Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bóg, a Diabeł.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
02-07-2011 01:19kacperdecz. (2 punktów)Bóg, a Diabeł.
Ocena 1 na 1
Ostatnio zastanawiałem się nad "wszechmogącością" Boga. Doszedłem do pytania na które cieżko mi odpowiedzieć, brzmi ono: "Skoro Bóg jest wszechmocny, wszechmogący (i jeszcze pare synonimow) to dlaczego nie mogłby zgładzic Szatana jak i piekła? Dlaczego nie mogłby zniszczyć swojego wroga przez którego my ludzie mamy problem ze stwierdzeniem co jest dobre a co złe?" Kieruje je do was drodzy myśliciele. Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 Dalej..
#76
22-07-2011 14:05
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
> Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.
Tzn, że wrażenia z zewnątrz bez modelu 'za oczami' pozwalającego je rozpoznawać, są jakby niewidoczne?
Czyli dla najwrażliwszych nawet oczu nie ma np. słonia bez wyobrażenia/nazwy 'słonia'?

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi setarkos

>Czyli dla najwrażliwszych nawet oczu nie ma np. słonia bez wyobrażenia/nazwy 'słonia'?

Mam bardzo zasadnicze pytanie do Pana, dlaczego Pan kieruje do mnie swoje zapytanie, skoro w moim poście napisałem tylko: Dziękuje już trochę rozumiem, choć zainspirował mnie Pan do dalszych lektur, aby ułożyć sobie, gdyż nie wiem na podstawie jakich informacji i jak dostarczanych mózg generuje dynamiczne modele?
A więc stwierdziłem, że muszę doczytać, aby właśnie to stwierdzenie Pana Fizyka zrozumieć.

PS. Na razie dotarłem do "Mózgu i jego modele", Michaela A. Arbiba, gdzie autor do badań Hubela i Wiesela się odwołuje. Czytam i staram się zrozumieć.
Wydaje się, że nie jest tak zupełnie proste. W świadomości następuje interakcja zwrotna. Np. mając zakodowany w świadomości model węża jako wroga potrafimy dostrzec węża nawet w korzeniu, ale tak bez korzenia, to raczej nie da rady.

Pozdrawiam.

@@@
.

#78
22-07-2011 15:37
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
> Dziekuję już trochę rozumiem, choć zainspirował mnie Pan do dalszych lektur

Bardzo miło. Po polsku wybór dobrych publikacji z kognitywistyki jest ograniczony. Polecam notatki z wykładów Włodzisława Ducha, który ma zdrowe podejście do tematu.

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi Fizyk
.
>Bardzo miło. Po polsku wybór dobrych publikacji z kognitywistyki jest ograniczony. Polecam notatki z wykładów Włodzisława Ducha, który ma zdrowe podejście do tematu.
Bez lektur (nie tylko "Notatek z wykładów", które już tu też polecałem) publikacji prof. Ducha, to bałbym się nawet odezwać.
Szukam materiałów i staram się doczytać, ale z tymi modelami, to nie tak prosto jest, o czym świadczą także przedstawione tu wątpliwości panów Astrotaurusa i Setakosa.

Pozdrawiam.

@@@
.

#80
22-07-2011 16:36
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi astrotaurus
>> Okazało się jednak, że świadomość wzrokowa nie działa w ten sposób, od dołu do góry, lecz na odwrót. Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.

> Świat, który widzimy wokół siebie jest światem wokół nas, a model generujemy na podstawie informacji z tego świata odbieranych. To tak, dla ścisłości.... wielu ludzi nie potrafi odróżnić modelu od świata, a również w tym wątku już nieco transcendencją zalatywało.

Wiem co chcesz powiedzieć, ale ściśle mówiąc... nie masz racji. Świata wokół siebie nie widzisz bezpośrednio (tak, tak - filozofowie mówiąc o niepoznawalności rzeczy "samych w sobie" mają w zasadzie rację, chociaż z tą transcendencją nie jest tak źle jak to niektórzy sugerują). To co widzisz bezpośrednio, to wytwór Twojego mózgu, Twojej wyobraźni. Postaram się Ci to udowodnić.

Jest takie złudzenie optyczne:

Jak patrzysz na tę maskę od strony wewnętrznej (po prawej na tym zdjęciu), to nie jest możliwe widzenie tej twarzy takiej jak jest, wklęsłej. Z odległości kilku metrów (lub zamykając jedno oko żeby nie widzieć stereoskopowo) zawsze widzisz twarz normalną, wypukłą. A to dlatego bo Twój mózg wyewoluował do modelowania tylko takich i nie jest w stanie wymodelować wynicowanej twarzy.

Możesz sobie jeszcze obejrzeć film z tą maską, choć nic nie zastąpi oglądania tego złudzenia w naturze, bo wtedy nie ma już żadnej wątpliwości gdzie jest model twarzy, a gdzie rzeczywista maska twarzy.

No więc ustaliliśmy, że jak patrzysz na wklęsłą stronę maski to to co widzisz nie jest tam przed Tobą ale w Twojej głowie. Ale tak samo jest gdy patrzysz na normalną, wypukłą stronę maski! I tak samo jest jak patrzysz na Twoje otoczenie, na ruch na ulicy, na chmury na niebie. Gdziekolwiek spojrzysz Twój mózg generuje niezwykle bogaty, zmieniający się model świata. Widzisz tylko ten model, nic innego.

QED

#81
22-07-2011 16:54
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi setarkos
>> Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym.

> Tzn, że wrażenia z zewnątrz bez modelu 'za oczami' pozwalającego je rozpoznawać, są jakby niewidoczne?

Zupełnie niewidzialne.

> Czyli dla najwrażliwszych nawet oczu nie ma np. słonia bez wyobrażenia/nazwy 'słonia'?

Słoń (a dokładniej goryl) może Ci przejść przed nosem, a Ty go nie zauważysz jak go sobie nie wyobrazisz. Nie wierzysz? mamzdrowie.pl/zagadka-niewidzialnego-goryla/

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi Fizyk
Ciekawe, że ja widzę wklęsłość maski do chwili, gdy nie pojawi się wyraźne "oko". Od tego momentu widzę dwie wypukłe maski, jakby "cielista" wysuwała się z pomalowanej:






Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)

#83
22-07-2011 18:42
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi Fizyk

>Wiem co chcesz powiedzieć, ale ściśle mówiąc... nie masz racji. Świata wokół siebie nie widzisz bezpośrednio (tak, tak - filozofowie mówiąc o niepoznawalności rzeczy "samych w sobie" mają w zasadzie rację, chociaż z tą transcendencją nie jest tak źle jak to niektórzy sugerują). To co widzisz bezpośrednio, to wytwór Twojego mózgu, Twojej wyobraźni. Postaram się Ci to udowodnić.

Wiem co chcesz powiedzieć, ale ściśle mówiąc... nie masz racji.
Zacytowałem z Ciebie to "widzenie wokół" i nieporozumienie poleciało dalej, choć celowo mówiłem o generowaniu modelu na podstawie informacji ze świata.

>No więc ustaliliśmy, że jak patrzysz na wklęsłą stronę maski to to co widzisz nie jest tam przed Tobą ale w Twojej głowie.
Ba! Poszedłbym dalej i palmę pierwszeństwa w ustalaniu takich rzeczy przyznał Demokrytowi, że tam nie ma nawet żadnych masek - są tylko atomy (w zaktualizowanym rozumieniu) i przestrzeń, a reszta to interpretacje.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

maceox (6766 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
>Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.
zastanawiam, się tylko jak rozumieć "standard życia" i o jaki standard na prawdę chodzi. Jeśli przyjmiemy, zgodnie z powszechną chyba opinią, że najwyższy obecnie standard życia panuje w krajach niegdyś zwanych pierwszym światem, tzn. w zasadzie głównie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej (chyba ciągle jeszcze tam właśnie) - to nie wiem, czy nie należałoby tego standardu raczej obniżyć. Nie dysponuję tu szczegółowymi badaniami, ale o ile się nie mylę, to właśnie w tych krajach największy jest odsetek ludzi cierpiących na depresję i nerwicę.

Jeszcze w szkole dość mocno wpłynęła na mnie książka Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat". Huxley prawie 30 lat po jej publikacji napisał książkę "Nowy wspaniały świat poprawiony". Analizował w niej jak bardzo i jak szybko spełniała się jego powieściowa wizja. Ciekawe, co by powiedział dzisiaj.

pozdrawiam

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi kulka_na_mole
.
>Ciekawe, że ja widzę wklęsłość maski do chwili, gdy nie pojawi się wyraźne "oko". Od tego momentu widzę dwie wypukłe maski, jakby "cielista" wysuwała się z pomalowanej.
Ciekawość idzie dalej. Gdy oglądałem zdjęcie, to widziałem dwie wypukłe maski - pomalowaną i niepomalowaną, ale gdy oglądałem filmik, to już wyraźnie zauważałem wklęsłość. Ciekawe co bym widział, gdybym oglądał obracającą się maskę bezpośrednio?

To, że nasz wzrok można oszukać wiedzieli już starożytni.
Natomiast zrozumienie, że (Tu za Fizykiem) Świat, który widzisz wokół siebie jest dynamicznym modelem generowanym przez Twój mózg. Oczy służą jedynie do sprawdzania zgodności tego modelu ze światem rzeczywistym. Działa to zaskakująco dobrze, ale nie idealnie, o czym świadczą złudzenia optyczne. Jest znacznie trudniejsze.

Gdyż powstanie zdarzenia umysłowego wymaga rezonansu pomiędzy stanami zapamiętanymi (oczekiwaniami) i stanem bieżącym (np. doświadczeniem zmysłowym), czyli aktualizacji potencjalnych stanów wewnętrznych które ulegają modyfikacji przez zewnętrzne bodźce; rezultaty przechowywane są są jako nowe ślady pamięci. (W.Duch)

Bez zwrócenia tu szczególnej uwagi na szybkość (dynamikę) weryfikacji modelu przez informację płynącą ze wzroku, proces jest trudny do zrozumienia. Modele, pomimo możliwości zafałszowań naszego oglądu, przyspieszają nasze reakcje i chyba o to właśnie chodziło w procesie ewolucyjnym.

Pozdrawiam.

@@@
.

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi maceox
.
>>>>Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.
>zastanawiam, się tylko jak rozumieć "standard życia" i o jaki standard na prawdę chodzi.
Mierniki społecznego dobrobytu opierają się na wskaźnikach ilościowych, a głównym celem ich twórców było pokazanie stopnia zaspokojenia potrzeb. W tym celu, na podstawie mierników poszczególnych potrzeb, tworzy się agregaty obejmujące grupy potrzeb, które z kolei mogą być dalej agregowane do postaci jednego syntetycznego wskaźnika. Z reguły jego wyrazem są punkty w przedziale od 0 do 100. Poszczególne propozycje różnią się między sobą doborem zmiennych, charakteryzujących zaspokojenie poszczególnych potrzeb oraz metodami agregacji. Obecnie do najczęściej stosowanych mierników dobrobytu społecznego, zgodnie z zaleceniami UNCTAD, należą wskaźniki: długości życia, dostępu do edukacji, poziomu wykształcenia i dostępności usług medycznych.

Mierniki psychicznego dobrobytu opierają się na badaniach subiektywnych odczuć członków danego społeczeństwa. Ich wyniki są przydatne głównie dla polityków. Ze względu na przyjęte założenia, metody te uniemożliwiają jednak obiektywne porównanie poziomu dobrobytu między różnymi społeczeństwami.
I szerzej:
www.univ.r(*)cje/nierownosci/wyklady/02.doc

>Jeśli przyjmiemy, zgodnie z powszechną chyba opinią, że najwyższy obecnie standard życia panuje w krajach niegdyś zwanych pierwszym światem, tzn. w zasadzie głównie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej (chyba ciągle jeszcze tam właśnie) - to nie wiem, czy nie należałoby tego standardu raczej obniżyć. Nie dysponuję tu szczegółowymi badaniami, ale o ile się nie mylę, to właśnie w tych krajach największy jest odsetek ludzi cierpiących na depresję i nerwicę.
Nie bezpośredniej korelacji pomiędzy wysokim PKB, a społecznymi odczuciami dobrobytu. Tym bardziej między PKB, a powszechnymi odczuciami możliwości samorealizacji.

>Jeszcze w szkole dość mocno wpłynęła na mnie książka Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat". Huxley prawie 30 lat po jej publikacji napisał książkę "Nowy wspaniały świat poprawiony". Analizował w niej jak bardzo i jak szybko spełniała się jego powieściowa wizja. Ciekawe, co by powiedział dzisiaj.
Wszystkie poznane utopie wywoływały we mnie wrogie nastawienie do prze-ideologizowanej rzeczywistości. Tak ogólnie jestem niewierzącym, więc tym bardziej nie mogę uwierzyć w żadne raje zbudowane przez ludzi. Znam przerażającą historię chrześcijaństwa, znam historię komunizmu stalinowskiego i pol-potowskiego. Nie wierzę nigdy i nikomu w żadne najpiękniejsze idee.
Pragmatyzm i jak największa i jak najszersza kontrola społeczna, a więc demokracja - schodząca do najniższych szczebli - pozwala na zmniejszenie tych zagrożeń, ale ich wcale nie niweczy.
W społeczeństwie (szczególnie polskim) ciągle jest potrzeba na dobrego sprawiedliwego przywódcę, który załatwi wszystko.
Jak nie może być rzeczywistym, to chociaż Chrystusa na króla powołajmy.

Pozdrawiam.

@@@
.

maceox (6766 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
>>>>>Trzeba podwyższyć poziom samorealizacji, czyli standard życia i depresyjność spadnie.
>>zastanawiam, się tylko jak rozumieć "standard życia" i o jaki standard na prawdę chodzi.
>[color=blue]Mierniki społecznego dobrobytu Obecnie do najczęściej stosowanych mierników dobrobytu społecznego, zgodnie z zaleceniami UNCTAD, należą wskaźniki: długości życia, dostępu do edukacji, poziomu wykształcenia i dostępności usług medycznych.

Ale te kryteria społecznego dobrobytu są w największym stopniu spełnione właśnie w tych częściach świata, w których zdecydowanie najwyraźniej występuje problem depresji i nerwic. Te dolegliwości są wręcz zaliczane do chorób cywilizacyjnych:

" Nerwica jest nierozłącznie związana z rozwojem cywilizacji. W ostatnich czasach obserwuje się wzrost liczby objawów nerwicowych w populacji ludzkiej. Istotna rolę odgrywają potęgujące się czynniki nerwicogenne, do których zalicza się:
stały pośpiech, narastającą rywalizację, narastającą potrzebę osiągnięcia sukcesu, urbanizację, pociągającą za sobą zmniejszenie przestrzeni życiowej, konieczność kontaktu z bardzo wieloma ludźmi, hałas i różnego rodzaju wpływy fizyczne i chemiczne, kryzys więzi rodzinnych.
Czynniki jatrogenne nerwicy:
zbyt łatwe i częste przepisywanie leków, wiara w to, że na każdą dolegliwość (nawet błahą) można zastosować jakiś preparat wiąże się ze skutkami ubocznymi takimi jak: bezsenność, uzależnienie od leków
".

>Nie [ma] bezpośredniej korelacji pomiędzy wysokim PKB, a społecznymi odczuciami dobrobytu. Tym bardziej między PKB, a powszechnymi odczuciami możliwości samorealizacji.
I otóż to! W pełni zgadzam się z tym, że trzeba podnieść poziom samorealizacji, by spadła depresyjność. Jednak najwyraźniej podane przez Pana i powszechnie stosowane kryteria mierniki społecznego dobrobytu (długość życia, dostęp do edukacji, poziom wykształcenia i dostępność usług medycznych) nie gwarantują samorealizacji, a wręcz tam, gdzie są spełnione, problem, o którym mówimy występuje z największym nasileniem.
Oczywiście moja propozycja, by w takim razie tak rozumiany standard życia obniżyć jest ironiczna. Nie można na poważnie postulować zmniejszenia długości życia, dostępu do edukacji, poziomu wykształcenia i dostępności usług medycznych. Trzeba natomiast szukać innego standardu, który pozwoliłby przy zachowaniu tych bezsprzecznie pozytywnych osiągnięć nowoczesnej cywilizacji wyeliminować jej skutki uboczne.
W pełni zgadzam się z Panem, że należy podwyższyć poziom samorealizacji. Pozostaje natomiast aktualne pytanie, jak to uczynić.
Uważam, że jakkolwiek problem ten ma wymiar społeczny, to jego rozwiązanie jest możliwe tylko na poziomie każdej poszczególnej jednostki.
" Samorealizacja, samourzeczywistnianie, samoaktualizacja - w psychologii to stałe dążenie do realizacji swojego potencjału, rozwijania talentów i możliwości, proces stawania się "tym, kim się chce być" (a nie tym, kim się jest), dążeniem do wewnętrznej spójności, jedności z samym sobą, spełnienia swojego przeznaczenia lub powołania."
Kwestią podwyższenia poziomu samorealizacji zajmują się właśnie psychologowie - u nich w największym stopniu szukałbym odpowiedzi na to pytane, na pewno bardziej niż u polityków, duchownych, czy uczonych w naukach przyrodniczych.
Powołam tu tytułem przykładu chociażby samego tylko Ericha Fromma i jego książki takie, jak "Mieć czy być". Moim zdaniem tego rodzaju podejście do tematu trafia najdokładniej w problem potrzeb człowieka w nowoczesnym społeczeństwie (wcale niekoniecznie nieaktualnie, w każdym razie jeśli chodzi o sam sposób analizy). Tak więc w kwestiach samorealizacji oddałbym głos właśnie jednak psychologom (przy czym nie widzę tu szczególnego pola popisu dla psychologii poznawczej, a raczej właśnie dla szeroko pojętej psychoterapii i psychologii humanistycznej).

>Wszystkie poznane utopie wywoływały we mnie wrogie nastawienie do prze-ideologizowanej rzeczywistości.
>Pragmatyzm i jak największa i jak najszersza kontrola społeczna, a więc demokracja - schodząca do najniższych szczebli - pozwala na zmniejszenie tych zagrożeń, ale ich wcale nie niweczy.
Jeśli chodzi o kwestię totalitaryzmu, a w więc bezpośredniego zniewolenia przez władzę, to powołałbym bym raczej Orwella. Książkę Huxleya "Nowy wspaniały świat" odebrałem bardziej jako przestrogę przed tym, do czego może doprowadzić postęp cywilizacyjny poza efektami zamierzonymi.
>W społeczeństwie (szczególnie polskim) ciągle jest potrzeba na dobrego sprawiedliwego przywódcę, który załatwi wszystko.
>Jak nie może być rzeczywistym, to chociaż Chrystusa na króla powołajmy.

Przy zagrożeniach dzisiejszego świata spowodowanych przez samego człowieka, gdzie obstawiać można, co nastąpi prędzej - unicestwienie człowieka w wyniku wojny jądrowej, czy też w wyniku zniszczenia środowiska naturalnego - to ta potrzeba silnego przywódcy, o której Pan pisze jest tak bardzo naiwna, że aż romantyczna i wręcz łezka się od niej w oku kręci. Aczkolwiek również tu nie należy bagatelizować. Zanim ludzkość wyginie może się nam przytrafić jeszcze paru niezłych dyktatorów.

Oczywiście naiwnością byłoby z kolei twierdzić, że tym globalnym zagrożeniom bezpośrednio zapobiegną psychologowie. Jednak gdyby w znacznej mierze podnieść stopień dobrze pojętej samorealizacji - samorealizacji nieegoistycznej, a uwzględniającej innych i świat - to może coś tam mogliby oni jednak zdziałać. Tak przy okazji - nauka może zarówno pomóc, jak i przeszkodzić - wszystko zależy od jej zastosowania. To człowiek decyduje o tym zastosowaniu. W każdym razie ja w to wierzę.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi maceox
.
>Ale te kryteria społecznego dobrobytu są w największym stopniu spełnione właśnie w tych częściach świata, w których zdecydowanie najwyraźniej występuje problem depresji i nerwic.
Tylko w dużym uogólnieniu. W różnych krajach różnie to wygląda i zależy to zarówno od instrumentów społecznych, jak i ilości światła słonecznego.

>Te dolegliwości są wręcz zaliczane do chorób cywilizacyjnych:
Tak.

>" Nerwica jest nierozłącznie związana z rozwojem cywilizacji. W ostatnich czasach obserwuje się wzrost liczby objawów nerwicowych w populacji ludzkiej. Istotna rolę odgrywają potęgujące się czynniki nerwicogenne, do których zalicza się:
>stały pośpiech, narastającą rywalizację, narastającą potrzebę osiągnięcia sukcesu, urbanizację, pociągającą za sobą zmniejszenie przestrzeni życiowej, konieczność kontaktu z bardzo wieloma ludźmi, hałas i różnego rodzaju wpływy fizyczne i chemiczne, kryzys więzi rodzinnych.
Wikipedia: Zaburzenia nerwicowe zwane potocznie nerwicami (albo: neurozami) - grupa zaburzeń psychicznych o bardzo rozmaitej symptomatyce, definiowana jako zespoły dysfunkcji narządów, psychogennych zaburzeń emocjonalnych, zakłóceń procesów psychicznych i patologicznych form zachowania występujących w tym samym czasie i powiązanych ze sobą wzajemnie.

Charakterystyczne jest to, że chory często zdaje sobie sprawę z absurdalności swoich objawów (natręctw, fobii) czy braku podstaw swoich objawów somatycznych, jednakże zmuszony jest do ich powtarzania. Między innymi ta cecha - krytycyzm wobec swoich objawów - różni nerwicę od psychozy.


>Czynniki jatrogenne nerwicy: zbyt łatwe i częste przepisywanie leków, wiara w to, że na każdą dolegliwość (nawet błahą) można zastosować jakiś preparat wiąże się ze skutkami ubocznymi takimi jak: bezsenność, uzależnienie od leków".
W uogólnieniu - to tylko propaganda zwolenników psychoterapii, choć w konkretnych przypadkach tak mogło się zdarzyć.

>Trzeba natomiast szukać innego standardu, który pozwoliłby przy zachowaniu tych bezsprzecznie pozytywnych osiągnięć nowoczesnej cywilizacji wyeliminować jej skutki uboczne.
Trzeba.
Tylko brak tym zainteresowanych. Zgodnie z kapitalistyczną ideologią motorem ludzkich działań jest zysk.
Kto za to ma zapłacić?

>W pełni zgadzam się z Panem, że należy podwyższyć poziom samorealizacji. Pozostaje natomiast aktualne pytanie, jak to uczynić.
Tylko i wyłącznie politycznie. Przez wybory społeczne zgodne z własnymi interesami, a nie interesami propagowanymi przez media. Wiem, że to większa utopia niż komunizm, ale pomarzyć dobra rzecz.

>Uważam, że jakkolwiek problem ten ma wymiar społeczny, to jego rozwiązanie jest możliwe tylko na poziomie każdej poszczególnej jednostki.
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Jednostki sobie realizację załatwiają jak mogą w określonej rzeczywistości i jest to ich indywidualna sprawa. Politycznie jest konieczność zwiększenia tych indywidualnych możliwości. Są to wybory polityczne, a polityków wybiera społeczeństwo. Rzadko we własnym interesie.

* * * * *
>"Samorealizacja, samourzeczywistnianie, samoaktualizacja - w psychologii to stałe dążenie do realizacji swojego potencjału, rozwijania talentów i możliwości, proces stawania się "tym, kim się chce być" (a nie tym, kim się jest), dążeniem do wewnętrznej spójności, jedności z samym sobą, spełnienia swojego przeznaczenia lub powołania."
Dokładnie o taką samorealizację mi chodzi.

>Kwestią podwyższenia poziomu samorealizacji zajmują się właśnie psychologowie - u nich w największym stopniu szukałbym odpowiedzi na to pytane, na pewno bardziej niż u polityków, duchownych, czy uczonych w naukach przyrodniczych.
Zupełnie się z tym nie zgadzam.
Zajmowanie się psychologią to tylko jedna z możliwości. Zostanie kapłanem - drugą.
Zrealizowali się, to Szczęść im Boże!

Zwiększenie potencjału samorealizacji jednostek zależy tylko i wyłącznie od społecznych decyzji politycznych.
Na przykład zwiększenia wydatków na powszechną oświatę, naukę, zdrowie - zdecydowanie zwiększa procent samorealizacji i zmniejsza zapotrzebowanie na różnego rodzaju psychiczne terapie.

>Tak więc w kwestiach samorealizacji oddałbym głos właśnie jednak psychologom (przy czym nie widzę tu szczególnego pola popisu dla psychologii poznawczej, a raczej właśnie dla szeroko pojętej psychoterapii i psychologii humanistycznej).
Właśnie jest to dla mnie tylko propagandowym oszustwem. Plastrem na poważną wewnętrzną chorobę kapitalistycznych społeczeństw.
Tylko proszę o nieodebranie tego jako mojego ataku na psychologię i psychiatrię. Uważam, że są bardzo potrzebne i w ich ramach dokonywane jest bardzo dużo społecznie użytecznych działań, nie mówiąc już o aspektach poznawczych. Ja tylko tu twierdzę, że nie są w stanie załatwić społecznego problemu indywidualnej samorealizacji - to mogą załatwić tylko i wyłącznie decyzje polityczne.

Pozdrawiam.

@@@
.

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi maceox
.
>>>>Wszystkie poznane utopie wywoływały we mnie wrogie nastawienie do prze-ideologizowanej rzeczywistości. Pragmatyzm i jak największa i jak najszersza kontrola społeczna, a więc demokracja - schodząca do najniższych szczebli - pozwala na zmniejszenie tych zagrożeń, ale ich wcale nie niweczy.
>Jeśli chodzi o kwestię totalitaryzmu, a w więc bezpośredniego zniewolenia przez władzę, to powołałbym bym raczej Orwella. Książkę Huxleya "Nowy wspaniały świat" odebrałem bardziej jako przestrogę przed tym, do czego może doprowadzić postęp cywilizacyjny poza efektami zamierzonymi.

A mnie nie chodziło ani o Orwella, ani o Huxleya - chodziło mi o wszystkie próby urządzenia świata - typu: dajcie mi władzę, to ja was urządzę - których próby są permanentnie podejmowane (nawet we współczesnej Polsce), a przez pisarzy jako "utopie" opisane.

Pozdrawiam.

@@@
.

maceox (6766 punktów)Odp: Bóg, a Diabeł.
W odpowiedzi Fizyk
Alva Noë pisze[/url]:
> Cytat:
Imagine that we find the Holy Grail of neurobiology, the patterns of neural activation that correlate perfectly with different events in our mental lives. We would still never understand or make sense of why those correlations exist. There is no intrinsic relationship between the experience and the neural substrates of the experience.

>Jest takie powiedzenie: nigdy nie mów "nigdy". W tym wypadku jeszcze większa ironia mówienia, że "nigdy nie zrozumiemy dlaczego aktywność pewnych ośrodków mózgowych jest skorelowana z pewnymi myślami", polega na tym, że to akurat już wiemy.
Jednak bezpośredniego związku przyczynowego w sensie wytłumaczenia krok po kroku, w jaki sposób z konkretnego oddziaływania neuronów miałaby się wyłaniać jakaś myśl, czy cała świadomość chyba jednak jeszcze nie znamy. Noe mówi w tym miejscu właśnie tylko tyle, że nawet gdybyśmy poznali korelaty wszystkich możliwych doświadczeń, to sama ta wiedza nie oznaczałaby jeszcze, w jaki dokładnie sposób z neuronów wyłania się świadomość.
>Istnieje bogata literatura o mechanizmach uczenia się sieci neuronowych, zarówno naturalnych jak i sztucznych, i w ogólności dobrze wiemy jak powstają neuronowe reprezentacje świata zewnętrznego.
Słowa "uczenie się" należałoby napisać w cudzysłowiu. Jesto to antropomorfizacja zjawiska fizycznego. Myślę, że "dobrze wiemy" to jest za dużo powiedziane. Ja bym powiedział, że wiemy trochę o tym, jak powstają neuronowe reprezentacje świata zewnętrznego. Jednak praktycznie nic nie wiemy o tym, w jaki sposób, poprzez jakie oddziaływanie, poprzez jakie związki przyczynowe z neuronów powstaje świadomość - nawet jeśli zaobserwowano, że przy niektórych ludzkich doświadczenia aktywują się określone neurony. To jest bardziej obserwacja jednoczesnego występowania jednego i drugiego, a nie wyjaśnienie związku przyczynowego między nimi. To chyba miał na myśli Noe.

>Następnie Noë postuluje:
> Cytat:
We always need to look at what factors bring the two together. The environment, other people, our needs and desires -- all these things exist outside the brain and have to be seen as essential parts of our selves and consciousness. So we aren't just our brains, we're not locked inside our craniums; we extend beyond our skulls, beyond our skin, into the world we occupy.

>No i tu się zagalopował. Bo chociaż wpływ otoczenia na kształtowanie się świadomości jest prawdą, wręcz oklepaną, to jednak powiedzieć, że "rozciąga się ona poza naszą czaszkę" jest naiwną pomyłką. To, że świadomość modeluje świat zewnętrzny, nie znaczy, że model ten istnieje w jakimkolwiek sensie poza modelującą do siecią neuronową.
Tak zgadzam się, uważam, że brak jest podstaw dla tej jego tezy. Natomiast rzeczywiście podstawy dla przyjęcia, że świadomość pochodzi z aktywności neuronów (albo poprzez aktywność neuronów) rzeczywiście istnieją, bo znaleziono korelaty. Pozostaje pytanie "jak?"

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365