 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-08-2013 21:49 | szarley (54913 punktów) | Po co nam państwo!?
12 na 12 | Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek Po co nam państwo!?
Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.
Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa. Ludzie pomagają sobie sami, sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa. Czasem z guberni przyjedzie jakiś policjant... Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy. Stanowią namiastkę państwa. Prawa niepisane, które sobie stanowią są prostsze, ale władza nie może ich przecież uznać. Policja udaje że ściga polowania na niedźwiedzie, łowienie jesiotrów, pędzenie (doskonałego) samogonu, ale tubylcy udają, że nie rozumieją tych praw. Mimo wszystko, żyją w sposób zorganizowany, dzieląc się z tymi którym polowanie nie wyszło , zdrowie nie dopisało, wiek nie pozwala pracować, ojciec utonął na rzece... Namiastka państwa kilkaset kilometrów od cywilizacji , pewnie tak żyli Słowianie w czasach Państwa Wielkomorawskiego. Chcesz zbudować dom? Idziesz w Tajgę po bale na budowę, Projekt? Pozwolenie na budowę? Odbiór domu? A oprócz stałych mieszkańców, są jeszcze "leśni" nikt o nich nie wie, nie rejestruje, nie pobiera podatków, jeśli umrą w Tajdze, nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie. Przynoszą futra za garść soli, naboje, litr samogonu.
Tymczasem w Europie, ktoś kupuje samochód , jedzie na stację paliw i tankuje do pełna Euro5. Państwo sprawdza za niego, czy jego samochód jest bezpieczny, państwo sprawdza, czy paliwo spełnia wymagania, państwo określa że powinien jeździć odpowiednią stroną drogi, nie powinien przedtem pić wódki. Państwo wybudowało drogi, zakupiło znaki, określiło przepisy kodeksu. Dom musi spełniać wymagania PZP, musi go odebrać kominiarz, gazownik, elektryk, geodeta, urzędnik starostiński...
Te dwa światy łączy jedno: solidarność społeczna. Czy na Śląsku, czy в Сибири, idea pozostaje ta sama. Jesteśmy stadem, społeczeństwem, państwem. Indywidualiści są cenni, ale byt zapewnia społeczność. Czy żyjemy w Europie, czy w syberyjskiej wiosce , różnica w liczebności stada, w stopniu ucywilizowania.
Czy jednostka może żyć bez stada? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..| sinapis (1725 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Oczywiście, że jest, czaem pobiera podatki i rekruta, to przecież figura retoryczna.> Czy do pozyskania soli, wykonania naboi i czy narzędzi jest potrzebne państwo?> Nie, ale istnienie państwa, poprzez wiele czynników (np normalizację, czy budowę dróg) zapewnia lepszą efektywność wykorzystania potencjału wytwórczego.Cóż, jak dotąd niczego lepszego od państwa nie wymyślono, żeby zapewnić i ochronić przed destrukcją podział pracy. > Czytając wpisy w tym wątku doszedłem jeszcze do drugiego wniosku: Istnienie państwa przede wszystkim podnosi poziom bezpieczeństwa jednostki. Specjalne podziękowania dla Borysa Svobody za doprowadzenie mnie do takiego przekonania  To też, ale tylko miedzy innymi. > Piszesz Szarlej zamiast szarley, czyżbyś wiedział co znaczy to słowo?  Coś mi się o uczy obiło, gdym się interesował Śląskiem przed laty. Dobra ksywka dla budowniczego kopalń.  |
#92 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Ja staram się obserwować i zadawać pytania. Przeczytaj moją wypowiedź o społeczeństwie które uważam za zróżnicowane a podległe dyktatowi kilku osób. Ja wiem że różnimy się od siebie, że ludzie tu a 3000 km dalej mają całkiem inne podejście do różnych spraw a muszą odnosić się do tego co uchwalono gdzieś indziej dla dobra ich.> Ciekawi mnie gdzie leży granica pomiędzy "Dura lex, sed lex" a jakoś sobie radzą?W możliwościach społeczności. Miasto czy wieś w warunkach zabudowy w Europie a wieś w Tajdze to pod względem architektonicznym dwa różne światy. W Europie, jeśli pozowolisz na samowolkę, będą powstawać archtektoniczne i urbanistyczne "gargamele" (pożyczam to słówko) W Tajdze i tak powstanie dom taki jak inne, spełniający oczekiwania sąsiadów, choćby dlatego, że to sąsiedzi muszą pomóc go zbudować. Stąd moja większa pobłażliwość dla mieszkańców syberyjskiej wioski. Ja zbudowałem zgodnie z PZP Stan środowiska w Europie i w Tajdze to także dwa różne światy. Nie oceniam kłusownictwa pozytywnie, ale spotkałem się z nim zarówno na Syberii jak i w Polsce, ale w Białowieży stanowi większe zahgrożenie. Ja nie kłusuję. Stopień bezpieczeństwa jaki zapewnia państwo to też różne światy. W Warszawie możesz np wezwać pogotowie czy straż pożarną. W Tajdze... Dura lex, sed lex. Mnie to obowiązuje. Innych też, ale od egzekwowania Praw jest policja a nie ja. Zwłaszcza za granicą! Mam nadzieję, że to dobrze wyjaśniłem |
#93 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | . > Piszesz Szarlej zamiast szarley, czyżbyś wiedział co znaczy to słowo?Nazwa Szarlej prawdopodobnie pochodzi od demona górniczego zwanego "Szarlenem" lub "Szarlejem" A może Pan ma na imię Paweł? Szarlej - postać fikcyjna, stworzona przez Andrzeja Sapkowskiego. Jeden z trojga głównych bohaterów trylogii husyckiej. Naprawdę ma na imię Paweł.
Pozdrawiam serdecznie. @@@ . |
#94 1 na 1 | Borys Swoboda (1408 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Takie rzeczy to najbardziej podstawowe prawa człowieka. Autor twierdzi jakoby zagrożenie/ naruszanie tych praw było wyłącznie teoretyczne.Teraz żałuję, że przytoczyłem akurat ten artykuł, bo autor odpływa od rzeczywistości. Artykuł czytałem już jakiś czas temu, chodziło mi przede wszystkim o myśl zawartą na początku artykułu- skoro jest naprawdę tak wielu ludzi (sądzę, że większość), którzy boją się o to, co stałoby się z tymi wszystkimi ludźmi, którym teraz pomaga państwo, to czemu oni sami nie mogą im pomagać na własną rękę, choćby przeznaczając część własnych pieniędzy na organizacje charytatywne? Po uwzględnieniu, że ludzie mieliby więcej pieniędzy (brak podatków) i brak wymówek (od pomocy biednym jest państwo), można śmiało założyć, że więcej pieniędzy byłoby przeznaczane na cele charytatywne. Można wręcz przypuszczać, że państwo opiekuńcze pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi społecznych, jakie funkcjonowały kiedyś szerzej pod postacią towarzystw samopomocowych. Krytyka państwa opiekuńczego (od strony 86, szczególnie polecam przeczytać fragment o systemie pomocy w społeczeństwie mormonów (od str 89)): mises.pl/p(*)rd_manifest_libertarianski.pdf> >przeceniasz dysproporcje sił,> Którą siłę przeceniam, a której nie doceniam?Hipotetyczne dysproporcje, jakie mogą wystąpić w sytuacji braku państwa. Ja twierdzę, że za dzisiejsze, olbrzymie dysproporcje między biednymi i bogatymi odpowiadają nie mechanizmy wolnorynkowe, a państwa (chociażby finansując ochronę majątku bogaczy ze wspólnej puli, przez prawo uderzające w konkurencyjność i na wiele innych sposobów). > A co z równowagą pomiędzy tymi grupami? Co z przenikaniem jednostek na "gościnne występy" w celach zdobywczych?Nie bardzo rozumiem. > Białym opłaciła się eksterminacja Indian, zagrabili nieodwracalnie ich ziemie.A czy ja twierdzę, że przemoc napastnicza nigdy się nie opłaca? > >Jakim zaufaniem mogliby darzyć klienci sąd prywatny, który rozstrzyga sprawy na podstawie zasobności portfela? Taki sąd straciłby całą klientelę.> Raczej tę z mniej zasobnymi portfelami.Kto Pańskim zdaniem ma większą siłę nabywczą- klasa średnia czy zbiór milionerów? Jak Pan myśli, czy więcej zarabiają producenci dóbr luksusowych, czy producenci dóbr, które zwykle konsumuje klasa średnia/niższa? > Nic nie spełnia idealnie oczekiwań wszystkich ludzi.Chodzi o wykazanie, który system ma znacznie mniej wad wrodzonych. > Blado wygląda Twoje twierdzenie o prawie prywatnym jakoby niezależnym od zasobności portfela. Nawet życie ludzkie wycenione, można kogoś zabić i zapłacić za ten czyn określoną sumę. Czyli kogo na to stać może zabić.Dał Pan przykład historyczny. Kto powiedział, że akurat takie prawo miałoby obowiązywać, gdyby dzisiaj wprowadziło się system policentryczny? Ludzie zapewne zgłaszaliby zapotrzebowanie na prawo, które skutecznie odstrasza bogatych świrów, a więc prawo przewidujące inne sankcje poza grzywną. A jeżeli jest popyt, to jest i podaż. > >Mówiąc ogólniej- równość wobec prawa nie jest specyficzną właściwością państwa, ale wynika z obsługi masowego klienta przez podmiot zajmujący się egzekwowaniem prawa.> To nie przekonujące.Proszę o konkretne argumenty. Nie chcę Panu wkładać słów w usta, ale wydaje mi się, że przyznał Pan, że rząd przestrzega konstytucji w wyniku dbałości o reputację. > Czyżby? Relacja pomiędzy ofiarą A i sprawcą nadużycia B zwykle nie jest przypadkiem pojedynczym?Jeżeli mówi Pan o zbiorze relacji, w których dochodzi do przestępstwa, to zapewne większość stanowią relacje pojedyncze. Ale chyba należałoby również uwzględnić relacje, w których nie dochodzi do przestępstwa pomimo nierównowagi sił, bo inaczej analiza nie miałaby sensu. > Skoro mają już grube miliony to ich potrzeby są zaspokojone- wręcz żyją w przepychu, to sprawia że są mniej podatni na korupcję.Czyli- dajmy się okraść na tyle, żeby politykom nie chciało się nas oszukiwać? > To się odnosi do małych społeczności, powtarzalnych relacji. Na czasy globalizacji, łatwego przemieszczania się, prywatne firmy ochroniarskie nie poradzą sobie ze zorganizowaną przestępczością handlu żywym towarem.Jeżeli relacje są powtarzalne, jest ok. Jeżeli relacje nie są powtarzalne, wtedy do ochrony/gwarantowania umów zatrudniamy kogoś, z kim relacje są powtarzalne, czyli agencję ochrony. Tak to działałoby w policentryzmie, dziś ten mechanizm jest wypaczony przez przyzwolenie większości społeczeństwa na stosowanie wobec siebie przymusu napastniczego (m.in. podatków). Z tego powodu nie mamy możliwości samodzielnego wyjścia z relacji nawet, gdy nas głęboko nie zadowala, a politycy mogą sobie naprawdę na dużo pozwolić (niespełnione obietnice wyborcze, podwyżki podatków i tak dalej) > Kierowanie państwem też jest usługą na wymianę.No nie wiem, mi się wydaje, że państwo po prostu bierze pieniądze pod przymusem. > Właściciele firm wzbogacają się na używaniu siły kapitału i wciskaniu kitu jakoby dawali pracę, podczas gdy kupują usługi pracowników, niczego nie dają za friko, zatrudniają dla zysku.Zrównywanie używania "siły kapitału" z groźbą użycia przemocy jest chyba bezpodstawne.
"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari |
#95 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? |
> chodziło mi przede wszystkim o myśl zawartą na początku artykułu- skoro jest naprawdę tak wielu ludzi (sądzę, że większość), którzy boją się o to, co stałoby się z tymi wszystkimi ludźmi, którym teraz pomaga państwo, to czemu oni sami nie mogą im pomagać na własną rękę, choćby przeznaczając część własnych pieniędzy na organizacje charytatywne?Ja bym nie pomagał. Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ nie miałbym pewności, że państwo/społeczeństwo mi pomoże, kisiłbym każdy grosik na czarną godzinę. > Można wręcz przypuszczać, że państwo opiekuńcze pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi społecznych, jakie funkcjonowały kiedyś szerzej pod postacią towarzystw samopomocowych.Skąd więc mimo istniena opiekuńczego państwa biorą się organizacje dobroczynne? |
#96 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | . Pytającym: Kto udowodni, że państwo musi mieć monopol na przemoc, przymus, prawo i sądy? Przedsiębiorstwa prywatne zazwyczaj są efektywniejsze niż państwo w dostarczaniu usług, więc dlaczego nie? Odpowiem, że tu wystarczy lektura książek historycznych, a którym sprawia to trudności może sięgnąć do literatury pięknej czy filmu. Jest skąd czerpać wzory?. > Więc może tym co należy rozważać jest zakres autonomii społeczności lokalnych.Maksymalna decentralizacja decyzji bezpośrednio dotyczących społeczności lokalnych, wraz z ekonomicznymi środkami na ich realizację oraz władza oparta o demokrację i obywatelską kontrolę - zdecydowanie tak, ale nie wolno zapominać, że państwo jest dobrem jego wszystkich obywateli i wszyscy - w miarę swoich możliwości - powinni go wzmacniać. To państwo jest silniejsze, w którym więcej obywateli może się realizować i jest zadowolone ze sprawowanej administracyjnej władzy. Państwo, w którym garstka obywateli jest tylko zadowolona, to choćby i co czwarty był policjantem, a połowa donosiła, jest słabym państwem. Wszelkie próby prywatyzacji dobra publicznego są próbami osłabiania państwa dla realizacji interesów wąskiej grupy społecznej. Pisze o tym Jacek Żakowski w "Polityce", do którego artykułu - właśnie dlatego - wyżej się odwołałem. Tu jeszcze kawałek: Uniwersytetom płacimy za kształconego studenta. Ale kształcenie studentów to niewielka część ich publicznej misji, której istotą jest nasączanie społeczeństwa wiedzą i ideami. Partiom płacimy za głosy zdobyte w wyborach. Chociaż publiczny interes nie polega na tym, by partie skutecznie zdobywały głosy, lecz by dobrze rządziły. Pisarzom płacimy za sprzedane egzemplarze ich książek. Chociaż nie nakład, lecz sens stanowi o znaczeniu autora (gdyby było inaczej, Bratny byłby ważniejszy niż Herbert). Związkom zawodowym płacimy za zwerbowanego członka (od ich liczby zależy liczba związkowych etatów w przedsiębiorstwach), nie za to, jak się przyczyniły do zrównoważenia relacji między kapitałem a pracą.
W żadnym przypadku nie płacimy za to, co jest istotą publicznych instytucji. Płacimy za nieistotne, bo uwierzyliśmy, że nie da się wycenić tego, co istotne. A to, za co im płacimy, sugeruje, czego oczekujemy. Robią więc to, co popłatne, a zaniedbują to, co istotne. Słusznie nas oburza, gdy zauważamy, że partie mówią i obiecują cokolwiek, byle zdobyć głosy, a po przejęciu władzy rozpaczliwie szukają realnego programu. Słusznie się wściekamy, widząc związki radykalizmem walczące o członków, komercjalizujące się media publiczne, spychane w dydaktyczną i wdrożeniową chałturę uniwersytety, zmuszonych do gonienia za grantami naukowców i aktywistów.
Kiedy to wszystko widzimy, w wielu rozgrzanych oburzeniem głowach rodzi się myśl, żeby przestać płacić. Skoro źle nam służą, niech sobie radzą sami. Niech się partie i związki utrzymują ze składek, profesorowie i uniwersytety z czesnego i patentów, media z reklam, księża z tacy, artyści i aktywiści z czego sobie chcą. Patrząc dokoła, trudno się takim reakcjom dziwić.
Ale też łatwo przewidzieć skutek tej kroczącej z dziedziny do dziedziny logiki. publiczne zwiędnie, a gdy go zabraknie, zostanie państwo z jego nagą i mało wrażliwą na rzeczywistość siłą kierowaną przez kolejnych zdobywców oraz instytucje prywatne kierujące się wyłącznie własnym interesem. Sfera publiczna, a zwłaszcza polityka w jeszcze większym stopniu staną się wówczas areną permanentnych wojen oraz przemarszów wojsk w tę i nazad. Dla obywatela będzie to oznaczało powrót do przełomu XIX i XX w. z ciągłymi przewrotami, rewolucjami i społecznymi plagami. Już na tej drodze jesteśmy.
Łatwego sposobu na to nie ma. Zwłaszcza póki nie ma powszechne zgody, że między prywatnym a państwowym konieczne jest publiczne, które je sklei i będzie amortyzować sprzeczności. Nie po to, by wycisza napięcia, ale by je nazywać, wyrażać, balansować we wspólnym interesie. I póki nie ma świadomości, że także publiczne - podobnie jak państwowe i prywatne - nigdy idealne nie będzie. Ale może być lepsze, jeśli je zaczniemy traktować jako ważny element systemu, a nie jak bandę darmozjadów.
Gdyby nam się kiedyś udało taki konsens społecznie uzyskać, można by zacząć rozmawiać o sensownym finanse waniu różnych funkcji publicznych. Na razie taka rozmów jest trudna, bo zaraz podnoszą się populistyczne okrzyk by "zabrać darmozjadom". A można by pomyśleć o płaceniu partiom proporcjonalnie do poparcia, jakie mają w połowie kadencji, czyli za to, jak wywiązują się ze swojej roli jako władza albo opozycja, a nie za to, ile głosów wyłudź opowiadając głupstwa w czasie kampanii wyborczej. Można by też porozmawiać o przyznaniu organizacjom związkowy] dotacji zależnej od zysku przedsiębiorstwa i liczby zatrudnionych, zamiast etatów zależnych tylko od liczby członków Albo o uzależnieniu budżetu mediów i uniwersytetów od jakości i społecznego wpływu, a nie tylko od liczby widzów czy studentów. Albo o niegrantowym trwałym finansowaniu publicznych watchdogów z budżetu.
Dużo nie trzeba, by publiczne stało się lepsze. Wystarczy uznać, że jest nie mniej ważne niż państwowe i prywatne, a potem zacząć dbać o nie jak o nasze. Bo jest nasze. Tylko inaczej.Nie ze wszystkim zgadzam się z red. Żakowskim, ale wiem, że jest to inteligentny samodzielnie myślący publicysta i dlatego jego głos jest głosem wołającego na puszczy. Teraz można i głupio, ale tak głośno aby zakrzyczeć innych. Szczególnie tych myślących i wątpiących w najszczersze intencje mających jedyną słuszność sanatorów Polski. Pozdrawiam serdecznie. @@@ . |
#97 1 na 1 | Borys Swoboda (1408 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Ja bym nie pomagał. Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ nie miałbym pewności, że państwo/społeczeństwo mi pomoże, kisiłbym każdy grosik na czarną godzinę.Poza organizacjami charytatywnymi funkcjonują jeszcze firmy ubezpieczeniowe. > Skąd więc mimo istniena opiekuńczego państwa biorą się organizacje dobroczynne?"pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi"
"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari |
#98 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > >Ja bym nie pomagał. Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ nie miałbym pewności, że państwo/społeczeństwo mi pomoże, kisiłbym każdy grosik na czarną godzinę.> Poza organizacjami charytatywnymi funkcjonują jeszcze firmy ubezpieczeniowe.Owszem tylko z jakich funduszy ma się ubezpieczyć dziecko? Zwłaszcza takie, które nie ma rodziców? Kto ubezpieczy człowieka z chorobą wrodzoną? |
#99 1 na 1 | Borys Swoboda (1408 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Owszem tylko z jakich funduszy ma się ubezpieczyć dziecko? Zwłaszcza takie, które nie ma rodziców?> Kto ubezpieczy człowieka z chorobą wrodzoną?Cofnij się do mojego poprzedniego posta i zamień miejscami firmy ubezpieczeniowe i organizacje charytatywne.
"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari |
| Fafciu (953 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Zatwierdzanie Konstytucji w referendum, wybór prezydenta, parlamentarzystów, burmistrzów, wójtów, radnych, sołtysów jest fantazjowaniem?W demokracji burżuazyjnej człowiek jest wolny tylko w momencie wyborów (a i tak wybiera tylko spośród tego, co mu partyjni dyktatorzy pozwolą). Nawet to wybieranie okazuje się bez znaczenia, bo nasi reprezentanci są często tylko pionkami w grze. Zmieniają się tylko twarze. W republice rzymskiej też istniało zgromadzenie ludowe, byli też trybuni ludowi- ale i tak plebejusze nie mieli żadnej władzy. Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks |
#101 1 na 1 | Fafciu (953 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Przedsiębiorstwa prywatne zazwyczaj są efektywniejsze niż państwo w dostarczaniu usług, więc dlaczego nie?Już sobie wyobrażam prywatne chodniki. Jeśli chodzi o prywatne wojsko, to włoskie państwa-miasta przejechały się na kondotierach. Jak to pisał pewien inteligentny Włoch: Wojska najemne i posiłkowe są nieużyteczne i niebezpieczne, a państwo na nich polegające nigdy nie będzie silne ani bezpieczne, bo w tém wojsku niema jedności, ale jest pycha, niekarność, niewierność, zuchwałość między swojemi, tchórzostwo wobec nieprzyjaciela, brak bogobojności, wiarołomstwo i upadek państwa tylko na tak długo odwleczony, dopóki przeciwnik nie natrze. W czasie pokoju rabuje nas własne takie wojsko, w czasie wojny rabuje nieprzyjaciel. Przyczyna leży w tém, że ani z przywiązania ani z innej pobudki, tylko jedynie dla żołdu idą do boju, a żołd bynajmniej nie wystarcza, aby śmierć za cudzą sprawę ponieśli. Jak długo niema wojny, zostają w służbie; skoro wojna wybuchnie, uciekają lub biorą dymisyę. Nie będę miał wiele trudów okazać, dlaczego tak a nie inaczej się dzieje; wszak upadek Italii nie z czego innego powstał, tylko z długoletniego używania wojsk najemnych, które się czasem dobrze sprawiły i między swojemi za dzielnych uchodziły, lecz gdy cudzoziemiec wkroczył, okazały swą naturę. (...) Teraz chciałbym dokładniej okazać opłakane skutki wojsk najemnych. Ich hetmani albo są dobrymi lub złymi wojownikami. W pierwszym razie ubiegają się za własną sprawą i gnębią chlebodawcę swego lub jego zwolenników i dlatego nie można im zawierzać, zaś zły hetman sam przez się zgubi swego pana. Rzeczesz, że każdy wódz, najemny lub nienajemny, byle tylko władzę miał w ręku, to samo uczyni. Na to odpowiadam, że książe powinien sam wojskiem dowodzić, a rzeczypospolite powinny na wodza wybierać obywatela i odwołać go, skoro niewaleczny, a jeśli waleczny każdy wybryk prawami uniemożebnić. Doświadczenie nas uczy, że książęta na czele wojsk i uzbrojone rzeczypospolite olbrzymie wykonują dzieła, wojska zaś najemne tylko klęski sprawiają. Toż upokorzenie zbuntowanego obywatela łatwiejsze jest dla rzeczypospolitej, utrzymującej własne wojsko, niż dla tej, która polega na armii cudzoziemskiej. Wolność Rzymu i Sparty, jak długo te państwa były uzbrojone, trwała wieki. Szwajcary są bardzo uzbrojeni, a przytém najwolniejsi. W starożytności Kartagina może służyć za przykład skutków wojsk najemnych. Została ona bowiem po pierwszej wojnie z Rzymem, pomimo tego, że właśni obywatele byli wodzami, przez to wojsko uciemiężona. Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks |
#102 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > >Owszem tylko z jakich funduszy ma się ubezpieczyć dziecko? Zwłaszcza takie, które nie ma rodziców?> >Kto ubezpieczy człowieka z chorobą wrodzoną?> Cofnij się do mojego poprzedniego posta i zamień miejscami firmy ubezpieczeniowe i organizacje charytatywne.Odpowiedz sam sobie, odważyłbyś się przyjąć pod swój dach niepełnosprawne dziecko, mając jako zabezpieczenie jedynie dobrą wolę organizacji charytatywnych? |
| setarkos (10757 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > Nieistnienie państw zrównałeś do istnienia jednego wielkiego państwa.Tak wyszło z założenia nieistnienia granic. > Dlaczego nie spojrzeć w drugą stronę? Masa rozproszonych mniejszych i większych społeczności chroniona przez prywatne instytucje zapewniające takie płatne usługi jak sądownictwo czy wojskoJeśli te instytucje spełniałyby rolę dzisiejszych państw, to niewiele by się zmieniło: tu takie prawo, a tam inne - tu jedni ochroniarze granic prawa, a tam drudzy. Na czym polegałaby różnica? Że prywatne i łatwiej byłoby nimi handlować? > To instytucja państwa ze swej natury prowadzi do takiego monizmu.Poniekąd tak, dlatego obstaję przy wielopaństwowości (w dodatku w miarę trwałej). > >>. grupa świadoma granic (..) suwerenna> Mówisz o narodach, a to zupełnie co innego niż państwo.Tak, należy odróżniać te pojęcia. Dlatego nie wspominam o narodach - one się między sobą mieszają i mieszać będą (ciekawe czy ludzkość można uznać za naród). > PS Witam na portalu.Witaj  |
#104 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > nie widzę powodu, by nie mogły obok siebie istnieć anarchia oraz państwa i państewkaTeż nie widzę powodu, by niektóre grupy nie mogły się dobrowolnie łączyć w państewka czy federacje. Tylko czy zostanie jeszcze przestrzeń dla swobody ), czy raczej będą zawłaszczać każde wolne miejsce? > Zamiast jednolitej aury prawa rozciągniętej na danym terytorium (..) mamy sieć traktatów i umów. To przeciwieństwo unifikacji.Bardzo ładnie, ale spróbujmy poruszać się po takiej sieci traktatów. Jak sobie pojechać do miejsca oddalonego o siedem państewek? A może już dla wyjścia na ulicę muszę mieć umowę z firmą "Chodniki SA"? Czy Twój liberalny zamysł nie stanie się gąszczem granic na każdym kroku? |
| Tulus Tul (101 punktów) | Odp: Po co nam państwo!? | > >Nieistnienie państw zrównałeś do istnienia jednego wielkiego państwa.> Tak wyszło z założenia nieistnienia granic.> > Dlaczego nie spojrzeć w drugą stronę? Masa rozproszonych mniejszych i większych społeczności chroniona przez prywatne instytucje zapewniające takie płatne usługi jak sądownictwo czy wojsko> Jeśli te instytucje spełniałyby rolę dzisiejszych państw, to niewiele by się zmieniło: tu takie prawo, a tam inne - tu jedni ochroniarze granic prawa, a tam drudzy. Na czym polegałaby różnica? Że prywatne i łatwiej byłoby nimi handlować?Różnica polega na tym, że państwo posiada monopol na przemoc, co rodzi niebezpieczne konsekwencje, takie jak narzucanie kultury mniejszościom, brak dobrowolności w umowach z państwem, słaba motywacja do polepszania świadczonych usług czy arbitralna alokacja zasobów. Im państwo jest mniejsze, tym te problemy mniejsze, dodatkowo konkurencja między takimi małymi państwami sprawia, że właściciel każdego z nich chce mieć najlepszą bibliotekę, najlepszy uniwersytet itd. Małe państwa z natury mają mniejsze problemy. Skoro więc decentralizacja daje pozytywne skutki, to anarchokapitalizm decyduje się usunąć państwo i problemy z nim związane. Obywatel nie jest dobrowolnym klientem państwa, w anarchokapitaliźmie człowiek jest klientem usług normalnie dostarczanych przez państwo, co oznacza, że jeżeli nie podobają mu się dane sądy, to może pójść do innych, jeżeli nie satysfakcjonują go służby porządkowe, to zrezygnuje z ich usług i zwyczajnie nie będzie za nie płacił, tak więc firmy świadczące tego typu usługi muszą dbać o ich jakość. Krótko mówiąc, instytucje te nie spełniałyby roli państw, świadczyłyby wybrane usługi normalnie dostarczane przez państwo. |
1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|