 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 17-03-2015 10:13 | Arminius (25555 punktów) | Wrześnowe marsze 0 na 2 | W ostatnich dwóch dniach sierpnia 1939 r. oraz pierwszyych dwóch dniach września tego samego roku, z rozkazu wladz polskich - w związku z konfliktem zbrojnym między Poskką i Niemcami - internowały ponad 20 tysięcy obywateli polskich niemieckiego pochodzenia, co do których - w opinii władz polskich - istniały obawy, iż mogą one swoją aktywnością godzić w podstawy obronności państwa. Pierwotnie planowano przerzucenie ich transportami kolejowymi w rejon Berezy Kartuskiej na wschodzie kraju - jednak z powodu chaosu, paniki, bałaganu oraz szybkich postępów armii niemieckiej, transport kolejowy został wykluczony, a internowanych w konwojach, pod eskortą odprawiono pieszo na wschód. W trakcie owych marszów na wschód zginęło ok 5 - 7 tysięcy internowanych, wśród których znajdowali się byli posłowie na Sejmy II RP oraz czołowi działacze niemieckich organizacji w Polsce ( o śmierci znanego działacza hr. Hermann von Treskow z podpoznańskiego Radojewa Piotr Bojarski w "Niemieckich Drogach" tak pisze:"Stary człowiek znosił trudy ciągłego marszu do 11 września. Tego dnia pod wsią Bierzwienna Krótka, na wschód od Babiaku, spuchły mu nogi. Usiadł w rowie i powiedział, że dalej nie może iść. Policjant wycelował w niego karabin i strzelił"). Odgórnego rozkazu likwidacji internowanych najprawdopodobniej nie było. Fizyczną eliminację 1/3 internowanych należy przypisać samosądom oraz rozkazom eksterminacyjnym wydanym przez dowódców eskorty poszczególnych kolumn internowanych. Wydaje się, iż do zbrodni na Niemcach w ogromnym stopniu przyczyniła się atmosfera szpiegomanii oraz nieograniczonych możliwości V Kolumny - jaka panowała we wrześniu 1939 r. w Polsce. Osiągnęła ona rozmiary patologicznej histerii i w jej wyniku bardzo duża grupa ludzi - nie tyko Niemców - straciła życie. Świadek historii - Władysław Gomułka ( tak, to ten Gomułka!) - tak o niej pisał w swoch wspomnieniach:
"W pierwszych dniach wojny społeczeństwo Łodzi – a jak się przekonałem później, było to zjawisko powszechne – zostało ogarnięte psychoząszpiegomanii. Pod wpływem wojny zrodziła się zbiorowa sugestia, jakoby wszędzie, na każdym kroku, zadnia i w nocy działali nieuchwytni, doskonale zamaskowani szpiedzy niemieccy, przekazujący zdobyte informacjedowództwu wojsk hitlerowskich. Psychoza ta ogarniała wszystkie środowiska ludzkie, docierała takżedo komunistów. Toteż w ów wieczór przed opuszczeniem Łodzi współtowarzysz sieradzkiej komuny więziennej, u którego przebywaliśmy, zarażony do głębi tą psychozą opowiadał nam niestworzone rzeczy o szpiegach niemieckich, którzy dawali sygnały niemieckim samolotom za pomocą latarek elektrycznych, co rzekomo widział „na własne oczy”, wymieniał nazwiska Niemców łódzkich, w tym także byłych kapepowców, oddających jakoby usługi niemieckiemu wywiadowi i temu podobne bzdury. Z jego opowiadań wynikało, że ta atmosfera szpiegomanii udzieliła się także innym komunistom łódzkim. Wszystko to wpłynęło w jakimś stopniu na podjęcie przeze mnie decyzji bezzwłocznego wyjazdu z Łodzi".
Likwidacja kilku tysięcy Niemców stanowiących swostą elitę niemieckiej mniejszości w Polsce odbiła się szerokim echem w Niemczech i z całą pewnością zaważyła na skali represji i działań odwetowych, jakimi padło w październiku i listopaddzie 1939 r. 40 tysięcy Polaków z Pomorza, Wielkopolski oraz polskiej części Górnego Śląska. Później podobny mechanizm zaistniał, gdy latem 1941 r. wkraczająca na tereny zajęte przez Sowietów w 1939 r., Armia Niemiecka natrafila na 40-60 tysięcy trupów w więzieniach NKWD polskich kresowych miast, w tym także na pomordowanych niemieckich jeńców. Fakt ten z całą pewnościa przyczynił się do brutalizacji wojny na wschodzie oraz do bardziej skrupulatnego wypełniania przez Wermacht rozkazu Hitlera " o komisarzach". | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 Dalej..#1 5 na 5 | szarley (54946 punktów) | Odp: Wrześnowe marsze | > a internowanych w konwojach, pod eskortą odprawiono pieszo na wschód. W >trakcie owych marszów na wschód zginęło ok 5 - 7 tysięcy internowanych,
Cóż, bohaterscy lotnicy Luftwaffe nie próżnowali |
#2 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | czynnik luftwaffe | "Cóż, bohaterscy lotnicy Luftwaffe nie próżnowali" Tak, to jest bardzo popularna teza stawiana powszechnie także przez zawodowych historyków, że ci wszyscy Niemcy zginęli podczas nalotów niemieckich. Jakkolwiek niemożna wykluczyć, iż jakiś ułamek z nich rzeczywiście mogł paść ofiarą nalotów - to jednak pozostaje tych dobrych parę tysięcy, którzy zginęli "inaczej". "Podczas pędzenia internowanych były straty i sprawy paskudne - wspomina dr. Restytut Staniewicz z Poznania. Przytacza dwa wydarzenia, które rozegrały się pod Bydgoszczą i Turkiem. 4 września nad Jeziorem Jezuickim (na południe od Bydgoszczy) zginęło ponad stu internowanych Niemców. Pochowano ich na miejscu. - Oficjalna wersja mówi, że były to ofiary nalotu niemieckiego, ale moim zdaniem, zostali oni rozstrzelani, bo podczas nalotu mogło zginąć najwyżej kilkanaście osób - ocenia Staniewicz. - Podobna sprawa wydarzyła się niedaleko od Turku, który Niemcy nazwali zresztą potem "Mordstadt" - miasto mordu. Znaleźli się tam Niemcy pędzeni z południowej Wielkopolski, z Kaliskiego. Było ich 200-300, dokładnej liczby nie pamiętam - opowiada Staniewicz. - Ta kolumna została zaatakowana z broni maszynowej przez niemieckich lotników. Korzystając z powstałego zamieszania, Niemcy rzucili się do ucieczki. I wtedy polska eskorta wystrzelała niemal wszystkich z broni maszynowej". Ze wspomnień dr Restytuta Staniewicz z Poznania: "Celność artylerii niemieckiej przypisywano rzekomym agentom niemieckim. A jeśli obok stała akurat chata chłopa Niemca, to go rozwalano. Albo jeżeli gdzieś suszyła się bielizna, też uważano to za znaki dla lotnictwa niemieckiego. Psychoza była powszechna, więc internowanych wtedy nie głaskali. [...] Nic dziwnego, że we wrześniu 1939 r. każdego Niemca uważano za szpiega i dywersanta". Ze wspomnień prof. Kazimierza Tymienieckiego - w kontekście panującej psychozy szpiegomanii i dywersji: "Właściwym tematem rozmów była jednak, ściślej, chwila obecna, z dominującym nad wszystkim zagrożeniem ze strony areoplanów niemieckich. Rzecz zastanawiająca, iż w rozmowach nie zatrącono o brak wystarczającej obrony ze strony naszego lotnictwa i nie zastanawiano się nad powodami tego. Cała uwaga zwrócona była na akcję niemieckich dywersantów. Z pewnością wielu z obecnych miało w tym kierunku pewne doświadczenia osobiste z czasów dawniejszych. Do tego dołączały się jeszcze późniejsze przeżycia i niedawne niebezpieczeństwa. W rezultacie wytwarzał się nastrój graniczący już prawie z pewną psychozą. Widać było, że wystarczy rzucić iskierkę, ażeby wybuchł ogień. Istotnie niewiele brakowało, ażeby doszło do takiego wybuchu, jakkolwiek cała sprawa skończyła się raczej humorystycznie. Mianowicie już pod wieczór ktoś doniósł, że w pobliskiej kukurydzy ukrywają się prawdziwi dywersanci, którzy stamtąd dają znaki lotnikom niemieckim. Mężczyźni chwyciwszy laski pobiegli w tamtym kierunku. Przyznam się, że przeżyłem wówczas chwilę bardziej przykrą aniżeli wtedy, gdy zadźwięczały nad nami kule karabinu maszynowego. Zdawałem sobie przecież z tego sprawę, jak łatwo w takich chwilach o omyłkę. Na pół wahając się, a z myślą jednocześnie, że mój spokój i zimna krew mogą się w pewnej chwili okazać potrzebne, ruszyłem więc za innymi. Gdy przyszedłem na miejsce, z rzekomymi dywersantami rozmawiali już przed chwilą tak podnieceni ludzie w sposób jak najbardziej pokojowy. Okazało się, że jedyną tych winą było to, że z racji upalnego dnia panowie ci zdjęli z siebie wierzchnie ubranie i w bieliźnie szukali chłodu w lesie kukurydzianym. Byli zresztą rdzennymi Polakami i tak samo jak my wszyscy uchodźcami, w tym wypadku z samego Poznania. Z łatwością też wykazali swe alibi moim poczciwym w gruncie rzeczy towarzyszom z postoju w zagrodzie we wsi Huby. Widoczne jednak jeszcze było, że zwolennicy pokrzepiającego chłodu musieli przeżyć krótką chwilę dobrego strachu". |
#3 4 na 4 | baszarteg (2319 punktów) | Odp: Wrześnowe marsze | > > a internowanych w konwojach, pod eskortą odprawiono pieszo na wschód. W> >trakcie owych marszów na wschód zginęło ok 5 - 7 tysięcy internowanych,> Cóż, bohaterscy lotnicy Luftwaffe nie próżnowaliCóż ,jak wiadomo pan Hitler korzystał (ponoć)z rad jasnowidzów ,bezpośrednie info. od nich o tym ,jak Polacy będą w niedalekiej przyszłości pastwić się nad jego rodakami + atak na radiostacje w Gliwicach itp itd mógł przyśpieszyć jego decyzje o ataku na nasz kraj .W świetle tego o czym piszę pan Arminius atak na Polskę we wrześniu 1939 r mógł być w sumie akcją humanitarną ...To może też tłumaczyć nazwę tajnego kryptonimu dla kryptonimu  "Fall Weiss" który brzmiał ponoć "Wiederherstellung Hoffnung" (przywrócić nadzieje )...  |
#4 6 na 6 | szarley (54946 punktów) | Odp: czynnik luftwaffe | > "Cóż, bohaterscy lotnicy Luftwaffe nie próżnowali"> Tak, to jest bardzo popularna teza stawiana powszechnie także przez zawodowych historyków, że ci wszyscy Niemcy zginęli podczas nalotów niemieckich.Nie stawiam żadnej tezy. Kpię z tego co napisałeś. |
#5 2 na 2 | Arminius (25555 punktów) | czystość splamiona??? | "W świetle tego o czym piszę pan Arminius atak na Polskę we wrześniu 1939 r mógł być w sumie akcją humanitarną.." Wojna Niemiec z Polską nie była rzecz jasna akcją humanitarną. Była agresywną wojną ze strony Niemiec. Tym niemniej jednak w przeszłości - jak również w dużym stopniu nadal tak jest - dominował stereotyp czarno - białego przedstawiania historii tego konfliktu. A historia jest kapryśną, minoderyjną panią, która nie znosi kontrastowych kolorów. Lubuje się w barwach zdecydowanie bardziej stonowanych i przemieszanych. "Badania archiwalne nie potwierdziły zasadności istnej histerii, jaka ogarnęła władze i społeczeństwo polskie w 1939 r. przed i po wybuchu wojny, w sprawie rzekomej dywersyjnej działalności mniejszości niemieckiej. Podbiwszy Polskę w 1939 r., władze hitlerowskie nie odznaczyły żadnego Niemca za ewentualną działalność dywersyjną i partyzancką przeciwko wojskom polskim. Represje stosowane przez władze polskie wobec mniejszości niemieckiej w miesiącach poprzedzających wybuch wojny, aresztowania, wysiedlanie Niemców z obszarów przygranicznych, prowokowanie zajść antyniemieckich, zwłaszcza przez wojewodów poznańskiego i śląskiego: Ludwika Bociańskiego i Michała Grażyńskiego wbrew napomnieniom ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych - splamiły czystość sprawy polskiej w obliczu agresji hitlerowskiej". Warto dodać w uzupełnieniu tego poglądu ( wyrażonego przez prof. Krasuskiego w "Polska-Niemcy. Stosunki polityczne od zarania po czasy najnowsze") iż mniejszośc niemiecka w Polsce nie zorganizowała - paradoksalnie - ani jednego dywersyjnego aktu którego efektem byłoby zajęcie jakiegoś większego miasteczka czy też pokonanie lub stoczenie walki z większym polskim oddziałem wojskowym. Takiej opinii nie można wygłosić o innych mniejszościach narodowych II RP tj. Ukraińcach, Białorusinach oraz przede wszystkim - i znów jakże paradoksalnie - Żydach. |
| Arminius (25555 punktów) | kpienie | "Nie stawiam żadnej tezy. Kpię z tego co napisałeś". Kpi Pan z faktów - można i tak ale w ostatecznym rozrachunku to oznacza brak poszanowania dla samego siebie. Wszystko co napisałem jest do zweryfikowania. Podaję zresztą multum cytatów i odnośników. Zamisat sobie kpić z faktów - czas dorosnąć do zmierzenia się z nimi. To nie przynosi ujmy ani wstydu, to świadczy o dojrzałości i mądrości. |
#7 5 na 5 | szarley (54946 punktów) | Odp: kpienie | > "Nie stawiam żadnej tezy. Kpię z tego co napisałeś".> Kpi Pan z faktów -Nie, z wyłuskiwania z historii tzw smaczków Nie słyszałem o armii, która nie miałaby zbrodni na sumieniu. Słyszałem za to o powstańcach, którzy w 1921 roku dopadli niemiecki patrol i rozstrzelali. O czym to świadczy? Dokładnie o niczym. Pewne rzeczy trzeba widzieć w odpowiedniej skali. > Zamisat sobie kpić z faktów - czas dorosnąć do zmierzenia się z nimi. To nie przynosi ujmy ani wstydu, to świadczy o dojrzałości i mądrości.Na czym ma to mierzenie polegać? W czasie ostatnich dwóch wojen, moi krewniacy walczyli w prawie wszystkich mundurach jakie w tej części Europy występowały. Za któregoś z nich mam być odpowiedzialny? |
#8 2 na 2 | szarley (54946 punktów) | Odp: czystość splamiona??? | > Warto dodać w uzupełnieniu tego poglądu ( wyrażonego przez prof. Krasuskiego w "Polska-Niemcy. Stosunki polityczne od zarania po czasy najnowsze") iż mniejszośc niemiecka w Polsce nie zorganizowała - paradoksalnie - ani jednego dywersyjnego aktu którego efektem byłoby zajęcie jakiegoś większego miasteczka czy też pokonanie lub stoczenie walki z większym polskim oddziałem wojskowym.No pacz Pan, jacy lojalni byli |
#9 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52416 punktów) | Odp: Wrześnowe marsze | . Piąta kolumna w Polsce Mniejszość niemiecka w Polsce od początku utworzenia II Rzeczypospolitej wspierała wysiłki Niemiec w polityce wymierzonej przeciw państwu polskiemu oraz kwestionowaniu jej granic państwowych. Przedstawiciele mniejszości niemieckiej z polskiego Pomorza dnia 20 grudnia 1930 roku uzyskali w Berlinie zapewnienie od ówczesnego kanclerza Niemiec Heinricha Brüninga, że "Rzesza podziwia szczerze ofiarność Niemców na Pomorzu, którzy znajdują się na pierwszej linii frontu polityki rewizji granic". Kanclerz zapewnił ich również, że Niemcy nigdy nie zrezygnują z tej polityki.
W okresie przed II wojną światową na terenie Polski działało wiele organizacji niemieckich uznawanych za piątą kolumnę:
Jungdeutsche Partei in Polen (JDP) - obejmowała swoją działalnością całą Polskę w granicach sprzed II wojny światowej Deutsche Vereinigung (DtV) - działała w województwie pomorskim i województwie poznańskim Deutscher Volksbund - obejmowała zasięgiem teren województwa śląskiego Deutscher Volksverband in Polen - organizacja aktywna w województwie łódzkim.
Wraz z kilkoma pomniejszymi organizacjami stowarzyszenia te skupiały w swoich szeregach ok. 25% ludności niemieckiej zamieszkującej terytorium II Rzeczypospolitej i utrzymywały stały, tajny kontakt z organami partyjnymi i wywiadu Niemiec - NSDAP, Auslandsorganisation, Gestapo, Abwehrą oraz SD.
W 1937 z ok. 800 tys. Niemców zamieszkałych w Polsce ok. 200 tys. było członkami organizacji hitlerowskich.
W 1939 powstał przy SS Hauptamt Volksdeutsche Mittelstelle (VoMi) tzw. "Komitet Sześciu", tajna komórka koordynująca działania mniejszości niemieckiej w Polsce. Polacy pozostawali w złudnym przeświadczeniu o dalszym rozbiciu organizacyjnym mniejszości niemieckiej. Organizacji tej podlegały m.in. organizacje narodowo-socjalistyczne w przedwojennej Polsce jak Zjednoczenie Niemieckie (niem. Deutsche Vereinigung DtV) i Partia Młodoniemiecka w Polsce (niem. Jungdeutsche Partei in Polen skrót JDP).
W okresie międzywojennym kontrwywiad RP wykrył kilka nielegalnych niemieckich organizacji np. Volksbundjugendgruppe w Katowicach w 1933, Narodowo-Socjalistyczny Niemiecki Ruch Robotniczy w skrócie NSDAB na polskiej części Górnego Śląska w 1934 (celem NSDAB było oderwanie Górnego Śląska od Polski i przyłączenie go do Niemiec), Schwarze Hand (pol. Czarna Ręka) w Chorzowie, Die Schwarze Schaar (pol. Czarna Drużyna). W latach 1936/37 szereg tych organizacji zostało zdelegalizowanych, a ich członkowie stanęli przed sądem. Aresztowani zostali m.in. Rudolf Wiesner, którego faszystowska Partia Młodoniemiecka kreowała na führera mniejszości niemieckiej w Polsce oraz pierwszy przywódca rywalizującej z nią Dtv Erik von Witzleben.
Z członków nazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej rekrutowały się bojówki Selbstschutzu prowadzące akcje sabotażowe na ziemiach polskich przed 1 września. Wraz z agresją III Rzeszy na Polskę 1 września 1939, jednostki "Selbstschutzu" rozpoczęły działania zbrojne przeciwko ludności polskiej i polskim siłom zbrojnym, jednocześnie podejmując działania sabotażowe, mające na celu wspomożenie niemieckiej inwazji. W czasie kampanii wrześniowej, 3 września oddziały niemieckiej piątej kolumny, zorganizowane w formacje Selbstschutz, Hauptamt Volksdeutsche Mittelstelle i Hitlerjugend, dokonały akcji dywersyjnej w Bydgoszczy, w wyniku której zginęła polska ludność cywilna i 240 żołnierzy Wojska Polskiego z przegrupowującej się Armii "Pomorze". Już sama Intelligenzaktion przeprowadzona przy wydatnej pomocy Volksdeutscher Selbstschutz pokazuje jakiego zła dopuszczali się Polacy wobec Niemców przed II wojną światową, a już szczególnie w jej początkach. Ale jak widać to całe nacjonalistyczne gówno jakie Pan tu wciska, nie przeszkadza Polskim Prawdziwym Patriotom i Pana popierają oraz plusy Panu klikają. Brawo!  @@@ . |
| Arminius (25555 punktów) | Patrz Pan i się dziw! | "No pacz Pan, jacy lojalni byli" Zadziwiająco, jak na skalę konfliktu. Nie jest wykluczone, iż skutkiem represyjnej polityki polskiej - o której było w poprzednim wpisie, najbardziej antypolski element niemieckiej mniejszości uciekł za granicę - i stąd nie było owych licznych dywersji. W każdym razie ci co pozostali zachowali się wyjatkowo lojalnie. "Przykładem może być województwo poznańskie, gdzie na Fundusz Obrony Narodowej do maja 1939 r. z województwa poznańskiego ludność niemiecka wpłaciła 124 900 zł (z tego 6 tys. banki, 3560 przemysł, 5740 drobni rolnicy, 80 540 ziemiaństwo, 340 spółdzielnie, 5380 kupcy i rzemieślnicy oraz 5340 robotnicy), a na POP 694 554 zł , tj. 8,28% ogółu wpłat (co przewyższało jej procent w stosunku do ogółu mieszkańców Wielkopolski) - D. Matelski, "Mniejszość niemiecka w Wielkopolsce". "Zaangażowanie się nielicznych Niemców zamieszkałych w okresie międzywojennym w Polsce we współpracę z niemieckim wywiadem i przygotowanie dywersji na tyłach wojsk polskich we wrześniu 1939 r. posłużyło do wytworzenia i rozbudowania mitu V kolumny, a odium niewielu rzeczywistych wystąpień dywersyjnych usiłowano rozciągnąć na całość ludności niemieckiej osiadłej w Polsce. Należy dodać, że we wrześniu 1939 r. tak jak przed I wojną światową panowała prawdziwa psychoza V kolumny. Powodowało to, że zdradę postrzegano powszechniej, niż to miało miejsce w rzeczywistości. Przy czym w panującej wówczas na ten temat sztampie propagandowej stworzono mit - zbitkę pojęciową - w którym interpretowano fakty dowolnie, przenosząc np. akcję "Placówki" Prusa z Lubelszczyzny na obszar zaboru pruskiego tylko dlatego, że mówiła o walce z kolonizacją niemiecką. Przez kilka dziesiątków lat kolejne generacje społeczeństwa polskiego kodowały w sobie podświadome uprzedzenie wobec Niemca, który osiadł w Polsce - widząc w tym zagrożenie, potwierdzone nieubłaganą logiką tamtej wykoślawionej interpretacji dziejów" - P. Hauser, Kolonista niemiecki w Polsce w XIX i XX wieku. Uwagi i refleksje na temat funkcjonowania mitu oraz rzeczywistości. |
#11 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | Odp: kpienie | > wyłuskiwania z historii tzw smaczków> Pewne rzeczy trzeba widzieć w odpowiedniej skali.Kto ma decydowac o owym skalowaniu? Horyzontem historii jako nauki są źródła. Jej skalowanie to już interpretacja związana z pozahistorycznymi założeniami (światopogląd, polityka, narodowość, interes własny, itp.), które, jak trzeba, składają "fakty" na ołtarzu narodowej historii.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania. |
#12 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | mierzenie się z historią | "Nie, z wyłuskiwania z historii tzw smaczków Nie słyszałem o armii, która nie miałaby zbrodni na sumieniu". Dla mnie zagłada 5-7 tysięcy internowanych nie jest "smaczkiem" - ale to być może kwestia wrażliwości. Co do armii które mają coś za uszami - zgadzam sie z Panem, wszystkie one mają coś za uszami. I ja właśnie piszę o tym, o tym , o czy zdecydowana większość ludzi w Polsce nie słyszała albo nie chce usłyszeć. "Pewne rzeczy trzeba widzieć w odpowiedniej skali". I staram się tę skalę przedstawić - powołując się na uznanych historyków i na świadków historii - Polaków "Na czym ma to mierzenie polegać"? Historia ma nas czegoś nauczyć. W oparciu o jej znajomość dokonuje się planów i prognoz na przyszłość. Jest chyba rzeczą oczywistą - zasadA brzytwy Ockhama - że aby owe plany - prognozy były realne i trafne należy poznać PRAWDZIWĄ historię. Planowanie i prognozowanie na bazie historii życzeniowej, na bazie historii "wishful thinking" - kończy się budowaniem zamku na piasku i - kolejną porażką albo katastrofą. NA TYM POLEGA TO MIERZENIE SIĘ Z HISTORIĄ. |
#13 1 na 1 | szarley (54946 punktów) | Odp: Patrz Pan i się dziw! | > "No pacz Pan, jacy lojalni byli"> Zadziwiająco, jak na skalę konfliktu. Nie jest wykluczone, iż skutkiem represyjnej polityki polskiej - o której było w poprzednim wpisie, najbardziej antypolski element niemieckiej mniejszości uciekł za granicę - i stąd nie było owych licznych dywersji. W każdym razie ci co pozostali zachowali się wyjatkowo lojalnie.Wybacz, mości Arminiusie, ale ja jestem Ślązakiem i historię mojego kraju starałem się jak najlepiej poznać, a ponieważ jest dość słabo w podręcznickach opisana, sporo uwagi poświęciłem poznawaniu osobistych relacji starych ludzi. Zarówno na podstawie spisanych publikacji, jak i z rozmów z ludźmi wynika jednoznacznie, że Niemcy na Śląsku wcale lojalni nie byli. Owszem całkiem spora grupa (nikt nie policzył jak znacząca większość) zachowała się lojalnie, a część mając polskie obywatelstwo walczyła w kampani wrześniowej w polskich mundurach, ale bardzo liczna grupa atakowała od tyłu polskie umocnienia OW Śląsk, zdobywała kopalnie, węzły kolejowe itd. Zazwyczaj wycofywali się kiedy pojawiała się regularna polska armia, stąd "żadnego miasteczka nie zdobyli" , ale sporo krwi przelali. Swój czas mieli po wejściu armii niemieckiej, kiedy jako pierwsi wskazywali gdzie mieszka polski nauczyciel, polski dziennikarz, kolejarz i donosili jakie ksiądz kazania głosił. |
#14 1 na 1 | szarley (54946 punktów) | Odp: kpienie | > >wyłuskiwania z historii tzw smaczków> >Pewne rzeczy trzeba widzieć w odpowiedniej skali.> Kto ma decydowac o owym skalowaniu?Ty. Arminius pisze o 7 000 poległych (z których część to rzeczywiste ofiary Luftwaffe ostrzeliwującej kolumny uciekinierów, część zatrzelono podczas próby ucieczki, niektórzy naprawdę uciekli i dostali sie w ręcej dowolnej z walczących stron bez dokumentów... ) internowanych Niemców przez cały czas walk w kampani wrześniowej. W Wielkiej Piaśnicy rozstrzelano 12 000 tylko z kilku pomorskich powiatów, już po zakończeniu działań wojennych w planowej eksterminacji |
#15 4 na 4 | szarley (54946 punktów) | Odp: mierzenie się z historią | > Dla mnie zagłada 5-7 tysięcy internowanych nie jest "smaczkiem" - ale to być może kwestia wrażliwości.Jest hańbą. Jak każde zabijanie cywiów. Nazywam rzecz po imieniu. Nie ma świętych narodów a Polacy też święci nie są. Jednak wymaga udowodnienia, że była to planowana masowa zbrodnia. Nie była. |
1 2 3 4 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|