Racjonalista - Strona głównaDo treści
Złośliwe nadinterpretacje tw. Gödla - głupota czy celowe oszustwo ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
12-07-2017 05:09Jan Bednarski (1879 punktów)Złośliwe nadinterpretacje tw. Gödla - głupota czy celowe oszustwo ?
Ocena 1 na 1

Najczęstsza i najbardziej złośliwa nadinterpretacja z jaką się spotykamy to stwierdzenie, że Gödel pokazał, że w matematyce istnieją prawdziwe twierdzenia, których nie można udowodnić na drodze czystego rozumowania. Typowy przykład to opis książki "Incompleteness: The Proof and Paradox of Kurt Gödel":

"KURT GODEL IS CONSIDERED the twentieth century's greatest mathematician. His monumental theorem of incompleteness overturned the prevailing conviction that the only true statements in math were those that could be proved."

Powtarzanie tego mitu ma dość jasny cel, chodzi o wspieranie poglądu, że możliwości poznawcze ludzkich matematyków są w ten sam sposób ograniczone jak możliwości maszyn, stąd już tylko krok do wniosku, że jesteśmy maszynami.

Jednak prawda jest zupełnie inna, w swojej słynnej pracy z 1931 roku Gödel pisze, co następuje:

"Aus der Bemerkung, dass [R(q); q] seine eigene Unbeweisbarkeit behauptet, folgt sofort, dass [R(q);q] richtig ist, denn [R(q); q] ist ja unbeweisbar (weil unentscheidbar)."(ostatni akapit sekcji 1)

Wyraźnie widzimy co pisze Gödel. Nierozstrzygalność tej formuły w systemie, natychmiast pociąga rzeczywistą prawdziwość reprezentowanego przez nią twierdzenia. Więc choćby już tylko z tego względu, jak można twierdzić, że możemy udowodnić niewyprowadzalność tej formuły jednocześnie nie mogąc udowodnić prawdziwości twierdzenia któremu odpowiada ? I potem tacy ludzie dziwią się, że dochodzą do paradoksów, tak jak w tytule wyżej cytowanej książki. Dochodzą do paradoksów, ponieważ najwidoczniej nie wiedzą nawet na czym polega dowód tego twierdzenia.

Dobrym przykładem pokazującym do jakich konfuzji prowadzą materialistyczne matactwa, jest pytanie, które przeczytałem w jednym ze starych wątków z tego forum:

"Naprawdę wolno twierdzić, że są prawdziwe pomimo braku dowodu ?"(link)

Dobre pytanie, skąd moglibyśmy wiedzieć, że zdanie G(F) jest prawdziwe nie mając dowodu tej prawdziwości ? Ktoś tam odpowiedział na to pytanie, niestety plecąc kompletne głupoty.

Czy powyższe nadużycia są wynikiem celowego oszustwa, samozakłamania, niewiedzy czy też po części każdej z tych przyczyn ? Oczywiste jest, że twierdzenie Gödla musi wywoływać panikę, chociażby wśród ludzi żyjących z bajek na temat sztucznej inteligencji. Może jest po prostu tak, że ktoś celowo propaguje takie kłamstwo, a później to się upowszechnia, bazując już na zwykłej niewiedzy ludzi ? (nierozróżnianie prawdziwości arytmetycznej, od wyprowadzalności formuły itp.)

.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Złośliwe nadinterpretacje tw. Gödla - głupota czy celowe oszustwo
>Powtarzanie tego mitu ma dość jasny cel, chodzi o wspieranie poglądu, że możliwości poznawcze ludzkich matematyków są w ten sam sposób ograniczone jak możliwości maszyn, stąd już tylko krok do wniosku, że jesteśmy maszynami.

Jesteśmy, ale nie z tego powodu. Warto najpierw zdefiniować człowieka i maszynę, by nie było nieścisłości.

sjp.pwn.pl/sjp/maszyna;2481703.html
maszyna
1. «urządzenie zawierające mechanizm lub zespół współdziałających mechanizmów, służące do przetwarzania energii albo do wykonywania określonej pracy»

Czyli chodzi o mechanizmy.

A czym są ludzkie myśli i zdolności poznawcze? Mechanizmami.

Jaka jest różnica w mowie potocznej? Taka, że maszyną nazywa się mechanizm zdefiniowany, a człowiek jest nieprzewidywalny. Rozpatrzmy więc to zdefiniowanie i nieprzewidywalność.

Ja dzielę ludzi roboczo na plebs i ludzi. Plebs jest zdefiniowany i w pełni zautomatyzowany. Oznacza to, że ma stały system przekonań, którego nie poddaje negacji. Człowiek neguje siebie i wychodzi ponad to. Może więc zmienić poglądy i używa rozumienia mechanizmów, a nie powtarzania syntaktycznych przekonań. Człowieczeństwo to wychodzenie ponad zwierzęcość. Nieprzewidywalność jednak nie oznacza wolnej woli, bo jest nieprzewidywalnością także dla nas samych. Dla nas nie różni się więc od innych mechanizmów, których nie umiemy przewidzieć ze względu na brak danych. Jeśli umiemy ustalić i przewidzieć, to wtedy mowa o przewidywalnym mechanizmie, który nie wykracza ponad system formalny.

Zdefiniowany przez programistę algorytm jest jaki jest. Element programisty wydaje się być czymś ponad, a nie tylko meta-algorytmem. Jednak to, że programista programuje to też mechanizmy. Tylko niezdefiniowane a priori jako docelowe formy, lecz ewoluujące tak, że zmieniają swój obecny stan.

>Wyraźnie widzimy co pisze Gödel. Nierozstrzygalność tej formuły w systemie, natychmiast pociąga rzeczywistą prawdziwość reprezentowanego przez nią twierdzenia.

Jaką rzeczywistą prawdziwość? Nierozstrzygalność w systemie zdania "to zdanie jest nierozstrzygalne w systemie F" to nie tyle prawda, co takie zdefiniowanie systemu F, by zdanie G(F) było w nim nierozstrzygalne. System F nie może więc zawierać mechanizmu uznawania tego zdania za prawdę. Tylko wtedy to zdanie jest prawdziwe.

Czyli system F nie może rozstrzygać tego zdania. A skoro tak to umysł nie może być tym systemem F, bo rozstrzyga to zdanie. Czyli umysł właściwie nie może rozstrzygać takiego zdania. Jednak jeśli nie może, to nie rozstrzyga, więc nie można wtedy powiedzieć, że G(F) to prawda rozstrzygana przez umysł.

Umysł w takim momencie stwierdza, że to zdanie jest nierozstrzygalne, bo jest błędnie sformułowane.

Rozpatrzmy sytuację, że system F zawiera dowód na prawdziwość zdania G(F). Wtedy zdanie to nie jest prawdziwe, gdyż mówi nam ono, że F nie zawiera tego dowodu. Jest więc tylko zlepkiem słów.

Sprawdzamy - faktycznie nie zawiera. Czyli system F nie zawiera dowodu na zdanie G(F), ale jest ono prawdziwe. Wiemy to bez dowodu formalnego. Maszyna musiałaby więc umieć posługiwać się dowodem nie wprost. Musiałaby potrafić oddzielić system F1 odpowiadający umysłowi, w którym nie ma takiego dowodu od systemu F2, który już zawiera ten dowód, bo go dorobił, ale nie wpisał mu dowodu formalnego, tylko przedłożył je a priori jako zrozumiany jako prawda. Zdanie prawdziwe stałoby się od razu nieprawdziwe, gdyby system F bez tego dowodu reprezentował umysł. Nie mógłby wtedy orzec, że to zdanie jest prawdziwe.. Jednak umysł już wie, czyli ma dowód (ale empiryczny, wynikający z tego, że F1=/F2, czyli nie ma formalnego dowodu w F1 i dla F2 to zdanie jest prawdziwe wobec F1).

Skoro umysł F1 nie jest tym samym co F2, to nie ma sprzeczności. Jest jeszcze jeden myk. Skoro jesteś umysłem F1 by po chwili być umysłem F2 to... coś tu nie gra to "bycie umysłem". Warto sobie zadać pytanie: "a może ja nie jestem umysłem, tylko jego stałym elementem?". Treść umysłu się ciągle zmienia, a jedyne co jest stałe to fakt, że doświadczam tych zmian. Czyli nie jestem umysłem F1,F2 itd. Bo ten umysł to właśnie mechanizm, który działa, a ja choć teraz czuję to działanie jako własne, to nie mam na to dodatkowego wpływu spoza mechanizmu.

Popatrzmy na to jeszcze tak:

Zdanie Godla nie ma dowodu pozajęzykowego. Jak dochodzimy do prawdziwości zdania G(F)? Bierzemy gotowe zdanie i widzimy, że jest prawdą na podstawie tego co samo orzekło. Ale można też potraktować to tak, że brak dowodu w F dla tego zdania jest dowodem na jego nieprawdziwość. Przeszukujemy F i nie ma dowodu na prawdziwość tego zdania. Czyli jest nieprawdziwe na mocy tego faktu i nic nas nie obchodzi, że zdanie informuje nas o tym, że jest prawdziwe jeśli nie ma dowodu w F. Nie musimy brać tej informacji na poważnie, bo prowadziłaby ona do sprzeczności w każdym przypadku.

Edit:
W dodatku umysł empirycznie istnieje, ale nie w formie statycznej, tylko dynamicznej. Nie da się ściśle ująć w teorię matematyczną działania rozłożonego w czasie, którego skutki zależą od wyniku poprzednich danych, który we wcześniejszym momencie jest jeszcze nieprzetworzony. Przyczynowość jest więc ponad matematyką, podobnie jak dane wprowadzone na starcie pod dedukcję. Nie ma dedukcji bez apriorycznych danych, które się jej poddaje. Z kolei indukcja generuje skojarzeniowo (częściowo losowo, a częściowo na podstawie danych) nieścisłe kroki. Daje to dane i wnioski nieobecne wcześniej w umyśle. Umysł działa nie posiadając swojej kompletnej teorii. Nie wie co wyniknie z losowych wariacji, a składają się na to algorytmy niezależne od siebie, które przecinają się w umyśle.
Jan Bednarski (1879 punktów)

Zaraz spokojnie i kulturalnie wyjaśnię wszystkie nieporozumienia.

>Warto najpierw zdefiniować człowieka i maszynę, by nie było nieścisłości.

Mówimy tutaj o maszynie Turinga: z tego co wiadomo wszystko co spełnia naszą intuicje "maszyny" i działa według skończonego zestawu reguł jest maszyną Turinga, a więc w szczególności współczesne komputery są maszynami Turinga. To jest dobry test, jeśli można sobie wyobrazić, że działanie czegoś dałoby się zaprogramować na komputerze, to znaczy że spełnia definicje maszyny o której mówimy.

>>Wyraźnie widzimy co pisze Gödel. Nierozstrzygalność tej formuły w systemie, natychmiast pociąga rzeczywistą prawdziwość reprezentowanego przez nią twierdzenia.

>Jaką rzeczywistą prawdziwość? Nierozstrzygalność w systemie zdania "to zdanie jest nierozstrzygalne w systemie F" to nie tyle prawda, co takie zdefiniowanie systemu F, by zdanie G(F) było w nim nierozstrzygalne. System F nie może więc zawierać mechanizmu uznawania tego zdania za prawdę. Tylko wtedy to zdanie jest prawdziwe.

Zdanie Gödla to twierdzenie arytmetyczne postaci "Dla każdej naturalnej liczby n spełnione jest Q(n)" gdzie Q(n) jest obliczalną właściwością liczby naturalnej, którą można w pełni określić za pomocą pewnej maszyny Turinga. Maszynę Turinga zawsze możemy wyobrażać sobie jako fizyczną konstrukcje, a pytanie o jej własność stopu jest niczym innym jak pytaniem czy istnieje skończona liczba kroków po której logika tego urządzenia osiąga instrukcje kończącą. Teraz całe zdanie "Dla każdego n Q(n)" jest po prostu stwierdzeniem, że nie da się wybrać takiej danej wejściowej n dla maszyny Q, że nie kończy ona pracy, czyli że dla każdego n istnieje pewna skończona lista kroków po której Q osiąga instrukcje stop. To zdanie z pewnością ma rzeczywisty sens, o czym najdobitniej świadczy fakt, że konfiguracja maszyny Q zależy od konstrukcji systemu F, w każdym razie fakt że Q(n) kończy pracę dla każdego n jest równoważny niemożliwości wyprowadzenia dwóch takich formuł zgodnie z regułami F, że jedna z nich jest negacją drugiej.

>Zdanie Godla nie ma dowodu pozajęzykowego. Jak dochodzimy do prawdziwości zdania G(F)? Bierzemy gotowe zdanie i widzimy, że jest prawdą na podstawie tego co samo orzekło. Ale można też potraktować to tak, że brak dowodu w F dla tego zdania jest dowodem na jego nieprawdziwość. Przeszukujemy F i nie ma dowodu na prawdziwość tego zdania. Czyli jest nieprawdziwe na mocy tego faktu i nic nas nie obchodzi, że zdanie informuje nas o tym, że jest prawdziwe jeśli nie ma dowodu w F. Nie musimy brać tej informacji na poważnie, bo prowadziłaby ona do sprzeczności w każdym przypadku.

Nie można, bo dowodliwość w F nie jest wyznacznikiem rzeczywistej prawdziwości. W programie Hilberta chodziło m.in. o pełne pokrycie prawdziwości twierdzeń arytmetycznych dowodliwością jakiegoś systemu formalnego. Istnieje wiele systemów F i wiele interpretacji symboli, w szczególności takich które są błędne, bo np. wyprowadzają twierdzenia w rodzaju 2+2=5.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Warto najpierw zdefiniować człowieka i maszynę, by nie było nieścisłości.
>Mówimy tutaj o maszynie Turinga: z tego co wiadomo wszystko co spełnia naszą intuicje "maszyny" i działa według skończonego zestawu reguł jest maszyną Turinga, a więc w szczególności współczesne komputery są maszynami Turinga. To jest dobry test, jeśli można sobie wyobrazić, że działanie czegoś dałoby się zaprogramować na komputerze, to znaczy że spełnia definicje maszyny o której mówimy.

Pustosłowie. Wszystko da się zaprogramować na komputerze. Człowiek różni się tym, że czuje. Czyli jedyną różnicą nie jest zachowanie i sposób przetwarzania danych, ani danie innego produktu na wyjściu, tylko fakt odczuwania niemierzalny komputerowo/matematycznie/logicznie.

Kolejna kwestia - system F reprezentujący działanie umysłu to co innego niż treść świadomości. Ta treść nie zawiera np mechanizmów, wg których jest generowana, czyli nie zawiera działania podświadomości i elementów hardwaru mózgu oraz świata.

>>>Wyraźnie widzimy co pisze Gödel. Nierozstrzygalność tej formuły w systemie, natychmiast pociąga rzeczywistą prawdziwość reprezentowanego przez nią twierdzenia.
>>Jaką rzeczywistą prawdziwość? Nierozstrzygalność w systemie zdania "to zdanie jest nierozstrzygalne w systemie F" to nie tyle prawda, co takie zdefiniowanie systemu F, by zdanie G(F) było w nim nierozstrzygalne. System F nie może więc zawierać mechanizmu uznawania tego zdania za prawdę. Tylko wtedy to zdanie jest prawdziwe.
>Zdanie Gödla to twierdzenie arytmetyczne postaci "Dla każdej naturalnej liczby n spełnione jest Q(n)" gdzie Q(n) jest obliczalną właściwością liczby naturalnej, którą można w pełni określić za pomocą pewnej maszyny Turinga. Maszynę Turinga zawsze możemy wyobrażać sobie jako fizyczną konstrukcje, a pytanie o jej własność stopu jest niczym innym jak pytaniem czy istnieje skończona liczba kroków po której logika tego urządzenia osiąga instrukcje kończącą. Teraz całe zdanie "Dla każdego n Q(n)" jest po prostu stwierdzeniem, że nie da się wybrać takiej danej wejściowej n dla maszyny Q, że nie kończy ona pracy, czyli że dla każdego n istnieje pewna skończona lista kroków po której Q osiąga instrukcje stop.

Ale co innego jest z maszyną posiadającą niekompletne dane. W umyśle dzieje się tak dzięki obecności niewiadomych w treści myślowej. Poza tym umysł nie przelicza tylko liczb, ale też inne dane, które są wartościami samymi w sobie. Instrukcja stop wynika z wyczerpania problemu, czyli z rozwiązania dedukcyjnego. Ale są jeszcze dane indukcyjne, które całkowicie ignorujesz.

>To zdanie z pewnością ma rzeczywisty sens, o czym najdobitniej świadczy fakt, że konfiguracja maszyny Q zależy od konstrukcji systemu F, w każdym razie fakt że Q(n) kończy pracę dla każdego n jest równoważny niemożliwości wyprowadzenia dwóch takich formuł zgodnie z regułami F, że jedna z nich jest negacją drugiej.

Nieprawidłowy wniosek. Jedna może być negacją drugiej, jeśli w F nie ma ostatecznego rozstrzygnięcia. Problem wynika z ograniczeń maszyny liczącej. W teorii masz rozstrzygnięcie każdego problemu, ale w praktyce nie każdy problem rozwiązujemy ostatecznie.

>>Zdanie Godla nie ma dowodu pozajęzykowego. Jak dochodzimy do prawdziwości zdania G(F)? Bierzemy gotowe zdanie i widzimy, że jest prawdą na podstawie tego co samo orzekło. Ale można też potraktować to tak, że brak dowodu w F dla tego zdania jest dowodem na jego nieprawdziwość. Przeszukujemy F i nie ma dowodu na prawdziwość tego zdania. Czyli jest nieprawdziwe na mocy tego faktu i nic nas nie obchodzi, że zdanie informuje nas o tym, że jest prawdziwe jeśli nie ma dowodu w F. Nie musimy brać tej informacji na poważnie, bo prowadziłaby ona do sprzeczności w każdym przypadku.
>Nie można, bo dowodliwość w F nie jest wyznacznikiem rzeczywistej prawdziwości.

A skoro tak to zdanie Godla też nie jest wyznacznikiem rzeczywistej prawdziwości, tylko syntaktycznej "prawdziwości" dla F i o tym właśnie pisał Ci Drobner.
Jan Bednarski (1879 punktów)

Tutaj również będę ignorował powtarzanie tez bez uzasadnienia w stylu:

>Pustosłowie. Wszystko da się zaprogramować na komputerze. Człowiek różni się tym, że czuje. Czyli jedyną różnicą nie jest zachowanie i sposób przetwarzania danych, ani danie innego produktu na wyjściu, tylko fakt odczuwania niemierzalny komputerowo/matematycznie/logicznie.

Ten demagog trywialnie ominął wszystkie moje szczegółowe i głębokie wyjaśnienie i tak po prostu wygłosił swoje kazanko Już nawet nie wiem czy się śmiać czy płakać.

>Ale co innego jest z maszyną posiadającą niekompletne dane. W umyśle dzieje się tak dzięki obecności niewiadomych w treści myślowej. Poza tym umysł nie przelicza tylko liczb, ale też inne dane, które są wartościami samymi w sobie. Instrukcja stop wynika z wyczerpania problemu, czyli z rozwiązania dedukcyjnego. Ale są jeszcze dane indukcyjne, które całkowicie ignorujesz.

Niestety nie wiadomo jaki ma to związek z fragmentem mojej wypowiedzi pod którym jest to napisane. Ja tam starałem się po prostu wytłumaczyć, że pytanie o to czy istnieje liczba naturalna mająca pewną obliczalną (możliwą do sprawdzenia w skończonej liczbie kroków) własność arytmetyczną ma rzeczywisty i obiektywny sens (zdanie Godla to twierdzenie tej postaci). Pisałem to w odpowiedzi na pytanie olsona o jaką prawdziwość chodzi gdy mówimy o prawdziwości zdania Godla:

>>Jaką rzeczywistą prawdziwość?

Chodzi o zwykłą, arytmetyczną prawdziwość.

>A skoro tak to zdanie Godla też nie jest wyznacznikiem rzeczywistej prawdziwości, tylko syntaktycznej "prawdziwości" dla F i o tym właśnie pisał Ci Drobner.

A gdzie ja piszę, że jest wyznacznikiem prawdziwości ? Wyznacznikiem prawdziwości jest rzeczywistość, a więc możliwość wykonania pewnych transformacji na obiektach, która odpowiada prawdziwości określonego twierdzenia na temat liczb naturalnych. Co ciekawe taka jest właśnie kwintesencja dowodu twierdzenia Godla, wykorzystanie twierdzeń arytmetycznych do opisania rzeczywistych zależności pomiędzy formułami.

.
John Doe (782 punktów)
>Mówimy tutaj o maszynie Turinga: z tego co wiadomo wszystko co spełnia naszą intuicje "maszyny" i działa według skończonego zestawu reguł jest maszyną Turinga, a więc w szczególności współczesne komputery są maszynami Turinga. To jest dobry test, jeśli można sobie wyobrazić, że działanie czegoś dałoby się zaprogramować na komputerze, to znaczy że spełnia definicje maszyny o której mówimy.

1. Z rozróżnieniem na proces klasyczny (środowisko + algorytm) i wywołanie funkcji systemowych które mogą się odwoływać do elementów spoza algorytmu rozumianego jako zestaw reguł np. idealnej sprzętowej losowości.

2. Nie wiem jak to ująć dokładnie - limity systemowe ?
Bo każe narysować sin(1/x) w okolicach zera bez zera naturalnie i bez realnych limitów się wyłożysz na ilości danych. A to niby takie proste (i analiza i rysunek i algorytm i szereg do obliczenia sinusa itp).
Jan Bednarski (1879 punktów)

Dlatego napisałem implikacje tylko w jedną stronę:

"jeśli można sobie wyobrazić, że działanie czegoś dałoby się zaprogramować na komputerze, to znaczy że spełnia definicje maszyny o której mówimy"

Zwykłe komputery są precyzyjniej mówiąc deterministycznymi automatami skończonymi, czyli obejmują jedynie pewien podzbiór maszyn Turinga. Maszyna Turinga daje teoretycznie dostęp do nieograniczonej pamięci, ale skoro nie wiemy, czy rzeczywistość jest skończona, bezpieczniej i wygodniej analizy prowadzić w ogólniejszej formie odnoszącej się do pełnej maszyny Turinga. Ktoś mógłby argumentować, że materialistyczne wyobrażenie mózgu nie jest automatem skończonym, bo przecież mózg może zapisać pewną informacje w nieograniczonej przestrzeni a później do niej wrócić.

.
18-07-2017 08:35 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Warto najpierw zdefiniować człowieka...

Klasycznie człowiek to zwierzę rozumne. Ciekawe zestawienie: zwierzęcość to tutaj zaprzeczenie rozumności. Czyli mamy opis człowieka jako nierozumnej rozumności, słowem - jako sprzeczności, paradoksu, dialektyki. Natura owej nierozumności jest kwestią drugorzędną: nie ma znaczenia czy będzie to natura biologiczna (ciało), czy inne funkcje jakiejś materialności (maszyna entej generacji). W każdym swym rozumnym akcie człowiek pozostaje nadal czymś nierozumnym lub - ostrożniej mówiąc - przedrozumnym (prawa materii to jakaś racjonalność...). Abstrahowanie od owej nierozumnej sfery jest zawężaniem pola widzenia. W Twojej terminologii: i plebs ma swoją mądrość, podobnie jak swój obłęd (nierozumność) ma geniusz. Zerknij do pierwszej z brzegu biografii, np. Gödla czy Turinga. Można powiedzieć to o każdej biografii. Krótko: los w szczegółach jest nieprzewidywalny. (Nie ma takiego urządzenia, do którego można by w dniu urodzin człowieka wprowadzić dane, by otrzymać zupełną biografię; kryształowa kula wróżki lub karty - ach, marzenia! - to rekwizyty ze świata baśni lub bredni).

Umysł jest sprzecznością. Heraklit powiedziałby - sporem, a Hegel wzruszyłby ramionami, bo dla niego każda rzecz jest sprzecznością (z jakichś powodów eliminowaną z rzeczy). Nie jest to jego wadą czy grzechem. Ziemia jest płaska. Nieprawda, że Ziemia jest płaska. Ziemia jest nieruchoma. Nieprawda, że Ziemia jest nieruchoma. Przestrzeń jest absolutna. Nieprawda, że przestrzeń jest absolutna,... itd., itp. Ważne jest to, że taki sprzeczny zbiór zdań ma swoją neurologiczną reprezentację w mózgu. Ze sprzeczności wynika wszystko (ex falsio omnia), ale nas interesują tylko niektóre konsekwencje owej paradoksalności: w nauce są to np. niesprzeczne teorie. (Psychologicznie - nie każde zdanie opatrujesz asercją.) Pozytywna ocena niesprzeczności (powiedziałbym - zafiksowanie na niej przy jednoczesnej tabuizacji sprzeczności) jest już kwestią pragmatycznych wyborów, wychowania, wykształcenia, itp. Człowiek jest na tyle pragmatyczny, że jeśli trzeba uzna sprzeczną teorię, byle była skuteczna w kontekście życia czy chociażby dobrego samopoczucia (religie).

>...człowiek jest nieprzewidywalny...

To konsekwencja wspomnianej sprzeczności ludzkiego umysłu: na poziomie neuronalnym (i w konsekwencji mentalnym) masz zakodowane sprzeczne zdania (nazwijmy je n-zdania), które mogą stać się motywami (przesłankami) odmiennych zachowań. Oczywiście chodzi o nieprzewidywalność w szczegółach, ale w perspektywie dziejowej - również o kwestie ogólniejsze wynikające chociażby z badań i zastosowań sztucznej inteligencji.

>A czym są ludzkie myśli i zdolności poznawcze? Mechanizmami.

Odpowiedź zależy od opisu umysłu. Przede wszystkim zapomnieć trzeba o substancjalnym jego ujęciu. Umysł to zbiór pewnych empirycznych operacji jak np. pamięć, porównywanie, utożsamianie, różnicowanie, wnioskowanie, abstrahowanie, wyobrażanie, nazywanie, komunikowanie,... Ich lista (długa) i hierarchia (formalizacja?) to inna kwestia (por. np. koncepcje inteligencji i testowe badanie tych sprawności). Dorzucić trzeba (to za Kantem) całą sferę percepcji zmysłowych. Nie ma sensu rozpatrywania ich poza (sprzecznym) mózgiem, działaniem, środowiskiem. Badacz przed każdą taką operacją może postawić słowo "mechanizm" (np. mechanizm zapamiętywania,pamięci, ale i ...odkrycia). Efektem będzie molekularna (z nieograniczoną opcją na niższe poziomy złożoności) teoria (lub wiele cząstkowych teorii) zachowań.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Trzeba albo traktować siebie logicznie i szukać niesprzecznych wartości, albo odrzucić logikę całkowicie. W przeciwnym razie zawsze będziemy sprzeczni.

Tu chodzi o fundamentalną sprzeczność i stąd pseudoparadoks schizoli. Nietzsche wyjaśnia te pseudosprzeczności, podobnie jak Buddyzm. I Ty to też rozumiesz Diogenesie, a tu chodzi o Bednarskiego i to co wyprawia. Popatrz na to psychologicznie: Bednarski oddziela część dedukcyjną mózgu od części indukcyjnej (otwartej, tzn myśli rozwijają się w sposób ewolucyjny).

- WSZYSTKIE myśli rozwijają się w sposób ewolucyjny (empiria)
- istnieje koniec dedukcji dla każdego rozwiązywalnego problemu

Jan widzi tu sprzeczność, bo traktuje dwie oddzielne rzeczy jako całość, a oddziela dedukcję i logikę od działania całości. Równie dobrze mógłby analogicznie argumentować, że logika jest nielogiczna, zamiast wymyślać bajki o niealgorytmicznym umyśle, którego nie da się w ogóle określić.

Człowiek i jego działania prymitywne (zwierzęce) to też logika, tylko dotycząca ewolucji. Cały świat sprowadza się jednocześnie do logicznego i nielogicznego. Logicznego, bo wszystko co istnieje to jakiś zapis danych, można to wyjaśnić przyczynowo, dostrzec reguły i wyabstrahować je. Nielogicznego, bo samo powstanie takich, a nie innych faktów to prawdopodobnie kwestia przypadku.

Nie ma prawdy o prawdzie, a jest jedynie prawda o języku ujmująca fakty z różnych perspektyw. Jan nie odróżnia perspektywy obiektywnej od subiektywnej i nie rozumie, że do obiektywnej z definicji nie ma dostępu, a do subiektywnej istnieje intersubiektywny język, który wyjaśnia to co ma wyjaśniać, ale nie więcej.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Tu chodzi o fundamentalną sprzeczność i stąd pseudoparadoks schizoli. Nietzsche wyjaśnia te pseudosprzeczności, podobnie jak Buddyzm. I Ty to też rozumiesz Diogenesie, a tu chodzi o Bednarskiego i to co wyprawia. Popatrz na to psychologicznie: Bednarski oddziela część dedukcyjną mózgu od części indukcyjnej (otwartej, tzn myśli rozwijają się w sposób ewolucyjny).

W rzeczywistości ja nic tutaj nie rozdzielam tylko traktuje mózg jako maszynę przetwarzającą sekwencyjnie, bezwolnie i bezdusznie dane z otoczenia. Następnie pokazuje dlaczego takie wyobrażenie mózgu prowadzi nieuchronnie do antynomii. Bardziej łopatologicznie niż robię to tutaj i tutaj wyjaśniać się tego nie da.

>Jan widzi tu sprzeczność, bo traktuje dwie oddzielne rzeczy jako całość, a oddziela dedukcję i logikę od działania całości.

Jak wyżej. Wszystko traktuję jako możliwe do algorytmicznego opisania a następnie wyprowadzam z tego sprzeczność.

>Równie dobrze mógłby analogicznie argumentować, że logika jest nielogiczna, zamiast wymyślać bajki o niealgorytmicznym umyśle, którego nie da się w ogóle określić.

Mógłbym, równie dobrze można powiedzieć, że spójność logiki jest niekompatybilna z pełnym algorytmicznym wyjaśnieniem podstaw tej logiki. Wychodzi na to samo.

>Nie ma prawdy o prawdzie, a jest jedynie prawda o języku ujmująca fakty z różnych perspektyw. Jan nie odróżnia perspektywy obiektywnej od subiektywnej i nie rozumie, że do obiektywnej z definicji nie ma dostępu, a do subiektywnej istnieje intersubiektywny język, który wyjaśnia to co ma wyjaśniać, ale nie więcej.

A o tym już kiedyś pisałem. Najlepsze jest to że gdyby faktycznie tak było to sam olson musiałby mieć dostęp do tej absolutnej i obiektywnej prawdy aby mieć racjonalne podstawy do napisania tego co napisał. No chyba że specjalnie dla siebie robi wyjątek w tej swojej "teorii językowej". Olson dużo pisze o "logice" najwyraźniej nie za bardzo wiedząc na czym ta logika polega. Gdyby filozofowie podzielający opinie olsona co do istnienia tego podziału myśleli choć trochę logicznie na pewno zauważyliby, że przy opisywaniu tego co nazywają ontologią korzystają tak naprawdę z konstruktów subiektywnych. Więc albo ten podział nie może mieć takiego charakteru o jakim piszą (tzn. struktura obiektywnej rzeczywistości jest w jakiś znany im już sposób odpowiadająca (inter)subiektywnej) albo popadają w samorefutacje.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A o tym już kiedyś pisałem. Najlepsze jest to że gdyby faktycznie tak było to sam olson musiałby mieć dostęp do tej absolutnej i obiektywnej prawdy aby mieć racjonalne podstawy do napisania tego co napisał.

I dlatego, że tak myślisz, popełniasz cały czas ten sam błąd. Nie musiałbym mieć takiego dostępu - to Twoja schiza, bo nie masz jak inaczej uciec od argumentów. Właśnie na tym polega oddzielność epistemologii i ontologii - ta druga istnieje obiektywnie i do jako takiej nie mamy do niej dostępu, a ta pierwsza jest tym co poznajemy.

>na pewno zauważyliby, że przy opisywaniu tego co nazywają ontologią korzystają tak naprawdę z konstruktów subiektywnych

Tym jest właśnie epistemologia, więc nie możesz wpisać żadnej kompletnej prawdy w ludzki umysł, bo w ten sposób popadłbyś w sprzeczność.

Więc nadal jesteś bezsilny i nie potrafisz odpowiedzieć tak by wytłumaczyć się z tego samozaorania.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>A o tym już kiedyś pisałem. Najlepsze jest to że gdyby faktycznie tak było to sam olson musiałby mieć dostęp do tej absolutnej i obiektywnej prawdy aby mieć racjonalne podstawy do napisania tego co napisał.
>I dlatego, że tak myślisz, popełniasz cały czas ten sam błąd. Nie musiałbym mieć takiego dostępu - to Twoja schiza, bo nie masz jak inaczej uciec od argumentów. Właśnie na tym polega oddzielność epistemologii i ontologii - ta druga istnieje obiektywnie i do jako takiej nie mamy do niej dostępu, a ta pierwsza jest tym co poznajemy.

A skąd wiesz, że nie musiałbyś mieć skoro na mocy kryteriów, które podałeś nie wiesz nic na temat tego jak się sprawy mają. Wiesz to czy jedynie sobie uroiłeś że wiesz ? Na mocy tego co piszesz masz dostęp jedynie do własnych "teorii językowych" a kolejną z nich byłby właśnie ten podział.

>>na pewno zauważyliby, że przy opisywaniu tego co nazywają ontologią korzystają tak naprawdę z konstruktów subiektywnych
>Tym jest właśnie epistemologia, więc nie możesz wpisać żadnej kompletnej prawdy w ludzki umysł, bo w ten sposób popadłbyś w sprzeczność.

Ale ty ciągle piszesz o ontologii, nie widzisz tego ? Gdy piszesz o rzekomych "faktycznych mechanizmach" działania to piszesz o tym co nazywasz "ontologią" czy "epistemologią" ?

A najbardziej komiczne jest pisanie o tym podziale, bo sam ten podział należy do ontologii. Może jako "schizol" nie widzisz tego.

>Więc nadal jesteś bezsilny i nie potrafisz odpowiedzieć tak by wytłumaczyć się z tego samozaorania.

Ja akurat piszę o "modelach" tzn. że nie możemy przyjąć spójnego algorytmicznego opisu mózgu. W przeciwieństwie do ciebie nie wprowadzam nigdzie żadnych samowywrotnych podziałów.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>I dlatego, że tak myślisz, popełniasz cały czas ten sam błąd. Nie musiałbym mieć takiego dostępu - to Twoja schiza, bo nie masz jak inaczej uciec od argumentów. Właśnie na tym polega oddzielność epistemologii i ontologii - ta druga istnieje obiektywnie i do jako takiej nie mamy do niej dostępu, a ta pierwsza jest tym co poznajemy.
>A skąd wiesz, że nie musiałbyś mieć skoro na mocy kryteriów, które podałeś nie wiesz nic na temat tego jak się sprawy mają.

Strawman. Ratujesz się kłamstwem, bo wprost nie potrafisz odpowiedzieć.

Typowe schizolskie bredzenie - dla Ciebie albo "nie wiem", albo wiem od razu wszystko, czyli mam ontologiczną matematykę wpisaną w umysł. Beka

A gdybyś miał opanowane podstawy czytania ze zrozumieniem, to zrozumiałbyś, że piszę o podziale na faktyczną prawdę (ontologię) i jej poznawaną wersję (epistemologię). Nie na kompletną wiedzę lub zupełną niewiedzę. Ponadto nie odróżniasz tego - piszesz, że nie wiem jak się sprawy mają, cały czas w domyśle wpisując te "sprawy, które się mają" jako wpisane w umysł i wiadome.

Jeszcze raz:

Prawda ontologiczna - wszystko to co istnieje (fakty) oraz wyniki wszystkich obliczeń jakie można przeprowadzić (nie istnieją realnie, tylko trzeba do nich dojść, skąd wrażenie, że istniały wcześniej).

Prawda epistemologiczna - wszystko do czego obserwator ludzki jest w stanie dojść

Dla prawdy ontologicznej nie ma języka, a obserwator ludzki potrzebuje go sobie tworzyć by móc cokolwiek opisać.

>Wiesz to czy jedynie sobie uroiłeś że wiesz ?

Wiem i każdy musi to wiedzieć, bo to podstawa. Jeśli nie wiesz, to nawet się nie przyznawaj, tylko nadrób te braki w edukacji.

Taki podział musi istnieć i pisałem czemu:
- obserwator poznaje świat "od zera" - ludzkość nie miała na początku danych, tylko wszystkie zgromadziła i wyciągnęła wnioski
- gdyby nie ten podział nikt by się nie mylił, albo wszyscy by się mylili (by ktoś się mylił lub miał rację, potrzebna jest obiektywna wersja i subiektywne zdanie)

Czyli mamy umysł bez wpisanych rozwiązań, który ewoluuje. Nie ma tu żadnej magii, ani żadnej niealgorytmiczności.

To na Tobie spoczywa ciężar dowodu, więc najpierw musisz opisać czym jest niealgorytmiczność, co z niej wynika itd - nie zrobiłeś tego. Pokazałeś jedynie, że sztywne zafiksowanie się na definicjach nie prowadzi do konstruktywnych empirycznie wniosku. Nic nowego.

>>>na pewno zauważyliby, że przy opisywaniu tego co nazywają ontologią korzystają tak naprawdę z konstruktów subiektywnych
>>Tym jest właśnie epistemologia, więc nie możesz wpisać żadnej kompletnej prawdy w ludzki umysł, bo w ten sposób popadłbyś w sprzeczność.
>Ale ty ciągle piszesz o ontologii, nie widzisz tego ?

O epistemologii i ontologii. Prawda ontologiczna nie jest wpisana w umysł, a każdy konstrukt jest tak naprawdę subiektywny. Wpisanie prawdy ontologicznej w umysł z automatu rodziłoby sprzeczność. Musiałaby wtedy istnieć prawda opisująca fakt, że człowiek X zna prawdę, czyli klasyczny paradoks Russela. Poza tym byłoby to sprzeczne z empirią i logiką i musiałoby oznaczać, że umysł wie także to czego nie wie i jest obiektywną wyrocznią do rozstrzygania każdej sprawy.

>Gdy piszesz o rzekomych "faktycznych mechanizmach" działania to piszesz o tym co nazywasz "ontologią" czy "epistemologią" ?

Faktyczne mechanizmy to ontologia, ale jeśli je poznamy, to wtedy ontologia i epistemologia się w tym momencie pokrywają.

>A najbardziej komiczne jest pisanie o tym podziale, bo sam ten podział należy do ontologii.

No i co? Sam już nie wiesz co napisać. Zapętliłeś się. Bez sensu to jest powtarzanie tej bzdury:

\"Jan Bednarski\":
Najlepsze jest to że gdyby faktycznie tak było to sam olson musiałby mieć dostęp do tej absolutnej i obiektywnej prawdy


Dlatego piszę o tym podziale, bo bredzisz wykazując, że go nie rozumiesz.

Czyli to jest nadal w mocy:
\"olson\":
Nie ma prawdy o prawdzie, a jest jedynie prawda o języku ujmująca fakty z różnych perspektyw. Jan nie odróżnia perspektywy obiektywnej od subiektywnej i nie rozumie, że do obiektywnej z definicji nie ma dostępu, a do subiektywnej istnieje intersubiektywny język, który wyjaśnia to co ma wyjaśniać, ale nie więcej.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Prawda ontologiczna - wszystko to co istnieje (fakty) oraz wyniki wszystkich obliczeń jakie można przeprowadzić (nie istnieją realnie, tylko trzeba do nich dojść, skąd wrażenie, że istniały wcześniej).
>Prawda epistemologiczna - wszystko do czego obserwator ludzki jest w stanie dojść
>Dla prawdy ontologicznej nie ma języka, a obserwator ludzki potrzebuje go sobie tworzyć by móc cokolwiek opisać.

No więc z konieczności twój podział również jest prawdą językową tak jak pisałem od samego początku.

>To na Tobie spoczywa ciężar dowodu, więc najpierw musisz opisać czym jest niealgorytmiczność, co z niej wynika itd - nie zrobiłeś tego.

Opisałem i nawet nie musiałem niczego samemu wymyślać, ponieważ są to koncepcje rozwijane w matematyce od 100 lat.

>O epistemologii i ontologii. Prawda ontologiczna nie jest wpisana w umysł, a każdy konstrukt jest tak naprawdę subiektywny. Wpisanie prawdy ontologicznej w umysł z automatu rodziłoby sprzeczność. Musiałaby wtedy istnieć prawda opisująca fakt, że człowiek X zna prawdę, czyli klasyczny paradoks Russela. Poza tym byłoby to sprzeczne z empirią i logiką i musiałoby oznaczać, że umysł wie także to czego nie wie i jest obiektywną wyrocznią do rozstrzygania każdej sprawy.

Nie zaśmiecaj mi wątku tak prymitywnym trollingiem To Fizyk myśli, że jak napisze "paradoks Russella" w oderwaniu od jakiegokolwiek kontekstu to od razu obali tym samym wszystkie dowody matematyczne w tym także konstruktywne dowody z zakresu skończonej teorii liczb w rodzaju tw. Gödla. Nie powielaj tej błazenady

>>Gdy piszesz o rzekomych "faktycznych mechanizmach" działania to piszesz o tym co nazywasz "ontologią" czy "epistemologią" ?
>Faktyczne mechanizmy to ontologia, ale jeśli je poznamy, to wtedy ontologia i epistemologia się w tym momencie pokrywają.

Czyli w tym momencie zaorałeś własne bredzenie o faktycznych mechanizmach, bo na mocy twoich własnych kryteriów ontologia jest niewrażliwa na twoje "koncepcje językowe".

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>No więc z konieczności twój podział również jest prawdą językową tak jak pisałem od samego początku.

To źle pisałeś, bo tak nie jest. To tylko prawda wyrażona w języku - to co innego niż "prawda językowa". Czyli nadal nie uciekłeś od meritum, które pozostaje takie jak na samym początku.

>>To na Tobie spoczywa ciężar dowodu, więc najpierw musisz opisać czym jest niealgorytmiczność, co z niej wynika itd - nie zrobiłeś tego.
>Opisałem i nawet nie musiałem niczego samemu wymyślać, ponieważ są to koncepcje rozwijane w matematyce od 100 lat.

Nie opisałeś, tylko uciekłeś w stwierdzenie, że nie musisz wiedzieć co to niealgorytmiczność (której nie umiesz opisać).

>>O epistemologii i ontologii. Prawda ontologiczna nie jest wpisana w umysł, a każdy konstrukt jest tak naprawdę subiektywny. Wpisanie prawdy ontologicznej w umysł z automatu rodziłoby sprzeczność. Musiałaby wtedy istnieć prawda opisująca fakt, że człowiek X zna prawdę, czyli klasyczny paradoks Russela. Poza tym byłoby to sprzeczne z empirią i logiką i musiałoby oznaczać, że umysł wie także to czego nie wie i jest obiektywną wyrocznią do rozstrzygania każdej sprawy.
>Nie zaśmiecaj mi wątku tak prymitywnym trollingiem To Fizyk myśli, że jak napisze "paradoks Russella" w oderwaniu od jakiegokolwiek kontekstu to od razu obali tym samym wszystkie dowody matematyczne w tym także konstruktywne dowody z zakresu skończonej teorii liczb w rodzaju tw. Gödla. Nie powielaj tej błazenady

Znów uciekasz, a argument jest w mocy. Nie ma tu żadnych matematycznych dowodów do obalania, a już na pewno nikt nie chce obalać teorii liczb. Paraargument Lucasa nie jest tożsamy z teorią liczb, więc nie wykręcaj się w ten sposób.

Fakty są takie, że powielasz błąd paradoksu Russella, próbując wpisać gotową matematykę w umysł, ale to nie jedyna konsekwencja tego błędu, jak udowodniłem post wyżej. Oczywiście odniosłeś się wybiórczo, niczego nie obalając, więc tamten post jest w mocy.

>>>Gdy piszesz o rzekomych "faktycznych mechanizmach" działania to piszesz o tym co nazywasz "ontologią" czy "epistemologią" ?
>>Faktyczne mechanizmy to ontologia, ale jeśli je poznamy, to wtedy ontologia i epistemologia się w tym momencie pokrywają.
>Czyli w tym momencie zaorałeś własne bredzenie o faktycznych mechanizmach, bo na mocy twoich własnych kryteriów ontologia jest niewrażliwa na twoje "koncepcje językowe".

Niczego nie zaorałem poza Twoją brednią o rzekomym schizolskim wpisaniu matematyki jako ontologii w umysł. Ontologia jest niewrażliwa na twoje koncepcje językowe (a właściwie zafiksowanie lingwistyczne) dlatego właśnie nie masz racji, próbując układać takie językowe parateoryjki oparte na wyłącznie językowym pseudoparadoksie.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>To źle pisałeś, bo tak nie jest. To tylko prawda wyrażona w języku - to co innego niż "prawda językowa".

A nieprawda, bo to samo.

>Nie opisałeś, tylko uciekłeś w stwierdzenie, że nie musisz wiedzieć co to niealgorytmiczność (której nie umiesz opisać).

Nie mam najmniejszych problemów z opisaniem, ale co to da skoro ty jesteś zainteresowany jedynie trollowaniem, bo nie jesteś w stanie podjąć argumentacji na poziomie merytorycznym ?

>Fakty są takie, że powielasz błąd paradoksu Russella, próbując wpisać gotową matematykę w umysł, ale to nie jedyna konsekwencja tego błędu, jak udowodniłem post wyżej. Oczywiście odniosłeś się wybiórczo, niczego nie obalając, więc tamten post jest w mocy.

A jaki ma związek paradoks Russella z "wpisywaniem matematyki w umysł" bo aż jestem ciekaw co znowu wymyśliłeś ? Poza tym ja wcale nie chcę wpisywać matematyki w umysł, pogląd że matematyka istnieje obiektywnie nawet bardziej mi odpowiada, ale wówczas dowód pokazuje po prostu tyle, że umysł ma szerszy dostęp do matematyki niż algorytm.

.
28-08-2017 18:13 
 Ocena 2 na 2
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Za masowe wstawianie tych samych postów - ban na 3 dni.
Jan Bednarski (1879 punktów)Ludzki mózg jako dynamiczna maszyna ucząca - mit obalony

Cytat:
W dodatku umysł empirycznie istnieje, ale nie w formie statycznej, tylko dynamicznej.


Na tego rodzaju uwagi już odpowiadałam, ale myślę, że warto odpowiedź powtórzyć i rozwinąć, bo ta kwestia wyjątkowo często przewija się u różnego rodzaju "krytyków amatorów" starających się obalać dowód Lucasa.

Trochę faktów logicznych znajduje się tutaj:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,744588#w745748

Niestety, niektórzy polemiści udają, że nie dostrzegają, że powyższe sformułowanie dowodu załatwia już wszystko. Z grubsza mówiąc, procedurę ALGORYTM można potraktować jako podstawowe mechanizmy umożliwiające uczenie się, natomiast w informacji z sensorów p można zakodować nie tylko to co oficjalnie nazywamy "dowodem", ale także wszelkie dane z otoczenia niezbędne w procesie uczenia aby dany dowód zrozumieć.



1. Zmiany w działaniu maszyny związane z procesem uczenia się muszą zależeć w algorytmiczny sposób od czasu i danych pochodzących ze środowiska zewnętrznego. (jak nie, to i tak wracamy do "niemechanicznego czynnika", którego niektórzy tak nienawidzą)

2. Algorytm maszyny, którą tu rozważamy to podstawowe wyposażenie mózgu umożliwiające uczenie się (mogą to być np. podstawowe, wrodzone prawa logiki itp), natomiast dane z sensorów są czytane w dyskretnych chwilach czasu i reprezentowane jako liczby naturalne (maszyna Turinga działa krokowo):

p1, p2, p3, p4, p5, p6, p7 ..., pn

Zbiór takich skończonych ciągów liczb naturalnych jest oczywiście przeliczalny, więc każdy ciąg można kodować przy pomocy pojedynczej liczby naturalnej p.

3. Kiedy mózg / maszyna dochodzi w końcu do zrozumienia prawdziwości twierdzenia, że q(n) ma
negatywną własność stopu, stan materii w mózgu przybiera określoną postać, którą oznaczam jako [q,n]

4. ALGORYTM(var q, var n, var p) to procedura algorytmiczna, której działanie uzależnione jest od działania mózgu / maszyny w następujący sposób: "jeśli po wykonaniu wszystkich kroków zdefiniowanych w ciągu p, maszyna wchodzi w stan [q,n] to zakończ pracę, w przeciwnym razie zapętl się". Jeśli faktycznie moglibyśmy wyjaśnić działanie mózgu w sposób mechanistyczny to dysponowalibyśmy także pełnym kodem tego algorytmu.

5. Do sprzeczności dochodzimy w ten sam sposób jak wcześniej. Jeśli znamy ALGORYTM, możemy wyprowadzić wniosek X, którego jednak nie możemy wyprowadzić, jeśli nasze procesy uczenia się są faktycznie ograniczone powyższym skończonym algorytmem. Jedyna różnica jest taka, że teraz p to nie sama informacja składająca się na dowód, ale cała historia stanów sensorów w historii mojego rzekomego algorytmu samouczącego aż do teraz. To, że żaden ciąg p nie może (na mocy pkt. b)) doprowadzić procedury ALGORYTM do stanu odpowiadającego zrozumieniu wniosku punktu a) do którego dochodzimy znając procedurę ALGORYTM oznacza, że procedura ALGORYTM nie pokrywa wszystkich wniosków do których możemy dojść, zatem nie może stanowić rzeczywistej podstawy mechanizmów uczących w naszych mózgach.

Kilka dodatkowych uwag:

1. Można uznać za uzasadnione, że ALGORYTM leżący u absolutnych podstaw wszelkich procesów uczenia, byłby uniwersalny dla wszystkich ludzi. (wydaje się, że o to właśnie chodzi w mechanistycznym wyjaśnieniu mózgu, bo wszystko inne byłoby już tylko konsekwencją tych podstawowych praw)

2. Zredukowanie dowodu do ciągu stanów sensorów ma taką zaletę, że nie wprowadza silnego rozróżnienia pomiędzy dowodami dedukcyjnymi i empirycznymi. Na przykład, nie byłoby nawet możliwe czysto empiryczne odkrycie właściwego algorytmu, ponieważ nawet "odkrycie go" (stan sensorów) również powodowałoby logiczną sprzeczność.

.
14-07-2017 12:13 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)Odp: Ludzki mózg jako dynamiczna maszyna ucząca - mit obalony
>...obalać dowód Lucasa.

A cóż to za dowód? Sprowadzenie czegoś do niepodważalnego pewnika, dostępnej dla wszystkich oczywistości?

Cytat:
"...badania nad "gödlowskim" argumentem przyczyniły się do pogłębienia rozumienia problemu mechanicyzmu. Wydaje się, iż spór ten był dla wielu filozofów inspirujący - ...Douglas Hofstadter (i jednocześnie jeden z pierwszych krytyków
argumentu Lucasa) pisał o omawianym tu argumencie co następuje: "był
[on] jednym z głównych czynników (forces), który zmusił mnie do przemyśleń
nad zagadnieniami omawianymi w tej książce... Można więc chyba za Krajewskim przyjąć, iż "rozstrzygnięcie tego pytania [to znaczy 'czy umysł jest maszyną?']
przez użycie twierdzenia Gödla nie jest możliwe, ale rozważanie go
w świetle tego twierdzenia - owszem"


Nie mówmy o dowodzie, ale raczej o argumencie, argumentacji, bo "dowód" Lukasa nie jest dowodem w sensie np. dowodu twierdzenia w arytmetyce. Argumentacja Lucasa opiera się na przesłankach, które wszystkie podlegają dyskusji. Jedną z nich jest np. racjonalność człowieka (podobnie uważał Turing), co do której można mieć wątpliwości.

Cytat pochodzi z:

studiameto(*)nt/uploads/2015/07/SM33-10.pdf

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
15-07-2017 10:03 
 Ocena-1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

Z cytowanego wyżej fragmentu:

>Można więc chyba za Krajewskim przyjąć, iż "rozstrzygnięcie tego pytania [to znaczy 'czy umysł jest maszyną?'] przez użycie twierdzenia Gödla nie jest możliwe, ale rozważanie go w świetle tego twierdzenia - owszem"

Jak widać jedna sprawa związana z dowodem Lucasa wymaga jeszcze gruntownego wyjaśnienia. Lucas w swoim pierwszym artykule pisze:

Cytat:
Gödel's theorem seems to me to prove that Mechanism is false, that is, that minds cannot be explained as machines. So also has it seemed to many other people: almost every mathematical logician I have put the matter to has confessed to similar thoughts, but has felt reluctant to commit himself definitely until he could see the whole argument set out, with all objections fully stated and properly met. This I attempt to do. ("Minds, Machines and Gödel")


Natomiast, gdy np. czytam Krajewskiego to wydaje mi się, że próbuje obalić strawmana. Krajewski ma racje, że korzystając jedynie z twierdzeń Gödla nie da się wykluczyć, że algorytm jest niepoznawalny lub niepojęty (w zależności od pewnych dodatkowych warunków). Jednak jak widzimy wyżej, pozostaje to w zakresie tezy ("cannot be explained"), której chce bronić Lucas.

>Nie mówmy o dowodzie, ale raczej o argumencie, argumentacji, bo "dowód" Lukasa nie jest dowodem w sensie np. dowodu twierdzenia w arytmetyce. Argumentacja Lucasa opiera się na przesłankach, które wszystkie podlegają dyskusji. Jedną z nich jest np. racjonalność człowieka (podobnie uważał Turing), co do której można mieć wątpliwości.

Jeśli Lucas chciał dowieść że działania mózgu nie da się wyjaśnić tylko i wyłącznie w oparciu o koncepcje całkowicie mechanistyczne to jego dowód jest bezdyskusyjny, choć nie ma wątpliwości, że niezbyt odkrywczy, bo do takich wniosków doszedł wcześniej sam Gödel. Lucas wtedy tego nie wiedział, zresztą ten słynny wykład Gödla został podany do powszechnego wglądu bardzo późno (notatki słuchaczy znajdują się np. w dziełach zebranych Gödla pod redakcją Fefermana, t. 3)

Natomiast dowód Lucasa może stanowić dobry argument za silniejszą tezą, że człowiek rzeczywiście nie jest maszyną.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to po prostu znacznie bardziej sformalizowana wersja, znanych od dawna w filozofii argumentów na temat prawdy:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,359500#w359943

Nie zmienia to faktu, że działania mózgu na pewno nie da się wyjaśnić w sposób nieróżniący się jakościowo od działania maszyny, niezależnie od prawdziwości tej silniejszej tezy.

.
15-07-2017 23:47 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
Przeniosłem tu odpowiedź do Twojej wypowiedzi z innego wątku bo wyjaśnia dlaczego tryumfalny tytuł tutejszego wątku jest nieuzasadniony. Poprzednia wymiana zdań:

>>>> ... A więc aby zacząć swój dowód musisz wyjść poza F, czyli założyć, że potrafisz więcej niż maszyna. Czyli nie udowodniłeś nic więcej niż założyłeś. [Fizyk]

>>> ... Faktycznie, pierwsze twierdzenie Gödla ma pewne założenia i z pewnością nie mówi, że twierdzenie G(F) jest prawdziwe w przypadku dowolnego systemu F. [Jan Bednarski]

>> Miło mi, że przyznajesz mi rację, iż Twoja teza "Umysł nie jest algorytmem", której broniłeś przez blisko tysiąc przydługich wypowiedzi, okazuje się być bezpodstawną.

> ... wszystko co mogę wykazać na podstawie twierdzenia Godla, to tylko tyle, że nie możemy sami wyjaśnić działania własnych mózgów w sposób jakościowo analogiczny do tego w jaki wyjaśniamy działanie maszyn.

Mącisz. Twoje obalanie jest ilościowe a nie jakościowe.

Jakościowo możemy wyjaśnić działanie umysłu człowieka równie dobrze jak i maszyny. Zresztą sam to robisz: np. potrafisz przewidzieć zachowanie się znanej Ci osoby, mimo że nie znasz szczegółów budowy jej płatów mózgowych, podobnie jak potrafisz przewidzieć działanie własnego telefonu komórkowego, mimo że nie znasz szczegółów budowy jego układów scalonych. Oczywiście są to wyjaśnienia uproszczone, emergentne, ale właśnie o to chodzi: o jakość a nie o ilość szczegółów.

Natomiast ilościowo wyjaśnić w każdym szczególe, choć można maszynę, faktycznie nie można samego siebie. Ale powód tego jest trywialny i zbędne są tu abstrakcje kodowania swojego umysłu jako systemu F i konstruowania zdania Gödla G(F). Nie możesz zrozumieć samego siebie w każdym szczególe, bo to zrozumienie musiałoby zawierać więcej informacji niż masz w umyśle. Sugerowanie, że materialista uważa to za możliwe jest równie bezsensowne jak pogląd, że istnieje magiczny kufer, do którego zmieści się wszystko, włącznie z tym kufrem i jego zawartością.

> Dla materialisty algorytm to nie jest jakaś "boska emanacja", tylko ludzki konstrukt stosowany do opisu zjawisk. Jeśli powołujemy się na ontologie w której tak teoretyczne koncepcje istnieją obiektywnie (niezależnie od ludzkiego rozumu), to jesteśmy tym samym zmuszenie do przyjęcia platonizmu co również pociąga antymaterialistyczne konsekwencje.

A tu już Ci się całkiem coś pokiełbasiło. Przecież drugie zdanie nie wynika z pierwszego. Przecież imputowanie materialiście poglądu, że teoretyczne koncepcje istnieją obiektywnie, poza umysłem, jest nonsensem.

Podsumowując, nie obaliłeś tezy mówiącej, że maszyna może zrozumieć świat. Co więcej, postępy sztucznej inteligencji - choćby przy konstruowaniu bezzałogowych samochodów - pokazują, że nie jest to mit.
16-07-2017 20:18 
 Ocena-1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Jakościowo możemy wyjaśnić działanie umysłu człowieka równie dobrze jak i maszyny. Zresztą sam to robisz: np. potrafisz przewidzieć zachowanie się znanej Ci osoby, mimo że nie znasz szczegółów budowy jej płatów mózgowych, podobnie jak potrafisz przewidzieć działanie własnego telefonu komórkowego, mimo że nie znasz szczegółów budowy jego układów scalonych. Oczywiście są to wyjaśnienia uproszczone, emergentne, ale właśnie o to chodzi: o jakość a nie o ilość szczegółów.

A co ma znowu przewidywanie do mechanicyzmu ? Jeśli metody przewidywania nie da się zredukować do skończonej ilości sztywnych reguł, które mógłby np. wykorzystać komputer to taka metoda nie jest już algorytmiczna.

>Natomiast ilościowo wyjaśnić w każdym szczególe, choć można maszynę, faktycznie nie można samego siebie. Ale powód tego jest trywialny i zbędne są tu abstrakcje kodowania swojego umysłu jako systemu F i konstruowania zdania Gödla G(F). Nie możesz zrozumieć samego siebie w każdym szczególe, bo to zrozumienie musiałoby zawierać więcej informacji niż masz w umyśle. Sugerowanie, że materialista uważa to za możliwe jest równie bezsensowne jak pogląd, że istnieje magiczny kufer, do którego zmieści się wszystko, włącznie z tym kufrem i jego zawartością.

Zachowujesz się tak jakbyś nie przeczytał postu pod którym właśnie piszesz. (podobnie zrobiłeś wtedy gdy powtórzyłeś argument o spójności F zaraz po tym gdy to wyjaśniałem) Mówimy tutaj o znalezieniu uniwersalnych praw według których działa mózg dowolnego człowieka. Na przykład gdyby ktoś podał dokładny i całkowicie algorytmiczny opis typowej ewolucji sieci neuronowej w mózgu człowieka to fakt poznania tego opisu (i twierdzenie że ten algorytm dochodzi do zrozumienia dowodów twierdzeń o negatywnej własności stopu maszyn Turinga) doprowadziłby do prostej sprzeczności na mocy powyższego rozumowania. Oczywiście musimy również założyć, że dokładnie wiemy jak zachowuje się mózg gdy dochodzimy do zrozumienia dowodów matematycznych, gdyż skorelowanie stanów mózgu ze zrozumieniem dowodów, że q(n) ma negatywną własność stopu jest niezbędne. Więc w tym dowodzie chodzi o to, że jako ludzkość nie moglibyśmy ustalić tego podstawowego algorytmu. Podkreślałem to dokładnie wyżej.

>A tu już Ci się całkiem coś pokiełbasiło. Przecież drugie zdanie nie wynika z pierwszego. Przecież imputowanie materialiście poglądu, że teoretyczne koncepcje istnieją obiektywnie, poza umysłem, jest nonsensem.

Nigdzie tego nie imputowałem. Chodzi właśnie o to, że nie wiem jaki jest sens mówić, że coś jest algorytmem ale nie możemy tego przy pomocy algorytmu opisać. Też uważasz że nie ma sensu ? Ja też, dlatego twierdzę, że umysł nie jest algorytmem.

>Podsumowując, nie obaliłeś tezy mówiącej, że maszyna może zrozumieć świat.

Nawet nie miałem czego obalać bo nigdzie tego nie udowodniłeś. Co więcej, czy się to komuś podoba czy nie, twierdzenia Godla i Turinga pokazują, że każda maszyna i dowolny skończony zbiór maszyn jest z powodów zasadniczych zdolny do rozwiązywania problemów matematycznych jedynie w pewnym bardzo ściśle ograniczonym zakresie.

> Co więcej, postępy sztucznej inteligencji - choćby przy konstruowaniu bezzałogowych samochodów - pokazują, że nie jest to mit.

A ja nigdzie nie twierdziłem że pilotowanie samolotów nie jest możliwe do automatyzacji.

.
John Doe (782 punktów)

>> Co więcej, postępy sztucznej inteligencji - choćby przy konstruowaniu bezzałogowych samochodów - pokazują, że nie jest to mit.
>A ja nigdzie nie twierdziłem że pilotowanie samolotów nie jest możliwe do automatyzacji.

1. Samochody automatyczne mają (takie poważne) być w okolicach 2080 i działać (jako produkt użytkowy) ściśle algorytmicznie a nie na zasadzie nauczania sieci (kwestia testowania algorytmu i normalizacji).

2. Nie wiadomo jak to docelowo będzie wyglądać w całokształcie (trasa, rozstrzyganie kolizji obiekty żywe - samochód, dodatkowe dane po wifi czy czymś takim może, jakaś policja czy zarządcy ludzcy co czuwają nad np. aglomeracją itp).

3. Samoloty latające są prostsze. Są zdecydowanie większe możliwości uniku, brak utrudnień trasy lądowej w stylu dziury, awarie trasy, wtargnięcie obiektu niewidocznego do ostatniej chwili dla typowych czujników, brak trudności interpretacji obrazu itp.

4. Jak będzie nie wiadomo, nikt tego masowo nie testował (poza chmurą dronów - nie ma AI o jakim piszecie).
16-07-2017 17:28 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Niestety, niektórzy polemiści udają, że nie dostrzegają, że powyższe sformułowanie dowodu załatwia już wszystko.

Nie załatwia, ale polemiści rozumieją, że wiara daje właśnie taką iluzję tym, którzy powtarzają paraargument Lucasa.


1. Zmiany w działaniu maszyny związane z procesem uczenia się muszą zależeć w algorytmiczny sposób od czasu i danych pochodzących ze środowiska zewnętrznego. (jak nie, to i tak wracamy do "niemechanicznego czynnika", którego niektórzy tak nienawidzą)

Po pierwsze nie ma żadnego niemechanicznego czynnika. Gdyby miał być niemechaniczny, to jaki? To podstawowa brednia powtarzana przez zwolenników paraargumentacji Lucasa.

Ale tak, zmiany w działaniu muszą zależeć od czasu i danych pochodzących z zewnątrz.

Algorytm obecny zawiera możliwość rozwinięcia się do algorytmu zawierającego lepsze zrozumienie. Potencjalnie jest więc kompletny i zupełny, a realnie jest niezupełny, ale dzięki danym z zewnątrz się uzupełnia wraz z czasem.

Dlatego czas jest ważny, bo Twoja sprzeczność wynika z jego zignorowania i sprowadzenia algorytmu takiego jaki jest do swojego potencjału. To tak jakbyś miał algorytm niekończący pracy, który zawsze dodaje 1 do wyniku. Na początku ma on wartość 1. Nie ma końcowej wartości. Widzisz wynik w czasie 1 i wynik w czasie 2 i stwierdzasz, że to sprzeczność, a realnie przecież jej nie ma. Reszta to pseudoprzeintelektualizowane próby racjonalizacji swojej wiary w paraargument Lucasa.

>2. Algorytm maszyny, którą tu rozważamy to podstawowe wyposażenie mózgu umożliwiające uczenie się (mogą to być np. podstawowe, wrodzone prawa logiki itp), natomiast dane z sensorów są czytane w dyskretnych chwilach czasu i reprezentowane jako liczby naturalne (maszyna Turinga działa krokowo):
>p1, p2, p3, p4, p5, p6, p7 ..., pnZbiór takich skończonych ciągów liczb naturalnych jest oczywiście przeliczalny, więc każdy ciąg można kodować przy pomocy pojedynczej liczby naturalnej p.

Jest przeliczalny. Jednak empirycznie to jakie dane do nas spłyną jest nieprzeliczalne dla nas w danym momencie. Próbując traktować umysł jako całość działania w jednej teorii (ignorując czas) musiałbyś mieć pewność, że umysł zakończy pracę. Jednak nie zrobi tego z definicji, skoro dane wpływają do niego wraz z czasem. Chyba, że te dane są jakoś ograniczone i można poznać wszystko. Jeśli tak, to umysł zakończy pracę po bardzo długim czasie.

>5. Do sprzeczności dochodzimy w ten sam sposób jak wcześniej. Jeśli znamy ALGORYTM, możemy wyprowadzić wniosek X, którego jednak nie możemy wyprowadzić, jeśli nasze procesy uczenia się są faktycznie ograniczone powyższym skończonym algorytmem.

Nie są ograniczone, skoro ten algorytm zmienia się w czasie w kierunku lepszego poznania. Poza tym nie znamy algorytmu - on po prostu działa. Gdy go poznajemy to automatycznie staje się on innym algorytmem, bogatszym o to poznanie. To dlatego czas jest ważny.
16-07-2017 20:57 
 Ocena-1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

Typowe dla olsona powtarzanie tez bez najmniejszego uzasadnienia ignoruje. (teraz zaczyna to też robić Fizyk ) Odpowiem tylko na kilka konkretów które się wyżej pojawiają.

>Gdyby miał być niemechaniczny, to jaki?

To jest typowy argument z niewiedzy. Nawet gdybyśmy obecnie nie mogli powiedzieć nic więcej na temat tego czynnika to nie oznaczałoby że on nie istnieje.

Pierwsza różnica z maszynami jaka się nasuwa to że czujemy że mamy wolną wole, podobnie jak Lucas myślę, że może mieć to jakiś związek.

>Dlatego czas jest ważny, bo Twoja sprzeczność wynika z jego zignorowania

Przecież wyraźnie piszę wyżej o czasie. W punkcie drugim rozważam ciągi kolejnych stanów na "sensorach".

>Widzisz wynik w czasie 1 i wynik w czasie 2 i stwierdzasz, że to sprzeczność, a realnie przecież jej nie ma.

Olson chyba nie czytał dowodu.

>Jest przeliczalny. Jednak empirycznie to jakie dane do nas spłyną jest nieprzeliczalne dla nas w danym momencie.

Tutaj olson chyba nie zrozumiał, że odnoszę się do ścisłego pojęcia z zakresu matematyki.

>Próbując traktować umysł jako całość działania w jednej teorii (ignorując czas) musiałbyś mieć pewność, że umysł zakończy pracę. Jednak nie zrobi tego z definicji, skoro dane wpływają do niego wraz z czasem. Chyba, że te dane są jakoś ograniczone i można poznać wszystko. Jeśli tak, to umysł zakończy pracę po bardzo długim czasie.

Ale o co chodzi z tym ignorowaniem czasu ? Przecież dane p zawierają całą historie stanów sensorów, a algorytm ALGORYTM(q,n,p) kończy pracę jeśli algorytm umysłu wejdzie w stan [q,n] pod wpływem danych z otoczenia p. To nie musi być nawet dokładnie ten sam algorytm, ale istotne jest to, że gdybyśmy mogli opisać algorytm mózgu to moglibyśmy też opisać algorytm ALGORYTM. (dokładnie jest to opisane w pkt. 4)

>Gdy go poznajemy to automatycznie staje się on innym algorytmem, bogatszym o to poznanie. To dlatego czas jest ważny.

Dlatego pisałem o tych najbardziej podstawowych mechanizmach odpowiedzialnych właśnie za te zamiany. Jeśli uważasz, podobnie jak ja, że tych ostatecznych mechanizmów nie da się opisać (bo to prowadzi do sprzeczności) to tym lepiej.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Ściek z wątku...

Chciałbym podkreślić, że nie będę tolerował propagowania bełkotu i ad personam w swoim wątku. Olson już nieraz zniszczył mi wątek, a teraz po tym gdy mnie seryjnie zminusował, zaśmieca go bredząc i obrażając w swoim stylu. Dlatego puste i obraźliwe wypowiedzi będą wyrzucane tak jak to się stało teraz.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Ściek z wątku...

A powtórne wklejanie postów, które zostały zgodnie z regulaminem usunięte powinno być karane przez moderacje.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A powtórne wklejanie postów, które zostały zgodnie z regulaminem usunięte powinno być karane przez moderacje.
>.
>
jfkfkfkfk
Jan Bednarski (1879 punktów)
>>A powtórne wklejanie postów, które zostały zgodnie z regulaminem usunięte powinno być karane przez moderacje.
>>.
>>
>jfkfkfkfk

Właśnie w ten sposób zaśmiecasz mi wątek.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Właśnie takie wypowiedzi zostawiasz, a konkretne usuwasz. Niezła hipokryzja

Piszesz, że umysł działa niealgorytmicznie, ale nie wiesz czym dokładnie jest umysł, czym algorytmiczność, a czym niealgorytmiczność. Wydaje Ci się, że to co piszesz jest mądre, ale to kompletne bzdury, wielokrotnie obalane, a Ty jak obrońca teorii płaskiej Ziemi wierzysz, że masz rację.

Wszystko co istnieje jest opisywalne algorytmicznie, czyli sprowadza się do danych. Zamiast takich pojęć jak materia i czas dla uproszczenia przyjmijmy istnienie. Jak miałoby być inaczej? Nie potrafisz przedstawić żadnych konstruktywnych wniosków, tylko wydaje Ci się, że coś obaliłeś, bo tego po prostu nie rozumiesz.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Właśnie takie wypowiedzi zostawiasz, a konkretne usuwasz. Niezła hipokryzja

Ten też był konkretny ?

\"olson\":
siekiera, motyka, dupa, noga, pompka od roweru


>Piszesz, że umysł działa niealgorytmicznie, ale nie wiesz czym dokładnie jest umysł, czym algorytmiczność, a czym niealgorytmiczność. Wydaje Ci się, że to co piszesz jest mądre, ale to kompletne bzdury,

Algorytmiczność jest dobrze zdefiniowana i miałeś na to odpowiedź w poście na samej górze. Jeśli algorytmiczność jest dobrze zdefiniowana to tym samym dobrze zdefiniowana jest niealgorytmiczność po prostu na zasadzie negacji.

>wielokrotnie obalane, a Ty jak obrońca teorii płaskiej Ziemi wierzysz, że masz rację.

No akurat z tym nie trafiłeś, a ja wątpię, że ktoś na forum przeanalizuje tę sprawę lepiej niż sam Gödel czy nawet Benacerraf, który na końcu swojej pracy obalającej strawmana dowodu Lucasa też udowodnił i potwierdził, że nie możemy poznać własnego algorytmu bo to prowadzi do sprzeczności. Dlatego dziwi mnie, że zdarzają się tutaj ludzie, którzy chcą temu przeczyć, czyli porywać się z motyką na całą matematykę.

>Wszystko co istnieje jest opisywalne algorytmicznie, czyli sprowadza się do danych. Zamiast takich pojęć jak materia i czas dla uproszczenia przyjmijmy istnienie. Jak miałoby być inaczej? Nie potrafisz przedstawić żadnych konstruktywnych wniosków, tylko wydaje Ci się, że coś obaliłeś, bo tego po prostu nie rozumiesz.

I znowu festiwal urojeń odpornych na jakąkolwiek logiczną argumentacje, którego nie zamierzam komentować. Nie muszę dokładnie opisywać alternatywy (co do której będziesz udawał że nie rozumiesz o czym piszę) aby krytykować mechanistyczną koncepcje.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)

Usunąłem post olsona o następującej treści:

Cytat:
Nieprawda. Wymyślasz sobie byle co, by tylko nie przyznać, że nie masz racji.

To algorytmiczna informacja (gdyby była).

Każdy aspekt działania mózgu jest rekurencyjnie przeliczalny. Poza tym co ma problem stopu do empirycznego działania mechanizmów?


Widzimy tutaj typowe niskolotne trollowanie w stylu olsona. Jest to pytanie na które już odpowiadałem. W zasadzie prawie każdy mój post tego dotyczy. Olson powinien wymyślić sobie bardziej wyszukany styl trollowania, bo to się już robi nudne.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Einstein o Matematyce

Matematyka jest fundamentalną nauką. Absurdem jest polemizować z Matematyką. Najlepsze i jedyne sensowne teorie fizyczne to tylko te które mają przekonujące i proste matematyczne sformułowanie. Przykładów jest wiele, ale chyba najbardziej uderzającym jest teoria Einsteina, która powstała na bazie wcześniej rozwiniętej jedynie w kontekście czysto matematycznym przestrzeni Riemmana.

Oprócz tego znanych jest wiele wypowiedzi samego Einsteina w których opisując swoją teorie odwołuje się do "piękna", "harmonii", "symetrii", "elegancji" oraz ewidentnie przedkłada matematyczne zrozumienie problemu nad "weryfikacje nieistotnych przewidywań".

Oczywiście cały czas mówimy nie tylko o kontekście odkrycia ale przede wszystkim o kontekście uzasadnienia. Mając skończoną liczbę wyników eksperymentów zawsze można wymyślić nieskończenie wiele teorii dających różne przewidywania a jednocześnie pasujących do dotychczasowych wyników. Więc co decyduje o tym jak poprowadzić ekstrapolacje ? Na pewno nie kolejne eksperymenty empiryczne, bo tych można wykonać tylko skończenie wiele. Ale przecież to nie znaczy, że wybór jest losowy i nie da się go w żaden sposób racjonalnie uzasadnić. Zwykle gdy ujmiemy te wyniki w jakiś logiczny i znany dotychczas w matematyce sposób to o dziwo przyszłe przewidywania takiej teorii zgadzają się nieraz z zadziwiającą precyzją. Trudno upierać się, że jest to tylko przypadek.

Nie ma również żadnego powodu aby uważać, że działania mózgu nie da się wyjaśnić. Dlaczego miałoby się nie dać ? Jakaś "boska blokada" ? Po prostu nie da się wyjaśnić tak jak wyjaśniamy działanie maszyn. Należy pamiętać o słowach Einsteina: "Bóg jest wyrafinowany, ale nie złośliwy".

.
19-07-2017 08:07 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)Odp: Einstein o Matematyce
Zaprzeczyć matematyce logicznie się nie da, szczęśliwie jednakże da się zaprzeczyć sensownosci stosowania jakiejś konkretnej metody matematycznej w określonym przypadku.

2+5=7. Polemizujesz z tym? Jeśli nie, to musisz się zgodzić, że 2 ręce + 5 zmysłów = 7 grzechów głównych. Właśnie udowodniłem ponad wszelką wątpliwość, że ciało jest grzeszne. Jeśli się nie zgadzasz, PRZECZYSZ MATEMATYCE.

Przykro mi niesamowicie, ale kabała i numerologia to nie jest matematyka,

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Zaprzeczyć matematyce logicznie się nie da, szczęśliwie jednakże da się zaprzeczyć sensownosci stosowania jakiejś konkretnej metody matematycznej w określonym przypadku.
>2+5=7. Polemizujesz z tym? Jeśli nie, to musisz się zgodzić, że 2 ręce + 5 zmysłów = 7 grzechów głównych. Właśnie udowodniłem ponad wszelką wątpliwość, że ciało jest grzeszne. Jeśli się nie zgadzasz, PRZECZYSZ MATEMATYCE.
>Przykro mi niesamowicie, ale kabała i numerologia to nie jest matematyka,

Pojmuję matematykę bardzo szeroko jako ogólnie naukę o poprawności rozumowania. Jak z pierwszego wynika drugie ? Wyjaśnienie dlaczego dane wyniki matematyczne mają zastosowanie w określonym kontekście jest integralną częścią dowodu. Ale gdy już to zrobimy wnioski są w zasadzie niepodważalne.

.
19-07-2017 10:37 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Nie ma również żadnego powodu aby uważać, że działania mózgu nie da się wyjaśnić. ...Po prostu nie da się wyjaśnić tak jak wyjaśniamy działanie maszyn. Należy pamiętać o słowach Einsteina: "Bóg jest wyrafinowany, ale nie złośliwy".

Czyli jak? Włączając w strukturę wyjaśniania wyrafinowanego boga? To mechanizm "wyjaśniania" rodem z religii, którego prostota równa się prostocie cepa, a w sensie eksplanacyjnej wartości - ignotum per ignotum. A historycznie rzecz biorąc to powrót do substancjalnej koncepcji umysłu pochodnego od jakiejś innej, pozanaturalnej (boskiej) fikcji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Czyli jak? Włączając w strukturę wyjaśniania wyrafinowanego boga? To mechanizm "wyjaśniania" rodem z religii, którego prostota równa się prostocie cepa, a w sensie eksplanacyjnej wartości - ignotum per ignotum. A historycznie rzecz biorąc to powrót do substancjalnej koncepcji umysłu pochodnego od jakiejś innej, pozanaturalnej (boskiej) fikcji.

To mechanicyzm jest powrotem do fikcji która już dawno umarła. Ja tu już tylko pełnię rolę filozoficznego grabarza. A jeśli chodzi o wyjaśnienie działania mózgu to musi być spójne z poczuciem wolnej woli. Obecne propozycje nie są.

.
21-07-2017 12:40 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma również żadnego powodu aby uważać, że działania mózgu nie da się wyjaśnić. Dlaczego miałoby się nie dać ? Jakaś "boska blokada" ? Po prostu nie da się wyjaśnić tak jak wyjaśniamy działanie maszyn.

Tzn? Nie da się, ale da się? Typowe bredzenie wynikające z tego, że nie wiesz o czym piszesz. A Twój paraprzykład to tak jakby powiedzieć, że boski duch czasu zawsze wyprzedza rzeczywistość, bo jakiej godziny z dokładnymi odsetkami byś nie podał by opisać aktualny stan, to będzie ona nieakutalna w momencie sprawdzania. Czyli co, czas też działa niealgorytmicznie?

W ogóle co to znaczy "niealgoryrtmicznie" skoro WSZYSTKO jest algorytmiczne? Nie ma niczego co działałoby niealgorytmicznie.

Wszystko da się wyjaśnić, a jeśli się nawet nie da, to i tak istnieje faktyczny mechanizm działania. Tylko schizofrenik może temu przeczyć, twierdząc wtedy, że coś działa i nie działa jednocześnie. Mechanicyzm, naturalizm i materializm nie zostały przez Bednarskiego nawet muśnięte, a żadna głupia koncepcja typu wolna wola nie została nawet w najmniejszym ułamku dopuszczona (nie tyle nie została udowodniona, co nawet nie mogłaby, bo wiadomo, że taki sprzeczny koncept nie może mieć odzwierciedlenia w realu).
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Nie ma również żadnego powodu aby uważać, że działania mózgu nie da się wyjaśnić. Dlaczego miałoby się nie dać ? Jakaś "boska blokada" ? Po prostu nie da się wyjaśnić tak jak wyjaśniamy działanie maszyn.
>Tzn? Nie da się, ale da się? Typowe bredzenie wynikające z tego, że nie wiesz o czym piszesz. A Twój paraprzykład to tak jakby powiedzieć, że boski duch czasu zawsze wyprzedza rzeczywistość, bo jakiej godziny z dokładnymi odsetkami byś nie podał by opisać aktualny stan, to będzie ona nieakutalna w momencie sprawdzania. Czyli co, czas też działa niealgorytmicznie?

Być może da się, ale nie tak jak wyjaśniamy działanie maszyn. Wytłumaczyłem ci dlaczego tak jest. Natomiast twierdzenie, że nie da się w ogóle wyjaśnić tylko dlatego, że w tej chwili nikt nie jest w stanie podać takiego wyjaśnienia to typowe ad ignorantiam. A druga część powyższej wypowiedzi odnosi się do mojej najnowsze wersji dowodu ? Więc chyba go nie czytałeś, bo my tam rozważamy ogólny mechanizm ewolucji sieci neuronowej w mózgu. Jeżeli mówimy o maszynie to na pewnym poziomie prawa rządzące ewolucją materii w mózgu byłyby stałe. Oczywiście zrobienie sobie jakiegoś tam algorytmicznego modelu neuronów to nie problem. Prawdziwym problemem będzie skorelowanie stanów w takim modelu ze stanami mentalnymi związanymi ze zrozumieniem dowodów p, że q(n) negatywną własność stopu. Z pokazanego przeze mnie rozumowania wprost wynika, że nie ma sposobu aby znaleźć takie przyporządkowanie w sposób spójny.

>W ogóle co to znaczy "niealgoryrtmicznie" skoro WSZYSTKO jest algorytmiczne? Nie ma niczego co działałoby niealgorytmicznie.

To jest właśnie twój dogmat połączony z absolutnym zamknięciem się na wszelakie wyjaśnienia. Niealgorytmiczna jest np. pełna informacja o tym, które maszyny Turinga mają negatywną własność stopu. Mówiąc bardziej precyzyjnie zbiór par (T,K) takich, że T koduje maszynę Turinga, która działając na liczbę K nie kończy pracy nie jest rekurencyjnie przeliczalny.

>Wszystko da się wyjaśnić, a jeśli się nawet nie da, to i tak istnieje faktyczny mechanizm działania. Tylko schizofrenik może temu przeczyć, twierdząc wtedy, że coś działa i nie działa jednocześnie. Mechanicyzm, naturalizm i materializm nie zostały przez Bednarskiego nawet muśnięte, a żadna głupia koncepcja typu wolna wola nie została nawet w najmniejszym ułamku dopuszczona (nie tyle nie została udowodniona, co nawet nie mogłaby, bo wiadomo, że taki sprzeczny koncept nie może mieć odzwierciedlenia w realu).

Nigdzie nie piszę, że coś działa i nie działa jednocześnie, więc po prostu zmyślasz w tym momencie. W dodatku raz po raz zaprzeczasz sobie, bo raz wyznałeś "wszystko da się wyjaśnić", później znowu twierdzisz, że wszystko działa mechanicznie ignorując tym samym wnioski do jakich doszli Gödel czy Benacerraf. Brak zajęcia określonego stanowiska to charakterystyczna cecha sofistyki, bo wtedy można swobodnie żonglować retoryką w zależności od sytuacji. W dodatku sam napisałeś, że ciężar dowodu spoczywa na tym kto twierdzi, że czegoś nie da się wyjaśnić. Podzielam tę opinie, ale ty właśnie tego nie udowodniłeś. Już nie mówiąc o tym, że zajmowanie stanowiska, że czegoś nie da się wyjaśnić (w sytuacji gdy mamy alternatywę dwóch możliwości) jest po prostu niezgodne z samą metodologią naukową.

.
22-07-2017 10:13 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

Jak powstała teoria względności ? Wszyscy wiemy, że Einstein nie wykonywał żadnych eksperymentów (no może poza eksperymentami myślowymi). Wiemy również (wbrew naiwnym poglądom tych tzw. "empirystów") że indukcja empiryczna nie jest sposobem w jaki powstawały teorie naukowe. Empiryczne testowanie jest dosłownie ostatnim etapem tego procesu.

Mój pogląd na rozwój fizyki jest prosty: rzeczywistość z jakiegoś powodu jest matematyczna, postęp w matematyce (który ma miejsce najpierw) pozwala z czasem ująć dotychczasowe koncepcje fizyczne w prostszym schemacie teoretycznym. Następnie taka teoria jest akceptowana przez społeczność naukową tylko jeśli zostaną spełnione jednocześnie przynajmniej dwa poniższe warunki:

1) Nowa teoria jest bardziej harmoniczna, symetryczna, elegancka i przekonująca pod względem matematycznym aniżeli dotychczasowe

2) Istnieje wystarczająca zgodność przewidywań teorii z danymi empirycznymi

1) Warunek pierwszy jest kluczowy ponieważ zawsze można wymyślić teorie obejmującą dosłownie wszystkie znane dane empiryczne, ale będzie tak dziwaczna i brzydka, że nie przekona żadnego zdrowego na umyśle człowieka. Można np. wymyślić teorie całkowicie zgodną z empirią według której wszystkie wielkości fizyczne były zerowe w momentach gdy nie wykonywaliśmy pomiarów, natomiast w każdym innym momencie były takie jak zmierzono. Będzie to całkowicie zgodna ze wszystkimi danymi empirycznymi teoria naukowa, lecz na pewno nie przekona nikogo. Zatem z pewnością zgodność z danymi empirycznymi nie jest głównym kryterium na podstawie których akceptujemy teorie naukowe.

2) Z drugiej strony żaden naukowiec zdrowy na umyśle nie będzie psuł pięknej matematycznie teorii tylko dlatego, że kilka pomiarów nie pasuje do jej przewidywań. Zazwyczaj w takich wypadkach należy po prostu poczekać aż postęp matematyki przyniesie rozwiązanie.

(Popper słusznie zauważył, że indukcja empiryczna nie jest metodą odkrywania nowych teorii, ale naiwnie wierzył że kilka eksperymentów empirycznych może tak po prostu obalić przekonującą matematycznie teorie naukową)

.
22-07-2017 15:36 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Mój pogląd na rozwój fizyki jest prosty: rzeczywistość z jakiegoś powodu jest matematyczna, postęp w matematyce (który ma miejsce najpierw) pozwala z czasem ująć dotychczasowe koncepcje fizyczne w prostszym schemacie teoretycznym. Następnie taka teoria jest akceptowana przez społeczność naukową tylko jeśli zostaną spełnione jednocześnie przynajmniej dwa poniższe warunki:
> 1) Nowa teoria jest bardziej harmoniczna, symetryczna, elegancka i przekonująca pod względem matematycznym aniżeli dotychczasowe.
> 2) Istnieje wystarczająca zgodność przewidywań teorii z danymi empirycznymi.

Z tym się zgadzam (za co plus), choć ujmuję to nieco inaczej:
- Czym się różni fizyk teoretyk od matematyka?
- Fizyk do pracy teoretycznej potrzebuje ołówek, papier i kosz na śmieci.
- A matematyk?
- Matematyk nie potrzebuje kosza.

Obawiam się, że do rozważań o fizycznych konsekwencjach twierdzenia Gödla przydałby Ci się ten ostatni rekwizyt.
22-07-2017 21:33 
 Ocena 1 na 1
tarkos (10757 punktów)
> - Fizyk do pracy teoretycznej potrzebuje ołówek, papier i kosz na śmieci.
> - A matematyk?
> - Matematyk nie potrzebuje kosza.
Swoją drogą ciekawe kto potrafi zapełnić większy kosz na śmieci - matematyk zdaniem fizyka, czy fizyk zdaniem matematyka?
>
Jan Bednarski (1879 punktów)

>> - Fizyk do pracy teoretycznej potrzebuje ołówek, papier i kosz na śmieci.
>> - A matematyk?
>> - Matematyk nie potrzebuje kosza.
>Swoją drogą ciekawe kto potrafi zapełnić większy kosz na śmieci - matematyk zdaniem fizyka, czy fizyk zdaniem matematyka?

Fakt jest taki, że co by nie mówić, matematyka rozwija się dużo stabilniej niż fizyka. W matematyce nie było tak agresywnych "rewolucji" unieważniających np. dowody Euklidesa lub Pitagorasa. Nawet pominąwszy to, nie wiadomo dokładnie co rozumieć przez pojęcie "fizycznej rzeczywistości", którą ja ponoć ignoruje ,a którą przywołał kiedyś Fizyk w rozmowie ze mną. W fizyce mamy różne modele, według OTW rzeczywistość ma strukturę topologiczną rozmaitości czterowymiarowej, w QM rzeczywistość modelujemy na bazie przestrzeni Hilberta, nowsze bardziej egzotyczne teorie bazują na jeszcze innych obiektach geometrycznych (np. przestrzeń Calabiego-Yau to wręcz ikona teorii strun) . Z tego względu użyte przez Fizyka pojęcie "fizycznej rzeczywistości" wydaje się troszeczkę niejasne.

Kwestie twierdzenia Gödla warto połączyć ze spojrzeniem na to jak faktycznie rozwija się nauka. Zawsze najpierw jest "koncepcja matematyczna" którą dopiero w drugiej kolejności staramy się "nałożyć" na zjawiska (w żadnym wypadku nie na odwrót). Jest jasne, że teoria fizyczna, którą chcielibyśmy jakoś "nałożyć" na działanie układów biologicznych (z mózgiem włącznie) musiałaby w jakiś sposób kodować ostateczne kryteria prawdziwości twierdzeń arytmetycznych (które "widzimy" jako poprawne). Teraz, jeśli taka teoria byłaby czysto algorytmiczna, to jednak już na wstępie nie może obejmować wszystkich kryteriów, które "widzimy" jako poprawne, ponieważ fakt, że "widzimy", że kryteria sformalizowane w ramach danego algorytmu są poprawne pozwala nam uznać prawdziwość kolejnego twierdzenia, czego jednak nie bylibyśmy w stanie zrobić gdyby działanie naszego mózgu faktycznie było ograniczone rozważanym algorytmem.

.
tarkos (10757 punktów)
> rzeczywistość z jakiegoś powodu jest matematyczna
Zapewne nie masz na myśli "rzeczywistości fizycznej" - planety czy atomy nie muszą znać matematyki, a świat się nie zawali przez zniknięcie matematyków - lecz "rzeczywistość poznawczą".
> żaden naukowiec zdrowy na umyśle nie będzie psuł pięknej matematycznie teorii tylko dlatego, że kilka pomiarów nie pasuje do jej przewidywań.
Byli tacy, co np. podbarwiali preparaty, żeby eksperyment nie psuł ich pięknej wizji, ale czy takie zachowanie ma świadczyć o pełni zdrowia psychicznego?
>(Popper słusznie zauważył, że indukcja empiryczna nie jest metodą odkrywania nowych teorii, ale naiwnie wierzył że kilka eksperymentów empirycznych może tak po prostu obalić przekonującą matematycznie teorie naukową)
Może to nie wiara nim kierowała, lecz zachowanie sceptycyzmu wobec "matematycznie przekonujących" (skąd się bierze takie matematyczne przekonanie) teorii.
[Podobno przez wiele lat po Arystotelesie panowało przekonanie, że pająki mają 6 odnóży jak inne owady, ale wystarczył jeden eksperyment, by obalić tamtą (hmm) teorię.]
>
Jan Bednarski (1879 punktów)
>> rzeczywistość z jakiegoś powodu jest matematyczna
>Zapewne nie masz na myśli "rzeczywistości fizycznej" - planety czy atomy nie muszą znać matematyki, a świat się nie zawali przez zniknięcie matematyków - lecz "rzeczywistość poznawczą".

To, że napisałem, że jest "matematyczna" znaczyło właśnie, że daje się modelować matematycznie. Choć nie ukrywam, że pociąga mnie nawet silniejszy pogląd w tej kwestii, wedle którego można powiedzieć, że na fundamentalnym poziomie rzeczywistość jest właściwie matematyką. Można całkiem skutecznie bronić stanowiska wedle którego wszystkie sensowne właściwości elementów teorii fizycznych są czysto matematyczne. Na przykład jaki jest sens mówić o kształcie lub kolorze obiektów wykraczających poza skale makroskopową, takich jakimi np. zajmują się kosmolodzy lub fizycy cząstek elementarnych ? Nie wydaje mi się, żeby rzutowanie potocznych kategorii zmysłowych było tutaj właściwe.

Kiedy np. wyobrażamy sobie elektron jako czerwoną kulkę to nie ma wątpliwości, że wszystkie kategorie zmysłowe pełnią w takiej reprezentacji jedynie funkcje pomocnicze. Równie dobrze taką samą matematycznie teorie dałoby się zapisać wykorzystując zupełnie inny system pojęciowy, jednak na poziomie matematycznym (relacji) taka teoria byłaby tożsama.

Można to wytłumaczyć na bardziej wyrazistym przykładzie: w matematyce mamy dobrze znaną koncepcje relacji dwuargumentowej. Jednak taką relacje można reprezentować w różny sposób: za pomocą grafu, za pomocą macierzy, za pomocą podzbioru iloczynu kartezjańskiego. Błędem byłoby myśleć, że krawędzie grafu (jako linie na płaszczyźnie) są w dosłownym sensie relacją, również żadna z tych reprezentacji nie jest w jakimś absolutnym sensie najlepsza, choć oczywiście niektóre reprezentacje mogą się lepiej nadawać do wybranych zastosowań.

Myślę, że w podobny sposób należałoby podchodzić do naszych wyobrażeń, które nadbudowujemy nad równania matematyczne.

Takie podejście dałoby również możliwość racjonalnej i kumulatywnej rekonstrukcji rozwoju fizyki. Utkwiło mi w pamięci, gdy salek kiedyś napisał, że skoro cieplik tak dobrze nadawał się do opisu działania silnika to był dobrą teorią. W istocie matematyczny model przepływu cieplika jest do dziś nauczany w szkołach.

Posługując się terminologią Arystotelesa należałoby powiedzieć, że jedynym istotnym aspektem teorii fizycznych jest "forma" (a więc równania matematyczne) a nie "substancja".

Takie stanowisko dałoby dość duże możliwości obrony wartości poznawczej nauki przed rozmaitymi relatywistycznymi atakami jakie czasami można spotkać w filozofii nauki.

>> żaden naukowiec zdrowy na umyśle nie będzie psuł pięknej matematycznie teorii tylko dlatego, że kilka pomiarów nie pasuje do jej przewidywań.
>Byli tacy, co np. podbarwiali preparaty, żeby eksperyment nie psuł ich pięknej wizji, ale czy takie zachowanie ma świadczyć o pełni zdrowia psychicznego?

Nie miałem ich na myśli. Piszę tutaj o prawidłowym rozwoju nauki, a więc interesuje mnie to w jaki sposób postępowali najwięksi naukowcy, do jakich zaliczam np. Newtona i Einsteina. Feyerabend w przypisie 12 rozdziału 5 Przeciw Metodzie napisał:

"Sytuacja właśnie opisana pokazuje jak niemądrze byłoby postrzegać naukę w naiwnej, falsyfikacjonistycznej perspektywie. A jednak, tak właśnie próbowali postępować niektórzy filozofowie. Tak więc Herbert Feigl próbował uczynić z Einsteina naiwnego falsyfikacjonistę. Feigl pisze: ... Einstein powiedział ... "Jeśli obserwacje przesunięcia prążków widma ku czerwieni ... dadzą wyniki ilościowo niezgodne ... wtedy moja teoria stanie się kurzem i prochem". Popper pisze: "Einstein powiedział, że gdyby nie udało się zaobserwować przesunięcia ku czerwieni ... jego ogólna teoria względności byłaby obalona". Popper nie podaje źródła swej informacji i najprawdopodobniej zawdzięcza ją Feiglowi. Jednak opowieść Feigla i jej powtórzenie przez Poppera nie są zgodne z licznymi przypadkami, w których Einstein podkreśla przewagę "zrozumienia problemu" (die Vermunft der Sache) nad "weryfikacją nieistotnych przewidywań" i to nie tylko w przypadkowych uwagach w trakcie wykładu, lecz także i na piśmie."

W dalszej części przypisu Feyerabend przytacza list Einsteina do Borna w którym Einstein stwierdza, że nie interesują go za bardzo wyniki pewnych eksperymentów związanych z jego teorią, ponieważ argumenty teoretyczne są wystarczająco przekonujące. Natomiast eter (niezgodny z STW i OTW) został ostatecznie obalony dopiero kilka lat przed śmiercią Einsteina, więc obstawano przy tych teoriach wbrew najdokładniejszym w tamtym czasie wynikom empirycznym.

[w tamtym czasie dokładniejsze pomiary wykonane przez Millera były sprzeczne z wcześniejszym eksperymentem M-M, cała sprawa wyjaśniła się dopiero po 1952 - więcej]

Natomiast inny teoretyk, Newton odrzucał systematycznie obserwacje astronomiczne J. Flamsteeda, utrzymując (podobnie jak przez pół życia Einstein o wynikach Millera) że muszą być błędne ponieważ nie zgadzają się z jego teorią. [to że obserwacje ruchu Księżyca wykonane przez Flamsteeda okazały się niezgodne z przewidywaniami Newtona, bardzo tego ostatniego rozzłościło, do tego stopnia że Newton blokował publikacje Flamsteeda i starał się zniszczyć jego karierę naukową - więcej)

[Podaje te przykłady tylko po to aby podkreślić, że w sytuacji gdy nie ma w zanadrzu odpowiedniejszej (pod względem pewnej spójności matematycznej) koncepcji eksperymenty empiryczne nie obalą dotychczasowej, a nie po to aby krytykować tak genialnych naukowców jak Newton czy Einstein]
27-08-2017 10:19 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)Kwestii istnienia eteru nie da się rozstrzygnąć empirycznie

>Natomiast eter (niezgodny z STW i OTW) został ostatecznie obalony dopiero kilka lat przed śmiercią Einsteina, więc obstawano przy tych teoriach wbrew najdokładniejszym w tamtym czasie wynikom empirycznym.

Oj, tutaj trochę przesadziłem i muszę uczciwie przyznać się do błędu.

W zasadzie istnienie eteru nie jest "obalone" eksperymentalnie. Wszystko co wiadomo doświadczalnie, to że drugi postulat Einsteina jest tylko spójny z eksperymentem M-M (sprawdziłem to dokładnie, proszę przejrzeć np. "Lorentz and Poincaré Invariance 100 Years of Relativity"). Ja akurat nie jestem zwolennikiem eteru (dla mnie to koncepcja zbyt materialistyczna i prostacka), jednak mamy tutaj kolejny przykład na to jak niewiele w fizyce można zweryfikować doświadczalnie i jak ważną rolę pełni "zrozumienie" problemu (co wielokrotnie podkreślał sam Einstein).

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Jak wyglądają empiryczne podstawy STW ?

Jak wyglądają empiryczne podstawy STW ?

Doświadczenie Michelsona-Morleya (1881)

Eksperyment przeprowadzony w 1881 miał - w zamyśle samego Michelsona - rozstrzygnąć pomiędzy sprzecznymi teoriami eteru w wersji Fresela i Stokesa. Niemniej jednak, jak się później okazało ujemny wynik można wyjaśnić na całe mnóstwo sposobów: nie tylko na gruncie teorii częściowego wleczenia eteru Stokesa (jak sądził Michelson), ale także na gruncie teorii emisyjnej, hipotezy skrócenia długości obiektu poruszającego się względem eteru (Lorentz) lub nawet na gruncie STW (Einstein), która również zakłada kontrakcje, więc z punktu widzenia STW wykonywanie tego rodzaju eksperymentów nie ma nawet najmniejszego sensu.

Eksperyment Sittera/Brechera (1913/1977)

Kolejny eksperyment, który niczego nie rozstrzyga, ponieważ można dopasować do niego nieskończenie wiele teorii. Polegał na analizie promieniowania emitowanego w układach gwiazd podwójnych, co wykazało (przy przyjętym implicite założeniu, że teorie na temat zachowania otoczenia w wielkiej skali są poprawne), że jednokierunkowa prędkość światła jest niezależna od prędkości emitera. Takie przewidywania ma m.in. STW oraz wszelkie teorie z wyróżnionym - poprzez zachowanie izotropowości jednokierunkowej prędkości światła - układem takie jak np. teoria eteru Lorentza. Na tej samej zasadzie można twierdzić (i wielu trolli robi to), że eksperyment Sittera stanowi empiryczne potwierdzenie teorii eteru.

Eksperyment Greavesa/Hankinsa (2009/2013)

Kolejny błędnokołowy eksperyment, którego wykonywanie nie ma żadnego sensu, bo i tak ostatecznie nie będzie wiadomo, która teoria jest prawdziwa. W tego rodzaju doświadczeniach próbowano zmierzyć czas przelotu promienia lasera bazując na nieudowodnionym empirycznie założeniu, że sygnały w przewodach synchronizujących odbiornik z emiterem wprowadzają stałe opóźnienie. Jest to założenie całkowicie równoważne synchronizacji Einsteina-Poincarégo, więc nic dziwnego, że prędkość światła wychodzi stała. To samo by wyszło nawet wtedy gdyby w rzeczywistości prędkość światła/ fali elektromagnetycznej była różna w obydwu kierunkach, dlatego z tego rodzaju pomiarów nic nie wynika i obsesyjne powtarzanie ich jest stratą czasu oraz pieniędzy.

.
05-11-2017 15:42 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)Odp: Jak wyglądają empiryczne podstawy STW ?
> Doświadczenie Michelsona-Morleya (1881)
> Eksperyment Sittera/Brechera (1913/1977)
> Eksperyment Greavesa/Hankinsa (2009/2013)

Tych eksperymentów było dużo, dużo więcej. (Służę artykułami przeglądowymi na ten temat, gdybyś chciał pogłębić swoją wiedzę.)

> Kolejny eksperyment, który niczego nie rozstrzyga, ponieważ można dopasować do niego nieskończenie wiele teorii.

Pojedynczy eksperyment jest faktycznie niewystarczający, ale wielość ich różnych pozostawia już niewielki wybór. Jeżeli ograniczyć się do elementarnego sformułowania STW, nie wybiegając poza transformację Lorentza, to fakty doświadczalne pozostawiają tylko dwie wersje tej teorii: eterowa wersja Lorentza i bezeterowa wersja Einsteina. Choć ontologicznie są one bardzo różne, to w zastosowaniach obliczenia są te same, więc większość naukowców wzrusza jedynie ramionami na te filozoficzne różnice.

Ponadto uogólnienie STW na pojęcia czterowektorów i konstrukcji pól kwantowych praktycznie pozostawia jedynie wersję Einsteina. Takie uogólnienia w ramach wersji Lorentza byłyby brzydkie, koślawe i niepraktyczne.

Podsumowując, mniemanie o nieskończonej wielości różnych wersji STW jest... nieskończenie błędne.
05-11-2017 15:38 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)Odp: Kwestii istnienia eteru nie da się rozstrzygnąć empirycznie
> W zasadzie istnienie eteru nie jest "obalone" eksperymentalnie. Wszystko co wiadomo doświadczalnie, to że drugi postulat Einsteina jest tylko spójny z eksperymentem M-M.

To prawda, więc mógłby być plus, ...

> Ja akurat nie jestem zwolennikiem eteru (dla mnie to koncepcja zbyt materialistyczna i prostacka) ...

... ale eter został porzucony z innych powodów ...

> ... jednak mamy tutaj kolejny przykład na to jak niewiele w fizyce można zweryfikować doświadczalnie...

... i wbrew temu stwierdzeniu szczególna teoria względności jest bardzo dobrze zweryfikowana doświadczalnie (o czym napiszę w następnej wypowiedzi). Więc plusa jednak nie będzie.

> ... i jak ważną rolę pełni "zrozumienie" problemu (co wielokrotnie podkreślał sam Einstein).

A to ważne jest zawsze, o czym zwłaszcza Janowi Bednarskiemu polecam pamiętać.
Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Einstein o Matematyce

Zdarza się również, że naukowcy pomijają niektóre dziwne konsekwencje swoich teorii w trosce o przyjęcie ich odkryć przez społeczność, np. Einstein ponoć celowo pominął kontrowersyjne rozwiązania równań OTW, podobnie minęło 20 lat zanim Gödel zaczął mówić o konsekwencjach swojego twierdzenia w filozofii umysłu (zapewne Gödel celowo odczekał, ponieważ były opory z przyjęciem jego twierdzenia nawet na gruncie czysto matematycznym). Nie sugeruję, żeby za tym stały jakieś złe intencje, z pewnością sami twórcy wierzą w słuszność swoich odkryć najmocniej, jednak nie zawsze można grać w otwarte karty, jeśli oficjalna metodologia nie docenia faktycznych motywów jakie stoją za przyjmowaniem teorii. Einstein: "w oczach systematycznego epistemologa uczony jest pozbawionym skrupułów oportunistą" oraz "Dotrzeć do nich można [o prawach natury] jedynie drogą intuicji, opartej na czymś przypominającym intelektualne współczucie z przedmiotem doświadczenia".

Einsteinowi chodziło tutaj o to, że nie da się znaleźć jakiejś "mechanicznej", "zimnej" metodologii, której bezwzględnie należy się trzymać i która abstrahuje od wszelkich ludzkich, psychologicznych uwarunkowań (takich jak np. dążenie do piękna, prostoty itd).

Z powyższego powodu naukowców można porównać do mistyków, natomiast metodologów do ortodoksów religijnych, którzy tworząc dogmatyczny system religijny (w tym wypadku jakąś wersje metodologii nauki) ani trochę nie rozumieją swoich mistrzów:

"Czym jest "żywa wiedza" ? Jeśli spojrzy się na historie wielkich religii, odkrywamy założycieli, którzy doświadczyli czegoś niezwykłego. Współczesna perspektywa psychologiczna pozwala nam stwierdzić, że to "coś" jest charakterystyczne dla odmiennych stanów świadomości. Owe "mistyczne" doznania dały twórcom systemów religijnych głęboką intuicje i pewność siebie, a także drastycznie zmieniły ich życie. Chociaż odkryte znaczenia często mogły być w pełni zrozumiałe tylko w konkretnym stanie odmienionej świadomości, to jednak mistycy starali się wyrazić je w sposób zrozumiały dla jak największej liczby ludzi. (...) Najczęściej uczniowie założyciela nie doświadczali żadnych, nawet częściowych, mistycznych przeżyć swego mistrza, tak więc skupiali się bardziej na "doktrynie" - na całkowicie nieadekwatnych werbalnych opisach głębokiej wiedzy i doświadczenia założyciela. Mijały pokolenia, a dana religia stawała się coraz bardziej skostniałą doktryną..."(Wędrujący Umysł, J. McMoneagle)

McMoneagle pisze o religiach ale to również świetnie pasuje do filozofii nauki. Dokładnie w ten sam sposób powstają metodologie naukowe z dogmatami zupełnie nieprzystającymi do rzeczywistości.

>[Podobno przez wiele lat po Arystotelesie panowało przekonanie, że pająki mają 6 odnóży jak inne owady, ale wystarczył jeden eksperyment, by obalić tamtą (hmm) teorię.]

Niemożliwe, żaden eksperyment nie determinuje zmiany konkretnego zdania w systemie naukowym. Zawsze, gdy eksperyment się nie uda wiemy tylko że coś trzeba zmienić w całym systemie naukowym ale zawsze istnieje wiele możliwości. W trywialnym przypadku który podajesz wyżej można by np. zmienić definicje nóg, zmienić definicje pająka itd. Z tego powodu do eksperymentu musimy już podchodzić z pewną bazową teorią. Nie dostrzegasz tego, że musisz już na wstępie dysponować pewną teorią językową, która przykładowo określa czym jest "noga" ?

[Według mnie w fizyce tą "bazową teorią" językową jest matematyka]

.
15-09-2017 12:16 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)Szybkie obalenie filozofii Poppera za pomocą kilku kontrprzykładów

>>[Podobno przez wiele lat po Arystotelesie panowało przekonanie, że pająki mają 6 odnóży jak inne owady, ale wystarczył jeden eksperyment, by obalić tamtą (hmm) teorię.]
>Niemożliwe, żaden eksperyment nie determinuje zmiany konkretnego zdania w systemie naukowym. Zawsze, gdy eksperyment się nie uda wiemy tylko że coś trzeba zmienić w całym systemie naukowym ale zawsze istnieje wiele możliwości. W trywialnym przypadku który podajesz wyżej można by np. zmienić definicje nóg, zmienić definicje pająka itd. Z tego powodu do eksperymentu musimy już podchodzić z pewną bazową teorią. Nie dostrzegasz tego, że musisz już na wstępie dysponować pewną teorią językową, która przykładowo określa czym jest "noga" ?

W tym temacie dodam jeszcze jedno. Falsyfikacja nie jest żadną regułą, bo gdy eksperyment się nie powiedzie nadal nie wiadomo czy rdzeń teorii jest zły (jak było np. w przypadku anomalii ruchu Merkurego i teorii Newtona) czy też nie uwzględniono wszystkich istotnych czynników wpływających na obserwacje (jak było np. w przypadku perturbacji orbity Urana). Ta sytuacja powtarza się obecnie w astrofizyce w sposób analogiczny, gdy mowa o ciemnej materii.

I oczywiście wbrew Popperowi kontrolowane "eksperymenty krzyżowe" też nic nie rozstrzygają. Ilustracją jest wspomniany wcześniej Michelson i interpretacja Lorentza.

Falsyfikacjonizm to mit.

.
15-09-2017 15:14 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)Odp: Szybkie obalenie filozofii Poppera za pomocą kilku kontrprzykładó
>Falsyfikacjonizm to mit.

... nooo, nie wiem czy mit, ale na pewno nie wyrocznia...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Falsyfikacjonizm to mit.
>... nooo, nie wiem czy mit, ale na pewno nie wyrocznia...
>
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...


Chciałbym zwrócić uwagę, że sami naukowcy zwykle są sceptyczni co do dorobku Poppera. Nauka sama się wybroni i na pewno nie potrzebuje do tego żadnej kulawej "zasady falsyfikacji". Wprawdzie nie ma żadnej metodologii, za to są pewne ogólne porady, których warto się trzymać:

- po pierwsze uczony powinien wierzyć, że natura jest racjonalnie uporządkowana (i to uporządkowanie stanowi prawdę obiektywną)
- po drugie uczony powinien wierzyć, że ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna dla ludzkiego rozumu (tutaj wybitnie antynaukową postawę przyjmują np. ci którzy twierdzą z góry, że umysłu nie da się naukowo zrozumieć)
- po trzecie uczony powinien wierzyć, że prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna (lub prostoty, co w sztuce klasycznej i matematyce jest ze sobą ściśle związane)

.
15-09-2017 17:52 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Chciałbym zwrócić uwagę, że sami naukowcy zwykle są sceptyczni co do dorobku Poppera.

To prawda.

> ... są pewne ogólne porady, których warto się trzymać:
> - po pierwsze uczony powinien wierzyć, że natura jest racjonalnie uporządkowana ...
> - po drugie uczony powinien wierzyć, że ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna ...
> - po trzecie uczony powinien wierzyć, że prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna ...

A to już nieprawda, bo to nie są wyznania wiary lecz fakty empiryczne. Ogólnie wiara nauce jest zbędna.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>> Chciałbym zwrócić uwagę, że sami naukowcy zwykle są sceptyczni co do dorobku Poppera.
>To prawda.
>> ... są pewne ogólne porady, których warto się trzymać:
>> - po pierwsze uczony powinien wierzyć, że natura jest racjonalnie uporządkowana ...
>> - po drugie uczony powinien wierzyć, że ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna ...
>> - po trzecie uczony powinien wierzyć, że prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna ...

>A to już nieprawda, bo to nie są wyznania wiary lecz fakty empiryczne.

To są akurat twierdzenia metafizyczne o charakterze ogólnym, więc z pewnością nie mogą być "faktami empirycznymi".

>Ogólnie wiara nauce jest zbędna.

Bez wiary w znaczeniu: przyjęcie pierwszych przesłanek "ot tak" nie obejdzie się i dobrze o tym wiemy. Tyczy się to tak samo wszelkich form wartościowania prawdopodobieństwa, o których pisałeś w innych postach. Nawet jeśli stosuje się metody statystyki i tak trzeba na początku przyjąć, że dane spełniają pewien model.

.
16-09-2017 12:15 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> To są akurat twierdzenia metafizyczne o charakterze ogólnym, więc z pewnością nie mogą być "faktami empirycznymi".

Metafizyczne? Skądże znowu! To tylko hipotezy o świecie rzeczywistym, sprawdzalne empirycznie.

Stawiasz hipotezę: "natura jest racjonalnie uporządkowana". Siadasz jesienią pod jabłonią i cierpliwie obserwujesz, jak jabłka spadają. No faktycznie - jest w tym pewien porządek.

Stawiasz hipotezę: "ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna". No faktycznie - możesz poznać, czy jabłka spadają w górę czy w dół.

Stawiasz hipotezę: "prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna". Pytasz ludzi, czyż nie jest to piękne, że zrozumienie mechanizmu spadania jabłek pozwala nam wysłać rakietę na Księżyc?

> Bez wiary w znaczeniu: przyjęcie pierwszych przesłanek "ot tak" nie obejdzie się i dobrze o tym wiemy.

Śmiem wątpić.

> Tyczy się to tak samo wszelkich form wartościowania prawdopodobieństwa, o których pisałeś w innych postach. Nawet jeśli stosuje się metody statystyki i tak trzeba na początku przyjąć, że dane spełniają pewien model.

We wnioskowaniu bayesowskim (które jest ogólniejsze od częstościowego), choć formalnie przed testowaniem hipotezy trzeba założyć jakiś rozkład prawdopodobieństwa a priori, to okazuje się, że w miarę testowania tej hipotezy prawdopodobieństwo jej prawdziwości coraz mniej zależy od tych założeń a priori.

Kontynuując przykład z jabłkami, powiedzmy, że nigdy jeszcze nie widziałeś ani jabłoni ani nawet spadających rzeczy. Patrzysz na tę jabłoń i nie wiesz co stanie się z jabłkami. Z braku wcześniejszej informacji na ten temat zakładasz a priori, że jak dojrzeją to mają równą szansę aby polecieć w górę, w dół albo nawet w bok. Jednak w miarę dojrzewania kolejnych jabłek prawdopodobieństwo hipotezy ich spadania zawsze w dół nabiera coraz większej wiarygodności, wkrótce praktycznie pewności. Co więcej, ta pewność jest praktycznie niezależna, czy a priori założyłeś równe szanse spadania w górę i w dół, czy tylko np. 1% w dół. Tak czy siak hipoteza spadania jabłek w dół prędzej czy później staje się faktem.
17-09-2017 19:14 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Kontynuując przykład z jabłkami, powiedzmy, że nigdy jeszcze nie widziałeś ani jabłoni ani nawet spadających rzeczy. Patrzysz na tę jabłoń i nie wiesz co stanie się z jabłkami. Z braku wcześniejszej informacji na ten temat zakładasz a priori, że jak dojrzeją to mają równą szansę aby polecieć w górę, w dół albo nawet w bok. Jednak w miarę dojrzewania kolejnych jabłek prawdopodobieństwo hipotezy ich spadania zawsze w dół nabiera coraz większej wiarygodności, wkrótce praktycznie pewności. Co więcej, ta pewność jest praktycznie niezależna, czy a priori założyłeś równe szanse spadania w górę i w dół, czy tylko np. 1% w dół. Tak czy siak hipoteza spadania jabłek w dół prędzej czy później staje się faktem.

Dokładnie tak. Tym różni się nauka od wiary, ale podejrzewam, że i do tej wypowiedzi można się próbować przyczepić.

Otóż gdy masz model spadających jabłek i wyjaśnienie, że odpowiada za to grawitacja, stajemy przed sytuacją gdzie model epistemologiczny wyjaśnia i pokrywa się ze zjawiskami przez nas obserwowanymi.

Potencjalne wątpliwości:
1. Ale może nasze doświadczenie nie jest prawdziwe, tylko doświadczamy iluzji? Warto zwrócić uwagę, że zarówno modele naukowe, jak i weryfikacja występują w tym samym umyśle, czyli tworzymy pojęcie prawdy i sami je weryfikujemy. Wtedy faktycznie ktoś może powiedzieć, że musimy uwierzyć w logikę i dane ze zmysłów.

Rozwiązanie wątpliwości: Nie przyjmujemy tego na wiarę, lecz zakładamy tak z powodów fundamentalnych. Jeśli odrzucimy logikę i w pełni odrzucimy dane ze zmysłów, to nie pozostaje nam nic, więc nie możemy w ogóle nic stwierdzić na żaden temat, włącznie ze stwierdzeniem, że trzeba w cokolwiek uwierzyć. Taka "wiara" zdecydowanie różni się od przyjęcia a priori teorii, że dzieci są przynoszone przez bociany, a św. Mikołaj potem przynosi im prezenty, a świat stworzył Bóg i mamy wolną wolę.

2. Wątpliwość natury językowej i formalnej związanej z dowodami i argumentami. Żaden fakt nie daje się faktycznie opisać tak by język faktycznie dotyczył opisywanego fenomenu. Nie da się wytłumaczyć ślepemu jak wygląda kolor zielony. Opis i język dotyczą więc jedynie informacji, które druga osoba może odszyfrować posługując się przy tym danymi pozajęzykowymi, czyli odwołując się do własnego doświadczenia widzenia koloru zielonego. Nie da się więc zweryfikować czy język opisuje prawdę, bo nie mamy dostępu do pozajęzykowej prawdy absolutnej jak np istnienie świecącego słońca. Dlatego każdy model językowy jest tylko umową między ludźmi, podobnie jak umową jest matematyka, ale przyjęcie ścisłych aksjomatów wymaga od nas byśmy posługiwali się ścisłą dedukcją w obrębie tych założeń.
18-09-2017 11:16 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Potencjalne wątpliwości:
> 1. Ale może nasze doświadczenie nie jest prawdziwe, tylko doświadczamy iluzji? Warto zwrócić uwagę, że zarówno modele naukowe, jak i weryfikacja występują w tym samym umyśle, czyli tworzymy pojęcie prawdy i sami je weryfikujemy. Wtedy faktycznie ktoś może powiedzieć, że musimy uwierzyć w logikę i dane ze zmysłów.
> Rozwiązanie wątpliwości: Nie przyjmujemy tego na wiarę, lecz zakładamy tak z powodów fundamentalnych. Jeśli odrzucimy logikę i w pełni odrzucimy dane ze zmysłów, to nie pozostaje nam nic, więc nie możemy w ogóle nic stwierdzić na żaden temat, włącznie ze stwierdzeniem, że trzeba w cokolwiek uwierzyć.

Moim zdaniem istnieje silniejsze rozwiązanie powyższej wątpliwości (podkreślenia moje). Logice nie trzeba przypisywać jakiegoś specjalnego, fundamentalnego statusu - jest ona konstruktem naszych umysłów jak każda inna teoria. I jak każda inna teoria logika jest testowana w praktyce. Różnica jest tu tylko ilościowa: logiczność praw natury jest tak dobrze przetestowana i tak dobrze się sprawdza, że wyjątkowe odstępstwa skłaniają nas raczej do modyfikowania tych praw niż logiki. Przykładem jest twierdzenie Bella, które urąga klasycznej logice i wymaga użycia praw mechaniki kwantowej.

> 2. Wątpliwość natury językowej i formalnej...

Z tym się zgadzam całkowicie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem istnieje silniejsze rozwiązanie powyższej wątpliwości (podkreślenia moje). Logice nie trzeba przypisywać jakiegoś specjalnego, fundamentalnego statusu - jest ona konstruktem naszych umysłów jak każda inna teoria. I jak każda inna teoria logika jest testowana w praktyce.

Racja. Jan Bednarski dodatkowo próbuje zrobić 2 rzeczy:
1. Wpisuje kompletną logikę (matematykę) w umysł, jakby ten miał się do niej odwoływać za każdym razem gdy zatwierdza jakiś logiczny dowód jako prawdziwy. Nie rozumie, że człowiek uczy się matematyki i logicznej spójności i odkrywa ją tak jak odkrywa się cyfry po przecinku liczby pi. Po prostu sprawdzamy co wynika z przyjętych założeń.

Umysł w teorii Bednarskiego zawiera całą matematykę w niesformalizowanej postaci, ale nie ma czegoś takiego jak cała matematyka.

Żeby zdać sobie sprawę z tego czym jest matematyka, warto sięgnąć do jej ewolucyjnych korzeni. Pierwsze zalążki matematyki to w praktyce przypisanie obiektom liczb, czyli umowa. Jest to jednocześnie początek abstrakcyjnego myślenia. Sam proces myślenia można tu podzielić na:
1. Umysł przyziemny, czyli klasyfikacja obiektów (obiekt jest pojęciem umownym, który zgodnie z umową wydzielamy z całości) i dostrzeganie oraz pamięć zależności (korelacji i zależności przyczynowo skutkowych). Umysł przyziemny klasyfikuje np takie same obiekty jako liczbę 1.
2. Umysł abstrakcyjny, czyli manipulacja pojęciami i obiektami i tworzenie podziału na prawą i lewą stronę równania (zgodnie z umową, że jakiś x=y)
3. Umysł dedukcyjny, czyli wyciąganie ścisłych wniosków z zebranych danych
4. Umysł teoretyczny, czyli umiejętność przetwarzania testu wielu założeń naraz zmieniając wynik wraz z odjęciem lub dodaniem jakiegoś abstrakcyjnego umownego czynnika
5. Falsyfikacja założeń, czyli jako jedną stronę równania podstawiamy teorię, a jako drugą wynik obserwacji i szukamy błędów w teorii i obserwacji

2. Twierdzi, że świat jest matematyką, co jest skrajnym przykładem projekcji cech swojego umysłu na rzeczywistość.

Podobny błąd popełnia koleś na tym filmiku: www.youtube.com/watch?v=qPLLZgPQWsg

I z tego wychodzą mu sprzeczne wnioski, które nazywa Bogiem, zamiast nieistnieniem, a wszystkie te cechy się przecież zgadzają z brakiem czegoś (skoro jest poza światem).

>Różnica jest tu tylko ilościowa: logiczność praw natury jest tak dobrze przetestowana i tak dobrze się sprawdza, że wyjątkowe odstępstwa skłaniają nas raczej do modyfikowania tych praw niż logiki.

A przeciwieństwem logiki jest chaos. A czy przypadkiem nie jest tak, że rzeczywistość to miks chaosu i logiki? Do lepszych teorii też dochodzimy pośrednio dzięki tym błędnym.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Racja. Jan Bednarski dodatkowo próbuje zrobić 2 rzeczy:
>1. Wpisuje kompletną logikę (matematykę) w umysł, jakby ten miał się do niej odwoływać za każdym razem gdy zatwierdza jakiś logiczny dowód jako prawdziwy. Nie rozumie, że człowiek uczy się matematyki i logicznej spójności i odkrywa ją tak jak odkrywa się cyfry po przecinku liczby pi. Po prostu sprawdzamy co wynika z przyjętych założeń.

>Umysł w teorii Bednarskiego zawiera całą matematykę w niesformalizowanej postaci, ale nie ma czegoś takiego jak cała matematyka.

Możesz mi wytłumaczyć dlaczego wypisujesz kłamstwa na mój temat ? Naprawdę tak ciężko ci zrozumieć podstawowe sprawy czy znowu zaczyna się zabawa w kotka i myszkę ? Nic takiego nie "wpisuje", zakładam jedynie, że system zawiera ostatecznie jakieś "reguły uczenia".

Więcej:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,745926#w746061
www.racjonalista.pl/forum.php/s,744588#w745748

>2. Twierdzi, że świat jest matematyką, co jest skrajnym przykładem projekcji cech swojego umysłu na rzeczywistość.

Twierdzę, że jedyne sensowne cechy fundamentalnych obiektów postulowanych w ramach zaawansowanych teorii fizycznych mają charakter czysto matematyczny. Tezy tej co prawda nie da się udowodnić w zakresie ontologicznym, ale w zakresie epistemologicznym już tak.

Na pewno takie obiekty nie mogą posiadać żadnych cech zmysłowych co wykazać łatwo. Oczywiście nie da się wykazać, że nie posiadają jakiejś niepoznawalnej dla nas cechy.

[oczywiście można również twierdzić, że takie obiekty w ogóle nie istnieją a są jedynie naszymi modelami - to jest chyba twoje stanowisko ?]

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Możesz mi wytłumaczyć dlaczego wypisujesz kłamstwa na mój temat ? Naprawdę tak ciężko ci zrozumieć podstawowe sprawy czy znowu zaczyna się zabawa w kotka i myszkę ? Nic takiego nie "wpisuje", zakładam jedynie, że system zawiera ostatecznie jakieś "reguły uczenia".

Ale jeśli zakładasz, że zawiera reguły uczenia, to nie możesz zastosować swojej manipulacji. Reguły uczenia są bowiem zmienne pod wpływem tego co będzie nauczone. Nie prowadzą one też do ostatecznego rozwiązania w 100% przypadków - do tego muszą wystąpić jeszcze odpowiednie okoliczności.

Istotna kwestia:
1. Jeśli reguły uczenia prowadzą do rozwiązań, to nie można wykazać istnienia ograniczeń tej metody
2. Istnieją obiektywne mechanizmy, do których dąży nauka

W umyśle nie jest zdefiniowane to czego się nauczy. I wszystko się zgadza, tw. Godla niczemu nie przeczą.

>>2. Twierdzi, że świat jest matematyką, co jest skrajnym przykładem projekcji cech swojego umysłu na rzeczywistość.
>Twierdzę, że jedyne sensowne cechy fundamentalnych obiektów postulowanych w ramach zaawansowanych teorii fizycznych mają charakter czysto matematyczny. Tezy tej co prawda nie da się udowodnić w zakresie ontologicznym, ale w zakresie epistemologicznym już tak.

Matematyka to coś na co my przekładamy to co istnieje. Nie ma w tym żadnej magii ani metafizyki.

Poza tym:
I. Wszystkie fakty są logiczne
II. Nie wszystko to co logiczne jest faktem
III. Nie wszystko to co jest faktem jest tylko i wyłącznie logiczne, a jeśli wszystko wynika z chaosu czyli czystej losowości na poziomie mikro, to uporządkowanie jest tylko wyższym piętrem czegoś czego źródłem jest przypadkowość, czyli sama logika nie wystarcza do odszyfrowania.

>Na pewno takie obiekty nie mogą posiadać żadnych cech zmysłowych co wykazać łatwo.

Że co?
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Ale jeśli zakładasz, że zawiera reguły uczenia, to nie możesz zastosować swojej manipulacji.

Ktoś kto twierdzi, że "prawda" jest tylko "koncepcją roboczą" zarzuca mi "manipulacje". Dosyć zabawne.

>Reguły uczenia są bowiem zmienne pod wpływem tego co będzie nauczone. Nie prowadzą one też do ostatecznego rozwiązania w 100% przypadków -

No i co z tego ? Ostatecznie jakieś mechanizmy ewolucji tych reguł uczących muszą być stałe. Po to wszystko zostało wyprowadzone w ścisłej formie, abyś nie mógł w nieskończoność rozmywać sprawy.

>do tego muszą wystąpić jeszcze odpowiednie okoliczności.

Zgadza się, dlatego rozważamy dowód (czyli ciąg stanów sensorów doprowadzający do zaakceptowania prawdziwości twierdzenia) jako informacje z zewnątrz.

>Istotna kwestia:
>1. Jeśli reguły uczenia prowadzą do rozwiązań, to nie można wykazać istnienia ograniczeń tej metody

Napisz o co ci tutaj chodzi, bo niestety piszesz bardzo niezrozumiale.

>2. Istnieją obiektywne mechanizmy, do których dąży nauka

Ach tak, czyli zakładasz to czego dowodzisz.

>W umyśle nie jest zdefiniowane to czego się nauczy. I wszystko się zgadza, tw. Godla niczemu nie przeczą.

Ale może być zdefiniowane czego jest w stanie się nauczyć. (i okazuje się, że tak rzeczywiście jest, szczegóły w linkach z moich wcześniejszych postów)

>>Na pewno takie obiekty nie mogą posiadać żadnych cech zmysłowych co wykazać łatwo.
>Że co?

Że mówienie o cechach zmysłowych w wypadku obiektów fizycznych jest nieporozumieniem.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Ale jeśli zakładasz, że zawiera reguły uczenia, to nie możesz zastosować swojej manipulacji.
>Ktoś kto twierdzi, że "prawda" jest tylko "koncepcją roboczą" zarzuca mi "manipulacje". Dosyć zabawne.

Nie uciekaj od odpowiedzi. Wyjaśniam Twoją manipulację, a Ty czepiasz się bez argumentu na stwierdzeniu, że prawda jest koncepcją roboczą. Oczywiście, że tak jest - każda koncepcja podlega falsyfikacji i może być ulepszana lub zastąpiona w przyszłości lepszą. Czego tu nie rozumiesz?

>>Reguły uczenia są bowiem zmienne pod wpływem tego co będzie nauczone. Nie prowadzą one też do ostatecznego rozwiązania w 100% przypadków -
>No i co z tego ? Ostatecznie jakieś mechanizmy ewolucji tych reguł uczących muszą być stałe.

Muszą bo tak powiedziałeś? Mogą być np stałe na X lat, bo tak się losowo ukształtowały z tej losowości.

>Po to wszystko zostało wyprowadzone w ścisłej formie, abyś nie mógł w nieskończoność rozmywać sprawy.

Przecież to Ty próbujesz rozmywać i twierdzisz, że wszystko i tak jest wiarą, bo inaczej wiecznie się błądzi.

>>do tego muszą wystąpić jeszcze odpowiednie okoliczności.
>Zgadza się, dlatego rozważamy dowód (czyli ciąg stanów sensorów doprowadzający do zaakceptowania prawdziwości twierdzenia) jako informacje z zewnątrz.

No i wychodzi na to, że jednak informacje z zewnątrz działają wg jakiegoś algorytmu, a my go poznajemy. Skoro umysł rozwija swoją wiedzę pod wpływem tego zewnętrza to wolna wola nie jest możliwa. Umysł podlega tym mechanizmom i tyle.

>>Istotna kwestia:
>>1. Jeśli reguły uczenia prowadzą do rozwiązań, to nie można wykazać istnienia ograniczeń tej metody
>Napisz o co ci tutaj chodzi, bo niestety piszesz bardzo niezrozumiale.

To Ty nie rozumiesz prostych stwierdzeń. Ja piszę zrozumiale i precyzyjnie.

Jeśli reguły uczenia prowadzą do rozwiązań, choć ich przecież początkowo nie zawierają, to nie można twierdzić, że istnieją jakieś ograniczenia w tej wiedzy. Czyli wiara nie jest potrzebna, przy odpowiednim poznaniu. Wystarczą właściwe algorytmy.

>>2. Istnieją obiektywne mechanizmy, do których dąży nauka
>Ach tak, czyli zakładasz to czego dowodzisz.

Ach nie, czyli weź sobie zjedz kilo koksu i może nie umrzesz, bo przecież to tylko moje założenie, że jest jakaś maksymalna dawka powyżej której umierasz. Czyli nie istnieją empiryczne dowody... bo Jan Bednarski tak twierdzi bez argumentu. Jasne

>>W umyśle nie jest zdefiniowane to czego się nauczy. I wszystko się zgadza, tw. Godla niczemu nie przeczą.
>Ale może być zdefiniowane czego jest w stanie się nauczyć. (i okazuje się, że tak rzeczywiście jest, szczegóły w linkach z moich wcześniejszych postów)

Nie ma tam żadnych argumentów. A to czego jest w stanie się nauczyć to nie kwestia naszych rozważań, bo w to nie sposób mieć wgląd. Można jedynie na przykładach głabów stwierdzić czego nie są w stanie zrozumieć, ale w odwrotną stronę to nie zadziała.

>>>Na pewno takie obiekty nie mogą posiadać żadnych cech zmysłowych co wykazać łatwo.
>>Że co?
>Że mówienie o cechach zmysłowych w wypadku obiektów fizycznych jest nieporozumieniem.

Tzn? Posługujesz się dogmatami, których nie precyzujesz.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Muszą bo tak powiedziałeś? Mogą być np stałe na X lat, bo tak się losowo ukształtowały z tej losowości.

Jeśli w tej twojej teoryjce językowej wszystko jest losowe to faktycznie nie mamy o czym mówić. Jeśli jednak założymy, że istnieją jakieś fundamentalne mechanizmy, które ostatecznie doprowadzają do prawidłowych wniosków (np. jakoś weryfikują tą losowość) to wówczas argumentacja pozostaje w mocy.

>No i wychodzi na to, że jednak informacje z zewnątrz działają wg jakiegoś algorytmu, a my go poznajemy. Skoro umysł rozwija swoją wiedzę pod wpływem tego zewnętrza to wolna wola nie jest możliwa. Umysł podlega tym mechanizmom i tyle.

Właśnie takie rozumowanie sprowadzam do sprzeczności.

>Jeśli reguły uczenia prowadzą do rozwiązań, choć ich przecież początkowo nie zawierają, to nie można twierdzić, że istnieją jakieś ograniczenia w tej wiedzy. Czyli wiara nie jest potrzebna, przy odpowiednim poznaniu. Wystarczą właściwe algorytmy.

Ograniczenia wynikają przecież z tych reguł (jeśli nie wszystko jest losowe). Możesz też twierdzić, że wszystko jest losowe, ale wtedy nie możemy polegać na naszych sądach logicznych, bo one są po prostu wynikiem losowości.

>Ach nie, czyli weź sobie zjedz kilo koksu i może nie umrzesz, bo przecież to tylko moje założenie, że jest jakaś maksymalna dawka powyżej której umierasz. Czyli nie istnieją empiryczne dowody... bo Jan Bednarski tak twierdzi bez argumentu. Jasne

Źle interpretujesz moje posty. Ja nie kwestionuje teorii naukowych, wręcz przeciwnie. Twierdzę tylko, że nie da się podjąć decyzji o wyborze teorii na podstawie danych empirycznych. Dane empiryczne mogą służyć jedynie do sprawdzania teorii w którą wierzymy z nieempirycznych powodów.

>Nie ma tam żadnych argumentów. A to czego jest w stanie się nauczyć to nie kwestia naszych rozważań, bo w to nie sposób mieć wgląd. Można jedynie na przykładach głabów stwierdzić czego nie są w stanie zrozumieć, ale w odwrotną stronę to nie zadziała.

Jeśli zdarzenia nie są wyłącznie losowe to mechanizmy ograniczają zbiór możliwych zdarzeń w przyszłości, więc twój argument o tym, że mechanizmy niczego nie ograniczają jest całkowicie od czapy.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli w tej twojej teoryjce językowej wszystko jest losowe to faktycznie nie mamy o czym mówić.

Nie w mojej teoryjce językowej, tylko mowa o mechanizmach. To, że używam do tego języka to tylko kwestia modelu - dla zrozumienia liczy się to co jest poza nim, czyli to co jest opisywane. I nie wszystko jest losowe, tylko przyczyny na samym początku takie muszą być. Wszystko zaczyna się od skali mikro i fluktuacji kwantowych.

>Jeśli jednak założymy, że istnieją jakieś fundamentalne mechanizmy, które ostatecznie doprowadzają do prawidłowych wniosków (np. jakoś weryfikują tą losowość) to wówczas argumentacja pozostaje w mocy.

Nie pozostaje i niczego takiego nie musimy zakładać. Ty zakładasz, bo to Twoja wiara i ucieczka od podejścia naukowego i racjonalizmu.

>>No i wychodzi na to, że jednak informacje z zewnątrz działają wg jakiegoś algorytmu, a my go poznajemy. Skoro umysł rozwija swoją wiedzę pod wpływem tego zewnętrza to wolna wola nie jest możliwa. Umysł podlega tym mechanizmom i tyle.
>Właśnie takie rozumowanie sprowadzam do sprzeczności.

Raczej nie rozumiesz, więc doszukujesz się sprzeczności, której tak nie ma i której poza Tobą nikt nie uznaje.

>Źle interpretujesz moje posty. Ja nie kwestionuje teorii naukowych, wręcz przeciwnie. Twierdzę tylko, że nie da się podjąć decyzji o wyborze teorii na podstawie danych empirycznych.

lol tysiąc

Czyli twierdzisz, że teorie naukowe nie powstają na podstawie danych empirycznych i serio nie widzisz, że to pogląd schizola oderwanego od rzeczywistości?

>Dane empiryczne mogą służyć jedynie do sprawdzania teorii w którą wierzymy z nieempirycznych powodów.

Bzdura.
1. Nie trzeba wierzyć w teorię by ją weryfikować
2. Dane empiryczne wstawia się na starcie przy budowaniu teorii metodą indukcyjną
3. Sprawdza się te modele za pomocą obserwacji
4. Te obserwacje modyfikują model
5. Znów się sprawdza
6. Pkt od 3-5 można wykonywać w nieskończoność i nie potrzeba do tego żadnej wiary
7. Obserwacje nie informują nas o prawdzie obiektywnej (ontologicznej), tylko o prawdzie epistemologicznej

>Jeśli zdarzenia nie są wyłącznie losowe to mechanizmy ograniczają zbiór możliwych zdarzeń w przyszłości, więc twój argument o tym, że mechanizmy niczego nie ograniczają jest całkowicie od czapy.

Ograniczają? A skąd wiesz, że możliwości zdarzeń nie jest nieskończoność? Znów wprowadzasz sobie wyznanka wiary i dogmaty, by usprawiedliwić swoje wierzenia.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nie w mojej teoryjce językowej, tylko mowa o mechanizmach. To, że używam do tego języka to tylko kwestia modelu - dla zrozumienia liczy się to co jest poza nim, czyli to co jest opisywane.

Z punktu widzenia twojego radykalnego empiryzmu (solipsyzmu), wszystko co powiesz o jakichś "realnych mechanizmach" jest tylko projekcją stanu twojego umysłu.

>I nie wszystko jest losowe, tylko przyczyny na samym początku takie muszą być. Wszystko zaczyna się od skali mikro i fluktuacji kwantowych.

To dlatego w fizyce wprowadza się pojęcie entropii i coś takiego jak stany makroskopowo nierozróżnialne. Inaczej jakakolwiek przyczynowa metoda opisu byłaby niemożliwa na żadnym poziomie.

>>Jeśli jednak założymy, że istnieją jakieś fundamentalne mechanizmy, które ostatecznie doprowadzają do prawidłowych wniosków (np. jakoś weryfikują tą losowość) to wówczas argumentacja pozostaje w mocy.
>Nie pozostaje i niczego takiego nie musimy zakładać. Ty zakładasz, bo to Twoja wiara i ucieczka od podejścia naukowego i racjonalizmu.

Ale co ci daje losowość ? W czym ci ona ma pomóc ? Sam fakt istnienia losowości w niczym by nie przeszkadzał jeśli istniałyby pewne mechanizmy filtracji i zatwierdzania dowodów (to co określam procedurą ALGORYTM). Jeśli natomiast takie mechanizmy by nie istniały, to maszyna nie miałaby żadnych zdolności poznawczych, jej wnioski byłyby losowe.

>Czyli twierdzisz, że teorie naukowe nie powstają na podstawie danych empirycznych i serio nie widzisz, że to pogląd schizola oderwanego od rzeczywistości?

Oczywiście że nie powstają na podstawie danych empirycznych, bo nie da się tego zrobić nawet z czysto logicznych powodów. Mogą zostać jedynie empirycznie przetestowane. Aczkolwiek zawsze istnieje nieskończenie wiele teorii przechodzących ten sam zbiór testów, więc wybiera się tą teorie, która została sformułowana przed poznaniem danych empirycznych (bo miała poza-empiryczne podstawy). Nieempiryczne uzasadnienie teorii to jest warunek konieczny i podstawowy, żeby teoria w ogóle mogła kandydować do bycia potwierdzoną.

>1. Nie trzeba wierzyć w teorię by ją weryfikować

Ja mam na myśli to, że zawsze musimy zdecydować, której teorii będziemy najbardziej ufać. Teorie tworzymy m.in. po to, aby przewidywać przyszłe zjawiska. Jeśli chcemy przewidzieć jakieś zjawisko to musimy wybrać, której teorii najbardziej ufamy. Jeśli nie wierzylibyśmy w nic, w jakiekolwiek kryteria wyboru itd., to wtedy zajmowanie się nauką byłoby bez sensu - wszystkie teorie uznawalibyśmy za tak samo nieprawdopodobne.

Zresztą, żeby teorie weryfikować i tak już trzeba przyjąć jakąś teorie interpretacyjną, choćby na temat działania aparatury pomiarowej, zachowania otoczenia, czy też formalizującej zależności pomiędzy pojęciami stosowanymi w obrębie różnych teorii. To dlatego w fizyce eksperymentalnej stosuje się tzw. test theories w obrębie których analizuje się wyniki doświadczeń. Oczywiście same teorie testowe już potwierdzone empirycznie nie są, one raczej bezpośrednio formalizują nasze intuicje co można zwykle zrobić na wiele logicznie spójnych sposobów.

Na przykład STW definiuje równoczesność dwóch rozdzielonych przestrzenie zdarzeń poprzez wprowadzenie założenia izotropowości jednokierunkowej prędkości światła w każdym układzie inercjalnym, z kolei mechanika kwantowa mówi o "naprawdę" równoczesnych zdarzeniach np. związanych z efektami typu paradoks EPR. Jak porównać te dwie "równoczesności" ? Musielibyśmy mieć jakąś uniwersalną metateorie na którą dałoby się zrzutować wszelkie pojęcia, wszelkie założenia, stosowane we wszelkich teoriach jakie moglibyśmy sobie wyobrazić. Takiej metateorii po pierwsze nie mamy, po drugie nie wydaje się możliwe jej stworzenie przed ukończeniem nauki (np. czy Newton mógłby przewidzieć to, że w potencjalnym uogólnieniu jego teorii równoczesność rozdzielonych przestrzennie zdarzeń może być względna ?), po trzecie nie wynikałaby z empirii.

>2. Dane empiryczne wstawia się na starcie przy budowaniu teorii metodą indukcyjną

Naiwność tego punktu wystarczająco dobrze demaskuje już to co napisałem wyżej.

>3. Sprawdza się te modele za pomocą obserwacji

Owszem, sprawdza się, ale samo to, że model jest zgodny z obserwacją nigdy nie może być powodem uznania takiego modelu za uzasadniony, bo istnienie nieskończenie wiele takich modeli.

>4. Te obserwacje modyfikują model

Z tym modyfikowaniem to bym postępował ostrożnie. Z formalnego punktu widzenia bardzo łatwo zrobić model idealnie pasujący do wszystkich posiadanych danych (po prostu wskazując funkcje wyników wszystkich pomiarów od czasu tych pomiarów czyli dając stopień swobody na każdy jednostkowy pomiar). Jednakże czujemy, że taka teoria nie miałaby żadnej wartości predykcyjnej jeśli nie ujmowałaby wszystkich tych wyników w "prostą" regule. (modyfikowanie zbyt dużej liczby cech modelu na podstawie obserwacji bardzo szybko prowadzi do tzw.przeuczenia modelu). W praktyce żadna teoria naukowa nie jest zgodna ze wszystkimi znanymi danymi empirycznymi właśnie z tego powodu - zdecydowanie wolimy utrzymać prostotę i estetykę modelu niż na siłę dopasowywać go do niezgodnych z nim wyników.

Co by się stało z nauką gdyby wprowadzić warunek bezwzględnego dopasowania modelu do danych obserwacyjnych (pełen stopień swobody na każdy pomiar) ? Doszłoby go gwałtownego przeuczenia wszystkich modeli, a ich wartość predykcyjna spadłaby prawie do zera.

Potraktowanie twojego punktu 4 serio zrujnowałoby naukę.

>5. Znów się sprawdza

Nie sprawdziłoby się, wartość predykcyjna modelu spada bardzo szybko jeśli model akumuluje wszystkie dane obserwacyjne, tym szybciej im więcej parametrów swobodnych wprowadzimy. (patrz też:Efekt Rungego)

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie w mojej teoryjce językowej, tylko mowa o mechanizmach. To, że używam do tego języka to tylko kwestia modelu - dla zrozumienia liczy się to co jest poza nim, czyli to co jest opisywane.
>Z punktu widzenia twojego radykalnego empiryzmu (solipsyzmu), wszystko co powiesz o jakichś "realnych mechanizmach" jest tylko projekcją stanu twojego umysłu.

Mojego? No pięknie zaczynasz wypowiedź od strawmana i powtórzenia obalonego już przeze mnie błędu pomylenia radykalnego empiryzmu z solipsyzmem.

>>>Jeśli jednak założymy, że istnieją jakieś fundamentalne mechanizmy, które ostatecznie doprowadzają do prawidłowych wniosków (np. jakoś weryfikują tą losowość) to wówczas argumentacja pozostaje w mocy.
>>Nie pozostaje i niczego takiego nie musimy zakładać. Ty zakładasz, bo to Twoja wiara i ucieczka od podejścia naukowego i racjonalizmu.
>Ale co ci daje losowość ? W czym ci ona ma pomóc ? Sam fakt istnienia losowości w niczym by nie przeszkadzał jeśli istniałyby pewne mechanizmy filtracji i zatwierdzania dowodów (to co określam procedurą ALGORYTM).

Nie ma żadnego schizolskiego zatwierdzania dowodów. Bo dla zatwierdzenia byłoby potrzebne meta-zatwierdzenie, a dla niego kolejne meta-meta-zatwierdzenie i tak w nieskończoność. Jeśli do 2 dodaję 2 to mam 4 i zatwierdzeniem jest jednocześnie wykonanie działania.

>Jeśli natomiast takie mechanizmy by nie istniały, to maszyna nie miałaby żadnych zdolności poznawczych, jej wnioski byłyby losowe.

Nieuzasadniony dogmat. Ty jednym dogmatem uzasadniasz inny, jak ci od wiary w płaską Ziemię.

>>Czyli twierdzisz, że teorie naukowe nie powstają na podstawie danych empirycznych i serio nie widzisz, że to pogląd schizola oderwanego od rzeczywistości?
>Oczywiście że nie powstają na podstawie danych empirycznych, bo nie da się tego zrobić nawet z czysto logicznych powodów. Mogą zostać jedynie empirycznie przetestowane.

Dogmat i wyznanie wiary bez poparcia w żadnych argumentach.

Oczywiście, że powstają na podstawie danych empirycznych, bo w przeciwnym wypadku byłyby losowe i dane empiryczne nie byłyby tym teoriom potrzebne - to już by była pełna schizofrenia, najwyższy poziom na skali. Ramy teorii są potrzebne tylko do opisu tych danych empirycznych. Cała reszta to próby odtworzenia mechanizmów przyczynowo skutkowych.

>Aczkolwiek zawsze istnieje nieskończenie wiele teorii przechodzących ten sam zbiór testów, więc wybiera się tą teorie, która została sformułowana przed poznaniem danych empirycznych (bo miała poza-empiryczne podstawy). Nieempiryczne uzasadnienie teorii to jest warunek konieczny i podstawowy, żeby teoria w ogóle mogła kandydować do bycia potwierdzoną.

Dogmaciki i wyznania wiary schizola. Nieskończenie wiele teorii? Wymysł. Zero argumentów. Wybiera się teorię bez danych? Toż to jakieś kompletne bzdury.

>>1. Nie trzeba wierzyć w teorię by ją weryfikować
>Ja mam na myśli to, że zawsze musimy zdecydować, której teorii będziemy najbardziej ufać.

Nieprawda. Zaufanie to nie kwestia decyzji. Wybieramy teorię, która najbardziej pokrywa się z obserwowanymi faktami i tyle. A teorie formułujemy na podstawie znajomości faktów plus indukcja (w tym losowość i zapisywanie nawet najbardziej absurdalnych pomysłów, by potem je zweryfikować przez pryzmat szerszej empirii czyli większej ilości faktów).

>Teorie tworzymy m.in. po to, aby przewidywać przyszłe zjawiska. Jeśli chcemy przewidzieć jakieś zjawisko to musimy wybrać, której teorii najbardziej ufamy. Jeśli nie wierzylibyśmy w nic, w jakiekolwiek kryteria wyboru itd., to wtedy zajmowanie się nauką byłoby bez sensu - wszystkie teorie uznawalibyśmy za tak samo nieprawdopodobne.

I jak chcesz cokolwiek przewidzieć nie uwzględniając danych empirycznych?

Poza tym kryteria wyboru to nie wiara. Nauka wyznacza jasne kryteria, więc wiara nie jest tu potrzebna.

>>2. Dane empiryczne wstawia się na starcie przy budowaniu teorii metodą indukcyjną
>Naiwność tego punktu wystarczająco dobrze demaskuje już to co napisałem wyżej.

Nadal ten punkt jest w mocy i nie jesteś w stanie go obalić.

>>3. Sprawdza się te modele za pomocą obserwacji
>Owszem, sprawdza się, ale samo to, że model jest zgodny z obserwacją nigdy nie może być powodem uznania takiego modelu za uzasadniony, bo istnienie nieskończenie wiele takich modeli.

Dogmacik i wyznanie wiary bez argumentu. Nieskończoność bo tak sobie ubzdurałeś? Właśnie taki model jest uzasadniony, a jeśli pozna się lepszy, to ten stary odejdzie do lamusa i tyle.

>W praktyce żadna teoria naukowa nie jest zgodna ze wszystkimi znanymi danymi empirycznymi właśnie z tego powodu - zdecydowanie wolimy utrzymać prostotę i estetykę modelu niż na siłę dopasowywać go do niezgodnych z nim wyników.

Brednie. Obserwacje modyfikują model i tak jest w praktyce. Prostota a już tym bardziej estetyka modeli nie mają nic do rzeczy.

>Co by się stało z nauką gdyby wprowadzić warunek bezwzględnego dopasowania modelu do danych obserwacyjnych (pełen stopień swobody na każdy pomiar) ? Doszłoby go gwałtownego przeuczenia wszystkich modeli, a ich wartość predykcyjna spadłaby prawie do zera.

Gdybyśmy mieli wszystkie dane obserwacyjne (skoro już idziesz drogą co by było gdyby) to nie doszłoby do przeuczenia, tylko powstałby optymalny model.

>Potraktowanie twojego punktu 4 serio zrujnowałoby naukę.

Nieprawda. Nietraktowanie tego punktu serio zrujnowałoby naukę. Dane empiryczne byłyby nieważne, a każdy model (także wymyślone fikcyjne, wtedy faktycznie nieskończoność) byłby równoważny i tak samo prawdziwy.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nie ma żadnego schizolskiego zatwierdzania dowodów. Bo dla zatwierdzenia byłoby potrzebne meta-zatwierdzenie, a dla niego kolejne meta-meta-zatwierdzenie i tak w nieskończoność. Jeśli do 2 dodaję 2 to mam 4 i zatwierdzeniem jest jednocześnie wykonanie działania.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,744901#w747986

>Nieuzasadniony dogmat. Ty jednym dogmatem uzasadniasz inny, jak ci od wiary w płaską Ziemię.

Nieuzasadniony dogmat, że jeśli wnioski logiczne maszyny są uzależnione od losowości to te wnioski są losowe ? Ty wytłumacz jak mielibyśmy polegać na dowodach logicznych zatwierdzanych przez takie maszyny skoro byłoby to losowe ?

>Dogmaciki i wyznania wiary schizola. Nieskończenie wiele teorii? Wymysł. Zero argumentów. Wybiera się teorię bez danych? Toż to jakieś kompletne bzdury.

Kłamco, zostało to uzasadnione nietylko w postaci ogólnej, ale można to zrobić również na wielu konkretnych przykładach: np. powstania OTW lub współczesnego rozwoju Teorii wielkiej unifikacji, gdzie dane empiryczne nie są dostępne z uwagi na ograniczenia techniczne. A zresztą, nawet gdyby te dane były dostępne to tak ogólnych założeń nigdy nie da się zdeterminować empirycznie. Na przykład możemy sprawdzić, że niezmienniczość praw względem danej transformacji jest spójna z danymi empirycznymi, ale zawsze będzie nieskończenie wiele sprzecznych transformacji również z nimi spójnych. Z formalnego punktu widzenia można to zrobić tak trywialnie, że nawet nie ma co pisać: po prostu uzależniając postać prawa od współrzędnej czasowej.

>Nieprawda. Zaufanie to nie kwestia decyzji. Wybieramy teorię, która najbardziej pokrywa się z obserwowanymi faktami i tyle.

Nic ci to nie da, bo zawsze jest takich nieskończenie wiele.

>A teorie formułujemy na podstawie znajomości faktów plus indukcja (w tym losowość i zapisywanie nawet najbardziej absurdalnych pomysłów, by potem je zweryfikować przez pryzmat szerszej empirii czyli większej ilości faktów).

Nie da się teorii wyczarować z faktów empirycznych. Zinterpretowanie jakiegokolwiek odczytu, choćby przesunięcia wskazówki na mierniku o dwa centymetry w prawo, wymaga już teorii ! Dlatego właśnie powtarzam, że można jedynie sprawdzić spójność teorii z danymi (sprawdzamy koniunkcje teorii na temat działania aparatury + teorii na temat zachowania otoczenia + nowej hipotezy).

Jednakże przecież jakąś teorie wybieramy: dzieje się tak właśnie dlatego, że nie dokonujemy tego wyboru na podstawie danych empirycznych - teoria musi mieć pozaempiryczne podstawy, żeby choćby kandydować do testów.

>Brednie. Obserwacje modyfikują model i tak jest w praktyce.

Podaj konkretne przykłady z praktyki, to wtedy się odniosę.

>Prostota a już tym bardziej estetyka modeli nie mają nic do rzeczy.

To w takim razie nie wiem na jakiej podstawie miałbyś zdecydować który model wybrać. Pleciesz bzdury w tym momencie.

>Gdybyśmy mieli wszystkie dane obserwacyjne (skoro już idziesz drogą co by było gdyby) to nie doszłoby do przeuczenia, tylko powstałby optymalny model.

Ale nie mamy i rozmawiamy o sytuacji, gdy mamy część danych empirycznych a ty naiwnie twierdzisz, że najlepszy model to ten który najlepiej pasuje do posiadanych danych empirycznych.

>Nieprawda. Nietraktowanie tego punktu serio zrujnowałoby naukę. Dane empiryczne byłyby nieważne, a każdy model (także wymyślone fikcyjne, wtedy faktycznie nieskończoność) byłby równoważny i tak samo prawdziwy.

Dane empiryczne są użyteczne przy sprawdzaniu wartości predykcyjnej modelu a nie przy jego tworzeniu. Ty tego najwidoczniej nawet nie potrafisz odróżnić, dlatego masz problem z sensownym odniesieniem się do tego o czym piszę.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie ma żadnego schizolskiego zatwierdzania dowodów. Bo dla zatwierdzenia byłoby potrzebne meta-zatwierdzenie, a dla niego kolejne meta-meta-zatwierdzenie i tak w nieskończoność.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,744901#w747986

I po co wklejasz obalony link?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,744901#w747987

>Nieuzasadniony dogmat, że jeśli wnioski logiczne maszyny są uzależnione od losowości to te wnioski są losowe ? Ty wytłumacz jak mielibyśmy polegać na dowodach logicznych zatwierdzanych przez takie maszyny skoro byłoby to losowe ?

Losowość w wielu przypadkach wyłania determinizm. Przykładem jest ewolucja biologiczna: losowe mutacje w efekcie prowadzą do rozwiązań, które musiały wyewoluować, choćby dlatego, że były jedynymi możliwymi rozwiązaniami. Zatwierdzanie danych wynika z uznania ich spójności, co akurat robi się metodą czysto dedukcyjną, czyli losowa manipulacja danymi empirycznymi w nieskończonej ilości prób wyłania rozwiązania, które uznajemy, choć wcześniej nie było w mózgu wzoru zatwierdzania tych rozwiązań. Myślę, że w tym właśnie mechanizmie jest ta twoja rzekoma niealgorytmiczność umysłu, tylko że to właśnie algorytm, tylko nietypowy i zupełnie inny niż masz w komputerach stworzonych przez ludzi (choć to kwestia czasu i powstaną komputery przewyższające nasze możliwości).

>>Dogmaciki i wyznania wiary schizola. Nieskończenie wiele teorii? Wymysł. Zero argumentów. Wybiera się teorię bez danych? Toż to jakieś kompletne bzdury.
>Kłamco, zostało to uzasadnione nietylko w postaci ogólnej,

Obaliłem: www.racjonalista.pl/forum.php/s,749098#w750241

Więc nie kłam i nie projektuj w tak denny sposób swoich cech na rozmówcę.

Nieskończenie wiele teorii? Wymysł. Zero argumentów. Wybiera się teorię bez danych? Toż to jakieś kompletne bzdury. Wtedy wszystkie teorie byłyby tak samo bezsensowne, ale widzimy, że tak nie jest, bo teoria o ich bezsensowności jest wtedy sensowna i opiera się na empirycznym stwierdzeniu bezsensowności tych pozostałych. Znów typowa dla ciebie samowywrotność i błędne koło, wynikające z przyjęcia jakiegoś dennego dogmatu za pewnik.

>ale można to zrobić również na wielu konkretnych przykładach: np. powstania OTW lub współczesnego rozwoju Teorii wielkiej unifikacji, gdzie dane empiryczne nie są dostępne z uwagi na ograniczenia techniczne.

Niedostępność jakichś danych tworzy niekompletne teorie, bądź inne dane wystarczają by wydedukować jakie powinny być pozostałe dane, ale na to można sobie pozwolić jedynie mając wystarczającą ilość danych.

>>Nieprawda. Zaufanie to nie kwestia decyzji. Wybieramy teorię, która najbardziej pokrywa się z obserwowanymi faktami i tyle.
>Nic ci to nie da, bo zawsze jest takich nieskończenie wiele.

Dogmat i wyznanko wiary nudnego atencjusza <zieeew>, który nie ma nic sensownego do powiedzenia i nie potrafi uzasadniać swoich wypocin argumentami.

>Nie da się teorii wyczarować z faktów empirycznych.

Bzdury typowe dla schizofrenii. Przykład z sebixem bezlitośnie je obala.

>Dlatego właśnie powtarzam, że można jedynie sprawdzić spójność teorii z danymi (sprawdzamy koniunkcje teorii na temat działania aparatury + teorii na temat zachowania otoczenia + nowej hipotezy).

A teorie biorą się z powietrza. To ma sens!

>Jednakże przecież jakąś teorie wybieramy: dzieje się tak właśnie dlatego, że nie dokonujemy tego wyboru na podstawie danych empirycznych - teoria musi mieć pozaempiryczne podstawy, żeby choćby kandydować do testów.

Brednie. Musi mieć empiryczne podstawy by powstać, ale powstają różne wariacje, które są najczęściej błędne - ich sprawdzanie czyli kolejna obserwacja daje nam potwierdzenie lub zaprzeczenie danej teorii - zaprzeczona jest na 100% błędna, ale potwierdzona i tak wymaga dalszych potwierdzeń w nieskończoność, dlatego każdy fakt (poza zdaniami metafizycznymi o dużym stopniu ogólnikowości, takim jak np to) traktujemy roboczo jako wyjaśnienie optymalne na dzisiejszy stan wiedzy.

>>Brednie. Obserwacje modyfikują model i tak jest w praktyce.
>Podaj konkretne przykłady z praktyki, to wtedy się odniosę.

Cała nauka. Nie, nie odniesiesz się, tylko jak zwykle będziesz brnął w zaparte i tryskał prymitywnymi emocjami tępego atencjusza, który nieudolnie próbuje zabłysnąć i robi z siebie kretyna.

>>Prostota a już tym bardziej estetyka modeli nie mają nic do rzeczy.
>To w takim razie nie wiem na jakiej podstawie miałbyś zdecydować który model wybrać. Pleciesz bzdury w tym momencie.

No przecież nie ze względu na empirię, prawda? ene, due, rike, fake...

>>Gdybyśmy mieli wszystkie dane obserwacyjne (skoro już idziesz drogą co by było gdyby) to nie doszłoby do przeuczenia, tylko powstałby optymalny model.
>Ale nie mamy

To po co pisałeś, że:
>w praktyce żadna teoria naukowa nie jest zgodna ze wszystkimi znanymi danymi empirycznymi
??

A gdy odnoszę się do tego i argumentuję, że gdybyśmy mieli wszystkie dane, to byśmy wszystko wyjaśnili, to zaczynasz negować, tym samym negując swoje wcześniejsze słowa. Ot, typowe dla ciebie rozmemłanie intelektualne.

>i rozmawiamy o sytuacji, gdy mamy część danych empirycznych

No właśnie! Więc zbastuj małolat i skup się na tym, że mamy tylko część, więc nie przechodź z tego do sytuacji niekompletności modeli w pewnych kwestiach, które wynikają z niekompletności wszystkich danych empirycznych.

>a ty naiwnie twierdzisz, że najlepszy model to ten który najlepiej pasuje do posiadanych danych empirycznych.

Jasne, dla ciebie lepszy ten który nie pasuje do żadnych danych empirycznych - w końcu jest równoważny nieskończoności innych modeli

>Dane empiryczne są użyteczne przy sprawdzaniu wartości predykcyjnej modelu a nie przy jego tworzeniu.

Pewnie, najlepiej tworzy się modele w ogóle bez danych - na oślep
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Zatwierdzanie danych wynika z uznania ich spójności, co akurat robi się metodą czysto dedukcyjną, czyli losowa manipulacja danymi empirycznymi w nieskończonej ilości prób wyłania rozwiązania, które uznajemy, choć wcześniej nie było w mózgu wzoru zatwierdzania tych rozwiązań. Myślę, że w tym właśnie mechanizmie jest ta twoja rzekoma niealgorytmiczność umysłu, tylko że to właśnie algorytm, tylko nietypowy i zupełnie inny niż masz w komputerach stworzonych przez ludzi (choć to kwestia czasu i powstaną komputery przewyższające nasze możliwości).

W mojej ostatniej wersji dowodu z lipca algorytm był wyprowadzony w takiej postaci, że oprócz danych na temat zadania przyjmował jawnie również postać dowodu dla tego zadania. Nawet gdyby duża część mózgu i środowiska działała losowo to jeśli tylko istnieje jakiś mechanizm zatwierdzania, który zdołalibyśmy zrozumieć i opisać to dowód przechodzi.

>Nieskończenie wiele teorii? Wymysł. Zero argumentów.

Pokazałem ogólnie w jaki sposób dopasować nieskończenie wiele teorii i będę to jeszcze wskazywał na wielu konkretnych przykładach. Na przykład alternatywnie do STW można dopasować nieskończenie wiele - nawet w pewnym sensie prostszych teorii - rezygnując z nieudowodnionych empirycznie założeń o izotropowiości przestrzeni i jednokierunkowej prędkości światła w każdym układzie inercjalnym. Zobacz mój post: Jak wyglądają empiryczne podstawy STW ?

>Wybiera się teorię bez danych? Toż to jakieś kompletne bzdury.

Historia pokazuje, że tak było czego najbardziej spektakularnymi przykładami były STW i OTW. Ale już z samych logicznych powodów wiadomo, że teoria zawsze musi poprzedzić eksperyment i nie da się inaczej, chociażby dlatego, że wykonanie i zinterpretowanie dowolnego pomiaru wymaga już: (1) teorii na temat działania sprzętu pomiarowego, (2) teorii na temat zachowania otoczenia, (3) teorii w obrębie której możesz w ogóle sformułować problem i (4) wyrazić jego rozwiązanie.

>Niedostępność jakichś danych tworzy niekompletne teorie, bądź inne
>dane wystarczają by wydedukować jakie powinny być pozostałe dane, ale
>na to można sobie pozwolić jedynie mając wystarczającą ilość danych.

Nie, tam rozwija się nieudowodnione empirycznie założenia, które nie wynikają dedukcyjnie z modelu standardowego.

>zaprzeczona jest na 100% błędna, ale potwierdzona i tak wymaga dalszych potwierdzeń w nieskończoność, dlatego każdy fakt (poza zdaniami metafizycznymi o dużym stopniu ogólnikowości, takim jak np to) traktujemy roboczo jako wyjaśnienie optymalne na dzisiejszy stan wiedzy.

Nie da się obalić empirycznie żadnego twierdzenia naukowego "na 100%", bo zawsze zmieniając hipotezy pomocnicze można je uzgodnić z posiadanymi danymi (tak w historii robiono wielokrotnie np. z zasadą zachowania energii co opisałem w swoim poście krytykującym falsyfikacjonizm), nie da się na podstawie danych empirycznych wybrać żadnej teorii, bo zawsze można dopasować nieskończenie wiele teorii tak samo zgodnych z posiadanym zbiorem danych empirycznych.

>>Podaj konkretne przykłady z praktyki, to wtedy się odniosę.
>Cała nauka. Nie, nie odniesiesz się, tylko jak zwykle będziesz brnął w zaparte i tryskał prymitywnymi emocjami tępego atencjusza, który nieudolnie próbuje zabłysnąć i robi z siebie kretyna.

Wiedziałem, że nie będziesz w stanie podać konkretnych przykładów, ale to właśnie świadczy o tym na ile orientujesz się w temacie o którym piszesz.

>A gdy odnoszę się do tego i argumentuję, że gdybyśmy mieli wszystkie dane, to byśmy wszystko wyjaśnili, to zaczynasz negować, tym samym negując swoje wcześniejsze słowa. Ot, typowe dla ciebie rozmemłanie intelektualne.

Neguje Twoje twierdzenie, że w rzeczywistej sytuacji naukowej najlepszy model to ten, który najlepiej zgadza się z danymi empirycznymi. Zgodność z danymi empirycznymi nie jest ani jedynym ani nawet najważniejszym kryterium wyboru teorii.

Nie jest jedynym -> bo logicznie nie może być z uwagi na problem indukcji

Nie jest najważniejszym -> bo wtórne dopasowywanie teorii do obserwacji zniszczyłoby jej wartość predykcyjną

Zobacz mój post: Dlaczego nie wolno modyfikować teorii naukowej na podstawie obserwacji ? gdzie na przykładzie prawa powszechnego ciążenia Newtona wyjaśniam dlaczego kryteria estetyczne są ważniejsze niż zgodność teorii z obserwacją.

>No właśnie! Więc zbastuj małolat i skup się na tym, że mamy tylko część, więc nie przechodź z tego do sytuacji niekompletności modeli w pewnych kwestiach, które wynikają z niekompletności wszystkich danych empirycznych.

Nie wiesz o czym piszesz. Mówimy o zakresie danych dotyczących danego modelu. Ruch Merkurego niezgodny z prawem powszechnego ciążenia Newtona jak najbardziej wchodził w zakres danych dotyczących tego modelu i były znane modele zgodniejsze z obserwacją, które jednak odrzucano. Zobacz link wyżej.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>6. Pkt od 3-5 można wykonywać w nieskończoność i nie potrzeba do tego żadnej wiary

Dobrze że nikt tak nie robi, bo to by była katastrofa.

>7. Obserwacje nie informują nas o prawdzie obiektywnej (ontologicznej), tylko o prawdzie epistemologicznej

Wszystkie moje argumenty dotyczą równie dobrze użyteczności / empirycznej adekwatności (patrz początek punktu 1).

>Ograniczają? A skąd wiesz, że możliwości zdarzeń nie jest nieskończoność?

Po pierwsze nawet nieskończona liczba możliwych hipotez może być ograniczona (z uwagi na istnienie różnych nieskończoności, oraz takiej własności zbiorów nieskończonych, że podzbiór właściwy takiego zbioru może być równoliczny z nim samym). Po drugie nawet liczba spójnych logicznie możliwości pasujących do danych empirycznych jest nieskończona, więc trzeba wprowadzać dalsze ograniczenia (np. takie jak wypisałem tutaj).

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>5. Znów się sprawdza
>Nie sprawdziłoby się, wartość predykcyjna modelu spada bardzo szybko jeśli model akumuluje wszystkie dane obserwacyjne, tym szybciej im więcej parametrów swobodnych wprowadzimy. (patrz też:Efekt Rungego)

Dlatego jest wiele modeli dla różnego typu danych, a nie ma jednego metamodelu.

Więc sam sobie odpowiedziałeś na te wypociny i je obaliłeś:

Cytat:
Musielibyśmy mieć jakąś uniwersalną metateorie na którą dałoby się zrzutować wszelkie pojęcia, wszelkie założenia, stosowane we wszelkich teoriach jakie moglibyśmy sobie wyobrazić. Takiej metateorii po pierwsze nie mamy, po drugie nie wydaje się możliwe jej stworzenie przed ukończeniem nauki


>>6. Pkt od 3-5 można wykonywać w nieskończoność i nie potrzeba do tego żadnej wiary
>Dobrze że nikt tak nie robi, bo to by była katastrofa.

Na szczęście cała nauka się na tym opiera i ma się dobrze.

>>7. Obserwacje nie informują nas o prawdzie obiektywnej (ontologicznej), tylko o prawdzie epistemologicznej
>Wszystkie moje argumenty dotyczą równie dobrze użyteczności / empirycznej adekwatności (patrz początek punktu 1).

Ok.

>>Ograniczają? A skąd wiesz, że możliwości zdarzeń nie jest nieskończoność?
>Po pierwsze nawet nieskończona liczba możliwych hipotez może być ograniczona (z uwagi na istnienie różnych nieskończoności, oraz takiej własności zbiorów nieskończonych, że podzbiór właściwy takiego zbioru może być równoliczny z nim samym).

I jak to się ma do tematu, że mechanizmy miałyby rzekomo ograniczać zbiór możliwych zdarzeń w przyszłości? Raczej wszystko co się dzieje zwiększa możliwość tych zdarzeń, tzn rośnie ona wykładniczo wraz z tym co już jest.

>Po drugie nawet liczba spójnych logicznie możliwości pasujących do danych empirycznych jest nieskończona, więc trzeba wprowadzać dalsze ograniczenia (np. takie jak wypisałem tutaj).

Hehe wklejasz post, który był obalony, nieźle

I znów powtarzasz ten dogmat znikąd o nieskończoności spójnych teorii pasujących do danych empirycznych. Jest ich raczej niewiele, a te podobne właśnie sprowadzają się do siebie wzajemnie.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Dlatego jest wiele modeli dla różnego typu danych, a nie ma jednego metamodelu.

To jest właśnie twój problem, że nie ma metamodelu, bo żeby tylko porównać dwa modele potrzebujesz formalnie metamodelu do przeprowadzenia takiego porównania. Inaczej jest, gdy wierzymy, że prawa natury korelują z naszymi głębokimi intuicjami, wtedy nie musimy się o to martwić.

>I jak to się ma do tematu, że mechanizmy miałyby rzekomo ograniczać zbiór możliwych zdarzeń w przyszłości? Raczej wszystko co się dzieje zwiększa możliwość tych zdarzeń, tzn rośnie ona wykładniczo wraz z tym co już jest.

Może po prostu jak zwykle nie zrozumiałeś co napisałem dlatego zadałeś takie bzdurne pytanie ? Chodzi o to, że skoro mamy pewne reguły reakcji maszyny na dane z otoczenia, to znając te reguły (a nawet nie znając przyszłych odczytów z czujników) możemy ograniczyć zbiór możliwych zachowań maszyny w przyszłości. Aczkolwiek, raczej nie możemy przeprowadzić ograniczenia do podzbioru skończonego przy założeniu, że czas jest nieograniczony. Tak więc nie potrzebuje założenia o ograniczeniu górnym na wartość czasu, aby pozostało prawdą, że program maszyny ogranicza zbiór możliwych zachowań tej maszyny: choćby do właściwego podzbioru pewnego zbioru nieskończonego.

>I znów powtarzasz ten dogmat znikąd o nieskończoności spójnych teorii pasujących do danych empirycznych. Jest ich raczej niewiele, a te podobne właśnie sprowadzają się do siebie wzajemnie.

Oczywiście, że jest nieskończenie wiele teorii spójnych z każdym skończonym zbiorem danych empirycznych. Więcej: dla każdego zbioru danych empirycznych jest nieskończenie wiele teorii tak samo potwierdzonych przez te dane co do prawdopodobieństwa. Można to trywialnie pokazać w postaci ogólnej, ale pokaże Ci również metodę na znajdowanie przykładów konkretnych:

Na przykład...

W uproszczeniu prawo indukcji elektromagnetycznej Faradaya wygląda tak:

E = -dS/dt

Zrezygnujmy z niedowiedzionego empirycznie założenia o niezmienniczości praw fizyki względem przesunięcia w czasie:

E(t) = -dS/dt dla t < k oraz 0V dla t >= k

...tworząc tzw. k-prawo indukcji elektromagnetycznej Faradaya które jest ogólniejsze niż prawo indukcji elektromagnetycznej Faradaya.

Teraz, jeśli t < p to wszelkie dowody empiryczne potwierdzające prawo indukcji elektromagnetycznej Faradaya będą również w takim samym stopniu potwierdzały każde k-prawo indukcji elektromagnetycznej Faradaya (dla k takiego, że p < k).

To jest banalne i oczywiste, a empiryści kompromitują się na maxa zaprzeczając temu .

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Dlatego jest wiele modeli dla różnego typu danych, a nie ma jednego metamodelu.
>To jest właśnie twój problem, że nie ma metamodelu, bo żeby tylko porównać dwa modele potrzebujesz formalnie metamodelu do przeprowadzenia takiego porównania. Inaczej jest, gdy wierzymy, że prawa natury korelują z naszymi głębokimi intuicjami, wtedy nie musimy się o to martwić.
>>I jak to się ma do tematu, że mechanizmy miałyby rzekomo ograniczać zbiór możliwych zdarzeń w przyszłości? Raczej wszystko co się dzieje zwiększa możliwość tych zdarzeń, tzn rośnie ona wykładniczo wraz z tym co już jest.
>To jest właśnie twój problem, że nie ma metamodelu, bo żeby tylko porównać dwa modele potrzebujesz formalnie metamodelu do przeprowadzenia takiego porównania. >Inaczej jest, gdy wierzymy, że prawa natury korelują z naszymi głębokimi intuicjami, wtedy nie musimy się o to martwić.

Brednie. Metamodel nie jest tu potrzebny, bo mówimy o wiedzy zdobytej metodą naukową, a nie o wszechwiedzy posiadanej a priori. I żadna wiara schizola nie jest tutaj potrzebna.

>Chodzi o to, że skoro mamy pewne reguły reakcji maszyny na dane z otoczenia, to znając te reguły (a nawet nie znając przyszłych odczytów z czujników) możemy ograniczyć zbiór możliwych zachowań maszyny w przyszłości.

Bzdety. Nie mamy pełnego zbioru reakcji na dane, ani pełni możliwych danych.

>Oczywiście, że jest nieskończenie wiele teorii spójnych z każdym skończonym zbiorem danych empirycznych. Więcej: dla każdego zbioru danych empirycznych jest nieskończenie wiele teorii tak samo potwierdzonych przez te dane co do prawdopodobieństwa.

Dogmaty chorego umysłu. Jeśli jest tak jak piszesz, to jest także nieskończona ilość teorii, która obala tę twoją tezę i są one tak samo prawdopodobne jak te, które ją potwierdzają.

A co do tego samowywrotnego pseudoprzykładziku nawet nie ma się co odnosić. Nie ma w nim ładu, ani składu, ani tym bardziej potwierdzenia bredni o tej nieskończoności teorii. Jest tylko samowywrotność typowa dla schizoli. Żenujące.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Chodzi o to, że skoro mamy pewne reguły reakcji maszyny na dane z otoczenia, to znając te reguły (a nawet nie znając przyszłych odczytów z czujników) możemy ograniczyć zbiór możliwych zachowań maszyny w przyszłości.
>Bzdety. Nie mamy pełnego zbioru reakcji na dane, ani pełni możliwych danych.

Rozmawialiśmy o możliwości wyjaśnienia mózgu człowieka w kategoriach równoważnych jakościowo działaniu maszyny. Gdybyśmy to zrobili, znalibyśmy wszystkie możliwe rodzaje sygnałów pochodzących z receptorów oraz wszelkie reguły przetwarzania tych sygnałów.

>>Oczywiście, że jest nieskończenie wiele teorii spójnych z każdym skończonym zbiorem danych empirycznych. Więcej: dla każdego zbioru danych empirycznych jest nieskończenie wiele teorii tak samo potwierdzonych przez te dane co do prawdopodobieństwa.
>Dogmaty chorego umysłu. Jeśli jest tak jak piszesz, to jest także nieskończona ilość teorii, która obala tę twoją tezę i są one tak samo prawdopodobne jak te, które ją potwierdzają.

Co ty pleciesz ? Napisałem, że jest nieskończenie wiele teorii spójnych ze skończonym zbiorem danych empirycznych. Natomiast to co tutaj piszę to argumenty logiczne.

Swoją drogą największym hitem jest to, że empiryści pisząc tutaj, też niczego nie dowodzą empirycznie tylko starają się używać argumentów dedukcyjnych. Przypomina mi się wręcz Popper nabijający się z logicznych empirystów, że cały ich "empiryzm" polegał najwyżej na tym, że przeczytali w porannej gazecie, że ktoś coś zmierzył. Dzisiaj pewnie byłaby to Wikipedia lub inny niewiarygodny artykuł internetowy

>A co do tego samowywrotnego pseudoprzykładziku nawet nie ma się co odnosić. Nie ma w nim ładu, ani składu, ani tym bardziej potwierdzenia bredni o tej nieskończoności teorii. Jest tylko samowywrotność typowa dla schizoli. Żenujące.

Powiedziałbym nawet, że bardzo żenujące.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Dlaczego nie wolno modyfikować teorii naukowej na podstawie obserwacji

Przyszedł czas na napisanie paru gorzkich i konkretnych słów na temat tej bredni:

>4. Te obserwacje modyfikują model

W 1843 roku odkryto niezgodność ruchu Merkurego z przewidywaniami teorii Newtona. Pomimo tego odkrycia teoria Newtona nie została sfalsyfikowana (wbrew Popperowi), ani nie zaakceptowano żadnej modyfikacji teorii dostosowującej model do obserwacji (wbrew empirystom).

Proponowano poprawki do modelu Newtona, np. Aspeth Hall zauważył, że zamiana potęgi 2 na wartość 2,00000016 w mianowniku prawa powszechnego ciążenia idealnie wyjaśnia ruch Merkurego, co więcej Newcombe pokazał, że ta poprawka idealnie zgadza się z ruchem pozostałych planet. (potwierdzenie danych historycznych, zobacz: Penrose, Road to Reality-2007, str. 817, wspomina o tym również Kuhn aczkolwiek bez dokładnych danych liczbowych: Struktura rewolucji
nuakowych str. 98)

Tej propozycji społeczność naukowa nie przyjęła i jest to kolejny cios dla bzdurnych tez, że obserwacje modyfikują model. Gdyby faktycznie ważniejsza była zgodność z danymi obserwacyjnymi niż kryteria prostoty i estetyki to poprawka Halla powinna zostać przyjęta. A nikt tego nawet nie potraktował poważnie !

Olson plecie bzdury, które łatwo obalić w sposób ogólny i na konkretnych przykładach. Konkretne przykłady historyczne pokazują, że naukowcy nie postępują w sposób, który opisuje w swoich punktach. Natomiast ogólne argumenty logiczne pokazują, że pod żadnym pozorem nie należy tak postępować, ponieważ niszczy to wartość predykcyjną teorii. Mówiąc krótko: Nie należy modyfikować fundamentalnej teorii na podstawie obserwacji, chyba że ma to motywacje estetyczne.

Dla porównania: Einstein o ruchu peryhelium nawet nie wiedział, a jego teorie posiadają ogromną wartość predykcyjną.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Dobre opracowanie dotyczące twierdzenia Gödla

>Podobny błąd popełnia koleś na tym filmiku: www.youtube.com/watch?v=qPLLZgPQWsg

To wyjaśnienie jest słabe. Poczytaj sobie papier Gödla, albo najlepiej na początek jakieś dobre opracowanie np. "Gödel's Proof" Nagel'a i Newmann'a. Twierdzenie Gödla jest niestety bardzo często nadinterpretowane i tego przykładem jest także część powyższego filmu. Przede wszystkim twierdzenie Gödla jest twierdzeniem dotyczącym systemów formalnych w których reguły wyprowadzania formuł podlegają całkowitej algorytmizacji. Nie można sobie wniosków z tego twierdzenia tak po prostu przerzucić na cały "świat", tym bardziej że nie sądzimy aby świat mógł zostać zinterpretowany jako tego rodzaju system formalny. Naiwny mechanicyzm nie ma racji bytu.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Szybkie obalenie filozofii Poppera za pomocą kilku kontrprzykładó

>Metafizyczne? Skądże znowu! To tylko hipotezy o świecie rzeczywistym, sprawdzalne empirycznie.
>Stawiasz hipotezę: "natura jest racjonalnie uporządkowana". Siadasz jesienią pod jabłonią i cierpliwie obserwujesz, jak jabłka spadają. No faktycznie - jest w tym pewien porządek.
>Stawiasz hipotezę: "ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna". No faktycznie - możesz poznać, czy jabłka spadają w górę czy w dół.
>Stawiasz hipotezę: "prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna". Pytasz ludzi, czyż nie jest to piękne, że zrozumienie mechanizmu spadania jabłek pozwala nam wysłać rakietę na Księżyc?

W żadnym wypadku nie możesz wysnuć tych twierdzeń na podstawie informacji z przeszłości. Te twierdzenia musisz mieć "w tle" cały czas. Znany jest argument dyskutowany w kontekście problemu indukcji, że za przyjęciem zasady indukcji przemawiają racje empiryczne, ponieważ zasada ta sprawdzała się wielokrotnie w przeszłości. Ale taki argument zawiera zwyczajnie błędne koło: mamy jedynie informacje empiryczną o przeszłości, a pytanie brzmi: czy przyszłość będzie analogiczna do przeszłości ? Czy w przeszłych zdarzeniach zawarta jest informacja na temat zdarzeń przyszłych ? Ponieważ zawsze dysponujemy najwyżej faktami empirycznymi z przeszłości, oczywiste jest że na to pytanie nie da się odpowiedzieć na podstawie faktów empirycznych.

>>Bez wiary w znaczeniu: przyjęcie pierwszych przesłanek "ot tak" nie obejdzie się i dobrze o tym wiemy.
>Śmiem wątpić.

Oczywiście, że się nie obejdzie. Co z samymi metodami wnioskowania, które "widzimy" a priori jako logicznie niepodważalne ? Co z zasadą indukcji ? Nawet żeby przeanalizować statystycznie jakieś dane musisz już założyć a priori ograniczoną przestrzeń wyników możliwych (inaczej zawsze można podać klasę nieskończenie wielu sprzecznych hipotez tak samo potwierdzonych przez dane i wówczas prawdopodobieństwo każdej z nich wyjdzie zerowe). Ta informacja na pewno nie pochodzi z empirii.

>We wnioskowaniu bayesowskim (które jest ogólniejsze od częstościowego), choć formalnie przed testowaniem hipotezy trzeba założyć jakiś rozkład prawdopodobieństwa a priori, to okazuje się, że w miarę testowania tej hipotezy prawdopodobieństwo jej prawdziwości coraz mniej zależy od tych założeń a priori.

To prawda, ale tylko w obrębie wyboru tej samej przestrzeni probabilistycznej. Nieskończony zbiór hipotez odrzucasz na podstawie założeń filozoficznych (jeśli dasz jakiejś hipotezie prawdopodobieństwo a priori 0 to ono już nigdy nie wzrośnie niezależnie od danych empirycznych). Aby się od tego uniezależnić musiałbyś przecież rozważyć całą nieskończoną klasę hipotez (h1, h2, h3, ...) tak samo potwierdzonych przez empirie a takowych jest zawsze nieskończenie wiele.

więc jeżeli mamy:

0 < p(hi) < 1 oraz p(hi) = p(hj) dla każdego i, j

oraz

p(e|hi^(hi=>e)) = 1 - klasyczna dedukcja

to wówczas:

p(hi|e^(hi=>e)) = p(e|hi^(hi=>e))p(hi) / (p(e|h1^(h1=>e))p(h1) + p(e|h2^(h2=>e))p(h2) + ...) = p(hi) / (p(h1) + p(h2) + ...) = 0

przy okazji ładnie widać, że nawet nie jest logicznie możliwe aby:

p(hi|hi=>e) < p(hi|e^(hi=>e))

bo przecież p(hi|hi=>e) >= 0

Czyli podstawowe założenie na którym opiera się to bayesowskie "wnioskowanie" jest nawet logicznie niemożliwe.

Gratuluje.

>Kontynuując przykład z jabłkami, powiedzmy, że nigdy jeszcze nie widziałeś ani jabłoni ani nawet spadających rzeczy. Patrzysz na tę jabłoń i nie wiesz co stanie się z jabłkami. Z braku wcześniejszej informacji na ten temat zakładasz a priori, że jak dojrzeją to mają równą szansę aby polecieć w górę, w dół albo nawet w bok.

Czyli rozważasz zbiór trzech hipotez. A zdajesz sobie sprawę, że jest ich nieskończenie wiele ?

Powiem więcej: zawsze jest nieskończenie wiele hipotez tak samo dobrze potwierdzonych przez posiadane dane empiryczne.

>Jednak w miarę dojrzewania kolejnych jabłek prawdopodobieństwo hipotezy ich spadania zawsze w dół nabiera coraz większej wiarygodności, wkrótce praktycznie pewności. Co więcej, ta pewność jest praktycznie niezależna, czy a priori założyłeś równe szanse spadania w górę i w dół, czy tylko np. 1% w dół. Tak czy siak hipoteza spadania jabłek w dół prędzej czy później staje się faktem.

Zawsze jest nieskończenie wiele hipotez i jeśli twierdzisz, że "opierasz się tylko na empirii" to bądźże konsekwentny, uczciwy wobec siebie i innych i rozważ je wszystkie.

Wtedy prawdopodobieństwo każdej hipotezy wyjdzie ci zawsze zerowe.

.
25-09-2017 11:38 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>> Stawiasz hipotezę: "natura jest racjonalnie uporządkowana". Siadasz jesienią pod jabłonią i cierpliwie obserwujesz, jak jabłka spadają. No faktycznie - jest w tym pewien porządek.
>> Stawiasz hipotezę: "ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna". No faktycznie - możesz poznać, czy jabłka spadają w górę czy w dół.
>> Stawiasz hipotezę: "prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna". Pytasz ludzi, czyż nie jest to piękne, że zrozumienie mechanizmu spadania jabłek pozwala nam wysłać rakietę na Księżyc?
> W żadnym wypadku nie możesz wysnuć tych twierdzeń na podstawie informacji z przeszłości.

Nieprawda. Każda z tych hipotez brzmi sensownie i to na podstawie informacji z przeszłości.

> Te twierdzenia musisz mieć "w tle" cały czas.

To "tło" jest ukształtowane milionami lat ewolucji ludzkich mózgów, której skuteczność jest oparta na empirycznej indukcji prób i błędów.

> Znany jest argument dyskutowany w kontekście problemu indukcji, że za przyjęciem zasady indukcji przemawiają racje empiryczne, ponieważ zasada ta sprawdzała się wielokrotnie w przeszłości. Ale taki argument zawiera zwyczajnie błędne koło: ...

Błędne koło mówi nam o nieadekwatności takiego argumentu do rzeczywistości, a nie o jakiejś wadzie tej rzeczywistości. Gdyby ten argument był poprawny, to można by się spodziewać, że następne dojrzewające jabłko może polecieć do góry zamiast spaść na ziemię. A tak nie jest.

> ... mamy jedynie informacje empiryczną o przeszłości, a pytanie brzmi: czy przyszłość będzie analogiczna do przeszłości?

Będzie.

> Czy w przeszłych zdarzeniach zawarta jest informacja na temat zdarzeń przyszłych?

Jest zawarta.

> Ponieważ zawsze dysponujemy najwyżej faktami empirycznymi z przeszłości, oczywiste jest że na to pytanie nie da się odpowiedzieć na podstawie faktów empirycznych.

Da się. Faktem empirycznym jest zachowanie energii. Na podstawie twierdzenia Noether zachowanie energii jest równoważne symetrii przesunięcia w czasie. Mówiąc prościej, jeżeli energia jest zachowana, to przyszłe prawa spadania jabłek są takie same jak przeszłe. QED

>>> Bez wiary w znaczeniu: przyjęcie pierwszych przesłanek "ot tak" nie obejdzie się i dobrze o tym wiemy.
>> Śmiem wątpić.
> Oczywiście, że się nie obejdzie. Co z samymi metodami wnioskowania, które "widzimy" a priori jako logicznie niepodważalne?

Czasem, choć rzadko, logika zawodzi - patrz paradoks kłamcy. Skuteczność logiki nie jest dana a priori, lecz zasadza się w empirii.

> Co z zasadą indukcji?

Kiedyś tam ewolucja na nią wpadła.

> Nawet żeby przeanalizować statystycznie jakieś dane musisz już założyć a priori ograniczoną przestrzeń wyników możliwych (inaczej zawsze można podać klasę nieskończenie wielu sprzecznych hipotez tak samo potwierdzonych przez dane i wówczas prawdopodobieństwo każdej z nich wyjdzie zerowe). Ta informacja na pewno nie pochodzi z empirii.

Na pewno z empirii. Po prostu - jak to sam zauważasz - w praktyce nie ma możliwości testowania nieskończonej liczby hipotez. Wszelkie nieskończoności są tylko abstrakcją matematyczną i nie występują w świecie rzeczywistym.

> ... = 0

No właśnie! Wyszło Ci zerowe prawdopodobieństwo bo zakładasz nieskończoną liczbę hipotez. Nonsensowne założenie.

>> Kontynuując przykład z jabłkami, powiedzmy, że nigdy jeszcze nie widziałeś ani jabłoni ani nawet spadających rzeczy. Patrzysz na tę jabłoń i nie wiesz co stanie się z jabłkami. Z braku wcześniejszej informacji na ten temat zakładasz a priori, że jak dojrzeją to mają równą szansę aby polecieć w górę, w dół albo nawet w bok.
> Czyli rozważasz zbiór trzech hipotez. A zdajesz sobie sprawę, że jest ich nieskończenie wiele?

Nie jest. Rozważam trzy. Jeśli chcesz komplikować sobie życie i rozważać ich kilka więcej, to możesz. Ale rozważanie ich nieskończonej liczby jest bezużyteczną fikcją.

> Powiem więcej: zawsze jest nieskończenie wiele hipotez tak samo dobrze potwierdzonych przez posiadane dane empiryczne.

Nieprawda. Sam wyliczyłeś powyżej, że jak wydumasz nieskończoną liczbę hipotez, to empiryczna potwierdzalność niemal każdej z nich jest zerowa.
25-09-2017 12:07 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> ... = 0
>No właśnie! Wyszło Ci zerowe prawdopodobieństwo bo zakładasz nieskończoną liczbę hipotez. Nonsensowne założenie.

Nie tylko nonsensowne założenie, ale też typowe objawy.

Jan Lewandowski twierdził tak:

"skąd wiesz co jest prawdą, skoro twój mózg to tylko zlepek neuronów i wytwór ewolucji?". I podawał przykład: "W sytuacji ucieczki przed tygrysem wystarczy zaprogramowany automatyzm widok tygrysa - ucieczka, więc nie wiesz czy tygrys jest tam naprawdę" i "nie wiesz czy gdy uderzysz ręką w stół, to czy nie przeniknie ona przez niego - to, że x razy nie przenikała, nie znaczy, że tak będzie i tym razem".

Jan Bednarski twierdzi coś niemal identycznego. Skoro mój umysł to zlepek neuronów... - przecież to tylko sposób działania. Komputer to tylko płytki drukowane i układy scalone. Sposób działania nie przeczy samemu działaniu, tylko jest z nim tożsame. Wytwór ewolucji i tygrys - ewolucja w przypadku umysłu doprowadziła do sytuacji gdzie faktycznie możemy analizować naturę przyczynowo skutkową rzeczywistości, więc dostrzegamy logiczne powiązania i wydzielamy obiekty, u których zauważamy te korelacje. Skąd pomysł, że ewolucja nie mogła doprowadzić do poznania faktów? Mamy tu pomyłkę - Jan Lewandowski porównuje umysł człowieka do innych zwierząt z procesu ewolucji i popełnia błędy na definicji. Analogicznie robi Jan Bednarski, tylko zamiast porównania do zwierząt wykorzystuje porównanie do komputera. I pyta "skąd wiesz, że to co uważasz za prawdę jest prawdą, skoro jest nieskończona możliwość potencjalnych modeli?". I popełnia tu tę samą samowywrotność - skoro jest nieskończona możliwość, to skąd JB wie, że jego model mówiący, że jest nieskończona możliwość modeli to akurat ten właściwy? Podobnie JL - skąd wie, że nie poznaję prawdy mózgiem będącym zlepkiem neuronów, skoro jego zlepek neuronów nie może stwierdzić, że ja mówię nieprawdę, bo sam nie może jako zlepek neuronów wiedzieć, że to nieprawda?

Zarówno Jan Lewandowski, jak i Jan Bednarski ulegają złudzeniu, że coś obalają, ale robią to poprzez wprowadzanie dogmatów, które obalają także ich własne stwierdzenia, czyli są maksymalnie samowywrotne. I oczywiście zarzucają samowywrotność swoim dyskutantom. Poza chamskimi próbami projekcji nie mają nic, a tu już psychiatria wyjaśnia takie przypadki.

Wniosek jest prosty. Albo to ta sama osoba, albo ta sama choroba. Przyczyną jest prawdopodobnie to, że ta osoba lub te osoby nie potrafią sobie poradzić z czymś niewygodnym emocjonalnie, co wydaje się być prawdą, więc by od tego uciec i to wyprzeć, starają się maksymalnie zrelatywizować prawdę i od niej uciec.
25-09-2017 13:49 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Zarówno Jan Lewandowski, jak i Jan Bednarski ulegają złudzeniu ...

Nie po raz pierwszy czy drugi spotykam się z taką wersją idealizmu ontologicznego, dogmatycznie głoszącego realność świata idei, obok a nawet ponad realność świata materialnego. Mam wrażenie, że filozofia ta jest dość powszechna w Polsce. Podejrzewam, że jej źródłem jest scholastyka katolicka: no bo skoro coś musi istnieć poza światem materialnym, to stąd tylko krok do Boga.
26-09-2017 04:10 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Mam wrażenie, że filozofia ta jest dość powszechna w Polsce. Podejrzewam, że jej źródłem jest scholastyka katolicka: no bo skoro coś musi istnieć poza światem materialnym, to stąd tylko krok do Boga.

Są 3 wersje tej filozofii, z czego jedna jest megasłaba, druga słaba, a trzecia może sprawiać problemy

Zacznę od najgorszej, czyli wersji typu Jana Bednarskiego. Źródłem argumentacji jest przekonanie, że ateizm to alternatywny i równy teizmowi pogląd i że jedno i drugie to wiara. Coś jakby takie osoby rozumiały, że ateista ma przewagę merytoryczną i może użyć zarzutu "ja coś wiem, a Ty tylko wierzysz". Chcą tego uniknąć, więc starają się w językowy (a nie logiczny) sposób obalić przekonania ateisty.

Klucz jest prosty: taki idealista ontologiczny "rozumie" ateizm tak jak własną wiarę, czyli widzi zbiór jakichś pojęć i reguł. Z powodu wewnętrznej pustki chce przyjąć jakąś ideę, ale poszukuje dla niej trwałości, by uniknąć niepewności. Otoczenie od dziecka wmawiało mu, że jest Bóg i trzeba się modlić, a po śmierci idzie się do nieba lub piekła, bo nasze czyny, za które jesteśmy odpowiedzialni dzielą się na dobre lub złe. Najpierw coś jest dobre lub złe, a dopiero potem on się o tym dowiaduje. Dla wielu to duży dyskomfort, więc przyjmują wygodną wersję, która pozwala nie myśleć.

Pojęcie "materializm" jest dla takiego ontologicznego idealisty ateistycznym dogmatem. Wydaje mu się, że ateista wierzy w materię, tak jak on wierzy w Boga. I pewnie analogicznie - skoro on nie wie czym jest Bóg, to pewnie ateista nie wie czym jest materia! Tylko, że dla ateisty materia nie jest jedynym istnieniem. Ateista może stwierdzić w odpowiedzi, że istnieją prawa przyrody, którym materia podlega. O ile jeszcze można się na siłę upierać, że coś może istnieć, a nie być zbudowane z materii, to jednak nie można zabrać istnieniu atrybutu bycia mechanizmem, skoro to istnieje, czyli działa (a statyczne istnienie bez działania i tak sprowadza się do niechcianej przez teistę materii).

Czyli to była pierwsza pseudowersja idealizmu ontologicznego. Chodzi o próby negowania pojęć charakterystycznych dla ateizmu, stąd u Jana Bednarskiego takie kwiatki jak niealgorytmicznie działający umysł (i stąd duch umysłu, czyli tam gdzie niewiedza i błędy logiczne, tam pojawiają się demony i duchy czyli wiara), co wynika z niezrozumienia definicji, że skoro działa to jest algorytmem (mechanizmem). I wiemy też, że w takim razie istnieje jakiś sposób działania. Gdyby coś działało bez sposobu, to znaczyłoby to, że albo nie działa, albo każdy sposób prowadzi do tego działania (lub za mechanizm działania podstawiamy losowość). Gdyby istniał niemechanizm, to by nie istniał. Podobnie rzecz ma się gdy założymy, że wszystko co istnieje nazwiemy materią, tylko będą różne formy przejawiania się tej materii. Można nawet mówić o duszy i wyższym wymiarze duchowym - one też albo musiałyby istnieć jako mechanizmy lub materia, albo nie istnieją. Dlatego ten sposób argumentowania jest najbardziej beznadziejny, bo nic się dzięki niemu nie da osiągnąć i prowadzi on nieuchronnie do samowywrotności i tego, że ktoś kto używa tego myślenia zarzuca innym samowywrotność, której realnie nie ma. Argumentujący używa sprzecznych logicznie pojęć - fundamentalna sprzeczność jest już na poziomie języka.

Nieco lepsza jest już argumentacja 2, odwołująca się "poza wiedzę". Tego typu wierzący odwołują się do świata niezbadanego. Twierdzą też, że ponad mechanizmami i materią są dusze. Problem w tym tak jak we wcześniejszej wersji dusze musiałyby podlegać mechanizmom. Czyli już lepiej, bo można się dogadać, że są mechanizmy 1 i 2 stopnia i może nawet 3 gdzie jest tylko Bóg Mech. 1 stopnia - nasz doświadczalny i badalny świat. 2 stopnia - mechanizmy duszy i wolnej woli i argument, że nie wiemy jakie to mechanizmy, bo jesteśmy na 1 poziomie.

Wszystko ok, bo logicznie nie da się tego obalić. Nie da się, bo pojawia się element "nie wiemy jak to jest, ale może tak być", czyli znów mamy do czynienia ze słowną manipulacją. "Może tak być" nie ma dla nas desygnatu. Mówimy o przedmiocie naszej wyobraźni, a nie czymś realnym istniejącym w świecie. Nie da rady użyć takich argumentów do obronienia nimi swojej wiary, która jest sprecyzowana np w kodeks moralny, bo na samo "a może jest tak i tak" jest ogromna liczba modeli (może nawet nieskończoność), w przeciwieństwie do modeli naukowych, które są dużo bardziej ścisłe. A przecież ten kto powołuje się na ten kodeks, na mocy swojego argumentu musi przyznać, że nie wie czy słusznie to robi, ale właściwie to robi niesłusznie, bo wybiera model na oślep - jeden z iluś tam potencjalnych tryliardów.

I w końcu trzecia wersja tego poglądu czyli platonizm. W chrześcijaństwie czy poglądach wielu ateistów na etykę też jest to obecne i to w całkiem przystępnej formie, bo faktycznie idea dobra, sensu, wartości czy sztuki jest ważniejsza od samego tego jaka jest zastana rzeczywistość. Robienie czegoś dla idei może być sensem samym w sobie, czego nie może doświadczyć skrajny egoista.
29-09-2017 18:38 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie po raz pierwszy czy drugi spotykam się z taką wersją idealizmu ontologicznego...
> Są 3 wersje tej filozofii, z czego jedna jest megasłaba, druga słaba, a trzecia może sprawiać problemy.

> Zacznę od najgorszej, czyli wersji typu Jana Bednarskiego. Źródłem argumentacji jest przekonanie, że ateizm to alternatywny i równy teizmowi pogląd i że jedno i drugie to wiara.

Wątpię, czy Bednarski podpisze się pod tym poglądem. Nie posądzam go o taką naiwność.

> Nieco lepsza jest już argumentacja 2, odwołująca się "poza wiedzę" ... "nie wiemy jak to jest, ale może tak być".

O wielu takich próbach czytałem. Niestety, wszystkie kończyły się fiaskiem, bo przy bliższej analizie każdego co "może tak być" okazywało się ono niemożliwym, bo koliduje z jakimś wycinkiem dobrze ugruntowanej wiedzy. Zawsze pozostawała tylko część "nie wiemy jak to jest", z czym się zgadzam, bo choć sporo już wiemy o funkcjonowaniu mózgu, to subiektywne wrażenia tak bardzo się od niego różnią, że przydało by się powiedzieć coś więcej na temat ich powstawania.

> I w końcu trzecia wersja tego poglądu czyli platonizm.

Platonizm jest sztandarowym poglądem dualistów: jest idealny świat idei i jest jego świat cieni w postaci rzeczywistych obiektów. Moim zdaniem taki podział jest błędny, bo ewidentnie oba te światy są ze sobą blisko związane. A więc nie dualizm lecz monizm. Tylko monizm.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Nie po raz pierwszy czy drugi spotykam się z taką wersją idealizmu ontologicznego...
>> Są 3 wersje tej filozofii, z czego jedna jest megasłaba, druga słaba, a trzecia może sprawiać problemy.
>> Zacznę od najgorszej, czyli wersji typu Jana Bednarskiego. Źródłem argumentacji jest przekonanie, że ateizm to alternatywny i równy teizmowi pogląd i że jedno i drugie to wiara.
>Wątpię, czy Bednarski podpisze się pod tym poglądem. Nie posądzam go o taką naiwność.

On argumentuje właśnie w ten sposób. To sedno jego paraargumentów i dlatego ciągle sobie przeczy i popada w samowywrotność.

Dlaczego nie posądzasz go o taką naiwność? Dał jakieś podstawy swoimi postami, by uznać go za rozsądnego, czy wręcz przeciwnie?

>> Nieco lepsza jest już argumentacja 2, odwołująca się "poza wiedzę" ... "nie wiemy jak to jest, ale może tak być".
>O wielu takich próbach czytałem. Niestety, wszystkie kończyły się fiaskiem, bo przy bliższej analizie każdego co "może tak być" okazywało się ono niemożliwym, bo koliduje z jakimś wycinkiem dobrze ugruntowanej wiedzy. Zawsze pozostawała tylko część "nie wiemy jak to jest", z czym się zgadzam, bo choć sporo już wiemy o funkcjonowaniu mózgu, to subiektywne wrażenia tak bardzo się od niego różnią, że przydało by się powiedzieć coś więcej na temat ich powstawania.

Nie wszystko okazuje się niemożliwym. Są i takie rzeczy, które okazują się niesprecyzowane, czyli ten kto coś twierdzi nie ma na czym się oprzeć, więc nie wie co twierdzi - generuje bełkot, który tylko wydaje mu się możliwy. W rzeczywistości to opisy, do których nie istnieją desygnaty, jak np Bóg jako niepojęty byt - każda sprzeczność jest wtedy tłumaczona niepojętością i tym, że to człowiek rozumuje w niedoskonały sposób na temat Boga.

W tym poglądzie "Bednarsko-Lewandowskim" chodzi o posługiwanie się meta-kategoriami do oceny i zestawianie ich z tym co ma być rzekomo obalane. Np chce obalić zdanie "człowiek jest maszyną", ale robi to tak, by nie odwoływać się do faktów, tylko do definicji i definiuje człowieka jako niemaszynę, albo maszynę jako nieczłowieka. Np chce obalić mechanicyzm, a robi to poprzez (pseudo)mechanizm do obalania mechanicyzmu, czym sobie przeczy. Chce obalić potrzebę falsyfikacji za pomocą pseudopoglądu, który pełni rolę falsyfikacji itd.

>> I w końcu trzecia wersja tego poglądu czyli platonizm.
>Platonizm jest sztandarowym poglądem dualistów: jest idealny świat idei i jest jego świat cieni w postaci rzeczywistych obiektów. Moim zdaniem taki podział jest błędny, bo ewidentnie oba te światy są ze sobą blisko związane. A więc nie dualizm lecz monizm. Tylko monizm.

Wg mnie każdy człowiek jest poznawczo trochę platonistą, bo bez tego wszystko redukuje się do jednego, jedynego pojęcia. Dualizm jest więc potrzebny do rozstrzygania czegokolwiek i myślenia, logicznego przetwarzania informacji.

To nieodłączna cecha każdego modelu mentalnego służącego do miary rzeczywistości.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Zacznę od najgorszej, czyli wersji typu Jana Bednarskiego. Źródłem argumentacji jest przekonanie, że ateizm to alternatywny i równy teizmowi pogląd i że jedno i drugie to wiara. Coś jakby takie osoby rozumiały, że ateista ma przewagę merytoryczną i może użyć zarzutu "ja coś wiem, a Ty tylko wierzysz".

Nie twierdzę, że moje argumenty dowodzą istnienia Boga, diabłów, aniołów czy prawdziwości jakiejkolwiek religii. Moje argumenty wymierzone są jedynie przeciwko absurdalnej tezie, że można dokonać wyboru teorii naukowej na podstawie danych doświadczalnych. Jak można tak uparcie kompromitować się brnąc w taki absurd ? Przecież to już elementarna logika wystarcza do pokazania, że jest to z całą pewnością niemożliwe.

(zobacz np. ten post w którym pokazuje, że na podstawie danych empirycznych nie da się udowodnić nawet prawa powszechnego ciążenia)

A już na pewno moje argumenty nie są wymierzone przeciwko wiedzy naukowej. Nie kwestionuje żadnej z wiodących teorii naukowych, a jedynie twierdzę, że teorie te są nieuzasadnione z punktu widzenia empirysty. To empirysta uważa, że jedynym lub najważniejszym kryterium wyboru teorii jest jej zgodność z doświadczeniem. Takie podejście prowadzi do absurdu. Zgodność z doświadczeniem nie jest ani jedynym, ani najważniejszym kryterium wyboru teorii naukowej.

(zobacz kolejny post, gdzie wyjaśniam to na przykładzie prawa powszechnego ciążenia Newtona)

>Chcą tego uniknąć, więc starają się w językowy (a nie logiczny) sposób obalić przekonania ateisty.

Nie ma wątpliwości, kto tu operował precyzyjnie zdefiniowanymi terminami, a kto jedynie sloganami, pustymi hasłami. Gdy odmówiłeś uznania stosowanej w informatyce definicji algorytmu, chciałem żebyś chociaż zdefiniował to pojęcie po swojemu. Podałeś definicje tautologiczną w rodzaju "wszystko co funkcjonuje/działa jest algorytmem" - taka definicja nie wnosi żadnej informacji. Więc kto tutaj operuje dobrze zdefiniowanymi pojęciami, a kto jedynie językowymi sloganami, pełniącymi może funkcje psychologiczno-emocjonalną, ale na pewno nie funkcje merytoryczną ?

.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nieprawda. Każda z tych hipotez brzmi sensownie i to na podstawie informacji z przeszłości.

Niemniej to odczucie, że brzmią sensownie już samo w sobie daną empiryczną nie jest. Danymi empirycznymi są w zasadzie jedynie aktualne wrażenia w świadomości. Jeżeli chcemy stworzyć z nich teorie naukową to musimy posłużyć się przesłankami nie wynikającymi z tych wrażeń. Przecież już nawet jakakolwiek metoda wnioskowania jest czymś jakościowo różnym od wrażeń.

Chciałem zwrócić uwagę, że ja nie twierdziłem, że takie postępowanie jest bezsensowne lub błędne. Byłoby takie z punktu widzenia poglądu (który jest absurdalny), że można podjąć decyzje o wyborze teorii na podstawie przeszłych danych empirycznych.

>To "tło" jest ukształtowane milionami lat ewolucji ludzkich mózgów, której skuteczność jest oparta na empirycznej indukcji prób i błędów.

Bez związku z tematem. Sama teoria ewolucji mózgu nie wzięła się z sufitu. Żądanie aby teorie naukowe były wybierane na podstawie danych empirycznych zrujnowałoby całą naukę z teorią ewolucji mózgu włącznie. Nie dałoby się wybrać żadnej teorii naukowej z przyczyn opisanych wyżej.

>Błędne koło mówi nam o nieadekwatności takiego argumentu do rzeczywistości, a nie o jakiejś wadzie tej rzeczywistości. Gdyby ten argument był poprawny, to można by się spodziewać, że następne dojrzewające jabłko może polecieć do góry zamiast spaść na ziemię. A tak nie jest.

Ja tego przekonania nie kwestionuje, niemniej z empirii już ono nie wynika.

>> ... mamy jedynie informacje empiryczną o przeszłości, a pytanie brzmi: czy przyszłość będzie analogiczna do przeszłości?
>Będzie.
>>Czy w przeszłych zdarzeniach zawarta jest informacja na temat zdarzeń przyszłych?
>Jest zawarta.

Jak wyżej.

>Da się. Faktem empirycznym jest zachowanie energii. Na podstawie twierdzenia Noether zachowanie energii jest równoważne symetrii przesunięcia w czasie.

To zależy co rozumiemy przez pojęcie "energii". Jak pisał Poincare zawsze coś będzie niezmiennikiem względem czasu i to coś nazwiemy energią, dlatego prawo zachowania energii jest niefalsyfikowalne empirycznie (początek Rozdziału IX w Wartość nauki). W takim ujęciu tw. Noether to nawet w pewnym sensie truizm.

>Mówiąc prościej, jeżeli energia jest zachowana, to przyszłe prawa spadania jabłek są takie same jak przeszłe. QED

To "coś" co nazwiemy energią jest tylko matematycznym parametrem teorii, który sam w sobie nie manifestuje się na powierzchni zjawisk. Teoria musi obejmować opis jak to "coś" co nazwiemy energią konkretnie wpływa na wyniki doświadczeń, a wtedy wracamy do tych samych problemów.

>Czasem, choć rzadko, logika zawodzi - patrz paradoks kłamcy.

To nie problem logiki, tylko tego pseudologicznego zdania z paradoksu kłamcy.

>Skuteczność logiki nie jest dana a priori, lecz zasadza się w empirii.

Tyle że już od samego początku jakiekolwiek przetworzenie informacji z empirii wymaga reguły wnioskowania zasadniczo innej od tych informacji. Przypuśćmy, że nawet dałoby się znaleźć jakieś odwzorowanie danych empirycznych w metody wnioskowania (abstrahujemy już nawet od poprawności takiego odwzorowania, bo sam fakt że można znaleźć spójne odwzorowanie nie oznacza jeszcze że jest poprawne lub choćby użyteczne).

Ale wtedy na samym początku samo to odwzorowanie nie jest znane, żeby w ogóle zacząć musimy posłużyć się jakimiś regułami obróbki danych (często nawet w sposób intuicyjny/nieuświadomiony).

>> Co z zasadą indukcji?
>Kiedyś tam ewolucja na nią wpadła.

Tak jak pisałem na początku, to nie jest odpowiedź na pytanie, bo sama teoria z której można logicznie wydedukować poprawność zasady indukcji (czy raczej tylko użyteczność jak w przypadku teorii ewolucji) sama (według Ciebie) została wysnuta z użyciem tej zasady.

>> Nawet żeby przeanalizować statystycznie jakieś dane musisz już założyć a priori ograniczoną przestrzeń wyników możliwych (inaczej zawsze można podać klasę nieskończenie wielu sprzecznych hipotez tak samo potwierdzonych przez dane i wówczas prawdopodobieństwo każdej z nich wyjdzie zerowe). Ta informacja na pewno nie pochodzi z empirii.
> Na pewno z empirii. Po prostu - jak to sam zauważasz - w praktyce nie ma możliwości testowania nieskończonej liczby hipotez. Wszelkie nieskończoności są tylko abstrakcją matematyczną i nie występują w świecie rzeczywistym.

To, że nieskończoności nie występują w świecie rzeczywistym jest kolejną przesłanką niewynikającą z emprii

>No właśnie! Wyszło Ci zerowe prawdopodobieństwo bo zakładasz nieskończoną liczbę hipotez. Nonsensowne założenie.

A nawet gdyby się zgodzić z tą niewynikającą z empirii przesłanką, że liczba hipotez ma być skończona, to skąd na podstawie danych empirycznych możemy wiedzieć, które hipotezy rozważyć w analizie statystycznej ?

Odpowiedź:

Nie możemy tego wiedzieć na podstawie przeszłych danych empirycznych, dlatego też ta informacja z empirii nie pochodzi.

>>Czyli rozważasz zbiór trzech hipotez. A zdajesz sobie sprawę, że jest ich nieskończenie wiele?
>Nie jest. Rozważam trzy. Jeśli chcesz komplikować sobie życie i rozważać ich kilka więcej, to możesz. Ale rozważanie ich nieskończonej liczby jest bezużyteczną fikcją.

Jak wyżej.

>Nieprawda. Sam wyliczyłeś powyżej, że jak wydumasz nieskończoną liczbę hipotez, to empiryczna potwierdzalność niemal każdej z nich jest zerowa.

Właśnie to wyliczyłem aby uświadomić bzdurność przekonania, że można podjąć decyzje (choćby potencjalnie) o wyborze teorii naukowej na podstawie danych empirycznych. Teorie naukowe powstają niezależnie od danych empirycznych, a często nawet wbrew danym empirycznym. Jest to całkowicie normalne i nie powinno się mieć o to pretensji. Tylko empiryści je mają, bo nie rozumieją, że konflikt pomiędzy nauką a empiryzmem nie jest argumentem przeciw nauce tylko przeciw empiryzmowi.

.
21-10-2017 10:35 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Niemniej to odczucie, że brzmią sensownie już samo w sobie daną empiryczną nie jest. Danymi empirycznymi są w zasadzie jedynie aktualne wrażenia w świadomości...

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę jakie nonsensy wypisujesz. Chciałem napisać Ci o współczesnej wiedzy opartej na empirycznych danych zbieranych wysiłkiem wielu ludzi przez tysiąclecia, ale myślę, że nie warto. Podnieś poziom merytoryczny swoich wypowiedzi, bo oczywistych bzdur jest już dosyć w internecie.
22-10-2017 20:57 
 Ocena-1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>> Niemniej to odczucie, że brzmią sensownie już samo w sobie daną empiryczną nie jest. Danymi empirycznymi są w zasadzie jedynie aktualne wrażenia w świadomości...
>Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę jakie nonsensy wypisujesz. Chciałem napisać Ci o współczesnej wiedzy opartej na empirycznych danych zbieranych wysiłkiem wielu ludzi przez tysiąclecia, ale myślę, że nie warto. Podnieś poziom merytoryczny swoich wypowiedzi, bo oczywistych bzdur jest już dosyć w internecie.

Żeby cokolwiek zrobić z danymi empirycznymi, potrzebna jest jakaś reguła obróbki tych danych (choćby jawnie nieuświadomiona), która taką daną już nie jest. I potem każde twierdzenie o którym empiryści mniemają, że jest prawdziwe jest obciążone tą pierwszą nieempiryczną regułą. Więc to empiryści piszą bezwolnie oczywiste bzdury, których nie da się wybronić.

A poniższy argument jest błędny i w żaden sposób nie rozwiązuje problemu o którym pisaliśmy:

Fizyk:
> Ponieważ zawsze dysponujemy najwyżej faktami empirycznymi z przeszłości, oczywiste jest że na to pytanie nie da się odpowiedzieć na podstawie faktów empirycznych.

Da się. Faktem empirycznym jest zachowanie energii. Na podstawie twierdzenia Noether zachowanie energii jest równoważne symetrii przesunięcia w czasie. Mówiąc prościej, jeżeli energia jest zachowana, to przyszłe prawa spadania jabłek są takie same jak przeszłe. QED


Pokazanie matematycznej równoważności zasady zachowania energii i niezmienniczości ze względu na przesunięcie w czasie nie rozwiązuje problemu o którym rozmawialiśmy. Co nam to daje, że wiemy, że to jest równoważne ? Tylko tyle, że musimy przyjąć na wiarę mniej założeń, bo jedno implikuje drugie. Jednakże jeśli nie mamy podstaw by stwierdzić, że zasada zachowania energii będzie spełniona w przyszłości to nie mamy podstaw by twierdzić, że symetrie praw fizyki względem przesunięć w czasie są zachowane. Po co o tym napisałeś ? Po co napisałeś o twierdzeniu Noether w tym kontekście ?

.
Jan Bednarski (1879 punktów)Czy prawo powszechnego ciążenia może zostać udowodnione empirycznie ?

Twój argument próbujący wykorzystać twierdzenie Noether w celu uratowania empiryzmu jest niestety całkowicie błędny. Nie tylko z tego powodu, że nie da się udowodnić empirycznie, że pole grawitacyjne jest zachowawcze, w szczególności stałe w czasie (co w tym kontekście jest w pełni równoważne zachowaniu energii), ale także dlatego, że nawet gdybyśmy wiedzieli, że tak jest to wcale nie determinuje dokładnej charakterystyki tego pola. Napisałem o tym pod koniec tego posta, gdzie podałem ogólną metodę znajdowania nieskończenie wielu różnych pól - niekoniecznie zachowawczych - dysponując skończonym zbiorem trajektorii sparametryzowanych zmienną czasową i tylko jednym polem konwencjonalnej teorii.

>> Ponieważ zawsze dysponujemy najwyżej faktami empirycznymi z przeszłości, oczywiste jest że na to pytanie nie da się odpowiedzieć na podstawie faktów empirycznych.
>Da się. Faktem empirycznym jest zachowanie energii. Na podstawie twierdzenia Noether zachowanie energii jest równoważne symetrii przesunięcia w czasie. Mówiąc prościej, jeżeli energia jest zachowana, to przyszłe prawa spadania jabłek są takie same jak przeszłe. QED

Powyższy argument jest błędny z aż dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze z samej wiedzy, że pole jest zachowawcze (Ep+Ek=const) nie da się wyprowadzić dokładnej charakterystyki tego pola. Po drugie zachowanie energii w spadku swobodnym jest zapewnione o tyle o ile pole grawitacyjne jest zachowawcze. Jeśli przyjmiemy z góry, że pole grawitacyjne jest zachowawcze, to do tego nie potrzeba żadnego twierdzenia Noether, bo to jest trywialna sprawa i można to przedstawić prościej:

dE/dt = d/dt(mv^2/2 - GMm/(r+h-x)) = mx'x'' - GMmx'/(r+h-x)^2 = x'(mx'' - GMm/(r+h-x)^2) = 0

jednak wtedy zakładamy to czego chcemy dowieść czyli robimy błędne koło

Natomiast jeśli dopuścimy, że pole grawitacyjne może być funkcją czasu V(x,t) to twierdzenie Noether mówi tylko, że zachowanie energii w spadku swobodnym jest równoważne niezmienniczości wartości Lagrangianu mv^2/2 - V(x,t) przy przesunięciu t, co może nie być spełnione np. gdy V(x,t) zmienia się z t, na przykład:

V(x,t) = -G(t)Mm/(r+h-x)

Przypomnę, że nie da się eksperymentalnie wyznaczyć prawdziwego V(x,t) (bez jakichkolwiek nieempirycznych założeń przyjętych na wiarę) z uwagi na poniższe ograniczenia:

a) ograniczenia czasowe

Nie da się sprawdzić empirycznie, że pole grawitacyjne rzeczywiście jest zachowawcze m.in. dlatego, że definicja zachowawczości odnosi się do stanu tego pola w przyszłości. Nie posiadamy danych na temat wyników doświadczeń z przyszłości.

b) ograniczenia przestrzenne

Po drugie nigdy nie da się empirycznie wyznaczyć charakterystyki ciągłego pola, nawet przy założeniu niezmienniczości w czasie, bo to co można zmierzyć to najwyżej funkcje położenia od czasu (skończony zbiór j funkcji fj(t)) cząstek poruszających się pod wpływem sił pola. Dlatego zawsze można formalnie dopasować nieskończenie wiele innych pól, wyjaśniających tak samo dobrze ten sam zbiór danych, ale dających skrajnie inne przewidywania dla pomiarów, których nie wykonano.

Jeśli wiemy, że pole sił:

Fxi({x}) = -dV({x})/dxi, gdzie V jest potencjałem tego pola

wyjaśnia nasz zbiór danych - fj(t)

To następnie znając V możemy zdefiniować nieskończoną klasę innych pól również spójnych ze wszystkimi danymi empirycznymi:

Fkxi({x}) = -dV({x})/dxi gdy istnieje takie j oraz t, że fj(t) = {x} , w przeciwnym razie kN; dla k należących do naturalnych

Jednak każda teoria z polem Fk ma całkowicie inne przewidywania dla ruchu cząstki rozpoczynającego się w dowolnym punkcie q takim, że nie istnieje takie j oraz t, że fj(t) = q.

.
05-11-2017 14:11 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)Odp: Czy prawo powszechnego ciążenia może zostać udowodnione empiryczn
> Nie da się sprawdzić empirycznie, że pole grawitacyjne rzeczywiście jest zachowawcze...

Jak to nie? Przecież wahadła w zegarach się wahają, fale na morzach się falują, a położenia planet, księżyców i satelitów można przewidzieć daleko w przyszłość.

> ... m.in. dlatego, że definicja zachowawczości odnosi się do stanu tego pola w przyszłości. Nie posiadamy danych na temat wyników doświadczeń z przyszłości.

Ten argument jest tyle wart co straszenie jutrzejszym końcem świata wskutek uderzenia Księżyca w Ziemię, gdyż wygasło prawo zachowania energii. Reszta Twoich argumentów, choć ubranych w matematyczny język mechaniki, ma podobne oparcie w realiach.
15-09-2017 18:43 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)Odp: Szybkie obalenie filozofii Poppera za pomocą kilku kontrprzykładó

>A to już nieprawda, bo to nie są wyznania wiary lecz fakty empiryczne. Ogólnie wiara nauce jest zbędna.

Zróbmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie kogoś kto dosłownie opiera się jedynie na faktach empirycznych

Najbardziej skrajna wersja empiryzmu, która ma jakąś "nazwę" to po prostu solipsyzm, ale i to jest chyba za silne.

Nawet solipsysta opiera się na jakiejś wstępnej nieempirycznej teorii interpretacyjnej przy pomocy której obrabia dane zmysłowe w świadomości. Mam tu na myśli założenia percepcyjne typu: "ta plama kolorów to stół, czyli zbiór wrażeń który ma takie a takie właściwości".

Bez takiej teorii stalibyśmy jedynie przed bezsensowną mieszaniną dźwięków i barw.

.
15-09-2017 20:03 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Zróbmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie kogoś kto dosłownie opiera się jedynie na faktach empirycznychNajbardziej skrajna wersja empiryzmu, która ma jakąś "nazwę" to po prostu solipsyzm, ale i to jest chyba za silne.

Solipsyzm to teoria metafizyczna, a nie skrajna wersja empiryzmu.

>Nawet solipsysta opiera się na jakiejś wstępnej nieempirycznej teorii interpretacyjnej przy pomocy której obrabia dane zmysłowe w świadomości.

To robi tak, czy jednak skrajną wersją empiryzmu jest solipsyzm? Przeczysz sobie po raz n-ty.

>Mam tu na myśli założenia percepcyjne typu: "ta plama kolorów to stół, czyli zbiór wrażeń który ma takie a takie właściwości".
>Bez takiej teorii stalibyśmy jedynie przed bezsensowną mieszaniną dźwięków i barw.

I znów błąd. Nie byłoby dźwięków, ani barw, bo te są interpretacją mózgu na temat rzeczywistości. To, że widzisz kolor czerwony lub niebieski to hipoteza mózgu, że faktyczny obiekt jest właśnie w takim kolorze.
15-09-2017 20:13 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Solipsyzm to teoria metafizyczna, a nie skrajna wersja empiryzmu.

Jest to stanowisko metafizyczne, ale jak z tego wynika, że nie jest "skrajną wersją empiryzmu, która ma jakąś nazwę" ?

>To robi tak, czy jednak skrajną wersją empiryzmu jest solipsyzm? Przeczysz sobie po raz n-ty.

Ty się naucz dokładnie czytać, bo jakoś nie wychodzi ci to.

>I znów błąd. Nie byłoby dźwięków, ani barw, bo te są interpretacją mózgu na temat rzeczywistości. To, że widzisz kolor czerwony lub niebieski to hipoteza mózgu, że faktyczny obiekt jest właśnie w takim kolorze.

Znowu jakieś durne wypociny marnego trolla. Teoria istnienia układu nerwowego jest wtórna względem świadomości. Co to w ogóle ma do rzeczy ?

.
15-09-2017 20:16 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Solipsyzm to teoria metafizyczna, a nie skrajna wersja empiryzmu.
>Jest to stanowisko metafizyczne, ale jak z tego wynika, że nie jest "skrajną wersją empiryzmu, która ma jakąś nazwę" ?

A jak niby miałoby wynikać, że jest to skrajna wersja empiryzmu? Znów inni mają wierzyć ślepo w Twoje wypociny wyssane z palca?

Empirycznie nie ma dostępu do metafizycznej wiedzy na temat tego czy jestem tylko ja jako świadomość, czy są także inne. Dlatego solipsyzm pod kątem empirii jest równoważny z niesolipsyzmem, a właściwie to niesolipsyzm jest bardziej empiryczny, bo empirycznie widzimy siebie jako osobę narodzoną z kobiety i innych ludzi o podobnych cechach, więc najbardziej empiryczne jest założenie, że inni też żyją i mają świadomość.

>>To robi tak, czy jednak skrajną wersją empiryzmu jest solipsyzm? Przeczysz sobie po raz n-ty.
>Ty się naucz dokładnie czytać, bo jakoś nie wychodzi ci to.

Znów ucieczka i próba ad personam wynikająca z bezsilności.

>>I znów błąd. Nie byłoby dźwięków, ani barw, bo te są interpretacją mózgu na temat rzeczywistości. To, że widzisz kolor czerwony lub niebieski to hipoteza mózgu, że faktyczny obiekt jest właśnie w takim kolorze.
>Znowu jakieś durne wypociny marnego trolla. Teoria istnienia układu nerwowego jest wtórna względem świadomości. Co to w ogóle ma do rzeczy ?

A odnieść się umiesz, czy tylko obrażać z bezsilności, bo mój wpis, który zacytowałeś obalił Twoje wypociny?
15-09-2017 20:27 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>A jak niby miałoby wynikać, że jest to skrajna wersja empiryzmu? Znów inni mają wierzyć ślepo w Twoje wypociny wyssane z palca?

Nie mogę, co za idiotyczne pytanie. Tak to miałoby wynikać, że nie zakładasz już istnienia metafizycznej, innej niż te wrażenia, podstawy dla swoich wrażeń w świadomości.

>bo empirycznie widzimy siebie jako osobę narodzoną z kobiety i innych ludzi o podobnych cechach, więc najbardziej empiryczne jest założenie, że inni też żyją i mają świadomość.

Tu już wprowadzasz teorię. To nie są "czyste wrażenia".

>A odnieść się umiesz, czy tylko obrażać z bezsilności, bo mój wpis, który zacytowałeś obalił Twoje wypociny?

Ty się lepiej odnoś, bo inaczej twoje posty wylecą stąd na zbity pysk.

.
15-09-2017 20:33 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>A jak niby miałoby wynikać, że jest to skrajna wersja empiryzmu? Znów inni mają wierzyć ślepo w Twoje wypociny wyssane z palca?
>Nie mogę, co za idiotyczne pytanie.

Stwierdzasz coś głupiego, po moim pytaniu uświadamiasz sobie, że to głupie, więc podświadomie to wypierasz i starasz się udowodnić sobie na siłę, że masz rację, więc nazywasz moje pytanie idiotycznym #kolejna projekcja. Czyli inni mają wierzyć w Twoje wypociny wyssane z palca.

>Tak to miałoby wynikać, że nie zakładasz już istnienia metafizycznej, innej niż te wrażenia, podstawy dla swoich wrażeń w świadomości.

Ta "metafizyczna podstawa" to już nie empiria, więc solipsyzm jest nieempiryczny i traktuje o tym co jest poza samym doświadczeniem.

>>bo empirycznie widzimy siebie jako osobę narodzoną z kobiety i innych ludzi o podobnych cechach, więc najbardziej empiryczne jest założenie, że inni też żyją i mają świadomość.
>Tu już wprowadzasz teorię. To nie są "czyste wrażenia".

Teorię na podstawie doświadczeń, czyli empirię. Teoria oderwana od tych doświadczeń to np solipsyzm.

>>A odnieść się umiesz, czy tylko obrażać z bezsilności, bo mój wpis, który zacytowałeś obalił Twoje wypociny?
>Ty się lepiej odnoś, bo inaczej twoje posty wylecą stąd na zbity pysk.

Ja się odnoszę, a posty wylecą, gdy znów bezsilność Cię przerośnie, ale chyba wtedy wylecisz już z forum, bo to nieregulaminowe, by usuwać treści na temat. Już poprzednio byś wyleciał gdybym nie wklejał usuwanej wypowiedzi, tylko grzecznie poczekał aż Pan Mariusz sprawdzi skrzynkę.
15-09-2017 21:00 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Ta "metafizyczna podstawa" to już nie empiria, więc solipsyzm jest nieempiryczny i traktuje o tym co jest poza samym doświadczeniem.

No i co to ma znowu do rzeczy ? Solipsysta wcale nie musi mówić o tych "metafizycznych podstawach", może nawet nie wiedzieć, że ktoś mógłby zakładać istnienie czegoś takiego.

>Teorię na podstawie doświadczeń, czyli empirię. Teoria oderwana od tych doświadczeń to np solipsyzm.

Matko, co za brednie. Nawet jeśli teoria jest spójna z doświadczeniem to nie jest empirią.

>Ja się odnoszę, a posty wylecą, gdy znów bezsilność Cię przerośnie, ale chyba wtedy wylecisz już z forum, bo to nieregulaminowe, by usuwać treści na temat. Już poprzednio byś wyleciał gdybym nie wklejał usuwanej wypowiedzi, tylko grzecznie poczekał aż Pan Mariusz sprawdzi skrzynkę.

Nie myśl, że będę tutaj tolerował posty nie zawierające merytorycznej treści, a tylko stek inwektyw skierowanych w moją stronę. Wylecą tak jak ostatnio. Zawsze robisz to samo, na początku nieudolnie udajesz, że starasz się dyskutować a potem przechodzisz już do zwykłego ataku personalnego.

.
15-09-2017 21:12 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Ta "metafizyczna podstawa" to już nie empiria, więc solipsyzm jest nieempiryczny i traktuje o tym co jest poza samym doświadczeniem.
>No i co to ma znowu do rzeczy ? Solipsysta wcale nie musi mówić o tych "metafizycznych podstawach", może nawet nie wiedzieć, że ktoś mógłby zakładać istnienie czegoś takiego.

Nieświadomość tego co się czyni, nie oznacza, że się tego nie czyni. Solipsysta może nieświadomie zakładać takie nieempiryczne metafizyczne założenia i dlatego, że tak zakłada (świadomie czy nieświadomie) jest solipsystą.

>>Teorię na podstawie doświadczeń, czyli empirię. Teoria oderwana od tych doświadczeń to np solipsyzm.
>Matko, co za brednie. Nawet jeśli teoria jest spójna z doświadczeniem to nie jest empirią.

Brednie wynikające z niezrozumienia definicji empirii.

>>Ja się odnoszę, a posty wylecą, gdy znów bezsilność Cię przerośnie, ale chyba wtedy wylecisz już z forum, bo to nieregulaminowe, by usuwać treści na temat. Już poprzednio byś wyleciał gdybym nie wklejał usuwanej wypowiedzi, tylko grzecznie poczekał aż Pan Mariusz sprawdzi skrzynkę.
>Nie myśl, że będę tutaj tolerował posty nie zawierające merytorycznej treści, a tylko stek inwektyw skierowanych w moją stronę. Wylecą tak jak ostatnio. Zawsze robisz to samo, na początku nieudolnie udajesz, że starasz się dyskutować a potem przechodzisz już do zwykłego ataku personalnego.

Poprzednie posty, które usuwałeś nie zawierały ataków personalnych, za to były tam argumenty wyjaśniające wytłumaczenie słów, które nieświadomie napisałeś o empirii. Po prostu usuwasz wtedy gdy argumenty są już zbyt niewygodne i nie wiesz co odpisać.
16-09-2017 00:02 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nieświadomość tego co się czyni, nie oznacza, że się tego nie czyni. Solipsysta może nieświadomie zakładać takie nieempiryczne metafizyczne założenia i dlatego, że tak zakłada (świadomie czy nieświadomie) jest solipsystą.

No i co z tego ? Ja zgadzam się z tym, że żeby odróżnić "skrajny solipsyzm" od niesolipsyzmu to trzeba spojrzeć z punktu widzenia szerszej ontologii. To dowodzi jedynie tyle, że skoro bierzesz udział w tej dyskusji to znaczy, że ty właśnie przyjmujesz tą szerszą ontologie, która wykracza poza empirie. Wciąż jednak nie wynika z tego, że ontologia skrajnego solipsysty musi wykraczać poza empirie. To że do zdefiniowania solipsyzmu potrzebujesz szerszej ontologii nie ma przecież nic do rzeczy (nie twierdzimy, że skrajny solipsysta byłby w stanie odróżnić swoje stanowisko ontologiczne od stanowiska niesolipsysty).

>Poprzednie posty, które usuwałeś nie zawierały ataków personalnych, za to były tam argumenty wyjaśniające wytłumaczenie słów, które nieświadomie napisałeś o empirii. Po prostu usuwasz wtedy gdy argumenty są już zbyt niewygodne i nie wiesz co odpisać.

Bzdura. Zawierały ataki personalne i nie było w nich żadnych rzeczowych wyjaśnień, poza imaginacjami twojej chorej głowy.

.
16-09-2017 02:40 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nieświadomość tego co się czyni, nie oznacza, że się tego nie czyni. Solipsysta może nieświadomie zakładać takie nieempiryczne metafizyczne założenia i dlatego, że tak zakłada (świadomie czy nieświadomie) jest solipsystą.
>No i co z tego ? Ja zgadzam się z tym, że żeby odróżnić "skrajny solipsyzm" od niesolipsyzmu to trzeba spojrzeć z punktu widzenia szerszej ontologii. To dowodzi jedynie tyle, że skoro bierzesz udział w tej dyskusji to znaczy, że ty właśnie przyjmujesz tą szerszą ontologie, która wykracza poza empirie. Wciąż jednak nie wynika z tego, że ontologia skrajnego solipsysty musi wykraczać poza empirie.

Wynika, bo aby być skrajnym solipsystą trzeba przyjąć założenia metafizyczne solipsyzmu, a empiria takich założeń nie zawiera. Nie można być solipsystą bez przyjęcia tych założeń.

>>Poprzednie posty, które usuwałeś nie zawierały ataków personalnych, za to były tam argumenty wyjaśniające wytłumaczenie słów, które nieświadomie napisałeś o empirii. Po prostu usuwasz wtedy gdy argumenty są już zbyt niewygodne i nie wiesz co odpisać.
>Bzdura. Zawierały ataki personalne i nie było w nich żadnych rzeczowych wyjaśnień, poza imaginacjami twojej chorej głowy.

Bzdura. Usunąłeś je tylko i wyłącznie dlatego, że były tam wyjaśnienia, które były dla Ciebie niewygodne, bo zestawiłem tam Twoje słowa tworzące sprzeczność. Atak personalny to jest w Twoim poście, na który teraz odpowiadam. Oczywiście jest on także projekcją, do czego już nas tu przyzwyczaiłeś.
23-09-2017 17:18 
 Ocena 2 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Wynika, bo aby być skrajnym solipsystą trzeba przyjąć założenia metafizyczne solipsyzmu, a empiria takich założeń nie zawiera. Nie można być solipsystą bez przyjęcia tych założeń.

Solipsyzm właśnie takich założeń nie przyjmuje. Idiotyzm tego argumentu można powtórzyć w przypadku każdego innego stanowiska, tak samo w przypadku empiryzmu: "empiryzm wymaga założeń empiryzmu a empiria tych założeń nie zawiera". Jeśli ktoś nie uznaje niczego poza danymi zmysłowymi to jest solipsystą (czyli radykalnym empirystą) z definicji. Proste. Tylko cep by nie zrozumiał.

.
23-09-2017 19:14 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Solipsyzm właśnie takich założeń nie przyjmuje.

Bez przyjęcia takich założeń nie byłby solipsyzmem, bo solipsysta stwierdza, że jest tylko i wyłącznie jego świadomość, a inni ludzie są jej treścią. Jest to założenie nie wynikające z empirii, tylko teoria metafizyczna. Nieempiryczna właśnie.

To, że solipsysta opiera się na empirycznym doświadczeniu nie czyni jego poglądu empirycznym. W końcu przeciwnik solipsysty też opiera się na empirycznym doświadczeniu i wyciąga zupełnie przeciwne wnioski, twierdząc, że skoro jego świadomość istnieje tak jak inne, to te inne pewnie mają takie poczucie świadomości jak on.

Skrajny empirysta nie wyciąga żadnych założeń metafizycznych. Musi być więc agnostykiem wobec idei solipsyzmu.
23-09-2017 19:18 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Solipsyzm właśnie takich założeń nie przyjmuje.
>Bez przyjęcia takich założeń nie byłby solipsyzmem, bo solipsysta stwierdza, że jest tylko i wyłącznie jego świadomość, a inni ludzie są jej treścią. Jest to założenie nie wynikające z empirii, tylko teoria metafizyczna. Nieempiryczna właśnie.

Proszę cię, nie bredź znowu. Solipsysta żadnych założeń nie wprowadza. Definicja solipsyzmu nie wymaga aby takie założenia solipsysta wyznawał, wręcz przeciwnie, więc twój argument jest całkowicie nietrafny.

>To, że solipsysta opiera się na empirycznym doświadczeniu nie czyni jego poglądu empirycznym. W końcu przeciwnik solipsysty też opiera się na empirycznym doświadczeniu i wyciąga zupełnie przeciwne wnioski, twierdząc, że skoro jego świadomość istnieje tak jak inne, to te inne pewnie mają takie poczucie świadomości jak on.

Przeciwnik solipsyzmu wprowadza już teorie metafizyczną do danych zmysłowych którymi dysponuje. Właśnie dlatego nie jest już solipsystą (czyli radykalnym empirystą).

.
23-09-2017 19:30 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Proszę cię, nie bredź znowu. Solipsysta żadnych założeń nie wprowadza. Definicja solipsyzmu nie wymaga aby takie założenia solipsysta wyznawał, wręcz przeciwnie, więc twój argument jest całkowicie nietrafny.


solipsyzm « pogląd filozoficzny, według którego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający, a cała rzeczywistość jest jedynie zespołem jego wrażeń»


Więc by wprowadzić taki pogląd trzeba odejść od empirii. Koniec, kropka. Nie tłumacz się, tylko przyznaj się do popełnienia błędu.

>>To, że solipsysta opiera się na empirycznym doświadczeniu nie czyni jego poglądu empirycznym. W końcu przeciwnik solipsysty też opiera się na empirycznym doświadczeniu i wyciąga zupełnie przeciwne wnioski, twierdząc, że skoro jego świadomość istnieje tak jak inne, to te inne pewnie mają takie poczucie świadomości jak on.
>Przeciwnik solipsyzmu wprowadza już teorie metafizyczną do danych zmysłowych którymi dysponuje.

Tak jak solipsysta. Tylko, że solipsysta wprowadza ubogą teorię, która nie jest na niczym oparta, a niesolipsysta analizuje treść doświadczenia i z niego dowiaduje się czegoś także na swój temat.

>Właśnie dlatego nie jest już solipsystą (czyli radykalnym empirystą).

Radykalny empirysta jest agnostykiem wobec kwestii solipsyzmu i niesolipsyzmu. Nie wprowadza żadnej teorii, tylko żyje w świecie bodźców i dokonuje tylko i wyłącznie praktycznych działań dających mu empiryczny zysk. Tylko, że faktyczny radykalny empiryzm nie istnieje, bo ludzie w tej empirii zawsze mają jakieś teorie.

I przeczytaj jeszcze ze zrozumieniem tę wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634
23-09-2017 19:59 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Więc by wprowadzić taki pogląd trzeba odejść od empirii. Koniec, kropka. Nie tłumacz się, tylko przyznaj się do popełnienia błędu.

Gdzie to jest w tej definicji ? Nie ma tam nic o tym, że solipsysta musi przyjąć coś co wychodzi poza dane zmysłowe.

>Tak jak solipsysta. Tylko, że solipsysta wprowadza ubogą teorię, która nie jest na niczym oparta, a niesolipsysta analizuje treść doświadczenia i z niego dowiaduje się czegoś także na swój temat.

To że solipsysta coś wprowadza poza swoimi danymi zmysłowymi to już jest twój wymysł.

>Radykalny empirysta jest agnostykiem wobec kwestii solipsyzmu i niesolipsyzmu.

To tak jak solipsysta, nawet nie musi przypuszczać, że ktoś mógłby być niesolipsystą.

>Nie wprowadza żadnej teorii, tylko żyje w świecie bodźców i dokonuje tylko i wyłącznie praktycznych działań dających mu empiryczny zysk.

To tak jak solipsysta.

>I przeczytaj jeszcze ze zrozumieniem tę wypowiedź:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634

Przecież ja doskonale znam te wittgensteinowskie banały. Co mam tam czytać ? To jest w dużej mierze to co piszę i wcale nie działa to na twoją korzyść.

(ja oczywiście nie jestem solipsystą/radykalnym empirystą i nie uznaje tego stanowiska za sensowne, pisze tylko, że te stanowiska są nieodróżnialne)

.
23-09-2017 22:06 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Więc by wprowadzić taki pogląd trzeba odejść od empirii. Koniec, kropka. Nie tłumacz się, tylko przyznaj się do popełnienia błędu.
>Gdzie to jest w tej definicji ? Nie ma tam nic o tym, że solipsysta musi przyjąć coś co wychodzi poza dane zmysłowe.

solipsyzm « pogląd filozoficzny, według którego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający, a cała rzeczywistość jest jedynie zespołem jego wrażeń»

Dziecko, masz tu definicję, w której jest napisane, że to POGLĄD, czyli coś poza empirią. Pogląd filozoficzny. Wg niego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający - czyli twierdzi on też, że nie istnieje nic poza tym podmiotem istniejącym (a w dodatku wydziela on podmiot jako obiekt, choć w rzeczywistości podmiotowość to już jest coś pozaempirycznego z założenia i albo wymaga wiary, albo jest jedynie roboczym memem). A cała rzeczywistość jest jedynie zespołem jego wrażeń - jest to pogląd na temat tego czym jest rzeczywistość. Czyli nie jest to empiryzm. Tak trudno to pojąć?

>>Tak jak solipsysta. Tylko, że solipsysta wprowadza ubogą teorię, która nie jest na niczym oparta, a niesolipsysta analizuje treść doświadczenia i z niego dowiaduje się czegoś także na swój temat.
>To że solipsysta coś wprowadza poza swoimi danymi zmysłowymi to już jest twój wymysł.

To, że jest inaczej to tylko Twój wymysł ignorujący rzeczywistość.

>>Radykalny empirysta jest agnostykiem wobec kwestii solipsyzmu i niesolipsyzmu.
>To tak jak solipsysta, nawet nie musi przypuszczać, że ktoś mógłby być niesolipsystą.

Musi. Bez tego nie może być solipsystą, bo jedyną alternatywą jest uznanie, że inni ludzie mają świadomość (przynajmniej niektórzy), czyli są wytworem tej samej rzeczywistości co podmiot orzekający.

>>Nie wprowadza żadnej teorii, tylko żyje w świecie bodźców i dokonuje tylko i wyłącznie praktycznych działań dających mu empiryczny zysk.
>To tak jak solipsysta.

Nie. Solipsysta dodatkowo twierdzi, że jest jedynym podmiotem poznającym i że to jego świadomość wytwarza rzeczywistość, której on doznaje. I tu jest samowywrotność solipsyzmu, gdyż wychodzi na to, że musi dopuszczać istnienie rzeczywistości zewnętrznej, którą z definicji neguje.

>>I przeczytaj jeszcze ze zrozumieniem tę wypowiedź:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634
>Przecież ja doskonale znam te wittgensteinowskie banały. Co mam tam czytać ? To jest w dużej mierze to co piszę i wcale nie działa to na twoją korzyść.
>(ja oczywiście nie jestem solipsystą/radykalnym empirystą i nie uznaje tego stanowiska za sensowne, pisze tylko, że te stanowiska są nieodróżnialne)

Czyli źle piszesz i to co jest w tym poście nie jest tym co piszesz, a w dodatku nie są to banały, tylko dowód wykazujący wewnętrzną sprzeczność solipsyzmu, który jest tylko poglądem metafizycznym oderwanym od rzeczywistości i niefalsyfikowalnym. Twoje nadinterpretacje to tylko błędy logiczne.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Dziecko, masz tu definicję, w której jest napisane, że to POGLĄD, czyli coś poza empirią. Pogląd filozoficzny. Wg niego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający - czyli twierdzi on też, że nie istnieje nic poza tym podmiotem istniejącym (a w dodatku wydziela on podmiot jako obiekt, choć w rzeczywistości podmiotowość to już jest coś pozaempirycznego z założenia i albo wymaga wiary, albo jest jedynie roboczym memem). A cała rzeczywistość jest jedynie zespołem jego wrażeń - jest to pogląd na temat tego czym jest rzeczywistość. Czyli nie jest to empiryzm. Tak trudno to pojąć?

Konsekwentny solipsysta wcale nie musi osobiście wierzyć w istnienie swojego metafizycznego "ja" (dlatego pisałem "skrajny solipsyzm"), masz to przecież właśnie na początku posta, który wcześniej zaklinowałeś. Dla konsekwentnego solipsysty istnieją jedynie wrażenia, których bezpośrednio doświadcza.

>Nie. Solipsysta dodatkowo twierdzi, że jest jedynym podmiotem poznającym i że to jego świadomość wytwarza rzeczywistość, której on doznaje. I tu jest samowywrotność solipsyzmu, gdyż wychodzi na to, że musi dopuszczać istnienie rzeczywistości zewnętrznej, którą z definicji neguje.

Tak naprawdę prawdziwy solipsysta tego explicite nie stwierdza, dlatego jest to stanowisko spójne i redukujące się do radykalnego empiryzmu. Zresztą sam empirysta również nie stwierdza explicite założeń metafizycznych konstytuujących jego empiryzm, ale oczywiście to nie oznacza, że nie jest empirystą. Chyba tylko w twoim kalekim rozumowaniu.

>Twoje nadinterpretacje to tylko błędy logiczne.

Twoja to błędy logiczne. Mylisz w definicji to co stwierdza explicite rzekomy solipsysta od tego co stwierdza się podczas definiowania solipsyzmu na gruncie szerszej ontologii i stąd twoja urojona sprzeczność.

.
23-09-2017 22:36 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Konsekwentny solipsysta wcale nie musi osobiście wierzyć w istnienie swojego metafizycznego "ja" (dlatego pisałem "skrajny solipsyzm"), masz to przecież właśnie na początku posta, który wcześniej zaklinowałeś. Dla konsekwentnego solipsysty istnieją jedynie wrażenia, których bezpośrednio doświadcza.

To nie jest solipsyzm. Solipsyzm to pogląd metafizyczny na temat bytu. Mylisz pojęcia, którymi próbujesz się posługiwać. Nie po raz pierwszy to robisz.

>>Nie. Solipsysta dodatkowo twierdzi, że jest jedynym podmiotem poznającym i że to jego świadomość wytwarza rzeczywistość, której on doznaje. I tu jest samowywrotność solipsyzmu, gdyż wychodzi na to, że musi dopuszczać istnienie rzeczywistości zewnętrznej, którą z definicji neguje.
>Tak naprawdę prawdziwy solipsysta tego explicite nie stwierdza, dlatego jest to stanowisko spójne i redukujące się do radykalnego empiryzmu.

Nie piszesz o solipsyzmie, a jedynie o skrajnym empiryzmie odrzucającym (lub nieuwzględniających) filozofię.

>Zresztą sam empirysta również nie stwierdza explicite założeń metafizycznych konstytuujących jego empiryzm, ale oczywiście to nie oznacza, że nie jest empirystą.

To tak, ale Ty mylisz skrajny empiryzm z solipsyzmem i to już Twoje kalekie rozumowanie.

>Chyba tylko w twoim kalekim rozumowaniu.

Ale ja nie mylę skrajnego empiryzmu z solipsyzmem.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>To nie jest solipsyzm. Solipsyzm to pogląd metafizyczny na temat bytu. Mylisz pojęcia, którymi próbujesz się posługiwać. Nie po raz pierwszy to robisz.

No i cóż z tego, że jest to pogląd metafizyczny ?

>Nie piszesz o solipsyzmie, a jedynie o skrajnym empiryzmie odrzucającym (lub nieuwzględniających) filozofię.

A skąd pomysł, że solipsysta powinien akceptować filozofie ?

>Ale ja nie mylę skrajnego empiryzmu z solipsyzmem.

Mylisz w definicji to co stwierdza explicite rzekomy solipsysta od tego co stwierdza się podczas definiowania solipsyzmu na gruncie szerszej ontologii i stąd twoja urojona sprzeczność.

.
23-09-2017 23:07 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>To nie jest solipsyzm. Solipsyzm to pogląd metafizyczny na temat bytu. Mylisz pojęcia, którymi próbujesz się posługiwać. Nie po raz pierwszy to robisz.
>No i cóż z tego, że jest to pogląd metafizyczny ?

To z tego, że skoro jest metafizyczny, to nie jest empiryczny.

>>Nie piszesz o solipsyzmie, a jedynie o skrajnym empiryzmie odrzucającym (lub nieuwzględniających) filozofię.
>A skąd pomysł, że solipsysta powinien akceptować filozofie ?

Metafizyka to filozofia. Jeśli nie akceptuje filozofii, to nie może być solipsystą, czyli kimś kto wyznaje pogląd metafizyczny, wg którego istnieje tylko jego doświadczenie i nic poza nim.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>>To nie jest solipsyzm. Solipsyzm to pogląd metafizyczny na temat bytu. Mylisz pojęcia, którymi próbujesz się posługiwać. Nie po raz pierwszy to robisz.
>>No i cóż z tego, że jest to pogląd metafizyczny ?
>To z tego, że skoro jest metafizyczny, to nie jest empiryczny.

A skąd to wynikanie ? Wymyślasz sobie jakieś metody wnioskowania wyłącznie na użytek własnych manipulacji.

Jest metafizyczny w tym sensie, że wymaga przyjęcia szerszej ontologii u definiującego i zwracałem ci na to uwagę już co najmniej kilka razy.

>>>Nie piszesz o solipsyzmie, a jedynie o skrajnym empiryzmie odrzucającym (lub nieuwzględniających) filozofię.
>>A skąd pomysł, że solipsysta powinien akceptować filozofie ?
>Metafizyka to filozofia. Jeśli nie akceptuje filozofii, to nie może być solipsystą, czyli kimś kto wyznaje pogląd metafizyczny, wg którego istnieje tylko jego doświadczenie i nic poza nim.

Jak to nie ? Znów mylisz to co według definicji twierdzi solipsysta z tym co twierdzi osoba definiująca solipsyzm.

.
23-09-2017 23:32 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>>To nie jest solipsyzm. Solipsyzm to pogląd metafizyczny na temat bytu. Mylisz pojęcia, którymi próbujesz się posługiwać. Nie po raz pierwszy to robisz.
>>>No i cóż z tego, że jest to pogląd metafizyczny ?
>>To z tego, że skoro jest metafizyczny, to nie jest empiryczny.
>A skąd to wynikanie ?

Stąd, że metafizyka dotyczy teorii o świecie, czyli nie empirii. Skrajny empirysta nie posługiwałby się żadnymi teoriami.

>Wymyślasz sobie jakieś metody wnioskowania wyłącznie na użytek własnych manipulacji.

Niczego nie wymyślam. To, że nie rozumiesz podstaw, nie świadczy o manipulacji w tłumaczeniu Ci ich.

>>Metafizyka to filozofia. Jeśli nie akceptuje filozofii, to nie może być solipsystą, czyli kimś kto wyznaje pogląd metafizyczny, wg którego istnieje tylko jego doświadczenie i nic poza nim.
>Jak to nie ? Znów mylisz to co według definicji twierdzi solipsysta z tym co twierdzi osoba definiująca solipsyzm.

To właśnie Ty to mylisz. Solipsysta definiuje filozoficzny pogląd. Mylisz skrajny empiryzm z solipsyzmem i tłumaczę Ci to już któryś raz.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Stąd, że metafizyka dotyczy teorii o świecie, czyli nie empirii. Skrajny empirysta nie posługiwałby się żadnymi teoriami.

Ja się z tobą zgadzam, że on by się nie posługiwał, ale co to ma do rzeczy ? Nie potrafisz odpowiedzieć na to pytanie.

>Niczego nie wymyślam. To, że nie rozumiesz podstaw, nie świadczy o manipulacji w tłumaczeniu Ci ich.

Ty nie rozumiesz, bo mylisz ontologie potrzebną do zdefiniowania solipsyzmu z tym co stwierdza explicite rzekomy solipsysta.

>To właśnie Ty to mylisz. Solipsysta definiuje filozoficzny pogląd. Mylisz skrajny empiryzm z solipsyzmem i tłumaczę Ci to już któryś raz.

Nic solipsysta nie definiuje niezależnie od tego ile razy powtórzysz tą bzdurę. Trzeba umieć odróżnić to co stwierdzamy w definicji od tego co stwierdza rzekoma osoba zajmująca definiowane stanowisko. To proste, ale widocznie mimo wszystko jesteś na to za głupiutki.

.
23-09-2017 23:43 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Stąd, że metafizyka dotyczy teorii o świecie, czyli nie empirii. Skrajny empirysta nie posługiwałby się żadnymi teoriami.
>Ja się z tobą zgadzam, że on by się nie posługiwał, ale co to ma do rzeczy ?

To, że skoro by się nie posługiwał, to nie byłby solipsystą, gdyż solipsyzm to:
« pogląd filozoficzny, według którego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający, a cała rzeczywistość jest jedynie zespołem jego wrażeń»

Czego Ty dalej nie rozumiesz?
Jan Bednarski (1879 punktów)

>To, że skoro by się nie posługiwał, to nie byłby solipsystą, gdyż solipsyzm to:

No więc właśnie to stwierdza radykalny empirysta: że rzeczywistość ogranicza się tylko do tego co może doświadczyć zmysłowo. W żadnym wypadku w cytowanej przez ciebie definicji nie jest napisane, że sam solipsysta musi zajmować się filozofią explicite. Dziwię się w ogóle, że to błędne rozumowanie stosujesz do solipsyzmu a do empiryzmu już nie. Jeśli sprawdzisz w słowniku to zobaczysz sobie, że empiryzm również jest poglądem filozoficznym, co przecież samo w sobie nie implikuje że radykalny empirysta musi czynić założenia filozoficzne.

.
24-09-2017 00:33 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>No więc właśnie to stwierdza radykalny empirysta: że rzeczywistość ogranicza się tylko do tego co może doświadczyć zmysłowo.

Nie, on nie snuje teorii na temat rzeczywistości, bo wtedy nie byłby już empirystą. Czytaj ze zrozumieniem.

>W żadnym wypadku w cytowanej przez ciebie definicji nie jest napisane, że sam solipsysta musi zajmować się filozofią explicite.

To jak może wyznawać stanowisko filozoficzne bez zajmowania się filozofią?

>Jeśli sprawdzisz w słowniku to zobaczysz sobie, że empiryzm również jest poglądem filozoficznym, co przecież samo w sobie nie implikuje że radykalny empirysta musi czynić założenia filozoficzne.

Nieprawda:

empiryzm


1. w filozofii: kierunek uznający doświadczenie jako źródło wszelkiego poznania
2. kierowanie się doświadczeniem we wszelkich okolicznościach

I tym bardziej nie ma tu mowy o solipsyzmie. Rozmawialiśmy o 2, a 1 to jeszcze co innego - chodzi o to czy teorie są opierane na empirii, czy wymyślane tak jak np religie. Przeciwieństwem tak postrzeganego empirysty jest fideista.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nie, on nie snuje teorii na temat rzeczywistości, bo wtedy nie byłby już empirystą. Czytaj ze zrozumieniem.

Dobra, to w takim razie solipsysta również nie snuje takich teorii.

>To jak może wyznawać stanowisko filozoficzne bez zajmowania się filozofią?

Oczywiście, że można. Tylko ty widzisz tutaj jakiś problem, bo widocznie masz trudności z konsekwentnym, logicznym rozumowaniem. Empirysta / solipsysta zajmuje jakieś stanowisko filozoficzne co przecież nie oznacza, że musi o tym wiedzieć lub zajmować się filozofią.

>Rozmawialiśmy o 2, a 1 to jeszcze co innego - chodzi o to czy teorie są opierane na empirii, czy wymyślane tak jak np religie. Przeciwieństwem tak postrzeganego empirysty jest fideista.

Nie, rozmawiamy o jeden. Chodzi o stanowisko ontologiczne.

.
24-09-2017 01:14 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie, on nie snuje teorii na temat rzeczywistości, bo wtedy nie byłby już empirystą. Czytaj ze zrozumieniem.
>Dobra, to w takim razie solipsysta również nie snuje takich teorii.

By być solipsystą musi snuć takie teorie, bo solipsyzm właśnie polega na ich snuciu.

>>To jak może wyznawać stanowisko filozoficzne bez zajmowania się filozofią?
>Oczywiście, że można. Tylko ty widzisz tutaj jakiś problem, bo widocznie masz trudności z konsekwentnym, logicznym rozumowaniem. Empirysta / solipsysta zajmuje jakieś stanowisko filozoficzne co przecież nie oznacza, że musi o tym wiedzieć lub zajmować się filozofią.

Hahaha

Jak można zająć dowolne stanowisko i o tym nie wiedzieć? Uważasz, że solipsysta to ktoś kto twierdzi coś, że nie wie co twierdzi? Kompletne brednie. Solipsysta musi wiedzieć co twierdzi i twierdzić, że poza jego świadomością nie istnieją żadne inne. Widząc jakiegoś kolesia, solipsysta twierdzi, że to projekcja w jego umyśle - wyraża więc tym samym filozoficzny pogląd na temat metafizyki, tym samym uciekając od empirii czyli faktycznego wizerunku tego kolesia. Poza tym solipsysta doświadcza emocji na temat tego kolesia, np ocenia go jako złego, albo mądrego czy też jakiegoś tam. I musi te emocje potraktować jako iluzję, więc musi też zdefiniować prawdę, która jest przeciwieństwem iluzji. Elementem tej prawdy może być tylko jego doświadczenie i on stwierdza tak nie na podstawie empirii, tylko to już jego filozoficzny pseudopogląd.

Solipsysta musi konsekwentnie odrzucać możliwość, że inni ludzie istnieją realnie poza jego doświadczeniem. Wyraża taki pogląd, że nie istnieją. Istnieje tylko on i jego doświadczenie.

Empirysta nie powie w ten sposób. Stwierdzi, że istnieje doświadczenie, nie mówiąc nic o innych ludziach, zachowując wobec nich agnostycyzm poznawczy - jedynie wtedy unika wyjścia poza empirię, ale wtedy nie jest solipsystą.

>>Rozmawialiśmy o 2, a 1 to jeszcze co innego - chodzi o to czy teorie są opierane na empirii, czy wymyślane tak jak np religie. Przeciwieństwem tak postrzeganego empirysty jest fideista.
>Nie, rozmawiamy o jeden. Chodzi o stanowisko ontologiczne.

Jeden to jeszcze co innego. Przeciwieństwem tego stanowiska jest fideizm. My rozmawialiśmy o 2 jako o skrajnym empiryście i solipsyzmie (czyli w ogóle nieempiryście).
Jan Bednarski (1879 punktów)

>By być solipsystą musi snuć takie teorie, bo solipsyzm właśnie polega na ich snuciu.

Definicja nie wymaga tego, żeby solipsysta wiedział, że jest solipsystą. A skoro nawet nie musi tego wiedzieć, to tym bardziej niczego nie musi snuć.

>Jak można zająć dowolne stanowisko i o tym nie wiedzieć? Uważasz, że solipsysta to ktoś kto twierdzi coś, że nie wie co twierdzi? Kompletne brednie.

Skup się. To jakie stanowisko się zajmuje nie musi się objawiać poprzez ogłaszanie tego wszem i wobec. Empirysta nie wie, że zajmuje stanowisko metafizyczne, ponieważ metafizyki nie uznaje i nie zmienia to przecież faktu, że zajmuje pewne stanowisko metafizyczne.

>Widząc jakiegoś kolesia, solipsysta twierdzi, że to projekcja w jego umyśle - wyraża więc tym samym filozoficzny pogląd na temat metafizyki, tym samym uciekając od empirii czyli faktycznego wizerunku tego kolesia.

Nie, solipsysta/empirysta ma takie same dane zmysłowe. Czym się różnią te dwie rzeczy o których wyżej napisałeś, czyli "projekcja w umyśle" od "faktycznego wizerunku kolesia" ? Czy "faktyczny wizerunek kolesia" jest czymś różnym od danych zmysłowych ?

>Elementem tej prawdy może być tylko jego doświadczenie i on stwierdza tak nie na podstawie empirii, tylko to już jego filozoficzny pseudopogląd.

Tak samo solipsysta jak i empirysta wszystko co ma i wszystko na czym może się oprzeć to własne, prywatne doświadczenie. Empirysta również musi zdefiniować prawdę w odniesieniu jedynie do własnego prywatnego doświadczenia, więc po raz kolejny nie widać różnicy.

>Empirysta nie powie w ten sposób. Stwierdzi, że istnieje doświadczenie, nie mówiąc nic o innych ludziach, zachowując wobec nich agnostycyzm poznawczy - jedynie wtedy unika wyjścia poza empirię, ale wtedy nie jest solipsystą.

Empirysta może zdefiniować prawdę jedynie względem własnego doświadczenia, więc i tak pozostaje w takiej samej sytuacji jak solipsysta.

Oczywiście oba stanowiska: zarówno solipsyzm jak i empiryzm dzielą się na odmiany: epistemologiczną i metafizyczną. Ty porównujesz te pierwsze czy czy te drugie ?

>My rozmawialiśmy o 2 jako o skrajnym empiryście i solipsyzmie (czyli w ogóle nieempiryście).

Skąd wiesz o czym my rozmawiamy skoro ja pierwszy wprowadziłem to pojęcie do dyskusji ? Rozmawiamy przecież o tym co ja miałem na myśli, a jeśli ty źle zrozumiałeś to przykro mi bardzo.

.
24-09-2017 13:33 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>By być solipsystą musi snuć takie teorie, bo solipsyzm właśnie polega na ich snuciu.
>Definicja nie wymaga tego, żeby solipsysta wiedział, że jest solipsystą.

Wymaga.

>Skup się. To jakie stanowisko się zajmuje nie musi się objawiać poprzez ogłaszanie tego wszem i wobec.

Nie mówię o ogłaszaniu, tylko o przemyśleniach filozoficznych i przyjęciu poglądu metafizycznego. Nie da się go przyjąć i o tym nie wiedzieć.

>Empirysta nie wie, że zajmuje stanowisko metafizyczne

Empirysta o jakim tu pisaliśmy nie zajmuje żadnego stanowiska i na tym polega jego empiryzm. Zajęcie stanowiska byłoby już odejściem od empiryzmu w stronę teorii.

>Skąd wiesz o czym my rozmawiamy skoro ja pierwszy wprowadziłem to pojęcie do dyskusji ?

Rozmawiamy o tym co wprowadziłeś do dyskusji. Jeśli chciałeś wprowadzić co innego to się popraw językowo, bo piszesz o tym, a potem tłumaczysz się, że jednak nie o tym.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Definicja nie wymaga tego, żeby solipsysta wiedział, że jest solipsystą.
>Wymaga.

Jasne, tak jak definicja ateizmu wymaga, żeby ateista wiedział, że jest ateistą ? Ośmieszaj się dalej.

>>Skup się. To jakie stanowisko się zajmuje nie musi się objawiać poprzez ogłaszanie tego wszem i wobec.
>Nie mówię o ogłaszaniu, tylko o przemyśleniach filozoficznych i przyjęciu poglądu metafizycznego. Nie da się go przyjąć i o tym nie wiedzieć.

Tak jak ateista musi dokładnie przemyśleć wszystkie religie i rozważyć wszystkie możliwe poglądy metafizyczne. Dobra, ośmieszaj się dalej.

>Rozmawiamy o tym co wprowadziłeś do dyskusji. Jeśli chciałeś wprowadzić co innego to się popraw językowo, bo piszesz o tym, a potem tłumaczysz się, że jednak nie o tym.

Rozmawiamy o sytuacji skrajnego ontologicznego empirysty, który twierdzi, że rzeczywistość jest jedynie doświadczeniem zmysłowym i tylko doświadczeniem zmysłowym.

.
05-11-2017 03:26 
 Ocena 1 na 1
Człowień_Renesansa (290 punktów)
>Definicja nie wymaga tego, żeby solipsysta wiedział, że jest solipsystą.
Czy jeśli solipsyzm istnieje (jako stan rzeczywistości), to znaczy, że w rzeczywistości nie istnieje?

>Rozmawiamy o sytuacji skrajnego ontologicznego empirysty, który twierdzi, że rzeczywistość jest jedynie doświadczeniem zmysłowym i tylko doświadczeniem zmysłowym.
Jeśli rzeczywistość jest "jedynie/i tylko doświadczeniem zmysłowym", to doświadczenie doświadcza samo siebie? Czym "jest" więc to, co czuje, że czuje?
Jak się gada o tautologiach, to bez "duszy" ani ruszy
16-09-2017 12:47 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Zróbmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie kogoś kto dosłownie opiera się jedynie na faktach empirycznych.

Jest to całkiem możliwe. O ile mi wiadomo, nie prowadzi to ani do logicznej sprzeczności ani do kolizji ze znanymi nam faktami.

> Najbardziej skrajna wersja empiryzmu, która ma jakąś "nazwę" to po prostu solipsyzm, ale i to jest chyba za silne.

Nie, nie jest to za silne. Konsekwentna analiza solipsyzmu sprowadza go do naturalizmu metodologicznego. Analizę tę przeprowadził tu kiedyś Ojciec Ateusz. Przeczytaj jego wypowiedź uważnie i przemyśl to.
23-09-2017 20:43 
 Ocena 2 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nie, nie jest to za silne. Konsekwentna analiza solipsyzmu sprowadza go do naturalizmu metodologicznego. Analizę tę przeprowadził tu kiedyś Ojciec Ateusz. Przeczytaj jego wypowiedź uważnie i przemyśl to.

Nie rozśmieszaj mnie, przecież ja tłumaczę to olsonowi od tygodnia.

.
25-09-2017 13:27 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>> Konsekwentna analiza solipsyzmu sprowadza go do naturalizmu metodologicznego. www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w484634
> ... przecież ja tłumaczę to olsonowi od tygodnia.

Miło mi, że w tym się zgadzamy.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Co mi niby tłumaczysz od tygodnia?

Popełniłeś szereg błędów:
- niemechaniczne mechanizmy (niezrozumienie definicji słowa "mechanizm")
- nieempiryczna empiria (niezrozumienie definicji słowa "empiria")
- niealgorytmiczny algorytm (niezrozumienie definicji słowa "algorytm")
- pomylenie solipsyzmu ze skrajnym empiryzmem
- a teraz dodatkowo pisanie, że próbujesz mi tłumaczyć to co ja Ci próbuję tłumaczyć

No więc po kolei:

Naturalizm metodologiczny - pogląd filozoficzny wyjaśniający wszystko co istnieje działaniem praw przyrody (natury)

Solipsyzm - jedna z odmian naturalizmu metodologicznego; błąd logiczny, który ogranicza rzeczywistość do świadomych doznań jednostki, czyli uznanie, że poza świadomością nic nie istnieje. Tworzy to logiczną sprzeczność, bo skoro treść doświadczenia to iluzja, to musi istnieć jakiś jej generator poza świadomością. Jeśli solipsysta twierdzi, że nie ma źródła iluzji, to ogólna rzeczywistość jest tożsama z doświadczeniami. Z grubsza o tym jest ten post Ojca Ateusza.

Solipsyzm to pogląd metafizyczny. Ty tego nie rozumiesz, a to próbuję Ci tłumaczyć od jakiegoś czasu. No chyba, że mylisz naturalizm metodologiczny ze skrajnym empiryzmem. Tylko, że skrajny empiryzm nie może być poglądem filozoficznym. Sprowadzałby się on więc do samych odczuć, ale bez żadnej otoczki myślowej. Tylko, że skrajny empirysta nie stwierdza tego co solipsysta, czyli nie uważa się za jedyny istniejący byt. Możliwe, że skrajnymi empirystami są zwierzęta. A solipsystą jest ten kto deklaruje bycie solipsystą, ale sam pogląd jest sprzeczny.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Solipsyzm - jedna z odmian naturalizmu metodologicznego; błąd logiczny, który ogranicza >rzeczywistość do świadomych doznań jednostki, czyli uznanie, że poza świadomością nic nie >istnieje. Tworzy to logiczną sprzeczność, bo skoro treść doświadczenia to iluzja, to musi >istnieć jakiś jej generator poza świadomością. Jeśli solipsysta twierdzi, że nie ma źródła >iluzji, to ogólna rzeczywistość jest tożsama z doświadczeniami. Z grubsza o tym jest ten post >Ojca Ateusza.

Radykalny empirysta ontologiczny twierdzi dokładnie to samo, mianowicie że to co istnieje jest jedynie jego doświadczeniem zmysłowym i tylko tym doświadczeniem zmysłowym. Nic więcej. Jeśli powie, że istnieje coś więcej niż jego doświadczenie zmysłowe to zajmie szersze stanowisko ontologiczne.

>Solipsyzm to pogląd metafizyczny.

Empiryzm to też pogląd metafizyczny.

>Ty tego nie rozumiesz, a to próbuję Ci tłumaczyć od jakiegoś czasu.

Jakbym ja traktował Twoje "tłumaczenia" serio, to daleko bym nie zaszedł.

>No chyba, że mylisz naturalizm metodologiczny ze skrajnym empiryzmem.

Nie mylę, ale mogę przystać na to, że "skrajny empiryzm" jest rodzajem lub wymaga naturalizmu metodologicznego.

>Tylko, że skrajny empiryzm nie może być poglądem filozoficznym. Sprowadzałby się on więc do samych odczuć, ale bez żadnej otoczki myślowej.

Jak masz problem ze słowem "pogląd" to użyj słowa "stanowisko". Nie twierdzę, że stanowisko trzeba zajmować świadomie. Na przykład jeśli mówimy o ludziach, którzy nigdy nie słyszeli o żadnej religii to chyba nie miałbyś problemu z uznaniem, że są oni ateistami ?

>Tylko, że skrajny empiryzm nie może być poglądem filozoficznym. Sprowadzałby się on więc do samych odczuć, ale bez żadnej otoczki myślowej. Tylko, że skrajny empirysta nie stwierdza tego co solipsysta, czyli nie uważa się za jedyny istniejący byt.

Twierdzisz, że radykalny empirysta twierdzi, że rzekomo istnieje coś poza jego danymi zmysłowymi czy też Twoja obrona polega na tym, że solipsysta w przeciwieństwie do skrajnego empirysty jawnie deklaruje swój pogląd ? Tylko że jawna deklaracja jakiegoś stanowiska czy nawet wiedza, że się je zajmuje w żadnym wypadku nie jest warunkiem koniecznym do zajmowania tego stanowiska.

>A solipsystą jest ten kto deklaruje bycie solipsystą, ale sam pogląd jest sprzeczny.

To się zgadza, bo radykalny empiryzm też jest wewnętrznie sprzeczny.

.
15-09-2017 19:58 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>Falsyfikacjonizm to mit.
>>... nooo, nie wiem czy mit, ale na pewno nie wyrocznia...

Wyrocznią jest w tym zdaniu Bednarski

>Chciałbym zwrócić uwagę, że sami naukowcy zwykle są sceptyczni co do dorobku Poppera.

Ach ci mityczni naukowcy. Tak nieoznaczeni jak Heisenberg

>Nauka sama się wybroni i na pewno nie potrzebuje do tego żadnej kulawej "zasady falsyfikacji".

Pewnie, wystarczy Jasiu jako wyrocznia, ewentualnie rozpychanie się łokciami

>Wprawdzie nie ma żadnej metodologii

Absolutnie żadnej. Nauka nie ma metodologii, tylko przyjmuje wiarę naukową by coś stwoerdzić, hahaha

>za to są pewne ogólne porady, których warto się trzymać:

Super porady wielce oświeconego Jana Bednarskiego

>- po pierwsze uczony powinien wierzyć, że natura jest racjonalnie uporządkowana (i to uporządkowanie stanowi prawdę obiektywną)

Po pierwsze uczony nie powinien w nic wierzyć.

Po drugie powinien zakładać, że naturę da się racjonalnie wyjaśnić za pomocą modeli naukowych. Przynajmniej da się wyjaśnić te elementy, które... są możliwe do wyjaśnienia. Tak, wiem, tautologia, ale chodzi o to, że nauka bada to co może zbadać, a nie jakieś metafizyczne pierdy.

Po trzecie nauka nie korzysta z pojęcia prawdy obiektywnej, tylko jej zadaniem jest tworzenie naukowych modeli opisujących jak najlepiej rzeczywistość.

>- po drugie uczony powinien wierzyć, że ta uporządkowana natura jest zasadniczo poznawalna dla ludzkiego rozumu (tutaj wybitnie antynaukową postawę przyjmują np. ci którzy twierdzą z góry, że umysłu nie da się naukowo zrozumieć)

Nie da się... Ktoś kto tego nie zrobił, bo nie umie, twierdzi, że się nie da. Brawo

>- po trzecie uczony powinien wierzyć, że prawa natury w jakiś sposób korelują z ludzkim poczuciem piękna (lub prostoty, co w sztuce klasycznej i matematyce jest ze sobą ściśle związane)

co ma do tego piękno? Mieszasz wszystko ze wszystkim bez ładu i składu, jakbyś przeczytał ze 2 - 3 książki bez zrozumienia i próbował przekonywać innych co do tych interpretacji.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Po trzecie nauka nie korzysta z pojęcia prawdy obiektywnej, tylko jej zadaniem jest tworzenie naukowych modeli opisujących jak najlepiej rzeczywistość.

To skoro teorie naukowe nie odpowiadają prawdzie obiektywnej, to dlaczego te teorie przewidują nieraz nieznane jeszcze wyniki doświadczeń z dokładnością do milionowych lub miliardowych części ? Gdyby było tak jak piszesz (że teorie naukowe nie odpowiadają, choćby w przybliżeniu, prawdzie obiektywnej a są jedynie modelami) to takie sytuacje musiałyby być czystym przypadkiem:

"Z elektrodynamiki kwantowej wynika, że moment magnetyczny elektronu ma wartość: 1,001 159 652 201 +/- 0,000 000 000 030, gdzie +/- oznacza możliwy błąd teoretyczny obliczeń (wymagający zastosowania paru przybliżeń). Według najnowszych pomiarów, moment magnetyczny wynosi: 1,001 159 652 188 +/- 0,000 000 000 004", gdzie +/- oznacza błąd pomiaru. Taka zgodność między teorią i doświadczeniem w połączeniu z tysiącami podobnych, choć mniej spektakularnych przykładów byłaby cudem, gdyby nauka nie dostarczała nam żadnej prawdy - a przynajmniej przybliżonej prawdy o świecie." (Alan Sokal)

Bardziej przekonujące jest wyjaśnienie, że jednak teorie "łapią" w jakiś, choćby przybliżony sposób, prawdę fundamentalną.

>co ma do tego piękno? Mieszasz wszystko ze wszystkim bez ładu i składu, jakbyś przeczytał ze 2 - 3 książki bez zrozumienia i próbował przekonywać innych co do tych interpretacji.

Materialistyczny matołku, tłumaczyłem to dogłębnie, więc nie zadawaj głupich pytań. Jest to sprawa kluczowa, bo inaczej nie masz żadnego kryterium wyboru teorii spośród nieskończenie wielu sprzecznych teorii spójnych z danymi empirycznymi.

To co tutaj piszę to głównie powtarzanie słów Einsteina, ale przecież materialiści nigdy w życiu Einsteina nie czytali, więc są zdziwieni. Taka interpretacja nauki jaką tu opisałem była bardzo zbliżona do jego poglądów.

.
16-09-2017 02:49 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Po trzecie nauka nie korzysta z pojęcia prawdy obiektywnej, tylko jej zadaniem jest tworzenie naukowych modeli opisujących jak najlepiej rzeczywistość.
>To skoro teorie naukowe nie odpowiadają prawdzie obiektywnej

Nie piszę, że nie odpowiadają prawdzie obiektywnej, tylko nie zawierają takiego pojęcia. Nauka dostarcza modeli naukowych, które są punktem widzenia na prawdę obiektywną. Mogą się z nią pokrywać, ale nie muszą. Mają natomiast wyjaśnić w praktyczny i logiczny sposób zjawiska, których doświadczamy empirycznie i zrobić to w taki sposób, by móc to empirycznie sfalsyfikować.

Rzeczywistość nie zawiera pojęć językowych, którymi ją opisujemy i nie zawiera uobiektowionych obiektów, lecz ciągłość procesów podlegających przemianom. Dlatego modele opisywane za pomocą języka nie są i nie mogą być prawdą obiektywną. Można powiedzieć, że rzeczywistość to tylko mechanizmy i nic ponadto, natomiast epistemologia musi zawierać język do opisu mechanizmów, a człowiek jako taki nie jest zdolny do obiektywnego pkt widzenia, ale jego modele naukowe mogą odpowiadać obiektywnej prawdzie, tylko nie mamy narzędzia weryfikacji, że to ta ostateczna prawda. Zakładamy tak, gdy nasze przewidywania się sprawdzają lub gdy model sprawdza się w dużej ilości powtórzeń.

Zakładamy, a nie wiemy na pewno, ani nie wierzymy, bo mamy przesłanki ku takim założeniom.

>to dlaczego te teorie przewidują nieraz nieznane jeszcze wyniki doświadczeń z dokładnością do milionowych lub miliardowych części ?

Więc nie wiesz o czym piszesz.

>>co ma do tego piękno? Mieszasz wszystko ze wszystkim bez ładu i składu, jakbyś przeczytał ze 2 - 3 książki bez zrozumienia i próbował przekonywać innych co do tych interpretacji.
>Materialistyczny matołku, tłumaczyłem to dogłębnie, więc nie zadawaj głupich pytań. Jest to sprawa kluczowa, bo inaczej nie masz żadnego kryterium wyboru teorii spośród nieskończenie wielu sprzecznych teorii spójnych z danymi empirycznymi.

Znów się emocjonujesz zamiast odpowiadać normalnie, a potem te swoje projekcje przerzucasz na mnie i usuwasz mi merytoryczne posty. To niedopuszczalne.

Teorie wybiera się na podstawie tego czy zgadzają się z innymi teoriami opartymi na empirii i tego jak dane się pokrywają - wybieramy modele, które więcej nam tłumaczą. Estetyka tu nie ma nic do rzeczy, ale dobrze, że ją tu wprowadzasz, bo właśnie ten zabieg świadczy o występowaniu mechanizmu racjonalizacji i wiary. Zamiast logiki wchodzi w grę pozalogiczny czynnik, czyli delikwent wypowiadający te słowa o estetyce nie uporał się ze swoimi wyparciami i projekcjami i tłumaczy to estetyką/bogiem/niemechanicyzmem/niematerializmem/mistyką, czyli po prostu opowiada się przeciwko rozumowi, bo go nie rozumie.

>To co tutaj piszę to głównie powtarzanie słów Einsteina

No właśnie widzę, że powtarzasz bzdury, których nie zrozumiałeś, a własnego myślenia nie ma w Twoich wpisach za grosz, dlatego też nie wiesz co odpowiedzieć na moje argumenty, bo takiego patternu nie było we fragmentach o Einsteinie, które czytałeś.

Inna sprawa, że wielokrotnie obalałem tu krytykę materializmu, ale nadal powtarzasz te brednie. Materia to tylko budulec, może być cząsteczką, a może być falą w zależności od spojrzenia, dlatego z pkt widzenia nauki to nieistotne czym jest materia, bo może jest po prostu materią i niczym więcej (w takim rozumieniu, że wyjaśnienie wykracza poza jej faktyczne istnienie, które jest istnieniem samym w sobie, którego nie można już głębiej wyjaśnić), ale możliwe, że ponad materią są jakieś prawa i nazwijmy je nawet prowokacyjnie światem duchowym. Więc jeśli ten świat duchowy jest faktem i nie jest materialny, to mówimy o mechanizmach świata duchowego. Jeśli zaś nie mówimy o mechanizmach, to alternatywą dla nich jest tylko losowość i chaos, ale te z kolei i tak wyłonią przejściowe mechanizmy.
24-09-2017 06:11 
 Ocena-1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Rzeczywistość nie zawiera pojęć językowych, którymi ją opisujemy i nie zawiera uobiektowionych obiektów, lecz ciągłość procesów podlegających przemianom. Dlatego modele opisywane za pomocą języka nie są i nie mogą być prawdą obiektywną. Można powiedzieć, że rzeczywistość to tylko mechanizmy i nic ponadto, natomiast epistemologia musi zawierać język do opisu mechanizmów, a człowiek jako taki nie jest zdolny do obiektywnego pkt widzenia,

Powtarzasz tę bzdurę wielokrotnie i nawet nie rozumiesz tego, że to co w tym momencie piszesz też byłoby tylko jakimś "modelem". Sam kiedyś myślałem podobnie do ciebie, ale takie podejście jest całkowicie samowywrotne i intelektualnie żenujące.

Nie wiem po co chcesz użyć słowa "model" lub "teoryjka" ale jeśli po to aby zakwestionować czyjeś rozważania to w ten sposób kwestionujesz również swoją własną analizę, która jest jedynie kolejną "teoryjką językową" (do tego samowywrotną).

>Zakładamy tak, gdy nasze przewidywania się sprawdzają lub gdy model sprawdza się w dużej ilości powtórzeń.

To nie jest kryterium ponieważ do każdego zbioru danych (nawet tych z włączonymi potwierdzeniami) możesz dobrać nieskończenie wiele hipotez tak samo dobrze potwierdzonych przez te dane.

Opisujesz tutaj pewną koncepcje rozwoju nauki, ale nie zwracasz uwagi, że:

a) Nauka nie mogłaby się rozwijać w sposób w jaki to opisałeś, ponieważ do każdego zbioru danych empirycznych możesz dobrać nieskończenie wiele sprzecznych modeli tak samo mocno potwierdzanych przez te dane (czyli twoja koncepcja jest nawet logicznie niemożliwa)
b) Historia nauki pokazuje, że zawsze pierwotna była teoria uznawana za racjonalną z innych, pozaempirycznych powodów, a testowanie tej teorii było wtórne (oczywiście to jest konsekwencją punktu a)), nie dałoby się tego odwrócić z powodów czysto logicznych, bo jakiekolwiek dane empiryczne nie pozwalają wybrać teorii, nawet co do "prawdopodobieństwa").

>Zakładamy, a nie wiemy na pewno, ani nie wierzymy, bo mamy przesłanki ku takim założeniom.

Na podstawie danych empirycznych nie masz żadnych przesłanek żeby wybrać jeden model z nieskończenie wielu tak samo dobrze potwierdzonych przez te dane, które posiadasz. Nie unikniesz tego problemu, ponieważ jednak jakiś model musisz wybrać.

>>to dlaczego te teorie przewidują nieraz nieznane jeszcze wyniki doświadczeń z dokładnością do milionowych lub miliardowych części ?
>Więc nie wiesz o czym piszesz.

Raczej ty cały czas mnie nie rozumiesz. Ja nie kwestionuje tego, że możemy rozpoznać (w przybliżeniu) prawdziwą teorie (nie jestem skrajnym sceptykiem). Twierdzę tylko, że nie możemy jej rozpoznać na podstawie danych empirycznych. Moje wypowiedzi stanowią obronę realizmu naukowego i podważają empiryzm. Jeżeli teoria daje całkowicie nowe rezultaty nie jest to argument za empiryzmem tylko właśnie za realizmem. Dane empiryczne, które posiadamy nigdy nie wyznaczają teorii a mimo to polegając na przesłankach pozaempirycznych (czyli zrozumieniu problemu, intuicji naukowej, odczuciach estetycznych) można wybrać taką teorie, która jest zgodna z nieznanymi wcześniej wynikami.

>Teorie wybiera się na podstawie tego czy zgadzają się z innymi teoriami opartymi na empirii i tego jak dane się pokrywają - wybieramy modele, które więcej nam tłumaczą. Estetyka tu nie ma nic do rzeczy, ale dobrze, że ją tu wprowadzasz, bo właśnie ten zabieg świadczy o występowaniu mechanizmu racjonalizacji i wiary.

Jest nieskończenie wiele modeli formalnie tak samo potwierdzanych przez dane empiryczne, więc jak najbardziej musimy się oprzeć na kryteriach pozaempirycznych (takich jak estetyka) i naukowcy robią to oraz otwarcie się do tego przyznają.

.
24-09-2017 13:30 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Rzeczywistość nie zawiera pojęć językowych, którymi ją opisujemy i nie zawiera uobiektowionych obiektów, lecz ciągłość procesów podlegających przemianom. Dlatego modele opisywane za pomocą języka nie są i nie mogą być prawdą obiektywną. Można powiedzieć, że rzeczywistość to tylko mechanizmy i nic ponadto, natomiast epistemologia musi zawierać język do opisu mechanizmów, a człowiek jako taki nie jest zdolny do obiektywnego pkt widzenia,
>Powtarzasz tę bzdurę wielokrotnie i nawet nie rozumiesz tego, że to co w tym momencie piszesz też byłoby tylko jakimś "modelem". Sam kiedyś myślałem podobnie do ciebie, ale takie podejście jest całkowicie samowywrotne i intelektualnie żenujące.
>Nie wiem po co chcesz użyć słowa "model" lub "teoryjka" ale jeśli po to aby zakwestionować czyjeś rozważania to w ten sposób kwestionujesz również swoją własną analizę, która jest jedynie kolejną "teoryjką językową" (do tego samowywrotną).

Zero argumentów - zamiast tego emocjonalny bełkot.

Tak, to co piszę to też model. Nie językowy i nie tylko, bo kwestią zasadniczą jest tu oparcie modeli na desygnatach - mechanizmach i logice. To vs Twoje niepoparte niczym pseudomodele - wynik nieskończoność do zera. Język jest potrzebny do opisania rzeczywistości i to tworzy pewne zniekształcenie i dlatego mówimy o modelach, a nie o prawdzie. Każde alternatywne podejście (a właściwie próba podejścia) to samowywrotne wypociny, które obalam małym palcem.

>>Zakładamy tak, gdy nasze przewidywania się sprawdzają lub gdy model sprawdza się w dużej ilości powtórzeń.
>To nie jest kryterium ponieważ do każdego zbioru danych (nawet tych z włączonymi potwierdzeniami) możesz dobrać nieskończenie wiele hipotez tak samo dobrze potwierdzonych przez te dane.

To Twój wymysł. Jakie nieskończenie wiele? Nie jesteś żadnym guru od wprowadzania dogmatów bez dowodów i powodu. Powtarzasz to wyznanko wiary, a nie umiesz tego uzasadnić.


>b) Historia nauki pokazuje, że zawsze pierwotna była teoria uznawana za racjonalną z innych, pozaempirycznych powodów, a testowanie tej teorii było wtórne (oczywiście to jest konsekwencją punktu a)), nie dałoby się tego odwrócić z powodów czysto logicznych, bo jakiekolwiek dane empiryczne nie pozwalają wybrać teorii, nawet co do "prawdopodobieństwa").

Brednie.

>Na podstawie danych empirycznych nie masz żadnych przesłanek żeby wybrać jeden model z nieskończenie wielu tak samo dobrze potwierdzonych przez te dane, które posiadasz. Nie unikniesz tego problemu, ponieważ jednak jakiś model musisz wybrać.

Powtórzenie bredni i wyznanka wiary.

>Jest nieskończenie wiele modeli formalnie tak samo potwierdzanych przez dane empiryczne, więc jak najbardziej musimy się oprzeć na kryteriach pozaempirycznych (takich jak estetyka) i naukowcy robią to oraz otwarcie się do tego przyznają.

I znów powtórzenie wypocin. Lepiej się z nich wytłumacz, bo x razy powtarzane kłamstwo wcale nie staje się prawdą.
Jan Bednarski (1879 punktów)

Następnym razem postaraj się pisać posty w sposób bardziej merytoryczny

.
15-09-2017 16:56 
 Ocena 8 na 8
Drobner (19539 punktów)
>Falsyfikacjonizm to mit.

Zdaje się, że - nie bez satysfakcji - właśnie sfalsyfikowałeś falsyfikacjonizm...

Podobnych budujących emocji przy konfirmacji konfirmacjonizmu jak i weryfikacji weryfikacjonizmu

życzy Drobner
15-09-2017 19:51 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Zdaje się, że - nie bez satysfakcji - właśnie sfalsyfikowałeś falsyfikacjonizm...

Cóż, tak to jest gdy się wierzy w niemechaniczne mechanizmy i nieempiryczną empirię
Jan Bednarski (1879 punktów)Zasada zachowania energii znowu falsyfikuje falsyfikacjonizm

>Falsyfikacjonizm to mit.

Już 100 lat temu Poincaré pisał, że zasada zachowania energii jest poza zasięgiem doświadczenia, ponieważ zawsze lepszym rozwiązaniem będzie wymyślenie hipotezy pomocniczej niż obalenie tej zasady (zobacz: Wartość nauki, rodz. IX). Zawsze można powiedzieć, że układ nie jest izolowany lub istnieje jakiś nieznany i nieuwzględniony w bilansie rodzaj energii. Tak było np. z niezachowaniem energii w rozpadzie beta przed odkryciem neutrina (zobacz: eksperyment Chadwicka i postulowanie neutrina) i tak jest obecnie w kosmologii, gdzie postuluje się istnienie "ciemnej energii" właśnie dlatego, że w przeciwnym razie nie dałoby się pogodzić obserwacji świadczących o rozszerzaniu wszechświata z zasadą zachowania energii.

Falsyfikacjonizm to są brednie, fantazje i żaden naukowiec tego dzisiaj nie traktuje poważnie.

.
22-07-2017 21:28 
 Ocena 1 na 1
tarkos (10757 punktów)Odp: Einstein o Matematyce
> Najlepsze i jedyne sensowne teorie fizyczne to tylko te które mają przekonujące i proste matematyczne sformułowanie.
Tak (bardzo ładnie o tym piszesz), ale czy nie ma zależności w drugą stronę? Tzn, czy spośród różnych konstrukcji matematycznych tylko te okazują się sensowne, które nadają się do opisu zjawisk fizycznych?
> wiele wypowiedzi samego Einsteina w których opisując swoją teorie odwołuje się do "piękna", "harmonii", "symetrii", "elegancji" oraz ewidentnie przedkłada matematyczne zrozumienie problemu nad "weryfikacje nieistotnych przewidywań".
Z tą nieistotnością przewidywań teorii chyba Einstein przesadził - po czym innym poznać dobrą teorią (oprócz prostoty, piękna i elegancji) jak nie po skutecznym przewidywaniu przyszłych eksperymentów? Samo wrażenie estetyczne to chyba trochę za mało.
Sam zresztą piszesz:
>Zwykle gdy ujmiemy te wyniki w jakiś logiczny i znany dotychczas w matematyce sposób to o dziwo przyszłe przewidywania takiej teorii zgadzają się nieraz z zadziwiającą precyzją.
zatem zgodność z doświadczeniem pozostaje istotna.
> co decyduje o tym jak poprowadzić ekstrapolacje ? Na pewno nie kolejne eksperymenty empiryczne, bo tych można wykonać tylko skończenie wiele.
Na pewno nie eksperymenty? Dlaczego fakt ich skończonej liczby miałby przekreślać ich wartość?
Wszak mózgi matematyków też mają skończone wielkości, a książki matematyczne skończone pojemności, więc i sama matematyka nie wydaje się jakimś Świętym Graalem.
[Nie umniejszam tu jej roli jako narzędzia opisu - porządkowania wyników pomiarów - do tego liczby nadają się najlepiej (póki pozostają .. apolityczne)).]
> Należy pamiętać o słowach Einsteina: "Bóg jest wyrafinowany, ale nie złośliwy".
Chyba tylko ku przestrodze przytaczasz ten cytat - by fizycy i matematycy nie mylili swych profesji z religiami.
>
22-08-2017 06:27 
 0 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Tak (bardzo ładnie o tym piszesz), ale czy nie ma zależności w drugą stronę? Tzn, czy spośród różnych konstrukcji matematycznych tylko te okazują się sensowne, które nadają się do opisu zjawisk fizycznych?

Pomijając już uzasadnienie tego kryterium "sensowności" to nawet gdyby było prawdziwe byłoby również bezużyteczne. Skąd mielibyśmy wiedzieć, które z matematycznych konstrukcji wejdą do przyszłych teorii ?

>Z tą nieistotnością przewidywań teorii chyba Einstein przesadził - po czym innym poznać dobrą teorią (oprócz prostoty, piękna i elegancji) jak nie po skutecznym przewidywaniu przyszłych eksperymentów? Samo wrażenie estetyczne to chyba trochę za mało.

Mając skończoną liczbę eksperymentów masz nieskończenie wiele potencjalnych teorii pasujących do tych wyników, i wykonując dalsze eksperymenty nadal masz nieskończoność.

Z powyższego wynika niezbicie, że naukowcy muszą się ostatecznie czymś innym kierować przy dobieraniu teorii, mam na to pewne przybliżone wyjaśnienie, które opisuje niżej.

Z pewnością aby zostać fizykiem dokonującym przełomów naukowych trzeba lubić matematykę. Wiemy również że ludzie lubiący matematykę są do siebie dość podobni pod względem odczuć estetycznych względem tej dziedziny. Zatem, nie ma w tym nic dziwnego, że naukowcy są dość zgodni co do tego, które teorie są ładne a które są brzydkie. Pewne teorie są brzydkie i takie odrzucamy już na wstępie, natomiast jeśli jakaś teoria wygląda ładnie to można przystąpić do jej testowania (całkiem podobnie jak w innych dziedzinach życia). Nie przeczę temu, że trzeba wykonywać empiryczne testy, jednak:

1) Jest to etap ostatni
2) Jest to etap mimo wszystko uwikłany teoretycznie, żeby zinterpretować eksperyment trzeba już przyjąć inną teorie bazową (nie istnieje czysta obserwacja), sugeruje że takim punktem oparcia może być matematyka

Matematyka ma tą przewagę, że nie jest nauką empiryczną, dlatego jest dobrą kandydatką na czysty punkt oparcia.

Einsteinowi chodziło po prostu o to, że jego teoria obejmuje szeroką klasę zjawisk w sposób tak urzekająco prosty (pod względem matematycznym), że nawet gdyby te kilka wyników wchodziło z nią w lekki konflikt to i tak nie byłyby wystarczającym powodem za jej odrzuceniem:

"...nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia. Nawet gdyby ugięcie światła, ruch peryhelium lub przesunięcie prążków były nieznane, równania grawitacyjne byłyby nadal przekonujące ponieważ unikają one posługiwania się układem inercjalnym. Jest rzeczywiście dziwne, że ludzie są normalnie głusi na najmocniejsze argumenty, podczas gdy zawsze skłonni są przeceniać dokładność pomiarów..."

A więc widzimy, że Einsteina nie obchodzi poszerzanie treści empirycznej teorii. Jest to niejako efekt uboczny wynikający z głębszego matematycznego zrozumienia rzeczywistości. Bezpośrednio liczy się tylko to, że nowa teoria obejmuje dotychczasową klasę zjawisk w sposób dużo bardziej spójny matematycznie. I już samo to jest "przekonującym" powodem zmiany teorii.

>>Zwykle gdy ujmiemy te wyniki w jakiś logiczny i znany dotychczas w matematyce sposób to o dziwo przyszłe przewidywania takiej teorii zgadzają się nieraz z zadziwiającą precyzją.
>zatem zgodność z doświadczeniem pozostaje istotna.

Tak, jednak ja tam polemizuje z prymitywnym poglądem, że rzekomo da się sklecić teorie z "czystych danych empirycznych" i że rzekomo istnieje coś takiego. W rzeczywistości jest odwrotnie, postęp nauki odbywa się poprzez zrozumienie problemu na poziomie matematycznym, a dopiero w drugiej kolejności testowaniu. Jednak jest to już ostatni etap i mniej ważny. Einsteina nie motywowały żadne dane empiryczne tylko głębsze zrozumienie dotychczasowych danych na poziomie teoretycznym.

>Na pewno nie eksperymenty? Dlaczego fakt ich skończonej liczby miałby przekreślać ich wartość?
>Wszak mózgi matematyków też mają skończone wielkości, a książki matematyczne skończone pojemności, więc i sama matematyka nie wydaje się jakimś Świętym Graalem.

Oczywiście, że matematycy wymieniając się ideami posługują się językiem, który można prawdopodobnie ostatecznie opisać w skończony sposób. Jednak wyniki w logice z lat 30 pokazały właśnie, że nie da się utożsamić znaczenia z takim opisem. Można powiedzieć, że język pełni jedynie funkcje tak jakby nakierowującą umysł na zrozumienie danej idei. Zauważ, że gdy rozmawia się nieformalnie np. o idei jakiegoś dowodu to nie trzeba wszystkiego przekazać całkowicie ściśle aby druga strona "zobaczyła" o co chodzi.

To się właśnie łączy z moją opinią na temat fizyki, jeśli przyjmiemy nieprawdziwy pogląd, że teoria jest budowana w mechaniczny sposób ze skończonej ilości danych dyskretnych, to nie mamy żadnego kryterium. Jeśli natomiast przyjmiemy dodatkowe założenia, że np. prawa przyrody korelują z naszym zmysłem estetycznym to mamy już kryterium, które może posłużyć do wybrania sensownych kandydatek z nieskończonej ilości możliwych teorii pasujących do zebranych danych.

>[Nie umniejszam tu jej roli jako narzędzia opisu - porządkowania wyników pomiarów - do tego liczby nadają się najlepiej (póki pozostają .. apolityczne)).]

Jednak trudno byłoby pogodzić taki pogląd z setkami spektakularnych przypadków, kiedy to "wyjęto" z równań coś czego tam "nie włożono". Gdyby fizyka nie odkrywała faktycznej matematycznej struktury rzeczywistości to mielibyśmy tu do czynienia z licznymi i niewiarygodnymi zbiegami okoliczności.

(masz wyżej przykład Einsteina, ten mit, że teorie fizyczne rzekomo wyjmuje się z eksperymentów empirycznych a matematyka to tylko szkielet opisu został wymyślony przez neopozytywistów i niestety po dziś dzień jest powtarzany przez materialistów jako bzdura poświadczająca o ich zerowej wiedzy na temat nauki i jej historii)

.
23-08-2017 14:01 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Matematyka ma tą przewagę, że nie jest nauką empiryczną

tu piszesz, że matematyka jest oderwana od rzeczywistości

>Jest to niejako efekt uboczny wynikający z głębszego matematycznego zrozumienia rzeczywistości

tu piszesz, że rzeczywistość rozumie się na głębszym matematycznym poziomie

sprzeczność

Chłopczyku, nie wiesz o czym piszesz i przeczysz sobie w tak prymitywny sposób, że aż można dostać raka oczu od czytania takich dyrdymałów.

>Tak, jednak ja tam polemizuje z prymitywnym poglądem, że rzekomo da się sklecić teorie z "czystych danych empirycznych" i że rzekomo istnieje coś takiego

No tak, skoro jesteś schizolem z zafiksowaniem lingwistycznym i tworzysz sałatę słowną, to nie odróżniasz danych empirycznych od ich opisu, stąd wydaje Ci się, że istnieją niemechaniczne mechanizmy w postaci praw przyrody:

>Jeśli natomiast przyjmiemy dodatkowe założenia, że np. prawa przyrody korelują z naszym zmysłem estetycznym to mamy już kryterium, które może posłużyć do wybrania sensownych kandydatek z nieskończonej ilości możliwych teorii pasujących do zebranych danych.

Jeszcze ni z gruchy, ni z pietruchy wyjeżdżasz tu z estetyką, która nie ma nic wspólnego z tematem dyskusji.

Tworzysz sobie sztuczny językowy problem i brniesz w te opary absurdu wynikające z przyjęcia błędnych definicji.

A teraz pewnie i tak w panice usuniesz mój post, by inni nie widzieli, że zostałeś zaorany i Twoje wypociny to kompromitacja.
27-08-2017 09:09 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

Nigdzie nie napisałem, że jeśli coś jest nieempiryczne to jest oderwane od rzeczywistości ani nie pisałem , że matematyka jest oderwana od rzeczywistości. Tak naprawdę uzasadniałem coś całkowicie odwrotnego ! Popracuj nad umiejętnością czytania ze zrozumieniem.

Jeśli się nie zgadzasz to nie dość, że powinieneś odnieść się do podanych przykładów z historii nauki, które kolidują z twoimi urojeniami to również powinieneś pokazać swoje argumenty. Niestety nie zrobiłeś tego. Jeśli kolejne twoje posty będą wyglądać tak samo jak ten powyżej nie dziw się, że będą usuwane.

.
28-08-2017 16:29 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nigdzie nie napisałem, że jeśli coś jest nieempiryczne to jest oderwane od rzeczywistości

nieempiryczne to właśnie oderwane od rzeczywistości, więc użyłeś po raz kolejny słowa w złym znaczeniu

>ani nie pisałem , że matematyka jest oderwana od rzeczywistości

Pisałeś, że jest nieempiryczna, czyli własnie oderwana od rzeczywistości. Jeśli nie wiesz co znaczy to co napisałeś, to przeformułuj te wypociny.

Empiryczny - oparty na doświadczeniu. Nieempiryczny - nieobecny w doświadczeniu, niepotwierdzony, nierealny, fikcyjny.

>Tak naprawdę uzasadniałem coś całkowicie odwrotnego ! Popracuj nad umiejętnością czytania ze zrozumieniem.

Dziecko, naucz się pisać i używać słów zgodnie ze znaczeniem, bo inaczej nikt Cię nie będzie szanował, ani brał na poważnie.

Nie dziwię się, że usuwasz moje wpisy. Nie potrafisz na nie odpowiedzieć, są dla Ciebie niewygodne bo wprost pokazują, że bredzisz.
28-08-2017 16:35 
 0 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)

To jest wycięta odpowiedź z "dyskusji" na temat tego posta, który jest tutaj ciągle wklejany:

Cytat:
>Wskaz kłamco tezę, która nie ma argumentu, a którą wygłosiłem. Ty tylko arbitralnie piszesz, że tak było, choć to kłamstwo. Poza samym napisaniem nie potrafisz nic innego, a pisać byle bzdury to może każdy.

Żadne kłamstwo. Napisałeś, że to co nieempiryczne "musi" (jak rozumiem w domyśle "musi" bo inaczej niczego by to nie implikowało i musiałbyś wymyślić wtedy inny argument) być oderwane od rzeczywistości. I gdzie tego dowodziłeś ? Ja mam dowodzić twojego wyznanka, że to co nieempirycznej musi być oderwane od rzeczywistości ? Idź się lecz na głowę, sam to musisz udowodnić bo to twoje wyznanko. I oczywiście musisz to zrobić empirycznie zgodnie z własnymi wymaganiami. (inaczej popadasz w tzw. pragmatyczną niespójność)

(a potem będą czekać na ciebie jeszcze te wszystkie moje argumenty konstruktywne na podstawie historii nauki, które tak trywialnie pominąłeś)


www.racjonalista.pl/forum.php/s,747650#w748177

Booooże, co za debil : D Zamiast przejść do jakiejś konstruktywnej rozmowy na ciekawy temat to ja muszę objaśniać podstawowe problemy epistemologiczne na poziomie przedszkola.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odpowiedz lepiej na temat i wytłumacz się z tych bredni, zamiast brnąć w zaparte.

Sprawdź w słowniku co to znaczy empiryczny, bo to nie kwestia udowadniania i argumentacji, tylko definicji i jej poprawnego użycia. Ty po prostu nie rozumiesz słów, których używasz.
28-08-2017 17:05 
 Ocena 2 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)
>Odpowiedz lepiej na temat i wytłumacz się z tych bredni, zamiast brnąć w zaparte.
>Sprawdź w słowniku co to znaczy empiryczny, bo to nie kwestia udowadniania i argumentacji, tylko definicji i jej poprawnego użycia. Ty po prostu nie rozumiesz słów, których używasz.

Więc sobie sprawdź w słowniku, jeśli nie wiesz co to znaczy empiryczny. O co ci znowu chodzi ? Nie masz dostępu do słownika czy jak ?

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Typie znów projekcja, ja piszę tobie, że to ty nie wiesz co to znaczy. Empiryczny czyli oparty na doświadczeniu, nieempiryczny czyli niezgodny z doświadczeniem albo oderwany od rzeczywistości. Czego k...a nie rozumiesz dzieciaczku?
28-08-2017 17:12 
 Ocena 1 na 1
Jan Bednarski (1879 punktów)

>ja piszę tobie, że to ty nie wiesz co to znaczy.

I znów udajesz Greka, jakbyś był upośledzony jeszcze bardziej niż jesteś w rzeczywistości. Pisać to sobie możesz, ty dużo bzdur tutaj wypisujesz.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
I znów chowasz głowę w piasek unikając meritum. Typowe.
Żałosna marionetka.
Jeszcze sobie plusika klikasz z alterkonta, pięknie
29-08-2017 07:36 
 Ocena 2 na 2
John Doe (782 punktów)
>Typie znów projekcja, ja piszę tobie, że to ty nie wiesz co to znaczy. Empiryczny czyli oparty na doświadczeniu,

np. realne dyktatury

> ieempiryczny czyli niezgodny z doświadczeniem albo oderwany od rzeczywistości.

np. dobra dyktatura
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Typie znów projekcja, ja piszę tobie, że to ty nie wiesz co to znaczy. Empiryczny czyli oparty na doświadczeniu,
>np. realne dyktatury

Np

>> ieempiryczny czyli niezgodny z doświadczeniem albo oderwany od rzeczywistości.
>np. dobra dyktatura

Dobra dyktatura jest potencjalnie możliwa empirycznie, ale póki co nie zaistniała.
karolinka777 (7 punktów)Odp: Złośliwe nadinterpretacje tw. Gödla - głupota czy celowe oszustwo
Manipulacja do własnych celów

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365