 |
Argument transcendentalny z wiarygodności poznania Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-03-2026 22:48 | xyz95 (9 punktów) | Argument transcendentalny z wiarygodności poznania
1 na 1 | Pytanie o istnienie Boga należy do najstarszych i najbardziej spornych w historii filozofii. Większość znanych argumentów teistycznych (kosmologiczny, teleologiczny, ontologiczny) podejmuje je frontalnie: wychodzi od jakiegoś faktu dotyczącego świata lub pojęć i usiłuje wykazać, że Bóg jest jego koniecznym wyjaśnieniem. Argument, który proponuję w niniejszym tekście, obrał odmienną drogę. Nie pyta: "co wskazuje na Boga?", lecz: "co musi być prawdą, aby sensowna dyskusja o prawdzie w ogóle była możliwa?". Jest to strategia transcendentalna w klasycznym sensie: zamiast dowodzić czegoś o przedmiotach doświadczenia, bada warunki możliwości samego poznania. Tradycja ta ma bogatych reprezentantów: od Kanta, przez Apla i Habermasa (transcendentalna pragmatyka), aż po współczesną filozofię analityczną (zwłaszcza Alvina Plantingi argument ewolucyjny przeciwko naturalizmowi). Proponowana tutaj wersja jest samodzielna, choć świadomie korzysta z tych inspiracji. Argument przebiega w pięciu krokach: (1) wykazuję, że każde orzekanie o prawdzie zakłada wiarygodność poznania (2) analizuję warunki możliwości tej wiarygodności (3) pokazuję, że warunki te nie dają się zredukować do wyjaśnień naturalistycznych (4) formułuję wniosek transcendentalny (5) identyfikuję wymagany byt z filozoficzną koncepcją Boga Na końcu omawiam najpoważniejsze zarzuty i proponuję odpowiedzi. Pragnę zaznaczyć, że argument prowadzi do teizmu filozoficznego, nie konfesyjnego - do Boga filozofów, nie do Boga Abrahama. Pytanie o tożsamość tych dwóch jest odrębnym zagadnieniem, które celowo pomijam w tym miejscu. Definicje robocze:Precyzja pojęć jest warunkiem rzetelnej dyskusji filozoficznej. Przyjmuję następujące definicje robocze: D1. "Poznanie wiarygodne" - poznanie, które w sposób nieprzypadkowy prowadzi do prawdy o rzeczywistości. Takie, dla którego istnieje systematyczna, a nie jedynie losowa korelacja między przekonaniami a faktami D2. "Racjonalna struktura rzeczywistości" - istnienie stabilnych, uchwytnych dla rozumu i zmysłów regularności (praw logiki, przyczynowości, stałych praw przyrody, powtarzalności zjawisk), które czynią świat zasadniczo przewidywalnym i pojmowalnym D3. "Bóg" (w sensie filozoficznym) - byt będący ostateczną racją (warunkiem możliwości) istnienia racjonalnej struktury rzeczywistości oraz adekwacji poznania do tej struktury. Byt racjonalny, intencjonalny i fundamentalny ontologicznie Definicje D1 i D2 mają charakter opisowy i są, jak sądzę, niekontrowersyjne. Definicja D3 jest postulatywna: nie przesądza z góry, że tak zdefiniowany byt istnieje, lecz precyzuje, o czym w ogóle mówimy, gdy mówimy o "Bogu" w kontekście epistemologicznym. Argument:Krok 1: Warunek sensowności dyskusji o prawdziePunktem wyjścia jest obserwacja o charakterze performatywnym. Rozważmy kogokolwiek, kto usiłuje rozstrzygnąć kwestię istnienia Boga - zarówno teistę, jak i ateistę. Każda taka próba zakłada, że podmiot ma dostęp do prawdy lub fałszu, tj. że jego rozumowanie nie jest całkowicie błędne lub przypadkowe. P1. Każde sensowne orzekanie - w tym "Bóg istnieje" lub "Bóg nie istnieje" - zakłada, że podmiot ma dostęp do prawdy lub fałszu P2. Dostęp do prawdy wymaga, by poznanie było przynajmniej częściowo wiarygodne (D1) W1. Każda próba rozstrzygnięcia kwestii istnienia Boga zakłada wiarygodność poznania Ten krok ma strukturę argumentu transcendentalnego klasycznego typu: performatywna sprzeczność grozi każdemu, kto usiłuje zaprzeczyć P1 lub P2 - gdyż samo zaprzeczenie jest aktem poznawczym, który presuponuje ich prawdziwość. Jeśli moje poznanie jest całkowicie nierzetelne, to i moje zaprzeczenie wiarygodności poznania nie ma żadnej wartości epistemicznej. Warto podkreślić, że W1 nie zakłada nieomylności ani doskonałości poznania - jedynie jego nieprzypadkową korelację z rzeczywistością. Sceptycyzm globalny jest stanowiskiem autodestrukcyjnym i nie rozważam go tu jako poważnej alternatywy. Krok 2: Warunki możliwości wiarygodnego poznaniaCo sprawia, że poznanie jest wiarygodne? Zadaję tu pytanie o warunki możliwości, nie o mechanizmy przyczynowe. Odpowiedź wymaga analizy relacji między umysłem poznającym a rzeczywistością. P3. Wiarygodność poznania nie może być czysto przypadkowa - gdyby była, nie odróżniałaby w sposób normatywny prawdy od iluzji i nie mogłaby stanowić podstawy twierdzeń P4. Aby poznanie było nieprzypadkowo wiarygodne, musi istnieć systematyczna adekwatność (dopasowanie) między: (a) strukturą rzeczywistości (b) strukturą ludzkiego aparatu poznawczego (rozum i zmysły) P5. Taka adekwatność jest możliwa tylko wtedy, gdy rzeczywistość posiada racjonalną strukturę (D2) oraz gdy jest ona w zasadzie uchwytna przez ludzki umysł W2. Wiarygodność poznania implikuje istnienie racjonalnej, poznawalnej struktury rzeczywistości oraz adekwacji między tą strukturą a ludzkim umysłem Kluczowe jest tu pojęcie adekwatności. Nie chodzi jedynie o to, że prawa logiki istnieją - lecz o to, że ludzki umysł jest tak skonstruowany, że jest w stanie je uchwycić i zastosować. To podwójny fakt: ontologiczny (struktura świata) i epistemiczny (struktura umysłu). Ich wzajemne zestrojenie jest czymś, co domaga się wyjaśnienia. Krok 3: Niewystarczalność wyjaśnień naturalistycznychP6. Racjonalna struktura rzeczywistości nie jest logicznie konieczna: świat mógłby być chaotyczny, a prawa przyrody mogłyby nie być stałe P7. Sam fakt istnienia tej struktury oraz jej zestrojenia z ludzkim poznaniem domaga się wyjaśnienia (zasada racji dostatecznej) P8. Wyjaśnienia naturalistyczne (odwołujące się do przypadku lub doboru naturalnego) są niewystarczające z dwóch powodów: (a) gwarantują jedynie użyteczność przekonań, nie ich prawdziwość (b) nie uzasadniają normatywnej mocy logiki | (Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | xyz95 (9 punktów) | W tym miejscu argument napotyka najpoważniejszą alternatywę: może naturalizm potrafi wyjaśnić opisaną adekwatność bez odwoływania się do bytu transcendentnego?
Wyjaśnienie ewolucyjne:
Najpoważniejszy zarzut pochodzi z filozofii biologii. Ewolucja mogła wyposażyć nas w umysły trafnie odzwierciedlające rzeczywistość, ponieważ trafne odzwierciedlenie zwiększa przystosowanie. Argument ten jest częściowo słuszny - ale tylko częściowo.
Dobór naturalny selekcjonuje zachowania użyteczne dla przeżycia i reprodukcji, nie przekonania prawdziwe. Te dwa kryteria mogą być rozbieżne. Plantinga wskazuje, że mogłoby istnieć wiele różnych "systemów przekonań", wszystkich adaptacyjnie równoważnych, lecz prowadzących do fałszywych wniosków o naturze rzeczywistości. Sam dobór naturalny nie ma narzędzi, by te systemy rozróżnić z punktu widzenia prawdziwości. Co głębsze: ewolucja sama zakłada regularność przyrody (stałość praw selekcji, dziedziczenia, zmienności). Wyjaśnianie regularności przez prawa ewolucji jest więc wyjaśnianiem regularności przez regularność - błędnym kołem, nie racją ostateczną.
Wyjaśnienie przez konieczność analityczną:
Drugi typ wyjaśnienia naturalistycznego głosi, że prawa logiki są analitycznie konieczne: nie mogłoby ich nie być, ponieważ ich zaprzeczenie jest pojęciowo sprzeczne. Wyjaśnienie to ma pewną siłę, ale jest zbyt wąskie.
Nawet jeśli zaakceptujemy, że podstawowe prawa logiki są konieczne pojęciowo, nie wyjaśnia to: (a) dlaczego świat fizyczny jest regularny - problem indukcji Hume'a pozostaje nierozwiązany (b) dlaczego ludzki umysł jest tak skonstruowany, że potrafi uchwycić te konieczności (c) w jaki sposób czysto formalne konieczności logiczne "wchodzą" w materialną strukturę świata.
Konieczność logiki formalnej nie pociąga za sobą konieczności dopasowania umysł-świat. A to dopasowanie jest właśnie tym, czego wyjaśnienia szukamy.
Wniosek:
W3. Naturalistyczne wyjaśnienia nie dostarczają wystarczającej racji dla wiarygodności poznania
Krok 4: Wniosek transcendentalny
P9. Jeśli wiarygodność poznania jest możliwa (W1) i wymaga wyjaśnienia nieredukowalnego do naturalizmu (W3), to musi istnieć ostateczna racja: (a) racjonalności świata (b) jego poznawalności (c) zgodności między umysłem a rzeczywistością
P10. Taka ostateczna racja musi być bytem: (a) racjonalnym - jako źródło logiki i porządku (b) intencjonalnym - jako gwarant adekwacji poznawczej (c) fundamentalnym ontologicznie - niezależnym od świata
W4. Istnieje byt spełniający warunki sformułowane w P10
Warunek intencjonalności wymaga osobnego uzasadnienia, gdyż to on pozwala odróżnić propozycję teistyczną od np. alternatyw platonistycznych.
Bezosobowe Formy Platońskie mogłyby wyjaśnić istnienie struktury racjonalnej, ale nie wyjaśniają, dlaczego ludzkie umysły są z tą strukturą zestrojone.
Adekwacja poznawcza (relacja między umysłem a rzeczywistością) wymaga bytu, który w sposób intencjonalny tę relację ustanawia lub gwarantuje.
Byt bezosobowy, choćby absolutnie racjonalny, nie może "gwarantować" czegokolwiek w sensie normatywnym.
Krok 5: Identyfikacja i zakres wniosku
P11a. Wymagany byt jest racjonalny - jest źródłem i warunkiem możliwości racjonalnej struktury świata, nie jej wytworem
P11b. Jest intencjonalny - gwarantuje adekwację między umysłem a rzeczywistością, co jest możliwe jedynie dla bytu zdolnego do relacji intencjonalnej
P11c. Jest fundamentalny ontologicznie - nie jest bytem przygodnym ani zależnym od czegoś zewnętrznego
W5. Istnieje byt odpowiadający filozoficznej koncepcji Boga jako fundamentu bytu i gwaranta poznawalności rzeczywistości.
Konieczne jest uczciwe zastrzeżenie dotyczące zakresu wniosku. Argument wykazuje istnienie bytu spełniającego minimalne warunki filozoficzne, nie zaś Boga w sensie żadnej konkretnej tradycji religijnej. W szczególności nie wykazuje, że Bóg jest osobowy w sensie potocznym, że powinien być obiektem kultu ani że objawia się w określonych pismach. Są to pytania odrębne, wymagające odrębnych argumentów.
Niniejszy argument należy traktować jedynie jako krok wstępny: wykazanie, że pewien rodzaj teizmu filozoficznego jest epistemicznie nieuchronny. Stanowi punkt wyjścia dla dalszych, bardziej szczegółowych rozważań na gruncie teizmu.
Główne zarzuty i moje odpowiedzi:
Zarzut 1. Argument wykazuje co najwyżej istnienie bezosobowej zasady racjonalności. Platońskie Formy mogłyby pełnić tę rolę równie dobrze.
Odpowiedź: Zarzut jest częściowo słuszny i dlatego w P10 wprowadzam warunek intencjonalności. Adekwacja poznawcza nie jest możliwa do wyjaśnienia przez byt czysto formalny. Formy Platońskie istnieją niezależnie od umysłów i nie "dbają" o to, czy umysły je uchwytują. Tylko byt zdolny do intencjonalnej relacji z umysłami może gwarantować normatywną adekwatność poznania. Argument nie wymaga jednak, by Bóg był osobowy w sensie antropomorficznym - wymaga jedynie minimalnej intencjonalności.
Zarzut 2. Zasada racji dostatecznej nie jest oczywista. P7 zakłada zasadę racji dostatecznej, którą Hume i współcześni humeiści odrzucają jako niekonieczną.
Odpowiedź: Sam naturalizm korzysta z zasady racji dostatecznej, pytając o przyczyny zjawisk przyrodniczych. Odrzucenie jej tylko dla faktów wygodnych dla teisty jest arbitralne. Ponadto argument może zostać sformułowany ostrożniej: nie wymaga, aby każdy fakt miał wyjaśnienie, lecz aby tylko pewien typ faktów - mianowicie systematyczne adekwacje epistemiczne - był wyjaśnialny. Gdyby nie były wyjaśnialne, pojęcie "dobrego wyjaśnienia" w nauce traciłoby sens.
|
|
 | 1 na 1 | xyz95 (9 punktów) | Zarzut 3: Błędne koło - Bóg zdefiniowany tak, by wniosek był prawdziwy. D3 definiuje Boga jako warunek możliwości poznania, a argument "wykazuje", że taki warunek istnieje. To tautologia, nie dowód.
Odpowiedź: Definicja D3 jest postulatywna i metodologicznie uczciwa. Argument nie jest tautologią, ponieważ jego kluczowe kroki (W2, W3) są twierdzeniami syntetycznymi, których prawdziwość można kwestionować. Wykazanie, że naturalizm nie potrafi uzasadnić adekwatności poznawczej, jest twierdzeniem otwartym na falsyfikację. Gdyby naturalizm potrafił dostarczyć wystarczające wyjaśnienie, argument upadłby.
Zarzut 4: Skąd wiadomo, że wymagana racja jest jedna? Może istnieje wiele "bogów" lub wiele zasad, które razem zapewniają racjonalność świata.
Odpowiedź: Argument w swojej podstawowej formie nie wyklucza politeizmu filozoficznego. Można jednak dodać krok oparty na zasadzie Ockhama: skoro wymagamy jednej racji dla jednej, spójnej racjonalnej struktury świata, prostszą hipotezą jest jeden fundament niż wielość. Spójność praw przyrody - fakt, że ta sama logika i matematyka obowiązuje we wszystkich dziedzinach - sugeruje jedność źródła. Kwestia ta wymaga jednak osobnego uzasadnienia.
Skrócona forma argumentu (rdzeń):
(1) Jeśli sensownie rozważamy prawdę -> poznanie jest wiarygodne (performatywna konieczność) (2) Jeśli poznanie jest wiarygodne -> świat jest racjonalnie uporządkowany i adekwatny do umysłu (3) Jeśli świat jest racjonalny i adekwatny do umysłu -> istnieje ostateczna racja tej racjonalności i adekwacji, nieredukowalna do naturalizmu (4) Tę rację (racjonalną, intencjonalną, fundamentalną ontologicznie) nazywamy Bogiem
Podsumowanie:
Argument transcendentalny z wiarygodności poznania nie rości sobie pretensji do bycia ostatecznym dowodem na istnienie Boga w sensie religijnym. Jest natomiast próbą wykazania, że filozoficzny teizm (rozumiany jako teza o istnieniu racjonalnego, intencjonalnego i fundamentalnego źródła porządku świata) jest epistemicznie nieuchronny dla każdego, kto serio traktuje możliwość poznania prawdy.
Siłą tego argumentu jest jego punkt wyjścia: nie wymaga on żadnych wstępnych zobowiązań teistycznych, lecz zwraca się do rozmówcy z poziomu, który musi zaakceptować każda racjonalna dyskusja.
Trudnością pozostaje krok identyfikacyjny: wykazanie, że wymagana "ostateczna racja" ma cechy Boga, a nie jedynie anonimowej zasady.
Uważam, że warunek intencjonalności jest kluczem do tej identyfikacji, ale wymaga on dalszego rozwinięcia wykraczającego poza ramy niniejszego wpisu.
Zapraszam do dyskusji, zwłaszcza nad Krokiem 3 (wystarczalność naturalizmu) i Krokiem 5 (identyfikacja) - które uważam za filozoficznie najbardziej otwarte i najciekawsze.
|
|
1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Pytanie o istnienie Boga należy do najstarszych i najbardziej spornych w historii filozofii.> Większość znanych argumentów teistycznych (kosmologiczny, teleologiczny, ontologiczny) podejmuje je frontalnie: wychodzi od jakiegoś faktu dotyczącego świata lub pojęć i usiłuje wykazać, że Bóg jest jego koniecznym wyjaśnieniem. Argument, który proponuję w niniejszym tekście, obrał odmienną drogę.> Nie pyta: "co wskazuje na Boga?",> lecz:> "co musi być prawdą, aby sensowna dyskusja o prawdzie w ogóle była możliwa?".- Polecam: www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625/z,0.  Zacznijmy od ustalenia kto orzeka o sensowności dyskursu? Jakie parametry muszą zostać spełnionymi aby uznać rozmowę za sensowną. Dla mnie abym mógł jakiś dialog nazwać sensowną rozmową to musi się on trzymać metodologii przyjętej w nauce, ale przecież nie jest tak dla każdego. Filozofia chrześcijańska, a nawet i teologia, uważają że są sensownymi i wskazują nam prawdziwy sens życia. .
|
|
 | 1 na 1 | xyz95 (9 punktów) | Zanim ktoś zdecyduje, której metodologii zaufać - naukowej, filozoficznej, teologicznej, jakiejkolwiek (i czymkolwiek by ona nie była) - musi już wierzyć, że jest w stanie podjąć tę decyzję sensownie, a nie na chybił trafił.
Mój argument zaczyna się dokładnie w tym miejscu.
I tam nie ma ucieczki przez takie relatywizowanie wyboru metodologii, bo wybór metodologii zakłada to, o co pytam.
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) |
. > Zanim ktoś zdecyduje, której metodologii zaufać - naukowej, filozoficznej, teologicznej, jakiejkolwiek (i czymkolwiek by ona nie była) - musi już wierzyć, że jest w stanie podjąć tę decyzję sensownie, a nie na chybił trafił.- lubimyczytac.pl/ksiazka/102127/religia-i-jaNaprawdę Pan w to wierzy? Moją pierwszą samodzielnie przeczytaną książką były "Wiersze dla dzieci" Tuwima. Przed 12 rokiem życia znalazłem książkę bez okładek zaczynającą się tytułem rozdziału "gnoseologia". Przeczytałem nawet kartkę, ale nic z tego nie zrozumiałem. Powiedziałem sobie wtedy, iż kiedyś muszę to rozumieć. Nijak wtedy nie miałem pojęcia komu zaufać. Czytałem wiele i jedni pisali to, a inni tamto. - > Mój argument zaczyna się dokładnie w tym miejscu.> I tam nie ma ucieczki przez takie relatywizowanie wyboru metodologii, bo wybór metodologii zakłada to, o co pytam.- Żadne relatywizowanie. Dla inteligencji wybór jest procesem.I dla mnie dosyć szybko bardziej przekonywującymi dla mnie stały się książki popularyzujące naukę niż nauczanie katechetów oraz poza domowe otoczenie. Świadomym ateistą stałem się przed 16 rokiem życia, a przed 23 ateizm odrzuciłem i stałem się niewierzącym. Żadna decyzja nie była objawieniem i do wszystkiego dochodziłem na drodze intelektualnych rozważań. Od ponad półwieku mój światopogląd jest mocno sprecyzowany. Poniżej fragment mojej książki. WIARA W NIEWIARĘCzęsto słyszymy zdziwione komentarze o tym, że "ateista się nawrócił" - jakby fakt zmiany światopoglądu był wydarzeniem szczególnej kategorii. W praktyce oznacza to zwykle tylko tyle, że ktoś zmienił przedmiot wiary: wcześniej był przekonany, że Boga nie ma, teraz - że jest. Świat widział podobne transformacje już wiele razy, a ich dynamika bywa bardziej społeczna niż metafizyczna. Osobiście poznałem ludzi, którzy w czasach PRL-u, byli określani jako "osobiści wrogowie Pana Boga" - po zmianie ustroju w 1989 roku równie energicznie zaczęli piętnować osoby indyferentne religijnie, pragnące jedynie przestrzegać zasady rozdziału Kościoła i państwa. Wyżsi oficerowie na starość biorą śluby kościelne itd. Zmienia się epoka, a gorliwość wiary pozostaje. Do działalności społeczno-politycznej podchodzę z pewnym dystansem. Nie wierzę, by jakikolwiek ideał społeczny mógł zostać urzeczywistniony w pełni. Czy czyni mnie to sceptykiem? Niekoniecznie, bo wierzę - a może bardziej: jestem przekonany - że los osób dyskryminowanych można realnie poprawiać. Moi pragmatyczni znajomi mówią wtedy, że jestem idealistą. Osoby wierzące określają mnie z kolei niewierzącym. I nierzadko zaraz pada pytanie: "Nie wierzysz w Boga? Dobrze. Ale w co wierzysz? Bo wierzyć trzeba."Czy rzeczywiście trzeba? Uważam, że nie. Całkowita niewiara - rozumiana filozoficznie, nie emocjonalnie - jest możliwa. I jestem jej przykładem.Nie jestem teistą. Nie uważam się jednak ani za ateistę, ani za agnostyka. Najbliższa jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, która oznacza dosłownie to, że w nic nie "wierzę" w sensie metafizycznym. To postawa fallibilistyczna: uznająca tymczasowość wszelkich przekonań. Nie jest negacją wiedzy - wręcz przeciwnie: uważa, że wiedza jest zawsze wytworem procesu, nie rezultatem zamkniętym raz na zawsze. W codziennym życiu wszyscy przyjmujemy pewne twierdzenia "na wiarę" w znaczeniu potocznym. Każdy z nas polega na wiedzy, której sam nie może empirycznie sprawdzić: nikt nie ma czasu ani możliwości weryfikować całej nowoczesnej nauki. Gdy więc używam zwrotu "wierzę, że...", jest to jedynie skrót językowy. Precyzyjniej należałoby powiedzieć: "na podstawie dostępnych przesłanek jestem przekonany".Różnica nie jest stylistyczna, lecz epistemologiczna. Moje przekonania opierają się na wiedzy naukowej. Uznaję jedynie rzeczywistość materialną, dostępną zmysłom lub ich rozszerzeniom. Argument uznaję za przekonujący tylko wtedy, gdy poddaje się weryfikacji. Jeśli teoria okazuje się błędna - zmieniam zdanie. Nauka nie zna dogmatów: operuje modelami o różnym stopniu trafności, zawsze prowizorycznymi. .
|
|
| |  | | haish (2909 punktów) | > .> >Zanim ktoś zdecyduje, której metodologii zaufać - naukowej, filozoficznej, teologicznej, jakiejkolwiek (i czymkolwiek by ona nie była) - musi już wierzyć, że jest w stanie podjąć tę decyzję sensownie, a nie na chybił trafił.Argumenta są takie jakie są i innych nie ma - - tylko gatunek ludzki jest jedynym znanym ludzkości gatunkiem rozumnym, - jak na razie świecka i ateistyczna nauka nie wypracowała żadnej spójnej teorii na wzór teorii Darwina o przyczynach i pochodzeniu ludzkiej rozumności, - wszystkie wielkie religie reprezentują pogląd, że człowiek jest podobny do JEDYNEGO BOGA dlatego, że jest rozumny, oraz że obrazem Jedynego Boga są znaki każdego pisma( pismo jest obrazem 'pośrednim' same znaki nie są bogiem, ale sekwencja znaków wyraża abstrakt myślenia i mowy), -niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności', - pojęcie Jedynego Boga jako rozumu doskonałego jest nieco mgliste, ale jest najracjonalniejsze z uwagi na to, że każdy osobnik 'homo sapiens' ma ograniczenia percepcyjne co przekłada się na jego rozumowanie - skutek tego jest taki, iż nie jest mu dane ogarniać i odczuwać zmysłami wszystkiego co go otacza. Ateista jest jak osobnik niewierzący, ale praktykujący i jego ubogi umysł nie pozwala mu zrozumieć dlaczego nie wierzy, pomimo że posługuje się technikami i metodami wskazującymi na rozumność - ludzką mową i pismem.  Niewierzący alkoholik jest dość powszechnym zjawiskiem - też nie rozumie, ale jakby co spożywa krew zbawicielca(alkohol), zgodnie z zaleceniami kleru na pamiątke ostatniej wieczerzy i 'męki' Jezusa. Nieszczęście ateistów polega na tym że w swoich kryteriach oceny biorą pod uwagę łaciniacko-greckie wymysły na temat Boga i 'zbawicielca'. Czyli badają 'naukowo' problemy będące wynikiem błędów poznawczych, podczas gdy fakty obiektywne są wszystkim znane i zostały zbadane naukowo -> - wszechświat istniał jako materia nieożywiona, - w jakimś momencie na jednej z planet w układzie słonecznym powstało życie, - po upływie bardzo długiego czasu w wyniku ewolucji (wg Darwina) jeden z gatunków rozpoczął przygodę z rozumnością - początkiem tego procesu były nie tylko zachowania narzędziowe, ale ten jeden (jedyny gatunek) zaczął uzywać ognia, - w trakcie ewolucji w kierunku rozumności ten jedyny gatunek wykształcił komunikację za pomocą mowy ludzkiej i całkiem niedawno 'wymyslił' pismo, - ludzka mowa i pismo skutkowały narodzinami cywilizacji która doprowadziła do takich narzędzi jak internet, tłumacz Google i AI, Nie jest wykluczone, że matka natura to całkiem odmienna 'siła' i z ludzkiego rozumnego punktu widzenia jest to siła samoregulująca i nierozumna. Stąd wniosek że Jedyny Bóg ludzkości jako byt niematerialny jest 'rozumem doskonałym'. Badania naukowe jasno określają punkt na osi czasu Wszechświata kiedy ten byt niematerialny objawił się i zaczął swe działanie w gatunku humanoidów które stały się homo sapiens.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . . "Nie wierzysz w Boga? Dobrze. Ale w co wierzysz? Bo wierzyć trzeba."Czy rzeczywiście trzeba? Uważam, że nie. Całkowita niewiara - rozumiana filozoficznie, nie emocjonalnie - jest możliwa. I jestem jej przykładem.Nie jestem teistą. Nie uważam się jednak ani za ateistę, ani za agnostyka. Najbliższa jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, która oznacza dosłownie to, że w nic nie "wierzę" w sensie metafizycznym. To postawa fallibilistyczna: uznająca tymczasowość wszelkich przekonań. Nie jest negacją wiedzy - wręcz przeciwnie: uważa, że wiedza jest zawsze wytworem procesu, nie rezultatem zamkniętym raz na zawsze. W codziennym życiu wszyscy przyjmujemy pewne twierdzenia "na wiarę" w znaczeniu potocznym. Każdy z nas polega na wiedzy, której sam nie może empirycznie sprawdzić: nikt nie ma czasu ani możliwości weryfikować całej nowoczesnej nauki. Gdy więc używam zwrotu "wierzę, że...", jest to jedynie skrót językowy. Precyzyjniej należałoby powiedzieć: "na podstawie dostępnych przesłanek jestem przekonany".Różnica nie jest stylistyczna, lecz epistemologiczna. Moje przekonania opierają się na wiedzy naukowej. Uznaję jedynie rzeczywistość materialną, dostępną zmysłom lub ich rozszerzeniom. Argument uznaję za przekonujący tylko wtedy, gdy poddaje się weryfikacji. Jeśli teoria okazuje się błędna - zmieniam zdanie. Nauka nie zna dogmatów: operuje modelami o różnym stopniu trafności, zawsze prowizorycznymi. - > Argumenta są takie jakie są i innych nie ma -_ Nie jestem psychiatrą, ale poświeciłem sporo czasu na lektury i zrozumienie ludzkiego myślenia i idących za nim działań. Jeszcze dziś w mojej bibliotece jest sporo książek z zakresu psychologii, psychiatrii, teorii umysłu. www.racjon(*)m.php/s,685264/z,0/d,7#w686341Nijak nie czuję się odpowiedzialnym za Pańskie projekcje. pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_(psychologia) Choroby psychiczne są leczone i zaleczalne, ale głupota nie. www.racjonalista.pl/forum.php/s,600722#w603757Opisuje Pan swoją wiarę i dopóty dopóki nie usiłuje Pan jej wcisnąć innym, ma Pan do tego pełne prawo. Wciskając samodzielnie myślącej inteligencji tylko się Pan ośmiesza. Oni kitu nie łykają tylko mądre książki czytają. Pan przedstawił tu nam bełkot oparty na wielkiej niewiedzy..
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > - wszystkie wielkie religie reprezentują pogląd, że człowiek jest podobny do JEDYNEGO BOGA dlatego, że jest rozumny, oraz że obrazem Jedynego Boga są znaki każdego pisma( pismo jest obrazem 'pośrednim' same znaki nie są bogiem, ale sekwencja znaków wyraża abstrakt myślenia i mowy),> -niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności',> - pojęcie Jedynego Boga jako rozumu doskonałego jest nieco mgliste, ale jest najracjonalniejsze z uwagi na to, że każdy osobnik 'homo sapiens' ma ograniczenia percepcyjne co przekłada się na jego rozumowanie - skutek tego jest taki, iż nie jest mu dane ogarniać i odczuwać zmysłami wszystkiego co go otacza.- I naprawdę Pan wierzy, iż opisał Pan Boga i wydał świadectwo komukolwiek poza samym sobą. www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,7#w956030www.racjon(*).php/s,955625/z,0/d,10#w956269.
|
|
| | | |  | | haish (2909 punktów) | > .> >- wszystkie wielkie religie reprezentują pogląd, że człowiek jest podobny do JEDYNEGO BOGA dlatego, że jest rozumny, oraz że obrazem Jedynego Boga są znaki każdego pisma( pismo jest obrazem 'pośrednim' same znaki nie są bogiem, ale sekwencja znaków wyraża abstrakt myślenia i mowy),> >-niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności',> >- pojęcie Jedynego Boga jako rozumu doskonałego jest nieco mgliste, ale jest najracjonalniejsze z uwagi na to, że każdy osobnik 'homo sapiens' ma ograniczenia percepcyjne co przekłada się na jego rozumowanie - skutek tego jest taki, iż nie jest mu dane ogarniać i odczuwać zmysłami wszystkiego co go otacza.> -> I naprawdę Pan wierzy, iż opisał Pan Boga i wydał świadectwo komukolwiek poza samym sobą.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625> www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,7#w956030> www.racjon(*).php/s,955625/z,0/d,10#w956269ROZUM na podobieństwo - dopóki nauka nie wyjaśni pozostaje jak było. ROZUM LUDZKI działa mniej więcej jak 'idea komputera kwantowego' - to powstawało mniej więcej od momentu używania ognia przez jedyny gatunek w całym łańcuchu ewolucji wg Darwina. Komputer kwantowy to taki 'króliczek' którego naukowcy gonią, ale którego nigdy nie złapią, to coś tak jak wypisywanie o UFO w ubiegłym wieku i cywilizacjach pozaziemskich podczas gdy nawet istnienia życia w jakiejkolwiek formie poza planetą Ziemia ludzkość do tej pory nie poznała. W pańskiej wypowiedzi przejawia się rozpacz, fakty są jakie są wszystkie znane 'prace naukowe' pomijają to o czym napisałem w wielu wątkach - milczeniem. Cała dotychczasowa proza i wywody niczego nowego nie wnoszą A pan nie odniósł do żadnego z moich argumentów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . > - wszystkie wielkie religie reprezentują pogląd, że człowiek jest podobny do JEDYNEGO BOGA dlatego, że jest rozumny, oraz że obrazem Jedynego Boga są znaki każdego pisma( pismo jest obrazem 'pośrednim' same znaki nie są bogiem, ale sekwencja znaków wyraża abstrakt myślenia i mowy), -niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności',- pojęcie Jedynego Boga jako rozumu doskonałego jest nieco mgliste, ale jest najracjonalniejsze z uwagi na to, że każdy osobnik 'homo sapiens' ma ograniczenia percepcyjne co przekłada się na jego rozumowanie - skutek tego jest taki, iż nie jest mu dane ogarniać i odczuwać zmysłami wszystkiego co go otacza.I naprawdę Pan wierzy, iż opisał Pan Boga i wydał świadectwo komukolwiek poza samym sobą.www.racjonalista.pl/forum.php/s,955625www.racjon(*)m.php/s,955625/z,0/d,7#w956030www.racjon(*).php/s,955625/z,0/d,10#w956269> ROZUM na podobieństwo - dopóki nauka nie wyjaśni pozostaje jak było.> ROZUM LUDZKI działa mniej więcej jak 'idea komputera kwantowego' - to powstawało mniej więcej od momentu używania ognia przez jedyny gatunek w całym łańcuchu ewolucji wg Darwina.> Komputer kwantowy to taki 'króliczek' którego naukowcy gonią, ale którego nigdy nie złapią, to coś tak jak wypisywanie o UFO w ubiegłym wieku i cywilizacjach pozaziemskich podczas gdy nawet istnienia życia w jakiejkolwiek formie poza planetą Ziemia ludzkość do tej pory nie poznała.> W pańskiej wypowiedzi przejawia się rozpacz, fakty są jakie są wszystkie znane 'prace naukowe' pomijają to o czym napisałem w wielu wątkach - milczeniem. Cała dotychczasowa proza i wywody niczego nowego nie wnoszą A pan nie odniósł do żadnego z moich argumentów.===================== > haish: Rewelacje od AI są niewiele warte, - gówno włożysz - gówno wyjmiesz.www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,955700#w956632- To zależy od człowieka. Jedni myślą i oceniają sami, a inni potrzebują autorytetu, który im wskaże co mają myśleć i jak oceniać. Oczywiście, iż w AI jest zasada: - "gówno włożysz - gówno wyjmiesz", ale ja tam gówna nie wkładałem i gówna nie otrzymałem. www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,955700#w956649- > Sacrum nie ma nic wspólnego z rozumem, a AI jest namiastką tego czym może być ludzki rozum. Jest oczywiste, że ludzki rozum podobnie jak AI nie rozpatruje obiektywnie w pełnym spektrum dostępnym dla potencjalnego badacza, lecz skupia się na selektywnie wybranych materiałach.- Sacrum nie ma, ale AI już ma. Wystarczy zestawić Pańskie wypowiedzi z wypowiedziami AI, oboje skupiacie się na selektywnie wybranych materiałach, choć spektrum wyboru AI jest o wiele, wiele szerszym. - > Taka ocena będzie zadowalać wielu, ale dla dociekliwych będzie niepełna i niewiele warta.- Żadna ocena i żaden pogląd nie zadowoli wszystkich. Poza tym tu jest encyklopedyczne hasło, a nie monografia na ten temat. - > Sacrum to kryterium stworzone przez 'autorytety' religijne. Zaś rozum który czyni człowieka podobnym do Jedynego Boga to oczywistość, której żaden naukowiec nie jest w stanie zaprzeczyć, - a to że ateiści negują ludzkie podobieństwo rozumności, lub zwyczajne z braku wiedzy nie potrafią wyciągnąć właściwych wniosków mało kogo zastanawia.= Czemu, Pańskim zdaniem, żaden naukowiec zaprzeczyć nie może? Bzdurom i wprost idiotyzmom, które wypisują rozmaici ludzie. Pytałem o naukową definicję Boga, sacrum, absolutu, a Pan i jego autorytety ani be ani me, ani kukuryku. Naukowców to wiedza opierającą się na wierze, przy uprawianiu nauki, nie interesuje. Jeżeli zaś interesuje to przestają być uczonymi. - > I właściwie ten 'konsensus świata nauki' ma wpływ na to że AI nie analizuje powyższego z uwagi na brak racjonalnych i obiektywnych materiałów.- Co za gówno Pan tu wciska? Aż takiego szajsu to AI wcisnąć nie próbuje. - > Ateiści są niejako takim samym kapitałem dla 'przeciwnika Boga'(szatana), jak wierni którzy spożywają alkohol (krew zbawicielca Jezusa) - alkohol skutecznie otępia umysł i rozum. A szatanowi o to właśnie chodzi - jego celem jest odwrócenie i oddalenie człowieka od Boga (czyli rozumu).- W zacietrzewieniu nawet Pan nie zaważył, iż nie stoi Pan na ambonie i wiernym swoich dyrdymałów nie głosi, tylko podjął Pan rozmowę na forum Racjonalisty.pl. To portal skierowany do samodzielnie myślącej inteligencji. Pan swojej grupy intelektualnej powinien poszukać tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429O ateizmie to nie ma Pan zielonego pojęcia, a więc po co to tu wciskanie gówna?. Naprawdę Pan nie czuje jak się tu samokompromituje. .
|
|
| | |  | 4 na 4 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > - wszystkie wielkie religie reprezentują pogląd, że człowiek jest podobny do JEDYNEGO BOGA dlatego, że jest rozumny, oraz że obrazem Jedynego Boga są znaki każdego pisma( pismo jest obrazem 'pośrednim' same znaki nie są bogiem, ale sekwencja znaków wyraża abstrakt myślenia i mowy),Na czym opierasz to stwierdzenie? Weźmy pod uwagę judaizm i chrześcijaństwo. Wskaż w Biblii (ST + NT) miejsca, w których znajduje potwierdzenie to, co napisałeś. > -niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności',To, co napisałeś, jest wyjątkowo nieeleganckie. To jest chamskie. Przytoczę krótką listę naukowców i filozofów, którzy byli ateistami: Albert Einstein, Richard Feynman, Stephen Hawking, Niels Bohr, Maria Curie-Skłodowska, Paul Dirac, Pierre Curie, Edwin Hubble, Bertrand Russell, Sigmund Freud, Louis de Broglie, Jean Le Rond d'Alambert, Steven Weinberg, Richard Dawkins, John Nash, Noam Chomsky, Pierre Simon Laplace, Umberto Eco, Jean-Paul Sartre, Karol Marks, Friedrich Nietzsche, Albert Camus, Ludwig Feuerbach, i oczywiście Charles Robert Darwin. Oni otwarcie deklarowali ateizm. Czy zwróciłeś uwagę, że w większości na tej liście znaleźli się ci najwybitniejsi z wybitnych? Do tej niekompletnej listy luminarzy nauki światowej dodam jeszcze niewielki wykaz polskich naukowców i filozofów deklarujących się również jako ateiści: Kazimierz Łyszczyński (od niego wypada zacząć), Stefan Banach, Jan Woleński, Jan Hartman, Tadeusz Kotarbiński, Bohdan Chwedończuk, Magdalena Środa, Bogusław Wolniewicz, Leopold Infeld, Alfred Tarski, Zbigniew Religa, Stanisław Lem, Aleksander Krawczuk, Helena Eilstein, Leszek Kołakowski (a może "tylko" agnostyk?), Stanisław M. Ulam, Zygmunt Bauman, Andrzej Dragan i Joanna Senyszyn. Oba powyższe wykazy, sporządzone naprędce, są niepełne i pozostają otwarte. Czy nadal twierdzisz, że ateiści są niepełnej rozumności, czego nawet pojąć nie potrafią? A czy poza tym u Ciebie wszystko w porządku? > - pojęcie Jedynego Boga jako rozumu doskonałego jest nieco mgliste, ale jest najracjonalniejsze z uwagi na to, że każdy osobnik 'homo sapiens' ma ograniczenia percepcyjne co przekłada się na jego rozumowanie - skutek tego jest taki, iż nie jest mu dane ogarniać i odczuwać zmysłami wszystkiego co go otacza.Oprócz wyobrażania Boga jako rozumu doskonałego są inne jeszcze Jego wyobrażenia. Czy znasz je? Czy mógłbyś może je zdefiniować i opisać? Wyjaśnij ponadto, czego konkretnie człowiek nie jest w stanie "ogarniać i odczuwać zmysłami". > Ateista jest jak osobnik niewierzący, ale praktykujący i jego ubogi umysł nie pozwala mu zrozumieć dlaczego nie wierzy, pomimo że posługuje się technikami i metodami wskazującymi na rozumność - ludzką mową i pismem.Co takiego ów ateista praktykuje jako osoba niewierząca? Zapewniam Cię, że ja, jako ateista doskonale rozumiem, dlaczego jestem osobą niewierzącą i potrafię to sensownie wyjaśnić. Zapewniam Cię również, że mój umysł nie jest bynajmniej taki ubogi, i nie jest to z mojej strony chełpliwe samochwalstwo. Mową i pismem (oczywiście - jak napisałeś - ludzką, bo innych nie ma) posługuję się wystarczająco dobrze i nie jest to wyłącznie moja ocena. Jak tak sobie czytam to, co Ty piszesz i - to również nie jest czcze samochwalstwo - porównuję z tym, co ja piszę nie tylko na forum, ale rownież poza nim, to aż nadto doskonale widzę, że daleko Ci, chłopczyku, do mnie. >  Z siebie się śmiejesz, błaźnie. > Nieszczęście ateistów polega na tym że w swoich kryteriach oceny biorą pod uwagę łaciniacko-greckie wymysły na temat Boga i 'zbawicielca'.Nie zmieniam zdania. Jesteś błaznem. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Przytoczę krótką listę naukowców i filozofów, którzy byli ateistami: Albert Einstein, Richard Feynman, Stephen Hawking, Niels Bohr, Maria Curie-Skłodowska, Paul Dirac, Pierre Curie, Edwin Hubble, Bertrand Russell, Sigmund Freud, Louis de Broglie, Jean Le Rond d'Alambert, Steven Weinberg, Richard Dawkins, John Nash, Noam Chomsky, Pierre Simon Laplace, Umberto Eco, Jean-Paul Sartre, Karol Marks, Friedrich Nietzsche, Albert Camus, Ludwig Feuerbach, i oczywiście Charles Robert Darwin. Oni otwarcie deklarowali ateizm. Czy zwróciłeś uwagę, że w większości na tej liście znaleźli się ci najwybitniejsi z wybitnych? >Do tej niekompletnej listy luminarzy nauki światowej dodam jeszcze niewielki wykaz polskich naukowców i filozofów deklarujących się również jako ateiści: Kazimierz Łyszczyński (od niego wypada zacząć), Stefan Banach, Jan Woleński, Jan Hartman, Tadeusz Kotarbiński, Bohdan Chwedończuk, Magdalena Środa, Bogusław Wolniewicz, Leopold Infeld, Alfred Tarski, Zbigniew Religa, Stanisław Lem, Aleksander Krawczuk, Helena Eilstein, Leszek Kołakowski (a może "tylko" agnostyk?), Stanisław M. Ulam, Zygmunt Bauman, Andrzej Dragan i Joanna Senyszyn. >Oba powyższe wykazy, sporządzone naprędce, są niepełne i pozostają otwarte.
Problem polega nie na tym, że byli to ludzie bezrozumni, tylko na tym, że "ateizm" to określenie negatywne, mówiące o tym, jakich przekonań człowiek nie ma, a nie o tym, jakie ma. Nic więc nie można wywnioskować z ateizmu na temat tego, jaki jest świat (nie licząc tego, że nie zawiera on Boga), ani co i dlaczego należy czynić (nie licząc tezy negatywnej, że religie są pod tym względem bez pokrycia). Ateizm więc to nie światopogląd, tylko klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych, podobnych jedynie w tym, że nie uznaje się w nich istnienia Boga. Człowiek rozumny nie ma więc żadnej gwarancji, że ateiści nie będą spierać się ze sobą z równą zaciekłością, jak ta, która jest właściwa wierzącym. Nie ma też żadnej gwarancji, że skoro religie są złem, brak religii jest dobrem (może być tak samo złem, albo złem jeszcze większym). Jednym słowem, powiedzieć o kimś, że jest ateistą, to zapewne powiedzieć, że nie będzie on palić ludzi na stosie z uwagi na ich przekonania religijne, ale czy to to samo, co powiedzieć, że ten człowiek nie będzie ich palić na stosie z innego powodu? Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji, to dlaczego go wybierać?
|
|
| | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . . > Problem polega nie na tym, że byli to ludzie bezrozumni, tylko na tym, że "ateizm" to określenie negatywne, mówiące o tym, jakich przekonań człowiek nie ma, a nie o tym, jakie ma. Nic więc nie można wywnioskować z ateizmu na temat tego, jaki jest świat (nie licząc tego, że nie zawiera on Boga), ani co i dlaczego należy czynić (nie licząc tezy negatywnej, że religie są pod tym względem bez pokrycia).- Aby cokolwiek wiedzieć o ateizmie należałoby przeczytać choćby tylko te dwie książki. lubimyczyt(*)go-poczatkow-do-naszych-czasow- lubimyczyt(*)95/dlaczego-jestesmy-ateistami- A poważnych książek jest co najmniej kilkadziesiąt. . = > Ateizm więc to nie światopogląd, tylko klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych, podobnych jedynie w tym, że nie uznaje się w nich istnienia Boga.- Zgadza się wyznawcy różnych wierzeń obrzucają się tym epitetem nawet wzajemnie. Tu jednak mówimy o jednej z wielu podstaw odrzucenia wydumanego przez wierzących istnienia jakiejkolwiek nadprzyrodzoności. www.racjonalista.pl/forum.php/s,509211#w510102- > Człowiek rozumny nie ma więc żadnej gwarancji, że ateiści nie będą spierać się ze sobą z równą zaciekłością, jak ta, która jest właściwa wierzącym.- Wystarczy Internet aby stwierdzić, iż jest tyle katolicyzmów ilu jest katolików i z ateistami jest podobnie. Mimo wszystko ważnym jest przedmiot sporu. Czy Pan uważa, że tam są podobne przedmioty. www.racjonalista.pl/forum.php/s,672499#w672756> Nie ma też żadnej gwarancji, że skoro religie są złem, brak religii jest dobrem (może być tak samo złem, albo złem jeszcze większym).- A dlaczego religie miałyby być złem, gdy leżą sobie w księgach zapisane? To wiara jest złem, a nie religie, a wierzyć można we wszystko. Jest dalece wtórne czy Bóg ma na imię Józef, czy Jezus. Organizacja nazywa się Mateńka Partia, czy Święty Kościół Katolicki, a wyznanie komunizm, czy katolicyzm. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,474361#w475646www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,9#w475688- > Jednym słowem, powiedzieć o kimś, że jest ateistą, to zapewne powiedzieć, że nie będzie on palić ludzi na stosie z uwagi na ich przekonania religijne, ale czy to to samo, co powiedzieć, że ten człowiek nie będzie ich palić na stosie z innego powodu? Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji, to dlaczego go wybierać?- To ani teizm, ani ateizm powoduje dręczenie ludzi i masowe zbrodnie. To wiara, a wierzyć można we wszystko. Jak wielokrotnie podkreślam według mnie nie istnieją żadne dobre wiary, gdyż każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu, ale zdecydowanie należy odróżnić ludzi religijnych, od tych, którzy tą religijność do swoich niecnych politycznych i ekonomicznych celów wykorzystują. www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0.  .
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
> -> To ani teizm, ani ateizm powoduje dręczenie ludzi i masowe zbrodnie. To wiara, a wierzyć można we wszystko. Jak wielokrotnie podkreślam według mnie nie istnieją żadne dobre wiary, gdyż każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie, usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu, ale zdecydowanie należy odróżnić ludzi religijnych, od tych, którzy tą religijność do swoich niecnych politycznych i ekonomicznych celów wykorzystują.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0 Chyba "w jej imię", a nie "w jej imieniu", jeśli już. "Usprawiedliwiając zło" - co jest złem i skąd Panu o tym wiadomo? Tak jak różne są wiary, tak różne są rozumienia zła. Nie może Pan więc powiedzieć, że "wiara usprawiedliwia zło", tylko, co najwyżej, "wiara usprawiedliwia to, co ja uważam za zło". Dlaczego jednak Pana rozumienie zła miałoby być tym właściwym? Tak każdy powie o swoim rozumieniu. Generalnie przekonania moralne nie są przedmiotem wiedzy. Nie ma nauki o dobru i złu. Przekonania co do nich są więc wiarą. Jeżeli więc ma Pan jakieś przekonania co do dobra i zła, są one wiarą (a nie wiedzą).
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . Panie Elaspie, można tu rożnie odpowiedzieć, ale przyjmę formę grzeczną: to, co Pan robi, to klasyczne rozmycie pojęć.To prawda, że istnieją różne systemy moralne, ale z tego nie wynika, że: wszystko jest równie dobre albo równie złe. Istnieją elementarne kryteria, które nie są kwestią "wiary", tylko faktów o świecie: zadawanie cierpienia, przemoc, tortury czy zabijanie mają obiektywne skutki, które można badać i oceniać. I właśnie w tym sensie napisałem, że: to nie teizm ani ateizm powoduje zło, lecz wiara jako taka - bo wierzyć można we wszystko.Każda wiara: ogranicza intelektualnie, zawiesza krytycyzm, i może usprawiedliwiać działania "w jej imię". Oczywiście: należy odróżnić ludzi religijnych od tych, którzy religię wykorzystują cynicznie do celów politycznych czy ekonomicznych. Ale mechanizm pozostaje ten sam: to wiara daje narzędzie do uzasadniania tego, co w innych warunkach byłoby nie do obrony. Krótko: to, że ludzie różnie nazywają dobro i zło, nie oznacza, że nie można odróżnić krzywdy od jej braku - a wiara bardzo często tę różnicę zaciera.www.racjonalista.pl/forum.php/s,714830www.racjonalista.pl/forum.php/s,700629==== > co jest złem i skąd Panu o tym wiadomo?- Rozumiem dla katolickich kapłanów zrobienie sobie dobrze, nawet krzywdząc dziecko, jest dobrem.  Jestem ogromnie tolerancyjny, ale byłbym za tym aby ich tępym nożem kastrowano. Tak wstydzę się tej emocji i gdybym był sędzią to jednak skazałbym ich tylko na więzienie. Tak to jest z tą moralnością niewierzącego. .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, można tu rożnie odpowiedzieć, ale przyjmę formę grzeczną: >to, co Pan robi, to klasyczne rozmycie pojęć.To prawda, że istnieją różne systemy moralne, ale z tego nie wynika, że: >wszystko jest równie dobre albo równie złe. >Istnieją elementarne kryteria, które nie są kwestią "wiary", tylko faktów o świecie: >zadawanie cierpienia, przemoc, tortury czy zabijanie mają obiektywne skutki, które można badać i oceniać.
Mają obiektywne skutki, ale można je oceniać (co do ich moralnej kwalifikacji) tylko subiektywnie. Np. zadawania cierpienia nie uważał za zło moralne Fryderyk Nietzsche (i inni). Czymś obiektywnym jest np. zabicie kogoś, ale to, że to zabicie jest złe, jest tylko subiektywną oceną. Nie istnieją obiektywne kryteria moralne, tzn. przyjmowane przez wszystkich ludzi. Musielibyśmy jakiś system uznać za własciwy, ale który i dlaczego ten, a nie jakiś inny?
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . Panie Elaspie, żałuję, iż jako prawdziwy troll niewiele Pan czyta, a przynajmniej nie czyta Pan wypowiedzi swoich interlokutorów. Piszę na tyle prostym językiem, iż wątpię, iż Pan, o ile chciałby zrozumieć, to by nie zrozumiał. To co miałem do powiedzenia o etyce to już powiedziałem. Wystarczy tylko ze zrozumieniem przeczytać. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,671647#w671862. ========== Panie Elaspie, ponownie miesza Pan dwie różne rzeczy: fakt, że ludzie się nie zgadzają, z tezą, że nie istnieją żadne lepsze i gorsze rozstrzygnięcia. To, że ktoś - jak Friedrich Nietzsche - kwestionował moralną ocenę cierpienia, nie zmienia faktu, że: cierpienie, przemoc czy zabijanie są realnymi, mierzalnymi i negatywnymi doświadczeniami dla istot, które ich doświadczają.I to nie jest kwestia "wiary", tylko faktów o świecie i o człowieku. Już u zwierząt o bardziej rozwiniętym układzie nerwowym - co pokazuje Frans de Waal - obserwujemy zalążki zachowań moralnych. U ludzi powstają natomiast rozwinięte systemy etyczne (np. katolicki), a także etyka, która zajmuje się ich porównywaniem. Dlatego: systemy moralne można i należy oceniać według ich skutków.Takie, które redukują cierpienie, ograniczają przemoc i umożliwiają współpracę, są po prostu lepsze niż te, które cierpienie zwiększają i usprawiedliwiają krzywdę. Brak powszechnej zgody nic tu nie zmienia: oznacza tylko, że ludzie różnie rozumieją te kwestie, mylą się albo kierują interesami - nie że brak jest jakichkolwiek kryteriów.
=== Widzę, iż doskonale daje Pan sobie radę w internetowych pyskówkach, ale mnie interesują bardziej poważne rozmowy, a tu ani me, ani be, ani kukuryku. www.youtube.com/watch?v=bCWyyudP76M.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>. >========== >Panie Elaspie, ponownie miesza Pan dwie różne rzeczy: fakt, że ludzie się nie zgadzają, z tezą, że nie istnieją żadne lepsze i gorsze rozstrzygnięcia. >To, że ktoś - jak Friedrich Nietzsche - kwestionował moralną ocenę cierpienia, nie zmienia faktu, że: >cierpienie, przemoc czy zabijanie są realnymi, mierzalnymi i negatywnymi doświadczeniami dla istot, które ich doświadczają.I to nie jest kwestia "wiary", tylko faktów o świecie i o człowieku.
Nieprawda, nie są bowiem negatywnymi dla Nietzschego i jego zwolenników. Nietzsche nie narzekał z racji własnych cierpień (których doznawał, jego biografia mówi coś o tym), i twierdził, że człowiek nie ma powodów do narzekań z racji doznawanego cierpienia.
Rzymianie tak samo mówili: dulce et decorum est pro patria mori. Nie odbierali więc cierpień i śmierci (dla ojczyzny) negatywnie, wręcz przeciwnie.
To, że cierpienie jest fizycznie przykre to tautologia, ale nie oznacza ona, że cierpienie moralnie złe. Ktoś może cierpieć, ale uważać, że nie ponosi żadnej szkody rozpatrywanej w kategoriach moralnych. Tak jak czynili Nietzsche, a przed nim Rzymianie. Nie można utożsamiać fizycznej przykrości ze złem moralnym, tak samo jak nie można utożsamiać fizycznej przyjemności z dobrem moralnym, a co najwyżej można to robić we własnym imieniu, nie w imieniu wszystkich, i nie można głosić, że cierpienie jest złem moralnym, jako obiektywną prawdę, bo taką prawdą nie jest, a tylko głosić to jako pogląd może rozpowszechniony, ale nie jedyny.
Myli więc Pan własności fizyczne cierpienia z własnościami moralnymi. Nie dla wszystkich jedno jest tym samym, co drugie, nawet nie dla wszystkich cierpiących. Nie może więc Pan twierdzić, że jest obiektywnie ustaloną prawdą, że cierpienie jest moralnym złem. Jest ono złem dla Pana, ale np. nie dla Nietzschego, tak jak już powiedziałem.
Pana wcześniejsze twierdzenie oznacza więc coś takiego: każda wiara prowadzi do tego, co ja uważam (i co uważa wielu, ale nie wszyscy) za zło moralne.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | .
Panie Elaspie,
problem tej dyskusji polega na tym, że nie odnosi się Pan do moich rzeczywistych tez, tylko do ich zniekształconych wersji.
Od co najmniej półwiecza moje stanowisko jest jednoznaczne i niezmienne:
każda wiara - niezależnie od jej przedmiotu - ogranicza nas intelektualnie i moralnie, ponieważ umożliwia usprawiedliwianie zła czynionego w jej imieniu.
Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że:
"każda wiara prowadzi do tego, co ja uważam za zło moralne".
To jest Pana konstrukcja, nie moja - i w tej postaci rzeczywiście jest to teza absurdalna.
Zamiast odnieść się do mojego stanowiska, próbuje Pan:
podmieniać jego sens, sprowadzać je do subiektywizmu, i polemizować z tezą, której nie wypowiedziałem.
To nie jest dyskusja, tylko:
tworzenie wygodnego "chochoła", który łatwo zaatakować.
Sedno mojego argumentu pozostaje niezmienne:
problemem nie jest to, jak ktoś nazywa dobro i zło, tylko to, że wiara pozwala usprawiedliwiać działania, które realnie zwiększają cierpienie i krzywdę.
I tego Pan konsekwentnie unika.
Krótko:
nie polemizuje Pan z moimi poglądami, tylko z ich zniekształconą wersją.
A to jest już nie błąd, tylko brak rzetelności w prowadzeniu dyskusji. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że: >"każda wiara prowadzi do tego, co ja uważam za zło moralne". >To jest Pana konstrukcja, nie moja - i w tej postaci rzeczywiście jest to teza absurdalna.
Przepraszam, ale jest dokładnie odwrotnie. W moim sformułowaniu Pańska teza jest prawdziwa, absurdalna jest w Pańskim oryginalnym brzmieniu.
Nie może się Pan wypowiadać o "złu moralnym" po prostu, bo nic takiego nie istnieje. Istnieje coś, co w czyjejś opinii jest złem moralnym.
Z sądami moralnymi jest tak samo jak z sądami estetycznymi albo z gustami - nie rozumiem, dlaczego Pan tego nie dostrzega. Nie ma obiektywnego dobra i zła tak jak nie ma obiektywnego piękna i brzydoty. Nie może Pan twierdzić, że "muzyka Szopena jest piękna", bo przecież ktoś uważa inaczej. Tak samo nie może Pan twierdzić, że "cierpienie to zło moralne", bo ktoś je za takie nie będzie uznawać. Może Pan tylko powiedzieć: "w mojej ocenie muzyka Szopena jest piękna", "w mojej ocenie cieprienie to zło moralne". Właśnie dlatego etyka i estetyka mogą istnieć jako nauki o tyle, o ile mówią o tym, co ludzie uważają za dobro lub piękno, a więc jako nauki opisowe, a nie normatywne.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | .
Panie Elaspie,
to już nie jest polemika ze mną, tylko z tym, co Pan sobie dopowiada.
nie używałem pojęcia "zło moralne" w znaczeniu, które Pan mi przypisuje - to Pan je wprowadził i z nim polemizuje.
Ja takiej tezy nie stawiałem.
Szczerze mówiąc:
nawet nie jest dla mnie jasne, co dokładnie ma Pan na myśli, używając tego zwrotu.
Krótko:
odpowiada Pan nie na moje słowa, tylko na własną ich interpretację.
I dlatego ta dyskusja przestaje mieć sens. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Panie Elaspie, >to już nie jest polemika ze mną, tylko z tym, co Pan sobie dopowiada. >nie używałem pojęcia "zło moralne" w znaczeniu, które Pan mi przypisuje - to Pan je wprowadził i z nim polemizuje.Ja takiej tezy nie stawiałem.
>Szczerze mówiąc: >nawet nie jest dla mnie jasne, co dokładnie ma Pan na myśli, używając tego zwrotu.
Proszę uważnie przeczytać wszystko to, co napisałem powyżej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . Panie Elaspie, to już nie jest polemika ze mną, tylko z tym, co Pan sobie dopowiada. nie używałem pojęcia "zło moralne" w znaczeniu, które Pan mi przypisuje - to Pan je wprowadził i z nim polemizuje.Ja takiej tezy nie stawiałem.
Szczerze mówiąc: nawet nie jest dla mnie jasne, co dokładnie ma Pan na myśli, używając tego zwrotu.
Krótko: odpowiada Pan nie na moje słowa, tylko na własną ich interpretację. I dlatego ta dyskusja przestaje mieć sens..
> Proszę uważnie przeczytać wszystko to, co napisałem powyżej.
Przeczytałem i to nawet bardzo uważnie. Teraz nawet ponownie i mogę tylko powtórzyć: odpowiada Pan nie na moje słowa, tylko na własną ich interpretację. I dlatego ta dyskusja przestaje mieć sens.. - Mogę dodać, iż nie dostrzegam sensownych dyskusji z Panem, choć tu może być podobnie jak z panem Szarley'em, który nie dostrzega polityki w kazaniach w swojej parafii. Inną jest moja logika, a inną jest logika katolika. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Przeczytałem i to nawet bardzo uważnie.
Zostawmy więc to, może moje uwagi zaciekawią kogoś innego i pozna z nich, że twierdzenie wielokrotnie przez Pana powtarzane jest w istocie pozbawione sensu, nie ma bowiem sensu twierdzenie o złu (wyrządzanym przez każdą wiarę), tylko co najwyżej o złu dla kogoś albo wedle kogoś (wyrządzanym przez każdą wiarę).
Nie rozumiem, dlaczego nie jest Pan w stanie zrozumieć, że czym innym jest powiedzenie, że coś prowadzi do cierpienia, a czy innym powiedzenie, że coś w ten sposób prowadzi do zła. Pierwsze twierdzenie jest opisem, drugie jest oceną. Z pierwszego nie wynika drugie bez dodatkowych założeń, na które nie każdy się zgodzi. Nie rozumiem, dlaczego nie jest Pan w stanie odróżnić faktów od (własnych) ocen tych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . Przeczytałem i to nawet bardzo uważnie.
> Zostawmy więc to, może moje uwagi zaciekawią kogoś innego i pozna z nich, że twierdzenie wielokrotnie przez Pana powtarzane jest w istocie pozbawione sensu, nie ma bowiem sensu twierdzenie o złu (wyrządzanym przez każdą wiarę), tylko co najwyżej o złu dla kogoś albo wedle kogoś (wyrządzanym przez każdą wiarę).
>Nie rozumiem, dlaczego nie jest Pan w stanie zrozumieć, że czym innym jest powiedzenie, że coś prowadzi do cierpienia, a czy innym powiedzenie, że coś w ten sposób prowadzi do zła. Pierwsze twierdzenie jest opisem, drugie jest oceną. Z pierwszego nie wynika drugie bez dodatkowych założeń, na które nie każdy się zgodzi. Nie rozumiem, dlaczego nie jest Pan w stanie odróżnić faktów od (własnych) ocen tych faktów.
========== Panie Elaspie,
to nie jest kwestia tego, że "nie odróżniam faktów od ocen", tylko tego, że Pan sztucznie próbuje je całkowicie rozdzielić.
To prawda, że:
"coś powoduje cierpienie" jest opisem, a "to jest złe" jest oceną.
Ale pomija Pan rzecz kluczową:
oceny moralne nie są dowolne - opierają się właśnie na takich faktach jak cierpienie, krzywda czy dobrostan.
Dlatego:
jeśli coś systematycznie prowadzi do cierpienia i krzywdy, to istnieją racjonalne podstawy, by ocenić to negatywnie.
Nie jest to "czysta opinia", tylko wniosek oparty na faktach o świecie i człowieku.
Pan natomiast próbuje przeforsować tezę, że:
każda ocena jest wyłącznie subiektywna,
co w praktyce oznacza, że:
nie ma żadnych podstaw, by cokolwiek krytykować - bo zawsze można powiedzieć "to tylko czyjaś opinia".
Krótko:
odróżniam fakty od ocen - ale nie odrywam ich od siebie, jak Pan próbuje to zrobić, bo wtedy znika sens jakiejkolwiek etyki.
Także systemu moralności katolickiej.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Przeczytałem i to nawet bardzo uważnie. >> Zostawmy więc to, może moje uwagi zaciekawią kogoś innego i pozna z nich, że twierdzenie wielokrotnie przez Pana powtarzane jest w istocie pozbawione sensu, nie ma bowiem sensu twierdzenie o złu (wyrządzanym przez każdą wiarę), tylko co najwyżej o złu dla kogoś albo wedle kogoś (wyrządzanym przez każdą wiarę). >>Nie rozumiem, dlaczego nie jest Pan w stanie zrozumieć, że czym innym jest powiedzenie, że coś prowadzi do cierpienia, a czy innym powiedzenie, że coś w ten sposób prowadzi do zła. Pierwsze twierdzenie jest opisem, drugie jest oceną. Z pierwszego nie wynika drugie bez dodatkowych założeń, na które nie każdy się zgodzi. Nie rozumiem, dlaczego nie jest Pan w stanie odróżnić faktów od (własnych) ocen tych faktów. >========== >Panie Elaspie, >to nie jest kwestia tego, że "nie odróżniam faktów od ocen", tylko tego, że Pan sztucznie próbuje je całkowicie rozdzielić.To prawda, że: >coś powoduje cierpienie" jest opisem, >a "to jest złe" jest oceną.Ale pomija Pan rzecz kluczową: oceny moralne nie są dowolne - opierają się właśnie na takich faktach jak cierpienie, krzywda czy dobrostan. Dlatego: >jeśli coś systematycznie prowadzi do cierpienia i krzywdy, to istnieją racjonalne podstawy, by ocenić to negatywnie.
Istnieją racjonalne podstawy tylko dla kogoś, kto uważa, że cierpienie jest złe, czy też dla wszystkich, nawet dla tych, którzy tak nie uważają? Czy oni także muszą wraz z Panem wydać ocenę negatywną?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . >Istnieją racjonalne podstawy tylko dla kogoś, kto uważa, że cierpienie jest złe, czy też dla wszystkich, nawet dla tych, którzy tak nie uważają? Czy oni także muszą wraz z Panem wydać ocenę negatywną?
- Nijak nie rozumiem Pańskiego toku myśli? Nie wiem co chciał Pan tu powiedzieć? Wiem, iż magisterium Kościoła uczy, uciekając od wykazania bezsilności Boga, iż "cierpienie jest dobre gdyż nas uszlachetnia" W tradycji chrześcijańskiej cierpienie często łączone jest z męką Chrystusa, co nadaje mu sens zbawczy. Nie oznacza to jednak, że jest ono uważane za "dobro" samo w sobie, a raczej za próbę, która przy odpowiedniej postawie (cierpliwość, modlitwa) może wzmocnić duszę. Ale z racjonalnego punktu widzenia slogan ten jest często krytykowany jako narzędzie mające na celu usprawiedliwienie niesprawiedliwości lub zmuszanie do znoszenia krzywdy.
Rozumiem, iż ludzie są różni i sadystom oraz masochistom cierpienie może przynieść radość, ale ja to pozostawiam w sferze patologii. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. >>Istnieją racjonalne podstawy tylko dla kogoś, kto uważa, że cierpienie jest złe, czy też dla wszystkich, nawet dla tych, którzy tak nie uważają? Czy oni także muszą wraz z Panem wydać ocenę negatywną? >- >Nijak nie rozumiem Pańskiego toku myśli? Nie wiem co chciał Pan tu powiedzieć? Wiem, iż magisterium Kościoła uczy...
Uczy także Fryderyk Nietzsche, o czym wspominałem. W swoich uwagach nie powoływałem się na magisterium, więc Pana uwaga jest także chybiona.
Zostawmy to. Jest Pan najwyraźniej przyzwyczajony do swych myśli i chyba nie jest Pan już w stanie ani zweryfikować ich sensu, ani prawdziwości. I najwyraźniej musi Pan pozostać z myślą, że "każda wiara, niezależnie od jej przedmiotu", i tak dalej. Zapewne wyrazi Pan ją - i to z pełnym przekonaniem - jeszcze niejeden raz.
Może wątek zaciekawi kogoś innego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) |
. > Istnieją racjonalne podstawy tylko dla kogoś, kto uważa, że cierpienie jest złe, czy też dla wszystkich, nawet dla tych, którzy tak nie uważają? Czy oni także muszą wraz z Panem wydać ocenę negatywną?- Nijak nie rozumiem Pańskiego toku myśli? Nie wiem co chciał Pan tu powiedzieć? Wiem, iż magisterium Kościoła uczy, uciekając od wykazania bezsilności Boga, iż "cierpienie jest dobre gdyż nas uszlachetnia" W tradycji chrześcijańskiej cierpienie często łączone jest z męką Chrystusa, co nadaje mu sens zbawczy. Nie oznacza to jednak, że jest ono uważane za "dobro" samo w sobie, a raczej za próbę, która przy odpowiedniej postawie (cierpliwość, modlitwa) może wzmocnić duszę. Ale z racjonalnego punktu widzenia slogan ten jest często krytykowany jako narzędzie mające na celu usprawiedliwienie niesprawiedliwości lub zmuszanie do znoszenia krzywdy. Rozumiem, iż ludzie są różni i sadystom oraz masochistom cierpienie może przynieść radość, ale ja to pozostawiam w sferze patologii. - ============= > Uczy także Fryderyk Nietzsche, o czym wspominałem.- Jakoś tam mi się wydaje, iż Nietzsche podawał nam pod refleksję własne poglądy, a prawo do nauczania to sobie Kościół przypisuje, ale Pan jak widać zawsze wie lepiej. > W swoich uwagach nie powoływałem się na magisterium, więc Pana uwaga jest także chybiona.- Nigdzie nie odwoływałem się Fryderyka Nietzsche, więc Pana uwaga jest także chybiona. - > Zostawmy to. Jest Pan najwyraźniej przyzwyczajony do swych myśli i chyba nie jest Pan już w stanie ani zweryfikować ich sensu, ani prawdziwości.- Tak tu się zamyka Elaspowska merytoryka: www.racjonalista.pl/forum.php/s,664981#w665147- > I najwyraźniej musi Pan pozostać z myślą, że "każda wiara, niezależnie od jej przedmiotu", i tak dalej. Zapewne wyrazi Pan ją - i to z pełnym przekonaniem - jeszcze niejeden raz.- Nawet monografię na ten temat napisałem, ale to nie dla Pana. - > Może wątek zaciekawi kogoś innego.- Który wątek? Tu mamy wątek: - "Argument transcendentalny z wiarygodności poznania", a Pan go zwekslował na: > Problem polega nie na tym, że byli to ludzie bezrozumni, tylko na tym, że "ateizm" to określenie negatywne, mówiące o tym, jakich przekonań człowiek nie ma, a nie o tym, jakie ma. Nic więc nie można wywnioskować z ateizmu na temat tego, jaki jest świat (nie licząc tego, że nie zawiera on Boga), ani co i dlaczego należy czynić (nie licząc tezy negatywnej, że religie są pod tym względem bez pokrycia). Ateizm więc to nie światopogląd, tylko klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych, podobnych jedynie w tym, że nie uznaje się w nich istnienia Boga. Człowiek rozumny nie ma więc żadnej gwarancji, że ateiści nie będą spierać się ze sobą z równą zaciekłością, jak ta, która jest właściwa wierzącym. Nie ma też żadnej gwarancji, że skoro religie są złem, brak religii jest dobrem (może być tak samo złem, albo złem jeszcze większym). Jednym słowem, powiedzieć o kimś, że jest ateistą, to zapewne powiedzieć, że nie będzie on palić ludzi na stosie z uwagi na ich przekonania religijne, ale czy to to samo, co powiedzieć, że ten człowiek nie będzie ich palić na stosie z innego powodu? Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji, to dlaczego go wybierać?Na co odpowiedziałem: www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,956168#w957598.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> To, że cierpienie jest fizycznie przykre to tautologia, ale nie oznacza ona, że cierpienie moralnie złe. A nie jest czasem tak, że cierpienie jako zjawisko nie podlega kategoriom etycznym, bo te dotyczyć mogą tylko ludzkich działań (czynów)?
"Stop!" stopkowym mundrościom!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>A nie jest czasem tak, że cierpienie jako zjawisko nie podlega kategoriom etycznym, bo te dotyczyć mogą tylko ludzkich działań (czynów)?
Dotyczą także ludzkich zaniechań, poza tym mogę powiedzieć, że czynem jest zarówno wyrządzanie cierpienia, jak jego znoszenie (to akurat można by pewnie nazwać zaniechaniem).
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . > Dotyczą także ludzkich zaniechań, poza tym mogę powiedzieć, że czynem jest zarówno wyrządzanie cierpienia, jak jego znoszenie (to akurat można by pewnie nazwać zaniechaniem). - Panie Elaspie, tu znowu miesza Pan poziomy pojęciowe. etyka dotyczy działań (i zaniechań), a nie samego zjawiska cierpienia jako takiego.
Cierpienie samo w sobie nie jest "czynem", tylko: stanem, który może być skutkiem czyjegoś działania albo jego braku.
Dlatego: ocenie moralnej podlega nie cierpienie, tylko to, co do niego prowadzi - albo to, co mu nie zapobiega.
Mówienie, że "znoszenie cierpienia jest czynem" nic tu nie zmienia, bo: nadal oceniamy działanie lub zaniechanie, a nie samo cierpienie jako zjawisko.
Krótko: cierpienie jest faktem, a etyka dotyczy tego, co ludzie z tym faktem robią. .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>A nie jest czasem tak, że cierpienie jako zjawisko nie podlega kategoriom etycznym, bo te dotyczyć mogą tylko ludzkich działań (czynów)? > Dotyczą także ludzkich zaniechań, poza tym mogę powiedzieć, że czynem jest zarówno wyrządzanie cierpienia, jak jego znoszenie (to akurat można by pewnie nazwać zaniechaniem). No wiadomo, ja jednak sugerowałam, że nietrafne jest stosowanie etyki wobec zjawisk jako takich.
"Stop!" stopkowym mundrościom!
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>No wiadomo, ja jednak sugerowałam, że nietrafne jest stosowanie etyki wobec zjawisk jako takich.
Zamiary działań też, wydaje mi się, podlegają kwalifikacji moralnej. Skłonności do nich (do działań) także. I jedne, i drugie byłyby raczej zjawiskami, a nie działaniami. Wiele jednak zależy od tego, jak rozumieć "zjawisko".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>No wiadomo, ja jednak sugerowałam, że nietrafne jest stosowanie etyki wobec zjawisk jako takich. >Zamiary działań też, wydaje mi się, podlegają kwalifikacji moralnej. Skłonności do nich (do działań) także. I jedne, i drugie byłyby raczej zjawiskami, a nie działaniami. Wiele jednak zależy od tego, jak rozumieć "zjawisko". Zatem zjawisko proponuję rozumieć jako coś zachodzącego niezależnie od czyjejkolwiek woli.
"Stop!" stopkowym mundrościom!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>Zatem zjawisko proponuję rozumieć jako coś zachodzącego niezależnie od czyjejkolwiek woli.
W tym znaczeniu zjawiska oczywiście nie podlegają kwalifikacji moralnej. Ale cierpienie, które wywołuję, albo które znoszę (chociaż mógłbym się od niego wyzwolić) nie są w tym znaczeniu zjawiskami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >Zatem zjawisko proponuję rozumieć jako coś zachodzącego niezależnie od czyjejkolwiek woli. . A hitleryzm jako zjawisko społeczne zaszło niezależnie od czyjejkolwiek woli? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
> A hitleryzm jako zjawisko społeczne zaszło niezależnie od czyjejkolwiek woli?> Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy. Plan Dawesa to międzynarodowy projekt gospodarczy z 1924 roku, mający na celu stabilizację gospodarki Niemiec (Republiki Weimarskiej) po I wojnie światowej i uregulowanie spłat reparacji wojennych.
Plan Marshalla to amerykański program pomocy gospodarczej dla Europy po II wojnie światowej, realizowany w latach 1948-1952.
Żydzi amerykańscy uzbroili Niemców planem Davesa. Czy gdyby Żydzi amerykańscy tak zakończyli podbój świata jak zaplanowali, byłby potrzebny jeszcze plan Marschalla ?Okazało się, że Żydzi amerykańscy, dostarczając do ZSRR uzbrojenia za 11 miliardów ówczesnych dolarów, stworzyli sobie najgroźniejszego wroga. Żydzi amerykańscy zaplanowali przejęcie tego co stworzą Żydzi niemieccy już w 1914 roku. Żyd amerykański Jacob Schiff stworzył JDC, kanał transportowy USA-Rosja/ZSRR i rozpoczął akcję psychologiczną na Żydach wschodnich pod kryptonimem OSTJUDEN. Na efekty tego genialnego planu Żydów amerykańskich czekano 23 lata. Dopiero w roku 1937 okazało się, po co inwestowano w JDC i akcję OSTJUDEN. Kanałem pomocy humanitarnej JDC dostarczyła do ZSRR UZBROJENIE dla przygotowanych wcześniej OSTJUDEN. Ostjuden z amerykańskiej broni wymordowało cywilny i wojskowy aparat władzy ZSRR, stworzony przez Żydów niemeickich. Przy okazji wymordowali: 42 tysiące NIEMCÓW, 111 tysięcy POLAKÓW, 360 tysięcy ROSJAN, 35 tysięcy OFICERÓW ARMII CZERWONEJ, 10 tysięcy ŻYDÓW PRZYBYŁYCH DO ZSRR I ZAJMUJACYCH SIĘ PROPAGOWANIEM KOMUNIZMU. W 1938 r. zakazano działalnosci JDC w ZSRR. Zakaz obowiązywał do roku 1989. Żydzi amerykańscy krwawo przejęli ZSRR i otworzyli sobie drogę do ataku, na wcześniej uzbrojone swoim planem Davesa Niemcy. Polaków w ZSRR wymordowali w celu ułatwienia przejścia przez Polskę przejętej Armii Czerwonej. Żydzi amerykańscy, już w chwili stworzenia JDC 1914 rok, mieli plan jak skolonizować całą Europę. Przejęcie powstającej potęgi Żydów niemieckich, uzbrojenie jej i doprowadzenie do wojny z Niemcami, których uzbroili planem Davesa. Dwie ogromne inwestycje Żydów amerykańskich nie przyniosły zaplanowanego efektu. Powód, wymordowano OSTJUDEN, które liczyło na to, że będzie zarządzać demokratcyzną kolonią Żydów amerykanśkich, w pokonanej Europie. Po 1937 roku Żydów nie mordowano dlatego, że byli Żydami. Wymordowano ich po to, by nie byli karbowymi Żydów amerykańskich. Jaka była w tym rola podwójnego agenta Hitlera ?? Genialni Żydzi niemieccy nie przewidzieli, że JDC dostarczy broń przygotowanym OSTJUDEN i zostaną przez nich wymordowani a ich projekt przejmą Żydzi amerykańscy. www.rp.pl/(*)dziego-o-zydowskie-pochodzenie20.04.2026 Niecodzienna sytuacja w sądzie. Adwokat zapytał sędziego o żydowskie pochodzenie Warszawski adwokat Rafał Rogalski, reprezentujący przedsiębiorcę oskarżonego o publiczne znieważenia ludności żydowskiej, podczas rozprawy zażądał od sędziego złożenia oświadczenia do protokołu, czy ma pochodzenie żydowskie i paszport Izraela.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>A hitleryzm jako zjawisko społeczne zaszło niezależnie od czyjejkolwiek woli? >> >Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy. . Więc pytam, kto? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >>Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy.
>Więc pytam, kto?
Kogo Żydzi amerykańscy ukarali ??
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>>Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy. >>Więc pytam, kto? >Kogo Żydzi amerykańscy ukarali ?? > Zwyczaj nakazuje nie odpowiadać pytaniem na pytanie. Amerykanie wielu już ukarali więc trudno jest stwierdzić jednoznacznie o kogo tu może chodzić. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >>>>Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy. >>>Więc pytam, kto?
>>Kogo Żydzi amerykańscy ukarali ?? >>
>Zwyczaj nakazuje nie odpowiadać pytaniem na pytanie. Amerykanie wielu już ukarali więc trudno jest stwierdzić jednoznacznie o kogo tu może chodzić. >
Kogo najbardziej ukarali ??
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>>>>Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy. >>>>Więc pytam, kto? >>>Kogo Żydzi amerykańscy ukarali ?? >>> >>Zwyczaj nakazuje nie odpowiadać pytaniem na pytanie. Amerykanie wielu już ukarali więc trudno jest stwierdzić jednoznacznie o kogo tu może chodzić. >> >Kogo najbardziej ukarali ?? . To zależy co mamy na myśli kiedy mówimy najbardziej. Dla jednych to będą skutki gospodarcze dla innych militarne, itd. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >>>>>>Cwanych Żydów amerykańskich wykiwał ktoś jeszcze cwańszy. >>>>>Więc pytam, kto? >>>>Kogo Żydzi amerykańscy ukarali ?? >>>> >>>Zwyczaj nakazuje nie odpowiadać pytaniem na pytanie. Amerykanie wielu już ukarali więc trudno jest stwierdzić jednoznacznie o kogo tu może chodzić. >>> >>Kogo najbardziej ukarali ?? >. >To zależy co mamy na myśli kiedy mówimy najbardziej. Dla jednych to będą skutki gospodarcze dla innych militarne, itd. > > kto wymordował Żydów zdrajców w odwecie za to co zrobili w ZSRR w 1937 roku ?? Kto zbudował pierwszą bombę atomową wrogom Żydów amerykańskich ??
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> >Zatem zjawisko proponuję rozumieć jako coś zachodzącego niezależnie od czyjejkolwiek woli.> A hitleryzm jako zjawisko społeczne zaszło niezależnie od czyjejkolwiek woli?Właśnie tak. (Bo społeczeństwo to nie ktoś, a coś z kogoś.  )
"Stop!" stopkowym mundrościom!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Kautilja (6858 punktów) | > >>Zatem zjawisko proponuję rozumieć jako coś zachodzącego niezależnie od czyjejkolwiek woli.> >A hitleryzm jako zjawisko społeczne zaszło niezależnie od czyjejkolwiek woli?> Właśnie tak. (Bo społeczeństwo to nie ktoś, a coś z kogoś. )> A ja tam bym wskazał kilku takich, których to wola spowodowała hitleryzm. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | thoters (224 punktów) |
>A ja tam bym wskazał kilku takich, których to wola spowodowała hitleryzm. >
Nie masz pojęcia o historii. Ciekawe, kogo byś wskazał ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Kautilja (6858 punktów) | >>A ja tam bym wskazał kilku takich, których to wola spowodowała hitleryzm. >> >Nie masz pojęcia o historii. >Ciekawe, kogo byś wskazał ? > Mam nazwiska konkretnych osób. Ale powiedz mi czemu ktoś kto nie ma pojęcia o historii ma mieć coś ciekawego na ten temat do powiedzenia? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>A ja tam bym wskazał kilku takich, których to wola spowodowała hitleryzm. >> >Nie masz pojęcia o historii. >Ciekawe, kogo byś wskazał ? > Friedrich Ratzel, Rudolf Kjellén i Karl Haushofer. Choć wcześniej fundamenty, i to w sposób niezamierzony, położył sam Otto von Bismarck. Można dorzucić jeszcze Hegla. I jestem gotów bronić tego swojego stanowiska przy użyciu racjonalnych argumentów. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >>>A ja tam bym wskazał kilku takich, których to wola spowodowała hitleryzm. >>> >>Nie masz pojęcia o historii. >>Ciekawe, kogo byś wskazał ? >> >Friedrich Ratzel, Rudolf Kjellén i Karl Haushofer. Choć wcześniej fundamenty, i to w sposób niezamierzony, położył sam Otto von Bismarck. Można dorzucić jeszcze Hegla. I jestem gotów bronić tego swojego stanowiska przy użyciu racjonalnych argumentów. >.
To Bismarck ma coś wspólnego z Hitlerem i hitleryzmem ?? Nie masz elementarnej wiedzy i na dodatek inteligencji, by rozumować jak człowiek. Żydzi niemieccy pokonali cara Romanowa, przewidzieli, że czeka ich walka z Brytyjczykami i to miało być zadanie dla Armii czerwonej. Przewidzieli, że Żydzi amerykańscy i brytyjscy stworzą III Rzeszę i ją uzbroją. Hitlera podstawiono agentowi amerykańskiego Żyda Bernarda Barucha Ernstowi Sedgwickowi. Nie przewidzieli tylko, że: JDC dostarczy broń do ZSRR, przeprowadzona zostanie operacja psychologiczna pod kryptonimem OSTJUDEN. Nienawidzący Żydów niemeickich Ostjuden, uzbrojone przez JDC, wymordowało Żydów niemeickich i osoby z nimi współpracujące, przy tworzeniu poteżnej Europy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) |
>To Bismarck ma coś wspólnego z Hitlerem i hitleryzmem ?? >Nie masz elementarnej wiedzy i na dodatek inteligencji, by rozumować jak człowiek. . Myślałem, że jesteś mądrzejszy. Mnie jak się coś w głowie nie mieści to nie szukam winnych na zewnątrz, tylko odpuszczam sobie, albo próbuję na raty. . Tu poniżej masz coś od AI:
Związek między polityką Otto von Bismarcka a hitleryzmem (nazizmem) był złożony i często opierał się na instrumentalnym wykorzystywaniu dziedzictwa "Żelaznego Kanclerza" przez Adolfa Hitlera. Choć Bismarck był konserwatystą działającym w ramach monarchii, a Hitler totalitarnym dyktatorem, ideologia nazistowska chętnie odwoływała się do pruskich tradycji.
hitleryzm wykorzystywał postać Bismarcka jako symbol pruskiej potęgi, zniekształcając często jego właściwe intencje, aby zyskać poparcie wśród konserwatywnych Niemców. . Jakie wnioski z tego można wyciągnąć? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Lolek_Salambek (2665 punktów) | >Myślałem, że jesteś mądrzejszy. Mnie jak się coś w głowie nie mieści to nie szukam winnych na zewnątrz, tylko odpuszczam sobie, albo próbuję na raty.
------------------
Kautilija- to piękna Zasada .... 😊
Ze zacytuje Klasyka: "jak sie roznic to pięknie"
😊
PS: A co znaczy "albo próbuję na raty"
?
S pozdravem
Zwierzęta tak jak ludzie mają bardzo silny instynkt życia oraz odczuwają cierpienia
Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kautilja (6858 punktów) |
>PS: >A co znaczy "albo próbuję na raty" > > >? . To znaczy, że dziele coś na kilka części, i każdą z tych części badam oddzielnie, a potem próbuję to połączyć. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
> Związek między polityką Otto von Bismarcka a hitleryzmem (nazizmem) był złożony i często opierał się na instrumentalnym wykorzystywaniu dziedzictwa "Żelaznego Kanclerza" przez Adolfa Hitlera. Choć Bismarck był konserwatystą działającym w ramach monarchii, a Hitler totalitarnym dyktatorem, ideologia nazistowska chętnie odwoływała się do pruskich tradycji.hitleryzm wykorzystywał postać Bismarcka jako symbol pruskiej potęgi, zniekształcając często jego właściwe intencje, aby zyskać poparcie wśród konserwatywnych Niemców..> Jakie wnioski z tego można wyciągnąć?> .Żadnych. Żeby wyciągać wnioski trzeba mieć szerszą wiedzę. Jak ktoś pisze, że Hitler był totalitarnym dyktatorem to znaczy, że ma to na celu wywołać u ofiar psychologów tłumu konkretną nienawiść. Ofiarom tym wstawia się kilka zdań kluczy i potem one bredzą o tym, że to Hitler wszsytkim i wszystkimi rządził w Niemczech. Hitler nie miał żadnej szkoły, wiedzy i umiejętności rządzenia czymkolwiek. Na dodatek nie miał kasy. To był biedak, przeszkolony przez niemeickie służby, podstawiony Ernstowi Sedgwickowi. Ernst Sedgwick był kolegą z Harvardu Waltera Lippmanna, sekretarza amerykańskeigo Żyda Bernarda Barucha. pl.wikipedia.org/wiki/Ernst_HanfstaenglPlan Żydów niemeickich i Niemców był taki, żeby przejąć amerykańską kasę na uzbrojenie a potem się wyrwać spod wpływów agentury amerykańskiej. To, że agentura ta była dobrze rozpracowana świadczą fakty jej szybkiej likwidacji po zamachu na Hitlera. Po nieudanym zamachu na Adolfa Hitlera z 20 lipca 1944 roku życie straciło około 5 tysięcy osób. Połowa dowództwa armii III Rzeszy była dodatkowo opłacana dolarami. Głównym problemem było to, że przejęto komunizm, stworzony przez Żydów niemeickich. Komunizm został przejęty i zamiast być motorem rozwoju Europy stał się jej największym zagrożeniem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | > >Związek między polityką Otto von Bismarcka a hitleryzmem (nazizmem) był złożony i często opierał się na instrumentalnym wykorzystywaniu dziedzictwa "Żelaznego Kanclerza" przez Adolfa Hitlera. Choć Bismarck był konserwatystą działającym w ramach monarchii, a Hitler totalitarnym dyktatorem, ideologia nazistowska chętnie odwoływała się do pruskich tradycji.hitleryzm wykorzystywał postać Bismarcka jako symbol pruskiej potęgi, zniekształcając często jego właściwe intencje, aby zyskać poparcie wśród konserwatywnych Niemców..> >Jakie wnioski z tego można wyciągnąć?> >.> Żadnych. Żeby wyciągać wnioski trzeba mieć szerszą wiedzę.> Jak ktoś pisze, że Hitler był totalitarnym dyktatorem to znaczy, że ma to na celu wywołać u ofiar psychologów tłumu konkretną nienawiść. Ofiarom tym wstawia się kilka zdań kluczy i potem one bredzą o tym, że to Hitler wszsytkim i wszystkimi rządził w Niemczech.> Hitler nie miał żadnej szkoły, wiedzy i umiejętności rządzenia czymkolwiek. Na dodatek nie miał kasy. To był biedak, przeszkolony przez niemeickie służby, podstawiony Ernstowi Sedgwickowi.> Ernst Sedgwick był kolegą z Harvardu Waltera Lippmanna, sekretarza amerykańskeigo Żyda Bernarda Barucha.. Przecież tu nie chodzi o możliwości Hitlera. Hitler był wierzchołkiem góry lodowej, i w pełni się z Tobą zgadzam, że gdyby nie Hitler to inny Helmut odegrałby te rolę bo była ona wyznaczona przez mechanizm większy od głowy pojedynczej osoby. Hitleryzm można interpretować jako nawarstwienie się dążeń imperialnych Niemiec. Ale Ty już z takim twierdzeniem się oczywiście nie zgodzisz, bowiem ustaliłeś źródło finansowania nazizmu. . > pl.wikipedia.org/wiki/Ernst_Hanfstaengl. > Plan Żydów niemeickich i Niemców był taki, żeby przejąć amerykańską kasę na uzbrojenie a potem się wyrwać spod wpływów agentury amerykańskiej. To, że agentura ta była dobrze rozpracowana świadczą fakty jej szybkiej likwidacji po zamachu na Hitlera.> Po nieudanym zamachu na Adolfa Hitlera z 20 lipca 1944 roku życie straciło około 5 tysięcy osób.> Połowa dowództwa armii III Rzeszy była dodatkowo opłacana dolarami.> Głównym problemem było to, że przejęto komunizm, stworzony przez Żydów niemeickich.> Komunizm został przejęty i zamiast być motorem rozwoju Europy stał się jej największym zagrożeniem.. Tutaj napisałeś coś czego do tej pory nie czytałem. Czyli Amerykanie według Ciebie stracili moc wpływu na kierunek jaki obrała dalej III Rzesza? A na temat komunizmu to ja już się wypowiadałem do Ciebie kilka razy, więc się nie będę powtarzał. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
>Tutaj napisałeś coś czego do tej pory nie czytałem. Czyli Amerykanie według Ciebie stracili moc wpływu na kierunek jaki obrała dalej III Rzesza? >A na temat komunizmu to ja już się wypowiadałem do Ciebie kilka razy, więc się nie będę powtarzał. >
Żydzi niemieccy i Niemcy stworzyli ZSRR. Żydzi amerykańscy stworzyli JDC i Ostjuden. W 1937 roku Ostjuden, uzbrojone przez JDC, dokonało przejęcia ZSRR. Jak na to przejęcie zareagowali ci, co starali się sterować Niemcami ?? Amerykański Żyd Bernard Baruch już 8 stycznia 1918 roku wyznaczył teren "niepodległej" Polski, do blokowania połączenia się Niemiec z tym, co Żydzi niemieccy stworzą w pokonanej Rosji. Wydzielono teren Polski i zainstalowano nam agentury, które działały w interesie Anglosasów. Żydzi amerykańscy zdjęli z pokonanych Niemiec reparacje wojenne i zaczęli ich zbroić. Niemcy na pewno się z tego ucieszyli. Problemem było, na finiszu, uwolnienie się od kontroli. Na pewno Żydom amerykańskim podstawiano agentów, którzy mieli odgrywać podwójne role. Plan był dobry, tylko nikt nie przewidział, po co Żyd Jacob Schiff stworzył JDC i Ostjuden. Twórcy potężnej Europy już w 1937 r. przegrali wojnę z Żydami amerykańskimi. Zamiast dojść do fuzji Wehrmachtu i Armii Czerwonej, Ostjuden wymordowało oficerów Armii Czerwonej, z amerykanskiej broni dostarczonej przez JDC i skierowano przejętą ACz na Niemcy. Pakt Ribbentropa z żydowskim zięciem Mołotowem miał inne cele niż się podaje. Nie było żadnego holokaustu, tak jak to wymyślili Żydzi, tylko Żydów spotkała kara za to, co zrobili w ZSRR w 1937 roku. Czy o tym, że JDC miało decydujące znaczenie w ludobójstwie w ZSRR w 1937 roku, gdzieś przeczytasz ?? Z tego powodu w 1938 r. JDC wydalono z ZSRR.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >Pakt Ribbentropa z żydowskim zięciem Mołotowem miał inne cele niż się podaje. . Jakie to były cele? . >Nie było żadnego holokaustu, tak jak to wymyślili Żydzi, tylko Żydów spotkała kara za to, co zrobili w ZSRR w 1937 roku. . Człowieku, wymordowano miliony ludzi. Ilu zamordowanych Żydów miało cokolwiek wspólnego z rzeźnią jaka miała miejsce w ZSRR? Miliony? Tylko nie pisz, że wymordowano miliony dla przykładu. . >Czy o tym, że JDC miało decydujące znaczenie w ludobójstwie w ZSRR w 1937 roku, gdzieś przeczytasz ?? Z tego powodu w 1938 r. JDC wydalono z ZSRR. . Rozumiem. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, i zapewne nigdzie o tym nie przeczytam. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >>Pakt Ribbentropa z żydowskim zięciem Mołotowem miał inne cele niż się podaje.
>Jakie to były cele?
przecież to jest logiczne. W 1937 r. JDC dostarczyła broń Ostjuden a ci wymordowali oficerów Armii Czerwonej. Kierował tym Żyd Lew Zacharowicz Mechlis. Wymordowano Żydów kierujących komunistyczną propagandą. Żyd Lew Nikołąjewicz Bielski kierował ludobójstwem, podczas którego, z amerykańskiej broni, Ostjuden zamordowało 42 tysiące Niemców, tajny rozkaz żydowskiego NKWD nr 00439. W 1938 r., początek października, utworzono 4 szkoły propagandy antyniemieckiej. Niemcy byli tak głupi, że nie wiedzieli o tym ?? Niemcy zawierali sojusz z kimś, kto zamordował 42 tysiące Niemców i utworzył 4 szkoły propagandy antyniemieckiej. Za zamordowaniem Niemców i propagandą antyniemiecką stali ŻYDZI. W 1937 r. w ZSRR zamordowano też 10 tysięcy Żydów. Oczywiście wiadomo, kto to zrobił i w jakim celu. Żyd Edward Bernays, twórca dopuszczonej do bezpiecznego rozpowszechniania wersji historii, usunął wydarzenia jakie miały miejsce w ZSRR w 1937 roku. Napisał tylko, że Stalin oszalał bo bał się o władzę.
>>Nie było żadnego holokaustu, tak jak to wymyślili Żydzi, tylko Żydów spotkała kara za to, co zrobili w ZSRR w 1937 roku. >. >Człowieku, wymordowano miliony ludzi. Ilu zamordowanych Żydów miało cokolwiek wspólnego z rzeźnią jaka miała miejsce w ZSRR? Miliony? Tylko nie pisz, że wymordowano miliony dla przykładu.
Żydów dlatego, że byli Żydami to mordowali polscy "katolicy". Żydów mordowano dlatego, że byli komunistami a potem mordowano dlatego, że byli zdrajcami. Gdyby Żydów zdrajców nie wymordowano, to nie byłoby zimnej wojny i dzisiejszej proxy wojny na Ukrainie. Ostjuden byliby karbowymi Żydów amerykańskich. Jak kogoś mordują, to trzeba zacząć się zastanawiać nad tym, czym sobie na to zasłużył. Amerykański Żyd Jacob Schiff, twórca JDC i Ostjuden oraz kontynuator jego planu Żyd Bernard Baruch, mają więcej wspólnego z tragedią Żydów jak Hitler.
>>Czy o tym, że JDC miało decydujące znaczenie w ludobójstwie w ZSRR w 1937 roku, gdzieś przeczytasz ?? Z tego powodu w 1938 r. JDC wydalono z ZSRR. >. >Rozumiem. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, i zapewne nigdzie o tym nie przeczytam. >. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>Człowieku, wymordowano miliony ludzi. Ilu zamordowanych Żydów miało cokolwiek wspólnego z rzeźnią jaka miała miejsce w ZSRR? Miliony? Tylko nie pisz, że wymordowano miliony dla przykładu. . >Żydów dlatego, że byli Żydami to mordowali polscy "katolicy". >Żydów mordowano dlatego, że byli komunistami a potem mordowano dlatego, że byli zdrajcami. >Gdyby Żydów zdrajców nie wymordowano, to nie byłoby zimnej wojny i dzisiejszej proxy wojny na Ukrainie. Ostjuden byliby karbowymi Żydów amerykańskich. >Jak kogoś mordują, to trzeba zacząć się zastanawiać nad tym, czym sobie na to zasłużył. >Amerykański Żyd Jacob Schiff, twórca JDC i Ostjuden oraz kontynuator jego planu Żyd Bernard Baruch, mają więcej wspólnego z tragedią Żydów jak Hitler. . Wśród wszystkich wymordowanych Żydów mamy według Ciebie do czynienia z tymi dwoma rodzajami ludzi, czyli komuniści a potem zdrajcy? Moja odpowiedź na to powyższe pytanie to oczywiście nie. To nazizm zbudował obozy zagłady a w nich komory gazowe. To naziści, którzy wyrośli z niemieckiego łona, dokonywali masakry nie tylko na Żydach. Moim zdaniem dalece przesadzasz z wyciąganiem wniosków z tego z czym masz do czynienia. Jeśli jednak miałbyś mieć rację, co można według mnie w teorii założyć, to weź wytłumacz skąd taka wielka skala przemysłowego mordu? Czy wśród wymordowanych dzieci też byli komuniści a potem zdrajcy? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
> Wśród wszystkich wymordowanych Żydów mamy według Ciebie do czynienia z tymi dwoma rodzajami ludzi, czyli komuniści a potem zdrajcy?> Moja odpowiedź na to powyższe pytanie to oczywiście nie. To nazizm zbudował obozy zagłady a w nich komory gazowe. To naziści, którzy wyrośli z niemieckiego łona, dokonywali masakry nie tylko na Żydach. Moim zdaniem dalece przesadzasz z wyciąganiem wniosków z tego z czym masz do czynienia.> Tu się z Tobą zgodzę jak dodasz: kto Niemcom zainstalował i sfinansował nazizm i Wehrmacht. Pierwszy atak na symbiozę Żydów i Niemców zakończył się dla nich tragicznie. W Wersalu nałożono na Niemców ogromne reparacje. Niemcy nie byliby zdolni spłacić tego, co sobie wymyślili Francuzi. A więc tak, 132 miliardy marek w złocie (ówczesne 33 miliardy dolarów) tyle miały zapłacić Niemcy. Francja: 52% (główny odbiorca ze względu na zniszczenia frontowe), Wielka Brytania: 22%, Włochy: 10%, Belgia: 8%. Pozostałe 8% podzielono między inne kraje sojusznicze (np. Japonię, Serbię, Portugalię). Oprócz gotówki Niemcy musiały natychmiast przekazać ogromny majątek produkcyjny i surowcowy: Flota handlowa: Nakazano oddanie 90% tonażu floty handlowej oraz budowę nowych statków dla alianckich państw. Surowce: Obowiązek darmowych dostaw milionów ton węgla rocznie dla Francji, Belgii i Włoch. Inwentarz: Przekazanie setek tysięcy sztuk bydła, koni i owiec w celu odbudowy zniszczonych gospodarstw w Belgii i Francji (np. Francja miała otrzymać 500 ogierów i 90 000 krów mlecznych). Własność intelektualna: Konfiskata niemieckich patentów zagranicznych, w tym znaków towarowych (np. marki Aspirin firmy Bayer w USA). W latach 1919-21 złupiono Niemców i Żydów niemieckich, bo ich potęga zagrażała brytyjskiej hegemoni i planom Żydów amerykańskich wywalczenia hegemoni. Dlaczego, drugi raz, ci sami nie złupili Niemców tylko ich KREDYTOWALI ??? Bez problemów mogli Niemców dobić i znowu obrabować ich ze wszystkiego. Nie zrobili tego, tylko ich UZBROILI. tvn24.pl/s(*)ackie-zloto-ra343726-ls3439211Sensacyjne dokumenty: Bank Anglii pomagał III Rzeszy przejąć czechosłowackie złotoen.wikipedia.org/wiki/Thomas_H._McKittrickThomas Harrington McKittrick (1889-1970) był amerykańskim bankierem i prezesem Banku Rozrachunków Międzynarodowych w czasie II wojny światowej, a jego bliskie związki z hitlerowską Trzecią Rzeszą wzbudziły kontrowersje.Żydzi amerykańscy i brytyjscy stworzyli w Niemczech nazistów w celu napuszczenia ich na Żydów komunistów. Rok 1937 r. w ZSRR spowodował, że to Ostjuden, z broni dostarczonej przez JDC, wymordowało Żydów komunistów i 42 tysiące Niemców. Naziści, stworzeni za dolary i funty, rozprawili się z Żydami zdrajcami. Polaków w ZSRR w roku 1937 mordowano z amerykańskiej broni dostarczonej przez JDC. Polaków wymordowano w celu ułatwienia przejścia przez Polskę przejętej Armii Czerwonej. Polaków zaczęto mordować od tych, co umieli posługiwać się bronią. Ludobójstwo w 1937 r. w ZSRR zostało usunięte z historii i nikt nie ma odwagi się tym zająć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) |
>> >Tu się z Tobą zgodzę jak dodasz: kto Niemcom zainstalował i sfinansował nazizm i Wehrmacht. . Pieniądze nie są celem tylko środkiem. . >Naziści, stworzeni za dolary i funty, rozprawili się z Żydami zdrajcami. . I tych nazistów należy nazywać zbrodniarzami, a nie ich usprawiedliwiać lub nazywać porządnymi ludźmi. . >Ludobójstwo w 1937 r. w ZSRR zostało usunięte z historii i nikt nie ma odwagi się tym zająć. > Wielu opisało już ten tzw. wielki terror. Choć prawdą jest, że wiele informacji pozostaje niejawnych. Ty zdajesz się operować zestawem takich informacji, ale nie uwiarygodniasz ich nie odpowiadając na pytania, które wynikają z tego co podajesz. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
> >Naziści, stworzeni za dolary i funty, rozprawili się z Żydami zdrajcami.> I tych nazistów należy nazywać zbrodniarzami, a nie ich usprawiedliwiać lub nazywać porządnymi ludźmi.> de.wikipedia.org/wiki/Deutsche_Operation_des_NKWDOperacja niemiecka, znana również jako operacja niemiecka NKWD, odnosi się do akcji przeprowadzonej przez Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (NKWD) w stalinowskim Związku Radzieckim, mającej na celu aresztowanie i mordowanie Niemców i obywateli pochodzenia niemieckiego . Operacja niemiecka była pierwszą akcją NKWD w ramach tzw. " operacji narodowych ".W 1937 r. Ostjuden, uzbrojone przez JDC, dokonało w ZSRR ludobójstwa celem przejęcia ZSRR. To byli zbrodniarze, ktorych spotkała kara wymierzona w odwecie. pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_polska_NKWD_(1937%E2%80%931938) Operacja polska NKWD - wymierzona przede wszystkim w Polaków tzw. operacja narodowościowa NKWD, popełniona na rozkaz Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR nr 00485 z dnia 11 sierpnia 1937, wydany przez ówczesnego komisarza ludowego NKWD Nikołaja Jeżowa, przeprowadzona na terytorium ZSRR w latach 1937-1938.Od 1 października 1936 do 1 listopada 1938 żydowskie NKWD aresztowało 1 565 041 osób z czego 681 692 skazano na karę śmierci. Rumuni aresztowani 8292 osoby, skazani na smierć 5439. Łotysze aresztowani 21300 rozstrzelano 16 575 Estończycy aresztowani 9735 rozstrzelano 7998 Finowie aresztowani 11066 rozstrzelano 9078 Irańczycy aresztowani 13297 rozstrzelani 2046 Afgańczycy aresztowani 1557 rozstrzelani 366 Grecy rozstrzelani 22000, Żydzi 10 tysięcy, Niemcy 42 tysiące, Polacy 111 tysięcy. Żydowskie NKWD po wewnętrznych bratobójczych mordach przeprowadziło operacje mordowania grup narodowościowych. Polaków w ZSRR wymordowano w celu ułatwienia przejścia przez Polskę przejętej Armii Czerwonej. NKWD kierował wtedy Żyd Lew Nikołajewicz Bielski. Operacją wymordowania oficerów Armii Czerwonej kierował Żyd Lew Zacharowicz Mechlis. Jak ktoś zabije katów, którzy wymordowali setki tysięcy ludzi, to jest zbrodniarzem ??www.alexanderyakovlev.org/fond/issues-doc/1011435Po przejęciu ZSRR w lutym 1941 roku ogłoszono mobilizację.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >W 1937 r. Ostjuden, uzbrojone przez JDC, dokonało w ZSRR ludobójstwa celem przejęcia ZSRR. >To byli zbrodniarze, ktorych spotkała kara wymierzona w odwecie. . Kiedy według Ciebie skończył się pogrom Żydów komunistów, a kiedy zaczął się i ile czasu trwał pogrom Żydów zdrajców, którymi byli owi Ostjuden, którzy to Ostjuden wymordowali komunistów? . >Jak ktoś zabije katów, którzy wymordowali setki tysięcy ludzi, to jest zbrodniarzem ?? . Mówimy o milionach ofiar. Jeśli uznać Ostjuden za katów, którzy dokonali w ZSRR ludobójstwa, to i tak nic nie powinno nas skłaniać do oczyszczania nazistów, którzy też byli katami, tyle, że wobec Ostjuden, a tych wyrżnięto ponad 5 milionów. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >>W 1937 r. Ostjuden, uzbrojone przez JDC, dokonało w ZSRR ludobójstwa celem przejęcia ZSRR. >>To byli zbrodniarze, ktorych spotkała kara wymierzona w odwecie. >. >Kiedy według Ciebie skończył się pogrom Żydów komunistów, a kiedy zaczął się i ile czasu trwał >pogrom Żydów zdrajców, którymi byli owi Ostjuden, którzy to Ostjuden wymordowali komunistów?
Pogrom Żydów komunistów i komunistów nie Żydów nie skończył się, wciąż trwa. W miejsce Ostjuden stworzono miliony Ostgojów. I tak skończyły się, dopiero teraz, czasy gdy rządzili nami Żydzi europejscy. Nastała epoka żydowskich zięciów skoligaconych z anglosaskimi Żydami.
>. >>Jak ktoś zabije katów, którzy wymordowali setki tysięcy ludzi, to jest zbrodniarzem ??. >. >Mówimy o milionach ofiar. Jeśli uznać Ostjuden za katów, którzy dokonali w ZSRR ludobójstwa, to i tak nic nie powinno nas skłaniać do oczyszczania nazistów, którzy też byli katami, tyle, że wobec Ostjuden, a tych wyrżnięto ponad 5 milionów. >.
Nazistów stworzyli i uzbroili Anglosasi, żeby wyrżnęli Żydów komunistów. Wtedy nikt nie zakładał, że będzie ludobójstwo w ZSRR w 1937 roku. Ci co kierowali ludobójstwem w ZSRR w 1937 roku nie przewidzieli, że anglosascy naziści wyrżną im Ostjuden. Po jednej i drugiej stronie decydujący głos mieli Żydzi. Obie operacje przeprowadzono bez korygujących działań propagandowych. Jedna centrala stworzyła dwie nienawiści skierowane w Żydów. Wtedy dokonano wyboru, który określił jak ma w przyszłości wyglądać Europa. Czy to ma być bankrutująca Ameryka czy obecne Chiny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kautilja (6858 punktów) | >>>W 1937 r. Ostjuden, uzbrojone przez JDC, dokonało w ZSRR ludobójstwa celem przejęcia ZSRR. >>>To byli zbrodniarze, ktorych spotkała kara wymierzona w odwecie. >>. >>Kiedy według Ciebie skończył się pogrom Żydów komunistów, a kiedy zaczął się i ile czasu trwał >pogrom Żydów zdrajców, którymi byli owi Ostjuden, którzy to Ostjuden wymordowali komunistów? . >Pogrom Żydów komunistów i komunistów nie Żydów nie skończył się, wciąż trwa. >W miejsce Ostjuden stworzono miliony Ostgojów. I tak skończyły się, dopiero teraz, czasy gdy rządzili nami Żydzi europejscy. Nastała epoka żydowskich zięciów skoligaconych z anglosaskimi Żydami. . Według mnie upraszczasz sprawę. Ale mimo to wciąż otwarte pozostaje pytanie, kto stoi naprzeciw Żydom anglosaskim? . >>>Jak ktoś zabije katów, którzy wymordowali setki tysięcy ludzi, to jest zbrodniarzem ??. >>. >>Mówimy o milionach ofiar. Jeśli uznać Ostjuden za katów, którzy dokonali w ZSRR ludobójstwa, to i tak nic nie powinno nas skłaniać do oczyszczania nazistów, którzy też byli katami, tyle, że wobec Ostjuden, a tych wyrżnięto ponad 5 milionów. >>. >Nazistów stworzyli i uzbroili Anglosasi, żeby wyrżnęli Żydów komunistów. Wtedy nikt nie zakładał, że będzie ludobójstwo w ZSRR w 1937 roku. Ci co kierowali ludobójstwem w ZSRR w 1937 roku nie przewidzieli, że anglosascy naziści wyrżną im Ostjuden. Po jednej i drugiej stronie decydujący głos mieli Żydzi. Obie operacje przeprowadzono bez korygujących działań propagandowych. Jedna centrala stworzyła dwie nienawiści skierowane w Żydów. . Skąd wiesz, że to była jedna centrala? . >Wtedy dokonano wyboru, który określił jak ma w przyszłości wyglądać Europa. >Czy to ma być bankrutująca Ameryka czy obecne Chiny. > Myślę, że my w Europie mamy mnogość stanowisk co do kierunku polityki. Co to w ogóle oznacza Europa? Czym ona jest, jak wygląda, jaki jest ten mityczny europejski interes? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
>Myślę, że my w Europie mamy mnogość stanowisk co do kierunku polityki.
Faktycznie, jedna polityka to korzystać z rosyjskiej bazy surowcowej a druga to wozić surowce statkami. Gomułka zakładał, że można na Polakach powtórzyć sukces symbiozy Żydów i Niemców. Do tego trafiło nam się jak ślepej kurze ziarno dostęp do radzieckiej bazy surowcowej. Napoleon i Hitler polegli w walce o przejęcie rosyjskiej bazy surowcowej. Nam ona spadła z nieba. Gomułka uważał, że trzeba przejąć resztkę Żydów niemeickich i to nas zbawi. Plan był genialny i sprawdzony wcześniej na Niemcach. Niestety na Polakach się nie sprawdził.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >>Myślę, że my w Europie mamy mnogość stanowisk co do kierunku polityki. . >Faktycznie, jedna polityka to korzystać z rosyjskiej bazy surowcowej a druga to wozić surowce statkami. >Gomułka zakładał, że można na Polakach powtórzyć sukces symbiozy Żydów i Niemców. Do tego trafiło nam się jak ślepej kurze ziarno dostęp do radzieckiej bazy surowcowej. Napoleon i Hitler polegli w walce o przejęcie rosyjskiej bazy surowcowej. Nam ona spadła z nieba. Gomułka uważał, że trzeba przejąć resztkę Żydów niemeickich i to nas zbawi. Plan był genialny i sprawdzony wcześniej na Niemcach. Niestety na Polakach się nie sprawdził. > A czy w Twoim rozumieniu Europy jest w niej miejsce na punkt widzenia Madrytu Lizbony i Rzymu? Jakie wyzwania stoją przed Oslo, a jakie przed Atenami? Dlaczego to Berlin ma ucieleśniać europejski interes? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
>Dlaczego to Berlin ma ucieleśniać europejski interes? >.
Dlatego, że Berlin zaatakowali Żydzi amerykańscy i brytyjscy. Gdyby Niemcy byli tyle warci co my, to by nimi się wysługiwali. Dzisiaj Żydzi amerykańscy i brytyjscy przeprowadzają atak na Chiny, dlaczego ?? Polak ma bronić tych, których Żydzi amerykańscy i brytyjscy leją.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | > >Dlaczego to Berlin ma ucieleśniać europejski interes?> >.> Dlatego, że Berlin zaatakowali Żydzi amerykańscy i brytyjscy.> Gdyby Niemcy byli tyle warci co my, to by nimi się wysługiwali.> Dzisiaj Żydzi amerykańscy i brytyjscy przeprowadzają atak na Chiny, dlaczego ??> Polak ma bronić tych, których Żydzi amerykańscy i brytyjscy leją.> Polak to ma bronić swojego interesu, a to nie jest łatwa sprawa gdy nie jest się mocarstwem a leży się między mocarstwami. Niektórzy mówią, że Polska leży w strefie zgniotu. .  .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) |
>Polak to ma bronić swojego interesu, a to nie jest łatwa sprawa gdy nie jest się mocarstwem a >leży się między mocarstwami. Niektórzy mówią, że Polska leży w strefie zgniotu. >. >
Polska nie leży w strefie jakiegoś zgniotu, co by oznaczało naszą bierność, tylko aktywnie wspiera i finansuje napaść Anglosasów na naszych sąsiadów. 8 stycznia 1918 roku 13 punkt tzw. planu "pokojowego" "wyzwolił" Polskę a ta "niepodległa" Polska już 22 listopada 1918 roku zalogowała się do wojny Anglosasów z symbiozą Żydów i Niemców, mordując Żydów we Lwowie. Teraz mamy identyczną sytuację. My sobie leżymy a z naszego konta biliony lądują na kontach fabryk wojen, Żydów amerykańskich. Ja sobie leżę i patrzę, jak żydowscy zięciowie polską kasę przelewają banderowcom, potomkom katów naszych dziadków i ojców. Wszyscy sobie leżymy i nic nie robimy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >>Polak to ma bronić swojego interesu, a to nie jest łatwa sprawa gdy nie jest się mocarstwem a >leży się między mocarstwami. Niektórzy mówią, że Polska leży w strefie zgniotu. >>. >> >Polska nie leży w strefie jakiegoś zgniotu, co by oznaczało naszą bierność, tylko aktywnie wspiera i finansuje napaść Anglosasów na naszych sąsiadów. >8 stycznia 1918 roku 13 punkt tzw. planu "pokojowego" "wyzwolił" Polskę a ta "niepodległa" Polska już 22 listopada 1918 roku zalogowała się do wojny Anglosasów z symbiozą Żydów i Niemców, mordując Żydów we Lwowie. >Teraz mamy identyczną sytuację. My sobie leżymy a z naszego konta biliony lądują na kontach fabryk wojen, Żydów amerykańskich. Ja sobie leżę i patrzę, jak żydowscy zięciowie polską kasę przelewają banderowcom, potomkom katów naszych dziadków i ojców. >Wszyscy sobie leżymy i nic nie robimy. . Leży w sensie jest umiejscowiona geograficznie. Zamieściłem mapkę, i gdybyś chwilę dłużej się jej przyjrzał to byś dostrzegł co oznacza ta "strefa jakiegoś zgniotu". Już Ci kiedyś pisałem, że wielu patrzyło i patrzy na mapę, ale nie umie z mapy czytać. Jak się patrzysz na światowy układ sił, to gdzie Polska jest w tym układzie umiejscowiona? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >to gdzie Polska jest w tym układzie umiejscowiona? >.
Tam gdzie ją sprzedadzą "wielcy" Polacy. Najlepszą okazją dla naszego narodu było, przyłączyć się do symbiozy Żydów i Niemców. Taka okazja już się nie powtórzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>to gdzie Polska jest w tym układzie umiejscowiona? >>. >Tam gdzie ją sprzedadzą "wielcy" Polacy. >Najlepszą okazją dla naszego narodu było, przyłączyć się do symbiozy Żydów i Niemców. >Taka okazja już się nie powtórzy. > Marudzisz. Z tego umiejscowienia można wiele wycisnąć. CPK potrzebne czy nie? Atom potrzebny czy nie? Nasza bomba atomowa potrzebna czy nie? Rozbudowa zdolności satelitarnych potrzebna czy nie? Zawsze można poprawić uchwyt. Nie ma sytuacji bez wyjścia, zawsze można coś wybrać, coś zmienić. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >Z tego umiejscowienia można wiele wycisnąć.
i się wyciska. Od 2025 do 2035 polskojęzyczna agentura u władzy wyciśnie 1,9 bln złotych na zakupy uzbrojenia i prowadzoną imeprialną wojnę przez Żydów amerykańskich. 600 lat trzeba, tylko na to, wyciskać poty przy wydobywaniu miedzi. Kolejne 2 bln zł to rosnące zadłużenie. Z kogoś trzeba wycisnąć te dwa bilony. Z kogo ??
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | >>Z tego umiejscowienia można wiele wycisnąć. . >i się wyciska. Od 2025 do 2035 polskojęzyczna agentura u władzy wyciśnie 1,9 bln złotych na zakupy uzbrojenia i prowadzoną imeprialną wojnę przez Żydów amerykańskich. >600 lat trzeba, tylko na to, wyciskać poty przy wydobywaniu miedzi. >Kolejne 2 bln zł to rosnące zadłużenie. Z kogoś trzeba wycisnąć te dwa bilony. >Z kogo ?? . Czyli według Ciebie zakup uzbrojenia to rzecz zbędna? A nie należy jednak sądzić, że to mimo wszystko inwestycja poprawiająca naszą pozycję? W moim rozumieniu sytuacji silna armia to silny atut. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | > W moim rozumieniu sytuacji silna armia to silny atut. >
Tak też wydawało się Żydowi Lwu Dawidowiczowi Bronsteinowi, jak zaczynał tworzyć Armię Czerwoną. W 1937 roku wymordowano mu oficerów a zrobili to jego rodacy Ostjuden, z broni dowiezionej przez JDC. Sam Bronstein musiał uciekać aż do Meksyku przed płatnymi mordercami, których na niego nasłali Żyd Naum Eitingon z żydowskim zięciem Pawłem Sudopłatowem. Niemcy też mieli silną armię, do której my nigdy nie dorównamy. W naszym interesie jest w czasie wojny, otwierać drzwi na przestrzał i z nikim nie walczyć. Nikomu nie wysadzać transportów z bronią, niech walczą ale u siebie. Mamy szeroki tor do Dąbrowy Górniczej, ja bym go przedłużył do Odry. Mamy tez wąski tor zachód wschód. Dla nas silnym atutem byłby bohater taki jakiego mają Czesi, Josef Švejk. Każdy kto się w Polsce zatrzyma, to po trzydziestu latach sam ucieknie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >> W moim rozumieniu sytuacji silna armia to silny atut. >> >Tak też wydawało się Żydowi Lwu Dawidowiczowi Bronsteinowi, jak zaczynał tworzyć Armię Czerwoną. >W 1937 roku wymordowano mu oficerów a zrobili to jego rodacy Ostjuden, z broni dowiezionej przez JDC. Sam Bronstein musiał uciekać aż do Meksyku przed płatnymi mordercami, których na niego nasłali Żyd Naum Eitingon z żydowskim zięciem Pawłem Sudopłatowem. . Ktoś jednak to dzieło, jakim była ta armia, przejął i zrobił z tego użytek. Układ Warszawski to świadectwo autonomii strategicznej bloku wschodniego. Kto tym kierował? . >Niemcy też mieli silną armię, do której my nigdy nie dorównamy. . Przede wszystkim Niemców było i jest więcej. To prawda, że dziś decyduje precyzja, ale nigdy nie należy bagatelizować wpływu na bieg zdarzeń jaki ma masa. . >W naszym interesie jest w czasie wojny, otwierać drzwi na przestrzał i z nikim nie walczyć. Nikomu nie wysadzać transportów z bronią, niech walczą ale u siebie. Mamy szeroki tor do Dąbrowy Górniczej, ja bym go przedłużył do Odry. Mamy tez wąski tor zachód wschód. >Dla nas silnym atutem byłby bohater taki jakiego mają Czesi, Josef Švejk. >Każdy kto się w Polsce zatrzyma, to po trzydziestu latach sam ucieknie. . A jak będziesz interpretował ewentualny atak dronów i rakiet na kraje bałtyckie? De facto byłoby to uderzenie w NATO. Polska znalazłaby się z automatu w wojnie z Rosją wg Ciebie, czy jeszcze nie? Jak interpretować działania poniżej progu wojny kinetycznej? Od kiedy zaczyna się ten próg, że mamy jasność co do tego w jakiej sytuacji żeśmy się znaleźli? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | thoters (224 punktów) | > Przede wszystkim Niemców było i jest więcej. To prawda, że dziś decyduje precyzja, ale nigdy >nie należy bagatelizować wpływu na bieg zdarzeń jaki ma masa.> ru.wikiped(*)нОвиŃEmmanuel Ionowicz Kwiring ( ur. 1 (13) września 1888 r . we Fresenthalu , powiat nowouzeński , gubernia samarska , Imperium Rosyjskie - zm. 26 listopada 1937 r . w Moskwie , RFSRR , ZSRR ) - radziecki mąż stanu. Przedstawiciel Niemców nadwołżańskich . Doktor ekonomii ( 1934 ). Rozstrzelany w czasie Wielkiego Terroru W 1937 r. w ZSRR Ostjuden, z broni dostarczonej przez JDC, zamordowało 42 tysiące Niemców. W 1937 r. w ZSRR wymordowano też 111 tysięcy Polaków w celu ułatwienia przejścia przez Polskę przejętej Armii Czerwonej. Potem do tego mordowania dołączono Polaków. Polak dołączył do tych co wymordowali w 1937 r. 42 tysiące Niemców i 111 tysiecy Polaków. Otumaniona masa może być używana do wszystkiego. > A jak będziesz interpretował ewentualny atak dronów i rakiet na kraje bałtyckie? De facto >byłoby to uderzenie w NATO. Polska znalazłaby się z automatu w wojnie z Rosją wg Ciebie, czy >jeszcze nie? Jak interpretować działania poniżej progu wojny kinetycznej? Od kiedy zaczyna się >ten próg, że mamy jasność co do tego w jakiej sytuacji żeśmy się znaleźli?> Polska już jest używana do wojny z Rosją. Rosja nie musi wysyłać wojska do ataku na bazy wojskowe Żydów amerykańskich w Polsce. Sytuacja nasza zmieni się w katastrofalną, jak Rosjanie przejmą złoża rud żelaza na Ukrainie. W tej chwili ponad 90% rud żelaza pochodzi od banderowców. Bez taniej: stali, nawozów i energii, z astronomicznym zadłużeniem to jest kwestia czasu jak zakończy się nasza wegetacja. Demokratyczna "władza" będzie robić wszsytko, żeby sprowokować Rosję do ataku, by potem płakać i żebrać o pomoc. Naszym największym wrogim jest czas. Czasu nie zatrzymasz. Prędzej czy później przyjdzie nam zapłacić rachunki żydowskiej proxy wojny. Najważniejsze to pozbyć się agentury.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kautilja (6858 punktów) | > >Przede wszystkim Niemców było i jest więcej. To prawda, że dziś decyduje precyzja, ale nigdy >nie należy bagatelizować wpływu na bieg zdarzeń jaki ma masa.> >> ru.wikiped(*)нОвиŃ> Emmanuel Ionowicz Kwiring ( ur. 1 (13) września 1888 r . we Fresenthalu , powiat nowouzeński , gubernia samarska , Imperium Rosyjskie - zm. 26 listopada 1937 r . w Moskwie , RFSRR , ZSRR ) - radziecki mąż stanu. Przedstawiciel Niemców nadwołżańskich . Doktor ekonomii ( 1934 ). Rozstrzelany w czasie Wielkiego Terroru . > W 1937 r. w ZSRR Ostjuden, z broni dostarczonej przez JDC, zamordowało 42 tysiące Niemców.> W 1937 r. w ZSRR wymordowano też 111 tysięcy Polaków w celu ułatwienia przejścia przez Polskę przejętej Armii Czerwonej. Potem do tego mordowania dołączono Polaków. Polak dołączył do tych co wymordowali w 1937 r. 42 tysiące Niemców i 111 tysiecy Polaków.> Otumaniona masa może być używana do wszystkiego.. Państwu średniemu takiemu jak Polska potrzebna jest armia w liczbie 250-300 tys. żołnierzy. Dobrze i mądrze uzbrojona powinna odgrywać rolę odstraszania. I poza tym mając takie zdolności otwieramy przed sobą nowe możliwości. . > >A jak będziesz interpretował ewentualny atak dronów i rakiet na kraje bałtyckie? De facto >byłoby to uderzenie w NATO. Polska znalazłaby się z automatu w wojnie z Rosją wg Ciebie, czy >jeszcze nie? Jak interpretować działania poniżej progu wojny kinetycznej? Od kiedy zaczyna się >ten próg, że mamy jasność co do tego w jakiej sytuacji żeśmy się znaleźli?> >> Polska już jest używana do wojny z Rosją. Rosja nie musi wysyłać wojska do ataku na bazy wojskowe Żydów amerykańskich w Polsce. Sytuacja nasza zmieni się w katastrofalną, jak Rosjanie przejmą złoża rud żelaza na Ukrainie. W tej chwili ponad 90% rud żelaza pochodzi od banderowców.> Bez taniej: stali, nawozów i energii, z astronomicznym zadłużeniem to jest kwestia czasu jak zakończy się nasza wegetacja. Demokratyczna "władza" będzie robić wszsytko, żeby sprowokować Rosję do ataku, by potem płakać i żebrać o pomoc. Naszym największym wrogim jest czas. Czasu nie zatrzymasz. Prędzej czy później przyjdzie nam zapłacić rachunki żydowskiej proxy wojny.> Najważniejsze to pozbyć się agentury.> Rozumiem, że według Ciebie gdy Rosjanie uderzą to znaczyć będzie, że zostali sprowokowani i ich działanie jest usprawiedliwione? Bazy amerykańskie nie stoją na wschodniej flance wbrew woli państw regionu. Tak więc ewentualne uderzenie na te bazy będzie jednoznaczne z uderzeniem na terytorium danego państwa, skutkiem czego jest wypowiedzenie wojny sojuszowi NATO. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | > skutkiem czego jest wypowiedzenie wojny sojuszowi NATO. > Tzw. sojusz NATO to banda stworzona po to by innych kolonizować i okradać w interesie Żydów amerykańskich. Nikt nigdy nie wypowiedział i nie wypowie im wojny. Ludzie się BRONIĄ przed tymi bandytami. Powodem powstania NATO było wymordowanie Żydów zdrajców. Żydzi amerykańscy po genialnym przejęciu ZSRR i Armii Czerwonej w 1937 r. nie przewidzieli, że im wymordują ich Żydów karbowych. Żydzi amerykańscy przejęli krwawo dzieło Żydów niemieckich. Przejęli ogromny teren i nagle stracili tych, co mieli w ich imieniu nim zarządzać. Żeby ponownie odzyskać ten teren stworzono tzw. NATO. NATO nikogo nie broni i nie będzie bronić. To jest geszeft żydowski i tylko interes Żydów amerykańskich się tu liczy. Ja nie zamierzam do tego geszeftu dokładać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >NATO nikogo nie broni i nie będzie bronić. To jest geszeft żydowski i tylko interes Żydów amerykańskich się tu liczy. . Nie podzielam takiego spojrzenia. Chociaż uważam, że w dużej mierze okaże się czym jest NATO jeśli Rosjanie uderzą pierwsi w kraje bałtyckie. I tak na marginesie to co zrobiła Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym w sprawie Armenii? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | > >NATO nikogo nie broni i nie będzie bronić. To jest geszeft żydowski i tylko interes Żydów amerykańskich się tu liczy.> .> Nie podzielam takiego spojrzenia. Chociaż uważam, że w dużej mierze okaże się czym jest NATO >jeśli Rosjanie uderzą pierwsi w kraje bałtyckie.> .Bałtowie tak samo jak my zawsze byli narzędziem Anglosasów. Mamy powtórkę z historii, ale o tym mogą pisać ci, co znają historię.ru.wikiped(*)D0ľĐ˝ŃиŃ_(1922) Konferencja Moskiewska w 1922 roku , poświęcona redukcji zbrojeń, odbyła się w dniach 2-12 grudnia. Uczestniczyły w niej m.in. RFSRR (inicjator), Polska , Estonia , Łotwa , Litwa i Finlandia.(...) Delegacje Polski, Łotwy, Estonii i Finlandii (Litwa miała spór terytorialny z Polską o Wileńszczyznę i dlatego zajęła szczególne stanowisko) skrytykowały plan sowiecki. Odrzuciły "materialne rozbrojenie", priorytetowo traktując kwestie polityczne. Próbując zmienić główny temat negocjacji - rozbrojenie - zaproponowały najpierw podpisanie paktu o nieagresji, spodziewając się odmowy ze strony delegacji radzieckiej. Strona sowiecka zgodziła się jednak na zawarcie paktu, ale tylko w ramach traktatu rozbrojeniowego.Anglosasi używają skundlonych nacji do realizacji swoich interesów, kosztem tych nacji. Można się z tego cieszyć i wegetować w nadziei, że kiedyś będzie lepiej. Nasi przodkowie nie mieli pojęcia co się dzieje, bo ich ogłupiła propaganda Watykanu. Wtedy Watykan manipulował szarymi komórkami naszych dziadków. Watykan wypowiedział wojnę Żydom niemieckim w 1925 roku. Papież Pius XI, 11 grudnia 1925 roku, wydał encyklikę "Quas primas" to była koncepcja wg której, to nie lud będzie rządził, tylko ich Chrystus. Dzisiaj Kościół już zmienił zdanie i jest za "wolą" otumanionego ludu. Wracając do tematu, Żydzi amerykańscy i brytyjscy chcą Rosji, po raz kolejny, udostępnić dojście do Bałtyku. Do tego są używani Bałtowie, którym zainstalowano, "demokratyczną władzę", która od razu ściągnęła wojska Żydów amerykanskich. Rosja, skolonizowanych przez żydowska agenturę Bałtów, wdepcze w ziemie i żadne NATO nie będzie bronić tej demokratycznej kolonii. Co najwyżej nałożą na Rosję 150 sankcję. A ta sankcja spowoduje finisz upadku przemysłu w Niemczech. Żydzi amerykańscy wrócili do swojej polityki z 1933 roku, kiedy zaczęli niszczyć Niemcy. Niemcy znaleźli się znowu w potrzasku i znowu zgłupieli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >Anglosasi używają skundlonych nacji do realizacji swoich interesów, kosztem tych nacji. >Można się z tego cieszyć i wegetować w nadziei, że kiedyś będzie lepiej. . Skundlony bo wybrał źle i zamiast z Rosją czy Chinami kuma się z "morzem". Zauważ, że tu chodzi o podmiotowość, o możliwość kierowania swoją egzystencją, i jeśli nie w pełni, bo i tak się zdarza, to przynajmniej w takiej mierze by zapewnić sobie przetrwanie. Każdemu o to chodzi. . >Wracając do tematu, Żydzi amerykańscy i brytyjscy chcą Rosji, po raz kolejny, udostępnić dojście do Bałtyku. Do tego są używani Bałtowie, którym zainstalowano, "demokratyczną władzę", która od razu ściągnęła wojska Żydów amerykanskich. Rosja, skolonizowanych przez żydowska agenturę Bałtów, wdepcze w ziemie i żadne NATO nie będzie bronić tej demokratycznej kolonii. >Co najwyżej nałożą na Rosję 150 sankcję. A ta sankcja spowoduje finisz upadku przemysłu w Niemczech. Żydzi amerykańscy wrócili do swojej polityki z 1933 roku, kiedy zaczęli niszczyć Niemcy. Niemcy znaleźli się znowu w potrzasku i znowu zgłupieli. > Czyli Polska, a za nią inni, ma nie reagować na uderzenie w Bałtów. Toż to strategia jedności NATO. A jak rosyjskie rakiety spadną na Białystok to również Polska ma nie reagować bo może skończyć jako wdeptana w ziemię bo przecież Rosja ma konwencjonalną i jądrową przewagę nad Polską. Paradoks całej tej sytuacji polega między innymi na tym, że może dojść do resetu z Rosją. Tyle, że uprzednio Rosja jeszcze raz rozepcha się w naszym regionie. Kto wie czy takiego interesu nie ubił Trump z Putinem na Alasce, że Rosja ma gwarancje USA, że te nie wejdą do wojny o Ukrainę i Bałtów, a Rosja w zamian nie będzie wsparciem dla Chin w przypadku gdyby wybuchła wojna USA z Chinami. Możliwe są różne scenariusze, i żadnego nie można wykluczyć. AfD może wygrać wybory w Niemczech i wtedy możliwa jest na przykład reaktywacja projektu Nord Stream. A być może będzie i tak, że AfD nie wygra a reaktywacja i tak będzie mieć miejsce? Są sprawy ważne i ważniejsze. Priorytety są różne w zależności od tego kogo dotyczy sytuacja. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >Skundlony bo wybrał źle i zamiast z Rosją czy Chinami kuma się z "morzem". Zauważ, że tu chodzi o podmiotowość, o możliwość kierowania swoją egzystencją, i jeśli nie w pełni, bo i tak się zdarza, to przynajmniej w takiej mierze by zapewnić sobie przetrwanie. Każdemu o to chodzi. >. Tu nikt niczego świadomie nie wybiera. Żyda Zelenskiego Ukraińcom zainstalowano zamachem stanu. Nie wiem jak Bałtom zainstalowano agenturę, gdzie ją szkolono i kto jest jej oficerem prowadzącym. Sytuacja się powtarza. Skundlone nacje się utrzymuje by szkodzić Rosji. To jest priorytetem a nie jakieś przetrwanie.
>Czyli Polska, a za nią inni, ma nie reagować na uderzenie w Bałtów. Toż to strategia jedności >NATO. A jak rosyjskie rakiety spadną na Białystok to również Polska ma nie reagować bo może >skończyć jako wdeptana w ziemię bo przecież Rosja ma konwencjonalną i jądrową przewagę nad >Polską.
ZSRR postawił na obronę swoich zasobów za pomocą broni atomowej. Car Mikołaj I Romanow w 1842 roku kazał zbudować kolej na szerszych torach jak w Europie, by chronić się przed inwazją z Zachodu. Jak chcesz to atakuj Rosję z Żydami amerykanskimi, ale beze mnie. Mam ponosić koszty, jakie mi zrobili żydowscy zięciowie ?? Ja nie mam ochoty przez 600 lat wywozić miedzi, żeby pokryć dziesięcioletnie koszty proxy wojny.
Priorytet jest jeden, ja mam mieć w tym interes.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6858 punktów) | >>Skundlony bo wybrał źle i zamiast z Rosją czy Chinami kuma się z "morzem". Zauważ, że tu chodzi o podmiotowość, o możliwość kierowania swoją egzystencją, i jeśli nie w pełni, bo i tak się zdarza, to przynajmniej w takiej mierze by zapewnić sobie przetrwanie. Każdemu o to chodzi. >>. >Tu nikt niczego świadomie nie wybiera. Żyda Zelenskiego Ukraińcom zainstalowano zamachem stanu. Nie wiem jak Bałtom zainstalowano agenturę, gdzie ją szkolono i kto jest jej oficerem prowadzącym. Sytuacja się powtarza. Skundlone nacje się utrzymuje by szkodzić Rosji. To jest priorytetem a nie jakieś przetrwanie. . Czyli kto według Ciebie powinien być sąsiadem Rosji? A kto Chin? Hegemon, czyli zachód pod przewodnictwem USA, mierzy się z Chinami i Rosją, gdzie stawką jest wygranie walki o duszę globalnego południa. Chiny i Rosja oraz globalne południe to podmioty aspirujące do miana motoru napędowego cywilizacji. Dlaczego mam stanąć po stronie pretendenta a nie urzędującego króla? . >>Czyli Polska, a za nią inni, ma nie reagować na uderzenie w Bałtów. Toż to strategia jedności >NATO. A jak rosyjskie rakiety spadną na Białystok to również Polska ma nie reagować bo może >skończyć jako wdeptana w ziemię bo przecież Rosja ma konwencjonalną i jądrową przewagę nad >Polską. . >ZSRR postawił na obronę swoich zasobów za pomocą broni atomowej. Car Mikołaj I Romanow w 1842 roku kazał zbudować kolej na szerszych torach jak w Europie, by chronić się przed inwazją z Zachodu. Jak chcesz to atakuj Rosję z Żydami amerykanskimi, ale beze mnie. Mam ponosić koszty, jakie mi zrobili żydowscy zięciowie ?? Ja nie mam ochoty przez 600 lat wywozić miedzi, żeby pokryć dziesięcioletnie koszty proxy wojny. . Nie widzę u nas zamiaru by chciano atakować Rosję. Problem polega na tym, że Ty nie dostrzegasz, iż są poza Anglosasami też inne mocarstwa. Jakie to ma skutki? Nie można według mnie prowadzić rzetelnej analizy gdy się nie dostrzega innych czynników wpływających na porządek międzynarodowy. Tymi czynnikami są imperializmy mocarstw kontynentalnych. . >Priorytet jest jeden, ja mam mieć w tym interes. > Nie Ty jeden. Ja też czegoś chcę i moje pytanie do Ciebie pozostaje w mocy. Dlaczego mam stanąć po stronie pretendenta a nie urzędującego króla? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | thoters (224 punktów) | >Dlaczego mam stanąć po stronie pretendenta a nie urzędującego króla?. > Bo jesteś biedny i głupi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kautilja (6858 punktów) | >>Dlaczego mam stanąć po stronie pretendenta a nie urzędującego króla?. >> >Bo jesteś biedny i głupi. > Co ma do zaoferowania biednemu i głupiemu ten nowy pretendent? .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>>-niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności', >>Przytoczę krótką listę naukowców i filozofów, którzy byli ateistami: Albert Einstein, Richard Feynman, Stephen Hawking, Niels Bohr, Maria Curie-Skłodowska, Paul Dirac, Pierre Curie, Edwin Hubble, Bertrand Russell, Sigmund Freud, Louis de Broglie, Jean Le Rond d'Alambert, Steven Weinberg, Richard Dawkins, John Nash, Noam Chomsky, Pierre Simon Laplace, Umberto Eco, Jean-Paul Sartre, Karol Marks, Friedrich Nietzsche, Albert Camus, Ludwig Feuerbach, i oczywiście Charles Robert Darwin. Oni otwarcie deklarowali ateizm. Czy zwróciłeś uwagę, że w większości na tej liście znaleźli się ci najwybitniejsi z wybitnych? [...] Do tej niekompletnej listy luminarzy nauki światowej dodam jeszcze niewielki wykaz polskich naukowców i filozofów deklarujących się również jako ateiści: Kazimierz Łyszczyński (od niego wypada zacząć), Stefan Banach, Jan Woleński, Jan Hartman, Tadeusz Kotarbiński, Bohdan Chwedończuk, Magdalena Środa, Bogusław Wolniewicz, Leopold Infeld, Alfred Tarski, Zbigniew Religa, Stanisław Lem, Aleksander Krawczuk, Helena Eilstein, Leszek Kołakowski (a może "tylko" agnostyk?), Stanisław M. Ulam, Zygmunt Bauman, Andrzej Dragan i Joanna Senyszyn. > Problem polega nie na tym, że byli to ludzie bezrozumni, tylko na tym, że "ateizm" to określenie negatywne, mówiące o tym, jakich przekonań człowiek nie ma, a nie o tym, jakie ma. Nic więc nie można wywnioskować z ateizmu na temat tego, jaki jest świat (nie licząc tego, że nie zawiera on Boga), ani co i dlaczego należy czynić (nie licząc tezy negatywnej, że religie są pod tym względem bez pokrycia). Ateizm więc to nie światopogląd, tylko klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych, podobnych jedynie w tym, że nie uznaje się w nich istnienia Boga. Człowiek rozumny nie ma więc żadnej gwarancji, że ateiści nie będą spierać się ze sobą z równą zaciekłością, jak ta, która jest właściwa wierzącym. Nie ma też żadnej gwarancji, że skoro religie są złem, brak religii jest dobrem (może być tak samo złem, albo złem jeszcze większym). Jednym słowem, powiedzieć o kimś, że jest ateistą, to zapewne powiedzieć, że nie będzie on palić ludzi na stosie z uwagi na ich przekonania religijne, ale czy to to samo, co powiedzieć, że ten człowiek nie będzie ich palić na stosie z innego powodu? Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji, to dlaczego go wybierać?
Jakoś mi się wymknęła Pana wypowiedź. Ale już ją mam. Postaram się jakoś odpowiedzieć, mam nadzieję, że rzeczowo i rozsądnie.
Najpierw krótka uwaga wstępna. Wykaz nazwisk ateistów: uczonych i filozofów wypisałem w odpowiedzi haishowi, który napisał (cytuję ponownie: >>>-niedoedukowani ateiści i agnostycy nie są w stanie uzmysłowić sobie tego co jest przyczyną ichniej 'niepełnej rozumności', Odpowiadam teraz haishowi i wszystkim tym, którzy myślą podobnie jak on: Ateiści nie są "niedoedukowani" jak twierdzi haish. Są pod tym względem mniej więcej tacy sami, jak teiści. W słowniku języka polskiego nie ma słowa "niedoedukowani" ("doedukować, doedukowanie"), to jest haish-słowo. Zresztą takie haishowe - czyli ni przypiął, ni przyłatał - jest większość tego, co on na forum pisze. Teraz przejdę do Pana wypowiedzi. Nie ukrywam, że odpowiedź była dla mnie trudna.
> Problem polega nie na tym, że byli to ludzie bezrozumni, tylko na tym, że "ateizm" to określenie negatywne, mówiące o tym, jakich przekonań człowiek nie ma, a nie o tym, jakie ma. Nic więc nie można wywnioskować z ateizmu na temat tego, jaki jest świat (nie licząc tego, że nie zawiera on Boga), ani co i dlaczego należy czynić (nie licząc tezy negatywnej, że religie są pod tym względem bez pokrycia).
Ponieważ Pana wypowiedź i moja odpowiedź dotyczą ateizmu, zacznę od przytoczenia definicji ateizmu ze Słownika filozofii Julii Didier: Ateizm -- to doktryna lub pogląd negujący wszelkie przedstawienie Boga osobowego i żywego. I na tym koniec, ani słowa więcej.
Na sam początek stawia Pan tezę, że "ateizm" to określenie negatywne. Zgadzam się, ocena trafna. Ale ateizm to jest brak wiary w Boga a nie zestaw pozytywnych twierdzeń. Rozumiem, że pisząc to miał Pan na myśli "słaby ateizm", czyli brak wiary Boga, a nie "twardy ateizm", czyli przekonanie, że Boga nie ma. Jeśli takie właśnie jest Pana założenie, to przyznaję Panu rację: ateizm nie jest "pełnym" światopoglądem. To przekonanie prowadzi to Pana do wniosku, że "z ateizmu nie można nic wnioskować o świecie, w jakim żyjemy, oraz moralności, jaką powinniśmy się kierować", za wyjątkiem tego, że Bóg nie istnieje a religie są pod tym względem bez pokrycia". A cóż chciałby Pan jeszcze wywnioskować z ateizmu czy też jego definicji (patrz definicja wyżej). Ateizm to negowanie wiary w Boga i jego istnienia - i to wszystko, nic więcej.
A zatem dość gładko przechodzi Pan od" "ateizm to określenie negatywne" (czyli nie zawiera pozytywnych twierdzeń) do: "z ateizmu nie można wnioskować jaki jest świat oraz co i dlaczego należy czynić". I tu według mnie pojawia się poważny problem. Nie jest tak, że brak jednego przekonania (w tym przypadku brak wiary w Boga) oznacza, "że w ogóle nic nie można powiedzieć". Dam przykład. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga (zostajemy przy "słabym ateizmie") na pewno nie będzie uzasadniał moralności Boskim nakazem (czyli strachem przed Bożym gniewem), ale może i na pewno będzie uzasadniał swoją moralność np. empatią, własnym rozumem, zgodnością z samym sobą, konsekwencjami prawnymi i czymś ewentualnie jeszcze. A zatem stawiam wniosek - zapewne inni zrobili to już przede mną - że ateizm (pogląd negatywny) nie daje sam od siebie żadnych treści, ale też nie ogranicza czy też nie blokuje ich tworzenia (innych, nowych).
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Elasp (6859 punktów) |
>A zatem dość gładko przechodzi Pan od" "ateizm to określenie negatywne" (czyli nie zawiera pozytywnych twierdzeń) do: "z ateizmu nie można wnioskować jaki jest świat oraz co i dlaczego należy czynić". >I tu według mnie pojawia się poważny problem. >Nie jest tak, że brak jednego przekonania (w tym przypadku brak wiary w Boga) oznacza, "że w ogóle nic nie można powiedzieć".
>Dam przykład. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga (zostajemy przy "słabym ateizmie") na pewno nie będzie uzasadniał moralności Boskim nakazem (czyli strachem przed Bożym gniewem), ale może i na pewno będzie uzasadniał swoją moralność np. empatią, własnym rozumem, zgodnością z samym sobą, konsekwencjami prawnymi i czymś ewentualnie jeszcze.
>A zatem stawiam wniosek - zapewne inni zrobili to już przede mną - że ateizm (pogląd negatywny) nie daje sam od siebie żadnych treści, ale też nie ogranicza czy też nie blokuje ich tworzenia (innych, nowych).
Jest to zgodne z tym, co powiedziałem, i właśnie na tym polega problem, albowiem każdy ateista pójdzie we wnioskach we własną stronę. Można więc podejrzewać, że spierać się będą oni o kierunek, tak samo, jak ludzie religijni spierali się o to, która religia jest właściwa.
Dodam, że przez ateizm rozumiałem albo brak stwierdzenia, że Bóg istnieje, albo stwierdzenie, że Bóg nie istnieje.
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . > Jest to zgodne z tym, co powiedziałem, i właśnie na tym polega problem, albowiem każdy ateista pójdzie we wnioskach we własną stronę. Można więc podejrzewać, że spierać się będą oni o kierunek, tak samo, jak ludzie religijni spierali się o to, która religia jest właściwa.- Myślałby kto, iż ateiści mają bardziej zróżnicowane poglądy od teistów? === Jeszcze nie spotkałem dwóch katolików, którzy by w tego samego Boga wierzyli, a aby sprawę wyostrzyć, to niech Pan porówna Boga przysłowiowej Kowalskiej z Bogiem dyskusji w Castel Gandolfo. Tego co prawda nie wiem, ale wydaje mi się, że panowie Elasp i Szarley też w innego Boga wierzą?
Panu Elaspowi proponowałem lekturę dwóch religioznawczych artykułów napisanych bardzo prostym językiem, a znacznie rozszerzających wiedzę, ale on poza apologetyczną literaturę dewocyjną nie wychodzi. Tu np. jest trochę o Bogu i bogach: - Bóg, bogowie, bóstwa, a tu trochę o najważniejszej dla judeochrześcijan książce: - Księga nad księgami.
Warto to przeczytać, już choćby po to, aby tak zupełnie bez sensu głupot tu nie pieprzyć, ale on dobrze wie, iż jemu nie jest to do niczego potrzebne, gdyż on depozyt na Prawdę otrzymał od Boga za pośrednictwem wielkich autorytetów, jak np. Karol Wojtyła i ksiądz katecheta. www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,672499#w672756.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Dam przykład. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga (zostajemy przy "słabym ateizmie") na pewno nie będzie uzasadniał moralności Boskim nakazem (czyli strachem przed Bożym gniewem), ale może i na pewno będzie uzasadniał swoją moralność np. empatią, własnym rozumem, zgodnością z samym sobą, konsekwencjami prawnymi i czymś ewentualnie jeszcze. A zatem stawiam wniosek - zapewne inni zrobili to już przede mną - że ateizm (pogląd negatywny) nie daje sam od siebie żadnych treści, ale też nie ogranicza czy też nie blokuje ich tworzenia (innych, nowych). >Jest to zgodne z tym, co powiedziałem, i właśnie na tym polega problem, albowiem każdy ateista pójdzie we wnioskach we własną stronę. Można więc podejrzewać, że spierać się będą oni o kierunek, tak samo, jak ludzie religijni spierali się o to, która religia jest właściwa.
Ludzie religijni spierali się o to, która religia jest właściwa i nadal się o to spierają. Ale też spierają się nadal o wiele innych rzeczy. Zajmę się wyłącznie chrześcijaństwem i wskażę szereg między nimi różnic.
(1) Stosunek do Pisma Świętego i tradycji. Katolicy i prawosławni uznają Pismo Święte i tradycję. Niektóre odmiany protestantyzmu uznają wyłącznie Pismo Święte, czyli sola scriptura.
(2) Kto ma prawo interpretować Biblię. Według katolików wyłącznie papież i sobory jako dwa podstawowe autorytety. W Kościele prawosławnym interpretacja należy do całego Kościoła jako wspólnoty. U protestantów każdy ma prawo interpretować Biblię tak, jak chce, ale to nie znaczy, że nie ma żadnych autorytetów.
(3) Stosunek do papieża. Kościół katolicki uznaje papieża jako najważniejszy autorytet w sprawach wiary. Kościół prawosławny szanuje papieża jako historycznie (!) ważnego patriarchę, ale nie uznaje jego zwierzchnictwa nad cały Kościołem, a więc również nad prawosławiem. Protestanci odrzucają papieża jako autorytet. Spór: czy istnieje jedna głowa Kościoła (widzialna).
(4) Stosunek do Eucharystii. Katolicy i prawosławni wierzą w realną przemianę chleba i wina. Protestanci reprezentują różne poglądy: duchowe, symboliczne, realna przemiana. Spór: realna rzeczywistość czy symbol.
(5) Chrzest. Katolicy i prawosławni: chrzest niemowląt. Protestanci: w większości chrzest dorosłych. Spór: czy wiara musi być świadoma.
(6) Kult Maryi i innych świętych. Katolicy i prawosławni czczą Maryję i świętych. Protestanci zazwyczaj orzucają kult świętych. Spór: czy modlitwa do świętych ma uzasadnienie.
(7) Co jest potrzebne do zbawienia. Katolicy i prawosławni: wiara, uczynki, łaska. Protestanci: wyłącznie wiara, czyli sola fide.
(8) Odłamy we wczesnym chrześcijaństwie (według: Epifaniusz z Salaminy, ok. 320-330 -- ok. 402-403, Panarion (pol. Apteczka), tom I: nazarejczycy, barboryci, karpokracjanie, ceryntianie, nazorejczycy, ebionici, walentynianie, marcjonici, gnostycy, dokeci, arianie, sabelianie, adopcjanie, symonianie, bazylidianie, nikolaici,... (tylko z tomu I). Ilość nienawiści, którą wzajemnie obdarzali się członkowie ww. odłamów wczesnego chrześcijaństwa, przekraczała wszelkie dopuszczalne normy. Doskonałym przykładem są wyżej wymienieni ebionici, którzy wyodrębnili się z gminy pierwotnej jeszcze w I wieku. Na początku ich przełożonym był Jakub, najstarszy z braci Jezusa, kolejnymi przełożonymi byli inni członkowie rodziny Jezusa (np. po Jakubie przełożony był Szymon, inny z braci Jezusa). Ebionici byli już w I wieku bezlitośnie prześladowani przez z jednej strony przez Żydów, zaś z drugiej katolików, co spowodowało, że przetrwali tylko do V wieku a już od wieku II pozostawali w ukryciu. Dlaczego katolicy ich aż tak nienawidzili? Ano dlatego, że ebionici doskonale wiedzieli kim Jezus był, a kim nie był i takiego Jezusa głosili. Oni wiedzieli, że Jezus był człowiekiem, wyłącznie człowiekiem, a nie Synem Bożym. Wiedzieli doskonale, że matką Jezusa była Maria a ojcem Józef, a nie żaden Duch Święty. Innymi słowy, doskonale wiedzieli, że Jezus został poczęty w wyniku cielesnego współżycia rodziców, a nie w jaki cudowny sposób. Z tego powodu byli niewygodni dla powstającej nowej doktryny o Jezusie i dlatego taki właśnie los ich spotkał. Kilka jeszcze zdań o ebionitach. Wierzyli wprawdzie w mesjanizm Jezusa, lecz twierdzili, że Bóg "adoptował" go dopiero w czasie chrztu czyniąc zeń swojego syna, niejako przybranego. Według nich Jezus był zwyczajnym człowiekiem odróżniającym się od innych ludzi jedynie wyjątkową prawością charakteru i bezwzględnym przestrzeganiem żydowskiego Prawa, którego nigdy się nie wyrzekł, dzięki czemu zasłużył sobie na boską adopcję.
(9) Różnice we współczesnym Kościele katolickim. W katolicyzmie istnieją pewne różnice, lecz nie naruszają wspólnej doktryny. Wymienię bez szczegółów: różne obrządki liturgiczne, nurty światopoglądowe, wspólnoty.
(10) Różne Kościoły protestanckie: luteranizm, kalwinizm, anglikanizm, a do tego jeszcze: baptyści, metodyści, zielonoświątkowcy, metodyści.
(11) Różne kościoły prawosławne. Jest tych kościołów cały ogrom: Różne patrirchaty starożytne, kościoły narodowe, kościoły autokefaliczne. Każdy Kościół jest samodzielny (czyli autokefaliczny), jest wspólnota oparta na wierze, nie ma papieża.
Zapraszam do rywalizacji. Proszę przez analogię przedstawić różnice w poglądach ateistów.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Ograniczę się więc do przypadku marksizmu i różnicy między rozmaitymi egzegezami filozofii Karola Marksa. Rozróżnienia podaję za "Wikipedią": 1) leninizm, 2) luksemburgizm, 3) komunizm rad, 4) trockizm, 5) marksizm-leninizm, 6) maoizm, 7) marksizm libertariański, 8) marksizm zachodni, 9) marksizm instrumentalny, 10) strukturalny, 11) neomarksizm, 12) szkoła frankfurcka, 13) marksizm feministyczny, 14) humanistyczny, 15) autonomistyczny, 16) analityczny, 17) brytyjska szkoła historyczna, 18) austromarksizm, 19) marksizm ortodoksyjny, 20) marksizm praktyczny, 21) deleonizm, 22) eurokomunizm, 23) postmarksizm. Pomijam w zestawieniu teologię marksistowską. Można by natomiast dodać rodzime odmiany marksizmu w postaci poznańskiej szkoły metodologicznej (J. Kmity) i scjentystycznej szkoły filozofii marksistowskiej (W. Krajewski). Można przypuszczać, że takich lokalnych odmian, nie uwzględnionych powyżej, było więcej. en.wikipedia.org/wiki/Marxist_schools_of_thought
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,956168#w958118> Ograniczę się więc do przypadku marksizmu i różnicy między rozmaitymi egzegezami filozofii Karola Marksa.- No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika? Czy naprawdę nie widzi Pan różnicy w Prawdzie, której są w posiadaniu i którą głoszą religie, od różnych ludzkich prób rozumienia rzeczywistości, z których żadna nie ma patentu na prawdę. Gdy zaczyna uważać, iż ma taki patent (np. komunizm, czy neoliberalizm) to staje się religią..
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | > .> www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,956168#w958118> > Ograniczę się więc do przypadku marksizmu i różnicy między rozmaitymi egzegezami filozofii Karola Marksa.> -> No i co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika?> Czy naprawdę nie widzi Pan różnicy w Prawdzie, której są w posiadaniu i którą głoszą religie, od różnych ludzkich prób rozumienia rzeczywistości, z których żadna nie ma patentu na prawdę. Gdy zaczyna uważać, iż ma taki patent (np. komunizm, czy neoliberalizm) to staje się religią. Można nie uważać, że ma się patent na prawdę, a zarazem uparcie trzymać się własnego zdania i odrzucać wszelką krytykę jako nieadekwatną. Można trzymać się kurczowo tego, co uważa się tylko za polegającą korekcie próbę zrozumienia rzeczywistości. Człowiek nauki może być równie uparty, jak człowiek religii. A i człowiek religii może być elastyczny i zmienny w swoich przekonaniach, jak tego dowodzą liczne przykłady zmiany wyznania, bardziej elastyczny niż np. niejeden zwolennik światopoglądu naukowego. Myślę więc, że niepotrzebnie miesza Pan psychologię przekonań z rodzajami przekonań, jak gdyby psychika "człowieka wierzącego" zasadniczo różniła się od psychiki "człowieka niewierzącego", albo nawet od psychiki pewnego rodzaju "niewierzących".
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . > Można nie uważać, że ma się patent na prawdę, a zarazem uparcie trzymać się własnego zdania i odrzucać wszelką krytykę jako nieadekwatną.- Ludzie są zdolni do wszelakich wygibasów intelektualnych: - Nie uważam, iż mam patent na prawdę, ale moje zdanie jest jedynie słusznym i nie podlegającym dyskusji.- > Człowiek nauki może być równie uparty, jak człowiek religii.- Tyle, iż tu zupełnie nie chodzi o charakter, a tylko i wyłącznie o postawę poznawczą. W nauce obowiązuje sceptycyzm i weryfikowalność wszelkich twierdzeń, zaś dogmaty religijne są niepodważalne. - > Myślę więc, że niepotrzebnie miesza Pan psychologię przekonań z rodzajami przekonań,Jakoś słabo interesują mnie Pańskie przemyślenia dopóty, dopóki nie stają się inspiracją do moich własnych. Wtedy dzielę się z nimi czytelnikami, którzy mają swobodę wyboru tego co ich przekonuje. > jak gdyby psychika "człowieka wierzącego" zasadniczo różniła się od psychiki "człowieka niewierzącego", albo nawet od psychiki pewnego rodzaju "niewierzących".- Różni się zasadniczo i o tym jest moja książka. .
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Zapraszam do rywalizacji. Proszę przez analogię przedstawić różnice w poglądach ateistów.> Ograniczę się więc do przypadku marksizmu i różnicy między rozmaitymi egzegezami filozofii Karola Marksa. Rozróżnienia podaję za "Wikipedią":> 1) leninizm, 2) luksemburgizm, 3) komunizm rad, 4) trockizm, 5) marksizm-leninizm, 6) maoizm, 7) marksizm libertariański, 8) marksizm zachodni, 9) marksizm instrumentalny, 10) strukturalny, 11) neomarksizm, 12) szkoła frankfurcka, 13) marksizm feministyczny, 14) humanistyczny, 15) autonomistyczny, 16) analityczny, 17) brytyjska szkoła historyczna, 18) austromarksizm, 19) marksizm ortodoksyjny, 20) marksizm praktyczny, 21) deleonizm, 22) eurokomunizm, 23) postmarksizm.> Pomijam w zestawieniu teologię marksistowską. Można by natomiast dodać rodzime odmiany marksizmu w postaci poznańskiej szkoły metodologicznej (J. Kmity) i scjentystycznej szkoły filozofii marksistowskiej (W. Krajewski). Można przypuszczać, że takich lokalnych odmian, nie uwzględnionych powyżej, było więcej.Przypomnę: Dyskusja dotyczy - najogólniej ujmując - różnic między ateizmem a teizmem. Tymczasem Pan wskazał różne odłamy marksizmu wskazując ogólnie na różnice między nimi. Nie kwestionuję, że jakieś różnice między tymi odłamami były, ale ateizm nie jest tożsamy z marksizmem (ani też odwrotnie), choć w historii bywały powiązane. Sięgnę do wielkiego słownika języka polskiego: Ateizm - pogląd zakładający, że Bóg nie istnieje. Komunizm[/b] - ideologia głosząca, że należy zbudować sprawiedliwe społeczeństwo bez podziałów klasowych, w którym wszystko będzie wspólną własnością, zaś dobro wspólne będzie ważniejsze niż interesy osób prywatnych. Przytoczone definicje jasno wskazują, że komunizm nie ma nic wspólnego z ateizmem. Fakt, w niektórych państwach komunistycznych (chodzi głównie o ZSRR oraz ChRL) władze państwowe promowały ateizm i ograniczały religię, co wynikało z założeń marksizmu, który traktował religię jako opium dla mas. To jednak nie oznacza, że ateizm jest tożsamy z komunizmem. Można być ateistą i nie mieć nić wspólnego z komunizmem (tak jak piszący te słowa i wielu innych). Można być komunistą i nie mieć nic wspólnego z ateizmem, chociaż klasyczny komunizm jest (był) raczej a- lub antyreligijny. Chodziło mi o to, by Pan wskazał różnice w poglądach ateistów a nie komunistów. Komunizm mnie nie interesuje. Niestety nie doczekałem się. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >>>Zapraszam do rywalizacji. Proszę przez analogię przedstawić różnice w poglądach ateistów.
Prosił Pan o analogię między pewnego rodzaju teizmem (chrześcijaństwem) a ateizmem. Dla większego stopnia analogii ograniczyłem się więc do pewnego rodzaju ateizmu, a mianowicie tego, jakim jest marksizm.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . Andrzej.51: Zapraszam do rywalizacji. Proszę przez analogię przedstawić różnice w poglądach ateistów.- > Prosił Pan o analogię między pewnego rodzaju teizmem (chrześcijaństwem) a ateizmem. Dla większego stopnia analogii ograniczyłem się więc do pewnego rodzaju ateizmu, a mianowicie tego, jakim jest marksizm.- Bardzo dawno temu podjąłem decyzję aby publicznie wypowiadać się tylko na tematy, w których mam jakąś - choćby minimalną wiedzę. Jaką Pan ma wiedzę na temat marksizmu? Dlaczego uznaje Pan go do "pewnego rodzaju ateizmu"? Czy każdy myśliciel, który odrzuca istnienie Boga jest ateistą? * Religia jest ogólną teorią tego świata, jego encyklopedycznym skrótem, jego logiką w popularnej formie, jego spirytualistycznym point d' honneur, jego entuzjazmem, jego sankcją moralną, jego uroczystym dopełnieniem, jego ogólną racją bytu i pocieszeniem. Jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości. Walka przeciw tej religii jest więc pośrednio walką przeciw owemu światu, którego duchowym aromatem jest religia.
Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków.
Religia jest opium ludu. - Ten opis nie dość, iż prawdziwy, to jeszcze wprost poetycki. racjonalista.tv/karol-marks-o-religii/= Nigdy, nikomu i w nic nie wierzę, ale za ateistę się nie uważam, gdyż przeczenie istnienia temu co nie istnieje - brak nawet najmniejszych naukowych przesłanek potwierdzających to istnienie - jest całkowicie nieracjonalnym. = "Katolicy maksiści" to pojęcie złożone, odnoszące się do nurtów próbujących łączyć społeczną wrażliwość marksizmu z wiarą chrześcijańską. Choć marksizm odrzuca religię, niektórzy katolicy czerpią z jego analizy kapitalizmu, stawiając na sprawiedliwość społeczną i pomoc ubogim.
= Przegląd od AI
Zjawisko łączenia marksizmu z katolicyzmem jest skomplikowane i z perspektywy doktrynalnej obu stron często uznawane za sprzeczne. Niemniej jednak, w historii filozofii i myśli społecznej pojawiały się próby dialogu, a nawet syntezy tych dwóch, wydawałoby się, wykluczających się światopoglądów.
Oto główne aspekty i przykłady tego zagadnienia:
Dialog "Marksiści i Katolicy" (Dialog Marksiści-Chrześcijanie): W latach 60. i 70. XX wieku, szczególnie w Polsce i we Włoszech, podejmowano próby dialogu. Postacie takie jak Tadeusz Jaroszewski zajmowały się perspektywami dialogu między marksistami a katolikami.
Przejście z Marksizmu na Katolicyzm (Alasdair MacIntyre): Przykładem intelektualisty, który przeszedł długą drogę od marksizmu do katolicyzmu, zachowując pewne elementy socjalistyczne w ramach katolickiej nauki społecznej, jest filozof Alasdair MacIntyre.
Teologia Wyzwolenia: W Ameryce Łacińskiej ruch teologii wyzwolenia próbował używać narzędzi analizy marksistowskiej do walki z ubóstwem, co spotkało się z krytyką ze strony Watykanu.
Chrześcijański Socjalizm: Niektórzy chrześcijanie uważają, że wartości sprawiedliwości społecznej są zbieżne z celami socjalizmu, jednakże oficjalny Kościół katolicki potępia ideologie ateistyczne i totalitarne związane z komunizmem.
Krytyka Marksizmu przez Kościół: Kościół katolicki tradycyjnie broni wartości, które marksizm atakował, postrzegając go jako zagrożenie dla rodziny, życia i wiary. Joseph Ratzinger (Benedykt XVI) zwracał uwagę na materializm i konflikt klasowy jako główne zagrożenia ideologii marksistowskiej.
Marksizm jako "Opium Ludu": Karol Marks uważał religię za "opium ludu", a prawdziwe szczęście ludu widział w zniesieniu religii.
Podsumowując, chociaż marksizm w swojej ortodoksyjnej formie jest ateistyczny, istniały próby dialogu oraz intelektualiści, którzy w swoim życiu łączyli elementy obu tych systemów myślowych, często przechodząc z jednego do drugiego.============= Ani świętej pamięci Marksowi, ani mnie ten epitet oczywiście nie przeszkadza. Można mnie ateistą epitetować, choć się nim nie czuję. .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,956168#w958077> Ateizm więc to nie światopogląd, tylko klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych, podobnych jedynie w tym, że nie uznaje się w nich istnienia Boga.Kolejna teza, którą Pan forsuje: "ateizm to zbiór sprzecznych światopoglądów". Pisze Pan dokładnie: "ateizm [...] klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych...". Zgoda, przyznaję rację. Są różne ateizmy: praktyczny, teoretyczny, naukowy, głośny ostatnio nowy ateizm, czytałem kiedyś o ateizmach eksplicytnym i implicytnym, nihilizm i być może coś jeszcze. Skoro - jak Pan jasno sugeruje - jest to wadą ateizmu, to przecież wśród ludzi religijnych występuje analogiczna wada: ludzie wyznają różne religie - wystarczy wspomnieć m.in. trzy religie monoteistyczne, do tego inne religie, a ponadto wśród przykładowo chrześcijan są najogólniej ujmując katolicy, protestanci i prawosławni. W zatem, tak jak nie ma jednej ateistycznej doktryny, tak nie ma również jednej chrześcijańskiej (a bardziej ogólnie jednej teistycznej) doktryny. A zatem ta ateistyczna różnorodność to cecha ludzi a nie ateizmu, tak jak teistyczna różnorodność jest przez analogię cechą ludzi a nie teizmu, nie można jej zatem zarzucać wyłącznie ateizmowi lub - szerzej - zarzucać w ogóle różnym "ideologiom". Krótka jeszcze uwaga odnośnie tych "sprzecznych światopoglądów" na łonie ateizmu. Wiara w Polsce kojarzy się z wiarą chrześcijańską, trudno ją więc tutaj zupełnie pomijać. Zmierzam do tego, że ilość sprzeczności różnie rozumianych, z jakimi mamy do czynienia w świętej księdze chrześcijaństwa, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, jest niemożliwa do policzenia. Ilość ta jest tak wielka, że sprzeczności z jakimi mamy do czynienia w odmianach ateizmu, jest wręcz nieporównywalnie mniejsza od tych z Biblii. > Człowiek rozumny nie ma więc żadnej gwarancji, że ateiści nie będą spierać się ze sobą z równą zaciekłością, jak ta, która jest właściwa wierzącym. Nie ma też żadnej gwarancji, że skoro religie są złem, brak religii jest dobrem (może być tak samo złem, albo złem jeszcze większym). Jednym słowem, powiedzieć o kimś, że jest ateistą, to zapewne powiedzieć, że nie będzie on palić ludzi na stosie z uwagi na ich przekonania religijne, ale czy to to samo, co powiedzieć, że ten człowiek nie będzie ich palić na stosie z innego powodu? Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji, to dlaczego go wybierać?Kwestia gwarancji. Pisze Pan, że skoro ateizm nie daje gwarancji dobra, to po co go wybierać. W moim przekonaniu jest to niewłaściwe kryterium wyboru przekonań. Ludzie z reguły wybierają przekonania nie dlatego, że są gwarancją dobra, że są gwarancją moralności, lecz dlatego, że uważają je za prawdziwe lub lepiej uzasadnione, tożsame z czyimś światopoglądem. Nie odrzuca się jakiejś teorii naukowej dlatego, że nie jest gwarancją dobra, lecz dlatego, że jest fałszywa, bądź słabo uzasadniona. Kolejny problem, który dostrzegam w Pana wypowiedzi, to swego rodzaju konfrontacja religii z jednej strony i ateizmu z drugiej w kwestii skutków społecznych ("dobro" - "zło") jakie powodują lub powodować mogą. Religia i ateizm same nie powodują ani dobra, ani zła. To problem dość obszerny. Bez wątpienia realne skutki ("dobro" - "zło") są zależne również od ideologii, kultury, celów, korzyści możliwych do osiągnięcia, ewentualnie czegoś jeszcze). To tak, jakby powiedzieć: "Brak medycyny może być tak samo zły jak zła medycyna". Niby prawda, ale niewiele z niej wynika. Kolejny argument, który Pan wysuwa, to kwestia przemocy (ludzie paleni na stosach): ateista może nie palić (nie pali, nie będzie palić) ludzi z uwagi na religię, ale może to czynić z zupełnie innego powodu. Oczywiście, jest to prawda, ale w niczym nie odróżnia ateizmu od religii. Każda ideologia może być nadużywana, wykorzystywana w złym kierunku. I wreszcie pytanie końcowe, jak gdyby podsumowujące rozumowanie (analizę), którą Pan przedstawił: "Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji (jest oczywiste o jaką gwarancję chodzi), to dlaczego go wybierać? To pytanie - jak sądzę - jest niezbyt trafne. Zakłada bowiem - widzę to wyraźnie w tle tego pytania - że ateizm wybiera się ot tak, bez przemyśleń - tak na wzór wyboru dania w restauracji lub lodów w lodziarni - na tydzień, może dwa. Z tym się nie zgadzam. Przecież wybór ateizmu, to wynik własnych przemyśleń, przeczytanych książek, analizy argumentów na istnienie Boga, rozmów z rodziną i przyjaciółmi i wreszcie z oceny argumentów "za i przeciw", to "coś" na wzór wyboru partnera/partnerki na całe życie, a nie wyboru kotleta schabowego i lodów na deser. Ateizm to odpowiedź negatywna (przecząca) na pytanie "czy istnieje Bóg?", a nie wybór moralności czy sensu życia. Jeśli miałbym dokonać krótkiej ocen tego, co Pan napisał, to brzmiałaby ona: "Niewątpliwie Pana tekst trafnie zauważa, że ateizm sam w sobie, bez żadnych dodatków i tego, co dookoła, nie jest pełnym światopoglądem, ale bezpodstawnie oczekuje Pan od niego tego, czym on - z samej definicji - po prostu nie jest". Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>A zatem ta ateistyczna różnorodność to cecha ludzi a nie ateizmu, tak jak teistyczna różnorodność jest przez analogię cechą ludzi a nie teizmu, nie można jej zatem zarzucać wyłącznie ateizmowi lub - szerzej - zarzucać w ogóle różnym "ideologiom".
Dobrze, ale to ludzie działają i to ludzie moga wyrządzić mi krzywdę, więc to, że ateizm nie działa nie zmienia w istotny sposób postaci rzeczy.
>Krótka jeszcze uwaga odnośnie tych "sprzecznych światopoglądów" na łonie ateizmu. >Wiara w Polsce kojarzy się z wiarą chrześcijańską, trudno ją więc tutaj zupełnie pomijać. Zmierzam do tego, że ilość sprzeczności różnie rozumianych, z jakimi mamy do czynienia w świętej księdze chrześcijaństwa, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, jest niemożliwa do policzenia. Ilość ta jest tak wielka, że sprzeczności z jakimi mamy do czynienia w odmianach ateizmu, jest wręcz nieporównywalnie mniejsza od tych z Biblii.
Należałoby porównać sprzeczności w Biblii ze sprzecznościami np. między (ateistycznym) komunizmem a (ateistycznym) liberalizmem wolnorynkowym. Dwaj ateiści, komunista i liberał, pomimo że są ateistami, gotowi utopić przeciwnika w łyżce wody. Jedni są prześladowani w krajach liberalnych, drudzy w komunistycznych. A nawet nie tylko prześladowani, ale i zabijani.
>Kwestia gwarancji. >Pisze Pan, że skoro ateizm nie daje gwarancji dobra, to po co go wybierać. W moim przekonaniu jest to niewłaściwe kryterium wyboru przekonań. Ludzie z reguły wybierają przekonania nie dlatego, że są gwarancją dobra, że są gwarancją moralności, lecz dlatego, że uważają je za prawdziwe lub lepiej uzasadnione, tożsame z czyimś światopoglądem. Nie odrzuca się jakiejś teorii naukowej dlatego, że nie jest gwarancją dobra, lecz dlatego, że jest fałszywa, bądź słabo uzasadniona.
Bardzo ryzykowna teza. Wynika z niej, że ludzkie przekonania moralne są przyjmowane przypadkowo - albo wcale.
>Kolejny problem, który dostrzegam w Pana wypowiedzi, to swego rodzaju konfrontacja religii z jednej strony i ateizmu z drugiej w kwestii skutków społecznych ("dobro" - "zło") jakie powodują lub powodować mogą. >Religia i ateizm same nie powodują ani dobra, ani zła. To problem dość obszerny. Bez wątpienia realne skutki ("dobro" - "zło") są zależne również od ideologii, kultury, celów, korzyści możliwych do osiągnięcia, ewentualnie czegoś jeszcze). To tak, jakby powiedzieć: "Brak medycyny może być tak samo zły jak zła medycyna". Niby prawda, ale niewiele z niej wynika.
Mogę przeformułować tezę co do gwarancji tak, by wyraźnie dotyczyła ateistów, a nie ateizmu. Jeżeli na wyspie K żyją ludzie, o których Pan wie tylko to, że są katolikami, a na wyspie A ludzie, o których Pan wie tylko to, że są ateistami, to na której z tych wysp wolałby Pan wylądować, będąc rozbitkiem na morzu? Proszę o szczerą odpowiedź.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Krótka jeszcze uwaga odnośnie tych "sprzecznych światopoglądów" na łonie ateizmu. >Wiara w Polsce kojarzy się z wiarą chrześcijańską, trudno ją więc tutaj zupełnie pomijać. Zmierzam do tego, że ilość sprzeczności różnie rozumianych, z jakimi mamy do czynienia w świętej księdze chrześcijaństwa, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, jest niemożliwa do policzenia. Ilość ta jest tak wielka, że sprzeczności z jakimi mamy do czynienia w odmianach ateizmu, jest wręcz nieporównywalnie mniejsza od tych z Biblii.
Dodam jeszcze, że przy pewnych interpretacjach chrześcijaństwa sprzeczności tych (prznajmniej w Nowym Testamencie) nie ma. Przykładem rozumienie proponowane przez Johna Locke'a w "Rozumności chrześcijaństwa" (1695). W tamtym roku ukazało się polskie tłumaczenie tej pracy.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Wiara w Polsce kojarzy się z wiarą chrześcijańską, trudno ją więc tutaj zupełnie pomijać. Zmierzam do tego, że ilość sprzeczności różnie rozumianych, z jakimi mamy do czynienia w świętej księdze chrześcijaństwa, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie, jest niemożliwa do policzenia. Ilość ta jest tak wielka, że sprzeczności z jakimi mamy do czynienia w odmianach ateizmu, jest wręcz nieporównywalnie mniejsza od tych z Biblii.> Dodam jeszcze, że przy pewnych interpretacjach chrześcijaństwa sprzeczności tych (prznajmniej w Nowym Testamencie) nie ma. Przykładem rozumienie proponowane przez Johna Locke'a w "Rozumności chrześcijaństwa" (1695).Niezupełnie tak, jak Pan pisze. John Locke głosił, że przy odpowiednim czy też właściwym rozumieniu (interpretacji) Nowego Testamentu sprzeczności nie tyle znikają, ile tracą na znaczeniu. A to jest duża różnica. Poza tym otwarte pozostaje pytanie, w czyjej ocenie te sprzeczności aż tak się marginalizują. J. Locke nie pisał o wszystkich sprzecznościach w Nowym Testamencie. Interesowały go wyłącznie sprzeczności doktrynalne, czyli przykładowo: (1) czy prawo Mojżeszowe nadal obowiązuje, czy też zostało zniesione lub zawieszone, (2) jaki obraz Jezusa dominuje w księgach Nowego Testamentu: Jezus ludzki czy Boski, (3) czy człowiek zostaje usprawiedliwiony wyłącznie przez wiarę, czy też coś jeszcze o tym decyduje, np. uczynki; nie zaś te dotyczące: (a) ilości kobiet, które przyszły do grobu Jezusa, (b) ostatnich słów Jezusa na krzyżu lub (c) tego, co zmartwychwstały Jezus polecił apostołom. Mój komentarz: Być może rzeczywiście Locke uważał, że przy odpowiednik kącie patrzenia różnice doktrynalne stają się nieistotne, bo przykładowo są efektem nadinterpretacji, są pochodną doktryn rozwijanych przez teologów na przestrzeni setek lat, lub wreszcie wyrażają odmienny styl pisania autora księgi. Tego nie wiem, ale załóżmy, że taka właśnie opinia wynikała z jego analiz i przemyśleń. Możliwe jednak, że było inaczej. Tego też nie wiem. Locke w młodości studiował m.in. teologię. Był chrześcijaninem i pisał m.in. chrześcijańskie traktaty, a konkretnie Vindications of the Reasonableness of Christianity ( Potwierdzenie racjonalności chrześcijaństwa), A Paraphrase and Notes on the Epistles of St. Paul ( Parafraza i uwagi do Listów św. Pawła oraz wspomniany The reasonableness of christianity as delivered in the scriptures, wydany w języku polskim pod tytułem Rozumność chrześcijaństwa zgodnie z treścią Pisma. W jednym z traktatów przedstawił wczesne chrześcijaństwo jako religię bliską ludzkiemu sercu. Jego poglądy bliskie były racjonalizmowi religijnemu (? - nie potrafię tego ocenić). Biblia - a dokładniej Nowy Testament - to dla niego największy autorytet, do którego często się odwoływał. Próżne byłoby doszukiwanie się w tym co pisał krytyki Biblii (przecież Sola scriptura), np. oficjalnego głoszenia czy też akcentowania rozlicznych sprzeczności w Nowym Testamencie. Chrześcijańscy autorzy nie zwykli tego czynić, co potrafię poprzeć przykładami. A to, co naprawdę myślał, być może zabrał ze sobą do grobu. Znam książki i artykuły wielu polskich księży dotyczące najogólniej pisząc Nowego Testamentu. Jest wśród nich praca dotycząca apostoła Pawła z Tarsu. > W tamtym roku ukazało się polskie tłumaczenie tej pracy.Tak, wiem o tym od kilku miesięcy. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
> > W tamtym roku ukazało się polskie tłumaczenie tej pracy.> Tak, wiem o tym od kilku miesięcy. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.> > Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teologDobrze, ale czy przeczytał Pan tę książkę? Jeżeli nie, proponuję wrócić do tematu odpowiednio później. Autor zastanawia się, co jest koniecznym elementem chrześcijaństwa. Można powiedzieć, że interesuje go chrześcijaństwo "minimalne" i z jego analiz wynika, że jest ono zgodne z rozumem (a zatem i niesprzeczne). Chrześcijanin może więc (ale nie musi) wyjść poza to minimum w swoich przekonaniach. W ten sposób pojawiają się siłą rzeczy różnice w wyznaniach. Nie są one jednak istotne dla chrześcijaństwa. W szczególności wszystkie wskazane przez Pana sprzeczności są nieistotne.
|
|
| | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | .
>Dobrze, ale czy przeczytał Pan tę książkę? Jeżeli nie, proponuję wrócić do tematu odpowiednio później. Autor zastanawia się, co jest koniecznym elementem chrześcijaństwa. Można powiedzieć, że interesuje go chrześcijaństwo "minimalne" i z jego analiz wynika, że jest ono zgodne z rozumem (a zatem i niesprzeczne). Chrześcijanin może więc (ale nie musi) wyjść poza to minimum w swoich przekonaniach. W ten sposób pojawiają się siłą rzeczy różnice w wyznaniach. Nie są one jednak istotne dla chrześcijaństwa. W szczególności wszystkie wskazane przez Pana sprzeczności są nieistotne. - Koniec XVII wieku. Facet dowodzi:
"Rozumność chrześcijaństwa" (1695) Johna Locke'a to kluczowe dzieło, w którym filozof dowodzi, że chrześcijaństwo jest zgodne z rozumem, a jego istotą jest wiara w mesjanizm Jezusa. Locke postuluje uproszczenie doktryny do prawd zawartych w Piśmie, odrzucając skomplikowane dogmaty na rzecz wiary w Jezusa jako Mesjasza.
Locke podkreślał, że chrześcijaństwo wymaga od człowieka wiary w mesjanizm, co było silnie osadzone w historii świętej, od Adama do Sądu Ostatecznego.
Pytaniem tu jest nie dowodzenie, ale dowód. Czy facet czegokolwiek tu (w swojej książce) dowiódł? Jeżeli tak to proszę o te "dowody"?
Wierzyć można we wszystko liczba bzdur, w które różni ludzie wierzą jest niepoliczalną, a do tego trzeba dołożyć "nie bzdury". .
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>Pytaniem tu jest nie dowodzenie, ale dowód. Czy facet czegokolwiek tu (w swojej książce) dowiódł? Jeżeli tak to proszę o te "dowody"?
Może Pan sięgnąć do samej książki aby zapoznać się z tym dowodzeniem i samemu je ocenić. Dowodzi się tam, na podstawie analizy Nowego Testamentu, co stanowi istotny (a właściwie: jedyny) element nauki Jezusa, w który należy wierzyć. Wskazuje się także, że zbawienie nie jest rezultatem samej tej wiary, ale również postępowania zgodnego z moralnym naukami Jezusa, pokrywajacymi się w istocie z prawem naturalnym. Pokazuje się także, że nauczanie moralne Jezusa jest jedynym pewnym i pełnym wykładem prawa naturalnego.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) |
- >Może Pan sięgnąć do samej książki aby zapoznać się z tym dowodzeniem i samemu je ocenić. - Wiem, iż mogę, tyle tylko, iż książek jest miliony, o ile nie miliardy i wszystkich przeczytać się nie da. Ja przeczyłem małą bibliotekę i nadal czytam, choć z pełną świadomością, iż to tylko ułamek z tych, które powinienem przeczytać.
- >Dowodzi się tam, na podstawie analizy Nowego Testamentu, co stanowi istotny (a właściwie: jedyny) element nauki Jezusa, w który należy wierzyć. Wskazuje się także, że zbawienie nie jest rezultatem samej tej wiary, ale również postępowania zgodnego z moralnym naukami Jezusa, pokrywajacymi się w istocie z prawem naturalnym. Pokazuje się także, że nauczanie moralne Jezusa jest jedynym pewnym i pełnym wykładem prawa naturalnego. - Z tych przeczytanych to wiem, iż różni ludzie różnych rzeczy dowodzili i jest mała w tym grupa, którzy czegoś dowiedli. Wszyscy po stronie nauki.
= Niedawno dostałem od młodszego kolegi zredagowaną przez niego książkę.
Kościół dogmatów i tradycji
W której prof. Jan Grodzicki dowodzi, iż Kościołowi katolickiemu nie można ufać w sprawach interpretacji Biblii.
= Popularnonaukowe studium polemiczno-apologetyczne, w którym skoncentrowano się na zagadnieniach ważnych dla teologii katolickiej oraz protestanckiej, a szczególnie adwentystycznej. Dzieło w oparciu o Katechizm Kościoła katolickiego prezentuje doktrynę wiary katolicyzmu w porównaniu z nauką Pisma Świętego. Ukazuje także historyczną drogę, która doprowadziła do przerostów dogmatyczno-liturgicznych w Kościele katolickim. Publikacja będąca pracą zbiorową jest drugim, poprawionym oraz zaktualizowanym wydaniem "Kościoła dogmatów i tradycji".
Książka składa się z części:
Wyznanie wiary Sakramenty Antropologia biblijna i teologiczna Rzeczy ostateczne Maria: Matka Chrystusa, Matka Kościoła Formy kultu Dzień święty Hierarchiczność Kościoła Świętość, powszechność i apostolskość Kościoła. Publikacja ta przeznaczona jest dla szerokich rzesz czytelników interesujących się sprawami religioznawczymi i ekumenicznymi. Może uchodzić za próbę merytorycznego oraz wolnego od stereotypów poznania istoty katolicyzmu. Książka zawiera indeksy: rzeczowy, postaci, nazw geograficznych. Ponad 400 pozycji bibliograficznych.
>Pokazuje się także, że nauczanie moralne Jezusa jest jedynym pewnym i pełnym wykładem prawa naturalnego. - Autor w niej dowodzi, iż Kościół katolicki biblijnym zapisami manipuluje. Przeczytał Pan tą książkę?
>Może Pan sięgnąć do samej książki aby zapoznać się z tym dowodzeniem i samemu je ocenić. .
.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >- >>Może Pan sięgnąć do samej książki aby zapoznać się z tym dowodzeniem i samemu je ocenić. >- >Wiem, iż mogę, tyle tylko, iż książek jest miliony, o ile nie miliardy i wszystkich przeczytać się nie da. Ja przeczyłem małą bibliotekę i nadal czytam, choć z pełną świadomością, iż to tylko ułamek z tych, które powinienem przeczytać. >- >>Dowodzi się tam, na podstawie analizy Nowego Testamentu, co stanowi istotny (a właściwie: jedyny) element nauki Jezusa, w który należy wierzyć. Wskazuje się także, że zbawienie nie jest rezultatem samej tej wiary, ale również postępowania zgodnego z moralnym naukami Jezusa, pokrywajacymi się w istocie z prawem naturalnym. Pokazuje się także, że nauczanie moralne Jezusa jest jedynym pewnym i pełnym wykładem prawa naturalnego. >- >Z tych przeczytanych to wiem, iż różni ludzie różnych rzeczy dowodzili i jest mała w tym grupa, którzy czegoś dowiedli. Wszyscy po stronie nauki. >= >Niedawno dostałem od młodszego kolegi zredagowaną przez niego książkę. >Kościół dogmatów i tradycjiW której prof. Jan Grodzicki dowodzi, iż Kościołowi katolickiemu nie można ufać w sprawach interpretacji Biblii.
"Quaelibet ecclesia sibi orthodoxa est". Książki nie znam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . Pytaniem tu jest nie dowodzenie, ale dowód. Czy facet czegokolwiek tu (w swojej książce) dowiódł? Jeżeli tak to proszę o te "dowody"?
>Może Pan sięgnąć do samej książki aby zapoznać się z tym dowodzeniem i samemu je ocenić. Dowodzi się tam, na podstawie analizy Nowego Testamentu, co stanowi istotny (a właściwie: jedyny) element nauki Jezusa, w który należy wierzyć. Wskazuje się także, że zbawienie nie jest rezultatem samej tej wiary, ale również postępowania zgodnego z moralnym naukami Jezusa, pokrywajacymi się w istocie z prawem naturalnym. Pokazuje się także, że nauczanie moralne Jezusa jest jedynym pewnym i pełnym wykładem prawa naturalnego.
= >"Quaelibet ecclesia sibi orthodoxa est".
= Przegląd od AI
To zdanie pochodzi z dzieła Johna Locke'a pt. "List o tolerancji" (Epistola de tolerantia), napisanego w 1685 roku (opublikowanego w 1689).
Pełny fragment brzmi:
"Quaelibet ecclesia sibi orthodoxa est, aliis erronea, vel haeretica; siquidem quae credit vera esse credit, quae in diversum abeunt erroris damnat."
Tłumaczenie:
"Każdy kościół jest prawowierny (ortodoksyjny) sam dla siebie, a dla innych błędny lub heretycki; ponieważ uważa za prawdę to, w co wierzy, a to, co jest odmienne, potępia jako błąd".
Kontekst i znaczenie:
Subiektywizm wyznaniowy: Locke zauważa, że każda wspólnota religijna uważa się za jedyną posiadającą prawdę objawioną.
Argument za tolerancją: Skoro nie ma ziemskiego, bezstronnego sędziego (ani w Konstantynopolu, ani nigdzie indziej), który mógłby autorytatywnie rozstrzygnąć, który kościół ma rację, siłowe narzucanie wiary jest pozbawione podstaw.
Decyzja należy do Boga: Locke konkluduje, że rozstrzygnięcie sporów religijnych należy tylko do "najwyższego sędziego wszystkich ludzi" (Boga).
Zdanie to jest kluczowym argumentem filozoficznym Locke'a przeciwko prześladowaniom religijnym i za rozdziałem kościoła od państwa.
- > Książki nie znam. - No to o czym chciałby tu Pan rozmawiać? O poznanych przez Pana lekturach? To zbyt wielkie ograniczenie dla inteligentnego czytelnika. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>> Książki nie znam. >- >No to o czym chciałby tu Pan rozmawiać? O poznanych przez Pana lekturach? To zbyt wielkie ograniczenie dla inteligentnego czytelnika.
Nie znam książki, o której Pan wspomniał powyżej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . > Nie znam książki, o której Pan wspomniał powyżej. - Wiem i uważam to za normalne. Ja ją przywołałem tylko w kontekście Pańskiej wypowiedzi.
>Dobrze, ale czy przeczytał Pan tę książkę? Jeżeli nie, proponuję wrócić do tematu odpowiednio później. Autor zastanawia się, co jest koniecznym elementem chrześcijaństwa. Można powiedzieć, że interesuje go chrześcijaństwo "minimalne" i z jego analiz wynika, że jest ono zgodne z rozumem (a zatem i niesprzeczne). Chrześcijanin może więc (ale nie musi) wyjść poza to minimum w swoich przekonaniach. W ten sposób pojawiają się siłą rzeczy różnice w wyznaniach. Nie są one jednak istotne dla chrześcijaństwa. W szczególności wszystkie wskazane przez Pana sprzeczności są nieistotne.
Książki nie polecam, gdyż choć profesor dobrze znał Biblię i katolickie dogmaty, to sam był zbyt wierzącym aby odnieść się do nich rzetelnie. Książka ma tylko znaczenie w kontekście tej rozmowy na temat wiarygodności świętej księgi. .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ciąg dalszy po wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,956168#w958078Pana wypowiedź, a właściwie odpowiedź na nią, dała mi się mocno we znaki. Nie była dla nie prosta, więc pewne dodatkowe wnioski uzmysłowiłem sobie już po napisaniu powyższych dwóch postów. Ponieważ nie chcę ich przerabiać, więc przedstawię je w dodatkowej wypowiedzi. A zatem przytaczam poniżej jeszcze raz Pana wypowiedź i postaram się te wnioski tu umieścić, czyli nieco szerzej podsumować od tego, co wcześniej napisałem. > Problem polega nie na tym, że byli to ludzie bezrozumni, tylko na tym, że "ateizm" to określenie negatywne, mówiące o tym, jakich przekonań człowiek nie ma, a nie o tym, jakie ma. Nic więc nie można wywnioskować z ateizmu na temat tego, jaki jest świat (nie licząc tego, że nie zawiera on Boga), ani co i dlaczego należy czynić (nie licząc tezy negatywnej, że religie są pod tym względem bez pokrycia). Ateizm więc to nie światopogląd, tylko klasa rozmaitych światopoglądów, także wzajemnie niezgodnych, podobnych jedynie w tym, że nie uznaje się w nich istnienia Boga. Człowiek rozumny nie ma więc żadnej gwarancji, że ateiści nie będą spierać się ze sobą z równą zaciekłością, jak ta, która jest właściwa wierzącym. Nie ma też żadnej gwarancji, że skoro religie są złem, brak religii jest dobrem (może być tak samo złem, albo złem jeszcze większym). Jednym słowem, powiedzieć o kimś, że jest ateistą, to zapewne powiedzieć, że nie będzie on palić ludzi na stosie z uwagi na ich przekonania religijne, ale czy to to samo, co powiedzieć, że ten człowiek nie będzie ich palić na stosie z innego powodu? Jeżeli ateizm jako taki nie daje nam tego rodzaju gwarancji, to dlaczego go wybierać?Krytykuje Pan ateizm za to, że nie daje gwarancji dobra, sensu i moralności. Ale ateizm bynajmniej nie ma temu służyć. To tak, jakby krytykować matematykę lub fizykę za to, że nie dają gwarancji dobra, lub chemię za to, że nie mówi, jak postępować, by być dobrym człowiekiem. A zatem, ateizm odpowiada na pytanie " czy istnieje Bóg?" i nie wspomina ani jednym słowem o etyce i jej źródłach. Oczekiwanie, że ateizm dostarczy pełnego sensu życia, to zwykłe nieporozumienie. Napisał Pan, że nie ma żadnej pewności, że brak religii - czyli ateizm - jest dobrem. Niewątpliwie nie ma tej pewności, ale bez wątpienia "brak" niekoniecznie musi być zły. Przykładowo, brak przesądu, np. religijnego - to postęp, a postęp nie jest złem, lecz dobrem. Przez analogię, brak choroby to zdrowie, brak błędu to poprawność a brak analfabetyzmu to wiedza. I tak przy okazji okazało się, że określenia negatywne nie są złe (nie są ze swej natury wadą). Pisze Pan, że brak jest gwarancji, że skoro religie są złem, to brak religii może być dobrem. To jest argument mocno już oklepany. Same religie i sam brak-religii nie są ani złem, ani dobrem. Decydują ludzie, którzy podejmują decyzje. Napisał Pan, że ateizm to określenie negatywne. Jest to słuszne pod warunkiem, że myślimy o słabym ateizmie. Ale silny ateizm, czyli przekonanie, że żaden Bóg nie istnieje (ewentualnie: bogowie nie istnieją), to jest już określenie pozytywne. Wprawdzie mamy tu znowu przeczenie "nie", ale silny ateizm coś mówi o rzeczywistości: "Bóg nie istnieje". A zatem silny ateizm to pozytywne stanowisko poznawcze, pomimo że zawiera negację. W tym przypadku mamy zrównanie teizmu jest z silnym ateizmem, gdyż oba są określeniami pozytywnymi. Pozostanę jeszcze chwilę przy "określeniach negatywnych". Fakt, ateizm, ten słaby, to określenie negatywne. Ale teizm również niesie w sobie takie określenia negatywne: "Bóg nie jest materialny", "Bóg nie jest ograniczony czasem", "Bóg jest prosty, więc nie ma w nim podziału na wiedzę i wolę", "Bóg jest niezmienny". Obiektywnie jednak przyznaję, że są to tylko dodatki do pozytywnej tezy głównej. Ale jednak są. Kilka jeszcze słów na temat gwarancji dobra. Skrytykował Pan ateizm za to, że nie daje gwarancji dobra. Ale przecież żaden światopogląd, żadna religia i żadna filozofia, żaden też inny system ideologiczny nie daje gwarancji dobra. Czynienie dobra jest właściwe ludziom, a nie systemom ideologicznym. Jeśli zatem ten brak gwarancji dobra miałby być zarzutem skierowanym do ateizmu, to równie dobrze może być skierowany do teizmu oraz wszystkich innych systemów. Zatem argument ten niejako skreślił sam siebie. Jest zatem argumentem pozornym, bo dotyczy obu stron i żadnej nie faworyzuje. Jedyne co osiągnął to mylne wrażenie, że ateizm obciążony jest jakąś wadą, której nie posiada teizm, a to jest nieprawda. Ludzie niereligijni czynili i czynią zło, religijni również. Historia pokazuje, że ani religia, ani jej brak nie gwarantują moralności. Ludzie potrafią uzasadnić przemoc zarówno religią, jak i ideologiami świeckimi. A zatem źródło problemu leży gdzie indziej niż w samym przekonaniu o istnieniu czy też nieistnieniu Boga. Takie jest życie. Mamy tu zatem swego rodzaju remis i argument sam siebie unieważnia; zatem nie można nim atakować ateizmu. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >. Mamy tu zatem swego rodzaju remis i argument sam siebie unieważnia; zatem nie można nim atakować ateizmu.
Właśnie to, że mamy remis jest moim atakiem na ateizm, jako że ten (czyli ateizm) miał mieć przewagę w stosunku do teizmu. Jeżeli przewagi tej nie ma (co sam Pan przyznaje), wówczas jest w sumie obojętne, czy opowiemy się za jednym, czy za drugim.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Ludzie niereligijni czynili i czynią zło, religijni również. Historia pokazuje, że ani religia, ani jej brak nie gwarantują moralności. Ludzie potrafią uzasadnić przemoc zarówno religią, jak i ideologiami świeckimi. A zatem źródło problemu leży gdzie indziej niż w samym przekonaniu o istnieniu czy też nieistnieniu Boga. Takie jest życie. Mamy tu zatem swego rodzaju remis i argument sam siebie unieważnia; zatem nie można nim atakować ateizmu. > Właśnie to, że mamy remis jest moim atakiem na ateizm, jako że ten (czyli ateizm) miał mieć przewagę w stosunku do teizmu. Jeżeli przewagi tej nie ma (co sam Pan przyznaje), wówczas jest w sumie obojętne, czy opowiemy się za jednym, czy za drugim.
Ale ja nie twierdziłem, że ateizm ma przewagę na tym akurat odcinku moralności. Ja twierdziłem, że to kryterium (moralne) nie rozstrzyga sporu, nie jest rozstrzygające. Wniosek: z faktu, że te dwa "systemy" są remisowe pod jakimś względem, nie wynika bynajmniej, że takie (czyli równorzędne) są pod każdym względem. Το nie wynika z mojej wypowiedzi. Kolejny wniosek jest konsekwencją tego niewłaściwego rozumowania. Inaczej mówiąc: Pan wyraźnie wyciąga niewłaściwe wnioski z tego, co ja piszę. Ja "wyłączyłem" z dyskusji jeden argument. Pan wyraźnie "wyłącza" całą dyskusję.
Jeśli argument moralny nic nie rozstrzyga, trzeba go "odsunąć na bok", czyli nie brać pod uwagę. Trzeba jednak pamiętać, że nie można w ten sposób zamknąć całej dyskusji, ponieważ pozostały inne argumenty, a w naszym przypadku konkretnie: uzasadnienie, zgodność z wiedzą (oczywiście naukową), prawdziwość, spójność i może coś jeszcze. Nie można jednak łudzić się gwarancją dobra, czyli bezpieczeństwa, skoro żadna ze stron jej nie daje, a to oznacza również, że argument ten jest bez znaczenia przy dokonywaniu wyboru między ateizmem a teizmem. Nie można również mylić braku przewagi - czyli remisu - w jednym argumencie z brakiem przewagi - czyli remisem - w ogóle.
Spróbuję rozebrać na czynniki pierwsze to, co powyżej napisałem. Skoro argument moralny nie wnosi nic do dyskusji, należy przyjrzeć się pozostałym argumentom (ww.). Dyskusja nie dotyczy błahego tematu. Przekonania dotyczące poglądu na świat - czyli światopoglądu - wymaga solidnego potraktowania przez uczestników dyskusji. A skoro tak, to na początek przyjrzymy się argumentowi "uzasadnienie", bo to bardzo ważny argument w tej dyskusji. Kluczowe pytanie brzmi zatem: kto ma lepsze uzasadnienie swoich przekonań.
Jak na dobrze wyedukowanego teistę przystało, wprowadza Pan do dyskusji Boga, czyli wprowadza Pan byt dodatkowy, i to taki (bez obrazy) z najwyższej półki. To na Panu ciąży konieczność udowodnienia istnienia Boga, bo Pan głosi jego realne istnienie. Pisałem wielokrotnie na forum, że ciężar dowodu spoczywa na tym, kto coś twierdzi, a nie na tym, kto odmawia przyjęcia twierdzenia bez dowodów. Wprowadzając do dyskusji jakiś niepoznawalny byt i głosząc jego realność, trzeba to udowodnić a nie wymagać od oponenta udowodnienia, że byt ten nie istnieje.
Wiem doskonale i Pan też to wie, że nie ma rozstrzygającego dowodu na istnienie Boga. Co zatem jest racjonalne: wiara, czyli przyjęcie bez dowodu, że Bóg istnieje, czy też powstrzymanie się od wiary? Trudny wybór? Możliwe, nie neguję.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
>> Właśnie to, że mamy remis jest moim atakiem na ateizm, jako że ten (czyli ateizm) miał mieć przewagę w stosunku do teizmu. Jeżeli przewagi tej nie ma (co sam Pan przyznaje), wówczas jest w sumie obojętne, czy opowiemy się za jednym, czy za drugim. >Ale ja nie twierdziłem, że ateizm ma przewagę na tym akurat odcinku moralności. Ja twierdziłem, że to kryterium (moralne) nie rozstrzyga sporu, nie jest rozstrzygające. >Wniosek: z faktu, że te dwa "systemy" są remisowe pod jakimś względem, nie wynika bynajmniej, że takie (czyli równorzędne) są pod każdym względem. Το nie wynika z mojej wypowiedzi.Kolejny wniosek jest konsekwencją tego niewłaściwego rozumowania.
Mówiąc wyżej o "opowiedzeniu się" miałem na myśli wybór podyktowany względami praktycznymi, a nie teoretycznymi lub praktycznymi i teoretycznymi. Może powinienem był to wyraźniej zaznaczyć.
>Jak na dobrze wyedukowanego teistę przystało, wprowadza Pan do dyskusji Boga, czyli wprowadza Pan byt dodatkowy, i to taki (bez obrazy) z najwyższej półki. To na Panu ciąży konieczność udowodnienia istnienia Boga, bo Pan głosi jego realne istnienie. Pisałem wielokrotnie na forum, że ciężar dowodu spoczywa na tym, kto coś twierdzi, a nie na tym, kto odmawia przyjęcia twierdzenia bez dowodów. Wprowadzając do dyskusji jakiś niepoznawalny byt i głosząc jego realność, trzeba to udowodnić a nie wymagać od oponenta udowodnienia, że byt ten nie istnieje. >Wiem doskonale i Pan też to wie, że nie ma rozstrzygającego dowodu na istnienie Boga. Co zatem jest racjonalne: wiara, czyli przyjęcie bez dowodu, że Bóg istnieje, czy też powstrzymanie się od wiary?
Wydaje mi się, że teizm polega na uznaniu tezy "Bóg istnieje", niekoniecznie zaś na udowodnieniu tej tezy. To znaczy: teista może, ale nie musi dowodzić tej tezy. Ważne, że ją przyjmuje (z takich czy innych względów). Można by powiedzieć: teizm polega na uznaniu tezy "Bóg istnieje", nie zaś na uznaniu tezy "Wiem (gdyż potrafię udowodnić), że Bóg istnieje". To drugie uznanie jest to co najwyżej pewną odmiana teizmu (bo oczywiście jeżeli ktoś uznaje, że wie, że Bóg istnieje, to siłą rzeczy uznaje, że Bóg istnieje).
Teizm (uznanie istnienia Boga) może wynikać z poczucia istnienia Boga. Tak jak ktoś ma poczucie, że np. muzyka Bacha jest piękna - tak ją odczuwa - tak samo ktoś inny, może mieć poczucie, że Bóg istnieje - bo tak odczuwa świat. Nie rozumiem, dlaczego od kogoś takiego wymaga Pan dowodu, że Bóg istnieje. "Boga czuje serce, nie rozum" (Pascal).
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ciąg dalszy po wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,956168#w958269Teizm wprowadza dodatkowe założenie - istnienie Boga - bez rozstrzygających dowodów. Uwzględniając wielość religii należy to zdanie wyrazić nieco mocniej: teizm mnoży byty i twierdzenia bez rozstrzygających dowodów. Co więcej, nie daje to jednej spójnej i weryfikowalnej wiedzy o świecie, lecz wiele sprzecznych bez wystarczającego uzasadnienia, gdyż różne tradycje religijne formułują różne, a więc wzajemnie sprzeczne twierdzenia na temat natury Boga i rzeczywistości, a każda z tych religii rości sobie prawo do prawdy. Nasuwa to wniosek, że gdyby istniała jedna, obiektywnie dostępna prawda o Bogu, należałoby oczekiwać większej zgodności między religiami. Ale tej zgodności nie ma, co mocno sugeruje, że religie są wytworem ludzkich interpretacji, przemyśleń, tradycji i uwarunkowań kulturowych, a nie bezpośrednim poznaniem rzeczywistości. Brzytwa Ockhama mocno się kłania teizmowi. Ateizm natomiast nie wprowadza założenia o istnieniu Boga i pozostaje przy tym, co da się uzasadnić niezależnie. Ateizm głosi - a przynajmniej ten słaby - że nie ma podstaw, by przyjąć istnienie Boga. Z tego, co powyżej napisałem wynika jednak kolejny wniosek: teizm daje nie jedną, lecz wiele wzajemnie sprzecznych odpowiedzi bez wystarczającego uzasadnienia którejkolwiek z nich. Kilkakrotnie już pisałem na forum, że w zakresie, w jakim religie formułują sprzeczne twierdzenia o rzeczywistości, nie mogą być jednocześnie prawdziwe. A to oznacza, że co najwyżej jedno z nich jest prawdziwe - albo żadne. Z czego wynika taki stanowczy wniosek. Ano z faktu, że istnienie wielu sprzecznych religii podważa wiarygodność każdej z nich. Fakt ten wskazuje bowiem, że twierdzenia tych religii nie wynikają z jednej - powtarzam: z jednej - obiektywnie dostępnej wiedzy o istnieniu Boga, lecz są pochodną czynników, które wyżej wskazałem, czyli ludzkich interpretacji, przemyśleń, tradycji, uwarunkowań kulturowych i zapewne czegoś jeszcze. Wysuwam twierdzenie, które niejako wynika z tego, co napisałem wcześniej: Gdyby Pan mieszkał dajmy na to w Indiach, najprawdopodobniej wierzyłby w inne rzeczy, w innych bogów niż wierzy teraz. To dobitnie pokazuje, że religie nie wywodzą się z jednego obiektywnie poznawalnego źródła, lecz z kultury istniejącej w określonym miejscu zamieszkiwania. Proszę zwrócić uwagę, że nasza wiedza i nasze obserwacje jednoznacznie nam to wskazują i - co szczególnie istotne - wskazują to zarówno ateistom, jak i teistom. Ci pierwsi oficjalnie to potwierdzają, ci drudzy zaś mimowolnie odrzucają tę myśl od siebie. Zapewne każdy teista twierdzi, że tylko jedna religia jest prawdziwa, i jest nią oczywiście ta, którą on wyznaje. Być może, nie wiem tego, ale wiem, że bez uniwersalnego, niezależnego sposobu, niezależnego kryterium, nie ma możliwości by to potwierdzić lub temu zaprzeczyć, czyli nie ma możliwości, by wskazać tę jedną jedyną a wszystkie pozostałe wykluczyć. To zdecydowanie obniża - to najłagodniejsze słowo, jakie w tym miejscu może zostać użyte - wiarygodność religii jako źródła poznania. Dlaczego? Bo mamy do czynienia nie z poznaniem rzeczywistości, lecz z wytworami ludzkich, czyli naszych tradycji. Niczego tu nie zmienia niewątpliwy fakt, że religie mają wiele elementów wspólnych. Tak, mają, ale w tych najważniejszych elementach, czyli w kluczowych kwestiach różnią się między sobą, a zatem problem sprzeczności pozostaje nierozstrzygnięty. Krótkie podsumowanie tego, co napisałem: --- Mamy do czynienia z wieloma sprzecznymi religiami. Sprzecznymi zapewne nie we wszystkim, ale sprzecznymi co najmniej w kwestiach zasadniczych, czyli kwestiach natury Boga oraz natury rzeczywistości. Oznacza to, że nie posiadamy jednego wiarygodnego ich źródła. --- Nie posiadamy uniwersalnego kryterium oceny tych religii, czyli nie potrafimy wybrać tej jednej jedynej, tej właściwej. Oznacza to, że nie posiadamy uzasadnienia słuszności poszczególnych religii. --- Brak takowego uzasadnienia oznacza, że posiadamy wystarczający powód do wstrzymania się od wiary. Dla jasności przypomnę (pisałem o tym wielokrotnie), że przez naturę Boga rozumiem: (1) czy istnieje jeden Bóg czy wielu; (2) czym (kim) jest Bóg; (3) gdzie i jak Bóg istnieje (czy istnieje w naszej rzeczywistości, czy w jakiejś innej, o ile ta inna rzeczywistość w ogóle istnieje, a jeśli tak, to gdzie ona istnieje i jaka ona jest); (4) jakie są jego atrybuty; (5) czy cokolwiek stworzył w przeszłości (o ile słowo "przeszłość" a w konsekwencji "teraźniejszość" i "przyszłość" cokolwiek dla Boga znaczą) i czy nadal stwarza, a jeśli tak, to co stwarza; (6) w jaki sposób postrzega naszą rzeczywistość (za pomocą jakich zmysłów postrzega; czy on ma w ogóle zmysły i jakie one są); (7) w jaki sposób wpływa na tę naszą rzeczywistość, o ile rzeczywiście wpływa; (8) czy kiedykolwiek ingerował i ewentualnie nadal ingeruje w naszą rzeczywistość, a jeśli tak, to jak ingeruje. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Murdoch_13 (1467 punktów) | >Krótkie podsumowanie tego, co napisałem: >--- Mamy do czynienia z wieloma sprzecznymi religiami. Sprzecznymi zapewne nie we wszystkim, ale sprzecznymi co najmniej w kwestiach zasadniczych, czyli kwestiach natury Boga oraz natury rzeczywistości. Oznacza to, że nie posiadamy jednego wiarygodnego ich źródła. >--- Nie posiadamy uniwersalnego kryterium oceny tych religii, czyli nie potrafimy wybrać tej jednej jedynej, tej właściwej. Oznacza to, że nie posiadamy uzasadnienia słuszności poszczególnych religii. >--- Brak takowego uzasadnienia oznacza, że posiadamy wystarczający powód do wstrzymania się od wiary.
Twoja logika prowadzi do wniosku, że w żadnej dziedzinie, w której ludzie się spierają i posiadają różne sprzeczne teorie (a więc tak samo: nauka, etyka, polityka), nie wolno nam mieć zdania.
Ale brak uniwersalnego kryterium, które przekonałoby każdego, nie jest tym samym, co brak jakichkolwiek racjonalnych przesłanek dla konkretnego wyboru!
.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Krótkie podsumowanie tego, co napisałem: >>--- Mamy do czynienia z wieloma sprzecznymi religiami. Sprzecznymi zapewne nie we wszystkim, ale sprzecznymi co najmniej w kwestiach zasadniczych, czyli kwestiach natury Boga oraz natury rzeczywistości. Oznacza to, że nie posiadamy jednego wiarygodnego ich źródła. >>--- Nie posiadamy uniwersalnego kryterium oceny tych religii, czyli nie potrafimy wybrać tej jednej jedynej, tej właściwej. Oznacza to, że nie posiadamy uzasadnienia słuszności poszczególnych religii. >>--- Brak takowego uzasadnienia oznacza, że posiadamy wystarczający powód do wstrzymania się od wiary. >Twoja logika prowadzi do wniosku, że w żadnej dziedzinie, w której ludzie się spierają i posiadają różne sprzeczne teorie (a więc tak samo: nauka, etyka, polityka), nie wolno nam mieć zdania.
Z powyższego zdania wynika, że porównujesz religię z nauką, etyką i polityką. Odpowiadam: To jest fałszywa analogia. Te dziedziny różnią się fundamentalnie.
Nauka ma swoje metody: eksperyment, powtarzalność, obserwacja, wnioskowanie logiczne, modele matematyczne, a także kryteria, takie jak spójność i prostota oraz proces weryfikacji i krytyki. Dzięki nim możliwe jest rozstrzyganie sporów. Być może trafniej powinienem napisać: "...możliwe jest w zasadzie rozstrzyganie sporów". Politykę i etykę można spróbować potraktować łącznie: opierają się na jakichś wartościach i jakichś interesach publicznych, a ponadto są w jakimś sensie mierzalne i można je porównywać.
A jak się ma do tego religia, np. chrześcijaństwo? Tutaj podstawą jest Biblia, głównie Nowy Testament, bo Stary jakby nieco przeszkadza, a ponadto dogmaty, których "podstawa" nie jest w pełni znana, a także objawienia i tradycje. Te filary, na których opiera się chrześcijaństwo, nie są weryfikowalne i są wzajemnie sprzeczne. Inne religie, myślę głównie - ale nie tylko - o dwóch pozostałych religiach monoteistycznych, czyli judaizmie i islamie, są w wielu aspektach porównywalne do chrześcijaństwa.
To, co powyżej napisałem mocno wskazuje, że nie można czynić analogii między nauką, polityka i etyką rozpatrywanymi osobno lub łącznie a religią. W nauce istnieją wspólne, publiczne metody rozstrzygania sporów, które powyżej wymieniłem. W religii takich metod nie ma. Spór między religiami nie jest rozstrzygalny w ten sam sposób.
I jeszcze jedno. Ja nigdzie nie napisałem, ani teraz ani chyba nigdy wcześniej, że ktoś nie może mieć swojego stania i nie może go wyrażać publicznie. Jeśli masz przeciwne zdanie, to wskaż mi jednoznacznie, kiedy to zrobiłem.
>Ale brak uniwersalnego kryterium, które przekonałoby każdego, nie jest tym samym, co brak jakichkolwiek racjonalnych przesłanek dla konkretnego wyboru!
To zdanie jest o tyle ciekawe, że jest tylko częściowo słuszne, a to oznacza, że częściowo jest niesłuszne. Zgadzam się, że brak uniwersalnego kryterium nie oznacza, że brak jest w ogóle racjonalnych przesłanek. Ale przecież ja tak nie napisałem! Kluczowe pytanie brzmi: "czy te przesłanki są wystarczające i rozstrzygające". To była zasadnicza kwestia mojej wypowiedzi. Przypomnę, napisałem dokładnie: "Nie posiadamy uniwersalnego kryterium oceny tych religii, czyli nie potrafimy wybrać tej jednej jedynej, tej właściwej. Oznacza to, że nie posiadamy uzasadnienia słuszności poszczególnych religii. Brak takowego uzasadnienia oznacza, że posiadamy wystarczający powód do wstrzymania się od wiary". Wyraźnie widać sens mojej wypowiedzi. Nie można nim manipulować.
Zaakcentuję jeszcze raz wyraźną odmienność w tym właśnie zakresie między religią a nauką, polityką i etyką. W nauce istniej jasno określone i po tysiąckroć stosowane metody rozstrzygania sporów - wymieniłem je nieco wyżej - zaś w religii takich metod nie ma. Religie mają sprzeczne twierdzenia o rzeczywistości, których nie da się rozsądzić w sposób niezależny (!) od samej religii. Zatem w przypadku religii problem polega na tym, że przesłanki te prowadzą do trwałej i nierozwiązywalnej rozbieżności. A skoro tak, to wstrzymanie się od wiary pozostaje racjonalną postawą.
Taka jest moja na ten temat opinia. Wyraziłem ją publicznie, bo mam do tego prawo. Każdy - i tu na forum i wszędzie poza nim - ma dokładnie takie samo prawo przedstawienia swojego stanowiska i - oczywiście - oceny mojego.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Murdoch_13 (1467 punktów) | > Politykę i etykę można spróbować potraktować łącznie: opierają się na jakichś wartościach i jakichś interesach publicznych, a ponadto są w jakimś sensie mierzalne i można je porównywać.To samo jest z religiami. Też można je porównywać w oparciu o te kryteria: www.youtube.com/watch?v=3UJe6RVY0jgNie obroniłeś w żaden sposób swojego stwierdzenia. Twierdzisz, że istnienie różnych systemów religijnych jest przesłanką za odrzuceniem wszystkich, podczas gdy np. nie masz problemu z tym że ktoś wybiera system polityczny pomimo wielości możliwych takich systemów. > W nauce istnieją wspólne, publiczne metody rozstrzygania sporów, które powyżej wymieniłem.Wszystkie, które wymieniłeś są w gruncie rzeczy tak samo obecne w polityce, etyce i religii. Która rzekomo metoda stosowana w nauce jest wyjątkowa? .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Politykę i etykę można spróbować potraktować łącznie: opierają się na jakichś wartościach i jakichś interesach publicznych, a ponadto są w jakimś sensie mierzalne i można je porównywać.> To samo jest z religiami.> Też można je porównywać w oparciu o te kryteria:> www.youtube.com/watch?v=3UJe6RVY0jg> Nie obroniłeś w żaden sposób swojego stwierdzenia. Twierdzisz, że istnienie różnych systemów religijnych jest przesłanką za odrzuceniem wszystkich, podczas gdy np. nie masz problemu z tym że ktoś wybiera system polityczny pomimo wielości możliwych takich systemów.> >W nauce istnieją wspólne, publiczne metody rozstrzygania sporów, które powyżej wymieniłem.> Wszystkie, które wymieniłeś są w gruncie rzeczy tak samo obecne w polityce, etyce i religii.> Która rzekomo metoda stosowana w nauce jest wyjątkowa?Moja odpowiedź jest następująca: Nie odnosisz się do tego, co ja piszę. Wybierasz jedno zdanie z mojej wypowiedzi i coś na jego temat piszesz, czego nie można traktować jako odpowiedź. Na to, co piszę, należy się uczciwa i rzeczowa odpowiedź, choćby tylko dlatego, że ja tak traktuję dyskusję. Jak dotąd takich odpowiedzi z Twojej strony nie dostrzegłem - być może już wiem, dlaczego - w związku z tym dalsza dyskusja jest i niemożliwa i bezcelowa. Dotyczy to oczywiście wszystkich Twoich wypowiedzi, na które do tej pory nie odpowiedziałem. Albo grasz uczciwie, albo do widzenia. Nauczycieli, wykładowców i przeróżnych egzaminatorów miałem w moim życiu dość dużo, i ze wszystkich różnego rodzaju egzaminów wychodziłem uśmiechnięty. Ty moim egzaminatorem się nie rób, bo ja w stosunku do Ciebie nie zamierzam takim być. A poza tym, nie widzę Cię w roli egzaminującego, bo jak na razie nadmiaru Twojej wiedzy nie dostrzegłem, oczywiście w zakresie tego, co ja piszę, bo ty przecież nic konkretnego jeszcze nie napisałeś. Ja tu nie przyszedłem na egzamin tylko na rzeczową dyskusję, a u mojego oponenta chciałbym dostrzec wiedzę a nie cwaniactwo. Skoro twierdzisz, że ja nie obroniłem jeszcze tego, co piszę, to udowodnij mi rzeczowo, zdanie po zdaniu, że nie mam racji. A poza tym zastanów się, co Ty obroniłeś, bo ja twierdzę, że jak na razie nic, kompletnie nic, z tego choćby powodu, że żadnej obrony jeszcze się nie podjąłeś. Teraz już wiem, dlaczego. Powtórzę to, co niedawno napisałem. Wprowadzając do dyskusji jakiś niepoznawalny i nieweryfikowalny byt otoczony mnóstwem niesprawdzalnych pojęć i dogmatów, które zowią się religią, oraz głosząc jego i tej religii realność, trzeba to udowodnić a nie wymagać od oponenta udowodnienia - tak ni przypiął i przyłatał - że byt ten nie istnieje a tym samym religia staje się bezprzedmiotowa. Ani Ty, ani Twoi poprzednicy, z którymi dotąd tu na forum dyskutowałem, jeszcze tego zrobić nie zdążyli, ale za to nieustannie chcą, bym ja im coś udowadniał. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Murdoch_13 (1467 punktów) | Twoja argumentacja o rzekomym "wybiórczym" traktowaniu wypowiedzi jest chybiona, ponieważ merytoryczna dyskusja nie polega na mechanicznym odnoszeniu się do każdego zdania, lecz na identyfikacji i analizie kluczowych węzłów logicznych argumentacji.
Odpowiadanie zdanie po zdaniu na tekst, który w znacznej mierze składa się z retorycznego lania wody i uporczywego powtarzania tych samych konkluzji ujętych jedynie w trochę inne słowa, byłoby nie tylko stratą czasu, ale przede wszystkim zaciemnianiem sedna sporu.
Ja wiem, że niektórzy tu tak robią, ale ja nie zamierzam.
Skupiam się na konkretnych fragmentach właśnie po to, by wyłuskać z szumu realne przesłanki i poddać je konkretnej krytyce, zamiast brnąć w jałową polemikę.
Przykładem takiej punktowej interwencji była kwestia rzekomego braku definicji Boga.
Twoje i wielu innych ateistów stanowisko trąci tu głęboką hipokryzją i ignorancją wobec podstaw semantyki, ponieważ domagacie się od pojęć teistycznych precyzji, której nie jesteście w stanie zapewnić niemal żadnemu innemu terminowi - włączające te stosowane w fizyce.
.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Murdoch_13 (1467 punktów) | > Gdyby Pan mieszkał dajmy na to w Indiach, najprawdopodobniej wierzyłby w inne rzeczy, w innych bogów niż wierzy teraz. To dobitnie pokazuje, że religie nie wywodzą się z jednego obiektywnie poznawalnego źródła, lecz z kultury istniejącej w określonym miejscu zamieszkiwania.Gdyby religia była tylko produktem kultury, to nie widzielibyśmy milionów ludzi w Indiach, Chinach czy Europie, którzy porzucają swoje lokalne tradycje, by przyjąć Islam. www.youtube.com/watch?v=-DKcms5n5Xo.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Gdyby Pan mieszkał dajmy na to w Indiach, najprawdopodobniej wierzyłby w inne rzeczy, w innych bogów niż wierzy teraz. To dobitnie pokazuje, że religie nie wywodzą się z jednego obiektywnie poznawalnego źródła, lecz z kultury istniejącej w określonym miejscu zamieszkiwania.> Gdyby religia była tylko produktem kultury, to nie widzielibyśmy milionów ludzi w Indiach, Chinach czy Europie, którzy porzucają swoje lokalne tradycje, by przyjąć Islam.Wyraźnie czytaj to, co ja piszę. Wyraźnie, zdanie po zdaniu, wtedy - być może - nie będziesz wyciągał pochopnych wniosków z tego, co napisałem. W pierwszym akapicie napisałem (ostatnie zdanie tego akapitu): "[...] religie są wytworem ludzkich interpretacji, przemyśleń, tradycji i uwarunkowań kulturowych, a nie bezpośrednim poznaniem rzeczywistości". Jak widzisz, w akapicie tym podałem kilka czynników - a dokładnie cztery (1), (2), (3), (4) - mających wpływ na wybór religii. Zdaję sobie sprawę, że można do tego dołożyć jeszcze jakieś inne czynniki - np. (5) "kulturę istniejącą w określonym miejscu zamieszkiwania" wymienioną poniżej w zdaniu, do którego się odniosłeś, a także (6) edukacja, wiedza i znajomość innych religii; (7) argumenty filozoficzne i teologiczne; (8) doświadczenia religijne i życiowe; (9) osobowość; (10) wpływy zewnętrzne: rodzina, szkoła, znajomi, otoczenie, literatura, środki masowego przekazu; (11) miejsce urodzenia i zamieszkania; (12) i może jeszcze coś. W pierwszym akapicie wymieniłem cztery czynniki i uznałem, że tyle wystarczy. Przecież nie ich w pierwszej kolejności dotyczy dyskusja. W zdaniu, które przytoczyłeś, wymieniłem "kulturę istniejącą w określonym miejscu zamieszkiwania" ponieważ uznałem, że akurat wtedy czynnik ten był najważniejszy. Odnośnie zaś porzucania lokalnych tradycji, czyli religii i wyboru innej na resztę życia lub może - jak uprzednio - na "ileś" lat, to rzecz cała wydaje mi się oczywista. Dawno temu, bo około dwa tysiące lat wstecz - wielu obywateli imperium rzymskiego porzucało wyznawane dotąd religie (głównie judaizm i religie Rzymu) na rzecz rodzącego się chrześcijaństwa. Podałeś przykład konwersji z jakiejś religii panującej w Indiach - a są co najmniej cztery: braminizm, śiwaizm, wisznuizm oraz buddyzm (religia uniwersalna i system filozoficzny) - na islam. Co ciekawe, konwertyci, o których mowa, przyjęli islam jako nową wiarę, a nie chrześcijaństwo. Współczesna Afryka jest miejscem gwałtownych ruchów religijnych. Znaczna ilość rodowitych mieszkańców konwertuje na islam lub chrześcijaństwo, podobno w mniej więcej równych ilościach. Zatem miliony Afrykanów konwertujących na islam będą traktować Jezusa jako (bez urazy) zwykłego proroka jakich w tamtych czasach kilku było, a nie za Syna Bożego, czyli jedną z trzech osób Trójcy Świętej. Dlaczego część mieszkańców Afryki przechodzi na islam, inna, mniej więcej równa ilość osób przechodzi na chrześcijaństwo, a jeszcze inni pozostają przy dotychczasowej wierze i ani im w głowie chrześcijański Bóg "w Trójcy jedyny", ani Allach czczony w islamie. Co zatem myślisz o tym, co napisałem ciągle w tej samej wypowiedzi, że "gdyby istniała jedna, obiektywnie dostępna prawda o Bogu, należałoby oczekiwać większej zgodności między religiami. Ale tej zgodności nie ma, co mocno sugeruje, że religie są wytworem ludzkich interpretacji, przemyśleń, tradycji i uwarunkowań kulturowych, a nie bezpośrednim poznaniem rzeczywistości". Napisałeś: "Gdyby religia była tylko produktem kultury, to nie widzielibyśmy milionów ludzi w Indiach, Chinach czy Europie, którzy porzucają swoje lokalne tradycje, by przyjąć Islam ...". Innymi słowy zasugerowałeś, że jeśli coś - np. religia - jest produktem kultury, to nie powinno się jej zmieniać. Lub inaczej: produkt kultury to coś stałego, niezmiennego. Nie wydaje mi się, byś miał rację. Inne produkty kultury, takie jak język, poglądy np. polityczne, styl życia, uznawane wartości zmieniają się cały czas. To, że coś jest produktem kultury bynajmniej nie oznacza, że nie należy tego zmieniać. To, że ludzie zmieniają religię nie przeczy temu, że jest ona w dużej mierze produktem kultury. Kultura silnie wpływa, ale nie determinuje całkowicie. Sens Twojej wypowiedzi - tak go odczytuję - brzmi: "to, co pochodzi od kultury jest niezmienne", ja zaś twierdzę, że jest to nieprawda. Nawiasem mówiąc, domyślam się, do czego w ten sposób zmierzasz. Jeśli dobrze rozumiem kierunek Twojej argumentacji, to zmierza ona do tezy, że religia nie jest wyłącznie produktem kultury, lecz ma inne źródło - zapewne objawienie Boże. Jeśli dobrze myślę, to dodam jeszcze, że z faktu, iż religia nie jest tylko kulturowa, nie wynika jeszcze, że jej źródłem jest objawienie. Istnieje wiele innych możliwych wyjaśnień, które nie wymagają takiego założenia. I dalej: jeśli sugerujesz, że religia ma źródło w objawieniu, to jest to już osobna teza, która wymaga uzasadnienia - nie wynika ona bowiem z samego tylko faktu, że religia nie jest wyłącznie produktem kultury. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Nikt także nie powiedział, że wybór między religiami musi być racjonalny. Istnieje Boga jest niedocieczoną tajemnicą i jeżeli jakiś system religijny nie zawiera sprzeczności i nie ma konsekwencji praktycznych, których by się nie chciało, to wybór pozostaje bardziej kwestią smaku (o czym wspomniałem) lub przypadku (o którym w istocie Pan mówił). Religia nie jest teorią naukową świata, jest przypuszczeniem co do tego, co pozaświatowe (jako jego zasada lub przyczyna), więc stosowanie metodologii naukowej do wyboru religii jest nadużyciem tej metodologii.
Można by powiedzieć (wyrażając się nieco ogólniej): nie jest wcale pewne, że każda ludzka decyzja powinna być racjonalna, a więc że nie może być podyktowana względami pozaracjonalnymi. Po pierwsze, jest to postulat niemożliwy do zrealizowania w praktyce, po drugie, nie jest wcale pewne, że taka realizacja, nawet jeżeli byłaby zawsze możliwa, byłaby właściwa na dłuższą metę. Ewolucja sprawiła, że człowiek ma nie tylko rozum, ale i np. uczucia oraz emocje, a zatem spełniają one jakąś korzystną funkcję pod względem motywacyjnym - mają najwyraźniej pewną rolę do spełnienia. Twierdzenie, mówiące, że "światopogląd należy wybierać racjonalnie" nie jest więc wcale oczywiste.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 3 | Murdoch_13 (1467 punktów) | >Można by powiedzieć (wyrażając się nieco ogólniej): nie jest wcale pewne, że każda ludzka decyzja powinna być racjonalna, a więc że nie może być podyktowana względami pozaracjonalnymi. Po pierwsze, jest to postulat niemożliwy do zrealizowania w praktyce, po drugie, nie jest wcale pewne, że taka realizacja, nawet jeżeli byłaby zawsze możliwa, byłaby właściwa na dłuższą metę. Ewolucja sprawiła, że człowiek ma nie tylko rozum, ale i np. uczucia oraz emocje, a zatem spełniają one jakąś korzystną funkcję pod względem motywacyjnym - mają najwyraźniej pewną rolę do spełnienia.
Też o tym często myślę.
Mit o "pełnej racjonalności", którym szermują ateiści, to tylko taka intelektualna poza, która rozpada się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością.
Gdybyśmy faktycznie kastrowali wszelkie nasze decyzje z tego co emocjonalne, to zostalibyśmy warzywami.
Popędy, ambicje i pragnienia są podstawowym silnikiem wszystkiego, co robimy.
Rozum to tylko narzędzie w rękach instynktów, nie wybiera celu, a tylko usprawnia jego realizację.
Ateista, który wyśmiewa religię za brak logicznych dowodów, a pięć minut później ulega popędom, zakochuje się czy goni za prestiżem, jest zwykłym hipokrytą.
.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Ciąg dalszy po wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,956168#w958270Muszę uzupełnić poprzednie wypowiedzi. W ostatniej z nich napisałem, co rozumiem przez "naturę Boga". Nie napisałem jednak - a powinienem to zrobić - co rozumiem pod pojęciem "natury rzeczywistości". Naturę rzeczywistości można określić nieco inaczej, a konkretnie: "jak zbudowana jest rzeczywistość". Teraz już prawie wszystko jest jasne. Najkrócej ujmując, można to wyrazić trzema pytaniami: --- czy istnieje tylko świat materialny (rzeczywistość materialna) czy też jeszcze coś więcej; --- czy Bóg istnieje i działa w naszym świecie materialnym - zakładamy tu istnienie Boga - czy też w jakimś innym, a jeśli tak, to jaki jest ten świat Boga i jaki jest wzajemny związek tych dwóch światów; --- czy istnieje dusza, życie po śmierci...? To, co powyżej napisałem, czyli coś w rodzaju rdzenia natury rzeczywistości można ująć jeszcze krócej lub też szerzej rozwinąć przez dodanie dodatkowych elementów. Ta krótsza forma sprowadza się do trzech krótkich pytań: --- czy istnieje coś poza materią (poza światem materialnym); --- czy istnieje Bóg i jaka jest relacja świat - Bóg; --- czy istnieje życie po śmierci" Podam jeszcze w formie pytań kilka tych dodatkowych elementów: (a) jaki jest człowiek w rzeczywistości, w której istnieje; (b) czy i jak Bóg działa w naszym świecie; (c) czy rzeczywistość ma jakiś cel; (d) jakie jest źródło moralności. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Murdoch_13 (1467 punktów) | >--- czy istnieje tylko świat materialny (rzeczywistość materialna) czy też jeszcze coś więcej;
A co to dokładnie jest "materia"?
Materializm w starym stylu jest dziś nienaukowy, bo współczesna fizyka głosi, że "pod spodem" nie ma żadnej materii w sensie jednolitej, trwałej, oddziałującej lokalnie substancji / zbioru cząsteczek
Patrz: doświadczenie z dwiema szczelinami lub ten eksperyment z naruszeniem nierówności Bella
.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>--- czy istnieje tylko świat materialny (rzeczywistość materialna) czy też jeszcze coś więcej; >A co to dokładnie jest "materia"? >Materializm w starym stylu jest dziś nienaukowy, bo współczesna fizyka głosi, że "pod spodem" nie ma żadnej materii w sensie jednolitej, trwałej, oddziałującej lokalnie substancji / zbioru cząsteczek >Patrz: doświadczenie z dwiema szczelinami lub ten eksperyment z naruszeniem nierówności Bella
Wiesz coś więcej na ten temat? Jak wiesz, to dlaczego nie napisałeś? Jeśli wiesz - a tak zakładam - to dlaczego nie piszesz a zadajesz mi pytania? Chcesz mnie egzaminować? Ja na forum zwykłem pisać to, co wiem, nikogo nie egzaminuję. A Ty chcesz się w nauczyciela bawić?
Fizyka nie obaliła materii - tylko pokazała, że nie jest ona klasycznym zbiorem kulek, jak kiedyś sądzono. Definicja materii, ta z XIX wieku - "w starym stylu", jak napisałeś - rzeczywiście jest już nieaktualna, ale materia jak była, tak jest nadal, tyle tylko, że fizycy definiują ją inaczej. Współczesna fizyka nie obaliła pojęcia materii, tylko je zmieniła i pogłębiła. Materia jest, ale nie jest taka, jak myślano. To już nie te kuleczki, tylko - jak mówią fizycy - coś bardziej "rozmytego".
Ani doświadczenie z dwiema szczelinami, ani eksperyment z naruszeniem nierówności Bella, nie negują istnienia materii. Doświadczenie z dwiema szczelinami wykazuje, że cząstki - np. elektron, czyli materia - oraz promieniowanie - np. światło - wykazują jednocześnie własności falowe i korpuskularne (dualizm korpuskularno-falowy), czyli posiadają skomplikowaną dwoistą naturę. Eksperyment z naruszeniem nierówności Bella pokazuje natomiast, że świat nie działa jak zbiór rzeczy z góry ustalonych. Wyniki wskazują bowiem, że właściwości cząstek są z góry określone i ukryte przed pomiarem, a rzeczy mogą być ze sobą powiązane w sposób nie pasujący do zwykłej intuicji.
I to tyle. Tak nie-fizyk rozumie fizykę XXI wieku.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Murdoch_13 (1467 punktów) | > >>--- czy istnieje tylko świat materialny (rzeczywistość materialna) czy też jeszcze coś więcej;> >A co to dokładnie jest "materia"?> >Materializm w starym stylu jest dziś nienaukowy, bo współczesna fizyka głosi, że "pod spodem" nie ma żadnej materii w sensie jednolitej, trwałej, oddziałującej lokalnie substancji / zbioru cząsteczek> >Patrz: doświadczenie z dwiema szczelinami lub ten eksperyment z naruszeniem nierówności Bella> Wiesz coś więcej na ten temat? Jak wiesz, to dlaczego nie napisałeś?Zadałem takie pytanie, bo częstym zarzutem wysuwanym tutaj przez ateistów jest oskarżenie o brak precyzyjnej i uniwersalnej definicji Boga. Argumentuje się, że skoro pojęcie to ewoluuje lub w zależności od kontekstu może nie być rozumiane dokładnie tak samo to rzekomo ma to dowodzić pustki semantycznej tego terminu. No to zapytałem o materię. XIX-wieczna definicja materii opierała się na atomizmie mechanicznym: materia była trwała, nieprzenikalna i lokalna. Współczesna mechanika kwantowa całkowicie tę definicję zdemolowała. Skąd macie pewność, że to, co dzisiaj nazywacie materią, ma cokolwiek wspólnego z tym, co nazywano tak gdy żył Newton? Przecież definicja wywróciła się o 180 stopni. Idąc waszą logiką (którą stosujecie wobec koncepcji Boga): skoro definicja się zmieniła, to przedmiot badania wyparował  Albo przynajmniej nauka nawet "nie wie, o czym mówi"  .
|
|
1 na 1 | Duch Prawdy (14790 punktów) | |
|
1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | |
|
 | 1 na 1 |
|  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | |
|
ElaZientek42 (-48 punktów) (zablokowany) | Odp: Dodatkowa praca | Usunięte przez moderatora
|
|
2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Odp: Argument transcendentalny z wiarygodności poznania | Nie studiowałem filozofii. Nie jestem zatem filozofem i zapewne nigdy już nim nie będę, nie mam zatem niezbędnej filozoficznej wiedzy, by podjąć z Tobą rzeczową dyskusję. Wprawdzie od czasu do czasu coś przeczytam na temat filozofii religii oraz ontologii Boga, ale to zdecydowanie za mało, by prowadzić równorzędną dyskusję z kimś, kto ma o filozofii zdecydowanie większe pojęcie niż ja, bo tak Ciebie oceniam. Ty zaś - co widać z Twoich w tym wątku wypowiedzi - rozwinąłeś swoje filozoficzne skrzydła (jak mi się wydaje o dość dużej rozpiętości) i szukasz, kogo by tu położyć na łopatki. Niemniej postaram się odnieść do kilku fragmentów Twoich wypowiedzi. Tak jak napisałem - moja odpowiedź będzie selektywna, przez co nie będzie odpowiedzią kompleksową.
>Pytanie o istnienie Boga należy do najstarszych i najbardziej spornych w historii filozofii.
Niewątpliwie, bo też pytania o istnienie Boga i jego naturę są zapewne jednymi z najważniejszych - o ile nie najważniejszymi - pytaniami, które przed sobą stawiamy z nadzieją - póki co daremną - że poznamy odpowiedź na nurtujące nas pytanie o istnienie Boga.
>Większość znanych argumentów teistycznych (kosmologiczny, teleologiczny, ontologiczny) podejmuje je frontalnie: wychodzi od jakiegoś faktu dotyczącego świata lub pojęć i usiłuje wykazać, że Bóg jest jego koniecznym wyjaśnieniem.
Ten, kto nie jest obeznany z filozofią religii nie będzie mógł na podstawie tego, co napisałeś, wyrobić sobie opinii o "skuteczności" tych argumentów. Nie dopisałeś - być może świadomie - że argumenty te są niepoprawne i niczego nie udowodniają, a w szczególności nie dają odpowiedzi na pytanie, czy Bóg istnieje czy też nie. A wniosek z każdego z tych niby dowodów jest ciągle taki sam: po raz kolejny nie udało się dowieść ani istnienia Boga ani tego, że jest on - najogólniej pisząc - wyjaśnieniem Wszechświata, ani zresztą koniecznym, ani jakimkolwiek innym. Faktem niewątpliwym jest, że brak wiarygodnego dowodu na istnienie Boga - tych niby-dowodów, o których mowa powyżej za takowy uznać nie można, co jak mi się wydaje, i nie tylko mnie - nie wskazuje bynajmniej w kierunku istnienia Boga, lecz raczej w kierunku zdecydowanie przeciwnym.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Przyjmuję następujące definicje robocze: >D3. "Bóg" (w sensie filozoficznym) - byt będący ostateczną racją (warunkiem możliwości) istnienia racjonalnej struktury rzeczywistości oraz adekwacji poznania do tej struktury. Byt racjonalny, intencjonalny i fundamentalny ontologicznie
Filozofia zna kilka co najmniej definicji Boga autorstwa wielu wybitnych myślicieli od Platona poczynając. Niewątpliwe jedną z nich jest ta, którą powyżej napisałeś.
Dość powszechnie znany jest argument kosmologiczny na istnienie Boga, znany też pod nazwą "argumentu z przygodności", mający swe początki już u Platona i Arystotelesa, funkcjonujący w naszych czasach w sformułowaniu Tomasza z Akwinu przedstawionym w Summa theologiae (trzecia droga). Argument ten został poddany miażdżącej krytyce przez Davida Hume'a, Immanuela Kanta i innych. Od tego czasu wiemy już, że nie ma on - ten argument oczywiście - żadnej mocy dowodowej, choć nadal wielu teologów i filozofów chrześcijańskich traktuje go jak dowód. Dlaczego?
Jak traktować tę lub jakąś inną definicję Boga? Przecież Bóg realny, Absolut najdoskonalszy spośród wszystkich bytów (piszę to zakładając, że istnieje), jest z własnej natury po stokroć doskonalszy od naszych o nim konstrukcji myślowych, naszych wymysłów i wyobrażeń ułożonych w definicje.
Mówimy o Bogu, który jest nieempiryczny, tak jak nieempiryczna jest również asercja, jakoby ów nieempiryczny Bóg był (jest) ostateczną racją Wszechświata, czyli tego, co ze wszech miar empiryczne. Czy aby na pewno możemy o sferze nieempirycznej mówić tak, jak o empirycznej. Na jakiej podstawie teologowie i filozofowie chrześcijańscy (i zapewne inni jeszcze) twierdzą z absolutnym przekonaniem - choć bezpodstawnie - o jego istnieniu i sprawczości (przyczynowości)? Na jakiej podstawie uważają, że naszym językiem, czyli m.in. naszymi słowami i pojęciami, możemy mówić o sferze nieempirycznej tak, jakbyśmy mówili o tej naszej, empirycznej. A może nasz język nie jest w stanie opisać Boga, z czego co niektórzy tylko zdają sobie sprawę, a ci, o których powyżej wspomniałem, czynią to - czyli opisują Boga z absolutnym przekonaniem słuszności tego, co mówią i piszą. A może słuszne jest uznanie, że Bóg wymyka się naszym o nim rozważaniom czynionym za pomocą naszego języka, wymyka się logice, gdyż jest ponad logiką i ponad naszym językiem, a na dodatek ponad wszelkimi innymi bytami, również tymi doskonałymi.
A może jest tak, że istnieje tylko Wszechświat, istnieje od zawsze, a my możemy jedynie, w ślad za Bertrandem Russellem twierdzić, że "Wszechświat po prostu istnieje - i to wszystko"? A może Bóg istnieje niezależnie od istniejącego Wszechświata (czyli gdzie?) w sposób, którego nie jesteśmy w stanie nawet sobie wyobrazić i opisać naszym językiem, istnieje w jakiejś rzeczywistości transcendentalnej, o której nic nie wiemy a nawet nie zdajemy sobie sprawy, że takowa istnieje, a nasz Wszechświat w żaden sposób nie jest od Boga zależny, tak jak on - o czym powyżej napisałem - nie jest zależny od naszego Wszechświata? A może wreszcie jest tak, jak mówią teolodzy chrześcijańscy, a Ty za nimi, że Bóg jednak stworzył nasz świat, tyle że my ani tego nie wiemy, ani też nie wiemy, w jaki sposób to uczynił, i być może nigdy się tego nie dowiemy, ale tego ci teologowie już nie dopowiadają?
Teolodzy i chrześcijańscy filozofowie do spółki z purpuratami i całym klerem nieustannie próbują nam wmówić, że przecież nasz Wszechświat - i materia, z której został zbudowany - nie mogą istnieć wiecznie, więc musiał przed nim istnieć Bóg co najmniej wszechmocny i wszechwiedzący a na dodatek samoistny, a więc istniejący wiecznie bez początku i bez końca, stworzył ten nasz Wszechświat. Oni nie zadają sobie pytania - a może zadają ale skrzętnie to przed nami ukrywają - że to nie ich Bóg lecz nasz Wszechświat jest samoistny i jako taki nie potrzebował żadnego Boga, by ten powołał go do istnienia. A zatem Bóg nie był konieczny do zaistnienia Wszechświata, bo samoistny Wszechświat istnieje wiecznie.
Nie wiemy i Ty też nie wiesz: (1) czym (kim) jest Bóg; (2) gdzie i jak Bóg istnieje (czy istnieje w naszej rzeczywistości, czy w jakiejś innej, o ile ta inna rzeczywistość w ogóle istnieje, a jeśli tak, to gdzie ona istnieje i jaka ona jest); (3) jakie są jego atrybuty; (4) czy cokolwiek stworzył w przeszłości (o ile słowo "przeszłość" a w konsekwencji "teraźniejszość" i "przyszłość" cokolwiek dla Boga znaczą) i czy nadal stwarza, a jeśli tak, to co stwarza; (5) w jaki sposób postrzega naszą rzeczywistość (za pomocą jakich zmysłów postrzega; czy on ma w ogóle zmysły i jakie one są); (6) w jaki sposób wpływa na tę naszą rzeczywistość, o ile rzeczywiście wpływa; (7) czy kiedykolwiek ingerował i ewentualnie nadal ingeruje w naszą rzeczywistość, a jeśli tak, to jak ingeruje. Oczywiście możliwe jest, że to, co nam się wydaje, że wiemy o Bogu, czyli że znamy odpowiedź na pytania, które powyżej wypunktowałem, jest zgodne z boską rzeczywistością, któż wie, być może nawet wszystko, ale trzeba pogodzić się z myślą, że tego nie wiemy i być może nigdy wiedzieć nie będziemy.
Dodać warto, że wszelkie próby skonstruowania pojęcia "Bóg" - łącznie z nadaniem mu właściwych atrybutów - prowadzą nieprzerwanie do szeregu sprzeczności. Bynajmniej niezrażeni tym filozofowie i teolodzy chrześcijańscy dodają wtedy swemu Bogu kolejny argument, jakoby opozycja sprzeczności i niesprzeczności oraz wszelkie przeciwieństwa ulegały w nim nieustannemu unieważnianiu (coincidentia oppositorum). O jakimkolwiek choćby tylko argumencie na poparcie zasadności kolejnego boskiego atrybutu oczywiście mowy nie ma.
I jeszcze jedno: bynajmniej nie twierdzę, wręcz jestem daleki od tego, by o Bogu nie myśleć i o nim nie rozprawiać. Czy tego chcemy czy też nie, Bóg mieszka w naszych umysłach, również w umysłach osób niewierzących.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Krok 1: Warunek sensowności dyskusji o prawdzie >[...] Rozważmy kogokolwiek, kto usiłuje rozstrzygnąć kwestię istnienia Boga - zarówno teistę, jak i ateistę. Każda taka próba zakłada, że podmiot ma dostęp do prawdy lub fałszu, tj. że jego rozumowanie nie jest całkowicie błędne lub przypadkowe. >P1. Każde sensowne orzekanie - w tym "Bóg istnieje" lub "Bóg nie istnieje" - zakłada, że podmiot ma dostęp do prawdy lub fałszu >P2. Dostęp do prawdy wymaga, by poznanie było przynajmniej częściowo wiarygodne (D1)
Stawiasz zatem założenie (twierdzisz), że "każde sensowne orzekanie - w tym 'Bóg istnieje' lub 'Bóg nie istnieje' - zakłada, że podmiot ma dostęp do prawdy lub fałszu". Ja jednak napisałbym to zdecydowanie "łagodniej": "Aby w ogóle coś twierdzić (zaprzeczać, pytać, dowodzić, badać), musimy zakładać różnicę między prawdą a fałszem oraz możliwość przynajmniej częściowo trafnego poznania". To stanowisko wydaje mi się właściwsze od Twojego, stawia bowiem pytanie jakie są warunki, jaka jest możliwość prowadzenia dyskusji.
Widzę to tak: mówiąc "Bóg istnieje" lub "Bóg nie istnieje" przyjmuję do wiadomości, że zdanie to jest może być prawdziwe lub fałszywe, takie same też mogą być moje argumenty. A zatem, ja nie zakładam, że mam dostęp do prawdy (lub fałszu), czyli dostęp do Boga (bo w rzeczywistości nie mam), tak jak Ty to czynisz. Nie zakładam adekwacji moich poglądów na naturę Boga z rzeczywistością (bo jej nie znam). Nie zakładam, że atrybuty Boga są wyłącznie naszymi projekcjami, ani też, że nimi nie są. Nie wynika również z tego, czy argumenty teistów trafiają w rzeczywisty byt, czy tylko w wyobrażenie o nim. A zatem zakładam, że potrafimy odróżnić prawdę od fałszu w ograniczonym jedynie zakresie (nasze możliwości poznawcze są ograniczone), zaś w sprawach Boga nasze możliwości poznawcze są niewielkie, mocno ograniczone, raczej niepewne a być może nawet w całości nietrafne.
I to już wszystko, co miałem do napisania. Pozostała część Twojej dość obszernej wypowiedzi pozostanie bez mojej reakcji. Inaczej być nie mogło.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . > Pytanie o istnienie Boga należy do najstarszych i najbardziej spornych w historii filozofii.- Brzostowski: Pan bowiem nie rozumie nawet mniej więcej kim jest Bóg. Definiuje Pan bogów jako różne postacie literackie i wtedy różnice które obydwaj znamy są faktycznie duże. I dalej nie rozumie Pan, że drogi poznania Boga są różne, a mimo tych formalnych różnic, Jahwe to ten sam Bóg, Starego czy NT, Biblia wprost o tym pisze, Allah to też ten sam Bóg, bo Mahomet do niego właśnie się odwoływał. Późniejsze ustalenia, dogmaty i tradcyja mają wtórne znaczenie.
Pan nie rozumie, że faktycznie, to każdy człowiek wierzący, trzymając się pańskiego sposobu myślenia, wierzy w innego boga. Na tym właśnie polega wiara i własne poszukiwanie boga. Religie są tylko drogowskazami, kierunkami, w których i tak sprawy formalne nie są istotne.
Trudno to Panu pojąć bez wiary w Boga. Ale wystarczy zapytać w miarę ogarniętego teistę i zrozumie. Dla wierzących niektóre rzeczy są po prostu łatwiejsze do zrozumienia, tak dar, zmysł. Pan nawet gdyby jeszcze kilka formalnych kierunków studiów skończył, bez wiary tego nie pojmie.www.racjonalista.pl/forum.php/s,672935/z,0.
|
|
 | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52278 punktów) | . O hipostazach, miedzy innymi bogach, można namiętnie pieprzyć bez końca, ale teraz nadeszły czasy, iż sensownie filozofować można tylko w kontekście nauki, a jeżeli tak to proszę podać naukową (weryfikowalną) definicję Boga? ===================== Nauka opiera się na niewierze!Nauka nie przyjęła żadnych metafizycznych założeń. Do fizykalizmu, monizmu, naturalizmu, materializmu i jak jeszcze by tego nie nazywał nauka doszła przez praktykę, stale potwierdzaną w doświadczeniach. W nauce dogmaty są nie możliwe, gdyż niczego nie przyjmuje się "na wiarę" wszystko (już z założenia) poddawane jest krytycznej weryfikacji. www.racjon(*).php/s,640660/z,0/d,29#w642687www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,665112#w665848= Nauki przyrodnicze (w terminologii angielskiej zwane natural sciences) to mało precyzyjne określenie dziedzin nauki, które zajmują się badaniem różnych aspektów świata materialnego, ożywionego i nieożywionego, zazwyczaj z zastosowaniem aparatu matematycznego, jak również właściwej sobie metodologii. Metodologia nauk - nauka zajmująca się metodami stosowanymi w naukach przy formułowaniu twierdzeń i teorii naukowych. Metodologia nauk analizuje nie tylko procedury badawcze, lecz także jej wytwory: pojęcia, hipotezy, twierdzenia. Choć wiedza naukowa w dużej mierze nosi charakter pewności, to są tam nie tylko tezy i twierdzenia, ale także bardzo często hipotezy, teorie, definicje, postulaty i prawdopodobieństwa. Wyniki badań naukowych bardzo często się zmieniają, są poprawiane w miarę postępu techniki. Teoria naukowa to całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. W przestrzeni nauki (dobra) teoria "mówi jak jest" w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków. Na przykład teoria Newtona może być stosowana jedynie do opisu ciał poruszających się z prędkością dużo mniejszą od prędkości światła. www.racjonalista.pl/forum.php/s,573743#w575884= Prywatne wypowiedzi profesorów nie są nauką. Nieważne, czy są wygłaszane w studiu telewizyjnym, na posiedzeniu zespołu parlamentarnego, czy na prywatnym blogu. Żeby z prywatnego poglądu zmieniły się w element naukowego dyskursu, trzeba spełnić ceremoniał, którego większość ludzi nie tylko nie rozumie, ale nawet nie wie o jego istnieniu. www.racjon(*).php/s,565192/z,0/d,18#w571447.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|