Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jednostka, grupa, naród, ludzkość, natura ożywiona.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
30-01-2010 18:04Jacek Tabisz (30006 punktów)Jednostka, grupa, naród, ludzkość, natura ożywiona.
Ocena 6 na 6
W obrębie rozmów prowadzonych na tym portalu zastanawiam się co jest naszym punktem odniesienia i co powinno nim być w refleksji możliwie jak najbardziej obiektywnej, racjonalnej. Mówimy o różnych zagadnieniach, i chcąc nie chcąc odnosimy je nie tylko do siebie (choćby przez sam fakt rozmowy). Co powinno być głównym punktem odniesienia? Rozważę kilka możliwości.

1. Jednostka. Punkt widzenia najmodniejszy wśród wolnomyślicieli i całkiem możliwe, że niezbyt prawdziwy. Można by rzecz, że im większa moda na indywidualizm, tym mniej go na świecie. Nie znam żadnego indywidualisty, który nie korzystałby ze współpracy z innymi ludźmi - używamy pisma, języka, artykułów spożywczych etc. To wszystko są elementy współpracy i godzą w skrajnie rozumiany indywidualizm. Do tego należy dodać, iż ewolucja Homo sapiens, jego inteligencji, która "zmieniła ziemię", oparta byłą w dużej mierze na relacjach społecznych. Całkiem możliwe, że nasz mózg urósł tak szybko dzięki plotkom. Być może myślenie jest dialogiem i przeciwieństwem jakkolwiek pojętego indywidualizmu i to nie na gruncie filozoficznym, ale też czysto genetycznym.
2. Grupa. Z uwagi na to, czym zakończyłem punkt pierwszy, jest to niejako nasza najbardziej intuicyjna przestrzeń działania. Całkiem możliwe, że mamy w mózgu swoiste "sloty", w liczbie około dwudziestu, na instynktowne pamiętanie dossier członków naszej grupy. Być może to silniejsze od nas, tak jak posiadanie nosa. Musimy mieć tę swoją 20 - ę, albo też odczuwamy jej brak. Co ciekawe, związki rodzinne, od kiedy odeszliśmy od grup krewniaczych, niekoniecznie są silniejsze od owej 20. Wystarczy spojrzeć na wiele rodzin - żona ma swoją grupę, mąż swoją, dziecko swoją. Przyjaźń w obrębie rodziny często opiera się na punktach wspólnych grup każdego z jej członków.
3. Naród. Najbardziej sztuczny i promowany punkt widzenia. Opierający się na zestawie symboli i uogólnień, których przejawem fałszu jest choćby mecz piłkarski. Widząc pojedynek wysportowanych ludzi mamy wrażenie, że "my zwyciężyliśmy", choć noga made in Poland, i noga made in France jest ludzką nogą. To czy w grupie z punktu 2 znajdzie się Polak, czy Francuz jest kwestią przypadku. Dla większości Polaków jesteśmy obcy, zaś możemy przyjaźnić się z Francuzem.
4. Ludzkość. Im bardziej rozwija się nauka i globalne mechanizmy, tym bardziej sensownym jest ten punkt widzenia. Nie ma już "naszego podwórka". Ani grupowego, ani narodowego. To co osiągają ludzie na całym świecie, staje się naszym wspólnym dziedzictwem. Pojawiają się też problemy dotyczące całej ludzkości, takie jak przeludnienie, czy możliwy kryzys surowcowy. Dla dalszego rozwoju wszystkich ludzi, dla podboju przestrzeni kosmicznej dobre by było (być może) zjednoczenie się wszystkich ludzi. Ale ludzkość to też abstrakcja. Tak jak nie możemy wyobrazić sobie upływu miliona, czy miliarda lat, rzeczy tak potrzebnej w paleontologii i astrofizyce, tak nie umiemy objąć myślą miliardów ludzi i ich odrębnych kultur. Ludzkość to coś obcego, choć być może niesłusznie.
5. Natura ożywiona - od wieków różne wyssane z palca systemy religijne i filozoficzne odcinały nas od naszych dalszych i bliższych krewnych spoza gatunku Homo sapiens. Im większy mamy wpływ na naturę, tym bardziej wielu z nas widzi, iż myślenie w kategorii "człowiek i reszta" jest być może nieprawomocne. Bardzo trudno jest dziś obronić pogląd, iż język, czy świadomość jest tylko w posiadaniu Homo sapiens. Jednakże większość z nas myśli w kategoriach ściśle gatunkowych. Biblijny "świat dany w posiadanie" ma się świetnie. Czy słusznie? Czy natura ożywiona nie jest najogólniejszym punktem odniesienia dla racjonalnych dyskusji na tematy ogólne? Jednakże z drugiej strony mamy parareligijnych ekologów, którzy zrobili z natury parareligijną baśń. Mieszając koncepcje Gaji ze zwykłym teizmem oddalają się jeszcze bardziej od refleksji nad naturą, niż ludzie którzy po staremu nie przejmują się pszczołem, małpą, czy krzakiem.

Co o tym sądzicie? Który punkt widzenia jest słuszny dla dyskusji o świecie, o przyszłości, o redefinicji niektórych zastałych pojęć jak świadomość, patriotyzm, zadawanie cierpienia (czy istocie podobnej, czy świadomej?) etc. ? Czy w prawach stanowionych z myślą o przyszłości powinno się myśleć głównie o celach jednostki, grupy, narodu, ludzkości, czy o mechanizmach całej natury ożywionej? Który z tych punktów widzenia pozwala najlepiej przygotować się do takich zagrożeń, jak przeludnienie, czy kończenie się surowców naturalnych? Czy warto łożyć tylko na medycynę, czy też na biologię? Czy warto dbać o rezerwaty przyrody w biednym i przeludnionym kraju? Ciekaw jestem waszego zdania.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

stilgar (7322 punktów)
Punkt odniesienia zależy oczywiście od tematu rozmowy. Jeśli rozmawiamy o związkach międzyludzkich najczęściej będzie to jednostka, w przypadku dyskusji światopoglądowych grupa, przy analizowaniu przyszłości i kolonizacji kosmosu - ludzkość, a przy dyskusji o ewolucji - całe bio.

Jedyną grupą która dla mnie jest bez sensu z tych wyliczonych to naród - jest zupełnie sztuczna i ciężko stwierdzić czym właściwie jest. Czasem ludzie mówiący jednym językiem czy mający wspólne pochodzenie mają różne narodowości, wszystko wynika z historycznopolitycznych uwarunkowań, które dawno przestały mieć znaczenie ( kogo obchodzi pod czyim panowaniem był mój pra(x30)dziadek? sam tego nie wiem. ). W dodatku, jak często podkreślałem, rzeczy na które ktoś nie miał wpływu nie mają dla mnie znaczenia, takie jak właśnie narodowość, pochodzenie, kolor skóry czy orientacja a liczy się tylko to, co ktoś zrobił samemu.

>Czy warto dbać o rezerwaty przyrody w biednym i przeludnionym kraju?

Mam lepsze pytanie - czy lepiej łożyć na pomoc społeczną, sztukę i kulturę czy na rozwój nauki? Dzisiaj kogoś nakarmimy, jutro będzie głodny. "Dzieła sztuki" mało kogo interesują, a po kilkudziesięciu latach pamięta się tylko te nieliczne. Rozwój nauki za to daje efekty praktycznie tylko długoterminowe, więc dzisiejsza inwestycja może się zwrócić dopiero za kilka dekad.

Dla mnie odpowiedź na oba pytania jest taka sama - krótkoterminowe efekty są nieistotne ( bądź mało istotne). Zniszczenie przyrody w biednym kraju i walka z samą biedą doprowadzi do sytuacji, że kiedy kraj ten zacznie z biedy wychodzić będzie żył na pustyni, co go w efekcie znowu w tę biedę wepchnie.
30-01-2010 18:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Dla mnie odpowiedź na oba pytania jest taka sama - krótkoterminowe efekty są nieistotne ( bądź mało istotne). Zniszczenie przyrody w biednym kraju i walka z samą biedą doprowadzi do sytuacji, że kiedy kraj ten zacznie z biedy wychodzić będzie żył na pustyni, co go w efekcie znowu w tą biedę wepchnie.


Zgadzam się z tobą. Tym razem założyłeś chyba jako główny punkt naturę ożywioną. Ochrona natury nie ma na celu jedynie estetyki (przerażająca wizja Ziemi - betonowego blokowiska z maskami tlenowymi). Jedynym elementem natury, którego z pewnościa nie zepchniemy na margines, są bakterie. Można łatwo zgadnąć, jak zmutują bakterie, gdy pozostaną tylko ludzie i zwierzęta udomowione... Tu jeszcze warto dodać, że antybiotyki działają coraz słabiej, a badania nad bakteriofagami są prowadzone na pół gwizdka (o ile wogóle). Ale przy szybkich mutacjach nastawionych na Homo sapiens bakterii nie nadążymy z badaniem bakteriofagów.

Oczywiście, możliwe i wręcz wskazane jest eklektyczne traktowanie owych punktów, można też zaproponować własny podział (jestem ogromnie ciekaw !). Jednakże w rozmowach na tematy ogólne skłaniam się ku naturze ożywionej. W obrębie dawniejszych rozmów zacząłem rozważać sytuację, gdy dzięki technologiom zmieścimy się na Ziemi w 200 miliardów ludzi. Myślę, że dążenie do takiej sytuacji nie jest właściwe. Trzeba powstrzymać przyrost i jeśli czujemy się z tym źle, terraformizować Marsa. Sądzę, że jest to możliwe, choć trwać będzie wieki. Ale wtedy będziemy mieć nadzieję na czasowe zniesienie kontroli urodzeń.
30-01-2010 19:12 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Trzeba powstrzymać przyrost i jeśli czujemy się z tym źle, terraformizować Marsa.

Niestety, jak na razie wydajemy się skuteczni wyłącznie w deterraformizacji Ziemi.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
30-01-2010 20:46 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szczera prawda - nic dodać, nic ująć. Najzabawniejsze jest to, że Imperium Dobra i Cywilizacji, zwane inaczej USA, będąc najpotężniejszym państwem, ma szczególny udział w tym procesie i nie troszczy się o "jakieś bzdury".
30-01-2010 19:26 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)

>Oczywiście, możliwe i wręcz wskazane jest eklektyczne traktowanie owych punktów, można też zaproponować własny podział (jestem ogromnie ciekaw !). Jednakże w rozmowach na tematy ogólne skłaniam się ku naturze ożywionej. W obrębie dawniejszych rozmów zacząłem rozważać sytuację, gdy dzięki technologiom zmieścimy się na Ziemi w 200 miliardów ludzi.

Można budować miasta na i pod wodą. Słyszałeś o Piramidzie Kioto? Japonia ma plany, żeby takie cudo wybudować w Zatoce Tokijskiej. Wielki czworościan foremny z nanorurek węglowych, w pełni autonomiczny, tak, żeby mieszkańcy nie musieli z niego wychodzić i jednocześnie służacy za falochron ( mówimy tu o tsunami ) dla Tokio. Oglądałem kiedyś program na Discovery o tym i nie wiele się to od Star Treka różniło Miasta podwodne, unoszące się na głębokości kilkuset metrów pod wodą. Ziemia ma olbrzymią objętość do zapełnienia, więc jak trzeba będzie, to ludzie się zmieszczą. Aczkolwiek, o ile perspektywa podwodnych czy latających miast jest bardzo porywająca, wolałbym, żebyśmy nie musieli się tak cisnąć i populacja została ograniczona do 0.5-2 mld.

> Myślę, że dążenie do takiej sytuacji nie jest właściwe. Trzeba powstrzymać przyrost i jeśli czujemy się z tym źle, terraformizować Marsa.

Myślę, że takie myślenie jest bez sensu. Wyobraź sobie przeniesienie miliarda ludzi na Marsa. Tysiąc statków po tysiąc ludzi gdzie każdy robi tysiąc kursów. A w tym czasie ludzie na Ziemi mnożą się jak króliki. Po pewnym czasie, mnożą się też ludzie z Czerwonej. Ok, terraformujemy Wenus! (Księżyc już zajęty, na pewno zostanie zasiedlony przed Marsem, w dodatku brak atmosfery troche zmniejsza jego atrakcyjność). Co dalej? Europa, Ganimedes? Kalisto? ( Io sie chyba nie nadaje, jest jeszcze gorsza jak Wenus).

A może byśmy się przestali mnożyć jak króliki, zanim nam planet i paliwa do tych statków zabraknie?

Kolonizacja nie jest sposobem na przeludnienie, bo jeśli Stary Świat będzie sie rozmnażał w takim samym tempie to po kilku latach dojdzie do poprzdniego stanu, a Nowy Świat dopiero sie z rozmnażaniem rozkręci... I wtedy mamy podwójny problem.

>Sądzę, że jest to możliwe, choć trwać będzie wieki. Ale wtedy będziemy mieć nadzieję na czasowe zniesienie kontroli urodzeń.

Widzę, że nie zacząłeś jeszcze czytać Dysfunkcji Tam jest właśnie obraz naszej planety, z tak zniszczoną przyrodą, że ludzie muszą żyć w arkologiach ( miasto pod kopułą), bo poza nimi nie da się przeżyć i codziennie odlatują statki wywożące kolonistów.

W dodatku, rozwój techniki powoduje, że potrzebujemy coraz mniej rąk do pracy - fabryki są coraz bardziej zautomatyzowane i w zasadzie pracują same. Przy dalszym rozwoju robotyki spodziewam się, że w następnym wieku ludzka praca fizyczna będzie widmem przeszłości, a ludzie jedynie będą programować i nadzorować prace maszyn ( jak w "Limes inferior" ). To oznacza, że miliardy ludzi nie będą do niczego potrzebne. Kontrola prokreacji będzie nieunikniona. W dodatku, kapitalizm też tego nie wytrzyma. Niepotrzebnym ludziom bez pracy trzeba będzie po prostu dać chleb i igrzyska, bo przecież nie będą mieli jak za nie zapłacić.
30-01-2010 20:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Myślę, że takie myślenie jest bez sensu. Wyobraź sobie przeniesienie miliarda ludzi na Marsa. Tysiąc statków po tysiąc ludzi gdzie każdy robi tysiąc kursów. A w tym czasie ludzie na Ziemi mnożą się jak króliki. Po pewnym czasie, mnożą się też ludzie z Czerwonej. Ok, terraformujemy Wenus! (Księżyc już zajęty, na pewno zostanie zasiedlony przed Marsem, w dodatku brak atmosfery troche zmniejsza jego atrakcyjność). Co dalej? Europa, Ganimedes? Kalisto? ( Io sie chyba nie nadaje, jest jeszcze gorsza jak Wenus).


Masz rację, że przede wszystkim należy powstrzymać przyrost naturalny. Oczywiście, można zasiedlić morza, pustynie, tajgę, podziemne obszary Ziemi, a nawet Antartydę. Ale da to tylko wiek, może dwa. A może jeszcze mniej. Pomysł zasiedlania Marsa wydaje się zupełnie szalony, ale daje on dużo lepsze perspektywy, niż ściskanie się na Ziemi. Otóż uważam, że gdyby jakimś cudem się udało, w niewiarygodny sposób rozwinęłoby to kosmonautykę. Podróż Mars - ZIemia stałaby się codzienną rutyną, zaś budowa większych statków kosmicznych na orbitach planet staniałaby niewiarygodnie. Dla cywilizacji, która ma zwykłe, międzyplanetarne pociągi, pozyskiwanie surowców z planetoid i komet byłoby czymś normalnym. W dalszej fazie kolonizacji celem mogłaby być Wenus, a później inne układy gwiezdne. Pesymiści szerzą z gruntu nieprawdziwą tezę, że dystanse kosmiczne są zbyt wiele, aby podróżować międzygwiazdami. To nie prawda. Najbliższe gwiazdy mamy w odległości 4 - 6 lat świetlnych. Osiągnięcie połowy prędkości światła nie jest wcale futorologiczną utopią. Podróż trwałaby wtedy od 8 do 12 lat. Surowce potrzebne do napędu i budowy wielkich statków kolonizacyjnych mielibyśmy na planetoidach. Niektóre z nich są złożone niemal wyłącznie z żelaza, z pewnością nie trudno byłoby też znaleźć takie o dużej zawartości uranu itp. To samo dotyczy tlenu i wody. W międzyczasie być może stałaby się możliwa hibernacja. Biologia robi postępy.

Natomiast w szerszej perspektywie nie podoba mi się wizja "ludzkiej szarańczy", która po prostu mnoży i zasiedla. Działając w ten sposób moglibyśmy wejść w konflikt z bardziej inteligentną cywilizacją (o ile te istnieją) i zostać potraktowani tak jak szarańcza (bo co jest ciekawego w najeźdźcach, których głównym celem jest liczebność populacyjna?). Ale pierwszy okres kilkunastu tysięcy lat zasiedlania wszechświata mógłby dać nam spore atuty, takie jak budowanie gigantycznych akceleratorów i badanie możliwości kryjących się w fizyce einsteinowskiej i w fizyce kwantowej (a także w teorii strun, o ile ta by się okazała prawdziwa, lub w jakiejś innej teorii). Wtedy moglibyśmy być może odkryć inne sposoby przemieszczania się w czasoprzestrzeni.
stilgar (7322 punktów)

>Masz rację, że przede wszystkim należy powstrzymać przyrost naturalny. Oczywiście, można zasiedlić morza, pustynie, tajgę, podziemne obszary Ziemi, a nawet Antartydę. Ale da to tylko wiek, może dwa. A może jeszcze mniej. Pomysł zasiedlania Marsa wydaje się zupełnie szalony, ale daje on dużo lepsze perspektywy, niż ściskanie się na Ziemi. Otóż uważam, że gdyby jakimś cudem się udało, w niewiarygodny sposób rozwinęłoby to kosmonautykę. Podróż Mars - ZIemia stałaby się codzienną rutyną, zaś budowa większych statków kosmicznych na orbitach planet staniałaby niewiarygodnie. Dla cywilizacji, która ma zwykłe, międzyplanetarne pociągi, pozyskiwanie surowców z planetoid i komet byłoby czymś normalnym. W dalszej fazie kolonizacji celem mogłaby być Wenus, a później inne układy gwiezdne.

O, z tym się zgadzam, że kolonizacja Układu bardzo by nam rozwineła naukę i przemysł. Sprzeciwiałem się jedynie kolonizacji jako recepcie na przeludnienie.

>Pesymiści szerzą z gruntu nieprawdziwą tezę, że dystanse kosmiczne są zbyt wiele, aby podróżować międzygwiazdami. To nie prawda. Najbliższe gwiazdy mamy w odległości 4 - 6 lat świetlnych. Osiągnięcie połowy prędkości światła nie jest wcale futorologiczną utopią. Podróż trwałaby wtedy od 8 do 12 lat.

Z tym, że najbliższe nam gwiazdy nie mają żadnych planet. Póki co nie odkryliśmy ani jednej planety wielkości Ziemi, więc trudno nawet spekulować, w jakiej odległości mogłyby się znajdować, więc lot do nich trwałby co najmniej kilkadziesiąt lat, a pewnie i dłużej, jeśli doliczyć zatrzymywanie się przy mijanych gwiazdach w celu uzupełnienia paliwa. To by oznaczało albo wielopokoleniowe arki lub statki relatywistyczne. ( Ciekawe czy w przyszłości tłumaczenie znaczenia słowa "arka" będzie się zaczynać od "W starożytnej ziemskiej mitologii..."

> Surowce potrzebne do napędu i budowy wielkich statków kolonizacyjnych mielibyśmy na planetoidach. Niektóre z nich są złożone niemal wyłącznie z żelaza, z pewnością nie trudno byłoby też znaleźć takie o dużej zawartości uranu itp. To samo dotyczy tlenu i wody. W międzyczasie być może stałaby się możliwa hibernacja. Biologia robi postępy.
>Natomiast w szerszej perspektywie nie podoba mi się wizja "ludzkiej szarańczy", która po prostu mnoży i zasiedla.

W przypadku takiego zasiedlania głowne pytanie jakie trzeba sobie postawić to "po co". Przetrwanie gatunku jest chyba jedynym uzasadnieniem, bo przecież kolonie będą zbyt odległe i odizolowane od siebie aby móc prowadzić stałą wymianę towarowo-informacyjną.

>Działając w ten sposób moglibyśmy wejść w konflikt z bardziej inteligentną cywilizacją

Działając w jakikolwiek sposób możemy wejść z kimś w konflikt. Możemy wejść w niego nawet nic nie robiąc, bo dla tej cywilizacji możemy się po prostu wydać smaczni

>Ale pierwszy okres kilkunastu tysięcy lat zasiedlania wszechświata mógłby dać nam spore atuty

W skali tysiącletniej, nawet bez inżynierii genetycznej mogą się uwydatnić różnice między kolonistami zasiedlającymi różne planety - grawitacja, ciśnienie, masa czynników będzie wpływać i kształtować gatunek, a przy dodatku inżynierii, aby ułatwić życie w takich warunkach może się okazać, że przestaniemy być jednym gatunkiem.

> takie jak budowanie gigantycznych akceleratorów i badanie możliwości kryjących się w fizyce einsteinowskiej i w fizyce kwantowej (a także w teorii strun, o ile ta by się okazała prawdziwa, lub w jakiejś innej teorii). Wtedy moglibyśmy być może odkryć inne sposoby przemieszczania się w czasoprzestrzeni.
Możliwe, że odkryjemy tez, nie nie ma takiej potrzeby W przypadku ujarzmienia energii próżni loty w kosmos nie będą miały innej wartości jak turystyczna, bo przy takim źródle mocy będziemy mogli wszystko stworzyć na miejscu.
30-01-2010 21:40 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie wiem, czy hibernacja nie stanie się możliwa. Schodzimy na poziom biologii molekularnej, medycyna rozwija się szybko. Gdyby hibernacja była możliwa, również odległe o dziesiątki lat świetlnych planety mogły by być celem kolonizacji. Masz rację, że wzajemne powiązania pomiędzy tak odległymi siedliskami ludzkimi byłyby utrudnione. Ale można by na przykład przed wysłaniem kolonistów przygotowywać dla nich jakieś wieloletnie projekty naukowo, wydobywczo, ekonomiczne. Można by sobie wyobrazić planetę specjalizującą się w badaniu jakiegoś aspektu wszechświata i interakcje z nią innych planet co jakiś czas. Albo planetę wydobywającą bardzo rzadkie złoża, gdzie pozyskanie odpowiedniej ilości surowca zajmuje długie lata. Albo planetę wyspecjalizowaną w robieniu specjalnych statków, do odbioru po wykonaniu. To by pozwoliło zachować więzi.
30-01-2010 21:52 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>medycyna rozwija się szybko.

Ale wolniej od kolejek do lekarza.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
31-01-2010 04:47 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Z tym, że najbliższe nam gwiazdy nie mają żadnych planet. Póki co nie odkryliśmy ani jednej planety wielkości Ziemi, więc trudno nawet spekulować, w jakiej odległości mogłyby się znajdować, więc lot do nich trwałby co najmniej kilkadziesiąt lat, a pewnie i dłużej, jeśli doliczyć zatrzymywanie się przy mijanych gwiazdach w celu uzupełnienia paliwa. To by oznaczało albo wielopokoleniowe arki lub statki relatywistyczne. ( Ciekawe czy w przyszłości tłumaczenie znaczenia słowa "arka" będzie się zaczynać od "W starożytnej ziemskiej mitologii..."


Nie odkryliśmy, gdyż nie mieliśmy po temu narzędzi. Ale niebawem powinno się okazać jak jest . Ja z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczam, że planety skaliste nie są czymś wyjątkowym. Skoro w naszym Układzie Słonecznym mamy gazowe giganty i planety typu ziemskiego i ma to związek z mechaniką samego powstawania układu gwiezdnego, dziwne by wręcz było, gdyby gazowe giganty były czymś częstym, zaś planety skaliste nie. To samo dotyczy obserwacji planet przy najbliższych gwiazdach. Nie sądzę, abyśmy byli pewni, że nie krążą wokół nich planety typu ziemskiego.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Możliwe, że odkryjemy tez, nie nie ma takiej potrzeby W przypadku ujarzmienia energii próżni loty w kosmos nie będą miały innej wartości jak turystyczna, bo przy takim źródle mocy będziemy mogli wszystko stworzyć na miejscu.


No ja myślę, że poza celami turystycznymi pozostanie wiele naukowych. Już samo odkrycie nieinteligentnego życia, które wyewoluowało w inny sposób niż nasze będzie rewolucją. A szukanie inteligentnych sąsiadów? Natomiast jest możliwe, że jednak trzeba będzie wielkich akceleratorów (wielkości orbity Jowisza itp.), aby odkryć naprawdę przełomowe technologie.
31-01-2010 03:12 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Dla mnie odpowiedź na oba pytania jest taka sama - krótkoterminowe efekty są nieistotne ( bądź mało istotne). Zniszczenie przyrody w biednym kraju i walka z samą biedą doprowadzi do sytuacji, że kiedy kraj ten zacznie z biedy wychodzić będzie żył na pustyni, co go w efekcie znowu w tę biedę wepchnie.

I tu znów kłania się punk widzenia, z którego spoglądamy. Niekoniecznie myślenie długoterminowe jest akurat najbardziej sensowne. Z naszego punktu widzenia, oczywiście. Jesteśmy istotami ulotnymi więc zgoda na dzisiejsze wyrzeczenia w zamian za przyszłe plony jawi mi się jako chęć postrzegania świata oczami boga lub dowód na sprawnie działający instynkt przetrwania własnego gatunku.


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
PKowalski (1042 punktów)
Moim zdaniem, to jest jak z wartościami -- ważne są proporcje, które mogą być zmienne. Pewna równowaga, której się poszukuje, i która sprawia, że raz jedno, raz coś innego jest ważniejsze. Wiem, że to nie jest odpowiedź jakiej oczekujesz (w sensie wskazania najważniejszego), ale odczuwam, że to trochę tak, jakbyś zapytał, co jest w ukochanej tutaj ewolucji ważniejsze -- noga, głowa, ogon, czy układ pokarmowy
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się z tobą w stu procentach. A także zadaję pytanie - czy uważasz, że warto utrzymywać Parki Narodowe w biednych krajach? To jedno z pytań pozwalających wybrać punkt widzenia.
PKowalski (1042 punktów)
>A także zadaję pytanie - czy uważasz, że warto utrzymywać Parki Narodowe w biednych krajach?
Zależy za jakie pieniądze, że znowu się wymigam. Myślę, że biedne kraje mogą liczyć na finansową pomoc w takich przypadkach. ("Liczyć" nie znaczy, że są chętni do dawania, ale że mają prawo o nią walczyć, także przerzucając finansowanie na NGO.) Zresztą mogą starać się wylansować parki jako atrakcje turystyczne -- wcale nie jestem przekonany, że na tym by straciły...
30-01-2010 21:13 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Weżmy kraj targany w zasadzie wojną domową i pieniądze idące na utrzymanie Parku, który stał się de facto strefą eksterytorialną. Turystów nie ma, jedynie odważni biolodzy, opłacani strażnicy i zagraniczna dyrekcja (opisuję dość częstą sytuację).
Charczewski (4176 punktów)
>W obrębie rozmów prowadzonych na tym portalu zastanawiam się co jest naszym punktem odniesienia i
>co powinno nim być w refleksji możliwie jak najbardziej obiektywnej, racjonalnej. Mówimy o różnych
>zagadnieniach, i chcąc nie chcąc odnosimy je nie tylko do siebie (choćby przez sam fakt rozmowy). Co
Zastanawiałem się przez chwilę jak powinienem był rozpocząć dyskusję na tak przeogromny temat. Bibliografia na wymienione zagadnienia również jest potężna.Pojąłem ,że bez atomów materii i jego elementarnych składników (elektronów i kwarków) nie możemy jej prawdziwie opisać ani przewidywać skutków jej doboru naturalnego w postaci chociażby związków chemicznych a do tego jeszcze jest potrzebna znajomość czterech oddziaływań(słabych,silnych,elektromagnetycznych ,grawitacyjnych). W jednostce ludzkiej jako biologicznej i świadomej swojej tożsamości powstaje złożoność zależna od miliardów bitów. I ta jednostka wchodzi w relacje z miliardami jednostek na Ziemi.Uważam, że bardziej racjonalne spojrzenie osiągniemy z chwilą operowania komputerami kwantowymi i dzięki nim opracujemy dla całej ludzkości optymalną strategię, w której na pewno będzie uwzględniony podbój innych ciał kosmicznych przy współudziale nakładów wszystkich jednostek zdolnej do pracy.Oddziaływania cztery i cegiełki:kwarki, elektrony, jednostki ludzkie, to szkielet cywilizacji.

CHOLEWA
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Spojrzałeś z zupełnie innej strony. Ale rozumiem, że dla rozwoju takich technologii potrzebna by była współpraca ludzkości, niekoniecznie z chęcią zachowania Parków Narodowych?
diogenes (42753 punktów)
>w refleksji możliwie jak najbardziej obiektywnej, racjonalnej.

Refleksja obiektywna? Refleksja jest formą myślenia, którego "przedmiotem" jest sama myśl: u Platona było to poznanie poznania, u Arystotelesa myślenie myślenia. W kontekście tego, co proponujesz nie widzę powodów do zmiany tego nobliwego pojęcia. Refleksja jest ze swej istoty subiektywna

>myślenie jest dialogiem i przeciwieństwem jakkolwiek pojętego indywidualizmu

Gdyby tak było, nie odróżnilibyśmy Dialogów Platona od Metafizyki Arystotelesa. Gorzej: dyskutanci nie odróżnialiby sami siebie. Dialog można (i chyba należy) ująć jako komunikowanie się indywidualności. Ponadto: człowiek nie wyczerpuje się w myśleniu, a jeśli - to robi z siebie (idąc za Gombrowiczem) durnia.

Reszta zależy od tego, jak spojrzymy na te dwie kwestie.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Platon myślał o idealnym państwie. Bardzo dokładnie je opisał. Napisałbym - projekt na ludzkość.
30-01-2010 22:19 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Platon myślał o idealnym państwie.

Ideał w praktyce zalatuje zwykle faszyzmem. Tak ten poroniony pomysł ocenił np. Popper.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
w-o-w-o (692 punktów)
Jacku. Na Twoim wątku " czy można poraszać trudne tematy ?" napisałem ważną dla mnie wiadomość. Mógłbyś się do niej odnieść ?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mam nadzieję, że się odniosłem. Bo nie poinformowało mnie wcześniej, więc szukałem i się odnosiłem.
rudyment (3233 punktów)
>Co o tym sądzicie? Który punkt widzenia jest słuszny dla dyskusji o świecie, o przyszłości,

A co to znaczy "słuszny"? Jeśli znaczy to "skuteczny", to naukowy najlepiej się dotychczas sprawdza.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Naukowy. Ale jak to się ma do Parku Narodowego w biednym kraju? Albo do budżetu państwa? Ile należy dać na naukę, a ile na inne rzeczy? W oparciu o jaką strategię rozwojową? Moje pytanie ma też charakter społeczny. Co robić będąc członkiem społeczeństwa, na kogo głosować, w oparciu o jakie potrzeby (indywidualne, grupowe, przyrodnicze) formułować wypowiedzi zawierające ocenę działań innych ludzi, państw, organizacji. Przecież ciągle to tu robimy.
Scorp (5381 punktów)
>W obrębie rozmów prowadzonych na tym portalu zastanawiam się co jest naszym punktem odniesienia i
>co powinno nim być w refleksji możliwie jak najbardziej obiektywnej, racjonalnej. Mówimy o różnych
>zagadnieniach, i chcąc nie chcąc odnosimy je nie tylko do siebie (choćby przez sam fakt rozmowy). Co
>powinno być głównym punktem odniesienia?

Na te dziecinne pytania można odpowiedzieć tylko jedno: wszystko co wymieniłeś. Dlaczego dziecinne? - bo pytasz jak dziecko, które przeczytało książkę kucharską i teraz męczy matkę: mamusiu, no to co należy jeść? Jarzyny, białko, węglowodany czy tłuszcze? Wszystko, odpowie rozsądna matka, a co głównie, to zależy od posiłku.

Ale chciałbym odnieść się do jednej kwestii, lekceważąco i chyba bez zrozumienia potraktowanej przez Ciebie i stilgara. Chodzi o punkt 3. naród. Sztuczny punkt widzenia (Ty), bez sensu (stilgar). Dziwne stwierdzenia, jak na forum Racjonalisty. Dlaczego?

Dlatego, że pierwsze i ostatnie słowo powinno należeć do obserwowanej rzeczywistości, nie do naszych projekcji albo uprzedzeń.

Spójrz dookoła. Narodowe państwa, narodowe interesy, historia, doświadczenia, identyfikacja, wspólnota narodowa, nawet uczucia narodowe. Za każdym z tych określeń stoją czynniki, które - podoba się nam, czy nie - silnie oddziałują na ludzi, budzą emocje, organizują wspólne działanie, fundują poczucie przynależności. Jeżeli, jak napisałeś, opiera się to na zestawie symboli i uogólnień, to popełniasz błąd sądzenia po pozorach. Nieprędko wytworzyło się pojęcie narodu, ale kiedy już powstało to zorganizowało społeczności w jednostki wspólnotowe. Nawet w mozaikowym i młodym społeczeństwie Stanów Zjednoczonych określenie 'naród amerykański' oznacza bardzo wiele.

Naród, rozumiany jako społeczność państwa narodowego nie może być pominięty w żadnej dyskusji na tematy wskazane przez Ciebie (również te dotyczące całej ludzkości), ponieważ stan faktyczny jest taki, że ludzkość podzieliła się na narody i nie zamierza od tego odejść. Przypadek UE nie dowodzi, że narody zanikają, tylko że możliwe jest uzgodnienie celów, systemów prawnych i zasad współżycia różnych narodów żyjących na określonym terytorium.
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo się cieszę, że bronisz punktu 3. Mój topik został utworzony jako pytanie, więc twoje zwrócenie uwagi na ten punkt jest jak najbardziej na temat. Natomiast czy uważasz, że naród również dla ciebie jest istotnym punktem odniesienia? Znam osoby, które złoszczą się, iż ich dzieci zamieszkały poza Polską i mówią już w innym języku, a zwłaszcza ich dzieci. Oczywiście można i należy się odnosić do różnych punktów na raz, a także tworzyć nowe. Tym niemniej pojawiają się na tym forum pytania typu - "po co chronić naturę"?. Albo stwierdzenia - "u nas jest dobrze, a inni mają swoje problemy". Co znaczy "u nas"? Polskę, UE? Czy rozsądne jest oceniania zdarzeń z takiej "naszej" perspektywy?
31-01-2010 17:46 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Bardzo się cieszę, że bronisz punktu 3. Mój topik został utworzony jako pytanie, więc twoje zwrócenie uwagi na ten punkt jest jak najbardziej na temat. Natomiast czy uważasz, że naród również dla ciebie jest istotnym punktem odniesienia?

Tak chyba wynika z mojej wypowiedzi: jest istotnym, ale nie głównym we wszystkich sprawach.

>Znam osoby, które złoszczą się, iż ich dzieci zamieszkały poza Polską i mówią już w innym języku, a zwłaszcza ich dzieci.

Emigracja i wynarodowienie dzieci, to nie jest na ogół miła sytuacja dla rodziców. Nawet jeżeli warunki życia w danym kraju są bardzo trudne. Wyjątkiem jest, gdy te warunki są zabójcze, wtedy rodzice się cieszą, choć nie bez żalu jednocześnie. Sądzę, że to instynkt rodzinny tak działa.

>Tym niemniej pojawiają się na tym forum pytania typu - "po co chronić naturę"?.

Przyczyny leżą w obszarze pożytku jednostki a skutki są korzystne także dla narodu. Ochrona przyrody koliduje najczęściej z osiąganiem jakiegoś zysku a czasami wręcz z ekspansją populacji. W każdym przypadku oznacza to, że zbliża się niebezpieczeństwo zniszczenia przyrody, którego skutki będą złe także dla ludzi, po pewnym czasie. Banały.

>Czy rozsądne jest oceniania zdarzeń z takiej "naszej" perspektywy?

Własna perspektywa jest najbliższa, najbardziej znana i od niej trzeba zawsze zaczynać. Ale nie kończyć!
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jeśli chodzi o ochronę przyrody, to zazwyczaj trzeba spojrzeć z szerszej pespektywy, niż narodowa, chyba, że mieszka się w tak wielkich państwach, jak Rosja, Chiny, USA itp.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Co powinno być głównym punktem odniesienia?
Dla humanisty - człowiek.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale człowiek jest istotą społeczną, która wyrosła z innych form przyrody...
31-01-2010 22:24 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>Ale człowiek jest istotą społeczną, która wyrosła z innych form przyrody...
Ale społeczeństwo składa się z "człowieków" a cwaniacy pod chorągiewką dobra społeczeństwa pasożytują na człowieku i innych formach przyrody zapominając o tym, że są tylko ogniwem w łańcuchu ekosystemu tej planety. Bo im po chrzcie zostało "Czyńcie sobie ziemię poddaną" (Rdz 1, 28) i żadna apostazja tego wyplenić nie zdołała
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Masz rację . Ale zauważ, iż oceniłeś cwaniaków z innej perspektywy.
01-02-2010 00:13 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Masz rację . Ale zauważ, iż oceniłeś cwaniaków z innej perspektywy.
Swojej.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oceniałeś grupę osób z perspektywy osobistej. Nie pisałeś mi tu o sobie.
01-02-2010 11:04 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Oceniałeś grupę osób z perspektywy osobistej. Nie pisałeś mi tu o sobie.
A z jakiej to niby mam zrobić wg. Ciebie?
Pożyczyć sobie, z którejś ambony, taką grupowo stadną.
Do sklepów z poprawnością perspektywiczną jakoś mi nie po drodze.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mówiąc, że ludzie są cwani, dokonujesz oceny, w której zawiera się sąd wartościujący. Ów sąd oznacza, iż masz jakieś kryteria wartości oparte na twojej skali oczekiwań wobec innych ludzi. Czyli poruszasz się w grupie. Perspektywa czysto jednostkowa owocowałaby niechęcią do stwierdzeń, czy ktoś z kim się zetknąłeś jest cwany, śmieszny, chory, bliski lub daleki...
01-02-2010 22:08 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Mówiąc, że ludzie są cwani, dokonujesz oceny, w której zawiera się sąd wartościujący.
cwany pot. «przebiegły, radzący sobie w każdej sytuacji, często czyimś kosztem» za sjp
> Ów sąd oznacza, iż masz jakieś kryteria wartości oparte na twojej skali oczekiwań wobec innych ludzi.
Na czyjej tudzież jakiej wg. Ciebie powinny się opierać? (perspektywie)
>Czyli poruszasz się w grupie.
Nie. Mieszkam w wysokiej wierzy otoczonej szosą i mam karabin, który chroni mnie przed...
( i tutaj ... prośba o wsparcie bo sklep z artykułami rymarskimi czynny do 17:00)
>Perspektywa czysto jednostkowa owocowałaby niechęcią do stwierdzeń, czy ktoś z kim się zetknąłeś jest cwany, śmieszny, chory, bliski lub daleki...
To może podaj mi definicję takiej grupowej albo stadnej czy jakiej tam chcesz, która wg. Ciebie, zaowocowałaby chęcią do stwierdzeń, czy ktoś z kim się zetknąłem jest cwany.
Bo może mam jakąś inną od własnej tylko najzwyczajniej, jeszcze o tym nie wiem
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oceniając inne osoby nie jesteś w 100% indywidualistą. Naprawdę. Zastanów sie nad tym. Gdybyś nie liczył na interakcje z innymi, nie oceniałbyś ich. Tak jak nie zwracasz uwagi na niektóre ptaki etc. Nie piszesz, że skowronki są cwane. Z pewnością mniej myślisz o skowronkach niż o innych od ciebie ludziach. Rasowemu indywidualiście byłoby wszystko jedno, czy myśli o ludziach, czy o skowronkach. Nie powtarzałby też opinii po żadnym człowieku (czyli nie umiałby mówić na przykład).
02-02-2010 00:38 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Oceniając inne osoby nie jesteś w 100% indywidualistą.
>Naprawdę.
Ja jestem homo sapiens płci męskiej
Naprawdę.
>Zastanów sie nad tym. Gdybyś nie liczył na interakcje z innymi, nie oceniałbyś ich.
   Na czyjej tudzież jakiej wg. Ciebie powinny się opierać? (perspektywie)
Nad tym się zastanawiam.
Multitasking mi się zaciął a w kolejce mam:
   definicję takiej grupowej albo stadnej czy jakiej tam chcesz, która wg. Ciebie, zaowocowałaby chęcią do stwierdzeń, czy ktoś z kim się zetknąłem jest cwany.
   i może jakąś inną od własnej tylko najzwyczajniej, jeszcze o tym nie wiem

>Tak jak nie zwracasz uwagi na niektóre ptaki etc. Nie piszesz, że skowronki są cwane.
Jaskółki bardziej.
>Z pewnością mniej myślisz o skowronkach niż o innych od ciebie ludziach.
Psychoanalizę na odległość przeprowadziłeś?
>Rasowemu indywidualiście byłoby wszystko jedno, czy myśli o ludziach, czy o skowronkach.
>Nie powtarzałby też opinii po żadnym człowieku (czyli nie umiałby mówić na przykład).
Gdzieś to wyczytałeś czy znowu sam na to wpadłeś?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Drogi Smithcie - mam wrażenie, że masz wiele sensownych rzeczy do powiedzenia, ale ja nie do końca ciebie rozumiem. Myślę w zupełnie inny sposób. W tym wątku zawarłem pytanie, nie zaś odpowiedź. Nie zależy mi na ustalonej odpowiedzi. Mów co chcesz, bardzo się cieszę, właśnie o to mi chodziło, o różne spojrzenia. Jeśli myślisz o skowronkach częściej niż o ludziach - to dalej, pisz, to bardzo ciekawe. Gdzieś tam pisałeś o kulturze sufickiej. Znam trochę poezji sufickiej, głównie spisanej w oryginale po turecku, irańsku i w urdu. W tej poezji bardzo ważnym elementem jest słowik - "bulbul". Nie wiem, czy to słowo oryginalnie z tureckiego, czy irańskiego. Ja stawiam na turecki. W każdym bądź razie tych bulbulów jest w tej poezji sporo i można przypuszczać, że niektórzy poeci myśleli niekiedy częściej o słowikach, niż o ludziach
02-02-2010 13:16 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Drogi Smithcie - mam wrażenie, że masz wiele sensownych rzeczy do powiedzenia, ale ja nie do końca ciebie rozumiem.
Drogi Jacku nie po to zadaję Ci pytania, żeby Cię gnębić tylko po to, żebyś zrozumiał.
>Myślę w zupełnie inny sposób.
Do tego już kiedyś doszliśmy.
>W tym wątku zawarłem pytanie, nie zaś odpowiedź. Nie zależy mi na ustalonej odpowiedzi.
UG. powiedział kiedyś coś mądrego na temat pytań. W myśl tego twierdzenia nie stawiasz po prostu ustalonych pytań. Cokolwiek miałoby to ustalone oznaczać.
>Mów co chcesz, bardzo się cieszę, właśnie o to mi chodziło, o różne spojrzenia.
Bardzo się cieszę, że cieszysz się z wolności słowa.
>Jeśli myślisz o skowronkach (...) o słowikach, niż o ludziach
No i tym ptactwem, zrobiłeś już prawie "Romeo i Julię" z dyskusji o perspektywie, przechodząc od Rumiego do Szekspira. Co jest zresztą trafną alegorią do naszych rozmów na forum. Chcemy rozmawiać ale nasze rodzinne sposoby postrzegania rzeczywistości stoją na przeszkodzie w dyskusji i ściągają dialog w stronę polemiki. Moim zdaniem zupełnie nie potrzebnie.
Spróbuję pomóc Ci w rozwiązaniu Twojego koanu "Think different"
   Rzeczywistość jest jak pół butelki wódki. Ty mówisz, że pół już nie ma a ja, że pól jeszcze zostało.
Możemy się spierać o poprawność sposobu wyrażenia naszego nastawienia do ilości płynu, co ni jak nie wpływa na zawartość butelki.
Teraz o podejściu a raczej o moim rozumieniu różnicy pomiędzy pojęciami polemika i dyskusja.
Przykładowo Hindusi rozróżniają trzy główne rodzaje ludzkiego nastawienia. Wisznu-władza i chęć podporządkowania sobie, Siwa-otwartość i przyjmowanie, Kriszna- radość i oddanie się.
Po mojemu polemika jest domeną Wisznu zaś dyskusja Siwy.
   Jeżeli porównamy rozmowę do gry w tenisa to zrozumiemy lepiej Adamiakowe (ze względu na częstotliwość występowania w postach) pojęcie zysku w sensie dyskusji i polemiki.
Jeżeli gramy po to, żeby wygrać to skupiamy się na celności uderzenia, bo nasz zysk znajdujemy w niezdolności do odebrania piłki przez partnera w grze, który jawi się jako przeciwnik. Natomiast jeśli gramy po to by czerpać zysk z przyjemności gry skupiamy się na przyjęciu piłki uderzonej przez partnera, którego widzimy jako tego który oddaje nam piłkę.
   Teraz kwestia dobre złe w tym uproszczonym przykładzie. Bez skupienia na uderzeniu gra staje się nudna i zysk szlak trafia. Podobnie bez skupienia na przyjęciu nie ma szansy na uderzenie i też nici z zysku.
Najważniejsza jest uważność bo zetknięcie piłki z rakietą trwa tyle ile trwa.
Pozdrawiam.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cóż, taki tenis to wspaniała, ale też i trudna sprawa. Mało komu się udaje. Ciekawie przedstawiłeś cechy bogów i ciekawie ich wybrałeś. Kriszna, Wisznu, Sziwa - wybór wajsznawicki, jak sądzę . Słyszałem zupełnie odwrotne przypisanie cech Wisznu i Sziwie. Niektórzy Hinduiści dorzucili by też Brahmę, czyli obiektywizm. Słowa służące głównie ich prawdziwości, a przynajmniej temu, co się wydaje jak największą ich prawdziwością. Bez względu na to, jak są oceniane, czy też nieoceniane.

To mój temat. Moja propozycja. Nie raz i nie dwa słyszę mocne opinie z ust osób uważających się za istoty liberalne. Dlatego pytam się o to, co jest ich podstawą? Gdy na przykład Adamiak stwierdza, iż nie można narzucać mieszkańcom Borneo naszych obyczajów i kryteriów wartości (z czym zgadzam się w dużej mierze), patrzy być może na naród (cywilizację). Nie upieram się przy takich szufladkach, ale uważam też (ja - subiektywnie), iż byłyby pomocne, nie zależnie od tego, czy chcemy dzierżyć w rękach trójząb, dysk, czy flet.
03-02-2010 08:22 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>Cóż, taki tenis to wspaniała, ale też i trudna sprawa. Mało komu się udaje. Ciekawie przedstawiłeś cechy bogów i ciekawie ich wybrałeś. Kriszna, Wisznu, Sziwa - wybór wajsznawicki, jak sądzę .
Nie koniecznie. Wiele tradycji wyrosło z Wed ale to temat rzeka.
>Słyszałem zupełnie odwrotne przypisanie cech Wisznu i Sziwie.
Nie przypisałem im cech bo w tym kontekście są to tylko imiona przypisane symbolicznie do archetypów postaw ludzkich. Takie znaczenie tych imion tłumaczył mi koleś ze swojego rodzimego języka tamilskiego na angielski. Wątpię, żeby to on coś pokręcił ale ludzie lubią bawić się symboliką i najczęściej śmieszne rzeczy im z tych zabaw wychodzą jak np. teologia chrześcijańska.
>Niektórzy Hinduiści dorzucili by też Brahmę, czyli obiektywizm. Słowa służące głównie ich prawdziwości, a przynajmniej temu, co się wydaje jak największą ich prawdziwością. Bez względu na to, jak są oceniane, czy też nieoceniane.
Brahma to nie słowo obiektywizm tylko kolejna etykietka do tajemnicy istnienia. Każdy człowiek nosi go w sobie i może go doświadczyć przez praktykę: bhakti (pobożności), dżniany (wiedzy), jogi (jedności), lub dhjany (medytacji).
>To mój temat. Moja propozycja. Nie raz i nie dwa słyszę mocne opinie z ust osób uważających się za istoty liberalne. Dlatego pytam się o to, co jest ich podstawą?
Moja niewiedza która na trzy sposoby zmienia się w interesującą Cię podstawę.
>Gdy na przykład Adamiak stwierdza, iż nie można narzucać mieszkańcom Borneo naszych obyczajów i kryteriów wartości (z czym zgadzam się w dużej mierze), patrzy być może na naród (cywilizację).
Nie. Przypuszczam, że patrzy na ludzkie istoty, którym robi się wodę z mózgu po to by uszczęśliwić je na siłę wg. własnego wyobrażenia o szczęściu, jako fundament pod pasożytnictwo.
>Nie upieram się przy takich szufladkach, ale uważam też (ja - subiektywnie), iż byłyby pomocne, nie zależnie od tego, czy chcemy dzierżyć w rękach trójząb, dysk, czy flet.
Nazwałbym to raczej etykietkowaniem bo rzeczywistości nie pokroisz w kawałki.
Osobiście wolę np. kwiat lotosu. Ale o gustach się nie dyskutuje podobno.
04-02-2010 04:11 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Hymn Bogini (Rygweda mandala 10, sukta 125)

Podążam wraz z Rudrami, z Wasami przypływam,
a także z Aditjami. Wspieram zarówno Mitrę
i mądrego Warunę. Agniemu wciąż sprzyjam
i królewskiemu Indrze. Aświnów dwóch żywię.

Dbam o wrogów niszczących Somę oraz Twastę,
Puszana razem z Bhagą. Obdarzam bogactwem
tych, którzy dali prawo dla bogów obiacie,
chronię zawsze troskliwie czystych przez libację.

Jestem możną królową gromadzącą skarby,
we mnie tkwi moc poznania, władam tym co czczone,
bóstwa niosą mnie z sobą, rozsiewają w światy,
gdzie we wszystkim przebywam i wkraczam wciąż w nowe.

Ten, który coś spożywa, przeze mnie spożywa,
kto patrzy, kto oddycha, kto słyszy mówione,
przeze mnie wszystko czyni. Kto o mnie nie słyszał
zginie. Zatem ty słuchaj i ufaj mej mowie.

W prawdzie mówię o sobie, co chwalą bogowie
oraz wszyscy śmiertelni, gdyż to jest mą wolą.
Tego, który mnie sławi, nagradzam cudownie,
czyniąc go bliskim prawdy, co riszich ozdobą.

Ja napinam łuk Rudry, by zgładzić demony,
które niszczą braminów. Wiodę wojnę z ludźmi.
Przenikam wszystkie światy czuwając wśród ogni,
ja na czoła zakładam męstwa klejnot dumny.

Dotykam chwały królów. Zrodziłam się w wodzie
na samym środku głębin. Stamtąd się rozszerzam,
rozpościeram przez byty, każdy mam na drodze.
Moim ciałem nieb sięgam, stolic mocy boskiej.

Jak wiatr silny oddycham dając formę światom,
trwam także poza ziemią, za nieba granicą.
Tak przepastna istnieję, w wielkości nie słabnąc.

Tłumaczenie Jacek Tabisz

Lubię wiersze z Ryg Wedy . Niektóre są całkiem ateistyczne. Ten nie, ale bardzo piękny. Hindusi w większości uważają iż mówi o shakti.
setarkos (10757 punktów)
3a. Państwo

["Bez Państwa człowiek nie jest człowiekiem" /Platon/]
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Uważasz, że państwo należy chronić, czy też jesteś za powolnym jednoczeniem się państw narodowych w większe struktury?
setarkos (10757 punktów)
>Uważasz, że państwo należy chronić, czy też jesteś za powolnym jednoczeniem się państw narodowych w większe struktury?

Istnienie Państw stanowi strukturę. Tak ich jednoczenie (np. przez biznes), jak rozdrobnienie (np. przez narody) prowadzi do destrukcji.

Idea Państwa nie leży w domenie dążeń lecz konstatacji.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślisz, że UE jako sprawnie działające państwo nie jest możliwa?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365