Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalista nie może być socjalistą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
25-06-2009 09:09Haribu (91 punktów)Racjonalista nie może być socjalistą
Ocena 9 na 15
Stawiam tezę jaką widać w tytule.
Dlaczego nie może?
Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo śmierć". Socjaliści to FANATYCY równości, którzy nie mogąc jej zrealizować dobrowolnie - realizują ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.

Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę. Nie jest pewien czy wszyscy obecni tutaj są konsekwentni, ale jeśli są, to powinni przyznać rację mej tezie, gdyż cóż to byłaby za wolność, gdyby ograniczała się jedynie do piętnowania chrześcijaństwa i innych kultów, które bądź co bądź nie nie są przymusowe. Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który mówiłby: "mam prawo do wolności od kościelnej indoktrynacji", a jednocześnie był socjalistą i wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym czy emerytalnym".

Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.

Co Państwo o tym sądzą?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

25-06-2009 09:32
 Ocena 8 na 16
finerbijk (17282 punktów)
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?
Według mnie, nikt nie powinien być socjalistą, tak jak nikt nie powinien być złodziejem, czy gwałcicielem.
Ale racjonalizm to tak szerokie i mętne określenie, jak i sam socjalizm.

Dzisiaj większość etykietek straciła pierwotne znaczenie na wskutek manipulacyjnego ich stosowania przez polityków. Partie coraz mniej przejmują się programami, bo i tak coraz mniej od nich zależy, prawdziwa polityka jest już gdzieś indziej. Wystarczy dostarczyć wyborcom odpowiednią ilość "igrzysk", symulując brutalną walkę polityczną, zacięte spory "o pietruszkę", a lud przyjdzie i zagłosuje "przeciw", żeby tylko nie ten Kaczyński/Tusk.
25-06-2009 10:00
 Ocena 11 na 15
Fizyk (17637 punktów)
> Co Państwo o tym sądzą?

Sądzę, że mylisz socjalizm z ustrojem PRL-u. Socjalizm to nie urawniłowka w dół, lecz na odwrót: zapewnienie minimum socjalnego wszystkim obywatelom. Socjalizm nie wyklucza bogacenia się jednostek, aczkolwiek jest ono utrudnione podatkami na świadczenia socjalne.

Mylisz też wolność ze zwolnieniami od płacenia podatków. Równość obywateli powinna polegać na braku takich zwolnień, choć niestety, mamy teraz w Polsce klasę darmozjadów cieszących się taką wolnością.
25-06-2009 14:45 
 Ocena 6 na 8
Jarosław Ziółkowski (972 punktów)
(zablokowany)
>Sądzę, że mylisz socjalizm z ustrojem PRL-u. Socjalizm to nie urawniłowka w dół, lecz na odwrót: zapewnienie minimum socjalnego wszystkim obywatelom. Socjalizm nie wyklucza bogacenia się jednostek, aczkolwiek jest ono utrudnione podatkami na świadczenia socjalne.
   Moim zdaniem bardzo prosto jest wytłumaczyć, na czym polega socjalizm stosując zasadę kontrastu. Po przeciwnej stronie postawmy kapitalizm i mamy:
   W socjalizmie celem jest zaspokojenie potrzeb, w kapitalizmie - osiągnięcie zysku.
   Do czego kapitalizm musi w końcu doprowadzić pięknie tłumaczy prof. Richard Wolff w wykładzie "Capitalism Hits the Fan". Wykład jest dostępny także w torrentach.
   W tej chwili sytuację mamy taką, że dla klasy "wyższej" (ludzi bogatych) jest socjalizm (sic! otrzymują pomoc od klasy średniej), dla klasy średniej kapitalizm, a biedni są tylko po to, żeby klasa średnia miała się czego bać.

Czyż śmierć boga nie jest lepsza, niż bóg śmierci?
25-06-2009 16:25 
 Ocena 6 na 8
Robert Zawecki (4718 punktów)
>   W socjalizmie celem jest zaspokojenie potrzeb, w kapitalizmie - osiągnięcie zysku.
   Pomijając już, że to nie jest prawdą, to czyż osiąganie zysku nie prowadzi do zaspakajania potrzeb?
25-06-2009 18:00 
 0 na 2
Jarosław Ziółkowski (972 punktów)
(zablokowany)
>   Pomijając już, że to nie jest prawdą,
   Wytłumacz, proszę, jak rozumiesz socjalizm. Bo totalitaryzm to nie socjalizm. Nazwanie reżimu "komunistycznego" socjalizmem to nieporozumienie.

>to czyż osiąganie zysku nie prowadzi do zaspakajania potrzeb?
   Tylko potrzeb wąskiej grupki tych, którzy są najbogatsi. Polecam lekturę "Zysk ponad ludzi" Chomskyego.

Czyż śmierć boga nie jest lepsza, niż bóg śmierci?
25-06-2009 18:11 
 Ocena 6 na 6
R. Grochala (970 punktów)
>>to czyż osiąganie zysku nie prowadzi do zaspakajania potrzeb?
>   Tylko potrzeb wąskiej grupki tych, którzy są najbogatsi.

Nie jestem najbogatszy. Osiągam zysk. Wydaję go na zaspokajanie własnych potrzeb. Dalej sądzisz, że tylko najbogatsi zaspokajają potrzeby zyskiem?

"I ciebie nagabują o twe "tak" lub "nie". Biada, jeśli zechcesz między "za" i "przeciw" wcisnąć swój stołek." (F. Nietzsche)
25-06-2009 19:00 
 Ocena 8 na 10
Satyr (4285 punktów)
>Polecam lekturę "Zysk ponad ludzi" Chomskyego.

Chomsky to niech się lepiej skupi na filozofii umysłu, bo w tym jest dobry. Jego publikacje społeczne to propaganda czystej wody. Jasne, że możemy sobie pogdybać o wspaniałości idealizmu i nawet dorobić do tego teorię, ale sprawa się zawali o twardą rzeczywistość. Nie jest przypadkiem, że liberalizm jest wynalazkiem pragmatycznych empirystów, trzeźwych obserwatorów życia społecznego, a socjalizm to wymysł umysłów abstrakcyjnych, snujących swoje rozważania na katedrach uniwersytetów i uważających podręczniki ekonomii za przedstawiające "siatkę pojęciową narzuconą światu przez burżuazję w celu zniewolenia mas"... Po prostu nie za bardzo jest jak z nimi dyskutować.

Przecież teksty typu "socjalizm to zaspokajanie potrzeb" to ideologia, fetyszyzm jakiś wręcz. Jak z takimi sloganami dyskutować? Potrzeby zaspokaja praca i produkcja dóbr, a nie żaden cholerny socjalizm czy liberalizm! Sam sobie daj odpowiedź, jaki system skłania ludzi do przedsiębiorczości, efektywnej pracy i produkcji dóbr, to dojdziesz do wniosku, który z nich jest bardziej przyjazny dla dobrobytu.
25-06-2009 22:40 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>jaki system skłania ludzi do przedsiębiorczości, efektywnej pracy i produkcji dóbr...

A co z myśleniem o niebieskich migdałach?
26-06-2009 01:21 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>jaki system skłania ludzi do przedsiębiorczości, efektywnej pracy i produkcji dóbr...
>A co z myśleniem o niebieskich migdałach?

Myślenie o niebieskich migdałach jest równie pożytecznym zajęciem jak każde inne.
17-08-2009 16:45 
 Ocena 1 na 1
Liss (2003 punktów)
> Jasne, że możemy sobie pogdybać o wspaniałości idealizmu i nawet dorobić do tego teorię, ale sprawa się zawali o twardą rzeczywistość. Nie jest przypadkiem, że liberalizm jest wynalazkiem pragmatycznych empirystów, trzeźwych obserwatorów życia społecznego, a socjalizm to wymysł umysłów abstrakcyjnych, snujących swoje rozważania na katedrach uniwersytetów
Żydzi udowodnili że komunizm też moze byc praktyczny,kibuce a pierwszy założony został w 1909 roku istnieją do dziś i żyje w nich około 100 tysięcy osób .
17-08-2009 19:08 
 0 na 2
ats42 (262 punktów)
Potrzeby zaspokaja praca i produkcja dóbr, a nie żaden cholerny socjalizm czy liberalizm! >

Gówno prawda. Aby praca zaspokoiła potrzeby najpierw sama musi być dostępna, a i dostępność pracy nie gwarantuje zaspkojenia nawet minimalnych potrzeb.
Przy dzisiejszym stanie techniki i technologii jest możliwe fizycznie zaspokojenie potrzeb całej ludzkości pod względem podtawowych potrzeb bytowych angażując do tego ułamek ilości zdolnych do świadczenia pracy. Czemu się tak nie dzieje? Bo runął by system, który polega na nierównouprawnieniu w dostępie do pewnych dóbr zależnym od zawartości portfela. Człowiek zaspokojony w swych podstawowych (fizjologicznych) dążeniach wysuwa postulaty zwiększenia jego dostępu do innych dóbr, zarówno ten, który pracuje i zarabia, jak i ten niepracujący, ale posiadający źródło utrzymania. Najogólniej rzecz biorąc system zmierza do tego, aby niemożliwa stała się sytuacja, kiedy powiedzmy 5 mld ludzi postanawia ten sam weekend spędzić na Lazurowym Wybrzeżu i się domagają umożliwienia im tego, albo wręcz sami ruszają w drogę sami, bo mają czas i pieniądze. Nie dzieje się tak nie tylko ze względu na szerszą ofertę turystyczną, jaką serwuje świat, ale głównie ze względu na terminy urlopów i ograniczone finanse. Że czasami w jakimś miejscu bywa nadspodziewanie dużo ludzi i automatycznie stwarza to mniejszy lub większy kataklizm, każdy wie. I tak samo by było z postulatami dostępności innych dóbr. System społeczno-ekonomiczny pozycjonuje więc jednostki i narzuca im ograniczenia w dysponowaniu wolnością, zarówno system kapitalistyczny, jak i socjalistyczny również. Ten ostani realizuje cel zaspokojania podstawowych potrzeb społecznych nie tylko przez większą dostępnośc pracy, ale wręcz przez przymus jej świadczenia, aby wszyscy podlegali tym samym ograniczeniom.
25-06-2009 22:35 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>   Wytłumacz, proszę, jak rozumiesz socjalizm. Bo totalitaryzm to nie socjalizm. Nazwanie reżimu "komunistycznego" socjalizmem to nieporozumienie.
Socjalizm wg mnie ma parę cech charakterystycznych:
1. Odbieranie ludziom lwiej części ich dochodów, w celu utrzymania rozbudowanego państwa i aparatu władzy oraz w celu zapewnienia jednostkom mało aktywnym podobnego poziomu życia jak jednostkom aktywnym, co działa mocno demotywująco i prowadzi zawsze do niskiej wydajności.
2. Odbieranie ludziom wolności osobistej na rzecz kompetencji państwa, które zawsze "wie lepiej".

Zatem państwa komunistyczne jak najbardziej posiadały cechy ustroju socjalistycznego.

>>to czyż osiąganie zysku nie prowadzi do zaspakajania potrzeb?
>   Tylko potrzeb wąskiej grupki tych, którzy są najbogatsi. Polecam lekturę "Zysk ponad ludzi" Chomskyego.
   A Ci średnio bogaci to co? Z manka żyją? Przedmówcy odpowiedzieli szerzej.
26-06-2009 10:15 
 Ocena 3 na 3
Haribu (91 punktów)
Sądzę, że cała dyskusja na temat:"socjalizm kontra kapitalizm" nie ma sensu, gdyż opiera się na założeniu, że dyskutanci wiedzą lepiej od szarego Kowalskiego co jest dla niego dobre i jak to przedyskutują do mu powiedzą i go zmuszą do życia w takim lub innym systemie.

Kapitalizm jest lepszy od socjalizmu nie dlatego, że lepiej działa, ale dlatego, że powstaje naturalnie, gdy tylko nikt nikomu niczego nie narzuca. Socjalizm jest sztuczny i zawsze powstaje przez odbieranie wolności. Racjonalista stawiający na wolność od narzucania wierzeń MUSI konsekwentnie odrzucić narzucanie sposobu dbania o zdrowie czy wykształcenie innych ludzi.
26-06-2009 11:16 
 Ocena 5 na 5
Autografka (10638 punktów)
>Kapitalizm jest lepszy od socjalizmu nie dlatego, że lepiej działa, ale dlatego, że powstaje naturalnie, gdy tylko nikt nikomu niczego nie narzuca. Socjalizm jest sztuczny i zawsze powstaje przez odbieranie wolności.

Grzechem socjalizmu jest centralizacja rozdzielnictwa wspólnych pieniędzy, a co za tym idzie ogromne ich marnotrawstwo i rozbuchana, skłonna do korupcji biurokracja (wiadomo, że nie swoje pieniądze rozdaje się lżejszą ręką). To zły system, bowiem już ze swojej natury rodzi pole do nadużyć realizowanych przez decydentów. W końcu ludzie to nie anioły. Dziedziny takie jak edukacja, ochrona zdrowia mogą być przecież prywatne.
Uprzedzając ewentualne protesty, od razu powiem, że wiem, że to niełatwe. Wymaga znalezienia inwestorów, którzy zamrożą w takich przedsięwzięciach spory kapitał i będą chcieli czekać na zyski. Niełatwe, nie znaczy jednak niemożliwe, ale rzadko wśród polityków widać prawdziwą wolę przeprowadzenia takiej zasadniczej zmiany. Boją się wyborców, a wyborcy mają niestety głowy nabite socjalizmem.

>Racjonalista stawiający na wolność od narzucania wierzeń MUSI konsekwentnie odrzucić narzucanie sposobu dbania o zdrowie czy wykształcenie innych ludzi.

Jeżeli chodzi o rozważania o wolności, to tu już wkraczasz już w ocenę kompetencji państwa jako takiego (nie tylko socjalistycznego).
Mam wrażenie, że tę wolność umiejscawiasz w warunkach idealnych. To znaczy w odniesieniu do dorosłego człowieka, który świadomie decyduje o swoim życiu.
Tyle, że w społeczeństwie są jeszcze tacy obywatele, jak dzieci. Co z nimi i z ich wolnością?
Jak się ma podjęta przez rodziców decyzja o rezygnacji ze szczepień ochronnych dzieci, o marnej edukacji do wolności dziecka? Czy dziecko, za którego rodzice zdecydowali, że do wystarczy mu podstawowa umiejętność czytania i pisania, będzie w dorosłym życiu podejmować prawdziwie wolne i świadome decyzje?
Nie negowałabym tak łatwo prawa państwa do narzucania pewnych podstawowych regulacji.
Dorosły człowiek, jeżeli nie chce, nie musi mieć ubezpieczenia zdrowotnego, nie musi się uczyć - jego sprawa. Ale obowiązek szkolny i obowiązkowe ubezpieczenia dla dzieci, zostawiłabym. I myślę, że dbałość o rozwój swojego społecznego otoczenia jest jak najbardziej racjonalna.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
26-06-2009 11:41 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Jak się ma podjęta przez rodziców decyzja o rezygnacji ze szczepień ochronnych dzieci, o marnej edukacji do wolności dziecka?
A jeśli jakaś pielęgniarka zaszczepi dziecko wtedy kiedy nie powinna (lub zrobi to niesterylnym sprzętem) i dziecko w wyniku tego zachoruje lub umrze?

>Czy dziecko, za którego rodzice zdecydowali, że do wystarczy mu podstawowa umiejętność czytania i pisania, będzie w dorosłym życiu podejmować prawdziwie wolne i świadome decyzje?
Czy dziecko, za które urzędnicy zdecydowali, że do szczęścia konieczna jest mu indoktrynacja unijna/religijna/ateistyczna/jakakolwiek inna (niepotrzebne skreślić) będzie w dorosłym życiu podejmować prawdziwie wolne i świadome decyzje?

>Nie negowałabym tak łatwo prawa państwa do narzucania pewnych podstawowych regulacji.
Nie negowałbym tak łatwo prawa rodziców do narzucania pewnych podstawowych zasad wychowania swoich dzieci.

>Dorosły człowiek, jeżeli nie chce, nie musi mieć ubezpieczenia zdrowotnego, nie musi się uczyć - jego sprawa. Ale obowiązek szkolny i obowiązkowe ubezpieczenia dla dzieci, zostawiłabym. I myślę, że dbałość o rozwój swojego społecznego otoczenia jest jak najbardziej racjonalna.
Dlatego pozwólmy o dzieciach decydować tym, którym najbardziej zależy na ich szczęściu - rodzicom.

Pozdrawiam
26-06-2009 12:06 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)
>>Jak się ma podjęta przez rodziców decyzja o rezygnacji ze szczepień ochronnych dzieci, o marnej edukacji do wolności dziecka?
>A jeśli jakaś pielęgniarka zaszczepi dziecko wtedy kiedy nie powinna (lub zrobi to niesterylnym sprzętem) i dziecko w wyniku tego zachoruje lub umrze?

Przypadek losowy, o tym chcesz rozmawiać? A jeśli jakiś ojciec/matka zafunduje swojemu dziecku podróż niesprawnym samochodem (bo nie trzeba będzie robić przeglądów technicznych i on wybierze, że nie chce przeglądu) i zdarzy się wypadek, i dziecko w wyniku tego straci zdrowie lub umrze? Daruj sobie taką demagogię.

>>Czy dziecko, za którego rodzice zdecydowali, że do wystarczy mu podstawowa umiejętność czytania i pisania, będzie w dorosłym życiu podejmować prawdziwie wolne i świadome decyzje?
>Czy dziecko, za które urzędnicy zdecydowali, że do szczęścia konieczna jest mu indoktrynacja unijna/religijna/ateistyczna/jakakolwiek inna (niepotrzebne skreślić) będzie w dorosłym życiu podejmować prawdziwie wolne i świadome decyzje?

Nie pisałam nic o jakiejkolwiek szczególnego rodzaju indoktrynacji. Ale tak, ogólnie rzecz biorąc, całkowita wolność to iluzja i rzeczywiście - całkowicie wolnych i świadomych decyzji nikt nie podejmuje. Ty również nie. Ale można dążyć do tego, aby swoją świadomość poszerzać. A edukacja temu sprzyja. Zaprzeczysz?

>>Nie negowałabym tak łatwo prawa państwa do narzucania pewnych podstawowych regulacji.
>Nie negowałbym tak łatwo prawa rodziców do narzucania pewnych podstawowych zasad wychowania swoich dzieci.
>>Dorosły człowiek, jeżeli nie chce, nie musi mieć ubezpieczenia zdrowotnego, nie musi się uczyć - jego sprawa. Ale obowiązek szkolny i obowiązkowe ubezpieczenia dla dzieci, zostawiłabym. I myślę, że dbałość o rozwój swojego społecznego otoczenia jest jak najbardziej racjonalna.
>Dlatego pozwólmy o dzieciach decydować tym, którym najbardziej zależy na ich szczęściu - rodzicom.

Tylko, żeby zawsze było tak, że rzeczywiście im zależy (choć nie zawsze wynika to ze złej woli).

Nie uważasz, że liberalizm łatwiej będzie funkcjonował w światłym, bogatym i zdrowym społeczeństwie?
Pewnie tak, bo w takim społeczeństwie większy odsetek ludzi będzie sobie dobrze radził, mniejszy zaś będzie oczekiwał pomocy od państwa. Ale do tego trzeba najpierw dojść. To jak to jest? Jesteś liberałem, czy nie?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
26-06-2009 12:57 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
Każde państwo opiera się na przemocy niewielu silnych nad licznymi słabymi. Władcy rabują ludzi za pomocą podatków, ale wynagradzają im to jako takim bezpieczeństwem przed innymi rabusiami (czy to złodziejami czy władzą innego państwa). Nie jest to raj, ale jednak taka minimalna władza pozostawiała ludziom sporo wolności - podatki były umiarkowane, a to co zostało z podatków każdy mógł rozdysponować jak chciał. Nikt też nikomu nie mówił jak ma wychowywać swoje dzieci czy jak ma siedzieć na swoim koniu.

Socjalizm to fanatyczna ideologia, która namawia władzę, by poza koniecznymi podatkami, zabierała dwa lub trzy razy więcej i w ten sposób ZMUSZAŁA każdego do płacenia za usługi państwowych lekarzy czy nauczycieli. Ci sami socjaliści regulują każdy aspekt życia i zmuszają nas do zapinania pasów, a nawet wychowywania dzieci TAK JAK ONI TEGO CHCĄ.
26-06-2009 13:16 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)
>Każde państwo opiera się na przemocy niewielu silnych nad licznymi słabymi. Władcy rabują ludzi za pomocą podatków, ale wynagradzają im to jako takim bezpieczeństwem przed innymi rabusiami (czy to złodziejami czy władzą innego państwa). Nie jest to raj, ale jednak taka minimalna władza pozostawiała ludziom sporo wolności - podatki były umiarkowane, a to co zostało z podatków każdy mógł rozdysponować jak chciał.

Toteż jestem przeciwna trzymaniu "wspólnej kasy" rozdzielanej później (po odpowiednich potrąceniach) przez urzędników. Państwo powinno mieć funkcję regulatora, a nie właściciela przedsiębiorstw, czy "rozdzielacza" pieniędzy.

>Nikt też nikomu nie mówił jak ma wychowywać swoje dzieci czy jak ma siedzieć na swoim koniu.
>Socjalizm to fanatyczna ideologia, która namawia władzę, by poza koniecznymi podatkami, zabierała dwa lub trzy razy więcej i w ten sposób ZMUSZAŁA każdego do płacenia za usługi państwowych lekarzy czy nauczycieli. Ci sami socjaliści regulują każdy aspekt życia i zmuszają nas do zapinania pasów, a nawet wychowywania dzieci TAK JAK ONI TEGO CHCĄ.

Myślę, że pomiędzy socjalizmem a anarchią jest jeszcze kilka opcji.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
26-06-2009 21:09 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Przypadek losowy, o tym chcesz rozmawiać? A jeśli jakiś ojciec/matka zafunduje swojemu dziecku podróż niesprawnym samochodem (bo nie trzeba będzie robić przeglądów technicznych i on wybierze, że nie chce przeglądu) i zdarzy się wypadek, i dziecko w wyniku tego straci zdrowie lub umrze?
O widzisz, zaczynasz rozumieć mój tok myślenia - jeśli obie strony (urzędnik/rodzic) obarczone są ryzykiem błędnych decyzji to dlaczego wyżej stawiać tych na których ciąży mniejsza odpowiedzialność w razie pomyłki - urzędników?

>Nie pisałam nic o jakiejkolwiek szczególnego rodzaju indoktrynacji.
Nie musisz o niej pisać, ale ona jest.
>Ale tak, ogólnie rzecz biorąc, całkowita wolność to iluzja i rzeczywiście - całkowicie wolnych i świadomych decyzji nikt nie podejmuje. Ty również nie. Ale można dążyć do tego, aby swoją świadomość poszerzać. A edukacja temu sprzyja. Zaprzeczysz?
Dobra edukacja - sprzyja, zła edukacja - nie. Edukacja pełna państwowej indoktrynacji, z jedynym słusznym programem nauczania dla wszystkich dzieci to zła edukacja.

>Tylko, żeby zawsze było tak, że rzeczywiście im zależy (choć nie zawsze wynika to ze złej woli).
Znacznie częściej to urzędnik ma dobro dziecka w głębokim poważaniu. Zwłaszcza kiedy zajmuje się takimi sprawami hurtowo.

>Nie uważasz, że liberalizm łatwiej będzie funkcjonował w światłym, bogatym i zdrowym społeczeństwie?
>Pewnie tak, bo w takim społeczeństwie większy odsetek ludzi będzie sobie dobrze radził, mniejszy zaś będzie oczekiwał pomocy od państwa. Ale do tego trzeba najpierw dojść. To jak to jest? Jesteś liberałem, czy nie?
Pewnie chodzi Ci o ten nieszczęsny system edukacji. Niestety rozczaruję Cię - każdemu jest potrzebna inna edukacja, i nie każdy musi kończyć studia, żeby później być stolarzem albo krawcową. Dzisiaj większość studentów to strata dla gospodarki, bo opóźnia się ich "start produkcyjny" a same studia często niewiele im dają. Mamy masę wtórnych analfabetów z tytułami magistrów, doktorów, a pewnie nawet i profesorów. Ja nie widzę wielkiego pożytku w n-tym studencie zarządzania, który potem pracuje na magazynie w biedronce.
26-06-2009 22:18 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>O widzisz, zaczynasz rozumieć mój tok myślenia - jeśli obie strony (urzędnik/rodzic) obarczone są ryzykiem błędnych decyzji to dlaczego wyżej stawiać tych na których ciąży mniejsza odpowiedzialność w razie pomyłki - urzędników?

Nie zaczynam niczego rozumieć. Wiesz dobrze, że podałam ten przykład po to, by pokazać bezsens tego typu argumentów.

>Dobra edukacja - sprzyja, zła edukacja - nie. Edukacja pełna państwowej indoktrynacji, z jedynym słusznym programem nauczania dla wszystkich dzieci to zła edukacja.

Tak, kto chce niech naucza dzieci kreacjonizmu, a czemu nie. Jak widzę, wyznajesz pogląd - im głupsze otoczenie, tym mądrzejszy się wydaję

>Pewnie chodzi Ci o ten nieszczęsny system edukacji. Niestety rozczaruję Cię - każdemu jest potrzebna inna edukacja, i nie każdy musi kończyć studia, żeby później być stolarzem albo krawcową. Dzisiaj większość studentów to strata dla gospodarki, bo opóźnia się ich "start produkcyjny" a same studia często niewiele im dają. Mamy masę wtórnych analfabetów z tytułami magistrów, doktorów, a pewnie nawet i profesorów. Ja nie widzę wielkiego pożytku w n-tym studencie zarządzania, który potem pracuje na magazynie w biedronce.

A czy ja pisałam o studentach, czy o dzieciach? Na studia zapisują się ludzie dorośli. Jeżeli chcą. A jeżeli nie, to ich sprawa. Nie trzeba studiów, żeby sobie bardzo dobrze radzić w życiu. W tym kraju jest masa ludzi, którzy jeśliby nie byli zmuszeni, to nie zadbaliby o to, żeby ich dzieci skończyły chociażby sześć klas podstawówki. Myślisz, że stolarz czy krawcowa nie muszą umieć liczyć? Mam wrażenie, że póki co, myślisz "tu i teraz" i nie potrafisz wykrzesać z siebie żadnej perspektywicznej myśli.

>


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
28-06-2009 14:50 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Nie zaczynam niczego rozumieć. Wiesz dobrze, że podałam ten przykład po to, by pokazać bezsens tego typu argumentów.
Zaczynasz, czy nie zaczynasz, ale na pytanie nie odpowiedziałaś - dlaczego dajesz urzędnikowi większe prawo do decydowaniu o losach dziecka niż jego własnym rodzicom? Myślisz, że krzywda wyrządzona przez państwo jest dla dziecka łatwiejsza do przełknięcia niż krzywda wyrządzona przez rodzica?

>Tak, kto chce niech naucza dzieci kreacjonizmu, a czemu nie. Jak widzę, wyznajesz pogląd - im głupsze otoczenie, tym mądrzejszy się wydaję
Widzisz, z pojęciami głupoty i mądrości to jest tak, że każdy podciąga pod nie co innego. Bez odgórnych regulacji edukacyjnych rynek sam najszybciej wyselekcjonuje szkoły, które zapewniają absolwentom jakiś użyteczny kapitał umysłowy. Jeśli natomiast pozwolimy, by to jakiś minister określał odgórnie czego szkoły powinny uczyć, to efekt będzie taki, że praktycznie co kadencje będziemy mieli nowy program, nowe lektury i "nową mądrość" - wszak dla każdego co innego jest mądre. Pół biedy jeśliby owi decydenci mieli nieco oleju w głowie, ale niestety, jak uczy nas doświadczenie, politycy to nader często zwykli idioci.

>A czy ja pisałam o studentach, czy o dzieciach?
Pisałaś ogólnie o wykształceniu w kontekście wolności, więc myślałem, że odnosisz się do całości systemu. Jak widać źle myślałem.
>W tym kraju jest masa ludzi, którzy jeśliby nie byli zmuszeni, to nie zadbaliby o to, żeby ich dzieci skończyły chociażby sześć klas podstawówki.
To nie powód by tym, którzy wolą uczyć swoje pociechy samodzielnie nie wysyłając ich do żadnej szkoły, to prawo odbierać.
>Mam wrażenie, że póki co, myślisz "tu i teraz" i nie potrafisz wykrzesać z siebie żadnej perspektywicznej myśli.
Potrafię, dlatego jestem przeciwny określaniu przez państwo "jedynej słusznej mądrości" nauczanej w szkołach.
28-06-2009 15:24 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)

>>A czy ja pisałam o studentach, czy o dzieciach?
>Pisałaś ogólnie o wykształceniu w kontekście wolności, więc myślałem, że odnosisz się do całości systemu. Jak widać źle myślałem.

Jak widać, nie przeczytałeś uważnie mojej wypowiedzi. Pisałam tylko o dzieciach.

>>W tym kraju jest masa ludzi, którzy jeśliby nie byli zmuszeni, to nie zadbaliby o to, żeby ich dzieci skończyły chociażby sześć klas podstawówki.
>To nie powód by tym, którzy wolą uczyć swoje pociechy samodzielnie nie wysyłając ich do żadnej szkoły, to prawo odbierać.

Pisałam o obowiązku nauki (nie napisałam, że koniecznie w szkole i koniecznie tak samo dla wszystkich), chociaż przyznam, że kreacjonizm mi "nie leży", ale wiem, że to żadna wymówka. Jednak matematyki nie zalecałabym raczej zmieniać według uznania rodziców. Jakieś standardy chyba muszą być zachowane.

>>Mam wrażenie, że póki co, myślisz "tu i teraz" i nie potrafisz wykrzesać z siebie żadnej perspektywicznej myśli.
>Potrafię, dlatego jestem przeciwny określaniu przez państwo "jedynej słusznej mądrości" nauczanej w szkołach.

I przeczytaj sobie w pierwszej mojej odpowiedzi, czy ja tam coś pisałam na temat "jedynej słusznej" ?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
01-07-2009 10:42 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Jak widać, nie przeczytałeś uważnie mojej wypowiedzi. Pisałam tylko o dzieciach.
Przeczytałem. To że gdzieś wyszczególniłaś opcję dziecięcą nie znaczy, że potem nie mogłaś odnieść się do całości sprawy. Uznałem, że nastąpiło to w podsumowującym akapicie:
>Nie uważasz, że liberalizm łatwiej będzie funkcjonował w światłym, bogatym i zdrowym społeczeństwie?
>Pewnie tak, bo w takim społeczeństwie większy odsetek ludzi będzie sobie dobrze radził, mniejszy zaś będzie oczekiwał pomocy od państwa. Ale do tego trzeba najpierw dojść. To jak to jest? Jesteś liberałem, czy nie?
...ale jak widać, źle odczytałem Twoje intencje i to wszystko.

>Pisałam o obowiązku nauki (nie napisałam, że koniecznie w szkole i koniecznie tak samo dla wszystkich)
A niby w jaki sposób byś sprawdziła czy nauka jest prowadzona, jeśli nie mogłabyś porównać rezultatów z żadnymi wymaganiami?

>Jednak matematyki nie zalecałabym raczej zmieniać według uznania rodziców. Jakieś standardy chyba muszą być zachowane.
A jakież to standardy były zachowywane przez państwo w czasach Pitagorasa czy Kopernika lub innych wielkich umysłów? Wybacz, ale państwowa kuratela nad treściami matematycznymi to najgłupsza rzecz jaką można wymyślić.

>I przeczytaj sobie w pierwszej mojej odpowiedzi, czy ja tam coś pisałam na temat "jedynej słusznej" ?
pisałaś tutaj:
>Jakieś standardy chyba muszą być zachowane.
te standardy są właśnie "jedyne słuszne".
Tutaj tez dość jasno wyraziłaś swoje poglądy:
>Tak, kto chce niech naucza dzieci kreacjonizmu, a czemu nie. Jak widzę, wyznajesz pogląd - im głupsze otoczenie, tym mądrzejszy się wydaję
01-07-2009 11:19 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
Wiesz, możemy się jeszcze długo przerzucać opiniami typu "twój pomysł jest głupi" czy "a ty niedokładnie czytasz".
Powiem szczerze - nie przekonałeś mnie. Ja też Cię nie przekonałam. Może na tym poprzestańmy.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
Lucyferus (588 punktów)
>Powiem szczerze - nie przekonałeś mnie. Ja też Cię nie przekonałam. Może na tym poprzestańmy.

as you wish.
01-07-2009 13:41 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)

Szkoła jest dziś miejscem ogromnego marnotrawstwa czasu i wyrządzania dzieciom szkód zdrowotnych już przez samo siedzenie w takim wymiarze jak program przewiduje.

Nie postuluję czegokolwiek, bo to trudny temat, ale jestem przekonany, że ograniczenie nauki do czterech lat obowiązkowej dobrej szkoły nie wpłynęłyby negatywne na poziom wiedzy społeczeństwa w zauważalny sposób. Chyba że ktoś nie czuje, jak można być odpornym na wiedzę.
Czytając art.53 ust. 3 Konstytucji gwarantujący rodzicom prawo do kształcenia dzieci na rasistów, oszustów i złodziei, dziwię się że coś takiego przeszło, ale z drugiej strony, to bym ten artykuł zostawił, a całą resztę zredagował w podobny stylu. W Polsce i tak prawo jest chwilowo martwe i wynika z niego tyle, ile sędzia chce żeby wynikło.
01-07-2009 13:28 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Grzechem socjalizmu jest centralizacja rozdzielnictwa wspólnych pieniędzy, a co za tym idzie ogromne ich marnotrawstwo i rozbuchana, skłonna do korupcji biurokracja....

Tak tak i jeszcze raz tak.
Wady można wyliczać w nieskończoność, ale co jest ich źródłem?
Moim zdaniem nie socjalizm czy jakikolwiek ustrój, tylko czysta stosowana przemoc.
Dlatego, tak chciałbym zwrócić uwagę na gangsterskie korzenie państwa, wiem że ludzie tego nie rozumieją i szukają przyczyn w wyższych sferach możliwych powodów.

Prawdziwe powody są w uzurpuwaniu sobie prawa do przemocy i dokonania wymuszeń w innych celach niż ochrona podstawowych praw innych ludzi. Nie znalazłem innego spójnego w sobie podejścia do tej problematyki.
Autografka (10638 punktów)
> Grzechem socjalizmu jest centralizacja rozdzielnictwa wspólnych pieniędzy, a co za tym idzie ogromne ich marnotrawstwo i rozbuchana, skłonna do korupcji biurokracja....
>Tak tak i jeszcze raz tak.
>Wady można wyliczać w nieskończoność, ale co jest ich źródłem?
>Moim zdaniem nie socjalizm czy jakikolwiek ustrój, tylko czysta stosowana przemoc.
>Dlatego, tak chciałbym zwrócić uwagę na gangsterskie korzenie państwa, wiem że ludzie tego nie rozumieją i szukają przyczyn w wyższych sferach możliwych powodów.
>Prawdziwe powody są w uzurpuwaniu sobie prawa do przemocy i dokonania wymuszeń w innych celach niż ochrona podstawowych praw innych ludzi. Nie znalazłem innego spójnego w sobie podejścia do tej problematyki.
>

To ciekawe spojrzenie na sprawę Tylko, jak rozgraniczyć prawa podstawowe od niepodstawowych? Sądzę, że niezgodność poglądów w tej sprawie powoduje też różne rozumienie pojęcia przymusu (nazwijmy go przymusem koniecznym).


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
jak rozgraniczyć prawa podstawowe od niepodstawowych?
dyskusja na ten temat i różnice zdań wynikają albo z niewiedzy, ostrożności i braku zdolności dokonania symulacji intelektualnej, albo z chęci czyjegoś zysku

prawo integralności cielesnej

prawo nietykalnosci

prawo do ekzekwowania prawa

prawo własności

prawo wolności osobistej niekolidującej z powyższymi

Mnie bardzo szybko się kończą pomysły dotyczące niezbędnego minimalnego zakresu obowiązkowej ingerencji państwa.

Lista ta powinna być tylko niewiele dłuższa.
Wiem, że twierdzenie o konieczności zbierania podatków dla funkcjonowania państwa, to brednie.
Państwo powinno i może utrzymywać się samo, natomiast jeżeli pozwoli się zabierać cokolwiek, to usankcjonuje się prawo, które będzie użyte do zabrania wszystkiego.

Tak samo, wszystko czego państwo od obywatela żąda, powinno się na koszt państwa odbywać.

Opisany przeze mnie system urzeczywistniłby się sam, gdyby ludzie nie mieli we krwi skłonności do gangsterstwa, które jest najdoskonalszym rodzajem wyzysku.

Koszty utrzymania porządku wewnętrznego są niewielkie. Dla mnie jest oczywiste, że prawdziwe powody dla uzasadnienia istnienia systemu podatkowego nie mają oparcia w gloszonych teoriach społecznego rozwoju.
17-08-2009 17:51 
 Ocena 1 na 1
Liss (2003 punktów)

>Grzechem socjalizmu jest centralizacja rozdzielnictwa wspólnych pieniędzy, a co za tym idzie ogromne ich marnotrawstwo i rozbuchana, skłonna do korupcji biurokracja (wiadomo, że nie swoje pieniądze rozdaje się lżejszą ręką).
W anarcho socjaliżmie nie do pomyślenia !
> To zły system, bowiem już ze swojej natury rodzi pole do nadużyć realizowanych przez decydentów.
Liberalizm również.
> W końcu ludzie to nie anioły.
Ni Diabły .
Autografka (10638 punktów)

>> To zły system, bowiem już ze swojej natury rodzi pole do nadużyć realizowanych przez decydentów.
>Liberalizm również.

Ale mniej decydentów, oznacza mniej potencjalnych nadużyć.

>> W końcu ludzie to nie anioły.
>Ni Diabły .

Ni pies, ni wydra

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
17-08-2009 17:42 
 Ocena 1 na 1
Liss (2003 punktów)
>Sądzę, że cała dyskusja na temat:"socjalizm kontra kapitalizm" nie ma sensu, opiera się na założeniu dyskutanci wiedzą lepiej od szarego Kowalskiego co jest dla niego dobre i jak to przedyskutują do mu powiedzą
Wielu ludzi nie wie co jest dla nich dobre i czego chcą.
>Kapitalizm jest lepszy od socjalizmu nie dlatego, że lepiej działa, ale dlatego, że powstaje naturalnie, gdy tylko nikt nikomu niczego nie narzuca. Socjalizm jest sztuczny i zawsze powstaje przez odbieranie wolności

W każdym razie przeczytałem że pierwotne skupiska ludzkie liczyły od 10 do 70 osób i grupy te były całkowicie skomunizowane -nie znano nawet pojęcia własności ,tak więc na czym polega sztuczność socjalizmu ?
lee666 (73 punktów)
>W każdym razie przeczytałem że pierwotne skupiska ludzkie liczyły od 10 do 70 osób i grupy te były całkowicie skomunizowane -nie znano nawet pojęcia własności ,tak więc na czym polega sztuczność socjalizmu ?
>
Potem stworzyli cywilizację, w sposób naturalny, przez komplikację systemu.
Sztuczne stały się kombinacje, jak w cywilizacji żyć w sposób naturalny.
Sylwek (15472 punktów)

>Kapitalizm jest lepszy od socjalizmu nie dlatego, że lepiej działa, ale dlatego, że powstaje naturalnie, gdy tylko nikt nikomu niczego nie narzuca.
Buahaha. Ciekaw jestem w jakiej krainie czarów powstał taki kapitalizm.
17-08-2009 16:52 
 0 na 2
Liss (2003 punktów)

>Socjalizm wg mnie ma parę cech charakterystycznych:
>1. Odbieranie ludziom lwiej części ich dochodów, w celu utrzymania i aparatu władzy oraz w celu zapewnienia jednostkom mało aktywnym podobnego poziomu życia jak jednostkom aktywnym, co działa mocno demotywująco i prowadzi zawsze do niskiej wydajności.
>2. Odbieranie ludziom wolności osobistej na rzecz kompetencji państwa, które zawsze "wie lepiej".
Jeśli tak to można napisać że przedrewolucyjna Francja była państwem socjalistycznym ,podobnie jak Polska Piastów czy I RP i chyba większość państw przez większość swojej historii było państwami bardziej lub mniej socjalistycznymi czy pół komunistycznymi ?
28-06-2009 18:43 
 Ocena 3 na 3
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Wytłumacz, proszę, jak rozumiesz socjalizm. Bo totalitaryzm to nie socjalizm.

Nie widziałem socjalizmu, który nie byłby totalitaryzmem.
Dlaczego? To proste. Sami zwolennicy socjalizmu twierdzą, że ludzi trzeba zmusić, bo ktokolwiek by dobrowolnie nie pomagał innym, co wprawia mnie w chichot, ponieważ obnaża istotę sprawy.
A istotą jest przymus, polegający na grabieży, na uniemożliwieniu życia obok systemu i z głęboką pogardą dla jego dobroczynnej działalności.
Dla mnie permanentna grabież pozostaje grabieżą, nieważne ile uzasadnień się jej przypisze.

Takie demoralizujące nastawienie, przyzwalające na legalne zabieranie owoców pracy ludziom jest dla mnie istotą systemu totalitarnego.

Ile słów wymyślono dla zeufemizowania pospolitych przestępstw polegających na wywłaszczeniu i opodatkowaniu.

Już słyszę ten krzyk oburzenia jaki się podnosi i zarzuty niezrozumienia podstaw ekonomii.
Znam wiele argumentacji, pokrętnych i mniej pokrętnych i wszystkie próbują z gangsterstwa zrobić cnotę.

Jeżeli rabunek jest taki opłacalny społecznie, to dlaczego uniemożliwia się programowo możliwość życia obok systemu, represjonując takie próby karami porównywalnymi z karą za zabójstwo?

Przypomina mi się doktryna o wyższości rozwojowej socjalizmu nad kapitalizmem i permanentny przymus aparatu państwowego do likwidowania spontanicznie odrastającego się kapitalizmu.

Wracając do problemu czy racjonalista może być socjalistą, uważam że może, tak samo jak może być mordercą. Samo bycie racjonalnym nie zawiera pierwiastka moralnego w sobie.

Postawiłbym to pytanie inaczej. Czy uczciwy w sensie klasycznym człowiek może być socjalistą?

Wyobraźcie sobie tylko, jak wyglądałby system społeczny oparty na alternatywnej zasadzie: Nie zmuszaj do czegokolwiek, poza przyjęciem odpowiedzialności za własne działanie.
17-08-2009 17:05 
 Ocena 2 na 2
Liss (2003 punktów)
> Wytłumacz, proszę, jak rozumiesz socjalizm. Bo totalitaryzm to nie socjalizm.
>Nie widziałem socjalizmu, który nie byłby totalitaryzmem.
W Skandynawi taki występuje ,w RFN ,we Francji.
Kibuce są dobrowolne a to nawet komunizm.
Towarzystwo Fabiańskie i Lassalizm zakłada dobrowolność zmian ku socjalizmowi.
Organizacje ubezpieczeniowe np. Zakon Kolumba w Ameryce .
>Dlaczego? To proste. Sami zwolennicy socjalizmu twierdzą, że ludzi trzeba zmusić, bo ktokolwiek by dobrowolnie nie pomagał innym, co wprawia mnie w chichot, ponieważ obnaża istotę sprawy.
Np."Solidarność"jest dobrowolna.
28-06-2009 23:22 
 Ocena 2 na 2
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
czyż osiąganie zysku nie prowadzi do zaspakajania potrzeb?
Tylko potrzeb wąskiej grupki tych, którzy są najbogatsi


Zysk jest szerokopojętym efektem korzystnego i sensownego działania.
Ciekawe kto utrzymuje według tych teorii całe społeczeństwo?
Ci którym się zabiera, wynika z powyższego? Co zrobić , żeby nie być wykorzystywanym?

1 zabierać samemu, czyli dostać się do koryta.
2 oszukiwać z wyższej konieczności zatajając dochody, co jest narodowym sportem
3 stać się beneficjentem i niemanie podnieść do cnoty

Do tego to rozdawanie w stylu Robin Hooda, to tylko pic i pretekst. Za 10 zabranych złotych wraca może 1zl, a reszta to marnotrawstwo, robienie kosztów, helikoptery, F 16, Grom, armia urzędasów, Sejm, Senat, Prezydent, Rząd, CBA, CBS itd itd.
Geneza państwa to czyste gangsterstwo. Kiedy to się niby zmieniło?
Nie zabraniam komukolwiek działalności socjalistycznej i charytatywnej, ale niech to robi na własny koszt. Jaki jest obiektywny powód dla którego państwo jest obecnie maszynką do marnotrawstwa środków i inicjatyw, zamiast do rozsądnego gospodarowania z możliwym zyskiem włącznie?
Niech ci apologeci takiego systemu sami na to płacą, zamiast demoralizować ludzi od prawie wieku, pozbawiać podstawowych praw własności i przygotowywać w przyszłości katastrofę jakiej świat nie widział.
25-06-2009 23:32 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)
>>   W socjalizmie celem jest zaspokojenie potrzeb, w kapitalizmie - osiągnięcie zysku.
>   Pomijając już, że to nie jest prawdą, to czyż osiąganie zysku nie prowadzi do zaspakajania potrzeb?

   Zysk jest osiągany poprzez zaspokajanie potrzeb, które jakże często są kreowane w sposób mniej lub bardziej sztuczny. Branża ubezpieczeniowa to nieprzebrane źródło przykładów na poparcie tej tezy. A bankowość? Zapał z jakim zaspokajano potrzebę posiadania sławetnych opcji walutowych budzić musi prawdziwy szacunek. A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
26-06-2009 09:33 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Na poparcie Twoich słów przytoczę własną definicję marketingu - jest to sztuka kreowania i zaspakajania potrzeb. W tym kontekście znakomitym przykładem są... tipsy.
29-06-2009 12:07 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Jest dość ważna zasada postępowania, polegająca na tym, żeby przede wszystkim nie szkodzić.
Idee socjalistyczne doskonale nadają się dla uzasadnienia i legalizacji gangsterstwa i głównie w tym widzę ich żywotność i popularność. To kręgi władzy są za ich propagowanie odpowiedzialne, podczas gdy być może jedyny uczciwy w podejściu liberalizm, jest dyskredytowany ze wszystkich stron.

Moim zdaniem światem rządzą ludzie z moralnością bandytów i z ich stylem postępowania. Do tego twierdzenia doszedłem, analizując historię. W momencie gdy przyjąłem jego prawdziwość, wszystkie zjawiska społeczne stały się lepiej zrozumiałe, a całość jest do tego spójna i przypomina wypisz wymaluj rywalizację międzygatunkową i wewnątrzgatunkową, jaka jest zgodna z teorią ewolucji.

Według moich spostrzeżeń, ci którzy głoszą troskę o najbiedniejszych, fotografują się z dziećmi, dbają szczególnie o los rodzin i samotnych matek, pokazują obowiązkowo na miejscu katastrof, kierują się zupełnie innymi celami od tych które głoszą i mają gdzieś społeczne szkody, jakie paradoksalnie własnym postępowaniem powodują.

Zagadką pozostaje dla mnie głupota mas, które dają się nabierać i gotowe są pozbawiać siebie praw, linczować liberałów, mimo wiedzy, że ich socjalne państwo propaguje chaos, bezprawie i nie zapewnia i nie zapewniało kiedykolwiek tego co zawsze obiecywało.
webmaster (moderator)
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.

Jeżeli za warunek konieczny socjalizmu uznać "odrzucenie idei kapitalistycznego wolnego rynku, ograniczenie własności prywatnej oraz promowanie idei sprawiedliwości społecznej" to tak, ale akurat idea sprawiedliwości społecznej jest jak najbardziej racjonalna, o ile nie ogranicza wolności ponad to, co konieczne i nie oznacza równania w dół.
25-06-2009 19:53 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>idea sprawiedliwości społecznej jest jak najbardziej racjonalna...

W jakim sensie racjonalne są
marzenia?
26-06-2009 10:22 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>ale akurat idea sprawiedliwości społecznej jest jak najbardziej racjonalna, o ile nie ogranicza wolności ponad to, co konieczne i nie oznacza równania w dół.

A co to takiego ta "sprawiedliwość społeczna". Czym różni się od zwykłej sprawiedliwości?
webmaster (moderator)
O ile rozumiem autora wątku, chodzi o podzbiór.
26-06-2009 11:49 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>O ile rozumiem autora wątku, chodzi o podzbiór.
Zestaw cech podzbioru również jest różny od zestawu cech zbioru nadrzędnego. A więc?
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)

>A co to takiego ta "sprawiedliwość społeczna". Czym różni się od zwykłej sprawiedliwości?


To proste, różni się tym samym co kaftan od kaftana bezpieczeństwa.
01-07-2009 10:49 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
> >A co to takiego ta "sprawiedliwość społeczna". Czym różni się od zwykłej sprawiedliwości?
>

> To proste, różni się tym samym co kaftan od kaftana bezpieczeństwa.

albo krzesło, od krzesła elektrycznego, że tak przyszusuję z cytatem
NieIstniejesz (1137 punktów)
Przedstawiłeś tutaj tę najbardziej radykalną formę socjalizmu, taki socjalizm komunizujący. Lecz czy on faktycznie ma miejsce w dzisiejszej polityce?

Ja ostatnio spojrzałem na strony polityczne inaczej i stwierdziłem, że między szeroko pojmowanymi lewicą i prawicą jest większa, ważniejsza różnica niż np. sprawy gospodarcze czy obyczajowe. Chodzi o ten czynnik, który sprawia, że dana osoba opowiada się np. za lewicą, a nie za prawicą.

Tym czynnikiem jest właśnie ideowość. Prawica opiera się na pragmatyzmie - rachunek zysków i strat, ponadto prawicę zawsze cechuje pewna zachowawczość.

Natomiast cechą lewicy jest ideowość - właśnie dążenie do jakiejś idei. Parafrazując Milana Kunderę "Lewica to jest Wielki Marsz". I tutaj czynnik pragmatyczny schodzi na dalszy plan, liczy się bardziej urzeczywistnienie idei - nawet niekoniecznie równości, całkowita równość była postulatem komunistów. Dziś to np. pokojowe jednoczenie się Europy, postępująca rewolucja obyczajowa.

Właśnnie lewica różni się do prawicy tym, że lewica to Wielki Marsz - lewica zawsze o coś walczy, przeciw czemuś się buntuje. Wszystkie rewolucje świata występowały pod lewicowymi hasłami. W tym sensie faktycznie lewicowość jest postawą emocjonalną, a prawicowość rozsądną.

Jednak moim zdaniem w państwie demokratycznym musi istnieć silna lewica i silna prawica. Lewica - by pchała świat do przodu, prawica - by potrafiła mówić pragmatycznie.

(Gwoli wyjaśnienia powiem coś o moich przekonaniach - tylko mnie nie zjedzcie. Powiem szczerze - zawsze identyfikowałem się z lewicą - gdy trafiłem na to forum, moje przekonania zostały mocno zachwiane i miałem romans z liberalizmem. Liberalizm jednak okazał się oziębły, natomiast lewica faktycznie po prostu ciągnęła za serce. Tym sposobem zostałem cynicznym idealistą - jednocześnie lewicowym i zdającym sobie sprawę z absurdalności postawy lewicowej. Dlatego szczerze życzę powodzenia wszystkim prawicowcom na tym forum - ktoś musi trzymać rozwydrzoną lewicę za ryj )

"Trzeba nosić w sobie Chaos, by dać życie Tańczącej Gwieździe"
25-06-2009 12:17 
 Ocena-1 na 3
Haribu (91 punktów)
@finerbijk - zgoda

@Fizyk
"Sądzę, że mylisz socjalizm z ustrojem PRL-u. Socjalizm to nie urawniłowka w dół, lecz na odwrót: zapewnienie minimum socjalnego wszystkim obywatelom. Socjalizm nie wyklucza bogacenia się jednostek, aczkolwiek jest ono utrudnione podatkami na świadczenia socjalne."

Dla mnie socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych podstawowych funkcjach (władza, administracja, policja, wojsko, może też straż pożarna) a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ: zabiera kilkakrotnie większe podatki na "bezpłatną" służbę zdrowia, edukację, emerytury itp. socjal. Każdy kraj gdzie ubezpieczenia i inne luksusy są OBOWIĄZKOWE, jest krajem socjalistycznym. Nie musi to być PRL. Obecna Polska i cała Unia to kraje socjalistyczne.

"Mylisz też wolność ze zwolnieniami od płacenia podatków".
Podatki trzeba płacić, ale tylko na podstawowe funkcje państwa.

@webmaster
"idea sprawiedliwości społecznej jest jak najbardziej racjonalna, o ile nie ogranicza wolności ponad to, co konieczne i nie oznacza równania w dół."

idea spraw. społ. ZAWSZE ogranicza wolność ponad to co koniecznie, bo nie ma spraw. społ. bez "darmowych" szkół, szpitali, emerytur, a do tego potrzebne są DODATKOWE podatki, które ograniczają moją wolność, choć ja nie chcę "darmowego" socjalu.

@NieIstniejesz:
"Przedstawiłeś tutaj tę najbardziej radykalną formę socjalizmu, taki socjalizm komunizujący."
Bynajmniej.
Uważam, że nie można racjonalnie obronić nawet najbardziej umiarkowanego socjalizmu bez odrzucenia idei WOLNOŚCI.
25-06-2009 12:39 
 Ocena 7 na 7
Rigoletto (3891 punktów)
>Uważam, że nie można racjonalnie obronić nawet najbardziej umiarkowanego socjalizmu bez odrzucenia idei WOLNOŚCI.

Z tego punktu widzenia każda ideologia, poza być może anarchistyczną, nie jest racjonalistyczna i odrzuca w jakimś zakresie wolność, bo w każdym ustroju i systemie społecznym wolność ludzi jest ograniczana przez zasady narzucane przez państwo i społeczeństwo.
25-06-2009 18:18 
 Ocena 1 na 1
R. Grochala (970 punktów)
>>Uważam, że nie można racjonalnie obronić nawet najbardziej umiarkowanego socjalizmu bez odrzucenia idei WOLNOŚCI.
>Z tego punktu widzenia każda ideologia, poza być może anarchistyczną, nie jest racjonalistyczna i odrzuca w jakimś zakresie wolność, bo w każdym ustroju i systemie społecznym wolność ludzi jest ograniczana przez zasady narzucane przez państwo i społeczeństwo.

Mylisz się trochę. Granicą mojej wolności jest początek wolności innych osób (np. wolność mojej pięści versus wolność czyjegoś nosa). Na tej zasadzie działa system kapitalistyczny: owszem, w niektórych aspektach wolność jest ograniczona (np. obowiązek uczęszczania do szkoły do 18 roku życia, obowiązek płacenia podatków), ale te ograniczenia zwracają się w innych dziedzinach, np. policja i straż pożarna finansowane z podatków.

"I ciebie nagabują o twe "tak" lub "nie". Biada, jeśli zechcesz między "za" i "przeciw" wcisnąć swój stołek." (F. Nietzsche)
28-06-2009 23:46 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
obowiązek uczęszczania do szkoły do 18 roku życia, obowiązek płacenia podatków), ale te ograniczenia zwracają się w innych dziedzinach, np. policja i straż pożarna finansowane z podatków.

Zapomniałeś o korzyściach wynikających z: marnotrawstwa, spowolnienia rozwoju nauki i społeczeństwa, złego zarządzania, niekompetencji, złośliwości, korupcji, kłamstw, demoralizacji, związanej z tym utraty zdrowia, narkomanii, zwiększonej przestępczości, spętania i ograniczeń własnego działania, istnienia służb specjalnych, prawie całkowitego bezprawia, wymyślnych broni w rodzaju broni biologicznej, chemicznej, bomby atomowej, neutronowej itd (mimo że wiadomo, iż czasy wyżynania pokonanych się już skończyły i nie ma po co się bronić takim kosztem).

Nie chcę przesadzać, ale czy uważasz, że demagogia nie niesie ze sobą kosztów społecznych?
Fanatyk czasem jest dobrym żołnierzem, ale za to jest osobą nieodpowiedzialną i często pasywną.
Państwo potrzebuje demagogii jak powietrza, właśnie po to, żeby inteligentne nawet osoby myślały, że wyłącznie w taki sposób jak dziś musi zawsze funkcjonować.
29-06-2009 12:30 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Uważam, że nie można racjonalnie obronić nawet najbardziej umiarkowanego socjalizmu bez odrzucenia idei WOLNOŚCI.

Biłbym się tylko o słowa, bo dla mnie racjonalizm nie niesie w sobie jakichś wartości moralnych.
Z definicji też nie wiele dla moralności wynika, a szczególnie z tej przytoczonej.
Racjonalizm (łac. ratio - rozum; rationalis - rozumny, rozsądny) - filozoficzne podejście w epistemologii zakładające możliwość dotarcia do prawdy z użyciem samego rozumu z pominięciem doświadczenia, poprzez stworzenie systemu opartego na aksjomatach, z których poprzez dedukcję można wywieść całość wiedzy.
Wedlug tej definicji nie jestem racjonalistą, ponieważ jestem skłonny uznać
możliwość dotarcia do prawdy z użyciem samego rozumu z pominięciem doświadczenia, jedynie w wyjątkowych sytuacjach.
Dla mnie racjonalizm jest kierowaniem się bardziej logiką, niż jakimś wrażeniem i intuicyjnym uczuciem.
Stalinizm i Faszyzm są dlatego moim zdaniem w wielu elementach całkiem racjonalnymi ideologiami.
Kto odmówi Vatykanowi racjonalności własnego postępowania, w myśl zasady, że to co korzystne, to racjonalne.
Nasi przeciwnicy zaatakują nas sądze po tej linii, jeżeli kiedykolwiek staniemy się głosem znaczącym.
Z językiem i znaczeniem słowa trudno się dyskutuje. Dla wielu racjonalizm wiąże się z ideami Oświecenia i humanizmu, ale w samym słowie jeszcze to powiązanie nie jest zakorzenione.
Tak, jak nie można być pozytywnie osławionym, to można być złym calkiem racjonalnie.
Gąsienica (76 punktów)
>Z tego punktu widzenia każda ideologia, poza być może anarchistyczną, nie jest racjonalistyczna i odrzuca w jakimś zakresie wolność, bo w każdym ustroju i systemie społecznym wolność ludzi jest ograniczana przez zasady narzucane przez państwo i społeczeństwo.

Bardzo trafna uwaga. I w dodatku sprowadza dyskusję na stabilne tory. Każdy ustrój, każdy rodzaj władzy jest odmianą nierówności. Nie ma znaczenia czy godzimy się na ograniczenie wolności w imię wolności innych, czy też zostaje to narzucone z góry. Badamy czysty fakt. I z badania zawsze wyjdzie nam, że żadna forma władzy nie jest racjonalna. Dla mnie wniosek jest oczywisty: może nie trzeba tego racjonalizmu traktować tak śmiertelnie ortodoksyjnie. Nie bez przyczyny portalowi patronuje Voltaire
webmaster (moderator)
>"idea sprawiedliwości społecznej jest jak najbardziej racjonalna, o ile nie ogranicza wolności ponad to, co konieczne i nie oznacza równania w dół."
>idea spraw. społ. ZAWSZE ogranicza wolność ponad to co koniecznie, bo nie ma spraw. społ. bez "darmowych" szkół, szpitali, emerytur, a do tego potrzebne są DODATKOWE podatki, które ograniczają moją wolność, choć ja nie chcę "darmowego" socjalu.
Eee tam pleciesz, więc prawo karne też ogranicza wolność bo nie możesz swobodnie kraść i kłamać, kiedy akurat chcesz. Jak jestem zdrowy, to mam nie płacić podaktów na szpitale? Wolność nie polega na tym, że nikt niczego od ciebie nie wymaga. Mylisz wolność z anarchią, to cecha ludzi młodych którzy myślą, że nigdy nie będą niczego od społeczeństwa potrzebować. W istocie człowiek jest zwierzęciem społecznym i aby cokolwiek osiągnąć musi polegać na innych, a więc nie tylko brać ale i dawać. Inna sprawa, że obecne obciążenia są u nas za duże i nieracjonalnie gospodarowane, ale to temat na zupełnie inny wątek.
Rigoletto (3891 punktów)
>Eee tam pleciesz, więc prawo karne też ogranicza wolność bo nie możesz swobodnie kraść i kłamać, kiedy akurat chcesz. Jak jestem zdrowy, to mam nie płacić podaktów na szpitale? Wolność nie polega na tym, że nikt niczego od ciebie nie wymaga. Mylisz wolność z anarchią, to cecha ludzi młodych którzy myślą, że nigdy nie będą niczego od społeczeństwa potrzebować. W istocie człowiek jest zwierzęciem społecznym i aby cokolwiek osiągnąć musi polegać na innych, a więc nie tylko brać ale i dawać. Inna sprawa, że obecne obciążenia są u nas za duże i nieracjonalnie gospodarowane, ale to temat na zupełnie inny wątek.

O to chodzi. Po co mieszać do tego racjonalizm.
26-06-2009 10:51 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Eee tam pleciesz, więc prawo karne też ogranicza wolność bo nie możesz swobodnie kraść i kłamać, kiedy akurat chcesz.
Prawo karne nie ogranicza wolności, tylko ją chroni (przynajmniej powinno). Jeśli nie respektujesz prawa do wolności innych osób to one nie respektują Twojego i zostajesz "wyjęty spod prawa" (np. wsadzony do więzienia lub okradziony poprzez nałożenie grzywny).

>Jak jestem zdrowy, to mam nie płacić podaktów na szpitale?
Jak chcesz to możesz płacić, ale nie możesz zmuszać innych by płacili - na tym polega wolność jednostki ograniczona wolnością innych jednostek.

>Wolność nie polega na tym, że nikt niczego od ciebie nie wymaga.
Polega na tym, że każdy jest dysponentem swojej osoby, czasu i efektów własnej pracy.

>Mylisz wolność z anarchią, to cecha ludzi młodych którzy myślą, że nigdy nie będą niczego od społeczeństwa potrzebować.
Mylisz socjalizm z solidarnością, to cecha ludzi starych, którzy myślą, że jeśli Kowalski i Nowak zapłacą urzędnikowi by ten zdecydował za nich na co wydać ich pieniądze, to dobrze na tym wyjdą.

>W istocie człowiek jest zwierzęciem społecznym i aby cokolwiek osiągnąć musi polegać na innych, a więc nie tylko brać ale i dawać.
Kwintesencja wolnego rynku - tam w każdej transakcji obie strony coś dają i coś biorą. W przeciwieństwie do socjalizmu gdzie jedna strona daje urzędnikowi pieniądze i w zamian musi go o nie później prosić i pisać wnioski.

>Inna sprawa, że obecne obciążenia są u nas za duże i nieracjonalnie gospodarowane, ale to temat na zupełnie inny wątek.
Zawsze były i zawsze będą - to cecha systemu.
webmaster (moderator)
>Prawo karne nie ogranicza wolności, tylko ją chroni (przynajmniej powinno).
Nie ma zasadniczej różnicy między ochroną przed złodziejami a ochroną przed chorobami czy utratą pracy. Jeżeli ktoś chce być konsekwentny, to żadna forma pomocy państwa nie powinna być mu potrzebna, niech za wszystko płaci sam usługodawcom.

>Jeśli nie respektujesz prawa do wolności innych osób to one nie respektują Twojego i zostajesz "wyjęty spod prawa"
Idealista

>Jak chcesz to możesz płacić, ale nie możesz zmuszać innych by płacili - na tym polega wolność jednostki ograniczona wolnością innych jednostek.
Populizm. Nikt przecież nie zmusza, możesz nie pracować i zusu nie płacić. Nikt ci siłą pieniędzy nie zabiera.

>Polega na tym, że każdy jest dysponentem swojej osoby, czasu i efektów własnej pracy.
Nigdzie i nigdy tak nie było, więc definiujesz utopię. Każdy jest zależny od innych tym bardziej w kapitalizmie, gdzie aby coś sprzedać trzeba mieć konsumentów z pieniędzmi a nie biedotę.

>Mylisz socjalizm z solidarnością, to cecha ludzi starych, którzy myślą, że jeśli Kowalski i Nowak zapłacą urzędnikowi by ten zdecydował za nich na co wydać ich pieniądze, to dobrze na tym wyjdą.
Nic takiego nie proponuję. Mówimy o zasadach nie a nie konkretnych rozwiązaniach dystrybucji podatków.

>Zawsze były i zawsze będą - to cecha systemu.
Czyli jak rozumiem zerowe obciążenia i system rodem z Somalii byłby wg Ciebie odpowiedni? Sam opłacasz sędziów, policję, lekarzy, najemników, korepetytorów i nie płacisz tych okropnych podatków - no raj na ziemi.
26-06-2009 12:37 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Nie ma zasadniczej różnicy między ochroną przed złodziejami a ochroną przed chorobami czy utratą pracy.
Jest - choroba nie jest podmiotem prawa więc nie można jej ukarać za naruszenie czyjejś wolności.

>>Jeśli nie respektujesz prawa do wolności innych osób to one nie respektują Twojego i zostajesz "wyjęty spod prawa"
>Idealista
Zawsze najpierw trzeba ustalić stan pożądany, by wiedzieć czy idziemy w dobrym kierunku.

>Populizm. Nikt przecież nie zmusza, możesz nie pracować i zusu nie płacić. Nikt ci siłą pieniędzy nie zabiera.
Aha, a katolików kościół nie zmusza by stosowali tylko naturalne metody antykoncepcji, mogą się nie bzykać i nie stosować. Nikt im siłą nic nie narzuca, co?

>>Polega na tym, że każdy jest dysponentem swojej osoby, czasu i efektów własnej pracy.
>Nigdzie i nigdy tak nie było, więc definiujesz utopię.
Definiuję cel, by określić kierunek. Nigdzie i nigdy nie było tak, żeby nie było kradzieży - czy mamy przestać z nimi walczyć?

>Każdy jest zależny od innych tym bardziej w kapitalizmie, gdzie aby coś sprzedać trzeba mieć konsumentów z pieniędzmi a nie biedotę.
Tymbardziej więc będzie mu zależało na rozwoju innych.

>>Mylisz socjalizm z solidarnością, to cecha ludzi starych, którzy myślą, że jeśli Kowalski i Nowak zapłacą urzędnikowi by ten zdecydował za nich na co wydać ich pieniądze, to dobrze na tym wyjdą.
>Nic takiego nie proponuję. Mówimy o zasadach nie a nie konkretnych rozwiązaniach dystrybucji podatków.
Może tak, może nie - ja tylko użyłem Twojej retoryki, by pokazac Ci jak to jest kiedy zamiast ustosunkowania się do wypowiedzi adwersarza mówisz, że jest młody/stary/brzydki/ładny i dlatego myśli tak a nie inaczej.
>>Zawsze były i zawsze będą - to cecha systemu.
>Czyli jak rozumiem zerowe obciążenia i system rodem z Somalii byłby wg Ciebie odpowiedni? Sam opłacasz sędziów, policję, lekarzy, najemników, korepetytorów i nie płacisz tych okropnych podatków - no raj na ziemi.
Odpowiedni byłby system, w którym państwo zajmuje się tym do czego zostało (wg mnie) stworzone, czyli ochroną wolności jednostki. Poprzez ustanowienie systemu prawnego, który określa gdzie kończy się wolność moja, a zaczyna wolność mojego sąsiada i nie miesza się do gospodarki. Systemy zbliżone (mniej lub bardziej) do tego stanu istniały i najczęściej dobrze się sprawdzały. Jakoś ludzie częściej uciekają do krajów liberalnych gospodarczo, a nie do tych które "zawsze o nich zadbają".
webmaster (moderator)
>Jest - choroba nie jest podmiotem prawa więc nie można jej ukarać za naruszenie czyjejś wolności.
W zakresie omawianego tematu nie ma, te rozwiązania są z podatków czyli z socjalnych przywilejów. Jak ktoś jest pacyfistą to w waszym modelu nie może zrezygnować z płacenia na wojsko, więc nie jesteście konsekwentni.

>Aha, a katolików kościół nie zmusza by stosowali tylko naturalne metody antykoncepcji, mogą się nie bzykać i nie stosować. Nikt im siłą nic nie narzuca, co?
Co ma piernik do wiatraka? Nie ma obowiązku bycia katolikiem.

>Definiuję cel, by określić kierunek. Nigdzie i nigdy nie było tak, żeby nie było kradzieży - czy mamy przestać z nimi walczyć?
Kradzieże nie są logicznie konieczne, natomiast nie ma możliwości, abyś był wyłącznym 'dysponentem swojego czasu i efektów pracy'. Człowiek jest istotą społeczną a nie pustelnikiem z natury. Nie pracujesz sam dla siebie, tylko również dla innych i dzięki nim.

>Może tak, może nie - ja tylko użyłem Twojej retoryki, by pokazac Ci jak to jest kiedy zamiast ustosunkowania się do wypowiedzi adwersarza mówisz, że jest młody/stary/brzydki/ładny i dlatego myśli tak a nie inaczej.
Nie twierdziłem, że dlatego - wskazałem na korelację.

>Odpowiedni byłby system, w którym państwo zajmuje się tym do czego zostało (wg mnie) stworzone, czyli ochroną wolności jednostki.
Czyli jak 'wg Ciebie' to jest dobrze, a jak ktoś ma inny pomysł to już jest socjalistą? A jak ktoś inaczej rozumie wolność jednostki? Wsparcie chorych i bezrobotnych też jest formą ochrony ich wolności.

>Poprzez ustanowienie systemu prawnego, który określa gdzie kończy się wolność moja, a zaczyna wolność mojego sąsiada i nie miesza się do gospodarki.
Nie ma na świecie takiego systemu, co najlepiej pokazuje jego utopijność (pomijając kraje, gdzie nie ma gospodarki). Pytanie nie brzmi czy państwo ma zapewniać socjal, tylko w jakim stopniu i w jakimi metodami.

>Jakoś ludzie częściej uciekają do krajów liberalnych gospodarczo, a nie do tych które "zawsze o nich zadbają".
To pewnie dlatego miliony walą do socjalistycznych Brytanii, Skandynawii, Niemiec.. liberalne mogą być tylko enklawy: Hongkong, Singapur, Luksemburg.
26-06-2009 20:48 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>W zakresie omawianego tematu nie ma, te rozwiązania są z podatków czyli z socjalnych przywilejów. Jak ktoś jest pacyfistą to w waszym modelu nie może zrezygnować z płacenia na wojsko, więc nie jesteście konsekwentni.
Ma znaczenie, bo chodzi o ustalenie prawa, które nie pozwala narzucać swojego zdania innym - takiemu prawu ze zrozumiałych względów podlegać mogą tylko ludzie, a nie czynniki zewnętrzne. Co do armii to fakt - jest ograniczeniem wolności, ale jej istnienie jest uzasadnione w przypadku dobrego porządku prawnego jako zabezpieczenia przed wchłonięciem przez zły porządek prawny (inne państwo). Czyli mniejsze zło.

>Co ma piernik do wiatraka? Nie ma obowiązku bycia katolikiem.
Właśnie - natomiast jest obowiązek podporządkowania się państwu.

>Kradzieże nie są logicznie konieczne, natomiast nie ma możliwości, abyś był wyłącznym 'dysponentem swojego czasu i efektów pracy'.
Właśnie na tym polega problem
>Człowiek jest istotą społeczną a nie pustelnikiem z natury.
Więc jak sam widzisz nie ma potrzeby wprowadzania PRZYMUSU (i urzędniczego pośrednictwa na którym się traci) dzielenia się efektami swojej pracy.

>Nie twierdziłem, że dlatego - wskazałem na korelację.
Dość sugestywnie.

>Czyli jak 'wg Ciebie' to jest dobrze, a jak ktoś ma inny pomysł to już jest socjalistą? A jak ktoś inaczej rozumie wolność jednostki?
Możesz rozumieć sobie wolność jak chcesz - bylebyś przez to rozumienie nie mówił mi na co mam wydawać swoje pieniądze.
>Wsparcie chorych i bezrobotnych też jest formą ochrony ich wolności.
"Wsparcie" udzielane pod przymusem jest zaprzeczeniem wolności.

>Nie ma na świecie takiego systemu
Są za to takie które się do niego zbliżają i dobrze na tym wychodzą.

>Pytanie nie brzmi czy państwo ma zapewniać socjal, tylko w jakim stopniu i w jakimi metodami.
Każdy socjal to pośrednictwo na którym tracisz.

>To pewnie dlatego miliony walą do socjalistycznych Brytanii, Skandynawii, Niemiec.. liberalne mogą być tylko enklawy: Hongkong, Singapur, Luksemburg.
Pierwsze trzy kraje to kraje, które wzbogaciły się wcześniej, teraz w miarę postępów socjalizmu zwalniają lub wręcz się cofają. Te, które wymieniasz dalej są na krzywej wznoszącej. Który kierunek jest właściwy pozostawiam Ci pod samodzielny osąd.
A z tą Skandynawią to chyba nie tak do końca bo ja słyszałem, że ze Szwecji to raczej ludzie uciekają.
webmaster (moderator)
>Co do armii to fakt - jest ograniczeniem wolności, ale jej istnienie jest uzasadnione w przypadku dobrego porządku prawnego jako zabezpieczenia przed wchłonięciem przez zły porządek prawny (inne państwo).
Moim zdaniem większym zagrożeniem, bo realnym, są masowe protesty ludzi, których nie stać na samodzielne opłacanie socjalu oraz wzrost przestępczości i szarej strefy. To nie jest tak, że ludziom można coś zabrać, zatrzymać więcej kasy dla siebie i będzie git. Bieda rodzi patologie, z którymi trudniej walczyć niż z nieudolnością urzędników.

>Więc jak sam widzisz nie ma potrzeby wprowadzania PRZYMUSU (i urzędniczego pośrednictwa na którym się traci) dzielenia się efektami swojej pracy.
I też przymusu nie ma. Mowa jest o metodzie tego dzielenia się. Wy uważacie, że dzielenie się w ogólności jest nieracjonalne.

>Możesz rozumieć sobie wolność jak chcesz - bylebyś przez to rozumienie nie mówił mi na co mam wydawać swoje pieniądze.
I nikt ci tego nie mówi, siłą ci państwo pieniędzy nie zabiera. Ta gra nazywa się społeczeństwo i nie ma przymusu, aby w nią grać.
Swoją drogą, zawsze mnie dziwi ta troska o każdy grosz liberałów i prawicowców, to chyba przejaw kultury chłopskiej, która za wartość główną uznaje bogacenie się, a inni niech idą choćby do diabła

>"Wsparcie" udzielane pod przymusem jest zaprzeczeniem wolności.
Tak jak mówię, nie ma przymusu.

>Są za to takie które się do niego zbliżają i dobrze na tym wychodzą.
A pytałem o przykłady.. może się kiedyś wybiorę, popytam ludzi jak się żyje.

>>Pytanie nie brzmi czy państwo ma zapewniać socjal, tylko w jakim stopniu i w jakimi metodami.
>Każdy socjal to pośrednictwo na którym tracisz.
Na poziomie wartości kultury chłopskiej, tak. Ale poza pieniędzmi jest jeszcze kila ważnych spraw na świecie..

>Pierwsze trzy kraje to kraje, które wzbogaciły się wcześniej, teraz w miarę postępów socjalizmu zwalniają lub wręcz się cofają. Te, które wymieniasz dalej są na krzywej wznoszącej. Który kierunek jest właściwy pozostawiam Ci pod samodzielny osąd.
Tak czy inaczej, to nie przypadek, że socjal rośnie w miarę wzbogacania się.

>A z tą Skandynawią to chyba nie tak do końca bo ja słyszałem, że ze Szwecji to raczej ludzie uciekają.
Każdy słyszy, co chce usłyszeć..
28-06-2009 15:12 
 Ocena 3 na 3
Lucyferus (588 punktów)
>Moim zdaniem większym zagrożeniem, bo realnym, są masowe protesty ludzi, których nie stać na samodzielne opłacanie socjalu
Jeśli zabiera się ludziom X środków w podatkach, Y wydaje na urzędników i całe pośrednictwo, a potem zwraca X-Y w formie "pomocy", rzucając przy tym kłody pod nogi każdemu kto ma szanse "stworzyć nowe miejsca pracy" (nie lubię tego hasła, ale to inna sprawa) to nic dziwnego, że na wiele rzeczy brakuje pieniędzy.

>I też przymusu nie ma. Mowa jest o metodzie tego dzielenia się. Wy uważacie, że dzielenie się w ogólności jest nieracjonalne.
Przymus jest. Nie płacisz podatków - trafiasz pod sąd.

>I nikt ci tego nie mówi, siłą ci państwo pieniędzy nie zabiera. Ta gra nazywa się społeczeństwo i nie ma przymusu, aby w nią grać.
Tak? - to gdzie mogę się wypisać?

>A pytałem o przykłady.. może się kiedyś wybiorę, popytam ludzi jak się żyje.
Kiedyś to było choćby USA, teraz na niektórych płaszczyznach np. Chiny.

>Swoją drogą, zawsze mnie dziwi ta troska o każdy grosz liberałów i prawicowców, to chyba przejaw kultury chłopskiej, która za wartość główną uznaje bogacenie się, a inni niech idą choćby do diabła
Zastanów się gdzie biedni znajdą pracę jeśli nie będzie tych wstrętnych bogatych.

>>Każdy socjal to pośrednictwo na którym tracisz.
>Na poziomie wartości kultury chłopskiej, tak. Ale poza pieniędzmi jest jeszcze kila ważnych spraw na świecie...
Państwowy socjal to właśnie (w teorii jego twórców) rozwiązywanie problemów z pieniędzmi.

>Tak czy inaczej, to nie przypadek, że socjal rośnie w miarę wzbogacania się.
Szkoda tylko, że wzbogacanie się nie rośnie w miarę socjalu.
Poza tym ja bym raczej powiedział, że w miarę "postępu" demokracji.
webmaster (moderator)
>Jeśli zabiera się ludziom X środków w podatkach, Y wydaje na urzędników i całe pośrednictwo, a potem zwraca X-Y w formie "pomocy", rzucając przy tym kłody pod nogi każdemu kto ma szanse "stworzyć nowe miejsca pracy" (nie lubię tego hasła, ale to inna sprawa) to nic dziwnego, że na wiele rzeczy brakuje pieniędzy.
Z punktu widzenia egoistycznego podatnika tak. Ale jest jeszcze społeczeństwo. To nie jest tak, że jak obniżysz podatki to wzrosną ludziom dochody - wzrosną najbogatszym, społeczeństwo może stracić. Ale ostatecznie to jest dyskusja o wartościach czyli nierozstrzygalna.

>Przymus jest. Nie płacisz podatków - trafiasz pod sąd.
Tylko jeżeli już masz zapłacić. Ale w ogóle nie musisz nakładać na siebie tego obowiązku. Nie musisz kupować, pracować itd. Możesz, jeżeli chcesz się bawić w społeczeństwo. Jak nie, to są jeszcze miejsca na Ziemi, gdzie takiej zabawy nie ma.

>Kiedyś to było choćby USA, teraz na niektórych płaszczyznach np. Chiny.
To ja jednak na razie zostaję. USA dryfują do modelu europejskiego a Chiny to trochę inna filozofia społeczeństwa.

>Zastanów się gdzie biedni znajdą pracę jeśli nie będzie tych wstrętnych bogatych.
Teza, że bogaci podzielą się dobrowolnie z biednymi jest myśleniem życzeniowym. Przecież właśnie przed tym uciekacie, aby się nie dzielić! Biedni nie potrzebują bogatych aby pracować i tworzyć biznes - potrzebują tylko dobrego prawa i sprawnych sądów. Wolność gospodarcza to głównie sprawiedliwe zasady i przewidywalne warunki - obciążenia zawsze są wkalkulowane w biznes, jakie by nie były.

>Poza tym ja bym raczej powiedział, że w miarę "postępu" demokracji.
Problemy z reformą health care w USA pokazują, że ludzie chcą mieć lepiej ale nie płacić więcej - to se ne da. Do lepszego łatwiej się przyzwyczaić.

Na koniec cytat: "Każdemu kapitaliście wygodnie było wierzyć, że kapitalizm sam z siebie gwarantuje optymalną alokację zasobów i że redystrybucja dochodów jest zbędna, a regulacje rządowe mogą tylko zaszkodzić. Jeśli miało się dużo pieniędzy, bardzo przyjemnie było tak się mylić. Może niektórzy ze względu na swoją pracę powinni byli lepiej niż inni wiedzieć, że to jest fałszywa idea. Ale wszyscy jesteśmy winni. Nie da się tej winy podzielić", George Soros, niedawny wywiad.
Lucyferus (588 punktów)
>>Jeśli zabiera się ludziom X środków w podatkach, Y wydaje na urzędników i całe pośrednictwo, a potem zwraca X-Y w formie "pomocy", rzucając przy tym kłody pod nogi każdemu kto ma szanse "stworzyć nowe miejsca pracy" (nie lubię tego hasła, ale to inna sprawa) to nic dziwnego, że na wiele rzeczy brakuje pieniędzy.
>Z punktu widzenia egoistycznego podatnika tak. Ale jest jeszcze społeczeństwo. To nie jest tak, że jak obniżysz podatki to wzrosną ludziom dochody - wzrosną najbogatszym, społeczeństwo może stracić. Ale ostatecznie to jest dyskusja o wartościach czyli nierozstrzygalna.

A Ci bogaci oczywiście schowają pieniądze do skarpety, tak? Pomyśl przez chwilę - kto ma okazję zarobić kiedy bogacz kupuje sobie np. nowy samochód, płynie w rejs, nocuje w luksusowym hotelu, lub wynajmuje sprzątaczkę, lokaja albo prywatnego kucharza?

>>Przymus jest. Nie płacisz podatków - trafiasz pod sąd.
>Tylko jeżeli już masz zapłacić. Ale w ogóle nie musisz nakładać na siebie tego obowiązku. Nie musisz kupować, pracować itd. Możesz, jeżeli chcesz się bawić w społeczeństwo. Jak nie, to są jeszcze miejsca na Ziemi, gdzie takiej zabawy nie ma.

Wybacz, ale tak pokrętnego tłumaczenia dawno nie słyszałem. Jeśli państwo stawia mi ultimatum: "albo robisz coś po naszemu, albo nie robisz tego w ogóle" to jest to przymus do obrania jednej z dróg jakie sobie ono upatrzyło.

>Teza, że bogaci podzielą się dobrowolnie z biednymi jest myśleniem życzeniowym. Przecież właśnie przed tym uciekacie, aby się nie dzielić!
Wystarczy, że bogaty biznesmen kupi szampana od biednego sklepikarza i zatrudni biednego gońca żeby mu te zakupy przyniósł do domu.

>Biedni nie potrzebują bogatych aby pracować i tworzyć biznes - potrzebują tylko dobrego prawa i sprawnych sądów. Wolność gospodarcza to głównie sprawiedliwe zasady i przewidywalne warunki
Tu całkiem mądrze prawisz. Tylko jak te postulaty mają się do socjalizmu?

>obciążenia zawsze są wkalkulowane w biznes, jakie by nie były.
Zgadza się - im większe obciążenia tym mniej biznesu.

>Na koniec cytat: "Każdemu kapitaliście wygodnie było wierzyć, że kapitalizm sam z siebie gwarantuje optymalną alokację zasobów i że redystrybucja dochodów jest zbędna, a regulacje rządowe mogą tylko zaszkodzić. Jeśli miało się dużo pieniędzy, bardzo przyjemnie było tak się mylić. Może niektórzy ze względu na swoją pracę powinni byli lepiej niż inni wiedzieć, że to jest fałszywa idea. Ale wszyscy jesteśmy winni. Nie da się tej winy podzielić", George Soros, niedawny wywiad.

Cytat równie ogólnikowy co bezwartościowy. Takim pustosłowiem można rzucać w każdą stronę:
"Każdemu socjaliście wygodnie było wierzyć, że socjalizm gwarantuje lepszą alokację zasobów i że redystrybucja dochodów jest korzystna, a regulacje rządowe mogą pomóc. Jeśli miało się dużo pieniędzy, bardzo przyjemnie było tak się mylić. Może niektórzy ze względu na swoją pracę powinni byli lepiej niż inni wiedzieć, że to jest fałszywa idea. Ale wszyscy jesteśmy winni. Nie da się tej winy podzielić"
webmaster (moderator)
>A Ci bogaci oczywiście schowają pieniądze do skarpety, tak?
Tak, bogaci trzymają kasę w instrumentach finansowych, aby mieć więcej kasy nic nie robiąc. Pracuję w banku, widziałem to i owo. Tworzenie miejsc pracy to kłopot, wymaga czasu i pomysłu, oznacza ryzyko o urzędnik ze skarbówki może ci wszystko rozwalić jedną decyzją, więc po co się męczyć?

>Pomyśl przez chwilę - kto ma okazję zarobić kiedy bogacz kupuje sobie np. nowy samochód, płynie w rejs, nocuje w luksusowym hotelu, lub wynajmuje sprzątaczkę, lokaja albo prywatnego kucharza?
Inny bogacz - przedsiębiorca, przecież nie kasjerka. Proporcjonalnie rzecz biorąc, ludzie bogaci wydają mniej niż biedni, bo więcej mogą oszczędzić.

>Wybacz, ale tak pokrętnego tłumaczenia dawno nie słyszałem. Jeśli państwo stawia mi ultimatum: "albo robisz coś po naszemu, albo nie robisz tego w ogóle" to jest to przymus do obrania jednej z dróg jakie sobie ono upatrzyło.
Cóż, przymusu obywatelstwa nie ma, możesz wyjechać do jakiegoś raju podatkowego.

>Wystarczy, że bogaty biznesmen kupi szampana od biednego sklepikarza i zatrudni biednego gońca żeby mu te zakupy przyniósł do domu.
To są grosze. Mało który bogacz się dzieli - wręcz przeciwnie, robi się wszystko aby nie płacić podatków. Niektórzy sprytniejsi bogacze nie wykazują zysku, ciekawe prawda?

>Tu całkiem mądrze prawisz. Tylko jak te postulaty mają się do socjalizmu?
Nie wiem, przecież nie bronię socjalizmu.

>Cytat równie ogólnikowy co bezwartościowy.
Jak zarobisz tyle co jego autor, to przyznam..
Lucyferus (588 punktów)
>Tak, bogaci trzymają kasę w instrumentach finansowych, aby mieć więcej kasy nic nie robiąc.
A zastanowiłeś się w jaki sposób te instrumenty zarabiają? To tak naprawdę pożyczki od bogatych dla "mniej bogatych" na inwestycje lub - rzadziej - na konsumpcję. Więc te pieniądze też napędzają rynek (przy założeniu, że mamy do czynienia z prostym i przejrzystym systemem finansowym, bez chorych regulacji i mechanizmów)

>>Pomyśl przez chwilę - kto ma okazję zarobić kiedy bogacz kupuje sobie np. nowy samochód, płynie w rejs, nocuje w luksusowym hotelu, lub wynajmuje sprzątaczkę, lokaja albo prywatnego kucharza?
>Inny bogacz - przedsiębiorca, przecież nie kasjerka

Aha, no tak - kasjerki, sprzątaczki i kucharze pracują za darmo. Zapomniałem.

>Cóż, przymusu obywatelstwa nie ma, możesz wyjechać do jakiegoś raju podatkowego.
Zanim zaczniesz wypisywać takie "ciekawostki" to sprawdź sobie jak to łatwo zrzec się obywatelstwa.

>>Wystarczy, że bogaty biznesmen kupi szampana od biednego sklepikarza i zatrudni biednego gońca żeby mu te zakupy przyniósł do domu.
>To są grosze.
Dla bogatego możliwe. Ale ten bogaty ma tych groszy dużo. Im więcej ich ma tym więcej wyda. Trochę wyda tu, trochę tam i biedni sklepikarze oraz gońcy mają z czego żyć.

>Mało który bogacz się dzieli - wręcz przeciwnie, robi się wszystko aby nie płacić podatków.
To akurat dobrze. Bo jeśli 10 zł idzie na podatki zamiast do sklepikarza to oczywiście wszyscy na tym tracą. Z tej sumy trzeba opłacić całą masę urzędników, którzy nie zajmują się niczym poza zbieraniem, liczeniem (, okradaniem, utrudnianiem życia przedsiębiorcom) i rozdawaniem pieniędzy. Z tego może ze 2 zł trafi potem do tego sklepikarza, tyle że w formie zasiłku bo ludzie zamiast u niego kupować będą płacić podatki i sklep upadnie. I po szampana trzeba będzie się turlać dalej, do innego sklepu. Prawdopodobnie będzie tam też drożej bo konkurencja zniknęła wiec można podnieść cenę. I wszyscy będziemy szczęśliwi. Bo Państwo Nam Pomaga.

>Nie wiem, przecież nie bronię socjalizmu.
Tiaa.. zwłaszcza tutaj:
>Pytanie nie brzmi czy państwo ma zapewniać socjal, tylko w jakim stopniu i w jakimi metodami.

>Jak zarobisz tyle co jego autor, to przyznam..
Jak słusznie spostrzegłeś, zarobił autor a nie cytat.
webmaster (moderator)
>To tak naprawdę pożyczki od bogatych dla "mniej bogatych" na inwestycje lub - rzadziej - na konsumpcję. Więc te pieniądze też napędzają rynek
Czasem tak jest, owszem. Ale nie robią tego celowo, aby innym pomóc.

>Trochę wyda tu, trochę tam i biedni sklepikarze oraz gońcy mają z czego żyć.
Chyba mylisz bogaczy z klasą średnią. Garstka ludzi nie napędza gopspodarki w ten sposób.

>To akurat dobrze. Bo jeśli 10 zł idzie na podatki zamiast do sklepikarza to oczywiście wszyscy na tym tracą.
Tego sklepikarza to za darmo leczą i zasiłek jak manna spada?

>Z tej sumy trzeba opłacić całą masę urzędników, którzy nie zajmują się niczym poza zbieraniem, liczeniem (, okradaniem, utrudnianiem życia przedsiębiorcom) i rozdawaniem pieniędzy. Z tego może ze 2 zł trafi potem do tego sklepikarza, tyle że w formie zasiłku bo ludzie zamiast u niego kupować będą płacić podatki i sklep upadnie.
Ulegasz mitowi, jakoby prywatyzowanie urzędników poprawiało wydajność czy wyniki. To jest skrajnie liberalny mit, że administracja nie jest potrzebna i/lub że jest nieuleczalnie niewydajna.

>I po szampana trzeba będzie się turlać dalej, do innego sklepu.
Tak, do zachodniej sieci gdzie kupi taniej. Toż to ideał kapitalizmu, dog-eat-dog.

>>Nie wiem, przecież nie bronię socjalizmu.
>Tiaa.. zwłaszcza tutaj:
>>Pytanie nie brzmi czy państwo ma zapewniać socjal, tylko w jakim stopniu i w jakimi metodami.
Jak już mówiłem, pokażcie mi tej raj bez socjalu to uwierzę. A jak nie, to przestańcie ściemniać że to możliwe i takie wspaniałe dla wszystkich. Ja sobie w takim poradzę, a Twoja rodzina sobie poradzi?
Lucyferus (588 punktów)
>Czasem tak jest, owszem. Ale nie robią tego celowo, aby innym pomóc.
Nieważne czy celowo czy nie. Ważne, że pchają gospodarkę do przodu.

>Chyba mylisz bogaczy z klasą średnią. Garstka ludzi nie napędza gopspodarki w ten sposób.
Sklepikarze i gońcy to tylko przykład. Chodziło mi o pokazanie, że nie ważne czy bogacz pieniądze reinwestuje czy przejada to i tak jest to z korzyścią dla gospodarki. W przeciwieństwie do sytuacji kiedy musi te pieniądze oddać w podatkach.

>Tego sklepikarza to za darmo leczą i zasiłek jak manna spada?
No właśnie usiłuję wytłumaczyć, że lepiej jak zarobi 10 zł niż dostanie 2 zł.

>Ulegasz mitowi, jakoby prywatyzowanie urzędników poprawiało wydajność czy wyniki.
"Prywatyzowanie urzędników" - wow, co za pomysł. Ja wole prościej - likwidować. Posady, nie ludzi, oczywiście

>To jest skrajnie liberalny mit, że administracja nie jest potrzebna i/lub że jest nieuleczalnie niewydajna.
Bardzo merytorycznie, baaardzo...

>Tak, do zachodniej sieci gdzie kupi taniej. Toż to ideał kapitalizmu, dog-eat-dog.
Chyba Ci się jeden z "dogów" z państwem pomylił.

>Jak już mówiłem, pokażcie mi tej raj bez socjalu to uwierzę.
"Pokażcie mi ten raj bez złodziei to uwierzę."
Czy z powyższego zdania wynika, że złodzieje są korzystni dla gospodarki?
webmaster (moderator)
>Sklepikarze i gońcy to tylko przykład. Chodziło mi o pokazanie, że nie ważne czy bogacz pieniądze reinwestuje czy przejada to i tak jest to z korzyścią dla gospodarki.
To jest tautologia, bo pieniądz musi pracować aby wzrastał kapitał. A mnie chodzi o to, że ci bogacze starają się nie wydawać, a gromadzić (z definicji nawet).

>W przeciwieństwie do sytuacji kiedy musi te pieniądze oddać w podatkach.
Wręcz przeciwnie, bo te podatki szybko zostaną wydane. Nawet lepiej, bo w lwiej części zostaną wydane w kraju a nie popłyną na zagraniczne konta.

>No właśnie usiłuję wytłumaczyć, że lepiej jak zarobi 10 zł niż dostanie 2 zł.
Co to ma do tematu? Chcesz mu odebrać nawet te 2zł?

>"Prywatyzowanie urzędników" - wow, co za pomysł. Ja wole prościej - likwidować. Posady, nie ludzi, oczywiście
Kolejny mit, że funkcje państwa można zastąpić prywatnymi usługami. Szczególnie funkcje kontrolne. Zlikwidujmy więc PIP, proszę bardzo!

>>Jak już mówiłem, pokażcie mi tej raj bez socjalu to uwierzę.
>"Pokażcie mi ten raj bez złodziei to uwierzę."
>Czy z powyższego zdania wynika, że złodzieje są korzystni dla gospodarki?
Demagogia, a przykładu jak nie było tak nie ma.
Lucyferus (588 punktów)
>To jest tautologia, bo pieniądz musi pracować aby wzrastał kapitał.
Mylisz pojęcia. Tautologią można nazwać zdanie, które niezależnie od stanu faktycznego jest prawdziwe, np.: "Nie ważne co bogacz zrobi z pieniędzmi, to i tak to jest lub nie jest korzystne dla gospodarki". Natomiast to co napisałem to prawda, a nie tautologia.

>A mnie chodzi o to, że ci bogacze starają się nie wydawać, a gromadzić (z definicji nawet).
A gromadzą przez inwestowanie. Natomiast inwestycje to rozwój.

>Wręcz przeciwnie, bo te podatki szybko zostaną wydane.
Przez ludzi, którzy dostali je za nic nie robienie i "niemanie". Gdy pieniądze idą do ludzi jako zapłata za pracę, a nie jako zasiłek lub inna zapomoga, to napędzają gospodarkę bo zmuszają ludzi do produkcji dóbr na których zależy innym ludziom zwiększając w ten sposób ogólnie pojęty dobrobyt. Kiedy natomiast zabieramy w podatkach tym którzy zwiększają dobrobyt (ludzie chcą płacić za ich towary i usługi) a dajemy tym którzy go nie zwiększają (siedzą na zasiłku i nie wytwarzają żadnych dóbr) to dramatycznie utrudniamy rozwój tegoż dobrobytu czyli gospodarki. (Pomijam już fakt, że tak naprawdę to tym na zasiłku też się to średnio opłaca na dłuższą metę)

>Kolejny mit, że funkcje państwa można zastąpić prywatnymi usługami.
No jak Ty zawyrokowałeś, że to mit to tak musi być. Poddaje się. Przygniotła mnie siła tego argumentu.

>Szczególnie funkcje kontrolne. Zlikwidujmy więc PIP, proszę bardzo!
Gdyby tylko sie dało to długo bym się nie zastanawiał.

>Demagogia
Znów pomyliłeś pojęcia. To co ja napisałem to analogia. Demagogia jest np. wtedy kiedy ktoś trafne porównanie czy analogię nazywa demagogią nie uzasadniając dlaczego tak sądzi.

>a przykładu jak nie było tak nie ma.
Przeczytaj jeszcze raz podaną przeze mnie analogię to może dojdziesz czemu nie podałem przykładu kraju bez socjalu. Natomiast co do kraju względnie liberalnego to niech to będą choćby US z czasów ich najszybszego rozwoju.
webmaster (moderator)
>Natomiast to co napisałem to prawda, a nie tautologia.
Skoryguję: to jednak nie jest ani prawda ani tautologia, tylko nieprawda. Jeżeli np. pieniądze zniszczy, to nie jest to korzystne dla gospodarki, a więc ważne co z nimi zrobi.

>A gromadzą przez inwestowanie. Natomiast inwestycje to rozwój.
Przecież chodzi o to, że nie inwestują w celu dobrobytu innych a tylko w celu wzrostu własnego kapitału, o tylko czasem oznacza inwestycje we własnym kraju. Zresztą to nie ma nic do głównego tematu.

>Kiedy natomiast zabieramy w podatkach tym którzy zwiększają dobrobyt (ludzie chcą płacić za ich towary i usługi) a dajemy tym którzy go nie zwiększają (siedzą na zasiłku i nie wytwarzają żadnych dóbr) to dramatycznie utrudniamy rozwój tegoż dobrobytu czyli gospodarki.
Cóż z tego, skoro pieniądz bezrobotnego i pracującego, jako konsumenta, jest taki sam. Teza, że niższe podatki dramatycznie ułatwiają rozwój gospodarki wymaga jeszcze uzasadnienia. Zastanów się jeszcze, czy chcesz żyć w kraju gdzie bezrobotny nie dostanie zasiłku.

>Pomijam już fakt, że tak naprawdę to tym na zasiłku też się to średnio opłaca na dłuższą metę.
Ależ bardzo, dzięki szarej strefie. Więc może to nie zasiłek jest problemem, tylko coś innego?

>>Kolejny mit, że funkcje państwa można zastąpić prywatnymi usługami.
>No jak Ty zawyrokowałeś, że to mit to tak musi być. Poddaje się. Przygniotła mnie siła tego argumentu.
A jakież to ty podałeś na tezę, że można zastąpić te funkcje państwa? Coś przeoczyłem?

>>Szczególnie funkcje kontrolne. Zlikwidujmy więc PIP, proszę bardzo!
>Gdyby tylko sie dało to długo bym się nie zastanawiał.
No więc jak to jest, da się czy się nie da? Bo jak się nie da, do demagogię uprawiasz.

>Znów pomyliłeś pojęcia. To co ja napisałem to analogia.
Nie będę się bawił w ustalanie co to było, w każdym razie porównywanie socjalu do przestępstwa nie jest poprawnym argumentem, bo to są różne kategorie.

>Przeczytaj jeszcze raz podaną przeze mnie analogię to może dojdziesz czemu nie podałem przykładu kraju bez socjalu.
Chwila moment, to ty chcesz uzasadnić tezę, że brak socjalu jest korzystny dla gospodarki.

>Natomiast co do kraju względnie liberalnego to niech to będą choćby US z czasów ich najszybszego rozwoju.
Prosiłem o przykład istniejący, przy dzisiejszym układzie sił na świecie.
Lucyferus (588 punktów)
>Skoryguję: to jednak nie jest ani prawda ani tautologia, tylko nieprawda. Jeżeli np. pieniądze zniszczy, to nie jest to korzystne dla gospodarki, a więc ważne co z nimi zrobi.
Przeczytaj może jeszcze raz co napisałem, bo się troszkę zamieszałeś.

>Przecież chodzi o to, że nie inwestują w celu dobrobytu innych a tylko w celu wzrostu własnego kapitału
Z pkt widzenia gospodarki ważny jest nie cel a efekt ich działań.
>tylko czasem oznacza inwestycje we własnym kraju.
Im niższe podatki i mniej ograniczeń tym większa atrakcyjność kraju dla inwestorów.

>Cóż z tego, skoro pieniądz bezrobotnego i pracującego, jako konsumenta, jest taki sam.
Nie jest taki sam bo za jednym stoją dobra wytworzone przez jego prace a za drugim nie.

>A jakież to ty podałeś na tezę, że można zastąpić te funkcje państwa? Coś przeoczyłem?
Tak, choćby fragment w którym tłumaczyłem dlaczego lepiej nie zabierać 10 zł i nie dawać 2 zł, zamiast zabierać 10 zł i dawać 2 zł.

>No więc jak to jest, da się czy się nie da? Bo jak się nie da, do demagogię uprawiasz.
Nie da bo nie mam takiej władzy. Co do demagogi to sprawdź co to znaczy zanim zaczniesz kogoś o nią oskarżać.

>Nie będę się bawił w ustalanie co to było, w każdym razie porównywanie socjalu do przestępstwa nie jest poprawnym argumentem, bo to są różne kategorie.
Pokazałem do czego można dojść posługując się Twoim rozumowaniem, że: jeśli A nie występuje "w przyrodzie" to A nie może być korzystne.

>Prosiłem o przykład istniejący, przy dzisiejszym układzie sił na świecie.
W naszej rozmowie padło już kilka przykładów, w tym bodaj 4ry aktualne.
webmaster (moderator)
>Im niższe podatki i mniej ograniczeń tym większa atrakcyjność kraju dla inwestorów.
Owszem, ale nic nam po jego inwestycjach w Singapurze..nawet podatki może tam zapłacić.

>Nie jest taki sam bo za jednym stoją dobra wytworzone przez jego prace a za drugim nie.
Jako konsumenta. Nie dokłada się na pkb, owszem.

>>A jakież to ty podałeś na tezę, że można zastąpić te funkcje państwa? Coś przeoczyłem?
>Tak, choćby fragment w którym tłumaczyłem dlaczego lepiej nie zabierać 10 zł i nie dawać 2 zł, zamiast zabierać 10 zł i dawać 2 zł.
Nie zmieniaj tematu. Postawiłeś tezę, że można państwo ograniczyć do minimum i wszystko sprywatyzować. Dlatego ponawiam pytanie, czy to aby nie mrzonka. Gdyby bezrobotny mógł zarabiać 10 zamiast 2, to by zarabiał. A jak nie może, to lepsze i te 2 niż nic (z punktu widzenia społeczeństwa też).

>>Nie będę się bawił w ustalanie co to było, w każdym razie porównywanie socjalu do przestępstwa nie jest poprawnym argumentem, bo to są różne kategorie.
>Pokazałem do czego można dojść posługując się Twoim rozumowaniem, że: jeśli A nie występuje "w przyrodzie" to A nie może być korzystne.
Ale ja tak nie twierdziłem, po prostu twoje propozycje są nierealne. Może się mylę, dlatego pytam o przykłady. Jakoś ich nie wiedzę w tym wątku (poza enklawami które sam podałem, które są jednak dalekie od twojego ideału).
Najśmieszniejsze jest to, że chyba kilka osób pomyślało, że ja tu socjalizmu bronię, kiedy ja poważnie szukam takiego kraju, gdzie bym podatków praktycznie nie płacił Ale nie jestem na tyle naiwny wobec liberalizmu, aby wierzyć, że jakieś społeczeństwo demokratycznie odbierze samo sobie socjal. Większość ludzie nie chce żyć w takim systemie, jaki proponujesz i tu pies pogrzebany.

Co ciekawe, cała ta układanka by się rozpadła, gdyby nagle ludzie przestali "chcieć mieć", ale to już inna historia..
Lucyferus (588 punktów)
>Owszem, ale nic nam po jego inwestycjach w Singapurze..nawet podatki może tam zapłacić.
To obniżmy podatki i poprawmy prawo, tak by to u nas bardziej opłacało się inwestować.

>Nie dokłada się na pkb, owszem.
Nooo właśnie. I tu jest pies pogrzebany.

>Nie zmieniaj tematu. Postawiłeś tezę, że można państwo ograniczyć do minimum i wszystko sprywatyzować. Dlatego ponawiam pytanie, czy to aby nie mrzonka. Gdyby bezrobotny mógł zarabiać 10 zamiast 2, to by zarabiał. A jak nie może, to lepsze i te 2 niż nic (z punktu widzenia społeczeństwa też).
Tłumaczyłem jak działa mechanizm więc w skrócie jeszcze raz. Odwołując się do wcześniejszego przykładu: bezrobotny, mało obrotny może zarobić powiedzmy 3 zł ciężko pracując lub dostać dwa leżąc do góry brzuchem. Możemy mu dać te 2 zł, ale do tego trzeba będzie przeprowadzić operacje o łącznym koszcie 10 zł co sprawi, że wielu "robotnych" straci pracę (bo ludzie zamiast kupić nowy samochód, będą płacić większy podatek na tego bezrobotnego) i staną się kolejnymi bezrobotnymi zwiększając zapotrzebowanie na zasiłki a zmniejszając liczbę ludzi na te zasiłki pracujących. Ponadto ów bezrobotny straci motywację do pracy co stanowi kolejny czynnik obniżający jego produktywność. Innymi słowy, zapotrzebowanie "na chleb" jest stałe a liczba osób go wytwarzających maleje.

>Ale ja tak nie twierdziłem, po prostu twoje propozycje są nierealne. Może się mylę, dlatego pytam o przykłady. Jakoś ich nie wiedzę w tym wątku (poza enklawami które sam podałem, które są jednak dalekie od twojego ideału).
Dlatego właśnie chcę pokazać, że błędnym jest rozumowanie, iż nie występowanie jakiegoś zjawiska/rozwiązania implikuje mniejszą jego skuteczność od rozwiązań istniejących. Ty podałeś 3 przykłady, ja dwa (USA kiedyś i Chiny teraz na niektórych płaszczyznach). Są one dalekie od mojego ideału, ale w kwestiach gospodarczych znacznie bliższe niż większość współczesnej Europy i po tempie ich wzrostu gospodarczego widać, który kierunek jest lepszy.

>Ale nie jestem na tyle naiwny wobec liberalizmu, aby wierzyć, że jakieś społeczeństwo demokratycznie odbierze samo sobie socjal. Większość ludzie nie chce żyć w takim systemie, jaki proponujesz i tu pies pogrzebany.
Niestety tak, ale wynika to z tego, że tej większości brak podstawowej wiedzy ekonomicznej i dają się nabierać na kłamstwa polityków, że dostaną coś za darmo.

>Co ciekawe, cała ta układanka by się rozpadła, gdyby nagle ludzie przestali "chcieć mieć", ale to już inna historia..
Prawda, ale równie dobrze można powiedzieć, że cała ta układanka by się rozpadła, gdyby nagle ludzie przestali istnieć.
webmaster (moderator)
>To obniżmy podatki i poprawmy prawo, tak by to u nas bardziej opłacało się inwestować.
Kurcze, nie wpadłem na to..

>Odwołując się do wcześniejszego przykładu: bezrobotny, mało obrotny może zarobić powiedzmy 3 zł ciężko pracując lub dostać dwa leżąc do góry brzuchem. Możemy mu dać te 2 zł, ale do tego trzeba będzie przeprowadzić operacje o łącznym koszcie 10 zł (..)
Chyba trochę przesadzasz, a trzeba jeszcze policzyć koszt obywatela bez zasiłku i ubezpieczeń dla społeczeństwa jako całości. Jeżeli taki bezrobotny ma rodzinę, to sprawa się komplikuje, prawda? Pytanie nie brzmi czy bezrobotnemu należy pomóc, tylko jak, za ile i jak długo. Inna sprawa, że typowy polski bezrobotny to nie jest modelowy przykład.

>Ponadto ów bezrobotny straci motywację do pracy co stanowi kolejny czynnik obniżający jego produktywność.
Spytaj bezdomnych, czy jeszcze mają motywację..

>Dlatego właśnie chcę pokazać, że błędnym jest rozumowanie, iż nie występowanie jakiegoś zjawiska/rozwiązania implikuje mniejszą jego skuteczność od rozwiązań istniejących.
Jeżeli występowało i nie występuje, to chyba implikuje, że ludzie tego nie chcą. Czy może ludzie nie wiedzą, co dobre?

>Ty podałeś 3 przykłady, ja dwa (USA kiedyś i Chiny teraz na niektórych płaszczyznach).
Liczą się tylko obecne, Chiny? - za Chiny! Pozostałe to enklawy. Czyżby żaden kraj nie uciekał od socjalu?

Obywatel USA wydaje na opiekę zdrowotną 2x tyle co mieszkaniec UK, ale to Brytyjczyk żyje dłużej i to tam jest socjal. Podobnie w Japonii. Obecna próba reformy zdrowia w USA to nic innego jak wdrożenie europejskiego socjalu. No więc jak to jest, socjal to większe wydatki, czy mniejsze? A może to jednak nie takie proste?

>Niestety tak, ale wynika to z tego, że tej większości brak podstawowej wiedzy ekonomicznej i dają się nabierać na kłamstwa polityków, że dostaną coś za darmo.
Hmm.. bo niektórzy dostają, a inni dostają.. po kieszeni

>Prawda, ale równie dobrze można powiedzieć, że cała ta układanka by się rozpadła, gdyby nagle ludzie przestali istnieć.
No jednak jest różnica, bo są społeczności gdzie stan posiadania jest dużo mniej ważny niż stan ducha, tyle że one teraz nie dominują, ale mogłyby.
Lucyferus (588 punktów)
>Chyba trochę przesadzasz, a trzeba jeszcze policzyć koszt obywatela bez zasiłku i ubezpieczeń dla społeczeństwa jako całości.
Koszt mniejszy o zasiłek. Jeśli zacznie pracować to już tylko zysk.

>Inna sprawa, że typowy polski bezrobotny to nie jest modelowy przykład.
To właśnie jest modelowy przykład. Do tego prowadzi rozdawnictwo pieniędzy. W dodatku cudzych.

>Spytaj bezdomnych, czy jeszcze mają motywację..
Większość bezrobotnych to nie bezdomni.

>Jeżeli występowało i nie występuje, to chyba implikuje, że ludzie tego nie chcą. Czy może ludzie nie wiedzą, co dobre?
Wiedzą co dobre dla nich samych. Nie wiedzą co dobre dla ich sąsiada. Socjalizm + demokracja to właśnie system w którym Kowalski z Nowakiem decydują na co Iksiński wyda pieniądze, a zaraz potem Iksiński z Nowakiem decydują na co wyda pieniądze Kowalski, a później Iksiński z Nowakiem... itd.

>Liczą się tylko obecne
Niby dlaczego?

>Pozostałe to enklawy.
I w czym Ci to przeszkadza?

>Obywatel USA wydaje na opiekę zdrowotną 2x tyle co mieszkaniec UK, ale to Brytyjczyk żyje dłużej i to tam jest socjal.
Socjal jest i tu i tu, nie pleć bzdur.

>No więc jak to jest, socjal to większe wydatki, czy mniejsze?
Większe - bo oprócz samej usługi, opłacasz pośrednictwo. Jego jakość przemilczę.

>No jednak jest różnica, bo są społeczności gdzie stan posiadania jest dużo mniej ważny niż stan ducha, tyle że one teraz nie dominują, ale mogłyby.
Jakoś nie widzę możliwości zdominowania świata przez taką kulturę, ale niech będzie. Choć jak się chwile zastanowić to się okaże, że problem nie istnieje. Bo wolny rynek odpowiada na potrzeby ludzi - jeśli nie ma potrzeby, żeby podwyższać standard zycia to nie ma na co (i po co) odpowiadać.
webmaster (moderator)
>Koszt mniejszy o zasiłek. Jeśli zacznie pracować to już tylko zysk.
Przecież nie w tym rzecz, tylko w tym co zrobić z kimś kto po prostu nie ma pracy chociaż chce. Ty nie chcesz mu niczego dać, dlatego sprawdzam czy policzyłeś wszystkie koszty takiego rozwiązania.

>>Inna sprawa, że typowy polski bezrobotny to nie jest modelowy przykład.
>To właśnie jest modelowy przykład. Do tego prowadzi rozdawnictwo pieniędzy.
Nie wiem jak rozumiesz socjal, ale PRL to nie jest to o czym tu mówimy.. Dla mnie modelowy przykład to człowiek który po prostu nie może znaleźć pracy a nie ktoś, kto nie chce.

>Wiedzą co dobre dla nich samych. Nie wiedzą co dobre dla ich sąsiada.
Taka już wada demokracji - obniżając podatki też decydujesz za sąsiada, przed tym nie uciekniesz. Może on chce płacić więcej bo jego syn jest bezrobotny a żona na rencie?

>>Liczą się tylko obecne
>Niby dlaczego?
yyyy.. bo świat trochę się przez 50 lat zmienił?

>>Pozostałe to enklawy.
>I w czym Ci to przeszkadza?
W tym, że nie da się wprowadzić prawa Luksemburga w Polsce, nie fantazjujmy.

>Socjal jest i tu i tu, nie pleć bzdur.
To ty podawałeś USA jako bliskie ideału, zdecyduj się.. mnie tam wszystko jedno.

>>No więc jak to jest, socjal to większe wydatki, czy mniejsze?
>Większe - bo oprócz samej usługi, opłacasz pośrednictwo.
W systemie komercyjnym też opłacasz - zyski prezesów, których nie opłacasz w systemie państwowym, państwo nie dorabia się na obywatelach-klientach. W istocie system państwowy może być tańszy i bardziej wydajny - a nie jest raczej z przyczyn psychologicznych i historycznych niż logicznych. Korporacja musi rosnąć a więc zarabiać w jednym kraju i wydawać w innym, a więc musisz płacić więcej niż wynika z wartości samej usługi. Niewydajność aparatu państwowego nie jest więc zjawiskiem koniecznym, tylko przygodnym. Nie mówię, że można to naprawić, ale pozbądźmy się złudzeń, że korporacje są z natury wydajniejsze.
Lucyferus (588 punktów)
>Przecież nie w tym rzecz, tylko w tym co zrobić z kimś kto po prostu nie ma pracy chociaż chce.
Zdecyduj się - albo mówisz o kosztach, albo o tym "co zrobić" z takim człowiekiem.

>Ty nie chcesz mu niczego dać, dlatego sprawdzam czy policzyłeś wszystkie koszty takiego rozwiązania.
Chętnie posłucham, o ileż to większe koszta są w tym wypadku.

>Dla mnie modelowy przykład to człowiek który po prostu nie może znaleźć pracy a nie ktoś, kto nie chce.
A rozdając pieniądze w zasiłkach sprawiasz, że coraz więcej osób nie chce bo woli dostać za leżenie do góry brzuchem niewiele mniej lub tyle samo co za ciężką pracę.

>Taka już wada demokracji - obniżając podatki też decydujesz za sąsiada, przed tym nie uciekniesz. Może on chce płacić więcej bo jego syn jest bezrobotny a żona na rencie?
Obniżając podatki za nikogo nie decyduje, bo zostawiam więcej pieniędzy w jego kieszeni. On może z nimi zrobić co chce, nawet dofinansować państwo, jeśli ma taki kaprys.

>yyyy.. bo świat trochę się przez 50 lat zmienił?
yyyy.. prawa ekonomi też?

>W tym, że nie da się wprowadzić prawa Luksemburga w Polsce, nie fantazjujmy.
Nie da, bo większość ludzi łapie się na ściemę polityków. My natomiast rozmawiamy o tym co lepsze a nie o tym co się większości wydaje.

>To ty podawałeś USA jako bliskie ideału, zdecyduj się.. mnie tam wszystko jedno.
Podawałem przykład USA kiedyś, więc nie mieszaj.

>W systemie komercyjnym też opłacasz - zyski prezesów, których nie opłacasz w systemie państwowym, państwo nie dorabia się na obywatelach-klientach. W istocie system państwowy może być tańszy i bardziej wydajny - a nie jest raczej z przyczyn psychologicznych i historycznych niż logicznych. Korporacja musi rosnąć a więc zarabiać w jednym kraju i wydawać w innym, a więc musisz płacić więcej niż wynika z wartości samej usługi. Niewydajność aparatu państwowego nie jest więc zjawiskiem koniecznym, tylko przygodnym. Nie mówię, że można to naprawić, ale pozbądźmy się złudzeń, że korporacje są z natury wydajniejsze.
Im większa firma tym bardziej przypomina przedsiębiorstwo państwowe. Nikt Ci nie każe korzystać z usług korporacji - większość dóbr można nabyć u małych przedsiębiorców gdzie nie masz osobnego narzutu dla prezesów i wykonawców. Natomiast tych, których w ten sposób nabyć nie można - nie można właśnie dlatego, że korporacje robią to taniej (lub również bardzo często dlatego, że w danej branży obciążenia podatkowe / 'papierowo-licencyjne' są dla małych firm zbyt duże / zbyt trudne do przejścia)
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
Dlaczego nie masz możliwości punktacji? Chciałem Ci minusów nastawiać za wypowiedzi.
29-07-2009 22:41 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Dlaczego nie masz możliwości punktacji? Chciałem Ci minusów nastawiać za wypowiedzi.
...a ja plusów.

Pozdrawiam - Zbyszek

Nie patrzeć na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne' (2 Koryntian 4:18).
29-07-2009 22:57 
 Ocena 2 na 2
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>>Dlaczego nie masz możliwości punktacji? Chciałem Ci minusów nastawiać za wypowiedzi.
>...a ja plusów.
I pewnie wyszłoby na zero
W wątku z karą śmierci pewnie byłoby odwrotnie
29-07-2009 23:07 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>>>Dlaczego nie masz możliwości punktacji? Chciałem Ci minusów nastawiać za wypowiedzi.
>>...a ja plusów.
>I pewnie wyszłoby na zero
>W wątku z karą śmierci pewnie byłoby odwrotnie

Odwrotność zera?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
29-07-2009 23:14 
 Ocena 1 na 1
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>>>>Dlaczego nie masz możliwości punktacji? Chciałem Ci minusów nastawiać za wypowiedzi.
>>>...a ja plusów.
>>I pewnie wyszłoby na zero
>>W wątku z karą śmierci pewnie byłoby odwrotnie
>Odwrotność zera?
No tak...
Nie mam pomysłu na wytłumaczenie to się tylko głupawo uśmiechnę
Autografka (10638 punktów)
>>>>>Dlaczego nie masz możliwości punktacji? Chciałem Ci minusów nastawiać za wypowiedzi.
>>>>...a ja plusów.
>>>I pewnie wyszłoby na zero
>>>W wątku z karą śmierci pewnie byłoby odwrotnie
>>Odwrotność zera?
>No tak...
>Nie mam pomysłu na wytłumaczenie to się tylko głupawo uśmiechnę

Tam, zaraz głupawo. Uśmiech wcale całkiem, całkiem.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
25-06-2009 20:39 
 0 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>Dla mnie socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych podstawowych funkcjach (władza, administracja, policja, wojsko, może też straż pożarna) a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ: zabiera kilkakrotnie większe podatki na "bezpłatną" służbę zdrowia, edukację, emerytury itp. socjal. Każdy kraj gdzie ubezpieczenia i inne luksusy są OBOWIĄZKOWE, jest krajem socjalistycznym. Nie musi to być PRL. Obecna Polska i cała Unia to kraje socjalistyczne.

W ogólności - czemu mamy dawać zgodę na "podstawowe funkcje państwa". Czemu mamy się przejmować słabymi i bezbronnymi których nikt poza policja nie obroni przed przestępcami. Skoro dobre jest by ludzie sami sobie radzili gdy idzie o zarabianie pieniędzy, zapewnienie sobie ekonomicznych podstaw egzystencji, dlaczego nie mielibyśmy od nich wymagać samodzielności i odpowiedzialności także w takich sprawach jak bezpieczeństwo, opieka medyczna, czy ochrona przed pożarem. Skoro każdy jest dosyć mądry, a w każdym razie ma swoisty moralny obowiązek być dosyć mądrym, by samemu w każdych warunkach na siebie zarabiać, czemu nie wymagamy by był dosyć silny i zdolny samemu obronić się przed przemocą?
Nie rozumiem "racjonalności" doktryny minimalnego państwa - jakim cudem gdy idzie o pracę albo służbę zdrowia źle jest jak się wtrąca aparat państwowy ale wojsko i policja już znajdują zrozumienie.

Polecam na chwile przestać powtarzać mantry i dogmaty liberalnej myśli i włączyć rzeczywiście racjonalne myślenie, bo nie tak daleki jest marksizm w oderwaniu od rzeczywistości od skrajnego liberalizmu jakby się niektórym wydawało.

Publiczna policja i publiczna administracja sa tak samo "wrogie" wolności jak na przykład publiczna służba zdrowia.
25-06-2009 22:21 
 Ocena 4 na 4
Satyr (4285 punktów)

>Nie rozumiem "racjonalności" doktryny minimalnego państwa - jakim cudem gdy idzie o pracę albo służbę zdrowia źle jest jak się wtrąca aparat państwowy ale wojsko i policja już znajdują zrozumienie.

Wiesz, istnieje taka skrajna doktryna prawicowa - anarchokapitalizm. Tam w ogóle nie ma miejsca na nic publicznego. Co istotne, ta doktryna wcale nie jest absurdem - wystarczy spojrzeć na przykład na Sycylię, gdzie mafia wyparła aparat państwowy z monopolu na stosowanie przemocy. Wiele podobieństw do takiego stanu rzeczy miały pierwsze monarchie: tam aparat był prywatną własnością władcy. Władca dbał o ludzi w tym sensie, że zależało mu na tym, by się bogacili. Epoka feudalna nastała nieco później, wraz z wyróżnieniem pewnej grupy ludzi przywilejami. Władza publiczna ukształtowała się dopiero wówczas, gdy lud zaczął mieć formalny wpływ działania władzy - czyli stosunkowo niedawno.

Wydaje się więc, że i wojsko czy sądy wcale nie muszą być "publiczne". Liberałowie uważają, że minimalne państwo powinno się ograniczać do służb zabezpieczających porządek głównie z tego powodu, że jedynie te służby nie marnują pieniędzy w gigantycznej skali. Cała reszta to wór bez dna, zmarnuje dowolną ilość pieniędzy.
Sylwek (15472 punktów)

>Wydaje się więc, że i wojsko czy sądy wcale nie muszą być "publiczne". Liberałowie uważają, że minimalne państwo powinno się ograniczać do służb zabezpieczających porządek głównie z tego powodu, że jedynie te służby nie marnują pieniędzy w gigantycznej skali. Cała reszta to wór bez dna, zmarnuje dowolną ilość pieniędzy.

Tylko, że niedemokratyczne państwa bez owej "marnacji" zwykle nie zapewniają nawet porównywalnego poziomu życia dla swych mieszkańców. Także i wczesne fazy kapitalizmu były dosyć nieprzyjemne od strony zapewnienia humanitarnego minimum. Może, zamiast ulegac złudzeniom skrajnego liberalizmu, lub jakiś form pseudomarksizmu, przyjąć, że państwo i społeczeństwo to twory na tyle złożone by nie dało się wobec nich stosować prostych recept. I zamiast prostych recept (typu państwo redukować do minimum, albo, uwspólnić wszelka własność) poszukać rozwiązań bardziej wyrafinowanych (które jednak niechybnie pociągają za sobą ryzyko błędów)?
26-06-2009 11:08 
 Ocena 3 na 3
Lucyferus (588 punktów)
>Tylko, że niedemokratyczne państwa bez owej "marnacji" zwykle nie zapewniają nawet porównywalnego poziomu życia dla swych mieszkańców.
Ta sytuacja długo nie potrwa, bo te państwa to obecnie najszybciej rozwijające się gospodarki.

>Także i wczesne fazy kapitalizmu były dosyć nieprzyjemne od strony zapewnienia humanitarnego minimum.
Jak sam słusznie zauważyłeś - wczesne fazy. W fazach późniejszych jest już tylko lepiej. Chyba nie ulega wątpliwości, że to właściwy kierunek?

>Może, zamiast ulegac złudzeniom skrajnego liberalizmu, lub jakiś form pseudomarksizmu, przyjąć, że państwo i społeczeństwo to twory na tyle złożone by nie dało się wobec nich stosować prostych recept. I zamiast prostych recept (typu państwo redukować do minimum, albo, uwspólnić wszelka własność) poszukać rozwiązań bardziej wyrafinowanych (które jednak niechybnie pociągają za sobą ryzyko błędów)?
Te "złudzenia" doprowadziły do b. szybkiego rozwoju np. USA. W miarę rozrastającego się socjalu widzimy co się tam teraz dzieje.
26-06-2009 14:00 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>Tylko, że niedemokratyczne państwa bez owej "marnacji" zwykle nie zapewniają nawet porównywalnego poziomu życia dla swych mieszkańców.
Wiesz, jest bardzo niewiele państw, które posiadają obecnie liberalną gospodarkę (jej warunkiem jest także ochrona przed korupcją i przestępstwem!). Rzuć okiem tu:
www.heritage.org/Index/Ranking.aspx
Jest to indeks wolności gospodarczej (składa się na nią kilka czynników) z 2008 roku. Zwróć uwagę, że państwa czołówki (czyli najbardziej liberalne), o ugruntowanej tradycji liberalnej, mogą się pochwalić wysokim, w porównaniu z innymi, PKB na mieszkańca. Kraje bogate w dolnej części tabeli pojawiają się na zasadzie wyjątku.
Warto zauważyć, że zasadniczo tylko kilka pierwszych państw to państwa o względnie liberalnym systemie.

>Także i wczesne fazy kapitalizmu były dosyć nieprzyjemne od strony zapewnienia humanitarnego minimum.
Zgoda. Zauważ jednak, że wczesna faza kapitalizmu nastąpiła rewolucyjnie, po załamanym systemie feudalnym. Masy ludzi, którym wcześniej rządy zabraniały zdobywać kwalifikacji, zostały nagle rzucone na wolny rynek. To jest główna przyczyna ich niedoli - za sprawą niewolniczego prawa feudalnego nie mieli żadnej karty przetargowej, oprócz siły własnych rąk.

>Może, zamiast ulegac złudzeniom skrajnego liberalizmu, lub jakiś form pseudomarksizmu, przyjąć, że państwo i społeczeństwo to twory na tyle złożone by nie dało się wobec nich stosować prostych recept.
Przyznaję Ci rację w tym, że dogmatyzm jest zgubny. Dlatego jestem zwolennikiem stopniowej reformy gospodarki. Stopniowe, niezbyt radykalne lecz konsekwentnie prowadzone zmiany w obciążeniu fiskalnym i prawodawstwie pozwolą na kontrolowaną, łagodną przebudowę systemu. Jeśli coś pójdzie nie tak, zawsze będzie można zmienić kierunek. Tak czy inaczej jestem pewien, że po pierwszych kilku krokach społeczeństwo samo zażyczyłoby sobie kolejnych.
placownik (17853 punktów)

>Uważam, że nie można racjonalnie obronić nawet najbardziej umiarkowanego socjalizmu bez odrzucenia idei WOLNOŚCI.

   Jedyną wolnością zapewnianą przez kapitalizm jest wolność (ograniczona) do zarabiania i wydawania pieniędzy.

   Podchodzi do Pana obszarpaniec i pokazując, wyglądającą na autentyczną, receptę, prosi Pana o wsparcie na wykup leku.

   Jest Pan wolny, bo może Pan:

  • -zaproponować mu aby się wyspał, tak jak sobie pościelił;
  • -zaoferować mu wędkę;
  • -pofatygować się z nim do najbliższej apteki i wykupić lek;
  • -wręczyć mu pewną kwotę pieniędzy.

   Co Pan zrobi?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
26-06-2009 12:42 
 Ocena 4 na 4
Lucyferus (588 punktów)
>Jedyną wolnością zapewnianą przez kapitalizm jest wolność (ograniczona) do zarabiania i wydawania pieniędzy.

Wolnym można być od czegoś, a nie do czegoś
26-06-2009 13:05 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Jedyną wolnością zapewnianą przez kapitalizm jest wolność (ograniczona) do zarabiania i wydawania pieniędzy
   Wybacz, ale to brzmi jak manifest ze strony KPP. Zarabiania i wydawania pieniędzy jednostka w kapitalizmie dokonuje ciesząc się dużym zakresem wolności.

>   Co Pan zrobi?
   Skieruję do pomocy społecznej, która m.in. z moich podatków rozdaje pieniądze różnym takim "obszarpańcom".

   Ze środków pozostających mi po ograbieniu przez państwo nie wspieram "obszarpańców". Wspieram inicjatywy edukacyjne jak Wiki lub zdrowotne jak Owsiaka.
26-06-2009 13:48 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>   Wybacz, ale to brzmi jak manifest ze strony KPP.

   Nie gniewam się, bo liczę na to, że to etykieta samoprzylepna, nie wymagająca ślinienia.

>Zarabiania i wydawania pieniędzy jednostka w kapitalizmie dokonuje ciesząc się dużym zakresem wolności.

   To też brzmi. A czy mógłbyś te wolności (zgodnie z napomnieniem Lucyferusa - i Berlina jak to słusznie zauważył Haribu - wolności od czegoś) wyspecyfikować?

>>   Co Pan zrobi?
>   Skieruję do pomocy społecznej, która m.in. z moich podatków rozdaje pieniądze różnym takim "obszarpańcom".
>   Ze środków pozostających mi po ograbieniu przez państwo nie wspieram "obszarpańców".

   A co by było, gdybyś dożył tej świetlanej przyszłości, w której Państwo - grabieżca, cudownym zrządzeniem losu zamieniło się w Państwo - nocnego stróża?

   Pozdrawiam
26-06-2009 14:58 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>czy mógłbyś te wolności (zgodnie z napomnieniem Lucyferusa - i Berlina jak to słusznie zauważył Haribu - wolności od czegoś) wyspecyfikować?
   "Zakres wolności" jest pojęciem wielowymiarowym. Przykładowo, w nieruchomości moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się własność sąsiada. Kapitalizm dużo bardziej niż socjalizm sprzyja rozwijaniu prywatnej własności. Zatem w kapitalizmie zakres mojej własności i wolności jest większy. To było trochę przewrotnie. Teraz wprost.

    Z różnych definicji wolności przyjmuję tę: "możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą". To bardzo zgrabna i esencjonalna definicja.

>   A co by było, gdybyś dożył tej świetlanej przyszłości, w której Państwo - grabieżca, cudownym zrządzeniem losu zamieniło się w Państwo - nocnego stróża?
   Lepiej by było, ot co.
26-06-2009 13:09 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
Odpowiedź nr 1

---
@Lucyferus
A czytałeś 4 eseje o wolności Berlina? Ten sławny gość wyróżnił wolność DO. Nazwał ją "wolnością pozytywną". Ładnie co nie
26-06-2009 14:02 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>A czytałeś 4 eseje o wolności Berlina? Ten sławny gość wyróżnił wolność DO. Nazwał ją "wolnością pozytywną". Ładnie co nie

O ile mnie pamięć nie myli, to jednak wolność "od" uznał za pierwotną i bardziej podstawową.
Haribu (91 punktów)
>O ile mnie pamięć nie myli, to jednak wolność "od" uznał za pierwotną i bardziej podstawową.
Ale, że tę drugą określił jako wolność i postawił obie na jednej płaszczyźnie - to dopiero majstersztyk socjalistycznej propagandy.
placownik (17853 punktów)

>Odpowiedź nr 1

   To tylko potwierdza moje przypuszczenia, co do Pańskiej wrażliwości społecznej. Bez wątpienia jest to wrażliwość ewangeliczna Mt 25, 29.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
26-06-2009 15:14 
 Ocena 2 na 2
Haribu (91 punktów)
>>Odpowiedź nr 1
>To tylko potwierdza moje przypuszczenia, co do Pańskiej wrażliwości społecznej. Bez wątpienia jest to wrażliwość ewangeliczna

Odpowiem cytatem - Frederic Bastiat "Prawo":

Socjalizm, podobnie jak antyczne doktryny, z których wyrasta, zaciemnia rozróżnienie między społeczeństwem a rządem. Za każdym razem więc, gdy kwestionujemy jakąś rzecz uczynioną przez rząd, socjaliści wnioskują, że kwestionujemy czynienie tej rzeczy w ogóle.
Nie zgadzamy się na państwową edukację. Socjaliści mówią więc, że jesteśmy przeciwni wszelkiej edukacji. Nie chcemy religii państwowej. Socjaliści mówią więc, że nie chcemy religii w ogóle. Sprzeciwiamy się równości wymuszonej przez państwo. Oni twierdzą wtedy, że jesteśmy przeciw równości w ogóle, i tak dalej. Socjaliści mogliby nam równie dobrze zarzucać, że nie chcemy aby ludzie jedli, gdyż jesteśmy przeciwni uprawie zbóż przez państwo.
placownik (17853 punktów)

> Socjalizm, podobnie jak antyczne doktryny, z których wyrasta, zaciemnia rozróżnienie między społeczeństwem a rządem.

   Pojęcie socjalizmu jest zaciemniane na różne sposoby. Sposób przywołany przez Pana, wcale do najgłupszych nie należy.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
26-06-2009 21:08 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>Pojęcie socjalizmu jest zaciemniane na różne sposoby. Sposób przywołany przez Pana, wcale do najgłupszych nie należy.
Dziękuję za wiele mówiący komplement
Lucyferus (588 punktów)
>Odpowiedź nr 1
>---
>@Lucyferus
>A czytałeś 4 eseje o wolności Berlina? Ten sławny gość wyróżnił wolność DO. Nazwał ją "wolnością pozytywną". Ładnie co nie

Ładnie, ładnie wiem. Przy obronie absurdalnej doktryny konieczne są manipulacje językowe.
05-12-2009 21:02 
 Ocena 1 na 1
ekologik (1240 punktów)
(zablokowany)
Istnieje też argument będący niejako "mądrością ludową" - znane jest powiedzenie, które słyszałem na zachodzie Europy ale od emigranta z Polski (on je tylko cytował ale z aplauzem) :

Kto za młodu nie był komunistą - nie ma serca. Kto na strość jest komunistą - nie ma rozumu.

popieram
Autografka (10638 punktów)
>Istnieje też argument będący niejako "mądrością ludową" - znane jest powiedzenie, które słyszałem na zachodzie Europy ale od emigranta z Polski (on je tylko cytował ale z aplauzem) :
>Kto za młodu nie był komunistą - nie ma serca. Kto na strość jest komunistą - nie ma rozumu.
> popieram

A jak ktoś za młodu nie był komunistą (znaczy bez serca) i na starość też nim nie jest (znaczy ma rozum) - to wychodzi mi na to, że jest racjonalistą.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
25-06-2009 16:37 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>lewicowość jest postawą emocjonalną, a prawicowość rozsądną
   Za to twierdzenie dostałeś ode mnie plusa.

>Jednak moim zdaniem w państwie demokratycznym musi istnieć silna lewica i silna prawica
   I dlatego bardzo ubolewam nad tym, że w naszym parlamencie nie ma żadnej partii prawicowej. Gospodarczo rzecz jasna.

>Lewica - by pchała świat do przodu
   Zadziwiająco często w przepaść.

>prawica - by potrafiła mówić pragmatycznie
   Albowiem, jak sam napisałeś, jest postawą rozsądną.

>Liberalizm jednak okazał się oziębły
   Chętnie poczytam więcej, co przez to rozumiesz - może być na priva.

>Dlatego szczerze życzę powodzenia wszystkim prawicowcom na tym forum - ktoś musi trzymać rozwydrzoną lewicę za ryj
   Serdecznie dziękuję, choć lewica ma tu absolutną większość, więc nijak nie da się jej wziąć za tzw. ryj.
25-06-2009 21:06 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Natomiast cechą lewicy jest ideowość - właśnie dążenie do jakiejś idei. Parafrazując Milana Kunderę "Lewica to jest Wielki Marsz". I tutaj czynnik pragmatyczny schodzi na dalszy plan...

Powiem tak: lewicę od prawicy różni stan konta ich liderów.
25-06-2009 23:14 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>Natomiast cechą lewicy jest ideowość - właśnie dążenie do jakiejś idei. Parafrazując Milana Kunderę "Lewica to jest Wielki Marsz". I tutaj czynnik pragmatyczny schodzi na dalszy plan...
>Powiem tak: lewicę od prawicy różni stan konta ich liderów.
>

Ale na którym koncie jest więcej środków? W obecnych czasach nie jest to wcale oczywiste.
26-06-2009 07:11 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Ale na którym koncie jest więcej środków?

wiadomosci.onet.pl/1997231,11,item.html

"Na konto polityka wpływa 50 tys. zł. Wysokość przelewu znacznie przekracza jego miesięczny zarobek. Ale bankowcy nie zwracają na to uwagi. Tytuł przelewu nie budzi podejrzeń. Nikt z banku nie sprawdza, że pieniądze przyszły z nieznanej spółki z raju podatkowego..."
26-06-2009 10:49 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>"Na konto polityka wpływa 50 tys. zł. Wysokość przelewu znacznie przekracza jego miesięczny zarobek. Ale bankowcy nie zwracają na to uwagi. Tytuł przelewu nie budzi podejrzeń. Nikt z banku nie sprawdza, że pieniądze przyszły z nieznanej spółki z raju podatkowego..."
   Co za piramidalne bzdury! To okienkowy pracownik banku ma żądać od klienta zaświadczenia o zarobkach i porównywać kwoty przelewów z tym zaświadczeniem? A jak ktoś ma małe zarobki, ale sprzeda dom i dostanie przelew z zapłatą, to pracownik banku ma nie przyjąć tego przelewu, bo przy takich małych zarobkach zapłata za dom mu się nie należy?!

   Od dawna różne instytucje, w tym banki, mają obowiązek raportowania do GIIF transakcji przekraczających 15K EUR. Na dziś to jakieś 67K zł, czyli cena średniej klasy samochodu.
www.kir.com.pl/main.php?p=GIIF
Rigoletto (3891 punktów)
>>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć".

Ciekawa teza. Wynika z niej, że Oświecenie (które uchodzi za tryumf rozumu nad zabobonem) wcale nie było ruchem racjonalistycznym. Myślę, że na forum Frondy, taka interpretacja spotkałaby się z aplauzem.
25-06-2009 12:55 
 Ocena 2 na 2
trickster (903 punktów)
(zablokowany)

>Ciekawa teza. Wynika z niej, że Oświecenie (które uchodzi za tryumf rozumu nad zabobonem) wcale nie było ruchem racjonalistycznym. Myślę, że na forum Frondy, taka interpretacja spotkałaby się z aplauzem.
>

Według mnie w pewnym sensie tak było. Mit religii nie został zwalczony, tylko zastąpiony mitem rozumu. Wiara w rozum to takżę wiara, wiara w lepsze jutro i lepszy śwait, który można zbudwoać za pomocą rozumu.
Polecam artykuł Marcina Punpura "Logika mitu" w kategorii religiozanwstwa, który szerzej tłumaczy tę kwestię.
25-06-2009 13:06 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>>Ciekawa teza. Wynika z niej, że Oświecenie (które uchodzi za tryumf rozumu nad zabobonem) wcale nie było ruchem racjonalistycznym. Myślę, że na forum Frondy, taka interpretacja spotkałaby się z aplauzem.
>>
>Według mnie w pewnym sensie tak było. Mit religii nie został zwalczony, tylko zastąpiony mitem rozumu. Wiara w rozum to takżę wiara, wiara w lepsze jutro i lepszy śwait, który można zbudwoać za pomocą rozumu.
>Polecam artykuł Marcina Punpura "Logika mitu" w kategorii religiozanwstwa, który szerzej tłumaczy tę kwestię.

Zgadzam się. Jeszcze lepszym przykładem jest komunizm w wydaniu radzieckim czy chińskim, który na pewnym etapie swojego istnienia stał się systemem quasi-religijnym, a przecież opierał się na niby naukowych teoriach społecznych Marksa i jego następców.
25-06-2009 19:04 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>>Ciekawa teza. Wynika z niej, że Oświecenie (które uchodzi za tryumf rozumu nad zabobonem) wcale nie było ruchem racjonalistycznym. Myślę, że na forum Frondy, taka interpretacja spotkałaby się z aplauzem.
>>
>Według mnie w pewnym sensie tak było. Mit religii nie został zwalczony, tylko zastąpiony mitem rozumu. Wiara w rozum to takżę wiara, wiara w lepsze jutro i lepszy śwait, który można zbudwoać za pomocą rozumu.
>Polecam artykuł Marcina Punpura "Logika mitu" w kategorii religiozanwstwa, który szerzej tłumaczy tę kwestię.

A ja "Rudą Sforę" Kossakowskiej, która przedstawia sprawę jeszcze ciekawiej


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
25-06-2009 21:26 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Oświecenie (które uchodzi za tryumf rozumu nad zabobonem)...

Błąd kwatyfikacji: ilu rozumów?
26-06-2009 14:10 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>Ciekawa teza. Wynika z niej, że Oświecenie (które uchodzi za tryumf rozumu nad zabobonem) wcale nie było ruchem racjonalistycznym.

Oświecenie to jedno, a Rewolucja Francuska to drugie. Żaden racjonalista nie podpisze się pod hasłem zawierającym jako człony "wolność" i "równość". Powód jest prosty: one się wzajemnie wykluczają.

Rewolucja Francuska to moim zdaniem raczej wstęp do romantyzmu. Szczególnie daje o tym znać trzeci człon ich hasła: "braterstwo". Dość mistycznie i romantycznie musi być rozumiane społeczeństwo, by użyć wobec jednostek kategorii braterstwa.
26-06-2009 15:12 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Żaden racjonalista nie podpisze się pod hasłem zawierającym jako człony "wolność" i "równość". Powód jest prosty: one się wzajemnie wykluczają
   Jeżeli pod "równość" podstawimy "równość wobec prawa" to już chyba będzie OK?
26-06-2009 20:37 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

Wolność z równością wobec prawa da się pogodzić w ten sposób, iż pozwalamy każdemu decydować o sobie i równocześnie zabraniamy decydować o innych ludziach. To fundament liberalizmu, który odróżnia go od anarchii i równocześnie sensowny kompromis między wolnością a równością.
17-08-2009 18:04 
 Ocena 2 na 2
Liss (2003 punktów)

>Oświecenie to jedno, a Rewolucja Francuska to drugie. Żaden racjonalista nie podpisze się pod hasłem zawierającym jako człony "wolność" i "równość". Powód jest prosty: one się wzajemnie wykluczają.
"Równość" wobec prawa,obowiązków ,podatków ,możliwości awansu itp.
>Rewolucja Francuska to moim zdaniem raczej wstęp do romantyzmu. Szczególnie daje o tym znać trzeci człon ich hasła: "braterstwo".
Wydaje mi się że chodzi o wykluczenie społecznych stosunków opartych na przymusie .
Vytautas (4394 punktów)
>Stawiam tezę jaką widać w tytule.
>Dlaczego nie może?
>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć".
   Równość ludzi zakładają demokraci. Socjalizm świadomie od demokracji się odwrócił -- inna nazwa ustroju socjalistycznego, to dyktatura proletariatu. W praktyce władzę objął 'świadomy proletariat', czyli biurokracja państwowo-partyjna. Kto się z nią nie zgadzał, był wrogiem ludu. Drugą ważną cechą 'realnego socjalizmu' była likwidacja 'wyzyskiwaczy', czyli burżuazji -- oddanie własności środków produkcji we wspólne władanie klasy robotniczej -- w praktyce molocha państwowego.
   Kiedy dowiedziałem się, że prawie połowę dochodu narodowego przejmuje państwo, zrozumiałem, że socjalizm wcale się nie skończył, to dalej jest władza biurokracji państwowej. Hasłami wolności posługują się (oprócz krętaczy) głównie liberałowie i tylko oni dążą do ich realizacji, ale jak bardzo zestarzała się ta doktryna i jak bardzo nie pasuje do dzisiejszych czasów, widać po wypowiedziach Korwina-Mikke.
trickster (903 punktów)
(zablokowany)

>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć". Socjaliści to FANATYCY równości, którzy nie mogąc jej zrealizować dobrowolnie - realizują
>ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.
>Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę.

W tej wypowiedzi widzę pewną niekonsekwencję. Krytykuje się tutaj socjalistów jako fantyków RÓWNOŚCI, a liberałowie są przecież takimi samymi fanatykami WOLNOŚCI. Oba te ugrupowania wierzą w rzeczy utopijne i niemożliwe do zrealizowania w stu procentach. I sądzę że przypisywanie racjonalizmu którejś ze stron jest zawłaszceniem.
Racjonalny człowiek wie że socjalizm i liberalizm to uzupełniająće się przeciwieństwa, które mają takie samo prawo bytu.
25-06-2009 15:50 
 Ocena 4 na 4
Haribu (91 punktów)
>Racjonalny człowiek wie że socjalizm i liberalizm to uzupełniająće się przeciwieństwa, które mają takie samo prawo bytu.
>
Nie.
W kraju liberalnym KTO CHCE - MOŻE się ubezpieczyć na zdrowie, życie, dożycie itd. Wtedy składki będą jego prywatnym podatkiem socjalnym.

W kraju socjalistycznym WSZYSCY SĄ ZMUSZENI do ubezpieczenia i płacenia na "darmowe" szkoły, studia, szpitale itd.
webmaster (moderator)
Ok, podałeś definicje. A istniejące przykłady?
waldeck77 (4307 punktów)
Długo trzeba było myśleć, żeby wymyślić tę "mądrość"?

Czy to, że ludzie nie mogą decydować, którą stroną ulicy mają jeździć samochodem to też socjalizm?
Dlaczego fanatycy pieniądza mieliby być kimś lepszym i bardziej racjonalnym niż fanatycy równości społecznej?
Czy państwa skandynawskie z rozbudowanym socjalem są mnie racjonalne niż jakiś Niger czy Zambia, gdzie pomocy socjalnej nie ma w ogóle?

Zwolennicy Komika-Mikke przypominają mi staropolskich Sarmatów i ich złotą wolność szlachecką. To dopiero byli racjonaliści

> Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który mówiłby: "mam prawo do wolności od kościelnej indoktrynacji", a jednocześnie był socjalistą i wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym czy emerytalnym".

To problem twojej płytkiej wyobraźni.
Satyr (4285 punktów)

Myślę, że ta teza jest prawdziwa.

Socjalizm to przede wszystkim wiara w to, że rozum może stworzyć abstrakcyjną konstrukcję, która, zaaplikowana do życia społecznego, formuje je w odpowiedni sposób.

Jest to hipoteza całkiem, że tak powiem, irracjonalna. Rozum przecież sam jest podległy ewolucji, sam jest częścią natury i podlega jej uwarunkowaniom. Hipoteza, że mimo to jest on czymś wyższym, przekraczającym partykularne uwarunkowania, mogącym wyjść poza nie i objąć proces życia społecznego jakimiś ponadczasowymi regułami jest hipotezą wręcz animistyczną. Znaczy się - kompletnym zabobonem. Przez zabobon rozumiem tu wiarę w coś, co zostało empirycznie sfalsyfikowane (socjalizm ta procedura napotkała już wielokrotnie, w XX wieku szczególnie nazizm i komunizm jako jego najbardziej zwyrodniałe formy).

Socjalizm jednak będzie żywy (szczególnie w sercach dobrotliwych kobiet). Wraca on bowiem do pewnych prymitywnych, plemiennych emocji - bezwarunkowego współczucia, poczucia solidarności, które wspierają kolektywizm. Emocje te były niezwykle pomocne w prymitywnym stadium rozwoju, gdy społeczności ludzkie żyły w małych grupach, i cały czas tkwią w nas.
Rigoletto (3891 punktów)
>Myślę, że ta teza jest prawdziwa.
>Socjalizm to przede wszystkim wiara w to, że rozum może stworzyć abstrakcyjną konstrukcję, która, zaaplikowana do życia społecznego, formuje je w odpowiedni sposób.

A inne modele to niby nie mają takich zapędów?

>Jest to hipoteza całkiem, że tak powiem, irracjonalna. Rozum przecież sam jest podległy ewolucji, sam jest częścią natury i podlega jej uwarunkowaniom. Hipoteza, że mimo to jest on czymś wyższym, przekraczającym partykularne uwarunkowania, mogącym wyjść poza nie i objąć proces życia społecznego jakimiś ponadczasowymi regułami jest hipotezą wręcz animistyczną. Znaczy się - kompletnym zabobonem. Przez zabobon rozumiem tu wiarę w coś, co zostało empirycznie sfalsyfikowane (socjalizm ta procedura napotkała już wielokrotnie, w XX wieku szczególnie nazizm i komunizm jako jego najbardziej zwyrodniałe formy).

A skandynawska odmiana socjalizmu? Jakoś nie poddaje się sfalsyfikowaniu.
25-06-2009 15:36 
 Ocena 6 na 6
Haribu (91 punktów)
@Satyr - zgoda

@webmaster
>>idea spraw. społ. ZAWSZE ogranicza wolność ponad to co koniecznie, bo nie ma spraw. społ. bez "darmowych" szkół, szpitali, emerytur, a do tego potrzebne są DODATKOWE podatki, które ograniczają moją wolność, choć ja nie chcę "darmowego" socjalu.

>Eee tam pleciesz, więc prawo karne też ogranicza wolność bo nie możesz swobodnie kraść i kłamać, kiedy akurat chcesz. Jak jestem zdrowy, to mam nie płacić podaktów na szpitale? Wolność nie polega na tym, że nikt niczego od ciebie nie wymaga. Mylisz wolność z anarchią

Spokojnie - nie jestem anarchistą
Państwo to organizacja konieczna i jak najbardziej musi istnieć właśnie po to, by chronić uczciwych ludzi przed złodziejami, mordercami lub atakiem innego państwa. Powiedziałem to dość jasno chyba:

socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych podstawowych funkcjach (władza, administracja, policja, wojsko, może też straż pożarna) a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ: zabiera kilkakrotnie większe podatki na "bezpłatną" służbę zdrowia, edukację, emerytury itp. socjal.

Jeśli się sięgnie do Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela to jest tam napisane, że wolność polega na tym, że każdy może robić wszystko co chce, byle nie krzywdził innych. To chyba najlepsza definicja wolności.

Tyle, że w tym samym punkcie zapisano, iż można tę wolność ograniczyć ustawami, no i poza tymi ustawami, które ograniczają wolność zgodnie z jej definicją (kary za kradzieże czy mordy) powstały z czasem też ustawy USZCZĘŚLIWIAJĄCE NA SIŁĘ (socjal). To już jest nie do pogodzenia z wolnością i racjonalista winien je odrzucić, jeśli konsekwentnie jest zwolennikiem wolności.

Jeśli nie jest, to znaczy, że jest zwolennikiem dyktowania innym co jest dla nich dobre. Jeśli Pan Webmaster uważa, że z racji ludzkiej naiwności państwo może narzucać siłą dodatkowe podatki na socjal, to otwiera furtkę także innym pomysłom rozmaitych "zbawców świata". Takie dyktowanie raz przybierać może formę stosów, innym razem komunizmu.
Rigoletto (3891 punktów)
>>socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych podstawowych funkcjach (władza, administracja, policja, wojsko, może też straż pożarna) a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ: zabiera kilkakrotnie większe podatki na "bezpłatną" służbę zdrowia, edukację, emerytury itp. socjal.

A kto ustali które funkcje są podstawowe? Dla jednych podstawowe są te, które wymieniłeś, inni dodadzą drugie tyle.
Ktoś może powiedzieć, że policja mu niepotrzebna, bo sam obroni się lepiej. Inny nie będzie chciał płacić na wojsko, bo będzie uważał, że jego państwu nie grożą konflikty (np. Kostaryka nie ma armii). Straż pożarna też nie musi być państwowa.

>Jeśli się sięgnie do Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela to jest tam napisane, że wolność polega na tym, że każdy może robić wszystko co chce, byle nie krzywdził innych. To chyba najlepsza definicja wolności.
>Tyle, że w tym samym punkcie zapisano, iż można tę wolność ograniczyć ustawami, no i poza tymi ustawami, które ograniczają wolność zgodnie z jej definicją (kary za kradzieże czy mordy) powstały z czasem też ustawy USZCZĘŚLIWIAJĄCE NA SIŁĘ (socjal). To już jest nie do pogodzenia z wolnością i racjonalista winien je odrzucić, jeśli konsekwentnie jest zwolennikiem wolności.

Ale jeśli obywatele danego kraju, konsekwentnie wybierają do władz ludzi z programem bardziej nastawionym na "równość" niż "wolność" to dlaczego uważasz, że jest to nie racjonalne. Widocznie uważają, że taki ustrój jest lepszy niż ten "wolnościowy".
25-06-2009 16:08 
 Ocena 2 na 2
Haribu (91 punktów)
>A kto ustali które funkcje są podstawowe?
Doświadczenie dziejów ludzkości. Przez większą część historii nie było nigdzie socjalu, a urzędnicy, policja i wojsko - zawsze.

>Ale jeśli obywatele danego kraju, konsekwentnie wybierają do władz ludzi z programem bardziej nastawionym na "równość" niż "wolność" to dlaczego uważasz, że jest to nie racjonalne.
A jakby wygrała partia Rydzyka, to też poddałby się Pan woli większości?
----------
Nie chodzi mi o mówienie co jest racjonalne. Mnie chodzi o tutejszych RACJONALISTÓW, którzy w moim odczuci są zwolennikami wolności, a nie równości. Czy znajdzie się ktoś, kto stanie w obronie socjalizmu?
Rigoletto (3891 punktów)
>>A kto ustali które funkcje są podstawowe?
>Doświadczenie dziejów ludzkości. Przez większą część historii nie było nigdzie socjalu, a urzędnicy, policja i wojsko - zawsze.

Wolności osobistej dla wszystkich, wolności gospodarczej czy demokracji też nie było przez większą część historii...

>>Ale jeśli obywatele danego kraju, konsekwentnie wybierają do władz ludzi z programem bardziej nastawionym na "równość" niż "wolność" to dlaczego uważasz, że jest to nie racjonalne.
>A jakby wygrała partia Rydzyka, to też poddałby się Pan woli większości?

Czyli obecnie PiS. Hmm. A co niby miałbym zrobić? Przecież bomb pod Sejmem bym nie podkładał.

>Nie chodzi mi o mówienie co jest racjonalne. Mnie chodzi o tutejszych RACJONALISTÓW, którzy w moim odczuci są zwolennikami wolności, a nie równości. Czy znajdzie się ktoś, kto stanie w obronie socjalizmu?

Myślę, że nie o taką wolność chodzi .
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Przez większą część historii nie było nigdzie socjalu
Jestem skłonny twierdzić, że od początku państwa był.
Pierwszym świadczeniem socjalnym, oczywiście nie za darmo, było niepozbawianie prawa do życia, czyli rodzaj ochrony przed sobą samym. Później to już wszystko z górki.
W grupie pierwotnej też był socjal, jeśli kogoś karmiono aby wyzdrowiał. Niektóre zwierzaki robią podobnie.
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
jeśli obywatele danego kraju, konsekwentnie wybierają do władz ludzi z programem bardziej nastawionym na "równość" niż "wolność" to dlaczego uważasz, że jest to nie racjonalne. Widocznie uważają, że taki ustrój jest lepszy niż ten "wolnościowy"

Co to znaczy konsekwentnie? 4 lata, 8, 12, 16?
W takim konsekwentnie wybierającym społeczeństwie z hipotetycznego referendum, którego długo nie będzie, mógłbyś się dowiedzieć, że jakakolwiek partia w parlamencie nie reprezentuje poglądów wyborców.

Co to jest wola wyborców, pozostaje bardzo dyskusyjne? Często połowa chce iść jedną drogą, a druga połowa inną, więc w drodze kompromisu wszyscy lezą na przełaj, mimo że ktokowiek tego nie chciał, co się jednak uparcie ludziom wmawia.
webmaster (moderator)
>socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych podstawowych funkcjach (władza, administracja, policja, wojsko, może też straż pożarna) a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ: zabiera kilkakrotnie większe podatki na "bezpłatną" służbę zdrowia, edukację, emerytury itp. socjal.
W takim razie powtarzam: finansowanie szpitali jest takim uszczęśliwianiem na siłę ludzi zdrowych. Ale ja wolę to, niż mijać konających na ulicy.

>Jeśli się sięgnie do Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela to jest tam napisane, że wolność polega na tym, że każdy może robić wszystko co chce, byle nie krzywdził innych.
Nijak się to ma do podatków, które wolności nie ograniczają. Wręcz przeciwnie, za podatkami powinny iść prawa.

>To już jest nie do pogodzenia z wolnością i racjonalista winien je odrzucić, jeśli konsekwentnie jest zwolennikiem wolności.
Powiem ci tak: nie chciałbyś żyć w kraju, gdzie zrezygnowano z tego całego socjalu. Dlatego nie widzę sensu takiej dyskusji.

>Jeśli nie jest, to znaczy, że jest zwolennikiem dyktowania innym co jest dla nich dobre.
Populizm.

>Jeśli Pan Webmaster uważa, że z racji ludzkiej naiwności państwo może narzucać siłą dodatkowe podatki na socjal, to otwiera furtkę także innym pomysłom rozmaitych "zbawców świata".
Znów populizm. Każde państwo i każda władza narzuca siłą, z definicji. Nie istnieje społeczeństwo, gdzie każdy dba tylko o własny interes i płaci tylko za i na siebie. Proponujesz więc utopię, w której sam, o ile jesteś konsekwentny, nie chciałbyś żyć ani wychować dzieci.
26-06-2009 09:51 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>>socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych podstawowych funkcjach (władza, administracja, policja, wojsko, może też straż pożarna) a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ: zabiera kilkakrotnie większe podatki na "bezpłatną" służbę zdrowia, edukację, emerytury itp. socjal.
>W takim razie powtarzam: finansowanie szpitali jest takim uszczęśliwianiem na siłę ludzi zdrowych. Ale ja wolę to, niż mijać konających na ulicy.
Chwileczkę. TY WOLISZ! A co jeśli ja nie chcę być uszczęśliwiany na siłę - jesteś zwolennikiem zmuszenia mnie do finansowania TWOJEJ wizji lepszego świata. To jest dokładnie ten sam sposób myślenia, jaki kierował inkwizytorami, dyktatorami i wszelkimi innymi "zbawcami świata".

>>Jeśli się sięgnie do Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela to jest tam napisane, że wolność polega na tym, że każdy może robić wszystko co chce, byle nie krzywdził innych.Nijak się to ma do podatków, które wolności nie ograniczają. Wręcz przeciwnie, za podatkami powinny iść prawa.
A co jeśli ja nie chcę mieć prawa do "darmowej" edukacji, bo wolę sam opłacać korepetytorów moich dzieci?

>>To już jest nie do pogodzenia z wolnością i racjonalista winien je odrzucić, jeśli konsekwentnie jest zwolennikiem wolności.
>Powiem ci tak: nie chciałbyś żyć w kraju, gdzie zrezygnowano z tego całego socjalu.
Ja ci nie odmawiam ubezpieczeń dobrowolnych, a ty mi odmawiasz wolnej decyzji do nieubezpieczania się, bo wydaje ci się, że wiesz lepiej ode mnie czego ja chcę.

>>Jeśli Pan Webmaster uważa, że z racji ludzkiej naiwności państwo może narzucać siłą dodatkowe podatki na socjal, to otwiera furtkę także innym pomysłom rozmaitych "zbawców świata".
>Znów populizm. Każde państwo i każda władza narzuca siłą, z definicji. Nie istnieje społeczeństwo, gdzie każdy dba tylko o własny interes i płaci tylko za i na siebie. Proponujesz więc utopię, w której sam, o ile jesteś konsekwentny, nie chciałbyś żyć ani wychować dzieci.
Ciekawe, że socjaliści uparcie nie dopuszczają do świadomości, że wszystkie państwa świata istniały przez tysiące lat bez socjalu. I zwalczały przestępczość i budowały drogi i rozwijały się, a jednocześnie pozostawiały ludziom wolności decydowania o ich zdrowiu, starości czy szkole. Tak jakby socjaliści znali historię tylko od końca XIX wieku - dla nich albo jest socjalizm albo anarchia.
26-06-2009 10:41 
 Ocena 1 na 1
webmaster (moderator)
>A co jeśli ja nie chcę być uszczęśliwiany na siłę - jesteś zwolennikiem zmuszenia mnie do finansowania TWOJEJ wizji lepszego świata.
Aha, więc Twoja wizja świata jest ok, a moja już nie? To się nazywa faszyzm mój drogi. I nie obrażaj mnie wyssanymi z palca porównaniami, bo tylko rozważam hipotetycznie twoją wizję, nie przedstawiam przecież swojej.

>A co jeśli ja nie chcę mieć prawa do "darmowej" edukacji, bo wolę sam opłacać korepetytorów moich dzieci?
Wątpię, abyś naprawdę tego chciał. Gdybyś kiedyś doznał biedy, czego ci nie życzę, to byś już nie chciał. Statystycznie rzecz biorąc, łatwiej jest osiągnąć dany poziom życia przy wsparciu państwa niż bez niego. Ale jak rozumiem ty zaliczasz się do bogaczy, którzy nigdy pomocy państwa potrzebować nie będą:D

>Ja ci nie odmawiam ubezpieczeń dobrowolnych, a ty mi odmawiasz wolnej decyzji do nieubezpieczania się, bo wydaje ci się, że wiesz lepiej ode mnie czego ja chcę.
Nic takiego nie napisałem. Mówimy o ogólnych zasadach a nie konkretnych rozwiązaniach. Ja bym np zrezygnował z części ubezpieczeń, ale to rozmowa na inny wątek.

>Ciekawe, że socjaliści uparcie nie dopuszczają do świadomości, że wszystkie państwa świata istniały przez tysiące lat bez socjalu.
Mam rozumieć, że żyło się w nich lepiej niż tobie w Polsce?? To kiedy przeprowadzasz się do Somalii?:D

>I zwalczały przestępczość i budowały drogi i rozwijały się, a jednocześnie pozostawiały ludziom wolności decydowania o ich zdrowiu, starości czy szkole.
To jest mit mój drogi, wybielanie historii grubym korektorem. Poziom życia nigdy nie był wyższy niż w dzisiejszych krajach zachodnich, no może dla garstki oligarchów.
26-06-2009 17:41 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>>A co jeśli ja nie chcę być uszczęśliwiany na siłę - jesteś zwolennikiem zmuszenia mnie do finansowania TWOJEJ wizji lepszego świata.
>Aha, więc Twoja wizja świata jest ok, a moja już nie? To się nazywa faszyzm mój drogi.
Któryś z nas chyba jest faszystą.
System bez socjalu nikomu niczego nie narzuca.
System z socjalem mnie zmusza do ubezpieczenia się.

Mówisz, że część ubezpieczeń byś zniósł, ale jednak cześć byś zostawił. Wyjaśnij mi: co ja ci zrobiłem, że odmawiasz mi możliwości życia bez ubezpieczania się?
webmaster (moderator)
>System bez socjalu nikomu niczego nie narzuca.
Każdy system narzuca, to już chyba ustaliliśmy. Pytanie nie brzmi więc czy, ale ile i jakimi metodami.

>System z socjalem mnie zmusza do ubezpieczenia się.
Niekoniecznie, ponieważ nie musisz płacić podatków. Siłą ci pieniędzy nie zabiorą na to ubezpieczenie.

>Mówisz, że część ubezpieczeń byś zniósł, ale jednak cześć byś zostawił. Wyjaśnij mi: co ja ci zrobiłem, że odmawiasz mi możliwości życia bez ubezpieczania się?
Nikt ci nie odmawia, ale jestem przekonany, że twoja wizja jest nierealna i sam byś nie chciał w takim kraju żyć. I tak przecież musisz się ubezpieczyć, jeżeli planujesz dłuższy pobyt na tej niespokojnej planecie. Urzędnicy może i nie są wydajni, ale mit o wydajności korporacji też trzeba obalić (sam w takich pracuję więc coś wiem). Nie ma żadnego obiektywnego powodu, aby urzędnik pracował gorzej niż tak samo wykształcony pracownik korporacji. Po prostu mamy takie złe doświadczenia z chorym systemem, stąd awersja.
Ja już wolę nadpłacić urzędnikowi niż płacić na nowy jacht prezesa korporacji ubezpieczeniowej z kapitałem zagranicznym. Bo urzędnik i tak te pieniądze wyda w kraju i zrzuca się do tego samego koszyka co ja, a prezesa na oczy nie zobaczę. Duże instytucje finansowe też robią wszystko, abyś swoich pieniędzy już nie zobaczył, tylko ładniej to sprzedają.
26-06-2009 21:13 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>>System z socjalem mnie zmusza do ubezpieczenia się.
>Niekoniecznie, ponieważ nie musisz płacić podatków. Siłą ci pieniędzy nie zabiorą na to ubezpieczenie.
Jesteś pewien, że nikt siły nie użyje, jeśli przestanę płacić obowiązkowe składki państwu?
webmaster (moderator)
Płacisz, bo korzystasz. Przestań korzystać, to nie będziesz płacił. Urzędnik ci do domu nie przyjdzie.
25-06-2009 16:15 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>A inne modele to niby nie mają takich zapędów?
Z pewnością liberalizm nie ma. Z tego prostego powodu, że jego regulacje stanowią minimum.

>A skandynawska odmiana socjalizmu? Jakoś nie poddaje się sfalsyfikowaniu.

Po pierwsze, nie możemy mówić, że tam panuje socjalizm. Zwróć uwagę, że wydatki publiczne Szwecji stanowią ok. połowę PKB(jeszcze w latach 60-tych wydatki publiczne Szwecji to ok. 22% PKB - czyli 2 razy mniej niż teraz w Polsce!). W państwach socjalistycznych jest to ok. 90 %.

Po drugie - ten model też podlega falsyfikacji. Socjalna (nie: socjalistyczna) gospodarka Szwecji sprawiła, że w ostatnich 30 latach ich PKB per capita wzrósł jedynie 3,5 krotnie (dla porównania: Irlandia - 10-krotny wzrost). Szwecja korzystała z Planu Marshalla, zarobiła krocie na eksporcie rudy żelaza (m. in. do II Rzeszy), nie ma kłopotów z dotowaniem rolnictwa (bo tam praktycznie nie ma rolnictwa). W 1980 r. ich PKB per capita wynosiło ok. 15 000$, a Irlandii ok. 5-6 tys. Teraz przeciętny Irlandczyk jest już bogatszy od przeciętnego Szweda. W 30 lat zredukowali 3-krotną różnicę, i to z nawiązką!. Więcej pisałem o tym tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,204584#w205059

Link do danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego:
www.imf.or(*)PDPC&grp=0&a=&pr1.x=48&pr1.y=6

Uważam, że należy prostować błędne informacje o doskonałej kondycji gospodarki Szwecji. Oni po prostu wystartowali z wymarzonej pozycji - a postępu nie ma.
Czy nigdy nie zastanowiło zwolenników socjalnej gospodarki to, że jedynie w tym jednym jedynym przypadku ona rzekomo się sprawdza? Dość karkołomne jest wnioskowanie o użyteczności tego ustroju mając tylko jeden (rzekomo) udany przypadek oraz dziesiątki katastrof.

Pozdrawiam
Rigoletto (3891 punktów)
>>A inne modele to niby nie mają takich zapędów?
>Z pewnością liberalizm nie ma. Z tego prostego powodu, że jego regulacje stanowią minimum.

Może i nie ma, ale współcześnie nie ma wysoko rozwiniętych państw, które byłyby wprost oparte na klasycznym liberalizmie. Jedynie niektóre kraje Trzeciego Świata ograniczają się do "minimum" (ale to raczej z biedy).

>>A skandynawska odmiana socjalizmu? Jakoś nie poddaje się sfalsyfikowaniu.
>Po pierwsze, nie możemy mówić, że tam panuje socjalizm. Zwróć uwagę, że wydatki publiczne Szwecji stanowią ok. połowę PKB(jeszcze w latach 60-tych wydatki publiczne Szwecji to ok. 22% PKB - czyli 2 razy mniej niż teraz w Polsce!). W państwach socjalistycznych jest to ok. 90 %.

Autor tego wątku, uważa, że każde państwo, które ma państwową służbę zdrowia, powszechne ubezpieczenia społeczne to państwa oparte na socjalizmie. Z tego punktu widzenia Szwecja jest socjalistyczna (jak i wszystkie kraje UE)

>Po drugie - ten model też podlega falsyfikacji.

Słyszę to już od dwudziestu lat .

>Socjalna (nie: socjalistyczna) gospodarka Szwecji sprawiła, że w ostatnich 30 latach ich PKB per capita wzrósł jedynie 3,5 krotnie (dla porównania: Irlandia - 10-krotny wzrost).

Naciągasz liczby. Irlandia była jednym z najbiedniejszych krajów Europy więc i wzrost miała większy bo startowała z niskiego pułapu. Poza tym zwróć uwagę, że w czasie obecnego kryzysu Irlandia zanotowała jeden z największych spadków PKB. Szwecja jak na razie wychodzi bez szwanku.

>Uważam, że należy prostować błędne informacje o doskonałej kondycji gospodarki Szwecji. Oni po prostu wystartowali z wymarzonej pozycji - a postępu nie ma.
>Czy nigdy nie zastanowiło zwolenników socjalnej gospodarki to, że jedynie w tym jednym jedynym przypadku ona rzekomo się sprawdza? Dość karkołomne jest wnioskowanie o użyteczności tego ustroju mając tylko jeden (rzekomo) udany przypadek oraz dziesiątki katastrof.

Nie jestem zwolennikiem socjalizmu, ale wolny rynek też nie gwarantuje bogactwa społeczeństw.
25-06-2009 16:57 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>Naciągasz liczby. Irlandia była jednym z najbiedniejszych krajów Europy więc i wzrost miała większy bo startowała z niskiego pułapu.

Niczego nie naciągam. Rzuć okiem na dane, które przesłałem w linku. Irlandia już w 2000 roku miała taki PKB per capita, jak Szwecja, a mimo to wzrost bogactwa jej mieszkańców i tak cały czas był kilkukrotnie szybszy.
26-06-2009 12:13 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Skandynawskie państwa są trochę, że tak powiem dziwaczne i raczej nie brałbym z nich przykładu.

korwin-mik(*)okaz/postep_po_szwedzku_13/536
korwin-mik(*)okaz/postep_po_szwedzku_23/537
korwin-mik(*)okaz/postep_po_szwedzku_33/538
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

Zgadzam się.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Odważną tezę żeś postawił, a propos wolnościowego forum .
26-06-2009 09:53 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>Odważną tezę żeś postawił, a propos wolnościowego forum .
>
Czy to odważna teza? Moim zdaniem OCZYWISTA. Jak na razie tylko Webmaster broni socjalizmu.
webmaster (moderator)
Nie kłam, nie bronię socjalizmu tylko sprzeciwiam się absurdalnej wizji świata, którą chcesz sprzedać. Świata, w którym sam nie chciałbyś żyć.
Haribu (91 punktów)
>Nie kłam, nie bronię socjalizmu tylko sprzeciwiam się absurdalnej wizji świata, którą chcesz sprzedać. Świata, w którym sam nie chciałbyś żyć.
Nie kłamię. Odniosłem wrażenie, że jesteś socjalistą. Jeśli nie to cieszę się.
Co do absurdalności państwa które nie zmusza do ubezpieczania się - polecam podręcznik historii, którykolwiek.
webmaster (moderator)
>Co do absurdalności państwa które nie zmusza do ubezpieczania się - polecam podręcznik historii, którykolwiek.
Ty mnie do trupów nie odsyłaj, tylko pokaż przykład żyjący.
26-06-2009 15:03 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>>Co do absurdalności państwa które nie zmusza do ubezpieczania się - polecam podręcznik historii, którykolwiek.
>Ty mnie do trupów nie odsyłaj, tylko pokaż przykład żyjący.
Cejrowski mówi, że w Am. Łać. są jeszcze kraje, gdzie można na własnej ziemi robić co się chce, a urzędnicy nie mówią jak wychowywać dziecko.
webmaster (moderator)
Jestem bardzo ciekaw, jak spędzi emeryturę. Czy pojedzie do Indian chodzić boso czy spocznie w ciepłych kapciach, korzystając z tego okropnego socjalu w którymś z tych okropnych socjalnych państw zachodu
bockxer (1165 punktów)

>Cejrowski mówi, że w Am. Łać. są jeszcze kraje, gdzie można na własnej ziemi robić co się chce, a urzędnicy nie mówią jak wychowywać dziecko.

Ano mówi... co mu się w głowie uroi.

"Cejrowski prostuje. Kręcąc jeszcze bardziej."
tierralatina.blox.pl/html
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

hej,
Istnieje coś takiego jak wybór wartości .
Oczywiście można uznać , że wykorzystywanie swojej przewagi , siły i dominacji bez jakiegokolwiek uwzględniania kogokolwiek jest wartościowe .
Ja - silny i sprytny , inteligentny i dynamiczny mam wszelkie prawo do tego aby wykorzystać pasywność i ułomność a nawet bezwład i lenistwo innych do tego aby sobie samemu zapewnić zyski i korzyści .
To jednak , według mnie jest niczym innym jak darwinizmem społecznym ... czyli systemem pozbawionem elementarnej empatii , współczucia i życzliwości dla drugiego człowieka .
Socjalizm jako ideologia socjologiczna , nauka społeczna sprzeciwia się takiemu apoteozowaniu skrajnego egocentryzmu a w zamian proponuje szeroko zakrojony dialog , porozumienie , kompromis .
Socjalizm proponuje pewną wizję , propozycję poszukiwania wspólnych przestrzeni , które będą , jako wartość i własność wspólna ... przy aktywizacji jak największych grup społecznych - wspólnie zagospodarowywane .
To jest rzeczywiście utopia ... ale utopia bardzo wartościowa , sensowna a nawet szlachetna .
Słabością socjalizmu jest właśnie jego całkowicie dobrowolny wybór !
Tylko bowiem dobrowolne wyrzeczenie się wykorzystywania swej dominacji i przewagi na korzyść dobra wspólnego może być uważane za wartość .
Wszelki przymus dyskredytuje szlachetnośś owej ideologii .
Niestety wrodzone i wyuczone postawy egoistyczne są mocnym kontrargumentem wszystkich krytyków socjalistycznej utopii .

pozdrawiam serdecznie
socjalista i racjonalista
makuś
26-06-2009 17:33 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>Słabością socjalizmu jest właśnie jego całkowicie dobrowolny wybór !
Dobrowolne pomaganie słabszym czy współdziałanie dla dobra ogółu istniało zawsze. Socjalizm natomiast jest "dobroczynnością" przymusową, organizowaną przez państwo za pomocą prawa i administracji, czyli pod karą za odmowę.

>Tylko bowiem dobrowolne wyrzeczenie się wykorzystywania swej dominacji i przewagi na korzyść dobra wspólnego może być uważane za wartość .
>Wszelki przymus dyskredytuje szlachetnośś owej ideologii .
Z tym się zgadzam, tylko wobec tego dlaczego określiłeś się jako socjalista?
Albo zapytam inaczej: dlaczego chcesz mnie zmuszać do ubezpieczania się?
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Wszelki przymus dyskredytuje szlachetnośś owej ideologii .
>Z tym się zgadzam, tylko wobec tego dlaczego określiłeś się jako socjalista?
>Albo zapytam inaczej: dlaczego chcesz mnie zmuszać do ubezpieczania się?

hej,
Bardzo dobre pytanie !
Może przesadziłem z ... wszelkim przymusem - to już jest raczej bajka ...
Ale ...
Wyobraź sobie , że mieszkasz w bloku .
Ktoś musi sprzątać klatkę schodową , prawda ?
Można kogoś zatrudnić , można wprowadzić dyżury , można też karać śmiercią tych którzy brudzą ...
Jakąś opcje musimy przyjąć !
Musimy coś wybrać .
Czy konieczność podjęcia wyboru jest tym przymusem o którym pisałem ?
Raczej nie !

pozdrawiam serdecznie
makuś
26-06-2009 19:20 
 Ocena 2 na 2
bebon (26 punktów)
>Istnieje coś takiego jak wybór wartości .

owszem

>Oczywiście można uznać , że wykorzystywanie swojej przewagi , siły i dominacji bez jakiegokolwiek uwzględniania kogokolwiek jest wartościowe .

można tak uznać (niektórzy nawet tak czynią)

>Ja - silny i sprytny , inteligentny i dynamiczny mam wszelkie prawo do tego aby wykorzystać pasywność i ułomność a nawet bezwład i lenistwo innych do tego aby sobie samemu zapewnić zyski i korzyści .

tak jest taka wersja postępowania

>To jednak , według mnie jest niczym innym jak darwinizmem społecznym ... czyli systemem pozbawionem elementarnej empatii , współczucia i życzliwości dla drugiego człowieka .

zgadzam się takie brutalne traktowanie jest godne odrzucenia (ale z darwinizmu nie wynika tylko brak empatii , współczucia i życzliwości = są też postawy altruistyczne które wynikają z darwinizmu = patrz dalej)

>Socjalizm jako ideologia socjologiczna , nauka społeczna sprzeciwia się takiemu apoteozowaniu skrajnego egocentryzmu a w zamian proponuje szeroko zakrojony dialog , porozumienie , kompromis .

istnieje mikro szansa że na papierze ktoś gdzieś tak to wymyślił

>Socjalizm proponuje pewną wizję , propozycję poszukiwania wspólnych przestrzeni , które będą , jako wartość i własność wspólna ... przy aktywizacji jak największych grup społecznych - wspólnie zagospodarowywane .

jak wyżej (papier)

>To jest rzeczywiście utopia ... ale utopia bardzo wartościowa , sensowna a nawet szlachetna .

tak zgadzam się utopia - czasami ładnie wygląda na papierze

>Słabością socjalizmu jest właśnie jego całkowicie dobrowolny wybór !

nie zgadzam się nie da się wybrać utopi i wdrożyć jej w życie to z definicji sprzeczność (utopia nie istnieje/zaistnieje w rzeczywistości - patrz wyżej twoje słowa że socjalizm jest rzeczywiście utopią)

>Tylko bowiem dobrowolne wyrzeczenie się wykorzystywania swej dominacji i przewagi na korzyść dobra wspólnego może być uważane za wartość .

Są jednak rzeczy które mają cechy na chłopski rozum wartości a są wykonywane przymusowo - pierwszy lepszy przykład = przymuszam (niestety wiele rzeczy trzeba trochę wymusić na dzieciach bo same z siebie nie zrobią tych rzeczy) swoje dziecko do mycia zębów rano i wieczorem = będzie to dla niego bezdyskusyjną wartością = zdrowsze zęby, odwleczony kontakt z dentystą, wpojenie dbania o własną higienę itp

>Wszelki przymus dyskredytuje szlachetnośś owej ideologii .

Szlachetność tej ideologi jest przynajmniej dyskusyjna (trudno się z resztą wypowiedzieć bowiem nie zdefiniowaliśmy absolutnie wyraźnie o jaki socjalizm idzie - jest cała gama do wyboru - tyle ilu filozofów tyle socjalizmów - no prawie

>Niestety wrodzone i wyuczone postawy egoistyczne są mocnym kontrargumentem wszystkich krytyków socjalistycznej utopii .

To już ostro oponuję. Poczytaj książki o ewolucji i o zachowaniach przedstawicieli różnych gatunków (w tym homo sapiens) tam jest masa przykładów potwierdzonych badaniami na wiele przykładów wrodzonego ALTRUIZMU na przykład. Tutaj jak widzę tok rozumowania Twojego zaczyna być mocno dogmatyczny (z góry założyłeś że wrodzona jest postawa egoistyczna - to nie jest takie pewne.



>pozdrawiam serdecznie
>socjalista i racjonalista
>makuś
>

Tak wczytując się w twoją wypowiedź muszę stwierdzić że nie przekonałeś mnie do swych racji a nawet wprawiłaś trochę w zdumienie tym że określiłeś się jako socjalista. Dużo prościej nie być socjalistą skoro socjalizm jest utopią (będę się czepiał sam to powiedziałeś ) Tak mi się wydaje że twoja wypowiedź lekko pachnie postawą niewiele różniącą się od postawy ludzi wierzących w bóstwa (to ten punkt który określiłem jako dogmatyczny na przykład).

Moim zdaniem nie można logicznie obronić postaw socjalistycznych (piszę postaw bowiem socjalizmów różnorako definiowanych jest cała masa). Słabością takich postaw nie jest to co napisałeś tzn że musiałby być dobrowolny - słabością jest moim zdaniem jego immanentna cecha nie przystawania do realności/ rzeczywistości fizycznej/biologicznej naszego gatunku. Są oczywiście pewne cechy socjalizmu takie jak powiedzmy (ideologicznie) starania o to aby troszczyć się o innych które w naturalny sposób występują w przyrodzie (na prawdę odsyłam do bogatej literatury na tematy ewolucji, genetyki itp w tym miejscu nie jestem w stanie tego udowodnić robią to profesjonalni naukowcy z danych dziedzin) ale jestem bardziej niż pewny to tylko pewna część doktryn socjalistycznych (nie cała). Z tą pasującą częścią nie byłoby problemu bo skoro występuje w przyrodzie i w ideologi socjalistycznej to mamy ją defacto na patelni od razu - bez większego wysiłku. Problem z tą nie pasującą częścią która została wymyślona i stara się ją wcisnąć w człowieka - ale on taki nie jest jak chcieliby socjaliści a to dlatego że człowiek powstawał przez długie lata ewolucyjnego rozwoju i nie da się na niego narzucić czapy socjalistycznej lub może nawet nie narzucać ale dać mu ją ale i tak z "definicji ewolucyjnej" człowiek jej nie podniesie i nie wykorzysta bo nie może - jest już wcześniej ulepiony przez procesy ewolucyjne i nie wszystko może.

uff chciałem krótko ale nie wyszło

27-06-2009 15:52 
 Ocena 1 na 1
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
). Słabością takich postaw nie jest to co napisałeś tzn że musiałby być dobrowolny - słabością jest moim zdaniem jego immanentna cecha nie przystawania do realności/ rzeczywistości fizycznej/biologicznej naszego gatunku.

hej,
Nie przystawania do realności ?
Wydaje mi się , że wiele ideii dzięki którym możemy korzystać z szeroko pojętych swobód obywatelskich , kiedyś nie przystawało do realności !
Napisałem tak :
Niestety wrodzone i wyuczone postawy egoistyczne są mocnym kontrargumentem wszystkich krytyków socjalistycznej utopii
Można uznawać , że dbanie wyłącznie o swoje własne interesy jest szczytem szlachetności czy rozsądku .
Można też zakwestionować ten pogląd twierdząc , że zawiera on nieusuwalny potencjał konfliktów i agresji , ponieważ poszczególne egoizmy nie uznające wspólnych wartości zawsze będą się nawzajem zwalczały !
Socjalizm jako doktryna społeczna proponuje wizję społeczeństwa opartego na porozumieniu i dialogu wszystkich możliwych grup społecznych przy jednoczesnej , właśnie dobrowolnej zgodzie na samoredukcje swoich egocentrycznych dążeń !
Nazywam to utopią ... ale utopią szlachetną i wartościową
Kropla drąży kamień
I tak jak dzisiaj uważamy kamienowanie czy łamanie kołem za barbarzyństwo , może się zdarzyć za kilka wieków , że przerażajkące dysproporcje istniejące na świecie zostaną zakwestionowane jako ... barbarzyństwo .

pozdrawiam serdecznie
makuś
27-06-2009 22:09 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Nazywam to utopią ... ale utopią szlachetną i wartościową
   I jak tu się z Tobą nie zgodzić?!
07-07-2009 14:08 
 Ocena 1 na 1
bebon (26 punktów)
>Nie przystawania do realności ?
>Wydaje mi się , że wiele ideii dzięki którym możemy korzystać z szeroko pojętych swobód obywatelskich , kiedyś nie przystawało do realności !

chodzi mi o główny punkt socjalizmów tzn "równość" lub "dążenie do równości" to jest z definicji nie realizowalne. Każdy jest inny bo tak zostaliśmy ukształtowani. Swobody obywatelskie nie mają nic wspólnego z socjalizmem one właśnie są realne bowiem swobody są różne dla różnych grup/ludzii (składają się na te swobody różne czynniki różnicujące ludzi takie jak na przykład status majątkowy, choroby lub ich brak, kalectwo, wiedza/inteligencja itp). Tak że wydaje mi się że akturat swobody obywatelkie to nie dobry przykład (ale może się mylę)

Oczywiście można sobie wyobrażać że kiedyś genetyka pozwoli stworzyć identyczne, równe stworzenia - między innymi równych "ludzi". Wtedy czynnik fizyczny (genetyczny) przestanie być czynnikiem różnicującym ludzi.

Sumując chodzi mi o jedną z głównych doktryn socjalizmów = "równość";

>Napisałem tak :
>Niestety wrodzone i wyuczone postawy egoistyczne są mocnym kontrargumentem wszystkich krytyków socjalistycznej utopii

tutaj właśnie twierdze że tak jak mamy wrodzone postawy egoistyczne mamy także wrodzone postawy altruistyczne (to byłoby nawet na obronę socjalizmów)
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Niestety wrodzone i wyuczone postawy egoistyczne są mocnym kontrargumentem wszystkich krytyków socjalistycznej utopii
>tutaj właśnie twierdze że tak jak mamy wrodzone postawy egoistyczne mamy także wrodzone postawy altruistyczne (to byłoby nawet na obronę socjalizmów)

hej,
W socjalizmie nie chodzi o jakąś automatyczną , totalną równość ale o wyrównywanie szans i o to aby silni i sprytni nie mogli w nieograniczony niczym sposób wykorzystywać słabszych i mniej sprytnych .
W tym systemie chodzi o kreowanie wspólnych wartości a to oznacza krytykę pasożytnictwa !
Pasożytnictwa czyli świadomego wykorzystywania innych ludzi lub systemu !
makuś
08-07-2009 11:53 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
   Różnica sprowadza się do tego, że w kapitalizmie ludzie bardziej zaradni korzystają z pracy mniej zaradnych. A w socjalizmie osoby, które załapały się do warstwy tworzącej system pasożytują na całym społeczeństwie. Równości nie ma ani w jednym systemie, ani w drugim. Wolę kiedy promowana jest zaradność napędzająca rozwój niż cwaniactwo wymagane do załapania się do władzy. Idee są dla idealistów, a pieniądze i władza dla realistów.


Heterofobicznej mowie nienawiści mówię NIE! Eminem: Homophobic? Nah, you're just heterophobic.
08-07-2009 14:28 
 Ocena 2 na 2
Piotr Patucha (2279 punktów)
>   Różnica sprowadza się do tego, że w kapitalizmie ludzie bardziej zaradni korzystają z pracy mniej zaradnych.

Myślę, że praktyce wygląda to nieco inaczej. To nieprawda, że ludzie, którzy zajmują niższą pozycję w określonej firmie są mniej zaradni. Przecież, aby uzyskać zakres kompetencji wystarczający do zajmowania wyższych, bardziej odpowiedzialnych funkcji, potrzeba czasem wiele czasu, szkoleń i doświadczeń. Po drugie, znam takie przypadki, gdzie pewne osoby, mimo, iż posiadają potencjał i kompetencje, decydują się na mniej odpowiedzialne funkcje - powody są różne: chęć zmniejszenia natężenia stresu, obowiązków i czasu, które można poświęcić rodzinie, pasjom itp.

Kiedy zapoznawałem się z krytyką kapitalizmu Marksa, uderzyło mnie jedno spostrzeżenie. Demonizował on kapitalizm, jako system, który w swym rozwiniętym stadium z konieczności doprowadzi do skrajnych nierówności, czyli akumulacji potężnego kapitału w rękach nielicznych i skrajnej biedy robotników.

Marskiści, w tym bolszewicy ufni w historycystyczną przepowiednię Marksa oczekiwali rychłego upadku kapitalizmu i demokracji w USA i Anglii - wystarczyło poczekać, aż robotnicy wyjdą na ulicę i zrewolucjonizują system gospodarczy i polityczny swego kraju. Jak na ironię, nigdy nie doczekali się żadnej rewolucji - robotnicy wybrali system kapitalistyczny i demokrację. Mimo, iż kapitalizm tego okresu nie był doskonały, posiadał natomiast zdolność do przekształcenia swego "oblicza". W praktyce okazało się, że rozwinięte stadium kapitalizmu prowadzi do znaczącego podwyższenia standardów życia robotników i powiększenia zakresu ich wolności(w sensie wolnego czasu, który można poświęcić na rozwój osobisty).

Jak na ironię, marzenie Marksa o wolności i dostatku pracujących mas ziściło się w krajach kapitalistycznych.

Pozdrawiam.


"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
08-07-2009 15:14 
 Ocena 1 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Myślę, że praktyce wygląda to nieco inaczej
   Jedno nie wyklucza drugiego. Klucz tkwi w rozumieniu zaradności. Kapitalizm zmienia swoje oblicze, bowiem zanika w nim kapitalista jako osoba będąca w posiadaniu kapitału. Natomiast dominującą rolę zaczyna odgrywać "zaradny organizator", czyli osoba nie dysponująca zbyt wielkim kapitałem osobistym, ale potrafiąca w przestrzeni informatycznej wykreować pokaźny kapitał dyspozycyjny. Jednym z pierwszych i bardziej znanych był Soros. Jego sukces nie jest pochodną wielkości kapitału a właśnie owej "zaradności", czy wręcz cwaniactwa.

>To nieprawda, że ludzie, którzy zajmują niższą pozycję w określonej firmie są mniej zaradni
   Wysoko opłacani specjaliści nie są mało zaradni, ale niewątpliwie mniej zaradni od warstwy menagementu, która nie mając absolutnie żadnego kapitału potrafi się de facto uwłaszczyć na wielkiej korporacji. Mamy tu mieszankę hierarchii celów życiowych i potencjału zaradności.


Minuśnicy: -143 ironin, -69 poziomczyński, -36 cabbage, -34 belvedere, -21 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-08]
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>   Różnica sprowadza się do tego, że w kapitalizmie ludzie bardziej zaradni korzystają z pracy mniej zaradnych. A w socjalizmie osoby, które załapały się do warstwy tworzącej system pasożytują na całym społeczeństwie. Równości nie ma ani w jednym systemie, ani w drugim. Wolę kiedy promowana jest zaradność napędzająca rozwój niż cwaniactwo wymagane do załapania się do władzy. Idee są dla idealistów, a pieniądze i władza dla realistów.
>
Heterofobicznej mowie nienawiści mówię NIE! Eminem: Homophobic? Nah, you're just heterophobic.


czy taki Rockefeller był wg Ciebie zaradnym czy raczej cwaniakiem ?
bebon (26 punktów)
>Stawiam tezę jaką widać w tytule.
>Dlaczego nie może?
>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć". Socjaliści to FANATYCY równości, którzy nie mogąc jej zrealizować dobrowolnie - realizują
>ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.
>Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę. Nie jest pewien
>czy wszyscy obecni tutaj są konsekwentni, ale jeśli są, to powinni przyznać rację mej tezie, gdyż
>cóż to byłaby za wolność, gdyby ograniczała się jedynie do piętnowania chrześcijaństwa i innych
>kultów, które bądź co bądź nie nie są przymusowe. Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który
>mówiłby: "mam prawo do wolności od kościelnej indoktrynacji", a jednocześnie był socjalistą i
>wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym
>czy emerytalnym".
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

zgadzam się - chociaż można by trochę pomarudzić jakby się uprzeć i wysunąć jakieś argumenty przeciwko takiej jasnej tezie

na przykład:
1. Można być socjalistą nie dogmatycznym w tym sensie że owszem promować równość ale nie z definicji na wszelkich frontach - taki nie dogmatyczny socjalista starałby się pokazywać metody jak do niej (równości) prowadzić w wielu aspektach życia (w tych w których się da lub które sensownie powinny być wyrównywane). Takie nie dogmatyczny socjalista podchodziłby do sprawy naukowymi metodami, byłby dociekliwy itp i skłonny w wielu miejscach zrezygnować z koncepcji równości. (oczywiście można tutaj powiedzieć że to już nie socjalista - to też jest problem tej tezy powyżej - jasna definicja socjalisty.

(dodam że nie jestem socjalistą jakby kto pytał )
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

Sorry, ale wątek wydaje mi się pozbawiony sensu. Mam nadzieję, że się nie obrazisz Haribu. Zwróć uwagę na logikę i prawdziwość swojej wypowiedzi. Mówisz: socjaliści francuscy wierzą w równość. W następnym zdaniu swierdzasz, że nie tylko w równość, ale i także w braterstwo i wolność(sic!).

(Przy okazji zapominasz, że francuska lewica, walcząca z monarchią i katolicyzmem, składała się nie tylko z marskistów, lecz także i liberałów.)

Następnie stwierdzasz, że racjonaliści wierzą przede wszystkim w wolność, zupełnie tak, jakby obca im była idea równości wobec prawa. A przecież jednym z głównych zadań Racjonalisty jest promocja równości obywatelskiej, równość płci, światopoglądu, orientacji etc.

Pojawia się zatem pytanie: o co ci do licha chodzi? Spłycasz zagadnienie racjonalizmu i socjalizmu do antagonizmu pomiędzy dwoma wartościami: wolnością i równością, zupełnie pomijając fakt, że takie skrajne poglądy zdarzają się w przyrodzie niezmiernie rzadko.

Moim zdaniem źle postawiłeś problem. Zbyt ogólnikowo, nie uwzględniwszy różnorodności doktrynalnej szeroko pojętego racjonalizmu i socjalizmu. Wedle mej opinii, na tak postawione pytanie niema sensownej odpowiedzi. Wybacz.


"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
lontri (16088 punktów)
Racjonalista powinien być wolny od uprzedzeń, a jako zwolennik podejścia naukowego, skupiać się raczej na opisie rzeczywistości niż budowaniu ideologii w oparciu o założone z góry cele i wartości. Preferencja socjalizmu byłaby więc możliwa na gruncie racjonalizmu, jeżeli wynikałaby z naukowej analizy porównawczej istniejących systemów gospodarczych pod względem wybranych kryteriów. Kryteriów tych, jak wskazuje logika poznania naukowego, nie może jednak wskazać sama nauka - muszą one pochodzić z zewnątrz systemu. Są to wartości, które są raczej pochodną pewnych systemów aksjologicznych.
Przypuszczam, że mogłaby zaistnieć sytuacja, w której wybór kryteriów porównawczych faworyzowałby socjalizm względem innch systemów gospodarczych, jako system szczególnie użyteczny w realizowaniu pewnych celów i wartości. Niepowodzenie w realizacji tych celów powinno jednak być dla racjonalisty-socjalisty powodem wystarczającym do wyboru innego systemu lub dokonania zmian wewnątrz przyjętego modelu.
Priorytetem nie może być sam system czy model, ale przede wszystkim jego użyteczność, rozumiana jako stosunek korzyści do kosztów ich uzyskania - tak rozumiem podejście racjonalne.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Racjonalista powinien być wolny od uprzedzeń, a jako zwolennik podejścia naukowego, skupiać się raczej na opisie rzeczywistości niż budowaniu ideologii w oparciu o założone z góry cele i wartości. Preferencja socjalizmu byłaby więc możliwa na gruncie racjonalizmu, jeżeli wynikałaby z naukowej analizy porównawczej istniejących systemów gospodarczych pod względem wybranych kryteriów. Kryteriów tych, jak wskazuje logika poznania naukowego, nie może jednak wskazać sama nauka - muszą one pochodzić z zewnątrz systemu. Są to wartości, które są raczej pochodną pewnych systemów aksjologicznych.

Gdyby autor wątku ograniczył się tylko i wyłącznie do zadania prostego pytania: czy to prawda, że racjonalista nie może być socjalistą, dobra odpowiedź - wedle mej opinii - powinna brzmieć właśnie w taki sposób, w jaki zaprezentował to lontri.

Pozdr.


"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
26-06-2009 21:19 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)
Przyznam, że pytanie zawarte w tytule wątku wydawało mi się ciekawsze niż jego rozwinięcie przez autora. A to dlatego, że rozwinięcie pytania jest z logicznego punktu widzenia rodzajem tautologii: skoro za atrybut racjonalizmu uznamy wolność a socjalizm zdefiniujemy przez różne przykłady ograniczania wolności, to z samej logicznej analizy pojęć wynika ich wzajemne wykluczanie się. Rozwinięcie pytania przez autora wątku jest więc poznawczo mało ciekawe i nie stymuluje do myślenia. Odbieram je raczej jako prowokację.
Same przykłady na socjalistyczne ograniczanie wolności nie wydają mi się przekonujące - odróżnić należy powszechny dostęp do ubezpieczeń społecznych, edukacji czy pomocy medycznej od 'przymusowości'. Ta ostatnia ma raczej rodowód nie socjalistyczny, ale głównie oświeceniowy i absolutystyczny, a może nawet platoński.
26-06-2009 21:41 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
>odróżnić należy powszechny dostęp do ubezpieczeń społecznych, edukacji czy pomocy medycznej od 'przymusowości'. Ta ostatnia ma raczej rodowód nie socjalistyczny, ale głównie oświeceniowy i absolutystyczny, a może nawet platoński.
Ja socjalistą określam każdego, kto chce mnie uszczęśliwiać na siłę za pomocą państwa, prawa, przymusu. Tak dla jasności.
26-06-2009 22:19 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)
>>odróżnić należy powszechny dostęp do ubezpieczeń społecznych, edukacji czy pomocy medycznej od 'przymusowości'. Ta ostatnia ma raczej rodowód nie socjalistyczny, ale głównie oświeceniowy i absolutystyczny, a może nawet platoński.
>Ja socjalistą określam każdego, kto chce mnie uszczęśliwiać na siłę za pomocą państwa, prawa, przymusu. Tak dla jasności.
>

Może więc należałoby problem w ten sposób: 'Racjonalizm a lojalizm' lub 'Racjonalista a państwo'.
Biurokracja i totalitaryzm nigdy nie były charakterystyczne jedynie dla socjalizmu; wydaje mi się, że ich rodowód jest wręcz zupełnie inny. A ruchy anarchistyczne kojarzą mi się z kolei prawie wyłącznie z lewicą.
Ale to szczegóły. Podziwiam zacięcie i poziom emocjonalnego zaangażowania.
27-06-2009 08:02 
 Ocena 4 na 4
Haribu (91 punktów)
Można być wierzącym lub ateistą, ale wobec wszechwładnych urzędników i wszechobecnych regulacji wszyscy jesteśmy poniewieranymi petentami. Wszyscy mamy ich dość, wszyscy narzekamy, wszyscy widzimy absurdalność tego pętającego aktywność systemu, ale tylko nieliczni analizują przyczyny i próbują coś zrobić.

Przyczyną są ludzie wierzący to, że państwo może uszczęśliwiać na siłę za pomocą narzucanych ubezpieczeń, edukacji, służby zdrowia, regulacji. Tych ludzi nazywam socjalistami i uważam, że ci - jako wrogowie wolnego wyboru - powinni budzić niepokój również u tutejszych racjonalistów.

Odnoszę jednak wrażenie, że jestem kompletnie niezrozumiany, a owo niezrozumienie płynie chyba z tego, że Państwo w ogóle nie uważacie rosnących podatków, biurokracji i regulacji za poważny problem.
07-07-2009 21:30 
 Ocena 1 na 1
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Tych ludzi nazywam socjalistami i uważam, że ci - jako wrogowie wolnego wyboru - powinni budzić niepokój również u tutejszych racjonalistów.

Zaczynam rozumieć o co ci chodzi. Sądzisz, że wszechwładne państwo jest niebezpieczne dla obywateli. I masz rację. Polecam lekturę "Planowanego chaosu" Ludviga von Misesa. Wspaniale rozwija on tę ideę, a przejrzysty styl jego pisarstwa można porównać do najlepszych pozycji anglosaskich myślicieli.

Pozdrawiam.


"Ogród Wolności" - miejsce dla prawdziwych liberałów: www.ogrodwolnosci.pl
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
Można być wierzącym lub ateistą, ale wobec wszechwładnych urzędników i wszechobecnych regulacji wszyscy jesteśmy poniewieranymi petentami. Wszyscy mamy ich dość, wszyscy narzekamy, wszyscy widzimy absurdalność tego pętającego aktywność systemu, ale tylko nieliczni analizują przyczyny i próbują coś zrobić.

Przyczyną są ludzie wierzący to, że państwo może uszczęśliwiać na siłę za pomocą narzucanych ubezpieczeń, edukacji, służby zdrowia, regulacji. Tych ludzi nazywam socjalistami i uważam, że ci - jako wrogowie wolnego wyboru - powinni budzić niepokój również u tutejszych racjonalistów.


a skąd ta pewność co do przyczyny?
Autografka (10638 punktów)

>Ja socjalistą określam każdego, kto chce mnie uszczęśliwiać na siłę za pomocą państwa, prawa, przymusu. Tak dla jasności.

To o czym piszesz, to chyba nie jest warunek wystarczający dla zaistnienia socjalizmu. To, że Ty to tak nazywasz, to już Twój problem.

Murzynka ma czarne kręcone włosy. Ja też. Możesz mi nie wierzyć, ale murzynką nie jestem. Ani socjalistką.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
Autografka (10638 punktów)
>>odróżnić należy powszechny dostęp do ubezpieczeń społecznych, edukacji czy pomocy medycznej od 'przymusowości'. Ta ostatnia ma raczej rodowód nie socjalistyczny, ale głównie oświeceniowy i absolutystyczny, a może nawet platoński.
>Ja socjalistą określam każdego, kto chce mnie uszczęśliwiać na siłę za pomocą państwa, prawa, przymusu. Tak dla jasności.

I jeszcze mi się przypomniało.
Ja kotem określam każde zwierzę, które ma cztery łapy. Tak dla jasności.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
26-06-2009 21:33 
 Ocena 1 na 1
Haribu (91 punktów)
> Priorytetem nie może być sam system czy model, ale przede wszystkim jego użyteczność, rozumiana jako stosunek korzyści do kosztów ich uzyskania - tak rozumiem podejście racjonalne.
Masz rację, ale ja się pytam o stosunek odwiedzających tę witrynę "racjonalistów", którzy mają (podobnie do mnie) rozbudowaną potrzebę wolności. Widzę ile wysiłku wkładają w zwalczanie Kościoła za to, że wmawia ludziom dogmaty, które ograniczają ich wolność. Zastanawia mnie dlaczego z równą gorliwością nie zwalczają socjalizmu, który nie tylko wmawia, ale siłą narzuca wszystkim ubezpieczenia, czym o wiele bardziej ogranicza naszą wolność.

Czy tutejsi racjonaliści potrafią analizować świat tylko przez antyklerykalne okulary? Czy nie dostrzegają w socjalizmie narzucanej nam wszystkim quasi-religii, która nas pęta regulacjami, przepisami, licencjami, koncesjami, urzędami itd?
Kościół jest od dawna w odwrocie, a socjalizm ciągle się rozrasta. Ileż pan Agnosiewicz musiał się użerać z biurokracją, zanim zarejestrował PSR - nie przez Kościół, ale przez socjalistyczne państwo. Ideolodzy socjalizmu to papieże nowej religii, dziennikarze socjalistyczni to jej biskupi, a urzędnicy, to kapłani. Socjalizm to wspólny wróg wszystkich wolnych ludzi.
webmaster (moderator)
Zgoda, ale czym innym jest zwalczanie socjalizmu twardego, a czym innym jest proponowanie w jego miejsce innej utopii. Wątpię, abyś chciał żyć w kraju, w którym prawo jest nastawione na minimalizację moich podatków - ja bym sobie poradził, a ty?
ps W najbliższym czasie nie będę miał możliwości odpowiedzieć, więc możemy zawiesić dyskusję.
29-06-2009 12:35 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Wątpię, abyś chciał żyć w kraju, w którym prawo jest nastawione na minimalizację moich podatków

Marzę o takim kraju, w którym podatki każdego byłyby minimalne.

Wtedy ten moloch musiałby się utrzywywać sam i to miałoby sens.
webmaster (moderator)
>Marzę o takim kraju, w którym podatki każdego byłyby minimalne. Wtedy ten moloch musiałby się utrzywywać sam i to miałoby sens.
Ale ja mówię o moich podatkach, nie Twoich. Ty byś płacił tak, abym to ja płacił jak najmniej. Wchodzisz w to?
Rigoletto (3891 punktów)
>Stawiam tezę jaką widać w tytule.
>Dlaczego nie może?
>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat.

Można to również odwrócić - liberałowie to ludzie, którzy wierzą w WOLNOŚĆ jak w dogmat. Choć widać, że w praktyce są sytuacje kiedy wolność jednostki musi być ograniczona.
Climber (3006 punktów)

>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

Ja się z Panem zgadzam. Jestem racjonalistą i do socjalizmu mi daleeeeeeeko... i nie wydaje mnie się on racjonalny

17 lutego Dzień Pamięci Ofiar Kościoła katolickiego. zobacz tutaj
Zella (1321 punktów)

>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?<

Witam!
Pytanie ,moim zdaniem ,jest skomplikowane .
Wiara, nie angażowanie się po stronie religii-jakiejkolwiek nie może być utożsamiana z poglądami społeczno-politycznymi. To dwie różne sprawy! Sądzę,że będzie wiele przeróżnych wypowiedzi. Ja na wszelki wypadek wzięłam pod uwagę Wikipedię. Wklejam co uznałam za pomocne do rozpatrzenia pana pytania:
Ideologie czerpiące inspirację z socjalizmu:
"socjalizm dhammiczny" - system nauk społecznych będących wynikiem buddyjskiej analizy obecnego społeczeństwa. Stworzony w Tajlandii przez mnicha buddyjskiego Buddhadasa Bhikkhu ,"socjalizm agrarny" - połączenie agraryzmu z socjalizmem,
"socjalizm chrześcijański" - utopijny nurt, oparty o naukę chrześcijańską, powstały w XIX wieku ( tu mamy punkt zaczepienia!),"socjalizm rynkowy" - system oparty o mieszankę planowania, samorządności pracowniczej i rynku, oparty na własności mieszanej z dużym udziałem sektora spółdzielczego i własności pracowniczej.
W Polsce o tę koncepcję oparty był program gospodarczy I Zjazdu "NSZZ Solidarność", przyjęty w 1981 roku.
"Socjalizm z ludzką twarzą" , to o taki chodziło na I Zjeździe "NSZZ Solidarnośći"
Wywołał Pan "wilka z lasu"!!Ja na razie nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Ale znałam ateistów, którzy mieli poglądy socjalistyczne. Godzili jedno z drugim! Pojęcie socjalizmu , samo w sobie bowiem, ma wydźwięk pozytywny.Tego jestem pewna. Zella
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Ale znałam ateistów, którzy mieli poglądy socjalistyczne. Godzili jedno z drugim! Pojęcie socjalizmu , samo w sobie bowiem, ma wydźwięk pozytywny.Tego jestem pewna.


Ja też, przynajmniej kiedyś tego byłem.
>
setarkos (10757 punktów)

> Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat.

Proponuję w zamian ideę maksymalnej nierówności

> realizują
>ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.
>Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę. Nie jest pewien
>czy wszyscy obecni tutaj są konsekwentni

Nie należy mylić wolności z woluntaryzmem - pełna wolność dopuszcza przyjęcie zasad ograniczających chwilową wolę - w wolnym państwie nie powinno być zakazu kierowania się ideami

>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

Jeśli pominąć kierunek anarchistyczny, dążący do demontażu państwowości, to socjalizm (w odróżnieniu od faszyzmu) polega na zwykłym szacunku dla KAŻDEGO obywatela - co w tym irracjonalnego?
.
09-07-2009 10:53 
 Ocena 3 na 3
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Jeśli pominąć kierunek anarchistyczny, dążący do demontażu państwowości, to socjalizm (w odróżnieniu od faszyzmu) polega na zwykłym szacunku dla KAŻDEGO obywatela - co w tym irracjonalnego?

Socjalizm polega na pozornym szacunku dla obywatela biednego oraz podejrzliwości i oskubywaniu obywatela który wypracował większy dochód.
Szacunek dla biednego jest pozorny ponieważ państwo socjalistyczne tak bardzo rozbudowuje swoją rolę opiekuńczą, że sugeruje tym samym, iż obywatel jest głupim baranem który nie potrafi poradzić sobie sam.
Co więcej, państwo socjalistyczne samo produkuje takich baranów, ponieważ przez system rozbudowanych zasiłków socjalnych i zapomóg zniechęca ludzi do pracy i wszelkiego wysiłku, co więcej, wyrównując rzekome nierówności przez złodziejską "redystybucję" dochodów, zniechęca także tych którzy już coś osiągnęli do dalszego wysiłku.
Efektem jest społeczeństwo któremu nie chce się nic a wszystkiego oczekuje. Bogaci przestają być bogaci za sprawą podatków, więc po co się wysilać, a biedni i tak dostaną więc też nie wysilają się.
Socjalizm to powszechna mierność i równanie w dół.
Co powiesz na takie postawienie sprawy?

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
09-07-2009 14:35 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
Problem polega na tym, że dla autora tego wątku, każde państwo, które wykracza poza swoją obronno-policyjną funkcję jest socjalistyczne (a więc obelga ta nie dotyczy wyłącznie państw tzw. socjalizmu realnego). A więc każdy kto jest np. zwolennikiem powszechnego bezpłatnego szkolnictwa, lub powszechnej służby zdrowia, lub powszechnych ubezpieczeń emerytalnych jest socjalistą (i zdaniem autora wątku taka osoba nie może być racjonalistą).
Jest to nieco prowokacyjne stwierdzenie, bo jednak większość osób wrogich religii lub obojętnych religijnie, (a jak zauważyłem, przede wszystkim od tego, na tym portalu uzależnia się bycie racjonalistą), wywodzi się ze środowisk lewicowych (nie tylko w Polsce).
Ja uważam, że myślenie w kategoriach "państwa opiekuńczego" nie jest sprzeczne z racjonalizmem (chociaż sam jestem umiarkowanym liberałem). Choćby dlatego, że idea "wolności" jako pierwszej i najważniejszej wartości, nie jest wcale bardziej racjonalna niż idea "równości". Każdy system społeczno-polityczny jest wypadkową interesów rozmaitych grup społecznych. Popieranie przez państwo praw, czy przywilejów pewnych grup nie może być postrzegane jako irracjonalne, bo jest to odzwierciedlenie sił danych grup w społeczeństwie (choć można takie zjawiska potępiać z punktu widzenia pewnych interesów). Jeśli w ramach demokracji, ludzie wybierają dany model ustrojowy czy gospodarczy, to nikomu nic do tego (w sensie wymyślania komuś od wrogów racjonalizmu). Może najwyżej próbować zmienić układ sił poprzez walkę polityczną i promowanie swoich poglądów.
setarkos (10757 punktów)

>Szacunek dla biednego jest pozorny ponieważ państwo socjalistyczne tak bardzo rozbudowuje swoją rolę opiekuńczą, że sugeruje tym samym, iż obywatel jest głupim baranem który nie potrafi poradzić sobie sam.

Mówiąc o szacunku dla każdego mam na myśli również bogatego. Istnienie w państwie "głupich baranów" (z wyjątkiem przypadków medycznych) zależy od jakości powszechnej edukacji. Państwo finansujące edukację (np. w formie bonów, po które bogaty nie musi się schylać) podnosi raczej niż obniża poziom mądrości

>Efektem jest społeczeństwo któremu nie chce się nic a wszystkiego oczekuje. Bogaci >przestają być bogaci za sprawą podatków, więc po co się wysilać, a biedni i tak >dostaną więc też nie wysilają się.
>Socjalizm to powszechna mierność i równanie w dół.

Idei równości nie zamierzam tu bronić (jeśli już równać to do średniej) - wypada jednak chyba ograniczać rozmiary nierówności między najsłabszymi a najsilniejszymi do jakichś rozsądnych rozmiarów (np. jeden do miliona?)
.
10-07-2009 13:29 
 Ocena 3 na 3
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Szacunek dla biednego jest pozorny ponieważ państwo socjalistyczne tak bardzo rozbudowuje swoją rolę opiekuńczą, że sugeruje tym samym, iż obywatel jest głupim baranem który nie potrafi poradzić sobie sam.
>Mówiąc o szacunku dla każdego mam na myśli również bogatego. Istnienie w państwie "głupich baranów" (z wyjątkiem przypadków medycznych) zależy od jakości powszechnej edukacji. Państwo finansujące edukację (np. w formie bonów, po które bogaty nie musi się schylać) podnosi raczej niż obniża poziom mądrości

To nie państwo finansuje edukację ale podatnicy.

>>Efektem jest społeczeństwo któremu nie chce się nic a wszystkiego oczekuje. Bogaci >przestają być bogaci za sprawą podatków, więc po co się wysilać, a biedni i tak >dostaną więc też nie wysilają się.
>>Socjalizm to powszechna mierność i równanie w dół.
>Idei równości nie zamierzam tu bronić (jeśli już równać to do średniej)

Średnia to jak sama nazwa wskazuje, wartość dokładnie pomiędzy minimum a maksimum. Jak zaniżysz maksimum dowalając podatki, to średnia też będzie niżej. I tak w dół i w dół.

>- wypada jednak chyba ograniczać rozmiary nierówności między najsłabszymi a najsilniejszymi do jakichś rozsądnych rozmiarów (np. jeden do miliona?)

Tzn co chciałbyś zrobić, jak ktoś ma IQ 160 a drugi IQ 80 to jak wyrównasz między nimi tę różnicę?
A przekłada się ona często na wysokość zarobków również.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
10-07-2009 16:02 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>Jak zaniżysz maksimum dowalając podatki, to średnia też będzie niżej. I tak w dół i w dół.

Sprawa wygląda cokolwiek gorzej, niżby sobie lewicowcy wyobrażali. Mianowicie, wysokie podatki, pieniądz fiducjarny, inflacja - to wszystko uderza nie tyle w klasy wyższe, co w klasę średnią. Weźmy pierwszy lepszy przykład - pomysł lewicowców, by zwiększać deficyt budżetowy, a uzyskane pieniądze wprowadzać na rynek (w USA FED obniżał stopy procentowe, co powodowało akcję kredytową - bardziej się opłaca brać pieniądze z banku i wydawać, niż oszczędzać). Branie kredytów oznacza kreację pustego pieniądza, a co za tym idzie - inflację (w USA z depozytu złożonego w banku centralnym bank komercyjny ma prawo wykreować około 90-krotnie większą sumę, niż faktycznie posiada).

Przykładowy Kowalski zarabiający np. 3 tys. zł nie jest w stanie oszczędzać, gdyż odłożony pieniądz nieustannie traci swoją siłę nabywczą. Kowalski jest więc zmuszony (przez rząd manipulujący deficytem i inflacją) do wzmożonej konsumpcji. Jak wiadomo z banalnego rachunku, im więcej wydam na konsumpcję, tym mniej mi zostanie na inwestycje, które mogłyby przynieść mi powodzenie na rynku. Ten kłopot ma właśnie Kowalski - co odłoży, by zainwestować, to mu w oczach topnieje z powodu ciągłego zwiększania podaży pustego pieniądza. Dla porównania, bogatego Nowaka ten problem dotyka w mniejszym stopniu, gdyż zarabiając więcej czas oszczędzania do inwestycji jest o wiele krótszy, więc jego kasa jest mniej uszczuplana przez inflację.

Lewicowcy cieszą się, że akcja kredytowa ożywi gospodarkę. To prawda, ożywia, bo ludzie są zmuszeni do wydawania pieniędzy! W ten sposób wielkie korporacje mogą się czuć niezagrożone na rynku, bo ów Kowalski wraz z podobnymi sobie jest skazany na los mróweczki, która wydaje pieniądz jak tylko go zarobi. Że nie są to puste słowa, można się przekonać przeglądając artykuły o poziomie oszczędności polskich rodzin.
placownik (17853 punktów)

   Pięknie opowiadasz o tym Kowalskim.

   Światowe oszczędności zaczęły maleć pod koniec lat 90., aby spaść do najniższego poziomu w roku 2002. Od tego czasu ich kondycja poprawiła się tylko nieznacznie. Spadek spowodowany jest głównie przez kraje uprzemysłowione. Oszczędności w krajach rozwijających się i produkujących ropę naftową, wzrosły w tym okresie, jednak nie na tyle, aby powstrzymać cały trend.

   Dlaczego więc właśnie teraz temat malejących oszczędności stał się tak popularny? Raport IMF proponuje odpowiedź. Świat cierpi nie z powodu malejącego poziomu oszczędności, ale z powodu deficytu inwestycji - i to zarówno w krajach biednych i bogatych. Jednak wielu ekonomistów nie zdaje sobie z tego sprawy.


   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
10-07-2009 17:34 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>Dlaczego więc właśnie teraz temat malejących oszczędności stał się tak popularny? Raport IMF proponuje odpowiedź. Świat cierpi nie z powodu malejącego poziomu oszczędności, ale z powodu deficytu inwestycji - i to zarówno w krajach biednych i bogatych. Jednak wielu ekonomistów nie zdaje sobie z tego sprawy.

Odpowiedź, że świat cierpi, bo jest zbyt mało inwestycji, to w zasadzie jedynie przesunięcie akcentu. Brak inwestycji bierze się wszak z braku oszczędności (im więcej wydamy na konsumpcję, tym mniej mamy do zainwestowania. Inwestycje przynoszą dobra konsumpcyjne - stąd, by liczyć na więcej dóbr konsumpcyjnych w przyszłości, musimy teraz więcej zaoszczędzić i oszczędności zainwestować). Oczywiście, można zainwestować pieniądze z kredytu, ale kredyt jest dla Kowalskiego ciężko dostępny. W odróżnieniu od General Motors i innych korporacji. One biorą kredyty, a Kowalski obrywa inflacją po kieszeni, bo te kredyty to kolejna kreacja pustego pieniądza. Nasz Kowalski ani nie weźmie porządnego kredytu, ani sobie nie zaoszczędzi. Nie ma więc mowy o tym, aby inwestował (choćby na spółkę z kumplami). Oczywiście wszystko w sporym uproszczeniu.

Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

   Od General Motors nikt nie oczekuje oszczędności. General Motors ma produkować i sprzedawać. Aby produkować musi wziąć kredyt. Środki na kredyt muszą pochodzić z oszczędności Kowalskiego. Oszczędności Kowalskiego obniżają jego popyt i General Motors zaczyna mieć kłopoty ze sprzedażą, co skutecznie zniechęca do inwestycji.

   Ładna historia.(?)

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
10-07-2009 21:25 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Aby produkować musi wziąć kredyt
   Z wrodzoną złośliwością zapytam - a gdzie się podział kapitał założycielski GM?


Minuśnicy: -153 ironin, -97 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-10]
10-07-2009 23:30 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)
>>Aby produkować musi wziąć kredyt
>   Z wrodzoną złośliwością zapytam - a gdzie się podział kapitał założycielski GM?

   Nie mniej złośliwie upewnię się. Czy masz na myśli te dwa tysiące dolarów?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>Dlaczego więc właśnie teraz temat malejących oszczędności stał się tak popularny? Raport IMF proponuje odpowiedź. Świat cierpi nie z powodu malejącego poziomu oszczędności, ale z powodu deficytu inwestycji - i to zarówno w krajach biednych i bogatych. Jednak wielu ekonomistów nie zdaje sobie z tego sprawy.
>Odpowiedź, że świat cierpi, bo jest zbyt mało inwestycji, to w zasadzie jedynie przesunięcie akcentu. Brak inwestycji bierze się wszak z braku oszczędności (im więcej wydamy na konsumpcję, tym mniej mamy do zainwestowania. Inwestycje przynoszą dobra konsumpcyjne - stąd, by liczyć na więcej dóbr konsumpcyjnych w przyszłości, musimy teraz więcej zaoszczędzić i oszczędności zainwestować). Oczywiście, można zainwestować pieniądze z kredytu, ale kredyt jest dla Kowalskiego ciężko dostępny. W odróżnieniu od General Motors i innych korporacji. One biorą kredyty, a Kowalski obrywa inflacją po kieszeni, bo te kredyty to kolejna kreacja pustego pieniądza. Nasz Kowalski ani nie weźmie porządnego kredytu, ani sobie nie zaoszczędzi. Nie ma więc mowy o tym, aby inwestował (choćby na spółkę z kumplami). Oczywiście wszystko w sporym uproszczeniu.
>Pozdrawiam
>
no tak ale przecież korporacje to nie produkt socjalizmu...nawiązując do tematu.Więc co jest lepsze w dobie ich panowania...mieć państwo jako opiekuna(choć marnego) czy poddać się władzy korporacji?
10-07-2009 20:57 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Średnia to jak sama nazwa wskazuje, wartość dokładnie pomiędzy minimum a maksimum.

   Sprawdzałeś?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Średnia to jak sama nazwa wskazuje, wartość dokładnie pomiędzy minimum a maksimum.
>   Sprawdzałeś?
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Nie, dokonałem "skrótu myślowego".

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
Climber (3006 punktów)

>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć". Socjaliści to FANATYCY równości,

A czy raczej te wszystkie hasła nie pasują raczej do komunistów niż do socjalistów?

A teaz odniosę się do tematu:
Ja z moją żoną wciąż się spieram o podatki. Wytłumaczcie mi czy ja dobrze myślę: Moją żona wciąż narzeka, że podatki są za wysokie, że trzeba je obniżać, i że ona zagłosuje na partię która te podatki obniży (na marginesie nigdy jeszcze nie była ona na żadnych wyborach). A ja na to, że dla mnie wysokość podatków jest sprawą drugorzędną, bo co mi z tego, że zapłacę np. 1% podatku skoro na rękę zostanie mi 1000zł.? Wolałbym zapłacić nawet 40% podatku ale żeby na rękę zostało mi 3000zł.

Czy to jest racjonalne myślenie czy socjalistyczne?


Zajrzyj jeszcze tutaj
10-07-2009 23:03 
 Ocena 3 na 5
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Czy to jest racjonalne myślenie czy socjalistyczne?
   Racjonalne, ale bez związku. Chciałbyś zarabiać więcej - to jest wg mnie racjonalne. Intuicyjnie uważasz, że większa kwota zarobków przyniesie Ci większą zasobność, co niekoniecznie musi być prawda - patrz: Weimar, Zimbabwe.

   Socjalizm w dziedzinie gospodarczej charakteryzuje się m.in. wysokim poziomem redystrybucji a podatek na poziomie 40% na to wskazuje. Jeśli uważasz, że państwo wie lepiej od Ciebie co począć z pieniędzmi, to wskazuje to na myślenie socjalistyczne.


Minuśnicy: -163 ironin, -97 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-10]
11-07-2009 22:18 
 Ocena-1 na 1
poziomczyński (1343 punktów)
(zablokowany)
>

>   Socjalizm w dziedzinie gospodarczej charakteryzuje się m.in. wysokim poziomem redystrybucji a podatek na poziomie 40% na to wskazuje. Jeśli uważasz, że państwo wie lepiej od Ciebie co począć z pieniędzmi, to wskazuje to na myślenie socjalistyczne.

"Myślenie socjalistyczne"? Co to za dziwo?
"Jeżeli uważasz, że państwo wie lepiej od ciebie co począć z pieniędzmi"?
A skąd wziął się taki wyznacznik socjalizmu? Czyżby Zawecki wiedział lepiej od socjalistów czym jest "myślenie socjalistyczne".
Czyżby jednak tylko ustawiał sobie chochoła do ataku.
Bo ja myślę, że socjaliści po prostu lepiej od "neoliberałów" wiedzą na co państwo powinno wydać pieniądze.
Socjaliści na przykład uważają, że czasami nie wolno powiedzieć trudno.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.
>Co Państwo o tym sądzą?

mocne tezy. z którymi się nie zgadzam . czy socjalista jest dogmatycznym fanatykiem równości? chyba nie. także i on ma oczy i widzi, że ludzie równi nie są - jedni są mądrzy, inni głupi, jedni silni, inni słabi, jedni ładni, inni brzydcy itd., itp. - w codziennej praktyce życiowej nikt nie traktuje wszystkich wokół siebie jako równych. nie o to jednak chodzi socjaliście. tym, co dlań istotne nie jest równość jako filozoficzna abstrakcja, ale bardzo konkretna równość wobec państwowego prawa stanowionego. jest bowiem tak, że albo państwo uznaje wszystkich obywateli za równych wobec prawa, albo nie. w tym drugim wypadku, natychmiast wyłania się kwestia, jakie winny być kryteria podziału na lepszych i gorszych ( urodzenie, rasa, płeć, wzrost itd. itp. ). a w praktyce - która grupa zadecyduje o tym, jakie to mają być kryteria. ponieważ nie sposób zgodzić się co do kryteriów podziału, bo jasne, że każdy wybierze takie, które faworyzują akurat jego, o wszystkim zadecyduje goła siła, która praktycznie roztrzygnie dylemat, dzieląc ludzi na zwycięzców i pokonanych. jednym słowem: idea równości wobec prawa jest najmniejszym możliwym do zaakceptowania przez wszystkich wspólnym mianownikiem, chroniącym społeczeństwo od wojen domowych. jak sam zauważasz, nawet i ona musiała zostać wprowadzona przymusem - francuski kler i szlachta nie miały najmniejszego zamiaru dzielić się przywilejami z "motłochem" i gdyby tylko były fizycznie w stanie swe przywileje ustrzec, na pewno by to zrobiły - próbowały przecież. z chwilą ustanowienia równości formalnoprawnej, tym, co decyduje o rzeczywistych możliwościach korzystania z niej staje się stan majątkowy, o czym świadczy cała historia kapitalizmu. ten, kto ma w kieszeni 5 złotych, tyle ma w praktyce wolności, że ma wybór, czy kupić chleb czy jabola i upić się z rozpaczy. poprawiając stan majątkowy delikwenta, poszerzamy jego możliwość korzystania z wolności i ogólną "sumę" wolności w społeczeństwie. w tym sensie dążenie do równości majątkowej wcale się z ideą wolności się nie kłóci, przeciwnie - sprzyja jej. jeden tylko problem, że by poprawić stan majątkowy biednych trzeba zabrać bogatym, co dokonuje się pod przymusem państwowej redystrybucji za pomocą podatków. ale nie martwilbym się przesadnie losem bogatych - po pierwsze i tak nolens volens godzą się na to, świadomi, że za podatki kupują spokój społeczny, co też jest rodzajem inwestycji, bo spokój społeczny jest warunkiem porządnego biznesu. po drugie bogaci mają w swych rękach wystarczająco wiele legalnych ( lobbing, kapitał społeczny, hegemonia ideologiczna itd.) i mniej legalnych ( ucieczka do rajów podatkowych, oszustwa, korupcja ) narzędzi obrony swych interesów, by dać sobie radę. tyle mej krótkiej obrony socjalizmu. pozdrawiam
10-07-2009 23:38 
 Ocena 3 na 3
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Kapitalizm to taki ustrój gdzie są biedni i bogaci, a socjalizm to taki gdzie nie ma bogatych a tylko sami biedni. Dlatego, że jeżeli tylko jakiś człowiek wyskoczy zanadto z dochodami to już przestaje być bogaty bo państwo się zaopiekuje. A ponieważ jego pieniądze są rozdawane po równo pozostałym więc w efekcie nikt nie zyskuje bo kwoty na głowę są znikome.

Do niedawna obowiązywała skala podatku 3 stopniowa, najwyższy próg to był 40% podatek.
Płaciło go uwaga, uwaga 2% osób w Polsce. Prawie wszyscy płacili 19%. Komu chciałbyś zabrać? I ile zostanie z podzielenia ich pieniędzy na wszystkich pozostałych?

Teraz mamy 18 i 32% dzięki PIS. Jak ich nie lubię to jednak muszę przyznać że wykonali krok do przodu obniżając PIT.

Pozdrawiam
Adam


Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
11-07-2009 00:31 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Kapitalizm to taki ustrój gdzie są biedni i bogaci, a socjalizm to taki gdzie nie ma bogatych a tylko sami biedni. Dlatego, że jeżeli tylko jakiś człowiek wyskoczy zanadto z dochodami to już przestaje być bogaty bo państwo się zaopiekuje. A ponieważ jego pieniądze są rozdawane po równo pozostałym więc w efekcie nikt nie zyskuje bo kwoty na głowę są znikome.
>Do niedawna obowiązywała skala podatku 3 stopniowa, najwyższy próg to był 40% podatek.
>Płaciło go uwaga, uwaga 2% osób w Polsce. Prawie wszyscy płacili 19%. Komu chciałbyś zabrać? I ile zostanie z podzielenia ich pieniędzy na wszystkich pozostałych?
>Teraz mamy 18 i 32% dzięki PIS. Jak ich nie lubię to jednak muszę przyznać że wykonali krok do przodu obniżając PIT.
>Pozdrawiam
>Adam
>
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.


nie jestem jakimś wielkim entuzjastą socjalizmu, starałem się tylko wykazać, że ta koncepcja ma pewien sens, co autor wątku pryncypialnie negował. świadom jestem wad, o ktorych piszesz, ale wydaje mi się, że założenia socjalizmu stosujesz nazbyt mechnicznie i - wybacz sformułowanie - po sowiecku. to nie jest tak, że wszystkim rozdaje sie po równo a za bogacenie się państwo bezwzględnie karze. faktem jest, że socjalistyczna polityka poniekąd pasożytuje na kapitalizmie, ale też mądry pasożyt dba o to, by nie zniszczyć gospodarza, a mądry socjalista, by nie zniszczyć kapitalizmu znoszącego złote jajka. pozdrawiam
11-07-2009 08:02 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>... mądry pasożyt dba o to, by nie zniszczyć gospodarza, a mądry socjalista, by nie zniszczyć kapitalizmu znoszącego złote jajka. pozdrawiam

   Gdybyś miast "mądry socjalista" napisał "mądry inaczej krótkodystansowiec", to bym się z tak sformułowaną tezą zgodził.

   Uważam, że socjaliści zapominają o dogmacie wujaszka Marksa, że byt kształtuje świadomość i żywiciel sam by się zdegenerował przy ciągłym braku motywacji, gdyby nie zaczął szukać "pasożyta pożytecznego" czyli pośrednika jednocześnie ułatwiającego przeżycie, ekspansję żywicielowi.

   Musiałby się zdegenerować przy permanentnym braku komfortu jako implikacji braku bilansu między swoją pracą a udziałem w zyskach z niej, ale na szczęście natura jest procesem konsekwentnym - jeśli pszczółka nie będzie zapylać kwiatków to szlag trafi pszczółkę, bo chętni na nektar znajdą się zawsze.

   W przyrodzie jest równowaga gdy są kwiatki i pszczółki miodno-zapylające a sztucznych i wymyślonych wbrew mechanizmom instynktów socjalistów można nazwać pszczółkami, li tylko, dojącymi.

   W przyrodzie nie ma czegoś takiego, jak żywienie za friko a socjalistom się wydaje, że mogą mieć władzę będąc tylko dystrybutorami zysków i "zapominają", iż od żywiciela nie można tylko brać, grając na pozornym konflikcie biedni vs bogaci... bo bieda i bogactwo są tylko konsekwencją wrodzonych predyspozycji lub ich braku i stanem naturalnym poza tym, że są zupełnie sztucznymi nazwami.

   Więc i socjalistów zupełnie na luzie mogę nazwać sztucznymi tworami, zbędnymi makro hurtownikami lub rakiem cywilizacyjnym, żerującym na wymyślonym popycie, a socjalistyczną chorobę nazwę tak roboczo, jak pobłażliwie: zespołem ustrojowego braku wyobraźni.

   Miłego łikendu.

P.S. Można też nazwać socjalistów ślepą kiszką ewolucji, ale nie będę się upierał.
11-07-2009 08:20 
 Ocena 3 na 3
Climber (3006 punktów)

>   W przyrodzie nie ma czegoś takiego, jak żywienie za friko a socjalistom się wydaje, że mogą mieć władzę będąc tylko dystrybutorami zysków i "zapominają", iż od żywiciela nie można tylko brać, grając na pozornym konflikcie biedni vs bogaci... bo bieda i bogactwo są tylko konsekwencją wrodzonych predyspozycji lub ich braku i stanem naturalnym poza tym, że są zupełnie sztucznymi nazwami.

Jak to są tylko konsekwencją wrodzonych predyspozycji? A słyszałeś o wybitnych jednostkach,zaradnych gospodarczo, biznesowo, które zubożały przez system (absurdalne decyzje urzędników w gospodarce już wolnorynkowej) i już nigdy z tego stanu się nie wydostały?

>P.S. Można też nazwać socjalistów ślepą kiszką ewolucji, ale nie będę się upierał.
Dobre

Zajrzyj jeszcze tutaj
11-07-2009 08:51 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Jak to są tylko konsekwencją wrodzonych predyspozycji? A słyszałeś o wybitnych jednostkach,zaradnych gospodarczo, biznesowo, które zubożały przez system (absurdalne decyzje urzędników w gospodarce już wolnorynkowej) i już nigdy z tego stanu się nie wydostały?

   Nie tylko słyszałem, ale i na własne oczęta widziałem, co wcale nie znaczy, że kilku złych ogrodników niszczących uprawy lub nawet ugorujących kilka poletek świadczy o słabości populacji roślinek, albo o braku zależności przyczynowo-skutkowej w przyrodzie.
   To tylko świadectwo krótkodystansowego kretynizmu ogrodników
11-07-2009 23:31 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   W przyrodzie jest równowaga gdy są kwiatki i pszczółki miodno-zapylające a sztucznych i wymyślonych wbrew mechanizmom instynktów socjalistów można nazwać pszczółkami, li tylko, dojącymi.
>   W przyrodzie nie ma czegoś takiego, jak żywienie za friko a socjalistom się wydaje, że mogą mieć władzę będąc tylko dystrybutorami zysków i "zapominają", iż od żywiciela nie można tylko brać, grając na pozornym konflikcie biedni vs bogaci... bo bieda i bogactwo są tylko konsekwencją wrodzonych predyspozycji lub ich braku i stanem naturalnym poza tym, że są zupełnie sztucznymi nazwami.<

co chcę podkreślić: socjalista NIE JEST pszczółką li tylko dojącą. socjalista coś w zamian oferuje: jeden z najważniejszych możliwych towarów, tj. spokój społeczny, który czyni świat - i biznesplan kapitalisty - przewidywalnym. albowiem konflikt biedni vs. bogaci nie jest, oj, nie jest, konfliktem pozornym. zaś twierdzenie, że "bieda i bogactwo są tylko konsekwencją wrodzonych predyspozycji lub ich braku" traktować mogę jako żart jedynie. jeżeli, niechby i wyłącznie dzięki wrodzonym predyspozycjom, dorobisz się majątku, natychmiast zaczniesz dbać o to, by zapewnić jego bezpieczne przekazanie dzieciom, wnukom... . swoich wpływów ( z majątku wynikających ) użyjesz tak, by swe społeczno-polityczne otoczenie ukształtować w sposób, który temu nie zagrozi. najprościej: wymyślisz dziedziczną szlachtę, której przywileje będą niepodważalne z racji mistyki "wysokiego urodzenia". twój jaśnie prawnuk może być imbecylem, ale w tak zorganizowanym systemie, tysiąc genialnych, pańszczyźnianych Janków-muzykantów będzie mu mogło na fujarce nagwizdać. chyba, że zdecydują się spokój społeczny zanegować i "panów riezaty". dostrzegasz pożyteczność pozornie pasożytniczego socjalizmu? pozdrawiam
12-07-2009 00:55 
 Ocena 3 na 3
Satyr (4285 punktów)

>socjalista coś w zamian oferuje: jeden z najważniejszych możliwych towarów, tj. spokój społeczny, który czyni świat - i biznesplan kapitalisty - przewidywalnym.
I to jest właśnie problem. Socjalista opiera się na dziecinnym, animistycznym wręcz założeniu, że jego umysł może okiełznać i zaplanować układ jakim jest rynek - uwzględniając miliardy ciągle zmieniających się czynników. Socjalizm to postawa właściwa prymitywnym grupom ludzi, w których każda decyzja musiała zyskać aprobatę starszyzny, bądź najsilniejszego z hordy, czyli tego, co socjaliści nazywają "organem zarządzającym". Socjalizm jest zabobonem, którego aplikacja do życia społecznego prowadzi do takich - jak to określiłeś - "spokojów społecznych" i "przewidywalnych biznesplanów" jak ZSRR, Nikaragua, Wietnam, Kuba czy Korea Północna. Nie jest możliwe zaplanowanie ewolucji systemu gospodarczego, bo tylko Bóg wszechwiedzący mógłby na bieżąco uwzględniać miliardy sygnałów rynkowych, których interpretacja musi być rozłożona na miliony podmiotów gospodarczych, bo jeden, choćby nie wiem jak złożony, nie da rady. To jest powodem rozpadu wszelkich organów centralnego planowania życia gospodarczego milionów ludzi. Co było dobre dla grupki prymitywnych myśliwych, nie jest dobre dla organizmów liczących miliardy jednostek. Bardzo dużo o tych zagadnieniach pisał noblista F. von Hayek.

>najprościej: wymyślisz dziedziczną szlachtę, której przywileje będą niepodważalne z racji mistyki "wysokiego urodzenia". twój jaśnie prawnuk może być imbecylem, ale w tak zorganizowanym systemie, tysiąc genialnych, pańszczyźnianych Janków-muzykantów będzie mu mogło na fujarce nagwizdać.
Jeśli własności nie ukradłem, to mam prawo dać ją komukolwiek, choćby był imbecylem. Skoro coś zyskałem, to znaczy, że wytworzyłem jakieś dobro lub usługę, które ktoś inny dostał w zamian. Jestem wiec ze społeczeństwem "na zero" i z tym, co mam, mogę zrobić cokolwiek zechcę. A Jankowie-muzykanci, zamiast sięgać po dobro wytworzone przez kogoś innego niech wytworzą swoje, i przekazują swoim spadkobiercom.

>chyba, że zdecydują się spokój społeczny zanegować i "panów riezaty". dostrzegasz pożyteczność pozornie pasożytniczego socjalizmu?
Nie dostrzegam żadnego pożytku z socjalizmu. Wręcz przeciwnie - po co miałbym pracować, skoro każde dobro wystające ponad miernotę będzie mi odebrane i rozdzielone wszystkim po równo? W takim układzie nikt, kto nie jest kretynem, nie będzie się starał ponad pewien mierny poziom. Na koniec - fakt, że zgraja bandytów może mnie napaść na ulicy nie usprawiedliwia tezy mówiącej, że powinienem im oddać portfel "po dobroci".

>pozdrawiam
Również pozdrawiam
12-07-2009 02:10 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>
ha! sorry,ale niemal ze wszystkim, co piszesz, zgodzić się nie mogę. część kontrowersji wynika zapewne z tego, że nie doprecyzowaliśmy znaczenia słowa "socjalizm". o ile dobrze rozumiem, używasz go niemal synonimicznie do prlowskiego "real-socjalizmu", ja zaś raczej mam na myśli model skandynawski, w ostateczności - francuski. ale po kolei: 1. socjalista nie zakłada, że zdoła przewidzieć, a co dopiero zaplanować, ewolucję systemu gospodarczego ( zwłaszcza w dużej skali) - zgoda, że to absurd. ale nie jest mu to potrzebne. wystarczy dobrze w empirii ugruntowana świadomość, że powyżej pewnego progu nierówności dowolny system społeczny musi zwiększać fizyczną opresję, by bronić się przed eksplozją niezadowolenia. tego wlaśnie miłośnik wolności chce uniknąć. 2. nie czepiaj się Janków-muzykantów, bo oni właśnie twą koncepcję obalają. to oni przez stulecia w pańszyźnianym upodleniu dobro wytwarzali, figę z tego mając - dochód zagarniał król, kler i szlachta. a o dziedziczeniu nie mogli marzyć nie dysponując własnymi środkami produkcji - cała ziemia w rękach feudałów, którzy ze wszytkiego korzystali, niczego nie wytwarzając. 3. nie ma i nie było socjalistów oddających "wszystkim po równo" - nie robił tego nawet prl. ba! nikt tego nigdy nie postulował. polemizuj z faktycznymi koncepcjami, nie z mitami, istniejącymi wyłącznie w głowach pochopnych przeciwników socjalizmu. 4. powiadasz, że "fakt, że zgraja bandytów może mnie napaść na ulicy nie usprawiedliwia tezy mówiącej, że powinienem im oddać portfel 'po dobroci' ". owszem. ale ten fakt uzasadnia potrzebę stworzenia policji, prokuratury, sądownictwa, więziennictwa itp. - wszystkiego tego - z twoich podatków. za bezpieczeństwo płacisz i tak - czy oddasz cały portfel bandytom, czy połowę na utrzymanie tak zwanego "aparatu sprawiedliwości". socjalizm próbuje tylko ten dylemat rozwiązać na inny sposób - wydając pieniądze na projekt pozbawienia potencjalnych bandytów motywacji do bandyterki. i to się nawet udaje. w dzisiejszej polsce - bez porównania bardziej socjalistycznej niż przedwojenna - ilość zabójstw na 100 000 mieszkańców jest 4 razy mniejsza ( podaję za nieodżałowanym prof. Zbigniewem Hołdą ). a w europie w ogóle stukrotnie (!) mniejsza niż w średniowieczu ( za: Steven Pinker "tabula rasa. spory o naturę ludzką" ). środki karne w 2giej rp, nie mówiąc o średniowieczu, swą dotkliwością biły dzisiejsze na głowę - ale dziś ludziom mniej się chce zabijać i rabować - nie potrzebują już tego, by zapewnić sobie tzw, gołe przeżycie. chwała szeroko pojętemu socjalizmowi! pozdrawiam
12-07-2009 03:19 
 Ocena 4 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>wystarczy dobrze w empirii ugruntowana świadomość, że powyżej pewnego progu nierówności dowolny system społeczny musi zwiększać fizyczną opresję, by bronić się przed eksplozją niezadowolenia
   Znowu te marksistowskie teorie walki klas. Dałbyś już spokój. Weź porównaj wskaźnik nierówności dla Brazylii i Pakistanu, a następnie zastanów się, czy jest korelacja z "eksplozją niezadowolenia".

>polemizuj z faktycznymi koncepcjami, nie z mitami, istniejącymi wyłącznie w głowach
   Pewnie, że tak. Odwołujemy się do konkretnych i faktycznych implementacji socjalizmu, a nie do bajek propagandzistów.

>chwała szeroko pojętemu socjalizmowi!
   A tfu! Na pohybel towarzyszom!


Minuśnicy: -163 ironin, -107 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
12-07-2009 07:56 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Znowu te marksistowskie teorie walki klas. Dałbyś już spokój. Weź porównaj wskaźnik nierówności dla Brazylii i Pakistanu, a następnie zastanów się, czy jest korelacja z "eksplozją niezadowolenia".

nie znam danych. czy mógłbyś je podać, podając też, czego twoim zdaniem dowodzą?

>   Pewnie, że tak. Odwołujemy się do konkretnych i faktycznych implementacji socjalizmu, a nie do bajek propagandzistów.

za faktyczną implementację socjalizmu uważam skandynawię czy francję. nieustannie podkreślam, że socjalizm rozumiem jako jeden ze sposobów uprawiania polityki społecznej na gruncie gospodarki kapitalistycznej. socjalizm pojęty po komunistycznemu, jako sposób organizacji życia gospodarczego jako takiego jest oczywiście katastrofą.
12-07-2009 10:26 
 Ocena 3 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>nie znam danych
   Ale jakoś nie powstrzymało Cię to przed głoszeniem anachronicznych marksistowskich tez.

>za faktyczną implementację socjalizmu uważam skandynawię czy francję
   Francja to dość odważny przykład. A Skandynawia jest tylko jedną z wielu implementacji. Na dodatek dość szczególną, bowiem dotyczącą bardzo małych społeczności, obdarowanych niezwykle szczodrze bogactwami naturalnymi, znajdujących się poza głównymi obszarami działań wojennych i przez wiele lat pielęgnujących kult pracy.

>nieustannie podkreślam, że socjalizm rozumiem jako jeden ze sposobów uprawiania polityki społecznej na gruncie gospodarki kapitalistycznej. socjalizm pojęty po komunistycznemu, jako sposób organizacji życia gospodarczego jako takiego jest oczywiście katastrofą.
   Dobre i to. Zauważ jednak, że socjalistyczna polityka społeczna nieuchronnie skutkuje rozrostem struktur państwa, które systematycznie ogranicza obywatelem zakres wolności, bowiem "wie lepiej". Na dodatek to wszystko kosztuje i demotywuje.


Minuśnicy: -163 ironin, -107 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
12-07-2009 12:11 
 Ocena 3 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Ale jakoś nie powstrzymało Cię to przed głoszeniem anachronicznych marksistowskich tez.

Ciągle jednak nie odpowiedziałeś na mą prośbę o konkretne dane i twoją ich interpretecję. Ale nie powstrzymuje cię to przed powoływaniem się na te dane jako argument na coś. Na co konkretnie? Moje tezy są marskistowskie po części tylko, i to po mniejszej. Raczej bazują na Thomasie Hobbesie

>   Francja to dość odważny przykład. A Skandynawia jest tylko jedną z wielu implementacji. Na dodatek dość szczególną, bowiem dotyczącą bardzo małych społeczności, obdarowanych niezwykle szczodrze bogactwami naturalnymi, znajdujących się poza głównymi obszarami działań wojennych i przez wiele lat pielęgnujących kult pracy.

Niewątpliwie prawda, że wiele zależy od specyfiki lokalnej. Ale też nie bronię socjalizmu jako rozwiązania uniwersalnego i dobrego w każdej chwili, w każdym miejscu i na wszystko. Niemniej zgodzimy się chyba, że mogą istnieć warunki, w których ten system jakoś-tam się sprawdza.

>>nieustannie podkreślam, że socjalizm rozumiem jako jeden ze sposobów uprawiania polityki społecznej na gruncie gospodarki kapitalistycznej. socjalizm pojęty po komunistycznemu, jako sposób organizacji życia gospodarczego jako takiego jest oczywiście katastrofą.

>   Zauważ jednak, że socjalistyczna polityka społeczna nieuchronnie skutkuje rozrostem struktur państwa, które systematycznie ogranicza obywatelem zakres wolności, bowiem "wie lepiej". Na dodatek to wszystko kosztuje i demotywuje.

Jest, jak piszesz. Socjalizm skutkuje rozrostem struktur państwa i ten jego aspekt wcale mnie nie cieszy. Jednak postrzegam to jako problem do rozwiązania, ale jeszcze nie powód, by koncept socjalistyczny w całości odrzucać. "To wszystko kosztuje i demotywuje" - znów prawda. Odsyłam do innych moich wypowiedzi na tym wątku, gdzie staram się wykazać, że te koszty mają jednak pewną stopę zwrotu. Co do demotywacji - hmmm... fakt, ale czymże jest demotywacja socjalistyczna w porównaniu z fizycznym i psychologicznym zniewoleniem pańszczyźnianym? Pozdrawiam.
>
Minuśnicy: -163 ironin, -107 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]

12-07-2009 12:23 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Niewątpliwie prawda, że wiele zależy od specyfiki lokalnej. Ale też nie bronię socjalizmu jako rozwiązania uniwersalnego i dobrego w każdej chwili, w każdym miejscu i na wszystko. Niemniej zgodzimy się chyba, że mogą istnieć warunki, w których ten system jakoś-tam się sprawdza.

   Wyśmienite!
   Mogą, ale po co? Aha, "jakoś-tam" po coś.

>Co do demotywacji - hmmm... fakt, ale czymże jest demotywacja socjalistyczna w porównaniu z fizycznym i psychologicznym zniewoleniem pańszczyźnianym?

   Niczym - najlepiej być młodym, zdrowym i bogatym.
12-07-2009 13:35 
 Ocena-1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Mogą, ale po co? Aha, "jakoś-tam" po coś.

Skąd, na litość, akurat pytanie "po co?" A nie jakiekolwiek inne? "O której godzinie?" choćby? Żadne warunki nie istnieją "po coś". "Pocosie" nadaje człowiek.

>>Co do demotywacji - hmmm... fakt, ale czymże jest demotywacja socjalistyczna w porównaniu z fizycznym i psychologicznym zniewoleniem pańszczyźnianym?
>   Niczym - najlepiej być młodym, zdrowym i bogatym.

Święte słowa!
12-07-2009 17:01 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Mogą, ale po co? Aha, "jakoś-tam" po coś.
>Skąd, na litość, akurat pytanie "po co?" A nie jakiekolwiek inne?
   Przyznaję się, że po przeczytaniu twojego "jakoś-tam" i przed przewróceniem się ze śmiechu, już tylko ten "pocoś" mi wypalił.

>Żadne warunki nie istnieją "po coś". "Pocosie" nadaje człowiek.
   Hm, możliwe... a co "zrobimy" z "jakoś-tami(tamami?)"?

>>    najlepiej być młodym, zdrowym i bogatym.
>Święte słowa!
   
12-07-2009 15:10 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Ciągle jednak nie odpowiedziałeś na mą prośbę o konkretne dane i twoją ich interpretecję. Ale nie powstrzymuje cię to przed powoływaniem się na te dane jako argument na coś. Na co konkretnie?
   Gini dla Brazylii to 57 a dla Pakistanu 30, czyli dzieli te społeczeństwa przepaść w zakresie zróżnicowania. Jednak wbrew Twojej tezie w Brazylii jest bez porównania spokojniej niż w Pakistanie. Jedni zapraszają gości z całego świata i urządzają świetne karnawały, które są eksplozją radości, a drudzy robią transmisje ze ścinania głów zagranicznym gościom.

>Moje tezy są marskistowskie po części tylko, i to po mniejszej. Raczej bazują na Thomasie Hobbesie
   Mniej ważne jest z jakiego źródła czerpie korzeń, najważniejsze na jaki chwast roślina wyrasta.

>Niewątpliwie prawda, że wiele zależy od specyfiki lokalnej. Ale też nie bronię socjalizmu jako rozwiązania uniwersalnego i dobrego w każdej chwili, w każdym miejscu i na wszystko. Niemniej zgodzimy się chyba, że mogą istnieć warunki, w których ten system jakoś-tam się sprawdza.
   "Jakoś-tam" jest tu sednem sprawy.

>czymże jest demotywacja socjalistyczna w porównaniu z fizycznym i psychologicznym zniewoleniem pańszczyźnianym?
   Nie rozmawiamy o czasach prehistorycznych.

Minuśnicy: -163 ironin, -107 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
12-07-2009 16:16 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Gini dla Brazylii to 57 a dla Pakistanu 30, czyli dzieli te społeczeństwa przepaść w zakresie zróżnicowania. Jednak wbrew Twojej tezie w Brazylii jest bez porównania spokojniej niż w Pakistanie. Jedni zapraszają gości z całego świata i urządzają świetne karnawały, które są eksplozją radości, a drudzy robią transmisje ze ścinania głów zagranicznym gościom.

Bo w Brazylii rządzą socjaliści!

>>Moje tezy są marskistowskie po części tylko, i to po mniejszej. Raczej bazują na Thomasie Hobbesie
>   Mniej ważne jest z jakiego źródła czerpie korzeń, najważniejsze na jaki chwast roślina wyrasta.

Na hobbesowskim nawozie wiele ciekawych rzeczy wyrosło. Nie upieram się, że moje tezy akurat do nich należą, ale uważam ten grunt za godny zaufania.

>>Niewątpliwie prawda, że wiele zależy od specyfiki lokalnej. Ale też nie bronię socjalizmu jako rozwiązania uniwersalnego i dobrego w każdej chwili, w każdym miejscu i na wszystko. Niemniej zgodzimy się chyba, że mogą istnieć warunki, w których ten system jakoś-tam się sprawdza.
>   "Jakoś-tam" jest tu sednem sprawy.

OK. Masz rację. Niepotrzebnie użyłem kolokwializmu, który wypacza myśl. Bez "jakoś-tam" - socjalizm w Skandynawii działa i już.

>>czymże jest demotywacja socjalistyczna w porównaniu z fizycznym i psychologicznym zniewoleniem pańszczyźnianym?
>   Nie rozmawiamy o czasach prehistorycznych.

Ależ rozmawiajmy! Choćby dlatego, że na wielu obszarach świata ( wzmiankowany Pakistan choćby, a i Brazylia po trosze) wcale nie są one prehistorią, a teraźniejszością. Nawet jednak gdyby tak nie było, to zarówno kapitalizm, jak i socjalizm wyrosły na kontrze do feudalizmu i bez odniesienia do niego stają się mało zrozumiałe.
12-07-2009 16:44 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Bo w Brazylii rządzą socjaliści!
   Ładny to socjalizm, kiedy poziom zróżnicowania należy do najwyższych w świecie!

>socjalizm w Skandynawii działa i już
   W wielu innych krajach też "działał". Pytanie 1: czy przy zastosowaniu innego systemu efekty gospodarcze byłyby mniejsze czy większe? Pytanie 2: czy zastosowanie tego modelu poza Skandynawią może przynieść sukces?

>Ależ rozmawiajmy!
   Nie jestem zainteresowany tak odległą historią. Wybacz, ale to nic osobistego.


Minuśnicy: -163 ironin, -107 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
12-07-2009 18:23 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Bo w Brazylii rządzą socjaliści!
>   Ładny to socjalizm, kiedy poziom zróżnicowania należy do najwyższych w świecie!

Bo socjaliści w Brazylii rządzą krótko - około dekadę zaledwie. Ale zdołali dać obywatelom nadzieję, że ci poprawią swój los w ramach systemu. Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan).

>>socjalizm w Skandynawii działa i już
>   W wielu innych krajach też "działał". Pytanie 1: czy przy zastosowaniu innego systemu efekty gospodarcze byłyby mniejsze czy większe? Pytanie 2: czy zastosowanie tego modelu poza Skandynawią może przynieść sukces?

Nie każ mi po raz 50 -ty tłumaczyć, że nie bronię "socjalizmu" komunistycznego - jasno to zadeklarowałem już dawno. Bez testu empirycznego pytanie pierwsze jest tylko teoretycznym ćwiczeniem wyobraźni, ale zaryzykuję hipotezę, że taka choćby Dania raczej nie skorzystałaby na np. polityce neokonserwatywnej a la G.W. Bush. Pytanie drugie męczy ekonomistów i socjologów ( tych Weberowskich zwłaszcza ) od dawna. Ale znowu: bez testu empirycznego (czyli kraju, w którym elity polityczne odważą się na własny grunt przeszczepić skandynawskie rozwiązania in toto ) też pozostaje w sferze gdybań.

>>Ależ rozmawiajmy!
>   Nie jestem zainteresowany tak odległą historią. Wybacz, ale to nic osobistego.

Sorry, ale nie rozumiem. Osobiście naprawdę nie mam nic wspólnego z feudalizmem.
12-07-2009 18:42 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Bo socjaliści w Brazylii rządzą krótko - około dekadę zaledwie
   To faktycznie krótko. Długi marsz jeszcze przed nimi. A może z nich tacy socjaliści jak z Solidarności prawica?

>Ale zdołali dać obywatelom nadzieję, że ci poprawią swój los w ramach systemu. Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan)
   Dziękuję za to, że własnoręcznie obaliłeś tezy, którymi zrobiłeś wista w tym wątku.

>Bez testu empirycznego pytanie pierwsze jest tylko teoretycznym ćwiczeniem wyobraźni, ale zaryzykuję hipotezę, że taka choćby Dania raczej nie skorzystałaby na np. polityce neokonserwatywnej a la G.W. Bush
   Polityka Busha wspierała głównie wielkie koncerny z kompleksu paliwowo-zbrojeniowego. Takowych w Danii nie dostrzegam. Nie popadajmy jednak w dychotomię.

>bez testu empirycznego (czyli kraju, w którym elity polityczne odważą się na własny grunt przeszczepić skandynawskie rozwiązania in toto ) też pozostaje w sferze gdybań
   Właśnie w tym rzecz, że ten model jest niemożliwy do dokładnego przeniesienia, co jest u nas tendencyjnie pomijane milczeniem. Natomiast realne implementacje socjalizmu kończą się katastrofą.

>Sorry, ale nie rozumiem. Osobiście naprawdę nie mam nic wspólnego z feudalizmem.
   Ani ja, dlatego nie ma powodu o tym dywagować.

Minuśnicy: -163 ironin, -107 poziomczyński, -38 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
12-07-2009 21:11 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Bo socjaliści w Brazylii rządzą krótko - około dekadę zaledwie
>   To faktycznie krótko. Długi marsz jeszcze przed nimi. A może z nich tacy socjaliści jak z Solidarności prawica?

Pażiwiom - uwidim...

>>Ale zdołali dać obywatelom nadzieję, że ci poprawią swój los w ramach systemu. Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan)
>   Dziękuję za to, że własnoręcznie obaliłeś tezy, którymi zrobiłeś wista w tym wątku.

Ojoj! Nie chwytam. Pewnie mnie Johnny Walker wyprowadził na manowce, ale mam wrażenie, że cały czas pozostawałem konsekwentny. Mógłbyś jaśniej?

>   Polityka Busha wspierała głównie wielkie koncerny z kompleksu paliwowo-zbrojeniowego. Takowych w Danii nie dostrzegam. Nie popadajmy jednak w dychotomię.

Dychotomia faktycznie chyba nazbyt łatwa. Ale argument pozostaje w mocy - "antysocjalizm" najdoskonalsze ucieleśnienie znajdował w polityce dabliu Busha.

>>bez testu empirycznego (czyli kraju, w którym elity polityczne odważą się na własny grunt przeszczepić skandynawskie rozwiązania in toto ) też pozostaje w sferze gdybań
>   Właśnie w tym rzecz, że ten model jest niemożliwy do dokładnego przeniesienia, co jest u nas tendencyjnie pomijane milczeniem.

Czy jest niemożliwy do przeniesienia, to właśnie pozostaje do ustalenia - dowiemy się, gdy ktoś wreszcie spróbuje. Oczywiście masz rację, że tak w 100 procentach, to się nie da. Ale w 80? I czy ta domniemana niemożliwość jest u nas tendencyjnie pomijana milczeniem? Mam wrażenie, że wprost przeciwnie - jest tendencyjnie eksponowana i służy za alibi, by nie próbować. "Tu się nic nie da, panie, bo tu Polska jest...". Istny "Indyk" Mrożka.

>Natomiast realne implementacje socjalizmu kończą się katastrofą.

Ustaliliśmy już, że nie wszystkie.
12-07-2009 23:04 
 Ocena 2 na 4
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Ojoj! Nie chwytam. Pewnie mnie Johnny Walker wyprowadził na manowce, ale mam wrażenie, że cały czas pozostawałem konsekwentny. Mógłbyś jaśniej?
Autocytat:
Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan)

>Dychotomia faktycznie chyba nazbyt łatwa. Ale argument pozostaje w mocy - "antysocjalizm" najdoskonalsze ucieleśnienie znajdował w polityce dabliu Busha
   W zakresie antysocjalizmu Bush nie dorastał nawet do pięt Reagana.

>Czy jest niemożliwy do przeniesienia, to właśnie pozostaje do ustalenia - dowiemy się, gdy ktoś wreszcie spróbuje
   Co nie daj Boże u nas.

>Tu się nic nie da, panie, bo tu Polska jest
   Za bardzo ten system zdemoralizował ludzi, a ludzie wykoślawili system. Za mojego pokolenia nie widzę miejsca dla socjalizmu. Amen.

>Ustaliliśmy już, że nie wszystkie.
   Doprecyzowuję, wszystkie poza Skandynawią - coś przeoczyłem?

Minuśnicy: -173 ironin, -107 poziomczyński, -40 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
13-07-2009 00:55 
 Ocena 4 na 4
Satyr (4285 punktów)

>Doprecyzowuję, wszystkie poza Skandynawią - coś przeoczyłem?

Zawsze zadziwia mnie łatwość, z jaką lewicowcy dochodzą do wniosku, że "skoro w AŻ jednym przypadku eksperyment się powiódł, to warto go praktykować". Potwierdzenie tezy lewicowców w jednym przypadku raczej nie jest wiarygodne wziąwszy pod uwagę wielość przypadków, w których ta teza okazała się fałszywa (odrobina czarnego humoru: śmierć milionów nazywamy "skutkiem tego, że jakaś teza jest fałszywa").

Poprawna metodologia nakazuje raczej szukać innych - niż skuteczność socjalizmu - powodów tego, że socjalna gospodarka Szwecji jeszcze nie runęła.
16-07-2009 01:08 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ojoj! Nie chwytam. Pewnie mnie Johnny Walker wyprowadził na manowce, ale mam wrażenie, że cały czas pozostawałem konsekwentny. Mógłbyś jaśniej?
>Autocytat:
Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan)


Najwyraźniej uwsteczniam się intelektualnie w tempie wykładniczym, ale ciągle nie pojmuję, w czym ten cytat miałby przeczyć moim wcześniejszym tezom. Sprecyzuj proszę - w miarę szybko, jeśli łaska - bo obawiam się, że w ten sposób, to pojutrze około 18.15 osiągnę poziom ślimaka winniczka i będzie już po ptokach...

>   W zakresie antysocjalizmu Bush nie dorastał nawet do pięt Reagana.

Reagan miał Związek Sowiecki do bicia, więc znacznie łatwiej mu było robić za antysocjalistę. Bush jednak przebijał go na gruncie wewnątrzkrajowej ekonomii.

>>Czy jest niemożliwy do przeniesienia, to właśnie pozostaje do ustalenia - dowiemy się, gdy ktoś wreszcie spróbuje
>   Co nie daj Boże u nas.

Jednak ludzie głosują nogami, bo ruch przez Bałtyk za pracą, samorealizacją i ogólnie - lepszym życiem, odbywa się, jak dotąd, jednokierunkowo.

>>Tu się nic nie da, panie, bo tu Polska jest
>   Za bardzo ten system zdemoralizował ludzi, a ludzie wykoślawili system. Za mojego pokolenia nie widzę miejsca dla socjalizmu. Amen.

O tym, że w Polsce nawet nie to, że "smęt i dola", ale Niezguła z Niedojdą po polach się snują i dominują ogólny koloryt, pisał Gombrowicz w "Ferdydurke" całą epokę przed PRL-em. Jakich byśmy wad socjalizmowi nie przypisywali, to nie socjalizm w konkretnym, polskim przypadku zdecydował, że jest, jak jest.

>>Ustaliliśmy już, że nie wszystkie.
>   Doprecyzowuję, wszystkie poza Skandynawią - coś przeoczyłem?

Spory kawał świata - edukacja publiczna, państwowa służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne - od początku do końca wymysły socjalistyczne, dość często w szczęśliwych krajach spotykane. W nieszczęśliwych - jakby mniej.
16-07-2009 11:10 
 Ocena 2 na 2
Robert Zawecki (4718 punktów)
>Najwyraźniej uwsteczniam się intelektualnie
   Tobie nie chce się pomyśleć w upale a mnie każesz? Najpierw napisałeś...
Cytat:
wystarczy dobrze w empirii ugruntowana świadomość, że powyżej pewnego progu nierówności dowolny system społeczny musi zwiększać fizyczną opresję, by bronić się przed eksplozją niezadowolenia

A później...
Cytat:
Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan)

   Reasumując, najpierw napisałeś, że nierówność skutkuje eksplozją niezadowolenia rozwalającą system, a następnie zaprzeczyłeś temu pisząc, że poziom nierówności sam w sobie nie decyduje, czyli zaprzeczyłeś pierwotnej tezie.

>Jednak ludzie głosują nogami, bo ruch przez Bałtyk za pracą, samorealizacją i ogólnie - lepszym życiem, odbywa się, jak dotąd, jednokierunkowo.
   Jakoś nie mogę tego potwierdzić, bowiem w ostatnim roku paru moich znajomych powróciło ze Skandynawii do Szczecina. Kiedyś Skandynawia faktycznie uchodziła za eldorado, ostatnio w moim środowisku zupełnie nie jest brana pod uwagę.

>Spory kawał świata - edukacja publiczna, państwowa służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne - od początku do końca wymysły socjalistyczne, dość często w szczęśliwych krajach spotykane. W nieszczęśliwych - jakby mniej.
   Przypisywanie tego wszystkiego socjalizmowi jest sporym nadużyciem. Początki ubezpieczeń społecznych datowane są na 2500 p.n.e. Brytyjska NHS też nie powstała na gruncie socjalizmu.


Minuśnicy: -193 ironin, -127 poziomczyński, -41 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-15]
16-07-2009 11:38 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Minuśnicy: -193 ironin,

big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Cytat:
wystarczy dobrze w empirii ugruntowana świadomość, że powyżej pewnego progu nierówności dowolny system społeczny musi zwiększać fizyczną opresję, by bronić się przed eksplozją niezadowolenia

>A później...
>Cytat:
Nie tyle bowiem poziom nierówności sam w sobie decyduje o zachowaniu społecznego pokoju, ale to czy zainteresowani upatrują swej szansy w tegoż systemu ramach (Brazylia), czy w systemu obaleniu, bo uznają go za, ze swego punktu widzenia, nie rokujący nadziei (Pakistan)


Nie ma sprzeczności,bo:

>   Reasumując, najpierw napisałeś, że nierówność skutkuje eksplozją niezadowolenia rozwalającą system,

Nie napisałem tego. Nie napisałem, że nierówność skutkuje eksplozją społecznego niezadowolenia. Zawsze, wszędzie i nieuchronnie. Owszem, może skutkować, ale nie jest to konieczność "przyrodnicza" - są oczywiście środki zaradcze. Jednym z nich jest odpowiednio silna fizyczna opresja. Innym socjalizm, rozbrajający wybuchowy potencjał.

> a następnie zaprzeczyłeś temu pisząc, że poziom nierówności sam w sobie nie decyduje, czyli zaprzeczyłeś pierwotnej tezie.

Sam w sobie nie decyduje. Ważne, jakimi środkami system próbuje sobie z nim radzić. Może to być stworzenie nadziei ( brazylijscy socjaliści ) lub tępa przemoc ( Pakistan ).

> w ostatnim roku paru moich znajomych powróciło ze Skandynawii do Szczecina. Kiedyś Skandynawia faktycznie uchodziła za eldorado, ostatnio w moim środowisku zupełnie nie jest brana pod uwagę.

To tylko dobrze świadczy o ambicjach twoich znajomych i - szerzej - o coraz większych aspiracjach Polaków, których już nie zadowala tkwienie na zadupiu, a o pewnym podmiotowym udziale w dziejach zaczynają myśleć. Bo - powiedzmy sobie - choćby nie wiem jak bogata i socjalnie przyjazna, Skandynawia była, jest i będzie zadupiem świata, które nie ma potencjału, by aktywnie historii nadawać ton. ( Umówiliśmy się już, że o prehistorii nie rozmawiamy, więc pomijam wikingów czy Szwecję siedemnastowieczną ). Prawdziwe życie toczy się w Ameryce, ostatecznie w Brytanii, Francji czy Niemczech. Kto chce w nim uczestniczyć zapomina o sennym, skandynawskim luksusie, na rzecz tego, by "się działo".

>>Spory kawał świata - edukacja publiczna, państwowa służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne - od początku do końca wymysły socjalistyczne, dość często w szczęśliwych krajach spotykane. W nieszczęśliwych - jakby mniej.
>   Przypisywanie tego wszystkiego socjalizmowi jest sporym nadużyciem. Początki ubezpieczeń społecznych datowane są na 2500 p.n.e. Brytyjska NHS też nie powstała na gruncie socjalizmu.

Ależ to mym twierdzeniom nie przeczy. Nie jest przecież tak, że socjalizm, ni z gruchy, ni z pietruchy, pojawił się w XIX wieku w gotowej postaci, której nic wcześniej nie zapowiadało. Koncepty, które w XIX stuleciu zebrano do kupy i razem nazwano "socjalizmem", pojawiały się oczywiście już wiele wcześniej, tyle, że osobno i w oderwaniu. Bo problemy, na które socjalizm próbuje poradzić, są znacznie starsze od niego.
13-07-2009 12:02 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>>Bo socjaliści w Brazylii rządzą krótko - około dekadę zaledwie
>   To faktycznie krótko. Długi marsz jeszcze przed nimi. A może z nich tacy socjaliści jak z Solidarności prawica?
pl.wikiped(*)Luiz_InĂĄcio_Lula_da_Silva

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Zerknij również na innych przywódców Ameryki Południowej. Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte odbijają się czkawką Wielkiemu Bratu...

Prawda jest jedna.
13-07-2009 12:38 
 Ocena 1 na 3
Robert Zawecki (4718 punktów)
>pl.wikiped(*)Luiz_InĂĄcio_Lula_da_Silva
   Wątek związkowy życiorysu czyni go podobnym Kaczyńskiemu.


Minuśnicy: -173 ironin, -117 poziomczyński, -40 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77 [2009-07-12]
13-07-2009 15:17 
 Ocena 4 na 4
Cabbage (1821 punktów)
(zablokowany)
Odp: Irracjonalny Związek Minusowania Zaweckiego Roberta
>>pl.wikiped(*)Luiz_InĂĄcio_Lula_da_Silva
>   Wątek związkowy życiorysu czyni go podobnym Kaczyńskiemu.
>
Minuśnicy: -173 ironin, -117 poziomczyński, -40 cabbage, -34 belvedere, -23 (Alicja)Duda, -13 waldeck77

Skoro już o polityce i związkach gadka, proponuje by założyć Irracjonalny Związek Minusowania Zaweckiego Roberta(w skrócie IZMZR) z Ironinem jako prezesem.
13-07-2009 00:43 
 Ocena 4 na 4
Satyr (4285 punktów)Odp: Racjonalista nie może być socjalistą
Po pierwsze, teoria walki klas to kompletny bezsens. Niby dlaczego masy ludzi uciekają ze wsi, by żyć choćby w slumsach wielkich miast (np. Kalkuta, i dziesiątki innych miast krajów rozwijających się)? Dlaczego tak lgną do owych obrzydliwych właścicieli kapitału?
Czyż nie lepiej byłoby, jakby sobie założyli swoje socjalistyczne komuny, gdzie równo rozdzielaliby wyprodukowane dobra?
Odpowiedź jest prosta: oczywiście, że nie byłoby im lepiej. Wystarczy odrobina dobrej woli, by zauważyć, iż dobra, których kapitalista nie skonsumuje, są inwestowane - a te inwestycje oznaczają możliwość zarobku dla owych napływających mas. Owi ludzie za głupstwo mają ideę "schowania" się przed owymi rzekomymi dręczycielami - i słusznie, bo "walka klas" to kompletna bzdura. Każdy chłop hinduski jest bystrzejszy od naszych inteligenckich socjalistów - dobrze wie, że tam, gdzie jest właściciel kapitału, tam jest źródło dochodu i poprawy swojego bytu. Oto jest odpowiedź na pytanie, dlaczego chłopi idą do kapitalisty, zamiast zakładać swoje komuny.

Po drugie, nie obalam żadnego mitu. Podałem konkretne przykłady implementacji socjalizmu. Przy okazji sprzeciwiam się tezom mówiącym, że we Francji czy Szwecji mamy socjalizm. Zważywszy na procent wydatków publicznych w PKB wydaje się, że najrozsądniej uważać te kraje za organizacje leżące pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem.

Po trzecie, przyjmujesz błędne założenie, że socjalizm może prowadzić do powszechnego dobrobytu. Znasz przykład socjalistycznego kraju, który rozwinął by się od zera do tego, co dziś nazywamy "krajem wysoko rozwiniętym"? Nie ma takiego kraju. Wszelkie społeczeństwa, które nie pozbyły się prymitywnych, kolektywnych zachowań gospodarczych albo już dawno wyginęły, albo do dziś zajmują się zajadaniem żeberek swoich współziomków gdzieś w Nowej Gwinei. Powód jest prosty - kolektywizm był decydującą przeszkodą do stworzenia takiej ilości bogactw, która pozwoliłaby na pomnożenie się populacji. Tylko te populacje, które na pewnym etapie rozwoju zaczęły respektować prawo własności indywidualnej i inne prawa kapitalistyczne, zdołały nie tylko przetrwać, ale też dokonać demograficznej ekspansji. W socjalizmie zawsze będzie istniała pokaźna grupa biednych, bo redystrybucja dóbr jest z gruntu błędną drogą do budowy dobrobytu - ta grupa biedoty będzie stanowiła zagrożenie dla ładu, co zresztą potwierdza się w historii XX wieku.

P.S. Co do Szwecji rzuć okiem na inną moją wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,223302#w223496
Bardzo trafne są też uwagi Roberta Zaweckiego: chodzi o bogactwo dóbr naturalnych, brak zniszczeń wojennych, niewielka liczba ludzi oraz - brak kłopotów z rolnictwem (z tego powodu, że ono tam prawie nie istnieje).
12-07-2009 08:01 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>co chcę podkreślić: socjalista NIE JEST pszczółką li tylko dojącą.
   Zauważ, co sam podkreśliłeś (a ja wytłuściłem, by cię wspomóc), że jedyne wielkie litery jakich użyłeś w tekście, to wrzaskliwe zaprzeczenie złodziejsko-pasożytniczego charakteru socjalisty.
   Pomijając nie będące bez znaczenia niechlujstwo językowe, nasuwa się myśl, że nic więcej do powiedzenia nie masz.

   I faktycznie, clou twojej argumentacji zawarłeś w pierwszym zdaniu oszczędzając mi czasu: jedynym argumentem socjalisty jest wrzask na temat, że złodziejem nie jest, czyli tkwi tylko i wyłącznie w warstwie semantycznej.

   Brzmi to tak samo dosadnie, jak krzyk: ŁAPAĆ ZŁODZIEJA... tylko przypomnij sobie, kto się tak na ogół drze?

>dostrzegasz pożyteczność pozornie pasożytniczego socjalizmu?
   Dostrzegam tylko twój lekceważący stosunek do interlokutora, bo twój... wyrób raczej bajkę przypomina niż formę artystyczną, że o znikomej wartości merytorycznej tej bajki nie wspomnę.

>pozdrawiam
   Miłej niedzieli.
12-07-2009 08:34 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>co chcę podkreślić: socjalista NIE JEST pszczółką li tylko dojącą.
>   Zauważ, co sam podkreśliłeś (a ja wytłuściłem, by cię wspomóc), że jedyne wielkie litery jakich użyłeś w tekście, to wrzaskliwe zaprzeczenie złodziejsko-pasożytniczego charakteru socjalisty.

Dla twej informacji: wielkich liter z reguły nie używam, jeżeli absolutnie nie muszę ( ot, taka osobista fanaberia ortograficzno - estetyczna ). Jeśli jednak razi cię to jako językowe niechlujstwo, to przepraszam i obiecuję poprawę. Tym samym chcę też dać dowód, że interlokutorów bynajmniej nie lekceważę.

>   I faktycznie, clou twojej argumentacji zawarłeś w pierwszym zdaniu oszczędzając mi czasu: jedynym argumentem socjalisty jest wrzask na temat, że złodziejem nie jest, czyli tkwi tylko i wyłącznie w warstwie semantycznej.
>   Brzmi to tak samo dosadnie, jak krzyk: ŁAPAĆ ZŁODZIEJA... tylko przypomnij sobie, kto się tak na ogół drze?
>>dostrzegasz pożyteczność pozornie pasożytniczego socjalizmu?
>   Dostrzegam tylko twój lekceważący stosunek do interlokutora, bo twój... wyrób raczej bajkę przypomina niż formę artystyczną, że o znikomej wartości merytorycznej tej bajki nie wspomnę.

Zarzut, że mój "wyrób" formy artystycznej nie przypomina, byłby na miejscu, gdybym publikował tu wiersze czy nowelki. Nie było jednak moim zamiarem tworzenie literatury pięknej, a krótkiej analizy doktryny politycznej. Twierdzenie, że owa analiza ma znikomą wartość merytoryczną, winieneś merytorycznie uzasadnić. Jak na razie w polemice uciekasz się do inwektyw jedynie. Pozdrawiam.
12-07-2009 09:15 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Jeśli jednak razi cię to jako językowe niechlujstwo, to przepraszam i obiecuję poprawę. Tym samym chcę też dać dowód, że interlokutorów bynajmniej nie lekceważę.
   Nie robisz żadnej łaski podporządkowując się regulaminowi forum, ale dziękuję.

>Zarzut, że mój "wyrób" formy artystycznej nie przypomina, byłby na miejscu, gdybym publikował tu wiersze czy nowelki.
   Nie przypominało to niczego, stąd zarzut.

>Nie było jednak moim zamiarem tworzenie literatury pięknej, a krótkiej analizy doktryny politycznej.
   Czytałem ciekawsze, choć krótsze analizy socjalizmu.

>Twierdzenie, że owa analiza ma znikomą wartość merytoryczną, winieneś merytorycznie uzasadnić.
   Nie znam sposobu na uzasadnienie krytyki analizy, polegającej jedynie na solennym i wielkimi literami wywrzeszczanym zapewnieniu, że się nie jest złodziejem.

   Przecież nie obaliłeś mojej tezy o degenerującym wpływie socjalizmu na motywy kierujące chęcią zysku człowieka.
   Wyraźnie choć w podtekście napisałem, że w socjalizmie ilość dóbr do podziału jest odwrotnie proporcjonalna do czasu trwania tegoż systemu, poprzez zdegenerowanie naturalnej chęci zysku człowieka.
   Twoim jedynym argumentem było, że socjalista NIE JEST złodziejem... to nie jest forum wierzących, więc ci nie wierzę.

>Jak na razie w polemice uciekasz się do inwektyw jedynie.
   Niby gdzie?

   Pozdrawiam.
12-07-2009 13:08 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Nie robisz żadnej łaski podporządkowując się regulaminowi forum, ale dziękuję.

Masz słuszność. Na publicznym forum wypada rezygnować z osobistych fanaberii. Nie ma potrzeby dłużej o tym gadać.

>   Czytałem ciekawsze, choć krótsze analizy socjalizmu.

Zapewne własne?

>   Nie znam sposobu na uzasadnienie krytyki analizy, polegającej jedynie na solennym i wielkimi literami wywrzeszczanym zapewnieniu, że się nie jest złodziejem.

Czyżbyś nie miał zwyczaju wychodzić poza lekturę pierwszego zdania tekstu? Zaryzykuj, a dalej znajdziesz argumenty, do których winieneś się odnieść. Twe, nie wiem skąd wzięte, przeświadczenie, że użycie przeze mnie wielkich liter symbolizowało WRZASK wygląda na lekko obsesyjne już wmawianie własnych mniemań przeciwnikowi. Mam nadzieję, że dla nieuprzedzonego czytelnika jasne jest, że służyło jedynie położeniu nacisku na ten akurat fragment wypowiedzi.

>   Przecież nie obaliłeś mojej tezy o degenerującym wpływie socjalizmu na motywy kierujące chęcią zysku człowieka.

A wysnułeś taką? Bo tego, co napisałeś o pszczółkach i pasożytach etc., nie sposób uznać za przemyślaną tezę, najwyżej za wstępny ćwierćprodukt ( chyba, że tezy też mają swe "życie poczęte" ). Sformułowanie o "degeneracyjnym wpływie socjalizmu na motywy kierujące chęcią zysku człowieka" jest w najwyższym stopniu niejasne. Do czego te motywy miałyby się "degenerować"? Ewentualność, że nie jestem w stanie tego zrozumieć z powodu wrodzonego niedorozwoju umysłowego - acz prawdopodobną - muszę pragmatycznie odrzucić, bo jeśli miałaby być prawdziwa, wypada mi natychmiast z forum się wycofać, a nie chcę tracić dobrej zabawy

>   Wyraźnie choć w podtekście napisałem, że w socjalizmie ilość dóbr do podziału jest odwrotnie proporcjonalna do czasu trwania tegoż systemu, poprzez zdegenerowanie naturalnej chęci zysku człowieka.

W Szwecji zatem ostatnie źdźbło trawy powinni zjeść już z pięć lat temu, a ostatnią dżdżownicę... ho ho ho... a może i dawniej...

>   Twoim jedynym argumentem było, że socjalista NIE JEST złodziejem... to nie jest forum wierzących, więc ci nie wierzę.

Nie było to moim jedynym argumentem, o czym więcej - ciut wyżej.

>>Jak na razie w polemice uciekasz się do inwektyw jedynie.
>   Niby gdzie?

"złodziejsko-pasożytniczy charakter socjalisty", "wrzask", "wyrób", "bajka" - starczy? nie jestem jakoś przesadnie wrażliwy i nie biorę tego ad personam, ale trudno takie określenia uznać za argumenty merytoryczne. Prędzej za objawy emocji.
>   Pozdrawiam.

Pozdrawiam również i liczę na więcej
12-07-2009 16:54 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Czytałem ciekawsze, choć krótsze analizy socjalizmu.
>Zapewne własne?
   Własne pisałem na murach za komuny.

>Czyżbyś nie miał zwyczaju wychodzić poza lekturę pierwszego zdania tekstu?
   Zapewniam cię, że czytam całość i to czasem kilkakrotnie, by złapać sens całej wypowiedzi... nie moja to wina, że wyartykułowałeś go już w pierwszym zdaniu.

>>... użycie przeze mnie wielkich liter symbolizowało WRZASK wygląda na lekko obsesyjne już wmawianie własnych mniemań przeciwnikowi.
   Jeśli tak to odczytałeś, to błąd w komunikacji polega na tym, że w necie jest ogólnie przyjęta zasada, wg której wielkie litery oznaczają krzyk.

>Mam nadzieję, że dla nieuprzedzonego czytelnika jasne jest, że służyło jedynie położeniu nacisku na ten akurat fragment wypowiedzi.
   Nawet dla nieuprzedzonego(?) czytelnika staje się jasne, że jedyne w tekście, wbrew ortografii, wielkie litery użyte w środku zdania są "głośniejsze" niż pozostałe.

>A wysnułeś taką?
   Może tylko mnie się tak zdawało.

>Sformułowanie o "degeneracyjnym wpływie socjalizmu na motywy kierujące chęcią zysku człowieka" jest w najwyższym stopniu niejasne. Do czego te motywy miałyby się "degenerować"?
   Zasadnym byłoby pytanie: od czego, ale nie chcę pytać za ciebie - na pytanie "do czego miałyby się degenerować" motywy w socjalizmie odpowiem, że do naturalnego zmniejszenia chęci wysilania się za kogoś, komu wysilać się nie chce, czego rezultatem jest coraz mniej "wysilonych" dóbr do podziału = ocet na półkach. Dalej nie będę zabierał chleba "belvedere", bo ona jest mocniejsza w udowadnianiu, że ocet był cool. Śmieszne jest, że teraz ty próbujesz.

>... nie chcę tracić dobrej zabawy
   Podobnie, jak ja.

>>   Wyraźnie choć w podtekście napisałem, że w socjalizmie ilość dóbr do podziału jest odwrotnie proporcjonalna do czasu trwania tegoż systemu, poprzez zdegenerowanie naturalnej chęci zysku człowieka.
>W Szwecji zatem ostatnie źdźbło trawy powinni zjeść już z pięć lat temu...
   Na to już odpowiedział ci Robert Zawecki pisząc tutaj, żeSkandynawia jest tylko jedną z wielu implementacji.

>>   Twoim jedynym argumentem było, że socjalista NIE JEST złodziejem... to nie jest forum wierzących, więc ci nie wierzę.
>Nie było to moim jedynym argumentem, o czym więcej - ciut wyżej.
   Masz na myśli upośledzenie psychiczne mojego prawnuka dlatego, że przekażę mu swoją własność?

>>>Jak na razie w polemice uciekasz się do inwektyw jedynie.
>>   Niby gdzie?
>"złodziejsko-pasożytniczy charakter socjalisty", "wrzask", "wyrób", "bajka" - starczy?
   Cóż, poprawnością polityczną nigdy nie grzeszyłem, więc dla mnie to jest stwierdzenie faktów, a nie inwektywy... jak wg ciebie postępujące schorzenia mojej progenitury.
>... nie biorę tego ad personam...
   I słusznie, wszystko prócz "wyrobu" było opisem znanych mi z autopsji socjalistów działających w swoim/twoim żywiole: socjalistycznych realiach.

>Pozdrawiam również i liczę na więcej
   Więc sprecyzuj swój "przelicznik".
12-07-2009 19:16 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>   Czytałem ciekawsze, choć krótsze analizy socjalizmu.
>>Zapewne własne?
>   Własne pisałem na murach za komuny.

Takoż i ja. Ale ze świadomością ograniczeń tej formy literackiej.

>>Czyżbyś nie miał zwyczaju wychodzić poza lekturę pierwszego zdania tekstu?
>   Zapewniam cię, że czytam całość i to czasem kilkakrotnie, by złapać sens całej wypowiedzi... nie moja to wina, że wyartykułowałeś go już w pierwszym zdaniu.

Najwyraźniej zgrzeszyłem niejasnością. Albo - mam nadzieję, że to przez to - umknęła ci ma pierwsza "apologia" socjalizmu pisana w odpowiedzi autorowi wątku. Bez jej choćby przejrzenia, mogą grozić nieporozumienia.

>   Jeśli tak to odczytałeś, to błąd w komunikacji polega na tym, że w necie jest ogólnie przyjęta zasada, wg której wielkie litery oznaczają krzyk.

W takim razie wina mojego dość krótkiego stażu w sieci. Nie wszystkie kody semantyczne są już dla mnie oczywiste. Cóż - pozostając na socjalistycznym gruncie - uczit'sia, uczit'sia, uczit'sia!

>   Zasadnym byłoby pytanie: od czego

Na moje wyczucie językowe "degenerować się" można tylko "do", co w tym wypadku sugeruje "w dół".

>   ale nie chcę pytać za ciebie - na pytanie "do czego miałyby się degenerować" motywy w socjalizmie odpowiem, że do naturalnego zmniejszenia chęci wysilania się za kogoś, komu wysilać się nie chce, czego rezultatem jest coraz mniej "wysilonych" dóbr do podziału

Za ostateczny motyw można ( choć budzi to moje wątpliwości, ale nie chcę w tej chwili komplikować ) uznać staroświecką "chciwość". Muszę stwierdzić, że chętnie ujrzałbym "zdegenerowaną chciwość" a zwłaszcza to dziwne coś, do czego ona mogłaby się zdegenerować .

>>W Szwecji zatem ostatnie źdźbło trawy powinni zjeść już z pięć lat temu...
>   Na to już odpowiedział ci Robert Zawecki pisząc tutaj, żeSkandynawia jest tylko jedną z wielu implementacji.

Ja też Robertowi Zaweckiemu odpowiedziałem.

>   Masz na myśli upośledzenie psychiczne mojego prawnuka dlatego, że przekażę mu swoją własność?

Nie udawaj, że nie rozumiesz czystego eksperymentu myślowego.

>   Cóż, poprawnością polityczną nigdy nie grzeszyłem, więc dla mnie to jest stwierdzenie faktów, a nie inwektywy... jak wg ciebie postępujące schorzenia mojej progenitury.

Jak wyżej. A twe potomstwo błogosławię do tysięcznego pokolenia.

>>Pozdrawiam również i liczę na więcej
>   Więc sprecyzuj swój "przelicznik".

O ile pamiętam, Tytus, Romek i A'tomek dobrą zabawę mierzyli przy pomocy hecometru. Ale jak on działał i w jakich jednostkach był wyskalowany? Na te pytania mógłby odpowiedzieć wyłąćznie prof. T'Alent . Pozdrawiam
12-07-2009 20:51 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Albo - mam nadzieję, że to przez to - umknęła ci ma pierwsza "apologia" socjalizmu pisana w odpowiedzi autorowi wątku. Bez jej choćby przejrzenia, mogą grozić nieporozumienia.
   Masz rację, odnosiłem się trochę w oderwaniu od wspomnianej "apologii", choć nie zmienia to sensu moich wątpliwości. W swojej obronie czy idealizacji socjalizmu sam piszesz o kupowaniu spokoju społecznego przez bogatych, więc nasuwa się pytanie: czy bogaci są za głupi, by sami żądać socjalizmu, czy ten "twój" socjalizm jest dla nich za drogi?

>Na moje wyczucie językowe "degenerować się" można tylko "do", co w tym wypadku sugeruje "w dół".
   Perspektywą w dół są półki z octem ozdobnym, jako efekt degeneracji, ale mnie, jak zwykle, interesują genezy problemów czyli co jest (może być) przyczyną degeneracji, więc zasadnym się zdaje pytanie: od czego się ludzka pracowitość zdegeneruje w "ślicznym socjalizmie"?
   Otóż uważam, że socjalizm z definicji jest zupełnie przeciwny sprawiedliwości polegającej na zdrowym, genetycznym egoizmie wyrażającym się szacunkiem dla własności.
Nie na darmo socjaliści ukuli termin "sprawiedliwość socjalistyczna" - "zwykła" sprawiedliwość nijak do nich nie pasuje.

>Za ostateczny motyw można ( choć budzi to moje wątpliwości, ale nie chcę w tej chwili komplikować ) uznać staroświecką "chciwość".
   To co ty nazywasz chciwością ja nazywam zdrowym egoizmem.

>Muszę stwierdzić, że chętnie ujrzałbym "zdegenerowaną chciwość" a zwłaszcza to dziwne coś, do czego ona mogłaby się zdegenerować .
   Zdegenerowaną chciwość możesz ujrzeć w stoczniowcach czy górnikach palących opony przed Sejmem - nazywa się to chciejstwo dyktowane księżycową ekonomią.
   Ten zdegenerowany egoizm polega na krzyczeniu, że "mi się należy dlatego, bo jestem" a przyczyny widziałeś (jak piszesz) na własne oczy... już nie pamiętasz?

>Nie udawaj, że nie rozumiesz czystego eksperymentu myślowego.
   Przestanę udawać natychmiast po tym, jak ty przestaniesz udawać, że wierzysz, iż ktoś będzie pracował gdy nie musi, bo bez pracy żyje prawie tak samo dobrze.

>Jak wyżej. A twe potomstwo błogosławię do tysięcznego pokolenia.
<p<Dokładnie, jak ja twoje.

>O ile pamiętam, Tytus, Romek i A'tomek dobrą zabawę mierzyli przy pomocy hecometru. Ale jak on działał i w jakich jednostkach był wyskalowany? Na te pytania mógłby odpowiedzieć wyłąćznie prof. T'Alent .
   W tej bajce jedynie rola Tytusa de Zoo mi odpowiada.

   Pozdrawiam
13-07-2009 11:39 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> sam piszesz o kupowaniu spokoju społecznego przez bogatych, więc nasuwa się pytanie: czy bogaci są za głupi, by sami żądać socjalizmu, czy ten "twój" socjalizm jest dla nich za drogi?

Bogaci oczywiście woleliby socjalizmu uniknąć, bo każdy najchętniej miałby spokój i bezpieczeństwo za darmo. Socjalizm akceptują z takim samym entuzjazmem, z jakim np. my płacimy podatki na policję. Bezpieczeństwo kosztuje. Smutna konieczność.

>zasadnym się zdaje pytanie: od czego się ludzka pracowitość zdegeneruje w "ślicznym socjalizmie"?

Parę linijek niżej dajesz wyraz całkowitemu zwątpieniu w ludzką pracowitość jako taką. Trzeci rozdział Księgi Rodzaju powiada, że praca jest karą i faktycznie - ludzie od zawsze tak ją pojmowali.

>uważam, że socjalizm z definicji jest zupełnie przeciwny sprawiedliwości polegającej na zdrowym, genetycznym egoizmie wyrażającym się szacunkiem dla własności.

Nie mam nic przeciw zdrowemu egoizmowi. Ale nazbyt dobrze wiemy, że egoizm ( niech będzie, że w tym wypadku, "chory", ale jakże często spotykany ) bardzo daleki jest od szacunku dla własności. W końcu, biorąc ten rodzaj egoizmu pod uwagę, zawsze wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz.

>   To co ty nazywasz chciwością ja nazywam zdrowym egoizmem.

Zobacz wyżej.

> zdegenerowany egoizm polega na krzyczeniu, że "mi się należy dlatego, bo jestem" a przyczyny widziałeś (jak piszesz) na własne oczy... już nie pamiętasz?

Ok. przyjmijmy, że to egoizm chory i zdegenerowany. Ale też uzasadniony ewolucyjnie i istniejący na długo przed socjalizmem. Tę smutną rzeczywistość trzeba jednak brać pod uwagę - socjalizm ( oczywiście nie w wersji PRL ) jest jedną z prób okiełznania jej.

>Przestanę udawać natychmiast po tym, jak ty przestaniesz udawać, że wierzysz, iż ktoś będzie pracował gdy nie musi, bo bez pracy żyje prawie tak samo dobrze.

Nie udawałem, że w to wierzę. Bo nie wierzę. Pracujemy ( w każdym razie w zdecydowanej większości wypadków ) z konieczności, nie dla przyjemności. A jeśli tylko mamy możliwość zwalić tę pracę na kogoś ( społecznie słabszego, bo na silniejszych nam się jej zwalić nie uda ) natychmiast to czynimy. Ale piramida społeczna zbudowana jest tak, że słabych na dole jest dużo, silnych na górze jest mało. Obiektywna przewaga "masy" jest po stronie tych pierwszych. Co jakiś czas robią oni z tej przewagi użytek, a potem jest lepiej (niekiedy) lub gorzej (często). Socjalizm próbuje te napięcia rozładować, jasne, że czyimś kosztem, ale koszty są zawsze - druga zasada termodynamiki. Reasumując: moja sympatia dla socjalizmu, czy może trafniej: socjaldemokracji, z cynizmu głównie wyrasta.

>>Jak wyżej. A twe potomstwo błogosławię do tysięcznego pokolenia.
><p<Dokładnie, jak ja twoje.

Tu akurat siurpryza, bo potomstwa nie mam i mieć nie zamierzam ( taka osobista rozgrywka z ewolucją ). Niemniej błogosławieństwa dla twego podtrzymuję nieustająco

>   W tej bajce jedynie rola Tytusa de Zoo mi odpowiada.

Uwaga natury lustracyjnej : Tytus umacniał socjalizm. I to kubański! (księga V) .
Pozdrawiam
13-07-2009 18:01 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Bogaci oczywiście woleliby socjalizmu uniknąć, bo każdy najchętniej miałby spokój i bezpieczeństwo za darmo.
   Czyli zostaje, że głupich bogatych nie stać na socjalistyczny spokój, bo są za głupi.

>>zasadnym się zdaje pytanie: od czego się ludzka pracowitość zdegeneruje w "ślicznym socjalizmie"?
>Parę linijek niżej dajesz wyraz całkowitemu zwątpieniu w ludzką pracowitość jako taką.
   Daję przykład już zdewaluowanej przez socjalistyczną schizofrenię.

>Trzeci rozdział Księgi Rodzaju powiada, że praca jest karą i faktycznie - ludzie od zawsze tak ją pojmowali.
   Dla mnie praca nie jest karą, lecz środkiem do ulubionego lenistwa.

>Ale nazbyt dobrze wiemy, że egoizm ( niech będzie, że w tym wypadku, "chory", ale jakże często spotykany ) bardzo daleki jest od szacunku dla własności.
   No cóż, miałem na myśli swoją własność.

>W końcu, biorąc ten rodzaj egoizmu pod uwagę, zawsze wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz.
   A w socjalizmie nie trzeba, bo nie ma czego strzec?

>>   To co ty nazywasz chciwością ja nazywam zdrowym egoizmem.
>Zobacz wyżej.
   I niżej.

>Ok. przyjmijmy, że to egoizm chory i zdegenerowany. Ale też uzasadniony ewolucyjnie i istniejący na długo przed socjalizmem.
   Ale dopiero socjalizm umocował go doktrynalnie.

>Tę smutną rzeczywistość trzeba jednak brać pod uwagę - socjalizm ( oczywiście nie w wersji PRL ) jest jedną z prób okiełznania jej.
   Jasne, ale nieudaną, bo socjalizm jest tworem bazującym na nieistniejących instynktach altruistycznych i wręcz przeciwnym naturalnemu egoizmowi genetycznemu.

>A jeśli tylko mamy możliwość zwalić tę pracę na kogoś ( społecznie słabszego, bo na silniejszych nam się jej zwalić nie uda ) natychmiast to czynimy.
   I to jest naturalne, bilansuje się jeśli czynione z optymalną rekompensatą - wygoda kosztuje.

>Co jakiś czas robią oni z tej przewagi użytek, a potem jest lepiej (niekiedy) lub gorzej (często). Socjalizm próbuje te napięcia rozładować, jasne, że czyimś kosztem, ale koszty są zawsze - druga zasada termodynamiki.
   Brakuje mi erudycji, ale intuicja mi mówi, że bez socjalizmu napięcia też były rozładowywane, tylko mniejszym kosztem.

>Reasumując: moja sympatia dla socjalizmu, czy może trafniej: socjaldemokracji, z cynizmu głównie wyrasta.
   Moje poglądy są na wskroś liberalne z wrodzonym egoizmem, jako bazą optymalnych poczynań... co nijak cynizmu nie wyklucza.

>Tu akurat siurpryza, bo potomstwa nie mam...
   Ja mam, choć też trochę dla hecy, lecz dorosłe więc samo martwi się o swoją koherencję.

>>   W tej bajce jedynie rola Tytusa de Zoo mi odpowiada.
>Uwaga natury lustracyjnej ...
   Jako trzecie dziecko alkoholika żadnego lustra się nie boję.

>Tytus umacniał socjalizm.
   Bardziej miałem na myśli trefnisiowy charakterek Tytusa, niźli jego zasługi w krzewieniu Janosikowych idei.

   Pozdrawiam.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Daję przykład już zdewaluowanej przez socjalistyczną schizofrenię.

Zgadzam się, że zwłaszcza real-socjalizm "instynkt pracy" degeneruje, ale i tak w nieporównanie mniejszym stopniu, niż zinstytucjonalizowana i zideologizowana dyktatura bogatych. Ostatecznie w real-socu realizował sie on choćby przez fuchy i cinkciarstwo, a opis "instynktu pracy" arystokracji znaleźć można choćby w dziełach Balzaka czy "Lalce" Prusa.

>   Dla mnie praca nie jest karą, lecz środkiem do ulubionego lenistwa.

Ale pewnie, jak i ja, wolałbyś ten cel osiągać wprost, bez fatygujących środków.

>>Ale nazbyt dobrze wiemy, że egoizm ( niech będzie, że w tym wypadku, "chory", ale jakże często spotykany ) bardzo daleki jest od szacunku dla własności.
>   No cóż, miałem na myśli swoją własność.

Rzecz w tym, że "chorzy" egoiści też będą mieć na myśli TWOJĄ ( podkreślenie, nie krzyk ) własność.

>>W końcu, biorąc ten rodzaj egoizmu pod uwagę, zawsze wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz.
>   A w socjalizmie nie trzeba, bo nie ma czego strzec?

W real-socjalizmie pętałem się po podwórkach z kluczem na szyi między innymi dlatego, że statystyczny obywatel miał o wiele bardziej czego strzec, niż w dziko kapitalistycznej II RP.

>>>    egoizm chory i zdegenerowany. Ale też uzasadniony ewolucyjnie i istniejący na długo przed socjalizmem.
>   Ale dopiero socjalizm umocował go doktrynalnie.

A jeśli nawet tak miałoby być ( z czym się nie zgadzam), to właściwie czy też z twej antysocjalistycznej perspektywy uważać to za zarzut? W końcu chyba lepiej mieć do czynienia z wyposażonym w dyskutowalną ideę "złodziejem-socjalistą", niż z realizującym się wprost przedsocjalistycznym złodziejem par excellence.

>>Tę smutną rzeczywistość trzeba jednak brać pod uwagę - socjalizm ( oczywiście nie w wersji PRL ) jest jedną z prób okiełznania jej.
>   Jasne, ale nieudaną, bo socjalizm jest tworem bazującym na nieistniejących instynktach altruistycznych i wręcz przeciwnym naturalnemu egoizmowi genetycznemu.

Istnieje instynktowny altruizm odwzajemniony czy altruizm krewniaczy. Pewnie, że są tylko przebraniami mądrego egoizmu. Ale też socjalizmu broniąc powołuję się właśnie na mądry egoizm, nie zaś na nieistniejący "altruizm idealistyczny".

>    intuicja mi mówi, że bez socjalizmu napięcia też były rozładowywane, tylko mniejszym kosztem.

Stulecia wojen chłopskich, kozackich, polowań na czarownice etc., trudno mi uznać za "mniejsze koszty".

>   Moje poglądy są na wskroś liberalne z wrodzonym egoizmem, jako bazą optymalnych poczynań... co nijak cynizmu nie wyklucza.

Moje bardzo podobnie, acz sytuują się na lewym skrzydle liberalizmu.

>    miałem na myśli trefnisiowy charakterek Tytusa

Ba! W głębi duszy sądzę, że tak naprawdę, naprawdę dobrze, to było nam tylko w Trapezfiku... I znów ta f**kin' Księga Rodzaju się kłania...

Pozdrawiam

19-07-2009 14:43 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Daję przykład już zdewaluowanej przez socjalistyczną schizofrenię.
>Zgadzam się, że zwłaszcza real-socjalizm "instynkt pracy" degeneruje...
   A nie o taki przewrotnie postulujesz? Wirtual-socjalizm jest najlepszy tylko w swojej pierwotnej formie.

>... ale i tak w nieporównanie mniejszym stopniu, niż zinstytucjonalizowana i zideologizowana dyktatura bogatych.
   Jak to obliczyłeś? Mnie intuicja co innego szepce.

>Ostatecznie w real-socu realizował sie on choćby przez fuchy i cinkciarstwo...
   ... czyli instynkty można uśpić, ale nie zlikwidować programowo.

>>   Dla mnie praca nie jest karą, lecz środkiem do ulubionego lenistwa.
>Ale pewnie, jak i ja, wolałbyś ten cel osiągać wprost, bez fatygujących środków.
   No cóż w typologii Znanieckiego jestem dość osobliwym konglomeratem wszystkich czterech typów w jego klasyfikacji, lecz z akcentem na człeka zabawy i pracy co się wcale u mnie nie wyklucza.

>Rzecz w tym, że "chorzy" egoiści też będą mieć na myśli TWOJĄ ( podkreślenie, nie krzyk ) własność.
   Do tego nie potrzeba socjalizmu - więzienia są we wszystkich ustrojach potrzebne.

>>>W końcu, biorąc ten rodzaj egoizmu pod uwagę, zawsze wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz.
   Zdziwisz się, ale ja nie zawsze.

>... statystyczny obywatel miał o wiele bardziej czego strzec, niż w dziko kapitalistycznej II RP.
   Możliwe, że masz takie obserwacje, ale relatywizm biedy czy bogactwa to inny temat.

>W końcu chyba lepiej mieć do czynienia z wyposażonym w dyskutowalną ideę "złodziejem-socjalistą", niż z realizującym się wprost przedsocjalistycznym złodziejem par excellence.
   Dla mnie nie jest to oczywiste - nie lubię hipokryzji.

>Ale też socjalizmu broniąc powołuję się właśnie na mądry egoizm, nie zaś na nieistniejący "altruizm idealistyczny".
   Socjalizm jest sztucznym tworem dla uzasadnienia bytu nadmiaru zbędnych pośredników w jego nienaturalnych strukturach, więc nie ma wiele wspólnego z altruizmem zwrotnym.

> Ba! W głębi duszy sądzę, że tak naprawdę, naprawdę dobrze, to było nam tylko w Trapezfiku... I znów ta f**kin' Księga Rodzaju się kłania...
   Mnie jest zupełnie dobrze tu, gdzie jestem - nie nudzę się ze sobą.

   Pozdrawiam.
20-07-2009 15:05 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>>Zgadzam się, że zwłaszcza real-socjalizm "instynkt pracy" degeneruje...
>   A nie o taki przewrotnie postulujesz? Wirtual-socjalizm jest najlepszy tylko w swojej pierwotnej formie.

Postuluję system redystrybucji, zmiejszającej społeczne nierówności i ich wybuchowy potencjał. System, który ma swoje wady - choćby rozrost pasożytniczej biurokracji, ale który przynosi też korzyści "ograbianym" bogatym. Tak np. istnienie publicznej opieki zdrowotnej, poprawia ogólny stan zdrowia społeczeństwa, na czym korzysta i kapitalista - gdyby pracownicy zbyt łatwo chorowali i umierali, marnowałyby się czas i środki włożone w ich wykwalifikowanie. Zagrożenia epidemiologiczne też nie są bez znaczenia - w końcu wirusy nie atakują tylko biednych. A alternatywą dla rozrostu biurokracji jest rozrost aparatu represji, który też kosztuje, a dodatkowo ma tendencję do usamodzielniania się i realizowania własnych celów ( dobrym przykładem są soldateski latynoamerykańskie ) i/lub rozrost aparatu utrzymania ideowej hegemonii rozładowującego napięcia przez dostarczanie "opium dla ludu" ( średniowieczny kościół i inne korporacje religijne ). To ja już wolę socjaldemokrację.

>>... ale i tak w nieporównanie mniejszym stopniu, niż zinstytucjonalizowana i zideologizowana dyktatura bogatych.
>   Jak to obliczyłeś? Mnie intuicja co innego szepce.

Orzekam choćby na podstawie wymienionych już dzieł literackich. Także na obserwacji trybu życia naszych książąt kościoła. Głównie zaś na klasyce nauk społecznych - "Teorii klasy próżniaczej" Thorsteina Veblena, a z nowszych pozycji, na "Historii naturalnej bogaczy" Richarda Conniffa.

>   ... czyli instynkty można uśpić, ale nie zlikwidować programowo.

Niech mnie ręka boska broni przed zamiarem programowej likwidacji instynktów!

>   No cóż w typologii Znanieckiego jestem dość osobliwym konglomeratem wszystkich czterech typów w jego klasyfikacji, lecz z akcentem na człeka zabawy i pracy co się wcale u mnie nie wyklucza.

U mnie też nie. Zdaję sobie jednak sprawę, że należę do uprzywilejowanej mniejszości, która może robić to, co lubi, łącząc pracę z zabawą. Hutnik czy kasjerka w hipermarkecie nie mogą tego o sobie powiedzieć.

>>>>W końcu, biorąc ten rodzaj egoizmu pod uwagę, zawsze wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz.
>   Zdziwisz się, ale ja nie zawsze.

Ojoj! W poszukiwaniu adrenaliny wybrałbym raczej skok na bungee .

>>... statystyczny obywatel miał o wiele bardziej czego strzec, niż w dziko kapitalistycznej II RP.
>   Możliwe, że masz takie obserwacje, ale relatywizm biedy czy bogactwa to inny temat.

Własnych nie mam, boż za II RP nie było mnie na świecie. Ale wierzę literaturze z epoki.

>>W końcu chyba lepiej mieć do czynienia z wyposażonym w dyskutowalną ideę "złodziejem-socjalistą", niż z realizującym się wprost przedsocjalistycznym złodziejem par excellence.

>   Dla mnie nie jest to oczywiste - nie lubię hipokryzji.

"Złodziej-socjalista" to, co "ukradnie" przeznaczy na inwestycje społeczne typu edukacja czy służba zdrowia (choć część się oczywiście zmarnuje). Złodziej par excellence - tylko na własną konsumpcję.
Hipokryzję zaś uważam za nieusuwalną część życia społecznego, której poziom w danym społeczeństwie zmienia się dość powoli ( tak mówi mi intuicja, choć tego nie mierzyłem ). Jeśli usunąć ją z jednego obszaru życia, przeniesie się do innego...

>   Socjalizm jest sztucznym tworem dla uzasadnienia bytu nadmiaru zbędnych pośredników w jego nienaturalnych strukturach, więc nie ma wiele wspólnego z altruizmem zwrotnym.

Prawie wszystko w ludzkim życiu jest tworem sztucznym i nienaturalnym, więc trudno to uznać za zarzut serio. O kłopocie ze zbędnymi pośrednikami pisałem trochę wyżej.

>   Mnie jest zupełnie dobrze tu, gdzie jestem - nie nudzę się ze sobą.

Ja też nie . Ale nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej.

Pozdrawiam.
20-07-2009 19:36 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Pisząc, że "wirtual-socjalizm jest najlepszy tylko w swojej pierwotnej formie" miałem na myśli wyłącznie formę wirtualną.

>Postuluję system redystrybucji, zmiejszającej społeczne nierówności i ich wybuchowy potencjał.
   Rozumiem, ale nie dostrzegasz lub bagatelizujesz z gruntu ainstynktowne podwaliny socjalizmu w próbach niwelacji naturalnych różnic społecznych między ludźmi czy grupami ludzi.
   Przy jednoczesnym wyolbrzymianiu, na podstawie dziewiętnastowiecznych lektur, ich tendencji erupcyjnych.
   Społeczeństwo się cywilizuje z chwili na chwilę, lecz w ramach instynktownych potrzeb - ewolucja instynktów to dłuższy proces.

>System, który ma swoje wady - choćby rozrost pasożytniczej biurokracji, ale który przynosi też korzyści "ograbianym" bogatym. [...] A alternatywą (podkreśl. moje) dla rozrostu biurokracji jest rozrost aparatu represji...
   Chyba chciałeś napisać, że przy jednoczesnym rozroście aparatu represji...?
   Po początkowym, dość dynamicznym rozwoju gospodarczym musi nastąpić regres w wyniku narastania postaw roszczeniowych przy braku naturalnych motywacji do pracy; regres gospodarczy prowadzi do wzrostu napięć społecznych, które implikują potrzebą, koniecznością(?) aparatu represji.

>To ja już wolę socjaldemokrację.
   Już niewiele Polsce brakuje.

>Orzekam choćby na podstawie wymienionych już dzieł literackich.
   Tylko błagam: nie sięgnij do "Chaty wuja Toma" lub wręcz "Trylogii"
   Przywołując realia dziewiętnasto czy dwudziestowieczne popełniasz błąd (o nadużycie nie posądzam) nie biorąc pod uwagę rozwoju cywilizacyjnego, choć zdaję sobie sprawę, że robisz to na potrzeby dyskusji, jak przy wyolbrzymianiu "społecznych podziałów i ich wybuchowego potencjału".

>Głównie zaś na klasyce nauk społecznych - "Teorii klasy próżniaczej" Thorsteina Veblena...
   Jw. ani klasa próżniacza już nie ta, ani proletariat.

>... a z nowszych pozycji, na "Historii naturalnej bogaczy" Richarda Conniffa.
   Sparafrazuję swoją teściową: nie czytałem, ale wolę Pietrzaka.

>Niech mnie ręka boska broni przed zamiarem programowej likwidacji instynktów!
   Więc pozostaje Ci propagować Utopię.

>Hutnik czy kasjerka w hipermarkecie nie mogą tego o sobie powiedzieć.
   To prawda, ale życie jest nie tylko zbiegiem okoliczności, jest także kwestią wyborów.

>Ojoj! W poszukiwaniu adrenaliny wybrałbym raczej skok na bungee .
   To nie kwestia adrenaliny, lecz dość pragmatycznego- trochę stoickiego bez determinizmu- podejścia do rzeczywistości - dość często podejmuję decyzje na podstawie skalkulowanego ryzyka, jestem dekarzem.

>Hipokryzję zaś uważam za nieusuwalną część życia społecznego...
   Myślę, że hipokryzja jest "plasterkiem" mającym na celu tak doraźną, jak nieskuteczną poprawę samopoczucia osobniczego, lecz w mojej wersji wcale nie wybrzmiała mi przyjaźniej, dalej jej nie lubię.
   Staram się nie być dwulicowcem, najlepiej się czuję, gdy znam motywy swoich działań, co wcale nie jest autokomplementem, bo wynika z czystego lenistwa.

>Prawie wszystko w ludzkim życiu jest tworem sztucznym i nienaturalnym, więc trudno to uznać za zarzut serio.
   Instynkty są naturalne więc każde działanie wypływające w najprostszej linii z instynktów ma największe szanse powodzenia w praktyce, a przedsięwzięcia wbrew instynktom są dobre tylko w teorii lub zabawie... ktoś wspomniał o bungee.
   By już real-socjalistycznych kompromitacji ubiegłowiecznych nie wspominać.

>Ale nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej.
   Nawet gdybym mógł podwoić swój komfort, to i tak trudno byłoby wytrzymać z drugim Boskim Jurusiem.

   Pozdrawiam.

P.S. Powiem Ci szczerze, że też mnie się idea socjalizmu kiedyś podobała i nadal brzmi dość ponętnie, choć tylko w sentymentalnych wspomnieniach - byłbym hipokrytą, gdybym udawał, że jest realna.
22-07-2009 15:56 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> nie dostrzegasz lub bagatelizujesz z gruntu ainstynktowne podwaliny socjalizmu w próbach niwelacji naturalnych różnic społecznych między ludźmi czy grupami ludzi.

Różnice majątkowe w żadnym razie do "naturalnych" nie należą, bo naturalne, to są różnice płci lub wzrostu ( choć też nie do końca ). Różnice majątkowe są w całości produktem systemu społecznego.

>   Przy jednoczesnym wyolbrzymianiu, na podstawie dziewiętnastowiecznych lektur, ich tendencji erupcyjnych.

O tendencjach erupcyjnych wnioskuję na podstawie dwudziestowiecznych skutków w rodzaju nacjonalizmu, faszyzmu, nazizmu czy komunizmu.

>   Społeczeństwo się cywilizuje z chwili na chwilę, lecz w ramach instynktownych potrzeb - ewolucja instynktów to dłuższy proces.

Społeczeństwo owszem, ale - jak zauważasz - natura ludzka znacznie wolniej. Także i dzisiejsze społeczeństwo jest podszyte ukrytą przemocą i hobbesowską wojną wszystkich ze wszystkimi. Nie ma więc jakichś zasadniczych powodów, dla których ta przemoc z ukrytej nie miałaby się zmienić w otwartą.

>>System, który ma swoje wady - choćby rozrost pasożytniczej biurokracji, ale który przynosi też korzyści "ograbianym" bogatym. [...] A alternatywą (podkreśl. moje) dla rozrostu biurokracji jest rozrost aparatu represji...
>   Chyba chciałeś napisać, że przy jednoczesnym rozroście aparatu represji...?

Co napisałem, to napisałem - mawiał taki jeden z Nowego Testamentu. I tak właśnie chciałem napisać. Biurokratyczne, europejskie państwa dobrobytu mają kilkakrotnie mniejsze wskaźniki przestępczości i kilkakrotnie mniejszy procent populacji przetrzymują w więzieniach niż neoliberalne USA. O "dziko kapitalistycznej" Ameryce Łacińskiej nie wspomnę.

>   Po początkowym, dość dynamicznym rozwoju gospodarczym musi nastąpić regres w wyniku narastania postaw roszczeniowych przy braku naturalnych motywacji do pracy; regres gospodarczy prowadzi do wzrostu napięć społecznych, które implikują potrzebą, koniecznością(?) aparatu represji.

Albo podzielenia się owocami wzrostu przez dotychczasowych uprzywilejowanych. Reformizm socjaldemokratyczny właśnie uchronił pewnie zach. Europę przed czymś na kształt rewolty bolszewickiej.

>>To ja już wolę socjaldemokrację.
>   Już niewiele Polsce brakuje.

Polsce właśnie brakuje wiele - co wynika zapewne z ogólnej słabości władzy, która miast obracać środki z danin publicznych na inwestycje w edukację, innowacyjność czy reformę wymiaru sprawiedliwości chociażby - czyli w przyszłość - uparcie używa ich na sponsorowanie bogatych będących kulą u nogi ( kościół czy wielu "rolników" z KRUS-u.

>   Jw. ani klasa próżniacza już nie ta, ani proletariat.

To jednak sięgnę do XIX-wiecznej klasyki : im bardziej wszystko się zmienia, tym bardziej pozostaje po staremu... . Aktualność Veblena wykazuje m.in. Conniff, że o życiu codziennym nie wspomnę... .

>>Hutnik czy kasjerka w hipermarkecie nie mogą tego o sobie powiedzieć.
>   To prawda, ale życie jest nie tylko zbiegiem okoliczności, jest także kwestią wyborów.

Prawda - ale też nie każdy ma luksus dokonywania swobodnych wyborów. Parę lat byłem wiejskim nauczycielem i różne rzeczy widziałem.

>>Hipokryzję zaś uważam za nieusuwalną część życia społecznego...
>   Myślę, że hipokryzja jest "plasterkiem" mającym na celu tak doraźną, jak nieskuteczną poprawę samopoczucia osobniczego, lecz w mojej wersji wcale nie wybrzmiała mi przyjaźniej, dalej jej nie lubię.

Jedenaste: nie mieszaj. Nie mylmy hipokryzji, która jest okłamywaniem innych, a więc zjawiskiem społecznym, z samozakłamaniem, które należy do wewnętrznej psychologii jednostki.

>   Staram się nie być dwulicowcem, najlepiej się czuję, gdy znam motywy swoich działań, co wcale nie jest autokomplementem, bo wynika z czystego lenistwa.

Dokładnie! Najlepszym argumentem przeciw samozakłamaniu jest właśnie to, że jest ono niebywale męczące.

>   Instynkty są naturalne więc każde działanie wypływające w najprostszej linii z instynktów ma największe szanse powodzenia w praktyce, a przedsięwzięcia wbrew instynktom są dobre tylko w teorii lub zabawie...

Nie jestem przekonany, czy gdybym widząc na ulicy seksowną kobietę podjął działanie wypływające w najprostszej linii z naturalnych instynktów, szanse powodzenia rzeczywiście byłyby największe... .

>   By już real-socjalistycznych kompromitacji ubiegłowiecznych nie wspominać.

Nie wspominam. Od poczatku bronię socjalizmu jako sposobu redystrybucji części owoców kapitalizmu, nie zaś jako metody organizacji całości gospodarki.

>P.S. Powiem Ci szczerze, że też mnie się idea socjalizmu kiedyś podobała i nadal brzmi dość ponętnie, choć tylko w sentymentalnych wspomnieniach

By sprawić ci przyjemność, z przesłaniem odpowiedzi - wraz z okolicznościowymi życzeniami - zaczekałem do 22 lipca!

Pozdrawiam.
24-07-2009 21:14 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... bagatelizujesz z gruntu ainstynktowne podwaliny socjalizmu w próbach niwelacji naturalnych różnic społecznych między ludźmi czy grupami ludzi.

>Różnice majątkowe w żadnym razie do "naturalnych" nie należą [...]Różnice majątkowe są w całości produktem systemu społecznego.
   Owszem, ale wynikają z większego wysiłku intelektualnego czy fizycznego, są finalnym produktem wrodzonych predyspozycji.
   Różnice majątkowe są więc efektem naturalnych różnic między ludźmi, tak naturalnym, uważam, jest egoistyczne przywiązanie do zdobytych, dzięki naturalnym przymiotom, dóbr.

>Także i dzisiejsze społeczeństwo jest podszyte ukrytą przemocą i hobbesowską wojną wszystkich ze wszystkimi. Nie ma więc jakichś zasadniczych powodów, dla których ta przemoc z ukrytej nie miałaby się zmienić w otwartą.
   Wojnę Hobbesa zmieniłem już dawno, choć może mało oryginalnie, na grę. Taka gra, będąc implikacją naturalnego egoizmu, istnieje od zawsze, choć mając coraz rzadziej formę otwartej wojny jest jednak rywalizacją egoistycznych organizmów, choć najczęściej zrzeszonych w spółki z bardzo o.o.
   Nie widzę żadnej roli niesprawiedliwego (socjalistycznego) podziału dóbr w procesie ew. zapobiegania jakimś wojenkom - wszystkie wojny były i są toczone w wyniku egoizmu, więc nie staną się mniej naturalne przez nazwanie ich "brzydkimi" i zastąpienie sztuczną redystrybucją na dużą skalę.

> Biurokratyczne, europejskie państwa dobrobytu mają kilkakrotnie mniejsze wskaźniki przestępczości i kilkakrotnie mniejszy procent populacji przetrzymują w więzieniach niż neoliberalne USA.
   Porównywanie realiów USA z Europą uważam za nietrafne. Poza uwagą, że jestem uczulony na wszelkie przedrostki ideologiczne... dostaję wysypki na hasła typu "neoliberalizm" czy "socjalistyczna sprawiedliwość".

>Albo podzielenia się owocami wzrostu przez dotychczasowych uprzywilejowanych.
   Jest gwałtem na naturze.

>Reformizm socjaldemokratyczny właśnie uchronił pewnie zach. Europę przed czymś na kształt rewolty bolszewickiej.
    Socjaldemokracja... brrrr.

>Polsce właśnie brakuje wiele - co wynika zapewne z ogólnej słabości władzy, która miast obracać środki z danin publicznych na inwestycje w edukację...
   Tu jestem oburącz ZA. Perspektywiczną i najlepszą rzeczą byłby mądry wybór czy modyfikacja ustroju przez mądrych ludzi.

>Prawda - ale też nie każdy ma luksus dokonywania swobodnych wyborów. Parę lat byłem wiejskim nauczycielem i różne rzeczy widziałem.
   Niezależnie od tego, co widziałeś, każdy ma możliwość wyboru - pozostaje kwestia kosztów.

>Jedenaste: nie mieszaj.
   Nie gramy w numerki.

>Nie mylmy hipokryzji, która jest okłamywaniem innych, a więc zjawiskiem społecznym, z samozakłamaniem, które należy do wewnętrznej psychologii jednostki.
   Więc nie mylcie hipokryzji z polityką. Uważam, że hipokryzja nie jest zjawiskiem społecznym, lecz ludzką cechą o osobniczym stopniu nasilenia, jako wypadkowa potrzeb emocjonalnych i siły osobowości jednostki.

>>... każde działanie wypływające w najprostszej linii z instynktów ma największe szanse powodzenia w praktyce...
>Nie jestem przekonany, czy gdybym widząc na ulicy seksowną kobietę podjął działanie wypływające w najprostszej linii z naturalnych instynktów, szanse powodzenia rzeczywiście byłyby największe... .
   Jak to szło?- jedenaste: nie mieszaj.

>Od poczatku bronię socjalizmu jako sposobu redystrybucji części owoców kapitalizmu, nie zaś jako metody organizacji całości gospodarki.
   Tak, jak nie przekonujesz mnie mechanicznym przekładaniem IXX wiecznych realiów, na przyszłość ludzkości, tak tym bardziej nie mam zaufania do XVII wiecznych, Janosikowych metod "redystrybucji" czyichś owoców.

>By sprawić ci przyjemność, z przesłaniem odpowiedzi - wraz z okolicznościowymi życzeniami - zaczekałem do 22 lipca!
   Rewanżuję się bez "socjalistycznej złośliwości" i nie poczekam do 4 czerwca.

   Pozdrawiam.
26-07-2009 03:43 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>>Różnice majątkowe w żadnym razie do "naturalnych" nie należą [...]Różnice majątkowe są w całości produktem systemu społecznego.
>   Owszem, ale wynikają z większego wysiłku intelektualnego

Nauczyciele nie potwierdzą!

>czy fizycznego, są finalnym produktem wrodzonych predyspozycji.

Ogólną prawidłowością jest, że im więcej wysiłku fizycznego dana praca wymaga, tym gorzej jest opłacana. Tu z kolei warto zapytać robotników niewykwalifikowanych.

>   Różnice majątkowe są więc efektem naturalnych różnic między ludźmi, tak naturalnym, uważam, jest egoistyczne przywiązanie do zdobytych, dzięki naturalnym przymiotom, dóbr.

Nie wydaje mi się, by istniało proste przełożenie osobistych przymiotów na posiadanie dóbr.

>   Wojnę Hobbesa zmieniłem już dawno, choć może mało oryginalnie, na grę. Taka gra, będąc implikacją naturalnego egoizmu, istnieje od zawsze, choć mając coraz rzadziej formę otwartej wojny jest jednak rywalizacją egoistycznych organizmów, choć najczęściej zrzeszonych w spółki z bardzo o.o.

Pełna zgoda. Odwracając Clausewitza: polityka jest wojną prowadzoną innymi środkami.

>   Nie widzę żadnej roli niesprawiedliwego (socjalistycznego) podziału dóbr w procesie ew. zapobiegania jakimś wojenkom - wszystkie wojny były i są toczone w wyniku egoizmu, więc nie staną się mniej naturalne przez nazwanie ich "brzydkimi" i zastąpienie sztuczną redystrybucją na dużą skalę.

Nie uciekam się przecież do argumentów "estetycznych" i nie czynię wojnom zarzutu, że są "brzydkie". Takoż kwestia ich "naturalności" jest dla mej argumentacji obojętna. Wystarcza mi, że wojny są szkodliwe ( może nie każdy zwycięzca w historii zgodziłby się z tym, ale w dzisiejszym świecie koszty wojen czynią je w zasadzie nieopłacalnymi nawet dla zwycięzców ).

>   Porównywanie realiów USA z Europą uważam za nietrafne.

Właściwie dlaczego?

> Poza uwagą, że jestem uczulony na wszelkie przedrostki ideologiczne... dostaję wysypki na hasła typu "neoliberalizm" czy "socjalistyczna sprawiedliwość".

Słusznie. Mea culpa. Będę unikać.

>>Albo podzielenia się owocami wzrostu przez dotychczasowych uprzywilejowanych.
>   Jest gwałtem na naturze.

Jak prawie wszystko w ludzkim życiu. Od ubrania poczynając, na lotach na Księżyc kończąc.

>>Nie mylmy hipokryzji, która jest okłamywaniem innych, a więc zjawiskiem społecznym, z samozakłamaniem, które należy do wewnętrznej psychologii jednostki.
>   Więc nie mylcie hipokryzji z polityką. Uważam, że hipokryzja nie jest zjawiskiem społecznym, lecz ludzką cechą o osobniczym stopniu nasilenia, jako wypadkowa potrzeb emocjonalnych i siły osobowości jednostki.

Nie spieram się o terminologię. Istotne tylko to, że jedną rzeczą jest okłamywanie innych, a drugą - i od pierwszej logicznie rozłączną - okłamywanie samego siebie.

>   Tak, jak nie przekonujesz mnie mechanicznym przekładaniem IXX wiecznych realiów, na przyszłość ludzkości, tak tym bardziej nie mam zaufania do XVII wiecznych, Janosikowych metod "redystrybucji" czyichś owoców.

Redystrybucja zajdzie tak czy owak. Po "dobroci" ( socjalizm ) albo siłą ( powstanie Chmielnickiego, by już pozostać przy wieku XVII ).

>   Rewanżuję się bez "socjalistycznej złośliwości" i nie poczekam do 4 czerwca.

Doceniam i "socjalistyczną złośliwość" wycofuję .

Pozdrawiam.
>
26-07-2009 07:13 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Różnice majątkowe są w całości produktem systemu społecznego.
>>Owszem, ale wynikają z większego wysiłku intelektualnego
>Nauczyciele nie potwierdzą!
   Takiej wersji szczytu lenistwa jeszcze nie znałem.

>>czy fizycznego, są finalnym produktem wrodzonych predyspozycji.
>Ogólną prawidłowością jest, że im więcej wysiłku fizycznego dana praca wymaga, tym gorzej jest opłacana. Tu z kolei warto zapytać robotników niewykwalifikowanych.
   Tych za komuny? Pytaj więc.

>Nie wydaje mi się, by istniało proste przełożenie osobistych przymiotów na posiadanie dóbr.
   Nie piszę, że proste, ale o większej skuteczności mnożenia dóbr przez ich zabieranie bogatym i dawanie leniwym mnie nie przekonujesz.

>Nie uciekam się przecież do argumentów "estetycznych" i nie czynię wojnom zarzutu, że są "brzydkie".
   Fakt, przegiąłem.

>Takoż kwestia ich "naturalności" jest dla mej argumentacji obojętna. Wystarcza mi, że wojny są szkodliwe ( może nie każdy zwycięzca w historii zgodziłby się z tym, ale w dzisiejszym świecie koszty wojen czynią je w zasadzie nieopłacalnymi nawet dla zwycięzców ).
   W tym świetle mój sposób na życie wydaje się optymalny, choć do idei organizacji społeczeństwa nie aspiruje. Częściowo i w skrócie pisałem o tym także w tym wątku.

>>Porównywanie realiów USA z Europą uważam za nietrafne.
>Właściwie dlaczego?
   Zupełnie inaczej ukształtowane kultury.

>>>Albo podzielenia się owocami wzrostu przez dotychczasowych uprzywilejowanych.
>>Jest gwałtem na naturze.
>Jak prawie wszystko w ludzkim życiu. Od ubrania poczynając, na lotach na Księżyc kończąc.
   Nie zgadzam się - ochrona przed zimnem i szukanie nowych terytoriów wynikają z instynktu przetrwania.

>Nie spieram się o terminologię. Istotne tylko to, że jedną rzeczą jest okłamywanie innych, a drugą - i od pierwszej logicznie rozłączną - okłamywanie samego siebie.
   Więc twierdzenie, że wszystkim będzie lepiej, jak bogaci będą się dzielić zarobkiem z tymi, którym pracować się nie chce jest okłamywaniem wszystkich, a twierdzenie, że się w to wierzy jest okłamywaniem siebie.

>>... nie mam zaufania do XVII wiecznych, Janosikowych metod "redystrybucji" czyichś owoców.

>Redystrybucja zajdzie tak czy owak. Po "dobroci" ( socjalizm ) albo siłą ( powstanie Chmielnickiego, by już pozostać przy wieku XVII ).
   Od zarania dziejów zachodzi w formie altruizmu zwrotnego, ale Ty chcesz, by zachodziła dla "świętego spokoju", co już mnie się nie opłaci, bo "święty spokój" mogę mieć dużo taniej.

   Miłej niedzieli.
28-07-2009 00:10 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Takiej wersji szczytu lenistwa jeszcze nie znałem.

Jeśli za 'szczyt lenistwa' uwazasz pracę nauczyciela, to nie potwierdzam.

>>Ogólną prawidłowością jest, że im więcej wysiłku fizycznego dana praca wymaga, tym gorzej jest opłacana. Tu z kolei warto zapytać robotników niewykwalifikowanych.
>   Tych za komuny? Pytaj więc.

Tych w Bangladeszu, Chinach, Arabii Saudyjskiej. I choćby Polaków w Anglii.

>   Nie piszę, że proste, ale o większej skuteczności mnożenia dóbr przez ich zabieranie bogatym i dawanie leniwym mnie nie przekonujesz.

Nie postuluję prostego rozdawnictwa, a inwestycje społeczne zmierzające do wyrównywania szans, jak edukacja, służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne etc.

>   W tym świetle mój sposób na życie wydaje się optymalny, choć do idei organizacji społeczeństwa nie aspiruje. Częściowo i w skrócie pisałem o tym także w tym wątku.

Twój osobisty wybór uważam za bardzo sensowny, ale z definicji obliczony na skalę indywidualną. Gdy przychodzi do społecznego wymiaru, odwołujesz się do pewnej idei etycznej - prawa powszechnego ograniczającego szkody powodowane przez indywidualne egoizmy. Słusznie mym zdaniem pisze wieczorek, że "( prawo powszechne ) mogłoby być czymś realnym wtedy kiedy mielibyśmy do czynienia z porównywalnym potencjałem konkurujących, rywalizujących ze sobą jednostek." Socjalizm, w moim pojęciu, jest właśnie próbą wyrównywania potencjałow konkurujących jednostek.

>>>Porównywanie realiów USA z Europą uważam za nietrafne.
>>Właściwie dlaczego?
>   Zupełnie inaczej ukształtowane kultury.

Ale i tak kulturze europejskiej najbliższa jest amerykańska. Tym bardziej absurdalne musiałyby być wszelkie inne międzykulturowe porównania, np. Europy z Chinami, że o Nuerach czy Wyspach Trobrianda nie wspomnę. Historia nauk społecznych pokazuje, że takie porównania są jednak sensowne i bardzo płodne poznawczo.

>   Nie zgadzam się - ochrona przed zimnem i szukanie nowych terytoriów wynikają z instynktu przetrwania.

Rzecz w tym, że ludzie "ubierają się" ( w szerokim sensie - wliczając ozdoby, makijaż, tatuaż, fryzury, deformacje ciała itp.) zupełnie bez "naturalnej" potrzeby. Ochrona przed zimnem jest wtórną funkcją ubrania, która pojawiła się dopiero po przenosinach w chłodniejsze klimaty. Wyprawa na Księżyc jako realizacja instynktu przetrwania też uchodzi wyłącznie w bardzo ogólnym sensie. Tak ogólnym, że obawiam się, pojęcie instynktu przestaje mieć sens.

>   Więc twierdzenie, że wszystkim będzie lepiej, jak bogaci będą się dzielić zarobkiem z tymi, którym pracować się nie chce jest okłamywaniem wszystkich, a twierdzenie, że się w to wierzy jest okłamywaniem siebie.

Zdajesz się ( z poprzednich postów też to wynika ) sugerować, że bogactwo jest konsekwencją pracy i zdolności, a bieda z lenistwa tylko wynika. Tak po prostu nie jest. Może być tylko w pierwszych latach po punkcie zero, jak na wsi po uwłaszczeniu w 1864, czy w RP po reformach Balcerowicza etc. Potem ci, którzy choćby przypadkiem zdobyli przewagę, kształtują system tak, by przewaga utrzymywała się sama, a ci, którzy choćby przypadkiem przewagi nie zdobyli, rozbijają sobie głowy o sufit. Socjalizm te potencjały i szanse próbuje wyrównywać.

>   Od zarania dziejów zachodzi w formie altruizmu zwrotnego, ale Ty chcesz, by zachodziła dla "świętego spokoju", co już mnie się nie opłaci, bo "święty spokój" mogę mieć dużo taniej.

Ponownie: sensowne w skali indywidualnej, ale w społecznej już niekoniecznie.

Pozdrawiam.
Adamiak (36436 punktów)
>Jeśli za 'szczyt lenistwa' uwazasz pracę nauczyciela, to nie potwierdzam.
   Nie moja to wina, że płace nauczycieli są bezpośrednią pozostałością komuny.

>>   Tych za komuny? Pytaj więc.
>Tych w Bangladeszu, Chinach, Arabii Saudyjskiej. I choćby Polaków w Anglii.
   W socjalizmie następuje odwrócenie proporcji, bo rządzący muszą dowartościowywać swoich, niewykwalifikowanych wyborców, czyli "lud pracujący" w odróżnieniu od "myślących darmozjadów".

>Nie postuluję prostego rozdawnictwa, a inwestycje społeczne zmierzające do wyrównywania szans, jak edukacja...
   Jestem za.

>Twój osobisty wybór uważam za bardzo sensowny, ale z definicji obliczony na skalę indywidualną.
   Społeczeństwo jest zbiorem indywidualności.

>Gdy przychodzi do społecznego wymiaru, odwołujesz się do pewnej idei etycznej - prawa powszechnego ograniczającego szkody powodowane przez indywidualne egoizmy.
   Bo to, wbrew pozorom, bardzo pragmatyczna idea.

>Słusznie mym zdaniem pisze wieczorek, że "( prawo powszechne ) mogłoby być czymś realnym wtedy kiedy mielibyśmy do czynienia z porównywalnym potencjałem konkurujących, rywalizujących ze sobą jednostek."
   Wówczas takie prawo byłoby zbędne.
   Może osobnikom o porównywalnym potencjale potrzebne byłyby tylko grupy zadaniowe do realizacji większych, wspólnie przydatnych inwestycji, a nie stado? Coś na kształt doraźnych grup obywatelskich?

>Socjalizm, w moim pojęciu, jest właśnie próbą wyrównywania potencjałow konkurujących jednostek.
   Moim zdaniem jest ideą mającą coś zrekompensować jej twórcom, oczywiście kosztem rozdawania cudzych dóbr.

>Historia nauk społecznych pokazuje, że takie porównania są jednak sensowne i bardzo płodne poznawczo.
   I nie zawsze użyteczne w innych warunkach kulturowych, vide społeczeństwo obywatelskie.

>>   Nie zgadzam się - ochrona przed zimnem i szukanie nowych terytoriów wynikają z instynktu przetrwania.
>Ochrona przed zimnem jest wtórną funkcją ubrania, która pojawiła się dopiero po przenosinach w chłodniejsze klimaty.
   A przenieśli się z nudów czy dla jaj?

>Wyprawa na Księżyc jako realizacja instynktu przetrwania też uchodzi wyłącznie w bardzo ogólnym sensie. Tak ogólnym, że obawiam się, pojęcie instynktu przestaje mieć sens.
   Pojęcie rywalizacji traci sens w socjalizmie.

>... a ci, którzy choćby przypadkiem przewagi nie zdobyli, rozbijają sobie głowy o sufit.
   I zamiast palić opony w żądaniach darmochy zaczynają wytężać opony mózgowe, by dorównać lepszym, co nie jest złym objawem, bo może zapewnić cykliczną zmianę stanowisk zamiast jej karuzeli.

>Ponownie: sensowne w skali indywidualnej, ale w społecznej już niekoniecznie.
   Bo słusznie prawisz, że największy nacisk trzeba położyć na edukację a wykształcone wnuki same wybiorą lub wymyślą optymalny dla siebie ustrój, miast powielać IXX i XX wieczne bajeczki z komputerowym, li tylko, makijażem.

   Miłego dnia.
05-08-2009 03:16 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Nie moja to wina, że płace nauczycieli są bezpośrednią pozostałością komuny.

Ale to, że w ogóle istnieje powszechne, publiczne szkolnictwo zawdzięczamy ideom socjalistycznym.

>   W socjalizmie następuje odwrócenie proporcji, bo rządzący muszą dowartościowywać swoich, niewykwalifikowanych wyborców, czyli "lud pracujący" w odróżnieniu od "myślących darmozjadów".

Taką p. sarmacką szlachtę trudno nazwać darmozjadami myślącymi. Nieco niżej twierdzisz, że to właśnie praca i wysiłek awansu zmusza do wytężania opon mózgowych. Więc w końcu, co bardziej sprzyja myśleniu i komu należy się dowartościowanie?

>   Społeczeństwo jest zbiorem indywidualności.

Ale nie ich prostą sumą, jak pojazd nie jest sumą części.

>>Słusznie mym zdaniem pisze wieczorek, że "( prawo powszechne ) mogłoby być czymś realnym wtedy kiedy mielibyśmy do czynienia z porównywalnym potencjałem konkurujących, rywalizujących ze sobą jednostek."
>   Wówczas takie prawo byłoby zbędne.

Nie byłoby zbędne. Cały czas wszak mówimy o jednostkach konkurujących i rywalizujących.

>   Może osobnikom o porównywalnym potencjale potrzebne byłyby tylko grupy zadaniowe do realizacji większych, wspólnie przydatnych inwestycji, a nie stado? Coś na kształt doraźnych grup obywatelskich?

Dochodzimy do Marksowskiego zaniku państwa... .

>>Socjalizm, w moim pojęciu, jest właśnie próbą wyrównywania potencjałow konkurujących jednostek.
>   Moim zdaniem jest ideą mającą coś zrekompensować jej twórcom, oczywiście kosztem rozdawania cudzych dóbr.

Niby co? Freudowskie jakieś coś?

>>Ochrona przed zimnem jest wtórną funkcją ubrania, która pojawiła się dopiero po przenosinach w chłodniejsze klimaty.
>   A przenieśli się z nudów czy dla jaj?

Jak sądzę, głównie ze strachu przed silniejszymi grupami.

>   Pojęcie rywalizacji traci sens w socjalizmie.

Eee, toż w Sojuzie życiowo ważną sprawą były wyścigi, kto pierwszy doniesie . A poważniej: nie wydaje mi się, by cokolwiek mogło serio zagrozić instynktowi rywalizacji. Socjalizm go tylko nieco cywilizuje.

>>... a ci, którzy choćby przypadkiem przewagi nie zdobyli, rozbijają sobie głowy o sufit.
>   I zamiast palić opony w żądaniach darmochy zaczynają wytężać opony mózgowe, by dorównać lepszym, co nie jest złym objawem, bo może zapewnić cykliczną zmianę stanowisk zamiast jej karuzeli.

"Lepsi" zawsze będą dbać o to, by szybko zamknąć dostęp do swego klubu przed wytężonymi aspirantami. W ostateczności - przez rozbudowę aparatu opresji. Lub na przykład...

>   Bo słusznie prawisz, że największy nacisk trzeba położyć na edukację

...ograniczenie dostępu do edukacji właśnie po to, by...

>wykształcone wnuki same wybiorą lub wymyślą optymalny dla siebie ustrój

...wyksztalcone wnuki nie mialy szans wymyslec optymalnego dla siebie ustroju.

Pozdrawiam.
07-08-2009 21:51 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>Nie moja to wina, że płace nauczycieli są bezpośrednią pozostałością komuny.
>... powszechne, publiczne szkolnictwo zawdzięczamy ideom socjalistycznym.
   Łyżki i widelce też?

>Więc w końcu, co bardziej sprzyja myśleniu...
   Potrzeba, bieda.

>... i komu należy się dowartościowanie?
   Nikomu - każdemu bezpłatne, podstawowe wykształcenie i możliwość dalszej nauki promowana stypendiami dla zdolnych - nie każdy musi być za darmo kształcony jeśli ambicji lub zdolności wystarcza mu do łopaty.

>>Wówczas takie prawo byłoby zbędne.

>Nie byłoby zbędne. Cały czas wszak mówimy o jednostkach konkurujących i rywalizujących.
   Dlatego piszę o tym , jak o utopijnej idei.

>Dochodzimy do Marksowskiego zaniku państwa... .
   Nie czytałem Marksa, ale nie mówię, że był głupi.
   Elementy anarchoindywidualizmu Josepha Proudhona też mi się trochę podobają.

>>Moim zdaniem jest ideą mającą coś zrekompensować jej twórcom, oczywiście kosztem rozdawania cudzych dóbr.

>Niby co?
   Pokuszę się o przypuszczenie, że żądza władzy połączona z satysfakcją z wyimaginowanej wdzięczności za rozdawanie dóbr - poczucie władzy szafarza, by nie wdawać się w głębsze dywagacje z powodu braków w erudycji... A, że nie mają swoich walorów (prócz fantazji) więc wymyślają świetne pomysły na rozdawanie cudzych... swoje niechętnie się darmo rozdaje.

>Freudowskie jakieś coś?
   Freud nie miał monopolu na psychologię, ale potrzeby rekompensowania przeżyć z dzieciństwa bym nie bagatelizował.

>>A przenieśli się z nudów czy dla jaj?
>Jak sądzę, głównie ze strachu przed silniejszymi grupami.
   Czyli zaś instynkt przetrwania.

>"Lepsi" zawsze będą dbać o to, by szybko zamknąć dostęp do swego klubu przed wytężonymi aspirantami.
   "Dobrzy" się dostaną, a po co mi w klubie "gorsi"?

>"Lepsi" zawsze będą dbać o to, by szybko zamknąć dostęp do swego klubu przed wytężonymi aspirantami. W ostateczności - przez rozbudowę aparatu opresji. Lub na przykład...
>...ograniczenie dostępu do edukacji właśnie po to, by...
>...wyksztalcone wnuki nie mialy szans wymyslec optymalnego dla siebie ustroju.
   A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?

   Gdzieś słyszałem, że gdyby komuna była taka dobra dla ludzi, to dzisiaj połowa ludzkości gadałaby po rosyjsku... a nie gada.

   Miłego weekendu.
10-08-2009 03:09 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Łyżki i widelce też?

Łyżki i widelce nie. Ale powszechne szkolnictwo jednak tak, po części przynajmniej.

>>Więc w końcu, co bardziej sprzyja myśleniu...
>   Potrzeba, bieda.

Bądźmy biedni!

>   Nikomu - każdemu bezpłatne, podstawowe wykształcenie i możliwość dalszej nauki promowana stypendiami dla zdolnych - nie każdy musi być za darmo kształcony jeśli ambicji lub zdolności wystarcza mu do łopaty.

Z grubsza to właśnie postuluję.

>>>Wówczas takie prawo byłoby zbędne.
>>Nie byłoby zbędne. Cały czas wszak mówimy o jednostkach konkurujących i rywalizujących.
>   Dlatego piszę o tym , jak o utopijnej idei.

Nie widzę w tym utopii - przeciwnie, rozwiązanie całkiem realistyczne.

>>Dochodzimy do Marksowskiego zaniku państwa... .
>   Nie czytałem Marksa, ale nie mówię, że był głupi.
>   Elementy anarchoindywidualizmu Josepha Proudhona też mi się trochę podobają.

Mnie takoż. Uczulam jednak na to, że Proudhon najbardziej znany jest ze stwierdzenia, iż własność to kradzież.

>   Pokuszę się o przypuszczenie, że żądza władzy połączona z satysfakcją z wyimaginowanej wdzięczności za rozdawanie dóbr - poczucie władzy szafarza, by nie wdawać się w głębsze dywagacje z powodu braków w erudycji... A, że nie mają swoich walorów (prócz fantazji) więc wymyślają świetne pomysły na rozdawanie cudzych... swoje niechętnie się darmo rozdaje.

Ha, cóż, w wielu wypadkach zapewne prawda - na szeroko pojętej lewicy znajdzie się sporo niedowarzonej młodzieży, "cerebralnych rewolucjonistów" i "lewicy kawiorowej". Ale każde ludzkie zgromadzenie ma swe nieciekawe strony, a koncepcji socjalizmu to nie przekreśla.

>>>A przenieśli się z nudów czy dla jaj?
>>Jak sądzę, głównie ze strachu przed silniejszymi grupami.
>   Czyli zaś instynkt przetrwania.

Trudno przeczyć, ale do kwestii ubrania, noszonego już wcześniej - ma się to nijak. Przy okazji - polecam znakomity esej Kołakowskiego "Epistemologia strip-tease'u" w "Pochwale niekonsekwencji".

>   "Dobrzy" się dostaną, a po co mi w klubie "gorsi"?

"Lepsi" i "gorsi" znaczy w tym wypadku tyle, co "uprzywilejowani przez system" bądź nie. M.in. dlatego tu się udzielam, że chętnie niektórych "lepszych" ( kler ) bym przywilejów pozbawił.

>   A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?

Zaprawdę, nie chwytam... .

>   Gdzieś słyszałem, że gdyby komuna była taka
dla ludzi, to dzisiaj połowa ludzkości gadałaby po rosyjsku... a nie gada.

Daleki jestem od popierania komunizmu, co już wielekroć zaznaczałem.

Pozdrawiam.
12-08-2009 07:52 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Łyżki i widelce nie. Ale powszechne szkolnictwo jednak tak, po części przynajmniej.
   Po części, to i Marks był rabinem.

>Bądźmy biedni!
   Jestem liberałem, więc - jak chcecie.

>>Nikomu - każdemu bezpłatne, podstawowe wykształcenie i możliwość dalszej nauki promowana stypendiami dla zdolnych - nie każdy musi być za darmo kształcony jeśli ambicji lub zdolności wystarcza mu do łopaty.
>Z grubsza to właśnie postuluję.
   A mnie się wydawało, że chcesz rozdawać cudze dobra dla święt..., społecznego spokoju.

>>Dlatego piszę o tym , jak o utopijnej idei.
>Nie widzę w tym utopii - przeciwnie, rozwiązanie całkiem realistyczne.
   Nie jest realistycznym rozwiązanie oparte na iluzorycznej, bo tylko ideologicznie-werbalnej równości potencjałów wszystkich członków stada, indywidualne różnice są, uważam, genezą tworzenia stad: jeden ma lepszy słuch, drugi potrafi rozpalić ogień a trzeci szybciej biega, że nie wspomnę o wodzu, mającym zdolności skorelowania ich walorów i z tego tytułu mającym największe profity - właśnie to w ogólnym zarysie gadam od początku - to wynika z instynktu przetrwania.

   Rozdawnictwo cudzych dóbr tylko jako pretekst do zapewnienia sobie wyborców, powoduje degenerację instynktownie naturalnej dążności do zapewnienia sobie pozycji w stadzie dzięki "jakimś" przymiotom, bo zapewnia względnie dobrą "pozycję" za sam fakt istnienia i manifestowania poparcia dla władzy.

>>Elementy anarchoindywidualizmu Josepha Proudhona też mi się trochę podobają.
>Mnie takoż. Uczulam jednak na to, że Proudhon najbardziej znany jest ze stwierdzenia, iż własność to kradzież.
   Napisałem "elementy" - dlatego też wymieniłem indywidualizm, ale już, np. astmy Proudhona, nie.

>Ale każde ludzkie zgromadzenie ma swe nieciekawe strony, a koncepcji socjalizmu to nie przekreśla.
   Będę nudny, ale "Twój" socjalizm jest tak samo wbrew naturze, jak okładka "Strażnicy":


>>>A przenieśli się z nudów czy dla jaj?
>>Jak sądzę, głównie ze strachu przed silniejszymi grupami.
>Czyli zaś instynkt przetrwania.
>Trudno przeczyć, ale do kwestii ubrania, noszonego już wcześniej - ma się to nijak.
   A jak ma się do Twojego zdania, że Ochrona przed zimnem jest wtórną funkcją ubrania, która pojawiła się dopiero po przenosinach w chłodniejsze klimaty...?

>"Lepsi" i "gorsi" znaczy w tym wypadku tyle, co "uprzywilejowani przez system" bądź nie. M.in. dlatego tu się udzielam, że chętnie niektórych "lepszych" ( kler ) bym przywilejów pozbawił.
   Nie zapominaj, że kler w Polsce ma swoją (taką a nie inną) pozycję m/innymi właśnie z powodu hipokryzji właściwej dla socjalizmu.

>Zaprawdę, nie chwytam... .
   Tu w skrócie piszesz:
>"Lepsi" zawsze będą dbać o to, by szybko zamknąć dostęp do swego klubu przed wytężonymi aspirantami. W ostateczności - przez rozbudowę aparatu opresji. Lub na przykład...
>... ograniczenie dostępu do edukacji właśnie po to, by...
>... wyksztalcone wnuki nie mialy szans wymyslec optymalnego dla siebie ustroju...

więc moje pytanie: "A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?" jest ironiczną metaforą spiskowej teorii dziejów, jakiej doczytałem się w podtekście.

>>Gdzieś słyszałem, że gdyby komuna była taka dla ludzi, to dzisiaj połowa ludzkości gadałaby po rosyjsku... a nie gada.
>Daleki jestem od popierania komunizmu, co już wielekroć zaznaczałem.
   Słowa "komuna" używam, może niesłusznie, lecz jako kwintesencji obiegowego jej znaczenia - powinno być: "gdyby socjalizm"...

   Pozdrawiam.
21-08-2009 01:13 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Łyżki i widelce nie. Ale powszechne szkolnictwo jednak tak, po części przynajmniej.
>   Po części, to i Marks był rabinem.

A Stalin księdzem, ale cóż z tego?

>>>Nikomu - każdemu bezpłatne, podstawowe wykształcenie i możliwość dalszej nauki promowana stypendiami dla zdolnych - nie każdy musi być za darmo kształcony jeśli ambicji lub zdolności wystarcza mu do łopaty.
>>Z grubsza to właśnie postuluję.
>   A mnie się wydawało, że chcesz rozdawać cudze dobra dla święt..., społecznego spokoju.

Społeczny spokój sprzyja mnożeniu dóbr, więc zapewnienie go jest też rodzajem długofalowej inwestycji. Ale redystrybucja ma jeszcze inny ekonomiczny sens, o czym za chwilę.

>   Nie jest realistycznym rozwiązanie oparte na iluzorycznej, bo tylko ideologicznie-werbalnej równości potencjałów wszystkich członków stada,

Chodzi o bardzo konkretną równość wobec państwowego prawa stanowionego, która jest najmniejszym możliwym do zaakceptowania przez wszystkich wspólnym mianownikiem zapobiegajacym wojnom domowym. Pisałem już o tym.

> indywidualne różnice są, uważam, genezą tworzenia stad:

Akurat! Po pierwsze należy odróżnić "stado" od "społeczeństwa". Ławica śledzi jest niewątpliwie stadem, a nie ma żadnej wewnetrznej struktury opartej na zróżnicowaniu. Orangutany za to są zróżnicowane ( istnieją u nich dwa różne rodzaje samców o odmiennym behawiorze ) ale nijak nie skłania ich to do tworzenia stad, o społeczeństwach nie mówiąc. Różnie to w przyrodzie bywa.

> jeden ma lepszy słuch, drugi potrafi rozpalić ogień a trzeci szybciej biega, że nie wspomnę o wodzu, mającym zdolności skorelowania ich walorów i z tego tytułu mającym największe profity - właśnie to w ogólnym zarysie gadam od początku - to wynika z instynktu przetrwania.

Spójrz na Polskę dziś i w historii i odpowiedz na pytanie, jak wysoka pozycja u władzy faktycznie ma się do zdolności skutecznego sterowania społeczeństwem a zwłaszcza do instyktu przetrwania.

>   Rozdawnictwo cudzych dóbr tylko jako pretekst do zapewnienia sobie wyborców,

Nie tylko, o czym już sporo pisałem.

> powoduje degenerację instynktownie naturalnej dążności do zapewnienia sobie pozycji w stadzie dzięki "jakimś" przymiotom,

Uparcie twierdzisz, że wysoka pozycja w ludzkim stadzie jest nagrodą za osobiste przymioty. Obejrzyj sobie jakiego arcybiskupa, czy innego posła.

>   Będę nudny, ale "Twój" socjalizm jest tak samo wbrew naturze, jak okładka "Strażnicy":

Też będę nudny: prawie wszystko w ludzkim życiu jest wbrew naturze: ogień, buty, samolot... .

>>Trudno przeczyć, ale do kwestii ubrania, noszonego już wcześniej - ma się to nijak.
>   A jak ma się do Twojego zdania, że Ochrona przed zimnem jest wtórną funkcją ubrania, która pojawiła się dopiero po przenosinach w chłodniejsze klimaty...?

Ni cholery nie widzę sprzeczności żadnej... .

>   Nie zapominaj, że kler w Polsce ma swoją (taką a nie inną) pozycję m/innymi właśnie z powodu hipokryzji właściwej dla socjalizmu.

Nie zapominam, ale i nie zapominam o tym, że zasadnicze zręby swej pozycji stworzył znacznie wcześniej.

>więc moje pytanie: "A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?" jest ironiczną metaforą spiskowej teorii dziejów, jakiej doczytałem się w podtekście.

Spisku w sensie "złośliwości" rzecz jasna tu nie ma, ale jest pewna dynamika zachowań, prowadząca w ostateczności bądź do zdławienia społecznej energii, bądź do społecznej eksplozji. W największym skrócie - gdy zdobędziesz majątek/pozycję zaczniesz dbać o przekazanie go rodzinie ( potomstwu ) lub korporacji ( kościółowi ). Spadkobiercy będą dbać o utrzymanie przewagi jak najmniejszym kosztem tj. przez jej instytucjonalizację/mitologizację ( przywileje stanowe, instytucja szlachectwa, rasizm, świętość kościoła etc. ) - bo jasne, że lepiej niż od nowa w każdym pokoleniu rywalizować z rzeszą ambitnych aspirantów, jest odebrać im w ogóle możliwość włączenia się do rywalizacji. Po kilku pokoleniach nieuchronnie uzyskasz dyktaturę gnuśnych bęcwałów ( polska szlachta, francuska arystokracja, kler katolicki, chińscy mandaryni itd.,itp. ), która całe życie społeczne przekształci bądź w zatęchłe bajoro, bądź w eksplodujący kocioł. Głównej zalety redystrybucji upatruję w tym, że zapobiega ona tworzeniu sie tego rodzaju zatorów, na nowo tasując i rozdając karty.

Pozdrawiam.
28-08-2009 20:16 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A Stalin księdzem, ale cóż z tego?
   To żaden argument - szkolnictwo i bez socjalizmu się rozwijało, a kraje postsowieckie nie są czołówką w tym procesie.

>Społeczny spokój sprzyja mnożeniu dóbr, więc zapewnienie go jest też rodzajem długofalowej inwestycji.
   Społeczny spokój za cenę pogwałcenia podstawowych praw natury (własność "silniejszego") jest nie do utrzymania.

>Chodzi o bardzo konkretną równość wobec państwowego prawa stanowionego, która jest najmniejszym możliwym do zaakceptowania przez wszystkich wspólnym mianownikiem zapobiegajacym wojnom domowym. Pisałem już o tym.
   Proszę: Konstytucja RP. Art. 32.
1.Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.


>Po pierwsze należy odróżnić "stado" od "społeczeństwa". Ławica śledzi jest niewątpliwie stadem, a nie ma żadnej wewnetrznej struktury opartej na zróżnicowaniu.
   Jasne, dlatego nie mówimy o socjalizmie oceanicznym, tylko utopijnym.
   Bo sama ilość osobników w ławicy i ich sposób przemieszczania się do jej środka jest organizacją obronną.

>Orangutany za to są zróżnicowane [...] ale nijak nie skłania ich to do tworzenia stad, o społeczeństwach nie mówiąc. Różnie to w przyrodzie bywa.
   Właśnie, różnie, więc rozmawiamy o homo sapiens i jego instynktach, a nie instynkcie małpim.

>Spójrz na Polskę dziś i w historii i odpowiedz na pytanie, jak wysoka pozycja u władzy faktycznie ma się do zdolności skutecznego sterowania społeczeństwem a zwłaszcza do instyktu przetrwania.
   A co ma instynkt przetrwania wspólnego ze zdolnością kierowania społeczeństwem? Instynkt ewolucyjnie służy jednemu osobnikowi, a nie przypadkowemu ich zbiorowi.
Jeśli Kaczor nie jest świetnym przykładem instynktu przetrwania, to ja lepszego nie znam.

   Słowianie są ogólnie przykładem, że w pewnych typach mentalności łatwiej przychodzi zrzeszanie się w metafizycznych celach, niż "praktycznych" w moim rozumieniu.

>Uparcie twierdzisz, że wysoka pozycja w ludzkim stadzie jest nagrodą za osobiste przymioty. Obejrzyj sobie jakiego arcybiskupa, czy innego posła.
   Nie twierdzę, że nagrodą i, że musi być, ale jest, i może być osobistych przymiotów implikacją, inaczej jest "skonsumowana" w drugim pokoleniu.

>   Będę nudny, ale "Twój" socjalizm jest tak samo wbrew naturze, jak okładka "Strażnicy":
>Też będę nudny: prawie wszystko w ludzkim życiu jest wbrew naturze: ogień, buty, samolot... .
   Różnimy się w pojmowaniu "natury" - człowiek z racji wykształconego mózgu ma inne pomysły na realizowanie instynktów, niż rybka czy szympans. Dla śledzia pływanie w butach byłoby kłopotliwe, ale człowiekowi służą do ochrony stóp przed skaleczeniem; szympansowi przy klawiaturze komputera też daję mało szans na napisanie dużo mądrzejszego niż mój, posta... ups. A i za sterami Boeinga mało ma szans na przeżycie, nawet po długim szkoleniu. Chyba, że zepsuty Boeing nie wystartuje.

>Ni cholery nie widzę sprzeczności żadnej... .
   Sprzeczność jest taka, że najpierw piszesz o wtórności funkcji odzienia z racji przenosin w zimniejsze rejony, a następnie, że ubrania noszono wcześniej, przed emigracją.

>Nie zapominam, ale i nie zapominam o tym, że zasadnicze zręby swej pozycji (kler, d. mój) stworzył znacznie wcześniej.
   Bo znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji. Religia żeruje też na podstawowych instynktach człowieka - instynkcie przetrwania w swoich obietnicach wieczności.

>więc moje pytanie: "A tygrys wyewoluował po to, by gnębić biedne antylopy?" jest ironiczną metaforą spiskowej teorii dziejów, jakiej doczytałem się w podtekście.

>Po kilku pokoleniach nieuchronnie uzyskasz dyktaturę gnuśnych bęcwałów ( polska szlachta, francuska arystokracja, kler katolicki, chińscy mandaryni itd.,itp. ), która całe życie społeczne przekształci bądź w zatęchłe bajoro, bądź w eksplodujący kocioł.
   A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych mieli kłopoty z powrotem do zwykłego funkcjonowania w systemie innym, niż rozdawnictwo.

   Już kolejny raz piszę, że porównywanie rzeczywistości średnio czy (nawet) dziewiętnastowiecznej, ze współczesnością, charakteryzującą się błyskawicznym obiegiem informacji oraz zupełnie inną mentalnością ludzi... jest co najmniej nietrafne. Równie spektakularne, jak "dobre" będą przykłady z kultury aborygenów.

>Głównej zalety redystrybucji upatruję w tym, że zapobiega ona tworzeniu sie tego rodzaju zatorów, na nowo tasując i rozdając karty.
   By wybuchnąć z powodu pauperyzacji społeczeństwa spowodowanej ogólnym zubożeniem z powodu ustrojowego braku motywacji do pracy.

   Bo socjalizm nie jest zły z powodu brzydkiej nazwy, ale dlatego, że powoduje gwałtowny wzrost postaw roszczeniowych właśnie z powodów, dla jakich widzisz w nim zalety: wiara, że bogatsza część społeczeństwa kupi sobie społeczny spokój u biedniejszych (w domyśle: mniej zaradnych).
   Jeszcze większym jego zagrożeniem jest wybitna agresywność i szybkość uznawania takiego stanu świadomości (należy mi się, bo jestem) za stan normy i powszechnie uznawanej postawy życiowej.

   Jeszcze dzisiaj obserwuję (na tym forum, wśród "racjonalistów" też) czasem zupełnie podświadomie werbalizowanie tęsknoty za czasami, kiedy to wszystko Państwo dawało obywatelom ZA DARMO, a jeśli nie dało, to się kombinowało, bo wszyscy tak robili.

   Od dłuższej "chwili" zauważam u siebie deficyt świeżych argumentów, a i Ty już tylko paralelami ze średniowieczem dyszysz... Czy się mylę?

   Pozdrawiam.
03-09-2009 12:58 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> szkolnictwo i bez socjalizmu się rozwijało, a kraje postsowieckie nie są czołówką w tym procesie.

Dostęp do edukacji przez tysiąclecia miały tylko warstwy uprzywilejowane, zmieniło się to w epoce przemysłowej (robotnik musi umieć przeczytać instrukcję obsługi maszyny), ale dopiero ruchy socjalistyczne uczyniły z edukacji wartość samą w sobie. Faktem też pozostaje, że PRL, cokolwiek by o nim nie powiedzieć, znacznie skuteczniej sobie poradził z likwidacją analfabetyzmu niż II RP.

>   Społeczny spokój za cenę pogwałcenia podstawowych praw natury (własność "silniejszego") jest nie do utrzymania.

Dzisiejsza - w znacznej mierze socjalistyczna - Europa jest bez porównania spokojniejsza od tych regionów świata, gdzie decyduje prawo silniejszego.

>   Bo sama ilość osobników w ławicy i ich sposób przemieszczania się do jej środka jest organizacją obronną.

Uspołecznienie (w sensie: uzależnienie od życia grupowego) jest oczywiście stopniowalne, można się go dopatrzeć i w koloniach koralowców, które synchronizują swe cykle rozrodcze. Rozróżniamy jednak społeczeństwo w ściślejszym sensie, mające jakąś w miarę stałą wewnętrzną strukturę od prostego stada.

>>Orangutany za to są zróżnicowane [...] ale nijak nie skłania ich to do tworzenia stad, o społeczeństwach nie mówiąc. Różnie to w przyrodzie bywa.
>   Właśnie, różnie, więc rozmawiamy o homo sapiens i jego instynktach, a nie instynkcie małpim.

Instynkty homo sapiens tak bardzo od małpich się nie różnią. Nawet "popęd" do tworzenia kultury jest obecny już u szympansów.

>   A co ma instynkt przetrwania wspólnego ze zdolnością kierowania społeczeństwem? Instynkt ewolucyjnie służy jednemu osobnikowi, a nie przypadkowemu ich zbiorowi.

OK, miałem na myśli metaforycznie pojęty "instynkt państwowy". Skądinąd jednak indywidualny instynkt przetrwania często służy przetrwaniu spokrewnionej grupy, kosztem pojedynczych osobników. Polityczne hasła mobilizacyjne nieprzypadkowo pełne są metaforyki rodzinnej ("Ojczyzna naszą matką, bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, bracia i siostry, Ojciec Narodu - sam "naród" też zresztą sugeruje wspólne "rodzenie") - da się zatem pokazać przełożenie między naturalnym instynktem przetrwania a rywalizacją kulturowo skonstruowanych grup politycznych.

>Jeśli Kaczor nie jest świetnym przykładem instynktu przetrwania, to ja lepszego nie znam.

Jak dla mnie wprost przeciwnie - Kaczor jest przykładem faceta, który potrafi bezbłędnie zmarnować każdą szansę daną od losu.

>   Słowianie są ogólnie przykładem, że w pewnych typach mentalności łatwiej przychodzi zrzeszanie się w metafizycznych celach, niż "praktycznych" w moim rozumieniu.

Dziś Czesi, Słowacy czy Słoweńcy, a i Polacy w wiekach XIV-XVI przeczą temu. Ogólnie zresztą unikam wyjasnień odwołujących się do specyfiki mentalności słowiańskiej, germańskiej, arabskiej czy jakiej tam jeszcze.

>   Nie twierdzę, że nagrodą i, że musi być, ale jest, i może być osobistych przymiotów implikacją, inaczej jest "skonsumowana" w drugim pokoleniu.

By tego właśnie uniknąć "możni" zapobiegliwie konstruują poparte narzędziami przymusu i odpowiednią metafizyką mechanizmy komfortowego dziedziczenia pozycji społecznej.

>   Różnimy się w pojmowaniu "natury" - człowiek z racji wykształconego mózgu ma inne pomysły na realizowanie instynktów, niż rybka czy szympans.

"Naturą" człowieka jest tworzenie "kultury" - nie chcę się w tej chwili wgłębiać w różne wynikające z tego aporie i paradoksy, dość mam już tego w pracy (jestem antropologiem kulturowym).

>   Sprzeczność jest taka, że najpierw piszesz o wtórności funkcji odzienia z racji przenosin w zimniejsze rejony, a następnie, że ubrania noszono wcześniej, przed emigracją.

Ubrania (w szerokim rozumieniu) zaczęto nosić jeszcze w ciepłym klimacie, prawdopodobnie głównie dla zaznaczenia statusu, tudzież odróżnienia się od innych grup, a dopiero po przenosinach w chłodniejsze rejony dodano im nową funkcję ochrony przed zimnem.

>   Bo (kler) znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji. Religia żeruje też na podstawowych instynktach człowieka - instynkcie przetrwania w swoich obietnicach wieczności.

Innymi słowy: okazała się skutecznym ewolucyjnie pasożytem.

>   A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych mieli kłopoty z powrotem do zwykłego funkcjonowania w systemie innym, niż rozdawnictwo.

Przykład Polski tego na szczęście raczej nie potwierdza. Zdaje mi się, że do uzależnienia od rozdawnictwa najskuteczniej wdrażają obozy uchodźców, będące z kolei efektem zaburzeń społecznych wywołanych drastycznymi nierównościami.

>Już kolejny raz piszę, że porównywanie rzeczywistości średnio czy (nawet) dziewiętnastowiecznej, ze wspólczesnością, charakteryzującą się błyskawicznym obiegiem informacji oraz zupełnie inną mentalnością ludzi... jest co najmniej nietrafne. Równie spektakularne, jak "dobre" będą przykłady z kultury aborygenów.

To może trochę skrzywienie zawodowe, ale dla mnie wszystkie ludzkie społeczeństwa istnieją synchronicznie, "naraz" i paleolit jest równie dobrym materiałem do analizy, jak świat postindustrialny. Wiele rzeczy wydaje się jednak uniwersalnych, dzięki czemu jest w ogóle możliwe analizowanie, porównywanie i uogólnianie.

>zagrożeniem jest wybitna agresywność i szybkość uznawania takiego stanu świadomości (należy mi się, bo jestem) za stan normy i powszechnie uznawanej postawy życiowej.

Taka postawa od zawsze była przecież normą wśród "możnych". Naturalne zdaje mi się, że "spływa" ona w dół wraz z emancypacją "ludu" i tegoż społecznym awansem. Swoją drogą - uznajemy przecież bez sporu, że wiele rzeczy (choćby wolność osobista) należy nam się, "bo jesteśmy" - a długo to przecież oczywiste wcale nie było. Zaryzykuję twierdzenie, że w warunkach rozwiniętej gospodarki stać nas już na to, by pewne zabezpieczenie przed skrajną nędzą dodać do katalogu rzeczy "należnych, bo jestem".

CDN.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Od dłuższej "chwili" zauważam u siebie deficyt świeżych argumentów, a i Ty już tylko paralelami ze średniowieczem dyszysz... . Czy się mylę?

Raczej się nie mylisz, ale to i prawidłowo - w końcu nie o to chodzi, by wyciągać coraz to nowego królika z kapelusza, a o to, by - choćby tylko dla własnego pożytku - udoskonalać argumenty podstawowe. By jednak wstrzyknąć nieco świeżej krwi do dyskusji, sprecyzuj może swój "program pozytywny". Jeśli nie socjalizm, to co? W szczególności jak widzisz zapewnienie spokoju społecznego w warunkach formalnoprawnej równości przy jednoczesnym dużym rozwarstwieniu ekonomicznym?

Pozdrawiam.
05-09-2009 20:42 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... choćby tylko dla własnego pożytku - udoskonalać argumenty podstawowe.
   Dzięki za troskę, bo pewnie gros korzyści jednak dostanie się mnie.

>By jednak wstrzyknąć nieco świeżej krwi do dyskusji, sprecyzuj może swój "program pozytywny".
   Nie jestem typem mającym sprecyzowane poglądy na cudze szczęście, że o receptach nie wspomnę - nie siliłem się nawet na takie próby, więc to mój debiut.

   Jako dość skrajny, liberalny indywidualista ze szczególnie akcentowaną Niezależnością, mam tylko przemyślenia wynikające ze swego punktu siedzenia.

   Głównym punktem mojego sposobu na życie jest docieranie do genezy swoich zachowań, które dziwnym trafem ukazują się bardziej powszechnymi, niż by się indywidualiście chciało.
   Różnica jest tylko w osobniczym sposobie percepcji tych, instynktownych zachowań - ja chcę je zrozumieć po to, by móc ew. modyfikować dla swojego komfortu. Bez poznania przyczyn zachowania trudnym, lub wręcz niemożliwym jest je sensownie zmienić, czy przestać mieć resztki kulturowego poczucia winy z niezmiennych - bo w przyrodzie wina nie istnieje, są tylko przyczyny i skutki.

>Jeśli nie socjalizm, to co?
   Już gdzieś pisałem, że w postępującej i raczej nieuniknionej globalizacji przyszłość widzę- pozornie paradoksalnie- w polaryzacji na mniejsze grupy społeczne niż państwo, bardziej jako luźne zrzeszenia środowiskowo małych grup etniczno-krewniaczych w ramach unii terytorialnych pod egidą Unii Światowej.

   System gospodarczy inny niż: umiarkowanie agresywny, czyli najbardziej zgodny z instynktami, liberalny, lecz złagodzony miksem z regulowanym: własność prywatna i zdecentralizowane decyzje + samorządowy z częściową własnością grupową... nie przychodzi mi do głowy i nie uważam za optymalny, dopóki nie zmienią się uwarunkowania genetyczne homo sapiens.

   Alternatywą jest wynalezienie innych technologii zapewniających powszechny dostęp do relatywnie "nieograniczonych" dóbr, ale też dostrzegam bariery genetyczne w ich dystrybucji, choć już odwrotnie proporcjonalne do ich ilości.

>W szczególności jak widzisz zapewnienie spokoju społecznego w warunkach formalnoprawnej równości przy jednoczesnym dużym rozwarstwieniu ekonomicznym?

   Po pierwsze: do takich rozważań należałoby sprecyzować pojęcie "spokoju społecznego", bo granica tegoż wcale nie jest taka oczywista - co dla jednego jest zwykłą manifestacją z żądaniami, dla drugiego jest już niepokojem społecznym.

   Po drugie uważam, że standardowo postrzegany spokój społeczny jest niemożliwy do osiągnięcia u ludzi, ani w przyrodzie ogólnie, bo natura to przemiana energii kosztem materii, a ludzie są tej natury elementem i u nich zdobywanie materii do tej metamorfozy ma najbardziej spektakularny przebieg.

   Uważam, że spokój społeczny rozumiany jako względna równowaga interesów grup wpływów przy pomocy realizacji drugiej części hasełka:"... każdemu według potrzeb" jest (na razie) utopią ze względu na konflikt z instynktami homo sapiens, oraz deficyt dóbr w stosunku do (na pewno) eskalujących potrzeb.

   Myślę, że, by to nastąpiło, powinna nastąpić zmiana podświadomości genetycznej z wybitnie egoistycznej na bardziej świadomie altruistyczno-odwzajemnione myślenie en masse, co na swoim, skromnym przykładzie, wcale za utopię nie uważam.

   I tutaj dochodzę do mojej percepcji rzeczywistości poprzez poznawanie genezy zachowań w celu ich zmiany - zdziwisz się, ale jakaś forma socjalizmu tak, choć w bardzo dalekiej perspektywie ewolucyjnej i przy intensywnej- powszechnej i nastawionej na budowanie egoistycznie zdrowej samodzielności bez hipokryzji- edukacji.

Edycja.
   I tu pojawia się motyw winy w psyche ludzi, nazwanych umownie możnymi.
   Otóż uważam, że możni mają podświadome poczucie winy z faktu bycia w lepszej sytuacji, na którym to poczuciu głównie bazują socjaliści. Jest to błąd kardynalny, bo jeśli jest wina, to są ofiary i następstwem musi być kara, a ludzie nie lubią być karani.
   Dlatego socjalizm jest postrzegany, jako system za karę, więc przyjazny i opłacalny tylko dla ofiar.
    Możni myślą tylko o zmniejszeniu kary, lub przedterminowym zwolnieniu.

   Od Ciebie pierwszy raz usłyszałem, że ten system może się opłacać możnym, jako (w domyśle) profit w egoizmie zwrotnym.
   Do tej pory słyszałem argumenty: bo się coś komuś należy, a w przyrodzie się nic nie należy, może się tylko opłacać, ale co w przyrodzie naturalne, to kultura deprecjonuje, jako polit-niepoprawne.

   Reasumując: socjalizm jest fajnym systemem i realnym do wprowadzenia, ale pod warunkiem (między innymi) zmiany postrzegania rzeczywistości przez większość - wyrzucenie z podświadomości winy i kary, i zastąpienie ich właściwymi i naturalnymi: przyczyną i skutkiem.

   Bo socjalizm jest śliczną utopią, ale człowiekowi na razie bliżej do małpy, niż do raju.

   Miłego weekendu.

P.S. Jeśli coś udało mi się przekazać tym chaosem, to będę ukontentowany.
.
20-09-2009 21:32 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Odpowiadam z poślizgiem poważnym, nie z lenistwa czy roztargnienia wynikającym, ale z konieczności solidniejszego namysłu, na który zwykle zdobywam się powoli i z trudem...

>   Dzięki za troskę, bo pewnie gros korzyści jednak dostanie się mnie.

A to już będzie, jak Bóg zdarzy... .

>   Nie jestem typem mającym sprecyzowane poglądy na cudze szczęście, że o receptach nie wspomnę -

Takoż i ja - między innymi dlatego konsekwentnie opowiadam się za maksimum wolności do definiowania własnego szczęścia dla każdego, co zdejmuje ze mnie problem zastanawiania się, jak komu szczegółowo dogodzić. Pozostawiwszy troskę o osobiste szczęście jednostkom, nie jestem w stanie jednak uciec od pytania o sensowne uzgodnienie ładu publicznego. Sądzę, że wśród różnych, często będących w konflikcie wartości, między którymi trzeba wybierać przy tegoż ładu kształtowaniu, ostatecznie wybrać należy stabilność i przewidywalność. będące warunkiem koniecznym sensownego zastanawiania się - co dalej?

>   Głównym punktem mojego sposobu na życie jest docieranie do genezy swoich zachowań, które dziwnym trafem ukazują się bardziej powszechnymi, niż by się indywidualiście chciało.
>   Różnica jest tylko w osobniczym sposobie percepcji tych, instynktownych zachowań - ja chcę je zrozumieć po to, by móc ew. modyfikować dla swojego komfortu. Bez poznania przyczyn zachowania trudnym, lub wręcz niemożliwym jest je sensownie zmienić, czy przestać mieć resztki kulturowego poczucia winy z niezmiennych - bo w przyrodzie wina nie istnieje, są tylko przyczyny i skutki.

Przyklasnę .

>   Już gdzieś pisałem, że w postępującej i raczej nieuniknionej globalizacji przyszłość widzę- pozornie paradoksalnie- w polaryzacji na mniejsze grupy społeczne niż państwo, bardziej jako luźne zrzeszenia środowiskowo małych grup etniczno-krewniaczych w ramach unii terytorialnych pod egidą Unii Światowej.

Zgodzę się, pomijając etniczność-krewniaczość; myślę, że inne kryteria będą decydować.

>   System gospodarczy inny niż: umiarkowanie agresywny, czyli najbardziej zgodny z instynktami, liberalny, lecz złagodzony miksem z regulowanym: własność prywatna i zdecentralizowane decyzje + samorządowy z częściową własnością grupową... nie przychodzi mi do głowy i nie uważam za optymalny, dopóki nie zmienią się uwarunkowania genetyczne homo sapiens.

Na zmianę uwarunkowań genetycznych nie ma czasu, problem jest już, więc jednak socjalizm, rozumiany jako nieprzesadne zdzieranie z bogatych, by inwestować w "rusztowanie" (edukacja, służba zdrowia, opieka społeczna etc.) na którym może narastać "zdrowa" tkanka społeczna.

>   Alternatywą jest wynalezienie innych technologii zapewniających powszechny dostęp do relatywnie "nieograniczonych" dóbr, ale też dostrzegam bariery genetyczne w ich dystrybucji, choć już odwrotnie proporcjonalne do ich ilości.

Będą technologie - będzie inna sytuacja. Wtedy się zobaczy.

>   Po pierwsze: do takich rozważań należałoby sprecyzować pojęcie "spokoju społecznego", bo granica tegoż wcale nie jest taka oczywista - co dla jednego jest zwykłą manifestacją z żądaniami, dla drugiego jest już niepokojem społecznym.

To prawda, jednak akurat tutaj proponuję zdać się na zdroworozsądkowe poczucie bezpieczeństwa jednostek, nie dzieląc już włosa na czworo.

>   Uważam, że spokój społeczny rozumiany jako względna równowaga interesów grup wpływów przy pomocy realizacji drugiej części hasełka:"... każdemu według potrzeb" jest (na razie) utopią ze względu na konflikt z instynktami homo sapiens, oraz deficyt dóbr w stosunku do (na pewno) eskalujących potrzeb.

Bo ja wiem, czy te potrzeby muszą tak w nieskończoność eskalować? Mam wątpliwości.

>   Myślę, że, by to nastąpiło, powinna nastąpić zmiana podświadomości genetycznej z wybitnie egoistycznej na bardziej świadomie altruistyczno-odwzajemnione myślenie en masse, co na swoim, skromnym przykładzie, wcale za utopię nie uważam.

Myślę, że coś w tym stylu (choć na poziomie kulturowym zaledwie, nie genetycznym) stopniowo na świecie się dokonuje.

>   I tutaj dochodzę do mojej percepcji rzeczywistości poprzez poznawanie genezy zachowań w celu ich zmiany - zdziwisz się, ale jakaś forma socjalizmu tak, choć w bardzo dalekiej perspektywie ewolucyjnej i przy intensywnej- powszechnej i nastawionej na budowanie egoistycznie zdrowej samodzielności bez hipokryzji- edukacji.

Znowu: na ewolucję się nie doczekamy, ale zmiana modelu edukacji jest (teoretycznie) do szybkiego wykonania.

>   I tu pojawia się motyw winy w psyche ludzi, nazwanych umownie możnymi.
>   Otóż uważam, że możni mają podświadome poczucie winy z faktu bycia w lepszej sytuacji, na którym to poczuciu głównie bazują socjaliści. Jest to błąd kardynalny, bo jeśli jest wina, to są ofiary i następstwem musi być kara, a ludzie nie lubią być karani.

Zgoda, ale owo poczucie "winy" nie jest zjawiskiem psychologicznie nieuchronnym, a produktem konkretnego kulturowego dziedzictwa tj. bliskowschodnich monoteizmów. Też jest (teoretycznie) do usunięcia.

>   Od Ciebie pierwszy raz usłyszałem, że ten system może się opłacać możnym, jako (w domyśle) profit w egoizmie zwrotnym.
>   Do tej pory słyszałem argumenty: bo się coś komuś należy, a w przyrodzie się nic nie należy, może się tylko opłacać, ale co w przyrodzie naturalne, to kultura deprecjonuje, jako polit-niepoprawne.

Unikam argumentów "duszoszczipatielnych", z wielu powodów.

>   Reasumując: socjalizm jest fajnym systemem i realnym do wprowadzenia, ale pod warunkiem (między innymi) (...)wyrzucenia z podświadomości winy i kary, i zastąpienia ich właściwymi i naturalnymi: przyczyną i skutkiem.
>   człowiekowi na razie bliżej do małpy

Świadomość "małpizmu" jako punkt startu, winę i karę pozostawiając do zabawy monoteistom w rezerwatach (daj Boże co prędzej)

> Jeśli coś udało mi się przekazać tym chaosem, to będę ukontentowany.

Bądź!
26-09-2009 19:21 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Odpowiadam z poślizgiem poważnym...
   Jakie to życie jest piękne!

   Mnie się kiedyś też zdarzył dość poważny poślizg, ale zatrzymałem się w rynnie na okapie. Poważność była wprost proporcjonalna do odległości rynny od ziemi, więc te π x oko 20 metrów oceniam też z dość poważną, bo enigmatyczną powagę.

>... ostatecznie wybrać należy stabilność i przewidywalność. będące warunkiem koniecznym sensownego zastanawiania się - co dalej?
   Też się zastanawiam, dlaczego preferujesz najmniej przewidywalne, socjalistyczne rozwiązania.

>>   ... przyszłość widzę- pozornie paradoksalnie- w polaryzacji na mniejsze grupy społeczne niż państwo...
>Zgodzę się, pomijając etniczność-krewniaczość; myślę, że inne kryteria będą decydować.
   Również się z Tobą zgodzę, upierając się przy krewniaczości i etniczności w wersji terytorialno-sąsiedzkiej, bo inność jest ponętna, ale wyobraźni mi- z racji aspołecznego charakteru- nie staje.

>>   System gospodarczy inny niż [...] dopóki nie zmienią się uwarunkowania genetyczne homo sapiens.

>Na zmianę uwarunkowań genetycznych nie ma czasu, problem jest już, więc jednak socjalizm, rozumiany jako nieprzesadne zdzieranie z bogatych, by inwestować w "rusztowanie" (edukacja, służba zdrowia, opieka społeczna etc.) na którym może narastać "zdrowa" tkanka społeczna.
   Mnie się garsonki genetycznej zmieniać nie chce, a i moim genom się nie śpieszy.
   Problemy też są zawsze - nie dostrzegam aż takiej wyjątkowości "dzisiejszych", by już straszyć socjalizmem.

   Uważam, że zdrowi psychicznie ludzie rosną dzięki edukacji, a nie rozdawaniu dóbr już chorym ("opieka społeczna"), bo czysto jest tam, gdzie mało śmiecących a nie dużo sprzątających.
   Więc optuję za kompletną reorganizacją edukacji ze znaczącym zwiększeniem na nią nakładów.

>Będą technologie - będzie inna sytuacja. Wtedy się zobaczy.
   Jasne.

>>   ... konflikt z instynktami homo sapiens, oraz deficyt dóbr w stosunku do (na pewno) eskalujących potrzeb.

>Bo ja wiem, czy te potrzeby muszą tak w nieskończoność eskalować? Mam wątpliwości.
   Na razie eskalują -nawet bieda jest coraz bogatsza.

>>   ... powinna nastąpić zmiana podświadomości genetycznej z wybitnie egoistycznej na bardziej świadomie altruistyczno-odwzajemnione myślenie...

>Myślę, że coś w tym stylu (choć na poziomie kulturowym zaledwie, nie genetycznym) stopniowo na świecie się dokonuje.
   Jeśli się dobrze orientuję, to memy są też ważnym czynnikiem ewolucji, więc nie lekceważę przekazu horyzontalnego, jako elementu wpływu kulturowego na tęże ewolucję.

>Znowu: na ewolucję się nie doczekamy, ale zmiana modelu edukacji jest (teoretycznie) do szybkiego wykonania.
   Mnie się nie śpieszy. Co do edukacji masz rację, ale na razie nie widzę ludzi do wprowadzenia takich zmian.

>Zgoda, ale owo poczucie "winy" nie jest zjawiskiem psychologicznie nieuchronnym, a produktem konkretnego kulturowego dziedzictwa tj. bliskowschodnich monoteizmów. Też jest (teoretycznie) do usunięcia.
   Zgadzam się, dostrzegam tu rolę memów.

>Unikam argumentów "duszoszczipatielnych", z wielu powodów.
   Mnie najbardziej(?) rażą ad populum, ale też nie nalegam na ich eksterminację.

>Świadomość "małpizmu" jako punkt startu, winę i karę pozostawiając do zabawy monoteistom w rezerwatach (daj Boże co prędzej)

   Niech się stanie!

   Miłego weekendu.
.
05-10-2009 16:56 
 Ocena-1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Mnie się kiedyś też zdarzył dość poważny poślizg, ale zatrzymałem się w rynnie na okapie. Poważność była wprost proporcjonalna do odległości rynny od ziemi, więc te π x oko 20 metrów oceniam też z dość poważną, bo enigmatyczną powagę.

Znakiem tego: poślizgi przestrzenne poważniejsze są od czasowych... .

>>... ostatecznie wybrać należy stabilność i przewidywalność. będące warunkiem koniecznym sensownego zastanawiania się - co dalej?
>   Też się zastanawiam, dlaczego preferujesz najmniej przewidywalne, socjalistyczne rozwiązania.

Socjalizm, we wszelkich postaciach, można uznać za próbę wyeliminowania przypadku z ekonomii. Można więc spojrzeć nań, jak na kolejną odsłonę ludzkich starań o okiełznanie żywiołów. Takie ujęcie sprawy mnie osobiście ostrożnym optymizmem napawa.

>   Również się z Tobą zgodzę, upierając się przy krewniaczości i etniczności w wersji terytorialno-sąsiedzkiej, bo inność jest ponętna, ale wyobraźni mi- z racji aspołecznego charakteru- nie staje.

Ot, choćby to forum jest przykładem tworzenia społecznych koalicji w oderwaniu od kryteriów rodzinnych, etnicznych czy terytorialnych.

>   Problemy też są zawsze - nie dostrzegam aż takiej wyjątkowości "dzisiejszych", by już straszyć socjalizmem.
>   Uważam, że zdrowi psychicznie ludzie rosną dzięki edukacji, a nie rozdawaniu dóbr już chorym ("opieka społeczna"), bo czysto jest tam, gdzie mało śmiecących a nie dużo sprzątających.

Zgodzę się o tyle, że znam sporo osób pracujących w opiece społecznej, które zgodnie twierdzą, że dzisiejsza jej polska postać daje skutki odwrotne do zamierzonych. Ale i zgodnie twierdzą, że wynika to głównie z idiotycznego ustawienia systemu, co samego pomysłu opieki społecznej jako takiego bynajmniej nie przekreśla. Zaś osoby pracujące z zaniedbanymi społecznie dziećmi znów zgodnie twierdzą, że ta praca daje świetne efekty i sensu ma dużo.

>   Więc optuję za kompletną reorganizacją edukacji ze znaczącym zwiększeniem na nią nakładów.

Exactly.

>   Na razie eskalują -nawet bieda jest coraz bogatsza.

Podstawowego czynnika powodującego eskalację owych "potrzeb" upatruję w imperatywie, by nie mieć gorzej od sąsiada. Zatem w zjawisku o naturalno-ewolucyjnym, co prawda, podłożu, ale wybitnie społeczno-kulturowym kontekście. Nad tym drugim wymiarem da się (przynajmniej tak mi się teoretycznie wydaje) zapanować.

>   Jeśli się dobrze orientuję, to memy są też ważnym czynnikiem ewolucji, więc nie lekceważę przekazu horyzontalnego, jako elementu wpływu kulturowego na tęże ewolucję.

Też tak myślę, ale tylko czas może pokazać.

>>Unikam argumentów "duszoszczipatielnych", z wielu powodów.
>   Mnie najbardziej(?) rażą ad populum, ale też nie nalegam na ich eksterminację.

Sądzę, że oba określenia opisują w dużej mierze to samo tj. odwołanie do emocji, ze szczególnym uwzględnieniem przemożnego popędu do posiadania poczucia "bycia dobrym". Wyeliminować się go nie da, zbyt mocne ma ewolucyjne podstawy, ale jego destrukcyjny wpływ da się, jak myślę, wydatnie zmniejszyć.

>>Świadomość "małpizmu" jako punkt startu, winę i karę pozostawiając do zabawy monoteistom w rezerwatach (daj Boże co prędzej)
>   Niech się stanie!.

Po "naszemu": amen!
05-09-2009 18:29 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Dostęp do edukacji przez tysiąclecia miały tylko warstwy uprzywilejowane, zmieniło się to w epoce przemysłowej...
   Bo świat się zmienia bez względu na poglądy na ten temat - edukacja po prostu staniała.

>... ale dopiero ruchy socjalistyczne uczyniły z edukacji wartość samą w sobie.
   Dla mnie edukacja nie jest wartością samą w sobie - może być tylko środkiem do innego (lepszego?) życia i to wcale nie uniwersalnym.

>Faktem też pozostaje, że PRL, cokolwiek by o nim nie powiedzieć, znacznie skuteczniej sobie poradził z likwidacją analfabetyzmu niż II RP.
   Gdyby PRL miał same klęski, to nie przetrwałby 10 lat. Na fali patriotycznego entuzjazmu (czyli zjednoczenia metafizycznego) dla odbudowy Polski, nastąpił wzrost prawie wszystkich wskaźników gospodarczo-społecznych po to, by finiszować nieuchronnym regresem, gdy się w praktyce okazało, że system generuje "zyski" globalne kosztem jednostek mających coraz mniejszą motywacją do pracy... bo z haseł zysk się nie bierze.

>Dzisiejsza - w znacznej mierze socjalistyczna - Europa jest bez porównania spokojniejsza od tych regionów świata, gdzie decyduje prawo silniejszego.
   Tutaj polecam tekst Bożydara:
Interwencjonizm ma tylko jedną zaletę, odwleka moment konfrontacji rosnących potrzeb mas z wydolnością producentów i moment osiągnięcia kolapsu.

>Rozróżniamy jednak społeczeństwo w ściślejszym sensie, mające jakąś w miarę stałą wewnętrzną strukturę od prostego stada.
   Jedyną stałą strukturą społeczną, na przestrzeni Twoich ulubionych wieków , jawi mi się rodzina - reszta jest tylko mniej lub bardziej udanymi, ale za to licznymi próbami zorganizowania tychże, vide ilość reform terytorialnych w Polsce choćby.

>Instynkty homo sapiens tak bardzo od małpich się nie różnią. Nawet "popęd" do tworzenia kultury jest obecny już u szympansów.
   Myślę, że człowiek społecznie różni się od małpy głównie tym, że potrafi bardziej świadomie i perspektywicznie kalkulować korzyści z postaci egoizmu, zwanej altruizmem zwrotnym, choć nadal milej jest mu (człowiekowi) to z hipokryzji nazywać: "dobrem ludzkości". Człowiek potrafi w większym stopniu zrezygnować z korzyści bezpośrednich z wszelkimi tego ryzyka konsekwencjami, ale na etap socjalistycznej sprawiedliwości społecznej jest (tu ukłon do Ciebie) za wcześnie, geny stawiają veto, zostawiając pole do popisu naszym wnukom.

>Skądinąd jednak indywidualny instynkt przetrwania często służy przetrwaniu spokrewnionej grupy, kosztem pojedynczych osobników.
   To już lepiej brzmi, niż "instynkt państwowy", ale i tak bardziej mi pasuje "instynkt etniczny".
   Nie byłbym sobą, gdybym złośliwie nie wytknął w kontekście Twoich obiekcji co do moich paraleli stadnych i big_zydowego, śledziowego argumentu.

>Polityczne hasła mobilizacyjne nieprzypadkowo pełne są metaforyki rodzinnej...
   Jasne, dlatego stado krewniacze, następnie etniczne uważam za podstawowe, bo instynktownie spójne, a wymyślana koniunkturalnie reszta, czyli wszelkie izmy są tylko sztucznymi nowotworami, służącymi w dłuższej lub krótszej perspektywie zmieniającym się grupom wpływów, ale nie docelowo naturalnym krewniaczo grupom etnicznym.

>... da się zatem pokazać przełożenie między naturalnym instynktem przetrwania a rywalizacją kulturowo skonstruowanych grup politycznych.
   Słusznie, ale nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą, bo socjalistyczną nazwą, można ją tylko ustawowym przymusem zwyrodnić, bo i na zmianę genetycznej mentalności widocznie potrzeba więcej, niż sto lat.

>Jak dla mnie wprost przeciwnie - Kaczor jest przykładem faceta, który potrafi bezbłędnie zmarnować każdą szansę daną od losu.
   Sugerujesz, że- gdyby nie marnował- byłby już Prezesem Galaktyki...?

>Ogólnie zresztą unikam wyjasnień odwołujących się do specyfiki mentalności słowiańskiej...
   Ok, choć coś takiego dostrzegam, ale może to powierzchowny stereotyp - nie miałem potrzeby nad tym rozmyślać.

>By tego właśnie uniknąć "możni" zapobiegliwie konstruują poparte narzędziami przymusu i odpowiednią metafizyką mechanizmy komfortowego dziedziczenia pozycji społecznej.
   I to właśnie tłumaczy ewolucja, że osobniki najlepiej przystosowane rywalizują o miejsce w substadzie możnych, czyli tych, co przetrwają.

>... dość mam już tego w pracy (jestem antropologiem kulturowym).
   Nie nalegam, jakem dekarz.

>Ubrania (w szerokim rozumieniu) zaczęto nosić jeszcze w ciepłym klimacie...
   Masz oczywistą słuszność - zapętliłem się utożsamiając ubranie z funkcją, jaką pełni.
   Przepraszam, bo nawet praca na gorącym, blaszanym dachu mnie nie tłumaczy.

> Bo (kler) znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji.
>Innymi słowy: okazała się skutecznym ewolucyjnie pasożytem.
   Tak, jak socjalizm nieskutecznym.

> A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych...

>Przykład Polski tego na szczęście raczej nie potwierdza.
   Być może wpadłem w rolę pesymisty koniunkturalnie, dla celów retorycznych, ale jako sceptyk uważam, że jeszcze za wcześnie na wnioski.

>To może trochę skrzywienie zawodowe, ale dla mnie wszystkie ludzkie społeczeństwa istnieją synchronicznie, "naraz" i paleolit jest równie dobrym materiałem do analizy, jak świat postindustrialny.
   Czasami łapię się na błędnie sztucznym dzieleniu historii, lecz na szczęście tylko czasami.

>Wiele rzeczy wydaje się jednak uniwersalnych, dzięki czemu jest w ogóle możliwe analizowanie, porównywanie i uogólnianie.
   Zgadzam się, za takie, uniwersalne elementy uważam działania kierowane instynktami - chyba, że znasz bardziej fundamentalne czynniki?

Cdn.
05-09-2009 18:36 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Swoją drogą - uznajemy przecież bez sporu, że wiele rzeczy (choćby wolność osobista) należy nam się, "bo jesteśmy" - a długo to przecież oczywiste wcale nie było.
   Masz rację.

>Zaryzykuję twierdzenie, że w warunkach rozwiniętej gospodarki stać nas już na to, by pewne zabezpieczenie przed skrajną nędzą dodać do katalogu rzeczy "należnych, bo jestem".
   Więc ja zarykuję tezę, że są to rzeczy zupełnie różne, bo wolność osobista jest, jak sama nazwa wskazuje, rzeczą osobistą, uzyskaną i należną każdemu człowiekowi a posteriori z faktu urodzenia, i oczywistością tylko kulturowo uznaną przez resztę, a zapomoga czy inny socjal jest rzeczą, z którą się nie rodzisz, do otrzymania socjalu jest potrzebna zgoda innych, genetycznie egoistycznych osobników.

   Zgoda na rezygnację z owoców swego wysiłku, poniesionego w wyniku działania imperatywu instynktu przetrwania osobniczego.
   Wolność osobistą ma każdy osobnik, bo się urodził, natomiast zapomogę może dostać w wyniku umowy innych członków stada (nie ławicy, ups ).

   Czyli socjalizm jest sztucznym promowaniem osobników słabszych, wbrew obiektywnym interesom silniejszych, ale wymuszanym na nich ustrojowym nakazem.

   W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniem, co od dłuższego czasu usiłuję Ci- bardzo niezgrabnie, przyznaję- przekazać.

   Miłego weekendu.
21-09-2009 12:57 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   Więc ja zarykuję tezę, że są to rzeczy zupełnie różne, bo wolność osobista jest, jak sama nazwa wskazuje, rzeczą osobistą, uzyskaną i należną każdemu człowiekowi a posteriori z faktu urodzenia,

Rzecz w tym, że nie. Wolność osobista wynika z ustawy nadanej przez suwerena ( w Polsce: 1807 - Księstwo Warszawskie i zabór pruski, 1848 - Galicja, 1861 - Podlasie ).

>i oczywistością

Tylko teoretycznie - w gabinetowej filozofii. Praktyka przez tysiąclecia była inna.

>tylko kulturowo uznaną przez resztę, a zapomoga czy inny socjal jest rzeczą, z którą się nie rodzisz, do otrzymania socjalu jest potrzebna zgoda innych, genetycznie egoistycznych osobników.

Zapomoga pod tym względem niczym się od wolności osobistej nie różni - ta też musi być uznana przez posiadających moc egzekwowania swej woli osobników (np. Napoleona).

>   Zgoda na rezygnację z owoców swego wysiłku, poniesionego w wyniku działania imperatywu instynktu przetrwania osobniczego.

Powątpiewam w związek między "wysiłkiem" a owocami - od zawsze najciężej pracują najbiedniejsi.

>   Wolność osobistą ma każdy osobnik, bo się urodził, natomiast zapomogę może dostać w wyniku umowy innych członków stada (nie ławicy, ups ).

Patrz nieco wyżej.

>   Czyli socjalizm jest sztucznym promowaniem osobników słabszych, wbrew obiektywnym interesom silniejszych, ale wymuszanym na nich ustrojowym nakazem.

Jeśli argumentować przez ewolucję - cóż bardziej naturalnego od koalicji wielu słabych przeciw jednemu silnemu? Nawet słonie chorują na choroby bakteryjne.

>   W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniem

Jest typowym w ewolucji przypadkiem, gdy koalicji słabszych udaje się zmusić silniejszych do płacenia haraczu.
21-09-2009 13:12 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Jeśli argumentować przez ewolucję - cóż bardziej naturalnego od koalicji wielu słabych przeciw jednemu silnemu? Nawet słonie chorują na choroby bakteryjne.

   Ten argument jest nieuprawniony. Pozostając na gruncie teorii ewolucji bakterie są dla słonia elementem środowiska, podobnie jak dla bakterii - słoń.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
21-09-2009 13:23 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli argumentować przez ewolucję - cóż bardziej naturalnego od koalicji wielu słabych przeciw jednemu silnemu? Nawet słonie chorują na choroby bakteryjne.
>   Ten argument jest nieuprawniony. Pozostając na gruncie teorii ewolucji bakterie są dla słonia elementem środowiska, podobnie jak dla bakterii - słoń.

Hmmm... Nie widzę błędu - lew jest dla antylop elementem środowiska, jak i one dla niego. Nie przeszkadza to wzajemnej "wrogości".
21-09-2009 15:30 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Hmmm... Nie widzę błędu - lew jest dla antylop elementem środowiska, jak i one dla niego. Nie przeszkadza to wzajemnej "wrogości".

   TE nie zajmuje się oddziaływaniem pomiędzy gatunkami. To raczej domena ekologii. Gatunki nie "walczą" ze sobą, krowa nie walczy z trawą, a lew nie jest "wrogiem" antylopy.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
21-09-2009 16:12 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Hmmm... Nie widzę błędu - lew jest dla antylop elementem środowiska, jak i one dla niego. Nie przeszkadza to wzajemnej "wrogości".
>   TE nie zajmuje się oddziaływaniem pomiędzy gatunkami. To raczej domena ekologii.

"Wrogie" gatunki, jako element środowiska, są jednym z czynników decydujących o tym, jak konkretnie w danym wypadku zadziała dobór naturalny. W tym sensie TE oddziaływania międzygatunkowe ogarnia. Fakt, że ściśle biorąc są one domeną ekologii, ale w tym, i nie tylko w tym, wypadku, granice naukowych "domen" stanowione są arbitralnie.

>Gatunki nie "walczą" ze sobą, krowa nie walczy z trawą, a lew nie jest "wrogiem" antylopy.

Świadom tego, od początku używałem cudzysłowu.
05-10-2009 14:29 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Rzecz w tym, że nie. Wolność osobista wynika z ustawy nadanej przez suwerena ( w Polsce: 1807 - Księstwo Warszawskie i zabór pruski, 1848 - Galicja, 1861 - Podlasie ).
   Możliwe jest tylko jedno wyjście - myślimy o czymś innym mówiąc "wolność".
   Mnie jest bliżej do tej wolności, którą zupełnie niepatetycznie mam w sobie; którą ładnie i krótko zdefiniował Diogenes.

>>i oczywistością
>Tylko teoretycznie - w gabinetowej filozofii. Praktyka przez tysiąclecia była inna.
   Mówię o swojej praktyce i swojej "filozofii" - chłopskiej z braku gabinetu.

>Zapomoga pod tym względem niczym się od wolności osobistej nie różni - ta też musi być uznana przez posiadających moc egzekwowania swej woli osobników (np. Napoleona).
   Zapomogę możesz dostać lub nie, możesz mieć daną i zabraną a z wolnością się rodzisz i nikt, żadne więzienie ani uchwała, za przeproszeniem Sejmu, nie jest w stanie Ci jej zabrać, big_zydzie.
   Jedynym, lecz obligatoryjnym atrybutem takiej wolności jest wiedzieć, że się ją ma.

>Powątpiewam w związek między "wysiłkiem" a owocami - od zawsze najciężej pracują najbiedniejsi.
   Są dwa powody, by nie serwować Ci tak wyświechtanych, jak życiowych powiedzonek na temat biedy i mądrości braku: szacunek do interlokutora i moja własnoręcznie nabyta kindersztuba.
   Może też czas pomyśleć o zanikającej sile rażenia IXX-XX wiecznych argumentów?

>>   Wolność osobistą ma każdy osobnik, bo się urodził, natomiast zapomogę może dostać w wyniku umowy innych członków stada (nie ławicy, ups ).
>Patrz nieco wyżej.
   Zerkłem - tera rewanż.

>>   Czyli socjalizm jest sztucznym promowaniem osobników słabszych...
>Nawet słonie chorują na choroby bakteryjne.
>>   W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniem
>Jest typowym w ewolucji przypadkiem, gdy koalicji słabszych udaje się zmusić silniejszych do płacenia haraczu.

   Nie wiem, jak z placownikiem, ale mnie nie przekonałeś - czekam na innego "słonia", świeższe "bakterie" albo zmianę dekoracji naszej soc-rengeti.
.
19-10-2009 11:51 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Możliwe jest tylko jedno wyjście - myślimy o czymś innym mówiąc "wolność".
>   Mnie jest bliżej do tej wolności, którą zupełnie niepatetycznie mam w sobie; którą ładnie i krótko zdefiniował Diogenes.
>   Zapomogę możesz dostać lub nie, możesz mieć daną i zabraną a z wolnością się rodzisz i nikt, żadne więzienie ani uchwała, za przeproszeniem Sejmu, nie jest w stanie Ci jej zabrać, big_zydzie.
>   Jedynym, lecz obligatoryjnym atrybutem takiej wolności jest wiedzieć, że się ją ma.

Rozumiem chyba Twe wysoce filozoficzne pojęcie wolności jako pewnej niezbywalnej jakości egzystencji, sam jednak mam na myśli jej bardziej konkretne ("polityczne", by tak rzec) rozumienie, jako braku ograniczeń stwarzanych przez innych ludzi. Punktem, w którym te dwa rozumienia się spotykają jest to , co napisałeś w zdaniu, które pozwoliłem sobie podkolorować. Opisana przez ciebie fundamentalna wolność egzystencjalna (tak ją sobie roboczo nazywam, z braku lepszego pomysłu, acz nie upieram się przy tym określeniu), musi zostać uświadomiona, by stać się wolnością rzeczywistą. Otóż spora część "pracy" wykonywanej przez kulturę zarówno na umysłach jednostek, jak i na świecie zbiorowych wyobrażeń, nakierowana jest właśnie na to, by samą możliwość "wolności egzystencjalnej" przed zainteresowanymi ukryć. Uświadomienie "wolności egzystencjalnej" nie przychodzi samo przez się, a jest wynikiem długotrwałego, umysłowego wysiłku. By w ogóle móc ten wysiłek podjąć niezbędne jest pierwotne zanegowanie dotychczasowej wizji świata, ujrzenie jej jako narzuconego produktu określonego układu stosunków, nie zaś "naturalnie" oczywistego "ma być tak, jak jest, bo jest tak, jak ma być". Takie podważenie zastanego świata przytrafia się ludziom albo jako efekt życiowego kryzysu, albo jako rezultat wykształcenia. By tę drugą możliwość utrudnić istnieje cały "aparat dydaktyczny" państwa, kościoła, mediów etc. służący kreacji takiej opowieści o świecie, która zniechęci podopiecznego do poszukiwań alternatywy. W tym punkcie nasze rozumienia wolności się, jak sądzę, spotykają - uświadomienie pierwotnej wolności egzystencjalnej potrzebuje pewnego stopnia wcześniejszej wolności politycznej, pewnej swobody od zewnętrznego społecznego nacisku, którą można wykorzystać na własną refleksję.

>>Powątpiewam w związek między "wysiłkiem" a owocami - od zawsze najciężej pracują najbiedniejsi.
>    Są dwa powody, by nie serwować Ci tak wyświechtanych, jak życiowych powiedzonek na temat biedy i mądrości braku: szacunek do interlokutora i moja własnoręcznie nabyta kindersztuba.

Gubię się w domysłach, co w istocie chciałbyś tu powiedzieć.

>   Może też czas pomyśleć o zanikającej sile rażenia IXX-XX wiecznych argumentów?

Pewne rzeczy, w szczególności fundamentalny podział na "możnych" i "lud", są niejako wieczne i niezależne od dekoracji.

>>>   Wolność osobistą ma każdy osobnik, bo się urodził, natomiast zapomogę może dostać w wyniku umowy innych członków stada (nie ławicy, ups ).

Taka, a nie inna, biologia ludzka decyduje o tym, że nawet goły fakt przeżycia otrzymuje się jako zapomogę od innych członków stada - niemowlę potrzebuje minimum kilku lat dorosłej opieki, by uzyskać choćby najbardziej elementarną samodzielność.

>>>   W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniem

Patrz wyżej.

>>Jest typowym w ewolucji przypadkiem, gdy koalicji słabszych udaje się zmusić silniejszych do płacenia haraczu.
>   Nie wiem, jak z placownikiem, ale mnie nie przekonałeś - czekam na innego "słonia", świeższe "bakterie" albo zmianę dekoracji naszej soc-rengeti.

Jak już na parę sposobów pisałem, uważam za dość dobrze empirycznie uzasadniony pogląd, że układy bardziej "równościowe" są mniej podatne na zaburzenia, niż układy oparte na drastycznych różnicach (ktoś tu niedawno cesarza Bokassę przywoływał). Za względnie najbardziej humanitarny sposób wytwarzania jakiej-takiej majątkowej równości uważam państwową grabież podatkową. Nie będzie jej, będzie jakaś inna, bardziej brutalna, bardziej krótkowzroczna i niczego nie rozwiązująca.
02-11-2009 09:48 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
> Jedynym, lecz obligatoryjnym atrybutem takiej wolności jest wiedzieć, że się ją ma.
>Opisana przez ciebie fundamentalna wolność egzystencjalna (tak ją sobie roboczo nazywam, z braku lepszego pomysłu, acz nie upieram się przy tym określeniu)...
   Mnie się też podoba.

>Uświadomienie "wolności egzystencjalnej" nie przychodzi samo przez się, a jest wynikiem długotrwałego, umysłowego wysiłku.
   Czyżbyś chciał zasugerować niezbędność (konieczność?) sterowania pospólstwem przez ludzi świadomych niemożności podjęcia takiego wysiłku przez masy?

>Takie podważenie zastanego świata przytrafia się ludziom albo jako efekt życiowego kryzysu, albo jako rezultat wykształcenia.
   Lepiej mi się dywaguje przykładając rzeczy do siebie.
   Ta teoria trochę kłóci się z moimi doświadczeniami życiowymi. Parę kryzysów owszem, przeżyłem, choć nie uważam ich za wyjątkowo spektakularne; wykształceniem nie zaimponuję nawet gimnazjaliście, więc podstaw takiej, a nie innej filozofii upatrywałbym gdzie indziej, bo za wyjątek, mimo swej oryginalności, się nie uważam.

   Jedyną moją zasługą, wg Twojej, ciekawej teorii, może być wyjątkowa odporność na indoktrynację z jednoczesną potrzebą wiedzy nabywanej niekoniecznie w standardowym jej rozumieniu, czyli kształceniu szkolnym.

>By tę drugą możliwość utrudnić istnieje cały "aparat dydaktyczny" państwa, kościoła, mediów etc. służący kreacji takiej opowieści o świecie, która zniechęci podopiecznego do poszukiwań alternatywy.
   Prowadzi mnie to niezmiennie do konkluzji, że zmiany są możliwe (jeśli w ogóle potrzebne) tylko przez gruntowną reorganizację edukacji...
>... uświadomienie pierwotnej wolności egzystencjalnej potrzebuje pewnego stopnia wcześniejszej wolności politycznej, pewnej swobody od zewnętrznego społecznego nacisku, którą można wykorzystać na własną refleksję.
   ... przez położenie maksymalnego nacisku na myślenie samodzielne z finalnym, samodzielnym wnioskowaniem.

> Są dwa powody, by nie serwować Ci tak wyświechtanych, jak życiowych powiedzonek na temat biedy i mądrości braku...
>Gubię się w domysłach, co w istocie chciałbyś tu powiedzieć.
   Najprostsze:"dlaczegoś biedny?- boś głupi".

>Taka, a nie inna, biologia ludzka decyduje o tym, że nawet goły fakt przeżycia otrzymuje się jako zapomogę od innych członków stada - niemowlę potrzebuje minimum kilku lat dorosłej opieki, by uzyskać choćby najbardziej elementarną samodzielność.
   Lecz stado nie robi żadnej łaski (zapomogi), bo zapewnienie takiej opieki jest warunkiem sine qua non istnienia stada, jako swoistego organizmu, więc można mówić nie o przysłudze, lecz o dbałości o swoją część.

   Tak samo bez łaski dbasz o swoje serce.
   Jest to pielęgnacja jedni, jak powiedziałby kiepski poeta.

   Opieka nad młodymi osobnikami jest, w takim ujęciu, dbaniem o integralną część swego organizmu, co kończy się wraz z uzyskaniem przez ten, dziecięcy organizm, autonomii (dorosłości), a w wyjątkowych tylko wypadkach, aborcją społeczną.
   Więc Twój przykład o zapomodze do przeżycia potwierdza moją regułę.
   Stado i niedorosłe osobniki pod jego opieką są jednią.
   Nie bez kozery każde dziecko ma opiekunów prawnych prócz rodziców biologicznych.

>>> W takim ujęciu każda zapomoga jest gwałtem na ewolucji i jej zaprzeczeniem
>Patrz wyżej.
   Popatrzmy razem.
   Jednia kończy się wraz z umowną dojrzałością osobnika do podjęcia rywalizacji i od tego momentu obowiązuje moja zasada o zdrowej rywalizacji.

>>Jest typowym w ewolucji przypadkiem, gdy koalicji słabszych udaje się zmusić silniejszych do płacenia haraczu.
   Nie podoba mi się słowo zmusić - dostrzeganie zysku w takim działaniu wydaje się działaniem optymalnym.

>... układy bardziej "równościowe" są mniej podatne na zaburzenia, niż układy oparte na drastycznych różnicach...
   Chyba racja - kwestia w rozłożeniu akcentów świadomości i związanej z tym mentalności: mentalność egoistyczna (indywidualistyczna) jako podstawa mentalności kolektywistycznej.
   Choć ewolucja wydaje się być w tym względzie mniej przewidywalna, niż my.

>Za względnie najbardziej humanitarny sposób wytwarzania jakiej-takiej majątkowej równości uważam państwową grabież podatkową. Nie będzie jej, będzie jakaś inna, bardziej brutalna, bardziej krótkowzroczna i niczego nie rozwiązująca.
   Tylko, że państwowa opiera się, jak na razie, na równie krótkowzrocznych planach "od wyborów do wyborów". Nie widzę mężów stanu zdolnych podjąć ryzyko zmian - po horyzont tylko politykierzy trzeciej wody i to ze ścieków rzeźni miejskiej.

   Widzę też, że ani doktryna socjalistyczna z full opieką państwa przy wykorzystaniu wymuszonych danin się nie sprawdziła, ani jej mix w wydaniu amerykańskim, bo w pierwszym przypadku skutkowała krachem postaw podległościowych, a w drugim krachem finansowym. Konkluzja jest taka, że nie da się ciastka zjeść z zachowaniem pełni słodyczy.

   Zostaje więc chyba czekać na przekształcenia anturażu kulturowego, czyli memolucja to załatwi za nas.

<p.Miłego dnia.
>
03-12-2009 13:08 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Uświadomienie "wolności egzystencjalnej" nie przychodzi samo przez się, a jest wynikiem długotrwałego, umysłowego wysiłku.
>   Czyżbyś chciał zasugerować niezbędność (konieczność?) sterowania pospólstwem przez ludzi świadomych niemożności podjęcia takiego wysiłku przez masy?

Czy niezbędność? Jest faktem, że przynajmniej od neolitu tj. od czasu przejścia do życia osiadłego i organizowania społeczeństw większych niż kilkudziesięcioosobowe grupy w miarę uniwersalnych łowców-zbieraczy, społeczeństw opartych na ustalonym podziale pracy, mamy do czynienia właściwie wyłącznie ze społeczeństwami, w których nieliczna elita mniej lub bardziej świadomych istoty rzeczy steruje "ciemnym ludem" posługując się - najogólniej mówiąc - mieszaniną przymusu, gry na emocjach i utrzymywania w nieświadomości. Czy tak być musi? Myślę, że niekoniecznie - taki sposób utrzymywania społecznego ładu zda mi się nieodłącznie związany z gospodarką opartą na rolnictwie. Od czasu rewolucji przemysłowej, a może nawet wcześniej - od Gutenberga, "lud" z pokolenia na pokolenie staje się mniej głupi, bo skądinąd poziom komplikacji systemu gospodarczego wymusza, by uczestnicy go obsługujący byli coraz bardziej świadomi. Rewolucja informatyczna tylko te procesy przyspiesza. Są zatem pewne podstawy, by spodziewać się, że podział na świadome elity i ciemne masy nie jest dany raz na zawsze i w przyszłości może ulec zatarciu. Ale to przyszłość pokaże.

>>Takie podważenie zastanego świata przytrafia się ludziom albo jako efekt życiowego kryzysu, albo jako rezultat wykształcenia.
>   Ta teoria trochę kłóci się z moimi doświadczeniami życiowymi.

Jasne. Poleciałem skrótem myślowym i zbyt prostą generalizacją. Tak, jak napisałem, jest pewnie najczęściej, ale inne drogi są oczywiście możliwe.

>   Prowadzi mnie to niezmiennie do konkluzji, że zmiany są możliwe (jeśli w ogóle potrzebne) tylko przez gruntowną reorganizację edukacji...
>   ... przez położenie maksymalnego nacisku na myślenie samodzielne z finalnym, samodzielnym wnioskowaniem.

Tak też sądzę - najistotniejsze zda mi się pytanie, skąd wziąć odpowiednio możnego sponsora takiej edukacji. Z różnych powodów nie spodziewam się, by taką edukację chciało organizować i łożyć na nią państwo narodowe.
Jedynym na razie potencjalnym takim sponsorem może być UE. Ciekawe, czy zrobi coś w tym kierunku.

>   Najprostsze:"dlaczegoś biedny?- boś głupi".

To o mnie .

>>Taka, a nie inna, biologia ludzka decyduje o tym, że nawet goły fakt przeżycia otrzymuje się jako zapomogę od innych członków stada - niemowlę potrzebuje minimum kilku lat dorosłej opieki, by uzyskać choćby najbardziej elementarną samodzielność.
>   Lecz stado nie robi żadnej łaski (zapomogi), bo zapewnienie takiej opieki jest warunkiem sine qua non istnienia stada, jako swoistego organizmu, więc można mówić nie o przysłudze, lecz o dbałości o swoją część.
>   Tak samo bez łaski dbasz o swoje serce.
>   Jest to pielęgnacja jedni, jak powiedziałby kiepski poeta.
>   Opieka nad młodymi osobnikami jest, w takim ujęciu, dbaniem o integralną część swego organizmu, co kończy się wraz z uzyskaniem przez ten, dziecięcy organizm, autonomii (dorosłości), a w wyjątkowych tylko wypadkach, aborcją społeczną.
>   Więc Twój przykład o zapomodze do przeżycia potwierdza moją regułę.
>   Stado i niedorosłe osobniki pod jego opieką są jednią.

Tu się zdecydowanie nie zgodzę. To bardzo długi temat, który zresztą aż prosi się o rozwinięcie, więc to może przy najbliższej okazji - na razie z braku miejsca w trzech hasłowych zdaniach tylko:
1. Odwieczna metafora "społeczeństwa" jako "organizmu" wydaje mi się katastrofalnym błędem na poziomie czysto intelektualnym.
2. Ten błąd odwiecznie służy interesom tych, którzy sami siebie przedstawiają jako "głowa" Mistycznego Ciała Chrystusa lub też innego Organizmu Narodowego.
3. Od (bardzo dużej) biedy, dałoby się może postrzegać jako jednolite ("organiczne") "stado" kilkudziesięcioosobową grupę łowców-zbieraczy. Ale na pewno nie złożone społeczeństwa dzisiejsze.

>   Choć ewolucja wydaje się być w tym względzie mniej przewidywalna, niż my.

Na pewno. Ale na ewolucję biologiczną się nie doczekamy. Procesy zmian organizacyjnych i mentalnych w ludzkich społeczeństwach są bez porównania szybsze.

>   Tylko, że państwowa opiera się, jak na razie, na równie krótkowzrocznych planach "od wyborów do wyborów". Nie widzę mężów stanu zdolnych podjąć ryzyko zmian - po horyzont tylko politykierzy trzeciej wody i to ze ścieków rzeźni miejskiej.

Pomijając już - z westchnieniem - kwestię poziomu lokalnej polskiej klasy politycznej, to tak już chyba pozostanie. Epoka dalekowzrocznych mężów stanu przeminęła, mym zdaniem, bezpowrotnie. Raz - że poziom komplikacji świata i tempo zmian są już takie, że naprawdę nikt nie jest w stanie realistycznie planować na dłużej niż kilka lat naprzód.
Dwa - że skoro "lud" staje się coraz bardziej świadom istoty "gry w społeczeństwo", coraz mniej potrzebuje wizjonerów wskazujących mu dalekie cele zbiorowe.

>   Widzę też, że ani doktryna socjalistyczna z full opieką państwa przy wykorzystaniu wymuszonych danin się nie sprawdziła,

Na razie żaden inny empirycznie dostępny system nie prosperuje tak świetnie, jak Europa zachodnia.

>ani jej mix w wydaniu amerykańskim, bo w pierwszym przypadku skutkowała krachem postaw podległościowych

?

>a w drugim krachem finansowym.

...który ja osobiście postrzegam, jako w dużej mierze rezultat braku "socjalizmu".

>   Zostaje więc chyba czekać na przekształcenia anturażu kulturowego, czyli memolucja to załatwi za nas.

Tak pewnie będzie.
21-09-2009 10:23 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>   świat się zmienia bez względu na poglądy na ten temat - edukacja po prostu staniała.
>> dopiero ruchy socjalistyczne uczyniły z edukacji wartość samą w sobie.
>   Dla mnie edukacja nie jest wartością samą w sobie - może być tylko środkiem do innego (lepszego?) życia i to wcale nie uniwersalnym.

Edukacja=emancypacja, koszty są trzeciorzędne - wszystko zależy od priorytetów władzy.
Istotę rzeczy uchwycił poseł do parlamentu galicyjskiego Paweł Popiel w debacie nt. poprawy stanu oświaty, w roku 1887:
"przymus szkolny to potworność. Ustawa, która ustawowo zmusza człowieka do kształcenia się, prowadzi do socjalizmu. Szkoła powinna być wyznaniowa i ograniczona w nauce. Nauki przyrodnicze i literatura podkopują spokój ludności, wydzierają łaskę Boga i żywot wieczny. Nauczyciel duchowny będzie lepszy niż świecki. W seminariach nauczycielskich powinni kandydatów mniej uczyć. Kandydat z miernym uzdolnieniem będzie najlepszym nauczycielem".
Ustawa - dodam - nie przeszła.

>   Gdyby PRL miał same klęski, to nie przetrwałby 10 lat.(...)

Dyskusję o PRL-u proponuję przeprowadzić osobno, bo zbyt wielki to temat.

>   Tutaj polecam tekst Bożydara:
>Interwencjonizm ma tylko jedną zaletę, odwleka moment konfrontacji rosnących potrzeb mas z wydolnością producentów i moment osiągnięcia kolapsu.

"Brak interwencjonizmu odwleka moment konfrontacji mnie z wydolnością systemu finansowego i moment osiągnięcia kolapsu."
(Bernie Madoff)

>   Jedyną stałą strukturą społeczną, na przestrzeni Twoich ulubionych wieków , jawi mi się rodzina

Z tą rodziną jest dziwnie - w różnych czasach i miejscach ludzie co innego za rodzinę uważają. "Rodzina" jest w istocie kulturowym konstruktem, nie zaś naturalnym pokrewieństwem.

>   Myślę, że człowiek społecznie różni się od małpy głównie tym, że potrafi bardziej świadomie i perspektywicznie kalkulować korzyści z postaci egoizmu, zwanej altruizmem zwrotnym, choć nadal milej jest mu (człowiekowi) to z hipokryzji nazywać: "dobrem ludzkości".

Tak, ale to tylko różnica ilościowa, nie jakościowa - choć fakt, że duża.

>Człowiek potrafi w większym stopniu zrezygnować z korzyści bezpośrednich z wszelkimi tego ryzyka konsekwencjami, ale na etap socjalistycznej sprawiedliwości społecznej za wcześnie, geny stawiają veto, zostawiając pole do popisu naszym wnukom.

Nie upieram się, że socjalizm jest jakoś bardzo "sprawiedliwy". Starczy, że mądrze (tj. z uwzględnieniem "małpizmu") skonstruowany, może efektywnie osiągać założone cele (przede wszystkim - stabilność). Do czasów wnuków geny zmienić się nie zdążą, a problem jest już dziś.

>   To już lepiej brzmi, niż "instynkt państwowy", ale i tak bardziej mi pasuje "instynkt etniczny".

"Etniczność" jest równie sztucznym tworem jak "państwowość".

>   Nie byłbym sobą, gdybym złośliwie nie wytknął w kontekście Twoich obiekcji co do moich paraleli stadnych i big_zydowego, śledziowego argumentu.

Śledzie są przecie koszerne! Chyba... .

>   stado krewniacze, następnie etniczne uważam za podstawowe, bo instynktownie spójne, a wymyślana koniunkturalnie reszta, czyli wszelkie izmy są tylko sztucznymi nowotworami, służącymi w dłuższej lub krótszej perspektywie zmieniającym się grupom wpływów, ale nie docelowo naturalnym krewniaczo grupom etnicznym.

Od Kaina i Abla wiemy, że pokrewieństwo nie jest w polityce argumentem. Bez porównania ważniejszy jest interes, do którego ciepłą fikcję "pokrewieństwa" już tam zawsze się, kulturowo, dorobi... .

>   nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą (...) nazwą,

No, właśnie da się.

>>Kaczor jest przykładem faceta, który potrafi bezbłędnie zmarnować każdą szansę daną od losu.
>   Sugerujesz, że- gdyby nie marnował- byłby już Prezesem Galaktyki...?

Może choć zdołałby w życiu znależć ,niechby tylko jedną, prawdziwą dziewczynę, miast zastępczo onanizować się POLSKĄ.

>   I to właśnie tłumaczy ewolucja, że osobniki najlepiej przystosowane rywalizują o miejsce w substadzie możnych, czyli tych, co przetrwają.

Bez "ludu", który też musi jakoś przetrwać , "możni" są logicznie nie do pomyślenia.

>> Bo (kler) znacznie wcześniej wykazał się skutecznością w manipulacji.
>>Innymi słowy: okazała się skutecznym ewolucyjnie pasożytem.
>   Tak, jak socjalizm nieskutecznym.

Eee, no - jakoś trwa. Europa jest mniej lub więcej socjalistyczna. I prosperuje.

>> A homosovieticusów uzyskuje się w jednym pokoleniu, by już w trzech następnych...
>>Przykład Polski tego na szczęście raczej nie potwierdza.
> jako sceptyk uważam, że jeszcze za wcześnie na wnioski.

OK. Poczekajmy.

>>Wiele rzeczy wydaje się jednak uniwersalnych, dzięki czemu jest w ogóle możliwe analizowanie, porównywanie i uogólnianie.
>   Zgadzam się, za takie, uniwersalne elementy uważam działania kierowane instynktami - chyba, że znasz bardziej fundamentalne czynniki?

Problem w tym, że pojęcie "instynktu" jest wybitnie niejasne. Osobiście wolę już mówić o "naturze ludzkiej", choć to niewiele lepsze... . Zostawiam sprawę psychologom ewolucyjnym - tu największych upatruję szans rozjaśnienia sprawy.

CDN.
21-09-2009 11:17 
 Ocena 1 na 1
dnak (1340 punktów)
>   Jasne, dlatego stado krewniacze, następnie etniczne uważam za podstawowe, bo instynktownie spójne, a wymyślana koniunkturalnie reszta, czyli wszelkie izmy są tylko sztucznymi nowotworami, służącymi w dłuższej lub krótszej perspektywie zmieniającym się grupom wpływów, ale nie docelowo naturalnym krewniaczo grupom etnicznym.

Nie do końca. Człowiek przejął hierarchię społeczną od szympansów, bo to szympansy były prawdopodobnie ostatnim punktem, w którym oddzieliliśmy się w stronę człowiekowatych. I w ten sposób przejęliśmy zachowania patry- lokalne i linearne, które właśnie na skutek izmów przekształciły się we współczesne nam formy rodzinne, na których lubisz się opierać. Nie są one więc w pełni pierwotne, bo w różnych częściach świata znajdziesz całe spektrum zachowań rodzinnych odbiegających od innych.
05-10-2009 07:21 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Dla mnie edukacja nie jest wartością samą w sobie
> Kandydat z miernym uzdolnieniem będzie najlepszym nauczycielem".
>Ustawa - dodam - nie przeszła.
   I dobrze - coś dla Romka zostało.

>>   >   Tutaj polecam tekst Bożydara:
>"Brak interwencjonizmu odwleka moment konfrontacji mnie z wydolnością systemu finansowego i moment osiągnięcia kolapsu."
>(Bernie Madoff)
   Ale "Bożydar" jeszcze za swoje nie siedzi.

> "Rodzina" jest w istocie kulturowym konstruktem, nie zaś naturalnym pokrewieństwem.
   Ok, niech będzie "kulturowy konstrukt pierwszego stopnia" -nigdy nie lubiłem swojej babki ze strony ojca.
   Ale tu z kulturą bym nie przesadzał.

>>      Myślę, że człowiek społecznie różni się od małpy głównie tym, że potrafi bardziej świadomie i perspektywicznie kalkulować korzyści z postaci egoizmu, zwanej altruizmem zwrotnym, choć nadal milej jest mu (człowiekowi) to z hipokryzji nazywać: "dobrem ludzkości".   
>Tak, ale to tylko różnica ilościowa, nie jakościowa - choć fakt, że duża.
   Lecz właśnie w permanentnej rewolucji technologicznej oraz psychologii ewolucyjnej, a ściślej w jej wpływie na rozwój świadomego egoizmu upatruję największego potencjału do budowania tzw sprawiedliwości społecznej.

   Chyba się nie mylę, że największe zbrodnie i niecności wyczyniano pod hasłem "pro publico bono" . Jeśli ludzie zdadzą sobie sprawę, że coś takiego istnieje naprawdę, tylko pod postacią naturalnego egoizmu, to będzie pierwszy krok do tego, by już nikt nigdy nie uwierzył, że ktoś coś robi dla kogoś - w ten sposób będzie podstawa do zrobienia czegoś dla szerzej pojętej rodziny (Ty konstrukcie). Znikną też państwa więc i rola polityków stojących dziś na ich czele będzie mniejsza, będą mieli mniejsze pole do psucia.
   Już Prezydent kraju liczącego 4 miliony mieszkańców nie będzie miał szansy na cesarski awans.

>Nie upieram się, że socjalizm jest jakoś bardzo "sprawiedliwy". Starczy, że mądrze (tj. z uwzględnieniem "małpizmu") skonstruowany, może efektywnie osiągać założone cele (przede wszystkim - stabilność). Do czasów wnuków geny zmienić się nie zdążą, a problem jest już dziś.
   A kiedy problemów nie było?

>"Etniczność" jest równie sztucznym tworem jak "państwowość".
   Każda nazwa jest sztuczna tak, jak każda koszula bliższa ciału, byle nie za cudzą kasę.

>Śledzie są przecie koszerne! Chyba... .
   Ale już w stadzie śledzi może wystąpić na ten temat różnica poglądów.

>Od Kaina i Abla wiemy, że pokrewieństwo nie jest w polityce argumentem. Bez porównania ważniejszy jest interes, do którego ciepłą fikcję "pokrewieństwa" już tam zawsze się, kulturowo, dorobi... .
   A niech, byle na zdrowej, bo egoistycznej podstawie.

>>   ... nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą (...) nazwą,

>No, właśnie da się.
   Poproszę godne przykłady.

>Może choć zdołałby w życiu znależć ,niechby tylko jedną, prawdziwą dziewczynę, miast zastępczo onanizować się POLSKĄ.
   Ten onanizm też tylko urojony - Kaczor, jak zwykle, trzyma się za drzwi, jak laczek.

>Bez "ludu", który też musi jakoś przetrwać , "możni" są logicznie nie do pomyślenia.
   To najlepszy argument przeciw socjalizmowi, jaki słyszałem....

>>   Tak, jak socjalizm nieskutecznym.
>Eee, no - jakoś trwa. Europa jest mniej lub więcej socjalistyczna. I prosperuje.
   Raczej mniej niż więcej, a najlepszym słowem dla eurosocjalizmu jest: "jakoś trwa". Z braku zdecydowania politycznego, dodam.

>Problem w tym, że pojęcie "instynktu" jest wybitnie niejasne. Osobiście wolę już mówić o "naturze ludzkiej", choć to niewiele lepsze... . Zostawiam sprawę psychologom ewolucyjnym - tu największych upatruję szans rozjaśnienia sprawy.
   . Stawiam na świadomy, zdrowy egoizm.

   Miłego dnia.
19-10-2009 12:34 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Ale "Bożydar" jeszcze za swoje nie siedzi.

Dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie. Choćby w ustawie o zakazie mówienia o pozytywnych aspektach pedofilii .
  
>   Lecz właśnie w permanentnej rewolucji technologicznej oraz psychologii ewolucyjnej, a ściślej w jej wpływie na rozwój świadomego egoizmu upatruję największego potencjału do budowania tzw sprawiedliwości społecznej.

Zgodzę się.

>   Chyba się nie mylę, że największe zbrodnie i niecności wyczyniano pod hasłem "pro publico bono" . Jeśli ludzie zdadzą sobie sprawę, że coś takiego istnieje naprawdę, tylko pod postacią naturalnego egoizmu, to będzie pierwszy krok do tego, by już nikt nigdy nie uwierzył, że ktoś coś robi dla kogoś - w ten sposób będzie podstawa do zrobienia czegoś dla szerzej pojętej rodziny (Ty konstrukcie). Znikną też państwa więc i rola polityków stojących dziś na ich czele będzie mniejsza, będą mieli mniejsze pole do psucia.

Nie tylko się zgodzę, ale i przyklasnę .

>>Śledzie są przecie koszerne! Chyba... .
>   Ale już w stadzie śledzi może wystąpić na ten temat różnica poglądów.

Zwłaszcza między śledziami ortodoksyjnymi a reformowanymi.

>>>   ... nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą (...) nazwą,
>>No, właśnie da się.
>   Poproszę godne przykłady.

Ludzie godzą się (i to - niekiedy - z jakim entuzjazmem!), na to, że członkowie ich "realnej" wspólnoty krewniaczo-sąsiedzko-przyjacielskiej poświęcają życie na rzecz "wspólnoty" urojonej w rodzaju "ojczyzny", "wolnego świata" czy muzułmańskiej umma.

>>Bez "ludu", który też musi jakoś przetrwać , "możni" są logicznie nie do pomyślenia.
>   To najlepszy argument przeciw socjalizmowi, jaki słyszałem.

Pisałeś wcześniej o "rywalizacji w substadzie możnych, czyli tych, którzy przetrwają". Nie da się zachować statusu "możnego" bez odróżnienia od "niemożnych", których ma się pod sobą. W tym sensie zapewnienie przetrwania "ludu" (dzięki jakiejś formie redystrybucji) pozostaje warunkiem przetrwania i "możnych", jako "możnych" właśnie.

>   Raczej mniej niż więcej, a najlepszym słowem dla eurosocjalizmu jest: "jakoś trwa". Z braku zdecydowania politycznego, dodam.

Jedyną widoczną na dzisiejszym horyzoncie realistyczną alternatywą byłby ewentualnie model amerykański. Z wielu powodów wolę eurosocjalizm.

>Stawiam na świadomy, zdrowy egoizm.

I ja takoż. Próbując udowodnić, że jest on do pogodzenia z modelem socjaldemokratycznym.
02-11-2009 17:29 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Ale "Bożydar" jeszcze za swoje nie siedzi.
>Dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie. Choćby w ustawie o zakazie mówienia o pozytywnych aspektach pedofilii.
   Najgorzej to mieszać seks z gospodarką, ale tu jestem za.

>>   Ale już w stadzie śledzi może wystąpić na ten temat różnica poglądów.
>Zwłaszcza między śledziami ortodoksyjnymi a reformowanymi.
   Mój znajomy okolicznościowo mówi "śleźmi", więc już widzę zarzewie schizmy.

>>>   ... nie da się rywalizacji zastąpić przez nazwanie sztucznego zbioru choćby i najśliczniejszą (...) nazwą,
>Ludzie godzą się (i to - niekiedy - z jakim entuzjazmem!), na to, że członkowie ich "realnej" wspólnoty krewniaczo-sąsiedzko-przyjacielskiej poświęcają życie na rzecz "wspólnoty" urojonej w rodzaju "ojczyzny", "wolnego świata" czy muzułmańskiej umma.
   Nie kombinuj, zydzie.

   Poświęcenie życia na rzecz wspólnoty jest produktem ubocznym dla podmiotowej jednostki - w takich przypadkach celem bezpośrednim jest osiągnięcie innych dóbr, emocjonalnych choćby w postaci akceptacji środowiska, obiecanej krainy wiecznych łowów czy innych dziewic w raju.

>W tym sensie zapewnienie przetrwania "ludu" (dzięki jakiejś formie redystrybucji) pozostaje warunkiem przetrwania i "możnych", jako "możnych" właśnie.
   "Lud" i "możni" będą zawsze, bez konieczności zapewniania im warunków - sami się wypromują genetycznie - redystrybucja może mieć wpływ tyko na ich liczebność w stadzie.

>Jedyną widoczną na dzisiejszym horyzoncie realistyczną alternatywą byłby ewentualnie model amerykański. Z wielu powodów wolę eurosocjalizm.
   Amerykański jawi mi się tuż przed bankructwem, a ten drugi też się przejada powoli natrętnymi metodami eskalacji, ale nie krzycz o dowody, bo nie mam.

>>   Stawiam na świadomy, zdrowy egoizm.
>I ja takoż. Próbując udowodnić, że jest on do pogodzenia z modelem socjaldemokratycznym.
   Choćby dla przyzwoitości mógłbyś poćwiczyć cudzysłów na tym "socjalu", młodzież coraz częściej tu zagląda.
03-12-2009 13:36 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>   Najgorzej to mieszać seks z gospodarką

No, coś Ty! Wszak wymiana pożywienia za seks (obecna już u owadów) jest najpierwotniejszą formą handlu, i - co za tym idzie - wszelkiego gospodarczego obrotu. Nie darmo się mówi o "najstarszym zawodzie świata".

>   Mój znajomy okolicznościowo mówi "śleźmi", więc już widzę zarzewie schizmy.

A gdy dodać jeszcze prawosławne "sljediki"... .

>>Ludzie godzą się (i to - niekiedy - z jakim entuzjazmem!), na to, że członkowie ich "realnej" wspólnoty krewniaczo-sąsiedzko-przyjacielskiej poświęcają życie na rzecz "wspólnoty" urojonej w rodzaju "ojczyzny", "wolnego świata" czy muzułmańskiej umma.
>   Poświęcenie życia na rzecz wspólnoty jest produktem ubocznym dla podmiotowej jednostki - w takich przypadkach celem bezpośrednim jest osiągnięcie innych dóbr, emocjonalnych choćby w postaci akceptacji środowiska, obiecanej krainy wiecznych łowów czy innych dziewic w raju.

Zatem rzecz jest, w przypadku ludzi, znacznie bardziej skomplikowana niż proste poświęcenie życia dla realnego stada łatwo wytłumaczalne altruizmem krewniaczym i/lub odwzajemnionym. Ludzie życie poświęcają dla abstraktów istniejących wyłącznie w ich głowach ("ojczyzna", "wiara" etc.) a utkanych ze słów i innych symboli. Kwestia zainstalowania odpowiedniego software'u i umiejętnego zaczepienia go o wrodzone predyspozycje emocjonalne. Bardzo ciekawe poznawczo - tak samo w sobie, jak i z praktycznych powodów.

>>W tym sensie zapewnienie przetrwania "ludu" (dzięki jakiejś formie redystrybucji) pozostaje warunkiem przetrwania i "możnych", jako "możnych" właśnie.
>   "Lud" i "możni" będą zawsze, bez konieczności zapewniania im warunków - sami się wypromują genetycznie - redystrybucja może mieć wpływ tyko na ich liczebność w stadzie.

Celu redystrybucji nie upatruję w kategoriach wpływu na liczebność obu "klas" w "stadzie", a w zapewnieniu konstruktywnej równowagi ich politycznego potencjału.

>>I ja takoż. Próbując udowodnić, że jest on do pogodzenia z modelem socjaldemokratycznym.
>   Choćby dla przyzwoitości mógłbyś poćwiczyć cudzysłów na tym "socjalu", młodzież coraz częściej tu zagląda.

A niech Ci będzie. Przy słowie "socjalizm" upierać się nie będę - cóż jednak, gdy jakoś brak mi innego, bardziej poręcznego (czy może raczej - mniej nieporęcznego).
05-10-2009 09:53 
 Ocena 1 na 1
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Różnice majątkowe w żadnym razie do "naturalnych" nie należą [...]Różnice majątkowe są w całości produktem systemu społecznego.
Owszem, ale wynikają z większego wysiłku intelektualnego czy fizycznego, są finalnym produktem wrodzonych predyspozycji.


absolutnie nie zgadzam się tą interpretacją...znam wielu którzy nie ruszyli przysłowiowym palcem....
Adamiak (36436 punktów)
>absolutnie nie zgadzam się tą interpretacją...znam wielu którzy nie ruszyli przysłowiowym palcem....
   Umarli młodo, znaczy?

    (Może byli z ortografią na bakier.)
06-10-2009 09:18 
 Ocena 1 na 1
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>absolutnie nie zgadzam się tą interpretacją...znam wielu którzy nie ruszyli przysłowiowym palcem....
>   Umarli młodo, znaczy?
>    (Może byli z ortografią na bakier.)
>
ee tam...
chodziło mi o dziedziczenie i wygrane losowe.Niemała to przecież rzesza ludzka.
Adamiak (36436 punktów)
> ee tam...
>chodziło mi o dziedziczenie i wygrane losowe.Niemała to przecież rzesza ludzka.
   Wygrane to wygrane - margines bezbożnego hazardu jest statystycznie znikomy, więc nie ma o czym gadać.

   A co widzisz złego w dziedziczeniu, czyli np, przekazaniu swojej własności testamentem?
06-10-2009 13:24 
 Ocena 1 na 1
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>> ee tam...
>>chodziło mi o dziedziczenie i wygrane losowe.Niemała to przecież rzesza ludzka.
>   Wygrane to wygrane - margines bezbożnego hazardu jest statystycznie znikomy, więc nie ma o czym gadać.
>   A co widzisz złego w dziedziczeniu, czyli np, przekazaniu swojej własności testamentem?
>
W samym mechanizmie nie widzę niczego złego ..chodzi o to ze beneficjentami tegoż wcale nie muszą być jednostki o wyjątkowych zdolnościach, które osiągnęłyby te same dobra co spadkodawca , swoją pracą , inteligencją czy talentem.Co za tym idzie nieprawdziwe jest twierdzenie że kapitalizm to system w którym do bogactwa dochodzą jedynie zdolniejsze i inteligentniejsze jednostki.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Co za tym idzie nie prawdziwe jest twierdzenie że kapitalizm to system w którym do bogactwa dochodzą jedynie zdolniejsze i inteligentniejsze jednostki.

Zgadzam się, dlatego być moze znacznie lepszy byłby kapitalizm bez oprocentowania kapitału (o czym piszę niżej na tym topiku). Pomysł jest utopijny, gdyż wymagałby ogólnego kapitałowego zawieszenia broni
Adamiak (36436 punktów)
>... beneficjentami tegoż wcale nie muszą być jednostki o wyjątkowych zdolnościach, które osiągnęłyby te same dobra co spadkodawca , swoją pracą , inteligencją czy talentem.
   Co wcale nie znaczy, że nie można swojej własności zapisać testamentem np na schronisko dla zwierząt.

>Co za tym idzie nie prawdziwe jest twierdzenie że kapitalizm to system w którym do bogactwa dochodzą jedynie zdolniejsze i inteligentniejsze jednostki.
   Gdzie ja napisałem o kapitalizmie?

   Nie pisałem też, że jedynie zdolniejsze, piszę, że różnice w intelekcie czy pracowitości procentują zamożnością, jako, moim zdaniem, naturalnym efektem zaradności.
07-10-2009 08:32 
 Ocena 2 na 2
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>>Co za tym idzie nie prawdziwe jest twierdzenie że kapitalizm to system w którym do bogactwa dochodzą jedynie zdolniejsze i inteligentniejsze jednostki.
>   Gdzie ja napisałem o kapitalizmie?

przepraszam ,widocznie źle zrozumiałem bądź odniosłem się do nieodpowiedniej wypowiedzi.

>   Nie pisałem też, że jedynie zdolniejsze, piszę, że różnice w intelekcie czy pracowitości procentują zamożnością, jako, moim zdaniem, naturalnym efektem zaradności.

hmmm generalnie tak lecz dodałbym, do tego jeszcze atrakcyjność seksualną która nie musi się wiązać ani z intelektem ani pracowitością a może prowadzić do zamożności

08-10-2009 07:49 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>hmmm generalnie tak lecz dodałbym, do tego jeszcze atrakcyjność seksualną która nie musi się wiązać ani z intelektem ani pracowitością a może prowadzić do zamożności
>
   Wiele przymiotów osobistych można dodać, a zyski z urody są już dawno sklasyfikowane.
   Dość wysoko w rankingu, z tego co wiem.

P.S. Myślisz, że mi te plusy za intelekt dają?
.
05-10-2009 09:40 
 Ocena 1 na 1
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
praca jest karą i faktycznie - ludzie od zawsze tak ją pojmowali...czy to oznacza że nie jestem człowiekiem ?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nieprawda. Zależy jaka praca i jacy ludzie. Na przykład Grecy Antycznie uważali, że praca niszczy szlachetność. Nie można być szlachetnym i pracować. Ale mieli na myśli pracę fizyczną przy roli i niekiedy rzemiosło. Pływanie na okrętach, walka i często handel były dla nich zajęciem szlachetnym. Podobnie zarządzanie państwem i gospodarstwem.
05-10-2009 12:34 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>praca jest karą i faktycznie - ludzie od zawsze tak ją pojmowali...czy to oznacza że nie jestem człowiekiem ?

Chodzi generalnie o pracę (zwłaszcza fizyczną) nastawioną na zysk/pożytek. Dla członka klasy próżniaczej poniżające nie były tylko cztery rodzaje zajęć:
-walka
-służba religijna
-sprawowanie władzy
-rozrywka.
Wszystko to niczego nie wytwarza (i o to chodzi), służy za to marnotrawstwu (i o to chodzi tym bardziej). Dlatego jest szlachetne, w odróżnieniu od chamskiego babrania się w ziemi, tyrania w warsztacie czy nawet handlu (Wokulski).
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie do końca się z tobą zgadzam. Zarządzanie państwem/miastem i dowodzenie armią to były potrzebne zawody. Dobry zarządca był dużo bardziej niezastąpiony niż zwykły chłop czy robotnik (budowle, drogi, wały etc.).
06-10-2009 16:07 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nie do końca się z tobą zgadzam. Zarządzanie państwem/miastem i dowodzenie armią to były potrzebne zawody. Dobry zarządca był dużo bardziej niezastąpiony niż zwykły chłop czy robotnik (budowle, drogi, wały etc.).

Wszystko jest w porządku, Jacku. Zarządzanie i wojowanie, jakkolwiek byłyby potrzebne, nie są działalnością wytwórczą tj. pracą, która zakłada rodzaj "pokornego" stosunku do rzeczywistości i przez to jest poniżająca. Są władzą zmuszania rzeczywistości do realizacji naszych pragnień i dlatego pojmowane były, a po części są nadal, jako zajęcia szlachetne.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A to tak big_zyd'ie... Podobnie jak inne zwierzęta, lubimy dominować nad terytorium i zasobami. Już motyle to mają. Miło popatrzeć jak walczą o plamy światła . W sumie rośliny też... Nie ma w tym nic złego, ani dobrego. Nie ma nic bardziej niepokornego niż dzielący się replikator... Ale też w ten sam sposób można by nazwać "niepokornymi" reakcje nuklearne na Słońcu. Patrząc na to z innej strony można by rzec, że wszystko co żyje ma świadomą bądź nie ambicję przeżycia najlepiej najtańszym kosztem . I jest to podstawowa, najbardziej egoistyczna w jakimś sensie ambicja. Patrząc w ten sposób można by rzec, że Juliusz Cezar był bardziej pokorny od rzymskiego chłopa swojego czasu, bo miał też inne ambicje dla których narażał nawet tę podstawową. Ja tam nie wierzę w prostego człowieka
goląka (95 punktów)
> socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć".
>

to rewolucja francuska miala miala socjalistyczny charakter?

jestem socjalistka i nie uwazam wolnosci jako takiej za wartosc najwyzsza. "wolnoscia" dzieci nie nakarmisz...

poza tym, jesli jest ona ograniczana, to tylko z powodu tych, ktorym spoleczenstwo bezklasowe byloby nie na rękę.
16-07-2009 12:02 
 Ocena 5 na 5
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>> socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>>śmierć".
>>
>to rewolucja francuska miala miala socjalistyczny charakter?
>jestem socjalistka i nie uwazam wolnosci jako takiej za wartosc najwyzsza. "wolnoscia" dzieci nie nakarmisz...

Czyli wolisz być w więzieniu ale z pełnym brzuchem, niż na wolności z pustym i możliwościami zdobycia pożywienia?

>poza tym, jesli jest ona ograniczana, to tylko z powodu tych, ktorym spoleczenstwo bezklasowe byloby nie na rękę.

Społeczeństwo jest formalnie bezklasowe. Zobacz w konstytucji.
Wszelki podział na klasy jest wymysłem Marksa.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
02-08-2009 14:31 
 Ocena 2 na 2
Liss (2003 punktów)

>Społeczeństwo jest formalnie bezklasowe. Zobacz w konstytucji.
>Wszelki podział na klasy jest wymysłem Marksa.
Marks nie wymyślił klas społecznych czy stanów ,one istniały długo przed jego narodzinami i to chyba wszędzie na świecie.
Mariusz Pracki (436 punktów)
>Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który
>mówiłby: "mam prawo do wolności od kościelnej indoktrynacji", a jednocześnie był socjalistą i
>wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym
>czy emerytalnym".

Jestem socjalistą i chciałbym mieć prawo do samodzielnego zdecydowania o swoim ubezpieczeniu zdrowotnym i emerytalnym - mianowicie chciałbym wybrać między dożywianiem moimi składkami bandy kapitalistycznych chciwców zwanych powszechnie sektorem finansowo - bankowym, a składaniem oszczędności w publicznym zakładzie ubezpieczeń.

>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.

Socjalizm jak i wszystko posiada swoje odłamy - od fanatycznie radykalnej po fanatycznie liberalną. Racjonalista może być socjalistą pod warunkiem, że znajduje się gdzieś w środkowym przedziale, bo racjonalizm nie może być fanatyczny.


www.moherowo.pl
02-08-2009 14:28 
 Ocena 1 na 1
Liss (2003 punktów)
UWAGA !!! NIE DOTYCZY WĄTKU .
Tak na wielkim marginesie dziekuje za stronę Moherowo.pl ,dzieki niej odkryłem wiele interesującyhc stron internetowych.
>
www.moherowo.pl

Liss (2003 punktów)
>Stawiam tezę jaką widać w tytule.
Ja twierdze że może .

>Dlaczego nie może?

>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat.
Nie to komuniści ,głównym hasłem socjalistów jest " każdemu wedle pracy "
> Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć"
Rewolucja Francuska nie była socjalistyczna ,marksiśći nazywają ją burżuazyjną i chyba mają racje ponieważ dzięki tym wydarzenim burżuazja wyszła na prowadzenie jeśli chodzi o historię Francji.

> Socjaliści to FANATYCY równości, którzy nie mogąc jej zrealizować dobrowolnie - realizują
>ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.
Może i tacy bylii i są nadal ,ale np. Lassalizm zakładał pokojowe współistnienie z kapitalistami ,rozwój spółdzielczości i takie tam .
>Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę. Nie jest pewien
>czy wszyscy mej tezie, gdyż
>cóż to byłaby za wolność, gdyby ograniczała się jedynie do piętnowania chrześcijaństwa i innych
> które bądź co bądź nie nie są . >mówiłby: "mam prawo do wolności", a jednocześnie był socjalistą i
>wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym
>czy emerytalnym".
Socjalizm nie jedną ma twarz ,jedni odwołują sie np. do solidarności a ta z def. jest dobrowolna ,inni jak chadecy mówią o chrześcijańskiej miłości bliżniego ,miłość z zasady też jest dobrowolna .
Poza tym racjonalizm wskazuje na formułowanie poglądów poprzez myślenie ,jesli ktoś doszedł do takich wniosków poprzez rozumowanie to jest racjonalistą -lepszym czy gorszym ale jest ,Ty uwzasz że ma błędne wnioski to możesz zaaplikować argumenty przeciwko przymusowości ZUS -a i oboje z socjalistą dzieki uzywaniu rozumu dojść do wspólnych wnosków np. Twoich wniosków z wątku .
zohen (3231 punktów)
A sądzę następująco: Twoja argumentacja jest niezwykle pokrętna. Nie rozumiem czemu racjonalista (by nie być socjalistycznym przechrztą) ma rezygnować z idei wolności i równości? Pozdrawiam!
Kuri23 (183 punktów)
Racjonalista, może byc socjalista i liberałem, socjal liberałem, tak to sie nazywa, nie chodzi o żaden przymus itd, a raczej o możliwość, i zagwarantowanie jednostce pewnych praw, a czy ona je wykorzysta to jej sprawa. Nie popieramy uszczęśliwiania ludzi na siłę, ale na przykład równość zdecydowanie, a raczej brak dyskryminacji, bo wiadomo że ludzie nigdy równi nie byli i nie będą, zawsze był dół i góra, rządzący i rządzeni, socjalizm w zamian za ten układ proponuje różne przywileje, tyle że ktoś za nie płaci, świadomie lub nie, spotkałem sie z wypowiedziami z gatunku w PRL żyło sie lepiej nie rozumieli że za to ze mieli wczasy pracownicze, tanie bilety, i niskie rachunki, na półkach brakowało towaru, niestety żaden system nie jest idealny, my opowiadamy sie za maksimum wolności, jeśli socjalizm da wolność to go będziemy popierać.
dragomeda (100 punktów)
Moim zdaniem socjalizm to kolejna ludzka utopia. nawet w socjalizmie , zawsze byli Ci "lepsi", wiec równości jako takiej nigdy nie było.
Nie będzie równości, dopóki mamy w sobie głęboko zakorzeniony instynkt ,
prowadzący do rywalizacji i chęci posiadania władzy. Socjalizm i jego równość było - jest, jedynie pięknym słówkiem dla mas aby moc je utrzymać w zagrodzie i władać nimi
jak marionetkami, w zamian za nadzieje i obietnice.
Zawsze będą ci szarzy ludzie , którzy wola pozostać w cieniu , bo tak jest łatwiej, i tacy, którzy chcą czegoś więcej i walczą by nie utonąć w szarej masie.
Silny contra bezsilny. Od wieczna walka, czy to fizyczna, czy tez dyplomatyczna, bez różnicy, źródło jest takie samo.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Idea równości nade wszystko wywodzi się z chrześcijaństwa i jest religijna. Za tym idzie "błogosławieństwo dla ubogich duchem". Niby dlaczego? Można by wręcz uszkadzać innym mózgi, żeby ich "uszlachetnić" na bazie tak absurdalnych twierdzeń. Ewolucja "premiuje" siłę, spryt oraz szybkie i obfite mnożenie się. Z tego wynikają różne strategie. Jak nie można być silnym i sprytnym, ma się wtedy duzo dzieci... Natomiast uważam, że nie powinno być dogmatu kapitału i własności prywatnej, bo to też ma charakter religijny. Trzeba wierzyć w kapitał i własność. Nie podoba mi się, że idiota z bogatych rodziców może wszystko w kapitalizmie, podczas gdy geniusz może najzwyklej w świecie umrzeć z głodu (nie tylko w Indiach, ale również w USA choćby). Owszem, znamy geniuszów z bardzo biednych środowisk, którzy wyrwali się ku sławie. Ale byli to geniusze mający zmysł takiej bądź innej autoreklamy. Sądzę, że geniusze bez siły przebicia często umierają z głodu, albo marnują życie na bezskutecznych próbach wypłynięcia. Dlatego kapitalizm jest równie zły jak komunizm. Byłby lepszy, gdyby kapitał nie był oprocentowany. Gdyby nie można było mieć kapitału, zostawiać go w banku i żyć z odsetek. Dlaczego banda gnuśnych nierobów ma żyć ponad stan tylko i wyłącznie dlatego, że jakiś pradziad kolonizował Indie zabijając przy tym setki ludzi (najczęściej pośrednio - zamęczając, zagładzając etc). Najlepszy byłby zatem kapitalizm, ale bez praw dziedziczenia (byłaby średnia kwota na dziecko) i bez odsetek bankowych i kredytów... Zważywszy na to, że wiele dzieci pada ofiarą indoktrynacji religijnych rodziców dobrze by było uniezależnić wychowanie dziecka od rodziców na tyle, na ile jest to możliwe. Wniosek - ciężko racjonalnie usprawiedliwić kapitalizm, komunizm i socjalizm, lecz system jaki wyłania się z ich negacji również wydaje się szalony . Ale może ktoś o większych niż ja zdolnościach w tym kierunku wymyśliłby coś lepszego?

Oczywiście, na rzecz kapitalizmu przemawia fakt, że nie rodzimy się równi. Lecz owa nierówność nie jest zdeterminowana - w toku rozmnażania albo przeradza się w kożystną mutację, albo zanika. Tymczasem potomkowie brytyjskich i angielskich kolonialistów nie podlegają mutacjom. Są bogaci, bo banki dobrze pracują. Kapitał na procent niszczy elementy doboru naturalnego w kapitalizmie.
05-10-2009 19:31 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>Dlaczego banda gnuśnych nierobów ma żyć ponad stan tylko i wyłącznie dlatego, że jakiś pradziad kolonizował Indie zabijając przy tym setki ludzi (najczęściej pośrednio - zamęczając, zagładzając etc).

Dlatego że widać dobór naturalny ukształtował go do tego by to on zabijał i kolonizował, a nie był zabijany i kolonizowany. Przekazał swoim potomkom to co "wypracował" dzięki czemu będzie im łatwiej. System jak najbardziej naturalny i racjonalny. Że "niesprawiedliwy" dla pokonanych i opierający się na przemocy ? To prawda, chociaż jest niesprawiedliwy nie dlatego, że odbiera szanse wszystkim innym jednostkom bez wyjątku, a dlatego, że niektóre z nich- dzięki pracy poprzedników- mają o wiele lepsze pozycje startowe. To nie ich przywilej- to przywilejem ich rodziców jest móc zadbać o swoje potomstwo. Przywilejem wypracowanym. Ba- nie ogranicza się to wbrew pozorom do poszczególnych rodzin, ale do całych narodów czy cywilizacji. Potomek angielskiego chłopa ciągle znajduje się w lepszej sytuacji niż potomek chłopa z Indii i to, paradoksalnie, dzięki temu że uciskający jego przodków mieli głowę na karku. Niesprawiedliwe ? Tak, podobnie jak niesprawiedliwe jest że w totka miliony wygrał kto inny a nie ja.


hototogitsu.blogspot.com/
05-10-2009 22:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Daję plus, bo to ciekawy wątek i też nad tym myślałem, więc wiem o co chodzi. Od biedy odziedziczone pieniądze można mimo wszystko stracić przez jakąś skrajną głupotę, albo zbytnie zaufanie do "odwiecznych" banków, jak to pokazują amerykańskie kryzysy. Tym niemniej u podstaw kapitalizmu stoi w dużej mierze kolonializm. Kapitalizm rozwinął się w dużym stopniu dzięki niewolniczej pracy skolonializowanych ludzi i nie wiem, czy kiedykolwiek załata spowodowaną tym asymetrię. Różnym liberalnym ekonomistom - myślicielom brak często szczerości w ocenie tego XIX wiecznego zjawiska.
05-10-2009 23:42 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
Widzisz- nie próbuję zaprzeczać. Tak, u podstaw kapitalizmu stoi kolonializm. To on dał podstawy materialne dla wielkiej rewolucji przemysłowej. Sęk w tym że ten kolonializm leży u podstaw naszej (zresztą- nie tylko naszej) cywilizacji, czy będziemy mówić o kapitalizmie, socjalizmie, demokracji, dyktaturze czy dowolnym innym ustroju. Wyobrażasz sobie socjalizm bez przejścia przez kapitalizm, niezależnie od tego na jakich podstawach bazował ? Każda "żywa", aktywna i oddziałująca cywilizacja oparta na przemocy, dominacji i agresji (niekoniecznie fizycznej), a nie na pokojowej współpracy. Nasza- europejska- rozkwitała dzięki wyzyskowi i właśnie temu wyzyskowi również socjalizm zawdzięcza swoje podstawy. Nie narodził się w Australii czy Afryce ale w ssącej soki z całego świata Europie. Dlaczego ?

Inne poboczne zagadnienie: te pieniądze w odwiecznych bankach nie są martwe. Banki inwestują, udzielają kredytów- ergo dzięki tym "krwawym" kapitałom dobrze żyją dziedzice- jasne, to prawda, to ich- często niezasłużony- bonus od losu, ale również całe społeczności lokalne zgromadzone wokół zakładów które bez kredytowania często nie mogłyby istnieć czy powstać.

hototogitsu.blogspot.com/
05-10-2009 23:57 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Twoje wypowiedzi są naprawdę ciekawe (plus) . O kolonializmie mówiłem też dlatego, iż niemożność kolonizowania może oznaczać kryzys dla kapitalizmu, co często nie jest brane pod uwagę w pracach liberalnych myślicieli. Różne kryzysy pokazują, że zwykłe przepychanki ekonomiczne różnych państw to za mało. Rynek staje się przez to papierowy. Giełda staje się zbyt oddalona od rzeczywistości, podobnie różne nowe, trendowe branże. Niekiedy to wygląda tak, jakby zdrowy kapitalizm wymagał dla siebie podboju i prawdziwych niewolników.

Jeśli chodzi o banki, to istniała możliwość finansowania bez zarabiania na procentach. Tak było w państwach muzułmańskich, które swego czasu były liderami w handlu światowym. Jednakże potrzebna jest globalna umowa - kapitał bez procentów. Kiedy pojawia się czarna owca udzielająca kredytów z odsetkami do spłacenia, system pożyczek bezprocentowych musi paść.
06-10-2009 00:15 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>Twoje wypowiedzi są naprawdę ciekawe (plus) .

Z Wzajemnością. Do dyskusji potrzebne są dwie osoby

>O kolonializmie mówiłem też dlatego, iż niemożność kolonizowania może oznaczać kryzys dla kapitalizmu, co często nie jest brane pod uwagę w pracach liberalnych myślicieli. Różne kryzysy pokazują, że zwykłe przepychanki ekonomiczne różnych państw to za mało. Rynek staje się przez to papierowy. Giełda staje się zbyt oddalona od rzeczywistości, podobnie różne nowe, trendowe branże. Niekiedy to wygląda tak, jakby zdrowy kapitalizm wymagał dla siebie podboju i prawdziwych niewolników.

Każda cywilizacja go potrzebuje. Ciągła potrzeba surowców i rynków zbytu dla produktów- od tego się nie ucieknie. Wspólnoty socjalistyczne (czy raczej socjalne bo czysto socjalistyczne są właściwie utopią) też nie są w stanie uciec od tej konieczności. Prawdziwa gra zaczyna się kiedy zdobyć już się nie da i trzeba- chcąc - niechcąc stwarzać sobie rynki i dbać o nie. Tu wracamy do problemu mieszkań (czy w ogóle jakichkolwiek dóbr które wspólnota- czyli państwo- ma "obowiązek" zapewnić): jeśli jakieś dobra, normalnie będące wartością na rynku, "należą się" jak psu zupa- to przestają być dobrem rynkowym, bo nie można żądać rekompensaty za coś co jest prawem przyrodzonym, czyli państwo nie może za zapewnienie obywatelowi lokum otrzymać nic w zamian. Worek bez dna- na dodatek demoralizujący przez nierówne traktowanie obywateli.

>Jeśli chodzi o banki, to istniała możliwość finansowania bez zarabiania na procentach. Tak było w państwach muzułmańskich, które swego czasu były liderami w handlu światowym. Jednakże potrzebna jest globalna umowa - kapitał bez procentów. Kiedy pojawia się czarna owca udzielająca kredytów z odsetkami do spłacenia, system pożyczek bezprocentowych musi paść.

No tak, tylko pamiętajmy że bankowość muzułmańska działała w określonym typie stosunków społecznych i- jak widać- niestety nie wytrzymała konkurencji z konkurencją bankowości opartej na nieco innym modelu.

hototogitsu.blogspot.com/
Jacek Tabisz (30006 punktów)


Oczywiście, jak pewnie zauważyłeś, nie jestem socjalistą. Po prostu wydaje mi się, że kapitalizm, taki jakim jawi się dzisiaj, mogą czekać dość mocne zmiany. Ale wcale nie w stronę socjalizmu. Może będzie to inny system? Gdy Chiny i Indie staną się bogate (co pewnie się stanie i czego im życzę , nie będzie już za bardzo komu wykonywać najprostsze prace w przemyśle etc. Do gry wkroczy robotyzacja na szeroką skalę, co już teraz jest możliwe, ale ekonomicznie bezzasadne. Okaże się, że 60% społeczeństwa jest niepotrzebna, jeśli chodzi o ręce do pracy. Nie wiem, czy wówczas po prostu będzie się płacić za sam fakt istnienia, albo czytającym reklamy (jak w pewnej książce s-f, zapomniałem czyjego autorstwa), czy też owe 60% zostaną bez niczego. Po robotyzacji na szeroką skalę nie będzie już raczej powrotu do ręcznej, fizycznej pracy. Oczywiście pisząc "robotyzacja" nie mam na mysli sztucznej inteligencji - po prostu automatyzacja produkcji, może również budowy domów etc. To nie wymaga szczególnie inteligentnych programów. Już teraz w zasadzie możliwe jest dla ludzkości "nie dotykanie większości rzeczy biologiczną ręką".
Eliath (1441 punktów)
Ponieważ liberałowie to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę własności jak w dogmat. Widać to choćby po haśle 'laissez faire' i jego dzisiejszym znaczeniu. Liberałowie to FANATYCY własności, którzy nie chcąc realizować jej dobrowolnie - realizują ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.
Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da Racjonalność jako naczelną ideę. Nie jestem pewien czy wszyscy obecni tutaj są konsekwentni, ale jeśli są, to powinni przyznać rację mej tezie. [fajny trik]
Powinni zapoznać się z Pana tezą, przeanalizować argumenty i podjąć świadomą, samodzielną decyzję. Cóż to bowiem za racjonalizm, który wprost przyjmuje twierdzenia.
Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który mówiłby: "ludzie nie powinni mieć prawa do stosowania siły", a jednocześnie był liberałem i wmawiał mi: "mam prawo działalności nieograniczonej państwem".

Powtarzam więc: racjonalista nie może być liberałem.


@trickster dzięki za podsunięcie pomysłu

Kilka uwag i pytań:

Pierwszy problem jaki widzę to nieadekwatność definicji.
Nie tylko ich nieostrość, co powoduje że zgoła każdy używa swojej, ale właśnie nieadekwatność definicji jakie Pan stosuje.
Socjalizm jest definiowany na podstawie: jak wyszło
Liberalizm : jak winno być

Spróbujmy zestawić te pojęcia definicjami, ale realną z realną, a idealistyczną z idealistyczną. Może się okazać, że obie są racjonalistyczne w założeniach i nieracjonalistyczne w rzeczywistości. Takie przypuszczenie.

Ba śmiem twierdzić, że racjonalista musi być socjalistą: według pańskiej definicji:
>Dla mnie socjalizm zaczyna się w chwili, kiedy państwo nie poprzestaje tylko na swych >podstawowych funkcjach a zaczyna USZCZĘŚLIWIAĆ NA SIŁĘ

Dygresja: "bezpłatną" służbę zdrowia - Wielka Brytania też ma, ale tam nie jest "bezpłatna" tam informuje się ubezpieczonego: płacisz za to ze swoich podatków.

>Obecna Polska i cała Unia to kraje socjalistyczne.
Nie jestem pewien czy istnieje obecnie choć jeden niesocjalistyczny kraj, i czy kiedykolwiek istniał w historii rodzaju ludzkiego.

Dlaczego te funkcje państwa są podstawowe?
Czemu edukacja nie jest podstawową?
Militarna natomiast chyba jest zbędna całkowicie?
Poza tym są firmy oferujące usługi wojskowe?
Policyjna? Przecież są firmy ochroniarskie, detektywistyczne.
Czy dla nich nie można otworzyć rynku? Dlaczego?

Na ripostę, iż popadam w ekstrema jakieś:
Czyż racjonalnym nie jest przetestować zasięg stosowalności teorii?
Poza tym według jakiego systemu wartości należy dzielić funkcje państwa?

Kolejnym błędem w dyskusji wydaje mi się podawanie przykładów państw bez analizy historycznych uwarunkowań. Czy jesteśmy w stanie oddzielić, wpływ uwarunkowań zewnętrznych na ich stan obecny, od efektów czysto wewnętrznych?
Skoro wskazujemy skutki czy jesteśmy w stanie podać ich przyczyny?
Bez tego bowiem nie da się wyciągać wniosków.

Zbudujmy więc abstrakcyjny model. Uproszczony, tak jak w problemie dwóch ciał.
Mamy państwo liberalne, szkieletowe (P1). Silna gospodarka, prężny sektor prywatny sektor badawczy itd. Mamy drugie państwo(P2), rozwijające się.
P1 potrzebuje surowców do rozwoju
P2 mówi ok, ale będziemy racjonalistami:
- w naszym interesie jest aby surowce te były przez nas wykorzystane,
- w naszym interesie jest zablokowanie ucieczki kapitału, ale wprowadzimy wolny rynek wewnętrzny,
- do tego jakieś cła i dotacje - żeby chronić nasza gospodarkę i szybciej was dogonić cywilizacyjnie.

Jak ten model będzie się rozwijał?
Stawiam na atak silniejszego państwa na słabsze. W końcu przecież kapitalizm w dzisiejszej formie nie może istnieć w systemie zamkniętym. Och zaraz czy ziemia jest systemem zamkniętym?

Co z bezpieczeństwem? Sfera przymusu państwowego jest ok?
To sfera bezpieczeństwa, fizycznego.
Co z bezpieczeństwem ekonomicznym, i zdrowotnym?
Skoro państwo ma zapewniać bezpieczeństwo to dlaczego nie kompleksowo?
Bo to oznacza ograniczenie w wolności do zysku?
No ale w pionowej strukturze ekonomicznej taki zysk odbywa się kosztem tych niżej w hierarchii? Co z ich prawem do zysku? Do bezpieczeństwa ekonomicznego?

Kurcze może mamy jakieś przykłady jak działa liberalizm?
No nie za bardzo, ale cząstkowe się znajdą.

Służba zdrowia w USA. Podobno jeden z najdroższych systemów zdrowotnych (a/bo liberalny) i najmniej skuteczny (a/bo liberalny)
Z gospodarstw domowych które bankrutują 75% upada z powodu kosztów medycznych.
Mogli się ubezpieczyć?
Mogli i 80% z nich miało ubezpieczenie.
Ba weterani z Iraku czy Afganistanu którzy mają pełne, całkowite, rządowe ubezpieczenie mają problemy z uzyskaniem świadczeń.
Racjonalnie, lub raczej logicznie: jaki jest cel firmy? Nasze zdrowie, jakość świadczeń czy zysk?

Padła w dyskusji definicja wolności z DPCiO - "nie krzywdząc innych"
Aplikujemy ją do państwa wewnętrznie czy zewnętrznie też?
Poza tym jak definiować krzywdę? Czysto fizycznie? Może jeszcze psychicznie? A finansowo? Jeśli moje działania obliczone na mój zysk doprowadza do bankructwa firmy to dzieciom pracowników nie dzieje się krzywda, w tym fizyczna?
Wolność zaś to przede-, a może nawet nade- wszystko nie dowolność.

Ponadto to wszystko jest rozpatrywane z punktu widzenia jednostki. Jak zaś spojrzeć na problem z pozycji państwa? Czy racjonalnym jest promowanie interesów jednostek ponad interes ogółu? Czy w interesie większości ludzi jest posiadanie szerokich gwarancji bezpieczeństwa?

System taki de facto przypomina grę w rosyjska ruletkę. 10 osób siada do stołu, każdy kładzie kasę. Biorą pistolet automatyczny z 9 nabojami i losują kolejność strzelania. Czy to racjonalne podejście?
Socjalizm zakłada, że nie grają , pieniądze wykorzystują dla wspólnej korzyści a pistolet do ochrony.
Realny socjalizm zaś sprawił, że ten który trzymał pistolet wykorzystywał innych.
05-10-2009 17:06 
 Ocena 2 na 2
Eliath (1441 punktów)
Racjonalista, wydaje mi się, powinien zdawać sobie sprawę z motywów swego działania.
Stawiam więc pytanie, jedyne osobiste, do tego retoryczne. Czy nie jest tak, że proponuje Pan rodzaj prawa pięści, z akcentem na te sfery w których czuje się Pan silniejszy / lepszy od przeciętnej,żąda Pan zaś gwarancji bezpieczeństwa w sferach gdzie prawo pięści mogło by Panu zaszkodzić?

Wydaje mi się, ze podstawą pańskiej tezy i światopoglądu, jest stary jak świat podział My- Oni.Zwyczajne dążenie do eksponowania tej dziedziny, w której zdaje się mieć przewagę,aby zając lepszą pozycję w stadzie.

Przypomina mi się anegdota Jane od szympansów: Pewien niezbyt potężny szympans, nie mający szans na dominacje w stadzie, odkrył że waląc w pustą beczkę po paliwie może zrobić wrażenie na wszystkich. Przez 3 dni był dominującym samcem, aż inne nie nauczyły się tej sztuczki.

Tyle tytułem przydługiego wstępu.
apud (4399 punktów)
>Stawiam tezę jaką widać w tytule.
>Dlaczego nie może?
>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat. Widać to choćby po
>głównym haśle Rewolucji Francuskiej, które w oryginale brzmiało: "Wolność, Równość, Braterstwo albo
>śmierć".

Tobie sie panie autorze zdrowo zajaczkuje. Po pierwsze gdzies ty wyczytal o glownym hasle rewolucji? Wogole masz pojecie o tym co wygadujesz czy klamiesz z premedytacja?

>Socjaliści to FANATYCY równości,
Skad wiesz?

którzy nie mogąc jej zrealizować dobrowolnie - realizują
>ją za pomocą państwa i narzucają całym społeczeństwom POD PRZYMUSEM.

Nazisci tez tak robili, dyktatorzy tez, teokracje, demokracje tez a ty uwazasz ze to wyjatek socjalistyczny?

No popatrz, nihilista sie odezwal. Wolnosc dla wszystkich czyli kazdy robic moze co chce. Zadnego przymusu. Zeby cos robic albo nie robic.

>Tymczasem w "duchu" niniejszej witryny wyczuć się da WOLNOŚĆ jako naczelną ideę. Nie jest pewien
>czy wszyscy obecni tutaj są konsekwentni, ale jeśli są, to powinni przyznać rację mej tezie, gdyż
>cóż to byłaby za wolność, gdyby ograniczała się jedynie do piętnowania chrześcijaństwa i innych
>kultów, które bądź co bądź nie nie są przymusowe. Trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który
>mówiłby: "mam prawo do wolności od kościelnej indoktrynacji", a jednocześnie był socjalistą i
>wmawiał mi: "ludzie nie powinni mieć prawa do samodzielnego decydowania o ubezpieczeniu zdrowotnym
>czy emerytalnym".

Pisz krotkimi zdaniami, bo sam sie gubisz. To "wyczucie" z ktorym masz trudnosci powala.
>Powtarzam więc: racjonalista nie może być socjalistą.

>Co Państwo o tym sądzą?

Mieszasz pojecia. I pewnie ich sam nie rozumiesz.
Jako agent provocateur tez do niczego jestes; jakie to forum jest takie jest ale rzadko zdarza sie by pomieszano ubezpieczenia zdrowotne, koscielna indokrynacje, przymus i co tam jeszcze z twojego dowodzenia wychodzi.

A teraz poczytaj sobie historie francuskiej rewolucji, postudiuj jak rozni ludzie czy narody rozumieja socjalizm, historie demokracji i jej ewolucje.
Teoria panstwa i prawa pewnie ciut za trudna by byla, bo za duzo fachowych terminowi definicji.

Szczegolnie polecam casus Socratesa, i jego konflikt z demokracja atenska (chyba Dialogi Platona nie beda za trudne) i moze cos madrego do dyskuskutowania napiszesz.

A konsekwentna baba bedac, przyznam ze piszesz co wiesz choc nie wiesz co piszesz.
lee666 (73 punktów)
Drugi raz na tym forum czytam że rewolucja francuska była o socjalizm.
A nie tak dawno słyszałem że Spartakus walczył o to samo co Che.
Pewnie coś w tym jest, bo inaczej nikt by tak nie pisał.
racjonalistka_kaczystka (6 punktów)
(zablokowany)
>Stawiam tezę jaką widać w tytule.
>Dlaczego nie może?
>Ponieważ socjaliści to ludzie "wierzący". Wierzą w ideę RÓWNOŚCI jak w dogmat.

Racjonaliści wierzą w ideę RACJONALIZMU jak w dogmat wypisz wymaluj.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365