Encyklopedię Religie świata, podręcznik filozofii dla nie filozofów (doskonały) i słownik filozofii. Dodatkowo posiłkowałem się internetowymi słownikami i encyklopediami. Podawane w tych źródłach definicje agnostycyzmu i ateizmu są zgodne między sobą co do istoty zagadnienia. Przykładowo, internetowy wielki słownik języka polskiego podaje: agnostycyzm - pogląd filozoficzny, według którego nie jest możliwe całkowicie poznanie świata i nie ma wystarczających podstaw do tego, aby potwierdzić istnienie Boga lub mu zaprzeczyć.Dodam od siebie definicję ateizmu: Ateizm - pogląd zakładający, że Bóg nie istnieje.Słownik filozofii Julii Didier (Katowice 1996) podaje definicję ateizmu następująco: Ateizm, doktryna lub pogląd negujący wszelkie przedstawienie Boga osobowego i żywego. W tym właśnie znaczeniu ateizmem jest zarówno deizm odrzucający wszelkie przedstawienie Bopga, jak i panteizm utożsamiający Boga z przyrodą (Spinoza). Taki sens miało słowo "ateizm" w XVII w. Obecnie termin ten używany jest w znacznie szerszym znaczeniu: oznacza on doktrynę lub pogląd zaprzeczający istnieniu Boga w jakiejkolwiek postaci. Zwracam uwagę, że w żadnej definicji ateizmu i agnostycyzmu, z którymi się zapoznałem, nie mówi się nic na temat życia pozagrobowego. Jeśli jednak chcesz swoje rozumienie tych pojęć uzupełnić o życie pozagrobowe, to mnie to nie przeszkadza. Można stwarzać definicje ateizmu i agnostycyzmu różnymi negacjami dogmatów religijnych, w naszym przypadku chrześcijańskich. Przykładowo, można do niewiary w Boga dołożyć niewiarę w dzieworództwo matki Jezusa (lub cokolwiek innego z szerokiego zestawienia chrześcijańskich dogmatów, np. wniebowzięcie Marii jeszcze za życia lub po śmierci) pozostawiając lub pomijając to życie pozagrobowe. Jaki jest cel takiego uzupełniania tych definicji? Jeszcze jedna uwaga. Niektórzy mylnie twierdzą, że ateizm oznacza niewiarę w Boga, co można podać w formie: "ateista nie wierzy w Boga". Należy to zatem rozumieć, że ateista uznaje istnienie jakiegoś Boga, ale on w niego nie wierzy. Jak wyżej napisałem, ta definicja jest błędna i wynika z niezrozumienia pojęcia ateizmu. Między stwierdzeniami: "ateista nie wierzy w Boga" oraz "ateista nie wierzy w istnienie Boga" różnica jest ogromna. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . To wszystko prawda, ale ja nie jestem ateistą tylko zwyczajnym niewierzącym.
Poniżej fragment mojej książki:
WIARA W NIEWIARĘ
Często słyszymy zdziwione komentarze o tym, że "ateista się nawrócił" - jakby fakt zmiany światopoglądu był wydarzeniem szczególnej kategorii. W praktyce oznacza to zwykle tylko tyle, że ktoś zmienił przedmiot wiary: wcześniej był przekonany, że Boga nie ma, teraz - że jest. Świat widział podobne transformacje już wiele razy, a ich dynamika bywa bardziej społeczna niż metafizyczna.
Osobiście poznałem ludzi, którzy w czasach PRL-u, byli określani jako "osobiści wrogowie Pana Boga" - po zmianie ustroju w 1989 roku równie energicznie zaczęli piętnować osoby indyferentne religijnie, pragnące jedynie przestrzegać zasady rozdziału Kościoła i państwa. Wyżsi oficerowie na starość biorą śluby kościelne itd. Zmienia się epoka, a gorliwość wiary pozostaje. Do działalności społeczno-politycznej podchodzę z pewnym dystansem. Nie wierzę, by jakikolwiek ideał społeczny mógł zostać urzeczywistniony w pełni. Czy czyni mnie to sceptykiem?
Niekoniecznie, bo wierzę - a może bardziej: jestem przekonany - że los osób dyskryminowanych można realnie poprawiać. Moi pragmatyczni znajomi mówią wtedy, że jestem idealistą. Osoby wierzące określają mnie z kolei niewierzącym. I nierzadko zaraz pada pytanie:
"Nie wierzysz w Boga? Dobrze. Ale w co wierzysz? Bo wierzyć trzeba."
Czy rzeczywiście trzeba? Uważam, że nie. Całkowita niewiara - rozumiana filozoficznie, nie emocjonalnie - jest możliwa. I jestem jej przykładem.
Nie jestem teistą. Nie uważam się jednak ani za ateistę, ani za agnostyka. Najbliższa jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, która oznacza dosłownie to, że w nic nie "wierzę" w sensie metafizycznym. To postawa fallibilistyczna: uznająca tymczasowość wszelkich przekonań. Nie jest negacją wiedzy - wręcz przeciwnie: uważa, że wiedza jest zawsze wytworem procesu, nie rezultatem zamkniętym raz na zawsze.
W codziennym życiu wszyscy przyjmujemy pewne twierdzenia "na wiarę" w znaczeniu potocznym. Każdy z nas polega na wiedzy, której sam nie może empirycznie sprawdzić: nikt nie ma czasu ani możliwości weryfikować całej nowoczesnej nauki. Gdy więc używam zwrotu "wierzę, że...", jest to jedynie skrót językowy. Precyzyjniej należałoby powiedzieć: " na podstawie dostępnych przesłanek jestem przekonany".
Różnica nie jest stylistyczna, lecz epistemologiczna. Moje przekonania opierają się na wiedzy naukowej. Uznaję jedynie rzeczywistość materialną, dostępną zmysłom lub ich rozszerzeniom. Argument uznaję za przekonujący tylko wtedy, gdy poddaje się weryfikacji. Jeśli teoria okazuje się błędna - zmieniam zdanie. Nauka nie zna dogmatów: operuje modelami o różnym stopniu trafności, zawsze prowizorycznymi.
W tym sensie pojęcie "Bóg" w naukach przyrodniczych jest terminem pustym. Nie pełni żadnej funkcji wyjaśniającej, nie odnosi się do obserwowalnych zjawisk, nie generuje sprawdzalnych hipotez. Jest hipostazą - nazwą, której nie odpowiada żaden element rzeczywistości badanej przez naukę. Wprowadzenie Boga do opisu świata nie poszerza wiedzy, lecz unieważnia samo pytanie o mechanizmy i przyczyny.
Nie znaczy to jednak, że słowo "Bóg" jest pojęciem niewinnym lub marginalnym. Przeciwnie: w porządku kulturowym i społecznym ma ono ogromne znaczenie. Funkcjonuje w religiach, mitologiach, systemach normatywnych i ideologiach. W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal. Społecznie termin "bóg" - w liczbie pojedynczej i mnogiej - jest jednym z najbardziej obciążonych znaczeniowo symboli w historii ludzkości, często niosącym skutki realne, brutalne i nieodwracalne.
Świat pozbawiony interwencji istot nadprzyrodzonych jest dla mnie intelektualnie spójny. Świat, w którym Bóg ingeruje w bieg zdarzeń, staje się poznawczo chaotyczny - nie dlatego, że jest bardziej tajemniczy, lecz dlatego, że rezygnuje z kryteriów sensownego wyjaśniania.
Obowiązuje tu zasada minimalnej ontologii: nie mnożyć bytów bez potrzeby, zwłaszcza takich, które w jednym porządku są puste, a w innym - historycznie i społecznie brzemienne w skutki. . Oczywiście, iż gdy teiści nazywają mnie ateistą, to nijak nie czuję się urażonym. .
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Poniżej fragment mojej książki: >WIARA W NIEWIARĘCzęsto słyszymy zdziwione komentarze o tym, że "ateista się nawrócił" - jakby fakt zmiany światopoglądu był wydarzeniem szczególnej kategorii. W praktyce oznacza to zwykle tylko tyle, że ktoś zmienił przedmiot wiary: wcześniej był przekonany, że Boga nie ma, teraz - że jest. Świat widział podobne transformacje już wiele razy, a ich dynamika bywa bardziej społeczna niż metafizyczna.
Bywa również tak, że wierzący w Boga straci wiarę i stanie się osobą niewierzącą... lub ateistą.
>Osobiście poznałem ludzi, którzy w czasach PRL-u, byli określani jako "osobiści wrogowie Pana Boga" - po zmianie ustroju w 1989 roku równie energicznie zaczęli piętnować osoby indyferentne religijnie, pragnące jedynie przestrzegać zasady rozdziału Kościoła i państwa. Wyżsi oficerowie na starość biorą śluby kościelne itd. Zmienia się epoka, a gorliwość wiary pozostaje.
O takich ludziach mówiło się podówczas w moim otoczeniu, że są jak rzodkiewka: na zewnątrz czerwoni a w środku biali, lub inaczej: że są jak flaga na wietrze, zmieniają swoje poglądy w zależności od tego, z której strony wiatr wieje. Tak czy inaczej, słabe są ich kręgosłupy moralne.
>Nie jestem teistą. Nie uważam się jednak ani za ateistę, ani za agnostyka. Najbliższa jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, która oznacza dosłownie to, że w nic nie "wierzę" w sensie metafizycznym.
Różnica jest uchwytna. Ateista nie wierzy w istnienie Boga lub bóstw, ale może posiadać jakieś przekonania metafizyczne, niech to będzie wiara w zjawiska paranormalne lub coś w tym rodzaju. Teoretycznie jest to możliwe, ale zapewne wyjątkowo rzadko występuje, o ile w ogóle.
>To postawa fallibilistyczna: uznająca tymczasowość wszelkich przekonań. Nie jest negacją wiedzy - wręcz przeciwnie: uważa, że wiedza jest zawsze wytworem procesu, nie rezultatem zamkniętym raz na zawsze.
Nie lubię dyskusji, podczas której jej uczestnicy mają identyczny lub niemal identyczny pogląd co do przedmiotu dyskusji. Ale niech i tak będzie. Podzielam pogląd, że wiedza (naukowa!) ma charakter fallibilistyczny. Jest kumulatywna, ale od czasu do czasu - a może nawet dość często - nowe odkrycia negują niektóre wcześniejsze poglądy, które muszą zostać "usunięte". Przykładowo, fizyka newtonowska nadal obowiązuje bez względu na dokonania Einsteina, który bynajmniej nie odrzucił mechaniki klasycznej, lecz stwierdził, że ma ograniczony charakter. Jest linearna, choć nie zawsze prostoliniowa. Rewolucje naukowe (naukowo-techniczne) z jednej strony i stagnacje z drugiej załamują linearny przebieg nauki.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > W codziennym życiu wszyscy przyjmujemy pewne twierdzenia "na wiarę" w znaczeniu potocznym. Każdy z nas polega na wiedzy, której sam nie może empirycznie sprawdzić: nikt nie ma czasu ani możliwości weryfikować całej nowoczesnej nauki. Gdy więc używam zwrotu "wierzę, że...", jest to jedynie skrót językowy. Precyzyjniej należałoby powiedzieć: " na podstawie dostępnych przesłanek jestem przekonany".Nikt nie ma czasu ani możliwości, a przede wszystkim nie ma wystarczającej wiedzy, by poddawać sprawdzeniu wszystkie informacje, które do niego docierają. W nauce przydatne są różne indeksy i wyróżniki indywidualne dla danego naukowca lub czasopisma naukowego. Na tej podstawie można budować zaufanie lub je tracić. Ja też mam zaufanie do niektórych badaczy-historyków zajmujących się zagadnieniami Biblii i wczesnego chrześcijaństwa, na których jeszcze nigdy się nie zawiodłem, a do innych tego zaufania nie mam w mniejszym lub w większym stopniu. Nie ufam w większości teologom chrześcijańskim, gdyż w ich publikacjach nie jest widoczna wonność badań. Piszą wyłącznie to, co nie podważa wiary chrześcijańskiej i co zgodne jest z papieskimi dogmatami, w których wszystko sprowadza się do absurdów logicznych i sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. O takich "badaczach" mówi się, że w przypadkach, w których chodzi o sprawy dla Kościoła najwyższej wagi, wolno im zgłębiać zagadnienia tylko po to, by zbierać testimonia pro domo i tylko tyle wolno im napisać. Jeszcze nie tak dawno na druk książek teologowie i historycy chrześcijańscy musieli uzyskać imprimatur od purpuratów, co poświadczane było na stronicach tytułowych w formie: " Imprimatur udzielił... lub "Za zezwoleniem władzy duchownej". W ostatnich latach wiele się w tej materii zmienia na korzyść tejże wolności badań. Efekt - znam i czytam dzieła tych chrześcijańskich badaczy, którzy wybrali naukę kosztem dogmatów. > Moje przekonania opierają się na wiedzy naukowej. Uznaję jedynie rzeczywistość materialną, dostępną zmysłom lub ich rozszerzeniom. Argument uznaję za przekonujący tylko wtedy, gdy poddaje się weryfikacji. Jeśli teoria okazuje się błędna - zmieniam zdanie. Nauka nie zna dogmatów: operuje modelami o różnym stopniu trafności, zawsze prowizorycznymi.Zgadzam się w pełni. Nie wyobrażam sobie, że można postępować inaczej. > W tym sensie pojęcie "Bóg" w naukach przyrodniczych jest terminem pustym. Nie pełni żadnej funkcji wyjaśniającej, nie odnosi się do obserwowalnych zjawisk, nie generuje sprawdzalnych hipotez. Jest hipostazą - nazwą, której nie odpowiada żaden element rzeczywistości badanej przez naukę. Wprowadzenie Boga do opisu świata nie poszerza wiedzy, lecz unieważnia samo pytanie o mechanizmy i przyczyny.Dawno temu sam Napoleon zapytał Laplace'a, dlaczego w jego księdze o mechanice niebios nie ma ani słowa o Bogu. Ponoć wtedy wielki uczony odpowiedział: " Sire, ta hipoteza nie była mi potrzebna". Smutne to co dla niektórych, że nadal, trzy stulecia po tym wielkim badaczu, nauka nie natrafiła na jakieś ślady Boga. Jest bytem w pełni enigmatycznym i póki co niedefiniowalnym. Nauce jest niepotrzebny. Ta dobrze sobie radzi bez Boga. Myślę sobie, że gdyby Bóg rzeczywiście istniał i był najwyższą osobową siłą i uzasadnieniem wszelkiego istnienia - jak twierdzą z całą mocą wyznawcy religii monoteistycznych (chrześcijaństwa, judaizmu i islamu - zapewne zależałoby mu, byśmy natrafili na ślady jego istnienia i działalności i doskonale zdawali sobie sprawę z rangi takich właśnie ustaleń i obserwacji. Jednak z niczym tak spektakularnym jak dotąd nie mieliśmy do czynienia. W dwóch poprzednich wypowiedziach napisałem co nieco na ten temat. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Myślę sobie, że gdyby Bóg rzeczywiście istniał i był najwyższą osobową siłą i uzasadnieniem wszelkiego istnienia - jak twierdzą z całą mocą wyznawcy religii monoteistycznych (chrześcijaństwa, judaizmu i islamu - zapewne zależałoby mu, byśmy natrafili na ślady jego istnienia i działalności i doskonale zdawali sobie sprawę z rangi takich właśnie ustaleń i obserwacji. Jednak z niczym tak spektakularnym jak dotąd nie mieliśmy do czynienia.- Początek rozdziału w mojej książce: BÓG, BOGOWIE, BÓSTWA
"Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony. Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice - Nieskończony. Wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - Król nad wiekami. A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami."¹Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy - do czego? Cóż bowiem właściwie oznacza ten termin? Czy obaj rozumiemy go w ten sam sposób i czy takie rozumienie można uznać za powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejsze dla nas jest to, jak pojęcie Boga rozumiane jest przez wiernych Kościoła rzymskokatolickiego² oraz chrześcijan innych wyznań. Dla pełniejszego obrazu konieczne okazuje się jednak zarówno sięgnięcie do genezy tego pojęcia, jak i dokonanie religioznawczych porównań. W tego rodzaju wywodzie z jednej strony trzeba bowiem uwzględniać specyfikę określonej religii, z drugiej zaś - uniwersalistyczne koncepcje Boga, trwale obecne w kulturze europejskiej. Zacząłem więc szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego ogłoszonego na mocy konstytucji apostolskiej Fidei depositum z 1992 roku, gdzie znalazłem Symbol nicejsko-konstantynopolitański. Jest on połączeniem Nicejskiego wyznania wiary (325) - symbolu, który nie zawierał żadnego określenia Ducha Świętego i nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia - z Symbolem konstantynopolitańskim (381), uzupełniającym te braki, a także z dodatkiem filioque, czyli wyraźnym orzeczeniem o pochodzeniu Ducha Świętego, wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z późniejszymi dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. (...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...) W Breviarium fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Laterańskiego IV (1215). Został On tam opisany w następujący sposób: Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg: odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny - Ojciec, Syn i Duch Święty. Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura, zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, Syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwu - bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec rodzący, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwieczni. Są jedynym początkiem wszystkich rzeczy, Stwórcą wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, duchowe i materialne. Ten jeden Bóg wszechmocną swoją potęgą, równocześnie i od początku czasu, stworzył z nicości istoty duchowe i materialne: aniołów i świat, a na końcu naturę ludzką, łączącą oba te porządki - złożoną z duszy i ciała. Chcąc porównać te, wywodzące się jeszcze ze starożytności, opisy z językiem współczesnej teologii, sięgnąłem do kilku encyklopedii i słowników, które - już w założeniach - dążą do lapidarności. Były to m.in.: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa. Najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga znalazłem jednak w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": [Bóg] - byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych. Będąc samoistnym istnieniem, jest realny sam z siebie i stanowi czysty akt. Nieprzeniknięty możnością ani nieuzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym, posiadając tożsame z samym sobą własności transcendentalne. Najbardziej encyklopedycznie - i zarazem w duchu współczesnego, tradycyjnego teizmu - uniwersalistyczną ideę Boga streścił jednak R. Swinburne w Spójności teizmu, określając Go jako osobę bez ciała, czyli ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do uczynienia wszystkiego, wszechwiedzący, doskonale dobry, będący właściwym obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa, a zarazem Stwórcą i podstawą istnienia wszechświata. .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Odpisuję ze znacznym opóźnieniem, ale wcześniej nie mogłem. Przez dwa ostatnie dni byłem praktycznie poza domem. Czas na pisanie znalazłem dopiero wczoraj wieczorem. > >Myślę sobie, że gdyby Bóg rzeczywiście istniał i był najwyższą osobową siłą i uzasadnieniem wszelkiego istnienia - jak twierdzą z całą mocą wyznawcy religii monoteistycznych (chrześcijaństwa, judaizmu i islamu - zapewne zależałoby mu, byśmy natrafili na ślady jego istnienia i działalności i doskonale zdawali sobie sprawę z rangi takich właśnie ustaleń i obserwacji. Jednak z niczym tak spektakularnym jak dotąd nie mieliśmy do czynienia.> Początek rozdziału w mojej książce:> "A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami."Powyższe słowa (J 1, 14) pochodzą z prologu Ewangelii Jana (J 1, 1-18) powstałej w latach 100-110 n.e. Dzisiaj już wiemy, że ich autor nie był tożsamy z autorem zasadniczej części ewangelii. Najprawdopodobniej prolog został dopisany do ewangelii około 110-125 roku n.e. a jej autor był zapoznany z hellenistyczną myślą filozoficzną i mistyczną. To jeden z wielu mocnych argumentów mówiących, że autorem tego prologu - i w ogóle całej ewangelii - nie mógł być apostoł Jan, syn Zebedeusza, który w ocenie kapłanów był człowiekiem nieuczonym i prostym. > Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy - do czego? Cóż bowiem właściwie oznacza ten termin? Czy obaj rozumiemy go w ten sam sposób i czy takie rozumienie można uznać za powszechne?W dwóch poprzednich wypowiedziach zasygnalizowałem ten problem. Można różnie rozumieć, co oznacza pojęcie "Bóg". Można uzgodnić rożne stanowiska i stworzyć w miarę spójną definicję Boga. Nie oznacza to jednak, że Bóg istnieje i jest właśnie taki, jak go sobie wyobrażamy. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Zacząłem więc szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego ogłoszonego na mocy konstytucji apostolskiej Fidei depositum z 1992 roku, gdzie znalazłem Symbol nicejsko-konstantynopolitański. Jest on połączeniem Nicejskiego wyznania wiary (325) - symbolu, który nie zawierał żadnego określenia Ducha Świętego i nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia - z Symbolem konstantynopolitańskim (381), uzupełniającym te braki, a także z dodatkiem filioque, czyli wyraźnym orzeczeniem o pochodzeniu Ducha Świętego, wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z późniejszymi dodatkami stosowanymi obecnie.
W ubiegłym roku minęło równe 1700 lat od zgromadzenia biskupów, określanego zwyczajowo jako pierwszy powszechny sobór Kościoła chrześcijańskiego, jaki odbył się (od maja do lipca) w mieście Nicea (gr. Nikaia), obecnie Iznik w Turcji. Nie był to jednak sobór, lecz synod. Język polski, w przeciwieństwie do greckiego, zna rozróżnienie między "soborem", czyli zgromadzeniem powszechnym (gr. oikumenike) biskupów, a synodem - zgromadzeniem lokalnym) zwołanym przez cesarza Konstantyna I Wielkiego. Nie było to zgromadzenie powszechne, czyli nie był to sobór, gdyż przybyli na niego niemal wyłącznie biskupi wschodu i południa, a reprezentacja zachodu imperium była bardzo skromna. Synod zwołany został przez cesarza.
Dwa podstawowe zagadnienia wiążą się z synodem nicejskim. Pierwsze, to oczywiście przyjęcie credo, czyli wyznania wiary ojców Kościoła, i drugie - niska wiarygodność nielicznych dokumentów źródłowych. Całkiem niedawno Henryk Pietras, polski jezuita, patrolog i profesor teologii odkrył, że dwa dokumenty kształtujące już od późnego antyku narrację o synodzie, czyli tak zwany "List Konstantyna do Kościoła w Aleksandrii" oraz tak zwany "List soboru w Nicei do Egipcjan" to falsyfikaty powstałe około 373 roku!!!. Oprócz tych dwóch listów znane są jeszcze tylko dwa inne dokumenty, również listy, informujące o przebiegu obrad. Kto wie, być może już niedługo dowiemy się, że one również nie grzeszą autentycznością.
Kolejnym powtarzanym nadal stereotypem jest twierdzenie, jakoby synod został zwołany w celu potępienia Ariusza, prezbitera z Aleksandrii, który - mówiąc skrótowo - podważał boskość Jezusa. Wielu autorów twierdzi, że synod rzeczywiście potępił arianizm, lecz próżno szukać takich informacji w dokumentach źródłowych. Nie wspomniał o tym nawet Euzebiusz, biskup Cezarei, w swoim Żywocie Konstantyna napisanym w 337-339 roku. Niewątpliwie kwestia ariańska była problemem obrad synodalnych, ale bynajmniej nie była najważniejsza.
Przedmiotem kontrowersji między zwolennikami Ariusza, kapłana aleksandryjskiego, a jego przeciwnikami - zwyczajowo określanymi mianem katolików lub ortodoksów - było ustalenie relacji między Bogiem Ojcem a Jezusem, czyli Synem Bożym. Notabene, problem ten nurtował już teologów III wieku. Według Ariusza prawdziwym i jedynym Bogiem jest Bóg Ojciec. Syn - czyli Jezus - jest stworzeniem, stworzonym przez Ojca z nicości, a zatem był czas, kiedy go nie było. Nie jest więc Jezus synem w powszechnym znaczeniu tego słowa znaczeniu, jego natura nie pochodzi od Boga Ojca, a zaczął istnieć aktem jego wolnej woli. Ariusz nie potrafił pogodzić się z myślą, że przecież Bóg jako istota doskonała i niezmienna (niepodlegająca zmianom) nie mógł doznawać cierpienia i nie mógł umrzeć. Na tej podstawie uznał, że Jezus był Bogiem hierarchicznie podległym Bogu Ojcu, innej istoty niż Ojciec, a że był człowiekiem, mógł cierpieć i umrzeć w mękach na krzyżu, aby w ten sposób dokonać dzieła zbawienia ludzkości. Był przekonany, że Boski Logos wcielił się w ludzkie ciało Jezusa i zajął w nim miejsce duszy. A zatem doktryna ariańska oparta na Biblii, znacznie lepiej niż czynili to doktrynalni przeciwnicy wyjaśnić problem śmierci Jezusa na krzyżu. Niejako ceną, którą płacił, było uznanie dwóch nierównych Bogów (Bóstw) i uznanie podległości Jezusa Bogu Ojcu.
Poglądy przeciwników w gruncie rzeczy niejako "wyrastały" z politeizmu wyznawanego przez wielu biskupów zamieszkujących w imperium (nie-Żydów). Uważali, że istnieje pełna równość między Jezusem a Bogiem Ojcem, podkreślali identyczność boskich natur Ojca i Syna, a zatem twierdzili, że Jezus też jest Bogiem i jest z nim współistotny, a ponadto zrodzony przedwiecznie (czyli Jezus jest wieczny i nie było czasu, w którym go nie było). Nauka Ariusza budziła sprzeciw biskupów, w których umysłach dojrzewała - jak zwykli mawiać chrześcijanie - prawda o Trójcy oraz współistotność Jezusa z Bogiem.
Powyżej jedynie zasygnalizowałem problem tzw. Kontrowersji ariańskiej, co w kolejnej wypowiedzi uzupełnię ogólnymi tylko uwagami na temat trzech ważnych słów znajdujących się w credo i dołączonej do niego anatemie.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Powyżej jedynie zasygnalizowałem problem ... - Wiem. Pańska wiedza jest ogromną.
Pozdrawiam. .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. (...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)
W nicejskim credo ważne są m.in. takie oto dwa słowa, które nie występują w Biblii (dlaczego zatem te słowa znalazły się w symbolu nicejskim?): (1) Syn jest "z istoty Ojca" (gr. ουσία, ousia, czyt. usija = istota (również; substancja), czyli jest z tej samej istoty (substancji) co Ojciec; (2) Syn jest "współistotny Ojcu" (gr. ομοούσιος, omoousios, czyt. [h]omousios = współistotny [skoro jest z tej samej istoty, jw. - to jest współistotny]);
Do symbolu nicejskiego dołączono anatemę, czyli potępienie, w którym stwierdzono, że kościół wyłącza tych, którzy będą mówić m.in., że "[Jezus] pochodzi z innej hipostazy lub z innej substancji (znane nam już słowo ουσία w odpowiednim przypadku). Słowo tym jest "hipostaza" = gr. ὑποστάσις, ypostasis, czyt. [h]ipostasis, które znane jest z Nowego Testamentu (pięć wystąpień) oraz ma w języku greckim rozliczne znaczenia, m.in.: "początek, powstanie, podstawa, fundament, byt, rzeczywistość, podtrzymywanie, plan, zamiar" (i kilka jeszcze niezbyt eleganckich), ale również "materia, substancja, natura". W teologii i filozofii chrześcijańskiej słowo to oznacza "każdą z trzech (w credo nicejskim raczej tylko dwóch) osób Trójcy Świętej.
Przeciwnicy Ariusza odnieśli sukces, co znalazło pełne odbicie w ustalonym credo. Przytoczył Pan fragment credo konstantynopolitańskiego. Jest ono znacznie dłuższe od nicejskiego i co nieco się od niego różni. W miejscu ostatniego zdania, które Pan przytoczył, w credo nicejskim jest krótkie "I w Ducha Świętego". Jak widać Duch Święty został w credo nicejskim wspomniany na marginesie.
Widać wyraźnie, że teologia Kościoła nie była jeszcze w 325 roku dobrze rozwinięta. Problem trynitarny, czyli zagadnienia związane z Trójcą Świętą, był jeszcze w powijakach. Pierwszy sobór w Konstantynopolu w 381 roku nadrobi te zaległości, a ustalone na nim credo w zasadzie obowiązuje do dzisiaj.
Znane są opinie, że słowa greckie ουσία oraz ομοούσιος z nicejskiego credo brzmią bluźnierczo. Według chrześcijan Bóg sam siebie wypowiedział (opisał) na kartach Nowego Testamentu, lecz nie użył żadnego z tych słów. Dlaczego zatem na synodzie nicejskim słowa te zostały użyte do opisania Boga? Skąd wiadomo, że słowa te zostały dobrze dobrane i trafnie oddają istotę Boga? Nawiasem mówiąc, nie wiadomo z czyjej inicjatywy słowa pojawiły się w tekście nicejskiego symbolu. Podobno sam Konstanty zażyczył sobie wstawić je do credo, nie wiadomo jednak, czy tak rzeczywiście było. Jeśli tak, to wychodzi na to, że na treść nicejskiego symbolu miał wpływ poganin.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > W Breviarium fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Laterańskiego IV (1215). Został On tam opisany w następujący sposób: [...] Chcąc porównać te, wywodzące się jeszcze ze starożytności, opisy z językiem współczesnej teologii, sięgnąłem do kilku encyklopedii i słowników [...]Najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga znalazłem jednak w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": >[Bóg] - byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych. Będąc samoistnym istnieniem, jest realny sam z siebie i stanowi czysty akt. Nieprzeniknięty możnością ani nieuzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym, posiadając tożsame z samym sobą własności transcendentalne.
A ja uparcie będę pisał, że powyższa definicja Boga - podobnie jak poprzednie - zostały napisane (wymyślone) przez ludzi, którzy nie raczyli napisać, na jakiej podstawie tak twierdzą.
>Najbardziej encyklopedycznie - i zarazem w duchu współczesnego, tradycyjnego teizmu - uniwersalistyczną ideę Boga streścił jednak R. Swinburne w Spójności teizmu, określając Go jako osobę bez ciała, czyli ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do uczynienia wszystkiego, wszechwiedzący, doskonale dobry, będący właściwym obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa, a zarazem Stwórcą i podstawą istnienia wszechświata.
Richarda Swinburne'a (ur. 1934) nie należy lekceważyć. To nie byle jaki umysł. Uważany jest obecnie za czołowego przedstawiciela teologii chrześcijańskiej. Przez wiele lat wykładał w Oxfordzie teologię i filozofię chrześcijańską. Ciekawostką jest fakt, że z anglikanizmu przeszedł na prawosławie. Co nieco na temat R. Swinburne'a: -- "Tak więc twierdzenie teisty, że istnieje wszechobecny duch, który ma wolną wolę i jest stwórcą wszechświata, należy rozumieć następują co: (a) istnieje indywiduum X, które jest wszechobecnym duchem i stwórcą wszechświata, (b) wszystko, co X czyni, czyni intencjonalnie, (c) żaden podmiot, prawo natury, stan rzeczy lub inny czynnik przyczynowy w żaden sposób nie wpływa na powzięcie przez X intencji, którymi kieruje się on w działaniu, tj. nie wpływa na wybór przez niego takiego, a nie innego działania". -- Bóg jest osobą nieucieleśnioną, czyli duchem czystym, obecnym zawsze i wszędzie. -- Bóg stworzył świat tak, jak chciał, kiedy chciał i umieścił w nim to, co chciał. Tylko on sam jest bytem niestworzonym, duchem wiecznym i wszechobecnym. [...] Wszystko poza Bogiem jest efektem jego woli i działania. [...] Bóg prawdopodobnie nie stworzył konieczności logicznych i matematycznych, ale to nie umniejsza jego mocy, ponieważ wiemy, że tautologie nie należą do realnego świata. Stworzył natomiast wszystkie rzeczy przygodne, których istnienie nie jest wymuszone przez konieczności przyrodnicze, a także same te konieczności, czyli prawa przyrody. -- Bóg jest wszechmocnym duchem, który, który swą wolą obejmuje świat. Tyle wystarczy. Informacje na temat Richarda Swinburne'a według: Jacek Hołówka, Nieistotność nieistnienia, PWN, Warszawa 2018.
Mam bardzo dobry Słownik filozofii autorstwa Julii Didier, Katowice 1996 (wspominałem już o nim), w którym znalazłem dobrą definicję Boga. Oto ona: Bóg - przedmiot wary oraz kultu ludzi. Ot, cala definicja. Im krótsza, tym lepsza.
Podsumowując uważam, że: Z bardzo dużym przekonaniem twierdzę, że każda definicja Boga lub nadany mu przymiot są wyłącznie odzwierciedleniem poglądów i wyobrażeń o Bogu ich autora. A zatem, zarówno skonstruowana definicja Boga jak i nadany mu przymiot to konstrukty, czyli [SJP + WSJP] logiczne struktury powstałe w czyimś umyśle, czyli inaczej wytwory ludzkiego umysłu.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . W Breviarium fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,955625#w956030> A ja uparcie będę pisał, że powyższa definicja Boga - podobnie jak poprzednie - zostały napisane (wymyślone) przez ludzi, którzy nie raczyli napisać, na jakiej podstawie tak twierdzą.- Nijak tu nie widzę podstaw do uporu. Przecież wyraźnie napisałem, iż to są próby opisania Boga przez ludzi w niego wierzących. ============== > Mam bardzo dobry Słownik filozofii autorstwa Julii Didier, Katowice 1996 (wspominałem już o nim), w którym znalazłem dobrą definicję Boga. Oto ona:> Bóg - przedmiot wary oraz kultu ludzi.> Ot, cala definicja. Im krótsza, tym lepsza.> Podsumowując uważam, że:> Z bardzo dużym przekonaniem twierdzę, że każda definicja Boga lub nadany mu przymiot są wyłącznie odzwierciedleniem poglądów i wyobrażeń o Bogu ich autora.> A zatem, zarówno skonstruowana definicja Boga jak i nadany mu przymiot to konstrukty, czyli [SJP + WSJP] logiczne struktury powstałe w czyimś umyśle, czyli inaczej wytwory ludzkiego umysłu.Całkiem tu się z Panem zgadzam, ale ja cały czas pytam o naukową (weryfikowalną) definicję Boga. Już tu nawet pan Elasp przyznał, iż takiej definicji nie ma, a gdy nie ma to nie możemy niczego sensownego z punktu widzenia nauki o Bogu powiedzieć, choć jest to bardzo ważny i ważki historycznie mit kulturowy. .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > W Breviarium fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła,> www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,955625#w956030> >A ja uparcie będę pisał, że powyższa definicja Boga - podobnie jak poprzednie - zostały napisane (wymyślone) przez ludzi, którzy nie raczyli napisać, na jakiej podstawie tak twierdzą.> Nijak tu nie widzę podstaw do uporu. Przecież wyraźnie napisałem, iż to są próby opisania Boga przez ludzi w niego wierzących.Zgadzam się. Ja swoją uwagę odniosłem nie do Pana poglądów, lecz do definicji Boga, którą zaczerpnął Pan z Breviarium fidei. > >Z bardzo dużym przekonaniem twierdzę, że każda definicja Boga lub nadany mu przymiot są wyłącznie odzwierciedleniem poglądów i wyobrażeń o Bogu ich autora. A zatem, zarówno skonstruowana definicja Boga jak i nadany mu przymiot to konstrukty, czyli [SJP + WSJP] logiczne struktury powstałe w czyimś umyśle, czyli inaczej wytwory ludzkiego umysłu.> Całkiem tu się z Panem zgadzam, ale ja cały czas pytam o naukową (weryfikowalną) definicję Boga.Czy my w ogóle jesteśmy w stanie taką definicję skonstruować? Nie wiem. Być może jedna z tych definicji - kompletnie nie mam pojęcia, która - już istnieje. Ale my nie wiemy, czy rzeczywiście taką definicję już mamy, a jeśli mamy, to która to jest konkretnie definicja, w jakim zakresie jest trafna, a w jakim nie. Konstruujemy definicje Boga lub dodajemy mu jakieś atrybuty nie tylko nie wiedząc czy Bóg w ogóle istnieje, gdzie i jak istnieje, itd., ale też nie dysponując żadnymi narzędziami sprawdzenia trafności naszych przemyśleń o Bogu. A więc, po co to robimy? Czy po to, by badać możliwości ludzkiego rozumu? A ponadto, czy wobec powyższego możemy bez obaw uznać, że skonstruowane przez nas atrybuty i definicje Boga są niefalsyfikowalne? Do tworzenia definicji używamy naszego ziemskiego języka, naszych ziemskich pojęć i naszych ziemskich sposobów myślenia i rozumowania, nie mając najmniejszej nawet pewności, czy nadają się one do opisywania Boskiego świata, Boskiej rzeczywistości. A może jest tak, że problem Boga jest nie tyle nierozwiązany, co nierozwiązywalny przy użyciu naszych narzędzi poznawczych? Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Całkiem tu się z Panem zgadzam, ale ja cały czas pytam o naukową (weryfikowalną) definicję Boga. > Czy my w ogóle jesteśmy w stanie taką definicję skonstruować?> Nie wiem. Być może jedna z tych definicji - kompletnie nie mam pojęcia, która - już istnieje. Ale my nie wiemy, czy rzeczywiście taką definicję już mamy, a jeśli mamy, to która to jest konkretnie definicja, w jakim zakresie jest trafna, a w jakim nie.> Konstruujemy definicje Boga lub dodajemy mu jakieś atrybuty nie tylko nie wiedząc czy Bóg w ogóle istnieje, gdzie i jak istnieje,itd., ale też nie dysponując żadnymi narzędziami sprawdzenia trafności naszych przemyśleń o Bogu. A więc, po co to robimy? Czy po to, by badać możliwości ludzkiego rozumu? A ponadto, czy wobec powyższego możemy bez obaw uznać, że skonstruowane przez nas atrybuty i definicje Boga są niefalsyfikowalne?> Do tworzenia definicji używamy naszego ziemskiego języka, naszych ziemskich pojęć i naszych ziemskich sposobów myślenia i rozumowania, nie mając najmniejszej nawet pewności, czy nadają się one do opisywania Boskiego świata, Boskiej rzeczywistości. A może jest tak, że problem Boga jest nie tyle nierozwiązany, co nierozwiązywalny przy użyciu naszych narzędzi poznawczych?= W tym wątku pisałem:Znam różne formy agnostycyzmu i mogę z nimi polemizować, ale w swojej książce bronię postawy poznawczej opartej na sceptycyzmie naukowym i uważam, iż naukowe rozważania o "bogu" należy rozpocząć od definicji, której jeszcze nikt nie przedstawił. www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625/z,0#w955629= "Bóg" nie funkcjonuje jako pojęcie naukowe - niezależnie od tego, jak będziemy komplikować tło filozoficzne. www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,1#w955794www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,1#w955831www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,2#w955841= Elasp: Przyznam więc Panu rację, że nie istnieje naukowa definicja Boga jako bytu.www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,2#w955872Na ten temat nie mam nic do dodania, ale polecam zamieszczoną tu dalszą część rozdziału pt. Bóg w religioznawstwie. .
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Nie znaczy to jednak, że słowo "Bóg" jest pojęciem niewinnym lub marginalnym. Przeciwnie: w porządku kulturowym i społecznym ma ono ogromne znaczenie. Funkcjonuje w religiach, mitologiach, systemach normatywnych i ideologiach.
Nie zaprzeczam. Słowo to funkcjonuje w umysłach wielu setek milionów ludzi, niekoniecznie wyłącznie teistów, a dla sporej części z nich ma ogromne znaczenie. Tego nie można umniejszać.
>W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal. Społecznie termin "bóg" - w liczbie pojedynczej i mnogiej - jest jednym z najbardziej obciążonych znaczeniowo symboli w historii ludzkości, często niosącym skutki realne, brutalne i nieodwracalne.
Niestety. Przez chrześcijan (świadomie pomijam wyznawców judaizmu i islamu) bóg jest rozumiany jako byt nieskończenie dobry i sprawiedliwy, kochający ponad wszelkie granice istoty, które stworzył. Jest też dla nich bytem wszechwiedzącym i wszechpotężnym.
W czasach największych klęsk, które przytłoczyły ludzkość i spowodowały utratę życia sięgająco w wielu takich przypadkach dziesiątek milionów ludzi, w tym także małych dzieci i kobiet w ciąży. Jestem pewny, że miliony ludzi wierzących modliło się do Boga, by zlitował się nad nimi i jednym swoim żądaniem, jedną swoją myślą, zakończył tą przeraźliwą tragedię. I co? I nic?
W ubiegłym wieku dziesiątki małych dzieci trzymając się za rączki szły do komór gazowych a obozach Auschwitz i Birkenau. I co? I nic. Zostały zagazowane a ich zwłoki wrzucone do masowych grobów (o ile te wielkie rowy, do których ich zwłoki były wrzucane, można nazwać grobami). Gdzie był Bóg? Nie wiem, gdzie był, ale jeśli był, to na pewno umarł w Auschwitz i Birkenau. A niezadługo po tych wydarzeniach zmarł ponownie w Hiroszimie i Nagasaki, i nadal umiera w najbiedniejszych krajach Afryki, gdzie co około pięć minut (nie chce mi się tego ponownie liczyć) umiera z głodu jedno małe dziecko.
>Świat pozbawiony interwencji istot nadprzyrodzonych jest dla mnie intelektualnie spójny. Świat, w którym Bóg ingeruje w bieg zdarzeń, staje się poznawczo chaotyczny - nie dlatego, że jest bardziej tajemniczy, lecz dlatego, że rezygnuje z kryteriów sensownego wyjaśniania.
Nie zaprzeczam, bo też tak to rozumiem.
>Obowiązuje tu zasada minimalnej ontologii: nie mnożyć bytów bez potrzeby, zwłaszcza takich, które w jednym porządku są puste, a w innym - historycznie i społecznie brzemienne w skutki.
To nie Bóg jest samoistny, taki samoistnym bytem koniecznym jest wszechświat.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 2 na 2 | szarley (54908 punktów) | >Osobiście poznałem ludzi, którzy w czasach PRL-u, byli określani jako "osobiści wrogowie Pana Boga" - po zmianie ustroju w 1989 roku równie energicznie zaczęli piętnować osoby indyferentne religijnie, pragnące jedynie przestrzegać zasady rozdziału Kościoła i państwa. Wyżsi oficerowie na starość biorą śluby kościelne itd. Zmienia się epoka, a gorliwość wiary pozostaje.
Ja tu nie dostrzegam zmiany przedmiotu wiary Taki oficer zawsze wierzył w to samo "Wierzę, że z wiatrem zajdę dalej niż pod wiatr"
Co nie oznacza, że nie istnieją ludzie którzy autentycznie uwierzyli, choć przedtem najbliższy im był światopogląd dokładnie bliski Pańskiemu. Znam też wielu (o wiele więcej) ludzi, którzy wierzyć przestali i utrata wiary nie jest tylko odejściem od któregokolwiek kościoła
>Nie znaczy to jednak, że słowo "Bóg" jest pojęciem niewinnym lub marginalnym. Przeciwnie: w porządku kulturowym i społecznym ma ono ogromne znaczenie. Funkcjonuje w religiach, mitologiach, systemach normatywnych i ideologiach. W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal.
Zgadza się. Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów...
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
.
>Zgadza się. Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów... - Apologiami i hagiografiami zajmują się propagandyści. Moja postawa wobec całej poznawanej rzeczywistości jest krytyczną. Gdy ktoś przeczyta moją książkę to łatwo zauważy, iż nie piszę wyłącznie o mordowaniu. Jej głównym zadaniem jest obrona postawy poznawczej opartej na nauce.
Pan Andrzej51 tu wyżej napisał:
Niestety.
Przez chrześcijan (świadomie pomijam wyznawców judaizmu i islamu) bóg jest rozumiany jako byt nieskończenie dobry i sprawiedliwy, kochający ponad wszelkie granice istoty, które stworzył. Jest też dla nich bytem wszechwiedzącym i wszechpotężnym.
W czasach największych klęsk, które przytłoczyły ludzkość i spowodowały utratę życia sięgająco w wielu takich przypadkach dziesiątek milionów ludzi, w tym także małych dzieci i kobiet w ciąży. Jestem pewny, że miliony ludzi wierzących modliło się do Boga, by zlitował się nad nimi i jednym swoim żądaniem, jedną swoją myślą, zakończył tą przeraźliwą tragedię. I co? I nic?
W ubiegłym wieku dziesiątki małych dzieci trzymając się za rączki szły do komór gazowych a obozach Auschwitz i Birkenau. I co? I nic. Zostały zagazowane a ich zwłoki wrzucone do masowych grobów (o ile te wielkie rowy, do których ich zwłoki były wrzucane, można nazwać grobami). Gdzie był Bóg? Nie wiem, gdzie był, ale jeśli był, to na pewno umarł w Auschwitz i Birkenau. A niezadługo po tych wydarzeniach zmarł ponownie w Hiroszimie i Nagasaki, i nadal umiera w najbiedniejszych krajach Afryki, gdzie co około pięć minut (nie chce mi się tego ponownie liczyć) umiera z głodu jedno małe dziecko. .
|
|
| | | |  | 2 na 2 | szarley (54908 punktów) | >. >>Zgadza się. Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów... >- >Apologiami i hagiografiami zajmują się propagandyści.
To nie jest ani apologia, ani hagiografia.
>Moja postawa wobec całej poznawanej rzeczywistości jest krytyczną. Gdy ktoś przeczyta moją książkę to łatwo zauważy, iż nie piszę wyłącznie o mordowaniu.
Odnoszę się do tego, co Pan napisał na forum. "W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal" Nie mogę odnieść się do książki, której nie czytałem
>Pan Andrzej51 tu wyżej napisał: To co napisał nie przeczy moim słowom, że w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Nawet jeśli te złe przeważają lub przeważają skutki złych, chyba, że ta przewaga jest tak znacząca, że rzeczy dobre byłyby statystycznie pomijalne, a to nie ma miejsca
W imię wiary palono Żydów w Birkenau, ale drzewka w Jad vasem sadzili też ludzie, którzy w ratowali Ludzi także w imię wiary
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Zgadza się. Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów...
- Apologiami i hagiografiami zajmują się propagandyści.
>To nie jest ani apologia, ani hagiografia.
Co nie jest ani apologią, ani hagiografią. Książki pisane z jednoznacznie określonych pozycji dla obrony światopoglądu religijnego?
Przegląd od AI Historia pisana z określonych pozycji dla obrony światopoglądu religijnego to nurt historiograficzny, który interpretuje wydarzenia dziejowe przez pryzmat wiary, opatrzności bożej oraz tradycyjnych wartości religijnych. Jest to podejście apologetyczne, mające na celu nie tylko opisanie przeszłości, ale także umocnienie tożsamości religijnej i obronę Kościoła przed krytyką.
Oto główne cechy i konteksty tego zjawiska:
Prowidencjalizm: Historia jest postrzegana jako realizacja planu Bożego (opatrzności). Wydarzenia nie są dziełem przypadku, lecz prowadzą do określonego celu religijnego.
Obrona tradycji i wartości: Nurt ten często akcentuje rolę religii w kształtowaniu narodów i kultury, broniąc tradycyjnych dogmatów, autorytetu instytucji kościelnych oraz moralności chrześcijańskiej przed sekularyzacją.
Obraz Kościoła w dziejach: Historia przedstawiana jest często jako walka dobra ze złem, gdzie Kościół występuje w roli instytucji cywilizacyjnej, a krytyczne wydarzenia (np. reformacja, oświecenie) są interpretowane jako ataki na religię.
Historiografia a współczesność: W Polsce przykładem takiego podejścia może być interpretacja roli Kościoła w czasach komunizmu, gdzie akcentuje się jego rolę w oporze przeciwko reżimowi.
Konteksty sporne: Badacze zwracają uwagę na zjawisko "wojny o historię", w której religijny światopogląd ściera się z narracjami liberalnymi lub świeckimi, na przykład w kwestiach oceny polskości czy roli Kościoła w historii społecznej.
Podejście to, choć subiektywne, jest istotnym elementem debaty publicznej i służy podtrzymywaniu ciągłości kulturowej opartej na religii.
- Moja postawa wobec całej poznawanej rzeczywistości jest krytyczną. Gdy ktoś przeczyta moją książkę to łatwo zauważy, iż nie piszę wyłącznie o mordowaniu.
>Odnoszę się do tego, co Pan napisał na forum. "W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal" >Nie mogę odnieść się do książki, której nie czytałem
- Ale ja tu się odnoszę do historii powszechnej:
Przegląd od AI Historia powszechna (historia świata) to dziedzina zajmująca się dziejami ludzkości od pojawienia się Homo sapiens do współczesności, analizująca najważniejsze procesy, rewolucje, konflikty i przymierza wpływające na rozwój cywilizacji. W odróżnieniu od historii narodowej, skupia się na wydarzeniach globalnych, ukazując wzajemne powiązania między różnymi kulturami i epokami.
>W imię wiary palono Żydów w Birkenau, ale drzewka w Jad vasem sadzili też ludzie, którzy w ratowali Ludzi także w imię wiary - Tu brak sprzeczności: - ja na podstawie zbioru faktów uogólniam, zaś Pan podaje jednostkowe przypadki. Tak znam wiele przypadków szlachetnego postępowania, a nawet poświecenia życia w imię wyznawanej wiary i piszę o nich także w mojej książce. Jedno drugiemu nijak nie przeczy. Nawet, jak mówią niektórzy "wyjątki potwierdzają regułę". .
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54908 punktów) | > .> >Zgadza się. Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów...> Apologiami i hagiografiami zajmują się propagandyści.> >To nie jest ani apologia, ani hagiografia.> Co nie jest ani apologią, ani hagiografią.To, co napisałem. > Książki pisane z jednoznacznie określonych pozycji dla obrony światopoglądu religijnego?Wiem, czym jest apologia. Staram się jej unikać (nie polecam pisanej na kolanach biografii Ludwika Pasteura pióra Frantiąka Gela, choć jest po polsku) > Moja postawa wobec całej poznawanej rzeczywistości jest krytyczną. Gdy ktoś przeczyta moją książkę to łatwo zauważy, iż nie piszę wyłącznie o mordowaniu.>Odnoszę się do tego, co Pan napisał na forum.> "W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal"Nie ja to napisałem, ale Pan www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625#w955962> >W imię wiary palono Żydów w Birkenau, ale drzewka w Jad vasem sadzili też ludzie, którzy w ratowali Ludzi także w imię wiary> Tu brak sprzeczności: - ja na podstawie zbioru faktów uogólniam, zaś Pan podaje jednostkowe przypadki.To nie są jednostkowe przypadki. Nawet jeśli proporcje wskazują, że wiara powodowała więcej zła jak w Birkenau.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Zgadza się. Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów...
Apologiami i hagiografiami zajmują się propagandyści.
>To nie jest ani apologia, ani hagiografia.
Co nie jest ani apologią, ani hagiografią.
>To, co napisałem.
To znaczy to: >Niemniej w imię "rozmaicie pojmowanych bogów" dokonywano też rzeczy dobrych. Pisanie wyłącznie o mordowaniu milionów...
Książki pisane z jednoznacznie określonych pozycji dla obrony światopoglądu religijnego?
>Wiem, czym jest apologia. Staram się jej unikać >(nie polecam pisanej na kolanach biografii Ludwika Pasteura pióra Frantiąka Gela, choć jest po polsku) - Nie znam książki i nijak nie pojmuję jak ona powiązana jest tu z tematem?
=== Moja postawa wobec całej poznawanej rzeczywistości jest krytyczną. Gdy ktoś przeczyta moją książkę to łatwo zauważy, iż nie piszę wyłącznie o mordowaniu.
>Odnoszę się do tego, co Pan napisał na forum.
Nie znaczy to jednak, że słowo "Bóg" jest pojęciem niewinnym lub marginalnym. Przeciwnie: w porządku kulturowym i społecznym ma ono ogromne znaczenie. Funkcjonuje w religiach, mitologiach, systemach normatywnych i ideologiach. W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal. Społecznie termin "bóg" - w liczbie pojedynczej i mnogiej - jest jednym z najbardziej obciążonych znaczeniowo symboli w historii ludzkości, często niosącym skutki realne, brutalne i nieodwracalne.
- >Nie ja to napisałem, ale Pan - Zgadza się i podtrzymuję wszystko co tu napisałem.
>W imię wiary palono Żydów w Birkenau, ale drzewka w Jad vasem sadzili też ludzie, którzy w ratowali Ludzi także w imię wiary
Tu brak sprzeczności: - ja na podstawie zbioru faktów uogólniam, zaś Pan podaje jednostkowe przypadki.
>To nie są jednostkowe przypadki. Nawet jeśli proporcje wskazują, że wiara powodowała więcej zła jak w Birkenau. - Strzyżono golono. Proszę o konkrety. Na przykład możemy tu porozmawiać nie tylko o inkwizycji, ale także o tym ile milinów w imię Boga Miłości wymordowano na misjach. .
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Ja tu nie dostrzegam zmiany przedmiotu wiary >Taki oficer zawsze wierzył w to samo "Wierzę, że z wiatrem zajdę dalej niż pod wiatr" - Mamy to zasadniczą różnicę w obserwacji i to nie tylko osobistych, ale także tych opartych na poznanej literaturze. Ludzie dosyć łatwo zmieniają przedmiot wiary. (Na przykład w Rosji masowe przechodzenie z wiary w komunizm w wiary w religie chrześcijańskie.) Natomiast nie znam ani jednego udokumentowanego przypadku aby niewierzący zaczął wierzyć. (Wykluczam choroby psychiczne.) Oczywiście znam dziesiątki deklaracji typu: ateistką byłam, ale się nawróciłam.
. >Co nie oznacza, że nie istnieją ludzie którzy autentycznie uwierzyli, choć przedtem najbliższy im był światopogląd dokładnie bliski Pańskiemu. - A to ciekawe! Może jakiś przykład człowieka mający "światopogląd dokładnie bliski" mojemu? Z moich obserwacji wynika, iż takich ludzi jest poniżej promila i dlatego każda bratnia duszą jest mi cenną.
- >Znam też wielu (o wiele więcej) ludzi, którzy wierzyć przestali i utrata wiary nie jest tylko odejściem od któregokolwiek kościoła - W Internecie ateistyczne grupy liczą tysiące członków. Grupy gromadzące ludzi, którzy zamienili teizm na ateizm i stali się antyklerykałami. Ale ludzi którzy przestali wierzyć to znam tylko jednostki.
.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | szarley (54908 punktów) | >>Ja tu nie dostrzegam zmiany przedmiotu wiary >>Taki oficer zawsze wierzył w to samo "Wierzę, że z wiatrem zajdę dalej niż pod wiatr"
>Mamy to zasadniczą różnicę w obserwacji i to nie tylko osobistych, ale także tych opartych na poznanej literaturze.
Ja nie dostrzegam zmiany wiary, a jedynie KONSEKWENCJĘ w postawie konformistycznej Kościelny ślub na stare lata nie jest dowodem zmiany wiary, kiedy przełożeni zmienili czerwony krawat na ornat.
Protokół rozbieżności podpisany >Natomiast nie znam ani jednego udokumentowanego przypadku aby niewierzący zaczął wierzyć. Nie znam. Nie oznacza nie istnieje. Ja znam i choć jest wiara pełna sceptycyzmu (jak wiara wielu) to nie podważam jej.
Przy czym ja piszę o wierze, a nie o deklarowaniu religijności lub przynależności do jakiejś wspólnoty w której deklaruje się wiarę w ..... (potrzebne wpisać) . Dla mnie to dwa różne pojęcia.
>(Wykluczam choroby psychiczne.) Stąd niebezpiecznie blisko do uznania, że nawrócenie jest psychiczną chorobą
>Oczywiście znam dziesiątki deklaracji typu: ateistką byłam, ale się nawróciłam.. Deklaracji.
>>Co nie oznacza, że nie istnieją ludzie którzy autentycznie uwierzyli, choć przedtem najbliższy im był światopogląd dokładnie bliski Pańskiemu. >- >A to ciekawe! Może jakiś przykład człowieka mający "światopogląd dokładnie bliski" mojemu?
Mam wrażenie, że dość dobrze poznałem Pański światopogląd, żeby móc znaleźć ludzi, nawet nielicznych o podobnych Panu przekonaniach, ale chyba nie pyta Pan o nazwiska.
>>Znam też wielu (o wiele więcej) ludzi, którzy wierzyć przestali i utrata wiary nie jest tylko odejściem od któregokolwiek kościoła
>W Internecie ateistyczne grupy liczą tysiące członków. Grupy gromadzące ludzi, którzy zamienili teizm na ateizm i stali się antyklerykałami. I znów jest to tylko deklaracja i choć dla mnie bardziej szczera od deklaracji religijności, nadal deklaracja.
Ateism i antyklerykalizm to zupełnie co innego. Ja jestem antyklerykałem, a jak Pan wie (do czego się przyznaję) staram się być gorliwym katolikiem
>Ale ludzi którzy przestali wierzyć to znam tylko jednostki. Aż tak dokładnie nikomu w duszę zajrzeć nie poradzę (jak i Pan), ale może przyjmie Pan "na wiarę" że nawet w jednym życiu wierzącego człowieka bywają chwile kiedy zastanawia się nad tym, czy naprawdę wierzy w Boga, czy nie wierzy w nic
Opiera Pan swój światopogląd na naukowym sceptycyzmie. Nie wierzy Pan w nic, podważa wszystko nawet naukowe teorie, które zawsze są dla Pana tylko hipotezami wymagającymi kolejnych dowodów i kolejnych przybliżeń do poznania rzeczywistości. W tym sceptycyzmie potrzebne jest jedno: NARZĘDZIE do poznania rzeczywistości. Im doskonalsze narzędzie ma nauka, tym lepsze osiąga przybliżenia. Nadal przybliżenia i nadal będzie Pan gotów przyjąć ich falsyfikację.
Miałem coraz lepsze aparaty do analizy zależności prawdopodobieństwa wybuchu od parametrów palnych pyłów i gazów, ale jakie jest narzędzie do analizy czyjejś wiary?
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
. > Ja tu nie dostrzegam zmiany przedmiotu wiary. Taki oficer zawsze wierzył w to samo "Wierzę, że z wiatrem zajdę dalej niż pod wiatr"- Mamy to zasadniczą różnicę w obserwacji i to nie tylko osobistych, ale także tych opartych na poznanej literaturze. Ludzie dosyć łatwo zmieniają przedmiot wiary. (Na przykład w Rosji masowe przechodzenie z wiary w komunizm w wiary w religie chrześcijańskie.) Natomiast nie znam ani jednego udokumentowanego przypadku aby niewierzący zaczął wierzyć. (Wykluczam choroby psychiczne.) Oczywiście znam dziesiątki deklaracji typu: ateistką byłam, ale się nawróciłam. > Ja nie dostrzegam zmiany wiary, a jedynie KONSEKWENCJĘ w postawie konformistycznej. Kościelny ślub na stare lata nie jest dowodem zmiany wiary, kiedy przełożeni zmienili czerwony krawat na ornat.> Protokół rozbieżności podpisany.> Przy czym ja piszę o wierze, a nie o deklarowaniu religijności lub przynależności do jakiejś wspólnoty w której deklaruje się wiarę w ..... (potrzebne wpisać) . Dla mnie to dwa różne pojęcia.- Przepraszam o czym Pan pisze? O wierze? A czymże jest wiara? www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0Skąd poza deklaracjami jednostek wiemy cokolwiek o wierze. Cóż ja wiem o Panu poza przedstawianymi tu deklaracjami? . > Co nie oznacza, że nie istnieją ludzie którzy autentycznie uwierzyli, choć przedtem najbliższy im był światopogląd dokładnie bliski Pańskiemu.- A to ciekawe! Może jakiś przykład człowieka mający "światopogląd dokładnie bliski" mojemu? Z moich obserwacji wynika, iż takich ludzi jest poniżej promila i dlatego każda bratnia duszą jest mi cenną. > Mam wrażenie, że dość dobrze poznałem Pański światopogląd, żeby móc znaleźć ludzi, nawet nielicznych o podobnych Panu przekonaniach, ale chyba nie pyta Pan o nazwiska.- Tak pytam o nazwiska, ale ludzi publicznie znanych, tych którzy coś tam napisali broniąc swoich poglądów. > Aż tak dokładnie nikomu w duszę zajrzeć nie poradzę (jak i Pan), ale może przyjmie Pan "na wiarę" że nawet w jednym życiu wierzącego człowieka bywają chwile kiedy zastanawia się nad tym, czy naprawdę wierzy w Boga, czy nie wierzy w nic.- Zwątpienia są czymś normalnym. Naprawdę trzeba wielu lat i setek przeczytanych ze zrozumieniem książek aby wypracować sobie w miarę spójny światopogląd. > Opiera Pan swój światopogląd na naukowym sceptycyzmie. Nie wierzy Pan w nic, podważa wszystko nawet naukowe teorie, które zawsze są dla Pana tylko hipotezami wymagającymi kolejnych dowodów i kolejnych przybliżeń do poznania rzeczywistości. W tym sceptycyzmie potrzebne jest jedno: NARZĘDZIE do poznania rzeczywistości. Im doskonalsze narzędzie ma nauka, tym lepsze osiąga przybliżenia. Nadal przybliżenia i nadal będzie Pan gotów przyjąć ich falsyfikację.- Dowód, iż warto z Panem rozmawiać. Może nie do końca tak, ale dosyć trafnie opisał Pan mój światopogląd. www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,557342#w558190- > Miałem coraz lepsze aparaty do analizy zależności prawdopodobieństwa wybuchu od parametrów palnych pyłów i gazów, ale jakie jest narzędzie do analizy czyjejś wiary?- Odpowiedź jest tu banalnie prosta. Deklaracje i idące za nią czyny. Badaniami wiary jednostek i społeczności zajmuje się wiele nauk zespolonych w religioznawstwie. Między innymi o tym jest moja książka, którą polecam. .
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54908 punktów) | > Przepraszam o czym Pan pisze? O wierze? A czymże jest wiara? www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0> Skąd poza deklaracjami jednostek wiemy cokolwiek o wierze. Cóż ja wiem o Panu poza przedstawianymi tu deklaracjami?Dokładnie! Istnieją tylko mniej lub bardziej wiarogodne deklaracje (Poza szczególnymi przypadkami, kiedy ktoś jest w stanie wiele dla swojej wiary poświęcić) Dlatego właśnie nie wierzę w zmianę przedmiotu wiary u konformistów. DEKLARUJĄ wiarę w to, w co deklarowanie wiary się opłaca. Stąd kościelne śluby generałów i masowy powrót do prawosławia w Rosji. > >Mam wrażenie, że dość dobrze poznałem Pański światopogląd, żeby móc znaleźć ludzi, nawet nielicznych o podobnych Panu przekonaniach, ale chyba nie pyta Pan o nazwiska.> Tak pytam o nazwiska, ale ludzi publicznie znanych,Takich nie znam, bo niewielu znam ludzi powszechnie znanych > >Aż tak dokładnie nikomu w duszę zajrzeć nie poradzę (jak i Pan), ale może przyjmie Pan "na wiarę" że nawet w jednym życiu wierzącego człowieka bywają chwile kiedy zastanawia się nad tym, czy naprawdę wierzy w Boga, czy nie wierzy w nic.> Zwątpienia są czymś normalnym. Naprawdę trzeba wielu lat i setek przeczytanych ze zrozumieniem książek aby wypracować sobie w miarę spójny światopogląd.Daleka droga przed Panem. I, mam nadzieję, wiele zwątpień (przede mną też) Jest jeszcze sporo książek do przeczytania, a nie tylko książki są źródłem wiedzy. Jeśli ktoś ma pewność, że już w nic nie zwątpi, że wie już wszystko, to pora umierać. > >Opiera Pan swój światopogląd na naukowym sceptycyzmie. Nie wierzy Pan w nic, podważa wszystko nawet naukowe teorie, które zawsze są dla Pana tylko hipotezami wymagającymi kolejnych dowodów i kolejnych przybliżeń do poznania rzeczywistości. W tym sceptycyzmie potrzebne jest jedno: NARZĘDZIE do poznania rzeczywistości. Im doskonalsze narzędzie ma nauka, tym lepsze osiąga przybliżenia. Nadal przybliżenia i nadal będzie Pan gotów przyjąć ich falsyfikację.> -> Dowód, iż warto z Panem rozmawiać.A ja cieszę się z Pańskiego powrotu na forum > Może nie do końca tak, ale dosyć trafnie opisał Pan mój światopogląd.Tak jak go rozumiem, ale nie da się opisać światopoglądu na jedynych 1000 stronach druku > >Miałem coraz lepsze aparaty do analizy zależności prawdopodobieństwa wybuchu od parametrów palnych pyłów i gazów, ale jakie jest narzędzie do analizy czyjejś wiary?> Odpowiedź jest tu banalnie prosta. Deklaracje i idące za nią czyny.I tu się trochę różnimy. Ja nie do końca wierzę w deklaracje, podobnie jak w czyny, które nie mają większego znaczenia. Są wyjątki. Jeśli ktoś dobrowolnie deklaruje się jako ateista to zazwyczaj nim jest, bo zaparcie się wiary jest grzechem, więc nie będzie ryzykował. Jeśli ktoś deklaruje wiarę, to deklaruje. Są przypadki, kiedy wiara jest niemal udowodniona czynami. Znam ludzi, którzy w imię wiary przyjmowali kamiliański habit i leczyli ludzi za kromkę chleba, choć mogli mieć prywatne gabinety. Znam więcej ludzi ściganych za wiarę niż Pan, bo w Polsce religia praktycznie nie była szykanowana, ale w moim rodzinnym państwie już tak. Czytałem też o rodzinie Ulmów. Sama jednak deklaracja zwłaszcza osób nawróconych? No może Szaweł z Tarsu, ale on to też udowodnił.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Przepraszam o czym Pan pisze? O wierze? A czymże jest wiara? www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0Skąd poza deklaracjami jednostek wiemy cokolwiek o wierze. Cóż ja wiem o Panu poza przedstawianymi tu deklaracjami? > Dokładnie! Istnieją tylko mniej lub bardziej wiarogodne deklaracje- A kto i jakim prawem może te deklaracje weryfikować? - > Dlatego właśnie nie wierzę w zmianę przedmiotu wiary u konformistów. DEKLARUJĄ wiarę w to, w co deklarowanie wiary się opłaca. Stąd kościelne śluby generałów i masowy powrót do prawosławia w Rosji.- Nie podejmuję się merytorycznej polemiki z niczyją wiarą. Dla mnie każdy może wierzyć w to co mu się żywnie podoba dopóty dopóki nie próbuje swojej wiary narzucić innym. > Mam wrażenie, że dość dobrze poznałem Pański światopogląd, żeby móc znaleźć ludzi, nawet nielicznych o podobnych Panu przekonaniach, ale chyba nie pyta Pan o nazwiska.Tak pytam o nazwiska, ale ludzi publicznie znanych, > Takich nie znam, bo niewielu znam ludzi powszechnie znanych- Czyli nie mamy tu o czym rozmawiać, gdyż mnie interesuje tylko faktyczny mój rozmówca albo ktoś kto swoje poglądy w jakieś publikacji opisał. Tu też mamy odwrotnie, gdyż ja znam ogrom ludzi powszechnie znanych. Czytać nauczyłem się mając pięć lat, a później to już jakoś leciało. Setki a może tysiące książek. Zwątpienia są czymś normalnym. Naprawdę trzeba wielu lat i setek przeczytanych ze zrozumieniem książek aby wypracować sobie w miarę spójny światopogląd. > Daleka droga przed Panem. I, mam nadzieję, wiele zwątpień (przede mną też) Jest jeszcze sporo książek do przeczytania, a nie tylko książki są źródłem wiedzy. Jeśli ktoś ma pewność, że już w nic nie zwątpi, że wie już wszystko, to pora umierać.- Daj Boże! Uczyć się będę dopóty dopóki będę mógł, taką już mam naturę, ale dobrze wiem, iż to są już ostatki. > A ja cieszę się z Pańskiego powrotu na forum- To chyba tylko chwilowy powrót. Z tego co widzę merytoryczną rozmowę może tu prowadzić mniej niż 10 osób. W czasach gdy byłem tu aktywnym było ich dobrze powyżej setki. - > Miałem coraz lepsze aparaty do analizy zależności prawdopodobieństwa wybuchu od parametrów palnych pyłów i gazów, ale jakie jest narzędzie do analizy czyjejś wiary?Odpowiedź jest tu banalnie prosta. Deklaracje i idące za nią czyny. > I tu się trochę różnimy.> Ja nie do końca wierzę w deklaracje, podobnie jak w czyny, które nie mają większego znaczenia. Są wyjątki. Jeśli ktoś dobrowolnie deklaruje się jako ateista to zazwyczaj nim jest, bo zaparcie się wiary jest grzechem, więc nie będzie ryzykował. Jeśli ktoś deklaruje wiarę, to deklaruje. Są przypadki, kiedy wiara jest niemal udowodniona czynami.- Tu się bardzo różnimy. Deklaracje dobrze bada socjologia, a ich prawdziwość weryfikuje praktyka w czynach. Warto tu zauważyć ogromne społeczne poparcie dla "zawodowych katolików". U mnie działalność tych ludzi budzi obrzydzenie, a oni mają ogromne społeczne poparcie. To co mnie najbardziej odrzuca od chrześcijaństwa to hipokryzja. Zupełnie coś innego deklarują, a zupełnie coś innego czynią. - > Znam ludzi, którzy w imię wiary przyjmowali kamiliański habit i leczyli ludzi za kromkę chleba, choć mogli mieć prywatne gabinety. Znam więcej ludzi ściganych za wiarę niż Pan, bo w Polsce religia praktycznie nie była szykanowana, ale w moim rodzinnym państwie już tak. Czytałem też o rodzinie Ulmów. Sama jednak deklaracja zwłaszcza osób nawróconych? No może Szaweł z Tarsu, ale on to też udowodnił.- Znam przeróżnych ludzi. Jedna trzecia mojej sporej biblioteki to dzieła napisane przez wierzących, głownie chrześcijan i judaistów, ale nie tylko. Aby lepiej zrozumieć chrześcijaństwo poszedłem na studia teologiczne. Znam setki przypadków wielkich czynów motywowanych wiarą, ale dalej powtórzę to jednostkowe przypadki. Ilu mamy chrześcijan w Polsce, ile osób liczy kler, ile osób liczy episkopat. Ilu działających teraz chrześcijan (katolików) zaliczy Pan do przyzwoitych? Tych którzy mogą stanowić wzorce? Kilkunastu, kilkudziesięciu? Ilu? .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54908 punktów) | >>Miałem coraz lepsze aparaty do analizy zależności prawdopodobieństwa wybuchu od parametrów palnych pyłów i gazów, ale jakie jest narzędzie do analizy czyjejś wiary? >Odpowiedź jest tu banalnie prosta. Deklaracje i idące za nią czyny. >>I tu się trochę różnimy. >>Ja nie do końca wierzę w deklaracje, podobnie jak w czyny, które nie mają większego znaczenia. Są wyjątki. Jeśli ktoś dobrowolnie deklaruje się jako ateista to zazwyczaj nim jest, bo zaparcie się wiary jest grzechem, więc nie będzie ryzykował. Jeśli ktoś deklaruje wiarę, to deklaruje. Są przypadki, kiedy wiara jest niemal udowodniona czynami. >- >Tu się bardzo różnimy. Deklaracje dobrze bada socjologia, a ich prawdziwość weryfikuje praktyka w czynach. I kto te czyny bada? kto ocenia?
>Warto tu zauważyć ogromne społeczne poparcie dla "zawodowych katolików". U mnie działalność tych ludzi budzi obrzydzenie, a oni mają ogromne społeczne poparcie. To co mnie najbardziej odrzuca od chrześcijaństwa to hipokryzja. Zupełnie coś innego deklarują, a zupełnie coś innego czynią. Nie polemizuję
>>Znam ludzi, którzy w imię wiary przyjmowali kamiliański habit i leczyli ludzi za kromkę chleba, choć mogli mieć prywatne gabinety. Znam więcej ludzi ściganych za wiarę niż Pan, bo w Polsce religia praktycznie nie była szykanowana, ale w moim rodzinnym państwie już tak. Czytałem też o rodzinie Ulmów. Sama jednak deklaracja zwłaszcza osób nawróconych? No może Szaweł z Tarsu, ale on to też udowodnił.
>Znam przeróżnych ludzi. Jedna trzecia mojej sporej biblioteki to dzieła napisane przez wierzących, głownie chrześcijan i judaistów, ale nie tylko. Aby lepiej zrozumieć chrześcijaństwo poszedłem na studia teologiczne. Znam setki przypadków wielkich czynów motywowanych wiarą, ale dalej powtórzę to jednostkowe przypadki. Protokół rozbieżności podpisany
> Ilu mamy chrześcijan w Polsce, ile osób liczy kler, ile osób liczy episkopat. Ilu działających teraz chrześcijan (katolików) zaliczy Pan do przyzwoitych? Tych którzy mogą stanowić wzorce? Kilkunastu, kilkudziesięciu? Ilu? Przyznaję, niewielu, zna Pan moje poglądy i wie Pan, że zaliczam się do stanowczych antyklerykałów, moja ocena "zawodowych katolików" nie różni się od Pańskiej, podobnie jak ocena zawodowych ... (dowolne wpisać). Stąd właśnie moje wątpliwości, czy deklaracja wiary świadczy o wierze. Niemcy powiadają : Der Teufel schleicht ums Kruzifix Kilku jednak znam. Pięciu wystarczyłoby Sodomie. Może Pan zna ich nawet więcej
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
Ilu mamy chrześcijan w Polsce, ile osób liczy kler, ile osób liczy episkopat. Ilu działających teraz chrześcijan (katolików) zaliczy Pan do przyzwoitych? Tych którzy mogą stanowić wzorce? Kilkunastu, kilkudziesięciu? Ilu? > Przyznaję, niewielu, zna Pan moje poglądy i wie Pan, że zaliczam się do stanowczych antyklerykałów, moja ocena "zawodowych katolików" nie różni się od Pańskiej, podobnie jak ocena zawodowych ... (dowolne wpisać). Stąd właśnie moje wątpliwości, czy deklaracja wiary świadczy o wierze.Jeżeli chodzi o moralność to osobiście jestem bardzo tolerancyjnym. Ludziom wolno prawie wszystko pod warunkiem, iż nie krzywdzą drugiej osoby. Natomiast w moich ocenach moralnych duże znaczenie ma hipokryzja - co innego głoszę, a co innego robię oraz tzw. "moralność Kalego". ========== Kasia Pieluszka: - "W pewnym momencie doszłam do wniosku, że monogamia nie jest dla mnie, choć oczywiście zajęło mi to trochę czasu. Na początku pobytu na Bali zakochałam się w surferze z Kalifornii i w mojej głowie pojawiła się wizja szczęśliwego związku do końca życia. Paradoksalnie to, że widzieliśmy się bardzo rzadko, czasem tylko raz w roku, a ja w międzyczasie sypiałam z innymi mężczyznami, uświadomiło mi, że można tak żyć, czuć spełnienie i nie krzywdzić innych osób - opowiadała dziennikarce WP Kobieta Katarzyna Pieluszka". 34-latka wyznała, że już na pierwszym spotkaniu informuje mężczyzn, że nie mogą liczyć na jej wierność oraz wyłączność. - Co ciekawe, większość z nich nie ma nic przeciwko - dodała rozmówczyni WP. O komentarz w tej sprawie została poproszona mama Katarzyny, która jest posłanką PiS. Beata Mateusiak-Pielucha pl.wikipedia.org/wiki/Beata_Mateusiak-Pieluchaoko.press/ludzie/beata-mateusiak-pielucha Przypomnijmy, że posłanka PiS podczas swojej kampanii wyborczej w 2019 roku podkreślała, jak bardzo ważne są konserwatywne wartości. "Tradycyjna rodzina i wiara są gwarantem silnej i wolnej Polski" - mówiła. Co więcej, w 2016 roku Beata Mateusiak-Pielucha napisała w felietonie, że "ateiści, prawosławni czy muzułmanie powinni podpisywać oświadczenia, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji". Tak polityk skomentowała wydarzenia wokół filmu "Wołyń". Jej słowa pojawiły się w serwisie wpolityce.pl wiadomosci(*)ma-komentuje-6790359123004160a.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54908 punktów) | >34-latka wyznała, że już na pierwszym spotkaniu informuje mężczyzn, że nie mogą liczyć na jej wierność oraz wyłączność. - Co ciekawe, większość z nich nie ma nic przeciwko - dodała rozmówczyni WP. O komentarz w tej sprawie została poproszona mama Katarzyny, która jest posłanką PiS.
Rodzice nie odpowiadają za zachowanie dorosłych dzieci
>Co więcej, w 2016 roku Beata Mateusiak-Pielucha napisała w felietonie, że "ateiści, prawosławni czy muzułmanie powinni podpisywać oświadczenia, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne.
I ja się z tym w 90% zgadzam! Oczywiście: 1 nie trzeba niczego podpisywać 2 nie trzeba znać Konstytucji 3 dopisałbym buddystów, psatafarian, kajakarzy, filatelistów i katolików wszystkich obrządków 4 Należy zdefiniować "wartości uznawane w Polsce za ważne" bo co innego ważne dla Pana a co innego dla PiSłanki
Zajedno konstytucja jak i reszta praw dotyczą i obowiązują każdego w granicach RP.
A tak poważnie. Bardzo mi się podoba preambuła Waszej Konstytucji "My naród polski, wszyscy obywatele Rzeczypospolitej...." wystarczy przyjąć obywatelstwo (dla mnie nie problem), żeby być w polskim narodzie. Wilfredo León jest Polakiem, Braun niestety też.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Rodzice nie odpowiadają za zachowanie dorosłych dzieci- Prawnie nie odpowiadają, ale czy nie odpowiadają moralnie, to już dyskusyjna kwestia. Psychologowie twierdzą, iż socjalizacja ma bardzo duży wpływ na nasz charakter. www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w517041Co więcej, w 2016 roku Beata Mateusiak-Pielucha napisała w felietonie, że "ateiści, prawosławni czy muzułmanie powinni podpisywać oświadczenia, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne.> I ja się z tym w 90% zgadzam!- A ja wcale! Uważam, iż każdy jest tym za kogo się uważa, a do przestrzegania prawa wcale nie potrzebne jest obywatelstwo, gdyż wystarczają grożące za jego złamanie sankcje. Obywatel Watykanu też może w Polsce otrzymać wyrok za przestępstwo i odbyć tu karę. Blisko mi do ateizmu, ale znana mi historia mojej rodziny sięga XVIII wieku. Moi przodkowie dla ojczyzny majątki potracili i zapłacili daninę krwi. Nie będzie jakieś ordynarnie głupie babsko kwestionować mojej polskości. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54908 punktów) | > .> >Rodzice nie odpowiadają za zachowanie dorosłych dzieci> -> Prawnie nie odpowiadają, ale czy nie odpowiadają moralnie, to już dyskusyjna kwestia.Co najmniej dyskusyjna. Ja jednak daleki jestem od winienia rodziców za czyny dzieci > Co więcej, w 2016 roku Beata Mateusiak-Pielucha napisała w felietonie, że "ateiści, prawosławni czy muzułmanie powinni podpisywać oświadczenia, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne.> >I ja się z tym w 90% zgadzam!> -> A ja wcale! Uważam, iż każdy jest tym za kogo się uważa, a do przestrzegania prawa wcale nie potrzebne jest obywatelstwo,Oczywiście! Mnie przecież obowiązują polskie prawa, kiedy jestem w Polsce > gdyż wystarczają grożące za jego złamanie sankcje. Obywatel Watykanu też może w Polsce otrzymać wyrok za przestępstwo i odbyć tu karę.W pełni zgoda i o tym pisałem choć innymi słowy Przy okazji episkopat.(*)ki-z-okazji-40-rocznicy-wizytyPolecam też reakcję zawodowych katolików, w ocenie których nie różnimy się wcale
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Rodzice nie odpowiadają za zachowanie dorosłych dzieci- Prawnie nie odpowiadają, ale czy nie odpowiadają moralnie, to już dyskusyjna kwestia. > Co najmniej dyskusyjna. Ja jednak daleki jestem od winienia rodziców za czyny dzieci- Przegląd od AI Złoczyńcy w ujęciu psychologicznym rzadko rodzą się "źli" od urodzenia; zazwyczaj stają się tacy w procesie rozwoju, na który wpływ mają traumy, otoczenie i wybory życiowe. Proces ten często wiąże się z głębokim zranieniem emocjonalnym, które prowadzi do wyobcowania, a w konsekwencji do przedkładania własnych interesów nad dobro wspólne. Czy złoczyńcy rodzą się, czy powstają? Chociaż niektóre teorie sugerują biologiczne lub genetyczne predyspozycje do zachowań antyspołecznych, większość psychologicznych perspektyw wskazuje, że to środowisko i doświadczenia życiowe kształtują charakter, prowadząc do zachowań, które określamy jako złe. lubimyczytac.pl/ksiazka/5089951/anatomia-zlalubimyczyt(*)la-rzecz-o-mentalnosci-smiercilubimyczytac.pl/ksiazka/86264/hitler-anatomia-zla.
|
|
| alsor (3283 punktów) | A. Nie ma raczej znaczenia czy ktoś wierzy w Boga, jako twórcę, bo innej roli tu nie widzę, czy też zakłada wprost nieskończoność istnienia świata - kosmosu.
B. życie po śmierci jest niemożliwe z przyczyn czysto fizycznych. można oczywiście sobie tu improwizować na rozmaite sposoby: klonowanie, kopiowanie mózgu, itp. znane z filmów sf, no ale to nie ma przecież żadnego znaczenia - jak w A.
podstawowa wiedza: I. istnieje tu coś II. obowiązują tu prawa i zasady - te takie fizyczne, czyli matematyczne tak czy siak
i to w zasadzie wszystko.
Nauka zajmuje się II.
Sprawa dogmatów: to zawsze było i tak już pozostanie. po prostu zawsze coś zakładamy, czyli musimy tworzyć sobie te dogmaty.
na tym polega także nauka: konsensus naukowy, czyli uzgodnienie zeznań... stąd te śmieszne pseudoteorie popularne w XXw i do dziś nauczane w szkołach: relatywizm, fizyka kwantowa, big bang - czyli wielka improwizacja tworzenia kosmosu z wybuchu.. niczego.
A obecnie mamy: konsensus cieplarniany - wszystko się tu pali! co każdy czuje, wie i widzi (nie jest tak?);
i wojenny dla rozrywki - musimy budować broń, przynajmniej za 1000 mld $, bo inaczej ci... obcy nas zeżrą... zapewne synowie samego boga przyjdą i upomną się o swoje.
Ale np. medycyna, ogólna służba zdrowia, tego nie potrzeba finansować - niech ludzie sami się leczą... w końcu mamy miliardy szczepionek i suplementów - wystarczy podejść do apteki i.. będzie gut!
|
|
4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
. WSTĘP
Marketingowy tytuł książki nie odpowiada w pełni jej treści. Teologią ona nie jest, gdyż nie jest poświęcona wyłącznie Bogu, zaś zawarte w niej wywody prowadzone są nie tyle przez ateistę, co przez bezbożnego sceptyka - starającego się oprzeć swój światopogląd na wiedzy naukowej. Aczkolwiek jestem przyzwyczajony do określania mojej intelektualnej postawy właśnie ateizmem - i choć uważam je za nietrafne, nie czuję się też w niczym dotknięty. Warto jednak zaznaczyć - dla zainteresowanych treścią książki, przedstawianej tu pod Państwa rozwagę - że bardziej precyzyjnie istotę zawartych w niej rozumowań oddaje podtytuł: "Rozważania światopoglądowe".
Dwadzieścia pięć lat temu z satysfakcją - choć nie bez obaw - przyjąłem ofertę redaktora naczelnego "Forum Klubowego - dwumiesięcznika dla ludzi myślących" Leszka Lachowieckiego abym wrócił do publicystyki. Powrót pozwolił mi na kilkunastoletnie prowadzenie dyskursu z czytelnikami pisma. Dyskursu, którego przedmiotem były zagadnienia antropologiczne rozwiązywane metodami naukowymi.
W zamieszczanych tam publikacjach zastanawiałem się nad istnieniem we wszechświecie lub w jego fragmentach celowości; nad istotą i pochodzeniem życia w różnych jego formach, jednak zasadniczą kwestią moich rozważań był człowiek wraz z jego psychiką, świadomością oraz relacjami między naturą a kulturą.
Problemy dotyczące człowieka i jego świata oglądanego z pozycji różnych nauk, a w szczególności filozofii (wraz z teologią), kosmologii, biologii, historii, religioznawstwa oraz politologii, psychologii i socjologii, starałem się omówić i skomentować w oparciu o aktualnie toczącą się na łamach fachowej literatury dyskusję światopoglądową. Tematy te pozostały aktualnymi aż do dziś - i zapewne takie pozostaną, ale stale zmienia się poziom naukowej wiedzy oraz sytuacja społeczno- polityczna.
Dlatego treści nie mogły zostać jedynie zredagowane, lecz korzystając z tamtych inspiracji, należało je napisać całkiem na nowo, uwzględniając poznaną literaturę i dyskurs ostatnich lat.
Oczywiście szukając własnej odpowiedzi dotyczącej sensu istnienia i istoty ludzkiej natury, nie ograniczałem się tylko do tych pozycji i korzystałem szeroko z dorobku nauki, ale przede wszystkim odnosiłem się do podawanych w przypisach książek i właśnie te tytuły polecałem Państwa uwadze.
Przedstawiając czyjeś myśli starałem się nie tyle je streścić i omówić w sposób obiektywny, co poddać analizie i ocenie z własnego, jasno określonego stanowiska oraz z perspektywy konsekwentnych przekonań światopoglądowych. Szanując wysoki poziom odbiorców naszego periodyku, musiałem swoją wiedzę stale uzupełniać i uaktualniać. A także - co wcale nie jest mniej ważne - podczas dyskusji z wieloma uczonymi, tak bezpośrednich, jak i za pośrednictwem słowa pisanego, mogłem ponownie przemyśleć swój system poglądów na świat.
Przygotowując swoje publikacje, wychodziłem z założenia, że wiedza nas wszystkich - ta wykraczająca poza wykształcenie i codzienne zainteresowania - ma charakter powierzchowny. Ponadto codzienna walka o byt zabiera nam czas, który moglibyśmy i chcielibyśmy poświęcić na przemyślenie światopoglądowych dylematów z młodszych lat oraz ich aktualizację. Aby być na bieżąco, należałoby czytać dużo literatury fachowej, a najczęściej brakuje na to czasu. Istnieje również inteligentna młodzież wchodząca w okres światopoglądowych pytań i poszukująca przewodników po interesującej ją problematyce. To właśnie do tych ludzi kieruję tę książkę, podejmując w niej staranie, aby przybliżyć niespecjalistom pasjonującą, choć częstokroć mało praktyczną wiedzę, a może nawet zaciekawić na tyle, aby skłonić do dalszych lektur.
W poniższych rozdziałach - tak jak wielu ludzi - zastanawiam się nad otaczającą nas rzeczywistością. A będąc człowiekiem, patrzę na zajmowaną przez nas pozycję w strukturze świata oraz na odgrywaną w niej rolę społeczną i przyrodniczą z pozycji antropocentrycznych. Nic szczególnego - nad tą problematyką zastanawia się bądź zastanawiało się już wielu.
Czytam, słucham i staram się otaczający nas świat zrozumieć, a swoją wiedzę o nim uporządkować. Pomimo ogromnego przyrostu wiedzy wiem, że do pełnego poznania jeszcze daleko, ale moja pasja poznawcza - podążająca za uczonymi - nie maleje. Staram się tą pasją z Państwem podzielić i przedstawić najciekawsze dylematy wraz z poznanymi próbami rozwiązań.
Nie, nie jestem przy tym bezstronny. Nawet odwrotnie - z założenia jestem i chcę być stronniczy. Opowiadam się za naukowym rozumieniem rzeczywistości, za racjonalną logiką konkluzji wywiedzionych z doświadczeń. I właśnie praktykę potwierdzającą wnioski wyprowadzone rozumową drogą uważam za najwyższe kryterium prawdy.
Prawdy zawsze względnej - obowiązującej tu i teraz, na aktualnym poziomie wiedzy.
Prawdy zmieniającej się wraz z permanentnymi udoskonaleniami narzędzi poznawczych.
Prawdy zdobywanej przez człowieka w procesie poznawczym, a nie prawdy absolutnej, ofiarowanej ludzkości przez bogów i przekazywanej ogółowi przez wybranych. Podważam więc tu wszelką (nie tylko religijną) wiarę jako wystarczające narzędzie poznawcze otaczającej nas rzeczywistości.
Książka ta została napisana z jednoznacznie określonej pozycji epistemologicznej, którą nazywam naukowym sceptycyzmem. Oznacza ona przyjęcie metodologii naukowej jako podstawowego narzędzia opisu i wyjaśniania rzeczywistości oraz odrzucenie tezy o istnieniu dwóch równorzędnych metod poznania świata: naukowej i religijnej.
CDN .
|
|
6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Wstęp
CD
Nauka nie zajmuje się dowodzeniem nieistnienia bytów postulowanych metafizycznie - czy będą to bogowie, duchy czy inne byty nadnaturalne. Ciężar dowodu spoczywa zawsze na tym, kto twierdzi, że dany byt istnieje i oddziałuje na rzeczywistość dostępną poznaniu.
Do dziś nauka nie stwierdziła empirycznie wpływu jakiejkolwiek "nadrzeczywistości" na świat dostępny ludzkim zmysłom i aparaturze pomiarowej. Nauka nie przyjęła naturalizmu, materializmu ani racjonalnego redukcjonizmu jako metafizycznych dogmatów - doszła do nich przez praktykę, ponieważ tylko takie założenia okazały się poznawczo skuteczne w systematycznym opisie i wyjaśnianiu świata.
Wiara - także w swojej intelektualnie rozwiniętej postaci - może pełnić istotne funkcje egzystencjalne i kulturowe, lecz w niniejszej książce nie jest traktowana jako narzędzie poznawcze w sensie epistemologicznym.
Przyjęcie tej perspektywy nie oznacza zamknięcia na polemikę, lecz określenie reguł, w których polemika ta jest prowadzona.
Jestem przekonanym, iż nie sposób jest mówić o światopoglądzie bez umieszczenia go w kontekście etycznym. W niniejszej książce konsekwentnie rozróżniam pojęcia etyki i moralności, które w języku potocznym i publicystycznym bywają stosowane zamiennie. Rozróżnienie to nie ma charakteru wyłącznie terminologicznego, lecz stanowi jeden z punktów wyjścia prowadzonych tu rozważań.
Przez etykę rozumiem dział filozofii zajmujący się refleksją nad normami, wartościami i zasadami postępowania - ich uzasadnieniem, spójnością oraz konsekwencjami społecznymi. Etyka nie jest tu zbiorem nakazów ani katalogiem cnót, lecz próbą rozumienia tego, skąd biorą się nasze sądy o dobru i złu oraz dlaczego jedne z nich uzyskują społeczne uprzywilejowanie.
Moralność oznacza natomiast konkretne, historycznie i kulturowo ukształtowane systemy normatywne, takie jak moralność katolicka, świecka czy religijna w różnych odmianach. Moralności są praktykowane i egzekwowane, bywają ze sobą sprzeczne i nierzadko funkcjonują jako narzędzia władzy oraz legitymizacji określonego porządku społecznego. Rozróżnienie to pozwala oddzielić krytykę konkretnych moralności od refleksji etycznej jako takiej. Niewiara, która stanowi moją postawę światopoglądową, nie oznacza odrzucenia etyki ani zgody na normatywną dowolność. Przeciwnie - jest próbą zachowania autonomii refleksji etycznej wobec systemów religijnych, politycznych i ekonomicznych, roszczących sobie prawo do definiowania dobra i zła.
Poruszona w książce problematyka oraz forma publicystycznej eseistyki - a więc osobistej i zaangażowanej - postaci przekazu² jest subiektywnym wyborem autora. Truizmem będzie stwierdzenie, że inny autor dokonałby innego wyboru, zarówno formy, treści, jak i hierarchii tematów.
Przedstawiam Państwu swój wybór. Za takim rozumieniem rzeczywistości opowiadam się intelektualnie, choć niekiedy nie potrafię zachować zimnego racjonalizmu i wówczas wypowiadam się także emocjonalnie.
Czasem może nawet zbyt emocjonalnie, za co przepraszam. Jakkolwiek - jak wyżej wspomniałem - mam zdecydowane poglądy, których nie ukrywam, to wydaje mi się, że cały czas pozostaję otwarty na poglądy innych. Moja ciekawość świata połączona jest z głęboko zakodowaną intencją poznawania i prób zrozumienia innych racji, a gdy zostanę przekonany - do przyjmowania ich za własne.
CDN .
|
|
 | 1 na 1 | szarley (54908 punktów) | >Jestem przekonanym, iż nie sposób jest mówić o światopoglądzie bez umieszczenia go w kontekście etycznym.
Przyznaję, nie dostrzegam konieczności takiego powiązania i ciekaw jestem rozwinięcia tej Pańskiej myśli
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
Proszę napisać do mnie w Messengerze. Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | |
|
2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) | Temat: A. B. Izdebski. Teologia ateisty. Rozważania światopoglądow > .> Czy ateista może pisać teologię?> ...> www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498Do mnie przemawia sztuczna inteligencja AI [Przegląd od AI] cytat: Teologia ateistyczna, często powiązana z duchowością ateistyczną, to nurt filozoficzny odrzucający istnienie osobowego Boga, jednocześnie poszukujący sensu, etyki i zachwytu nad światem w ramach naturalizmu. Skupia się na humanistycznych wartościach, holistycznym podejściu do życia oraz samorealizacji bez odwoływania się do sił nadprzyrodzonych. • Naturalizm i holizm: Przekonanie, że wszechświat jest całością funkcjonującą bez interwencji sił nadprzyrodzonych, co budzi poczucie sacrum (duchowość ateistyczna). /koniec cytatu Mój przyczynek do powyższej dyskusji brzmi tak: im więcej ludzkość wie o prawach rządzących Światem - tym mniejsza jest przestrzeń cudów.
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Do mnie przemawia sztuczna inteligencja AI- Szanowny Panie, do jednych przemawia Bóg do innych sztuczna inteligencja. Jest to kwestia wiary i nikomu nic do tego dopóty dopóki nie zaczyna się nawracać na własną wiarę. Z wiarą zaś nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. www.racjonalista.pl/forum.php/s,685264#w686341[Przegląd od AI] > cytat: Teologia ateistyczna, często powiązana z duchowością ateistyczną, to nurt filozoficzny odrzucający istnienie osobowego Boga, jednocześnie poszukujący sensu, etyki i zachwytu nad światem w ramach naturalizmu. Skupia się na humanistycznych wartościach, holistycznym podejściu do życia oraz samorealizacji bez odwoływania się do sił nadprzyrodzonych.- Koniecznym minimum do merytorycznej rozmowy jest czytanie wypowiedzi interlokutora. Gdyby Pan skorzystał z własnej inteligencji i przeczytał, to nie musiałby Pan korzystać ze sztucznej. .
|
|
|  | 1 na 1 | Edward Robak* (2152 punktów) | >. >>Do mnie przemawia sztuczna inteligencja AI >- >Szanowny Panie, do jednych przemawia Bóg do innych sztuczna inteligencja.
Nie wiem czy to jest uprawnione porównanie. Przegląd od AI można uzyskać w sposób powtarzalny na każdy temat - wystarczy dostęp do Internetu i jakaś nowoczesna przeglądarka. Wpisujemy kwestię a AI wypluwa sentencję. A Pan należy do ludzi do których przemawia Bóg? - - - Przegląd od AI Sentencja to krótka, zwięzła wypowiedź, zazwyczaj jednozdaniowa, która w błyskotliwy sposób wyraża ogólną prawdę filozoficzną, moralną lub życiową mądrość. Często przybiera formę nakazu lub zakazu, a jej celem jest skłonienie do refleksji. - - -
>Koniecznym minimum do merytorycznej rozmowy jest czytanie wypowiedzi interlokutora. Gdyby Pan skorzystał z własnej inteligencji i przeczytał, to nie musiałby Pan korzystać ze sztucznej. > Cóż "zachęta do samodzielnego myślenia" niekoniecznie musi być klakierstwem i odtwarzaniem czyichś subiektywnych poglądów i refleksji.
Nie jest Pan zainteresowany rozmową to kończę.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Nie jest Pan zainteresowany rozmową to kończę. - Jestem bardzo zainteresowany rozmową, ale merytoryczną.
Napisałem:. Koniecznym minimum do merytorycznej rozmowy jest czytanie wypowiedzi interlokutora. Gdyby Pan skorzystał z własnej inteligencji i przeczytał, to nie musiałby Pan korzystać ze sztucznej.
Nie mam nic przeciwko korzystaniu z AI. Sam z niej korzystam, ale najpierw zawsze korzystam z własnej i to polecam. Nie można udzielać odpowiedzi nie czytając wypowiedzi.
Napisałem:. WSTĘP
Marketingowy tytuł książki nie odpowiada w pełni jej treści. Teologią ona nie jest, gdyż nie jest poświęcona wyłącznie Bogu, zaś zawarte w niej wywody prowadzone są nie tyle przez ateistę, co przez bezbożnego sceptyka - starającego się oprzeć swój światopogląd na wiedzy naukowej. Aczkolwiek jestem przyzwyczajony do określania mojej intelektualnej postawy właśnie ateizmem - i choć uważam je za nietrafne, nie czuję się też w niczym dotknięty. Warto jednak zaznaczyć - dla zainteresowanych treścią książki, przedstawianej tu pod Państwa rozwagę - że bardziej precyzyjnie istotę zawartych w niej rozumowań oddaje podtytuł: "Rozważania światopoglądowe".
Przywołana tu przez Pana definicja AI nie ma nic wspólnego z 'marketingowym tytułem mojej książki"! Można to jakoś tam zaplątać, ale trzeba przeczytać ze zrozumieniem i pomyśleć, a nie tylko "dać głos".
.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Edward Robak* (2152 punktów) |
>Przywołana tu przez Pana definicja AI nie ma nic wspólnego z 'marketingowym tytułem mojej książki"! Można to jakoś tam zaplątać, ale trzeba przeczytać ze zrozumieniem i pomyśleć, a nie tylko "dać głos". >
Skoro użył Pan w tytule notki określenia "Teologia ateisty" to dobrze jest wiedzieć co te słowa znaczą w języku polskim. Jeśli Pan nie wie to proszę zapytać sztucznej inteligencji. PS. "Daj głos" to komenda dla psa. Niezbyt to stosowne w merytorycznej rozmowie (chyba że słowo merytoryka też jest przez Pana rozumiane inaczej...) - - - Przegląd od AI Merytoryka to ogół treści, wiedzy i konkretnych informacji dotyczących istoty danej sprawy, a nie jej formy czy uwarunkowań zewnętrznych. Być merytorycznym oznacza opierać się na faktach, być rzeczowym i precyzyjnym, unikając ogólników. To skupienie się na sednie problemu (meritum), m.in. w dyskusji, analizie czy dokumentach.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Przywołana tu przez Pana definicja AI nie ma nic wspólnego z 'marketingowym tytułem mojej książki"!
Można to jakoś tam zaplątać, ale trzeba przeczytać ze zrozumieniem i pomyśleć, a nie tylko "dać głos".
>Skoro użył Pan w tytule notki określenia "Teologia ateisty" to dobrze jest wiedzieć co te słowa znaczą w języku polskim. Jeśli Pan nie wie to proszę zapytać sztucznej inteligencji. - Skoro ich użyłem to tu ważnym jest ich znaczenie dla autora i autor to wyjaśnia. Trzeba było przeczytać, a nie dawać głos.
Ciekawy jestem co te słowa w języku polskim znaczą dla Pana? Proszę o przywołanie słownika, encyklopedii z konkretnym cytatem? Pan tu przywołał to co te słowa znaczą dla sztucznej inteligencji, a dla tych którzy mają dostateczny poziom własnej inteligencji, sztuczna nie jest żadnym autorytetem. To tylko narzędzie.
>PS. >"Daj głos" to komenda dla psa. Niezbyt to stosowne w merytorycznej rozmowie (chyba że słowo merytoryka też jest przez Pana rozumiane inaczej...) - Gdzie, kto i kiedy napisał "daj głos". Jak widać rozmowa z Panem jest mocno ograniczoną, gdyż nie rozumie Pan nawet prostych tekstów i odpowiada tylko aby dać głos.
. >Przegląd od AI >Merytoryka
- Aby zrozumieć znaczenie słów trzeba czasem zajrzeć do słownika, ale trzeba to zrobić zawsze przed użyciem tego słowa publicznie. Żenującym jest pouczanie przez człowieka, dla którego autorytetem jest sztuczna inteligencja.
--------------- PS. Bardzo sobie cenię to narzędzie jakim jest AI i korzystam z niego. Jak widać to bardzo niebezpieczne narzędzie dla nieumiejących z niego korzystać.
.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Robak,
mam wrażenie, że operuje Pan terminami, które brzmią efektownie, ale nie mają ustalonego znaczenia w literaturze naukowej.
"Teologia ateistyczna" nie jest rozpoznanym nurtem ani w teologii, ani w filozofii religii. Teologia z definicji zajmuje się Bogiem, więc mówienie o "teologii ateistycznej" jest co najwyżej metaforą albo publicystycznym skrótem, a nie nazwą dyscypliny czy kierunku badań.
Podobnie z "duchowością ateistyczną" - to pojęcie funkcjonuje raczej w języku potocznym lub popularnonaukowym i oznacza postawę egzystencjalną, a nie kategorię naukową.
Jeśli chodzi o naturalizm, to jego sens jest prostszy i precyzyjniejszy:
naturalizm to stanowisko metodologiczne lub ontologiczne, zgodnie z którym wyjaśnienia odwołują się wyłącznie do przyczyn naturalnych.
Nie jest to żadna "wizja holistycznej całości", tylko zasada wyjaśniania zjawisk bez odwołań do nadprzyrodzoności.
Łączenie naturalizmu z "holizmem" w przedstawiony przez Pana sposób jest więc nieprecyzyjne - wprowadza więcej zamieszania niż wyjaśnienia.
Krótko mówiąc:
używa Pan pojęć, które mają raczej charakter retoryczny niż naukowy, a ich łączenie nie odpowiada temu, jak są rozumiane w filozofii i metodologii nauki.
I to właśnie wymaga doprecyzowania, jeśli rozmowa ma mieć sens. .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) |
>używa Pan pojęć, które mają raczej charakter retoryczny niż naukowy, a ich łączenie nie odpowiada temu, jak są rozumiane w filozofii i metodologii nauki.I to właśnie wymaga doprecyzowania, jeśli rozmowa ma mieć sens. >.
Napisałem do Pana: "im więcej ludzkość wie o prawach rządzących Światem - tym mniejsza jest przestrzeń cudów" i na tym poprzestanę. Może Pan usunąć moje posty bo jak widać nic Panu nie wnoszą. Naukowcy wielokrotnie organizowali spotkania pod nazwą "burza mózgów" (brainstorming), a ich sens miał wymiar praktyczny. Jedną z zasad skutecznej burzy mózgów było swobodne rzucanie pomysłów bez ich oceniania, a do udziału zapraszano nie tylko specjalistów z danej dziedziny ale także laików którzy swoimi skojarzeniami rzucali nowe światło (nowy punkt widzenia) na badany problem. Na "do widzenia" przywołam dla Pana cytat samego Alberta Einsteina: " Nie możemy rozwiązać naszych problemów, stosując ten sam sposób myślenia, którym kierowaliśmy się, gdy je stworzyliśmy." - Albert Einstein - - - Pan chce rozmawiać o książce (zestaw literek ułożonych w wyrazy i zdania) a ja o życiu: o konkretach i faktach. Nie ma możliwości porozumienia bo to dwa różne światy.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Krótko mówiąc:
używa Pan pojęć, które mają raczej charakter retoryczny niż naukowy, a ich łączenie nie odpowiada temu, jak są rozumiane w filozofii i metodologii nauki.
I to właśnie wymaga doprecyzowania, jeśli rozmowa ma mieć sens.
= >Napisałem do Pana:
>"im więcej ludzkość wie o prawach rządzących Światem - tym mniejsza jest przestrzeń cudów" i na tym poprzestanę.
- No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika?
>Może Pan usunąć moje posty bo jak widać nic Panu nie wnoszą.
- Miałbym zaprzeczać rzeczywistości. Ludzie są różni, mają różną wiedzę i różne poglądy. - >Naukowcy wielokrotnie organizowali spotkania pod nazwą "burza mózgów" (brainstorming), a ich sens miał wymiar praktyczny.
>Jedną z zasad skutecznej burzy mózgów było swobodne rzucanie pomysłów bez ich oceniania, a do udziału zapraszano nie tylko specjalistów z danej dziedziny ale także laików którzy swoimi skojarzeniami rzucali nowe światło (nowy punkt widzenia) na badany problem. - No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika?
>Na "do widzenia" przywołam dla Pana cytat samego Alberta Einsteina: >" Nie możemy rozwiązać naszych problemów, stosując ten sam sposób myślenia, którym kierowaliśmy się, gdy je stworzyliśmy." - Albert Einstein - No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika?
>Pan chce rozmawiać o książce (zestaw literek ułożonych w wyrazy i zdania) a ja o życiu: o konkretach i faktach. Nie ma możliwości porozumienia bo to dwa różne światy. - Ja chcę rozmawiać merytorycznie - co po prostu znaczy "na temat", a tu tematem wątku jest książka i to bardzo konkretna książka. Trzeba zapoznać się z wątkiem i wypowiedzią swojego interlokutora aby być merytorycznym.
Wielce Szanowny Panie, z moich doświadczeń życiowych jednoznacznie wynika, iż opisy i rozumienie faktów przez osoby oczytane są znacznie ciekawszymi niż tych, którym takiego oczytania brakuje. Zgadzam się z Panem całkowicie, iż świat osób oczytanych i myślących samodzielnie i świat wierzących we własną rację, to są dwa zupełnie różne światy. Tak się składa, iż to jest jeden z wątków mojej książki. Może Pan się przymusi i chociaż zamieszczony tu wstęp do niej przeczyta?
Miłego dnia. .
|
|
| | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) |
>>Napisałem do Pana: >>"im więcej ludzkość wie o prawach rządzących Światem - tym mniejsza jest przestrzeń cudów" i na tym poprzestanę. >- >No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika?
Inteligentny czytelnik po zapoznaniu się z j.w cytatem może spróbować zrozumieć co te słowa znaczą (jaki mają desygnat): rzeczywisty, urojony lub zmyślony. Czy jest to prawdą, że w miarę rozwoju nauki przestrzeń cudów jest ograniczana np. Bóg Zeus (gromowładny) ciskał piorunami w postacie, które mu podpadły, ale gdy Benjamin Franklin wykazał, że nie ma w tym ani cudów ani woli sił nadprzyrodzonych przestrzeń cudów została ograniczona. Piorun nie jest cudem podobnie jak cudem nie są pandemie (kara za grzechy) lecz inwazja bakteryjno wirusowa.
>>Naukowcy wielokrotnie organizowali spotkania pod nazwą "burza mózgów" (brainstorming), a ich sens miał wymiar praktyczny. >>Jedną z zasad skutecznej burzy mózgów było swobodne rzucanie pomysłów bez ich oceniania, a do udziału zapraszano nie tylko specjalistów z danej dziedziny ale także laików którzy swoimi skojarzeniami rzucali nowe światło (nowy punkt widzenia) na badany problem. >- >No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika?
Inteligentny człowiek wie, że jeśli nie wsłucha się w głosy ludzi odmiennie myślących niż on sam, to zgodnie z sentencją Einsteina nie rozwiąże problemów, których nie ogarnia.
>>Pan chce rozmawiać o książce (zestaw literek ułożonych w wyrazy i zdania) a ja o życiu: o konkretach i faktach. Nie ma możliwości porozumienia bo to dwa różne światy. >- >Ja chcę rozmawiać merytorycznie - co po prostu znaczy "na temat", a tu tematem wątku jest książka i to bardzo konkretna książka. Trzeba zapoznać się z wątkiem i wypowiedzią swojego interlokutora aby być merytorycznym. >Wielce Szanowny Panie, z moich doświadczeń życiowych jednoznacznie wynika, iż opisy i rozumienie faktów przez osoby oczytane są znacznie ciekawszymi niż tych, którym takiego oczytania brakuje. Zgadzam się z Panem całkowicie, iż świat osób oczytanych i myślących samodzielnie i świat wierzących we własną rację, to są dwa zupełnie różne światy. Tak się składa, iż to jest jeden z wątków mojej książki. Może Pan się przymusi i chociaż zamieszczony tu wstęp do niej przeczyta? >Miłego dnia. >.
Dobrze - spróbuję. Co prawda nie wiem, czy A. B. Izdebski jest tą samą osobą co Andrzej Bogusławski (bo różnie można wnioskować), lecz ten tekst nie wymaga autoryzacji. Cytat: "Prawdy zawsze względnej - obowiązującej tu i teraz, na aktualnym poziomie wiedzy." Co to jest "prawda zawsze względna"? Czy fakt, że wystawił Pan notkę na forum Racjonalista i 21.03.2026 g.16:33 można było ją przeczytać jest prawdą zawsze względną?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Robak,
zanim przejdziemy dalej - proszę zwrócić uwagę na rzecz podstawową: rozmawiamy o konkretnej książce, której jestem autorem. Wyjaśniłem już, że A. B. Izdebski i Andrzej Bogusławski to ta sama osoba, a także wskazałem miejsce, gdzie może się Pan zapoznać z treścią.
Pan jednak konsekwentnie tego nie robi, a mimo to formułuje uwagi.
Proszę wybaczyć, ale:
tak nie prowadzi się merytorycznej dyskusji.
Co do "prawdy zawsze względnej" - znów miesza Pan porządki.
Fakt, że coś zostało opublikowane o określonej godzinie, to prosty fakt jednostkowy. Natomiast ja mówię o:
prawdzie naukowej, czyli najlepszym dostępnym opisie rzeczywistości na danym etapie wiedzy.
I ta - w przeciwieństwie do prostych faktów - jest:
rozwijana, korygowana, przybliżana.
Krótko mówiąc:
najpierw proszę zapoznać się z tekstem, o którym Pan chce dyskutować, a dopiero potem stawiać zarzuty.
W przeciwnym razie rozmowa przestaje mieć sens. .
|
|
| | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | >. >Fakt, że coś zostało opublikowane o określonej godzinie, to prosty fakt jednostkowy. Natomiast ja mówię o: >prawdzie naukowej, czyli najlepszym dostępnym opisie rzeczywistości na danym etapie wiedzy.
Pytanie: Czy pisze Pan o rzeczywistości empirycznie falsyfikowalnej, w której istnieje Internet, forum Racjonalista, posty i notki i "proste fakty jednostkowe" (czysta bezwzględna prawda), czy pisze Pan o rzeczywistości psychicznej bez odniesień do fizyczności Świata jaki jest, w którym z literek można tworzyć konstrukcje i nazwać je "prawda zawsze względna"?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Pytanie: >Czy pisze Pan o rzeczywistości empirycznie falsyfikowalnej, w której istnieje Internet, forum Racjonalista, posty i notki i "proste fakty jednostkowe" (czysta bezwzględna prawda), czy pisze Pan o rzeczywistości psychicznej bez odniesień do fizyczności Świata jaki jest, w którym z literek można tworzyć konstrukcje i nazwać je "prawda zawsze względna"?
- Panie Robak,
znów tworzy Pan fałszywą alternatywę.
Nie ma dwóch "rzeczywistości" w tym sensie, który Pan sugeruje. Jest jedna rzeczywistość, ale:
różne typy twierdzeń o niej mają różny status poznawczy.
Proste fakty jednostkowe (kto, gdzie, kiedy coś opublikował) są bezpośrednio sprawdzalne i w tym sensie trywialne poznawczo.
Natomiast:
twierdzenia naukowe to uogólnienia, modele i prawa - i one zawsze mają charakter przybliżony oraz podlegają korektom.
To nie jest żadna "rzeczywistość psychiczna", tylko normalny sposób działania nauki.
Pan próbuje to sprowadzić do alternatywy:
albo "czysta bezwzględna prawda", albo "dowolne konstrukcje z literek".
To jest po prostu błędne uproszczenie.
Krótko:
fakty jednostkowe mogą być praktycznie bezdyskusyjne, ale wiedza naukowa o świecie zawsze jest przybliżona i rozwijana.
I o tym właśnie pisałem - nic więcej i nic mniej. .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) |
> Krótko:> fakty jednostkowe mogą być praktycznie bezdyskusyjne,> ale wiedza naukowa o świecie zawsze jest przybliżona i rozwijana. I o tym właśnie pisałem - nic więcej i nic mniej.> .Jeszcze krócej: dla mnie post, który czytam na forum Racjonalista jest prawdą, a nie jest ani iluzją, ani fantasmagorią, ani urojeniem. Nie znam żadnej prawdy, którą mógłbym nazwać "prawda zawsze względna". Książka którą Pan napisał bonito.pl/(*)-teologia-ateisty-and_800.webp prawdopodobnie jest prawdziwa tzn. można ją kupić i można czytać; natomiast treści zawarte w tej książce są jak mniemam prawdą zawsze względną. Pytanie: po co ludziom jest potrzebna prawda zawsze względna?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
>Pytanie: >po co ludziom jest potrzebna prawda zawsze względna? .
Panie Robak,
rozumiem, co Pan ma na myśli - i w gruncie rzeczy nie jesteśmy tu daleko od zgody.
To, że czyta Pan post na forum, jest faktem bezpośrednim i w tym sensie "pewnym". Takie fakty nie są problemem ani dla nauki, ani dla filozofii.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pytamy:
jak naprawdę działa świat jako całość.
I tu od tysięcy lat ludzie próbują odpowiedzieć, czym jest prawda.
Już Arystoteles mówił, że prawda to zgodność myśli z rzeczywistością. Immanuel Kant zwracał uwagę, że poznajemy świat przez struktury naszego umysłu, a nie "sam w sobie". Karl Popper pokazał, że wiedza naukowa rozwija się przez ciągłe próby obalania teorii, a nie przez osiąganie ostatecznej pewności.
Dlatego nauka nie operuje "prawdą ostateczną", tylko:
najlepszym dostępnym opisem rzeczywistości na danym etapie wiedzy.
To właśnie nazwałem "prawdą zawsze względną" - nie w sensie dowolności, ale:
zależności od aktualnych danych, otwartości na korektę, stopniowego przybliżania się do rzeczywistości.
Po co to ludziom?
Bo tylko w ten sposób można:
rozwijać wiedzę, poprawiać błędy, budować coraz trafniejsze modele świata.
Gdybyśmy uznali, że mamy "prawdę ostateczną", rozwój nauki by się zatrzymał.
A tymczasem:
każda dobra odpowiedź rodzi nowe pytania - i to jest siła nauki, a nie jej słabość.
Krótko:
prawda naukowa nie jest absolutna, ale jest sprawdzalna, korygowalna i coraz lepsza.
I właśnie dlatego działa. .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Edward Robak* (2152 punktów) |
> Gdybyśmy uznali, że mamy "prawdę ostateczną", rozwój nauki by się zatrzymał.> A tymczasem:> każda dobra odpowiedź rodzi nowe pytania - i to jest siła nauki, a nie jej słabość. Krótko:> prawda naukowa nie jest absolutna, ale jest sprawdzalna, korygowalna i coraz lepsza. I właśnie dlatego działa.> .Podsumowując: Jeśli jakiś tekst nazwiemy teorią naukową, to ta teoria z założenia będzie prawdą zawsze względną, bo gdyby okazało się, że w jakimś aspekcie OPIS Świata byłby nazwany "prawdą ostateczną" - to rozwój nauk teoretycznych by się zatrzymał (w tym aspekcie oczywiście). Mam nadzieję, że te założenia nie przeniosą się na nauki stosowane, bo postęp technologiczny nie polega na odrzucaniu znanych praw i prawd, lecz na odkrywaniu nowych. PS. Pana książki czytał nie będę, bo to lektura dla specjalistów. Sorry - jestem prostym technikiem praktykiem od wielu lat na emeryturze...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Robak,
jest Pan blisko poprawnego wniosku, ale wprowadza Pan niepotrzebne rozdzielenie.
Tak - teorie naukowe mają charakter przybliżony i rozwijają się wraz z wiedzą. To nie znaczy jednak, że są "dowolne" ani że wszystko jest stale odrzucane.
nauka nie polega na porzucaniu tego, co działa, tylko na jego uściślaniu i rozszerzaniu.
Dlatego:
mechanika Newtona nadal działa w ogromnym zakresie zastosowań, choć została uzupełniona przez teorię względności.
I tu znika Pana obawa:
nie ma żadnej sprzeczności między nauką teoretyczną a stosowaną.
Technologia działa właśnie dlatego, że:
opiera się na dobrze potwierdzonych teoriach, które są wystarczająco dokładne w swoim zakresie.
Krótko:
prawda naukowa jest przybliżona, ale stabilna - rozwija się, a nie rozpada.
I dlatego:
postęp polega jednocześnie na zachowywaniu tego, co działa, i odkrywaniu tego, co nowe. . =========================== >PS. Pana książki czytał nie będę, bo to lektura dla specjalistów. Sorry - jestem prostym technikiem praktykiem od wielu lat na emeryturze...
- nie ma oczywiście obowiązku czytania mojej książki - dobrych książek rzeczywiście są tysiące.
Ale jeśli chce Pan ze mną polemizować na jej temat, to:
wypada przynajmniej zapoznać się z tym, o czym Pan mówi.
Inaczej to nie jest dyskusja, tylko rozmowa obok siebie.
Dodam tylko, że:
to nie jest książka "dla specjalistów", lecz dla ludzi, którzy chcą samodzielnie myśleć i rozumieć świat - napisana możliwie prostym językiem.
Dlatego zamiast zakładać, czym ona jest, lepiej po prostu zajrzeć choćby do informacji o niej oraz zamieszczonego tu wstępu.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | 🌟Przegląd od AI ________________ Fakt to obiektywne zdarzenie, zjawisko lub stan rzeczy, który rzeczywiście miał miejsce i można go potwierdzić dowodami. Jest niezależny od osobistych opinii czy emocji, stanowi podstawę rzetelnej wiedzy i mierzalnych danych. ________________ Aksjomat (pewnik) to podstawowe, uznawane za prawdziwe założenie w teorii naukowej (głównie matematyce i logice), którego nie dowodzi się. Służy jako punkt wyjścia do wyprowadzania innych twierdzeń. ________________
>. >Panie Robak, >jest Pan blisko poprawnego wniosku, ale wprowadza Pan niepotrzebne rozdzielenie.
Ależ Pana osobista opinia nie zmienia faktu, że fakty (prawda) są niezmiennikami natomiast aksjomaty (przypuszczenia których się nie udowadnia) są wyłącznie pobożnymi życzeniami w tej religii scjentystycznej - stąd taka łatwość poprawiania fałszywych założeń i nazywania tego "prawdą zawsze względną". - - - Termin "religia scjentystyczna" może być rozumiany na dwa zasadnicze sposoby: jako filozoficzny scjentyzm (traktujący naukę jak religię) lub jako scjentologia (nowy ruch religijny).
>Tak - teorie naukowe mają charakter przybliżony i rozwijają się wraz z wiedzą.
Nauki teoretyczne zmieniają się wraz ze zmianami założeń (przypuszczeń). Nauki stosowane oparte na pewnikach są niezmienne. Fakty nie zależą od czyichś chwilowych poglądów i politycznych uwarunkowań.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Robak,
znów upraszcza Pan rzeczywistość do poziomu, na którym przestaje ona mieć cokolwiek wspólnego z tym, jak faktycznie działa nauka.
Po pierwsze:
aksjomaty nie są "pobożnymi życzeniami", tylko świadomie przyjętymi założeniami w systemach formalnych (matematyce, logice).
Nie opisują świata - służą budowaniu spójnych struktur. Nie mają więc nic wspólnego z "religią".
Po drugie:
"fakty" nie funkcjonują w nauce w oderwaniu od teorii.
To, co Pan nazywa "czystym faktem", zawsze:
jest obserwowane w określonych warunkach, mierzone określoną metodą, interpretowane w ramach jakiegoś modelu.
Bez tego "fakt" jest tylko zapisem odczytu, a nie wiedzą.
Po trzecie - najważniejsze:
nie istnieje podział na "zmienne nauki teoretyczne" i "niezmienne nauki stosowane".
Technologia działa dlatego, że:
opiera się na teoriach, które są wystarczająco dobre w swoim zakresie.
Ale same te teorie:
są rozwijane, uściślane, czasem korygowane.
To nie jest wada, tylko siła nauki.
Krótko:
fakty są stabilne w swoim zakresie, ale ich rozumienie i uogólnienia - czyli nauka - zawsze się rozwijają.
I nazywanie tego "religią scjentystyczną" nie jest argumentem, tylko etykietą, która ma zastąpić argument.
Warto czytać książki i porządkować własną wiedzę. Nie koniecznie muszą to być moje książki, gdy dla Pana są za trudne. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) |
>Krótko: >fakty są stabilne w swoim zakresie, ale ich rozumienie i uogólnienia - czyli nauka - zawsze się rozwijają. > I nazywanie tego "religią scjentystyczną" nie jest argumentem, tylko etykietą, która ma zastąpić argument.Warto czytać książki i porządkować własną wiedzę. Nie koniecznie muszą to być moje książki, gdy dla Pana są za trudne. >.
🌟 Przegląd od AI Wynalazek to nowe, twórcze rozwiązanie o charakterze technicznym, które rozwiązuje konkretny problem i nadaje się do przemysłowego wykorzystania. Może to być zupełnie nowy produkt, urządzenie, proces technologiczny lub udoskonalenie istniejącego rozwiązania. Aby uznać coś za wynalazek, musi to być rozwiązanie nowatorskie, nieoczywiste dla specjalisty i użyteczne. . . . Czy wie Pan, że można dokonywać wynalazków bez aksjomatów i innych teoretycznych struktur formalnych? To także jest nauka ale nauka praktyczna. Na podstawie tych odkryć można pobudzać wyobraźnie do konstruowania bardziej czy mniej spójnych teorii opartych o założenia (aksjomaty). Religia to system wierzeń, a wiara w założenia bez uzasadniania prawdziwości tych założeń jest religią naukową.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Robak,
po raz kolejny miesza Pan rzeczy podstawowe.
To, że można dokonywać wynalazków, nie oznacza, że odbywa się to "bez teorii". Wręcz przeciwnie:
każdy wynalazek opiera się - świadomie lub nie - na jakiejś wiedzy o świecie.
Nawet jeśli ktoś jej nie formułuje w postaci równań czy aksjomatów, to:
korzysta z praw fizyki, zależności materiałowych, wcześniejszych doświadczeń.
Twierdzenie, że:
"wiara w założenia bez uzasadnienia to religia naukowa"
jest po prostu błędne.
W nauce:
założenia są jawne i robocze, podlegają ciągłej weryfikacji, mogą zostać odrzucone, jeśli nie działają.
To dokładne przeciwieństwo religii.
Krótko:
wynalazki nie obalają teorii - one z nich wyrastają.
A nazywanie nauki "religią" nie jest argumentem, tylko retoryką, która ma zastąpić brak zrozumienia, jak nauka faktycznie działa. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Edward Robak* (2152 punktów) | >To, że można dokonywać wynalazków, nie oznacza, że odbywa się to "bez teorii". Wręcz przeciwnie:
Penicylina (zapomniana szalka), kuchenka mikrofalowa (stopiony baton), promienie X (ekran fluorescencyjny), sztuczne słodziki, polskie monokryształy Jana Czochralskiego, sztuczny neuron, kewlar, LSD, porcelana, buty na rzep, dynamit, itd. Inne znaczące, przypadkowe wynalazki obejmują gumę wulkanizowaną, teflon i szkło bezpieczne - każdy z nich powstał w wyniku nieoczekiwanych rezultatów eksperymentów. Wynalazki te podkreślają dynamiczną naturę badań naukowych, gdzie porażki lub błędne obliczenia mogą prowadzić do przełomów zmieniających codzienne życie. Co ciekawsze wiele wynalazków zostało dokonanych przez ludzi, którzy wcale nie nazywali siebie naukowcami i nie znali słowa aksjomat. Dla tych ludzi słowo pewnik znaczyło pewnik = coś sprawdzonego i zawsze prawdziwego.
>wynalazki nie obalają teorii - one z nich wyrastają. > A nazywanie nauki "religią" nie jest argumentem, tylko retoryką, która ma zastąpić brak zrozumienia, jak nauka faktycznie działa..
Pan wierzy w to co pisze. To religia ateistyczna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Pan wierzy w to co pisze. To religia ateistyczna.
Panie Robak,
wymienił Pan serię wynalazków, które powstały przypadkiem - i ma Pan rację: przypadek odgrywa w nauce rolę.
Tylko że pomija Pan rzecz zasadniczą:
przypadek coś ujawnia, ale dopiero teoria pozwala zrozumieć, co zostało odkryte i jak to wykorzystać.
Penicylina nie stała się lekiem dlatego, że ktoś "coś zauważył", tylko dlatego, że:
zrozumiano mechanizm działania, opracowano metodę produkcji, potwierdzono skuteczność.
Bez tego pozostałaby ciekawostką.
Co do zarzutu "religii" - to już nawet nie jest argument, tylko etykieta.
wiara polega na przyjmowaniu czegoś mimo braku dowodów, nauka - na zmianie przekonań pod wpływem dowodów.
Nie opieram swoich przekonań na wierze, tylko na najlepszej dostępnej wiedzy, która zawsze może zostać skorygowana.
Krótko:
przypadek odkrywa, nauka rozumie. Wiara trwa mimo dowodów, nauka zmienia się pod ich wpływem.
I to jest zasadnicza różnica, której Pan uporczywie nie chce lub nie potrafi zauważyć.
- ===========
>Robak: Pan wierzy w to co pisze. To religia ateistyczna. - Bogusławski: Problem w tym, iż ja nie jestem ateistą i o tym m.in. jest moja książka, a także o tym, iż ja nigdy, nikomu i w nic nie wierzę - największym zaufaniem obdarzając naukę, gdyż jej metodologia opiera się na niewierze.
Bogusławski: - cytat z książki:
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
No aby to zrozumieć to jednak trzeba parę książek ze zrozumieniem przeczytać.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) |
> przypadek coś ujawnia, ale dopiero teoria pozwala zrozumieć, co zostało odkryte i jak to wykorzystać.Sprawdźmy to. Napisał Pan książkę bonito.pl/(*)-teologia-ateisty-and_800.webp a recenzję zamieścił w dziale Nauka. Znalazłem się tutaj przez przypadek i przez przypadek odpisałem. Pan kwestionuje to co piszę bo wie lepiej. Czy to oznacza, że brak teorii nie pozwala Panu zrozumieć tego co przed Panem odkrywam i uniemożliwia poznawanie Świata do którego nie ma Pan wglądu?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Znalazłem się tutaj przez przypadek i przez przypadek odpisałem. - Tak przypadkiem to widać, iż ciężki z Pana przypadek
- >Pan kwestionuje to co piszę bo wie lepiej.
- Co kwestionuję? Ja tylko tu wykazuję, iż Pan bzdury tu wypisuje. Ale proszę się nie martwić i tak ostatecznego osądu dokonują nasi inteligentni czytelnicy.
- >Czy to oznacza, że brak teorii nie pozwala Panu zrozumieć tego co przed Panem odkrywam i uniemożliwia poznawanie Świata do którego nie ma Pan wglądu? - Jaki brak jakiej teorii? Co Pan przede mną odkrywa? Do jakiego Pańskiego świata ja nie mam wglądu? To jakieś dziwne projekcje, do których rzeczywiście nie mam wglądu. Tyle tylko, iż wcale nie chce, gdyż nijak z tego co tu widać, nie są zbyt intersujące. Takie poplątanie z pomieszaniem. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) |
>Jaki brak jakiej teorii? Co Pan przede mną odkrywa? Do jakiego Pańskiego świata ja nie mam wglądu? To jakieś dziwne projekcje, do których rzeczywiście nie mam wglądu. Tyle tylko, iż wcale nie chce, gdyż nijak z tego co tu widać, nie są zbyt intersujące. Takie poplątanie z pomieszaniem. >.
Rozdzielenie prawdy od założeń nazywa Pan "poplątanie z pomieszaniem". Bo - jak sugeruje autor - największym zagrożeniem dla ludzkiej wolności nie są błędne poglądy, lecz pewność, że posiadło się prawdę absolutną. Pan posiadł prawdę absolutną. Szczerze współczuję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
>Rozdzielenie prawdy od założeń nazywa Pan "poplątanie z pomieszaniem". - Dalej nic lub bardzo niewiele Pan rozumie. Ja aby nie mieszać, to bełkot po imieniu nazywam bełkotem.
- Bo - jak sugeruje autor - największym zagrożeniem dla ludzkiej wolności nie są błędne poglądy, lecz pewność, że posiadło się prawdę absolutną.
- >Pan posiadł prawdę absolutną. Szczerze współczuję. Niech Pan się nie martwi - nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) |
> Niech Pan się nie martwi - nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.. >
Nazywanie ekwilibrystyki słownej słowami ""prawda zawsze względna"" i ślepa wiara, że teorie oparte na tej "prawdzie" przyczyniają się do wynalazków - to kompromitacja. Na zawsze względnej prawdzie może powstać co najwyżej bezwzględne pomieszanie z poplątaniem. Czy czuje Pan jakie to żałosne? Wciska Pan rozmówcy swoje wady.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Nazywanie ekwilibrystyki słownej słowami ""prawda zawsze względna"" i ślepa wiara, że teorie oparte na tej "prawdzie" przyczyniają się do wynalazków - to kompromitacja. >Na zawsze względnej prawdzie może powstać co najwyżej bezwzględne pomieszanie z poplątaniem. >Czy czuje Pan jakie to żałosne? Wciska Pan rozmówcy swoje wady.
=================== Czy ateista może pisać teologię?
Tytuł książki Andrzeja B. Izdebskiego Teologia ateisty. Rozważania światopoglądowe brzmi prowokacyjnie. I rzeczywiście - jest prowokacją intelektualną. Nie chodzi jednak o polemikę z religią ani o manifest niewiary. Autor proponuje coś ciekawszego: próbę spojrzenia na religię, ideologie i ludzkie przekonania z perspektywy naukowego sceptycyzmu.
Izdebski jest religioznawcą i publicystą. Jego książka nie jest traktatem teologicznym ani systematycznym wykładem filozofii. To raczej rozległy esej światopoglądowy - zapis wieloletnich lektur, dyskusji i refleksji nad relacją między nauką, wiarą i kulturą.
Autor zaczyna od pytania fundamentalnego: czym właściwie jest światopogląd i dlaczego ludzie tak zaciekle bronią swoich przekonań? W kolejnych rozdziałach prowadzi czytelnika przez historię idei religijnych, spory między nauką i wiarą, ewolucję ludzkiego umysłu oraz dzieje różnych form religijności. Wiele miejsca poświęca także gnostycyzmowi, manicheizmowi czy średniowiecznym herezjom - pokazując, że historia religii jest znacznie bardziej złożona, niż sugerują podręcznikowe uproszczenia.
Najciekawsze w tej książce jest jednak coś innego. Izdebski nie twierdzi, że religie są wyłącznie błędem ani że nauka daje ostateczne odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest religia, lecz dogmatyzm - przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę.
=
Pański komentarz jest dobrym przykładem właśnie tego, o czym mowa wyżej.
Nie odnosi się Pan do treści, tylko do własnych emocji i przypisuje rozmówcy "wady", których nie wykazał. To nie jest argument, tylko projekcja.
"Prawda zawsze względna" nie oznacza dowolności ani chaosu, tylko to, że nasze opisy świata są tymczasowe i korygowalne. Dzięki temu działają - i właśnie dlatego powstają na ich podstawie technologie, a nie mimo nich. Jeśli chce Pan to uznać za błąd czy nieporozumienie, proszę bardzo - ale to nauka buduje mosty, leczy choroby i wysyła sondy kosmiczne, a nie przekonanie o posiadaniu absolutnej racji.
Na razie to Pan nie zauważył, że wątek dotyczy sposobu dochodzenia do wiedzy - a nie Pańskich ocen rozmówcy.
Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, tylko po co? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) |
> Na razie to Pan nie zauważył, że wątek dotyczy sposobu dochodzenia do wiedzy - a nie Pańskich ocen rozmówcy.> Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, tylko po co?> .Grzeszą ci, którzy osądzają rozmówców i szydzą z ich wiedzy. Wiem jak można wykorzystać Pana twierdzenie o "prawdzie zawsze względnej obowiązującej tu i teraz, na aktualnym poziomie wiedzy." Przykład: człowiek wstaje rano z łóżka i widzi przez okno słońce po lewej stronie. W południe Słońce jest nad głową, a wieczorem słoneczko chowa się za horyzont po stronie prawej. Na podstawie tej powtarzającej się obserwacji tworzy w myślach teorię zawsze względną. Na pytania nieuków, którzy nie czytają opracowań teoretycznych 'dlaczego Słońce przesuwa się po niebie?' odpowiada: bo tak wynika z jedynie słusznej teorii opartej na prawdzie zawsze względnej. Gdyby nie było teorii to nie byłoby ani Słońca na niebie ani słońca w wyobraźni. pytanie: czy odróżnia Pan nazwę od rzeczy nazywanej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Na razie to Pan nie zauważył, że wątek dotyczy sposobu dochodzenia do wiedzy - a nie Pańskich ocen rozmówcy. Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, tylko po co?> Grzeszą ci, którzy osądzają rozmówców i szydzą z ich wiedzy.- Tak, straszliwie przez całe życie grzeszyłem, gdyż się uczyłem i teraz wypowiadam się tylko w tych tematach, w których mam jakąś tam wiedzę. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) |
>Tak, straszliwie przez całe życie grzeszyłem, gdyż się uczyłem i teraz wypowiadam się tylko w tych tematach, w których mam jakąś tam wiedzę. >. >img/forum/15061/605347001774284767.jpg
Wiedza jest względna. Zna Pan to ludowe przysłowie o człowieku, który całe życie się uczy a głupi umiera? Z jakichś powodów nie chce Pan przyznać, że słowo pisane jest tylko i aż fikcją literacką jeśli za słowami nie stoją desygnaty. - - - 🌟 Przegląd od AI Desygnat to konkretny obiekt (przedmiot, osoba, zjawisko), do którego odnosi się nazwa lub słowo. To realny element pasujący do znaczenia wyrazu. Na przykład, desygnatem słowa "stół" jest każdy fizyczny stół, a desygnatem imienia "Adam" jest konkretny człowiek o tym imieniu zpe.gov.pl. Kluczowe informacje o desygnatach: Oznaczanie (desygnowanie): Relacja między nazwą a przedmiotem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Wiedza jest względna. - Ale głupota już jest bezwzględna i nieuleczalna.
Fragment mojej książki na temat wiedzy:
CZY WIEDZA JEST NAUKĄ?
Skoro nauka nie jest zbiorem niepodważalnych prawd, lecz procesem krytycznego dochodzenia do coraz lepszych opisów rzeczywistości, naturalnym pytaniem staje się relacja między nauką a wiedzą jako taką. Pytanie to nie jest trywialne, ponieważ pojęcie wiedzy funkcjonuje w języku w wielu znaczeniach, często o odmiennym statusie poznawczym.
Mówimy o wiedzy potocznej, praktycznej, religijnej, spekulatywnej czy naukowej - a fakt, że wszystkie te formy opatrywane są tym samym terminem, sprzyja zacieraniu różnic między nimi.
Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku tzw. wiedzy religijnej. Bywa ona przedstawiana jako pogłębienie wiary albo jej racjonalne uzasadnienie. Nie jest przy tym prawdą, że wiara zawsze bierze się z niewiedzy. Może ona współistnieć z rozległą erudycją filozoficzną, historyczną, a nawet z wysokimi kompetencjami naukowymi w wąskich dziedzinach. Nie zmienia to jednak faktu, że kryteria uznawania twierdzeń za "wiedzę" są w tym przypadku odmienne niż w nauce.
Różnica ta nie dotyczy stopnia subiektywnej pewności ani wewnętrznej spójności systemu przekonań, lecz sposobu ich uzasadniania.
W nauce twierdzenia podlegają ciągłej kontroli metodologicznej: muszą być sprawdzalne, krytykowalne i potencjalnie podważalne.
W innych porządkach wiedzy - religijnym, mitycznym czy ideologicznym - kluczową rolę odgrywa spójność narracyjna, tradycja interpretacyjna lub autorytet źródła. Oznacza to, że te same formy rozumowania pełnią odmienne funkcje w zależności od kontekstu, w którym są stosowane.
Dobrym przykładem tego rozróżnienia są filozoficzne próby dowodzenia istnienia Boga. Ich długotrwała obecność w dziejach myśli pokazuje, że mamy tu do czynienia nie z prostą kwestią empiryczną, lecz z problemem o charakterze pośrednim i argumentacyjnym. Argumenty te pełnią funkcję racjonalnego porządkowania określonego obrazu świata, a nie testowania hipotez w sensie naukowym.
W tym miejscu często pojawia się rozróżnienie na "duchową" i "materialną" płaszczyznę religii. Rozróżnienie to pozwala uniknąć bezpośredniego konfliktu z nauką, ale jednocześnie wyznacza granice dialogu między tymi porządkami. Nauka zajmuje się badaniem świata dostępnego doświadczeniu i aparaturze pomiarowej, religia natomiast - interpretacją sensu, celu i znaczenia ludzkiego istnienia.
Trudności pojawiają się wtedy, gdy porządki te zaczynają rościć sobie pretensje do wzajemnej zastępowalności.
Z perspektywy metodologicznej istotne jest również to, że wiedza naukowa nie jest wytworem jednostek, lecz efektem zbiorowego procesu krytycznej kontroli. Prywatne przekonania uczonych - nawet wybitnych - nie stają się elementem nauki, dopóki nie zostaną poddane procedurom weryfikacji, recenzji i powtarzalności wyników. To właśnie ten instytucjonalny mechanizm pozwala oddzielić wiedzę naukową od innych form uporządkowanych przekonań.
Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą stawiania pytań - drogą, na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się pod naporem nowych form krytyki - o tyle wiedza jest zbiorem systemowo powiązanych odpowiedzi. Gdy odpowiedzi te są dla pytającego satysfakcjonujące, językowo uprawomocnione staje się nazywanie wiedzą magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk, takich jak astrologia lub spirytyzm. Zawsze jednak należałoby dodać przymiotnik precyzujący, o jakim rodzaju wiedzy mówimy.
W tym sensie różne "wiedze" mogą współistnieć w kulturze, pełniąc odmienne funkcje poznawcze, symboliczne i społeczne. Nie oznacza to jednak ich epistemologicznej tożsamości, lecz jedynie fakt, że termin "wiedza" obejmuje zjawiska o różnym pochodzeniu, zastosowaniu i zakresie obowiązywania.
Takich logicznie uporządkowanych zbiorów zdań, tworzących spójne struktury i dostarczających społecznościom odpowiedzi "prawdziwych dla nich", choć niekoniecznie prawdziwych obiektywnie, jest wiele.
Dobrym przykładem pozostaje religioznawstwo. W jego obrębie rozróżniamy wiedzę o religiach - dostępną zarówno wierzącym, jak i niewierzącym, stanowiącą przedmiot badań naukowych - oraz wiedzę religijną, dostępną wyłącznie wierzącym i będącą przedmiotem refleksji teologicznej.
Warto przy tym zauważyć, że znajomość doktryny religijnej, kultu, organizacji (w tym prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga często ogromnej wiedzy religijnej. Jej rozmiar nie przesądza jednak o jej naukowości.
Nie zastąpi się braków we własnej wiedzy korzystaniem ze sztucznej inteligencji aby z niej efektywnie korzystać trzeba mieć sporo własnej. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Edward Robak* (2152 punktów) | >. >>Wiedza jest względna. >- >Ale głupota już jest bezwzględna i nieuleczalna. >Fragment mojej książki na temat wiedzy: >CZY WIEDZA JEST NAUKĄ? >Zawsze jednak należałoby dodać przymiotnik precyzujący, o jakim rodzaju wiedzy mówimy. > Nie zastąpi się braków we własnej wiedzy korzystaniem ze sztucznej inteligencji aby z niej efektywnie korzystać trzeba mieć sporo własnej. .
🌟Przegląd od AI Inteligencja to ogólna zdolność umysłowa umożliwiająca uczenie się, rozumienie, myślenie abstrakcyjne, planowanie oraz efektywne rozwiązywanie problemów. Pozwala ona na adaptację do nowych warunków oraz skuteczne wykorzystywanie posiadanej wiedzy. Obejmuje różne obszary, takie jak logiczne rozumowanie, pamięć czy umiejętności społeczne. - - - Czy w ten sposób próbuje mi Pan wyjaśnić dlaczego nie może korzystać z zasobów sztucznej inteligencji AI będącej syntezą wszystkich rodzajów wiedzy dostępnej cyfrowo?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Jak widać zrozumienie poniższego zdania jest poza Pańskimi możliwościami: Nie zastąpi się braków we własnej wiedzy korzystaniem ze sztucznej inteligencji aby z niej efektywnie korzystać trzeba mieć sporo własnej. . > Przegląd od AI> Inteligencja to ogólna zdolność umysłowa umożliwiająca uczenie się, rozumienie, myślenie abstrakcyjne, planowanie oraz efektywne rozwiązywanie problemów. Pozwala ona na adaptację do nowych warunków oraz skuteczne wykorzystywanie posiadanej wiedzy. Obejmuje różne obszary, takie jak logiczne rozumowanie, pamięć czy umiejętności społeczne.Tak kiedyś tu napisałem: www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,492101#w515855www.racjonalista.pl/forum.php/s,624150#w624803> Czy w ten sposób próbuje mi Pan wyjaśnić dlaczego nie może korzystać z zasobów sztucznej inteligencji AI będącej syntezą wszystkich rodzajów wiedzy dostępnej cyfrowo?- Niczego nie próbuję Panu wyjaśnić. Nie podejmuję się dokonywania rzeczy niemożliwych. Korzystam z AI i jestem nią zafascynowany, ale jestem też świadomym niedostatków tego narzędzia. Jednym z nich jest wzmacnianie głupoty u ludzi głupich. Tak jak już tu napisałem: Nie zastąpi się braków we własnej wiedzy korzystaniem ze sztucznej inteligencji aby z niej efektywnie korzystać trzeba mieć sporo własnej. . .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | > .> Jak widać zrozumienie poniższego zdania jest poza Pańskimi możliwościami:> Nie zastąpi się braków we własnej wiedzy korzystaniem ze sztucznej inteligencji aby z niej efektywnie korzystać trzeba mieć sporo własnej. .Najpierw wyjaśnia Pan, że są różne rodzaje wiedzy a następnie pisze o braku własnej wiedzy, a niedobór inteligencji uniemożliwia Panu uczenie się od AI. Czyżby pańska inteligencja uniemożliwiała Panu rozumienie tekstów, które spontanicznie wychodzą spod klikających po klawiaturze paluszków? > >Przegląd od AI> >Inteligencja to ogólna zdolność umysłowa umożliwiająca uczenie się, rozumienie, myślenie abstrakcyjne, planowanie oraz efektywne rozwiązywanie problemów. Pozwala ona na adaptację do nowych warunków oraz skuteczne wykorzystywanie posiadanej wiedzy. Obejmuje różne obszary, takie jak logiczne rozumowanie, pamięć czy umiejętności społeczne.> Tak kiedyś tu napisałem:> www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,492101#w515855> www.racjonalista.pl/forum.php/s,624150#w624803> >Czy w ten sposób próbuje mi Pan wyjaśnić dlaczego nie może korzystać z zasobów sztucznej inteligencji AI będącej syntezą wszystkich rodzajów wiedzy dostępnej cyfrowo?> -> Niczego nie próbuję Panu wyjaśnić. Nie podejmuję się dokonywania rzeczy niemożliwych. Korzystam z AI i jestem nią zafascynowany, ale jestem też świadomym niedostatków tego narzędzia. Jednym z nich jest wzmacnianie głupoty u ludzi głupich.> Tak jak już tu napisałem:> Nie zastąpi się braków we własnej wiedzy korzystaniem ze sztucznej inteligencji aby z niej efektywnie korzystać trzeba mieć sporo własnej. .> .Takie tam frazesy bez uzasadnienia prawdziwości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Takie tam frazesy bez uzasadnienia prawdziwości. - Przegląd od AI
"Nie rzucaj pereł przed wieprze" to biblijne przysłowie oznaczające marnowanie cennych darów, wiedzy lub uczuć na osoby, które nie potrafią ich docenić lub zrozumieć. Przestroga z Ewangelii św. Mateusza (7:6). .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | >. >>Takie tam frazesy bez uzasadnienia prawdziwości. >- >Przegląd od AI >"Nie rzucaj pereł przed wieprze" to biblijne przysłowie oznaczające marnowanie cennych darów, wiedzy lub uczuć na osoby, które nie potrafią ich docenić lub zrozumieć. Przestroga z Ewangelii św. Mateusza (7:6). >.
A widzi Pan? Nawet największego sceptyka da się przekonać do korzystania ze skarbnicy ludzkiej mądrości. Wiedza naukowa to tylko maleńki fragment czegoś znacznie potężniejszego, czegoś co się nie śniło nawet filozofom. 🔥
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >A widzi Pan? Nawet największego sceptyka da się przekonać do korzystania ze skarbnicy ludzkiej mądrości. Wiedza naukowa to tylko maleńki fragment czegoś znacznie potężniejszego, czegoś co się nie śniło nawet filozofom. - Przegląd od AI
Słynny cytat przypisywany Albertowi Einsteinowi brzmi: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej". Ta sentencja odzwierciedla jego krytyczne, lecz humorystyczne spojrzenie na naturę człowieka, często podkreślając błędy w myśleniu i fanatyzm. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >A widzi Pan? Nawet największego sceptyka da się przekonać do korzystania ze skarbnicy ludzkiej mądrości. Wiedza naukowa to tylko maleńki fragment czegoś znacznie potężniejszego, czegoś co się nie śniło nawet filozofom. - Widzę, a nawet jestem przekonanym, iż każdy inteligentny czytelnik też to widzi.
To zdanie brzmi mądrze tylko do momentu, w którym ktoś zapyta: o czym konkretnie Pan mówi?
Bo jeśli zejść z poziomu efektownych ogólników - czym właściwie jest ta 'skarbnica ludzkiej mądrości'? AI, biblioteki, tradycja kulturowa? Czy raczej pojęcie tak szerokie, że nie da się go ani jasno zdefiniować, ani użyć do czegokolwiek poza robieniem wrażenia?" I na czym miałaby polegać jej 'większa potęga' względem wiedzy naukowej, skoro to właśnie nauka jest jedynym narzędziem, które w sposób systematyczny oddziela prawdę od złudzeń.
Żenada! .
|
|
4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
. Wstęp CD
Książka została podzielona na pięć części:
• Część pierwsza poświęcona jest pytaniom o światopogląd: jakie są możliwości rozumienia tego terminu i kryteria jego podziałów; na ile jest on zjawiskiem socjologicznym, a na ile psychologicznym; czy zespoły poglądów ludzi należących do inteligencji, a nawet elity naukowej, są zbiorami spójnymi, czy raczej eklektyczną mieszanką nawet sprzecznych stanowisk. Analizuję także dylematy światopoglądowe i ich wpływ na postawy intelektualne i moralne.
• Część druga omawia relacje między wiedzą a wiarą wraz z logicznymi konsekwencjami przyjęcia wybranego stanowiska. Poszukiwania porządku w chaotycznym świecie pokazują, że zjawiska przyrodnicze nie opierają się na logice, lecz odwrotnie - to raczej człowiek wywodzi część nauki o formach i zasadach poprawnego myślenia z praw przyrody, co jest tym łatwiejsze, że jego umysł jest jej wytworem. Jeżeli zgodzimy się, że proces ewolucyjny zachodzi często wbrew ludzkiej logice, to pojawi się problem, czy nasz sposób myślenia jest unikatowy, swoisty tylko dla nas, czy też logika istnieje poza człowiekiem.
• Część trzecia poświęcona jest rozumieniu idei Boga. Sensoryczne ograniczenia naszego umysłu pozwalają mi zajmować się tylko różnymi wyobrażeniami Boga znajdującego się w ludzkich umysłach. Boga dziedziczonego rodzinnie i narodowo. Boga wpajanego nam od niemowlęctwa i nabywanego w całym procesie socjalizacji. Boga - Ojca, Matki Boskiej i Syna Bożego. Innymi słowy: Boga ludzkiego, historycznie kształtowanego. A także ideą Boga w umysłach ateistów i agnostyków, do odrzucenia której częstokroć potrzebny był ogromny wysiłek intelektualny. Doskonały, transcendentny Bóg jest mi naukowo niedostępny. W tym przypadku mogę tylko zapytać o logiczne znaczenie tego terminu, gdyż tak naprawdę nie wiem, co miałby on oznaczać.
• Część czwarta poświęcona jest dziejom religii gnostyckich i ich wielkiej, acz niespełnionej, dualistycznej kosmogonii. Poprzez naszkicowanie kilku z wielu religii, których cechą wspólną była wiara w możliwość samozbawienia człowieka poprzez wiedzę oraz działanie w doczesności dwóch potęg - Dobra i Zła - staram się zainteresować tym swoistym intelektualnym tyglem, w którym próbowano dokonać syntezy duchowych pierwiastków Wschodu i Zachodu. Syntezy, w wyniku której rodziła się postawa filozoficzna inna od nam znanych i silnie z nią powiązana mentalność społeczna. Oczywiście trzy małe rozdziały mogą zaledwie dotknąć niektórych z ważnych elementów, ale starałem się wybrać i przedstawić te, które uznałem za najistotniejsze. Mam nadzieję, że poprzez ukazanie - na tle dramaturgii ówczesnych wydarzeń - przemyśleń tamtych religijnych mędrców pobudzę niektórych ze współczesnych czytelników do postawienia sobie pytania: jak mogłyby potoczyć się losy świata, gdyby dominującą siłą duchową inspirującą kulturę i cywilizację stał się w starożytności gnostycyzm, jego późniejszy manichejski odłam lub średniowieczny kataryzm? Nawet jeśli wiemy, że stawianie takich pytań należy bardziej do fantastyki niż do nauki.
• W części piątej wracam do współczesności, aby pokazać zarówno dyskurs, jak i permanentnie toczącą się walkę światopoglądową. Walkę o wiernych - gdyż to oni dają siłę wszelkim społecznym instytucjom.
CDN .
|
|
3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Wstęp CD
Przypisy
1. W europejskiej cywilizacji filozofia jest matką wszelkich nauk i w czasach, gdy nauki przyrodnicze nie potrafiły udzielić zadawalających odpowiedzi na wiele podstawowych pytań jej inspirująca intelektualnie rola była ogromna, ale wraz z postępem naturalistycznej wiedzy jej kreatywność zmniejszała się i dziś sytuacja odwróciła się na tyle, iż trudno mówić o rzetelnym uprawianiu filozofii bez głębokiej znajomości aktualnego dorobku nauki. Część uczonych nawet wątpi, czy można filozofię zaliczać do nauki skoro nie stosuje ona naukowej metodologii, a stosowane przez nią pojęcia są często tak rozmyte i niedookreślone, iż nie można w sposób sensowny zastosować do niej logiki.
2. Ostro, choć w dużym stopniu zasadnie ocenia filozofię prof. Bernard Korzeniewski w książce "Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości". Kraków 1998. - "Istnieje pewna istotna różnica pomiędzy naukę i filozofią. O ile rozwój nauk ścisłych jest kumulatywny to znaczy nowa wiedza nie zastępuje wiedzy już posiadanej, lecz jest do niej dodawana, stanowi jej uzupełnienie i rozwinięcie, to w filozofii, mówiąc w niewielkim uproszczeniu, trzeba ciągle zaczynać od nowa. Jeżeli przyrodnik próbuje wypowiadać się na tematy filozoficzne, to często zarzuca mu się niekompetencję, bo np. nie orientuje się on w subtelnościach systemu filozoficznego pana X lub też nie zna pięćdziesięciu wyróżnionych rodzajów tautologii. Pytanie tylko, czy taka wiedza jest mu na cokolwiek potrzebna? Albowiem filozofia, tracąc kontakt z rzeczywistością, zaczyna coraz bardziej zajmować się samą sobą, swoimi wytworami i ustanowionymi przez tradycję schematami, otorbia się w autystycznej izolacji od świata. Aby osiągnąć w niej coś nowego, rozsądne wydaje się więc pozbycie się całego tego balastu i zaczęcie od podstaw, od wiedzy pojęć i paradygmatów oferowanych przez nauki przyrodnicze". Ale zgadzając się, że grzechem filozofii, "jest dowolność spekulacji, brak weryfikowalności twierdzeń, tworzenie pojęć pustych (hipostaz), co generalnie sprowadza się po prostu do braku jakiejkolwiek wiarygodnej metodologii, a nawet, ze "Mimo z górą dwóch tysięcy lat istnienia filozofia zachodnia nie doczekała się rozwiązania żadnego ze swych najbardziej podstawowych problemów, ani też nie dopracowała zadowalających kryteriów oceny czy selekcji poszczególnych koncepcji filozoficznych".
Jednak - mimo że zgadzam się z wieloma jego zastrzeżeniami dotyczącymi dowolności spekulacji, nieweryfikowalności twierdzeń, tworzenia pojęć pustych (hipostaz) i ogólnej słabości metodologicznej - to należy uznać także niekwestionowany dorobek filozofii w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka i logiczną zasadność twierdzeń. Ważna jest również jej rola scalająca całość naszej wiedzy o wszechświecie wraz z możliwościami i sposobami jego poznania (funkcja światopoglądowa) oraz rola dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego, co istnieje. Dlatego jej znaczenie pozostaje ogromne i trudno byłoby się bez niej obejść.
3. Książka ta pełni funkcje popularyzatorskie, a dążenie do szerokiej komunikatywności wypowiedzi wymaga używania w miarę potocznego języka, wychodzenia od banalnych stwierdzeń, a nawet posługiwania się czasem środkami artystycznymi, przerysowaniami czy ironią. Z drugiej jednak strony - ponieważ dotyczy trudnej problematyki - wymaga korzystania z języka specjalistycznego. W takich przypadkach staram się wyjaśniać jego znaczenie w kontekstach lub przypisach, choć oczywiście nie mogę objaśniać wszystkich terminów ani uzasadniać każdego wyboru cytatu. Problematyka poruszana w książce nie jest prosta i trudno byłoby oczekiwać, aby była to lektura całkowicie łatwa; to, co dla jednych jest oczywiste, dla innych może być nie znane. Czytelnik mniej obeznany z tematem zawsze może sięgnąć do słowników lub encyklopedii. Ponieważ poniższa praca - już w założeniu - nie stanowi dzieła naukowego, użyty w niej aparat źródłowy ma formę uproszczoną. Przypisy dotyczą nie tyle precyzyjnej informacji o źródle, co uzupełnienia wychodzącego poza główny wątek, dodatkowej informacji lub polemiki. Zgodnie z przyjętą zasadą: tytuł, nazwa, pojęcie, termin, wyrażenie, idiom lub zwrot frazeologiczny zaczerpnięty ze źródeł zaznaczany jest cudzysłowem, natomiast cała myśl zostaje wyodrębniona kursywą. Gdy stwierdzenie jest ważne - z zaznaczeniem autora, a czasem, gdy to istotne, także tytułu dzieła. Nie uważam, aby dalsze uszczegółowianie było tu konieczne, gdyż głównym zadaniem książki jest próba ponownego postawienia - w kontekście współczesnej wiedzy naukowej - odwiecznych pytań oraz pobudzenie ciekawości czytelników, a nie próba udzielenia na nie odpowiedzi, do której autor ani nie czuje się upoważniony, ani jej nie zna.
.
|
|
2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie, dobrze, że przyjmuje Pan w końcu argument z praktyki - bo to jest w tej sprawie kluczowe. Współczesna nauka faktycznie działa w ramach tego, co nazywa się naturalizmem metodologicznym. To nie jest metafizyczne "wyznanie wiary", tylko zasada pracy: w wyjaśnianiu zjawisk odwołujemy się wyłącznie do przyczyn naturalnych, bo tylko takie dają się badać i testować.I to nie jest stanowisko jednej szkoły (np. Koła Wiedeńskiego), tylko efekt rozwoju nauki w XX i XXI wieku - obecny niezależnie od sporów filozoficznych. Quine, Kuhn, Lakatos i inni komplikowali obraz nauki, pokazując jej historyczność czy zależność od teorii, ale: żaden z nich nie wprowadził do praktyki naukowej bytów nadprzyrodzonych ani nie zniósł wymogu testowalności. Fizyka, chemia, biologia nadal działają tak samo: formułują modele, wyprowadzają przewidywania, konfrontują je z doświadczeniem. I w tym sensie: nauki przyrodnicze rzeczywiście "opierają się na niewierze" - czyli nie przyjmują niczego na wiarę, tylko wymagają sprawdzalności. Co do fundamentów filozoficznych: dzisiejsza filozofia nauki nie daje jednej "ostatecznej teorii nauki", ale panuje w niej szeroka zgoda co do minimum: wiedza naukowa ma charakter empirycznie kontrolowany, teorie są tymczasowe i podlegają rewizji, o ich wartości decyduje skuteczność w wyjaśnianiu i przewidywaniu zjawisk. To wystarcza - i dokładnie tak nauka funkcjonuje. Wracając do punktu wyjścia: w tym modelu nie ma miejsca na pojęcia, które nie dają się powiązać z testem empirycznym. Dlatego: "Bóg" nie funkcjonuje jako pojęcie naukowe - niezależnie od tego, jak będziemy komplikować tło filozoficzne. I to jest konkluzja zgodna zarówno z praktyką nauki, jak i jej współczesnym rozumieniem. Nie wiem co jeszcze miałbym tu dodawać? Dla inteligentnego samodzielnie myślącego czytelnika wszystko jest jasnym, a wierzących i tak nie przekonam. www.racjon(*)/z,0/d,4/s,955700/i,47#w955791.
|
|
 | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > .> Panie Elaspie,> dobrze, że przyjmuje Pan w końcu argument z praktyki - bo to jest w tej sprawie kluczowe.Zgadzam się, że praktyka naukowa przeważa (contra facta non valent argumenta). Podaję więc link do pracy naukowej (z zakresu nauki empirycznej), w którym słowo "Bóg" ma zastosowanie. Nie jest więc tak, że jest ono bezużyteczne w tego rodzaju badaniach jako nie dość związane z obserwacją. Obala to (falsyfikuje) całe Pana dotychczasowe rozumowanie, gdyż rozumowanie to przeczy tej praktyce: www.scienc(*)ries/abs/pii/S0065260117300217Praca jest z roku 2017, są to więc badania współczesne (o takich też była mowa).
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
to nie jest kontrargument, tylko całkowite minięcie się z tematem. .
Przytoczona przez Pana praca z psychologii nie bada Boga jako bytu, tylko bada:
wiarę ludzi w Boga jako zjawisko psychologiczne i społeczne. .
To zasadnicza różnica, którą Pan ignoruje.
To, że nauka używa słowa "Bóg" w takich kontekstach, oznacza jedynie, że:
ludzie mają pewne przekonania,
i te przekonania można badać empirycznie. .
Ale:
przedmiotem badań jest człowiek (jego umysł, zachowania, kultura), a nie Bóg jako realny byt.
. Pański wniosek:
"to falsyfikuje całe rozumowanie"
jest po prostu błędny, ponieważ opiera się na podmianie tezy.
. Ja twierdzę:
nie istnieje naukowa (weryfikowalna) definicja Boga jako bytu.
. Pan pokazuje:
że istnieją badania naukowe dotyczące wiary w Boga.
. To są dwie zupełnie różne rzeczy.
.
|
|
| |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>że istnieją badania naukowe dotyczące wiary w Boga. . >To są dwie zupełnie różne rzeczy. >.
Wiary w co?
Jak można testować empiryczne jakąś hipotezę, jeżeli jej przedmiot (wiara w Boga) jest opisany przy użyciu wyrażeń nie należących do nauki? Czy nie trzeba wyrazić hipotezy w języku naukowym, aby ją potem potwierdzać albo oblalać?
|
|
| | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
wiary w Boga jako pojęcie funkcjonujące w ludzkim umyśle i kulturze.
Dokładnie tak samo, jak bada się:
wiarę w duchy, wiarę w astrologię, wiarę w spiski.
Przedmiotem badań jest zawsze:
to, co ludzie myślą, w co wierzą i jak się zachowują - a nie to, czy przedmiot tej wiary istnieje.
Jeśli nadal ma Pan wątpliwość, to proszę odpowiedzieć wprost:
czy psychologia bada istnienie Boga, czy tylko wiarę ludzi w Boga?
Bo to jest dokładnie ta różnica, którą Pan próbuje zacierać. .
============== Znów myli Pan poziomy opisu.
To, że ludzie używają pojęcia "Bóg", które nie jest pojęciem naukowym, nie przeszkadza nauce badać tego zjawiska. Nauka nie musi przyjmować treści tego pojęcia - wystarczy, że je operacjonalizuje.
W praktyce wygląda to tak:
"wiara w Boga" = deklaracje badanych, ich odpowiedzi w ankietach, zachowania, korelacje psychologiczne.
I to już jest w pełni język naukowy:
mierzalny, porównywalny, testowalny.
Czyli:
nauka nie bada Boga - bada ludzi, którzy używają słowa "Bóg".
I dlatego nie ma tu żadnego problemu metodologicznego.
Pana pytanie opiera się na błędnym założeniu, że:
żeby badać zjawisko, trzeba najpierw przyjąć prawdziwość jego treści.
Nie trzeba.
Psychologia nie przyjmuje istnienia duchów, żeby badać wiarę w duchy.
Dokładnie tak samo jest tutaj.
Krótko:
hipoteza jest sformułowana w języku nauki (o zachowaniach i przekonaniach ludzi), a nie w języku religii.
I to zamyka sprawę. .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >Nauka nie musi przyjmować treści tego pojęcia - wystarczy, że je operacjonalizuje.W praktyce wygląda to tak: >"wiara w Boga" = deklaracje badanych, ich odpowiedzi w ankietach, zachowania, korelacje psychologiczne. >I to już jest w pełni język naukowy: >mierzalny, >porównywalny, >testowalny.
Tak, za tę cenę jednak, że ściśle biorąc przedmiotem badań są owe deklaracje, wypowiedzi, korelacje, itp.
Czy uważa Pan, że można zoperacjonalizowac np. doznanie (czy pojęcie) bólu w taki sposób, żeby ta operacjonalizacja uwzględniła wszystko, co istotne dla bólu?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
tak - dokładnie tak jest: przedmiotem badań są deklaracje, zachowania i korelacje. I to w zupełności wystarcza, żeby zjawisko badać naukowo. Nauka zawsze operuje na tym, co dostępne empirycznie, a nie na "istocie rzeczy samej w sobie".
Pański przykład z bólem niczego tu nie zmienia. Oczywiście:
nie da się uchwycić "całości istoty bólu",
ale da się go skutecznie operacjonalizować:
skale bólu, reakcje fizjologiczne, aktywność mózgu, zachowania.
I to wystarcza, żeby:
przewidywać, leczyć, badać.
Kluczowe jest to:
nauka nie wymaga pełnego uchwycenia "istoty" zjawiska, tylko jego mierzalnych aspektów.
To dotyczy bólu, emocji, świadomości - i dokładnie tak samo wiary w Boga.
Natomiast Pana pytanie znów odchodzi od sedna.
Bo nawet jeśli przyznamy, że operacjonalizacja jest niepełna (co jest oczywiste), to:
wciąż nie przybliża nas to ani o krok do naukowej definicji Boga jako bytu.
Krótko:
nauka bada to, co mierzalne - nawet jeśli nie wyczerpuje to "całości zjawiska".
Bóg nadal nie spełnia nawet tego minimalnego warunku.
I to pozostaje niezmienione. I to w zupełności wystarcza, żeby zjawisko badać naukowo. Nauka zawsze operuje na tym, co dostępne empirycznie, a nie na "istocie rzeczy samej w sobie".
.
======================= Możemy oczywiście dalej rozmawiać o operacjonalizacji bólu, języku nauki i innych wątkach pobocznych - tylko że to wszystko oddala nas od zasadniczego pytania.
Prosiłem o naukową (empirycznie weryfikowalną) definicję Boga.
Do tej pory jej Pan nie podał.
Skoro więc twierdzi Pan, że pojęcie "Bóg" może funkcjonować w nauce, to bardzo proszę:
proszę podać taką definicję.
Chętnie ją zobaczę - i tym chętniej spróbujemy ją wspólnie poddać weryfikacji.
Bo na tę chwilę wygląda to tak:
rozmawiamy o wszystkim dookoła, tylko nie o tym, o co chodziło od początku. .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Kluczowe jest to: >nauka nie wymaga pełnego uchwycenia "istoty" zjawiska, tylko jego mierzalnych aspektów. To dotyczy bólu, emocji, świadomości - i dokładnie tak samo wiary w Boga.
A zatem z faktu, że nauka nie uchwytuje czegoś nie wynika, że to coś nie istnieje?
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
> A zatem z faktu, że nauka nie uchwytuje czegoś nie wynika, że to coś nie istnieje?
Panie Elaspie,
oczywiście:
z faktu, że nauka czegoś nie uchwytuje, nie wynika automatycznie, że to nie istnieje.
Ale z tego również nie wynika, że to istnieje.
A co ważniejsze:
nauka nigdy - w żadnym przypadku - nie wykazała wpływu jakiejkolwiek "nadrzeczywistości" na rzeczywistość.
Z tego wynika rzecz zasadnicza:
jeśli coś nie ma żadnego wykrywalnego wpływu na rzeczywistość, to z punktu widzenia nauki jest nierozróżnialne od nieistnienia.
Można oczywiście postulować byty całkowicie niewykrywalne, ale:
nie mają one żadnej wartości poznawczej ani wyjaśniającej.
Krótko:
brak dowodu to nie dowód braku - ale brak jakiegokolwiek wpływu czyni dane "istnienie" poznawczo pustym.
I dokładnie z taką sytuacją mamy tu do czynienia. .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>A co ważniejsze: >nauka nigdy - w żadnym przypadku - nie wykazała wpływu jakiejkolwiek "nadrzeczywistości" na rzeczywistość.Z tego wynika rzecz zasadnicza: >jeśli coś nie ma żadnego wykrywalnego wpływu na rzeczywistość, to z punktu widzenia nauki jest nierozróżnialne od nieistnienia.Można oczywiście postulować byty całkowicie niewykrywalne, ale: >nie mają one żadnej wartości poznawczej ani wyjaśniającej.Krótko: >brak dowodu to nie dowód braku - ale brak jakiegokolwiek wpływu czyni dane "istnienie" poznawczo pustym.I dokładnie z taką sytuacją mamy tu do czynienia. >.
Dobrze, ale czy Pana doznanie bólu, w tym zakresie, w jakim nie jest uchwytywane przez nauki empiryczne i ich metody ilościowe, nie ma żadnej wartości poznawczej? Nie mówi nic o bólu?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
to już jest, któraś z rzędu, klasyczna ucieczka od tematu.
Rozmawiamy o:
naukowej (empirycznie weryfikowalnej) definicji Boga jako bytu,
a Pan po raz kolejny zmienia przedmiot rozmowy - tym razem na doznanie bólu.
To są rzeczy nieporównywalne.
Ból:
jest zjawiskiem realnym i bezpośrednio doświadczanym, ma korelaty fizjologiczne (układ nerwowy, aktywność mózgu), daje się badać i przewidywać, nawet jeśli nie w pełni.
Natomiast "Bóg":
nie ma żadnych wykrywalnych korelatów, nie daje się powiązać z żadnym testem, nie generuje żadnych sprawdzalnych przewidywań.
Pana analogia jest więc chybiona.
to, że jakieś zjawisko jest trudne do pełnego uchwycenia, nie znaczy, że jest niewykrywalne.
Ból jest wykrywalny i badalny. "Bóg" - nie.
I znów wracamy do sedna, od którego Pan ucieka:
proszę podać naukową definicję Boga.
Bo na razie zamiast odpowiedzi mamy żałosne ucieczki w kolejne dygresje. .
|
|
| | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >to już jest, któraś z rzędu, klasyczna ucieczka od tematu. >Rozmawiamy o: >naukowej (empirycznie weryfikowalnej) definicji Boga jako bytu,a Pan po raz kolejny zmienia przedmiot rozmowy - tym razem na doznanie bólu.
Przyznam więc Panu rację, że nie istnieje naukowa definicja Boga jako bytu. Proszę więc teraz odpowiedzieć na zadane przeze mnie powyżej pytanie.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
skoro przyznaje Pan, że:
nie istnieje naukowa definicja Boga jako bytu,
to zasadniczy temat został rozstrzygnięty.
Reszta, którą Pan teraz podnosi, to już tylko dygresje.
Na temat bólu dostał Pan już wyczerpujące odpowiedzi. Wystarczy przeczytać. Odpowiadając krótko: oczywiście, że subiektywne doznanie bólu ma wartość poznawczą - dla osoby, która go doświadcza. Ale:
to nie jest poznanie naukowe, tylko indywidualne doświadczenie.
Nauka zaczyna się dopiero tam, gdzie:
można coś porównać, zmierzyć, uogólnić, sprawdzić niezależnie od pojedynczego podmiotu.
Dlatego ból:
jako przeżycie jest prywatny, jako zjawisko fizjologiczne jest badany naukowo.
Natomiast Pana pytanie po raz kolejny:
nie ma żadnego związku z rozstrzygniętym już problemem definicji Boga.
Krótko:
temat został zamknięty, a dalsze analogie niczego już nie wnoszą.
Jeśli chce Pan rozmawiać o filozofii świadomości - to jest zupełnie inna dyskusja. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >skoro przyznaje Pan, że: >nie istnieje naukowa definicja Boga jako bytu,to zasadniczy temat został rozstrzygnięty. >Reszta, którą Pan teraz podnosi, to już tylko dygresje. >Na temat bólu dostał Pan już wyczerpujące odpowiedzi. Wystarczy przeczytać. Odpowiadając krótko: oczywiście, że subiektywne doznanie bólu ma wartość poznawczą - dla osoby, która go doświadcza. Ale: >to nie jest poznanie naukowe, tylko indywidualne doświadczenie.
Dobrze, temat definicji Boga można uważać za zamknięty. Nie jest to chyba jedyny temat, o którym można dyskutować.
Czy uważa Pan subiektywne doświadczenie bólu za wiedzę (za poznanie)? Jeżeli tak, to uznaje Pan, że poznanie naukowe (empiryczne) nie jest jedynym sposobem poznania świata i że poznanie można podzielić na naukowe i subiektywne (tyczące własności nie ujętych przez naukę i jej metody).
Pytam wiec: czy subiektywne doświadczenie dostarcza wiedzy o świecie?
Przy okazji zapytam: czy którekolwiek ze swoich przekonań (na przykład niektóre z tych, które się tyczą bólu) oparł Pan na subiektywnym doświadczeniu?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
Panie Elaspie,
odpowiedź jest prosta, tylko Pan, dla zagmatwania sprawy, próbuje z niej zrobić problem filozoficzny.
Tak:
subiektywne doświadczenie dostarcza wiedzy - ale wyłącznie wiedzy prywatnej, jednostkowej.
Nie jest to wiedza naukowa, bo:
nie jest intersubiektywnie sprawdzalna, nie daje się uogólniać, nie stanowi podstawy teorii o świecie.
Dlatego rozróżnienie jest oczywiste:
poznanie subiektywne mówi, "jak coś jest dla mnie", poznanie naukowe mówi, "jak coś jest niezależnie ode mnie".
I tylko to drugie buduje wiedzę o świecie w sensie ogólnym.
Pańska sugestia, że to "alternatywny sposób poznania świata", jest więc przesadzona.
to nie jest konkurencja dla nauki, tylko inny poziom opisu.
A wracając do porządku rozmowy:
ten wątek dotyczył definicji Boga i został już przez Pana zamknięty.
Jeśli chce Pan rozmawiać o filozofii świadomości - to jest osobny temat. Proszę założyć nowy wątek, gdy mnie coś w nim zainteresuje to się odezwę.
Mieszanie wszystkiego naraz niczego nie wyjaśnia. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >odpowiedź jest prosta, tylko Pan, dla zagmatwania sprawy, próbuje z niej zrobić problem filozoficzny. >Tak: >subiektywne doświadczenie dostarcza wiedzy - ale wyłącznie wiedzy prywatnej, jednostkowej.Nie jest to wiedza naukowa, bo: >nie jest intersubiektywnie sprawdzalna, >nie daje się uogólniać, >nie stanowi podstawy teorii o świecie.
Czyli teoria o świecie nie obejmuje wszystkiego, co się w świecie znajduje, ponieważ nie obejmuje subiektywnych własności doświadczenia. Wynika więc stąd, że wiedza naukowa nie jest całością wiedzy o świecie (nie obejmuje bowiem wiedzy prywatnej).
Proszę o odpowiedź na pytanie, czy któreś ze swoich przekonań oparł Pan na wiedzy prywatnej.
Wątek dotyczy Pana książki, a nie jedynie definicji Boga. Dotyczy więc i światopoglądu i moje pytania dotyczą Pana poglądu na naukę (na poznanie naukowe).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Panie Elaspie,
moja książka rzeczywiście dotyczy światopoglądu - ale bardzo konkretnego:
światopoglądu opartego na wartości poznawczej nauki.
Kwestia Boga (czy szerzej: nadprzyrodzoności) jest w niej tylko jednym z elementów - istotnym, ale nie jedynym.
Natomiast:
książka nie dotyczy "wszystkiego", bo to jest po prostu niemożliwe.
Dlatego próba rozciągania tej dyskusji na kolejne, coraz dalsze wątki (jak teraz problem subiektywnego doświadczenia) prowadzi donikąd.
Jeśli chce Pan rozmawiać merytorycznie o książce:
zachęcam do zapoznania się przynajmniej z jej wstępem i opisem, które są dostępne w tym wątku.
W przeciwnym razie trudno mówić o rzeczywistej dyskusji, a nie o luźnych dygresjach. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >moja książka rzeczywiście dotyczy światopoglądu - ale bardzo konkretnego: >światopoglądu opartego na wartości poznawczej nauki. Kwestia Boga (czy szerzej: nadprzyrodzoności) jest w niej tylko jednym z elementów - istotnym, ale nie jedynym.
Czyli nie odpowie Pan na pytanie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . >Czyli nie odpowie Pan na pytanie? - Na jakie pytanie? Na wszystkie sensowne pytania, jakie dostałem to odpowiedziałem, a to, iż te odpowiedzi Pana nie zadowalają to już nie mój problem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >>Czyli nie odpowie Pan na pytanie? >- >Na jakie pytanie? Na wszystkie sensowne pytania, jakie dostałem to odpowiedziałem, a to, iż te odpowiedzi Pana nie zadowalają to już nie mój problem.
"Proszę o odpowiedź na pytanie, czy któreś ze swoich przekonań oparł Pan na wiedzy prywatnej."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > "Proszę o odpowiedź na pytanie, czy któreś ze swoich przekonań oparł Pan na wiedzy prywatnej."
. Panie Elaspie,
wszystkie swoje wypowiedzi opieram na przyswojonym - formalnie (w procesie kształcenia) i nieformalnie (poprzez lekturę) - dorobku nauki i filozofii. Jest on przeze mnie przemyślany i stanowi podstawę mojego światopoglądu.
Natomiast używane przez Pana pojęcie:
"wiedzy prywatnej" jest nieostre i nie wiadomo, co właściwie miałoby oznaczać.
Jeśli ma Pan na myśli:
subiektywne doświadczenia, indywidualne odczucia,
to oczywiście każdy człowiek je posiada. Ale:
to nie one stanowią podstawę twierdzeń o świecie, tylko wiedza intersubiektywnie sprawdzalna.
Krótko:
przeżycia są prywatne, wiedza o świecie - wspólna i sprawdzalna.
I na tym polega zasadnicza różnica, którą Pan próbuje rozmyć. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> "Proszę o odpowiedź na pytanie, czy któreś ze swoich przekonań oparł Pan na wiedzy prywatnej." >. >Panie Elaspie, >wszystkie swoje wypowiedzi opieram na przyswojonym - formalnie (w procesie kształcenia) i nieformalnie (poprzez lekturę) - dorobku nauki i filozofii. Jest on przeze mnie przemyślany i stanowi podstawę mojego światopoglądu. >Natomiast używane przez Pana pojęcie: >"wiedzy prywatnej" jest nieostre i nie wiadomo, co właściwie miałoby oznaczać.
Przecież to Pan się nim pierwszy posłużył powyżej: "subiektywne doświadczenie dostarcza wiedzy - ale wyłącznie wiedzy prywatnej, jednostkowej".
Ja użyłem tego sformułowania wiedząc, że Pan go użył (i najwyraźniej akceptuje).
>Jeśli ma Pan na myśli: >subiektywne doświadczenia, >indywidualne odczucia, >to oczywiście każdy człowiek je posiada. Ale: >to nie one stanowią podstawę twierdzeń o świecie, tylko wiedza intersubiektywnie sprawdzalna.Krótko:
Czyli doświadczenie bólu nie wniosło nic do Pana przekonań? Pana przekonania na temat bólu opierają się jedynie na wiedzy książkowej i nabytej w procesie edukacji?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Czyli doświadczenie bólu nie wniosło nic do Pana przekonań? Pana przekonania na temat bólu opierają się jedynie na wiedzy książkowej i nabytej w procesie edukacji? -
Panie Elaspie,
oczywiście użyłem pojęcia "wiedzy prywatnej" - i je wyjaśniłem. Pan natomiast próbuje z tego zrobić problem, którego tu nie ma.
Tak:
subiektywne doświadczenie bólu coś wnosi - ale tylko na poziomie indywidualnego przeżycia.
Moje przekonania o bólu jako zjawisku opierają się jednak na:
wiedzy naukowej, a nie na własnym odczuwaniu bólu.
Bo:
doświadczenie mówi mi, że mnie boli, ale nie mówi mi, czym ból jest, jakie ma mechanizmy i jak go leczyć.
Mogę dodać - choć nie ma to tu większego znaczenia - że oczywiście doświadczałem bólu, zarówno fizycznego, jak i psychicznego, jak większość ludzi. Ale:
są to zawsze doświadczenia subiektywne i nieporównywalne wprost między osobami.
I właśnie dlatego nauka musi je upraszczać i operacjonalizować - np. poprzez skale bólu, które bywają umowne (pytanie "od 1 do 10" często niewiele mówi), ale:
pozwalają przekształcić przeżycie w coś mierzalnego i porównywalnego.
Krótko:
przeżycie mówi "jak jest dla mnie", nauka mówi "jak to działa".
I to jest zasadnicza różnica, którą Pan próbuje rozmyć.
Te rozważania o bólu to już Pański ból i mnie nic do tego. Nie takich bóli dotyczy moja książka, a o niej tu rozmawiamy.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Tak: >subiektywne doświadczenie bólu coś wnosi - ale tylko na poziomie indywidualnego przeżycia.
Co wnosi, jeżeli nie wiedzę?
Co konkretnie wnosi?
Co to znaczy: "wnosić coś na poziomie indywidualnego przeżycia"?
>Moje przekonania o bólu jako zjawisku opierają się jednak na: >wiedzy naukowej, a nie na własnym odczuwaniu bólu.Bo: >doświadczenie mówi mi, że mnie boli,
Czyli jest Pan przekonany, że Pana boli, na podstawie subiektywnego doświadczenia. A więc nie wszystkie Pana przekonania mają naukową podstawę. Niektóre (takie jak to, że Pana boli) mają subiektywną podstawę.
>ale nie mówi mi, czym ból jest, jakie ma mechanizmy i jak go leczyć.
Czy więc osoba, która nigdy nie doświadczyła bólu, ale ma na jego temat pełną wiedzę książkową zna ból lepiej niż ten, kto doświadcza bólu, a nigdy o nim nie czytał?
Czy to samo dotyczy doznania barw i oczytany niewidomy zna lepiej doznania barwne niż nieoczytany widzący?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Nie, to nie jest żaden "argument", tylko mylenie pojęć.
To, że czuję ból, nie jest "wiedzą o bólu", tylko doznaniem bólu. Z tego nie wynika ani czym ból jest, ani jak działa, ani jak go leczyć.
Porównanie z niewidomym też jest chybione:
widzący doświadcza koloru, niewidomy może rozumieć jego naturę fizyczną i biologiczną lepiej.
To są różne porządki, nie konkurencja.
Jeśli tego Pan nie rozróżnia, to problem nie leży w nauce - tylko w podstawach Pańskiego rozumienia, czym w ogóle jest wiedza. W swojej książce to wyjaśniam i w setkach książek wyjaśnili to już ludzie znacznie ode mnie mądrzejsi, ale trzeba czytać i to czytać ze zrozumieniem.
Nijak nie podejmuję się rozwiązania wszystkich problemów intelektualnych, które Pana dręczą, a jak tu widać ma Pan ich sporo. W to trzeba włożyć własny wysiłek intelektualny i najlepiej to zacząć w młodym wieku. Nie gimnastykowany na starość umysł kostnieje i klepie się te same stereotypy. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Nie, to nie jest żaden "argument", tylko mylenie pojęć. >To, że czuję ból, nie jest "wiedzą o bólu", tylko doznaniem bólu.Z tego nie wynika ani czym ból jest, ani jak działa, ani jak go leczyć.
Wcale nie twierdzę, że to ma wynikać. Jest jednak wiedzą (albo daje wiedzę) o istnieniu bólu (skąd bowiem Pan o tym wie?), nawet jeżeli nie jest wiedzą o naturze ani przyczynach tego zjawiska.
Jednym słowem: doznaje Pan bólu, ale za sprawą tego doznania ani nie jest Pan przekonany, że Pan doznaje bólu (że coś Pana boli), ani tym bardziej nie wie Pan, że go doznaje?
Innymi słowy, gdy boli Pana głowa (na przykład), nigdy nie pomyśli Pan sobie "boli mnie głowa", bo to przecież przekonanie, a te opiera Pan na nauce obiektywnej - ? Czy tak należy rozumieć obiektywność Pana przekonań, które są przecież także przekonaniami co do istnienia czegoś - ?
Co i dlaczego ma więc Pan na myśli, gdy Pan mówi do kogoś "boli mnie głowa"? Bo przecież czasami używa Pan takiego wyrażenia i nie sięga w tym celu po urządzenia pomiarowe znane nauce (neurologii).
Proszę wskazać jego sens i uzasadnienie.
>Porównanie z niewidomym też jest chybione: >widzący doświadcza koloru,niewidomy może rozumieć jego naturę fizyczną i biologiczną lepiej.To są różne porządki, nie konkurencja.
Jakie "porządki"? Pytam: kim wolałby Pan być: niewidomym znającym barwy z książek czy widzącym ignorantem? O którym z nich powie Pan, że wie o czym mówi, gdy używa słowa "czerwony" albo "zielony"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Jakie "porządki"? Pytam: kim wolałby Pan być: niewidomym znającym barwy z książek czy widzącym ignorantem? O którym z nich powie Pan, że wie o czym mówi, gdy używa słowa "czerwony" albo "zielony"?Czy ateista może pisać teologię? Tytuł książki Andrzeja B. Izdebskiego Teologia ateisty. Rozważania światopoglądowe brzmi prowokacyjnie. I rzeczywiście - jest prowokacją intelektualną. Nie chodzi jednak o polemikę z religią ani o manifest niewiary. Autor proponuje coś ciekawszego: próbę spojrzenia na religię, ideologie i ludzkie przekonania z perspektywy naukowego sceptycyzmu. Izdebski jest religioznawcą i publicystą. Jego książka nie jest traktatem teologicznym ani systematycznym wykładem filozofii. To raczej rozległy esej światopoglądowy - zapis wieloletnich lektur, dyskusji i refleksji nad relacją między nauką, wiarą i kulturą. Autor zaczyna od pytania fundamentalnego: czym właściwie jest światopogląd i dlaczego ludzie tak zaciekle bronią swoich przekonań? W kolejnych rozdziałach prowadzi czytelnika przez historię idei religijnych, spory między nauką i wiarą, ewolucję ludzkiego umysłu oraz dzieje różnych form religijności. Wiele miejsca poświęca także gnostycyzmowi, manicheizmowi czy średniowiecznym herezjom - pokazując, że historia religii jest znacznie bardziej złożona, niż sugerują podręcznikowe uproszczenia. Najciekawsze w tej książce jest jednak coś innego. Izdebski nie twierdzi, że religie są wyłącznie błędem ani że nauka daje ostateczne odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest religia, lecz dogmatyzm - przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę. ===================== Pański komentarz jest dobrym przykładem właśnie tego, o czym mowa wyżej. To wciąż nie jest argument, tylko konsekwentne mieszanie poziomów. Wciąż Pan nie ma tu niczego sensownego do powiedzenia na tematy związane z książką, tylko w swoim wielkim zacietrzewieniu pieprzy o własnych projekcjach pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_(psychologia) Nikt nie kwestionuje, że doznanie bólu daje przekonanie "boli mnie". Problem w tym, iż Pan próbuje z tego zrobić wiedzę o bólu jako zjawisku - a to po prostu nie wynika. To są dwa różne porządki: przeżycie ("boli mnie"), wyjaśnienie (czym ból jest i jak działa). I nie, nie są one równoważne tylko dlatego, że oba nazywa Pan "wiedzą". Pańskie pytania o "kim wolałbyś być" są czysto retoryczne i omijają sedno. To nie jest dyskusja o preferencjach, tylko o tym, co znaczy wiedzieć. Widzący wie, jak wygląda kolor. Niewidomy może wiedzieć, czym jest światło. Jeśli Pan nie widzi różnicy między "znać przeżycie" a "znać mechanizm", to właśnie to jest problem - nie stanowisko, które Pan krytykuje. Te bzdury, które Pan tu wciska nadal nie dotyczą moich przekonań o bólu (które w tej rozmowie o konkretnej książce nie mają żadnego znaczenia), tylko Pańskiego uporczywego utożsamiania doświadczenia z wyjaśnieniem. Z wiarą nie ma dyskusji, a ja nijak nie podejmuję się odpowiedzi na Pańskie projekcje. Trafił Pan pod zły adres. Nie do tego specjalisty. Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, ale po co?.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Te bzdury, które Pan tu wciska nadal nie dotyczą moich przekonań o bólu (które w tej rozmowie o konkretnej książce nie mają żadnego znaczenia), tylko Pańskiego uporczywego utożsamiania doświadczenia z wyjaśnieniem. >Z wiarą nie ma dyskusji, a ja nijak nie podejmuję się odpowiedzi na Pańskie projekcje. Trafił Pan pod zły adres. Nie do tego specjalisty. >Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, ale po co? >.
Proponuję zakończyć tę wymianę zdań. Widzę, że nie odpowie Pan na pytania, które zadałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
Pański komentarz jest dobrym przykładem właśnie tego, o czym mowa wyżej. To wciąż nie jest argument, tylko konsekwentne mieszanie poziomów. Wciąż Pan nie ma tu niczego sensownego do powiedzenia na tematy związane z książką, tylko w swoim wielkim zacietrzewieniu pieprzy o własnych projekcjach.
Nikt nie kwestionuje, że doznanie bólu daje przekonanie "boli mnie". Problem w tym, iż Pan próbuje z tego zrobić wiedzę o bólu jako zjawisku - a to po prostu nie wynika.
To są dwa różne porządki: przeżycie ("boli mnie"), wyjaśnienie (czym ból jest i jak działa).
I nie, nie są one równoważne tylko dlatego, że oba nazywa Pan "wiedzą".
Pańskie pytania o "kim wolałbyś być" są czysto retoryczne i omijają sedno. To nie jest dyskusja o preferencjach, tylko o tym, co znaczy wiedzieć.
Widzący wie, jak wygląda kolor. Niewidomy może wiedzieć, czym jest światło.
Jeśli Pan nie widzi różnicy między "znać przeżycie" a "znać mechanizm", to właśnie to jest problem - nie stanowisko, które Pan krytykuje.
Te bzdury, które Pan tu wciska nadal nie dotyczą moich przekonań o bólu (które w tej rozmowie o konkretnej książce nie mają żadnego znaczenia), tylko Pańskiego uporczywego utożsamiania doświadczenia z wyjaśnieniem.
Z wiarą nie ma dyskusji, a ja nijak nie podejmuję się odpowiedzi na Pańskie projekcje. Trafił Pan pod zły adres. Nie do tego specjalisty.
Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, ale po co?
>Proponuję zakończyć tę wymianę zdań. Widzę, że nie odpowie Pan na pytania, które zadałem. - A czymże jeśli nie zakończeniem pyskówki, którą Pan ze mną prowadzi, była moja wypowiedź. Choć to jest rozmowa o mojej książce, a nie o tym co Pana boli to odpowiedziałem wyczerpująco na wszystkie Pańskie pytania i podpisałem to własnym nazwiskiem. Każdy może sobie to sprawdzić. Jakoś tam mało mnie interesuje, iż to ja napisałem, to upierdliwego trolla nie satysfakcjonuje. Przedstawiam tu własne poglądy oparte o zdobytą wiedzę oraz przemyślenia.
Pieprzyć głupoty to można nieskończenie, ale po co? .
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Bogumił Neuronowicz
Teologia sceptyka.
O książce Andrzeja B. Izdebskiego
Tytuł książki Andrzeja B. Izdebskiego Teologia ateisty. Rozważania światopoglądowe może zaskakiwać, a nawet prowokować. Jak ateista może zajmować się teologią? Czy nie jest to sprzeczność sama w sobie? W rzeczywistości jednak tytuł trafnie oddaje intelektualny charakter tej książki: nie jest ona ani manifestem antyreligijnym, ani próbą budowania nowej doktryny światopoglądowej. Jest raczej rozległym esejem o naturze ludzkiej wiary - zarówno religijnej, jak i świeckiej.
Autor, religioznawca i publicysta, podejmuje próbę zrozumienia mechanizmów, które sprawiają, że ludzie tworzą systemy przekonań uznawane za absolutne. Książka nie ogranicza się do polemiki z religią. Jej rzeczywistym przedmiotem jest zjawisko znacznie szersze: skłonność człowieka do absolutyzowania własnych poglądów.
Rozważania rozpoczynają się od refleksji nad naturą światopoglądu i trudnościami dialogu między ludźmi wierzącymi a sceptykami. Autor zwraca uwagę, że konflikty światopoglądowe rzadko wynikają wyłącznie z różnicy faktów. Częściej są skutkiem odmiennych sposobów myślenia, różnych tradycji kulturowych oraz emocjonalnego przywiązania do własnych przekonań. W tym kontekście centralną rolę w książce odgrywa pojęcie sceptycyzmu.
Sceptycyzm w ujęciu Izdebskiego nie oznacza negacji wszystkiego ani relatywizmu poznawczego. Jest raczej postawą intelektualnej ostrożności i świadomości ograniczeń ludzkiego poznania. Autor pokazuje, że sceptycyzm nie jest przeciwieństwem poszukiwania prawdy - przeciwnie, może być jego najważniejszym warunkiem.
Kolejne rozdziały książki przenoszą refleksję na poziom psychologii człowieka. Izdebski zauważa, że ludzkie przekonania rzadko tworzą spójne systemy logiczne. W praktyce światopogląd większości ludzi jest raczej mozaiką elementów pochodzących z różnych źródeł: tradycji, doświadczenia, edukacji czy emocji. Ta "spójna niespójność" nie jest błędem, lecz naturalną cechą ludzkiego myślenia.
Autor rozwija tę refleksję, sięgając do biologii ewolucyjnej i antropologii człowieka. Ludzki mózg nie powstał jako narzędzie czysto racjonalnej analizy świata. Jest produktem długiej ewolucji, w której kluczową rolę odgrywały emocje, instynkty i potrzeby społeczne. W tym sensie religijność może być rozumiana jako jeden z naturalnych produktów ludzkiego umysłu - efekt mechanizmów poznawczych, które pomagały naszym przodkom interpretować świat i budować wspólnoty.
Szczególnie interesująca jest część książki poświęcona relacji między nauką a religią. Autor podkreśla, że obie te dziedziny posługują się odmiennymi metodami poznania. Nauka opiera się na obserwacji, eksperymencie i krytycznej weryfikacji hipotez. Religia natomiast odwołuje się do objawienia, tradycji i autorytetu. Konflikt między nimi pojawia się najczęściej wtedy, gdy jedna z tych dziedzin zaczyna wypowiadać się w obszarze właściwym drugiej.
Druga część książki ma charakter bardziej historyczny. Autor analizuje różne nurty religijne - od gnostycyzmu i manicheizmu po średniowieczne ruchy dualistyczne. Pokazuje, że religie nie powstają w izolacji, lecz są wynikiem długiego procesu wymiany idei między różnymi kulturami. Historia religii jawi się tu jako historia sporów, reinterpretacji i prób odpowiedzi na podstawowe pytania o naturę świata i źródła zła.
Jednym z najbardziej interesujących fragmentów książki jest analiza podobieństw między religią a ideologią. Izdebski zauważa, że wiele systemów politycznych przyjmowało w historii strukturę przypominającą religię. Ideologie polityczne potrafią tworzyć własne doktryny, autorytety i wizje zbawienia społecznego. W takich przypadkach funkcjonują podobnie jak religie - oferując ludziom poczucie sensu i wspólnoty.
Kulminacją tej refleksji jest rozdział poświęcony religiom politycznym. Autor pokazuje, że mechanizm fanatyzmu nie jest ograniczony do religii. Może pojawić się wszędzie tam, gdzie przekonania zostają uznane za absolutne i niepodlegające krytyce.
W tym miejscu ujawnia się zasadnicza myśl książki. Największym zagrożeniem dla wolności myślenia nie są błędne poglądy, lecz przekonanie o posiadaniu prawdy ostatecznej.
Dogmatyzm może przybierać różne formy - religijne, ideologiczne czy polityczne - lecz jego mechanizm pozostaje podobny.
Teologia ateisty jest więc przede wszystkim refleksją nad naturą ludzkiej wiary w idee. Autor nie próbuje rozstrzygać sporów metafizycznych ani narzucać czytelnikowi własnego światopoglądu. Zamiast tego proponuje postawę sceptycznej pokory wobec złożoności świata.
Książka Izdebskiego łączy w sobie elementy filozofii, religioznawstwa i eseistyki intelektualnej. Jej wartością jest szeroka perspektywa oraz próba zrozumienia religii nie tylko jako systemu doktryn, lecz także jako zjawiska kulturowego i psychologicznego. .
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | .
To książka o sceptycyzmie jako formie intelektualnej pokory. O tym, że największym zagrożeniem dla wolności człowieka nie są religie ani ideologie same w sobie, lecz wiara w ich absolutną nieomylność.
======== 10 cytatów
1. "Teologia ateisty nie jest książką przeciw religii. Jest książką przeciw dogmatyzmowi."
2. "Największym zagrożeniem dla wolności myślenia nie są błędne poglądy, lecz pewność posiadania prawdy absolutnej."
3. "To nie manifest ateizmu, lecz refleksja nad naturą ludzkiej wiary - religijnej i świeckiej."
4. "Izdebski pokazuje, że religie i ideologie często działają według tych samych mechanizmów psychologicznych."
5. "Sceptycyzm nie jest negacją prawdy. Jest warunkiem jej uczciwego poszukiwania."
6. "Religia w tej książce nie jest traktowana jako błąd, lecz jako zjawisko kulturowe i psychologiczne."
7. "Historia religii okazuje się historią sporów, reinterpretacji i nieustannego poszukiwania sensu świata."
8. "Sekularyzacja nie zawsze oznacza zanik religijności - czasem oznacza jedynie zmianę przedmiotu wiary."
9. "Teologia ateisty to esej o ludzkiej potrzebie absolutu - i o niebezpieczeństwach, które ta potrzeba niesie."
10. "To książka dla tych, którzy wolą zadawać trudne pytania, niż przyjmować łatwe odpowiedzi."
. -------------------------------------------------- Pięć zdań - myśli przewodnie książki
1. "Najgroźniejsze dla człowieka nie są błędne poglądy, lecz przekonanie, że posiadło się prawdę absolutną."
2. "Sceptycyzm nie jest zaprzeczeniem prawdy - jest świadomością, że nasze poznanie pozostaje zawsze niepełne."
3. "Religie i ideologie różnią się treścią, ale często działają według tych samych mechanizmów wiary."
4. "Człowiek nie jest istotą czystej racjonalności - jego przekonania powstają z emocji, tradycji i doświadczenia."
5. "Sekularyzacja nie usuwa potrzeby wiary - często tylko zmienia jej przedmiot." .
|
|
1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Izdebski nie twierdzi, że religie są wyłącznie błędem ani że nauka daje ostateczne odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest religia, lecz dogmatyzm - przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę.Oglądałem niedawno film o obrządku chrztu na górze Abuna Yemata Guh - słynnego "kościoła w niebie" w górach Gheralta w Etiopii. Rodziny wspinają się tam po niemal pionowej, nieubezpieczonej ścieżce, by ochrzcić dzieci 40 dni po narodzinach. Chrzest na górze Abuna Yemata Guh stanowi obrządek etiopskiego kościoła ortodoksyjnego Tewahedo, stanowiącego jedną z najstarszych tradycji chrześcijańskich na świecie. Film zrobił na mnie spore wrażenie, a mogę sobie tylko próbować wyobrazić, co czuły osoby uczestniczące w tej wspinaczce. Czy możemy sobie wyobrazić kim bylibśmy dzisiaj, gdyby na świece nigdy nie powstały religie? Czy człowiek może istnieć bez duchowości i przeżyć religijnych? Czy życie bez wiary nie jest pozbawione sensu?  P.S. nie przeczytałem jeszcze Pańskiej książki, ale pomyślałem, że może warto zadać tu pytania, zanim wątek się przedawni.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Izdebski nie twierdzi, że religie są wyłącznie błędem ani że nauka daje ostateczne odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest religia, lecz dogmatyzm - przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę.> Oglądałem niedawno film o obrządku chrztu na górze Abuna Yemata Guh - słynnego "kościoła w niebie" w górach Gheralta w Etiopii. Rodziny wspinają się tam po niemal pionowej, nieubezpieczonej ścieżce, by ochrzcić dzieci 40 dni po narodzinach.> Chrzest na górze Abuna Yemata Guh stanowi obrządek etiopskiego kościoła ortodoksyjnego Tewahedo, stanowiącego jedną z najstarszych tradycji chrześcijańskich na świecie.> Film zrobił na mnie spore wrażenie, a mogę sobie tylko próbować wyobrazić, co czuły osoby uczestniczące w tej wspinaczce.Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, iż nie istnieją doświadczenia mistyczne. Zdarzało mi się nocować samotnie w bardzo wysokich górach. . = www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799/z,0- www.racjon(*)/z,0/d,0/s,955805/i,42#w955953- www.racjon(*)/z,0/d,0/s,955805/i,42#w955956- www.racjon(*)/z,0/d,0/s,955805/i,42#w955967------------------- > Czy możemy sobie wyobrazić kim bylibyśmy dzisiaj, gdyby na świece nigdy nie powstały religie?- Nie wiem i nie wiem co przyniosłaby nam próba takiego wyobrażenia? Wolę próby opisu oparte na faktach, nawet gdyby to były tylko fakty szczątkowe. Homo sapiens żyje z jakimiś wyobrażeniami świata nadprzyrodzonego już 200 a może nawet trzysta tysięcy lat. Wyobraźnia ludzi była bogatą i bogatą pozostała. Samych bogów znamy ponad pięć tysięcy. - > Czy człowiek może istnieć bez duchowości i przeżyć religijnych?- Proszę zdefiniować "duchowość" i "przeżycie religijne." ----------------------- > Czy życie bez wiary nie jest pozbawione sensu?- A czemu chce Pan odebrać sens mojemu życiu. Żyję całkiem sensownie całkowicie bez wiary co najmniej 60 lat i obroną takiej postawy poznawczej istniejącej obiektywnie rzeczywistości jest moja książka. .
|
|
|  | | maceox (6766 punktów) |
>>Czy życie bez wiary nie jest pozbawione sensu? >- >A czemu chce Pan odebrać sens mojemu życiu. Ani nie mam takich zamiarów, ani takiej siły sprawczej. Dodatkowo doświadczenie uczy mnie, że z tym nadawaniem sensu życia innym osobom to się różnie kończy.
>Żyję całkiem sensownie całkowicie bez wiary co najmniej 60 lat i obroną takiej postawy poznawczej istniejącej obiektywnie rzeczywistości jest moja książka. Mam w kontekście rozmowy w tym wątku pewną refleksję. Otóż osoby broniące religii (i wiary) często swoją postawę racjonalizują poprzez wskazanie rzekomych pożytków płynących z takiej postawy światopoglądowej. Najbardziej uderzyło mnie to w wypowiedziach Jordana Petersona. Jego argumentacja była obroną religii poprzez próbę wykazania, że ogólnie religia dobrze ludziom służy (chociażby poprzez kodeksy etyczne) i dlatego właśnie jest dobra i pożyteczna. Problem polega na tym, że wierzący próbujący bronić swojego Boga w taki sposób niejako go ocenia i to na podstawie bardzo ludzkich kryteriów. Ogląda jego dzieło i zastanawia się czy służy do dobrego celu. Z tym że w takim układzie Bóg jest mierzony i oceniany ludzką miarą. Religia ma być dobra, bo do czegoś służy - do moralności, do przeżyć mistycznych itp. Nasze własne zwykłe ludzkie wartości i potrzeby stają się więc kryterium, według którego religijni dyskutanci oceniają słuszność swojej religii i swojego Boga. Mniejsza z tym, że najczęściej wychodzi im, że Bóg działa słusznie i sprawiedliwie. Nie dostrzegają jednak, że próbując w ten sposób racjonalizować religie poprzez wskazanie ich utylitarnego charakteru sami stawiają się poza religią by dokonać jej oceny i oceny ich Boga. Tak więc moja religia jest dobra bo służy do dobrych celów. Czyli to co dobre oceniam ja sam, a jeśli Bóg się mieści w tym kryterium, to dobrze o Bogu świadczy. Czyli ludzka miara "dobra" i "dobrych skutków" staje się kryterium oceny dzieła Boga, a wierzący stają się jego sędziami, nieustannie wydającymi pozytywne wyroki w oparciu o całkiem ludzkie kryteria, wynikające z ich ludzkich potrzeb. Być może się nie znam, ale wydaje mi się, że to chyba trochę heretyckie. Prawdziwi wierzący czynią to co czynią, bo Bóg tak każe, to on jest źródłem wszelkiego dobra, a im nic do jego oceniania. Tam nie ma miejsca na rozważnie i argumentację.
W zasadzie prowadzi to do tego, że jakakolwiek próba uzasadnienia religii przez jej wyznawcę prowadzi do sprzeczności, gdyż wychodzi wówczas na to, że to co absolutnie najwyższe, transcendentne i wszechdobre potrzebuje pozareligijnego uzasadnienia. Tak oto obrońcy religii stają się relatywistami w kwestii ich wlasnego Boga.
Jestem prawie pewien, że nie ja pierwszy wpadłem na to spostrzeżenie, ale nie zauważyłem go jeszcze w literaturze lub debatach. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Mam w kontekście rozmowy w tym wątku pewną refleksję. Otóż osoby broniące religii (i wiary) często swoją postawę racjonalizują poprzez wskazanie rzekomych pożytków płynących z takiej postawy światopoglądowej. Najbardziej uderzyło mnie to w wypowiedziach Jordana Petersona. Jego argumentacja była obroną religii poprzez próbę wykazania, że ogólnie religia dobrze ludziom służy (chociażby poprzez kodeksy etyczne) i dlatego właśnie jest dobra i pożyteczna.pl.wikipedia.org/wiki/Jordan_Petersonlubimyczytac.pl/autor/152443/jordan-petersonwww.youtube.com/watch?v=kndzabobTRowww.youtube.com/watch?v=g5jrv7zLAxgMam problem z prorokami, a nawet tylko z kaznodziejami, iż ich myśli należy słuchać, a nie z nimi dyskutować. Jordan ze mną nie pogada, ale chciałbym spotkać interlokutora dobrze znającego jego poglądy i podjęcia się ich publicznej obrony. Nie będę grzecznym i powiem krótko dla mnie facet bredzi i za swoje brednie otrzymuje duże pieniądze. Tu krótko aby ocenić co jest lepszym trzeba znać obie postawy, a to faktycznie jest niemożliwym. Albo jest się wierzącym albo wiarę się odrzuca. > Problem polega na tym, że wierzący próbujący bronić swojego Boga w taki sposób niejako go ocenia i to na podstawie bardzo ludzkich kryteriów. Ogląda jego dzieło i zastanawia się czy służy do dobrego celu. Z tym że w takim układzie Bóg jest mierzony i oceniany ludzką miarą. Religia ma być dobra, bo do czegoś służy - do moralności, do przeżyć mistycznych itp. Nasze własne zwykłe ludzkie wartości i potrzeby stają się więc kryterium, według którego religijni dyskutanci oceniają słuszność swojej religii i swojego Boga. Mniejsza z tym, że najczęściej wychodzi im, że Bóg działa słusznie i sprawiedliwie. Nie dostrzegają jednak, że próbując w ten sposób racjonalizować religie poprzez wskazanie ich utylitarnego charakteru sami stawiają się poza religią by dokonać jej oceny i oceny ich Boga. Tak więc moja religia jest dobra bo służy do dobrych celów. Czyli to co dobre oceniam ja sam, a jeśli Bóg się mieści w tym kryterium, to dobrze o Bogu świadczy. Czyli ludzka miara "dobra" i "dobrych skutków" staje się kryterium oceny dzieła Boga, a wierzący stają się jego sędziami, nieustannie wydającymi pozytywne wyroki w oparciu o całkiem ludzkie kryteria, wynikające z ich ludzkich potrzeb.- Nie wiem co jeszcze miałbym dodać? Całkowicie tu zgadzam się z Panem. > Być może się nie znam, ale wydaje mi się, że to chyba trochę heretyckie. Prawdziwi wierzący czynią to co czynią, bo Bóg tak każe, to on jest źródłem wszelkiego dobra, a im nic do jego oceniania. Tam nie ma miejsca na rozważnie i argumentację.- Czy coś jest heretyckie to niezwykle rzadko ocenia wierzący. Wierzący na ogół oczekują co na ten temat powie ich autorytet. Ja książki Jordana, choć tylko pobieżnie, ale przeczytałem. Ilu wierzących przeczytało te książki? Georges Minois Historia ateizmu. Niewierzący w świecie zachodnim od jego początków do naszych czasów lubimyczyt(*)go-poczatkow-do-naszych-czasowUdo Schuklenk, Russell Blackford Dlaczego jesteśmy ateistami lubimyczyt(*)95/dlaczego-jestesmy-ateistamiJak widać z dyskusji, to bardzo wielu. www.racjonalista.pl/forum.php/s,955805> W zasadzie prowadzi to do tego, że jakakolwiek próba uzasadnienia religii przez jej wyznawcę prowadzi do sprzeczności, gdyż wychodzi wówczas na to, że to co absolutnie najwyższe, transcendentne i wszechdobre potrzebuje pozareligijnego uzasadnienia.> Tak oto obrońcy religii stają się relatywistami w kwestii ich własnego Boga.Współczuję inteligentnym wierzącym posiadającym sporą wiedzę. www.racjon(*).php/s,492110/z,0/d,19#w496673Pozdrawiam .
|
|
| Romek Nowicki (181 punktów) | > .> Czy ateista może pisać teologię?> Tytuł książki Andrzeja B. Izdebskiego Teologia ateisty. Rozważania światopoglądowe brzmi> prowokacyjnie. I rzeczywiście - jest prowokacją intelektualną. Nie chodzi jednak o polemikę z> religią ani o manifest niewiary. Autor proponuje coś ciekawszego: próbę spojrzenia na religię,> ideologie i ludzkie przekonania z perspektywy naukowego sceptycyzmu.> Izdebski jest religioznawcą i publicystą. Jego książka nie jest traktatem teologicznym ani> systematycznym wykładem filozofii. To raczej rozległy esej światopoglądowy - zapis> wieloletnich lektur, dyskusji i refleksji nad relacją między nauką, wiarą i kulturą.> Autor zaczyna od pytania fundamentalnego: czym właściwie jest światopogląd i dlaczego ludzie tak> zaciekle bronią swoich przekonań? W kolejnych rozdziałach prowadzi czytelnika przez historię idei> religijnych, spory między nauką i wiarą, ewolucję ludzkiego umysłu oraz dzieje różnych form> religijności. Wiele miejsca poświęca także gnostycyzmowi, manicheizmowi czy średniowiecznym herezjom> - pokazując, że historia religii jest znacznie bardziej złożona, niż sugerują podręcznikowe> uproszczenia.> Najciekawsze w tej książce jest jednak coś innego. Izdebski nie twierdzi, że religie są wyłącznie> błędem ani że nauka daje ostateczne odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego prawdziwym przeciwnikiem> nie jest religia, lecz dogmatyzm - przekonanie, że posiadło się jedyną i absolutną prawdę.> Autor wielokrotnie podkreśla, że podobny mechanizm działa zarówno w religiach, jak i w świeckich> ideologiach. Historia XX wieku pokazała przecież, że systemy polityczne również potrafią przybierać> formę quasi-religii: z własnymi dogmatami, herezjami i "wiernymi", którzy w imię jedynej> prawdy gotowi są narzucać ją innym.> Dlatego sceptycyzm - rozumiany jako gotowość do wątpienia, krytycznego myślenia i korygowania> własnych przekonań - jawi się w tej książce jako jedna z najważniejszych cnót intelektualnych.> Nie oznacza on rezygnacji z poszukiwania prawdy, lecz świadomość, że nasze poznanie jest zawsze> ograniczone i prowizoryczne.> Styl książki jest eseistyczny i osobisty. Autor nie ukrywa własnych przekonań, ale też nie próbuje> ich narzucać czytelnikowi. Zamiast tego zaprasza do dialogu prowadzonego według reguł racjonalnej> argumentacji. W świecie coraz bardziej spolaryzowanym światopoglądowo jest to propozycja szczególnie> cenna.> Teologia ateisty to książka dla czytelników zainteresowanych filozofią, religioznawstwem i debatą o> roli nauki we współczesnym świecie. Nie daje ona prostych odpowiedzi - raczej zachęca do> samodzielnego myślenia i zadawania pytań. A to być może najważniejsza funkcja każdej dobrej książki> filozoficznej.> Bo - jak sugeruje autor - największym zagrożeniem dla ludzkiej wolności nie są błędne> poglądy, lecz pewność, że posiadło się prawdę absolutną.> www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498Co te p*****lETY robią w dziale NAUKA?
Kiedy jesteś martwy, nie wiesz, że jesteś martwy. Cały ból odczuwają inny. To samo dzieje się, kiedy jesteś głupi.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Co te p*****lETY robią w dziale NAUKA?- Co podobni Szanownemu Panu intelektualiści robią na forum Racjonalista.pl?13-02-2014Tak, jestem bardzo zaniepokojony zmianami moderatorskimi - najbardziej ostatnimi, ale warto sięgnąć nawet wstecz i zapytać dlaczego rezygnowali? Pytanie to dotyczy nie tylko moderatorów, ale także dyskutantów na wysokim poziomie merytorycznym, choć jak Pan to zaznacza ocena poziomu jest subiektywna i wyznacza ją ten kto rządzi. Portal to Pańskie dziecko i Pańska własność i pomimo ogromnego intelektualnego wkładu wielu osób, to Pan ma tu ostatnie zdanie. Nawet wtedy, gdy zechce Pan go zniszczyć. www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077/z,0#w606113.
|
|
|  | | Romek Nowicki (181 punktów) | > .> >Co te p*****lETY robią w dziale NAUKA?> -> Co podobni Szanownemu Panu intelektualiści robią na forum Racjonalista.pl?> 13-02-2014Tak, jestem bardzo zaniepokojony zmianami moderatorskimi - najbardziej ostatnimi, ale warto sięgnąć nawet wstecz i zapytać dlaczego rezygnowali? Pytanie to dotyczy nie tylko moderatorów, ale także dyskutantów na wysokim poziomie merytorycznym, choć jak Pan to zaznacza ocena poziomu jest subiektywna i wyznacza ją ten kto rządzi. Portal to Pańskie dziecko i Pańska własność i pomimo ogromnego intelektualnego wkładu wielu osób, to Pan ma tu ostatnie zdanie. Nawet wtedy, gdy zechce Pan go zniszczyć.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,606077/z,0#w606113> .> Bardzo przepraszam. Myślałem, że to kolejne wynurzenia jakiegoś chrześcijańskiego apologety. Generalnie wątek ciekawy, ale i tak uważam, że nie powinien się znaleźć w dziale nauka tylko światopogląd. Pozdrawiam.
Kiedy jesteś martwy, nie wiesz, że jesteś martwy. Cały ból odczuwają inni. To samo dzieje się, kiedy jesteś głupi.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > Bardzo przepraszam. Myślałem, że to kolejne wynurzenia jakiegoś chrześcijańskiego apologety.- Wcale się nie gniewam, już choćby dlatego, iż czytając Pańską wypowiedź pomyślałem ostrzej: - Ot kolejny mędrzec, który pisze choć niewiele rozumie. - > Generalnie wątek ciekawy, ale i tak uważam, że nie powinien się znaleźć w dziale nauka tylko światopogląd.- Ciekawe spostrzeżenie. Czy mógłby Pan go jakoś merytorycznie uzasadnić? www.facebo(*)7981886/posts/1449399816629498Dlaczego obrona światopoglądu opartego na nauce jako optymalnego narzędzia do poznania i zrozumienia rzeczywistości, czyli popularyzacja naukowej postawy, nie powinna znajdować się dziale "Nauka"? .
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
POSŁOWIE. TEOLOGIA NOWEJ RELIGII IZDEBSKIEGO (...)
Jak pamiętamy, zarówno teologia jak i ateiści interesują się problematyką idei nieśmiertelności człowieka. Zagadnienia te nie są w pracy Izdebskiego omawiane, ale może jednak warto przypomnieć tu jedną z bardziej interesujących świeckich koncepcji nieśmiertelności, wypracowaną na gruncie filozoficznych i religioznawczych badań przez Andrzeja Nowickiego. Autor Spotkania w rzeczach przedstawił pogląd - będący rezultatem wieloletnich studiów nad filozofią odrodzeniową, zwłaszcza włoską, a także polską myślą filozoficzną i pedagogiczną - o obecności człowieka w dziełach, które tworzy. Wedle tej koncepcji najlepsze, najbardziej wartościowe cząstki naszej osobowości utrwalane są w tworzonych przez nas rzeczach - w dziełach, które powstają dzięki naszej pracy. Jest to najważniejsza idea proponowanej przez A. Nowickiego filozofii kultury, którą uzupełniają tezy o możliwości spotkań ludzi w wytwarzanych przez nich rzeczach, a także o możliwości współtworzenia dzieł, gdyż w wytworach tych są "przestrzenie" umożliwiające aktywność innych ludzi.
Taki otwarty system filozofii kultury nie tylko rysuje świecką perspektywę nieśmiertelności - non omnis moriar wiedzieli już starożytni - lecz zarazem promuje wartość dialogu. Dialogu prowadzonego poprzez najlepsze cząstki naszej osobowości utrwalone w dziełach i zachęcającego do aktywności w poznawaniu i tworzeniu kultury.
Na przeciwnym biegunie - jakkolwiek też w kulturowym dialogu - można przypomnieć ważną wypowiedź kardynała S. Wyszyńskiego, który stwierdził, iż nic nie zagraża istnieniu religii, ponieważ ludzie zawsze bali się śmierci i nadal się boją, więc dawana przez religię obietnica nieśmiertelności jest odpowiedzią na szczególnie ważny problem egzystencjalny. Przypomniane powyżej koncepcje uczestniczą - jak widzimy - nie tylko w sporze o sens wyborów światopoglądowych, ale zarazem uświadamiają nam znaczenie opcji aksjologicznej w tych wyborach uczestniczącej.
Na ten temat Autor wypowiedział się w sposób bardzo interesujący porównując w rozdziale pierwszym społeczne programy katolicyzmu i socjalizmu (w szczególności warto tu zwrócić uwagę na przypisy).
Należy tu może przypomnieć opinię księdza Józefa Tischnera, który uważał, iż w sprawach społecznych katolicy i marksiści mają program identyczny: jedni i drudzy pragną dobra ludzi. Również dzisiaj coraz częściej w kręgach naukowców światowej sławy i - nie tylko lewicowych - polityków akcentowana jest teza o konieczności powszechnego wyboru wartości dobra wspólnoty, gdyż tylko prawdziwe praktykowanie miłości bliźniego może uchronić ludzkość przed nędzą, upadkiem kultury i cywilizacji, bratobójczymi walkami o wyczerpujące się zasoby życia (np. raport "Limits to Growth: the 30-Years Update", Vermount 2004). Autorzy ci alarmują, iż mamy już bardzo mało czasu, aby zmienić nasze dotychczasowe preferencje aksjologiczne: z praktykowania nienawiści na praktykowanie miłości.
Jan Paweł II przestrzegał w encyklice "Sollicitudo rei socialis" (1988), iż naszym wspólnym przeznaczeniem jest "budować razem, jeśli chce się uniknąć zagłady wszystkich" (pkt 26). Zaś w encyklice "Veritatis splendor" (1993) czytamy: "przykazanie "nie zabijaj" staje się wezwaniem do czynnej miłości, która ochrania i troszczy się o rozwój życia bliźniego" (pkt 15). W świecie chrześcijańskim najpotężniejszych państw trzeba na nowo przypominać słowa Jezusa: "przykazanie nowe daję wam: abyście się wzajemnie miłowali".
Książka Andrzeja Izdebskiego stanowi próbę dialogowego - z mocnym podkreśleniem własnych wyborów - przedstawienia współczesnych dylematów światopoglądowych. Oczywiście nie wyczerpuje ona całego wielkiego katalogu zagadnień, które można umieścić w tak pojemnym temacie - ale może właśnie dlatego, że Autor pozostawia dla nas owe "przestrzenie", które pozwalają współtworzyć dzieła, warto nie tylko uważnie przeczytać całość, lecz też włączyć swoją wiedzę i aktywność poznawczą, aby móc wziąć udział w dialogu współtworzącym przyszłość człowieczeństwa.
Prof. zw. dr hab. Eulalia Sajdak-Michnowska. .
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Wstęp
(...) Jestem przekonanym, iż nie sposób jest mówić o światopoglądzie bez umieszczenia go w kontekście etycznym. W niniejszej książce konsekwentnie rozróżniam pojęcia etyki i moralności, które w języku potocznym i publicystycznym bywają stosowane zamiennie. Rozróżnienie to nie ma charakteru wyłącznie terminologicznego, lecz stanowi jeden z punktów wyjścia prowadzonych tu rozważań.
Przez etykę rozumiem dział filozofii zajmujący się refleksją nad normami, wartościami i zasadami postępowania - ich uzasadnieniem, spójnością oraz konsekwencjami społecznymi. Etyka nie jest tu zbiorem nakazów ani katalogiem cnót, lecz próbą rozumienia tego, skąd biorą się nasze sądy o dobru i złu oraz dlaczego jedne z nich uzyskują społeczne uprzywilejowanie. Moralność oznacza natomiast konkretne, historycznie i kulturowo ukształtowane systemy normatywne, takie jak moralność katolicka, świecka czy religijna w różnych odmianach. Moralności są praktykowane i egzekwowane, bywają ze sobą sprzeczne i nierzadko funkcjonują jako narzędzia władzy oraz legitymizacji określonego porządku społecznego. (...)
. O KRASNOLUDKACH I SIEROTCE ETYCE
Wyszedł na spacer krasnoludek. Jak zawsze ubrany w czerwony kubraczek i czerwoną czapeczkę. Idzie i fajkę sobie kurzy. Patrzy - z przeciwnej strony idzie drugi krasnoludek. Zielona czapeczka, zielony kubraczek i porteczki też zielone. Spojrzał, lekko zdumiony, ale ukłonił się grzecznie i idzie dalej. Za pierwszym kroczy drugi, tak samo ubrany, a za nim następny i następny. Aż przystanął, stuknął się w swoją maleńką łepetynę i westchnął: - Chyba znalazłem się nie w swojej bajce.
Oglądając telewizję, słuchając radia i czytając prasę, często czuję się jak ten krasnoludek. Pełen dyskomfort - w praktyce życia co innego widzę i inaczej to oceniam. Mam odmienny system moralny i odmienną hierarchię wartości. Czy poddany takiej schizofrenii jestem jeszcze człowiekiem moralnym, czy też nie? Nie wiem, czy dostrzegając ów problem, nieodwołalnie staję się wyrodkiem i czy ludzie czujący podobnie są w Polsce już tylko rzadkimi, nieuleczalnymi przypadkami.
MALEŃKIE SZAMBO
Jak zauważają politycy, a także politolodzy: w Polsce ukształtowały się już wyraźnie grupy interesów ekonomicznych. Każdy minister, poseł czy senator jest je w stanie rozpoznać po rozmówcach. (...) Polski problem polega na tym, że w niektórych obszarach są one równie silne jak struktury demokratycznej władzy. Potrafią wyegzekwować decyzje korzystne dla siebie. (...) Prawdą jest też, że te grupy interesów mają znacznie lepsze rozpoznanie wewnętrznego układu sił i wpływów w strukturach administracji niż politycy i administracja orientują się w interesach owych grup.
Na politycznej scenie zbyt dużo mamy spraw niejasnych. Zbyt często też zdarzają się "fakty medialne". Media - bardziej lub mniej obiektywnie - rzeczywistości nie opisują, lecz ją wprost kreują.
Eksplozja.
Doniesienie o wielkiej korupcji, "udokumentowane" powiązania władzy i biznesu ze światem przestępczym. Przez tydzień, czasem dwa - wielka afera. Wszystkie wolne media w gorączce. Dużo huku, dużo dymu. Po czym następuje "wielkie nic". Sprawa rozmywa się, znika z łamów prasy i ze świadomości publicznej. Przy zmianie władzy ta nowa obiecuje rozliczenia tej poprzedniej. Przynajmniej w zakresie łamania prawa oraz korupcji, ale najczęściej na obietnicach się to kończy.
Nikt nie chce w praktyce realizować modlitwy Tuwima:
Lecz nade wszystko - słowom naszym, Zmienionym chytrze przez krętaczy, Jedyność przywróć i prawdziwość: Niech prawo zawsze prawo znaczy, A sprawiedliwość - sprawiedliwość...
Co najwyżej - z ust jakiegoś autorytetu moralnego - ponownie usłyszymy słowa groźnego potępienia dla korupcji (urzędniczka wzięła czekoladę), złodziejstwa (dzieciaki pozbierały węgiel z torów) czy dzieciobójstwa (chora, ofiara gwałtu lub żona alkoholika - matka kilkorga dzieci - dokonała aborcji). Jak prawie zawsze, potępienia i kary dotyczą maluczkich.
Dokonywanie "przekrętów" zgodnych z praktykami panującego neoliberalizmu i w ramach obowiązującego prawa jest uczciwe. Populiści nawet orzekli, iż kraść można "byle zgodnie z procedurami" (które sami wprowadzili), ale nazwanie grabiciela majątku społecznego złodziejem - przestępstwem. Wmawia się nam, że nacjonalizacja była niemoralna - że była wręcz kradzieżą - a obecnie przeprowadzona prywatyzacja stanowi sprawiedliwość dziejową. Polskie procesy prywatyzacyjne, a może określając precyzyjniej - "procedery wyprzedaży", trafnie opisują m.in. profesor Kazimierz Z. Poznański w "Wielkim przekręcie" oraz profesor Jacek Tittenbrun w czterotomowym dziele "Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji", pokazując w detalach historię polskiej transformacji własnościowej. Na każdym kroku widzimy, jak to jest uczciwe i sprawiedliwe. Politycy tworzą nam bohaterów, którzy "wszystko mogą" i w przeciągu kilku lat z człowieka ledwo wiążącego koniec z końcem stają się miliarderami. Uznając się za elitę, obracają się we własnych kręgach, powiązani - niezależnie od opcji politycznej - rozmaitymi interesami, układami i zobowiązaniami. Nawet dla średnio inteligentnych widocznym jest, iż do polityki idzie się głównie po pieniądze.
Przy poziomie intelektualnym i moralnym, wśród posiadających władzę i pieniądze, powszechnie ujawnionym podczas przesłuchań sejmowych komisji śledczych szybko daje o sobie znać ich pycha, egoizm, rozrzutność, brak wrażliwości na biedę i krzywdę oraz narastająca izolacja od świata, w którym żyją zwyczajni ludzie.
CDN. .
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . CD.
Jacek Kuroń pytał:
"Czy polska klasa polityczna będzie się w stanie samooczyścić?". I sam odpowiedział: "Niestety, obawiam się, że (...) opinia publiczna już w to nie wierzy (...). Zdemoralizowane elity i nieufające im społeczeństwo stanowią wybuchową mieszankę, która może zakończyć się rewolucją.
A to - nie waham się powiedzieć - będzie największy po 1989 roku dramat polskiej demokracji. To będzie katastrofa".
Na nasze szczęście - choć bywało i nadal bywa bardzo blisko - jeszcze do niej nie doszło.
ETYKA BEZ SIEROTKI Kto w dzisiejszej Polsce wyznacza normy moralne i jakie wzory zachowania uznajemy za minimum przyzwoitości? W kształtowaniu opinii publicznej najważniejsi są ci, którzy mają największy wpływ na media. Media są wolne - nie ma już cenzury ani partyjnej, ani państwowej. Tylko że to ich właściciele decydują, o czym wolno mówić i jak należy sprawy naświetlać.
Jak pisał Jacek Zychowicz - jeszcze przed ośmioletnimi rządami zjednoczonej i niezjednoczonej prawicy - w demokracjach bardziej długowiecznych zakłada się białe rękawiczki do pracy propagandowej, która u nas wykonywana jest z bezwstydnym cynizmem. Domagając się nieograniczonej wolności dla siebie, dysponenci mediów odbierają ją innym, znacznie liczniejszym. Walka o przejęcie jak największej części rynku mediów jest ostra, bo im więcej nośników informacji znajduje się w jednych rękach, tym lepiej reprezentowane są określone poglądy, a zgodny z interesem właścicieli obraz świata dociera do większej liczby odbiorców. (...)
========== Fragment książki. .
|
|
|  | | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | |
|
| Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . > xyz95> Argument transcendentalny z wiarygodności poznania> Pytanie o istnienie Boga należy do najstarszych i najbardziej spornych w historii filozofii. Większość znanych argumentów teistycznych (kosmologiczny, teleologiczny, ontologiczny) podejmuje je frontalnie: wychodzi od jakiegoś faktu dotyczącego świata lub pojęć i usiłuje wykazać, że Bóg jest jego koniecznym wyjaśnieniem. Argument, który proponuję w niniejszym tekście, obrał odmienną drogę. Nie pyta: "co wskazuje na Boga?", lecz: "co musi być prawdą, aby sensowna dyskusja o prawdzie w ogóle była możliwa?"www.racjon(*)m.php/s,956168#google_vignette.
|
|
| Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . Fragment książki:
BÓG W RELIGIOZNAWSTWIE
Ideę Boga człowiek może poznawać od wewnątrz - jako zaangażowany wyznawca określonego systemu religijnego - bądź z zewnątrz, jako badacz religioznawca, czyli przedstawiciel gałęzi nauki, której przedmiotem zainteresowania jest całokształt pewnej kategorii zjawisk społecznych zwanych religiami. Religioznawstwo dąży do poznania najogólniejszych prawidłowości powstawania religii, jej rozwoju i dojrzewania, istoty i funkcji, struktur oraz sposobów funkcjonowania, a także przyczyn i przebiegu jej wygasania.
Za znanym polskim uczonym Witoldem Tylochem warto przypomnieć, że religioznawstwo obejmuje wiele działów i dyscyplin naukowych, z których podstawową jest "ogólna teoria religii, zajmująca się problematyką istoty, struktury, genezy, funkcji i prawidłowości rozwoju religii jako formy świadomości społecznej oraz relacjami pomiędzy religią a innymi formami stosunków społecznych". Ponadto religioznawstwo obejmuje porównawczą historię religii, socjologię religii, psychologię religii, filozofię religii, a także teorię religioznawstwa, analizującą różnorodne koncepcje teoretyczne, wynikające z nich konsekwencje, metodologię badań oraz historię samej dyscypliny.
Religioznawstwo - podobnie jak cała nauka - nie zajmuje się dowodzeniem, że cokolwiek nie istnieje. Jego przedmiotem są zjawiska istniejące, dające się badać, analizować i opisywać. Wierny, możliwie adekwatny opis rzeczywistości oraz porównania stanowią podstawowe zadania religioznawstwa rozumianego jako dyscyplina naukowa.
Co istotne, zadania te nie powinny prowadzić do wartościowania przedmiotu badań - zarówno całych systemów religijnych, jak i ich poszczególnych elementów. Trudno bowiem być jednocześnie sędzią i sądzonym, badaczem i działaczem.
Dlatego też - wbrew temu, co usiłuje się dziś w Polsce sugerować - nie sposób być "obiektywnym", a tym bardziej "wartościowym" religioznawcą, badając własną religię, a już z całą pewnością nie wtedy, gdy próbuje się dowodzić jej wyższości nad innymi. Nie oznacza to oczywiście, że religioznawca nie może posiadać określonego światopoglądu - tacy badacze po prostu nie istnieją - lecz że nie wolno mu dobierać faktów ani formułować ocen w oparciu o ten światopogląd.
Z tego względu można postawić tezę, iż najbardziej obiektywne badania religioznawcze prowadzone są przez uczonych areligijnych, uznających wszystkie poglądy religijne za równorzędne pod względem ich humanistycznej wartości.
Publicysta nie musi spełniać równie rygorystycznych kryteriów obiektywności jak uczony i wolno mu preferować określone poglądy - pod warunkiem jednoznacznego przyznania się do nich. Dlatego też zaznaczam od razu, że w niniejszej publikacji nie podejmuję się rozstrzygać, który z opisywanych bogów jest "tym prawdziwym".
Przedstawiam jedynie krytyczny, subiektywny wybór kilku koncepcji, wywodzących się z jednego pnia kulturowego, do wszystkich odnosząc się sceptycznie. Uważam bowiem wszystkich bogów za byty istniejące obiektywnie jedynie w ideach, narracjach i kultach poszczególnych tradycji kulturowych. Podobnych bytów³ historia ludzkiej kultury zna ilości w istocie niepoliczalne.
Wielość i zmienność idei bogów ma długą historię, tworząc rozległy łańcuch wyobrażeń religijnych oraz personifikowanych sił nadprzyrodzonych.
Religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność, kulturową swoistość, ewolucyjne przemiany w toku rozwoju cywilizacji, a także analizy porównawcze, w tym filozoficzne próby wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie sposób wyprowadzić nawet z gruntownej znajomości jednej religii. Warunkiem porównań jest bowiem znajomość wielu odmiennych koncepcji.
Rozpoczynając rozeznanie w tym obszarze, warto sięgnąć po klasyczne kompendia religioznawcze. Spośród bardziej przystępnych można wymienić Zarys dziejów religii - zbiorową pracę polskich religioznawców, wielokrotnie wydawaną przez Iskry - Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy Religie Wschodu i Zachodu pod redakcją K. Banka. Do trudniejszych, lecz fundamentalnych, należą Złota gałąź J. G. Frazera oraz Fenomenologia religii G. van der Leeuwa, przy czym należy zaznaczyć, że prace te mają dziś przede wszystkim znaczenie historyczne i dokumentacyjne, a ich metodologia bywa uznawana za przestarzałą. Z tego względu powinny być czytane krytycznie - jako świadectwo określonego etapu rozwoju religioznawstwa, a nie jako aktualne narzędzia analizy porównawczej.
Warto sięgnąć również po dorobek Mircei Eliadego, poczynając od Historii wierzeń i idei religijnych, jednak i tu z zastrzeżeniem, że mimo ogromnej erudycji autora jego prace stanowią raczej autorski projekt interpretacyjny niż metodologicznie neutralne opracowanie religioznawcze. Współczesne badania coraz częściej odnoszą się do jego koncepcji sacrum z wyraźnym dystansem.
W miejsce tych klasycznych, lecz metodologicznie problematycznych ujęć współczesne religioznawstwo oraz historia idei Boga chętnie sięgają po nowsze opracowania historyczno-kulturowe, takie jak prace Karen Armstrong (Historia Boga, Krótka historia mitu), ukazujące ewolucję pojęcia Boga bez odwołań do teologii normatywnej, a także po analizy strukturalne mitu i religii Claude'a Lévi-Straussa (Myślenie mityczne).
Do współczesnych syntez popularyzujących wyniki badań religioznawczych należy również książka Rezy Aslana Bóg. Ludzka historia, w której dzieje religii interpretowane są jako proces historycznej i kulturowej antropomorfizacji sacrum. Ujęcie to, choć eseistyczne i miejscami uproszczone, pozostaje użyteczne jako ilustracja dominujących dziś tendencji interpretacyjnych.
Najlepszym punktem wyjścia pozostaje jednak skonspektowanie kilku tematycznych encyklopedii, pozwalających szybko uzyskać orientację w bogactwie ludzkich wyobrażeń, narracji i fantazji religijnych.
CDN. .
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . CD.
Przez wiele lat najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą była - niestety nieprzetłumaczona na język polski - szesnastotomowa The Encyclopaedia of Religion, wydana w 1987 roku z inicjatywy i pod redakcją Mircei Eliadego. Choć jego metodologia badań mitu i sacrum bywa uznawana za kontrowersyjną, trudno odmówić mu wyjątkowej erudycji. W Polsce z kolei w 2003 roku PWN zakończyło wydawanie dziewięciotomowej encyklopedii Religia⁴, zawierającej około tysiąca haseł syntetycznych oraz ponad jedenaście tysięcy haseł szczegółowych.
Uzupełnieniem mogą być nowsze autorskie opracowania encyklopedyczne, takie jak Popularna encyklopedia mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowana encyklopedia mitów i legend Arthura Cotterella czy Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.
W tych i wielu innych opracowaniach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek oraz rozmaitych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli - i w które część z nich wierzy nadal. W których ręce oddawali swój los i w imię których gotowi byli poświęcać własne życie, nie mówiąc już o cudzym. Zawsze bowiem to "nasz" Bóg bywa jedynym prawdziwym, a jeśli już dopuszcza się istnienie innych, to przynajmniej uznaje się go za najpotężniejszego spośród znanych. Tymczasem w zawierusze dziejów, wraz z wyznawcami, umierają także ich bogowie. A gdy trwają przez pokolenia, to - mimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności - rzeczywistość wymusza nieustanną aktualizację ich atrybutów.
Przechodząc do bardziej konkretnych wyobrażeń, natrafiamy na znaczną różnorodność ujęć. W panteonach politeistycznych bogowie są liczni i w znacznej mierze równoprawni w przypisanych im sferach oddziaływania; w systemach monoteistycznych natomiast wszystkie siły nadprzyrodzone podporządkowane zostają jednemu bogu naczelnemu. W panteizmie bóg pojmowany jest jako siła bezosobowa, immanentnie obecna w przyrodzie, a niekiedy wręcz z nią utożsamiana. W deizmie występuje jako pierwotna siła sprawcza.
W religiach dualistycznych - jak w mazdaizmie, jednej z najstarszych religii świata - przybiera postać dwóch przeciwstawnych zasad: Oblicza Dobrego, boga światła (Ahura Mazda, Ormuzd), oraz Oblicza Złego, boga ciemności i zła (Angra Mainju, Aryman), pozostających ze sobą w permanentnym konflikcie.
Bogom monoteistycznym - nawet, a może szczególnie wtedy, gdy są trynitarni - przypisuje się zestaw atrybutów takich jak transcendencja, immanencja, omniprezencja, nieśmiertelność, wszechmoc, wszechwiedza oraz wszechdobroć. Gdy wszystkie te cechy odnoszone są do jednej postaci, niektóre z nich okazują się wzajemnie sprzeczne.
W obrębie religii nie obowiązują jednak znane nam prawa logiki formalnej i według wielu doktryn Bóg może być jednocześnie transcendentny i immanentny, wszechdobry i zarazem dopuszczający istnienie zła. Wiara religijna umożliwia umysłowe uznanie, że zarówno poszczególne cechy Boga, jak i ich zestawienie, nie muszą być - i najczęściej nie są - logicznie spójne. Niekiedy wręcz paradoksalność tych zestawień bywa podkreślana, jak w XIX-wiecznej kolędzie stanowiącej motto tego rozdziału.
Pomimo że wyobrażenie Boga lub bogów leży u podstaw większości wierzeń religijnych, ogromne zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia uniemożliwia sformułowanie jednej, uniwersalnej definicji religioznawczej.
Co więcej, znajomość różnych systemów religijnych podważa tezę, jakoby wiara w osobowo pojmowaną istotę nadprzyrodzoną, z którą człowiek nawiązuje relację, była cechą konstytutywną każdej religii. Istnieją bowiem religie, które tej idei nie znają.
Z tego względu współczesne religioznawstwo porównawcze w dużej mierze odeszło od koncentracji na bóstwach i koncepcji Boga osobowego, kierując uwagę ku pojęciu świętości. Kontakt ze świętością może przybierać rozmaite formy, a w określonych kontekstach niemal wszystko może zostać uznane za "święte".
Świętość przypisywano niebu i ciałom niebieskim, ziemi, górom i ich szczytom, rzekom, źródłom, głazom czy zwierzętom - wszystkiemu, co wyróżniało się jakąś nadzwyczajnością. Próby uniwersalistycznego ujęcia tej idei podejmowane są głównie na gruncie filozofii, lecz wówczas Bóg przekształca się w Absolut, tracąc częściowo lub całkowicie swój religijny kontekst - z czym teologowie niechętnie się godzą.
.
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52272 punktów) | . FILOZOFIE Z PRZYMIOTNIKIEM JAKO IDEOLOGIEW sporach publicznych słowo ideologia funkcjonuje najczęściej jako epitet. Oznacza poglądy, które uznajemy za fałszywe, narzucone lub niebezpieczne. Własne przekonania traktujemy jako prawdę, poglądy innych - jako ideologię. To mechanizm stary jak sama polityka i religia, lecz we współczesnych społeczeństwach przybrał szczególne znaczenie. W debacie publicznej łatwo usłyszeć zdanie: "my głosimy prawdę, oni szerzą ideologię". Tymczasem ideologią jest każdy system interpretacji, który przedstawia świat w określonych kategoriach i wskazuje, jak należy go rozumieć. Filozofie z przymiotnikiem - chrześcijańska, marksistowska, liberalna czy konserwatywna - pełnią tę funkcję w sposób szczególnie wyrazisty. Przestają być wolną refleksją i stają się systemami sensu: zamkniętymi, wewnętrznie spójnymi, odpornymi na krytykę własnych założeń. Ich zadaniem przestaje być dociekanie prawdy; staje się nim interpretacja rzeczywistości w ramach ustalonego wcześniej paradygmatu. W tym rozdziale prześledzę, jak filozofia staje się ideologią. Najpierw zajmę się chrześcijaństwem, które przez wieki traktowało filozofię jako narzędzie, a nie autonomiczną dziedzinę. Następnie przejdę do marksizmu - przykładu filozofii, która stała się siłą polityczną i kulturową. Pokażę także, że współczesne spory ideologiczne są przede wszystkim sporami o język. I wreszcie, że polskie doświadczenie historyczne - od PRL-u po okres transformacji - wzmacnia podatność na ideologiczne formy myślenia. www.racjonalista.pl/forum.php/s,956493.  .
|
|
-1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
-1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | . Jan Lewandowski Ateizm obalony Ateizm obalony to książka która będzie stanowić idealną pomoc w czasie polemik z ateistami. Jeśli prowadzisz dyskusje z ludźmi niewierzącymi i chcesz wykazać błędy w ich rozumowaniu to publikacja ta dostarczy Ci masę dodatkowych argumentów. Dzięki niej dowiesz się, że ateiści usuwając Boga ze swojego światopoglądu startują od chaosu i kończą na chaosie, zaczynając i kończąc na niczym. W książce znajdziesz solidną argumentację na to, że niewierzący nie jest w stanie nadać jakiejkolwiek racjonalnej i sensownej struktury swym wywodom skoro nie posiada punktów orientacyjnych i żadnych prawd absolutnych w zakresie swych przekonań. Rozpoczynanie z ateistą rozmowy o dowodach na istnienie Boga nie ma żadnego sensu póki nie uświadomi sobie on, że tkwi w nihilistycznej próżni ze swym światopoglądem. bonito.pl/(*)7_Fh9B6Cs1HRfB56ya0Da_NyX6jpWk- bonito.pl/(*)OaI00OjZR820XH-BMddyDUGoPVdHHp - bonito.pl/(*)OaI00OjZR820XH-BMddyDUGoPVdHHp.
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Jan Lewandowski> Ateizm obalony> Ateizm obalony to książka która będzie stanowić idealną pomoc w czasie polemik z ateistami.> Jeśli prowadzisz dyskusje z ludźmi niewierzącymi i chcesz wykazać błędy w ich rozumowaniu to publikacja ta dostarczy Ci masę dodatkowych argumentów. Dzięki niej dowiesz się, że ateiści usuwając Boga ze swojego światopoglądu startują od chaosu i kończą na chaosie, zaczynając i kończąc na niczym. W książce znajdziesz solidną argumentację na to, że niewierzący nie jest w stanie nadać jakiejkolwiek racjonalnej i sensownej struktury swym wywodom skoro nie posiada punktów orientacyjnych i żadnych prawd absolutnych w zakresie swych przekonań. Rozpoczynanie z ateistą rozmowy o dowodach na istnienie Boga nie ma żadnego sensu póki nie uświadomi sobie on, że tkwi w nihilistycznej próżni ze swym światopoglądem.Kilkanaście lat temu, niedługo po tym, jak zacząłem pisać na forum Racjonalisty, miałem tę wątpliwą przyjemność dyskutować z Janem Lewandowskim, znanym apologetą chrześcijaństwa, z jego "adwokatami" i bałwochwalcami, z których na pierwszy plan wybijała się Teresa, fanatycznie religijna, katoliczka. Kiedyś dyskusja między nami dotyczyła krzyża i jego roli w zbawieniu. Właśnie wtedy napisała, iż "należy przypuszczać, że nie jest prawdą, że takie zakończenie życia Jezusa [czyli na krzyżu - A.51] nie było przez Marię zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa". Obrzydliwe słowa! Ciekawe, ilu katolików myśli podobnie? Kolejnym był niejaki atre, osobnik niezbyt sympatyczny, typowy katolik walczący, niezbyt dobrze przygotowany do dyskusji na temat chrześcijaństwa (liczne błędy, które popełniał, tego dowodziły). Na koniec niejaki gonzo, gonzo. (z kropką na końcu) lub gon-zo. To ciągle ta sama osoba, wtajemniczeni twierdzili, że był to nie kto inny jak Lewandowski. Nie wypada mi tego pisać, ale zrobię to, bo nie mam czego się wstydzić. Jak najmniej samochwalczo napiszę, że ja te dyskusje wygrywałem. Dlaczego tak dobrze mi to wychodziło? Ano dlatego, że - śmiem twierdzić - nie da się przegrać z kimś, kto notorycznie kłamie, zmyśla, przytacza nie jakieś większe fragmenty, nawet nie całe zdania, lecz stronniczo wybrane kawałki zdań z książek autorstwa niekatolików (np. Karlaheinza Deshnera) i na ich podstawie tworzy świadomie fałszywe wnioski i oskarżenia, a tak właśnie postępuje Lewandowski. Albo wymyśla jakiś idiotyzm i twierdzi, że takie są poglądy ateistów. To byłby nonsens, żaden rozsądny ateista nie mógł tak sądzić, a to z tego powodu, że była to bądź nieprawda, bądź nielogiczna bzdura, co łatwo można było wykazać i co oczywiście wykazywał Lewandowski. Na tej podstawie wysuwał wniosek, że przeciętny ateista jest tępy i niedouczony i daleko mu do przeciętnego katolika, który oczywiście jest bardzo mądry, inteligentny i jakiś jeszcze "naj". Dyskusje między nami odbywały się w kilku wątkach, a najciekawsze były dwa: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków oraz Atre - w poszukiwaniu mistrza - pierwszy z 2008 a drugi z 2009 roku. Widać w nich jak na dłoni, do czego prowadzi fanatyzm religijny. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | . Maciek Wieczorek Definicja "boga"? Próba stworzenia naukowej, uniwersalistycznej i obiektywnej definicji boga wydaje się możliwa wyłącznie pod warunkiem odrzucenia wszystkich elementów lokalnych, selektywnych, kulturowych, emocjonalnych, osobistych i intymnych. Każda religia, mitologia czy teologia projektuje bowiem na ideę boga cechy wynikające z konkretnych warunków historycznych, społecznych, biologicznych i psychologicznych. Bóg staje się wtedy odbiciem określonej kultury, epoki, lęków, potrzeb i struktur władzy. www.facebo(*)Fvn6Dfwm4Yl&id=100008849499275.
|
|
 | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | . Słowo hipostaza (z greckiego hypóstasis - podstawa, istota) ma kilka różnych znaczeń, w zależności od dziedziny. Najczęściej oznacza uprzedmiotowienie pojęcia lub traktowanie abstrakcji (np. czasu, dobra, sprawiedliwości) jako realnego bytu. Filozofia i logika: Przypisywanie realnego istnienia pojęciom abstrakcyjnym. W filozofii antycznej (np. u Plotyna) to określenie na konkretny byt wyłaniający się z Absolutu. pl.wikipedia.org/wiki/HipostazaZaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg? www.racjonalista.pl/forum.php/s,958224/z,0.
|
|
-1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) |
. Niewidzialny latarnik: Ostateczny dowód na istnienie Boga (dowód może być tylko rozumowy, oparty na abstrakcyjnym myśleniu, nie może być dowodem opartym np. na doświadczeniu zmysłowym), istoty stwórczej, można wyprowadzić wprost z koniecznych cech samego istnienia. Oto on: www.racjonalista.pl/forum.php/s,957671/Andrzej Bogusławski Bóg istnieje! Zaraz, zaraz, a co to znaczy Bóg?Wielce Szanowni Racjonaliści ateiści, dajecie się wmanewrować w twierdzenie, iż - tak jak nie ma dowodów na istnienie Boga - tak nie ma dowodów na jego nieistnienie. i Albo jesteście wierzącymi i wtedy ta wiara jest lepsza, która jest mocniejszą, albo stoicie na gruncie nauki, gdzie dowód istnienia (czegokolwiek) spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. ( Nauka nie zajmuje się żadnymi dowodami "na nieistnieję" ani Pana Boga, ani Baby Jagi, ani krasnoludków). Ponieważ nie znam, nie tylko żadnego dowodu, ale nawet dającej się logicznie udowodnić przesłanki, iż Bóg istnieje. (Jego istnienie można przyjąć tylko na wiarę - jako aksjomat.) To oczywistym jest, że dla racjonalisty opierającego konsekwentnie swój światopogląd na nauce (naturalizmie metodologicznym) Bóg istnieć nie może. Co więcej, mówiąc o Bogu istniejącym - oddziaływującym na rzeczywistość - należałoby przedstawić definicję tego bytu oraz wskazać sposoby Jego oddziaływania, także możliwości tego sprawdzenia. To co wyżej przedstawiłem jest pośrednim dowodem, iż taki byt nie istnieje, a nawet gdyby istniał nie miałoby to żadnego znaczenia dla człowieka. Duże znaczenie dla ludzi ma idea Boga i wszystkie mity z tą ideą związane. Organizacje religijne i ich struktury, kulty itp. sprawy, ale to już inna bajka. www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,958224#w665147Andrzej.51: Na początek uwaga, bardzo ważna.
Już wstępne i dość pobieżne zapoznanie się z Twoim dowodem pokazało mi, że zawiera on nieco błędów. Tak określiłem te widoczne od razu wady i niedociągnięcia, których żaden dowód nie powinien zawierać pod rygorem nieważności. Nazywanie więc Twojego wywodu dowodem jest, póki co, nieco na wyrost. Słowo "argument" pasuje tu lepiej, choć też z zastrzeżeniami. Pobieżna analiza wykazała mi - o czym wspomniałem - że on na żadną z tych nazw nie zasługuje, gdyż od znanych skądinąd argumentów na istnienie Boga - kosmologicznych, ontologicznych i teologicznych - jest po prostu gorszy, ba, nawet porównanie z nimi jest nieuzasadnione, gdyż niezasłużenie by go to nobilitowało. Zatem od teraz będę Twój dowód określał terminem "niby-dowód". Tak będzie dobrze.www.racjonalista.pl/forum.php/s,959615.
|
|
-1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
 | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | |
|
-1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | . Poniższe stwierdzenie powtarzane było setki razy: "Bóg" w naukach przyrodniczych jest terminem pustym - nie mającym znaczenia. Ma zaś znaczenie i to duże w kulturze - religiach, religioznawstwie itd.W imię przeróżnych "bogów" bez sensu wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal. Społecznie termin "bóg/bogowie" ma głęboki i złowrogi sens. www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,635357#w638359.
|
|
 | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52272 punktów) | . . Pyta Pan, czy mam dowód, że za 500 lat słowo "Bóg" będzie dla nauki terminem pustym. Nie, takiego dowodu nie mam, podobnie jak nie mam dowodu na to, co będzie za 50 czy 500 lat z jakimkolwiek innym pojęciem. Nauka nie zajmuje się przepowiadaniem przyszłości.
Mogę jednak powiedzieć, jaki jest stan obecny. Dzisiaj nie potrafię sobie wyobrazić naukowej, czyli intersubiektywnie sprawdzalnej i weryfikowalnej, definicji Boga. Przez tysiące lat rozwoju wiedzy przyrodniczej nikt nigdy, nigdzie i w żaden sposób nie natknął się na najmniejsze, dostępne ludzkim zmysłom lub instrumentom badawczym, przesłanki istnienia bytu nadprzyrodzonego. Dlatego w naukach przyrodniczych termin "Bóg" jest pojęciem pustym - nie dlatego, że słowo nie istnieje w języku, lecz dlatego, że nie wskazuje na żaden dający się badać przedmiot.
To oczywiście nie oznacza, że słowo "Bóg" jest puste w kulturze. Przeciwnie. Jest ono jednym z najważniejszych pojęć religioznawstwa, historii, socjologii, psychologii czy antropologii. Ludzie budowali wokół niego cywilizacje, tworzyli systemy moralne, prowadzili wojny i dokonywali wielkich poświęceń. Społecznie i kulturowo termin ten ma ogromne znaczenie.
Jednak właśnie historia religii pokazuje jego całkowitą zależność od ludzkich wyobrażeń. Każda religia tworzy własny obraz Boga lub bogów. W dziejach ludzkości istniały tysiące bóstw, z których ogromna większość "umarła" wraz z zanikiem swoich wyznawców. Bogowie starożytnego Egiptu, Grecji czy Skandynawii nie zniknęli dlatego, że ktoś obalił ich istnienie eksperymentem naukowym, lecz dlatego, że przestali istnieć ludzie, którzy w nich wierzyli. W tym sensie bogowie istnieją jako fakty kulturowe i psychologiczne, a nie jako byty empirycznie stwierdzalne.
Dlatego nie twierdzę, że wiem, co nauka powie za 500 lat. Twierdzę jedynie, że cała dotychczasowa historia ludzkiej wiedzy i religii nie dostarcza żadnych podstaw, by sądzić, iż pojęcie "Bóg" stanie się kiedyś pojęciem naukowym. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia wskazują raczej, że pozostaje ono pojęciem religijnym i kulturowym, którego znaczenie zależy od ludzkiej wiary i ludzkich wyobrażeń, a nie od odkrycia jakiegoś nowego elementu rzeczywistości przyrodniczej. .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|