Racjonalista - Strona głównaDo treści
paradoks powtórnego stworzenia :)

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
05-10-2015 13:45idefiks (158 punktów)paradoks powtórnego stworzenia :)
Ocena 1 na 1
Co właściwie powinna odpowiedzieć osoba wierząca postawiona przed poniższym problemem, aby jakoś wyjść z tego z twarzą?

Bóg unicestwia teraz nasz świat i tworzy go od nowa, ale pod każdym względem identycznie, jak za pierwszym razem, czyli z Rajem, Ewą, Adamem...

Czy w tym od nowa, ale tak samo, stworzonym świecie, ponownie "wąż" skusi Ewę, a Ewa Adama...?

Chyba jeszcze lepiej do wyobraźni przemawia 100 równolegle i identycznie stworzonych wszechświatów.
Czy 100 "węży" skusi 100 Ew?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co właściwie powinna odpowiedzieć osoba wierząca?
Osoba wierzą powinna szukać odpowiedzi na stronach dla wierzących.
Na przykład tu!

@@@
.
idefiks (158 punktów)
Więc zakładasz, że jestem osobą wierzącą?
05-10-2015 15:03 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Co właściwie powinna odpowiedzieć osoba wierząca postawiona przed poniższym problemem,
aby jakoś wyjść z tego z twarzą?

>Więc zakładasz, że jestem osobą wierzącą?
Niczego, Szanowny Panie, tu nie zakładam - ot czasem czytam co różni ludzie wypisują i do tego ewentualnie się odnoszę.

@@@
.
05-10-2015 18:18 
 Ocena 1 na 1
oportunista (1711 punktów)
W ferworze zajadłej dyskusji o rzeczach egzystencjalnych, w powietrzu unosi się głos wołającego na pustyni - won wierząca kundo, idź precz ewentualnie na stronę.
Nie twierdzę wcale, że jestem wolny od pokus dokopania komuś wypisującemu bzdury, ale na Boga czep się całości, a nie wyrwanego z kontekstu zdania.
05-10-2015 20:17 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W ferworze zajadłej dyskusji o rzeczach egzystencjalnych, w powietrzu unosi się głos wołającego na pustyni - won wierząca kundo, idź precz ewentualnie na stronę.
Wielce Szanowny Panie, trudno mi tu zauważyć dyskusję o rzeczach egzystencjalnych, a tym bardziej zajadłą przynajmniej do czasu dopóki Pański głos się tu nie pojawił. Zdaje mi się tylko, iż jesteśmy forum racjonalistycznym, a od racjonalistów, między innymi wymaga się umiejętności czytania ze zrozumieniem oraz komunikatywnego pisania, tak aby nas zrozumieli inni. Tu odniosłem się tylko do adresowania pytania do wierzących, gdy my portalem dla wierzących, jak dotychczas nie jesteśmy. Pomimo wysiłku wielu wierzących forumowiczów, ale oczywiście znowu Pan nie zrozumiał o czym piszę.

>Nie twierdzę wcale, że jestem wolny od pokus dokopania komuś wypisującemu bzdury, ale na Boga czep się całości, a nie wyrwanego z kontekstu zdania.
Twierdzi Pan tu przeróżne rzeczy i Pan, jak wszyscy inni, za swoje stwierdzenia i swój język odpowiada. Ja nie czepiam się ani spraw wyrwanych z kontekstu, ani też ludzi oderwanych od rzeczywistości tylko odnoszę się do konkretnych spraw, które mi się podobają lub nie i na tym też polega poważna rozmowa aby rozumieć o czym tu mowa. Pan zrozumiał? Gdyż Pan Idefiks nie bardzo

PS. www.racjon(*)m.php/s,672935/z,0/d,2#w673339

@@@
.
06-10-2015 00:37 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Tu odniosłem się tylko do adresowania pytania do wierzących
Adresatem pytania "co powinna odpowiedzieć osoba wierząca?" jest każdy, nie musi być wierzący.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Tu odniosłem się tylko do adresowania pytania do wierzących
>Adresatem pytania "co powinna odpowiedzieć osoba wierząca?" jest każdy, nie musi być wierzący.
Adresowanie pytania "co powinien wiedzieć i jaki poziom intelektualny reprezentować racjonalista" do nieracjonalistów
jest moim zdaniem bez sensu, choć rzeczywiście każdy na każdy temat popieprzyć sobie może, a niektórzy to wprost
nader chętnie to czynią.

Miłego dnia.

@@@
.
06-10-2015 13:53 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Tu odniosłem się tylko do adresowania pytania do wierzących
>>Adresatem pytania "co powinna odpowiedzieć osoba wierząca?" jest każdy, nie musi być wierzący.
>Adresowanie pytania "co powinien wiedzieć i jaki poziom intelektualny reprezentować racjonalista" do nieracjonalistów jest moim zdaniem bez sensu
Tyle, że i taki przypadek nie zaszedł.

>każdy na każdy temat popieprzyć sobie może
Właśnie widzę.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
06-10-2015 17:49 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Adresowanie pytania "co powinien wiedzieć i jaki poziom intelektualny reprezentować racjonalista" do nieracjonalistów
jest moim zdaniem bez sensu, choć rzeczywiście każdy na każdy temat popieprzyć sobie może, a niektórzy to wprost
nader chętnie to czynią.

>Tyle, że i taki przypadek nie zaszedł.
każdy na każdy temat popieprzyć sobie może
>Właśnie widzę.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,646691#w646769
______________

Czytelnik 'ZbyszekzWarszawy' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: paradoks powtórnego stworzenia' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,679015#w679123

@@@
.
06-10-2015 15:33 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Adresowanie pytania "co powinien wiedzieć i jaki poziom intelektualny reprezentować racjonalista" do nieracjonalistów
Tu jest inna sytuacja.
No bo kto lepiej oceni wartość argumentu, jeśli nie przeciwnik w dyskusji?
06-10-2015 17:38 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Adresowanie pytania "co powinien wiedzieć i jaki poziom intelektualny reprezentować racjonalista" do nieracjonalistów
jest moim zdaniem bez sensu,

>Tu jest inna sytuacja.
Oczywiście, że dla każdego może być inna, np. tu można powiedzieć, że nie można zestawiać fideistów z racjonalistami,
jak i można jeszcze wiele innych rzeczy powiedzieć, gdyż rzeczywiście każdy na każdy temat popieprzyć sobie może,
a niektórzy to wprost nader chętnie to czynią.


>No bo kto lepiej oceni wartość argumentu, jeśli nie przeciwnik w dyskusji?
Jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika,
a zaślepieni przeciwnicy często tak niewiele zrozumieć potrafią, iż sami się ośmieszają, gdy do jakiejś tam argumentacji
się przyczepiają.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>>No bo kto lepiej oceni wartość argumentu, jeśli nie przeciwnik w dyskusji?
>Jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika,
Merytorycznie przygotowany do rozstrzygania sporów między wierzącymi a niewierzącymi?
To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
Według mnie dobry argument to taki, na który trudno znaleźć kontrargument.
07-10-2015 19:03 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No bo kto lepiej oceni wartość argumentu, jeśli nie przeciwnik w dyskusji?
Jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika,
a zaślepieni przeciwnicy często tak niewiele zrozumieć potrafią, iż sami się ośmieszają, gdy do jakiejś tam argumentacji
się przyczepiają.

>Merytorycznie przygotowany do rozstrzygania sporów między wierzącymi a niewierzącymi?
Zdaje mi się tylko, iż jesteśmy forum racjonalistycznym, a od racjonalistów, między innymi wymaga się umiejętności czytania ze zrozumieniem oraz komunikatywnego pisania, tak aby nas zrozumieli inni.
Nie, merytorycznie synonim.net/synonim/merytorycznie przygotowany do zrozumienia danej rozmowy (dyskusji),
a nie będący stroną sporu, a tym bardziej przeciwnikiem. Aby stać się przeciwnikiem, czy nawet osobistym wrogiem wystarczy niektórym rozmówcom ewidentnie parę razy głupotę zawartą w ich wypowiedziach wykazać i wówczas np. nam minusy klikają swój poziom potwierdzając.
Czytelnik 'olson' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: paradoks powtórnego stworzenia'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,679015#w679071

>To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
Nie znam takich i sam też się za takiego nie uważam.

>Według mnie dobry argument to taki, na który trudno znaleźć kontrargument.
{W dyskusji} niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden
z dyskutantów pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zabraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbierstwo i w końcu po grubiaństwo.
/Leszek Lachowiecki/


Nie ma racji Lachowiecki, to ów dyskutant na "wyższym poziomie" ponosi odpowiedzialność za pomyślność nierównej dyskusji, bo tylko on jest w stanie dostosować się do poziomu interlokutora. A jeśli nie ma na takie rozwiązanie ochoty,
to niechby domniemywanych przez Lachowskiego swoich wyższych kompetencji użył by bezkonfliktowo wycofać się
z niechcianej dyskusji.
Bo alternatywą jest metadyskusja z powoływaniem się na Lachowieckiego.
/chętnie racjonalistka/

A kto miałby to ocenić - czytelnik merytorycznie przygotowany do zrozumienia treści rozmowy, czy też przeciwnik? Szczególnie taki, który szczerze i głęboko wierzy w słuszność własnych racji.

@@@
.
08-10-2015 18:39 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Pochlebia Pan sobie zakładając, że kliknięcie minusa wynika z jakiejś osobistej niechęci. Po prostu uważam, że czepił się Pan niepotrzebnie postu tytułowego i użył Pan w tym celu erystyki (zresztą dość często Pan to robi). Gdy pisze Pan mądrze, to użytkownik olson klika plusik i fakt, że czepiał się mnie Pan bezpodstawnie w innych wątkach nie ma na to żadnego wpływu.

No, ale rozumiem, że Pańskich wypowiedzi nie można minusować, bo zawsze ma Pan rację. Takie wysokie ego nie pozwala dostrzec argumentów drugiej strony dyskusji i automatycznie wrzuca Pan ludzi, którzy się z Panem nie zgadzają do szufladki głupszych od Pana.
Episode_2 (3284 punktów)
>No, ale rozumiem, że Pańskich wypowiedzi nie można minusować,
Oj tam zaraz nie można. Można, tylko trzeba liczyć się z tym, że forum będzie trochę bardziej zaśmiecone niemerytorycznymi treściami.

Po przeczytaniu tego wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,679221
jestem bardziej skłonny przymknąć na to oko.
10-10-2015 12:47 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
No tak. Zapomniałem, że według Pana ludzie nie rozumieją, co piszą i czytają. Oczywiście z wyjątkiem Pana.
Wobec tego trzeba zrobić założenie, (specjalnie dla Pana) że jednak rozumieją własną dyskusję.

>>To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
>Nie znam takich i sam też się za takiego nie uważam.
O to chodzi przecież. Ludzie zwykle oceniają argumenty poprzez pryzmat swoich poglądów.
Jeśli więc pod wpływem jakiegoś argumentu "zamuruje ich" albo nawet zmienią zdanie, to chyba jest to największy komplement dla tego argumentu.
Natomiast jeśli ktoś przekonany oceni wysoko argument potwierdzający jego poglądy, to trochę mniej wiarygodne to będzie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No bo kto lepiej oceni wartość argumentu, jeśli nie przeciwnik w dyskusji?
Jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika,
a zaślepieni przeciwnicy często tak niewiele zrozumieć potrafią, iż sami się ośmieszają, gdy do jakiejś tam argumentacji
się przyczepiają.

>Merytorycznie przygotowany do rozstrzygania sporów między wierzącymi a niewierzącymi?
Nie, merytorycznie przygotowany do zrozumienia danej rozmowy (dyskusji), a nie będący stroną sporu, a tym bardziej przeciwnikiem. Aby stać się przeciwnikiem, czy nawet osobistym wrogiem wystarczy niektórym rozmówcom ewidentnie parę razy głupotę zawartą w ich wypowiedziach wykazać i wówczas np. nam minusy klikają swój poziom potwierdzając.
>To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
Nie znam takich i sam też się za takiego nie uważam.
>Według mnie dobry argument to taki, na który trudno znaleźć kontrargument.
A kto miałby to ocenić - czytelnik merytorycznie przygotowany do zrozumienia treści rozmowy, czy też przeciwnik? Szczególnie taki, który szczerze i głęboko wierzy w słuszność własnych racji.

________________

>No tak. Zapomniałem, że według Pana ludzie nie rozumieją, co piszą i czytają. Oczywiście z wyjątkiem Pana.
No tak, Pan lepiej wie jak jest według mnie niż ja sam to wiem i według Pana jest to taki argument, na który trudno znaleźć kontrargument.

>Wobec tego trzeba zrobić założenie, (specjalnie dla Pana) że jednak rozumieją własną dyskusję.
Założenia można robić przeróżne, ale praktyka jest taka, która ewidentnie z lektur wynika, iż jedni rozumieją ją dobrze,
inni średnio, a inni ledwo ledwo, klepiąc za innymi puste slogany.

>To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
Nie znam takich i sam też się za takiego nie uważam.
>O to chodzi przecież. Ludzie zwykle oceniają argumenty poprzez pryzmat swoich poglądów.
A więc we wszelkich ocenach argumentacji są subiektywni, a nie obiektywni. Ponadto znowu jak wynika z lektur,
w tym z naszych rozmów, często są zupełnie zamknięci nawet na najmocniejszą argumentację oponenta.

>Jeśli więc pod wpływem jakiegoś argumentu "zamuruje ich" albo nawet zmienią zdanie, to chyba jest to największy komplement dla tego argumentu.
A gdzież tak Szanownego Pana zamurowało i gdzież Pan zmienił zdanie? A przecież do osobowości "zamkniętych" i mało rozumiejących trudno Pana zaliczyć.

>Natomiast jeśli ktoś przekonany oceni wysoko argument potwierdzający jego poglądy, to trochę mniej wiarygodne to będzie.
Pan ma specjalne możliwości rozumienia, których - jak Pan próbuje tu wielokrotnie udowodnić - mnie brakuje.
Choć ja oceniam to subiektywnie, iż brak możliwości znalezienia dostatecznej kontrargumentacji dla moich wywodów budzi w Panu zupełnie nieuzasadnioną agresję, która jest widoczną dla każdego w miarę obiektywnego czytelnika.
{W dyskusji} niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden
z dyskutantów pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zabraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbierstwo i w końcu po grubiaństwo.
/Leszek Lachowiecki/

Tu też z powodu braku merytorycznych argumentów przekształca Pan rozmowę w zwyczajną pyskówkę, ale ja ocenę pozostawiam nie przeciwnikowi w dyskusji, tylko w miarę obiektywnym czytelnikom.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>Pan ma specjalne możliwości rozumienia, których - jak Pan próbuje tu wielokrotnie udowodnić - mnie brakuje.
To odpuszczam temat.

>Choć ja oceniam to subiektywnie, iż brak możliwości znalezienia dostatecznej kontrargumentacji dla moich wywodów budzi w Panu zupełnie nieuzasadnioną agresję,
Oczywiście. Już pogryzłem klawiaturę. Została myszka, więc niech Pan jeszcze coś napisze.
10-10-2015 18:30 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan ma specjalne możliwości rozumienia, których - jak Pan próbuje tu wielokrotnie udowodnić - mnie brakuje.
>To odpuszczam temat.
Choć ja oceniam to subiektywnie, iż brak możliwości znalezienia dostatecznej kontrargumentacji dla moich wywodów budzi w Panu zupełnie nieuzasadnioną agresję, która jest widoczną dla każdego w miarę obiektywnego czytelnika.
>Oczywiście. Już pogryzłem klawiaturę. Została myszka,
Tak, w takich dysputach jest Pan wprost znakomity. Ma Pan też duuuże poczucie humoru.
> więc niech Pan jeszcze coś napisze.
A po co? Dla inteligentnego czytelnika dalszy komentarz jest całkowicie zbytecznym.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>Tak, w takich dysputach jest Pan wprost znakomity. Ma Pan też duuuże poczucie humoru.
Dziękuję. Pan, oczywiście, też ma swoje talenty.

>> więc niech Pan jeszcze coś napisze.
>A po co?
Też się zdziwiłem, że Pan odpisał.

A, byłbym przeoczył:
>>>No tak, Pan lepiej wie jak jest według mnie niż ja sam to wiem i według Pana jest to taki argument, na który trudno znaleźć kontrargument.
No widzi Pan. Pan też lepiej wie jak jest według mnie, niż ja sam to wiem.
Nie było to takie trudne.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Pan ma specjalne możliwości rozumienia, których - jak Pan próbuje tu wielokrotnie udowodnić - mnie brakuje.
>To odpuszczam temat.
Choć ja oceniam to subiektywnie, iż brak możliwości znalezienia dostatecznej kontrargumentacji dla moich wywodów budzi w Panu zupełnie nieuzasadnioną agresję, która jest widoczną dla każdego w miarę obiektywnego czytelnika.
>Oczywiście. Już pogryzłem klawiaturę. Została myszka,
Tak, w takich dysputach jest Pan wprost znakomity. Ma Pan też duuuże poczucie humoru.
>więc niech Pan jeszcze coś napisze.
A po co? Dla inteligentnego czytelnika dalszy komentarz jest całkowicie zbytecznym.
_____________________

Tak, w takich dysputach jest Pan wprost znakomity. Ma Pan też duuuże poczucie humoru.
>Dziękuję. Pan, oczywiście, też ma swoje talenty.

> więc niech Pan jeszcze coś napisze.
A po co? Dla inteligentnego czytelnika dalszy komentarz jest całkowicie zbytecznym.
>Też się zdziwiłem, że Pan odpisał.
Przez grzeczność. Tak tylko do Pana, ta moja wypowiedź była skierowana.
___________

>A, byłbym przeoczył:
No tak. Zapomniałem, że według Pana ludzie nie rozumieją, co piszą i czytają. Oczywiście z wyjątkiem Pana. Wobec tego trzeba zrobić założenie, (specjalnie dla Pana) że jednak rozumieją własną dyskusję. Ludzie zwykle oceniają argumenty poprzez pryzmat swoich poglądów. Jeśli więc pod wpływem jakiegoś argumentu "zamuruje ich" albo nawet zmienią zdanie, to chyba jest to największy komplement dla tego argumentu. Natomiast jeśli ktoś przekonany oceni wysoko argument potwierdzający jego poglądy, to trochę mniej wiarygodne to będzie.
No tak, Pan lepiej wie jak jest według mnie niż ja sam to wiem i według Pana jest to taki argument, na który trudno znaleźć kontrargument.
>No widzi Pan. Pan też lepiej wie jak jest według mnie, niż ja sam to wiem.
Nie wiem tego wcale. To wynika tylko z tego co Pan pisze oraz mojej umiejętności czytania ze zrozumieniem. Odnoszę się do tego co ktoś pisze, a nie do tego co ktoś istotnie myśli. Inteligentny i w miarę obiektywny, a mało zaangażowany w spór czytelnik łatwo to dostrzega. Nie potrzeba tu robić żadnych specjalnych dla kogokolwiek założeń.
________________

[color=green]Wobec tego trzeba zrobić założenie, (specjalnie dla Pana) że jednak rozumieją własną dyskusję.
Założenia można robić przeróżne, ale praktyka jest taka, która ewidentnie z lektur wynika, iż jedni rozumieją ją dobrze,
inni średnio, a inni ledwo ledwo, klepiąc za innymi puste slogany.

>To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
Nie znam takich i sam też się za takiego nie uważam.
>O to chodzi przecież. Ludzie zwykle oceniają argumenty poprzez pryzmat swoich poglądów.
A więc we wszelkich ocenach argumentacji są subiektywni, a nie obiektywni. Ponadto znowu jak wynika z lektur,
w tym z naszych rozmów, często są zupełnie zamknięci nawet na najmocniejszą argumentację oponenta.

>Jeśli więc pod wpływem jakiegoś argumentu "zamuruje ich" albo nawet zmienią zdanie, to chyba jest to największy komplement dla tego argumentu.
A gdzież tak Szanownego Pana zamurowało i gdzież Pan zmienił zdanie? A przecież do osobowości "zamkniętych" i mało rozumiejących trudno Pana zaliczyć.


>Nie było to takie trudne.
Łot i cała logika w dyskusji przeciwnika.

Przyznaję, iż należy Pan do tych dyskutantów, których "argumenty" często mnie "zamurowują" , choć jakoś nigdy nie wpływają na zmianę zdania.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>Łot i cała logika w dyskusji przeciwnika.
Myślałem, a przynajmniej miałem nadzieję, że jest jasne dla większości, że moja opinia nie dotyczy każdej sytuacji. Tylko takiej, kiedy ludzie uczciwie dyskutują merytorycznie. Po Pańskiej uwadze dodałem jeszcze jeden warunek - że rozumieją temat.

>Przyznaję, iż należy Pan do tych dyskutantów, których "argumenty" często mnie "zamurowują"
A myślałem, że Pan zamieszcza tyle tekstu, żeby ukryć swoje zamurowanie.
Jak to się można pomylić.

>choć jakoś nigdy nie wpływają na zmianę zdania.
A czy czyjeś argumenty tu na forum wpłynęły na zmianę Pańskiego zdania?
11-10-2015 15:41 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Łot i cała logika w dyskusji przeciwnika.
>Myślałem, a przynajmniej miałem nadzieję, że jest jasne dla większości, że moja opinia nie dotyczy każdej sytuacji.
Nie wiem co Pan myślał, ja mogłem tylko przeczytać co Pan napisał i do tego tylko jestem w stanie się odnieść.

>Tylko takiej, kiedy ludzie uczciwie dyskutują merytorycznie.
Bardzo proszę o zalinkowanie własnych przykładów uczciwej dyskusji merytorycznej. (Najlepiej takiej ze mną.) Osobiście uważam, że wszyscy jesteśmy subiektywni i o obiektywizm możemy się tylko starać, a to wyklucza uczciwość. Dlatego najuczciwsi dyskutanci już na początku informują, iż są stroną posiadającą określone poglądy i oddają swoje wywody pod ocenę (często też stronniczą) czytelników.

> Po Pańskiej uwadze dodałem jeszcze jeden warunek - że rozumieją temat.
Tak, dla merytoryczności to najistotniejszy warunek, ale on wcale nie gwarantuje obiektywności.

Przyznaję, iż należy Pan do tych dyskutantów, których "argumenty" często mnie "zamurowują"
>A myślałem, że Pan zamieszcza tyle tekstu, żeby ukryć swoje zamurowanie.
Ja swoje teksty zawsze kieruję tylko do tych, którzy je zrozumieć potrafią. Nawet wtedy, gdy je konkretnie adresuję do jakiegoś tam oponenta.
>Jak to się można pomylić.
"Zamurowuje" mnie argumentacja np. panów ZbyszekzWarszawy oraz Ducha Prawdy. Zupełnie nie umiem znaleźć tak "wartościowych" argumentów , które oni by docenili, a nawet wzięli pod poważną refleksję. Jest tu wielu takich dyskutantów, mających na swój temat bardzo dobrą opinię.

choć jakoś nigdy nie wpływają na zmianę zdania.
>A czy czyjeś argumenty tu na forum wpłynęły na zmianę Pańskiego zdania?
Wielokrotnie, a co najmniej kilkukrotnie o tym napisałem przyznając się i przepraszając za poprzednie zdanie (wypowiedź), które było wynikiem błędu lub niewiedzy. Ja nie uważam się za kogoś wszystko wiedzącego i błędów nie popełniającego,
a ile wiem i jak często popełniam błędy pozostawiam ocenie czytelników.
W "realu" wiele osób - tak bezpośrednio, jak
i przez publikacje - wpłynęło i nadal wpływa na zmiany moich poglądów, choć po wejściu w dorosłość są to już zmiany ewolucyjne, a nie rewolucyjne.

@@@
.
11-10-2015 16:33 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>> Po Pańskiej uwadze dodałem jeszcze jeden warunek - że rozumieją temat.
>Tak, dla merytoryczności to najistotniejszy warunek, ale on wcale nie gwarantuje obiektywności.
No to już jakieś jaja są.
Przecież od początku piszę, że nie ma osób obiektywnych (przynajmniej, jeśli chodzi o światopogląd) i wobec tego ocena argumentów zwykle jest skażona tym światopoglądem.

Dlatego mniej wiarygodna jest pozytywna ocena argumentu zgodnego z poglądami, a bardziej wiarygodna jest ocena, jeśli ktoś uzna argument przeciwnika w dyskusji.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Po Pańskiej uwadze dodałem jeszcze jeden warunek - że rozumieją temat.
Tak, dla merytoryczności to najistotniejszy warunek, ale on wcale nie gwarantuje obiektywności.
>No to już jakieś jaja są.
Wprost kwadratowe.

>Przecież od początku piszę,
W tym wątku? Czy od początku, gdy Pan zaczął się tu udzielać? Jakoś się tu doczytać tego nie mogę:
>No bo kto lepiej oceni wartość argumentu, jeśli nie przeciwnik w dyskusji?
Jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika,
Jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika, a zaślepieni przeciwnicy często tak niewiele zrozumieć potrafią, iż sami się ośmieszają, gdy do jakiejś tam argumentacji się przyczepiają.

>Merytorycznie przygotowany do rozstrzygania sporów między wierzącymi a niewierzącymi?
>To musiałby być ktoś neutralny i obiektywny.
>Według mnie dobry argument to taki, na który trudno znaleźć kontrargument.

___________________

> że nie ma osób obiektywnych (przynajmniej, jeśli chodzi o światopogląd) i wobec tego ocena argumentów zwykle jest skażona tym światopoglądem.
Jeżeli Pan zgadza się ze mną, iż nie ma osób obiektywnych, to śmieszną upierdliwością jest niezgoda, iż "każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika", choć - Boże drogi - oczywiście wolno Panu nawet zaplątać się we własne nogi.

>Dlatego mniej wiarygodna jest pozytywna ocena argumentu zgodnego z poglądami, a bardziej wiarygodna jest ocena, jeśli ktoś uzna argument przeciwnika w dyskusji.
Nic mi do Pańskiej wydumanej logiki. Dla mnie najmocniejszymi argumentami są zawsze argumenty oparte na dorobku nauki i zupełnie nieważnym jest kto je przedstawi, gdy odwoła się do konkretów. Natomiast niewielkie ma znaczenie, czy oponent uzna moją argumentację - co tu zdarza się niebywale rzadko i dotyczy tylko forumowiczów inteligentnych o sporej wiedzy merytorycznej, nie obawiających utraty swojego "pyskowatego" autorytetu. Dlatego abym łatwiej zrozumiał proszę ponownie o przykład: A gdzież tak Szanownego Pana zamurowało i gdzież Pan zmienił zdanie? A przecież do osobowości "zamkniętych" i mało rozumiejących trudno Pana zaliczyć. Gdzie Pan "uznał argument przeciwnika w dyskusji", który był niezgodny z Pańskimi poglądami.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
Po co te nerwy? Pan tak zawsze, jak ktoś się z Panem nie zgadza? Proszę zachować epitety dla osób bardziej wyrozumiałych.

>Dlatego abym łatwiej zrozumiał proszę ponownie o przykład ...
Najpierw musiałbym uwierzyć, że chce Pan zrozumieć.
Poza tym temat nie dotyczy mojej osoby.
Nie mam też zamiaru przeszukiwać swoich rozmów. Żeby coś Panu wykazać? Napisałem swoje zdanie. Chyba jaśniej nie potrafię.
11-10-2015 18:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Po co te nerwy?
Jakie nerwy? Jest zupełnie odwrotnie - swoją zaciętością wraz nieporadnością wprowadza mnie Pan w dobry humor.
Ten mało merytoryczny pseudo-spór raczej mnie bawi.

> Pan tak zawsze, jak ktoś się z Panem nie zgadza?
Bardzo lubię, gdy ktoś się ze mną nie zgadza, ale po warunkiem, iż ma jakąś merytoryczną wiedzę w przedmiocie sporu
i potrafi wyartykułować jakieś tam merytoryczne argumenty.

>Proszę zachować epitety dla osób bardziej wyrozumiałych.
Mam wielkie poważanie dla Pańskiej wyrozumiałości, ale epitetów nie stosuję, tym bardziej gdy są zupełnie niepotrzebne, gdyż oponent sam się kompromituje.

Dlatego abym łatwiej zrozumiał proszę ponownie o przykład: A gdzież tak Szanownego Pana zamurowało i gdzież Pan zmienił zdanie? A przecież do osobowości "zamkniętych" i mało rozumiejących trudno Pana zaliczyć. Gdzie Pan "uznał argument przeciwnika w dyskusji", który był niezgodny z Pańskimi poglądami.
>Najpierw musiałbym uwierzyć, że chce Pan zrozumieć.
Nie musi Pan wierzyć w moje kpiny. Jestem prawie pewnym, że taki przykład nie istnieje. To było pytanie retoryczne.
Jak widać trafione.

>Poza tym temat nie dotyczy mojej osoby.
Oczywiście, dotyczył innych możliwych myślowo bytów, tyle iż takie byty nijak się mają do faktów, które się ludziom zdarzają.

>Nie mam też zamiaru przeszukiwać swoich rozmów. Żeby coś Panu wykazać?
Niczego po Panu nie oczekuje, gdyż w moim odczuciu bzdury Pan tu wypisuje, ale jestem subiektywny w swoich ocenach
i zapewne niesprawiedliwy. Jestem tu Pańskim przeciwnikiem w sporze, a jak z doświadczeń wynika każdy merytorycznie przygotowany do zrozumienia argumentu lepiej go oceni od przeciwnika, a zaślepieni przeciwnicy często tak niewiele zrozumieć potrafią, iż sami się ośmieszają, gdy do jakiejś tam argumentacji się przyczepiają. Zostawmy więc oceny naszym czytelnikom.

>Napisałem swoje zdanie.
Tak, sporo Pan napisał.

>Chyba jaśniej nie potrafię.
Szkoda, mnie Pan nie przekonał, ale innych może.

@@@
.
11-10-2015 19:34 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Jakie nerwy? Jest zupełnie odwrotnie - swoją zaciętością wraz nieporadnością wprowadza mnie Pan w dobry humor.
A świstak siedzi i zawija
Nawet jeśli Pan sobie robi z kogoś kpiny, (a raczej próbuje, bo nie dałem się wciągnąć w dyskusję na temat mojej skromnej osoby) nie musi to świadczyć o dobrym humorze.
Za to świadczy o agresji. A skąd się ona u Pana bierze, niech sobie Pan sam odpowie.

>epitetów nie stosuję
Hmm...
według Pana
wydumana (logika), pyskowaty (autorytet), śmieszna (upierdliwość)
to nie są epitety?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Po co te nerwy?
Jakie nerwy? Jest zupełnie odwrotnie - swoją zaciętością wraz nieporadnością wprowadza mnie Pan w dobry humor.
Ten mało merytoryczny pseudo-spór raczej mnie bawi.


> Pan tak zawsze, jak ktoś się z Panem nie zgadza?
Bardzo lubię, gdy ktoś się ze mną nie zgadza, ale po warunkiem, iż ma jakąś merytoryczną wiedzę w przedmiocie sporu
i potrafi wyartykułować jakieś tam merytoryczne argumenty.


>A świstak siedzi i zawija
>Nawet jeśli Pan sobie robi z kogoś kpiny, nie musi to świadczyć o dobrym humorze.
Gdy ktoś w wypowiedzi, gdzieś zakpi, to wcale nie świadczy o kpinie z kogoś.

>(a raczej próbuje, bo nie dałem się wciągnąć w dyskusję na temat mojej skromnej osoby)
Współczuje Panu z Pańskimi możliwościami zrozumienia tekstu, tylko po co wciąga Pan w dyskusję innych.

Przeczytał to Pan?
Gdzie Pan "uznał argument przeciwnika w dyskusji", który był niezgodny z Pańskimi poglądami.
>Najpierw musiałbym uwierzyć, że chce Pan zrozumieć.
Nie musi Pan wierzyć w moje kpiny. Jestem prawie pewnym, że taki przykład nie istnieje. To było pytanie retoryczne.
Jak widać trafione.


>Poza tym temat nie dotyczy mojej osoby.
Oczywiście, dotyczył innych możliwych myślowo bytów, tyle iż takie byty nijak się mają do faktów, które się ludziom zdarzają.
I zrozumiał Pan, iż to agresywna kpina z Pana. No cóż gratuluję zrozumienia.

>Za to świadczy o agresji.
Spokojnie może Pan wydumać sobie całą listę o czym to świadczy i tak czytelnicy to ocenią w miarę sprawiedliwie.

> A skąd się ona u Pana bierze, niech sobie Pan sam odpowie.
Każdy sądzi według siebie. Mnie się wydaje, iż po prostu, gdy dawno, dawno temu Panu brak dostatecznego uargumentowania wykazałem, to do tej pory Pan sobie tego darować nie może i od czasu do czasu do czegoś tam się Pan przeczepia, starając się teraz argumentacją wykazać, ale oczywiście nie wiem jak to z Panem jest i tak mi się to tylko wydaje. Pan może twierdzić, że nie mam racji.

>Proszę zachować epitety dla osób bardziej wyrozumiałych.
Mam wielkie poważanie dla Pańskiej wyrozumiałości, ale epitetów nie stosuję, tym bardziej gdy są zupełnie niepotrzebne, gdyż oponent sam się kompromituje.
>Hmm...
>według Pana
>wydumana (logika), pyskowaty (autorytet), śmieszna (upierdliwość)
Nie wyrywam też zdań z kontekstu, nie mówiąc już o pojedynczych słowach.
>to nie są epitety?
Słowa w te, w całym kontekście, są tylko adekwatne do przedmiotu i poziomu rozmowy,
ale Pan od już początku ma duże kłopoty w zrozumieniu moich wypowiedzi, gdy przez grzeczność brałem winę na siebie, to do Pana zupełnie też nie docierało i wydawało się Panu, iż intelektualnie i kulturalnie dominuje. Niech Pan już przy tym mniemaniu zostanie i poszuka sobie interlokutorów, z którymi łatwiej Panu o zrozumienie. To już nudne dla mnie, a co dopiero dla czytelników.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>To już nudne dla mnie, a co dopiero dla czytelników.
To już Pańskie wypowiedzi przestały być zabawne?
Nie sądzę.
Np. to:
>>według Pana
>>wydumana (logika), pyskowaty (autorytet), śmieszna (upierdliwość)
>Nie wyrywam też zdań z kontekstu, nie mówiąc już o pojedynczych słowach.
>>to nie są epitety?
>Słowa w te, w całym kontekście, są tylko adekwatne do przedmiotu i poziomu rozmowy,

Wyliczanie epitetów nie jest wyrywaniem ich z kontekstu.

A już wiem! Trzeba zacytować całą wypowiedź i podkreślić same epitety, dopisując na końcu "podkreślenie moje".

Ale komu by się chciało czytać taką ścianę tekstu? Jestem realistą i szanuje czas czytelników.
Spring (1174 punktów)
>Adresatem pytania "co powinna odpowiedzieć osoba wierząca?" jest każdy, nie musi być wierzący.
Być może chodziło o racjonalistów, wierzących, że nimi są?
07-10-2015 19:51 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Adresatem pytania "co powinna odpowiedzieć osoba wierząca?" jest każdy, nie musi być wierzący.
>Być może chodziło o racjonalistów, wierzących, że nimi są?
A to może być.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
idefiks (158 punktów)

>Nie twierdzę wcale, że jestem wolny od pokus dokopania komuś wypisującemu bzdury, ale na Boga czep się całości, a nie wyrwanego z kontekstu zdania.

To było do mnie? To forum ma słabo czytelny interfejs. Trudno się połapać, kto komu na co odpowiada...
05-10-2015 21:02 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)

>To było do mnie?

Hahaha... ju tokink tu mi ???? f**k...

Jeżeli zakładamy, że panuje pełny determinizm, bez marginesu swobody, to tak, od nowa stworzony układ, chociażby niewiarygodnie skomplikowany, zawsze potoczy się tak samo jego 'rozwój'. Jeżeli zakładamy jakąś minimalną dozę dowolności, niepewność, zachowania (nieoznaczoność) układu , to mało prawdo podobne, lub wręcz niemożliwe, aby wszystko potoczyło się identycznie.

Pozdrawiam.
idefiks (158 punktów)
>Jeżeli zakładamy, że panuje pełny determinizm, bez marginesu swobody, to tak, od nowa stworzony układ, chociażby niewiarygodnie skomplikowany, zawsze potoczy się tak samo jego 'rozwój'. Jeżeli zakładamy jakąś minimalną dozę dowolności, niepewność, zachowania (nieoznaczoność) układu , to mało prawdo podobne, lub wręcz niemożliwe, aby wszystko potoczyło się identycznie.

Minimalna doza dowolności oznaczałaby, że Stwórca nie wie, co mu wyjdzie... Czy tak?

Nie zapominaj, że pytanie dotyczyło tego, jak osoba wierząca powinna wybrnąć z twarzą...
06-10-2015 00:24 
 Ocena 3 na 3
wsx666 (1067 punktów)

>Minimalna doza dowolności oznaczałaby, że Stwórca nie wie, co mu wyjdzie... Czy tak?
>Nie zapominaj, że pytanie dotyczyło tego, jak osoba wierząca powinna wybrnąć z twarzą...

No ale, to w zasadzie chyba najbardziej powszechny, i najbardziej oklepany paradoks związany z pojęciem 'wszechboga'. Przecież oczywiste jest to, że jeżeli dosłownie traktujemy pojęcie Boga jako bytu wszechwiedzącego i wszechmogącego, to już z samej definicji wszechwiedzy, wynika brak twojej własnej woli. Jak możesz dokonać jakiegokolwiek wyboru, skoro nad tobą bryluje byt, który z góry wie co zrobisz. Mówiąc jeszcze inaczej, wszechwiedza Boga w pełni determinowała by wszystko co się dzieje. Wtedy mielibyśmy przykład świata w pełni deterministycznego, z zadeklarowaną całkowicie 'przyszłością', poprzez właśnie wszechwiedze stwórcy.

Osoba wierząca nigdy nie wyjdzie 'z twarzą' z żadnej sensownie argumentowanej debaty na temat szeregu paradoksów która niesie ze sobą istota wyimaginowanego Boga.
09-10-2015 00:20 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A ja bym się akurat z tym nie zgodził. Wszechwiedza stwórcy nie musiałaby wpływać na wybory ludzi. Wystarczy, że świat nie jest w pełni zdeterminowany, bo z każdej przyczyny może wynikać wiele skutków. Należy wziąć pod uwagę inne dogmaty tej religii: nieśmiertelna dusza stworzona przez Boga, wolna wola jako atrybut tej duszy. Wolna wola byłaby realnym wyborem między niezdeterminowanymi ciągami przyczynowymi. Wybierając pewne rzeczy dusza zmienia bieg historii. Dusza, Bóg, wolna wola to pojęcia operujące na poziomie niewidzialnym i niepojętym dla człowieka. W zależności od wyborów potoczą się różne warianty, więc wszechwiedzący Bóg zna wszystkie możliwe warianty. Może on znać także to jak potoczą się realne wydarzenia, ale swoim wpływem nie obejmuje poziomu duszy i wolnej woli innych ludzi. Wolą boską jest żeby człowiek miał wolny wybór, więc wola boska = wola ludzka to się zgadza. Pytanie jak czynnik wolnej woli miałby być odróżniany dla człowieka od czynnika programów genetycznych, budowy mózgu, programów społecznych (memów), tego co jest elementem wychowania? Gdzie zostaje wtedy miejsce na duszę? Trzeba pomimo tego co wiemy wprowadzić dodatkowo wiarę w istnienie czegoś co wcale nie wynika z naszych obserwacji, niczego nie tłumaczy, nie rozwiązuje żadnego realnego problemu. Otóż jest to wewnętrznie logiczne, ale... całkowicie oderwane od rzeczywistości. Jest to spójna filozoficznie koncepcja, ale także koncepcja całkowicie absurdalna i wypaczająca psychikę, a także moralność.

Z drugiej strony daje wierzącemu pewne korzyści lub psychiczną niemoc do wyjścia poza obręb tej idei. Bo jeżeli rozważa się świat posługując się dogmatami (których z automatu się nie podważa) to jest to taka idea, która nie daje możliwości logicznego wyjścia z niej. Jest to "duchowy" szach, ale jeszcze bez mata. Jest to punkt widzenia nie pozwalający rozpatrywać moralności (tworzy rozszczepienie na dobro i zło, czyli myślenie zero jedynkowe, czarno białe) we właściwy sposób. Religia tworzy 2 sumienia - jedno jest naturalne i jest blokowane, a drugie jest narzucone przez religię i to ono jest włączane w obręb ego. Podobny mechanizm co religia mogą zainstalować w głowie także rodzice, rówieśnicy w najmłodszych latach życia. Trwa wtedy wieczna walka o to co mi wolno, a czego nie wolno - walka emocji z myśleniem o normach (nie ma tam miejsca dla prawdziwego człowieka, czyli człowiek staje się niewolnikiem wartości, w które wierzy). Dopiero spontaniczne wyjście ponad te normy, poza te schematy, powoduje zobaczenie ich jako bajek niszczących życie. Wielu prostym ludziom, albo osobom w beznadziejnej sytuacji daje to jednak oparcie i narkotyczną-urojeniową wiarę w miłość Boga ze swojej wizji. Jest to jednak tak naprawdę rozpaczliwa profanacja miłości, choć nieraz takie osoby potrafią też kochać innych ludzi.

Dopiero kiedy człowiek nie myśli o normach jako o zniewoleniu narzuconym z góry, wtedy może pomyśleć o tym jak je wykorzystać po swojemu i jakie powinny być te normy. Wiara w Boga powstała jako wytrych, który miał uspokoić ludzi w beznadziejnych sytuacjach, ale to ma też swoją drugą stronę kiedy trzeba wytłumaczyć pochodzenie zła - prowadzi to do rozszczepienia.

Aha, ważne jest jeszcze to, że w przypadku religii mamy też do czynienia z wprowadzeniem wiary w to co niepojęte i to zawsze ma tłumaczyć luki tego "wytrycha". Dawniej religia bardziej pokrywała obszar ludzkiej niewiedzy, więc czynnik duszy i wolnej woli wydawał się ludziom istotny. Dzisiaj wręcz musimy się go na siłę doszukiwać, bo poznajemy coraz więcej mechanizmów przyczynowo skutkowych.
07-10-2015 08:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> To forum ma słabo czytelny interfejs. Trudno się połapać, kto
> komu na co odpowiada...

Przyzwyczaisz się. Cierpliwości, nie od razu Kraków zbudowano. Na górze cudzej wypowiedzi po lewej stronie masz dwie strzałki, w razie wątpliwości warto z nich czasem korzystać.
Poza tym możesz sobie włączyć e-mailowe powiadomienia o odpowiedzi na swój post.
Pozdrowienia z Krakowa

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
07-10-2015 09:36 
 Ocena 2 na 2
idefiks (158 punktów)
>Przyzwyczaisz się. Cierpliwości, nie od razu Kraków zbudowano. Na górze cudzej wypowiedzi po lewej stronie masz dwie strzałki, w razie wątpliwości warto z nich czasem korzystać.

Dzięki. Strzałki faktycznie załatwiają sprawę. Ale na co to tak komplikować rzeczy z natury proste?
07-10-2015 11:22 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Przyzwyczaisz się. Cierpliwości, nie od razu Kraków zbudowano. Na górze cudzej wypowiedzi po lewej stronie masz dwie strzałki, w razie wątpliwości warto z nich czasem korzystać.
>Dzięki. Strzałki faktycznie załatwiają sprawę. Ale na co to tak komplikować rzeczy z natury proste?
W "Ustawieniach konta":
Automatyczne logowanie (uwaga: hasło jest pamiętane przez okres tygodnia)
Chcę otrzymywać informacje o promocjach i spotkaniach
Powiadomienia o odpowiedziach we własnych wątkach
Powiadomienia o odpowiedziach na własne wypowiedzi
Powiadomienia o edycji odpowiedzi na Twoje wypowiedzi
Powiadomienia o edycji Twoich wypowiedzi przez moderatora
Powiadomienia o głosach oddanych na Ciebie
Sortuj wątki wg aktywności
X Sortuj wypowiedzi chronologicznie

Można sobie zaznaczyć chronologiczne sortowanie i wówczas jest podana informacja do czyjej wypowiedzi dana wypowiedź się odnosi. Dla mnie ta forma jest najwygodniejszą.

@@@
.
Episode_2 (3284 punktów)
>Bóg unicestwia teraz nasz świat i tworzy go od nowa, ale pod każdym względem identycznie, jak za
>pierwszym razem,
Skąd ta teza?
Czy aby nie pytasz o jakieś SF?
idefiks (158 punktów)
>>Bóg unicestwia teraz nasz świat i tworzy go od nowa, ale pod każdym względem identycznie, jak za
>>pierwszym razem,
>Skąd ta teza?
>Czy aby nie pytasz o jakieś SF?
>
Jaka teza? Eksperyment myślowy.
07-10-2015 15:55 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Jaka teza? Eksperyment myślowy.
Nikt nie ma obowiązku tłumaczyć się z czegoś, w co nie wierzy.
I to jest odpowiedź na Twoje pytanie.
Chyba, że znajdziesz kogoś, kto wierzy w ten Twój "eksperyment myślowy". To powodzenia.

Jak widać, nie trzeba się fatygować na forum religijne.
07-10-2015 16:24 
 Ocena 1 na 1
idefiks (158 punktów)
>>Jaka teza? Eksperyment myślowy.
>Nikt nie ma obowiązku tłumaczyć się z czegoś, w co nie wierzy.

A z czegoś, w co wierzy? Bo przecież wierzy w "wolną wolę". Więc na czym ona polega, jeśli w identycznych (powtórzonych) okolicznościach dokonamy zawsze tego samego wyboru?

No chyba że nie dokonamy, ale to by oznaczało z kolei, że nasz "wybór" nie jest związany z okolicznościami, które mu towarzyszą.

Więc z której strony by się nie obrócić, to zawsze dupa za przeproszeniem.

Czy wierzący aby na pewno powinien nie mieć obowiązku, aby się z tej "wolnej woli" wytłumaczyć w obliczu postawienia go przed "paradoksem powtórnego stworzenia"?

Ja bym się czuł w obowiązku, gdybym był wierzący... No ale nie jestem.
07-10-2015 16:50 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>A z czegoś, w co wierzy? Bo przecież wierzy w "wolną wolę".
Ale nie w to, że Bóg stworzy ponownie taki sam świat.

>No chyba że nie dokonamy, ale to by oznaczało z kolei, że nasz "wybór" nie jest związany z okolicznościami, które mu towarzyszą.
Raczej, że nie jest zdeterminowany okolicznościami, a to by oznaczało wolną wolę.
Poza tym, jeśli teraz kierujemy się wolną wolą, to jeśli innym razem powtórzy się dokładnie ta sama sytuacja, to chyba będzie to znaczyło, że również pokierowaliśmy się
wolną wolą. No powiedzmy, jeśli 100 razy idziesz do kolegi i 100 razy wybierzesz kawę zamiast herbaty, czy to znaczy, że nie masz wolnej woli? Według mnie to nic nie znaczy.
07-10-2015 16:56 
 Ocena 1 na 1
idefiks (158 punktów)
>>A z czegoś, w co wierzy? Bo przecież wierzy w "wolną wolę".
>Ale nie w to, że Bóg stworzy ponownie taki sam świat.

A dlaczego nie? Wszechmogący to wszechmogący. Co stoi na przeszkodzie, żeby Wszechmogący jeszcze raz od nowa, identycznie jak poprzednio, wyprodukował nasz wszechświat?

>Raczej, że nie jest zdeterminowany okolicznościami, a to by oznaczało wolną wolę.
>Poza tym, jeśli teraz kierujemy się wolną wolą, to jeśli innym razem powtórzy się dokładnie ta sama sytuacja, to chyba będzie to znaczyło, że również pokierowaliśmy się
>wolną wolą. No powiedzmy, jeśli 100 razy idziesz do kolegi i 100 razy wybierzesz kawę zamiast herbaty, czy to znaczy, że nie masz wolnej woli? Według mnie to nic nie znaczy.

A wg mnie to znaczy, że w danych okolicznościach z jakichś przyczyn musisz wybrać kawę zamiast herbaty, więc nie dokonujesz żadnego wyboru. Lub dokonujesz go pozornie, jak odkurzacz automatyczny, który "wybiera", czy przed fotelem skręcić w prawo czy w lewo.

Wybierasz kawę zamiast herbaty bo masz na nią ochotę. No i pozamiatane. Jest przyczyna, jest skutek, nie ma wolności wyboru.
Episode_2 (3284 punktów)
>A dlaczego nie? Wszechmogący to wszechmogący.
Wszechmogący znaczy, że może, a nie że musi.

>A wg mnie to znaczy, że w danych okolicznościach z jakichś przyczyn musisz wybrać kawę zamiast herbaty, więc nie dokonujesz żadnego wyboru. Lub dokonujesz go pozornie, jak odkurzacz automatyczny, który "wybiera", czy przed fotelem skręcić w prawo czy w lewo.
>Wybierasz kawę zamiast herbaty bo masz na nią ochotę. No i pozamiatane. Jest przyczyna, jest skutek, nie ma wolności wyboru.
Dopytam - a jakbym jeden raz poszedł do tego kolegi i jednorazowo wybrał kawę to miałbym wolną wolę wtedy?
07-10-2015 23:58 
 Ocena 1 na 1
idefiks (158 punktów)
>Wszechmogący znaczy, że może, a nie że musi.
A ktoś mówi, że musi?

>Dopytam - a jakbym jeden raz poszedł do tego kolegi i jednorazowo wybrał kawę to miałbym wolną wolę wtedy?

Ja bym raczej zapytał, czy istniała przyczyna wyboru kawy zamiast herbaty i tu się ewentualnie doszukiwał wolności "wyboru" lub jej braku.

Czy aby na pewno ma miejsce dokonywanie wyboru w sytuacji "wybieram A zamiast B ponieważ C"?
Zwłaszcza, że zachodzi C ponieważ D, a D ponieważ E i tak dalej...? Jeśli C to musiałem "wybrać" A zamiast B - zgadza się, czy się nie zgadza?

Czy odkurzacz automatyczny wybiera, że skręci w lewo przed fotelem zamiast skręcić w prawo? Czym się różni jego "wybór" od "wyboru" kawy zamiast herbaty, poza złożonością czynników, które mają wpływ na taką "decyzję"?

Gdybym był wierzący, to za cholerę spokoju by mi nie dała analiza przyczyn, dla których istota niematerialna, czyli "anioł", dokonuje swojego pierwszego wyboru tuż po akcie stworzenia przez Stwórcę...
Episode_2 (3284 punktów)
>Ja bym raczej zapytał, czy istniała przyczyna wyboru kawy zamiast herbaty
Byłoby dziwne, gdyby nie istniała.

>Czy aby na pewno ma miejsce dokonywanie wyboru w sytuacji "wybieram A zamiast B ponieważ C"?
?

>Czy odkurzacz automatyczny wybiera, że skręci w lewo przed fotelem zamiast skręcić w prawo? Czym się różni jego "wybór" od "wyboru" kawy zamiast herbaty, poza złożonością czynników, które mają wpływ na taką "decyzję"?
Tym, że nie zawsze wybiera tą samą stronę?

>>>Wybierasz kawę zamiast herbaty bo masz na nią ochotę. No i pozamiatane.
A muszę wybrać to, na co mam ochotę?
idefiks (158 punktów)

>>>>Wybierasz kawę zamiast herbaty bo masz na nią ochotę. No i pozamiatane.
>A muszę wybrać to, na co mam ochotę?

Możesz też mieć ochotę aby wybrać coś, na co nie masz ochoty. W każdym przypadku jest jakaś ochota czyli jakaś konieczność. Zawsze wybierasz coś co musisz wybrać. Ewentualnie podaj przykład dokonania wyboru, którego nie musiałeś dokonać, to poddamy go analizie i się przekonamy,czy faktycznie nie musiałeś.
Episode_2 (3284 punktów)
>Ewentualnie podaj przykład dokonania wyboru, którego nie musiałeś dokonać, to poddamy go analizie i się przekonamy,czy faktycznie nie musiałeś.
Albo Ty podaj przykład wyboru, którego musiałeś dokonać, to poddamy go analizie i się przekonamy, czy faktycznie musiałeś.
idefiks (158 punktów)
>>Ewentualnie podaj przykład dokonania wyboru, którego nie musiałeś dokonać, to poddamy go analizie i się przekonamy,czy faktycznie nie musiałeś.
>Albo Ty podaj przykład wyboru, którego musiałeś dokonać, to poddamy go analizie i się przekonamy, czy faktycznie musiałeś.

Mogłem nie odpowiadać Ci na tego posta, ale ponieważ mój mózg postrzega taką dyskusję w kategoriach rywalizacji traktując brak odpowiedzi jako porażkę, musiałem napisać tą odpowiedź, aby "nie przegrać".
Nie ma możliwości, żebym Ci nie odpowiedział na Twojego posta.
No chyba że chciałbym sobie i Tobie udowodnić, że mam wolną wolę - ale wówczas też przecież byłby powód - musiałem Ci nie odpowiedzieć, gdyż mój mózg uznał, że chęć udowodnienia Tobie i mi istnienia wolnej woli mają wyższy priorytet, niż postrzeganie braku odpowiedzi jako porażki.

No ale ponieważ mój mózg jako priorytet postrzega "nieodpuszczanie" w "rywalizacji" na argumenty, oraz jest świadomy, że tak naprawdę nie istnieją żadne "wolne wybory" więc nie mam głupich pomysłów w stylu "nie odpiszę Ci, aby udowodnić, że mam wolną wolę", to musiałem napisać tego posta i gdyby milion razy cofnąć czas o 5 minut od teraz, to za każdym razem napisałbym Ci dokładnie to samo, co własnie czytasz - więc to nie jest żaden wybór między "mogę odpisać" i "mogę nie odpisać" a nieuniknione działanie materii, z której jest zbudowany mój mózg.
Tak jak woda, wlana do lejka, grawitacyjnie wypłynie jego ujściem, tak samo wszystko, co składa się na mój organizm (w tym elektrony w neuronach mojego mózgu), pod przymusem praw tym rządzących zachowa się w każdej sytuacji wyłącznie tak, jak musi (włączając w to interakcje między elektronami w neuronach odbierane jako moje myśli).
Co było do udowodnienia.

To co? To teraz Twój "wolny wybór" i analiza prowadząca do wniosku, że wybrałeś coś, czego nie musiałeś wybrać?
Episode_2 (3284 punktów)
>To co? To teraz Twój "wolny wybór" i analiza prowadząca do wniosku, że wybrałeś coś, czego nie musiałeś wybrać?
Od jakiegoś czasu mam ochotę na kawę, ale nie bardzo chce mi się iść jej zrobić.
Nawet jeśli muszę wypić tą kawę dzisiaj, to mam wybór, czy zrobić ją teraz, czy dopiero po napisaniu tego postu, czy jeszcze później.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co właściwie powinna odpowiedzieć osoba wierząca?
Należy jednak tu zacząć od zdefiniowania najpierw "osoby wierzącej", a następnie jeżeli przyjmiemy, iż chodzi nam
o "wiarę religijną" związaną z jakimś bogiem, to trzeba tego boga zdefiniować aby poznać jego możliwości, gdyż różni bogowie cieszą się różnymi możliwościami.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,672935
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562660
www.racjonalista.pl/forum.php/s,562465

Osoba wierząca może Panu udzielić tylko wypowiedzi zgodnej z własną wiarą, a z wiarą nie ma dyskusji, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej.

@@@
.
Belfer00 (720 punktów)
Mam wrażenie, że po raz kolejny dyskusja zamiast na temat podany przez osobę zakładającą wątek jest przeważnie na temat samej dyskusji.

>Co właściwie powinna odpowiedzieć osoba wierząca postawiona przed poniższym problemem, aby jakoś wyjść z tego z twarzą?
>Bóg unicestwia teraz nasz świat i tworzy go od nowa, ale pod każdym względem identycznie, jak za pierwszym razem, czyli z Rajem, Ewą, Adamem...
>Czy w tym od nowa, ale tak samo, stworzonym świecie, ponownie "wąż" skusi Ewę, a Ewa Adama...?
>Chyba jeszcze lepiej do wyobraźni przemawia 100 równolegle i identycznie stworzonych wszechświatów.
>Czy 100 "węży" skusi 100 Ew?
Problem (eksperyment myślowy), jak rozumiem, dotyczy tzw. "wolnej woli" człowieka. Pomińmy sprawę unicestwiania obecnego świata jako nieistotną dla badanego zagadnienia. O ile wiem, wiara (chrześcijańska) zakłada wolną wolę i całkowitą odpowiedzialność człowieka za grzech pierworodny. Czyli nie ma tu jakiegoś sztywnego determinizmu. Jest więc możliwe, że w jakichś wersjach wszechświata grzech pierworodny nie zajdzie.

Nie wiem czy są jakieś wypowiedzi teologiczne na ten temat. W formie fabularnej problem przedstawił chrześcijański pisarz Clive Staples Lewis w swojej "Trylogii kosmicznej". Bóg stwarza (w naszym Układzie Słonecznym) istoty rozumne trzykrotnie. Na Malakandrze (Marsie) nie wystawia ich na pokusę i nawet nie daje im psychicznej zdolności do grzechu. Żyją w harmonii i spokoju, pod opieką eldilów (aniołów), jakby w raju, ale nie osiągają tego swoją zasługą (nie dorośleją?). Na Tulukandrze (Ziemi) jej opiekun (wielki eldil) buntuje się i namawia ludzi do grzechu, a Bóg pozwala na to (daje ludziom wolną wolę). Wreszcie na Perelandrze (Wenus) Bóg daje miejscowym "ludziom" wolną wolę, dopuszcza do nich nawet wysłannika "ziemskiego eldila" (szatana), pozwalając kusić miejscową "Ewę", ale wszystko kończy się pomyślnie, grzech pierworodny nie zachodzi, eksperyment się udał. Głęboko wierzący Lewis tak rozwiązał ten problem. Oczywiście 400 lat temu spalono by go na stosie za herezję, jak Bruna.
Pozdrawiam.
idefiks (158 punktów)
>Na Tulukandrze (Ziemi) jej opiekun (wielki eldil) buntuje się i namawia ludzi do grzechu, a Bóg pozwala na to (daje ludziom wolną wolę).

Tyle że w jaki sposób Bóg może zrealizować "danie ludziom wolnej woli"? Czym ona jest, skoro niemal każdy nasz "wybór" jest podejmowany z jakichś przyczyn?

Jedyny prawdziwie wolny wybór - nieskażony przymusem wynikającym z wypadkowej preferencji oraz analizy okoliczności i potencjalnych skutków - (czyli wynikający z kompletnej niewiedzy) to dylemat "orzeł czy reszka" i jemu podobne.

Tyle że Ewka w Raju nie rzucała monetą "zerwać, czy nie zerwać?"...

Czy więc Bóg, mając na myśli wolną wolę, chciał aby ludzie mogli w pełni dowolnie wybrać między orłem a reszką? (Cały czas zakładamy, że za język ciągniemy wierzącego).
Belfer00 (720 punktów)
>[...] w jaki sposób Bóg może zrealizować "danie ludziom wolnej woli"? Czym ona jest, skoro niemal każdy nasz "wybór" jest podejmowany z jakichś przyczyn?
>Jedyny prawdziwie wolny wybór - nieskażony przymusem wynikającym z wypadkowej preferencji oraz analizy okoliczności i potencjalnych skutków - (czyli wynikający z kompletnej niewiedzy) to dylemat "orzeł czy reszka" i jemu podobne.
>Czy więc Bóg, mając na myśli wolną wolę, chciał aby ludzie mogli w pełni dowolnie wybrać między orłem a reszką? (Cały czas zakładamy, że za język ciągniemy wierzącego).
Hmm... Jakbym miał tu próbować odpowiedzieć z pozycji wiary, to pewnie musiałbym zajrzeć do jakiegoś podręcznika teologii. Ale IMHO (bez podręcznika) wolna wola to wcale nie jest wola niczym nieuwarunkowana. Po prostu osoba sama właśnie dokonuje "analizy okoliczności i potencjalnych skutków" i ma własną "wypadkową preferencję". Wchodzą tu w grę czynniki racjonalne i nieracjonalne, a przy dużej złożoności problemu decyzja może być nieprzewidywalna (teoria chaosu).

Wraz ze zwiększaniem się stopnia organizacji organizmu zwierzęcia wzrasta w jego zachowaniu udział "decyzji", a maleje "zaprogramowanych instynktów". U ludzi np. nie istnieją automatyczne mechanizmy wyłączania agresji, automatyczne współczucie (empatia). Istoty z Malakandry na myśl, że miałyby zrobić innej istocie krzywdę czuły przykrość niejako automatycznie. O ile dobrze pamiętam można byłoby to porównać do instynktu samozachowawczego czy popędu płciowego. Oczywiście były takie osobniki (osoby), które miały ten automatyzm zaburzony, ale uważano je za chore, tak jak ludzie traktują osoby samouszkadzające się. Starano się je leczyć. Poza tym niejako automatycznie uznawano eldile za "wiedzące lepiej co jest dobre", a sprzeciw wobec nich za coś skrajnie głupiego (tak jak ludzie uznaliby za głupią np. próbę latania przez machanie rękami). Opisuję to by dać przykład istot rozumnych, ale bez wolnej woli (a przynajmniej ze znacznie ograniczoną).
Pozdrawiam.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Rozwiązanie Lewisa jest kiepskie, bo strasznie sztywne. Nadal na wstępie zakłada on istnienie dobra i zła, wolnej woli i generalnie jest to branie pod uwagę małej ilości czynników potrzebnych do oceny. A tu na tej ocenie dobra i zła miałby się opierać problem wolnej woli.

Koncepcja chrześcijańska jest logiczna tylko w obrębie własnego systemu. Inna sprawa, że jest to bardzo płytka poznawczo i oderwana od rzeczywistości filozofia.

Istnienie wolnej woli moim zdaniem jest wykluczone przez fakt, że nie do końca wiadomo na czym miałaby ona polegać i można ją przez to wprowadzić tylko w parze z wiarą w Boga, który jest tak potężny, że dla nas niepojęty, ale to tworzy masę sprzeczności kiedy rozpatrujemy całą tę ideę w odniesieniu do realnego świata.
Episode_2 (3284 punktów)
>Jedyny prawdziwie wolny wybór - nieskażony przymusem wynikającym z wypadkowej preferencji oraz analizy okoliczności i potencjalnych skutków - (czyli wynikający z kompletnej niewiedzy) to dylemat "orzeł czy reszka" i jemu podobne.
Jest to pewien sposób na ominięcie nieświadomych uwarunkowań.
Np. idziesz z ciekawości do hipnotyzera. Po seansie masz podejrzenia, że zaprogramował Cię, żebyś uwikłał się w jakąś sytuację. Wtedy użycie monety faktycznie mogłoby przełamać wdrukowany schemat.
Albo jeśli ktoś zawsze podejmuje złe decyzje, bo już taki jest. Wtedy taka metoda zwiększyłaby szansę na lepszy wybór.
Ale o wolnej woli tu nie ma mowy, bo jak wypadnie reszka, to przecież musisz wybrać to, co było pod reszką. Twój wybór nadal jest uwarunkowany, tylko czymś innym.

>Tyle że Ewka w Raju nie rzucała monetą "zerwać, czy nie zerwać?"...
Tylko że dla osób wierzących ta sytuacja wygląda inaczej.
Przecież Bóg mógł pokierować losowaniem, więc zdając się na losowość oddałaby swoją (hipotetyczną) wolną wolę z powrotem Bogu.
idefiks (158 punktów)
>Ale o wolnej woli tu nie ma mowy, bo jak wypadnie reszka, to przecież musisz wybrać to, co było pod reszką. Twój wybór nadal jest uwarunkowany, tylko czymś innym.

Nie to miałem na myśli. Nie interesujemy się tym, co wypadnie. Zajmujemy się wyłącznie sytuacją dokonywania wyboru między "postawieniem" na orła lub na reszkę. Orzeł lub reszka to jest jakiś wybór, którego dokonałeś. Wybierasz: "orzeł". Cofamy czas o 10 sekund. Znowu wybierzesz orła? Zawsze w tej sytuacji wybierzesz orła, nawet jeśli cofniemy czas o te 10 sekund milion razy?

Co jest przyczyną, że w takiej sytuacji mózg dokonuje takiego, a nie innego wyboru? Odpala sobie generator liczb losowych? Bo tu przecież nie ma żadnej kalkulacji typu "wybieram orła, ponieważ cośtam, bo gdybym wybrał reszkę, to cośtam". Po prostu wybieram.
Brzostowski (7067 punktów)
Jest to problem wydumany i generalnie bez sensu. W religii chrześcijańskiej nie ma mowy o żadnych wielokrotnych stworzeniach. Ja, jako teista nie bardzo wiem jaki to ma być kłopot dla mnie? To bzdura.

Ignoruję Bogusławskiego
Belfer00 (720 punktów)
>Jest to problem wydumany i generalnie bez sensu. W religii chrześcijańskiej nie ma mowy o żadnych wielokrotnych stworzeniach. Ja, jako teista nie bardzo wiem jaki to ma być kłopot dla mnie? To bzdura.
Ale, jak uściślił w toku dyskusji autor wątku, mimo takiego tytułu, w postulowanym eksperymencie myślowym nie idzie o stwarzanie (ani o niszczenie) światów, ale o problem wolnej woli. Czyli, czy grzech pierworodny był (przy takiej naturze człowieka, jaką miał "w raju") nieunikniony, czy nie był. To jest IMHO istotny problem teologiczny, a jeśli taki wybitny pisarz chrześcijański jak Lewis go podjął to chyba też tak uważał. Pozdrawiam.
idefiks (158 punktów)
>czy grzech pierworodny był (przy takiej naturze człowieka, jaką miał "w raju") nieunikniony, czy nie był. To jest IMHO istotny problem teologiczny

Można ten problem opisać także nieco inaczej: Jeśli wąż skusił Ewę, to kto skusił węża?
12-10-2015 19:59 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Można ten problem opisać także nieco inaczej: Jeśli wąż skusił Ewę, to kto skusił węża?

Ewa. Adam bez Ewy (i potrzeby posiadania węża) leżałby sobie w spokoju pod drzewkiem, palił lolki i kontemplował pustkę zen, a Ewa wiecznie niezadowolona przy okazji chciała się dowartościować, skusiła węża chodząc całkiem nago po ogrodzie Reszta treści to manipulacja Ewy typowa dla kobiet - zwalenie całej winy na węża i Adama (w sumie nie wiadomo czy można ich rozpatrywać jako osobne byty).
idefiks (158 punktów)
>Jest to problem wydumany i generalnie bez sensu. W religii chrześcijańskiej nie ma mowy o żadnych wielokrotnych stworzeniach. Ja, jako teista nie bardzo wiem jaki to ma być kłopot dla mnie? To bzdura.

Gdyby Cię milion razy postawić w identycznej sytuacji przed identycznym wyborem, to w Twojej ocenie za każdym razem podejmiesz taką samą decyzję?

O czym świadczyłaby odpowiedź twierdząca?

Odpowiedź przecząca moim zdaniem byłaby jeszcze ciekawsza od twierdzącej, ale to już zupełnie nawiasem mówiąc...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Z początku ten eksperyment myślowy wydał mi się ciekawy, ale de facto nie dotyczy on wolnej woli.

Jeśli za każdym razem padałby ten sam wybór, to świadczyłoby to o determinizmie (zaprzeczenie wolnej woli). Ale nie wiemy jaki byłby wybór gdyby Bóg jeszcze raz stworzył świat. Gdyby wybór był inny, to świadczyłoby to jedynie o wariancji dla danej sytuacji i o indeterministycznej wersji świata.

Wolna wola to takie masło maślane i teoryjka a'la flogiston i ciepliki. Determinizm obalałby wolną wolę, ale indeterminizm wcale nie świadczy o tym, że wolna wola jest faktem. Gdyby nawet coś takiego jak wolna wola istniało, to myślę, że byłby to czynnik na tyle marginalny, że nie ma sensu go rozważać.
idefiks (158 punktów)
>Z początku ten eksperyment myślowy wydał mi się ciekawy, ale de facto nie dotyczy on wolnej woli.
>Jeśli za każdym razem padałby ten sam wybór, to świadczyłoby to o determinizmie (zaprzeczenie wolnej woli). Ale nie wiemy jaki byłby wybór gdyby Bóg jeszcze raz stworzył świat. Gdyby wybór był inny, to świadczyłoby to jedynie o wariancji dla danej sytuacji i o indeterministycznej wersji świata.

Inny wybór w identycznych okolicznościach oznaczałby, że podejmujemy decyzje w oderwaniu od tych okoliczności, zupełnie niezależnie od nich (czyli coś a'la obstawianie orła lub reszki przed rzutem monetą).

Skoro okoliczności byłyby takie same (to jest założenie tego eksperymentu - całe stworzenie świata odbyło się tak samo), to analiza sytuacji i rozważanie potencjalnych skutków dokonywanego wyboru (bo chyba o to chodzi, prawda? wybieramy coś z jakichś konkretnych powodów) również musiałyby być za każdym razem identyczna. Skoro taka sama analiza i te same rozważania miałyby za drugim razem prowadzić do innej, niż w pierwszej wersji tego samego świata, podjętej decyzji, to na czym właściwie polega ten "wybór"?

To ja już bym chyba wolał ten determinizm, niż kompletną nieprzewidywalność. Czy możemy odpowiadać za swoje czyny, jeśli dopuszczamy taką możliwość, że w kolejnych iteracjach tego samego świata wybieralibyśmy różnie na podstawie tego samego zestawu danych wejściowych i okoliczności?
A czy powinniśmy za siebie odpowiadać, jeśli wybieralibyśmy zawsze tak samo, niczym zaprogramowane roboty? No jakby się nie obrócić, to z każdej strony dupa za przeproszeniem...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Inny wybór w identycznych okolicznościach oznaczałby, że podejmujemy decyzje w oderwaniu od tych okoliczności, zupełnie niezależnie od nich (czyli coś a'la obstawianie orła lub reszki przed rzutem monetą).

No właśnie niekoniecznie. Tu właśnie w grę wkracza wolna wola i to czym ona jest. Umówmy się - nie jest to zrozumiała idea, więc należy ją rozpatrywać jako coś niepojętego, poza czasem, przestrzenią i jest to właściwość duszy. Takie pojęcia jak dusza, Bóg, wolna wola są na tym samym poziomie i jest to dorabianie ideologii do źle zrozumianej interpretacji świata. Nie ma nawet dokładnej definicji, bo jest to tłumaczone niepojętnością. Raczej nie da się tego obalić, ale zupełnie nie widzę sensu żeby to przyjmować. Jednak gdybyś już przyjął dogmat o istnieniu wolnej woli, to mogłoby to dotyczyć np procesu wyborów moralnych w Twojej głowie, albo przyjęcia lub odrzucenia wiary. Bóg ocenia każdego sprawiedliwie (uwaga, znów nieprecyzyjne pojęcie, bo nie ma jednoznacznej definicji katolickiej sprawiedliwości), czyli pewnie ocenia każdego indywidualnie w oparciu o świadomość tego na jakim poziomie jest świadomość danej osoby. Zarówno wolna wola, Bóg, dusza i ta "sprawiedliwość", jak i pojęcia nieba i piekła są całkowicie nie do logicznego wyjaśnienia. Z tego powodu nigdy tego nie obalisz i będziesz kręcił się w błędnym kole, ale ostatecznie mądrzy ludzie to odrzucają, bo kłóci się to z moralnością pojmowaną po ludzku i empatią. Logiki to w ogóle nie dotyczy, a więc na jakiej podstawie ktokolwiek miałby w to wierzyć? Taka wiara to błąd poznawczy zaburzający psychikę.

>Skoro okoliczności byłyby takie same (to jest założenie tego eksperymentu - całe stworzenie świata odbyło się tak samo), to analiza sytuacji i rozważanie potencjalnych skutków dokonywanego wyboru (bo chyba o to chodzi, prawda? wybieramy coś z jakichś konkretnych powodów) również musiałyby być za każdym razem identyczna. Skoro taka sama analiza i te same rozważania miałyby za drugim razem prowadzić do innej, niż w pierwszej wersji tego samego świata, podjętej decyzji, to na czym właściwie polega ten "wybór"?

Na wyborze między dobrem, a złem (znów puste pojęcia, bo katolickie dobro i zło są niedoprecyzowane w samej Biblii, a katolicka swobodna interpretacja nie ma podstaw) dokonywanym przez niepojętą duszę stworzoną i ocenianą przez niepojętego Boga. Z taką fantastyką nie ma co dyskutować, bo zawsze to kwestia interpretacji tych bezsensownych pojęć. Wymyślisz mądre argumenty, a na podstawie tego bełkotu można je łatwo obalić.

A tutaj akurat argument znajduje się także z zakresu normalnych pojęć. Jeżeli zakładamy determinizm, to dany skutek powoduje zawsze taką samą przyczynę. Jednak wcale nie jest powiedziane, że tak jest, bo jeden skutek może mieć kilka różnych możliwych przyczyn, które mogą oddziaływać w różnej kombinacji, jedna przyczyna może powodować różne skutki. Dopóki nie znamy WSZYSTKICH przyczyn i skutków i konsekwencji tego, to nie możemy wykluczyć, że za to czego nie wiemy odpowiedzialna jest wolna wola. Podobnie jak nie możemy wykluczyć tego, że za farta w kartach zawsze odpowiada wróżka karcianka i żeby zdobyć jej łaskę trzeba grając pomyśleć specjalne zaklęcie. Czasem się to sprawdza i wróżka słucha, a czasem się nie sprawdza i wtedy zaklęcie nie działa

>To ja już bym chyba wolał ten determinizm, niż kompletną nieprzewidywalność. Czy możemy odpowiadać za swoje czyny, jeśli dopuszczamy taką możliwość, że w kolejnych iteracjach tego samego świata wybieralibyśmy różnie na podstawie tego samego zestawu danych wejściowych i okoliczności?

No, a co jeśli w tych samych okolicznościach raz wybierasz na obiad rosół, a innym razem pomidorową? Co z ludźmi, którzy decydują się od czasu do czasu coś ukraść? Z pewnością mamy tu jakiś czynnik, który za to odpowiada, bo skoro czegoś chcę i coś wybieram, to z jakiegoś powodu takie decyzje pojawiły się w mojej głowie. Chrześcijanie po prostu wierzą, że tym czynnikiem jest wolna wola, jest to atrybut duszy i za to będziemy rozliczani przed Bogiem, który wyśle nas do piekła jak wybieraliśmy źle, albo do nieba jeśli byliśmy dobrzy. W zasadzie całe to zdanie jest intelektualnie bełkotem, ale emocjonalnie... strach się bać

>A czy powinniśmy za siebie odpowiadać, jeśli wybieralibyśmy zawsze tak samo, niczym zaprogramowane roboty? No jakby się nie obrócić, to z każdej strony dupa za przeproszeniem...
>

W przypadku absolutnego determinizmu nie możemy, a w przypadku indeterminizmu to już zależy od definicji Boga, dobra i zła.
13-10-2015 13:29 
 Ocena 1 na 1
idefiks (158 punktów)
>No, a co jeśli w tych samych okolicznościach raz wybierasz na obiad rosół, a innym razem pomidorową?

To nie byłyby "te same okoliczności". Okoliczności nigdy się nie powtarzają. Ty za 5 minut to już nie będziesz Ty z teraz, więc nie ma możliwości, aby za 5 minut zaszły dokładnie te same okoliczności.

A co dopiero Ty dzisiaj, wybierający rosół i Ty za tydzień wybierający pomidorówkę. Pomimo że pozornie stołówka i kucharka ta sama... No proszę Cię...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Zmienia się tylko tło, więc różnice są pozorne. Sytuacja jest prawie taka sama, a czynniki wpływające na wybór wcale nie musza się zmieniać.
idefiks (158 punktów)
>Zmienia się tylko tło, więc różnice są pozorne. Sytuacja jest prawie taka sama, a czynniki wpływające na wybór wcale nie musza się zmieniać.

"Prawie" może w tym przypadku robić wielką różnicę.

Skąd wiadomo, jaki wpływ na proces myślowy ma neutrino przelatujące przez nasz mózg?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No to skoro nie wiadomo, to skąd wiesz, że ma znaczenie? Skąd wiesz, że "prawie" w tym przypadku robi różnicę?

Wymyśliłem też uzasadnienie dla wolnej woli gdybyśmy założyli, że taka istnieje. Polegałoby to oczywiście na uznaniu, że człowiek jest jednostką decyzyjną (duszą). Mózg zbiera informacje z otoczenia i na podstawie tej wiedzy podejmuje decyzję. Znaczyłoby to, że mózg jest ośrodkiem oddzielonym od zewnętrznych przyczyn i skutków i kieruje się innymi zasadami niż oddziaływania przyczynowe. Informacje z zewnątrz i zewnętrzna sytuacja (przyczyna) -> interpretacja tego przez mózg (skutek) -> wolny wybór (niezależny w pełni od tego skutku, czyli nowa przyczyna) -> skutek wolnego wyboru.

Oczywiście nie ma żadnych podstaw żeby w to wierzyć, ale to niestety jest spójne.
idefiks (158 punktów)
>No to skoro nie wiadomo, to skąd wiesz, że ma znaczenie? Skąd wiesz, że "prawie" w tym przypadku robi różnicę?
Nie mamy żadnej wiedzy, która by nam dawała podstawy przyjąć, że nie ma znaczenia.

>Wymyśliłem też uzasadnienie dla wolnej woli gdybyśmy założyli, że taka istnieje. Polegałoby to oczywiście na uznaniu, że człowiek jest jednostką decyzyjną (duszą).

Czyli wymyśliłeś uzasadnienie, którego elementem koniecznym jest wiara w istnienie duszy. Ok. Słabe, ale ok...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie mamy żadnej wiedzy, która by nam dawała podstawy przyjąć, że nie ma znaczenia.

Tylko, że domyślnie zakładamy, że nie ma i dopiero jeśli znamy ten wpływ i wiemy, że ma znaczenie, to wprowadzamy to do założeń.

>Czyli wymyśliłeś uzasadnienie, którego elementem koniecznym jest wiara w istnienie duszy. Ok. Słabe, ale ok...

Zadałeś pytanie co powinna odpowiedzieć osoba wierząca. Taka osoba wierzy w duszę, Boga i wolna wola jest elementem tej układanki, czyli "wybroni" się z tego. Lepiej zadać pytanie dlaczego ta osoba w to wierzy

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365