. > >>>Dawkins zaś mocno trzyma się Ziemi w "filozofię" popadając tam tylko, gdzie to dydaktycznie niezbędne - czyli raczej często, ale to już nie jego wina.> No ja bym z tym ostrożnie. Samolubny gen jak i (a może szczególnie) fenotyp rozszerzony to bardziej koncepcje filozoficzne - reinterpretując wiedzę naukową - niż cokolwiek innego. A to w końcu dwa główne składniki jego wkładu w myśl światową.Pan mówi o tym co być powinno i z czym się całkowicie zgadzam. Nie jest możliwe współczesne uprawianie filozofii bez uwzględnienia aktualnego poziomu wiedzy nauk przyrodniczych. Natomiast doskonale Pan wie, że spora grupa polskich filozofów chrześcijańskich uprawia filozofię tak, jakby Darwina (znowu ciekawy filozof) nigdy nie było. Oczywiście, że w paradygmacie naukowym zawarte są założenia filozoficzne, lub nawet paradygmat został na nich zbudowany, ale spokojnie możemy uznać, że obie dziedziny (nauki przyrodnicze i filozofia) mogą zachować i zachowują dużą suwerenność. Proszę zobaczyć jak wpływał spór filozofów nauki - powiedzmy od Macha do Laudana na uprawianie nauki, a nawet jaka była znajomość tego sporu wśród uczonych nauk przyrodniczych. Moim zdaniem, uczeni ledwie ten spór zauważali i spokojnie uprawiali swoje dziedziny. Oczywiście jest to tylko uogólnienie - były także ciekawe wyjątki (np. Kuhn był i fizykiem i filozofem). Tak, czasem współcześni uczeni - nie mając "stosownego" filozoficznego przygotowania, a nawet często nie zdając sobie sprawy z tego - rozwiązują "wieczne pytania filozoficzne". Tak, jest i z Dawkinsem i tak jest i z Damásio i tak jest z wieloma innymi uczonymi. Pozdrawiam. @@@ . |