 |
Ateiści są tak podobni do wierzących... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-02-2010 02:16 | WeeDTM (13 punktów) | Ateiści są tak podobni do wierzących...
-7 na 13 | To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny.
Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia. Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to zdrowie jest). W drugą stronę działa to tak samo.
Ateista powie, że jeżeli bym się nie pomodlił o zdrowie, to i tak zdrowie by było. A jeżeli się pomodlę, to też jest, więc? Co to oznacza, że jest bóg czy Boga nie ma?
Nie piszę przeciwko ateistom ani przeciwko wierzącym. Nie jestem ani zatwardziałym fanem Boga ani zatwardziałym fanem ateizmu.
P.S Proszę o to, aby kontrargumentować/dyskutować odnośnie mojej wypowiedzi (całej, a nie tylko słów wyrwanych z kontekstu), a nie pisać w stylu "A ja nienawidzę neutralnych ludzi odnośnie wiary i wczoraj jadłem poziomki".
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
18 na 18 | Sławek Dutkiewicz (1713 punktów) | >Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że boga nie ma... No to po kiego grzyba zawracasz ludziom... gitarę?
>Proszę o to, aby kontrargumentować/dyskutować odnośnie mojej wypowiedzi... Dyskutować z gościem, który na dzień dobry oświadcza, że nic go... nie przekona?
Chyba Cię gościu... pogięło! Szkoda czasu i... nerwów!
Nie moja wina, że moja mina niektórym przypomina teorię Darwina
|
|
11 na 11 | rudyment (3233 punktów) | >To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć >dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej >tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny. No to po co ją zaczynasz?
>Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia. Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to >zdrowie jest). W drugą stronę działa to tak samo. Marzeń sennych też doświadczasz, ale poza twoją głową one nie istnieją.
>Ateista powie, że jeżeli bym się nie pomodlił o zdrowie, to i tak zdrowie by było. A jeżeli się >pomodlę, to też jest, więc? Co to oznacza, że jest bóg czy Boga nie ma? Ateista zapyta, co ci wszyscy modlący się o zdrowie robią w przychodniach, szpitalach i sanatoriach? Niech się modlą, to biedny, chory ateista będzie się mógł wreszcie po ludzku wyleczyć, gdy zachoruje.
>Nie piszę przeciwko ateistom ani przeciwko wierzącym. Nie jestem ani zatwardziałym fanem Boga ani >zatwardziałym fanem ateizmu. >P.S Proszę o to, aby kontrargumentować/dyskutować odnośnie mojej wypowiedzi (całej, a nie tylko >słów wyrwanych z kontekstu), a nie pisać w stylu "A ja nienawidzę neutralnych ludzi odnośnie wiary i >wczoraj jadłem poziomki". > Tobie wolno, a innym nie?
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
13 na 13 | Vytautas (4394 punktów) | >Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć >dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej >tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny. > Jeżeli znajdziesz w Wikipedii hasło 'ciężar dowodu', a następnie 'brzytwa Ockhama' i pomyślisz kapkę, to sam zrozumiesz, że żądanie dowodu na nieistnienie Boga, krasnoludków, czy glusia jest nielogiczne, a wiara w te byty bezsensowna.
|
|
6 na 6 | Adamiak (36436 punktów) | > .. więc bez sensu prowadzić takie wojny.  I po jaką cholerę żeś tu wlazł? > "A ja nienawidzę neutralnych ludzi odnośnie wiary i wczoraj jadłem poziomki". Smacznego.
|
|
4 na 4 | szperacz (2861 punktów) | >Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia. Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to >zdrowie jest). W drugą stronę działa to tak samo.
W druga stronę? Znaczy się - w którą? Modląc się, żeby zdrowia nie było? Spróbuj się pomodlić, aby jutro nie było wschodu Słońca. Jeśli Ci się nie spełni, to będzie dla Ciebie dowód, że boga po prostu nie ma. No, chyba, że akurat Ziemia zderzy się z jakąś planetoidą i rozpadnie. Wtedy bóg będzie istniał, tylko Ciebie już nie będzie i Ziemi już nie będzie. I po kiego grzyba Ci taki dowód?
|
|
8 na 8 | THG303 (370 punktów) | > Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg, a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Coś Ty...? > Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć dowodów swojej tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny.Religia szuka dowodów na istnienie boga, nauka na NIE istnienie boga, i o wiele lepiej jej to wychodzi. > Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to zdrowie jest).To jeszcze można leczyć. Psycholog powinien pomóc, a jak nie to jakieś psychotropy  > A jeżeli się pomodlę, to też jest, więc?To tak jak byś mówił nam, że czekając na dworcu pomodliłeś się o pociąg i rzeczywiście! PRZYJECHAŁ!!
|
|
 | 2 na 2 | lukasz9 (1220 punktów) |
>Religia szuka dowodów na istnienie boga, nauka na NIE istnienie boga, i o wiele lepiej jej to wychodzi.
Serio? A ja myślałem, że nauka próbuje wyjaśniać to co się dzieje wokół nas
|
|
|  | | THG303 (370 punktów) | >>Religia szuka dowodów na istnienie boga, nauka na NIE istnienie boga, i o wiele lepiej jej to wychodzi. >Serio? A ja myślałem, że nauka próbuje wyjaśniać to co się dzieje wokół nas
Napisałem to w przenośni. Wyjaśnia, wyjaśnia a im więcej wyjaśnia, tym mocnej podważa religię.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale to w sumie rzeczywistość "walczy" z religią, a nie nauka.  Nazwałbym to nokautem.
|
|
7 na 7 | maniek (3407 punktów) | >To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jestem ateistą ,ale nie wołam. Poprostu nie wierzę w absurdy. Nikogo nie przekonuję ,że boga nie ma - wyrażam tylko swoje stanowisko w tej kwestii.
>P.S Proszę o to, aby kontrargumentować/dyskutować odnośnie mojej wypowiedzi Jak wierzący twierdzi, że bóg istnieje - to wypada, żeby to udowodnił. Np.Twierdzisz, że kupiłeś samochód, którego ja jeszcze nie widziałem. Mówisz mi ,że to prawda, ale ja proszę abyś mi go pokazał (łącznie z kluczykiem i dokumentami). Dopóki tego nie zrobisz - będę podejrzewał, że możesz mnie oszukiwać. Natomiast, jesli podjedziesz do mnie nowym autem - nie będę miał żadnych wątpliwości, a Ty udowodnisz, że mówiłeś prawdę. Jednak , jeśli nie pochwalisz się nowym nabytkiem, to ja mam prawo twierdzić, że go nie ma. Czy to zrozumiałe? Miałem (dawno temu) babcię, która była bardzo religijna. Nie wyobrażam sobie kogoś bardziej wierzącego w boga i kościelne dogmaty. Jak zachorowała na nowotwór, to modliła się o swoje zdrowie dzień i noc (dopóki mogła, zresztą nie tylko ona, matka też). Oczywiście nic to nie dało (choć niektórzy twierdzą, że wiara czyni cuda) i umierała długo w niewyobrażalnych bólach - mimo końskich dawek morfiny, (z rózańcem w rękach). Czy mozna to uznać za dowód ,że modły nic nie dały (w tym konkretnym przypadku)?
|
|
 | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Jak wierzący twierdzi, że bóg istnieje - to wypada, żeby to udowodnił.
Wcale nie, ponieważ wierzacy nie wie, że bóstwo istnieje, a wierzy w to. Z założenia nie da się udowodnić rzeczy, które trzeba przyjąć na wiarę. Cały proces dowodowy opiera się więc na stwierdzeniu czy wierzący wierzy.
|
|
|  | 1 na 1 | maniek (3407 punktów) | >>Jak wierzący twierdzi, że bóg istnieje - to wypada, żeby to udowodnił. >Wcale nie, ponieważ wierzacy nie wie, że bóstwo istnieje, a wierzy w to. Z założenia nie da się udowodnić rzeczy, które trzeba przyjąć na wiarę. Cały proces dowodowy opiera się więc na stwierdzeniu czy wierzący wierzy Masz rację - wierzący nie wie czy bóstwo istnieje (ale wydaje mu się ,że wie)tylko spróbuj mu to powiedzieć. W tym przypadku WIARA = PEWNOŚĆ.
|
|
| |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Masz rację - wierzący nie wie czy bóstwo istnieje (ale wydaje mu się ,że wie)tylko spróbuj mu to powiedzieć. W tym przypadku WIARA = PEWNOŚĆ.Ale dla celów dyskusji można rozszerzyć znaczenie słowa 'wiara' tak, jak zrobiłem to już w innym poście w tym wątku, żeby nie koncentrować się niepotrzebnie na odczuciach religijnych. Wiara to z definicji irracjonalna postawa nie mająca jednoznacznego potwierdzenia w znanych nam faktach, często potwierdzenie to jest niemożliwe. Oznacza to więc, że w sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie zdobyć niezbitych dowodów dotyczących czegoś przyjmujemy rozwiązanie dla nas najbardziej prawdopodobne, najwygodniejsze, najłatwiejsze czy inne. W ten sposób i w tym kontekście wiara w to, że nasz partner nas nie oszukuje (nie mamy dowodów ani za, ani przeciw) nie różni się niczym od wiary w siły wyższe. W pierwszym wypadku wybieramy wiarę w niewinność np. ponieważ tak jest łatwiej, w drugim np. ze strachu czy w oczekiwaniu na nagrodę odroczoną w czasie do nieznanego nam momentu. Dlatego tak, wiara oznacza pewność, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu, jak to przedstawiłeś. Zjawisko wiary jest o wiele szersze niż tylko religia i każdy z nas codziennie żyje wiarą (rozumianą po prostu jako niepewność przy jednoczesnym założeniu jakiegoś rozwiązania, które wydaje nam się najbardziej prawdopodobne. Np. dzisiaj rano otwierałem lodówkę mając nadzieję - a więc wierząc - że nocne harce, które słyszałem w kuchni nie kosztowały mnie mojego sernika  ), ponieważ nigdy nie mamy pełnego, obiektywnego oglądu sytuacji.
|
|
3 na 3 | laszka (296 punktów) | Twoja wypowiedź absolutnie nic nie wnosi. Stwierdzenie, że jedni mówią to, a drudzy tamto, nie jest wielce odkrywcze. Nie ma większego sensu na nie odpowiadać, a tym bardziej spierać się, skoro wg ciebie to i tak zbędne. I co to w ogóle znaczy, że nie jesteś ani wielkim fanem boga, ani ateizmu? Zdecyduj sie. Wierzysz, nie wierzysz, wierzysz tylko trochę? Szukaj boga w spokoju, a jak go znalazłeś to się ciesz, i nie zaśmiecaj forum.
|
|
5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (..), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy ..
.. hałasują.
> .. dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie .. ) >Wiarę trzeba odnaleźć samemu ..
Faworyzuje Pan zatem wartość (wiedzę, przekonanie) wspólne czy indywidualne (własne)?
>Nie piszę przeciwko ateistom ani przeciwko wierzącym.
Ostatnio w telewizji podano informację o rozbiciu jakiejś grupy przestępczej. Śledztwo trwało długo, bo policja nie umiała znaleźć jej szefa. Okazało się wreszcie, że szefa od początku wcale nie było (był zmyślony), chociaż w podsłuchanych rozmowach między członkami grupy i w ich korespondencji, słowo "szef" przewijało się nader często. W informacji porównano strukturę takiej organizacji do słynnej postaci grupenfuhrera VOLFa z filmu "Stawka większa niż życie". Wystarczyłoby jednak wirtualnemu szefowi nadać jakąś udziwnioną nazwę, by nawet as wywiadu "go" nie wykrył.
Wobec powyższego Pańska wypowiedź, łącznie z zaleceniem:
> .. Proszę o to, aby kontrargumentować/dyskutować odnośnie mojej wypowiedzi (całej, a nie tylko słów wyrwanych z kontekstu) ..
zakrawa na żart.
Pozdrawiam
P.S. Nie twierdzę, że każda organizacja religijna jest przestępcza. Przypuszczam jednak, że "posiadanie" szefa, który sam karku nie nadstawia, bywa łatwym sposobem unikania odpowiedzialności.
|
|
4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | >Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam
Doświadczasz istnienia Boga? Ciekaw jestem, czy to objawy nerwicy eklezjogennej, czy padaczki skroniowej.
|
|
 | 5 na 5 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Nie strasz człowieka, przecież napisał jak to "doświadczanie" wygląda: > np. modląc się o zdrowie i to zdrowie jestTo jest popularny błąd wnioskowania "post hoc ergo propter hoc". Da się wyleczyć bez hospitalizacji... PS. Niedawno oglądałem z dzieckiem dobranockę, w której królik klasnął w dłonie i "spowodował" że księżyc wyszedł zza chmur. Królik był bardzo podekscytowany i uznał, że posiada wielką moc. Niestety, próby ponownego ukrycia księżyca za chmurami okazały się nieskuteczne i teoria o mocy królika została sfalsyfikowana. Głupi królik! Gdyby nie klaskał (w swej próżności), tylko grzecznie padł na kolanka i złożył rączki - wszystko dałoby się tak prosto wytłumaczyć... PS.(2) Oczywiście, że powiedziałem dwuletniej córce, iż królik popełnił "post hoc ergo propter hoc" - praca u podstaw!
|
|
7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia...(np. modląc się o zdrowie i to zdrowie jest).
Tak odnajduje się naiwność. A życie toczy się (czy też toczy nas) niezależnie od naszych przekonań.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
4 na 4 | ramichael (36666 punktów) | ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to > zdrowie jest)Ja wielokrotnie doświadczyłam mocy sprawczej papierosa. Oto czekasz na autobus, ten nie przyjeżdża - wyjmij papierosa - zapal go i...uwaga autobus pojawia się niemal natychmiast!  Wątpiącym mogę pokazać jak wygląda papieros! ps.a tak bez żartów - nikogo nie zachęcam do palenia. boginii broń i matko i córko i duszko moja święta! I bardzo mi smutno, że palę
|
|
2 na 2 | dnak (1340 punktów) | Zacytuję swoją wypowiedź z innego wątku i troszkę dodam nowego.
>Niczym nie różni się 'nie, bo nie' z ust osoby wierzącej od 'nie, bo nie' z ust ateisty. >Walczą ze sobą dwa stanowiska, które nie mają gdzie się spotkać, bo znajdują się na zupełnie różnych płaszczyznach. Nie da się udowodnić za pomocą rozumu, że bóstwa nie istnieją, bo koronnym argumentem wiary jest właśnie niemożliwość objęcia bóstwa rozumem i empirycznego udowodnienia istnienia sił wyższych. To samo powoduje, że wierzącym nie udało się do swojego stanowiska przekonać ateistów - nie ma możliwości zdobycia dowodów na poparcie swoich wierzeń. >Nie ma 'bóstwa istnieją, ale...', ponieważ deizm w jakiejkolwiek postaci nie jest ateizmem - zakłada, że jednak jakieś bóstwo istnieje. Podobnie się to ma 'nie ma bóstw, ale...'. Nie ma ale. Albo ktoś uważa, że istnieje jakiś absolut, albo w niego nie wierzy.
Smuci mnie, jak ludzie zareagowali na ten wątek. Kiedy ktoś wrzuci jakiś głupi link z byle jakim artykulikiem o wydźwięku antyreligijnym (albo antyklerykalnym - chociaż na tym forum rzadko widzi się różnicę...) zyskuje poklask tłumu i dostaje dziesiątki punktów. Kiedy ktoś wyrazi zrozumienie dla zjawiska religii, odezwie się nie piętnując kościoła, czy w jakikolwiek inny sposób nie dołoży kopniaka wierze - zostaje wykluczony.
|
|
 | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Smuci mnie, jak ludzie zareagowali na ten wątek.
Chyba troszeczkę dramatyzujesz. Autor nie dość że poruszył kwestię wałkowaną "od niepamiętnych czasów" to jeszcze przyjął postawę niezbyt sprzyjającą dyskusji (o grzeczności nie wspomnę), cytuję: "Jakiś tam ateista nie udowodni mi...". Pomimo tego, otrzymał całkiem sporo merytorycznych wskazówek, punktujących błędy w rozumowaniu - przy czym pierwszy post Vytautasa w zasadzie powinien zakończyć temat, bo Brzytwa i onus probandi są nie do zbicia.
> Kiedy ktoś wyrazi zrozumienie dla zjawiska religii, odezwie się nie piętnując kościoła, > czy w jakikolwiek inny sposób nie dołoży kopniaka wierze - zostaje wykluczony.
Na marginesie jedynie dodam, że ja osobiście dla zjawiska religii mam dużo zrozumienia - które jakoś nie przekłada się jednak automatycznie na akceptację, za to na kopniaki to i owszem, często.
|
|
|  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >pierwszy post Vytautasa w zasadzie powinien zakończyć temat, bo Brzytwa i onus probandi są nie do zbicia.
Właśnie to jest to, o czym pisałem w moim poście, a czego nie zacytowałeś. Nie da się udowodnić ateiście, że Bóg istnieje, a wierzącemu, że nie. Żaden dowód nie zadziała dla żadnej ze stron, ponieważ wiara z założenia jest głucha na dowody (nie jest to nacechowane negatywnie zdanie).
>Na marginesie jedynie dodam, że ja osobiście dla zjawiska religii mam dużo zrozumienia - które jakoś nie przekłada się jednak automatycznie na akceptację, za to na kopniaki to i owszem, często.
I tego nie rozumiem, ponieważ wiara w rzeczy nadprzyrodzone przejawia się już u naszych krewniaków - szympansów, jest więc czymś naturalnym dla człowieka i ewidentnie jest w jakiś sposób wpisana w nasze geny i OUN. Religia natomiast, czyli instytucja (rozumiana jako wytworzony przez społeczność zamiennik instynktu) wiary nie powinna budzić negatywnych reakcji, ponieważ jest jedną z pierwotnych i w gruncie rzeczy pierwszą skuteczną metodą budowania ponadrodowych więzi społecznych. Ludzie często mylą religię rozumianą jako zjawisko z klerykalizmem, a zwłaszcza z kościołem katolickim, który zostaje na ogół uznany jako emanacja wszelkiego rodzaju zorganizowanych wierzeń i przyczyna większości zła w Europie i na świecie.
|
|
| |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Właśnie to jest to, o czym pisałem w moim poście, a czego nie zacytowałeś. Nie da się udowodnić ateiście, że Bóg istnieje, a wierzącemu, że nie.A coś Ty. Rzecz jest, na poziomie logiki, wykonalna całkiem prosto. Inna sprawa, że wierzący ma istotne powody emocjonalne, by logikę odrzucać. > Żaden dowód nie zadziała dla żadnej ze stron, ponieważ wiara z założenia jest głucha na dowody (nie jest to nacechowane negatywnie zdanie).Wierzący za swe stany emocjonalne odpowiadają sami. > >Na marginesie jedynie dodam, że ja osobiście dla zjawiska religii mam dużo zrozumienia - które jakoś nie przekłada się jednak automatycznie na akceptację, za to na kopniaki to i owszem, często.> I tego nie rozumiem, ponieważ wiara w rzeczy nadprzyrodzone przejawia się już u naszych krewniaków - szympansów, jest więc czymś naturalnym dla człowieka i ewidentnie jest w jakiś sposób wpisana w nasze geny i OUN.I co z tego? Słowo w słowo to samo mógłbyś napisać o skłonności do mordu. > Religia natomiast, czyli instytucja (rozumiana jako wytworzony przez społeczność zamiennik instynktu) wiary nie powinna budzić negatywnych reakcji, ponieważ jest jedną z pierwotnych i w gruncie rzeczy pierwszą skuteczną metodą budowania ponadrodowych więzi społecznych.Ejże, dnak!  To, co piszesz, że cokolwiek "nie powinno budzić negatywnych reakcji, bo naturalne" - znowuż do morderstwa da się śpiewająco zastosować. A ponadrodowe więzi społeczne z interesu, nie z religii, się biorą. Religia ewentualnie może dostarczyć wtórnej "racjonalizacji". Nie stawiaj wozu przed koniem. > Ludzie często mylą religię rozumianą jako zjawisko z klerykalizmem, a zwłaszcza z kościołem katolickim, który zostaje na ogół uznany jako emanacja wszelkiego rodzaju zorganizowanych wierzeń i przyczyna większości zła w Europie i na świecie.Wymądrzę się jako antropolog, że mimo 20 lat zgłębiania rzeczy, do dziś nie wiem, co to jest "religia jako zjawisko". W Polsce np. piłka nożna spełnia wszystkie wymogi fenomenologicznego rozumienia religii o wiele lepiej od katolicyzmu. Skądinąd - mam nieodparte wrażenie, że mieszkańcy Kraju nad Wisłą zwykle dość wyraźnie rozróżniają swoją wiarę w dobrego Boga od klerykalizmu. I całe szczęście  .
|
|
| | |  | 3 na 3 | dnak (1340 punktów) | > A coś Ty. Rzecz jest, na poziomie logiki, wykonalna całkiem prosto. Inna sprawa, że wierzący ma istotne powody emocjonalne, by logikę odrzucać.Ale to, co napisałeś nie jest sprzeczne z moimi poglądami. Samą logiką nie zaprzeczysz istnieniu żadnego bóstwa, osoba wierząca nie zmieni zdania pod wpływem logicznego myślenia jako takiego, ponieważ żeby zastosować logikę trzeba mieć najpierw niezłomny dowód, że siły wyższe nie istnieją. Inaczej próba ta stanie się wewnętrznie sprzeczna, bo nielogicznym jest opieranie swojego racjonalno-naukowego toku rozumowania na rzeczy niemożliwej do potwierdzenia w żaden sposób. To, że uważam, że nie istnieje żadna siła wyższa nie czyni z tego prawdy, to że nie da się występowania bóstwa dowieść empirycznie nie zaprzeczy jego istnieniu, bo w definicji tegoż jest niemożliwość objęcia go ludzkim umysłem. Jakakolwiek argumentacja zawsze trafi na argument, który od przedszkola jest zmorą każdego człowieka: "nie, bo nie". > Wierzący za swe stany emocjonalne odpowiadają sami.Czekaj, bo chyba nie do końca rozumiem, a nie chcę sprowadzić dyskusji na zły tor. Chodzi o ekstatyczne doznania religijne, czy rozumienie wiary jako stanu emocjonalnego? > I co z tego? Słowo w słowo to samo mógłbyś napisać o skłonności do mordu.Dokładnie tak, ale nie mordu rozumianego z naszej perspektywy, czyli jako porwania się na cudze życie i porządek społeczny, a z perspektywy ewolucyjno-antropologicznej. Wtedy mord, jako jedna z wielu adaptacji przestaje mieć negatywne nacechowanie, a staje się po prostu jedną z wielu właściwości naszego gatunku (ale nie tylko - szympansy są również do mordu zdolne) jakościowo nie różniącą się czy to od skłonności do religijności, czy chłonności wiedzy. Kiedy więc uznasz naszą religijność za wynik naszej specyficznej budowy anatomicznej (i znowu - nie tylko naszej, szympansy również wykonywały gesty o symbolice magicznej), a przez to element ewolucji i przystosowania do życia społecznego nie możesz jej już oceniać w sposób negatywny, ponieważ staje się ona częścią składową naszego istnienia, chociaż nie w sensie teologicznym. Dziś, stosując metody naukowe jesteśmy w stanie stwierdzić, że w nasze mózgi wrosła pewna skłonność do zachowań irracjonalnych o podłożu, które dziś nazywamy religijnym. Nie oznacza to, że istnieje jakieś bóstwo (wręcz przeciwnie, religię dzięki temu tłumaczyć można za pomocą biologii!), a jedynie że nasze neurony pewne odczucia prowadzą w pewne miejsce. > Ejże, dnak! To, co piszesz, że cokolwiek "nie powinno budzić negatywnych reakcji, bo naturalne" - znowuż do morderstwa da się śpiewająco zastosować.Tak, ale znowu: inaczej rozumiemy morderstwo jako zamierzenie się na czyjeś życie w stabilnym społeczeństwie, a inaczej jako ewolucyjny mechanizm. > A ponadrodowe więzi społeczne z interesu, nie z religii, się biorą. Religia ewentualnie może dostarczyć wtórnej "racjonalizacji". Nie stawiaj wozu przed koniem.Masz rację, bardzo uprościłem moją wypowiedź. Faktem jest jednak, że wszystkie pierwotne społeczności gromadziły się dookoła religii, a nie interesu (tzn. tutaj przeczę lansowanej przeze mnie teorii bezwzględnej dominacji spraw świeckich nad duchowymi, ale tylko dla uproszczenia dyskusji. Zwłaszcza, że zgadzam się z Tobą, że religia była tylko emanacją dążeń ludzkich - jednostki nie zdawały sobie sprawy z procesu, który tworzyły i jako jednostki oddawały cześć bogu. Jako społeczność - wspólnemu interesowi). Pierwsze miasta były najpierw centrami kultu, a potem dopiero administracji - pierwsi władcy byli kapłanami, bądź uważani byli za bogów. Być może wynika to z mojej małej wiedzy, ale nie znam przykładu pierwotnej społeczności, która nie opierała swojej organizacji na religii. Nawet nasze, europejskie, podwórko nie jest od tego wolne - najwyższym władcą Europy był cesarz (za Imperium Romanum syn Jowisza, od Karola Wielkiego wybranek papieża), potem byli królowie - te dwa przykłady pokazują, że w pełni suwerenną władzę uznawano dopiero wtedy, kiedy została zatwierdzona przez bóstwo. Nawet w strukturach plemiennych religia odgrywała wielką rolę - najważniejsze funkcje magiczne delegowano na ojca rodu, księcia plemiennego. > Wymądrzę się jako antropolog, że mimo 20 lat zgłębiania rzeczy, do dziś nie wiem, co to jest "religia jako zjawisko". W Polsce np. piłka nożna spełnia wszystkie wymogi fenomenologicznego rozumienia religii o wiele lepiej od katolicyzmu. Skądinąd - mam nieodparte wrażenie, że mieszkańcy Kraju nad Wisłą zwykle dość wyraźnie rozróżniają swoją wiarę w dobrego Boga od klerykalizmu. I całe szczęście .Jako antropolog z 20-letnim stażem prawdopodobnie doskonale wiesz, o czym mówię  Wyrażenie 'religia jako zjawisko' ma na celu opisanie ogółu zachowań magicznych ludzkości od pierwszego momentu ewolucji, w którym takie zachowania da się stwierdzić (te słynne szympansy, chyba od Goodall, ale popraw mnie jeśli się mylę, które dopuszczały się zachowań godowych wobec błyskawic na wzgórzu) aż do dzisiaj. Oczywiście dziś jest o wiele trudniej o rozgraniczenie i zrozumienie, bo na pierwotne myślenie magiczne nałożyły się nieskończenie skomplikowane struktury społeczne, ale w tym wątku dyskusji chyba większy nacisk kładłbym na (tutaj już z bardziej historycznego, niż antropologicznego punktu widzenia) zachowania magiczne, niż religijne.
|
|
| | | |  | 6 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Ale to, co napisałeś nie jest sprzeczne z moimi poglądami. Samą logiką nie zaprzeczysz istnieniu żadnego bóstwa, osoba wierząca nie zmieni zdania pod wpływem logicznego myślenia jako takiego, ponieważ żeby zastosować logikę trzeba mieć najpierw niezłomny dowód, że siły wyższe nie istnieją.Ei incumbit probatio qui dicit non qui negat - jak to mówiom (kiedy uczone som...  ). > Inaczej próba ta stanie się wewnętrznie sprzeczna, bo nielogicznym jest opieranie swojego racjonalno-naukowego toku rozumowania na rzeczy niemożliwej do potwierdzenia w żaden sposób.Jasne. > To, że uważam, że nie istnieje żadna siła wyższa nie czyni z tego prawdy, to że nie da się występowania bóstwa dowieść empirycznie nie zaprzeczy jego istnieniu, bo w definicji tegoż jest niemożliwość objęcia go ludzkim umysłem.To można by zastosować ew. do Boga deistów, czy jakoś inaczej pojętego filozoficznego Absolutu, ale już do Boga, przy którym upierają się teiści - nieszczególnie, ten bowiem ma zwyczaj się objawiać. > Jakakolwiek argumentacja zawsze trafi na argument, który od przedszkola jest zmorą każdego człowieka: "nie, bo nie".To już inny problem. > >Wierzący za swe stany emocjonalne odpowiadają sami.> Czekaj, bo chyba nie do końca rozumiem, a nie chcę sprowadzić dyskusji na zły tor. Chodzi o ekstatyczne doznania religijne, czy rozumienie wiary jako stanu emocjonalnego?Chodzi mi o to, że nie jest moim "filozoficznym" problemem to, jaki psychologiczny "interes" wierzący sobie przy pomocy Boga załatwia. > Dokładnie tak, ale nie mordu rozumianego z naszej perspektywy, czyli jako porwania się na cudze życie i porządek społeczny, a z perspektywy ewolucyjno-antropologicznej. Wtedy mord, jako jedna z wielu adaptacji przestaje mieć negatywne nacechowanie, a staje się po prostu jedną z wielu właściwości naszego gatunku (ale nie tylko - szympansy są również do mordu zdolne) jakościowo nie różniącą się czy to od skłonności do religijności, czy chłonności wiedzy.Zgoda. > Kiedy więc uznasz naszą religijność za wynik naszej specyficznej budowy anatomicznej (...), a przez to element ewolucji i przystosowania do życia społecznego nie możesz jej już oceniać w sposób negatywny, ponieważ staje się ona częścią składową naszego istnienia, chociaż nie w sensie teologicznym.Toteż i nie oceniam. > Dziś, stosując metody naukowe jesteśmy w stanie stwierdzić, że w nasze mózgi wrosła pewna skłonność do zachowań irracjonalnych o podłożu, które dziś nazywamy religijnym. Nie oznacza to, że istnieje jakieś bóstwo (wręcz przeciwnie, religię dzięki temu tłumaczyć można za pomocą biologii!), a jedynie że nasze neurony pewne odczucia prowadzą w pewne miejsce.Zgoda. > >Ejże, dnak! To, co piszesz, że cokolwiek "nie powinno budzić negatywnych reakcji, bo naturalne" - znowuż do morderstwa da się śpiewająco zastosować.> Tak, ale znowu: inaczej rozumiemy morderstwo jako zamierzenie się na czyjeś życie w stabilnym społeczeństwie, a inaczej jako ewolucyjny mechanizm.Znów zgoda. > >A ponadrodowe więzi społeczne z interesu, nie z religii, się biorą. Religia ewentualnie może dostarczyć wtórnej "racjonalizacji". Nie stawiaj wozu przed koniem.> Faktem jest jednak, że wszystkie pierwotne społeczności gromadziły się dookoła religii, a nie interesu (tzn. tutaj przeczę lansowanej przeze mnie teorii bezwzględnej dominacji spraw świeckich nad duchowymi, ale tylko dla uproszczenia dyskusji. Zwłaszcza, że zgadzam się z Tobą, że religia była tylko emanacją dążeń ludzkich - jednostki nie zdawały sobie sprawy z procesu, który tworzyły i jako jednostki oddawały cześć bogu. Jako społeczność - wspólnemu interesowi).Jednak nie. Interes (niekoniecznie jako taki uświadamiany) jest pierwszy. Religia jest logicznie późniejsza i służy jego wtórnej "legitymizacji". Baza i nadbudowa. > Pierwsze miasta były najpierw centrami kultu, a potem dopiero administracji - pierwsi władcy byli kapłanami, bądź uważani byli za bogów. Być może wynika to z mojej małej wiedzy, ale nie znam przykładu pierwotnej społeczności, która nie opierała swojej organizacji na religii.Da się ich wskazać całkiem sporo - ale tu trzeba doprecyzować, co się rozumie przez "religię". Ogólnie biorąc - podział na władzę "świecką" i "duchową" znany jest już z paleolitu. > Nawet nasze, europejskie, podwórko nie jest od tego wolne - najwyższym władcą Europy był cesarz (za Imperium Romanum syn Jowisza, od Karola Wielkiego wybranek papieża), potem byli królowie - te dwa przykłady pokazują, że w pełni suwerenną władzę uznawano dopiero wtedy, kiedy została zatwierdzona przez bóstwo.Też nie bardzo. Przed Cesarstwem była Republika, a wcześniej choćby demokracja ateńska. > Nawet w strukturach plemiennych religia odgrywała wielką rolę - najważniejsze funkcje magiczne delegowano na ojca rodu, księcia plemiennego.U Germanów czy Słowian najwyższą władzą był quasi-demokratyczny wiec. > >do dziś nie wiem, co to jest "religia jako zjawisko".> Wyrażenie 'religia jako zjawisko' ma na celu opisanie ogółu zachowań magicznych ludzkości od pierwszego momentu ewolucji, w którym takie zachowania da się stwierdzić (...) aż do dzisiaj. Oczywiście dziś jest o wiele trudniej o rozgraniczenie i zrozumienie, bo na pierwotne myślenie magiczne nałożyły się nieskończenie skomplikowane struktury społeczne, ale w tym wątku dyskusji chyba większy nacisk kładłbym na (...) zachowania magiczne, niż religijne.To bardzo obszerna kwestia, więc na razie tak w trzech słowach: problem polega na trudności rozdzielenia magii/religii od nie-magii/nie-religii. Własnych zachowań magicznych się nie widzi. Nakłuwanie laleczki wudu każdy za zachowanie magiczne uzna, ale gdy obywatel oszpeca portret nielubianego polityka na plakacie, widzi się w tym zachowanie "świeckie" - choć przecie różnicy nijakiej nie ma. Fakt, że na pokładzie samolotu wszyscy starannie unikają rozmów o katastrofach - to magia jak z podręcznika, ale znów widzi się w tym "naturalną" świeckość.
|
|
| | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > To można by zastosować ew. do Boga deistów, czy jakoś inaczej pojętego filozoficznego Absolutu, ale już do Boga, przy którym upierają się teiści - nieszczególnie, ten bowiem ma zwyczaj się objawiać.Racja, ale tutaj oddzieliłbym od siebie dwie kwestie tj. wyobrażenie boga jakiejś religii (ponieważ to jest twór tylko i wyłącznie ludzkich rąk i umysłów) od możliwości wystąpienia tego boga prawdziwego, tj. realnie istniejącego. Jeśli chodzi o zagadnienie pierwsze to masz oczywiście w całej rozciągłości rację - da się podważyć dowody na istnienie boga, które przedstawia np. krk (dziewczynka nie widziała Bozi, a po prostu się naćpała, chłopczyk nie został opętany przez Szatana, a dostał ataku padaczki...), ale trzeba pamiętać, że znowu: to tylko linia obrony świeckiej organizacji, która musi wypracować pewien sposób postępowania. Ale nawet w tym - wydawałoby się oczywistym - przypadku kościołowi pozostaje argument, którego mimo wszystko nie da się zbić racjonalnie: przecież to Bóg mógł tak pokierować dziewczynką, że trafiła na dilera z odpowiednim szitem. Niezbadana jest wola boska i co najważniejsze - niebadalna. Bez problemu znajdziesz więc dowody na to, że działalność kościoła to zwykła świecka polityka, ale nigdy nie uda się znaleźć bezsprzecznego dowodu, że jednak za tymi działaniami nie stoi pan z brodą mieszkający w chmurach. > Chodzi mi o to, że nie jest moim "filozoficznym" problemem to, jaki psychologiczny "interes" wierzący sobie przy pomocy Boga załatwia.Problem wiary w tym kontekście rozpisałem w innej części wątku, w którym dyskutujemy i chyba mogę założyć, że w tej kwestii się raczej zgadzamy. > Jednak nie. Interes (niekoniecznie jako taki uświadamiany) jest pierwszy. Religia jest logicznie późniejsza i służy jego wtórnej "legitymizacji". Baza i nadbudowa.Że pozwolę sobie na cytat z Twojej wypowiedzi: "Zgoda"  Troszkę nieuważnie użyłem argumentu religii i starałem się z tego wytłumaczyć w nawiasie, oczywiście w tej kwestii nie mam zamiaru się sprzeczać. > Da się ich wskazać całkiem sporo - ale tu trzeba doprecyzować, co się rozumie przez "religię". Ogólnie biorąc - podział na władzę "świecką" i "duchową" znany jest już z paleolitu.Chodzi o to, że nawet świecki władca musiał uzyskać religijne usankcjonowanie swojej władzy, ponieważ mimo wszystko to religia była pierwszą ideologią zjednoczenia ponadrodowego. Dopiero, kiedy wykształciły się inne powiązania społeczne czy gospodarcze (cechy, stany, narody, fankluby i setki innych) odchodzono od religii jako spoiwa społecznego. > Też nie bardzo. Przed Cesarstwem była Republika, a wcześniej choćby demokracja ateńska.Ponieważ Rzymianie i Grecy inaczej podchodzili do religii. Mimo wszystko wierzenia były bardzo prymitywne i nie odróżniano wiary w bogów od codziennego życia, nie było rozdziału na sferę świecką i duchowną w naszym rozumieniu tych pojęć. Zapalenie świecy przy wejściu do domu było tak samo próbą wpuszczenia doń światła, jak gestem wobec sił nadprzyrodzonych, ponieważ płomień sam w sobie był nie tylko zjawiskiem fizycznym i chemicznym, ale równocześnie bóstwem płomienia. Grecy i Rzymianie w kwestii religii nie wchodzili w tym kontekście w zbyt abstrakcyjne rozważania. Sankcje religijne były więc jakoby wpisane w cały system polityczno-prawny, ponieważ każdy urzędnik był zarówno kapłanem (ale w innym niż dzisiejszym rozumieniu tego słowa) i jego świeckie obowiązki wiązały się również z pewnymi rytuałami (np. rozpoczynając obrady musiał zapalić specjalnie ognisko, złożyć ofiarę itp.). > U Germanów czy Słowian najwyższą władzą był quasi-demokratyczny wiec.Bardzo uprościłem moją wypowiedź, powinienem wyrazić się bardziej uniwersalnie. Oczywiście chodzi o to, że pewne bardzo konkretne rytuały muszą wykonywać pewne bardzo konkretne osoby i trzeba w pewien sposób się zasłużyć, żeby móc otrzymać pewne funkcje. I tak: najstarsza kobieta mogła być lokalną wiedźmą, najsilniejszy mężczyzna dokonywał jakiejś czynności o charakterze religijnym, niewinne dziecko musiało coś gdzies zanieść itd. > To bardzo obszerna kwestia, więc na razie tak w trzech słowach: problem polega na trudności rozdzielenia magii/religii od nie-magii/nie-religii. Własnych zachowań magicznych się nie widzi. Nakłuwanie laleczki wudu każdy za zachowanie magiczne uzna, ale gdy obywatel oszpeca portret nielubianego polityka na plakacie, widzi się w tym zachowanie "świeckie" - choć przecie różnicy nijakiej nie ma. Fakt, że na pokładzie samolotu wszyscy starannie unikają rozmów o katastrofach - to magia jak z podręcznika, ale znów widzi się w tym "naturalną" świeckość.Oczywiście, ja jeszcze dodam mój ukochany przykład, czyli ludzi wieszających płytę CD na lusterku, żeby nie złapał ich fotoradar. O ile rozdział, o którym mówisz rzeczywiście istnieje to w tej dyskusji wcale nie kładłbym na niego takiego nacisku. Jeśli chodzi o tę sferę naszej psychiki, o której mówimy to modlenie się o zdrowie przy pomocy specjalnie dobranej modlitwy w niczym nie różni się od wiary w to, że jeśli użyjemy na loterii liczb związanych z bliskimi to wygramy. Wielkie, rozbudowane doktryny religijne osiągające poziomem abstrakcji niesamowity poziom swoje korzenie mają właśnie w tym, że ludzie nie są istotami racjonalnymi i łatwo (i przede wszystkim - chętnie!) zagłębiają się w przesądach.
|
|
5 na 5 | Krzysztof Piecuch (70 punktów) | >Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć >dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej >tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny.
Dlaczego ateiści mają udowodnić, że Boga nie ma? Powinno być przeciwnie. Skoro Wy twierdzicie, że Bóg jest to Wy powinniście to udowodnić. Istnieje wiele teorii, których nie można udowodnić, ani obalić. Możemy przyjąć, że żyjemy w Matriksie. Możemy przyjąć, że Ziemia to obóz karny i zakład dla umysłowo chorych stworzony przez wyżej rozwiniętą cywilizację (Christopher Hitchens - "Bóg nie jest wielki"). Możemy założyć, że świat powstał 2 godziny temu, a wszystko co pamiętamy z tego co zdarzyło się wcześniej, wszystkie nasze wspomnienia itp. to dzieło Stwórcy. Możemy nawet założyć, że teraz gdy czytasz ten tekst to za Tobą stoi wielki niewidzialny różowy nosorożec tańczący salsę. Czajniczek Russela - nie wymienię Ci tutaj wszystkich tych teorii...
Moją ulubioną teorią, której nikt nie jest w stanie obalić jest teoria wielkiego ziemniaka. Według niej cały świat powstał przez odprysk 11 chromosomu wielkiego ziemniaka, który wchłonął całą materię jaka była i po sekundzie odtworzył ją z powrotem w ten sposób dokładnie jaki był przedtem. Dzięki temu nikt się nie zorientował, że takie coś w ogóle miało miejsce.
Gdybym miał przyjąć coś na "wiarę" bez dowodu, musiałbym (dla uczciwości dla samego siebie) przyjąć wszystkie te teorie za prawdziwe.
To na osobach popierających daną teorię leży ciężar obowiązku udowodnienia tej teorii. A teorię, których nie da się udowodnić ani zaprzeczyć nie są dobrymi teoriami (patrz Karl Popper).
PS. Często twórcy różnych teorii mówią, co należy zrobić, aby teorii zaprzeczyć. Zatem pytanie do Ciebie. Co musiałbym wykazać, abyś "uwierzył", że Boga nie ma?
|
|
 | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >PS. Często twórcy różnych teorii mówią, co należy zrobić, aby teorii zaprzeczyć. Zatem pytanie do Ciebie. Co musiałbym wykazać, abyś "uwierzył", że Boga nie ma?
Nic. Wykazywanie czegokolwiek, nauka eksperymentalna to nie domena wiary. Dziwi mnie, czemu ludzie mówią o wierze i domagają się jej dowiedzenia, kiedy podstawą wiary jest właśnie nieracjonalne podejście do rzeczy. Matka może wierzyć, że jej syn nie zginał na wojnie, mimo że te resztki jego ciała, które pozostały po wybuchu we wraku pojazdu zostały zidentyfikowane poprzez badanie DNA. Racjonalny, empirycznie potwierdzony argument trafia do jej wiadomości, ale nadzieja na spotkanie z synem zmusza ją do odrzucenia racjonalnych podstaw.
Domaganie się więc udowodnienia wiary jest bezsensowne, tak samo jak domaganie się od ateistów, aby udowodnili, że żadna siła wyższa nie istnieje. Nie da się tego zrobić, ponieważ te kwestie poruszają zupełnie różne aspekty ludzkiego rozumowania, których nie da się ze sobą pogodzić. Różnica jest nawet biologiczna, bo inne obszary mózgu są pobudzane przez myślenie analityczne, a inne przez myślenie magiczne, z czego można zaryzykować wysunięcie wniosku, że to sama biologia nie pozwala nam do końca połączyć ze sobą kwestii rozumu i wiary.
|
|
|  | 4 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Matka może wierzyć, że jej syn nie zginał na wojnie, mimo że te resztki jego ciała, > które pozostały po wybuchu we wraku pojazdu zostały zidentyfikowane poprzez badanie DNA.
Jedna uwaga do powyższego przykładu - nikt (o ile nie jest pozbawionym empatii socjopatą) nie będzie takiej matki "na siłę" wyprowadzał z błędu. Ma ona pełne prawo, aby żyć w świecie fantazji - do czasu jednak, kiedy nie zacznie wymuszać na osobach postronnych przyjęcia jej punktu widzenia. Przykro mi, ale nie wyślemy ekspedycji na poszukiwanie pani syna.
A to jest właśnie to, co robią przedstawiciele religii zinstytucjonalizowanych, próbują narzucić swoje prywatne urojenia innym. I to jest właśnie moment, w którym - dla dobra społeczeństwa jako ogółu - należy im powiedzieć stanowczo, gdzie kończy się paradygmat magiczny, a zaczyna naukowy.
Kreślę tu jasno zdefiniowaną linię demarkacyjną: myśl sobie magicznie na własny użytek, ale w interakcji z drugim człowiekiem bądź uprzejmy stosować się do kryteriów racjonalnych. No chyba, że twój interlokutor zgadza się na grę w magię - wówczas życzę miłej zabawy. Ksiądz może sobie z ambony wygłaszać dowolne tezy, bo wszyscy słuchacze są (teoretycznie...) wtajemniczeni i grają w to samo. Kiedy jednak używa słowa "Bóg" na terenie świeckim, powinno się go traktować na równi z człowiekiem bredzącym o spisku krasnoludków.
> Domaganie się więc udowodnienia wiary jest bezsensowne (...)
Bezowocne owszem, ale jak najbardziej sensowne. Nie zapominajmy o tym.
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | >Jedna uwaga do powyższego przykładu - nikt (o ile nie jest pozbawionym empatii socjopatą) nie będzie takiej matki "na siłę" wyprowadzał z błędu. Ma ona pełne prawo, aby żyć w świecie fantazji - do czasu jednak, kiedy nie zacznie wymuszać na osobach postronnych przyjęcia jej punktu widzenia. Przykro mi, ale nie wyślemy ekspedycji na poszukiwanie pani syna.
To jest to, o czym pisałem w innym wątku tej dyskusji powyżej. Na ogólne zjawisko wiary i religijności nakłada się maskę kościoła katolickiego i na jego podstawie opisuje zjawisko, które nie ma tak wiele z nim wspólnego. Nie mówimy tutaj o akcjach misyjnych, o prozelityźmie i religijnej nietolerancji, a wierze jakoe takiej i jej właściwościach. Sprowadzając rozmowę na narzekania na agresywne nawracanie, które było domeną wielu zinstytucjonalizowanych religii jest próbą spłaszczenia tematu i zamiany rozważań o naturze wiary jako takiej na analizę przykładów z dziedziny historii i socjologii. To jest dokładnie to, o czym pisałem powyżej.
>A to jest właśnie to, co robią przedstawiciele religii zinstytucjonalizowanych, próbują narzucić swoje prywatne urojenia innym. I to jest właśnie moment, w którym - dla dobra społeczeństwa jako ogółu - należy im powiedzieć stanowczo, gdzie kończy się paradygmat magiczny, a zaczyna naukowy.
Znowu - patrz wyżej. Nie mówimy o zorganizowanej religii, a o próbie przeciwstawienia naukowych argumentów wierze. Religia jako instytucja przejawiająca się różnego rodzaju kościołami to nie kwestia wiary, a organizacji społecznych i nie chcę mieszać ze sobą tych wątków, ponieważ planowałem prowadzić dyskusję na temat ludzkich skłonności w sferze metafizycznej na podstawie danych antropologicznych, a nie badać religijne organizacje społeczne.
|
|
3 na 3 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery),
I słusznie, "bóg" to jest nic nie znaczący wytrych. Który konkretnie bóg? Ludzie wierzą w setki różnych bóstw.
I może zacznijmy od tego, że mnie nie zależy na przekonywaniu Ciebie, że Twój bóg, kimkolwiek by był, nie istnieje. Jak długo nie zaczniesz krzywdzić innych powołując się na wolę bożą. Jak długo twój bóg nie ma wpływu na moją wolność osobistą (a także na wolność innych osób które w Twojego boga akurat nie wierzą) naprawdę mi wisi i powiewa w co wierzysz. Czy to jest Jahwe mściwy bóg pasterzy kóz z rejonu dzisiejszego Izraela, czy Sziwa Niszczyciel czy Queltzakoatl.
Dopóki nie wpychasz Swojego boga w Moje życie i życie innych, którzy sobie tego nie życzą, wierz sobie w co chcesz.
Jeżeli natomiast chcesz narzucić prawa dane rzekomo przez Twojego boga, innym, musisz udowodnić, że taki bóg faktycznie istnieje i że to są rzeczywiście boskie prawa a nie zasady wymyślone przez bandę niepiśmiennych pasterzy kóz, żeby utrzymać w ryzach kobiety i usprawiedliwić ekspansję terytorialną i czystki etniczne.
Jak nie umiesz udowodnić, to, jak to się mówi obrazowo, spadaj na drzewo. Dowód leży po stronie tego, kto się na dany fakt powołuje.
Wy podpieracie swoje twierdzenia bogiem, ateistom jest on obojętny.
W naszym równaniu nie ma miejsca na zmienną 'bóg', bo nie można jej przypisać żadnej wartości.
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
 | | dnak (1340 punktów) | >I słusznie, "bóg" to jest nic nie znaczący wytrych. Który konkretnie bóg?
Jeśli z małej - bóg jako określenie jakiegoś spersonifikowanego bóstwa. Jeśli z litery wielkiej chodzi o boga judeochrześcijańskiego. To jest zagadnienie nie z dziedziny religioznawstwa, a poprawnej pisowni języka polskiego.
|
|
|  | Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>I słusznie, "bóg" to jest nic nie znaczący wytrych. Który konkretnie bóg? >Jeśli z małej - bóg jako określenie jakiegoś spersonifikowanego bóstwa. Jeśli z litery wielkiej chodzi o boga judeochrześcijańskiego.
"Bóg judeochrześcijański" - nie ma czegoś takiego, ten ze Starego i ten z Nowego Testamentu znacznie się różnią. Znacznie się różnią między sobą bogowie, w których wierzą różne odłamy chrześcijaństwa. Ba, dwóch katolików opowie o swoim bogu tak, że wyjdą z tego różne istoty.
Wielka litera nie ma uzasadnienia - to jest zawsze "bóg" dopóki ktoś nie sprecyzuje o jakiego chodzi i ten konkretny akurat nosi takie imię - "Bóg".
>To jest zagadnienie nie z dziedziny religioznawstwa, a poprawnej pisowni języka polskiego.
Pisałeś z małej. Nie znasz polskiego czy pisałeś właśnie o jakimś tam niekonkretnym (a może właśnie konkretnym?? dość nieczytelnie się wyrażasz) bogu?
Może się zdecyduj.
ps. Jesteś pewien, że wiesz co znaczy "spersonifikowany"?
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | >"Bóg judeochrześcijański" - nie ma czegoś takiego, ten ze Starego i ten z Nowego Testamentu znacznie się różnią.
Nie różnią się, jeśli chodzi o zasady pisowni, a tego tyczył się mój post.
>Znacznie się różnią między sobą bogowie, w których wierzą różne odłamy chrześcijaństwa. Ba, dwóch katolików opowie o swoim bogu tak, że wyjdą z tego różne istoty.
I co z tego? Nie o tym pisałem.
>Wielka litera nie ma uzasadnienia - to jest zawsze "bóg" dopóki ktoś nie sprecyzuje o jakiego chodzi i ten konkretny akurat nosi takie imię - "Bóg".
Nie kłócisz się teraz ze mną, a z zasadami języka polskiego. Jeśli ktoś napisze "Bóg" to ma na myśli boga judeochrześcijańskiego. Jeśli napisze "bóg" to ma na myśli jakieś bóstwo.
>Pisałeś z małej. >Nie znasz polskiego czy pisałeś właśnie o jakimś tam niekonkretnym (a może właśnie konkretnym?? dość nieczytelnie się wyrażasz) bogu? >Może się zdecyduj.
Z małej pisałem wyrażenie 'bóg judeochrześcijański' i nie jest to błąd. Gdybym po prostu napisał "bóg" mając na myśli powyższe bóstwo popełniłbym błąd.
>ps. Jesteś pewien, że wiesz co znaczy "spersonifikowany"?
Rzeczywiście, zapędziłem się troszkę mając w głowie jedynie przykład bogów, w których wierzą Żydzi, chrześcijanie, muzułmanie i inni. Oczywiście bogiem może równie być zwierze, zjawisko atmosferyczne czy element topografii.
|
|
|  | 2 na 2 |
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >www.racjonalista.pl/forum.php/s,290951#w291778> Przez chwilkę bałem się, że mogłeś zarzucić mi błąd tyczacy się meritum mojej wypowiedzi... Znaczy: boisz się, że ktoś wykryje twoje błędy? > ... ale uff, na szczęście to tylko bezsensowna szpileczka. Bo to jest zagadnienie z dziedziny "poprawnej pisowni języka polskiego", która tutaj bezsensowna ci się jeszcze nie wydawała. W jaki sposób straciła sens?
|
|
| | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Znaczy: boisz się, że ktoś wykryje twoje błędy?Bynajmniej, ponieważ zgodnie z moją wiedzą mam rację. Nie znam jednak teorii języka na tyle dobrze, a to co napisałem opieram na moim dość obfitym doświadczeniu w obcowaniu z literaturą religioznawczą. > Bo to jest zagadnienie z dziedziny "poprawnej pisowni języka polskiego", która tutaj bezsensowna ci się jeszcze nie wydawała.> W jaki sposób straciła sens?W bardzo prosty. Od samego początku nie chodziło o poprawność językową jako taką, a o jedno bardzo konkretne sformułowanie. Inne błedy nie tyczą się więc dyskusji.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Inne błedy nie tyczą się więc dyskusji. Czyli możesz sobie błędów robić do oporu, byle były nie na temat? Dobre.
|
|
| | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Czyli możesz sobie błędów robić do oporu, byle były nie na temat?> Dobre. Pewnie, że tak. Jeśli nie jest to bezpośrednio związane z tematem i nie wpływa na sens moich wypowiedzi to nic się nie stanie, jeśli zgubię przecinek czy zapomnę ogonka. Zarzut niecelny o tyle, że mimo popełniania dużej ilości błedów staram się dbać o to, co piszę i jak piszę.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > > Czyli możesz sobie błędów robić do oporu, byle były nie na temat?> > Dobre. > Pewnie, że tak. Aha. > Zarzut niecelny o tyle, że mimo popełniania dużej ilości błedów staram się dbać o to, co piszę i jak piszę. Dlatego podesłałem jedynie link, ale jeśli uważasz, że popełniłem błąd... Nie obiecuję poprawy.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Aha.To, co zrobiłeś jest podręcznikowym przykładem manipulacji informacjami - cytowanie tylko wyjętej z kontekstu części wypowiedzi, aby ośmieszyć rozmówcę nie jest zachowaniem w dobrym tonie. > Dlatego podesłałem jedynie link, ale jeśli uważasz, że popełniłem błąd...> Nie obiecuję poprawy. Doczepienie się braku ogonka jest dokładnie tym, o czym pisałem, co podkreślę: > Jeśli nie jest to bezpośrednio związane z tematem i nie wpływa na sens moich wypowiedzi to nic się nie stanie, jeśli zgubię przecinek czy zapomnę ogonka.Problemem byłaby więc sytuacja, w której brak ogonka zmienia znaczenie wyrazu w kontekście zdania i wypowiedzi. Jako, że tak się nie stało (przecież nie istnieje wyraz 'błed'), to Twój post jest tylko kolejnym popisem małostkowosci
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Jako, że tak się nie stało (przecież nie istnieje wyraz 'błed')... Istnieje, sam go napisałeś - sprawdź powyżej.  > ... to Twój post jest tylko kolejnym popisem małostkowosci  Aha, ale nie obiecuję poprawy.
|
|
| | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Aha, ale nie obiecuję poprawy. Nie ma znaczenia, bede ci specjalnie zostawiał zagwozdki (z których jedną już znalazłeś), żebyś mógł czuć się bardziej spełniony.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Nie ma znaczenia, bede ci specjalnie zostawiał zagwozdki (z których jedną już znalazłeś), żebyś mógł czuć się bardziej spełniony. Bycia aroganckim palantem nie jest zabronione, ale na tym forum nie tylko ty jesteś - jest jeszcze regulamin.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | dnak (1340 punktów) | > Bycia aroganckim palantem nie jest zabronione
I dzięki Bogu - inaczej nie miałbym tutaj czego szukać. Poza tym musisz mi wybaczyć - piszę najlepiej jak potrafię, a błędy wynikają jedynie z mojej niewiedzy. Ciężko za to karać, zwłaszcza kiedy i tak radzę sobie lepiej niz duża część forumowiczów.
|
|
|  | | Marian (5438 punktów) | > >I słusznie, "bóg" to jest nic nie znaczący wytrych. Który konkretnie bóg?> Jeśli z małej - bóg jako określenie jakiegoś spersonifikowanego bóstwa. Jeśli z litery wielkiej chodzi o boga judeochrześcijańskiego.> To jest zagadnienie nie z dziedziny religioznawstwa, a poprawnej pisowni języka polskiego. Niezupełnie. Zob. tutaj. Na szczęście język polski nie jest aż tak szowinistyczny, by wyróżniać jedną tylko religię. Pozdrawiam.
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | > Niezupełnie. Zob. tutaj. Na szczęście język polski nie jest aż tak szowinistyczny, by wyróżniać jedną tylko religię.O, dziękuję. Tak jak pisałem - moją wiedzę wyniosłem bardziej z obserwacji, niż znajomości teorii języka. Definicja, którą podałeś mówi jednak, że Cytat: [bóg] piszmy małą literą, użycie wielkiej litery jest nacechowane, a więc nie należy go rozszerzać. nie popełniłem więc wielkiego błędu, bo właśnie o tym specyficznym nacechowaniu mówiłem. Zwłaszcza, że jeśli mówi się o bogach innych religii monoteistycznych (ale nie tylko) korzysta się na ogół z wyrazów obcych. Mimo, że "Allach" ma to samo znaczenie w arabskim, co "bóg" w polskim to mówiąc o najwyższym muzułmanów raczej nie używamy wyrazu "Bóg". Podobnie sprawa ma się z Jahwem - jeśli pisze się o nim tylko w kontekście judaistycznym na ogół uzywa się właśnie tego określenia.
|
|
6 na 6 | placownik (17853 punktów) |
> To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny. Bez sensu. Podobnie bez sensu jest porównywanie ateistów do teistów. Ateista zakłada/wierzy, że bogowie nie istnieją. Teista zakłada/wierzy, że bóg istnieje. I na tym symetria się kończy. Na przykładzie teisty katolika łatwo można się przekonać w ile dodatkowych rzeczy, wcale nie wynikających z istnienia osobowego Boga, katolik wierzy. Wystarczy przejrzeć Katechizm Kościoła Katolickiego. Diabły, anioły, piekło, niebo, cuda, dogmaty, grzechy - duże, średnie, małe i maciupcie. 2 865 prawd podanych do wierzenia. A myli się ten, kto uważa, że to są wszystkie. Zaiste. Porównywanie wiary ateisty i teisty jest bez sensu. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć >dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej >tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny.
Dowodów, że bogowie nie istnieją, jest mnóstwo. Cóż z tego, skoro większość ludzi reaguje na dowody zatykając uszy i śpiewając głośno "LALALALA, NIC NIE SŁYSZĘĘĘĘĘĘ"
>Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia.
Gorąco wierzyłem przez kilkadziesiąt lat, więc znakomicie znam ten slogan. Jest wart tyle, co każdy oklepany zwrot: pozoruje własną opinię na dany temat.
>Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to >zdrowie jest). W drugą stronę działa to tak samo.
No i to tyle, jeśli chodzi o dowody. Po prostu zatykasz uszy. Jak wspomniałem, jestem ateistą, który wcześniej przez kilkadziesiąt lat "doświadczał istnienia Boga". Wiem dzięki temu, że nikt Cię nie przekona - wyzdrowieć możesz tylko dzięki własnej pracy, nikt tej pracy za Ciebie nie wykona. A Tobie po prostu zabraknie odwagi.
>Ateista powie, że jeżeli bym się nie pomodlił o zdrowie, to i tak zdrowie by było. A jeżeli się >pomodlę, to też jest, więc? Co to oznacza, że jest bóg czy Boga nie ma?
Oznacza, że nie ma.
|
|
 | | dnak (1340 punktów) | >Dowodów, że bogowie nie istnieją, jest mnóstwo. Cóż z tego, skoro większość ludzi reaguje na dowody zatykając uszy i śpiewając głośno "LALALALA, NIC NIE SŁYSZĘĘĘĘĘĘ"
Bo to nie dowody, a na pewno nie dowody dla osób wierzacych. Logiczne, naukowe dowody dotyczące nieistnienia sił wyższych (a i tak nie są to dowody sensu stricte, przecież nie da się doświadczalnie dowieść swoich racji w tym temacie) są dowodami jedynie dla osób, które już tej wyższej siły nie uznały.
|
|
|  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > >Dowodów, że bogowie nie istnieją, jest mnóstwo. Cóż z tego, skoro większość ludzi reaguje na dowody zatykając uszy i śpiewając głośno "LALALALA, NIC NIE SŁYSZĘĘĘĘĘĘ"> Bo to nie dowody, a na pewno nie dowody dla osób wierzacych. Logiczne, naukowe dowody dotyczące nieistnienia sił wyższych (a i tak nie są to dowody sensu stricte, przecież nie da się doświadczalnie dowieść swoich racji w tym temacie) są dowodami jedynie dla osób, które już tej wyższej siły nie uznały.Dla teisty trzeba udowodnić, że nie istnieje JAKIKOLWIEK bóg. Dla katolika powinno wystarczyć udowodnienie, że JHWH nie istnieje - bo przecież nieistnienia wszelkich innych bogów już jest pewny  Ponieważ JHWH znany jest ze Starego testamentu, można dowieść, że nie istnieje ponieważ to źródło nie mówi prawdy. To natomiast zostało na tysiące sposobów pokazane i opisane. No, ale w tym momencie mamy już na pewno zatkane uszy i wyłączony rozum u chrześcijańskiego dyskutanta. Ewentualnie zgadza się on, że ST "jest jakiś dziwny", ale przecież on ma "osobiste poczucie Boga w sercu" itp. Doświadczalne dowody potrzebne nie są, wystarczy zbadać istniejący materiał dowodowy.
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | > Dla teisty trzeba udowodnić, że nie istnieje JAKIKOLWIEK bóg.> Dla katolika powinno wystarczyć udowodnienie, że JHWH nie istnieje - bo przecież nieistnienia wszelkich innych bogów już jest pewny  > Ponieważ JHWH znany jest ze Starego testamentu, można dowieść, że nie istnieje ponieważ to źródło nie mówi prawdy. To natomiast zostało na tysiące sposobów pokazane i opisane.> No, ale w tym momencie mamy już na pewno zatkane uszy i wyłączony rozum u chrześcijańskiego dyskutanta. Ewentualnie zgadza się on, że ST "jest jakiś dziwny", ale przecież on ma "osobiste poczucie Boga w sercu" itp.W ogóle nie odpowiadasz na mojego posta, a bawisz się jedynie w podważanie jednej konkretnej wiary. Nie pisałem o tym jakie bóstwo jest prawdziwe i kto ma słuszność w wyznawaniu czegoś, a jedynie zwracałem uwagę na błędy w próbie argumentacji. > Doświadczalne dowody potrzebne nie są, wystarczy zbadać istniejący materiał dowodowy.A o jakim materiale dowodowym mówimy? Fascynuje mnie jakie racjonalne, naukowe (ale zarazem takie, których nawet nie trzeba doświadczalnie potwierdzić!) dowody już istnieją i obalają podwaliny wiary.
|
|
| | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >W ogóle nie odpowiadasz na mojego posta, a bawisz się jedynie w podważanie jednej konkretnej wiary. Nie pisałem o tym jakie bóstwo jest prawdziwe i kto ma słuszność w wyznawaniu czegoś, a jedynie zwracałem uwagę na błędy w próbie argumentacji.
Jak zrozumiałem, błąd w próbie argumentacji polega na tym, że Ty takiego typu argumentów nie przyjmujesz?
Analogicznie do chrześcijaństwa można dowieść błędności dowolnej religii.
Ponieważ bogowie są zasadniczo postaciami literackimi, to dowody na ich nieistnienie są zasadniczo oparte na analizie tekstów literackich.
Jak to sobie wyobrażasz: czy nieistnienia w realnym świecie np. Kubusia Puchatka mam dowodzić DOŚWIADCZALNIE???
>A o jakim materiale dowodowym mówimy? Fascynuje mnie jakie racjonalne, naukowe (ale zarazem takie, których nawet nie trzeba doświadczalnie potwierdzić!) dowody już istnieją i obalają podwaliny wiary.
Mam pod ręką ciekawe spisy dowodów racjonalnych i naukowych na nieistnienie bogów: Dawkinsa "Bóg urojony", Hitchensa "Bóg nie jest wielki" i autorów nieznanych "Biblia. Pismo Święte Starego i Nowego testamentu".
Ostatnią pozycję trzeba oczywiście czytać "między wierszami". Dodaj sobie, jak masz czas, Koran czy inne święte pisma oraz mnóstwo innej literatury na tematy naukowe.
Mnie natomiast fascynuje, jak możesz o tym nie wiedzieć mając na koncie 488 wypowiedzi na forum?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Jak zrozumiałem, błąd w próbie argumentacji polega na tym, że Ty takiego typu argumentów nie przyjmujesz?
Nie w tego typu dyskusji.
>Analogicznie do chrześcijaństwa można dowieść błędności dowolnej religii.
Tak? W jaki sposób? Zwłaszcza, kiedy nie mówimy o zinstytucjonalizowanych religiach, nie mówimy o doktrynie religijnej, która jest domeną bardziej socjologii i historii niż prawdziwości religii. Nie mówimy o szukaniu wewnętrznych sprzeczności w organizacjach religijnych, a o samej idei wiary i tym w jaki sposób na wiarę miałyby wpłynąć racjonalne argumenty. Wiem, że bardzo chcesz dowodzić błędności religii pokazując dziury w rozumowaniu coraz to kolejnych hierarchów kościoła, ale to w żaden sposób nie jest dyskusja na zadany przeze mnie temat. Nie chcę gadać o społecznej emanacji indywidualnych skłonności do myślenia magicznego, bo to temat na inne dyskusje, w których tak przyjemnie rzuca się mięsem.
>Ponieważ bogowie są zasadniczo postaciami literackimi, to dowody na ich nieistnienie są zasadniczo oparte na analizie tekstów literackich.
I znowu to samo. Nie obchodzi mnie imię jakiegoś bóstwa, nie obchodzi mnie narosła wokół niego organizacja społeczna. Mowa jedynie o wierze jako takiej i tym, że z założenia nie da się na nią wpłynąć racjonalnym rozumowaniem, ponieważ wiara jest z założenia zjawiskiem irracjonalnym. Wiara podparta wiedzą to już nie wiara.
>Jak to sobie wyobrażasz: czy nieistnienia w realnym świecie np. Kubusia Puchatka mam dowodzić DOŚWIADCZALNIE???
Nie wyobrażam sobie i o tym od samego początku piszę. Nie da się doświadczalnie, empirycznie (czyli - naukowo) potwierdzić, czy też zaprzeczyć istnienia wytworów z domeny wiary. Skoro nie da się zdobyć naukowego (a naukowy = doświadczalny) dowodu na nieistnienie sił nadprzyrodzonych to opieranie swojej argumentacji na założeniu, że da się udowodnić nieistnienie bóstw jest wewnętrznie sprzeczne. Można założyć nieistnienie bóstw, ale nie można go dowieść, ponieważ cała koncepcja sił nadprzyrodzonych wymyka się analitycznej nauce. W wypadku Kubusia Puchatka można dowieść, że nie istnieje. Znamy jego wyglad i na tej podstawie jesteśmy w stanie ocenić jego anatomię, znamy jego nawyki żywieniowe, wiemy gdzie mieszka, jak wygląda jego mieszkanie itp. Porównując te dane ze znanymi nam zwierzętami, tworząc anatomiczny i psychologiczny model Kubusia jako realnego zwierzecia jesteśmy w stanie dowieść, że nie ma na Ziemi warunków, w których mógłby zaistnieć żółty, mówiący miś (o bardzo małym rozumku, a przecież stopień skomplikowanie jego psychiki i złożoność interakcji społecznych, w które się wdaje wyraźnie wskazuje, że powinien mieć ten rozumek o wiele, wiele większy!) mający leśnych przyjaciół o podobnych właściwościach.
>Mam pod ręką ciekawe spisy dowodów racjonalnych i naukowych na nieistnienie bogów: Dawkinsa "Bóg urojony", Hitchensa "Bóg nie jest wielki" i autorów nieznanych "Biblia. Pismo Święte Starego i Nowego testamentu".
To nie jest materiał dowodowy i w żadnej z tych książek nie ma ani linijki, którą można uznać za dowód, że siły nadprzyrodzone nie istnieją. Nawet wykazanie, że skłonności do zachowań magicznych mamy wpisane w geny, że nasi bliscy ewolucyjnie krewniacy pod tym względem nie są różni nie jest dowodem, że żaden bóg nie istnieje. To są naukowe dowody naszej ewolucji, to są poparte doświadczeniem wytłumaczenia naszych zachowań jako ludzi. To nie są dowody na nieistnienie sił nadprzyrodzonych, bo nie da się założenia, że nic nami nie steruje udowodnić w żaden sposób.
|
|
| | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >>Analogicznie do chrześcijaństwa można dowieść błędności dowolnej religii. >Tak? W jaki sposób? Zwłaszcza, kiedy nie mówimy o zinstytucjonalizowanych religiach, nie mówimy o doktrynie religijnej, która jest domeną bardziej socjologii i historii niż prawdziwości religii. Nie mówimy o szukaniu wewnętrznych sprzeczności w organizacjach religijnych, a o samej idei wiary i tym w jaki sposób na wiarę miałyby wpłynąć racjonalne argumenty.
Mówię o wykazaniu wewnętrznych sprzeczności w fundamentach danej religii. Dla mnie jest to wystarczające. Dla osoby wierzącej oczywiście żadne argumenty racjonalne nie będą wystarczające - ot, taka zasada "zakutego łba".
>Mowa jedynie o wierze jako takiej i tym, że z założenia nie da się na nią wpłynąć racjonalnym rozumowaniem, ponieważ wiara jest z założenia zjawiskiem irracjonalnym. Wiara podparta wiedzą to już nie wiara.
Przecież tu się zgadzamy, tylko mówimy to innymi słowami. Zresztą, główny problem z wiarą to nie jest to, czy głosi ona prawdę, czy bzdury. Prawdziwym problemem jest, że wierzący chcą innym narzucać swoje zasady - bo są święte.
Zawsze mnie śmieszyło to twierdzenie o wyższości wiary nad wiedzą. Wynika z niego, że człowiek któremu objawi się Chrystus (jako dowód) straci wiarę (bo ma już wiedzę) i w związku z tym już nie trafi do nieba - bo Wiara jest do tego konieczna. Bzdura, prawda?
OK, Ty mówisz o wierze jakiejkolwiek, nie tylko chrześcijańskiej, rozumiem, ale to taki tylko przykład.
>Nie wyobrażam sobie i o tym od samego początku piszę. Nie da się doświadczalnie, empirycznie (czyli - naukowo) potwierdzić, czy też zaprzeczyć istnienia wytworów z domeny wiary.
Tu jest drugi problem - wierni uważają, że to potwierdza prawdziwość przedmiotu wiary. Czyli jeśli ja wierzę, że stworzył nas latający kartofel i jako wyraz czci wszyscy mamy jeść czipsy i popijać pepsi (bo inaczej obrazimy kartofla i po śmierci trafimy do wielkiej frytkownicy i będziemy gotować się w przepalonym oleju silnikowym), to jest to prawda i basta - bo nie udowodnisz mi racjonalnie, że taka wiara jest fałszywa.
>Skoro nie da się zdobyć naukowego (a naukowy = doświadczalny) dowodu na nieistnienie sił nadprzyrodzonych to opieranie swojej argumentacji na założeniu, że da się udowodnić nieistnienie bóstw jest wewnętrznie sprzeczne.
Jesteś pewien, że "naukowy = doświadczalny"? Czy w takim razie matematyka albo filozofia jest doświadczalna? A może to nie jest nauka?
>Można założyć nieistnienie bóstw, ale nie można go dowieść, ponieważ cała koncepcja sił nadprzyrodzonych wymyka się analitycznej nauce.
Koncepcja rozdzielnych kompetencji nauki i wiary jest raczej skompromitowana i lepiej się na nią nie powoływać.
Poza tym, teologia przy tworzeniu dogmatów posługuje się logicznym dowodzeniem (należącym do "dziedziny" nauki), a tutaj jest już możliwe wskazanie błędów prowadzących do fałszywych wniosków.
>To nie jest materiał dowodowy i w żadnej z tych książek nie ma ani linijki, którą można uznać za dowód, że siły nadprzyrodzone nie istnieją.
Owszem, to jest spis materiałów dowodowych.
>Nawet wykazanie, że skłonności do zachowań magicznych mamy wpisane w geny, że nasi bliscy ewolucyjnie krewniacy pod tym względem nie są różni nie jest dowodem, że żaden bóg nie istnieje.
Jak definiujesz "bóg"? Jakie cechy ma posiadać, żeby był bogiem, a nie np. wysoko rozwiniętym kosmitą?
Dla psa jego Pan jest Bogiem i nie ma innych bogów poza nim.
>To są naukowe dowody naszej ewolucji, to są poparte doświadczeniem wytłumaczenia naszych zachowań jako ludzi. To nie są dowody na nieistnienie sił nadprzyrodzonych, bo nie da się założenia, że nic nami nie steruje udowodnić w żaden sposób.
Udowodnij mi, proszę, ze nie da się tego udowodnić. Bo na razie to każesz mi to przyjąć na wiarę.
Zresztą, masz rację - steruje nami latający niewidzialny kartofel wymykający się racjonalnemu postrzeganiu.
|
|
| | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Mówię o wykazaniu wewnętrznych sprzeczności w fundamentach danej religii. Dla mnie jest to wystarczające. Dla osoby wierzącej oczywiście żadne argumenty racjonalne nie będą wystarczające - ot, taka zasada "zakutego łba".
Ile razy mam powtarzać, że nie obchodzi mnie religia jako instytucja i nie o tym piszę od samego początku? Dwa razy to zaznaczałem i dwa razy podkreslałem, że z niezrozumiałych dla mnie przyczyn z fanatycznym zamiłowaniem trzymasz się nie głównego wątku, czyli ludzkiej skłonności do wiary jako takiej, a wątku dotyczącego religii jako społecznych organizacji.
>Przecież tu się zgadzamy, tylko mówimy to innymi słowami. Zresztą, główny problem z wiarą to nie jest to, czy głosi ona prawdę, czy bzdury. Prawdziwym problemem jest, że wierzący chcą innym narzucać swoje zasady - bo są święte.
Nie, to nie jest problem wiary. To jest problem ludzkich skłonności i zagadnienie z zakresu socjologii i historii. Po raz kolejny mylisz wiarę z religią.
>Zawsze mnie śmieszyło to twierdzenie o wyższości wiary nad wiedzą. Wynika z niego, że człowiek któremu objawi się Chrystus (jako dowód) straci wiarę (bo ma już wiedzę) i w związku z tym już nie trafi do nieba - bo Wiara jest do tego konieczna. Bzdura, prawda?
A to się tyczy wątku? Czy to kolejna poboczna uwaga, o tak, żeby dowalić jakiejś zorganizowanej religii?
>Tu jest drugi problem - wierni uważają, że to potwierdza prawdziwość przedmiotu wiary. Czyli jeśli ja wierzę, że stworzył nas latający kartofel i jako wyraz czci wszyscy mamy jeść czipsy i popijać pepsi (bo inaczej obrazimy kartofla i po śmierci trafimy do wielkiej frytkownicy i będziemy gotować się w przepalonym oleju silnikowym), to jest to prawda i basta - bo nie udowodnisz mi racjonalnie, że taka wiara jest fałszywa.
I znowu - to samo. Mylisz wiarę z akcją misyjną, chociaż zdanie zaczałeś tak, że myślałem, że uda nam się porozmawiać na temat.
>Jesteś pewien, że "naukowy = doświadczalny"? Czy w takim razie matematyka albo filozofia jest doświadczalna? A może to nie jest nauka?
Matematyka jest jak najbardziej doświadczalna. Filozofia nie jest nauką.
>Koncepcja rozdzielnych kompetencji nauki i wiary jest raczej skompromitowana i lepiej się na nią nie powoływać. >Poza tym, teologia przy tworzeniu dogmatów posługuje się logicznym dowodzeniem (należącym do "dziedziny" nauki), a tutaj jest już możliwe wskazanie błędów prowadzących do fałszywych wniosków.
Naprawdę? Chciałbym wiedzieć kto i w jaki sposób skompromitował wspomnianą przez Ciebię koncepcję. Co do Twojego przykładu scholastyki to jest on bardzo nietrany, ponieważ próba dowodzenia praw wiary za pomocą rozumu nie jest domeną metafizyki jako takiej, a jedynie jednym z wielu nurtów myśli kościoła katolickiego, który to krk jest świecką organizacją stworzoną przez ludzi. Jesli więc próbuje się wiarę wytłumaczyć za pomocą rozumu to nie jest to wiara i basta. Kosciół w imię własnych interesów popełnił w tej kwestii błąd.
>Owszem, to jest spis materiałów dowodowych.
Serio? Podaj mi jeden dowód na nieistnienie sił nadprzyrodzonych.
>Jak definiujesz "bóg"? Jakie cechy ma posiadać, żeby był bogiem, a nie np. wysoko rozwiniętym kosmitą?
... Ciężko mi się do tego w ogóle odnieść, ponieważ wszedłeś na niemalże groteskowe poziomy abstrakcji. Staram się wytłumaczyć to od kilku postów, spróbuję raz jeszcze. Wiara jako taka jest irracjonalną stroną ludzkiego myślenia, jeśli przyjmuje się za prawdę jakieś niepotwierdzone jednoznacznie założenia to wchodszi się właśnie w domenę wiary. Ludzie mają tendencję do myślenia magicznego, czyli takiego, które wysnuwa teorie o przyczynie i skutku nie na podstawie stwierdzonych faktów, a pewnych obserwacji, które nie muszą mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. To jest pierwszy krok do myśli o różnego rodzaju siłach wyższych. Wyrażeń 'magia', 'bóg', 'siła wyższa' i innych używam więc synonimicznie, ponieważ wszystkie one odnoszą się do tej samej dziedziny ludzkiego myślenia. Jeśli więc ktoś uzna, że świat stworzył kosmita nie mając ku temu żadnych dowodów to jest to myślenie magiczne, jeśli odkryjemy pamiętnik tego kosmity, w którym opowiada jak to zlepiał węgle z wodorami i azotem, aż powstało białko - staje się to naukowym faktem.
>Udowodnij mi, proszę, ze nie da się tego udowodnić. Bo na razie to każesz mi to przyjąć na wiarę.
Przepraszam bardzo, to Ty już zapowiedziałeś, że przeczytałeś wielce oświecone książki z dowodami na nieistnienie sił nadprzyrodzonych. Chciałbym je najpierw usłyszeć. Zwłaszcza, że moje przemyślenia co do natury wiary zawarłem już kilkakrotnie w tym wątku i nawet kilka razy je cytowałeś.
>Zresztą, masz rację - steruje nami latający niewidzialny kartofel wymykający się racjonalnemu postrzeganiu.
Czy ja kiedykolwiek coś takiego stwierdziłem? Wskaż mi proszę wypowiedź, która to sugeruje.
|
|
| | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Ciężko mi się do tego w ogóle odnieść, ponieważ wszedłeś na niemalże groteskowe poziomy abstrakcji.
Pozwól, że podziękuję za dalszą dyskusję. Rzeczywiście ta rozmowa weszła w fazę groteski i szkoda mi na nią czasu.
Dla psa jego Pan jest Bogiem i nie ma innych bogów poza nim.
|
|
| | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Pozwól, że podziękuję za dalszą dyskusję. Rzeczywiście ta rozmowa weszła w fazę groteski i szkoda mi na nią czasu.
Oj, nie! Nie wywiniesz się tak łatwo, żądam odpowiedzi przynajmniej na te pytania, które jasno sformułowałem. Unik, który tutaj zastosowałeś jest grubo poniżej pasa i nie dam się zignorować w taki sposób. Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na moje argumenty - przyznaj to, a nie chowaj się za stwierdzeniem o marnowaniu czasu. Zwłaszcza, że odżegnywałeś się, że jesteś w stanie podać niezbite dowody na to, że żadna siła wyższa nie istnieje.
|
|
| | | | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >>Pozwól, że podziękuję za dalszą dyskusję. Rzeczywiście ta rozmowa weszła w fazę groteski i szkoda mi na nią czasu. >Oj, nie! Nie wywiniesz się tak łatwo, żądam odpowiedzi przynajmniej na te pytania, które jasno sformułowałem. Unik, który tutaj zastosowałeś jest grubo poniżej pasa i nie dam się zignorować w taki sposób.
Chyba jednak będziesz musiał z tym się pogodzić.
>Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na moje argumenty - przyznaj to, a nie chowaj się za stwierdzeniem o marnowaniu czasu. Zwłaszcza, że odżegnywałeś się, że jesteś w stanie podać niezbite dowody na to, że żadna siła wyższa nie istnieje. >
Przyznaję, że nie potrafię odpowiedzieć: - ponieważ nie mogę uchwycić sensu w Twoich wypowiedziach i irytują mnie Twoje agresywne zarzuty, - ponieważ mam wrażenie że sam nie rozumiesz własnych pytań (a ja tym bardziej) i posługujesz się pokrzywioną logiką której nie akceptuję, - ponieważ nie lubię dyskutować gdy ktoś przypisuje mi słowa których nie powiedziałem i twierdzi że wie lepiej ode mnie co myślę, - ponieważ chyba nie zapoznałeś się z dostępną literaturą - ponieważ śmieszą mnie dyskusje w których żąda się ode mnie, bym wykazał że nie jestem wielbłądem.
Pozwól więc, że się pożegnam.
Dla psa jego Pan jest Bogiem i nie ma innych bogów poza nim.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Przyznaję, że nie potrafię odpowiedzieć: >- ponieważ nie mogę uchwycić sensu w Twoich wypowiedziach i irytują mnie Twoje agresywne zarzuty,
Proszę o przykłady. Jesli tylko je podasz w sposób spokojny i rzeczowy wszystko ci wyjaśnię. Agresja pojawia się, kiedy próbujesz unikać odpowiedzi na pytania zasłaniając się moimi przewinieniami.
>- ponieważ mam wrażenie że sam nie rozumiesz własnych pytań (a ja tym bardziej) i posługujesz się pokrzywioną logiką której nie akceptuję,
Pytanie jest bardzo proste, dwa razy je powtarzałem: przedstaw mi dowody na nieistnienie sił nadprzyrodzonych, które znasz, o czym sam pisałeś.
>- ponieważ nie lubię dyskutować gdy ktoś przypisuje mi słowa których nie powiedziałem i twierdzi że wie lepiej ode mnie co myślę,
Nic ci nie przypisuję i z tego, co nazwałeś przypisywaniem dokładnie się wytłumaczyłem.
>- ponieważ chyba nie zapoznałeś się z dostępną literaturą
Zapoznałem i dlatego tak bardzo czekam na dowód nieistnienia sił wyższych.
>- ponieważ śmieszą mnie dyskusje w których żąda się ode mnie, bym wykazał że nie jestem wielbłądem.
Oj, przepraszam. To ty pierwszy powiedziałeś, że dzięki kilku lekturom (które wymieniłeś z tytułu!) dysponujesz dowodami na nieistnienie bóstw. Proszę tylko o ich przedstawienie.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > W wypadku Kubusia Puchatka można dowieść, że nie istnieje. Znamy jego wyglad i na tej podstawie jesteśmy w stanie ocenić jego anatomię, znamy jego nawyki żywieniowe, wiemy gdzie mieszka, jak wygląda jego mieszkanie itp. Porównując te dane ze znanymi nam zwierzętami, tworząc anatomiczny i psychologiczny model Kubusia jako realnego zwierzecia jesteśmy w stanie dowieść, że nie ma na Ziemi warunków, w których mógłby zaistnieć żółty, mówiący miś (o bardzo małym rozumku, a przecież stopień skomplikowanie jego psychiki i złożoność interakcji społecznych, w które się wdaje wyraźnie wskazuje, że powinien mieć ten rozumek o wiele, wiele większy!) mający leśnych przyjaciół o podobnych właściwościach.Strzelasz sobie w stopę, fakt, bardzo celnie. Sam się zgadzasz, że w przypadku postaci literackich nie jest wymagany dowód doświadczalny nieistnienia. Robimy więc analogicznie do Twojego rozumowania, które sam zaakceptowałeś jako przekonujący dowód. Dla przykładu bierzemy Jahwe i Biblię. Robimy sobie spis cech koniecznych by postać Jahwe uznać za Boga, a następnie znajdujemy teksty źródłowe (lub fakty z otaczającego świata, znane nam i potwierdzone), które temu przeczą. Potem jeszcze porównujemy ze znanymi nam innymi bogami i gotowe  Hulaj dusza, piekła nie ma!!!
|
|
| | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Strzelasz sobie w stopę, fakt, bardzo celnie.> Sam się zgadzasz, że w przypadku postaci literackich nie jest wymagany dowód doświadczalny nieistnienia.Nie? Przecież napisałem, że jest. Cały ustęp, który cytujesz temu poświęciłem. > Robimy więc analogicznie do Twojego rozumowania, które sam zaakceptowałeś jako przekonujący dowód. Dla przykładu bierzemy Jahwe i Biblię. Robimy sobie spis cech koniecznych by postać Jahwe uznać za Boga, a następnie znajdujemy teksty źródłowe (lub fakty z otaczającego świata, znane nam i potwierdzone), które temu przeczą. Potem jeszcze porównujemy ze znanymi nam innymi bogami i gotowe  Popełniasz bardzo, bardzo poważny błąd, który w rzeczywistości jest przyznaniem racji wielkim kościołom, ponieważ nadajesz zwykłej książce (Biblii) cechy magiczne, zamiast uznać ją za przyzwoity podręcznik historii starożytnego Bliskiego Wschodu i zbiór wierzeń na przestrzeni wieków. Mało to, przyznajesz kościołom, że są rzeczywiście emanacją boskiej woli na Ziemi, kiedy to po prostu organizacje społeczne, które swoją ideologię opierają na skłonności ludzi do wierzenia w siły nadprzyrodzone. Argument, że religia i wierzenia są fałszywe, bo ludzie w jakiejś skrajnie świeckiej organizacji kiedyś się pomylili jest śmieszny, ponieważ uznaje boskość tejże religijnej instytucji. To jest dopiero strzał w stopę, zamiast nazwać się po prostu antyklerykałem i walczyć z kościołem za jego grzeszki na ziemi (przecież nie ma nic ponad tym, jak walczyć z bytem, który nie ma prawa istnieć?) nazywa się ateistą i walczy z wiarą w boga uznając boskość kościołów.
|
|
| | | | | | |  | | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > >Sam się zgadzasz, że w przypadku postaci literackich nie jest wymagany dowód doświadczalny nieistnienia.> Nie? Przecież napisałem, że jest. Cały ustęp, który cytujesz temu poświęciłem.Porównanie postaci literackiej Misia z prawdziwymi zwierzętami (zrobiony "w głowie") nazywasz badaniem doświadczalnym?? > >Robimy więc analogicznie do Twojego rozumowania, które sam zaakceptowałeś jako przekonujący dowód. Dla przykładu bierzemy Jahwe i Biblię. Robimy sobie spis cech koniecznych by postać Jahwe uznać za Boga, a następnie znajdujemy teksty źródłowe (lub fakty z otaczającego świata, znane nam i potwierdzone), które temu przeczą. Potem jeszcze porównujemy ze znanymi nam innymi bogami i gotowe  > Popełniasz bardzo, bardzo poważny błąd, który w rzeczywistości jest przyznaniem racji wielkim kościołom, ponieważ nadajesz zwykłej książce (Biblii) cechy magiczne, zamiastNie nadaję cech magicznych, nie wiem skąd to wytrzasnąłeś. Traktuję Biblię jako spis cech hipotetycznego boga i opis jego hipotetycznych czynów. I twierdzę, że na tej podstawie można obalić hipotezę jego istnienia. > uznać ją za przyzwoity podręcznik historii starożytnego Bliskiego Wschodu i zbiór wierzeń na przestrzeni wieków. Mało to, przyznajesz kościołom, że są rzeczywiście emanacją boskiej woli na Ziemi, kiedy to po prostu organizacje społeczne, które swoją ideologię opierają na skłonności ludzi do wierzenia w siły nadprzyrodzone.Bynajmniej. Przypisujesz mi myśli, słowa i czyny jakich nie popełniłem. Albo rozmawiasz ze swoimi myślami - bo ze mną raczej nie. > Argument, że religia i wierzenia są fałszywe, bo ludzie w jakiejś skrajnie świeckiej organizacji kiedyś się pomylili jest śmieszny, ponieważ uznaje boskość tejże religijnej instytucji.A cóż to za logika? I o jaką skrajnie świecką instytucję ci chodzi? > To jest dopiero strzał w stopę, zamiast nazwać się po prostu antyklerykałem i walczyć z kościołem za jego grzeszki na ziemi (przecież nie ma nic ponad tym, jak walczyć z bytem, który nie ma prawa istnieć?) nazywa się ateistą i walczy z wiarą w boga uznając boskość kościołów.Czy Ty na pewno rozmawiasz ze mną? Przecież Twoja wypowiedź kupy się nie trzyma.
Dla psa jego Pan jest Bogiem i nie ma innych bogów poza nim.
|
|
| | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Porównanie postaci literackiej Misia z prawdziwymi zwierzętami (zrobiony "w głowie") nazywasz badaniem doświadczalnym??
Ależ jak najbardziej. Zwłaszcza, że napisałem wyraźnie o stworzeniu anatomicznego modelu misia.
Ah! Wiem w czym problem! Kiedy przeczytałeś 'doświadczenie' od razu skojarzyłeś sobie obrazek pana w białym kitlu trzymającego probówkę! Ha, ha! Ale błąd!
>Nie nadaję cech magicznych, nie wiem skąd to wytrzasnąłeś. >Traktuję Biblię jako spis cech hipotetycznego boga i opis jego hipotetycznych czynów. I twierdzę, że na tej podstawie można obalić hipotezę jego istnienia.
O tym piszę. Swój ateizm stawiasz nie na gruncie niewiary w istnienie sił nadprzyrodzonych, a na opozycji wobec doktryny chrzescijańskiej. Mało to ma wspólnego z ateizmem, kiedy teoretyczne zagadnienie siły wyższej sprowadzasz do wymyślonych postaci ze świętej księgi jakiejś religii. Żeby nie było niescisłości: świętej księgi napisanej od okładki do okładki przez ludzi, która z jakimkolwiek bogiem nie ma nic wspólnego, prócz tego, którego wymyśliła. Ciężko mi zaakceptować argumentację, w której twierdzisz, że siła wyższa nie istnieje, ponieważ jakiś człowiek napisał kiedyś książkę... Niewiele to ma wspólnego z meritum tematu.
>Bynajmniej. Przypisujesz mi myśli, słowa i czyny jakich nie popełniłem. Albo rozmawiasz ze swoimi myślami - bo ze mną raczej nie.
Żadne bynajmniej! Skoro jako podstawa twojej ateistycznej argumentacji to fakt, że Biblia nie trzyma się kupy, to znaczy, że uznajesz ją za natchnioną, ponieważ w założeniu powinna.
>A cóż to za logika? I o jaką skrajnie świecką instytucję ci chodzi?
Kościół, oczywiście. I to nie tylko katolicki - jakąkolwiek wielką organizację religijną.
>Czy Ty na pewno rozmawiasz ze mną? Przecież Twoja wypowiedź kupy się nie trzyma.
Naprawdę? W którym miejscu?
Z tego, co zauważyłem ja, to moją drugą wypowiedź po prostu zignorowałeś, mimo że w kilku miejscach miałeś mi przedstawić niezbite dowody, które ponoć znasz. Nie byłeś w stanie odpowiedzieć na moje argumenty i w dość łatwy sposób dokonałeś uniku, co bardzo mi się nie podoba. Zapraszam do dyskusji!
|
|
|  | | Kriz (32 punktów) | >>Dowodów, że bogowie nie istnieją, jest mnóstwo. Cóż z tego, skoro większość ludzi reaguje na dowody zatykając uszy i śpiewając głośno "LALALALA, NIC NIE SŁYSZĘĘĘĘĘĘ" >Bo to nie dowody, a na pewno nie dowody dla osób wierzacych. Logiczne, naukowe dowody dotyczące nieistnienia sił wyższych (a i tak nie są to dowody sensu stricte, przecież nie da się doświadczalnie dowieść swoich racji w tym temacie) są dowodami jedynie dla osób, które już tej wyższej siły nie uznały.
Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego jaki mur wiara w umyśle danego człowieka stworzyła. Wierzących (nawet dość silnie) da się przekonać, pokazując im dowody. Udało mi się coś takiego dwa razy. Dwojgu ludziom wytłumaczyłem na podstawie dowodów naukowych, które wtedy znałem (teraz znam nieco więcej), że sił wyższych być nie może. Wiara jest silna bo zaszczepia się ją od dziecka jako coś oczywistego. Dlatego ciężko jest dowodami ją obalić, bo te dowody z góry są odrzucane, gdyż "to nie może być prawda" i już. Gorzej gdy religie by bronić własnych "dowodów" kłamią na temat naszych (niezgodnych z ich doktrynami). W publikacjach Świadków Jehowy można przeczytać, ze teoria ewolucji zakłada, iż człowiek pochodzi od małpy a mechanizmem ewolucji jest przypadek. To kłamstwa oczywiście, ale oni im wierzą a do "o powstawaniu gatunków" nawet nie zerkną bo nie wolno.
|
|
| |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego jaki mur wiara w umyśle danego człowieka stworzyła. Wierzących (nawet dość silnie) da się przekonać, pokazując im dowody. Udało mi się coś takiego dwa razy. Dwojgu ludziom wytłumaczyłem na podstawie dowodów naukowych, które wtedy znałem (teraz znam nieco więcej), że sił wyższych być nie może.
Bardzo mi przykro - nie mogłeś udowodnić nikomu, że nie istnieją siły wyższe. Mogłeś najwyżej przedstawić różne fakty z dziedziny biologii czy fizyki tłumaczące mechanizmy działania wszechświata i ewolucji. Mogłeś wykazać w jaki sposób wierzenia biorą się ze specyficznej budowy anatomicznej człowieka, a kościoły są organizacjami społecznymi, które od zawsze poruszają się tylko i wyłącznie na poziomie spraw świeckich. Dowodów na to, że nad tym wszystkim nie stoi siła wyższa po prostu nie ma. Nie jesteś w stanie udowodnić, że wszystko to nie jest jakimś bożym planem, nie da się w naukowy sposób zaprzeczyć teorii, że początek wszechświata nie został spowodowany przez jakieś bóstwo.
> Gorzej gdy religie by bronić własnych "dowodów" kłamią na temat naszych (niezgodnych z ich doktrynami). W publikacjach Świadków Jehowy można przeczytać, ze teoria ewolucji zakłada, iż człowiek pochodzi od małpy a mechanizmem ewolucji jest przypadek. To kłamstwa oczywiście, ale oni im wierzą a do "o powstawaniu gatunków" nawet nie zerkną bo nie wolno.
Ale znowu postawię pytanie: czy sprzeczność doktryny religijnej (czyli ideologii wymyślonej przez człowieka) może być podstawą do zaprzeczenia istnienia sił nadprzyrodzonych? Wskazane sprzeczności są tylko dowodem na to, że ludzie pisząc książeczki o bóstwach się mylili w swoich założeniach i mieli znikomą wiedzę naukową.
|
|
| | |  | | Kriz (32 punktów) |
>Bardzo mi przykro - nie mogłeś udowodnić nikomu, że nie istnieją siły wyższe. Mogłeś najwyżej przedstawić różne fakty z dziedziny biologii czy fizyki tłumaczące mechanizmy działania wszechświata i ewolucji. Mogłeś wykazać w jaki sposób wierzenia biorą się ze specyficznej budowy anatomicznej człowieka, a kościoły są organizacjami społecznymi, które od zawsze poruszają się tylko i wyłącznie na poziomie spraw świeckich. >Dowodów na to, że nad tym wszystkim nie stoi siła wyższa po prostu nie ma. Nie jesteś w stanie udowodnić, że wszystko to nie jest jakimś bożym planem, nie da się w naukowy sposób zaprzeczyć teorii, że początek wszechświata nie został spowodowany przez jakieś bóstwo.
Ale własnie te rzeczy temu zaprzeczają. No dobra nie są dowodami na brak sił, ale są obaleniem argumentów za tymi siłami.
>Ale znowu postawię pytanie: czy sprzeczność doktryny religijnej (czyli ideologii wymyślonej przez człowieka) może być podstawą do zaprzeczenia istnienia sił nadprzyrodzonych? Wskazane sprzeczności są tylko dowodem na to, że ludzie pisząc książeczki o bóstwach się mylili w swoich założeniach i mieli znikomą wiedzę naukową.
Ale gdy złożymy razem sprzeczności owe oraz wspomniane fakty z fizyki i biologii, można uzyskać przekonanie, że sił wyższych nie ma. Raz takie przekonanie powstanie a raz nie.
|
|
| | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Ale własnie te rzeczy temu zaprzeczają. No dobra nie są dowodami na brak sił, ale są obaleniem argumentów za tymi siłami.
Naprawdę? W jaki sposób? Jestem autentycznie zafascynowany tym, jak jakikolwiek fakt naukowy jest sprzeczny z ideą siły nadprzyrodzonej i bardzo chciałbym poznać chociaż jeden.
>Ale gdy złożymy razem sprzeczności owe oraz wspomniane fakty z fizyki i biologii, można uzyskać przekonanie, że sił wyższych nie ma. Raz takie przekonanie powstanie a raz nie.
A właśnie! Wiedza naukowa może prowadzić do przekonania, że nie istnieje żadna siła wyższa. Przekonanie natomiast nie jest wiedzą, a jedynie uznaniem czegoś za najbardziej prawdopodobne badź prawdziwe bez jednoznacznego materiału dowodowego.
|
|
|  | | Kriz (32 punktów) | >Bo to nie dowody, a na pewno nie dowody dla osób wierzacych. Logiczne, naukowe dowody dotyczące nieistnienia sił wyższych (a i tak nie są to dowody sensu stricte, przecież nie da się doświadczalnie dowieść swoich racji w tym temacie) są dowodami jedynie dla osób, które już tej wyższej siły nie uznały.
dowody to dowody. To, że teiści ich nie uznają wynika z siły z jaką im wpojono wiarę oraz z siły jaką sami ją podtrzymują. Ci wierzący, którzy stali się ateistami nie mogli być w swojej wierze silni od początku. Zawsze coś musiało zgrzytać. Musiało być jakieś ziarno watpliwości. Są pewnie jakieś wyjątki, ale najczęściej jest własnie tak...
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | >dowody to dowody. To, że teiści ich nie uznają wynika z siły z jaką im wpojono wiarę oraz z siły jaką sami ją podtrzymują. Ci wierzący, którzy stali się ateistami nie mogli być w swojej wierze silni od początku. Zawsze coś musiało zgrzytać. Musiało być jakieś ziarno watpliwości. Są pewnie jakieś wyjątki, ale najczęściej jest własnie tak...
Nie rozumiemy się. Dowód w sensie naukowym to doświadczalne potwierdzenie jakiegoś założenia. Jeśli założysz, że woda zawrze po osiagnięciu 100 stopni celsjusza przy normalnym ciśnieniu to możesz to potwierdzić włączając czajnik i patrząc na termometr. Jeśli założysz, że uda ci się rozbić protony w jądrze złota po zderzeniu ze sobą dwóch atomów to możesz to potwierdzić po wybudowaniu akceleratora cząsteczek. Nie jesteś natomiast w stanie dowieść, że nie istnieje siła nadprzyrodzona, ponieważ z założenia nie podlega ona możliwości zbadania i objecia jej umysłem, a przez to metodami badawczymi znanymi ludzkości.
|
|
| | |  | | Kriz (32 punktów) | >>dowody to dowody. To, że teiści ich nie uznają wynika z siły z jaką im wpojono wiarę oraz z siły jaką sami ją podtrzymują. Ci wierzący, którzy stali się ateistami nie mogli być w swojej wierze silni od początku. Zawsze coś musiało zgrzytać. Musiało być jakieś ziarno watpliwości. Są pewnie jakieś wyjątki, ale najczęściej jest własnie tak... >Nie rozumiemy się. Dowód w sensie naukowym to doświadczalne potwierdzenie jakiegoś założenia. Jeśli założysz, że woda zawrze po osiagnięciu 100 stopni celsjusza przy normalnym ciśnieniu to możesz to potwierdzić włączając czajnik i patrząc na termometr. Jeśli założysz, że uda ci się rozbić protony w jądrze złota po zderzeniu ze sobą dwóch atomów to możesz to potwierdzić po wybudowaniu akceleratora cząsteczek. >Nie jesteś natomiast w stanie dowieść, że nie istnieje siła nadprzyrodzona, ponieważ z założenia nie podlega ona możliwości zbadania i objecia jej umysłem, a przez to metodami badawczymi znanymi ludzkości. >
chodzi o coś innego. Zbiór udowodnionych teorii na różne tematy, z których razem wzietych można wywnioskować, że tych sił nie ma. Nie jeden dowód, że nie ma, lecz wiele dowodów na różne rzeczy, z których wynika brak sił wyższych. Darwin oraz wiekszość osiągnięć astronomii.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >chodzi o coś innego. Zbiór udowodnionych teorii na różne tematy, z których razem wzietych można wywnioskować, że tych sił nie ma. Nie jeden dowód, że nie ma, lecz wiele dowodów na różne rzeczy, z których wynika brak sił wyższych. Darwin oraz wiekszość osiągnięć astronomii.
Ale to nie są dowody na to, że nie istnieją siły wyższe. To tylko dowody ewolucji czy modele fizyczne. Nieważne jak dokładnie opiszesz życie jako zjawisko, nieważne jak dokładnie poznasz wszechświat - z żadnej z tych rzeczy ani z żadnej kombinacji tych faktów nie wynika to, że nie istnieją siły nadprzyrodzone. Badania nad naszą ewolucją i powstaniem życia dowodzą tylko tego, że życie powstało, a my ewoluujemy - nie ma w tym nic, co pozwalałoby na zaprzeczenie istnienia jakiegoś bóstwa.
|
|
| | | | |  | | Kriz (32 punktów) | >>chodzi o coś innego. Zbiór udowodnionych teorii na różne tematy, z których razem wzietych można wywnioskować, że tych sił nie ma. Nie jeden dowód, że nie ma, lecz wiele dowodów na różne rzeczy, z których wynika brak sił wyższych. Darwin oraz wiekszość osiągnięć astronomii. >Ale to nie są dowody na to, że nie istnieją siły wyższe. To tylko dowody ewolucji czy modele fizyczne. Nieważne jak dokładnie opiszesz życie jako zjawisko, nieważne jak dokładnie poznasz wszechświat - z żadnej z tych rzeczy ani z żadnej kombinacji tych faktów nie wynika to, że nie istnieją siły nadprzyrodzone. >Badania nad naszą ewolucją i powstaniem życia dowodzą tylko tego, że życie powstało, a my ewoluujemy - nie ma w tym nic, co pozwalałoby na zaprzeczenie istnienia jakiegoś bóstwa.
Dowodzą, że miało to miejsce bez udziału sił wyższych. A w każdym razie nic o nich nie wspominają. To powinno wystarczyć. Nie wystarcza wierzącym, bo oni wiedzą, że musi być inaczej bo tak zakłada swieta księga ich religii. Sceptykom może nie wystarczać w wyniku małej liczby świadectw na przykład.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Dowodzą, że miało to miejsce bez udziału sił wyższych.
Nie. Dowodzą, że to miało miejsce zgodnie z zasadami fizyki, ale zawsze można powiedzieć, że przecież siły nadprzyrodzone mogą być odpowiedzią na pytanie 'dlaczego/po co?', a nie 'jak?'. Nie dowiedziesz, że za łączeniem się jąder wodoru w hel nie stoi siła wyższa, która po prostu nie chce się przejawić bezpośrednio. Nie da się również stwierdzić, czy obecnie obowiązujące prawa fizyki są uniwersalne i obiektywne - przecież mogą być tworem jakiegoś bóstwa. Kolejnym argumentem może być stwierdzenie, że wszystko czego doświadczamy jest tylko interpretacją bodźców przez nas samych, co oznacza że bóstwa mogą nam biegać po balkonach krzycząc, ale nasza percepcja ich nie obejmie.
>Nie wystarcza wierzącym, bo oni wiedzą, że musi być inaczej bo tak zakłada swieta księga ich religii.
A jeśli ich religia nie ma świętej księgi? Jeśli są poganami? Ludzkość przez dziesiątki (jeśli nie setki) tysięcy lat radziła sobie doskonale z religijnością bez ksiąg. Wiara w siły nadprzyrodzone jest pierwotna względem zintytucjonalizowanej religii, pamiętaj o tym. Nie można przeciwstawiać książek napisanych przez ludzi i organizacji religijnych siłom nadprzyrodzonym, bo wtedy trzeba uznać fakt, że są natchnione.
|
|
4 na 4 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. > Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć >dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej >tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny. Jedni wierzą w św. Mikołaja, a inni nie, i ani nie można potwierdzić jego istnienia, ani nieistnienia. Więc nie wiadomo, czy to święty Mikołaj roznosi prezenty, czy rodzice podkładają je pod choinkę.
>Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia. Wiarę w świętego Mikołaja trzeba zdobyć samemu, na podstawie własnego życia i prezentów, które lezą pod choinką.
Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to >zdrowie jest). Nie doświadczasz boga, tylko efektu placebo. Równie dobrze mogłeś w celu uzdrowienia skakać na jednej nodze wokół kija: jeśli wierzyłbyś, że to pomoże, twój umysł by cię uzdrowił tak samo jak twój umysł uzdrowił przypadku gadania samemu do siebie.
|
|
1 na 1 | Degre (752 punktów) |
>Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia. Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to >zdrowie jest). Derren Brown -System Obejrzyj i zrozumiesz jak działają Twoje modlitwy
|
|
2 na 2 | Marian (5438 punktów) |
W sumie chyba powinienem sobie darować, ale chciałem wtrącić swoje 0.03 PLN na temat semantyki. Jak to mówią: Jeśli nie masz nic mądrego do powiedzenia, przyczep się słówek i ortografii. I rzeczywiście, nie mam – wszystkie argumenty już padły i nie wyprodukowano żadnej nowej wiedzy na ten temat od czasów antycznych. Martwi mnie mianowicie Twój sposób użycia słowa ateista, niestety dość powszechny zwłaszcza wśród ludzi wierzących, biorący się zapewne ze zbytniego uproszczenia kwestii i braku komunikacji. Właśnie ze względu na takie nieporozumienia unikam nazywania się ateistą. Ateista to po prostu człowiek, który nie daje wiary twierdzeniom teistów. Tak się składa, że oprócz bycia ateistą w tym sensie, ja personalnie, pozytywnie uważam, że dla wszystkich praktycznych zastosowań, bogowie nie istnieją i jest to oczywiście pozycja, którą należałoby uzasadnić. Moglibyśmy o tym porozmawiać, ale oczywiście nie to jest celem tego wątku. Jasne, że nie podam Ci żadnych empirycznych dowodów, bo to po prostu nie jest możliwe (choć znalezienie dowodów na istnienie jest przynajmniej pryncypialne możliwe i takich dowodów właśnie ateiści z reguły się domagają); nawet jeśli zajrzelibyśmy we wszystkie możliwe miejsca i nie znaleźli tam ani jednego boga, brak dowodów nie jest dowodem braku, jak powiedział pewien, skądinąd ateista. Mam natomiast kilka dość przekonujących argumentów, na których bazuję swoje przekonanie i nie są to argumenty w stylu osobistego objawienia; sądzę, że są dość uniwersalnie przekonujące, jeśli chciałbyś się kiedyś z nimi zapoznać.
Pozdrawiam.
|
|
| lontri (16088 punktów) |
Boga nie ma. To fakt pewny co najmniej na 200%. Tylko nie zawsze jest możliwe przekonanie do tego słowami. To się po prostu widzi.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
7 na 7 | dipsao (150 punktów) | > Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z> małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć> dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę) swojej> tezy, więc bez sensu prowadzić takie wojny.------------------------------------------- To jest ulubiony zabieg religiantów - ustawianie ateizmu jako pozycji symetrycznej do teizmu. Dzięki temu zabiegowi próbują sugerować remis (coś w rodzaju szachowego pata). Oczywiście w wiekach średnich rzecz nie do pomyślenia - jedynym satysfakcjonującym rozwiązaniem różnicy poglądów w tym temacie byłoby wzięcie bezbożnego pod buty, poskakanie obiema nogami i spalenie na stosie. Dziś biorą z pocałowaniem w rękę naciągany remis ...Ateizm to nie jest religia i nie jest to "taka sama wiara, tylko w drugą stronę". Zetknąłem się z trafnymi porównaniami które warto przytoczyć, może do sympatyków irracjonalnych przekonań trafią lepiej niż racjonalne wywody - "jeśli ateizm to religia, to niezbieranie znaczków to hobby" - "jeśli ateizm to religia, wówczas 'łysy' to kolor włosów" - "jeśli ateizm to religia, to bezrobocie to rodzaj pracy"można by tak długo ...
|
|
| WeeDTM (13 punktów) | Dziękuje za wytyczenie mi błędów merytorycznych  To się naprawdę przyda, dzięki temu więcej wiem, a właśnie najbardziej chodziło mi (lekka prowokacja) o dobre kontrargumenty, bo gdybym nie użył takiego czegoś, jak "jakiś ateista", to wielu by się nie wysiliło. A tak? Jest oburzenie, więc chce się, jak najbardziej zmiażdżyć przeciwnika. Napisałem również "Ja...". Tak naprawdę nie stoję do końca ani po jednej ani po drugiej stronie. Ani tu nie ma dowodów (niezbitych) ani tu, dlatego nie można, a przynajmniej ja nie mogę się zdecydować. Oczywiście pojawiają się tutaj rzeczy, które pokazują że nie można takich dowodów przedstawić dla każdej ze stron, a jeżeli się nie da to nie mam stu procentowej pewności co do mojej wiary, a wiara musi być niezłomna. Tak samo, jak nie mam stu procentowej pewności, że Boga czy wyższej siły nie ma. Niektórzy zareagowali równie niegrzecznie, ale spodziewałem się, że mniej osób udzieli ładnej odpowiedzi. Miłe zaskoczenie. Muszę jeszcze kilka razy przeczytać wątek, żeby zapamiętać te ważniejsze rzeczy. Szczególnie podobały mi się posty Dnaka - myślę, że rozumuję podobnie. Wiary nie da się udowodnić, bo istotą wiary jest wiara (jakkolwiek to brzmi), a więc można obalić religię (jako Biblię, kościoły, instytucję itd.), ale samej wiary nie.
|
|
 | 1 na 1 | dipsao (150 punktów) | > Ani tu nie ma dowodów (niezbitych) ani tu, dlatego nie można, a przynajmniej ja nie mogę się zdecydować.
Warto zauważyć w tym miejscu, że tu czycha pułapka myślowa.
Z tego, że nie ma 100% dowodów na poparcie jednego i drugiego stanowiska nie wynika, że są one jednakowo prawdopodobne.
Nawet ikona ateizmu - Richard Dawkins - jeżeli trzeba podejść do tematu aptekarsko od strony filozoficznej, twierdzi że jest agnostykiem, a nie ateistą. Czyli, że nie może powiedzieć, że Boga na pewno nie ma, ale że jest to bardzo mało prawdopodobne.
> Tak samo, jak nie mam stu procentowej pewności, że Boga czy wyższej siły nie ma.
Tak samo jak nie masz stuprocentowej pewności że nie ma krasnoludków, jednorożców, UFOludków i wampirów. Możemy sobie wyobrazić nieskończenie wiele rzeczy, których nieistnienia nie możemy dowieść na 100%. Teoretycznie każdy z nas powinien być agnostykiem w sprawie krasnoludków, w praktyce jesteśmy w tym zakresie ateistami.
> więc można obalić religię (jako Biblię, kościoły, instytucję itd.), ale samej wiary nie.
Wiary w krasnoludki również nie. I w Zeusa. Nie możemy obalić tezy ( a przynajmniej nie mogliśmy w czasach, kiedy B. Russel wymyślił ten przykład) że po ogromniej orbicie wokół Słońca krąży czajniczek z chińskiej porcelany. Ale w praktyce nie przejmujemy się tą czysto teoretyczną możliwością istnienia bytów przewidzianych w tych "nieobalonych" koncepcjach.
|
|
|  | | WeeDTM (13 punktów) | Problem w tym, że krasnoludki czy inne czajniki krążące po orbitach nie są dla nas tak ważnym tematem i rozwiniętym, jak bóg, bóstwa, siły wyższe. Co do krasnoludków jesteśmy bardziej pewni, że nie istnieją, ponieważ dowody co do ich istnienia byłyby już znalezione. Bardziej prawdopodobne (dlatego napisałem "bardziej pewni"), że krasnoludki zostawiłyby jakiś ślad po sobie na ziemi. Ale wiem o co ci chodzi - są sprawy, wobec których powinniśmy być agnostykami, a jesteśmy ateistami, racja. Ale tak, jak wspomniałem w pierwszym zdaniu...
|
|
| |  | 3 na 3 | dipsao (150 punktów) | >Problem w tym, że krasnoludki czy inne czajniki krążące po orbitach nie są dla nas tak ważnym tematem i rozwiniętym, jak bóg, bóstwa, siły wyższe.
Omawialiśmy kwestię dowodów i ich braku. To, jak brzemienna w skutki jest prawdziwość (lub nie) danej hipotezy, nie ma wpływu na prawdopodobieństwo jej prawdziwości. Prawdopodobieństwo wygranej w ruletce nie zależy od tego ile postawiłeś na daną liczbę.
> Co do krasnoludków jesteśmy bardziej pewni, że nie istnieją, ponieważ dowody co do ich istnienia byłyby już znalezione. Bardziej prawdopodobne (dlatego napisałem "bardziej pewni"), że krasnoludki zostawiłyby jakiś ślad po sobie na ziemi.
Błąd. Na tym "cały wic polega", że możemy bronić istnienia krasnoludków dokładnie tymi samymi środkami (a nawet zdaniami), którymi broni się istnienia Boga.
Nie znaleziono jak dotąd żadnych śladów krasnoludków? - być może krasnoludki mają jakiś specjalny plan wobec ludzkości, którego nie znamy, żeby nie ujawniać nam żadnych swoich śladów...? - być może krasnoludki pozostawiają ślady, tylko my nie możemy ich dostrzec swoimi ograniczonymi zmysłami lub ogarnąć ograniczonym rozumem? - podobno gdzieś w małej wiosce w Portugalii krasnoludki pokazywały się pastuszkom. I jeszcze w Jugosławii też się pokazywały kilku nastolatkom. ( Tylko naukowcom w CERN-ie nie chcą się pokazać ... Być może dlatego, że serca dzieci są czystsze i świeżo po lekturze "Sierotki Marysi" )
Brzmi znajomo...?
|
|
1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >P.S Proszę o to, aby kontrargumentować/dyskutować odnośnie mojej wypowiedzi (całej, a nie tylko słów wyrwanych z kontekstu) Ja w ogóle nie widzę możliwości wysunięcia jakiegoś kontrargumentu, gdy w twoim postcie nie potrafię dopatrzyć się argumentów, czy tez, z którymi można by się zgadzać lub niezgadzać. Postawiłeś szereg pytań sformułowanych raczej poetycko zagmatwanych niż dających się jednoznacznie zrozumieć. Ale widać, że trąciłeś jakąś strunę która wywołała burzę postów. W takim wypadku mówi się, że uderzono w bolące miejsce, z którego istnienia nikt nie zdawał sobie sprawy. Zastanawiają zwłaszcza odpowiedzi typu: "czemu zawracasz ludziom gitarę", "czemu zmuszasz nas do ..." i td. Za cytownymi zdaniami kryje się jakaś nieuświadomiona zadra. Przecież nie istnieje żaden obiektywny przymus zajmowania się tym właśnie wątkiem. Widocznie ten przymus powstaje w umysłach tych, którzy się przeciwko niemu buntują i mają pretensję do autora wyciągającego na światło pytania rodzące w czytelnikach nieodpartą, choć niechcianą potrzebę reagowania. Warto się zastanowić nad źródłem takiej reakcji. Jest to okazja do poznania swoich nieuświadomionych obciążeń. >nie pisać w stylu "A ja nienawidzę neutralnych ludzi odnośnie wiary i wczoraj jadłem poziomki". Zbyt słabą mam wyobraźnię, by w tym cytacie dopatrzyć się podobieństwa do tego, co spotykam na tym forum.
Stach M. G.
|
|
1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z >małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć >dowodów
Tak, to śmieszne, ale chyba nie rozumiesz ateistów. Przykładowo, ja zostałem ateistą około 8 roku życia, gdy nie potrafiłem jeszcze ze zrozumieniem pomyśleć słowa "istnieje". Ateistą uczyniły mnie, jak to teraz rozumiem, moje instynkty moralne. Zauważyłem niesprawiedliwość i obłudę dorosłych. Straszyli wiecznym potępieniem i mękami piekielnymi, ale sami nie bali się grzeszyć. Kłóciłem się z moimi religijnymi rodzicami, że Bóg jest zły i głupi, skoro swoją wszechmocą czyni tyle zła na świecie, wyzywałem Boga od najgorszych za niesprawiedliwe traktowanie... i wreszcie do mnie dotarło, że dorośli kłamią o aniołach i diabłach, zupełnie tak samo jak o św. Mikołaju. Zmyślili Boga, Niebo i Piekło, żeby nabierać dzieci i zmuszać je do posłuszeństwa. Wymyślili bajki o duszach, żeby dzieci się bały grzeszyć.
Później zrozumiałem więcej. Dziesięć przykazań jest dla frajerów, siedem grzechów - dla cwanych kapłanów. Nauka religii to szkoła zła i obłudy. Popatrz na Rydzyka i Jankowskiego - to są wyznawcy Mammona - to jedyny Bóg, w którego wierzą. Na bajkę o Bogu dają się nabierać tylko głupcy.
doku
|
|
 | 3 na 3 | WeeDTM (13 punktów) | >Tak, to śmieszne, ale chyba nie rozumiesz ateistów. Przykładowo, ja zostałem ateistą około 8 roku życia, gdy nie potrafiłem jeszcze ze zrozumieniem pomyśleć słowa "istnieje". Ateistą uczyniły mnie, jak to teraz rozumiem, moje instynkty moralne. Zauważyłem niesprawiedliwość i obłudę dorosłych. Straszyli wiecznym potępieniem i mękami piekielnymi, ale sami nie bali się grzeszyć. Człowiek jest grzeszny.
>Kłóciłem się z moimi religijnymi rodzicami, że Bóg jest zły i głupi, skoro swoją wszechmocą czyni tyle zła na świecie, wyzywałem Boga od najgorszych za niesprawiedliwe traktowanie... Bóg dał wolną wolę człowiekowi. Dał też dobre rady w postaci przykazań. To, że nie potrafił z nich korzystać zły człowiek, to nie wina Boga. Bóg to coś na wzór ojca - daje dobre rady np. "nie pal!", ale czy wyrwie ci papierosa, jak zapalisz za szkołą?
>i wreszcie do mnie dotarło, że dorośli kłamią o aniołach i diabłach, zupełnie tak samo jak o św. Mikołaju. Zmyślili Boga, Niebo i Piekło, żeby nabierać dzieci i zmuszać je do posłuszeństwa. Wymyślili bajki o duszach, żeby dzieci się bały grzeszyć. Porównujesz św. Mikołaja do Boga? Św. Mikołaj, to bajka, a Bóg - nie wiadomo. Biblia, kilka tysięcy lat wiary, księgi, Jezus Chrystus, który istniał - w każdej książce do historii piszą, biorą go jako postać historyczną.
>Później zrozumiałem więcej. Dziesięć przykazań jest dla frajerów, siedem grzechów - dla cwanych kapłanów. Nauka religii to szkoła zła i obłudy. Popatrz na Rydzyka i Jankowskiego - to są wyznawcy Mammona - to jedyny Bóg, w którego wierzą. Na bajkę o Bogu dają się nabierać tylko głupcy. Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół.
Co do tych krasnali... O ile się nie mylę, nie ma żadnych ksiąg (nie piszcie tytułów bajek, bo z definicji bajka nie jest prawdziwa), postaci historycznych czy wydarzeń. Jedyna symetria między tym, a tym jest taka, że na to i na to nie ma niezbitych dowodów, a Bóg przy krasnoludkach wydaje się bardziej prawdopodobny. Tyle, że jak by były dowody na istnienie Boga, to na czym polegałaby wtedy wiara?
|
|
|  | 2 na 2 | Arita (459 punktów) | > Biblia, kilka tysięcy lat wiary, księgi, Jezus Chrystus, który istniał - w każdej książceNie dla każdego biblia jest Słowem Pana, czy magiczną księgą. Dla mnie jest zwykłą książką, zawierającą jakieś wizje, metafory,przekazy, nakazy i opis guseł, które kiedyś uprawiał jakiś pustynny lud. > biorą go jako postać historyczną.>Owszem. No, ale co to zmienia, z punktu widzenia ateisty? Nie chodzi o wiarę - w istnienie postaci historycznej, ale o wiarę w Mesjasza i całą resztę. > Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół.To jest oczywiste  > Co do tych krasnali...Te krasnale, to tylko dla przykładu, aby przybliżyć wierzącemu, punkt widzenia "niewiernego". Równie dobrze, mógłby być Aphofis, Manitou, czy Mała Prywatna Zjawa, która mieszka pod moim biurkiem, tylko ja ją widzę i otaczam kultem  > Tyle, że jak by były dowody na istnienie Boga, to na czym polegałaby wtedy wiara?Ciekawe pytanie.
Wymyśliliśmy słowo "chaos" na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.
|
|
|  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół.
A na czym ta różnica polega?
Bo dla mnie nie jest to takie oczywiste, jak dla Arity piętro wyżej.
>Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół. To w jakiego boga wierzyć, prócz "kościelnego", czyli promowanego przez któryś z licznych kościołów?
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | > To w jakiego boga wierzyć, prócz "kościelnego", czyli promowanego przez któryś z licznych kościołów?
Po prostu - w jakąś siłę wyższą, której samemu nada się pewne cechy. Przez setki tysięcy lat (jeśli nie dziesiątki milionów) ludzie składali ofiary zjawiskom atmosferycznym, czcili zwierzęta, wierzyli w duchy zmarłych. To wszystko to bardzo prymitywna forma wiary w bóstwa, która miała miejsce przed wykształceniem się religii i doktryn religijnych - cześć bóstwom jest więc możliwa bez świętych ksiąg i biskupów.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >> To w jakiego boga wierzyć, prócz "kościelnego", czyli promowanego przez któryś z licznych kościołów? >Po prostu - w jakąś siłę wyższą, której samemu nada się pewne cechy. Jak zidentyfikujesz tego "boga", któremu chcesz nadać jakieś cechy? No i na jakiej podstawie, bazie, te cechy nadasz?
>Przez setki tysięcy lat (jeśli nie dziesiątki milionów) ludzie składali ofiary zjawiskom atmosferycznym, czcili zwierzęta, wierzyli w duchy zmarłych. Fajnie, ale ja pytam WeeDTM-a w jakiego boga teraz wierzyć, prócz "kościelnego"?
>To wszystko to bardzo prymitywna forma wiary w bóstwa, która miała miejsce przed wykształceniem się religii i doktryn religijnych - cześć bóstwom jest więc możliwa bez świętych ksiąg i biskupów. To miłe, ale ja się upieram przy teraźniejszości - nie pytam, co było możliwe przed wykształceniem się religii i doktryn religijnych, więc piszesz nie na temat.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Jak zidentyfikujesz tego "boga", któremu chcesz nadać jakieś cechy? > No i na jakiej podstawie, bazie, te cechy nadasz?
Jakie tylko mi się spodoba. Być może będzie spełniał moje zachcianki, jeśli złożę mu odpowiednią ofiarę, być może będzie wymierzał sprawiedliwość złym, kiedy uzna, że na to czas. Siły nadprzyrodzone są z definicji trudne do zidentyfikowania.
> Fajnie, ale ja pytam WeeDTM-a w jakiego boga teraz wierzyć, prócz "kościelnego"?
Już napisałem - jakiego sobie ktoś tylko wyobrazi, nie trzeba wybierać już istniejącego z katalogu wierzeń ludzkości (chociaż można).
> To miłe, ale ja się upieram przy teraźniejszości - nie pytam, co było możliwe przed wykształceniem się religii i doktryn religijnych, więc piszesz nie na temat.
Ale teraz możliwe jest dokładnie to samo. Ludzka psychika jakoś bardzo się nie zmieniła, dalej ludzie myślą magicznie i dalej mają takie samo zapotrzebowanie na proste wyjaśnienia skomplikowanych kwestii. Wierzenia w pewnym stopniu ogranicza nauka (bo już teraz wiemy, czemu niebo grzmi), ale pole do popisu jest dalej bardzo szerokie, co zresztą widać po pladze kultów new-ageowych, wierze w skuteczność homeopatii, czy po teoriach spiskowych. Piszę więc jak najbardziej na temat, ponieważ w naszych czasach mimo wszystko bardzo łatwo jest wierzyć w siły nadprzyrodzone różnego rodzaju oderwane od kościoła. Wspomniana homeopatia w założeniu wcale nie jest różna od czczenia świętego gaju, czy biegania bez majtek w trakcie pełni, żeby plony lepiej urosły.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | Pierwsze pytanie brzmiało: >> Jak zidentyfikujesz tego "boga", któremu chcesz nadać jakieś cechy? Drugie było konsekwencja pierwszego: >> No i na jakiej podstawie, bazie, te cechy nadasz? >Jakie tylko mi się spodoba. Być może będzie spełniał moje zachcianki, jeśli złożę mu odpowiednią ofiarę, być może będzie wymierzał sprawiedliwość złym, kiedy uzna, że na to czas. Ja nie pytam, jakie cechy nadasz, tylko na jakiej podstawie je nadasz, czym się posłużysz do nadania jakichś cech? Masz trudności z czytaniem?
>Siły nadprzyrodzone są z definicji trudne do zidentyfikowania. Bo ich nie ma.
>> Fajnie, ale ja pytam WeeDTM-a w jakiego boga teraz wierzyć, prócz "kościelnego"? >Już napisałem - jakiego sobie ktoś tylko wyobrazi, nie trzeba wybierać już istniejącego z katalogu wierzeń ludzkości (chociaż można). A na jakiej podstawie sobie "ktoś" wyobrazi?
>> To miłe, ale ja się upieram przy teraźniejszości - nie pytam, co było możliwe przed wykształceniem się religii i doktryn religijnych, więc piszesz nie na temat. >Ale teraz możliwe jest dokładnie to samo. Ludzka psychika jakoś bardzo się nie zmieniła, dalej ludzie myślą magicznie... Bo maję tę magię od tysięcy lat windoktrynowaną w móżdżki - magia nie spadła z sufitu.
>... i dalej mają takie samo zapotrzebowanie na proste wyjaśnienia skomplikowanych kwestii. Jw.
>Piszę więc jak najbardziej na temat... Nie, bo nie zrozumiałeś podstawowego pytania - piszesz o swoich konfabulacjach na podstawie pytań, których nie ma w tekście.
|
|
| | | | | |  | 1 na 3 | dnak (1340 punktów) | > Bo ich nie ma.
Właśnie w tym jest problem. Nikt nie jest w stanie tego stwierdzić. Nie ma naukowej metody dowodzenia nieistnienia jakiegoś boga i wątpię, żeby kiedykolwiek się pojawiła. Nie kłócę się z Tobą jesli chodzi o występowanie sił nadprzyrodzonych, bo sam uważam, że nie istnieją. Zwracam tylko uwagę na fakt, że niezależnie od naszego przekonania nie ma żadnej doświadczalnej metody, żeby dowieść swoich racji w tej kwestii. Ani dla wierzacych ani dla niewierzących.
> Bo maję tę magię od tysięcy lat windoktrynowaną w móżdżki - magia nie spadła z sufitu.
Rzeczywiście, nie spadła. Jest wpisana w nasze geny i wszyscy ludzie mają do magicznego myślenia skłonność.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Zwracam tylko uwagę na fakt, że niezależnie od naszego przekonania... Nie ma czegoś takiego, jak "nasze przekonania", albo pisz za siebie, albo nie zawracaj mi głowy, user. Rozumiem z tego, że wtrąciłeś się tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na żadne pytanie i ogólnikami dojść do truizmu, że nic nie wiesz. Przy okazji błyśnięcia swoim wtórnym analfabetyzmem.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | dnak (1340 punktów) | > Nie ma czegoś takiego, jak "nasze przekonania", albo pisz za siebie, albo nie zawracaj mi głowy, user.Nie? Wydawało mi się, że skoro oboje nie uznajmy istnienia sił nadprzyrodzonych to można mówić o wspólnych poglądach na tak ogólnym poziomie, ale jak się okazuje - poczułeś się tym urażony, za co przepraszam. W takim razie: nie da się udowodnić w żaden naukowy sposób ani moich, ani Twoich przekonań o nieistnieniu jakiejś siły wyższej. > Rozumiem z tego, że wtrąciłeś się tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na żadne pytanie i ogólnikami dojść do truizmu, że nic nie wiesz.Wtrąciłem się, żeby zaznaczyć, że bóstwa nie są domeną tylko i wyłącznie domeną zorganizowanej religii, a nie odpowiadałem na pytania, ponieważ były one z założenia bezsensowne - wymagałeś ode mnie określenia czegos, co jest w swoim pierwotnym założeniu nie do określenia. Jak widać to, że nic nie wiem w tej kwestii nie jest truizmem, gdyż część dyskusji zahaczyła o wątek, w którym twierdzisz, że wiesz, że siły nadprzyrodzone nie istnieją. Chciałem dowiedzieć się na jakiej podstawie to stwierdziłes, ale Ty odpowiedziałeś tym postem, który niewiele wnosi...
|
|
| | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > > Nie ma czegoś takiego, jak "nasze przekonania", albo pisz za siebie, albo nie zawracaj mi głowy, user.> Nie? Nie, przeczytaj uważnie, bo nie będę powtarzał: czegoś takiego, jak "nasze przekonania" nie ma. > Wydawało mi się, że (>...) ale (...) poczułeś się tym urażony, za co przepraszam. Mnie nie interesuje co ci się wydaje - przestań mi cokolwiek imputować. Przeprosin też nie przyjmuję, bo to zgrana sztuczka. > W takim razie: nie da się udowodnić w żaden naukowy sposób ani moich, ani Twoich przekonań o nieistnieniu jakiejś siły wyższej. Co i skąd wiesz o moich przekonaniach, że znowu wyrokujesz? Ogłoś tę PRAWDĘ w Płomyczku i idź na dobranockę. > > Rozumiem z tego, że wtrąciłeś się tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na żadne pytanie i ogólnikami dojść do truizmu, że nic nie wiesz.> ... nie odpowiadałem na pytania, ponieważ były one z założenia bezsensowne - wymagałeś ode mnie określenia czegos, co jest w swoim pierwotnym założeniu nie do określenia. Niczego nie wymagałem - odpisałem ci, boś wyręczył w odpowiedzi WeeDTM-a do którego było pytanie, a wciąłeś się tylko po to, żeby stwierdzić, że nic nie wiesz. > Chciałem dowiedzieć się na jakiej podstawie to stwierdziłes, ale Ty odpowiedziałeś tym postem, który niewiele wnosi... Niczego nie chciałeś się dowiedzieć, bo nie odpowiedziałeś na moje pytania zawarte w tym tekście - to znaczy zupełnie ich nie zrozumiałeś, więc dalszą rozmowę uznałem za bezcelową - proste?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 | dnak (1340 punktów) | > Niczego nie wymagałem - odpisałem ci, boś wyręczył w odpowiedzi WeeDTM-a do którego było pytanie, a wciąłeś się tylko po to, żeby stwierdzić, że nic nie wiesz.> Niczego nie chciałeś się dowiedzieć, bo nie odpowiedziałeś na moje pytania zawarte w tym tekście - to znaczy zupełnie ich nie zrozumiałeś, więc dalszą rozmowę uznałem za bezcelową - proste?Nie, ponieważ pytania były bez sensu. Nie ma mowy o identyfikacji opisanego typu bóstwa, a dokładniej: ciężko podać tego definicję. To jest indywidualny wybór i indywidualna wyobraźna każdego człowieka, który opisze wspomnianą siłę nadprzyrodzoną w jemu odpowiadający sposób. Jesli ktoś odrzuci doktrynę religijną jakiegoś kościoła i uzna, że czuwa nad nim bóstwo to może mu nadać dowolne cechy. Nawet jeśli uzna się, że kościół po prostu błądzi i weźmie jego święte księgi do reinterpretacji to sytuacja pozostaje podobna do tej powyższej - z takiej książki można wyciągnąć dokładnie takie wnioski, jakie chce się wyciągnąć niezależnie od tego, co jest napisane. Podejrzewam, że sam nie do końca wiesz jaki typ odpowiedzi miałby paść na Twoje pytania, bo na oba można odpowiedzieć przy pomocy dwóch słów. Kolejno: "na czymkolwiek" i "jakiegokolwiek". Najlepsze w tym wszystkim jest to, że sam nie do końca obracasz się w kontekście dyskusji, którą wywował post Dokowskiego - pisał on o ateiźmie, który wyrósł na bazie niechęci do koscioła katolickiego i opisywał strukturę, doktrynę i przewinienia kościoła katolickiego jako dowód na nieistnienie Boga. Oznacza to, że inna doktryna i inne stosowanie się do tejze wcale nie musiałoby skutkować porzucenia wiary w bóstwa. Rozumowanie WeeDTM-a wcale nie było błędne w tym kontekście i to Ty zahaczyłeś o nie niepotrzebnie z Twoimi pytaniami i odpowiedziami, których się spodziewałeś. > Co i skąd wiesz o moich przekonaniach, że znowu wyrokujesz? Ogłoś tę PRAWDĘ w Płomyczku i idź na dobranockę.Nie mogę wiedzieć nic ponad to, co sam napiszesz. A napisałeś: > Bo ich [sił nadprzyrodzonych] nie ma.Chyba mam prawo wywnioskować z tak prosto postawionej sprawy, że nie uważasz, że istnieją siły nadprzyrodzone, nie sądzisz?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | Zacznę od tyłu: >Nie mogę wiedzieć nic ponad to, co sam napiszesz. A napisałeś: >>Bo ich [sił nadprzyrodzonych] nie ma. >Chyba mam prawo wywnioskować z tak prosto postawionej sprawy, że nie uważasz, że istnieją siły nadprzyrodzone, nie sądzisz?
... i teraz spytam: komu ja zadałem te pytania?
Odpowiem też za ciebie, bo sobie z myśleniem nie radzisz, user - otóż zadałem to pytanie WeeDTM-owi, dla którego widocznie takie siły istnieją, nie uważasz?
Więc takie pytanie może dla ciebie sensu nie mieć, ale dla kogoś innego już tak.
Na podstawie jego tekstów mam asumpt do konstatacji, że on w takie siły wierzy, więc pytanie było do niego, a nie do ciebie - teraz rozumiesz?
Jaśniej już nie potrafię, bo dziesięcioletni syn sąsiada się kula ze śmiechu.
>Nie, ponieważ pytania były bez sensu. Nie były do ciebie, więc po jaką cholerę twierdzisz, że dla WeeDTM-ma są też bez sensu?
Gadaj za siebie, a jeśli masz plenipotencję od kogoś, to proszę ją przedstawić przed dyskusją.
Jeśli jeszcze chcesz udowadniać, że nie rozumiesz czytanych tekstów, to załóż osobny wątek na ten temat - poudaję, że współczuję, jak mi się będzie chciało, ale przypuszczam, że wątpię.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | dnak (1340 punktów) | > Gadaj za siebie, a jeśli masz plenipotencję od kogoś, to proszę ją przedstawić przed dyskusją.
Dobrze, że do tego etapu dyskusji doszliśmy dopiero teraz, ponieważ (co prawda już po fakcie) okazało się, że jednak z WeeDTMem się zgadzam w odpowiedzi na przynajmniej jedno zagadnienie. A to, że pytanie było skierowane do niego wcale nie oznacza, że nie można z tego wyprowadzić nowego wątku dyskusji, bo... no cholerka, wyprowadziliśmy go i nie będę kłamał, że trochę dziwi mnie Twoja uwaga w tym poście, a dokładniej: czas, po którym ją zawarłeś. Jakoś przez pierwsze dwa-trzy posty wcale Ci nie przeszkadzało, że zmieniliśmy temat, dopiero po naszej kłótni w innym miejscu zacząłeś nagle się odnosić do pierwotnego posta, który już w tamtym czasie przestał grać az tak wielką rolę w naszej wymianie zdań. Stąd chyba największe nieporozumienia - nagle miałem przeskoczyć z stanowiska bronionego przeze mnie na pozycje tak maltretowanego przez nas w postach WeeDTM-a.
Poza tym jestem troszkę zasmucony tym, jak wygląda nasza dyskusja i tym, w jaki sposób traktujesz osobę, z którą rozmawiasz. Zadajesz niejasne pytania (albo inaczej: nie wiadomo do kogo je kierujesz), nieustannie zarzucasz brak zrozumienia tekstu (a jeśli robisz to po raz trzeci w tej samej kwestii to ciężko mówić o winie Twojego adwersarza - to Twoim obowiązkiem jest takie przekazanie mi informacji, żebym był w stanie je zrozumieć. Jeśli trzy razy pod rząd nie jesteś w stanie tego zrobić, bo jesteś zbyt zajęty w gruncie rzeczy bezpodstawnym wywyższaniem się to wina leży po Twojej stronie. Zresztą na tę kwestię zwróciłem uwagę powyżej) i domagasz się odpowiedzi na pytania, przy czym sam nie raczysz odpowiedzieć na pytania zadane przeze mnie zasłaniając się... tym, że ja nie rozumiem pytań. Ustalmy więc: czy chcemy dojść do konsensusu, czy po prostu będziemy stroszyli pióra i grzebienie ustalając kto jest samcem alfa? Oba wyjścia mi w pełni odpowiadają, na pewno zdążyłeś zauważyć, że nie przeszkadza mi pełna agresji wymiana zdań, która do niczego nie prowadzi. Chcę tylko wiedzieć jak reagować na Twoje posty, ponieważ do tej pory dobierałem się do twoich postów jak pies do jeża próbując ustalić chociaż wspólną płaszczyznę, inną niż uniki połaczone z wywyższaniem się.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >> Gadaj za siebie, a jeśli masz plenipotencję od kogoś, to proszę ją przedstawić przed dyskusją. >Dobrze, że do tego etapu dyskusji doszliśmy dopiero teraz, ponieważ (co prawda już po fakcie) okazało się, że jednak z WeeDTMem się zgadzam w odpowiedzi na przynajmniej jedno zagadnienie.
Ale ja nie gadam z WAMI, tylko z każdym po kolei.
>... trochę dziwi mnie Twoja uwaga w tym poście, a dokładniej: czas, po którym ją zawarłeś.
Możesz jaśniej?
>... nagle miałem przeskoczyć z stanowiska bronionego przeze mnie na pozycje tak maltretowanego przez nas w postach WeeDTM-a.
Nigdzie nic nie miałeś, tylko się wziąłeś za odpowiedzi na pytania nie do ciebie.
Edycja. >Zadajesz niejasne pytania (albo inaczej: nie wiadomo do kogo je kierujesz), Po pierwsze podpinam do rzeczywistego adresata i jeśli post jest nie do ciebie, to można poznać po tym, że nie jest do ciebie... To takie proste; po drugie, co jest niejasnego w pytaniu: " na jakiej podstawie, bazie, te cechy nadasz?", by odpowiadać jakie cechy chcesz nadać?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Ale ja nie gadam z WAMI, tylko z każdym po kolei.
No właśnie. Mój post rozpoczął nowy wątek dyskusji i dlatego całkowicie zgubiłem wątek, kiedy nagle miałem odwołać się do tego, co w swojej wypowiedzi zawarł WeeDTM.
> Możesz jaśniej?
Jasne. Chodzi tylko o to, że propozycja powrotu do posta WeeDTM-a padła w momencie, w którym nasze przepychanki mało już miały wspólnego z pierwotnym tematem.
> Nigdzie nic nie miałeś, tylko się wziąłeś za odpowiedzi na pytania nie do ciebie.
Taki urok forum - każdy widzi wszystko i może włączyć się do dyskusji kiedy chce. Zwłaszcza, że zadane przez Ciebie pytania były bardzo ogólne i pozostawiały bardzo duże pole do odpowiedzi.
> Po pierwsze podpinam do rzeczywistego adresata i jeśli post jest nie do ciebie, to można poznać po tym, że nie jest do ciebie... To takie proste;
Jak już pisałem - to publiczne forum. Zastosowanie się do zasady, którą proponujesz to każdy z wątków miałby nie kilkadziesiąt, a kilka wypowiedzi.
> po drugie, co jest niejasnego w pytaniu: " na jakiej podstawie, bazie, te cechy nadasz?", by odpowiadać jakie cechy chcesz nadać?
Ale przecież odpowiedziałem na to pytanie, a dokładniej: w jednym zdaniu na oba. Rzeczywiście, nie oddzieliłem od siebie wyraźnie odpowiedzi na dwa różne pytania, ale nie uważałem tego za konieczne w tamtej wypowiedzi. Pisząc o spełnianiu zachcianek jako cesze omaianego bóstwa równocześnie wskazywałem na jedną z podstaw tegoż bóstwa tworzenia - wspomniane zachcianki. Jeśli zaś miałeś na myśli bazę ideową i kulturową to pytanie jest na tyle banalne, że można je zignorowac uznając, że obie strony to rozumieją. Oczywiste jest, że bazą dla nadawania jakichkolwiek cech jest efekt socjalizacji, a przez to ten krąg kulturowy (ze wszystkimi jego cechami i właściwościami), w którym się człowiek wychowuje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > No właśnie. Mój post rozpoczął nowy wątek dyskusji i dlatego całkowicie zgubiłem wątek... I masz do mnie pretensje, że się gubisz? > Taki urok forum - każdy widzi wszystko i może włączyć się do dyskusji kiedy chce. Zwłaszcza, że zadane przez Ciebie pytania były bardzo ogólne i pozostawiały bardzo duże pole do odpowiedzi. A kto to napisał: Nie, ponieważ pytania były bez sensu.? Jeśli pytania były dla ciebie bez sensu, to po jaką cholerę na nie odpowiadałeś? Mogłeś skwitować tym, co powyżej. Plączesz się w zeznaniach. > > Po pierwsze podpinam do rzeczywistego adresata i jeśli post jest nie do ciebie, to można poznać po tym, że nie jest do ciebie... To takie proste;> Jak już pisałem - to publiczne forum. Zastosowanie się do zasady, którą proponujesz to każdy z wątków miałby nie kilkadziesiąt, a kilka wypowiedzi. Ale to jest odpowiedź na twój zarzut, że nie wiadomo do kogo kieruję: "Zadajesz niejasne pytania (albo inaczej: nie wiadomo do kogo je kierujesz)..."... Jedynie ty nie wiesz, że nie do ciebie... Długo tak możesz przekręcać i pitolić nie na temat? Nie chce mi się gadać z kimś, kto manipuluje, przekręca znaczenie tekstów, odpowiada nie na temat, myli chronologię zdarzeń, nie rozumie tekstów.... Wystarczy?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > I masz do mnie pretensje, że się gubisz?
W kontekście tego, jak wygląda dyskusja - owszem. W zależności od potrzeby albo zarzucasz mi niezrozumienie, albo domagasz się odpowiedzi na pytania, z tym że jakąkolwiek odpowiedź traktujesz jako złą - chyba po prostu dla sportu.
> Jeśli pytania były dla ciebie bez sensu, to po jaką cholerę na nie odpowiadałeś? > Mogłeś skwitować tym, co powyżej.
Ewidentnie nie, ponieważ kwitowałem to w ten sposób dwa razy, na co reagowałeś zarzutem o niezrozumienie tekstu. Zresztą Twoje zarzuty o niezrozumienie nijak się miały do rzeczywistości. Żałuję tylko, że od samego początku nie przyjąłem Twojej strategii rozmowy tj. unikania odpowiedzi przy jednoczesnym zarzucaniu przeciwnikowi niewiedzy i głupoty.
> Plączesz się w zeznaniach.
Bynajmniej. Ty plączesz się w wymaganiach.
> Ale to jest odpowiedź na twój zarzut, że nie wiadomo do kogo kieruję: "Zadajesz niejasne pytania (albo inaczej: nie wiadomo do kogo je kierujesz)..."[/url]...
I gdybyś przeczytał całą moją wypowiedź, a nie cytował pojedyncze fragmenty być może zrozumiałbyś o czym piszę. Ale łatwiej jest w ten sposób, podać linka do wypowiedzi i wyjąć z niej jedno zdanie. Nie wiadomo do kogo kierujesz wypowiedzi, ponieważ w arbitralny sposób wybierasz sobie w moment, w którym postanowisz nawiązać do wypowiedzi kogoś innego w kontekście tego, co pisałem ja.
>Jedynie ty nie wiesz, że nie do ciebie... Długo tak możesz przekręcać i pitolić nie na temat? > Nie chce mi się gadać z kimś, kto manipuluje, przekręca znaczenie tekstów, odpowiada nie na temat, myli chronologię zdarzeń, nie rozumie tekstów....
W nieskończoność, ale jak widać po naszej dyskusji to nie tylko moja cecha. Zwłaszcza, że jeśli chodzi o przekręcanie czegokolwiek to w tej kwestii jesteś niezaprzeczalnie autorytetem - cytowanie wyjętych z kontekstu zdań, aby następnie odnieść je nie do posta, którego się tyczyły, uniki z własnymi odpowiedziami pod płaszczykiem oczekiwania na odpowiedź na pytanie, które już odpowiedź otrzymało i wiele, wiele innych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > > Długo tak możesz przekręcać i pitolić nie na temat?> > Nie chce mi się gadać z kimś, kto manipuluje, przekręca znaczenie tekstów...> ... jeśli chodzi o przekręcanie czegokolwiek to w tej kwestii jesteś niezaprzeczalnie autorytetem... Przypomnij sobie, userku, taki post, w którym ci napisałem: ... jeśli chcesz się bawić w takie... sztuczki, to ze mną jest to ostatni numer ... na co ty odpowiedziałeś "...Kajam się za błąd, ale w sumie sens dyskusji pozostje ten sam" ... podczas, gdy to diametralnie zmieniało sens mojej wypowiedzi - niby się kajałeś, lecz dalej kręciłeś jak padalec. Od tej pory nie chciało mi się z tobą gadać, ale wczoraj sam się napatoczyłeś, więc podjąłem dyskusję w nadziei, że przez te pół roku trochę zmądrzałeś. Widzę, że pozostałeś małym, płaskim, śliski i obrzydliwie pokręconym manipulantem, userku, więc - bujaj się, palancie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | WeeDTM (13 punktów) | > Widzę, że pozostałeś małym, płaskim, śliski i obrzydliwie pokręconym manipulantem, userku, więc - bujaj się, palancie.I od razu widać, kto nim jest  "Userku"? "O patrzcie na mnie mam przeszło 25 tys. pkt. jestem tu najmądrzejszy, elita ze mnie". Wiesz, że zakompleksieni ludzie, co w życiu nie potrafią powiedzieć ani "be" ani "me" szukają dowartościowania się w Internecie? Brawo! Potwierdzasz tezę. Poza tym ileż tu dystansu do siebie. Ktoś cie skrytykował, udowodnił, jaki jesteś i bardzo ładnie to opisał, czego ani nie ukryjesz ani nie zakryjesz, bo nawet twoje posty, to udowadniają no, ale jak to? Jak ktoś mógłby być lepszy od ciebie. Cokolwiek odpowiesz i tak bardziej się pogrążysz, a ja i tak nie odpowiem, bo widzę, że nie ma sensu, tak jak wcześniej nie miało - sam wskazujesz różnice i mówisz, że ich nie ma, to było aż tak śmieszne, że zrozumiałem, że albo twoje ego przerasta ciebie samego albo te 27 tys. postów to marna prowokacja.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Najlepsze w tym wszystkim jest to, że (.) to Ty zahaczyłeś o nie niepotrzebnie z Twoimi pytaniami i odpowiedziami, których się spodziewałeś.
Znowu lepiej wiesz ode mnie do czego mi są potrzebne moje pytania?
Minus.
|
|
| | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Fajnie, ale ja pytam WeeDTM-a w jakiego boga teraz wierzyć, prócz "kościelnego"? Pytanie dziwne: w Polsce jest mnóstwo takich, którzy deklarują się jako religijni i modlą się, jednak twierdzą, że kościół i księża nie tylko nie są w tym pomocni, lecz przeszkadzają. Czy to jest konsekwentne? Nie wiem, to zresztą nie moje zmartwienie, ani twoje, lecz samego tego jegomościa. Poza Europą zwłaszcza w Indiach czy u Chińczyków jest sytuacja jeszcze bardziej akościelna.
Stach M. G.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >>Fajnie, ale ja pytam WeeDTM-a w jakiego boga teraz wierzyć, prócz "kościelnego"? >Pytanie dziwne: w Polsce jest mnóstwo takich, którzy deklarują się jako religijni i modlą się, jednak twierdzą, że kościół i księża nie tylko nie są w tym pomocni, lecz przeszkadzają. Ale WeeDTM wyraźnie stwierdził, że Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół., więc jestem ciekawy, czy to jest wiara w innego boga, czy zupełnie inna wiara, czy może już inna religia.
Na razie pisze, że to inna wiara, bo niekościelna i nieludzka, więc spytałem, od kogo się o swoim bogu dowiedział.
|
|
| |  | 3 na 3 | Smith (10069 punktów) | >>Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. > A na czym ta różnica polega? W podaży. >>Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół. > To w jakiego boga wierzyć, prócz "kościelnego", czyli promowanego przez któryś z licznych kościołów? To już kwestia wypracowania i zaspokojenia popytu dzięki skuteczności dotarcia do klienta i wybrania odpowiedniej grupy docelowej, podatnej na reklamę. Albo prawa chrzcielnicy dla urodzonych z wiernej krwi, nawet nie koniecznie na ukrzyżowanej ziemi.
|
|
| |  | | Arita (459 punktów) | >>Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. > A na czym ta różnica polega? > Bo dla mnie nie jest to takie oczywiste, jak dla Arity piętro wyżej.
A wiara w jakieś inteligentne byty, moce sprawcze ? Nie musisz mieć pasterza, świątyni, ani magicznej książki. Wystarczy goła wiara w jakiegoś "cosia". Bez gadżetów wspomagających i pośredników. Dużo ludzi mówi, że w starca na chmurce nie wierzą, ale "coś" musi być. Z religią się nie identyfikują. Dla mnie są to osoby wierzące.
Wymyśliliśmy słowo "chaos" na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > > Bo dla mnie nie jest to takie oczywiste, jak dla Arity piętro wyżej.> A wiara w jakieś inteligentne byty, moce sprawcze ? Nie musisz mieć pasterza, świątyni, ani magicznej książki. Wystarczy goła wiara w jakiegoś "cosia". Bez gadżetów wspomagających i pośredników. No i na czym ta różnica polega? Bo na razie piszesz, że są takie same, tylko różnią się gadżetami i ilością pośredników. > Dużo ludzi mówi, że w starca na chmurce nie wierzą, ale "coś" musi być. Z religią się nie identyfikują. Dla mnie są to osoby wierzące. Dlatego pytam trzeci raz: na czym ta różnica w wiarach polega, a nie w gadżetach jej towarzyszących, bo WeeDTM napisał, że: "Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół." ... z czym Ty się skwapliwie zgodziłaś.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Arita (459 punktów) | > Dlatego pytam trzeci raz: na czym ta różnica w wiarach polega, a nie w gadżetach jej towarzyszących, bo WeeDTM napisał, że:> [color=green]"Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół."Panie Adamiak! Zasiał mi Pan wątpliwość  . W pierwszej wersji, automatem oddzieliłam wiarę w bóstwa, od uprawiania obrządków, opracowanych przez innego człowieka. No, ale fakt, jeśli brać pod uwagę "czystą wiarę" to oba zjawiska są podobne. Może spróbuję tak  - ci pierwsi wierzący, nie są wtłoczeni, na siłę w sztuczne ramy doktryny, w przeciwieństwie do wierzących zorganizowanych. Jakaś różnica to jest.
Wymyśliliśmy słowo "chaos" na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Panie Adamiak! Zasiał mi Pan wątpliwość . Cieszę się. > Jakaś różnica to jest. W anturażu. Duży plus za wątpliwości.
|
|
| |  | 1 na 1 | WeeDTM (13 punktów) | >A na czym ta różnica polega? >Bo dla mnie nie jest to takie oczywiste, jak dla Arity piętro wyżej. A różnica jest prosta. Nie wierzy się w otoczkę i rzeczy podawane przez Kościół, katechizmy, a samą siłę wyższą. Czysta wiara. Próbujesz zgrywać mądrego, a czegoś tak prostego nie rozumiesz? Czy po prostu chciałeś zabłysnąć pytaniem?
>To w jakiego boga wierzyć, prócz "kościelnego", czyli promowanego przez któryś z licznych kościołów? W takiego, jakiego się chce. A jego cechy są równe twoim przekonaniom o nim. Jeżeli uważasz, że jest miłosierny, sprawiedliwy, dobry, to jego cechy dla ciebie właśnie takie są (własne przekonania o nim). Na jakiej podstawie? Na takiej, że wierzysz, iż to cud twojego boga uratował cie dziś przed: a) dostaniem jedynki w szkole, więc jest miłosierny b) premii w pracy, więc wynagradza c) utratą życia, więc pomaga Ale ty nie wierzysz, więc czemu chcesz to zrozumieć? Ani nie próbujesz sobie tego wyobrazić, tylko zamykasz się wokół swoich jednych i tych samych poglądów.
Poza tym dnak to ładnie też wytłumaczył.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >>A na czym ta różnica polega? >>Bo dla mnie nie jest to takie oczywiste, jak dla Arity piętro wyżej. >A różnica jest prosta. Dla mnie jeszcze nie.
>Nie wierzy się w otoczkę i rzeczy podawane przez Kościół, katechizmy, a samą siłę wyższą. Czysta wiara. I czym ta czysta wiara różni się od od "kościołowej", prócz braku gadżetu w postaci kościoła?
>Próbujesz zgrywać mądrego, a czegoś tak prostego nie rozumiesz? Właśnie próbuję zrozumieć przy twojej pomocy.
>W takiego, jakiego się chce. Więc powtórzę pytania zadane dnakowi: Jak zidentyfikujesz tego "boga", któremu chcesz nadać jakieś cechy?
>Na jakiej podstawie? Na takiej, że wierzysz, iż to cud twojego boga uratował cie dziś przed: >a) dostaniem jedynki w szkole, więc jest miłosierny >b) premii w pracy, więc wynagradza I jak się zorientujesz, że to sprawka boga, a nie np. lenistwa, pracowitości lub przypadku?
>Ale ty nie wierzysz, więc czemu chcesz to zrozumieć? Mam swój cel.
>Ani nie próbujesz sobie tego wyobrazić, tylko zamykasz się wokół swoich jednych i tych samych poglądów. To zdanie byłoby prawdziwe, gdybym nie pytał.
|
|
| | | |  | | WeeDTM (13 punktów) | >I czym ta czysta wiara różni się od od "kościołowej", prócz braku gadżetu w postaci kościoła? Sam podałeś różnice. Skoro różnica nie robi dla ciebie różnicy, to się zastanów, co rozumiesz przez różnice.
>I jak się zorientujesz, że to sprawka boga, a nie np. lenistwa, pracowitości lub przypadku? Na tym polega wiara, że ja wierze, że to bóg, a nie lenistwo, pracowitość itd.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >>I czym ta czysta wiara różni się od "kościołowej", prócz braku gadżetu w postaci kościoła? >Sam podałeś różnice. Skoro różnica nie robi dla ciebie różnicy, to się zastanów, co rozumiesz przez różnice. Nie podałem żadnych różnic, bo pytam o wiarę w boga, którą masz w mózgu, a nie w kościele czy na radiu w drugim pokoju.
Więc czym ta wiara różni się od tej, którą podstemplował kościół?
Jeśli np. zakochasz się w dziewczynie ubranej w czerwoną sukienkę i nagle się dziewczę przebierze w zieloną, albo rozbierze całkiem, to kochasz ją inaczej, czy przestajesz kochać?
>>I jak się zorientujesz, że to sprawka boga, a nie np. lenistwa, pracowitości lub przypadku? >Na tym polega wiara, że ja wierze, że to bóg, a nie lenistwo, pracowitość itd. I nie widzisz związku np. między tym, że się nauczysz i dostaniesz piątkę, tylko się nie uczysz wcale, bo bóg i tak da co mu się uwidzi?
Czy może odróżniasz te piątki zarobione nauką od tych, które bóg ci funduje? Różnią się czymś?
|
|
| | | | | |  | | WeeDTM (13 punktów) | >Więc czym ta wiara różni się od tej, którą podstemplował kościół? >Jeśli np. zakochasz się w dziewczynie ubranej w czerwoną sukienkę i nagle się dziewczę przebierze w zieloną, albo rozbierze całkiem, to kochasz ją inaczej, czy przestajesz kochać? Kocham dziewczynę (Boga), a nie to, co nosi na sobie (Kościół). To jest różnica, a między innymi różnicą jest to, że w jednej wierze występuje, jak to nazwałeś gadżet w postaci Kościoła i to jest wiara w to co mówią ludzie, czyli Kościół. Druga zaś wiara bez gadżetu, czyli Kościoła, to czysta wiara w swojego Boga, którego cechy sami definiujemy na przykładzie tego co się dzieje (przykłady podałem we wcześniejszych postach). Ty nie odczuwasz w tych sytuacjach ręki boskiej, ale wierzący tak.
>I nie widzisz związku np. między tym, że się nauczysz i dostaniesz piątkę, tylko się nie uczysz wcale, bo bóg i tak da co mu się uwidzi? >Czy może odróżniasz te piątki zarobione nauką od tych, które bóg ci funduje? >Różnią się czymś? Jeżeli się pomodlę o piątkę i wierze, że dzięki Bogowi mi się uda ją zarobić, to wtedy wierzę, że to dzięki Bogowi ją dostałem, a przynajmniej odczuwam jego pomoc w tym. Rozumiesz? Widze, że nadal nie. Na tym polega wiara. Ja wierzę, że Bóg, siła wyższa mi pomaga w tym co robię i w nim moje zasługi. Ty nie wierzysz i twierdzisz, że to dzięki Tobie zarobiłeś, to co zarobiłeś. Dobrze rozumujesz, jednak zrozum rozumowanie wierzącego. Trochę wyobraźni, a nie pchania na przekór swojego wózka przekonań. On wierzy, że Bóg mu pomaga w tym co robi. I myśli, że jak się nie pomodli, to dostanie piątkę, ale nie przyjdzie mu to z taką łatwością. Inny wierzący myśli, że jak nie poprosi o to siły wyższej, to dostanie czwórke. I tak dalej...
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > To jest różnica, a między innymi różnicą jest to, że w jednej wierze występuje, jak to nazwałeś gadżet w postaci Kościoła i to jest wiara w to co mówią ludzie, czyli Kościół. Rozumiem. > Druga zaś wiara bez gadżetu, czyli Kościoła, to czysta wiara w swojego Boga, którego cechy sami definiujemy na przykładzie tego co się dzieje (przykłady podałem we wcześniejszych postach). Ale o tym Bogu też się dowiedziałeś od ludzi, bo urodziłeś się niewierzący, więc nadal nie widzę różnicy. > Jeżeli się pomodlę o piątkę i wierze, że dzięki Bogowi mi się uda ją zarobić, to wtedy wierzę, że to dzięki Bogowi ją dostałem, a przynajmniej odczuwam jego pomoc w tym. Rozumiesz? Nie rozumiem, bo to ta sama wiara w tego samego Boga, o którym dowiedziałeś się od ludzi czy w kościele. Więc twoja wiara w niego została taka sama z kościołem czy bez, a tu twierdzisz, że Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. Więc nadal pytam: na czym ta różnica polega? W związku z tym mam też inne pytanie: od jakich ludzi się dowiedziałeś o istnieniu swojego Boga? Innym bogiem byłby, gdybyś go sam sobie wymyślił, ale tak nie było, prawda?
|
|
| | | | | | | |  | | WeeDTM (13 punktów) | Owszem, dowiedziałem się od ludzi, od Kościoła, ale przecież niekoniecznie trzeba trwać w tych przekonaniach, jakie daje kościół. Mogę wierzyć w Boga miłosiernego i sprawiedliwego, jak podaje Kościół, ale nie muszę w to, że za grzechy pójdę do piekła. Tu jest różnica.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Owszem, dowiedziałem się od ludzi, od Kościoła, ale przecież niekoniecznie trzeba trwać w tych przekonaniach, jakie daje kościół. Jasne, można przestać wierzyć w boga. > Mogę wierzyć w Boga miłosiernego i sprawiedliwego, jak podaje Kościół, ale nie muszę w to, że za grzechy pójdę do piekła. Czyli, że miłosierny, sprawiedliwy to są cechy Boga w którego wierzysz, ale mściwy, jak twierdzi Kościół, już nie? Więc wychodzi mi z tego, że nie kościół jest gadżetem, lecz jakieś cechy tego samego, Waszego Boga, które to cechy kościół niepotrzebnie (wg. ciebie) mu przypisuje? Czyli, że razem z kościołem kochacie tę samą dziewczynę, ale ty, w przeciwieństwie do kościoła uważasz, że w zielonej kiecce jej nie do twarzy. > Tu jest różnica. Na razie w wierze w tego samego Boga nie widzę żadnej różnicy, więc pytam: na czym ta różnica polega?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | WeeDTM (13 punktów) | > Na razie w wierze w tego samego Boga nie widzę żadnej różnicy, więc pytam: na czym ta różnica polega?Sam ją napisałeś: "Czyli, że razem z kościołem kochacie tę samą dziewczynę, ale ty, w przeciwieństwie do kościoła uważasz, że w zielonej kiecce jej nie do twarzy." A skoro kochać dziewczynę i kochać ją, ale uważać, że w sukience zielonej jej do twarzy, to dla ciebie żadna różnica, to czas na leczenie. Kochasz ją tak samo (wiara w Boga ta sama), ale z pewnymi różnicami (nie uwzględniasz np. grzechów). Skoro to żadna różnica, to ciekawe czy odróżniasz krzak od drzewa. Bo przecież to i to ma liście, więc jest takie samo. Nie widać różnicy wg. ciebie, że krzak jest mniejszy od drzewa. Poza tym widzisz różnice między ateizmem, a antykatolicyzmem? Dalej, próbuj dalej na siłę pytać zamiast przyznać się, że jest różnica. No, ale przecież nie możesz być gorszy, bo twoje ego zaraz by spadło, a reputacja wśród wirtualnych przyjaciół legła w gruzach. Tak, teraz odpisz, że reputacja nie może ci spaść, bo ty masz racje, bo to żadna różnica, choć nikt oprócz ciebie się nie kłóci, bo widzi tą różnice. Jak tak masz zamiast odpisać, to ja już nie będę marnował czasu i od razu dam odpowiedź:   Oczywiście napiszesz też, co cie obchodzą inni - w takim razie czemu miałbym się przejmować odpisywaniem ci na to samo głupie pytanie choć nie tylko ja ci na nie odpisałem i udowodniłem, że różnica jest. Ba, nawet sam ją nie raz napisałeś. Widać dobrze się bawisz i nabijasz punkciki, żeby potem napisać do kogoś "user".
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Na razie w wierze w tego samego Boga nie widzę żadnej różnicy, więc pytam: na czym ta różnica polega?> Sam ją napisałeś:> "Czyli, że razem z kościołem kochacie tę samą dziewczynę, ale ty, w przeciwieństwie do kościoła uważasz, że w zielonej kiecce jej nie do twarzy." W wierze we wspólnego Boga nie widzę różnicy, tylko tobie się wydaje, że w zielonym mu nie do twarzy, czyli różnisz się od kościelnej wiary tylko gustem w doborze kiecki dla Boga, ale wierzycie tak samo, że jest. Mylę się? No, może też jest między wami różnica zdań na temat temperatury nieba, bo w niebo wierzysz? > A skoro kochać dziewczynę i kochać ją, ale uważać, że w sukience zielonej jej do twarzy, to dla ciebie żadna różnica, to czas na leczenie. Jeśli się kocha dziewczynę, to kolor kiecki nie ma wpływu na miłość, chyba, że kochasz ją tylko w tej zielonej sukni, więc nie kochasz dziewczyny, lecz jedynie jej widok w zieleni. > Kochasz ją tak samo (wiara w Boga ta sama), ale z pewnymi różnicami (nie uwzględniasz np. grzechów). To możesz sobie wybrać w co wierzysz u tego samego Boga? A Bogu jest wszystko jedno? Więc może i wszystko mu jedno, czy wierzysz w ogóle? A może twój Bóg jest zupełnie inny? W takim razie ci kościołowi wierzą w innego boga, w niewłaściwego, wg ciebie? > Nie widać różnicy wg. ciebie, że krzak jest mniejszy od drzewa. Czyli twój Bóg jest większy od kościołowego, ale czy ważniejszy przez to? > Poza tym widzisz różnice między ateizmem, a antykatolicyzmem? Widzę, bo jak same nazwy wskazują ateizm jest niewiarą w bogów, a anty-katolicyzm anty-katolicyzmem, to są zupełnie różne pojęcia. Czy taka sama różnica jest między twoim bogiem, a kościółkowym? > Dalej, próbuj dalej na siłę pytać zamiast przyznać się, że jest różnica. Nie widzę różnicy, więc pytam. > ... nikt oprócz ciebie się nie kłóci, bo widzi tą różnice. Ja się z nikim nie kłócę, a np. Arita już ma wątpliwości, co do różnic w samej wierze. > ... w takim razie czemu miałbym się przejmować odpisywaniem ci na to samo głupie pytanie... Przymusu nie ma, ale na razie sobie nie radzisz z tym głupim pytaniem. > ... choć nie tylko ja ci na nie odpisałem i udowodniłem, że różnica jest. Pokaż, gdzie? > Ba, nawet sam ją nie raz napisałeś. Pokaż, gdzie? > Widać dobrze się bawisz i nabijasz punkciki, żeby potem napisać do kogoś "user". Nie jestem tutaj za karę, punkcików mam multum, ale z nieba nie spadły, bom niewierzący.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | >Mogę wierzyć w Boga miłosiernego i sprawiedliwego, jak podaje Kościół, ale nie muszę w to, że za grzechy pójdę do piekła. Tu jest różnica.
Ale i tak tam pójdziesz. Za to, że nie wierzysz, że tam pójdziesz. Brak Ci pokory bracie. A to grzech. Jeżeli w dalszym ciągu będziesz się przy tym grzechu upierał, to piekło Cię nie ominie, choć oczywiście nie życzę Ci tego. Zastanów się nad sobą, nad tym co mówi Kościół Święty. Wyzbądź się pychy, bo ona może zaprowadzić Cię na manowce. Nie gdzie indziej. To wszystko nie jest łatwe. Może Ci się wydawać, że znalazłeś właściwą ścieżkę, prowadzącą do Pana, ale bez mapy, bez przewodnika, możesz zbłądzić. Nie ma sensu zawierzanie samemu sobie. Pomyśl, że są ludzie, kapłani, którzy dzięki łasce Pana, poznali właściwą drogę i również Tobie chcą ją wskazać. To tak ku przestrodze.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
|  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) | >>Tak, to śmieszne, ale chyba nie rozumiesz ateistów. Przykładowo, ja zostałem ateistą około 8 roku życia, gdy nie potrafiłem jeszcze ze zrozumieniem pomyśleć słowa "istnieje". Ateistą uczyniły mnie, jak to teraz rozumiem, moje instynkty moralne. Zauważyłem niesprawiedliwość i obłudę dorosłych. Straszyli wiecznym potępieniem i mękami piekielnymi, ale sami nie bali się grzeszyć.(pewien rozmówca) >Człowiek jest grzeszny.(odp. niejako "w" cos tam, sorry nie pamietam nicka) No co ty powiesz, serio? A kto stworzył pojęcie grzechu?
>>Kłóciłem się z moimi religijnymi rodzicami, że Bóg jest zły i głupi, skoro swoją wszechmocą czyni tyle zła na świecie, wyzywałem Boga od najgorszych za niesprawiedliwe traktowanie...(interlokutor) >Bóg dał wolną wolę człowiekowi. Dał też dobre rady w postaci przykazań. To, że nie potrafił z nich korzystać zły człowiek, to nie wina Boga. Bóg to coś na wzór ojca - daje dobre rady np. "nie pal!", ale czy wyrwie ci papierosa, jak zapalisz za szkołą?("w" i jakoś tam dalej)
NO i tu mnie rozwaliła odp. tego "w" cos tam. A skąd wiesz że to bóg dał człowiekowi wolna wolę? Bo ja mam inne zapatrywania w tej kwestii. Otóż. MOim skromnym zdaniem (jak zwykle)człowiek chciał w pewnym momencie połaczyć dwie sprawy. Swoją tęsknotę za idealnym, bez trosk życiem (któż by nie chciał, taki raj - utracony zresztą podług niektórych klechd) oraz gównianość życia realnego. Uwaga. Wprowadził więc istotę idealną (jako cel do którego się chetnie dąży), a ponieważ zderza się ona z gównianością życia należało jakos wytłumaczyć, zwłaszcza, iz momentalnie dokooptowano pojęcie stwórcy, ową gównianość, a tym samym nieporadność rzeczonego konstruktora. I tak powstała idea "wolnej woli". Wolnej oczywiście tylko z nazwy, albowiem ograniczonej wolą boską. Doskonałą (moje uznanie), albowiem niesprawdzalną empirycznie.
>>i wreszcie do mnie dotarło, że dorośli kłamią o aniołach i diabłach, zupełnie tak samo jak o św. Mikołaju. Zmyślili Boga, Niebo i Piekło, żeby nabierać dzieci i zmuszać je do posłuszeństwa. Wymyślili bajki o duszach, żeby dzieci się bały grzeszyć.(adwersarz "w" coś tam) >Porównujesz św. Mikołaja do Boga? Św. Mikołaj, to bajka, a Bóg - nie wiadomo. Biblia, kilka tysięcy lat wiary, księgi, Jezus Chrystus, który istniał - w każdej książce do historii piszą, biorą go jako postać historyczną. (i sam "w" coś tam)
Ach, no co Ty powiesz ... św. Mikołaj to bajka, ale bóg to już nie. A przepraszam jakieś dowody na to? To taka sama wiara. Natomiast rozbawiło mnie pisiu pisiu o Jezusie jako postaci historycznej. MOże rozgranicz Jezusa jako człowieka, który być może istniał, a byc może nie (zdania są podzielone w tym punkcie - służę dosyć głęboką analizą, jeśli się uprzesz - chodzi o to, kogo uznać za postać historyczna Jezusa) od postaci stricte literackiej przedstawionej w Nowym Testamencie oraz od Jezusa jako historycznie potwierdzonego obiektu kultu. Pomedytuj nad różnicami.
>>Później zrozumiałem więcej. Dziesięć przykazań jest dla frajerów, siedem grzechów - dla cwanych kapłanów. Nauka religii to szkoła zła i obłudy. Popatrz na Rydzyka i Jankowskiego - to są wyznawcy Mammona - to jedyny Bóg, w którego wierzą. Na bajkę o Bogu dają się nabierać tylko głupcy.(adwersarz pana "w") >Jest różnica między wiarą w Boga, a religią podawaną przez człowieka/kościół. Można wierzyć w Boga, a niekoniecznie Kościół.(sam pan "w")
No co Ty nie powiesz. W kontekście wcześniejszych cytowań z Ciebie śmiem powatpiewać, czy potrafisz rozgraniczyć czysty akt wiary od naleciałości, chocby Jezusowych. Gdybyś jeszcze nie kumał: przytaczając jakiekolwiek argumenta na rzecz historyczności i a jakże boskości/nadzwyczajności Jezusa, bo to właśnie robisz, przyjmujesz za pewnik cos podanego Ci przez innego człowieka(ewangelistów w tym przypadku).
>Co do tych krasnali... O ile się nie mylę, nie ma żadnych ksiąg (nie piszcie tytułów bajek, bo z definicji bajka nie jest prawdziwa), postaci historycznych czy wydarzeń. Jedyna symetria między tym, a tym jest taka, że na to i na to nie ma niezbitych dowodów, a Bóg przy krasnoludkach wydaje się bardziej prawdopodobny. Tyle, że jak by były dowody na istnienie Boga, to na czym polegałaby wtedy wiara?(rewelacja pana "w")
MOże Tobie się i wydaje bardziej prawdopodobny (pan bóg). Kwestia gustu chyba. Jak sam właśnie napisiałeś. Dowodów brak. Pozostaje wiara. Identyczna jak ta w krasnoludki. Róznica polega jedynie na jej oficjalnym uznaniu jako religii, bądź tylko przypisaniu gusłom (oficjalnemu). Mogłoby się wszakże wydarzyć, iż to krasnoludki uzyskałaby status bóstw, a co za tym idzie wiara w nie - religii, i byś teraz gardłował niestrudzenie na rzecz prawdziwości splatania koniom grzyw przez skrzaty.
Wybacz ten skrót Twojego nicka. Nie chcę Cię obrazić. Przejawiło się właśnie moje li tylko lenistwo.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| |  | | WeeDTM (13 punktów) | >No co ty powiesz, serio? A kto stworzył pojęcie grzechu? Nie rozumiem, co ma jedno do drugiego itd. Wybacz, ale to wynika z lenistwa - nie chce mi się myśleć nad sensem tego pytania.
>NO i tu mnie rozwaliła odp. tego "w" cos tam. A skąd wiesz że to bóg dał człowiekowi wolna wolę? Bo ja mam inne zapatrywania w tej kwestii. Otóż. MOim skromnym zdaniem (jak zwykle)człowiek chciał w pewnym momencie połaczyć dwie sprawy. Swoją tęsknotę za idealnym, bez trosk życiem (któż by nie chciał, taki raj - utracony zresztą podług niektórych klechd) oraz gównianość życia realnego. >Uwaga. Wprowadził więc istotę idealną (jako cel do którego się chetnie dąży), a ponieważ zderza się ona z gównianością życia należało jakos wytłumaczyć, zwłaszcza, iz momentalnie dokooptowano pojęcie stwórcy, ową gównianość, a tym samym nieporadność rzeczonego konstruktora. I tak powstała idea "wolnej woli". Wolnej oczywiście tylko z nazwy, albowiem ograniczonej wolą boską. Doskonałą (moje uznanie), albowiem niesprawdzalną empirycznie. To tylko twoje zdanie.
>Ach, no co Ty powiesz ... św. Mikołaj to bajka, ale bóg to już nie. A przepraszam jakieś dowody na to? To taka sama wiara. A jesteś ateistą wobec Boga czy św. Mikołaja? Owszem jesteś w obydwóch względach. Ale jakoś nie widziałem tutaj tematów "Św. Mikołaj nie istnieje! Dowody." albo "Krasnoludki nie istnieją! Dowody." A wiesz dlaczego? Bo bardziej prawdopodobny jest Bóg niżeli te rzeczy. Jakoś od kilku tysięcy lat wierzono w Boga, tworzono dla Niego itp. dla krasnoludków? Raczej nie...
>Natomiast rozbawiło mnie pisiu pisiu o Jezusie jako postaci historycznej. >MOże rozgranicz Jezusa jako człowieka, który być może istniał, a byc może nie (zdania są podzielone w tym punkcie - służę dosyć głęboką analizą, jeśli się uprzesz - chodzi o to, kogo uznać za postać historyczna Jezusa) od postaci stricte literackiej przedstawionej w Nowym Testamencie oraz od Jezusa jako historycznie potwierdzonego obiektu kultu. Pomedytuj nad różnicami. Nie mów mi co mam robić. Jezus wg. historyków istniał, więc musieli mieć ku temu powody. Wręcz są dowody. O ile dobrze pamiętam św. Paweł (lub św. Piotr) zakładał na obszarze Włoch gminy chrześcijańskie. Imperium Rzymskie najpierw było przeciwko chrześcijanom, a potem przyjęło to jako oficjalną religię. Dlatego też wg. ciebie Jezus Chrystus nie istniał?
>No co Ty nie powiesz. W kontekście wcześniejszych cytowań z Ciebie śmiem powatpiewać, czy potrafisz rozgraniczyć czysty akt wiary od naleciałości, chocby Jezusowych. Gdybyś jeszcze nie kumał: przytaczając jakiekolwiek argumenta na rzecz historyczności i a jakże boskości/nadzwyczajności Jezusa, bo to właśnie robisz, przyjmujesz za pewnik cos podanego Ci przez innego człowieka(ewangelistów w tym przypadku). Akurat to jest pewnik (Jezus), a Bóg niekoniecznie.
>MOże Tobie się i wydaje bardziej prawdopodobny (pan bóg). >Kwestia gustu chyba. Ateistom również bardziej prawdopodobny wydaje się Bóg. Przeczytaj wyżej, co napisałem.
>Jak sam właśnie napisiałeś. Dowodów brak. Pozostaje wiara. Identyczna jak ta w krasnoludki. >Róznica polega jedynie na jej oficjalnym uznaniu jako religii, bądź tylko przypisaniu gusłom (oficjalnemu). >Mogłoby się wszakże wydarzyć, iż to krasnoludki uzyskałaby status bóstw Mogłoby się wszakże wydarzyć, iż ktoś znalazłby dowody na istnienie Boga i wtedy tobie byłoby głupio. Ale tak nie jest, więc nie gdybajmy, bo religia ma status oficjalny, a krasnoludki nie.
>Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona. Może tak, może nie. Różni są chrześcijanie.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Ignorancja (4718 punktów) | > >Nie rozumiem, co ma jedno do drugiego itd. Wybacz, ale to wynika z lenistwa - nie chce mi się myśleć nad sensem tego pytania. (w itd.)Dlaczego przepełnia mnie pewność, że wielu generalnie nie chce się mysleć? > >To tylko twoje zdanie.Owszem to jest moje zdanie odnośnie mechanizmu powstania pojęcia "wolnej woli" i tego nie ukrywam, doszłam do niego samodzielnie. Nie powtarzam jak papuga bez zastanowienia utartych sloganów, tylko dlatego, że znaczna część baranów w tej tonacji beczy. > >A jesteś ateistą wobec Boga czy św. Mikołaja? Owszem jesteś w obydwóch względach. Ale jakoś nie widziałem tutaj tematów "Św. Mikołaj nie istnieje! Dowody." albo "Krasnoludki nie istnieją! Dowody." A wiesz dlaczego? Bo bardziej prawdopodobny jest Bóg niżeli te rzeczy. Jakoś od kilku tysięcy lat wierzono w Boga, tworzono dla Niego itp. dla krasnoludków? Raczej nie...Jestem konsekwentna, ty nie. Nie widziałeś, bo jako byty, którym nadano w wyobraźni dosyć ograniczoną moc nie są tak atrakcyjni, jak stworzenie fantastyczne zwane bogiem obdarowywane w tejże wyobraźni tym wszystkim co się wyobrażającemu żywnie spodoba. Stąd atrakcyjność idei, a co za tym idzie popularność. Tyle, że popularność nie jest miarą prawdopodobieństwa. Dosyć popularny jest Neo (w tej roli piękny do bólu Keanu Reeves), czy przez to bardziej prawdopodobny (Neo, nie odtwórca postaci)? Czy wraz ze wzrostem fanów (niektórzy mówią już o wspólnocie wiernych) Matrixa zmieni się stopień prawdopodobieństwa istnienia owego Neo? Wyborne. Piszesz od kilku tys. lat wierzy się w niego (boga). Gatunek homo sapiens sapiens bytuje na tym padole łez znacznie dłużej, znaczy się wcześniej prawdopodobieństwo było zerowe? Kiedyś o tym Twoim bogu nikt się nawet nie zająknął, nie znano go zupełnie. Więc stosując Twoje rewolucyjne standardy na określanie prawdopodobieństwa nie istniał w ogóle. Za to znacznie przed nim istnieli: Enki, Enkidu, Maat, Ra, Inanna, etc. I nie radzę się posuwać do argumentacji, że to wszystko emanacje tego samego prawdopodobnego boga. Politeiści na stosie by Cię za takie herezje może nie spalili, ale ścigaliby aż za grób, wymazując Twe imię po wsze czasy i skazując na niebyt w życiu wiecznym. O czym przekonał się taki Echnaton. To się dopiero nazywa zemsta. > >Nie mów mi co mam robić. Jezus wg. historyków istniał, więc musieli mieć ku temu powody. Wręcz są dowody.Tak jakie? Podaj mi te dowody. I historyków. > >O ile dobrze pamiętam św. Paweł (lub św. Piotr) zakładał na obszarze Włoch gminy chrześcijańskie. Imperium Rzymskie najpierw było przeciwko chrześcijanom, a potem przyjęło to jako oficjalną religię. Dlatego też wg. ciebie Jezus Chrystus nie istniał?Istnienie kultu nie jest żadnym dowodem na istnienie obiektu kultu. W odwrotnym wypadku należałoby takiego np. Ozyrysa przestać uznawać za postać mityczną, a zacząc traktować jako równie historyczną co Jezus. > >Akurat to jest pewnik (Jezus), a Bóg niekoniecznie.He He, a do którego z pewników się odnosisz? Do tego znanego z ewangelii, a o którym wypowiedziało się pewne reprezentatywne (wiele opcji światopoglądowych) gremium pt. "Jesus Seminary" i orzekło, że co najwyżej można by mu dosyć pewnie przypisać 2% ze słów jakie rzekomo miał wygłaszać podług podań ewangelicznych. A może ten pewnik to żydowski włóczęga, z rozbudowanym ego, bujną wyobraźnią, kto wie, czy nie z chorobą psychiczną, o którym wspomina (bardzo marginalnie zresztą) Józef Flaviusz przy okazji opisu skandalu dotyczącego egzekucji Jakuba? A którego zadziwiających wyczynów nie znają zupełnie inni poważni i cenieni historycy ówczesnych czasów np. żydowski - Filon z Aleksandrii, albo rzymski - Plutarch.> Mogłoby się wszakże wydarzyć, iż ktoś znalazłby dowody na istnienie Boga i wtedy tobie byłoby głupio.Jakoś jestem spokojna o to, że się nie zawstydzę. > Ale tak nie jest, więc nie gdybajmy, bo religia ma status oficjalny, a krasnoludki nie.No i dlatego za nią gardłujesz. W Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich miała oficjalny status idea komunizmu. Rozumiem, że gdybys oddychał kremlowskim powietrzem w latach ... a bo ja wiem, niech będzie trzydziestych XX w. to byś chwalił batiuszkę Stalina i wiecznie żywego Lenina, a ich urojenia o robotniczym raju na ziemi przyjmował za prawdę, całą prawdę i tylko prawdę? Zaprawdę powiadam Ci większość prawd to gównoprawdy. 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) | Jeszcze mi się coś skojarzyło odnośnie prezentowanej przez Ciebie metody wnioskowania. Poniżej jej schemat. Miliard Chińczyków wpieprza ryż. Miliard Chińczyków nie może się mylić. Wniosek: ryż jest smaczny. 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
 | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Później zrozumiałem więcej. Dziesięć przykazań jest dla frajerów, siedem grzechów - dla cwanych kapłanów. Nauka religii to szkoła zła i obłudy. Popatrz na Rydzyka i Jankowskiego - to są wyznawcy Mammona - to jedyny Bóg, w którego wierzą. Na bajkę o Bogu dają się nabierać tylko głupcy.
Jedno mnie zastanawia: gdzie w Twojej wypoeiedzi jest ateizm? Ja w niej widzę jedynie antyklerykalizm i antykatolicyzm, żadnych głębszych przemyśleń nad naturą wiary i naturą potencjalnej siły wyższej. Stawiasz się w opozycji do nauki nie jakiegoś bóstwa, a ludzi (przecież ani jedna strona Biblii nie jest natchniona, a ani jedna bulla papieża - nadana przez Boga) i na podstawie złych uczynków ludzi i na podstawie ich opacznego rozumienia słów innych ludzi (przykaznaia itp.) wnioskujesz, o tym, że nie istnieje żadna siła nadprzyrodzona. Nie ma w tym zbyt wiele logiki, a na pewno niewiele w tym ateizmu.
|
|
|  | 5 na 5 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:[...] Jedno mnie zastanawia: gdzie w Twojej wypoeiedzi jest ateizm? Ja w niej widzę jedynie antyklerykalizm i antykatolicyzm, żadnych głębszych przemyśleń nad naturą wiary i naturą potencjalnej siły wyższej. [...] A czy jednostkowy ateizm koniecznie musi się brać z "głębokich przemyśleń"? W swoim najszerszym (i najsensowniejszym, moim zdaniem) znaczeniu ateizm jest po prostu brakiem wiary w jakiegokolwiek Boga/bogów/bóstwa. W tym sensie (choć wbrew nazwie) jest to więc postawa światopoglądowa pierwotna względem teizmu. I jeśli człowiek nie ulegnie standardowej w naszym kraju indoktrynacji religijnej młodych osób (jak Dokowski), lub w ogóle jej uniknie (jak ja), po prostu pozostaje tym, kim jest od urodzenia - ateistą. I nie widzę ani powodu, ani potrzeby, by w jakikolwiek sposób trzeba było taki ateizm uzasadniać, ani tym bardziej tracić czas na przemyślenia nad "naturą wiary i potencjalnej siły wyższej".
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | >A czy jednostkowy ateizm koniecznie musi się brać z "głębokich przemyśleń"?
Nie, bynajmniej. Tak samo jako wielu ludzi bezmyślnie wierzy tak można i bezmyślnie nie wierzyć.
>W swoim najszerszym (i najsensowniejszym, moim zdaniem) znaczeniu ateizm jest po prostu brakiem wiary w jakiegokolwiek Boga/bogów/bóstwa. W tym sensie (choć wbrew nazwie) jest to więc postawa światopoglądowa pierwotna względem teizmu. I jeśli człowiek nie ulegnie standardowej w naszym kraju indoktrynacji religijnej młodych osób (jak Dokowski), lub w ogóle jej uniknie (jak ja), po prostu pozostaje tym, kim jest od urodzenia - ateistą.
Nie mogę się zgodzić. Religia to nie tylko wielkie kościoły, ale przede wszystkim wypadkowa irracjonalnych zachowań ludzi. Myslenie magiczne to nic innego jak podstawa do wierzeń religijnych, a nie ma człowieka, który jest się w stanie temuż myśleniu oprzeć. Ludzie bardzo czesto nie dostrzegają prawdiłowego ciągu przyczynowo-skutkowego i zadowalają się tym pozornym, który czesto po prostu nie jest prawdziwy. Ateizm nie jest więc pierwotny, ponieważ niezrozumienie zachodzących dookoła nas zjawisk skłania nas do myslenia irracjonalnego, które wcale nie jest zjawiskiem negatywnym, ponieważ pozwala się przystosować do dowolnych warunków nie znając mechanizmów ich działania.
>I nie widzę ani powodu, ani potrzeby, by w jakikolwiek sposób trzeba było taki ateizm uzasadniać, ani tym bardziej tracić czas na przemyślenia nad "naturą wiary i potencjalnej siły wyższej".
Oczywiście, że nie trzeba tego robić. W moim zarzucie wobec Dokowskiego wskazałem jedynie, że to, o czym mówi to postawa bardziej antykatolicka i antyklerykalna, niż ateistyczna.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:[...] Tak samo jako wielu ludzi bezmyślnie wierzy tak można i bezmyślnie nie wierzyć. Co znaczy "bezmyślnie nie wierzyć"? Czy można się dobrze nie uczyć? Głęboko nie kochać? Dobrze nie spać? Smacznie nie zjeść? Brak wiary/niewiara to nie jest wiara à rebours, więc przypisywanie jej analogicznych atrybutów jest pozbawione sensu. Cytat:Nie mogę się zgodzić. Religia to nie tylko wielkie kościoły, ale przede wszystkim wypadkowa irracjonalnych zachowań ludzi. Myslenie magiczne to nic innego jak podstawa do wierzeń religijnych, a nie ma człowieka, który jest się w stanie temuż myśleniu oprzeć. Ludzie bardzo czesto nie dostrzegają prawdiłowego ciągu przyczynowo-skutkowego i zadowalają się tym pozornym, który czesto po prostu nie jest prawdziwy. [...] Na czym polega myślenie magiczne przeciętnego ateisty, na przykład moje? Jesteś w stanie podać przykład myślenia magicznego, któremu nie jestem w stanie się oprzeć? Cytat:[...] Ateizm nie jest więc pierwotny, ponieważ niezrozumienie zachodzących dookoła nas zjawisk skłania nas do myslenia irracjonalnego, które wcale nie jest zjawiskiem negatywnym, ponieważ pozwala się przystosować do dowolnych warunków nie znając mechanizmów ich działania. Po pierwsze: ateizm nie jest przeciwieństwem irracjonalizmu i doskonale mogę sobie wyobrazić irracjonalnego ateistę, który uważa, że piątek trzynastego jest dniem pechowym, obawia się czarnych kotów itd. Przeciwieństwo ateizmu, czyli teizm, jest dopiero pochodną irracjonalizmu i stąd mam wrażenie, że powyżej porównujesz dwa zjawiska kompletnie nieporównywalne. Po drugie: sam fakt nieznajomości mechanizmów działania czegokolwiek nie oznacza, że to coś automatycznie staje się irracjonalne. Ani się nie staje, ani nie musi stać irracjonalne - wielu ludzi nie czuje potrzeby zastępowania swojej niewiedzy ersatzem wiedzy w postaci irracjonalnej wiary. Po trzecie: uważasz, że ateizm nie jest pierwotny względem teizmu? Czyli według Ciebie człowiek rodzi się jako osoba wierząca religijnie? Jeśli tak, to dlaczego większość osób, których owa "pierwotna wiara religijna" nie jest w dzieciństwie podsycana przez otoczenie, deklaruje się później jako ateiści? Cytat:Oczywiście, że nie trzeba tego robić. W moim zarzucie wobec Dokowskiego wskazałem jedynie, że to, o czym mówi to postawa bardziej antykatolicka i antyklerykalna, niż ateistyczna. I własnie tego nie rozumiem. Przecież źródłem ateizmu może być cokolwiek - można stać się ateistą tylko dlatego, że nie cierpi się jakiegoś katechety i nie widzę powodu, by ktoś taki miał mniejsze prawo by nazywac sie ateistą, niż ktoś, kto do ateizmu doszedł drogą "głebokich przemyśleń".  
|
|
| | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Co znaczy "bezmyślnie nie wierzyć"? >Czy można się dobrze nie uczyć? Głęboko nie kochać? Dobrze nie spać? Smacznie nie zjeść? >Brak wiary/niewiara to nie jest wiara à rebours, więc przypisywanie jej analogicznych atrybutów jest pozbawione sensu.
Nie do końca. Jak już wielokrotnie pisałem w tym wątku nie ma żadnego dowodu, że istnieje jakaś siła nadprzyrodzona. Nie ma też żadnego dowodu na to, że nie istnieje. Przyjęcie którejkolwiek z tych postaw wymaga więc, żeby zastanowić się nad tym, która z nich odpowiada nam bardziej, ale dla każdego poziom argumentów dla przyjęcia którejś z wersji jest inny. Jednemu wystarczy, żeby ojciec powiedział "wierz/nie wierz", a inny spędzi lata nad książkami.
>Na czym polega myślenie magiczne przeciętnego ateisty, na przykład moje? >Jesteś w stanie podać przykład myślenia magicznego, któremu nie jestem w stanie się oprzeć?
Nie jestem pewien jak wygląda twoje życie, żeby na jego przykładzie coś napisać, ale znajdzie się kilka przykładów z naszych czasów. Na starcie zaznaczę, że każdy przesąd jest przejawem myślenia magicznego, ale to rozumie się samo przez się. Główną cechą myślenia magicznego jest próba wykorzystania otaczającego nas świata nie rozumiejąc zasad jego działania. Dość często obserwacje są słuszne, a za dobry przykład może posłużyć np. używanie ziół i kadzideł w lecznictwie - uważano, że wypędzają złe duchy, w momencie, w którym po prostu miały działanie bakteriobójcze. Poczyniono słuszną obserwację, ale nie wykazano zrozumienia dla przyczyn i skutków swoich działań, co oznacza, że zamierzony efekt osiągnięto niejako przez przypadek, co często ciągnie za sobą szereg różnorakich konsekwencji. Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy z naszych czasów to pocieranie monetą o bok automatu z napojami, jeśli ten nie przyjął jej za pierwszym razem - osobiście nie zauważyłem nigdy, żeby to pomogło, ale zachowanie to obserwuje się nagminnie. Kolejną jest wieszanie płyty CD na lusterku, aby oszukać fotoradar.
>Po pierwsze: ateizm nie jest przeciwieństwem irracjonalizmu i doskonale mogę sobie wyobrazić irracjonalnego ateistę, który uważa, że piątek trzynastego jest dniem pechowym, obawia się czarnych kotów itd. Przeciwieństwo ateizmu, czyli teizm, jest dopiero pochodną irracjonalizmu i stąd mam wrażenie, że powyżej porównujesz dwa zjawiska kompletnie nieporównywalne.
Bo chyba używamy słów 'racjonalizm' i 'irracjonalizm' w troszkę odmiennym kontekście. Nie chodzi tutaj o potoczne tych słów znaczenie, a o pewne postawy: pierwsza opiera wszelkie wnioski na znanych faktach, a druga prowadzi do (lub od) pewnych niemożliwych do potwierdzenia założeń (czasami dla ułatwienia, czasami z powodu niedostępności danych).
>Po drugie: sam fakt nieznajomości mechanizmów działania czegokolwiek nie oznacza, że to coś automatycznie staje się irracjonalne. Ani się nie staje, ani nie musi stać irracjonalne - wielu ludzi nie czuje potrzeby zastępowania swojej niewiedzy ersatzem wiedzy w postaci irracjonalnej wiary.
Bo tu nie o samo zrozumienie chodzi, a o pewien stosunek do rzeczy i zjawisk. Teoretycznie jeśli ktoś, kto w ogóle nie rozumie zjawiska elektryczności będzie próbował naprawić zepsuty kontakt to może zostać pokopany przez prąd. Jeśli ta sama osoba dzień później podejmie tę samą próbę np. podczas czyszczenia toalety (kiedy ma na sobie gumowe rękawice) i nie zostanie pokopana może dojść do nieprawidłowego (ale z jej perspektywy - w pełni słusznego) wniosku, że prąd nie kopie tylko wtedy, kiedy kibelek jest czysty. Jeśli opisana osoba zadowoli się takim wytłumaczeniem i nie będzie szukała dalszych wyjaśnień to mamy do czynienia ze zjawiskiem, o którym piszę. Przykład lekko groteskowy, ale podkreśla, że nie chodzi o samą niewiedzę, a stosunek do pewnych zjawisk.
>Po trzecie: uważasz, że ateizm nie jest pierwotny względem teizmu? Czyli według Ciebie człowiek rodzi się jako osoba wierząca religijnie? Jeśli tak, to dlaczego większość osób, których owa "pierwotna wiara religijna" nie jest w dzieciństwie podsycana przez otoczenie, deklaruje się później jako ateiści?
Bo bardzo często słowo 'ateista' rozumiane jest nie jako osoba nie uznająca żadnej siły wyższej, a stojąca w opozycji do dominującej religii. Poza tym gdyby ateizm był pierwszy to nigdy nie powstałaby żadna religia - przecież każda z nich miała początek i to na ogół w czasach historycznych. Skoro religie powstały, a ślady religijności ciągną się przez znaczną część antropologicznego materiału kopalnego (groby, malowidła naskalne, figurki) to oznacza, że w ludziach zakorzenione jest myślenie, które prowadzi do religii. Brak zrozumienia dla otaczającego nas świata przy jednoczesnej obserwacji siebie samego sprawiła, że człowiek uwierzył i szukał wytłumaczeń w siłach, których nie mógł zobaczyć. Zresztą predestynuje nas do tego bardzo wiele anatomicznych czynników - sny, rozpoznawanie twarzy i sylwetek (dzięki temu niektórzy widzą w przekrojonym ziemniaku święte postaci, w pokrzywionym drzewie znak wskazujący kierunek), strach przed śmiercią i wiele, wiele innych.
>I własnie tego nie rozumiem. Przecież źródłem ateizmu może być cokolwiek - można stać się ateistą tylko dlatego, że nie cierpi się jakiegoś katechety i nie widzę powodu, by ktoś taki miał mniejsze prawo by nazywac sie ateistą, niż ktoś, kto do ateizmu doszedł drogą "głebokich przemyśleń".
Wiem, bardzo nieładnie się wyraziłem. Nie chodziło oczywiście o żadną gradację i podział na lepszych, czy gorszych. Zresztą wytłumaczyłem to już na początku posta.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Jak już wielokrotnie pisałem w tym wątku nie ma żadnego dowodu, że istnieje jakaś siła nadprzyrodzona. Nie ma też żadnego dowodu na to, że nie istnieje. Przyjęcie którejkolwiek z tych postaw wymaga więc, żeby zastanowić się nad tym, która z nich odpowiada nam bardziej, ale dla każdego poziom argumentów dla przyjęcia którejś z wersji jest inny. [...] Po pierwsze: Czy jeśli nie lubisz kogoś, to tym samym lubisz kogoś innego? Czy z tego, że nie wiesz czegoś na pewno wynika, że wiesz coś innego? Czy według Ciebie niewiara/brak wiary w coś z pewnością jest wiarą w nie-coś? Po drugie: Wbrew temu, co piszesz "istnienie sił nadprzyrodzonych" oraz "nieistnienie sił nadprzyrodzonych" nie są wcale równoważnymi postulatami. Faktycznie postulatem jest tylko ten pierwszy - kwestia nieistnienia czegokolwiek jest bowiem zawsze wtórna względem kwestii istnienia, nigdy nie może się pojawić jako pierwsza, nie da się przecież zaprzeczać istnieniu czegoś, czego istnienia nikt nie postuluje. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje: A. Świat zaludniony wyłącznie przez teistów - w co wierzą ci, którzy, którzy w nim żyją? Dokładnie w to samo, w co wierzą w naszym świecie, w jakieś swoje nadnaturalne istoty. B. Świat zaludniony wyłącznie przez ateistów - w co wierzą ci, którzy żyją w tym świecie? Trudno powiedzieć, jedno jednak jest wiadome - z pewnością nikt sobie nie zaprząta głowy wiarą w nieistnienie świata nadprzyrodzonego. Dlaczego? Ponieważ w świecie ateistów nikt nie wpadłby na pomysł, by postulować istnienie czegoś takiego, w jaki więc sposób mieliby temu zaprzeczać? Poglądy ateistów są więc tylko reakcją na poglądy teistów, niczym więcej. A to, co nazywasz "wiarą", w przypadku ateistów jest tylko złudzeniem, odbiciem życzeń teistów wynikającym z braku zrozumienia tego, czym w rzeczywistości jest brak wiary. Bo owszem, zdaję sobie sprawę, że trudno pojąć, czym jest niewiara nie będąc ateistą. Zatem to, czy siła nadprzyrodzona istnieje, czy też nie istnieje, jest problemem tych, którzy postulują jej istnienie, nie ateistów. Ateista nie wierzy w jej istnienie i swojego braku wiary nie musi wspierać żadnymi dowodami ani analizami. Dla większości (a może i dla wszystkich) ateistów wystarczającym argumentem za niewiarą jest fakt, że ci, którzy postulują istnienie sił nadprzyrodzonych nie są absolutnie w stanie w żaden sposób udowodnić prawdziwości przedmiotu swojej wiary. Cytat:Nie jestem pewien jak wygląda twoje życie, żeby na jego przykładzie coś napisać, ale znajdzie się kilka przykładów z naszych czasów. Liczyłem na to, że skoro posługujesz się uogólnieniem "Myslenie magiczne to nic innego jak podstawa do wierzeń religijnych, a nie ma człowieka, który jest się w stanie temuż myśleniu oprzeć", to bez problemu pokażesz przypadki myślenia magicznego, któremu rzeczywiście podlegają wszyscy ludzie, w tym i ja, rzecz jasna. Ja w każdym razie nie znam takich przypadków i z pewnością żaden z tych, które powyżej przytoczyłeś, nie znajduje potwierdzenia w moim zachowaniu. Cytat:Bo chyba używamy słów 'racjonalizm' i 'irracjonalizm' w troszkę odmiennym kontekście. Nie chodzi tutaj o potoczne tych słów znaczenie, a o pewne postawy: pierwsza opiera wszelkie wnioski na znanych faktach, a druga prowadzi do (lub od) pewnych niemożliwych do potwierdzenia założeń (czasami dla ułatwienia, czasami z powodu niedostępności danych). Jestem pewien, że użyłem tych słów w tym samym kontekście, co i Ty. Zresztą porównaj przykłady, do których obaj się odwoływaliśmy - i u mnie (irracjonalizm), i u Ciebie (myślenie magiczne) były to zachowania powszechnie uchodzące za tzw. przesądy i zabobony. Jednak nawet gdyby było inaczej, naprawdę nie widzę w tym wytłumaczenia pozwalającego przeciwstawiać ateizm irracjonalizmowi. Cytat:Bo tu nie o samo zrozumienie chodzi, a o pewien stosunek do rzeczy i zjawisk. Przyznam się, że zaczynam się gubić. Wydawało mi się, że powyżej napisałeś "Ateizm nie jest więc pierwotny, ponieważ niezrozumienie zachodzących dookoła nas zjawisk skłania nas do myślenia irracjonalnego [...]" i do tej wypowiedzi się odnosiłem. Teraz jednak piszesz już coś innego, "nie o samo zrozumienie chodzi, a o pewien stosunek do rzeczy i zjawisk". Z którym więc stwierdzeniem powinienem polemizować?
|
|
| | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Czy jeśli nie lubisz kogoś, to tym samym lubisz kogoś innego?Troszkę boję się na to odpowiadać, bo nie wiem co z tego wyniknie  W pewnych specyficznych (co nie oznacza rzadkich) warunkach jak najbardziej. Jeśli nie lubię kogoś o specyficznych poglądach to jest szansa, że moja sympatia zostanie przeniesiona na kogoś o odmiennych w imię odwiecznej zasady 'wróg mojego wroga jest moim przyjacielem'. > Czy z tego, że nie wiesz czegoś na pewno wynika, że wiesz coś innego?Nie, ale często z przyjęcia pewnej postawy wynika antagonizm wobec postawy przeciwnej. > Czy według Ciebie niewiara/brak wiary w coś z pewnością jest wiarą w nie-coś?Zupełnie nie, pisałem zresztą o tym w wielu miejscach tego wątku. W pewnym sensie nawet w odpowiedzi na post dokowskiego zwracając uwagę, że jego niewiara nie jest niewiarą samą w sobie, a właśnie nie-katolicyzmem. > Wbrew temu, co piszesz "istnienie sił nadprzyrodzonych" oraz "nieistnienie sił nadprzyrodzonych" nie są wcale równoważnymi postulatami. Faktycznie postulatem jest tylko ten pierwszy - kwestia nieistnienia czegokolwiek jest bowiem zawsze wtórna względem kwestii istnienia, nigdy nie może się pojawić jako pierwsza, nie da się przecież zaprzeczać istnieniu czegoś, czego istnienia nikt nie postuluje.W jaki sposób odnosi się do twojego zapytania (i dalszej części wypowiedzi): > Po trzecie: uważasz, że ateizm nie jest pierwotny względem teizmu?> Wyobraźmy sobie dwie sytuacje:> A. Świat zaludniony wyłącznie przez teistów (...)> B. Świat zaludniony wyłącznie przez ateistów (...)I to ma być argument przeciwko mojej wypowiedzi? Przecież powtarzasz to, co napisałem ja z tą drobną różnicą, że Twoje pierwotne zdanie było przeciwne mojemu. > Poglądy ateistów są więc tylko reakcją na poglądy teistów, niczym więcej.W jaki sposób to się odnosi do mojego posta? Naprawdę, w ogóle tego nie rozumiem. > Zatem to, czy siła nadprzyrodzona istnieje, czy też nie istnieje, jest problemem tych, którzy postulują jej istnienie, nie ateistów. Ateista nie wierzy w jej istnienie i swojego braku wiary nie musi wspierać żadnymi dowodami ani analizami.A czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że musi? Znów odpowiadasz nie na mojego posta i nie dotykasz istoty problemu. Nie chodzi o rozpisywanie się na temat natury ateizmu jako takiego i definiowanie go, a o ludzkie skłonności do zachowań irracjonalnych, w tym wiary. > Dla większości (a może i dla wszystkich) ateistów wystarczającym argumentem za niewiarą jest fakt, że ci, którzy postulują istnienie sił nadprzyrodzonych nie są absolutnie w stanie w żaden sposób udowodnić prawdziwości przedmiotu swojej wiary.No i okej, ale to znowu nie odnosi się do tego, co pisałem. Nie chodzi o to jakie kto ma indywidualne poglądy, co przecież zaznaczyłem. Nie uważam, żeby istniały jakiekolwiek siły nadprzyrodzone i nie ma szans, żeby ktokolwiek mnie do tego przekonał. Moje przekonania nie są jednak poparte żadnym obiektywnym faktem. Mogę mój ateizm wyprowadzać z wiedzy o powstaniu Świata i życia i dzięki temu odrzucać pomysł aprioryczności i celowości bytu, ale jednocześnie wiem, że są to niepotwierdzalne założenia. > Liczyłem na to, że skoro posługujesz się uogólnieniem "Myslenie magiczne to nic innego jak podstawa do wierzeń religijnych, a nie ma człowieka, który jest się w stanie temuż myśleniu oprzeć", to bez problemu pokażesz przypadki myślenia magicznego, któremu rzeczywiście podlegają wszyscy ludzie, w tym i ja, rzecz jasna.Ponieważ myślenie magiczne jest częścią składową Twojej anatomii. Układ nerwowy człowieka jest skonstruowany w pewien bardzo konkretny sposób i warunkuje pewne bardzo konkretne zachowania. Nie ma konkretnych przykładów, ponieważ myślenie magiczne to nie spis możliwych zachowań irracjonalnych, a typ myślenia. Występuje ono wtedy, kiedy człowiek wnioskuje na podstawie niepełnego oglądu na sytuację i przyjmuje jako prawdę pewne fakty, które niekoniecznie są prawdziwe. > Ja w każdym razie nie znam takich przypadków i z pewnością żaden z tych, które powyżej przytoczyłeś, nie znajduje potwierdzenia w moim zachowaniu.Dlatego na początku mojej wypowiedzi zawarłem bardzo wazna informację, ze nie znając Cię nie jestem w stanie wskazać przykładów z Twojego życia. > Jestem pewien, że użyłem tych słów w tym samym kontekście, co i Ty. Zresztą porównaj przykłady, do których obaj się odwoływaliśmy - i u mnie (irracjonalizm), i u Ciebie (myślenie magiczne) były to zachowania powszechnie uchodzące za tzw. przesądy i zabobony.Ale przesądy i zabobony to tylko jeden z wielu sposobów, w jaki przejawiaja się ludzki irracjonalizm, a nie jego całość. Mało to - są one wynikiem zachowań irracjonalnych 'mniejszego kalibru', a nie ich istotą. > Jednak nawet gdyby było inaczej, naprawdę nie widzę w tym wytłumaczenia pozwalającego przeciwstawiać ateizm irracjonalizmowi.Bo takiego wytłumaczenia nie postuluję... > Wydawało mi się, że powyżej napisałeś "Ateizm nie jest więc pierwotny, ponieważ niezrozumienie zachodzących dookoła nas zjawisk skłania nas do myślenia irracjonalnego [...]"> Teraz jednak piszesz już coś innego, "nie o samo zrozumienie chodzi, a o pewien stosunek do rzeczy i zjawisk".Te stwierdzenia się uzupełniają, nie ma w nich sprzeczności. Zdanie drugie jest rozwinięciem zdania pierwszego. Człowiek bardzo rzadko ma pełen ogląd na sytuację i nie jest w stanie na codzień zrozumieć pełnego procesu przyczynowo-skutowego zachodzących zjawisk. Nasz mózg musi jednak porządkować dane i układać je w sensowny ciąg, więc kojarzy ze sobą pewne fakty (nasz stosunek do zjawisk - sposób, w jaki je interpretujemy) tworząc fałszywy obraz rzeczywistości. I w ten sposób podczas burzy wychodzi z założenia, że błysk powoduje huk (błysk jest pierwotny wobec grzmienia) w momencie, w którym oba zjawiska (światło i dźwięk) są powodowane przez ten sam czynnik - w tym miejscu wytłumaczenia zawiera się więc wspomniany irracjonalizm.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Zupełnie nie, pisałem zresztą o tym w wielu miejscach tego wątku. W pewnym sensie nawet w odpowiedzi na post dokowskiego zwracając uwagę, że jego niewiara nie jest niewiarą samą w sobie, a właśnie nie-katolicyzmem. OK, w takim razie potwierdźmy: niewiara w istnienie boga nie jest inną nazwą wiary w jego nieistnienie. Zgadzasz się? Cytat:Wbrew temu, co piszesz "istnienie sił nadprzyrodzonych" oraz "nieistnienie sił nadprzyrodzonych" nie są wcale równoważnymi postulatami. [...] W jaki sposób odnosi się do twojego zapytania (i dalszej części wypowiedzi)To, co napisałem powyżej odnosi się do następującego Twojego stwierdzenia: "[...] nie ma żadnego dowodu, że istnieje jakaś siła nadprzyrodzona. Nie ma też żadnego dowodu na to, że nie istnieje. Przyjęcie którejkolwiek z tych postaw wymaga więc, żeby zastanowić się nad tym, która z nich odpowiada nam bardziej [...]"Powtórzę więc jeszcze raz: nie wymaga. Nie wymaga, ponieważ te dwie postawy nie są równoważne. Cytat:Wyobraźmy sobie dwie sytuacje: A. Świat zaludniony wyłącznie przez teistów (...) B. Świat zaludniony wyłącznie przez ateistów (...)[...] I to ma być argument przeciwko mojej wypowiedzi? Przecież powtarzasz to, co napisałem ja z tą drobną różnicą, że Twoje pierwotne zdanie było przeciwne mojemu.To nie jest argument przeciwko całej wypowiedzi, a jedynie jej następującemu fragmentowi: " Ateizm nie jest [...] pierwotny [względem teizmu]"Wydaje mi się, że właśnie takie jest Twoje zdanie, czy może się mylę? Moje, co wyraźnie zaznaczyłem, jest przeciwne i za pomocą tego przykładu starałem się wytłumaczyć, dlaczego za pierwotny uważam ateizm a nie teizm. Cytat:[...] to, czy siła nadprzyrodzona istnieje, czy też nie istnieje, jest problemem tych, którzy postulują jej istnienie, nie ateistów. Ateista nie wierzy w jej istnienie i swojego braku wiary nie musi wspierać żadnymi dowodami ani analizami. A czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że musi? Znów odpowiadasz nie na mojego posta [...]Przypominam więc zdanie, na które odpowiadam: "[...] nie ma żadnego dowodu, że istnieje jakaś siła nadprzyrodzona. Nie ma też żadnego dowodu na to, że nie istnieje. Przyjęcie którejkolwiek z tych postaw wymaga więc, żeby zastanowić się nad tym, która z nich odpowiada nam bardziej [...]"To zdanie pochodzi z Twojego postu, to jest Twoja wypowiedź. Dodatkowo przypominam i to Twoje zdanie: "[...] gdzie w Twojej wypowiedzi jest ateizm? [...] żadnych głębszych przemyśleń nad naturą wiary i naturą potencjalnej siły wyższej."W mojej ocenie oznacza to, że przyjęcie postawy ateistycznej wymaga zastanowienia się oraz owo zastanowienie się nad ateizmem powinno mieć charakter głębokich przemyśleń nad naturą wiary i potencjalnej siły wyższej. To wszystko nazwałem jednym słowem - analiza. Cytat:[...] i nie dotykasz istoty problemu. Nie chodzi o rozpisywanie się na temat natury ateizmu jako takiego i definiowanie go, a o ludzkie skłonności do zachowań irracjonalnych, w tym wiary. OK, dla Ciebie nie chodzi, dla mnie wręcz przeciwnie. Trudno dyskutować o ateizmie i tym, czym on jest lub nie jest, nie zdefiniowawszy uprzednio, w jaki sposób ateizm obaj rozumiemy. A właśnie to jest dla mnie podstawowym tematem tej dyskusji wywołanej przez Twoją uwagę, w której odnosiłeś się do ateizmu Dokowskiego. c.d. poniżej
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) |
Cytat:Ponieważ myślenie magiczne jest częścią składową Twojej anatomii. Układ nerwowy człowieka jest skonstruowany w pewien bardzo konkretny sposób i warunkuje pewne bardzo konkretne zachowania. [...] Występuje ono wtedy, kiedy człowiek wnioskuje na podstawie niepełnego oglądu na sytuację i przyjmuje jako prawdę pewne fakty, które niekoniecznie są prawdziwe. Cóż, możesz oczywiście to nazywać jak chcesz, myśleniem magicznym również, ale z pewnością nie każde takie zachowanie jest irracjonalne. Podejmowanie decyzji na podstawie niepełnej wiedzy i przyjmowanie za prawdę faktów, które nie muszą być prawdziwe wcale nie musi automatycznie być irracjonalizmem. Takie postępowanie jest oczywistością w przypadku człowieka. Zbieramy i analizujemy fakty, wyciągamy wnioski i podejmujemy decyzje - niestety często nasze analizy i decyzje są błędne. Czy w związku z tym są irracjonalne? Kompletność danych czy poprawność wnioskowania nie mają żadnego znaczenia w ocenie irracjonalności działania - dla mnie jasne jest, że z irracjonalizmem mamy do czynienia tylko wtedy, kiedy za prawdę przyjmujemy coś, czego prawdziwości nikt nie jest w stanie wykazać ani rozumując, ani eksperymentując. "Pechowa trzynastka" jest myśleniem irracjonalnym, którego weryfikacja nie jest możliwa, zaś uznanie błyskawicy za przyczynę grzmotu już nie - to tylko błąd wnioskowania, który można skorygować i zweryfikować. Cytat:[...] Jednak nawet gdyby było inaczej, naprawdę nie widzę w tym wytłumaczenia pozwalającego przeciwstawiać ateizm irracjonalizmowi. Bo takiego wytłumaczenia nie postuluję..."Ateizm nie jest więc pierwotny, ponieważ niezrozumienie zachodzących dookoła nas zjawisk skłania nas do myślenia irracjonalnego"To cytat z Twojej wcześniejszej wypowiedzi. Właśnie tu widzę ateizm przeciwstawiony irracjonalizmowi. Cytat:Te stwierdzenia się uzupełniają, nie ma w nich sprzeczności. Zdanie drugie jest rozwinięciem zdania pierwszego. OK, niech tak będzie. Jednak nie jestem w stanie dostrzec w pierwszym zdaniu źródła tego rozwinięcia i w związku z tym potrzebuję Twojej pomocy. Wskaż mi, proszę, która część zdania "Ateizm nie jest więc pierwotny, ponieważ niezrozumienie zachodzących dookoła nas zjawisk skłania nas do myślenia irracjonalnego [...]" wskazuje na to, że do myślenia irracjonalnego skłania nas nie samo niezrozumienie zjawisk, a pewien stosunek do rzeczy i zjawisk? Cytat:Człowiek bardzo rzadko ma pełen ogląd na sytuację i nie jest w stanie na codzień zrozumieć pełnego procesu przyczynowo-skutowego zachodzących zjawisk. Nasz mózg musi jednak porządkować dane i układać je w sensowny ciąg, więc kojarzy ze sobą pewne fakty (nasz stosunek do zjawisk - sposób, w jaki je interpretujemy) tworząc fałszywy obraz rzeczywistości. I w ten sposób podczas burzy wychodzi z założenia, że błysk powoduje huk (błysk jest pierwotny wobec grzmienia) w momencie, w którym oba zjawiska (światło i dźwięk) są powodowane przez ten sam czynnik - w tym miejscu wytłumaczenia zawiera się więc wspomniany irracjonalizm. Ależ zgadzam się, to jest oczywistość. Problem tylko w tym, że to nie jest irracjonalizm.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:Teoretycznie jeśli ktoś, kto w ogóle nie rozumie zjawiska elektryczności będzie próbował naprawić zepsuty kontakt to może zostać pokopany przez prąd. Jeśli ta sama osoba dzień później podejmie tę samą próbę np. podczas czyszczenia toalety (kiedy ma na sobie gumowe rękawice) i nie zostanie pokopana może dojść do nieprawidłowego (ale z jej perspektywy - w pełni słusznego) wniosku, że prąd nie kopie tylko wtedy, kiedy kibelek jest czysty. Jeśli opisana osoba zadowoli się takim wytłumaczeniem i nie będzie szukała dalszych wyjaśnień to mamy do czynienia ze zjawiskiem, o którym piszę. Przykład lekko groteskowy, ale podkreśla, że nie chodzi o samą niewiedzę, a stosunek do pewnych zjawisk. Czy naprawdę ten przykład ilustruje coś, co, jak pisałeś wcześniej: "wcale nie jest zjawiskiem negatywnym, ponieważ pozwala się przystosować do dowolnych warunków nie znając mechanizmów ich działania."? Cytat:Bo bardzo często słowo 'ateista' rozumiane jest nie jako osoba nie uznająca żadnej siły wyższej, a stojąca w opozycji do dominującej religii. Obawiam się, że nie rozumiem Twojej odpowiedzi. W Polsce dominująca religią jest katolicyzm, w opozycji do niego stoją właściwie wszystkie inne wyznania - czy te osoby są zatem ateistami? Coś mi tu nie pasuje... Cytat:Poza tym gdyby ateizm był pierwszy to nigdy nie powstałaby żadna religia - przecież każda z nich miała początek i to na ogół w czasach historycznych. W ten sam sposób można argumentować w przeciwną stronę. Nigdy jednak nie twierdziłem, że nie jest możliwe, by teista stał się ateistą, ani też ateista teistą. Cytat:Skoro religie powstały, a ślady religijności ciągną się przez znaczną część antropologicznego materiału kopalnego (groby, malowidła naskalne, figurki) to oznacza, że w ludziach zakorzenione jest myślenie, które prowadzi do religii. Brak zrozumienia dla otaczającego nas świata przy jednoczesnej obserwacji siebie samego sprawiła, że człowiek uwierzył i szukał wytłumaczeń w siłach, których nie mógł zobaczyć. Zresztą predestynuje nas do tego bardzo wiele anatomicznych czynników - sny, rozpoznawanie twarzy i sylwetek (dzięki temu niektórzy widzą w przekrojonym ziemniaku święte postaci, w pokrzywionym drzewie znak wskazujący kierunek), strach przed śmiercią i wiele, wiele innych. Owszem, jest zakorzenione w niektórych ludziach. Ale predyspozycje prowadzące do teizmu nie są jeszcze teizmem. Naturalnym i pierwotnym stanem człowieka jest brak wiary irracjonalnej. Zaczyna się ona pojawiać bardzo wcześnie, przy pierwszych próbach poznawania otaczającego świata i w niektórych przypadkach rozwija się w wiarę religijną, a w niektórych całkowicie zanika. Niewątpliwie część ludzi nie potrafi odbierać świata wyłącznie racjonalnie i nigdy nie będzie w stanie otrząsnąć się z dziecięcego irracjonalizmu. Nawet niepoddawani żadnej indoktrynacji religijnej wymyślą sobie jakąś "wiarę". Ale to tylko część, nie wszyscy.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Czy naprawdę ten przykład ilustruje coś, co, jak pisałeś wcześniej: "wcale nie jest zjawiskiem negatywnym, ponieważ pozwala się przystosować do dowolnych warunków nie znając mechanizmów ich działania."?Tak jest! Nie rozumiejąc działania przewodników i izolatorów pozwala na bezpieczne naprawienie gniazdka. Towarzyszą temu rytuały, które pochłaniają bardzo wiele zasobów (czy to czasu, czy energii) i są zbędne, ale cel zostaje osiągnięty - żarówka działa. > Obawiam się, że nie rozumiem Twojej odpowiedzi. W Polsce dominująca religią jest katolicyzm, w opozycji do niego stoją właściwie wszystkie inne wyznania - czy te osoby są zatem ateistami? Coś mi tu nie pasuje...Naprawdę nie rozumiesz czy to tylko erystyczny wybieg? Rozmawiamy w kontekście wypowiedzi dokowskiego, który za podstawę swojej niewiary przedstawia sprzeczności wewnątrz religii, w której się wychował. Mówi więc nie o nieistnieniu Boga jako potencjalnie realnego bytu, a o nieistnieniu Boga jako bóstwa katolicyzmu, czyli postaci stworzonej przez ludzi. Muzułmanin nie jest więc ateistą w myśl Twojego posta, ponieważ o ile może negować występowanie takiego bóstwa, w jakie wierzą katolicy to gorliwie wierzy we własne bóstwo. Konflikt nie rozgrywa się więc na płaszczyźnie wiary i niewiary, a dwóch wiar. > W ten sam sposób można argumentować w przeciwną stronę. Nigdy jednak nie twierdziłem, że nie jest możliwe, by teista stał się ateistą, ani też ateista teistą.Indywidualne wybory ludzi nie mają tutaj znaczenia, chodzi o skalę makro. > Owszem, jest zakorzenione w niektórych ludziach. Ale predyspozycje prowadzące do teizmu nie są jeszcze teizmem. Naturalnym i pierwotnym stanem człowieka jest brak wiary irracjonalnej. Zaczyna się ona pojawiać bardzo wcześnie, przy pierwszych próbach poznawania otaczającego świata i w niektórych przypadkach rozwija się w wiarę religijną, a w niektórych całkowicie zanika. Niewątpliwie część ludzi nie potrafi odbierać świata wyłącznie racjonalnie i nigdy nie będzie w stanie otrząsnąć się z dziecięcego irracjonalizmu. Nawet niepoddawani żadnej indoktrynacji religijnej wymyślą sobie jakąś "wiarę". Ale to tylko część, nie wszyscy.Zaznaczmy coś na wstępie: nie ma czegoś takiego, jak człowiek myślący wyłącznie racjonalnie. Nie pozwala na to nasza anatomia, co zilustruję prostym przykładem: do krwiobiegu w trakcie stresu uwalniają się bardzo konkretne związki chemiczne (np. adrenalina), które wpływają na zdolności psychomotoryczne. Oznacza to, że mając do dyspozycji te same fakty w dwóch różnych stanach emocjonalnych podejmiesz dwie zupełnie odmienne od siebie decyzje. Irracjonalizm jest więc składową naszego istnienia, a myślenie racjonalne jest tylko słowem-wytrychem, ponieważ za każdym razem może oznaczać cos zupełnie innego. Inaczej przebiegnie racjonalne rozumowanie (czyli takie, które opieramy na znanych nam faktach analizując potencjalne wyniki), kiedy człowiek jest zestresowany, inaczej kiedy jest smutny, inaczej kiedy jest niewyspany. Pierwotne wierzenia miały właśnie charakter nieteistycznych obrzędów magicznych, pogaństwo nie odróżniało od siebie idei bóstwa od otaczającego świata - to dopiero efekt skomplikowanych przemyśleń późniejszych czasów. Siłom natury przypisywano cechy nadprzyrodzone, niezrozumiałe procesy fizyczne i chemiczne tłumaczono nie nauką (która przecież nie istniała), a pewnymi niewidzialnymi siłami. Polecam przydatną lekturę w kontekście naszej dyskusji, żeby podkreślić jak bardzo ludzki racjonalizm jest spaczony. Mało to - występowanie nawet każdego z tych błedów poznawczych nie wyklucza w pełni racjonalnego myślenia! Jeśli na podstawie fałszywych danych po ich uprzedniej analizie dokonujesz wyboru to jest to wybór racjonalny, ponieważ racjonalizm to nie obiektywnie dobre wyniki, a sposób interpretacji rzeczywistości. Rozumiany w tym kontekście często tłumaczy również myślenie magiczne: wspomniany przykład pioruna i wniosek o tym, że światło powoduje dźwięk jest w pełni racjonalny, jeśli został podejęty po analizie wszystkich dostępnych danych.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Pan Tau (1237 punktów) | Cytat:[...] Nie rozumiejąc działania przewodników i izolatorów pozwala na bezpieczne naprawienie gniazdka. Towarzyszą temu rytuały, które pochłaniają bardzo wiele zasobów (czy to czasu, czy energii) i są zbędne, ale cel zostaje osiągnięty - żarówka działa. Ok, na krótka metę z pewnością zadziała. Tylko, czy na pewno jest to przykład działania irracjonalnego a nie po prostu błędnego wnioskowania? Cytat:[...] Indywidualne wybory ludzi nie mają tutaj znaczenia, chodzi o skalę makro. A skąd się bierze skala makro, jak nie z działań w skali mikro? To, że istnieje grupa ludzi, którą można nazwać ateistami jest wynikiem zachowań i decyzji podejmowanych przez pojedynczych ludzi. Cytat:Zaznaczmy coś na wstępie: nie ma czegoś takiego, jak człowiek myślący wyłącznie racjonalnie. [...] OK, zgadzam się, tu przesadziłem. Cytat:Nie pozwala na to nasza anatomia, co zilustruję prostym przykładem: do krwiobiegu w trakcie stresu uwalniają się bardzo konkretne związki chemiczne (np. adrenalina), które wpływają na zdolności psychomotoryczne. Oznacza to, że mając do dyspozycji te same fakty w dwóch różnych stanach emocjonalnych podejmiesz dwie zupełnie odmienne od siebie decyzje. Ale tu już się nie zgodzę. Wyciągnięcie innych wniosków z tych samych faktów wcale nie musi byc irracjonalne. Cytat:[...] Mało to - występowanie nawet każdego z tych błedów poznawczych nie wyklucza w pełni racjonalnego myślenia! Jeśli na podstawie fałszywych danych po ich uprzedniej analizie dokonujesz wyboru to jest to wybór racjonalny, ponieważ racjonalizm to nie obiektywnie dobre wyniki, a sposób interpretacji rzeczywistości. Rozumiany w tym kontekście często tłumaczy również myślenie magiczne: wspomniany przykład pioruna i wniosek o tym, że światło powoduje dźwięk jest w pełni racjonalny, jeśli został podejęty po analizie wszystkich dostępnych danych. Z takim podejściem do racjonalizmu oczywiście się zgadzam. Tylko, czy nie ma sprzeczności między powyższym zdaniem, tzn.: "wniosek [...] jest w pełni racjonalny, jeśli został podjęty po analizie wszystkich dostępnych danych" a następującym, które, jak rozumiem, miało ilustrować myślenie irracjonalne: "mając do dyspozycji te same fakty w dwóch różnych stanach emocjonalnych podejmiesz dwie zupełnie odmienne od siebie decyzje"?
|
|
| | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Ok, na krótka metę z pewnością zadziała. Tylko, czy na pewno jest to przykład działania irracjonalnego a nie po prostu błędnego wnioskowania?
Samo z siebie oczywiście nie jest myśleniem irracjonalnym i w swoim założeniu jest bardzo sprytne. Problem może jednak pojawić się wraz z upływem lat, ponieważ prosta czynność obrasta w rytuały. Pierwotna obserwacja i jej wykorzystanie odłącza się powoli od praktycznego wykorzystania i sprawa zaczyna żyć własnym życiem. Zaczyna obrastać symboliką, mistycyzmem. Fakt, że nie rozumiało się jak zachodzi zjawisko pozostawia bardzo wiele miejsca na niedomówienia i przez analogie może przeskakiwać na inne dziedziny życia.
>A skąd się bierze skala makro, jak nie z działań w skali mikro? To, że istnieje grupa ludzi, którą można nazwać ateistami jest wynikiem zachowań i decyzji podejmowanych przez pojedynczych ludzi.
To, że skala makro bierze się z mikro jeszcze nic nie znaczy. Chłopskie wojny religijne w Niemczech w skali mikro były osobistymi aktami fanatyzmu, w skali makro dążeniami zubożałej i nieliczącej się politycznie grupy do przetasowania układu sił i z religią nie miało to wiele wspólnego. Indywidualny wybór człowieka aby zostać ateistą może pozostać całkowicie bez wpływu na ogólną sytuację w większej skali. Jestem sobie w stanie wyobrazić wspomniane wojny chłopskie nawet w momencie, w którym znaczna część ludzi uznałaby, że Boga nie ma - jako przedmioty wielkiej polityki ich indywidualne wierzenia nie miały znaczenia. To samo zresztą tyczy się religii - ludzie wierząc (albo inaczej: mając anatomicznie wbudowany potencjał wiary) jednoczyli się wewnątrz wspólnot religijnych dla indywidualnych celów (których na ogół sobie nie uświadamiali. Szli zobaczyć bóstwo, np. dziwne drzewo, żeby złożyć mu hołd, ale tak naprawdę byli przedmiotem tworzenia się pierwszych zrębów związku ponadplemiennego, który wytworzył szereg czynników wewnętrznych i zewnętrznych niezwiązanych z tym bóstwem).
>Ale tu już się nie zgodzę. Wyciągnięcie innych wniosków z tych samych faktów wcale nie musi byc irracjonalne.
Ja bym problem ujął od tyłu - człowiek racjonalizuje każdą podjętą już decyzję i dlatego ciężko będzie wykazać, że irracjonalizm występuje kiedykolwiek. Najszczęśliwszy człowiek na świecie może popełnić samobójstwo w imię bóstwa i znajdziesz dla tego racjonalne wytłumaczenie - za poświęcenie na szczycie sukcesu dostanie większy pokój w niebie. Jak widzisz na powyższym przykładzie można racjonalizm (jako analizę) doprowadzić do absurdu, dlatego opowiadałbym się jednak za nazywaniem racjonalnego myślenia takim, na które nie mają wpływu emocje (a emocje to nic innego jak reakcje naszego organizmu na konkretne bodźce wyrażane na ogół przy pomocy związków chemicznych).
>Tylko, czy nie ma sprzeczności między powyższym zdaniem, tzn.: "wniosek [...] jest w pełni racjonalny, jeśli został podjęty po analizie wszystkich dostępnych danych" a następującym, które, jak rozumiem, miało ilustrować myślenie irracjonalne: "mając do dyspozycji te same fakty w dwóch różnych stanach emocjonalnych podejmiesz dwie zupełnie odmienne od siebie decyzje"?
Opisałem tę zależność powyżej. Ostatnio, kiedy wyszedłem ze znajomymi na piwo wracając zgłodniałem - kupiłem sobie więc kebaba. W momencie podejmowania decyzji, czyli pod wpływem alkoholu decyzja ta wydawała mi się w pełni racjonalna: "dnak jest głodny -> dnak je", ale rano miałem już do tego inne podejście, bo przecież w domu była pełna lodówka, a to 14zł można spożytkować w sensowniejszy sposób. Alkohol wpłynął na mój ogląd sytuacji i podjąłem decyzję pod jego wpływem.
Wyszedłbym więc z troszkę innego założenia, jeśli chodzi o racjonalizm. To postawa, która opiera się na analizie dostępnych danych i podejmowaniu najsłuszniejszej decyzji przy jednoczesnym zaznaczeniu, że człowiek nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji, a jedynie kierować się racjonalizmem na tyle, na ile jest to w danej sytuacji możliwe. Nie da się podjąć obiektywnie idealnej decyzji, ponieważ zbyt wiele niezależnych od nas czynników wpływa na nasze rozumowanie - najblizej racjonalnej będzie więc decyzja podjęta, kiedy nasz organizm jest w optymalnym stanie. Ideałem byłoby więc poprawnie rozwiązane równanie matematyczne, ale w codziennych warunkach w przełożeniu na zwykłe życie - jest to niemożliwe.
Mam nadzieję, że mimo zagmatwania rozumiesz o co chodziło, chętnie wytłumaczę jeśli w którymś momencie wyraziłem się nieprecyzyjnie i niejasno.
|
|
| |  | 2 na 2 | Arita (459 punktów) |
> A czy jednostkowy ateizm koniecznie musi się brać z "głębokich przemyśleń"?Oczywiście, że nie. Ja pochodzę z mało religijnej rodziny i wiara "wyparowała" mi samoistnie, już w podstawówce. Bez czytania, szukania, porównywania itd. Stała się niedorzeczna w swojej naiwności i to był koniec. Rodzice są niepraktykującymi katolikami,ale żyją jak ateiści. Raz na ruski rok do kościoła, dzieci na religię, bo tak wypada. I tyle. Jak nie ma w domu przykładu, to ateistą można szybko zostać, bez studiowania biblii,wielkich filozofów i pisarzy ateistycznych. Ja dopiero od niedawna nadrabiam braki w oczytaniu  Przedtem nie odczuwałam potrzeby psychicznej zgłębiania czegokolwiek.Byłam beztroską ateistką 
Wymyśliliśmy słowo "chaos" na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Arita (459 punktów) |
Beztroska, polegała na wrażeniu (proszę się nie śmiać), że żyję w miłym, świeckim państwie i niewiedzy, że istnieje ks. Drzewiecki i jemu podobni. Wraz ze wzrostem irytacji na rzeczywistość + nagłe objawienie, że politycy klaszczą dla KK  - zauważyłam więcej, niż bym chciała i teraz częściej 'bywam ateistką' - niż kiedyś. W tym sensie, że nawet czytając poranne newsy, zaczynające się od "co biskup powiedział" już jestem zirytowana. Wcześniej nie miało to znaczenia, a religie uważałam za element tak przydatny ludzkości, jak powietrze do oddychania. > A teraz jesteś zatroskaną? No jestem, jestem 
Wymyśliliśmy słowo "chaos" na oznaczenie porządku, którego nie rozumiemy.
|
|
|  | | Gosia (9452 punktów) |
> i na podstawie złych uczynków ludzi i na podstawie ich opacznego rozumienia słów innych ludzi Socjalizm tak - wypaczenia nie? Dziękuję, to już było przerabiane.
|
|
| |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Socjalizm tak - wypaczenia nie? >Dziękuję, to już było przerabiane.
Niestety, to nie ten sam kontekst. Kościoły różnego typu mają tyle samo związku z różnego rodzaju bóstwami i (oczywiście tymi potencjalnie prawdziwymi, a nie tymi, które same sobie wymyślą) co z... No, nie wymyślę żadnego dobrego porównania, bo zajmują się wszystkim. W każdym razie zachowanie kleryków, wypaczenia instytucji jaką jest kościół to nie kwestia wiary w boga, ponieważ kradzież, czy nadużycia są po prostu częścią ludzkiej natury. Jeśli jakiś mąż zdradzi jakąś żonę to kompromituje to jego osobę, a nie całą ideę monogamii i małżeństwa.
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > widzę jedynie antyklerykalizm i antykatolicyzm, żadnych głębszych przemyśleń nad naturą wiary i naturą potencjalnej siły wyższej.
To ciekawe, jak różny jest subiektywny osąd takich rzeczy. Ja uważam, ze pseudofilozoficzne dyskusje ateistów i agnostyków są płytkie, zaś głębsze pojmowanie ateizmu musi wiązać się z moralnym osądem oddziaływania religii na ludzi. Szczególnie płytkie są moim zdaniem poglądy agnostyków.
A sformułowanie "natura potencjalnej siły wyższej" jest wewnętrznie sprzeczne, zdradza religijność. Siła wyższa jest bytem urojonym, nie może mieć natury.
Mam nadzieję, że to przejęzyczenie - chyba chciałeś napisać o różnych definicjach siły wyższej, a nie o "naturze".
doku
|
|
| |  | | obcy gatunek (907 punktów) |
>To ciekawe, jak różny jest subiektywny osąd takich rzeczy. Ja uważam, ze pseudofilozoficzne dyskusje ateistów i agnostyków są płytkie, zaś głębsze pojmowanie ateizmu musi wiązać się z moralnym osądem oddziaływania religii na ludzi. Szczególnie płytkie są moim zdaniem poglądy agnostyków. Mam pytanie: a jakie są Twoje poglądy? - głębokie?
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | >To ciekawe, jak różny jest subiektywny osąd takich rzeczy. Ja uważam, ze pseudofilozoficzne dyskusje ateistów i agnostyków są płytkie, zaś głębsze pojmowanie ateizmu musi wiązać się z moralnym osądem oddziaływania religii na ludzi. Szczególnie płytkie są moim zdaniem poglądy agnostyków.
Ale ta wypowiedź tylko podkreśla to, o czym pisałem i swoim postem tylko potwierdzasz to, co napisałem! Religia to nie wiara, religia to zinstytucjonalizowana przez ludzi wiara. Sprzeciwianie się religii i jej społecznym aspektom nie jest więc przejawem niewiary w bóstwa, a jedynie opozycją wobec tego w jaki sposób ludzie wykorzystują innych ludzi poprzez tworzenie organizacji o różnorodnej ideologii. Dziękuję Ci za tę wypowiedź, ponieważ jest bardzo ważna w potwierdzeniu założeń, które zawarłem w poście, na który odpisywałeś.
>A sformułowanie "natura potencjalnej siły wyższej" jest wewnętrznie sprzeczne, zdradza religijność. Siła wyższa jest bytem urojonym, nie może mieć natury.
Naprawdę? Wydawało mi się, że słowo 'potencjalnej' wykluczało sprzeczność, zwłaszcza, jeśli ze zrozumieniem przeczytałoby się moją wypowiedź. O ile sam uważam, że nie istnieją żadne siły nadprzyrodzone, to zdaję sobie sprawę z faktu, że nie do udowodnienia jest ich nieistnienie. Fakt ten oddawało słowo 'potencjalnej', co wydawało mi się dość oczywiste.
>Mam nadzieję, że to przejęzyczenie - chyba chciałeś napisać o różnych definicjach siły wyższej, a nie o "naturze".
Nie, to nie przejęzyczenie. Wręcz przeciwnie - bardzo uważnie dobierałem słowa, o czym świadczy opisana powyżej sytuacja z wyrazem 'potencjalnej'.
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > "natura potencjalnej siły wyższej" >Nie, to nie przejęzyczenie. Wręcz przeciwnie - bardzo uważnie dobierałem słowa, o czym świadczy opisana powyżej sytuacja z wyrazem 'potencjalnej'.
Moim zdaniem zamiast "potencjalnej" lepiej użyć "hipotetycznej", a najlepiej po prostu "urojonej". Jeśli naprawdę uważnie dobierałeś słowa, to znaczy, że nie zastanowiłeś się nad ich znaczeniem. W naturze mamy energię potencjalną, np. energię skumulowaną w polu grawitacyjnym, jest to coś rzeczywistego. Podobnie realny jest potencjalny talent - chłopiec wiotki, szczupły, cienkokościsty, z małą główką i szerokimi barami, który nigdy jeszcze nie skakał na nartach.
W jakim więc sensie siła wyższa jest "potencjalna". Masz na myśli swoje ukryte moce parapsychiczne?
doku
|
|
| | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Moim zdaniem zamiast "potencjalnej" lepiej użyć "hipotetycznej", a najlepiej po prostu "urojonej". Jeśli naprawdę uważnie dobierałeś słowa, to znaczy, że nie zastanowiłeś się nad ich znaczeniem. W naturze mamy energię potencjalną, np. energię skumulowaną w polu grawitacyjnym, jest to coś rzeczywistego.
I tutaj pojawia się pewien problem, którego nie zauważyłeś. Słowa bardzo często mają inne znaczenie jako terminy fizyczne, a inne w mowie potocznej i w języku literackim. Wyraz 'potencjalny' wg sjp.pl oznacza "mogący ujawnić się w odpowiednich warunkach, możliwy". Pierwsze znaczenie jest również bardzo na miejscu, ponieważ rozmawiamy o sytuacji, w której nie znając wspomnianej siły nadprzyrodzonej zakładamy jej istnienie w pewnych bardzo konkretnych okolicznościach i w pewnym bardzo konkretnym celu. To, że nie znamy żadnego sposobu na zbadanie tych okoliczności, w których się ujawni to właśnie problem, który poruszam w moich wypowiedziach.
Słowo 'urojona' nie powinno zostać użyte w kontekście mojej wypowiedzi i dziwię się, że je proponujesz, ponieważ od samego początku staram się udowodnić, że tego typu wyrażenia są nieprawidłowe. Chyba nie czytasz dokładnie tego, co piszę...
>W jakim więc sensie siła wyższa jest "potencjalna". Masz na myśli swoje ukryte moce parapsychiczne?
Nie, mam na myśli wyrażenia synonimiczne na poziomie trzeciej-czwartej klasy szkoły podstawowej.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>W jakim więc sensie siła wyższa jest "potencjalna". Masz na myśli swoje ukryte moce parapsychiczne? >Nie, mam na myśli wyrażenia synonimiczne na poziomie trzeciej-czwartej klasy szkoły podstawowej.
Taka sztuczka erystyczna to nic innego jak wykręt. Wyjaśnij w jakim sensie "potencjalna" albo przyznaj się do błędnego użycia tego słowa.
doku
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Taka sztuczka erystyczna to nic innego jak wykręt. Wyjaśnij w jakim sensie "potencjalna" albo przyznaj się do błędnego użycia tego słowa.dnak:I tutaj pojawia się pewien problem, którego nie zauważyłeś. Słowa bardzo często mają inne znaczenie jako terminy fizyczne, a inne w mowie potocznej i w języku literackim. Wyraz 'potencjalny' wg sjp.pl oznacza "mogący ujawnić się w odpowiednich warunkach, możliwy". Pierwsze znaczenie jest również bardzo na miejscu, ponieważ rozmawiamy o sytuacji, w której nie znając wspomnianej siły nadprzyrodzonej zakładamy jej istnienie w pewnych bardzo konkretnych okolicznościach i w pewnym bardzo konkretnym celu. To, że nie znamy żadnego sposobu na zbadanie tych okoliczności, w których się ujawni to właśnie problem, który poruszam w moich wypowiedziach. Słowo 'urojona' nie powinno zostać użyte w kontekście mojej wypowiedzi i dziwię się, że je proponujesz, ponieważ od samego początku staram się udowodnić, że tego typu wyrażenia są nieprawidłowe. Chyba nie czytasz dokładnie tego, co piszę...
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Wyraz 'potencjalny' wg sjp.pl oznacza "mogący ujawnić się w odpowiednich warunkach
W jakich warunkach wg Twojej wiary, mogą ujawnić swoje istnienie siły nadprzyrodzone?
> możliwy".
W jakim sensie wierzysz w to, że siły nadprzyrodzone są "możliwe"?
>nie znając wspomnianej siły nadprzyrodzonej zakładamy jej istnienie w pewnych bardzo konkretnych okolicznościach
Proszę o konkrety
> nie znamy żadnego sposobu na zbadanie tych okoliczności
Których okoliczności?
Konkretne okoliczności mają szansę na to, że nie okażą się urojeniami, bardzom ciekaw.
doku
|
|
| | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >W jakich warunkach wg Twojej wiary, mogą ujawnić swoje istnienie siły nadprzyrodzone?
Cholerka, przecież piszę o tym od samego początku: dowiedzenie, że siły nadprzyrodzone nie istnieją nie jest możliwe w naukowy sposób. Oznacza to ni mniej, ni więcej tyle, że człowiek nie jest w stanie nawet przyjąć założeń dotyczących warunków, w których siła wyższa się ujawni. Przez to nie da się tego ani sprawdzić doświadczalnie ani nawet tworzyć teoretycznego modelu.
>W jakim sensie wierzysz w to, że siły nadprzyrodzone są "możliwe"?
Mógłbym być bardzo wredny i zacytować znowu jedną z moich wypowiedzi, ale drobne uszczypliwości do niczego nie prowadzą. Istnienie sił nadprzyrodzonych jest możliwe, ponieważ nie ma możliwości udowodnienia, że jest inaczej.
>Proszę o konkrety
To były konkrety, a dokładniej - najbardziej konkretne określenie, jaki da się przedstawić. To jest to, o czym piszę od początku: nie da się w żaden sposób ludzkim rozumem objąć sił nadprzyrodzonych dlatego nie ma możliwości, żeby w jakikolwiek sposób je opisać. Jeśli istnieją to nie podlegają prawom nauki i są niezależne od praw fizycznych wszechświata.
>Których okoliczności? >Konkretne okoliczności mają szansę na to, że nie okażą się urojeniami, bardzom ciekaw.
Twoje wymagania to nic innego jak ten postulat, z którym dyskutuję od początku wątku - chęć naukowego opisania zjawisk, które z założenia nie podlegają nauce i triumfalne ogłoszenie, że skoro nie ma matematycznego modelu jakiegoś bóstwa to bóstwo nie może być prawdziwe. Postulat ten jest jednak skierowany w próżnię, ponieważ siły nadprzyrodzone mają w definicji niemożliwość objęcia ich rozumem (a przez to nauką) i żeby domagać się empirycznego dowiedzenia prawdziwości boga trzeba po prostu nie rozumieć natury zjawiska, o którym się dyskutuje.
Możesz więc z bardzo dużym prawdopodobieństwem założyć, że świat nie ma żadnego Absolutu, że powstał z przypadku i przypadek ten jest jego jedynym motorem napędowym, ale nie ma możliwości, żeby tezę tę potwierdzić konkretami, których wymagasz.
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >człowiek nie jest w stanie nawet przyjąć założeń dotyczących warunków, w których siła wyższa się ujawni.
A przecież napisałeś, że w "konkretnych okolicznościach..." - to jakieś dla mnie dziwne znaczenie słowa "konkretny"
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >A przecież napisałeś, że w "konkretnych okolicznościach..." - to jakieś dla mnie dziwne znaczenie słowa "konkretny"
Napisałem 'w konkretnych', a nie 'znanych nam konkretnych' i to bardzo duża różnica. Tłumacząc poprzez analogię: początek wszechświata (załamanie symetrii i inne zjawiska, które doprowadziły do pojawiania się materii) miał miejsce w bardzo konkretnych warunkach, których nie znamy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >nie znając wspomnianej siły nadprzyrodzonej zakładamy jej istnienie w pewnych bardzo konkretnych okolicznościach
>Tłumacząc poprzez analogię: początek wszechświata (załamanie symetrii i inne zjawiska, które doprowadziły do pojawiania się materii) miał miejsce w bardzo konkretnych warunkach, których nie znamy.
Pierwszy krok w porozumieniu mamy już zrobiony. Teraz spróbujmy w tym kontekście porozumieć się co do znaczenia słowa "potencjalny" w odniesieniu do siły nadprzyrodzonej. Czy możemy to słowo odnieść do tych bardzo konkretnych warunków, w których występuje siła nadprzyrodzona? Innymi słowy, czy uważasz te bardzo konkretne, choć nieznane, warunki, za warunki potencjalne? A może te warunki stanowią ów potencjał, który może przemienić się w siłę nadprzyrodzoną?
Jak by na to nie patrzeć, widzę, że siłę nadprzyrodzoną traktujesz jak siłę naturalną, a nie nadprzyrodzoną
doku
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Pierwszy krok w porozumieniu mamy już zrobiony.
Ja mam jednak wrażenie, że doszło do regresu. Wracamy do kwestii, którą już wytłumaczyłem tj. występowania synonimów i różnego znaczenia słów w fizyce i języku potocznym.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ja mam jednak wrażenie, że doszło do regresu. Wracamy do kwestii, którą już wytłumaczyłem
Nieprzekonująco, ale nie będę dłużej Cię molestować. Wyjaśnisz lub nie, Twoja wola.
doku
|
|
| Rotor (179 punktów) | > To śmieszne? Ateiści wołają, że nie ma czegoś takiego, jak bóg (specjalnie dla Was napisałem z> małej litery), a wierzący również wołają, ale że Bóg istnieje. Jedni i drudzy nie potrafią znaleźć> dowodów (takich, które przekonają wszystkich, a nie tylko samego siebie i swoją małą publikę)   - W Twej wołającej potrzebie, polecam, zajrzyj tutaj, dla uzyskania na to prostej i jasnej odpowiedzi: www.racjonalista.pl/kk.php/d,232 Możesz według tamtegoż rozpoznać się zarówno w swoim teiźmie, ateiźmie i nawet ...ateistycznym teiźmie... !!!Niczego tam niewyjaśnionego nie brakuje, ani wierzącym ani niewierzącym... A jak ktoś sądzi, że jest inaczej, to, też może sądy znane po raz tysięczny urozmaicić...
|
|
| lucyfer (1 punktów) | >Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że >boga nie ma
Co znaczy udowodnić? Chcesz dowodu który da Ci taką samą pewność jaką masz twierdząc, że 2+2=4? Zatem proszę bardzo. Skąd wiesz, że 2+2=4? Bo wrzuciłeś 2 orzechy do miski, potem jeszcze 2 i policzyłeś? Albo może wiesz, bo wiedza teoretyczna, dane empiryczne i logiczne myślenie na to wskazują, poza tym 6 mld ludzi popiera Cię w tej wiedzy? A jeśli to nie jest prawda, tylko ludzki mózg tak funkcjonuje, że w/wym równanie odbieramy jako prawdziwe? Albo jakieś istoty nadprzyrodzone ukrywają przed nami prawdę, że 2 plus 2 jest jednak różne od 4. Czy to jest niemożliwe? Udowodnij!
To nie jest niemożliwe, ale bardzo mało prawdopodobne. Nic nie wskazuje na to, żeby tak było. Każda teza naukowa, którą traktujemy jako udowodnioną, polega na przyjęciu założenia, że skrajnie znikome prawdopodobieństwo, że "może być jednak inaczej" jest ignorowane.
Nie jest niemożliwe, że istoty nadprzyrodzone takie jak: Bóg jedyny, bogów wielu czy Langoliery istnieją, ale nic nie wskazuje na to, żeby istniały. Zatem prawdopodobieństwo, że istnieją jest skrajnie znikome.
Czy to jest dla Ciebie wystarczający dowód, czy będziesz upierał się, że chcesz mieć dokładnie 100-proc. pewność? Jeżeli to drugie to weź pod uwagę, że w ten sposób niczego nie udowodnisz i jedyne co jest pewne to to, że nic nie jest pewne. Ale w takim wypadku słowo udowodnić traci sens i nie powinieneś go używać.
|
|
 | | WeeDTM (13 punktów) | >Skąd wiesz, że 2+2=4? Bo wrzuciłeś 2 orzechy do miski, potem jeszcze 2 i policzyłeś? Albo może wiesz, bo wiedza teoretyczna, dane empiryczne i logiczne myślenie na to wskazują, poza tym 6 mld ludzi popiera Cię w tej wiedzy? A jeśli to nie jest prawda, tylko ludzki mózg tak funkcjonuje, że w/wym równanie odbieramy jako prawdziwe? Albo jakieś istoty nadprzyrodzone ukrywają przed nami prawdę, że 2 plus 2 jest jednak różne od 4. Czy to jest niemożliwe? Udowodnij! Ale żyjemy w świecie, jakim podaje nam mózg, więc dlaczego mamy się przejmować czymś co może być, a co może nie być, jak 2+2 wg. naszego rozumowania to 4. Tym sposobem, to można powiedzieć, że wszystko jest inne niż nam się wydaje, a to że ty nie jesteś murzynem nie świadczy o tym, że nim nie jesteś, bo możesz być. To chyba błąd logiczny.
|
|
1 na 1 konstanty1 (-7 punktów) (zablokowany) |
> Wiarę trzeba odnaleźć samemu, na podstawie własnego życia. Jakiś tam ateista nie udowodni mi, że> boga nie ma, bo on nigdy go nie doświadczył skoro ja go doświadczam (np. modląc się o zdrowie i to> zdrowie jest).Wiara w urojonego boga jest chorobą. Wyleczyć cię może tylko medycyna i lekarz, modły nic tutaj nie dadzą. Gdyby istniał urojony stwórca, byłby taki sam na całym świecie. Tutaj masz jedne z dowodów, na jego nie istnienie, co wynika z czystej logiki, pomyśl nad tym. forum.wiar(*)7c1ac1126a7b03410fbf9df8720b14> Nie piszę przeciwko ateistom ani przeciwko wierzącym. Nie jestem ani zatwardziałym fanem Boga ani> zatwardziałym fanem ateizmu.Czyli co ?, wg. Ciebie pójdziesz do piekła, czy nieba?.
|
|
 | | WeeDTM (13 punktów) | >Czyli co ?, wg. Ciebie pójdziesz do piekła, czy nieba?. Póki co się nigdzie nie wybieram ani nie mam zamiaru umierać, więc po co mam się przejmować myślą, gdzie pójdę.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|