Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co w twojej wierze/ateizmie jest piękne ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
29-08-2014 14:14makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Co w twojej wierze/ateizmie jest piękne ?
Ocena 2 na 2
hej,
Rozmawiamy tu często o różnych brzydotach , sprawach destrukcyjnych , manipulacjach i oszustwach , degradacjach i dyskredytacjach ...
Chciałbym abyśmy na chwilę nie mówili co nam wydaje się u innych złe lecz co nam się wydaje u nas piękne .

pozdrawiam wszystkich serdecznie
makuś
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
Ateizm pozwala dokonywać wyboru w oparciu o własne przemyślenia i przekonania, zamiast się kierować tymi wymyślonymi przez gości sprzed tysięcy lat i ich następców, do tego żyjąc w ciągłym poczuciu winy, bo tych zasad jest tyle, że nie da się żyć ich nie łamiąc.
No i w piątek/sobotę/niedzielę można pospać dłużej.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Chciałbym abyśmy na chwilę nie mówili co nam wydaje się u innych złe lecz co nam się wydaje u nas piękne .
A cóż to za paskudny wątek, przecież o gustach się nie dyskutuje!

A w ateizmie niebrzydka jest prawda, komu się nie podoba, niech nie patrzy.
.
29-08-2014 22:25 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Od teraz już nie jest paskudny bo ty się w nim objawiłaś !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
29-08-2014 22:36 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
W ateizmie piękne wydaje mi się zwycięstwo nad zabobonem , nad złudzeniem , nad tabu , nad świętą tajemnicą - to jest oczyszczające i wartościowe .
Człowiek wyzwala się z letargu , z amnezji , budzi się ze śpiączki i czuje słońce na swojej twarzy , czuje wiatr we włosach , czuje dotyk przyjacielskiej dłoni , widzi oczy drugiego człowieka - ponieważ wyzwolił się z mocy diabłów , demonów , szatanów i tyranów i bogów .
Wyzwolił się z z zaklętego kręgu powtarzalności i odtwarzalności .
Ponieważ przestał wierzyć w życia przed życiem i życia po życiu żyje jak najwartościowiej teraz i tu .
pozdrawiam
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Kiełczewski (439 punktów)
>hej,

>makuś

Wolność od i wolność do.Nie muszę dostosowywać swoich zachowań do norm religijnych,

a jak uczynię coś nie tak,to nie lękam się kary w życiu doczesnym czy pośmiertnym.
Brzostowski (7067 punktów)
w wierze:

Mam poczucie że istnieje bóg: inteligentna świadomość, która mnie kocha i ma dla mnie zajebistą ofertę - niebo. Bóg ten wymaga ode mnie, abym był dobrym człowiekiem (dekalog), kochał ludzi (przykazanie miłości), kochał Boga i Go poszukiwał.

Generalnie mi to pasuje.

Mam poczucie bezpieczeństwa, nadzieję na życie wieczne, a bycie dobrym człowiekiem i staranie się aby być lepszym, uczciwym, uważam za rozsądne.

W czasie modlitw doznaję pewnego stanu, nazwijmy to: "dobrego samopoczucia", które potem przenosi się na moje życie w realu. Dzięki temu jestem bardziej optymistyczny, lepszy, lepiej odnosze sie do ludzi, lepiej pracuję, itd...

Nie odczuwam żadnego skrępowania, przez wiarę, jesli chodzi o zdobywanie wiedzy czy podejmowanie decyzji, kieruje się wyłącznie swoim rozumem oraz dekalogiem i przykazaniem miłości, które są zgodne, generalnie, z moimi zasadami.

Nie lękam się boga, raczej proszę o łaskę wiedzy i wiary, aby sytuacje problemowe rozstrzygnąć zgodnie ze swoim sumieniem i wspomnianym już dekalogiem, jeśli sytuacje nie są proste.

Dlatego też mimo, że jestem wierzacy:
- potrafię wyjaśnić możliwość istnienia boga na podstawie dostępnej wiedzy,
- uwielbiam poznawać świat, badać go, na tyle, na ile mogę,
- jestem za adopcją dzieci przez pary homoseksualne,
- jednocześnie uważam, że seks analny jest obrzydliwy (nie mogę pojąć jak można kawałek własnego ciała, dość ważnego w sumie, wkładać komuś do pupy, którędy to wychodzi kał. BRRR! Na szczęscie ... gówno mnie to obchodzi, co tam kto robi.
- jestem przeciw aborcji na życzenie (ale dopuszczam ze względów zdrowotnych),
- nie lubię Rydzyka,
- w konflikcie arabsko-izraelskim, opowiadam się (generalnie) za Izraelem,
- wiem że w Biblii są sprzeczności,
- nie biorę udziału w paleniu ateistów,
- osobiście mi wisi czy religia będzie w szkołach, czy też nie,
- jestem za legalizacją marihuany i burdeli,
- ...

zaufawszy bogu, jestem po prostu wolny... kieruję się bowiem dekalogiem i przykazaniem miłości, które to są zgodne z moimi głębokimi przezkonaniami odkąd pamiętam. A wiara daje dodatkowo tyle siły, że ... mózg się lasuje kochani ateiści (jak kochać to wszyskich...).
29-08-2014 23:22 
 Ocena 10 na 10
spray (5875 punktów)
>w wierze:
>Mam poczucie że istnieje bóg: inteligentna świadomość, która mnie kocha i ma dla mnie zajebistą ofertę - niebo. Bóg ten wymaga ode mnie, abym był dobrym człowiekiem (dekalog), kochał ludzi (przykazanie miłości), kochał Boga i Go poszukiwał.
>Generalnie mi to pasuje.
>Mam poczucie bezpieczeństwa, nadzieję na życie wieczne, a bycie dobrym człowiekiem i staranie się aby być lepszym, uczciwym, uważam za rozsądne.
Ciebie akurat kocha. Dlaczego nie kochał synka tych panstwa, co z drem Chazanem mieli okoliczność? Czy może jednak kochał i dlatego kazał mu zaraz umierać, przy okazji skazując rodziców na cierpienie? Zwłaszcza szczęśliwą mamusię, która donoszenie ciąży opłaciła nie tylko stresem psychicznym i skutkami tegoż na całe życie.
Toż to nieszczęśliwe maleństwo nawet nie dostapiło łaski wiary! Bo czym miało wierzyć? Okiem?

>Dlatego też mimo, że jestem wierzacy:
>- potrafię wyjaśnić możliwość istnienia boga na podstawie dostępnej wiedzy
Oooo... Możliwość, to ja też potrafię. Na kilka sposobów przynamniej! A wszystkie naukowe! I kilkadziesiąt nienaukowych

Nikt do tej pory nie określił dokładnie tego momentu w historii, w którym człowiek został udomowiony przez kota domowego.
30-08-2014 11:12 
 Ocena-4 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
>Ciebie akurat kocha. Dlaczego nie kochał synka tych panstwa...
A dlaczego nie zrobił Ciebie i najlepiej wszystkich pięknymi i bogatymi? Dlaczego w ogóle wymyślił coś takiego jak śmierć, choroby? Po co to?

Zadajesz pytania, na które nie ma dobrej odpowiedzi, dobrej dla ateisty. I ja doskonale to rozumiem.

Tyle, że wg tego jak ja rozumiem istnienie cierpienia na świecie, stanowi ono źródło zbawienia, także dla innych (nie tylko cierpiącego). Co jest dość oczywiste, w zderzeniu z treścią Biblii.

Zapytasz dlaczego tak to Bóg wymyślił, że cierpienie zbawia? Zwłaszcza niepojęte jest to, że za czyjeś grzechy, odpowiada ktoś inny? Nie mieści się to w głowie?!

Jest to właśnie istota miłości. Jednak bez wiary, tego nie zrozumiesz. Nawet z wiarą niełatwo!

Popełniasz też, kluczowy, logiczny błąd: rozpatrując boga, powinieneś także przyjąć jego niezrozumienie. A Ty, sprowadzasz boga, do poziomu człowieka. To duży błąd. Jest dość oczywiste, ze skoro bóg istnieje, może być dla nas niepojęty, pozostaje zatem tylko ufność lub odrzucenie boga.

Kluczem do zrozumienia jest stwierdzenie dość oczywistego faktu, iż życie ludzkie (tutaj na ziemi) nie jest dla boga szczególnie ważne. To oczywiście oburza zapewne Ciebie. Gdybyś jednak wiedział (tak jak bóg, wie), że to życie się nie kończy, a będąc tu na ziemi, tylko przygotowujemy się do prawdziwego życia, byś zupełnie wyluzował.

>Oooo... Możliwość, to ja też potrafię. Na kilka sposobów przynamniej! A wszystkie naukowe! I kilkadziesiąt nienaukowych
Nie obiecuj, zrób to.
30-08-2014 11:59 
 Ocena 9 na 9
farmer (22440 punktów)

>Tyle, że wg tego jak ja rozumiem istnienie cierpienia na świecie, stanowi ono źródło zbawienia, także dla innych (nie tylko cierpiącego). Co jest dość oczywiste, w zderzeniu z treścią Biblii.

To okropne. W imię zbawienia wytłumaczycie MU wszystko. Normalnie jak jaka bita żona.
Syf.


Zacytuje tu Pana Lucjana Ferusa który kiedyś pisywał na tym portalu:
Więc pozwólcie, że spytam was drodzy bracia i siostry w rozumie: gdzie widzicie tę bożą miłość, dobroć i miłosierdzie okazywane przez Boga jednemu ze swych stworzeń - człowiekowi? Azaliż nie dostrzegacie, iż nasz Bóg zachował się w stosunku do nas, jak ów chirurg z pewnej sztuki, który aby mieć pacjentów, wpierw ludzi ranił i okaleczał, by potem ich leczyć, obłudnie się nad nimi litując?
Brzostowski (7067 punktów)
>>Tyle, że wg tego jak ja rozumiem istnienie cierpienia na świecie, stanowi ono źródło zbawienia, także dla innych (nie tylko cierpiącego). Co jest dość oczywiste, w zderzeniu z treścią Biblii.
>To okropne. W imię zbawienia wytłumaczycie MU wszystko. Normalnie jak jaka bita żona.
>Syf.
Nie do końca o to chodzi i w ogóle to źle postawiony zarzut.

Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie. Tu nie ma niczego do wytłumaczenia, tak po prostu wynika z analizy tekstów, dla wierzącego - tak po prostu jest. Dlaczego tak jest: nie wiadomo. I tutaj wiara i ufność pozwala na przyjęcie tej informacji. Nie oznacza to jednak, że katolickie "barany" siedzą cicho i już. Ponieważ z innych treści Biblii wynika, że bóg dał talenty i chciał abyśmy je rozwijali, dał rozum i chce abyśmy z niego korzystali. Dlatego też, możesz mi wierzyć lub nie: tysiące katolików każdego dnia "wadzi się" z bogiem, zarzuca mu, to i tamto (zło, choroby), dokladnie to samo co Ty. Tyle tylko, że oni mając wiarę, przyjmują to, w ufności, że boski plan jest właściwy, nie przestajac zadawać pytań i kłótni z bogiem.

Poza tym, gdyby było, tak jak piszesz: my, katolicy, wybaczymy bogu wszystko, aby tylko być zbawionym!

Wiesz jakie to racjonalne? Wybaczyć bogu zło na świecie i za to być zbawionym mając śwaidomość, że cierpienie po to jest aby być zbawionym? Czym jest te 80 lat dyskomfortu, w porównaniu z wiecznym szczęściem? Oczywiście, gdy się wierzy, bez wiary jest to zupełnie bez sensu, to oczywiste.

>Zacytuje tu Pana Lucjana Ferusa który kiedyś pisywał na tym portalu:
> Więc pozwólcie, że spytam was drodzy bracia i siostry w rozumie: gdzie widzicie tę bożą miłość, dobroć i miłosierdzie okazywane przez Boga jednemu ze swych stworzeń - człowiekowi? Azaliż nie dostrzegacie, iż nasz Bóg zachował się w stosunku do nas, jak ów chirurg z pewnej sztuki, który aby mieć pacjentów, wpierw ludzi ranił i okaleczał, by potem ich leczyć, obłudnie się nad nimi litując?

To co napisał Ferus nie ma końca. Gdybyśmy bowiem byli bogaci i piękni oraz zdrowi, to można tę pretensję do boga rozciągnąć że za mało bogaci i piękni, albo za kótko żyjemy i skończyło by się, czemu nie jesteśmy bogami!? Wszystko jest bowiem kwestią porównania do jakiegoś stanu.

30-08-2014 14:39 
 Ocena 7 na 7
farmer (22440 punktów)

>Poza tym, gdyby było, tak jak piszesz: my, katolicy, wybaczymy bogu wszystko, aby tylko być zbawionym!
>Wiesz jakie to racjonalne? Wybaczyć bogu zło na świecie i za to być zbawionym mając śwaidomość, że cierpienie po to jest aby być zbawionym? Czym jest te 80 lat dyskomfortu, w porównaniu z wiecznym szczęściem? Oczywiście, gdy się wierzy, bez wiary jest to zupełnie bez sensu, to oczywiste.

No o tym piszę. W tamtym roku był wypadek. Zginęła młoda kobieta, osierociła dwójkę dzieci.
Matka tej dziewczyny tłumaczy (ksiądz na mszy też) że to powołanie, że bóg ma plan.

Pobabram się w tym bagnie.

Bóg powołuje:

Potrzebny jeden młody chłopak.
Jedna młoda kobieta najlepiej z dziećmi najlepiej dwa.

Chłopak uderza w kobietę na rowerze. Jedno z dzieci wylatuje w powietrze ale przeżywa.
Matka cierpi jeszcze przez godzinę w szpitalu potem umiera.

Dzięki powołaniu tej kobiety jeden młody chłopak ma zjeb....e życie. Dzieci zostają sierotami. Mąż wdowcem.

Cała reszta dziękuje bogu za to cudowne wydarzenie bo może zostać zbawiona.

RYNSZTOK umysłowy.


Sorry Panie Brzostowski. O ile quasi dowody na temat cosia da się czytać i można pożartować to te tłumaczenia na temat wspaniałomyślności boga przyprawiają mnie o mdłości.

I żeby było jasne o nic cośia nie oskarżam.

30-08-2014 21:30 
 Ocena 3 na 3
Kiełczewski (439 punktów)

>Sorry Panie Brzostowski. O ile quasi dowody na temat cosia da się czytać i można pożartować to te tłumaczenia na temat wspaniałomyślności boga przyprawiają mnie o mdłości.
>I żeby było jasne o nic cośia nie oskarżam.

Panie farmer nie masz co przepraszać p.Brzostowskie,gość zbłądził a Twoje przeprosiny
wiszą mu i powiewają jak mi się wydaje,choć mylić się mogę.Jeżeli ktoś tak jak pan Brzostowski wyznaje katolicyzm według własnych doktryn/ja to nazywam religią ludyczną,
tj.co mi odpowiada-akceptuję a resztę odrzucam i jest okey/ to bywa zwykłą asekuracją na byty przyszłe.
30-08-2014 21:48 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
Problem z niezrozumieniem polega na tym, że wybierasz do analizy tylko fragmenty wiary/religii.

Nie da sie tego zrozumieć w taki sposób, a Ty ciągle próbuejsz.

Z punktu widzenia ateisty, masz absolutną rację, to rynsztok umysłowy. Z punktu widzenia wierzacego, jest to do zrozumeinia. Dyskusja dalsza nie ma sensu, ponieważ nie jesteś w stanie, nawet roboczo przyjąć istnienia boga. Robisz to co robi wielu ateistów w wielu dyskusjach, popełniajac błąd logiczny:

Mówisz o bogu jednoczesnie, tak jakby istniał i jednocześnie tak, jakby był ograniczony Twoim umysłem. A jak czegoś nie rozumeisz mówisz - bóg głupi, zły, itd...

To intelektualny obłęd.

Spróbuj być spójny logicznie, gdy mówisz o bogu, tak jakby istniał, przyjmij też, że może być niepojęty (z resztą to naturalna konsekwencja roboczego założenia o jego istnieniu), wówczas, nie ma problemu. Można jedynie wówczas powiedzieć - bóg taki jest jakiś dziwny, niezrozumiały. I nie ma obłędu, ani rynsztoku.

Tymczasem, mówisz o bogu jakby istniał, próbuejsz go zrozumieć, ale nie chcesz jednoczesnie nawet dopuścić możliwosci, iż bóg ten jest dla Ciebie niezrozumiały.

Oznacza to, że nie mówisz o bogu, ale o jakimś roboczym zarządcy zreczywistosci, który musi być dla ciebie zrozumiały, bo inny nie może istnieć.

Analogicznie:

Świat powstał w momencie wielkiego Wybuchu, z osobliwości, która była nieskończenie gęsta.
Co to znaczy nieskończenie gęsta? Nie wiemy (jest to dla nas niezrozumiałe).

Wniosek: rynsztok umysłowy!

Dostrzegasz analogię?

W dyskusji o bogu, zakładasz, że istnieje, ale jednoczesnie nie dopuszczasz, że coś nie będzie zrozumiałe, dla Ciebie. Jesli jest - piszesz o rynsztoku umysłowym.

W drugim przypadku, mówimy o powstaniu świata z osobliwości, ale tutaj już dopuszczasz że możesz czegoś nie rozumieć. I jest OK.

To jest podejście ideologiczne: w pierwszym przypadku masz już wyrobione zdanie, że boga nie ma i pozwalasz sobie na to, aby być neispójnym logicznie w jednym nawet zdaniu. W dtugim przypadku nie wiesz jak jest, dlatego radośnie dopuszczasz, że czegoś nie rozuemisz i nie jest to rynsztok umysłowy.

A ja w jednym i w drugim przypadku po prostu nie wiem, dlatego, dopuszczam brak zrozumienia.

Kto tu jest racjonalny i uczciwy intelektualnie? Ty, czy ja?
31-08-2014 12:10 
 Ocena 9 na 9
farmer (22440 punktów)

>, popełniajac błąd logiczny:
>Mówisz o bogu jednoczesnie, tak jakby istniał i jednocześnie tak, jakby był ograniczony Twoim umysłem. A jak czegoś nie rozumeisz mówisz - bóg głupi, zły, itd...
>To intelektualny obłęd.

Tak, dlatego wyraźnie napisałem

Pobabram się w tym bagnie.

Świadomie wchodzę w ten typ myślenia. KPWU? Nie. To Ci wyjaśnię.

Mam trzy wyjścia albo zignorować jak "jehowych" kolejną rozmowę albo wejść na tą płaszczyznę
albo jak GROCHEM O ŚCIANĘ WTF TEN BÓG. po raz enty raz.

Może inaczej.

Dziecko -Tato tato w pokoju jest duch
Tata -Tak? A co robi ten duch?
Dziecko -Tak dziwnie się rusza.
Tata -Tak? To chodźmy zobaczyć.....o to firanka się rusza....nie ma duchów po czym następuje rozmowa o zjawiskach
Obok stoi Brzostowski i pyta Tatę....skoro nie wierzysz w duchy to czemu pytasz co robią


Chłopie takie rozmowy prowadziłem ze swoimi dziećmi jak miały 4-5 lat. To że pytałem co robi ten duch to wyłącznie wejście na płaszczyznę dziecka żeby wyciągnąć jak najwięcej informacji i móc je potem zweryfikować i pokazać dziecku że duch to firanka a ruch bo jest przeciąg.

To samo jest w rozmowie o bogu.


Kiedy ktoś opowiada o bogu cośiach to jak bym swoje dzieci słyszał. Przecież nie umiem udowodnić że to nie był duch, a może ślimak ludożerca. Więc moje sprytne dziecko może stwierdzić że nie mam racji i duchy są.

Przypomniał mi się suchar jeden

Pani pyta Jasia:
- Jasiu jak wygląda Matka Boska?
Jasio myśli, myśli i w końcu mówi:
- Przypomniałem sobie! Jest taka piękna zgrabna.
- A dlaczego tak uważasz?
- Bo jak wczoraj przechodziłem koło plebani to wychodziła taka od księdza, a ksiądz krzyczał:
- O Matko Boska, żeby Cię tylko nikt nie zobaczył.


Myślałem że to oczywista oczywistość.

>Kto tu jest racjonalny i uczciwy intelektualnie? Ty, czy ja?

Ja.

>Świat powstał w momencie wielkiego Wybuchu, z osobliwości, która była nieskończenie >gęsta.
>Co to znaczy nieskończenie gęsta? Nie wiemy (jest to dla nas niezrozumiałe).

>Wniosek: rynsztok umysłowy

Kpina. Rynsztok umysłowy to dziękować komuś czemuś za osierocenie dzieci a nie to że nie wiemy czegoś o czymś.
04-09-2014 01:03 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)

Potwierdziłeś w swoim poście dokładnie to co Tobie zarzuciłem. Masz tego świadomość?
03-09-2014 09:54 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Spróbuj być spójny logicznie, gdy mówisz o bogu, tak jakby istniał, przyjmij też, że może być niepojęty (z resztą to naturalna konsekwencja roboczego założenia o jego istnieniu), wówczas, nie ma problemu. Można jedynie wówczas powiedzieć - bóg taki jest jakiś dziwny, niezrozumiały.

Kiedy Brzostowskiemu dobrze się dzieje, Bóg jest kochający i dobry.
Kiedy Brzostowskiemu dzieje się źle, Bóg jest... niezrozumiały.

Czy dobroć Boga jest Twoim chciejstwem, czy jego "niezrozumiałość" Twoim wykrętem?

> Kto tu jest racjonalny i uczciwy intelektualnie?

No właśnie...?
03-09-2014 23:15 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>> Kto tu jest racjonalny i uczciwy intelektualnie?

hej,
Uczciwy i racjonalny jest Abraham , który był gotów zamordować własne dziecko by przypodobać się Bogu !
Dlaczego ?
Dlatego , że Bóg zapewnia życie wieczne , w wiecznej szczęśliwości a dziecko potrzebuje kogoś do zmiany pieluch !
A więc racjonalny brzostowski .... po skorzystaniu ze swego intelektu stwierdza , że idiotyzmem byłoby sprzeciwiać się komuś kto może wrzucić cię do piekła ...
Brzostek pozostaje cały czas racjonalny i uczciwy intelektualnie - lecz jest całkowicie ANTY - Etyczny !
I to jest problem
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 01:14 
 Ocena-2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>> Spróbuj być spójny logicznie, gdy mówisz o bogu, tak jakby istniał, przyjmij też, że może być niepojęty (z resztą to naturalna konsekwencja roboczego założenia o jego istnieniu), wówczas, nie ma problemu. Można jedynie wówczas powiedzieć - bóg taki jest jakiś dziwny, niezrozumiały.
>Kiedy Brzostowskiemu dobrze się dzieje, Bóg jest kochający i dobry.
>Kiedy Brzostowskiemu dzieje się źle, Bóg jest... niezrozumiały.
>Czy dobroć Boga jest Twoim chciejstwem, czy jego "niezrozumiałość" Twoim wykrętem?
>> Kto tu jest racjonalny i uczciwy intelektualnie?
>No właśnie...?
Niestety mylisz się gruntownie. Mój sposób rozumowania jest wolny od zależności, od tego czy dzieje się dobrze czy źle. Niezrozumiałość Boga nie wynika z tego, czy dzieje się coś dobrego czy złego, tylko z tego, że po prostu nie rozumiemy wszystkiego. Dlatego też jestem uczciwy intelektualnie.

Przykład: bóg, z miłości dla nas, oddał swego syna na śmierć (co prawda tylko ciała), aby ten mógł nas zbawić. Jest to generalnie wyraz miłości boga do ludzi. Dlaczego tak to wymyślił? Nie wiem. Bóg niezrozumiały - dzieje się dobrze.

Przykład: jest zło na świecie. Dlaczego tak to wymyślił? Nie wiem. Bóg niezrozumiały - dzieje się źle.

Udowodniłem, że nie ma w moim rozumowaniu zależności pomiędzy dobrocią i zrozmieniem oraz złem i niezrozumieniem.

Przeproś teraz...
04-09-2014 01:33 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Niezrozumiałość Boga nie wynika z tego, czy dzieje się coś dobrego czy złego, tylko z tego, że po prostu nie rozumiemy wszystkiego.

Niezrozumialosc boga'? W ktorym miejscu katolik nie rozumie swojego boga? Przeciez wiecie o nim wszystko. Co lubi, czego nie lubi, za co bedzie karal a za co nagradzal.
Niezrozumialosc zarzucasz przeciez tylko ateistom, ktorzy sie pytaja dlaczego bog pomimo wszechmocy pozwala na zdychanie niemowlakow w Afryce
04-09-2014 15:32 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Niezrozumialosc boga'? W ktorym miejscu katolik nie rozumie swojego boga? Przeciez wiecie o nim wszystko. Co lubi, czego nie lubi, za co bedzie karal a za co nagradzal.
>Niezrozumialosc zarzucasz przeciez tylko ateistom, ktorzy sie pytaja dlaczego bog pomimo wszechmocy pozwala na zdychanie niemowlakow w Afryce
Nie czytasz mnie uważnie. Nigdzie nie napisałem że rozumiem boga, nawet więcej cały czas piszę o tym, że jest On niezrozumiały.
04-09-2014 19:52 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Nie czytasz mnie uważnie. Nigdzie nie napisałem że rozumiem boga, nawet więcej cały czas piszę o tym, że jest On niezrozumiały.

Ale nie przeszkadza Ci to w twierdzeniu, ze nagradza za dobre rzeczy i karze za zle rzeczy
Niezrozumialy jest wiec tylko wtedy, jesli ktos zada Ci niewygodne pytanie. Do momentu zadania tego pytania belkoczesz o pieknosci, milosci, wszechmocy boga jakbys rozumial go lepiej niz on siebie samego
04-09-2014 22:50 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nie czytasz mnie uważnie. Nigdzie nie napisałem że rozumiem boga, nawet więcej cały czas piszę o tym, że jest On niezrozumiały.
>Ale nie przeszkadza Ci to w twierdzeniu, ze nagradza za dobre rzeczy i karze za zle rzeczy
>Niezrozumialy jest wiec tylko wtedy, jesli ktos zada Ci niewygodne pytanie. Do momentu zadania tego pytania belkoczesz o pieknosci, milosci, wszechmocy boga jakbys rozumial go lepiej niz on siebie samego
Nieprawda, Ty byś chciał aby tak było, aby było łatwiej Ci prowadzić dyskusję.

Otóż informuję Cię i teraz skup się:

Z faktu, iż Bóg jest niezrozumiały (niepojęty) nie wynika, iż niczego nie można zrozumieć, z tego co wiadomo o Nim.

Niezrozumiały jest wtedy gdy jest niezrozumiały, a nie wtedy gdy wydaje się dobrym lub złym.

Jeśli ktoś zadaje mi pytanie, na które nie znam odpowiedzi, albo nawet trudno mi przypuszczać jakąś sensowną odpowiedź, to odpowiadam szczerze - nie wiem. I co w tym złego? To jakaś nieuczciwość jest?

A czy Ty znasz odpowiedzi na te niewygodne pytania? Odpowiedz.
04-09-2014 22:58 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>A czy Ty znasz odpowiedzi na te niewygodne pytania? Odpowiedz.

hej,
Na to pytanie na które ty nie chcesz odpowiedzieć odpowiedź znam !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 23:35 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Otóż informuję Cię i teraz skup się:
>Z faktu, iż Bóg jest niezrozumiały (niepojęty) nie wynika, iż niczego nie można zrozumieć, z tego co wiadomo o Nim.

Wiem. WIadomo o nim wszytko, dopoki ktos nie zapyta sie o szczegoly. Kiedys wiedzieliscie, ze wasz bog lubi won palonych wolow a dzis niechetnie o tym mowicie.
WIadomo bylo, ze wysyla dusze do czysca a dzis niesmialo cos pobakujecie, ze czasca byc moze nie ma.
Wiadomo, ze bog kocha ludzi ale jak ktos zapyta na czym polegala milosc do syna Abrahama gdy bog kazal go zabic to z wiadomej 100% milosci robi sie nierozumialosc

>Niezrozumiały jest wtedy gdy jest niezrozumiały, a nie wtedy gdy wydaje się dobrym lub złym.

Wiem. Niezrozumialy jest jak ateista zapyta sie dlaczego pomimo wszechmocy pozwala na zdychanie niemowlakow w Afryce. Zrozumialy jest jak belkoczesz o wszechmocy i wszechwiedzy.

>Jeśli ktoś zadaje mi pytanie, na które nie znam odpowiedzi, albo nawet trudno mi przypuszczać jakąś sensowną odpowiedź, to odpowiadam szczerze - nie wiem. I co w tym złego? To jakaś nieuczciwość jest?

Nie. To nie jest nieuczciwosc. To zwykly belkot jesli z jednej strony wykluczasz istnienie krasnoludkow a z drugiej strony na 99,9999% wyliczasz prawdopodobienstwo istnienia czegos takiego jak "bog
04-09-2014 09:37 
 Ocena 8 na 8
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Swoim wpisem udowodniłeś jedno - Nic nie rozumiesz ale wierzysz ... że jak będziesz wierzył w boga to ten nie wrzuci cię do piekła .
To niestety strasznie mało jak na potencjał , który posiada twój umysł !

Cytat:
bóg, z miłości dla nas, oddał swego syna na śmierć


Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym ?
Czy potrafisz się nad tym pochylić ze zrozumieniem ?

Brzostowski z miłości do makusia wymordował swoją rodzine łącznie z sąsiadami po to aby makuś wreszcie zrozumiał jak Brzostowski go kocha ...
To przykład ANTYmyślenia - powtarzasz jakieś teksty których treści nie rozumiesz - ale najważniejsze NIE chcesz zrozumieć .
Jaki ojciec , jaki syn , jaka śmierć , jakie zbawienie ? To przecież są alegorie i metafory ludzi z przed tysięcy lat !
Ty nie musisz w to wierzyć i nie musisz tego bronić ani uzasadniać .
Przecież nie uzasadniasz istnienia Zeusa , Posejdona i Hadesa , prawda ?
Choć ich NIEistnienia nikt przecież nie udowodnił !

Brzostowski z miłości do Boga jest gotów zamordować własne dziecko ?
Tak czy nie ?
Bóg zamordował swojego syna dla Brzostowskiego a więc ... musisz wyrównać rachunki , prawda ?
Proszę odpowiedz
Tak czy nie ?
Proszę odpowiedz
Tak czy nie ?
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 16:31 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Jaki ojciec , jaki syn , jaka śmierć , jakie zbawienie ? To przecież są alegorie i metafory ludzi z przed tysięcy lat !

Dialog jest niemożliwy.

Kolejny raz prowadzimy dyskusję o bogu, o tym jaki jest, co robi, czy go rozumiemy. Dla mnie oznacza, to, że przynajmniej roboczo, na czas dyskusji jesteś w stanie przyjąć założenie o tym, że jednak On istnieje.

A tu nagle mówisz - alegorie.

To jest przecież umysłowy horror! Nie można rozmawiać o bogu, tak jak by istniał i nie istniał jednoczesnie.


Po co, Wy ateiści zatem w ogóle o tym bogu gadacie? Przecież to jest chore po prostu! I nie piszę tego aby Was obrażać, tylko chcę to pojąć. Jak można godzinami pisać o bogu, którego nie ma? Ja to co innego - wierzę, ale Wy? Przzecież to tak jak by pisac o "POIUYTREWQ"?
04-09-2014 16:45 
 Ocena 5 na 5
Domeru (533 punktów)
> Przzecież to tak jak by pisac o "POIUYTREWQ"?

No wiesz, gdyby jakaś organizacja przez wieki okradała, torturowała i mordowała innych wycierając sobie mordy wolą POIUYTREWQ, to i pewnie znalazłoby się kilku chętnych do podjęcia próby wytłumaczenia pożytecznym idiotom, że dali sobie wcisnąć kit, a cały ten POIUYTREWQ to tylko pretekst do trzymania ich za mordę przez władze organizacji...
04-09-2014 21:12 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
To jest przecież umysłowy horror


hej,
Nie usłyszałeś mojego pytania ?
To powtórzę : Czy zabiłbyś swoje dziecko aby zasłużyć na miłość boga ?
Ty wszak w takiego boga wierzysz , prawda ?
Twój bóg żąda abyś zamordował swe dziecko ... dla niego , on tak chce ... Co robisz ?
Co robisz ?
Potrafisz uczciwie i szczerze odpowiedzieć ?
Odpowiedz , proszę ! Nie uciekaj ! Jesteś zbyt inteligentny aby uciekać od tak fundamentalnego pytania !
Mój ateizm wziął się właśnie z tego dylematu .
Ja odpowiedziałem bogu : Nie masz prawa żądać czegoś takiego ode mnie
Ale jeżeli czegoś takiego żądasz to jesteś jedynie fantazją prymitywnych umysłów - nie możesz być bogiem - bowiem jesteś bardziej prymitywny ode mnie !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 22:03 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Istnieją 2 odpowiedzi.

1. W Twoim stylu: to była alegoria.

2. I odpowiedź poważna, bo i sprawa jest poważna. Jestem gotów na taką dyskusję, ale nie wiem czy mi się z Tobą chce. Bo Ty potem i tak powiesz: alegoria, hi hi hi!

I teraz skup się makuś:

Jeśli przyjmiesz roboczo, że bóg istnieje (ten Jahwe), wraz z konsekwencjami tego założenia, to możemy gadać, a jeśli chcesz tylko pocieszyć się że znalazłeś fajną zagwozdkę, to nie mam czasu na takie zabawy.

To co? Wchodzisz w to?

Założenia:

1. Istnieje bóg Jahwe (ten biblijny).

Wchodzisz dalej?
04-09-2014 22:55 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>1. Istnieje bóg Jahwe (ten biblijny).
>Wchodzisz dalej?
>
hej,
Wchodzę !
Istnieje potwór który rozkazuje mi zamordować mojego syna aby okazać , że ja tego potwora kocham ponad wszystko , ponad wszelkie etyczne refleksje ... żadnych granic czyli żadnych zachamowań ...
Zamordowanie mego syna daje mi możliwość życia wiecznego
Ja - makuś ... odpowiadam : Nie zrobię tego !
To jest obrzydliwe !
Co ty odpowiadasz ?
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 23:42 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>1. Istnieje bóg Jahwe (ten biblijny).
>>Wchodzisz dalej?
>>
>hej,
>Wchodzę !
>Istnieje potwór który rozkazuje mi zamordować mojego syna aby okazać , że ja tego potwora kocham ponad wszystko , ponad wszelkie etyczne refleksje ... żadnych granic czyli żadnych zachamowań ...
>Zamordowanie mego syna daje mi możliwość życia wiecznego
>Ja - makuś ... odpowiadam : Nie zrobię tego !
>To jest obrzydliwe !
>Co ty odpowiadasz ?

1. Sama oferta na pierwszy rzut oka wygląda dość dramatycznie, ale...
2. Zarówno Bóg, jak i Abraham wierzący bogu, wie, że śmierć ciała to tylko "przejście". Faktycznie nikt nie umiera, a może otrzymać życie wieczne, zarówno Abraham, jak i Izaak (baranek). FAktycznie przecież nawet Izaak nie umarł w sensie ludzkim.
3. Istotą jest tutaj zawierzenie bogu i miłość silnijesza do boga, niż do ludzkiego życia (nawet włanego syna).
4. W ten sposób Abraham, doświadcza bólu Ojca (Jahwe), który oddał swego Syna (Jezusa) na śmierć za nasze grzechy.

Reasumując:

bóg doświadczył Abrahama, na swój wzór, tak aby ten mógł być zbawiony. Nikt w czasie tego doświadczenia nie zginął, co wiecej każdy wiedział, że ewentualna śmierć, to tylko "przejście", nieprzyjemne zapewne, ale tylko "przejście".

A teraz cynicznie:

I co nie opłaca się?
05-09-2014 00:03 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>I co nie opłaca się?

Przychodzi do Ciebie bog. Udowadnia CI, ze jest bogiem i kaze zabic corke. I co?
Podkladasz noz do gardla corki i:

- Coreczko, nie cykaj weza. Jesli to sa jaja i sprawdzian i bog zaraz z usmiechem na twarzy oznajmi nam "haha, prima aprilis" to oboje wygralismy. Udowodnimy, ze go sie boimy i w razie W wszystko zrobimy. A jak to nie beda jaja no to tez wygramy. Ty przeniesiesz sie do finalnej destynacji i bedziesz szczesliwa. Wszakze nie wiem czy w niebie bedziesz mogla skonczyc szkole, studiowac, zaczac wymarzona prace, zalozyc rodzine i cieszyc sie macierzynstwiem. Ale na 100% bedzie fajnie i Bosko. Nie moge Ci powiedziec dokladnie jak fajnie i bosko bo bog jest niezrozumialy (szczegolnie jak trzeba przestac belkotac i zaczac mowic o konkretach) ale bedzie fajnie i bosko.

A ja? A ja tez bede szczesliwy. Bede szczesliwy, ze dla jakiegos tam boga moglem Ci poderznac gardlo. BEde szczesliwy, ze dla jakiegos tam boga bede mial zaszczyt zarznac wlansa krew i cialo. Bo nie od dzis wiadomo, ze rodzina jest wazna ale bog najwazniejszy.


Brzostowski (7067 punktów)
>>I co nie opłaca się?
>Przychodzi do Ciebie bog. Udowadnia CI, ze jest bogiem i kaze zabic corke. I co?
>Podkladasz noz do gardla corki i:
>- Coreczko, nie cykaj weza. Jesli to sa jaja i sprawdzian i bog zaraz z usmiechem na twarzy oznajmi nam "haha, prima aprilis" to oboje wygralismy. Udowodnimy, ze go sie boimy i w razie W wszystko zrobimy. A jak to nie beda jaja no to tez wygramy. Ty przeniesiesz sie do finalnej destynacji i bedziesz szczesliwa. Wszakze nie wiem czy w niebie bedziesz mogla skonczyc szkole, studiowac, zaczac wymarzona prace, zalozyc rodzine i cieszyc sie macierzynstwiem. Ale na 100% bedzie fajnie i Bosko. Nie moge Ci powiedziec dokladnie jak fajnie i bosko bo bog jest niezrozumialy (szczegolnie jak trzeba przestac belkotac i zaczac mowic o konkretach) ale bedzie fajnie i bosko.
>A ja? A ja tez bede szczesliwy. Bede szczesliwy, ze dla jakiegos tam boga moglem Ci poderznac gardlo. BEde szczesliwy, ze dla jakiegos tam boga bede mial zaszczyt zarznac wlansa krew i cialo. Bo nie od dzis wiadomo, ze rodzina jest wazna ale bog najwazniejszy.
>
Cynicznie rzecz biorąc, to dokładnie tak.
Przyjąłeś założenie, to wiesz, że studia i praca to gówno w porownaniu z wiecznym szczęściem, które, w przypadku istnienia Jahwe (a takie jesy wyjściowe założenie) jest pewne.
05-09-2014 00:12 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Cynicznie rzecz biorąc, to dokładnie tak.
>Przyjąłeś założenie, to wiesz, że studia i praca to gówno w porownaniu z wiecznym szczęściem, które, w przypadku istnienia Jahwe (a takie jesy wyjściowe założenie) jest pewne.

A jesli Twoja corka nie wierzy w bajke, w ktora Ty uwierzyles? Zarzynasz?
05-09-2014 00:14 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Cynicznie rzecz biorąc, to dokładnie tak.
>Przyjąłeś założenie, to wiesz, że studia i praca to gówno w porownaniu z wiecznym szczęściem, które, w przypadku istnienia Jahwe (a takie jesy wyjściowe założenie) jest pewne.

Wieczne szczescie? Skad wiesz? Mozesz jakies 100% konkrety podac? Czy zarzynasz wlasna krew i cialo na podstawie nieudowodnionych bajek? Zarzynasz na podswtawie samej wiary???????
Brzostowski (7067 punktów)
>>Cynicznie rzecz biorąc, to dokładnie tak.
>>Przyjąłeś założenie, to wiesz, że studia i praca to gówno w porownaniu z wiecznym szczęściem, które, w przypadku istnienia Jahwe (a takie jesy wyjściowe założenie) jest pewne.
>Wieczne szczescie? Skad wiesz? Mozesz jakies 100% konkrety podac? Czy zarzynasz wlasna krew i cialo na podstawie nieudowodnionych bajek? Zarzynasz na podswtawie samej wiary???????
Chcesz uciec od założenia? Założyliśmy że Jahwe istnieje, nie ma już wiary! Jest pewność!
05-09-2014 00:29 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Chcesz uciec od założenia? Założyliśmy że Jahwe istnieje, nie ma już wiary! Jest pewność!

Ale co ma zalozenie istnienia do konkretow o szczesciu? Skad wiesz (zakladamy, ze wierzysz w istnienie bajkowego boga), ze w niebie bedzie szczescie? SZczescie w porownaniu z czym? Szczescie takie jak narodziny wlasnego dziecka? Mozna bedzie w niebie ze szczescia plakac? Bedzie mozna przezywac orgazmy?
Czy to szczescie w niebie jest tak samo niezrozumiale jak caly ten Twoj bog????
Brzostowski (7067 punktów)
>>Chcesz uciec od założenia? Założyliśmy że Jahwe istnieje, nie ma już wiary! Jest pewność!
>Ale co ma zalozenie istnienia do konkretow o szczesciu? Skad wiesz (zakladamy, ze wierzysz w istnienie bajkowego boga), ze w niebie bedzie szczescie? SZczescie w porownaniu z czym? Szczescie takie jak narodziny wlasnego dziecka? Mozna bedzie w niebie ze szczescia plakac? Bedzie mozna przezywac orgazmy?
>Czy to szczescie w niebie jest tak samo niezrozumiale jak caly ten Twoj bog????

Jesli założymy że Jahwe istnieje, to konsekwenctnie przyjmujemy, że czeka nas szczęśliwe życie wieczne, u boku Pana. Faktem jest, iż nie mamy konkretów na ten temat.
Nie ma to jednak dla tej argumentacji żadnego znaczenia, ponieważ zawsze będziesz mógł oczekiwac uszczegółowienia, niezależnie jakie by ono nie było.

Ale prawdą jest, że nie ma ugruntowanej, spójnej wizji tegoż życia wiecznego.
astrotaurus (12445 punktów)

>Chcesz uciec od założenia? Założyliśmy że Jahwe istnieje, nie ma już wiary! Jest pewność!
Co za brednia! Pewność masz Ty i masz ją z wiary. Założenie przyjęte dla rozpatrzenia jakiegoś zagadnienia (zwłaszcza tak niedorzeczne jak istnienie niedorzecznego stwora) nie oznacza w żadnej mierze zgodności treści założenia z rzeczywistością.
Owszem, można nawet przyjąć założenie, że jest bóg i to akurat dokładnie taki jakim go widzi Brzostowski, ale wtedy całe zagadnienie robi się jeszcze bardziej jałowe.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 01:06 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Chcesz uciec od założenia? Założyliśmy że Jahwe istnieje, nie ma już wiary! Jest pewność!
>Co za brednia! Pewność masz Ty i masz ją z wiary...

Qurwa, żesz!

Skup się. Wróć kilka postów wcześniej... Nie skacz po założeniach...

Nikt tutaj nie pisze że bóg istnieje FAKTYCZNIE! Rozważamy casus Abrahama i Izaaka, przy założeniu, że istnieje bóg. Potrafisz takie cóś?
05-09-2014 02:02 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Qurwa, żesz!
>Skup się. Wróć kilka postów wcześniej... Nie skacz po założeniach...
No ,qrwa żesz..., przeczytaj co się do Ciebie pisze zanim zaczniesz się mądrzyć. Ja nie skaczę po żadnych założeniach, tylko zwracam Ci uwagę co to w ogóle jest założenie.

>Rozważamy casus Abrahama i Izaaka, przy założeniu, że istnieje bóg. Potrafisz takie cóś?
I po to też była moja uwaga, aby było jasne że casus Abrahama i Izaaka jest kompletnie jałowy kiedy założenie obejmuje istnienie boga dokładnie takiego jakiego akurat uroił sobie Brzostowski - wtedy całe "rozważanie" sprowadza się do kazania wygłoszonego przez Brzostowskiego.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 00:13 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>1. Sama oferta na pierwszy rzut oka wygląda dość dramatycznie, ale...

Twierdziłeś powyżej:

Cytat:
Za dobrocią boga przemawia szereg rzeczy, za tym, że chce nas torturować i zjeść dusze chyba NIC.


>bóg doświadczył Abrahama, na swój wzór, tak aby ten mógł być zbawiony. Nikt w czasie tego doświadczenia nie zginął, co wiecej każdy wiedział, że ewentualna śmierć, to tylko "przejście", nieprzyjemne zapewne, ale tylko "przejście".

Pomijasz tutaj, iż ten "ojciec narodu wybranego", niedoszły dzieciobójca oraz alfons przy okazji (to już inna bajeczka), torturował psychicznie swoje dziecko. Każdy obdarzony minimum empatii dopatrzy się tu socjopatii u Twojego dobrego bożka - i popatrz - zupełnie on do pojęcia, bez najmniejszego problemu, wbrew temu coś ledwie wyżej napisał.

>A teraz cynicznie:
>I co nie opłaca się?

Proponowałem Ci i tą lekturę nie dla dzieci. W tej bajce dla dorosłych jest jeszcze bajka o Jefte - tam ten Twój psychol bawi się już na całego. Cała Twa argumentacja prawie (boć w końcu córkę usmażył) idealnie pasuje i tam.
Brzostowski (7067 punktów)
>>1. Sama oferta na pierwszy rzut oka wygląda dość dramatycznie, ale...
>Twierdziłeś powyżej:
> Cytat:
Za dobrocią boga przemawia szereg rzeczy, za tym, że chce nas torturować i zjeść dusze chyba NIC.
>

Chcesz czmychnąć od założenia? Jesli wiesz, że istnieje bóg, wiesz, że to nie jest nic strasznego to "zabicie". Wtedy już inaczej na to patrzysz.
>>bóg doświadczył Abrahama, na swój wzór, tak aby ten mógł być zbawiony. Nikt w czasie tego doświadczenia nie zginął, co wiecej każdy wiedział, że ewentualna śmierć, to tylko "przejście", nieprzyjemne zapewne, ale tylko "przejście".
>Pomijasz tutaj, iż ten "ojciec narodu wybranego", niedoszły dzieciobójca oraz alfons przy okazji (to już inna bajeczka), torturował psychicznie swoje dziecko. Każdy obdarzony minimum empatii dopatrzy się tu socjopatii u Twojego dobrego bożka - i popatrz - zupełnie on do pojęcia, bez najmniejszego problemu, wbrew temu coś ledwie wyżej napisał.
Nie takie to proste, jak byś chciał. To dzisiaj, z naszego punktu widzenia, bardzo ludzkiego tak to wygląda. Jednak jeśli przyjąłeś założenie o istneniu boga, musisz przyjąć, iż te cierpienia prowadzą do zbawienia. Zatem summa sumarum, wynik byłby pozytywny prawda?
Aby zostać wybitną baletnicą trzeba lat ćwiczeń, wyrzeczeń i cierpień.
Aby zostać noblistą, trzeba lat nauki, pracy, wyrzeczeń, w pewnym sensie cierpień.
...
itd...
Aby być zbawionym i mieć życie wieczne też trzeba trochę się nacierpieć: nagroda jest wysoka, to i cierpienie (próba) też nie łatwa.

Bóg jest pod tym względem w zasadzie taki jak my: aby coś osiągnąć, trzeba się nastarać i nieraz nacierpieć.

>>A teraz cynicznie:
>>I co nie opłaca się?
>Proponowałem Ci i tą lekturę nie dla dzieci. W tej bajce dla dorosłych jest jeszcze bajka o Jefte - tam ten Twój psychol bawi się już na całego. Cała Twa argumentacja prawie (boć w końcu córkę usmażył) idealnie pasuje i tam.

A teraz już uciekasz od założenia, cwaniaku, i robisz swoje hi hi.

Bóg jest bez sensu tylko dla ateistów, w dodatku tylko dla tych,którzy nawet nie potrafią trzymać się spójnie i logicznie założeń wyjściowych.

Faktycznie jest tylko tak kolego, że wszytkie te "dowodzenia" ateistów o tym, jaki to bóg niedobry, zły itd... są bez sensu, ponieważ "skaczecie" po założeniach.

To nie jest kwestia jaki ów bóg jest, tylko kwestia, że Wy w niego nie wierzycie. Bo jeśli istnieje, to zawsze, niezależnie od tego, jak by nas doświadczył, czeka na nas życie wieczne, co jest nagrodą nieporównywalnie większa niż cierpienia przez 50 lat.
I zawsze bilans, przy założeniu, że bóg istnieje, jest dodatni (co bowiem może się równac z szcześliwym życiem wiecznym?).

Bez sensu jest to wtedy, gdy boga nie ma (czyli dla ateistów). I jest to doskonale dla mnie zrozumiałe.
05-09-2014 00:42 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>czeka na nas życie wieczne..

Zycie to jedzenie i rozmnazanie sie. Mowisz, ze w niebie bedziemy jedli i sie rozmnazali?
Brzostowski (7067 punktów)
>>czeka na nas życie wieczne..
>Zycie to jedzenie i rozmnazanie sie. Mowisz, ze w niebie bedziemy jedli i sie rozmnazali?
Próbujesz sprowadzić dyskusję, przy ustalonych założeniach, do absurdu. Jestem pewien, że na tyle, na ile znasz Biblię, wiesz że nie. Po cholerę zatem sprowadzasz dyskusję na takie pierdoły?

Założyłeś Jahwe, trzymaj się, z resztą nie ma to znaczenia, co tam w niebie będzie, wazne że szczęście wieczne.
05-09-2014 01:18 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Założyłeś Jahwe, trzymaj się, z resztą nie ma to znaczenia, co tam w niebie będzie, wazne że szczęście wieczne.

Nie wazne co ale wazne ze sczescie???????

Czyli nie wiesz co bedzie ale wiesz, ze bedzie fajnie
Nie wiesz co bedzie za dwa lata lecialo w TVP ale wiesz, ze bedzie super
Brzostowski (7067 punktów)
>>Założyłeś Jahwe, trzymaj się, z resztą nie ma to znaczenia, co tam w niebie będzie, wazne że szczęście wieczne.
>Nie wazne co ale wazne ze sczescie???????
>Czyli nie wiesz co bedzie ale wiesz, ze bedzie fajnie
>Nie wiesz co bedzie za dwa lata lecialo w TVP ale wiesz, ze bedzie super
Tak właśnie. ZAuważ, że nie ma to znaczenia dla arguemnatcji. Chociaż chciałoby się wiedzieć więcej.
05-09-2014 12:02 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
>Założyłeś Jahwe, trzymaj się, z resztą nie ma to znaczenia, co tam w niebie będzie, wazne że szczęście wieczne.
>
W niebie nie będzie wiecznego szczęścia, gdyż mamy świadomość wiecznych tortur w piekle.

Po śmierci jest to co ma być.
05-09-2014 12:06 
 0 na 2
Willmaster (423 punktów)
Przypadkiem źle kliknąłem, dalsza część:
Chyba że komuś sprawia szczęście cierpienie innych.
05-09-2014 00:41 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>1. Sama oferta na pierwszy rzut oka wygląda dość dramatycznie, ale...
>2. Zarówno Bóg, jak i Abraham wierzący bogu, wie, że śmierć ciała to tylko "przejście". Faktycznie nikt nie umiera, a może otrzymać życie wieczne, zarówno Abraham, jak i Izaak (baranek). FAktycznie przecież nawet Izaak nie umarł w sensie ludzkim.

W Torze nie ma obietnicy zmartwychwstania, ani "życia po życiu", ani kary i nagrody po śmierci, ani niczego o tym, że śmierć ciała to tylko przejście. Abraham niczego takiego nie wie, ale najważniejsze, że "wie" Brzostowski, że Abraham wie i może sobie po katolicku popitolić.

I jeszcze tłumaczenie dla makusia, który niech lepiej katolika, albo kogoś do tego podobnego o takie rzeczy nie pyta, bo dostanie bełkot:

www.the614thcs.com/17.22.0.0.1.0.phtml
the614thcs.com/index.php?id=40,170,0,0,1,0
Brzostowski (7067 punktów)
>>1. Sama oferta na pierwszy rzut oka wygląda dość dramatycznie, ale...
>>2. Zarówno Bóg, jak i Abraham wierzący bogu, wie, że śmierć ciała to tylko "przejście". Faktycznie nikt nie umiera, a może otrzymać życie wieczne, zarówno Abraham, jak i Izaak (baranek). FAktycznie przecież nawet Izaak nie umarł w sensie ludzkim.
>W Torze nie ma obietnicy zmartwychwstania, ani "życia po życiu", ani kary i nagrody po śmierci, ani niczego o tym, że śmierć ciała to tylko przejście. Abraham niczego takiego nie wie, ale najważniejsze, że "wie" Brzostowski, że Abraham wie i może sobie po katolicku popitolić.

Człowieku, Abraham, Izaak są tutaj tylko przykładem problemu do rozważenia, który Makuś przedstawił: posłuszeństwa bogu wbrew ludzkiej logice.

Nie rozważamy tutaj tego Abrahama i tego Izaaka, tylko Ojca, któremu bóg nakazał zabić swoje dziecko. Przrczytaj sobie problemowy post MAkusia.

A ja rozwazam ten problem z punktu widzenia katolika i nie ukrywam przecież tego, piszę przecież o zbawieniu i życiu wiecznym, a nie o szeolu.

Nie ma to dla mojej argumentacji żadnego znaczenia.

05-09-2014 07:30 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Człowieku, twoja bełkotliwa argumentacja nie ma żadnego znaczenia. Punkt widzenia "katolika" jest tutaj właśnie bełkotem, niczym więcej. Na te nieudolne brednie ze zbawieniem i życiem wiecznym należy się tylko stuknąć w głowę. A już najlepsze jest to katolickie bredzenie o zapowiedzi przyjścia Jezusa i jego odkupieńczej śmierci w historii z Izaakiem. Czego to katole nie wymyślą! Odpowiedź dla problemu makusia jest pod linkami, a nie w twoich chorych, katolickich bredniach. I daruj sobie jakieś wrzutki z szeolem, mające świadczyć o tym, że jesteś poważnym dyskutantem.
05-09-2014 08:45 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>I daruj sobie jakieś wrzutki z szeolem, mające świadczyć o tym, że jesteś poważnym dyskutantem.
Z szeolem, powiadasz?
Raczej WSZYSTKIE wypowiedzi Brzostowskiego to wrzutki mające stworzyć wrażenie, że jest poważnym dyskutantem. Cóż, religia i bełkot ją chroniący to rzeczywiście poważna sprawa, aczkolwiek nie tak jak chciałby Brzostowski i jemupodobni.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 09:12 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Raczej WSZYSTKIE wypowiedzi Brzostowskiego to wrzutki mające stworzyć wrażenie, że jest poważnym dyskutantem.

On naprawdę uwierzył, że jest poważnym dyskutantem, a te wrzutki plus nieustanne dyskredytacje oponentów i milczące uniki są obronne, kiedy czuje, że jest za cienki i może wpakować się na minę. Ja odpadam, nie jestem w stanie tego czytać. Ukrywam gościa.
05-09-2014 10:06 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>On naprawdę uwierzył, że jest poważnym dyskutantem,
Zwłaszcza że tego typu typy są legitymizowane przez oponentów zbyt poważnym traktowaniem.

>a te wrzutki plus nieustanne dyskredytacje oponentów i milczące uniki są obronne, kiedy czuje, że jest za cienki i może wpakować się na minę.
Tak działa wiara! Zmusza umysł do chachmęcenia w obronie siebie, człowiek z takim upośledzeniem nawet nie rozumie jak się ośmiesza.

>Ja odpadam, nie jestem w stanie tego czytać.
Coś na ból zębów (u mnie najlepiej działa piwo) i do przodu.
Pewnie, że bełkot Brzostowskiego przy Mahabharacie czy mitologii Greków i Rzymian to obłąkane łamańce, ale w porównaniu z Biblią, Koranem, Katechizmem KK, dokumentami soborowymi, wypocinami Wojtyły to kaszka z mleczkiem, a tamto też przecież trzeba było strawić!

>Ukrywam gościa.
Nie wolno! Ani jego, ani Michalików czy Hoserów i ich apologetów gdziekolwiek. To woda na młyn ich i takich zapaćkanych ateistów jak Michniki, Mellery, Czubaszki...
Uwypuklaj go raczej, obnażaj, a umiesz to robić!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 10:59 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Muszę odpocząć. Babranie się w kolejnych, zawsze specyficznie pokręconych umysłach czasami mnie przeciąża. Czuję, że tracę czas na coś zupełnie jałowego, bo oni bez przerwy złażą z kościelnej taśmy, każdy z tylko własnym, swoistym, pokręconym światem w głowie. Żeby to było jeszcze coś choć trochę ciekawego, ubogacającego. Bez szans. To już trzeba się gdzieś indziej udać, po coś innego sięgnąć. Tutaj jedynie od krytyków coś czerpię dla siebie, w tym oczywiście od ciebie, i to mnie satysfakcjonuje. A najgorzej jest wtedy, kiedy jeden z drugim takim uprawia kompletny bełkot w czymś co już jest wystarczająco ze swej natury bełkotliwe. Wtedy mnie oczy bolą i jeszcze kilka innych miejsc, o których nie napiszę. Tak więc na chwilę muszę odpocząć od tych fatalnych konstrukcji. Nie mam ochoty ich na jakiś czas oglądać, choć będę sobie czytał inne wypowiedzi. Muszę oczyścić umysł, zrobić mu wakacje od tej beznadziei. Pozdrawiam i dzięki.
06-09-2014 18:00 
 Ocena-2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Człowieku, twoja bełkotliwa argumentacja nie ma żadnego znaczenia. Punkt widzenia "katolika" jest tutaj właśnie bełkotem, niczym więcej. Na te nieudolne brednie ze zbawieniem i życiem wiecznym należy się tylko stuknąć w głowę. A już najlepsze jest to katolickie bredzenie o zapowiedzi przyjścia Jezusa i jego odkupieńczej śmierci w historii z Izaakiem. Czego to katole nie wymyślą! Odpowiedź dla problemu makusia jest pod linkami, a nie w twoich chorych, katolickich bredniach. I daruj sobie jakieś wrzutki z szeolem, mające świadczyć o tym, że jesteś poważnym dyskutantem.

Rozmowa z Tobą jest bez sensu...

W każdej rozmowie przujmuje się pewne założenia, i tutaj przyjęliśmy. Z nich wynika, to co wynika. Wynik ten nie bardzo Ci pasuje, boś ideolog jest, i wtedy wracasz do "bredni", które były przecież konsekwencją założenia.

To jest masakra intelektualna. Nie potrafisz po prostu dyskutować, gdy wnioski nie zgadzają się ze światopoglądem. A to jest fideizm.
06-09-2014 18:19 
 Ocena 6 na 6
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>W każdej rozmowie przujmuje się pewne założenia..

Tak, tak. W dyskusji o DNA moge sobie przyjac, ze poprzez magiczne zaklecia moge przemycic do platka skladajacego sie z maki i wody informacje DNA jakiegos goscia sprzed 2000 lat. Bedzie to powazna dykusja??

I wlasnie tak powazny jest Twoj belkot o Twoim bogu, ktorego istnienie wyliczyles na podstawie rachunku prawdopodobienstwa
05-09-2014 08:46 
 Ocena 6 na 6
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Dzięki za odpowiedź
A teraz tak :
1) Jesteś tak bardzo zafascynowany życiem wiecznym i nagrodami jakie otrzymasz za bezwarunkwe posłuszeństwo , że akceptujesz nawet dzieciobójstwo
2) Potrzebujesz jednak jakiejś racjonalizacji a więc wymyślasz , że życie tu i teraz to fikcja , bajka , złudzenie - natomiast prawdziwe życie zaczyna się po śmierci
3) Nie dostrzegasz , że takie warunki ( zamordowanie dziecka ) może postawić wyłącznie chory , zdegenerowany psychopata

Wniosek z tego nasuwa się niestety bardzo smutny a zarazem niebezpieczny :
Brak jakichkolwiek granic , brak jakichkolwiek zachamowań
Taka postawa jest charakterystyczna dla fanatyków i socjopatów! - Niezdolność do zakreślania granic (wolności)swojej jak i innych oraz brak hamulców regulujących zakres i poziom interakcji z drugim człowiekiem
Obcinanie głów i kamienowanie bierze się z tych źródeł .

4) Czy nie przyszło ci nigdy do głowy aby powiedzieć nie ?
Był taki eksperyment polegający na tym aby razić pradem drugą osobę - wykonując polecenia eksperymentatora ( oczywiście prąd był fikcyjny o czym poddawani testowi nie wiedzieli )
Większość osób okazała się bezwolna wobec siły autorytetu i raziła prądem innych bez zbędnych namysłów
Tylko niektórzy potrafili powiedzieć nie !
Nie - to była jedyna właściwa odpowiedź

makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
05-09-2014 12:15 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
>1) Jesteś tak bardzo zafascynowany życiem wiecznym i nagrodami jakie otrzymasz za bezwarunkwe posłuszeństwo , że akceptujesz nawet dzieciobójstwo

No popatrz, a ponoć ateizm to cywilizacja śmierci

Po śmierci jest to co ma być.
06-09-2014 18:18 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>hej,
>Dzięki za odpowiedź
>A teraz tak :
>1) Jesteś tak bardzo zafascynowany życiem wiecznym i nagrodami jakie otrzymasz za bezwarunkwe posłuszeństwo , że akceptujesz nawet dzieciobójstwo
>2) Potrzebujesz jednak jakiejś racjonalizacji a więc wymyślasz , że życie tu i teraz to fikcja , bajka , złudzenie - natomiast prawdziwe życie zaczyna się po śmierci
>3) Nie dostrzegasz , że takie warunki ( zamordowanie dziecka ) może postawić wyłącznie chory , zdegenerowany psychopata
....

Makuś zadał pytanie w którym założył, że istnieje bóg, który nakazuje zabicie dziecka, i m.in. za to (posłuszeństwo) bóg ofiarowuje życie wieczne. Tak z grubsza.

Skoro zatem istnieje bóg i życie wieczne, to logiczne jest że zabicie dziecka nie jest faktycznie zabiciem tylko dość dramatycznym "przejsciem" z tego świata, do drugiego.

Ten drugi świat, to życie wieczne, szczęsliwe możliwe dla ojca i dziecka.

Wniosek jest oczywisty: "próba" (owszem dramtyczna) prowadzi do weicznego życia.

Makuś się skapował, że wniosek jest tak logiczny, iż Makuś przegrał, w tej dyskusji.

A zatem Makuś stwierdził, że to ja wymyślam życie po śmeirci itd... I teraz wydaje mu się, że wygrał! Nie widzi jednak, że zmienił założenie...

Trzeba było Makuś tak zacząć:

1. Nie ma boga, nie ma życia wiecznego, nie ma zbawienia...
2. Wtedy zapytać, co ja myślę, na temat nakazowi Jahwe dot. zabicia syna.

I ja bym Ci wtedy odpowiedział: nie ma boga, Jahwe to postać fikcyjna, a tego typu nakazy uważam za chore.

I byśmy się zgodzili.

Skup się.
06-09-2014 21:51 
 Ocena 4 na 4
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Istnienie boga jest dla ciebie usprawiedliwieniem dla zabójstwa ? Jeżeli bóg istnieje to wszystko można ? Wszystko jest dozwolone , nie ma żadnych granic ?
Powtarzam raz jeszcze : Takich warunków nikt nawet bóg stawiać nie ma prawa bo stawianie - takich warunków zmieniają boga w diabła . Na takie żądania należy odpowiedzieć Nie .
Poza tym sposób w jaki przedstawiasz nasze życie przypomina symulacje komputerową gdzie nic nie jest prawdziwe
A więc spokojnie można założyć , że Ewa nie zjadła jabłka , Kain nie zabił Abla , Jezus wcale nie umarł na krzyżu a sąd ostateczny i życie wieczne są jedynie rozwiewającą się w słońcu mgłą .
Widzisz Brzostku , ty albo o cywilizacjach kosmicznych albo o symulacjach komputerowych opowiadasz
Może tak roboczo założysz , że to co cię otacza to rzeczywistość
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
07-09-2014 10:21 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
>Istnienie boga jest dla ciebie usprawiedliwieniem dla zabójstwa ? Jeżeli bóg istnieje to wszystko można ?

Ciekawe więc po co Bóg dał zakaz zabijania, skoro Brzostowski i tak by zabił i jeszcze pewnie wierzy że za grzech trafiłby do nieba, nie przyszło mu do głowy że Bóg może testować jego "moralność"? Udowodniłeś sam sobie że oddajesz cześć szatanowi, bo tylko szatan (według katolickiego dogmatu) pragnie ludzkiego cierpienia (w każdej postaci: fizycznej, psychicznej, moralnej), w przeciwieństwie do Boga który w katolicyzmie ma być zaprzeczeniem cech demonów, skazałbyś swoje dziecko na cierpienie, ale nie tylko je, siebie przy okazji, właśnie tego pragnie Biblijny szatan - ludzkiego cierpienia!

Po śmierci jest to co ma być.
06-09-2014 10:13 
 0 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Założenia:
>1. Istnieje bóg Jahwe (ten biblijny).
Przyjmując założenie o istnieniu biblijnego boga przyjmujemy - z dobrodziejstwem jego definicji - istnienie dowolnego cudu, a więc także jednoczesne tego boga nieistnienie, czyli nawet założenie istnienia boga prowadzi nade wszystko do wniosku o jego nieistnieniu.

Logicznie od ateizmu nie ma ucieczki.
.
07-09-2014 10:19 
 Ocena-1 na 1
Willmaster (423 punktów)
Trochę nie rozumiem, możesz to jakoś lepiej wyjaśnić?

Po śmierci jest to co ma być.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Trochę nie rozumiem, możesz to jakoś lepiej wyjaśnić?
Pewnie mogę, czego konkretnie nie rozumiesz?
.
08-09-2014 16:12 
 Ocena-1 na 1
Willmaster (423 punktów)
Przyjmując istnienie cudów, przyjmujemy nieistnienie boga, dlaczego?

Po śmierci jest to co ma być.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Przyjmując istnienie cudów, przyjmujemy nieistnienie boga, dlaczego?
[Gwoli ścisłości, to przyjęłam zaproponowane istnienie boga, nie od razu cudów.]

Jeśli jest bóg, są też sprawiane przez niego dowolne cuda, naukowo kwalifikowane jako sprzeczności, a jeśli są dowolne sprzeczności, jest też sprzeczność polegająca na nieistnieniu boga przy jednoczesnym jego istnieniu. Czyli z założenia, że bóg jest, wynika jego nieistnienie.
.
08-09-2014 09:31 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>Przyjmując założenie o istnieniu biblijnego boga przyjmujemy - z dobrodziejstwem jego definicji - istnienie dowolnego cudu, a więc także jednoczesne tego boga nieistnienie
Chyba że ów "Bóg" cechowałby się jedną ułomnością - nieumiejętnością nieistnienia.
>Logicznie od ateizmu nie ma ucieczki.
Tak
.
04-09-2014 09:55 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Mój sposób rozumowania jest wolny od zależności, od tego czy dzieje się dobrze czy źle (...)
> Dlatego też jestem uczciwy intelektualnie.

Sprawdźmy.

> Przykład: bóg, z miłości dla nas, oddał swego syna na śmierć (...),
> aby ten mógł nas zbawić. Jest to generalnie wyraz miłości boga do ludzi.

Zadziwiająco łatwo przypisujesz (niezrozumiałemu podobno?) Bogu pozytywne cechy i intencje.
A może on wszystko robi po to, żeby nas torturować na Ziemi, a po śmierci pożreć nasze dusze...?

> Przykład: jest zło na świecie. Dlaczego tak to wymyślił? Nie wiem. Bóg niezrozumiały - dzieje się źle.

A tutaj nic o złych cechach i intencjach... dlaczego?

> Udowodniłem, że nie ma w moim rozumowaniu zależności pomiędzy dobrocią i zrozmieniem oraz złem i niezrozumieniem.

Ależ jest, i to bardzo wyraźna - wszystko co dobre rozumiesz i tłumaczysz pozytywnymi cechami Boga, natomiast złe rzeczy są dla Ciebie niezrozumiałe i nie wiadomo z czego wynikają.

Proponuję:
a) dobre i złe "boskie sprawki" traktować równoważnie, nazywając je po imieniu (Bóg ma cechy dobre i złe), albo:
b) trzymać się boskiej niezrozumiałości i konsekwentnie unikać wszelkich wartościowań, żeby uniknąć zarzutu "chciejstwa"
Brzostowski (7067 punktów)
>Sprawdźmy.
>> Przykład: bóg, z miłości dla nas, oddał swego syna na śmierć (...),
>> aby ten mógł nas zbawić. Jest to generalnie wyraz miłości boga do ludzi.
>Zadziwiająco łatwo przypisujesz (niezrozumiałemu podobno?) Bogu pozytywne cechy i intencje.
To, że bóg jest niezrozumiały, nie oznacza, że niczego nie można zrozumieć. Objawienie boskie, dekalog, przykazanie miłości, obietnica zbawienia, wskazują na to, że bóg jest dobry.
>A może on wszystko robi po to, żeby nas torturować na Ziemi, a po śmierci pożreć nasze dusze...?
Masz jakąkolwiek przesłankę aby tak sądzić? Jakiś zapis w Biblii, że tak może być? Cokolwiek? Gdyby coś takiego było, można wówczas rozważać taki pomysł.

Nie ma w tych dwóch Twoich przykładach symetrii. Za dobrocią boga przemawia szereg rzeczy, za tym, że chce nas torturować i zjeść dusze chyba NIC.

Aby być uczciwym intelektualnie i stawiać takie tezy jako równie prawdopodobne, musiałbyś mieć cokolwiek co świadczy o tej drugiej. Masz coś?

>> Przykład: jest zło na świecie. Dlaczego tak to wymyślił? Nie wiem. Bóg niezrozumiały - dzieje się źle.
>A tutaj nic o złych cechach i intencjach... dlaczego?
Nie ma do tego przesłanek z Objawienia, Biblii.
>> Udowodniłem, że nie ma w moim rozumowaniu zależności pomiędzy dobrocią i zrozmieniem oraz złem i niezrozumieniem.
>Ależ jest, i to bardzo wyraźna - wszystko co dobre rozumiesz i tłumaczysz pozytywnymi cechami Boga, natomiast złe rzeczy są dla Ciebie niezrozumiałe i nie wiadomo z czego wynikają.
>Proponuję:
>a) dobre i złe "boskie sprawki" traktować równoważnie, nazywając je po imieniu (Bóg ma cechy dobre i złe), albo:
>b) trzymać się boskiej niezrozumiałości i konsekwentnie unikać wszelkich wartościowań, żeby uniknąć zarzutu "chciejstwa"

Widzę, że nie u mnie jest chceijstwo dobrego boga, a u Ciebie złego i jeszcze w dodatku zarzucasz mi nieuczciwość, której nie ma.

Jeszcze raz.

1. Ktoś wymyślił (bóg) że trzeba się nacierpieć, aby być zbawionym. Dlaczego tak jest - nie wiem, nie rozumiem boga. Czy to jest złe, czy dobre że bóg tak to wymślił? Nie wiem. Ty wiesz? Co w tym jest nieuczciwego intelektualnie?

2. Bóg objawił się i powiedział: stworzyłem Was, na moje podobienstwo, kocham Was, będziecie czynic tak i siak to będziecie zbawieni, a jak nie to nie. Czy to jest złe, czy dobre że bóg tak to wymślił? Nie wiem. Ty wiesz? Co w tym jest nieuczciwego intelektualnie?

3. Dekalog, przyakzanie miłości to nie wyraz "chciejstwa" tylko, oczywiście wierząc że owo objawienei miało miejsce - realne zasady. Wg mnie (MOJEJ OCENY) dobre zasady. Wniosek: BÓG DOBRY. Co w tym jest nieuczciwego intelektualnie?

To Ty kolego proponujesz nieuczciwą intelektualnie grę: zapominasz o tym, że bóg przekazał dekalog, potem przykazanie miłości, że cały przekaz boga (w Bibii) służy naszemu zbawieniu (szczęściu).

W ogóle o tym zapominasz, nawet roboczo nie chcesz tego uznać i jakby oczekujesz aby patrzeć na boga jedynie poprzez to co dostrzegamy na tym świecie.

To jest nieuczciwe, bo od razu WIESZ, że boga nie ma.

Aby było uczciwie:

1. Załóżmy roboczo, że Jahwe istnieje, i Jezus też. Trzymajmy się jednak, na ile pozwala nam wiedza, już tego założenia.

2. I teraz możesz na tego boga nawalać, że mówił to, a robi tamto, teraz można uczciwie o nim rozmawiać. Oceniać jego sprawki, itd...

Problem polega tylko na tym, że jeśli przyjmiesz roboczo punkt 1, to przegrasz w tej dyskusji i dobrze o tym wiesz, Ty i inni. Dlatego z ogromną chęcią pławicie się w krytykowaniu boga, wykpiwaniu religii, przy założeniu, że i tak boga nie ma. Gdybyście bowiem założyli, że jest, musielibyście też przyjąć to co można o bogu, w miarę spójnie powiedzieć z Biblii, no bo jak inaczej? A to wtedy prowadzi, do całkiem przyzwoitego, dobrego boga. A fakt że boga nie rozumiemy, może z łatwością być wytłumaczeniem dlaczego jego obraz jest tylko dobry, a nie bardzo dobry.

Asymetria dobry/niedobry bóg, która dałaby przewagę Tobie w tej dyskusji, byłaby wtedy, gdybyśmy o bogu mogli z Biblii powiedzieć, że jest skur....ynem.

Np: gdyby On sam powiedział: stworzyłem Was, pachołki ludzkie, abyście pracowali dla mnie, a jak będziecie dobrze pracować, to po śmierci będzie mniej w p*****l. Tak mówię i już!

Tymczasem bóg mówi zupełnie coś innego: o miłości, wolnej woli, zbawieniu...

A trudno jest mówić o bogu bez założenia że istnieje i tego co o nim wiemy z biblii.
04-09-2014 21:23 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Tymczasem bóg mówi zupełnie coś innego: o miłości, wolnej woli, zbawieniu...
>A trudno jest mówić o bogu bez założenia że istnieje i tego co o nim wiemy z biblii.

hej,
Abraham miał wolną wole tak jak i ty ją posiadasz .
Bóg zażądał zamordowania dziecka Abrahama i ... Abraham z miłości do boga był gotów to zrobić
Tego dowiadujesz się z biblii
Czy jesteś gotów do tego aby zamordować swe dziecko z miłości do boga ?
Co w tym pytaniu jest niezrozumiałe ?
Odpowiedz ! Proszę !
Boisz się swojej odpowiedzi ?
Ja też się jej boje - ale może refleksja nad tym dylematem pozwoli ci coś na temat twojej wiary zrozumieć ... ?
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 21:42 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Asymetria dobry/niedobry bóg, która dałaby przewagę Tobie w tej dyskusji, byłaby wtedy, gdybyśmy o bogu mogli z Biblii powiedzieć, że jest skur....ynem.

Brzostowski, jeślibyś czytywał tą wersję: biblia.deon.pl/ , a nie tą Twoją: bibleforchildren.org/languages/polish/stories.php toć bez problemu byś go tym skur...ynem obdarował. Nawet jak czytujesz tą drugą, to choćby na podstawie tego: bibleforch(*)20Abrahams Love Polish.pdf
można spokojnie twierdzić, że jest zdrowo pieprznięty.
Brzostowski (7067 punktów)
Istnieją 2 odpowiedzi.

1. ... to była alegoria.

2. I odpowiedź poważna, bo i sprawa jest poważna. Jestem gotów na taką dyskusję, ale nie wiem czy mi się z Tobą chce. Bo Ty potem i tak powiesz: alegoria, hi hi hi!

I teraz skup się:

Jeśli przyjmiesz roboczo, że bóg istnieje (ten Jahwe), wraz z konsekwencjami tego założenia, to możemy gadać, a jeśli chcesz tylko pocieszyć się że znalazłeś fajną zagwozdkę, to nie mam czasu na takie zabawy.

To co? Wchodzisz w to?

Założenia:

1. Istnieje bóg Jahwe (ten biblijny).

Wchodzisz dalej?
04-09-2014 22:40 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>I teraz skup się:

Więcej skupienia wymaga otwarcie puszki sardynek.

>Wchodzisz dalej?

Dawaj tą poważną.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Wchodzisz dalej?
>Dawaj tą poważną.

Przyjmujesz założenie?
MarcinK (9189 punktów)
>>>Wchodzisz dalej?
>>Dawaj tą poważną.
>Przyjmujesz założenie?

Może być. Dawaj.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>Wchodzisz dalej?
>>>Dawaj tą poważną.
>>Przyjmujesz założenie?
>Może być. Dawaj.

Bóg chciał sprawdzić wiarę Abrahama.
04-09-2014 23:28 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Bóg chciał sprawdzić wiarę Abrahama.

Czyli całkiem da się pojąć tego psychopatę?
04-09-2014 23:46 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Bóg chciał sprawdzić wiarę Abrahama.
>Czyli całkiem da się pojąć tego psychopatę?

tutaj odpowiadam makusiowi:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,634063/i,7#w634511

także przeniesiemy dyskusję tam, zapraszam.
05-09-2014 11:49 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Absolutne nakazy, oparte na absolutnej prawdzie

Etyka religijna opiera swe nakazy i zakazy na objawieniu woli bożej, wyrażonej zazwyczaj w świętych księgach, w które trzeba wierzyć i do których interpretacji upoważnieni są tylko kapłani. Każde z wyznań - nawet tych, wspólnie wywodzących swą religijną ciągłość od Abrahama - uważa, że tylko im w pełni Bóg objawił swą wolę i dlatego to one są jedynymi jej prawdziwymi reprezentantami na ziemi. Istnieje więc tylko jeden depozytariusz i tylko jeden prawdziwy system moralny przekazywany w nauce Kościoła. Cokolwiek on nakazuje jest dobre, a czego on zakazuje - złe.

Zrozumiałe, że nakazy muszą być poddawane reinterpretacjom. Weźmy przykłady z Ewangelii. Jak do dnia dzisiejszego mają się takie nakazy: Idź, sprzedaj, to co posiadasz, i rozdaj ubogim lub Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, (...) nie chciwy na grosz, który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży? (wytłuszczenie moje) Kościół musi permanentnie dokonywać odpowiedniego aggiornamento, tak aby Lud Boży wiedział,
co ma aktualnie przyjmować za niezmienną prawdę. Chcąc zasłużyć na życie wieczne trzeba wierzyć swoim pasterzom
i postępować zgodnie z tą wiarą.

Większość ludzi nie lubi myśleć samodzielnie, wygodnie poddając się dyktatowi środowiska. Świadomie tłumi swą indywidualność, byle tylko zasłużyć na podziw stada (B. Russell). Gdy zaczyna się myśleć, rodzą się głupie pytania.
Na przykład takie: jeżeli Bóg jest wszechmocny, to wszelki grzech jest zgodny z jego wolą, gdyż gdyby grzech był nieposłuszeństwem wobec jego woli, to znaczyłoby, że Bóg nie jest wszechmocny. Teologowie na ten temat potrafią napisać wielkie dzieła, po których lekturze już naprawdę nic nie wiadomo, i których poza innymi teologami nikt nie potrafi zrozumieć.

U Leszka Kołakowskiego można spotkać wiele ciekawych pytań teologicznych. Oto jedno z nich zawarte w "Kluczu niebieskim": Izaak odwrócił się i zobaczył ojca zastygłego ze wzniesioną bronią, z błyskiem brutalnej determinacji w oczach, z zaciśniętymi ustami i wyrazem zaciętej stanowczości na twarzy. Wydał przeciągły krzyk i upadł zemdlony. (...) Wszystko dobrze się skończyło i w rodzinie było dużo śmiechu. Izaakowi pozostała tylko drobna dolegliwość: od tej pory chwiał się na nogach i dostawał mdłości na widok ojca. Ale w końcu żył długo i szczęśliwie.

Wiem, że Jezus Chrystus jest Bogiem miłości; to już nie plemienny, groźny i mściwy Bóg Jahwe, ale przecież wraz z nim
i z Duchem Świętym są w "Trójcy jedynym". Racjonalność każe zadać pytanie: czy wszechmoc i wszechwiedza zawsze łączą się z dobrocią, a nawet idąc dalej, z rozumem?


www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,487985#w489654
[Załącznik]

@@@
.
05-09-2014 14:47 
 Ocena-2 na 6
Brzostowski (7067 punktów)
Wiedziałem, że ten "demon" w końcu też się wybudzi...
05-09-2014 17:49 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Wiedziałem, że ten "demon" w końcu też się wybudzi...
Było, mineło i chyba się nie wróci, ale sentyment dla wspaniałego forum dla samodzielnie myślącej inteligencji pozostał i stąd jeszcze sporadyczne reakcje. Zresztą to nie do Pana, tylko do tych, którzy zrozumieć to co piszę potrafią.

@@@
.
05-09-2014 21:42 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>>Wiedziałem, że ten "demon" w końcu też się wybudzi...
> Było, mineło i chyba się nie wróci, ale sentyment dla wspaniałego forum dla samodzielnie myślącej inteligencji pozostał i stąd jeszcze sporadyczne reakcje. Zresztą to nie do Pana, tylko do tych, którzy zrozumieć to co piszę potrafią.

Dlatego już z Panem nie rozmawiam, ponieważ zaczyna Pan od obrażania innych. A sam nie jest Pan taki logiczny i racjonalny oraz w dodatku nieuczciwy intelektualnie. Z takim gościem nie da się rozmawiać.

Przy okazji, kolejny raz namawiam Pana, aby Pan napisał coś o nadrzeczywistości, której istnienie Pan dopuszcza. Na pewno inni racjonaliści chętnie się dowiedzą co to jest. A i ja poczytam...

To co, da się Pan skusić?
05-09-2014 23:22 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Dlatego już z Panem nie rozmawiam,
???

> ponieważ zaczyna Pan od obrażania innych.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,624150#w624828

> A sam nie jest Pan taki logiczny i racjonalny oraz w dodatku nieuczciwy intelektualnie.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,627117#w634014
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,629374#w630008
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,616621#w618742

>Z takim gościem nie da się rozmawiać.
www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,612740#w615303
www.racjon(*).php/z,0/d,25/s,506302#w509659

>Przy okazji, kolejny raz namawiam Pana, aby Pan napisał coś o nadrzeczywistości, której istnienie Pan dopuszcza. Na pewno inni racjonaliści chętnie się dowiedzą co to jest. A i ja poczytam...
Co za "ON"? Nie wiadomo co i nie wiadomo jak istniejące? Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć!
Nie ma na to nawet najmniejszych szans.
Nie istnieje taka dziura w "obiektywnie istniejącej rzeczywistości", w której to "cosik" mogłoby się zmieścić! Ani teoretycznie, ani praktycznie! Udowodniła to nauka na przeróżne sposoby, tak zupełnie przy okazji - wcale Bogiem i bogami się nie zajmując. Po prostu nie istnieją już takie dziury, w które Bóg by się mógł zmieścić, ale z wiarą nie ma dyskusji i nie mam żadnych kontrargumentów dla Pańskiej wiary. Wierz Pan sobie w co chcesz, tylko racjonalistom daj Pan już spokój.

www.racjon(*).php/z,0/d,33/s,506302#w514162
www.racjon(*).php/z,0/d,33/s,506302#w514675

>To co, da się Pan skusić?
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,630910#w631856

@@@
.
06-09-2014 20:30 
 Ocena 3 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
W sumie szkoda... dzięki Panu, czasami zaoszczędziłem na kawie...

Ale poważnie też szkoda, i to w kilku wymiarach:

1. Ma Pan wiedzę, jest Pan w stanie się nią dzielić.
2. Potrafi Pan czasem rozgrzać dyskusję, co też bywa dobre.

Niestety posiada Pan mnóstwo cech trudnych: aroganckie teksty, nieuczciwość intelektuaklna w dyskusji, żonglerka logiką, ideologiczne podejście do niektórych spraw.

Dopóki na fR bardzo mocno przeważały osoby o zacięciu antyklerykalnym, w tym wśród moderacji i pozwalano na pańskie aroganckie odnoszenie się do innych, a także był niezły "klub wzajemnej adoracji antyklerykalnej" to było fajnie. Od pewnego czasu jednak fR uległo zmianie, poszło to w kierunku mniejszego radykalizmu antyklerykalnego...

Niektórzy porezygnowali... Pan też tak zamierza...

Wg mnie to wynik pańskiego ideologicznego, antyklerykalnego zacięcia. Na forum można dyskutować o setkach problemów, jeśli drażnią Pana "ewangelizatorzy" można ich ignorować, podejmując inne ciekawe wątki.

Mam takie wrażenie, że Pan i część innych forumowiczów miała tutaj na fR świetne miejsce do adorowania swojego antyklerykalnego światopoglądu, zawłaszczając dużą część przestrzeni na takie właśnie dyskusje. W sytuacji, gdy jest tego mniej to Panu już nie pasuje. Myślę, że to jedna z głównych przyczyn, odczuwania przez Pana absmaku związanego z fR.

Druga dotyczy tego, że jednak Ci "ewangelizatorzy" nie są tacy głupi, że potrafią wykazać neiuczciwość intelektualną, żonglowanie logiką i inne antyklerykalne "cwaniactwa" intelektualne.

Mógłby Pan zatem zająć się dyskusjami spoza szeroko pojętego antyklerykalizmu, nie zajmować się już bogiem (którego przecież nie ma), co byłoby dla ateisty (nie obraża się Pan za takie określenie) całkiem zdrowe. Jest przecież dużo ciekawych spraw na świecie...

Tyle tylko, że ów antyklerykalizm (ideologiczny oczywiście, bo ten "normalny" jest w wersji umiarkowanej całkiem zdrowy) to wg mnie paliwo którym Pan żyje. A tu go coraz mniej...

Tak, czy inaczej szkoda...

Jeśli już ta starość o której Pan pisał, przyciśnie Pana mocniej (życzę oczywiście długich lat życia w dobrym zdrowiu), proszę napisać czy uwierzył Pan w boga lub przynajmniej myśli takie do głowy przychodziły. Piszę poważnie, bez ironii.

Na szczęście, bóg może istnieć, niezależnie czy Pan w niego wierzy i jakie ma Pan o nim zdanie. Może także wybaczyć wszystko. Taki z Niego gość!

A teraz do nadprzyrodzoności...

Cytuję Bogusławskiego:

"Należę do tych ludzi, którzy w 999,999 są pewni, że bóg nie istnieje. Ten promil promila jest pozostawiony tylko ze względów metodologicznych. (Konieczności pozostawienia jakiejś wątpliwości)".

"Mam 999 promili pewności, że żaden świat nadprzyrodzony nie istnieje, a w jednym promilu jestem agnostykiem".

i inne... można sobie poszukać, w tym:

"Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć!Nie ma na to nawet najmniejszych szans."

1. Czy 1 promil = nie może istnieć? Czy Pan zmienił zdanie? Czy to tylko (jak przypuszczam słowa... i utrzymuje Pan ową metodologiczną niepewność)?

2. Chciałoby się zadać pytanie: jak Pan to prawdopodobieństwo/szansę wyliczył/oszacował? No... jak... na czuja... intuicyjnie, bo jak inaczej?

Opowieści o pozostawieniu "metodologicznej" niepewności mozna sobie włożyć między bajki. Bo przecież ta metodologiczna musi wynikać z podejścia racjonalnego, no bo skąd?

A gdy ktoś inny ma "czuja" innego i daje nadprzyrodzonowości 10%? Kto ma rację - kto jest bliższy prawdy? Czyjemu "czuciu" zaufać? Pańskim 999 promilom, czy czyimś 90%?

3. W 1 promilu jest Pan agnostykiem co do istnienia nadprzyrodzonowości. Zastanówmy się teraz co to znaczy? Co to w ogóle za konstrukcja myślowa, iż można być w jakiejś sprawie,
jednocześnie:
- agnostykiem (czyli kimś kto uważa, że nie możliwe jest aby dowiedzieć się czy istnieje nadprzyrodzoność czy też nie),

i "ateistą" (czyli uważać że tej nadprzyrodzoności nie ma).

Powiązanie punktu 2 (ocena na "czuja") z 3 wskazują tylko tyle, że Pan po prostu jest w tej sprawie agnostykiem, inaczej nie da się tego logicznie wyjaśnić.

4. A teraz pytanie zasadnicze. Co to jest to nadrzeczywistość, której daje Pan szanse istnienia (marne, ale jednak). Co to jest? Bo jak rozumiem, nie plecie Pan bez sensu. Słowniki mówią, że cóś takiego to miejsce gdzie nie działają prawa natury i są inne prawa, w tym inna logika niż nasza.
Wynika z tego, że Pan jako racjonalista dopuszcza możliwość istnienia świata irracjonalnego, i w dodatku wynika to ze światopoglądu racjonalnego. I ja osobiście się z tym zgadzam, bo to jest logiczne.

A zatem wniosek końcowy, który Pana rozzłości: ze światopoglądu racjonalnego wynika możliwość istnienia takiego KTOŚ jak bóg. Bo skoro nadrzeczywistość może istnieć, to i "Papa" w niej też.

Prawda, że ciekawe? A Pan jakoś unika dyskusji na ten temat. Dyskusji opartej zupełnie o logikę, racjonalizm i wiedzę.
06-09-2014 21:39 
 Ocena 6 na 6
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>A zatem wniosek końcowy, który Pana rozzłości: ze światopoglądu racjonalnego wynika możliwość istnienia takiego KTOŚ jak bóg.

Gdzie jest granica oddzielajaca absurd od zdrowego rozsadku? Skoro wedlug Ciebie istnienie czegos takiego jak "bog" jest mozliwe to czemu nie istnienie latajacych krow?
Skoro ze swiatopogladu racjonalnego wynika mozliwosc istnienie "boga" to i rowniesz wszstkich innych idiotyzmow. Ograniczeniem jest tylko i wylacznie wyobraznia osoby postulujacej idiotyzm
06-09-2014 21:57 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>A zatem wniosek końcowy, który Pana rozzłości: ze światopoglądu racjonalnego wynika możliwość istnienia takiego KTOŚ jak bóg.
>Gdzie jest granica oddzielajaca absurd od zdrowego rozsadku? Skoro wedlug Ciebie istnienie czegos takiego jak "bog" jest mozliwe to czemu nie istnienie latajacych krow?
>Skoro ze swiatopogladu racjonalnego wynika mozliwosc istnienie "boga" to i rowniesz wszstkich innych idiotyzmow. Ograniczeniem jest tylko i wylacznie wyobraznia osoby postulujacej idiotyzm

Z rozumowania które przeprowadziłem, wynika w sposób oczywisty, że takie cós jak bóg istnieć może. Masz do tego rozuimowania uwagi? Uważasz że gdzieś w tym rozumowanmiu popełniłem błąd? Wykaż mi go.

Ja, jestem uczciwy intelektualnie i w tym akurat przypadku uczciwie przyznaję, iż to tylko możliwość oraz że masz rację, takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że możliwe jest w zasadzie wszystko, każdy idiotyzm i nieidiotyzm, który sobie pomyślimy.

Tak. Ale tak właśnie wynika z rozumowania które przeprowadziłem. Co więcej nie da się go praktycznie podważyć.

I teraz uważaj: ja nie piszę że bóg lub latajace krowy istnieją, tylko że mogą. Nic więcej w tym rozumowaniu nie piszę (żadnego zbawienia, Jahwe, Abrahama, aniołów), tylko tyle, że mogą istnieć: bóg, krowy oraz BUHAHUHA (czymkolwiek jest).

Czy zgadzasz się ze mną?

Jeśli tak, to OK.
Jeśli nie, wykaż że moje rozumowanie jest błędne.

Bądź jednak w odpowiedzi uczciwy.

Co do pytania o granice zdrowego rozsądku. Ta granica przebiega wg mnie tak:

z tego rozumowania wynika, iż z racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu zajmować się szczególnie bogiem i latajacymi krowami. Należy żyć tak, jakby nieistniały.
06-09-2014 22:08 
 Ocena 7 na 7
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Z rozumowania które przeprowadziłem, wynika w sposób oczywisty, że takie cós jak bóg istnieć może. Masz do tego rozuimowania uwagi? Uważasz że gdzieś w tym rozumowanmiu popełniłem błąd? Wykaż mi go.
>Ja, jestem uczciwy intelektualnie i w tym akurat przypadku uczciwie przyznaję, iż to tylko możliwość oraz że masz rację, takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że możliwe jest w zasadzie wszystko, każdy idiotyzm i nieidiotyzm, który sobie pomyślimy.
>Tak. Ale tak właśnie wynika z rozumowania które przeprowadziłem. Co więcej nie da się go praktycznie podważyć.
>I teraz uważaj: ja nie piszę że bóg lub latajace krowy istnieją, tylko że mogą. Nic więcej w tym rozumowaniu nie piszę (żadnego zbawienia, Jahwe, Abrahama, aniołów), tylko tyle, że mogą istnieć: bóg, krowy oraz BUHAHUHA (czymkolwiek jest).
>Czy zgadzasz się ze mną?
>Jeśli tak, to OK.
>Jeśli nie, wykaż że moje rozumowanie jest błędne.
>Bądź jednak w odpowiedzi uczciwy.

Czyli mozliwe jest rowniez to, ze bog sam jest produktem nadboga. Nadbog stworzyl boga i bog teraz pracuje w pocie czola zeby dostac sie do nadraju. A nasza ziemia to tylko jedna lokacja z 100000000000000000000. Na kazdej z nich rzadzi inny bog. I w pocie czala pracuja na nadniebo lun nadpieklo.

Czy Taki belkot bedzie tez intelektualnie mozliwy? Czy bede mog na powaznie prowadzic dyskusje o nadbogu, nadniebie i nadpiekle? A na dowod, ze mowie o powaznych rzeczach bede mogl belkotac o prawdopodobienstwie??????
Brzostowski (7067 punktów)
>>Czy zgadzasz się ze mną?
>>Jeśli tak, to OK.
>>Jeśli nie, wykaż że moje rozumowanie jest błędne.
>>Bądź jednak w odpowiedzi uczciwy.

>Czyli mozliwe jest rowniez to, ze bog sam jest produktem nadboga...
Oczywiście że tak, zależy to jednak jak zdefiniujesz boga i nadboga. Jeśli zdefiniujesz go tak, jak podejrzewam (czyli boga "wszech"), to ów nadbóg wówczas nie może istnieć. I to też logicznie wynika z założeń.

Natomiast jeśli bóg będzie "nie - wszech", to możliwe jest iż istnieje jakiś "wszech". I to też jest logiczne.

>Czy Taki belkot bedzie tez intelektualnie mozliwy? Czy bede mog na powaznie prowadzic dyskusje o nadbogu, nadniebie i nadpiekle? A na dowod, ze mowie o powaznych rzeczach bede mogl belkotac o prawdopodobienstwie??????

Dziwny z Ciebie gość. Nie rozumiesz, że z racjonalnego punktu widzenia, w kontekście rozumowania, które przeprowadziłem powyżej, zajmowanie się bogiem lub nadbogiem jest tak samo idiotyczne?

Przyponiam Ci fragemnt mojego posta, który pominąłeś:

"z tego rozumowania wynika, iż z racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu zajmować się szczególnie bogiem i latajacymi krowami. Należy żyć tak, jakby nieistniały."
06-09-2014 23:29 
 Ocena 6 na 6
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Oczywiście że tak, zależy to jednak jak zdefiniujesz boga i nadboga. Jeśli zdefiniujesz go tak, jak podejrzewam (czyli boga "wszech"), to ów nadbóg wówczas nie może istnieć. I to też logicznie wynika z założeń.
>Natomiast jeśli bóg będzie "nie - wszech", to możliwe jest iż istnieje jakiś "wszech". I to też jest logiczne.

Belkot

>Przyponiam Ci fragemnt mojego posta, który pominąłeś:
>"z tego rozumowania wynika, iż z racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu zajmować się szczególnie bogiem i latajacymi krowami. Należy żyć tak, jakby nieistniały."

I dlatego latasz po forum i do ostatniej kropli krwi bronisz racjonalnego zalozenia, ze cos takiego jak bog (nawet tego czegos nie potrafisz zdefiniowac) moze istniec

Nie latasz i nie przekonujesz, ze latajacej krowy uczciwy racjonalista nie moze wykluczyc. Placzesz tylko o tym Twoim bogu

Zauwaz, ze tutaj nikt nie zajmuje sie latajacymi krowami. Ale Twoimi bogami to juz owszem, bo jakims dziwym trafem Ci bogowie nie potrafia ani sami sie odzywic (wyciagaja lape po panstwowe pieniadze) ani sami udowodnic swojego istnienia (musza banialuki o swoim istnieniu wciskac juz niemowlakom bo inaczej szybko by zgineli).

Tylko dlatego zajmujemy sie tu Twoim bogiem - bo sie nam wpierdala w portfel, lozko i wszystkie inne dziedziny zycia.
06-09-2014 23:55 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Belkot
Bo nie rozumiesz.
>>Przyponiam Ci fragemnt mojego posta, który pominąłeś:
>>"z tego rozumowania wynika, iż z racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu zajmować się szczególnie bogiem i latajacymi krowami. Należy żyć tak, jakby nieistniały."
>I dlatego latasz po forum i do ostatniej kropli krwi bronisz racjonalnego zalozenia, ze cos takiego jak bog (nawet tego czegos nie potrafisz zdefiniowac) moze istniec
Ja, latam? Ileż tu watków o bogu założonych przez ateistów? Człowieku! Ja, owszem, wchodzę w dyskusje, ale nie latam, tylko dołączam się do innych, co wątki o bogu tworzą.
>Nie latasz i nie przekonujesz, ze latajacej krowy uczciwy racjonalista nie moze wykluczyc. Placzesz tylko o tym Twoim bogu
Jeśli Makuś, albo Ty założycie wątek o latająych krowach to też się wypowiem.
>Zauwaz, ze tutaj nikt nie zajmuje sie latajacymi krowami. Ale Twoimi bogami to juz owszem, bo jakims dziwym trafem Ci bogowie nie potrafia ani sami sie odzywic (wyciagaja lape po panstwowe pieniadze) ani sami udowodnic swojego istnienia (musza banialuki o swoim istnieniu wciskac juz niemowlakom bo inaczej szybko by zgineli).
>Tylko dlatego zajmujemy sie tu Twoim bogiem - bo sie nam wpierdala w portfel, lozko i wszystkie inne dziedziny zycia.

I o czym tu racjonalnie i konsekwetnie rozmawiać? Chcesz założyć watek o wpływie KK na obyczaje to załóż, a nie mieszaj takich dyskusji.

Bez sensu, zupełnie. I tak to często kończą się takie dysksuje z ateistami (nie ze wszytkimi oczywiście). W Twoim przypadku, można jednak zawsze liczyć, że w końcu wylezie antyklerykalizm.

Nie byłeś w stanie wykazać błędu w moim rozumowaniu, więc wyciągnąłeś arguemnty pozamerytoryczne. To uczciwość intelekktualna?

Daj spokój... bez sensu...
06-09-2014 23:59 
 Ocena 5 na 5
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Nie byłeś w stanie wykazać błędu w moim rozumowaniu, więc wyciągnąłeś arguemnty pozamerytoryczne. To uczciwość intelekktualna?
>Daj spokój... bez sensu...

Alkoholikowi tez nikt nie wmowi, ze jest chory

To, ze Twoj belkot jest dla Ciebie czystym racjonalizmem, nauka i najprawdziwsza Prawda nie ulega watpliwosci.

Nie beda zakladal ekstra nowego watku:

Czy intelektualnie uczciwy racjonalista moze wykluczyc istnienie latajacych krow????
07-09-2014 00:11 
 Ocena-2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nie byłeś w stanie wykazać błędu w moim rozumowaniu, więc wyciągnąłeś arguemnty pozamerytoryczne. To uczciwość intelekktualna?
>>Daj spokój... bez sensu...
>Alkoholikowi tez nikt nie wmowi, ze jest chory
>To, ze Twoj belkot jest dla Ciebie czystym racjonalizmem, nauka i najprawdziwsza Prawda nie ulega watpliwosci.
>Nie beda zakladal ekstra nowego watku:
>Czy intelektualnie uczciwy racjonalista moze wykluczyc istnienie latajacych krow????
W kontekście przeprowadzonego tutaj rozumowania (dotyczącego nadrzeczywistości) - NIE.

Tym różnię się od Ciebie: jestem uczciwy w dyskusji, Ty niestety nie. Możesz tu wypisać miliony bluzgów na mnie, że jestem chory, głupi, itd... nie zmieni to ani o jotę spójności rozumowania i Twojej nieuczciwości intelektualnej.

Cześć.
07-09-2014 00:14 
 Ocena 3 na 3
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>>Czy intelektualnie uczciwy racjonalista moze wykluczyc istnienie latajacych krow????
>W kontekście przeprowadzonego tutaj rozumowania (dotyczącego nadrzeczywistości) - NIE.

A jak dodatkowo bedzie produkowala ciepla cafe latte z cynamonem?
07-09-2014 00:26 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Czy intelektualnie uczciwy racjonalista moze wykluczyc istnienie latajacych krow????
>>W kontekście przeprowadzonego tutaj rozumowania (dotyczącego nadrzeczywistości) - NIE.
>A jak dodatkowo bedzie produkowala ciepla cafe latte z cynamonem?
Też NIE.

Nie zadawaj głupich pytań, bo się tylko kompromitujesz. Myślisz że to nie możliwe?

Skoro grzyby mogą produkować antybiotyki, bakterie alkohol, a krowy ciepłe mleko i skoro istnieją latające ssaki, a istniały duże latajace gady, i skoro cynamon też jest całkiem naturalny, to dlaczego nie mogą zaistnieć latajace krowy produkujące cafe latte z cynamonem?
07-09-2014 10:41 
 0 na 2
Willmaster (423 punktów)
>Natomiast jeśli bóg będzie "nie - wszech", to możliwe jest iż istnieje jakiś "wszech". I to też jest logiczne.

Bóg wszech (wszechwiedza) nie może istnieć, a taki jest Bóg z Biblii, a nawet jeśliby istniał to nie mógłby działać przeciw swemu przeznaczeniu, ale o tym raczej wiesz.

Po śmierci jest to co ma być.
06-09-2014 22:30 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Nie ma sensu zajmować się szczególnie bogiem i latajacymi krowami. Należy żyć tak, jakby nieistniały.

hej,
Mam wrażenie , że twoimi postami zajmuje się kilka osób
makuś
>


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 23:24 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie ma sensu zajmować się szczególnie bogiem i latajacymi krowami. Należy żyć tak, jakby nieistniały.
>hej,
>Mam wrażenie , że twoimi postami zajmuje się kilka osób
>makuś

Masz takie wrażenie, ponieważ nie potrafisz zdystansować aktualnej dyskusji i przyjętych w niej założeń, ani do mojego, ani do swojego światopoglądu. Nie pierwszy z resztą raz popełniasz już ten sam błąd, który za każdym razem gdy go popełniasz prowadzi Cię do sprzeczności, której nie ma.

Zwracam Ci na to uwagę, już któryś raz. Niestety nie dostrzegasz tego.
07-09-2014 00:31 
 Ocena 6 na 6
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Najprawdopodobniej ty tak bardzo zdystansowałeś się rozważając możliwości reaknego istnienia symulacji komputerowej , że straciłeś poczucie rzeczywistości
Jesteś nierzetelny i nieuczciwy a bezczelności i zarozumiałości też ci nie brakuje
Manipulujesz wypowiedziami lawirując pomiędzy kosmicznymi cywilizacjami , starotestamentowym bogiem , jezusem i symulacją komputerową a szeroko rozumianą new age i paranaukami pomieszanymi z logiką .
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 22:24 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

>A zatem wniosek końcowy, który Pana rozzłości: ze światopoglądu racjonalnego wynika możliwość istnienia takiego KTOŚ jak bóg. Bo skoro nadrzeczywistość może istnieć, to i "Papa" w niej też.
>Prawda, że ciekawe? A Pan jakoś unika dyskusji na ten temat. Dyskusji opartej zupełnie o logikę, racjonalizm i wiedzę.

hej,
Nudne jak flaki z olejem .
Z faktu , że czegoś nie można w 100℅ wykluczyć nieuprawnione jest wnioskowanie , że coś takiego może istnieć ponieważ konsekwentne stosowanie takiego antymyślenia obrodziłoby wszelkimi bytami pokroju : Potwora Spagetti
A tutaj chodzi o danie wyrazu niewyobrażalności i nieskończoności wszechświata i przyznanie , że mało o nim wiemy ale to ma się nijak do biblijnego boga - nijak
Prawdopodobieństwo istnienia czegoś nieprawdopodobnego nie ma nic wspólnego z wymyślanym wciąż od nowa przez ciebie czymś co raz nazywasz a raz nie nazywasz bogiem
Przykro mi Brzostku - egzamin oblany
Profesor makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 23:42 
 Ocena 1 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>>A zatem wniosek końcowy, który Pana rozzłości: ze światopoglądu racjonalnego wynika możliwość istnienia takiego KTOŚ jak bóg. Bo skoro nadrzeczywistość może istnieć, to i "Papa" w niej też.
>>Prawda, że ciekawe? A Pan jakoś unika dyskusji na ten temat. Dyskusji opartej zupełnie o logikę, racjonalizm i wiedzę.
>hej,
>Nudne jak flaki z olejem .
Będę musiał chyba niestety ograniczyć dyskusje z Tobą, ponieważ nie czytasz prawie w ogóle, z uwagą, czyichś wcześniejszych postów. Powtarza się to bardzo często, a wyjaśnianie potem Tobie od nowa wszystkiego, to duży wysiłek czasowy. Poraz kolejny apeluję: skup się. Spróbuję jeszcze.
>Z faktu , że czegoś nie można w 100℅ wykluczyć nieuprawnione jest wnioskowanie , że coś takiego może istnieć ponieważ konsekwentne stosowanie takiego antymyślenia obrodziłoby wszelkimi bytami pokroju : Potwora Spagetti
Jeśli istnienia czegoś nie można wykluczyć, dokładnie z tego wynika, możliwość istnienia tego. Gdyby bowiem istnienie czegoś nie było możliwe, to znaczy że byłoby wykluczone.

Myślenie takie nie prowadzi do obrodzenia bytami, ponieważ możliwość istnienia nie oznacza, że to zaistnieje.

>A tutaj chodzi o danie wyrazu niewyobrażalności i nieskończoności wszechświata i przyznanie , że mało o nim wiemy ale to ma się nijak do biblijnego boga - nijak
Przeczytaj jeszcze raz czym jest: NADRZECZYWISTOŚĆ (wg słownika przynajmniej - o czym pisałem). Przeczytaj jeszcze raz, że wyraźnie piszę iż nie chodzi o biblijnego boga - przeczytaj Makuś, zlituj się nade mną, sobą i przeczytaj z uwagą.
>Prawdopodobieństwo istnienia czegoś nieprawdopodobnego nie ma nic wspólnego z wymyślanym wciąż od nowa przez ciebie czymś co raz nazywasz a raz nie nazywasz bogiem
Przede wszystkim "Prawdopodobieństwo istnienia czegoś nieprawdopodobnego" nie ma nic wspólnego z mającym coś wspólnego czymś, co ma coś wspólnego z czymś innym coś ma też coś wspólnego z czymś jeszcze.
>Przykro mi Brzostku - egzamin oblany
>Profesor makuś

Tak, tak...

Proszę Cię, Bogusławski! Wróć! Już wolę Twoje aroganckie teksty, żonglerkę logiką, ideologię od tego co ten tu wypisuje. Wróć! Zlituj się.
07-09-2014 00:51 
 Ocena 6 na 6
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Przerażające jest to jak ty mało rozumiesz i nie jest to dla ciebie powód do wstydu , skromności lecz napawa cię to pewnością i zadowoleniem i dumą . To sie nazywa próżność
Im człowiek mniej wie tym bardziej jest pewny siebie - ty spełniasz ten warunek
Calkiem się pogubiłeś w swoich niczego nie wyjaśniających symulacjach , założeniach , gdybaniach i fantazjach
A jeżeli połączy się to z zarozumiałością , pychą i próżnością to wychodzi mieszanka niestrawna .
Jako zadanie domowe proponuje ci założenie , że to co cię otacza to jedyna rzeczywistość a twoje symulacje komputerowe i cywilizacje kosmiczne nie odpowiedzą za ciebie na jedno z najważniejszych pytań
Odpowiadając na moje pytanie zawsze uzależniałeś odpowiedź od możliwej reakcji otoczenia , kontekstu , konsekwencji a to świadczy jednoznacznie o twoim konformizmie i słabo rozwiniętym smaku etycznym .
Polecam głęboką refleksje
Wszystkiego
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
08-09-2014 12:12 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
>Dopóki na fR bardzo mocno przeważały osoby o zacięciu antyklerykalnym, w tym wśród moderacji i pozwalano na pańskie aroganckie odnoszenie się do innych, a także był niezły "klub wzajemnej adoracji antyklerykalnej" to było fajnie. Od pewnego czasu jednak fR uległo zmianie, poszło to w kierunku mniejszego radykalizmu antyklerykalnego...

>Niektórzy porezygnowali... Pan też tak zamierza...


Wyszedł na spacer krasnoludek. Jak zawsze ubrany w czerwony kubraczek i czerwoną czapeczkę. Idzie i fajkę sobie kurzy. Patrzy, z przeciwnej strony idzie drugi krasnoludek. Zielona czapeczka, zielony kubraczek i porteczki też zielone. Spojrzał, lekko zdumiony, ale ukłonił się grzecznie i idzie dalej. Za pierwszym kroczy drugi, tak samo ubrany, a za nim następny i następny. Aż przystanął, stuknął się w swoją maleńką łepetynę i westchnął: - Chyba znalazłem się w nie w swojej bajce.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429

>A teraz pytanie zasadnicze. Co to jest to nadrzeczywistość, której daje Pan szanse istnienia (marne, ale jednak). Co to jest? Bo jak rozumiem, nie plecie Pan bez sensu. Słowniki mówią, że cóś takiego to miejsce gdzie nie działają prawa natury i są inne prawa, w tym inna logika niż nasza.
>Wynika z tego, że Pan jako racjonalista dopuszcza możliwość istnienia świata irracjonalnego, i w dodatku wynika to ze światopoglądu racjonalnego. I ja osobiście się z tym zgadzam, bo to jest logiczne.

>A zatem wniosek końcowy, który Pana rozzłości: ze światopoglądu racjonalnego wynika możliwość istnienia takiego KTOŚ jak bóg. Bo skoro nadrzeczywistość może istnieć, to i "Papa" w niej też.
Żaden bóg i żadna nadrzeczywistość nie może istnieć! Nie ma na to nawet najmniejszych szans.
Nie istnieje taka dziura w "obiektywnie istniejącej rzeczywistości", w której to "cosik" mogłoby się zmieścić!
Ani teoretycznie, ani praktycznie! Udowodniła to nauka na przeróżne sposoby, tak zupełnie przy okazji - wcale Bogiem i bogami się nie zajmując. Po prostu nie istnieją już takie dziury, w które Bóg by się mógł zmieścić, ale z wiarą nie ma dyskusji i nie mam żadnych kontrargumentów dla Pańskiej wiary.
Wierz Pan sobie w co chcesz, tylko racjonalistom daj Pan już spokój.


>Prawda, że ciekawe?
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,625941#w626751

> A Pan jakoś unika dyskusji na ten temat.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,627315#w627776
www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,464332#w474734

>Dyskusji opartej zupełnie o logikę, racjonalizm i wiedzę.
www.racjon(*).php/s,532005/z,0/d,26#w537135
www.racjon(*).php/z,0/d,21/s,602634#w608332

@@@
.
05-09-2014 23:45 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Przykro mi bardzo lecz nie masz nic do powiedzenia ...
Przepraszam ... Nic sensownego
Opowiadasz o swoich fantazjach i to jest nawet ciekawe jako fantazja - lecz jako analiza rzeczywistości , czy nawet pomysł na życie ... dla mnie to wielka pomyłka ...
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
05-09-2014 09:22 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Nie ma do tego przesłanek z Objawienia, Biblii

Możemy rozmawiać o hipotetycznym Stwórcy Naszego Świata i możliwych powodach, dla których powołał nas do życia - ale nie widzę sensu opierania tej dyskusji na "świętych" księgach w ogóle, a na księgach jakiejś arbitralnie wybranej religii w szczególności. Wnioskując ze świętych ksiąg, przejmujesz charakterystyczne dla wszystkich religii skrzywienie poznawcze (bias) w kierunku pozytywnych cech bóstwa. Religie ze złym bogiem są jakoś mniej popularne, ciekawe dlaczego.

> Widzę, że nie u mnie jest chciejstwo dobrego boga, a u Ciebie złego

Wyobraź sobie, że powołujesz do istnienia wirtualny świat. Dlaczego to robisz? Może jesteś naukowcem, badającym sztuczną inteligencję, może po prostu graczem komputerowym i chcesz się tylko zabawić? Mogę przyjąć roboczo, że nasz świat jest taką symulacją, stworzoną gdzieś w świecie "powyżej" naszego - ale założenie, że zostaliśmy stworzeni "z miłości" wydaje się tak psychologicznie absurdalne, że nawet szkoda je brać poważnie pod uwagę. No chyba że bardzo, barrdzo, barrrdzo chcemy żeby tak było - ale to właśnie jest chciejstwo i nieuczciwość intelektualna.
05-09-2014 14:45 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>> Nie ma do tego przesłanek z Objawienia, Biblii
>Możemy rozmawiać o hipotetycznym Stwórcy Naszego Świata i możliwych powodach, dla których powołał nas do życia - ale nie widzę sensu opierania tej dyskusji na "świętych" księgach w ogóle, a na księgach jakiejś arbitralnie wybranej religii w szczególności. Wnioskując ze świętych ksiąg, przejmujesz charakterystyczne dla wszystkich religii skrzywienie poznawcze (bias) w kierunku pozytywnych cech bóstwa. Religie ze złym bogiem są jakoś mniej popularne, ciekawe dlaczego.
Taką dyskusję też można prowadzić, były próby w tym wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,627117#w634012

główny pogląd wyrażam tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,627117#w627307

i dalej jest dyskusja...
>> Widzę, że nie u mnie jest chciejstwo dobrego boga, a u Ciebie złego
>Wyobraź sobie, że powołujesz do istnienia wirtualny świat. Dlaczego to robisz? Może jesteś naukowcem, badającym sztuczną inteligencję, może po prostu graczem komputerowym i chcesz się tylko zabawić? Mogę przyjąć roboczo, że nasz świat jest taką symulacją, stworzoną gdzieś w świecie "powyżej" naszego - ale założenie, że zostaliśmy stworzeni "z miłości" wydaje się tak psychologicznie absurdalne, że nawet szkoda je brać poważnie pod uwagę. No chyba że bardzo, barrdzo, barrrdzo chcemy żeby tak było - ale to właśnie jest chciejstwo i nieuczciwość intelektualna.

To jest zupełnie coś innego, piszesz teraz o zupełnie innej sytuacji.

Gdy rozważasz boga, jako byt możliwy, ale nie z konkretnej religii. Nic o nim, na temat jego dobroci lub miłości powiedzieć nie można. NIC. I wtedy zgadzam się z Tobą, zakładanie stworzenia z miłości jest chciejstwem.

Ale ja nigdy nie ukrywałem o jakim bogu piszę. Wskazywałem wręcz, że moje przekonanie o jego istnieniu wynika z: wiary, obserwacji i jest podparte wnioskowaniem na bazie osiągięć naukowych.
07-09-2014 14:04 
 Ocena 3 na 3
Episode_2 (3284 punktów)
>To jest zupełnie coś innego, piszesz teraz o zupełnie innej sytuacji.
>Gdy rozważasz boga, jako byt możliwy, ale nie z konkretnej religii. Nic o nim, na temat jego dobroci lub miłości powiedzieć nie można. NIC. I wtedy zgadzam się z Tobą, zakładanie stworzenia z miłości jest chciejstwem.
>Ale ja nigdy nie ukrywałem o jakim bogu piszę. Wskazywałem wręcz, że moje przekonanie o jego istnieniu wynika z: wiary, obserwacji i jest podparte wnioskowaniem na bazie osiągięć naukowych.

To przyznam, że już się pogubiłem.
Sam dowodziłeś możliwości istnienia jakiegoś zaawansowanego, wyewoluowanego bytu.
Co ten byt ma/może mieć wspólnego z Bogiem chrześcijańskim?
Jeśli nic, to w jakim celu dowodzisz możliwości jego istnienia?
Z jakich obserwacji wynika Twoje przekonanie o istnieniu Boga chrześcijańskiego i na jakich osiągnięciach naukowych opierasz swoje wnioskowanie?
sable (465 punktów)
>> Dlaczego tak to wymyślił? Nie wiem.
A ja wiem:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,351065

30-08-2014 12:21 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Kluczem do zrozumienia jest stwierdzenie dość oczywistego faktu, iż życie ludzkie (tutaj na ziemi) nie jest dla boga szczególnie ważne.

Dlatego siłą rzeczy, nie jest też szczególnie ważne dla katolików. Głównie o tyle tylko, że są to nieuniknione kwalifikacje do życia właściwego, prawdziwego, lepszego, doskonałego. To tutaj i teraz, jest coś jakby badziewne. Wybrakowane. Za to po śmierci, to nam obiecali ho ho ho!!! Skoro wyznawcy czują, myślą i "wiedzą", co sam przyznajesz, że dla Niego nie jest to szczególnie ważne, sami tak to też będą postrzegać. Pozostaną też z mocno ograniczonym wyobrażeniem tego, że dla niektórych przynajmniej innych może być nie tylko szczególnie ważne, a nawet jedynie ważne. Jest dla takich innych najwyższą wartością, której nie umieją zdradzić na rzecz rzeczywistości zmyślonych. Całkowicie i w pełni są oddani jedynej, prawdziwej rzeczywistości, w odróżnieniu od tych, co ja traktują nieszczególnie, jako coś TYLKO przejściowego.

>Gdybyś jednak wiedział (tak jak bóg, wie), że to życie się nie kończy, a będąc tu na ziemi, tylko przygotowujemy się do prawdziwego życia, byś zupełnie wyluzował.

No właśnie do prawdziwego, bo to jest jeszcze nieprawdziwe, takie tam byle co, kwalifikacje marne, o czym było bardziej szczegółowo tutaj:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,633408#w634044
www.racjonalista.pl/forum.php/s,633408#w634045

a czego twój zainfekowany umysł nie jest w stanie objąć. Taka ciekawostka - obejmowały to już głowy waszych starszych braci w piśmie, autorów i prawowitych właścicieli Biblii, a nie uzurpatorów i heretyków:

Cytat:
A co Bóg ceni? W czym "znajduje upodobanie"? W "łaskawości, praworządności i sprawiedliwości".

Życie zgodne z przykazaniami zapewnia Żydom udział "w świecie, który ma nadejść" (Olam Haba). Dostęp mają do niego także nie-Żydzi za świadome życie zgodne z Siedmioma Przykazaniami Potomków Noacha (Szewa Micwot Bnej Noach).

Jednak - skupiając się tak bardzo na Prawie - Tora nie wypowiada się na temat Olam Haba albo wcale (w Chumaszu), albo czyni to bardzo oszczędnie i enigmatycznie.

Dlaczego?

Ponieważ Tora, a w konsekwencji judaizm, skupione są celowo i w pełni nie na tym, co ma nastąpić kiedyś, ale na życiu tu i teraz. Jest to zjawisko wyjątkowe, odróżniające judaizm zarówno od chrześcijaństwa, jak i islamu. To bardzo istotny fakt, mający głębokie konsekwencje: jeżeli religia przywiązuje wielką wagę do zagadnienia "życia po życiu", jeżeli skupia się na problemie zbawienia, to automatycznie życie doczesne staje się dla człowieka okresem jedynie przejściowym, świat jest jedynie "przedsionkiem", a ludzkie istnienie w nim ma charakter tymczasowy. Konsekwencja jest oczywista: gdy to, co ma nadejść po śmierci, jest celem ostatecznym, w żaden sposób nie może być głównym celem to, co trwa teraz.

W judaizmie jest inaczej. Doczesne życie jest najważniejsze. Dlatego dążeniem człowieka powinno być nie czekanie na "świat, który ma nadejść", ale tikun olam - "naprawianie" istniejącego, realnego świata, w którym żyjemy. Judaizm głosi, że celem istnienia Żydów jest "doskonalenie świata poprzez Królestwo Wszechmogącego" (L'taken olam b'malchut Szadaj). Stąd charakterystyczna dla judaizmu postawa aktywna wobec życia, stąd intensywne docenianie tego, co jest, ale i również ciągłe nawoływanie do naprawiania, ulepszania, doskonalenia siebie samego i świata.



www.the614thcs.com/19.1764.0.0.1.0.phtml
Brzostowski (7067 punktów)
>>Kluczem do zrozumienia jest stwierdzenie dość oczywistego faktu, iż życie ludzkie (tutaj na ziemi) nie jest dla boga szczególnie ważne.Dlatego siłą rzeczy, nie jest też szczególnie ważne dla katolików...

To oczywista nieprawda. Rozejrzyj się dookoła siebie, ilu tam wierzących? Jakie widzisz objawy braku szacunku do rzeczywistosci?

To co piszesz, to Twoja projekcja. Masz oczywisćie rację, że dla wierzących życie doczesne nie jest najważniesze, jednak to nie przekłada się tak bardzo na tzw codzienne życie.

Kluczem jest tutaj wiara. Nie rozumiesz, że dla wierzącego prawdziwe życie nie jest tutaj, odwrotnie niż dla Ciebie? Jest oczywiste, że dla ateisty to kompletna bzdura. Jednak nie powinien się tak bardzo emocjonować, bo jak pisałem, to życie codzienne teisty i ateisty nie różni się znacznie.

>>Gdybyś jednak wiedział (tak jak bóg, wie), że to życie się nie kończy, a będąc tu na ziemi, tylko przygotowujemy się do prawdziwego życia, byś zupełnie wyluzował.
>No właśnie do prawdziwego, bo to jest jeszcze nieprawdziwe...
No i znowu to kwestia wiary, nic tutaj nie wskóramy w tej dyskusji. Ateista nie może tego pojąć. Gdybyś jednak przez chwilę założył roboczo, że bóg istnieje, to wwszsytko jest wówczas jasne i spójne.

>a czego twój zainfekowany umysł nie jest w stanie objąć.
Ty nazwiesz moją wiarę infekcją, ja twój brak wiary - brakiem talentu/zmysłu. Co z tego wynika?

Taka ciekawostka - obejmowały to już głowy waszych starszych braci w piśmie, autorów i prawowitych właścicieli Biblii, a nie uzurpatorów i heretyków...

> A co Bóg ceni? W czym "znajduje upodobanie"? W "łaskawości, praworządności i sprawiedliwości"...

Pleciesz coś kolego...

Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.

Jest oczywiste, że aby być dobrym człowiekiem, trzeba żyć tu i teraz i czynić dobro. Zatem katolik musi koncentrować się na rzeczywistosci, aby tu czynić dobro, bo za to zostanie zbawiony.

Ta rzeczywistość doczesna jest właśnie dla katolika czasem działania, wyboru i decyzji, aby być zbawionym. Potem to już tylko sielanka! Lub piekło!
30-08-2014 17:42 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
Ta rzeczywistość doczesna jest właśnie dla katolika czasem działania, wyboru i decyzji, aby być zbawionym. Potem to już tylko sielanka! Lub piekło!


hej,
Szkoda , że nie jesteś w stanie zrozumieć , że to właśnie jest ... parszywe ( darkside )

Monoteizm a wartości uniwersalne

Monoteizm niesie ze sobą wielki potencjał nietolerancji a w konsekwencji agresji,uzurpacji,zawłaszczania...
Uniwersalizm jego przesłania jest w gruncie rzeczy zaprzeczeniem tej idei , ponieważ opiera się przede wszystkim na bezwzględnym przyjęciu wyższości konkretnego bóstwa nad człowiekiem , jest uzależnieniem człowieka od elementu który istnieje poza nim , na który człowiek nie ma żadnego wpływu a poprzez to nie ma również żadnego wyboru .Bardzo istotny jest tutaj aspekt zbawienia , który zakłada iż nic bez woli boga zdarzyć się nie może , a więc zbawienie czy też raczej łaska zbawienia leży wyłącznie w gestii boga ... wszechmocnego i
Jedynego w swej nieograniczoności.
Poprzez akt łaski wypaczeniu ulegają rzeczywiste wartości uniwersalne (szlachetność,sprawiedliwość,bezinteresowność) - ponieważ oddane i przypisane są nie sobie samym lecz służą tylko i wyłącznie osiągnięciu celu wyznaczonego przez bóstwo - (celem tym jest zbawienie którego udziela lub nie udziela bóg a nie jest nim stawanie się istotą świadomą , niezależną ) - tracą swą samoistność - (samoistny jest tylko bóg) - natomiast stają się pomocne w obłaskawianiu bóstwa . Poprzez podporządkowanie tych uniwersalnych wartości kategorycznemu nakazowi zabiegania o nagrodę w postaci zbawienia lub też uniknięcia kary ... stają się one swym własnym zaprzeczeniem .

Maciek Maka Wieczorek 16.04.2002

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
30-08-2014 18:04 
 Ocena 2 na 2
Domeru (533 punktów)
13:54:

>Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie.

14:12:

>Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.

W ciągu osiemnastu minut zmieniły się jakieś dogmaty czy może nawet w tak prostej kwestii nie jesteś w stanie sam ze sobą ustalić obowiązującej "prawdy wiary"?
Brzostowski (7067 punktów)
>13:54:
>>Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie.
>14:12:
>>Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.
>W ciągu osiemnastu minut zmieniły się jakieś dogmaty czy może nawet w tak prostej kwestii nie jesteś w stanie sam ze sobą ustalić obowiązującej "prawdy wiary"?

Kreujecie się tutaj na znawców Biblii, religii. Wielokrotnie czytałem tutaj: jak to ateisci to tyle wiedzą, a katolicy to prawie nic o swojej wierze. A Ty nie rozuemisz podstawowych rzeczy. Pomijam już inetrpretacje, ale przytoczę Ci dwie spośród prawd wiary:

Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze.

Syn Boży stał się człowiekiem, umarł na krzyżu i zmartwychwstał dla naszego zbawienia.

Jakie Ci się tam Domerciu, dogmaty pozmieniały? Bo u mnie wszystko po staremu...
Domeru (533 punktów)
>>13:54:
>>>Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie.
>>14:12:
>>>Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.
>>W ciągu osiemnastu minut zmieniły się jakieś dogmaty czy może nawet w tak prostej kwestii nie jesteś w stanie sam ze sobą ustalić obowiązującej "prawdy wiary"?
>Kreujecie się tutaj na znawców Biblii, religii. Wielokrotnie czytałem tutaj: jak to ateisci to tyle wiedzą, a katolicy to prawie nic o swojej wierze. A Ty nie rozuemisz podstawowych rzeczy. Pomijam już inetrpretacje, ale przytoczę Ci dwie spośród prawd wiary:
>Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze.
>Syn Boży stał się człowiekiem, umarł na krzyżu i zmartwychwstał dla naszego zbawienia.
>Jakie Ci się tam Domerciu, dogmaty pozmieniały? Bo u mnie wszystko po staremu...

Kiedy już zapoznasz się z funkcjami, jakie w języku polskim może pełnić cudzysłów (wskazówkę znajdziesz na przykład tutaj: so.pwn.pl/zasady.php?id=629876), będę wdzięczny za odpowiedź merytoryczną. Dziękuję.
Brzostowski (7067 punktów)
>Kiedy już zapoznasz się z funkcjami, jakie w języku polskim może pełnić cudzysłów (wskazówkę znajdziesz na przykład tutaj: so.pwn.pl/zasady.php?id=629876), będę wdzięczny za odpowiedź merytoryczną. Dziękuję.
Wiem, co to cudzysłów, dlatego też moje pytanie dotyczyło dogmatów..., które wg Ciebie zmieniły się...

Ech ...
04-09-2014 06:54 
 Ocena 4 na 4
Domeru (533 punktów)
>>Kiedy już zapoznasz się z funkcjami, jakie w języku polskim może pełnić cudzysłów (wskazówkę znajdziesz na przykład tutaj: so.pwn.pl/zasady.php?id=629876), będę wdzięczny za odpowiedź merytoryczną. Dziękuję.
>Wiem, co to cudzysłów, dlatego też moje pytanie dotyczyło dogmatów..., które wg Ciebie zmieniły się...
>Ech ...
>

Przestań rżnąć głupa i zdecyduj się czy to Twoje "zbawienie" dostaje się za cierpienie (tak jak napisałeś) czy za bycie dobrym (tak jak napisałeś). W odstępie kilkunastu minut twierdzisz coś zupełnie innego (bo w danej chwili akurat tak było wygodniej "argumentować"), więc nawet specjalnie się nie dziwię, że teraz próbujesz odwracać kota ogonem czepiając się po kolei wszystkich możliwych słówek, byle tylko pominąć merytoryczny sens wypowiedzi. Przypomnę:

13:54:

>Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie.

14:12:

>Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.

To jak, coś na temat, czy jak zwykle?
Brzostowski (7067 punktów)
>Przestań rżnąć głupa i zdecyduj się czy to Twoje "zbawienie" dostaje się za cierpienie (tak jak napisałeś) czy za bycie dobrym (tak jak napisałeś). W odstępie kilkunastu minut twierdzisz coś zupełnie innego (bo w danej chwili akurat tak było wygodniej "argumentować"), więc nawet specjalnie się nie dziwię, że teraz próbujesz odwracać kota ogonem czepiając się po kolei wszystkich możliwych słówek, byle tylko pominąć merytoryczny sens wypowiedzi. Przypomnę:
>13:54:
>>Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie.
>14:12:
>>Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.
>To jak, coś na temat, czy jak zwykle?
Są różne drogi zbawienia, można je osiągnąć także poprzez nagły przypływ wiary (łaskę).

Jedno drugiego nie wyklucza.

Co więcej, to wszystko sprowadza się do tego samego.
04-09-2014 17:00 
 Ocena 4 na 4
Domeru (533 punktów)
>>13:54:
>>>Biblia wskazuje dość jasno, że geenralnie zbawienie jest za cierpienie.
>>14:12:
>>>Cały przecież przekaz chrześcijaństwa jest taki: bądź dobrym człowiekiem, to osiągniesz zbawienie.
>>To jak, coś na temat, czy jak zwykle?
>Są różne drogi zbawienia, można je osiągnąć także poprzez nagły przypływ wiary (łaskę).
>Jedno drugiego nie wyklucza.
>Co więcej, to wszystko sprowadza się do tego samego.

No i nie można było tak od razu? Po co było się tak wić i wykręcać? Przyznanie, że według Twojej religii cierpienie=dobro=wiara jest co prawda odrażające i obrzydliwe, ale przynajmniej na swój sposób uczciwe. Zawsze to jakiś plus...
04-09-2014 18:58 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>No i nie można było tak od razu? Po co było się tak wić i wykręcać? Przyznanie, że według Twojej religii cierpienie=dobro=wiara jest co prawda odrażające i obrzydliwe, ale przynajmniej na swój sposób uczciwe. Zawsze to jakiś plus...

Obrzydliwe jest to, że zamiast zrozumieć, lub jeśli zgrzeszyłem zbyt słabym wyjaśnieniem sprawy - zapytać o co chodzi, Ty dokonujesz porównania, które wg Ciebie jest moje. A to nie prawda, dodatkowo upraszczasz czyjeś wypowiedzi, w sposób absolutnie nielogiczny.

Fakt, iż cierpienie, czynione dobro oraz wiara prowadzą do zbawienia, nie oznacza, że:
"cierpienie=dobro=wiara".

Jest to po prostu głupie, co napisałeś, wyjaśnię przez analogię.

Drzwi można otworzyć: klamką, kluczem, popchnięciem. Wg Twojej logiki:
"klamka=klucz=popchnięcie".

Skup się.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
>Co więcej, to wszystko sprowadza się do tego samego.


hej,
Co odpowiesz bogu , który zażąda abyś zamordował swe dziecko ?
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
05-09-2014 13:30 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
>Co odpowiesz bogu , który zażąda abyś zamordował swe dziecko ?

Jako katolik powinien stanowczo odpowiedzieć NIE, ze względu na przykazanie nie zabijaj. Ale co ma odpowiedzieć (tu już pytanie do katolików) gdy Bóg zażąda zabicia np. homoseksualnego dziecka (przykazanie zabijania homoseksualistów)?

Po śmierci jest to co ma być.
31-08-2014 06:57 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>To oczywista nieprawda. Rozejrzyj się dookoła siebie, ilu tam wierzących? Jakie widzisz objawy braku szacunku do rzeczywistosci?

Nie jesteś w stanie tego zrozumieć. Wierzący, teistyczny jak ty Żyd, rozumie. Zauważ, że ani raz nie używam słów ateista/ateizm. Katolik z wbitą do głowy katolicką narracją rzeczywistości zawsze będzie tkwił w umniejszonym, powierzchownym do niej stosunku.

>To co piszesz, to Twoja projekcja.

Nie. To twoje ograniczenie.

>Masz oczywisćie rację, że dla wierzących życie doczesne nie jest najważniesze, jednak to nie przekłada się tak bardzo na tzw codzienne życie.

A jak bardzo? Tyci tyci, ociupinkę, ociupinę, czy więcej? Umiesz to zmierzyć? Problem w tym, że tutaj nie ma czego. Taki człowiek nie ma tego wdrukowanego w ogóle. Od dziecka jest wyprowadzony w inny, nieporównywalnie lepszy, piękniejszy, cudowniejszy, wymarzony, pośmiertny, zaświatowy, zmyślony świat. Już od dziecka tkwi w więzieniu swojego umysłu, już wtedy go zdradzono i oszukano, wypchnięto ze świata prawdziwego w fikcję. Już u zarania życia, kiedy stał dopiero u bram pojmowania i rozpoznawania wpompowano mu podstępnie i bezwzględnie w głowę zmyślony świat. Okradziono go z możliwości tworzenia najszczytniejszych relacji z rzeczywistością i przeniesiono to w kłamstwo, w brednię, w zmyślone. Bo nie w tym świecie, ale na zewnątrz, w pośmierci i zaświatach jest dopiero życie właściwe. To tam są frykasy. Tutaj to coś jakby rdza, mól i nędza. Rzeczywistość nie jest celem nadrzędnym, jest tylko środkiem, narzędziem, bytem i byciem, z którego należy chcieć się wyzwolić. Zmyślona alternatywa staje na piedestale, a życie prawdziwe jest najczęściej odczuwane jako mniej więcej ułomne, upośledzone, jeszcze nie zasadnicze. Na zewnątrz jest doskonałość. Poza światem. W bycie pośmiertnym, duchowym, zewnętrznym. Kumasz nikczemność? Wątpię. Nie żyjesz dla życia i świata prawdziwego, ale dla życia i świata zmyślonego. Ku temu prowadzisz swój byt. Tam zezujesz. Jesteś generalnie poza życiem, choć zapewne różne namiętności, plany, oczekiwania i pozytywne uczucia względem rzeczywistości ci towarzyszą. Oczywiście będziesz też gorliwie zapewniał, że to życie jest dla ciebie ogromnie ważne i chcesz je pięknie budować. Jednak zostałeś pozbawiony możliwości kształtowania najsilniejszej, najgłębszej więzi z rzeczywistością, bo wmontowano ci w głowę zaświaty. Twój zbawiciel na krzyżu wskazuje ewakuację z rzeczywistości za nadrzędny cel. Nie ten świat i to życie. Tutaj masz tylko wypełnić polecenia, a skarby znajdują się poza. W fikcji. Po śmierci. To tam jest życie przez duże żet. Z jedynego prawdziwego świata zostaje wydmuszka. No to jak można myśleć z pełnym szacunkiem i najwyższymi wartościami o nim? A no tak, jak się komu wydaje. A wydawać może się wiele. Zwłaszcza, kiedy jest się posiadaczem swojego osobistego Boga, ma się z nim "odczuwalną" często relację, jest się dotkniętym jego palcem, a nawet często ulubieńcem z "łaską wiary" i poszerzonym wglądem w nadrzeczywistość.

>Kluczem jest tutaj wiara. Nie rozumiesz, że dla wierzącego prawdziwe życie nie jest tutaj, odwrotnie niż dla Ciebie? Jest oczywiste, że dla ateisty to kompletna bzdura. Jednak nie powinien się tak bardzo emocjonować, bo jak pisałem, to życie codzienne teisty i ateisty nie różni się znacznie.

A czy ja coś piszę o ateistach? Piszę o pośmiertnikach i zaświatowcach, o tych co przekładają znaczenie i wartość świata zmyślonego, pośmiertnego, prowadzonego pośród wymyślonych, żenujących postaci, obiektów, skutków, przyczyn, zjawisk nad rzeczywistość. A tutaj różnica jest już kolosalna. Monstrualna. Dalej nie czujesz, że dymasz jedyny, prawdziwy świat i swoje jedyne życie? To czytaj do skutku ten żydowski fragment. To twoi koledzy po fachu, czyli od Bozi, może oni cię do czegoś zainspirują, w co nie wierzę.

>>No właśnie do prawdziwego, bo to jest jeszcze nieprawdziwe...
>No i znowu to kwestia wiary, nic tutaj nie wskóramy w tej dyskusji. Ateista nie może tego pojąć. Gdybyś jednak przez chwilę założył roboczo, że bóg istnieje, to wwszsytko jest wówczas jasne i spójne.

Teista Żyd też tego nie potrafi pojąć, czy może ty czegoś nie rozumiesz? A co to za problem roboczo wbić sobie dowolną brednię do głowy, a już zwłaszcza taką, którą nieustannie się obserwuje? Przecież gdzie indziej pisałem ci, że trenowałem różnego zajoba (jeszcze tam wrócę).

>Jest oczywiste, że aby być dobrym człowiekiem, trzeba żyć tu i teraz i czynić dobro. Zatem katolik musi koncentrować się na rzeczywistosci, aby tu czynić dobro, bo za to zostanie zbawiony.

Musi się na niej koncentrować o tyle, o ile musi się podlizać swojemu żenującemu Bogu. O taką egoistyczną koncentrację chodzi. Lizać mu zadek, klękać, skomleć i bić punkciki, żeby tylko uniknąć masakry pośmiertnej. To jest sens życia i cel katolika. Czyli rzeczywistość nie jest celem, ale tylko żałosnym narzędziem do żałosnego, zmyślonego celu. Tym samym jest drugi człowiek. Jest potrzebny, bo Bozia patrzy i notuje. Co za obrzydliwe podejście.

>Ta rzeczywistość doczesna jest właśnie dla katolika czasem działania, wyboru i decyzji, aby być zbawionym. Potem to już tylko sielanka! Lub piekło!

Jest czasem podlizywania się i punktowania. Czasem wykorzystywania innych, pasożytowania na nich we własnym, wiecznym interesie. Bo potem to już tylko sielanka albo piekło, więc trzeba działać, cały czas zezując w zaświaty i niebiańskiego dyktatora, niebiańskiego kusiciela albo wiecznego oprawcę. Do tego jest wam rzeczywistość potrzebna i drugi człowiek. Życie samo w sobie, człowiek sam w sobie, świat sam w sobie, to już ewentualnie przy okazji, jakiś tam dodatek, którego coś się tam powierzchownie i przypadkiem, bez głowy i większego namysłu, szacunku i miłości liźnie. Zasadnicza treść kręci wokół problemu pośmierci, zaświatow i lepszego życia po życiu. Istne dno. Cały czas o tym piszę, cytując między innym wierzących ponoć w tego samego Boga Żydów, a ty dalej nic nie kapujesz.
30-08-2014 17:57 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
Zadajesz pytania, na które nie ma dobrej odpowiedzi, dobrej dla ateisty. I ja doskonale to rozumiem.


hej,
Dla ateisty odpowiedzią jest nie istnienie Boga - czyli tego czegoś co spowodowało i wywołało to cierpienie - dla swojej chorej satysfakcji !
To dla wierzącego ta kwestia jest nierozwiązywalna .
Z jednej strony jest doskonała dobroć a z drugiej niewyobrażalne cierpienie ... i tylko po to aby Bóg poczuł się jak Bóg ...
Trzeba z tym coś zrobić ... nie ?
A więc racjonalizujemy ... cierpienie jest dobrem , kosmiczne cywilizacje , konsekwencja wolności ...
A wszystkie te tłumaczenie o kant dupy rozbić można - bo Boga żadne konieczności , determinizmy nie obowiązują ...
Jeżeli wybrał i zdecydował się na taki model wszechświata to dlatego , że taki mu się podoba !
Podoba mu się , że my cierpimy , skowyczemy z bólu , błagamy o litość ...
Innego wytłumaczenia dla wszechmogącego nie ma !
Wszechmogący który wybiera taki model musi być zdegenerowanym psychopatą
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
01-09-2014 13:13 
 Ocena 9 na 9
astrotaurus (12445 punktów)

>Zadajesz pytania, na które nie ma dobrej odpowiedzi, dobrej dla ateisty.
Bo teista łyknie ze smakiem każdy bzdet, który choć jako tako wytłumaczy jego pokraczne wizje.

>Tyle, że wg tego jak ja rozumiem istnienie cierpienia na świecie, stanowi ono źródło zbawienia, także dla innych (nie tylko cierpiącego).
Nie rozumiesz, tylko powtarzasz idiotyzmy. Gdybyś rozumiał umiałbyś wyjaśnić.

>Co jest dość oczywiste, w zderzeniu z treścią Biblii.
A konkretnie gdzie jest w Biblii napisane, że cierpienie stanowi źródło zbawienia?

>Zapytasz dlaczego tak to Bóg wymyślił, że cierpienie zbawia? Zwłaszcza niepojęte jest to, że za czyjeś grzechy, odpowiada ktoś inny? Nie mieści się to w głowie?!
>Jest to właśnie istota miłości. Jednak bez wiary, tego nie zrozumiesz. Nawet z wiarą niełatwo!
Z wiarą łatwo! System etyczny ulega degeneracji, logika idzie w krzaki i już jest łatwo.
Co jest tajemniczego w tym, że ktoś się zachowuje jak j...y dupek?!

>Popełniasz też, kluczowy, logiczny błąd: rozpatrując boga, powinieneś także przyjąć jego niezrozumienie.
A potem, wzorem Brzostowskiego i innych powtarzać i wykonywać rzeczy, których się nie rozumie i jeszcze być z tego dumnym. Oto kwintesencja człowieczeństwa. Religijnego, oczywista.

>A Ty, sprowadzasz boga, do poziomu człowieka. To duży błąd. Jest dość oczywiste, ze skoro bóg istnieje, może być dla nas niepojęty, pozostaje zatem tylko ufność lub odrzucenie boga.
Ufność Rydzykowi i Michalikowi, bo dla nich Bóg jest pojęty i oni wyjaśnią, że Bóg np. nie chce prezerwatyw, ale za to kasy jak najbardziej.
W ogóle podziw bierze jak w sumie ogromnie dużo wiecie o czymś co jest ponoć niepojęte.

>Kluczem do zrozumienia jest stwierdzenie dość oczywistego faktu, iż życie ludzkie (tutaj na ziemi) nie jest dla boga szczególnie ważne.
No ba! Jakby nie mógł se strzelić palcami by zamienić wodę w wino, tylko musiał dreptać 2 godziny w ochronie parkingu na flaszkę byle mózgotrzepa inaczej by śpiewał!

>Gdybyś jednak wiedział (tak jak bóg, wie)
No i Brzostowski wie, nie zapominaj.

>że to życie się nie kończy,
Nawet wedle odbiblijnych bajek dla wielu jednak tak.

> będąc tu na ziemi, tylko przygotowujemy się do prawdziwego życia,
... i i zdobywacie cenne niewątpliwie kompetencje dla tej wiecznej przyszłości. Bajko ty moja!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Dzięki za odpowiedź !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
30-08-2014 15:20 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>zaufawszy bogu, jestem po prostu wolny... kieruję się bowiem dekalogiem i przykazaniem miłości, które to są zgodne z moimi głębokimi przezkonaniami odkąd pamiętam. A wiara daje dodatkowo tyle siły, że ... mózg się lasuje kochani ateiści (jak kochać to wszyskich...).

Pięknie.
Tylko na czym polega Twoja zasługa?
Pisałeś niedawno: W świecie, w którym zbawienie jest za darmo, chcieliby robić co chcą a i tak być zbawionym
A przecież Ty robisz to, co chcesz. Bo robisz to, co wynika z Twoich przekonań, co i tak uważasz za słuszne. Kierujesz się miłością, którą posiadasz.

Przykład, żeby było wiadomo, o co chodzi.
Kogoś porzucili rodzice i wychował się w domu dziecka.
Gdy dorósł, rodzice próbują wprowadzić się do niego. On się nie zgadza.
Co najważniejsze - ten człowiek postępuje zgodnie ze swoim wewnętrznym przekonaniem.
Po prostu uważa, że tak powinno się postępować, że ma do tego prawo, czyli we własnym przekonaniu nie robi niczego złego.
Jednak łamie przykazanie "czcij ojca i matkę".
Jednocześnie jest niewierzący, więc nie może prosić o miłosierdzie.
Co go czeka po śmierci?

Albo jeszcze jeden przykład.
Są 2 pary małżeńskie, które postanawiają uprawiać seks wspólnie i wymieniać się partnerami. Wszyscy są z tego zadowoleni i w ich przekonaniu nie robią niczego złego.
Jednak łamią przykazanie "nie cudzołóż".
Jednocześnie jeden z nich jest niewierzący i nie może prosić o miłosierdzie.
Co z nim?

Ale miało być o tym, co piękne. Też kiedyś wierzyłem tak jak Ty i muszę potwierdzić Twoje słowa.
Bo to jest naprawdę super mieć przekonanie, że Bóg oczekuje akurat tego, co ja uważam za słuszne. To taka doskonałość, jakby się było wyjątkowym szczęściarzem i wybrańcem bożym. Najbardziej spodobał mi się fragment o nakarmieniu głodnych (itd). I o tym, żeby kochać bliźnich jak siebie. Uznałem, że to powinno wystarczyć. I Bóg będzie wolał mnie niż tych, którzy chodzą do kościoła, poszczą, starają się przestrzegać przykazań i robią wiele innych rzeczy. Bo ja wiem lepiej, czego Bóg chce. Tak mi wynikło z wypowiedzi Jezusa i tak to czułem.
Brzostowski (7067 punktów)
>>zaufawszy bogu, jestem po prostu wolny... kieruję się bowiem dekalogiem i przykazaniem miłości, które to są zgodne z moimi głębokimi przezkonaniami odkąd pamiętam. A wiara daje dodatkowo tyle siły, że ... mózg się lasuje kochani ateiści (jak kochać to wszyskich...).
>Pięknie.
>Tylko na czym polega Twoja zasługa?
>Pisałeś niedawno: W świecie, w którym zbawienie jest za darmo, chcieliby robić co chcą a i tak być zbawionym
>A przecież Ty robisz to, co chcesz. Bo robisz to, co wynika z Twoich przekonań, co i tak uważasz za słuszne. Kierujesz się miłością, którą posiadasz.
Czy naprawdę trzeba to tłuamczyć? A czy Ty posiadasz jakies swoje zasady? Czy jesteś im zawsze wierny? Czy nigdy nie korciło cię, aby zrobić wbrew tym zasadom?
Myślę, że rozumiesz.
>Przykład, żeby było wiadomo, o co chodzi...

takich przykładów możesz dać miliony...

przecież nie chodzi o jedno zdarzenie, ale o całe życie, na podstawie jhednego błędu nie decyduje się zbawieneie człowieka...

Poza tym piszę wyraźnie, że moje poglądy, zasady są akurat zgodne generalnie z dekalogiem.

Niewierzący, którzy żyją zgodnie z dekalogiem, też mogą byc zbawieni, a to ile każdy z nich nagrzeszy, a ile uczynią dobra, ocena tego nie należy do mnie. Bóg to zważy w sowjej madrości.

>Bo to jest naprawdę super mieć przekonanie, że Bóg oczekuje akurat tego, co ja uważam za słuszne...

Chyba nie zrozumiałeś mnie. Ja kieruję się w życiu dekalogiem i przykazaniem miłości. Jest to zgodne z moim wewnętrznym poczucuiem przyzwoitości i zasadami. I ta zgodność jest faktycznie dla mnie dobra.

Natomiast Ci ludzie, którzy chcą być zbawieni, a mają akurat inne swoje zasady, to neistety, muszą się dosotosować, albo nie, jak chcą.

Kierowanie sie dekalogiem i przykazaniem miłości, jednocześnie żyjąc w Polsce, z całym nawisem kulturowym tego kraju, ale także w zestawieniu z wybranymi treściami Biblii czy innych pism religijnych, bywa kłopotliwe. Wówczas po prostu modlę się, do boga, proszę go o łaskę madrości, abym dobrze rozważył wszytkie za i przeciw i potrafił określić swój pogląd na dany temat. Nie wiem czy udaje mi się, w tych kłopotliwych sytuacjach wypracować stanowisko zgodne ze stanowiskiem boga, nie wiem tego.
Ufam jednak, iż bóg da mi tę mądrość, czasem nawet wydaje mi się iż to po prostu "spłynęło" na mnie. Nie potrafię tego wyjaśnić.

Jestem jednak przekonany, że np bóg nie ma nic przeciwko, aby dwóch gejów mogło wychowywać dzieci, w kochającej się rodzinie.

Ilość interpretacji, pism kościelnych, różnych nakazów, przykazów, zasad, dogmatów, itd... jest tak wielka, iż zawsze wtedy gdy mam mętlik w głowie, odnoszę się do rzeczy podstawowych: dekalog + przykazanie miłości.

Dekalog jest dość jasny, stanowi dość jasny drogowskaz, podobnie pprzykazamnie miłosci.

Gdy mam jeszcze większe wątpliwości, modlę się i zazwyczaj potrafię dojść ze sobą do porozumienia ufając iż podobnie myśli bóg (bo przecież wypracowany pogląd został w czasie modlitwy).

Masz jakieś kontrowersyjne tematy na tle religijnym? Zapodawaj! Będziemy rozkminiać, Ty jako ateista, ja jako teista! Zdziwisz się, jak wiele nas połączy. Bo ateiści, to tak jak teiści to stworzenia boże! A łaska boża działa, niezależnie od tego czy Ty w to wierzysz czy też nie.
30-08-2014 23:57 
 Ocena 6 na 6
wawrzanka (43 punktów)

>Niewierzący, którzy żyją zgodnie z dekalogiem, też mogą byc zbawieni, a to ile każdy z nich nagrzeszy, a ile uczynią dobra, ocena tego nie należy do mnie. Bóg to zważy w sowjej madrości.

Dlaczego się uparłeś na ten dekalog? Teraz w Europie prawo karne i cywilne jest o wiele doskonalsze i bardziej humanitarne. Uwzględnia osiągnięcia człowieka w zakresie - jakby to powiedzieć - miłości bliźniego. Dekalog nakazuje: "Nie będziesz pożądał domu twojego bliźniego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego"
Nie mam żadnej niewolnicy, której mógłbyś pożądać. Przypadkiem nie mam też żadnego osła. Ludzie uznali dość dawno temu, że niewolnictwo jest niehumanitarne i znieśli je. Spokojnie możesz sobie darować dekalog i po prostu żyć zgodnie z obowiązującym prawem. Uwzględnia dekalog w całej rozciągłości łącznie z przykazaniem o szacunku dla rodziców i wierności małżeńskiej (kodeks rodzinny i opiekuńczy).

>Chyba nie zrozumiałeś mnie. Ja kieruję się w życiu dekalogiem i przykazaniem miłości. Jest to zgodne z moim wewnętrznym poczucuiem przyzwoitości i zasadami. I ta zgodność jest faktycznie dla mnie dobra.

Każdy człowiek w pełni władz umysłowych wie, że należy postępować zgodnie z prawem. Twój dekalog to nic innego jak zbiór praw współżycia społecznego, tyle, że był aktualny kilka tysięcy lat temu. A ty żyjesz już nieco w innym świecie. O wiele doskonalszym również pod względem miłości bliźniego.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Niewierzący, którzy żyją zgodnie z dekalogiem, też mogą byc zbawieni, a to ile każdy z nich nagrzeszy, a ile uczynią dobra, ocena tego nie należy do mnie. Bóg to zważy w sowjej madrości.
>Dlaczego się uparłeś na ten dekalog?
Czy Ty czytałaś poprzednie nasze posty? Dyskusja dotyczy tego czego dotyczy, a Ty tu nagle wyskakujesz z trochę innej beczki.
>>Chyba nie zrozumiałeś mnie. Ja kieruję się w życiu dekalogiem i przykazaniem miłości. Jest to zgodne z moim wewnętrznym poczucuiem przyzwoitości i zasadami. I ta zgodność jest faktycznie dla mnie dobra.
>Każdy człowiek w pełni władz umysłowych wie, że należy postępować zgodnie z prawem. Twój dekalog to nic innego jak zbiór praw współżycia społecznego, tyle, że był aktualny kilka tysięcy lat temu. A ty żyjesz już nieco w innym świecie. O wiele doskonalszym również pod względem miłości bliźniego.
W dużej mierze się zgadzam, tyle tylko, że dyskusja dotyczy zupełnie innych spraw.
31-08-2014 09:25 
 Ocena 3 na 3
wawrzanka (43 punktów)

>Czy Ty czytałaś poprzednie nasze posty? Dyskusja dotyczy tego czego dotyczy, a Ty tu nagle wyskakujesz z trochę innej beczki.

Najpierw uraczyłeś nas zbiorem swoich poglądów społeczno-politycznych, a teraz twierdzisz, że mój post był nie na temat? Przeczytaj co sam napisałeś:

>Dlatego też mimo, że jestem wierzacy:
>- potrafię wyjaśnić możliwość istnienia boga na podstawie dostępnej wiedzy,
>- uwielbiam poznawać świat, badać go, na tyle, na ile mogę,
>- jestem za adopcją dzieci przez pary homoseksualne,
>- jednocześnie uważam, że seks analny jest obrzydliwy (nie mogę pojąć jak można >kawałek własnego ciała, dość ważnego w sumie, wkładać komuś do pupy, którędy to >wychodzi kał. BRRR! Na szczęscie ... gówno mnie to obchodzi, co tam kto robi.
>- jestem przeciw aborcji na życzenie (ale dopuszczam ze względów zdrowotnych),
>- nie lubię Rydzyka,
>- w konflikcie arabsko-izraelskim, opowiadam się (generalnie) za Izraelem,
>- wiem że w Biblii są sprzeczności,
>- nie biorę udziału w paleniu ateistów,
>- osobiście mi wisi czy religia będzie w szkołach, czy też nie,
>- jestem za legalizacją marihuany i burdeli,

W jednym mogę przyznać ci rację: powyższa litania bardziej pasuje do wątku "pluralizm religijny". Masz swojego boga, a nie tego, który łypie z biblii. Biblia jest dziełem literackim i to w dodatku tworzonym przez wiele osób przez kilka tysięcy lat. Każdy autor miał swój obraz boga, podobnie jak ty. Dlatego biblia jest w wielu miejscach niekonsekwentna i absurdalna. I choć jest skarbem kultury - boga w niej jest tyle, ile go było w umysłach piszących. A skoro mamy wrócić do tematu - może zechcesz odpowiedzieć co jest dla ciebie piękne w biblii?

04-09-2014 21:09 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Masz swojego boga, a nie tego, który łypie z biblii. Biblia jest dziełem literackim i to w dodatku tworzonym przez wiele osób przez kilka tysięcy lat. Każdy autor miał swój obraz boga, podobnie jak ty. Dlatego biblia jest w wielu miejscach niekonsekwentna i absurdalna. I choć jest skarbem kultury - boga w niej jest tyle, ile go było w umysłach piszących. A skoro mamy wrócić do tematu - może zechcesz odpowiedzieć co jest dla ciebie piękne w biblii?
Pisałem już o tym kilka razy. Tylu jest bogów ilu ludzi, każdy ma swojego (w szczegółach). Nie dziw się zatem, iż ja też mam swojego, który też łypie z biblii, bo tam tylu "bogów" łypie ilu ludzi to czyta. Sam o tym przecie piszesz...

Nie zmienia to jednak faktu, że na poziomie generaliów, z biblii "łypie" jeden bóg.

Co do tematu, to pytanie autora wątku dotyczyło wiary/ateizmu, a nie biblii. A ja już o tym napisałem.
31-08-2014 00:47 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Niewierzący, którzy żyją zgodnie z dekalogiem, też mogą byc zbawieni, a to ile każdy z nich nagrzeszy, a ile uczynią dobra, ocena tego nie należy do mnie. Bóg to zważy w sowjej madrości.

Zgodnie z dekalogiem? Niewierzacy? A w jaki sposob Maja to zrobic?

I Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

Jakim sposobem niewierzacy moze przetrzegac tego przykazania?

II Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego, nadaremnie.

A to? Jak niewierzacy moze miec Pana?

III Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Niewierzacy nie ma takiego dnia

Wystarczy jak bedzie przestrzegal tylko 7 z tych dziesieciu (czyli tych, ktore z bogiem nie maja nic wspolnego)?
Brzostowski (7067 punktów)
>Wystarczy jak bedzie przestrzegal tylko 7 z tych dziesieciu (czyli tych, ktore z bogiem nie maja nic wspolnego)?

Gdy pisałem poprzedni post dokładnie o tych 7 myślałem. Sądziłem, że to oczywiste.
04-09-2014 16:53 
 Ocena 5 na 5
Domeru (533 punktów)
>>Wystarczy jak bedzie przestrzegal tylko 7 z tych dziesieciu (czyli tych, ktore z bogiem nie maja nic wspolnego)?
>Gdy pisałem poprzedni post dokładnie o tych 7 myślałem. Sądziłem, że to oczywiste.

No tak. Oczywistym jest, że Brzostowski pisząc dziesięć ma na myśli siedem. Jakże by inaczej. Przecież to logiczne.
04-09-2014 18:45 
 Ocena-1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Wystarczy jak bedzie przestrzegal tylko 7 z tych dziesieciu (czyli tych, ktore z bogiem nie maja nic wspolnego)?
>>Gdy pisałem poprzedni post dokładnie o tych 7 myślałem. Sądziłem, że to oczywiste.
>No tak. Oczywistym jest, że Brzostowski pisząc dziesięć ma na myśli siedem. Jakże by inaczej. Przecież to logiczne.
Wiesz co, jak chcesz się tak bawić, to beze mnie.
04-09-2014 21:33 
 Ocena 2 na 2
Domeru (533 punktów)
>>>>Wystarczy jak bedzie przestrzegal tylko 7 z tych dziesieciu (czyli tych, ktore z bogiem nie maja nic wspolnego)?
>>>Gdy pisałem poprzedni post dokładnie o tych 7 myślałem. Sądziłem, że to oczywiste.
>>No tak. Oczywistym jest, że Brzostowski pisząc dziesięć ma na myśli siedem. Jakże by inaczej. Przecież to logiczne.
>Wiesz co, jak chcesz się tak bawić, to beze mnie.

Dobrze już dobrze, nie płacz. Obiecuję trochę ograniczyć kopanie leżącego.

Ale wiesz co? Jakbyś kiedyś stał przed sądem (czego Ci oczywiście nie życzę), to raczej nie próbuj utrzymywać, że żyjesz zgodnie z prawem, bo przecież przestrzegasz aż siedemdziesięciu procent obowiązujących przepisów. Chociaż z drugiej strony... taka linia obrony może być nawet skuteczna zważywszy na art. 31 kk.
04-09-2014 21:45 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>>Wystarczy jak bedzie przestrzegal tylko 7 z tych dziesieciu (czyli tych, ktore z bogiem nie maja nic wspolnego)?
>>>>Gdy pisałem poprzedni post dokładnie o tych 7 myślałem. Sądziłem, że to oczywiste.
>>>No tak. Oczywistym jest, że Brzostowski pisząc dziesięć ma na myśli siedem. Jakże by inaczej. Przecież to logiczne.
>>Wiesz co, jak chcesz się tak bawić, to beze mnie.
>Dobrze już dobrze, nie płacz. Obiecuję trochę ograniczyć kopanie leżącego.

Nie mam powodu, nie czuję się kopanym, ani leżącym. to raczej Ty nie dajesz rady w argumentacji...

CZepiasz się, że nie napisałem 7 przykazań zamiast 10, kiedy i tak wszyscy wiedzą że chodzi o te 7. Nie jestem idiotą, wiem, ze ateista nie przestrzega 3 pierwszych, to sa rzreczy oczywiste.

Jak ktoś przegrywa argumentami merytorycznymi, to przynajmniej doczepi się do jakiejś pierdoły, aby wyszło, że On też cóś tam wie, cóś tam arguemntuje. To niski poziom.

Skup się na sprawach kluczowych, jeśli faktycznie chcesz gadać, a jak nie, daj sobie spokój, ja nie mam czasu na pierdoły.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Skup się na sprawach kluczowych, jeśli faktycznie chcesz gadać, a jak nie, daj sobie spokój, ja nie mam czasu na pierdoły.

hej,
Kluczową sprawą jest to jak odpowiesz na żądanie boga abyś zamordował swe dziecko !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 23:16 
 Ocena 4 na 4
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Kluczową sprawą jest to jak odpowiesz na żądanie boga abyś zamordował swe dziecko !

jak to jak odpowie? Odpowie, ze bog jest niezrozumialy i nie mozemy zrozumiec dlaczego chcial w ten sposob zbadac milosc Abrahama. Ale ogolnie sprawdzian ten byl dobry

Kazdego innego nazwal by s*******nem, jesli ten kazal by mu zabic dziecko ale bog moze tak postapic nie narazajac sie Brzostowskiemu. Bo bog jest niezrozumialy ale wynikiem kazdego ruchu boga bylo, jest i bedzie dobro (bo przeciez bog nie moze byc zly?)
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Wiesz co, jak chcesz się tak bawić, to beze mnie.

hej,
Co odpowiedziałbyś bogu , który chciałby abyś zamordował swe dziecko ?
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 23:18 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Co odpowiedziałbyś bogu , który chciałby abyś zamordował swe dziecko ?
Aleś upierdliwy, makusiu!
Nie zamordował, ale złożył w ofierze! Kumasz czaczę? "Woń przyjemna dla Pana" (czytałeś te debilne bzdety zwane Biblią?) - takie klimaty. I to nie byle gdzie, ale w wybranym miejscu.
Ten Bóg opisany w ST to tępy, prymitywny plemienny bożek (oj, musi się dobrze wślepiać nasz biedny Brzostowski, żeby jego dobroć z ociekających głupotą i zbrodnią kart "wyczytać"), ciekawsza tu jest postawa samego Abrahama - do samego synobicia rżnie głupa przed dzieciakiem zamiast się z nim radosną nowiną podzielić.
Zresztą sam boski czubek jak już się przyznał, że to tylko takie jaja na boskim poziomie były to przyznał się również do radości, że Abraham się go boi! Nie że kocha Boga i ludzi, ale boi! Ot, wsiowy osiłek na miarę czasów ... i wielu dzisiejszych Brzostowskich, niestety.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 13:49 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
Najśmieszniejsze jest to że Bóg wie wszystko, więc nie musiał wystawiać Abrahama na próbę, bo wiedział że syna z miłości do Boga zabije.

Po śmierci jest to co ma być.
05-09-2014 13:50 
 Ocena-1 na 1
Willmaster (423 punktów)
Do usunięcia.
Episode_2 (3284 punktów)
>Myślę, że rozumiesz.
Ok, rozumiem, starasz się. Chodziło mi o to, że masz z górki, niejako po drodze, w odróżnieniu od osób, które też się starają, ale wyniosły z domu inne zasady. Albo nawet mieszkają w innej kulturze, gdzie są całkiem inne zasady. Oni tak samo mogą się starać, ale ich starania nie są doceniane przez Boga.
Poza tym, niżej napisałeś:
>przecież nie chodzi o jedno zdarzenie, ale o całe życie, na podstawie jednego błędu nie decyduje się zbawienie człowieka...
Czyli nawet nieszczególnie musisz się starać, bo jak Ci coś nie wyjdzie, to nic sie nie stanie, bo pojedyncze potknięcia nie mają znaczenia dla zbawienia.
Według mnie pełny komfort.

>takich przykładów możesz dać miliony...
>przecież nie chodzi o jedno zdarzenie, ale o całe życie, na podstawie jhednego błędu nie decyduje się zbawieneie człowieka...
W przypadku tego człowieka, który nie chce przyjąć rodziców, może chodzić o całe życie. Przecież nie pisałem o jednej kłótni rodzinnej, po której wszyscy sobie wybaczyli.

>>Bo to jest naprawdę super mieć przekonanie, że Bóg oczekuje akurat tego, co ja uważam za słuszne...
>Chyba nie zrozumiałeś mnie. Ja kieruję się w życiu dekalogiem i przykazaniem miłości. Jest to zgodne z moim wewnętrznym poczucuiem przyzwoitości i zasadami. I ta zgodność jest faktycznie dla mnie dobra.
Nie bardzo wiem, czego tu nie rozumiem. Co jest nie tak z moją interpretacją?

>Natomiast Ci ludzie, którzy chcą być zbawieni, a mają akurat inne swoje zasady, to neistety, muszą się dosotosować, albo nie, jak chcą.
Właśnie. Muszą wybierać - albo być sobą albo być zbawionym. A przecież nikt sobie nie wybiera kim jest, swoich uwarunkowań rodzinnych, kulturowych. Niektórzy nie potrafią się zmienić, musieliby postępować
wbrew sobie. Mają pecha?
Wiem, że mają wybór i nie chodzi mi o brak zbawienia, tylko o karę. Chyba wieczne potępienie i męki w piekle to za duża kara za ich wybór, skoro od razu stworzeni zostali jako gorsi? Może wystarczyłoby unicestwienie ich albo zostawienie w spokoju i niech sobie organizują czas sami?
Nawet wierząc w wolną wolę trzeba zauważyć, że istnieją ludzie całkowicie niereformowalni, niezdolni do zmiany.
Co byś zrobił, gdyby teraz objawił się Jezus, udowodnił, że jest Jezusem i powiedział, że zmienił zdanie i teraz oczekuje, że będziemy się zabijać i do nieba pójdzie tylko ten, kto zabije co najmniej 10 osób?
Pytam, żeby sprawdzić, czy jesteś reformowalny. Czy potrafisz zmienić swoje uwarunkowania, żeby dostosować się do wymagań.

>Wówczas po prostu modlę się, do boga, proszę go o łaskę madrości, abym dobrze rozważył wszytkie za i przeciw i potrafił określić swój pogląd na dany temat. Nie wiem czy udaje mi się, w tych kłopotliwych sytuacjach wypracować stanowisko zgodne ze stanowiskiem boga, nie wiem tego.
>Ufam jednak, iż bóg da mi tę mądrość, czasem nawet wydaje mi się iż to po prostu "spłynęło" na mnie. Nie potrafię tego wyjaśnić.
Mniejsza o wyjaśnienie. To tak działa.
Kiedyś miałem wyjątkowo trudny dla mnie dylemat, który mnie męczył od dawna. Pojechałem do rezerwatu przyrody i tam siedziałem cały dzień. Najpierw rozważyłem wszystkie za i przeciw a potem tylko siedziałem, siedziałem. W końcu, po godzinach przyszła decyzja. Nawet się trochę zdziwiłem, bo myślałem, że już nic nie wymyślę. Do dziś uważam, że była słuszna.
Tylko że ja nie uważam, że mam jakąś uniwersalną wiedzę. Nie rozważam tego, co powinni robić inni ludzie, a tylko to, co ja mam robić. Inna osoba mogłaby podjąć inną decyzję.

>Jestem jednak przekonany, że np bóg nie ma nic przeciwko, aby dwóch gejów mogło wychowywać dzieci, w kochającej się rodzinie.
Ale skąd to przekonanie? Na czym je opierasz? Skąd przekonanie, że akurat Ty wiesz, co Bóg myśli, skoro większość wierzących z biskupami na czele chyba jest innego zdania?
Brzostowski (7067 punktów)
>Ok, rozumiem, starasz się. Chodziło mi o to, że masz z górki,...
Nie wiem czy nie są. To jest problem, ale wówczas, jak już pisałem biorę sobie dekalog, potem przykazanie miłości i rozważam... sprawy...

Jest to kwestia wiary w boga i jego przykazanie miłości. Otóż ja uważam, a mam to przemyślane w kontekscie tegoż przykazania, ale także innych, stosownych treści biblijnych, że bóg w swej mądrości, potrafić odjąć "tło" od naszych czynów.

Bardzo dobrym przykładem jest tutaj przypowieść o talentach, na pewno kojarzysz. Wynika z niej, że posiadamy okreslone cechy i bóg nie wymaga od nas rzeczy ponad nasze siły. Inaczej mówiąc - bóg rozważy, co miałeś wdrukowane przez kulturę, wychowanie, czego się dowiedziałeś o dobru i złu, i co z tym zrobiłeś. Pamiętasz wdowi grosz? Dla mnie to się składa do kupy.

Bóg rozliczy Cię z tego co robiłeś w danych warunkach, co mogłeś zrobić, czy byłeś odwazny w przecuwstawianiu się złu, czy może byłeś tchórzem, możliwe, że ci co nominalnie robią więcej, będą ocenieni gorzej od innych czyniących dobro w trudnych warunkach.

Ja zastanawiałem się nad tym, w konteksćie przykazania miłości, tresci biblijnych i tak to widzę.

>Poza tym, niżej napisałeś:
>>przecież nie chodzi o jedno zdarzenie, ale o całe życie, na podstawie jednego błędu nie decyduje się zbawienie człowieka...
>Czyli nawet nieszczególnie musisz się starać,...
>Według mnie pełny komfort.
Oczywiscie że pojedyncze potknięcia nie mają znaczenia kluczowego. Nie ma tutaj jednak komfortu żadnego. Musisz się starać być lepszym, nie ma "luzu", a jak pozostaniesz zatwardzaiły w grzechu, to może spotkać niemiła nispodzianka. Komfort jest wtedy, gdy realnie się starasz być lepszym, realnie żałujesz za grzechy i ufasz, że bóg wybaczy, pewności jednak nie ma nigdy.
>>takich przykładów możesz dać miliony...
>>przecież nie chodzi o jedno zdarzenie, ale o całe życie, na podstawie jhednego błędu nie decyduje się zbawieneie człowieka...
>W przypadku tego człowieka, który nie chce przyjąć rodziców, może chodzić o całe życie. Przecież nie pisałem o jednej kłótni rodzinnej, po której wszyscy sobie wybaczyli.
Nawet zabójca może być zbawiony.
>>>Bo to jest naprawdę super mieć przekonanie, że Bóg oczekuje akurat tego, co ja uważam za słuszne...
>>Chyba nie zrozumiałeś mnie. Ja kieruję się w życiu dekalogiem i przykazaniem miłości. Jest to zgodne z moim wewnętrznym poczucuiem przyzwoitości i zasadami. I ta zgodność jest faktycznie dla mnie dobra.
>Nie bardzo wiem, czego tu nie rozumiem. Co jest nie tak z moją interpretacją?
Chodzi o to, że ja nie wiem na pewno, czego bóg ode mnie oczekuje, nie wiem na pewno czy robiąc to co robię, wszystko to się bogu podoba. Jednak kierując się dekalogiem, przykazaniem miłości ufam że tak jest. Pozostaję jednak czujny, modlę się, proszę o mądrość. To zasadnicza różnica w stosunku do twojego stwierdznia: "Bo to jest naprawdę super mieć przekonanie, że Bóg oczekuje akurat tego, co ja uważam za słuszne".
>>Natomiast Ci ludzie, którzy chcą być zbawieni, a mają akurat inne swoje zasady, to neistety, muszą się dosotosować, albo nie, jak chcą.
>Właśnie. Muszą wybierać - albo być sobą albo być zbawionym. A przecież nikt sobie nie wybiera kim jest, swoich uwarunkowań rodzinnych, kulturowych. Niektórzy nie potrafią się zmienić, musieliby postępować wbrew sobie. Mają pecha?
Już pisałem wyżej o odjęciu tzw "tła". Natomiast kwestia tego, czy powinni się zmienić. Już samo rozważanie zmiany oznacza, że dowiedzieli się, nazwijmy to o "ofercie boga". Mają wybór. No i jesli chcą wziąć ofertę musza się zmienić. Postępowanie wbrew sobie nie jest niczym złym. Myślę, że większość dzieci w szkole uczy się wielu rzeczy wbrew sobie (woleliby się pobawić niż uczyć). I co to jakaś tragedia? Oferta to oferta, trochę jak umowa. Bierz albo nie.
>Wiem, że mają wybór i nie chodzi mi o brak zbawienia, tylko o karę. Chyba wieczne potępienie i męki w piekle to za duża kara za ich wybór, skoro od razu stworzeni zostali jako gorsi? Może wystarczyłoby unicestwienie ich albo zostawienie w spokoju i niech sobie organizują czas sami?
To znowu kwestia tła. Wg mnie nawet nominalnie gorsi mogą być zbawieni, a nominalnie lepsi nie. Zależy ile sami wlożyli wysiłku w bycie dobrym człowiekiem.
>Nawet wierząc w wolną wolę trzeba zauważyć, że istnieją ludzie całkowicie niereformowalni, niezdolni do zmiany.
Każdy ma jakiś margines zmiany, niektórzy faktycznie niewielki, i na tym marginesie, bóg w swej mądrości rozważy.
>Co byś zrobił, gdyby teraz objawił się Jezus, udowodnił, że jest Jezusem i powiedział, że zmienił zdanie i teraz oczekuje, że będziemy się zabijać i do nieba pójdzie tylko ten, kto zabije co najmniej 10 osób?
Nie uwierzyłbym, ponieważ byłoby to sprzecne z kilkoma tysiącami lat tradycji judeochrześcijańskiej.
>Pytam, żeby sprawdzić, czy jesteś reformowalny. Czy potrafisz zmienić swoje uwarunkowania, żeby dostosować się do wymagań.
I co?
>>Wówczas po prostu modlę się...
>>Ufam jednak, iż bóg da mi tę mądrość, czasem nawet wydaje mi się iż to po prostu "spłynęło" na mnie. Nie potrafię tego wyjaśnić.
>Mniejsza o wyjaśnienie. To tak działa.
>Kiedyś miałem wyjątkowo trudny dla mnie dylemat...
>Tylko że ja nie uważam, że mam jakąś uniwersalną wiedzę. Nie rozważam tego, co powinni robić inni ludzie, a tylko to, co ja mam robić. Inna osoba mogłaby podjąć inną decyzję.
Ja też nie twierdzę, iż taką wiedzę mam, byłoby to groteskowe. Każdy mógłby podjąć inną decyzję i wiesz co? Każda z nich mogłaby się bogu podobać! Rozliczasz się bowiem z siebie, a nie innych.
Są jednak pewne generalne ramy, które są takie same lub podobne dla wszystkich. i tutaj już można nie tylko rozważać, co inni powinni robić lub nie, ale można to nawet nakazywać/zakazywać. I robimy to zarówno w Kościele, jak i w społęczeństwie.
>>Jestem jednak przekonany, że np bóg nie ma nic przeciwko, aby dwóch gejów mogło wychowywać dzieci, w kochającej się rodzinie.

05-09-2014 02:03 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Jest to kwestia wiary w boga i jego przykazanie miłości. Otóż ja uważam, a mam to przemyślane w kontekscie tegoż przykazania, ale także innych, stosownych treści biblijnych, że bóg w swej mądrości, potrafić odjąć "tło" od naszych czynów.
>Bardzo dobrym przykładem jest tutaj przypowieść o talentach, na pewno kojarzysz. Wynika z niej, że posiadamy okreslone cechy i bóg nie wymaga od nas rzeczy ponad nasze siły. Inaczej mówiąc - bóg rozważy, co miałeś wdrukowane przez kulturę, wychowanie, czego się dowiedziałeś o dobru i złu, i co z tym zrobiłeś. Pamiętasz wdowi grosz? Dla mnie to się składa do kupy.
>Bóg rozliczy Cię z tego co robiłeś w danych warunkach, co mogłeś zrobić, czy byłeś odwazny w przecuwstawianiu się złu, czy może byłeś tchórzem, możliwe, że ci co nominalnie robią więcej, będą ocenieni gorzej od innych czyniących dobro w trudnych warunkach.

Według mnie tak powinno być, to jest dla mnie oczywiste.
Pytanie, czy tak jest.
Czy dobrze to interpretujesz, czy wybierasz właściwe fragmenty Biblii.
Czy dobierasz je tak, żeby Ci wyszło to, co chcesz uzyskać?
Na ile kształtujesz swoje poglądy według Biblii, czy może bardziej naginasz obraz Boga do swoich wyobrażeń, jaki powinien być. Nad tym się zastanawiam.

Przede wszystkim - Najpierw pisałeś o dekalogu i przykazaniu miłości. Teraz o czynieniu jakiegoś nieokreślonego dobra i zła. A ja pytam, co jeśli ktoś czyni dobro w swoim pojęciu, ale to dobro jest niezgodne z dobrem w pojęciu Boga?

>>W przypadku tego człowieka, który nie chce przyjąć rodziców, może chodzić o całe życie. Przecież nie pisałem o jednej kłótni rodzinnej, po której wszyscy sobie wybaczyli.
>Nawet zabójca może być zbawiony.
Ale chyba pod warunkiem, że żałuje i obiecuje poprawę?
A co jeśli ktoś jest wychowany przez mordercę i sam też jest płatnym mordercą? Uważa, że jego praca jest pożyteczna, bo sprząta "śmieci" i dzięki niemu świat jest piękniejszy? Może nawet nie zabija niewinnych ludzi, tylko faktycznie tych, bez których świat byłby lepszy. Choć oczywiście jego ocena jest subiektywna.

>Już pisałem wyżej o odjęciu tzw "tła". Natomiast kwestia tego, czy powinni się zmienić. Już samo rozważanie zmiany oznacza, że dowiedzieli się, nazwijmy to o "ofercie boga". Mają wybór. No i jesli chcą wziąć ofertę musza się zmienić. Postępowanie wbrew sobie nie jest niczym złym. Myślę, że większość dzieci w szkole uczy się wielu rzeczy wbrew sobie (woleliby się pobawić niż uczyć). I co to jakaś tragedia? Oferta to oferta, trochę jak umowa. Bierz albo nie.
>>Wiem, że mają wybór i nie chodzi mi o brak zbawienia, tylko o karę. Chyba wieczne potępienie i męki w piekle to za duża kara za ich wybór, skoro od razu stworzeni zostali jako gorsi? Może wystarczyłoby unicestwienie ich albo zostawienie w spokoju i niech sobie organizują czas sami?
>To znowu kwestia tła. Wg mnie nawet nominalnie gorsi mogą być zbawieni, a nominalnie lepsi nie. Zależy ile sami wlożyli wysiłku w bycie dobrym człowiekiem.
No tak. Tylko ja cały czas pytam o osoby, które nie chca się zmienić, bo uważają, że postępują właściwie. A oferta Boga zwyczajnie im się nie podoba. Wolą postępować po swojemu, bo tak im nakazuje ich sumienie.
Co, jeśli zwyczajnie nie uwierzą, że Bóg mógłby chcieć od nich czegoś, co nie zgadza się z ich systemem wartości wyniesionym z domu?
Czy zasługują na wieczne piekło? Czy wystarczy brak nagrody? Oferta ofertą, ale jeśli idziesz do sklepu i dostajesz wspaniałą ofertę promocyjną i nie skorzystasz, to możesz bardzo żałować ale przecież nikt Cię nie zamknie za karę w magazynie bezterminowo.

>>Co byś zrobił, gdyby teraz objawił się Jezus, udowodnił, że jest Jezusem i powiedział, że zmienił zdanie i teraz oczekuje, że będziemy się zabijać i do nieba pójdzie tylko ten, kto zabije co najmniej 10 osób?
>Nie uwierzyłbym, ponieważ byłoby to sprzecne z kilkoma tysiącami lat tradycji judeochrześcijańskiej.
Po pierwsze, co ma do rzeczy tradycja? Mówimy o słowie bożym, a nie o tym, co ludzie sobie przez lata tradycyjnie praktykują.
Po drugie, przecież różnie z tą tradycją bywało, ludzie już zabijali w imię Boga. Więc wcale to nie byłoby tak bardzo sprzeczne z tradycją.
Po trzecie, pisałem, gdyby udowodnił. Czyli chodzenie po wodzie, wskrzeszanie zmarłych, aniołowie noszący go na skrzydłach, głos z nieba itp. Nie uwierzyłbyś?

>Są jednak pewne generalne ramy, które są takie same lub podobne dla wszystkich. i tutaj już można nie tylko rozważać, co inni powinni robić lub nie, ale można to nawet nakazywać/zakazywać. I robimy to zarówno w Kościele, jak i w społęczeństwie.
Ten temat już omawialiśmy bezproduktywnie.
Brzostowski (7067 punktów)
>Ale skąd to przekonanie? Na czym je opierasz? Skąd przekonanie, że akurat Ty wiesz, co Bóg myśli, skoro większość wierzących z biskupami na czele chyba jest innego zdania?
To bardzo proste:
1. Nie wiem na pewno co bóg myśli.
2. Czytam Biblię i Katechizm KK, i tam nic nie ma szczególnie negatywnego o gejach, poza tym, że bogu się to nie podoba. Więcej, jest zalecenie w KKK, aby ludzi takich obdarzać szacunkiem i miłością, pomagać im i broń boże (!) nie dyskryminować.
3. Ale problem jest, bo jak słusznie zauważyłeś większość wierzących...
4. Wtedy siadam i myślę:

a) z rajonalnego punktu widzenia: nie ma żadnych istotnych przesłanek aby geje adoptowali dzieci, badania nie wykazują aby dzieci wychowywane w takich rodzinach miały jakieś tam problemy... były inne czy coś takiego...

b) zapisy w Biblii i KKK mówią o tym, że bogu się to nie podoba, nawet bardzo, ale jdnocześnie jest tam (KKK) zakaz dyskryminacji gejów, zalecenie aby obdarzać ich szacunkiem ,itd... i co wiecej mogą oni być dobrymi chrzescijanami... co oznacza, iż mogą być zbawieni, z resztą to akurat jest oczywiste...

Bogu przecież także nie podobają i inne czyny ludzi (patrz dekalog), ale nikt przeciez nie zakazuje złodziejom czy nieczcącym ojców adopcji dzieci. Wniosek jest zatem oczywisty...

c) przykazanie miłości. To rozważam w modlitwie, czekam na to, że coś na mnie "spłynie". I spływa: jeśli dwóch gejów kocha się (chodzi o uczucie, a nie o spuszczenie się jednego faceta na drugiego), chcą ze sobą żyć, jak tzw dobra przysłowiowa rodzina, a seks jest tylko elementem ich życia (który się bogu nie podoba), to tam jest miłość. Jesli dopełnieneim tego jest chęć wychowania dziecka, które dzięki temu uzyska normalny dom, miłość i rodzinę w porównaniu z domem dziecka, to oznacza, że tam jest miłość.

Seks/związek gejowski się bogu nie podoba, a interpretacje tegoż można znaleźć w KKK przy omawianiu 6 przyakzania, jednak, przypomnę, że odzwierciedleniem przykazania miłości:
"BĘDZIESZ MIŁOWAŁ SWEGO BLIŹNIEGO JAK SIEBIE SAMEGO"

są przykazania 4-10 z dekalogu. Nie można odczytywać tych przykazań oddzielnie od przykazania miłosci.

No i cytaty:

(J 13, 34)

"Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem"

(1 KOR 13,1...)

1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie2,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
...

13 Tak4 więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.


Dla mnie odpowiedź na ten problem jest oczywista.
05-09-2014 02:09 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
Ciekawe rozumowanie. Podoba mi się, chociaż jest trochę naciągane.
No ale skoro dla Ciebie wniosek jest oczywisty, a mimo to nadal nie wiesz, co myśli Bóg, to po co tego Boga mieszać do tych dylematów? Może lepiej zastanowić się, co Ty sam uważasz za słuszne, bez odniesienia do Boga?
Są ludzie, którzy w razie wątpliwości zastanawiają się "A co zrobiłby Jezus w tej sytuacji?" W jakiś sposób im to pomaga w podejmowaniu decyzji. Ale Ty przecież nie rozumujesz w ten sposób. Ty raczej dedukujesz.
Czy Twoja opinia na ten temat byłaby inna, gdybyś nie posiłkował się Biblią?
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Człowiek wierzący chce życia wiecznego w wiecznej szczęśliwości ... to jest taki narkotyk , tak potężny , tak mocny , że wierzący nie potrafi się od niego zdystansować
To całkowicie uzależnia ... obezwładnia ... paraliżuje
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
05-09-2014 14:46 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
Nowe przykazanie daje wam... Masło maślane, zapomniałeś już o nakazach czynienia zła, jak np.: zabijanie "czarownic", homoseksualistów, nieposłusznych dzieci?

Po śmierci jest to co ma być.
06-09-2014 08:51 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>Nowe przykazanie daje wam... Masło maślane, zapomniałeś już o nakazach czynienia zła, jak np.: zabijanie "czarownic", homoseksualistów, nieposłusznych dzieci?
Ty jakiś niekumaty jesteś, chyba nie możesz zostać chrześcijaninem... kiedy sam Bóg się wyżywa, albo ludzie w Imię Jego to jest dobro. I zapamiętaj raz na jutro, że to NIE JEST relatywizm moralny.

>W niebie nie będzie wiecznego szczęścia, gdyż mamy świadomość wiecznych tortur w piekle.
No to już apogeum niezrozumienia co boskie! Przecie Bóg im mózgi przefasonuje, wszystko się stanie dla nich jasne, będą nagle wiedzieli po ki chwost tyle zła było na Ziemi i w piekle ciągle jest ... i będą śmiać się jak głupi do sera całą wieczność choć ich bliskim bliźnim całą tę wieczność do śmiechu nie będzie.
To jest tak niezrozumiale mądre, że hej!

>Jako katolik powinien stanowczo odpowiedzieć NIE, ze względu na przykazanie nie zabijaj. Ale co ma odpowiedzieć (tu już pytanie do katolików) gdy Bóg zażąda zabicia np. homoseksualnego dziecka (przykazanie zabijania homoseksualistów)?
No to już było... jako katolik bierzesz kosę i chlast! Bozia przecie najmądry!
Jako katolik masz upośledzenie poznawcze i społeczne - posłuchaj Brzostowskiego: jeśli uznasz istnienie stukniętego Boga stać Cię na każdą nikczemność i nawet nie rozpoznasz, że to nikczemność właśnie.

>Najśmieszniejsze jest to że Bóg wie wszystko, więc nie musiał wystawiać Abrahama na próbę, bo wiedział że syna z miłości do Boga zabije.
Akurat tutejsi teologowie tłumaczą prostacko, infantylnie i głupio do spodu. Wyższa szkoła jazdy po bandzie rozumu jest na przykład taka, że że Bóg chciał pokazać Abrahamowi coś czego ten o sobie nie wiedział aby go umocnić na umyśle. Albo że Bóg z tego Pozaczasu to tak kombinuje, że on wszystko wie zawczasu, ale to się musi stać, inaczej Bóg by tego nie wiedział bo jak itp.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

>(1 KOR 13,1...)
>1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1,
>a miłości bym nie miał,
>stałbym się jak miedź brzęcząca
>albo cymbał brzmiący.
>2 Gdybym też miał dar prorokowania
>i znał wszystkie tajemnice,
>i posiadał wszelką wiedzę,
>i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
>a miłości bym nie miał,
>byłbym niczym.
>3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
>a ciało wystawił na spalenie2,
>lecz miłości bym nie miał,
>nic bym nie zyskał.
>...
>13 Tak4 więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
>z nich zaś największa jest miłość.
>Dla mnie odpowiedź na ten problem jest oczywista.

hej,
Dlatego jsteś gotów zamordować dziecko na rozkaz boga ?
Widocznie musisz kierować się czymś innym i ważniejszym niż to co nam tu przedstawiasz
Gdyby wiara , nadzieja i miłość były tak klarownym i jednoznacznym przekazem to byłoby całkowicie wykluczone abyś ty 2000 lat później nadal bronił gotowości Abrahama do popełnienia zbrodni i bronił żądania dokonania tej zbrodni przez boga .
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Episode_2 (3284 punktów)
>Masz jakieś kontrowersyjne tematy na tle religijnym? Zapodawaj! Będziemy rozkminiać,
Dwa już zapodałem powyżej. Zbagatelizowałeś je trochę nazywając błędem. A chodziło o przekonania i co za tym idzie postępowanie niezgodne z dekalogiem, bez żadnego żalu i obietnicy poprawy.
Rozwinę to trochę.

1. Dorosłe dziecko, które zostało porzucone w dzieciństwie przez rodziców niechcący poznaje swoich rodziców i uznaje że to są szuje. Sumienie nakazuje mu ostrzegać przed nimi innych ludzi, aby nikomu nie zaszkodzili. Więc psuje im opinię zamiast ich czcić.

2. Ginekolog dokonuje aborcji będąc przekonanym, że tego wymaga jego etyka zawodowa. Wręcz miałby wyrzuty, gdyby odmówił wykonania zabiegu.

3. Ojciec rodziny zaczyna ciężko chorować, traci pracę i nie ma środków na kosztowne leczenie, ledwo wystarcza im na skromne wyżywienie rodziny. Jego żona idzie zarabiać jako prostytutka, żeby ratować męża.

4. Młody chłopak ulega wypadkowi w pracy, po czym przez 2 lata nie może pracować i wymaga kosztownej rehabilitacji. Niestety pracował bez umowy, więc nie dostał odszkodowania, chorobowego ani nawet ostatniej wypłaty.
Brat chłopaka kradnie szefowi samochód, sprzedaje i pomaga choremu.

Oczywiście, jeśli nazwiesz to błędami, to sobie nie pogadamy. Powiedzmy, że dla tych osób to nie są błędy. Tylko postępowanie jak najbardziej słuszne, zgodne z ich sumieniem. I jeśli sytuacja się powtórzy, postąpią tak samo.
Brzostowski (7067 punktów)
Przykazania dekalogu są jak drogowskazy, a przykazanie miłosci jak objawienie, gdy widzisz dwa lub kilka sprzecznych/niejasnych drogowskazów.
Naprawdę, gdy rozważysz wiele rzreczy w kontekście miłości do drugiego czlowieka, co o wiele łatwiej oceniać.
>1. Dorosłe dziecko, które zostało porzucone w dzieciństwie przez rodziców niechcący poznaje swoich rodziców i uznaje że to są szuje. Sumienie nakazuje mu ostrzegać przed nimi innych ludzi, aby nikomu nie zaszkodzili. Więc psuje im opinię zamiast ich czcić.
I dobrze robi, bo miłość do bliżniego jest ważniejsza.
>2. Ginekolog dokonuje aborcji będąc przekonanym, że tego wymaga jego etyka zawodowa. Wręcz miałby wyrzuty, gdyby odmówił wykonania zabiegu.
Wyrzuty sumienia z powodu niewykonania zabiegu, są mnijeszym problemem niż przykazanie nr 5.
>3. Ojciec rodziny zaczyna ciężko chorować, traci pracę i nie ma środków na kosztowne leczenie, ledwo wystarcza im na skromne wyżywienie rodziny. Jego żona idzie zarabiać jako prostytutka, żeby ratować męża.
W kontekście przykazania miłosci chyba znasz moją ocenę
>4. Młody chłopak ulega wypadkowi w pracy, po czym przez 2 lata nie może pracować i wymaga kosztownej rehabilitacji. Niestety pracował bez umowy, więc nie dostał odszkodowania, chorobowego ani nawet ostatniej wypłaty.
>Brat chłopaka kradnie szefowi samochód, sprzedaje i pomaga choremu.
W kontekście przykazania miłosci chyba znasz moją ocenę, jest oczywista prawda?

Twoje przykłady nie są bardzo problemowe, to w sumie łatwizna... ale tylko wtedy gdy masz przed oczami przykazanie miłości...

Wybraź sobie taką sytuację, gdzie terrorysta łapie 3 rodziny:

a) twoją (np matka, ojciec, 1 dziecko),
b) twego przyjaciela (np matka, ojciec, 2 dzieci),
c) kogoś obcego (np matka, ojciec, 2 dzieci),

i mówi Ci tak: zabiję 3 dzieci, a Ty wybierzesz, jak nie wybierzesz, to zabiję Ciebie, małżonka i Towje dziecko.

Co byś zrobił? Nawet przykazanie miłości, wysiada ...
Jak myślisz jak bóg oceniłby Twój wybór?
05-09-2014 02:20 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Twoje przykłady nie są bardzo problemowe, to w sumie łatwizna... ale tylko wtedy gdy masz przed oczami przykazanie miłości...
Nic nie szkodzi. Skomplikuję je trochę.

>>1. Dorosłe dziecko, które zostało porzucone w dzieciństwie przez rodziców niechcący poznaje swoich rodziców i uznaje że to są szuje. Sumienie nakazuje mu ostrzegać przed nimi innych ludzi, aby nikomu nie zaszkodzili. Więc psuje im opinię zamiast ich czcić.
>I dobrze robi, bo miłość do bliżniego jest ważniejsza.
Powiedzmy, że ci rodzice już od dawna są nieszkodliwi, więc dziecko nikogo przed nimi nie chroni, ale też nigdy im nie wybacza (bo nie potrafi), nie szanuje ich i nie pomaga.

>>4. Młody chłopak ulega wypadkowi w pracy, po czym przez 2 lata nie może pracować i wymaga kosztownej rehabilitacji. Niestety pracował bez umowy, więc nie dostał odszkodowania, chorobowego ani nawet ostatniej wypłaty.
>>Brat chłopaka kradnie szefowi samochód, sprzedaje i pomaga choremu.
>W kontekście przykazania miłosci chyba znasz moją ocenę, jest oczywista prawda?
No tak, ale nie pisałem, że nie ma innej metody zdobycia pieniędzy. Powiedzmy, że dalsza rodzina mogłaby się złożyć na pomoc.

>>2. Ginekolog dokonuje aborcji będąc przekonanym, że tego wymaga jego etyka zawodowa. Wręcz miałby wyrzuty, gdyby odmówił wykonania zabiegu.
>Wyrzuty sumienia z powodu niewykonania zabiegu, są mnijeszym problemem niż przykazanie nr 5.
Dla kogo są mniejszym problemem?
No i jakie przykazanie nr 5? Przecież on we własnym przekonaniu żadnego przykazania nie łamie.
Może on nawet kocha ludzi i uważa, że powinien im służyć dobrze wykonując swoja pracę.

>Wybraź sobie taką sytuację, gdzie terrorysta łapie 3 rodziny:

>a) twoją (np matka, ojciec, 1 dziecko),
>b) twego przyjaciela (np matka, ojciec, 2 dzieci),
>c) kogoś obcego (np matka, ojciec, 2 dzieci),

>i mówi Ci tak: zabiję 3 dzieci, a Ty wybierzesz, jak nie wybierzesz, to zabiję Ciebie, małżonka i Towje dziecko.

>Co byś zrobił? Nawet przykazanie miłości, wysiada ...
>Jak myślisz jak bóg oceniłby Twój wybór?

Tylko tego brakuje, żeby ten bóg jeszcze miał jakiś komentarz. To ja miałbym pretensje do niego, że postawił mnie przed takim wyborem/dopuścił do tego.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Zdziwisz się, jak wiele nas połączy. Bo ateiści, to tak jak teiści to stworzenia boże! A łaska boża działa, niezależnie od tego czy Ty w to wierzysz czy też nie.

hej,
I to jest właśnie ten totalitaryzm i arogancja o której tu tak dużo mówimy .
Twoja wypowiedź jest charakterystyczna .
Bóg ma plan - Ja o tym wiem - Ty tego zmienić nie możesz
A to oznacza , że jesteśmy istotami bez jakiejkolwiek autonomii , woli , decyzyjności
Twoja wizja jest wizją bezalternatywną , radykalnie deterministyczną - nie uwzględniającej nawet w znikomym procencie prawa człowieka do samostanowienia .
Twoja wizja to wizja całkowitego ubezwłasnowolnienia i całkowitego podporządkowania się dyktatorowi , tyranowi ...
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
02-09-2014 13:16 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>>Zdziwisz się, jak wiele nas połączy. Bo ateiści, to tak jak teiści to stworzenia boże! A łaska boża działa, niezależnie od tego czy Ty w to wierzysz czy też nie.

>Bóg ma plan - Ja o tym wiem - Ty tego zmienić nie możesz
>A to oznacza , że jesteśmy istotami bez jakiejkolwiek autonomii , woli , decyzyjności
>Twoja wizja jest wizją bezalternatywną , radykalnie deterministyczną - nie uwzględniającej nawet w znikomym procencie prawa człowieka do samostanowienia .

Daj spokój, makuś.
Przecież nawet nie wiadomo, czy istnieje wolna wola...
03-09-2014 23:08 
 Ocena 4 na 4
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Daj spokój, makuś.
>Przecież nawet nie wiadomo, czy istnieje wolna wola...

hej,
Wolna wola istnieje -
Nic mnie nie zmusza do tego aby teraz się wypowiadać ... NIC ... - Ale przecież się wypowiadam ...
Wypowiadam się bo JA chcę się wypowiedzieć
Fakt , że zdaję sobie sprawę z istnienia mechanizmów , potrzeb , pragnień tylko tą moją wolną wolę podkreśla
Czy ty uważasz i sądzisz , że jesteś całkowicie zdeterminowanym , zaprogramowanym ... czymś ... ?
Pragnę zauważyć , że wyobrażenie absolutnej wolnej woli jest pojęciem wyłącznie metafizycznym , poetyckim , spekulacyjnym ...
Lecz zdanie sobie sprawy ze swych uzależnień jest już wyłamaniem się z automatyzmów ... a tym samym jest dobrym wstępem do wolnej woli ...
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
05-09-2014 02:32 
 Ocena 3 na 3
Episode_2 (3284 punktów)
>Nic mnie nie zmusza do tego aby teraz się wypowiadać ... NIC ... - Ale przecież się wypowiadam ...
>Wypowiadam się bo JA chcę się wypowiedzieć
Ja Ci tam nic nie wierzę. A może Twoja chęć wypowiadania się Cię zmusza?
05-09-2014 22:24 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Wykluczone !
Ja sobie wierzę - ty też potrafisz , uwierz mi ...
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
05-09-2014 22:33 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Wykluczone !
>Ja sobie wierzę - ty też potrafisz , uwierz mi ...
Cóż, podobno z wiarą dyskusji nie ma...
Pozostaje ...
życzyć miłego dnia?
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Często życzenia miłego dnia to najmądrzejsza rzecz jaką możemy zrobić !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 09:54 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Ja sobie wierzę - ty też potrafisz , uwierz mi ...
Tyle wiemy o sobie,
ile nas sprawdzono.


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
02-09-2014 19:48 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Twoja wizja to wizja całkowitego ubezwłasnowolnienia i całkowitego podporządkowania się dyktatorowi , tyranowi ...
... genowi.
Polecam klasykę: "Samolubny gen" Richarda Dawkinsa.

Wierzysz w to, że człowiek posiada wolną wolę?

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
03-09-2014 08:57 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Hej
Świetny przykład . W Samolubnym genie Dawkins jednoznacznie stwierdza , że człowiek jest jedynym zwierzęciem - istotą , która może i potrafi temu mechanizmowi się przeciwstawić . Człowiek potrafi egoizmowi przeciwstawić szlachetność , mądrość i życzliwość . Człowiek nie jest już bezrozumną istotą podporządkowaną bezwarunkowo nieznanym , tajemniczym , groźnym popędom , instynktom , natręctwom .
A ty wierzysz w duchy ? Wierzysz , że jesteś zaprogramowanym robotem ?
Opowiedz proszę w co jeszcze wierzysz
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
31-08-2014 06:23 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Mam poczucie że istnieje bóg: inteligentna świadomość, która mnie kocha i ma dla mnie zajebistą ofertę - niebo.
   Rozkosze niebieskie są według Ciebie zajebiste, a więc porównujesz je z rozkoszami seksu. Przecież wiesz chyba, co to znaczy jebać. Z tego, co widzę i słyszę, seks jest największą zbrodnią (nieczystość, cudzołóstwo), jaką zna katolik
>Bóg ten wymaga ode mnie, abym był dobrym człowiekiem (dekalog)
   W Dekalogu tylko dwa przykazania (nie zabijaj, nie kradnij) mają coś wspólnego z etyką, reszta, to zakazy i nakazy religijne, moralnie obojętne.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
Nie podoba mi się takie postawienie sprawy,
ta wiara łamana przez ateizm, to subiektywne i aracjonalne kryterium.

Lepiej napisz nam co jest piękne w twojej diecie.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Hej
Przedstaw nam obiektywne i racjonalne
Wiemy już co ci się nie podoba - teraz czas na to aby zapoznać się z tym co ci się podoba
makuś
Jeżeli jesteś zainteresowany wegetarianizmem mogę pomóc

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
wawrzanka (43 punktów)
Witam wszystkich,

To mój pierwszy post na forum Racjonalisty. Wybrałam twój wątek, Makuś, bo pytanie wydaje mi się ważne. Jestem agnostyczką, więc może napiszę co dla mnie jest piękne w agnostycyzmie.

Wielu osobom agnostycyzm kojarzy się z niezdecydowaniem. Nic bardziej mylnego. Jako agnostyczka w sposób oczywisty odrzucam wiarę w wymyślone przez człowieka bóstwa. Jestem więc ateistką. Nie oznacza to jednak, że zamykam swój umysł na odwieczne pytanie o pochodzenie człowieka, jego sens i istotę. Odmawiam przyznania, że życie jest dziełem przypadku, choć wcale tego nie wykluczam. Przy obecnym stanie nauki najbardziej racjonalny wydaje mi się właśnie agnostycyzm; mechanika kwantowa, najnowsze hipotezy związane z ciemną materią i ciemną energią każą nam przystanąć na chwilę. Ja też zatrzymam się w tym miejscu i poczekam na Wasze odpowiedzi. Mam nadzieję, że takie się pojawią.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Witam cię serdecznie - mam nadzieję , że znajdziesz tutaj wiele ciekawych wypowiedzi potrafiących zainspirować cię do kolejnych refleksji i przemyśleń
pozdrawiam
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Klapaucjusz (3379 punktów)
>nam się wydaje u nas piękne .
Wszystko jest piękniejsze.
Od wschodu słońca które nie jest przez nikogo stworzone i jest efektem bezdusznych zasad rządzących tym wszechświatem, po wizytę w toalecie, bo wiadomo że nikt nas tam nie obserwuje.
Sygnał (4252 punktów)
A skąd pomysł, że ateizm akurat ma być czymś pięknym? Ateizm jest tylko jednym stwierdzeniem światopoglądowym. Za nim nie idzie specjalnie żadna dalsza ideologia tak za bliżej nieokreślonym teizmem.

Racjonalizm, który zakłada obiektywną poznawalność świata- to już zdecydowanie może być(i jest) piękne. Chociażby dlatego, że obiektywna rzeczywistość jest w piękny sposób złożona.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Chciałbym abyśmy na chwilę nie mówili co nam wydaje się u innych złe lecz co nam się wydaje u nas piękne .
Mnie się podoba w moim ateizmie to, że jestem człowiekiem dobrej woli, staram się zmierzać ku dobru, a wybrałem sam tę drogę bez przykazań i bez lęków.
Podoba mi się, że nie krzywdzę innych ludzi, a nawet staram się im pomagać w rozwoju i ich dobrych celach. Świadomość, że jest to dobra droga na życie daje mi poczucie siły i dobre samopoczucie, do tego poczucie humoru. Dlatego chyba jestem lubiany, i mam sporo przyjaciół.

Odrzuciwszy wiarę (słabą od początku) czuję się wolny i odpowiedzialny sam za swoje postępowanie, które najogólniej sprowadza się do zasady: Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, a czyń tylko to co chciałbyś aby i tobie czyniono.
Nie boję się śmierci i nie pragnę "życia po życiu", bo zdaję sobie sprawę z tego, że jest to - podobnie jak i pojęcie Boga - tylko wyrazem ludzkich pragnień.

Szanuję i podziwiam ludzi dobrej woli w tym także teistów i ludzi o odmiennych poglądach czyniących dobro, gardzących złem chociaż mam świadomość, że często nie potrafimy odróżniać dobra od zła. W ocenie ludzi staram się odróżniać osoby od poglądów. Przyznaję, że nieco obawiam się używania słowa kocham - tak często jest używane zbyt pochopnie.

Poza tym mam świadomość ogromnej ilości swoich wad, które staram się tępić, co zwykle mi nie wychodzi, ale o brzydkich rzeczach nie mieliśmy mówić więc zamilczę.
31-08-2014 10:15 
 Ocena 2 na 2
wawrzanka (43 punktów)

>Mnie się podoba w moim ateizmie to, że jestem człowiekiem dobrej woli, staram się zmierzać ku dobru, a wybrałem sam tę drogę bez przykazań i bez lęków.

I tu powstaje pytanie czym jest dobro. Ja też uważam siebie za człowieka dobrej woli, staram się zmierzać ku dobru, ale cóż... wiem, że tak samo myślał o sobie chociażby Adolf Hitler Tak samo myślą o sobie zwolennicy ojca Rydzyka i terroryści. Każdy "wierzy", że postępuje słusznie. Wydaje mi się, że dobro to jest intelekt i wrażliwość na wysokim poziomie. Połączenie tych dwóch cech pozwala widzieć więcej i dalej, jednak żadna z tych cech wzięta osobno nie gwarantuje rozwoju dobra, a może nawet prowadzić do wielkiego zła.
31-08-2014 10:54 
 Ocena 3 na 3
Domeru (533 punktów)
>I tu powstaje pytanie czym jest dobro.

Pretekstem. Abstrakcyjnym pojęciem wymyślonym w celu podzielenia świata na dwie części a następnie ustawienia siebie samego po tej "właściwej".

> Ja też uważam siebie za człowieka dobrej woli, staram się zmierzać ku dobru, ale cóż... wiem, że tak samo myślał o sobie chociażby Adolf Hitler Tak samo myślą o sobie zwolennicy ojca Rydzyka i terroryści. Każdy "wierzy", że postępuje słusznie.

Otóż to.

(Pomijam pojedyncze przypadki osobników w specyficzny sposób podnoszących sobie samoocenę poprzez uznawanie się za "złych", bo to wynika bezpośrednio z wdrukowanego przekonania że dobro=słabość).
wawrzanka (43 punktów)
>>I tu powstaje pytanie czym jest dobro.
>Pretekstem. Abstrakcyjnym pojęciem wymyślonym w celu podzielenia świata na dwie części a następnie ustawienia siebie samego po tej "właściwej".

Świat jest podzielony na dwie części w wielu aspektach: dzień/noc, plus/minus, przyciąganie/odpychanie, rozkosz/cierpienie itp, itd. Podział nie jest więc taki sztuczny jak mogłoby się wydawać. Sęk w tym, że nie ma "właściwej" części. Są tylko dwa odmienne zwroty. Ten, który pcha człowieka w kierunku, który prowadzi do unikania cierpienia swojego i innych osób - wydaje się dobry. Religie tutaj bardzo namieszały. Bo z jednej strony nakazują troskę o innych i eliminację cierpienia, a z drugiej nakazują właśnie cierpieć, siedzieć cicho i nadstawiać drugi policzek. Dlatego wyznawca wiary to człowiek sfrustrowany, a więc agresywny. To jest niestety ta zła część
02-09-2014 08:17 
 Ocena 1 na 1
Domeru (533 punktów)
>>>I tu powstaje pytanie czym jest dobro.
>>Pretekstem. Abstrakcyjnym pojęciem wymyślonym w celu podzielenia świata na dwie części a następnie ustawienia siebie samego po tej "właściwej".
>Świat jest podzielony na dwie części w wielu aspektach: dzień/noc, plus/minus, przyciąganie/odpychanie, rozkosz/cierpienie itp, itd. Podział nie jest więc taki sztuczny jak mogłoby się wydawać.

Zdaje się, że nie do końca zrozumiałaś. Nie chodzi o to czy jakikolwiek podział jest sztuczny, tylko o to, że ten konkretny podział (na dobrych i złych) ma tylko jeden, określony cel - znalezienie pretekstu do uznania dowolnie wybranej grupy innych za złych (i przez kontrast zaliczenie siebie do dobrych).

>Sęk w tym, że nie ma "właściwej" części.

No właśnie napisałem, że podział jest abstrakcyjny. Nie istnieje, dopóki ktoś go sobie na własne potrzeby nie wymyśli (albo da sobie wcisnąć z zewnątrz). Bez podziału nie ma też "właściwej" ani "niewłaściwej" części.

>Są tylko dwa odmienne zwroty. Ten, który pcha człowieka w kierunku, który prowadzi do unikania cierpienia swojego i innych osób - wydaje się dobry.

Czemu akurat ten? Bo Tobie tak się intuicyjnie wydaje? No to masz najlepszy przykład - własna intuicja nie wystarcza do uzasadnienia obranego kierunku działań, więc trzeba było wymyślić "dobro". Zwykła próba sztucznego zobiektywizowania pojęć i tym samym odsunięcia od siebie odpowiedzialności za swoje decyzje i działania. Według mnie to do niczego nie potrzebne.

>Religie tutaj bardzo namieszały. Bo z jednej strony nakazują troskę o innych i eliminację cierpienia, a z drugiej nakazują właśnie cierpieć, siedzieć cicho i nadstawiać drugi policzek. Dlatego wyznawca wiary to człowiek sfrustrowany, a więc agresywny. To jest niestety ta zła część

Ależ przecież religie (jak zresztą wszystkie ideologie) bardzo jasno określają granice podziału - "dobre jest to, co nasza religia (a w praktyce wódz, papież, pierwszy sekretarz czy tam inny autor albo główny interpretator świętej księgi) uzna za dobre". A że próbują tą abstrakcyjną miarkę przykładać do realnego świata to i nic dziwnego, że im później sprzeczności logiczne wychodzą.
01-09-2014 11:57 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Mnie się podoba w moim ateizmie to, że jestem człowiekiem dobrej woli, staram się zmierzać ku dobru, a wybrałem sam tę drogę bez przykazań i bez lęków.
>I tu powstaje pytanie czym jest dobro.
Wiem, że to trudne pytanie pisałem o tym w swoim poście.

>Ja też uważam siebie za człowieka dobrej woli, staram się zmierzać ku dobru, ale cóż... wiem, że tak samo myślał o sobie chociażby Adolf Hitler
Skąd wiesz? Jesteś jasnowidzem (widzką? Napisz książkę na ten temat może to będzie bestseller .
Mówiąc poważnie, może i myślał, zachodzi jednak pytanie czy wiedział czym jest dobro i jakie są warunki jego tworzenia ? Może miał swoje własne pojęcie dobra tak jak i wiele innych osób prawdopodobnie. To jest problem.

>Tak samo myślą o sobie zwolennicy ojca Rydzyka i terroryści.
Czy nie mieszasz niepotrzebnie pewnych pojęć ?

>Każdy "wierzy", że postępuje słusznie.
Chyba nie każdy, ja np często mam wątpliwości czy postępuję słusznie. Wiara nie jest tutaj dobrym słowem, albo jestem przekonany że robię dobrze, albo mam wątpliwości w przypadkach bardziej skomplikowanych.

>Wydaje mi się, że dobro to jest intelekt i wrażliwość na wysokim poziomie. Połączenie tych dwóch cech pozwala widzieć więcej i dalej, jednak żadna z tych cech wzięta osobno nie gwarantuje rozwoju dobra, a może nawet prowadzić do wielkiego zła.
Tutaj chyba masz rację. Ja używam chętnie słowa mądrość, która jest dla mnie zdolnością antycypowania i tworzenia dobra. Zło potrafi wytworzyć każdy głupi.
Do intelektu i wrażliwości dodałbym jeszcze wolę i wybór dobra, a pogardę dla zła.
Myślę, że takie wybory w człowieku następują.
01-09-2014 23:38 
 Ocena 1 na 1
wawrzanka (43 punktów)

>Skąd wiesz? Jesteś jasnowidzem (widzką? Napisz książkę na ten temat może to będzie bestseller .
>Mówiąc poważnie, może i myślał, zachodzi jednak pytanie czy wiedział czym jest dobro i jakie są warunki jego tworzenia ? Może miał swoje własne pojęcie dobra tak jak i wiele innych osób prawdopodobnie. To jest problem.

Dokładnie ten problem chciałam poruszyć. Nie jestem jasnowidzką i nie zamierzam pisać książek Wiem jednak (nie z jakichś tajemnych źródeł, tylko z national geographic, lub planete+ ), że Hitler miewał orgazmy podczas swoich przemówień. Po tym wnoszę, że mocno wierzył w słuszność tych wystąpień.

>Chyba nie każdy, ja np często mam wątpliwości czy postępuję słusznie. Wiara nie jest tutaj dobrym słowem, albo jestem przekonany że robię dobrze, albo mam wątpliwości w przypadkach bardziej skomplikowanych.

No jasne. Ale nawet wtedy, gdy masz wątpliwości - czymś się jednak kierujesz podejmując ostateczną decyzję. Czym? Rzucasz monetą?

>Ja używam chętnie słowa mądrość, która jest dla mnie zdolnością antycypowania i tworzenia dobra. Zło potrafi wytworzyć każdy głupi.
>Do intelektu i wrażliwości dodałbym jeszcze wolę i wybór dobra, a pogardę dla zła.
>Myślę, że takie wybory w człowieku następują.

Wciąż jednak dobro i zło mamy niezdefiniowane. Nawet, jeśli przyjąć, że dobro to unikanie cierpienia - trudno tu o obiektywizm. Cierpienie jednej osoby może być ocaleniem drugiej. Nie ma więc ani dobra, ani zła. Są tylko nasze wybory, intuicja, mądrość. Ostatecznie jednak nie mamy pewności, kto jest kim. Nie wiemy co ratujemy, a co po drodze gubimy. Może właśnie dlatego tak bardzo staramy się posiąść mądrość: by wybierać jak najlepiej. Tylko po co? To pytanie - choć może zabawne - naprawdę mnie nurtuje
02-09-2014 08:22 
 Ocena 1 na 1
Domeru (533 punktów)
> Nie ma więc ani dobra, ani zła. Są tylko nasze wybory, intuicja, mądrość.

Mądrości bym do tego nie mieszał (między innymi dlatego, że to też już pojęcie wtórne), ale co do reszty - otóż to.

> Może właśnie dlatego tak bardzo staramy się posiąść mądrość: by wybierać jak najlepiej. Tylko po co? To pytanie - choć może zabawne - naprawdę mnie nurtuje

Nie "po co" tylko "dlaczego". Dlatego, że uzasadnianie określonych wyborów tylko tym, że są "nasze" pozostawia niedosyt. A że prostsze się wydaje podparcie się pozornie obiektywnym pojęciem niż poszukanie i wyeliminowanie źródła niedosytu, to i wycieranie sobie gęby dobrem/złem jest dość powszechne.
02-09-2014 11:42 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>Dokładnie ten problem chciałam poruszyć. Nie jestem jasnowidzką i nie zamierzam pisać książek Wiem jednak (nie z jakichś tajemnych źródeł, tylko z national geographic, lub planete+ ), że Hitler miewał orgazmy podczas swoich przemówień. Po tym wnoszę, że mocno wierzył w słuszność tych wystąpień.
Jeśli wierzyć Twoim źródłom... Mnie orgazm kojarzy się z seksualnością i miłością; do przemówień Hitlera to nie bardzo pasuje, pomijając uniesienie, podniecenie, które mogło mieć inne przyczyny niż wiara w dobro z nich wynikające. Może najwyżej wiara w słuszność, w swoją rację, ale nie słyszałem o takiej dewiacji .

Myślę, że nie wszyscy ludzie kierują się dobrem w swoim postępowaniu. Jest tak z wielu powodów.
Dla wielu pojęcie dobra uniwersalnego przekracza ich zdolności percepcji, oceny moralnej, potrzebują przykazań i gróźb, które często ignorują.
Inni choć znają kierunek to nie wybierają go, nie wiosłują w tym kierunku lecz w tym skąd dochodzi syreni śpiew obiecujący im lepsze usytuowanie. W tej grupie znajdują się także ludzie którzy idą "po trupach" do swojego sukcesu.
Jeszcze inni dryfują po powierzchni życia tak żeby utrzymywać się na fali. Ci albo nie dokonali jeszcze wyboru, albo nie są do takiego wyboru zdolni z przyczyn charakterologicznych. W tej grupie są ludzie których postawę określamy: "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek" .

>No jasne. Ale nawet wtedy, gdy masz wątpliwości - czymś się jednak kierujesz podejmując ostateczną decyzję. Czym?
Intuicją, która jednak czasami zawodzi i nie chroni przed dyskomfortem niepewności.

>Wciąż jednak dobro i zło mamy niezdefiniowane.
Chyba za mało się nad tym zastanawiamy. Niektórym wystarczają religijne latarnie.

>Nawet, jeśli przyjąć, że dobro to unikanie cierpienia - trudno tu o obiektywizm. Cierpienie jednej osoby może być ocaleniem drugiej. Nie ma więc ani dobra, ani zła.
Myślę, że słowo "cierpienie" jest tutaj źle użyte. Lepiej posłużyć się słowem "krzywda".
Cierpienie przemija i nie zawsze jest krzywdą; ta zaś jest dość trwała i rodzi nienawiść. Krzywda jest złem chociaż krzywda jednej osoby może być ocaleniem drugiej, ale w takich przypadkach jesteśmy zdani na nasze zdolności racjonalnej optymalizacji .

>Są tylko nasze wybory, intuicja, mądrość. Ostatecznie jednak nie mamy pewności, kto jest kim. Nie wiemy co ratujemy, a co po drodze gubimy.
Dokładnie tak, ale mimo to moja moralna busola podpowiada mi kierunek na dobro i nie krzywdzenie innych choćby to ostatnie miało być z korzyścią dla mnie.

>Może właśnie dlatego tak bardzo staramy się posiąść mądrość: by wybierać jak najlepiej.
A może nawet trochę inaczej: Wybrać dobro, by zmierzać w jego kierunku i stawać się mądrzejszym.

>Tylko po co? To pytanie - choć może zabawne - naprawdę mnie nurtuje
To dobre pytanie i mnie czasem też "nurtuje"
Jednak mówię sobie: Tak wybrałem i czuję się z tym szczęśliwy. Gdybym wybrał inaczej to nie wiem jak by było, może musiałbym napluć sobie w twarz, ale nie chcę już próbować, czas wyboru dla mnie minął .
04-09-2014 09:17 
 Ocena 1 na 1
wawrzanka (43 punktów)

>Dla wielu pojęcie dobra uniwersalnego przekracza ich zdolności percepcji, oceny moralnej, potrzebują przykazań i gróźb, które często ignorują.
>Inni choć znają kierunek to nie wybierają go, nie wiosłują w tym kierunku lecz w tym skąd dochodzi syreni śpiew obiecujący im lepsze usytuowanie. W tej grupie znajdują się także ludzie którzy idą "po trupach" do swojego sukcesu.
>Jeszcze inni dryfują po powierzchni życia tak żeby utrzymywać się na fali. Ci albo nie dokonali jeszcze wyboru, albo nie są do takiego wyboru zdolni z przyczyn charakterologicznych. W tej grupie są ludzie których postawę określamy: "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek" .

No to mamy trzy zbiory. W pierwszym są prymitywy i psychopaci, w drugim - bezwzględne samoluby, a w trzecim... większość z nas. Dynamika życia sprawia, że jeden człowiek może znaleźć się w każdym z tych zbiorów w danym okresie życia. Może "zejść na psy", albo przejść metamorfozę, resocjalizować się.

>Dokładnie tak, ale mimo to moja moralna busola podpowiada mi kierunek na dobro i nie krzywdzenie innych choćby to ostatnie miało być z korzyścią dla mnie.

Ty masz taką busolę. Masz ambicje, cele i priorytety uporządkowane zgodnie z dotychczasowymi osiągnięciami naszej cywilizacji. Ale czy ma je lump z podmiejskiego gangu? Rzadko pracuje, my to robimy za niego. Na co dzień żyje z twoich podatków, a któregoś dnia dodatkowo okrada cię z portfela, lub samochodu. Jego celem jest przeżyć. Jak najwygodniej i "najcwaniej". To jego wybór. Wierzący twierdzą, że poniesie za to karę, no nie wiem. Może i poniesie, jak go złapią. Ale dopóki nie złapią - jedynym efektem działania naszego żula jest jego własna satysfakcja i krzywda innych osób. Co z tego wszystkiego wynika? Chyba tylko to, że jeden człowiek ma satysfakcję z czynienia dobra, a drugi z czynienia zła. Tak więc wracamy do punktu wyjścia: istnieją wybory, istnieje wolna wola, istnieje dobro i zło, choć słabo zdefiniowane. Ty starasz się wybierać dobro, ja też. Po co to robimy?

>To dobre pytanie i mnie czasem też "nurtuje"
>Jednak mówię sobie: Tak wybrałem i czuję się z tym szczęśliwy.

I chyba nie ma lepszej odpowiedzi, skoro każdy żyje dla własnej satysfakcji.
04-09-2014 12:34 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
>Ty masz taką busolę. Masz ambicje, cele i priorytety uporządkowane zgodnie z dotychczasowymi osiągnięciami naszej cywilizacji. Ale czy ma je lump z podmiejskiego gangu? (...)
Ta busola to chyba sprawa najwcześniejszego wychowania w rodzinie. Jeśli rodzice są w stanie przekazać dziecku orientację dobra to będzie to dalej działało. W wyjątkowych raczej wypadkach ta busola może się zepsuć. Jeśli rodzice nie mają czasu na wychowawcze obcowanie z dzieckiem, albo sami są tej busoli pozbawieni, to i dziecko nie będzie jej miało. Dlatego w skali społeczeństwa trzeba czynić tak, by ten margines społeczny, ta czarna strefa społeczna była jak najmniejsza. Generatorem zła społecznego nie jest, z tego co wiem, genetyka tylko bieda i wykluczenie. Temu trzeba przeciwdziałać, zamiast rozbudowywać systemy penitencjarne jak to się dzieje często w krajach gdzie wolność często jest na ustach jako podstawowa wartość. Czynienie dobra w kontekście społecznym to właśnie przeciwdziałanie biedzie i wykluczeniu, to najbardziej efektywne działanie w kierunku dobra.

>Po co to robimy?
Po co wybieramy dobro ?
Może to jest z jednej strony intuicyjne, a z drugiej pragmatyczne kierowanie się w kierunku samozadowolenia, poczucia szczęścia, bezpieczeństwa. Istnienie wielkich obszarów zła w naszym życiu społecznym czyni je mniej wartościowym, czasem straconym.

*****
"Lecz ludzi dobrej woli jest więcej"
04-09-2014 15:14 
 Ocena 4 na 4
PhallusAngelus (331 punktów)
>Ty starasz się wybierać dobro, ja też. Po co to robimy?
Bo to się nam opłaca.

Postępowanie drogą dobra czy zła, to moim zdaniem strategia przetrwania.

Strategia oparta na "dobru", to de facto strategia oparta na zdolnościach społecznych (empatia, altruizm odwzajemniony itp.) W dłuższej perspektywie czasu opłaca się inwestować energie w stosunki społeczne (szczególnie przy naszej spodziewanej średniej długości życia).

Strategia oparta na "złu", to krótkowzroczny egocentryzm. Chwilowy wysoki zysk kosztem straty/krzywdy innych, w dłuższej perspektywie czasu może być mniej opłacalny (zagrożenie karą odwetem, brak pomocy grupy w "słabszych momentach" itp.)
04-09-2014 17:06 
 Ocena 2 na 2
Domeru (533 punktów)
>>Ty starasz się wybierać dobro, ja też. Po co to robimy?
>Bo to się nam opłaca.

Kurczę, a taki na przykład Makuś twierdzi, że on to tak bezinteresownie...
04-09-2014 17:12 
 Ocena 4 na 4
PhallusAngelus (331 punktów)
>Kurczę, a taki na przykład Makuś twierdzi, że on to tak bezinteresownie...
Ciężko jest robić coś bezinteresownie, kiedy system kija i marchewki (układ kary i nagrody) mamy "zaszyty" w mózgu
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Kurczę, a taki na przykład Makuś twierdzi, że on to tak bezinteresownie...

hej,
Tak ... niewyobrażałne , co nie ?
Jak można robić coś bezinteresownie - to przecież idiotyzm .... dla wierzących ... wierzący cokolwiek czyni robi to dla uzyskania życia wiecznego - dla siebie !!!!
A jednak ten idiotyzm jest nie tylko możliwy ale rzeczywiście realny ...
Ateista czyni dobro dla przyszłych pokoleń - choć on sam nie będzie miał z tego żadnych korzyści - ponieważ będzie po prostu martwy ...
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 23:15 
 Ocena 2 na 2
Domeru (533 punktów)
>Tak ... niewyobrażałne , co nie ?

Post wyżej masz o marchewce - przeczytałeś?

Dla mnie jest jak najbardziej wyobrażalne, że możesz nie dostrzegać istnienia marchewki i wierzyć w jej brak. Niewyjaśniona pozostaje tylko kwestia, czy zamykasz oczy, bo jest Ci to do czegoś potrzebne, czy po prostu nikt Ci jak dotąd nie pokazał palcem w którą stronę patrzeć.

>A jednak ten idiotyzm jest nie tylko możliwy ale rzeczywiście realny ...

No niestety nie - nagrodę dostajesz natychmiastowo, automatycznie i niezależnie od tego czy tego chcesz czy nie.

>Ateista czyni dobro dla przyszłych pokoleń - choć on sam nie będzie miał z tego żadnych korzyści

Jak wyżej - jeśli przez zrobienie czegoś dla kogoś poczułeś się lepiej, to nagrodę już odebrałeś.
Widzisz, ja na przykład dość często pomagam ludziom (niejednokrotnie zupełnie obcym) w wychodzeniu z naprawdę bardzo głębokiego bagna życiowego. Nie zajmuję się tym zawodowo, od wyciągniętych nie dostaję najczęściej nic (sporadycznie jakieś podziękowania), zresztą też niczego od nich nie oczekuję. Zauważenie faktu, że dobrze się z tym czuję, i że to dobre samopoczucie jest ewidentną korzyścią odnoszoną w efekcie podejmowania tych a nie innych działań naprawdę nie wymaga wielkiej spostrzegawczości.
04-09-2014 19:47 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

Życie pokazuje, że to tzw. zło zazwyczaj jest górą. Cisi i pokorni/idealiści mogą sobie jedynie pomarzyć.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Byłoby fajnie gdybyś odpowiedział na moje wpisy !
dzięki
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
03-09-2014 09:25 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

>Wciąż jednak dobro i zło mamy niezdefiniowane. Nawet, jeśli przyjąć, że dobro to unikanie cierpienia - trudno tu o obiektywizm. Cierpienie jednej osoby może być ocaleniem drugiej. Nie ma więc ani dobra, ani zła. Są tylko nasze wybory, intuicja, mądrość. Ostatecznie jednak nie mamy pewności, kto jest kim. Nie wiemy co ratujemy, a co po drodze gubimy. Może właśnie dlatego tak bardzo staramy się posiąść mądrość: by wybierać jak najlepiej. Tylko po co? To pytanie - choć może zabawne - naprawdę mnie nurtuje

Hej
Wiara to czysta emocja - emocja bywa często nie-kontrolowana . Człowiek racjonalny wie o tym i stara się destrukcyjne emocje redukować .
Mamy bardzo dużo - współczucie , życzliwość , bezinteresowność , szlachetność - Mamy też poczucie piękna , mamy zachwt ,, mamy estetykę .
Wybieram mądrość dla piękna , szlachetności i dobra
Mądrość to odpowiedź racjonalnego człowieka na świat pełen ślepych namiętności , popędów i instynktów - na świat pełen bogów , demonów , diabłów , piekieł , dogmatów , tabu ...
makuś
>


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
wawrzanka (43 punktów)

>Wiara to czysta emocja - emocja bywa często nie-kontrolowana . Człowiek racjonalny wie o tym i stara się destrukcyjne emocje redukować .

Mało wiemy o emocjach. Możemy je określić jako reakcje chemiczne w mózgu, ale jak i dlaczego powstają - nie bardzo wiemy. Ja się oczywiście staram redukować destrukcyjne emocje. Ale kim jestem JA, że mam na to wpływ?
04-09-2014 09:50 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Oj ... wiemy całkiem sporo - Literatura jest obszerna ale najlepsze jest to , że nadal się staramy , uczymy , ewoluujemy , rozwijamy się - świadomie i przytomnie .
Nie jesteśmy ani zaprogramowanymi maszynami ani bezmyślnymi i bezrozumnymi nośnikami samolubnych genów .
Twój wpis o tym świadczy : Kim jestem JA ? - To pytanie , które może postawić sobie wyłącznie inteligentna i świadoma istota . A postawienie sobie takiego pytania ma elementarny , fundamentalny wpływ na bardzo wiele .
pozdrawiam
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Witam, a mi wiara daje cel.

To znaczy, że to, co widzę dookoła, postrzegam jako celowe - skądś się to wzięło i do czegoś zmierza. Jeżeli dzieje się coś, co mi się nie podoba, to odruchową reakcją jest: "Ale dlaczego tak?!". Wiara daje mi jakąś odpowiedź na takie pytania.

Z drugiej strony mam cel. Nieraz zastanawiam się, co bym robił, jakbym nie wierzył. Poistniałbym sobie przez parę lat, może by mi się podobało, a może nie... Nie wiem, jakby to było. A mając cel, patrzę inaczej na to, co się dzieje. Tak trochę z dystansu.
04-09-2014 11:18 
 Ocena 3 na 3
Domeru (533 punktów)
>Witam, a mi wiara daje cel.
>To znaczy, że to, co widzę dookoła, postrzegam jako celowe - skądś się to wzięło i do czegoś zmierza. Jeżeli dzieje się coś, co mi się nie podoba, to odruchową reakcją jest: "Ale dlaczego tak?!". Wiara daje mi jakąś odpowiedź na takie pytania.

Czterdzieści dwa.

>Z drugiej strony mam cel. Nieraz zastanawiam się, co bym robił, jakbym nie wierzył. Poistniałbym sobie przez parę lat, może by mi się podobało, a może nie... Nie wiem, jakby to było. A mając cel, patrzę inaczej na to, co się dzieje. Tak trochę z dystansu.
>

Skoro nie wiesz, to nie jesteś również w stanie stwierdzić czy nie podobałoby Ci się bardziej niż teraz, zgadza się? Patrzysz inaczej w porównaniu z czym? Ten dystans o którym mówisz wynika u Ciebie z wiary? Pytam, bo u mnie patrzenie z dystansu wynika z zupełnie czegoś innego...
04-09-2014 11:44 
 0 na 2
Tomasz Szczepański (33 punktów)
42?

Nie wiem, co bym robił, gdybym nie wierzył - bo tego nie sprawdziłem.
Ale wyobrażam sobie, jak bym się czuł z brakiem wiary. No i wyobrażam to sobie bardzo pesymistycznie. Właśnie w porównaniu z tymi wyobrażeniami patrzę na świat z dystansu.

Czy wiara daje mi dystans? Tak. Łatwiej jest mi się pogodzić z tym, na co nie mam wpływu, bo: a) znajduję na to jakieś wytłumaczenie, b) moim celem nie jest to, żeby wszystko układało się po mojej myśli.
04-09-2014 12:38 
 Ocena 2 na 4
Domeru (533 punktów)
>42?

Ano, tak samo dobra odpowiedź jak każda inna. Możliwe, że nawet lepsza:
pl.wikiped(*)t_i_całą_resztę

>Nie wiem, co bym robił, gdybym nie wierzył - bo tego nie sprawdziłem.
>Ale wyobrażam sobie, jak bym się czuł z brakiem wiary. No i wyobrażam to sobie bardzo pesymistycznie. Właśnie w porównaniu z tymi wyobrażeniami patrzę na świat z dystansu.

A nie zastanowił Cię nigdy fakt, że znakomita większość niewierzących żyje całkowicie inaczej niż by to wynikało z Twoich wyobrażeń? A może próbowałeś kiedyś znaleźć źródło tych Twoich wyobrażeń, zamiast ustawiać sobie całe życie i myślenie na ich podstawie?

>Czy wiara daje mi dystans? Tak. Łatwiej jest mi się pogodzić z tym, na co nie mam wpływu, bo: a) znajduję na to jakieś wytłumaczenie, b) moim celem nie jest to, żeby wszystko układało się po mojej myśli.

Ach, no tak - "pogodzić się". Czyli jak zwykle wiara bohatersko walczy z problemami, które wcześniej sama stworzyła... Nie przyszło Ci do głowy, że akceptacja (nie mylić z "godzeniem się") braku wpływu na resztę świata może być stanem naturalnym i nie wymagać istnienia żadnej religii? Albo że potrzeba posiadania "wytłumaczenia" (w cudzysłowie, bo trudno ideologiczne brednie nazwać wytłumaczeniem czegokolwiek) nie jest - wbrew temu co różni marketingowcy starają się wmówić klientom - potrzebna do szczęścia?
04-09-2014 14:15 
 Ocena 1 na 3
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>>42?
>Ano, tak samo dobra odpowiedź jak każda inna. Możliwe, że nawet lepsza:
>pl.wikiped(*)t_i_całą_resztę
Fajna historia

>A nie zastanowił Cię nigdy fakt, że znakomita większość niewierzących żyje całkowicie inaczej niż by to wynikało z Twoich wyobrażeń? A może próbowałeś kiedyś znaleźć źródło tych Twoich wyobrażeń, zamiast ustawiać sobie całe życie i myślenie na ich podstawie?
Masz rację. Większość ateistów, jakich znam, żyje i odbiera świat zupełnie inaczej, niż ja bym go odbierał. I nie rozumiem, dlaczego.
Tyle, że żaden ateista nie potrafił mi nigdy zwyczajnie opowiedzieć, dlaczego cieszy się życiem, robi sobie różne plany na przyszłość, dąży do nich, ma jakieś nadzieje w życiu...
(Dla jasności: nie twierdzę, że postawa ateistów jest zła! Po prostu jej nie rozumiem. Nie twierdzę nawet, że nie da się jej zrozumieć. Po prostu żaden ateista mi tego nie wyjaśnił. A ja sam z siebie miałbym inną postawę.)

>Ach, no tak - "pogodzić się". Czyli jak zwykle wiara bohatersko walczy z problemami, które wcześniej sama stworzyła...
Czy to wiara stworzyła, że ludzie chorują, cierpią, umierają?

>Nie przyszło Ci do głowy, że akceptacja (nie mylić z "godzeniem się") braku wpływu na resztę świata może być stanem naturalnym i nie wymagać istnienia żadnej religii? Albo że potrzeba posiadania "wytłumaczenia" (w cudzysłowie, bo trudno ideologiczne brednie nazwać wytłumaczeniem czegokolwiek) nie jest - wbrew temu co różni marketingowcy starają się wmówić klientom - potrzebna do szczęścia?
A czy ja powiedziałem, że jest potrzebna - że ktoś musi wierzyć, bo inaczej nie zaakceptuje rzeczywistości?
Powiedziałem tylko, że mi wiara daje taką akceptację. Jeśli Ty akceptujesz problemy z innych powodów, to dobrze... Możesz nawet zaspokoić moją ciekawość i powiedzieć mi, jak to rozbisz.
04-09-2014 17:59 
 0 na 2
Domeru (533 punktów)
>>>42?
>>Ano, tak samo dobra odpowiedź jak każda inna. Możliwe, że nawet lepsza:
>>pl.wikiped(*)t_i_całą_resztę
>Fajna historia

Kluczowe jest to, że odpowiedź jest dokładnie tak samo sensowna i uzasadniona jak te, których udzielają przeróżne religie.

>>A nie zastanowił Cię nigdy fakt, że znakomita większość niewierzących żyje całkowicie inaczej niż by to wynikało z Twoich wyobrażeń? A może próbowałeś kiedyś znaleźć źródło tych Twoich wyobrażeń, zamiast ustawiać sobie całe życie i myślenie na ich podstawie?
>Masz rację. Większość ateistów, jakich znam, żyje i odbiera świat zupełnie inaczej, niż ja bym go odbierał. I nie rozumiem, dlaczego.
>Tyle, że żaden ateista nie potrafił mi nigdy zwyczajnie opowiedzieć, dlaczego cieszy się życiem, robi sobie różne plany na przyszłość, dąży do nich, ma jakieś nadzieje w życiu...

Taki mamy klimat - ludzie wstydzą się przyznać nawet przed sobą, że robią coś tylko dlatego, że im to sprawia przyjemność. Ja się nie wstydzę, więc masz odpowiedź - żyję (i robię przy okazji różne fajne rzeczy) bo mi to sprawia przyjemność. Lubię to po prostu. A tak bardziej szczegółowo - chyba największą rolę odgrywa ciekawość.

>(Dla jasności: nie twierdzę, że postawa ateistów jest zła! Po prostu jej nie rozumiem. Nie twierdzę nawet, że nie da się jej zrozumieć. Po prostu żaden ateista mi tego nie wyjaśnił. A ja sam z siebie miałbym inną postawę.)

Ale próbowałeś czy tylko tak Ci się wydaje? Bo nie chcę Cię martwić, ale dokładnie takie samo stanowisko prezentują ludzie uzależnieni - "no może i ktoś tam potrafi żyć bez alkoholu, ale żebym ja tak miał nie pić do końca życia???". Zresztą uzależnienie to jeszcze nic - identyczna postawa (tyle że strach przed zmianami jest dużo silniejszy) jest typowa dla ofiar przemocy...

>>Ach, no tak - "pogodzić się". Czyli jak zwykle wiara bohatersko walczy z problemami, które wcześniej sama stworzyła...
>Czy to wiara stworzyła, że ludzie chorują, cierpią, umierają?

Wiara stworzyła uzależnienie możliwości "pogodzenia się" od uznania za prawdę absolutną tego co twórcy danej wiary sobie ubzdurali.
W cierpieniu nie ma niczego takiego z czym by trzeba się było "godzić" o ile się akceptuje realny świat i nie tworzy sobie na siłę iluzji.

>>Nie przyszło Ci do głowy, że akceptacja (nie mylić z "godzeniem się") braku wpływu na resztę świata może być stanem naturalnym i nie wymagać istnienia żadnej religii? Albo że potrzeba posiadania "wytłumaczenia" (w cudzysłowie, bo trudno ideologiczne brednie nazwać wytłumaczeniem czegokolwiek) nie jest - wbrew temu co różni marketingowcy starają się wmówić klientom - potrzebna do szczęścia?
>A czy ja powiedziałem, że jest potrzebna - że ktoś musi wierzyć, bo inaczej nie zaakceptuje rzeczywistości?
>Powiedziałem tylko, że mi wiara daje taką akceptację.

Nie do końca - napisałeś, że daje pogodzenie się. Mówiłem, żeby tego nie mylić z akceptacją. To są dwie różne rzeczy - pogodzenie się z czymś zakłada wcześniejsze ocenienie tego jako coś negatywnego. Akceptacja jest (właściwie może być - nie zawsze jest, bo zdarza, że ktoś do akceptacji dochodzi stopniowo) niezależna od oceny. Konkretnie - żeby się pogodzić z brakiem wpływu na świat, ten brak wpływu musi wcześniej w jakiś sposób boleć. Przy akceptacji brak wpływu może być czymś zupełnie naturalnym i żadne godzenie się nie jest potrzebne. A tym samym nie potrzeba niczego co by to godzenie ułatwiało/umożliwiało/dawało.

> Jeśli Ty akceptujesz problemy z innych powodów, to dobrze... Możesz nawet zaspokoić moją ciekawość i powiedzieć mi, jak to rozbisz.

Normalnie. A tak poważnie - spójrz jak postawiłeś problem: zakładasz z góry, że do akceptowania potrzebny jest powód. Ja natomiast nie widzę najmniejszego powodu, żebym miał nie akceptować faktu, że różne rzeczy wydarzają się niezależnie ode mnie i są naturalnym (w sensie przyczynowo-skutkowym) efektem innych rzeczy. Żadne ideologiczne sensy ani celowości nie są do tego potrzebne. No ale jeśli się założy z góry, że niezbędny jest jakiś powód, to i głupio tak później jakiegoś nie znaleźć, więc jak się trafia pod ręką ktoś obiecujący "wytłumaczenie" wszystkiego...
05-09-2014 08:50 
 Ocena 1 na 1
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Dziękuję za odpowiedzi, są na prawdę ciekawe.

Mam jeszcze dwa spostrzeżenia.

- Mówisz, że wielu alkoholików nie potrafi wyobrazić sobie siebie, jako niepijących - jako analogię, jak człowiek wierzący nie może wyobrazić sobie siebie jako niewierzącego.
Właśnie takie ograniczenie (mojej wyobraźni) miałem na myśli, mówiąc, że tak naprawdę nie wiem, co bym robił, gdybym nie wierzył. Mogę przypuszczać, jak to jest, ale nie będę wiedział na pewno, dopóki tego nie sprawdzę...
Więc powstaje pytanie, czy chcę to sprawdzić. No więc uczciwie przyznaję, że po prostu nie chcę tego sprawdzać. Owszem, mógłbym mówić o przesłankach (osobistych, czy naukowych), które mnie skłaniają do wiary (bardzo lubię takie tematy i chętnie jeszcze kiedyś je poruszę). Ale tak, jak Ty przyznajesz, że robisz wiele rzeczy po prostu dla przyjemności, to ja przyznaję, że oprócz argumentów, po prostu chcę wierzyć, bo mi się to podoba. A to "skazuje mnie" na niewiedzę, jak to jest być ateistą. Tym chętniej pytam osoby niewierzące, jakie mają motywy działań, bo od nich mogę dowiedzieć się więcej, niż zgadując.

- Odnośnie do akceptacji lub pogodzenia się z czymś. Według definicji, które podajesz, wiele rzeczy w życiu, na które nie mam wpływu, mógłbym po prostu zaakceptować. Nie przeszkadza mi fakt, że nie jestem wszechmogący... Przeszkadza mi natomiast przemijalność. Krótko mówiąc, nie potrafię zaakceptować śmierci (no i bólu też nie). To są rzeczy, z którymi potrzebuję się pogodzić.
05-09-2014 09:08 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Więc powstaje pytanie, czy chcę to sprawdzić. No więc uczciwie przyznaję, że po prostu nie chcę tego sprawdzać.
I tak dobrze, że potrafisz się do tego przyznać. Wiara tak upośledza zdolności poznawcze, że człowiek najczęściej nie chce wiedzieć niczego co mogłoby jego wiarą zachwiać. U wielu ateista to oczywisty synonim dla morderca, degenerat, nihilista, hitlerowiec, widać u Ciebie obszar umysłu poza kontrolą wiary nie jest ograniczony do minimum co daje jakieś tam, nędzne bo nędzne, ale jednak rokowania na wyzdrowienie.

>Przeszkadza mi natomiast przemijalność.
Wolisz więc być infantylny i wierzyć, że dla Twoich mrzonek o nieprzemijalności zaistniał kiedyś Bóg.

>Krótko mówiąc, nie potrafię zaakceptować śmierci (no i bólu też nie).
Cóż, świat to nie jest tylko katolicka cywilizacja śmierci i cierpienia. Można spojrzeć nań (także ze śmiercią i bólem) przytomnie.

>To są rzeczy, z którymi potrzebuję się pogodzić.
Luzik, kolego, przypomnij sobie choćby te miliardy lat kiedy Cię nie było... źle Ci było?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Wow! Dzięki - toż to zabrzmiało tak trochę jakby odrobinę oprzypominało komplement...
05-09-2014 14:11 
 Ocena 1 na 3
Willmaster (423 punktów)
>Więc powstaje pytanie, czy chcę to sprawdzić. No więc uczciwie przyznaję, że po prostu nie chcę tego sprawdzać.

Rzecz w tym że oszukujesz sam siebie, Ty już sprawdziłeś jak to jest być ateistą, a nawet nie to że sprawdziłeś, a cały czas nim jesteś w stosunku do innych religii.

Po śmierci jest to co ma być.
04-09-2014 20:15 
 Ocena 3 na 3
Sygnał (4252 punktów)
>Tyle, że żaden ateista nie potrafił mi nigdy zwyczajnie opowiedzieć, dlaczego cieszy się życiem, robi sobie różne plany na przyszłość, dąży do nich, ma jakieś nadzieje w życiu...

Plany na przyszłość są oczywiście po to, żeby efektywniej sobie w przyszłości bytować. A cieszenie się z życia ma miliony różnych powodów. Co ma tu teizm czy ateizm do rzeczy?
04-09-2014 22:08 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
moim celem nie jest to, żeby wszystko układało się po mojej myśli.

hej,
Bardzo dziękuje ci za ten wpis !
Jest on szalenie wartościowy ...
Taka postawa to fundament etyki !
A teraz postaraj się zestawić to z nieodwołalnością boskiego planu ... z bezalternatywnością wyroków boskich
Czy wierzysz w boga , który chce aby wszystko układało się po jego myśli , czy też w boga , który stwarzając świat założył , że nie wszystko będzie przebiegać według jego oczekiwań ?
Jakaż wielka różmica ? Prawda ?
Bóg , który żąda wiary w siebie , wiary bezwarunkowej - jest zaledwie tyranem i dyktatorem
Bóg , który wiary nie czyni warunkiem czegokolwiek jest ... przynajmniej etyczny ...
A to jest ... szalenie istotne ...
Ta etyczna perspektywa jest fundamentem rozróżmiania dobra od zła ...
Bóg , który nie potrafi wycofać się aby umożliwić istnienie innych świadomych istot jest zdegenerowanym psychopatą -
Niestety w monoteizmie bóg tego podstawowego warunku nie spełnia !
Dlatego bardzo ważne jest abyś określił w co KONKRETNIE wierzysz ...
pozdrawiam
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Ooo!
A ja właśnie wierzę w Boga, który umie przyznać, że nie wszystko musi iść zgodnie z Jego planem.
Zamiast zaprogramować ludzi tak, żeby byli posłuszni, "zaryzykował" i dał im wolny wybór. Jak zrezygnowali z Boga, to nie powiedział: "za karę was zabiję", tylko się wycofał, żeby żyli, jak chcą i sami zobaczyli, do czego prowadzą takie, czy inne postawy. Jak ludzie zaczęli się zabijać (w bardziej lub mniej bezpośredni sposób), to nie powiedział: "macie, co chcieliście". Powiedział, że przyjdzie i sam pozwoli się ludziom zabić, żeby pokazać, do czego prowadzą złe postawy w życiu. A czy wymaga wiary? Raczej zachęca do zaufania, twierdząc, że tak będzie człowiekowi łatwiej. A nigdzie nie podał "wytycznych" (nazwijmy to tak ironicznie), jak będzie oceniał ludzi. Straszenie piekłem za różne rzeczy, to wymysły kościołów, a nie Boga. Bóg raczej podkreśla, że doskonale rozumie człowieka.
05-09-2014 09:36 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>A ja właśnie wierzę w Boga, który umie przyznać, że nie wszystko musi iść zgodnie z Jego planem.
Aaa, to taki otwarty eksperyment..! fascynujące, ale cuś marnie o boskości świadczy. A jeśli idzie o uczciwość, odpowiedzialność za swoje własne chore pomysły i poczynania to już Dno Mariańskie!

>Jak zrezygnowali z Boga, to nie powiedział: "za karę was zabiję", tylko się wycofał, żeby żyli, jak chcą i sami zobaczyli, do czego prowadzą takie, czy inne postawy.
Eee, to ten Twój Bóg to jeszcze nie taki głupi i chamowaty jak ten z Biblii - tamten się nie wycofał tylko wypierniczył całą ludzkość z raju, a potem i tak prawie całą utopił.

>Powiedział, że przyjdzie i sam pozwoli się ludziom zabić, żeby pokazać, do czego prowadzą złe postawy w życiu.
To praktycznie to samo co biblijny - kiepski szołmen dał głupkowaty pokaz o mętnym przekazie...., bieda.

>A czy wymaga wiary? Raczej zachęca do zaufania, twierdząc, że tak będzie człowiekowi łatwiej.
A to ludzki pan skoro nie wymaga. I nie jest nachalny w zachęcaniu (do mnie jeszcze ani razu nie przylazł zachęcać). Może uwierzę w Twojego Boga bo wydaje się być spoko gościem.

>A nigdzie nie podał "wytycznych" (nazwijmy to tak ironicznie), jak będzie oceniał ludzi.
No w końcu nie po to jest się Bogiem, żeby ludzie mogli sobie dyskutować i oceniać wytyczne! Biblijny napodawał masę wytycznych i teraz tylu ludzi ma go za kretyna.

>Straszenie piekłem za różne rzeczy, to wymysły kościołów, a nie Boga.
Miód na moje serce lejesz, Tomaszu Szczepański!

>Bóg raczej podkreśla, że doskonale rozumie człowieka.
Podkreśla? Wężykiem...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Tomasz Szczepański (33 punktów)
To, co piszesz o Bogu biblijnym, to mi brzmi na kościelne wymysły o Biblii. Jak się dojdzie do wprawy w wyrywaniu fragmentów z kontekstu, to można dojść do wniosku, że Bóg tylko siedzi i krzyczy:
"Ofiar! Więcej ofiar! I wina! Bo mi się nudzi i chcę zobaczyć, czy wasza wiara jest perfekcyjna. I więcej ofiar!"...

A jak poczytałem trochę bardziej uważnie, to wyciągnąłem o Bogu takie wnioski, jak opisałem.
04-09-2014 11:37 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Witam,
Dzień dobry! (a od witania są gospodarze)

>a mi wiara daje cel.
Niewątpliwie... jednak cel nie jest koniecznie wartością samą w sobie cenną. Dla Ciebie być na haju wiary może tak, jeśli ów haj, dążenie do jakiegoś tam religijnego zbawienia jest celem. Bo jeśli celem jest to zbawienie to może okazać się raczej, że zmarnowałeś życie na ułudę.

>To znaczy, że to, co widzę dookoła, postrzegam jako celowe
Jasne! To jedna z podstawowych rzeczy jakie są wdrukowywane wierzącym do głowy.

>skądś się to wzięło i do czegoś zmierza.
Tak tak, ale to tylko Twoja wiara, nic więcej. Nic pewnego, nic mądrego, nic wartościowego, nic na czym można polegać. Tylko wiara.
To o zmierzaniu, oczywiście, bo że skądś się wzięło to raczej pewne.

>Jeżeli dzieje się coś, co mi się nie podoba, to odruchową reakcją jest: "Ale dlaczego tak?!". Wiara daje mi jakąś odpowiedź na takie pytania.
Tak tak. Ta odpowiedź to "pomidor".

>Nieraz zastanawiam się, co bym robił, jakbym nie wierzył.
Oj, wątpię, raczej powtarzasz wpojoną Ci sztuczkę słowno-umysłową mającą "dowieść" jaka to wiara jest refleksyjna, a jaki to brak wiary jest zły.
A, na marginesie, co byś konkretnie robił gdybyś nie wierzył? Poleciałbyś gwałcić, kraść, mordować jak to sutannowe matołki opowiadają o niewierzących?

>Poistniałbym sobie przez parę lat, może by mi się podobało, a może nie... Nie wiem, jakby to było. A mając cel, patrzę inaczej na to, co się dzieje. Tak trochę z dystansu.
Och tak, z dystansu. Wizja świata sikającego po nogach z niecierpliwości rozstrzygnięcia czy jaśnie Tomasz Szczepański raczy wierzyć czy nie, aby się natychmiast do wiary lub nie jaśnie Tomasza Szczepańskiego jest dowodem dystansu. I pewnie chciałbyś by traktować Cię poważnie....

I stawiam dolary przeciw orzechom, że nawet nie rozumiesz gdzie jesteś.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-09-2014 12:03 
 Ocena 1 na 3
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>>a mi wiara daje cel.
>Niewątpliwie... jednak cel nie jest koniecznie wartością samą w sobie cenną. Dla Ciebie być na haju wiary może tak, jeśli ów haj, dążenie do jakiegoś tam religijnego zbawienia jest celem. Bo jeśli celem jest to zbawienie to może okazać się raczej, że zmarnowałeś życie na ułudę.
Chyba ten wątek nie obejmuje rozważań, na ile taki, czy inny cel jest wartościowy/mądry/słuszny... Odpowiadając na pytanie autora tematu stwierdzam tylko, że dobrze mi z tym, że mam cel.

>>To znaczy, że to, co widzę dookoła, postrzegam jako celowe
>Jasne! To jedna z podstawowych rzeczy jakie są wdrukowywane wierzącym do głowy.
To już są uprzedzenia.

>>skądś się to wzięło i do czegoś zmierza.
>Tak tak, ale to tylko Twoja wiara, nic więcej. Nic pewnego, nic mądrego, nic wartościowego, nic na czym można polegać. Tylko wiara.
Jeszcze raz podkreślam: ten wątek dotyczy piękna wiary/niewiary, a nie piękna/poprawności dowodów.

>>Jeżeli dzieje się coś, co mi się nie podoba, to odruchową reakcją jest: "Ale dlaczego tak?!". Wiara daje mi jakąś odpowiedź na takie pytania.
>Tak tak. Ta odpowiedź to "pomidor".
A co, jeśli odpowiedź daje nadzieję?

>>Nieraz zastanawiam się, co bym robił, jakbym nie wierzył.
>Oj, wątpię, raczej powtarzasz wpojoną Ci sztuczkę słowno-umysłową mającą "dowieść" jaka to wiara jest refleksyjna, a jaki to brak wiary jest zły.
Tego nie wiesz.

>A, na marginesie, co byś konkretnie robił gdybyś nie wierzył? Poleciałbyś gwałcić, kraść, mordować jak to sutannowe matołki opowiadają o niewierzących?
Szukałbym, co daje mi poczucie szczęścia i skoncentrowałbym się na tym (o ile znalazłbym taką rzecz). Szukałbym m.in. w środkach chemicznych, które to uczucie wywołują, ale nie tylko tam. Szukałbym też jakiegoś celu w życiu, ale to faktycznie też sprowadza się do szukania szczęścia. Nie wiem, gdzie/czy bym to znalazł. Jak tak, to super, a jak nie, to nie chciałbym żyć bez poczucia szczęścia.

>>Poistniałbym sobie przez parę lat, może by mi się podobało, a może nie... Nie wiem, jakby to było. A mając cel, patrzę inaczej na to, co się dzieje. Tak trochę z dystansu.
>Och tak, z dystansu. Wizja świata sikającego po nogach z niecierpliwości rozstrzygnięcia czy jaśnie Tomasz Szczepański raczy wierzyć czy nie, aby się natychmiast do wiary lub nie jaśnie Tomasza Szczepańskiego jest dowodem dystansu. I pewnie chciałbyś by traktować Cię poważnie....
Wizji świata, jaką mam, nie znasz.

>I stawiam dolary przeciw orzechom, że nawet nie rozumiesz gdzie jesteś.
Nie rozumiem nawet tego pytania, więc pewnie wygrałeś zakład.
04-09-2014 13:39 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Nie wiem, co bym robił, gdybym nie wierzył - bo tego nie sprawdziłem.
Tiaaa... nie wiesz czemu wierzący zachowują się jakby wczoraj z Księżyca spadli? Tylu jest od dawna na świecie wierzących i niewierzących... naprawdę nie myślałeś nawet jak Cię konkretnie o to zapytano?!
Bo ja, na przykład, patrząc na wierzących wielu religii wiem co bym robił gdyby upośledzenie wiarą mnie dotknęło: myślałbym i wyczyniał jakieś horrendalne pierdoły, uznawałbym istnienie jednego z wielu mitycznych stworów, odprawiałbym niedorzeczne zabobony jednej w z wielu religii itp.

>Ale wyobrażam sobie, jak bym się czuł z brakiem wiary. No i wyobrażam to sobie bardzo pesymistycznie.
Wyobrażasz sobie według prania mózgu jakiemu jesteś poddawany. Czy potrafisz to wyobrażenie odnieść do realu? Do społeczności, nieraz państw prawie całych wolnych od wiary?

>Właśnie w porównaniu z tymi wyobrażeniami patrzę na świat z dystansu.
Aaaa! czyli chodzi o wtłoczony Ci do umysłu dystans do braku wiary! To jasne! To jeden z podstawowych mechanizmów ochrony wiary w umyśle.

>Chyba ten wątek nie obejmuje rozważań, na ile taki, czy inny cel jest wartościowy/mądry/słuszny... Odpowiadając na pytanie autora tematu stwierdzam tylko, że dobrze mi z tym, że mam cel.
Mniej czy bardziej pośrednio każdy wątek dotyczy wszystkiego.
Narkoman czy alkoholik też mają dobrze z chlaniem czy ćpaniem i to chlanie i ćpanie jest ich celem. Natomiast jeśli ich celem byłoby zdechnąć z przechlania i przećpania to oni swój cel raczej osiągną w przeciwieństwie do Ciebie, który będąc na haju dążenia do wiecznego urlopu pójdziesz po prostu do piachu.

>To już są uprzedzenia.
A to jest pusta opinia bez sensu. Nie potrafisz wskazać religii, w której bóstwo stwarza światy i życie niechcący i bez celu.

>Jeszcze raz podkreślam: ten wątek dotyczy piękna wiary/niewiary, a nie piękna/poprawności dowodów.
A ja wyrażam swoją opinię, że wiara jako twierdzenia niepoparte pięknymi i poprawnymi dowodami jest z natury rzeczy obrzydliwa, bo głupia.
Ponadto wiara jako upośledzenie zdolności poznawczych umysłu nie pozwala odróżnić obiektów wiary od rzeczywistości zatem dla jasności przypominam, że "wierzę, że do czegoś zmierza" i "do czegoś zmierza" to są zupełnie różne twierdzenia: to pierwsze opisuje wiarę czyli wyłącznie stan umysłu, to drugie sprawia wrażenie jakby aspirowało do opisu stanu świata rzeczywistego. A że, jak powiadam, w ...hmmm... "rozumieniu" ludzi wierzących są to twierdzenia tożsame, stąd moja uwaga.

>A co, jeśli odpowiedź daje nadzieję?
To samo co z celem: nadzieja nie jest wartością samą w sobie. W pewnych warunkach pozwala przetrwać, w innych każe zmarnować życie na mrzonki.
Oczywiście nie kwestionuję niczyjego prawa do radosnego zaćpania, zachlania czy zamodlenia się na śmierć.

>Tego nie wiesz.
A boś taki, kurde, tajemniczy jakiś... To Twoje Nieraz zastanawiam się, co bym robił, jakbym nie wierzył taką jakąś moc intelektualną ma, że ciarki przechodzą...
Tomaszu Szczepański, spróbuj przyjąć do wiadomości, że jesteś schematycznym wytworem indoktrynacji religijnej jakich wiele wynurza się z dusznych krucht by straszyć na takim forum jak to intelektualną pustką powtarzanych stereotypów.

>Szukałbym, co daje mi poczucie szczęścia i skoncentrowałbym się na tym (o ile znalazłbym taką rzecz).
Aha, czyli jednak bez specjalnych dramatów?

>Szukałbym m.in. w środkach chemicznych, które to uczucie wywołują, ale nie tylko tam.
Czyli alkohol, narkotyki itp?
Bo takie skuteczne środki chemiczne są produkowane przez organizm w bardzo różnych okolicznościach, u wierzących także, a czasem nawet głównie, w okolicznościach okołoreligijnych.

>Szukałbym też jakiegoś celu w życiu, ale to faktycznie też sprowadza się do szukania szczęścia. Nie wiem, gdzie/czy bym to znalazł.
A czy swoje spekulacje potrafisz oprzeć na obserwacjach rzeczywistości? Z uwzględnieniem także wspomnianych przeze mnie wolnych od religijnej wiary licznych społeczności?

>Wizji świata, jaką mam, nie znasz.
No to mnie zaskocz. Powiedz, że w Twojej wizji świata nie ma boskiego stwora co tak pokierował sprawami by Tomasz Szczepański zaistniał na Ziemi i że inkryminowany Tomasz Szczepański po prostu umrze i zjedzą go robaki.

>Nie rozumiem nawet tego pytania, więc pewnie wygrałeś zakład.
Przeczytaj motto z tytułowej strony portalu, zobacz (w historii powszechnej, a nie kościelnej) co w dziedzinie religijnych mitologii wymyślali ludzie przez tysiąclecia, co się dzieje na linii starcia rozumu i religii (Sokrates, Hypatia, Bruno, Łyszczyński...) itp.
Po prostu spróbuj na początek pojąć, że nie jesteś tu żadnym novum i wystrzegaj się serwowania schematów które tu były już po wielokroć wałkowane na cienko.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-09-2014 14:49 
 0 na 2
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>Tiaaa... nie wiesz czemu wierzący zachowują się jakby wczoraj z Księżyca spadli? Tylu jest od dawna na świecie wierzących i niewierzących... naprawdę nie myślałeś nawet jak Cię konkretnie o to zapytano?!
Statystyczny człowiek idzie rano do pracy, potem wraca, spędza sobie jakoś wieczór, ogląda Kiepskich i idzie spać. Jeśli miałbym opierać się na tym, co robi większość wierzących lub niewierzących, to owszem - mogę przewidzieć, co bym robił, gdybym nie wierzył.
Tyle, że ja nie zastanawiam się, co statystycznie bym robił, jakbym nie wierzył, tylko co faktycznie bym robił.

>Bo ja, na przykład, patrząc na wierzących wielu religii wiem co bym robił gdyby upośledzenie wiarą mnie dotknęło: myślałbym i wyczyniał jakieś horrendalne pierdoły, uznawałbym istnienie jednego z wielu mitycznych stworów, odprawiałbym niedorzeczne zabobony jednej w z wielu religii itp.
Jak wyżej - statystycznie tak.

>Wyobrażasz sobie według prania mózgu jakiemu jesteś poddawany. Czy potrafisz to wyobrażenie odnieść do realu? Do społeczności, nieraz państw prawie całych wolnych od wiary?
Znam (w miarę) statystyczne zachowania. Ale one mnie mniej interesują. Interesuje mnie zachowanie jednostki, jej prawdziwe motywy działania.

>Aaaa! czyli chodzi o wtłoczony Ci do umysłu dystans do braku wiary! To jasne! To jeden z podstawowych mechanizmów ochrony wiary w umyśle.
Nie, nie o taki mi chodzi.

>Mniej czy bardziej pośrednio każdy wątek dotyczy wszystkiego.
Trudno się niezgodzić z tym pięknym twierdzeniem!

>A to jest pusta opinia bez sensu. Nie potrafisz wskazać religii, w której bóstwo stwarza światy i życie niechcący i bez celu.
Potrafię. Na przykład ewolucjonizm.

>A ja wyrażam swoją opinię, że wiara jako twierdzenia niepoparte pięknymi i poprawnymi dowodami jest z natury rzeczy obrzydliwa, bo głupia.
>Ponadto wiara jako upośledzenie zdolności poznawczych umysłu nie pozwala odróżnić obiektów wiary od rzeczywistości zatem dla jasności przypominam, że "wierzę, że do czegoś zmierza" i "do czegoś zmierza" to są zupełnie różne twierdzenia: to pierwsze opisuje wiarę czyli wyłącznie stan umysłu, to drugie sprawia wrażenie jakby aspirowało do opisu stanu świata rzeczywistego. A że, jak powiadam, w ...hmmm... "rozumieniu" ludzi wierzących są to twierdzenia tożsame, stąd moja uwaga.
Cos w tym jest.
A z ciekawości: Ty swoją niewiarę opierasz na niezbitych dowodach, czy na wierze?

>Bo takie skuteczne środki chemiczne są produkowane przez organizm w bardzo różnych okolicznościach, u wierzących także, a czasem nawet głównie, w okolicznościach okołoreligijnych.
Tak, tam też bym poszukał.

>A czy swoje spekulacje potrafisz oprzeć na obserwacjach rzeczywistości? Z uwzględnieniem także wspomnianych przeze mnie wolnych od religijnej wiary licznych społeczności?
No własnie nie potrafię zrozumieć, co daje tym społecznościom szczęście, cel w życiu... Oceniam to przez przyzmat siebie (tak - subiektywnie!). Bo ja bym doszedł do innych wniosków, niż większość w tych społecznościach. Ot i moje dziwactwo.

>No to mnie zaskocz. Powiedz, że w Twojej wizji świata nie ma boskiego stwora co tak pokierował sprawami by Tomasz Szczepański zaistniał na Ziemi i że inkryminowany Tomasz Szczepański po prostu umrze i zjedzą go robaki.

>Tomaszu Szczepański, spróbuj przyjąć do wiadomości, że jesteś schematycznym wytworem indoktrynacji religijnej jakich wiele wynurza się z dusznych krucht by straszyć na takim forum jak to intelektualną pustką powtarzanych stereotypów.

A czy wiara w bezosobowy byt zwany Osobliwością (początek Wielkiego Wybuchu), który całkiem przypadkiem stworzył Cię tylko po to, żebyś kiedyś odżywił kilka robaków - jest mniej schematyczny, pełniejszy, bardziej sprawdzalny, albo prawdziwszy?
05-09-2014 02:26 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Tyle, że ja nie zastanawiam się, co statystycznie bym robił, jakbym nie wierzył, tylko co faktycznie bym robił.
Tyle że ja właśnie wyraziłem zdumienie, że mając tak bogate źródło wiedzy i doświadczenia dookoła można być w tych "rozważaniach" w punkcie wyjścia.

>Jak wyżej - statystycznie tak.
Co to za niedorzeczne słowo "statystycznie"?
Każdy wierzący hołubi w swej głowie jakieś mrzonki i stosownie do ich treści się zachowuje.

>Znam (w miarę) statystyczne zachowania. Ale one mnie mniej interesują. Interesuje mnie zachowanie jednostki, jej prawdziwe motywy działania.
Nie rozumiem Twojego uprzedzenia czy pogardy do statystyki. Ona przecież opisuje także zachowania i motywy działania jednostek, tyle że w skali masowej.

>>Nie potrafisz wskazać religii, w której bóstwo stwarza światy i życie niechcący i bez celu.
>Potrafię. Na przykład ewolucjonizm.
Ewolucjonizm to nie jest religia i nie ma żadnego bóstwa.

>Cos w tym jest.
Dobrze, że potrafisz nad tym się zatrzymać. Doradzam kontynuację.

>A z ciekawości: Ty swoją niewiarę opierasz na niezbitych dowodach, czy na wierze?
Ja bym powiedział: mój brak wiary. Bo wiara jako zjawisko jest mojemu umysłowi całkowicie obca. Zawsze była, od dziecka patrzyłem sceptycznie na to co mi wciskali i jak się zachowywali wierzący dorośli.
A informacji na świecie jest dość by przy realistycznym patrzeniu wyrobić sobie przyzwoity pakiet poglądów.

>No własnie nie potrafię zrozumieć, co daje tym społecznościom szczęście, cel w życiu...
No na pewno nie bajki w dużym natężeniu.

>A czy wiara w bezosobowy byt zwany Osobliwością (początek Wielkiego Wybuchu), który całkiem przypadkiem stworzył Cię tylko po to, żebyś kiedyś odżywił kilka robaków - jest mniej schematyczny, pełniejszy, bardziej sprawdzalny, albo prawdziwszy?
Ależ kociokwik słowny!
Wiara w ogóle nie jest potrzebna do życia, także wiara w Osobliwość. I raczej nie istnieje przypadek, zwłaszcza taki co coś tworzy w jakimś celu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 09:32 
 Ocena 1 na 1
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Widzisz, chodzi mi o to, że ludzie bardzo często wyłączają funkcję myślenia. I dotyczy to zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących - ale podam to na przykładzie osoby wierzącej.

Od dziecka rodzice mówili dziecku, że należy do takiej, czy innej religii. I takiemu człowiekowi potem nawet na myśl nie przyjdzie pytanie, dlaczego wierzy. Po prostu - bo tak... Bo jego rodzice wierzą, bo znajomi, którymi się otacza wierzą, bo większość ludzi w danym kraju wierzy (a przynajmniej tak deklarują). Jego przekonania ciężko nazwać wiarą. Tak uczciwie - to jest raczej brak samodzielnego myślenia, który łatwo można pomylić z wiarą.

Podobnie człowiek jest programowany w szkole. Tam podstawa programowa definiuje, czym człowiek ma być zainteresowany, co mu się w życiu przyda, a co mu się nie przyda... Siedzi się w ławce ileś godzin dziennie i wykonuje "instrukcje edukacyjne". Problemem może nie być wiedza szkolna. Problemem jest to, że człowiekowi podaje się wszystko na tacy, co i jak ma rozumieć.

Taki problem dotyczy wielu innych dziedzin, jak polityka, czy nawet stosowana dieta... Jak człowiek ma jakiś problem, to zamiast samodzielnie pomyśleć, woli włączyć telewizor i tam mu powiedzą, co ma myśleć na dany temat. A jak dany sposób myślenia mu się nie podoba, to ma do wyboru kilka innych kanałów - któryś do niego trafi.

Ludzie rzadko kiedy myślą samodzielnie. Przyjmują schematy postępowania od otoczenia.

Nie mam nic przeciwko statystyce. Ale przeciętne postawy, czy zwyczaje ludzkie wynikają ze zwyczajów przyjętych w danym środowisku, a rzadko mają coś wspólnego z ich osobitymi przemyśleniami.
Dlatego to, że w danej społeczności ateiści postępują tak czy inaczej - to nie jest dla mnie wartościowa informacja, jak ja bym chciał postępować jako ateista. Bo próbuję (nie za często i zwykle nieudolnie) myśleć, co chcę robić w życiu. I nawet, jak nieraz się pomylę, to wolę to, niż robienie czegoś tylko dlatego, że tak robią ludzie dookoła.

A moja wiara (w Boga, nie w kościół) jest efektem przeanalizowania kilkuset różnych przesłanek, z których wyciągnąłem wniosek, że wiara wydaje mi się prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem, niż brak wiary. Mogę się mylić, mogę zmieniać zdanie, mogę dyskutować i nie boję się krytyki. Ale jak na razie - wierzę. (Aha, no i według tej definicji wiarą nazywam pogląd przyjęty jako najbardziej prawdopodobny, a nie irracjonalne przekonanie.)
05-09-2014 09:48 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
Z braku czasu nie będę komentował Twoich całkiem do rzeczy refleksji, zwrócę tylko uwagę na końcówkę:
>Ale jak na razie - wierzę. (Aha, no i według tej definicji wiarą nazywam pogląd przyjęty jako najbardziej prawdopodobny, a nie irracjonalne przekonanie.)
Z mojego rozumienia świata wynika, że religii nie buduje się na prawdopodobieństwie (jak je w ogóle liczysz, oceniasz?), ale na pewności.
Czy Ty chcesz powiedzieć, że wszystkie Twoje opowieści o istnieniu Boga, eksperymentalnym stworzeniu, samobójstwie, rozumieniu człowieka to może być ściema, czczy bełkot bez oparcia w rzeczywistości??


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>Czy Ty chcesz powiedzieć, że wszystkie Twoje opowieści o istnieniu Boga, eksperymentalnym stworzeniu, samobójstwie, rozumieniu człowieka to może być ściema, czczy bełkot bez oparcia w rzeczywistości??
Naukowe wnioski zawsze są obarczone niepewnością. W przeciwnym przypadku nie są naukowe. Tak długo, jak rozważam logiczne przesłanki na temat sensowności wiary, tak długo muszę uznać, że mogę się mylić. Powstaje pytanie, czy dany poziom niepewności mnie satysfakcjonuje. Jeśli tak - wierzę. Jeśli nie - zostałbym agnostykiem.

Przychodzi jednak moment decyzji, co chę robić w życiu (bo to, czy wierzę wpłynie na to, co robię). I tę decyzję muszę podjąć na podstawie wniosków obarczonych niepewnością. Sytuacja niby mało komfortowa. Ale wszystko w życiu na tym się opiera. Jak wsiadam do samolotu, to wiem, że ktoś obliczył, że nie spadniemy i zakładał jakąś niepewność... Pytanie, czy ten poziom niepewności mnie satysfakcjonuje.

Ale potem jest jeszcze coś. Podjąłem decyzję, że poziom niepewności jest wystarczająco mały i robię założenie, że wierzę. Żyję według moich przekonań i widzę, że dobrze mi z tym, podoba mi się to. Inaczej mówiąc - widzę korzystny wpływ tej decyzji w moim zyciu. To mnie utwierdza w mojej decyzji.
05-09-2014 14:46 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Podjąłem decyzję, że poziom niepewności jest wystarczająco mały i robię założenie, że wierzę.
To tylko sztuczki, którymi próbujesz racjonalizować irracjonalne. Wiary się nie wymyśla, nie wybiera, nie decyduje się o niej. To ona zagnieżdża się w umyśle i produkuje w nim usypiający bełkot nadając mu pozory logiki i naukowości.
Zapewne moglibyście znaleźć z Brzostowskim wspólny język i onanizować wzajem swoje umysły pseudointelektualnymi konstrukcjami, nie zmieni to faktu, że nie każdy ma mózg tak podatny na zamianę w wodę.
Jeśli jednak chcesz by traktować Cię poważniej przedstaw w sposób rozumny całą "ścieżkę dostępu" do logicznego, naukowego wniosku o znikomym, pomijalnie małym prawdopodobienstwie, że Twoje banialuki o Bogu to tylko banialuki. Ba, może zakręć się za jakimś granatem z Watykanu, Fundacji Templetona czy że Strażnicy (zależy od pokrewieństwa tematycznego z którąś z wersji bajek odbiblijnych) to i drzwi światowej sławy i chwały staną przed Tobą otworem. A najlepiej zlituj się nad swoją ludzką godnością i nie błaznuj więcej.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 16:03 
 Ocena 2 na 2
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Twoje wypowiedzi sa zwyczajnie niegrzeczne zamiast racjonalne!
Poczytaj sam swoje wpisy i oceń, ile jest w nich merytorycznych argumentów, a ile zwykłego obrażania ludzi.
Tok rozumowania jak najbardziej podam, ale nie w tym temacie, bo nie tego dotyczy.
05-09-2014 22:54 
 Ocena 5 na 5
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Twoje wypowiedzi sa zwyczajnie niegrzeczne zamiast racjonalne!
hej,
a ja powiem tak :
Potop i apokalipsa i wyrżnięcie Chiwwitów i wymordowanie przez Mojżesza 3000 ludzi i plagi egipskie i wymordowanie niewiniątek dla chwały jezusowej są bardziej niegrzeczne od najbardziej chamskich wypowiedzi wszystkich ateistów razem wziętych ...
Tutaj nie ma po prostu żadnego porównania !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 09:25 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Twoje wypowiedzi sa zwyczajnie niegrzeczne zamiast racjonalne!
A czemu zamiast? Gdzie tu w ogóle jakaś opozycja?

>Poczytaj sam swoje wpisy
A to zapewne jest przykładna grzeczność, wobec której Twój Bóg się cieszy i kciuki w górę unosi...
Trzeba być wyjątkowo niegrzecznym by sugerować, iż nie czytałem przy pisaniu swoich własnych postów. Ale może ta idiotyczna opinia wynika tylko z Twojego nierozgarnięcia, a nie intencji bycia bezczelnym...

>i oceń, ile jest w nich merytorycznych argumentów, a ile zwykłego obrażania ludzi.
Powiedz konkretnie czego nie rozumiesz, spróbuję Ci to przybliżyć. A że wierzący są skłonni do obrażania się to niestety upierdliwa prawda. Cóż kiedy opowiadanych przez siebie głupot nie da się obronić racjonalnie! Jedyny wtedy rodzaj broni to nienawiść i obrażalstwo. A że w polskim grajdołku fantaści różnej maści są rozwydrzeni ponad wszelka miarę to i tego obrażalstwa na każdym kroku bezlik.

>Tok rozumowania jak najbardziej podam, ale nie w tym temacie, bo nie tego dotyczy.
Dawaj, nie marnuj czasu!
Od wielu już lat żaden fideista nie zmusił mnie do wysiłku, międlicie te same bzdety, z których przez tysiąclecia nic nie wynikło, bo przez te tysiąclecia miliardy was nie potrafią złożyć jednego rozumnego zdania.
Spróbuj przyjąć do wiadomości to co już było mówione: tu takie brednie jak Twoje były wałkowane po wielokroć, bywalcy tego forum mają za sobą niejednokrotnie wiele lektur religioznawczych i religijnych (z "dziełami" Ojców i Doktorów Kościoła włącznie na ten przykład).
Weź pod uwagę CAŁOKSZTAŁT spraw świata w dziedzinie religii zanim zaczniesz się dalej błaźnić.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
08-09-2014 08:27 
 0 na 4
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Powiem Ci tak: lepiej by było, gdyby się okazało, że po prostu nie wiesz, co jest w Twoich postach (bo na przykład pisałeś je w porywie emocji i nie skupiałeś się na ich treści). Jeśli jednak twierdzisz, że to, co piszesz, piszesz z pełną świadomością i rozmysłem, to świadczy tym gorzej o Twoim światopoglądzie. Poniżej przytoczę kilka Twoich wypowiedzi.

>Jasne! To jedna z podstawowych rzeczy jakie są wdrukowywane wierzącym do głowy.
>Oj, wątpię, raczej powtarzasz wpojoną Ci sztuczkę słowno-umysłową (...)
>I pewnie chciałbyś by traktować Cię poważnie....
>Wyobrażasz sobie według prania mózgu jakiemu jesteś poddawany.
>Aaaa! czyli chodzi o wtłoczony Ci do umysłu dystans do braku wiary!
>Ależ kociokwik słowny!
>Zapewne moglibyście znaleźć z Brzostowskim wspólny język i onanizować wzajem swoje umysły pseudointelektualnymi konstrukcjami, nie zmieni to faktu, że nie każdy ma mózg tak podatny na zamianę w wodę.
>(...) że Twoje banialuki o Bogu to tylko banialuki.
>A najlepiej zlituj się nad swoją ludzką godnością i nie błaznuj więcej.
>tu takie brednie jak Twoje były wałkowane po wielokroć
>Weź pod uwagę CAŁOKSZTAŁT spraw świata w dziedzinie religii zanim zaczniesz się dalej błaźnić.

Jeśli jeszcze o tym nie myślałeś, zachęcam, żebyś zastanowił się, czy tego typu wypowiedzi: a) ułatwiają wymianę racjonalnych argumentów, b) wnoszą jakiekolwiek merytoryczne informacje, c) świadczą dobrze o światopoglądzie ich Autora.
A teraz mój wniosek z Twoich wypowiedzi, które zacytowałem: Co to ten ateizm potrafi zrobić z człowiekiem...

Nie chodzi mi o to, żeby się obrażać (i nie wiem, dlaczego piszesz o nienawiści). Jeśli nie zauważyłeś, długo próbowałem puszczać obraźliwe wypowiedzi koło uszu, a skupiać się na sprawach merytorycznych. Ale muszę przyznać, że bardzo kiepsko się dyskutuje z osobą, która pokaźną część argumentów merytorycznych zastępuje zacytowanymi stwierdzeniami.

Na koniec - jeszcze jeden mój wniosek. Postawą neutralną wobec spraw religijnych jest agnostycyzm, nie ateizm. Podobnie, jak poglądy religijne są "wiarą" w istnienie Boga, tak ateizm jest "wiarą" w Jego nieistnienie. Obserwując "argumenty", jakich używasz na potwierdzenie ateizmu, coraz bardziej przypuszczam, że w Twoim przypadku może to być faktycznie wiara w ateizm, a nie przekonanie oparte na dowodach.
Ot choćby - znasz choć jeden niepodważalny (niekwestionowany przez naukowców) dowód na potwierdzenie teorii ewolucji?
08-09-2014 08:33 
 Ocena 2 na 4
Domeru (533 punktów)
>Ot choćby - znasz choć jeden niepodważalny (niekwestionowany przez naukowców) dowód na potwierdzenie teorii ewolucji?

Kura.
08-09-2014 10:54 
 Ocena 5 na 5
mayolina (2278 punktów)
>Ot choćby - znasz choć jeden niepodważalny (niekwestionowany przez naukowców) dowód na potwierdzenie teorii ewolucji?
A ty nie znasz ani jednego? Ja z kolei nie znam ani jednego naukowca, który by twierdził, że dowody na ewolucję są niewystarczające. Od ręki potrafię wymienić z wiele niepodważalnych dowodów na ewolucję: istnienie wspomnianej kury, kuzynki dinozaurów, mutacje wirusów czyli niedawna ptasia grypa, epidemia eboli w Afryce, bakterie uodpornione antybiotyki, budowa oka, istnienie devon rexów, manxów, scotish folds czyli kocich wypadków genetycznych z których stworzono nowe rasy.
08-09-2014 11:36 
 Ocena 2 na 2
wawrzanka (43 punktów)

>Postawą neutralną wobec spraw religijnych jest agnostycyzm, nie ateizm. Podobnie, jak poglądy religijne są "wiarą" w istnienie Boga, tak ateizm jest "wiarą" w Jego nieistnienie.

Z pierwszym zdaniem się zgadzam, ale jeśli chodzi o wiarę to już nie. Bo wierzyć można tylko w COŚ. Nie da się wierzyć w nieistnienie czegoś. Innymi słowami: nie dowodzi się nieistnienia.

Czy ja wierzę w nieistnienie krasnoludków? Przecież taka wiara byłaby absurdem. Tak się nawet nie mówi. Przyjęło się mówić inaczej: nie wierzę w istnienie krasnoludków. Przy czym w zbiorze krasnoludków znajdują się bogowie, smoki i czarodzieje. Dla odmiany wszystkie te postaci istnieją (i mają się tam dobrze) w ludzkiej wyobraźni zmaterializowanej w postać literatury, filmów, muzyki. To też jest JAKIEŚ istnienie, ale w zupełnie innym wymiarze.

Co do istnienia/nieistnienia Boga pisanego z dużej litery - po pierwsze należałoby go zdefiniować. Jeśli Bóg = Osobliwość niedostępna naszemu poznaniu - to taki "Bóg" istnieje. Istnieje bowiem wiele iksów i igreków w równaniach, które próbują rozwiązać ludzie nauki. Istnieje wiele niewiadomych i jeśli Bóg = Niewiadoma to owszem, coś takiego istnieje. Gdyby nie istniało - uczeni nie mieliby co robić. W ogóle nie mielibyśmy żadnych pytań. To byłby koniec. Wiedzielibyśmy wszystko o świecie i o nas samych... sami bylibyśmy wtedy bogami. A tak - jesteśmy tylko ludźmi. To jest dla mnie najbardziej fascynujące i wystarczająco "magiczne", bym nie potrzebowała wierzyć w krasnoludki. A zresztą kto wie, może one istnieją, gdzieś tam na planecie Gliese, lub innej takiej
10-09-2014 09:58 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Powiem Ci tak: lepiej by było, gdyby się okazało, że po prostu nie wiesz, co jest w Twoich postach (bo na przykład pisałeś je w porywie emocji i nie skupiałeś się na ich treści).
Lepiej byłoby chyba jedynie dla trolla ferującego opinie z wysokości tępego zadowolenia z siebie. Cóż, nie mam idei ułatwiania Ci tkwienia w pysznej bezmyślności.

>Jeśli jednak twierdzisz, że to, co piszesz, piszesz z pełną świadomością i rozmysłem, to świadczy tym gorzej o Twoim światopoglądzie.
Konkrety poproszę. Co konkretnie jest gorzej z moim światopoglądem i względem czego gorzej?

>czy tego typu wypowiedzi: a) ułatwiają wymianę racjonalnych argumentów,
Ale Ty nie masz nic na wymianę i już jakiś czas (od najpierwszych postów do Ciebie kierowanych - czytałeś?) usiłuję z tą prawdą do Ciebie dotrzeć.

>b) wnoszą jakiekolwiek merytoryczne informacje,
W przeciwieństwie do trolli operujących wyłącznie emocjami i wynikającymi z nich opiniami ja zawsze odnoszę swoje wypowiedzi do konkretnych wypowiedzi oponenta i zawsze zawierają one merytoryczną treść do której można się odnieść. Ty, jak rasowy troll nieudolny w dyskusji, wolałeś powyrywać z kontekstu fragmenty wypowiedzi, które poruszają Twoje emocje i pominąć te, które mogły poruszyć myśli.
To, oczywiście, bardzo schematyczne i raczej rzadko jest nadzieja na coś innego ze strony człowieka, którego umysł jest upośledzony wiarą, jeno że nie tylko taka znikoma nadzieja jest motywem pisania tutaj różności.

>c) świadczą dobrze o światopoglądzie ich Autora.
Orzekł Tomasz Szczepański i, oczywiście, nie jest zdolny do uzasadnienia orzeczenia.

>A teraz mój wniosek z Twoich wypowiedzi, które zacytowałem: Co to ten ateizm potrafi zrobić z człowiekiem...
To jak zwykle nie jest wniosek z moich wypowiedzi tylko głupkowaty popis..
A ateizm z człowiekiem nie jest w stanie zrobić nic. Tyle że Ty zapewne nawet nigdy nie zastanowiłeś się co to w ogóle jest ateizm, po prostu nauczony tego w gronie religiantów plujesz emocjami na coś czego nie rozumiesz i czego się boisz.

>Jeśli nie zauważyłeś, długo próbowałem puszczać obraźliwe wypowiedzi koło uszu, a skupiać się na sprawach merytorycznych.
No popatrz, nie zauważyłem....
Zauważałem za to jakieś debilne bzdety np. sugerujące wiarę w Osobliwość co to stworzyła mnie w celu nakarmienia robaków, że innych litościwie nie wspomnę.
W wykonaniu wierzących to nie są rzeczy dziwne i naprawdę niczego innego się po Tobie czy Brzostowskim nie spodziewam, kult bełkotu i odwracania kota ogonem jest u was ratunkiem przed myśleniem.

>Ale muszę przyznać, że bardzo kiepsko się dyskutuje z osobą, która pokaźną część argumentów merytorycznych zastępuje zacytowanymi stwierdzeniami.
Wybierz zatem jakiś temat i rozpracujmy go do spodu. Nie masz pojęcia jak prosta jest sprawa z ateistą i racjonalistą - jeden dobrze mierzony argument wystarczy. Argument, nie bełkot.

>Postawą neutralną wobec spraw religijnych jest agnostycyzm, nie ateizm.
A co to sprawy religijne? Panoszenie się kleru w życiu państwa na podstawie własnych bajdurzeń to są sprawy religijne czy nie? Bo znam antyklerykałów także wśród katolików a wyrażających aprobatę dla klerykalizmu wśród ateistów....
A wobec zagadnienia istnienia boga neutralną postawą jest raczej ateizm właśnie, wolność od teizmu; agnostycyzm ma w sobie możliwość istnienia boga dylemat, z którym musi się zmagać.
Tyle że Ty nie rozumiesz co mówisz mówiąc o ateizmie, więc i polemika jest trudna, a sama kwestia ustalania ewentualnej neutralności mniejszej czy większej zupełnie jednak nieistotna.

>Podobnie, jak poglądy religijne są "wiarą" w istnienie Boga, tak ateizm jest "wiarą" w Jego nieistnienie.
Poglądy religijne nie są "wiarą", ale po prostu wiarą (czy raczej z niej wynikają i na niej bazują) w istnienie Boga. Tę głupawą sztuczkę z ateizmem cudzysłów ratuje przed pełną kompromitacją.
Ateizmem nazwano brak wiary w Boga: a-teizm (i to jest chyba jedyne funkcjonujące w języku określenie braku zdefiniowanego poglądu), natomiast słowa na wiarę w nieistnienie jeszcze chyba nie wymyślono. Aczkolwiek zdarzają się idioci ateiści, którzy oprócz braku wiary w istnienie mają wiarę w nieistnienie.

>Obserwując "argumenty", jakich używasz na potwierdzenie ateizmu,
A co to jest, nieboraku, "potwierdzenie ateizmu" i co konkretnie z moich wypowiedzi oceniłeś jako argumenty za tym czymś?

>coraz bardziej przypuszczam, że w Twoim przypadku może to być faktycznie wiara w ateizm, a nie przekonanie oparte na dowodach.
Cóż, nie widziałem jeszcze głupca, który nie byłby zadowolony ze swojego bełkotu jak i nie widziałem takiego, który spróbowałby nawet (bo na pewno nie potrafiłby) tenże bełkot przybliżyć i uzasadnić. Spróbujesz może Ty...?

>Ot choćby - znasz choć jeden niepodważalny (niekwestionowany przez naukowców) dowód na potwierdzenie teorii ewolucji?
Mam nadzieję, że po wypowiedzi mayoliny już zorientowałeś się jakim jesteś nieukiem i ze wstydem zajrzałeś choć do wiki....


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
05-09-2014 17:52 
 Ocena 8 na 8
mayolina (2278 punktów)
>Naukowe wnioski zawsze są obarczone niepewnością. W przeciwnym przypadku nie są naukowe.
Zależy od jakich wnioskach mówisz, gdyż ewolucja jest świetnie udokumentowana i naukowo potwierdzona. Wnioskuję jednak, że to uproszczenie postrzegania naukowego podejścia do wiedzy jest ci potrzebne by mieć wygodne wytłumaczenie dla własnych opinii, zwłaszcza że w przeciwieństwie do naukowców zdajesz się wybierać opcję pomijania niewygodnych faktów (chociażby biblijne błędy faktograficzne, brak logiki w opisie boga, w końcu nieetyczne zachowanie tegoż) nie pasujących do twoich założeń.
05-09-2014 18:22 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
.
Pomimo niepewności do nauki nawet najbardziej dogmatyczni fideiści wsiadają do samolotów zbudowanych dzięki jej osiągnięciom, choć Bóg, aby zaznaczyć swą wszechmoc, jakiś tam promil ich na ziemię zwala. Jak z tego widać nawet zaślepieni wiarą głupole bardziej ufają nauce niż swoim bogom, ale popieprzyć głupoty to zawsze sobie można.
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,574467#w576701
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,509211#w510414

Pozdrawiam.

@@@
.
05-09-2014 22:43 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)

>Ale potem jest jeszcze coś. Podjąłem decyzję, że poziom niepewności jest wystarczająco mały i robię założenie, że wierzę. Żyję według moich przekonań i widzę, że dobrze mi z tym, podoba mi się to. Inaczej mówiąc - widzę korzystny wpływ tej decyzji w moim zyciu. To mnie utwierdza w mojej decyzji.

hej,
A mnie wcale nie jest wygodnie z moim ateizmem
Mój ateizm uwiera mnie w dzień i w nocy
Nie mam perspektywy życia wiecznego , wiecznej szczęśliwości , wspaniałego tatusia , który mnie bardzo kocha , opiekuje się mną i dba o moje potrzeby
Ale niestety mój ateizm jest prawdziwy i to jest jego największą zaletą !
Można się okłamywać i robić to nawet bardzo sprawnie i udolnie ... ale kłamstwo pozostaje kłamstwem
Ja postanowiłem zmierzyć się z rzeczywistością ... to dużo boleśniejsze i trudniejsze niż naiwna wiara w bajki
Ale mam swoją trudną satysfakcje ...
Poczucie życia w prawdzie
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 10:00 
 Ocena 1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Ale mam swoją trudną satysfakcje ...
>Poczucie życia w prawdzie
Prawdy, makusiu, nie zna żaden z żyjących na Ziemi ludzi.
Chrześcijanie używają tych samych słów: "Życie w prawdzie". Tyle że ich Prawda różni się nieco od Twojej.

stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
06-09-2014 17:11 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Odpowiem ci tak jak odpowiadają wierzący :
A znasz wszystkich żyjących ?
To wymień ich nazwiska !

Ich prawda różni się od "mojej" ponieważ jest oszustwem , kłamstwem , baśnią , legendą , metaforą , alegorią , mitem .... Ich prawda to wymyślanie rzeczywistości a "moja" prawda to odkrywanie , poznawanie rzeczywistości .

pozdrawiam cię serdecznie skoczkusiu !
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
06-09-2014 17:40 
 Ocena 2 na 2
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Prawdy, makusiu, nie zna żaden z żyjących na Ziemi ludzi.

To zalezy, bo Prawdy niegdy nie bylo i nie bedzie. Natomiast prawde zna kazdy zdrowo myslacy czlowiek.

>Chrześcijanie używają tych samych słów: "Życie w prawdzie". Tyle że ich Prawda różni się nieco od Twojej.

Zgadza sie. Prawda dla katolika jest zamiana wody i maki w cialo jego wimaginowanego przyjaciela poprzez magiczne zaklecia wypowiadane przez faceta przebranego w sukienke. Prawda dla zdrowo myslacego czlowieka jest brak jakichkolwiek zmian fizyczno-chemicznych w takim oplatku.

Jednakze prawda dla obudwu (katolika i zdrowo myslacego czlowieka) jest wartosc nadrukowana na banknot. Tutaj nawet najbardziej zidiocialy katolik nie bedzie belkotal, ze 100zl to 1000zl. Nie bedzie rowzniez za pomoca §196 (i grozba wsadzenia zdrowo myslacego czlowieka do paki) probowal z placzem udowadniac, ze pan przebrany w czarna sukienke potrafi zamienic 100zl w 1000zl.

Jak widzisz prawda broni sie sama. A to, ze mozna sobie wymyslac najrozniejsze idiotyzmy i pod przymusem (§196) wymagac ich powaznego traktowania nie oznacza, ze idiotyzm stanie sie prawda
04-09-2014 14:21 
 Ocena 1 na 3
wawrzanka (43 punktów)
>>Witam,
>Dzień dobry! (a od witania są gospodarze)

Doprawdy? A mnie się wydawało, że gospodarze, ewentualnie zasiedzieli goście są od MIŁEGO witania A ty powitałeś nowego gościa nieco zarozumiale

>>a mi wiara daje cel.
>Niewątpliwie... jednak cel nie jest koniecznie wartością samą w sobie cenną. Dla Ciebie być na haju wiary może tak, jeśli ów haj, dążenie do jakiegoś tam religijnego zbawienia jest celem. Bo jeśli celem jest to zbawienie to może okazać się raczej, że zmarnowałeś życie na ułudę.

Chyba się trochę zagalopowałeś. W poście, na który odpowiadasz nie ma nic o zbawieniu, ani o religii. Jest o wierze. Może najpierw - zamiast wpadać w potok słów - wypadałoby zapytać w co wierzy twój rozmówca. I nawet, jeśli odpowie, że w boga i Jezusa - nie jest to jeszcze powód do zachwytu nad własnym racjonalizmem
05-09-2014 02:12 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Doprawdy? A mnie się wydawało, że gospodarze, ewentualnie zasiedzieli goście są od MIŁEGO witania
Można witać na różnym poziomie serdeczności.

>A ty powitałeś nowego gościa nieco zarozumiale
Ja co najwyżej z nim się przywitałem. A czy zarozumiale... nie wiem czy chce mi się rozważać Twoje gołosłowne opinie i psychoanalityczne talenta.

>Chyba się trochę zagalopowałeś. W poście, na który odpowiadasz nie ma nic o zbawieniu, ani o religii. Jest o wierze. Może najpierw - zamiast wpadać w potok słów - wypadałoby zapytać w co wierzy twój rozmówca. I nawet, jeśli odpowie, że w boga i Jezusa - nie jest to jeszcze powód do zachwytu nad własnym racjonalizmem
Hmmm... może zbyt młody i zbyt popędliwy jestem, ale na podstawie dostępnego mi rozumu i doświadczenia jakoś w tym wejściu o wierze, celu, zmierzaniu zaleciało mi magicznymi stworami i innymi magicznymi zdarzeniami.
A jako że Tomasz Szczepański w pełni jednak moje domniemania potwierdził spróbuj raczej swoje ciągoty do psychoanalizy i ocen powściągnąć na rzecz pomyślenia i nauczenia się czegoś.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
07-09-2014 19:33 
 Ocena 3 na 3
wawrzanka (43 punktów)
Owszem, nauczyłam się czegoś. Jesteś jak ksiądz, bo nie lubisz dyskutować. Lubisz moralizować i pouczać. Przyznałam ci punkt i na tym chyba nasza "dyskusja" się zakończy
10-09-2014 10:03 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Owszem, nauczyłam się czegoś. Jesteś jak ksiądz, bo nie lubisz dyskutować. Lubisz moralizować i pouczać.
Następny gołosłowny paszkwil. Jeśli chcesz by traktować Cię nie jak trolla spróbuj zamiast głupkowatej psychoanalizy, a w najgorszym razie obok niej, jakkolwiek choć nawiązać do treści wypowiedzi rozmówcy i dać choć cień uzasadnienia wygłaszanej opinii.

>Przyznałam ci punkt i na tym chyba nasza "dyskusja" się zakończy
Cóż, nie śledzę w żaden sposób (poza sumarycznymi danymi przy postach, których nie sposób nie widzieć) kto i na podstawie jakich kryteriów daje lub odbiera mi punkty. Nie mam bladego pojęcia jakimi kryteriami kieruje się wawrzanka przy dawaniu lub odbieraniu punktów... nie potrafię więc zrozumieć co mówisz, ani zająć żadnego stanowiska wobec takiego dictum.
Dobrze natomiast, że ujęłaś w cudzysłów to co tu wyczyniasz.
I nie widzę powodu by pominąć milczeniem Twoje puste mędrkowanie pod moim adresem.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-09-2014 13:06 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> a mi wiara daje cel.
A czego dotyczy Twoja wiara - czy jest to wiara w ludzi, nad-ludzi czy jeszcze w coś/kogoś innego?
> co bym robił, jakbym nie wierzył.
A jak sobie wyobrażasz niewiarę - czy byłaby to niewiara w ludzi, nad-ludzi czy jeszcze w coś/kogoś innego?
04-09-2014 14:57 
 Ocena-1 na 1
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>A czego dotyczy Twoja wiara - czy jest to wiara w ludzi, nad-ludzi czy jeszcze w coś/kogoś innego?
>A jak sobie wyobrażasz niewiarę - czy byłaby to niewiara w ludzi, nad-ludzi czy jeszcze w coś/kogoś innego?

Moja wiara dotyczy Boga.
A niewiara - w moim wydaniu miałaby to być niewiara w jakikolwiek byt boski (osobowy lub nie), który mógłby dać nadzieję, że jak umrę, to będzie jeszcze "coś ciekawego" się działo.
04-09-2014 21:17 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> Moja wiara dotyczy Boga.
Nie bardzo rozumiem (nie wiem nawet ile jest "Bogów").
Czy to ktoś ludzki jak Jezus, czy nad-ludzki jak "Stwórca", czy może trzecia osoba w rodzaju "Ducha Świętego"?
A może coś bezosobowego?

> mógłby dać nadzieję, że jak umrę, to będzie jeszcze "coś ciekawego" się działo.
Wiele bliskich mi osób zmarło, lecz pomimo tego nadal coś się dzieje. Przypuszczam, że po mojej śmierci nadal będzie się dziać "coś ciekawego", tyle że bez mojego udziału.
Czego ma dotyczyć nadzieja? Że jednak wszystko będzie się dziać z udziałem wszystkich (żyjących i nieżyjących)?
>
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>Nie bardzo rozumiem (nie wiem nawet ile jest "Bogów").
>Czy to ktoś ludzki jak Jezus, czy nad-ludzki jak "Stwórca", czy może trzecia osoba w rodzaju "Ducha Świętego"?
>A może coś bezosobowego?

Boga, w którego wierzę najlepiej definiuje to, co robi. Odpisując przed chwilą innej osobie w tym wątku, napisałem coś, co moim zdaniem całkiem dobrze definiuje Boga. Pozwolę więc sobie zacytować samego siebie:
"A ja właśnie wierzę w Boga, który umie przyznać, że nie wszystko musi iść zgodnie z Jego planem. Zamiast zaprogramować ludzi tak, żeby byli posłuszni, "zaryzykował" i dał im wolny wybór. Jak zrezygnowali z Boga, to nie powiedział: "za karę was zabiję", tylko się wycofał, żeby żyli, jak chcą i sami zobaczyli, do czego prowadzą takie, czy inne postawy. Jak ludzie zaczęli się zabijać (w bardziej lub mniej bezpośredni sposób), to nie powiedział: "macie, co chcieliście". Powiedział, że przyjdzie i sam pozwoli się ludziom zabić, żeby pokazać, do czego prowadzą złe postawy w życiu. A czy wymaga wiary? Raczej zachęca do zaufania, twierdząc, że tak będzie człowiekowi łatwiej. A nigdzie nie podał "wytycznych" (nazwijmy to tak ironicznie), jak będzie oceniał ludzi. Straszenie piekłem za różne rzeczy, to wymysły kościołów, a nie Boga. Bóg raczej podkreśla, że doskonale rozumie człowieka."
Długo można rozmawiać o osobowości, wieloosobowości, trój-, czy jedno-osobowości Boga, ale zauważyłem, że to nie są cechy, którymi Bóg najchętniej się przedstawia. Dużo częściej i jaśniej przedstawia się raczej cechami swojego charakteru, a przede wszystkim tym, co robi. Dlatego pozwoliłem sobie odpowiedzieć właśnie takim opisem.

>Wiele bliskich mi osób zmarło, lecz pomimo tego nadal coś się dzieje. Przypuszczam, że po mojej śmierci nadal będzie się dziać "coś ciekawego", tyle że bez mojego udziału.
>Czego ma dotyczyć nadzieja? Że jednak wszystko będzie się dziać z udziałem wszystkich (żyjących i nieżyjących)?

Moja nadzieja dotyczy tego, że po śmierci nie będę miał żadnej świadomości (nie będzie ani piełka, ani nieba, ani niczego pośredniego - po prostu niebyt, jak przystało na śmierć). Jednak mam nadzieję, że kiedyś ten świat się skończy i wtedy ludzie zostaną stworzeni na nowo. No i czekam na to, że wtedy będzie działo się to "coś ciekawego" - z udziałem ludzi (między innymi mnie). A miałoby to być o tyle "ciekawe", że ludzie będą już mieli spore doświadczenie, co jest dobre, a co złe i będą mieli podjęte decyzje, że wyberają jednak to, co dobre. Dlatego moja nadzieja dotyczy życia (nowego zycia) bez cierpienia, czy śmierci.
05-09-2014 10:57 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
Czyli wierzysz w to co sobie wymyśliłeś ... ku pokrzepieniu serc
Stworzyłeś sobie obraz boga i teraz bezpiecznie w ten obraz wierzysz
Obraz ten odpowiada twoim potrzebom i pragnieniom , leczy twe lęki i rozterki
Ale przecież zdajesz sobie sprawę , że to tylko twoje wyobrażenie , prawda ?
Chyba nie wierzysz w to , że ten obraz jest tak realny jak twoje życie tu i teraz ?
Wymyśliłeś to sobie jak autor wymyśla powieść - powieść i autor są realni lecz przygody bohatera i sam bohater są wymyśleni
Dobrze cię zrozumiałem ?
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Tomasz Szczepański (33 punktów)
Nie, to, co napisałem, opieram na Biblii.
05-09-2014 21:56 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Nie, to, co napisałem, opieram na Biblii.

hej,
Jasne ... którą sobie dowolnie i uznaniowo interpretujesz .
Ty jesteś wyrocznią - jedyną wyrocznią - To ty wybierasz sobie to co ci odpowiada i to co ci nie pasuje
Przecież nie traktujesz wszystkiego literalnie , prawda ?
Bóg jest rzeczywiście wszystkim - ale wyłącznie dlatego , że miliard wyznawców ma różne na niego pomysły
A każdy pomysł bierze się z osobistych potrzeb i pragnień
makuś

szczególne pozdrowienia dla wegetarian
04-09-2014 20:57 
 Ocena 3 na 3
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Witam, a mi wiara daje cel.

hej,
Dziękuje za wypowiedź
Mnie ateizm daje bardzo mocne poczucie rzeczywistości .
Od chwili w której przestałem wierzyć ( ta chwila trwała kilkanaście lat ) wszystko nabrało rzeczywistych barw i smaków ... każda chwila stała się niepowtarzalna a poprzez swoją niepowtarzalność NIEWIARYGODNIE WARTOśCIOWA . Skupienie uwagi na tym co rzeczywiście mnie wypełnia i otacza pozwoliło mi na odrzucenie niepotrzebnego balastu - mitów , omamów , wyobrażeń , fantazji .
Od chwili kiedy odrzuciłem świat wyobrażony poznałem świat rzeczywisty i zacząłem rozumieć co i dlaczego dzieje się ze mną , z innymi .
Duchy i zaświaty , zbawienia i ofiary przestały mnie prześladować i okradać z wszystkiego co mam - a tym czymś jest świadomość niepowtarzalnego , jednokrotnego istnienia w niewyobrażalnym wszechświecie .
Mogę podejmować decyzje wolne od żądań bóstwa , wolne od jego tyranii i egomanii - moje decyzje mogą być wreszcie autentycznie życzliwe , empatyczne i solidarne - i są nareszcie skupione na tym co jest a nie na mych marzeniach o całkiem zbytecznej , irracjonalnej , wymuszonej potrzebie bycia wiecznym ...
pozdrawiam
serdecznie
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
Tomasz Szczepański (33 punktów)
>(...) i są nareszcie skupione na tym co jest a nie na mych marzeniach o całkiem zbytecznej , irracjonalnej , wymuszonej potrzebie bycia wiecznym ...

Jeśli nie masz potrzeby "bycia wiecznym", to całkiem spoko postawa.
Pozdrawiam.
06-09-2014 09:49 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
hej,
O wieczności często mówią ludzie , którzy nie wiedzą co zrobić z niedzielnym popołudniem
pozdrawiam
makuś


szczególne pozdrowienia dla wegetarian
60659 (50 punktów)
Czym dla mnie jest ateizm?
Akceptacją tego, co do tej pory wiemy o ludziach, życiu, świecie.
Tym samym poznaniem samego siebie lepiej, bez obłudy.
Tym samym akceptacją zależności: myśl-działanie-skutek.
Tym samym podejmowaniem trafniejszych decyzji w życiu.
Tym samym przeżyciem tych ~100 lat z rosnącym wskaźnikiem pozytywnych uniesień w parze z malejącym poczuciem żalu i niespełnienia.

Innymi słowy:
Ateizm jest dla mnie oczywistą prawdą.
Jest tyle piękna na świecie, którego można doświadczyć bez obłudy.
Po co marnować czas na cokolwiek innego?

Miłego dnia.

P.S. Czytałem powyższą dyskusję do tego momentu: Jesli wiesz, że istnieje bóg, wiesz, że to nie jest nic strasznego to "zabicie". Wtedy już inaczej na to patrzysz.
Gdy ktoś bierze zabijanie w cudzysłów, oddalam się jak najszybciej.
Mam nadzieję, że nigdy na swojej drodze nie spotkam nikogo, kto mnie "zabije" myśląc, że będę mu za to wdzięczny.
Ciarki, potężne ciarki jeżeli ktoś w ten sposób odpowiada na pytanie "Co w twojej wierze jest piękne?".
Im dłużej z kimś takim rozmawiacie, tym bardziej go prowokujecie.
Ja się tego nie tykam.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365