.
O wielkości człowieka nie decyduje ani jego iloraz inteligencji, ani liczba przeczytanych książek, ani zdobyte tytuły naukowe, ani zajmowane stanowiska. Wszystkie te rzeczy mogą świadczyć o wiedzy, pracowitości czy kompetencjach zawodowych, ale nie przesądzają o dojrzałości człowieka. Historia i współczesność dostarczają aż nadto przykładów ludzi o imponujących życiorysach, wybitnych uczonych, profesorów, polityków czy menedżerów najwyższego szczebla, którzy w relacjach z innymi okazywali się mali, pamiętliwi i mściwi. Z drugiej strony spotykamy ludzi skromnie wykształconych, wykonujących zwyczajne zawody, od których emanują życzliwość, pokora i wewnętrzna siła.
To pokazuje, że istnieją dwie różne płaszczyzny rozwoju człowieka. Jedna dotyczy intelektu, druga – charakteru. Można rozwijać umysł, zaniedbując osobowość. Można zdobywać kolejne stopnie naukowe, nie ucząc się jednocześnie szacunku wobec innych, samokrytycyzmu czy panowania nad własnym ego.
Nie oznacza to jednak, że intelekt pozostaje bez znaczenia. Niedostatki wiedzy, ubogie oczytanie czy ograniczone kompetencje poznawcze mogą sprzyjać powstawaniu kompleksu niższości, zwłaszcza wtedy, gdy człowiek nie potrafi zaakceptować własnych ograniczeń. Sam fakt posiadania mniejszych zdolności nie stanowi problemu. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zamiast ciekawości świata pojawia się potrzeba nieustannego dowartościowywania siebie kosztem innych.
Psychologia od dawna opisuje takie mechanizmy kompensacyjne. Człowiek, który wewnętrznie czuje się niepewnie, często próbuje odzyskać poczucie własnej wartości przez deprecjonowanie otoczenia. Cudze sukcesy odbiera jako zagrożenie, a nie jako inspirację. Zamiast otwartości pojawia się zawiść, zamiast dialogu – potrzeba dominacji, zamiast współpracy – nieustanna rywalizacja.
Jednak podobne mechanizmy można spotkać również u ludzi wybitnie inteligentnych i doskonale wykształconych. W ich przypadku źródłem problemu nie jest deficyt wiedzy, lecz pycha. Im wyższa pozycja społeczna, większy autorytet czy bardziej imponujący dorobek, tym łatwiej ulec złudzeniu własnej nieomylności. Krytyka przestaje być elementem normalnej debaty, a zaczyna być odbierana jako osobisty atak. Pojawia się potrzeba obrony prestiżu za wszelką cenę, nawet kosztem uczciwości czy szacunku dla innych.
Dlatego małość człowieka może przybierać różne postacie. Czasem rodzi się z kompleksów, czasem z pychy. W obu przypadkach prowadzi jednak do podobnych zachowań. Człowiek małego formatu bywa małostkowy. Drobne urazy urastają w jego oczach do wielkich krzywd. Jest zawzięty, pamiętliwy, nie potrafi wybaczać ani zapominać. Pielęgnuje dawne konflikty, wraca do nich po latach, szuka okazji do rewanżu. Krytykę odbiera jako zniewagę, a odmienność poglądów jako osobistą obrazę. Zamiast odpowiadać argumentami, często próbuje podważyć wiarygodność rozmówcy, ponieważ łatwiej zaatakować człowieka niż zmierzyć się z jego racjami.
Paradoksalnie, ludzie naprawdę wielkiego formatu zachowują się zazwyczaj odwrotnie. Im więcej wiedzą, tym lepiej rozumieją ogrom własnej niewiedzy. Potrafią przyznać się do błędu, zmienić zdanie pod wpływem nowych argumentów i traktować krytykę jako naturalny element rozwoju. Nie muszą nikomu udowadniać swojej wartości, ponieważ nie budują jej na nieustannym porównywaniu się z innymi.
Prawdziwa wielkość wyraża się przede wszystkim w dojrzałości emocjonalnej. W zdolności do samokrytycyzmu, opanowania własnego ego, życzliwości wobec ludzi i umiejętności oddzielania sporu od osoby. Człowiek wielkiego formatu nie potrzebuje niszczyć przeciwników ani pamiętać każdej doznanej przykrości. Potrafi dyskutować ostro, ale uczciwie. Potrafi uznać cudze osiągnięcia bez poczucia zagrożenia. Potrafi przebaczać, ponieważ nie traktuje każdego sporu jako walki o własną wartość.
Można więc powiedzieć, że wielkość i małość człowieka nie są kategoriami intelektualnymi, lecz kategoriami człowieczeństwa. Wiedza, inteligencja i wykształcenie są niezwykle cenne, lecz pozostają jedynie narzędziami. O tym, kim naprawdę jesteśmy, decyduje sposób, w jaki z nich korzystamy.
Być może właśnie dlatego od starożytności powraca przekonanie, że najtrudniejszą sztuką nie jest poznawanie świata, lecz poznawanie samego siebie. Człowiek może podbić kolejne dziedziny nauki, zdobyć najwyższe stanowiska i zgromadzić imponujący dorobek, a mimo to pozostać mały. Może też nie pozostawić po sobie żadnych wielkich odkryć, a jednak być człowiekiem wielkim – przez swoją uczciwość, pokorę, odwagę, szacunek dla innych i zdolność do przekraczania własnego ego.
To właśnie te cechy stanowią o prawdziwym człowieczeństwie. Wszystko inne jest jedynie jego zewnętrzną oprawą. . |