Racjonalista - Strona głównaDo treści
Niewierzący w niebie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
04-05-2012 01:37maceox (6766 punktów)Niewierzący w niebie
Ocena 9 na 11
Niosę Wam niezłą nowinę:

Jeśli Bóg istnieje, to do nieba jako pierwsi powinni trafić niewierzący.
Skoro bowiem Bóg obdarzył człowieka rozumem, to grzechem byłoby nie korzystać z niego w pełni.

Wiara polega na zaniechaniu ze skorzystania z rozumu, a Bóg powinien nagrodzić tych, którzy nie odrzucają jego darów.

Skoro poznajemy świat poprzez zmysły, a te mogą tylko napotkać doznania naturalne, a i umysł w pełni naturalnie bierze się z mózgu, to bluźnierstwem byłoby przyjąć, że można spotkać Boga.

Jeśli Bóg istnieje, to tak nas skonstruował, że nie możemy się o nim niczego dowiedzieć. Ukrył się przed nami, a skoro tak, to nie mamy żadnego prawa domniemywać czegokolwiek w przedmiocie jego istnienia. Byłoby to bluźnierstwo popełnione z pychy człowieka pragnącego stwierdzić coś o czymś, o czym nic nie wiadomo, bo nikt się z tym w żaden sposób nie zetknął i zetknąć nie mógł.

W tym kontekście należy właśnie odczytywać Pismo (i pewnie również inne Pisma):
"Jestem który jestem" jest co najwyżej właśnie tym co jest, czyli jak u Spinozy przyrodą.
"Jam jest Pan Bóg Twój i nie będziesz miał innych Bogów obok mnie" oznacza zatem, że dla ludzi istnieje tylko przyroda i nic ponadto, a jednocześnie nakazuje się, by żadnego bytu ponadnaturalnego sobie nie wymyślać.

Innymi słowy - jeśli jest jednak gdzieś ukryty Bóg osobowy - to w każdym razie nakazuje on ludziom NIEWIARĘ w niego.

A zatem to właśnie niewierzący jako pierwsi wejdą do Królestwa Bożego, dokładnie w myśl zasady:
"Ostatni będą pierwszymi"

Cieszyłbym się, gdybście pomogli mi w znalezieniu dalszych cytatów z Biblii i innych świętych pism potwierdzających moją interpretację. Oczywiście zapraszam również do swobodnej dyskusji.

P.S. Powyższy pomysł jest rozwinięciem mojej wstępnej idei, wedle której nawet gdyby Bóg miał istnieć, to jeśli jest dobry, nie powinien mieć mi za złe tego, że wyposażając mnie w takie, a nie inne możliwości poznawcze i rozum, pozwalam sobie w niego nie wierzyć.
Jednocześnie wydaje mi się całkiem prawdopodobne, że istnieją autorzy, którzy podobną myśl wyrazili przede mną. Wszak wniosek ten nasuwa się sam przez się. Jeśli tak, to poproszę o ich wskazanie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3
scorpiox (19 punktów)Odp: Niewierzący w niebie
Uczy się także, że nie każdy otrzymał od boga łaskę wiary i czasem mimo wieloletnich modlitw ludzie takowej łaski nie otrzymują. Tak więc ateiści mogą być zbawieni (nawet jeśli nie stosują się do religijnych obrządków). Wystarczy, by byli ludźmi dobrej woli.

Powtarzam to, co mówił kolega studiujący teologię i nie sądzę, żebym coś pokręciła. Zresztą wczoraj rozmawiałam ze znajomym kapłanem i potwierdził te słowa.

A że sobie przeczą to już inna sprawa. Biblia jest przecież pełna sprzeczności.

Chyba powołują się na ten fragment: "nie każdy, który mi mówi: <Panie, Panie!>, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21).

#32
11-05-2012 15:59
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)Odp: Niewierzący w niebie

>>Cieszyłbym się, gdybyście pomogli mi w znalezieniu dalszych cytatów z Biblii i innych świętych pism potwierdzających moją interpretację. Oczywiście zapraszam również do swobodnej dyskusji.
>Pomyślę i poszukam, ale jako inspirację do dalszych przemyśleń proszę wziąć pod uwagę także tekst Bóg, bogowie, bóstwa Andrzeja Izdebskiego aby dookreślić o jaką ideę boga Panu tu chodzi, gdyż bywały przeróżne. Ludzka wyobraźnia jest przebogata i warto w tym kontekście zadać sobie pytanie, czy nie chce Pan teraz przypadkiem stworzyć nowego boga - Boga Maceoxa?
Gdy pisałem ten tekst ogarnął mnie rzeczywiście w pewnym momencie taki trochę proroczy nastrój
>Wolno Panu, ale po co?---------------------
Chyba jednak raczej dla intelektualnej zabawy.

>PS. Może warto sięgnąć do dorobku księdza Jacquesa Dupuis SJ [...]
No tak, ale to tak tylko na ile się da synkretycznie, ale jednak zawsze Jezus Chrystus Superstar - przynajmniej w domyśle. Bo bez Niego i Jego zmartwychwstania nie ma chrześcijaństwa.
A ja tylko pozwoliłem sobie w tym wątku na zupełną przewrotność.

>W swojej książce - "Chrześcijaństwo i religie: Od konfrontacji do dialogu" - twierdzi, że można pogodzić otwartość teologicznego myślenia z wiernością wobec nauczania Kościoła, twórczo łącząc dorobek teologii europejskiej z refleksją myślicieli azjatyckich.
>A na pewno warto sięgnąć do księdza Wacława Hryniewicza www.piotrskarga.pl/ps,2338,2,0,1,I,informacje.html
Sądzę, że ekumenizm usunąłby wiele problemów dla wierzących chrześcijan różnych wyznań. Gorzej dla tych, którzy się w ogóle pod żadną formą krzyża umieścić nie chcą.

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

#33
11-05-2012 18:36
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Niewierzący w niebie
W odpowiedzi maceox
.
>Gorzej dla tych, którzy się w ogóle pod żadną formą krzyża umieścić nie chcą.
Panie Macieju, znalazłem na "Frondzie" charakterystyczną dla fideistów teistycznych wypowiedź. Gandalf:

Ateistyczne zafałszowanie polega na tym że ateiści nie potrafią adekwatnie opisać fenomenu wiary religijnej.
Fenomenu który nalżey do świata na jakim ci ateisci zyją. Dlatego zawsze będą opisywali wiarę religijną jako jakąś ideologię, urojenie, chorobę psychiczną czy coś w tym rodzaju. Tymczasem religijność jest jednym z podstawowych wyróżników człowieczeństwa i nie da sie jej sprowadzic całkowicie do swiata immanentnego czy wyjasnić bez odwołania do realnie istniejącej Transcendencji. Religijnośc należy do swiata immenentnego, da się ją zweryfikować doświadczalnie ale bez odniesienia do swiata trnnscendentnego nie da się jej prawidłowo wyjaśnić.

Kiedy my ludzie wierzący mówimy: ateizm jest negacją istnienia Boga, to wiemy o czym mówimy czyli jestesmy świadomi tego czym jest ateizm, prawidłowo opisujemy istotę ateizmu.
Kiedy ateista mówi o religii z reguły zawsze wypowiada sie o niej w sposób zafałszowany, nieadekwatny i niekompetentny
czyli straszliwie ograniczający.
Którą chciałby poddać Panu pod rozwagę.

Znakomita większość racjonalistycznych ateistów wyszła ze światopoglądu fideistycznego i mnie się wydaje, że - choćby już z tego powodu - jakoś tam potrafią potrafią zrozumieć religijne przekonania i potrafią adekwatnie opisać fenomen wiary religijnej.

Natomiast ja się jeszcze nigdzie nie spotkałem - w publikacjach fideistów - z opisem postawy ateistycznej, którą mógłbym przyjąć za swoją i moich ateistycznych przyjaciół. Nie spotkałem się także z pełnym zrozumieniem filozoficznego pojęcia materii, a nawet są trudności ze zrozumieniem konieczności naturalizmu w metodologii naukowej. Dostrzegam, że Pan próbuje to zrozumieć i Pańskie refleksje na ten temat mogą być ciekawymi.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

#34
12-05-2012 01:46
 Ocena 4 na 4
maceox (6766 punktów)Odp: Niewierzący w niebie
Panie Andrzeju, czasem mam takie wrażenie, że niektóre Pańskie wpisy kierowane do mnie rozumiem dopiero wówczas w pełni, gdy założę, że Pan zakłada, że ja jestem człowiekiem wierzącym.

Oczywiście zawdzięczam to sam sobie, bo z takim opisem siebie, jako "wierzącego" wszedłem tu na forum. Proszę jednak zwrócić uwagę na to, co to za wiara nawet wtedy była - wyłącznie sam fakt istnienia i związana z tym refleksja mnie do takiego wyrażenia skłaniała. Nigdy jednak - i to od najmłodszych lat - nie byłem człowiekiem religijnym. Po prostu nie mam takich skłonności, a w kościołach zawsze się potwornie nudziłem. W co więc wierzyłem? Trudno powiedzieć - dzisiaj to oceniam jako pewnego szczególne emocjonalne nastawienie związane ze słowem "Bóg" - pojmowany conajwyżej deistycznie chyba, a właściwie jeszcze o wiele mniej. Transcendencja - to było słowo, które mi się podobało, a nawet w pewnym sensie przekonywało. Faktem jest, że trochę mi nagmatwał Jung, a także w pewnym sensie niektóre relacje rodzinne, o których za bardzo nie chcę pisać.
Jednak zawsze dużo bardziej od religii lubiłem filozofię. Zawsze lubiłem zastanawiać się, dywagować, filozofować wręcz - często z bardzo ograniczoną wiedzą, ale myśleć po prostu.

Dzięki uczestnictwie w tym forum sądzę, że doprecyzowałem swój światopogląd - a w kontekście moich wcześniejszcyh wyznań wiary, mogę powiedzieć, że go wręcz zmieniłem. Jednak ta zmiana nie jest u mnie jakaś strasznie dramatyczna, ponieważ ten mój wcześniejszy Bóg i tak był bardzo słabiutki, taki pół-martwy już. Tak więc niewiele trzeba było, żeby go dobić.

Aczkolwiek - proszę zobaczyć jak wiele zależy od doboru słów - samo słowo "dobić" w kontekście Boga tworzy u mnie dość negatywne konotacje uczuciowe i jakoś wcale niemiło mi z takimi wyrażeniami - to dowód na to, jak bardzo przyzwyczajenia myślowe wpływają na nasze samopoczucie. Dziś jeszcze słuchając muzyki, która wyjątkowo celnie trafiła mi w serce - pomyślałem: "jaki wspaniały dar dał nam Bóg, że możemy słuchać muzyki". To są ludzkie wyrażenia. Równie dobrze mogłem pomyśleć: "zaje.ista muza", ale akurat w tym momencie nie ta myśl przyszła mi do głowy, tylko tamta pierwsza.

Czasem nadchodzi taki moment w dyskusji, że warto powiedzięć co się myśli wprost i wtedy niestety gubi się żart. Otóż w nawiązaniu do tego, co napisałem w poprzednim wpisie:
>>Gorzej dla tych, którzy się w ogóle pod żadną formą krzyża umieścić nie chcą.
To "gorzej" było ironiczne - żartobliwe, ewentualnie opisywało myśl, którą mogliby wyrazić chrześcijanie.

Ale być może, że zupełnie mylnie odebrałem Pana intencje i te powyższe wyjaśnienia w ogóle nie były potrzebne.

Być może właśnie jest wręcz przeciwnie. Może właśnie chce mnie Pan ostrzec przed tym by w pewnym sensie nie przesadzać i nie wypowiadać się o religii w sposób opisany przez "Gandalfa":

>Kiedy ateista mówi o religii z reguły zawsze wypowiada sie o niej w sposób zafałszowany, nieadekwatny i niekompetentny czyli straszliwie ograniczający.[/color][/cytat]

>Znakomita większość racjonalistycznych ateistów wyszła ze światopoglądu fideistycznego i mnie się wydaje, że - choćby już z tego powodu - jakoś tam potrafią potrafią zrozumieć religijne przekonania i potrafią adekwatnie opisać fenomen wiary religijnej.
>

Sądzę, że może mieć Pan rację, aczkolwiek bardzo chyba rzadko zdarzają się takie przypadki, w których ktoś potrafi wejść na serio w religijną konwencję, a potem z niej wyjść i z pozycji ateistycznej opisać, co przeżył w tej pierwszej. Mogę się mylić, ale raczej dużo częściej można dostrzec myślenie - że tak powiem - ekstremalne. To znaczy opis religii jako "bujd", "steków bzdur" i "majaczenia". Opis może i trafny, tylko że (niezależnie od doboru słów) dokonany już z meta-pozycji (z pozycji pozareligijnej). No i jak tu się dogadać z takimi, którzy "czują" obecność Boga? Ja im wierzę, że oni ją czują, bo tak uczuciowo działa na nich to słowo i ta idea.

> Natomiast ja się jeszcze nigdzie nie spotkałem - w publikacjach fideistów - z opisem postawy ateistycznej, którą mógłbym przyjąć za swoją i moich ateistycznych przyjaciół. Nie spotkałem się także z pełnym zrozumieniem filozoficznego pojęcia materii, a nawet są trudności ze zrozumieniem konieczności naturalizmu w metodologii naukowej. Dostrzegam, że Pan próbuje to zrozumieć i Pańskie refleksje na ten temat mogą być ciekawymi.
Bardzo się cieszę, że uznaje Pan, iż moje refleksje mogą być ciekawe, aczkolwiek dochodzimy tu do miejsca, które wyjaśnia, dlaczego na początku tego wpisu napisałem, że może Pan zakładać, iż wciąż jestem człowiekiem wierzącym.
Otóż napisał Pan, że tylko próbuję zrozumieć wskazane przez Pana pojęcia. A mi się wydawało, że ja je po prostu rozumiem. Powiem więcej: ja w ogóle nie widzę problemu. Dla mnie naturalizm w metodzie naukowej to jakby tautologia. I więcej jeszcze: NATURA TO WSZYSTKO. Jest to co jest i odbieramy to zmysłami, a myśli i uczucia miewamy przeróżne - wszystkie biorą sie z natury, a czasem człowiekowi wydaje sie, że mógłby sięgnąć aż poza naturę. To tylko dlatego, że za dużo gada i takie dziwolągi z tego wychodzą, które wrażenia tworzą, a niewiele znaczą.

Czy sądzi Pan, że powinienem coś więcej jeszcze jednak próbować zrozumieć, by w pełni pojąć filozoficzne pojęcie materii i konieczność naturalizmu w metodologii naukowej?

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

#35
12-05-2012 13:20
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Niewierzący w niebie
W odpowiedzi maceox
.
>Panie Andrzeju, czasem mam takie wrażenie, że niektóre Pańskie wpisy kierowane do mnie rozumiem dopiero wówczas w pełni, gdy założę, że Pan zakłada, że ja jestem człowiekiem wierzącym.
To zdecydowanie błąd. Proponuję dla przypomnienia poczytać sobie nasze rozmowy na tym forum od samego początku. Szybko dostrzegłem w Panu człowieka poszukującego i do dziś zdania nie zmieniłem. Dostrzegam także narastający w Panu racjonalny sceptycyzm. Zupełnie natomiast nie wiem na ile dziś jest Pan człowiekiem wierzącym? Wydaje mi się, że stopniu w bardzo niewielkim, albo i wcale.

>Jednak zawsze dużo bardziej od religii lubiłem filozofię. Zawsze lubiłem zastanawiać się, dywagować, filozofować wręcz - często z bardzo ograniczoną wiedzą, ale myśleć po prostu.
Akurat ja za to Pana sobie bardzo cenię.

>Ale być może, że zupełnie mylnie odebrałem Pana intencje i te powyższe wyjaśnienia w ogóle nie były potrzebne.
Raczej zdecydowanie mylnie, ale czasem nadchodzi taki moment w dyskusji, że warto powiedzieć co się myśli wprost i za to dziękuję.

>Sądzę, że może mieć Pan rację, aczkolwiek bardzo chyba rzadko zdarzają się takie przypadki, w których ktoś potrafi wejść na serio w religijną konwencję, a potem z niej wyjść i z pozycji ateistycznej opisać, co przeżył w tej pierwszej.
Dokładnie dopiero teraz dochodzi Pan do sedna tego o co mi chodziło. Czy rzadko zdarzają się takie przypadki? Nie ma na ten temat badań socjologicznych, ale mamy dużo opisów literackich na podbudowie wysokiego poziomu intelektualnego. Mamy też myślicieli, którzy zachowując wiarę starali się opisać ją w sposób naukowy. Wielokrotnie w naszych rozmowach do tych publikacji się odwoływałem.

>Mogę się mylić, ale raczej dużo częściej można dostrzec myślenie - że tak powiem - ekstremalne. To znaczy opis religii jako "bujd", "steków bzdur" i "majaczenia".
Zaskakuje mnie Pan tutaj. Podczas ostrej wymiany zdań poglądy się polaryzują i zaczyna się stosowanie mniej lub bardziej uczciwych chwytów retorycznych. Rzeczywiście nie dostrzegam bardziej merytorycznego stosunku np. do tekstu "Gandalfa" niż określenie go jako "bujd", "steków bzdur" i "majaczenia" upośledzonego intelektualnie religianta.
Ale chyba Pan już dostrzegł, że moja wiedza o religiach i religijności na tym poziomie się nie zamyka i jestem znacznie lepiej oczytany w fideistycznej (nie mówiąc nawet o religioznawczej) literaturze od większości plujących tu jadem fideistów.

>Opis może i trafny, tylko że (niezależnie od doboru słów) dokonany już z meta-pozycji (z pozycji pozareligijnej). No i jak tu się dogadać z takimi, którzy "czują" obecność Boga? Ja im wierzę, że oni ją czują, bo tak uczuciowo działa na nich to słowo i ta idea.
Byłem kilkakrotnie (na szczęście nie jako pacjent) w zakładach psychiatrycznych. Miałem znajomych zaburzonych psychicznie i dobrze wiem do czego zdolną jest nasza psychika. Znałem i znam ludzi głęboko wierzących, łączą mnie z nimi więzi rodzinne i wieloletnie przyjaźnie. Czy naprawdę wierzy Pan, że nie potrafię zrozumieć innego człowieka w dostępnym nam stopniu.

>Bardzo się cieszę, że uznaje Pan, iż moje refleksje mogą być ciekawe, aczkolwiek dochodzimy tu do miejsca, które wyjaśnia, dlaczego na początku tego wpisu napisałem, że może Pan zakładać, iż wciąż jestem człowiekiem wierzącym.
Nie, w najmniejszym stopniu tego nie zakładałem. Natomiast i to sam dostrzegałem i Pan to podkreślał, iż usiłuje Pan zrozumieć (wczuć się w) ich postawy i stawiać się na pozycji mediatora.

>Otóż napisał Pan, że tylko próbuję zrozumieć wskazane przez Pana pojęcia.
Czy to jest w myśl przysłowia: Uderz w stół....?
Proszę jeszcze raz przeczytać moją poprzednią wypowiedź. Odnoszę się w niej do sposobu myślenia "Gandalfa" i innych fideistycznych teistów, a nie Pańskiego?
Panu poddałem tylko pod refleksję problem możliwości zrozumienia przeciwstawnego przekonania światopoglądowego, uważając że Pańskie refleksje w tym temacie mogą być ciekawe.

>Czy sądzi Pan, że powinienem coś więcej jeszcze jednak próbować zrozumieć, by w pełni pojąć filozoficzne pojęcie materii i konieczność naturalizmu w metodologii naukowej?
Na Boga, nie wiem? Pisałem o tym wielokrotnie w swoich postach, które jestem prawie pewien, że Pan czytał. Sądzę, że gdyby Pan miał jakiejś wątpliwości w tej problematyce, to by Pan mi nie darował i dopytał.

PS. Panie Macieju, zawsze warto przeczytać tekst nawet dwa trzy razy i pomyśleć przed odpowiedzią, ale błędy są rzeczą ludzką. Odwołałem się w swoim poście do Pańskiej mądrości i doświadczeń, a nie polemizowałem z jakimikolwiek Pańskimi poglądami.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

maceox (6766 punktów)Odp: Niewierzący w niebie
>>Sądzę, że może mieć Pan rację, aczkolwiek bardzo chyba rzadko zdarzają się takie przypadki, w których ktoś potrafi wejść na serio w religijną konwencję, a potem z niej wyjść i z pozycji ateistycznej opisać, co przeżył w tej pierwszej.
>Dokładnie dopiero teraz dochodzi Pan do sedna tego o co mi chodziło. Czy rzadko zdarzają się takie przypadki? Nie ma na ten temat badań socjologicznych, ale mamy dużo opisów literackich na podbudowie wysokiego poziomu intelektualnego. Mamy też myślicieli, którzy zachowując wiarę starali się opisać ją w sposób naukowy. Wielokrotnie w naszych rozmowach do tych publikacji się odwoływałem.
To prawda.

>>Mogę się mylić, ale raczej dużo częściej można dostrzec myślenie - że tak powiem - ekstremalne. To znaczy opis religii jako "bujd", "steków bzdur" i "majaczenia".
>Zaskakuje mnie Pan tutaj.
Pisząc "dużo częściej" odnosiłem się do stylu często spotykanego na forum.

>Ale chyba Pan już dostrzegł, że moja wiedza o religiach i religijności na tym poziomie się nie zamyka i jestem znacznie lepiej oczytany w fideistycznej (nie mówiąc nawet o religioznawczej) literaturze od większości plujących tu jadem fideistów.
Dostrzegłem, oczywiście. Czasem trochę zastanawia mnie u Pana i w ogóle u religioznawców będących ateistami połączenie zamiłowania do swego przedmiotu z jednoczesnym konsekwentnym odrzuceniem wiary. Jednak dostrzegam ten trend również u siebie - im większa we mnie konsekwencja w areligijności, tym bardziej jestem zainteresowany wiedzą o religiach. Całkiem możliwe, że dzieje się tak właśnie również z chęci zrozumienia innych - odmiennych ode mnie - i ich kultury.

>>Opis może i trafny, tylko że (niezależnie od doboru słów) dokonany już z meta-pozycji (z pozycji pozareligijnej). No i jak tu się dogadać z takimi, którzy "czują" obecność Boga? Ja im wierzę, że oni ją czują, bo tak uczuciowo działa na nich to słowo i ta idea.
>Byłem kilkakrotnie (na szczęście nie jako pacjent) w zakładach psychiatrycznych. Miałem znajomych zaburzonych psychicznie i dobrze wiem do czego zdolną jest nasza psychika. Znałem i znam ludzi głęboko wierzących, łączą mnie z nimi więzi rodzinne i wieloletnie przyjaźnie. Czy naprawdę wierzy Pan, że nie potrafię zrozumieć innego człowieka w dostępnym nam stopniu.
Nie wierzę. To znaczy jestem o tym przekonany, że Pan potrafi.
To tylko właśnie czasem rozmowy na forum tak polaryzują, choćby ze względu na anonimowość i poruszanie sedna sprawy. Tutaj na pierwszym miejscu są argumenty, a w życiu, przy bezpośrednim kontakcie mamy najczęściej do czynienia jednak z zupełnie innym "trybem" rozmowy - bardziej sensytywnym, że tak powiem.

>>Otóż napisał Pan, że tylko próbuję zrozumieć wskazane przez Pana pojęcia.
>Czy to jest w myśl przysłowia: Uderz w stół....?

>>Czy sądzi Pan, że powinienem coś więcej jeszcze jednak próbować zrozumieć, by w pełni pojąć filozoficzne pojęcie materii i konieczność naturalizmu w metodologii naukowej?
[...]
>Odwołałem się w swoim poście do Pańskiej mądrości i doświadczeń [...]
Sądzę, że odwołując się do czyjejś mądrości (i to nie daj Boże dosłownie to wyrażając) najczęściej trafić możemy w próżność i obawiam się, że tak było i tym razem.

Rzeczywiście zupełnie nie jestem w stanie pojąć materii, a w szczególności jej wieczności. A jeśli nie jest wieczna, to tym bardziej nie potrafię jej pojąć. Tak więc rzeczywiście raczej próbuję tylko zrozumieć jakiś wąski urywek - z tego, co w ogóle możliwe do zrozumienia. Równocześnie całkiem jednak możliwe, że to co możliwe do zrozumienia jest mniejsze od tego, co istnieje. Jednak, jeśli dodam, że trudno spekulować co do czegoś, czego pojąć się nie da, a rozsądnie rozmawiać można tylko o tym, co możliwe do zrozumienia, to być może uda mi się uniknąć zarzutu tworzenia światów nadmiarowych i Niewiadomo-Kogo-Jeszcze.

Jednak wracając konkretnie do filozoficznego pojęcia materii i konieczności naturalizmu w metodologii naukowej, to pozwolę sobię na taką uwagę, że o ile stwierdzenie, że wszystko jest naturalne niewiele rozwiązuje (gdyż znajdą się tacy, którzy i duchy i Boga naturalnie widzieli), o tyle właśnie istotne jest to, że materia istnieje niezależnie od podmiotu poznającego, a więc obiektywnie. A jednocześnie z weryfikacją tego, co "obiektywne" to właśnie chyba największy kłopot...

Pozdrawiam serdecznie.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Niewierzący w niebie
W odpowiedzi maceox
.
>Rzeczywiście zupełnie nie jestem w stanie pojąć materii, a w szczególności jej wieczności. A jeśli nie jest wieczna, to tym bardziej nie potrafię jej pojąć.
Wcale się nie dziwię. Nie wiem czy ktokolwiek materię w całej jej złożoności pojąć potrafi, ale wszystkie pozamaterialne koncepcje są tak bajeczne (wydumane), że jak dla mnie nie stanowią żadnej racjonalnej alternatywy. www.racjon(*)m.php/s,344734/z,0/d,5#w346656

>Jednak wracając konkretnie do filozoficznego pojęcia materii i konieczności naturalizmu w metodologii naukowej, to pozwolę sobie na taką uwagę, że o ile stwierdzenie, że wszystko jest naturalne niewiele rozwiązuje (gdyż znajdą się tacy, którzy i duchy i Boga naturalnie widzieli),
Naturalizm ontologiczny jest związany z naturalizmem metodologicznym i głosi, że za realnie istniejące wolno nam uznać wyłącznie te byty, które mogą być poznane przy uwzględnieniu naturalistycznych zasad metodologicznych. Naturalizm ontologiczny nie wyklucza więc a priori istnienia jakichkolwiek bytów, przyjmuje natomiast, że istnienie to możemy prawomocnie stwierdzić o tyle tylko, o ile byty te są nam bezpośrednio lub pośrednio dostępne w jakimś doświadczeniu poddającym się intersubiektywnie zrozumiałemu opisowi oraz o ile twierdzenia składające się na taki opis zostaną sprawdzone w sposób intersubiektywnie dostępny. Ponieważ współczesne nauki empiryczne, a zwłaszcza nauki przyrodnicze w największym stopniu czynią zadość wymogom naturalizmu metodologicznego, więc naturalizm ontologiczny przyjmuje, że nauki te dostarczają nam najbardziej wiarygodnej i adekwatnej wiedzy na temat rzeczywistości - tego, co istnieje. www.racjon(*)m.php/s,474426/z,0/d,3#w475843

>o tyle właśnie istotne jest to, że materia istnieje niezależnie od podmiotu poznającego, a więc obiektywnie.
Nie tyle materia, co materialna rzeczywistość. Świat, Wszechświat. Multiświat zbudowany z materii, a materią jest wszystko co poznaliśmy, bądź potencjalnie mamy możliwość poznać za pomocą naszych zmysłów bezpośrednio lub po uzbrojeniu ich w narzędzia.

>A jednocześnie z weryfikacją tego, co "obiektywne" to właśnie chyba największy kłopot...
Naukowe poznanie, a takim tu mówimy, już z założenia musi być weryfikowalne, a adekwatne narzędzia weryfikacji są wpisane w procedury poznawcze.
Naturalistyczne rozumienie rzeczywistości zakłada, że jest ona poznawalna. Choć poznawanie jest praktycznie nieskończonym procesem. Każda odpowiedź rodzi następne pytania.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.

1 2 3

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365