Racjonalista - Strona głównaDo treści
Odpowiedzialność raz jeszcze

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-04-2016 14:40olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odpowiedzialność raz jeszcze
Ocena 3 na 3
Uważam, że filozoficznie to najważniejsza kwestia. Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?

Oto główny dowód przeciwko chrześcijaństwu (nie obala teizmu, bo pozostaje możliwość istnienia Boga, który nie ma nic wspólnego z żadną znaną religią, ale jest to coś co nie daje personalizmowi możliwości obrony).

Obalenie koncepcji odpowiedzialności za czyny, lub wykazanie, że realnie jest ona czymś innym niż przedstawia to religia, to ostateczny cios w personalizm.

Argumentem, który poruszałem tu wielokrotnie jest przyczynowość, która powoduje, że zawsze to COŚ powoduje nasze decyzje. Coś, nie ktoś, nie żaden ja. Głód -> chęć pójścia po pizzę -> kupno i zjedzenie pizzy Dlaczego pizza, a nie mielone? Bo taka POWSTAŁA ochota. Można ją modyfikować, np pomyśleć o czymś innym, szukać innych rozwiązań i wtedy pojawia się ochota np na łazanki. Czyli zadziałał czynnik powodujący dalsze zastanawianie się. I każda ludzka decyzja musi być w ten sposób opisana i nie ma jednego spójnego ośrodka decyzyjnego. Wydaje się, że ten argument ostatecznie obala personalizm, ale jak widać teiści szukają od tego wykrętów.

W takim razie jest jeszcze jeden poważny argument. Przyjmijmy na chwilę model personalistyczny jako prawdziwy. Mamy tu osobę odpowiedzialną za swoje wybory, tzn za bity informacji powstające w danym mózgu. W takim razie osoba musi być odpowiedzialna za WSZYSTKO co od niej wychodzi. Jeśli jest choć jeden czynnik, za który nie jest odpowiedzialna, to nie może być odpowiedzialna ZA NIC. Chyba, że istnieją kryteria aby to odróżnić, ale muszą być one wprowadzone arbitralnie. Skąd je wtedy wziąć?

Są czyny dobre i złe, tzn korzystne i niekorzystne. Czasem przypadkowo zło wyjdzie na korzyść, np złodziej kradnie samochód, odpada mu koło i ma wypadek, czyli złodziej uratował niechcący niewinnego właściciela samochodu. Wychodziłoby więc na to, że intencje są tym czynnikiem, który odróżnia to czy czyn był dobry, czy zły i czy człowiek jest odpowiedzialny. Jednak nie możemy tego uznać, bo wtedy mamy czynniki, które spowodowały takie, a nie inne intencje u danej jednostki ludzkiej (zwierzęcia). I brak czynników blokujących to, za co jednostka tym bardziej nie może być odpowiedzialna. Jeśli więc nie intencje to co? Psychopata czasem nie ma złych intencji, tylko zwyczajnie nie rozumie moralności i kiedy zabija ofiarę za to, że nie poczęstowała go papierosem, jest przekonany o tym, że sam jest ofiarą, bo poszedł do więzienia. Fanatyk religijny lub fanatyk innej ideologii też robiąc źle jest przekonany, że robi dobrze. Ludzie stosują racjonalizacje swoich czynów, a zmiana kontekstu daje poczucie niewinności. Tylko, że to hipokryzja kiedy ktoś czuje się odpowiedzialny za jeden aspekt swojego życia, a nie czuje odpowiedzialności za inny. Czy odpowiedzialność dotyczy ostatniego działania bezpośrednio przed skutkiem, czy może jeszcze wcześniejszego? Często kobiety używają takiego argumentu "to przez ciebie zdradziłam, bo o mnie nie dbałeś". Gdyby politycy zalegalizowali twarde narkotyki i ludzie zaczęliby je ćpać i przez to by umierali, to odpowiedzialni są politycy, czy ci ludzie? Te przykłady pokazują bezsensowność odpowiedzialności i winy przypisanej od osoby.

Kiedy ktoś czyni niekorzystnie, to jest to wynik choroby (która kasuje odpowiedzialność za czyny) lub nieświadomości (nieznajomość prawa nie usprawiedliwia nieprzestrzegania tylko ze względu na egzekwowanie kary, a nie na realną odpowiedzialność).

Pozostaje już tylko "odpowiedzialność" przed społeczeństwem, które jako takie jest mechanizmem. Ta "odpowiedzialność" to też mechanizm.

Ewolucyjne podejście do moralności też traktuje ją jako mechanizm, czyli jest apersonalistyczne (choć teista może to przeramować i zrobić z tego personalizm, ale to już problem jego źle działającego mózgu). I ma to poważne konsekwencje moralne, bo na pewnym poziomie każdy z nas to świadomość, która jest uwięziona w danym mózgu i ciele i jest ona skazana na doświadczanie życia tak jakby była ona odpowiedzialna za robota, w którym jest zamknięta. "Wolna wola" to autonomia robota, a nie żadna wolność przypisana do świadomości i wyboru, czy też całego człowieka (mechanizm nie może być wolny, nie dotyczą go te kategorie co wrażliwą świadomość).

P.S.

Osoby próbujące podważyć mój punkt widzenia proszę o argumentację, żeby mi tu nie było apriorycznych stwierdzeń dotyczących mojej rzekomej głupoty, zaburzeń itd. Jeśli ktoś chce abstrahować od miary personalizmu i apersonalizmu, to proszę bardzo, ale potrzebne są na to argumenty, a nie tylko aprioryczne, arbitralne stwierdzenia użytkowników uważających się za autorytet.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marcin Ruthemann (79 punktów)
Zgadzam się, nie da sie wyznaczyć absolutnej odpowiedzialności.
Jednak życie w społeczeństwie każe nam wypracować pewne proste reguły, które pozwalają przypisać winę konkretnym ludziom lub tzw. czynnikom losowym.
Pewne reguły zostały wypracowane przez społeczeństwa empirycznie. Jeśli ktoś nie trzyma się reguł danej grupy, można go ukarać by jednak do nich się dostosował. Karę dostosowuje się do stopnia ingerencji w reguły grupy. Gdy zagrożone są fundamenty (lub coś co grupa za takie uważa, choć nie jest to prawdą, patrz religie) to uzasadniona staje się banicja czy kara śmierci - spójność grupy jest istotniejsza niż życie jednostki.
I taki mechanizm, skoro jest oparty na prostych regułach (na tyle by były zrozumiałe dla członków grupy) będzie generował błędy.Czasem ktoś ucierpi, choć nie zagrażał grupie. Trudno, zdarza się. Póki nie jest to nagminne, to grupa i jej reguły przetrwają. Jeśli z kolei reguły prowadziły nagminie do błędów, to daje to bodziec do ich modyfikacji.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ale ja nie piszę o regułach społecznych jako takich, tylko tym na ile są słuszne. Wg mnie to obecne reguły są złe i właśnie w ten sposób mogę się pocieszyć - ci ludzie nie są winni, są tylko tacy z genów. I dzięki temu mogę szanować siebie i innych, bo w przeciwnym przypadku bym nie mógł.

Kiedy oceniam w zgodzie z kategoriami społecznymi, to czuję się jakbym cofał swoje myślenie do poziomu przedszkola.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

A co to jest to "ja"?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
03-04-2016 22:53 
 0 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Moralność nie odnosząca się do "ja" nie ma praktycznie żadnego znaczenia dla jednostki. "ja" to społeczna maska oraz reprezentacja mentalna obrazu danego człowieka, w którego głowie ona jest
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Moralność nie odnosząca się do "ja" nie ma praktycznie żadnego znaczenia dla jednostki. "ja" to społeczna maska oraz reprezentacja mentalna obrazu danego człowieka, w którego głowie ona jest

Moralność to złożony, rozgałęziony mechanizm przetrwania, który ewoluuje wraz z ciałem.

Tu jest przykład jak mechanizm przetrwania działa w przyrodzie:
youtu.be/poy0V7kfbnQ
za mechanizm przetrwania można uznać pewien stan równowagi w naturze i działania podtrzymujące go. Zachowania moralne przywracające stan równowagi są niczym dreszcze w reakcji na ochłodzenie otoczenia ciała.

Nie wolno zapominać, że człowiek to w końcu tylko ruchomy kawałek skorupy ziemskiej, który u podstaw zbudowany jest podobni jak kamień.

-----------
I co w kontekście tego wątku oznacza pojęcie odpowiedzialności? Konsekwencja?

Czy człowiek zdolny jest do działania wbrew własnej woli? Wbrew własnym chęciom? Wbrew własnym potrzebom? Tylko po co? Nawet sądy bez motywu nie skazują.
Człowiek mógłby potencjalnie wbić sobie nawet gwóźdź w nogę lecz nikt poza masochistami tego nie robi.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>I co w kontekście tego wątku oznacza pojęcie odpowiedzialności? Konsekwencja?
>Czy człowiek zdolny jest do działania wbrew własnej woli? Wbrew własnym chęciom? Wbrew własnym potrzebom? Tylko po co? Nawet sądy bez motywu nie skazują.

Jeśli człowiek uzna własne chęci i potrzeby za złe, to działa wbrew własnej woli, bo z logicznej oceny wynika, że tak trzeba. Znika wtedy pojęcie sensu, a w zasadzie emocjonalny desygnat z tego słowa. Wtedy to co jest podporządkowane życiu nie jest ostateczną odpowiedzią, tylko powstaje dalej pytanie "a po co żyć?".
Zostaje więc instynkt przetrwania (strach przed śmiercią).

>Człowiek mógłby potencjalnie wbić sobie nawet gwóźdź w nogę lecz nikt poza masochistami tego nie robi.

Czasem i nie-masochista wbija przez nieuwagę gwóźdź w nogę i trzeba wtedy jechać na pogotowie
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli człowiek uzna własne chęci i potrzeby za złe, to działa wbrew własnej woli, bo z logicznej oceny wynika, że tak trzeba.
Żeby uznać własne chęci za złe, potrzebna jest na to ochota.

>"a po co żyć?".
bo nie masz wyboru.

>Zostaje więc instynkt przetrwania (strach przed śmiercią).
wszystko co czujesz i myślisz to instynkt przetrwania.
04-04-2016 01:17 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli człowiek uzna własne chęci i potrzeby za złe, to działa wbrew własnej woli, bo z logicznej oceny wynika, że tak trzeba.
>Żeby uznać własne chęci za złe, potrzebna jest na to ochota.

Nie ochota, tylko świadomość. Emocje tracą uzasadnienie, w ich miejsce wchodzi logika i znika możliwość spełniania takich pragnień.

>>"a po co żyć?".
>bo nie masz wyboru.

Kto tak powiedział? Samobójcy też nie mieli?

Gdyby nie umiejętność radzenia sobie z uczuciami, to pewnie bym nie żył. Nikt mi przecież nie może tego rozkazać i uznałbym taki rozkaz za największe zło w mojej hierarchii. Czyli ewentualny Bóg byłby bezwzględnie złym bytem. Czyli wg chrześcijan Bóg stworzył takich ludzi po to żeby byli wg niego źli i żeby móc ich za to skazać.

>>Zostaje więc instynkt przetrwania (strach przed śmiercią).

>wszystko co czujesz i myślisz to instynkt przetrwania.

Nieprawda. Do przetrwania wystarczyłoby mi jedzenie i picie. Cała reszta to już warunki życia.
04-04-2016 02:24 
 Ocena-1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Dobro i zło to zaledwie i aż podział na to czego chcesz i czego nie chcesz.

Myślenie to tylko i aż rozbudowane czucie.
Rzeczywistość jest logiczna i jednocześnie sprzeczna.
Myśląc logicznie toczysz się w określonym kierunku jak kamień po stoku.
Samobójca musi umrzeć, ty musisz żyć, obaj nie macie wyboru.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Dobro i zło to zaledwie i aż podział na to czego chcesz i czego nie chcesz.

Nie. Przedstawiasz dziwną koncepcję, która jest wewnętrznie sprzeczna. Czegoś chcę, a czegoś nie chcę, ale oprócz tego oceniam czy to czego chcę jest dobre, czy złe i podobnie z tym czego nie chcę. Zazwyczaj jest tak, że jeśli czegoś nie chcę, to muszę to zrobić, a kiedy czegoś chcę, to muszę godzić się z tym, że nie można tego zrealizować.

>Myślenie to tylko i aż rozbudowane czucie.

Też nie. Myślenie to myślenie, a czucie to czucie. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to przeciwieństwa.

>Rzeczywistość jest logiczna i jednocześnie sprzeczna.
>Myśląc logicznie toczysz się w określonym kierunku jak kamień po stoku.

No tak.

>Samobójca musi umrzeć, ty musisz żyć, obaj nie macie wyboru.

Nie muszę żyć i mam wybór, więc nie wiem o co Ci chodzi.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Twoje oceny własnych potrzeb wywodzą się z konfliktu sprzecznych potrzeb. W toku twojego rozumowania jedna potrzeba zwycięża inna, sprzeczną, wykluczającą.

Podam prosty przykład jednocześnie czujesz pociąg seksualny do młodej osoby i czujesz odpowiedzialność za prawidłowy rozwój tej osoby. Chciałbyś ale czujesz, ze nie możesz. Czujesz dwie sprzeczne potrzeby. Jedna musi zwyciężyć drugą abyś wiedział, w ktorym kierunku pójdziesz.
Stąd twój psychiczny podział własnych potrzeba na dobre i złe. Nie można pójść w prawo i w lewo jednocześnie. Musisz wybrać dobra drogę i zła.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie tak, choć podobnie.

Jest potrzeba, pragnienie niezbędne do poczucia sensu życia. I są fakty powodujące, że nie można tego spełnić. Pozostaje więc przymus życia z poczuciem niespełnienia tej potrzeby, a co za tym idzie wszystkie inne potrzeby stają się niepotrzebne i bezsensowne, a życie staje się przymusem. Czyli życie samo w sobie jest złe, albo ta potrzeba jest zła, bo powoduje brak sensu życia. Człowiek szuka rozwiązania, ale wszędzie gdzie mógł sprawdzić otrzymuje odpowiedź, że nie da się z tym nic zrobić. I zostaje już walka instynktu przetrwania i strachu przed śmiercią vs cierpienie. No i wygrał instynkt przetrwania, a cierpienie stało się przyzwyczajeniem, w dużej mierze wygasło wraz z nadzieją.

Konflikt sprzecznych potrzeb może być przejściowy, dotyczący mniejszej sytuacji, a może też być duży, który dotyczy sensu życia. Wtedy mówimy jednak o dwóch różnych rzeczach.
04-04-2016 04:56 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Moralność nie odnosząca się do "ja" nie ma praktycznie żadnego znaczenia dla jednostki. "ja" to społeczna maska oraz reprezentacja mentalna obrazu danego człowieka, w którego głowie ona jest

"Jest" - czyli konkretnie co tam robi?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
04-04-2016 12:43 
 Ocena-1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Spełnia funkcje potrzebne do dostosowania się do życia w społeczeństwie.
03-04-2016 19:02Nie na temat
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Osoby próbujące podważyć mój punkt widzenia proszę o argumentację, żeby mi tu nie było apriorycznych stwierdzeń dotyczących mojej rzekomej głupoty, zaburzeń itd. Jeśli ktoś chce abstrahować od miary personalizmu i apersonalizmu, to proszę bardzo, ale potrzebne są na to argumenty, a nie tylko aprioryczne, arbitralne stwierdzenia użytkowników uważających się za autorytet.
Merytoryczne rozmowy z Panem Olsonem wyglądają następująco:
www.racjon(*)m.php/s,700629/z,0/d,3#w700909
www.racjon(*)m.php/s,703486/z,0/d,5#w703948
Zamiast spróbować zrozumieć pisze Pan takie głupoty, obraża mnie Pan i w dodatku nie widzi Pan tutaj własnej winy.

I znów atakuje Pan ad personam. Resztę pomijam, bo niczego istotnego tam nie stwierdziłem. Poza oczywistymi dowodami na niezrozumienie moich słów...


Zachowuje się Pan jak dziecko, które nie rozumie co mówi nauczycielka, więc a priori uznaje to za bzdety i w dodatku się mądrzy, że wie lepiej.
Ale gdy ktoś lubi, ot tak sobie popieprzyć, to oczywiście można.

@@@
.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?

Tak. Na trzeźwo tak. Jak urwie Ci się film, to nie masz kontroli nad ciałem. Dlatego po pijaku się nie liczy
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?
>Tak. Na trzeźwo tak. Jak urwie Ci się film, to nie masz kontroli nad ciałem. Dlatego po pijaku się nie liczy

Odpowiedzialność prawna osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.

Nie ulega wątpliwości, że wśród wielu innych zagrożeń, jakie niosą ze sobą uzależnienia, leży także zagrożenie popełniania przez osoby uzależnione (bądź eksperymentujące) przestępstw, których być może nie popełniłyby, gdyby nie wprowadziły się w stan odurzenia czy upojenia. Często zachowania takich osób są niezwykle groźne, gdyż osoba taka nie zawsze może właściwie pokierować swoim postępowaniem, a często zatraca wszelkie hamulce i granice moralności. Ale czy to oznacza, że nie może odpowiadać za swoje czyny? Wprost przeciwnie. Obowiązujące przepisy prawne w wielu przypadkach wręcz zaostrzają odpowiedzialność prawną osób znajdujących się pod wpływem alkoholu czy innych środków odurzających, a także - w uzasadnionych przypadkach - umożliwiają umieszczenie takiej osoby w zamkniętym zakładzie leczniczym.


@@@
.
04-04-2016 14:35 
 Ocena 1 na 1
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>.
> Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?
>>Tak. Na trzeźwo tak. Jak urwie Ci się film, to nie masz kontroli nad ciałem. Dlatego po pijaku się nie liczy
> Odpowiedzialność prawna osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.Nie ulega wątpliwości, że wśród wielu innych zagrożeń, jakie niosą ze sobą uzależnienia, leży także zagrożenie popełniania przez osoby uzależnione (bądź eksperymentujące) przestępstw, których być może nie popełniłyby, gdyby nie wprowadziły się w stan odurzenia czy upojenia. Często zachowania takich osób są niezwykle groźne, gdyż osoba taka nie zawsze może właściwie pokierować swoim postępowaniem, a często zatraca wszelkie hamulce i granice moralności. Ale czy to oznacza, że nie może odpowiadać za swoje czyny? Wprost przeciwnie. Obowiązujące przepisy prawne w wielu przypadkach wręcz zaostrzają odpowiedzialność prawną osób znajdujących się pod wpływem alkoholu czy innych środków odurzających, a także - w uzasadnionych przypadkach - umożliwiają umieszczenie takiej osoby w zamkniętym zakładzie leczniczym.
>@@@
>.
>

Proszę Pana - to był żart...
A co do odpowiedzialności karnej - to moim zdaniem - powinna być zawsze taka sama. Nie ważne czy ktoś był trzeźwy czy nie. Dla mnie nie ważne jest czy Breivik był pijany, czy trzeźwy (choć gdyby był pijany nie zabiłby tylu ludzi).
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?
>Tak. Na trzeźwo tak. Jak urwie Ci się film, to nie masz kontroli nad ciałem. Dlatego po pijaku się nie liczy
Odpowiedzialność prawna osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających. (...)
>Proszę Pana - to był żart...
Możliwe, ale nawet wtedy, moim zdaniem, wymagał tego dopowiedzenia.

>A co do odpowiedzialności karnej - to moim zdaniem - powinna być zawsze taka sama.
A moim zdaniem nie. Jestem zwolennikiem relatywizmu moralnego: www.racjonalista.pl/forum.php/s,697257#w697747

> Nie ważne czy ktoś był trzeźwy czy nie.
Ważne. W większości państw - zgodnie z wymogami obowiązującego prawa - sędziowie przy wydawaniu wyroków biorą to pod uwagę. Ponadto nie tylko alkohol i narkotyki zaburzają nasze "trzeźwe" oceny rzeczywistości.

@@@
.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>.
> Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?
>>Tak. Na trzeźwo tak. Jak urwie Ci się film, to nie masz kontroli nad ciałem. Dlatego po pijaku się nie liczy
> Odpowiedzialność prawna osób znajdujących się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.Nie ulega wątpliwości, że wśród wielu innych zagrożeń, jakie niosą ze sobą uzależnienia, leży także zagrożenie popełniania przez osoby uzależnione (bądź eksperymentujące) przestępstw, których być może nie popełniłyby, gdyby nie wprowadziły się w stan odurzenia czy upojenia. Często zachowania takich osób są niezwykle groźne, gdyż osoba taka nie zawsze może właściwie pokierować swoim postępowaniem, a często zatraca wszelkie hamulce i granice moralności. Ale czy to oznacza, że nie może odpowiadać za swoje czyny? Wprost przeciwnie. Obowiązujące przepisy prawne w wielu przypadkach wręcz zaostrzają odpowiedzialność prawną osób znajdujących się pod wpływem alkoholu czy innych środków odurzających, a także - w uzasadnionych przypadkach - umożliwiają umieszczenie takiej osoby w zamkniętym zakładzie leczniczym.
>@@@
>.

Grożeniem i karaniem wpływa się na zachowania innych. To jest jeden z czynników warunkujących zachowania innych ludzi.
Każdy wie, ze pies wścieknie się i zaatakuje, jeśli uderzyć go kijem więc nikt go kijem nie okłada, podobnie jak nikt nie niszczy gniazda os.
Agresja kształtuje zachowania innych osobników w otoczeniu.
ZaKotem (8733 punktów)

>Kiedy ktoś czyni niekorzystnie, to jest to wynik choroby (która kasuje odpowiedzialność za czyny)
>lub nieświadomości (nieznajomość prawa nie usprawiedliwia nieprzestrzegania tylko ze względu na
>egzekwowanie kary, a nie na realną odpowiedzialność).
>Pozostaje już tylko "odpowiedzialność" przed społeczeństwem, które jako takie jest mechanizmem.

A jaka jest ta "realna" odpowiedzialność, niezależna od społeczeństwa i REALNYCH konsekwencji? Bo ja takiej nie znam. Kto wie, być może wolna wola jest złudzeniem. Ale wtedy takim samym złudzeniem jest wolna wola tych, którzy wymierzają różnie pojętą sprawiedliwość, oni też są zdeterminowani do uznania czyjejś winy lub nie oraz karania lub nagradzania takich czy innych czynów.

Budda nauczał, że dusza, w sensie - jednorodny ośrodek decyzyjny - jest złudzeniem. Ale co bardziej zaawansowani mistrzowie zen twierdzą, że nauczanie Buddy też jest złudzeniem, więc nie należy się tym za bardzo przejmować. Determinizm nie jest łatwo obalić, ale bardzo łatwo udowodnić, że jeśli go stosować konsekwentnie, nic z niego nie wynika.

Zenon z Kition stłukł niewolnika, przyłapanego na kradzieży. Ten bronił się, mówiąc: "Ale, panie, to, że kradłem, było moim przeznaczeniem". Zenon odparł: "Tak, i również to, że dostaniesz baty." To był starożytny, "astrologiczny" determinizm, ale tak samo można potraktować każdy inny.

-Wysoki sądzie, obrona udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że czyn oskarżonego został zdeterminowany przez fizykalne zjawiska zachodzące w jego mózgu, w związku z tym nie może on być uznany za odpowiedzialnego za to, co uczynił.
-Sąd nie podważa wywodu obrony. Jednakże, fizykalne zjawiska zachodzące w mózgu sądu determinują sąd do uznania oskarżonego winnym zarzucanych mu czynów i skazania go na najwyższy wymiar kary.

Wzruszają mnie nutrie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Realna odpowiedzialność, czyli to, że ktoś faktycznie jest winny. Tymczasem nie może być, bo nie ma osoby, która mogłaby być odpowiedzialna, winna i nie ma wolnej woli. Więc odpowiedzialność sprowadza się dokładnie do tego co w tym przykładzie:

>Zenon z Kition stłukł niewolnika, przyłapanego na kradzieży. Ten bronił się, mówiąc: "Ale, panie, to, że kradłem, było moim przeznaczeniem". Zenon odparł: "Tak, i również to, że dostaniesz baty." To był starożytny, "astrologiczny" determinizm, ale tak samo można potraktować każdy inny.

Czyli kara za czyn tak, ale nie dlatego, że ktoś jest winny i odpowiedzialny, tylko dlatego, że dane czyny muszą być potraktowane w taki, a nie inny sposób i jest to także myślenie przyczynowe.

>-Wysoki sądzie, obrona udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że czyn oskarżonego został zdeterminowany przez fizykalne zjawiska zachodzące w jego mózgu, w związku z tym nie może on być uznany za odpowiedzialnego za to, co uczynił.
-Sąd nie podważa wywodu obrony. Jednakże, fizykalne zjawiska zachodzące w mózgu sądu determinują sąd do uznania oskarżonego winnym zarzucanych mu czynów i skazania go na najwyższy wymiar kary.

Dokładnie tak. O tym piszę.

Czy nic z tego nie wynika? Ano zależy dla kogo. Dlaczego w ogóle cokolwiek miałoby wynikać, skoro jesteśmy tylko zwierzętami powstałymi w procesie ewolucji? Mamy za to taki defekt neurologiczny, że potrafimy odciąć się od realnego świata i zamknąć się w świecie mentalnym zbudowanym z własnych wierzeń. I szukamy mentalnych odpowiedników takich pojęć jak sens, dobro, piękno, wartości. I wszystko to jest puste dopóki jest na poziomie mentalnym. Jedynie doświadczanie jako takie ma sens. Doświadczanie poza prymitywnymi emocjami związanymi np z poczuciem, że jest się Janem Kowalskim i czuje się emocje związane z dopasowaniem lub niedopasowaniem do społecznych wartości.

Z myślenia przyczynowego wynika tyle, że kasuje ono błędne przekonania dotyczące personalizmu, ale także wielu innych spraw. Z niego samego nic nie wynika, ale może ono korygować błędne myślenie.
04-04-2016 22:49 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)

>Zenon z Kition stłukł niewolnika, przyłapanego na kradzieży. Ten bronił się, mówiąc: "Ale, panie, to, że kradłem, było moim przeznaczeniem". Zenon odparł: "Tak, i również to, że dostaniesz baty."

To również, moim zdaniem podważa w pewnym stopniu filozofię "karmy". Lub, może zacznę inaczej, "karma" w jodze jest przyrównywana obrazowo do koła, które się toczy, koło "karmy", czyli cyklu narodzin i śmierci, który niejako są w zasadzie jest drogą tego toczącego się koła do przerwania cyklu toczenia się poprzez kolejne narodziny i śmierć i tak, aż do pełnego oświecenia.

Oświecenia, które nieodzownie łączy się lub wynika, ze zdania sobie sprawy, że życie to jedynie "maja" (tetr,złuda). Według Joginów, jedyną możliwością osiągnięcia "samadhi", pełnego oświecenia jest CAŁKOWITE odcięcie się 'mentalne' od materialnego świata i chcenia czegokolwiek. '

Chcenie, które można nauczyć się poprzez techniki medytacyjne kontrolować, zawsze prowadzi do napędzania koła karmy. Jedynie pełne odrzucenie chcenia rzeczy materialnych może doprowadzić do oświecenia.

Idąc dalej tym tropem, można powiedzieć, że jeżeli moją karmą jest bycie (zostanie) okradzionym, to gdzieś musi istnieć złodziej, który tej kradzieży dokona. Dokona jej ponieważ chce rzeczy materialny, nie panuje nad "chceniem" i napędza koło (złej) karmy.

Tak więc z całej tej opowieści o 'karmie' w zasadzie wynika, że do puki ludzie nie nauczą się kontrolować swoich zapędów, zawsze będą się działy "złe" rzeczy.

Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
04-04-2016 23:59 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Karma to prosta koncepcja moralna, z której wynika, że to co robimy będzie oddane. To taki prymitywizm, który jest oderwany od wszystkiego. No i trzeba się wszystkiego wyrzec.

A czy w chrześcijaństwie jest inaczej? Ten sam defekt - jest sztywna moralność, nagrody za dobro i kary za zło, też jest kara po śmierci (tylko zdecydowanie gorsza, bo na wieki, ale to taki sam absurd jak karma). No i żeby być dobrym chrześcijaninem (wg Biblii), trzeba być ascetą. I też to odwołanie do chcenia i blokowania go. Czemu tak? Bo najprawdopodobniej osoby zajmujące się religią miały nadaktywność kory przedczołowej, co daje takie objawy. Kora przedczołowa uczestniczy w blokowaniu impulsów i odroczeniu przyjemności. Inni może mieli same "złe" impulsy, albo byli poniżani od dziecka i wyrobili sobie niską samoocenę, która nakazywała im biczować się za wszystko.

Generalnie jogini i chrześcijanie to ten sam kaliber, to samo upośledzenie. Różnią się tym, że buddyści dużo lepiej podeszli do zagadnienia percepcji i wypracowali wiele ciekawych technik i poczynili dużo ciekawych obserwacji.
wsx666 (1067 punktów)

>Generalnie jogini i chrześcijanie to ten sam kaliber, to samo upośledzenie. Różnią się tym, że buddyści dużo lepiej podeszli do zagadnienia percepcji i wypracowali wiele ciekawych technik i poczynili dużo ciekawych obserwacji.

Dokładnie. Też tak uważam.

Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
diogenes (42753 punktów)
>Czy ja jestem odpowiedzialny za swoje czyny?

Odpowiedzialność to kwestia umowna. W jednym systemie za te same czyny zostaniesz świętym, w innym - zignorowany, w jeszcze innym - utną ci głowę. Tak więc odpowiedzialność trzeba chyba potraktować dość formalnie: ludzie reagują na nasze (i swoje - poprzez internalizację norm) działania wedle obowiązujących, stanowionych norm. Jeśli działanie zredukować do czysto fizycznego aspektu - pustego zjawiska, jakby powiedział Budda - nie ma żadnej odpowiedzialności. Dlatego świat - a czasem i my sami - jest obojętny na nasze moralne dylematy, a nasze działania poza fizycznymi i - rzadziej, przez jakiś czas - kulturowymi skutkami nie mają żadnej moralnej natury. To ponury obraz. Dla Dostojewskiego w takim świecie, świecie "bez boga", można wszystko, przy czym przez owo wszystko rozumiał tylko zło. Ale skoro można wszystko, można też - logicznie rzecz biorąc - liczyć się z cierpieniem ludzi i innych istot.

Nie dręcz siebie i innych, a poza tym, rób co chcesz. To zdaje się cały problem odpowiedzialności.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Odpowiedzialność to kwestia umowna. W jednym systemie za te same czyny zostaniesz świętym, w innym - zignorowany, w jeszcze innym - utną ci głowę. Tak więc odpowiedzialność trzeba chyba potraktować dość formalnie: ludzie reagują na nasze (i swoje - poprzez internalizację norm) działania wedle obowiązujących, stanowionych norm. Jeśli działanie zredukować do czysto fizycznego aspektu - pustego zjawiska, jakby powiedział Budda - nie ma żadnej odpowiedzialności. Dlatego świat - a czasem i my sami - jest obojętny na nasze moralne dylematy, a nasze działania poza fizycznymi i - rzadziej, przez jakiś czas - kulturowymi skutkami nie mają żadnej moralnej natury. To ponury obraz. Dla Dostojewskiego w takim świecie, świecie "bez boga", można wszystko, przy czym przez owo wszystko rozumiał tylko zło. Ale skoro można wszystko, można też - logicznie rzecz biorąc - liczyć się z cierpieniem ludzi i innych istot.

Bardziej ponury świat jest taki, w którym nic nie można, a Dostojewski nie był zdrowy. Dużo jest racji w tym co napisałeś. Warto brać pod uwagę to, że ludzie reagują często instynktownie, więc nie ma sensu kierować się normami społecznymi, czyli odpowiedzialność sprowadza się do życia w zgodzie z własnymi wartościami.

>Nie dręcz siebie i innych, a poza tym, rób co chcesz. To zdaje się cały problem odpowiedzialności.

Ale czasem własne wartości dręczą osobę, która się nimi posługuje. I wtedy raczej nie można robić tego co się chce. Co wtedy?
05-04-2016 21:35 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)
>>Dlatego świat - a czasem i my sami - jest obojętny na nasze moralne dylematy, a nasze działania poza fizycznymi i - rzadziej, przez jakiś czas - kulturowymi skutkami nie mają żadnej moralnej natury. To ponury obraz. Dla Dostojewskiego w takim świecie, świecie "bez boga", można wszystko, przy czym przez owo wszystko rozumiał tylko zło. Ale skoro można wszystko, można też - logicznie rzecz biorąc - liczyć się z cierpieniem ludzi i innych istot.

Dokładnie tak jest. Zaobserwowałem to na własnej osobie. Uważam, że można się 'samoprogramować'.
Nie raz powtarzałem, że nie wierzę w posiadanie 'wolnej' woli, oraz, że jesteśmy biologicznymi robotami itp. Mimo to wiem, że można się programować 'na dobro'. To, że nie ma moralności, że to tylko maska w relacjach społecznych i tak dalej, że można robić wszystko bez poczucia winy, bo to tylko system narzuca poczucie winy, że można się zaprogramować tak by nie czuć wyrzutów sumienia to fakt. Natomiast drugą strona medalu jest możliwość zaprogramowania się na pozytywne działania, mogę czynić zło, ale nie czynię. Pomagam ludziom ot tak, bezinteresownie w kontekście materialnym a korzyścią jest dla mnie radość którą odczuwam.

Wielką rolę w programowaniu społeczeństw odgrywa, raz...wczesna edukacja (WĄTPLIWEJ JAKOŚCI), indoktrynacja religijna dzieci (BARDZO ZŁA), oraz "massmedia". Wiadomości emanują zastraszaniem ludzi, roztrząsają konflikty, manipulują informacją tak, aby człowiek się bał. To wszystko bzdury, świat jest piękny i zawsze taki będzie jeżeli tak będziesz po prostu o nim myślał. Nie ważne jaki jest dla innych to tylko ICH obraz świata i interpretacja danych.

Ja uważam, dogłębnie jestem przekonany, że żyjemy w najlepszym możliwym dla nas świecie, bo innego po prostu nie ma. Inaczej mówiąc, świat jest jeden i jak go zinterpretujemy taki będziemy mieli jego obraz i co do niego odczucia. Jak ktoś woli się wszystkiego bać i narzekać to jego sprawa. Ja wiem, że można się z tego wyzwolić i żyć w świecie ale POZA NIM.

Na koniec dwa zasłyszani cytaty. :

1. "Życie jest ciężkie? W porównaniu do czego?"

2. "Wyrzuty sumienia nigdy nie powstrzymają cię przed popełnieniem najgorszej zbrodni, nie pozwolą ci się jedynie z niej w pełni cieszyć.

Pozdrawiam.

Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Problem w tym, że nie wszystko można przeprogramować, a jeśli okaże się, że wszystko, to nie ma już niczego do przeprogramowania, nie ma żadnego interesu w niczym i wszystko jest bezsensowne.

>To wszystko bzdury, świat jest piękny i zawsze taki będzie jeżeli tak będziesz po prostu o nim myślał. Nie ważne jaki jest dla innych to tylko ICH obraz świata i interpretacja danych.

Interpretacja nie zależy tylko od tego kto interpretuje, ale też od tego w jakiej kto jest sytuacji, a życie nie jest kolorowe. Jak ktoś ma dobrze, to niech się cieszy.

>Ja uważam, dogłębnie jestem przekonany, że żyjemy w najlepszym możliwym dla nas świecie, bo innego po prostu nie ma. Inaczej mówiąc, świat jest jeden i jak go zinterpretujemy taki będziemy mieli jego obraz i co do niego odczucia. Jak ktoś woli się wszystkiego bać i narzekać to jego sprawa. Ja wiem, że można się z tego wyzwolić i żyć w świecie ale POZA NIM.

A ja sądzę, że żyjemy w jednym z najgorszych możliwych światów i twierdzę tak dlatego, że ewolucja do dostosowania potrzebuje minimum, a nie maksimum. Możliwe, że gdzieś jednak są inne światy i gdzieś jest lepiej.

>2. "Wyrzuty sumienia nigdy nie powstrzymają cię przed popełnieniem najgorszej zbrodni, nie pozwolą ci się jedynie z niej w pełni cieszyć.

A może właśnie powstrzymają?
05-04-2016 22:45 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)
>Problem w tym, że nie wszystko można przeprogramować, a jeśli okaże się, że wszystko, to nie ma już niczego do przeprogramowania, nie ma żadnego interesu w niczym i wszystko jest bezsensowne.

Właśnie dokładnie o to chodzi! "Życie" jest bezsensowne i to jest najlepsze, bez odgórnie narzuconego 'sensu' można sobie zbudować własny model i 'wybrać' sens swojego istnienia wedle upodobania, albo egzystować bez sensu i też git. Mi się to właśnie podoba. Myślę, że z moim charakterem wolę egzystencję bez jakiegokolwiek sensu, niż gdyby sens istnienia miał by mi być narzucony sztywno, niejako 'odgórnie'.

>Interpretacja nie zależy tylko od tego kto interpretuje, ale też od tego w jakiej kto jest sytuacji, a życie nie jest kolorowe. Jak ktoś ma dobrze, to niech się cieszy.

Ja kiedyś słyszałem, że piękno nie zależy od miejsca...ale od czasu. To prawda, nie łatwo pozytywnie interpretować, kiedy czas jest zły, ale właśnie o tym pisałem, że można się tak zaprogramować, że czas jest zawsze dobry. Nie twierdzę, że to łatwe, wymaga praktyki.

>A ja sądzę, że żyjemy w jednym z najgorszych możliwych światów i twierdzę tak dlatego, że ewolucja do dostosowania potrzebuje minimum, a nie maksimum. Możliwe, że gdzieś jednak są inne światy i gdzieś jest lepiej.

Moim zdaniem, skoro istniejemy na tej planecie, jako jej twory, to nie mamy prawa podważać jakości warunków tej rzeczywistości, jest jak jest. Czy tu jest dobrze, czy źle to bardziej kwestia zbudowanego modelu i interpretacji, oraz swego rodzaju uzyskania stanu pogodzenia się z ułomnościami naszego bytu, niż odgórnej klasyfikacji na złe i dobre światy. Bo jaki miał by być ten dobry? Bez skrajności nie docenisz przeciwności stanów w jakich się znajdujesz. Różnorodność możliwych stanów jest mim zdaniem konieczna aby istniała rozbudowana egzystencja.

>>2. "Wyrzuty sumienia nigdy nie powstrzymają cię przed popełnieniem najgorszej zbrodni, nie pozwolą ci się jedynie z niej w pełni cieszyć.
>A może właśnie powstrzymają?

No nie, bo pojawiają się (wyrzuty sumienia), po czynie.

Pozdrawiam.

Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Właśnie dokładnie o to chodzi! "Życie" jest bezsensowne i to jest najlepsze, bez odgórnie narzuconego 'sensu' można sobie zbudować własny model i 'wybrać' sens swojego istnienia wedle upodobania, albo egzystować bez sensu i też git. Mi się to właśnie podoba. Myślę, że z moim charakterem wolę egzystencję bez jakiegokolwiek sensu, niż gdyby sens istnienia miał by mi być narzucony sztywno, niejako 'odgórnie'.

Racja, źle się wyraziłem, napisałem tym razem z emocji Mowa o sensie życia jako takim, a ja pisałem o indywidualnym sensie, do którego jest potrzebna jakaś wartość i stałość, czyli jeśli wszystko co się na mnie składa jest możliwe do zmiany, to bez sensu żyć będąc takim jak jestem. A jeszcze większym problemem jest to, że nie wszystko jest do zmiany. Czy życie z ustalonym sensem jest lepsze? Tu właśnie mam dylemat moralny. Wiem, że pozbycie się złych cech byłoby możliwe gdybym tylko miał jakiś sens, bo byłoby to coś z powodu czego warto zmieniać inne cechy.

Nie można wybrać sensu wg swojego upodobania. Tak naprawdę to upodobanie jest wdrukiem w podświadomość, którego właśnie nie można tak sobie świadomie zmienić. Dużą rolę grają emocje.

>Ja kiedyś słyszałem, że piękno nie zależy od miejsca...ale od czasu. To prawda, nie łatwo pozytywnie interpretować, kiedy czas jest zły, ale właśnie o tym pisałem, że można się tak zaprogramować, że czas jest zawsze dobry. Nie twierdzę, że to łatwe, wymaga praktyki.

Nie można się chyba tak zaprogramować. Wiązałoby się to z pozbyciem się emocji, czyli nie byłoby wtedy zła, ale kosztem braku dobra.

>Moim zdaniem, skoro istniejemy na tej planecie, jako jej twory, to nie mamy prawa podważać jakości warunków tej rzeczywistości, jest jak jest. Czy tu jest dobrze, czy źle to bardziej kwestia zbudowanego modelu i interpretacji, oraz swego rodzaju uzyskania stanu pogodzenia się z ułomnościami naszego bytu, niż odgórnej klasyfikacji na złe i dobre światy.

Czemu nie mamy prawa podważać? Właśnie mamy i może dzięki temu kiedyś uda się zmienić te warunki i prawa fizyki. Brzmi abstrakcyjnie, ale kto wie co przyniesie przyszłość?

>Bo jaki miał by być ten dobry? Bez skrajności nie docenisz przeciwności stanów w jakich się znajdujesz. Różnorodność możliwych stanów jest mim zdaniem konieczna aby istniała rozbudowana egzystencja.

Nie umiem sobie tak naprawdę wyobrazić dobrego, ale wiadomo co tu jest złe na tyle, że odbiera sens istnienia wielu ludziom. Swoją drogą dobry świat wydaje mi się utopią, bo modyfikacja jakiegoś złego elementu spowoduje, że zło wyjdzie inną drogą.

>>>2. "Wyrzuty sumienia nigdy nie powstrzymają cię przed popełnieniem najgorszej zbrodni, nie pozwolą ci się jedynie z niej w pełni cieszyć.
>>A może właśnie powstrzymają?
>No nie, bo pojawiają się (wyrzuty sumienia), po czynie.

Przed też, np samo złe pragnienie może wywoływać wyrzuty sumienia.

Pozdrawiam.
05-04-2016 22:36 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
> wiem, że można się programować 'na dobro'.

Ciekawa sprawa. Taka autodeterminacja ma jednak swoje uwarunkowania. Weź chociażby pod uwagę obietnice palaczy, otyłych żarłoków, alkoholików czy ćpunów, zdradzających seksoholików, itp. - zwykle nie dotrzymują złożonych sobie i innym obietnic. Jak gdyby jakaś inna wola (fizjologia) igrała ich postanowieniami i nie mogą złamać kodu dostępu do tego nadrzędnego programu. Znam kilku takich..., z sobą włącznie.

> drugą strona medalu jest możliwość zaprogramowania się na pozytywne działania, mogę czynić zło, ale nie czynię.

Dokładnie. Wcale nie potrzeba do tego religijnych uzasadnień albo widma doczesnej kary. Można być dobrym tak, jak się kopie przed sobą pustą puszkę po piwie....Podobnie jest ze złem.

>Pomagam ludziom ot tak, bezinteresownie w kontekście materialnym a korzyścią jest dla mnie radość którą odczuwam.

Właśnie. Mnie dobro ani ziębi, ani grzeje. Wybieram je ze względów egoistycznych: ludzie zostawiają mnie w spokoju, a spokój cenię sobie wyżej od dobra: mam czas dla siebie. Trawestując biblijny morał: oddaj innym, co im się należy, i nie zapominaj o sobie. Być dobrym na odczepnego...

> Inaczej mówiąc, świat jest jeden i jak go zinterpretujemy taki będziemy mieli jego obraz i co do niego odczucia.

Jakość świata nie zależy jednak tylko od jego interpretacji; zmieni się, kiedy poczujesz kamyk w bucie lub kleszcza pod pachą. Nie widzę głębszych powodów, by scalać pamięcią światy z różnych momentów w jakąś abstrakcyjną jedność. Do praktycznego życia wystarczą słabsze założenia.

>Jak ktoś woli się wszystkiego bać i narzekać to jego sprawa. Ja wiem, że można się z tego wyzwolić i żyć w świecie ale POZA NIM.

Masz na myśli emocjonalny dystans? Bo chyba nie chodzi o jakąś dziwaczną formę bilokacji...

>1. "Życie jest ciężkie? W porównaniu do czego?"

To podobna kwestia jak wspomniana jedność świata: tu chodziłoby o jedność życia. Porównujemy ze sobą różne jego momenty, wtedy np. młodość jest lżejsza od starości, a życie z chorobą jest cięższe od życia w zdrowiu.

>2. "Wyrzuty sumienia nigdy nie powstrzymają cię przed popełnieniem najgorszej zbrodni, nie pozwolą ci się jedynie z niej w pełni cieszyć.

Oczywiście. Wyrzuty sumienia następują po zbrodni, więc trudno brać je pod uwagę tak, jak jej przeżyty motyw.

>Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.

Jasne. Ale gdyby uczynić z tego powszechny imperatyw, taki, o jakim myślał Kant, społeczeństwo rozleciałoby sie w drobiazgi. To motto dla indywidualistów, pachnie Nietzschem, którego cenię.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
05-04-2016 23:09 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)

>Ciekawa sprawa. Taka autodeterminacja ma jednak swoje uwarunkowania. Weź chociażby pod uwagę obietnice palaczy, otyłych żarłoków, alkoholików czy ćpunów, zdradzających seksoholików, itp. - zwykle nie dotrzymują złożonych sobie i innym obietnic. Jak gdyby jakaś inna wola (fizjologia) igrała ich postanowieniami i nie mogą złamać kodu dostępu do tego nadrzędnego programu. Znam kilku takich..., z sobą włącznie.

No ja też, mam swoją 'przeszłość'. Wyszedłem z wielu samo destrukcyjnych nałogów, nawyków. Nie było łatwo. Po prostu, pomalutku uczyłem się panować nad sobą i tyle. Nikt mi w tym nie pomagał. Miałem dość w pewnym wieku problemów i zainicjowały się we mnie zmiany i tyle. Teraz mam większy spokój i więcej czasu dla rodziny i czas na 'łagodniejsze' hobby. Powiem z doświadczenia tak... nie można się wyzbyć pociągu do tego o czym pisałeś, ale wiem, że można i to dość łatwo nauczyć się nie ulegać 'płomieniowi' rozpalającemu się gdzieś w brzuchu na samą myśl o przygodnej imprezce. Można go zgasić, z czasem i praktyką coraz łatwiej, aż w pewnym momencie to tylko lekko łechtający płomyczek, łatwy do zignorowania.

>Właśnie. Mnie dobro ani ziębi, ani grzeje. Wybieram je ze względów egoistycznych: ludzie zostawiają mnie w spokoju, a spokój cenię sobie wyżej od dobra.

Dokładnie tak samo do tego podchodzę, robię dobrze i mam spokój, zarówno wewnętrzny jak i nikt obcy nie sprawia mi problemów. Spokój to dobry stan, polubiłem go po latach niepokoju powodowanego hulaszczym, nie odpowiedzialnym trybem życia.

>Jakość świata nie zależy jednak tylko od jego interpretacji; zmieni się, kiedy poczujesz kamyk w bucie lub kleszcza pod pachą. Nie widzę głębszych powodów, by scalać pamięcią światy z różnych momentów w jakąś abstrakcyjną jedność. Do praktycznego życia wystarczą słabsze założenia.

No tak, zgadzam się, tylko, że chodzi mi z tą 'interpretacją' o to, że dla jednego kamyk czy kleszcz to będzie dramat i koniec świata i w ogóle jakieś fatum na niego spadło. Ja interpretuję to jako przypadek, nic negatywnego, idę dalej przez świat ciesząc się, że mam jeszcze czas pobyć tutaj chwile, bo wielu właśnie ta chwila się kończy.

Do takiego podejścia i ogólnie przemiany, zainspirował mnie kolega, myślę, że przez zupełny przypadek. Byłem w bardzo nie ciekawej sytuacji życiowej, ledwo wiązałem koniec z końcem i ogólnie załamka. Kiedyś z nim rozmawiałem o tym jak mi ciężko, a on tylko powiedział, "wiesz ilu ludzi chciało by być na twoim miejscu?" (chodziło mu, że mają sto razy gorzej). To było jak strzał pioruna w moją głowę, te niepozorne zdanie. Było to wiele lat temu, ale zapoczątkowało moją przemianę.

>Masz na myśli emocjonalny dystans? Bo chyba nie chodzi o jakąś dziwaczną formę bilokacji...

Tak w 100% mam na myśli emocjonalny dystans, super wielki dystans do świata i emocji.

>Oczywiście. Wyrzuty sumienia następują po zbrodni, więc trudno brać je pod uwagę tak, jak jej przeżyty motyw.

Dokładnie, dlatego nie powstrzymają, ale można się też nauczyć (wytrenować dosłownie) nie czuć wyrzutów sumienia... a wtedy to łoooo panie...masakra.

>Jasne. Ale gdyby uczynić z tego powszechny imperatyw....

Żaden to imperatyw, motywuje mnie to 'hasełko' do tego by nie zapominać o realizacji postawionych celów, ot tyle.

Pozdrawiam.


Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
06-04-2016 19:42 
 Ocena-1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Osobowość polega na pewnej stałości myśli, wniosków, wyborów, zachowań.
Środki psychotropowe zmieniają osobowość a zatem po zażyciu mamy juz do czynienia z inna osobą, która inaczej myśli, wnioskuje, decyduje i działa.

Ktora z tych dwóch różnych osobowości jest prawdziwa a która falszywa?
Obie są prawdziwe? Byt kształtuje świadomość? Otoczenie kształtuje świadomość?

Każdy zziębnięty okryje się kocem. Z wyboru czy automatycznie?

Człowiek, małpa, kot, mysz, mrówka, dżdżownica, bakteria, roślina, grzyb - to wszystko świadome roboty. Tak jak i komputery są świadome i czujące.
Malo kto pojmuje, ze kamera internetowa to prawdziwe oko, u podstaw takie samo jak i ludzkie.

Myśląc możemy obserwować oprogramowanie od wewnątrz, to które w komputerach obserwujemy z zewnątrz. Tak to widzę.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Osobowość polega na pewnej stałości myśli, wniosków, wyborów, zachowań.

Ta stałość jest bezsensownie wprowadzona do definicji. Jeśli ktoś decyduje się być przewidywalnym, to wtedy ma stałą osobowość, a jeśli nie?

>Środki psychotropowe zmieniają osobowość a zatem po zażyciu mamy juz do czynienia z inna osobą, która inaczej myśli, wnioskuje, decyduje i działa.
>Ktora z tych dwóch różnych osobowości jest prawdziwa a która falszywa?
>Obie są prawdziwe? Byt kształtuje świadomość? Otoczenie kształtuje świadomość?

Prawdziwa jest obecna, bo jedynym kryterium jakie możemy przyjąć jest to co się stało, a nie to co się teoretycznie mogło stać gdyby coś tam, bo wtedy każdy teoretycznie mógłby być najlepszy i najgorszy. I na to czy jestem lepszy wpływa tylko i wyłącznie bieg wydarzeń. To złudzenie, że cokolwiek w tym biegu wydarzeń kontrolujemy. Natomiast (żebym nie był źle zrozumiany) każdy z nas (robotów) ma swoją autonomię. Nie oznacza to jeszcze, że to "ja" decyduję. Wręcz przeciwnie - żelazną zasadą wynikającą bezpośrednio z logiki jest to, że zawsze i wszędzie nasze wybory są zdeterminowane przez czynniki niezależne od nas samych. Natomiast zdrowy człowiek ma wrażenie, że coś od niego zależy.

>Każdy zziębnięty okryje się kocem. Z wyboru czy automatycznie?

Jedno i drugie. Skąd rozgraniczenie? Każdy wybór też zachodzi automatycznie, tylko niektóre mechanizmy są mniej skomplikowane, a inne bardziej.

>Człowiek, małpa, kot, mysz, mrówka, dżdżownica, bakteria, roślina, grzyb - to wszystko świadome roboty. Tak jak i komputery są świadome i czujące.
>Malo kto pojmuje, ze kamera internetowa to prawdziwe oko, u podstaw takie samo jak i ludzkie.
>Myśląc możemy obserwować oprogramowanie od wewnątrz, to które w komputerach obserwujemy z zewnątrz. Tak to widzę.

Z kompem to przecież tylko metafora. Chyba, że to ja nie zrozumiałem żartu
06-04-2016 22:07 
 Ocena 1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Z kompem to przecież tylko metafora. Chyba, że to ja nie zrozumiałem żartu

Z kompem to ani metafora ani żart. Nie wierzę w podział na żywy i martwy. Wg mnie kształtowanie się materii organicznej nie różni się u podstaw od procesu krystalizacji.

Wg mnie każda część rzeczywistości jest świadoma u podstaw tak samo jak ludzkie ciało. Komputer czuje, myśli, wnioskuje, decyduje, działa podobnie do człowieka. Także ma osobowość.

Ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, że tworzą komputer na swój wzór i podobieństwo.
Nie potrzeba żadnej dodatkowej jakości aby przypisać komputerowi miano sztucznej inteligencji. Każda maszyna jest inteligenta. każde urządzenie, nie tylko komputer.
Maszyny operują innymi pojęciami rzeczywistości niż człowiek lecz są świadome u podstaw tak jak człowiek.

Człowiek jest ruchomym elementem skorupy ziemskiej. Wciąż należy do skorupy ziemskiej i nigdy nie przestał być jej częścią. Zrodzony z grawitacji ziemskiej i promieniowania słonecznego.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To są tylko proste analogie, a tak naprawdę nie wiemy co odpowiada za świadomość. Tak naprawdę na 100% możesz wiedzieć tylko o własnej świadomości. Świadomość człowieka jest tworzona przez mózg, ale to nie znaczy, że jej symulacja też żyje. To już jakieś nieuprawnione wnioski.

Na tej zasadzie co piszesz to skoro jestem ssakiem i krowa jest ssakiem, to jestem krową. Jestem biały, a kreda też jest biała, z czego wniosek, że kreda jest krową
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>To są tylko proste analogie, a tak naprawdę nie wiemy co odpowiada za świadomość.

Ludzkie wnioskowanie, ludzkie procesy myślowe, nawet bardzo złożone, potrafią zrealizować maszyny i bynajmniej nie tylko komputery, lecz przeróżne urządzenia.

Czyż to nie wystarczający za dowód na to, że ludzki mózg jest tą samą maszyną?

A nikt nie dostrzega może, że myślenie kosztuje czas i energię?

Dlaczego potrzebujesz czasu na zbudowanie wniosku? Bo ładunki elektryczne muszą przepłynąć przez sieć neuronów a tam prędkość dryfu cząstek ogranicza sieć krystaliczna?

Ludzkie ciało jest niczym wir w rzece, szczególnie złożonym układem w czasie i przestrzeni, który wynika z tym samych oddziaływań elementarnych, które tworzą otoczenie ludzkiego ciała. Otoczenie, które także jest świadome.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To jest ciekawe jak przeciwne wnioski ludzie mogą wyciągać z tych samych przesłanek. To pewnie kwestia umiejętności myślenia abstrakcyjnego. Postaraj się wyizolować wszystkie elementy do jak najmniejszych cząstek. Maksymalna sublimacja elementów myślenia oddziela samą doświadczalną świadomość od procesów kognitywnych. Niby tu i tu używamy słowa "świadomość", ale to są 2 inne rzeczy.

1. Procesy kognitywne - czyli to jak mózg myśli jako urządzenie, biorobot. Tu jest np miejsce osobowości, przekonań, wierzeń, faktu posiadania emocji, myślenia, samoobserwacji robota, umiejętności stosowania w praktyce tych obserwacji (i tu każdy z nas się różni, bo przyczyny i skutki determinują każdego człowieka w inny sposób i ustalają inny bieg wydarzeń dla każdego, co jest po prostu teatrem, filmem z randomowej symulacji). I obserwując ten poziom możemy powiedzieć, że ludzie to po prostu zwierzęta, moralność to po prostu przystosowanie gatunku do życia, emocje i uczucia to skutek ewolucji i wynik procesów chemicznych, Twoja świadomość to złudzenie.

2. Świadomość, czyli wewnętrzna treść doświadczenia z danego punktu widzenia. Wyobraź sobie "cząstkę" świadomości. W zasadzie nazwy tych procesów powinny być inne, żeby można było to odróżnić. I jest taka nazwa - quale. Czyli doświadczasz bólu głowy i istnieje wtedy właśnie ten ból głowy, a to co powie neurobiolog lub lekarz będzie tylko opisem mechanizmu działania, ale nie odwołuje się to do odczuwalnego bólu jako takiego.

Nie wiedzieć czemu wiele osób łączy te dwa procesy jakby to było jedno zjawisko. Też teraz popełniłeś ten błąd, a ja nie potrafię zrozumieć jak uzasadniłbyś takie myślenie indukcyjne, które łączy procesy kognitywne z quale. I nie piszę o tym, że jedno wynika z drugiego, czyli quale jest produktem działania umysłu. Mówiąc o oddzieleniu mam na myśli np:
Podejmowanie decyzji i wrażenie, że jest się podejmującym decyzję
Posiadanie uczuć i czucie
Itd.

I jest tu wyraźny podział na to co wewnętrzne i to co zewnętrzne, choć de facto to oddzielenie też jest iluzją, bo jedno przeplata się z drugim i wzajemnie na siebie oddziałuje.

A/ Wewnętrzne kojarzy się z "ja", czyli osobowością i wrażeniem, że jest się jakimś centrum decyzyjnym mózgu. Wiąże się to z uczuciami, emocjami, myśleniem itd, ale nie jest treścią świadomości. Myślenie o sobie jako o osobie. Z tego punktu widzenia jedynym co jest pewne to tu i teraz, sam fakt doświadczania iluzji, fatamorgany. Z tego poziomu nie wiadomo co jest czym, ale wiadomo jak się objawia, jak się tego doświadcza. Z tego poziomu każda prawda jest subiektywna i niczego nie wiadomo na 100%

B/ Zewnętrzne kojarzy się z obiektywnym punktem widzenia, choć taki nie istnieje. Jest to nadal subiektywna opinia, ale dotyczy ona świata zewnętrznego, takiego możliwego do zbadania. Badaniu służy metoda naukowa: pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa - logika naturalna dla człowieka, naturalna już dla małego dziecka, które zadaje pytania o to skąd coś wiadomo. Z tego punktu widzenia emocje, myśli, "ja" nie są w centrum doświadczenia i nie stanowią spójności. Są osobnymi zagadnieniami do zbadania. To o czym mówimy, że wiadomo, to wyniki badań i sprawdzanie ich wielokrotnie w praktyce, abstrahowanie mechanizmów działania. Wiedza odnosi się jednak do konkretnych rzeczy i tak naprawdę jest modelem jak najtrafniej opisującym badaną rzeczywistość. Rzeczywistość badana różni się od doświadczanej i opiera się na czystej obserwacji, budowaniu teorii na jej temat, sprawdzaniu teorii, wyłanianiu najlepszej. Z tego właśnie punktu widzenia wynika to o czym napisałem w punkcie 1. Tu mówimy o prawdzie intersubiektywnej.

Jako ciekawostkę wtrącę, że nie znam ani jednego teisty, który odróżnia te poziomy i który by odróżniał prawdę obiektywną od intersubiektywnej. Teista mówi jak "jest", bo wierzy w to, że jest jakaś stała jedna prawda, a on jest jakąś specjalną jednostką zwaną duszą, która jest wnętrzem obserwacji jakiegoś Truman Show. Jest jak jest i koniec, nie trzeba myśleć. Za to można tworzyć racjonalizacje wokół tego już dawniej wymyślonego, tzn przejętego z otoczenia poglądu i rozwijać tę część wyobraźni co kłamca wymyślający wymówki. A jeśli wierzy się w wymówki, to zło wydaje się być usprawiedliwione. No i "trzeba" zrobić to co jest skojarzone z dobrem i wtedy jest się zbawionym, więc wszystko jest proste.

Hmm no i teraz tak: myślenie wewnętrzne jest bardziej charakterystyczne dla kobiet, a zewnętrzne dla mężczyzn, choć nie ma tu sztywnego podziału - jest tylko tendencja wynikająca z ewolucji, a optymalna zdaje się równowaga.

Myślę, że w swojej teorii całkowicie pominąłeś myślenie wewnętrzne - wiesz na pewno tylko to, że Ty masz świadomość w sensie quale. Podejrzewasz i jesteś tego prawie pewny, że inni mężczyźni też tak mają, bo to ludzie biologicznie podobni do Ciebie. W dalszym stopniu też jesteś tego prawie pewien, że kobiety mają ten rodzaj świadomości (z myślenia zewnętrznego wynika tylko to, że zachowują się w taki, a nie inny sposób, czyli skoro jesteś człowiekiem i kobieta jest człowiekiem, to skoro myślisz i czujesz, to ona też myśli i czuje, a nie tylko się tak zachowuje). Zauważ, że de facto to hipoteza, w którą wierzysz. Nie wiem natomiast po co wierzyć w teorie o niskim poziomie prawdopodobieństwa (choć de facto i ocenę prawdopodobieństwa można odrzucić jako niezgodną z faktyczną rzeczywistością w tych przypadkach gdy ocena się nie sprawdziła, czyli to też tylko mentalny model).
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ty tworzysz jakieś emocjonalne syntezy typowe dla teistów. Wygłosiłeś teraz właśnie niemożliwe do sprawdzenia tezy i nawet nie zdefiniowałeś świadomości, o którą Ci chodzi. Łączysz wszystko ze wszystkim i wychodzi z tego nic.

A ciekawym dylematem w tym temacie jest to jak połączyć spojrzenie zewnętrzne z wewnętrznym i jak oddzielić to na co mamy wpływ od tego na co nie mamy wpływu (wiemy jak się mają plany do rzeczywistości, choć z pkt widzenia planu często zdaje się, że można zrobić wszystko). I w tym miejscu powstaje dylemat personalizm vs apersonalizm i kwestia kryteriów stosowania jednego i drugiego. No i jak w tym wszystkim zachować indywidualność i po prostu być sobą, a nie sumą obserwacji, ale też nie być sobą złym wg obserwacji?
wsx666 (1067 punktów)

>Z kompem to ani metafora ani żart. Nie wierzę w podział na żywy i martwy

Ja uważam dokładnie tak samo. To logiczne mi się wydaje bardzo, że podział na 'żywe' i 'martwe' jest z PERSPEKTYWY cząstek elementarnych bez sensowny. To znaczy, Jeżeli ja jestem żywy, to tak samo żywa jest woda w rzece czy kamień przy drodze. Poza tym, wszystko może być zamienione w energię, a tam już rozróżnić nie da się "bytów".

>Komputer czuje, myśli, wnioskuje, decyduje, działa podobnie do człowieka. Także ma osobowość.

No nie do końca, ponieważ wyłączony komputer nic nie robi. włączony też nic. Dopiero odpowiednie oprogramowanie procesora pozwala powiedzieć, że komputer żyje, ale identycznie jest z mózgiem. Martwy w słoiku, nie przetwarzający informacji również nie żyje.

>Zrodzony z grawitacji ziemskiej i promieniowania słonecznego.

No w zasadzie dokładnie tak jest, to znaczy nie dosłownie, ale to fakt, że gdyby cząstki posiadające masę nie zakrzywiały czasoprzestrzeni, przez co nie występował by efekt grawitacji, po wielkim wybuchu powstałe atomy rozprysły by się w bezmiarze kosmosu nie tworząc struktur jak galaktyki, gwiazdy i planety a w końcu my. Tak więc słusznym założeniem jest to, że nie tyle składamy się Z GRAWITACJI, co istniejemy tylko dzięki właściwością materii która powstała w wielkim wybuchu. Można myśleć o pierwszych powstałych atomach 13 mld lat temu, że były żywe, bo przecież nic się nie zmieniło w ich strukturze od tamtej pory, niektóre z nich po transformacjach jakie przeszły we wnętrzu gwiazd po prostu tworzą nas.

Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
07-04-2016 00:56 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ja uważam dokładnie tak samo. To logiczne mi się wydaje bardzo, że podział na 'żywe' i 'martwe' jest z PERSPEKTYWY cząstek elementarnych bez sensowny. To znaczy, Jeżeli ja jestem żywy, to tak samo żywa jest woda w rzece czy kamień przy drodze. Poza tym, wszystko może być zamienione w energię, a tam już rozróżnić nie da się "bytów".

No z perspektywy cząstek elementarnych pewnie i bezsensowny, ale z perspektywy żywego człowieka już nie, bo masz qualia i nie masz de facto niczego poza nimi. Reszta to szczekanie psa. Poza tym tutaj popełniłeś błąd:

>To znaczy, Jeżeli ja jestem żywy, to tak samo żywa jest woda w rzece czy kamień przy drodze

Jaka jest definicja życia? Dla mnie to posiadanie quale, czyli mam 100% pewności tylko do swojego życia. Zakładam, że kamień nie posiada quale, bo nie ma czym je odbierać i nie ma to gdzie trafiać, a jednak mózg to ośrodek decyzyjny zwierząt, więc odbiera i przetwarza bodźce i posiada mózg wytwarzający umysł. Komputery nie mają odpowiednika świadomości - nie ma czynnika interpretacji rzeczywistości i osoby doświadczającej świadomości i czasu. Aby istniała świadomość musi istnieć pamięć poprzednich rejestracji wydarzeń i odtwarzanie tego jako stop-klatek, które jawią się w doświadczeniu jako spójny ciąg zdarzeń w spójnej rzeczywistości. Mózg próbuje złożyć to w całość. Ale czy to też domena świadomości? Wg mnie teoretycznie świadomość może doświadczać czegoś konkretnie alogicznego, np może to być uczucie euforii i zmieniające się jak w kalejdoskopie kolory. W wodzie czy w kamieniu nie ma jednak mechanizmu odnoszenia czegoś do czegoś i umiejscawiania tego w czasie. Swoją drogą to ciekawe, że świadomość musi być rozłożona w czasie, więc to też pośredni dowód na to, że nie jest możliwe istnienie osoby, która mogłaby uniknąć paradoksu przyczynowości przy jednoczesnym istnieniu początku, co wycina potrzebę wprowadzenia pojęcia Boga. Bóg mający quale musiałby się kiedyś zacząć.



>No w zasadzie dokładnie tak jest, to znaczy nie dosłownie, ale to fakt, że gdyby cząstki posiadające masę nie zakrzywiały czasoprzestrzeni, przez co nie występował by efekt grawitacji, po wielkim wybuchu powstałe atomy rozprysły by się w bezmiarze kosmosu nie tworząc struktur jak galaktyki, gwiazdy i planety a w końcu my. Tak więc słusznym założeniem jest to, że nie tyle składamy się Z GRAWITACJI, co istniejemy tylko dzięki właściwością materii która powstała w wielkim wybuchu. Można myśleć o pierwszych powstałych atomach 13 mld lat temu, że były żywe, bo przecież nic się nie zmieniło w ich strukturze od tamtej pory, niektóre z nich po transformacjach jakie przeszły we wnętrzu gwiazd po prostu tworzą nas.

Czyli świadomość ewoluowała z materii, ale to nie znaczy, że pojedyncza cząsteczka ma świadomość. Wg mnie świadomość raczej jest czymś co wynika z działania materii, ale nią nie jest. Z resztą matematyka, czy piękno to też nie materia, więc nie ma sensu sprowadzać wszystkiego do tego poziomu.

Grawitacja i mechanizmy tworzące nasz wszechświat przypominają interpretator rzeczywistości - część mózgu odpowiedzialną za spójność doświadczenia. Ciekawi mnie czym są te mechanizmy, z których to wynika. Sama materia może być tylko elementem "programu", a ten program sam mógł wyewoluować pierwotnie do zaistnienia świadomości, wielkiego wybuchu itd.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Natura ma dualną postać fizyczną i abstrakcyjną.
Co jest fizycznym obiektem jest jednocześnie abstrakcyjnym pojęciem.
07-04-2016 09:39 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.

Fizyczny wszechświat jest jednocześnie wszechswiadomoscia.
My ludzie z nasza fizycznością i naszą świadomością jestesmy czynnikami wszechświata i wszechswiadomosci tak jak nasze komórki i świadomość naszych komórek czynią człowieka.

Bóg istnieje.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.
>Fizyczny wszechświat jest jednocześnie wszechswiadomoscia.
>My ludzie z nasza fizycznością i naszą świadomością jestesmy czynnikami wszechświata i wszechswiadomosci tak jak nasze komórki i świadomość naszych komórek czynią człowieka.
>Bóg istnieje.

Hahaha, żart Ci wyszedł
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>>Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.
>>Fizyczny wszechświat jest jednocześnie wszechswiadomoscia.
>>My ludzie z nasza fizycznością i naszą świadomością jestesmy czynnikami wszechświata i wszechswiadomosci tak jak nasze komórki i świadomość naszych komórek czynią człowieka.
>>Bóg istnieje.
>Hahaha, żart Ci wyszedł

To nie jest żart. Wystarczy rozejrzeć się. Zrozumieć, ze po fizycznej minie człowieka możemy rozpoznać jego stan psychiczny, możemy określić treść jego myśli. Czy to wygląda na odrębność fizyczności i abstrakcji?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To nie jest żart. Wystarczy rozejrzeć się. Zrozumieć, ze po fizycznej minie człowieka możemy rozpoznać jego stan psychiczny, możemy określić treść jego myśli. Czy to wygląda na odrębność fizyczności i abstrakcji?

Miny można oszukiwać. Poza tym jeden przykład jaki tu podajesz nie świadczy o niczym konkretnym... No i jak to się ma do Boga i świadomości? Wg mnie zaczynasz całkowicie zbaczać z tematu.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>To nie jest żart. Wystarczy rozejrzeć się. Zrozumieć, ze po fizycznej minie człowieka możemy rozpoznać jego stan psychiczny, możemy określić treść jego myśli. Czy to wygląda na odrębność fizyczności i abstrakcji?
>Miny można oszukiwać. Poza tym jeden przykład jaki tu podajesz nie świadczy o niczym konkretnym... No i jak to się ma do Boga i świadomości? Wg mnie zaczynasz całkowicie zbaczać z tematu.

To nie ważne, że miny można oszukać, na pewnym poziomie szczegółowości analizy zewnętrzności osoby można poznać jej myśli. Widzisz kota, który wspina się do śmietnika, wiesz o czym myśli? Słyszysz psa, który piszczy pod drzwiami wyjściowymi, domyślasz się jego woli? Widzisz psa biegnącego szybko w twoim kierunku z agresywną miną, sądzisz, że myśli o suczce sąsiada?

Tu masz przykład tego jak chemicznie można zmienić twoje "ja"
youtu.be/hqeFd6qbshE

-------------
Mam pewną koncepcję podziału natury na abstrakcję i fizyczność, którą nie tylko ja ale również ty opisałeś jako stronę wewnętrzną i stronę zewnętrzną rzeczywistości.

Otóż wg mnie ta część natury, która postrzegasz jako abstrakcję należy do twojego "ja". Natomiast ta, którą postrzegasz jako fizyczność należy do cudzego "ja", odrębnego od twojego "ja".
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To nie ważne, że miny można oszukać, na pewnym poziomie szczegółowości analizy zewnętrzności osoby można poznać jej myśli. Widzisz kota, który wspina się do śmietnika, wiesz o czym myśli? Słyszysz psa, który piszczy pod drzwiami wyjściowymi, domyślasz się jego woli? Widzisz psa biegnącego szybko w twoim kierunku z agresywną miną, sądzisz, że myśli o suczce sąsiada?

Ale co ma do tematu obserwacja zwierząt? Nie rozumiem.

>Tu masz przykład tego jak chemicznie można zmienić twoje "ja"
>youtu.be/hqeFd6qbshE

To jest właśnie jeden z dowodów na brak "ja" jako czegoś realnego.

>Mam pewną koncepcję podziału natury na abstrakcję i fizyczność, którą nie tylko ja ale również ty opisałeś jako stronę wewnętrzną i stronę zewnętrzną rzeczywistości.

Ale ja nie opisałem podziału natury na abstrakcję i fizyczność, tylko właściwości obserwacji z pkt widzenia człowieka.

>Otóż wg mnie ta część natury, która postrzegasz jako abstrakcję należy do twojego "ja". Natomiast ta, którą postrzegasz jako fizyczność należy do cudzego "ja", odrębnego od twojego "ja".

Bezpodstawnie zestawiasz "ja" z wewnętrznym obserwatorem, który jako taki nie ma osobowości. To co nazywam swoją osobowością to tylko zestaw memów w głowie - bezwartościowe informacje.
07-04-2016 12:10 
 Ocena 3 na 3
Wenancjusz (16441 punktów)
>Bóg istnieje.

Niestety w Twoim wydaniu Boga miłosiernego nie ma. Bo jeśli jest miłosierny, to nie pozwoliłby na gnębienie innych Twoimi pomysłami i zwyczajną niewiedzą. A ponieważ to robisz bezkarnie, więc Boga nie ma. Przykro, ale dewaluujesz pojęcie, zresztą abstrakcyjne, Boga. Nie powołuj się na niego. Proszę.


Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
07-04-2016 12:22 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>>Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.
>Fizyczny wszechświat jest jednocześnie wszechswiadomoscia.
>My ludzie z nasza fizycznością i naszą świadomością jestesmy czynnikami wszechświata i wszechswiadomosci tak jak nasze komórki i świadomość naszych komórek czynią człowieka.
>Bóg istnieje.

No dobra. Niech Bóg istnieje. Ale powiedz mi co za czynnikiem "wszechświata" Ty jesteś jako czynnik? A co to jest wszechświadomość? Kiedy odkryłeś "świadomość" komórek? No popatrz. Co zdanie wypowiesz, to jest bełkot. Czy robisz to specjalnie, by mieszać? Czy też jesteś przepełniony misją jakowąś tam, nam nieznaną?


Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>>Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.
>>Fizyczny wszechświat jest jednocześnie wszechswiadomoscia.
>>My ludzie z nasza fizycznością i naszą świadomością jestesmy czynnikami wszechświata i wszechswiadomosci tak jak nasze komórki i świadomość naszych komórek czynią człowieka.
>>Bóg istnieje.
>No dobra. Niech Bóg istnieje. Ale powiedz mi co za czynnikiem "wszechświata" Ty jesteś jako czynnik? A co to jest wszechświadomość? Kiedy odkryłeś "świadomość" komórek? No popatrz. Co zdanie wypowiesz, to jest bełkot. Czy robisz to specjalnie, by mieszać? Czy też jesteś przepełniony misją jakowąś tam, nam nieznaną?
>
Jednak jestem lepszy niż moja reputacja


A jak powstaje świadomość procesora? Czyni ją zależność w stanach wielu połączonych w sieć tranzystorów?
Pojęcia w naszych mózgach są uczynione przez zależne stany sieci neuronów.
Pojedynczy neuron takze ma swoją świadomość i swoje pojęcia w języku, który my nazywany maszynowym. Pojedyncza komórka to juz osoba - świadomy byt, który pojmuje rzeczywistość w swoim języku, w swoim pojęciu rzeczywistości. Ty jesteś związkiem wielu podstawowych świadomości komórek
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Abstrakcyjne pojęcie to kategoria umysłu.

Natura ma dwie strony.
Wewnętrzną - abstrakcja.
Zewnętrzną - fizyczność.
Obu stron możesz doznać.
Każde ciało jest podmiotem, kazda czynność jest orzeczeniem.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Mylisz kategorie umysłu z tym co jest mierzone.
Z takim myśleniem nie dziwię się, że masz zaburzenia, z całym szacunkiem oczywiście.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Mylisz kategorie umysłu z tym co jest mierzone.
>Z takim myśleniem nie dziwię się, że masz zaburzenia, z całym szacunkiem oczywiście.

Dałbyś radę zmierzyć ból?
Albo choć optymizm wśród przedsiębiorców i wyrazić go liczbowo?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Mylisz kategorie umysłu z tym co jest mierzone.
>>Z takim myśleniem nie dziwię się, że masz zaburzenia, z całym szacunkiem oczywiście.
>Dałbyś radę zmierzyć ból?
>Albo choć optymizm wśród przedsiębiorców i wyrazić go liczbowo?

Te pytania są źle zadane. Sposób miary nie oznacza, że można nim wszystko mierzyć. Natomiast swój ból jestem w stanie zmierzyć i nawet lekarze pytają czy boli np 5/10 czy 3/10. Miara jest tylko orientacyjnym modelem przybliżającym jakieś właściwości czegoś co jest mierzone.

Choć tak na dobrą sprawę "real" też jest tym co nasze mózgi interpretują dzięki ewolucyjnym filtrom.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>>Mylisz kategorie umysłu z tym co jest mierzone.
>>>Z takim myśleniem nie dziwię się, że masz zaburzenia, z całym szacunkiem oczywiście.
>>Dałbyś radę zmierzyć ból?
>>Albo choć optymizm wśród przedsiębiorców i wyrazić go liczbowo?
>Te pytania są źle zadane. Sposób miary nie oznacza, że można nim wszystko mierzyć. Natomiast swój ból jestem w stanie zmierzyć i nawet lekarze pytają czy boli np 5/10 czy 3/10. Miara jest tylko orientacyjnym modelem przybliżającym jakieś właściwości czegoś co jest mierzone.
>Choć tak na dobrą sprawę "real" też jest tym co nasze mózgi interpretują dzięki ewolucyjnym filtrom.

A gdybyś chciał zmierzyć ból u zwierzęcia, z którym za nic się nie dogadasz i nic ci nie wytłumaczy dałbyś radę dokonać jakiegokolwiek pomiaru czy w ogóle nic?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No nie dałbym rady, bo to wewnętrzna właściwość psychiki. Dlatego napisałem wcześniej, że są generalnie 2 sposoby podejścia do rzeczywistości:

- wewnętrzne doświadczenie jako podstawa (wychodzi się jakby z solipsyzmu)
- zewnętrzna miara metodą naukową, czyli badamy doświadczalny świat Z POMINIĘCIEM qualiów
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>No nie dałbym rady, bo to wewnętrzna właściwość psychiki. Dlatego napisałem wcześniej, że są generalnie 2 sposoby podejścia do rzeczywistości:
>- wewnętrzne doświadczenie jako podstawa (wychodzi się jakby z solipsyzmu)
>- zewnętrzna miara metodą naukową, czyli badamy doświadczalny świat Z POMINIĘCIEM qualiów

To słabo bo ja obserwując zewnętrzność zwierzęcia, jego funkcjonalność dałbym radę zbudować wnioski o bólu jaki odczuwa.

Kiedyś gdzieś czytałem o takim badaniu fal mózgowych, które pozwalało ustalić, które z pewnej puli pojęcie, pomyślał badany osobnik.

Czy ty nie dostrzegasz tego np. ze wypicie wódki wpływa na twoje myśli? Na treść twoich myśli? Ze wystarczy huk q pobliżu a treść twoich myśli natychmiast zmienia się, ze myśleniem spalasz kalorie, ze na pomyślenie jednego pojęcia potrzebujesz czasu?
07-04-2016 18:58 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To słabo bo ja obserwując zewnętrzność zwierzęcia, jego funkcjonalność dałbym radę zbudować wnioski o bólu jaki odczuwa.

No i to jest błąd. Przede wszystkim nie wiesz czy zwierzę w ogóle odczuwa. No i jeśli odczuwa to nie wiesz jak. Oceniasz tylko w skali zewnętrznej: mocno/słabo/średnio

>Kiedyś gdzieś czytałem o takim badaniu fal mózgowych, które pozwalało ustalić, które z pewnej puli pojęcie, pomyślał badany osobnik.

Mógłbyś sprecyzować?

>Czy ty nie dostrzegasz tego np. ze wypicie wódki wpływa na twoje myśli? Na treść twoich myśli? Ze wystarczy huk q pobliżu a treść twoich myśli natychmiast zmienia się, ze myśleniem spalasz kalorie, ze na pomyślenie jednego pojęcia potrzebujesz czasu?

No dostrzegam i o tym cały czas piszę. Nie może być żadnego mnie, tylko myślenie działa jak osobny od świadomości mechanizm, a świadomość doświadcza myślenia z pkt widzenia pierwszej osoby, które jest z kolei ILUZJĄ.

I teraz można zadać sobie pytania:
- na jakiej zasadzie moja świadomość jest przypisana do mojego ciała i ma ciągłość, czyli kim jestem JA?
- po co ewolucja wytworzyła świadomość, której doświadczam? Czy to tylko atawizm?

I kolejne pytanie o to jak należy postępować żeby czuć się szczęśliwym i czy warto w ogóle żyć kiedy nie ma szansy na szczęście.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>I kolejne pytanie o to jak należy postępować żeby czuć się szczęśliwym i czy warto w ogóle żyć kiedy nie ma szansy na szczęście.

Nie wierzę w istnienie choćby jednego człowieka, który nie może być szczęśliwy. Po prostu tkwisz w brzydocie, brakuje ci autentycznego piękna. Każdy człowiek w obliczu piękna staje się szczęśliwy.
Może nie wiesz co jest dla ciebie piękne ale to co może cię zachwycić, przejąć całą twoją uwagę, wzruszyć, stać się dla ciebie najważniejsze z pewnością istnieje tylko musisz to odkryć albo stworzyć.
Nie tkwij w brzydocie bo skończysz marnie. Już lepiej zginąć w dążeniu do piękna.
Wygrzeb ze świadomości jakąś prawdziwą wartość, autentyczną, osobistą, niewyuczoną, nie narzuconą, tylko twoją a potem urzeczywistnij ją we własnym otoczeniu, niech stanie się jego częścią.
Ludzie często powtarzają w życiu wyuczone schematy nie tworząc żadnej wartości. Spędzają życie nieszczęśliwie i umierają nieszczęśliwe, zapomniani przez innych nieszczęśliwych ludzi. Nie warto jest nic nie zrobić, to już lepiej postawić swoje życie na głowie.
08-04-2016 13:52 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie wierzę w istnienie choćby jednego człowieka, który nie może być szczęśliwy.

Nie musisz wierzyć. Ja wiem, że są tacy ludzie i stanowią naprawdę spory procent (a może większość?). Ja jestem tylko jednym z przykładów i to, że nie mogę być szczęśliwy jest pewne. Cień szansy zostaje na to, że uda mi się jakoś osiągnąć szczęście wbrew temu kim muszę być itd, tzn pokonam całkowicie swoje pragnienia, które wiążą się z uczuciami, a których nie wybierałem (wg psychoterapeutów to niemożliwe, ale niespecjalnie szanuję ich zdanie i dlatego nadal szukam rozwiązania).

>Po prostu tkwisz w brzydocie, brakuje ci autentycznego piękna. Każdy człowiek w obliczu piękna staje się szczęśliwy.
>Może nie wiesz co jest dla ciebie piękne ale to co może cię zachwycić, przejąć całą twoją uwagę, wzruszyć, stać się dla ciebie najważniejsze z pewnością istnieje tylko musisz to odkryć albo stworzyć.

Wiem i właśnie z tym walczę, bo nie to powinno być dla mnie pięknem. Czyli nie mogę doświadczać piękna, muszę realizować jakieś sztuczne cele, które nie są moje.

>Nie tkwij w brzydocie bo skończysz marnie. Już lepiej zginąć w dążeniu do piękna.
>Wygrzeb ze świadomości jakąś prawdziwą wartość, autentyczną, osobistą, niewyuczoną, nie narzuconą, tylko twoją a potem urzeczywistnij ją we własnym otoczeniu, niech stanie się jego częścią.

Nie wiesz o czym piszesz.

>Ludzie często powtarzają w życiu wyuczone schematy nie tworząc żadnej wartości. Spędzają życie nieszczęśliwie i umierają nieszczęśliwe, zapomniani przez innych nieszczęśliwych ludzi. Nie warto jest nic nie zrobić, to już lepiej postawić swoje życie na głowie.

Nic nie warto.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Cień szansy zostaje na to, że uda mi się jakoś osiągnąć szczęście wbrew temu kim muszę być itd, tzn pokonam całkowicie swoje pragnienia, które wiążą się z uczuciami, a których nie wybierałem (wg psychoterapeutów to niemożliwe, ale niespecjalnie szanuję ich zdanie i dlatego nadal szukam rozwiązania).

Zastanawiam się, czy dążenie do zwycięstwa nad własnymi pragnieniami ma charakter pragnienia. Pragniesz pokonać pragnienia? Sądzisz, że kiedy zaspokoisz to twoje pragnienie, tę twoją chęć, kiedy skutecznie pójdziesz za tą emocją, której przecież sam nie wybrałeś, to wówczas będziesz szczęśliwy?

Gdybyś mógł wybierać swoje pragnienia to kim byłbyś? Bogiem?
Pragniesz być Bogiem? Kto cię tak zaprogramował?

Na czym polega egzystencja bez żadnej emocji?
Niech zgadnę. Na niczym?
Wychodzi na to, że chcesz sobie palnąć w łeb.
Sądzisz, że poczujesz dzięki temu szczęście? Ja sądzę, że poczujesz co najwyżej smak figi z makiem.

Chcesz być Bogiem to dąż do tego, żeby rządzić światem. Żeby była wola twoja. Tylko cienkie Bolki wierzą, że osiągną cokolwiek przez palnięcie sobie w łeb.
Życie to nie jest żaden wybór, życie to konieczność i trzeba z tej konieczności wycisnąć tyle ile tylko można.

Ja osobiście zamierzam walczyć o każdą minutę swojego życia, również wtedy, kiedy sparaliżowany na łożu śmierci, będę dławił się własną śliną. Żeby poczuć cokolwiek, czego sam nie wybrałem, choćby tylko jeszcze jeden raz. Liczę, że wykituję z otwartymi oczami.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Palnąć w łeb to sobie można jak się właśnie jest sparaliżowanym, albo cierpi się z powodu choroby.

>Zastanawiam się, czy dążenie do zwycięstwa nad własnymi pragnieniami ma charakter pragnienia. Pragniesz pokonać pragnienia? Sądzisz, że kiedy zaspokoisz to twoje pragnienie, tę twoją chęć, kiedy skutecznie pójdziesz za tą emocją, której przecież sam nie wybrałeś, to wówczas będziesz szczęśliwy?

Jak ktoś ma pragnienia, które go niszczą to trzeba z nimi walczyć. Można jeszcze być słabym frajerem, który przegrał i ulega pragnieniom.

>Gdybyś mógł wybierać swoje pragnienia to kim byłbyś? Bogiem?
>Pragniesz być Bogiem? Kto cię tak zaprogramował?
>Na czym polega egzystencja bez żadnej emocji?
>Niech zgadnę. Na niczym?
>Wychodzi na to, że chcesz sobie palnąć w łeb.
>Sądzisz, że poczujesz dzięki temu szczęście? Ja sądzę, że poczujesz co najwyżej smak figi z makiem.

Dziwny wpis Gdybym mógł wybierać swoje pragnienia, to wtedy po prostu miałbym szansę na bycie szczęśliwym. A teraz niby skąd są pragnienia? Przecież nie od Boga.

>Chcesz być Bogiem to dąż do tego, żeby rządzić światem. Żeby była wola twoja. Tylko cienkie Bolki wierzą, że osiągną cokolwiek przez palnięcie sobie w łeb.
>Życie to nie jest żaden wybór, życie to konieczność i trzeba z tej konieczności wycisnąć tyle ile tylko można.

Kto Ci każe żyć i z jakiego powodu tak myślisz? Jeśli życie ma wartość ujemną, bo składa się tylko z cierpienia, to lepiej nie żyć. Żeby była wola moja, to najpierw trzeba ją zmienić, prawda? I nie trzeba do tego być żadnym Bogiem. Wystarczy zbadać jak działa mózg i nauczyć się w to ingerować. Wymarzonym ideałem dla mnie jest opcja podłączenia sobie mózgu do komputera i własnoręczna modyfikacja plików, przeinstalowanie programów itd.

>Ja osobiście zamierzam walczyć o każdą minutę swojego życia, również wtedy, kiedy sparaliżowany na łożu śmierci, będę dławił się własną śliną. Żeby poczuć cokolwiek, czego sam nie wybrałem, choćby tylko jeszcze jeden raz. Liczę, że wykituję z otwartymi oczami.

Haha

A po co?
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Jak ktoś ma pragnienia, które go niszczą to trzeba z nimi walczyć. Można jeszcze być słabym frajerem, który przegrał i ulega pragnieniom.

Pragnienia nie niszczą, pragnienia utrzymują przy życiu.
Gdybyś przestał pragnąć odżywiać się, ogrzewać, zapewniać sobie bezpieczeństwo w tydzień byłbyś trupem pożeranym przez robale, które nie miałby żadnego dylematy w związku z własnym pragnieniem pożarcia trupa człowieka.

>Dziwny wpis Gdybym mógł wybierać swoje pragnienia, to wtedy po prostu miałbym szansę na bycie szczęśliwym. A teraz niby skąd są pragnienia? Przecież nie od Boga.

Pragnienie to właściwość natury, różnica potencjału, która musi ujść.
Twoje pragnienia to twoje jestestwo. Bez pragnień nie ma cię, bo nie miałbyś w tej rzeczywistości nic do zrobienia.
Życie polega wyłącznie na zaspokajaniu kolejnych pragnień. Od pierwszego pragnienia do ostatniego. choć właściwie ciężko mówić o pierwszym i o ostatnim, bo życie nie przerywa ciągłości. Jesteś cielesną i psychiczną kontynuacją swojego przodka a twoje życie i myśli przetrwają w twoim potomku.

>Kto Ci każe żyć i z jakiego powodu tak myślisz? Jeśli życie ma wartość ujemną, bo składa się tylko z cierpienia, to lepiej nie żyć. Żeby była wola moja, to najpierw trzeba ją zmienić, prawda? I nie trzeba do tego być żadnym Bogiem. Wystarczy zbadać jak działa mózg i nauczyć się w to ingerować. Wymarzonym ideałem dla mnie jest opcja podłączenia sobie mózgu do komputera i własnoręczna modyfikacja plików, przeinstalowanie programów itd.

Kłamiesz, że życie ma dla ciebie ujemną wartość. Gdyby tak było rozmawiałbym teraz z kimś innym bo ty dawno już użyźniałbyś glebę.
Bzdury też pleciesz o potrzebie zmodyfikowania siebie samego, bo gdybyś mógł sam siebie zmodyfikować to pokierowałbyś się swoim pragnieniem. W którąkolwiek stronę nie pójdziesz będzie to element programu, którym sam w końcu jesteś. Jesteś programem w ciele człowieka ale nie przejmowałbym się tym zbytnio. Pierwotnie mówiono, że słońce okrąża ziemię, potem, że ziemia słońce a teraz, że po prostu wzajemnie oddziałują ze sobą krążąc w swoim pobliżu. Nie możesz dojść do wniosku, że to warunki kształtują ciebie a ty jesteś tylko biernym wykonawcą, bo równie prawdziwe jest to, że to ty kształtujesz warunki a one są bierne wobec ciebie. Znasz zasady dynamiki i musisz znać wzajemność oddziaływań. Musisz rozumieć, że popychający popychadło z punktu widzenia popychadła sam jest popychadłem kiedy popychadło pchającym. Z zewnętrznego pt. widzenia wobec twojego wewnętrznego "ja" jesteś bezwolnym popychadłem. Z pt. widzenia twojego wewnętrznego "ja" ty jesteś źródłem wszystkiego i wszystko zależy od ciebie i jest to prawdą. Możesz zrobić co zechcesz i nie sądzę, że chciałbyś zamienić to czego chcesz z tym czego nie chcesz. Gdybyś to zmienił to nie byłbyś sobą tylko kimś innym a ja rozmawiałbym z zupełnie innym człowiekiem. W końcu wola, chęć, pragnienie, wartości to osobowość, to dusza, to twoja istota.

>Haha
>A po co?
Żeby nie być egoistą. Żeby krwi z mojej krwi pokazać, że mamy w sobie ten sam pęd do życia.
10-04-2016 23:45 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Pragnienia nie niszczą, pragnienia utrzymują przy życiu.

Niektóre niszczą.

>Pragnienie to właściwość natury, różnica potencjału, która musi ujść.
>Twoje pragnienia to twoje jestestwo. Bez pragnień nie ma cię, bo nie miałbyś w tej rzeczywistości nic do zrobienia.

No popatrz, nie mam niczego do zrobienia jeśli nie jestem głodny, ani spragniony, a mimo to jestem.

>Życie polega wyłącznie na zaspokajaniu kolejnych pragnień. Od pierwszego pragnienia do ostatniego. choć właściwie ciężko mówić o pierwszym i o ostatnim, bo życie nie przerywa ciągłości. Jesteś cielesną i psychiczną kontynuacją swojego przodka a twoje życie i myśli przetrwają w twoim potomku.

Na spełnianiu pragnień i niespełnianiu kiedy się nie da i wtedy albo cierpi się z tego powodu, albo tłumi uczucia i żyje bez nich. No i na szczęście nie każdy ma potomka (wg mnie płodzenie dzieci celowo jest niemoralne).

>Kłamiesz, że życie ma dla ciebie ujemną wartość. Gdyby tak było rozmawiałbym teraz z kimś innym bo ty dawno już użyźniałbyś glebę.

Mimo ujemnej wartości człowiek może żyć z wielu różnych powodów. Instynkt przetrwania, perspektywa cierpienia matki z tego powodu.

>Bzdury też pleciesz o potrzebie zmodyfikowania siebie samego, bo gdybyś mógł sam siebie zmodyfikować to pokierowałbyś się swoim pragnieniem. W którąkolwiek stronę nie pójdziesz będzie to element programu, którym sam w końcu jesteś.

Pokierowałbym się jakimś praktycznym pragnieniem, które mógłbym spełnić. To nieistotne, że to element programu. Najważniejsze byłoby tu kasowanie złych pragnień.

>Jesteś programem w ciele człowieka ale nie przejmowałbym się tym zbytnio.

Nie tyle programem, co świadomością doświadczającą tego programu.

>Pierwotnie mówiono, że słońce okrąża ziemię, potem, że ziemia słońce a teraz, że po prostu wzajemnie oddziałują ze sobą krążąc w swoim pobliżu. Nie możesz dojść do wniosku, że to warunki kształtują ciebie a ty jesteś tylko biernym wykonawcą, bo równie prawdziwe jest to, że to ty kształtujesz warunki a one są bierne wobec ciebie. Znasz zasady dynamiki i musisz znać wzajemność oddziaływań. Musisz rozumieć, że popychający popychadło z punktu widzenia popychadła sam jest popychadłem kiedy popychadło pchającym. Z zewnętrznego pt. widzenia wobec twojego wewnętrznego "ja" jesteś bezwolnym popychadłem. Z pt. widzenia twojego wewnętrznego "ja" ty jesteś źródłem wszystkiego i wszystko zależy od ciebie i jest to prawdą.

Warunki mnie stworzyły, a reakcja zwrotna jaka idzie ode mnie do świata, to tylko dalsze skutki tych warunków. Nie ma tu żadnego mnie jako źródła czegoś.

>Możesz zrobić co zechcesz i nie sądzę, że chciałbyś zamienić to czego chcesz z tym czego nie chcesz. Gdybyś to zmienił to nie byłbyś sobą tylko kimś innym a ja rozmawiałbym z zupełnie innym człowiekiem. W końcu wola, chęć, pragnienie, wartości to osobowość, to dusza, to twoja istota.

Istota to coś o czym można powiedzieć raczej "iskierka świadomości". Pod tym względem wszyscy jesteśmy tym samym, tylko doświadczamy różnych programów, które występują jako nadbudowa dla tej iskierki. Gdybyśmy skopiowali moje DNA, komórki mojego mózgu i informacje w nim, z dokładnością 1:1, to tamten koleś nie byłby mną. I gdybym zmienił wtedy wszystko co mnie dotyczy, zmieniłbym swoje ciało na murzyńskie albo kobiece, zmieniłbym treść moich programów, to nadal byłaby to moja świadomość, czyli byłbym to ja. Ja nie jestem swoimi cechami, myślami, uczuciami, pragnieniami, wartościami, ani osobowością. To tylko postać na ekranie mojej świadomości. Prymitywna świadomość myśli, że jest tą postacią, średnia myśli, że jest tym kto kontroluje postacią, a rozwinięta świadomość wie, że doświadcza iluzji bycia tą postacią. Gdyby tak skopiować dane z Twojego umysłu i przenieść je do mojego, to nadal JA doświadczałbym bycia Krystkonem.

A ja chciałbym zamienić to czego chcę z tym czego nie chcę, bo to najzwyczajniej w świecie dałoby mi sens, a raczej odebrałoby pragnienia, przez których nierealizowanie się cierpi, a których zrealizować się nie da (konkretnie pragnienie miłości).

>>Haha
>>A po co?
>Żeby nie być egoistą. Żeby krwi z mojej krwi pokazać, że mamy w sobie ten sam pęd do życia.

A po co? Ja żeby nie być egoistą w takiej sytuacji dokonałbym eutanazji żeby inni nie męczyli się z chorym i żebym ja nie cierpiał. Jeśli otoczenie ma empatie i jest dobre, to cierpiałoby także gdybym ja cierpiał, a jeśli jest to tępy plebs, to nie interesuje mnie czy będą płakać po mojej śmierci, bo stracili mnie jak jakiś przedmiot, który do nich należy.

Są ważniejsze wartości od samego życia, np jakość życia.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Cierpienie nie jest złe. Zła jest śmierć.

Gdyby skopiować twoje ciało i umysł to byłbyś ty, z tym że podzielony na 2.

Tobie zdaje się pewnie, że nie przetrwasz kiedy twoje serce zatrzyma się. Przetrwasz w ciele swoich potomków, w myślach swoich towarzyszy. To będziesz wciąż ty, wciąż ze swoją świadomością. Świadomość nie umiera, podobnie jak i ciało tylko ulega przeobrażeniu w coraz to nowe formy. Przerwane życie nie powraca, podobnie jak i przerwana świadomość.
Masz mylne wg mnie pojęcie kontroli nad własnymi myślami. Twoje myśli płyną dalej chcesz tego czy nie.

Nieważne czy inni cierpią na skutek twoich cierpień, widać mają cierpieć. Ważniejszy jest wyraz twoich dążeń od łatwego znoszenia napięcia emocjonalnego. Należy pokonać cierpienie a nie pozwolić cierpieniu pokonać się. Zwyciężyć ból, strach, brak nadziei, bezsilność, brak miłości, brak przyjaźni, brak współczucia, brak zgodności i wszelkie przeciwności i stworzyć prawdziwą wartość naprzeciw całej naturze.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Cierpienie nie jest złe. Zła jest śmierć.

Na odwrót. Śmierć jest neutralna, a złe jest cierpienie.

>Gdyby skopiować twoje ciało i umysł to byłbyś ty, z tym że podzielony na 2.

Nie. Byłby koleś czujący i myślący dokładnie to samo co ja, ale to byłby ktoś inny.

>Tobie zdaje się pewnie, że nie przetrwasz kiedy twoje serce zatrzyma się. Przetrwasz w ciele swoich potomków, w myślach swoich towarzyszy. To będziesz wciąż ty, wciąż ze swoją świadomością. Świadomość nie umiera, podobnie jak i ciało tylko ulega przeobrażeniu w coraz to nowe formy. Przerwane życie nie powraca, podobnie jak i przerwana świadomość.

A to wróżka Ci powiedziała, czy szaman?

>Masz mylne wg mnie pojęcie kontroli nad własnymi myślami. Twoje myśli płyną dalej chcesz tego czy nie.

No to tak właśnie uważam, więc czemu mylne? Myśli płyną, a ja tego doświadczam nie będąc tymi myślami i nie mając za nie odpowiedzialności.

>Nieważne czy inni cierpią na skutek twoich cierpień, widać mają cierpieć. Ważniejszy jest wyraz twoich dążeń od łatwego znoszenia napięcia emocjonalnego. Należy pokonać cierpienie a nie pozwolić cierpieniu pokonać się. Zwyciężyć ból, strach, brak nadziei, bezsilność, brak miłości, brak przyjaźni, brak współczucia, brak zgodności i wszelkie przeciwności i stworzyć prawdziwą wartość naprzeciw całej naturze.

I przywołać druida na 35 levelu

Pewnych rzeczy nie da się zrobić, choćby człowiek stawał na głowie. A pewne rzeczy tracą wartość kiedy nie ma czegoś ważnego, np brak miłości powoduje, że pasja, przyjaźń i inne sprawy są niemal bezwartościowe i mógłbym zrezygnować z tego wolną ręką. A czasem po prostu nie ma szans na miłość z przyczyn obiektywnych, niezależnych od nikogo.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
A tobie wróżka powiedziała, ze gdyby wykonać twoją kopię, to ciebie nie byloby w niej?
Sam jesteś świetnym przykładem wiary oderwania duszy od ciała to co się dziwić księżom, ze podobne wnioski budują?
I gdzie ta twoja dusza oderwana od ciała działa? W przestrzeni abstrakcji?

Byłbyś w kopii. Ty, ten sam, ze swoją iskierką.

Jesteś kolejnym przykładem człowieka, który w samym środku, po odrzuceniu wszelkich pozorów i 15 masek, pragnie miłości. Każdy człowiek tego pragnie choc każdy ma inne wyobrażenie miłości.
To pokazuje jak bardzo społecznym zwierzęciem jest homo sapiens. Życie bez doskonale zgodnej jednostki obok, traci sens. Bóg jest, jak sądzę, takim wewnętrznym wyobrażeniem zgodnej jednostki, która miłuje. Myślę, ze zwierzęta aspołeczne nie mają podobnych wyobrażeń Boga i nie pragną niczyjej miłości. Takie geny. Co poradzić?

Olson gdybym nie miał potrzeby zapieprzać do fabryki, przyjechałbym do ciebie, przytulił i spędził z tobą trochę czasu. To stworzyłoby dobry nastrój. Ale niestety na razie większe cwaniaki ode mnie chcą popływać na jachcie po morzu śródziemnym i wybzykac małolaty więc muszę do fabryki. To jednak w przyszłości zmieni się, wtedy wpadnę do ciebie i pogadamy twarzą w twarz.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A tobie wróżka powiedziała, ze gdyby wykonać twoją kopię, to ciebie nie byloby w niej?
>Sam jesteś świetnym przykładem wiary oderwania duszy od ciała to co się dziwić księżom, ze podobne wnioski budują?
>I gdzie ta twoja dusza oderwana od ciała działa? W przestrzeni abstrakcji?
>Byłbyś w kopii. Ty, ten sam, ze swoją iskierką.

Nie piszę o duszy oderwanej od ciała. Mózg wytwarza świadomość, a ta ma jakąś treść. Ludzie utożsamiają się z treścią, która jest zmienna. Podam Ci przykład: jako dziecko byłeś kimś innym niż teraz. Mimo to nadal jesteś tym samym człowiekiem, tą samą świadomością. Tylko, że zmieniły się Twoje CECHY. Cechy nie są Tobą, tylko Twoimi maskami i filtrami patrzenia na rzeczywistość. Moglibyśmy się zamienić cechami i ja byłbym dalej sobą. Podobnie jest z czasem. Niby czas idzie do przodu, ale gdybym przeniósł się w czasie do tyłu, to dla mnie nadal czas szedłby do przodu, tylko ten czas byłby gdzieś z tyłu na wspólnej osi czasu. Kopia mnie byłaby kopią moich cech, ale byłby to inny człowiek. Identyczny, ale kto inny czułby jego świadomość, choć czułby tak samo jak ja, bo miałby dokładnie takie same dane (ale byłaby to inna kopia tych danych). Ja to nie dane, tylko nośnik. Świadomość jest nośnikiem niewidocznym dla samej siebie, więc automatycznie utożsamia się ona z treścią.

>Jesteś kolejnym przykładem człowieka, który w samym środku, po odrzuceniu wszelkich pozorów i 15 masek, pragnie miłości. Każdy człowiek tego pragnie choc każdy ma inne wyobrażenie miłości.

Ale nie każdy ma szansę na miłość. Więc teraz to pragnienie jest niszczące.

>To pokazuje jak bardzo społecznym zwierzęciem jest homo sapiens. Życie bez doskonale zgodnej jednostki obok, traci sens. Bóg jest, jak sądzę, takim wewnętrznym wyobrażeniem zgodnej jednostki, która miłuje. Myślę, ze zwierzęta aspołeczne nie mają podobnych wyobrażeń Boga i nie pragną niczyjej miłości. Takie geny. Co poradzić?

Bóg to raczej projekcja. Nie jest to bezpośredni wynik pragnienia miłości.

>Olson gdybym nie miał potrzeby zapieprzać do fabryki, przyjechałbym do ciebie, przytulił i spędził z tobą trochę czasu. To stworzyłoby dobry nastrój. Ale niestety na razie większe cwaniaki ode mnie chcą popływać na jachcie po morzu śródziemnym i wybzykac małolaty więc muszę do fabryki. To jednak w przyszłości zmieni się, wtedy wpadnę do ciebie i pogadamy twarzą w twarz.

To zapraszam Choć na dłuższą metę i tak byś mi nie pomógł, bo nie ma takiej możliwości. Skoro profesjonalni terapeuci mówią, że nie da się pogodzić z samotnością, to w tym wypadku im wierzę.

>I jeszcze Olson wg mnie grubo mylisz się sądząc, ze twoja iskierka egzystuje w oderwaniu od ciała i jego czynności.
>Wg mnie skopiować człowieka to podzielić go na 2. To samo dotyczy komórek. Twoja świadomość przezywa w każdej skopiowanej komórce czy raczej podzielonej.
>Możesz istnieć w wielu postaciach nie tylko w jednej. I to wciąż jest twoja "ja".

Skąd takie stwierdzenia? Czym jest wg Ciebie dusza? Bo gdyby była cechami, np mam gen powodujący wieczne niezaspokojenie w szukaniu odpowiedzi, więc kiedy mam już niby kompletną odpowiedź na jakieś zagadnienie, to nadal drążę. Załóżmy, że ten gen to jakiś kod zapisany 00101010101. Mam też gen jasnych włosów, który zapisuje się np 010001. Razem powstaje z tego jakiś ciąg, np 00101010101/010001/0111/01110 itd. No więc ja nie mogę być tym kodem, te cechy są powtarzalne i mają je także inni ludzie. Są to więc WŁAŚCIWOŚCI danej świadomości, ale nie świadomość jako taka. Zmieniając ten kod na inny sprawi, że moja świadomość będzie zupełnie inna, ale nadal ja będę tego doświadczał. JA jest niezależne od właściwości, które są zmiennymi cechami.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Zdaj sobie sprawę, ze w naszej rzeczywistości wszystko jest ze sobą powiązane a twoje ja jawiące się w tych związkach jest globalne. Wynika ze wszystkiego co istnieje.

Tak w prawdzie to wychodzi na to, ze wszyscy jesteśmy jedną osobą. Kolejnymi twarzami jednej osoby. Jesteś osobowością jednego jedynego "ja".
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Zdaj sobie sprawę, ze w naszej rzeczywistości wszystko jest ze sobą powiązane a twoje ja jawiące się w tych związkach jest globalne. Wynika ze wszystkiego co istnieje.
>Tak w prawdzie to wychodzi na to, ze wszyscy jesteśmy jedną osobą. Kolejnymi twarzami jednej osoby. Jesteś osobowością jednego jedynego "ja".

No to wychodzi na to samo, bo nie ma mojego indywidualnego "ja" tylko cząstka globalnego wielkiego "ja" Ale mnie jako takiego nie ma. Jest doświadczenie bycia konkretną osobą, która nie istnieje, bo jest iluzją. Za to doświadczenie jest jedyną prawdą.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>Zdaj sobie sprawę, ze w naszej rzeczywistości wszystko jest ze sobą powiązane a twoje ja jawiące się w tych związkach jest globalne. Wynika ze wszystkiego co istnieje.
>>Tak w prawdzie to wychodzi na to, ze wszyscy jesteśmy jedną osobą. Kolejnymi twarzami jednej osoby. Jesteś osobowością jednego jedynego "ja".
>No to wychodzi na to samo, bo nie ma mojego indywidualnego "ja" tylko cząstka globalnego wielkiego "ja" Ale mnie jako takiego nie ma. Jest doświadczenie bycia konkretną osobą, która nie istnieje, bo jest iluzją. Za to doświadczenie jest jedyną prawdą.

Pojęcie "ma" odnosi się do związków.
Globalne "ja" ma "ciebie".
Ty chyba chciałbyś w oderwaniu od wszystkiego tworzyć wszystko od podstaw. To wygląda na kompleks Boga.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie tworzyć, tylko zrozumieć jak jest. Uważam, że nie można niczego stworzyć, tylko można odkryć.

Nie daje mi spokoju to, że ludzie wokół utożsamiają się ze swoimi cechami, czują jakąś dumę, wstyd itp, a dla mnie to są emocje dziecka i z tego wyrosłem. Jednocześnie uważam, że głównie tacy ludzie mają szanse na chwile szczęścia, które wynikają właśnie z nieświadomości i nieumiejętności obserwacji swoich emocji z jakiegoś punktu odniesienia, który wykazuje ich bezsensowność.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Nie tworzyć, tylko zrozumieć jak jest. Uważam, że nie można niczego stworzyć, tylko można odkryć.
>Nie daje mi spokoju to, że ludzie wokół utożsamiają się ze swoimi cechami, czują jakąś dumę, wstyd itp, a dla mnie to są emocje dziecka i z tego wyrosłem. Jednocześnie uważam, że głównie tacy ludzie mają szanse na chwile szczęścia, które wynikają właśnie z nieświadomości i nieumiejętności obserwacji swoich emocji z jakiegoś punktu odniesienia, który wykazuje ich bezsensowność.

Zrozumieć istotę rzeczywistości a stworzyć rzeczywistość czy raczej samemu być jej istotą - czyż to wszystko nie znaczy przypadkiem to samo?

Wiesz co przychodzi mi go głowy? Popatrz na rozwój organizmów żywych, pierwotnie jedna komórka, potem więcej, wreszcie organizm wielokomórkowy, wciąż więcej materii, wciąż więcej przestrzeni, wciąż więcej czynności. Nie sądzisz, że w tym rozwoju organizmu idzie o wchłonięcie całej rzeczywistości? O zawładnięcie nią? O podporządkowanie jej sobie? O stanie się istotą rzeczywistości? Podstawą jej porządku, w którym wszystko zależy od ciebie?

Zazdrościsz bezmyślnej pogoni za pragnieniem i satysfakcji zaspokojenia prostej potrzeby? Zrób sobie lobotomię.

Zamiast się k***a cieszyć, że dostrzegasz czego inni nie widzą. Chcesz odkryć? To odkrywaj zamiast jęczeć. Nie jest łatwo? Nikt nie obiecywał, że będzie. Idź naprzód.
Dostrzegasz imperatywy, które rządzą twoim umysłem, to dostrzeż co jest za nimi. Nie poddawaj się. Kto poddaje się, niczego nie odkrywa, niczego nie dowiaduje się.
Bez względu na to jak wszystko wyda się beznadziejne i szalone trzeba iść naprzód. To jedyna droga.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Zrozumieć istotę rzeczywistości a stworzyć rzeczywistość czy raczej samemu być jej istotą - czyż to wszystko nie znaczy przypadkiem to samo?

Nie.

>Wiesz co przychodzi mi go głowy? Popatrz na rozwój organizmów żywych, pierwotnie jedna komórka, potem więcej, wreszcie organizm wielokomórkowy, wciąż więcej materii, wciąż więcej przestrzeni, wciąż więcej czynności. Nie sądzisz, że w tym rozwoju organizmu idzie o wchłonięcie całej rzeczywistości? O zawładnięcie nią? O podporządkowanie jej sobie? O stanie się istotą rzeczywistości? Podstawą jej porządku, w którym wszystko zależy od ciebie?

Nie sądzę żeby o cokolwiek chodziło. Żeby coś przystosowało się lepiej do przeżycia, dokonuje ekspansji (losowej). To co się przystosuje przechodzi do następnego etapu i dalej się mutuje. Potem i tak wszystko zostanie zniszczone.

>Zazdrościsz bezmyślnej pogoni za pragnieniem i satysfakcji zaspokojenia prostej potrzeby? Zrób sobie lobotomię.

Zazdroszczę możliwości odczuwania szczęścia.

>Zamiast się k***a cieszyć, że dostrzegasz czego inni nie widzą. Chcesz odkryć? To odkrywaj zamiast jęczeć. Nie jest łatwo? Nikt nie obiecywał, że będzie. Idź naprzód.
>Dostrzegasz imperatywy, które rządzą twoim umysłem, to dostrzeż co jest za nimi. Nie poddawaj się. Kto poddaje się, niczego nie odkrywa, niczego nie dowiaduje się.
>Bez względu na to jak wszystko wyda się beznadziejne i szalone trzeba iść naprzód. To jedyna droga.

No właśnie nie trzeba.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Losowej dla ciebie bo niepojętej przez ciebie.
W tej matematycznej rzeczywistości wszystko ma swoje przeznaczenie. Twoja zazdrość również ma swój cel.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie ma celu, ani przeznaczenia. Celowość to ludzkie pojęcie. Rzeczywistość nie jest matematyczna. Matematyka to tylko sposób miary.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma celu, ani przeznaczenia. Celowość to ludzkie pojęcie. Rzeczywistość nie jest matematyczna. Matematyka to tylko sposób miary.

Masz rację. Rzeczywistość nie jest matematyczna, rzeczywistość to matematyka.
Znasz inne, niż ludzkie pojęcie? Więc twierdzisz, ze zdarzenia fizyczne, które w wymiarze abstrakcji są działaniami matematycznymi nie mają sensu? Czy raczej nie możesz pojąć tego sensu i uznałeś, ze go nie ma bo to łatwe?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Po prostu nie wyciągam pochopnych wniosków.

Hipotez można budować mnóstwo, a grunt to weryfikacja.

Matematyka jest tylko miarą.

Nie znam innego pojęcia niż ludzkie, tylko mówię, że celowość jest kategorią ludzkiego umysłu, a nie świata jako takiego.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Po prostu nie wyciągam pochopnych wniosków.
>Hipotez można budować mnóstwo, a grunt to weryfikacja.
>Matematyka jest tylko miarą.
>Nie znam innego pojęcia niż ludzkie, tylko mówię, że celowość jest kategorią ludzkiego umysłu, a nie świata jako takiego.

Gdyby rzeczywistość nie była matematyką nie byłoby źródła matematyki w twoim umyśle.
Skoro jednak matematyka jest w twoim umyśle znaczy, ze jest nią rzeczywistość fizyczna.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A tak może być?

Gdyby rzeczywistość nie była agresją nie byłoby źródła agresji w twoim umyśle.
Skoro jednak agresja jest w twoim umyśle znaczy, ze jest nią rzeczywistość fizyczna.

W miejsce słowa matematyka, agresja wstaw cokolwiek innego, np język, albo seks.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>A tak może być?
>Gdyby rzeczywistość nie była agresją nie byłoby źródła agresji w twoim umyśle.
>Skoro jednak agresja jest w twoim umyśle znaczy, ze jest nią rzeczywistość fizyczna.
>W miejsce słowa matematyka, agresja wstaw cokolwiek innego, np język, albo seks.

Jeśli już to złością czy napięciem. Agresja to przejaw zewnętrzny, złość wewnętrzny.

Zauważ komunikujemy się z matematyczną poprawnością.
Kiedy przyjrzeć się temu z zewnątrz to będą to fizyczne odziaływania dwóch ciał.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>A tak może być?
>>Gdyby rzeczywistość nie była agresją nie byłoby źródła agresji w twoim umyśle.
>>Skoro jednak agresja jest w twoim umyśle znaczy, ze jest nią rzeczywistość fizyczna.
>>W miejsce słowa matematyka, agresja wstaw cokolwiek innego, np język, albo seks.
>Jeśli już to złością czy napięciem. Agresja to przejaw zewnętrzny, złość wewnętrzny.

No ok, niech i tak będzie. Czy to, że coś mamy, oznacza też, że to jest wszystkim?

>Zauważ komunikujemy się z matematyczną poprawnością.

Z poprawnością tak, ale komunikat jako taki nie jest matematyką.

>Kiedy przyjrzeć się temu z zewnątrz to będą to fizyczne odziaływania dwóch ciał.

Kwestia spojrzenia. Dla mnie np wymiana informacji między dwoma biorobotami
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>>A tak może być?
>>>Gdyby rzeczywistość nie była agresją nie byłoby źródła agresji w twoim umyśle.
>>>Skoro jednak agresja jest w twoim umyśle znaczy, ze jest nią rzeczywistość fizyczna.
>>>W miejsce słowa matematyka, agresja wstaw cokolwiek innego, np język, albo seks.
>>Jeśli już to złością czy napięciem. Agresja to przejaw zewnętrzny, złość wewnętrzny.
>No ok, niech i tak będzie. Czy to, że coś mamy, oznacza też, że to jest wszystkim?
>>Zauważ komunikujemy się z matematyczną poprawnością.
>Z poprawnością tak, ale komunikat jako taki nie jest matematyką.
>>Kiedy przyjrzeć się temu z zewnątrz to będą to fizyczne odziaływania dwóch ciał.
>Kwestia spojrzenia. Dla mnie np wymiana informacji między dwoma biorobotami

Przepływ informacji jest operacją matematyczną.
A niby jak komunikujemy się z komputerami? Przecież to wszystko to operacje na liczbach.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No na liczbach, ale te operacje nie są samymi liczbami.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>No na liczbach, ale te operacje nie są samymi liczbami.

Ja mam bardzo pokręconą teorię na ten temat, która zawsze pojmowana jest przez innych jako bełkot. Zabełkocze jeszcze raz.

Wyobraź sobie 6 osób, które równocześnie podskakują. Te 6 osób łączy ze sobą jeden skok.

Wyobraź sobie jedną osobę, która 6-krotnie podskakuje. Te 6 skoków łączy ze sobą jedna osoba.

Otóż twierdzę, że liczba ulega przekształceniu w działanie a działanie w liczbę.
Zauważ, że można wykonać jedno pewne działanie na wielu różnych liczbach i można na jednej pewniej liczbie wykonać wiele różnych działań.
Zauważ
+1+1+1+1+1 = 5x1

Wiesz co wyraża liczba 5? Działania dodawania.

Od zewnętrznej strony rzeczywistości wygląda to tak, że to co określamy mianem "zmiany fizycznej" polega na przekształceniu ciała w czynność i czynności w ciało.

Przestrzeń przekształca się w czas a czas w przestrzeń, ciało przekształca się w czynność a czynność w ciało, liczba przekształca się w działanie a działanie w liczbę, argument przekształca się w operację a operacja w argument.
13-04-2016 08:42 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>Ja mam bardzo pokręconą teorię na ten temat, która zawsze pojmowana jest przez innych jako bełkot. Zabełkocze jeszcze raz.

CZŁOWIEKU! Rzeczywiście jest z Tobą coraz gorzej. Postawa małego rozkapryszonego gówniarza wychowywanego bezstresowo. ("Zabełkocze jeszcze raz"). Proces fosylizacji przednich płatów mózgowych jednak się u Ciebie nie zatrzymuje (wiesz co to fosylizacja?).

PRZECZYTAJ POWOLI JESZCZE RAZ TO CO NAPIASAŁEŚ. Nie będę polecał miejsc gdzie możesz publikować śmiało swe odkrywcze spostrzeżenia, bo i tak nie będziesz ze wskazówki korzystał. Nie będę polemizował na tematy rozsypane jednym rzutem, nie kojarzących się z sobą, w przeciwieństwie do Twojego "sposobu" widzenia. Po prostu nie wiem o czym piszesz i czy rozmawiać będę z osobą poważną. Nie będę, poza krytyką tych "inteligentnych" wywodów się rozpieszczał, gdyż jeszcze nie odpowiedziałeś na moje pytania zadawane od początku jak tu na to forum wlazłeś. Pominąłeś je jakby ich nie było. Zlekceważyłeś je tak jakbyś w ten sposób i mnie lekceważył. Na jaką reakcję więc liczysz? Nie masz człowieku ambicji. Na tyle uwag krytycznych, nie tylko z mojej strony, nie reagujesz. Może Ty już masz przyspieszone objawy demencji starczej? Nie wiem. Nie jestem z tej branży, by to oceniać. Pisz może teksty do kabaretów, gdzie królują humorystyczne skojarzenia abstrakcyjne. No tak. Trzeba jednak do tego umieć to robić i mieć duże, wysubtelnione poczucie humoru. Nie wiem co Tobie poradzić. Chyba jednak lekarza (ortopedy, gastrologa itp. oprócz psychiatry bo to już za późno), a może i etat na jakiejś uczelni medycznej jako egzemplarz do uprawiania doświadczeń przez studentów, przyszłych lekarzy? Oczywiście byłbyś składnikiem stałego majątku uczelni, stałą pewną pensję pewnie niemałą, co pozwoli z siebie strząsnąć tą niesprawiedliwą biedę jakiej doświadczasz w ciągłych narzekaniach?
Jestem bezradny w Twoim przypadku.

Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
13-04-2016 09:16 
 Ocena-4 na 4
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>Ja mam bardzo pokręconą teorię na ten temat, która zawsze pojmowana jest przez innych jako bełkot. Zabełkocze jeszcze raz.
>CZŁOWIEKU! Rzeczywiście jest z Tobą coraz gorzej. Postawa małego rozkapryszonego gówniarza wychowywanego bezstresowo. ("Zabełkocze jeszcze raz"). Proces fosylizacji przednich płatów mózgowych jednak się u Ciebie nie zatrzymuje (wiesz co to fosylizacja?).
>PRZECZYTAJ POWOLI JESZCZE RAZ TO CO NAPIASAŁEŚ. Nie będę polecał miejsc gdzie możesz publikować śmiało swe odkrywcze spostrzeżenia, bo i tak nie będziesz ze wskazówki korzystał. Nie będę polemizował na tematy rozsypane jednym rzutem, nie kojarzących się z sobą, w przeciwieństwie do Twojego "sposobu" widzenia. Po prostu nie wiem o czym piszesz i czy rozmawiać będę z osobą poważną. Nie będę, poza krytyką tych "inteligentnych" wywodów się rozpieszczał, gdyż jeszcze nie odpowiedziałeś na moje pytania zadawane od początku jak tu na to forum wlazłeś. Pominąłeś je jakby ich nie było. Zlekceważyłeś je tak jakbyś w ten sposób i mnie lekceważył. Na jaką reakcję więc liczysz? Nie masz człowieku ambicji. Na tyle uwag krytycznych, nie tylko z mojej strony, nie reagujesz. Może Ty już masz przyspieszone objawy demencji starczej? Nie wiem. Nie jestem z tej branży, by to oceniać. Pisz może teksty do kabaretów, gdzie królują humorystyczne skojarzenia abstrakcyjne. No tak. Trzeba jednak do tego umieć to robić i mieć duże, wysubtelnione poczucie humoru. Nie wiem co Tobie poradzić. Chyba jednak lekarza (ortopedy, gastrologa itp. oprócz psychiatry bo to już za późno), a może i etat na jakiejś uczelni medycznej jako egzemplarz do uprawiania doświadczeń przez studentów, przyszłych lekarzy? Oczywiście byłbyś składnikiem stałego majątku uczelni, stałą pewną pensję pewnie niemałą, co pozwoli z siebie strząsnąć tą niesprawiedliwą biedę jakiej doświadczasz w ciągłych narzekaniach?
>Jestem bezradny w Twoim przypadku.
>
Jednak jestem lepszy niż moja reputacja

>

To się nagadałeś.
Proponuję powtarzaj pytania czyniąc zarzuty, aby inni mogli potraktować to co napisałeś poważnie.

Ponadto spójrz na to proste równanie, które daje za przykład.
Czy po przekształceniu, czyli po znaku równości, liczba 5 nie wyraża działań sprzed przekształcenia, sprzed znaku równości? Bo jeśli tak to działania przekształcają się w liczbę.
13-04-2016 11:58 
 Ocena-2 na 2
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
I za co ka dostaję wciąż te negatywne oceny?
Za budowanie wniosków, ze przestrzeń i czas są własnym przeciwieństwem?
Że liczba i działanie są własnym przeciwieństwem?
Ze rozkład i kolejność to przeciwieństwa.
Że ciało jest przeciwieństwem czynności?
Ze fizyczna zmiana to przekształcenie przeciwieństw?
13-04-2016 12:13 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>I za co ka dostaję wciąż te negatywne oceny?

ode mnie za to:

Cytat:
Proponuję powtarzaj pytania czyniąc zarzuty, aby inni mogli potraktować to co napisałeś poważnie.


zwłaszcza w konktekście twojego zarzutu:

Cytat:
Ty stwierdzisz, ze moje postulaty tego nie zrealizują ale ty martwisz się o swoje patenty i o swoje nicnierobienie nazywane pracą więc skłamiesz.


Poważny zarzut jakobym nie pracował, przypomina zarzut, że "wyżeram innym z gara" za który już przepraszałeś

16-04-2016 14:40 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>zarzut jakobym nie pracował, przypomina zarzut, że "wyżeram innym z gara"
Krystkon, jak każdy, ma prawo uważać, że osoba uzyskująca dochody w określony sposób "wyżera innym z gara", Ty zaś, jak każdy, masz prawo nie ujawniać swojej prywatności, w tym z jakich źródeł pochodzą Twoje dochody; na potrzeby dyskusji wystarczyło przecież napisać, że wiadomo Ci o uzyskiwaniu dochodów w określony sposób.

A kto obraża się o czyjeś poglądy, temu zwyczajnie brak piątej klepki.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
16-04-2016 15:10 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>zarzut jakobym nie pracował, przypomina zarzut, że "wyżeram innym z gara"
>Krystkon, jak każdy, ma prawo uważać, że osoba uzyskująca dochody w określony sposób "wyżera innym z gara",
Ma prawo uważać co chce, ale jeśli zarzut publicznie głosi, musi przedstawić dowody.
Zarzut życia na koszt innych jest poważnym zarzutem
16-04-2016 17:18 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Krystkon, jak każdy, ma prawo uważać, że osoba uzyskująca dochody w określony sposób "wyżera innym z gara",
>Ma prawo uważać co chce, ale jeśli zarzut publicznie głosi, musi przedstawić dowody.
Dowody są potrzebne, by twierdzenie uznano za fakt, ale nie do wyrażenia opinii.

>Zarzut życia na koszt innych jest poważnym zarzutem
Poważnym czy nie, nie Ty jesteś adresatem tego zarzutu, lecz "szarley przykładowy". A to dlatego, że tematem wątku są ogólne zasady, a nie domniemane przypadki osoby stojącej za nickiem "szarley".

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
16-04-2016 17:23 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Dowody są potrzebne, by twierdzenie uznano za fakt, ale nie do wyrażenia opinii.

Publicznie wyrażona opinia intencjonalnie obrażająca kogoś, wymaga dowodu.

>>Zarzut życia na koszt innych jest poważnym zarzutem
>Poważnym czy nie, nie Ty jesteś adresatem tego zarzutu, lecz "szarley przykładowy".

yyyyyy?

>A to dlatego, że tematem wątku są ogólne zasady, a nie domniemane przypadki osoby stojącej za nickiem "szarley".
pogubiłaś się w swojej imaginacji
16-04-2016 17:53 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Dowody są potrzebne, by twierdzenie uznano za fakt, ale nie do wyrażenia opinii.
>Publicznie wyrażona opinia intencjonalnie obrażająca kogoś, wymaga dowodu.
Nie obraził Ciebie, bo nikt nawet nie wie, czy "szarley zarabiający w podany przez niego samego sposób w ogóle istnieje; pod nickiem "szarley" może w występować np. kilka osób pisujących na zmianę.

>>>Zarzut życia na koszt innych jest poważnym zarzutem
>>Poważnym czy nie, nie Ty jesteś adresatem tego zarzutu, lecz "szarley przykładowy".
>yyyyyy?
Jeśli pogubiłeś się w swojej imaginacji, wczytaj się w moją.

>>A to dlatego, że tematem wątku są ogólne zasady, a nie domniemane przypadki osoby stojącej za nickiem "szarley".
>pogubiłaś się w swojej imaginacji
yyyyyy?

[Tak, to była zabawa, tyle, że nie samymi słówkami, bo słówka "yyyyyy" w słowniku nie ma.]

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
16-04-2016 18:10 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Nie obraził Ciebie, bo nikt nawet nie wie, czy "szarley zarabiający w podany przez niego samego sposób w ogóle istnieje;

Istnieje.
16-04-2016 18:39 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Nie obraził Ciebie, bo nikt nawet nie wie, czy "szarley zarabiający w podany przez niego samego sposób w ogóle istnieje;
>Istnieje.
To może mieć pecha, bo i ja niektóre sposoby zarabiania uważam za wyżeranie innym z gara.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
16-04-2016 18:50 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>To może mieć pecha, bo i ja niektóre sposoby zarabiania uważam za wyżeranie innym z gara.

Znów zabawa w słówka?

Jeśli zapytam czy mój sposób zarabiania uważasz za wyżeranie innym z gara, oznajmisz, że to nie Ty , ale krystkon, a poza tym wcale nie twierdzisz że mój sposób jest wyżeraniem innym z gara, bo tak nie napisałaś.

W tym roku zakończyłem pracę nad przekładem książki.
Wg krystkona korzystanie z owoców takiej pracy to wyżeranie, a sama praca to nicnierobienie

Oczywiście nie spodziewam się Twojej opinii, zamiast niej przeczytam jakieś gierki logiczno - słowne, bo przecież napisałaś " niektóre sposoby zarabiania uważam za wyżeranie.."

itd.....
zaskocz mnie czymś nowym, np ujawnieniem swojego poglądu na korzyści finansowe z pracy jaką jest przekład książki
16-04-2016 19:15 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>To może mieć pecha, bo i ja niektóre sposoby zarabiania uważam za wyżeranie innym z gara.
>Znów zabawa w słówka?
A które słówko Cię tym razem rozbawiło?

>W tym roku zakończyłem pracę nad przekładem książki.
To pięknie, serdecznie Ci gratuluję.

>Wg krystkona korzystanie z owoców takiej pracy to wyżeranie, a sama praca to nicnierobienie
Jego pogląd ma przyszłość, sam pomyśl ile rzeczy można mieć z netu za free.

>zaskocz mnie...
Ach, baw mnie!

>np ujawnieniem swojego poglądu
Po co Ci mój, nie masz własnego?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
16-04-2016 19:22 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>W tym roku zakończyłem pracę nad przekładem książki.
>To pięknie, serdecznie Ci gratuluję.
>>Wg krystkona korzystanie z owoców takiej pracy to wyżeranie, a sama praca to nicnierobienie
>Jego pogląd ma przyszłość, sam pomyśl ile rzeczy można mieć z netu za free.

masz na myśli przekład książki za free?
16-04-2016 21:14 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Jego pogląd ma przyszłość, sam pomyśl ile rzeczy można mieć z netu za free.
>masz na myśli przekład książki za free?
W ogóle przekłady.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
17-04-2016 06:30 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>>Jego pogląd ma przyszłość, sam pomyśl ile rzeczy można mieć z netu za free.
>>masz na myśli przekład książki za free?
>W ogóle przekłady.

Całkowicie Cię już przestałem rozumieć
Co ma być za free?
18-04-2016 01:43 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Co ma być za free?
Piszę co za free już jest, a są np. teksty piosenek. I taka strona jak tekstowo.pl udostępnia te teksty oraz dokonane przez ochotników tłumaczenia.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
18-04-2016 06:35 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Co ma być za free?
>Piszę co za free już jest, a są np. teksty piosenek. I taka strona jak tekstowo.pl udostępnia te teksty oraz dokonane przez ochotników tłumaczenia.

Nooo jest sporo ochotników, którzy gotowi są tłumaczyć teksty piosenek dla satysfakcji,
sam kilka wierszyków przełożyłem, ale przekład podręcznika to poważna rzecz i rzadko znajdziesz darmoczyńcę, który zrobi to bez zapłaty.

Jeden z bytowników fR przełożył na polski historię Wielkiej wojny, bardzo go za to cenię.
18-04-2016 06:45 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nooo jest sporo ochotników, którzy gotowi są tłumaczyć teksty piosenek dla satysfakcji, sam kilka wierszyków przełożyłem [...] Jeden z bytowników fR przełożył na polski historię Wielkiej wojny, bardzo go za to cenię.
Czyli są ochotnicy do tłumaczeń, co twierdziłam.

>przekład podręcznika [...] rzadko znajdziesz darmoczyńcę, który zrobi to bez zapłaty.
Jeśli twierdzę coś przeciwnego, zacytuj to.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
18-04-2016 07:00 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Nooo jest sporo ochotników, którzy gotowi są tłumaczyć teksty piosenek dla satysfakcji, sam kilka wierszyków przełożyłem [...] Jeden z bytowników fR przełożył na polski historię Wielkiej wojny, bardzo go za to cenię.
>Czyli są ochotnicy do tłumaczeń, co twierdziłam.
Są, ale jest ich niewielu i nie można opierać całości pracy przy przekładach na ochotnictwie

>>przekład podręcznika [...] rzadko znajdziesz darmoczyńcę, który zrobi to bez zapłaty.
>Jeśli twierdzę coś przeciwnego, zacytuj to.
Nie twierdzisz niczego przeciwnego.

Ty niczego nie twierdzisz, bo swoich poglądów nie ujawniasz
18-04-2016 07:41 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Czyli są ochotnicy do tłumaczeń, co twierdziłam.
>Są, ale jest ich niewielu i nie można opierać całości pracy przy przekładach na ochotnictwie
Na razie nie, ale przecież zaznaczyłam, że ta tendencja dopiero się rozwija, użyłam zwrotu "jego [krystkona] pogląd ma przyszłość".

>Ty niczego nie twierdzisz, bo swoich poglądów nie ujawniasz
Czemu miałoby się czyjeś poglądy przedkładać nad ustalanie "jak jest"?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
18-04-2016 08:03 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>>Czyli są ochotnicy do tłumaczeń, co twierdziłam.
>>Są, ale jest ich niewielu i nie można opierać całości pracy przy przekładach na ochotnictwie
>Na razie nie, ale przecież zaznaczyłam, że ta tendencja dopiero się rozwija, użyłam zwrotu "jego [krystkona] pogląd ma przyszłość".
Rozmowa o rozmowie?

Chcesz przełożyć Hamleta, znajdź artystę, a taki za darmo nie będzie przekładał, bo to jego PRACA (tylko wg krystkona nicnierobienie)
Chcesz przełożyć naukowe dzieło, znajdź FACHOWCA, też trzeba mu zapłacić

Pojedyncze wiersze Fredry zapewne zawsze ktoś za darmo przełoży. Jakość tego przekładu sama oceń:
allskapones.cz/img/download/texty.pdf

Jeśli ta tendencja będzie się rozwijać, nikt poza Polską Fredrą zachwycał się nie będzie

>>Ty niczego nie twierdzisz, bo swoich poglądów nie ujawniasz
>Czemu miałoby się czyjeś poglądy przedkładać nad ustalanie "jak jest"?
Wolę rozmowę na temat "jak jest" niż na temat "Czemu miałoby się czyjeś poglądy przedkładać "
18-04-2016 08:44 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Na razie nie, ale przecież zaznaczyłam, że ta tendencja dopiero się rozwija, użyłam zwrotu "jego [krystkona] pogląd ma przyszłość".
>Rozmowa o rozmowie?
Rozmowa o "rozmowie o rozmowie"?

>za darmo nie będzie przekładał
Jedni za darmo będą przekładali, inni nie, ale ogólnie za sprawą internetu wartość własności intelektualnej się dewaluuje.

>>Czemu miałoby się czyjeś poglądy przedkładać nad ustalanie "jak jest"?
>Wolę rozmowę na temat "jak jest" niż na temat "Czemu miałoby się czyjeś poglądy przedkładać"
Tak jest!

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
18-04-2016 10:18 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>za darmo nie będzie przekładał
>Jedni za darmo będą przekładali, inni nie,

Tak więc odnieś się do przykładu przekładu
allskapones.cz/img/download/texty.pdf

>ale ogólnie za sprawą internetu wartość własności intelektualnej się dewaluuje.
Owszem.
Na temat skutków zaniku autorskich praw już dyskusja z guru była:
Szarley:
Cytat:
pisarz napisze książkę, praw autorskich nie ma, on ją i tak napisze, ale jedną. Potem umrze z głodu

Krystkon:
Cytat:
Nie umrze z głodu. Po prostu zacznie zarabiać jak inni ludzie a nie będzie stawał się milionerem.
18-04-2016 10:45 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>za darmo nie będzie przekładał
>>Jedni za darmo będą przekładali, inni nie,
>Tak więc odnieś się do przykładu przekładu
A Ty mi wyglancuj buty.

>Na temat skutków zaniku autorskich praw już dyskusja z guru była [...] zacznie zarabiać jak inni ludzie a nie będzie stawał się milionerem
I w czym problem?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
18-04-2016 11:15 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Krystkon:
> Cytat:
Nie umrze z głodu. Po prostu zacznie zarabiać jak inni ludzie a nie będzie stawał się milionerem.


Oj tam. Nie miejmy mu za złe takich głupawych zdań.
Przecież w tym zdaniu przeziera zwykła ludzka zadość. Zazdrości Ci, że Ty potrafisz a on nie.
Gromadzenie milionów za tłumaczenia to projekcja, pokazuje nigdy nie zrealizowane ambicje p. Krystiana pracującego aktualnie na zmywaku czy w fabryce, gdyż nikt nie chciał ani jego umiejętności tworzenia serwisów internetowych, ani umiejętności windykacyjnych.
Cóż można zrobić? Chyba tylko spuścić nad tym ekshibicjonizmem odsłaniającym ułomność charakteru za ułomnością zasłonę milczenia.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
13-04-2016 14:37 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Szczerze mówiąc nic z tego nie zrozumiałem.

Myślenie indukcyjne wymaga weryfikacji, a nie bardzo wiem jak można zweryfikować taką teorię.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Myślenie indukcyjne wymaga weryfikacji, a nie bardzo wiem jak
> można zweryfikować taką teorię.

Ona w zamyśle nie ma być weryfikowana. Ma brzmieć minimum analogicznie do naukowych tez, żeby przypadkowy forumowicz nie zorientował się od razu, że to bełkot.
Ma za zadanie utrzymać na sobie przez chwilę uwagę forumowiczów. Później będą następne równie bełkotliwe "teorie", odkrycia" i "twierdzenia" -> krystkon przeżył dzień w minimalnej frustracji (mogła być w samotności większa) i tak to się toczy at defecum mortis.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie wydaje mi się żeby Krystkonowi chodziło o zabieganie o uwagę.

Wygląda mi to na pewien mechanizm analogiczny do religii. Istnieje teoria lewopółkulowego interpretatora rzeczywistości, który tworzy racjonalizacje dla emocji. Do mnie to bardzo przemawia. Krystkon pisał o tym, że zmienił swój punkt widzenia na moralność pod wpływem jakichś przemyśleń, albo doświadczeń. W związku z tym jego interpretator szuka teorii, które uzasadniałyby jego moralność.

Dlatego też tyle osób reaguje agresją na jego wpisy i też jako racjonalizacje produkujecie na niego pocisk i staracie się zrobić wariata. W rzeczywistości jest pewnie nie większym wariatem niż osoby religijne.

Krystkon pewnie denerwuje się na to, że nikt nie odnosi się do teorii, która wg niego jest racjonalna.

Moralność to ciężki temat, bo wszystko na ten temat trzeba oceniać arbitralnie i jest to osobista wiara każdego człowieka. Ja na tym poziomie proponuję dla odmiany nihilizm i negację idei, które są tylko mentalnymi modelami. Wtedy można kierować się własną moralnością bez żadnych usprawiedliwień i dorabiania ideologii.
13-04-2016 17:42 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Krystkon pewnie denerwuje się na to, że nikt nie odnosi
> się do teorii, która wg niego jest racjonalna.

Nikt?
Szarley najwięcej się do niej odnosił, dotąd odnosi. Ja z początku też.

> Ja na tym poziomie proponuję dla odmiany nihilizm i negację idei,
> które są tylko mentalnymi modelami. Wtedy można kierować się własną
> moralnością bez żadnych usprawiedliwień i dorabiania ideologii.

Hm. Co w tym kontekście znaczy 'własna moralność'? Czy usprawiedliwianie nakładania ciężarów na bliźnich w myśl zasady "to im się jeszcze jakoś opłaci" jest jeszcze moralnością?
Wg mnie to rozpaczliwe poszukiwanie sensu żywota w obliczu realnej życiowej klęski. Niewiele więcej.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
13-04-2016 17:53 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Hm. Co w tym kontekście znaczy 'własna moralność'? Czy usprawiedliwianie nakładania ciężarów na bliźnich w myśl zasady "to im się jeszcze jakoś opłaci" jest jeszcze moralnością?

Z mojego punktu widzenia czyjaś moralność może być niemoralna, a dla tej osoby moja może się taka okazać.

>Wg mnie to rozpaczliwe poszukiwanie sensu żywota w obliczu realnej życiowej klęski. Niewiele więcej.

I to akurat rozumiem, bo pod tym względem sam mam podobnie.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Szczerze mówiąc nic z tego nie zrozumiałem.
>Myślenie indukcyjne wymaga weryfikacji, a nie bardzo wiem jak można zweryfikować taką teorię.

NP wydruk 3D. Czyż to nie piękny przykład przemiany czynności w ciało?
13-04-2016 17:54 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ale czym konkretnie jest przemiana czynności w ciało? Nadal tego nie rozumiem.
13-04-2016 18:35 
 Ocena-1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Ale czym konkretnie jest przemiana czynności w ciało? Nadal tego nie rozumiem.

To nie jest wiara to jest obserwacja. Zauważ nie ma takiej zmiany w ciele, która nie równałaby się zmianie czynności ciała. Nie ma takiej zmiany czynności ciała, która nie zmienialaby samego ciała.

Nie wiem jak to opisać prościej.
Materię możesz wypromieniować a promieniowanie zmaterializować.

A przy okazji przychodzi mi taki pomysł do głowy. Skoro można drukować laserem 3d w malej odległości to dlaczego nie w dużej?
Można byloby sobie np. na powierzchni odleglej planety wydrukować robota. Albo jeszcze lepiej biorobota. Takiego żeby sam rozwijal się. Trafiając wiązka promieniowania w ocean na tej planecie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Czyli ogień jest przeciwieństwem wypalonego papierosa? Telewizor jest sprzeczny z papierosem, bo nie jest papierosem?

To jak teraz myślisz to skutek zafiksowania lingwistycznego. Słowa tworzą Twoją rzeczywistość, a powinny ją opisywać. Podobnie robi się z liczbami. Interpretator w lewej półkuli stara się przedstawić Ci świat jako spójny, choć to iluzja. Spójność lingwistyczna to właściwość ludzkiego umysłu.

Tobie może chodzi bardziej o to, że wszechświat jest czymś w rodzaju wielkiego mózgu i wszystko jest ze sobą jakoś połączone i nawzajem z siebie wynika?
13-04-2016 19:44 
 Ocena 3 na 3
Wenancjusz (16441 punktów)
>I za co ka dostaję wciąż te negatywne oceny?

Bo pieprzysz bez sensu i tego nie chcesz widzieć.

>Za budowanie wniosków, ze przestrzeń i czas są własnym przeciwieństwem?

No jasne ,że ciemne. Dam przykład udokumentowany, że czas i dozorca są tym samym.
Czas, to pieniądz. Pieniądz to forsa. Forsa to grunt. Grunt to ziemia. Ziemia to matka. Matka to anioł. Anioł to stróż. Stróż to dozorca. Stąd wynika, że czas jest równoważny dozorcy.

>Że liczba i działanie są własnym przeciwieństwem?

No na przykład dlaczego liczba i działanie na liczbach są przeciwieństwem liczby???

>Ze rozkład i kolejność to przeciwieństwa.

Nie wiem czego rozkład i przeciwieństwo rozkładu (co to jest do cholery!), ale co ma stanowić przeciwieństwo kogo przeciwko komu i dlaczego???

>Że ciało jest przeciwieństwem czynności?

To już nie jest do pojęcia nawet przez idiotów, ale podejrzewam, że takich na forum nie ma (no może poza jednym).

>Ze fizyczna zmiana to przekształcenie przeciwieństw?
>
Do jasnej cholery! Wytłumacz jak to rozumiesz w końcu. Co to za skojarzenia! Uważasz, że piszesz z sensem? Jakie masz podstawy, by tak sądzić? Czy kogokolwiek na tym forum porwałeś swymi rewolucyjnymi przemyśleniami?

Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
13-04-2016 20:33 
 Ocena-3 na 3
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>I za co ka dostaję wciąż te negatywne oceny?
>Bo pieprzysz bez sensu i tego nie chcesz widzieć.
>>Za budowanie wniosków, ze przestrzeń i czas są własnym przeciwieństwem?
>No jasne ,że ciemne. Dam przykład udokumentowany, że czas i dozorca są tym samym.
>Czas, to pieniądz. Pieniądz to forsa. Forsa to grunt. Grunt to ziemia. Ziemia to matka. Matka to anioł. Anioł to stróż. Stróż to dozorca. Stąd wynika, że czas jest równoważny dozorcy.
>>Że liczba i działanie są własnym przeciwieństwem?
>No na przykład dlaczego liczba i działanie na liczbach są przeciwieństwem liczby???
>>Ze rozkład i kolejność to przeciwieństwa.
>Nie wiem czego rozkład i przeciwieństwo rozkładu (co to jest do cholery!), ale co ma stanowić przeciwieństwo kogo przeciwko komu i dlaczego???
>>Że ciało jest przeciwieństwem czynności?
>To już nie jest do pojęcia nawet przez idiotów, ale podejrzewam, że takich na forum nie ma (no może poza jednym).
>>Ze fizyczna zmiana to przekształcenie przeciwieństw?
>>
>Do jasnej cholery! Wytłumacz jak to rozumiesz w końcu. Co to za skojarzenia! Uważasz, że piszesz z sensem? Jakie masz podstawy, by tak sądzić? Czy kogokolwiek na tym forum porwałeś swymi rewolucyjnymi przemyśleniami?
>
Jednak jestem lepszy niż moja reputacja

>

Pierwotnie sądziłem Wenancjuszu, ze przeciwieństwem ciała jest pustka ale nie. Pustka jest odwrotnością ciała i też ciałem.

Właściwie, żeby być lepiej rozumianym powinienem użyć pojęcia sprzeczność nie przeciwieństwo.

Czas i przestrzeń są sprzeczne. Ciało i czynność są sprzeczne. Liczba i działanie są sprzeczne.
Powinienem był napisać - przekształcenie w sprzeczność.
Odpowiedz sam na pytania:
Co to jest niecialo?
Co to jest nieliczba?

Podpowiem niecialo to = czynność
nieliczba to = działanie

To są sprzeczności, które transformują w siebie nawzajem. Bez kitu.
13-04-2016 21:16 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>>>I za co ka dostaję wciąż te negatywne oceny?
>>Bo pieprzysz bez sensu i tego nie chcesz widzieć.
>>>Za budowanie wniosków, ze przestrzeń i czas są własnym przeciwieństwem?
>>No jasne ,że ciemne. Dam przykład udokumentowany, że czas i dozorca są tym samym.
>>Czas, to pieniądz. Pieniądz to forsa. Forsa to grunt. Grunt to ziemia. Ziemia to matka. Matka to anioł. Anioł to stróż. Stróż to dozorca. Stąd wynika, że czas jest równoważny dozorcy.
>>>Że liczba i działanie są własnym przeciwieństwem?
>>No na przykład dlaczego liczba i działanie na liczbach są przeciwieństwem liczby???
>>>Ze rozkład i kolejność to przeciwieństwa.
>>Nie wiem czego rozkład i przeciwieństwo rozkładu (co to jest do cholery!), ale co ma stanowić przeciwieństwo kogo przeciwko komu i dlaczego???
>>>Że ciało jest przeciwieństwem czynności?
>>To już nie jest do pojęcia nawet przez idiotów, ale podejrzewam, że takich na forum nie ma (no może poza jednym).
>>>Ze fizyczna zmiana to przekształcenie przeciwieństw?
>>>
>>Do jasnej cholery! Wytłumacz jak to rozumiesz w końcu. Co to za skojarzenia! Uważasz, że piszesz z sensem? Jakie masz podstawy, by tak sądzić? Czy kogokolwiek na tym forum porwałeś swymi rewolucyjnymi przemyśleniami?
>>
Jednak jestem lepszy niż moja reputacja

>>
>Pierwotnie sądziłem Wenancjuszu, ze przeciwieństwem ciała jest pustka ale nie. Pustka jest odwrotnością ciała i też ciałem.
>Właściwie, żeby być lepiej rozumianym powinienem użyć pojęcia sprzeczność nie przeciwieństwo.
>Czas i przestrzeń są sprzeczne. Ciało i czynność są sprzeczne. Liczba i działanie są sprzeczne.
>Powinienem był napisać - przekształcenie w sprzeczność.
>Odpowiedz sam na pytania:
>Co to jest niecialo?
>Co to jest nieliczba?
>Podpowiem niecialo to = czynność
>nieliczba to = działanie
>To są sprzeczności, które transformują w siebie nawzajem. Bez kitu.

Jak napisałem, jestem bezsilny na takie argumenty. Po prostu, lepiej się rozmawia z małym dzieciaczkiem. Toć do Ciebie nic nie dociera! Nawet to, że napisałem swoją uwagę z wykrzyknikiem.


Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
14-04-2016 07:50 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Toć do Ciebie nic nie dociera! Nawet to, że napisałem swoją uwagę z wykrzyknikiem.

Zgadzam się. Chłopak ukuł sobie wartość z niezgodności na docieranie / rozumienie.
Dalej już tylko protestuje z dumą przeciwko docieraniu - wot Krystkon

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
I jeszcze Olson wg mnie grubo mylisz się sądząc, ze twoja iskierka egzystuje w oderwaniu od ciała i jego czynności.
Wg mnie skopiować człowieka to podzielić go na 2. To samo dotyczy komórek. Twoja świadomość przezywa w każdej skopiowanej komórce czy raczej podzielonej.

Możesz istnieć w wielu postaciach nie tylko w jednej. I to wciąż jest twoja "ja".
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>No nie dałbym rady, bo to wewnętrzna właściwość psychiki. Dlatego napisałem wcześniej, że są generalnie 2 sposoby podejścia do rzeczywistości:
>- wewnętrzne doświadczenie jako podstawa (wychodzi się jakby z solipsyzmu)
>- zewnętrzna miara metodą naukową, czyli badamy doświadczalny świat Z POMINIĘCIEM qualiów

Ciekawe czym zajmują się psychologia i psychiatria?
I bak można w ogóle sądzić, ze farmaceutykami da się naprawić treść myśli, żeby podążały we właściwym kierunku?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ciekawe czym zajmują się psychologia i psychiatria?

Psychologia wymyślaniem teorii opartych o obserwację, syntezę i indukcję, których to nie da rady zweryfikować. Wokół psychologii wytworzyła się cała osobna filozofia, którą podcieram się codziennie rano. Psychiatria można powiedzieć, że jest w powijakach i nie traktuję jej póki co jak poważnej nauki. Choć na niektóre rodzaje problemów psychiatria pomaga, a psychologia może teoretycznie zadziałać.

>I bak można w ogóle sądzić, ze farmaceutykami da się naprawić treść myśli, żeby podążały we właściwym kierunku?

Nie wiem. Myślę, że trzeba być niespełna rozumu żeby tak myśleć.
13-04-2016 20:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> psychologia może teoretycznie zadziałać

Masz stereotypowe lub co najmniej okrojone informacje
[Załącznik]

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie bardzo. A materiały propagandowe średnio mnie interesują, skoro wiem z autopsji, że psychologia jest bezradna i dziadowska.
20-04-2016 07:20 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A materiały propagandowe średnio mnie interesują

Nie widzę tu żadnych materiałów propagandowych. Swoją drogą, ciekawe, czy poświęciłeś opracowaniu więcej czasu niż 10 sek.
Chyba jednak znam odpowiedź

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Jeżeli jakiś materiał promuje psychologię to jest propagandowy. Choć na niektóre problemy to pomaga, ale bynajmniej nie dlatego, że to skuteczne metody.

A mój indywidualny przypadek pokazał śmieszność pseudo-terapeutów, którzy w 99% dają rady, które są wręcz złe i niemoralne.
20-04-2016 09:38 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Jeżeli jakiś materiał promuje psychologię to jest propagandowy.

Bzdura.

> Choć na niektóre problemy to pomaga, ale bynajmniej nie dlatego, że to skuteczne metody

W kwestii powodów pomagania i skuteczności napisano całe tomy.
Z tego co widzę, raczej ich nie znasz i nie chcesz poznać. Ok, Twój wybór.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
20-04-2016 09:40 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> pseudo-terapeutów

Jeśli udałeś się do pseudo-terapeutów to rzeczywiście niefajnie. Ja bym im nie odpuścił, a równolegle poszukał sobie kogoś naprawdę dobrego.
Stawką jest - rzecz niebagatelna - Twoje zdrowie i honor.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Szukałem kogoś naprawdę dobrego i nie znalazłem. Podejrzewam, że sprawa jest nierozwiązywalna, skoro kilkaset terapeutów mówi to samo wyuczone z książek łajno.

A to co ktoś sobie napisze o skuteczności...

Przede wszystkim teorie psychologiczne to bardziej czyjaś filozofia niż nauka. Filozofia, którą łatwo podważyć.

Podam Ci przykład:

Terapeutka mówi o ćwiczeniu:
- niech się pan skupi tylko na prawdzie
- czyli na czym? Nie wiadomo co jest naprawdę, a co jest iluzją
- Np siedzi pan w fotelu, na parapecie stoi kwiatek
- To jest tylko część treści doświadczenia, z resztą poznawczo nie najważniejsza
- eeee

:D

Ale najgorsze są niemoralne rady, które wynikają z tego, że obiektywnie nie ma rozwiązania w mojej sytuacji, a taki terapeuta woli pobrać trochę kasy przez kilka spotkań.
20-04-2016 10:22 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Szukałem kogoś naprawdę dobrego i nie znalazłem. Podejrzewam, że sprawa
> jest nierozwiązywalna, skoro kilkaset terapeutów mówi to samo wyuczone
> z książek łajno.

Psychoterapia faktycznie nie pomaga wszystkim. Czasem struktura psychiki klienta jest na nia odporna. Widocznie jesteś w tym % i tą drogą pomocy nie zaznają. Ale to jeszcze nie świadczy o psychoterapii jako takiej.
Co do mnie, jestem daleki od zmuszania kogoś do pójścia tą drogą. Są inne.

>A to co ktoś sobie napisze o skuteczności...

Gdyby ktoś sobie coś pisał o skuteczności tj. swoje wymysły, byłoby to nic nie warte.
Ja linkowałem badania i statystyki.

>Przede wszystkim teorie psychologiczne to bardziej czyjaś filozofia niż nauka

Zgadza się. Tak jak takie czy inne wychowywanie, pedagogika itd.

> Ale najgorsze są niemoralne rady, które wynikają z tego, że obiektywnie
> nie ma rozwiązania w mojej sytuacji, a taki terapeuta woli pobrać
> trochę kasy przez kilka spotkań.

A jakie niemoralne rady Ci dawał? Nie przeczę że takie były, bo ich nie znam. Jestem troszeczkę ciekaw

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Psychoterapia faktycznie nie pomaga wszystkim. Czasem struktura psychiki klienta jest na nia odporna. Widocznie jesteś w tym % i tą drogą pomocy nie zaznają. Ale to jeszcze nie świadczy o psychoterapii jako takiej.

Tak można zawsze powiedzieć, zrzucić winę na klienta, lub czynniki zewnętrzne.

>Co do mnie, jestem daleki od zmuszania kogoś do pójścia tą drogą. Są inne.

Wygląda na to, że w moim przypadku jedyną skuteczną metodą jest czas, który powoduje powolne umieranie uczuć, a bez uczuć nie ma też cierpienia.

>Gdyby ktoś sobie coś pisał o skuteczności tj. swoje wymysły, byłoby to nic nie warte.
>Ja linkowałem badania i statystyki.

Tak, ale czytałem różne badania z różnymi statystykami i raczej nie wyglądały one zachęcająco. Psychoanaliza to podejście obalone przez neurobiologię, ale też czasem może zadziałać przez przypadek. Terapia poznawczo behawioralna jest skuteczna na pewną grupę problemów, a reszta to już filozofie od czapy.

>>Przede wszystkim teorie psychologiczne to bardziej czyjaś filozofia niż nauka
>Zgadza się. Tak jak takie czy inne wychowywanie, pedagogika itd.

Zgadza się. Wychowanie też jest zresztą zazwyczaj złe.

>A jakie niemoralne rady Ci dawał? Nie przeczę że takie były, bo ich nie znam. Jestem troszeczkę ciekaw

priv
20-04-2016 10:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Tak można zawsze powiedzieć, zrzucić winę na klienta, lub czynniki zewnętrzne.

Nie powiedziałbym że to wina klienta czy jakichś niżej nieokreśonych czynników. Może bardziej niekompatybilność danych metod z daną głową. Zresztą tu większość rzeczy jest uznaniowa, subiektywna i płynna.

> nie wyglądały one zachęcająco

No 99% skuteczności nigdzie nie znajdziesz, ani nawet 80%.

> Psychoanaliza to podejście obalone przez neurobiologię, ale
> też czasem może zadziałać przez przypadek

Psychgoterapia nie tylko psychoanalizą stoi.

> Terapia poznawczo behawioralna jest skuteczna na pewną
> grupę problemów, a reszta to już filozofie od czapy.

Oczywiście.

> Wychowanie też jest zresztą zazwyczaj złe.

A jakiś dowód?
Znam pełno osób, które sobie wychowywanie przez swoich rodzców chwalą.

>priv

Pisz

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie powiedziałbym że to wina klienta czy jakichś niżej nieokreśonych czynników. Może bardziej niekompatybilność danych metod z daną głową. Zresztą tu większość rzeczy jest uznaniowa, subiektywna i płynna.

Coś jest z tą niekompatybilnością. Nie byłbym w stanie przyjąć bez dowodu narzuconego modelu z jego konsekwencjami.

>No 99% skuteczności nigdzie nie znajdziesz, ani nawet 80%.

Może to wynikać z kilku powodów, np nieskuteczności psychologicznych modeli, nieodwracalności zmian w mózgu u chorych itd. A czasem działa już sam fakt zapłacenia pieniędzy i ulokowania nadziei w terapeucie, przez co głupszej osobie może pomóc sam wpływ osobowości terapeuty.

>Psychgoterapia nie tylko psychoanalizą stoi.

Tak, ale te inne idee są jeszcze bardziej mętne, np terapia psychodynamiczna, która zaszkodziła dwóm osobom, które znam.



>> Wychowanie też jest zresztą zazwyczaj złe.
>A jakiś dowód?
>Znam pełno osób, które sobie wychowywanie przez swoich rodzców chwalą.

Też znam, ale jednak większość (przynajmniej w dzisiejszych czasach) jest wychowywana źle i efekty tego widać po tym jaka jest młodzież - debile w rurkach, z ładnymi fryzurami, bez własnego zdania, którzy walczą o pozycję w grupie i do tego ogranicza się ich myślenie.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> którzy w 99% dają rady

I po trzecie: jeśli rozumiesz pschoterapię na zasadzie dawania z jednej strony rad, a z drugiej ich wdrażania, to masz niewielką i b. pobieżną znajomość mechanizmów psychoterapii.
Poczytaj cos o niej. To nie boli.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No nie rozumiem terapii w ten sposób. To byłby wymagany ideał, a w praktyce psychologia to wdrażanie do czyjegoś umysłu swojej filozofii.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> to wdrażanie do czyjegoś umysłu swojej filozofii.

Dyrektywne wymuszanie wdrażania na silę jest faktycznie złe.
Ja rozumiem to w ten sposób, że to propozycja nowego punktu widzenia. Albo ją bierzesz, coś w niej widzisz, mierzysz się, bo masz nadzieję. Albo nie.

Od początku do końca pozostajesz wolny. Ty wybrałeś odrzucenie metody już po paru spotkaniach - ok Ale uogólnianie tego na wszystkich i na całą dziedzinę jest oczywistą pomyłką.
Czasem wygodniej żyć z wiarą, że "nikt nie poradzi mojemu problemowi" i wszystko robimy, by tą wiarę podtrzymać - i tak bywa

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Dyrektywne wymuszanie wdrażania na silę jest faktycznie złe.
>Ja rozumiem to w ten sposób, że to propozycja nowego punktu widzenia. Albo ją bierzesz, coś w niej widzisz, mierzysz się, bo masz nadzieję. Albo nie.

Kiedy samoświadoma osoba przychodzi do terapeuty, to szuka konkretnego rozwiązania na konkretny problem. A próba wciśnięcia komuś idei, którą obalam odwołując się do filozofii, które ja uważam za właściwe, to zwykła nieudolność.

>Od początku do końca pozostajesz wolny. Ty wybrałeś odrzucenie metody już po paru spotkaniach - ok Ale uogólnianie tego na wszystkich i na całą dziedzinę jest oczywistą pomyłką.

Nie tak po paru. Jedna terapia trwała sporo, ale terapeutka tylko wyciągała ode mnie kasę, a następne już oceniałem po 1-2 spotkaniach.

>Czasem wygodniej żyć z wiarą, że "nikt nie poradzi mojemu problemowi" i wszystko robimy, by tą wiarę podtrzymać - i tak bywa

Nie wiem co w tym wygodnego, bo dla mnie to porażka.
20-04-2016 10:54 
 Ocena-1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> którą obalam odwołując się do filozofii, które ja uważam za właściwe, to zwykła nieudolność.

I pomaga Ci ta filozofia? Po co w takim razie poszedłeś do psychoterapeuty?

> Nie tak po paru. Jedna terapia trwała sporo, ale terapeutka
> tylko wyciągała ode mnie kasę, a następne już oceniałem po 1-2 spotkaniach.

Uważam, że wycągnianie kasy jest karygodne. To jej kwalifikacje skreśla.

> Nie wiem co w tym wygodnego, bo dla mnie to porażka

Nadal szukasz sposobu?

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
20-04-2016 10:57 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>I pomaga Ci ta filozofia? Po co w takim razie poszedłeś do psychoterapeuty?

Nie pomaga, ale wyznacza standardy moralne, do których powinna pasować terapia. Pomoc nie powinna polegać na próbie zmiany moich spójnych i logicznych poglądów, które są zdrową częścią mojej osobowości, tylko na zmianie tego co działa nieprawidłowo. Terapeuci w tej sytuacji robią odwrotnie.

>Uważam, że wycągnianie kasy jest karygodne. To jej kwalifikacje skreśla.

Czyli już z tego powodu większość odpada.

>Nadal szukasz sposobu?

Już nie mam gdzie, więc teraz sposobem jest czekanie aż uczucia całkowicie wygasną i będzie można kierować się tylko logiką, po to żeby dożyć do końca.
07-04-2016 11:49 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>Natura ma dualną postać fizyczną i abstrakcyjną.
>Co jest fizycznym obiektem jest jednocześnie abstrakcyjnym pojęciem.

Krystkon! Proszę nie mylić pojęć! Postać fizyczna jest realem. Abstrakcja jest wymysłem umysłu, czasem chorego. A tak na marginesie, dualizm nie na tym polega.
DLACZEGO SIĘ NIE UCZYSZ I DOKSZTAŁCASZ? Twoje eufemistyczne czkawki prezentowane na tym forum mają być przedmiotem zachwytu?
Czy wykonałeś zadanie domowe jakie Tobie zadałem? Czy wiesz jak skojarzyć napięcie, prąd-przekładnie w rowerze o przekładni łańcuchowej mechanicznej? Więc może przed wejściem na tym forum przeczytaj o jakich bzdurach piszesz.
NIE LUBIĘ UPARTYCH OSŁÓW, NIE REAGUJĄCYCH NA DOBRE, Z GOŁA, RADY!
Co najgorsze, mam do tego prawo!

Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
07-04-2016 11:57 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>Natura ma dualną postać fizyczną i abstrakcyjną.
>Co jest fizycznym obiektem jest jednocześnie abstrakcyjnym pojęciem.

O czym Ty pierd..isz?" Co jest fizycznym obiektem jest jednocześnie abstrakcyjnym pojęciem."

O czym Ty piszesz? Przybliż troszkę. Coś materialnego ma być jednocześnie abstrakcją??
Czyż nie mam prawa wrzucić to do kosza najlepiej razem z Tobą?


Jednak jestem lepszy niż moja reputacja
20-04-2016 12:54 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nie dręcz siebie i innych, a poza tym, rób co chcesz. To zdaje się cały problem odpowiedzialności.
Dręczysz mnie niezrozumiałością postulatu niedręczenia siebie w imię odpowiedzialności.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
Pan Leming (674 punktów)
Witam na forum. Zgadzam się w pełni. Od jakiegoś czasu snułem podobne rozważania. Dotyczące wprawdzie nie odpowiedzialności, a wolnej woli. Oczywiście brak jednego to zarazem brak drugiego. Również muszę przyznać, że mój brak wiary opiera się w głównej mierze na tym. Nie podważam bezpośrednio istnienia Boga, a jedynie samej wolnej woli. Idąc dalej skoro całe moje życie jest zdeterminowane związkami przyczynowo-skutkowymi (proszę mi oszczędzić wrzutki o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga) to sama koncepcja zbawienia traci sens. Pierwszym zgrzytem zanim jeszcze całkowicie odrzuciłem koncepcję wolnej woli było to, że skoro Bóg jest wszechmogący to również i wszystkowiedzący. Czyli znał każdy uczynek, każdego człowieka już w momencie tworzenia świata. Potem uznałem, że z Bogiem czy bez - nie ma czegoś takiego jak "wolna wola". Zainteresowanie psychologią odegrało tu też pewną rolę. Zdaję sobie sprawę, że łączenie wolnej woli ze zbawieniem to takie katolickie skrzywienie, gdyż moje rozważania nie kłócą się z kalwinizmem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jednak nie czuję potrzeby wiary w Demiurga, który wszystko ustalił, a i jemu pewnie nic po mojej wierze. Wg. kalwinistów oznacza to tyle, że zostałem z góry skazany na potępienie. Cóż trudno, nie będę odstawiał Pascala. Zresztą przecież tak na prawdę to nie mam wyboru. Człowiek wbrew popularnego twierdzeniu "wierz w co chcesz" nie ma wpływu na to w co wierzy. Cytując Einsteina "Człowiek może robić, co chce, ale nie może chcieć, co chce". Nie mam, więc wpływu na to co chcę, ani na to w co wierzę, nabrałem ochoty na zimne piwo. Pozdrawiam.


www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
19-04-2016 20:26 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Nie mam, więc wpływu na to co chcę, ani na to w co wierzę, nabrałem ochoty na zimne piwo. Pozdrawiam.

Ech...namówiłeś mnie.


Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
Duch Prawdy (14787 punktów)
>
www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157

"Najbardziej śmieszą mnie lemingi w hełmach dociśniętych chomątem." Brzostowski

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365